•  

    Oto opowieść o gościu, który zajebał sobie życie.

    Adam żył w domu dziecka od małego. Tam popadł w nieciekawe towarzystwo, alkohol, narkotyki, drobne kradzieże. Ale miał jednego kolegę, z normalnej, szczęśliwej rodziny, który chciał mu pomóc w życiu. Jego rodzice dogadali się jakoś z kuratorium i Adam od 16 roku życia w zasadzie mieszkał u nich, czasem się tylko pojawiał w bidulu. Miał za darmo jedzenie, obiady, a nawet gdy zbliżał się do 18 oplacili mu kurs na prawo jazdy, jego jedynym obowiązkiem było wyprowadzać psa i wyrzucać śmieci. Porzucił stare towarzystwo na rzecz nowego, bardziej poukładanego. Gdy skończył 18 lat oficjalnie odszedł z domu dziecka, postanowił z tej okazji zrobić małą imprezę pożegnalną (w knajpie). Chcąc nie chcąc na imprezie pojawili się ludzie z poprzedniego towarzystwa. Wypili dużo wódki, stwierdzili, że przeniosą imprezę na kwadrat do jednego ze znajomych. Tam już posypały się kryształy, amefatimy i inne. Nacpany/najebany Adam stwierdził, że przecież on już w zasadzie umie jeździć samochodem, poszedł więc do ojca rodziny, u której mieszkał i zajebał im kluczyki. O 3 rano złapała go policja gdy slalomem jechał ulicą 30 na godzinę. Na domiar złego okazało się, że wyjeżdżając z podwórka zniszczył kilka samochodów (trąc bokiem samochodu o każdy po kolei). Ojciec odpuścił mu winy i nie założył sprawy w sądzie, sąsiedzi już tak. Do zapłacenia prawie 60 tysięcy złotych, bez możliwości zrobienia prawa jazdy (chyba dożywotnio, ale nie znam szczegółów), wyrok w zawieszeniu. Adam nawet nie przeprosił, nigdy się już nawet nie pojawił w tym mieszkaniu. Szukał jakiejkolwiek pomocy wśród kogokolwiek i po kilku miesiącach błąkania się po melinach poznał Karynę. Karyna wiek 21, waga pewnie grubo po 100 przy wzroście 160 cm, dwójka dzieci - każde z innego ojca. Przygarnela go do swojego mieszkanka i zaciazyla również z nim. Teraz chłopak zapierdala w pocie czoła na karę pieniężną, jedno swoje i dwoje nieswoich dzieci. A wszystko przez jedną imprezę i chwilę słabości, gdy stary znajomy sypał towar na blat. Nie oceniam, jestem tylko narratorem.

    #przegryw #patologia #domdziecka #narkotyki
    pokaż całość

  •  

    Dziś w mediach było sporo o "łamaniu haseł do kryptowalut" () przez handlarzy narkotyków, których zawinęła policja. Prostujemy te bzdury i wyjaśniamy jak kopie się kryptowaluty i na czym polega zamiana energii i mocy obliczeniowej na Bitcony: https://www.wykop.pl/link/4539033/po-co-handlarzom-narkotykow-koparki-kryptowalut/

    #bitcoin #kryptowaluty #niebezpiecznik #pieniadze #policja #narkotyki #blockchain
    pokaż całość

  •  

    Can LSD make you a billionaire?

    Czy LSD może pomóc Ci stać się milionerem?

    Milionerzy z Doliny Krzemowej uważają, że tak. Mikro-dawki LSD stają się coraz popularniejszym sposobem na zwiększenie kreatywności w branży IT za oceanem. Ciekawy reportaż od CNN Money.

    #lsd #it #psychodeliki #mozg #narkotyki pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Wiecie co jest najgorsze w narkotykach? To że są zajebiste. Świadczy o tym fakt że nikt od nich nie może odejść. Mogą niszczyć Ci organizm, rodzinę a i tak ciężko się od nich uwolnić. Jak miałem 14 lat i pierwszy raz jak zapaliłem to stwierdziłem że tylko debil wolałby alkohol zamiast marihuany. Różnica między tymi dwoma używkami była kosmiczna. Zupełnie nowe doznania. 2 lata później przeprowadziłem się do większego miasta, zmieniłem towarzystwo i przestałem palić. Dostałem się do dobrego liceum. Ostatnio nastąpił kolejny przełom. Spróbowałem opiatów i mdma. Różnica między nimi a marihuaną jest taka sama jak między marihuaną a alko. W przypadku mdma stałem się bardziej otwarty na ludzi. Od 22 do 5 rano nie zszedłem z parkietu. Poznałem masę ludzi, z każdym fajnie mi się rozmawiało. Extazy w ogóle nie siadło mi na mózgu. Nie zachowywałem się dziwnie. Po prostu miałem na wszystko ochotę. Jak słyszę gdy ktoś z kieliszkiem wódki w ręce mówi że narkotyki to cipa i chuj to dochodzę do wniosku że nie ma na ich temat żadnego pojęcia. Problemem narkotyków jest to że usuwają problemy tylko z naszych głów i że są najlepszą rzeczą na świecie.

    #narkotyki #narkotykizawszespoko
    pokaż całość

  •  

    dzis kolejny dzien, wchodzi 240 mg i mam nadzieje ze nie bedzie wiecej, wczoraj dobrze poszlo to dzis pewnie tez dam rade
    #narkotykizawszespoko #narkotyki #narkotykiniezawszespoko #odstawianie

  •  

    No elko.
    Czas powiedzieć co u mnie. Głównie dla @zapoznalem i @Fikaczu_ bo te pojeby pamientajo co tu kiedyś odjaniepawlałem xD

    Drugi miesiąc żyje sobie na czysto, bez #narkotykizawszespoko - może to i guwno, a nie wynik, ale po 3 letnim ciągu to w sumie mnie satysfakcjonuje. Alko też ograniczyłem do kilku browarków na miesiąc (nie dzień xD).
    #antlion #narkotyki
    pokaż całość

  •  

    Polecam zobaczyć (blisko dwugodzinny) film: Jerzy Afanasjew obala mity o narkotykach w Polsce.
    O co chodzi? Jest to rozmowa z człowiekiem z organizacji Społeczna Inicjatywa Narkopolityki: https://sin.org.pl/
    Wbrew pozorom film bardzo wartościowy, gość ma dużą wiedzę. Mówi o narkotykach w Polsce i za granicą, policji, działalności organizacji SIN, festiwalach (w tym PolandRocku), jak wygląda zatrzymanie przez policję, jak wygląda jej praca, jak wyglądają statystyki, etc.

    #narkotykizawszespoko #narkotyki #bojowkamedycznegoklefedronu #wykopjointclub #marihuana #medycznakodeina #medycyna
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Dziś sobota, ostatni weekend wakacji, więc pamiętajcie drogie dzieci - nie dzielcie się zwijką, nie używajcie banknotów do wciągania, miejcie swój sprzęt.
    Zamiast banknotu można użyć zwijki z twardego papieru albo słomki od napojów, w większości klubów, przy barze, mozna dostać krótki słomki, ~10cm - nadają się idealnie.

    Jak ćpać, to róbcie to świadomie i bezpiecznie. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    p4a

    #narkotykizawszespoko #narkotyki #bojowkamedycznegoklefedronu #stymulanty #psychodeliki #amfetamina
    pokaż całość

    źródło: s22.postimg.cc

  •  

    200ug LSD na drugi raz będzie ok? pierwszy raz zarzucałem 100, ale nie było to nic nadzwyczajnego bo miałem kilka przeżyć psychodelicznych i wiedziałem czego się spodziewać i właśnie to dostałem na tej małej dawce. Jak myślicie, 200 wypierdoli mnie w nieznane mi dotąd krainy czy może lepiej nie szarżować? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #narkotykizawszespoko #lsd #psychodeliki #narkotyki pokaż całość

  •  

    No i 400mg tramadolu wleciało.

    Życzcie mi przyjemnej podróży ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #narkotyki #narkotykizawszespoko

  •  

    #narkotykizawszespoko #kodeina #narkotyki #acodin #uzaleznienie #ciekawostki #morfina
    Dziś przeczytałem coś, co zmroziło mi krew w żyłach. Historia wydaje mi się być trochę przerysowana i zbyt dokładnie opisana jak na kogoś, kto otarł się o śmierć, aczkolwiek bardzo ciekawa.

    W pogoni za fazą
    Już jako małolat interesowałem się odmiennymi stanami świadomości i miałem ogromną ochotę sprawdzić jak jest po drugiej stronie lustra. Chcę, aby nie było wątpliwości, iż ćpać zacząłem z chęci ujebania się, nie zaś dlatego, że miałem trudne dzieciństwo czy wujka z lepkimi rączkami. Zacząłem tradycyjnie dla Polski, od alkoholu. Pierwszy raz najebałem się jako dwunastolatek. Na szczęście matka dobrze mnie pilnowała i minęło dużo czasu, nim powtórzyłem doświadczenie. W ogólniaku poznałem się z THC i długo, do spółki z
    alkiem były to jedyne narkotyki jakie przyjmowałem, głównie dlatego, że do innych nie było dostępu. Na studiach paliłem naprawdę sporo zielska, alkoholu piłem zaś mało, bowiem matka ciągle trzymała mnie na krótkiej smyczy. Studiów ostatecznie nie ukończyłem, na
    co regularne palenie musiało mieć wpływ, ale mimo to znalazłem pracę, która dawała mi satysfakcję i szanse na rozwój a z zielskiem nieco przystopowałem. Dawne towarzystwo od fifki po prostu się rozpadło.

    Pierwsza znajmomość z Panią K
    W życiu zdarzają się chwile, z pozoru zupełnie nieistotne, które ostatecznie mają na nas gigantyczny wpływ. Taki prywatny efekt motyla, doświadczany chyba przez każdego. Dla mnie ten moment to oglądane z nudów śniadanie z TVN, w którym usłyszałem, że gimnazjaliści odurzają się dostępnym bez recepty lekiem o nazwie Acodin. Mój ćpuński mózg to zapamiętał, choć nie podjąłem żadnych konkretnych kroków w celu zakupu tajemniczej substancji. Do czasu... Naprawdę sporo wówczas "pakowałem" a ponieważ chciałem to robić porządnie, dbałem o różne odżywki i witaminki. Po pracy wpadłem do apteki uzupełnić suplementację. W kolejce przede mną stało chude dziewczę w bluzie z kapturem, w wieku gimnazjalnym, które cichym głosem poprosiło panią farmaceutkę o Acodin. Nie na tyle jednak cichym, bym nie usłyszał. Wyszukiwarka w mojej głowie zadziałała, wyrzucając w wynikach materiał z TV a dalej poszło szybko. Do domu wróciłem z opakowaniem tajemniczych tabletek na kaszel i silnym podnieceniem na myśl o oczekującej mnie jeździe. Ponieważ uważałem się za rozsądnego (sic!) człowieka, postanowiłem najpierw poczytać na temat i tak oto znalazłem Hypcia. Faza bardzo mi się podobała (dorzuciłem kilka piw i palenie) i na następny dzień postanowiłem powtórzyć przeżycie. Żeby nie robić przypału, tym razem w innej aptece poprosiłem o Acodin, na co pani z okienka udzieliła mi informacji, że kaszlodynu owszem nie ma, ale może w zamian dać Thio. Głupio mi było odmówić - i tak czułem się jakbym miał wypisane na czole, po co to kupuję - więc wziąłem. W drodze do domu przyszło mi do głowy, że może ten lek też ma działanie psychoaktywne, sprawdziłem więc na odnalezionej dzień wcześniej stronie. Tak oto poznałem się z Panią Kodeiną.

    Zabawy z deksiwem i drugie spotkanie

    Pierwszy raz z Thio wcale mi się nie spodobał, choć poprawiłem drugim opakowaniem, znalezionym w domowej apteczce. Poczułem co najwyżej lekki chill i stwierdziłem, ze ćpanie tego gówna to jakaś bzdura. Dokładnie w tym czasie wyprowadziłem się z domu rodzinnego i mogłem rozpocząć poważne zabawy z DXM. Ponieważ tekst nie jest o tym, napiszę tylko, że po dwudziestu-trzydziestu razach solidnie zniechęciłem się do kaszlaka. Wystarczył porządny bad trip po 900 mg, kiedy wydawało mi się, a właściwie byłem pewien, że jestem martwym, sztucznym manekinem, testowanym w zimnym, bezdusznym laboratorium zwanym wszechświatem, przez jakieś tajemnicze i okrutne siły. Laboratorium, z którego uciec można tylko w jeden sposób - zepsuć się. Przez mniej więcej godzinę, na serio rozważałem wyjście oknem. Zniechęcił mnie też totalny rozpiździec fizyczno-emocjonalny, który przeżyłem następnego dnia, z niepowstrzymaną gonitwą myśli i koszmarnym, pustym pobudzeniem nie do wytrzymania. Objawy te, na które nie pomagały browary ani zielsko po chwili olśnienia udało mi się zaleczyć znaną już panną kodą. Tak oto ona i ja spotkaliśmy się ponownie.

    Staczanie się
    Teraz równię pochyłą widzę jasno i czysto, choć wtedy zdawało mi się, że raczej wspinam się na szczyt. Usamodzielniłem się, w pracy odnosiłem sukcesy, ostatecznie dostając awans na stanowisko analityka biznesowego, zakochałem się we wspaniałej dziewczynie. Do DXM już nie wracałem, chociaż na Hypcia zaglądałem często, bawiąc się w syntezy Metkata. Przez kolegę z roboty znalazłem też dojście do Fety. Stymulanty to jednak nie była moja bajka, przyjmowałem je głównie weekendowo, ze sporą ilością alku. Kodeina za to sprawdzała się na zejście, na kaca, na ból głowy i ogólne złe samopoczucie. Sprawdzała się świetnie! W naszym przypadku nie było miłości od pierwszego wejrzenia, brakowało pierdolnięcia pioruna i trzęsienia ziemi, była za to powoli budowana przyjaźń, taka na całe życie. Uczucie, które można poczuć po przerobieniu minimum stu paczek. Czytywałem wtedy forum i dziwiłem się oraz śmiałem w duchu z głupków, którzy potrafili wjebać się w tak nieszkodliwą i lekką używkę. Jeśli jesteś świeżakiem i doczytałeś do tego fragmentu, pewnie myślisz o mnie to samo i pewnie tak samo jak ja wtedy, mylisz się. Relaks po paczce-dwóch Thiocodinu i kilku piwkach polubiłem tak bardzo, że nie potrzebowałem żadnego pretekstu do zakupów. Zacząłem Thio stosować bez przyczyny, ot tak aby się wyluzować po ciężkim dniu. Robiłem oczywiście kilkudniowe przerwy i myślałem, że wszystko jest w porządku. Dni bez kody jednak, na co byłem ślepy, zdarzały się coraz rzadziej. Po roku dwa opakowania dziennie i cztery browce stały się standardem i ukoronowaniem wieczoru. Takim wieczornym rytuałem. Na tej dawce upłynął kolejny rok.

    Złudne poczucie bezpieczeństwa
    Po roku na 300 mg wiedziałem już, że jestem wjebany, w końcu ile można się oszukiwać? Oczywiście można długo, trzeba tylko wymyślać nowe sposoby. Przecież da się żyć codziennie odwiedzając apteki, tak jak codziennie kupuje się szlugi, prawda? Na ćpanie było mnie stać, aptekarki bez pytania i z uśmiechem wykładały na ladę paczki dla pana w gajerku a w pracy szło mi świetnie. Tylko dawki niepostrzeżenie rosły. W końcu w robocie nadszedł czas dużego wdrożenia ważnej aplikacji a poziom stresu był masakryczny. Wpadłem wtedy na świetny pomysł - co lepiej zwalczy nerwy niż kodeina? To przecież nie alkohol, nic nie czuć i zachowuję się po tym normalnie. Napiszę tylko, że całe wdrożenie wspominam błogo. Stres odpłynął gdzieś daleko a nudne nawet obowiązki wykonywało się przyjemnie. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Dzień zaczynałem od opakowania Thiocodinu, zapijanego dietetyczną Colą. Drugie wrzucałem w porze lunchu. Po pracy ładowałem cztery, a czasem sześć paczek, zapijane obowiązkowymi browarami lub ćwiartką.

    Kop w dupę od wszechświata
    Tego już nie dało się ukryć. Pierwsza dowiedziała się dziewczyna, która oczywiście kazała mi rzucić to gówno. Naciskała, kłóciliśmy się, w końcu uległem. Rzucałem bezskutecznie trzy razy. Za czwartym razem ona rzuciła mnie. Bardzo ją kochałem i chyba nadal kocham, ale kodeinę najwyraźniej kochałem bardziej. Kobiety nie znoszą konkurencji więc na koniec została mi tylko jedna - ta chemiczna. W międzyczasie o moim małym nałogu usłyszeli też w pracy. Ktoś, choć do dziś nie wiem kto, zauważył jak w przerwie wybijam z pobliskiej apteki (od drzwi biura miałem maksymalnie 50 metrów), odpakowuję i zjadam dwa opakowania leku na kaszel. Ponoć nawet wyjął opakowania ze śmietnika. O co w tym chodzi pewnie sprawdził w internecie a potem doniósł komu trzeba i rozpuścił po firmie plotkę. Od tego czasu szukano tylko pretekstu, żeby mnie zwolnić i szybko taki pretekst znaleziono, zwłaszcza że ze złamanym sercem miałem na wszystko wyjebane. Zaraz po dziewczynie kodeina odebrała mi więc pracę. Jeśli myślicie, że to już dno, to grubo się mylicie. Najlepsze dopiero przed wami.

    OZT
    Zamiast poszukać nowej roboty, a w przyszłości, jak już przestanie tak boleć, nowej dziewczyny, użalałem się nad sobą i oczywiście ćpałem, popijając browarem. Dostałem niezłą odprawę, więc przez jakiś czas było za co. Gdy pieniądze ostatecznie się skończyły, spróbowałem piątej odstawki. Wytrzymałem półtora miesiąca aż nadszedł ten feralny ranek, gdy się złamałem i powiększyłem dług na karcie kredytowej. Do domu wróciłem z paczką Thiocodinu i trzema browarami. Było bardzo przyjemnie, poskładało mnie jak wcześniej 600 mg. Tylko brzuch zaczął boleć. Bolał coraz bardziej i nie pomogły nawet dwa Ketonale Forte i dwie Nospy Max, które zostały po odstawce. Wieczorem chodziłem już po ścianach i podjąłem męską decyzję o wyprawie na ostry dyżur. Tam czekały mnie godziny w kolejce, badania i w końcu diagnoza - ostre zapalenie trzustki.

    Pierwsze dwie rurki

    OZT to przykra przypadłość, która zwykle dotyka alkoholików z minimum dwudziestoletnim stażem. U mnie wystarczyły trzy lata miksu browaru z tabletkami. I pomyśleć, że unikałem Antidolu, bo bałem się o wątrobę (swoją drogą ciekawe, czy żyłbym jeszcze, gdybym to ekstrahowanego Antka zapijał alkoholem). Ból był absolutnie kurewsko koszmarny. Kiedyś myślałem, ze najgorsze cierpienie to te, po ekstrakcji zęba, potem na topie mojej prywatnej listy długo znajdowało się ciężkie ropne zapalenie gardła. OZT przebija je oba, porównywalny z nim jest może poród, tylko trwa krócej. Leczy się to przez ścisły post, nawodnienie i podanie środków przeciwbólowych i rozkurczowych. Mówiąc inaczej nie ma na to lekarstwa a można jedynie łagodzić objawy i wspomagać organizm. Śmiertelność według Wikipedii wynosi 10%. Wtedy zresztą o tym nie wiedziałem, wydawało mi się za to, że jestem pod dobrą opieką i wystarczy przetrzymać tydzień. W duchu nawet się trochę cieszyłem, bo lekarz powiedział, ze już nigdy nie będę mógł pić i ćpać, a ja wierzyłem, że własnie sięgnąłem dna i po wyjściu ze szpitala się wyprostuję. Tylko stan zamiast poprawiać, zaczął się pogarszać. Wyglądałem wkrótce jak w szóstym miesiącu ciąży, bowiem perystaltyka jelit zupełnie ustała. Na trzeci dzień zdecydowano, że trzeba mi założyć sondę żołądkową i cewnik. Pierwsza rurka wylądowała więc w żołądku a druga we fiucie. Zabieg wykonywała młoda, śliczna doktor stażystka a ja umierałem z poniżenia. Wolałbym zdecydowanie obleśną starą pielęgniarkę.

    OIT i kolejne rurki
    Następnego dnia rano wykonano mi tomografię brzucha, po której od razu wylądowałem na oddziale intensywnej terapii. Dużo później dowiedziałem się, że oglądając wyniki lekarze szacowali moje szanse na przeżycie na 2%. Ja sam myślałem, że to gdzieś pół na pół. Koledze określiłem przez telefon że prawdopodobieństwo tego, że wrócę do domu jest podobne, jak tego, że Polska awansuje do Euro 2016 (ponieważ to czytasz, wiesz już, że jednak trafiłem w sedno). Do dziś pamiętam szok, jaki wywarł na mnie oddział. OIT to wysokie, mechaniczne łóżka, na których leżą nieprzytomni pacjenci pod respiratorem, masą kabli, czujników i rurek a za nimi stoją wielkie mrugające szafy, przypominające komputery z filmów SF z lat osiemdziesiątych, migające diodami i podające leki ze specjalnych szuflad. Mnie też wkrótce oklejono czujkami i podpięto do "szafy" za pomocą wkłucia centralnego do żyły szyjnej. Zostałem kompletnie uziemiony, mogłem tylko pomarzyć o fajku czy rozprostowaniu nóg, ciężko było się nawet przekręcić na bok. Dodatkowo, w przeciwieństwie do współtowarzyszy niedoli, ja byłem w pełni przytomny, a ból wręcz rozsadzał mi brzuch. Otrzymywałem oczywiście środki przeciwbólowe, w tym opiaty, ale nie pomagały, może przez wyrobioną tolerkę, kto to wie? Po trzech dniach dostawałem już prawdziwego pierdolca. Na szczęście w międzyczasie kompletnie wysiadły mi nerki a inne narządy też pakowały walizki. OZT okazało się martwicze, z infekcją bakteryjną, która przerodziła się w zapalenie otrzewnej. Zdecydowano więc o operacji. Na blok jechałem z poczuciem lekkiej ulgi, myśląc że to już wóz albo przewóz. Wyjdę z tego szybko i wrócę do domu, albo więcej się nie obudzę. Po raz kolejny się myliłem.

    Jeszcze więcej rurek
    Trzy tygodnie byłem nieprzytomny, z niewydolnością wielonarządową, zapaleniem otrzewnej, podłączony pod dializę, respirator i cały spuchnięty od toksyn. Z wyrokiem śmierci. W tym czasie żegnała się ze mną cała rodzina i znajomi a matka rozpaczała na korytarzu, pod salą. Ostatecznie ku wielkiemu zaskoczeniu lekarzy moje nerki też zaskoczyły a serce wytrzymało. Wróciła również, na moje nieszczęście, świadomość. Postanowiono leczyć mnie metodą otwartego brzucha, miałem więc piękne rozcięcie, długie na jakieś 25 cm, tuż pod splotem słonecznym, złapane grubą dratwą tylko w kilku miejscach, tak że pomiędzy brzegami rany była centymetrowa szpara przez którą wesoło wyglądały flaki. W każdym z boków zrobili mi dziury, w które wetknięto po trzy rurki a z tych rurek do pojemników spływała ohydna, zaropiała treść z trzewi. Jeszcze jedna rurka wylądowała w jelitach, dzięki czemu mogłem dostawać jedzonko. Trzustka natomiast spokojnie obumierała sobie dalej. Po takim hardkorze straciłem zupełnie siły, ciężko mi było nawet unieść rękę do twarzy. Ponieważ odżywiano mnie dojelitowo, miałem sraczkę, ale nie byłem nawet w stanie unieść się na tyle, by podłożono mi basen. Jedna pielęgniarka nie potrafiła mi pomóc (po siłowni był ze mnie kawał chłopa) więc czasem robiły to dwie, ale głównie waliłem w pieluchę. Nota bene pielucha to jedyny ubiór, dopuszczalny na OIT. Usta, pozbawione płynów były wyschnięte na wiór. Czasem, ale niezbyt często, udawało mi się wyżebrać mililitr wody do zastrzyków, którą mogłem wypić i która smakowała jak najsłodszy nektar, prosto z ośnieżonego Olimpu. Zdarzało mi się też półświadomie odłączać urządzenia, więc przywiązano mi ręce do poręczy łóżka. Raz całą noc spędziłem tak związany, słabo błagając nieczułe pielęgniarki z dyżurki, aby mnie uwolniły. Następnego dnia na obchodzie zrobiłem ordynatorowi koszmarną awanturę (albo tak mi się wydawało, bo pewnie tylko cicho skrzeczałem) i wymogłem podpisanie oświadczenia, że więcej nie będą mnie wiązać, nawet w przypadku zagrożenia życia. Od tego czasu, przynajmniej z unieruchamianiem miałem spokój, choć i tak zbyt intensywnie się ruszać się nie byłem w stanie. Nie miałem też siły na nic innego, włączając czytanie książek czy surfowanie po necie na telefonie. Nawet słuchanie muzyki, radia czy audiobooków było koszmarnie męczące i zupełnie z tego zrezygnowałem. Ale świadomość zachowałem. Na trzustkę krojono mnie łącznie siedem razy, choć krojenie to duże słowo - brzuch miałem przecież otwarty. Błagałem o śmierć. Prawie ubłagałem kostuchę, bowiem przyplątało się zapalenie płuc, dla tak osłabionego organizmu zwykle zabójcze. W prawym płucu zbierała się woda i wylądowałem pod respiratorem na ponad tydzień (w pełni świadomy). Utraciłem w ten sposób zdolność mówienia, jeszcze długo po wyjęciu respiratora gardło nie było w stanie artykułować słów. Zalegająca flegma sprawiała, że regularnie się dusiłem i mogłem tylko machać rękami, błagając niemo, aby pielęgniarki odessały ten syf, rurką wkładaną do oskrzeli przez gardło lub nos. Wodę z opłucnej odsysano mi wielką strzykawką (tzw Żanetą) z igłą o wielkości małego sztyletu, na żywca. Wzbogaciłem się też o kolejną rurkę, do opłucnej i kolejny pojemnik, w który skapywał brudny płyn. Rozważano też dekortykację płuca, czyli usunięcie na trwałe żebra a potem opłucnej, ale skończyło się na operacji laparoskopowej i kolejnej bliźnie. Po każdym zabiegu, jak tylko mijała mi narkoza, wracała pełnia przytomności. Koledzy i koleżanki z sali byli niemal wyłącznie warzywkami. Części powracała świadomość i wywożono ich na inne oddziały, resztę zwożono do kostnicy. Przynajmniej sześć - siedem osób umarło na moich oczach, w tym jeden gość też z OZT. Maszyny za naszymi plecami nieustannie piszczały, alarmując o niebezpiecznym wzroście lub spadku parametrów życiowych chorych lub o opróżnieniu dawki leków z podajnika. Nie dało się normalnie spać a nic innego nie było do roboty. Na codzienne mycie lub uzupełnianie medykamentów czekałem jak na finał ligi mistrzów, byle by tylko się coś działo. Odwiedziny bliskich, jak to na intensywnej terapii, były mocno ograniczone. Nie byłem w stanie nic zrobić samodzielnie i z największą pierdołą musiałem godzinami czekać na pielęgniarkę. Cały czas byłem świadomy. Mózg pozbawiony bodźców wreszcie zaczął świrować. Widziałem spiski lekarzy, próbujących utrzymać pacjentów przykutych do łóżek, aby wyciągać pieniądze z NFZ, strajk personelu tłumiony strzałami policyjnych snajperów szpitalne przez okno, laboratorium doktora Mengele i tym podobne kwiatki. Trzy razy byłem pewien, że umarłem. Raz trafiłem do nieba, raz do piekła a raz przeżyłem własną celtycką ceremonię pogrzebową. Brałem udział w reality show. Z płaczem oznajmiałem pielęgniarkom, że zupełnie zwariowałem. A potem pełnia świadomości wracała i błagałem o ponowne wylogowanie z rzeczywistości. Nocą obserwowałem ścienny zegar i minutową wskazówkę, pełznącą jak pół-zdechły ślimak po tarczy, czekając na poranny obchód. Poznałem wszystkie rysy i wzory płytek sufitowych. Słyszałem muzykę w piskach aparatury. Czasem, ale niezbyt często, udawało się wyżebrać Haloperidol, który nie jest ściśle reglamentowany, bo jest w postaci kropli i niektóre pielęgniarki dawały się namówić. Zwłaszcza jedna, młoda i ładna, była szczególnie miła. Miała też wielkie piersi, w które pozwalała mi się wtulać, gdy obracała mnie do mycia. W szczytowym okresie miałem jedną rurkę w penisie, sześć w brzuchu, sondę do-jelitową, rurkę w opłucnej, wkłucie centralne, wkłucie do tętnicy (taki wenflon OIT-owy), otwarty brzuch i respirator w gardle. Płyny ściekały ze mnie do czterech pojemników. W takim stanie spędziłem trzy miesiące, z czego dwa i pół świadomie. Powoli stan się poprawiał, pozwolono mi pić wodę a nawet jeść zupki. Nie nadawałem się jednak na rehabilitację przez te wszystkie rury. Pod koniec, gdy już myślałem że się polepszyło, trzeci raz otarłem się o śmierć. Jelito grube nie wytrzymało, przetarło się i kał rozlał się do środka. To zapewniło mi trzecie i czwarte rozcięcie (wcześniej kroili też w okolicy płuc i trzustki), jedno znad pępka, omijające go ładnym łukiem aż do wzgórka łonowego, przez które mnie czyścili i jedno malutkie z boku. Ponieważ jelita nie dało się zacerować, przez to drugie nacięcie wyprowadzono je na zewnątrz, by odizolować przetokę. Od tej chwili, bez udziału świadomości załatwiałem się do przyklejonej torebki. Przynajmniej odpadło sranie w pieluchy. Po tych trzech miesiącach piekła i dziewięciu operacjach, stan się poprawił i czekały mnie dwa kolejne
    miesiące cierpienia, tym razem na chirurgii. Moja teczka z dokumentacją zyskała grubość jednotomowej encyklopedii. Wiem, bo widziałem tę teczkę. Stopniowo usuwano mi rurki a ja powoli uczyłem się samodzielnie zginać nogi w kolanach, obracać się na bok i siadać. W końcu zrobiłem pierwsze kroki, z chodzikiem i w asyście rehabilitanta. Gdy pierwszy raz wyszedłem ze szpitala na krótki spacer, w ciszy i ze ściśniętym ze wzruszenia gardłem, roniłem łzy wielkie jak grochy. Na drzewach pojawiły się pierwsze rachityczne pąki i świeciło słońce. Wiosna była przepiękna.

    Konsekwencje
    Do domu wróciłem akurat na święta wielkanocne. Zamieszkałem znowu z matką. Kiedyś robiłem osiem przysiadów ze sztangą 120 kg, dziesięć martwych ciągów ze sto czterdziestką oraz wyciskałem sześć razy stówę na klatę. Podciągałem się i machałem pompki na jednym ręku. Zarabiałem ponad pięć i pół koła na łapę i miałem opcję dużej podwyżki w przyszłości, bo kilka ważnych i udanych projektów było moimi dziećmi. Teraz robiłem samodzielnie maksymalnie sto kroków a siły nie wystarczało na otworzenie butelki z wodą. Dostałem grupę inwalidzką i rentę w wysokości 1200 PLN. Mam 20 000 PLN długów i 0 zdolności kredytowej. Została mi ogromna odleżyna na głowie, skutkująca przeczulicą i wielkim łysym placem. Taką samą odleżynę mam na tyłku. Dwa zewnętrzne palce u prawej i lewej ręki są pozbawione czucia, podobnie jak brzuch. Zamiast kaloryfera mam bliznę jak po ataku rekina (miejsca po szwach wyglądają jak ślady zębów) i gigantyczną pooperacyjną przepuklinę. Przez rok załatwiałem się przez wyprowadzone na zewnątrz jelito, do przyklejonego do brzucha worka. Na szczęście jelito się zrosło i dwa miesiące temu ponownie mnie zaszyli. Teraz już sram normalnie, na kibelku. Nie wiem, czy miałbym dość odwagi, by rozebrać się przed dziewczyną. Jem już normalnie, choć przez sześć miesięcy odżywiałem się jak niemowlak. Moje obecne dragi to SSRI i Insulina, w dawce 22 jednostki na dobę. Czasem, bardzo rzadko pozwalam sobie na jedno piwko. Powoli zbieram się w sobie, aby powrócić do życia i pracy, choć to kurewsko trudne, po ponad roku bezczynności. Boję się trochę świata na zewnątrz. W zamian zyskałem ogromny szacun w szpitalu, jako przypadek pozwalający uwierzyć w cuda i wartość walki do samego końca oraz status jednego z dwóch największych hardkorów. Drugim, rok wcześniej był chłopak, który postanowił popełnić samobójstwo wypijając płyn do czyszczenia rur. Samobój się nie udał, za to gość siedział w szpitalu osiem miesięcy, z podziurawionymi bebechami. Przez czas pobytu na OIT wyćpałem też więcej Fentanylu, niż niejeden grzejnik ze stosownego pod-forum, ponieważ raczyli mnie właśnie tym, przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Kumpel, z którym jadłem często tablety, ten od kołowania Fety, którego ja w rewanżu nauczyłem ścieżki kodeinowca, też stracił pracę i wylądował na garnuszku rodziców, na codziennej dawce antydepresantów i neuroleptyków.

    Na zakończenie
    Pomimo tego wszystkiego ogromnie tęsknię za kodeiną. Często o niej śnię i czasem marzę na jawie. Nic mnie nie cieszy, bo kto zazna chemicznego szczęścia innym już się nie zadowoli. Niedawno się złamałem i kupiłem pakę Thio. Po zarzuceniu brzuch rozbolał mnie tak, jak tego pamiętnego dnia. Umierałem ze strachu i postanowiłem sobie, że do szpitala już nie wrócę. Włożę po prostu głowę do kuchenki i odkręcę gaz. Na szczęście po dwóch godzinach przeszło. Miałem jeszcze walnąć umoralniającą gadkę i napisać coś o harm reduction, ale odpuściłem. Jeśli dotrwałeś do końca i nadal masz ochotę się ućpać lekiem dostępnym bez recepty, wal śmiało.

    Stąd wziąłem: https://neurogroove.info/trip/wrak-cz-owieka-kodeina-autor-camel
    pokaż całość

    •  

      @marek_antoniusz: Wiesz z czym mi się to kojarzy? Z ludźmi którzy przychodzą z jakiegoś monaru na lekcję do gimnazjum i mówią: "no słuchajcie dzieci ja waliłem heroinę przez 25 lat i jestem wrakiem człowieka jak raz zajaracie blanta to też tak skończycie".
      Jaki jest tego cel, morał?

      Uświadomić ludziom że narkotyki uzależniają? - oczywistym jest że uzależniają, zwłaszcza opiaty/opioidy ale o uzależnienie fizyczne nie jest tak łatwo jak się ludziom wydaje.

      Uświadomić ludzi że narkotyki nie są dla każdego? - oczywiście że nie są, wielu ludzi używa ich w zły sposób, widzi w tym ucieczkę od realnego życia ( wyobraź sobie analogiczną sytuację z alkoholem, jeśli wypijesz trochę od czasu do czasu to nic ci się nie stanie ale gdy będziesz pił codziennie po pracy? dobrze wiemy co się stanie)

      Teraz wytłumaczę niewtajemniczonym dlaczego jest to fejk jak chuj:
      Z kodeiną jest tak, że tolerancja rośnie w tempie wykładniczym - ja zaczynając od 150mg po kilkunastu razach dochodziłem do ok. 500mg, przy czym to 500mg grzało mnie podobnie(powiedziałbym że nawet mniej) jak 150mg na początku. Zazwyczaj jest tak, że na tej samej dawce masz podbny efekt przez 2-3 razy potem musisz zwiększać bo będziesz się czuł "niedogrzany".Potem trzeba robić kilkumiesięczne przerwy żeby zbić tolerancję chociaż o 20-30%.

      Ten człowiek pisze, że brał przez rok 300mg regularnie ( w sensie że nie dawał organizmowi czasu aby obniżył tolerancję) - moim zdaniem po 2 tygodniach brania takiej samej dawki nic by już nie czuł, a po miesiącu to jego 300 mg miałoby działanie co najwyżej przeciwkaszlowe.

      PS: nie zachęcam nikogo do kodeiny, ale jak ktoś już bardzo chce to brać to niech przynajmniej robi to z głową

      Pozdrawiam
      pokaż całość

    •  

      @marek_antoniusz: tldr ćpanie dla dzieci też potrafi uzależnić

  •  

    Witam, z tej strony Antyperspirant Conscribo. Proszę mi oddać wszystkie narkotyki w tej chwili. ʕ•ᴥ•ʔ
    #narkotykizawszespoko #narkotyki #bojowkamedycznegoklefedronu #wykopjointclub

    źródło: Legitymacja.jpg

  •  

    Kiedyś rodzice mówili żeby nie brać darmowych narkotyków od obcych, w książkach pisali to samo. Teraz pytanie.. gdzie są te darmowe działki które wszystkim rozdawali żeby ich uzależnić i kto dostał moją? (・へ・)

    #heheszki #narkotyki #narkotykizawszespoko

  •  

    prawdopodobnie ostatnie pożegnanie, ehh (╯︵╰,)(╯︵╰,)(╯︵╰,)

    () () (*)

    #bojowkamedycznegoklefedronu #narkotykizawszespoko #narkotyki #smutnazaba

    źródło: metaklefik.jpg

  •  

    wiozę wszystko co najlepsze
    znów predator jest za sterem
    każdy wali krechę
    tak wyjebać może tylko HEXEN

    (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    i tak wyjebali w kosmos, że nowa Ustawa o Przeciwdziałaniu Narkomanii dosłownie rozniesie w pył internetowe sklepiki polskich vendorów.
    Po ustawie z lipca 2015 roku, po zbanowaniu takich substancji jak Pentedron, Bufedron, Metafedron, Etylofenidat, MDPV, PV8 czy legendarna, nazywana przez ćpunów Królową Alfa - PVP ('popularna' znów ostatnio Flakka, bo flaka to nic innego jak właśnie α-Pirolidynopentiofenon) vendorzy nie czekając ani chwili byli przygotowani na dzień w którym ustawa weszła w życie, i niemal natychmiastowo zakazane środki zastąpili zupełnie nowymi, nieznanymi i przez nikogo niesprawdzonymi zamiennikami wprost z chińskich laboratoriów,
    W których jakiś Ping Pong pojebał wiązania, pozamieniał grupy hydroksylowe, dojebał do wszystkiego szkodliwych chlorowodorków i w ten oto sposób otrzymano zupełnie nowe. ale legalne już w polsce substancje zastępcze dla tych zdelegalizowanych ustawą z lipca 2015.
    Klefedron, Metaklefedron czy właśnie wspomniany wyżej w 'piosence' XD Hex-en, oraz wszelkiej maści syntetycznych kanabinoidów(o działaniu tak potężnym, że choćby niewielka pomyłka w dawkowaniu i proporcjach kończy się tymi wszystkimi zgonami i ciężkimi zatruciami o których mówiła cała polska w ciągu ostatnich 3 lat.
    Na dniach do dziennika ustaw wejdzie nowa Ustawa o przeciwdzialaniu narkomanii. Zupełnie inna, od tych wszystkich poprzednich, z lat 2010(m.in ban Mefedronu), i 2015(ban Metafedronu i Alfy-PVP)

    Istotną różnicą w stosunku do poprzedniej wersji Ustawy jest to, żekompetencja do klasyfikowania, dopisywania do listy, oraz przydzielania do odpowiedniej grupy środków odurzających i substancji psychotropowych ląduje w rękach Ministra Zdrowia, który będzie dokonywał tych zmian za pomocą rozporządzeń, co drastycznie przyspieszy i ułatwi poszerzanie wykazu o kolejne substancje (do tej pory potrzebna była zmiana Ustawy, a wiec musiał odbyć się cały, długotrwały proces legislacyjny).

    Powstanie również Lista Nowych Substancji Psychoaktywnych. Powstanie rejestr zatruć NSP i środkami zastepczymi. Placówki lecznicze, jak i ośrodki prowadzące badanie pośmiertne, bedą miały obowiązek przekazywać informacje o każdym przypadk

    jestem cholernie ciekaw jak to wszystko się rozwinie... #narkotykizawszespoko #narkotyki #dopalacze #zdrowie #prawo #polska #muzyka #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    •  

      @SiekYersky: też będę z zainteresowaniem obserwować jak to wyjdzie w realizacji, bo to jest pewne że tego dobrze nie przemyśleli i jakieś luki się znajdą.
      Pewnie zmniejszy się dostępność rcków, a zwiększy zatrudnienie w dilerce.
      A może zwyczajnie nie będą się wyrabiać z wpisywaniem substancji na listę ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @SiekYersky: Przeczytałem wczoraj w Angirze coś takiego:

      w ustawie poszerzono również definicję dopalaczy, wprowadzając określenie "nowa substancja psychoaktywna". Będzie obejmowało środki (...) których nie ma na liś ie substancji zakazanych

      Przecież to brzmi (tym bardziej przy ułomności obecnej władzy) jak kompletnie nieprecyzyjny totalny bubel prawny, dający możliwość banalnie łatwych nadużyć. XD
      Przecież oni kurwa będą zawijać ludzi wychodzących z Biedronki z paczką gałki z Kamisa xD
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    W teleexpresie właśnie mówią, że prezydent podpisał ustawę, dzięki której dopalacze będą traktowane i zwalczane jak narkotyki. No, teraz to pewnie problem zniknie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #bekazsocjalistow #bekazlewactwa #narkotyki

  •  

    TL;DR

    pokaż spoiler Znajomy narobił ambarasu - wtargnął na posesję sąsiada i robił dym, często bierze dragi i prawdopodobnie jest chory psychicznie. To nie jest pasta.


    Wydarzyła się mega chora akcja. Mam takie emocje, że podzielę się z tym na świeżo. Gość odjebał taką akcję, że się w głowie nie mieści. Z typem się wychowałem praktycznie od małego, bo mieszkał blisko po sąsiedzku w dodatku rówieśnik. Zawsze miał taką naturę buntowniczą, co koniec końców doprowadziło do tego, że skończył tylko gimnazjum. Ojciec chciał mu pomóc i ogarnął przez znajomości robotę w Norwegii. Popracował tam kilka lat i chwycił się grubo narkotyków. Dużo wcześniej palił marychy, ale zaczął się bawić w grubsze tematy. Jak wracał to zaczynały się z nim niepokojące akcje, np. zrobił z bratem imprezę, na której zaproszonych było sporo jego naprawdę w porządku znajomych, ściągnęli jeszcze jakąś ekipę, która lubiała przyćpać i skończyło się tak, że totalnie olał resztę gości i tylko biegali kuchnia-kibel w zwartej grubce i ciągnęli krechy. W międzyczasie zerwała z nim dziewczyna (przez jego zazdrość i cwaniactwo) i to na pewno miało w cholerę na niego wpływ. W końcu wrócił z Norwegii - jarał dużo zioła, ale mimo to sprawiał wrażenie aktywnego gościa, który ma ciągle jakieś pomysły. Ogarnął wyjazd na Islandię z drugim typem i wydawało się, że wszystko będzie wporzo, mimo że na początku spali w namiotach, nie ogarnęli żadnych noclegów, to w końcu złapali robotę w jakiejś pralni i było ok. Jeszcze przed wyjazdem do Norwegii miał epizod pracy w autodetailingu z bratem i tam trochę ogarnął temat, więc szukał roboty z tym związanej. Udało im się dostać we dwóch do myjni samochodowej. Wydawało się, że wszystko będzie cacy. Wrócił po paru miesiącach na tydzień do Polski i za parę dni wrócił do Islandii. Podejrzanie zaczęło się robić w momencie, jak wrócił po miesiącu już na stałe do Polski, o czym w ogóle nie było wcześniej mowy. Ewidentnie wyrzucili go z roboty i łatwo się domyślić dlaczego. Z czasem zacząłem się dowiadywać, że w Norwegii stracił mieszkanie, bo hodował krzaki, raz - do czego sam się przyznał - miał akcję na lotnisku, bo pies wywąchał mu coś w plecaku, ale dostał tylko grzywnę. Na pytanie czemu z Islandii wrócił tak szybko mówił, że za ciężko pracował, że miał złe warunki mieszkaniowe i wróciłby tylko, jakby mu ogarnęli mieszkanie z firmy.

    W końcu wrócił do Polski i siedzi tu teraz na stałe. Miałem jeszcze jakiś czas mieszkanie w mieście będąc na studiach, a on zdążył się skonfliktować ostro z rodzicami, więc szukał, gdzie mógłby na chwilę zostać. Ugadał się ze mną, że dorzuci mi się do wynajmu, co mi pasowało bo miałem kawalerkę, a i tak coraz mniej czasu spędzałem w tym mieszkaniu. Poszedł na chwilę pracować do McDonalda - stwierdziłem, że lepsze to na start niż nic, byleby zaczął stawać na nogach. Po miesiącu stwierdził, że to nie jest praca dla niego, że on tak nie da rady itd. Ano tak, zapomniałbym - przyznał mi się, że wziął pożyczkę z Vivusa - dali mu 1000 zł i podejrzewam, że do dziś tego nie spłacił. W każdym razie wtedy miał zarobić trochę grosza, spłacić pożyczkę i ogólnie coś zacząć stawać na nogi, poszukać z czasem lepszej pracy. Skończyło się tak, że rodzice zapakowali mu paczkę, którą mu zabrałem, bo akurat jechałem do mieszkania autem, dali mu kopertę, w której jak zakładam było trochę pieniędzy, więc był to dla niego impuls, żeby olać pracę. Z czasem zaczynałem tracić do niego kompletnie zaufanie i działo się to wręcz podświadomie, bo dalej próbowałem sobie wmówić, że to przecież ten sam koleś, którego znam od małego. Z czasem okazało się, że z Islandii sprowadził sobie grzyby halucynogenne i wpieprzał je garściami. Zacząłem się od niego odcinać, bo już się zaczynało robić mocno nieciekawie, ale nie zrozumcie mnie źle. Gdybyście go spotkali na ulicy, to pomyślelibyście, że fajny młody chłopak. To jest wręcz nie do uwierzenia, jak on potrafi robić pozory, a jak mu się nagle coś odpali to zmienia się w zupełnie innego człowieka. Przez długi czas kotłowało mi się w głowie, chciałem dowiedzieć się jak najwięcej o nim, co się w ogóle dzieje, co on tam robił rzeczywiście za granicą itp. z racji tego, że jakby nie patrzeć była to osoba, którą dawniej uznawałem za najlepszego przyjaciela, więc chciałem mu mimo wszystko pomóc. W końcu kiedy zderzyłem się z jego wywodami, poglądami, to uświadomiłem sobie, że gość prawdopodobnie ma schizofrenię. Jest ich 4 rodzeństwa, z czego najstarszy brat ma stwierdzoną schizofrenię, dziadek też miał, więc widać, że idzie to genami. Zaczyna się to składać w logiczną całość biorąc pod uwagę, jak czasem wygadywał te szalone rzeczy i jak się zachowywał. W dodatku dragi dodatkowo to na pewno pogłębiły.

    I teraz akcja z dzisiaj - pojechaliśmy sobie na fajną miejscówkę blisko naszych domów, posiedzieć, popatrzeć w gwiazdy. Niedaleko jest dom zamożnej rodziny. Mają sobie tam dwa garaże wbudowane w skarpę. I teraz najlepsze - jemu się uroiło, że 1) w tych garażach on otworzy swój autodetailing, 2) ten dom tak naprawdę nie należy do właściciela, nie ma na niego papierów i tam sobie może każdy wejść i robić co chce. Czaicie to? Typ chodził sobie z psem na spacer i łaził mu po działce - my (w sensie jego znajomi) nic o tym nie wiedzieliśmy, a dowiedzieliśmy się przy okazji całej akcji, która miała dziś miejsce. Każdy już ogólnie zdążył go w zasadzie olać, wiedząc jaki jest, ale od czasu do czasu, jak się do kogoś odezwał to dawaliśmy mu znać, gdzie jesteśmy. Wiem, że wobec tego co napisałem może to brzmieć dziwnie, ale mimo wszystko byliśmy jakoś tam zgrani wszyscy razem i nikomu nie zależy na tym, żeby kogoś odciąć totalnie. Tym bardziej, że zwykle jak już przyszedł to siedział sobie spokojnie, pogadał. Zresztą tak jak mówiłem z nim normalnie można porozmawiać i do głowy nie przyjdzie, że z typem jest coś nie tak. Nagle pyta się mnie, czy idę się z nim przejść do tego domu. No to go pytam czy go pojebało do reszty, ale zbagatelizowałem to, myślałem, że sobie tam coś rozkminia w głowie i tyle. Nawet nie wiem kiedy gość zniknął, a po chwili słyszymy krzyki z pod domu. Zaczął tam robić borutę, jeszcze z browarem w łapie, kłócił się z właścicielem, wyzywał go od ćpunów, zaczęli się tam szarpać z nim i wytargali go przed bramę. Nas było też trochę, ale wszyscy totalnie zgłupieli i nie wiedzieli co się dzieje. W końcu zjechało się paru znajomych właściciela, na jego szczęście był tam koleś, który zna jego ojca, zresztą jego ojciec też przyjechał, po chwili przyjechała policja no i boruta w najlepsze. Na szczęście dla nas udało nam się wyjaśnić obok całej akcji z właścicielem, że nie mamy z tym nic wspólnego (bo mogło to wyglądać jak jakaś zorganizowana próba włamania wręcz), ale to wieś i mniej więcej ludzie się znają. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że chodził koło tego domu już rano z psem, a żona właściciela bała się wyjść z domu. Skończyło się tak, że w zasadzie wszyscy się rozjechali, a ten odpaleniec jeszcze do nas przyszedł z pretensjami, że mu nie pomogliśmy. Wiecie co jest najlepsze? Że jak go tak kopali to krzyczał do nas "chłopaki! chłopaki!", żebyśmy przyszli mu pomóc xD Czaicie jaka pojebana akcja? Pojechał do domu z ojcem, a po chwili przyjechał na rowerze do nas, jak gdyby nigdy nic i zachowuje się, jakby się nic nie stało. Wszyscy się pozbierali i pojechali do domów, jeszcze jeden kumpel co na rowerze z nim był chwilę z nim pogadał. Gość jest totalnie odpalony i aż trudno uwierzyć, jak tyle głupoty i nieracjonalności może się zmieścić w jednym człowieku. Będąc z predyspozycjami do chorób psychicznych wpakował się prosto w otchłań żrąc co popadnie... I najbardziej przykre jest to, że ja długo nie mogłem się pogodzić z tym i starałem się jakoś wpłynąć na niego, czy mu pomóc. Okazuje się, że tutaj nie ma jak zadziałać. Może ktoś ma doświadczenie z takimi osobami, bo potem jeszcze rozmawiałem z jego ojcem i sugerowałem mu, że tutaj chyba jakiś przymus by się przydał, bo on każdą rozmowę odbiera jako atak. Jak mu powiesz, że coś z nim nie tak, to on ci wyjaśni, że to z tobą jest coś nie tak, a nie z nim. Brak logiki, nie da się go przegadać. Po tym co dzisiaj odwalił wszyscy się od niego już totalnie odwrócą, bo do tego czasu jeszcze znosili dziwne zachowanie, które mimo wszystko nie było szkodliwe. Kiedyś na przykład nazbierał sobie próbek ziemi, asfaltu, poopisywał sobie i gadał mi, że to może komuś pokaże i ktoś się zainteresuje tym. Co z kimś takim można zrobić? Czy musi odjebać coś naprawdę srogiego, żeby była możliwość jakiegoś ruchu? Typ zdaje się być wręcz niebezpieczny, po tej akcji wszystkiego się można spodziewać. Poza tym jest jeszcze kwestia tego, że np. jego dziadek pod wpływem choroby popełnił samobójstwo... Nie chcę stawiać diagnozy, bo nie jestem lekarzem, ale trudno nie pomyśleć o tym wszystkim taki sposób wobec takich zachowań.
    Jeśli przebrnąłeś przez tę ścianę tekstu, to dzięki, że to przeczytałeś. Wybacz jeśli chaotycznie się to czyta, ale
    myślę, że z tej historii można wyciągnąć wiele wniosków.

    #narkotyki #schizofrenia #truestory #chorobypsychiczne
    #narkotykizawszespoko (pozwolę sobie dać ten tag w dobrej wierze)
    pokaż całość

  •  

    Bardzo nie spodobało mi się podejście @mango2018 który najpierw zaczyna dyskusję, potem ją prowadzi, a na końcu usuwa ją w całości. Domyślam się, że doprowadziła nie do tych wniosków, w które autor celował. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Oryginalny post:

    Religia jest cholernie potrzebna. Dla ludzi w podeszłym wieku, obłożnie chorych, dla rodziców dzieci chorujących na nieuleczalne choroby, bez jakiejkolwiek nadziei. Łatwiej się umiera, bądź opuszcza kogoś bliskiego szczerze wierząc, że to nie jest koniec, pozwala to nie zwariować do końca i nie popmaść w chorobę psychiczną. I nie ważne, czy jest to Jezus, Budda, Potwór spaghetti, Walkiria czy duszek Kacperek. Wiara pomaga. A Ci co mówią, że wiara to gówno, to zazwyczaj 20-kilko latkowie, którzy śmierć widzieli jedynie w counter strike

    Tagi oryginalnego postu: #religia #wiara #kosciol #buddyzm #jezus #gimboateizm #gimbynieznajo #ateizm

    Dorzucę #narkotyki od siebie, z powodu wniosku, do którego doszliśmy na końcu rozmowy. I #gimbofilozofia za kasowanie postów wraz z całą dyskusją.

    Wołam @invisibleborder @Robert5502 @Seliev boście tam postowali. I załączam zrzut ekranu już nieistniejącego postu spod https://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache:q8USlXPTpjMJ:https://www.wykop.pl/wpis/34012875/religia-jest-cholernie-potrzebna-dla-ludzi-w-podes/+&cd=1&hl=en&ct=clnk&gl=pl&client=firefox-b-ab
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: religia.png

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    tl:dr - znam lokalizację i historię opuszczonego domu, w którym produkowano marihuanę na masową skalę, od momentu wejścia tam policji stoi pusty, planuję tam wejść

    pokaż spoiler tak jak powyżej. long story short - dysponuję działką za miastem, w dosyć małej wiosce, gdzie w pobliżu jest jakieś 6 zamieszkałych domów. połowa z nich jest zamieszkiwana tylko sezonowo, jeden wcale - w dwóch ktoś mieszka przez cały rok. są one usytuowane wzdłuż polnej drogi, która kończy się na mojej działce (jest ona ostatnia w szeregu). naprzeciwko mojej działki stoi dom. wygląda dosyć masywnie - ma jakieś 3 piętra, cały szary, miejscowo pozieleniał. na oko powiedziałbym, że z 200 m2 może mieć (przypuszczam, że może mieć piwnicę, czy też strych). nie byłoby w tym nic specjalnego, gdyby nie to, że przypomniałem sobie pewien fakt o tym domu.

    dom ten powstał jakoś na przełomie tysiącleci - jeżeli nie w latach 90. po czasie wprowadziła się do niego bodajże para, która zamierzała produkować tam zielsko na niemałą skalę. wszystko przez dłuższy czas szło dobrze (według sąsiadów para nie opuszczała domu, a raz na jakiś czas podjeżdżał tam samochód z zaopatrzeniem i tyle), ale jakieś 7 czy 8 lat temu doszło do rajdu policyjnego. wjechał cały wydział antynarkotykowy, a według zeznań sąsiadów wynosili oni całe worki zielska (do przewiezienia tego potrzebowali specjalnego wozu xD). sama para (też według zeznań sąsiadów) gdy była już wyprowadzana była cała blada, śmiało można było założyć u nich światłowstręt. to by się zgadzało, bo nie wychodzili skubani z tego domu miesiącami. podostawali kilkanaście lat, więc jeszcze nie mogli tam wrócić ani być na wolności. nie pytajcie mnie skąd to wiem, ale prawie na pewno są wciąż za kratami.
    co jest tak specjalnego jeżeli chodzi o ten dom? od czasu wjazdu policji nikt tam nie mieszkał. teren był obserwowany przez jakiś czas przez policję, ale po czasie odpuścili - a więc nie jest przez nikogo obserwowany. wejście do działki jest proste (można przejść pod łańcuchem na bramie), a więc można zapoznać się z całym budynkiem od zewnątrz. ma on stare, plastikowe okna (łatwo byłoby poradzić sobie z nimi jakimś łomem), wszystkie drzwi wyglądają na pozamykane zarówno od wewnątrz jak i od zewnątrz.
    nikt tam też raczej nie mieszkał na przestrzeni tych 7 lat - o tej akcji było w miarę cicho, w internecie ani w lokalnych gazetach nie natknąłem się na żaden artykuł na ten temat. sam dom jest usytuowany tak, że nikt go przypadkowo nie znajdzie. dalej, jeżeli nikt go przypadkowo nie znajdzie, a nikt o nim nic nie pisał, to jest możliwe, że od wejścia policji jest w stanie nienaruszonym. dodatkowo, jeżeli para wciąż siedzi, nie mogła tam wrócić (wątpię, żeby to zrobili), współpracownicy też raczej uznali to za spalony plan (jeżeli też nie zostali złapani).
    na działce co prawda jest tablica z napisem ''NA SPRZEDAŻ''. to mnie mocno odpycha od akcji, ale po 1. nikt naprawdę nie chce tego sprzedać. żeby zobaczyć samą informację, trzeba wejść na działkę. po 2. nie ma tego domu w żadnych ogłoszeniach okolicznych, no nic. po 3. sądzę, że ktoś tam wstawił ten znak tylko po to, żeby tacy jak ja się tam nie kręcili.
    co mi do tego? a no to, że jestem cholernie ciekawskim człowiekiem. taki dom byłby pewnie dla wielu spod poniższych tagów gratką. nie dość, że możliwe, że było tam dotychczas niewielu, tak jestem cholernie ciekaw co jest w środku. tak jak wspominałem, dom ma jakieś 200 m2 - to w cholerę dużo. nie wiem jak polska policja 7, 8 lat temu, ale może coś im umknęło jeżeli chodzi o przeszukiwanie wnętrza tego domu. jeżeli wynosili całe worki z zielskiem to pewnie skupiali się na dużych rzeczach, gdy małe mogły im umknąć. nie mówię, że chciałbym tam znaleźć ukryty w ścianie worek zielska (po tylu latach raczej niewiele by z niego było), ale kto wie co może być w takim domu? jakieś pozostałości po tej parze? notatki, przedmioty potrzebne do takiego przedsięwzięcia, dzienniki, cokolwiek.

    co o tym myślicie? sam z urbexem nie miałem nic nigdy do czynienia, a to chyba by do tego pasowało.

    #urbex #urbanexploration #opuszczone #narkotyki #policja

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

  •  

    Jakiś dynamik dodał wpis gdzie żali się, że przez narkotyki zmarnował życie. Wycinek z tego wpisu

    straciłem 2 wspaniałe kobiety, które nie mogły i nie były w stanie mi pomóc
    -kiedyś najlepszy uczeń w szkole, dziś wypierdolony ze studiów na ostatnim roku
    -straciłem tysiące złotych
    -kiedyś byłem wysportowany, teraz wychudzony wrak
    -znajomi się ode mnie odsunęli, kontakty z rodziną znacznie gorsze
    -dostałem choroby dwubiegunowej po jakimś dopalaczu z internetu i nocce na SORze

    I co my tu mamy? Kobiety którym podobał się taki DYNAMIK, wręcz zabiegały o niego. Czemu? No bo taki ktoś to musi mieć dużo znajomych, dzięki czemu ma wysoki poziom Social Proof, zawsze jest na fajnych imprezach, jak się naćpa to jest królem towarzystwa, wszyscy go znają, zawsze załatwi jakieś fajne substancje! No poprostu nie sposób się nudzić przy nim, co bardzo imponuje płci pięknej. Dodatkowo jego lekki sposób życia zwabia kobiety chętne na jednorazowe przygody bez tworzenia więzi emocjonalnych. A te zwykle szare myszki uruchamiają swój instynkt opiekuńczy i chciałbyby się nim zajmować w gorsze dni.

    Najlepszy uczeń w szkole, kiedyś wysportowany, wpierdolony że studiów w ostatnim roku. Czyli nie dość że dynamik to jeszcze pochodzi z dobrej rodziny, bo miał ochotę i możliwości rozwijać się pod względem intelektualnym jak i fizycznym. No i do tego banan, bo biedaka nie stać na ćpanie i studiowanie dziennie kilka lat . Stracił tysiące złotych, które otrzymał od rodziców. Zwykły przegryw nie ma nawet co stracić bo ledwo na jedzenie mu starcza... Wychudzony wrak, straszne! Ja taki byłem z powodu biedy, w życiu nie tknąłem nawet marihuany.

    "znajomi się ode mnie odsunęli, kontakty z rodziną znacznie gorsze." Wielki problem, po kilku latach imprez znajomi odsunęli się to i się przysuną z powrotem jak polepszy się jego stan i będzie znów aktywny społecznie. Od przegrywów nie ma się nawet kto odsunąć. No i nie muszę chyba mówić że jak ćpun wyjdzie na prostą to wszyscy przeżywają "BOHATER, WZÓR DLA MŁODZIEŻY ŻE Z NAJGORSZEGO DOŁKA MOŻNA WYJŚĆ, NAPISZ KSIĄŻKĘ! JESTEŚ SUPER GOŚCIEM!" i relacje z rodziną będą nawet lepsze niż wcześniej... Dla narkomanów są dziesiątki fundacji i stowarzyszeń, które wręcz czekają żeby jakiegoś upadłego złapać i mu pomóc. A dla przegrywa? Radź sobie sam śmieciu leniwy, wyjdź do ludzi! Nie zapominajmy o tych dziewczynach, które pragną uzdrowić swojego bad boya miłością nawet jeżeli będzie leżał obsrany i obszczany.

    "dostałem choroby dwubiegunowej po jakimś dopalaczu z internetu i nocce na SORze"
    Po prostu był w grupie ryzyka i wywołał u siebie ta chorobę wcześniej a narkotyki zadziałałały jak katalizator, albo miał ją już wcześniej aktywną tylko nie wiedział bo był pod wpływem środków odurzających... Normik który będzie gadał że przez narkotyki jest chory będzie wywoływał współczucie i litość, a przegrywu który ma choroby psychiczne przez chujowe dzieciństwo i życie w ciągłym napięciu przez kilkanaście kilkadziesiąt lat będzie zwykłym pojebem z żółtymi papierami, który wmawia sobie choroby żeby do roboty nie iść.

    Podsumowując będąc dynamicznym i mając wysoki poziom umiejętności społecznych a co za tym idzie wysoki poziom dowodu społecznego nie można być przegrywem, co najwyżej failed normikiem.

    Pozdrawiam

    Pisałem z telefonu także proszę o zrozumienie , że tylko pobieżnie potraktowałem temat. I o wybaczenie autokorekty :)

    Link do wpisu gdzie gostek się żali że jest ćpunem. https://www.wykop.pl/wpis/33874233/moja-przygoda-z-narkotykami-pisze-ten-post-jako-pr/

    #przegryw #psychologia #narkotykizawszespoko #narkotyki #normictwo #narkotykiniezawszespoko
    #oswiadczenie
    pokaż całość

  •  

    Bardzo dobry dokumeny o psychodelikach z 2000 roku. Świetny rys historyczny i wielopłaszczyznowa analiza.
    Hooked: Illegal Drugs & How They Got That Way - LSD, Ecstasy, and the Raves 42min (ENG)
    7,6/10 https://www.imdb.com/title/tt0499216/
    #dokument #narkotyki #mdma #lsd #wiemcocpiem pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    No i stało się Miraski...
    Upadłem.

    Upadłem, ale tylko po to by powstać i wrócić silniejszym!

    Zacznijmy od przełomu w moim życiu, który wydarzył się w nocy z piątku na sobotę 13 lipca.

    Piątkowy wieczór, posiadówka u moich najbliższych znajomych. Kilka piwek, drinki, gramy w fife, rozmawiamy i śmiejemy się. Nic nie zapowiadało przełomu który za chwilę ma nadejść. Gdy tak sobie swobodnie śmieszkujemy, nagle zaczyna mi lecieć krew z nosa. Na początku tłumaczenia, że to przez ciśnienie i w ogóle przez to że w Polsce łamana jest konstytucja #pdk Na moje szczęście znajomych mam bystrych i zaczęli ciągnąć temat i zadawać podchwytliwe pytania. W końcu gdy już sam zacząłem się plątać w odpowiedziach na pytania tych pożal się boże detekywów (Dziękuje im za to z całego serducha!) Coś we mnie pękło...
    W ułamku sekundy z pewnego siebie śmieszka stałem się przybitym dzieckiem, które ukrywało przed matką rozbity podczas zabawy wazon w salonie ale wie że kłamstwo i tak się nie uda więc zamierza się z płaczem przyznać..

    Jestem ćpunem. (╥﹏╥)

    Zacząłem sypać swoje grzechy jak dziecko przed pierwszą komunią albo Masa swoich "kumpli" gdy zaoferowali mu Koronę.
    Od prawie roku walę koks. Niby nic.. Ale ostatnie 2 miesiące robie to z częstotliwością przestoju w lotach na Radomskim lotnisku. Kokaina bardzo szybko uzależnia i bardzo szybko organizm łapie tolerancje, dlatego w ostatnich dniach wciągniecie 3g dziennie nie było dla mnie niczym nadzwyczajnym.
    Podczas moich szlochów w końcu padły słowa, które moi znajomi odebrali według mnie idealnie! Wybęłkałem z siebie "Błagam pomóżcie mi" i się zaczęło!

    W trybie natychmiastowym zadzwonili do mojej rodzicielki i nim się obejrzałem byłem już w samochodzie w drodze do Łódzkiego Kochanówka (Specjalistyczny Psychiatryczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Łodzi im. J. Babińskiego). Uprzedzając wszystkich śmieszków, nie jestem chory psychicznie a w szpitalu tym zajmują się również leczeniem uzależnień. Na Izbie przyjęć niestety miałem czelność obudzić dyżurnych przez co rozmowa kwalifikacyjna do ośrodka nie była za miła i odnieśliśmy wrażenie, że Pan naczelny dużyrny karze mi grzecznie spierdalać. ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Jako iż nie jestem osobą, która się łatwo poddaje postawiłem na swoim dodając że mam myśli samobójcze i wobec tego argumentu Pan naczelny musiał mnie wpisać w poczet listy gości.
    Trafiłem na oddział zamknięty obserwacji a że był piątek to wiedziałem że szybko się z tamtąd nie urwę... Powiem szczerze na oddział otwarty przenieśli mnie dopiero w środę a czas, który spędziłem na zamkniętym mogę nazwać chorą lekcją życia. Zamknięty w czterech ścianach z ludźmi, którzy według moich obserwacji mieli wszystkie możliwe choroby psychiczne, bez żadnej możliwości kontaktu ze światem zewnętrznym to były najdłuższe i najgorsze dni w moim życiu.
    Dziś mija tydzień odkąd przebywam w szpitalu. Diagnoza oczywiście prosta, uzależnienie od substancji psychoaktywnych.
    W chwili obecnej czekam na miejsce w jakimś ośrodku, do którego wybieram się na minimum półroczne "wczasy" i mam nadzieje, że to wszystko jednak ma sens i uda mi się uratować przede wszystkim siebie!

    Tyle słowem wstępu..
    Postaram się w kolejnych wpisach nakreślić wam jak popadłem w nałóg i że w sumie to od zawsze byłem od czegoś uzależniony... Napisze wam jak lekką ręką przez nałogi rozjebałem prawie 200tyś cebulionów i dlaczego uważam, że warto otworzyć się przed ludźmi którym się ufa i szanuje!

    Zainteresowanych dalszymi wpisami proszę obserwować tag #niecpajratujsiebie

    Trzymajcie kciuki Mirki i Mirabelki! (ʘ‿ʘ)

    P.S Jeśli ktoś z moich przyjaciół lub rodziny to zobaczy to po raz kolejny mówie DZIĘKUJE za wszystko!

    #tldr #uzaleznienie #psychiatria #feels #psychologia #narkotyki #narkotykizawszespoko #pomoc

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

  •  

    Co ciekawe, strona wspomniana w artykule, Ayaadvisors, naprawdę istnieje. :) Fajny bajer.

    Raz w roku grupa żyjących w Meksyku Indian Wixáritari wyrusza w liczącą 600 km pielgrzymkę, której ważnym punktem jest zażywanie kaktusa halucynogennego – pejotlu. Wixáritari udają się do miejsc, które podczas pierwszej mitologicznej pielgrzymki odwiedzili ich przodkowie. Według legendy zamieniali się oni w poszczególne elementy przyrody: skały, źródła, rzeki. Na koniec Wixáritari udają się na pustynię Wirikuta, gdzie rośnie pejotl. Jest to święte miejsce, ponieważ w kaktusa zamieniło się jedno z bóstw, zwane niebieskim jeleniem. Następnie mieszkańcy wioski wyruszają na Cerro del Quemado, czyli do miejsca, gdzie według ich wierzeń po raz pierwszy wzeszło słońce. Wierzą, że jeśli nie będą odtwarzać drogi swoich przodków, świat przestanie istnieć.

    Pejotlu szukają na pustyniach Meksyku nie tylko Indianie. W kraju tym kwitnie turystyka psychodeliczna, nazywana również szamańską, polegająca na łączeniu wyjazdów w egzotyczne miejsca z zażywaniem substancji psychoaktywnych zawartych w niektórych roślinach. O jej popularności wśród Polaków oraz o związanych z nią zagrożeniach, opowiada Ola Synowiec, autorka książki „Dzieci Szóstego Słońca”, w której pisze m.in. o psychodelicznych turystach.

    "Kim są turyści psychodeliczni?

    To osoby, dla których celem nie jest po prostu „bycie na haju”, lecz poszukiwanie duchowej ścieżki oraz udział w ceremoniach prowadzonych przez szamanów. Wierzą w to, że rośliny zażywane podczas takich wydarzeń mają ogromną moc. Turysta psychodeliczny nie postrzega zawartych w nich substancji jako narkotyku. „Święta roślina” jest dla niego nauczycielem, lekarstwem, a nawet sakramentem. Substancje psychoaktywne uważane w pewnych kulturach za święte mają pomóc zrozumieć zarówno siebie i świat, jak i lokalną społeczność oraz tradycję. Zdaniem turystów szamańskich „święte rośliny” mają zapewnić przyspieszony kurs życia, „przeżycie-instant”, ekspresową terapię, momentalne uzdrowienie i być panaceum na bolączki i rozczarowania zachodniego świata.

    O jakich roślinach mówimy?

    Głównie o rosnącej w Amazonii ayahuasce, meksykańskim kaktusie halucynogennym – pejotlu oraz grzybach halucynogennych. Najpopularniejsza z nich jest ostatnio właśnie ayahuasca. Moda na jej zażywanie jest zjawiskiem stosunkowo świeżym, zwłaszcza w Polsce. Jednak chętnych jest coraz więcej. Sprzyja temu doskonała infrastruktura: w peruwiańskiej, ekwadorskiej i kolumbijskiej części Amazonii znajduje się ponad sto ośrodków, w których organizowane są ceremonie zażywania tej substancji. Jest nawet strona internetowa, Ayaadvisors, wzorowana na popularnych serwisach dla turystów, na której można wyszukać odpowiadający nam ośrodek."

    - z artykułu Newsweeka dostępnego także na głównej hajpa -> klik

    #ciekawostki #narkotyki #narkotykizawszespoko #ayahuasca #dmt #szamanizm
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #narkotyki

0:0,2:1,0:1,0:0,0:1,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,1:0,1:0,0:0,0:0

Archiwum tagów