•  

    Słynny haker Geohot uważa, że świat jest symulacją i chcę z niego wydostać się

    George Hotz, programista i znany jako Geohot haker, zasugerował ostatnio, że wszechświat może być symulacją zbudowaną przez cywilizacje o wiele bardziej rozwiniętą niż nasza.

    Tym znaleziskiem rozpoczynam serie "Foliowe piątki z RFpNeFeFiFcL".
    Zakładamy czapeczki i czytamy artykuł w Wired.

    Link do znaleziska: (dodałem tłumaczenie w komentarzu) https://www.wykop.pl/link/4847169/slynny-haker-geohot-uwaza-ze-swiat-jest-symulacja-i-chce-z-niego-wydostac-sie/

    Jeśli jesteś zainteresowany podobnymi artykułami zagłosuj w tej ankiecie i dopisz się do listy chętnych na wołanie.

    Obserwuj tag #foliarskieopowiesci #gruparatowaniafoliarzy aby być na bieżąco ze z tym co się dzieje w amelinowym świecie :) ;)

    #swiat #ciekawostki #zainteresowania #filozofia #opowiescizpsychiatryka #foliarskieopowiesci #programista15k #hakujo
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Opowieść z narodzin Mitomana Dawida Ozdoby ( fragment wczorajszego streama ) :

    Ozdoba: Jak się urodziłem
    Lekarz : Jak na imie ?
    Mama Ozdoby : Dawid !
    Lekarz : Copperfield ????
    Mama Ozdoby : niee , Ozdoba!
    Lekarz : Jak nie Copperfield ???
    Mama Ozdoby : wzieła mnie i mówi będzie czarować oczami.

    Rzeczywistość :

    Ozdoba Nardzodziny : 1977-02-03 ( 41 lat )
    David Copperfield Narodziny : 16 września 1956 ( 62 lat )

    Najciekawsze w tym wszystkim jest to że Copperfield szerszej publiczności został znany dopiero po emisji pierwszego programu 7 września 1977 : The Magical of ABC. Czyli gdy Ozodoba miał juz pół roku w USA. Nie wspominając kiedy Polacy się o nim dopiero dowiedzieli :D

    MITOMANIA PEŁNĄ PARA :D Ten wczorajszy stream Assasina był złotem mitomanii xD
    #danielmagical #patostreamy #dawidozdoba #mitoman #opowiescizpsychiatryka
    pokaż całość

  •  

    Oddział otwarty zakładu psychiatrycznego, dzień trzeci. Mam depresję i wrodzoną arytmie, więc ciężko było mojemu lekarzowi dobrać leki i skierował mnie na badania.
    Dziś doszedł do nas trzeci pacjent, przychodzi do mnie, że Włochy remisują z Polską. Lecę szybko zobaczyć wynik, a tam ITA:POR.
    Jaki jest skrót Polaków?
    No POR.
    Na pewno?
    A Gdzie gra Lewy?
    No w Polsce.
    No i widzisz.
    Usłyszał coś o Lewym w komentarzach ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)
    Ksywe już ma xD
    #opowiescizpsychiatryka #heheszki #pilkanozna
    pokaż całość

  •  

    #opowiescizpsychiatryka
    Spałam o dziwo dość mocnym snem - ostatnie kilka dni było wyczerpujące, zwłaszcza psychicznie - gdy nagle rozbudził mnie niespodziewany dotyk. Marzenia senne pierzchły momentalnie, mózg próbował rozeznać się w sytuacji. Czyżby niebieski pasek pragnął się przytulić? Może pies lub kot poczuł silną chęć na mizianie? Tylko że coś się nie zgadzało, to nie moje łóżko, zapach też nie pasował do znanego mieszkania. No tak, nadal byłam w szpitalu, ale skąd ten dotyk? Żołądek mi się zacisnął, całe ciało przeszło w tryb gotowości. Przecież musiało się stać coś strasznego, skoro zostałam tak brutalnie wyrwana ze snu. Do głowy zaczęły przychodzić różne scenariusze - budzi mnie ktoś z personelu, bo coś ze mną bardzo nie tak i ta wiadomość nie może czekać; któryś pacjent w końcu nie pomyślał o zgaszeniu papierosa, zaczęło się palić i trzeba uciekać; jakiś mężczyzna poczuł tak silną samotność, że postanowił... sama nie wiem co; jeszcze był ten więzień na obserwacji psychiatrycznej, teoretycznie pilnowany przez dwóch strażników dwadzieścia cztery godziny na dobę , ale przecież mogli przysnąć.
    Czujnie odwróciłam głowę od ściany, by poznać źródło zagrożenia. Nie, to nie był nikt z personelu, również nie był to żaden mężczyzna. Przed oczyma zobaczyłam już znajomą kobiecą twarz. Początkowa panika rozmyła się całkowicie, a na jej miejscu pojawiła się cholerna irytacja.
    - Daj papierosa - kobieta wydobyła z siebie zachrypniętym, przepalonym głosem.
    Dziżas, kurwa, ja pierdolę - przeszło mi przez głowę, ale spokojnie odpowiedziałam:
    - Nie - po czym zamknęłam oczy mając nadzieję, że to wystarczy.
    - No daaaaj.
    Pomyślałam, że uda mi się ją zbyć ciszą, ale niestety prośby się powtórzyły kilkukrotnie.
    Może faktycznie dam tę fajkę, odczepi się i pójdę spać dalej? Ale przecież to byłoby jak z bezdomnymi zwierzętami, które raz nakarmisz, a one wracają na posiłek każdego dnia.
    - Nie, daj spokój, gdybyś poczekała, aż normalnie wstanę, to bym dała, a tak po prostu nie. Idź, zostaw mnie. - w moim głosie wyraźnie wyczuć się dało upór i ogrom zdenerwowania.
    Na jej twarzy pojawiła się rezygnacja, postanowiła dać za wygraną i poczłapała, by zapewne męczyć kolejnego nieszczęśnika.
    Z ciekawości zerknęłam na zegarek - była czwarta nad ranem. Chciałam spać, bardzo chciałam spać. Potrzebowałam kilku głębokich wdechów i wydechów, by pozbyć się rozdrażnienia i ponownie zapaść w słodki sen...
    ... Który niestety został mi odebrany po około godzinie, kiedy to większość oddziału budziła się do życia. Ci bardziej otwarci już zagadywali personel i siebie nawzajem, ci mniej rozmowni po prostu przechadzali się w tę i we w tę po korytarzu, poskrzypując gumowymi klapkami.
    No nic, czas było zacząć kolejny piękny dzień w psychiatryku.

    #szpital #szpitalpsychiatryczny #gorzkiezale #takbylo
    pokaż całość

  •  

    Śmieszne, a za razem przykre jest w ludziach to że bez potwierdzonego czy pewnego źródła informacji osadzają innych ludzi xD Historia jest taka że kiedyś mieliśmy fajnych sąsiadów. Ja chodziłam z ich synem (nazwijmy go Lucjan) do klasy, zawsze wpadali na kawę do nas albo my do nich. Co prawda byli zawsze dociekliwi jak na somsiadow przystało ale dało się z tym żyć. Po jakoś 8 latach takich sielanek (czyli gdy miałam ok. 15 lat) moja przyrodnia siostra dostała szajby i zaczęła w szkole rozgadywać że rodzice ja biją. Strupy na ciele które sama sobie zrobiła rozdrapujac poprzednie tłumaczyła tym że rodzice ja papierosem przypalają XD No i moja mamusia (czyli jej macocha) dostała niebieską kartę i nie pomogły żadne rozmowy z psychologiem i policja ze tamta zmyśla i tak dalej bo tacy dzieciakom tylko wierzą ¯_(ツ)_/¯
    No i ci właśnie fajni sąsiedzi odwrócili się od nas z dnia na dzień. Na mieście odwracali głowy i w ogóle. Tylko dlatego że słyszeli plotki od ludzi (a na wsi to wiecie jak to jest...).
    I GURWA TERAZ, PO CHYBA 6 ALBO 7 LATACH ZACZEPILI MOJA MAMUSIE NA MIESCIE ZE TRZEBA POGADAC BO SIE DAWNO NIE GADALO XDDD Śmieszne w tym jest to że ostatnio Lucjan od trawy zrobił się agresywny i robi rozboje w domu (przynajmniej tak słychać z podwórka) i drze ryja na rodziców i im grozi xD Znaczy śmieszny jest ten paradoks a nie że tak robi. I nagle po tylu latach somsiedzi znów zapragneli mieć sąsiadów ech
    #gownowpis #sasiedzi #zalesie i troche nawet #opowiescizpsychiatryka
    pokaż całość

    +: Amelie, d....q +16 innych
    •  

      @sakfa No ale w młodszym wieku wiele dzieci boi się przyznać że jest agresja w domu czy coś. Ale po takim dziecku zawsze coś widać. Jest ciche albo zamknięte w sobie albo widać że patola w domu albo brakuje mu nie wiem pieniedzy na kanapkę w szkole albo np nie wiem nie mam pomysłów xD Ale kurde dziewczyna która zawsze wszystko miała, same nowe rzeczy i to z lepszej półki, śniadanie, nauczyciele znali się z moją mamusia i wiedzieli że jest dobrym człowiekiem... Agatka w szkole była znana z tego że jest dla wszystkich miła, że zawsze pomoże, że jest nieśmiała a przychodziła do domu to swojej siostrze wyrywala włosy xD Kiedyś przyjechała do nas jej ciociunia i awanturę na cały głos robiła ze biedna Agatka że nas zamknąć i w ogóle xD Z kilka godzin taka inba na podwórku była. A niedługo potem przyjechała druga ciotka (która też swoje nagadala i myślała) udając że niby chce pomóc i weźmie Agatke do siebie żeby odpoczeli wszyscy od siebie I ją tak przytulala wtedy i glaskala po głowie a za 3 miesiące zadzwoniła z przeprosinami że nie umie sobie z nią poradzić i teraz już nie wierzy w to wszystko co się od ludzi nasluchala xD pokaż całość

    •  

      Ale po takim dziecku zawsze coś widać. Jest ciche albo zamknięte w sobie albo widać że patola w domu albo brakuje mu nie wiem pieniedzy na kanapkę w szkole albo np nie wiem nie mam pomysłów xD

      @cytmirka np. próbuje popełnić samobójstwo w 6 klasie? Dzieci reagują różnie, nie każde zamyka się w sobie

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Mój krótki, aczkolwiek bardzo intensywny żywot był bardzo barwny. Szczególnie okres 18-22, kiedy to w wieku 18 lat związałem się z pewną dziewczyną starszą ode mnie o 4 lata, poznaną w mojej pierwszej pracy. Myślałem nad tym długo i zdecydowałem się podzielić z wami kilkunastoma opowieściami dotyczącymi tego okresu burz i naporów ( ͡° ͜ʖ ͡°) Teraz będąc poważnym człowiekiem XDDD, z perspektywy czasu to co robiłem jest dla mnie absurdalne i momentami zabawne. Pytanie tylko czy zmarnuję tu czas rozwodząc się, nie znajdując zainteresowania. Będą to trochę opowieści dziwne i momentami odrażające ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    pokaż spoiler Okay to na pierwszą leci jeden ze wspólnych spacerów z moją nowo poznaną połowicą (o niej też dokładnie opowiem, ale w innym wpisie). W restauracji, w której pracowaliśmy Ja jako kelner, a Ona w części kawiarnianej, pracował również z nami taki wiecznie uwędzony śmieszek. Typowy osiedlowy zjarus, który przed pracą musiał spalić jointa, gdyż inaczej nie mógł funkcjonować. Stwierdziłem, że będzie doskonałym źródłem zdobycia towaru (XDDDD) co miało się okazać później brzemienne w skutkach. Nadszedł ten dzień, że z (nazwijmy ją M) M po załatwieniu wyżej wspomnianej używki, pójdziemy na spacer by oddać się czilowanku. Oczywiście najlepsze do tego jest łono natury, także nasze kroki skierowaliśmy ku nadmorskim klifom. Paliliśmy z lufki, gdyż nie mieliśmy potrzebnego sprzętu. Uderzyło srogo, później okazało się, że było to maczane gówno. Najlepsze było to jak kiedyś byłem mocno przewrażliwiony na punkcie swojego ubioru i kiedy M ujebała mi spodnie, trochę się zdenerwowałem. Nie, do rękoczynów nie doszło ( ͡° ͜ʖ ͡°), ale niesmak pozostał. I tak spaleni siedzieliśmy sobie i w pewnym momencie stwierdziliśmy, że idziemy lasem do domu (moich rodziców). I tu następuje plot twist dotyczący maczanego gówna. Otóż w pewnym momencie wkręciło mi się, że M jest dla mnie tylko dla beki, mimo nawet gorących seksów i jakiegoś tam kiełkującego uczucia zacząłem ją wyzywać przez pół drogi. Kazałem jej spierdalać, wypierdalać, żeby się pierdoliła, wyzywałem od kurew (ze swoim drugim chłopakiem poszła w trójkąt z jego kumplem, który później sam kończył zabawę ruchając M na widoku zmęczonego byłego). Tutaj pragnę napisać, że nie wiem o chuj mi chodziło, ale może testowałem XD jej wierność. M równie zjarana co ja zaczęła panikować, iść za mną i mówić żebym jej nie zostawiał, co mi zrobiła, że nie chce wracać sama. Kiedy wyszliśmy z lasu ogarnąłem się trochę i przeprosiłem, ale nagle kiedy chciała zapalić papierosa, zabawa zaczęła się dalej. Nie dawałem jej zapalniczki. Raz mówiłem, że daję, a następnie zabierałem i mówiłem "Nie dla psa, dla Pana to" (swoją drogą była to oparta ponad rok relacja pełna seksu z mocnym zaakcentowaniem bdsm oraz ddlg, ale o tym później). Cóż, podkurwiona już M robiła wyrzuty czemu jej to robię, że jestem zjebany. I tak dotarliśmy do domu. Zdecydowaliśmy się obejrzeć film o pojebanej rodzince klaunów Roba Zombie, ale ja stwierdziłem, że chcę spać. M licząca na zegzy zawiodła się i postanowiła wrócić do babci, u której mieszkała na czas pracy w tej miejscowości, gdyż pochodziła z oddalonej o +/- 150 km.


    TL:DR czego nie robić na czillowaniu z laską

    #heheszki #choryskurwiel #czystyubaw #narkotykizawszespoko #czarnyhumor #gownowpis #dziendobry #rozowepaski #niebieskiepaski #opowiescizpsychiatryka
    pokaż całość

  •  

    Koleś z filmiku, w którym bije się w psychiatryku z drugim pacjentem napisał, że jak będzie większa widownia to wrzuci drugą część :D Zasubskrybujcie plx
    #opowiescizpsychiatryka #psychiatria (dodaje, bo nie wiem czy to etyczne ;P) #program#o#wanie xD #youtube

    źródło: youtube.com 18+

  •  

    Pani Irenka

    Starsza pani po siedemdziesiątce. Chorowała na Alzheimera i Parkinsona na raz. I pełno innych chorób na dokładkę. Była w takim stanie, że nie ogarniała nic. Nie rozpoznawała rodziny, nie ogarniała tego, że ma jeść, pić i funkcjonować. Na początku odwiedzała ją jakaś kuzynka, później przestała. Panią Irenkę znali wszyscy i każdy na swój sposób próbował jej pomagać. Miała stany lękowe, budziła się w nocy, budziła innych ludzi, płakała i niestety, ale trochę… robiła z siebie ofiarę. Bo pod koniec mojego pobytu okazało się, że świetnie sobie radzi z jedzeniem, myciem się a nawet wchodzeniem w interakcje z ludźmi. Miałam zaszczyt przez 24h być z nią w pokoju.

    Pani Irenka lubiła jak się przy niej coś robiło, a że miałam łóżko obok niej to średnio co 5 minut prosiła żebym jej pomogła – podała picie, pomogła wstać, założyć kapcie, przejść się kawałek – oczywiście jej w tym pomagałam, bo mam dobre serduszko i było mi jej szkoda. Potem okazało się, że sama sobie zajebiście radzi. Wytrzymałam nawet to, że kradła mi z szafki słodycze i napoje, bo nie ogarniała że to nie jej szafka, wytrzymałam też to, że budziła mnie co chwilę w nocy kładąc mi rękę na nodze(odruchowo budziłam się przerażona z kurwą na ustach). Raz nawet próbowała się napić mojego toniku do twarzy. Trochę się wkurwiłam jak zaczęła wychodzić w moich kapciach na spacery, co zauważyły pielęgniarki i przeniosły mnie do innej sali, bo trochę już byłam czerwona na ryju. Codziennie przy śniadaniu pytała czy może wziąć ode mnie cukier do zupy mlecznej a ja codziennie przez miesiąc odpowiadałam, że nie.
    I teraz pewnie będzie: hurrrr, przecież ona jest chora czemu tego nie rozumiesz. To fakt, było mi jej cholernie szkoda i nie tylko mi. Połączenie Alzheimera i Parkinsona to chyba najgorsza opcja na starość. Pani Irenka spędziła na oddziale łączenie około pół roku. Nikt już do niej nie przyjeżdżał, nie było jej gdzie wypisać, bo ośrodki geriatryczne zawalone. Taka chujowa historia bez happyendu...

    #opowiescizpsychiatryka #psychonudles
    pokaż całość

  •  

    Pasy

    Chyba nie było dnia podczas mojego dwumiesięcznego pobytu żeby ktoś nie leżał przypięty w pasach. Pasy służyły, delikatnie mówiąc, do pacyfikowania delikwentów, którzy na przykład nagle przestali się godzić na panujące na oddziale zasady albo po prostu im odpierdalało. Wykonane były z dobrej jakości materiału, zapinane na magnesowy klucz, który nosiły przy sobie pielęgniarki i ratownicy medyczni. Pasy zapinane były na nadgarstki, nogi i jeszcze na klatkę piersiową. Z tych pierwszych można było swobodnie wyjąć rękę, ale cicho xD. Zgodę na zapięcie pasów wydawali właśnie ratownicy i pielęgniarki, natomiast na odpięcie – tylko i wyłącznie lekarz. Leżało się w nich od kilku godzin nawet do kilku dni. Jeżeli chodzi o załatwianie się – kaczka, pampers, a za dobre sprawowanie można było nawet pójść do toalety z ratownikiem medycznym. Panie z okresem miały przejebane. Do osoby w pasach nie można było podchodzić i były o to niezłe gównoburze, bo czasem chciało się nakarmić kolegę/koleżankę albo chociaż porozmawiać, ale był zakaz i wypieprzali z sali. Wierzcie lub nie, ale te pasy w pewnym momencie stawały się nawet obiektem żartów. To chyba jakiś mechanizm obronny polegający na wypracowaniu sobie dystansu do strasznych rzeczy.

    Ciekawym zjawiskiem było to, że osoba zapinana w pasy, przy dwóch pielęgniarkach i dwóch ratownikach, karkach 2x2 jeszcze stawiała opór i wydawała się mieć nadzieję, że uda jej się ich wszystkich pokonać albo chociaż spierdolić, przy tym niemiłosiernie drąc mordę. Recydywiści mordy nie darli. Ja osobiście w pasach nigdy nie byłam, chociaż na innym oddziale zagrozili mi, że jak będę miała myśli samobójcze to nikt ze mną nie będzie o tym rozmawiał tylko zapną mnie w pasy (super terapia kurwo, ale z drugiej strony to da się wytłumaczyć względami bezpieczeństwa). Jeśli chodzi o kaftany to takie coś w tamtym szpitalu nie funkcjonowało. Wydaje mi się, że ze względów praktycznych, bo osoba w pasach sobie i nikomu nic nie zrobi, a w kaftanie może zacząć się rzucać po sali i na przykład sobie coś rozjebać.

    #opowiescizpsychiatryka #psychonudles
    pokaż całość

  •  

    Ktoś wie czy użytkownik @ketorw jest tu z nami? Kolega żyje, czy może coś się stało?
    Autor ciekawych wpisów z tagów #opowiescizpsychiatryka #narkotykizawszespoko

    Nigdy nie doczekaliśmy się wpisu o przebiegu leczenia- mineło pół roku...

    Pomóżcie wykopać by więcej osób zobaczyło.

  •  

    Pierwszego tygodnia nie pamiętam. Okazuje się, ze lorazepam działa nie tylko nasennie, ale w moim przypadku też kasuje pamięć z kolejnego dnia. Może to i nawet lepiej. Pamiętam tylko, że trafiłam do dwuosobowego pokoju, co było wręcz luksusem. I że moja silna wola przestała istnieć i zaczęłam znowu palić.

    Z góry przepraszam za brak chronologii w moich wpisach, nie wszystko pamiętam a nie chciałabym kłamać i koloryzować.

    Krzyki.
    Czyli znak charakterystyczny oddziałów psychiatrycznych, coś o co każdy mnie pytał po wyjściu.
    Szpital, w którym byłam dzielił się na kilka oddziałów. Oficjalnie były to oddziały ogólnopsychiatryczne (nienawidzę tego słowa). Z punktu widzenia izby przyjęć wyglądało to tak, że nowy pacjent trafiał tam, gdzie jest wolne miejsce, a nie tam gdzie powinien. Wszyscy jednak wiedzieli gdzie jest w miarę ok, a skąd lepiej spierdalać. I tak trafiłam na rzekomo najbardziej ogarnięty oddział w szpitalu. Ba, jedyny wyremontowany. Bo reszta wyglądała dokładnie tak jak sobie to wyobrażacie. Szpital miał kilka budynków po kilka pięter, co oznacza, że w nocy wszystko pięknie roznosiło się w pionie. Najczęściej było słychać krzyki z innych pięter. Krzyki, wyzwiska, a nawet krzyki synchroniczne – duety, jak w jakiejś bitwie na głosy. Ona kończyła, on zaczynał i tak na przykład całą noc. Pamiętam jak pewnej nocy przywieźli do nas na oddział chwilę po północy jakąś dziewczynę. Do samego rana, z drobnymi przerwami darła mordę, żeby ją stąd zabrać, że ona chce umrzeć. Leżała na korytarzu, więc tamtej nocy nikt nie spał. Okazało się później, że była pod wpływem alkoholu, więc nie mogli jej podać żadnego klona ani relanium na uspokojenie. Wypuścili ją po tygodniu, bo twierdziła, że się napiła i chciała skakać z balkonu z 9 piętra, ale generalnie jest normalna. Ludzie u nas krzyczeli głównie wtedy, kiedy byli zapinani w tzw. pasy. Na pasy nie trzeba było sobie specjalnie zasłużyć, ale o nich kolejnym razem.

    #opowiescizpsychiatryka #psychonudles
    pokaż całość

  •  

    Powiedziałam sobie, że jak do soboty wieczora będzie powyżej 100 plusujących to coś naskrobię, a tu Was 800 najebało...

    tl;dr

    pokaż spoiler wylądowałam w psychiatryku


    Dość ciekawe w tym wszystkim było to, że nic nie zwiastowało katastrofy. Pochodzę z małego miasta, skończyłam dobre liceum, studia, miałam już pracę w trakcie studiów, chłopaka, wszystko zaczynało się robić idealne. Co muszę sobie oddać to to, że trochę zbyt dużo brałam na siebie. Bo studia dzienne, praca na trochę więcej niż jeden etat, brak snu i czasu dla siebie. Psychiatra twierdzi, że to nic dziwnego, że zachorowałam dopiero gdy wszystko się ustatkowało.
    Z niewiadomych dla mnie obecnie przyczyn rozstałam się z chłopakiem i zamieszkałam w wynajmowanym mieszkaniu ze współlokatorem. To on zauważył, że coś nie gra i zawiózł mnie pierwszy raz do szpitala psychiatrycznego.
    Mniej więcej w lipcu zaczęły się koszmary. Ale nie takie że spadam czy uciekam tylko że kurwa umieram, że ktoś mi rozwala łeb bejsbolem, że mnie matka zapierdala nożem. Po pewnym czasie nie byłam już w stanie normalnie funkcjonować, chodzić do pracy. Pewnego dnia poprosiłam szefową o dzień wolnego, ale powiedziała że ni chuja. Tego dnia właśnie współlokator zawiózł mnie do szpitala psychiatrycznego. Rozumiecie kurwa? Wzorową dziewczynę do P S Y C H I A T R Y K A.

    W przeciwieństwie do zwykłych szpitali, izby przyjęć w psychiatrykach są puste. Tak jakby chorowanie na głowę było czymś unikatowym albo elitarnym albo znakiem, że ludzie się wstydzą, boją tego miejsca. Obstawiam ostatnie. W gabinecie lekarskim przyjmowała mnie malutka i chudziutka kobietka. Przemiła, ale to wtedy nie do końca mnie interesowało. Byłam w strasznym staniem. Uczucie bycia gównem, myśli (a i nawet plany) samobójcze i cały czas te koszmary w głowie. Ale powiem Wam, że w takim stanie to jest już człowiekowi wszystko jedno. Byłby w stanie zrobić wszystko, WSZYSTKO, żeby poczuć się na sekundę minimalnie lepiej. Także nawet perspektywa siedzenia z wariatami przez 2 tygodnie (tyle mi powiedzieli na izbie przyjęć) nie robiła na mnie wrażenia.
    Mimo, że nie byłam niebezpieczna dla otoczenia, ten kawałek korytarza pomógł mi pokonać ratownik medyczny.

    Witamy w psychiatryku.

    Przyprowadził mnie na oddział i posadził na krześle w czymś na podobę jadalni/salonu (stół do pingponga, lodówka, stoliki). Zwinęłam się na tym krześle, było ciemno i zimno, mimo że był koniec lipca. Godzina 22:30. Nie słychać było nic i nikogo, wszyscy spali, nikt nie darł mordy (ale o tym później), tylko przyszła do mnie jakaś dziewczyna. Zaczęła mnie o wszystko wypytywać, skąd jestem, czemu tu jestem. Jak nigdy nie chciało mi się z nikim wtedy rozmawiać, co dałam jej delikatnie do zrozumienia. Dziewczyna zaciągała wschodnim akcentem. Podeszła do lodówki, wyciągnęła z niej karton z sokiem i zapytała czy chcę trochę. To chyba nie był jej sok, podziękowałam. Po czym nalała ten sok do kubka z zawieszoną torebką od herbaty.

    Witamy w psychiatryku.

    Wydawało mi się tamtego wieczoru, że nie ma siły, która byłaby w stanie mnie uśpić. Ale jednak okazało się, że jest i nazywa się 2,5mg lorazepamu.

    Witamy w psychiatryku.

    cdn.

    #psychiatria #szpital #opowiescizpsychiatryka
    pokaż całość

    +: Magadanka, g.............i +2548 innych
    •  
      s...........i

      0

      Czytałem kiedyś ze takie choroby "psychiatryczne" świadczą o chorobie zapalenia mózgu.

    •  

      ale słowem nie wspominałaś, co skłoniło twojego współlokatora do zawiezienia cię do psychiatryka. Opisz jakieś chore akcje które odwalalas przed.

      @Coolek: a skąd pewność, że to muszą być chore akcje?
      Nie tak rzadko to dzieje się tylko w głowie, nie ma napadów agresji, krzyków tylko ktoś staje się cieniem dawnego siebie- z przestraszoną twarzą, wygląda na wykończonego i ktoś może to zauważyć(tylko taki stan nie pasuje to naglego przyjecia do szpitala, w ogole mi sie wydawalo, ze przyjmuja tam glownie ze skierowaniem)
      Ba, podczas napadów lękowych możesz mieć świadomość, że to tylko wytwór, a nie realna sytuacji, co nie czyni tego mniej strasznym

      Są pewnie wśród nas psychiatrzy albo mającymi zamiar nimi zostać, może oni sie wypowiedzą.

      p.s. ale i tak sama nie jestem pewna czy bait czy nie, tyle tego na mirko, ze sie nikomu nie ufa
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (137)

  •  

    Opowiem wam mega historie, kiedyś kiedy byłem małym chłopczykiem, taki gościu do mnie przyszedł i dał mi jabłko wpierdoliłem je i co się okazało że ten gościu to był mój tata i jak zjadłem to jabłko to nic mi się nie stało pierdolone zwyrole.
    #creepystory #takbylo #heheszki #opowiescizpsychiatryka

    •  

      @goly8622: ja kiedys pojechalem z rodzinką sliwki zbierac u jakiejs baby w sadzie a potem mi powiedxeli ze to moja babcia byla xd

    •  

      @sczupaq: hahaha( ͡° ʖ̯ ͡°)( ͡º ͜ʖ͡º)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)(⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)(╥﹏╥)(╯︵╰,)(ʘ‿ʘ)(。◕‿‿◕。)ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗᕦ(òóˇ)ᕤᄽὁȍ ̪ őὀᄿ(⌒(oo)⌒)ᶘᵒᴥᵒᶅʕ•ᴥ•ʔ(✌ ゚ ∀ ゚)☞( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■(⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)¯\_(ツ)_/¯(・へ・)( ಠಠ)( ͡~ ͜ʖ ͡°)(╯°□°)╯︵ ┻━┻(ꖘ⏏ꖘ)(ง✿﹏✿)ง(づ•﹏•)づ乁(♥ ʖ̯♥)ㄏ乁(⫑ᴥ⫒)ㄏヽ( ͠°෴ °)ノ( ̄෴ ̄)(ⴲ﹏ⴲ)/(ಠ‸ಠ)(╭☞σ ͜ʖσ)╭☞( ͡° ͜ʖ ͡° )つ──☆*:・゚(-‸ლ)XD(งⱺ ͟ل͜ⱺ)งᕙ(✿ ͟ʖ✿)ᕗヽ(☼ᨓ☼)ノ( ಠಠ)(ง ͠° ͟ل͜ ͡°)ง└[⚆ᴥ⚆]┘(ꖘ‸ꖘ)

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    #opowiescizpsychiatryka #narkotykizawszespoko #narkotyki #detoks

    PIERWSZA CZĘŚĆ - streszczenie 'przygody' z opioidami. wołam osoby plusujące ten wpis.

    WSTĘP

    Opioidy to grupa narkotyków, do których zaliczamy od kodeiny, przez tramal, morfinę, herę, aż po fentanyl. Ja zacząłem jak większość, od kodeiny (thiocodin). Jest ona metabolizowana do morfiny w żołądku, więc to taki jakby przedsmak morfy.

    POCZĄTKI

    1 raz zjadłem paczkę, czyli 150mg kodeiny. Zrobiłem się senny, lekki chillout i tyle, uznałem że nie dla mnie (ja wolę stymulanty). No ale wyczytałem, że to trzeba receptory wyrobić wpierw, aby odczuć pełen potencjał owej kodeiny. Czaicie? Najbardziej uzależniająca grupa substancji, a nie dość, że z początku nic specjalnego, trzeba sie NAPRACOWAĆ wyrabiając receptory, aby działało, a ja kurwa zamiast olać temat uznałem co mi szkodzi, jestem bardzo ciekawy co to mogę poczuć.
    No więc brałem kilka dni znikome ilości, aby receptory wyrobić. Pamiętam pierwszy raz jak zarzuciłem 3 paczki thio – uderzenie przyjemnego gorąca, uczucie takie, jakbym właśnie wygrał w totka, myśli bajkowe, marzycielskie rozkminy, każda myśl dawała mi radość. A zjadłem tylko tabletki na kaszel...

    WPADNIĘCIE W CIĄG

    Całe życie próbowałem różnych ciekawych smakołyków, feta, koks, mdma, lsd, grzyby itd. Nigdy nic w ciągu, zawsze miałem kontrole, po weekendzie z fetą robiłem miesiąc detoksu na witaminach itp. Ogólnie wszystko brałem okazjonalnie. Więc myślę sobie – w sumie to nic nie myślałem, bo byłem podświadomie pewien, że nic złego stać się nie może, całe życie mam kontrolę, duże doświadczenie, nawet nie zastanawiałem się ile i jak często biorę kodeinę. Pewnego dnia obudziłem się spocony, biegunka, ból wszystkiego, wkurwienie nie wiadomo na co, byłem jakby głodny, ale inaczej. Okazało się, że ostatni raz kodę brałem 3 dni temu. A wcześniej brałem co 2-3 dni. Więc to SKRĘT. Mityczny głód narkotykowy. Uczucie okropne, mocne zmęczenie, niewygodnie w każdej pozycji, leżąc rzucasz się na wszystkie strony bo ciągle niekomfortowo, spać się nie da, jeść też, srasz cieczką co godzine... i ten podświadomy brak czegoś. Wiesz czego... co zrobiłem? Uznałem ‘nie tykaj gówna bo śmierdzi’? nic bardziej mylnego. CZMYCH do apteki, 2 paczki poproszę. Po pol godziny – jak ręką odjął, jakby ktoś ściągnął ze mnie ten kaftan okropności. Po godzinie – błogostan. No i tak sobie leciałem ponad rok, dochodząc do dawki ponad 1g kodeiny (ponad 6 paczek). A po czasie i taka ilość nie dawała tego, co z początku 1 paczka. Ponadto, kodeina ma to do siebie, że jej działanie zależy od ilości enzymu CYP2D6 w żołądku, który przetwarza kodę do morfy. Więc klepa jest trochę losowa – zawsze ‘nakarmi’, ale błogo będzie nie zawsze.
    Tutaj dodam, że po jakimś roku zaczęły się patologiczne zachowania. Brak kasy? Pożyczę od kogoś, od matki nawet, na książki, prezent dla qmpla itd. Pierwszy raz zastawiłem w lombardzie złoty pierścionek, który dostałem od ciotki, abym dał go kiedyś ukochanej. Co więcej, byłem w stałym związku od kilku lat już, ‘zabawę’ zacząłem jak byliśmy już razem, cały czas, do samego końca ukrywając to skutecznie.
    Ciekawa akcja miała miejsce. Mieszkałem wtedy z rodzicami, często matka wysyłała mnie po zakupy, dając kartę kredytową do płacenia. Więc nic złego, jak sobie za 12zł kupię dwie paczki kodeiny, albo sześć. Abstrahując od kurewstwa, jakim było do zachowanie w stosunku do własnej matki, było ono brzemienne w skutkach. Otóż pewnego razu matka poszła do apteki, w której często kupowałem thiocodin płacąc jej kartą, z jej imieniem i nazwiskiem. Jak matka wróciła do domu, mało co nie wyjebała mnie przez okno. Otóż farmaceutka powiedziała jej, że często tam przychodzę, kupuje psychoaktywne śroki i płacę jej kartą. I że kurwa jestem u nich w aptece na UWAGA UWAGA ‘liście lekomanów’ jaką prowadzą. Nie żartuję. Pomijam reakcje mojej matki, ale ja wtedy rozważałem pozew o złamanie tajemnicy farmaceuty czy jak to się tam nazywa (odpowiednik tajemnicy lekarskiej). Ale uznałem, że nic mi to nie da i odpuściłem.

    KOLEJNY ETAP

    Drogo ta zabawa, 50zł co 2-3 dni? HOP na hyperreala. Nienawidzę sobie sam zastrzyków robić, więc morfina odpada, wyżej też wszystko odpada (jedyna granica, jakiej nie przekroczyłem). Ale spoko luz, znalazłem rozwiązanie. MAK ze sklepu. Na hajpie wyczytałem, aż za głowę się chwyciłem. W odpowiednim dziale ludzie dzielą się, jakie marki i jaka seria maku ze sklepu aktualnie ‘działa’ – tzn. Które maki są źle wyczyszczone i posiadają na sobie alkaloidy opioidowe, morfinę i wiele innych opiatów. Wystarczy wypłukać ciepłą wodą i wypić popłuczyny. BAJKA, jak pierwszy raz to zrobiłem, trzymało mnie mocno całą dobę, a drugi dzień chillout. Większość ludzi opioidy usypiają, ‘noddują’ itp. Mnie przeciwnie – pobudzały. Euforia, błogostan, ale zamiast przysypiać, dostawałem KOPA, nagle chciało mi się robić wszystko, obowiązki wykonywałem z uśmiechem, zwykłe czynności dawały radość i euforie. Mak spożywczy. Z supermarketu. Z początku jeździłem po niego 20km autem, z czasem odkryłem wiele źródeł bliżej. Na tym etapie, za jedno ‘ćpanie’ płaciłem ok. 20zł, klepa była mocniejsza, przyjemniejsza i o wiele dłuższa. Same plusy heh, od tego momentu całkowicie mnie już zamroczyło i nie zastanawiałem się już w ogóle nad konsekwencjami. Bo przecież jak coś to przestanę, przecierpię tydzień skręta i luz. Serio tak wtedy myślałem.
    Tu dochodzimy do kolejnego poziomu spatologizowania mojej osoby. Np. Jadąc na skręcie po mak, jak już go nabyłem, od razu leciałem do kibla w markecie i tam go płukałem w butli, odsączając do drugiej. Kurwa ludzie ile ja syfu narobiłem, ile kibli zasypałem makiem, ciekawe co sprzątaczki sobie myślały, gdy cyklicznie w jakimś kiblu najebane maku, w koszu kilka pustych paczek i butla z mokrym makiem.

    ETAP TRZECI – GDZIE JEST KURWA MOJE TRZYSTA BANIEK?!

    Dochodzimy do momentu, w którym tolerancja wzrosła na tyle, że nie zawsze miałem hajs na mak czy chociażby kodeinę do zaleczenia skręta. Co było do zastawienia w lombardzie zostało zastawione, wszędzie jakieś długi, vivusy i wongo nie chcą już mnie znać (pominąłem skurwiały etap brania chwilówek), a skręt ciśnie srogo. Nigdy nic nie ukradłem, nawet gum do żucia. Do momentu, aż w akcie desperacji wyniosłem w plecaku z supermarketu kilka paczek maku. Akcje przemyślałem, znalazłem na sklepie miejsce bez zasięgu kamer i oczu. Kupowałem dwie wody mineralne najtańsze aby przejść normalnie przez kasy oraz aby mieć w czym wypłukać mak, ubrany elegancko koszula ciemne spodnie, z ryja wyglądam jak typowy informatyk więc akcja była łatwa jak przyjebanie dziecku lizakiem. No i się zaczęło. Wynosiłem tak ten mak do oporu, jak się kończyl to jeszcze bezczelnie prosiłem mercza ściankującego bakalie o zamówienie maku bo się skończył. Najbardziej skurwiały rozdział w moim życiu, nigdy sobie tego nie wybaczę, jak zresztą kiku innych rzeczy do których doprowadziło mnie uzależnienie.
    Ciężko było pogodzić pracę z regularnym dostarczaniem opioidów organizmowi. Ciągle byłem porobiony, ale za to wydajny – gorzej jak na skręcie byłem w pracbazie. Udawałem grypę jelitową, migreny, chuje muje dzikie węże. Doszło do tego, że jak pojawiałem się trzeźwy, kumple z roboty mówili ‘co ty taki nie swój dziś’ xD

    UPADEK

    Zaczęły się problemy z dostępnością maku. Kodeina już nie smyra, jedynie odkłada skręta w czasie. Miastowi ćpuni maku, których coraz więcej na hajpie, zaczynają walczyć o towar. Biorą po całe kartony z marketu, kto pierwszy ten lepszy. Już jakieś 4 lata leciałem, więc skręt był tak potężny, że nie ma mowy o jakiejkolwiek pracy czy chociażby posprzątaniu pokoju. Potrafiłem na nogach przelecieć wszystkie markety od rana do wieczora w poszukiwaniu działającego maku. Od rodziców rzecz jasna się wyprowadziłem, ale matka dobrze wiedziała (stary miał wyjebane). Tylko matka, nawet najlepszy kumpel nie wiedział. Z kobietą się rozstałem po kilku dobrych latach, nawet mi smutno nie było. Bumelki w pracy, ściemnianie że choroba, że pogrzeb itp. Bo akurat miałem full skręta. No i rok temu w lipcu, pamiętam to jak dziś – budzę się na max skręcie w piątek, NI CHUJA NIE DAM RADY. Otwarłem okno, 6 piętro. Pierdole takie życie, wszystkie szanse straciłem, od bliskich się oddaliłem, oszczędności zero bo wszystko przećpane, z najlepszego ucznia w klasie zostałem zerem, a każda cząstka mego ciała domaga się czegoś, czego nie mam jak dostarczyć. Myśli o rozjebaniu się pod blokiem przynosiły ulgę. Tylko jak to zniesie matka? Jedyna osoba, której na mnie zależy? Ostatnia szansa, idę do lekarza. Rodzinnego. Mówię jak na spowiedzi. I tutaj albo Bóg istnieje albo miałem fart, moja lekarka odpowiedziała szczerością za szczerość:
    - wie pan, ja też kiedyś mialam problem. Z benzodiazepinami. Wiem, co pan czuje, wiem jak panu pomóc, ale musi pan się zaprzeć w sobie i być silny, jak drzwi będą zamknięte, to je wywarzyć.
    Zapamiętałem to doskonale. Po czym dała mi skierowanie do psychiatryka na detox, ba, od razu tam zadzwoniła z prośbą o miejsce dla mnie (ewidentnie dobrze znała tamten personel). Godzinę później leżałem już na łóżku w psychiatryku. Bez rzeczy, bez kasy, w spodenkach i koszulce. Telefon do matki:
    - leżę w szpitalu, poszedłem na detoks
    Takiej radości mojej mamy dawno nie widziałem. Od razu przywiozła mi rzeczy, jedzenia w chuj, dwie paczki fajek, co więcej poszła do mojego lekarza dać mu w łapę żeby się mną zajął.

    W psychiatryku miały miejsce srogie inby, całkiem co innego niż ludzie opisują na mirko, niż na filmach, niż gdziekolwiek. Ale to już w drugiej części...

    P.S. mocno streściłem, pytajcie o wszystko, szczerze odpowiem.
    pokaż całość

  •  

    interesuje was jak wyglądało życie osoby uzależnionej od opioidów, od pierwszej porcji do detoksu w szpitalu psychiatrycznym? do tego AMA ( ͡° ͜ʖ ͡°) wątki byłyby szokujące, odwalałem inby niepojęte. tylko czy ktoś to będzie czytał? ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #opowiescizpsychiatryka #narkotykizawszespoko #narkotyki #detoks

  •  

    Bardzo nie lubię wozić cyganów. Są glosni, przekrzykuja sie, rozmawiaja przez tel na glosnomowiacym i sa pretensjonalni. Ale dzisiejszy kurs mnie rozwalil.
    Podjezdzam pod adres, dzwonię powiedziec ze czekam no i czekam 10 minut az sie stocza.
    Ale schodzą, cali na bialo.
    Kurs do apteki i spowrotem.
    Pod apteka 15 minut czekania. Wróciliśmy pod dom i informuję ze za postój nalezy sie plus 5zl do ceny kursu. (Tu nalezy sie wytlumaczenie ze w naszym korpo nie mamy czasowki na taksometrze, aby klient nie placil za stanie w korku, na swiatlach itd., ale mamy zasadę zapisaną w regulaminie, ze postoj na żądanie jest bezplatny doo 5 minut, pozniej za kazde rozpoczete 15 minut 5 zl).
    Paniska wielce oburzone, ale gosc wyciaga i placi, krytykujac dopłatę. Kulturalnie informuje, ze jest to moj czas pracy, ktory nie jest darmowy i czy pokazać nasz regulamin.
    Kobieta mowi: Ale NAS to nie dotyczy!
    Swiete krowy.
    Bylem nieugiety i skasowalem jak nalezy. Wychodząc trzasnela drzwiami mowiac ze zawsze musi sie trafic jakis frajer.
    Tutaj zachowalem sie nieprofesjonalnie, bo cisnienie mi skoczylo i odpowiedzialem, ze sami sa frajerami.
    Ku mojemu zdziwieniu mezczyzna wyszedl do mnie z pretensja, ze powiedziałem w liczbie mnogiej.
    Mowie, ze przeciez przed chwila pańska kobieta mnie obrazila.
    On na to, ze on tak nie powiedzial i ze przeciez to jest glupia dziwka i on tak nie powiedział.
    Ja galy jak pięć zlotych i mówię z uznaniem w glosie, ze w takim razie bardzo pana przepraszam za uzycie liczby mnogiej.
    Odjechalem zastanawiajac sie co sie wlasnie odjebalo(✌ ゚ ∀ ゚)☞, #taxi #wroclaw #opowiescizpsychiatryka
    pokaż całość

  •  

    Przypomniało mi się, jak znalazłam kiedyś takie coś w autobusie we #wroclaw, w komentarzu druga część.
    Niezły odlot, nadaje się pod #opowiescizpsychiatryka #cotusie #wtf

    źródło: co.jpg

  •  

    Pośrednio #opowiescizpsychiatryka + #lekarz #coolstory #truestory

    Jestem teraz na stażu w POZecie na Mokotowie. Na kilka dni załatwiłem sobie, że będę nie u rodzinnego, tylko u psychiatry, bo interesuję się tą specjalizacją. Trafiłem do starszej, miłej Pani Doktor. To co się dzisiaj stało, naprawdę mnie zszokowało, ale w sensie pozytywnym.

    Do gabinetu przyszła pacjentka po 50-tce, z lekkim upośledzeniem oraz historią zaburzeń urojeniowych, aktualnie w remisji tych objawów. Widać było po niej, że w domu, ani generalnie w życiu się nie przelewa. Pochodziła z mocno patologicznego środowiska, mąż w więzieniu, dzieci w domu dziecka. Towarzyszył jej konkubent ( ͡° ͜ʖ ͡°). Na szczęście nie wyglądał na takiego, z którym weekend trwa bite dwa dni #pdk.

    Pacjentka przyszła po receptę na leki przeciwdepresyjne oraz przeciwpsychotyczne, które skończyły się jej przed tygodniem (regularne branie leków przeciwpsychotycznych jest podstawą pozostawania w remisji, dla przykładu: po pierwszym w życiu epizodzie schizofrenii powinno się je regularnie brać minimum 1 rok). Okazało się, że para nie ma pieniędzy na wykupienie leków (przy refundacji koszt około 20 zł). Powiedzieli, że jutro pojadą z receptą do Caritasu i poproszą o jej wykupienie. Słysząc to Pani Doktor wyciągnęła z portfela banknot 100 zł i powiedziała, że pacjentka nie może już odkładać przyjęcia leków i ma iść do najbliższej apteki, wykupić co trzeba i oddać resztę. I tak też się stało.

    Wiem, że nie będzie to równie interesująca informacja, jak to, że komuś wycięli złą nerkę albo pomylili strzykawki przy podawaniu leków, ale ja zobaczyłem na własne oczy, że są lekarze, którzy dla dobra swoich pacjentów są w stanie zrobić więcej niż muszą.

    Zanim ktoś tu napisze, że dla niej to było nic, bo pewnie zarabia tysiącpięćsetstodziewięćset zł/h to wyjaśnię, że niedługo przechodzi na emeryturę, utrzymuje niepełnosprawnego męża, a w pracy na obiad popija herbatą domową kanapkę, którą jeszcze zawsze chciała się ze mną podzielić. Po prostu taki typ człowieka :)
    pokaż całość

  •  

    @hologram @batgirl @Bizancjum
    #historia #opowiescizpsychiatryka

    Kiedy układałem go do snu, powiedział „Tatusiu, sprawdź czy pod łóżkiem nie ma potworów”. Rozbawiony zajrzałem tam i wtedy go zobaczyłem – to był mój syn, który drżąc wyszeptał do mnie jedno zdanie: „Tatusiu, ktoś leży w moim łóżku”.

  •  

    Mirki i Mirabelki
    A pamiętacie jak w dzieciństwie opowiadało się straszne historie? (Głównie z okolicy, aby wywierały większe wrażenie na słuchaczach).
    Pamięta ktoś może jakieś ciekawe i chce się podzielić? :D

    #nocnazmiana #historia #ciekawepotwory #horror #opowiescizpsychiatryka

  •  

    Uciekłem dzisiaj ze szpitala psychiatrycznego podczas spaceru we Wrocławiu. Jak dotarłem do domu dogadałem się z rodzicami żeby zadzwonili i powiedzieli że się odnalazłem i jestem bezpieczny w domu. Ordynator dał mi szanse do godz. 21:00 na powrót. Nie skorzystałem. Na oddziale byłem 3 tygodnie i to mi już wystarczy. Czytałem o problemie odstawienia nagłym leków przeciw psychotycznym. Niedługo się przekonam na własnej skórze jak to jest.

    Uciekłem bo miałem już dość przebywania z tymi chorymi ludźmi. Miałem też ogromne problemy ze snem.

    Czekam teraz na skutki nagłego odstawienia leków.

    Jest to moja druga ucieczka ze szpitala pierwsza była 16 lat temu w Krośnicach wróciłem po 3 godzianch.
    #opowiescizpsychiatryka
    pokaż całość

    +: n.......4, suchy210 +15 innych
  •  

    Co tu się to ja nawet nie... Pacjent lat 21, mania z objawami psychotycznymi w przebiegu chad. Umieszczony w szpitalu wbrew woli. Obchód:
    Pacjent: Puści mnie dziś pani do domu? Przecież jestem zdrowy!
    Ja: Nie, panie X, musimy pana jeszcze trochę poleczyć. W przyszłym tygodniu porozmawiamy o wypisie.
    P: Ale z pani suka!

    :(

    #medycyna #psychiatria #opowiescizpsychiatryka #sadstory pokaż całość

  •  

    #opowiescizpsychiatryka #dopalacze

    Napisałem ostatnio na wesoło o tym, że mam wrażenie, że wśród pacjentów na oddziale funkcjonują wykopowe sformułowania, teraz bardziej na poważnie:

    Dzisiaj pacjent z psychozą, wyindukowaną wielokrotnym stosowaniem różnych rodzajów "dopalaczy", w napadzie agresji pogryzł swojego lekarza prowadzącego do krwi. Pogryziony będzie musiał przez miesiąc przyjmować 3 leki antyretrowirusowe o poważnych działaniach ubocznych, celem profilaktyki poekspozycyjnej anty-HIV. Rany po ugryzieniach zwierząt, a co za tym idzie ludzi, goją się źle - bogata flora bakteryjna jamy ustnej (w tym beztlenowce).

    Słowo do fanów #narkotykizawszespoko Pacjentów po dopalaczach jest sporo. Niestety to, co zażywacie nie ma zwykle składu na opakowaniu, a jeśli są to dopalacze, to zwykle nie wykrywają ich badania laboratoryjne. Przy braku wiedzy o tym, jaką substancją zatruł się pacjent, nie może być mowy o leczeniu przyczynowym zatrucia. Zastanówcie się czy warto (ʘ‿ʘ)
    pokaż całość

  •  

    Robię staż na psychiatrii i zdaża mi się wyłapywać u pacjentów i pacjentek wykopowe sformułowania w wypowiedziach ( ͡° ͜ʖ ͡°) Trzymam pokerface, ale zawsze trochę kisnę w środku. Zdrowiejcie mirki i mirabelki, trzymam za Was kciuki!

    trochę #opowiescizpsychiatryka

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Kiedyś miałem zdiagnozowane Zaburzenia schizoafektywne dzięki tej chorobie nie musiałem iść do wojska. Dostałem kategorię E.
    Wojewódzki Szpital neuropsychiatrii w Krośnicach
    Hospitalizowany od 11.03.2001 do 30.05.2001

    Chłopiec lat 16, po raz pierwszy skierowany do szpitala psychiatrycznego. Przed przyjęciem zmienił się w zachowaniu. Przestał chodzić do szkoły, zamknął się w swoim pokoju i ograniczył spożywanie posiłków.

    Po przyjęciu w obniżonym nastroju, afekt niedostosowany, spowolniały psychchoruchowo. Orientacja nie zaburzona. Kontakt aspontaniczny, nieufny, podejrzliwy, urojeniowo interpretujący otoczenie. Relacjonował poczucie braku akceptacji, lęk przed ludzmi. Na oddziale w zachowaniu dziwaczny, obserwowano naglę występujący lęk z chowaniem się do szafy, pod łóżko -tłumaczący zachowaniem nakazem z zewnątrz.

    Po włączeniu leczenia farmakologicznego (neuroleptyku) następowała stopniowa poprawa funkcjonowania pacjenta. W kolejnych okresach pobytu obserwowano epizod hipomaniakalny: wzmożony napęd psychoruchowy, wesołowaty , ze skłonosciami do błaznowania, drażliwością. Po ponownym epizodzie subdepresyjnym włączono do leczenia lit uzyskując normalizację stanu psychicznego.
    Wypisany w stanie poprawy.

    Leczenie biologiczne:
    Podstawowe leczenie psychotropowe:
    Tranxene, rispolsept, Bioxetin, Lorafen, Xanax, Sulpiryd, Lit
    Inne leki:
    Dormicum, Akineton

    Psychoterapia, socjoterapia, rehabilitacja:
    zajęcia w grupie rówieśniczej, społeczność terapełtyczna

    #opowiescizpsychiatryka

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Asterling
    pokaż całość

    +: Inpact, A..D +5 innych
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Nie wiem co zrobić. Dziś otrzymałam telefon od mamy. Moja 15 letnia siostra próbowała popełnić samobójstwo.
    Nafaszerowała się prochami i zapiła alkoholem. Zostawiła mamie list. Mama jak co rano budziła ją do szkoły, ale tym razem nie mogła jej dobudzić. Zobaczyła ten list. Młoda napisała, że przeprasza, że kocha mamę, ale już nie chce żyć i żeby mama zaopiekowała się naszym młodszym bratem i żeby dbała o to, żeby on nie miał "potworów" w głowie.

    Od zawsze była w sobie zamknięta. Jak probowałam z nią w wakacje rozmawiać (była u mnie miesiąc, nie mieszkam w Polsce) mówiła że wszystko jest okej, po prostu taka jest. Okazało się dziś że od kwietnia się tnie (zawsze nosi długi rękaw, nawet w środku lata). 1,5 roku temu byłam z rodziną na wakacjach i tam poznała takiego Dominika. Okazało się, że to niby jej chłopak. Po tych wakacjach zaprosił mnie do znajomych na fb. Dodaje jakieś dziwne obrazki i komentarze. Nie wiem, jakoś tak mi się to wszystko kojarzy z Salą Samobójców i wydaje mi się, że oboje się na to nakręcali.
    Mama zadzwoniła do jego ojca (Znają się, to był wyjazd z pracy mamy, mieszkają w innym mieście) powiedzieć mu o wszystkim. Okazało się, że młoda co jakiś czas przyjeżdzała do niego, była nawet u niego 31 grudnia! Jego ojciec nie miał pojęcia, że moja mama o niczym nie wie. Ona mówiła mamie, że idzie z koleżankami pochodzić po galeriach. No i o 20 max była w domu.
    Ojciec tego chłopaka powiedział, że wie że Dominik ma depresję i że chodzi na terapię.
    Młoda teraz jest w izolatce pod obserwacją, nie może mieć telefonu ani nic. Mama mówi, że poda mi numer na oddział i żebym zadzwoniła. Nie wiem jak z nią rozmawiać. Nie spodziewałam się w ogóle. Od zawsze widziałam, że ma problem ze sobą i zerową samoocenę, próbowałam dotrzeć do niej i ją dowartościować ale nie przynosiło to skutku. Mamie powiedziała już w szpitalu, że żałuje że jej się nie udało i że nie chce żeby ktokolwiek musiał ją oglądać.
    Bardzo martwię się też o mamę. Niecały rok temu zostawił ją mąż dla innej-ojciec mojego brata. Jej psychika bardzo ucierpiała i dopiero zaczęła wychodzić z dołka. A teraz to. Mama też ma przez to słabą psychikę i również chciała się zabić... Przetrwała to i już miało być lepiej. Na pewno to też na siostrę wpłynęło.

    Nie mam pojęcia jak pomóc mamie i siostrze. Jak z nimi rozmawiać. Przede wszystkim jak rozmawiać z siostrą, żeby jej nie wprowadzić w gorszy stan.
    Cholernie mi ciężko. Może macie podobne doświadczenia i macie jakieś rady dla mnie? #pomocy #samobojstwo #szpital #opowiescizpsychiatryka #zdrowie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Asterling
    pokaż całość

    •  

      @DreyfuS: To jest kolejna patologia naszego kraju. W UK idąc na taką a nie inną specjalizację automatycznie godzisz się na przeprowadzanie zabiegów i wypisywanie danych leków. A u nas możesz trafić na jednego wariata z drugim, który w imię wyimaginowanych przyjaciół narzuca swój światopogląd pacjentowi. Ja bym im zabierał PWZ, ale to tylko i wyłącznie moje skromne zdanie.

    •  

      @tahti: Albo trzeba się prosić o cytologię lub badanie piersi ( ͡° ʖ̯ ͡°) A potem się okazuje, że wielu lekarzy przeprowadza taką cytologię źle. Najlepsze jest to narzekanie, że polki się nie badają, a jak przyjdzie co do czego, to sami robią problemy.

    • więcej komentarzy (22)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Co Wy wiecie o #przegryw w #sylwester... Ja rok temu spędziłem go w szpitalu. Psychiatrycznym. I chciałbym opisać to tak jak mirki z #opowiescizpsychiatryka, ale tak naprawdę nie ma czego opisywać. To nie było jakieś szczególnie emocjonujące wydarzenie w moim życiu i po prostu raczej nie chciałbym go w ogóle zapisywać w pamięci. Ktoś z personelu kupił nam dzień wcześniej kilka balonów. I tak musiałem się o nie dopominać, bo sami zapomnieli nam ich dać. A mówiąc "nam" mam na myśli trzy osoby. To byli wszyscy pacjenci na oddziale poniżej 50-go roku życia. Ja, jakaś kobieta około trzydziestki i facet po czterdziestce, dodam tylko, że ja mam 20 lat. A, był jeszcze jeden gość w moim wieku, ale z nim w ogóle nie dało się porozmawiać, przy próbie kontaktu tylko coś bełkotał i chodził bez przerwy od jednego krańca oddziału na drugi. Reszta "geriatrii" podczas naszej "zabawy" smacznie spała.
    Jeśli dobrze pamiętam, około 20:00 nadmuchaliśmy balony i zaczęliśmy się nimi bawić, rzucać, odbijać, kopać. Zawsze to jakiś ruch w tym smutnym jak pizda miejscu. I w sumie z tej imprezy to by było na tyle. Z okien i tak nie byłoby widać fajerwerków, więc około 22:00 poszliśmy spać. Najlepszy sylwester w moim życiu.
    I w sumie mogłem spędzić go z Wami na #sylwesterzwykopem, ale podczas pobytu w szpitalu miałem czas, kiedy w ogóle nie wchodziłem na wykop. Potem znowu zacząłem i trzeba przyznać, że trochę mi to pomogło, czułem się raźniej pomimo środowiska w jakim przyszło mi przebywać.
    A jak muszą czuć się ludzie w więzieniach na sylwestra? To dopiero ciekawa sprawa.
    Mam dla Was zatem taką małą radę, starajcie się bardziej docenić to, że jednak nie jesteście skazani na cztery ściany (pomimo piwniczenia) i macie możliwość gdzieś wyjść, nawet jeśli spędzacie sylwestra sami.
    Takie moje małe wypociny, może komukolwiek cokolwiek dadzą do chwilowej zadumy odnośnie tego dnia.

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Asterling
    pokaż całość

  •  

    Oto moja historia na faktach....czytać do końca ;) Jako dziecko zawsze byłem nieśmiały. Raczej nie miałem kolegów i zazwyczaj trzymałem się z boku. Nikt w moim otoczeniu mnie nie rozumiał, ale nie przeszkadzało mi to. Żyłem w swoim świecie. Trwało to tak aż do Podstawówki. Wtedy również byłem popychadłem, ale powoli zaczęła mi doskwierać samotność. Chciałem mieć kogoś bliskiego, z kim mógłbym się dzielić swoimi doświadczeniami i odczuciami. I wtedy pojawiła się ona. Do mojej klasy dołączyła Julka, takie 9/10. Pomimo swojego piękna jakoś nie bardzo się odnajdywała w klasie. To była dobra sytuacja dla mnie. Zaprzyjaźniłem się z nią. Okazało się, że wiele nas łączy. Zbliżaliśmy się ku sobie. Pewnego dnia jak przyszła do mnie do domu, to opowiedziała mi swoją historię. W wieku 10 lat zmarli jej rodzice. Chciałem ją jakoś pocieszyć. Przytuliłem ją, a ona wypłakiwała mi się na ramieniu. Po chwili zrobiła się głodna. Poszliśmy do kuchni. Zjadła jakieś kanapki, pomarańczę i pierniczka. Spytałem się jej czy jeszcze na coś ochotę. Ona odpowiedziała tylko: „Na ciebie”. Spojrzałem jej głęboko w oczy, objąłem, swoimi wargami delikatnie muskałem ją po policzku i cicho wyszeptałem: „To był mój pierniczek”, po czym udusiłem sukę gołymi rękami. To był mój pierniczek i żadna suka nie miała prawa go tknąć. (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #pasta #wyznaniezdupy #opowiescizpsychiatryka #gownowpis
    pokaż całość

    +: Boniasty, c.....n +14 innych
  •  

    #opowiescizpsychiatryka #zalesie

    - Pani doktor, mogłabym pani powiedzieć coś intymnego?
    - Oczywiście!
    - Ma pani piękne uszy, takie kształtne, pasujące do twarzy. I w dodatku jest pani wysoka jak modelka!
    - Ojej, to bardzo miłe! Szkoda tylko, że nie ważę tyle, co modelka…
    - Eee tam, są różne gusta. Tylko niech już pani nie tyje! Ani grama, bo będzie źle!!!

    Obawiam się, że tu nie działa zasada "everybody lies" ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #lekarz #medycyna
    pokaż całość

    +: wykopowypixel, m.........7 +8 innych
  •  
    z................e

    +378

    Nie chcę nikogo zabić, nie chcę nikogo nawet skrzywdzić czy uderzyć, choć gdyby zaszła taka potrzeba nie miałbym z tym większych problemów. Pozbawienie kogoś życia wiąże się z pewną reakcją która zachodzi w psychice człowieka. Ludzie zabijają w gniewie, z zazdrości, nienawiści i wielu innych powodów kierowanych uczuciami bądź emocjami. Z nami jest inaczej – chodzi mi o ludzi takich jak ja. Urodziłem się jak każdy inny, dorastałem jak każdy inny. Nie czułem się ani gorszy ani lepszy – lecz czułem że jestem inny. Gdy miałem 10 lat, zmarła mi babcia. To było dawno, w czasach kiedy w małych miasteczkach zwłoki przez trzy doby trzymano w domu, w trumnie i wieczorami rodzina i sąsiedzi spotykali się na modlitwie za zmarłego. To był mój pierwszy raz kiedy widziałem martwe, ludzkie ciało. Choć matka nie miała oporów pokazać mi martwej babci wyczuwałem, że trochę boi się mojej reakcji. Nie zrobiło to na mnie wrażenia – żadnego. Spaliśmy w domu dziadków, w nocy obudził mnie niepokojący i przeraźliwie intensywny zapach kwiatów. Zszedłem po cichu do pokoju gdzie była trumna. Zapaliłem światło, babcia leżała spokojnie, jakby spała. Miała podwiązaną szczękę i wyglądała jak z kreskówek gdzie głównego bohatera dopada ból zęba. Czerwony różaniec oplatał jej papierowo jasne dłonie. Po cichu zbliżyłem się do trumny, dotknąłem jej zimnych dłoni. Usiadłem na krzesełku i usnąłem.
    Kilka lat później w szkole, wszyscy moi znajomi przeżywali burzę hormonów. Pierwsze zazdrości, miłości, chodzenie ze sobą i te sprawy. Czułem, że się zakochałem. Pominę tu dość długą i mało ciekawą część opowiadającą o tym ile człowiek musi zrobić by zdobyć dziewczynę, tym bardziej gdy jego uroda, ubiór i cała powierzchowność należy do przeciętnych. Nie wyszło nam, Powiedziała że jestem zimny jak lód. W dorosłym życiu słyszałem wielokrotnie podobne stwierdzenia. Nie czuję potrzeby bliskości, całkowicie obojętne mi było co druga osoba myśli, co czuje. Zabrzmi to dość brutalnie ale cieszyłem się gdy odchodziły. Znikało wtedy poczucie winy za to że nie umiem kochać. Nawiązywanie relacji, tych normalnych – pełnoprawnie związkowych było czymś czego ja nie potrafiłem a czego bardzo pragnąłem. Być normalnym człowiekiem, miotanym emocjami, rządzonym uczuciami, spontanicznym i ciepłym. To mi w życiu najbardziej nie wyszło. Kiedyś moja partnerka zapytała mnie czy byłbym w stanie się dla niej poświęcić tak bardzo, że gdyby zaszła potrzeba to oddałbym życie za nią lub dzieci które ona planowała. Byłem już na tym etapie życia gdzie przestajesz kłamać by nie odstawać od reszty. Zbyłem jej pytanie, zadając swoje byleby zejść z tego tematu. Wyszedłem szybko z domu, wsiadłem w samochód i odjechałem. Zaparkowałem ulicę dalej i dotarło do mnie, że nie jestem w stanie się dla kogokolwiek poświęcić. Wtedy zrozumiałem, że jestem nienormalny i postanowiłem zacząć się leczyć. Byłem u trzech psychiatrów, dopiero ostatni wykazywał zainteresowanie moim przypadkiem. Nie traktował mnie w kategorii 100 zł za pół godziny i poczułem, że jest szansa. Mijał czas, kolejne wizyty, dziewczyna która zmotywowała mnie do pójścia do psychiatry odeszła. Znów nie czułem nic, pomogłem jej się spakować, odwiozłem ją do rodziców. Nie mamy ze sobą kontaktu choć rozeszliśmy się w spokoju. Nasza wspólna znajoma kiedyś wygadała mi się, że moja była bała się mnie. Nie bała się w sensie, że mógłbym jej zrobić krzywdę. Bała się bo ponoć czuła, że nic na świecie nie jest mnie w stanie zatrzymać przy kimkolwiek na stałe. Bardzo szanowałem kobiety z którymi się spotykałem, dbałem o nie bardzo, przynosiłem też kwiaty od czasu do czasu bez powodu, starałem się rozmawiać i słuchać co mają do powiedzenia. Niestety, było to sztuczne i wymuszone z mojej strony. Nie interesowało mnie to kompletnie, kwiaty przynosiłem w ramach niespodzianki bo czytałem, że kobiety to lubią, w łóżku również skupiałem się tylko na tym żeby była spełniona. Lubiłem seks, to był jedyny moment kiedy czułem bliskość drugiej osoby i nie przeszkadzała mi ona. Schematyczny, zaplanowany wcześniej, pozbawiony jakiekolwiek spontaniczności z mojej strony choć na taki miał wyglądać. Bałem się otworzyć przed drugą osobą, by nie zostać odrzuconym za to kim jestem. Po wizytach u psychiatry a później u terapeuty trafiłem na terapie grupową. Liczyłem na klimat z podziemnego kręgu jednak nie było aż tak widowiskowo. Grupa liczyła od kilku do kilkunastu osób, nie wiem dokładnie ile, bo nie wszyscy przychodzili regularnie. Najwierniejszych było sześć osób, a ja byłem w tej szóstce. Żadne z nas nic nie czuło, żyliśmy normalnie, mijaliśmy się z ludźmi jednak byliśmy jakby innym gatunkiem. Potrafiliśmy tworzyć wieloletnie przyjaźnie, zakładać rodziny, być dobrymi pracownikami lub posiadać własne interesy – to co nas łączyło to, to że każde z nas potrafiło zrozumieć się nawzajem.
    Potrafimy płakać, śmiać się, jesteśmy dość otwarci w rozmowie, mówiąc nieskromnie jesteśmy dość inteligentnymi ludźmi. Żeby zrozumieć jak to jest być normalnym człowiekiem często nadużywamy alkoholu. Wszyscy. Też tak mam, piję gdy trzeba okazywać uczucia, nie wiem czy są wtedy prawdziwe czy to tylko iluzja, spiętrzenie moich marzeń zmiksowane z alkoholem. Żeby przytulić kogokolwiek muszę wypić przynajmniej dwa drinki inaczej byłoby to nienaturalne z mojej strony. Ludziom ciężko jest zrozumieć jak to jest nie mieć uczuć, jak to jest być obojętnym na los drugiego człowieka. Nazywają nas egoistami, wpędzają w poczucie winy. Gdybym urodził się bez ręki, ludzie współczuliby mi, urodziłem się bez ludzkich odruchów i nikt tego nie może zaakceptować. Choć czasem się przydajemy. Gdy zginął mój przyjaciel, nikt nie był w stanie pojechać do jego mamy i ją o tym powiadomić. Stałem i patrzyłem jak lekarze z karetki go reanimują, widziałem jak umierał, jego życie gasło i przestawało mieć znaczenie dla tego świata. A ja stałem i patrzyłem, nie czułem żalu, rozpaczy, gniewu czy bezsilności. Pomyślałem: trudno, tak miało być. Gdy pojechałem do jego matki, a była mi to osoba bardzo znana, bardzo ciepła dla mnie kobieta była już noc. Obudziłem ją pukaniem do drzwi, dzwonek wydawał się zbyt brutalny jako formę obudzenia. I całą drogę z wypadku myślałem tylko o jednym, zapukać czy zadzwonić dzwonkiem. Otworzyła zaspana, powiedziałem co się stało, osunęła się na podłogę i usłyszałem krzyk, tak przerażający i głęboki jakby pochodził wprost z jej serca. Zadzwoniłem po jej siostrę, sam nie byłem w stanie z nią wysiedzieć, dla mnie jego życie się skończyło. Nie mogłem nic zrobić ani nic sensownego powiedzieć komuś kto stracił najbliższą sobie osobę. Wróciłem do domu, umyłem się i poszedłem spać.
    To nie jest tak, że to jest dla nas łatwe. Ludzie twierdzą że jest coś takiego jak wyrzuty sumienia i chyba nieraz je czuję. Żałuję, że muszę udawać, zakładać czarne okulary gdy wszyscy płaczą, mówić rzeczy których nawet nie rozumiem, udawać najcenniejsze uczucia jak choćby współczucie.
    Gdy dowiedziałem się, że mam raka, nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia, lekarka spojrzała na mnie dość dziwnie gdy ze szczegółami dopytywałem jak będę umierać. Ciekawiło mnie to. Odmówiłem leczenia szpitalnego. Życie ludzkie nie ma dla mnie żadnej wartości, ani moje ani cudze. Jesteśmy i umieramy. Fakt, że umieram nie sprawił, że odnalazłem sens życia, albo inaczej na nie spojrzałem jak w tanich amerykańskich filmach. Nie chcę nikogo przepraszać, ani się zakochać prawdziwie na sam koniec. Chciałbym umrzeć w miarę bezboleśnie i tyle.

    Historię tę dedykuję znajomemu, który zmarł na raka płuca. Jest to część jego wspomnień, którymi podzielił się ze mną przed śmiercią. Napisałem starając się oddać formę i styl w jaki opowiadał mi o swoim życiu, być może nieudolnie.
    #opowiescizpsychiatryka #psychologia #niebieskiepaski #rozowepaski #feels
    pokaż całość

    +: 4kroki, a...........t +376 innych
  •  
    z................e

    +57

    MOPS-y GOPS-y i te sprawy, nie wiem po jaki chuj ale gdy tylko wypiję trochę wódy odzywa się we mnie mój wyrafinowany gust, czyli pociąg do plastików. Zlajkowane mam już wszystko, łobuz kocha… jestem wredna… Siedzę w samych gaciach z butelką wódki i przeglądam pejsa z taką samą radością jak za małolata posklejane strony Twojego Weekendu, zajebanego wujkowi Staszkowi. Kurwa, ileż to mądrości można się naczytać w komentarzach na tych stronach. Szuflada zębów cała, sebixy pod blokiem mijają mnie obojętnie, nikt mnie nie straszy, nie grozi nożem czy chujem do dupy. A mieszkam w dość niebezpiecznej dzielnicy. Czy coś mnie wy życiu ominęło? Czy coś ze mną nie tak? Jest piątek, piję wódę, w samych gaciach, przed kompem. Kurwa.
    Mijają kwadranse, butelka wódki prawie zamknięta. Piątek, piąteczek, piątunio. Skocze po jakieś piwko na dobitkę i na rano na kaca. Bo dorosłość jest wtedy gdy planujesz życie z wyprzedzeniem. Schodzę do sklepiku pod blokiem, flaszka rozbiera mnie lepiej niż Polański nastolatki. W sklepie sytuacja jakaś napięta jak baranie jaja, koleś przy kasie zaczyna drzeć się na ekspedientkę: cię kurwa dojadę cię, no dzwoń kurwa frajerze z cyckami po te psy... ! Myślę kurwa, co za cham takiemu to należy się lekcja dobrego wychowania. Czuję jak budzi się we mnie agresja, puls nakurwia mnie w czoło jak członek mojego ojca tuż przed moim narodzeniem. Zaciskają mi się pięści, adrenalina buzuje. Podchodzę do kasy i wybucham: Poproszę dwa piwa. Płacę i wychodzę.
    Wychodzę ze sklepu wkurwiony jeszcze bardziej. Samiec alfa kurwa. Marzy mi się przygoda, przelotny romans z karynami, fejm na dzielni, a nawet najebany jak bęben Rolling Stones-ów nie potrafię się odezwać. Mój starszy brat to był gość, w pierwszej klasie zawodówki miał taki zarost, że używali jego policzków gdy w szkole był deficyt papieru ściernego. Mnie matka nie wypuszczała w zimę z domu bez rajstopo-kalesonów. Do dziś czuję ucisk w kroczu i na mojej godności. A on? Zarośnięta klata i plecy tak bardzo, że na wycieczce w ZOO mojej rodzicielce zwracano uwagę by nie karmiła zwierząt. Brat jak wchodził na wiejską zabawę to muzykanci zaczynali lepiej grać, a chłopaki pod remizą ustawiali się w kolejce, bo brat jak nie dojebał przynajmniej sześciu to kończył imprezę.
    Gdy pierwszy raz postanowiłem zapuścić brodę a było to pod koniec liceum, mój ojciec stwierdził, że mam zarost jakby w gówno patyków nawtykał. Płakałem czasem gdy wszyscy spali, po cichutku tak żeby mnie nikt nie słyszał. I rozprawiałem się ze wszystkimi w myślach, powalając ich jednym ciosem. Marzyłem żeby ojciec zobaczył we mnie w końcu kogoś kim zawsze chciał żebym był. By poklepał mnie po plecach i powiedział: Synu wyrobiłeś się przez te lata jak gówno w betoniarce. Bo ojciec zawsze wszystko porównywał do gówna, nawet zdjęcia z mojego chrztu…
    Każda historia musi mieć jakiś zwrot, przełomowy moment, kulminacyjny jak beknięcie po coli, coś po czymś się lepiej oddycha, moment jakbyś wychodził w letni dzień z czerwoniaka i poczuł świeżość życia. A ja czułem, że ten moment miał wkrótce nastąpić…
    CDN.
    #opowiescizpsychiatryka #logikaniebieskichpaskow #gownowpis #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Trafiliście kiedyś na to bydlę? Ja sam kiedyś miałem okazję znaleźć się sam na sam z kątnikiem. Był to upalny letni wieczór, zupełnie taki jak ten. Udałem się do łazienki by wziąć zimny prysznic, no i ogólnie odświeżyć się po ciężkim dniu w pracy, otworzywszy wcześniej na oścież wszystkie okna w mieszkaniu. Jak zawsze wieczorna toaleta zajęła mi niedługą chwilę - wypróżniłem się szybciutko, starannie wymyłem zęby, ogoliłem się po czym raz dwa wskoczyłem pod prysznic i rzetelnie wymyłem wszystkie części ciała jednocześnie wesoło podśpiewując sobie w rytm ulubionej Marsylianki. Kiedy wróciłem do pokoju, znalazłem się sam na sam z bestią. Był to pająk wielki jak sam s*******n (można powiedzieć, że był większy niż czarne przyrodzenie). Zamurowało mnie. Kompletnie nie wiedziałem jak się zachować, gdyż byłem wtedy jeszcze młody i nieopierzony. Chwyciłem w rękę kapeć i zacząłem powoli zbliżać się do przeciwnika, oczywiście szykując się do zamachu. I wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Owad rzucił do ataku, poruszając się z taką prędkością, że ledwie widziałem jego ruchy. Moje ciało przeszyła fala gorąca, a na spodniach pojawiła się mokra plama. Pełną parą wybiegłem z pokoju i z impetem zatrzasnąłem za sobą drzwi ocierając pot, który zalał moje czoło. Przebrawszy bieliznę na czystą, wróciłem do łazienki, w której to spędziłem resztę nocy spoczywając na prowizorycznym posłaniu, które urządziłem sobie w wannie, przy tym głośno wymyślając na pajęczaka.
    #heheszki #pasta #smieszne #opowiescizpsychiatryka
    pokaż całość

    źródło: KĄTNIK.JPG

  •  
    R.......l

    +38

    Rzecz działa się niedawno w okolicach Wrocławia, nie chcę zdradzać danych osobowych, ani dokładnego miejsca zamieszkania. Mogę jedynie powiedzieć, że była to wioska w okolicach wyżej wspomnianego miasta. Osobiście pochodzę z Łeby, kto był ten wie co to za miasteczko. Turystyka latem, zimą czysta śmierć, pieprzone Ghost town.

    W każdym razie, w naszej małej Łebie, wynajmuję pokoje i miałem okazję poznać Panią B. z jej przybraną córeczką N.. Para była to dziwaczna, budząca śmiech, zażenowanie, ale zarazem pewną dozę sympatii ze względu na radosne usposobienie do życia, oraz pewną dozę odrazy ze względu na smród unoszący się z każdej fałdy jej (tj. Pani B.) cielska. A był to pierdolony olbrzym, znacie kawały o twojej starej, która pasek zakłada bumerangiem bo jest gruba jak cholera. No to ta babeczka była jeszcze grubsza. Musicie wyobrazić sobie prawdziwie wielkiego słonia, mającego około 70 może 75 lat. Natomiast jej córeczka, była jak z początku myślałem cichą osóbką, jednakże okazała się zwyczajnie rzecz ujmując upośledzona z lekka na głowie. Ot nie wielka rzecz, potrafiła pójść do sklepu po bułki, wiązać buciki mniej więcej jak Franklin w 8 odcinku, ale nic więcej.

    Owe dziewczyny przyjeżdżały do nas 2 lata a potem już ich u siebie nie przyjmowaliśmy gdyż roztaczały wokół siebie niemały smród. Pokój po ich miesięcznym pobycie, musieliśmy sprzątać 2 dni, wietrzyć tydzień, a majtki spadochronowe Pani B. wiszące na sznurkach mojego podwórka odstraszały nawet stałych klientów. Bynajmniej nie wielkością samą w sobie, lecz wielką plamą na środku tego co nazywamy kakaowym okiem, stworzoną z gówna i spoconej dupy. Mała N. co zabawne zawsze wieszała je z uśmiechem na ustach. Mam przynajmniej nadzieję, że był to uśmiech, a nie grymas nieogaru. Następne 2 lata dziewczynki zatrzymywały się gdzie indziej, w szczególności polecaliśmy im iść do wkurwiających nas sąsiadów (troll). W tym roku (2016) natomiast zaskoczył nas ich brak, więc postanowiliśmy zasięgnąć informacji, co się z nimi stało. A stało się dość niecodzienne wydarzenie, o którym dowiedziałem się od sąsiadki która z sympatyczną Panią B. się zaprzyjaźniła.

    Do meritum. W styczniu tego roku Pani B. chodząc sobie po swoim domu razem ze swoją przybraną córką N. nagle poczuła się gorzej i osunęła się na krzesło. N. jako że nie kumała o co chodzi, chciała pomóc mamie wstać. Niestety przy tej jakże zacnej próbie pomocy Pani B. zasłabła na amen i zwaliła się swoim 300 kilowym (taki szacunek) cielskiem na małą N. (N. miała 1,50m, i była chudziutka). Jak się później okazało Pani B. właśnie dostała udaru mózgu który zakończył wtedy jej żywot natomiast N. znalazła się w pułapce bez wyjścia, leżąc pod martwym cielskiem swojej przybranej matki, próbując złapać oddech i wydostać się spod niej, powoli tracąc siły. Zabawna rzecz na temat tej śmierci, jest taka że N. przeleżała w tej pozycji od piątku do poniedziałku (wymarzony weekendzik), aż któraś sąsiadka z domu obok nie zainteresowała się brakiem N. chodzącej do sklepu po jedzenie dla tego łażącego starego czołgu. Policja wyważyła drzwi i znalazła obie panie w śmiertelnym uścisku. Jedna już się rozkładała, druga natomiast ledwo żywa została przewieziona do szpitala. Tam stwierdzono, że pod naciskiem matki trochę się N. zrobiła martwica w jednej z nóg. Tę nogę jej amputowano, jednak niestety lub może stety martwica poszła dalej i życia małej N. nie udało się już uratować.

    W ten sposób zakończył się żywot dwóch samic gatunku homo sapiens. Tutaj nasuwa się morał i pytanie. Morał: Nie żryj jak świnia bo możesz być dla kogoś poważnym ciężarem. Pytanie: Czy to się nadaje do nagród Darwina?

    #pasta #opowiescizpsychiatryka #ciekawostki
    pokaż całość

    +: m......i, empu +36 innych
  •  

    Był piękny wiosenny dzień, więc siedziałem sobie jak zwykle przy komputerze, gdy nagle mój spokój zmącili rodzice. Wbili mi do pokoju tak szybko, że ledwo zdążyłem wyłączyć stronę z cyckami i włączyć artykuł na Wikipedii na temat energii słonecznej czy innego szajsu, że niby taki jestem uczony, a nie tylko gołe baby. Trzeba jakieś pozory przyzwoitości sprawiać. Tata był cały czerwony, aż mu pot kapał z sumiastego wąsa, trudno było określić czy z ekscytacji czy wściekłości. Mama też miała jakąś dziwną minę, chociaż jej wąs był zdecydowanie mniej sumiasty i bardziej przypominał meszek nad moja górną wargą, który był powodem mojej dumy w piątej klasie.

    " Robert, mamy dla ciebie wiadomość"

    Nie mogłem wyczytać z ich twarzy nic, więc spodziewałem się najgorszego. Uszyma wyobraźni już słyszałem jak pan ojciec mówi:

    " Ty darmozjadzie, wynoś się z domu, znajdź sobie w końcu jakąś robotę i dziewuchę, a nie ino siedzisz przy tym komputerze i żresz za nasze piniondze"

    Albo jak mama oznajmia:

    " Synku, chuj tam, że mamy po osiemdziesiąt czy ileś tam lat, w dupie mamy planowanie rodziny bo gumki drogie a pigułki to grzech, będziesz miał braciszka, cieszysz się?"

    Albo jak któreś z nich zaraz się rozpłacze i drżącym głosem wyszepcze:

    " Robercik, pamiętasz dziadka? Ten stary piernik co cię pobił laską jak odpowiedziałeś kawał o papieżu? Pożegnał się właśnie z tym naszym łez padołem, niech mu ziemia lekką będzie"

    W sumie to ostatnie nie było nawet takie złe, bo wiem, że dziadek miał konto ekstra premium na stronie pornograficznej, gdzie mają filmy w takim HD, że można dziewczynie zrobić zbliżenie na twarz i w jej oczach zobaczyć oprócz rozczarowania i braku poczucia własnej wartości także odbicie operatora kamery, całkiem jak w CSI: Kryminalnych Zagadkach Miami. Dziadek już mi chyba zdążył wybaczyć tego papieża, bo to przecież dawno było, a w międzyczasie zostałem ministrantem żeby swoje winy zmazać, więc liczyłem, że mi przekaże w testamencie hasło, żebym też mógł sobie pooglądać.

    Okazało się, że nikt mnie z domu nie wyrzuca, nasza rodzina się nie powiększy o żadnego Brajana czy innego Matełusza, a dziadek czuje się znakomicie, już go tak w krzyżu nie łupie tylko nadgarstek sobie nadwyrężył. Ojciec oznajmił mi:

    " Kupiliśmy działkę!"

    No tego to było dla mnie za wiele. Dużo jestem w stanie znieść, nic nie mówiłem jak mama chodząc do sąsiadki "po mąkę" tak naprawdę szła do sąsiada po jajka, przemilczałem, że od kiedy podłączyli nam internet dziesięć lat temu ojciec trzepie sobie do jakiś hentaiów i nie kasuje historii, ale teraz naprawdę był czas żeby powiedzieć stop.

    " Tata, ale jak to, wy kupujecie narkotyki?"

    " Jakie narkotyki, działkę rekreacyjną, debilu!"

    No to się oburzyłem i dałem im wykład, że tak na początku się mówi, że to tylko rekreacyjnie, a potem człowiek wpada w narkomanizm i traci rozum i godność człowieka i życie niszczy sobie i innym i że jak diler proponuje działkę to mu trzeba odpowiedzieć

    " Nie, dziękuję, wolę patrzeć jak sam się trujesz"

    i że jak zostaną z matką ćpunami to mnie zabiorą do domu dziecka, a tego byśmy chyba nie chcieli.

    Ojciec odpowiedział, że po pierwsze to jestem debilem, po drugie to kupili nie żadne narkotyki tylko zwykłą działkę za miastem, a po trzecie do domu dziecka i tak by mnie nikt nie wziął, bo mam trzydzieści cztery lata. Rodzice się strasznie cieszą, że będą mieli działkę, mama już się napala na te wszystkie kwiatki jakie tam sobie zasadzi, a tata się jara, że będzie mógł sobie sam warzywa hodować i ile to my nie zaoszczędzimy. Nie chciałem mówić, że mi się wydaje głupie kupować kawał ziemi tylko po żeby zaoszczędzić na cebuli, która kosztuje 7gr za kilogram, w końcu lepiej mieć za rodziców januszy rolnictwa i ekonomii niż dzieci z dworca z o.o. A w ogóle to mam wyjść, bo ojciec potrzebuje komputra.

    Nieco zawstydzony swoim brakiem pomyślunku nie miałem siły się kłócić z tatą, więc bez słowa odszedłem od monitora i zacząłem przeglądać internet w telefonie. Nie widziałem ojca aż do samego wieczora, kiedy to wydarł się donośnym głosem:

    " Rooobeeeert, chodź no tu szybko!"

    No to jako grzeczny synek poszedłem zobaczyć, czego tam chce ode mnie. Patrzę na ekran, a tam otwarty arkusz kalkulacyjny programu Microsoft Excel, z tabelek ułożone niczym u znanego polskiego muzyka Dawida Podsiadły jakieś trójkąty i kwadraty.

    " Synek, co ten komputer tak wolno chodzi, pewnie wirusów żeś naściągał, albo to przez te twoje gry, a najpewniej to są wirusy z tych gier."

    Kątem oka zauważyłem, że na pasku zadań zminimalizowane są okna przeglądarki Google Ultron, w których to włączone były takie hity światowej kinematografii jak "Blonde bitch double penetrated", "The best blowjob ever", czy najnowsza perełka japońskiej animacji "Alien mutant tentacle rape". Nie chciałem tacie robić przypału, bo pamiętam jak wkręcał matce, że te strony z bielizną w jej katalogu Bon Prix są posklejane, bo go użyłem jako podkładki, żeby nie pobrudzić stołu klejem, kiedy robiłem pracę na plastykę. Powiedziałem więc tylko, że nieraz komputer wolno działa, jak się puści kilka filmów naraz, nawet jeśli są one spauzowane. Tata chyba załapał bo już moich gier i wirusów nie wyzywał. Wtedy uznałem, że to dobry pomysł żeby go spytać, co w ogóle robi w tym Excelu.

    " Projektuję naszą altankę"

    Przyjrzałem się ekranowi nieco uważniej i rzeczywiście, to co wziąłem za abstrakcyjne dzieło sztuki mogło być jakąś nieudolną próbą projektu małego domku, na A8 było wejście, na H1 okienko, odpowiednie komórki pogrubione, kolorki, pierdołki, te sprawy. Zasugerowałem nieśmiało, że może lepiej byłoby jakiegoś architekta zatrudnić, albo chociaż studenta budownictwa, bo studenty to za kromkę chleba z pocałowaniem ręki wszystko człowiekowi zrobią, bo tego chleba potrzebują, żeby denaturat filtrować.

    Tata się oburzył, bo tak na łatwiznę iść, to sobie ja mogę, a on chce spełnić swój męski obowiązek. Syna już spłodził, wprawdzie debila, ale zawsze. Całe życie mieszkał w bloku, ale teraz w końcu ma okazję zbudować dom, a jak mu jeszcze na działce ładnie cebula obrodzi, to można ją będzie pod drzewo podciągnąć.

    Na drugi dzień o szóstej rano tata mnie budzi, w ręce trzyma wydrukowany swój projekt z Excela i drze się:

    " Wstawaj, jedziemy budować!"

    No to jako grzeczny syn bez marudzenia wstałem, ubrałem się i wyszedłem z ojcem z klatki. Tam stała ciężarówka z naczepą wypełnioną cegłami, poza tym leżały tam worki z jakimś cementem czy zaprawą, nie wiem, nie znam się na takich sprawach, drzwi, okna, słowem cała nasza altanka rozłożona na czynniki pierwsze jak szafka z Ikei. Okazało się, że tata pożyczył od kumpla auto, w sobie tylko znany sposób w środku nocy kupił wszystkie potrzebne materiały i chce budować altankę, bo im szybciej zaczniemy tym szybciej skończymy i będzie się gdzie przespać po całodziennym sadzeniu cebuli, a może nawet zrobić jakiegoś grilla i wypić piwo.

    No to jedziemy za miasto, mijamy jakieś działki, nagle tata zatrzymuje się. Wyglądam przez okno i widzę jakieś poletko, całe wysypane piachem. Pewnie ojca trochę przycisnęło i jak zobaczył taką wielką kuwetę postanowił zrzucić ładunek. Odwróciłem więc uprzejmie głowę, żeby mógł załatwić swoje sprawy, ale zamiast usłyszeć dźwięk ściąganych spodni moich uszu dobiegł głos:

    " No, i jak ci się podoba?"

    " Jak co mi się podoba?"

    " No, nasza działeczka!"

    No nieźle ojciec, interes życia, kupiliśmy piaskownicę, no ale cóż - pewnie na nic lepszego nie było pieniędzy. Nie jestem specem od rolnictwa, ale z lekcji geografii pamiętam, że najżyźniejsze są chyba czarnoziemy, albo jakieś czarne ziemie, bo to nie jest to samo jak mogłoby się laikowi wydawać, a na piachu to nic nie chce rosnąć, to trzeba będzie go chyba z nawozem w proporcji jeden do jednego mieszać, żeby chociaż trawę móc posiać. Ale ojciec nie traci entuzjazmu.

    " No chodź, budujemy"

    Taa, chyba kurwa zamek. Bierzemy te głupie cegły ile daliśmy radę unieść w rękach i rzucamy na kupę. Potem ojciec wymieszał któryś z tajemniczych proszków z wodą i tak powstała zaprawa, czy chuj wie co, w każdym razie ma to łączyć nasze cegły ze sobą. Jak na mój gust to równie dobrze mógłby użyć kleju Magic, a i tak nie byłoby to ze szkodą dla konstrukcji, no ale dobra. Ojciec kładzie te cegły na piachu, jedna koło drugiej, patrzy na swoje Excelowe dzieło, przez które Bill Gates by się w grobie przewracał, gdyby nie to, że żyje, odmierza dziesięc kroków, żeby wiedzieć ile ich położyć, po czym mówi z dumą:

    " Patrz synek, to będzie pierwsza ściana!"

    Spojrzałem tak bez przekonania i wyraziłem swój niepokój, bo trochę dziwnie tak budować, skoro nie mamy fundamentów. Jak tylko to ojciec usłyszał, aż mu wąsy oklapły ze złości i zaczął się drzeć, że jak taki ze mnie inspektor budowlany, to mogłem iść studiować budownictwo albo BHP jakieś, to po pierwsze, a po drugie jak już poszedłem na jebaną geologię, to mogłem się na niej utrzymać a nie wylecieć po pierwszym semestrze z ośmioma dwójami i zjebaną wątrobą.

    Przykro mi się zrobiło, bo miał mi tego nie wypominać, więc się obraziłem, usiadłem na piachu i zacząłem przeglądać zdjęcia erotyczne w internecie, ale normalne, prawdziwe kobiety ze zdrowym cycem, a nie jakieś rysowane siedmioletnie Chinki i ośmiornice jak ten degenerat fetyszysta mój stary.

    A stary się obraził na to moje obrażanie i zaczął sobie pracować sam. Posmarował pierwszą warstwę tą swoją mazią niby zaprawą, odmierzył po cztery i pół kroku z każdej strony, bo wyliczył w Excelu sposobem matematycznym, że drzwi będą miały krok szerokości, i układa kolejną warstwę i kolejną i tak dalej. Jak już ułożył tyle, że nie sięgał stojąc na ziemi, poszedł po wiadro i sobie po kawałeczku przesuwał i układał dalej, zbudował jakiś ozdobny portal nad wejściem i dumny zakończył robotę.

    " No patrz synek, jak mi dobrze ta robota poszła bez ciebie, tylko byś przeszkadzał."

    Oderwałem wzrok od moich cycków, znaczy nie moich, ale tych co oglądałem, spojrzałem na starego, a on się opiera z cwaniackim uśmieszkiem o tę swoją ścianę, a ona stoi oczywiście nie na solidnym fundamencie, nie na skale jak to w Biblii Pan Jezus nas uczył, tylko na jebanym suchym piachu. No to ściana jak się nie gibnie na mnie, ojciec zrobił oczy wielkie jak pięciozłotkówki, mnie całe życie przeleciało między oczami, czyli w sumie głownie historia przeglądania w Google Ultronie. Już myślałem, że się udam do krainy wiecznych łowów nie poznawszy nigdy hasła do konta dziadka, ale poczułem tylko zimny powiew na karku, a gdy otworzyłem oczy, siedziałem sobie idealnie w dziurze na drzwi, na samym środku leżącej już ściany.

    Stary wyglądał na przerażonego i myślałem, że zaraz mnie wyściska i wycałuje, że powróciłem cudem do życia niczym Adam Mickiewicz za wstawiennictwem Matki Boskiej Ostrombramskiej, ale nie, on tylko marudził:

    " No żesz kurwa i cała robota od nowa!"

    No nie mogłem uwierzyć w to co słyszę! Własny ojciec stawiał swoją debilną ścianę poza pierworodnego syna, a kto by jego geny dalej przekazał gdybym zginął? Na pewno nie Brajan, bo nie istnieje. Spojrzałem na leżącą żałośnie ścianę, na stojącego żałożnie ojca, na leżące żałośnie materiały budowlane, na stojącą żałośnie pożyczoną ciężarówkę i mówię:

    " Ojciec, to jest kurwa bez sensu, w życiu nie zbudujemy tak tej jebanej altanki."

    Stary się oburzył, że jak to, przecież dobrze szło, tylko trochę niestabilna była ta ściana, on już kupił prawie wszystkie materiały, to zbudować trzeba i mam nie marudzić. No to westchnąłem głęboko i mówię:

    Budujemy nasz dom na piasku

    Cena nie gra roli dziś

    Kupiliśmy prawie wszystko

    Ale wciąż nie mamy nic

    #copypasta #opowiescizpsychiatryka #rozowepaski #niebieskiepaski #toniejest #aliexpress #dowcip #dom #coolstory #truestory #pasta #niewiemjakotagowac #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Dziś w aptece obsługiwała mnie młoda niewiasta. Zapytałem o MB Activ. Pochyliła się nad klawiaturą i zaczęła szukać w komputerze. Zapytała mnie co to jest, czy chodzi mi o magnes. Odpowiedziałem, że to ziołowy suplement diety z kofeiną do pobudzania mózgu do wydajniejszej pracy. Lekko zmieszana patrząc w ekran oświadczyła, że nie ma u nich takich tabletek i zapytała czy znam jakiś zamiennik na to? Odpowiedziałem z ironicznym uśmieszkiem tak, znam- amfetamina. :)
    Z tą samą miną poklikała jeszcze w komputerze i oznajmiła, że tego też nie ma, ale jak zawoła szefową to może uda się zamówić.
    Podziękowałem i wyszedłem.

    #farmacja #heheszki #opowiescizpsychiatryka #apteka
    pokaż całość

    +: W.....Z, luqsus +264 innych
  •  

    Pacjent stwierdził, że jestem bardzo zabawny i od tej pory będzie mnie nazywał Doktorem Śmieszkiem. Pośmieszkowaliśmy sobie razem, a później gdy zapinałem go w pasy kazałem usunąć konto. To już mój drugi mirek którego spotkałem na oddziale psychiatrycznym.

    #opowiescizpsychiatryka #psychiatria

    +: w.......a, rkzm2012 +415 innych
  •  

    Co sie właśnie odjebalo. Siedzę sobie spokojnie na nocnym dyzurze w Houston (centrum badań kosmitów), a tu o 3.00 wjeżdżają bagiety z zatrzymanym mężczyzna który w liszkach ( miejscowość kolo krakowa ) został złapany przez właściciela prywatnej posesji na kradzieży samochodu. Lekarka robi konsultacje po czym stwierdza ze pacjent jest logiczny w dobrym kontakcie bez objawów psychotycznych i nie wymaga hospitalizacji oraz ze może przebywać w PDOZ. Mężczyzna nigdy nie był leczony psychiatryczne a jedyny jego problem to nadużywanie alkoholu. Tutaj następuje kulminacja bo bagietmajster po konsultacji powiedział w takim razie my do pana nic nie mamy jest pan wolny. WTF !!! ktoś mi to może wyjaśnić ?? mój kraj taki piękny #mojkrajtakipiekny #opowiescizpsychiatryka pokaż całość

  •  

    Siedzę sobie w szpitalnej palarni i zabijam czas. Warto dodać na początku, że okno palarni wychodzi na dziedziniec szpitala, akurat na wejście do izby przyjęć i podjazdu dla karetek. To będzie miało spore znaczenie w historii.
    Siedziałem sobie sam spokojnie, dopóki dnia nie urozmaiciło mi wejście pani Ewy, jednej z ciekawszych, pozytywnie zakręconych pacjentek. Ewa przyniosła kilkanaście kromek chleba i postanowiła nakarmić ptaki swoimi zmagazynowanymi posiłkami. Chyba, bo nie dam sobie ręki uciąć, skąd ona ten chleb wzięła.
    Podchodzi do okna, rozrywa chleb, wyrzuca na zewnątrz, woła "Gul gul gul, ćwir ćwir ćwir" i tak kilka razy. Potem nastąpiła nagła cisza i niski, upiorny wręcz krzyk "KRA, KRA, KRA". Niewytrzymałem już i śmiejąc się wyglądam przez okno. Żadnych żywych organizmów, jedynie dziedziniec i rozsypany chleb. Pytam się więc bez ogródek:
    -Są jakieś ptaki, pani Ewo?
    -A są, są, całe stado! Ćwir ćwir, gul gul gul, KRA, KRA - i w tym momencie nastąpił jakiś przełom - Kotku, kotku, mleczko mam dla ciebie, mleczko, masz mleczko!
    Siedzę sobie i przednio się bawię, ale najlepsze miało dopiero nastąpić. Jakiś sanitariusz czy lekarz wyszedł z izby przyjęć i zobaczywszy deszcz chleba próbował jakoś powstrzymać panią Ewę: "Tu się nie rzuca! Proszę przestać! Niech Pani tu nie śmieci!" Karkołomne próby, bo Ewa zaczęła rzucać w jego kierunku i krzyczeć:
    -Piesku, chodź! Chodź, masz! No piękny jesteś kundelku, piękny, masz! Przyjdź do mnie, masz!
    Niedoszły poskromiciel pani Ewy machnął ręką i wrócił do szpitala, pani Ewa dalej karmi urojone zwierzęta, a ja siedzę i śmieję się jak głupi. Typowy dzień w psychiatryku.

    #opowiescizpsychiatryka #psychokampala
    pokaż całość

  •  

    #opowiescizpsychiatryka

    Na oddziale przebywa pan X (45 lat) i pani Y (25 lat). Oboje ze schizofrenią paranoidalną. W piątek pan X zgasił sobie papierosa na nosie, więc z niecierpliwością czekałam na weekendowy raport. A w nim: wyważenie drzwi wyjściowych, podpalenie pasów i straszenie strzykawką.
    Rozmawiamy:
    - Panie X, co się stało z drzwiami?
    - No wyważyłem je!
    - A czemu?
    - Wzywałem lekarza dyżurnego,bo mi się nogi trzęsły po lekach, ale długo nie przychodził, więc uznałem, że jak wyważę drzwi to się zaraz zjawi. No i zadziałało.
    - I co dalej?
    - Dalej to mnie wzięli w pasy, chociaż myślałem, że ich uniknę, bo zacząłem mówić, że to diabeł kazał mi te drzwi wyłamać. A jak mnie związali, to ja wyjąłem zapalniczkę z majtek i te pasy podpaliłem, tylko nie przewidziałem, że włoski na rękach mi się zapalą. Pani zobaczy.
    - Czemu pan to w ogóle zrobił? Nie lepiej było się uspokoić żeby sami pana wypuścili?
    - Bo ja Y chciałem zaimponować i pokazać, że się uwolnię. Nawet tego papierosa na nosie zgasiłem, żeby pokazać jej że jestem gość.
    - Mhm... Podobno straszy pan personel i pacjentów strzykawką. Ma pan do niej igłę?
    - A skąd. Tylko udaję, że mam, żeby Y się czuła przy mnie bezpiecznie i się nie rozmyśliła. Samą strzykawkę mam, bo pielęgniarce spadła, a ja złapałem zanim zauważyła.

    Ciężko ganić za chęć zaimponowania ukochanej...

    #psychiatria #coolstory #logikaniebieskichpaskow i trochę #zwiazki, chociaż pani Y zdaje się nie wiedzieć, że jest zajęta ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

  •  

    Po dzisiejszym dniu - po wyczekanym wypisie ze szpitala psychiatrycznego, po czterogodzinnych poszukiwaniach apteki, w której dostępna jest kwetiapina, po domowym spa, którym odbiłam sobie miesiąc bez golenia pach (różowe paski zrozumieją XD) - czas na podsumowanie!

    Ogłaszam oficjalny koniec #opowiescizpsychiatryka w moim wydaniu. Mam mocne postanowienie, że to pierwszy i ostatni raz, kiedy doprowadzę się do stanu, w którym będę wymagać leczenia szpitalnego.

    Jest to mój trzeci epizod depresji i nerwicy lękowej. Trzeci i najgorszy, trzeci - i mam nadzieję, że ostatni (bo do trzech razy sztuka!) Koszmaru, który przeżyłam w minionych miesiącach, nie życzę najgorszemu wrogowi. Z perspektywy dzisiejszego dnia wszystko wydaje się absurdalne, ale miesiąc temu naprawdę zamierzałam się powiesić i prawdopodobnie bym to zrobiła, gdyby nie siła perswazji mojego niebieskiego paska. Przemówił mi do resztek rozsądku i namówił na jak najszybszą wizytę u psychiatry. Resztką sił zebrałam się i stanęłam przed drzwiami gabinetu, w którym usłyszałam "skierowanie do szpitala psychiatrycznego". Spanikowałam. Atak paniki był tak potężny, że z wizyty pamiętam tylko słowa lekarki "nie, jak tak to wygląda, to od razu transport". Do szpitala dotarłam karetką, tego jestem pewna. Dalej urywa mi się film - moja pamięć pod wpływem stresu i działania środków uspokajających po raz kolejny odmówiła mi posłuszeństwa.

    Pierwszy tydzień pamiętam jak przez mgłę. Drugi w sumie też. Dopiero po świętach wielkanocnych doczekałam się znacznej poprawy i dopiero wtedy zaczęła mi wracać pamięć i koncentracja. Całe szczęście, że cały czas miałam pełne wsparcie rodziców i chłopaka, bo bez nich nie miałabym takiej motywacji do walczenia z tym świństwem.

    Dzisiaj, przy wypisie, dostałam swój numerek. F32.3. Epizod ciężkiej depresji z objawami psychotycznymi. W praktyce, poza oczywiście przygnębieniem, oznaczało to zaniki pamięci, brak koncentracji, wieczne poczucie winy, potrzebę samookaleczania się (drapanie do krwi) aby tę winę odkupić, drapanie się do krwi z nerwów, nierozpoznawanie siebie w lustrze, ataki paniki, nasilenie myśli samobójczych... Trochę tego jest. To wszystko brzmi nierealnie, ale właśnie to przeżyłam.

    Dzisiaj jestem ustawiona na lekach i czuję, że mam siłę pokonać chorobę. Bo to jest choroba i należy to zrozumieć, żeby z nią walczyć. Trzeba także zajrzeć w głąb siebie i oddzielić myśli chorobliwe od "tych swoich". Mam nadzieję, że wszystkie Mireczki i Mirabelki spod tagów #depresja i #nerwica znajdą na to siłę.

    To nie koniec opowieści z tagu #paczekwchodzidowygrywu :> Jeszcze przede mną dalsza psychoterapia i prawdopodobnie terapia grupowa - może znajdą się jakieś anegdotki dotyczące tych tematów? Dzisiaj jednak czuję zdecydowany #wygryw - jestem dumna z siebie, że w szpitalu zrobiłam tak duży postęp, jeśli chodzi o zebranie sił do walki :>

    Takie tam #feels na piątkowy wieczór (ʘ‿ʘ)
    pokaż całość

  •  

    Witajcie Mirki oraz Mirabelki ,
    Spotkało mnie dzisiaj coś dziwnego , spotkałem niewidomego człowieka .
    Niby nic dziwnego gdyby nie to jaką rozmowę przeprowadziliśmy, w trakcie tej rozmowy wyznał mi że wie co się stanie dokładnie z Niemcami oraz innymi krajami które przyjmują uchodźców , jak sam stwierdził dostał objawienia i istota której nie jest w stanie opisać mu o tym opowiedziała . Strasznie dziwne ...
    Co o tym sądzicie ?
    #islamizacja #europa #opowiescizpsychiatryka
    @Karl
    pokaż całość

  •  

    Dzisiaj wydarzył się cud. Objawienie, znak zesłany z niebios.

    Bełkocząca do tej pory Bożenka (znana również jako kolekcjonerka cudzych skarpetek) podczas kolacji wstała i przemówiła głośno i wyraźnie do wszystkich:

    "To ja urodziłam Jezusa Chrystusa"

    Po czym, jakby nigdy nic, wróciła do konsumowania kanapki z serkiem i dotychczasowych mruknięć.

    (ʘ‿ʘ)

    #opowiescizpsychiatryka #paczekwchodzidowygrywu
    pokaż całość

    +: R.........t, pilot1123 +53 innych
  •  

    Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że dość długo nie wrzucałam #opowiescizpsychiatryka w moim wydaniu :> Tutaj czas zdecydowanie inaczej płynie. Poza tym musiałam oswoić się z telefonem zastępczym, bo mój poprzedni został skradziony (kradzieże same w sobie w większości przypadków potępiam, ale zwinąć coś osobie z depresją to trochę kopanie leżącego XD)

    Tak czy siak, uprowadzenie mojego szmartfona nie jest tematem wpisu. Historia zaczyna się o trzeciej nad ranem, kiedy to usłyszałam kobiecy śpiew roznoszący się po całym oddziale. Było to tak nieprawdopodobne (nawet jak na psychiatryk), że przez dłuższą chwilę myślałam, że nadal śnię.

    Na środku korytarza stała starsza kobieta ubrana w elegancki szlafrok śpiewająca Mazurka Dąbrowskiego. Dumnie wyprostowana, z godnością śpiewała hymn Polski. O trzeciej nad ranem.

    Następnego dnia miałam okazję dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Nie było to trudne, bo sama wychodziła z inicjatywą, jeśli chodzi o przedstawienie się. Wydaje mi się, że dzięki temu odm początku kontrolowała charakter relacji. Jej imię przecież dużo znaczyło - Ela*, Elżbieta, królowa Elżbieta! Musi być i jest kobietą waleczną!

    Opisując historię gangu Baśki, wspominałam, że to ona jest "przewodnikiem stada" w oddziale. Wszyscy mniej lub bardziej to czuli i dostosowywali się do zasad panujących na oddziale, a "wprowadzonych" przez Baśkę. Równowaga została jednak zachwiana, gdy pojawiła się Ela. Ela zdobywała uznanie serdecznością i przebojowością, co sprawiło, że pacjentki były bardziej zrelaksowane i przybywało im sił. Podczas gdy Baśka zastraszała wszystkich, Ela oferowała wsparcie, co doprowadziło do walki o przywództwo. Widząc Elę, Baśka za każdym razem wpadała w furię, bo to przypominało jej, że pacjentki wymykają się spod jej kontroli. Niestety, nie przysporzyło jej to "popularności", bo wszyscy wprost garnęli się do Eli, gdy Baśka miała napady wściekłości.

    Aktualnie jest cisza i spokój. Kobiety omijają się szerokim łukiem, więc otwartej konfrontacji jeszcze nie było, ale może być to cisza przed burzą :> (czekam na to!)

    Z każdym dniem umacnia się moje przekonanie, że ludzie to zwierzęta, którymi kierują takie same instynkty.

    #paczekwchodzidowygrywu naturalnie!
    pokaż całość

    +: d........2, marek22 +28 innych
  •  

    Czy pamiętacie Bożenkę, zakręconą kolekcjonerkę cudzych skarpetek? :> Wpis ten nie został otagowany moim tagiem autorskim (jak dumnie to brzmi!) #paczekwchodzidowygrywu, więc przypomnę krótko jej postać.

    W szpitalu, jak to w każdym większym ośrodku, gdzie jest mnóstwo ludzi, zdarzają się kradzieże. Bożenka nie kradnie rzeczy wartościowych, żadnych telefonów, pieniędzy - właśnie skarpetki. Wspominałam też, że obwiązuje sobie nimi ramę szpitalnego łóżka (w sumie doceniam zamysł, dzięki temu metalowe łóżko wygląda na znacznie przytulniejsze).

    Jako że bohaterka mojej opowieści nie jest osobą dostatecznie samodzielną, salowe zajmują się kontrolą jej pościeli, ubrań oraz środków higieny osobistej (kąpać potrafi się sama, ale zalewa przy tym całą łazienkę i używa bardzo naturalnego sposobu osuszania nagiego ciała bez ręcznika :>>>>). Mimo starań pielęgniarek, nie są w stanie regularnie kontrolować otoczenia Bożenki, bo pacjentów na oddziale jest dużo, a każdy przecież ma swoje potrzeby, dolegliwości, pytania - wiadomo jak to jest.

    Niepokój pielęgniarek wzbudziła dzisiaj niedomykająca się szafka bohaterki. Tak. Nadszedł ten dzień - dzień porządków kącika Bożenki. Jako jedna z dwóch pacjentek miałam wyjątkową okazję udziału w wielkim otwarciu szafki.

    To, co się stało po otwarciu drzwiczek, było praktycznie nie do opisania. To był dosłownie WYBUCH skarpetek. Podkreślam jeszcze raz, ponownie wielkimi literami: WYBUCH. Na oko 200 (tak, dwieście) sztuk skarpetek rozsypało się po sali szpitalnej.

    Ja już nie wiem, jak to podsumować, w mojej głowie krążą miliony pytań bez odpowiedzi XD

    A ja się dziwiłam, dlaczego z taką fascynacją przyglądała się, jak prałam własne skarpetki w łazience szpitalnej...

    #opowiescizpsychiatryka #skarpetki XD
    pokaż całość

    +: R.........t, Limonkova +29 innych
  •  

    Dziękuję Wam wszystkim za wiadomości, za to, że chcecie czytać moje wpisy i że zachęcacie mnie do dalszego pisania! Nie wiem, z czego to wynika (może z potrzeby atencji, czekam na hipotezy :D), ale o wiele łatwiej opisuje mi się to wszystko na mirkoblogu niż w zeszyciku dla siebie samej.

    Jak wszyscy wiecie, świat zza krat nie taki kolorowy ( ͡° ͜ʖ ͡°) W sobotę wieczorem miałam spore załamanie, które spowodowało, że w niedzielę nie mogłam podnieść się z łóżka. Kiedyś, kiedy nie miałam okazji poczuć depresji na własnej skórze, nie mogłam pojąć, jak można leżeć lub spać cały dzień i nie mieć energii na najprostsze czynności. No bo jak to tak? Nie mieć siły się wykąpać, uczesać? To takie proste! Jednak w chwilach załamania przerastają mnie nawet takie rzeczy. Wieczorem chciałam zrobić sobie herbatę, ale skończyło się to tylko na umyciu kubka i pójściu spać.

    Co wtedy czułam? Rezygnację, to oczywiste. Brak chęci do życia, w mojej głowie znów się pojawiły myśli samobójcze, ale dominującym uczuciem była potrzeba odizolowania się od świata. Przeleżałam cały dzień z kołdrą na głowie i chciałam po prostu zniknąć.

    Następny dzień powinien okazać się jeszcze gorszy - w końcu to poniedziałek, prawda? U mnie było wręcz przeciwnie - to był najlepszy poniedziałek od... powiedzmy, że odkąd pamiętam (teraz mam dość słabą pamięć, więc wybaczcie mi ewentualne nieścisłości). Po rutynowym obchodzie lekarskim okazało się, że w końcu mogę pójść na terapię artystyczną! Jako że mam słabość do wszelkich artykułów plastycznych, ten pokój wydał mi się rajem :D Zaczęłam wyplatać bransoletkę, którą będę nosić cały czas, żeby przypominała mi o moim celu - wejściu do wygrywu :D

    Na obiedzie spanikowałam. Gdy jadłam łazanki (swoją drogą całkiem smaczne, jak na szpitalne jedzenie) weszła pielęgniarka i powiadomiła mnie o przenosinach do innej sali. Zupełnie wyłączył mi się mózg, przestałam ogarniać, co się dzieje, bo zapomniałam, że to przecież spełnia się obietnica pani psychiatry, że przenoszą mnie do spokojniejszej sali :)

    W mojej nowej sali są cztery łóżka. Dwa z nich zajmują bardzo spokojne panie, które średnio co dwie godziny z łagodnym uśmiechem proponują mi herbatkę, a trzecie pani Krysia (broń Boże nie mylić pani Krysi z Kryśką z gangu Baśki! Zatłukłabym!)

    Pani Krysia jest najcieplejszą osobą, którą spotkałam w życiu. Nic mnie to nie obchodzi, że jest chora psychicznie, jest przeurocza, przekochana, przesłodka (tu proszę wstawić wszystkie pozytywne epitety, jakie przychodzą wam do głowy). Uwielbiam ją z całego serca i bronię jej przed każdym, kto ośmieli się podnieść na nią głos. Mimo pewnych przykrości, które ją czasami spotykają, chodzi cały czas uśmiechnięta i śpiewa pod nosem wesołe piosenki. Mogłoby to wam się wydawać irytujące, ale nie da się, po prostu nie da się denerwować na osobę, która ma w sobie tyle dobroci. Za każdym razem, jak mnie widzi, głaszcze mnie po głowie i nazywa "kochanieńką". Przygarnęłam sobie taką moją babcię oddziałową ʕ•ᴥ•ʔ

    O Baśce też muszę wspomnieć. Dostałam po niej łóżko. Nie wiem, czy spotkaliście się z osobą, która chomikuje jedzenie po szafkach, ale nawet gdybyście mieli z nią do czynienia, doznalibyście szoku. Nawet nie mam ochoty opisywać, jak wyglądała ta szafka przed tym, jak ją wyszorowałam, ale chyba właśnie tam ukrywała krokiety i swój ukochany boczek.

    Tak czy siak, jestem przeszczęśliwa z przenosin, bo krzyki z mojej poprzedniej sali tutaj prawie nie dochodzą i nie miałam już żadnego poważnego ataku paniki od zmiany "miejsca zamieszkania" :) Dodatkowo otuchy dodaje mi mój ukochany niebieski pasek, rodzina, współlokatorka i... pingwinek, który nie wiadomo skąd znalazł się na moim parapecie! Załączam zdjęcie (ʘ‿ʘ)

    Dzisiaj znów się gorzej czuję, nie mogę podnieść się z łóżka, ale przynajmniej w głowie mam więcej pozytywnych myśli i udało mi się napisać dalszą część mojej historii! Przepraszam, że znów tak się rozpisałam i podziwiam osoby, które dotrwały do końca :>

    Mireczki z #depresja i #nerwica, trzymajmy się razem! Pokonamy naszego wewnętrznego potworka! ʕ•ᴥ•ʔ

    #opowiescizpsychiatryka #paczekwchodzidowygrywu
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów