•  

    Żywe trupy to nie tylko wymysł rodem z Hollywood. Podczas I Wojny Światowej doszło do starcia okrzykniętego - ATAKIEM TRUPÓW.

    We wrześniu 1914 pod twierdzę Osowiec przybyły oddziały niemieckiej 8. Armii które próbowały ją zająć z marszu. Bezpośredni szturm został odparty przez rosyjski garnizon, wobec czego rozpoczęło systematyczny ostrzał. Na pozycje obrońców spadały tysiące pocisków różnego kalibru wliczając w to potężne 420mm moździerze. Mimo poważnego uszkodzenia twierdzy garnizon odrzucał wszystkie wezwania do poddania się.Wobec nieustępliwej postawy obrońców Niemcy zostali zmuszeni do przejścia do działań pozycyjnych.
    W lipcu 1915 roku wojska niemieckie feldmarszałka von Hindenburga rozpoczęły ofensywę na olbrzymią skalę. 6 sierpnia pozycje niepokonanego rosyjskiego garnizonu rozpylono chmurę gazu bojowego - chloru z bromem - który pokrył 8 km terenu i osiągnął wysokość 15 metrów. Z powodu braku masek przeciwgazowych obrońcy praktycznie nie mieli szans na przeżycie, więc kiedy wiatr zaczął rozwiewać opary gazu, do szturmu ruszył 18. pułk 70. Brygady, która wchodziła w skład 11. Dywizji Landwehry, który miał przejąć oczyszczoną z nieprzyjaciela twierdzę.
    Jak napisał Artiom Denisow, autor książki "Atak umarłych":
    „Kiedy Niemcy zbliżali się do rosyjskich okopów, napotkali kontratak prowadzony na bagnety z okrzykiem na ustach. Choć było to raczej ochrypłe huuurrra ocalałych obrońców – pozostałości po 8. i 13. Kompanii. Może trochę więcej jak 100 osób. Ledwie stali, jednak nadal walczyli. To, co zobaczyli Niemcy, było straszne. Żołnierze mieli na twarzy szmaty, którymi obwiązali oparzenia chemiczne, pluli krwią, a czasem wypluwali na koszule kawałki swoich płuc”.
    Przerażeni tym widokiem napastnicy rzucili się do ucieczki. Garstka Rosjan zmusiła do wycofania się 7 tysięcy Niemców.
    Twierdza nie została zdobyta, zgodnie z rozkazem dowództwa pozostały przy życiu rosyjski garnizon opuścił Osowiec.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #iwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu

    #oporwekrwi <TAG AUTORSKI
    pokaż całość

    źródło: 139313_900.jpg

  •  

    Posłuchajcie o symbolu hiszpańskiej wojny domowej - noszącej znamiona prawdziwego bohaterstwa - obronie wznoszącej się nad Toledo warownej rezydencji reprezentacyjnej Alcazar.
    W lipcu 1936 roku wybuchła rebelia wojskowa wymierzona we władze republikańskie. Kraj podzielił się na części opanowane przez siły rządowe i spiskowców.W starej stolicy Kastylii - Toledo - rebelia się nie udała. Posiadające przewagę liczebną siły rząde zepchnęły spiskowców pod dowództwem pułkownika Jose Ituarte Moscardo do małej będącej pozostałością po islamskiej dominacji na półwyspie iberyjskim twierdzy. W Alcazarze zabarykadowało się 1300 ludzi - oficerów, członków gwardii cywilnej, falangi i kadetów Akademii Piechoty.Ponadto twierdza gościła 600 cywili i pewną liczbę zakładników.
    23 lipca dowódca milicji republikańskiej w Toledo zatelefonował do Moscardo z powiadomieniem, że jeżeli Alcazar się nie podda siły rządowe rozstrzelają będącego w niewoli syna pułkownika.
    Dramatyzmu sytuacji dodaje fakt, że Luis Moscardo został wezwany do telefonu.
    - „Papa”.
    - ” Co się dzieje, mój chłopcze?”
    - „Nic, oni mówią, że zastrzelą mnie, jeśli Alkazar nie podda się”.
    - „Jeśli to prawda, powierz swoją duszę Bogu, krzyknij i umrzyj jak bohater. Żegnaj mój synu…”
    Młody Moscardo został rozstrzelany trzy miesiące później. Okrutny los odebrał pułkownikowi również drugiego syna, który zginął w Barcelonie.
    Od samego początku strony prowadziły zażarty pojedynek karabinowy, jednak dobrze wyszkoleni i uzbrojeni obrońcy raz za razem odpierali nacierającego przeciwnika. Odcięci od informacji z kraju spiskowcy obawiali się że upragniona odsiecz nie nadejdzie. Pomimo bezustannego ostrzału i ciężkiej sytuacji żywnościowej, obrońcy zachowywali godny podkreślenia, prawdziwie hiszpański spokój. Dla podtrzymania ducha walki urządzano uroczyste parady, a w podziemiach Alkazaru odpędzano czarne myśli ognisto-refleksyjnym „flamenco” z kastanietami.
    17 sierpnia nad oblężonym garnizonem przeleciał frankistowski samolot zrzucając ulotki z podpisanymi przez przywódców rebelii generałów Franco i Mola wezwaniami do dalszej obrony twierdzy. 9 września nastąpiło chwilowe zawieszenie ognia. Twierdzę odwiedził major Rojo z propozycją od rządu republikańskiego. Gwarantowano życie i wolność cywilom znajdującym się w twierdzy, jednakże żołnierzom miał grozić Sąd Wojenny. Moscardo odmówił jednak poprosił majora o sprowadzenie do Alcazaru księdza, który przybył do twierdzy 2 dni później i udzielił oblężonym rozgrzeszenia.
    Po opuszczeniu twierdzy przez duchownego, republikanie podjęli kolejną próbę złamania oporu obrońców Alkazaru. Wiedząc, że ich położenie jest bardzo ciężkie, po podłożeniu min pod dwie wieże fortecy, rozpoczęli 18 września atak. Jedna z owych wież rzeczywiście wyleciała w powietrze, co umożliwiło milicjantom wdarcie się na dziedziniec, gdzie wywiesili czerwoną flagę. Na szczęście jednak dla obrońców mina podłożona pod wieżę północno-wschodnią nie eksplodowała, niwecząc tym samym ostateczny cel przedsięwzięcia.
    21 września generał Franco zdecydował się na odsiecz, która ruszyła 2 dni później. Oblegający podłożyli ładunek wybuchowy pod ocalałą wieżę. Zrobili to na tyle skutecznie, że ta 25 września runęła. Oszpeconej, bezgłowej twierdzy jednak nie zdobyto.
    27 września obrońcy Alcazaru ujrzeli upragnione sojusznicze wojska uderzające na Toledo z północnych wzniesień. Niezdyscyplinowana republikańska milicja została szybko rozgromiona.
    Dowódca odsieczy generał Varela wkroczył do miasta 28 września. Jego spotkanie z niewątpliwym bohaterem Alkazaru, płk. Moscardo, przebiegło w nietypowy sposób.Otóż pułkownik stwierdził wobec generała, że nie ma mu nic szczególnego do zakomunikowania, używając przy tym zwrotu sin novedad(nic nowego), który służył 17-18 lipca 1936 r. za hasło wojskowym spiskowcom.

    #historia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #hiszpania

    #oporwekrwi <TAG AUTROSKI
    pokaż całość

  •  

    Poświęcenie się dla kraju to w dzisiejszych spokojnych czasach temat odległy, jakby obcy. Wiele aktów odwagi - często graniczących z szaleństwem lub wręcz z głupotą - pojawiało się w przypływie chwili, spontanicznie. Zapoznajcie się z kilkoma listami do rodzin tych, których przeznaczeniem była samobójcza śmierć w akcji bojowej wymierzonej we wrogów Cesarstwa - japońskimi pilotami kamikaze.
    Nazwa kamikaze oznacza Boski Wiatr. To temu niszczycielskiemu tajfunowi przypisywano dwukrotne zniszczenie mongolskiej floty inwazyjnej zmierzającej ku wybrzeżom XIII-wiecznej Japonii. Kiedy imperialna polityka Cesarstwa wmieszała państwo w II Wojnę Światową to właśnie nazwą "Boskiego Wiatru" określano pilotów z formacji Shinpū Tokubetsu Kōgekitai (Specjalny Korpus Uderzeniowy Boski Wiatr ), którzy mieli ponieść samobójczą śmierć w ataku na nieprzyjaciela jednocześnie zadając mu jak największe straty.

    Przed wyruszeniem w ostatnią misję oficerowie zbierali pilotów w specjalnej sali, gdzie odczytywano im założenia kodeksu Bushido i wiersze haiku pozostawione przez lotników, którzy złożyli już najwyższą ofiarę dla Państwa, Narodu i Cesarza. Miało to na celu przypomnienie wzorów samurajskich przodków oraz podbudowanie patriotyzmu i morale w straceńcach. Kolejnym etapem "ceremonii" było złożenie przysięgi. Piloci przebierali się w specjalne mundury, odbierali samurajskie miecze i wraz z oficerem prowadzącym wnosili toast czarką sake. Na płytę lotniska wychodzili w opaskach na głowach (hachimaki) z napisami "pewne zwycięstwo", "poświęcenie dla kraju" lub wizerunkiem tarczy "Wschodzącego Słońca Japonii". Tam byli żegnani przez przyjaciół, którzy przed ostatnim lotem wręczali pilotom drobne upominki. Startowali pośród śpiewów pieśni patriotycznych w nieskazitelnie czystych samolotach, jako że - jak tłumaczono - wszystkie trumny są czyste...

    Wpis z dziennika Irokawy Daikichi :
    „Staraliśmy się raczej żyć ze studwudziestoprocentową intensywnością niż biernie oczekiwać śmierci. Czytaliśmy dniami i nocami, starając się zrozumieć, dlaczego mamy umierać u samego progu wieku dojrzałego. Nasłuchiwaliśmy tykania zegara, mającego wybić godzinę naszego zgonu”

    List Isao Matsuo do rodziców:
    „Drodzy rodzice, możecie mi pogratulować. Dano mi wspaniałą okazję do śmierci. To mój ostatni dzień. Przeznaczenie naszego kraju zależy od decydującej bitwy na południu, gdzie mam nadzieję, że spadnę jak kwiat z drzewa wiśni. Będę tarczą cesarza i umrę czysto pośród moich przyjaciół z jednostki. Chciałbym móc narodzić się 7 razy i za każdym z nich niszczyć wroga. Jak bardzo doceniam możliwość odejścia jak prawdziwy mężczyzna! Jestem wdzięczny Wam rodzice, za trud wychowania, modlitwy i miłość. Mam nadzieję, że mój uczynek choć w małym stopniu wynagrodzi was za to, co dla mnie zrobiliście. Myślcie o mnie i wiedzcie, że Wasz Isao umarł dla naszego kraju. To moje ostatnie życzenie. Powrócę duchem i będę oczekiwał Waszej wizyty w Yasukuni Jinja. Jakże pełna chwały jest nasza jednostka, która zaatakuje wroga. Niech nasza śmierć, będzie tak nagła i czysta, jak tłukący się kryształ. Isao”

    List Teruo Yamaguchi do ojca:
    > „Drogi ojcze, gdy śmierć się zbliża, żałuję jedynie, iż nie byłem w stanie zrobić czegoś dobrego dla Ciebie w moim życiu. Zostałem wybrany całkiem niespodziewanie na pilota jednostki specjalnej i wyruszam dziś w kierunku Okinawy. Gdy otrzymałem rozkaz moim jedynym życzeniem jest wypełnienie misji. Nie mogę zapomnieć o uczuciu silnego przywiązania do Japonii. Czy to oznaka słabości? Wiedząc, że mój czas dobiegł końca, zamknąłem oczy i zobaczyłem Twoją twarz, twarz mamy i babci, twarze przyjaciół. Było to zapierające dech w piersiach i poruszające, gdy zdałem sobie sprawę, że wszyscy chcecie, abym był dzielny. Zrobię to, będę!
    > Okinawa jest częścią Japonii i wewnętrzny głos mówi mi, że muszę zniszczyć wroga, który bezcześci naszą ojczyznę. Mój grób będzie w wodach wokół Okinawy i ponownie zobaczę mamę oraz babcię. Nie czuję żalu lub strachu przed śmiercią. Modlę się jedynie o szczęście dla Ciebie i moich drogich rodaków. Żałuję też, że nie okazywałem Ci otwarcie szacunku, który zawsze miałem. Podczas mojego ostatniego nurkowania możesz być pewny, że będę myślał o tym wszystkim, co zrobiłeś dla mnie.
    > Trudny okres w historii narodu nie oznacza jego zniszczenia. Jestem przekonany, że nowa Japonia powstanie. Nasz naród nie może być zbyt pochopny w swym pragnieniu śmierci. Teruo”

    List Ichizo Hayashi do matki:
    „Najdroższa mamo, wierzę, iż cieszysz się dobrym zdrowiem. Jestem żołnierzem jednostki „Schichisei”. Jej połowa wyruszyła dziś na Okinawę, aby zaatakować okręty wroga. Pozostali dołączą do nich w ciągu 2 lub 3 dni. Możliwe, iż nasz atak nastąpi 8 kwietnia, w dzień urodzin Buddy. Proszę mamo, nie martw się o mnie. To chwalebne umrzeć w trakcie akcji. Jestem wdzięczny, że mogę umrzeć w walce, która zadecyduje o przeznaczeniu mojego kraju. Na naszym następnym spotkaniu omówimy wiele spraw, które trudno przelać na papier. Żyję snem, który jutro zabierze mnie z tej ziemi. Żyjemy w duchu Jezusa Chrystusa i w tym duchu umieramy. Ta myśl zostaje ze mną. Jestem wdzięczy, że mogłem żyć na tym świecie, ale życie dziś ma także ducha bezcelowości . Czas umrzeć. Nie szukam powodów do śmierci. Moim jedynym poszukiwaniem jest wrogi cel. Jestem zaszczycony, iż zostałem wybrany, ale nie mogę powstrzymać się od łez, gdy myślę o Tobie mamo. Będę czekał na Ciebie u bram Nieba. Proszę, módl się, abym tam trafił. Będę żałował, gdy nie pójdę tam, gdzie Ty z pewnością trafisz. Módl się za mnie matko. Żegnaj, Ichizo.”

    #iiwojnaswiatowa #historia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #japonia

    #oporwekrwi <TAG AUTORSKI
    pokaż całość

    źródło: kamikaze.jpg

  •  

    Kto nie słyszał tekstów o "niezniszczalności" po alkoholu ? Ułańska fantazja w połączeniu z procentami czasami mogła dać niespodziewany rezultat, który potrafił doprowadzić do militarnego sukcesu ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Żołnierz ze zdjęcia to Władysław Broniewski - jak sam się określał - "Polak, katolik, alkoholik". Pomijając późniejszą kontrowersyjną "ludową" działalność poety był on dzielny żołnierzem, który walczył za sprawę Polską w I WŚ i wojnie z bolszewikami. Podczas bojów z czerwonymi pod Drohiczynem dosłużył się nawet Virtuti Militari. Oficjalna nota brzmiała "Broniewski wybiegł przed linię, poderwał kompanię, która brawurowym uderzeniem zdobyła wzgórza, zadając bolszewikom wielkie straty w walce na białą broń".
    Sam zainteresowany w swoich pamiętnikach przedstawił heroiczny czyn w nieco inny sposób:
    Oddział Broniewskiego został ugoszczony na plebani domowymi nalewkami przez lokalnego proboszcza. O zmierzchu nietrzeźwi Polacy zostali zaatakowani przez kozacki oddział Armii Czerwonej. Pijany Broniewski namówił swoich towarzyszy broni aby spuścili go w taczkach z karabinem maszynowym ze wzgórza na którym znajdowała się wspomniana już plebania. Według własnej relacji Broniewski zapowiedział, że "będzie ich kosić". Nieszablonowy atak pijanego Polaka przyniósł fenomenalny rezultat. Wznoszone przez naszych żołnierzy okrzyki "Broniewski" zostały przez kozaków zrozumiane jako "Broniewik", co oznaczało samochód pancerny. Kozacy ustąpili z pola bitwy. W ten sposób zakrapiana alkoholem szarża na taczkach z karabinem maszynowym zakończyła się przesunięciem całego odcinka frontu.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #wojna #gruparatowaniapoziomu

    #oporwekrwi <tag autorski
    pokaż całość

  •  

    Słyszeliście kiedyś o "Morskim Grunwaldzie"- sukcesie floty który bezpośrednio zdecydował o zwycięstwie Rzeczpospolitej w konflikcie zbrojnym ?
    W latach 1454-1466 między Polską a Zakonem Krzyżackim toczyła się wojna, której bezpośrednim powodem było wypowiedzenie posłuszeństwa Krzyżakom przez uciskane fiskalnie bogate miasta Prus (m.in.Toruń, Gdańsk, Elbląg, Chełmno). Z powodu braku poparcia ze strony Papieża i Cesarza miasta zorganizowane w Związek Pruski rozpoczęły negocjację z Królem Kazimierzem Jagiellończykiem, który 6 marca 1454 roku wydał akt inkorporacji Prus do Rzeczpospolitej. Doprowadziło to do wybuchu wojny między Polską i Związkiem Pruskim, a Krzyżakami wspieranymi przez prowadzące handel morski z Zakonem Danię i miasto Amsterdam.
    Działania wojenne toczyły się ze zmiennym szczęściem i mimo chociażby porażki pod Chojnicami, inicjatywa pozostawała w polskich rękach. W trakcie tego konfliktu niesamowicie ważną rolę odegrali kaprzy, walczący w imieniu poszczególnych miast pruskich i króla Kazimierza.
    Latem 1463 roku wojska królewskie rozpoczęły oblężenie kluczowej krzyżackiej twierdzy w Gniewie. Na odciecz obrońcom ruszyły 44 okręty z 350 marynarzami i 1,5 tysiąca zbrojnymi na pokładzie pod dowództwem samego Wielkiego Mistrza Ludwiga von Erlichshausena. Flota po napotkaniu pod Żuławkami zapory rzecznej wspartej 11 statkami zdecydowała się na powrót na Zalew Wiślany w okolice Sochacza, gdzie zakotwiczono okręty. Tutaj 15 września 1463 roku zostały zaatakowane przez sformowane w półokrąg 30 okrętów floty gdańskiej i elbląskiej z 220 marynarzami i 1,2 tysiąca zaciężnych na pokładzie. Krzyżacy byli kompletnie zaskoczeni. Starcie rozpoczęła wymiana ognia z hakownic, łuków, kusz i samopałów. Związkowi kaprzy i polscy zbrojni ruszyli do abordażu w krwawych walkach zdobywając okręt za okrętem.
    Klęska krzyżaków była całkowita - stracono 43 statki, zginęło tysiąc knechtów i marynarzy, 500 dostało się do niewoli. Straty floty królewskiej były nieznaczne. Wielkiemu Mistrzowi udało się zbiec do Królewca na jednym z niewielu okrętów, którym udało się wydostać z pogromu.
    Śmiało można powiedzieć że wojna trzynastoletnia została wygrana na wodach Morza Bałtyckiego. Na mocy pokoju toruńskiego Polska odzyskała Pomorze z Gdańskiem, Elblągiem i ziemię chełmińską. Zakon Krzyżacki w okrojonej do wschodniej części Prus formie został lennikiem Rzeczpospolitej.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #wojna #gruparatowaniapoziomu #marynarkawojenna

    #oporwekrwi <tag autorski
    pokaż całość

    źródło: Battlezxxzxz.jpg

  •  

    Wyobrażacie sobie starcie w ciężkiej zbroi na zamarzniętym jeziorze ? Poza ostrzami i strzałami nieprzyjaciela grozi wam jeszcze straszliwszy los - utonięcie pod lodem, który nie utrzymał waszego ciężaru. W takich właśnie warunkach w 1242 roku starły się wojska Rusi z koalicjom niemiecko(Krzyżacy i Kawalerowie Mieczowi)-duńską w bitwie na jeziorze Pejpus nazywanej również "bitwą na lodzie".
    Już od 1236 roku trwały konflikty pomiędzy państwami ruskimi a otaczającymi je państwami katolickimi. Sytuacja Rusinów była ciężka - Od północy atakowali ich Szwedzi, od zachodu krzyżowcy, zaś o południa dzikie hordy mongołów. Starcia prowadzone były ze zmiennym szczęściem, jednak koalicja krzyżacka zajęła Psków i twierdzę Koporę. Na początku 1242 roku Książę Włodzimierza i Nowogrodu Aleksander, zwany później Newskim, postanowił przenieść ciężar walk na tereny zajmowane przez nieprzyjaciela.
    Dowodzeni przez Biskupa Dorpatu Hermana I i Andreasa von Felbena zakonnicy oraz duńscy rycerze wraz z werbowanymi z lokalnej ludności estońskiej oddziałami rozbiły straż przednią zmierzającej na twierdzę Izborsk armii nowogrodzkiej. Główna armia Rusinów połączyła się ze ściganymi przez nieprzyjaciela niedobitkami na wschodnim brzegu skutego lodem jeziora, gdzie 5 kwietnia miała rozegrać się decydująca bitwa. Rosyjskie źródła podają, że po stronie nowogrodzian wraz z posiłkami tatarskimi walczyło 15 tysięcy wojowników naprzeciw którym stanęło 10 tysięcy Niemców, Estończyków i Duńczyków. Prawdopodobnie siły zarówno jednych i drugich były dużo mniejsze i zostały wyolbrzymione przez rosyjską historiografię.
    Ciężkozbrojna konnica i piechota zakonu i sojuszników uderzyła klinem w składający się głównie z milicji i piechoty nowogrodzkie centrum. Uderzenia odrzuciło przerzedzone oddziały Rusinów na spadzisty brzeg pokrytego lodem jeziora, gdzie napastnicy wytracili impet szarży i utknęli w walce. Skrzydła nowogrodzkie okrążały siły koalicji zamykając je w śmiercionośnym uścisku. W tym momencie trzymana w odwodzie jazda Aleksandra Newskiego obeszła prawe skrzydło i uderzyła od tyłu na nieprzyjaciela. Stłoczeni zakonni rycerze byli zrzucani z koni i dobijani przez nacierających Rusinów. Ponadto pod okrążonymi zaczął pękać lód i dla wielu walczących odmęty jeziora stały się miejscem wiecznego spoczynku. Części żołnierzy koalicji udało się przedrzeć przez pierścień okrążenia i zbiec na zachodni brzeg "lodowego pola". Poległo 500 rycerzy, zaś 50 dostało się do niewoli. Poległo też wielu z walczących po stronie koalicji estońskich pomocników. Straty lżej uzbrojonych Rusinów były znaczne, nowogrodzka milicja została niemal całkowicie wybita.
    Po tym zwycięstwie Nowogród zawarł traktat pokojowy na mocy którego zakonnicy obiecali zaprzestania ataków i ustalili jako wspólną granicę rzekę Narwę. Bitwa zapobiegła podbojowi Rusi i ustaliła jej zachodnią granicę. Aleksander Newski został bohaterem narodowym oraz świętym Kościoła Prawosławnego.

    #historia #rosja #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #wojna #gruparatowaniapoziomu

    #oporwekrwi <tag autorski

    pokaż spoiler Scena z bitwy przedstawiona w radzieckim filmie z 1938 roku "Aleksander Nevsky"
    pokaż całość

    źródło: newa1111.jpg

  •  

    Walka w przewadze 100 na 1 ? Dla nich to nie był problem.
    Poznajcie historię 400 Polaków, którzy zatrzymali 40 tysięczny tatarski zagon.
    W czerwcu 1694 roku podczas toczącej się od 11 lat wojny polsko-tureckiej na ziemię polskie - w celu pozyskania więźniów i łupów - wkroczyły wojska tatarskie. Na wieść o tym z Okopów Świętej Trójcy i Szańca Marii Panny - umocnień blokujących turecką twierdzę w Kamieńcu Podolskim - wyruszyło 7 polskich chorągwi składających się z husarzy i pancernych.
    Do pierwszego zwycięskiego starcia ze strażą przednią nieprzyjaciela doszło pod wsią Hodów. Wtedy dopiero nasza jazda zorientowała się, jak potężny tatarski zagon mają przed sobą. W związku z tym, zamiast tradycyjnie podjąć walkę w polu postanowiono wycofać się do wsi, tak aby Tatarzy nie mogli wprowadzić tak wielkiej ilości ludzi do jednoczesnej walki.
    Do obrony wykorzystano płoty, stoły, beczki, drzwi od chłopskich chat i przygotowane na wypadek tatarskiego najazdu - znalezione we wsi - kobylice.
    Pozbawieni wsparcia czeladzi husarze i pancerni bez przerwy, przez 5 do 6 godzin walczyli pieszo z coraz to nowymi zastępami nieprzyjaciela. Kiedy skończyła się amunicja strzelano wkładanymi do luf tatarskimi strzałami. Ze względu na znaczne straty Tatarzy wycofali się do okupowanego Kamieńca Podolskiego. Najazd został powstrzymany.
    Według szacunków zginęła mniej niż setka obrońców, jednak każdy z nich odniósł jakieś rany. Według różnych szacunków poległo od 300 do 2000 najeźdźców.
    Jest to pierwsza bitwa w naszej historii, która ze względu na duże dysproporcje sił jest nazywana "polskimi Termopilami"

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #husaria

    #oporwekrwi <tag autorski

    pokaż spoiler Obraz "Bitwa pod Hodowem" Mirosława Szeiba
    pokaż całość

  •  

    Wiecie jakie znaczenie w historii polski ma obrona Westerplatte ? Dla młodego amerykańskiego narodu podobną tradycję historyczną ma obrona fortu Alamo w San Antonio.
    Teksas zanim stał się jednym z amerykańskich stanów był częścią Meksyku, skolonizowaną lata wcześniej przez Hiszpanów .
    Od 1821 roku na tym rejonie zaczęli się osiedlać amerykanie, którzy w krótkim czasie osiągnęli przewagę liczebną nad miejscowymi. W 1835 roku sytuacja między latynosami a rosnącymi w siłę "białymi" była na tyle napięta, że doprowadziła do wybuchu powstania nazwanego później "Rewolucją teksańską".
    Bitwa o Alamo była najbardziej dramatycznym epizodem tego powstania. 23 lutego trzytysięczne oddziały wojsk meksykańskich pod dowództwem prezydenta Generała Santa Anny rozpoczęły oblężenie bronionego przez 189 Teksańczyków kompleksu budynków misji Alamo w San Antonio.
    Meksykanie ustawili dookoła misji 3 baterie dział, które rozpoczęły ostrzał teksańskich stanowisk. Działa obrońców początkowo odpowiadały ogniem - często używając meksykańskich kul - jednak z powodu braków w prochu ostrzał nie był częsty. Sytuacja z dnia na dzień była coraz cięższa. Ogień dział niszczył fortyfikację, zaś obrońcom kończyła się żywność i amunicja. Po północy z 5 na 6 marca na intensywnie bombardowany fort ruszyło 1800 meksykańskich żołnierzy wspieranych przez znajdujących się w obwodzie 500 kawalerzystów. Po początkowym zaskoczeniu Teksańczycy otworzyli ogień do nacierających. Z braku amunicji działa ładowano gwoździami i innymi znajdującymi się pod ręką metalowymi przedmiotami. Napastnicy zdobyli ściany fortu. Teksańczycy przenieśli ostatnie punkty oporu do koszar i kaplicy. Dochodziło do walk na bagnety i kolby strzelb myśliwskich. Meksykanie nie brali jeńców, profilaktycznie przekłuwali bagnetami każde porzucone na terenie misji zwłoki przeciwnika. Pozostawiona w obwodzie kawaleria bezlitośnie siekała wszystkich próbujących zbiec z fortu powstańców. O godzinie 6:30 rano bitwa o Alamo została zakończona. Po stronie obrońców masakrę przeżyło jedynie kilku cywili i niewolników schowanych w zakrystii Kościoła.
    Dla Meksyku zdobycie Alamo okazało się pyrrusowym zwycięstwem. Obrońcy związali siły nieprzyjaciela na 13 dni. Przez ten czas uchwalono postanie Republiki Teksasu i podpisanie konstytucji, a powstańcy przygotowali się do dalszego konfliktu zakończonego zwycięstwem.

    #historia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #wojna #usa

    #oporwekrwi < tag autorski
    pokaż całość

    źródło: alamo.jpg

  •  

    Wyobrażacie sobie tragiczną sytuację kiedy od was zależy zwycięstwo kraju w wojnie, ale w konsekwencji wasi ojcowie, synowie, bracia czy sąsiedzi poniosą śmierć ? Właśnie przed takim strasznym dylematem stanęli obrońcy dolnośląskiego Głogowa.
    W lipcu 1109 roku Cesarz Henryk V ogłosił wyprawę przeciwko Polsce. Oficjalnym powodem wojny z sąsiadem było przywrócenie władzy Zbigniewowi, który po walkach o sukcesję został wygnany z kraju przez swojego brata Bolesława nazywanego Krzywoustym. Na haniebne ultimatum przedstawione przez Niemców Bolesław odpowiedział „bacz zatem, komu grozisz, jeśli chcesz wojować, znajdziesz wojnę”.
    W konsekwencji na początku sierpnia na Dolny Śląsk wkroczyło 10 tysięcy niemieckich wojowników prowadzonych przez znających te tereny Czechów. 24 sierpnia Henryk V wykorzystując zaskoczenie głogowian opanował i zniszczył podgrodzie rozbijając część wojsk Bogusława oraz biorąc łupy i licznych jeńców. Obrońcy skupili się w grodzie zawierając pięciodniowy rozejm z Henrykiem. Przez ten czas mieli skontaktować się z Bolesławem, aby uzyskać zgodę na poddanie Głogowa.
    Henryk na poręczenie rozejmu zażądał zakładników, którzy niezależnie od decyzji mieli zostać wypuszczeni. Jako, że dla Bolesława Krzywoustego utrata Głogowa mogła zadecydować o porażkę w całym konflikcie, nakazał on bronić gród za wszelką cenę. Na wieść o tym król niemiecki haniebnie łamiąc warunki umowy nakazał przywiązać obrońców do machin oblężniczych.
    Był pewny, że głogowianie nie będą do nich strzelać w obawie przed zranieniem własnych dzieci czy ojców. Jednak załoga grodu ze łzami w oczach zaciekle broniła się nie szczędząc krwi Niemców i Czechów jak też własnych krewnych, którzy ginęli pod gradem pocisków. Machiny wojenne prowadziły bezustanny ostrzał w stronę napastników, wylewano wrzący olej, zrzucano ciężkie kamienie i belki. Kolejne szturmy kończyły się niepowodzeniem, w związku z czym po trzech tygodniach walk wojska Henryka wycofały się spod Głogowa. Jedynym haraczem jaki udało im się uzyskać od strony polskiej były trupy własnych rycerzy.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #polska #gruparatowaniapoziomu

    #oporwekrwi <-tag autorski
    pokaż całość

  •  

    Pewnie kojarzycie film z Keanu Reevesem "47 roninów", jednak jestem pewny że mało kto z was wie że jest on inspirowany prawdziwymi wydarzeniami.
    W 1701 roku do szoguna Tsunayoshiego Takugawy z ówczesnej stolicy Japonii - Kioto - cesarz wysłał wizytatora, którego należało ugościć zgodnie z dworskim ceremoniałem i szacunkiem. Szogun wyznaczył do tego zadania pochodzącego z Ako księcia Naganori Asano, który przez złośliwe działanie mistrza ceremonii - urzędnika Kirę - naraził się na kompromitację i skazę na honorze. W odwecie młody Asano zaatakował Kirę raniąc go w twarz. Z powodu złamania zasady niedobywania na dworze szoguna broni został skazany na śmierć poprzez seppuku, majątek Asano został skonfiskowany, zaś 300 z jego samurajów zostało roninami (samurajami bez Pana).
    Najwierniejszy z nich Kuranosuke Ōishi zebrał 50 z nich planując zemstę na Kirze, który spodziewając się ataku otaczał się silną strażą. Dla stworzenia pozorów i zmylenia czujności przeciwnika roninowie sprawiali wrażenie zdemoralizowanych. Tułali się po karczmach, prowadzili hulaszczy tryb życia i otaczali prostytutkami. Zgodnie z planem Yoshinaka Kira - przekonany
    o upadku moralnym poddanych Asano rozluźnił ochronę i zaczął zachowywać się nieostrożnie. 22 miesiące po śmierci swojego Pana pod osłoną grudniowej nocy 47 roninów (3 zginęło) zaatakowało dom Kiry ze znajdującej się obok posesji zaprzyjaźnionego kupca. Zaskoczeni mieszkańcy na stawili poważnego oporu. Samurajowie odnaleźli Kirę ukrywającego się w pomieszczeniach dla służby. Zdradziła go blizna na twarzy pozostawiona przez Asano. Zaproponowano mu odejście w honorowy sposób - seppuku - jednak urzędnik próbował przekupić napastników chcąc oszczędzić życie. Jednakże zemsta za krzywdy była dla samurajów ważniejsza niż chęć zysku. Został ścięty, zaś jego głowę złożono na grobie pana Asano.
    Roninowie dobrowolnie oddali się w ręce sprawiedliwości. Po 7 tygodniach 46 z nich skazano na seppuku. Oszczędzono najmłodszego 14 letniego wojownika.

    Wierność i poczucie obowiązku okazało się dla samurajów ważniejsze niż własne życie. Zemsta została dopełniona.

    #historia #japonia #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu

    #oporwekrwi <-tag autorski
    pokaż całość

  •  

    Kiedyś honor, wierność i przywiązanie do tradycji były czymś więcej niż pustymi słowami. Poznajcie historię 400 dzielnych wojowników, których męstwo i poświęcenie dla idei poprowadziły w objęcia śmierci.
    XIX wiek był dla Japonii przełomowy. Otworzono się na państwa zachodnie, przeprowadzono szereg reform społecznych, upadł system feudalny, armię uzbrojono w nowoczesny sprzęt.
    Z tych powodów rosło niezadowolenie kasty samurajów, które doprowadziło do powstania Takamori'ego Saigō i praktyczne oddzielenia się prowincji Satsuma od reszty Japonii. Armia około dwudziestu tysięcy samurajów ruszyła na stolicę z zamiarem dokonania przewrotu i przywrócenia tradycyjnego porządku społecznego i wartości.
    Znacznie liczniejsza i nowocześnie uzbrojona armia rządowa dość szybko powstrzymała zwolenników tradycji i przystąpiła do ofensywy. Ostateczna bitwa, która na zawsze zmieniła Japonię miała się rozegrać na zboczach Shiroyamy. 24 września 1877 roku o 3 rano wspierana przez artylerię 30 tysięczna Armia Cesarska dowodzona przez Yamagatę Aritomo ruszyła do szturmu na 400 osobowy oddział samurajów pod komendą samego dowódcy powstania. Miażdżąca przewaga sił rządowych sprawiła, że do godziny 6 przy życiu pozostało jedynie 40 rebeliantów. Saigo śmiertelnie ranny w biodro chcąc zachować honor poprosił swojego towarzysza, aby obciął mu głowę. Resztki tradycyjnie uzbrojonych samurajów poniosły śmierć w szaleńczej szarży na armaty nieprzyjaciela.
    Ostatnia bitwa powstania stała się również ostatnią bitwą wszystkich - z 400 - biorących w niej udział rebeliantów.
    Jako, że sympatie narodu stały po stronie pokonanych - nie mogąc poradzić sobie ze społecznym poparciem dla Saigo - pośmiertnie został zrehabilitowany i awansowany do najwyższych honorów.

    #historia #japonia #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu

    #oporwekrwi <- tag autorski
    pokaż całość

  •  

    Wiedeń, Kircholm, Hodów, Kłuszyn... O tych wielkich triumfach polskiej husarii mają świadomość nawet laicy.
    Jednak jestem pewny, że mało kto słyszał o tym jak 200 husarzy stanęło na drodze 30 tysięcznej carskiej armii.
    W 1581 roku od szpiegów na dworze polskim do uszu Cara Ivana IV Groźnego dotarła informacja, że Król Polski Stefan Batory szykuje się do kolejnej wyprawy na Państwo Moskiewskie. Dwie poprzednie pozwoliły Polsce odzyskać Wielkie Łuki i Połock. Uprzedzając cios 25 czerwca przez Dniepr na terytorium Wielkiego Księstwa Litewskiego wkroczyła 30 tysięczna - składająca się głównie z kawalerii - Armia Moskwiczan i ich sojuszników. Siły te miały dokonać jak największego spustoszenia niszcząc i grabiąc wschodnie kresy Państwa.
    27 czerwca horda doszczętnie spaliła przedmieścia znajdującego się na dzisiejszej Białorusi Mohylewa. Ostrogu miasta bronili strzelcy, sformowani ze zdesperowanych mieszczan mających w pamięci mord jakiego armia carska dopuściła się zdobywając Połock w 1563. Moskale wykazując się barbarzyństwem utopili wtedy w Dźwinie wszystkich połockich żydów. Sytuacja wydawała się dramatyczna, jednak tego samego dnia zza horyzontu wyłoniła się licząca 200 towarzyszy rota husarska Kazanowskiego, która tego dnia miała pokazać najeźdźcy potęgę Rzeczpospolitej. Mimo przytłaczającej przewagi liczebnej (na 1 husarza przypadało 150 nieprzyjaciół) Porucznik husarski Markowski wydał prosty rozkaz "Moskali ciąć i do miasta nie dopuszczać". Rota wielokrotnie tego dnia ponawiała szarżę szarpiąc szeregi moskiewskiej armii. Na każdą próbę zbliżenia się do miasta uaktywniali się strzelcy zasypując nieprzyjaciela gradem pocisków. Niespodziewanie po 7 godzinach walk nadeszło wsparcie w postaci rota petyhorskiej Temruka Szymkowicza (164 ludzi) oraz roty kozackiej Krzysztofa Radziwiłła (150 ludzi).
    Według pogłosek, które błyskawicznie rozniosły się po moskiewskich szeregach siły te były częścią zbliżającej się armii królewskiej. Nieprzyjaciel w panice wycofał się na drugi brzeg Dniepru.
    Warto dodać, że walcząca z przytłaczająca przewagą nieprzyjaciela Rota Kazanowskiego nie odniosła żadnych strat.
    3 miesiące później Stefan Batory rozpoczął oblężenie Pskowa, które doprowadziło do oddania Inflant Rzeczpospolitej.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #wojna #husaria

    Tag autorski #oporwekrwi
    pokaż całość

    źródło: mohylew.jpg

  •  

    "Zostawcie to moim Polakom!" - podobno takie słowa padły z ust cesarza Napoleona , kiedy jego armia została zatrzymana przez 8 tysięczną hiszpańską armię Generała San Juana na przełęczy Somosierra w górach Ayllon.
    30 listopada 1808 roku to data niemalże samobójczej szarży polskich szwoleżerów, która otworzyła drogę na Madryt 40 tysięcznej armii Cesarza zalegającej pod ogniem hiszpańskich dział i karabinów.
    Kiedy o 8.00 działa pierwszej z czterech baterii rozmieszczonych w wąwozie odepchnęły francuską piechotę Napoleon polecił 3. polskiemu szwadronowi szwoleżerów uciszyć hiszpańskie armaty I baterii. Dowódca jednostki pułkownik Jan Leon Kozietulski z okrzykiem "Naprzód! Niech żyje cesarz!" (lub też "Naprzód, psiekrwie, cesarz patrzy!") poprowadził swoich ludzi do szarży.
    Dla większości jeźdźców była to pierwsza bitwa w życiu, jednak już po chwili mimo ostrzału pod ostrzami szabel roznieśli hiszpańskich kanonierów z I baterii. Na miejscu pozostał lekko ranny Kozietulski. Prowadzony przez kolejnych oficerów kapitana Dziewanowskiego i porucznika Krzyżanowski oddział zaszarżował na II (która padła w 2 minuty) i III baterię. Garstkę zdziesiątkowanych polaków pod podporucznikiem Niegolewskiego wzięła ostatnią - silnie obsadzoną - IV baterię hiszpańskiej artylerii. Gdyby nie wysłane przez Cesarza wsparcie zdobytych pozycji nie udałoby się utrzymać. Pył unoszący się w wąwozie od końskich kopyt sprawił, że hiszpańscy strzelcy ulokowani dookoła wąwozu nie widzieli rozmiaru atakujących oddziałów i zdezerterowali z pola bitwy.
    Przez zaledwie osiem minut polscy kawalerzyści pokonali 2500 metrów stromego wąwozu obsadzonego przez 4 baterie artylerii nieprzyjaciela (łącznie 16 dział). Natarcie zakończyło się pełnym sukcesem. Stu kilkudziesięciu ludzi (najbardziej prawdopodobna jest liczba 125 jeźdźców) brawurową szarżą oszczędziło francuzom krwawego i mozolnego zdobywania silnie obsadzonych pozycji. Zginęło 22 Polaków, zaś 35 odniosło rany. Ponadto atakujący stracili kilkadziesiąt koni. Obrońca Samosierry - Hiszpański Generał San Juan - niedługo później został zabity przez własnych żołnierzy.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #wojna

    Tag autorski #oporwekrwi
    pokaż całość

    źródło: samo.jpg

  •  

    Poznajcie historię jak to garstka dzielnych Polaków powstrzymała brytyjski desant w dalekiej Hiszpanii.
    Na południowy zachód od Malagi położone jest miasto Fuerginola wraz z wybudowanym jeszcze przez Maurów niewielkim kamiennym zamkiem Sohail. 14 października 1810 roku załogę twierdzy stanowiło 100 polskich żołnierzy 4 pułku piechoty Księstwa Warszawskiego pod dowództwem Kapitana Młokosiewicza i 11 francuskich dragonów. Tego feralnego (jak się okazało dla atakujących) dnia na pobliskiej plaży wylądowali Brytyjczycy pod dowództwem Lorda Blayneya. Po połączeniu się z hiszpańskimi partyzantami siły inwazyjne stanowiły około 3 tysięcy żołnierzy. Ponadto nad powodzeniem operacji czuwała flota składająca się z kilkunastu okrętów w tym okrętu liniowego HMS Rodney z 74 działami na pokładzie.
    Około godziny 13 bitni guerillas pozbawili polskich obrońców pożywienia uprowadzając należące do garnizonu bydło.
    Już godzinę później do polskiego dowódcy przybył brytyjski emisariusz z żądaniem poddania zamku. Kapitan Młokosiewicz odpowiedział "Chodźcie i weźcie go sobie".
    Brytyjskie okręty otworzyły ogień, w odpowiedzi zahuczały 4 stare działa będące na wyposażeniu twierdzy. Hiszpańscy kanonierzy zdezerterowali, jednak świeżo upieczeni polscy artylerzyści tak znakomicie poradzili sobie z obsługą armat, że udało im się zatopić jedną kanonierkę i uszkodzić kilka innych statków. Wobec tak znakomitej "ognistej roboty" obrońców, flota brytyjska wycofała się poza zasięg dział. Brytyjsko-hiszpańska piechota ruszyła do regularnego ataku, jednakże celny ogień obrońców skutecznie powstrzymywał nieprzyjaciela.
    Po zapadnięciu zmroku polską załogę wzmocniło 60 piechurów porucznika Chełmickiego z pobliskiego Mijas, którym udało się prześlizgnąć przez brytyjskie linie. Na pomoc twierdzy ze znajdującego się około 30 km dalej Alhaurin wyruszyło również 200 piechurów i 40 francuskich dragonów Mjr Bronisza, które podczas forsownego marszu w starciu na bagnety rozbiły 450 osobową hiszpańsko-niemiecką jednostkę.
    Rankiem 15 października huraganowy ogień Brytyjskich dział zniszczył jedną z wież grzebiąc obrońców. Kapitan Młokosiewicz zdecydował się na śmiały manewr. Pozostawił obronę zamku rannym, a sam wraz ze 130 osobowym oddziałem dokonał śmiałego ataku na brytyjską artylerię. Polacy byli głodni, źli i zdesperowani. Mimo przewagi 10:1 załoga twierdzy rozbiła hiszpański regiment i przejęli działa wykorzystując je do ostrzału Brytyjczyków. W obliczu kontrataku Polacy wysadzili zapas prochu po czym ponownie wycofali się do twierdzy. W tym właśnie momencie na lewą flankę uderzył prowadzony z Alhaurin 200 osobowy oddział Majora Bronisza, widząc brytyjskie zamieszanie Kapitan Młokosiewicz przegrupował wycofujące się jednostki po czym uderzył na prawą flankę. Zaskoczeni Brytyjczycy spanikowali i ruszyli do chaotycznego odwrotu na okręty pod ogniem ponownie zdobytych dział. Poturbowany kolbami karabinów Lord Blayney został wzięty do niewoli wraz z 40 swoimi podwładnymi.Jego szabla jako trofeum wojenne trafiła do Muzeum Czartoryskich w Krakowie, gdzie można ją podziwiać do dnia dzisiejszego.
    W swoich wspomnieniach brytyjski dowódca tak opisał polskich żołnierzy: "Scena, która się wydarzyła w tym momencie nigdy nie zostanie wymazana z mojej pamięci, zarówno polscy oficerowie i żołnierze mieli wszyscy wygląd tych zdesperowanych rozbójników opisanych w romansach; ich długie wąsy, ich twarze poczerniałe od dymu i prochu strzelniczego, i ich zakrwawione i podarte ubrania, nadające im wygląd nieopisanie groźny".

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #wojna

    pokaż spoiler #oporwekrwi tag autorski
    pokaż całość

    źródło: F.png

  •  

    Początek października 1918 roku, kolejny rok niszczycielskiej Wielkiej Wojny pustoszącej francuskie terytoria na froncie zachodnim. Trwa ofensywa stu dni - 2 października dziewięć kompanii amerykańskiej 77 Dywizji Piechoty "Statue of Liberty" (większość żołnierzy pochodziła z rejonów Nowego Yorku) wdziera się w głąb tzw. Lasu Argońskiego - pasma wzgórz w północno-wschodniej Francji.
    Tak właśnie zaczyna się historia "Zagubionego Batalionu". Amerykanie pod dowództwem majora Charlesa White Whittleseya nie wiedzieli, że atakujący na lewej flance jednostki francuskie i na prawej amerykańskie zostały zatrzymane przez niemiecką obronę. Pewni siebie wkraczają głęboko w las nieświadomi zamykającego się dookoła nich pierścienia okrążenia. 553 amerykańskich żołnierzy wraz ze swym dowódcą zostało odciętych od głównych sił atakujących wojsk Ententy. Następne 6 dni "zagubiony batalion" rozpaczliwie odpierał zażarte ataki nieprzyjaciela, który słusznie uważał okrążonych amerykanów jako zagrożenie dla całego odcinka frontu. Dramatyzmu sytuacji dodawał fakt, że brakowało amunicji, jedzenia i wody (pobliski strumień znajdował się pod ciągłą obserwacją Niemców), łączność była zerwana, posłańcy wyłapywani przez nieprzyjaciela, a okrążeni z powodu dostarczonych przez jednego z ostatnich gołębi pocztowych złych współrzędnych znajdowali się pod ostrzałem własnej artylerii. Dopiero wiadomość dostarczona przez kolejnego z gołębi "ZNAJDUJEMY SIĘ WZDŁUŻ DROGI RÓWNOLEGŁEJ 276.4. NASZA ARTYLERIA OSTRZELIWUJE NASZĄ POZYCJĘ. NA BOGA – PRZESTAŃCIE" pozwoliła przerwać bratobójczy ogień.
    8 października wyczerpanym 194 żołnierzom tzw. Dywizji Wolności udało się wydostać z okrążenia. Dla 197 z nich Las Argoński pozostał miejscem wiecznego spoczynku. Pozostałych 150 amerykanów uważa się za wziętych do niewoli lub zaginionych.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #iwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #wojna

    pokaż spoiler Tag autorski #oporwekrwi
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów