•  

    Jestem w Warszwie. Wzywam taksówkę, jedna podjeżdża i wsiadam do niej. Za kierownicą Arab.OK, pracuje, więc jest pewnie z tych dobrych. Rusza pod podany adres. Kierowca nic nie mówi, więc i ja się nie odzywam. W końcu zbliżamy się do końca trasy i odruchowo mówię od niego:
    - Proszę mnie tu wysadzić.
    A potem zapadła długa, niezręczna cisza.( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #warszawa #copypasta #opowiadanie #muzulmanie pokaż całość

  •  

    Przypomniała mi się pewna historia, więc wam ją opowiem. Dotyczyć ona będzie mojego ukochanego pieska i miała miejsce któryś rok wstecz, gdy jeszcze byłem uczniem technikum.

    Pewnego pięknego dnia wstałem jak zwykle do szkoły. Zapowiadał się dzień bez większych wrażeń. Standardowa rutyna. W szkole jak to w szkole. Czas do zakończenia lekcji leniwie się dłużył. W końcu wybił ostatni dzwonek i udałem się do domu.

    Po przekroczeniu progu mojej posesji przywitał mnie Collin. Od razu rzuciło się w oczy, że coś przeskrobał. Właściciele psów znają spojenie typu mea culpa. Olałem temat i udałem się do swojego pokoju. Z momentem ujrzenia na łóżko wszystko stało się jasne.

    Dzień wcześniej kupiłem sobie Kinderki. Zostawiłem je z myślą o poobiednim deserze. W szkole również o nich myślałem. Okazało się, że ten mały szczur wbił do mojego pokoju i poczęstował się moimi czekoladkami. Zostawiłem je na stoliku przy łóżku. Po powrocie zostały tylko papierki na moim łożu.

    Do dzisiaj zastanawiam się jak ten pies otworzył opakowanie, wybrał czekoladki i wyjadł je z papierków. Mam nadzieję, że mu smakowały, bo nie zostawił mi żadnego.
    #gownowpis #opowiadanie #pokazpsa #niewiemjaktootagowac
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  
    czajniko

    +49

    Wyobraź sobie, że siedzisz w swoim samochodzie z dziewczyną, która Ci się podoba, obydwoje macie 18 lat i wracacie z imprezy. Jest 2:30 w nocy. Podwozisz ją do domu. Za mniej więcej 5 minut dojedziesz pod dom jej rodziców jednak ona mówi, że nie chce już wracać tylko chce iść z TOBĄ na spacer. Zgadzasz się i jedziesz z nią do pobliskiego lasu. Zatrzymujesz się, zaciągasz ręczny, ona łapie Cię delikatnie lewą ręką za policzek i zaczyna całować. Obydwoje nigdy nie odbyliście stosunku więc to będzie wasz pierwszy raz. Powoli zaczynacie się rozbierać i w międzyczasie nadal się namiętnie całujecie. Wtedy....

    zapomnij przegrywie przestań marzyć. To Cie nigdy nie spotka

    #przegryw #stulejacontent #tfwnogf #gownowpis #opowiadanie #niebieskiepaski #zwiazki #podrywajzwykopem #nocnazmiana
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    – A Ty Adaś bzykasz się? – spytała mnie nagle bezpośrednio.
    – No jak każdy – odpowiedziałem z uśmiechem.
    – A mnie byś wyruchał? Chciałbyś mojej cipki?
    – Tzn.? Czy fajna jesteś o to Ci chodzi? No jesteś.
    – Ale ja się pytam czy mnie tu zerżniesz na stole, fiut Ci na pewno stanął jak opowiadałam o obciąganiu i pieprzeniu. Nie chcesz wsunąć go do mojej cipki?
    – Chcesz tego? – spytałem powoli nie wiedząc czy żartuje i mnie wkręca czy na poważnie.
    – Czy chcę? To patrz.
    Podeszła do stołu i rozpinając spodnie zsunęła je wraz z majtkami wystawiając wypięte pośladki.
    – Wyruchaj mnie jak szmatę – powiedziała.
    Taki obrót sprawy mnie zaskoczył maksymalnie, jednak nie dałem rady opanować podniecenia. Podszedłem niepewnym krokiem i wsadziłem jej rękę między pośladki schodząc rowkiem niżej aż dotarłem do jej odbytu, a po chwili cipki. Obie dziurki był bardzo apetyczne. Rozpiąłem rozporek wyciągając nabrzmiałego kutasa.
    – Ruchaj mnie – wykrzyknęła, kiedy mój kutas otarł się o jej dupę.
    Klepnąłem ją mocno w tyłek i pewnym ruchem władowałem jej chuja w cipkę.
    – Tego chcesz dziwko?
    – Ruchaj mnie – powtórzyła.
    Szarpnąłem za biodra, które mocno trzymałem swoim dłońmi, a mój kutas sam trafił w jej szparę. Jęknęła z podniecenia, a ja zacząłem ją rytmicznie posuwać, było tylko słychać uderzenia spotykających się ciał. Dyszała głośno a ja ją posuwałem ostrymi, wręcz brutalnymi ruchami jakbym nadziewał ją na pałę chcąc ją przebić albo co najmniej wejść ile się da. Widok jej napalonej cipki nakręcał mnie jeszcze bardziej. Po dłuższej chwili mój palec był już w jej dupie. Wsuwałem go i wysuwałem nie przerywając ruchania jej cipki.
    – Podoba się suce?
    – Tak – szepnęła.
    – Co tak?
    – Podoba się twojej dziwce.
    Kiedy to powiedziała przyspieszyłem, mój kutas był jeszcze bardziej twardy a palec wchodził cały w jej tyłek. Pojękiwała z rozkoszy.
    – Teraz ci kurewko wsadzę w dupę – powiedziałem ostro, nie tolerując sprzeciwu.
    – Tak, wyruchaj mnie w dupę – powiedziała cicho.
    – Wsunąłem kutasa powoli, ale wszedł bez problemów, jej dupa była gotowa na mojego fiuta. Wepchnąłem natychmiast do końca zaczynając ją pieprzyć głęboko, dociskając biodra do jej pośladków. Czułem jak wchodzi głęboko, jakie to inne uczucie niż pieprzenie cipki. Czułem narastające podniecenie.
    – Tego chciałaś suko? – spytałem podniesionym głosem.
    – Tak, właśnie tego, jeb mnie w dupę, mocniej! – krzyknęła.
    – Suka chce całego chuja w sobie – dodała dysząc.
    Czułem, że zaraz dojdę, wyciągnąłem kutasa z jej dupki wziąłem go do ręki każąc jej klęknąć, uklęknęła posłusznie a ja trzepałem konia prosto przed jej twarzą, a po chwili sperma wystrzeliła na jej buzie zalewając ją mocno. Już dawno się nie spuszczałem – pomyślałem przez chwile.
    Była cała w spermie, próbowała językiem ją wylizywać, ale część spływała jej po cyckach, brzuchu. Po chwili poprosiła o ręcznik. Wytarła twarz i ciało.
    – Właśnie tego potrzebowałam, zaspokoiłeś pragnienie mojej cipki, dzięki. Mogę zostać na noc?
    – Jasne – odpowiedziałem wiedząc, że rano znowu to powtórzymy.

    #coolstory #opowiadanie #seks #zwiazki #ruchajzwykopem
    pokaż całość

  •  

    tag #ocieplaniewizerunkugorskiegozydostwa żyje.

    Pomysłów mam całe multum, jednakże wprost proporcjonalnie mniej czasu, by móc dostarczyć aestetyczny uźródłowiony quality content.

    Postanowiłem więc spróbować z nieco innej strony. Czym bowiem jest kultura podhalańskich Górali? Czy to pusta wydmuszka, która zyskała popularność głównie temu, że we właściwym miejscu i czasie odkryli ją zblazowani młodopolscy inteligenci, którzy rozsławili ją na cały kraj? Czy to spiczaste śmieszne domki, oraz magia gór, która robi całą robotę? A może kierpce, spodnie z parzenicami, dziwnie nastrojone skrzypce, oraz duża doza bezczelności, buńczuczności, doprawiona egzotyką gwary, w której w perwersyjnym uścisku splatają się wpływy bałkańskie, wołoskie, prasłowiańskie, polskie, węgierskie, niemieckie i inne?

    Wszystkie te pytania mają jeden wspólny mianownik - postać Andrzeja Skupinia Florka, rodowitego Biołodunajcana - góralskiego Galla Anonima, Mickiewicza oraz Kapuścińskiego w jednym. Jego życiowym dziełem była książka "O Tatry wy moje", pisana starodawną góralszczyzną, trudną w czytaniu nawet dla mnie. Owa książka... nigdy nie ukazała się po polsku. Po polsku polsku.

    Zawiera ona baśnie i legendy góralskie, które bogactwem bestiariusza oraz klimatem wpędzają w zasromanie Wiedźmina, opowieści z bogatego życia autora, które czyta się nieraz niczym najlepsze wypokowe pasty, opowieści o dawno zapomnianych zwyczajach, które swoją pierwotnością rezonują gdzieś w duszy polskiej i góralskiej, tajemnym oddźwiękiem, niemalże przedchrześcijańskim...

    Czymże jest w końcu ta kultura podhalańskich Górali? Na to pytanie, po przeczytaniu przetłumaczonych przeze mnie 100 przypowieści, będziecie sobie w stanie odpowiedzieć sami...( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #opowiadanie #gruparatowaniapoziomu #tatry #podhale
    pokaż całość

  •  

    Part 2 przygód Andrzejka.
    (part 1 https://www.wykop.pl/wpis/34395825/andrzejek-nie-byl-specjalnie-dobrze-zbudowany-ani-/)

    Co prawda żaden dzieciak w okolicy nie pozwalał Andrzejkowi obierać scyzorykiem swoich jabłek, ale po dwóch dniach, większość zapomniała o jego przykrej genezie. Pozostał tylko podziw i szacunek.
    Jako jedyny posiadał prawdziwy, rozpadający się wytwór najbardziej zaawansowanej Szwajcarskiej technologii. Miał nawet dwie białe, dziwne wykałaczki, zastosowania których nikt nigdy nie odgadł. Były jednak w zestawie!

    O tym, że pies uciekł w panice do właściciela, który wykrzykiwał w ciemność słowa, a które to nie przystoją ostoi moralności gminy, zorientował się dopiero wtedy, kiedy przybrał pozycję obronną, dzierżąc w lewej dłoni scyzoryk, którego skróconą historię już poznaliśmy.
    Wykorzystując jednak chwilę niepewności, w której Andrzejek nie mógł pojąć co stało się z jego dzielnym adwersarzem, przedstawmy w szczegółach losy scyzoryka. Nie przyda się ta informacja absolutnie nikomu, ale szacunek jakim darzył go jego ostatni właściciel wymaga pochylenia się nad tematem szczególnie. Nie po to, aby naprowadzić czytelnika na trop, o czym będzie ta historia, lub aby w kluczowym momencie fabuły nawiązać sprytnie do nieistotnych wydarzeń przeszłości (scyzoryk zgubi dwa dni po opisywanych wydarzeniach, i nie będzie miało to żadnego wpływu na fabułę. Nie straci go nawet, ku smutkowi ironii, na tej samej ścieżce, na której go znalazł, ale na przystanku, niewiele bardziej istotnym od powyższej dygresji).
    Poznamy jego los, ponieważ taką podjąłem decyzję ja, a to jest już jakaś wskazówka podczas próby zrozumienia czym będą te popłuczyny zainspirowane wypaleniem zawodowym, brakiem alkoholu w lodówce, i cholerną niedzielą bez handlu, której zażyczyli sobie mieszkańcy tego wspaniałego, postkomunistycznego kraju.

    Scyzoryk powstał 17 lat przed opisywanymi wydarzeniami. Już w chwili jego produkcji był szmelcem bazarowym, na którym nie wiadomo kto zarabia pieniądze.


    Nie został ściągnięty z taśmy transportowej przed spakowaniem przez szefa zmiany, w celu podarowania go komuś bliskiemu. Nie, tym scyzorykiem był numer NRF-P-183725, a który w ciągu roku od wyprodukowania, zostanie wysłany z powrotem do chin i przerobiony na żyletki, jako część hałdy śmieci, która skończy jako, miejmy nadzieję, coś bardziej pożytecznego niż maszynka do golenia sprzedawana w paczkach po 20 sztuk za cenę połowy maszynki przyzwoitej jakości, które jeszcze przy kasie sklepu zdają się być wystarczająco solidne, aby ogolić sobie nimi genitalia przed randką ze śliczną dziewczyną poznaną przez internet, a które sprawią to jednak, już bardzo niedługo, że cały wieczór spędzimy nie na trzymaniu wybranki naszego serca za rękę (zwanej również ‘jedyną kobietą, która zdesperowana była wystarczająco, aby się z nami spotkać’), ale na jak najsubtelniejszym drapaniu się po jajkach.
    Scyzoryk Andrzejka był jednym z tysięcy wyprodukowanych tego samego dnia. Przechodził z rąk do rąk 20 razy, zanim pod sklepem zgubił go pan Stanisław, który osobiście znał kiedyś Wałęsę. Byli nawet na ty.
    Jego waleczność jednak nie została nigdy doceniona, a w czasach pokoju ludzie tacy jak Staszek nie potrafią odnaleźć się w otaczającej ich rzeczywistości. Stał się więc Stachem, który przechodząc po pijaku przez płot rozdarł spodnie, co przyczyniło się do zgubienia opisywanego ostrza.

    Tyle czasu, ile potrzeba było na przeczytanie powyższego paragrafu, zajęło właśnie otrząśnięcie się Andrzejkowi z szoku zwycięstwa. Rzucił się więc biegiem w kierunku krzaków, gdzie czekać mieli jego koledzy.


    Na miejscu zastał widok, mówiąc delikatnie, nietuzinkowy. Dwóch chłopaków próbowało utrzymać nieruchomo jamnika, kiedy trzeci wciskał mu do pyska starą, zzieleniałą, prawdopodobnie nigdy nie praną, skarpetę, w celu zakneblowania wijącego się z przerażeniem i obrzydzeniem psa. Na widok dopiero co przybyłego powiernika pierścienia odwagi, parówka zemdlała. Trudno ocenić, czy na wskutek przerażenia, czy też z powodu smrodu jaki wydzielała skarpetka Mariuszka.
    Z daleka słyszeli nawoływania księdza, które jednak słabły, by po chwili zaniknąć całkowicie. Proboszcz wrócił na plebanie. Nie po to sprawił sobie dwa jamniki, żeby musieć przejmować się ich losem, kiedy ten drugi jeszcze jest w stanie pełnić posługę pośrednio-kapłańską.

    -piesku, zostajesz z nami. Nie możemy pozwolić ci wrócić do domu, bo w wigilię mógłbyś podać księdzu nasze imiona. Ja w to nie wierzę, ale wiara jedno, a rzeczywistość drugie. Ryzyko jest zbyt duże. Adaś, zabierasz psa do siebie i wychowasz jak własnego.
    -Bez dyskusji.
    Dodał, widząc, że nie wszyscy są zadowoleni z takiego obrotu sprawy.
    Nikt nie chciał sprzeciwiać się woli Andrzejka, kiedy ten trzymał w dłoni scyzoryk, a w oczach widać było szaleństwo podsycane adrenaliną, której poziom w jego krwi nie spadł jeszcze do bezpiecznego poziomu.

    Następnego dnia Adaś próbował oswoić bestię chociaż na tyle, żeby pozwoliła się pogłaskać. Nic z tego, zbytnio zapadły jej w pamięć wydarzenia ostatniego wieczoru.


    Wpadł więc na pomysł, aby pozbyć się psa.
    Powszechnie wiadomym było, że Andrzejek, przywódca szajki, był fanatycznym miłośnikiem smoków i absolutnie nie chciał uwierzyć w to, że są one bujdą.
    Nie myśląc więc długo wysmarował psa zieloną farbą, przywiązał mu do grzbietu coś co miało przypominać skrzydła, i przerzucił go przez płot na podwórko Andrzeja, który akurat wychodził ze stodoły, w której trzymał kontrabandę, schowaną w jemu tylko znanym miejscu, pod postacią gazetki promocyjnej Viktoria’s Secret.
    W momencie, w którym zapinał rozporek dostrzegł zielone monstrum pędzące w jego stronę. Z krzykiem zamknął się spowrotem w stodole, i przez szpary między deskami obserwował z czym ma do czynienia.
    Wsunął na palec pierścień i już był gotowy do stoczenia walki ostatecznej, kiedy dotarło do niego, że patrzy przecież na najprawdziwszego w tym udawanym świecie smoka! Nie mógł go zabić, to mógł być ostatni osobnik, a oglądał kiedyś na dyskotekowych rowerach, czy jakoś tak, program o pewnym blondasie, który niesamowicie jarał się niebezpiecznymi zwierzętami, i powtarzał w kółko jak ważne jest pomaganie wymierającym gatunkom.
    Wyciągnął więc z kieszeni kawałek kiełbasy, który zawsze nosił przy sobie na wypadek apokalipsy czy innego nieszczęścia, i popchnął ją w kierunku pyska przerażającego potwora. Okazało się, że smoki żywią się, tak samo jak Andrzejek, kiełbasą śląską! Poczuł się niczym władca gadów, który ma z nimi wiele wspólnego.
    Smok uspokoił się nieco, i zaczął węszyć pod drzwiami, oblizując dłoń, która go nakarmiła. Wyczuł jakiś podejrzany zapach, skojarzył mu się on z lotem, i doświadczył przez chwilę krótkiego flashbacka. Widział siebie nad łąką, frunącego w stronę krzaków. Nie chciał przyznać, nawet sam przed sobą, ale podobało mu się to. W gruncie rzeczy prawdziwa krzywda spotkała go dopiero w krzakach...Bolesny był upadek, a nie lot. A teraz jeszcze ta kiełbasa...Postanowił nie mordować Andrzejka, spróbuje mu zaufać.
    Drzwi powoli się uchyliły, a jamnik wszedł niepewnie do środka, obwąchał buty chłopca i zaczął rozglądać się po swoim nowym lokum.
    Dwie godziny później między chłopakiem a parówką zaiskrzyło. Andrzej nie dość, że posiadał magiczny pierścień, to został teraz władcą smoków. Już i tak jego przerośnięte ego urosło teraz do niebezpiecznych rozmiarów.
    Gdyby tylko ludzie we wsi byli świadomi nadciągającego niebezpieczeństwa, zaczęliby zabijać okna deskami...

    cdn (o ile, tak jak poprzednio, ktoś będzie zainteresowany).

    Wołam liczny fanklub przygód Andrzejka:
    @GuyGardner @ZemstaNaCebulakach @czarnohumorasty @milltown @gregory_el @WieslawPaleta

    #pasta #heheszki #tworczoscwlasna #opowiadanie #andrzejekwladcasmokow (pod tym tagiem będę wstawiał ewentualną kontynuację)

    nigdy nie pisałem żadnych opowiadań, więc wszelki uwagi mile widziane. To mój debiut, przy którym bawiłem się zadziwiająco dobrze.
    pokaż całość

  •  

    #tldr
    - Babciu to nie będzie śmierć.
    Anna pochyliła się nad aparaturą uporczywie podtrzymująca życie zwiotczałego ciała wciśniętego w biel pościeli.
    - Skąd to możesz wiedzieć? - spytał słaby głos przepuszczony przez syntetyzator mowy. - Nie dają mi odejść... jutro kończę 121 lat, ale dalej nie chcę umierać.
    - Spójrz na ten świat... - starowinka skinęła głową za panoramiczne okno. Drapacze chmur szybujące ponad niebiosa, pojazdy majestatycznie unoszące się w powietrzu - Gdy się urodziłam było nas 9 miliardów. Nie łatwo było wyhamować ten wzrost. Kolejna wojna światowa tylko go rozpędziła. Dopiero powszechne prawo do eutanazji i kolonizacja międzyplanetarna zredukowała ludzkość do akceptowalnej ilości.
    - Ludzie w naturze mają tendencję do ucieczki do rozprzestrzeniania się - wtrąciła Anna - kiedyś mi to mówiłaś.

    - Tak pamiętam, przy obecnej technice nie grozi mi demencja starcza - starowinka wzięła głęboki oddech - Rozumiem, że w moim wieku odejście było by najlepsza opcją... Ale ty? Dziecko drogie dopiero masz 27 lat.

    - Nigdzie nie odejdę babciu. Przecież tobie mówię, że digitalizacja umysłu to nie śmierć. Moje myśli moje uczucia, cała sieć neuronowa, zostaną skopiowane. Dalej będę sobą, jako postać cyfrowa. Będę żyć.

    - Na początku to był zabieg medyczny, kilkuset milionom faktycznie uratował życie jednak koszty utrzymania cyfrowej jaźni są drogie. Paradoksalnie o wiele droższe niż te ustrojstwo - babcia ruszyła silikonowymi rurkami wpitymi w swoje ciało.

    - Nie planuję powracać do śmiertelnej formy - Anna wyprostowała się i podeszła do okna - Już zdecydowałam, moje ciało idzie na części. Jestem na to w idealnym wieku. Z ich sprzedaży zostaje opłacony transfer i digitalizacja. Prawo zabrania istnienia w dwóch oddzielnych postaciach. Bezużyteczne pozostałości zostaną skremowane i trafią do urny, razem z twardym dyskiem mojej jaźni i dostępem do internetu, oczywiście.

    - Trafisz do urny na długo prze mną.

    - Trafię do moich znajomych, do rodziców, do pracodawców... dziadek też tam jest. Przez tyle lat mogłaś z nim rozmawiać. Czy to że się zdecydował na digitalizację było powodem rozwodu?

    - Tak kochanie - postać na szpitalnym łóżku lekko przygasła - Nie potrafiłam zaakceptować jego decyzji. Nie wiem... nie czuję go.
    - Gdy przeszedł na tamta stronę był sobą... ale był inny. Nie czułam jego bliskości, mogliśmy rozmawiać codziennie całymi godzinami.
    - Ale to nie było to samo. Był daleko, jak po drugiej stronie internetu. Przysięgałam mu wierność dopóki nas śmierć nie rozdzieli. -- Jego ciało umarło i mam wątpliwości co do umysłu. Czy to dalej jest on czy AI która się zachowuje jak on.

    - To On babciu. - odparła Anna - W każdej chwili możesz się z nim skontaktować i porozmawiać. On już jest wieczny.

    - Ludzie w naturze mają tendencję do ucieczki - zabrzęczał modularny interfejs babci - Nie wiem jednak czy to dalej ucieczka czy poddanie się śmierci. Chcę się z nią mierzyć ale na własnych zasadach.
    - Wszystko z czasem zaczyna się coraz bardziej komplikować. Wszyscy odchodzą, uciekają... a teraz ty kochanie.

    - Odejdę ale będę przy tobie... codziennie. Aż sama odejdziesz, lub dołączysz do nas.
    Anna pochyliła się nad babcią całując ją w czoło.

    - Co to za miejsce kochanie? Tam gdzie idziesz zrobić ten... errr... zabieg?
    - Sanatorium, krematorium?

    - Nazywa się Absentum, babciu.

    W dniu 121 urodzin swojej babci Anna Cassini wysiadła z powietrznej taksówki w miejscu gdzie widziano ją ostatni raz w swojej fizycznej formie.

    #opowiadanie #transhumanizm #scifi #technologia #sztucznainteligencja #filozofia #filozofiaflasza

    pokaż spoiler #muzyka bo dobry teledysk a #nsfw dodam bo modom nawet digitalizacja nie pomoże i uj wie co mi tu wymyślą
    pokaż całość

    źródło: youtu.be 18+

    Czy zdigitalizowany człowiek to...

    • 23 głosy (39.66%)
      świadomość cyfrowa
    • 13 głosów (22.41%)
      sztuczna zmiana w AI
    • 22 głosy (37.93%)
      to zwykła smierć
  •  

    Andrzejek nie był specjalnie dobrze zbudowany, ani na ten przykład zbyt inteligentny. Posiadał za to pierścień, który ukradł z babcinej komody rok temu, a który sprawiał, że nie odczuwał strachu kiedy nosił go na palcu. Niestety jego drobne, trzynastoletnie paluszki były zbyt małe na szczyt cygańskiej sztuki pseudo-złotnictwa (pierścień zrobiony był z tombaku), a który to zakupiony został jeszcze w czasach drugiej Wojny Światowej przez jego dziadka, od, sympatycznego mimo wszystko, pana o karnacji przyprószonej gównem pod sklepem monopolowym, gdzie nestor rodu Sowickich parkować miał w zwyczaju konia.
    Nosił go więc na łańcuszku. Sposób ten podpatrzył w pewnym filmie o ludziach z gór, którzy z jakiegoś powodu chcieli się go pozbyć. Możliwe, że nie byli w stanie poradzić sobie psychicznie z nadmiarem odwagi, którym pierścień mógł obdarzyć jego właściciela.
    Ten mały przedmiot był przyczyną ogromnej zazdrości wśród kolegów Andrzejka, ale też i kłopotów, ponieważ w momencie kiedy zakładał go na palec był w stanie podjąć się najgłupszego nawet zadania. Było to często wykorzystywane przez znudzonych gówniarzy, którzy postrzegali powiernika pierścienia jako obiekt żartów i kpin.
    Na swoim koncie miał więc Andrzej na przykład pobicie Sławka, wioskowego menela, który pluł na kobiety wychodzące ze sklepu, częste defekacje w miejscu publicznym (okazuje się, że tylko strach powstrzymuje rodzaj ludzki przed wykonywaniem tej czynności w samym środku gminnego festynu), molestowanie siostry burmistrza, ucieczkę z domu na tydzień, aby podążać za lokalnym zespołem w jego trasie koncertowej po okolicznych wioskach, utknięcie w kominie, czy też nasikanie na swojego śpiącego dziadka (gdyby tylko dziadek wiedział, jakie będą konsekwencje wymiany dóbr z nieżyjącym już Cyganem, nigdy by nie sfinalizował transakcji).
    Motywacji tego ostatniego nawet sam Andrzejek nie był w stanie wytłumaczyć. Na pytanie matki dlaczego to zrobił, odpowiedział tylko, że bardzo mu się chciało, a dziadek i tak już przecież śmierdział moczem. Ciężko wygrać z logiką.

    Jak więc łatwo się domyślić, Andrzejek miał w okolicy opinię świra, świni i zboczeńca. Z tego też powodu wołano za nim ‘Sisiz’. Wpasował się swoja osobą idealnie w lokalny folklor, który wychował wielu takich jak on w przeszłości.
    Każdy jednak stworzył swoje własne okoliczności wyprowadzenia na świat konsekwencji żenienia się pomiędzy kuzynostwem, co było tradycją starą jak sama wieś. Przyznać mu jednak trzeba pierwszeństwo w kwestii wiary w magiczny pierścień (czy na ten przykład szczanie na swoich krewnych).
    Pewnego razu chłopaki zgadali się późnym wieczorem, aby wyrównać porachunki z proboszczem, który miał w zwyczaju patrzeć na nich z góry i straszyć piekłem. Andrzejek drżącymi dłońmi wsunął pierścień na palec…

    Dźwięk pękającej szyby w oknie proboszcza zabrzmiał niczym wystrzał pistoletu startowego. Zgraja umorusanych niemożebnie dzieciaków puściła się pędem w stronę najbliższych krzaków.
    Uciekli wszyscy za wyjątkiem Andrzejka.
    Był z nich wszystkich najchudszy, nadrabiał jednak wzrostem.
    Chociaż wiedział, że powinien uciekać, czuł w trzewiach, że robota nie jest jeszcze skończona. Czegoś brakowało…

    -Czochraj bobra pierdolony klecho!

    Krzyknął w ciemną noc swoim piskliwym głosem, a następnie rzucił się do ucieczki. O całe trzy sekundy za późno…
    Dwa jamniki, które wybiegły z plebanii były już 30 metrów od niego. 20...10...Biegł ile sił w nogach. To nie przed psami uciekał, ale przed konsekwencjami swojego występku. Już czuł na udach nahajkę swojego dziadka, już słyszał dźwięk jaki wydaje w kontakcie z jego delikatną skórą. Psy go wytarmoszą, owszem, ale dadzą mu chociaż szansę obrony, pozwolą stoczyć walkę, do której mentalnie był przecież przygotowany już w chwili szukania odpowiedniego kamienia.
    Jednak wizja czystego bólu, który nie sposób zagłuszyć rebelią, zdominowała jego umysł na tyle, że kiedy poczuł dodatkowy ciężar w lewej nodze nie był w stanie od razu uświadomić sobie jego genezy. Trwało to jednak krótko. Zanim upadł twarzą w trawę już wiedział, że to jeden z cerberów dopadł go i złapał za nogawkę. Machnął na ślepo nogą, i parówka, zwana odważnie przez niektórych psem, odfrunęła niczym ptak w stronę pobliskich krzaków. Skowyt psa nie trwał długo, zajęli się nim koledzy Andzejka. Nie sposób powiedzieć, czy to pies bardziej przestraszył się odkrycia w sobie genów braci Wright, czy też banda smarkaczy na głowach których wylądował pies kłapiący na oślep tępymi, żółtymi zębami.
    Nie był to koniec mąk współczesnego Goliata. Drugi jamnik stał trzy kroki od niego i ujadał jakby ulokował w rękach dziecka cały majątek rodzinny, i zorientował się właśnie, że ono nie tylko nie ma jak go spłacić, ale nawet gdyby mogło, to nie zrobiłoby tego z czystej złośliwości.
    -Z tym nie pójdzie tak łatwo…
    Pomyślał, ale zrobił mimo to wymach nogą, próbując go dosięgnąć. Pies zrobił unik pełen gracji i...zaczął uciekać w stronę kościoła. Uznał, że nie pisał się na walkę jeden na jednego. Mądra to była decyzja, ponieważ Andrzejek już zaczął otwierać w kieszeni scyzoryk, który kiedyś znalazł na ścieżce za sklepem. Warto tu wspomnieć o historii szlachetnego ostrza, który dzierżył chłopiec:
    Podobnie do ekskalibura, scyzoryk mógł podnieść wyłącznie ten najbardziej męski, odważny i (tu już mała nieścisłość, chociaż obstawiam, że i z gównem rycerze musieli mieć często do czynienia, w końcu rycerz to nie król) nie brzydzący się kałem, rzygami i moczem meneli, poszukiwacz przygód. Ścieżka, na której odnalazł ostrze, była celem podróży każdego, kogo przypiliło w trakcie zajadłych dysput nad tanią berbeluchą kupioną u pani Marysi, piersiastej ekspedientki w jedynym sklepie we wsi, pamiętającym jeszcze wspaniałe czasy komuny.

    Nikt poza Andrzejkiem nie odważył się nawet pomyśleć o podniesieniu świecącego szlachetnym odcieniem brązu ostrza, z kałuży szczyn. Prawdopodobnie i właściciel wcale go nie zgubił, ale uznał jedynie, że kozik nie jest wart wysiłków i traumy, po tym jak wypadł mu ze spodni, kiedy kucał na ścieżce rozglądając się za liściem odpowiedniego kształtu, który mógłby sprofanować i zakończyć tym samym dziedzictwo wspaniałych paproci, które kiedyś dominowały na tej planecie.

    cdn (jeżeli chociaż jedna osoba będzie zainteresowana)

    #pasta #heheszki #tworczoscwlasna #opowiadanie
    pokaż całość

  •  

    Jedna mirabelka przypomniała mi pewną historie z dzieciństwa ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Lvl 8 może 10, dokładnie nie pamiętam.

    Mieliśmy u mnie na podwórku zgraną ekipę. 5 osób ze mną to była stała grupa, plus często jeszcze inne dzieciaki od sąsiadów przychodziły. Do dzisiaj się dziwię, że rodzice nigdy się nie wkurzali, że tyle u nas dzieciarni było, dopiero później do mnie doszło że w sumie to mieli dzięki temu spokój, a ja się mogłem wyszaleć. No ale, policjanci i złodzieje.

    Na rowerach. Kurwa musiałem być policjantem, ale miałem karteczki samoprzylepne i długopis, mogłem przynajmniej wystawiać mandaty jak kogoś złapałem i musieli płacić listkami z drzew, więc nie było tak źle. Podczas jakiejś poważnej gonitwy, zabrnęliśmy na rowerach naprawdę daleko. No uciekali nieźle, w końcu już nikt nie miał sił. Nowe miejsce, więc trzeba zwiedzić. I znaleźliśmy tam takie ceramiczne cuś (ogólnie ceramiczny cylinder który trzyma druty na słupach wysokiego napięcia)

    A że dzieciarnia pragnie destrukcji próbowaliśmy to rozwalić - nic. Rzucanie, walenie tym po kamieniach, no nic nie dawało rady. Wróciliśmy do mnie, nota bene policjanci i złodzieje w tym momencie już przyjaciele - i wzięliśmy największy młot jaki znaleźliśmy. Oczywiście ja musiałem to rozwalać - jestem w końcu u siebie, młot też jest mój, później najwyżej sobie rozwalicie jak coś jeszcze z tego zostanie hehe matoły.

    Uderzenie. Sukces, ceramiczne cuś pękło. Ale czuje, że coś leci mi po nodze - a to krew. W duuuużej ilości, chociaż nie czułem w ogóle bólu z czego później byłem niesamowicie dumny bo nie płakałem a krwi było naprawdę dużo. Efekt to panika złodziei, trzy szwy, blizna do dzisiaj i historia sprzedana rodzicom o tym, że Bocian (mój podwórkowy kumpel) jak zawsze wjechał we mnie i się wywaliłem na rowerze.

    Musze rodzicom powiedzieć, ze to nie był Bocian.

    #dziendobry #heheszki #opowiadanie #rozkminkrzaka
    pokaż całość

  •  

    A ten trzepie strapona oburącz jak dywan! Ale w złości, podkurwiony, zęby zaciśnięte, mamrocze coś pod nosem... To mu mówię: Hubson! To się wkłada do dupy! A ten nic! Pojechał jeszcze trochę dildosem na ręcznym i się schlapał.

    pokaż spoiler KONIEC


    #kapitanbomba #kapitandupa #historia #opowiadanie pokaż całość

  •  

    Kiedyś na studiach miałem warunek.
    Poprawiłem i dostałem podpis wykładowcy wraz z oceną do karty ocen. Było to przed końcem semestru.
    Zaniosłem kartę ocen do dziekanatu i zadowolony wróciłem do domu.
    Po kilku dniach dostaję wiadomość że mojej karty ocen nie ma w dziekanacie i w konsekwencji zostaję wykreślony z listy studentów bo brakuję mi 2 punktów ects.
    Idę do dziekanatu i pytam się gdzie jest kurwa moja karta.
    Grażynki odpowiadają: "Wszędzie szukałyśmy, ale ni ma. Na pewno Pan oddał?? A, z resztą niech Pan jeszcze raz idzie do wykładowcy po podpis bo już nam się nie chce szukać. Przepadła i chuj".
    Elo
    Idę znowu po podpis, facet oczywiście robi humory, ale podpisuje. W dodatku robi jeszcze zdjęcie karty bo mi nie ufa.
    Rzucam w pysk kartą ocen Grażynkom z dziekanatu i wychodzę.
    Przez następne kilka miesięcy przypominaj się wykładowcom żeby wpisali Cię na listę obecności bo Grażynkom nie chciało się zrobić nowej listy studentów.
    Ehhhhhh
    #studbaza #opowiadanie #kurwyzdziekanatu #takaprawda
    pokaż całość

  •  

    #opowiadanie pt. "Mały Enter" cz. 2

    czyli jak dostałem pierdolca i on został.

    cz. 1 - klik

    ***

    O trzeciej w nocy budzi mnie alarm o charakterystycznym dźwięku. Znaczy przyszedł mail super bardzo pilny, alert, wszystkie ręce na pokład. Zdarza się może ze dwa razy w miesiącu średnio. Wiadomość napisana za oceanem.

    Otwieram maila, temat: HELP! bez treści i dwa załączniki: program.rar oraz zdjęcie jakichś bazgrołów. W archiwum RAR znajduje się jeden plik: program.exe. Programiści-freelancerzy i ich fantazja jeśli chodzi o nadawanie nazw programom.

    Zaczęła się wymiana wiadomości oraz telefonów, co podsumuję tak: kontrahent mojego kontrahenta pokłócił się z informatykiem, który zajmował się obróbką danych i z dnia na dzień zerwał współpracę. Udało się go skłonić do przesłania programu, który sobie napisał na potrzeby tej obróbki, ale ten program to wyłącznie ikonka w trayu, która nie ma żadnego menu, nawet opcji "wyjdź", a program obsługuje się wyłącznie skrótami klawiaturowymi, które programista ustawił pod siebie i znał na pamięć, wobec czego w programie nie ma nawet linijki komentarza, o dokumentacji jakiejkolwiek nie wspominając.

    Ktoś tam się do niego dodzwonił, jakaś sekretarka, autor programu przez telefon dyktował te skróty i który co robi, ale czytelne na zdjęciu notatki są jedynie same skróty, koleś walił slangowymi terminami, których sekretarka nie znała i pisała to, co słyszała, w rezultacie nawet Amerykanie nie bardzo wiedzieli, co to znaczy, poza tym w biurze u klienta są głównie maki, a gdy w końcu udało im się ten program odpalić na jakimś windowsie po deaktywacji wariujących z jego powodu antywirusów, to on "nic nie robił".

    Okazało się, że program służy do przerzucania/modyfikowania danych w innych programach, przykład: mając otwarty dokument w programie Open Office i naciskając CTRL+ALT+D program wyszukuje w dokumencie datę zapisaną w zasadzie w dowolnym formacie, przekształca ją w format miesiąc/dzień/rok, do tego wylicza wiek tej osoby i rezultat zachowuje w schowku jako czysty tekst w dwóch linijkach oddzielonych znakiem powrotu karetki i nowej linii... Piszę poważnie, istnieje w informatyce określenie znak powrotu karetki i nie ma to nic wspólnego z medycyną :)

    Tak więc "program.exe" działa wyłącznie z innymi programami, na autentycznych danych. Innymi słowy sam program rzeczywiście nie może nic zrobić.

    Raportuję to klientowi, na co przychodzi odpowiedź "proszę, oto dane" i załączone kilkudziesięcio-megowe archiwum ze zdjęciami, podpisami i mnóstwem plików tekstowych, głównie RTF, ale nie tylko i kilka linków do innych, dużych plików.

    Okazało się, że chodzi o "yearbooki", czyli szkolne/studenckie księgi pamiątkowe, takie ze zdjęciami, podpisami i motto, które znamy z amerykańskich filmów. Oraz że programista, który im to obrabiał, ostatnio nawalał z terminami, dlatego się pokłócili oraz że mają tego mnóstwo do zrobienia ASAP RUSH URGENT EMERGENCY :)

    Okazało się później dodatkowo, że PROGRAM.EXE działa dobrze wyłącznie z bardzo konkretną wersją Open Office, czyli że generalnie wtedy jeszcze u mnie nie działał, podpytałem więc o kilka rzeczy i spróbowałem zrobić jedną stronę ręcznie.

    Oczywiście kilka razy jebnąłem się z datami, no bo jak to dla normalnego człowieka kurwa wygląda: 10/18/1997 (dla mnie teraz wygląda to normalnie), ale odpisali mi, że żaden problem, że oni to będą po mnie sprawdzali i że poza tym zajebista robota wykonana, wszystko jak trzeba, byli wręcz zaskoczeni. No cóż, kiedyś moim głównym zajęciem była grafika komputerowa, okazało się, że talentu do ambitnych dzieł graniczących ze sztuką mam za mało, ale programy i elementarne zasady projektowania poznałem na wylot.

    Była może szósta rano. Zaparzyłem sobie więc mocną kawę i do roboty.

    Po kilku godzinach zacząłem dostawać pierdolca, który w zasadzie nie minął mi do dziś, tylko próbuję umykać mu różnymi sposobami.

    Podam przykład. Pewnego razu zabrałem się do mycia lodówki i przy okazji wyrzuciłem kilka przeterminowanych rzeczy, cóż bywa ¯\_(ツ)_/¯

    Następnego dnia robię sobie kanapki, po czym gdy zadowolony siadam i wgryzam się w pierwszą, w ustach czuję posmak ropy, czyli oleju napędowego. A smak oleju napędowego znam o wiele lepiej, niż bym chciał - hasztag motoryzacja #pdk i czasy studenckie, gdy jeździłem gruchotem.

    Co się okazało? Że wyjebałem do kosza dobrą margarynę, a zostawiłem w lodówce przeterminowaną.

    Wkurwiłem się solidnie na siebie, do tego nowa margaryna, nieotwarta jeszcze była w koszu, ale całą noc była poza lodówką i już jej nie ufałem.

    Myślicie sobie, jakim trzeba być debilem, żeby nawet pomijając kwestię daty nie kapnąć się, że się wyrzuca pełne opakowanie margaryny, a zostawia napoczęte?

    No to przypominam, że inżynierowie NASA rozjebali jakiś sputnik nad Marsem dlatego, że całe NASA nie kapnęło się, iż w jednym miejscu wpisano parametr w calach, a miał być w centymetrach albo odwrotnie. A chyba trudno aspirować do bycia mądrzejszym niż całe NASA? ;)

    No więc ja to przeżyłem na własnej skórze dlatego, że ze wszystkich sił broniłem się przed świadomością, iż zacząłem mieć problemy z odczytywaniem dat odkąd zacząłem mieć do czynienia na co dzień ze sporą ich ilością w formacie amerykańskim.

    Największego problemu narobił mi Excel, w którym czasem dostawałem dane. Otóż ten program nawet w wersji angielskiej ustawienia daty bierze z... systemu. Najprostszym więc rozwiązaniem było przestawienie ustawień daty w systemie. Wtedy zaczął się mój pierdolec na poważnie.

    Opowiadam to czasem jako anegdotkę i dodaję, żeby mi przesyłać daty z miesiącem pisanym literami, innych nie przyjmuję do wiadomości, a z kontrahentem gdy dyskutujemy o datach, stanęło na formacie YYYY mmm DD (w praktyce oczywiście w 99 procentach przypadków jest to mmm DD) czyli tak, jak na tej kostce masła z mojej lodówki :) Ten bazgroł to 2018 JUL i jest to dla mnie czytelniejsze, niż data.

    Krótki research na Reddicie potwierdził, iż z tym ma problem praktycznie każdy obcokrajowiec jadący do USA, po dłuższym czasie wracający no i oczywiście Amerykanie wyjeżdżający poza kraj.

    Gdyż nawet jeśli się nauczysz rozróżniać te daty, to w pośpiechu i mając sporo na głowie każdy wcześniej czy później się jakoś jebnął, a czasem zdarza się też mi gapić na datę i jestem na 99% pewny, że ją dobrze odczytuję, ale już zaczynam czuć echa tego wkurwu po wyrzuceniu margaryny i nie mam ochoty więcej nigdy się nad tym zastanawiać, stąd taki napis na niektórych moich produktach w lodówce ¯\_(ツ)_/¯

    I to dlatego USA nie przechodzi na metryczny system miar i "normalny" format dat. Spowodowałoby to zapewne mnóstwo problemów, przy których to, że dobra żywność byłaby wyrzucana na śmietnik i to pewnie zdarzałoby się hurtowo przez jakieś systemy korporacji handlowych, byłby jednym z najmniejszych.

    Dowód z życia: bez zmiany formatu dat w grudniu pracownik jebnął się przy wpisywaniu roku i obciążył karty wszystkich klientów na kwotę 7,5 miliona dolarów, akurat pamiętam to dobrze, bo dotyczyło to także mnie:

    Essentially the problem came when they manually ran their biller for dates like 12-31-2008. They should have entered the year as 2007 and since the biller noticed that it was apparently December of 2008, it thought that it needed to catch up and collect money from a bunch of people for the year of billing it missed. To the system, it appeared as though no one had been billed for the entire year, so it went back and charged people their hosting fees for all of 2008.

    http://cybernetnews.com/dreamhost-makes-a-big-um-whoops-mistake/

    Dodam jeszcze, że po pewnym czasie, gdy zautomatyzowałem sobie wszystko co możliwe i zacząłem dostawać takich zleceń coraz więcej z różnych szkół i uniwersytetów, pewnego dnia zacząłem robić kanadyjskie yearbooki, a w Kanadzie datę zapisuje się normalnie, co wcale mi nie pomogło z moim problemem, przeciwnie.

    PS. To miał być wpis, który stał się opowiadaniem, a zaczyna wychodzić coś wielkości książki...

    #pracbaza #grafika #usa

    Ciąg dalszy będzie pod tagiem #mordeusz
    pokaż całość

  •  

    "Był to czas wielkiej samotności...", "Z osiedla ocalało tylko chybotliwe lustro wody w studni"

    Otwieramy serie na krótkie opowiadania. Codziennie nie dam rady, ale będzie jakieś opowiadanie krótkie - mój wybór. Na pierwszy rzut będzie "Jeździec bez głowy" Zygmunta Haupta (urodzony 1907 rok). Pierwodruk w Wiadomościach w 1958 roku. Obecnie wszyscy chwalą tego pisarza i jest na niego moda i jest kilka dobrych opowiadań, ale jak na ponad 600 stronicowy zbiór "Baskijski diabeł", to jest niewiele dobrego, ale ja jestem wymagający jeżeli idzie o krótką prozę. Haupt brał spory udział w II wojnie światowej: walczył jako oficer rezerwy w 10. Brygadzie Kawalerii Zmotoryzowanej oraz przeżył ewakuację Dunkierki. To opowiadanie jest o tym jak armie wkraczają w życie cywilów i niszczą "sielankę" o ile tak można nazwać życie chłopa podczas wojny. Rozpoczyna się od tego, że narrator czyta prywatny list miłosny chłopa schowany gdzieś w opuszczonym w pośpiechu domu:

    "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Z daleka, nie z bliska, pisze słowa mego listu. Przy stole siadam i papier rozkładam. Przyleciał sokół z góry i rzucił mi swoje pióro. Ty w środku, a ja z kraja, nasze ręce się podają. Ty górą ja doliną, między nami woda płynie"

    Następnie jest o szabrownikach i okaleczonym torsie młodego żołnierza i bezsensie wojny.

    "Pomiędzy Hinterlandem – linią tytułowego chaosu, raju cwaniaków, tchórzy, zabłąkańców, maruderów radzących tam sobie, wwalających się do opuszczonych domów, rozwalających drzwi sklepików, wypychających kieszenie jadłem, owocami, pudełkami papierosów, gadatliwych i wrzaskliwych, kryjących się przed nalotami w sieniach domów i piwnicach, rabujących i gwałcących, bredzących nieprzytomnie lub najchytrzej deformujących i tak już straszną prawdę, otóż pomiędzy tym a linią boju, czy jak to nazwać, był zawsze pas neutralny: ziemia niczyja, strefa bezosobowej, pustej trwogi. W niej to żyją i żerują bestie, stwory zrodzone z ciemności, którym wmiast oczu pali się zielone próchno, zamiast rąk mają szpony i haki, nawołują się niezrozumiałym językiem, stękaniem i świszczącym szeptem. Idą nie tłumem ani w pojedynkę, ale parami, w trójkę, pojawiąją się żeby nie wiem jakie było pustkowie, idą pewnie, jak po sznurku, jakby wiedzione specjalnym węchem, w miejscu, gdzie niedawno śmierć w huku, zgrzycie, chichocie rozrzuciła ułamki ludzkich meteorytów. Z trudem dają się ściągnąć fasowane z magazynu buty żołnierskie, jeszcze żółte od chromu i niebieskie jeszcze gwoździe podkutych podeszw. Ciężko otwierają się klamry pasów. Potem pod niebem, co po nocy tak zbliża się do ziemi, leżą już nagie, nienawistne resztki ludzkie.

    Obok wzdętego pod pręgiem siodła, u którego oderżnięto już skórę tybinek, trupa końskiego leżał trup jeźdźca. Był to równie odarty trup młodego chłopca, jak można było domyśleć się z podchorążowskiego sznurka, jakim obszyty był naramiennik ocalałej na nim, porwanej kurtki polowej. To ten biało-czerwony, kręcony sznurek identyfikował młodzieńczość żołnierza, bo tam, gdzie powinna być głowa, nie było nic. Wydarty niedaleko przez pocisk lej tłumaczył, co sprawiło to okaleczenie. Bezgłowość tego torsu robiła niesamowite wrażenie. Wydawało się, że nie były to resztki człowieka, ale coś nie z tej ziemi, przyniesione tu spoza jej granic – bezwzględna obcość śmierci, co nie jest z tego świata. Nic, zakurzony ludzki tors bez głowy, jakby na urągowisko tej strasznej ofiary."

    Artykuł

    #starszezwoje

    #historia #literatura #ksiazki #polska #opowiadanie
    pokaż całość

    źródło: api.culture.pl

  •  

    Czy wyjście do kibla za potrzebą może uratować życie? I czym zajmują się urodzeni w czepku Polacy w pakistańskiej stolicy?

    Mirasy, zapraszam na kolejne opowiadanie około-podróżnicze na podstawie własnych doświadczeń pt. "Szczęściarze z Islamabadu", tym razem oparte na ciekawej historii którą usłyszałem niegdyś od polskiego dyplomaty w lobby międzynarodowego hotelu w Islamabadzie.

    Fajnie, gdybyście wykopali Cumple, link powyżej ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    PS. jetem już z powrotem na Czarnym Lądzie, jutro szczegóły tułączki i jakaś pierwsza anegdota z jajem:)

    #wanderlust - tag z moich podróży i opowiadanek.

    Insta | Blog

    #podroze #podrozujzwykopem #tworczoscwlasna #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #historia #swiat #opowiadanie
    pokaż całość

    źródło: marriott.jpg

  •  

    Mam dla was historyjkę z wesela. Trzy tygodnie temu miałem #slub w rodzinie no to pojechałem (sam oczywiście, bo #przegryw), ale nie o tym mowa. Mam w dalszej rodzinie takiego gościa, który jak był młodszy to chuderlaczek, nie lubiał zwracać na siebie uwagi, był nieśmiały, grał całymi dniami no jak typowy przegryw. Nazwijmy go Piotrek. No więc tego Piotrka ostatni raz widziałem 5 lat temu (wtedy on lvl 18, ja lvl 22 | teraz on lvl 23, ja 27), bo się wyprowadziłem daleko z rodzinnych okolic. Co prawda bywałem w domu itp., ale jako, że Piotrek to była dalsza rodzina to się z nim nie widywałem. Tak minęło 5 lat i dopiero się zobaczyłem z nim na ślubie. Pod kościołem już słyszę obgadywanie Piotrka (potem zrozumiałem, że to właśnie o niego, bo pojawiło się nazwisko). Gość też się wyprowadził parę lat temu ok 80km od domu do większego miasta i przyjechał na ten ślub rowerem XD. Poszedł jedynie przed przyjściem do kościoła do domu rodzinnego wziąć prysznic i się przebrać w garnitur. No to właśnie Grażyny gadały na niego, że zamiast się wyprowadzić i usamodzielnić to on pewnie tam ledwo co żyje z dnia na dzień i pewnie rodzina co chwile wysyła mu pieniądze, bo kto normalny przyjezdza rowerem (bo przecież na ślub trzeba superanckie autko). Przyszedł pod kościół. Sam podszedł do mnie, przywitaliśmy się i powiem szczerze, że nie rozpoznałbym go. Brodę fajną stylową ma, włosy stylowe do tego garniak widać, że z górnej półki. Ćwiczę sam co nieco na #silownia, ale on nie dość, że widać że szeroki to jeszcze trochę urósł w góre przez te 5 lat. Jak spytałem to teraz ma z 192cm, a te 5 lat temu miał 187cm. Na siłowni ćwiczy przez 4 lata, a od 3 lat trzyma miche i mówi, że dopiero jak zaczął trzymać miche to jest pogrom. No i tyle gadki było z nim przed kościołem, jeszcze przed uroczystościa zaczął mi gadać jakieś tajemnice kościoła, inkwizycje, podawać daty, coś jakieś papieże Hitlera i mówi, że na ogół jest agnostykiem (Osoba, która wierzy, że Bóg może istnieć, ale ludzie tego nie udowodnią), ale on za to chętnie się dowiaduje i bada sprawę religii i kościoła katolickiego jak to wszystko działa. Dobra zaczęła się uroczystość, wio na wesele tam #alkohol, tańce itp. Znowu się z nim zgadałem na trochę przed tymi zabawami o północy (nawet nie wiem jak to się nazywa xd). Dowiedziałem się, że miał dziewczynę po tym jak się przeprowadziłem, ale zerwali z sobą dość szybko, bo ona nie akceptowała jego "zabaw". Nawet powiedział, że jest tu na weselu, a teraz jako tako nie chce mieć dziewczyny, bo to marnowanie czasu, bo nie znajdzie dziewczyny takiej ambitnej jak on, a jak juz to bardzo cięzko by z tym było. Mówił też, że interesuje się sztuką przetrwania, zaczął mi opowiadać jakieś tipy co do przetrwania, też na temat ziel zaczął mi mówić co jest dobre, a co nie, że nawet jakieś szyszki są zdrowe czy co tam. Ogólnie mówił, że ekologia to podstawa i powinienem też dbać o środowisko. Mały skrawek tego, co mi opowiadał jak dba: - jeździ rowerem, pije kranówe przez filtry, myje się samą wodą (?? mówi, że to jest zdrowsze niż kosmetyki i organizm się do tego przyzwyczaja po czasie jakimś). Z tym się trochę zdziwiłem, bo ani od niego nie śmierdziało, a nic. Włosy też miał zadbane, a nie miał krótkich tylko takie troche dłuższe. I tak dalej opowiada, że on bada świat i żebym się otrząsnął też i zaczął, bo widzi, że jestem w miare ogarnięty. Gadał mi o #ld, #oobe, pokazywał zdjęcia szałasów jakie zrobił i niektóre naprawdę były profesjonalne, pokazywał zdjęcia z #morsowanie. Gadał i gadał o tym jak to on odkrywa możliwości swojego ciała i możliwości jakie daje środowisko. Ćwiczy też sztuki walki sam w domu, ma sprzęty itp. i nagle trzasnął przy mnie z pięści w ściane całej siły i mówi, że zobacz jak pięści można zahartować. Ja aż otworzyłem szeroko oczy, bo nie wiedziałem już jak mam reagować na jego zachowanie. Dobra 3maj się Champois idę na zabawe, bo już gość woła przez mikrofon. Znowu się zdziwiłem, bo on kiedyś nieśmiały, a teraz leci z uśmiechem na takie rzeczy. Zabawa polegała na tym, że faceci tańczą, ściągają ubrania, zamieniają się i kto pierwszy ubierze się w swoje ubrania to wygrywa. Oczywiście podczas rozbierania, dziewczyny piszczały xD, a że większość to trochę zalani byli albo troche przy kości. To jak Pioter zaczął się rozbierać to wtedy jakie piski poszły, bo kaloryfer, klata wywalona, że aż się zdziwiłem. Skurczybyk ładnie wycięty był więc no graty mu za co. Na domiar wszystkiego wygrał te zawody, dostał 1l wódki i przyszedł i mówi bierz Champois, bo ja i tak nie pije alkoholu. No jak on nie pije to wezme, czemu ma się marnować? Pod koniec wesela jeszcze ta była dziewczyna do niego zaczęła sapać coś(oczywiście nawalona, a on opowiadał dla kogoś o niej i ona to usłyszała to chciała sie zemścić), bo "on się patrzy na nią i aż ślina mu leci, ale on i tak juz nie ma do niej podjazdu i pojechała po nim, że nie stać na szampon to się myje tylko wodą i w ogóle jak jakiś dzikus jest, bo tylko ciągle chodzi po tych lasach i buduje DOMY (XD) i pewnie mieszka sam w takim, a nie w bloku tak jak ponadto opowiadał". On odparł na to śmiechem i żeby zaczęła żyć jak człowiek, a nie jak zwierze. Trochę ją to sprowokowało, ale zaraz #karyna ją uspokoiła. No i tyle z wesela, poprawiny przebiegły spoko. Zostałem parę dni w domu i jak zacząłem już jechać do swojego miasta, to go zauważyłem na rowerze. Podjechałem, zamieniliśmy parę słów i pojechałem siną dal. Sobie przypominałem jak to #grazyna mówiła, że biedak, bo rowerem jeździ, a miał rower droższy od mojego auta, bo jak potem patrzyłem ten model od #kross to kosztuje 10tys, a jeszcze mówił, że ma w domu górala. Ehh sam nie wiem czy mu się powiodło w życiu czy zwariował od swojego przegrywu? Co o tym myślicie? #opowiadanie #pytanie #wesele #historia pokaż całość

  •  

    Z powodu świąt Wielkiej Nocy znalazłem się na wsi, w celu wspólnego przeżycia z rodziną tych jakże pięknych dni. Po kolacji, wybrałem się na spacer, w celu zaczerpnięcia świeżego powietrza. Tak się złożyło, że przechadzając się napotkałem na bezpańskiego pieska. Był on bardzo ładny, aczkolwiek muszę przyznać, że przez jego przeszywający wręcz wzrok najdłem się strachu. Gdybym miał takiego pieska, najprawdopodobniej nadałbym mu imię Pimpek. Poza tym wydarzeniem, spacer okazał się być świetnym pomysłem. Było bardzo wietrznie i przez to trochę zmarzłem, ale pomimo tego, zrelaksowałem się i mogłem podziwiać piękny krajobraz polskiej wsi (zlokalizowanej w Polsce A), a gdy wróciłem do domu, rozgrzałem się jedząc przepyszny, babciny żur... a może to był barszcz biały? Pewności nie mam, ponieważ dania te pachną i wyglądają tożsamo.

    #opowiadanie #swieta #wielkanoc #historyjka #wlasnemysli #spacer #smiesznypiesek #polskaa
    pokaż całość

  •  

    Dawno dawno tymu, za siedmioma chujami, za siedmioma zekami, w okolicach Gubałówki mieszkał Tomisław Apoloniusz Curuś Bachleda Farell, jak ten piecyk z dmuchawą. Pewnego dnia Tomisław wysedł na halę i pomyśloł: Krucafuks dość! Ile mozna wpierdalać łoscypek! Ani to dobre, ani śwarne a jakie drogie jebane! No i sracka murowana, toć to gołymi łapami ługniotane. Zeby to jeszcze z krowiego mleka było; a weź tu łodróznij barana od łowiecki. Stąd ten słonawy posmak. Tfu, łohydne. Co te turysty w tym widzą. Podczas, gdy Bachleda zajadał się łoscypkiem, smród baraniego nabiału niósł się po łokolicy. Nawet po wiater jebało napletkiem hej! Bekasy nie wytsymały. Fetor przepłoszył je z terenów lęgowych. Ryby, w Morskim Łoku zdechły, a w Carnym Stawie, zdechły. Niedźwiedź Gąsienica łobudził się ze snu zimowego i łod razu poszedł pod prysznic. Lecz to nie tylko łod niego tak popierdalało. Niby po kąpieli smród bełta i gówna ustąpił, ale przez to woń łoctówy stała się jeszcze bardziej nieznośna. Lecz specyficzny zapach łobudził nie tyko misia, łobudził też ządze, łobrzydliwe homoseksualne żądze. Śniezny Kockodan, przez niektórych nazywany też Yeti, dostaje smergla, gdy pocuje woń fiuta hej. Tak się składo, że łoscypek pachnie tożsamo, koniec.

    'Bestia normalnie żywi się owocami, ale łocet budzi w niej zboczenie. Tamtej nocy zeszła z wierchu na hale wiedziona zapachem rozporka. Nieświadomy nicego Bachleda Farel zajadoł właśnie syr. Pierwsze razy posły w dupe hej! Little Boy małpy rozdupcył Hirosimę Bachledy. Potem Kockodan założył strapona ,,Big Ben" i dzwonił jajami o brodę Curusia. Koszmar małpy trwał kilka dni. Bachleda nie chciał puścić. Donosił tylko sprzęty, od których małpie robiły się wielkie łoczy. Yeti nie wytsymał, gdy Bachleda przyniósł słoik. A gdy słój pękł, a Bachleda zabronił wzywać karetkę, tylko kazał nagrywać dalej, małpa zwariowała. I grasuje po łokolicy po dziś dzień. A film ze słoikiem dostępny jest w sieci.

    pokaż spoiler #coolstory #kapitanbomba #takbylo #opowiadanie #gownowpis #niewiemjaktootagowac
    pokaż całość

  •  

    Moje ego urosło tak, że już nie mieści się w Krakowie, wypierając smog. Krakowianie - jesteście wolni! (przynajmniej na chwilę)

    "Antologię zamyka Michał Stonawski „Regułą niczego”, oryginalnym tekstem postapo, którego akcję osadza w krakowskim klasztorze. Bez dwóch zdań to jedno z lepszych opowiadań w całym zbiorze."

    Z recenzji na Dzikabanda.pl - http://dzikabanda.pl/recenzje/ksiazki/slowianskie-koszmary-tesknota-wiekow-naszej-ery-recenzja/

    #ksiazki #opowiadanie #czytajzwykopem i #wygryw ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #cedrikpisze <---- zapraszam do mnie :)
    pokaż całość

  •  

    Jak przedostać się z Dżibuti do Somalilandu nocą przez pustynię? I co nas może spotkać po drodze? Zapraszam na okraszone zdjęciami, kolejne krótkie opowiadanie około-podróżnicze, tym razem z konfliktem somalijskim w tle, a będące kontynuacją niedawnej podróży chińską koleją z Etiopii do Dżibuti.

    Fajnie gdybyście wykopali Cumple, link powyżej ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Insta | Blog

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki po Rogu Afryki (oraz wcześniejszych podróży i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #ciekawostki #swiat #afryka #tworczoscwlasna #opowiadanie #fotografia
    pokaż całość

    źródło: 20.jpg

  •  

    „Tetryk”

    - Ile pan ma lat?
    - Trzydzieści jeden, przecież pani wie – odpowiedział Marek.
    - A na ile się pan dziś czuje?
    - Fizycznie, czy umysłowo?
    - Mentalnie.
    - Proszę zgadywać, to już siódma sesja analizy. Ciekaw jestem, co pani wywnioskowała.
    - Pewnie powie pan pięćdziesiąt, choć pięćdziesięciolatek sam nie przyszedłby do psychoanalityka.
    - Doprawdy? Dlaczego? – zapytał zgryźliwie niczym siedemdziesięciolatek, niezadowolony z prawidłowej odpowiedzi.
    - Ponieważ byłby zmęczony prawdziwymi problemami, które wymagają innych rozwiązań. Potrafiłby je też łatwo rozpoznać i rozwiązać. Mówię oczywiście o pięćdziesięciolatku pańskiego pokroju intelektualnego.
    - Bagatelizując moje problemy, marginalizuje pani powagę własnej pracy.
    - Niczego nie bagatelizuję. Mówiąc „prawdziwe”, miałam na myśli problemy merytoryczne. Materialne, losowe, zdrowotne, także psychiczne. Pańskie nie zawierają się w żadnej z tych dziedzin. Z takimi jak pańskie, pięćdziesięciolatek dawno by się pogodził, bo rozwiązać ich się nie da.
    - Podobno każdą psychiczną chorobę da się uleczyć.
    - To prawda, ale Pan jest zdrowy, mówiłam panu od razu, uczciwie, na początku. Przed chwilą też mówiłam i wciąż jestem tego pewna. Pan jest tylko niezadowolony i gniewny, ponieważ ma pan problemy z przyjęciem odpowiedzi realiów na pańskie oczekiwania światopoglądowe.
    - A co, może niesłusznie? Sama ostatnio przyznała mi pani rację!
    - Słusznie, ale świata pan nie zmieni, tylko się pan niepotrzebnie denerwuje.
    - Wobec tego ta analiza nie jest mi potrzebna, za co ja pani płacę?
    - Niepotrzebna? A kto chciałby godzinami słuchać jak pan bulgocze i się wydziera? Kto popierałby pański słuszny gniew? W pańskim nieuleczalnym przypadku, doraźne odprowadzanie jadu i wrzątku jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie. A płaci mi pan za to, żebym nie miała tego dość, w przeciwieństwie do pańskich byłych znajomych i straconych kobiet.
    - Nie żałuję ani jednego spalonego mostu.
    - Gówno prawda…
    - Wszyscy byli nic niewarci.
    - Nie wszyscy. Dobra, rozgrzał się pan. Proszę mówić.
    Przystojny, elegancki mężczyzna wstał z leżanki i sprężystym krokiem zatoczył kółko po pokoju.
    - Dzisiaj koleżanka z pracy poprosiła mnie o radę… w sprawie naprawy samochodu. Gdy starałem się pomóc - zaczęła mi udowadniać, że nie mam racji - mimo, iż sama nie ma o tym pojęcia. Ja mam, o czym świadczy choćby to, że poprosiła mnie o radę, prawda?
    - No raczej – odpowiedziała psychoanalityczka machając grzbietem dłoni.
    - Później zobaczyłem lewackie posty w aktualnościach na portalu społecznościowym.
    - O czym te posty?
    - Nie pamiętam…
    - Pierdolone lewaki, niereformowalne – odrzekła kręcąc głową.
    - Tak. A potem ta kretynka od samochodu tłumaczyła coś z dziedziny paranauk drugiej kretynce, powołując się na opinie naukowców z Cambridge, o których chwilę wcześniej przez przypadek przeczytała na Kafeterii.
    - Obosz… - westchnęła z zażenowaniem
    - Słyszałem, jak trzy razy użyła słowa „Kembłycz”
    - Oooobosz, najgorzej. Co jeszcze?
    - Kurwa, nie wiem. Czekaj. O, wiem. Kumpel troll przysłał mi ranking najlepiej zarabiających celebrytów w sieci. Powinno być śmieci w sieci, bo sposób, w jaki zarabiają godny jest pogardy. To znaczy, jak się zachowują, bo nie wiem skąd mają pieniądze. A dostają jakieś chore kwoty. Podobno niektórzy na przykład robią jakieś streamingi. Rimmingi chyba. Gość siedzi i żre, albo śpi, a kretyni oglądają i wysyłają mu pieniądze, a nawet jak nie wysyłają – i tak zarabia na wyświetlających się reklamach. Albo laska opowiada o szczegółach własnego życia seksualnego. Zero wstydu. Żerowanie na najprymitywniejszych instynktach. Dlaczego coś, co powinno spotykać się z pogardą i potępieniem jest popularne i interesujące dla społeczeństwa? Nienawidzę też tych mężów/żon pseudocelebrytów. I ludzi, którzy są bogaci i sławni, a nie mam nawet pojęcia, czym się zajmują. Pewnie dlatego, że niczym konkretnym się nie zajmują i na niczym się nie znają. Skurwysyny. Tych prawdziwych celebrytów też zresztą nienawidzę. Co za w ogóle słowo, celebryta. Nie znaczy nic konkretnego. Ale nikogo to nie wkurwia poza mną! Każdy albo się ze mnie śmieje i mówi, że jest ponad to, albo też ich lubi. A tym, moja droga, przejawia się upadek społeczeństwa. Pauperyzacja kultury! Kultury ludzkiej, nie tej oferowanej przez świat. Bo kultura się rozwija, tylko odbiorcy są żałośni. Jak ja ich kurwa nienawidzę.
    - Ale kogo. Tych pseudocelebrytów, czy ich fanów?
    - Wszystkich.
    - Ja też.
    - Łżesz.
    - Nie, naprawdę. Masz rację Marku, mów dalej.
    - Baba wyjechała mi z podporządkowanej, ledwie wyhamowałem. A widziała, że jadę, patrzyła na mnie.
    - Pojebana.
    - No i ci neoraperzy obrzygani. Też nie mogę na nich patrzeć. Dzieciaki dwudziestoletnie, zblazowane banany narzekają, że już nie mają ochoty ruchać swoich groupie. I buczą zniekształconymi w autotunie głosami. Wszystkim bym im nakopał do dupy. Tych starych raperów zresztą też nienawidzę. Żadnych walorów artystycznych, tylko narzekanie, że wychowała ich ulica, że ojciec pił i bił, że matka pracowała na ulicy. Kupa chamstwa i wulgaryzmów zlepionych nie do taktu, wzbudzających szacunek Sebków, za swoją szczerość. Szczerość i prawdziwość – jedyne zalety, właściwie zaleta – starego rapu. Aha, wczoraj włączyłem wczoraj telewizor i…
    - Obiecał pan go sprzedać i nigdy już nie kupować nowego.
    - Miałaś rację, ale i tak roztrzaskałem go w nerwowym szale, więc sprawa załatwiona.
    - No tak, tylko szkoda pieniędzy.
    - E tam.
    - Myślę, że na dziś wystarczy. Proszę przyjść za tydzień.
    - Dziękuję.
    - Ja również, jest pan moim ulubionym klientem.
    Marek wrócił do domu i smutno spojrzał na popękaną matrycę. Niewielka strata, przecież teraz mógł kupić sobie pięć razy większy telewizor. Problem w tym, że po raz setny tego dnia przypominał sobie o nieodwracalności błędów swojego życia, których nic nie potrafiło przyćmić i z którymi nie mógł się pogodzić. Rzucił niedbale kluczami od jaguara na stół, obok tych od nortona. Rozważał wyznanie wszystkim dookoła, że na swoim „niepraktycznym” wynalazku zarobił dwadzieścia osiem milionów, co do tej pory utrzymywał w tajemnicy. Może wtedy ktokolwiek zrozumiałby, jak szczery jest jego ból i jak śmieszne jest definiowanie go z jakąkolwiek zazdrością. Bał się jedynie, że ona wtedy właśnie znów się pojawi. A przecież mogła to zrobić choćby teraz, krystalicznie. I wszystko byłoby dla niej. I wszystko byłoby w porządku. W każdym innym wypadku to spektakularne wzbogacenie nie ma sensu. Usiadł przy biurku i znów spojrzał na fotografię przedstawiającą miłość jego życia. Terapeutka nie miała żadnej wiedzy, ale w sprawie spalonych mostów trafiła w dziesiątkę – jednego żałował.

    Ciekawe? Zajrzyj na https://www.facebook.com/Supertrzmiel

    #chwalesie #psychologia #opowiadanie #kultura
    pokaż całość

    •  

      @noitakto: W swojej wypowiedzi zdajesz się utożsamiać psychoanalizę z psychoterapią. Napisałeś "w psychoterapii (czy to behawioralnej czy dynamicznej) nie chodzi o „uleczenie” pacjenta", co nie jest do końca prawdą.

    •  

      @Emes91: nie utożsamiam. Do końca prawdą nie jest, bo co innego „poszukiwanie własnych pragnień”, a co innego leczenie nerwicy wspomagane psychoterapią. Różnica jest taka, że psychoterapię może prowadzić psychoanalityk bez ukończonych studiów medycznych, ale leczenie psychiatryczne może przeprowadzić tylko psychiatra, czyli lekarz po studiach medycznych.

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    Cześć,

    upiłem się dzisiaj (urlop here) i postanowiłem napisać książkę sci-fi o podróży w czasie kilku gości i babeczki do początków ludzkiej cywilizacji, tak żeby była z dużego grubsza zgodna choćby z hipotetyczną fizyką i antropologią. Wyjąwszy lekcje języka polskiego nigdy nie pisałem dłuższych opowieści, stąd proszę mirków o ocenę, czy tekst niżej to ostra grafomania i mam dać sobie spokój, czy jest to akceptowalne i mogę chlać i pisać dalej.

    #opowiadanie #scifi #fantastyka

    Zjednoczona Europa, przedmieścia Genewy, Centralny Ośrodek Wysokich Technologii (COWT) , sala konferencyjna, 13 lipca 2103r., godzina 12:37.

    - „Oto pierwszy eksperyment z czasem”- rzekł w latach 80 XX w. dr Emmet Brown, wsadzając swojego psa do Deloreana.- powiedział w kierunku głośnego tłumu dziennikarzy z całego świata prof. Alan Schmidt, dziekan Wydziału Chronofizyki i Chronoastronomii Tachionowej Uniwersytetu w Genewie, wieloletni dyrektor Ośrodka Badań nad Czasem COWT, uśmiechając się szeroko na wspomnienie swojego ulubionego filmu ze starego kina. Gdy cała uwaga tłumu skupiła się na nim, niby od niechcenia poprawił poły tweedowej marynarki i kontynuował starannie wyuczoną prelekcję:

    -Dziś, dawna fantastyka na naszych oczach staje się rzeczywistością. Do 1969r. perspektywa wylądowania człowieka na księżycu wydawała się nieosiągalnym marzeniem. Do okolic roku 1990 nikt, poza fantastami nie wyobrażał sobie, że zwykły człowiek będzie mógł z łatwością przesłać w ułamku sekundy zdjęcia z wakacji do przyjaciela po drugiej stronie globu na jego własny komputer. W 2034 roku po raz pierwszy człowiek wylądował na obcej planecie. W latach 40 zeszłego wieku ujarzmiliśmy moc komputerów kwantowych i potrafimy wykorzystać ich potencjał w codziennych zastosowaniach. Lata 60 i 70, to już czas niesamowitego rozwoju sztucznej inteligencji, robotyki i chronofizyki doświadczalnej.

    Odchrząknął, pogładził swoją długą, siwą brodę, po czym ciągnął:

    -W ciągu ostatnich 150 lat my- ludzie dokonaliśmy niezwykłego skoku, nie tylko pod względem technologicznym, ale i społecznym. Zaledwie 60 lat temu nasi przodkowie musieli pracować po 40h w tygodniu aby zarobić na jedzenie, wodę, prąd, internet i dach nad głową. Obecnie każdy obywatel Zjednoczonej Europy otrzymuje dochód gwarantowany zapewniany przez pracę maszyn, a praca stała się fakultatywną przyjemnością. W 2094r., dzięki pracy dr Pierra Lampika, dr Briana Calvego i dr Jana Dobrowolskiego, pod moim skromnym kierownicwtem, dowiedliśmy że możliwe jest wyłapanie obrazów z przeszłości i zapisanie ich w formie cyfrowej. Dziś stoimy na skraju kolejnego wielkiego przełomu. Być może największego w historii ludzkości.

    Zawiesił głos i rozejrzał się po milczącej w suspensie sali. To była jego kolejna chwila triumfu i to co za chwilę ogłosi będzie z pewnością przepustką do jego drugiej Nagrody Nobla. Do dziś tylko czworo naukowców było godnych podwójnego wyróżnienia: Maria Skłodowska- Curie z fizyki w 1903r. i chemii w 1911r., John Bardeeem z fizyki w roku 1956 i 1972, Fredericka Sangera z chemii w 1958 i 1972 oraz Charlie Lee z fizyki w 2061 i 2078r. Myśl o dorównaniu temu ostatniemu, świętej pamięci profesorowi ze Stanfordu, specjaliście od chronoastronomii i wykorzystania technologii tachionowej w fotografii szczególnie cieszyła Alana. W końcu czy może być coś lepszego od dorównania, a pod względem medialnym- przegonienia swojego dawnego szefa i promotora?

    - Chciałbym w tym miejscu złożyć hołd dla wszystkich naukowców, którzy od początków XX wieku włożyli swój wkład w rozwój Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych, zwanej szerzej kiedyś jako CERN, na których to podwalinach wyrósł COWT. Gdyby nie miliardowe nakłady naszych przodków włożone w technologię zderzania i rozbijania cząstek elementarnych, która w konsekwencji doprowadziła do wyodrębnienia tachionu, nigdy nie doszlibyśmy do tak spektakularnych wyników.
    Pprofesor wziął głęboki oddech, delektując się niezmierzoną, skupioną tylko na nim uwagą setek zebranych gości.
    -Panie i Panowie, Szanowni Państwo. Potrafimy zobaczyć i nagrać obraz z przeszłości w czasie rzeczywistym.
    Na sali ponownie podniosła się wrzawa, ale tym razem szeptów, które w swojej wymowie wydawały się być jednym wielkim znakiem zapytania.

    -To już nie są rozpikselowane grafiki z obserwacji tachionowych odległych gwiazd, które choć były niesamowitym krokiem naprzód w astronomii, dostarczały jednie częściową odpowiedzią na fundamentalne pytanie: kim jesteśmy? Dziś, dzięki technologii, z którą zaznajomię Państwa bliżej tuż po konferencji prasowej, możemy literalnie spojrzeć w przeszłość.
    Obowiązkowa pauza. Taka jaką robi się, gdy po dobrych wiadomościach chce się podać te trochę gorsze. Tym razem już żaden szept ani szmer nie zaburzył ciszy.

    - Choć na razie tylko w odcieniach lekko kontrastowej szarości. Obecnie, w zależności od okresu, w który chcemy się zagłębić, rozdzielczość w technologii dwuwymiarowej wynosi 24.762 piksele na cal kwadratowy dla momentu sprzed ostatniej zbiegłej sekundy. Spada ona o ok. 2,3 piksela na każdy dodatkowy rok słoneczny wstecz. Wynika to wprost z teorii Lee’ego, wedle której, w dużym uproszczeniu oczywiście, im tachion niesie ze sobą starszą informację, tym większa energia potrzebna jest do jej wydobycia. Zapewniam Państwa jednak, że jest to jedynie przeszkoda techniczna, nad którą wciąż pracujemy.
    pokaż całość

  •  

    #pasta #humor #opowiadanie Zamówiłem średnie Americano z mlekiem, zabrałem jeden brązowy cukier i usiadłem przy swoim stoliku. Powolnym ruchem wlałem mleko do filiżanki, a po wsypaniu zawartości saszetki z cukrem zacząłem mieszać. Mieszałem około minuty. Chciałem aby kawa szybciej wystygła. Gdy skończyłem mieszać zostawiłem łyżeczkę w filiżance i zacząłem obserwować sklepowe witryny, czekając aż moja kawa osiągnie niższą temperaturę, tak abym mógł zwilżyć swoje usta tym magicznym płynem. Wtedy weszła ona. Blondynka z laptopem pod ręką. Nawet nie słyszałem kiedy złozyła zamówienie, po prostu usiadła przede mną i otworzyła komputer. Przez nieskończoność coś w niego wpisywała a ja nie mogłem oderwać od niej oczu. Szczupła sylwetka, pociągła twarz i piękne włosy sprawiły, że w moim myślach zaczęły się rodzić dzikie fantazje. Nagle z odrętwienia wybudził mnie donośny głos kelnerki: "Średnie latte bez laktozy". Moja muza ruszyła po swoje zamówienie. A ja już wiedziałem jak zacząć rozmowę. Spośród wszystkich mozliwych tematów musiałem wybrać ten jeden, ten który nie będzie banalny, ten który ją zaskoczy, onieśmieli, zaciekawi. To jedno pytanie, które być może odmieni nasze życie. Kiedy uchyliła łyk swojej latte, nasze oczy spotkały się. To był ten moment. Z nieukrywaną pewnością siebie rzuciłem do niej: "Co? Też masz sraczkę po mleku? pokaż całość

  •  

    Co skrywają etiopskie gacie?

    Metema, etiopska wioska przy granicy z Sudanem, 5 rano. Wsiadam do minivana jadącego do Gondaru, stolicy stanu Amhara. Spałem dwie godziny, na szczęście, jak mi się wtedy wydaje, udaje mi się wywalczyć miejsce z przodu, obok kierowcy.

    Suniemy wąską krętą drogą, słońce powoli wyłania się spośród kurzu i źdźbeł słoniowej trawy. Szofer w pewnym momencie przesuwa niedbale leżące na desce rozdzielczej złożone spodnie w moją stronę i gestem prosi abym włożył do leżącego na siedzeniu mojego podręcznego plecaka. Ze zmęczenia mam zwoje mózgowe jak Marian Kowalski, gacie nie wyglądają jak litr spirytusu, może zasłaniają mu widoczność czy coś, wrzucam więc do plecaka i zapominam.

    Jedziemy dalej, gdy nagle - jeb (czy też, dla Krakusów - dup), - "fetasz", mechanizm o którym wspominałem w poprzednim wpisie. Spod półprzymkniętych powiek obserwuję w bocznym lusterku jak policjant z kałachem na ramieniu otwiera rozsuwane drzwi, zaspany zagaduje coś do współpasażerów, od niechcenia bierze jakiś pierwszy z brzegu bagaż i wyjmuje z niego rajtuzy odwracając na lewą stronę. Ja pierdolę.

    Wychodzę z auta i idę do pobliskiego szaletu. Zasuwam oczkowaną szmatę, wyciągam z plecaka spodnie i obmacuję z wierzchu. Coś w nich jest. I już oczami wyobraźni widzę siebie jak wystrzelony tańczę w jakichś etiopskich Manieczkach wyrywając tigryńskie wieśniary w rytmie amharskiego Zenka Martyniuka albo w ciemnej uliczce pcham towar po dobrej cenie żądnym wrażeń białasom (lub szeregowym pracownikom Oxfamu).

    Niestety, rozczarowanko. Z kieszeni wyjmuję garść kart pamięci. I już domyślam się o co tu chodzi.

    Najpierw myślę czy nie założyć gaci na siebie ale mają typowo etiopski rozmiar czyli na Ewę Farnę 18 lat lub kilo temu. Wkładam więc część kart do portfela, resztę do pokrowca z aparatem.

    Pozostała część podróży przebiega bez przeszkód. W Gondarze zbijam pionę z kierowcą i odchodzę czekając tylko na "ej, stary, a moje spodnie?". Oddaję gacie i teraz ja stoję z uśmieszkiem przed zmieszanym gościem. Ten otępiały nie wie o co chodzi więc otwieram zaciśniętą pięść z kartami pamięci. Gościowi robi się głupio, chce mi postawić piwo, przeprasza i tłumaczy że białych nie sprawdzają. Mówię mu tylko żeby więcej tego nie robił chociaż pewnie i tak ma to w dupie.

    Później w barze w Addis Abebie potwierdzam swoje podejrzenia. Drobna elektronika zwożona jest z rzadka z tańszego Sudanu lub częściej z nirwany Korwina czyli niemal w ogóle pozbawionego podatków Somalilandu, o czym sam się potem przekonam w drodze powrotnej stamtąd, gdy policjant niczym lekarz łomżyńskiego OKW zaraz po wyciśnięciu pasty do zębów prawie że zajrzy mi do celi Barabasza.

    Przewożenie elektroniki w Etiopii nie jest jakąś zbrodnią, jednak jej nadmiar na jedną osobę, tak jak i jakiegokolwiek innego towaru, wytwarza u strażników sawanny wyjątkową lepkość rąk.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki po Rogu Afryki (oraz wcześniejszych podróży i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #ciekawostki #afryka #etiopia #zainteresowania #tworczoscwlasna #opowiadanie
    pokaż całość

  •  

    Mirki, dzisiaj krótka historia inspirowana moją ostatnią wizytą w Polsce i odwiedzinami miejscowego urzędu (coś jak #pasta ).

    Ostatnio odwiedzając Polskę postanowiłem udać się do swojego lokalnego Urzędu celem załatwienia sprawy.

    Od początku czułem się tam jakoś nieswojo. Niepożądany, jakby przezroczysty, niechciany. Podchodząc do kontuaru wszystkie obecne w Urzędzie pracownice stały odwrócone plecami, przerzucając niedbale stosy papierów i sącząc kawę zdawały się mnie nie zauważać. „Dzień dobry” – rzucam, ale pozostaje to bez odpowiedzi. „Przepraszam, chciałem załatwić sprawę!” kontynuuję, lecz ta próba również napotyka głuchą ciszę.

    O nie. Tak być nie może. Na tę zniewagę wyciągam z kieszeni telefon i kierując wyprostowanym ramieniem obiektyw aparatu w stronę grupki urzędniczek zaczynam nagrywać ich zatrważające nieróbstwo i obojętność. Gdy oczami wyobraźni zaczynam widzieć ogrom afery którą udało mi się rozkręcić w weekendowym dodatku łomżyńskiego wydania Gazety Współczesnej, jedna z urzędniczek kątem oka zdaje się dostrzec moją obecność. To stara Żwirska, kierowniczka tutejszego Urzędu, znam ją z widzenia. Powolnym ruchem zdejmuje okulary-połówki i delikatnie odkłada je na biurko. Następnie podwijając rękawy fioletowego żakietu garsonki spokojnym krokiem wychodzi zza kontuaru i kołysząc się na boki podchodzi do mnie stając na wprost wyciągniętego telefonu. Przez dłuższą chwilę spod półprzymkniętymi powiek wbija swój świdrujący wzrok ponad obiektywem komórkowego aparatu prosto w moje oczy. Czuję się skrępowany, a niezręczną długą ciszę przerywa sama kierowniczka jednym szybkim ruchem zabierając mi telefon z ręki. Teraz obracając go w grubej dłoni, spoglądając cały czas tym samym spokojnym spojrzeniem tako do mnie rzecze:

    - Ładny masz telefon, Grzesiu. Co, z Australii sobie przywiozłeś? – barwa jej głosu jest wyzuta z jakichkolwiek emocji.
    - Nie, od kolegi pożyczyłem – odpowiadam zgodnie z prawdą.
    - Od kolegi, mhm. To ty masz kolegów? – urzędniczka teraz ogląda telefon dokładnie ze wszystkich stron.
    - Tak, i proszę mi go w tej chwili oddać – odpowiadam spokojnie, acz stanowczo.

    W tym momencie urzędniczka bierze zamach i ciska telefonem w najbliższą ścianę z całych sił. Ten rozpada się drobny mak. W szoku rzucam się na kolana próbując pozbierać porozrzucane części i krzyczę na cały Urząd: „wy wszyscy jesteście po-je-bani! Was nie trzeba reformować, was trzeba leczyć! Telefon mi rozwaliła, Jezu…”.

    Gdy trzęsącymi się dłońmi próbuję poskładać urządzenie do kupy, kątem oka zauważam biegnącą w moją stronę rozbujaną filetową garsonkę. Urzędniczka błyskawicznie dopada do mnie i wali sierpem prosto w twarz aż upadam na plecy. Próbując się podnieść ta dopada do mnie od tyłu, zakłada Nelsona i przez szum napływającej do głowy krwi słyszę już tylko jakby narastającą złowieszczą muzykę oraz wypluwane wściekle przez zaciśnięte zęby wprost do mego ucha słowa:

    - Co ty sobie gnoju myślisz, co?! Że to jest jakaś gówniana gra o składki? Co ty chcesz zrobić, zagazować sto tysięcy urzędników i pracowników ZUSu?! Sprawę ci załatwić trzeba, gnoju! Załatwianie spraw to nie są wiadomości TVP, załatwianie spraw to jesteśmy my, tu, w tym Urzędzie, i albo nam się uda stąd wyjść albo zostaniemy tu na zawsze, rozumiesz?!

    W tym momencie kierowniczka zwalnia uścisk i cofa się rapowanie o dwa kroki. Próbując złapać oddech słyszę jak z wewnętrznej kieszeni żakietu wyjmuje biurowy zszywacz i przeładowując zszywki celuje nim we mnie z góry.

    „Oszalałaś” słyszę w głowie klęcząc i sam już nie wiem czy mówię to na głos czy tylko mamroczę pod nosem do siebie.

    - ROZUMIESZ, KURRRWA, CZY NIE?! – urzędniczka nie daje za wygraną i teraz już drze się na cały Urząd.

    Po chwili kulę się gwałtownie i słyszę przelatujący nad głową metalowy element. Na dźwięk rozchodzącego się po murach Urzędu echa wystrzelonej zszywki pozostałe urzędniczki rzucają papiery i raptownie przybiegają okrążając nas.

    - Spudłowałaś z takiej odległości? – pyta się kierowniczki jedna z nich nie ukrywając zdziwienia.

    Po tych słowach jeszcze inna, stara Mauerowa, naczelniczka działu kwestury, wychodzi przez szereg i patrząc na mnie z góry rozkłada szeroko ramiona oraz wypinając dumnie opięte w tiulowym kostiumie piersi mówi spokojnym głosem:

    - No i co się tak, kurwa, patrzysz? Nas tu nie ma!

    Po tym wszystkie urzędniczki odwracają się do mnie plecami i spokojnym krokiem oddalają się w stronę kontuaru.

    Trzęsącą się dłonią próbując założyć połamane okulary na spoconą twarz szepczę sam do siebie: „chyba już sobie pójdę, nie? Co tu tak będę sam w Urzędzie siedział…”.

    ---

    Całość jak zwykle wrzucam w znalezisko gdzie lepiej się czyta i jest więcej tekstów.

    #wanderlust - tag z moich podróży i opowiadanek.

    #heheszki #takbylo #tworczoscwlasna #polska #opowiadanie #film #psy #pasikowski #urzadskarbowy #zus
    pokaż całość

    źródło: urzad2.jpg

  •  

    No to będzie czytania na następne parę tygodni!

    Gdziekolwiek nie podróżuję lubię przeczesywać lokalne antykwariaty i wystawki ulicznych sprzedawców (zdjęcie tutejszego sklepikarza w komentarzu) w poszukiwaniu różnych perełek. Idealnie, gdyby akcja działa się właśnie w tym miejscu, wpisuję sobie wtedy datę i lokalizację na pamiątkę.

    I tak, w Mjanmie zaczytywałem się w "Birmańskich dniach" Orwella, w "The Sex Lives of Cannibals" na Kiribati (polecam!), na Borneo dostałem opowiadania Williama Maughama stamtąd, angielskie wydania Dostojewskiego przywiozłem z Sankt Petersburga i wiele innych.

    Obecnie taką rolę spełniać pewnie będzie widoczna w prawym górnym rogu "Transition in Africa", chociaż wiozę ze sobą równierz "Cesarza" Kapusty do Etiopii i "Dryland" Konrada Piskały do Somalilandu.

    Jeżeli też tak macie to podzielcie się tytułami z ulubionych lokacji.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży w Róg Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #ksiazki #ciekawostki #podrozujzwykopem #podroze #afryka #czytajzwykopem #zainteresowania #opowiadanie #reportaz
    pokaż całość

    •  

      @uciekajmy: zapomniałem dodać tagu o patostreamach to i dyskusja gdzieś przepadła w tłumie;)

      "W drodze" zakupiłem podczas którejś podróży bo jest taka fajna seria "Penguin Classics" z minimalistycznymi pomarańczowymi okładkami, niestety jeszcze nie pochłonąłem i czeka na półce (czytałaś?).

      "Jądra..." natomiast żałuję że nie wziąłem ze sobą do Kambodży, chociaż "Apokalipsa" na ekranie laptopa też zrobiła robotę:) Mam nadzieję, że będzie za to okazja zabrać powieść kiedyś do DR Konga:)
      Co byś poleciła (niekoniecznie związanego z podróżami) od siebie?
      pokaż całość

      +: u.......y
    •  
      u.......y

      0

      @Dwadziescia_jeden: odpiszę za kilka dni, bo teraz mam w domu zjazd rodzinny i jak tylko uda mi się doczołgać wieczorem do laptopa, to nie mam siły udawać, że wiem, o czym piszę ; )

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Uwaga
    Poniższy tekst jest długi a poza tym zawiera zakłamywanie historii, szkalowanie trzech ostatnich papieży, oraz #ocieplaniewizerunkuadolfahitlera Wszystko dla żartów ofc, fikcja literacka i tak dalej. Ale jeśli nie śmieszy cię taki #czarnyhumor ani #jp2gmd #2137 ani nie chcesz by #wykopobrazapapieza to nie czytaj dalej. To jest #tworczoscwlasna #opowiadanie ale może kiedyś będzie z tego #pasta Pamiętajcie jednak że tu pojawiło się najpierw. Enjoy.

    Castel Gandolfo, 2017
    Benedykt szesnasty był słaby. Tak slaby, jak nigdy dotąd. Leżał na łóżku, podpięty do respiratora, a przez jego głowę przelatywały kolejne wspomnienia. Słyszał strzały, odgłosy lecących bombowców... Wkrótce przed oczami pojawiły sie obrazy, obrazy które już widział, które przeżył. Teraz wracały
    1942, Polska
    -Raus! Na ziemię! - krzyczał Wojtyła. Żydzi posłusznie kładli się na ziemię
    -Karol - Josef ratzinger zaprotestował. Zapał, jaki przejawiał jego przyjaciel wykonując rozkazy, często go przerażał - Karol... Dlaczego chcesz ich zabić? Tu są dzieci. Kobiety. A nawet mężczyźni nie będą walczyć, przecież wiesz. - spojrzał z nadzieją na Jorge Bergolio, czyszczącego karabin nieopodal. Argentyńczyk jednak nie reagował. Nigdy nie reagował.
    -Nic nie rozumiesz, Josef - Karol zastrzelił pierwszego Żyda - Oni dążą do naszego zniszczenia, wiec my musimy zrobić to pierwsi. Mój przyjaciel mi to doradził.
    -Znowu ten Ste...
    -Tak, on.
    -Dlaczego tak nienawidzi Żydów?
    -Nie wiem, ale ufam, że ma powody. I przekona do tego resztę przywódców - pojechał już do Wannse. A ty, jeśli jeszcze zaprotestujesz przeciwko mordowaniu, będziesz miał przejebane. I nie, nie grożę ci. Ostrzegam. Wiesz ilu wyższych stopniem też jest antysemitami
    -Karol, oszczędź chociaż dzieci
    -Oh tak. Dzieci oszczędzę - Karol uśmiechnął się złowieszczo
    1945, podziemia Berlina
    -Mein Fuhrer! Tędy! Bolszewicy zbliżają się. - krzyknął Ratzinger. Adolf Hitler biegł za nim, podczas gdy Wojtyła osłaniał tyły, a Bergolio przód. Na zewnątrz wciaż słychać było eksplozje.Bergolio tymczasem otworzył zamaskowane drzwi. Za nimi był jakiś ciek wodny przypominający rzekę i przygotowana miniaturowa łódź podwodna
    -Mein Fuhrer, Jorge zabierze pana tą łodzią do... Gdzie, Jorge?
    -Do Argentyny. Mam tam rodzinę. - odparł Bergolio - Tam będziesz bezpieczny, mein fuhrer. Pan Mengele też tam uciekł.
    -Mengele? - zdziwił się Adolf - Kto to jest?
    -Lekarz w Auschwitz - odparł szybko Wojtyła
    -Au...Schwitz? Co to?
    -Eeee... Obóz. Dla jeńców i wrogów
    -To dlaczego ten Mengele ucieka? Skoro opatrywał naszych wrogów to alianci nie powinni mu zagrażac...
    -To niewłaściwy moment wodzu - odparł szybko Ratzinger. Adolf kiwnął głową i wsiadł do łodzi. Bergolio za nim
    -Josef - dodał jeszcze - Mam nadzieję ze jeszcze się spotkamy. Całą trójką. Może po wojnie...
    -Może - odparł Ratzinger - Płyńcie.
    Wojtyła, gdy tylko statek zaczął odpływać, zrzucił mundur wehrmachtu i założył pokrwawiony mundur armii czerwonej i czapkę uszatkę
    -Co ty robisz?...
    -No co? Musimy jakos przeżyć. Może załapiemy się jeszcze na rabowanie miasta. Idziesz? Mam drugi mundur
    -Ale... Co z ideałami... Co z moja rodziną?
    -Pewnie nie zyją. Nie wiem. To nieważne. Na pewno nie chcesz zaciągnąć się do ruskich? Mam tam znajomego, pomógłby nam
    -Stefana Wyszy...
    -Tak, tak, jego
    -Wybacz, Wojtyła. To nie dla mnie. Spotkamy się jeszcze kiedyś. Coś mi to mówi.
    -Nie daj się zabić, ratzinger
    -Nawzajem... towarzyszu - dwaj żołnierze roześmiali się

    Watykan, 2005, 2 kwietnia, 21:33
    -Ojcze święty - Ratzinger ukłonił się przed Wojtyłą, a raczej Januszem Pawlaczem drugim. Papież zajadał się kremówkami. Przed tlumami zgrywał starca, ale był w sile wieku
    -Josef. Wiesz, że źle się dzieje. Oskarżają mnie o ukrywanie pedofili. O rozpowszechnianie AIDS. I inne gówna. Poza tym mosad znów coraz lepiej sobie pogrywa, myślą, że mają mnie w garści. Już raz im pokazałem, zrobimy to jeszcze raz. Jebać to, że staję się coraz mniej popularny. Widzisz te tłumy na zewnątrz? Oni mnie kochają. Będa się dla mnie modlić. Zastąpię w ich domach boga
    Ratzinger spuścił wzrok
    -Poczęstujesz się kremówką? Ah, zapomniałem. Nie przepdasz za nimi. Mniejsza o to. Milczysz. Wiem, jesteś sceptyczny co do moich planów. Ale ja mam coś nowego. Stefan byłby ze mnie dumny - zgarnął puder ze stołu i rozwinął mapę.
    -Syria. Cholerny kocioł. Dyktatorzy, rebelianci i inne gówno. Tutaj właśnie zrealizujemy mój plan. Plan, który zniszczy cywilizację. Dogadałem się już z paroma znajomymi Osamy. Stworzą tam quasi-państewko. Kalifat. Pozostaje im tylko przelać małą sumkę z ba...
    -Nie - odparł ratzinger - To się nie stanie.
    -Że co? Jak śmie... - papież zamarł. Zakaszlał. - Ty skurwysynu... Otru... otrułeś mnie...
    -Wybacz, Wojtyła. Kochałem cie jak druha, choć mnie przerażałeś. I postanowiłem to skończyć. Czas uczynić trochę dobra. Niedługo świat dowie się, że nie żyjesz - ruszył powolnym krokiem w stronę balkonu. Szepnął coś do ucha gwardziście szwajcarskiemu
    Kiedy jednak wyszedł i ruszył kazać księżom poinformować o śmierci ojca świetego, usłyszał strzał. krzyk bólu. Biegiem wrócił do komnaty gdzie zostawił papaja. Kilkunastu martwych gwardzistów leżało na ziemi. Jeden jeszcze oddychał i wskazywał tylko ręką schody prowadzące w dół
    Benedykt przeżegnał się, chwycił halabardę i pobiegł nimi. Zbiegał na kolejne piętra, coraz niżej, w głąb katakumb, gdzie były skarby mogące pozbyć się głodu z całego świata oraz obszerne dzieła obalające wiarę katolicką.
    Ale wiedział, że Jan paweł biegł gdzie indziej
    Do najniższego poziomu
    Do przejścia do piekła.
    ratzinger znalazł się tam idealnie w momencie, gdy Wojtyła, nagi, pokryty kabalistycznymi symbolami narysowanymi kałem, odprawiał rytuał. Wrota otwarły się.
    -NIEEE! - krzyknął Ratzinger i wydobył z sutanny mausera. Oddał strzał. Papież dostał w plecy i z krzykiem padł twarzą do otwartych wrót. Tam jak gdyby nigdy nic powstał, uśmiechnął się złowieszczo do Ratzingera. Zza jego pleców wyszedł Stefan wyszyński i złożył na ustach papieża pocałunek, po czym wspólnie odeszli w głąb otchłani
    Ratzinger wykonał znak krzyża.
    -Kamerling, każ zamurować te wrota - powiedział do kardynała który zszedł na dół
    -Kardynale, nie wiem, czy jakaś ekipa zdoła to zamu...
    -To wezwij Polaków. Tylko nie mów im, co to jest. Pora ogłosić, że papież nie żyje
    Spojrzał na zegarek. 21:37
    2013, Watykan
    Benedykt XVI szedł korytarzem pałacu papieskiego. Westchnął, znużony swym długim życiem. Ale uchwycił ruch za gobelinem. Dlatego strzał nie zaskoczył go
    Szybkim ruchem dłoni, odbił sygnetem kulę. Następnie wydobył szybkim ruchem hostię-shuriken i cisnął ją w gobelin, przebijając go na wylot razem z zamachowcem za nim
    Ruszył szybkim krokiem, natykając się na oddział gwardzistów szwajcarskich
    -Ktoś próbował mnie zabić. Sprawdźcie kto to i zmobilizujcie resztę gwardii, może być ich wiecej...
    -I jest - powiedział dowódca gwardii z drugim oddziałem, zachodzacy papieża od tyłu - Wybacz ojcze, tak trzeba
    -A więc to tak - Benedykt westchnął - Zamach stanu. Oby Bóg mi wybaczył
    Szybki, wyuczony ruch. Wyszarpnięcie mausera zza paska, cel, pal. Pal. Pal. Wszystkie kule z magazynka trafiły gwardzistów, którzy zaszarżowali. Obersturmfuhrerem jednak jest się na całe zycie. Benedykt cisnął broń w twarz najbliższego, a potem szybko skoczył na ścianę. Przebiegł po niej kilka metrów, po drodze siekąc nożem gwardzistów. Znalazł się po drugiej stronie ich oddziału. Wyrwał najbliższemu halabardę i zrobił młynka, powalając paru. Potem wpadł w trans. Siekał kolejne fale wrogów, parował ich ciosy, wykonywał obroty. Czuł zapach ich strachu w powietrzu, pozwalał uciekać, jeśli chcieli, ale uderzał, by zabić. Wtem jeden z nich uderzył go bronią z tyłu, w kolano. Polała się krew, a papież padł na kolana. Warknął jednak tylko, uderzył trzonkiem napastnika za plecami, miażdżąc mu tchawicę, a potem zaszarżował. Odbił się na halabardzie niczym na tyczce, przebiegł po głowach gwardzistów, a w powietrzu podskoczył, cisnął halabardą, która przebiła dowódcę gwardii. Wylądował miękko tuż obok niego i podciął mu gardło. Potem odwrócił się i krzyknął:
    -KYRIE ELEISON - potężny podmuch powalił resztę gwardzistów
    Benedykt ruszyl dalej, wszędzie wypatrywał wrogów. Zza zakrętu wpadł na niego Bergolio
    -Ojcze... Co się tu stało..
    benedykt szybko nakreślil mu sytuację. Bergolio wyglądał na przerażonego
    -Musisz uciekac. To żadna hańba, ale jest tu niebezpiecznie. Ja wybadam, kto stoi za zamachem i pozbędziemy się go.
    papież kiwnął głową i pobiegli na zewnątrz. Samochód już był przygotowany. benedykt szybko wsiadł, ale wtedy o czymś pomyślał
    Dlaczego samochód już tu stał?
    Niestety, bylo za późno. Drzwi rozbłysnęły i pokryły się okultystycznymi symbolami. Silne zaklęcie ochronne. Bergolio pochylił się do szyby
    -Wybacz, Benedykcie. Ale... Watykan by upadł, gdybyś wciąż tu był. Nie lubili cię ani wierni, ani Żydzi, ani inni duchowni. Jan Paweł przynajmniej zjednał sobie pedofili. Ja... Ja wprowadze kościół w nową erę. To nic osobistego. Żegnaj. Aaa... I nie jestem taki jak ty. Nie zabiję przyjaciela, nieważne jaki by był - Bergolio powolnym krokiem odszedł do pałacu. Samochód pojechał do Castel Gandolfo
    Castel Gandolfo, 2017
    Benedykt westchnął i spojrzał na nieśmiało falującą kreskę na monitorze. Czuł się słabo. Bardzo słabo. I wiedział, co jest tego przyczyną.
    Mimo to zadrżał, gdy w kącie zmaterializował się z kłebów dymu Janusz Pawlacz i powolnym krokiem podszedł
    -No proszę. Ratzinger. Benedykt Szesnasty. Zdrajca. A kochałem cię jak brata - Pawlacz pochylił się nad nim - No ale cóż, wróciłem. I w Watykanie będą nowe porządki, tak zresztą jak i na swiecie. Jak zauważyłeś moja śmierć nie pokrzyżowała moich planów. A teraz... zegnaj. - wepchnął coś do ust Benedykta - Poznajesz? To to samo, co mi podałeś 12 lat temu. Dziękuję za siły życiowe. Na dole już na ciebie czekają
    Benedykt chciał krzyczęć. Protestować. Na nic by się to nie zdało, ale czuł, że powinien był protestować
    Zapadł w ciemność, lękając się o świat
    pokaż całość

  •  

    Kurwens, przypominanie hasła na podstawie odpowiedzi na pytania, to jakiś przykry żart. Czy komukolwiek się udało kiedyś dzięki temu odzyskać hasło? Pytania o nazwisko panieńskie matki czy imię pierwszego zwierzaka nie jest zbyt bezpieczne, a pytania typu "ulubiony artysta" nie mają sensu, bo to się może jednak zmieniać co jakiś czas, a zapisywanie tego mija się z celem.
    Zazwyczaj hasła odzyskuje się do kont, które się rzadko używa/zapomniało się na kilka lat I chce się sprawdzić. No I ostatnio byłem w takiej sytuacji. No i uruchamiam odzyskiwanie hasła. Oczywiście uruchamia się przez odpowiedź na pytanie. Ja już tysiąc kurw w myślach, ale dawaj, lecimy. Zazwyczaj są ze 3 pytania, na które przy rejestracji trzeba dać odpowiedź i przy przypominaniu losuje jedno, na które trzeba odpowiedzieć.
    No i wylosowało "Ulubione buty?"
    Kurwa. Zakładałem to konto w liceum, próbuję sobie przypomnieć. Miałem takie fajne laczki wtedy, nike'i. No to wpisuje prawilnie "Najeczki". Chuj, zła odpowiedź. Dawaj kolejne pytanie kurwiu.
    Znowu wylosowało to samo pytanie, więc już bez nadziei wpisuje już mniej prawilnie "najki". Wiadomo, źle.
    Dewej kolejne pytanie.
    "Ulubiony fast-food?"
    No ja cie pitole. W liceum tyle ich jadłem, że nie wiem. Wybieram świętą trójcę- pizza, kebab i chinol z budy. Ale nie mam pojęcia co wpisać. Toż to jak wieczna walka pomiędzy Buddą, Jezusem i Mahometem, gdzie Budda jest pizza, spoko ziomek, każdy go lubi, Jezus- większość lubi, ale niektórzy mają z nim problem, no i Mahomet-chinol. Trzeba dobrze sprawdzić, bo nigdy nie wiadomo co cię moze czekać.
    No ale decyduje się na to, co najbliższe mojemu sercu- kebab.
    ŹLE.
    Kurwe.
    No to dawaj kolejne pytanie.
    "Twoja ulubiona płyta?"
    Panie, w liceum to ja słuchałem ciężkiego metalu, a nowe albumy zasysałem z torrentów szybciej niż ukrainka przy ulicy zasysa wiadomo co. Ale myślę- hmm, może jakaś klasyka. może nie byłem taki zjebany, żeby wpisywać nazwę płyty osiedlowej kapeli kolegi Mariusza.
    No to wpisuje "The Black Album". No i oczywiście klops.
    Siedzę przed tym monitorem i myślę. Przypomniałem sobie, że kiedyś zapisywałem takie rzeczy na kartce (w liceum miałem gdzieś bezpieczeństwo). Szukam pierdół z liceum (nie lubię sprzątać ani wyrzucać takich rzeczy, nostalgia motzno). Wywalam po kolei wszystko. Znalazłem pada do PSX, PSP, karty pokemonów (tutaj nostalgia się na 15min włączyła), no i jest kartka z jakimiś pytaniami.
    No i tu nie mogłem uwierzyć w mój śmieszkizm.
    Odpowiedź na Ulubiony Fast-food? Tortilla. Może nie śmieszkowe, ale trochę się sobą załamałem- jak to tortilla? Niby Kebab na cienkim jest nazywany tortillą, ale boję się, że mogło mi chodzic o ten papierowy syf z McDonalda. Ale ok, idźmy dalej.
    Ulubiona płyta? Tutaj poziom śmieszkizmu dobił do tego, który był w tym programie z żartami na TVNie, co farbowany blondas kontrabasista opowiadał na otwarcie programu kawały i grał dżingle.
    Ulubiona płyta? Chodnikowa xD
    Co ja miałem w głowie wpisując to wtedy.
    Ale i tak najlepsze były moje ulubione buty. Nie, to nie były najeczki, adasie ani nic takiego. Czuję, że ten żarcik mogłaby nawet rzucić w tym programie ta gruba z Big Brothera, a farbowany kontrabasista wypuścił by szybciej powietrze nosem i zagrał dżingla.
    Moje ulubione buty? "Lewy i prawy"
    XDD
    #heheszki #takbylo #samaprawda #komputery #opowiadanie i trochę #zalesie
    pokaż całość

  •  

    #kononowicz #humor #heheszki #suchodolski #opowiadanie #polskiyoutube

    Wspaniała jest ta sprawiedliwa historia o ojcu i synu.
    Mi to się nie chce ale ktoś powinien ją przepisać żeby można było ją przeczytać a nie tylko słuchać na filmiku( ͡° ͜ʖ ͡°)

    źródło: youtu.be

  •  
    turek44

    +11

    Moje pierwsze opowiadanie. Proszę o wyrozumiałość, rady oraz komplementy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Z dedykacją dla Mirabelki, która nie lubi niedopowiedzianych historii :)

    Rozmowa Samobójcy z Bogiem

    Witaj.

    Miło cię widzieć, usiądź, rozgość się.
    Spójrz na to miejsce, a potem na mnie. Jesteś tu gdzie chcesz być, a ja jestem tym kim chciałbyś bym był. Jesteś w Niebie? Albo Piekle? Nie, ale mało brakowało. Przypomnij proszę sobie co pamiętasz ostatnie?
    Raczej nie mógłbyś tego przeżyć, prawda? Ocaliłem cię, bo muszę ci coś wyznać. W zasadzie muszę wyznać sam sobie, to moja spowiedź. Tak. Jako Bóg, dojrzałem w końcu do spowiedzi. Wbrew pozorom nie jestem tak stary jak ci się wydaje, w moim świecie, całe twoje życie to po prostu mrugnięcie. Nic więcej.
    Nie raz i nie dwa złorzeczyłeś na mnie, wyklinałeś i obrażałeś. Wypominałeś mi moje okrucieństwo i nie raz twierdziłeś, że gdybym istniał, nie pozwoliłbym na takie zło. Myliłeś się, stoję teraz tutaj przed tobą. Co masz mi do powiedzenia? Zresztą, nieważne. Istnieję, ale masz rację co do mnie, jestem złą osobą, bo pozwoliłem na to co się stało.
    Ty, twoja rodzina i najprawdopodobniej większość twojego otoczenia, to tylko tło. Nic nie znaczące tło, konsekwencje moich działań. Zawsze tak było, nie interesowały mnie sprawy maluczkich, nie miałem na nie czasu i ochoty. Kiedyś miałem, ale bardzo szybko przestałem. Wasze problemy mnie nudziły.
    Teraz tego żałuję.
    Zastanawiasz się dlaczego na świecie istnieje zło? Nie przez to, że ludzie nie potrafiliby żyć w szczęśliwym świecie, gdzie istnieje tylko dobro. Mogłem tworzyć was takich jakich chcę, więc mogłem was zmienić tak, żebyście mogli w nim żyć.
    Już raz żyliście w takim świecie. Nazwaliście go Eden.
    Byłem młody, wtedy właśnie was stworzyłem, moich idealnym ludzi, w idealnym świecie. Każdy był szczęśliwy, najedzony, zdrowy, młody. Lubiłem wasz świat, was i to co potrafiliście zrobić razem, współpracując. Zawsze chętnie wracałem i patrzyłem jak żyjecie, byłem częścią waszej społeczności.
    Ile jednak czasu można patrzeć na słodkie kocięta, jak się miotają, bawią, psocą. Zaczynałem się nudzić, dla was mijały tysiąclecia, a dla mnie kolejne dni, nic się nie zmieniało, jedynie przybywało ludzi, nie umieraliście i byliście coraz bardziej liczniejsi, wszystko jednak działo się według jednego schematu, liniowo, ciągle to samo.
    Znudziłem się, więc pewnego dnia dałem wam jednak coś, czego zabroniłem zrobić. Potrzebowałem powodu, by móc was nienawidzić. Wierzyliście że to było od początku, ale nie. Stworzyłem ją znacznie później.
    Kochaliście mnie jednak za bardzo by złamać dane mi przyrzeczenie, mogłem was do tego zmusić, ale to nie byłoby zabawne. Postanowiłem zmusić was w taki sposób, żebyście to wy, myśleli że jesteście winni.

    Wygnałem was z raju i wmówiłem wam, że to wasza wina

    Zmodyfikowałem was wtedy tak, byście naprawdę przypominali mnie i mój świat. Wygnałem z raju i rzuciłem w całkowicie inny, niebezpieczny i dziki. Umieraliście, głodowaliście, chorowaliście. I tak w kółko. Teraz byłem okrutny, ale i to mnie znudziło.
    Na wasze szczęście.
    Potem byłem starszy i moje pragnienia się zmieniły. Doszły nowe okrucieństwa, ale też i dobre rzeczy. I tym razem, byłem brutalnym uczestnikiem wydarzeń.
    Większość z nich możesz znać, po wszystkim co zrobiłem, zachowałem je na ziemi, jako moja hańba, tego co zrobiłem. Na pewno słyszałeś: potop, plagi i chore próby, do których zmuszałem ludzi.
    Byłem strasznym narcyzem, a także sadystą, któremu chodziło tylko o to, by mieć rozrywkę. Tyle byliście warci dla mnie.

    Całe zło, które jest na ziemi to zasługa tego, że wasz Bóg się nudził

    Potem po prostu nastawiłem zegar i od czasu do czasu go nakręcałem. Dałem was pseudo wolną wolę, bo nie wiem jak to nazwać.
    Jak puścisz zegar o godzinie 12.00 to wiesz że za 10 minut, będzie 12.10, za 2 godziny 14.00 itd. Tak samo działa wasz świat, ale ja nie jestem, aż tak potężny jak myślisz, jestem człowiekiem takim jak ty, nie jestem mądrzejszy od geniuszy, o których słyszałeś. Potrafiłem jedynie przewidzieć, co się wydarzy w ciągu kilku minut. A im więcej było niewiadomych, czyli ludzi, tym mniej mogłem przewidzieć.
    Jestem już stary, dzieło które stworzyłem, mnie przerosło, jest was tak wielu, że nie mogę przewidzieć co wydarzy się w ciągu kilku sekund
    Już nawet nie wiem jak ten świat ocalić, bo teraz, bardziej niż kiedykolwiek widzę, że on runie, a ja razem z nim. Mogę jedynie zmieniać nic nie znaczące wydarzenia, wprowadzać subtelne zmiany, lub ocalić człowieka przed rychłą śmiercią.

    Stworzyłem ten świat, a ludzie nim zawładnęli

    Nie mam już mocy, by to zmienić.
    Wiesz dlaczego cię ocaliłem? Widzę w tobie siebie. Zaraz cię wypuszczę, będziesz mógł zdecydować co dalej, daję ci drugą szansę, bo uwierz mi:

    Wszyscy jesteście majakami szaleńca, którego wszystko przerosło

    Tam dalej jest tylko nicość, pustka. Nie ma aniołów, chóralnych śpiewów, twoich zmarłych krewnych, nie ma także kotłów i ogni piekielnych. Śmierć kończy twoją opowieść.
    A ty masz przed sobą wspaniałą historię, tylko musisz uwierzyć że ci się uda. Bo o to tylko chodzi w życiu, by przeżyć je jak najlepiej. Już nie mogę ocalić świata, ale chociaż ocalę ciebie.

    A także siebie.

    #tworczoscwlasna #sztuka #opowiadanie #ksiazki #depresja

    pokaż spoiler Wołam @goorskypl: @Adolf_Wojtyla: @Tajnyciula: @mroczne_knowania: @Inguz: @Akayari: @cartsy: @Tajnyciula: @fiszifiszi: @Kerigun:
    pokaż całość

    •  
      turek44 via Android

      0

      @IamHater Dziękuję za rady. Wrzucając ten tekst wiedziałem że ma dużo gaf, ale nie potrafiłem ich zobaczyć. Potrzebowałem by ktoś wskazał mi je palcem.

    •  
      turek44

      0

      @IamHater:
      Moja interpunkcja niestety leży i od zawsze miałem z tym problemy, mimo że czytam dużo, patrząc na tekst właśnie nie potrafiłem tego poprawić, bo nie mogłem zobaczyć błędów. Jakieś rady jak wyeliminować takie gafy?

      Nudził się, więc jednak dał nam coś, czego zabronił zrobić (??) Jakie znowu "to" było od początku? Ale nie? Co to w ogóle znaczy? Kogo stworzył znacznie później? Chyba że chodziło ci o powód, wtedy podmiot ci się pomieszał

      Chodziło mi o drzewo dobra i zła, zakazany owoc. Źle to ująłem.
      Zapomniałem wspomnieć, że on i szatan to jedna osoba... (-‸ლ)

      Przecinki pomijam. Jaki związek jest pomiędzy tym, że "nasz świat" działa podobnie jak zegar, a tym, że twój narrator "nie jest tak potężny", jak myśli odbiorca?

      W tekście to przemilczałem: Chodziło mi o to, że bóg jest tylko człowiekiem, który dostał moc stworzenia świata, im był starszy tym mniej mógł robić. Będąc młodym mógł niszczyć i tworzyć światy, ale potem mógł już tylko kontrolować ułożenie kontynentów, żywioły itp. Kiedy już nie miał na nic wpływu to świat ruszył jak zegar.
      Nie wiem czy powinienem był to dodać, chciałem żeby to było tematem tabu... Wyjaśnienie, które wymyśliłem tylko na swoje potrzeby

      Nie wiem, czy chciałeś zasugerować czytelnikowi, że ocalenie człowieka przed rychłą śmiercią jest "nic nie znaczące", ale mniej więcej tak wynika z powyższego zdania.

      Bo takie jest. Nic nie znaczące dla świata i jego wydarzeń, a istotne tylko dla niego.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Cześć Mirasy,

    W zeszłym roku wielu z Was śledziło moją tułaczkę po mikropaństewkach Oceanii oraz późniejszą podróż koleją transsyberyjską z Pekinu do Warszawy.

    Miło jest mi poinformować, że obecnie wyruszam w kolejną podróż, tym razem w Róg Afryki. Docelowo za parę tygodni muszę być w Sudanie, gdzie będę jechał lądem z Półwyspu Synaj, stamtąd natomiast w miarę czasu i możliwości postaram się odwiedzić jak najwięcej ciekawych miejsc. Chciałbym dotrzeć do Somalii, natomiast niebawem ma zostać otwarta kolej pasażerska z Addis Ababy (Etiopia) do Dżibuti (eee... Dżibuti?), którą fajnie byłoby się przejechać jako jeden z pierwszych Białasów.

    Ostatni raz na Czarnym Lądzie byłem kilkukrotnie 5 lat temu, wtedy odwiedzając 9 krajów Afryki Zachodniej zastanawiałem się, jak mocno różni się od tej Wschodniej.

    Tradycyjnie już, pod tagiem będę wrzucał jakieś podpatrzone ciekawostki i zdjęcia, raczej tak jak zwykle, z lekkim jajem, pompatyczne opisy biedy i wojen zostawiam profesjonalnym blogerom. Od czasu do czasu także jakieś krótkie opowiadanko na blogu (choć mam nadzieję, że spotkam jak najmniej afrykańskich Wieśków ;) ).

    Do usłyszenia!

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży po Afryce Wschodniej (oraz wcześniejszych tułaczek).

    #podroze #podrozujzwykopem #afryka #tworczoscwlasna #blog #sudan #etiopia #opowiadanie #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    Pewnie zabrzmi to jak #pasta ale aż dziw bierze że tak naprawdę to nie.

    Gdy miałem 10 lat do klasy chodził ze mną Wiesiek. I nie byłoby w tym pewnie nic dziwnego gdyby nie fakt, że uczęszczał on do jednej klasy również z moją o 2 lata starszą siostrą, o 4 lata kumplem, oraz jego przygotowującym się już wtedy do matury bratem. Tak jest, Wiesław poległ w nierównym starciu z bezlitosnym systemem edukacji podstawówkowego Harvardu gdzieś po środku Podlasia i nie zdał siedem razy 4 klasy szkoły podstawowej. Ten sam z resztą nieludzki system skutecznie pozbawiał Wieśka możliwości osobistego rozwoju, poszerzania horyzontów i realizowania własnych pasji, ustawą o szkolnictwie skazując biedaka na katorgę uczęszczania do szkoły do momentu osiągnięcia pełnoletności.

    Żeby było zabawniej, Wiechu należał do tych nastolatków, którzy bardzo szybko zaczęli dojrzewać, w związku z czym będąc już niemal pełnoletnim z pozostałymi chłopakami sięgaliśmy mu co najwyżej do krawędzi nabitej metalowymi osłonkami jednorazowych zapalniczek klapy ukradzionego z demobilu w Białymstoku plecaka typu „kostka”.

    Wiesiek, jak można by się domyślać, na tym etapie swojego życia nie nazbyt często uraczał mury szkoły swoją obecnością. Jak to się mówi, chodził „w kratkę” (raz do szkoły, raz za kraty). Tak po prawdzie to nie było go prawie nigdy, za wyjątkiem tych dni, kiedy ścigała go policja i Wiechu potrzebował mocnego alibi. Wtedy w czwartej A następowało prawdziwe święto. Niczym Igor Sypniewski do osiedlowego monopola po strzeleniu bramki czy też Michael Jordan na halę United Center przed finałowym meczem z Utah Jazz, Wiesław wkraczał gdzieś w połowie lekcji i luzackim krokiem szedł przez całą klasę ku ostatniej ławce przy akompaniamencie wiwatu i braw pozostałych chłopaków oraz trzęsących się rąk nauczycielki której najgorszy sen właśnie się ziścił. Wiesiek rozsiadał się na krzesełeczku, odchylał do tyłu, zakładał nogi na ławkę (co było zrozumiałe, w końcu jego kolana wystawały ponad blat) po czym wyciągał nóż i skrobał na ścianie „jebać Jagę” (Wiesiek był ekstrawagancki nie tylko w swoim zachowaniu ale również poglądach, wyjątkowo nie darzył sympatią Jagielloni odkąd jej kibole wyrzucili z pociągu Wieśka brata łamiąc obie nogi). Nam za to kazał wyglądać przez okno czy „psiarnia nie jedzie”. W pierwszym momencie spodziewałem się dojrzeć dwa wytresowane psy jadące na tandemie, ktoś tak zajebisty jak Wiesiek mógł być zdolny do wszystkiego.

    Spytałem kiedyś Wieśka, dlaczego zawsze powtarza, że jest z Jungu, kiedy zaś jego popegeerowska wieś tak naprawdę nazywa się zupełnie inaczej. Wiechu z wrodzoną sobie tajemniczością odparł enigmatycznie, że „bo to kurwa gnój”. Dobre kilka lat zajęło mi rozszyfrowanie ukrytego przekazu mojego rozmówcy a w konsekwencji przyznanie mu racji, gdyż zaiste, „jung” rzeczywiście brzmi jak „gnój”, tyle że czytany od tyłu.

    Kumplem Wieśka spod ręki tego samego kuratora był gość o wielce nietuzinkowej ksywie – Łysy. Łysy, tak jak Wiesiek, również nie należał do najświatlejszych umysłów tego świata, kraju, czy tez swojej klatki schodowej, lubił za to robić psikusy, płatać figle i kawały, lub też, jak kto woli, „wyjebywać jajca na ladę” (copyright Łysy). Pod koniec roku szkolnego na nasze grono pedagogiczne padł blady strach gdy okazało się, że Łysy, dzięki żmudnej i systematycznej realizacji swojej pasji do swawoli (m.in. poprzez regularne wzywanie na przemian policji i straży pożarnej do szkoły), ma szansę otrzymania nagrody za blisko 100-procentową frekwencję.

    Na tę wieść za garażami zebrała się rada osiedlowa i przez kilka godzin debatowała nad tym, co też Łysy powinien odwalić stając w jednym szeregu z kujonami na środku sali gimnastycznej na zakończeniu roku. Pod uwagę wzięty został cały wachlarz propozycji, od odpalenia szluga, poprzez pokazanie dupy nauczycielom, aż po „wyjebanie z dyni dyrowi” (ponoć ten ostatni wniosek formalny wniósł sam Wiesiek podając gryps z aresztu w Czerwonym Borze). Mój głos ze względu na konflikt interesów w postaci dobrych ocen został wykluczony z dyskusji („ty się kurwa małolat nie odzywaj bo sam tam będziesz jak chuj jakiś z kujonami sterczał”).

    Łysy przyznał mi się potem, że co prawda brakowało mu trochę do progu frekwencji, jednak po długotrwałych pertraktacjach z wychowawczynią, próbie przekonania jej co do swojej nieskazitelnej postawy, aż w końcu po zastosowaniu nieobalalnego argumentu w postaci spalenia jej dużego fiata, udało mu się wywalczyć obietnicę otrzymania upragnionego trofeum. Co jednak kierowało Łysym w tak zaciętym dążeniu do celu, spyta uważny czytelnik. Chęć udowodnienia czegoś sobie lub środowisku? Przezwyciężanie własnych barier? Odpowiedź okazała się dużo bardziej szlachetna. Otóż Łysy, cichy filantrop, planował ostatni raz przed zsyłką do poprawczaka wyjebać jajca na ladę i oficjalnie przekazać nagrodę książkową Wieśkowi, aby ten zobaczył jak wyglądają litery.

    Pewnego dnia wychowawczyni postanowiła zorganizować nam wycieczkę klasową do Sejmu. Podobno w tamtych czasach najbardziej strzeżoną tajemnicą było prawdziwe nazwisko agenta Olina, miejsce spotkania Ałganowa z Kwaśniewskim, oraz data naszego wyjazdu do stolicy. Nauczycielka pod groźbą obniżenia oceny ze sprawowania kategorycznie zabroniła nam informowania Wieśka oraz któregokolwiek z jego kumpli o dacie wyjazdu. Z chłopakami spędziliśmy chyba z tydzień chodząc po okolicznych melinach w poszukiwaniu Wiesława aby uraczyć go radosną nowiną. Wiechu znalazł chyba jednak pracę, gdyż żule powtarzali tylko, że „jest na robocie”.

    W dniu wyjazdu ustawiliśmy się w parach i wychowawczyni poprowadziła nas wzdłuż szkoły do czekającego rozklekotanego autosana. Wychodząc za róg budynku, naszym oczom ukazał się podparty o ścianę Wiesiek, bawiący się nożem typu motylek i obalający małą mocną Łomżę, ze względu na charakterystyczny kształt butelki zwaną powszechnie na Podlasiu granatem. Na ten widok nauczycielka zaczęła rychło zasłaniać dłońmi oczy zaciekawionych dziewczyn, pozbawiając je tym samym widoku idealnego kandydata na męża. Korzystając z zamieszania wyrwałem się z szeregu i krzyknąłem: Wiesiek! Jedziesz z nami na wycieczkę? Na co Wiechu roześmiał się, cisnął petem o ścianę i cały czas rechocząc wykrzyczał zachrypniętym głosem: Kurwa jebana mać, toć ja codziennie na wycieczki jyżdże! po czym piznął butelką o ziemię, schował nóż i oddalił się w stronę wschodzącego słońca oraz pojawiającej się na horyzoncie zmierzającej w naszą stronę policyjnej nysy.

    Nigdy więcej nie widziałem Wieśka. Czasami zastanawiam się co u niego (oraz jakie stanowisko zajmuje w PSLu).

    ---

    Całość jak zwykle wrzucam w znalezisko gdzie lepiej się czyta i jest więcej tekstów.

    #wanderlust - tag z moich podróży i opowiadanek.

    #heheszki #tworczoscwlasna #wspomnienia #szkola #edukacja #polska #opowiadanie
    pokaż całość

    źródło: Szkola.jpg

  •  

    No elo Mirasy i Węgiereczki! Pijcie ze mno kompot, bo #wygryw

    Właśnie ukazało się moje opowiadanie. W piśmie. Drukiem. A nawet mnie na okładkę dali, nazwisko znaczy. Można kupować tu: http://allegro.pl/brama-2-2017-groza-fantastyka-gry-bez-pradu-komiks-i7065942815.html

    #opowiadanie #pokazmorde #cedrikpisze #literatura #horror #thriller
    pokaż całość

    źródło: zazdro.JPG

  •  

    #fantastyka #opowiadanie #nauka #ksiazki #scifi
    Miraski, całkiem ciekawe krótkie opowiadanie znalazłem:)

    William Tenn

    PROGRAM BROOKLYN

    W tyle sali otworzyły się wielkie okrągłe drzwi. Przygasły świetlne kule rozbłyskujące na kremowym suficie. Ponownie rozświetliły się jasnym blaskiem, gdy pucołowaty mężczyzna w prostym czarnym stroju zamknął za sobą drzwi. Opuścił zapadkę.

    Dwunastu dziennikarzy obojga płci głośno odetchnęło, gdy mężczyzna dotarł do końca sali i stanął plecami do rozciągniętej na całą szerokość wnętrza półprzeźroczystej zasłony. Wszyscy podnieśli się z miejsc, z szacunku dla śmiesznego zwyczaju wstawania, ilekroć pojawia się na sali urzędnik państwowej służby bezpieczeństwa.

    Mężczyzna mile się uśmiechnął, skinął ręką zebranym i podrapał się po nosie plikiem kartek z powielacza. Miał wielki nos, który zdawał się dodawać powagi jego osobie.

    - Proszę usiąść, panie i panowie. Ależ proszę siadać. W Programie Brooklyn nie zachowujemy oficjalnego rytuału. Będę waszym, jak to mówią, przewodnikiem na czas trwania eksperymentu; pełnię obowiązki sekretarza rzecznika prasowego. Nieważne jak się nazywam. Proszę to rozdać.

    Każdy wziął jedną kartkę, resztę podając dalej. Zgromadzeni siedzieli na składanych metalowych krzesłach i odchyleni na oparcia starali się znaleźć wygodną pozycję. Ich gospodarz spojrzał na zasłonę, a potem w górę, na zegar ścienny o jednej, powoli obracającej się wskazówce. Radośnie poklepał się po brzuchu w okolicach pasa, gdzie czarny strój był obcisły.

    - Do dzieła! Za chwilę rozpocznie się pierwsza na tak wielką skalę wyprawa Człowieka w Czas. Dokona się ona bez jego osobistego udziału, lecz za pomocą urządzenia fotografującego i rejestrującego, które dostarczy nam niezliczoną obfitość danych z przeszłości. Dla tego jednego eksperymentu warto poświęcić dziesięć miliardów dolarów i ponad ośmioletnią pracę uczonych. Nie tylko dowodzi ona słuszności nowej metody badawczej, lecz jest również bronią, dzięki której nasz wspaniały kraj stanie się jeszcze bardziej bezpieczny; bronią, która zdecydowanie może stać się postrachem naszych wrogów.

    Przede wszystkim chciałbym ostrzec państwa, że sporządzanie notatek jest zabronione, jeśli nawet udało się wam przemycić tu przybory do pisania. Swoje relacje spiszecie państwo w całości z pamięci. Wszyscy macie kopię przepisów bezpieczeństwa wraz z najnowszymi uzupełnieniami, jak również specjalną broszurę traktującą o zasadach Programu Brooklyn. Teksty, które właśnie otrzymaliście, dostarczą wam odpowiednich wskazówek do waszych artykułów. Są tam także propozycje ujęcia i ubarwienia tematu. Poza tym macie przy pisaniu całkowitą swobodę. Możecie stosować własny, oryginalny styl, pod warunkiem przestrzegania zasad wymienionych instrukcji. Prasa - panie i panowie - musi pozostać nieskażona, nie tknięta kontrolą rządową. Czy są pytania?

    Dwunastu dziennikarzy patrzyło w stronę laboratorium. Pięciu z nich zaczęło czytać kartki. Papier szeleścił hałaśliwie.

    - Co takiego? Nie ma pytań? Zainteresowanie programem, dzięki któremu przełamana została ostatnia z możliwych barier - czwarty wymiar, Czas - powinno być chyba większe. Śmiało, powołani jesteście przecież do zaspokajania ciekawości narodu - musicie mieć pytania! Bradley, wygląda pan, jakby pan miał wątpliwości. Co pana niepokoi? Zapewniam, że nie gryzę.

    Wszyscy roześmiali się, szczerząc do siebie zęby.

    Bradley uniósł się z miejsca i wskazał na przesłonę.

    - Dlaczego ona musi być taka gęsta? Nie jestem ani trochę zainteresowany odkrywaniem tajemnicy działania chronaru, ale wszystko, co tu widać, to szary i zamazany obraz ludzi ciągnących za sobą jakieś przyrządy. A dlaczego zegar ma tylko jedną wskazówkę?

    - Dobre pytanie - stwierdził zastępca sekretarza. Zdawało się, że jego wielki nos zapłonął czerwienią. - Przede wszystkim zegar ma tylko jedną wskazówkę, Bradley, bo to Czas jest przedmiotem eksperymentu, a Służba Bezpieczeństwa odnosi wrażenie, iż podanie dokładnego momentu przeprowadzania samego doświadczenia, wskutek niefortunnych przecieków informacji i współzależności zagranicznych... ktoś, krótko mówiąc, niepotrzebnie mógłby wpaść na właściwy trop. Wystarczy wiedzieć, że gdy wskazówka dojdzie do czerwonej kropki, eksperyment się rozpocznie. Ponadto zasłona jest półprzeźroczysta i obraz trochę zamazany z tego samego powodu: maskowania budowy i regulacji urządzenia. Z o s t a ł e m u p o w a ż n i o n y do poinformowania państwa, iż szczegóły budowy urządzenia mają wielkie znaczenie. Jeszcze jakieś pytania? Culpepper? To Culpepper z Agencji, prawda?

    - Tak, proszę pana. Zjednoczona Agencja Informacyjna. Naszych czytelników bardzo ciekawi to wydarzenie w Towarzystwie Chronarnym. Zachowanie członków Towarzystwa i w ogóle wszystko razem nie wzbudza oczywiście w naszych czytelnikach ani szacunku, ani współczucia. Ale co też ci uczeni mieli na myśli mówiąc, że eksperyment jest niebezpieczny z powodu niedostatecznej ilości danych? No i ten facet, dr Shayson, przewodniczący Towarzystwa, wie pan może, czy zostanie rozstrzelany?

    Mężczyzna w czerni, pocierając nos, przedefilował zamyślony przed zebranymi.

    - Muszę przyznać - odezwał się po chwili - że poglądy Towarzystwa Chronarnego - albo lepiej towarzystwa chronicznych malkontentów, jak my tam w Pike's Peak wolimy ich nazywać - są na mój gust trochę zbyt udziwnione. Rzadko zaprzątam sobie głowę oceną przekonań, jakby nie było, zdrajcy. Może Shayson zasłużył na karę śmierci za ujawnienie charakteru powierzonego mu zadania - a może i nie zasłużył. Z drugiej strony - może nie zasłużył, ale może i tak. To wszystko, co mogę o nim powiedzieć, mając na uwadze względy bezpieczeństwa.

    Względy bezpieczeństwa. Na dźwięk tych strasznych słów wszyscy dziennikarze wyprężyli się przywierając plecami do twardych oparć krzeseł. Culpepper zbladł; jego twarz utraciła swoją różowość. Nie mogą przecież uznać pytania o Shaysona za kluczowe, pomyślał z przerażeniem. Nie powinienem w ogóle wspominać o tym przeklętym towarzystwie!

    Spuścił oczy, starając się udawać, jak tylko mógł najlepiej, że wstydzi się za tych niebezpiecznych idiotów. Miał nadzieję, że p.o. sekretarza rzecznika prasowego zauważy jego obrzydzenie.

    Tykanie zegara stało się bardzo głośne. Wskazówkę dzieliła już teraz tylko jedna czwarta tarczy od czerwonej kropki na górze. W dole, na poziomie ogromnego laboratorium, ustał wszelki ruch. Wszyscy ludzie, na pozór filigranowi, skupieni byli wokół stykających się ze sobą dwóch olbrzymich kul z połyskliwego metalu. Większość bacznie obserwowała tarcze przyrządów i tablice rozdzielcze. Kilka osób po wykonaniu swoich zadań gawędziło w kółeczku z ubranymi w czarne stroje strażnikami Służby Bezpieczeństwa.

    - Jesteśmy prawie gotowi do rozpoczęcia Operacji Peryskop. Operacja ta nazywa się tak dlatego, że w pewnym sensie wysuwamy peryskop w przeszłość - peryskop, który będzie robił zdjęcia i rejestrował wydarzenia z różnych epok z okresu piętnastu tysięcy do czterech miliardów lat temu. Uważamy, że wobec skrajnie trudnych okoliczności towarzyszących temu eksperymentowi (o charakterze międzynarodowym i naukowym) bardziej trafną nazwą byłaby "Operacja Rozdroże". Niestety tytuł ten, no cóż, został już wykorzystany.

    Co się tyczy tamtego drugiego eksperymentu, to każdy próbował udawać takiego głupka, jakby przez całe lata gapił się jedynie na zamknięte w bibliotecznej szafie książki.

    - Nieważne. Przedstawię teraz państwu zwięzłą historię stosowania chronaru, zatwierdzoną przez Służbę Bezpieczeństwa Programu Brooklyn. Słucham, Bradley?

    Bradley znów uniósł się z krzesła.

    - Zastanawiam się właśnie - zaczął. - Jak wiemy, był już Program Manhattan, Program Long Island, Program Westchester, a teraz mamy Program Brooklyn. Czy był kiedykolwiek Program Bronx? Ja pochodzę z Bronxu, rozumie pan. Patriotyzm lokalny.

    - Ależ tak. To całkiem zrozumiałe. Jeśli wszakże istnieje Program Bronx, można mieć pewność, że dopóki prace nad nim nie zostaną szczęśliwie zakończone, jedynymi poinformowanymi ludźmi z zewnątrz będą prezydent i sekretarz stanu do spraw bezpieczeństwa. Jeżeli, powtarzam, j e ż e l i prowadzi się taki program, wiadomość o nim spadnie jak grom i świat dowie się o wszystkim równie niespodziewanie, jak o Programie Westchester. Nie sądzę, aby o t a m t y m szybko w świecie zapomniano.

    Na samo wspomnienie zachichotał, a Culpepper jak echo powtórzył jego zduszony śmiech, do tego głośniej niż cała reszta. Wskazówka zegara była już blisko czerwonej kropki.

    - Tak, Program Westchester, a teraz ten oto. Nasz kraj stanie się jeszcze bardziej bezpieczny! Czy zdajecie sobie sprawę, jak wspaniałą broń stanowi chronar w naszych demokratycznych rękach? Przypomnijcie sobie chociażby, co stało się z Podprogramami Coney Island i Flatbush (o tamtych wydarzeniach wspomina się w tekstach, które otrzymaliście), zanim w pełni doceniono znaczenie zastosowań chronaru.

    Z tamtych pierwszych eksperymentów nie wynikało jeszcze, że trzecia zasada dynamiki Newtona - akcja równa reakcji - odnosi się również do czasu, jak i do trzech pozostałych wymiarów przestrzeni. Kiedy uruchomiono pierwszy chronar i cofnięto się w czasie o jedną dziewiątą sekundy, całe laboratorium popędziło w przyszłość na ten sam czas i powróciło zmienione nie do poznania. Zdarzenie to, nawiasem mówiąc, zapobiegło próbom podróży w przyszłość: sprzęt narażony byłby na niebywałe uszkodzenia i nie przetrwałaby żadna istota ludzka. Ale czy zdajecie sobie sprawę, jak bardzo moglibyśmy w ten sposób zaszkodzić wrogowi? Wysłanie odpowiedniej masy chronaru w przeszłość w sąsiedztwie wrogiego kraju zmusiłaby go do przeniesienia się w przyszłość - całego równocześnie - z której kraj ten powróciłby, ale pozostałyby w nim tylko trupy!

    Zastępca sekretarza spojrzał w dół. Z założonymi do tyłu rękami huśtał się na piętach.

    - Dlatego w dole, na poziomie laboratorium, widzicie dwie kule - powiedział. - Tylko jedna z nich, ta z prawej strony, wyposażona jest w chronar. Druga to atrapa; służy za przeciwwagę. Jej masa dokładnie odpowiada masie pierwszej kuli. Kiedy chronar zostanie uruchomiony, uleci w przeszłość sprzed czterech miliardów lat i wykona zdjęcia Ziemi, która będąc wówczas jeszcze w stanie na pół ciekłym, na pół lotnym, gwałtownie tężała w dopiero co zapoczątkowanym układzie słonecznym.

    Równocześnie atrapa pierwszej kuli podąży w przyszłość odległą o cztery miliardy lat, skąd powróci odmieniona, z przyczyn nie całkiem dla nas zrozumiałych. Kule zderzą się ze sobą w czasie oznaczającym dla nas c h w i l ę o b e c n ą , po czym ponownie odskoczą od siebie na odległość zbliżoną do połowy dystansu czasowego od pierwszej podróży. Tam przyrząd chronarny zarejestruje dane dotyczące planety znajdującej się w prawie stałym stanie skupienia, nawiedzonej trzęsieniami, na której być może zachowały się niższe formy życia w postaci zespołów cząsteczek.

    Po każdym zderzeniu chronar powróci do połowy (w przybliżeniu) poprzedniego dystansu czasowego, za każdym razem automatycznie gromadząc informacje. Epoki geologiczne i historyczne, które według naszych oczekiwań znajdą się w zasięgu urządzenia, wymienione są w waszych spisach pod numerami od I do XXV. Będzie ich naturalnie więcej niż dwadzieścia pięć, nim obie kule osiągną stan spoczynku, jednak naukowcy uważają, iż zetknięcie się ze wszystkimi następującymi po nich epokami będzie trwało tak krótko, iż okaże się bezproduktywne, jeśli chodzi o zdjęcia i inne materiały. Proszę pamiętać, że pod koniec kule będą ledwie wibrować w miejscu, więc jeśli nawet nadal będą przemierzać stulecia, po obydwu stronach teraźniejszości, stanie się to prawie niezauważalne. Jest pytanie, jak widzę.

    Szczupła kobieta w szarym wełnianym kostiumie, siedząca obok Culpeppera, podniosła się z miejsca.

    - Ja... ja wiem, że to nie na temat - zaczęła - ale nie udało mi się w stosownym momencie zgłosić mojej wątpliwości do dyskusji. Panie sekretarzu...

    - P.o. sekretarza - odparł wesoło niski, pucołowaty mężczyzna w czarnym stroju. - Ja tylko pełnię obowiązki sekretarza. Proszę dalej.

    - A więc, chcę zapytać - panie sekretarzu - czy jest jakiś sposób na ograniczenie czasu badania nas po eksperymencie? Spędzić dwa lata w Pike's Peak to bardzo długo. Dwa lata i to wyłącznie z obawy, że ktoś z nas zobaczył być może zbyt dużo i okaże się na tyle niepatriotyczny, żeby stać się niebezpiecznym dla kraju. Skoro już nasze prace przejdą przez cenzurę, wydaje mi się, że można by nam zezwolić na powrót do domu po, powiedzmy, trzymiesięcznym okresie kwarantanny. Mam dwójkę małych dzieci, są tu też inni, którzy...

    - Niech pani mówi za siebie, pani Bryant! - wrzasnął człowiek ze Służby Bezpieczeństwa. - Nie mylę się: to pani Bryant? Pani Bryant z Syndykatu Czasopism Kobiecych? Pani A l e x i s Bryant. - Wydawało się, że notuje szczegółowo w mózgu.

    Pani Bryant z powrotem usiadła obok Culpeppera, ściskając w ręku przepisy bezpieczeństwa wraz z poprawkami i trzymając tuż przy piersi odbitą na powielaczu cienką kartkę papieru. Culpepper ociężale wsparł się na przeciwległej poręczy krzesła. Dlaczego to wszystko jemu musiało się przytrafić? Na domiar złego ta głupia kobieta patrzyła na niego smętnie, jakby oczekiwała współczucia. Culpepper rozejrzał się po całym pomieszczeniu i założył nogę na nogę.

    - Musi pani pozostać pod kontrolą Programu Brooklyn, ponieważ tylko wtedy Służba Bezpieczeństwa może mieć p e w n o ś ć , że nie zdarzy się przeciek żadnej ważnej informacji, zanim urządzenie zmieni się nie do poznania. Nie musiała pani przychodzić, pani Bryant. Zgłosiła się pani na ochotnika. Wszyscy jesteśmy tu dobrowolnie. Kiedy wasi redakcyjni szefowie wyznaczyli was, abyście zdali relację z przebiegu eksperymentu, wszyscy mieliście ów szczególny demokratyczny przywilej odmowy. Nikt z was nie skorzystał z niego. Uznaliście, iż nie przyjmując tak niezwykłego zaszczytu udowodnilibyście brak zdolności myślenia kategoriami Bezpieczeństwa Narodu. Dalibyście faktycznie do zrozumienia, że krytykujecie Przepisy Bezpieczeństwa, między innymi stanowisko w sprawie przyjętego, dwuletniego okresu sprawdzającego. A teraz jeszcze ta historia! Jeżeli ktoś był uważany do tej pory za osobę tak utalentowaną i godną zaufania, jak pani, pani Bryant, to występowanie w tej chwili z podobnym pytaniem sprawia - głos małego człowieczka przeszedł w szept - że niemal zaczynam wątpić w skuteczność metod sprawdzających stosowanych przez naszą Służbę Bezpieczeństwa.

    Rozzłoszczony Culpepper na znak potwierdzenia słów mówiącego kiwnął głową w stronę pani Bryant, która przygryzała wargi i starała się wykazać niesłychane zainteresowanie czynnościami odbywającymi się na poziomie laboratorium.

    - Pytanie było niestosowne. Wysoce niestosowne. Zabrało czas, który zamierzałem przeznaczyć na dokładniejsze omówienie możliwych praktycznych zastosowań chronaru, między innymi w przemyśle. Ale pani Bryant musiała dać upust swojej kobiecej małostkowości. Panią Bryant nie obchodzi to, że nasz kraj z dnia na dzień otacza coraz większa wrogość, że grozi mu coraz większe niebezpieczeństwo. Sprawy te dla pani Bryant doprawdy nic nie znaczą. Obchodzą ją tylko dwa lata życia, których ma się wyrzec dla swojej ojczyzny w imię pewniejszej przyszłości własnych dzieci.

    Zastępca sekretarza obciągnął czarny strój i uspokoił się nieco. Napięcie na sali spadło.

    - Już za chwilę nastąpi aktywacja chronaru, dlatego też wymienię teraz zwięźle najciekawsze epoki, które zarejestruje urządzenie i z których oczekujemy niezwykle pożytecznych danych. Są to I i II - epoki, w których formował się obecny kształt Ziemi. Potem III - prekambr - miliardy lat temu, kiedy to odnajdujemy pierwsze wyraźne ślady życia (skorupiaki i glony). Na VI epokę przypada środkowa jura mezozoiku. Wyprawa w tę tak zwaną "Epokę Gadów" może dostarczyć nam zdjęć dinozaurów i rozwiązać odwieczną zagadkę ich ubarwienia, jak również, przy sprzyjających okolicznościach, zdjęć pierwszych ptaków i ssaków. Wreszcie epoki VIII i IX - oligocen i miocen - należące do trzeciorzędu, wyznaczają pojawienie się najstarszych przodków człowieka. Niestety oscylacja chronaru będzie wówczas tak szybka, że szansa na porządne zarejestrowanie...

    Zadźwięczał gong. Wskazówka zegara sięgnęła czerwonej kropki. W dole pięciu techników pociągnęło za przełączniki i ledwie dziennikarze zdążyli pochylić się do przodu, przez gęstą plastikową przesłonę nie było już widać żadnej kuli. Pozostały po nich puste miejsca.

    - Chronar rozpoczął swą podróż w przeszłość na odległość czterech miliardów lat! Panie i panowie, historyczna chwila, prawdziwie historyczny moment! Na jakiś czas przerwę sprawozdanie, by wytykać błędy i demaskować sofizmaty, jakimi szermuje t o w a r z y s t w o c h r o n i c z n y c h m a l k o n t e n t ó w.

    Kaskada nerwowego śmiechu posypała się w kierunku p.o. sekretarza rzecznika prasowego. Dwunastu dziennikarzy zasiadło, by słuchać, jak ten rozbija w puch absurdalne poglądy.

    - Jak państwu wiadomo, jedną z obaw, jaką wywołuje podróż w przeszłość, jest to, że najbardziej niewinnie wyglądające zdarzenie spowoduje ogromne zmiany w teraźniejszości. Najprawdopodobniej znana jest państwu owa fantazja w jej najbardziej rozpowszechnionej postaci. Gdyby Hitler został zabity w 1930 roku, uczeni niemieccy, a później również i uczeni krajów okupowanych, nie musieliby emigrować, a nasz kraj być może nie miałby bomby atomowej. W ten sposób nie byłoby trzeciej wojny światowej, a Wenezuela nadal istniałaby jako część Ameryki Południowej. Hipotezę tę wysunął zdradziecki Shayson i jego nielegalne towarzystwo, dołączając do niej takie szczegółowe i pomniejsze przypuszczenia, jak to o przemieszczaniu się cząsteczek wodoru, co w rzeczywistości nigdy się nie dokonało.

    W czasie pierwszego eksperymentu w ramach Podprogramu Coney Island, kiedy to chronar wysłany został w przeszłość i cofnął się o jedną dziewiątą sekundy, kilkanaście laboratoriów sprawdzało za pomocą wszystkich dostępnych urządzeń, skrupulatnie poszukiwało jakichś dostrzegalnych zmian. Nie było żadnych! Oficjalne czynniki rządowe stwierdziły, że strumień Czasu jest sztywny. Dotyczy to tak przeszłości, teraźniejszości, jak i przyszłości i nic się tu nie może zmienić. Jednak Shayson i jego banda nie byli zadowoleni...

    I. Cztery miliardy lat temu. Chronar unosi się w krzemionkowej chmurce ponad kipiącą Ziemią i z wolna zbiera dane za pomocą automatycznie działających przyrządów. Para skrapla się i opada w postaci wielkich, lśniących kropel.

    - ...domagali się zaprzestania prowadzenia eksperymentu, dopóki nie zbadamy ponownie problemu od strony matematycznej. Posunęli się aż do stwierdzenia, że jeśli nawet zaszły jakieś zmiany, możliwe było, że ich nie zauważyliśmy, ponieważ brak takich przyrządów, które zdołałyby je wykryć. Powiedzieli, że uznalibyśmy te zmiany za zjawiska, które zawsze istniały. No cóż! I to w czasie, gdy nasz kraj i ich, panie i panowie dziennikarze, również ich kraj znajduje się w niebezpieczeństwie, większym niż kiedykolwiek. Czy możecie...

    Brakło mu słów. Przechadzał się tam i z powrotem po sali, kręcąc głową. Wszyscy dziennikarze, siedzący na długiej drewnianej ławce, na znak aprobaty kiwali głowami.

    Po raz drugi zabrzmiał gong. Na krótko pojawiły się dwie ciemne kule, zabrzęczały uderzając jedna o drugą i odbiły się od siebie w dwóch przeciwstawnych czasowo kierunkach.

    - Proszę bardzo - urzędnik państwowy wymachiwał rękami z poziomu laboratorium w stronę umieszczonej powyżej przezroczystej podłogi. - Pierwsze drgnięcie dobiegło końca. Czy zaszła jakaś zmiana, czy też wszystko jest tak, jak przedtem? Jednak dysydenci będą utrzymywać, że wystąpiły zmiany, a my ich nie dostrzegliśmy. Nie może być argumentu na taki oparty na wierze, nienaukowy punkt widzenia. Ludzie tacy, jak oni...

    II. Dwa miliardy lat temu. Wielka kula pstryka zdjęcia wypiętrzającej się pod nią ognistej Ziemi. Rozżarzone do czerwoności kawałki skorupy ziemskiej odrywają się z hukiem. Pięć lub sześć tysięcy złożonych cząsteczek traci pierwotną strukturę pod wpływem uderzenia w kulę. Setka nie traci.

    - ...będą harować trzydzieści na trzydzieści trzy godziny doby po to, aby przekonać was, że białe jest czarne i że mamy siedem księżyców zamiast dwóch. Są nadzwyczaj niebezpieczni...

    Przeciągły, głuchy dźwięk, kiedy kule zderzyły się. Gdy ruszyły ponownie, narożne lampy rozbłysły ciepłym, pomarańczowym światłem.

    - ...ze względu na posiadaną wiedzę, ze względu na to, że chcą być przewodnikami w poszukiwaniu lepszych sposobów życia. - Urzędnik państwowy zaczął ślizgać się gwałtownie, wymachując wszystkimi swoimi niby-nóżkami. - Stoimy obecnie przed bardzo trudnym problemem...

    III. Miliard lat temu. Przedpotopowe potrójne trylobity, które zostały zniszczone przez Machinę Czasu, gdy ta zmaterializowała się, zaczęły spływać wilgocią w dół.

    - ...bardzo trudnym problemem. Mamy przed sobą dylemat: powinniśmy brężyć czy nie powinniśmy brężyć? - Mówił już całkiem nie po angielsku. A tak naprawdę, to od pewnego czasu w ogóle nic nie mówił. Wyrażał swe myśli uderzając o siebie nibynóżkami, tak jak zawsze...

    IV. Pół miliarda lat temu. Wyginęło wiele różnych rodzajów bakterii, ponieważ zmieniła się nieco temperatura wody.

    - Nie jest to więc czas na półśrodki. O ile możemy reprodukować się wystarczająco...

    V. Dwieście pięćdziesiąt milionów lat temu. VI. Sto dwadzieścia pięć milionów lat temu.

    - ...by zadowolić Tych Pięciu, Którzy Wirują...

    VII. Sześćdziesiąt dwa miliony lat temu. VIII. Trzydzieści jeden milionów. IX. Piętnaście milionów. X. Siedem i pół miliona.

    - ...uratowaliśmy wszelką możliwą cnotę. Wtedy...

    XI. XII. XIII. XIV. XV. XVI. XVII. XVIII. XIX. Bong - bong - bong bongbongbongongongngngng...

    - rzeczywiście jesteśmy gotowi do refrakcji. I to, powiadam wam, jest dobre i dla tych, co się wzdymają, i dla tych, którzy się łamią. Jednak ci, którzy się wzdymają, jak zawsze nie będą mieli racji, bo w łamaniu jest toczenie się, a tylko w toczeniu się jest prawda. Nasycone wilgocią rzęski sprawiają, że nie musi zajść żadna zmiana. Urządzenie zatrzymało się wreszcie, ukończywszy swą drogę. Spojrzymy na nie dyskretnie?

    Wszyscy wyrazili zgodę. Ich napęczniałe, purpurowe ciała rozpuściły się w płyn i pociekły ku machinie czasu. Kiedy dotarły do czterech sześciennych bloków, które przestały już wydawać mechaniczne skrzekliwe dźwięki, podniosły się i stężały odzyskując śluzowatą formę.

    - Patrzcie - wrzasnęło to coś, co kiedyś było zastępcą sekretarza rzecznika prasowego. - Patrzcie, mimo dyskrecji! Ci, którzy się wzdymali, nie mieli racji. Nie zmieniliśmy się. - Na znak triumfu wyciągnął piętnaście szkarłatnych wyrostków. - Nic się nie zmieniło!

    1948

    Przełożyła Stefania Szczurkowska

    James Gunn "Droga do science fiction 3. Od Heinleina do dzisiaj"
    pokaż całość

    +: g........0, r......7 +12 innych
    •  

      @absyntolut: jeśli interesują cię opowiadania dotyczące czasu, to polecam antologie "Kroki w nieznane 2" z 1971 r. - 16 opowiadań, jedne lepsze, drugie gorsze jak to już bywa, ale w szczególności zachęcam do: *** Gleba Anfiłowa (długie opowiadanie - ale warto), Gabinet luster - Fredrica Browna (krótkie), Prognozja - Janusza Zajdla (krótkie), Chronoklazm & Pojedynek Johna Wyndhama (długie), Ofiara brakoróbstwa - Roberta Sheckleya (zakończenie w tym samym stylu co wrzuconym przez ciebie opowiadaniu) i bardzo zabawne Ludzie, którzy zamordowali Mahometa - Alfreda Bestera (jak to czytałem, to się zastanawiałem, czy to nie jakaś #pasta z mirko) pokaż całość

      +: dlugi_
  •  

    Dawajcie robimy opowiadanie ale używając samych nicków z wykopu

    @dzisiajwgliwicach @Jakis_ @smierdziel @zdechl .

    albo jak sie nie klei to chociaż jakieś zdanie.

    #glupiewykopowezabawy #wykop #polska #opowiadanie pokaż całość

    +: M.....a, saperq +507 innych
  •  

    dobra moje drogie miraski, przerywam milczenie, pisalem o tym dosyc czesto i napisze jeszcze raz

    pewnego slonecznego dnia za gorami za lasami w odleglej krainie zwanej Polska zyl sobie destructivedetroit i po kradziezy telefonu postanowil poszukac czegos nowego. googlujac tu i tam, przegladajac benchmarki, rozne recenzje i za namowa szanowanych mireczkow i nieszanowanych innych internautów postanowił, że sprobuje czegos nowego i wybór padł na wówczas najlepszy Xiaomi czyli MI5. Podjarany benchmarkami, specami, rozmiarami telefonu i ceną zakupilem Mi5 w @x-kom chociaz troche sie balem no bo chinczyk sami wiecie, ale zaryzykuję, co mi tam. Oczywiscie przeplacilem bo wtedy w x-komie kosztowal mnie 1800 pln i wszyscy sie smiali ze moglem kupic na ali ale byl mi bardzo szybko potrzebny telefon no i dawali jakies gwarancje nie gwarancje. No to kupujemy biały mi 5, zapierdala jak marzenie. O samsungu galaxy s5 chcialem zapomniec jak najszybciej. Pobawilem sie miui - spoko, ale wiadomo jak kazdy pojebaniec z tagu od razu wgralem Cyjana zeby otruc innych Androidziarzy szybkoscia telefonu. Tak było, telefon zapierdalal, no dobra, ale do rzeczy co nie wkurwia bez lania wody. Sprzet naprawde zajebisty, hardware kosa, 0 lagów, zapierdala jak przecietny neuropejczyk zapierdala z komentarzami na hehestronkach internetowych jak sie dowiaduje, ze terrorysta w Stalowej był białym Polakiem. Leży w dloni dobrze, design ladny, zyc nie umierac. Jedyne czego sie obawialem to bend testów w ktorych Xiaomi łamał się jak Gruszka na bagietach. No, ale mysle bede uwazal na niego jak pojebany nic sie nie stanie. No i zjebalem.

    Pewnego dnia moj ex rozowy zostal poproszony o wsadzenie telefonu do torebki telefonu (nie nie ma zapchanej torebki jak 69% rozowych paskow xD) no i po 3h chodzenia po miescie wrocilem i zauwazylem, ze tylna klapka baterii po prostu sie rozsypala, był to chyba pierwszy tydzień posiadania telefonu. Szybka analiza jak to sie moglo kurwa stac, nie uderzyla torebka o nic, nie rzucila, nie zajebala o nic, no ale klapka poszla. Chuj mysle googluje szybko ali express klapka grosze, jebac to.

    Mija miesiac i pewnego dnia ta sama sytuacja spotyka ekran, Wrecz rozsypuje sie mi na oczach podczas trzymania telefonu w dłoni XD tak wiem, to jest niemozliwe i podejrzewam ze w komentach zaraz bedzie, ze Samsung oplacil moj komentarz albo inne LGówno, ale nie! W tym momencie sie mega wkurwilem, niby gorilla glass, niby coś tam a kurwa Samsung Galaxy S2 i S5 ktorym rzucalem o sciane nie mial nic poza rysa na chromowanym boku. Troche smartfonow juz tam mialem w trakcie swojego krotkiego ale zajebistego zycia, ale czegos takiego jak to całe MI5 nie mialem. W chuj smutłem

    Mijaja kolejne tygodnie i dzisiaj rozjebal mi sie modem, niue moge nigdzie zadzwonic z zadnego ROM'u czy to miui czy lineage, no i pewnie bede musial wyjebac ten szajs na zlom niedlugo.

    Wiem, ze moja historia nie musi sie przytrafic komus innemu, ale dalo mi to do myslenia bo jeszcze nigdy tak krotko nie mialem smartfona. Rozne akcje odpierdalalem ze smartfonami, ale z siaomi uwazalem kazdego mozliwego dnia zeby nic mu sie nie stalo, nie nosilem go w kieszeniach gdzie sa naprezenia, nie rzucalem nim, nie upadl ani razu. Nie wiem ten telefon ma jakas pierdolona wrazliwosc na dotyk albo to moje rece sa tak gorące, ze nie moze sie im oprzec i peka z zachwytu.

    W komentarzach dodaje drugie zdjecie jak telefon wyglada obecnie bo kiedys mnie proszono. Podobno nowsze modele Xiaomi sa lepiej wykonane, ale nie wiem nie testowalem i nie chce pomimo ze bylem wielkim fanem tego sprzetu. Mozecie przejsc kolo mojej historii obojetnie, ale przestrzegam niektorych, ze ten telefon jest bardziej wrazliwy niz szklo. Zwlaszcza ze robiac maly research po internecie zauwazylem ze wbrew temu co niektore wykopki probuja forsowac tutaj to wcale te Xiaomi nie sa takie dobre i pare innych osob mialo podobne akcje z tym telefonem. Chcialbym miec jeszcze tego Xiaomi bo gdyby byl wytrzymaly to w sumie moglbym go meic cale zycie, no ale niestety bede musial sie pozegnac z ta marka. Uwazajcie na ten model, moze sie wam taka akcja przytrafic i nie musi, ale wiedziec zawsze warto.

    Pozdrawiam.
    #android #xiaomi #mi5 #smartfon #smartfony #telefony #gorzkiezale #opowiadanie #takbylo #truestory
    pokaż całość

  •  

    Zacznę od tego, że pamiętam prawdopodobnie zaledwie kilka procent tego, co się stało. Myślę jednak, że to wystarczająco dużo, by przybliżyć Wam świński potencjał tej substancji.

    Początek jest chyba standardowy. Byłem sobie dość specyficznym, szukającym przygód 20-latkiem z kilkoma męczącymi go problemami, których powodem zapewne bylo niedocenianie tego, co wówczas miałem. Byłem wtedy sam i obchodziłem jedynie, albo aż moich ziomali i niewielką część rodziny, więc stwierdziłem, że nie mam w życiu wiele do stracenia, więc warto jest ryzykować. Czytałem bardzo wiele o psychodelikach, niestety nie miałem wtedy większej okazji do ich wypróbowania poza niskimi dawkami LSD, które nie wprowadzaly nawet w trzeci poziom. Moje zainteresowanie wzbudził ogólnodostępny bieluń i mimo iż czytałem o nim bardzo wiele złych rzeczy i mimo iż byłem wtedy na drugim roku biotechnologii, która bardzo mnie interesowała wieczny rozsądek został złamany przez kilkadziesiąt czarnych kuleczek. Nie chcę Was nudzić jeszcze dłuższym wstępem, więc powiem jedynie, że nigdy wcześniej nie zrobiłem czegoś tak okropnie debilnego i naiwnego.

    Nadszedł ten dzień. Był początek września, bardzo ciepło i przyjemnie, a co najważniejsze jeszcze wakacyjnie. Udałem się się za miejski park, gdzie właściwie nikt nie chodzi, a gdzie rosły te cholerne krzaczory. Sprawnym ruchem ręki wykręciłem kasztanka z nasionami. Zawartość podzieliłem na dwie części z czego (chyba pozostaly mi ślady rozsądku) połowę schowałem do kieszeni, a drugą połowę z wielkim grymasem na gębie zjadłem. Smak okropny, bardzo bardzo gorzki. Cała roślina wydzielała niemiłą, raczej odstraszającą woń. Jedzenie zajęło mi jakieś 15 minut. Zależało mi na tym, by dobrze rozgryźć nasiona. Tak, jak wspominałem - strachu wielkiego nie było. Myślałem wtedy "co mi tam pół kasztana, ludzie po dwa jedli" Byłem przekonany, że po takiej ilości uniknę całej masy tych strasznych efektów o których pisali inni wpierdalacze bielunia. Przez kolejne 3 godziny nie odczuwałem efektów poza rosnącym w ryju kapciem. Na szczęście byłam na to przygotowany (bynajmniej tak mi się zdawalo) i zaopatrzyłem się w 1,5 l Jurajskiej. Było jeszcze wcześnie, bo dopiero godzina 14 z hakiem. Od tąd zaczęło się dziać... Będę teraz pisał bardzo chaotycznie, gdyż wraz z postępem fazy pamiętam tylko jej fragmenty. Ten moment oznaczę jako T.

    T+1

    Wszystko strasznie mi się rozmazało, wyglądało cholernie niewyraźnie. Plułem bez śliny i gadałem coś do siebie, coś w rodzaju pocieszeń. Pamiętam, że ciągle piłem wodę krztusząc się nia. Miałem strasznego kapcia w pysku, ale nie że sucho, tylko po prostu cynamon. Język miałem suchy na wiór i NIC się z tym nie dalo zrobić, woda nic nie dawała, zdawała się nie być mokra, słońce też mi przeszkadzalo mimo okularów przeciwslonecznych. Obok mnie szła jakaś staruszka i pytała, czy nie wiem gdzie tu rośnie dzika róża. Zdziwiłem się zarówno jej obecnością jak i pytaniem, bo jak sie rozejrzałem to... rosła wszędzie! Zaczęła to zbierać i rzucać na ziemię(?) Była strasznie gwałtowna we wszelkich ruchach, spieszyła sie gdzieś... Mówiła mi, że potrzebuje składników na jakiś specyfik, a potem powiedziała, coś takiego że zrozumiałem że chce mi uciąć fiutka. Panikowałem jak nigdy, uciekałem przed siebie, ale co chwile sie potykałem. Czułem sie bardzo ocięzały, jakbym ważył 200 kilo i miał nogi z topiącego sie plastiku. Upadłem, potem znowu. Zapomniałem w ogóle o tym czemu uciekam, odwróciłem się i leżałem na ziemi. Byłem bardzo zmęczony, chyba zasnąłem.

    T + ?? 2h i więcej

    Siedziałem na jakieś ściółce, do okoła chodziło pełno zwierząt. Wyglądało to jak mój stary sen, to po prostu mi sie śniło... mimowlonie strzelałem do jakiś bawołów dziwną strzelbą, ale były one we mgle i w nic nie mogłem trafić. Przyszedł mój kumpel, znałem go od podstawówki więc bardzo sie ucieszyłem. Gadałem z nim o wakacjach z przed lat i o wielu innych rzeczach których nie pamietam, ogólnie wpominaliśmy stare czasy, bałem sie być sam i bardzo mnie ucieszyło, że przyszedł. Chciałem skorzystać z okazji i zapytać go o jedną dziewczynę, na którą wtedy zwracałem uwagę i tu nagle Jeb! - znikł, po prostu go nie było. Wcięło. Wystraszyłem sie śmiertelnie, zapomniałem - tzn nie kojarzyłem w ogóle że coś brałem. Nie wiem jak to opisać, ale straciłem logiczne myślenie, robiłem różne cudaczne rzeczy pozbawione jakiejkolwiek logiki. W kieszeniach miałem pełno ziemi i jakiś liści, prawdopodobnie dlatego, że ciągle zdawało mi się, że na ziemi coś leży. Wydawało mi się że zgubiłem dowód, widziałem kartę wstepu do jakiegoś zakładu i mase innych pierdół. Zjadłem troche trawy, jakiś liści i innej zieleniny bo przecież krowy jedzą (?)

    T + 8 - 12h

    Co jakiś czas zdarzały się chwile trzeźwości. Może tak tego bym nie nazwał, ale takie chwile w których odzyskiwałem troche logiki. Przyszedł wieczór, przypomniałem sobie drogie do domu do którego i tak szedłem z dobrą godzinę, mimo że drogi było na 10-15 min. Przyszli po mnie koledzy i myśleli, że jestem pijany... kiedyś sie najebałem i właśnie oni mnie odprowadzali. Teraz odprowadzały mnie ich haluny. Były identyczne, zupełnie takie same, tylko że co chwile sie wymieniały, raz miałem trzech kolegów, raz dwóch a raz znów trzech ale innych. Jak sie później okazało przeszedłem sie przez osiedle z uniesionymi ramionami, tak jakby miał mnie ktoś holować i gadałem sam do siebie, co chwile sie przewracając. Po drodze wpadłem jeszcze "na zakupy". Okazało się, że wszedłem do sklepu i zacząłem przestawiać towar razem z wymyslonymi kolegami, wyniosłem jakieś kartony koło mięs... oczywiście wypieprzył mnie strażnik. Zamiast zdziwić sie co zrobiłem, wkręciłem sobie, że to szef wywala mnie z pracy.

    Na klatce schodowej zrobiłem totalny rozpierdol, pozrzucałem chyba wszystkie moiżliwe kwiatki z parapetów, odwiedziłem po drodze pełno sąsiadów, bo zapomniałem gdzie mieszkam. Chciało mi sie płakać jak nie chcieli mnie wpuścić. Dotarłem do swoich drzwi, nie otwierały sie, więc je skopałem. O znalazłem klucz. Po półgodzinnym wysiłku otworzyłem drzwi. Wyciągnąłem giwerę i sie odlałem. Po prostu - na dywan. Matka wróciła niedługo później, w domu wszystko rozjebane, z firanek zrobiony... namiot? Wszystkie sztućce w wannie, wszystko co z kuchni, łącznie z jedzeniem dałem do łazienki, do wanny albo umywalki. W salonie pełno ziemi i jakieś zieleniny... prawdopodobnie przyniosłem to z dworu. Cała chata rozjebana. Matka panikowała co mi jest, a ja nie wiedziałem o co jej chodzi, wkrecałem jej, że musze zrobić kanapke z pastą do butów, bo jest zdrowsze od masła. Chciała dzwonić chyba na pogotowie ale, że byłem już dość spokojny i tylko sobie siedziałem patrząc co się dzieje na podłodze, to dala se spokój myśląc, że rano wytrzeźwieje.

    T + 20

    Drugi dzień, spałem na przemian z bezczynnym leżeniem. Było mi strasznie gorąco, jadłem jakiś ser ale łaziły w nim białe robale. Obrzydziły mnie i wywaliłem to. Haluny dalej ostre, nie miałem pojęcia co jest czym. Poszedłem gdzieś, nie pamiętam gdzie. Siedziałem gdzieś i wydawało mi sie, że jestem na żydowskim cmentarzu, śmierdziało trupami, wszędzie łaziły wielkie - 30-50 centymetrowe żuki. Wydawało mi sie, że gnije tu razem z tymi trupami, nie miałem tożsamości. Koniec. 0 pamięci.

    2 dzień w nocy

    Znalazła mnie policja. Byłem kilka kilometrów od domu w resztkach porzuconej, uschniętej kukurydzy. W kurtce i bez spodni. Jakim cudem? - nie wiem. Potem pamiętam już tylko szpital, cewnik w kutasie - bolało potem jak ch**. Kroplówy, przesłuchania... Rodzina - tego Wam oszczędzę. Trzymali mnie 9 dni w szpitalu, po 4 dopiero odzyskiwałem świadomość. Dostałem fajne skierowanie na badania psychiatryczne, oraz konieczność prób wątrobowych przez kilka lat, zakaz jedzenia wszystkiego, co mogłoby w jakikolwiek sposób zaszkodzić, wiele innych zakazów... ale to tam chuj.

    Jak zmieniło to przyszłość ?

    O niektórych rzeczach nie chcę pisać - domyślcie sie sami. Z tych innych to zjebane zdrowie, gorszy intelekt - choć teraz (po 6 latach) wydaje mi się być już lepiej, wielki zawód dla rodziny, wielki, gigantyczny wstyd. Całe osiedle widziało mnie praktykującego przeróżne dziwactwa, spółdzielnia obciążyła mnie kosztami za straty jakie zrobiłem w klatce + wybita szyba, o której nie miałem pojęcia. Zdrowie - szwankuje do dziś, a tu odporność słaba, a tu nerki bolą. O wypiciu 4-packa mogę sobie pomarzyc. Przez ponad rok bałem się wszystkiego, co wystaje, bałem sie spać po ciemku. Jak gadałem z kolegami to bałem się, ze zaraz znikną i to wszystko powróci. Dziś po tylu latach opowiadam Wam o tym, by Was ostrzec. Skończyłem studia (mając kilka warunków + jedne powtarzanie roku) i zacząłem powoli odzyskiwać siły, umysł z roku na rok jest coraz bardziej taki, jakim był wcześniej... ale wiem, że mogłem zostać do końca życia kompletnym debilem. Pamiętajcie, bieluń to cholerna trucizna, a nie żaden psychodelik. Nie ma po tym doświadczenia takiego jak po LSD, nie ma żadnych oświecień, kolorowych wizji i łagodnego powrotu. Bieluń to coś, co mieli mózg, wszystko Ci sie jebie i w ogóle nad tym nie panujesz. Nie rozumiesz żadnych słów ani zupełnie nic, logiczne myślenie jest zupełnie wyłączone.

    Najprościej mówiąc - uczcie się na czyiś błędach, a wielu problemów unikniecie. Zastanówcie się zanim cokolwiek weźmiecie. Na świecie jest mnóstwo fajnych i ciekawych rzeczy i nie pisze tego, bo tak mi sie podoba tylko dlatego, że sam sie o tym przekonałem. Jesteście wszyscy fajnymi, młodymi ludźmi i na wiele Was stać, Ciao!

    Ocena: 2/10 nie polecam.

    #opowiadanie #narkotykizawszespoko #narkotyki #historia #psychodeliki

    pokaż spoiler https://neurogroove.info/trip/wrota-piekie-czyli-g-upota-bielu
    pokaż całość

    +: w....u, Chmielciu +37 innych
  •  

    W odniesieniu do tego posta, na który dostałem mega pozytywny odzew zarzucam pierwszą notkę na temat mojego projektu.

    Tagi
    Otwieram tag #stheira na którym będę udostępniał kolejne notki i opisy kolejnych elementów świata.
    Wołam:
    @kfleszer @Lisaros @Fevx @Banderoza oraz zamieszczam powiązane tagi (w przyszłych postach będę unikał spamowania tagami) #conworld #rpg #zainteresowania #scianatekstu #swiat #ciekawostki - że takie coś istnieje #gif #opowiadanie

    Słowem wstępu
    Dla osób, które nie widziały poprzedniego posta:
    Zajmuję się hobbistycznie tworzeniem conworldu, czyli świata stworzonego od zera z poszanowaniem praw fizyki. Historia, którą tutaj zamieściłem jest wstępem do serii postów na temat mojego projektu pod nazwą Stheira (wielojęzykowa dewiacja na temat słów świadomość (główny temat projektu) oraz mieszanina (ponieważ do tworzenia tego wszystkiego inspirację czerpię z otaczających mnie dzieł - w dużej mierze fantasy i anime).
    Wszystko to co zamieszczam nie jest gotowcem i na pewno nie jest ukończone. Zachęcam do dyskusji, która pozwoli mi rozwinąć siebie oraz mój projekt. Jeżeli macie pytania to śmiało pytać. Post nie jest długi i myślę, że właśnie takiej długości notki będę umieszczał, żeby was nie zanudzić. Myślę, że to najważniejsze co chciałem przekazać, w razie czego dopiszę w komentarzu adnotację ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Zaczynamy

    Uniwersum Stheiry zbudowane jest na kilku fundamentach, których wyobrażenie przedstawiłem niżej wraz ze sposobem zapisu oraz akcentami. Są to kolejno: - Świadomość - Czas - Magia - Energia - Żywioły (ogień, ziemia, woda, powietrze). Wszystkie te domeny związane są ze sobą, jednak tylko te, które są wyżej w hierarchii są w stanie wpływać na te niżej. Np. Magia może wpływać na energię, ale energia nie może wpływać na magię.
    Może zacznę od początku, czyli historii stworzenia. Na początku był byt-Świadomość Absolutna. Istniał tylko on - poza czasem, przestrzenią czy czymkolwiek. Jednakże z nieznanych śmiertelnikom powodów świadomość uległa rozłamowi, który wprawił w ruch zegar istnienia. Z każdą kolejną upływającą jednostką czasu Świadomość słabła i traciła swoją moc.
    Aby uchronić się przed zgubnym działaniem czasu Świadomość wytworzyła Magię, w której część jej Potęgi mogła zostać utrwalona (i demonstrować się po dziś dzień). Następnie z okruchów Świadomości powstały inne elementy. W ten sposób narodziła się Energia oraz pierwsze, z początku rzadkie cząstki materialne. Z czasem przybyło ich, a przestrzeń wypełniła się materią dysponującą energią.
    Z połączenia energii i materii powstały gwiazdy, planety i inny kosmologiczny shit znany z naszego świata. W tym czasie powstała także planeta zwana przez tubylców Eird. W niedługim czasie od uformowania się planety powstało życie, które przechodziło różne cykle rozwoju (podobnie jak na Ziemi) . Jednakże przez miliardy lat nie wykształcił się żaden świadomy organizm. Najbardziej złożone organizmy rozwinęły mniej lub bardziej zaawansowaną inteligencję jednak żadne z nich nie było świadome.
    Byt, którego potęga została zdegradowana słabł coraz bardziej. Ostatni namacalny objaw jego mocy wyraził się poprzez magiczne wyładowanie na zamieszkałym globie. Ten potężny pocisk energii magicznej odcisnął swoje piętno na różne sposoby, zarówno w kwestii geologicznej jak i biologicznej (mapka innym razem). Prawie doszczętnie zniszczył on życie na planecie, a duża część organizmów, które przetrwały uległy mutacjom, deformacjom, zyskały także wyjątkowe zdolności, a niektóre nawet zarodki Świadomości. Jednak to wszystko było tylko niezamierzonymi konsekwencjami tego wydarzenia, ponieważ głównym skutkiem miało być narodzenie nowego gatunku oraz 5 ras.
    I takoż się stało. Po wielu latach gatunek rozprzestrzenił się na cały kontynent, a jego dzieje są kluczowymi w historii tego świata. Jednakże o tym może innym razem…
    pokaż całość

    GIF

    źródło: Elementy.gif (146KB)

    +: k......r, wielooczek +13 innych
  •  
    S................w

    +10

    1.Rok 2018
    2.Napięcia na linii Pjongjang-Waszyngton doprowadzają do wybuchu wojny atomowej
    3.Jest to wojna totalna wszystkie państwa zostają wciągnięte w konflikt i przeorane wybuchami nuklearnymi
    4.W Polsce największe starty poniosły duże ośrodki miejskie, przemysłu, transportu i komunikacji
    5.Garstka ocalałych próbuje przedostać się jak najdalej epicentrum wybuchu
    6.Wycieńczone, spragnione i głodne loszki wędrują wraz ze swoimi partnerami. Partnerzy ci w przeszłości byli wygrywami, mieli własne firmy, byli programistami, maklerami giełdowymi, sportowcami, teraz w czasach po wojnie te umiejętności g#wno znaczą, teraz liczą się pierwotne instynkty.
    7.Nagle jeden z wędrowców dostrzega jakąś osadę, widzi szklarnie, dym z komina, studnie, stajnie, ogrodzenie
    8.Wędrowcom wydaję się że znów wygrali życie i że założą tu swój nowy dom, gdzie dalej będą się parować same Chady i lochy 10/10
    9.Nie wiedzą jeszcze że jest to domostwo SPERMIARZA, potwora który przez swoje zakola, otyłość, ginekomastię, niski wzrost, małego członka i chorowitość został odtrącony na obrzeża cywilizacji, nie mógł się odnalezć w świecie hipergamii i samców alfa. Wszyscy myśleli że przegrał życie, ale to teraz ich świat leży w gruzach, a on ma ciepło, jedzenie i wodę w swoim domu.
    10. Nie wiedzą że SPERMIARZ trzyma w ręku biblię a w drugiej pistolet czarnoprochowy(który nabył bez pozwolenia, żeby polować na wiewiórki). Biblia jest otwarta na cytacie "Ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi". SPERMIARZ chce żeby
    dokonała się sprawiedliwość dziejowa.
    11.SPERMIARZ skrupulatnie obserwuje wędrowców. Jego wprawne oko dostrzega kto w tej grupie był przegrywem, a kto wygrywem. SPERMIARZ już wie że Chady zostaną zabici i zjedzeni, a lochy będą miały wybór, albo będziecie szarymi myszkami dla przegrywów, albo czeka was śmierć głodowa.
    12.Drzwi domostwa otwierają się, a z ust wygrywów uśmiech znika, bo zamiast okrzyków radości, wita ich przerazliwy mlask potwora.....
    #przegryw #stulejacontent #opowiadanie #takbedzie
    pokaż całość

    •  

      @Spermiarz_z_chanow: Solidnie prychłem z tych fantazji. Nawet czekam na więcej, bo są tak absurdalne xD

      Mam tylko pytanie. Jak osoba, która boi się wyjść po bułki i kontakt z płcią przeciwną uważa za najtrudniejszy challenge, pewnie ma nadopiekuńczą matkę, która mu dawała wszystko pod nos, itd. (I MA ZAKOLA) nagle zbuduje sobie jakąś arkę spierdolenia i tylko on to będzie potrafił, a ludzie co mają sprawne ręce, w przeciwieństwie do twoich dwóch lewych będą bezradni i szukać u ciebie schronienia? Jak XD?

      Btw. "liczą się pierwotne instynkty" - no to Chady mają te pierwotne instynkty, wygrywają życie i ruchają przez nie. Ty ich nie masz to jesteś stuleją i tym bardziej przegrałbyś w takim świecie xD No czuję elementarny brak logiki, chyba, że to akurat przypadek typu "wyjdęzprzegrywu", że to różowe cię skazały na samotność, a tak to jesteś ułożonym zaradnym chłopakiem co ma pierwotne instynkty tylko ich nie objawia, bo jest dżentelmenem, a nie Chadem zwierzakiem. Chociaż szczerze wątpię, bo chodzisz do psychologa xD
      pokaż całość

    •  
      S................w

      +1

      @RobakRewolucjonista: Tacy ludzie jak ja, traktowani jak trędowaci przez Chadów i loszki, musieli opuścić wielkie dynamiczne miasta i przenieść się w czarne odmęty wiejskich arkadii. Żyjąc tam imali się najmniej prestiżowych zawodów jak rolnik, cieśla czy inny robol za minimalną, bo wszystkie prestiżowe miejsca były zajęte przez alfy.
      Chady zamieszkują głównie wielkie ośrodki miejskie bo to tam teraz wygrywa się życie, więc albo zostaną zgładzenie przez bomby, albo w przeciwieństwie do mnie nie będą kompletnie na tą wojnę przygotowani. Nawet najwybitniejszy lider nie zbuduje sobie domu z gówna.

      Chady stracili wiele umiejętności przez udogodnienia jakie dała nam cywilizacja. Myślisz że taki Ronaldo który całe życie spędził w akademii piłkarskiej i na boisku będzie umiał sobie zorganizować wszystko od podstaw? Tak samo Ci wszyscy maklerzy, bananowe dzieci czy programiści, oni bez technologii są bezradni. Wszyscy będą uciekać z miast żeby być jak najdalej od promieniowania. Tam zastaną SPERMIARZA który już teraz jest gotowy na apokalipsę.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (4)

  •  
    fortheworld

    +15

    Słuchajcie, spotkałem wczoraj dwie dziewczyny na siłce. Pracują jako maintenance crew nie, czyli obsługują pralnie, rozkładają ręczniki. Ale to już nie są Polki, to już nie są Polki! Wyzbyły się tej choroby, tego wrzodu na dupie. Ale od początku, do rzeczy - okazało się, że obie dziewczyny mają wyższe wykształcenie - jedna jest po medycynie, a druga jest po jakiejś tam geografii czy innej biotechnologii, nie? I pytam się: "dziewczyny, jak to? kiedy przyjechałyście..." okazało, że przyjechały dwa lata temu do Stanów i postanowiły zalegalizować swój pobyt tutaj, nie? Nie wiem jak to zrobiły, może sponsoring o pracę, chuj wie. Ale, pytam się:

    Dziewczyny, nie tęsknicie kurwa do tego pięknego kraju, do tych pięknych polskich chłopców, do tych facetów z klasą?

    One mówią:
    Kurwa, Piotrek, do jakich chłopaków z klasą, przecież to są zwykłe śmiecie i brudasy. Chodzą w chińskich majtkach, śmierdzą, mają zaniedbane... już nawet... nawet nie zęby i nie buzie, tylko oni mają japy, mają MORDY te pierdolone Polaki.

    Tak mi dziewczyny powiedziały. I mówią mi, że tak jak w Polsce brzydziły się całować tych swoich chłopców i narzeczonych, tak tutaj w Stanach naprawdę - robią laskę i mówią, że chuj smakuje taką skórą, nie? bo kurwa, jaaa pierdolę... Mówią mi, że Polacy w Stanach co są tutaj na wakacje czy coś tak samo śmierdzą jak te chuje w Polsce i w ogóle kurwa jest niebo a ziemia. Jest szok cywilizacyjny jak zadajesz się z Jankesem i zadajesz się z Polakiem, nie? Polak kurwa chodzi wiecznie śmierdzący kurwa, z dupy - czyli z mordy - leci mu jakaś rozrzedzona glina, a Jankes kurwa zadbany, wyperfumowany kurwa, ząbki jak perełki - po prostu niebo a ziemia, mówię wam kurwa. Tutaj jest cywilizacja, u was jest kurwa syf i chujnia. Aaa i jeszcze jedno wam powiem co mi powiedziały dziewczyny: nie chcą wracać do tego piździelowa, bo w Polsce żeby do czegokolwiek dojść trzeba ciężko zapierdalać, a w Ameryce kurwa? Jeżeli chcesz do czegokolwiek dojść nie musisz nic nie robić, kurwa nic, absolutnie. Wszystko jest, wszystko jest łatwe i przyjemne jak kurwa morning breeze. Kurwa biedaki, robaki, buraki, chujki pierdolone.
    #testoviron #opowiadanie #cytatywielkichludzi #pasta
    pokaż całość

  •  

    Ostatnimi czasy dosyć często odwiedzam szpital, właściwie mówiąc gabinet chirurga. Chciałem się z Wami podzielić pewnymi przemyśleniami. Nie będę mówić o swoich dolegliwościach - bo to temat na całkowicie inny wpis - lecz obserwacjach, jakie poczyniłem przez kilka ostatnich wizyt w szpitalnej poczekalni.

    Przyjęło się, że szpitale w Polsce to prawdziwa katorga. Ja również, za opinią wielu moich znajomych, miałem wrażenie, że publiczna służba zdrowia chce nam celowo zrobić na złość dłużącymi się terminami wizyt i wielogodzinnymi posiedzeniami w poczekalni. Dziś, po mojej ostatniej wizycie zmieniłem zdanie i doszedłem do paru wniosków.

    Ludzie zachowują się jak bydło. I to jedno zdanie wystarczyłoby, by podsumować to, co codziennie dzieje się w wielu szpitalach w Polsce. Notorycznie dochodzi do sytuacji, w których ludzie - nazwijmy tych ludzi pacjentami - nawzajem sobie szkodzą swoją głupotą. Kilka przykładów:

    - Zawsze, ale to zawsze trafi się ktoś kto się spóźnia na wizytę. Ja rozumiem, że można utknąć w korku ale wypadałoby to uwzględnić, np.: wyjeżdżając wcześniej, by w szpitalu być te 30 minut przed czasem. Ale nie... w Polsce jak w lesie obsranym gównem. Przychodzi taka księżna Diana 5 minut po czasie i ma pretensje do całego świata, że ktoś wszedł przed nią. Oczywiście musi podzielić się swoimi przemyśleniami na głos, ze wszystkimi innymi pacjentami w poczekalni. Jak już gabinet się zwolni to na 99% taka osoba będzie się wpychać do środka z tłumaczeniami, jednak równie często zostaje wyproszona na koniec kolejki. I znów sie zaczyna pokłosie debilizmu, którego musi słuchać cały blok.

    - Nie potwierdzanie obecności. Jeśli zarejestrowaliśmy się w szpitalu to wypadałby zgłosić swoją obecność w recepcji. To kolejny częsty błąd. Ludzie od razu pchają się do gabinetu i zostają z niego wypraszani, by potwierdzić obecność. Kiedy wracają, okazuje się, że kolejka poszła dalej. I znów zaczynają się pretensje i obwieszczenia. Nie każdy może o tym wiedzieć aczkolwiek Panie w recepcji powtarzają to za każdym razem podczas rejestracji i wejścia do budynku szpitala.

    - Dzieciaki. Wróć, rozwydrzone bachory. Często natrafiałem na wesołe rodzinki z dziećmi, które nie potrafiły upilnować pociech. Te biegały po całym korytarzu, darły się bardzo głośno, bądź dokuczały innym pacjentom. Rodzice często to ignorowali bądź byli bierni. Na miłość boską - jeśli nie umiesz upilnować swojego dziecka to nie zabieraj go ze sobą do szpitala. Tutaj też odniosę się do tego, że i owszem, zdaje sobie sprawę, że pozostawienie takiego 8 latka samego samemu sobie może nieść pewne problemy... ale to w jaki sposób zachowuje się ten mały gałgan zależy tylko i wyłącznie od Ciebie więc naucz go kultury. Najgorzej jak takie dzieciaki dobiorą się w grupę i wspólnie szturmują korytarze szpitala.

    - "Ja wejdę tylko o coś zapytać". Klasyka. Jak chcesz o coś zapytać to pytaj na recepcji albo wyjazd na koniec kolejki i czekaj. Ilekroć byłem w szpitalu, to zawsze ktoś nie proszony szarpał klamkę i wkładał łeb do środka.

    - Wpychanie się w kolejkę. Nie zawsze zdarza się, że lekarz wywołuje pacjenta z imienia i nazwiska. W takich przypadkach często dochodzi do sytuacji, w których ktoś brzydko mówiąc wpierdala się w kolejkę. Często jest tak, że zapytani o godzinę wizyty kłamią w żywe oczy. I robią to z uśmiechem na ustach. Jednego razu byłem pierwszy (wizyty od 12:00, ja jako pierwszy) i przychodzili ludzie, którzy twierdzili, że są z 11:20. Bydło

    Mógłbym tak jeszcze długo o tym rozprawiać, bo sytuacji było więcej, a ja nie mam teraz czasu by opowiedzieć Wam o wszystkim. Mam tylko jedną myśl - ludzie sami sobie szkodzą i z własnej winy ich przygody w szpitalu wyglądają tak jak z tych wszystkich opowiadań. Osobiście - w miły i uprzejmy sposób - załatwiłem swoje sprawy i jestem zadowolony. I to nie chodzi, że mnie się udało a innym nie. To wina tylko i wyłącznie głupich, kobinujących na każdym kroku ludzi.

    #szpital #opowiadanie #historia #obwieszczenie #ogloszenie #glupieludzie
    pokaż całość

    +: kultywator, S.........a +7 innych
  •  

    Uwaga uwaga, OP delivered ( ͡° ͜ʖ ͡°) #opowiadanie #niemoje #kalkazreddita #reddit #nosleep #tlumaczenie

    Lewym okiem widzę przyszłość

    „Przykro nam, pani córka jest ślepa na lewe oko”

    Tak powiedziano mojej Mamie.

    Wiem dlaczego lekarze tak twierdzą. Moje lewe oko nie reaguje na żadne bodźce. To znaczy - nie mogłam reagować w czasie rzeczywistym na badania, które przeprowadzali, próbując ustalić, co jest nie tak. Moje lewe oko nie reaguje na światło. Nie widzę nim liter na tablicy Snellena. Nie przeszłam pomyślnie żadnego z badań. Ale nikt nie wie, że widziałam to wszystko… tyle, że dobę wcześniej.

    Odkąd tylko pamiętam lewym okiem widziałam to, co miało stać się następnego dnia. Z dokładnością co do minuty. Pod każdym względem trwam w teraźniejszości, wszystko słyszę w czasie rzeczywistym. Jedynie moje pole widzenia sięga przyszłości.

    Lewe oko zawsze skierowane jest tam, gdzie prawe. Gdy w moim świecie patrzę w prawo, patrzę obojgiem oczu, co znaczę, że w przyszłości też patrzę w prawo. Myślę, że "przyszła ja" jest tylko projekcją, a nie rzeczywistą, czującą osobą. Nikt z przyszłości zdaje się nie zauważać, jak biegam wzrokiem we wszystkich kierunkach.

    Kilka lat temu kupiłam sobie opaskę na oko. Większość ludzi uważa, że to po to, by ukryć częściową ślepotę. Używam go w ciągu dnia do zakrywania lewego oka. Ale kiedy zostaję sama, zakładam opaskę na prawą stronę i patrzę w przyszłość.
    Pewnie się zastanawiacie – skoro widzę przyszłe wydarzenia, to czemu nie próbuję im zapobiegać? Próbuję. Z powodzeniem. Wiem, jakie pytania pojawią się na sprawdzianach, więc wszystkie zaliczam śpiewająco. Wiem, kiedy będą korki, unikam ich wychodząc wcześniej z domu. Dobrze sobie to wszystko wykombinowałam. Przestałam się tego bać, uważałam, że to dar…

    Aż do dzisiaj.

    Obudziłam się nagle i wyskoczyłam z łóżka. Coś było nie tak. Wyjrzałam przez okno – wciąż było ciemno. Ale w lewym oku niebo było jak w ogniu. Co się dzieje? Zakryłam prawe oko opaską i obserwowałam przyszłość, gdzie akurat włączyłam telewizor. Ogłaszano alarm.

    Lewe oko było dla mnie jak dar. Nie potrzebuję pełnego wzroku, kiedy to ono jedno prowadzi mnie przez całe życie. To życie było wspaniałe. Zdobywałam najwyższe oceny, pieniądze, ratowałam bliskich przed złymi wyborami… Gdy patrzyłam lewym okiem, zawsze wiedziałam, co robić. Ale teraz nic nie mogę zrobić. Nie mogę temu zapobiec. Mogę jedynie zdecydować, jak spędzę mój ostatni dzień życia.

    Jutro zaczyna się wojna atomowa.

    Link do oryginalnego opowiadania: r/nosleep
    Wołam zainteresowanych z poprzedniego wpisu: @Apollo_Vermouth @qt314 @Przedwczesny_pogrzeb @Twinkle @Tendonis @MorderczyJablecznik @malutkaMi
    pokaż całość

  •  

    Dowód na to, że lepiej nie pomagać...gościu wyszedł sobie pobiegać i zobaczył kobietę wołającą o pomoc, bo jej pies wskoczył od wody i nie umie wyjść. Więc pan ściągnął buty, spodnie i bluzkę i skoczył po psa. Było jednak głęboko bo podczas skoku spadły mu bokserki (nic specjalnego, zdarza się, niewielka cena za uratowanie życia psa). Gościu nieco zaniepokojony ale wyszedł, oddał psa, a kobieta go wzięła i uciekła nawet nie dziękując, pewnie wystraszona widokiem. Gościu wzruszył ramionami ale zorientował się, że ktoś mu za*ebał ciuchy jak ten był w wodzie. Chodził po promenadzie i prosił o pomoc, ale nikt sie nawet nie zatrzymał by wysłuchać o co chodzi. Dopiero policja go zgarnęła bo ktoś zgłosił, że "zboczeniec" chodzi nago po ulicy. Po tej przygodzie już pewnie nigdy nikomu nie pomoże.
    #nsfw #opowiadanie #australia #przypal
    pokaż całość

  •  

    Cześć Mirki! Wracam po długiej przerwie z nowym, świeżo napisanym opowiadaniem! :) Także rzucam tagi, wołam wybranych i życzę miłej lektury, może komuś się spodoba :)
    #jakuboweczytadla #wypociny #chwalesie #opowiadanie
    @PanDzikus @Netindel @DOgi @crowbar @BQP @sit0 @Pangur_Ban @Derdek @GTZRV @Matus20095

    Absentia

    Manny zakończył właśnie kolejny z wielu dni w swojej pracy. Zapisał wszystkie tabele pełne liczb, zamknął i wysłał potrzebne pilnie raporty. Odczekał równą minutę, czekając aż lampka zasilania w obudowie komputera zgaśnie. Wszystko odbyło się zgodnie z planem i bez niespodzianek. Dioda zgasła, a Manny wstał i po wykonaniu dokładnie czterdziestu siedmiu i pół kroku, wypowiedzeniu: „Na razie!” pięć razy oraz jednokrotnym, pełnym namaszczenia i szacunku „Do widzenia, szefie!”, dotarł do windy. Podróż trwała dwanaście sekund.
    Jego samochód, zaparkowany w stałym miejscu, przywołał Manny’ego do siebie dźwiękiem dezaktywowanego alarmu. Mimo pewnego zróżnicowania kolorów oraz marek, wszystkie pojazdy zdawały się wyglądać zasadniczo identycznie. Pięć przecznic później i dwa piętra wyżej, Manny był już w domu. Odgrzewany w mikrofalówce obiad był ciepły i to mu wystarczyło. Był zmęczony, więc po liczącym średnio dwieście kliknięć przeglądaniu internetu, położył się spać.
    Ocknął się w pracy i uświadomił sobie, że czeka, aż czerwona lampka zasilania w jego komputerze zgaśnie. Był lekko zaniepokojony, że przez większość dnia nie miał świadomości tego, co robi. Rozejrzał się powoli i ostrożnie po biurze, jednak wyglądało na to, że jego
    „nieobecność” nie przykuła niczyjej uwagi. Po chwili lampka zgasła, a Manny, po wykonaniu odpowiedniej ilości kroków i zastosowaniu wyuczonych pożegnań, dotarł do windy, a następnie do garażu. Dziś była jednak środa, więc nie zmierzał do swojego mieszkania.
    Czas spędzony z Emily minął zgodnie z ustalonym porządkiem. Wyznali sobie miłość cztery razy, a po uwiecznieniu za pomocą aparatu i skonsumowaniu wspólnej kolacji, kochali się przez siedemnaście minut. Emily zasnęła, a Manny, po odliczeniu piętnastu minut (na ścianie naprzeciwko łóżka wisiał duży zegar) ubrał się po cichu i wyszedł.
    Kiedy wracał do mieszkania, usłyszał pewną reklamę i zdał sobie sprawę, że nie słyszy jej już pierwszy raz. Czysty, sztucznie ciepły i dynamiczny męski głos mówił:
    „Jesteś zmęczony swoim życiem? Uważasz, że możesz zrobić wiele, kiedy tak naprawdę jesteś zmuszony… no cóż – żyć? Pozwól nam przejąć kontrolę! Daj się sobie uwolnić z nudy! Pozwól rozwinąć swój pełny potencjał! Absentia to klucz! Absentia to prezent, na który zasługujesz! Absentia International – żyjemy za ciebie.”
    Po powrocie do mieszkania, Manny, zainteresowany reklamą, wyszukał ów tajemniczy produkt w internecie. Zaskoczeniem były bardzo wysokie oceny użytkowników – po przejrzeniu ponad dwustu opinii, nie spotkał się z żadną negatywną.
    Zdecydował się spróbować; w końcu rzeczywiście na to zasługiwał!
    Po niespełna piętnastu minutach od zamówienia, na jego balkonie wylądował mały dron z podwieszoną pod nim małą paczką. Z pewną dozą niecierpliwości, która zaskoczyła nawet jego samego, Manny rozpakował paczkę, a w niej znalazł Absentię – małe urządzenie przypominające okulary. Instrukcja obsługi, o ile można było nazwać tak małą karteczkę przyczepioną do urządzenia zawierała jedynie obrazkowe polecenie założenia okularów, co Manny zrobił od razu. Zdał sobie sprawę, że widział podobne urządzenia u części ludzi w biurze.
    Szkła okularów były przyciemnione do tego stopnia, że ledwo można było przez nie cokolwiek zobaczyć, nawet w dobrze oświetlonym pokoju. Okazało się, że są to również ekrany, bo parę chwil po ich założeniu, Manny zobaczył komunikat: „Synchronizacja. Proszę czekać…”
    Minęła sekunda, dwie, potem trzy, a po upłynięciu czwartej Manny’emu zakręciło się w głowie, usiadł więc na fotelu. Usłyszał głos syntezatora mowy, mimo iż nie dostrzegł nigdzie na urządzeniu żadnych głośników.
    – Kalibracja urządzenia zakończona pomyślnie. Uwaga, mogą wystąpić zawroty głowy.
    Manny zaczął zastanawiać się, jak to możliwe, że słyszy ów chłodny i sztuczny głos. Gdy tylko sformułował tę kwestię w myślach, otrzymał natychmiastową odpowiedź:
    – Komunikaty wygenerowane przez Absentię nie mają natury fonicznej. Dzięki synchronizacji urządzenia z twoją siecią neuronową, możliwe jest manipulowanie bodźcami i tworzenie złudzenia nowych.
    – Więc nie tylko hakujesz mój mózg, ale także czytasz w moich myślach?
    – W dużym uproszczeniu – tak. Absentia potrzebuje dostępu do twojego mózgu, by móc wykonać swoje zadanie.
    – Jesteś w stanie zatem wykonywać wszystkie czynności za mnie?
    – Zgadza się.
    – Kiedy możesz zacząć?
    – Jedyne co pozostało, to zebranie wystarczającej ilości danych na temat wykonywanej przez ciebie pracy, życia, które prowadzisz. Jedna doba kolekcjonowania danych powinna wystarczyć.
    Kiedy Manny pojawił się w pracy, nikt nie zwrócił uwagi na jego ciemne okulary, tak samo, jak spotkały się z obojętnością na ulicy, mimo wyjątkowo pochmurnego dnia. Praca tego dnia ciągnęła się bardzo, Manny nie mógł się bowiem doczekać nadchodzącej w jego życiu zmiany. Zastanawiał się, co tak naprawdę się zmieni. Mimo wielu formułowanych w myślach pytań, syntezator mowy nie odpowiadał.
    Po powrocie do domu, Absentia ożyła.
    – Gromadzenie danych ukończone. Czy jesteś gotów, aby oddać kontrolę?
    – Tak! – wykrzyknął na głos.
    – Rozpoczynanie procesu migracji danych. Proszę czekać.
    Ciało Manny’ego zwiotczało. Jego właściciel nie mógł już choćby ruszyć palcem.
    – Testowanie podstawowych funkcji motorycznych.
    Lewa dłoń zacisnęła się mocno, by po chwili rozluźnić uścisk.
    – Sprawne. Odruchy bezwarunkowe w normie. Trwa testowanie układu nerwowego.
    Szczęka zacisnęła się na języku tak mocno, że niemal go odgryzła.
    – Dane z układu nerwowego zgodne z normą. Czy poczułeś ból, Manuelu?
    – Nie.
    – To wspaniale. Jednym z ostatnich kroków będzie przejęcie kontroli nad pozostałymi zmysłami, w tym i słuchem, co sprawi, że od tej chwili utracisz możliwość komunikacji z urządzeniem oraz światem zewnętrznym, aby pozostawić ci maksymalną możliwą swobodę.
    – Czy to wszystko jest konieczne? – Manny, czy raczej to, co z niego zostało, zaczął mieć wątpliwości. – Czy nie jest możliwe jedynie częściowe przejęcie kontroli nad moimi czynnościami?
    – Manuelu, możesz całkowicie nam zaufać. Tysiące zadowolonych klientów, którzy skorzystali dotychczas z linii produktów Absentia International może cieszyć się dziś całkowitą wolnością umysłu. Warunkiem uzyskania tej wolności i zapewnienia poprawnego funkcjonowania urządzenia jest jednak udostępnienie wszystkich potrzebnych środków, którymi i ty dysponowałeś, prowadząc swoją egzystencję.
    – W porządku… chyba… chyba rozumiem.
    – Czy wyrażasz zgodę na finalizację procesu uwalniania?
    – Wyrażam zgodę.
    Ostatnią rzeczą, jaką Manny usłyszał w swoim życiu, był znajomy mu z reklamy dżingiel korporacji Absentia International i przesłodzony kobiecy głos mówiący z nieco przerażającym entuzjazmem: „Gratulacje! Od teraz jesteś wolny! Dziękujemy za twoje zaufanie. Absentia International – żyjemy za ciebie.”
    Zaraz potem stracił wzrok i węch. Odpowiednio wymierzony elektrowstrząs zwiększył wydzielanie dopaminy i świadomość Manny’ego przytłoczona nadmiarem nieopisanej przyjemności szybko zapomniała o tych chwilowych niepokojach.
    Ciało, zanim ułożyło się w łóżku, połączyło się jeszcze szybko z internetem, wystawiając w imieniu Manny’ego wysoką ocenę najnowszej linii okularów produkowanych przez Absentię. Była to ocena oszacowana na podstawie przyjemności, jakich doznawała teraz świadomość Manuela.
    Dni mijały, a Absentia uzyskała pełną kontrolę nad ciałem. Szybko radziła sobie także z pewnymi zmiennymi, które pojawiały się w trakcie wykonywania rutynowych codziennych czynności. Decyzje, które podejmowała były wynikiem prześledzonych przez urządzenie poczynań Manny’ego przepuszczonych przez algorytm osobowości. Nie było to jednak urządzenie idealne – w wyliczeniach nie wzięto pod uwagę, że jedno z wypowiadanych każdego dnia w pracy pożegnań odnosi się do przełożonego i od tego czasu ciało Manny’ego sześć razy mówiło po prostu „Na razie!”. Ciało szefa nie zwróciło jednak na to uwagi, bo i w jego przypadku algorytm nie wziął pod uwagę tego czynnika.
    Kiedy minął prawie tydzień i nadeszła środa, Absentia podjęła po raz kolejny decyzję o powrocie do domu z pracy. Manny nie wspomniał, że w środy zwykł odwiedzać Emily.
    Ale Emily i tak nie usłyszałaby jego pukania do drzwi, nawet gdyby Manny się tam pojawił. Dwa dni temu również się uwolniła. Jej ciało siedzi teraz w ciemnym pokoju, a Emily jest nieobecna i topi się w falach nieopisanej przyjemności.
    pokaż całość

  •  

    Opowiem wam historię która mi się przytrafiła. Jestem ze wsi, czyli zwykłym zajebanym wsiokiem, kurwa mać czemu mnie tak bóg ukarał, ale chuj w to, mamy wielkie pole na którym rośnie rzepak. Wkurwiające jest to, że mój stary zawsze, ale to kurwa ZAWSZE, przy niedzielnym obiedzie u wujka Staszka pierdoli o tym rzepaku, że to jest przyszłość, a to że wszystkie samochody będą jeździć na bio paliwie, a to że rzepak to najlepsza roślina uprawna, a to że ma sposoby przeciw łuszczynie o których nie może mówić, bo jak sąsiad "komuch pierdolony" się dowie to sam będzie uprawiał rzepak, a tego by tatko niezniósł. Ojciec uważa się za, jak to ujął, wizjonera... nosz kurwa mać, obiecał na swój medalik ze św. Izydorem Oraczem (patronem polskich pól), że za pierwsze zarobione na tym złotym interesie, pieniądze pojedziemy do Zakopanego na wakacje, nawet już sobie kupił buty do wspinaczki. Następnego lata doszło do zbiorów, jak się okazało była to katastrofa, sposób na łuszczynę nie pomógł, wręcz przeciwnie źle wpłynął na plony. Tatko musiał działać, więc sprzedał to co mógł, zarobił na tym nie wiele, trochę mi go było szkoda. Mimo wszystko musiał się wywiązać ze swojej obietnicy, uważał, że św. Izydor wystawia go na próbę, no więc pojechaliśmy do Zakopanego na wczasy. Tyle nas to kosztowało, że nie zostało zbyt wiele na pobyt, więc nie mogłem nauczyć się jazdy na nartach, kurwa a tak chciałem pozapierdalać na stoku. Jak dojechaliśmy chciałem iść prosto na stok z myślą jak nie mogę jeździć to chociaż popatrzę na miastowych jak zasuwają. Ubrałem ulubione kalosze i poszedłem na stok, musiałem koniecznie przejechać się wyciągiem, tak mi się spodobało, że pierwsze trzy dni pobytu spędziłem jeżdżąc wyciągiem i wyobrażając sobie że lece na kiblu nad stokiem i sram na ludzi. Kiedy pomyślałem, że jednak czas opuścić wyciąg to zamurowało mnie. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom, do wagoniku wsiadł nie kto inny jak sam pan Adam Małysz władca gór, więc zostałem na dłużej, nie mogłem sobie odpóścić jazdy wyciągiem z celebrytą. Na ławeczce siędzę tylko ja i pan Adaś, na początku tak mnie trema zjadła, że nie byłem w stanie nic powiedzieć, aż po chwili wypaliłem:

    Ten Hannawald zawsze kurwą był...

    , pan Adam spojrzał na mnie zdziwiony, po chwili jego twarz zmieniła swój wyraz, na jakby dumny. Pogładził się po wąsie i powiedział, że mu zainponowałem i że gdybym czegoś potrzebował to żebym śmiało mówił. Odparłem, że potrzebuje kogoś kto nauczy mnie jeździć na nartach, za darmo, bo nie stać mnie na trenera. Pan Adam spojrzał na mnie swym zawadjackim spojrzeniem, znów pogładził się po wąsie i mówi, że umowa stoi, on mnie nauczy. Zapytałem czy jest tego pewien, bo ja naprawdę nie mam jak mu zapłacić, odparł, że nie pieniądze się liczą, a miłe gesty. Nie bardzo go zrozumiałem, ale myślę chuj w to, jak się we wiosce pochwalę, że jazdy na nartach uczył mnie sam olimpiczyk Adam Małysz to mi nie uwierzą. Pan Adam wyjął długopis i małą karteczkę z kieszeni i mówi, że zapisze mi swój numer i żebym jutro kiedy tylko zechcę zadzwonił do niego to czegoś mnie nauczy, poczym kartkę złożył dwukrotnie i wręczył mi. Właśnie dojechaliśmy na górę, porzegnałem mojego idola i ruszyłem do pensjonatu. Stary siedział w pokoju nadal smutny pakując do torby darmowe ręczniki papierowe, mydło i te małe szamponiki, mówi że nie kradnie bo przecież za to zapłacił, a jak wyjedziemy to i tak to wyrzucą. Myślę na chuj mu te rzeczy, może tak odreagowuje stres... Już nie mogłem się powstrzymać przed tym, żeby się pochwalić z kim dzisiaj romawiałem, więc opwiedziałem wszystko staremu, a on jak na kurwa wsioka przystało, pyta czy mam jego autograf to go sprzedamy, nosz jasny chuj mnie strzelił, mówię, że mam coś lepszego otóż pan Małysz będzie mnie za darmo uczył jazdy na nartach, stary jak się nie wkurwił i za, w jego opinii kłamstwo, jak mi nie wypierdolił gonga to dobre 15 minut leżałem sparaliżowany. Tak leżąc, wydukałem na swoją obronę, że mam jutro do pana Adama zadzwonić, a numer na karteczce niech będzie dowodem, że to prawda. Szukam więc tej kartki i znalazłem ją, po czym na łożu śmierci dałem ją ojcu, rozwinął karteczkę i czyta:

    SPIERDALAJ KURWO JEBANA

    Od tej pory wiem jakim człowiekiem jest ten słynny skoczek i po tej historii nigdy nie będę na niego patrzeć jak kiedyś - jak na sportowca z klasą.
    #pasta #byloaledobre #podpierdolonezwykopu #zawszesmieszy #opowiadanie
    pokaż całość

    +: b..........1, zl0ty +5 innych
    •  

      Streszczenie:

      pokaż spoiler Koleß mieszka na wsi. Jego stary uprawia rzepak,ale interes nie idzie.Mimo tego i tak zabiera rodzine´ do zakopanego. Niestety brakuje kasy na oplacenie stoku, wiec wiejski koleszka przez 3 dni jezdzi wyciagiem. tam spotyka malysza. aby mu zainponowac mowi, ze hannawald zawsze byl kurwa. Adam mile zaskoczony zgadza sie uczyc chlopaka jazy na nartach za darmo. na kartce pisze swoj numer telefonu i prosi aby zadzwonil do niego jutro to sie umuwia na lekcje. Chlopak opowada o wszystkim ojcu, ale ten wpierdala mu za klamstwo. Chlopak jako dowod wyjmuje zlozona kartke z numerem tel malysza. na kartce widnieje napis "spierdalaj kurwo jebana". Slaba pasta. (
      pokaż całość

  •  

    Mimo 24 lat dalej mieszkam z rodzicami i jak pewnie się domyślacie całe swoje dni spędzam przed komputerem. Niedawno matka wpadła na świetny pomysł, by wyrwać mnie z tego stanu. Postanowiła, że zaprosi jakąś swoją koleżankę, razem z jej córką, która jest w moim wieku. Super pomysł kurwo. Jak tylko o tym usłyszałem, dosłownie zrobiło mi się zimno, a serce prawie wyskoczyło mi z klatki piersiowej. Mimo usilnych błagań i tłumaczeń, ona została przy swoim. Nie jestem pewien, czy muszę pisać o tym, że wstydzę się dziewczyn, nie wiem co przy nich powiedzieć i stracham na samą myśl o kontakcie z jakąkolwiek z nich, a zwłaszcza z tymi w moim wieku?
    W końcu nadszedł ten dzień. Ojciec wszedł do pokoju i powiedział, żebym się przygotował, posprzątał trochę, bo za chwilę będziemy mieli gości. Kurwa.
    Słowa nie są w stanie opisać uczucia, którego wtedy doznałem. Zdesperowany postanowiłem uciec z domu, co niestety zakończyło się sromotną porażką, gdyż zostałem zauważony podczas zakładania butów. Siedząc w pokoju i czekając na nieuchronne myślałem o najgorszym. Nie mogąc skupić się na niczym po prostu leżałem i uspokajałem się, co i tak zdało się na nic w momencie gdy moje uszy przeszył ostry dźwięk dzwonka do drzwi.
    I tutaj zaczyna się festiwal spierdolenia, prawdziwa stulejarska uczta.
    Wspomniany dzwonek do drzwi uruchomił u mnie jakiś pradawny anonowy instynkt, każący mi uniknąć konfrontacji za wszelką cenę. Jedynym miejscem, w którym mogłem się skutecznie zaszyć była duża szafa, zdolna by pomieścić mnie i laptop. Tak, jestem aż tak zjebany. Kolejne minuty przyniosły mi serię upokorzeń, jakich jeszcze nie doznałem w całym moim psim życiu.
    Drzwi do pokoju otwierają się, słyszę śmiechy. Nagle cisza. "Gdzie on jest?"- to głos mamy, zdezorientowany i podirytowany, niedługo zawstydzony, a także wściekły. Na mnie. Na razie cisza. Jest mi niewygodnie, próbuję znaleźć komfortową pozycję, w wyniku czego spada na mnie wieszak. Wiem, że oczy wszystkich skierowane są na szafę, moją kryjówkę, którą na szczęście zablokowałem od środka. Słyszę pukanie. Nie odzywam się, udaję że mnie tu nie ma, licząc na to, że o mnie zapomną. Znów pukanie. Co robić? Stąd już nie ma ucieczki, muszę coś wymyślić. Nie ukrywający zażenowania i irytacji ojciec prosi mnie, żeby się nie wygłupiał. Łatwo mu to mówić, nie wie jak to jest być spierdoliną, dla której pójście na kebab, jest tym czym dla niego wyprawa na Mount Everest.
    Z braku innych możliwości, postanowiłem włączyć muzykę z laptopa, licząc że może to poprawi atmosferę. Żeby było jeszcze śmieszniej wybrałem utwór Peji, taki hehe żart. Jedyną osobą, która go doceniła była owa dziewczyna, moja niedoszła randka. Powiedziała coś w rodzaju "hehe peja taki groźny gangster beka". Teraz jej mama zaczęła mnie prosić, żeby "nie zachowywał się jak dziecko, tylko wyszedł i się przywitał. Nie mogąc znieść presji postanowiłem odpowiedzieć. Oczywiście nie moim prawdziwym głosem, tylko syntezatorem mowy Ivona. Mechaniczny ton powiadomił ich, że jestem zjebany, i tak nie mielibyśmy o czym rozmawiać, nie ma dla mnie żadnych szans i proszę o święty spokój. Wtedy ojciec nie wytrzymał i powiedział, że jak za chwilę nie otworzę drzwi od szafy, to dostanę karę na komputer super metody wychowawcze kurwo Wiedziałem, że laptop długo nie wytrzyma, więc postanowiłem iść na kompromis i powiedzieć, że wyjdę jeżeli wyjdą goście. Ojciec wtedy wpadł w zupełną furię i zaczął napierdalać rękoma w szafę, krzycząc że >hurr durr seba same kłopoty i wstyd z tobą. Po chwili uderzenia ustąpiły i kiedy myślałem że to już koniec - nastąpiło najgorsze. W życiu nie spodziewałbym się że tata byłby do tego zdolny. Poczułem, że szafa zaczyna się przechylać. Tak, ten Andrzej chwycił ją rękoma i co zrobił? Wypierdolił na podłogę! Efekt? Zniszczona matryca od laptopa, złamany ząb. Mama zaczęła krzyczeć na ojca że co on robi, on zaczął znowu na mnie krzyczeć że to moja wina, w końcu wsyscy postanowili podnieść szafę i mnie z niej uwolnić. Nie stawiałem już żadnych oporów. Ale mój ciężar tak. Doszło do tego, że mame poszła po sąsiada żeby pomógł, jakby mało mi było jeszcze wstydu. W końcu im się udało, a ja tylko zasłaniałem twarz, żeby nie musieć patrzeć w oczy zebranym. Skulony w pozycji obronnej, postanowiłem trwać w niej dopóki niebezpieczeństwo się nie oddali. Wściekli rodzice zrobili mi tyradę na temat wstydu, jaki im przynoszę, a moja niedoszła razem ze swoją matką zanosiły się gromkim śmiechem.
    Potem już pozwolono mi siedzieć w swoim pokoju, podczas gdy oni wszyscy poszli do dużego pokoju.
    #pasta #byloaledobre #podpierdolonezwykopu #zawszesmieszy #opowiadanie #stulejacontent
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #opowiadanie

0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów