•  

    #anonimowemirkowyznania
    Witajcie Mircy i Mirabelki. Od jakiś czasów pewien nowy tag wzbudza dużo emocji i padają mocne oskarżenia tudzież standardowe "loszkitokurwy". Mowa tu o tagu #oma rzekome wspomnienia rozwodu jednego z Mirków. Czytając kilka z nich coś mi nie pasowało, odczucia opisywane przez założyciela tagu miałem wrażenie jakby były szyte na miarę standardowych wykopowych opinii o rozwodach. Poza tym opisy op wydawały się strasznie płytkie, jak i opisanie związku przez op, wyprane z emocji, poza tymi negatywnymi ze strony żony oczywiście. Tu mamy do czynienia z barwnym opisem mimiki i tonu głosu. Poszperałem więc i w historii mikrobloga tego Mireczka znajduję informacje o dwóch synach. Podczas gdy op od początku opisywania sytuacji pisze o córce z pierwszego i córce z drugiego małżeństwa. Wygląda to śmierdząco, co najmniej. Warto pomyśleć czy to nie jest bait nitka trwająca jakoś przypadkiem 2 tygodnie (we wczesniejszych postach nie ma mowy o ex ani córkach). Wy mu współczujecie, a on bekę kręci. #rozwod #oszukujo

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kptant
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla maturzystów
    pokaż całość

  •  

    Mam trochę więcej czasu, więc mogę odpisać na pytania. Przede wszystkim padają pytania gdzie ja miałem oczy jak się wiązaliśmy ze sobą, co się stało, że się rozeszliśmy.

    To nie jest tak, że ja schodziłem się z jakąś furiatką, a sam byłem jakiś wielce powabny. Poznaliśmy się, i układało się naprawdę fajnie. Lubiliśmy się spotykać na piwku ze znajomymi, wychodzić na imprezy, czy wyjeżdżać na wakacje w góry, gdzie nasi znajomi mieli kwaterę, więc mieliśmy miejsce po kosztach. Czas jednak leciał, ja chciałem od życia trochę więcej, bo ile lat można jeździć na wakacje w te cholerne góry? Anna oburzona, bo przecież to najlepsze wakacje. Dla niej tak, dla mnie nie. Kiedy urodziła się Kasia, ja pod wpływem impulsu zacząłem uprawiać sport, jesli chodzi o to, to Anna była neutralna. Do momentu, kiedy zacząłem biegać w grupie, a w tej gupie były też kobiety. Spotykaliśmy się na przeciwko naszych okien, pewnego razu Anna wręcz stalkowała zza firany, kiedy się zaczęliśmy śmiać ta przysłała sms "a wam co tak wesoło". Horror.

    Oddalaliśmy się od siebie codziennie, nie pomagała też choroba Młodej, bowiem była ciężka dla nas obydwoje, jednak najbardziej wszystko psuł jeden fakt - TEŚCIOWA. Kiedy Anna była w ciąży, mieszkaliśmy u niej, i wszystko było ok - tzn ok dla Anny. Kiedy przyszło co do czego przy samym porodzie, Anna dowiedziała się od matki, że raczej nie będziemy mogli się u niej zatrzymać, więc raczej będziemy musieli iśc mieszkać do moich rodziców. Wtedy Anna zgasła. Dosłownie, pamiętam to jak dzis. Te radosne oczy, ten przysłowiowy "kurwik", to dobro - wyparowały. Anna z rodziną była bardzo zżyta i musiała od nich odejść, według mnie to ją zabiło gdzieś wewnętrznie. Po porodzie nasze życie wyglądało tak, że ja na 8 do pracy, a 8:05 Anna wózek, Młoda, i hyc do mamuśki. Po 16 ja do domu, jej nie było, albo musiałem po nie jechać do teściowej. Ja tak zyć nie chciałem, więc ultimatum - albo zaczniemy wynajmować mieszkanie i w końcu mieszkać razem, albo się rozchodzimy. Wynajęlismy mieszkanie, ale nic się raczej nie zmieniło - wakacje w górach, mamusia, rodzina. Kasia miała iść roku X do przedszkola, jednak jak my byliśmy w pracy, to pilnowała jej babcia. Ja mówiłem - zapiszmy małą do punktu przedszkolnego, niech będziecie z dziećmi, Anna nie, Mała ma być z babcią. Oczywiście znów musiałem stawiać ultimatum - albo my, albo babcia. Ok, ugięła się, zapisaliśmy Małą do grupy, nagle Anna nie umie sobie wyobrazić życia bez tego, że Kasia chodzi do grupy przedszkolnej...I wiecznie trzeba było się szarpać o nas. To, co mi kiedyś imponowało, czyli zżycie rodzinne, stało jednym z kilku gwoździ do trumny. Drugim była zazdrość Anny o jakąkolwiek kobietę, a najbardziej o koleżanki z pracy. Broń Boże z jakąś się śmiałem, uśmiechałem lub byłem miły. Ona sama nie zabiegała o moją uwagę w jakikolwiek sposób, ja proponowałem - zacznij biegać z nami. Nie. Zacznij biegać w ogóle - to kup mi sprzęt. Itp itd. Powroty z pracy, ciche dni, naburmuszenie, ciągłe negatywne emocje już nawet bez wzajemnej rozmowy. Każda butelka ma jakąś określoną pojemność, a moja się po prostu przelała. Podjąłem decyzję, ze się rozchodzimy. No i tyle. Nawet moja matka nie potrafiła tego zaakceptować, że to tak po prostu, robiła mi jakieś dziwne wizyty wieczorne pod błachymi powodami, mając chyba nadzieję, że z kimś mnie przyłapie. Po prostu się rozpadło, tak bywa. A później zaczęły się szopki z dzieckiem, finał znacie.

    Oczywiście ja też nie jestem krystaliczny w tym wszystkim, bo dzień bez kłótni to była rzadkość - jednak jak dwójka dorosłych ludzi stają się dla siebie obca, to uwierzcie lub nie - naprawdę jest ciężko wytrzymać.

    Świeża historia:

    Młoda od pewnego czasu jest rozbita, pierwsze co to pyta, kiedy może iść do mamy "bo w sądzie powiedziałeś, że będę mogła chodzić" - ok, tak więc zamiast mama porozmawiać najpierw ze mną, przedstawia dziecku sytuację, że może do niej wracać kiedy chce. Super, dorosłe podejście. W sądzie według dziecka powiedziano także, że w czwartki na zajęcia nie musi chodzić jak mama nie pozwala, bo mama nie musi pozwolić. Wychowawczyni ze szkoły zaleciła, by dziecko brało udział w zajęciach pozalekcyjnych zgodnych ze swoimi zainteresowaniami - w czwartki jak mama w pracy, tym zainteresowaniem jest oglądanie bajek lub granie na komputerze. Trochę się zdziwiłem, więc za telefon, i dzwonię do Anny. Anna mówi, że to nie tak, ale w sądzie nic nie było o tym, że dziecko ma chodzić na zajęcia, że nawet tak mówiła jej Radca Prawny. Nie wiem co ten Radca - być może czuje, że jeszcze trochę zarobi, nie wiem naprawdę co ta kobieta. Niby mówi, że powinniśmy dojść do porozumienia, z drugiej strony zamiast jej powiedzieć, co jest dobre dla dziecka, to jakby ją podburzała, Anna twierdzi, że jej pomaga - jej wybór.

    Tak więc mówię Annie, że wg mnie z dzieckiem moglibyśmy udać się do psychologa, żeby ułożyć to jakoś w całość - "nie". Spotkajmy się więc we trójkę - ja, ty, psycholog - "nie". To spotkajmy się z naszymi adwokatami, zrobimy jakąś mediację, ugodę - "nie, ja nigdzie z tobą nie idę, ja nie mam problemów z dzieckiem". Nie rozumie, że podburzanie, to nie tylko mówienie, ze ojciec jest taki i owaki. To także niby niewinne machlojki, typu właśnie "możesz wrócić do mnie o której chcesz", "powiedz tacie to i tamto", "przecież czujesz się tak a nie inaczej" - tradycyjne gadki z dzieckiem przez telefon, jak Młoda jest u mnie. Oczywiście wszystko dla dobra dziecka...

    Jednak najlepsze jest teraz - telefon o jednym, czyli zachowaniu Kasi, a nagle Anna wyskakuje o komunii - że jak ja to widzę, to ona ma zarezerwowany lokal, ale mnie na imprezę nie zaprosi. Jedyne zaproszenie jakie mogę od niej uzyskać to...zaproszenie do kościoła na komunię. Widzicie? Mama łaskawie zaprosi mnie do kościoła na komunię własnego dziecka - jak ja śmiem narzekać?! I jeszcze w internetach piszę! Ręce mi opadają.

    Co teraz? No niestety zanosi się na to, że znów sąd - by wszystko zapisać konkretnie, bez jakichkolwiek ugód, by każdy dzień był z góry zaplanowany, np. żadnej ugody w wakacje ze względu na urlopy, na co naciskała Anna.

    Nie wiem jak jej wytłumaczyć, że to co ona robi, nie jest dobre dla dziecka, tylko i wyłącznie dobre dla niej. Że takim postępowaniem rozbija dziecko od środka. Anno, jeśli to czytasz, opamiętaj się.

    #oma
    pokaż całość

    •  

      @haakenn: czytam to z perspektywy nie rodzica, a córki. Nigdy się nie dziw, ze rozmawiają ze sobą przez telefon kiedy młoda jest u Ciebie. Wiez matki i córki to coś nie do podrobienia, szkoda, ze tego nie rozumiesz. Z tego co pisałeś masz jakaś kobietę. Nie dziwie się jej, ze co chwile pyta, kiedy będzie mogła iść do mamy. Pamiętaj, gdybys był na tyle atrakcyjny dla córki, żeby chciała zostać, żadne gadanie matki nie miałoby znaczenia. Ale nie bądź zazdrosny o ich relacje bo prawdopodobnie nigdy nie będziesz umiał takiej z nią zbudować. Jeszcze raz zaznacze, nie mam córki. Pisze to jako córka ;) piszesz ze dobrze wiesz, co dla dziecka jest dobre, zupełnie nie zwracając uwagi na to, czego dziecko chce. Gdzie masz empatię? Bo ciężko ja u Ciebie po wpisach w ogóle stwierdzić.
      Jeszcze jedno: jeśli matka mówi dziecku, ze może wrócić o której chce, to robi Ci przysługę, bo daje jej do zrozumienia, ze nie jest w więzieniu.
      pokaż całość

    •  

      @haakenn: coś mi się wydaje że skończy się tak że dziecko stracisz, widać że rozpoczęła się starodawna taktyka pod tytułem u ojca możesz robić co chcesz, ojciec nie pozwala widać jest zły. Wyobrażasz sobie co by było jakbyś powiedział córce że będąc u matki może w każdym momencie do ciebie przyjść?

      Jak wytrwasz do wieku 14-15 lat to wtedy będzie najlepszy czas na budowanie długotrwałej relacji o ile była nie sprawi że wizyty u ciebie będą dla młodej męczarnią.
      Podziwiam za upór, bo kuzyn miał podobną sytuację, wizyty u córki w weekendy specjalnie z pracy jechał po kilkaset km żeby się dowiedzieć że małej nie zobaczy bo pojechała z babcią do rodziny. Zapytał gdzie to nie chciała powiedzieć. Był okres że przez kilka miesięcy młodej nie widział.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (50)

  •  

    Od momentu rozprawy trochę mną targały emocje i jakoś nawet nie miałem głowy by usiąść i napisać jak przebiegła, więc zrobię to teraz. Jak było? Niestety, na noże.

    Na początku Sędzia zapytała mnie, czy podtrzymuję wniosek o opiekę naprzemienną. Długo o tym myślałem, jednak po spotkaniu z adwokatem stwierdziłem, że po ogłoszeniu opinii z badania z psychologami byłoby to bezsensowne, i nie byłoby w tym przypadku walki o dobre dziecka, tylko o jakieś moje chore ambicje, tak więc zrezygnowałem z ON, jednak chciałem, by w życie weszła propozycja specjalistów, czyli tak jak na załączonym obrazku. Było to według mnie najlepsze wyjście z sytuacji, gdzie wszyscy będą zadowoleni.

    Oczywiście tak nie było - Anna się nie zgadzała. Nie, bo nie. Mała nie ma spać u mnie w tygodniu. Dlaczego? Bo nie - no i tradycyjny tekst - on u niej w domu czuje się bezpiecznie. Na moje pytanie czy u mnie nie czuje się bezpiecznie Anna nie odpowiada, wzruszając ramionami. Generalnie z jej strony i jej pani pełnomocnik szły takie argumenty, że obalałem je w sekundę, a do tego przyłączyła się nawet pani Sędzia, ponieważ to było naprawdę wręcz abstrakcyjne, np - dlaczego córka nie chodzi na zajęcia, Anna wytłumaczyła się pracą. Na pytanie dlaczego takim razie nie mogę iść z nią ja, patrzy jak kot ze szreka i nie odpowiada. Biła od niej taka nienawiść i jad, że szok.

    Na pytanie jakim jestem ojcem i czy uważa, że dziecko jest ze mną związane Anna odpowiada wymijająco, że bywa z tym różnie. Tak więc Sędzia pyta, dlaczego na badaniach więzi odpowiedziała, że jestem dobrym ojcem - Anna wije się jak piskorz i patrzy. W końcu przyznaje, że jestem jednak dobrym ojcem i dziecko lubi u mnie przebywać. Generalnie czasami zaprzeczała sama sobie, musiałem jej o niektórych sprawach przypominać. Zaczęła się powoływać na swoją mamę, że taka wspaniała kobieta i w ogóle się nie wtrąca, ja oczywiście byłem na to przygotowany i puściłem nagranie jak mnie niedoszła teściowa wyzywa od chuja. Mina zrzedła, Sędzie czerwona chyba ze śmiechu ale zachowała poker face.

    Ostateczne pytanie, czy podtrzymujemy swoje zdania odnośnie opieki nad córką - ja podtrzymuję, Anna nie zgadza się na taki układ, i proponuje wtorki i czwartki, wtedy, kiedy dziecko ma treningi. Czyli mam wybór - albo idziemy na trening, albo spędzamy czas w domu, wtedy Kasia może widzieć się z siostrą. A ona wesoło nie musi się w nic angażować, i ewentualne zażalenia dziecka zwalić może na mnie, wygodne. Tak więc 15 minut przerwy.

    Otwierają się drzwi, wołają nas na salę. Bla bla bla, wyrok - podtrzymujemy propozycję specjalistów. Nie ma Pani jakichkolwiek sensownych argumentów, żeby takiego ustalenia nie było, więc dziecko śpi u mnie także w tygodniu. Czwartek jest u mamy, jednak Sędzia mówi jasno - "albo Pani prowadzi dziecko na zajęcia, albo ojciec, i mogę do tego Panią zobligować na piśmie. Na nieporozumieniu rodziców nie może tracić dziecko, tym bardziej, że to lub, startuje w zawodach i się rozwija. Czy to jest jasne?" Anna przyznaje, że tak. Po chwili patrzy na mnie i jakby mogła, to by wyciągnęła ze mnie wszystkie wnętrzności. Ja z jednej strony zadowolony, z drugiej jestem zmęczony tym wszystkim. Wyrok zapadł, wychodzimy z sali, radca prawny Anny mnie jeszcze zahacza i mówi, że może powinniśmy się dogadać, bo na tym traci tylko Kasia, ale Anna wpada z furią i zaczyna na mnie najeżdżać. Radca ją broni, że emocje, ja spadam, nie chcę tego słuchać.

    Kilka godzin później zaczynają się telefony, że to nie ja wygrałem, że ona wygrała, i inne takie żale. Mówię do Anny, że nie chcę jej słuchać, że sprawa się skończyła i ma dać spokój. Szybko odpowiedziała, że sprawa się dopiero zaczęła, i teraz to ona mi nie da żyć, jak ja jej nie dawałem - no bo się interesowałem swoim dzieckiem ( ͡º ͜ʖ͡º) Że to ja miałem kłopoty ze zdrowiem i jeszcze zobaczę. Pamiętałem o danych mi radach i rozmowę nagrałem, bowiem czuję, że jeszcze mi się to przyda.

    No i wczoraj dzień zajęć. Dzwonię do niej, czy idzie z Młodą na zajęcia. Nie idzie, bo jest w pracy. Więc idę ja - "nie możesz, bo to mój dzień i mogę robić z nią co chcę", taką otrzymuję wiadomość. Potem info, że Młoda jest chora. Tak więc pytam czy jest w domu i czy była z nią u lekarza. "Nie byłam u lekarza, a Młoda jest w szkole". Hmmm, chora w szkole? Anna znów się miota, koniec końców okazuje się, że Młoda nie jest chora, a po prostu nie może iść ze mną i tyle. Proszę, wręcz niemal błagam, piszę, że za 2 tygodnie Mistrzostwa Polski, jak Młoda przegra, to znów będzie płacz i rozpacz. Raz to już przeżywałem na jednych zawodach, i płakałem niemal z nią. Niestety, mamuśka nie odpuściła i Młoda siedziała w domu z dziadkiem, na trening iść nie mogła. No i tyle.

    Póki co czekam na uprawomocnienie się wyroku. Domyślam się, że będą mnie jeszcze czekały atrakcje sądowe, bowiem nie chce mi się wierzyć, że się od tego wyroku nie odwoła.

    Dziękuję za miłe słowa otuchy, jednak opisuję tę sytuację po to, by pokazać, że to nie jest tak, że to matki są wiecznie pokrzywdzone. W Polsce panuje obraz matki, kobiety zdradzonej i porzuconej, a nikt nie myśli, że po prostu czasami wina lezy także po stronie kobiety. Jak może się więc zemścić na mężczyźnie? Ma jeden instrument zemsty - dziecko.

    #oma
    pokaż całość

    źródło: miesiac.png

  •  

    No i mam decyzję. Tak jak spodziewałem się ze współpracującą ze mną Panią adwokat nie jest ona raczej dla mnie pozytywna.

    Generalnie jest bardzo ok, wskazywane jest, że córka jest ze mną związana, czuje łączącą ją więź, jako rodzinę wymienia siebie, mamę, mnie i siostrę. Lubi swoją siostrę, pozytywnie ocenia moją żonę. Więź jest silna, ALE. No i właśnie tutaj wchodzi to ale - ale wskazują, że więź łącząca ją więź z mamą jest bardziej dominująca, że to ona stanowi podstawowe źródło miłości i poczucia bezpieczeństwa. Jednak wyczuwalny jest konflikt między mną a matką, i opieka naprzemienna nie wpływałaby pozytywnie dla dziecka. Dlatego z powodu więzi łączącą mnie z córką proponują stosunek... 16 dni u mamy, 14 dni u mnie. ¯_(ツ)_/¯

    Zaznaczono, że opieka naprzemienna nie byłaby też to zgodne z oczekiwaniem córki, która zaznaczyła, że tęskniłaby za mamą, gdyby miała przebywać u nas w systemie dwutygodniowym, jednak w tygodniowym byłoby już ok, a właśnie o taki wnioskowałem, więc nie rozumiem za bardzo o co chodzi w tej opinii. Jako centrum życiowe postrzega dom mamy, w którym mieszka od 2 roku życia - a jak inaczej miała powiedzieć, skoro mama nie chce tego zmienić?

    Generalnie jestem rozgoryczony, ponieważ jeśli ktoś ewidentnie dąży do konfliktu, taki może takowy wykazać i już jest niestety po rybach. Według mnie, takie posunięcie będzie ten konflikt ze strony mamy potęgować - będzie czuła się Panią sytuacji, a zauważcie, że dziecko praktycznie jest u nas po równo - jednak ten jeden dzień i brak określenia "opieka naprzemienna" daje jej coś, o co mam wrażenie chodzi od początku, czyli $$. W innym przypadku musiałyby zniknąć alimenty, i musiałaby oddać połowę 500+, które obecnie otrzymuje.

    Dziś idę z tą opinią do adwokata, zobaczymy co to wyjdzie.

    #oma
    pokaż całość

    +: Naiken, tentintamtom +1292 innych
  •  

    Kolejna swieżutka historia, nieco krótka, ale jak ktoś jak ja lubi letnią kawę to na trzy łyczki akurat.

    Ostatnio kupiliśmy nową kuchenkę, bo w poprzedniej uszkodził się piekarnik, a sprzęt miał już trochę przejść, wiec zdecydowaliśmy się na kupno nowego. Oczywiście na raty 0 % ( ͡° ͜ʖ ͡°), tak, by nie obciążać budżetu. Leciutkie raty, praktycznie nie odczuwalne, więc wszyscy zadowoleni. Kasia oczywiście wow, ale fajny. Potem Kasia spędzała czas z Anką, a gdy znó przyszła do nas, ni z gruszki ni z pietruszki pyta nagle ile kosztowała ta kuchenka. Ja dla żartu totalnie o niczym nie myśląc powiedziałem, że 5000 zł. Córa oczy na wierzch, woooow, i poszła się bawić.

    W sobotę Kasia przyszła do nas, patrzę, a na nogach sandały, które latają jej na lewo i na prawo. Młoda na naprawdę drobną stopę, a Anka ma tendencję, by kupować większe buty, bo niby na dłużej starczą (ʘ‿ʘ). Pojechaliśmy do Anki po inne, pełne buty, bo szliśmy z Kasią na piknik dla dzieci i takie sandały nie są najlepszym wyborem. Tradycyjnie, musiałem się przez telefon później nasłuchać, że ja się czepiam. Mówię, że buty są za duże, to usłyszałem, że "nie są za duże, tylko za szerokie". Ok, olać to. Zabraliśmy trampki, i dzida na piknik. Zostałem poinformowany, że są to nowe buty i mamy na nie uważać.

    Przyszła niedziela, Młoda poleciała na dwór / pole bawić się z koleżankami. Później poszliśmy na spacer, a Młoda jakoś koślawo idzie. Pytam co się dzieje, mówi, że bolą ją duże palce. No to cyk, buty zdjęte palce czerwone - ewidentnie trochę za ciasne buty. Robię zdjęcie, tym razem już tylko piszę sms, że buty są chyba za ciasne. Minęły 3 sekundy, telefon. Anna.

    "Co Ty do mnie masz, wybierałyśmy te buty tydzien, 100 razy jechałam z nią do sklepu, ciągle masz o coś problem, po co kurwa te głupie zdjęcia przysyłasz". Tłumaczę, że jak wczoraj rozmawialiśmy przez telefon to było źle, więc dziś przysłałem tylko sms informacyjnie. Sms źle, telefon źle, no ale gadka leci dalej, i wyglądała mniej więcej tak:

    A: To kurwa kup jej nowe buty!
    - Anna, nie przeklinaj to po pierwsze. Po drugie, jeśli mam iść z nią po buty, to daj mi proszę pieniądze, ponieważ płacę Ci alimenty, które m.in. na buty są.
    A: Haha, jakie pieniądze, kurwa to buty dla Twojej córki.
    - Proszę nie przeklinaj, i przecież mówię o mojej córce, a także o Twojej.
    A: Jak mam ochotę to mogę czasami przeklinać. Chcesz to idź jej kupić buty i tyle.
    - Anna, ale jak Ci przekazuję pieniądze na takie sprawy.
    A: Na biednego nie trafiło,jak kupuje się kuchnię za 5000 zł, rzucona słuchawka.

    No i weź tu się dogadaj...

    Póki co czekam na wyniki badania, jak będą, to poinformuję.

    #logikarozowychpaskow #madki #oma
    pokaż całość

  •  

    Widzę, że mój poprzedni wpis czyli

    pokaż spoiler https://www.wykop.pl/wpis/34882237/pod-wyplywem-postu-https-www-wykop-pl-wpis-3485538/122799905/

    cieszy się umiarkowaną popularnością, to opowiem Wam jeszcze fajną historię w sam raz na dobranoc, będę starał się pamiętać o akapitach.

    W momencie, kiedy ustalono mi sądownie prawa do kontaktów z Kasią, ustaliliśmy, że wakacje i ferie będą na pół - dwa tygodnie w lipcu, dwa tygodnie w sierpniu. Kiedy przychodził czas moich wakacji, niestety nie zawsze dało się to dopasować do urlopu w pracy, w związku z czym nie zawsze byłem w domu, a w dwóch początkowych latach po rozstaniu nie byłem z nikim w parze, więc nie zostawię przecież młodej w mieszkaniu samej.

    Z pomocą przyszła #oma (nowy tag do historyjek o moich przejściach), czyli Ochotnicza Madka Anna, która wesoło zaproponowała, że przecież wtedy Kasia może spędzać czas u niej w domu, jej mama czyli babcia Kasi siedzi w domu więc nie ma problemu jak odbiorę ją po pracy. Nie wyczułem złej woli w słowach #madki i z czystym sumieniem podrzucałem Kasię do Anki. Mogłem co prawda oddawać Młodą pod opiekę np. siostry lub niani, ale na moje zawsze lepiej, by dziecko było z matką, niż np. z ciotką.

    Anka nigdy nie zgłaszał z tego jakichkolwiek zażaleń, wręcz była mi wdzięczna, że mogła się widzieć z Kasią w czasie "mojego" czasu wakacyjnego, bo ponoć serce ją bolało jak nie widziała córki dwa tygodnie. No i tak robiliśmy przez blisko 7 lat, oczywiście to działało także w drugą stronę - że Kasia przychodziła do mnie w czasie ich wakacji. Sielanka...

    Sielanka skończyła się, kiedy złożyłem wniosek o przyznanie opieki naprzemiennej. Nagle w sądzie Pani Radca Prawny wyskakuje z tekstem, że od momentu rozstania córka nigdy nie była u mnie na wakacje przez pełne dwa tygodnie, bo...oddawałem ją matce. Ania uśmiechnęła się do mnie oczami jak miała w zwyczaju, kiedy coś ją śmieszyło a nie chciała tego pokazywać w towarzystwie, wysłała mi wręcz pozdrowienia #pdk Ja oczy na wierzch, ale szybko się odnalazłem w sytuacji, i zadaję pytanie czy mają na to jakieś dowody. Radca Prawny wywaliła oczy jak ja chwilę wcześniej i - zdziwiona jak klient w Biedronce widzący niezastawione wyjście ewakuacyjne w tagu #ewakuacjaboners - pyta "jak to dowody"? No a ja spokojnie, skąd taka informacja, bo to nieprawda, ponieważ wizyty Kasi w czasie mojego czasu były uzgadniane i przyjmowane z aprobatą przez Ankę. A Radca Prawny co? "yyyyyy" i cisza. Ance wesoła mina z oczu zeszła, wysłała do mnie taki mróz, że jakby mogła, to tymi soplami by mi serce przebiła.

    Nie przemyślała w tym wszystkim jednego - że zbliżają się wakacje 2018, a ja od razu miałem plan - tym razem za wszelką cenę dotrzymam warunków sądowych. Przyszły pierwsze dwa tygodnie lipca. Pierwszy dzień ciężki, Kasia na wejściu do nas mówi, że "mama powiedziała, że jak będę tęsknić, to mogę przyjść do niej na dobę". Znam swoje dziecko i wiem, ze takich słów nie używa, wyuczona formułka. Taki chuj Anka, pomyślałem. Kasia płakała pierwszego wieczora w łóżku, ale widziałem, że była po prostu zmanipulowana. Późniejsze 13 dni minęło naprawdę fajnie, sam miałem urlop w pracy, więc robiliśmy mnóstwo ciekawych rzeczy. Powinienem przyprowadzić ją do mamy w drugą niedzielę, w drugi czwartek dostaję wiadomość, że Kasia ma być u Anki w piątek bo jadą na weekend nad morze. Oczywiście się nie zgodziłem, i powiedziałem, że ja też mam plany na weekend (bo faktycznie miałem). Usłyszałem, że ona mnie nie prosi tylko oświadcza, że nie mam uniemożliwiać jej kontaktow z dzieckiem. Nieugięty się nie zgodziłem, tradycyjnie wyzwiska, krzyki i przeklinanie przez telefon. Kasi do Anki nie puściłem, a gdy w weekend wysyłałem Ance zdjęcia z wypadu nad jezioro, i imprezę plenerową dla dzieci, otrzymałem sms'a w stylu "co kurwa, teraz nagle jesteś ojcem i córkę na wakacje zabierasz?" Potem był czas Anki, czekałem stęskniony do sierpnia.

    Pierwszy dzień w sierpniu był straszny. Anka przyprowadza Małą, Mała mówi przez domofon, że prosi bym zszedł na dół, bo chcą z mamą ze mną porozmawiać. Oho, będzie inba. Schodzę na dół, Młoda z oczami wpatrzonymi w chodnik mówi, ze z mamą by chciały zmiany czasu na tydzień po tygodniu. Dobrze wiedziałem kto chciał tej zmiany - Anna. Nie zgodziłem się, ponieważ mieliśmy plany. Anka w furię, zaczyna podnosić głos, Kasia zaczyna płakać, leci między drzewa. Ja idę spokojnie za Kasią, madka leci półbiegiem. Zaczyna się zamieszanie, Anka coś pierdoli bo rozmową tego nie można nazwać, nawet dokładnie nie wiem o co jej chodziło bo nie słuchałem, chciałem uspokoić Kasię. Kasia wyrywa się i idzie usiąść przed klatkę, ja idę za nią a za mną leci Anna z oczami niczym Geralt po jaskółczym ziele. Siadam koło Kasi, Młoda się wyrywa i odwraca do mnie plecami, madka się awanturuje, Kasia zaczyna płakać, ja tętno 200, mówię Ance, że ma dac nam spokój, ta jeszcze chwilę sapie ale koniec końców wsiada do samochodu i odjeżdża. Ja zostaję z rozbitym dzieckiem, które nie chce dać mi się dotknąć.

    Uspokojenie Młodej zajmuje mi 20 minut, później od sąsiadki dowiaduję się, że to naprawdę źle wyglądało, widziała scenę przez okno. Jest mi mega wstyd, ale później dochodzę do wniosku, że gdybym dał się zakrzyczeć, to już by było po mnie. Wieczorem oczywiście zbieram kilka "sympatycznych" sms'ów. Archiwizuję je. Tak samo z telefonami, na początku których oświadczam, że nagrywam. Furiatce to nie przeszkadza, matce furiatki także. "Jesteś chuj nie ojciec" - była niedoszła teściowa nie przebiera w słowach. Kasia spędza u nas kolejne dwa tygodnie, podczas których oczywiście znów odbieram sms'y bym puścił ją do Anki wcześniej. Nie przejmuję się tym i córka jest u nas przez cale 2 świetne tygodnie.

    Na badaniu w RODK Anna oczywiście zarzuca mi, że...uniemożliwiam jej kontakt z córką xD Ja face nr 5, zdziwienie i proszę o wytłumaczenie. No i kręci się kobieta jak chomik w tym kółku do biegania - no, że w zasadzie to ona chciała krótsze te wakacje, że tęsknota, że ja uparty. Mówię więc, że przecież mi zarzuciła ze swoim Radcą Prawnym, że Kasia nie była u mnie całych dwóch tygodni. Anka, mina karpia, ja wymalowane oczekiwanie na odpowiedź, psycholog mina jak Leonardo Di Caprio w memie "we need to go deepper". Wyszło na to, że jak Młoda u mnie jest za krótko, to źle, jak za długo to źle. W związku z czym, najlepiej jakby nie była u mnie wcale.

    Wszystko dla dobra dziecka.

    #truestory #logikarozowychpaskow #oma
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów