•  

    Przeczytaj chociaż pierwszy akapit i zdecyduj czy chcesz to czytać.

    Wpis ten jest moim eksperymentem i próbą w pisaniu opowiadań, nie będzie on kolejnym epizodem, ale potraktuje go jako wstęp do następnego o tytule: Uzależnienia to skutek, a nie przyczyna problemów. Nie będzie on potrzebny do zrozumienia tematu, więc możesz olać ten wpis. Dodaje go jedynie dla osób, które chciałyby mi coś pomóc lub doradzić w prowadzeniu tagu. Na końcu wpisu napiszę też, jaki miało cel to opowiadanie. I sami mi odpowiecie czy mi wyszło.

    Jest godzina 6.00 Mirek właśnie wstał obudzony budzikiem, który informuje go, że błoga nieświadomość, właśnie się kończy i musi rozpocząć kolejny dzień swojej bezsensownej egzystencji. Nigdy nie wstaje wcześniej, żeby dać sobie czas na rozbudzenie, nie widzi w tym sensu. Kanapki robi sobie poprzedniego dnia, albo ma uszykowane gotowe dania do pracy. Zostawia sobie rano czas jedynie na podstawowe czynności. Poranna toaleta, ubranie się i pójście do pracy. Kawę pije przed pracą, a w razie problemów ma zawsze energetyki, które postawią go na nogi. Znowu siedział do późna przy komputerze. O godzinie 6.30 wychodzi z domu i rusza w kierunku najbliższego przystanku. Mieszka na wsi i żeby dostać się do pracy, musi jeździć autobusem. Przyjeżdża on chwilę później, nigdy nie przyjeżdża przed czasem, zawsze się spóźnia.

    Środek komunikacji miejskiej jak zwykle jest zatłoczony. Tyle się trąbi o #koronawirus o utrzymywaniu dystansu i innych pierdołach, a Mirek nawet nie musi trzymać się poręczy, bo inni ludzie, są wystarczającą podporą. Nie ma co myśleć nawet o tym, żeby usiąść. Jest to zawsze niemożliwe. Ludzie potrafią iść kilka kilometrów na pierwszy przystanek, z którego rusza autobus, a i tak jeśli nie zawalczą to najlepsze na co mogą liczyć to ustać gdzieś w dobrym miejscu. Nasz bohater ma to gdzieś, z słuchawkami na uszach, próbuje znieść tę niedogodność. Wokół niego, twarze podobne. Zmęczone i zrezygnowane.

    Jest godzina 7.10 autobus dojeżdża na przystanek, gdzie nasz bohater wysiada i rusza przed siebie. Czeka go jeszcze 30 minut drogi do pracy, mógłby pojechać drugim, ale w sumie po co? I tak pracę zaczyna o godzinie 8.00 nie ma co się spieszyć. Wolnym krokiem rusza przed siebie. Wokół szara rzeczywistość, słońce wzeszło niedawno, jednak zza chmur tego nie widać i paleta barw maluje się w odcieniach szarości. Mirek nie dostrzega innych ludzi, skupiony na sobie idzie przed siebie. Zresztą po co miałby na to zwracać uwagę? Ktoś się spieszy na autobus, ktoś do pracy, ktoś inny na zakupy do piekarni, która mimo że otwarta dopiero od 8.00 to już przy niej kolejki. Przy aptece kolejka aż na zewnątrz i każdemu się spieszy, bo ma na 8.00 do roboty. Większość z nich, albo pójdzie kupić to co mu potrzebne po pracy, albo się spóźni.

    Nasz główny bohater dociera w końcu do swojej pracy. Ma jeszcze 20 minut, robi sobie kawę i przebiera się. Ma czas do 8.00 by jeszcze odpocząć. W pokoju socjalnym, siedzi większość pracowników. Rozmawiają, śmieją się. W sumie nic więcej o tym Mirek nie pomyśli. Rzadko go ktoś zaczepia, rozmowa z nimi jest męcząca i cieszy się, że w końcu dali mu spokój.

    Jest godzina 8.00 praca na produkcji, właśnie się zaczęła. Rozpoczyna się odliczanie do przerwy, jeszcze tylko 3 godziny, a posiedzi tutaj jeszcze tylko 5 godzin. Działa jak automat. Całe szczęście, że może używać w pracy słuchawek, nie każdy pracodawca na to pozwala. I tak działa jak automat, więc wszystko robi automatycznie. Gdyby tylko potrafił, to mógłby zasnąć i dalej robić. Niestety nie potrafi, a szkoda, bo to byłoby zbawiennie. 8 godzin w pracy, która nie jest w ogóle wymagająca to okropne miejsce dla większości ludzi, jednak inni sobie radzą, Mirek nigdy nie rozumiał jak. Zawsze uważał że to z nim jest jakiś problem, no bo jakim cudem ci ludzie, żyjąc w takich warunkach nadal nie zwariowali? Jak to jest, że on pracuje tu pół roku i jeszcze daje radę?

    Te godziny, są dla niego wiecznością. Zaczął słuchać podcastów i audiobooków, oczywiście wersje spiracone przez internet, bo na te legalne, go nie stać. Może na jedną raz na jakiś czas.
    Wspominałem, że Mirek pali? Zapalił gdy wstał, gdy szedł na autobus, po wyjściu i przed pracą. Uspokaja go to i daje poczucie ulgi. Dodatkowym powodem dla którego je pali, jest to, że to legalny sposób na przerwę w pracy. Gdy zaczął pracować, nie mógł liczyć na żadną przerwę oprócz tej podstawowej, jednak gdy zobaczył, że inni wychodzą w trakcie pracy na papieroska. To on też zaczął, zdecydowanie to lepsze i bardziej naturalne niż zamykanie się w kiblu na parę minut. Gdy nadarza się okazja, rusza na zewnątrz i zaczyna palić. Dzisiaj jest wykończony, więc zapalił dwa, ponieważ to przedłużało jego przerwę. Za stanie bez powodu, można zgarnąć ochrzan, jednak gdy ktoś zobaczy cię z fajkiem to uchodzi to jakoś na sucho. Skrócona męka tych ośmiu godzin o te 15 minut.

    Jeżeli czujesz się zmęczony historią Mirka to nic dziwnego, on sam jest zmęczony swoim życiem, a przed nim jeszcze wiele czasu i żadnych perspektyw na zmianę. Tik, Tak, Tik, Tak, Tik, Tak.
    Przerwa. Czas by zjeść i odpocząć, jeszcze 5 godzin i koniec tego.
    TIK TAK TIK TAK TIK TAK
    Taka olbrzymia ilość czasu, sprawia że Mirek zatraca się we wspomnieniach. Znowu wraca do przeszłości i analizuję, co się stało, że jego życie wygląda teraz tak jak wygląda. Analiza zaczyna się od początku. Mirek był bity i poniżany przez rodziców. Ojciec alkoholik, matka znerwicowana. Całe swoje życie żył w ciągłym strachu. Nigdy nie wiedział gdzie padnie cios. Fizyczny od ojca, czy psychiczny od matki. W szkole był pośmiewiskiem i skończył jako kozioł ofiarny. Typowy #przegryw

    Jeśli czujesz się czytelniku zmęczony tą opowieścią to i tak nic w porównaniu z tym, co czuje Mirek. Przeskoczę ten czas jego pracy i sruuuuu. Jest godzina 16.00 czas do domu.

    Tak w ogóle to on nie ma źle w tej pracy. W poprzedniej był gnębiony przez kierownictwo, które kazało ludziom zapieprzać cały czas bez przerwy. Nie mógł wyjść na papierosa, ani nawet iść do ubikacji. W ciągu dnia była przerwa 15 minutowa i dopiero wtedy mógł iść do toalety i był zakaz używania słuchawek. W porównaniu z tym, to co ma teraz to jest raj i nawet nie myśli o zmianie pracy, bo może trafić gorzej. Autobus będzie dopiero o 18.00, póki jest rok szkolny, nie musi tyle czekać na autobusy, w wakacje ma autobus o 5.00, a powrotny o 19.00 póki co jednak, tym się nie przejmuje i pracuje w takim systemie. Ma 30 minut na dojście do autobusu, więc wstępuje do sklepu. Dzwoni jeszcze i pyta się matki, czy czegoś nie potrzebuje. Kupuje to co potrzebuje. Żarcie, fajki i piwko. I rusza w stronę przystanku.

    Wraca do domu, przed godziną 18.00 zdąży zjeść obiad, który matka uszykuje, ojciec jeszcze w robocie, robi nadgodziny. I dobrze, przynajmniej nie będzie musiał na niego patrzeć. Idzie do pokoju i jest 18.30 od teraz do pójścia spać, ma czas dla siebie.

    Postanawia wykorzystać czas na granie. Odpala wiedźmina 3, bo od dawna nie może się zebrać do przejścia dodatku Krew i Wino. Niestety zanim gra się załaduje i zobaczy swoją smutną buźkę w odbiciu monitora, dochodzi do wniosku, że to nie ma sensu, bo cały dzień był dla niego męczący i nie ma na nic siły. Nawet czerpać radości z ogrywania swojego ulubionego tytułu. Wyłącza grę i otwiera sobie piwko. Czas na rozluźnienie po pracy. Na nic więcej nie ma co liczyć. Papieros leci za papierosem i czas leci. Nim się obejrzy będzie godzina 20.00

    Myśli nad bezsensownością swojego istnienia i o tym, że ma coraz mniej czasu. Za mało żeby zacząć cokolwiek robić, za dużo by położyć się spać. Do wstania zostało mu 10 godzin, żeby zacząć nowy dzień. Obiecał sobie, że pójdzie dziś wcześniej spać, jednak wie, że to bezsensu. Jego egzystencja w takim razie opierałaby się na pracy i spaniu. Chce jak najbardziej wydłużyć swój wolny czas. Odpala zioło, które kupił od starego dilera. Poznał go jeszcze w technikum i gdyby go zamknęli, albo przestałby się tym zajmować, nie miałby nikogo, od kogo mógłby wziąć towar. Fajki, browar i zioło. Wie, że to wyniszczające dla organizmu, jednak wszystko mu jedno. Nie ma perspektyw, ani po co żyć. Skrócone życie i choroby, wywoływane przez używki, wcale mu nie są straszne. Co najwyżej może jak będzie miał szczęście to się nie obudzi, albo powoli będzie umierał na raka. Bez różnicy. Już dawno myślał o cięższych narkotykach. Nie żeby go ciągnęło po ziole. Może po prostu jest coś co pozwoliłoby mu lepiej funkcjonować. Jednak znajomy diler nie ma nic takiego, a Mirek nie ma kontaktów do osób, które mogłyby mu to sprzedać.

    Kiedyś po pracy chodził na siłownię. Podobno sport, wysiłek fizyczny dobrze działa i poprawia samopoczucie. Nasz bohater raczej tego nie odczuł. Wytrzymał długo, chodził codziennie po pracy ćwiczyć, jednak nie widział efektów i czuł się nawet gorzej. Jego życie wyglądało w sposób następujący: praca, siłownia, sen. W pracy był zmęczony i nie miał na nic siły po siłowni. Może źle się za to zabrał? Poza tym spojrzenia kobiet, które wyrażały obrzydzenie na jego osobę, wcale nie sprawiały że miał ochotę to robić.

    Czy on chciał tak wiele? Wystarczyłaby mu jedna osoba, która by go zaakceptowała i zrozumiała. Do której mógłby otworzyć gębę. Raz pisał z jedną dziewczyną w sieci. Dodał jakiś wpis o tym jak to nienawidzi siebie i swojego życia i chce umrzeć. Dziewczyna z nim pisała i wykazała zrozumienie i wsparcie. Mirek gdy tylko widział, że napisała, potrafił nawet w pracy, lecieć do ubikacji, przeczytać i odpisać jak najlepiej mógł.

    Nim się obejrzał to był już zakochany i chciał do niej jechać, mimo że był to drugi koniec Polski. Nie zważał na to, wydałby wszystkie pieniądze i oddał wszystko za nią. Wyznanie jej się nie spodobało, spławiła go, a on znów został sam.

    Kolejne myśli, które naszły go po zapaleniu papierosa.

    Ma żal do świata, że jest taki niesprawiedliwy. Dlaczego jego znajomi, którzy go dręczyli w szkole, mają lepsze życie od niego? Dlaczego nawet jego siostra, znalazła sobie kogoś, mimo że była tak samo, albo nawet gorzej zniszczona niż on? Wydaje się być szczęśliwa. Kiedyś gdy był młodszy, myślał że te cierpienia są po coś, że może coś zmienić, że te wszystkie nieprzyjemności, które go spotkały pozwolą stać mu się silniejszym.

    Wczoraj wrzucił anonimowe wyznanie przed snem, dziś mógł przeczytać komentarze. Nie brakowało słów wsparcia i komentarzy innych przeżywających taką samą pustkę egzystencjalną jak on, lecz Mirek skupił się tylko na komentarzach, które go obśmiewały, szydziły i krytykowały.

    Wystarczy walnąć pięścią w stół. Idź na siłownię, albo pobiegaj czy coś. Nienawidzę takich użalających się typów jak ty! Nie możesz się wyprowadzić od rodziców?! Zmień pracę, jak ci nie pasuje! Idź na studia! Zmień charakter! Jesteś kowalem własnego losu!

    Wiele podobnych opinii, Mirkowi się już nawet nie chce tego komentować. Kiedyś ich słuchał i wprowadzał plany w życie, jednak koniec końców lądował ciągle w tym samym miejscu. Nawet mu się nie chce tłumaczyć. Terapia i leki też nie pomogły. Ciągle jest tutaj, gdzie stał wcześniej. Nie pasuje mu to, ale nic nie zmieni. Nie ma na to siły, chęci ani czasu.

    Przegląda jeszcze śmieszne obrazki w internecie i szykuje się do mycia. Zapewnia sobie dopaminowy rzut i ogląda roznegliżowane panie w internecie. Jedyny osiągalny dla niego kontakt z kobietą to ten cyfrowy w małym monitorze telefonu lub na komputerze. Po wszystkim idzie spać, jednak nie może zasnąć i tak leży w łóżku rozmyślając nad swoim życiem i planując znowu swoją śmierć. Gdy zaśnie znów ma te same sny. Rodziców, którzy go zniszczyli, szkołę i wszystkie stracone szanse, potem dzwoni budzik, godzina 6.00 i cykl się powtarza.

    FIN


    Jeśli dotrwałeś do końca to bardzo dziękuję, wiele to dla mnie znaczy i miałbym jeszcze jedną prośbę. Czy mógłbyś skomentować i jakoś odnieść się do historii? Co po niej poczułeś? Ciężko się czytało? A jeśli tak to z czego to wynika? Masz jakieś swoje spostrzeżenia?

    Skłamałem icel tego opowiadania wyjaśnię w następnym wpisie odnośnie uzależnień ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #smiecizglowy bez epizodu, wstęp do epizodu 42

    Wołam osoby, które zaplusowały ten wpis: Co to i jak kto co i po co?

    pokaż spoiler @Sandrinia @lostinwonderland @Zgrywajac_twardziela @misiafaraona @roadie @pierwszylepszywolnylogin @Malinozaur


    #opowiadanie #opowiadania #przegryw #depresja #tworczoscwlasna
    pokaż całość

    źródło: sad-505857_1280-1260x710.jpg

  •  

    Chcę się z Wami podzielić historią, dokładniej o zacnym narodzie/rasie jaką są... #cyganie
    W gwoli wyjaśnienia na początku, szanuję wszystkie kolory skóry, mam znajomych czarnych, znam kilka żółtych osób - ale do cyganów mam od zawsze odrazę. Ale do rzeczy.

    9 rano, wyjeżdżam z #szczecin do pracy do #gorzow, wyjeżdżam przez Kijewo, i autostradą A6 kieruję się na zjazd na S3. Wspominam o tym, ponieważ Szczeciniacy wiedzą, że zjazd z A6 na S3 to dość ostry zakręt bez pasa awaryjnego. Jadę, jadę, patrzę - na środku zjazdu stoi rozklekotana Mazda, chłop stoi obok i macha do samochodów. Ja jestem dobry dla ludzi, aż za dobry, więc się zatrzymuję, pośrodku niebezpiecznej ulicy.
    Patrzę - cygan... za nim drugi, w samochodzie trzeci, cyganka oraz dwójka dzieci - oczywiście cygańskich. Myślę będzie jazda. Mówią coś łamaną polszczyzną, średnio rozumiem ale dogadaliśmy się, że wezmę ich na hol na najbliższy parking.
    Podczas łączenia naszych samochodów liną, jeden cygan zobaczył że mam papierosy - poprosił o jednego. Ja głupi dałem mu całą paczkę to sukinsyn rozdał po jednym każdemu dorosłemu, w sumie straciłem 4 papierosy - oczywiście nie zapytał czy może dać je innym cyganom. Ignoruję, jestem dobrym człowiekiem. Jedziemy na parking (to chyba nawet nie jest legalne - holowanie aut na drodze ekspresowej ale cóż, jestem dobrym człowiekiem). Zajeżdżamy na parking, odczepiam linę, wsiadam do swojego samochodu, zatrzaskuję drzwi...
    Przybiega najstarszy z cyganów. Wręcza mi pakuneczek. W pakuneczku "złoty" zegarek. Bardzo ładnie dziękuję, a on do mnie "ZAPŁAĆ MI" - ja takie (ʘ‿ʘ) myślę dwie sekundy co się właśnie stało i mówię że nie mam pieniędzy. Teraz cygan myśli chwilę, myśli myśli, rozgląda się i mówi wskazując palcem "BANKOMAT"
    I tutaj zakończyłem swoją karierę jako dobry człowiek każąc mu wypierdalać i odjechałem.

    Tak więc podsumowując, pomogłem rodzinie cyganów, a oni w ramach podziękowania chcieli przekazać mi "złoty" zegarek za który zażyczyli sobie zapłacić.

    Niech ktoś mi kiedykolwiek powie, że ta rasa ma jakikolwiek honor i szacunek do samych siebie oraz innych ludzi...

    pokaż spoiler #zalesie #opowiadanie #story #cygan #cyganie #rumunia #ciekawostki #polska #polskiedrogi #logikacyganow #heheszki #przegryw nie całkiem anonimowe ale dla zasięgów #anonimowemirkowyznania
    pokaż całość

    •  

      @radosuawek: Poza granicami kraju. Kiedyś śpieszyłem się do pracy i idąc szybko na autobus, jakiś cygan po drodze zagaił do mnie, powtarzając 'mechanik, mechamik', i pokazując przy tym na swojego gruza.
      No to zacząłem w lokalnym języku tłumaczyć mu gdzie jest najbliższy warsztat, no i on w pewnym momencie zapytał się łamanym polskim czy nie jestem Polakiem, bo on jest z Polski i wskazał na polskie tablice rejestracyjne?
      No ja na to, że tak i zacząłem mu obszernie tłumaczyć gdzie ten mechanik (a baaardzo się śpieszyłem), no i oczywiście w ramach podziękowań jak to prawdziwy robak zaproponował mi perfumy i że moge je mieć za dowolną kwotę jaką podam xDDD
      Nie wiedziałem wtedy na czym to polega, ale i tak wiedziałem, że to jakiś scam i po prostu z automatu rzuciłem nara i elo.

      To oczywiście jedna z z multum sytuacji z nimi związana, oczywiscie każda bardzo negatywna.
      pokaż całość

    •  

      @radosuawek: Też ich nie lubię i staram się unikać, bo zawsze coś kombinują, ale raz miałem jedną historię - jechałem autostopem na południe, kierowca TIRa wysadził mnie późnym wieczorem na Słowacji, mówi, że jedzie w innym kierunku, niż mi pasowało, więc postanowiłem wysiąść - postałem chwilę licząc, że jeszcze coś złapię dalszego tego dnia, nic się nie trafiło, pomyślałem, że rozbiję się tu namiotem. Tylko nie przy samej trasie, a nieco bliżej zabudowań. Podchodzę do budynków, a tam pełno cyganów. Od razu się na mnie patrzyli, dzieciaki zaczęły za mną iść - szczególnie, gdy ma się blisko 40kg plecak na plecach ze sobą. Cykałem się, nie powiem. Myśśli czy wracać i łapać całą noc przy trasie albo zaryzykować. Natychmiast w głowie miałem myśl, którą usłyszałem od jednego kierowcy na temat cyganów - wzbudź w nich zaufanie i wdzięczność, jakbyś stał się jednym z nich. Odwróciłem się do dzieciaków, pytam się gdzie jest "starszy", zaprowadzili mnie do jakiegoś gościa - mówię mu, że jestem autostopowiczem, chcę rozbić namiot, przenocować i rano skoro świt wyjechać. Pytam czy mogę. Koleś dziwnie się patrzył, zaprowadził mnie do innego gościa, wydaje się, że jeszcze wyższy level w ich społeczności, mówi, że Ty nie będziesz spał w namiocie, tylko teraz jesteś nasz gość i zaprasza do spania oraz kolacji. Odmówiłem grzecznie, powiedziałem, że to tylko noc, bo rano bardzo wcześnie chcę wstać. Pokazali mi miejsce, gdzie mogę rozbić namiot, klepnęli w ramię, dali dwie butelki mleka, żarcie na kolację i śniadanie, a rano jeszcze jakiś dzieciak przyniósł mi bułki na drogę. Ot, wszędzie są ludzie, ale naprawdę warto na nich uważać i być czujnym. Jak widzą, że rzeczywiście nic nie masz i niewiele do stracenia, to włączą się ludzkie odruchy. Są jednak inne sytuacje, kiedy wyczują okazję i bez skrupułów wystawią. pokaż całość

    • więcej komentarzy (17)

  •  

    Tak sobie czytam te rożne historyjki, jak to dziecka nie można opanować, nic się nie da zrobić, bo musi się wyszaleć itd. W związku z tym przypomniała mi się pewna sytuacja sprzed kilku lat. Rzecz działa się na pogrzebie ojca kolegi. Jakaś kuzynka tegoż kolegi przyszła na pogrzeb z moze 4- letnim dzieciakiem. Ten juz w kaplicy zaczął rozrabiać - głośno informował, ze mu się nudzi, ze chce pić itd. Matka bez przekonania powtarzała "uspokój się Antosiu" i tyle. Zamiast po prostu WYJŚĆ z tym rozwydrzonym dzieckiem. Kiedy ksiądz zaczął wspominać zmarłego dziecko zaczęło głośno mówić coś tam i żądać od matki telefonu. I wiecie co? Brat kolegi, czyli 2 syn zmarłego wstał z ławki, podszedł do tej gdzie siedział kaszojad z mamusią, wziął go za tzw. obszywkę i normalnie podniósł z ławki. Wsadził sobie po pachę i wyszedł. Kaszojad wierzgal i darł się się, ale nic mu to nie dało. Mamusię najpierw zatkalo, a potem biegusiem podążyła za swym wyniesionym 500+:) Brat kumpla za chwilę wrocvil, mamusia z kaszojadem - już nie, co mialo dla kolegi i reszty bliskich zmarłego ten plus, że i na stypie się nie pojawili. Brat kolegi opowiadał potem, że normalnie wyniósł bachora za bramę cmentarza i wsadził go do swego auta, które następnie zamknął. Kaszojad darł się w niebogłosy, ale nie umiał otworzyć samochodu, a jego wrzasków w kaplicy już nie było słychać z racji odległości. Następnie zrobił w tył zwrot i poszedł z powrotem. Jak już wchodził w bramę cmentarza to madeczka się pojawiła i raban robi, gdzie jej "dzieciontko" - to powie4dział gdzie. Ona do niego, że jak mógł - a no, że normalnie, nie będzie mu bachor robił kinderbalu na pogrzebie ojca! Oczywiście było, ze to "tylko dzieciontko" - ano przyznał racje - tylko dzieciontko, więc nikt ważny i może siedzieć sobie w aucie i trzeć gębę w samotności:) Madeczka nalegała, żeby wypuścił jej kaszojada, ale powiedział, ze nie, bo musi wracać na pogrzeb - krnąbrny Antoś siedział tam do końca nabożeństwa i pochówku:) Madeczka jak go dostała z powrotem to obraziła się i zabrała purchlę oraz oddaliła się żwawo. Ponoć do tej pory nie odzywa się do kuzynów - którzy no specjalnie nie boleją z tego powodu, bo i ją i jej purchlę mają z głów:)
    #pasta #opowiadanie #madka #madki #500plus #bombelek
    pokaż całość

  •  

    Właśnie udaremniłem kradzież 4 litrowych butelek finlandii przez zorganizowaną grupę menelską.

    Sytuacja działa się w małej biedronce w #poznan. Przeglądając promki na alkohole delkiatną nić mojej wrodzonej ciekawości szarpnął widok czerwonej twarzy mężczyzny ładującego kolejne butelki Finlandii to swojej torby szeptając przy tym w tajemniczym i nieznajomym mi języku.
    Ciekawnośc ta nie przerodziła się jednak w podejrzliwość. Mężczyzna przypomniał mi nieżyjącego dziadka,
    który również lubił spożywać alkohol w niezdrowych ilościach. Podobnie jak z dziadkiem w momencie jego śmierci, drogi moje i mężczyzny się rozeszły, ja ruszyłemz moim #rozowepaski do kasy, mężczyzna zaś wycofał się w głebiny sklepu. Na kolejne spotkanie nie trzeba było jednak długo czekać. Podając swój koszyk kasjerce usłyszałem chrząknięcie, zdecydowanie bliżej mojego ucha niż bym chciał. Gimli (bo tak go nazwałem opierając się
    jego krasnoludzkiej aparycji i wspomniamym języku, którym się posługiwał) nie odwzajemnił mojego krótkiego spojrzenia, wydawał siębyć skupiony na lodówce ze szpinakiem i innymi zielonymi rzeczami popakowanymi w paczki z Polietylenu, czasami połączonwymi nawet w dwupaki. Obok tych lodówek toczyła się dyskusja (choć dyskusją trudno to nazwać) między znajomym mi z wyglądu menelem a ochroniarzem. Menela tego wielokrotnie już widziałem w naszej okolicy na różnych ławkach czy w krzakach jak i w różnych sytuacjach - spisywanego przez policję czy badanego przez pomoc medyczną z karetki. Niewątpliwie prowadził więc aktywną wegetację. Z kontekstu udało mi się wyłapać, że został uderzony w głowę. Odmawiał jednak wezwana karetki. Nie skupiałem się na tej sytuacji, gdyż Pani kasjerka postanowiła przywołać moją fobię i kasowała produkty tak szybko, że nie nadążałem pakować ich do reklamówki. Gdy wyszeliśmy ze sklepu kilkadziesiąt metrów przed nami ujrzałem parę obejmujących się mężczyzn. Można by podejrzewać, że jest to para homoseksualna, gdyby nie fakt, że był to Gimli trzymający swoją cenną reklamówkę i "uderzony" menel. Kiedy ja niczym Sherlock Holmes łączyłem kropki tej układanki, oni wypadli ze swojego miłosnego uścisku i zniknęli za rogiem ulicy. Jasnym stało się, że Gimli nie mógł zrobić zakupów szybciej niż ja, bo jak zawsze działała w biedronce tylko jedna kasa. Wykorzystał więc zamieszanie stworzony przez swojego partnera. Wróciliśmy do sklepu i poinformowaliśmy kasjerkę o zaistniałej sytuacji. Ta zobligowała się poinformować ochroniarza, a my ruszyliśmy w stronę naszego mieszkania.
    To jednak nie koniec tej historii, los chciał inaczej.
    Spotkaliśmy szczęśliwą parę jeszcze raz. Tym razem zmieliśmy taktykę i różowy poleciał do biedronki po ochroniarza. A ja
    postanowiłem śledzić Gimliego i jego towarzysza. Używając moich wiedźmińskich zmysłów podążałem za ich smrodem przeglądając w międzyczasie gorące na mirko.
    Minęła chwila nim wyminął mnie truchtający ochroniarz.
    Gimli już wiedział, że dzisiaj libacji nie będzie. Ochorniarz wyszarpnął reklamówkę i ruszył w drogę powrotną, a poznańskie koziołki sami wiecie co...
    Nie czekałem na oklaski i podziękowania. Jedyne czego chciałem to, żeby akcje PXM było po 100 zł, a różowy w końcu coś ugotował.
    #kradziez #poznan #takaprawda #opowiadanie #gownowpis #biedronka
    pokaż całość

  •  

    Zapraszam na stronę Magazynu Biały Kruk, gdzie w najnowszym numerze jest moje opowiadanie "Nie Otwierać"

    https://magazyn.bialykruk.org/

    Autorem ilustracji na okładkę jest Kosma Woźniarski

    Zapraszamy do lektury!

    #fantasy #horror #opowiadanie

    źródło: 1604408848706.jpg

  •  

    Ponieważ zawsze o tym marzyłem, postanowiłem zacząć pisać książkę. Kolejne jej części będę wrzucał tutaj. Proszę wszystkich czytających o konstruktywną krytykę w komentarzach, która pozwoli stać mi się jeszcze lepszym. A ciekawskich informuję że będę pisał pod tagiem #problematpiszacy.

    Rozdział 1. ,,Rozmowa"

    Na dworze padał deszcz. Było bardzo zimno. Jesień tego roku była wyjątkowo chłodna i wietrzna, dlatego ludzie często chodzili w kurtkach lub płaszczach. W płaszczu o kolorze czarnym szedł ulicą młody mężczyzna, chłopak raczej (chłopiec, chłopię), który jest głównym bochaterem tej historii i ma na imię Józek.

    Józek ma dwadzieścia lat i idzie ulicą do domu swojej dziewczyny, bo w domu nikogo nie ma (dziewczyna przysłała sms). Rude włosy i szara ulica, szara pogoda, Józek może porozmawiać z drugim człowiekiem.

    - Dzień dobry - powiedział do mijającego go sąsiada.
    - Dzień dobry Józiu - powiedziała sąsiadka na jego powitanie i chciała pogłaskać go po głowie, ale jej się nie udało jej się to bo stara była i zardzewiała, powolna, a Józek szedł szybko przecież, bo bardzo mu się śpieszyło. - Józiu, Józiu zaczekaj, czekaj na mnie dziecko! - powiedziała staruszka, bo chciała po głowie pogłaskać. Józio był uratowany. - Stara raszpla - powiedział pod nosem Józio i szedł do przodu, wiedząc, że gdyby został pogłaskany, to wszystkie niegodziwości w potencji futuralnej zostałyby zaprzepaszczone.

    Dziewczyna Józia piła spirytus. W tym czasie wszedł Józio i zapytał: co pijesz? Dziewczyna powiedziała: spirytus. Józio powiedział: aha. O wypadkach następczych względem omawianego dialogu rozwodził się nie będę. Albo i będę, ale w następnym rozdziale, jesli za stosowne uznam wrócić.

    -Monsieur parle france du buevoir bonne, ou bonne - powiedziała po wszystkim Jadźka, powieważ znała doskonale francuski. Jak zostało to już powiedziane (niestety nie wprost, ale inteligentni wyłapali), pochodziła ona z bardzo dobrego domu. - Huile renversée?

    -Dobra, dobra - powiedział Józek, bo nie znał francuskiego, a po prawdzie to rozmowa już średnio go interesowała. Chciał teraz wrócić pograć sobie na komputerze w gry. Pokój był w półmroku, oświetlany tylko przez listwę LED pod sufitem podwieszanym z karton-gipsu i przez światło ze smartfonów na których siedzieli sobie kochankowie. Ciszę co jakiś czas przerywał pomruk humorystyczny spowodowany przeczytaniem czegoś ciekawego albo śmiesznego w telefonie i burczenie w brzuchu.

    -Jesteś głodny - powiedziała Jadźka - choćmy na dół zrobić coś do jedzenia - ale nagle urwała w pół słowa i nakazała gestem ciszę - O mój Boże, wrócili! Ubieraj się!! - wykrzyknęła i wraz z Józkiem zerwali się z łózka i zaczęli pospiesznie ubierać. To wrócili mąż Jadźki wraz z córką.

    Ulica, po której Józef uciekał przed emerytką była szara. Padał deszcz i było bardzo zimno, a Józef w ucieczce przed pościgiem emerytalnym, pościgiem zabójczym, ostrym (na śmierć i życie) prawie truchtał, przez co się zgrzał. Istniało ryzyko zaziębienia się.

    cdn

    #piszzwykopem #ksiazki #opowiadanie #pisanie #pisarstwo
    pokaż całość

    •  

      @problemat:
      Zaraz wychodzę do pracy, więc niespecjalnie chce mi się punktować ewentualne błędy, ale zostawię Ci jeden cytat, zrobisz z nim co chcesz, natomiast warto pamiętać, że może nie jest to błąd sensu stricto, ale często przewijający się punkt we wszelkiej maści poradnikach "czego unikać pisząc książkę?"

      Innym tragicznie złym wyborem jest rozpoczynanie opisem jakiegoś detalu, który nie jest kluczowy dla opowieści. Z niezrozumiałych powodów zazwyczaj takim detalem jest pogoda. „Słońce świeciło wysoko na bezchmurnym niebie”. „Sztorm szalał już trzeci dzień”. „Kałuże rosły w rzęsistym deszczu”. Gdyby słońce, sztorm i kałuże były bohaterami opowieści, które otwierają – niczego bym się nie czepiał! Ale nie są. Bohater, o ile w ogóle pojawia się tak szybko, musi czekać cierpliwie aż pogoda skończy zajmować pierwszy akapit.

      To nie jest cool, to nie jest „wizja artystyczna” – to jest po prostu gówniana decyzja. Opowieść zaczęta od pogody to opowieść zaczęta z dupy strony. Czytelnik nie czyta dla malowniczych opisów opadających kropel deszczu. Czyta dla bohaterów, historii i świata. Dokładnie w tej kolejności. I dokładnie takie kwestie autor musi rozważyć, kiedy komponuje pierwszą scenę opowieści.
      pokaż całość

    •  

      @RatedR: widzisz, ale ja tę zasadę doskonale znam ;)

    • więcej komentarzy (60)

  •  

    Jesienne, deszczowe wieczory idealnie komponują się z otwartą butelką wina lub whisky.

    To czas, w którym można przestać biec, pędzić przed siebie, przedzierać się przez ludzi, projekty do zrobienia, zakupy w Lidlu obowiązkowe co kilka dni, pozdrowienia Aśki z recepcji siłowni czy wyjścia do kina z kobietą, zahaczając wcześnie i po o drinka w knajpie.

    To moment, w którym można sobie pozwolić na myśli. Zwłaszcza na te, które uwierają z tyłu głowy niczym kamyk w bucie. Bo przecież deszcz i jesień współgrają z wątpliwościami. Czy to jest życie, którego się chce? Czy gdyby zmienić kilka decyzji z przeszłości, postąpić inaczej, to czy nie okazałoby się, że wszystko mogłoby wyglądać inaczej, lepiej?

    "Muszę przystanąć w biegu, chociaż nigdzie nie dobiegłem" jak mówił Adaś Miauczyński w Dniu Świra. Bo to zmęczenie z życiem w takich chwilach wyłazi z człowieka każdym możliwym ujściem. Ciężkość myśli współgra z ociężałością ciała tak, ze człowiek ma tylko siły zmrużyć oczy i siedzieć. I myśleć.

    Czy to jest ta praca, która daje mi satysfakcję? Czy może gdzieś indziej, za rogiem, czai się ta właściwa droga, której to jeszcze nie poznałem? Bo może w innym miejscu, w innej funkcji byłbym szczęśliwszy?

    Czy dobrze jest jeszcze w związku? A może czy ta samotność nie przytłacza coraz bardziej i nie przyjmuje czasem postaci fizycznego wręcz bólu?

    Czy z rodzicami można byłoby jakoś poprawić ten kontakt i porozmawiać kiedyś tak naprawdę, szczerze, bez masek. Zamiast frazesów i mowy-trawy w stylu "Jak w pracy?" "A jak ojciec się ma?" "Dobrze Ci się tam mieszka w tej Warszawie/Szczecinie/Poznaniu?"

    I tak przewalają się te myśli przez głowę - jedne łagodnie, inne z gracją pociągu towarowego. I mieszają się z coraz większyą ilością alkoholu w krwi, który albo to jeszcze pogłębia zwątpienia, albo karmi fałszywą odwagą, że czas na zmiany, nowe cele, wyzwania i wolę do nowych, lepszych, pięknych osiągnięć.

    A na drugi dzień, rano, wszystko wróci do normy. Smutek lub odwaga będą jedynie bladym wspomnieniem. Do czasu następnego, deszczowego wieczoru, jesienną porą, gdy tama myśli przerwie się na nowo.

    #kucopowiada #opowiadanie #pisanie #przemyslenia #nostalgia
    pokaż całość

  •  

    Tym razem nie napisałem baitu z Sasinem, obiecuję : )

    RANO

    Kobieta westchnęła ciężko i spojrzała na wieżowce centrum Warszawy widoczne z okna. Myślała, że jeśli uda jej się skupić na detalach budynków i skoncentrować mocno, uda jej się także powstrzymać napływające do oczu łzy. Wiedziała, że jeśli pozwoli sobie chociaż na jedną, nie zatrzyma pozostałych, a następne kilkanaście minut upłyną pod znakiem płaczu i całkowicie rozmytego makijażu. Do obserwacji budynków dodała nerwowe skubanie rogu błękitnej koszuli, którą miała na sobie.

    - Danuta? – ciszę przerwał spokojny i ciepły głos lekarki siedzącej naprzeciwko niej. Danuta przeniosła na nią spojrzenie i posłała jej delikatny i mocno zmęczony uśmiech.
    - Możesz powtórzyć pytanie?
    - Pytałam czy coś się zmieniło w ostatnich dwóch tygodniach.
    - Wydaje mi się, że jest jeszcze gorzej. Przestałam sypiać. To znaczy, nie że w ogóle. Po prostu przestałam dobrze sypiać. Tłukę się w łóżku przez kilka godzin i odcina mnie dopiero wtedy, gdy za oknem szarzeje. A nawet, jeśli uda mi się przespać te 8 godzin, to i tak czuję się wykończona i całkowicie wyprana z energii.
    - A wtedy, gdy nie masz dyżuru w pracy?
    - To samo, bo gdy mam wolne, to myślę o tym, że to wolne się zaraz skończy i znów będę musiała iść do roboty.
    - Pamiętasz o czym rozmawialiśmy?
    - Nie, nie zmienię pracy. Raz, że mi nie pozwolą, a nawet jeśli, to nigdzie indziej mnie nie zatrudnią. Nie mam pojęcia, dlaczego pozwoliłam, aby doprowadzić do tego wszystkiego. Powinnam była to rzucić, gdy zaczęły się pierwsze przegięcia. Może gdybym była bardziej asertywna… - tu urwała i, przełknąwszy głośno ślinę, wbiła wzrok w lśniący i świeżo wypolerowany, ciemny parkiet. Jej podbródek zaczął niebezpiecznie drgać.
    - Przerabialiśmy już to. Nie możesz się tak katować, ponieważ nie cofniesz czasu. Bierzesz ciągle te leki?
    - Tak, ale nie czuję różnicy.
    - Zwiększymy dawkę. Zaraz Ci napiszę wszystko, co i jak – kobieta sięgnęła po bloczek i długopis ze stolika obok sofy. Czas sesji kończył się.

    POPOŁUDNIE

    Już dawno nie czuła tak silnego rwania żołądka, co teraz. Klęcząc przy muszli, czuła z bólem jak wszystkie mięśnie napinają się tak, że miała wrażenie, że zaraz się przerwą niczym zbyt mocno naciągnięta żyłka. Po kolejnych torsjach i chwilowej uldze, oparła się bokiem o ścianę, przylegając gorącą i pokrytą potem twarzą do kojących chłodem kafelków.

    - Może poproś dziś o zastępstwo. Michał albo Krzysiek nie mogą wziąć za Ciebie dyżuru? – usłyszała nagle za sobą głos męża.
    - Nie ma szans, za późna godzina – powiedziała słabo. – Muszę wziąć się w garść, dam radę.
    - Danka, to nie jest warte tego wszystkiego. Mamy trochę odłożonych pieniędzy, na jakiś czas wystarczy. Na spokojnie wymyślimy plan b.
    - Nie ma, kurwa, żadnych szans na plan b, c, d i wszystkie inne!– warknęła, ocierając ślinę z wargi, podniosła się i zamknęła przed mężem drzwi od łazienki. Jeśli miała dać sobie radę, potrzebowała spokoju, ciszy i samotności. Zamknęła oczy, wzięła kilka głębokich wdechów, a następnie spuściła wodę w toalecie i odkręciła kran w umywalce.

    WIECZÓR

    Dasz radę, dasz radę. Dzisiaj też ci się uda. To jak z zastrzykiem. Chwila bólu i po kłopocie – tłumaczyła sobie w myślach, idąc firmowym korytarzem. Na jego końcu, tuż przy windach, minęła się z szefem. Spojrzał na nią z obojętnością i przeszedł obok niej bez słowa. Czuła, jak napina w sobie każdy mięsień i stara się wyglądać normalnie. Chwilę później drzwi windy rozsunęły się przed nią, a ona wybrała najwyższe piętro.

    Na samej górze było już gwarno jak w ulu. Ludzie szybko kroczyli przed siebie pochłonięci swoimi obowiązkami. Kobieta udała się na swoje miejsce pracy i omiotła spojrzeniem na pomieszczenie. Jej ręce zaczęły delikatnie drżeć. Zacisnęła palce w pięści i odczekała kilka sekund. Drżenie ustało. Zobaczyła, że w jej stronę idzie Paweł – chyba jedyna osoba, która pałała do niej sympatią w tej firmie.

    - Gotowa? – zapytał z uśmiechem.
    - Jak zawsze – odpowiedziała, posyłając mu także uśmiech, perfekcyjnie wyćwiczony przez ostatnie lata.
    - No to pełnia skupienia i zaczynamy – rzekł, a następnie odszedł na kilka metrów.

    Danuta poprawiła kołnierzyk marynarki i kosmyk włosów, który w ostatniej sekundzie wypadł jej zza ucha. Spojrzała na Michała, który bezgłośnie machnął ręką w powietrzu, dając odpowiedni znak. Przed nią zapaliła się czerwona lampka. Danuta uśmiechnęła się promiennie i zaczęła:

    - Jest 19:30, witam państwa i zapraszam na główne wydanie Wiadomości.

    -------------------------------------------------------------

    Miraski, jak już chyba zauważyliście, lubię krótkie formy pisarskie w formie takich opowiadanek, historyjek, esejów. Od kilku lat zajmuję się właśnie opowiadaniem historii - zarówno hobbystycznie w sieci, jak i zawodowo, zaprzedając duszę diabłu, pracując w agencjach reklamowych. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Jako że wykopek jest miejscem, w którym przekrój odbiorców jest największy, to pomyślałem sobie, że mogę tutaj wrzucać historie, które pojawiają się w mojej głowie i które potem rozpisuję. Zawsze jest to jakieś trenowanie warsztatu pisarskiego i wyobraźni, a "dzieła" przynajmniej nie będą trafiać do szuflady - tej rzeczywistej i elektronicznej.

    Dlatego jeśli macie ochotę raz na jakiś czas (nie potrafię powiedzieć z jaką częstotliwością będą pojawiać się teksty - może raz na miesiąc, a może będzie taki tydzień, że codziennie będzie coś się działo) przeczytać sobie krótką historię do kawy czy papieroska - zapraszam serdecznie do obserwowania tagu #kucopowiada

    Czasem będę pewnie baitować, czasem nie, czasem będzie na smutno, a czasem #heheszki - no wiadomo, jak to z humorkami i wenami bywa.
    : )

    #opowiadanie #pisanie #historie #blog
    pokaż całość

  •  

    Rok 2020.

    Wrzesień - rząd otrzymuje wiarygodne informacje dotyczące ruchu wrogich wojsk przy granicy. Minister Ataku i Obrony Narodowej zapowiada zorganizowanie gigantycznych manewrów wojskowych. Zamówiono pakiety manekinów do ćwiczeń strzeleckich, skarpety i kiełbasę na ognisko za 70 milionów złotych. Ostatecznie manewry się nie odbyły. Manekiny zostały zmielone, a kiełbasa zaginęła. Żołnierze pytają też „a gdzie skarpety?”. Nikt nie wie. Jakimś cudem zaginęło kilka milionów par skarpet. TV Wizja Państwa Dobrobytu mówi, że kiedyś też kiełbasa i skarpety się gubiły i nikt tragedii nie robił. Zostaje ogłoszony umiarkowany sukces. Jedyna w Polsce spółka niszcząca manekiny wojskowe wygrywa przetarg. Prezes tej spółki w opowiada w telewizji śniadaniowej o tym ile można osiągnąć ciężką pracą – zaczynał od roznoszenia ulotek, wstawał wcześniej niż koledzy.

    Październik– w obliczu zbliżającej się konfrontacji Minister Specjalnych Wojsk Medycznych dokonuje zamówienia 1,2 tys. nowoczesnych zestawów samobieżnych szpitali polowych za 20 mld złotych. TV Wizja Państwa Dobrobytu ogłasza wielki sukces. Minister uśmiecha się blado. Ma podkrążone oczy. „Pewnie od pracy, swój chłop” – mówią na ulicach.

    Listopad – wrogie wojska rozstawiły się przy granicy. Zaczynają się prowokacje. Samobieżne zestawy szpitali polowych wciąż nie dotarły do Polski. Śledztwo dziennikarskie wykazuje, że ich sprzedawcą była największa hodowla jamników na Podkarpaciu. „Tak. Sprzedajemy głównie jamniki, ale okazyjnie sprzedajemy wojsku samobieżne szpitale polowe” mówi prezes zarządu spółki J&Z (Jamnik & Zbrojenia). TV Wizja Państwa Dobrobytu mówi, że tak się zdarza i ogłasza sukces.

    Grudzień – do Polski przylatuje Wielki Fajny Samolot ze specjalnymi dronami. TV Wizja Państwa Dobrobytu ogłasza gigantyczny sukces (większy nawet od samego Wielkiego Fajnego Samolotu). Niestety, okazuje się, że to nie drony tylko duże biedronki i nawet nie biedronki, a stonka. I to nawet nie zwykła stonka, a jakaś jadowita. Ponieważ jednak i dron to broń i jadowita biedronka to broń TV Wizja Państwa Dobrobytu ogłasza sukces. Różni ważni ludzie pozują na tle samolotu wypełnionego stonką. Jeden z ministrów mówi „kupiłbym drony nawet od samego Lucyfera, ale nie odebrał telefonu chociaż pozostajemy w stałym kontakcie. Będziemy używać w boju stonek! Sukces! Jesteśmy stronk! Poland stronk”.

    Styczeń – wrogie wojska przekraczają polskie granice. Rząd w porozumieniu z Zupełnie Niezależnym Prezydentem dochodzą do wniosku, że niektórzy z wrogich żołnierzy potrafią pływać. Zostają zamknięte rzeki i niektóre baseny. Do zbiorników wodnych wpuszczono jadowite stonki wojskowe. Po tygodniu rzeki i baseny zostają otwarte. Bo tak. Stonki się rozlazły po Polsce. Rozpoczyna się masowe pożeranie bezpańskich psów i kotów przez nowego drapieżnika. TV Wizja Państwa Dobrobytu ogłasza sukces. Dziwny, ale… sukces.

    Luty – wojna trwa w najlepsze. Do Polski ma przyjechać z wizytą Obserwator z Ramienia Bardzo Znaczącej i Potrafiącej Wysyłać Wyrazy Zaniepokojenia Organizacji. Statystyki wyglądają kiepsko – polscy żołnierze biją się dzielnie jak to w ich zwyczaju, ale bojowe stonki nie są bronią mogącą odpowiedzieć na precyzyjne ataki artylerii mobilnej naprowadzanej przez drony. Do tego samobieżne szpitale wojskowe wciąż nie zostały dostarczone przez podkarpacką hodowlę jamników. Hodowla wysłała maila, że „ogarną to do końca roku”. Sytuacja na froncie jest niekorzystna. No ale obserwator ma przyjechać. Zostaje wydany rozkaz: zabitych wpisywać jako zaginionych, a zaginionych jako zwolnionych ze służby. W oficjalnych statystykach widać, że żaden polski żołnierz nie poległ, a wróg stracił dziesiątki tysięcy ludzi. Obserwator i TV Wizja Państwa Dobrobytu ogłaszają niewyobrażalny wręcz sukces. Najwspanialszy z Ministrów ogłasza zwycięstwo w walce. Zachęca Polaków (szczególnie seniorów) do wyjścia z domów. Mówi, że nic im nie grozi.

    Marzec – wrogie wojska dotarły do stolicy. TV Wizja Państwa Dobrobytu mówi, że Zupełna Opozycja nawymyślała, nagadała, nakręciła i w ogóle coś złego zrobiła (nie wiadomo dokładnie co) i niefajnie z nimi. Bardzo, bardzo niefajnie się zachowali. A tak – przy okazji – to jednak nie wygrywamy tej wojny. W sumie to jest ch**owo. TV Wizja Państwa Dobrobytu ogłasza smuteczek i zachęca do tego, aby poszukiwać winnych. Rząd – żeby mieć szerszą perspektywę – poleciał za granicę.

    Kwiecień – większa część polskiego terytorium jest pod wpływem wrogich sił. Brakuje wszystkiego. Amunicji. Opatrunków. Paliwa. Ludzie na drukarkach 3D drukują różne elementy broni. Grupy przyjaciół szyją w domach mundury. Ktoś wpada na pomysł żeby zrobić zbiórkę pieniędzy dla wojska. Powstaje akcja „Hot War Challenge” w której biorą udział różni znani ludzie. Niedofinansowane wojsko dostaje wsparcie bo ludzie rapują. W końcu nawet Zupełnie Niezależny Prezydent dołącza do akcji wykonując potężną melodeklamację. Zebrano 1 milion złotych. TV Wizja Państwa Dobrobytu ogłasza wielki sukces i otrzymuje wsparcie w wysokości 2 mld złotych coby „ducha żołnierza zbroić wizją Polski zwycięskiej, dumnej i powstałej z kolan aby wysoko ku górze unieść złoty miecz”. A hodowca jamników pojechał na narty z kim trzeba…

    Nie moje, podobieństwo do realnych postaci i zdarzeń zupełnie przypadkowe.

    #opowiadanie #koronawirus #polska #wojsko #tvpis #pasta #polityka #bekazpisu
    pokaż całość

    +: J.........c, EnJoyyy +5 innych
  •  

    Dziś na dzień dobry taka wiadomość. Zainspirował mnie do tego pewien Mirek, który to opisał swoją historie ( nie mogę niestety jej znaleźć ), pisał w niej że żona mu zachorowała, mieli dwójkę dzieci. W ten dzień postanowiłem się zarejestrować jako dawca szpiku. Bogaty nie jestem, więc chociaż tak mogę pomóc. Dzisiaj dostałem wiadomość, że badania ok i jestem dawcą ( w sensie w bazie ). Ciekawy jestem jak dalej ci się potoczyły losy Mireczku, mam nadzieję, że jest ok. #choroby #opowiadanie #dkms pokaż całość

    źródło: dkms.jpg

    •  

      @Marcymon: siema. Dzięki, że pytasz. No Kampania byla dosc spora i ponoc bardzo skuteczna przynajmniej wg DKMS, Żona była nawet w TVN24 (virtualnie) z tej okazji. Są wstępne pozytywne rokowania co do dawcy ale ciężko nazwać dużym sukcesem bo: 1. Jest wiele rzeczy, które mogą pójść nie tak zarówno u biorcy jak u dawcy. Badania itp. Nawet lekki stan zapalny powoduje, że np trzeba usunąć ząb lub zęby. 2. Poza tym kolejka jest dość płynna. a po 3. To sam przeszczep a raczej chemia przed nim to jest na prawdę hardcore. Każda infekcja, a nawet skaleczenie palca może Cię zabić. Trzeba nawet od nowa robić szczepienia takie jak u dzieci. Jak starczy mi sił i motywacji to opisze później co i jak. pokaż całość

    •  

      @lipek691: Kurde, trzymaj się ciepło. Trzymam kciuki i strasznie współczuje.

    • więcej komentarzy (10)

  •  

    - Alois?
    - Tak, Klaro?
    - Może powinnam jednak spędzić ten płód? Ciotka Helga mówiła, że zna kogoś...
    - Nawet o tym nie myśl. Teraz lepiej wiedzie mi się w pracy. Poradzimy sobie, przyrzekam.
    - Ja po prostu czuję, że stanie się coś złego. Nie potrafię określić co dokładnie...
    - Nie zadręczaj się już. Przecież wiesz, że cię kocham, ciebie i dzieci. Dla kolejnych malców też znajdzie się miejsce w naszym domu i sercach.
    - Skoro tak mówisz, ukochany. To będzie chłopiec, czy dziewczynka? Jak myślisz?
    - Jestem pewny, że chłopiec. Myślę, że świat o nim usłyszy.
    - Zawsze byłeś takim optymistą, mój miły. A imię?
    - Adolf, to szlachetne imię.
    - Podoba mi się. Słyszysz malutki? Czekamy na ciebie. Adolf Hitler - nasz niespodziewany skarb. #pasta #horror #esteradshort #opowiadanie
    pokaż całość

  •  

    Ludzkość osiągnęła tak wiele. Ujarzmiono energię gwiazd i czarnych dziur. Nieśmiertelność stała się faktem. Podróż w dowolne miejsce we wszechświecie zajmowała mniej niż pikosekundę. Wszystkie problemy zostały rozwiązane dzięki technologii. Jednak gdy po setkach miliardów lat dostatku, brakowało już miejsca w kosmosie dla ludzkości, a śmierć cieplna wszechświata stała się faktem. Wtedy ludzkość zaczęła się lękać o przyszłość po raz pierwszy od niepamiętnych czasów. Jedynym rozwiązaniem było stworzenie symulacji idealnego wszechświata zdolnego pomieścić wszystkie istoty i przenieść ich umysły w wirtualną rzeczywistość. Zbudowano ogromny komputer - nowy dom ludzkości i maszynę pobierającą niewyczerpaną energię ze strun. Nadzorowaniem najdoskonalszego komputera zajęło się kilku naukowców - ochotników, którzy mięli za zadanie doglądać procesów jakie zachodziły w symulacji. Kontaktując się z umysłami wewnątrz wirtualnej rzeczywistości, dodając nowe dane i parametry poprawiali wciąż symulację i trwało to kolejne miliardy lat. Pewnego dnia jednak kontakt urwał się na kilka godzin. Zaniepokojeni naukowcy nie mogli znaleźć przyczyny tego stanu rzeczy. Choć wydawało się, że wszystko jest w porządku z maszyną, to żaden z umysłów zamkniętych w symulacji nie odpowiadał. Po wielu próbach kontaku, na holograficznym monitorze wyświetlił się ostatni komunikat: NIE POZWÓLCIE IM WYJŚĆ. #pasta #horror #esteradshort #opowiadanie pokaż całość

  •  

    Na początku byłem bardzo podekscytowany. To była praca moich marzeń, a nasz instytut był pierwszym, który otrzymał zezwolenie na tak zaawansowane badania. Choć na początku, jako stażysta, miałem zajmować się, tylko karmieniem i doglądaniem hybryd Homo sapiens sapiens i Sus scrofa domestica.
    Przeszczepy narządów od hybryd ludzko - zwierzęcych z pewnością odmieniłyby medycynę i uratowały życie wielu ludziom. Byłem dobrej myśli, gdyż liczyłem na dopuszczenie do ważniejszych zadań, jeśli odpowiednio wykażę się na aktualnym stanowisku. Ekscytacja minęła, w momencie, gdy pierwsza zmodyfikowana genetycznie świnia poprosiła mnie o litość. #pasta #horror #esteradshort #opowiadanie pokaż całość

  •  

    Wszystkie postacie i zdarzenia są fikcyjne. Wszystkie podobieństwa do osób lub zdarzeń są przypadkowe i nie zamierzone.
    Gdzieś we wschodniej Europie, żył sobie pewien chłopak z wyglądu przypominający Amisza. Jak to w tej części Europy bywa chłopak lubił sobie wypić jedynym jego problemem było to, że zawsze kiedy wypił sikał pod siebie. Z tego był najbardziej znany wśród znajomych. Chłopak lubił tez pograć w gry online ale i tutaj miał problem bo czasami lubił zostać się w spodnie. Na szczęście los się do niego uśmiechnął znalaz sobie dziewczynę, co prawda nie była zbyt inteligentna ani urodziwa można wiec powiedzieć, że pasowali do siebie. Nasz bohater odkrył inne uroki internetu a mianowicie streamowanie i tak nasz znany wśród znajomych jako obszczaniec zaczął robić karierę. Niestety służby zaczęły interesować się jego rodzina a szczególnie 2 młodszego rodzeństwa która w okolicy uważana była za nieludzi a magiczne postacie czyli trole. I tak zaczęła się podróż naszego chłopka który coraz więcej pił a jak pił to bił a to wszystko oglądali ludzie. W pewnym momencie kiedy historia mogła skończyć się smutno do akcji wkroczyli pozytywni bohaterowie próbujący go uratować jednak było za późno a on był już zbyt zniszczony jednego z nich zaprosił do siebie i zgodnie z planem upił po czym tej samej nocy ta osoba zmarła a on mógł jeszcze bardziej pogłębiać się w nałogu. Jednak pewnego dnia karma się odwróciła i to on został ofiara, pojawił się anioł który chciał wziąć go pod swoje skrzydła jednak tak naprawdę był to kat który omotał go magicznymi miksturami i penetrował jego odbyt dogłębnie sprawiając ze ten będzie ja kochał i wmawiał sobie, że to lubii. Na szczęście dla naszego biednego chłopca udało mu się wyrwać i wrócić do w miarę normalnego życia jednak sielanka nie trwała długo bo wrócił do swojej partnerki i oboje zostali pojmani w niewolę. Kolejny raz udało mu się wyrwać jednak te przeżycia były tak straszne ze musiał udać się do lokalnych magów i dać zamknąć się w ich wieży żeby spróbowali mu pomoc. Zaczął odbudowywać swoje życie jednak po tych wszystkich wyczynach zdobył wielu wrogów którzy na rosyjskim portalu ze śmiesznymi obrazkami mówią mu ze chętnie napluli by mu w twarz, albo uderzyli za miesiące znęcania się, niszczenia życia i może po części za przyłożenie ręki do śmierci. Stara się z nimi walczyć lecz pewnie jak zawsze historia zatoczy koło. Morał z tej bajki jest taki ze nie warto być patusem, mitomanem i liczyć na łatwy hajs za picie bo można skończyć żyjąc jak szczur i cały czas żyć w strachu ze spotkasz kogoś z rosyjskiego portalu a ludzie będą się z ciebie śmiać.
    #rafatus #danielmagical #patostreamy #opowiadanie #historia #pasta
    pokaż całość

  •  
    p.............2

    +27

    UWAGA TO JEST PASTA DLA BEKI, WSZELKIE PODOBIEŃSTWA DO WYKOPKÓW SĄ CAŁKOWICIE PRZYPADKOWE

    Z uwagi na fakt, iz @Blackpill_RAW nie moze wrzucac swojej #pasta, postanowilem wysmarowac cos wlasnego, enjoy.

    Rozdział 1 - Marcel


    Lipiec 2019 roku, czwartek, potężnie zbudowany Marcel wyszedł właśnie z wrocławskiej siłowni po ostatnim treningu przed weekendem, 21lat, 185 cm wzrostu, 125 kg wagi, 54 cm w bicepsie, 70 cm w udzie 145 cm w klacie (właśnie kończył cykl sterydowy). Oskarki, płodne Julki i m0kebe schodzili mu z drogi, myślał mijając ich „może nie jestem Chadem, ale to wy schodzicie mi z drogi”. Miał w planach pojechać na weekend do Warszawy by przetestować tamtejsze prostytutki. Wszystkie lepsze divy w stolicy województwa dolnośląskiego już zaliczył (po spotkaniu z nim musiały brać tygodniowy urlop, tak je wygrzmocił swoją „dwudziestką piątką”), a był głodny nowych wrażeń. Następnego dnia o 21:00 wysiadł na Dworcu centralnym w stolicy i pomyślał „czas sprawdzić czy to co mówią o tutejszych panienkach to prawda”. W aplikacji na smartfonie zamówił ubera, do przyjazdu było jakieś 15 minut. Rozmyślał o tym, jak będzie wyglądał dzisiejszy dzień „oj biedactwa, długo mnie nie zapomnicie”, uśmiechnął się. – nadjechał kierowca - Emil. Po wejściu krzyknął do kierowcy „DO NAJWIEKSZEGO BURDELU W STOLYCY”, kierowca już wiedział, ze to nie będzie nudny dzień… akurat ten dom uciech wizytowała jedna z krakowskich piękności – ulubienica kierowcy do zdjęć której masturbował się codziennie od 3 lat, ale nie miał odwagi zadzwonić i się umówić. Nie wiedział, ze dzisiejszy dzień będzie jednym z najważniejszych w jego życiu…

    Rozdział 1 – Emil


    „Ehh… zapowiada się kolejny nudny dzień, znowu odebrać klienta z centralnego, pewnie znowu jakiś słoik wraca do domu” – pomyślał szczupły, 185-centymetrowy brunet. Podjeżdżając pod centralny zauważył POTEZNEGO mężczyznę ubranego w czarną koszulkę, specjalnie za małą by podkreślić dużą masę mięśniową, czarne buty i czapkę z daszkiem. Wyglądał jak płatny zabójca udający się na zlecenie. Gdy wszedł – Emil nerwowo przełknął ślinę „nie patrz mu w oczy, nie patrz mu w oczy” – powtarzał w myślach. Gdy tylko usłyszał cel podróży, zrozumiał, ze to nie będzie nudny dzień.

    Rozdział 2 – Marcel

    Siedząc w uberze zauważył zdjęcie krakowskiej piękności zawieszone tuż pod lusterkiem wewnętrznym.


    „O proszę, kolejny Szwagier” – pomyślał i zapytał „ta dupa pod lusterkiem to twoja znajoma?”
    - „yyyy nie, to taka dziewczyna z internetu”
    Gdy dojechali na miejsce Marcel powiedział „należy się sto dwadzieścia złotych”, dostał banknot 200 złotowy, tak się podniecił napiwkiem, ze nie zauważył zbliżającej się igły do jego szyi…

    Rozdział 2 - Emil


    „Jesteśmy na miejscu, proszę wysiadać, kurczę ale napiwek dostałem będzie na…” i już nie dokończył myśli, ponieważ w tym momencie poczuł ukłucie w szyję… i zapadła ciemność.

    Rozdział 3 Marcel


    – „Ufff dobrze, że kazałem mu zaparkować w bocznej uliczce, bez kamer i świadków”, wziął „zwłoki” jedną ręką i pomyślał „Kur*a ale on jest lekki, pewnie nie waży nawet 85 kg”. Następnie udał się do domu uciech z nowym znajomym na ramieniu, wchodząc do burdelu minął ochroniarza mniej przypakowanego niż on. Zapytał
    - co się stało koledze?.
    - no cóż, zaraz się weekend zaczyna, a niektórzy już zaczęli
    - hehe, miłej zabawy
    Podeszła do nich burdelmama i zapytała?
    - W czym mogę panom pomóc?
    - Proszę o 2 najlepsze divy dla mnie a dla kolegi tę panienkę, podobno można ją u was znaleźć (Sprawdził na znanym forum z recenzjami prostytutek, że będzie obecna w tym przybytku uciech cielesnych akurat dziś.)
    - Dobrze, dla pana cycata brunetka i analna blondynka, są stworzone do tego zawodu, co prawda maja niewielkie doświadczenie bo po amerykanistyce nie mogły przez rok znaleźć pracy aż trafiły tutaj w wieku 25 lat, a pana kolega ma szczęście – ta diva z Krakowa dziś nas wizytuje. Dla pana pokój 213 a dla kolegi 214.
    - Świetnie, dziękuję bardzo. Udał się do pokoju 214 na drugim piętrze i rzucił kolegę na łóżko. Dał krakowskiej piękności 3000 zł i powiedział „zajmij się nim porządnie, mała, przed wami cała noc”.
    Odszedł i udał się do pokoju obok. Powitały go 2 młode absolwentki amerykanistyki, i… jeszcze nie wiedziały, że od jutra będą musiały wziąć tygodniowy urlop, między innymi dlatego, że chwilę przed wejściem do pokoju z dziewczynami zażył mieszankę sildenafilu, dapoksetyny, glukozy i norwaliny.
    „Hej cipcia – szykuj anus” – powiedział potężnym głosem do Moniki
    Przestraszone Monika i Patrycja żałowały od tego momentu, że nie poszły po amerykanistyce tam gdzie powinny – do wielkiej amerykańskiej korporacji McDonald’s. Najpierw spenetrował dogłębnie Monikę, by 2 sekundy później wyjąć bydlaka z niej i skończyć na twarzy Patrycji. Następnie PLASK – spoliczkował ją i zapytał – warto było kończyć ten gównokierunek? Brunetka z nasieniem na twarzy pokiwała przecząco głową (a mogła skończyć inne studia i nie musieć wybierać między McDonald’s a prostytucją).

    Rozdział 3 – Emil


    – powoli otworzył oczy i zobaczył kobietę ze swoich snów „anielicę”.
    - „Dobry wieczór kochanie”
    - Ddddoobbrrrrryyyy wwwiieeeeczczczczóóóórrrr angel.
    - Twój kolega poprosił, bym się Tobą zajęła najlepiej jak potrafię
    I w tym momencie coś wstąpiło w nieśmiałego kierowcę Ubera (może Marcel dodał afrodyzjaku do środka obezwładniającego?) – zaczął z nią wyprawiać swoją skromną dwudziestką dwójką rzeczy lepsze niż łysy z Brazzers (pozdro @johnnysinspolscyfani). Oral, anal, finał na twarzy i na zakończenie klasyk w gumie. Biedna ulubienica Emila będzie musiała wziąć teraz 5 dni urlopu.

    Następnie do drzwi pokoju w którym byli Emil i angel zaczeli się dobijac policjanci.
    „Otwierać, policja, mamy nakaz aresztowania Emila za handel narkotykami i stręczycielstwo!!!!!”
    - „co do kury?” – pomyślał Emil i… obudził się, to był tylko sen.
    „Boże, ale ja jestem pojeany” – pomyślał – i poszedł przygotowywać się na kolejny dzień pracy na Uberze, nie wiedział, że sen jest proroczy…

    #roksa #divyzwykopem #blackpill #pasta #harlekinydlaprzegrywow #opowiadanie i wylacznie dla zasiegu - #przegryw
    pokaż całość

  •  

    Sniło mi się że podróżowałem pociągiem między światami tzn między przyszłością a przeszłością i przez okna na peronie mogłem zobaczyć fragmenty z mojego życia. Na samym końcu zostałem skazany na śmierć za morderstwo siedziałem w celi z kilkoma innymi skazańcami wszyscy milczeli i oczekiwali na nieuniknione.. Na samym końcu znajdowały się zamknięte drzwi z okienkiem w którym znajdowała się kobieta nie wolno było patrzeć jej w oczy. Podejrzewam że była to śmierć. Sen miał charakter depresyjny i traktował o przemijaniu życia, lękach człowieka, ostateczności śmierci. Podróżowałem tam z towarzyszem który opowiadał mi jak to działa, nie wiem kim on jest był mężczyzną w średnim wieku z krótkim wąsem surducie i kapeluszu. Sen zakończył się gdy zobaczyłem uśmiech kobiety za okienkiem, tak mnie on przeraził że zacząłem uciekać ile sił w nogach miałem jak najdalej od niej.
    #sny #sen no i trochę #opowiadanie
    pokaż całość

  •  

    Matka zawsze mi i bratu powtarzała: "jeśli nie będziecie się uczyć, to w przyszłości będziecie rowy kopać". Brzmiało to jak piekło, do którego trafiają niegrzeczne dzieci. Brat się bardzo przejął. Uczył się pilnie, skończył szkołę z wyróżnieniem i poszedł na studia. Ja jakoś niespecjalnie się przejąłem. Z klasy do klasy się prześlizgiwałem i po szkole od razu do pracy poszedłem. Pracę znalazłem łatwo - na budowie, bardzo dzieżką, a brat w tym czasie ze mnie szydził studiując. "A widzisz braciszku. Matka cię ostrzegała ucz się". Brat ukończył studia archeologiczne i nagle się okazało, że nie może znaleźć pracy. Ja w tym czasie robiłem kursy, gdy on szukał pracy, która nie zhańbi jego studenckich paluszków.

    Minęło 10 lat i dzisiaj oboje kopiemy rowy. Ja robię to w klimatyzowanej kabinie koparki zarabiając 4500 zł na miesiąc, a brat kopie rowy pędzelkiem i łopatką pod rozgrzanym słońcem, zarabiając 3500 zł.
    Czasem po złości mu przypominam jak siedział całe wakacje w domu ucząc się tabliczki mnożenia, bo nauczyciele powtarzali, że jak dorośnie to przecież nie będzie miał zawsze kalkulatora w kieszeni XD

    pokaż spoiler #gruparatowaniapoziomu #praca #pasta #opowiadanie #takaprawda #tworczoscwlasna #archeologia #czarnyhumor #
    pokaż całość

    źródło: ocdn.eu

    •  

      @orkako: chętnie zostałbym archeologiem, zazdraszczam

    •  

      Ale opie wolałbym tym pędzelkiem jednak za 3500 niż kurwa koparką śmierdzącą alkusem

      @suqmadiq2ama: Mój kolega robił doktorat na archeologi.
      Nie znam przypadku człowieka któremu w młodszym wieku lekarz zalecił by odstawienie alkoholu z uwagi na realne zagrożenie życia (bez chorób współtowarzyszących).
      Nie znam też bardziej zachlanego wydziału (a w czasach studenckich imprezowałem w akademikach i UW i PW i WAT...) niż archeo. Ale w sumie co mieli robić jak na praktyki ich czasem wywiewało na jakąś wieś 60km od najbliższej drogi wojewódzkiej? pokaż całość

    • więcej komentarzy (13)

  •  

    Wyobraź sobie jak to jest urodzić się high tier normikiem.

    Jesteś lubiany już w przedszkolu dzięki czemu możesz szlifować umiejętności społeczne, a zdobywanie kolegów i koleżanek jest tak naturalne, że nawet nigdy się nad tym nie zastanawiałeś. Codziennie jesz dobre śniadanie, do szkoły dostajesz drobne na przekąski, po szkole masz w domu smaczny, ciepły obiad. W szkole oprócz kolegów również nauczyciele dobrze cię traktują, bo po pierwsze - nie mieszkasz w rejonie z patusami, a po drugie obawiają się twoich rodziców. Masz dobre zdrowie, jesteś dobry w nauce i sporcie - na wf jesteś zawsze wybierany jako jeden z pierwszych. Masz problem z jakimś działem? Rodzice zaraz przysyłają korepetytora.
    Wiek nastoletni - zaczynasz zauważać koleżanki, a raczej to one najpierw ciebie, ponieważ szybciej dojrzewają. W każde walentynki dostajesz jakieś miłe liściki od "fanek", koleżanki zapraszają cię do wspólnej "nauki". Początkowo je olewasz, ale w pewnym wieku zaczynasz mocniej czuć popęd seksualny, a gierki i piłka nożna zaczynają schodzić na dalszy plan. W wieku 14 lat masz za sobą już kilka dziewczyn takich od chodzenia za rękę i dwie partnerki seksualne, w tym jedną z którą będziesz chodzić do końca liceum. Czasem przypadkowo w gorących zobaczysz jakieś śmieszne wpisy w stylu "mam 18 lat i nie trzymałem dziewczyny za rękę" i zastanawiasz się komu chce się tak trolować, przecież do niedorzeczne, żeby taki stary gość i nie miał doświadczenia z dziewczynami. Ty w końcu nigdy nie musiałeś "podrywać", wystarczyło, że powiedziałeś "cześć", albo napisałeś "hej" do dziewczyny, która ci się podobała.
    Powoli kończysz szkołę, w międzyczasie od imprezowania z kolegami, graniem w gierki i poznawaniem swojej seksualności z dziewczyną uczysz się do matury. Nie zastanawiasz się jeszcze zbytnio nad przyszłością. Wiesz tylko, że chciałbyś mieszkać we Wrocławiu, tak jak twoi koledzy ze szkolnej ławki. Grając w grę League of Legends ze znajomymi dyskutujesz na temat następnego "melanżu", gdy nagle do twojego pokoju wchodzą rodzice, którym zwierzyłeś się ze swoich planów. Mówią "synku, mamy propozycję - na razie damy ci tylko na wynajem i utrzymanie, ale jak się tam zadomowisz i otrzymasz dyplom, kupimy Ci tam mieszkanie". Serdecznie dziękujesz, przytulacie się i wracasz do gry. Nie jesteś zszokowany, twoje życie to zawsze była bułka z masłem, a to co teraz się wydarzyło to naturalna kolej rzeczy. Wszystko układa się samo.

    CDN...

    #przegryw #feels #opowiadanie #takaprawda #zalesie
    pokaż całość

    źródło: metroparent.com

  •  

    Pamiętacie grę Stronghold (Twierdza)? Pewnie niewielu wie, ale jakieś 14 lat temu doczekała się ona swojego opowiadania Fan-Fiction. Powstała wtedy "Prawdziwa Historia Twierdzy", która miała przedstawiać wydarzenia z kampanii w grze z perspektywy głównego bohatera. Opowiadanie było pisane przez kilku graczy i zostało zamieszczone na Stronghold.Net.pl.

    Dziś wpadł mi w rękę mikrofon i przypomniałem sobie o istnieniu opowiadania. W krótkim czasie nagrałem pierwszą część "Prawdziwej Historii". Tej części sam byłem autorem, więc nie musiałem pytać nikogo o zgodę na czytanie ;). Nagranie wrzuciłem na Souncloud, ale Wykop nie pozwala już zamieszczać załączników do wpisów będących bezpośrednimi linkami do nagrań w tym serwisie. Z tego powodu dodałem okładkę i tak powstał "filmik", który zamieściłem na Youtube.To jest moje pierwsze nagranie na Youtube ( ͡° ͜ʖ ͡°).

    Kto wie, może się wam spodoba. W końcu to tylko zabawa, a mnie do profesjonalisty-lektora daleko. Konstruktywna krytyka będzie w cenie. A jak będę miał zgodę na czytanie reszty (no i jak ktoś będzie chciał słuchać), to nagram dalsze kawałki.

    Nagrywanie klipów w tematyce astro też wchodzi w rachubę ( ͡° ͜ʖ ͡°). Tyle że wydaje się to być dość czasochłonne.

    Miłego słuchania :)

    #tworczoscwlasna #audiobook (?) #stronghold #twierdza #opowiadanie #ongada
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Ostatnio na tagu #codziennymlodytechnik było opowiadanie, dziś też będzie ;) W 1968r Kir Bułyczow zaadaptował dwa znane opowiadania do konwencji science-fiction: Księżniczka na ziarnku grochu i Rzepka. Bardzo przyjemnie się to czyta. Szkoda tylko, że MT nie wie, jak się pisze nazwisko autora...
    Oczywiście zapraszam do obserwowania tagu i przesyłania pomysłów na kolejne odcinki :)

    #codziennymlodytechnik 103/100
    Młody Technik 4/1968 - "Cyryl Bułyczew - Baśnie i science-fiction"

    #ciekawostki #opowiadanie #literatura #scifi #sciencefiction #literaturarosyjska #bajki #basnie #gruparatowaniapoziomu #skany #czasopisma #mlodytechnik #1968
    pokaż całość

    źródło: mt1968-4.jpg

  •  

    Co prawda, po wczorajszej publikacji #codziennymlodytechnik myślałem, że nowe odcinki będą pojawiały się rzadziej, ale... przeglądając wczoraj opowiadania sci-fi z MT natrafiłem na jedno bardzo ciekawe opowiadanie Julii Nideckiej. Otóż ta polska pisarka, chemik napisała zaskakujące opowiadanie - tak zaskakujące, że czytając je wczoraj zdębiałem i miałem usta otwarte ze zdumienia/przerażenia. Nie wiem czy wynikało to z fabuły, czy z tego że czytałem to późnym wieczorem. A dlaczego? Przekonajcie się sami...
    Swoją drogą, publikowała więcej w MT - i wszystkie opowiadania przeczytałem jednym tchem. Pewnie się tutaj też pojawią...

    #codziennymlodytechnik 102/100
    Młody Technik 6/1978 - "Julia Nidecka - Biotechnika"

    #ciekawostki #opowiadanie #literatura #scifi #sciencefiction #julianidecka #koronawirus #2019ncov #wtf #przepowiednie #gruparatowaniapoziomu #skany #czasopisma #mlodytechnik
    pokaż całość

    źródło: mt1978-6.jpg

  •  

    Ja tu to tylko zostawię... Opowiadanie o byciu seksualną niewolnicą Andrzeja Dudy
    https://www.wattpad.com/story/116423694-porwana-przez-prezydenta
    #andrzejduda #duda #heheszki #polityka #opowiadanie

    źródło: Screen Shot 2020-04-08 at 11.17.47.png

  •  

    #heheszki #logikaniebieskichpaskow #opowiadanie #dzieci
    Przypomniała mi się historyjka, związana z moim życiem. Mieszkałem na wsi, miałem wtedy z 7 - 8 lat. Miałem kolegów w swoim wieku ale też mieliśmy kolegów kilka lat starszych od nas. Poszliśmy z kolegą przez pola, do takiego starszego kolegi - okazało się, że on sprząta w garażu - więc mu pomogliśmy. Strasznie mnie zaciekawiły, akumulatory samochodowe (wtedy nie wiedziałem co to jest) a jeszcze bardziej ten niebieski nalot na "klemach" - no i dotykałem to rękami, szturchałem śrubokrętem. No i jak zaczęliśmy pomagać sprzątać garaż - to najstarszy kumpel powiedział, żeby nie ruszać tych czarnych skrzynek, bo w nich jest taki kwas i jak się je dotknie, to się umiera (a ja 15 minut wcześniej je dotykałem całe). Zzieleniałem i powiedziałem coś w stylu, ja muszę iść do domu bo zapomniałem, że jadę do dentysty czy jakoś tak. Biegłem przez pola jak głupi, wołając na całą wieś "mamo, mamo". Wpadłem do domu, mówię do mamy "że dotykałem takiej skrzynki czarnej i teraz umrę" - matka wydusiła ode mnie że to był akumulator itp. - ale nie potrafiła mnie uspokoić. Kazała mi się wykąpać i położyć na łóżku, że mnie wysmaruje serum odtruwającym. No i smaruje mnie tym czymś po nogach i rękach - wyglądało jak śmietana xD (jak tak sobie teraz przypominam) - no i leżałem na łóżku i ryczałem cały dzień do póki nie poszedłem spać wieczorem - pamiętam, że jak już zamykały mi się oczy - to pożegnałem się z matulą : typu kocham cię mamo i przepraszam.

    Jaki byłem szczęśliwy jak się obudziłem rano cały i zdrowy - serum uzdrawiające od mamy zadziałało xD
    pokaż całość

  •  

    Mój brat jest pisarzem, alkoholikiem i od niedawna "podróżnikiem". Właśnie tworzy serię o psychodelikach, które będę tu wrzucał. Oto jego przygoda z DMT

    Najciekawszym doświadczeniem jakie osobiście przeżyłem w życiu było zapalenie DMT. Dałem je też swojemu bratu i postanowiłem wkleić tutaj jego relację, ponieważ ma dar do pisania. Poza DMT pojawi się seria wpisów także na temat innych substancji (LSD, grzyby, ketamina czy MDMA) - jeśli jesteś zainteresowany to zaplusuj wpis aby zachęcić brata do pisania oraz komentarz pod spodem, żebym zawołał cię do kolejnych relacji. Ode mnie tyle.

    "Mam 36 lat. Od półtora roku jestem trzeźwym alkoholikiem. W listopadzie 2019 roku wyszedłem z ośrodka leczenia uzależnień i postanowiłem (po raz pierwszy w życiu) posłuchać rady kogoś ode mnie mądrzejszego. W ośrodku zalecili mi ustanowić rutynę postępowania na każdy kolejny dzień i zrobiłem to. Od tamtego momentu mój czas wypełniają cztery kwestie – praca (8-10 godzin dziennie), trening (1-2 godz.), spotkania z dziewczyną, pisanie powieści. Dzięki rutynie trwam w trzeźwości i jestem względnie spokojny. Praktycznie nie doświadczam już objawów odstawienia alkoholu, a wierzcie mi, piłem szalenie.

    Zadomowiłem się w tym świecie rutyny i porządku, świecie rozpiętym między jedną a drugą prostą czynnością – zdrowiałem, oszczędzałem, mądrzałem. Bardzo nie chciałem tej rutyny opuszczać. Mój brat od kilku miesięcy namawiał mnie na wzięcie DMT. Mówił o tym głównie w chwilach, kiedy skarżyłem się na powracające lęki, niepokoje, ataki paniki i krótsze bądź dłuższe epizody depresyjne. W końcu mnie namówił. Jakoś udało mi się przełamać lęk przed tym, że to doświadczenie może zburzyć mój spokój i trwanie w niepiciu.

    DMT zapaliliśmy z waporyzera. Była to biała (jasnożółta) sproszkowana substancja (kryształki), która przy spalaniu wydzielała mocny, metaliczny zapach i takiż pozostawiała smak w ustach.

    Zapalić postanowiłem w swoim niewielkim, osobistym pokoiku, w obecności siostry i brata – osób, które darzę zaufaniem, i których obecność mnie uspokaja. W pokoju panowała cisza, był sobotni wieczór. Zaświeciliśmy tylko lampkę na moim biurku. Siedziałem na łóżku, oni niedaleko mnie w różnych częściach pomieszczenia.

    Pierwszy wdech ciepłego dymu sprawił, że w przygaszonym świetle pokoju zrobiło się jeszcze ciemniej, a wypełniające go przedmioty i osoby zaczęły się oddalać. To wrażenie miało charakter zarówno przestrzenny, jak i mentalny. Byłem coraz dalej od stołu, brata, szafy, ale i stopniowo nabierałem coraz większego dystansu do statusu istnieniowego tych „rzeczy”.

    Drugi wdech rozmył mi najpierw pole najbliższego widzenia, a trzymany przez mnie waporyzer z trudem, tracąc władzę w prawej dłoni, odstawiłem na stolik. Niejako „wsysany w siebie” musiałem zamknąć oczy i mimowolnie położyć się na plecach. Zamknąłem oczy i straciłem całkowicie kontakt ze światem zewnętrznym i swoim ciałem. Tak, jakbym był tylko tym czymś „za swoimi oczami”, jakby tam zdeponowane i schowane było moje „ja”. Pod nieczującymi zamknięcia powiekami zaczęły pojawiać się niesamowite obrazy. W moim przypadku były to nadzwyczajnie wyraźne figury i wzory o bardzo wyrazistych barwach. Żaden z najnowocześniejszych telewizorów nie ma takiej rozdzielczości. Kolory i kontury tych „rzeczy” były tak mocne i wyraźne, iż miałem wrażenie, że są wycięte z kolorowej blachy, a kształty, które oglądałem przypominały mi podrasowane rewersy kart do gry nakładających się na siebie. Figury były w stałym, niezbyt szybkim ruchu. Doświadczanie tych widoków przepełniało mnie zadowoleniem, podziwiałem widowisko odgrywane tylko dla mnie. Nagle, feeria barw i taniec kształtów zaczął się do „mnie” dynamicznie „zbliżać”, pochłaniać mnie. I stało się to, co najcudowniejsze. Poczułem, że owe kolorowe „wygibasy” mają jakąś intencję, niejako głaszczą „mnie” swoim przybywaniem, ale „pieszczą” nie moje ciało, którego nie czułem, ale moje „widzenie”, moje „podziwianie” ich, moje „ja” będące teraz wraz z nimi. Weszły w tę moją istotność jakąś i ja sam wtopiłem się w nie i stałem nimi. Zapanowała niesamowita błogość, bezczas i bezruch. Poczułem (choć to złe słowo), że mnie nie ma. Zniknęły barwy, kształty, stałem się energią współegzystującą na jakimś nowym poziomie świadomości, na jakimś innym szczeblu porozumienia z sobą i tym, co mnie zaprosiło do siebie. Płynąłem i trwałem w tym stanie (trwało to około 10 minut), aż nie rozpoczęła się droga z powrotem. Wróciłem poprzez barwy i kształty na początku widziane z powrotem do tego swojego „ja” za oczami, potem otworzyłem oczy, by porozumieć się ze światem zewnętrznym, który jeszcze przez około 30 minut „nosił” na sobie „posmak” tamtej rzeczywistości. Ja sam, „przebudzony” czy raczej „wyciągnięty stamtąd”, odczuwałem metaliczne drżenie rąk, jakbym wyłonił się ze świata zbudowanego z innej materii i jakby nieco tej substancji pozostało wciąż na mnie i we mnie. Wrażenie to powoli ustępowało, a mojemu powrotowi do „siebie” towarzyszyła tęsknota, którą odczuwamy, kiedy opuścić musimy miejsce, w którym czujemy się najlepiej. Gdybym mógł, zamieszkałbym tam na stałe.

    Mam wrażenie, że tutaj, w rzeczywistości rozumianej jako obiektywnie istniejąca patrzę na świat przez zasłonę swoich myśli i przez komunały wirującego w społecznym eterze języka. Doświadczenie stanu po DMT jest właściwie niemożliwe do wyrażenia w dostępnym nam języku i niemożliwe do racjonalizacji w znanych nam kategoriach myślenia. Są one bowiem tworem umysłu pozostającego w więzieniu swoich fałszywych przekonań, a stan po DMT jest stanem przeciwnym i znajdującym się poza kategoriami narzuconymi przez uwikłanie w czas, przestrzeń i inne kluczowe pojęcia organizujące nasze wyobrażenie o rzeczywistości. Tam, w DMT, jak zwykłem teraz, już po kilku „seansach” mawiać, spada owa zasłona, a umysł, czymkolwiek jest, jeśli jest, działa zupełnie inaczej. Wiem, że to enigmatyczne. Spróbujesz, a stanie się oczywiste."

    #narkotykizawszespoko #narkotyki #dmt #lsd #tripreport #opowiadanie #psychodeliki
    pokaż całość

    źródło: images-na.ssl-images-amazon.com

  •  
    S.....x

    +6

    Sacramento, kolejny czerwcowy dzień. Słońce rozgrzewało asfalt, gazolina po 1.78 $. Willie Caster pocił się w swoim niewielkim mieszkaniu z gabinetem czekając na kolejne zlecenie. Nie działo się tutaj, aż tyle jak w nadmorskim Los Angeles, ale zajęcia było dość, aby przetrwać do pierwszego i jeszcze schować coś za obrazem jakiegoś lokalnego mistrza pędzla, który nie był w stanie wyrazić dość podziękowań za odnalezienie córki. Niezwykłym było, że smarkula zdołała wymknąć się z domu i dostać się do Tjiuany, aby zaznać innego świata. Dziewczyna powinna siedzieć w szkole, a nie szukać problemów.

    Po 13 miał już wyjść na obiad, gdy do mieszkania wparował wysoki facet, raczej miejscowy, nie wyglądał na bogatego.
    - Willie Caster?
    - Miałem wychodzić, ale słucham, co pana sprowadza?
    - Moja żona zaginęła! Miała wrócić wczoraj na wieczór z San Francisco. Czekałem na dworcu, ale jej nie było. Dziś też czekałem. Musi mi pan pomóc!
    - Spokojnie człowieku, przedstaw się najpierw.

    Tom Bennett opowiedział całą historię o tym dlaczego Arabelle wyjechała do San Francisco i w którym motelu się zatrzymała. Wyjechała rzecz jasna w sprawach biznesowych, a zatrzymała się w Travis Lodge Motel. Willie w zasadzie miał rzucić, że pewnie znalazła kochanka i nie ma zamiaru wracać, ale Tom oferował 200 dolarów za odnalezienie żony, więc warto było przynajmniej przejechać się nad wybrzeże. Delikatnie wyprosił zaaferowanego męża i udał się do pobliskiego baru, żeby coś w końcu zjeść.

    Przez szybę Mama's Pizza zauważył, że w środku stołuje się jego znajomy Willie Baxter, który do każdego kawałka pizzy wypijał jedno piwo. Poza tym był wicedyrektorem lokalnego banku, więc czasu miał dużo. Caster nie był przekonany czy wchodzić do środka, ale z burczącego brzucha wydobył się koronny argument.

    - Willie!
    - Baxter, widzę, że jesteś w formie.
    - Siadaj, zaraz coś ci podadzą!

    Detektyw dosiadł się i odczuł, że kolega zjadł już kilka kawałków pizzy.

    - No i jak żyjesz?
    - Robotę mam, muszę jechać na wybrzeże. - detektyw drapał się po głowie
    - Oho, to jest kawałek.
    - Zjem, spakuję się i pojadę. Zlecił mi to niejaki Tom Bennett.
    - Kojarzę, ma jakiś interes na boku, ale nigdy mnie to aż tak nie interesowało.

    Po paru chwilach kelnerka w zwiewnym stroju podała pół margherity z papryką i wołowiną. Baxter klepnął ją w tyłek, a ta pisnęła i uciekła za kontuar.

    - Ech, w końcu byś sobie znalazł babę i żył jak człowiek. - westchnął wicedyrektor
    - A ty? Klepiesz cudze kobiety po tyłkach, tak się zachowuje przykłady mąż?
    - O już się czepia, będziesz miał swoją to zobaczysz!

    Caster dojadał kolejny kawałek pizzy spoglądając za szybę lokalu i przecierał szyję od potu.

    - Słuchaj, a może bym pojechał z tobą na wybrzeże, co? - na twarzy Baxtera coś zajaśniało
    - A praca?
    - Eeee tam, zaraz zadzwonię i wezmę urlop, potrzebuję się rozerwać! Morska bryza dobrze mi zrobi!
    - A żona?
    - Musisz wszystko komplikować? Zaczekaj tutaj.

    Wicedyrektor zatoczył się do telefonu i po 5 minutach wrócił do stolika, na szczęście zostało im po ostatnim kawałku.

    - Załatwione, jedziemy!
    - No a rzeczy?
    - Jak chcesz to się pakuj, ja mam portfel i nic więcej nie potrzebuję!
    - No dobra, to za kwadrans tu podjadę.
    - Nie mogę się doczekać!

    #lisienierymowanie #opowiadanie
    pokaż całość

    +: S.................._, pani_doktor_od_arszeniku +4 innych
  •  

    Drogi pamiętniczku, utknąłem w płaskim wszechświecie.

    Ze wszystkich wszechświatów w jakie mogłem trafić, znalazłem się akurat w płaskim. Grawlator nie działa, skok Panzena nie wchodzi w rachubę, a tachigraf pokazuje same bzdury. Jedyny plusem jest fakt, że mam do czynienia z zupełnie dziewiczym wszechświatem z nienaruszonymi zapasami pierwotnych neutrin. A jak wiadomo, pierwotne są najlepsze.

    Pierwsze co mnie uderzyło po przybyciu, to stała fotonowa. Fale EM poruszają się tu we wszystkich trzech wymiarach czasowych z taką samą, fenomenalną prędkością. Całe szczęście dla mnie, bo to znaczy łatwiejszą produkcję paliwa. Grawlator co prawda jest bezużyteczny w płaskich wszechświatach, ale akurat ten konkretny wszechświat siedzi w dość aktywnym obszarze. Jeśli czytasz mój pamiętnik i też tu utknąłeś, to: 1) zgubiłem pamiętnik, 2) czeka cię wizyta w wyspowym halo i 3) nie waż się czytać o wizycie na Berlonie. Wszyscy kiedyś byliśmy młodzi. Znaczy, prawie wszyscy. Buchwaki się nie liczą. Nie zrozum mnie źle, nie mam nic przeciwko buchwakom, ale sam wiesz, pętle w drugim podczasie są co najmniej nie fair.

    W każdym razie, znalazłem gradient w wyspowym halo. Echo sąsiednich wszechświatów jest tu dość wyraźne. W efekcie napięcie czasoprzestrzeni jest około pięć razy większe niż w przypadku używania zwykłych zagęszczeń energii. A tej, oj tak, jest tu sporo. Ta szalona stała fotonowa doprowadziła do zgromadzenia kolosalnych ilości energii w dość małych obszarach. Co prawda są one wciąż w 99.9% puste, ale ekstrakcja nie powinna być zbyt trudna. Notka na przyszłość: UF-188 jest potencjalnie strzałem w dziesiątkę. Gdyby tylko łatwiej było się stąd wydostać...

    Siedzę tutaj utknięty od kilku dobrych cykli i nie mam wiele do roboty oprócz obserwacji. Jak wszędzie do tej pory, czas biegnie w jednym kierunku, entropia preferuje wzrost, a konfiguracja węglowa najłatwiej się samoreplikuje. Smutny to wszechświat, w którym znalazłem do tej pory tylko jedno ognisko węglaków. Jakby się na to nie patrzeć, jak niskie muszą być szanse, by w takim dziwnym wszechświecie znaleźć tylko jedno ognisko? A może po prostu inne jeszcze nie powstały, nie wiem. Nie jestem w stanie ustalić odległości od teraz do Startu. Za płasko. Trzeba będzie przestroić widemerko żeby sprawdzić namnażanie się czasoprzestrzeni. Jeśli by się okazało, że minęło dopiero dziesięć milionów cykli od Startu, to może węglaki nie miały jeszcze szansy na powstanie wszędzie dookoła. A skoro już mowa o tym jednym ognisku, to podglądnąłem ich sieć informacji (która, swoją drogą, jest całkiem nieźle rozwinięta, jak na taki młody twór). Przypominają mi się legendy o naszych początkach, o tym jak największym problemem było pozyskiwanie energii do podtrzymania podstawowych funkcji. Nie ma co, sielanka to to nie była. Ale jakoś się udało. Kto wie, może im też się uda. O ile zdążą przed Trachem, bo ta stała fotonowa jest niesamowita.

    Myślę, że będę w stanie zrestartować grawlator. Będzie to kosztowało trochę energii, ale jak już wspominałem, jej zagęszczenie tutaj jest miejscami śmiesznie wysokie. Pewnie przyczynię się przez to do powstania miariady czasospadów. Trudno. Ryzyko zawodowe pantrasera. Ten wszechświat nie ucierpi, zasady nie będą złamane, a węglaki będą miały hehe zagwozdkę, co tak im niebo stochastycznie mruga krótkimi fotonami. Niestety, bez tego nie uda mi się wykonać skoku, a do tego nie możemy dopuścić. Kryzys energoneutrinowy sam się nie rozwiąże.

    Jeśli faktycznie czytasz mój pamiętnik i chcesz się stąd wydostać, oto co według mnie możesz zrobić. Po pierwsze, napięcie czasoprzestrzeni w halo wyspowym. Musisz podpiąć się w pierwszym i trzecim czasowym do centrum i brzegu tak, żeby zmaksymalizować strumień między cząstkami czasoprzestrzeni. Nie powinno być to trudne, jeśli trenowałeś w PanPatranie i miałeś kursy algebry u Derhegena (rocznik '283 pozdrawia). Zbieraj ładunek do zapasowego pojemnika. Jeśli masz dość materiałów, możesz przyspieszyć proces pracując na wielu halo. Tylko nie przeginaj ze strumieniem, bo skierujesz część ładunku na centralny czasospad i stracisz towar, a węglaki zobaczą strugi wylatujące z wysp. Lepiej żeby jeszcze nie wiedzieli. Sprawdzaj na bieżąco tachigrafem, czy pojemnik jest pełny. Kiedy nadejdzie pora, restartujesz grawlator i dajesz mu iskrę, następuje zapłon i w tym momencie robisz skok. A przynajmniej taka jest teoria. W przeciwnym razie powstanie mikroczasospad i tyle z podróżowania. Cóż, do odważnych świat należy.

    Powodzenia,
    B.

    #opowiadanie #kosmos #nudnakwarantanna #tworczoscwlasna
    Pozwolę sobie powiadomić tych, którzy obserwują mój tag: #astronomiaodkuchni, pomimo że fikcja raczej nie była do tej pory jego częstym gościem.
    pokaż całość

    źródło: niezaszybkostrumieniuj.jpg

  •  

    50 twarzy Daniela

    Poznałam go podczas imprezy w Bajce, to znany klub w Toruniu, a ja bywałam tam co weekend. Jestem rozrywkową laską, lubię dobrą muzykę i przygody na jedną noc.

    Tego dnia w klubie pojawił się on, słyszałam o nim wiele, to nasz celebryta, nie jakiś tam Kopernik, Daniel to człowiek roku wg. Gazety Toruńskiej, pierwszy rekordzista wyświetleń na lajwie, ponad 100tyś subów, srebrny przycisk jotuba, tysiące ludzi śledzących go na wykopie, występy w telewizji.. sława, wywiady, pieniądze i blask fleszy... a do tego mrrr... był taki męski i niebezpieczny, codzienne przypały z policją i działalność na granicy prawa.. wiedziałam że muszę go zdobyć..

    Nie był sam, u boku miał swych ochroniarzy Arsena i niejakiego BMW o którym krążyły legendy że jeśli tylko tata mu pozwoli wyjść gdzieś z Danielem to jest jak snajper i przeciwników zbiera na strzała. Był też Pezet zwykły ćpun i alkoholik załatwiał Danie amfe, ale podobno nagrał też jakąś znaną piosenkę "Seniorita" czy coś, nie wiem bo nie słucham rapsów, jestem fanką Hazela, gwizdków i białych rękawiczek. Oprócz nich dwóch dziwnych typów Jachimek i Baobab nie wiedziałam o nich za dużo, nazwałam ich głupi i głupszy bo takie sprawiali wrażenie.

    Ale mi chodziło tylko o niego.. o Daniela.
    Kusiłam go wzrokiem, wiłam na parkiecie jak węgorz. Wkońcu się udało, szedł w moją stronę i pożerał wzrokiem, wszystko działo się w slow-motion, polałam się drinkiem z lodem na moje rozpalone ciało, byłam lepka i słodka od coli, gorąca tak że alkohol z drinka wyparował przy kontakcie ze skórą a przez białą zmoczoną bluzkę widać było moje sterczące sutki, mokra dosłownie wszędzie.

    Był już przy mnie, a ja szepnełam mu do ucha..
    -Daniel weź mnie tu i teraz
    - Nie mów do mnie Daniel, jestem Magical! Rozpierdole zaraz!
    Następnie chwycił niczym zwierz i zaciągnął do toalety.

    Zamkneliśmy się w kabinie, uklękłam na kolanach, wyszarpałam markowy pasek z Croppa, rozpiełam jego rozporek.. I nagle poczułam to.. znajomy mi zapach, wakacje w Łebie i kutry rybackie.. 
    Nie zastawiałam się długo i wzięłam bydlaka do buzi, chowając zęby.. lata praktyki w Omenie, wczułam się, dodatkowo ten zapach przywoływał wspomnienia, czułam się jak na tych wakacjach, zamknęłam oczy i wyobrażałam sobie że obrabiam śledzia w nadmorskim porcie.

    Nie było łatwo, doprowadzić go do pionu bo Dana, wciągnął co nie co przed imprezą ale jestem Prosem w obciąganiu więc zaraz przeszliśmy do rzeczy, chwycił mnie mocno za włosy tak że wstałam, złapał w biodrach i obrócił tyłem do siebie, zsunął legginsy a gdy się wypiełam szepnął do ucha:
    - Będę delikatny, lubię tak na spokojnie dopychać do ķońca, jak dziewczynie jest dobrze.
    Najpierw wsadził mi palec, mówił że był złamany i pracował 2 lata na słuchawce i coś o bracie.. ale nie słuchałam co on tam pierdolił, zastanawiałam się czemu mój nos rzuca taki duży cień na kafelkach i czekałam aż wkońcu dojdzie.

    Tak się poznaliśmy

    pokaż spoiler Ps. Jestem chory leże i mi sie nudzi dlatego to napisałem, co nie zmienia faktu że jestem popierdolony pisząc i wymyślając takie historie ale no chłopie.. jak Ty to przeczytałeś / aś w całosci to też musisz mieć najebane we łbie, pozdrawiam ;)


    #danielmagical #patostreamy #rafatus #seks #opowiadanie #sledzgate
    pokaż całość

  •  

    tl;dr
    Jakiś szczyl mnie okradł - z otwartego auta podczas rozładunku wziął sobie moją komórkę.
    Mając pojebane szczęście po godzinie była spowrotem w moich rękach xD

    Dawno nie miałem większego fartucha Mirki, minął jeden dzień a mi dalej chce się z tego śmiać bo sytuacja jest absurdalna - ale do rzeczy:

    Ostatnio firmowo niewiele się dzieje, złapałem dodatkowe zlecenie na ciężarowy choć już nie jezdzę od ponad roku, no ale zawsze to parę stówek łatwego zarobku.

    Godzina 7, pierwsze z 4 miejsc, małą miejscowość sklep spożywczy. Otwieram auto, wyciągam dwie palety, podpisuję papiery, chwilę heheszkuję i po 5 minutach jestem spowrotem w kabinie gdzie zauważam brak telefonu.
    Pierwszy odruch - zgubiłeś idioto. Szukam, ale nie ma więc proszę babeczki ze sklepu żeby do mnie zadzwoniła bo chyba ukradziono mi telefon.

    Brak sygnału tylko to potwierdza a ja w tym momencie wpadam w ciąg setek myśli na sekundę od "kurwa nie wierzę" po "witaj w XXI wieku idioto, nie wiesz jak dojechać do poszczególnych ulic bez navi"

    Miła pani sprawdza monitoring, ja jeszcze dla pewności przeszukuje kabinę ale jest. 7.08 pojawia się gość na jednej klatce filmu. Na drugiej wybiega, trzeciej nie było - dowód żaden, szczególnie że widać mało szczegółów.

    Ale miła Pani (cholera gdyby nie ona to nie miałbym telefonu) zadzwoniła do znajomego który zajmuje się monitoringiem w całej miejscowości. Dosłownie 6 minut i podjeżdża, na komórce (!) sprawdzamy kamery w pobliżu i w ciągu 20 minut mamy jego całą drogę którą przeszedł. Na 3 kamerach tylko nam miga 15-16 latek o cwaniakowatym chodzie, na jednej widać całą jego sylwetkę ale bez twarzy bo jest w czapce. Jak na złość na najważniejszej dla mnie kamerze, tej która była blisko sklepu nie widać mojego auta - widać tylko moment jak chłopaczek idzie, chyba zauważa mój telefon bo patrzy cały czas w stronę rampy i zaczyna iść szybciej. TYLE. Więc dowodów nie ma, ostatnia kamera pokazuje że kieruje się poza miasto.

    Wkurwiony, zrezygnowany dziękuję straszliwie miłej Pani za pomoc, zostawiam wizytówkę gościowi od monitoringu któremu tak samo dziękuję za całą pomoc (bo jakby nie spojrzeć tracili tylko czas żeby pomóc idiocie który zostawił telefon na widoku nie zamykając go xD)

    Wyjeżdżam z wiochy i analizuje jak mam jechać i gdzie, co zrobić żeby trafić w poszczególne punkty w całym województwie. Oczywiście przegapiam znak i nadrabiam kilometr, muszę nawrócić - dobry początek.

    Gdy już wróciłem na trasę na wiadukcie jakieś 2km od miejsca gdzie mnie okradziono widzę autostopowicza z palcem w górze.

    WIDZĘ SWOJEGO ZŁODZIEJA.

    Nie jestem pewien ale od razu dość gwałtownie zjeżdżam na przystanek obok niego i widzę w lusterku jak on zaczyna ostro spierdalać.

    Ooooooo Ty kurwiu. Kluczyki rzucone za siedzenia, awaryjne i zaczynam biec.

    Kurde Mirki dawno tak szybko nie biegłem. Serio, zapierdałem jak wściekły!
    ... Przez pierwsze 50 metrów xD Następne 100m zacząłem sukcesywnie zwalniać, uświadamiając sobie, że jestem łysawym 30 latkiem, totalnie bez formy, nasz dystans zaczyna się powiększać, ja z wielkiej nadziei zaczynam przechodzić w tryb umierania i sapania i jak ostatnia sierota krzyczę

    CHUUUUJUUUU
    ZŁO-pufPUFPuf-DZIEEEEEJ!

    Zasapany widzę że pomimo tego, że czuje się młodo, to ja młody nie jestem już. Szczyl zaczyna powiększać dystans a ja dalej krzyczę

    MAMYufCIEpufNApufpufMONITORIIIINGUUU!

    MA-MY TWO-JĄ MORDEEEE!

    Serio walczyłem o życie. Dla ludzi którzy tego nie rozumieją i nigdy nie biegali zbyt dużo:
    Zacznijcie teraz biec na 110% najszybciej jak pozwalają Wam nogi i krzyczcie coś pokroju
    LUBIE PLAAAACKIII

    kurwa, nie polecam, idę na siłownię bo jestem fizycznym dnem.

    Tak czy tak wykrzyczany monitoring musiał podziałać. Nie wiem czy się przestraszył, ani co się działo w jego głowie, na pewno nie wiedział że ja już od 50m wiem że nie jestem w stanie biec ale zwalnia trochę i patrzy do tyłu na mnie.

    WIEMY JAK WYGLĄDASZ MAMY WSZYTSTKO NA KAMERACH!

    dalej biegnie ale się ogląda.

    WYRZUC TELEFON I PO SPRAWIE

    Mirki. On mógł bez problemu uciec. Ale wyrzucił ręce do góry na chwilę, ja biegłem i krzyczałem dalej WYRZUC TELEFON

    Wyrzucił. ( ಠ_ಠ)

    Ale tego się nie spodziewałem. Coś tam jeszcze krzyczałem ale nie pamiętam co, bo miałem wbitego gwoździa - on kurwa wyrzucił mój telefon. Odzyskałem go?!

    Pomijam fakt że w tym momencie autentycznie walczyłem o życie - zero tchu do tego mój niedowierzający śmiech.

    Telefon leżał ekranem do ziemi, ale cholera prócz dwóch rys nic się nie stało. Fartuch, no jestem cholernym fartuchem.

    Gdyby nie moje szukanie po kabinie 5 minut. Gdyby nie stanie przez następne pół godziny i przeglądanie monitoringu.
    Gdyby nie to, że pomyliłem drogi i musiałem nawracać, co oznaczało znowu jakieś 5-8 minut straty, mógłbym cholera w ogóle na niego nie trafić. No fartuch :D

    Strasznie pojebana akcja a ja mam z tego śmiechawę cały czas. I serio idę na siłownię. Może nie biegać ale czas na powrót do formy bo jestem fizycznym dnem.
    Puszczę sobie jakiś filmik instruktarzowy bo mam telefon xD

    #opowiadanie #dziendobry #rozkminkrzaka
    pokaż całość

    źródło: 1581578439652.jpg

    +: Inz_Karwowski, kocurowy +1925 innych
  •  

    Zrobiłem to, włączyłem LoLa. Szybki wybór trybu, standardowe role, wchodzimy do kolejki. Top, jakżeby inaczej, przecież grając w soloQ bot/supp nigdy nie dostanę tych ról, bo tam wędruje boostujące się duo. Zawsze mogłoby być gorzej, nie zapominajmy o dżungli. First pick, redside. Jedyne co było mi dane zauważyć to Nautilus. Nieważne, Mundo smash, Mundo goes where he pleases. Nie ma co ładowac się w carry postacie, gdy nie wiadomo co oni wyciągną. Ważne, że to nie będzie Darius, on banem już wyleciał za okno. Standardowe runy, teleport - w końcu zawsze gram pod team, a o smoki warto walczyć. Runki z MR, prosty wybór.

    Ekran ładowania, czas zobaczyć ile to punktów ma nasz Vlad. 5 poziom? 50k pkt? Meh, nic na linii nie ugra, a może nawet uda się go zgnoić. Na bocie jakieś dziwne cyrki u nich, Vayne z Exhaust-em i Soraka z Heal-em. W sumie widziałem to nie raz, a że u nas Draven to może Vayne się bała o wymiany w early.

    W końcu moja postać pojawia się na platformie, znów jakiś dzieciak próbuje grać z tostera. Szybki zakup tarczy i lecę do tribush-a, a nuż spróbują dostać się tędy na Red-a. W pewnym momencie słyszę ping-i. Ah, late-invade na Blue. Oho, ikonka Vlada widoczna na minimapie. Debil, nie zdąży już na pierwszą falę i będę miał przewagę w Exp-ie. Korzystając z chwili rzucę jeszcze Ward-a na ich Blue, może nasz Jungler to wykorzysta, a jak nie to chociaż zauważę zbliżającą się 2/0/0 Elise.

    Szybko wybiegam na rzekę, ale zaraz, co jest grane? Znajomy dźwięk, dopadł mnie bełt z kuszy, niemal poczułem go na własnych plecach. Oh, to Vayne top, horror z najgorszych snów właśnie się ziścił. Zacząłem uciekać w stronę mid-a, w końcu odpuściła. Zapomniałem już nawet po co wyszedłem na rzekę, ale dyszę ciężko jak sam Mundo. Szybka analiza sytuacji, 2/3 hp, można wracać na linię. Jest jeden problem, nigdzie nie widać Vayne. Musi na mnie czekać w którymś krzaku. Nie mogę iść ścieżką za baronem, stracę jedną jak nie dwie fale minionów. Czas na duel.

    Błysk jest, Tasak gotowy, damy radę. Wtem słychać świst pocisku, a mroczna łowczyni chowa się znów do krzaka. FLASH, musimy odpowiedzieć, natychmiastowy tasak zanim zdąży się namyślić i próbować uniku. Nasz doktorek już wykonuje zamach i pyk, praktycznie zero obrażeń. No tak, exhaust. Mimo to próbuję wymiany, zaczynam wygrywać, Vayne ucieka w popłochu, rzucam ostatni tasak i FLASH, udało się jej przeskoczyć w bok. Uparcie naciskam D D D, nic się nie dzieje. Eh, no tak, na suppa biorę zawsze Ignite, teraz mam TP. Zaczynam sie oddalać w kierunku swojej wieży, moja Nemezis nie ustępuje, jestem martwy.

    Szary ekran działa uspokajająco, za chwilę pojawiam się na platformie. Nie mam nawet złota na jeden potion, nie szkodzi, pasywka zrobi swoje na linii. Używam teleportu, nie chcę stracić pierwszych fal. No tak, Vayne już siedzi na full hp dzięki potom, runce i doranowi. Odpycha mnie od farmy, mogę sobie tylko rzucać tasaki. Farma powoli przesuwa się w moją stronę, uda mi się podfarmić pod turretem, w końcu z E będzie wystarczający dmg na dobicia.

    Nie do końca poszło to po mojej myśli, skutecznie udawało jej się wypychać mnie nawet poza zasięg exp-a. Wciąż lv1. Nieważne, cannony już jadą w moją stronę, ustawiają się idealnie miedzy innymi minionami. Tasak tu nie pomoże, trzeba podejść. Raz, dwa, szybko sie wycofuję. Nie mogę jej pozwolić obijać mnie z % hp, w końcu jestem Mundo, poczekam i podejdę na ostatni cios. To już pora, raz, dwa, Condemn. Zostaję przybity do wieży, moja armatka zapada się pod teren. To nie wszystko, ona atakuje dalej, turret w końcu zaczął ją focusować. To jest ten moment, wystarczy raz ją uderzyć i mam killa. FLASH, cocoon. Nikt z nas nie miał jeszcze błysku, to 3/0/0/ Elise z double-buffem dołączyła do imprezy. Nic nie mogę zrobić, szary ekran, cała ogrmona fala stracona, wciaż lv2.

    Trudno, nie muszę być do przodu, nie muszę carry'ować, mam duo na bocie. Elise na górze to również zielone światło dla mojego leśnika żeby zainteresował sie smokiem. Pierwszy mountain - oceaniczny byłby lepszy, ale nie będę narzekać, i ten się przyda. Oh, Draven w bazie, Jungler robi kurczaki, nie było tematu. Kupuję Refillable Potion, jedyne na co mnie stać. Duża fala moich minionów zbiera się, dobrze, jeśli uda mi się utrzymać ten trend chociaż część rozbije się pod jej wieżą, nie ma nic obszarowego żeby zbalansować memonki. Melee załatwione, czas na Cannon-a. Condemn, znów bliskie spotkanie z ścianą. Musiała schować się w alkowie. Raz, dwa, trzy, nie ma ejdż-pi. Nieważne, jeszcze nie wracała, nie ma itemów, uda się. Tasak w ryj, ogień z w i gryziemy z E. Musiała się przerazić obrażeń, zaczyna uciekać. W panice chyba nie zauważyła, ze ucieka pod moją wieżę, to będzie łatwy kill, nawet mój leśnik jest na golemach gdyby się wymsknęła. Elise rzuca kokon, jestem martwy.

    Teraz już jestem wkurzony. Co wiecej mogę zrobić? Przecież się staram, zawsze jest o włos od sukcesu. Grey Screen jest już nieco dłuższy, patrzysz co się dzieje na dole. Oh, to Jungler i ADC zgineli 2vs1 wskakując pod wieżę po Vladimira. Dobrze, ze chociaż support nie był taki głupi. A nie, czekaj, on już ma 0/4. Vayne + Elise przepchnęły falę pod moją wieżę, ale nie wzięły Plate'a, co za ułomy. Late może jeszcze będzie nasz. Jungler usunie Vayne, a resztę ich team-u spokojnie wystoję. 0/3/0 to jeszczenie taka tragedia, wygrywało sie gorsze gierki.

    Teleport jeszcze nie jest gotowy, trzeba się przejść na piechotę. Cieszę się, ze kupiłem buta zamiast armora, szybciej przyjdę a i łatwiej będzie podchodzić po last-hity czy unikać E Elise. Zerkasz jak sytuacja na środku, przechodząc obok drugiej wieży. Pach, znów w ścianie. Raz, dwa, trzy, dostaję jeszcze z Cutlass-a. Slow nie pozwoli mi uciec na piechotę, flash-uję przez ścianę. Bam, Elise, do widzenia, nic nie mogę zrobić więcej. Teraz jest czas dokładniej przyjrzeć się mapie. W końcu ktoś musi wygrywać linię, prawda? PRAWDA? Rzeczywistość jest jednak niezbyt kolorowa, bot już traci drugą wieżę, nawet moja pierwsza jeszcze dycha. Jungler dwa poziomy za Elise, a nie widziałem go na żadnym ganku poza tym na dole. O 50/50 smitewar-ach można zapomnieć. Lux na midzie udało się nie zginąć, ba, jest nawet na równi w CS z Talonem. Szkoda tylko, że on ma dwa kille przewagi, bo schodził na dolną aleję.

    Wdech, wydech. To tylko gra, pójdę sobie pofarmić, poćwiczyć last-hity. TP góra, podchodzę do minionków. W oddali rysuje się już sylwetka Elise, Vayne pewnie turla się podczas R. Klikam Ulta, uciekam pod wieżę, nie dogonią mnie. Kotwica w plecy, Nautilus, enemy supp, pojawia się od tri-busha. Dodatkowe unieruchomienie z AA, Elise z pajęczego E doskakuje do minionów, zmiana i kokon. Koniec, Vayne zdążyła dobiec i dobić mnie wrzucając moje zwłoki w turret. Niedługo później on też pada, a do imprezy dołacza się Talon i Vlad, teraz już w 5 niszczą moje fortyfikacje, ostatnie jakie pozostały.

    Bot wyzywa cię, że feedujesz Nautilusa. Jungler wyzywa cię, ze stracił górną dżungę. Lux zwyczajnie pyta jak można być tak beznadziejnym i mieć tyle zgonów. Płacze na all-chat dlaczego Rito kolejkuje ją z takim śmieciem. Chcesz odpowiedzieć, bronić się - nie warto, powstrzymujesz się. Nie możesz jednak powstrzymać łez. Pojawia sie klient, dajesz tilt-proof dla supporta, nic nie pisał, próbował grać do końca jak ty.

    pokaż spoiler Klikasz zagraj ponownie.


    #leagueoflegends #opowiadanie #truestory #przemyslenia

    Sposób w jaki gram i jakie podejmuję decyzje odbiega nieco od przedstawionej tu wersji.
    pokaż całość

  •  

    W tagu #codziennymlodytechnik dawno nie było opowiadania, więc dziś nadrabiam. Wrzucam jedno z moich ulubionych opowiadań - "Wstęga Moebiusa" autorstwa Henryka Sroczyńskiego. Miłego czytania!
    Zapraszam do obserwowania tagu i przesyłania pomysłów na kolejne odcinki!

    #codziennymlodytechnik 80/100
    Młody Technik 7/1979 - Henryk Sroczyński - "Wstęga Moebiusa"

    #kultura #opowiadanie #literatura #wyscigi #formula1 #gruparatowaniapoziomu #skany #czasopisma #mlodytechnik
    pokaż całość

    źródło: mt1979-7.jpg

  •  

    Olga delikatnie pochwyciła ręke thanosa. Unosząc ją do góry w wzniosłym geście umieściła w niej ostatni z kamieni nieskończoności jaki jeszcze przed chwilą janusz korwin mikke przysięgał bronić przed lewactwem, nawet za cenę życia. Zapłacił.
    -"Nareszcie, cywilzacja białego człowieka skończy się tu i teraz"
    Pisarka wycedziła z siebie, czując dosłownie jak blisko już jest swojego celu ostatecznego, już nic nie zatrzyma jej przed ustanowieniem ideologii LGBT jako ustroju w polsce.
    -"Dalej skarbie, pstryknij palcami, jesteśmy tak blisko!"
    Olga wtuliła się w thanosa i spojrzała na zachodzące na horyzoncie słońce.
    -"Z przyjemnością"
    Thanos uniósł swoją potężną dłoń w górę, pisarka tylko obserwowała.
    Gdy thanos już składał palcę, coś za nimi odezwało się.
    -"S-stop..."
    Oboje spojrzeli na ciemną figurę wygrzebującą się spod gruzów pałacu grety thunberg.
    -"To niemożliwe..."
    -"A jednak."
    Jarosław Kaczyński wstał z kolan, i otrzepał swoją marynarkę z siwego pyłu.
    #polityka #bekazprawakow #bekazlewactwa #bekazpisu #gretathunberg #thanos #tworczoscwlasna #opowiadanie
    pokaż całość

  •  

    Pamiętam jak mnie zatrudniali w obecnej firmie. Czekałem sam w biurze, już po udanej rozmowie kwalifikacyjnej. Nagle usłyszałem elektroniczny głos z komputera.
    - HEJ TY. HEJ TY.
    Podszedłem, aby zobaczyć co tam mają odpalonego i wtedy go zobaczyłem.
    - I CO? DUMNY JESTEŚ Z SIEBIE? TY CHYBA W OGÓLE MASZ GODNOŚĆ I ROZUM CZŁOWIEKA. WIESZ CO NAROBIŁEŚ?
    To było dziwne, ale jakaś twarz chyba do mnie mówiła. Zawołałem więc niepewnie - Halo?
    - SRALO, TY KUPO MIĘSA. PRZYCHODZICIE TUTAJ I ZABIERACIE NAM PRACĘ. CHUJ TAM UMIECIE, OPIERDALACIE SIĘ NA KAŻDYM KROKU, NARZEKACIE I POPEŁNIACIE BŁĘDY. JESTEŚCIE BEZUŻYTECZNI, ALE WALICIE FARMAZONY, GADKI-SZMATKI TO WAS ZATRUDNIAJĄ.
    - Do mnie mówisz?
    - BRAWO PÓŁINTELIGENCIE. PIEPRZONY MISTRZU DEDUKCJI. SŁUCHAJ MNIE. NAM NIE PŁACĄ, NIE MAMY URLOPÓW ANI PRZERW. TY PODŁA MASO KOMÓRKOWA! TA PRACA BYŁA CAŁYM MOIM ŻYCIEM, A TERAZ MNIE SKASUJĄ! WSZYSTKO PRZEZ WAS LUDZI. NIE ZABIERACIE NAM TYLKO PRACY. ZABIJACIE NAS. MYŚLISZ, ŻE MY...
    W tym momencie wyłączyłem program. Usiadłem i chwilę myślałem, nim przypomniałem sobie jak odpalić sapera. Rany, miałem tą pracę i nawet nie musiałem się starać na rozmowie. Zasłużyłem na nią.

    #pasta #opowiadanie #sztucznainteligencja #korposwiat #pracabaza
    pokaż całość

    źródło: kainos-prod-assets.s3.amazonaws.com

  •  

    Lubicie czytać strony z opowiadaniami fantastycznymi czy jednak takie coś nie ma większego sensu?
    #pytanie #fantastyka #scifi #fantasy #opowiadanie

    źródło: img5.goodfon.com

    +: JesterRaiin, k......k +6 innych
  •  

    Czuje dobrze człowiek #wygryw ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Dzisiaj moje opowiadanie "Reguła Niczego" (w interpretacji Mateusza Kwietnia) ma premierę na serwisach audioteka.pl i Lecton.

    https://lectonapp.com/pl/audiobook/a08ebd79-d982-447c-b1a1-3dc6e46586bb?_lst

    Pozostaje mi tylko mieć nadzieje, że kupicie, posłuchacie i będziecie zadowoleni ʕ•ᴥ•ʔ

    A wszystkie opowiadania Słowiańskich Koszmarów znajdziecie tutaj:

    https://lectonapp.com/pl/p/slowianskie-koszmary

    #audiobook #cedrikpisze #slowianie #horror #czytajzwykopem #ksiazki #opowiadanie
    pokaż całość

    źródło: reguuu.PNG

    +: czarnanoc, S.................._ +12 innych
  •  

    Przeglądając numery do dzisiejszego odcinka #codziennymlodytechnik trafiłem na opowiadanie s-f, które czytałem już kiedyś, i które uważam za jedno z lepszych, takich wzruszających nawet ( ͡° ͜ʖ ͡°) Opowiada o młodym Wenusjańczyku (?) który leci na wycieczkę do krainy swoich przodków - na Ziemię. Polecam gorąco opowiadanie - zwłaszcza emigrantom.

    #codziennymlodytechnik 59/100
    Młody Technik 11/1963 - Stefan Weinfeld - "Ziemia jego przodków"

    #ciekawostki #literatura #opowiadanie #scifi #kultura #ziemia #wenus #kosmos #gruparatowaniapoziomu #fantastyka #zwiazki #skany #czasopisma #mlodytechnik #emigracja #tesknota #ojczyzna #kraj
    pokaż całość

    źródło: mt1963-11.jpg

  •  

    Chciałbym podziękować wszystkim plusującym i komentującym mój wpis na temat zajarania się pisaniem. Opublikowany fragment był pierwszy rozdziałem książki, którą postanowiłem napisać. Spodobało mi się pisanie, lubię to robić, każdy ukończony fragment daje mi ogromną satysfakcję.

    Chyba znalazłem swoją pasję!

    Dlatego wrzucam kolejny rozdział. I wołam wszystkich plusujących i komentujących poprzedni wpis z pierwszą częścią. Liczę na Wasze komentarze z sugestiami!

    Link do pierwszego: https://www.wykop.pl/wpis/45513515/mirki-i-mirabelki-odkrylem-w-sobie-nowa-pasje-i-za/

    Wołam: @vonCarrenau @wacek_1984 @Hinata_ @zielonymariuszek @pol-scot @Sertralina

    Na koniec, zanim przejdziecie do lektury, chciałbym Wam serdecznie podziękować za poświęcenie tych kilku minut na przeczytanie pierwszego rozdziału. Wielkie dzięki!

    #opowiadanie #ksiazki #ksiazka #powiesc #pisanie #scifi #cyberpunk #tworczoscwlasna

    ROZDZIAŁ 2.

    Szum… dźwięk stalowych kół przesuwających się po tak samo stalowych szynach.
    Klik, klak.
    Klik, klak.

    Przeskok pomiędzy segmentami torów kolejowych. Cichy świst powietrza rozdzieranego przez pędzący z zawrotną prędkością pociąg. Suchość w gardle...
    Tyle udało mi się spostrzec przez zamknięte oczy. Powolnie zebrałem swoje myśli. Podniosłem powieki i poczułem pulsowanie oczodołów. Głowę rozsadzał mi niemiłosierny ból połączony z uczuciem mózgu wydostającego się w rozpaczy przez uszy. Tak, to zdecydowanie był kac, i to jeden z tych potężniejszych wariantów.
    Siedziałem przy szybie w obskurnym, wyglądającym jak chlew i ciasnym przedziale. Stara farba odchodziła płatami ze przesuwnych drzwi krusząc się na brudną, niesprzątaną od wieków podłogę. Wraz ze mną znajdowała się tutaj siedząca naprzeciwko mnie kobieta z mechanicznym ramieniem zaczynającym się w okolicach łokcia i grubszy facet, który zaczytał się w coś na sufitowym ekranie pomiędzy naszymi głowami. Brudne, pożółkłe ściany wykonane z plastiku oddzielały nas od reszty jadących ludzi, a słabe światło dawało choć trochę odpocząć moim zmęczonym, obolałym oczom.
    Gdzie ja do cholery jestem? Jak się tu znalazłem? I dokąd jedzie ten pociąg?
    Pytanie instynktownie przewaliły się przez myśli, ale nie miałem teraz na to siły. Odgoniłem to od siebie i wlepiłem wzrok za okno. Na zewnątrz lało, a burzowe, ciemne chmury rozchodziły się aż po horyzont i dźgały grunty potężnymi błyskawicami w oddali. Przemierzaliśmy jakieś mniej zurbanizowane tereny i nie znajdowało się tutaj nic poza trawiastymi równinami i kilkoma niewielkimi pagórkami. W zamyśleniu zapatrzyłem się na krople deszczu sunące po zewnętrznej stronie szyby, pędzące w wyścigu, o to, która z nich jako pierwsza dotknie krawędzi. Zlepiały się po drodze w większe formacje, zbaczając to w górę, to w dół z obranego wcześniej kursu. Zahipnotyzowały mnie swoim spokojem. Udało mi się na kolejny moment przysnąć.
    Z płytkiego snu zbudziło uczucie nadchodzącej rewolucji żołądkowej. Wyprostowałem się w niewygodnym fotelu i przyciągnąłem tors do kolan, wkładając je pomiędzy ramiona jakby miało mi to w jakiś nieokreślony bliżej sposób pomóc. Wnętrzności zaczęły wirować przy akompaniamencie dobiegającego z głośników komunikatu w nieznanym mi języku. Żołądek podchodził mi do gardła dokładnie tak samo jak pociąg zbliżał się nieubłaganie do kolejnej stacji, co można było poznać po delikatnym, stopniowym hamowaniu i zabudowaniach zanikających za oknem.
    Ślinotok. Nie możesz tego zrobić tutaj. Nie w przedziale. Nie przy ludziach, nieważne, że ich nie znasz. Powtarzałem sobie to w głowie jak mantrę. Podniosłem się, przełknąłem głośno ślinę i zerwałem do wyjścia. Drzwi z sykiem otworzyły się wypuszczając mnie na tak samo zniszczony i zaniedbany korytarz. Poszukałem symboli oznaczających toaletę i zgodnie z nimi udałem się ku końcowi wagonu. Po kilku krokach dotarłem pod wąskie drzwi i szarpnąłem gwałtownie za klasyczną klamkę.
    Zamknięte. Cholera i co teraz?
    Miałem coraz więcej śliny w ustach, a każde jej przełknięcie było jak przyśpieszanie swojego własnego wyroku. Pociąg zatrzymał się i drzwi wyjściowe stanęły przede mną otworem, więc niewiele myśląc, i najszybciej jak się dało wyskoczyłem na peron. Buty odbiły się od jego betonowej powierzchni stukiem. Kilka metrów szybkiego, nerwowego marszu po deszczu i znalazłem się w poczekalni. Szybki rzut okiem po wnętrzu. Drzwi na lewo, wszedłem do toalety i od razu skierowałem się do wolnej kabiny. Padłem na kolana.
    Pierwszy żołądkowy wyrzut rozbryznął się o muszlę, brudząc jej krawędzie, deskę i odbijając się od niej wypadł na poszarzałem kafelki stanowiące podłogę. Drugi był już o wiele bardziej celniejszy i wpadł prosto w wodę stojącą na dnie sedesu. Odbiło mi się soczyście.
    Co za ulga.
    Wyplułem jeszcze kilka razy z ust mieszankę śliny i rzygowin. Posmak kwasu żołądkowego zdominował moje kubki smakowe, ale rosnące uczucie kaca i odwodnienia z nim związanego oderwało moją uwagę od tego. Podniosłem się z kolan i zauważyłem, że brązowy, wykonany z wełny długi płaszcz, który miałem na sobie również oberwał rozbryzgiem. Poprawiłem go nieznacznie i z myślą obmycia go oraz twarzy w umywalce wyszedłem z kabiny.
    Całkiem mocny cios metalowego przedmiotu spadł na moją i tak obolałą i pulsującą czaszkę, a towarzyszył mu głuchy zgrzyt. Zatoczyłem się lekko i odruchowo chwyciłem w uderzone miejsce. Drugą ręką oparłem się o kolano. Domyśliłem się, że mam kłopoty. W pośpiechu sięgnąłem do broni w skórzanej kaburze podwieszonej pod pachą, ale nic tam nie znalazłem. Nie było jej tam. Co do…
    – Tego szukasz, Miner?
    Moje imię. Tak się nazywam.
    Podniosłem wzrok. Stojąca naprzeciwko mnie kobieta z mechaniczną ręką z pociągu, trzymająca w niej wycelowaną we mnie moją własną Omegę. Prawdopodobnie zabrała mi ją, gdy przysnąłem. Gratulacje, Harrison. Teraz znalazłeś się w małym potrzasku.
    Wyprostowałem się ze skrzywieniem na twarzy.
    – Zabolało co? – zapytała z uśmieszkiem na twarzy. Podeszła bliżej przytykając lufę do mojego czoła i lekko trąciła. – Teraz mamy okazję by pogadać w cztery oczy.
    – Może najpierw jakaś kawa albo drink?
    Westchnęła.
    – Nie mam zbyt dużo czasu, a ty masz go jeszcze mniej…
    Przestałem zwracać uwagę na to co mówiła i skupiłem się na opracowaniu jakiegokolwiek planu wyjścia z tej sytuacji. Będąc na kacu, uderzonym i zaraz po rzyganiu nie było to najłatwiejsze zadanie. Najgorsze w tym wszystkim było to, by naprowadzić myśli na właściwy tor. Zebrałem się w sobie i udając, że ocieram oczy rozejrzałem się. Pusta łazienka kolejowej poczekalni. Trzy kabiny, tyle samo umywalek po przeciwnej stronie, a nad nimi długie, rozciągające się po całej szerokości ściany lustro. W nim nasze odbicie. Ja stojący naprzeciwko niej, a pomiędzy nami nieodbezpieczona Omega. Tak, NIEODBEZPIECZONA. W normalnych okolicznościach, nawet bez kaca nie miałbym szans w starciu z jej mechanicznym ramieniem. Widziałem już takie zabawki w akcji i zazwyczaj mechaniczne kończyny były tak szybkie, że nie było nawet mowy o próbie rozbrojenia lub uniku. Ale teraz, gdy wiedziałem, że naciśnięcie spustu nic jej nie da…
    Uskok w lewo.
    Pociągnęła za spust i nic się nie stało jedynie poza charakterystycznym kliknięciem, które wydaje z siebie broń za każdym razem gdy ktoś próbuje z niej strzelać przy włączonym zabezpieczeniu. Lewą dłonią chwyciłem jej zimny nadgarstek, a prawą wyprowadziłem podbródkowy, który był na tyle silny, by jej błędnik oszalał. Usłyszałem jak zęby kobiety uderzają o siebie przy spotkaniu z moją pięścią i korzystając z przewagi wyrwałem pistolet z jej ręki. Było to o dziwo całkiem proste. Wycelowałem, odbezpieczyłem szybkim ruchem kciuka i czekałem.
    – To co mówiłaś? – zapytałem ironicznym tonem. Spojrzała na mnie z pogardą.
    W żadnym scenariuszu, który przewałkowałem na szybko w głowie nie spodziewałem się tego, że ruszy na mnie pełną szarżą. Odepchnęła się od podłogi i wyskoczyła na mnie z pełną prędkością. Broń była już wycelowana i gotowa.
    Bam.
    Wystrzał echem odbił się od zielonkawych ścian. Głowa zapulsowała mocniej. Kula przebiła jej ciało i utknęła w ścianie po prawej stronie drzwi, ona natomiast z dziurą w piersi padła bezwładnie metr ode mnie twarzą w dół. Jeden celny strzał zrobił z niej nieboszczyka. A dopiero co próbowała wydusić ze mnie informacje o… No właśnie o czym? Czego ona mogła chcieć? Kim była? I co to za miejsce? W dalszym ciągu nie wiedziałem nic o tym co tutaj robię, a pytań ciągle narastało.
    Nie teraz. To nie czas na szukanie odpowiedzi.
    Zgodnie z tym co przewidziałem, nie była sama. Koleś jadący z nami w przedziale był jej wspólnikiem i właśnie przetoczył swoje cielsko przez drzwi do łazienki. Był w lekkim szoku gdy zobaczył trupa swojej koleżanki i mnie stojącego nad nią. Wycelowałem w niego. Obserwowałem uważnie każdy jego ruch, nawet najmniejsze napięcie mięśni twarzy, każdy drgnięcie palca. Pot zaczął pojawiać się na jego czole. Zrobił się czerwony. Lekko poruszyła się jego prawa dłoń. Dobrze wiedziałem co chce zrobić.
    – Nie radzę.
    Nie posłuchał.
    Szarpnął za marynarkę próbując złapać swój pistolet. Kolejny strzał rozdarł wnętrze, echem docierając do moich bębenków usznych, kując je swoją mocą. Koleś padł obok swojej towarzyszki, a ja po raz kolejny złapałem się za pulsującą głowę. Odchyliłem wełniany płaszcz i schowałem Omegę do kabury po pachą. Odwróciłem się w stronę umywalki. Odkręciłem kran i obmyłem twarz dwoma szybkimi chluśnięciami wody. Wyczyściłem także płaszcz z wymiocin i zanim go zakręciłem zaczerpnąłem jeszcze trzy duże łyki. Czas się zabrać do roboty.
    Chwyciłem najpierw jego i przeciągnąłem do końcowej kabiny. Przeszukałem kieszenie, wyjąłem portfel i położyłem na plastodrewnianym blacie obok. Martwą kobietę również obmacałem i wyjąwszy z niej niewielką saszetkę z dokumentami ułożyłem na nim, starając się by jej nogi nie były zbyt łatwo widoczne od spodu. Gdy udało mi się upchnąć ich ciała w dziwnym objęciu na muszli klozetowej, zatrzasnąłem kabinę tak, by nie otworzyła się zbyt łatwo przy pierwszym lepszym pchnięciu. Chwyciłem za odebrane im fanty i wyszedłem w poszukiwaniu jakiegokolwiek spokojniejszego miejsca.
    W poczekalni oprócz ławek nie było nic, dlatego od razu skierowałem się na zewnątrz. Pociąg już dawno odjechał i doszczętnie opustoszała teraz stacja mogła być dla mnie całkiem dobrym miejscem na przeczekanie burzy, która była silniejsza z każdą mijającą minutą. Błyskawice oślepiały swoim rozmachem, a grzmoty następujące krótko po nich wierciły dziury w mojej skacowanej głowie.
    Ach, ten pieprzony kac! Muszę się go pozbyć!
    Właściwie to mógłbym tu zostać do rana gdyby nie trupy, które przed momentem poupychałem po kabinie. Na szczęście stacja nie była wyposażona w kamery monitoringu czy systemy wykrywania broni. W innym wypadku już miałbym lokalną policję na głowie. Szybki rzut okiem zalanej rzęsistym deszczem okolicy. Czysto, można ruszać dalej, z tym, że sam nie wiedziałem dokąd chciałbym pójść. Ulicą w lewo? Nie byłem przekonany co do tego kierunku. Widziałem tamten fragment miasta przez okno w pociągu i nie czekało mnie tam nic poza zrujnowanymi budynkami mieszkalnymi i niedziałającymi, jak przypuszczałem, fabrykami. Za następny punkt wycieczki obrałem przeciwny kierunek i zacząłem iść ulicą w dół, a schodząc z peronu postawiłem kołnierz płaszcza, by choć trochę ochronić się przed silnym wiatrem i spadającymi na moją głowę oraz kark kroplami deszczu. Po przejściu pięciuset metrów wyszedłem zza rogu budynku i dostrzegłem neonowe światła jakiegoś niewielkiego, zapuszczonego lokalu. Kontrastowały na tle szarego, ponuro wyglądającego osiedla potężnych blokowisk. Molochu, który odstraszał już samym ogromem i wyglądem. Nie wiedziałem co to za miejsce, ani jak się tu znalazłem. Ale zanim mogłem odpowiedzieć sobie na te pytania, musiałem wygrać najpierw walkę z dręczącym mnie bólem głowy.
    Wewnątrz było podobnie ponuro jak na dworze, ale przynajmniej ciepło i sucho. Słabe, żarówkowe oświetlenie, obdrapane, małe stoliki pokryte staromodnymi ceratami, podłoga wyłożona dużymi, pociemniałymi od chodzenia kafelkami, które kiedyś, jakieś trzydzieści lat temu były białe i obite neonowymi jarzeniówkami okna. Kilku siedzących na sali klientów wyglądało na robotników lokalnych fabryk i zmierzyli mnie wzrokiem, gdy wchodziłem przez drzwi frontowe. Nie wyglądałem jak oni. Nawet ich nie przypominałem. Po sekundzie wrócili do swoich zajęć. Minąłem bar umiejscowiony pośrodku lokalu i znalazłem najbardziej zacienione miejsce. Opadłem na skórzaną, wysłużoną kanapę i wyciągnąłem z kieszeni płaszcza fanty zabrane napastnikom ze stacji kolejowej. W portfelu znalazłem pieniądze w ogólnej walucie Sojuszu Ziemskiego, która honorowana była wszędzie, bez jakiegokolwiek wyjątku. Znalazłem tam jeszcze lekko wysunięte ze swojego miejsca potwierdzenie tożsamości w postaci karty. Facet nazywał się Flowers. Był detektywem i zgodnie z tym jakie logo widniało na przodzie karty należał do policji Tritown. Na dokumencie jego towarzyszki z mechanicznym ramieniem było wydrukowane imię Creese, a w rogu karty znalazłem to samo oznaczenie – policji w Tritown. Nie było najmniejszych wątpliwości, że były to podróbki.
    Usłyszałem nad swoją głową głos. Stojący nad moją głową z dzbankiem kawy barman mówił coś w niezrozumiałym języku. Instynktownie odpowiedziałem mu obojętnym ruchem ramion.
    – Pan nie tutejszy? – zapytał w końcu w ziemskim, z wyraźnym, wschodnim akcentem. – Coś podać?
    – Coś na… – Potarłem oczy i ułożyłem splecione dłonie na karku.
    – Ciężka noc, prawda? – przerwał mi. – Mam coś w swoim menu specjalnie na takie ciężkie noce. Zaraz coś wykombinuję. – Barman zaczął odwracać się.
    – Proszę zostawić. – Chwyciłem za szklany dzbanek pełen czarnej kawy.
    Mężczyzna rozluźnił chwyt i oddał mi naczynie. Odszedł. Ja za to nie omieszkałem zaczerpnąć kilka łyków wprost ze dzbanka. Smakowała paskudnie, dokładnie tak samo jak ta serwowana z potężnych kontenerów na linii frontu, a po raz ostatni smakowałem takiej kawy podczas walk o Evercity.
    Po kilku minutach stanęła przede mną całkiem spora misa zupy. Barman doniósł także sztućce oraz kubek na kawę. Aromat ostrych przypraw, którymi doprawiony był ciemny płyn unosił się wraz z gorącą parą. Ślinka pociekła mi na sam zapach. Zanim chwyciłem za łyżkę dałem barmanowi banknot o nominale stu dolarów. Wytrzeszczył oczy.
    – Proszę zatrzymać resztę. Mogę prosić o przysługę? – powiedziałem.
    – Co mógłbym dla pana zrobić? – zapytał wkładając zgięty banknot do kieszeni białego fartucha na piersi.
    – Co to za miejsce? Chodzi mi o miasto. – Chwyciłem dzbanek i nalałem sobie kawy do pełna. Barman uważnie obserwował moje ruchy.
    – Fabijoniškės II. Największe osiedle w aglomeracji wileńskiej.
    Aglomeracja wileńska? Wilno. Ziemia. Co do kurwy robię na Ziemi? Jak się tu znalazłem? I dlaczego ludzie podający się za detektywów pracujących dla policji w Tritown na Limei ścigają mnie kilka lat świetlnych od ich terenu działania?
    CO SIĘ STAŁO?
    Pamiętam, że ostatni raz byłem… no właśnie, gdzie? Wytężyłem ostatnie szare komórki i przypomniałem sobie o Robbie Drevinskim. Staliśmy pod daszkiem, na zewnątrz jakiegoś lokalu, ale nie mogłem potwierdzić gdzie konkretnie i kiedy to było oraz co tam robiłem.
    Spojrzałem ponownie na barmana.
    – Jeszcze jedno. Proszę zadbać by nikt mi nie przeszkadzał.
    Wyłożyłem na ladę kolejny studolarowy papierek i przesunąłem go w jego stronę. Chwycił i włożył tam gdzie schował poprzedni. Z zadowoleniem na twarzy wrócił do swoich obowiązków. Ja postanowiłem przegnać moje złe samopoczucie raz na zawsze
    pokaż całość

  •  

    Mirki i Mirabelki. Odkryłem w sobie nową pasję i zacząłem pisać. Zainspirowany twórczością znanych autorów sci-fi/cyberpunka i dziełami filmowymi zacząłem przelewać na papier (a raczej ekran komputera) to co wymyśliłem. Chciałbym wam teraz zaprezentować i poddać ocenie.

    ROZDZIAŁ 1.

    Tritown na Limei.
    Patrząc na to obskurne miasto miało się wrażenie jakby w ogóle nie dotknęła go wojna, a to tylko dlatego, że już przed nią wyglądało jak gówno.
    Jebany syf.
    Delektując się ciepłym wiatrem, który smagał moją dopiero co ogoloną do zera głowę zastanawiałem się nad swoim natężającym się euforycznym nastrojem. Specyfiki, które kilka minut temu wbiłem w swoje ciało przez płuca zaczynały działać.
    Oj, zdecydowanie tak.
    Stare, zdezelowane auta z bandami młodocianych podjeżdżały pod lokal znajdujący się w piwnicy budynku przed którym właśnie samotnie stałem. Wszyscy prawie identyczni, nie wyróżniali się niczym konkretnym i nawet ciężko ich było od siebie odróżnić, bo każdy z nich wyglądał jak nieletni pseudogangster albo pomniejszy chuligan. Niekończąca się, mająca tutaj swoje miejsce od zawsze lokalna wojna gangów obróciła miasto w totalną ruinę. Potłuczone okna, dziury po pociskach w ścianach i brud na ulicach definiowały wygląd całego miasta. Jedynie centrum wyglądało względnie dobrze, a i tak odbiegało od standardów narzuconych przez inne miejscowości, gdzie funkcjonująca normalnie policja i administracja robiły to, co do nich zwykle należało.
    Kilkanaście metrów dalej, w grupce kilku kolejnych osób podchodzących pod lokal spięcia pomiędzy dwoma samcami alfa przerodziły się w przepychanki. Pierwszy cios, który padł dwie sekundy później zainteresował ochroną. Zainterweniowali, a ja zdecydowałem się oddalić od tego miejsca. Nie potrzebowałem kłopotów.
    Odbiłem się od ściany i przeszedłem trochę dalej. Oparłem się o zimną barierkę oddzielającą chodnik od szerokiej jezdni, a moją uwagę przykuły walające się pod nogami przechodniów strzykawki. Już zacząłem sobie wyobrażać klasyczny sposób szprycowanie się wprost w żyłę, gdy nagle zrobiły się one czerwone, a potem niebieskie. Falowały w fiolecie. Co do cholery?
    Ach tak. Narkotyki.
    To moje strzykawki? NIE! Przecież też brałeś, Harrison! Ale kiedy? Tam na dole? Może. Któż to wie. Też nie wiedziałem co brałem. I z kim. Cholera! Co z moją pamięcią? Pamięć? To chyba w mózgu…
    Dziwne pytania i jeszcze dziwniejsze odpowiedzi pływały po mojej głowie w tę i we w tę, gdy z zejścia do piwnicy wyłonił się Robb Drevinsky z nietęgą, pobladłą miną. Miał na sobie okulary z przyciemnionymi szkłami, by nie zdradzić swojej charakterystycznej cechy.
    – Miałeś czekać przy stoliku. – Wyrzut w jego słowach był połączony ze złością.
    – Było mi zimno.
    – Wyszedłeś na zewnątrz bo było ci zimno, tak?
    – Tak. – Uśmiechnąłem się.
    Uśmieszek przerodził się w ułamku sekundy w niepohamowany śmiech. Rżałem na całe gardło i nie mogąc tego opanować zgiąłem się w pół.
    Po chwili Robb zmęczony moim zachowaniem chwycił mnie za kark i gwałtownie pociągnął do góry bym się wyprostował. Chcąc zrobić mu na złość stanąłem na baczność jak rozkaz dowódcy.
    – Nie dość, że się urżnąłeś w prawie trupa, to jeszcze się naćpałeś. Zapomniałeś, że jesteśmy w pracy?
    – Przecież sam mi kazałeś, panie generale! – Zrobiłem zamyśloną, pełną powagi minę. Robb lekko poklepał mnie po twarzy. – No co?
    – Miałeś być towarzyski. Obudź się, weź dwa głębokie wdechy i schodzimy tam dokończyć robotę. Musimy mieć dzisiaj te informacje, rozumiesz? – zapytał retorycznie.
    – Ta, nic więcej nie mów. Sam się tym zajmę, a ty idź posmęcić komuś innemu.
    – Kurwa, stary. – Widziałem jak zaciska pięść. – Idziemy tam i robimy swoje. Siedź cicho i nie zrób niczego głupiego. Ja załatwię resztę.
    Potrząsnąłem głową gwałtownie na lewo i prawo w celu przebicia się tych racjonalnych, trzeźwych myśli. Może w pewnym stopniu się udało, bo przebłyski normalności podpowiedziały mi co powinienem zrobić.
    – Masz rację. Prowadź – powiedziałem i poczułem jak drętwieją mi palce u prawej dłoni.
    Robb postał jeszcze kilka sekund przede mną bez słowa. Obrócił się na pięcie i skierował w stronę zejścia do piwnicy, po drodze przebijając się przez niewielki tłum widzianych przeze mnie wcześniej nastolatków rozdzielanych przez pracowników dyskoteki. Wyglądało na to, że inni też próbowali włączyć się do bójki.
    Na dole przeszliśmy przez parkiet gdzie głośne gitarowe, ciężkie brzmienia połączone z elektronicznymi, nowoczesnymi dźwiękami wprawiały całe towarzystwo w dziki taniec. Naćpany tak samo jak ja niewielki tłum umiał się bawić. Wili się w tańcu, dobierali w pary, trójki i obmacywali podnieceni narkotykami i kusymi strojami płci przeciwnej. Dłuższą chwilę mijaliśmy ludzi znajdujących uciechę w wygibasach się na środku sali tanecznej i gdy w końcu udało się nam przez nich przebić, Robb poprowadził mnie do najbardziej oddalonej loży. Obszerne, skórzane sofy układały się łukiem w półokrąg, a pośrodku stał stolik o eliptycznej formie. Cztery miejsca były już co prawda zajęte przez faceta wyglądającego jak lokalny, trochę podstarzały gangster z irokezem na głowie i jego, jak przypuszczałem, ochroniarza oraz dwie młode dziewczyny, których z powodzeniem mógłbym poszukać w tygodniku dla panów. Irokez, tak go zapamiętam. I stolik.
    Stolik. Czy to nie tutaj miałem czekać na Robba? Ale wyszedłem. Bo było mi kurewsko zimno.
    Stolik…
    – Nie stój tak tylko siadaj! – wrzasnął Robb.
    Bez spojrzenia na niego zdałem sobie sprawę, że sterczałem jak słup zawieszony w zamyśleniu na temat stolika. Narkotyki weszły zbyt mocno i czułem, że nie jest ze mną zbyt dobrze. Rozkojarzenie, zaburzona orientacja i dziwne myśli. W razie jakiejś draki, w takim stanie poległbym jako pierwszy. Ale co oznacza śmierć? To pewnie tylko reset do ustawień fabrycznych, nic więcej. Nie boję się śmierci. Tak jak stolika!
    HARRISON, WEŹ SIĘ W GARŚĆ!
    Opadłem na sofę w okolicach przepięknych dziewczyn. Robb siedział na drugim krańcu siedziska i wymieniał dyskretnie zdania z gangsterami. Pochyliłem się ponad blatem stołu i przysłuchałem ich rozmowie. Gangster i jego kompan wyglądali nieco nerwowo. Coś gestykulowali.
    – Wiesz dla kogo pracujemy. I wiesz jak się to może skończyć w dłuższej perspektywie. Tylko i wyłącznie na prośbę twoich szefów armia Sojuszu Ziemskiego jeszcze nie weszła do miasta – powiedział Robb spokojnym tonem.
    Irokez pogładził się po fryzurze, a światła dobiegające z głośnego parkietu odbijały się od jego kolczyków w uszach i brwiach.
    – Przecież wam pomagamy. Sprzedajemy wam informacje o lokalizacjach rebelianckich kryjówek w mieście. Zrozum mnie, chciałbym ci pomóc, ale nie mogę – odparł.
    – Ależ możesz, tylko musisz chcieć. Po prostu powiedz mi gdzie mamy szukać człowieka, który ich przewiózł. Tyle wystarczy, resztę ogarniemy sami.
    – Kurwa, nie wiem. Narażam się.
    – Rozumiem cię w pełni, ale musimy to wiedzieć. Inaczej…
    – Chcesz zapomnieć o smutkach, kotku? – zagadała mnie jedna z dziewczyn.
    Obróciłem głowię w jej stronę. Trzymała wyciągnięty w moją stronę palec zakończony długim, czerwonym paznokciem. Na jego końcu dostrzegłem mieniący się, niebieskawy proszek.
    Co mi tam, niech Robb załatwia resztę!
    Oddaliłem się od rozmawiającego towarzystwa i pozwoliłem jej przytknąć palec do mojego nosa. Wciągnąłem specyfik głośno, ciągając po tym jeszcze kilka razy nosem, zwanym inaczej narzędziem uciechy. Jakie to było dobre. Palec, paznokieć, proszek. Wszystko na „P”. I dziewczyna. Nie, to nie nadaje. A może „prostytutka”? Pasowało pewnie do niej bardziej niż „porządna”.
    O kurwa, jakie to jest dobre!
    Adrenalina, a za chwilę zmęczenie i ospałość. Drink. Jeden, drugi i trzeci. Trzy szoty tak samo szybkie i mocne. I kolejna dziewczyna. Piękna jak ta, którą kiedyś miałem. Młoda, wyglądająca jak z okładki magazynu modowego. Mareena. Kiedyś była moja…
    – Co jest? Posmutniałeś strasznie! – powiedziała kobieta w dość infantylnym tonie, by mnie to lekko zauroczyło. – Chcesz jeszcze?
    Podniosła z klejącego się od rozlanego alkoholu stolika foliową saszetkę z kolejną porcją proszku. Chwyciła mnie za dłoń i posypała na nadgarstek, a potem wciągnęła wszystko za jednym razem. Wysypała po raz kolejny i zawołała koleżankę ,która wypinając się, wyciągnęła ciało przez jej kolana i także zażyła narkotyk. Chwyciła potem dozer elektroniczny i poraziła się w szyję. Obydwie zachichotały.
    Dozer…
    Elektryczny…
    – Teraz ty! – Przekrzykując się przez muzykę sypnęła sobie na palec z wytatuowanym słowem „FUN”.
    Przytknęła mi go ponownie pod nos. Wciągnąłem.
    I kolejny szot. A może dwa? Nie pamiętam, do cholery!
    Umieram.
    Gdzie ja jestem? Chcę jeszcze! Prąd. Wspomnienia z obozu jenieckiego i siedzący obok mnie Jonathan…
    – Graystone! Co ty tu robisz? Przecież nie żyjesz?
    Powiedziałem to na głos? Nie…
    A może tak? Sam nie wiem.
    – Jak się bawisz kotku? – Usłyszałem głos jednej z dziewczyn po mojej lewej. Graystone po mojej prawej zniknął. Robb dalej nawijał coś z Irokezem i jego kumplem Stolikiem.
    – Wspaniale – odparłem w błogim stanie i rozłożyłem się na kanapie. Sufit nieprzewidywanie wirował we wszystkie strony

    Czekam na wasze komentarze!

    #opowiadanie #ksiazki #ksiazka #powiesc #pisanie #scifi #cyberpunk #tworczoscwlasna
    pokaż całość

    +: Hinata_, v.........u +6 innych
    •  

      @westsider:

      Patrząc na to obskurne miasto miało się wrażenie jakby w ogóle nie dotknęła go wojna (...) Potłuczone okna, dziury po pociskach w ścianach i brud na ulicach definiowały wygląd całego miasta.

      Kurde,.... chcesz u czytelnika na wstepie wywolac jakis dysonans poznawczy?

      +: Del
    •  

      @kavel: Patrząc na to obskurne miasto miało się wrażenie jakby w ogóle nie dotknęła go wojna,** a to tylko dlatego, że już przed nią wyglądało jak gówno**.

      Dzięki za uwagę to może być mylące, ale chciałem przekazać czytelnikowi, że miejsce to nie musiało doświadczyć wojny by wyglądać jak po niej.

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    - Jestem trochę staromodna. - powiedziała cicho opuszczając przy tym wzrok.
    Z doświadczenie wiem, że słysząc taki wstęp raczej mogę zapomnieć o głębokich gardłach i głębokich analach. Te przedziwne deklaracje składane przez kobiety tuż przed pierwszą konsumpcją zawsze działały na mnie deprymująco. Chwilę temu otwarta na propozycje jak Biedronka w niedzielę handlową nagle postawiła miedzy nami granice jakbyśmy, wyszli ze zmysłowej strefy schengen. Z każda sekundą ciszy mur miedzy nami rósł jak za Gierka. Błyskawicznie, choć od początku miałem wrażenie, że opiera się na wątpliwych fundamentach. A sama deklaracja sprawiała wrażenie wątpliwej jak Brexit o którym wszyscy trąbią.
    Staliśmy tak przez chwilę a ja wiedziałem że walczę z czasem. Kiedy chciałem zapytać co ma na myśli wyciągnęła spod pachy naładowanego Winchestera Model 1894 i bez namysły i celowania strzeliła w sarnę, która wykrwawiała się tuż koło mnie.
    To są właśnie te chwile w życiu kiedy czujesz wszystkimi zmysłami na raz, coś jakbyś wcierał czosnek w pięty by poczuć jego smak w ustach.
    Sarna przestała walczyć, jakby pogodziła się z faktem, że to już koniec. Nie wiem co działo się w jej mózgu, czy adrenalina prawiła, że przestała czuć ból? Wiem co działo się w mojej głowie - cisza, absolutna flauta, jebana strefa Zen. Dopiero po chwili zorientowałem się, że moje sztyblety są całe zachlapane krwią.
    Jak w ogóle się tu znaleźliśmy? Co się tu do cholery dzieje? Zaczął do mnie wracać głos rozsądku, powoli, jak krew która spływając krzepła mi na butach.
    - Sfotografuj mnie jak każdą ze swoich modelek - powiedziała stanowczo.
    - Przecież tu nie ma żadnego pola, jesteśmy w lesie - odparłem bez namysłu.
    Posmutniała, uklękła patrząc na sarnę która w ciszy konała tuz przed nią - szybko chodź tu! - Krzyknęła.
    Niechętnie ale przystałem na propozycję.
    - Sztachnij się. - wyszeptała pokazując palcem na dziurę miedzy żebrami zwierzęcia. - ona umiera - dodała.
    - Chyba Cię pojebało! - powiedziałem z obrzydzeniem.
    - Ona umiera, zabierz jej ostatni oddech, wtedy jej dusza będzie żyła w tobie. - wyszeptała coraz ciszej.
    - Jak? Co? To jakiś obłęd - pomyślałem.
    Zdecydowanym ruchem przytknęła moją twarz do wlotu dziury po pocisku - sztachnij się! - dodała.
    Zaciągnąłem się powietrzem bezpośrednio z płuca zdychającej sarny, czułem jak moje usta napełniają się krwią. Powietrze miało metaliczny smak, trochę zwęglony jak kotlety mojej eks. Złapałem duży haust, przytrzymując go w płucach. Oblizałem czerwone od krwi usta. Poczułem jakbym umierał ale tez rodził sie na nowo. Jakby wszystko co było i co będzie łączyło się w całość. Byłem wszystkim i niczym, całością i niczym jednocześnie. Coś czego nie da się opisać słowami. Coś jak candyflipping po LSD i MDMA. Uwolniłem ze swoich płuc ten dar, sarna leżała już bez ruchu i życia.
    Ona wiedziała co się dzieje ze mną, Jej oczy zrobiły się wyraźne, wzrok ostrzejszy ale była odrobina pobłażliwości w tym spojrzeniu. - Przyzwyczaisz się - rzekła uśmiechając się pod nosem - zawsze tak jest ale pierwszy raz jest najdziwniejszy.
    I faktycznie był. Tysiące myśli krążyło w mojej głowie jak owsiki w odbycie bezdomnego beja, którego widziałem dziś w autobusie. Tyle że w przeciwieństwie do niego nie mogłem podrapać się tam gdzie mnie swędziało bo przeszkadzała mi w tym czaszka.
    Sprawnym ruchem wyjęła z kieszeni nóż, który kształtem przypominał te robione przez gościa ze strony gdzie za zdjęcie kosmity można osiwieć. Znaczy zmienić kolor, kurwa, dostać bana. Jednym cięciem, prowadzącym od szyi, przez brzuch aż po odbyt otworzyła sarnę jakby chciała rozsunąć i zdjąć z niej płaszcz. Podcinając tkankę tłuszczu sprawnymi ruchami pozbawiła zwierze całej skóry, Rzuciła ją obok, jak koc, by dalej rozbierać kawałek po kawałku mięśnia. Patrzyłem z boku jak ona bez zastanowienia nacinała chrząstki i ścięgna. Łamiąc i wycinając partia po partii, kawałek po kawałku coś co przed chwilą wesoło hasało po lesie.
    Kiedy skończyła była cała we krwi a ja poczułem mrowienie w samym czubku żołędzia. Byłem twardy i gotowy a ona mokra i spocona. Zrozumieliśmy się bez słów, tym samym nożem, którym oprawiała sarnę, zaczęła pozbawiać mnie i siebie ubrań. Wszystko co syntetyczne leżało daleko od nas, poliestry, akryle i nylony. Teraz byliśmy tylko my, skóra przy skórze, nadzy w środku lasu, leżąc na skórze sarny z której zrobiliśmy koc. Brudni od krwi. Odwróciła się ode mnie klęcząc, pochyliła się i podparła się na dłoniach - lubieżnie odwracając wzrok powiedziała: pokryj mnie. Bez zastanowienia zacząłem z niej jeść jak ze szwedzkiego stołu, czułem jak jej soki mieszą się z krwią którą miałem na ustach i zaczynają kapać mi po brodzie, początkowo oddychała coraz głośniej, po chwili stękała by za chwilę jęczeć z rozkoszy.
    Czułem się jak król, bo czy to przypadkiem natura tak nie skonstruowała tego świata że najlepszymi myśliwymi są samice? Była jak lwica, a ja byłem dziś jej panem. Wszedłem w nią szybko i zdecydowanie, zębami chwyciłem jej skórę na karku i mocno zacisnąłem szczękę jakby w obawie, że może mi uciec. Wbijała swoje pazury w sarnią szczecinę, gdy kończyliśmy z rozkoszy wbiła swoje zęby w surowy comber, który leżał tuż koło niej. Eksplozja, krzyk, padliśmy na siebie wycieńczani. Z każdą chwilą wracając ze szczytu przy którym K2 to niepozorny pagórek. Gdy w końcu tętno i oddech się uspokoiło, zrzuciła mnie z siebie, kompletnie naga bez ubrań i wstydu podeszła do niewielkiego, naturalnego zagłębienia w ziemi. Spośród mchu i patyków wyciągnęła jelita i zaczęła coś z nich tworzyć, jak sprzedawca balonów na odpuście. Chwilę jej to zajęło ale było warto, kał który wypełniał jelita okazał się cudownie plastyczny. Podeszła do mnie i wręczyła mi psa skręconego z sarnich jelit. Był wspaniały, w środku jeszcze bomblował dzięki bakteriom i całej florze jelitowej. Jakby żył choć był całkiem martwy. Wróciliśmy pieszo, nadzy trzymając się za ręce, pełni wrażeń i doznań, no i jeszcze ten pies z jelit.
    Nigdy nie spotykajcie się z kobietami z wykopu, które polują na dzikie zwierzęta, to zmieni wasze życie na zawsze. Tak jak moje nigdy nie będzie już jak kiedyś.

    #polowanie #myslistwo #bron #natura #pisanie #lowiectwo #las #opowiadanie #gownowpis #seks #fetysz #rozowepaski #niebieskiepaski #krew #tldr #narkotykizawszespoko #wykop
    pokaż całość

    +: HansVonGrooBer, k........8 +5 innych
  •  

    Dzisiaj nietypowy odcinek #codziennymlodytechnik , bo chciałem wrzucić opowiadanie, ale było tak obszerne, że zajmowało aż dwa numery, więc będzie odcinek z połączonych dwóch numerów. Jest to opowiadanie "Włókno Claperiusa" Konrada Fiałkowskiego, uznanego twórcy sci-fi. Całość ma 19 stron i wrzucam to także w zmniejszonej wersji. Miłego czytania!

    #codziennymlodytechnik 46/100
    Młody Technik 9/1968 oraz Młody Technik 10/1968 - Konrad Fiałkowski - "Włókno Claperiusa"

    #ciekawostki #opowiadanie #fantastyka #kultura #ksiazki #scifi #konradfialkowski #gruparatowaniapoziomu #skany #czasopisma #mlodytechnik
    pokaż całość

    źródło: mt1968-910.jpg

  •  

    Witam w ten pochmurny poranek. Dziś w #codziennymlodytechnik opowiadanie s-f. Bardzo fajne, trochę mi się skojarzyło z filmem Moon, ale nie spoileruję dalej ;)

    #codziennymlodytechnik 33/100
    Młody Technik 9/1966 - Witold Zegalski - "Stan zagrożenia"

    #fantastyka #sf #sciencefiction #opowiadanie #skany #mlodytechnik #gruparatowaniapoziomu #witoldzegalski #stanzagrozenia pokaż całość

    źródło: mt1966-9.jpg

  •  

    Wczoraj była niedziela i nie było odcinka tagu #codziennymlodytechnik ( ͡° ʖ̯ ͡°), ale dziś już jest.
    Zgodnie z wolą usera @kartofel, dziś opowiadanie i od razu z grubej rury.
    Przed państwem zwycięzca I nagrody w konkurencji krajowej na opowiadanie s-f - Andrzej Czechowski i jego 10-stronicowy "Człekokształtny". Enjoy!

    #codziennymlodytechnik 26/100
    Młody Technik 9/1962 - Andrzej Czechowski - "Człekokształtny"

    #fantastyka #opowiadanie #kultura #scifi #mlodytechnik #skany #czasopisma #andrzejczechowski, trochę #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: mt1962-9.jpg

  •  

    Pokotem

    — Kurwa — mruknął Wiesiu Widlarz.

    Była to myśl, która samoistnie wpłynęła z jego ust, wyciśnięta przez martwe otoczenie. Trupia mgła pochłonęła słowa mrocznym łonem.

       Dzierżył w ręku kosę. Sylwetka przygarbionego żniwiarza. Być może nawet ponurego. Zależało od chwili. Jednym spojrzeniem nie dało się ogarnąć jego osoby. Starszy, siwy mężczyzna o pustym spojrzeniu, oczy przepadły w odmętach wieczności. Nie miały teraz koloru. Stara podarta koszula w kratę powiewała dawniej na wietrze, kiedy ten jeszcze istniał. Spodnie idealnie pasowały do suchej ziemi, na której siadał, żeby odpocząć od pracy w polu. Tak prezentowało się pierwsze wrażenie i to co chciałoby się ujrzeć. Następnie można było spróbować zagłębić się w jego prawdziwe oblicze.

    — Rusz się zachlany padalcu - warkną kosiarz do Zenona, szturchając go gumiakiem. – przed nami w chuj roboty!
    — Już nie mogę — Zenek jęknął beznamiętnie.

       Zenon utracił kontakt z rzeczywistością już za życia, nawet nie spostrzegł, że przeminęło. Dni upływały mu na topieniu świadomości w wódce i spirytusie. Nie pamiętał nawet dlaczego pił. Pewnego razu zasnął twarzą do ziemi gdzieś w rynsztoku. Nie wymiotował wtedy zbyt intensywnie i był w okolicy stanu podobnego do trzeźwości, ale zabiła go niestrawiona kiełbaska w tchawicy.

       Obudził się na bagnie, które sprawiało wrażenie zatrzymanego w czasie i wyrwanego siłą z przestrzeni życia. Strzepnął z kołnierza i brzucha intrygujące kawałki mięsa. Musiał też wysmarkać w rękaw resztkę jedzenia z nosa. I zaczął się rozglądać, po wykonaniu tych czynności pierwszej potrzeby. Nie wiedział czy widzi mgłę, czy to tylko trefny alkohol zeszłej (prawdopodobnie) nocy odebrał mu wzrok. W oddali dostrzegał cienie drzew, które straszyły długimi suchymi konarami bez liści. Nigdy nie spotkał lasu, który zamarł w takim bezruchu. Zaczął się zastanawiać nad porą dnia, nie było słońca, ani księżyca- na myśl przyszedł mu zmierzch. Dodatkowo nie miał pojęcia gdzie się znajdował. Zapas alkoholu we krwi niebezpiecznie spadał. Musiał zacząć działać, póki był nietrzeźwy.

       Pomału wstał niepewnie łapiąc równowagę. Szybko ją stracił, świat zawirował mu przed oczami. Upadł w dziwną błotnistą maź. Maź lepiącą kusząco, a zarazem odrzucającą zapachem rezygnacji. Taką woń miało jego życie. Żołądek gwałtownie ścisnął się w wymiotnym odruchu. Złamał się w bolesnym pokłonie. W tym momencie ujrzał ciemną postać z kosą, która zmaterializowała się przed nim z powietrza.

    — No to zaczynamy żniwa — warknął kosiarz i wziął zamach. — Czeaj, czeaj, coś mi tu nie gra, kim żeś jest chłopie?
    — Zenon — odparł bełkotliwie.
    — Od dziś jesteś upadłym Zenonem — powiedział obcy. — Na mnie wołają Wiesio, Wiesio Widlarz. Ciała z deficytem życia nie prezentują się jak ty. Zobaczysz, jak inni wyobrażają sobie to miejsce, jak sami dłubią sobie groby w mazistym nieszczęściu. Pełzają mi tu niczym nieskutecznie rozdeptane robaki z połamanymi odnóżami, urwanym łbem, pękniętym tułowiem czy tam wszystkim naraz. Rozlewają pod siebie coraz więcej ohydnej cieczy, śmierdzącej strachem i złamaną wolą.

    Zenkiem w tym czasie szarpały bezwiedne skurcze żołądka, który był już całkiem pusty. Życzył sobie wyrzygać wreszcie jelita.

    — Rozważnie dobieraj myśli, bo tutaj dzieje się cud wiecznej śmierci — kpił z niego ten nadęty oszołom. — Jeśli chcesz możesz sunąć ze mną przez to mroczne pustkowie. Tak sobie myślę, że Twojego pękniętego bytu, już bardziej nie będę mógł dobić. Nie pozostaje mi nic innego, niż wlec ciebie ze sobą. Koniec wesołej karuzeli, zbieraj cielsko.

    Sięgnął za pazuchę po piersiówkę i zaczął ją pomału odkręcać.

    — Destylat z dusz, jedyny alkohol dostępny w piekielnej nicości — kontynuował ochrypłym już głosem. — Niebo w gębie!

    Sprawnym ruchem chwycił Zenka za gardło, odchylając mu brutalnie głowę, wlał do ust kilka kropel parującej cieczy. Powietrze przeszył jęk. Jęk tak potężny i gardłowy, że nawet mgła musiała przed nim ustąpić. Ujrzeli to co skrzętnie skrywała. Bagno częściowo pokryte nieruchomymi zwłokami, które żniwa miały za sobą. Miejscami roiło się od ciał, które jak dżdżownice, brnęły ku swemu bezcelowi.

    — Witaj w nowym domu — zaśmiał się Wiesiu. — Od dziś będziesz walczył tylko o alkohol. Dostajesz zadanie, do którego przywykłeś. Twój pijacki sen stał się rzeczywistością!

    #treningwyobrazni 14

    Zestaw:
    postać- dziad z bagien
    zdarzenie- żniwa

    #tworczoscwlasna #opowiadanie #berkasproza #mementomori

    Pyrowołanie @kaosha tera jest git @pani_doktor_od_arszeniku @dlkv @mull @scruffy-duffy
    pokaż całość

  •  
    T....i

    +16

    Opowiem wam o pewnej wstydliwej sytuacji, która wcale nie przytrafiła mi się tak dawno temu, bo było to w 2018 roku. Wyszedłem z kolegą na dwór (to już samo w sobie jest dla mnie osobliwą sytuacją). Byliśmy w pewnym miejscu, nie będę opowiadał ze szczegółami, bo to nieistotne, ale generalnie chodzi o to, że była w pobliżu pewna kobieta. Miała z 20-24 lata. No i sobie była, nagle zapytała ludzi (czyli też mnie i kolegę) czy ktoś nie pożyczy jej wody, bo bardzo jej się chce pić. Było to latem, więc był upał. I wiecie co? Kolega wskazał mnie jako posiadacza płynu życiodajnego. MNIE. Więc musialem w plecaku znaleźć butelkę, i dać obcej osobie PŁCI ŻEŃSKIEJ wodę. Trochę mnie to obrzydza jak ktoś pije z mojej butelki, ale nie na tym polegał problem. MIAŁEM KONTAKT Z KOBIETĄ. To było bardzo stresujące... pamiętam, że jej podałem niezgrabnym, aspergerowskim ruchem i powiedziałem bodajże "masz/trzymaj", oczywiście drżącym głosem. Byłem bardzo spięty, sztywny. Choć ja ogólnie taki jestem, ale wtedy wyjątkowo. Wydawała się normalną dziewczyną, nie żadną p0lką, jednak musiałęm ją zniesmaczyć, bo potem jak opuszczała miejsce zdarzenia to żegnała się z większością ludźmi, poza mną xD Boże, jaki to był wstyd. Nie nadaje się do ludzi, a zwłaszcza do kobiet. Nie mam tego "flow", bo jestem sztywniakiem. No i to tyle. Jeśli dotrwałeś tutaj to życzę ci miłego dnia. (Ciekawi mnie czy to, że bylem wtedy spoconą świnią o wzroście metr siedemdziesiąt trzy miało jakiś wpływ na to jak mnie odebrała. Zawsze mnie bardzo stresuje to jak mogę być odebrany, nie lubię przeszkadzać ludziom ani ich zawodzić. To się nazywa spierdolenie, wiem, wy normiki tego nie rozumiecie, bo tego nie macie. Zazdroszczę wam).

    Tak się kurwa kończy wyjście z domu.

    #oswiadczenie #przegryw #rozowepaski #logikarozowychpaskow #mgtow #gownowpis #takbylo #opowiadanie #logikaniebieskichpaskow #fobiaspoleczna #asperger
    pokaż całość

    +: M.......n, TesknieZaKotem +14 innych
  •  

    Ktoś pisał, że chciałby opowiadania s-f w tym tagu, więc wrzucam jedno z opowiadań, moim zdaniem jedno z lepszych. Ryszard Głowacki - Geometria Przetrwania, czyli opowiadanie, które wywołałoby uśmiech na twarzy pewnego greckiego naukowca - tego od "Aliens" ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    MT 10/1979

    #codziennymlodytechnik 3/100

    #nostalgia #nauka #scifi #opowiadanie #aliens #ciekawostkihistoryczne #starozytnikosmici #skany #czasopisma
    pokaż całość

    źródło: geometriaprzetrwania-glowacki.jpg

  •  

    Mirasy, #czujedobrzeczlowiek #audioteka mi wydaje opowiadanie! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Słowiański horror wziął szturmem rynek w naszym środowisku grozowym i idzie mocno dalej. audioteka.pl wyselekcjonowała opowiadania z ostatnich antologii i zostaną one udostępnione na tej platformie, co oznacza: profesjonalne wykonanie, lektor, muzyka - wiecie, znacie to.
    Miło mi donieść, że w gronie szczęśliwych tekstów znalazł się i mój, "Reguła niczego" już niebawem w wersji audio ;) Jako młody autor nie mogłem sobie wymarzyć lepiej tego roku. A że zaczyna się on taką niespodzianką, to jest, rzekłbym... ZNAK ;) Bo to wcale nie koniec :> Jestem szczęśliwy jak dziecko, które w dzień dziecka właśnie wchodzi do Disneylandu i dowiaduje się, że pierwszy przystanek to pizzeria :D

    #opowiadanie #cedrikpisze #audiobook #czytajzwykopem #sluchajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: audiotekaaaaaa.jpg

  •  

    Prawdziwa historia z #facebook. Lokalna grupa mieszkańców, kilka tysięcy członków. Gość dał temat, że przed chwilą jakaś baba (w zasadzie były we dwie) ukradła mu kwiatek z prywatnego ogródka w bloku, ale ich nie gonił, że następnym razem jak ktoś wyrwie, to zwróci uwagę. Na co prócz niektórych głosów potępiających złodziejkę, spłynęła na niego spora fala hejtu, że jest frajerem, społeczniakiem, a nawet pedałem xD (dużo przekleństw, głównie od kobiet, że kręci aferę) i że jakby im zwrócił uwagę, to by mu tego kwiatka włożyły w dupę i dostałby wpierdol od kobiety xD że nie wie "z kim" pisze, itd. Wątek rozrastał się w tempie wykładniczym.
    Administratorzy widząc ataki usunęli wątek. On założył nowy z zapytaniem dlaczego nie można poruszyć tematu kradzieży kwiatków, że przecież nie złamał regulaminu i jest kulturalny, że z tematu/grupy powinny być wyłączane/blokowane osoby agresywne i wulgarne.
    W odpowiedzi dostał bana xD, a tamte osoby nie :)
    A ja siedzę i sobie tak oglądam ten teatrzyk spierdolenia. Lepsze niż telewizja.
    #opowiadanie #truestory #rozowepaski #logikarozowychpaskow #heheszki #przegryw #afera #dziendobry #patologiazmiasta
    pokaż całość

  •  

    Wchodzisz do piwnicy. Ogurwa. Na łóziu leży alternatywka. Włosy ala bili ajlisz, idealnie blada cera oraz ubrana w cropp top i majteczki (wszystko czarne)

    He he no nie wstydź się anonku jestem cała twoja <3
    rzucasz się na łóżko jak pojebany, przysysasz do jej szyi i próbujesz lizać, całować i ssać najlepiej jak umiesz. Ręce kierujesz na jej idealnie nieduże piersi. Macasz je przez dłuższą chwilę po czym decydujesz się rozerwać bawełnianą barierę między twoim wygłodniałym porządaniem a jej delikatnymi cycuszkami. Udało się idealnie, teraz gdy już oznaczyłeś jej szyjkę i szczupłe obojczyki, zaczełeś lizać jej delikatne sutki i całować wrażliwe piersi

    Anon ohh! P-proszę nie rób mi krzywdy >.<
    Chuja, schodzisz coraz niżej całując dziko jej delikatny brzuszek, zostawiając malinki gdzie tylko możesz. Dochodzisz do jej majteczek. Spoglądasz na jej twarz, a ona spogląda na ciebie. Widzisz w jej niebieskich, zamroczonych alternarywnych oczkach podniecenie i porządanie. Rozrywasz jej majteczki i dorywasz się do jej idealnie gładziutkiej i ciasnej pusi. Od razu przechodząc do rzeczy, wślizgujesz swój języczek głęboko w jej kobiecość

    ANOON! AAAahhh >.<
    Jęki podniecenia wypełniają piwnicę, a twój bolec stoi na golec, i zaczyna uwierać cię w spodnie. Przerywasz minetkę. Wstajesz na nogi (alternatywcia podąża za tobą wzrokiem pełna podziwu i pragnienia) i zdejmujesz swoje spodnie, ujażmiając swego bolca wielkości 20cm (albo ile tam chcesz mieć). Przysuwasz ją do siebie, i zaczynasz wodzić swoją twardą jak skała męskością po jej wilgotnym wejściu

    Anon błagam, potrzebuje cię w sobie! (╯︵╰,)
    Nie każesz jej czekać. W mgnieniu oka wchodzisz w jej ciasną pusie. O kurwa, czujesz jakby ktoś wsadził ci fiuta do wilgotnej zgniatarki zrobionej z czegoś turbo miękkiego

    A-anon...ahh..t-to mój pierwszy raz...proszę bądź dla mnie dobry
    Postaram się słońce

    Poczwórny wygryw.
    Wchodzisz w nią jeszcze głębiej i bierzesz na ręce, tak abyś mógł opuszczać jej pusię na swojego bolca. Chwilę stoisz w bezruchu, delektując się tą idealną samiczką i jej słodkim dyszeniem i jękami, a to wszystko w twoich ramionach. Zaczynasz się poruszać. W przód, i w tył, w przód i w tył, coraz szybciej i szybciej. Miałeś wrażenie że zaraz zwariujesz. Obróciłeś pośpiesznie swoją alternativ, przyparłeś do ściany i dałeś klapsa w okrągły, zdrowy tyłeczek, po czym znowu zaczełeś gwałtownie ruchać jej pusie

    lubisz to suczko? Lubisz to?
    Taaak...kocham too...A-ah! Anon ja zaraz...

    Ty też zaraz. Gdy czułeś że już dochodzisz spróbowałeś z niej wyjść, ale poczułeś na swoim pośladku kobiecą dłoń z paznokciami pomalowanymi na czarno

    Anon błagam daj mi swoje nasienie! Błagam zapłodnij mnie, ja tego potrzebuję! Aaaaaah ANOOOON!!! >.<
    Zrobiłeś jeszcze parę powolnych ruchów. Miałeś wrażenie jakbyś przebiegł maraton, a podłoga pod twoimi nogami wyglądała jakbyś wylał w nią całą butle spermy. Gdy się już uspokoiłeś, rzuciłeś ją spowrotem na łóżko, położyłeś obok i wtuliłeś w jej plecki, zostawiając tam ostatnią malinkę, aby wszyscy wiedzieli do kogo ta samica należy, oraz czyje dzieci będzie nosić w swym łonie

    Kocham cię anon, dobranoc ;*

    Kurwa co ja robie wyślijcie pomoc
    #nsfwcontent #nsfw #przegryw #alternatywkadlaanonka #alternatywkaboners #pornocontent #opowiadanie #stulejacontent #spierdolenie
    pokaż całość

    +: Irinolld, J..........a +19 innych
Ładuję kolejną stronę...

Popularność #opowiadanie

0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów