•  

    Cantwell, Norwich [2] - 1 Arsenal
    #golgif #norwich #arsenal #mecz #premierleague #bekazarsenalu

    GFY

    źródło: gfycat.com

    +: ranunculus, E................y +7 innych
  •  

    Kolejka w 20 punktach #5

    Wyczekiwanie zakończone, odliczanie zamknięte. Po emocjach - lub ich braku - związanych z meczami reprezentacji, wróciło to, co tygryski lubią najbardziej - Premier League! Co działo się na angielskich boiskach w minionej serii gier?

    1. Wobec niepowodzeń Manchesteru City oraz Leicester, Liverpool - jak przystało na lidera - pozostał jedynym zespołem w stawce, który w bieżących rozgrywkach nie zaznał jeszcze goryczy porażki. The Reds ograli Newcastle, w czym nie przeszkodziło im nawet fenomenalne trafienie Jetro Willemsa, otwierające wynik meczu. Z drugiej strony, czy wypada się temu dziwić, biorąc pod uwagę, iż podopieczni Jurgena Kloppa wygrali każde z poprzednich czterech spotkań domowych, w których tracili gola jako pierwsi?

    2. Dwadzieścia pięć meczów i basta. Manchester City po raz pierwszy od 2015 roku poległ w starciu z beniaminkiem. Gracze Pepa Guardioli nie dali rady Norwich, znowu popełniając błędy przy stałych fragmentach gry. Znowu, bo osiem spośród poprzednich dziewięciu straconych przez The Citizens bramek padło właśnie po akcjach ze stojącej piłki. Nieobecność Aymerica Laporte’a daje się we znaki już nie tylko przy okazji kiksów Otamendiego…

    3. Tottenham bez najmniejszych problemów uporał się z Crystal Palace, w czym wielka zasługa Heung-Min Sona. Koreańczyk dwukrotnie skarcił defensywę Orłów, co zresztą nigdy nie sprawiało mu większych trudności. Od przybycia do Londynu, 27-latek trafiał do siatki w każdym z czterech domowych występów przeciwko ekipie z Selhurst Park.

    4. W trakcie sobotniego meczu z Leicester Victor Lindelof udowodnił, iż w powiedzeniu, że prawdziwych mężczyzn poznaje się nie po tym jak zaczynają, a po tym jak kończą może tkwić ziarnko prawdy. Mimo błędu, który w pierwszych minutach niemal zakończył się trafieniem Maddisona, Szwed został architektem drugiego czystego konta Manchesteru United w tym sezonie. Momentami można się było nawet zastanowić, czy to nie on jest przypadkiem tym obrońcą, dla którego Czerwone Diabły rozbiły zeszłego lata bank.

    5. Leicester jechało na Old Trafford z wielkimi nadziejami, jako jedna z trzech niepokonanych drużyn w stawce. Niestety, w starciu z dwudziestokrotnymi mistrzami Anglii Lisy długimi chwilami prezentowały się dość bezbarwnie, a “popisy” defensywne Ceglara Soyuncu uniemożliwiły im zneutralizowanie gospodarzy. Jeśli na King Power Stadium poważnie myślą o wdarciu się do czołowej szóstki, takie występy winny zostać czym prędzej wyeliminowane.

    6. Chelsea w efektownym stylu rozbiła Wolverhampton, a Tammy Abraham dopisał do swojego dorobku nie tylko kolejne bramki, ale też następne unikatowe osiągnięcia. Nie dość, że Anglik stał się najmłodszym zdobywcą hat-tricka w historii występów The Blues w Premier League, to w dodatku został trzecim piłkarzem w dziejach rozgrywek, który przed ukończeniem 21. roku życia strzelał minimum dwa gole w trzech meczach z rzędu. Wcześniej tej sztuki dokonali Cristiano Ronaldo oraz Dele Alli.

    7. Gdyby obrona Arsenalu była równie skuteczna, co jego atak, podopieczni Unaia Emery’ego mogliby po cichu marzyć o włączeniu się do walki o mistrzostwo. Ale nie jest. Od początku zeszłego sezonu Kanonierzy popełnili czternaście (!) błędów prowadzących do utraty bramki. Co im po świetnej dyspozycji Aubameyanga, skoro Luiz do spółki z Sokratisem co rusz niwelują jego wysiłki?

    8. Po dwóch zwycięstwach West Ham zremisował z Aston Villą. W rywalizacji o pełną pulę nie pomogła zapewne czerwona kartka, którą w 67. minucie gry obejrzał Arthur Masuaku. Co ciekawe, od powrotu Młotów do elity (2012 rok) jedynie Newcastle częściej kończyło spotkania w osłabieniu (26 do 22).

    9. Bournemouth odprawiło z kwitkiem Everton, a Callum Wilson dopisał do swojego dorobku kolejne dwa trafienia. Od startu ubiegłych rozgrywek snajper Wisienek wziął udział w 26 akcjach bramkowych swojego zespołu, co daje mu drugie miejsce (ex aequo z Vardym) wśród najproduktywniejszych ofensywnie Anglików występujących na poziomie Premier League. Fakt, że 27-latek nie może liczyć na miejsce w podstawowym składzie reprezentacji prowadzonej przez Garetha Southgate’a mówi wszystko o potencjale Synów Albionu.

    10. Dzięki widowiskowej akcji Moussy Djenepo Southampton odniosło trzecie wyjazdowe zwycięstwo bez straty gola z rzędu. Po raz ostatni Świeci dokonali tej sztuki ponad 33 lata temu!

    11. Pięć kolejek za pasem, a Everton nadal nie zaliczył w pełni przekonującego spotkania. Niedzielna porażka z Bournemouth była kolejnym pokazem niemocy w ataku, niezdecydowania w obronie i kompletnego braku determinacji. Marazm, marazm i jeszcze raz marazm.

    12. Crystal Palace zebrało w sobotę srogie baty od Tottenhamu, a najlepszym podsumowaniem występu Milivojevicia i spółki zdaje się być pomeczowa wypowiedź ich opiekuna. - Cieszę się, że skończyło się na czterech [straconych golach]. To wystarczająco źle, nie pragnąłem więcej - przyznał Roy Hodgson.

    13. Norwich po raz kolejny udowodniło, iż nie ma absolutnie żadnych kompleksów w stosunku do przedstawicieli Wielkiej Szóstki. Co więcej, po obiecujących, acz przegranych meczach z Liverpoolem oraz Chelsea wreszcie przyszła pora na wygraną. I to z samym mistrzem! Kanarki niespodziewanie wyrwały trzy oczka Manchesterowi City, w czym spora zasługa, a jakże, Teemu Pukkiego. Gol i asysta oznaczają, że Fin w swoich premierowych pięciu występach na poziomie Premier League maczał palce w ośmiu akcjach bramkowych swojej drużyny. Więcej, bo dziewięć, uzyskał swego czasu jedynie Kun Aguero.

    14. Podczas gdy Brighton dwoiło się i troiło w ofensywie, Burnley uderzyło w światło bramki raz, a porządne. Płaski strzał z dystansu w doliczonym czasie gry okazał się zarówno próbą na wagę jednego punktu, jak i wyjątkowym uczczeniem setnego występu na poziomie Premier League jego autora - Jeffa Hendricka. Remis na The Amex oznacza natomiast, że The Clarets nie przegrali żadnego z ostatnich ośmiu ligowych meczów z Mewami.

    15. Sheffield United poległo w drugim spotkaniu na własnym stadionie z rzędu. Co ciekawe, w historii ekstraklasowych występów The Blades taka sytuacja miała miejsce tylko raz, w marcu 1993 roku.

    16. Mimo przyzwoitego występu, Brighton tylko zremisowało z Burnley. Nie pomogła kolejna bramka Maupaya, na nic zdała się przewaga w posiadaniu piłki oraz w liczbie oddanych strzałów. Po zwycięstwie na inaugurację sezonu, Mewy nie potrafiły zgarnąć pełnej puli w żadnej z pięciu ostatnich kolejek.

    17. Aston Villa podzieliła się punktami z West Hamem, a dorobek czterech oczek w pięciu meczach stanowi najgorszy start sezonu The Villans w najwyższej klasie rozgrywkowej od 1997 roku. Na ich szczęście, w stawce są zespoły radzące sobie jeszcze mizerniej.

    18. Spektakularne uderzenie Jetro Willemsa było premierowym golem Holendra podczas jego czterdziestu dziewięciu występów w pięciu najsilniejszych ligach Starego Kontynentu. Niestety był to jedyny pozytywny akcent Newcastle w trakcie sobotniego popołudnia na Anfield. Po porażce 1:3 Sroki zawitały do strefy spadkowej.

    19. Źle się dzieje na Molineux. Po pięciu kolejkach Wolverhamtpon pozostaje jedną z dwóch drużyn bez zwycięstwa na koncie, a w minionej serii gier straciło aż pięć bramek. Po raz ostatni Wilki były tak bezradne w defensywie w 2012 roku, kiedy zakończyły sezon spadkiem. Oby była to jedynie smutna ciekawostka, a nie żaden prognostyk…

    20. Może i Quique Sanchez Flores zaliczył przyzwoity powrót na ławkę trenerską Watfordu, lecz Szerszenie nadal okupują ostatnią pozycję w tabeli. Co gorsza, nadchodzące starcia z podrażnionym Manchesterem City oraz łaknącym przełamania Wolverhampton mogą skutecznie uniemożliwić zmianę niniejszego stanu rzeczy. A ligowego zwycięstwa jak nie było, tak nie ma.

    Mimo że za nami zaledwie pięć serii gier, niniejszy wpis jest ostatnim z cyklu “Kolejka w 20 punktach”. Po roku cotygodniowych podsumowań postanowiłem odpuścić tworzenie materiału, który od dłuższego czasu nie daje mi ani frajdy, ani satysfakcji. Poświęcanie każdemu zespołowi kilku słów jest w moim odczuciu zbyt płytkie, mija się z celem i moją wizją pisania. O wiele więcej sensu, moim zdaniem, ma skupienie się na jednym konkretnym temacie i dokładne jego zgłębienie. Mam nadzieję, że uszanujecie tę decyzję. Na kolejny tekst zapraszam już jutro!

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym publikuję opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #arsenal #manchesterunited #united #liverpool #lfc #tottenham #manchestercity #chelsea #watford #leicester #newcastle #southampton #everton #westham #bournemouth #astonvilla #norwich #zycienaokraglo #kolejkaw20

    Zdjęcie: Norwich City
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-09-16 13-06-54.jpg

  •  

    Kolejka w 20 punktach #4

    Pierwszy miesiąc rywalizacji na angielskich boiskach już za nami! Było gorąco i ciekawie, lecz tak, jak uczniowie wracają do szkoły, tak piłkarze wybierają się na zgrupowania swoich reprezentacji. Zanim nieszczęsna przerwa od zmagań ligowych rozpocznie się na dobre, sprawdźmy, co wydarzyło się na stadionach Premier League w miniony weekend.

    1. Dziesięć z poprzednich dwunastu drużyn, które do końca sierpnia pozostawały liderem, nie zdołało sięgnąć po mistrzostwo. Mimo to, trudno sądzić, iż niniejsza passa jest w stanie zepsuć humory na Anfield. Nie, kiedy Liverpool wygrał właśnie trzynaste ligowe spotkanie z rzędu, stając się drugą ekipą w dziejach, która przy okazji każdego zwycięstwa zdobywała minimum dwie bramki. W 1960 roku tej samej sztuki dokonał Tottenham.

    2. Ile celnych strzałów oddał w tych rozgrywkach Sergio Aguero? Sześć. Ile ma trafień? Sześć. Argentyńczyk mocno wszedł w nowy sezon i przewodzi w rywalizacji o Złotego Buta. Niebywałe, iż dotąd zdobył go tylko raz…

    3. Piłkarze Leicester uczcili pięćsetne spotkanie w menedżerskiej karierze Brendana Rodgersa efektowną wygraną z Bournemouth. Biorąc pod uwagę, iż po murawie hasał Jamie Vardy, wprost nie mogło być inaczej. Od momentu zatrudnienia Irlandczyka z Północy Anglik zaliczył 14 ligowych występów, w których miał udział przy 14 akcjach bramkowych Lisów. Dobrana parka.

    4. Jordan Ayew wyrasta na lidera Crystal Palace! Ghańczyk strzelał gole w dwóch meczach na poziomie ekstraklasy z rzędu, co po raz ostatni udało mu się w 2015 roku. Jak na ironię, był wówczas zawodnikiem Aston Villi, którą skarcił w minioną sobotę.

    5. Kolejny występ i kolejny popis defensywy Arsenalu. Od początku sezonu 2017/18 Kanonierzy popełnili trzynaście błędów prowadzących do utraty bramki (sam Leno zawinił sześciokrotnie!), co tym razem skrzętnie wykorzystali piłkarze Tottenhamu. Remis w derbach jest w dużej mierze zasługą ofensywy. I choć mawia się, że to właśnie ona jest najlepszą obroną, wątpliwe, by takie podejście zdało egzamin w dłuższej perspektywie.

    6. Po szalonym meczu na Goodison Park, Everton pokonał Wolverhampton. W rolę bohatera gospodarzy wcielił się zdobywca dwóch goli - Richarlison, lecz niewiele mniejsze pochwały należą się Lucasowi Digne, który zaliczył asystę przy decydującym trafieniu Brazylijczyka. Francuz jest jednym z trzech obrońców, którzy od startu ubiegłych rozgrywek wzięli udział w dziesięciu akcjach bramkowych. Pozostali dwaj to naturalnie Andy Robertson oraz Trent Alexander-Arnold.

    7. West Ham z pierwszym czystym kontem w sezonie i drugą przekonującą wygraną z rzędu! Młoty nie dały większych szans Norwich, a Manuel Pellegrini w pomeczowym wywiadzie zwrócił uwagę właśnie na dobrą grę obronną. Dodając do niej postawę w ofensywie, Chilijczyk podsumował występ swoich podopiecznych stwierdzeniem, iż zespół starał się być kompletny.

    8. Kolejna rakieta Daniela Jamesa i kolejna strata punktów Manchesteru United. Jak tak dalej pójdzie, za rok Walijczyk będzie grał w Realu Madryt czy innej Barcelonie, natomiast Czerwone Diabły znowuż w Lidze Europy. A i to niekoniecznie.

    9. Do pierwszej minuty doliczonego czasu gry otwierającej połowy potyczki z Arsenalem, Koguty miały wszystko: prowadzenie, przewagę psychologiczną, kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami i wiarę w sukces. Potem fenomenalnie uderzył Lacazette i wszystko runęło niczym domek z kart. Zmarnowanie dwubramkowej przewagi zdaje się być perfekcyjnym streszczeniem początku rozgrywek w wykonaniu drużyny Pochettino. Inauguracja - tak sezonu, jak i derbów - była niezła, lecz z każdym kolejnym tygodniem - tudzież minutą - Londyńczycy gaśli. Przerwa reprezentacyjna dobrze im zrobi.

    10. Sheffield United rzutem na taśmę wywalczyło oczko w starciu z The Blues i, jak przyznał Chris Wilder, niniejszy rezultat powinien dać drużynie zastrzyk pewności oraz wiary w siebie. Może i Stamford Bridge nie stanowi twierdzy nie do zdobycia, lecz remis z przedstawicielem Wielkiej Szóstki, to remis z przedstawicielem Wielkiej Szóstki.

    11. Frank Lampard przekonał się, iż młodość niekoniecznie chodzi w parze z punktami. Anglik posłał w bój najmniej doświadczoną jedenastkę w historii występów Chelsea w Premier League - średnia wieku wyniosła zaledwie 24 lata i 158 dni - lecz ta nie zdołała stłamsić The Blades. Nie pomógł Willian, na nic zdało się danie szansy Batshuayiowi. Kolejny dublet Abrahama starczył tylko do remisu.

    12. Wydaje się, iż ofensywa Liverpoolu jest na tyle skuteczna, że nie trzeba jej specjalnie pomagać. A jednak Burnley było na tyle miłe. Niefortunny rykoszet od ciała Chrisa Wooda oznacza, iż od startu rozgrywek 2016/17 The Clarets zaliczyli osiem trafień samobójczych. Więcej - dziewięć - zanotowało jedynie Bournemouth.

    13. Southampton kontynuuje przyzwoitą passę i po ograniu Brighton oraz Fulham, zremisowało z Manchesterem United. Radości Ralpha Hasenhuttla nie odroczyła nawet czerwona kartka Kevina Danso. Co ciekawe, austriacki obrońca stał się pierwszym piłkarzem w historii Świętych, który w premierowym występie w Premier League na St Mary's Stadium został wyrzucony z boiska.

    14. Mimo kilku dogodnych okazji do skarcenia defensywy przeciwnika, Newcastle tylko zremisowało z Watfordem. I choć punkt, to zawsze punkt, należy zastanowić się, czy przy obecnej formie Szerszeni nie była to raczej strata dwóch oczek, aniżeli zysk jednego.

    15. Od startu ubiegłego sezonu Ryan Fraser oraz Callum Wilson współpracowali przy 13 akcjach bramkowych Bournemouth. Niestety najświeższa z nich wystarczyło jedynie do uratowania honoru Wisienek w potyczce z Lisami.

    16. Brighton jechało na Etihad Stadium niczym na ścięcie i faktycznie, w Manchesterze doszło do egzekucji. Mimo dwunastu ligowych prób, obiekt The Citizens pozostaje dla Mew wyłącznie miejscem tortur.

    17. Może i Wolverhampton awansowało do fazy grupowej Ligi Europy, lecz na własnym podwórku pozostaje jednym z dwóch klubów, które w bieżącym sezonie nie zaznały jeszcze smaku zwycięstwa. Czyżby śmierć malowała już usta przed pocałunkiem?

    18. Po przełamaniu z Evertonem Aston Villa zainkasowała kolejny cios na korpus. Porażka z Crystal Palace oznacza, że The Villans nie wygrali żadnego z poprzednich 20 wyjazdowych spotkań na poziomie elity, przegrywając ostatnich 9. Jeśli Villa Park nie stanie się twierdzą, o utrzymanie może być trudno.

    19. W sytuacji, w której Pukki nie strzela, Norwich nie ma co liczyć na punkty. Kanarki po raz pierwszy od awansu do ekstraklasy zagrały “na zero z przodu” i wciąż czekają na pierwszą zdobycz wyjazdową.

    20. Minuta i osiemnaście sekund - tyle wystarczyło Willowi Hughesowi do otwarcia wyniku w potyczce Srok z Szerszeniami. Drugi najszybszy gol w historii występów klubu w Premier League (prędzej uczynił to tylko Etienne Capoue) nie wystarczył jednak do zwycięstwa. Premierowy punkt stanowi marne pocieszenie wobec ostatniego miejsca w tabeli…

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym publikuję opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo i #kolejkaw20
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #arsenal #manchesterunited #united #liverpool #lfc #tottenham #manchestercity #chelsea #watford #leicester #newcastle #southampton #everton #westham #bournemouth #astonvilla #norwich #zycienaokraglo #kolejkaw20
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-09-01 20-48-23.jpg

  •  

    Kolejka w 20 punktach #3

    Wygrana Liverpoolu, gol Pukkiego, asysta de Bruyne, blamaż Watfordu - Premier League staje się coraz bardziej przewidywalna. Czy nużąca? Wręcz przeciwnie! Sprawdźmy, co wydarzyło się na angielskich boiskach w trzeciej serii gier.

    1. Jako się rzekło, z hitowego starcia na Anfield zwycięsko wyszli gospodarze. Mimo drobnych komplikacji w pierwszej połowie, w drugiej The Reds zagrali koncertowo, przy czym najgłośniej śpiewał Salah. Dublet Egipcjanina oznacza, że przy okazji ostatnich sześciu spotkań z Arsenalem były skrzydłowy Chelsea wziął udział w siedmiu akcjach bramkowych (5 goli + 2 finalne podania). Kat to mało napisane.

    2. Manchester City urządził sobie niedzielę jubileuszów na Dean Court. Nie dość, że David Silva rozegrał swój 400. mecz w barwach The Citizens, a Sergio Aguero po raz 400. w karierze wpisał się na listę strzelców, to w dodatku Kevin de Bruyne zanotował swoją 50. asystę w Premier League, osiągając to najszybciej w historii ligi (Belg potrzebował zaledwie 123 występów). A wszystko to przypieczętowane pewnym, bezsprzecznym zwycięstwem.

    3. O czym myślał David Luiz ciągnąc Mohameda Salaha za koszulkę we własnym polu karnym? Być może o tym, jak doszło do tego, że to właśnie on został wytypowany do wzmocnienia defensywy Kanonierów. Na razie niniejszy plan spalił na panewce, wszak ekipa Emery'ego w pierwszych trzech kolejkach zachowała tylko jedno czyste konto. Jak na ironię, Brazylijczyka nie było wówczas na boisku…

    4. Leicester wreszcie z potrójną zdobyczą! Lisy nie bez problemów ograły Sheffield, w czym spora zasługa niezawodnego Jamiego Vardy’ego, który nie miał litości dla swojego byłego klubu. Od momentu zatrudnienia Brendana Rodgersa w marcu bieżącego roku, Anglik zdobył w lidze aż dziesięć bramek i ani myśli zwalniać. Lata lecą, a on dalej swoje. Niczym wino!

    5. Im dalej w sezon, tym z formą Manchesteru United gorzej. Po rozbiciu Chelsea i świetnej pierwszej połowie z Wolverhampton z piłkarzy Solskjaera jakby uszło powietrze. W meczu z Crystal Palace brakowało im werwy, pomysłu, a przede wszystkim konkretów. W tej sytuacji nawet cudowne trafienie nowego Pana Old Trafford - Daniela Jamesa - zdało się na nic.

    6. Jedynie Sergio Aguero (16) oraz Sadio Mane (15) zdobyli w 2019 roku więcej ekstraklasowych goli od Ashleya Barnesa. Fenomenalny wolej napastnika rodem z Anglii dał Burnley kolejny cenny punkt.

    7. Tottenham podąża niejako śladami Czerwonych Diabłów, i o ile remis z Manchesterem City ma większą wartość niż podział oczek z Wolverhampton, o tyle przegrana z Newcastle boli nie mniej od porażki z Crystal Palace. Kogutom nie pomógł ani wprowadzony z ławki rezerwowych Christian Eriksen, ani nawet blisko 80% posiadanie piłki. Mając w pamięci zeszłotygodniowy szlagier nie sposób nie stwierdzić, iż trafiła kosa na kamień.

    8. Idiotyczne, niewytłumaczalne, kompletnie bezsensowne zachowanie Florina Andone, słusznie wycenione przez sędziego na czerwoną kartkę, pozbawiło Brighton szans na wyrównaną potyczkę z Southampton. Strata punktów smuci tym bardziej, że Mewy obiecująco weszły w sezon i na papierze wcale nie odstawały od Świętych.

    9. Nosiło Sheffield razy kilka, ponieśli i Sheffield. W sobotę The Blades doznali pierwszej porażki od momentu awansu do Premier League, lecz niczym Mariusz Pudzianowski tanio skóry nie sprzedali. Na gola Vardy’ego odpowiedział McBurnie, który od startu rozgrywek 2018/19 zdobył aż osiem bramek po uderzeniach piłki głową, i choć ostatecznie nic to nie dało, Chris Wilder nie może mieć do swoich piłkarzy większych zastrzeżeń.

    10. Orły jechały do czerwonej części Manchesteru po najniższy wymiar kary, a tu proszę - premierowe zwycięstwo w sezonie! Jeśli cokolwiek ma zapewnić podopiecznym Roya Hodgsona spokojną kampanię, to właśnie pragmatyzm, a może wręcz cynizm, który zaprocentował w potyczce z 20-krotnymi mistrzami kraju.

    11. Mimo kolejnego zjawiskowego gola Harry'ego Wilsona Bournemouth nie zdołało przeciwstawić się Manchesterowi City. Biorąc pod uwagę, że to już dziewiąta nieudana próba w najwyższej klasie rozgrywkowej, o zaskoczeniu nie ma mowy.

    12. Po trzech kolejkach sezonu Everton jest jedną z najbardziej nieprzekonujących ekip spośród tych, które celują wyżej niż spokojne utrzymanie. Remis z Crystal Palace, zwycięstwo wydarte Watfordowi i porażka z Aston Villą to bilans cokolwiek mizerny, a widoków na progres szukać próżno. No chyba, że w sprowadzonym latem Alexie Iwobim, który w starciu z The Villans dał dobrą zmianę. Pytanie tylko, czy Nigeryjczyk będzie w stanie odmienić oblicze ofensywy The Toffees w większym wymiarze czasowym?

    13. Mają to! Zawodnicy Chelsea przy czwartej próbie odnieśli premierowe zwycięstwo pod wodzą Franka Lamparda, a wszystko to przy wielkim udziale Tammy'ego Abrahama. Niespełna 22-letni Anglik jest trzecim najmłodszym piłkarzem w historii The Blues, który skompletował dublet na poziomie Premier League (wyprzedzają go jedynie Mark Nicholls oraz Eddie Newton).

    14. Po dwóch kolejkach męczarni West Ham pokazał pazur. I choć pokonanie Watfordu nie stanowi w tym sezonie wyjątkowego osiągnięcia, przekonujące zwycięstwo musi cieszyć. Tym bardziej, że zapewnił je zakontraktowany niedawno Sebastien Haller. Dwa gole Francuza oznaczają, iż bramki na poziomie Premier League zdobywało dla Młotów aż 150 różnych graczy. To absolutny rekord.

    15. Trzeci mecz i trzeci remis - z jednej strony nie jest to wymarzony początek zmagań dla Wilków, z drugiej utrzymywanie statusu niepokonanych w obliczu znajdującego się na wyciągnięcie ręki awansu do fazy grupowej Ligi Europy jest niczego sobie osiągnięciem. Nawet, jeśli punkt w spotkaniu z The Clarets uratował pewnie wykorzystany rzut karny Raula Jimeneza w 96 minucie i 55 sekundzie widowiska. To najpóźniejszy gol w Premier League od stycznia 2017 roku, kiedy Alexis Sanchez trafił do siatki w 97 minucie i 14 sekundzie potyczki Arsenalu z… Burnley.

    16. Brazylijczycy nigdy nie byli szczególnie opłacalną inwestycją w historii Aston Villi. Wystarczy napisać, że żadna z pierwszych 1079 bramek drużyny z Villa Park na poziomie Premier League nie została zdobyta przez przybysza z Kraju Kawy. Niedawno sytuacja uległa jednak diametralnej zmianie - autorami dwóch ostatnich goli byli właśnie zawodnicy pochodzący z ojczyzny Pelego. I o ile zeszłotygodniowe trafienie Luiza nie przyniosło beniaminkowi żadnych punktów, o tyle piątkowy popis Wesleya walnie przyczynił się do premierowego zwycięstwa po awansie. Jak tak dalej pójdzie, w zimowym oknie transferowym zespół zaleje grupa Latynosów.

    17. Drużyna Norwich od początku rozgrywek prezentuje się całkiem przyzwoicie, lecz daleko jej do podążania śladami wydeptanymi w poprzednim sezonie przez Wolverhampton. O ile bowiem Wilki raz po raz karciły przedstawicieli Wielkiej Szóstki, o tyle Kanarki w starciach z największymi uzbierały dotąd okrągłe zero oczek. Oby efekt końcowy, to jest finalne miejsce w tabeli, było choć minimalnie zbliżone do poprzednika w roli beniaminka.

    18. Po dwóch porażkach w słabym stylu podopieczni Ralpha Hasenhuttla wreszcie sięgnęli po trzy punkty. Swoistym katalizatorem przebudzenia okazał się sprowadzony latem Djenepo, który tydzień temu pokazał się z dobrej strony po wejściu z ławki rezerwowych, a w meczu z Brighton otworzył wynik spotkania zjawiskowym trafieniem z dystansu. Co ciekawe, od startu ubiegłych rozgrywek jedynie Tottenham zdobył więcej bramek zza pola karnego od Southampton (17 do 15).

    19. Obudzili się Święci, oczy otwierają również gracze Newcastle. Kto spodziewał się, iż zrobią to akurat w wyjazdowym starciu z Tottenhamem? Sroki pokonały przedstawiciela Wielkiej Szóstki poza własnym boiskiem pierwszy raz od 2015 roku. Co ciekawe, ich rywalem był wówczas nikt inny, jak Harry Kane i spółka.

    20. Czy to ser szwajcarski z dużymi dziurami? A może sitko z nadzwyczaj pokaźnymi oczkami? Nie, to defensywa Watfordu! Szerszenie nie potrafią zachować czystego konta na poziomie ekstraklasy od 14 spotkań i niebezpiecznie prędko zbliżają się do niechlubnego rekordu z przełomu tysiącleci, kiedy nie potrafili zagrać na zero z tyłu w 20 kolejnych meczach. Nic dziwnego, że szorują dno tabeli.

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym publikuję opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo i #kolejkaw20
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #arsenal #manchesterunited #united #liverpool #lfc #tottenham #manchestercity #chelsea #watford #leicester #newcastle #southampton #everton #westham #bournemouth #astonvilla #norwich #zycienaokraglo #kolejkaw20
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-08-25 23-19-29.jpg

  •  

    Obieżyświat na ziemi obiecanej

    Jeszcze do niedawna pozostawał królem własnego, skandynawskiego podwórka. Każda próba wyściubienia nosa poza jego granice kończyła się niepowodzeniem lub - w najlepszym wypadku - poczuciem głębokiego niedosytu. Nie odcisnął swojego piętna na lidze hiszpańskiej, niemiecka elita brutalnie zweryfikowała jego umiejętności, zaś w Szkocji było mu znacznie trudniej niż uprzednio przypuszczał. Dziś ma natomiast na koncie tytuł najlepszego strzelca angielskiej Championship, a na poziomie tamtejszej ekstraklasy skompletował tyle samo hat-tricków, co Dennis Bergkampa czy Cristiano Ronaldo. Kim właściwie jest ten cały Teemu Pukki?

    - To jeden z moich najlepszych występów w trakcie pobytu w Anglii. Kilka lat temu nawet nie marzyłem o zdobyciu hat-tricka w Premier League - stwierdził po starciu z Newcastle rozemocjonowany Fin. I choć na pierwszy rzut oka - jego słowa mogą zostać odebrane jako świadectwo braku wiary we własne możliwości lub dowód na niskolotne ambicje, pomeczowa wypowiedź doskonale oddaje wyboistość drogi, którą napastnik Kanarków poruszał się przez dwanaście długich sezonów.

    Wszystko zaczęło się w Kotce, czyli jednym z największych miast południowej Finlandii. To tam Teemu przyszedł na świat, wychował się, dojrzał i - co dla niniejszego tekstu najważniejsze - po raz pierwszy kopnął piłkę. Jako że w mig zaprzyjaźnił się z okrągłym przedmiotem, chętnie brał udział we wszelkiego rodzaju turniejach szkolnych, a kiedy upewnił się, iż futbol jest jego przeznaczeniem, wkroczył na profesjonalną ścieżkę. Okoliczności były więcej niż sprzyjające, bowiem w rodzinnej miejscowości obecnego zawodnika Norwich swoją siedzibę miało KTP (Kotkan Työväen Palloilijat). I choć nie był to klub najwyższej rangi - ekipa z Arto Tolsa Areena występowała wówczas na czwartym poziomie rozgrywkowym - na początek pasował jak ulał.

    Napisać, że Pukki był obiecującym młodzieńcem, to jak stwierdzić, że Mount Everest jest pokaźnym pagórkiem. Mając zaledwie piętnaście wiosen na karku napastnik przerastał jakością zespół do lat dziewiętnastu, co nie uszło uwadze szkoleniowca pierwszej drużyny. Jouko Alila nie bał się postawić na chłopaka z okolicy, a ten odpłacił mu się za zaufanie na tyle udanym debiutem, że zapracował na powołanie do młodzieżowej kadry Finlandii. Wszystko układało się po jego myśli, marzenia ziszczały się jedno po drugim. Z perspektywy czasu należy się jednak zastanowić, czy łatwość pokonywania kolejnych barier nie przeszkodziła Teemu w radzeniu sobie z problemami na kolejnych etapach kariery? Czy błyskawiczny rozwój talentu nie sprawił, iż Fin zbyt prędko skosztował życia w bańce?

    Bańce, która pękła chwilę po zamknięciu 29-stronicowego rozdziału pod tytułem KTP.

    Po rychłym opuszczeniu Skandynawii Pukki trafił do Hiszpanii. Zetknięcie z kompletnie inną kulturą, zupełnie odmiennym klimatem oraz mentalnością ludzi było dla osiemnastoletniego piłkarza nie lada szokiem, lecz największe wyzwania czekały na boisku. Bycie oczkiem w głowie trenerów nieodwołanie dobiegło końca, w Sevilli Teemu był jednym z wielu zawodników rywalizujących o szansę gry. Niestety batalię tę przegrał z kretesem.

    W trakcie dwóch sezonów spędzonych w stolicy Andaluzji Fin zaliczył jeden występ w barwach pierwszej drużyny. Choć słowo “występ”, to prawdopodobnie lekkie nadużycie w kontekście marnych 27 (słownie: dwudziestu siedmiu) minut w ligowym starciu z Racingiem Santander. Obecny napastnik Kanarków dwukrotnie zasiadł jeszcze na ławce rezerwowych, lecz na więcej okazji w La Liga bądź Pucharze Króla nie zasłużył. Zamiast tego kopał w drugim zespole Rojiblancos, a i to szło mu jak po grudzie - w 17 meczach zdobył 3 bramki. - Byłem nastolatkiem i przeskok był dla mnie zbyt duży. Mieszkałem daleko od domu i byłem bardzo młody. Poza tym, w Sevilli było zbyt gorąco w porównaniu z klimatem, do którego przywykłem w Finlandii - przyznał po latach Pukki. Nie pomogła mu także nieśmiałość oraz nieznajomość języka. Nic dziwnego, że kolejnym przystankiem w jego karierze były Helsinki.

    W tamtejszym HJK świeżo upieczony reprezentant kraju doświadczył swoistego katharsis. O ile końcówka kampanii 2009/10 nie była jeszcze specjalnie imponująca - choć tytuł mistrzowski, do którego Teemu przyczynił się dwoma golami w siedmiu meczach, w połączeniu ze srebrnym medalem Pucharu Finlandii, to żaden wstyd - o tyle następne rozgrywki stanowiły prawdziwą demonstrację siły. W siedemnastu spotkaniach rodzimej ekstraklasy pochodzący z Kotki napastnik zdobył jedenaście bramek, do których dorzucił osiem asyst. Był nie do zatrzymania i to pomimo faktu, że aż czterokrotnie zjawiał się na murawie w roli zmiennika. Wyśmienity okres został przypieczętowany kolejnym mistrzostwem, pucharem oraz nominacją do drużyny sezonu Veikkasuliiga. Na transfer do wyżej notowanego klubu trzeba było jednak chwilę poczekać.

    Konkretnie do 31 sierpnia 2011 roku. Kilka dni wcześniej HJK mierzyło się z Schalke 04 w kwalifikacjach do fazy grupowej Ligi Europy. Mimo sukcesu w pierwszym meczu (2:0), w rewanżu Niemcy zmiażdżyli ekipę z Helsinek 6:1 i jeśli ktokolwiek z pokonanych mógł być z siebie dumny, był to właśnie Pukki. 21-letni wówczas zawodnik strzelił w dwumeczu trzy gole, czym oczarował działaczy z Gelsenkirchen, którzy zapragnęli mieć go w swoich szeregach. A wszystko to w myśl zasady: skoro nie możemy go powstrzymać, zakontraktujmy go. Jak założyli, tak postąpili.

    Początek przygody Teemu z klubem z Zagłębia Ruhry był całkiem niezły. Wprawdzie 74-krotny reprezentant kraju znad Bałtyku był jedynie rezerwowym - na szpicy rządził i dzielił Klaas-Jan Huntelaar - ale 603 minuty gry na poziomie Bundesligi wystarczyły mu do wzięcia udziału w sześciu akcjach bramkowych. Co więcej, za sprawą znakomitego występu w potyczce z Hannoverem stał się trzecim Finem, który skompletował dublet w niemieckiej ekstraklasie. Niestety, jak się później okazało, był to jedyny moment w trakcie dwuletniego pobytu u naszych zachodnich sąsiadów, w którym napastnik zaprezentował pełnię swoich możliwości. Z każdym kolejnym miesiącem gasł, aż wreszcie po fatalnej kampanii 2012/13 (3 gole i 2 asysty) przeprowadził się do Szkocji.

    W zielono-białej części Glasgow Pukki miał wejść w buty Gary’ego Hoopera - najlepszego strzelca drużyny w każdym z trzech poprzednich sezonów - który odszedł do… Norwich. Oczekiwania oraz presja były ogromne. I choć na ogół zdobywanie bramek pomaga, tym razem było zupełnie odwrotnie. Po pierwszych dwóch występach ligowych, w których nowy nabytek The Bhoys dwukrotnie trafił do siatki, wymagania fanów poszybowały jeszcze wyżej. O taryfie ulgowej w związku z obiecującym startem nie było mowy, tym bardziej, że nikt nie spodziewał się, iż był to jedynie miły złego początek. Po drugiej kolejce Fin zawieruszył receptę na radzenie sobie z bramkarzami rywali. Nie pomógł mu ani fakt bycia podstawowym napastnikiem zespołu, ani dominacja Celticu, który bez większych problemów radził sobie z kolejnymi przeciwnikami. Najlepszym podsumowaniem jesieni w jego wykonaniu zdaje się być niniejsza statystyka: spośród 31 goli strzelonych przez ekipę z Celtic Park, Teemu miał udział w jednym - asystował przy trafieniu Anthony’ego Stokesa.

    Zimą i wiosną było niewiele lepiej. Owszem, snajper rodem z Kotki zapewnił podopiecznym Neila Lennona trzy punkty w starciu z Hibernian, trafił w potyczce z Hearts oraz ukąsił Inverness i St. Johnstone, lecz łączny dorobek siedmiu goli i dwóch asyst nie zrobił na nikim wrażenia. A jeśli już, to negatywne. - Kiedy przychodzisz do Celticu za niemałe pieniądze (2,5 miliona euro), musisz strzelać gole, a on nie był snajperem z krwi i kości. Sądzę, że nieco sobie folgował. Nie zdołał zaprezentować pełni swoich możliwości - przyznał ówczesny menedżer zespołu z Glasgow. Sam zainteresowany doszedł zaś do wniosku, iż prawdopodobnie faktycznie był nieco leniwy - szczególnie jeśli chodzi o pracę w defensywie - status i wielkość klubu go przerosły, a szkocka piłka okazała się znacznie bardziej wymagającą, niż mu się wydawało. Po dwóch bramkach w eliminacjach do Ligi Mistrzów Fin wrócił do Skandynawii z podkulonym ogonem. Znowu.

    Mimo niepowodzeń w dwóch kolejnych krajach, Broendby przyjęło Pukkiego z otwartymi ramionami. W końcu futbol nordycki od zawsze był jego żywiołem, a wypożyczenie nie wiązało się z żadnym ryzykiem. Wręcz przeciwnie, obie strony mogły na niniejszym ruchu tylko zyskać, co zresztą prędko stało się faktem. 24-latek jak zwykle zaliczył udane wejście do drużyny i za sprawą czterech trafień w czterech październikowych spotkaniach został nagrodzony tytułem Piłkarza Miesiąca duńskiej ekstraklasy. Wreszcie spełniał pokładane w nim nadzieje, błyszczał nie mając sobie równych. I choć nie uniknął kryzysów w postaci kilkumeczowych serii bez gola, a dyspozycję z początku sezonu odzyskał dopiero w maju - zdobywał wówczas bramki w trzech kolejnych występach - i tak był najskuteczniejszym zawodnikiem drużyny z Kopenhagi w rozgrywkach 2014/15. Zarząd nawet nie mrugnął okiem przy podejmowaniu decyzji o wykupieniu Teemu z Celticu.

    Wbrew pozorom nie było to tak oczywiste postanowienie. Siedemset tysięcy euro piechotą nie chodzi, a reprezentant Finlandii nigdy na dobre nie ustabilizował swojej formy. Co gorsza, miał tendencję do osiadania na laurach. Najwidoczniej jednak trzyletni kontrakt z Broendby nie był aż tak sytym kąskiem, bowiem Pukki ani myślał zwalniać. W kampanii 2015/16 ponownie stanowił o sile ofensywnej swojego zespołu (13 goli i 1 ostatnie podanie), lecz najlepsze nadeszło dopiero w następnym sezonie, kiedy obecny napastnik Kanarków skompletował 29 trafień (w tym dwa hat-tricki) oraz dziesięć asyst w 46 występach. Był alfą i omegą ofensywy ekipy Alexandra Zornigera, która zdobyła wiecemistrzostwo oraz srebrny medal Pucharu Danii. Rok później sięgnęła natomiast po pierwsze trofeum od dekady - upragniony puchar kraju - a Teemu z 19 bramkami i 11 finalnymi passami znowu był jej niepodważalnym liderem.

    - Lata spędzone w Danii zmieniły mój styl gry. Ostatnie dwa były szczególnie dobre. Strzeliłem dużo goli i po trudnym okresie odzyskałem pewność siebie. Trener Broendby zredefiniował moje podejście do futbolu oraz moją etykę pracy - podsumował swój pobyt w Kopenhadze Fin. Mimo ogromnej wdzięczności i otrzymania propozycji nowego kontraktu ponownie nabrał jednak ochoty na zagraniczny wojaż. Wyścig o jego podpis wygrało Norwich.

    Wraz z przybyciem Pukkiego na Carrow Road spełnił się mokry sen Stuarta Webbera. Dyrektor sportowy klubu obserwował napastnika jeszcze zanim ten dołączył do Celticu, toteż trudno dziwić się jego desperacji, by wreszcie wziąć chłopaka z Kotki pod swoje skrzydła. I choć Walijczyk wnikliwie śledził każdy jego występ, nie mógł spodziewać się, iż wymarzony nabytek odciśnie na drużynie Daniela Farke’a tak ogromne piętno. I to niezwłocznie po przywdzianiu nowych barw.

    Kanarki przystępowały do rozgrywek 2018/19 bez większej presji oraz wymagań. Poprzedni sezon zakończyły na czternastym miejscu w tabeli Championship, więc przed świeżym rozdaniem nie stawiały sobie wygórowanych celów. Ot zaliczyć spokojny rok i poczynić progres w grze. Z tego względu mizerny początek zmagań, kiedy zespół zdobył jeden punkt w trzech spotkaniach, nikogo specjalnie nie obruszał. Tym bardziej, że w kolejce numer cztery nadeszło przełamanie w postaci wygranej z Preston. Maszyna na dobre ruszyła jednak dopiero w siódmej serii potyczek, i mam tu na myśli zarówno zespół, jak i Teemu, który do starcia z Middlesbrough uzbierał dwa trafienia i jedną asystę.

    Przez wrzesień podopieczni Farke’a przeszli suchą stopą, a czteromeczowa seria zwycięstw pozwoliła im na awans z lokaty siedemnastej na piątą. Żółto-zieloni odprawili z kwitkiem wspomnianą drużynę z Riverside Stadium, Reading, QPR oraz Wigan, a wszystko to przy wielkim udziale Fina, który był autorem trzech z pięciu goli zdobytych przez Norwich w owym okresie. Znamienne, że kiedy szło mu słabiej - jak przy okazji bojów z Derby i Stoke - ekipa z Carrow Road również zwalniała. I choć w trakcie trzech spotkań absencji lidera uzyskała komplet oczek, po jego powrocie stała się siłą wręcz niemożliwą do zatrzymania. Do końca roku Kanarki poległy tylko raz, a Pukki strzelił dziesięć goli i zaliczył trzy asysty.

    O tym, że dwukrotni zdobywcy Pucharu Anglii będą jednym z faworytów do awansu, wiadomo było u schyłku listopada, kiedy po raz pierwszy zasiedli na fotelu lidera. Mało kto spodziewał się jednak, iż już w drugim miesiącu Anno Domini 2019 definitywnie zdetronizują Leeds i do zamknięcia rozgrywek nie dadzą sobie wydrzeć miana najlepszej ekipy zaplecza Premier League. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę wyczyny fińskiego asa, zwyczajnie nie mogło być inaczej.

    Esencja jego kunsztu wypłynęła na światło dzienne na przełomie stycznia oraz lutego. Na przestrzeni sześciu występów ligowych zdobył on wówczas osiem bramek, dorzucając do wyśmienitego dorobku dwa finalne podania. Był nieuchwytny dla najszczelniejszej defensywy w stawce, jaką mogło pochwalić się Sheffield United, o miernotach z Boltonu czy Ipswich nie wspominając. Do końca sezonu trafił natomiast sześciokrotnie, co złożyło się na łączny bilans 29 goli i koronę króla strzelców, a w dodatku przypieczętowało promocję jego klubu do ekstraklasy. Według Daniela Farke’a to właśnie ostatnie z osiągnięć było dla 29-latka najważniejsze. - Zasługuje na wszystkie komplementy, ponieważ jest wybitny. [...] Mimo to, nie dba specjalnie o indywidualne rekordy, skupia się na pracy dla drużyny - oznajmił Niemiec w rozmowie z talkSPORT. - Jako jednostka możesz błyszczeć tylko wtedy, kiedy twój zespół odnosi sukcesy.

    Po dwóch kolejkach nowego sezonu trudno jednoznacznie stwierdzić, czy Norwich będzie równie efektywne w roli beniaminka Premier League. Wiadomo zaś, iż wraz ze zmianą poziomu rozgrywkowego Pukki nie stracił instynktu kilera. W ekstraklasowym debiucie napastnik Kanarków skarcił najlepszą obronę ubiegłych rozgrywek - Liverpool - a tydzień później skompletował hat-tricka w starciu z bezradnym Newcastle. Co odważniejsi wieszczą mu rychłe sięgniecie po Złotego Buta, lecz wnioskując z wypowiedzi jego szkoleniowca, snajper nie zaprząta sobie tym głowy. Celem numer jeden niezmiennie pozostaje utrzymanie w elicie.

    Po dwunastu latach tułaczki, chwil euforii oraz załamania, czynienia postępów i cofania się, Teemu - obieżyświat jakich mało - odnalazł swoją ziemię obiecaną. Na wschodzie Anglii jest uwielbiany i czczony z nie mniejszym entuzjazmem niż w Finlandii, gdzie jest nie tylko liderem reprezentacji, w której wystąpił dotąd 74 razy, ale też idolem dla najmłodszych adeptów szkółek piłkarskich. I choć jego kariera tylko krótkimi fragmentami przypomina baśniową opowieść, za to pełna jest zakrętów oraz komplikacji, trudno o właściwszy wzór dla chłopaków z Kotki, Helsinek czy Lahti. Im prędzej wyciągną oni wnioski z błędów swojego autorytetu i zrozumieją, że najważniejsza jest ciężka praca oraz sumienne pielęgnowanie talentu, a po kroku w tył mogą nastąpić dwa w przód, tym większa szansa, iż Pukki doczeka się całej rzeszy utytułowanych następców. Kto wie, czy nie uzna wówczas, że właśnie to stanowi jego największe osiągnięcie?

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym publikuję opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #championship #norwich #zycienaokraglo

    Zdjęcie: Norwich City
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-08-23 12-57-51.jpg

  •  

    Kolejka w 20 punktach #2

    Za nami drugi weekend z angielską piłką na najwyższym poziomie. Tak, jak przed tygodniem, tak i teraz przyszło nam obejrzeć hitowe starcie ekip z Wielkiej Szóstki, niemrawe poczynania drużyn aspirujących do miana “best of the rest” oraz kolejne boje beniaminków. Kto po dwóch seriach gier może chodzić z uniesioną głową, a kto winien czym prędzej zapomnieć o swoich ostatnich występach?

    1. Ukontentowani są z pewnością piłkarze Liverpoolu, którzy mimo wycieńczającej potyczki z Chelsea w późny środowy wieczór, w sobotę ograli Southampton. The Reds kontynuują 11-meczową serię zwycięstw ligowych, która po raz ostatni przydarzyła im się w pamiętnej kampanii 2013/14. Oby tylko jej zakończenie było mniej bolesne niż ówczesny poślizg Gerrarda. Henderson, wiesz czego nie robić!

    2. Sześć oczek po dwóch pierwszych kolejkach sezonu - Arsenal nie był w równie komfortowej sytuacji od rozgrywek 2009/10. Po pokonaniu Newcastle Kanonierzy rozprawili się z Burnley, i choć styl nadal pozostawia nieco do życzenia, w tabeli liczą się punkty, nie ilość koronkowych akcji. Tych z każdym tygodniem pobytu Daniego Ceballosa w Anglii siłą rzeczy powinno tylko przybywać.

    3. Mimo wyraźnej dominacji, przewyższania rywala w niemal każdym aspekcie i kontrolowania prawie wszystkich boiskowych wydarzeń, Manchester City tylko zremisował z Tottenhamem. Wysiłki Kevina de Bruyne poszły na marne, na nic zdał się współczynnik expected goals na poziomie 3.0 (o 2.78 wyższy od Kogutów!). Nie jest to wprawdzie odpowiedni moment, by dywagować nad wpływem sobotniego rezultatu na batalię o tytuł mistrzowski, lecz podopieczni Guardioli nadspodziewanie wcześnie stracili punkty.

    4. Manchester United młodnieje z meczu na mecz (tym razem średnia wieku wyjściowej jedenastki wyniosła 24 lata i 173 dni), jest coraz żwawszy oraz pewniejszy w rozegraniu piłki. Gdyby jeszcze wykorzystywał więcej sytuacji strzeleckich… Niestety, na razie nieskuteczność Pogby, Martiala i Lingarda uniemożliwia Czerwonym Diabłom przetestowanie miękkości fotela lidera.

    5. Po raz pierwszy w historii swoich występów w Premier League Brighton nie zaznało goryczy porażki w żadnej z dwóch pierwszych kolejek sezonu. W sobotę Mewy podzieliły się oczkami z Młotami, a Potter dalej czaruje w najlepsze.

    6. Nie wiem, czy Mauricio Pochettino ma jakiekolwiek doświadczenie w ringu, ale skorzystanie z taktyki: podskocz, przypierdol, odskocz - stosowanej niekiedy przez pięściarzy - umożliwiło jego drużynie zremisowanie meczu z Manchesterem City. I to mimo oddania zaledwie trzech strzałów! Tak, jak w starciu z Aston Villą, tak i w rywalizacji z The Citizens, kluczowy dla Kogutów okazał się impuls z ławki rezerwowych, który tym razem dał Lucas Moura. Brazylijczyk ustalił wynik spotkania w pierwszym kontakcie z piłką, 19 sekund po wejściu na boisko.

    7. Harry Wilson dopiero co przybył do Bournemouth, a już błyszczy. Bramka w zwycięskim meczu z The Villans była dziesiątym trafieniem Walijczyka zza pola karnego od startu ubiegłego sezonu. Żaden zawodnik, spośród występujących na profesjonalnym poziomie w Anglii, nie może się z nim w tym względzie równać.

    8. Sheffield United w niezłym stylu uporało się Crystal Palace i wciąż pozostaje niezwyciężone. Wszystko to przy wielkim udziale piłkarzy urodzonych na Wyspach, wszak Chris Wilder jest pierwszym szkoleniowcem od 1995 roku, który w początkowych dwóch kolejkach zmagań wystawił do gry jedenastki złożone z samych Brytyjczyków oraz Irlandczyków. Poprzednio uczynił to Gary Megson.

    9. Uwzględniając końcówkę ubiegłego sezonu, Everton wygrał na własnym boisku pięć kolejnych meczów, a do tego zachował tam sześć czystych kont z rzędu. Graczom Marco Silvy nie pozostaje więc nic innego, jak tylko popracować nad regularnym punktowaniem na wyjeździe - tak, by porażki z drużynami na poziomie Fulham odeszły w niepamięć - i może ich europejskie ambicje przerodzą się wreszcie w stan faktyczny.

    10. Sean Dyche przegrał wszystkie dziewięć spotkań ligowych, w których jego Burnley mierzyło się z Arsenalem. Cóż, być może do dziesięciu razy sztuka…

    11. Norwich gładko rozprawiło się z Newcastle, a Teemu Pukki stał się pierwszym piłkarzem Kanarków od 1993 roku, który skompletował hat-tricka na poziomie angielskiej ekstraklasy. Fin nad wyraz dobrze odnalazł się w nowych realiach (ma już tyle samo potrójnych zdobyczy w angielskiej ekstraklasie, co Bergkamp i Ronaldo!), a różnica poziomów, dzieląca Championship oraz Premier League, nie robi na nim większego wrażenia.

    12. Choć Leicester nie może zaliczyć startu rozgrywek do szczególnie udanych, drużyna Rodgersa powoli nabiera rozpędu. Po oddaniu tylko jednego strzału w pierwszej połowie starcia z Chelsea, w drugiej Lisy zanotowały aż jedenaście prób. Ostatnim zespołem, który równie często niepokoił bramkarza gospodarzy na Stamford Bridge była… ekipa z King Power Stadium w 2016 roku.

    13. Mimo że Wolverhampton przegrywało na własnym obiekcie z Manchesterem United, zdołało odrobić straty i uzyskać niezwykle cenny remis. Wychodzenie z opresji w potyczkach z 20-krotnymi mistrzami kraju staje się powoli specjalnością Wilków, wszak podobna sztuka udała im się po raz trzeci z rzędu! Tym razem zbawcą okazał się Ruben Neves, który w trakcie przygody z angielską ekstraklasą zdobył więcej bramek (5) niż zaliczył kontaktów z piłką w polach karnych rywali (3).

    14. Trzeci raz w przeciągu czterech lat Crystal Palace nie jest w stanie wygrać żadnego z pierwszych dwóch spotkań sezonu. Ba, Orły nie potrafią nawet strzelić gola! Stare porzekadło mówi jednak, iż prawdziwych mężczyzn poznaje się nie po tym, jak zaczynają, a po tym, jak kończą. Niewykluczone więc, że i tym razem londyńczycy wybudzą się z marazmu w porę.

    15. Przełamania potrzebuje również Chelsea. Co z tego, że zespół ze Stamford Bridge wreszcie uniknął porażki, skoro ledwie zremisował z Leicester? Frank Lampard stał się natomiast pierwszym menedżerem The Blues od rozgrywek 2012/13, który nie wygrał żadnego z pierwszych trzech meczów od momentu zatrudnienia. Poprzedni nieszczęśnik pracuje obecnie w Chinach i prowadzi wojenki z władzami Newcastle.

    16. - Nie przegranie dzisiejszego spotkania było ważne, ponieważ graliśmy na wyjeździe, tydzień po doznaniu porażki. Dwie przegrane z rzędu byłyby powtórką z zeszłego sezonu i oznaczałyby trudny start - stwierdził po remisie z Brighton Manuel Pellegrini. Nie takiego progresu pragnięto jednak na London Stadium…

    17. Gol Douglasa Luiza znów był tylko łyżką miodu w beczce dziegciu, którą niosą na swoich barkach piłkarze Aston Villi. Zwycięska posucha na najwyższym szczeblu rozgrywkowym trwa w ich przypadku od lutego 2016 roku, a końca nie widać. Za tydzień łatwiej o przełamanie z pewnością nie będzie, wszak na Villa Park przyjeżdża rozochocony Everton.

    18. Steve Bruce stał się następnym, piątym z kolei menedżerem Newcastle, który przegrał pierwszy mecz wyjazdowy na ławce trenerskiej Srok. Wobec zerowej liczby oczek na koncie towarzystwo Alana Pardew, Johna Carvera, Steve’a McClarena oraz Rafy Beniteza stanowi marne pocieszenie.

    19. Święci nie zdołali wykorzystać słabszej dyspozycji Liverpoolu i nadal czekają na premierowe punkty w nowym sezonie. Jedynym pozytywem pozostaje więc gol Ingsa, który z ośmioma trafieniami jest najskuteczniejszym zawodnikiem zespołu z St Mary’s Stadium od początku ubiegłych rozgrywek.

    20. Watford poległ w starciu z The Toffees, a Goodison Park pozostało dla niego niezdobytą twierdzą. Szerzenie nie wygrały żadnego z trzynastu spotkań w niebieskiej części Merseyside, co jest to o tyle intrygujące, że przy okazji ostatnich czterech wizyt aż trzykrotnie obejmowały prowadzenie w meczu.

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym publikuję opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo i #kolejkaw20
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #arsenal #manchesterunited #united #liverpool #lfc #tottenham #manchestercity #chelsea #watford #leicester #newcastle #southampton #everton #westham #bournemouth #astonvilla #norwich #zycienaokraglo #kolejkaw20

    Grafika: Goal.com
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-08-19 23-47-43.jpg

  •  

    Kolejka w 20 punktach #1

    Wróciła! Zjawiskowa, emocjonująca, rozpalająca zmysły i zaspokajająca pragnienia Premier League znowu cieszy nasze oczy. A skoro inauguracyjna seria gier już za nami, sprawdźmy co wydarzyło się na angielskich boiskach w miniony weekend. Przypominam, że kolejność drużyn odpowiada ich aktualnej pozycji w tabeli.

    1. Pierwszy mecz, pierwsze zwycięstwo i pierwszy rekord. Wygrana 5:0 z West Hamem stanowi najokazalsze wejście w sezon w historii występów Manchesteru City w najwyższej klasie rozgrywkowej. Sterling i spółka nie dali Młotom najmniejszych szans na pozytywne wspomnienia z sobotniego popołudnia i wygodnie rozsiedli się w fotelu lidera.

    2. Po piętach depczą im rywale zza miedzy, którzy w imponującym stylu rozprawili się z Chelsea. Ole Gunnar Solskjaer posłał do boju najmłodszy zespół premierowej kolejki (średnia wieku wyjściowej jedenastki wyniosła 24 lata i 277 dni), co znalazło odzwierciedlenie w energii oraz żywiołowości Czerwonych Diabłów. Na szczególne wyróżnienie zasłużył zdobywca dwóch bramek - Marcus Rashford. Jak na razie, no Lukaku, no problem.

    3. Cztery spotkania i piętnaście goli - bilans inauguracyjnych potyczek Liverpoolu pod wodzą Jurgena Kloppa robi wrażenie. Nie inaczej jest zresztą ze stylem, w jakim The Reds uporali się z beniaminkiem z Norwich: lekko, pewnie, z pełną kontrolą i swoistą rutyną. Salah miał strzelać, więc strzelił, Arnold miał asystować, więc asystował, Firmino miał kreować, więc kreował. I tylko łydka Alissona nadwyrężyła nieco humory na Anfield.

    4. Najmniejszych powodów do zmartwień nie mają natomiast w Burnley. The Clarets bardzo mocno weszli w sezon i po raz pierwszy od 1966 roku rozpoczęli zmagania ligowe od wygranej różnicą trzech trafień. Jeszcze nie pora na nawiązania do znakomitej kampanii 2017/18, niemniej start bieżących rozgrywek jest w wykonaniu Tarkowskiego i spółki cokolwiek obiecujący.

    5. Czy to Midas? A może MacGyver? Nie, to Potter, Graham Potter. Niech pierwszy napisze komentarz ten, kto spodziewał się, iż Brighton ogra Watford. I to 3:0! Jeśli tak mają prezentować się Mewy w nowym, lepszym wydaniu, skazujący ich na pożarcie prędko odszczekają swoje słowa. A ja razem z nimi.

    6. Pomimo przeciętnego występu - nie licząc ostatnich dwóch kwadransów - Tottenham pokonał Aston Villę. Jednak nie wynik a pozytywne przejście kolejnego testu charakteru zdaje się w tej sytuacji najważniejsze. Koguty nie zniechęciły się ani szybko straconym golem, ani sukcesywnym biciem głową w mur podtrzymywany z drugiej strony przez Mingsa oraz Heatona. Determinacja z domieszką kunsztu Kane’a przyniosły upragnione trzy punkty.

    7. Łatwej przeprawy nie miał również Arsenal. Być może było to pokłosiem braku Pepe oraz Lacazette’a w wyjściowym składzie lub docierania się poszczególnych elementów i schematów, niemniej na premierowe i zarazem jedyne trafienie w starciu z Newcastle przyszło Kanonierom czekać aż do 58. minuty. Autorem zwycięskiej bramki - a jakże - Pierre-Emerick Aubameyang. Od debiutu Gabończyka w angielskiej elicie tylko Mohamed Salah zdobył więcej bramek od niego (36 do 33).

    8. Prawdziwe wejście smoka do ekstraklasy zaliczył Billy Sharp. Za sprawą pierwszego strzału w historii swoich występów (całych trzech) na poziomie Premier League Anglik zdobył gola na wagę remisu Sheffield z Bournemouth. Oznacza to, iż The Blades są jedynym beniaminkiem, który w inauguracyjnej serii gier zasłużył na jakiekolwiek punkty.

    9. Choć podopieczni Eddiego Howe’a przegrali tylko jedno z ostatnich dwunastu starć z ligowymi nowicjuszami, rezultat meczu z ekipą Chrisa Wildera (1:1) nie mógł ich usatysfakcjonować. Z drugiej strony, oddawszy skromne trzy uderzenia w światło bramki Wisienki same napytały sobie biedy. Na razie bliżej im do robaczywek, aniżeli do dojrzałych owoców.

    10. Mimo że piłkarze Evertonu dobrze weszli w mecz z Crystal Palace i mieli swoje okazje do wyjścia na prowadzenie, ostatecznie nie udało im się udokumentować swojej przewagi. Z każdą upływającą minutą, z każdym kolejnym bezowocnym atakiem wzbierała w nich frustracja, która znalazła ujście w czerwonej kartce, jaką obejrzał Morgan Schneiderlin. W efekcie, zamiast zażartej walki do ostatniego gwizdka sędziego The Toffees starali się utrzymać bezbramkowy remis. Nie tak początek rozgrywek wyobrażał sobie Marco Silva…

    11. - Wraz z rozwojem spotkania szło nam coraz lepiej i jeśli któraś z drużyn miała odnieść zwycięstwo w drugiej połowie, byliśmy to my - stwierdził po starciu z Evertonem Roy Hodgson, któremu trudno nie przyznać racji. Im dłużej trwało widowisko, tym Orły były groźniejsze, a przede wszystkim porządniej zorganizowane. Może i bramki zdobyć się nie udało, ale punkt uzyskany z potyczki z kandydatem do występów na Starym Kontynencie należy uszanować.

    12. Osiemdziesiąt trzy minuty czekali kibice Leicester na pierwszy celny strzał ich ulubieńców w meczu z Wolverhampton. Nie oddał go ani Perez, ani Maddison, ani nawet Vardy, a młody Barnes, który niespełna kwadrans wcześniej pojawił się na murawie w miejsce Choudhury’ego. Choć rywal nie był przypadkową zbieraniną kopaczy, ofensywa aspirująca do gry w europejskich pucharach musi prezentować się znacznie lepiej.

    13. Bezbramkowy remis nie zadowala również Wilków, które za sprawą eliminacji do Ligi Europy mają w nogach już cztery oficjalne spotkania. Na plus zachowanie pierwszego czystego konta w ligowej potyczce wyjazdowej od października ubiegłego roku, na minus brak skuteczności w ataku. Kolejne tygodnie pokażą, czy była to kwestia poziomu przeciwnika, czy może przeciążenia organizmów kluczowych zawodników.

    14. Na rozpoczęcie pracy w nowym klubie Steve Bruce przegrał swój dwudziesty mecz - licząc jedynie karierę menedżerską - z Arsenalem. Choć jego piłkarze dzielnie stawiali opór Londyńczykom, długimi momentami byli zwyczajnie bezbarwni. Być może dostosowali się do atmosfery, jaka w niedzielne popołudnie panowała na St James’ Park…

    15. Fatalna passa Jacka Grealisha trwa w najlepsze. Angielski pomocnik poległ w dziewiętnastu (!) spotkaniach Premier League z rzędu i ustanowił tym samym niechlubny rekord. Z perspektywy jego doświadczeń trudno dziwić się, że po otwierającym wynik meczu z Tottenhamem golu McGinna był pierwszym, który tonował nastroje kolegów. Niestety na nic się to nie zdało.

    16. O ile po piątkowym wieczorze na Anfield piłkarze Norwich nie napiszą książki pod tytułem "Jak zainaugurować sezon po awansie do Premier League", o tyle popełnienie dzieła "Jak przegrać 1:4 i nie stracić godności" nie jest nieuzasadnione. Defensywa Kanarków nie była w stanie przeciwstawić się sile ofensywnej Liverpoolu - tak, jak nie zrobi tego znakomita większość rywali The Reds - lecz atak z Teemu Pukkim na czele zaprezentował się obiecująco (12 strzałów, z czego 5 w światło bramki, to na tle najlepszej obrony minionych rozgrywek nie w kij dmuchał). Dodając do tego fakt, iż klub z Carrow Road wygrał zaledwie jedno z ostatnich siedemnastu spotkań otwierających sezon, kibice żółto-zielonych mogą patrzeć w przyszłość z umiarkowaną, stonowaną nadzieją. W końcu nie co tydzień gra się z mistrzem kontynentu i wicemistrzem kraju.

    17. Pomimo udanych przygotowań, początek zmagań ligowych nie napawa fanów Southampton optymizmem. Pół biedy, że ich ulubieńcy nie zdobyli bramki - takie rzeczy zdarzają się każdemu. Zainkasowanie trzech ciosów na Turf Moor to natomiast spory wyczyn (poprzednio przytrafiło się to Bournemouth, blisko rok temu). Święci winni czym prędzej wymazać wątpliwej przyjemności wydarzenie z pamięci i rzucić się w wir pracy nad uszczelnieniem tyłów.

    18. - Musimy się poprawić. Być może to dobre przebudzenie w kontekście reszty sezonu - skomentował blamaż Watfordu Javi Gracia. Fakt, jeśli Szerszenie potrzebowały kubła zimnej wody, 0:3 z Brighton pasuje jak ulał. Pytanie, czy nie dało się otrzeźwieć bez straty punktów?

    19. Porażka 0:4 z Manchesterem United stanowi najdotkliwszą przegraną, jakiej Frank Lampard doświadczył na poziomie Premier League od 2000 roku. Anglik był wówczas pomocnikiem klubu z Upton Park, który poległ w starciu z Czerwonymi Diabłami 1:7. O ile wtedy legenda The Blues potrzebowała wsparcia menedżera, o tyle teraz sama musi podnieść swoich podopiecznych na duchu.

    20. West Ham nie wygrał czwartego z kolei spotkania inauguracyjnego i po raz kolejny liczy na złe miłego początki. Co z tego, że w potyczce z The Citizens niezwykle aktywny był Lanzini, a swoich szans niezmordowanie szukał Haller, skoro blok defensywny nadal przypomina szwajcarski ser z dużymi dziurami? Dopóki niniejszy stan rzeczy nie ulegnie zmianie, dopóty traktowanie piłkarzy Manuela Pellegriniego jako poważnych kandydatów do gry w europejskich pucharach będzie jedynie myśleniem życzeniowym.

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym publikuję opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo i #kolejkaw20
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #arsenal #manchesterunited #united #liverpool #lfc #tottenham #manchestercity #chelsea #watford #leicester #newcastle #southampton #everton #westham #bournemouth #astonvilla #norwich #zycienaokraglo #kolejkaw20

    Grafika: Bleacher Report Football
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-08-11 21-57-32.jpg

    •  

      @Snibu: Nie ma,że nie zasłużyli byli ewidentnie gorszym zespołem i tyle.

    •  

      @chim3ra: atak pozycyjny nie istniał właśnie przez wiek i właśnie przez wiek była gra kontrą, żywiołowość i energia objawiały się właśnie w samotnych rajdach, co ty chcesz w pozycyjnym energię i żywiołowość? Popatrz jak grają młodzieżówki a jak seniorzy i którzy są lepsi w ataku pozycyjnym. Trudno żeby 23 latek z 21 latkiem rozklepali kombinacyjnie obronę.

      Akcje po kontratakach umożliwiło również przygotowanie fizyczne. United zapierdalało po prostu 90 minut, Wan-Bissaka był wszędzie i zawsze na pełnym gazie nawet jeśli czasem łamał linię albo gubił krycie, Martial grał padakę bo jedyne czego próbował to rajdy i dryblingi, Pogba tracił bo chciał zagrać takie podanie jak to przy 3 bramce, tak więc tak, na pewno energia i żywiołowość była. Nie było spokojnego budowania akcji zgodnie ze schematami taktycznymi, ale energia i żywiołowość ma się do tego nijak.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Czesc, mirkuje ktoś z Norwich?
    #norwich #uk

    źródło: embed.jpg

  •  

    #gryplanszowe #grybezpradu #emigracja #uk #norfolk #norwich dziwny zestaw tagow , ale co tam. Szukamy wraz z zona ludzi z okolic norwich/acle do wspolnego grania w planszowki, w polsce mielismy od tego mase znajomych ale o dziwo nie zdecydowali sie z nami wyjechac (jeszcze). Mamy kilka planszowek a kolejne 40 przyjedzie do nas wkrotce, zapewniamy lokal z duzym stolem, napoje i przekaski w racjonalnej ilosci, robie swietna pizze ;) czy przypadkiem w norwich lub okolicy mamy szanse spotkac mirkow z podobnym hobby? pokaż całość

    +: ninetyeight, c.....t +8 innych
  •  
    k....r

    +23

    #mecz #norwich vs #lfc
    Miało być tak samo... i było ;)

    źródło: scontent-a-fra.xx.fbcdn.net

    +: k..........a, e............a +21 innych
Ładuję kolejną stronę...

Powiązane z #norwich

Archiwum tagów