Piszę o książkach, z których się uczę - oraz o tym, jak uczę się z książek, które czytam. :)
Więcej mojego contentu na www.poczatkujaca.pl

Przeszkadza Ci #polityka na Wykopie?
Zarejestruj konto i sam decyduj jakie tematy chcesz wyświetlać!
  •  

    Dzisiejszym #nonfiction jestem podjarana jak 150, bo minęły jakieś 2 tygodnie, a ja już widzę różnicę w ilości zapamiętywanych przeze mnie słówek. Tym razem wzięłam na warsztat (niestety niedostępną po polsku) Fluent Forever Gabriela Wynera - gościa, który twierdzi, że dzięki opracowanym przez siebie metodom nauczył się sześciu języków - a skoro twierdzi, że jednym z tych języków jest węgierski, to tym bardziej podjarałam się na tę książkę jak Vateusz na podatek cukrowy.

    Nauka języków obcych (a przymierzałam się do niemieckiego, francuskiego, hiszpańskiego i rosyjskiego) zajmuje zaszczytną pozycję na długiej liście moich życiowych porażek, a schemat, którym do tej pory się kierowałam, wyglądał mniej-więcej tak:

    1. Faza ekscytacji – wyobrażam sobie, jak zmieni się moje życie, kiedy będę umiała mówić w danym języku, oglądam filmy ludzi, którzy tego języka się nauczyli, szukam książek i pomocy
    2. Faza przygotowania – wydaję nierozsądne ilości pieniędzy na podręczniki, fiszki, kursy czy instagramowo-estetyczne zeszyty do wpisywania nowych
    3. Faza naukowej biegunki – wypisuję sobie każde nowe słówko z podręcznika, niezależnie, czy jest to „jabłko” czy „agregat prądotwórczy”. Ustalam sobie zupełnie nierealistyczne targety na naukę, na przykład 90 minut ciągiem nauki słów i wyrażeń.
    4. Faza rezygnacji – po tym, jak nie widzę efektów od razu, przychodzi zniechęcenie i żałość, że „innym wychodzi, a mnie nie”.
    5. Faza zapomnienia – porzucam jakąkolwiek aktywność naukową w kierunku danego języka – do momentu, aż nie najdzie mnie ochota na rozpoczęcie całego procesu od nowa.

    Mając obecnie dość osobiste powody tego, że muszę (i chcę) nauczyć się węgierskiego tak, żeby śmieszkować z teściem przy obiedzie oraz reagować odpowiednio na węgierskie memy od znajomych, zaczęłam szukać książki o efektywnej technice nauki języków. Fluent Forever skupia się głównie na spaced repetition i tworzeniu fiszek, trochę mniej na odwadze w mówieniu (z czym mam obecnie największy problem) - niemniej jednak da się z niej wyciągnąć naprawdę sporo wskazówek do tworzenia fiszek, które z przyjemnością Wam obecnie przedstawię:

    1. Proces tworzenia fiszek jest równie ważny – a czasem nawet ważniejszy – od korzystania z nich. Korzystając z gotowych zestawów, nie przechodzimy przez trudy szukania tłumaczenia oraz tworzenia osobistych skojarzeń związanych ze słowem. Tworząc własne fiszki wybieramy również te słowa, które są dla nas istotne – nawet w gotowych zestawach na A1 znajdziemy wyrażenia, których nie użyjemy w początkowej fazie rozmów z obcokrajowcami.

    2. Zaczynając naukę, należy skupić się na najczęściej wykorzystywanych w każdym języku słowach – a taką listę, już z pominięciem przyimków i partykuł można znaleźć tutaj. Umiejętności językowe rosną logarytmicznie – do zrozumienia 75% typowego tekstu wystarczy nam ok. 1000 słów, kolejne tysiąc daje nam wzrost zrozumienia o 5 punktów procentowych, 90% tekstu zrozumiemy przy znajomości 5500, a 95% – 12500 słów. Jak widać, opanowanie niewielkiej ilości słownictwa pozwoli nam całkiem swobodnie posługiwać się językiem w codziennych sytuacjach i naprowadzi nas na kolejne słowa, które możemy dodać do swojego zestawu.

    3. Należy unikać typowych kart w stylu – słowo w obcym języku po jednej stronie – jego tłumaczenie po drugiej. Po pierwsze, na dłuższą metę tłumaczenie sobie wszystkiego w głowie na polski czy angielski nie doprowadzi nas do płynności, bo zanim wyrzucimy z siebie jakieś zdanie, jego stworzenie zajmie nam w głowie zbyt dużo czasu. Po drugie, tworząc fiszki należy wykorzystać potęgę ludzkiej pamięci fotograficznej – zdjęcia i rysunki pomogą nam dużo lepiej przywołać dane słowo w głowie, niż suche tłumaczenia.

    4. Tworząc fiszki pamiętajmy, że są one dla nas – możemy umieszczać w nich takie skojarzenia, które nie będą miały sensu dla nikogo innego, ale nam pomogą dane słowo zapamiętać. Mogą to być jakieś inside jokes, mogą to być zdjęcia rodziny czy przyjaciół, memy czy naprawdę kiepskie żarty (do zobrazowania słowa zacskó – reklamówka – użyłam mema z nosaczem i siatą z biedronki)

    5. Możemy – a według autora książki nawet powinno się – tworzyć kilka fiszek do jednego słowa. Jedną z nich może być na przykład karteczka, na której z jednej strony znajdzie się rysunek lwa (na przykład taki – pamiętam viralową historię o tym osobniku ze zdjęcia, więc lepiej to zapamiętam) – a na drugiej słowo w naszym targetowym języku – czyli np. węgierski oroszlán. Druga fiszka może mieć na przykład definicję danego słowa (typu „król dżungli”, „duży kot z wielką grzywą” itd.) i słowo w języku, którego się uczymy lub – jeżeli korzystamy z fiszek elektronicznych – z jednej strony pytanie „jak mówimy na dużego kota z wielką grzywą?”, a z drugiej – nagranie wymowy danego słowa. Pytania i definicje, jeżeli są proste, można również zapisywać w języku, którego się uczymy.

    6. W przypadku języków, w których jesteśmy już na wyższym poziomie zaawansowania i ciężko nam znaleźć obrazki, które mogłyby opisać słowo „pretensjonalny” lub „katar sienny”, korzystajmy z „monojęzykowego słownika”– na jednej stronie fiszki zapisujemy wtedy słowo, które chcemy opanować, a na drugiej jego definicję w targetowym języku. Możemy dodać również zdjęcie osoby, którą uważamy za pretensjonalną ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    7. Dodatkowo, lubię dodawać sobie do fiszek przykłady użycia danego słowa w zdaniu, żeby móc je jeszcze bardziej naturalnie przywołać w rozmowie. Jeżeli nie umiemy sobie jeszcze ułożyć przykładowego zdania z danym słowem, zwykle można je znaleźć w podręczniku, z którego się uczymy lub po prostu wpisując dane słowo w Google – sporo internetowych słowników ma na swoich stronach przykłady użycia. Można również skorzystać z pomocy native speakerów na stronie Lang-8, którzy chętnie poprawią nasze próby skonstruowania zdania w danym języku.

    Przykłady tworzonych przeze mnie fiszek + trochę więcej informacji o moim obecnym sposobie nauki możecie znaleźć na moim blogu Początkująca - jak tworzyć świetne fiszki?. Za każdą wizytę, zapisanie się do listy powiadomień o nowych wpisach oraz polubienie mojego fanpage będę naprawdę ogromnie, ogromnie wdzięczna (ʘ‿ʘ)

    ---> Piszę o książkach, z których się uczę pod tagiem #nonfiction - zapraszam do obserwowania!

    #naukajezykow #rozwojosobisty #uczsiezwykopem #jezykiobce #duolingo #fiszki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #zainteresowania #poczatkujaca #ksiazki #ksiazka #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: 116081899_325195398511285_3930861953806147166_n.jpg

  •  

    Wykop pokazuje mi już 5 lat na tym kreującym trendy memiarskie i gastronomiczne portalu ze śmiesznymi obrazkami i szkalowaniem kobiet ( ͡~ ͜ʖ ͡°) dla mnie wypok to przede wszystkim ludzie, których tu poznałam (i ludzie, których zdążyłam poznać na nowo, kiedy zorientowałam się, że mirkują ( ͡° ͜ʖ ͡°)) i przez te 5 lat wydarzyło się naprawdę sporo ciekawych rzeczy w moim życiu, które by się nie udały, gdyby nie znajomi z mirko.

    W podziękowaniu za ponad 400 obserwujących mój tag #nonfiction (a także prawie 100 obserwujących # snuffkinvagyok - mój tag o Węgrzech) chcę sprawić jednej Mirabelce lub Mirkowi egzemplarz „Życia 3.0” autorstwa Maxa Tegmarka - nie będzie to egzemplarz widoczny na zdjęciu, bo jak widać, przeżył już ze mną niejedną wyprawę, tylko nowa i pachnąca świeżością książka z księgarni w wersji polskiej. Jej recenzja nie pojawiła się jeszcze na blogu, ponieważ jestem wciąż około w połowie, ale nawet to, co zdążyłam już przeczytać - a mianowicie rozprawienie się z mitami dotyczącymi rozwoju i zagrożeń sztucznej inteligencji - sprawia, że uważam tę książkę za wartą przeczytania. Pada tam sporo pytań o rozwój AI, przedstawione są punkty widzenia osób o różnym podejściu do rozwoju technologii (od techno-entuzjastów do sceptyków przez "AI-beneficial movement"), a po jej przeczytaniu będziecie trochę bardziej krytycznie podchodzić do newsów w stylu "za 5 lat zostaniemy zastąpieni przez roboty".

    Zasady typowe dla wykopowego #rozdajo - plusujecie do jutra do 9:00, później o szczęśliwym zwycięzcy zadecyduje mirkorandom.

    PS - to właśnie w dużej mierze poprzez feedback z postów na mirko zaczęłam pisać swojego bloga - Początkująca. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zapiszecie się na powiadomienia mailowe o nowych postach lub polubicie mój fanpage - Początkująca blog. Kończę czytać mało popularną w Polsce książkę o technice nauki języków, która moim zdaniem będzie bardzo pomocna dla tych, którzy tak jak ja mieli ogromną ilość nieudanych podejść do nauki, stąd za parę dni powinien pojawić się nowy post ʕ•ᴥ•ʔ

    Kocham Was miraski, dzięki za wszystko, pijcie ze mno kompot (づ•﹏•)づ

    #ksiazki #ksiazka #czytajzwykopem #sztucznainteligencja
    pokaż całość

    źródło: 116635033_2384584245169587_361839884686623996_n.jpg

  •  

    Według Davida Hume ciemność jest cierpieniem umysłu - a skoro ciemność (brak wiedzy) jest cierpieniem, to wiedza powinna być przyjemnością. I jak mówi bohater dzisiejszej edycji #nonfiction, ks. prof. Michał Heller, tak właśnie jest - tych, którzy to wiedzą, nie trzeba o tym przekonywać, a tych, co żyją w nieustannej ciemności, nic nie przekona. Czy więc samo uczenie się sprawia nam przyjemność? Nie zawsze - i od samego tego aktu nie powinniśmy wymagać wywoływania w nas jakiegoś rodzaju ekstazy czy przyjemności rozumianej w tej samym sensie, jak ta, którą odczuwamy w trakcie nieco mniej wymagających czynności. Przyjemnie jest za to coś wiedzieć, bo wiedza ta wpływa na nasze życie, nasze zachowanie i poglądy, a jednocześnie pozostaje w pewnym sensie w uśpieniu, gotowa do ujawnienia się wtedy, kiedy jej potrzebujemy. Wykonanie pracy polegającej na zdobywaniu - i zrozumieniu - informacji pomaga nam widzieć świat w innym świetle, zmienia naszą hierarchię wartości, a znalezienie odpowiedzi na niektóre pytania odkrywa przed nami kolejne - często ciekawsze, piękniejsze i bardziej ekscytujące. To nie jest jednak tak, że proces zdobywania wiedzy nigdy nie jest przyjemny sam w sobie - podejrzewam, że wiele z nas doświadczyło momentów “flow” podczas odkrywania nowych faktów i łączenia ich ze sobą - a jeżeli wiemy, co chcemy osiągnąć, to wykonanie każdego kroku prowadzącego nas do tego celu będzie czyniło nas szczęśliwszymi.

    Czy “przeciętny Polak” może więc wyciągnąć jakąś lekcję z książki, która dedykowana jest osobom planującym karierę naukową? Cytując klasyka - jeszcze jak! ( ͡° ͜ʖ ͡°) Sama się do takich osób zaliczam, ale zainteresowana od jakiegoś czasu tematem samego uczenia się sięgnęłam po jedną z najnowszych książek Hellera, w której rozpracowuje on techniki, etykę oraz motywacje niezbędne w roli ucznia.

    Co więc jest konieczne, aby podjąć się takiej pracy i prowadzić ją efektywnie? Niekoniecznie jest to talent - a przynajmniej nie jest to warunek niezbędny i wystarczający do tego, aby prowadzić swoją pracę w sposób twórczy. Dobre zdolności połączone z etyką pracy i chęcią rozwijania się znaczą dużo więcej, niż geniusz zostawiony samemu sobie.

    Niezbędna jest za to pasja naukowa - rozumiana jako połączenie zainteresowania przedmiotem, znajdowanie przyjemności w badaniu swojego przedmiotu (zarówno z samego procesu badawczego jak i z faktu posiadania odpowiedniej wiedzy), odwaga bycia trochę innym, niż wszyscy w otoczeniu, motywacja do pracy naukowej (od zwykłego for fun do dążenia do poznania prawdy - lub Prawdy), uczestniczenie w nauce jako instytucji, zażyłość z książkami i czasopismami oraz “ślęczenie przy biurku” rozumiane jako spędzanie sporej ilości czasu nad przedmiotem swoich badań.

    Jednocześnie musimy rozwijać w sobie systematyczność, skupienie się na wybranej przez siebie dziedzinie oraz umiejętność pracy z doskoku. Często wpadam w pułapkę tego, że żeby zabrać się za naukę wydaje mi się, że potrzebuję dość długiego czasu na przygotowanie i stworzenie sobie odpowiedniego stanowiska - rozłożenie książek, zapewnienie ciszy, zrobienie kawy i tak dalej. To wszystko oczywiście efektywnej nauce sprzyja, ale jak przekonuje autor - jest strategią nieprzystosowaną do rzeczywistości. Jeżeli nauczymy się pracować w każdych warunkach - i nie musi to być od razu wytężona praca umysłowa, ale na przykład przeczytanie dwóch stron książki w oczekiwaniu na autobus - będziemy w stanie rozwijać się dużo szybciej i efektywniej, niż pracując jedynie wtedy, kiedy i świat i nasze wewnętrzne nastawienie nas do tego zachęca. Ponieważ sama mam z tym poważny problem, fragment, który podkreśliłam i oznaczyłam wykrzyknikiem, brzmi: życie jest pełne nieuniknionych codziennych spraw i jeżeli ktoś nie potrafi ich upchać, żeby pomiędzy nimi stworzyć choćby niewielkie, ale odpowiednio częste dziury, to nigdy nie doczeka się dobrych warunków, mogących z niego zrobić uczonego.

    Czynników, które determinują efektywną pracę naukową jest oczywiście więcej, ale zatrzymam się tutaj - nie chcę streszczać absolutnie wszystkiego, żebyście przypadkiem nie stwierdzili, że samej książki nie ma już sensu czytać. Wręcz przeciwnie - wszystkich Was gorąco chciałabym do tego zachęcić, bo przeczytanie żadnej innej lektury nie dało mi ostatnio tak dużo przyjemności. Składają się na to zarówno język jakiego używa autor, jak i spostrzeżenia, o których pisze - ale po części jest to pewnie również wynik tego, że odpowiada on na pytania, które zajmowały mnie od dłuższego czasu. Samo pisanie o tej książce jest także naprawdę trudne - bo ciężko mi ubrać w słowa coś, co sam autor ubrał już w słowa tak dobrze. Jeżeli nie znacie jeszcze twórczości Hellera, jest to pierwsza jego książka, z którą miałam styczność - i naprawdę gorąco polecam. Nie tylko doktorantom - chociaż dla nich powinna być to lektura obowiązkowa - ale każdemu, kto jest ciekawy świata i na własną rękę uczy się nowych rzeczy o interesujących ją czy jego domenie.

    PS Piszę o uczeniu się na swoim blogu - serdecznie zapraszam!

    PS2 Opowiadam o książkach, które czytam, pod tagiem #nonfiction. Te posty służą mi również do tego, żeby nauczyć się lepiej pisać, stąd też informacja zwrotna bardzo mile widziana!

    #ksiazka #ksiazki #czytajzwykopem #nauka #filozofia #rozwojosobisty #gruparatowaniapoziomu #szkola #studbaza #uczsiezwykopem #zainteresowania
    pokaż całość

    źródło: jakbycuczonym.jpg

    •  

      @mk321: Heller jest jednym z nielicznych filozofów, który daje radę na polu filozofii nauki z nominalizmem albo pomysłami abstrahowania filozofii od nauk szczegółowych, jest mega gościem dla filozofii nauki i choć też mam do jego poglądów parę uwag, to jest jedynym liczącym się na świecie polskim filozofem i najmniej istotne jest czy jest księdzem czy nie; nie wiesz co piszesz, Heller zajmuje się fizyką kwantową, teoria względności i fundamentalnymi dla filozofii oraz nauk przyrodniczych problemami, to jest high level myśli ludzkiej. Jest księdzem i teologia jest ważna ale np. uważa że neotomizm jest pomyłką / wiem, nie zrozumiesz że to zabawne pokaż całość

    •  

      @problemat: to jest wykop. Informacja o tym, że Heller dostał Templetona była wykopana osiem razy, że kura albo trzmiel jest fajny kilkaset razy. Niech chociaż to będzie. @Snuffkin jak znajdziesz coś interesującego o problemach nauk przyrodniczych to wrzucaj, chętnie pogadam, np. dlaczego to niefajne jak poszczególne nauki o sobie niewiele wiedzą? I czy to w ogóle potrzebne i możliwe żeby fizyk znał się na chemii albo filozofii lub do jakich granic skoro fizyk ciał stałych niewiele o sobie nawzajem wiedzą? ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (23)

  •  

    Co czujecie, gdy ktoś z kim rozmawiacie, prezentuje poglądy zupełnie inne od Waszych? Sporo osób czuje złość - i to zupełnie naturalne, jeżeli przedmiot dyskusji uważacie za kluczową część swojego obrazu siebie i swojej tożsamości. Uwielbiam wykop między innymi za to, że można tu (zazwyczaj kulturalnie ( ͡° ͜ʖ ͡°)) skonfrontować i przedyskutować różne poglądy i pomysły - a jeżeli jesteście ciekawi pięciu innych miejsc, które pomogą Wam zrozumieć odmienny do Waszego punkt widzenia, to zapraszam na drugi wpis na moim blogu ʕ•ᴥ•ʔ

    Przebij swoją bańkę – miejsca w internecie, które pomogą Ci zrozumieć punkt widzenia innych

    Wołam #nonfiction, bo może ktoś lubiący moje wpisy o książkach będzie zainteresowany - ale posty o wpisach na blogu będę tagować #poczatkujaca

    #filozofia #psychologia #wybory #polityka #ciekawostki #rozwojosobisty i nieskromnie #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: alexander-dummer-ncyGJJ0TSLM-unsplash.jpg

  •  

    [Chamska reklama na początek - założyłam bloga! Ale o tym pod koniec ( ͡° ͜ʖ ͡°) ]

    Muszę się Wam do czegoś przyznać – nigdy nie byłam na proteście. Ani na tym przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego, ani na tym, który takie zaostrzenie postulował. Nie szłam w obronie sądów, nie dołączyłam do Młodzieżowego Strajku Klimatycznego, nie byłam na Paradzie Równości, Manifie, Marszu dla Rodziny – nawet nie ustawiłam na profilowym nakładki z dzikiem, maseczką ze strzałą lub hasztagiem #bialyprotest. Czy czuję się z tym dobrze? Z jednej strony nie – szczególnie, gdy widzę, że często spełnia się to, przed czym ostrzegały osoby z megafonami na krakowskim Rynku. Jest całe mnóstwo rzeczy, z którymi się nie zgadzam oraz całkiem sporo rzeczy, których reformy chciałabym zobaczyć (chyba najbardziej – jako, że sama doświadczyłam kawałka studiów na europejskim Zachodzie – jest to szkolnictwo). Z drugiej strony – jest całe mnóstwo czynników powstrzymujących mnie przed aktywizmem – choćby takich, że postulaty wynoszone na transparentach często są nierealne / nie poparte nauką (Extinction Rebellion i postulat zeroemisyjności do 2025), obrazoburcze i niesmaczne (‘cipkomaryjki’, pochwalanie beztroskiej rozwiązłości), pogardliwe (autentyczny transparent z Marszu dla Aborcji: ‘Przeciw aborcji? Fuck you!’), niepoważne (zeszłoroczny krakowski ‘Twerkuj dla edukacji seksualnej’) lub nie znam sytuacji na tyle, żeby zająć świadome stanowisko (protesty w obronie sądów).

    Czuję, że akcje protestacyjne często reprezentują skrajności, a ja nie identyfikuję się z żadną z nich. Siedzę więc sobie w moim centrowskim ciepełku i ograniczam swoją działalność społeczno-polityczną do komentarzy w internecie, okazjonalnej wpłaty na organizację charytatywną, głosowania w Budżecie Obywatelskim (który swoją drogą jest genialnym sposobem na danie mieszkańcom miasta ułudy decyzyjności) i dywagowania na tematy polityczne przy piwie ze znajomymi.

    Żeby było jasne – ani nie jestem z tego dumna, ani nie chcę, żeby tak pozostało. Uważam, że ta obywatelska nieświadomość i społeczny marazm jest szkodliwy – a przynajmniej dla tych, którzy się nie interesują i nie protestują. Do wniosków z mojego poprzedniego posta dodałabym jeszcze spostrzeżenie, że nie za bardzo umiemy ze sobą rozmawiać. Jeżeli się czemuś sprzeciwiamy, to często nie umiemy uzasadnić czemu (ewentualnie argumentujemy to absolutem moralnym), a odmienne zdanie traktujemy często jako personalny atak, a nie jak zaproszenie do cywilizowanej dyskusji. Często też nie weryfikujemy informacji, które kształtują naszą opinię – co widać po ilości fejków wykopywanych często na główną, sterowanych emocjonalnymi hasłami, których sprawdzeniem wykopujący się często nie przejmują (jak np. ostatnia sytuacja, gdzie pierwsze czytanie ustawy o zmianie planowania rodziny w Sejmie było przedstawione jako celowe działanie rządzących, a nie konieczność wynikająca z terminowości obywatelskich projektów ustaw).

    Znam też za to osoby, które są aktywistami lub aktywistkami wręcz zawodowymi - i chyba większość z nas ma w swoim otoczeniu lub kojarzy z mediów kogoś, kto z kolei na protesty chodzi wszystkie i w pewnym sensie stanowi to sporą część jego lub jej tożsamości. Szukam czegoś, co pozwoli mi aktywizm i działalność społeczną oswoić - zrozumieć tych, którzy szczerze wierzą, że są w stanie coś zmienić, którzy są na tyle odważni, że wychodzą głosić swój sprzeciw wtedy, kiedy działają w pojedynkę lub w kilkunastoosobowej grupie, którzy podejmują działanie mimo wystawiania się na szyderę, pogardę i oskarżenia bycia marionetkami finansowanymi zagranicznym kapitałem. Zaczęłam od „Nadziei w mroku” Rebeki Solnit, którą skończyłam niedawno z, delikatnie mówiąc, mieszanymi uczuciami.

    W końcu już pierwsze zdanie: „Nasi przeciwnicy pragną, byśmy uwierzyły i uwierzyli, że sytuacja jest beznadziejna, że nie mamy żadnej władzy, żadnych podstaw do działania, że nie możemy wygrać” sprawiło, że wywróciłam oczami i w pewnym sensie nieświadomie nastawiłam się do tej książki negatywnie. Nienawidzę polaryzacji i narracji „wróg-przyjaciel”, która jeszcze bardziej zniechęca ludzi do merytorycznej dyskusji. Dając jednak książce szansę przebrnęłam do końca i mam wrażenie, że nie do końca jestem jej targetem - choć rzeczywiście udało jej się zaadresować sporo wątpliwości, jakich do tej pory w stosunku do aktywizmu miałam.

    Dopóki nie działamy w wielkiej grupie, aktywizm nie ma sensu
    Zdawać się może, że wielkie rewolucje zaczynają się od jakiegoś gwałtownego zdarzenia (np. samospalenia jednego z tunezyjskich handlarzy, które rozpoczęło arabską wiosnę), ale w rzeczywistości takie zdarzenie musi trafić na podatny grunt, powstały przez sieć działaczy, kształtujący poglądy i nastroje społeczne. Trochę jak z krzywą wykładniczą - przez długi, długi czas nie dzieje się nic, aż w końcu po pokonaniu plateau, po jednym wydarzeniu przeważającym szalę następuje wybuch, który mobilizuje tych, którzy do tej pory byli bierni. Zdarza się również tak, że to akcja pojedynczych osób lub ich niewielkiej grupy rozpoczyna wielką zmianę. Tak było w przypadku Fridays for Future szwedzkiej ulubienicy wykopu oraz np. wtedy, gdy spotkanie grupki kilku kobiet protestujących pod Białym Domem skłoniło dr. Benjamina Spocka do zainteresowania się tematem i dołączenia do grupy roboczej pracującej nad rozbrojeniem atomowym. Na każdą akcję, która zapoczątkowała zmianę, przypada 1000 akcji, które nie miały większego wpływu na nic - ale przeprowadzenie każdej z nich było konieczne do tego, aby ta jedna mogła odnieść sukces.

    Nie zgadzam się w 100% z postulatami grupy, więc nie będę się angażować
    Zdaję sobie sprawę, że nigdy nie będzie tak, że będę w stanie identyfikować się z jakąś grupą / partią polityczną w 100%, a jednocześnie nie chcę być kojarzona z działalnością grupy, z którą w jakiejś części się nie zgadzam. Często mierzi mnie prostota i trywialność haseł niesionych na transparentach oraz wspomniana już wcześniej polaryzacja i ‘totalność’ przekazu. Jednak, jak pisze autorka, “by być skutecznymi, działacze muszą, przynajmniej czasami, formułować jasne, proste i pilne żądania - takie, które mieszczą się na naklejkach i transparentach, które dadzą się wykrzyczeć na ulicach z gardeł tysięcy ludzi. Muszą też jednak umieć dostrzec, że zwycięstwa mogą nadejść raczej w formie subtelnych, złożonych i powolnych zmian, a mimo to pozostawać zwycięstwami”. Ludzi nie przekonują intelektualne debaty, dowody naukowe czy skomplikowane postulaty (patrz: globalne ocieplenie). Ludzi (w tym polityków) przekonuje samotna nastolatka w warkoczach i żółtym płaszczu, która pociąga za sobą setki tysięcy podobnych jej dzieciaków, wykrzykujących hasła nie tyle naukowe, co emocjonalne. Autorka sugeruje, że o ile dana sprawa jest dla nas istotna, to warto podjąć działanie nawet wtedy, gdy z samą formą, czy z absolutnie wszystkimi hasłami na transparentach nie zgadzamy się w 100%.

    Nie jesteśmy w stanie zmienić rzeczywistości
    Co bardziej zmienia rzeczywistość - akcja, czy jej brak? Patrząc na frekwencję w wyborach, skłaniam się jednak ku tej drugiej opcji. Niska frekwencja to zwykle korzyść dla obecnie rządzących - i tylko solidny wkurw jest w stanie zmobilizować tych, którzy do tej pory nie brali udziału w głosowaniu. Najniższą frekwencję - co naprawdę rozwala mi mózg - notuje się zazwyczaj w wyborach samorządowych, czyli tam, gdzie do władzy nam najbliżej - a mimo to ok. 55% osób pozostaje tego dnia w domach. Z jakiegoś powodu (a w zasadzie wiemy, z jakiego - z dziesięcioleci złych przykładów) aktywność polityczna nie jest w naszym kraju powodem do dumy, a słowo ‘polityk’ ma wręcz znaczenie pejoratywne. Jednak historia jest pełna aktywistów i grup, które porwały społeczeństwo do akcji i które miały rzeczywisty wpływ na rzeczywistość polityczną na wszystkich szczeblach - lokalnym, krajowym i globalnym. Rezultaty tych akcji również mają różną skalę - od ocalenia kawałka lasu za miastem, przez zablokowanie zmiany “ustawy aborcyjnej” po rozbrojenie atomowe. Rezultat aktywizmu możecie zresztą czytać teraz - bo gdyby grupa odważnych kobiet przez wiele lat nie walczyła o swoje prawa, ani nie pisałabym tego posta, ani nie zastanawiałabym się nad polityczną działalnością w ogóle - bo zwyczajnie nie wchodziłoby to w grę.

    Dla kogo jest ta książka? Na pewno dla czynnych aktywistów, którzy czasami tracą nadzieję na to, że ich działanie ma jakikolwiek sens. Czy dla osób zastanawiających się nad aktywizmem czy jakąkolwiek formą społecznego działania - może niekoniecznie, w szczególności tych bardziej sceptycznych. Książka jest dość spolaryzowana, ma narrację typu “my - oni”, a okazjonalne wybitnie antykapitalistyczne wstawki mogą spowodować przewrót oczu nawet tych, którzy na pana w muszce nie głosują. Czy odważę się pójść na protest w ważnej dla mnie sprawie po przeczytaniu “Nadziei w mroku”? Tego pewna nie jestem, ale na pewno lektura zachęciła mnie do bardziej aktywnego zainteresowania się sprawami wokół mnie. I tak przeczytałam w końcu plan zagospodarowania przestrzennego okolicy, w której mieszkam i wysłałam kilka pytań do rady dzielnicy, z czym nosiłam się już od dłuższego czasu. A że najbliższy tydzień zapowiada się gorąco, zastanawiam się, czy w tym szczególnym przypadku działanie (czyt. wzięcie udziału w wyborach, jeżeli się one odbędą) czy to właśnie jego brak, byłby aktem obywatelskiego nieposłuszeństwa i sprzeciwem wobec rządzących.

    PS stworzyłam bloga! Nie będzie on tylko o książkach, lecz głównie o sposobach, jakie wykorzystuję do nauki, bo pomyślałam, że przelewanie tego na papier może komuś pomóc. Blog nazywa się Początkująca, bo tak się właśnie czuję - wielu rzeczy wykorzystywanych w pracy czy na co dzień uczę się od początku, na własną rękę i chcę o tym pisać, bo mi zapoznanie się z doświadczeniami innych osób bardzo pomogło. Rozwinęłam tam swój poprzedni wpis o czytaniu książek, więc jeżeli kogoś interesują podobne tematy - serdecznie zapraszam ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    PS2 Opowiadam o książkach, które czytam, pod tagiem #nonfiction. Te posty służą mi również do tego, żeby nauczyć się lepiej pisać, stąd też informacja zwrotna bardzo mile widziana!
    #ksiazka #ksiazki #czytajzwykopem #ekonomia #polityka #polska #wybory #swiat i po trochu #filozofia #rozwojosobisty #gruparatowaniapoziomumirko
    pokaż całość

    źródło: i.ibb.co

    •  

      @Snuffkin: Z ciekawości, czytałaś może "Zaufanie, czyli waluta przyszłości"? Wydaje mi się, że może być dla Ciebie, bo dotyczy w jakimś stopniu trzech rejonów: bloga, rozwoju osobistego i książek, które opisujesz ;)
      Blog będzie rozszerzeniem tagu #nonfiction czy treści na blogu będą w jakiś sposób takie same jak na mikroblogu?
      Jeśli to pierwsze, czy przewidujesz może jakąś formę newslettera/tagu, w którym będziesz informowała, że coś nowego na blogu wyszło? Byłoby świetnie, bo tak, to pewnie zaraz zapomnę i przypomnę sobie po trzech miesiącach (✌ ゚ ∀ ゚)☞

      pokaż spoiler W każdym razie życzę powodzenia i zapału do tworzenia nowych treści :)
      pokaż całość

    •  

      @Nomada: Czytałam - i generalnie spoko, parę cennych rad można sobie stamtąd przyswoić, przy czym prowadzenie (i monetyzacja) bloga finansowego trochę się różni od blogów innego typu. Ale może jeszcze za jakiś czas do książki wrócę, jak trochę ten blog rozwinę.

      Na blogu treści będą na pewno inne, bardziej o nauce niż o książkach samych w sobie. Jak jest potrzeba na tag, to mogę posty o wpisać wrzucać pod #poczatkujaca, co zasugerował mi dziś @sorhu ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Po co nam książka o czytaniu książek?

    Książka ‘jaka jest, każdy widzi’ i wydawałoby się, że nie potrzebujemy większej filozofii do tego, aby ją przeczytać – ot, bierzemy, przewertujemy spis treści (albo i nie), zaparzamy kapuczinę, siadamy i czytamy – o ile w ogóle czytaniem książek jesteśmy zainteresowani i mamy na to czas. Czytanie w ogóle zawsze było pewnego rodzaju snobizmem – salon każdego inteligenta zdobiła i wciąż zdobi pokaźna biblioteczka (a przynajmniej jej imitacja uwieczniona na tapecie - #pdk), a wśród korpo millenialsów panuje trend jeżeli nie wymieniania się książkami, które posiadamy, to przynajmniej wymieniania książek, które posiadamy, na przykład w przerwie na kawę w kuchni lub na różnego rodzaju portalach społecznościowych. Porzucając już ten prześmiewczy ton wytykany mi w komentarzach pod jednym z ostatnich postów – chociaż Lem stwierdził, że „jeżeli ktoś coś czyta, to nic nie rozumie, a jeśli nawet rozumie, to nic nie pamięta”, skoro w dobie internetu wciąż jednak czytamy, to musi nam to coś dawać – i czytać można z różnych motywacji, choć pewien element rozrywkowy jest obecny zawsze. Powtarzając w takim razie pytanie z początku akapitu – skąd pomysł na książkę o czytaniu książek?

    Pierwsze wydanie „How to read a book” miało miejsce w latach 40. XX wieku, kolejne w latach 70. - i rzeczywiście da się to wyczuć, bo pod względem formy jest to dość inna, cięższa książka od wielu, które do tej pory przeczytałam. Ma ona w sobie klimat wizyty u dziadka, kiedy siadasz w wysiedzianym fotelu, pijesz mocną herbatę ze szklanki z parzącym w ręce blaszanym kapturkiem, a dziadek przycisza radio i mówi „siadaj mały kurwiu, opowiem Ci historię o tym, jak to było za moich czasów” – i chociaż dziadek miejscami przynudza i się powtarza, to mimo wszystko jego opowieść pozostaje wartościowa, a rady całkiem sensowne. Bo czy rzeczywiście wiemy, jak czytać, żeby jednocześnie zapamiętać jak najwięcej, umieć weryfikować informacje, które prezentuje nam dany autor, wiedzieć, jak konstruktywnie krytykować książkę lub gdzie szukać źródeł stojących w kontrze do argumentów, o których właśnie przeczytaliśmy? Możemy czytać dużo i nie wyciągnąć z tego nic – możemy też przeczytać trzy książki tak, że uczynią nas one mądrzejszymi, bardziej otwartymi na różne poglądy oraz pozwolą nam rozwinąć się w sztuce krytyki.
    Jak więc (według dziadka Adlera) czytać książki efektywnie?

    ------------------------------------------------------------

    Jego teoria opiera się na czterech filarach czytania – elementarnym, inspekcyjnym, analitycznym oraz synoptycznym. Ten pierwszy to umiejętność, którą posiada każdy człowiek z wykształceniem podstawowym (czyli nawet ten z wytapetowaną biblioteczką w pokoju ( ͡° ͜ʖ ͡°) ) – umiemy składać litery w słowa, słowa w zdania oraz jednocześnie rozumiemy znaczenie stojące za danymi symbolami. Kolejne trzy odnoszą się już bezpośrednio do sztuki czytania ‘dla dorosłych’ Autor sugeruje, że przed rozpoczęciem każdej książki powinniśmy wykonać pewną pracę oceniającą, o czym ona jest i z czego się składa – i nie ma w tym raczej niczego odkrywczego, bo to jest po części coś, co naturalnie robimy w księgarniach podczas napełniania koszyka – otwieramy książkę, wertujemy ją, czytamy akapit tu i tam, żeby ocenić czy jest warta zakupu. Podobno również czytanie ‘płytkie’ – czyli przeczytanie całej książki najpierw szybko, bez zatrzymywania się i sprawdzania niezrozumiałych pojęć – jest istotne przed rozpoczęciem czytania analitycznego. O co chodzi zatem w tym całym czytaniu analitycznym?

    Jeżeli czytamy książki non-fiction, to naszym celem, poza dostarczeniem sobie rozrywki, powinno być przejście ze stanu niezrozumienia do stanu zrozumienia – a to może nastąpić tylko w wyniku wytężonej, celowej pracy. Czytanie jest de facto sztuką uczenia się bez nauczyciela, a jej opanowanie wymaga pracy - musimy mieć otwarty umysł, być nastawieni na obserwację, wykorzystywać własną pamięć, wyobraźnię oraz umiejętność analizy. Zainspirowana opisanym przez autora procesem, moja metoda czytania tych książek, z których chcę się czegoś nauczyć, wygląda obecnie tak:

    1. Na początku czytam całość relatywnie szybko – nie skupiam się zbytnio na poszczególnych zdaniach i problemach, ale podkreślam ołówkiem / zapisuję sobie komentarze na marginesach w przypadku, gdy uznam coś za ważne.
    2. Po przeczytaniu książki podsumowuję ją w kilku zdaniach i określam części, z jakich się składa. Nie muszą to być rozdziały, bardziej logiczne jednostki, które składają się na to, co opisałam w podsumowaniu.
    3. Wypisuję sobie problemy, jakie chce rozwiązać autor + pytania, które przyszły mi do głowy po szybkim przeczytaniu całości
    4. Czytam książkę jeszcze raz, ale w inny sposób – staram się jak najwięcej uwagi przeznaczać na najważniejsze części, z pominięciem opisów i mniej istotnych wątków. Wypisuję sobie najważniejsze zdania własnymi słowami (!) w zeszycie / na samoprzylepnych karteczkach (rzadziej) lub Google docs (częściej)
    5. Wracam do pytań, które wypisałam sobie w punkcie 3. Czy na wszystkie z nich mam już odpowiedź? Jeżeli nie, to zastanawiam się, jak tę odpowiedź znaleźć – czy pominęłam coś w książce, czy powinnam poszukać innych źródeł? Jeżeli tak - to czy są one prawdziwe? Czy mam dowód na to, że dana teza jest fałszywa, czy moja krytyka jest tylko moją własną opinią?
    6. Jeżeli temat jest wysoce ‘kontrowersyjny’, w takim sensie, że istnieje wiele dzieł stojących w kontrze do książki danego autora (czyli jak ma to miejsce np. podczas czytania historii czy ekonomii), szukam książki, którą mogłabym przeczytać dla porównania argumentów.

    Do tej pory nie miałam jeszcze okazji przeczytać dwóch książek o ewidentnie rozmijających się wnioskach, ale mam to w planach (najprawdopodobniej będzie to ‘Kapitał w XXIw.’ Piketty’ego oraz ‘Ludzkie działanie’ Misesa). W jednej z części „How to read a book” autor opisuje techniki pomocne w czytaniu synoptycznym (które jest ostatnim, najbardziej skomplikowanym rodzajem czytania – tym, który pozwala opanować wiele dzieł o jednym temacie, ale niezgodnych ze sobą argumentach), więc kiedy to zrobię, na pewno podzielę się wnioskami i zastosowanymi technikami w oddzielnym poście.

    ------------------------------------------------------------

    Ej Snuffkin, no błagam. Nikt nie ma czasu na czytanie książek w ten sposób + chyba nie myślisz, że przejdę tak np. przez „Władcę Pierścieni”

    No, masz rację. Sam autor „HTRAB” podkreśla, że nie należy się stosować do tego zupełnie bezwzględnie. Sposób czytania powinien zależeć od określonego celu – jeżeli czytasz dla samej rozrywki, otwieraj książkę, wyciągnij czipsy, batony i skarpety takie grube i śmigaj. Jeżeli czytasz dla zwiększenia wiedzy i większego zrozumienia danej sprawy – im więcej pracy nad książką wykonasz, tym więcej w Tobie zostanie na przyszłość.

    Wygląda legitnie, ale czy to jest tego warte?

    Z moich doświadczeń wynika, że jest. Przeczytałam w ten sposób jeszcze raz „Pracę głęboką” opisywaną w jednym z poprzednich postów – i zauważyłam w ten sposób zdania i wnioski, które początkowo zupełnie pominęłam. Posiadanie tego typu notatek bardzo pomaga szczególnie wtedy, gdy chcesz coś z tą książką zrobić dalej – skrytykować lub zaprezentować innym.

    A co jeżeli książka mi się nie podoba? Mam w nią brnąć mimo wszystko?

    To zależy – głównie od tego, dlaczego Ci się nie podoba. Jeżeli okazuje się, że książka ewidentnie nie odnosi się do tematu, który Cię interesuje lub autor pitoli oczywiste kocopoły, to nie. Z drugiej strony – nie powinniśmy rezygnować z książki tylko dlatego, że natrafiamy na coś, co było sprzeczne z naszym dotychczasowym światopoglądem, to tym bardziej taką pracę nad książką powinniśmy wykonać – bo może się okazać, że pewne nasze przekonania, w które być może wierzyliśmy przez wiele lat, były błędne. Jednym z głównych postulatów autora jest powstrzymanie się przed krytyką danego argumentu do momentu, kiedy jesteśmy w stanie powiedzieć w 100%, że rozumiemy argument zaprezentowany w danym tekście – ale uważamy go za błędny z powodu braku informacji u autora lub złej ich interpretacji.

    A co w przypadku czytania krótszych form – artykułów, gazet itd.?

    Imho większość z zasad przedstawionych w książce – dążenie do prawdy, poleganie na faktach, a nie na własnych opiniach, krytyka czegoś dopiero po pełnym zrozumieniu i inne sprawdzają się również w przypadku czytania krótszych form. Ba, strasznie chciałabym, żeby więcej osób przeczytało książkę o sztuce czytania ze zrozumieniem i weryfikowania informacji, nawet niekoniecznie tę opisywaną właśnie przeze mnie – bo ilość dezinformacji, zarówno na tym portalu, jak i na wielu innych jest przytłaczająca.

    Mam straszny problem, kiedy widzę wykopywane w ciemno clickbaitowe nagłówki, manipulację informacją, wymianę opinii, a nie argumentów popartych faktami i inne rzeczy powszechne nie tylko w polskim internecie. Jeden z moich kolegów stwierdził kiedyś, że marzy o lekcjach logiki w szkole – tak, aby każdy mógł nauczyć się, jak dostrzec np. użycie dowodu anegdotycznego lub odwracanie implikacji (mój ulubiony przykład to zasłyszane na kazaniu ‘80% par, które mieszkają ze sobą przed ślubem, się rozwodzi’ zamiast ‘wśród par, które się rozwiodły, 80% z nich mieszkało ze sobą przed ślubem). Ponieważ pozostaje to jednak w sferze naszych pobożnych życzeń, może wróćmy do podstaw – i nauczmy się sztuki czytania od nowa?

    ------------------------------------------------------------

    PS polecam ciekawy wpis @eoneon o tym, czy w XXI wieku nadal warto czytać książki. Spoiler: oboje uważamy, że warto ;)

    Opowiadam o książkach, które czytam, pod tagiem #nonfiction. Te posty służą mi również do tego, żeby nauczyć się lepiej pisać, stąd też informacja zwrotna bardzo mile widziana!

    #ksiazka #ksiazki #czytajzwykopem #nauka #jezykpolski #literatura i po trochu #filozofia #rozwojosobisty #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: HTRAB.jpg

  •  

    Są takie miejsca, których - patrząc obiektywnie, ze wszystkich stron i biorąc pod uwagę wszystkie kryteria nowoczesnej estetyki - nijak nie da się sklasyfikować jako ładne czy warte odwiedzenia. Nie znajdziecie ich na liście ‘100 miejsc, które trzeba zobaczyć przed śmiercią’, nie znajdziecie ich w czołówce TripAdvisora, a ich kicz i przaśność mogą wprawiać w europejskie kompleksy tych, którzy zdążyli w swoim życiu zwiedzić kawałek Zachodu. Mimo to, każda wizyta w nich wywołuje pewną nostalgię, wyzwala w nas poczucie komfortu i wbrew wszystkim składowym naszego głosu rozsądku czujemy, że to miejsce jest w pewien sposób ‘swoje’ - ‘nasze’. Miejsce, które mimo płynących szerokim strumieniem funduszy europejskich na rewitalizację i zapobieganie wykluczeniu, powinno wbrew wszystkim trendom pozostać takie samo i oprzeć się unifikacji i unowocześnieniu. Pochodzę z Lubelszczyzny i takich miejsc mam na swojej liście sporo. Buda z frytkami i kebabem za 5zł na dworcu PKS, które jadłam wielokrotnie przy okazji wizyt u mojej licealnej miłości. Mały sklep na wsi, który nawet w obliczu największego kataklizmu zawsze będzie otwarty, a przed którym siedzą wioskowi filozofowie, debatujący nad kartami rozłożonymi na plastikowym stoliku o wyższości Kuflowego nad Harnasiem. Lodziarnia, w której lody nie są może tak dobre jak w sieciówkach, ale które na zawsze pozostaną dla nas symbolem pożądania, nagrodą, którą udało nam się wyprosić u rodziców w letnich miesiącach po powrocie z południowej sumy. I wreszcie obowiązkowe w każdym mieście powiatowym mordownie - bary z podłej jakości piwem, tak tanim, że do tej pory nie jesteśmy w stanie znaleźć ekonomicznego wyjaśnienia dla sensu funkcjonowania takiej placówki, pitym w oparach ukraińskich papierosów i przy akompaniamencie chropowatych głosów sąsiadów.

    Dość filmowym zbiegiem okoliczności moje życie potoczyło się tak, że od kilku lat znajduję się w konkubinacie z przedstawicielem narodu węgierskiego, o czym mogą wiedzieć ci, którzy okazjonalnie trafiają na moje posty. Choć odwiedzałam Węgry wcześniej, to dopiero wtedy, kiedy ominęłam Free Walking Tour w Budapeszcie i trafiłam w głąb kraju - do teściów i dziadków, na dwa węgierskie wesela, na kilka bograczowych imprez i kilkanaście garnków lecsó, do Tihany, Zalakaros, Nagykanizsy, Baji, Velence, Badacsonytomaj, Petrivente i innych wsi i miejscowości na szeroko pojętej ‘prowincji’ (o ile prowincją nazwiemy wszystko, co nie jest Budapesztem - ewentualne Pecsem i Debreczynem) - okazało się, że obrazki, które tak dobrze znam z dzieciństwa, mają swoje odwzorowanie również tutaj. Różnica jest taka, że zamiast kebsa i frytek jest blaszana buda z langoszem, panowie nad stolikiem wychwalają nie Kaczyńskiego, a Orbana, lody można kupić o smaku kasztanowym, w mordowniach zamiast piwa pani ubrana w plastikową ceratę nabiera wielką metalową łychą różowe wino z ogromnego blaszanego pojemnika, a na ścianach zamiast orzełka wiszą plakaty Wielkich Węgier (Nagy-Magyarország) sprzed rabunkowego podziału w Trianon. To Węgry brzydkie, Węgry, które po wyjeździe z Budapesztu wydają się być zupełnie innym światem, a mimo to, to właśnie takie Węgry kocham odwiedzać najbardziej. Jeżeli zatem czujecie ten klimat i zapłonęliście chęcią wypicia viceházmester z zagrychą w formie pogacsy gdzieś pod plastikowym parasolem z widokiem na Balaton, lecz obecna sytuacja zmusza Was do pozostania w domach, sięgnijcie śmiało po książkę Krzysztofa Vargi - Makłowicza polsko-węgierskiej literatury.

    -----------------------------------------------

    “Langosz w jurcie” to ostatnia z trzech książek polsko-węgierskiego autora, w których - jak sam twierdzi - podejmuje próbę rozliczenia się ze sprawami rodzinnymi, a jednocześnie przekazania polskim czytelnikom garści wiedzy o kraju, z którego pochodzi jego ojciec. Po “Gulaszu z turula” i “Czardaszu z mangalicą”, “Langosz w jurcie” to opowieść o podróży po węgierskich pograniczach - pograniczach często problematycznych, bo wciąż przeoranych pamięcią o tym, że to jeszcze tak niedawno były Węgry, a zaledwie kilka kilometrów dalej mieszkają ludzie, którzy pomimo upływu prawie 100 lat od tragicznej w skutkach umowy pomiędzy ościennymi państwami, często rezygnują z nauki języka kraju, w którym pewnego dnia obudzili się ich przodkowie. Częste spłycanie zresztą Węgier do wizyty w Budapeszcie (ewentualnie w którejś z turystycznych miejscowości nad Balatonem, w Tokaju lub w prawdziwej mekce Polaków - Hajdúszoboszló) jest moim zdaniem okrutną niesprawiedliwością uczynioną temu państwu, bo jest to kraj bardzo różnorodny, o bogatej - choć w dużej mierze tragicznej, co jeszcze bardziej nas do bratanków przybliża - historii. I tak na przykład, odwiedzić możemy miejsca, gdzie możemy podziwiać późne rokokoko - na przykład Pałac Eszterházych w Fertőd czy w Kismarton, zobaczyć pierwowzór ośrodka, w którym rozegrana jest akcja “Szkoły na Granicy” Gézy Ottlika, wypić pierunśko mocną kawę i zagryźć ją turos torta w jednej z lokalnych kawiarni, których jest tu znacznie więcej, niż w Polsce w przeliczeniu na mieszkańca, lub zwiedzić rynki, ryneczki i bulwary, które również w tym kraju wydają się lepiej zagospodarowane, a przynajmniej bardziej ‘dla ludzi’ (szczególnie polecam te w miejscowości Baja - zdecydowanie moje ulubione). Są na Węgrzech swojskie obrazki pełne dewocjonalnej tandety, są zamki pamiętające tureckie odsiecze, jest mnogość saun i łaźni, do których dostęp w kraju gorącymi źródłami płynącym jest podstawowym prawem każdego obywatela, jest Festiwal Węgierskich Wąsów w Kiskunfélegyháza i Festiwal Mangalicy w Székesfehérvárze. Jest przede wszystkim spokój, wspomnienia dawnego prosperity, nostalgia, czasem dramatyczne, a czasem zabawne próby połączenia węgierskiej duszy z europejskim sterylnym chłodem - jest też ponad wszystko (bogato opisane w książce) wspaniałe jedzenie i 30 rodzajów połączenia wina z wodą gazowaną, co w kombinacji z węgierską życzliwością, czarnym humorem i leczonym sarkazmem pesymizmem sprawia, że ogromnie za tym krajem tęsknię i gdy tylko granice się otworzą, spakujemy na pakę rowery i pojedziemy na urlop gdzieś w głąb kraju. A póki nie jest to możliwe - pocieszam się wspomnieniami leniwego dorzucania do kociołka w ogrodzie u teściów kolejnych składników na pörkölt, przeglądaniem zdjęć z rowerowej wyprawy wokół Balatonu sprzed kilku lat i czytaniem (w moim przypadku, po raz kolejny) trylogii Vargi, do czego i Was wszystkich zachęcam.

    Egészségedre!

    -----------------------------------------------

    PS - podobną, bardzo bliską mojemu sercu “filozofię” podróży po Europie Środkowej znalazłam na blogu autorki “Ziemi Jałowej” - “Literki Butelki Kilometry”, więc jak ktoś czuje podobne klimaty, to polecam serdecznie.

    PPS - Opowiadam o książkach, które czytam, pod tagiem #nonfiction. Te posty służą mi również do tego, żeby nauczyć się dobrze pisać - stąd wszelkie komentarze bardzo mile widziane!

    #ksiazka #ksiazki #czytajzwykopem #wegry #podroze #podrozujzwykopem #europa i w dużej mierze #jedzenie
    pokaż całość

    źródło: langosz_w_jurcie.jpg

  •  

    Nie interesujemy się polityką, a swoje oburzenie wyrażamy nakładką na zdjęcie profilowe na Facebooku. Protestujemy tylko wtedy, gdy sprawa dotyczy rzeczy prostej do zrozumienia, medialnej i wywołującej emocje. Na protestach zwykle za to tańczymy, twerkujemy i robimy zdjęcia na Instagram, nie do końca zawsze rozumiejąc, przeciwko czemu tak w zasadzie jesteśmy. Nie gadamy o przyszłości, ZUSie ani ubezpieczeniu, o wpłatach na lokaty premium, nie oszczędzamy na emeryturę, bo trzeba przecież mieć coś od życia, a większość z nas (ok. 60%) popiera obniżenie wieku emerytalnego, nie zdając sobie sprawy, co tak naprawdę to dla nas oznacza. Bardzo długo mieszkamy z rodzicami, przez co przypina nam się łatkę wiecznie niedojrzałych, choć mamy poczucie, że przyczyna tego stanu rzeczy nie leży w naszej niesamodzielności, a w patologii rynku mieszkaniowego. Boimy się mieć dzieci, bo wiemy, że pracując na umowę zlecenie u prywaciarza lub robiąc nadgodziny w korpo własne mieszkanie równa się wiszącym nad nami przez 20 lat toporem comiesięcznych rat, a miejsce w publicznym przedszkolu możemy dostać jedynie wtedy, kiedy sprzedamy naszej konkubinie bułę pod okiem w przerwie między Żubrem a Harnasiem. Cytując klasyka - my to, my to pato... znaczy się - Pokolenie '89.

    -------------------

    Co z nami jest nie tak - a co jest nie tak z systemem? Jakub Sawulski w swojej książce podejmuje się dyskusji na oba te tematy. Pokolenie moje i moich znajomych to pokolenie pełne paradoksów i sprzeczności. Narzekamy na swoją sytuację i tęsknie spoglądamy na obrazki zza zachodnich granic - choć jednocześnie ludziom w tym kraju nigdy nie żyło się lepiej (nie chcę tu - zresztą jak sam autor - wskazywać, że jest to zasługa obecnie panującej ekipy - raczej jest to efekt ostatnich 30 lat transformacji). Wśród problemów systemowych autor opisuje znany każdemu, kto nie jest #programista15k, problem mieszkaniowy. Mieszkanie jest w Polsce częściej, niż w innych krajach, postrzegane jako dobro inwestycyjne, a nie podstawowe. Samych mieszkań mamy za to na rynku niewiele - znacznie poniżej średniej unijnej. Ceny wynajmu są wysokie - to właśnie w Polsce, dzięki (a w zasadzie - przez) średniej wysokości czynszów pobieranych od lokatorów, okres zwrotu inwestycji mieszkaniowej jest jednym z najkrótszych. Pracujemy na umowach śmieciowych, za darmo, na nadgodzinach, a samą pracę zaczynamy późno, bo rzadko kiedy da się ją pogodzić z dziennymi studiami z powodu małej elastyczności zarówno pracodawców, jak i wykładowców. Sama jakość tej pracy też pozostawia wiele do życzenia - będąc outsourcingowym centrum Europy, często powierza się nam zadania niezbyt ambitne intelektualnie - a bardzo powolny napływ 'seniority' do Polski, raczkujące przyzwolenie na prowadzenie projektów bez mocnego udziału managera z UK czy USA potwierdzić może zapewne większość osób pracujących w korporacjach. Poza 500+ jesteśmy pozostawieni sami sobie, jeżeli chodzi o opiekę nad dziećmi i ich wychowanie - brak miejsc w przedszkolach (a tym bardziej w żłobkach), brak mniej zniechęcających do pracy benefitów dla rodziców (ulga podatkowa na pierwsze i drugie dziecko to w momencie powstania książki zaledwie 93zł miesięcznie), konieczność opłacenia dzieciom dodatkowych zajęć (bo jaka jest jakość polskiego szkolnictwa, to ma okazję zobaczyć teraz każdy w TVP) skutecznie zniechęca nas do ratowania polskiej demografii. Opis tych, i wielu innych systemowych problemów, z którymi zetknęła się większa część młodego społeczeństwa, możecie znaleźć szczegółowo opisane w tej książce. Wszyscy wiemy, że system nie działa tak powinien - ale czy część winy za obecny stan rzeczy nie leży w nas samych?

    Lubimy krzyczeć KONS-TY-TUC-JA, oburzać się w momencie, kiedy poruszane są sprawy emocjonalne i łatwe do zrozumienia (stąd też elgiebetyzacja, gretyzacja i po drugiej stronie spektrum - wyklętyzacja przekazu medialnego potrafi nas zaangażować). Pisać intelektualne, pełne gniewu na establishment posty na Instagramie i głosować na antysystemowców - tylko że rzadko kiedy umiemy uzasadnić, co sprawia, że zajmujemy takie czy inne stanowisko. Nie uczy się nas, ale i my sami się nie uczymy krytycznego myślenia, dyskusji, badania i spojrzenia na daną sprawę z różnych perspektyw (tutaj daję upust moim marzeniom o rozpowszechnieniu ćwiczenia w debatach oksfordzkich we wszystkich liceach w Polsce). Czerpiemy naszą wiedzę o świecie z mediów społecznościowych, szerowanych postów i hasztagów, przez co wpadamy w pułapkę confirmation bias i polaryzacji swoich poglądów. Krytykujemy starszych, że głosują tylko na PiS i PO, ale sami nie jesteśmy bardziej elokwentni, gdyby przyszło nam wytłumaczenie, dlaczego głosujemy na tę konkretną partię i osobę - o ile głosujemy w ogóle. Czynną aktywność polityczną mamy za obciach i powód do wstydu - mimo, że w tak uwielbianych przez nas Niemczech w jednej tylko partyjnej młodzieżówce jest 7x więcej osób, niż we wszystkich młodzieżówkach w Polsce. Narzekamy na służbę zdrowia i poziom szkół, ale chętnie wybieramy B2B, żeby uciec od obciążającego podatkami UoPu. No i wreszcie coś, co zarzuca się nam chyba najczęściej, a co jest podkreślane również w innych książkach, które na tym tagu opisywałam - jesteśmy przywiązanymi do przyjemności hedonistami, o mózgach przeoranych przez instant gratification i social media - nie myślimy długoterminowo, chcemy zmian - ale tylko wtedy, gdy ktoś tę zmianę zrobi za nas, kroczymy przez życie w dużej mierze nieświadomie, a jednocześnie zwiększeniem świadomości nie jesteśmy zainteresowani. I proszę się nie obrażać, drodzy millenialsi, ani na mnie, ani na autora, czytając tę recenzję - nie piszę o nikim konkretnym z Was - a wręcz mam wrażenie, że tak najbardziej piszę o sobie.

    -------------------

    Opowiadam o książkach, które czytam, pod tagiem #nonfiction. Te posty służą mi również do tego, żeby nauczyć się dobrze pisać - stąd feedback jest bardzo mile widziany!

    #ksiazka #ksiazki #czytajzwykopem #gospodarka #polska #internet #ekonomia #mieszkanie #szkola #studbaza
    pokaż całość

    źródło: 91805257_2858535430899650_3923729985294041088_n.jpg

  •  

    Dwadzieścia pięć lat życia jako rasowy piwniczak przygotowały mnie odpowiednio do obecnej sytuacji - a zatem trzy tygodnie spędzone w domu nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Wręcz przeciwnie, nagły brak konieczności codziennych dojazdów do pracy i możliwość spędzania poranków w sposób, który do tej pory był zarezerwowany tylko dla odrealnionych instagramowych influenserów i ludzi sukcesu typu Roberta Gryna sprawił, że zaczęłam się zastanawiać nad pokierowaniem moją karierą w taki sposób, że praca z domu będzie normą, a nie wyjątkiem w dobie pandemii. Po opanowaniu początkowych ataków paniki, zrzuceniu 3cm w talii ze stresu i pokonaniu bezsenności znalazłam w końcu siły na zmierzenie się z moim książkowym stosem wstydu - a na pierwszy ogień poszła "Praca głęboka" Cala Newporta. Przesłuchałam ją już jakiś czas temu przez Audible, kiedy to jeszcze lubiłam stwarzać sobie pozory produktywności, słuchając rozwojowych audiobooków podczas scrollowania instagrama w komunikacji miejskiej - i oczywiście, niewiele z tego wtedy zapamiętałam. PO rachunku sumienia postanowiłam zatem nabyć fizyczną kopię książki drogą kupna i zająć się nią jeszcze raz, tym razem bardziej uważnie. I chociaż nie jest to pierwsza książka w podobnym temacie, którą przerobiłam, myślę, że wciąż było warto - i już tłumaczę, dlaczego.

    Zapewne spora część wypoku to ludzie pracujący w IT, od świeżaków na stażu po #programista15k i więcej - ja sama się do takich osób również zaliczam. Czy jednak naprawdę największą część waszego dnia poświęcacie na pisanie kodu, czy raczej jest na chodzenie na spotkania, odpisywanie na maile, przysłuchiwanie się telekonferencjom i inne zajęcia, które nie prowadzą bezpośrednio do rozwoju aplikacji? Siedząc w open space, bez możliwości zamknięcia się na bodźce i na innych ludzi, typowy pracownik typowego korpo w ciągu typowego dnia pracy nie jest w stanie skupić się na tworzeniu rzeczy, które rzeczywiście przynoszą wartość - a zamiast tego często premiowany jest za szybkie odpowiadanie na maile, za bycie dostępnym w każdym momencie, za sprawianie wrażenia zajętości i zabiegania. Nawet, jeżeli 80% czasu spędzanego w pracy przeznacza na zadania przynoszące 20% wartości. Schodząc z krytyki złego korpo, które zmusza nas, piwniczaków, do pracy na open space i bycia w nieustannym kontakcie z ludźmi, sami też codziennie po pracy pogłębiamy spłycanie swojej uwagi - bo w zasadzie odwykliśmy od nudy. W dowolnym momencie, kiedy odczuwamy brak bodźców - np. stojąc w kolejce do kasy czy do okna życia, gdzie chcemy oddać naszego bombelka po trzecim tygodniu kwarantanny - mamy możliwość wyciągnięcia telefonu i zajęcia swojej uwagi strumieniem newsów, żeby tylko zagłuszyć wwiercające się w nasz mózg poczucie bezczynności. Jak było to wspomniane w The Shallows, które opisywałam już jakiś czas temu takie zachowanie, chociaż z pozoru nieszkodliwe, najwyraźniej jeszcze bardziej wykorzenia z nas umiejętność skupienia się i wyciszenia. W moim przypadku mam poczucie, że każde niewykorzystane w jakikolwiek sposób 5 minut jest zmarnowane - i choćbym miała je spędzić na oglądaniu 33 psów, które udają chleb, jest to lepsze rozwiązanie, niż pozwolenie mojemu umysłowi na chwilę ciszy.

    Książka o pracy głębokiej to jedna z takich książek, które wywołują we mnie mieszane uczucia. Wszystko, co tam przeczytacie, w momencie czytania wyda się Wam oczywiste - no bo przecież wiadomo, że praca w skupieniu i pełna koncentracja na wykonaniu jakiegoś zadania przyniesie lepsze rezultaty, niż ciągłe rozpraszanie się. Wszyscy już wiemy, że smartfony są złe, korzystamy z mediów społecznościowych za dużo i za mało czasu poświęcamy na rzeczy (i ludzi), którymi powinniśmy się zająć w pierwszej kolejności. Mam wrażenie, że opisując tę książkę naprawdę nie powiem nic odkrywczego - a jednocześnie ją polecam, bo często dopiero przeczytanie takich oczywistości - i uświadomienie sobie, że rzeczywiście to, z czym się zmagamy, to powszechny i poważny problem, może nam pomóc uporządkować nasze uczucia i opracować plan na to, jak zmienić swój styl pracy. Do ciekawszych rzeczy, które wypisałam sobie po lekturze książki, należą m.in.:

    1. Zgodnie z badaniami psychologa o najczęściej przekręcanym nazwisku świata - Mihaly Csikszentmihaly - najszczęśliwsi jesteśmy, gdy jesteśmy pochłonięci pracą nad czymś istotnym. Swoje wnioski opiera on na badaniach polegających na 'próbkowaniu' stopnia zadowolenia uczestników badania w różnych momentach dnia, a koncepcję tę opisuje szerzej w dość popularnej i starej książce 'Flow'.

    2. Umiejętność pracy głębokiej może być tym, co wyróżni nas na rynku pracy. Z mojego własnego podwórka znam historię pewnego programisty, który pracował tak, że sam jeden był w stanie napisać to, czym wcześniej zajmował się cały zespół developerów. Złodupiec potrafił tak się skupić na pracy i na dostarczaniu wartości, że w tydzień rozpykał to, co normalnemu, kilkuosobowemu zespołowi zajęłoby przynajmniej 2x tyle czasu - i to właśnie takie osoby są na rynku pracy cenione najwyżej. Umiejętność szybkiego uczenia się nowych rzeczy i umiejętność dostarczania dobrej jakości wyników w krótkim czasie to dwa najbardziej cenione skille w dowolnej branży - a żeby nabyć je oba, musimy umieć pracować w skupieniu i z wykorzystaniem całej kognitywnej mocy przerobowej.

    3. Podejście wszystko-albo-nic w większości przypadków nie zadziała. Pójście do szefa i oznajmienie mu, że od tego czasu nie odbieramy maili, nie kontaktujemy się z nikim częściej, niż raz dziennie, zamykamy się na cały dzień w składziku na miotły i napieprzamy nowe funkcje i obiekty raczej nie skończy się dobrze. Dlatego - jak z każdą mądrą techniką z rozwojowych książek - trzeba dopasować ją do swojego stylu życia. Ja na przykład lubię przychodzić do pracy o 7:00 rano i przeznaczać ~2h na zajęcie się najbardziej istotnymi rzeczami, które mam już przygotowane na liście zadań zapisanej dzień wcześniej. Inspirując się kolegą z open space, kupiłam sobie w Castoramie słuchawki wygłuszające i bez żenady siedzę w nich na open space - co, jak się okazało, naprawdę pozytywnie wpływa na moją koncentrację. Możemy ustalić sobie 'sloty', w których odpowiadamy na maile i wiadomości, przesunąć spotkania na czas, w którym i tak nie jesteśmy w stanie pracować najwydajniej i od czasu do czasu zaszyć się w jednej z salek po to, żeby popracować nad czymś istotnym w spokoju.

    Jeżeli jesteście świadomi swojego problemu z koncentracją i czujecie, że potrzebujecie pomocy w uporządkowaniu sobie swoich uczuć i opracowaniu planu działania - polecam. Na koniec moje pobożne życzenie, ponieważ książki i badania traktujące o podobnych problemach zaczynają pojawiać się coraz częściej - mam nadzieję, że firmy nie będą brnąć dalej w trend usadzania ludzi w ołpen spejsach brzęcząc o korporacyjnych frazesach w stylu 'increasing collaboration', 'improving communication', 'fostering innovation' (próbowałam przetłumaczyć te hasła na polski, ale tracą wtedy swoje kołczingowe zabarwienie). O premiowaniu spotkań i kontaktów z innymi kosztem samodzielnej pracy wspominała już Susan Cain w jednym z ciekawszych TED talków jakie ostatnio oglądałam, stąd też mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości koncepcja open space odejdzie do lamusa, a praca głęboka ponownie stanie się wartością - ponieważ, jak się okazuje, to właśnie ona największą wartość przynosi.

    ----------------------------------------------------------------

    Opowiadam o książkach, które czytam, pod tagiem #nonfiction. Te posty służą mi również do tego, żeby nauczyć się dobrze pisać - stąd feedback jest bardzo mile widziany!

    #ksiazka #ksiazki #czytajzwykopem #psychologia #rozwojosobisty #produktywnosc
    pokaż całość

    źródło: 90800641_641647366675870_3314291280091021312_n.jpg

  •  

    Na głównej znalezisko o zachowaniu tytanów intelektualnych z mojego pięknego miasta... szlag mnie trafia czytając o takich zachowaniach, tym bardziej, że w szpitalu w Parczewie pracuje moja mama - a ponieważ jest to szpital powiatowy, jest poza głównym priorytetem MZ na zaopatrzenie w środki, mimo ze pacjent z koroną może się zdarzyć lada dzień.

    W związku z tym #rozdajo dla fanów #matematyka #sztucznainteligencja #algorytmy i trochę #programowanie - książki „Głowa do liczb” oraz „Broń matematycznej zagłady”.

    Zestaw zostanie rozlosowany wśród osób, które wpłacą coś na zbiórkę prowadzoną przez wyżej wspomniany szpital - zdjęcie z danymi do przelewu w komentarzu. Jeżeli ktoś nie chce się babrać w przelew i woli wysłać pieniążka np. Revolutem, dajcie mi znać na PW. Dowód wpłaty możecie wrzucić w komentarzu lub wysłać mi na priv.

    Jezeli ktoś jakimś cudem ma jakiekolwiek pomysły na to, skąd można pozyskać maski, kombinezony i inny potrzebny sprzęt higieniczny, to będę wdzięczna za kontakt. Napisałam już do IFMSA która organizuje pomoc w ogarnięciu zapasów.

    Post szpitala na fb

    #ksiazka #ksiazki #nonfiction #czytajzwykopem #koronawirus
    pokaż całość

    źródło: 2A876D66-7B26-4284-919C-29EC699031D7.jpeg

  •  

    Zakwas na chleb nastawiony? Pokój wysprzątany? Rzodkiewki i rzeżucha zasadzone na parapetowym ogródku? Przerobiłam już to wszystko, więc najwyższy czas zabrać się za mój książkowy stosik wstydu. Jeżeli i Ty szukasz pomysłów na to, jak spędzić długie wiosenne wieczory, dla wszystkich fanów #nonfiction przygotowałam listę lektur, która umili Ci kwarantannę - tę z wyboru i tę przymusową.

    Gwoli ścisłości:
    - część z pozycji angielskich jest na pewno dostępna po polsku - dlatego nie zniechęćcie się, tylko sprawcie, czy polska wersja danej książki jest dostępna
    - oczywiście, jeżeli spodoba Ci się jakaś książka, to nie leź od razu do galerii handlowej czy empiku - zamów ją przez internet lub zafunduj sobie ebooka.

    No to lecimy:
    #programowanie #programista15k i inne około-IT:
    - 'Accelerate' - N. Forsgren, J. Humble, G. Kim: o tym, co wpływa na efektywność zespołów IT bez bullshitu - polecam szczególnie managerom i team leaderom
    - 'TDD. Sztuka Tworzenia Dobrego Kodu' - K. Beck - tytuł mówi sam za siebie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    - 'Testuj Oprogramowanie Jak Google' - J. Whittaker i inni - o metodach automatyzacji wymyślonych przez Google - ale mi, jako analityczce biznesowej, również ta książka bardzo się przydała, np. do określania dobrych scenariuszy testowych

    #filozofia
    - 'The Book of Why' - J. Pearl, D. Mackenzie - o związkach przyczynowo-skutkowych i konceptach pomagających przy tworzeniu sztucznej inteligencji
    - 'How To Read A Book' - M. J. Adler - o tym, jak nauczyć się czytać książki tak, żeby jak najwięcej z nich zapamiętać i zrozumieć
    - 'Zaufaj Życiu' - M. Fabjański - wspaniała książka o stoicyźmie, również dla filozoficznych laików
    - 'Historia Filozofii' - W. Tatarkiewicz - klasyk, w zasadzie to podręcznik, ale zgrabnie przeprowadza przez dzieje filozofii

    #psychologia #neurobiologia
    - 'How The Mind Works' - S. Pinker - co sprawia, że działamy racjonalnie, a co, że jednak mimo wszystko często działamy wbrew rozsądkowi? Co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi, przestraszeni, źli, zdegustowani czy poruszeni? Jeszcze nie czytałam, ale zapowiada się lektura odpowiednia do obecnych czasów ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    - 'Mózg rządzi' - K. Nordengen - trochę teorii i ciekawostek o tym, jak działa mózg
    - 'The Society of Mind' - M. Minsky - ciekawa książka przedstawiająca teorię 'agentów' umysłu, napisana w przystępny sposób zbioru krótkich esejów, po których można się zatrzymać i przemyśleć przedstawione przez autora koncepcje
    - 'The Shallows' - N. Carr - jak wieczne rozproszenie wpływa na nasze mózgi i co możemy zrobić, żeby się przez tym bronić

    #matematyka
    - 'Jak się nie pomylić' - J. Ellenberg - książka, którą naprawdę chciałabym, żeby przeczytał każdy Polak - o tym, jak łapać bzdury i naciąganie statystyki, czym niestety codziennie jesteśmy karmieni przez media. Dużo przykładów i historii, zdecydowanie polecam
    - 'Głowa do Liczb' - B. Oakley - lekka książka o 'matematycznym myśleniu' i różnych ciekawostkach związanych z matematyką. Podobna do niej pozycja to 'Pi Razy Drzwi' M. Launaya

    #sztucznainteligencja
    - 'Deep Learning. Głęboka Rewolucja' - T. J. Sejnowski - o tym, czym jest głębokie uczenie, skąd się wywodzi i jak działa
    - 'AI Superpowers. China, Silicon Valley and the New World Order' - K.-F. Lee - genialna książka o tym, jak wygląda 'rynek' AI w Chinach i dlaczego tak bardzo różni się od tego w Europie czy US.
    - 'Broń Matematycznej Zagłady' - C. O'Neil - o algorytmach wykorzystywanych w bankowości, policji i e-commerce - mocno osadzona w rynku US
    - 'How to Create a Mind' - R. Kurzweil - jeden z najbardziej znanych futurystów opowiada o reverse-engineering mózgu I badaniach pozwalających na rozwój sztucznej inteligencji
    - 'Artificial Intelligence in Practice' - B. Marr - konkretne przykłady, jak dane firmy wykorzystują sztuczną inteligencję do swoich procesów

    #rozwojosobisty
    - 'Praca głęboka' - C. Newport - o tym, jak nauczyć się pracować bez rozproszeń i jak może to wpłynąć na efekty tego, co robimy
    - 'How To Develop a Brilliant Memory Week by Week' - D. O'Brien - zestaw ćwiczeń na poprawę pamięci
    - 'Ultralearning' - S. H. Young - o tym, jak nauczyć się naprawdę wszystkiego naprawdę szybko - o ile jesteśmy gotowi zmienić sposób, w jaki do tej pory podchodziliśmy do nauki
    - 'Finansowy Ninja' - M. Szafrański - kompleksowy podręcznik do ogarnięcia finansów osobistych
    - Kursoksiążki 'Asertywność I Pewność Siebie' oraz ' Cele I Planowanie' - O. Budzyńska - jakbym miała polecić jeden zestaw dla kogoś, kto chce się ogarnąć, to poleciłabym właśnie to. Mnóstwo ćwiczeń praktycznych i zmuszających do myślenia pytań
    - 'Zasady' - R. Dalio - samo mięcho jeżeli chodzi o to, czym kierować się w życiu, jak pracować z ludźmi i jak działać zgodnie z priorytetami

    #ekonomia
    - 'Pokolenie '89. Młodzi o Polskiej Transformacji' - J. Sawulski - o realiach życia millenialsów, osób, które nie pamiętają czasów PRLu I od początku pracują w rzeczywistości po transformacji ustrojowej

    #podroze
    - 'Gulasz z Turula', 'Czardasz z Mangalicą' i 'Langosz w Jurcie' - K. Varga - przepięknie tragiczne reportaże o Węgrzech z perspektywy pół-Polaka, pół-Węgra - bo Węgry są właśnie przepięknie tragiczne
    - 'Wszystkie Winy Izraela' - A. Koraszewski - książka I o judaizmie, I o islamie - zbiór esejów o tematach związanych z antysemityzmem
    - 'Fashionistki Zrzucają Czadory' - A. Chrobak - o realiach kobiet w Iranie
    - 'Córka Rabina' - R. Mann - dla odmiany, o życiu kobiet w ortodoksyjnych społecznościach żydowskich

    #urbanistyka #architektura
    - 'Smart Cities' - A. Townsend - jak technologia zmienia oblicze miast, I co to w zasadzie jest to 'smart city', o którym tak bezrefleksyjnie pisze się w różnych mediach
    - 'Miasto Szczęśliwe' - Ch. Montgomery - o tym, co wpływa na szczęście mieszkańców miast + trochę historii różnych pomysłów architektonicznych do radzenia sobie z rosnącą urbanizacją
    - 'Miasto na Plus' - różni autorzy - zbiór 11 esejów o przestrzeni miejskiej od praktyków - m.in. Piotr Kempf, który na codzień pracuje w Zarządzie Zieleni Miejskiej w Krakowie
    - 'Jak Rowery Mogą Uratować Świat' - P. Walker - jak ruch rowerowy I zachęty do wykorzystania tego środka transportu mogą zmienić przestrzeń miejską
    - 'Miasto Archipelag' - F. Springer - naprawdę fantastyczna książka dla osób, które - tak jak ja - pochodzą z małego miasta. Opowieść o tym, co stało się z miastami, które jeszcze niedawno pełniły funkcje stolic województw

    Inne:
    - 'Nadzieja w mroku' - R. Solnit - o ruchach społecznych I tym, co motywuje ludzi do szlachetnych czynów, gdy wszystko idzie źle
    - 'Ostre Cięcie' - K. Trammer - o tym, jak "reformowano" polską kolej w ciągu kilku ostatnich dekad
    - 'Źle urodzone' - F. Springer - reportaże o różnych przykładach PRL-owskiej architektury
    - 'Jak się Dogadać' - M. Rusinek, A. Załazińska - wspaniała książka o retoryce I o tym, jak możemy zmienić sposób rozmowy z ludźmi, żeby uniknąć niepotrzebnych konfliktów i problemów
    - 'Modowe Rewolucje' - K. Żebrowska - ciekawa książka o historii mody z naciskiem na wydarzenia, które wywołały w niej bardzo duże zmiany
    - 'Polskie Piękno' - K. Żebrowska - tutaj z kolei o historii mody w Polsce I o tym, jaki wpływ na nią miały wydarzenia w kraju w XX wieku

    Na koniec trochę prywaty:
    Moja mama jest ordynatorką jednego z oddziałów w pewnym szpitalu powiatowym na wschodzie, mój tata jest samorządowcem, który od kilku dni podejmuje trudne, niepopularne i ciężkie decyzje, a mój brat jest studentem kierunku lekarskiego na jednym z ostatnich lat. Od kilku dni nasze codzienne rozmowy oscylują wokół jednego tematu - bo wszyscy są żywo zaangażowani w walkę i w przygotowanie lokalnych społeczności na jak największą minimalizację skutków #koronawirus. Uwierzcie mi, że to, jak bardzo odpowiedzialni będą ludzie w ciągu kilku najbliższych dni I tygodni naprawdę będzie mieć kluczowe znaczenie, jeżeli chodzi o powstrzymanie najgorszych skutków epidemii. Zostań w domu, zajmij się sobą, zrób to, na co nigdy nie miałeś/aś czasu - ale powstrzymaj sie od wyjść, spotkań ze znajomymi, odwiedzin u rodziny i strzelaj po uchu tych, którzy lekceważą sobie zalecenia. Trzymajcie się w tej pandemii!

    #ksiazki #ksiazka #czytajzwykopem #pokazmorde #polakmadryprzedszkoda
    pokaż całość

    źródło: IMG-2011.jpg

  •  

    „Podczas gotowania ziemniaki stają się miękkie, ale jaja gotują się na twardo. Nie wpłyniesz na to, czy jesteś ziemniakiem czy jajem, ale możesz wybrać grę, w której lepiej być twardym lub miękkim”

    Są takie książki, które nie biorą jeńców. Obdzierają ze skóry i dają w kość, nie pozwalając już dłużej na chowanie się za obrazem siebie w swojej głowie. Czytając je, autor wytrąca nam z ręki wszystkie wymówki, argumenty i błędy myślowe głęboko zakorzenione w naszej psychice - i taką książką są dla mnie „Atomowe nawyki” Jamesa Cleara. I zanim spluniesz na kołczingowe normickie treści i przeskrollujesz w dół w poszukiwaniu newsów o tym, czy ktoś rzeczywiście wygrał siedem minut w niebie w jednym z bydgoskich hoteli wczoraj #pdk, daj mi jeszcze jedną szansę opowiedzieć Ci o tej książce.

    „Atomowe nawyki” to, jak sama nazwa wskazuje, książka o nawykach (nokurwarzeczywiscie.jpg) - zarówno tych, jakie chcemy w sobie zbudować, jak i tych, których próbujemy się pozbyć. Autor przedstawia uniwersalne drogi na modyfikację własnych przyzwyczajeń, które można zamknąć w schemacie „uczyń to oczywistym -> atrakcyjnym -> łatwym -> satysfakcjonującym” oraz w negacji tegoż schematu w przypadku nawyków negatywnych. Zamiast jednak skupiać się na omówieniu samej metody (bo takich opracowań książki jest już w internecie milion), opowiem Wam o dwóch nieoczywistych wskazówkach, które z tej lektury wyniosłam.

    Po pierwsze - zgodnie z cytatem z początku wpisu - żeby zbudować nawyk, którego będziemy się trzymać, a także żeby zbudować karierę czy hobby, w których będziemy wymiatać, ważne jest, żeby znaleźć grę, która daje nam fory. Wbrew typowemu pierdololo, jakie można często znaleźć w książkach o rozwoju osobistym lub w chwalipostach na linkedinie, nie możesz być kim chcesz i nie do wszystkiego możesz dojść ciężką pracą. To znaczy - może i możesz, ale nigdy nie będziesz w tym tak dobry, jak ludzie, którzy wygrali los na genetycznej loterii. Sukces możesz natomiast osiągnąć wtedy, kiedy działki, w których czujesz się relatywnie dobrze, połączysz w coś, w czym możesz być najlepszy. W książce pokazane jest to na przykładzie twórcy „Dilberta”, który - jak sam o sobie mówi - jest średnim rysownikiem, średnim komikiem, ale niewiele osób potrafi jako-tako rysować i jako-tako opowiadać żarty - a mając dodatkowo doświadczenie w korporacji ma materiał do żartów, które wielu z nas lubi przeglądać przy porannej korpokawie.

    Po drugie - tworzenie nawyków jest nudne. Rzadko kiedy da się czerpać przyjemności z pięćdziesiątego trzeciego podejścia do robienia pompek lub trzydziestego siódmego podejścia do napisania przepysznej pasty na wypok. Efekty długo się nie pojawiają, a gdy się pojawiają, to wciąż nie są na tyle spektakularne, żeby gdzieś się nimi pochwalić. Cele jakie większość ludzi sobie stawia, są trudne i żmudne do osiągnięcia. Budując coś nowego należy jak najszybciej wyzbyć się cukierkowego wyobrażenia o tym, jak z uśmiechem na ustach będziemy codziennie wstawać rano, wychodzić do ludzi i biegać - a zamiast tego przygotować plan, co robić, kiedy dopadnie nas niechęć. Aby rzeczywiście stać się w czymś dobrym, należy zakochać się w samym procesie, a nie patrzeć w kierunku celu, który sobie założyliśmy.

    Lubię takie książki, które odzierają rozwój osobisty z romantyzmu tego, jaka to praca nad sobą jest piękna i satysfakcjonująca. Chcę być specjalistką w swojej branży, ale myślenie o robieniu notatek z kolejnej książki jest dużo przyjemniejsze, niż tych notatek rzeczywiście robienie. Chcę się nauczyć dobrze pisać, ale nawet pisanie tego posta nie daje mi jakiejś ekstatycznej radości - szczególnie, że piszę go w autobusie, wkurzając się, że przez korki znowu będę później, niż zakładałam. Ta książka jednocześnie nie pozwalając mi na chowanie się za własnymi przeświadczeniami o sobie, przytuliła mnie i dała mi buzi w czółko. To normalne, że przez długi czas coś mi nie wychodzi. To w porządku, że są dni, w które wybitnie mi się nie chce, a post, który piszę, ląduje w koszu. To jest okej, że nie nadaję się do wielu rzeczy, którymi chwalą się moi pełni sukcesów znajomi. Śmieciowy kitku może osiągnąć sukces - tylko może niekoniecznie głośniej miaucząc i wcześniej wstając.

    ———

    Opowiadam o książkach, które czytam, pod tagiem #nonfiction. Te posty służą mi również do tego, żeby nauczyć się dobrze pisać - stąd feedback jest bardzo mile widziany!

    #ksiazka #ksiazki #czytajzwykopem #psychologia #rozwojosobisty #produktywnosc
    pokaż całość

    źródło: 9409BF5B-9578-49EF-A688-4EBFA02C7E79.jpeg

    +: T..................a, CampTrump +530 innych
  •  

    Czy zastanawiamy się, skąd biorą się ubrania, które nosimy?

    Mój ostatni post o Primarku wywołał falę różnorodnych komentarzy - od krytyki fast fashion, przez komentarze na temat jakości ubrań od brytyjskiego giganta, po standardowe wypokowe 'nie zesraj się', zarzucanie mi gretyzowania i wskazywanie na to, że zmiana nawyków odzieżowych pojedynczych osób i tak nic nie zmieni. Gdy odsiewałam kilka najbardziej pomarańczek wściekłych, w chuj agresywnych na #czarnolisto, natrafiłam również na kilka komentarzy pod tytułem (pisownia oryginalna):

    chuj mnie obchodzi skąd to jest i kto to robił. Jedyne czym się sugeruję to cena i tyle. nara

    chuj mnie obchodzą jakieś dzieci w bangladeszu czy innym azjatyckim wypizdowie

    Akurat los ludzi w Bangladeszu i Indiach jest mi jak najbardziej obojętny. A wręcz powinno się ich zbombardować za zatruwanie środowiska i podejście do tego

    I w pewnym sensie jestem w stanie je zrozumieć - bo ciężko przejąć się krzywdą, która nas bezpośrednio nie dotyczy i jest tylko jedną z wielu złych wiadomości, jakie i tak słyszymy codziennie ze świata. Warto jednak pamiętać, że są to problemy, które po transformacjach lat 90. zostały właściwie outsourcowane do innej części globu - a to, że obecnie mamy luksus nie oglądania różnych procederów na własne oczy, nie oznacza, że jeszcze do niedawna podobne rzeczy nie działy się i u nas - a niektóre z dość dużą dozą pewności dzieją się tutaj nadal.

    'Aleja Włókniarek' Marty Madejskiej to przekrój historii polskich 'mill girls' od końca XIX wieku aż do czasów transformacji, w których zamkniętych została większość dużych polskich zakładów włókienniczych. Choć włókniarki przybywały do Łodzi z różnych części Polski, często dzieliły podobną historię - młode dziewczyny, przybyłe ze wsi do miasta, które zaczynały pracę w wieku kilkunastu lat (często fałszując swoją metrykę), a których życie od tej pory było naznaczone codzienną, wielogodzinną pracą w okrutnie wymagających warunkach. Opłacane znacznie gorzej, niż mężczyźni pracujący w biznesie tekstylnym, bez prawa do odpoczynku po urodzeniu dziecka (lub wyrzucane z pracy w chwili zgłoszenia ciąży) i bez emerytury. Głodne, atakowane, molestowane i gwałcone przez nadzorujących je inspektorów, wyniszczone przez pracę wśród wibracji, wilgoci i pyłów, po wielu partyzancko przeprowadzonych aborcjach, pracujące to na bogactwo bawełnianych baronów, a innym razem na 'dumę i chwałę' robotniczej Polski. Minęło kilkadziesiąt lat - zakłady włókiennicze zostały sprywatyzowane, ich majątek wyprzedany - a świadomość o historii polskich włókniarek wszędzie poza Łodzią jest raczej niewielka. O strajkach górniczych lub w stoczniach uczyłam się w szkole - o tych w zakładach włókienniczych nie słyszałam nic. Może dlatego, że - jak pisze autorka - strajki 'o chleb i kaszankę' zamiast o 'godność i politykę' aż tak się w programach szkolnych nie zapisały - choć jedno się przecież nieodłącznie z drugim wiąże. Polecam wszystkim, którzy chcą dowiedzieć się więcej o przemysłowej historii Polski - tym, którzy z racji wieku nie pamiętają przemian ustrojowych i chcą zrozumieć, co stało się z fabrykami, którymi stała włókiennicza Łódź jeszcze pod koniec zeszłego stulecia. Poleciłabym ją również wielu osobom komentującym mój poprzedni wpis - bo zwyczajnie uczy czytelników szacunku do pracy, jaka została włożona w wytworzenie części garderoby, które mamy w swojej szafie.

    Abstrahując od książki - temat szybkiej mody, etyki ubioru, cyklu życia ubrania i circular economy zaczyna coraz bardziej pojawiać się w świadomości konsumentów - co mnie bardzo cieszy, bo produkcja ubrań niesie za sobą ogromne koszty ekologiczne - a to, że ich nie widzimy, nie oznacza, że na nas nie dotyczą - ani że ich nie powodujemy. Patrząc na to, jak rozwinęło się postrzeganie - i praktykowanie - weganizmu, mam nadzieję, że podobnie wybije się nurt etycznej mody, a obciachem, zamiast kupowania w second-handach, stanie się wypełnianie swojej szafy pięćdziesiątą koszulką z Zary. Że normą stanie się zwracanie uwagi na jakość materiału, z jakiego wykonana jest dana rzecz, naprawianie jej, oddawanie znajomym, wystawianie na vinted, przerabianie na coś innego. Bo mimo wszystko najbardziej zrównoważona para butów to ta, jaką mamy teraz na nogach - nawet, gdyby pochodziła z Primarka.

    ------

    ---> więcej moich przemyśleń na temat różnych książek niebeletrystycznych pod tagiem #nonfiction

    #ksiazka #ksiazki #czytajzwykopem #reportaz #moda #modadamska #lodz i może nikt się nie obrazi za #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: 84400317_198365164554141_1679143302894452736_n.jpg

  •  

    To nie jest książka o oszczędzaniu.

    No dobra, trochę jest, ale nie tylko o tym. Michał Szafrański to mistrz SEO, o czym przekonał się każdy z nas, wyszukujący kiedykolwiek w Google frazę "jak oszczędzać pieniądze". Był jednym z pierwszych blogerów finansowych w polskiej blogosferze i jednym z pierwszych, który zdecydował się porzucić etat na rzecz blogowania (a przynajmniej tak dokładnie opisywał proces przejścia z etatu na życie z bloga).

    Na jego książkę ostrzyłam sobie zęby już od jakiegoś czasu, ale - paradoksalnie - nie chciałam wydawać na nią pieniędzy XD Skoro jednak udało mi się ją pożyczyć od potajemnie lurkującego wypok kumpla (pozdrawiam P. ( ͡° ͜ʖ ͡°)), zabrałam się za jej czytanie.

    Czego można nauczyć się z tej książki? W zasadzie, można podzielić te lekcje na dwie kategorie:

    Teoria:
    - Sposoby an zmianę swojego dotychczasowego podejścia do finansów + kilka spektakularnych success/failure stories,
    - Ewaluacja swojej drogi do niezależności finansowej - co właściwie oznacza dla Ciebie 'być zamożnym'? Jakie dobra chciałbyś posiadać? Ile pieniędzy miesięcznie wystarczy Ci na emeryturę i kiedy na tę emeryturę chciałbyś przejść? Gdzie jesteś teraz i jakie masz zobowiązania?
    - Wiedza o instrumentach finansowych, stopach procentowych, inflacji i podatkach - w tym optymalizacja podatkowa dla osób na różnych umowach,
    - Opracowanie planu dla osób w różnym momencie życia - ale szczególnie tych na początku drogi / będących w niekorzystnej sytuacji finansowej - zadłużonych, bez oszczędności, o złych nawykach finansowych,
    - Wskazówki do planowania inwestycji dla osób w różnym przedziale wiekowym
    - Informacja o sposobach i instytucjach, które pomogą nam wywalczyć odszkodowanie od banku
    - Higiena obsługi kart debetowych i kredytowych,
    - Informacja o ubezpieczeniach - które z nich rzeczywiście się przydają (i w którym momencie życia), a które niekoniecznie się nam opłacają,
    - Jak marka osobista wpływa na wysokość Twojego wynagrodzenia i jak zaplanować własny biznes/źródło dodatkowego dochodu tak, żeby było to skalowalne i nie zależało liniowo od ilości poświęconego przez nas czasu,
    - Podstawowe informacje o inwestowaniu - zysk i prowizja dla towarzystw funduszy inwestycyjnych, inwestowanie w ETF, wykorzystanie IKE i IKZE do uniknięcia podatku Belki przy zbieraniu na emeryturę, omówienie polis UFK.

    Praktyka:
    - Dobre nawyki finansowe, zasady, którymi należy zacząć kierować się każdego dnia, od momentu przeczytania książki,
    - Sposoby i narzędzia do prowadzenia budżetu domowego - planowanie budżetu, spisywanie wydatków, budowanie funduszu awaryjnego i poduszki finansowej, kategoryzowanie wydatków,
    - Narzędzia do kalkulacji, kiedy opłaca się przejść na samozatrudnienie,
    - Korzystanie z kalkulatora finansowego do obliczenia wysokości rat/odsetek,
    - Sposoby na obniżenie kosztów stałych, zaplanowanie dużych wydatków + określenie wartości naszego czasu,
    - Narzędzia do planowania emerytury,
    - Sposoby na wyciągnięcie jak najwięcej z promocji bankowych i automatyzacja przepływów między kontami,
    - Kroki budowania zdolności kredytowej.

    Moje lekcje z tej książki:
    - Od jakiegoś czasu spisuję wszystkie swoje wydatki - i ta książka tylko utwierdziła mnie w tym, żeby robić to dalej. Korzystam do tego z Money Manager - polecam wszystkim, którzy nie chcą bawić się w zbieranie paragonów, tylko od razu zapisywać wydatki po ich dokonaniu,
    - Muszę zacząć budować swoją zdolność kredytową, nawet na kilka lat przed wzięciem kredytu hipotecznego,
    - Pójście do pracy związanej z zainteresowaniami zawodowymi jak najwcześniej (w moim przypadku miałam wtedy 21 lat) było naprawdę dobrą decyzją,
    - Książka pomogła mi utrwalić moją zmianę podejścia do wydatków - ale na to miało wpływ głównie określenie celów zawodowo/finansowych na najbliższe 2 lata jakiś czas temu,
    - Muszę stworzyć sobie zarys planu na swoją karierę za ~25 lat - mam kilka pomysłów na dochód pasywny, ale najbliższe kilka-kilkanaście lat to dobry czas na pracę na etacie i nabieranie doświadczeń.

    Kto wyciągnie sporo z tej książki:
    - Osoby świadome swojego problemu z wydawaniem pieniędzy na pierdoły - szczególnie takie, które po kilku latach pracy nadal nie mają odłożonej poduszki pozwalającej na przeżycie na ok. 6 miesięcy,
    - Osoby zastanawiające się nad zakupem mieszkania i wzięciem kredytu hipotecznego - znajdziecie tam wiele wartościowych porad, jak obniżyć koszty kredytu, przygotować się do jego wzięcia, jakiego rodzaju raty wybrać, na co uważać i kiedy rzeczywiście opłaca się kupić mieszkanie,
    - Osoby o nikłej wiedzy o finansach i podatkach, instrumentach finansowych i inwestowaniu,
    - Osoby na/świeżo po studiach, zastanawiające się, w jaki sposób pokierować swoją karierą - stąd też książka to dobry pomysł na prezent np. dla Waszych studiujących dzieci czy kuzynów/kuzynek.

    Czy warto kupić książkę, mając do dyspozycji bloga/podcast?
    To zależy od waszej sytuacji. Jeżeli czujecie się komfortowo ze swoim podejściem do pieniędzy, macie odłożoną poduszkę finansową, umiecie przeliczyć zysk z inwestycji o określonej z góry stopie zwrotu i ilość odsetek należnych bankowi przy zaciągniętym kredycie - to pewnie nie. Blog jakoszczedzacpieniadze.pl i podcast 'Więcej Niż Oszczędzanie Pieniędzy' prawdopodobnie będzie dla Was wystarczający w celu zapoznania się z konkretnymi tematami. Jeżeli natomiast nie spełniasz powyższych założeń, a szczególnie jeśli jesteś na początku swojej kariery, to może warto zainwestować / poprosić o książkę na prezent.

    Jak możesz przeczytać Finansowego Ninję za darmo / taniej?
    - Książka znajduje się w wielu bibliotekach w Polsce - ale np. w bibliotece na Rajskiej w Krakowie jest na nią tyle oczekujących, że czas oczekiwania wynosi kilka miesięcy,
    - Na OLX znalazłam kilka ogłoszeń sprzedaży książki, ale co ciekawe, żadne z tych ogłoszeń nie zostało wycenione niżej, niż 60zł (cena rynkowa - 69.90zł)
    - Od czasu do czasu organizowane są Dni Darmowej Dostawy - i to na ten moment była jedyna okazja, żeby kupić książkę taniej (i to jedynie o koszty przesyłki).

    Recenzje książek non-fiction: biografii, poradników, książek popularnonaukowych itd. publikuję po każdej przeczytanej książce pod tagiem #nonfiction, który zachęcam do obserwowania. Jeżeli spodobała Ci się recenzja, to daj znać - każde miłe słówko to motywacja do opisywania kolejnych książek ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #ksiazki #ksiazka #czytajzwykopem #czytanie #finanse #oszczedzanie #pieniadze #inwestycje #inwestowanie #rozwojosobisty
    pokaż całość

    źródło: finansowyninja_1.jpg

  •  

    Kiedy pytają mnie „Snuffkin, jaka książka zrobiła na Tobie największe wrażenie w 2019?” (czyli nigdy, bo nikt mnie o to nigdy nie zapytał), odpowiadam: „The Shallows” Nicholasa Carra. Książka, którą najpierw czytałam w formie e-booka, a po pobieżnym przeczytaniu zapragnęłam ją mieć na żywo, właśnie po to, żeby móc ją czytać w okolicznościach, które są coraz rzadsze, a o których szeroko pisze w swojej książce autor.

    Każdy intelektualny wynalazek, któremu udaje się znaleźć szerokie grono odbiorców (na przykład mapa lub zegar) zmienia funkcjonowanie społeczeństw. I tak na przykład, w momencie w którym uzyskaliśmy możliwość mierzenia czasu, zmienił się nasz styl życia (przestaliśmy go podporządkowywać jedynie zmiennemu rytmowi dnia), jak również styl pracy (możliwe stało się na przykład mierzenie czasu wykonania danej czynności przez pracowników, a przez to usprawnianie produkcji i ocena produktywności). Internet również jest wynalazkiem tak bardzo zblendowanym w nasze codzienne życie, że zdążył już zmienić sposób, w jaki żyjemy, pracujemy i myślimy - i to ostatni aspekt jest głównym tematem omówionym przez Carra.

    Ponieważ naturalnym stanem ludzkiego mózgu jest „the stare of distraction” - stan, w którym zwracamy uwagę na zaburzenia w środowisku, w którym się znajdujemy, nasze mózgi bardzo łatwo uzależniają się od technologii, w której non stop otrzymujemy powiadomienia o tym, co dzieje się wokół nas. „Sapiensowsko” można to podciągnąć pod umiejętności niezbędne do przetrwania w przeszłości - musiałeś mieć na tyle wyostrzone i zauważające zmianę zmysły, żeby dostrzec zagrożenie w okolicy. Promowany jest od niedawna zupełnie inny styl myślenia, niż ten, jaki wymagany był przez ostatnie stulecia - zamiast pracy w skupieniu i wgłębieniu się w dany temat, nagradzana jest umiejetność szybkiego znalezienia powierzchownych informacji oraz styl pracy polegający na natychmiastowej zmianie kontekstu i rodzaju zadań. Przeładowanie w ten sposób naszej pamięci roboczej może prowadzić jednak do spadku umiejętności zapamiętywania faktów i znalezienia połączeń między nimi. I chociaż wiele osób postuluje zmiany np. w szkolnictwie, które odciążą uczniów od żmudnej pracy pamięciowej, a wprowadzą więcej możliwości pracy interaktywnej, badania pokazują, że taki bezkrytyczny technologiczny optymizm wcale nie musi przynieść tylu korzyści, ile mogłoby się na pozór wydawać.

    Wspaniała jest to książka, nie zapomnę jej nigdy - przeczytałam drugi raz, przeczytam pewnie trzeci i czwarty po jakimś czasie, bo łączy świetny storytelling z twardą wiedzą - są tam strony tak lekkie, ze można je czytać w tramwaju, a są też tak ciężkie, ze po przeczytaniu akapitu wybucha mi mózg. W książce zostało zawarte również to, co sama czułam od jakiegoś czasu - że zmiany, które zachodzą, są w dużej mierze niezależne od moich wyborów - kiedy dane rozwiązanie zostaje zaadoptowane w społeczeństwie, nie masz wyjścia - jeżeli chcesz mieć pracę, wiedzę i nawet średniej jakości życie towarzyskie, również musisz zacząć z niego korzystać. Niemniej jednak - jeśli czujesz, ze Twoja pamięć ucierpiała pod wpływem korzystania z technologii, masz problem ze skupieniem się podczas nauki lub pracy twórczej lub chcesz dowiedzieć sie, dlaczego Sokrates hejtował piśmiennych - polecam, 10/10. Moją książkę upolowałam na Thriftbooks za jakieś grosze, wiec jak jesteście zainteresowani tanim pozyskaniem wersji angielskiej, to może i Wam się uda.

    Kolejne wypociny na temat przeczytanych niebeletrystycznych książek będę publikowała pod #nonfiction, które zachęcam do obserwowania.

    #ksiazki #ksiazka #rozwojosobisty #mozg #nauka #psychologia #technologia
    pokaż całość

    źródło: D957585B-A87D-48BF-824D-EB1E2E740B3C.jpeg

  •  

    W tym tygodniu #nonfiction upływa mi pod znakiem książek Cala Newporta - na pierwszy ogień przesłuchałam „Digital Minimalism”, w kolejce na Audible mam jeszcze „Deep work” i potem chyba zmienię temat, bo za dużo #rozwojosobisty ostatnio w mojej nonfikszynowej bibliotece.

    „Digital Minimalism” obraca się w dość oklepanych tematach, takich jak uzależnienia od social media i zmiana zachowań ludzkich po upowszechnieniu smartfonów i mediów społecznościowych. Mialam jednak potrzebę przeczytania podobnej książki, bo nawyk sprawdzania SM zaczął mi ostatnio mocniej przeszkadzać w pracy i strasznie się cieszę, że trafiłam właśnie na tą, więc jak ktoś szuka podobnych tytułów to polecam.

    Można się dowiedzieć trochę o mechanizmach, które sprawiają, że media społecznościowe są dla nas atrakcyjne (np. dużo bardziej uzależniamy się w momencie, kiedy nagrodę otrzymujemy tylko czasami po wykonaniu danej czynności - dlatego częste sprawdzanie powiadomień w aplikacjach tak wciąga), trochę o sposobach, jak sobie z tym radzić na dłuższą metę (i dlaczego „detoks” - całkowite wyłączenie mediów na jakiś czas nie przynosi zwykle długoterminowych rezultatów), trochę o tym, co nam daje samotność i jak zagospodarować czas, żeby wzmacniać te więzi społeczne, na których nam zależy.

    W ogóle przeczytałam ostatnio, że każda książka non-fiction powinna być czytana 3 razy - raz pobieżnie, raz dla zrozumienia i raz dla utrwalenia, dlatego kolejne update będą się pojawiały rzadziej. Natomiast by no means tag #nonfiction jest zarezerwowany dla mnie, wiec będę wdzięczna za wrzucanie i pisanie ze swoimi rekomendacjami ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #ksiazki #czytanie #ksiazka #czytajzwykopem #uczsiezwykopem #socialmedia
    pokaż całość

    źródło: DE80F872-A86B-4464-9F3B-376424702812.jpeg

  •  

    Lecimy z kolejną częścią #nonfiction - te książki przeczytałam w formie ebooków lub odsluchałam, wszystkie mieszczą się w temacie #rozwojosobisty, ale bez większego bullshitu jaki czasem można spotkać w książkach w 'amerykańskim' stylu.

    1. James Clear - Atomic Habits - dostepna na Storytel - o budowaniu lub porzucaniu nawyków metodą małych kroków. Pomogła mi w trenowaniu skupienia i umiejętności oparcia się 'szybkiej nagrodzie', więc jak ktoś szuka jakiejś lektury w temacie to polecam.

    2. Nicholas Carr - The Shallows - książka rozwaliła mi mózg i trochę otrzeźwiła - opisuje to, w jaki sposób zmienia się nasz mózg pod wpływem internetu. Obnaża też wiele mitów dotyczących efektywności nauki z wykorzystaniem technologii i hołubionego jeszcze niedawno multitaskingu. Jest na tyle dobra, że zamówiłam sobie wersję papierową, żeby móc do niej łatwiej wracać.

    3. Scott Young - Ultralearning. Książka polecona mi przez świetnego managera z poprzedniego korpo, opisuje mechanizmy nauki i pozwala na opracowanie planu pozwalającego na nauczenie się w zasadzie wszystkiego, czego chcemy, przy odpowiedniej ilości czasu i zaangażowania. Jestem w połowie i moim problemem jest zwykle to, że ciężko mi się skupić na jednej rzeczy i robię wszystkiego po trochu - ale wykorzystuję tę książkę w naprowadzeniu mojego planu rozwoju zawodowego na dobry tor.

    Wszystkie te książki mam po angielsku - numer 2 ma wersję polską, co do numeru 1 i 3 nie jestem pewna.

    Książki które czytam będę wrzucać co jakiś czas pod #nonfiction. Generalnie bardzo chętnie przyjmę polecenia różnych pozycji w tematach AI, smart cities, języka polskiego, komunikacji, filozofii i matematyki, także jak masz coś ciekawego to będę wdzięczna za podesłanie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #ksiazka #ksiazki #czytajzwykopem #audiobook
    pokaż całość

    źródło: 61defb1a638230-atomic-habits.jpg

  •  

    Jak obiecałam, tak wrzucam #ksiazki - część mojego zestawu #nonfiction, te na górze są już przeczytane, te na dole czekają na swoją kolej.

    1. Filip Springer - „Miasto Archipelag” - autor wyrusza w podróż po stolicach dawnych województw i sprawdza, jak zmieniło się tam życie od czasów transformacji. Dla ludzi z małych miast będzie to podróż bardzo sentymentalna.
    2. James Whittaker i inni - „Testuj oprogramowanie jak Google” - książka o dążeniu do automatycznego testowania, ale także - o tym jak zadawać dobre pytania o tym, co powinnismy testować i na czym się skupić najbardziej. Polecam osobom z #programowanie ale też innym pracującym w IT ( #analizabiznesowa here)
    3. Albert Laszlo Barabasi - „Linked” (eng) - jedna z najlepszych książek jakie przeczytałam ever, o sieciach - społecznych, produktowych, modelach rozprzestrzeniania epidemii itd. To co zapadło mi w pamięć z tej książki najbardziej, to fakt, że w momencie kiedy szukamy pracy, rozwijamy produkt czy potrzebujemy pomocy - najczęściej przychodzi ona z któregoś ze słabych połączeń, które mamy (daleki znajomy dalekiego znajomego), a nie od przyjaciół czy rodziny.
    4. Nicole Forsgren i inni - „Accelerate” (eng) - target podobny jak numer 2, dużo informacji o tym, co wpływa na produktywność i kreatywność zespołów IT.
    5. Cathy O’Neil - „Broń matematycznej zagłady” - o zbiasowaniu algorytmów wykorzystywanych w codziennym życiu, np. przy przewidywaniu przestępstw, ratingu kredytowym czy targetowaniu reklam
    6. Marcin Fabjański - „Zaufaj życiu” - książka o stoicyzmie, o tym, co tak naprawdę sprawia, ze jesteśmy szczęśliwi albo nieszczęśliwi i o tym, jak stoicyzm może zmienić nasze postrzeganie wielu spraw
    7. Michał Rusinek i Aneta Załazińska - „Jak się dogadać” - przegenialna książka o języku, o tym jak znaleźć „common ground” z rozmówcą i na co uważać przy wystąpieniach publicznych
    8. Krzysztof Varga - w zasadzie to cała jego trylogia - o Węgrzech, bez słodzenia i spłycania, od łażenia po budapesztańskich mordowniach po jeżdżenie po odpustach na obrzeżach kraju. Węgry na surowo, takie jakie sama znam z własnych doświadczeń
    9. Jordan Ellenberg - „Jak się nie pomylić” - książka która bardzo pomaga w „calling bullshit” w mediach, analizując różne przypadki przekłamania i naciągania rzeczywistości pod swoją tezę

    Na dole:
    1. Rebecca Solnit - „Nadzieja w mroku” - o aktywiźmie
    2. Charles Montgomery - „Miasto szczęśliwe” - bardziej w tematach #smartcity
    3. Kaja Nordengen - „Mózg rządzi” - mówi samo za siebie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    4. Judea Pearl - „The book of why” (eng) - tytuł mówi ze jest o „new science of cause and effect”, ale zawartość to jeszcze dla mnie tajemnica
    5. Mąż Tegmark - „Life 3.0” (eng) - o życiu w dobie sztucznej inteligencji
    6. Bernard Marr - „Artificial Intelligence in practice” (eng) - o zastosowaniu AI w biznesie
    7. Kai-Fu Lee - „AI superpowers - China, Silicon Valley and the new world order” (eng) - tę już kończę i jest prze-za-je-bis-ta, przedstawia powody dlaczego Chiny stają się centrum pewnych odnóg #sztucznainteligencja jak w Chinach napędza się innowacje.

    Mam jeszcze materiału na część 2, więc jak chcesz być zawołany, to pod postem będzie komentarz do plusowania ʕ•ᴥ•ʔ
    #czytajzwykopem #ksiazka #nauka #podroze #matematyka #jezykpolski #wegry #chiny #machinelearning
    pokaż całość

    źródło: 09D1F1D3-1537-43CA-A074-AE6B2D64151A.jpeg

  •  

    Postanowiłam w 2019 zamienić wincyj social media na wincyj książek, ale bez spiny i jakiś twardych targetów - po świetnym „Sapiensie” przerobiłam „Izrael oswojony” Eli Sidi - polskiej emigrantki w Tel Awiwie.

    Bardzo pozytywne zaskoczenie - myślałam, ze będzie więcej o jej życiu prywatnym i wrażeniach z pobytu na emigracji, a tu dużo faktów, mnóstwo poruszonych aspektów (od różnic pomiędzy poszczególnymi odłamami judaizmu, przez konflikt izraelsko-palestyński, postępowanie z mniejszościami narodowymi po jedzenie i życie codzienne w Izraelu). Jak pisze sama autorka, „zależało jej, aby jej książka pozwoliła czytelnikom postawić pierwszy krok w procesie oswajania się z Izraelem i Żydami bez idealizacji, ale również bez demonizowania, bo taka jest cena poznania”. I tak jest sporo o migracji Żydów polskich spowodowanych antysemityzmem, którzy z dnia na dzień musieli zostawić całe swoje życie - ale i o tym, jak Żydzi traktują mniejszości narodowe, jak zajmują Palestynę, jaki mają stosunek do kobiet.

    Bałam się sięgać po książki dotyczące Izraela właśnie z powodu obaw dotyczących mocnego opowiedzenia się autora po którejś ze stron - więc osobom o podobnych odczuciach polecam tę lekturę na początek. Książka 8/10.

    Lecę do Tel Awiwu we wtorek - i czuje się dużo bardziej gotowa, niż kilka dni temu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #ksiazki #reportaz #nonfiction #czytajzwykopem #izrael #zydzi
    pokaż całość

    źródło: CACCC25F-8616-4435-8823-C40674AE23D3.jpeg

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów