•  

    Z przymróżeniem oka rolnicza pasta xD wchodzi cejrowski do firmy arbuz
    -DZIEŃ DOBRY
    -DZIEŃ DOBRY KURWA PO POLSKU NIE ROZUMIESZ?
    -DAJ MI TO CO MASZ W RĘCE
    -NO DAJ
    -PROSZĘ PAŃSTWA TO JEST CHIŃCZYK
    -HEHE PATRZCIE JAKI GŁUPI xD
    -DOBRA IDZIEMY DALEJ
    - O! A TU MAMY CIĄGNIK. KOJARZĄ PAŃSTWO NA PEWNO CIĄGNIKI Z POLSKICH PGRÓW? SOLIDNE ,PROSTE,WYGODNE
    - A TU CIĄGNIK Z GUWNA. WRZUCAJĄ DO KONTENERA, PROSZĘ PAŃSTWA, WSZYSCY Z FABRYKI DO JEDNEGO I POTEM, PAN SIĘ PRZESUNIE, RĘKAMI TO NABIERAJĄ, MIESZAJĄ ZE SZPACHLĄ I, UWAGA STOPIEŃ, I LEPIĄ MASKI I KABINY.
    - I TO SIĘ PROSZĘ PAŃSTWA TRZYMA. JEST SOLIDNE, TANIE W PRODUKCJI I CO NAJWAŻNIEJSZE! SPEŁNIA SWOJĄ FUNKCJĘ. A W POLSCE? NO W POLSCE JAK W LESIE.
    #rolnictwo #pasta #korbanek #arbos #ciagniki #maszynyboners #gownowpis
    pokaż całość

  •  

    Mirki czuje się zajebiście, studiuję mechatronikę 5 rok dziennie. Znam angielski, niemiecki, hiszpański i rosyjski, na co dzień pomagam ojcu w prowadzeniu firmy. Nie wiem czy wyjechać na dalsze studia do Cambridge, Oxford może Harvard. Nie chcę skończyć jak siostra po stosunkach międzynarodowych jako ambasador za 10 tys zł albo brat lekarz kardiolog za 23 tysiace
    #pracbaza #wygryw #przegryw #studbaza #studia #pdk #pasta pokaż całość

  •  

    Michał Pater - polski podróżnik słynący z filmików na YT gdzie nagrywał swoje kilkumiesięczne najczęściej pijackie eskapady na krzywy ryj w głąb Rosji praktycznie bez pieniędzy. Zdjęcie pochodzi z jednego z takich filmów gdzie ów pan postanowił po kilkudniowej alkolibacji zdobyć Elbrus... W trzewikach, stary łachach z demobilu, i prowizorycznych okularach które widać na zdjęciu zrobionych ręcznie z kawałka plastiku znalezionego w śmietniku. Po drodze spotykał ludzi którzy wydali tysiące dolarów na sprzęt i miesięczne przygotowania do tego wyczynu a on zrobił to na wyjebce. Na koniec zjechał ze szczytu na p$%@#@@onym żółtym jabłuszku dla dzieci xD

    #pasta #k2 #wspinaczka #polskiyoutube #heheszki
    pokaż całość

    źródło: comment_1610802650SC28fRrTAzM0haraGGIpI8.jpg

  •  

    Ale cudowną historię przeczytałem.

    Jestem kierowcą tzw. "tira"

    Dziś o kłótni z pracodawcą.

    Jeździłem na wywrotce w pewnej firmie. Czwartek, godziny popołudniowe, kolega dostaje polecenia, żeby pojechać do Niemiec po towar. Ma się załadować, wrócić do Polski w okolice Piły, żeby rozładować i zjechać na bazę. Kolega odmawia, bo informował spedytora o błędzie w czasie pracy (odpoczynek dzienny wykonany przez pomyłkę na "młotkach", zamiast na "łóżku", choć kolega był pewny, ze wciskał opcje "łóżko") i prosił, żeby przez miesiąc go nie posyłać na Niemcy (obawa przed kontrola i kara).

    Spedytor się wkurza i ponownie nakazuje mu jechać. Kierowca twierdzi, że pojedzie, ale jeśli dostanie służbowego sms'a, że firma opłaci mu karę. Po 30 minutach telefon od spedytora. Okazuje się, że dzwoni sam właściciel firmy i nakazuje koledze jechać na Niemcy oraz, że opłaci mu karę. Kolega prosi ponownie o sms'a. Nie, nie dostanie sms'a więc odmawia wyjazdu. Szef zagroził zwolnieniem dyscyplinarnym ze skutkiem natychmiastowym. Kolega wybrał opcje wypowiedzenia.

    Wkurzył się, zostawił auto 500 km od bazy i wrócił do domu pociągiem. 2 dni później otrzymuję od niego prośbę wystąpienia jako świadek z pozwie, ponieważ pracodawca nakłamał w zwolnieniu, a kierowca miał na to dowody i postanowił walczyć o odszkodowanie. Zgadzam się, ponieważ i tak byłem już na okresie wypowiedzenia w tej firmie. Dowiedziałem się również, że razem z kolegą w ramach protestu, wypowiedzenie złożyło 15 kierowców.

    Pracodawca w sadzie przegrał. Dla pieniędzy stracił w jednym momencie 16 kierowców, zyskał 25 negatywnych opinii w internecie, a w przeciągu następnego miesiąca zwolniło się kolejnych 10 kierowców.

    Ciekawi mnie czy warto mu było tracić pracowników, którzy w imię solidarności złożyli wypowiedzenia mając w tej firmie po 8-12 lat stażu pracy?

    Źródło

    #bekaztransa #heheszki #praca #pracbaza #problemypierwszegoswiata #tir #prawo #januszebiznesu #januszex i może #pasta

    pokaż spoiler nawet jak zmyślone to i tak mi się spodobało (。◕‿‿◕。)
    pokaż całość

    •  

      @MojWlasciciel Branie lewych L4 jest słabe. Tyle Ci powiem, wyłączając otoczkę reszty Twojej wypowiedzi.

    •  

      @Perkusista008: "Ciekawi mnie czy warto mu było tracić pracowników, którzy w imię solidarności złożyli wypowiedzenia mając w tej firmie po 8-12 lat stażu pracy?" Tego nie ogarniesz. Pracowałem kiedyś w firmie gdzie miałem ~20 kierowców pod sobą- w tym pojazdów specjalnych z dużym doświadczeniem, za których nie znajdziesz zastępstwa od ręki. Jak poszedłem do właściciela aby spróbować coś ugrać dla kierowców którzy w pewnym okresie musieli jeździć na okrągło, również w niedziele to wiesz jaka była jego odpowiedz ? Uśmiechnął się, otworzył szuflade, wyjął sterte CV i powiedział "niech się zwalniają, tylu mam na ich miejsce". Paru na prawdę dobrych ludzi się zwolniło, przyszło paru zupełnie świeżych, część starych zrobiła uprawnienia i jakoś to było. Gorzej, ale było. Dla mnie to kompletnie nielogiczne, bo po pierwsze spadła jakość usług które oferowaliśmy, szef musiał wydać kasę na uprawnienia dla ludzi,ale widocznie dla niego najważniejsze było, żeby nie dać się złamać bo w innym przypadku w jego ocenie przyszłoby kilkudziesięciu kolejnych pracowników. A tak, wszyscy dalej pracowali na tych samych warunkach. pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    Zrobili to! Nepalscy Szerpowie jako pierwsi stanęli na szczycie K2 - niezdobytego dotąd zimą ośmiotysięcznika. Strudzeni wspinaczką Chang Dawa Sherpa i reszta zespołu, stojąc na szczycie, cieszyli oczy roztaczającym się z wierzchołka widokiem. Widokiem, którego nikt przed nimi jeszcze nie oglądał. Pogoda, jak na zimę, była świetna. Niebieskie niebo, przebijające się spomiędzy stosunkowo nielicznych chmur, było najlepszą nagrodą za wysiłek. Patrząc na nieboskłon, wiedzieli, że oto udało im się napisać jeden z ostatnich wielkich rozdziałów w historii himalaizmu. Wzruszenie odejmowało Szerpom mowę. Stali w milczeniu i nie odzywali się ani słowem. Zresztą, nawet gdyby chcieli coś powiedzieć, to huraganowy, smagający bez litości wiatr i tak sprawiłby, że słów tych nikt by nie usłyszał. Pomimo tego jednak nagle ich uszu dobiegł głośny grzmot. Przestraszyli się. Burza w tych warunkach oznaczałaby, że nie zdążą zejść i na zawsze już pozostaną na zboczach K2. Szybko jednak uzmysłowili sobie, że się pomylili. Uśmiechnęli się, uspokojeni i odprężeni. Wiedzieli, że nic im nie grozi. To po prostu polskim himalaistom pękły dupy z zazdrości, a huk znad Wisły było słychać aż w dalekiej Azji.

    #pasta #k2 #himalaje #himalaizm #heheszki #humor
    pokaż całość

  •  

    Wku.....ją mnie już tacy piwosze-neofici, co to ku..a całe życie walili harnasie za 1,99 i inne tatry, a teraz nagle koneserzy piw kraftowych.
    Pół biedy, jak ustawiasz się na piwo w plenerze. Teraz każdy monopolowy musi mieć w lodówkach jakieś ciachany palone, kormorany niskosłodzone i inne żywe bezglutenowe, nabierze sobie taki 6 różnych do siatki i zadowolony nie truje dupy. Ale nie daj boże kup sobie piwo jakiegoś większego browaru. Nie mówię to o obiektywnie hujowych harnasiach, żubrach czy innych tyskich, ale normalnych piwkach typu perła czy Łomża, co to przyjemnie obalić latem bez kontemplacji bukietu smakowego. Zaraz się zaczyna:
    - hurrr durrr co ty pijesz, koncernowe siki, jebie tekturo, za tyle samo mogłeś mieć ekokraftowy CIEMNY PRZENICZNY LAGER PILS PALONY JASNY PEŁNY z BROWARU KOCZKODAN, mmm, pacz jakie to dobre, wyliżem jeszcze butelke po wypicu!!!!!!! Nieważne, że 5 lat temu sami spuszczali się nad „perło export”, bo okazało się, że istnieje poniżej 4 zł coś nie jebie żółcią jak harnaś i nie chce się rzygać wypiciu 7.
    Prawdziwa jazda zaczyna się przy próbie ustawienia w jakiejś knajpie. Lokale z wyborem mniejszym niż 15 gatunków piw kratowych albo belgijskich czy niemieckich odpadają. Rzut oka na kartę wystarczy, i już trzoda:
    - o, nie ma południowosakosńskiego stouta 16894 IPA uberchmielone 69 IBU z browaru Himmler, wychodzimy, co mie tu jakimś guwnem pizner urkłel chco otruć!
    Koniec końców po sprawdzeniu wszystkich lokali z jedzeniem lądujesz w jakimś speluno pubie z gównomuzyką i wyborem 10 0000 piw o zjebanych nazwach typu „atomowy morświn”, „natarcie pszenicy” albo o nazwach na zasadzie „w chuj długa nazwa procesu technologicznego+nazwa wioski, z której jest browar”
    -pacz, to je zajebisty lokal, to je wybór, mmm, ukraińskie piwo pszeniczne środkowej fermentacji wysokohmielone palone otwartej ekstaktacji w niedomknietej kadzi browaru Jabolon, w schłodzonym kuflu, tak jak mówił Kopyr na blogu, boże, jakie to dobre, mmm... I żłopie tą zupę o konsystencji gunwa, co to do niczego nie podobna. To tyle żali na dziś, gorzej jak spotka się dwóch takich januszy koneserów piwa i pierdolo całe spotkanie, ale to już temat na inną opowieć, jak chcecie, to napisze...

    #heheszki #humorobrazkowy #piwo #takaprawda #piwowarstwo

    pokaż spoiler #pasta #codziennapasta 20/70 ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    10 najlepszych zawodów w 2020
    Lista chuj related:

    HR Generalist
    Product Manager
    Asset Manager
    Fit-out Coordinator
    Key Account Manager
    E-commerce Manager

    Czy ktoś mi może to kurwa wyjaśnić, czy ich popierdoliło konkretnie na tych jebanych serwisach? Jak można coś takiego kurwa opublikować?! Może mieszkam w Polsce B i pracuję w Januszexie, ale takiego bełkotu to dawno nie słyszałem. Po prostu tej Warszawce to się tak w dupach poprzewracało że chuj mnie strzela.
    Ja kurwa rozumiem - dekarz, ślusarz, hydraulik, ale to co kurwa tam wypisują to jakieś stanowiska na których sam pracujący nie wie co robi dokładnie, tylko typu:
    - Aaa, no zajmuję się riserczem i czelendżingiem przy brafingu i robimy mobbing i rimming dla dużych commerszial gimnazjumrejszyn w Junajted Stajtes.
    Tak jest, oby kurwa był jakiś jebany armagedon i to całe gówno z tych korpo wypierdoliło z roboty bo nikt nie będzie potrzebował assalut rimming key meneger of analing tylko jebanego glazurnika i montera.

    .
    #pracbaza #pytanie #wtf #korposwiat #pasta #takaprawda
    pokaż całość

  •  

    Byłem szczęśliwy. Byłem tak szczęśliwy jak tylko mógłbym to sobie wyobrazić. Z moją dziewczyną spotykałem się ponad rok i w końcu zdecydowaliśmy się wziąć ślub. Moi rodzice byli naprawdę zachwyceni i pomagali nam we wszystkich przygotowaniach do naszego wspólnego życia, przyjaciele cieszyli się razem ze mną a moja dziewczyna... była jak spełnienie moich najśmielszych marzeń. Tylko jedna rzecz nie dawała mi spokoju - dręczyła i spędzała sen z powiek... jej młodsza siostra. Moja przyszła szwagierka miała dwadzieścia lat, ubierała wyzywające obcisłe mini i króciutkie bluzeczki, eksponujące krągłości jej młodego,pięknego ciała. Często kiedy siedziałem na fotelu w salonie, niby przypadkiem schylała się po coś tak, że nawet nie przyglądając się,miałem przyjemny widok na jej majteczki. To nie mógł być przypadek. Nigdy nie zachowywała się tak kiedy w pobliżu był ktoś jeszcze. Któregoś dnia siostrzyczka mojej dziewczyny zadzwoniła do mnie i poprosiła abym po drodze do domu wstąpił do nich rzucić okiem na ślubne zaproszenia. Kiedy przyjechałem była sama w domu. Podeszła do mnie tak blisko, że czułem słodki zapach jej perfum i wyszeptała, że wprawdzie będę żonaty,ale ona pragnie mnie tak bardzo... i czuje, że nie potrafi tego uczucia pohamować... i nawet nie chce. Powiedziała, że chce się ze mną tylko ten jeden raz, zanim wezmę ślub z jej siostrą i przysięgnę jej miłość i wierność póki śmierć nas nie rozłączy. Byłem w szoku i nie mogłem wykrztusić z siebie nawet jedeneg o słowa. Powiedziała "Idę do góry, do mojej sypialni. Jeśli chcesz, chodź do mnie i weź mnie,nie będę czekać długo" Stałem jak skamieniały i obserwowałem ją jak wchodziła po schodach kusząco poruszając biodrami. Kiedy była już na górze ściągnęła majteczki i rzuciła je w moją stronę. Stałem tak przez chwilę, po czym odwróciłem się i poszedłem do drzwi frontowych. Otworzyłem drzwi i wyszedłem z domu, prosto, w kierunku zaparkowanego przed domem samochodu. Mój przyszły teść stał przed domem - podszedł do mnie i ze łzami w oczach uściskał mówiąc "Jesteśmy tacy szczęśliwi, że przeszedłeś naszą małą próbę. Nie moglibyśmy marzyć o lepszym mężu dla naszej córeczki.Witaj w rodzinie!"

    Jaki z tego morał?

    pokaż spoiler Zawsze trzymaj prezerwatywy w samochodzie.


    #heheszki #przegryw #logikaniebieskichpaskow #pasta #pasjonaciubogiegozartu
    pokaż całość

  •  

    Jestem instruktorem szkoły jazdy w pewnym mieście wojewódzkim, pandemia mocno to i mnie ciśnie góra żeby o kursantów dbać, bo cienko, a skarbiec pusty tak, że szef już ze trzy tygodnie w tym samym garniturze chodzi, do tego go nie pierze.
    Trzeba uważać.
    Ale to, jak moja cierpliwość została ostatnio wystawiona na próbę to nawet święty papież by nie wytrzymał.

    Siedzę w swoim i20 i na nowego kursanta czekam bo się ma pojawić dzisiaj na pierwsze jazdy. Trzy miesiące do osiemnastki mu podobno zostało i chce od razu na osiemnastkę prawko, no chwali się bo to im wcześniej tym lepiej. I nagle słyszę coś brzęczy na zewnątrz, muzyka jakaś, nawet tekst w miarę dobrze było słychać, to szło jakoś tak:

    It's all about performance
    That's the name of the game
    I pump up my tires and I oil my chain
    Performance, the name of the game
    Carbon fork, carbon stem, an aluminum frame...
    (God, I gotta get a carbon frame!)

    Myślę "ki chuj", ale nie widzę za bardzo skąd to. No i w pewnym momencie zza winkla wychodzi, w ręku głośnik bluetooth, koleś ubrany w obcisłe rowerowe galoty, obcisłą bluzkę i kask rowerowy. I to wszystko różowe. Tak myślę sobie że kurde w styczniu na rower to trochę za zimno, ale co kto lubi.

    I ten koleś do mnie do samochodu podchodzi i w szybę puka, trochę w szoku ale otwieram i słyszę że dzień dobry i czy pan Anon. No to odpowiadam że tak, zmieszany trochę, a ten mówi że on się nazywa @reddin i że na jazdy do mnie przyszedł. Kyrie elejson ratuj, no ale przypominam sobie słowa janusza szefa żeby grzecznym być dla kursantów, więc dzień dobry panie reddin, gadka szmatka i go pytam czy na rower nie za zimno. A ten mi mówi, że piechotą przyszedł bo tu niedaleko mieszka ulicę dalej.
    No nic, mówię mu żeby wsiadał, problemów trochę chłopak miał bo do tyłu się chciał pakować na początku, ale to pierwsze jazdy to i można zrozumieć że stres chłopaka zżerał, ale co się później zaczęło dziać, to w swojej instruktorskiej karierze nigdy czegoś takiego nie widziałem przysięgam na rozporządzenie Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych.
    Jak się już ogarnął i usiadł na miejscu kierowcy, załatwiliśmy papierki i mówię mu żeby ten kask chociaż zdjął, a ten że nie, że tak bezpiecznie i on w kasku będzie jeździł. Ja mu mówię, że to nowy samochód, że bezpieczny, że pasy, poduszki powietrzne, cztery gwiazdki NCAP. A on na to, że kamaz ma w dupie moje gwiazdki ncap (ktoś wie o co chodzi?). Gdyby wyższy był to by podsufitkę mi szorował tym tanim plastikiem, ale chłopak 170 cm to w tym kasku z ledwością ma, więc myślę dobra, niech już tak jeździ jak mu zależy. Nie wiedziałem że to dopiero początek przygody z panem rowerzystą.
    Zawsze przed pierwszą jazdą przeprowadzam z kursantem krótki wywiad. Niby wiadomo że prawka nie ma, że nawet osiemnastki jeszcze nie skończył, ale prawo sobie, a życie sobie, miałem i takich którzy bez prawka od 15 roku życia jeżdżą, więc pytam zawsze, bo często można podstawy pominąć. Jak się okazało pan reddin do takich nie należy, mówi że ojca taksówkarza ma i fana motoryzacji i że go ojciec chciał nauczyć jeździć zawzięcie i próbował ale nie szło, jakoś tak mu się głos łamał przy tym więc nie chciałem drążyć. Wiadomo, nie każdy uczyć potrafi. Mówię że spokojnie, że się wszystkiego nauczymy i że będzie dobrze, a ten nagle eksplodował jak niewybrane szambo. Że on nie chce i że się boi, że on chce na swój rower i że mu petrojanusze (?) nie będą nic kazali robić i że on to pierdoli bo się nigdy samochodem nie nauczy jeździć bo się nie nadaje ale ojciec taksówkarz powiedział mu, że albo prawo jazdy zrobi albo ma wypierdalać z domu. Nawet mi się go trochę żal zrobiło, no ale z takim podejściem to się chłopak na pewno niczego nie nauczy. A ten dalej swoje, że on ostre koło chciał na osiemnastkę ale ojciec blachosmrodziarz (?) mu zamiast tego kurs prawa jazdy opłacił. I taki zaryczany i zasmarkany wysiadł w tym różowym kasku z samochodu i jebnął drzwiami aż mi w uszach zadzwoniło i pobiegł z powrotem ulicą chlipiąc i wrzeszcząc dalej coś o petrojanuszach.
    Patrzę w kalendarz, a tu w środę kolejna lekcja, no po takiej akcji to już pan rowerzysta raczej się nie pojawi. Jak ja to przed szefem wytłumaczę to nie wiem. No nic, może jeszcze przyjdzie.

    Ku mojemu zaskoczeniu w środę reddin pojawił się ponownie, znowu w swoim rowerowym wdzianku na rowerze szosowym B'TWIN. Ciarki mnie aż przeszły na myśl co się odjebie tym razem, no ale losy szkoły jazdy się tu ważą, więc spiąć się trzeba i wytrzymać. Pytam go czemu na rowerze przyjechał jak niedaleko ma, a ten mówi że się z ojcem petrojanuszem pokłócił, stary go z domu wyjebał i on teraz u babci mieszka w innej dzielnicy i że do domu wróci jak prawo jazdy zrobi. Przypiął ten swój rower do słupka i wsiadł do elki.
    Tym razem udało się nawet kawałek lekcji przeprowadzić, wytłumaczyłem co gdzie w samochodzie jest i do czego służy, zainteresował się pedałami, pyta mnie po co trzy jak w rowerze dwa są i wystarczy. No to mu powtarzam, że to gaz, hamulec i sprzęgło i co jak działa, ale jakoś błysku zrozumienia nie zaobserwowałem. No ale nic, może w praktyce załapie. Pierwsze uruchomienie silnika, mówię mu żeby powoli sprzęgło odpuszczać aż zaskoczy, a ten zaczął sprzęgło i gaz naprzemiennie wciskać jakby chciał na rowerze pedałować. Silnik oczywiście zgasł od razu, a ten dalej pompuje i krzyczy że nie jedzie i dlaczego. Oczywiście dalej w tym cholernym kasku.
    Dwie kolejne próby przeszły dokładnie tak samo mimo tłumaczeń. Za trzecim razem w końcu przynajmniej załapał że sprzęgło trzeba powoli odpuszczać, jednak sukcesem ciężko to nazwać bo gaz depnął jak wcześniej i jak i20 pokazał swoją pełną moc, to już tylko szlifowany latami instruktorski refleks uratował samochód przed kolizją ze słupkiem. Niestety nie uchronił roweru szosowego marki B'TWIN, który do tego słupka był przypięty.
    Histeria, w jaką wpadł pan rowerzysta jak zobaczył swój ukochany jednoślad znikający w czeluściach podwozia Hyundaia była nie do opisania. Wrzeszczeć zaczął jak opętany pięciolatek, tłuc pięściami w kierownicę, wyleciał z samochodu i wlazł pod niego próbując ratować resztki swojego wehikułu. Rower nadawał się już tylko na złom.
    Tak minęła lekcja w środę.

    Pomimo moich żarliwych modlitw pan rowerzysta nie zrezygnował. Na kolejne lekcje przyjeżdżał już autobusem, bo z jego B'TWINa nic nie zostało, ale rowerowe umundurowanie wciąż nosił, a samochodem dalej jeździł w kasku. Na piątej lekcji w końcu udało się opanować jazdę na jedynce. Na ósmej załapał jak zmieniać biegi, chociaż silnik gasił co drugą próbę, no ale powiedzmy że postęp był. Nie wiem o co chodzi, ale często zamiast za dźwignię biegów to łapie mnie za kolano.

    Najgorsze jednak było jak z reddinem wyjechaliśmy na miasto. Na jezdni, przy której mieści się szkoła jazdy, znajduje się pas rowerowy wybudowany w ramach unijnego budżetu na rok 2020. Od razu po wyjechaniu za bramę szkoły zaczął jechać prawym kołem po tym pasie. No to pytam go co robi, że po drodze dla rowerów jedzie, a on że to nie jest DDR, że źle oznaczona i to kawałek jezdni jest. Tłumaczę cierpliwie, że nawet jeśli jakiegoś znaku brakowało, to pas wymalowany jest i trzeba przestrzegać, a jak mu nie pasuje oznakowanie to niech do zarządcy drogi zgłosi. Nic nie szło przetłumaczyć, w końcu się poddałem i już nie jeździmy tą jezdnią bo prawie potrącił rowerzystę.
    Co do rowerzystów, to ich nie wyprzedza, jak trafimy na jakiegoś to zwalnia do 20 km/h i jedzie za nim wpatrzony jak w obrazek.
    Jest taka DDR wyznaczona obok jednej z głównych dróg w naszym mieście, na szczęście oddzielona pasem zieleni, za każdym razem jak ją mijamy to reddin mruczy pod nosem coś o czerwonym chodniku. Najgorzej jak zobaczy rowerzystę na tej drodze, otwiera wtedy szybę i wrzeszczy na całe gardło "bracie rowerzysto, jedziesz po chodniku, powinieneś zjechać na jezdnię!". Część mu pokazuje środkowy palec, ale widać nie dociera bo im odmachuje i uśmiecha się od ucha do ucha.

    Oczywiście z jazdą sobie kompletnie nie radzi, na każdej lekcji przynajmniej cztery awaryjne hamowania. Totalny dramat. A najgorsze jest to, że szef nie chce z nim zerwać umowy.

    Zostało nam jeszcze 10 godzin jazd. Mam zaawansowaną nerwicę, zapisałem się już do psychologa. Trzymajcie kciuki żebym przeżył te pozostałe jazdy.

    #rower #heheszki #pasta #bekazpodludzi
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    - Rogue śpisz?
    - Śpię, bo co?
    - Bo ja nie mogę.
    - Co znowu?
    - Rogue, bo ja nie mogę zrozumieć jednej rzeczy, co mnie prześladuje.
    - Niby czego?
    - Dlaczego ten Smasher, to taka menda i świnia jest.
    - Wiesz co? Ty nudny jesteś. Ty mnie pytasz o to, co tydzień od 30 lat.
    - Rogue, bo ja od trzydziestu lat pojąć nie mogę, po co w ogóle takie coś Pan Bóg stworzył.
    - Johnny, a po co Pan Bóg stworzył Biotechnice?
    - No właśnie po co? Albo takie Arasake, po co?
    - Po jajco jełopie. Dobranoc.
    - (Głęboki wydech) Rogue ja rozumiem, ja żem sam święty nie jest, ale przecież taki Smasher to jest przecież normalne obrzydlistwo. Po co w ogóle takie coś jest? Ja rozumiem jeszcze, jakby to on miał źle. Ale co, mieszkanie ma, mechaniczne ciało ma, status osobistego ochroniarza ma. Sam, żem widział jak Yorinobu go rekrutował.
    - No szkoda, że ciebie nie ma kto rekrutować
    - Kurde, jak ja go nienawidzę... i po co w ogóle takie coś jest... Po co? Dlaczego on taki jest?
    - Johnny, nie wiem dlaczego on taki jest no! Może miał trudne dzieciństwo. I w ogóle ja ciebie proszę, skończmy ten temat, bo ja za siebie nie ręczę.
    - Widzisz Rogue? Jak tylko się o tej mendzie zaczyna rozmowa, od razu konflikty się same rodzą. To jest Rogue zło chodzące, trzeba by go wyeliminować.

    pokaż spoiler źródło: internet ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #cyberpunk2077 #pasta #kiepscy
    pokaż całość

    źródło: FB_IMG_1610718432633.jpg

  •  

    Cisnę martwy ciąg.
    Jakiś pojebany bachor zaczyna biegać po mojej siłce.
    Wbiega mi praktycznie między nogi w momencie gdy byłem prawie wyprostowany.
    Rzucam sztangę na ziemię, głośno
    Mowię do dzieciaka, spieprzaj
    Pojawia się jego matka, wkurwiona oczywiście na mnie na maksa
    mowi żebym nie podnosił ciężarów przy dzieciach wtf?!?!
    mówię jej żeby trzymała dzieci z dala odemnie bo się coś im stanie.

    Następny dzień.
    Robię klatę i znów pojawia się ten dzieciak.
    Jakżem jebnął ciężarami o podłogę obok niego to dzieciak w płacz.
    Leci do swojej starej że się przestraszył
    Wbiega jego matka i zaczyna namnie napierdalać jakim jestem idiotą i że w ogóle.
    Mówię jej że też jest pojebana i rzucam taką wiązankę ze baba zaczyna płakać zabiera oboje swoich dzieci
    Wyprowadza się, nigdy więcej jej i bachorów więcej nie zobaczę.
    Siłownia na chacie to jest petarda

    #pasta #silownia #takbylo #takaprawda
    pokaż całość

  •  

    Nie toleruję, oraz NIGDY nie zaakceptuję g*ralstwa.

    Nie jestem w stanie spojrzeć z Szacunkiem w oczy osobie,
    która dla prowadzenia jednogwiazdkowego zajazdu oddała Swą urbanistykę.
    Która dla pozornego zarobku na ciupagach, oddała swój największy skarb.
    Która dla słonych oscypków, ładuje się w zimne góry.
    Która dla kilku straganów z pamiątkami, rozkłada swe pamiątki.

    Człowiek wytaplany w morskim oku,
    staje się bezpowrotnie g*ralem.
    Dlatego nigdy w życiu nie obdarzę żadnym Szacunkiem tych wszystkich osób,
    które stoją na Krupówkach i oszukują turystów.

    Dla mnie dużo większą wartość ma osoba na chwilowym bezrobociu,
    niż nieuczciwie żyjący na słowacji lub w kraju g*ral,
    czyli po prostu prostytutka.

    #pasta #fakty #gory #zakopane #gorale #kradzionezfacebooka
    pokaż całość

  •  

    Rok 2154

    Paulina kompletnie zamknęła się w sobie. Ostatnia noc okazała się wstrząsającym przeżyciem, które odarło ją z resztek złudzeń o tym że coś znaczy i ma na coś wpływ. Okazało się, że utrata męskiego ciała była zaledwiem początkiem drogi do bezpowrotnej utraty poczucia siły i pozorów kontroli nad swoim życiem. Zeszłej nocy godność tej drobnej dziewczyny, która jeszcze miesiąc temu była prosperującym pretendentem do bycia chadem, została zszargana. Pozostało jedynie spustoszenie o którym możliwości istnienia nawet nie zdawała sobie sprawy. Jej dziewczęce otwory zostały bezlitośnie spenetrowane co dało jej jasno do zrozumienia, że jej 158 cm dziewczęce ciało przy fizycznym potencjale i możliwościach najwyższej jakości samca to gwarancja jego triumfu i jej pełnego poddania i posłuszeństwa.

    Oliwia, najbliższa koleżanka Pauliny, zauważyła jej wyraźny spadek nastroju.

    - Nie przejmuj się. Wszystkie przez to przechodziłyśmy. - Oliwia zmartwiła się o swoją współlokatorkę. - Pierwszy raz zawsze jest najgorszy.

    Paulina przez dłuższą chwilę nie wiedziała co powiedzieć. Z jednej strony rozumiała swoje położenie, z którym była już w pewnym sensie pogodzona, lecz z drugiej nie potrafiła zaakceptować faktu, że spotkało ją to ze strony faceta z którym stosunkowo niedawno rywalizowała jak równy z równym. Równość ta prawdopodobnie jednak nigdy nie istniała. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę. W końcu zarówno Oskar jak i jego dwóch kolegów Dorian i Bastian zawsze byli w pewnym sensie we wszystkim lepsi, zarówno od ówczesnego Michała jak i jemu podobnych pod-samców.

    - Nie.. - Paulina w końcu się w sobie zebrała - Rozumiem jak to działa, nie zamierzam z tym walczyć. Po prostu nie spodziewałam się, że położenie dziewczyny wobec chada jest aż tak.. niskie..
    - Rozumiem cię, naprawdę nie martw się. Zobaczysz, że z czasem to polubisz. Ja lubie zwłaszcza Bastiana, jest najlepszy w smaku hihi
    - Jak to?! To oni też mogą nas..?
    - Oczywiście, że tak. Pan Oskar szybko się nudzi. Jak już swoje zrobi to zazwyczaj tylko Dorian i Bastian się nami zabawiają.

    Paulina czuła się jakby wszystko co ją otacza było niczym sen na jawie. Jednak pierwszy raz od dłuższego czasu lekko się uśmiechnęła. Był to jednocześnie pierwszy uśmiech w jej nowym, dziewczęcym ciele. Uśmiech akceptacji i zrozumienia konieczności swojej drogi. Wszystko zaczęło powoli nabierać kształtów i mimo całej pozornie negatywnej otoczki sytuacji w której się znalazła zaczęła dostrzegać w niej głębszy sens. Uśmiech ten w połączeniu z okolicznościami i charakterystycznym posmakiem w ustach był dopełnieniem jej finalnej transformacji.

    Pojawiła się wtedy jednak rzecz, która szczególnie zaczęła skupiać jej uwagę. Dziwny kłujący ból brzucha.

    - Wszystko w porządku? - spytała Oliwia.
    - Tak, po prostu coś mnie.. - nagle Paulina poczuła dziwną wilgoć między nogami. Zerwała się i wybiegła z pokoju - Musze do łazienki!
    - Paulina poczekaj! - rzuciła Oliwia i pobiegła za nią.
    Po dobiegnięciu na miejsce i dostaniu się do zawartości majtek Paulina momentalnie zbladła z przerażenia. Za drzwiami usłyszała kroki Oliwii.
    - Nic ci nie jest?
    - On mi zniszczył... cipke.. Ja...
    - Paulina przestań! - Oliwia zaczęła się śmiać. - To po prostu kolejny poziom wtajemniczenia, dostałaś swojego pierwszego okresu! Jesteś oficjalnie jedną z nas!
    - Okresu..? - Paulina znów zwątpiła.

    Czy to się kiedykolwiek unormuje? Czy kiedykolwiek będzie mogła po prostu żyć i nie martwić się o to jak wygląda, jak się ułożyły włosy, jak leżą na niej ubrania, czy ma ogolone ciało itd. Teraz doszedł jeszcze okres... Co pojawi się jutro? Życie dziewczyny jest trudniejsze niż się jej to kiedykolwiek mogło wydawać.
    Posiadając bogatą wiedzę na temat podpasek zdobytą w jej nowej szkole, szybko zareagowała, czym prędzej zmieniła bieliznę, przykleiła podpaskę i zamknęła się w swoich dziewczęcych emocjach, które coraz intensywniej zmieniały jej sposób postrzegania świata.

    CDN

    #2154 #przegryw #pasta #coolstory #p0lka #plodnajulka #rozowepaski #teczowepaski #lgbt #bdsm #trap #crossdressing #ladnetranski #blackpill #feminizm #cuckold
    pokaż całość

  •  

    Kiedyś Tracz po mistrzowsku dojechał tulczyńskiego rolnika, który nie chciał mu sprzedać swojej ziemi, bo niby jego z dziada pradziada i chce tam po wiek wieków gospodarzyć. W swoim misternym planie doniósł na niego do organów administracji państwowej, że ten nielegalnie wyciął drzewa na swoim polu co było zresztą zgodne z prawdą. Dopieprzyli mu taką grzywnę, że się chłopina nie pozbierał. W efekcie ziemia i chałupa trafiła na licytacje komorniczą, całą wieś pod przewodnictwem księdza proboszcza Antoniego zbierała hajsiwo, co by się zgadzało i ziemi chłopu nieodebrali. Nikt nie domyślał się, że to robota Tracza Janusza, który przebił ofertę wszystkich, zdobył co chciał, a w chałupie celem ostatecznego upodlenia niepokornego rolnika otworzył burdel o wdzięcznej nazwie "Ojcowizna". Tak właśnie wgniatał w podłoże swoich wrogów Tracz Janusz, najczarniejszy z czarnych charakterów polskich seriali. Niejaki Waldemar Jaroszy to mu może buty czyścić.

    #tracz #plebania #kiedystobylo #heheszki

    pokaż spoiler #pasta #codziennapasta 19/70 ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: IMG_5278.JPG

  •  

    Mateusz Morawiecki kończył nocną wartę w serwerowni NFZ-u.

    #pasta #covid19

  •  

    Strasznie wczoraj zachlałem, wąchałem rozpuch do 5 rano, film mi się urwał jak leżałem w lesie, teraz mnie krzyż napierdala. Trochę się przespałem, ale musiałem wstać rano bo mam obowiązki, mam umierającą Komunistyczną Świnię. Niektórzy mówią że nie można ćpać jak ma się sprawować opiekę na Kśkiem, ale to nieprawda, można tylko trzeba wstać rano, na tym polega odpowiedzialność

    pokaż spoiler No to tyle chciałem ugułem powiedzieć

    #kononowicz #pasta #pdk #heheszki
    pokaż całość

  •  

    – My jesteśmy z telewizji "Młodzież", proszę nam powiedzieć, od ilu dniu pan znowu ma otwarty lokal u siebie?
    – Ja dopiero zaczynam, ja byłem restauratorem wysoko w górach. A teraz sobie dorabiam, bo cienkie postojowe.
    – Z rządem to trzeba bardzo ostrożnie chyba?
    – No jak saper, raz się myli. Jak się pomylisz, to bankrut zostaje po tobie i nic więcej...
    <wchodzi policja do knajpy>
    – O przepraszam, musi Pan chyba zamknąć...
    – Ich powinni zblokować! Kurwa, wielka władza... kurwa za darmo pieniądze biorą, moje pieniądze z podatków! Kurwy jebane... i tak powiem, że połowę służb tych państwowych bym zwolnił w piździec, połowę policji i tu polityków bym wyjebał, oni sobie tylko... Co? Dobra kurwa tera tu pierdoli mi, jak wywiad udzielam.... hehehe.... no i co dalej powiem? Jestem bardzo wylewny, bo mnie boli... 500 złotych postojowego, za pół roku bez obrotów? Oszukali mnie banda złodziei polskich, decydentów kurwa, takich jak tu chodzą.
    – A ile Pan zarabia po otwarciu?
    – No co mi daje? 3 klientów na godzinę, reszta się boi, przecież to jest śmiech na sali. <zdejmuje maseczkę> A to kurwa z bawełny niewygodne, kurwa uwiera... dobra,,,

    #koronawirus #pasta #otwieramy #lockdown #covid19 #bekazpisu
    pokaż całość

  •  

    Dodaje z cenzurą, bo kogoś zabolało

    #heheszki #psy #zwierzaczki #takaprawda #pasta

    źródło: chujezostawcienas.png

  •  

    To uczucie, gdy do konsoli starej generacji przyszedł CD Projekt Red i wypuścił Cyberpunka xD Akcje na giełdzie tak bardzo rozjebane, a gra też tak bardzo rozjebana xD Żałuję trochę, bo spoko ziomeczki były z cedeka, a gre rozjebali przypadkiem, bo wyjebali projekt w połowie tworzenia xD Śmiecham, bo ludzie płaczą, a ja wale konia za ścianą i przeglądam przelew od cdp na paypala, a ludzie na wykopie się pocieszają, a ja se siedzę za ścianą i kurwa jestem śmieszkiem poza kontrolą, pasożytem zawadiakom, maskotką domową i strażnikiem domowego ogniska. Siedzę za ścianą i kurwa jestem w innym świecie, problemy ze spadającymi fpsami i crashami są tam, a ja tu jestem i mam też grę za friko mimo zwrotu gotówki i nie mam koszulki i same majtki i się śmieje, w szafce mam darmową kolekcjonerke xD

    #cyberpunk2077 #cyberpunk #heheszki #pasta
    pokaż całość

  •  

    W Kauflandzie do którego chodzę na zakupy jest taka pani kasjerka co kasuje tak szybko, że nie nadążam z pakowaniem towaru. Kilka razy próbowałem się z nią scigać ale zawsze przegrywam. Ona wie że gdy towar znajduje się na taśmie to trzeba się go szybko pozbyć żeby klient nie czekał zbyt długo. Ja jestem inny, lubię sobie spokojnie pakować towar do siatek i słuchać rytmicznego pikania skanera. Niestety przy tej pani każde zakupy to wyścig z czasem, nie potrafie ogarnąć tego natłoku rzeczy, gubię się i nie wiem co pakować najpierw. Kilka razy żona mnie karciła że pomidory przuduszone, że z winogron sok tylko został. Nie mogłem tak tego zostawić i postanowiłem trochę popakować. Koledzy myśleli że chodzę na siłownie, bo jak dzwonili:
    - chodź na piwo
    - nie mogę, pakuje teraz.
    Nie wiedzieli że trenuje przed starciem z kasjerką.
    Idę do Kauflandu. Robię zakupy, koszyk pełny, nadeszła godzina zero.
    Ostatni klient przede mną, kasjerka mówi
    - 32 złote.
    Facet daje wyliczone pieniadze i zaraz rozpocznie się wyścig. Reklamówki już otwarte i przygotowane do pakowania zakupów (ile to razy szybka pani wystawiała mnie na pośmiewisko gdy ja walczyłem żeby otworzyć foliową siatkę, a ona już skasowała wszystko), towary ustawione na taśmie od najtwardszych do tych miękkich żeby się nie pogniotły.
    Także od strony taktycznej byłem przygotowany. Machina ruszyła, nagle zewsząd zacząłem słyszeć pikanie.
    - pik pik pik pik, pipipipipipipi pipipipipi pipipipipipi serie szły jak z karabinu maszynowego. Byłem oszołomiony, zanim zorientowałem się gdzie leży towar, kasjerka wytoczyła największe działo i odpaliła:
    - 45 zlotych 32 grosze.
    Wyglądałem jak Rick Grimes po załatwieniu kijem jego kolegów przez Negana. Nawet puściłem bańkę z nosa.
    Żeby zachować resztki godności i popakowac choć trochę rzeczy mówie:
    - będe placil kartą.
    - zblizeniowo ?
    O nie kochana, tak szybko nie będzie - pomyślałem.
    - na pin
    W tym czasie gdy trwa transakcja ja zdąże spakować trochę rzeczy i przynajmniej częściowo zachowam twarz.
    Po kilku takich porażkach wpadłem w depresje i nie robiłem już zakupow w Kauflandzie. Ogólnie źle znoszę porażki.
    Długo dochodziłem do siebie. W innych sklepach stojąc w kolejce do kasy, napadały mnie ataki paniki i wybuchałem płaczem gdy słyszałem piknięcie skanera. Stało się jasne że muszę zrezygnować z samoobsługowych sklepów. Przez dłuższy okres czasu jezdziłem 3 km do osiedlowego sklepiku z jedną panią ekspedientką. Tam uspokoiłem skołatane nerwy. Gdy doszedłem do siebie postanowiłem znów iść do Kauflandu , mają tam dużo towaru, a mieszkam w małym mieście więc taki sklep jest na wagę złota. Nie mogę tak po prostu zrezygnować z takiej wygody. Na początku nie bylo latwo, gdy szybka pani przechodzila przez sklep to chowałem sie za pólkami lub udawalem że czytam skład cukru, nie moglem spojrzec jej w oczy po tylu ilościach upokożeń jakie przez nią przechodziłem. Żona, widziala że dzieje sie ze mną coś nie dobrego i postanowila ze mną porozmawiać o tym problemie. Po godzinach rozmów i zapoznaniu się z sytuacją, rzuciła pomysł
    - a może pójdziemy razem do sklepu i ja pomogę Ci pakować zakupy. Zgodziłem się, to był dobry pomysł, w końcu to moja żona i jakby nie patrzeć, po ślubie jesteśmy jednością.
    I wiecie co ? Przegraliśmy. Żona nie zważyła pomidorów i gdy udała się do wagi ja w tym czasie zostałem rozstrzelany przez kbk AK SKNR. Nawet najbliźsi potrafią zawieść w najważniejszych momentach. Dotarło do mnie że nigdy nie wygram i postanowiłem podać jej ręke i pogratulować. Od tego czasu żyje z szybką panią w zgodzie.
    Teraz gdy w sklepie jest olbrzymia kolejka do kas, wybieram kasę w której zasiada pani szybkoręka. Janusze i Grażyny pchają się do kolejek gdzie na taśmach leży mniej towaru. Nie raz wąsaty Janusz z piskiem butów zajezdzal pod mniejszą kolejkę i z szyderczym uśmiechem patrzy na mnie że udało mu sie wcisnąć przede mną. On jeszcze nie wie że ja szukam pani Superkasjerki. Janusz nie zdązyl wyłożyć czteropaka harnasia, a moje zakupy są skasowane i już płacę wyliczoną gotówką. To jest cena mojej kapitulacji, musze mieć przy sobie wyliczone pieniądze by okazać szacunek Superkasjerce. Opuszczam kasę, jeszcze małe skinięcie głową do kasjerki i mogę wracać do domu.

    #heheszki #takaprawda #zakupy #kaufland

    pokaż spoiler #pasta #codziennapasta ( ͡° ͜ʖ ͡°) 18/70
    pokaż całość

    źródło: IMG_5272.JPG

  •  

    Witajcie, chciałbym wam wytłumaczyć sytuację z Gonciarzem i Kasią. Wiele osób nie wie co tak naprawdę się wydarzyło i rozpowszechnia fałszywe informacje.
    Ich związek początkowo był idealny. Oboje samotni w Japonii, podobne poglądy, zainteresowania, pojawiały się nawet wspólne plany na przyszłość. Wcale nie było tak, że była z nim tylko dla pieniędzy. Ceniła go za inteligencję, czuła się przy nim bezpiecznie, a po jakimś czasie gdy schudł przestała się go też brzydzić.
    No, ale z czasem zaczęło robić się dziwnie. Najpierw dziwne sugestie w łóżku. Pomyślała wtedy, że każdy ma przecież swoje dziwactwa, ale nie czuła się komfortowo gdy Gonciarz kazał nazywać się polskim śmieciem bądź brudnym polaczkiem. Im bardziej go poznawała tym robiło się dziwniej. Wyznał jej, że wstydzi się, że jest Polakiem, ale jednocześnie podnieca go to gdy czuje się przez to gorszy. Kasia znosiła dzielnie kolejne dziwactwa do czasu gdy przyłapała go na masturbowaniu się do nagrań Testovirona. To było zbyt wiele. Wyjechała na wakacje do Tajlandii bez niego. Poznała tam skromnego redaktora z Dębicy o prawicowych poglądach. Zaimponowała jej jego pewność siebie. W krajowych mediach sportowych po tamtych wakacjach wybuchła afera Tajska, a Gonciarz mógł o Kasi zapomnieć. Pisał jeszcze do niej smsy, że jej wybacza, że to wina patriarchatu, ale ona już o nim zapomniała. Była już w Brazylii i na te smsy reagowała z zażenowaniem podobnie jak Juan któremu siedziała wówczas na mordzie.

    #gonciarz #pasta #heheszki
    pokaż całość

  •  

    ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    przebudziwszy się pewnego sobotniego poranka, nie wychodząc jeszcze spod kordły, odpaliłem sobie tindera
    przeglądałem dziewczyny. niektóre przesuwałem w lewo, inne w prawo. w końcu natrafiłem na taką, która miała tak radiową urodę, że nie mogąc nadziwić się temu jak bardzo jest brzydka, postanowiłem przysunąć telefon bliżej oczu. leżałem na plecach, telefon przysunąłem nad głowę i jeb - telefon spadł mi na twarz, klasyk. podniosłem telefon z twarzy i widzę, że na ekranie pojawiła się inna dziewczyna. wniosek był prosty - podczas upadku nosem musiałem ją przesunąć, pytanie tylko czy w lewo, czy w prawo. mój dylemat został rozwiany, kiedy następnego dnia dostałem powiadomienie, że tinder znalazł dla mnie parę. Sylwia. jak oglądałem jej zdjęcia to dostałem szmerów serca. chciałem ją odparować, ale nie chciałem jej robić przykrości, bo widziałem, że była aktywna. pewnie by sobie pomyślała, że przyjrzałem się jej bliżej i doszedłem do wniosku, że jest paskudna. miałaby rację, ale chciałem być dla niej miły, więc zostawiłem tę parę.
    napisała. chciałem być miły, więc odpisałem. ciągnęła rozmowę przez trzy godziny, a ja nie chciałem robić jej przykrości, więc z nią cały czas gadałem. tak jak ja lubi sagę i scrabble. zaproponowała spotkanie. chciałem być miły, więc się zgodziłem.
    poszliśmy na pizzę. ona jadła, a ja jadłem i piłem browary. z każdym piwem stawała się odrobinę mniej brzydka, czwarte piwo wycisnęło z niej tyle, ile tylko się dało - osiągnęła wtedy poziom 3/10. spotkanie przebiegło dosyć spokojnie, a po nim od razu napisała do mnie na tinderze. trzeba się znowu spotkać pszystojniaku. zgodziłem się, bo chciałem być miły. zaproponowała, żeby spotkać się u niej, choć mieszka aż w 90km dalej. zgodziłem się, bo nie chciałem być niemiły. no po prostu nie chciałem robić jej przykrości, bo widziałem, że podobało się jej na pierwszym spotkaniu. pojechałem do niej. zaparzyła sagi i zaproponowała, żebyśmy zagrali w scrabble. ta tępa cipa ułożyła słowo "wziąść". ona to tak się wtedy cieszyła. ale punktów dużo, pewnie wygram, bo ty same chujowe literki masz. sama wybierała kto ma jakie literki i mi dała chujowe, ale zgodziłem się, bo nie chciałem być niemiły. "wziąść" to aż 19 punktów, dało jej to dużą przewagę, ale widząc jak się cieszy, nie poinformowałem jej, że to słowo pisze się inaczej (chciałem być dla niej miły). po grze w otworzyła wino i zaczęła się do mnie przymilać. wiadomo jak to się skończyło. nie mogłem jej odmówić, bo pewnie by pomyślała, że jest brzydka i do końca życia miałaby kompleksy, słusznie zresztą, ale ja nie chciałem robić jej przykrości.
    za 15 minut jedziemy do ikei wybierać meble do mieszkania, bo trochę głupio było mi odmówić, jak zapytała, czy zamieszkamy razem. ja to chyba jakieś problemy z asertywnością mam. Sylwia ty brzydka kurwo nienawidzę cię, a pewnie spędzę z tobą resztę życia.

    #pasta
    pokaż całość

  •  

    Kiedy byłem mały, cała nasza rodzina, bliższa i dalsza, zawsze zazdrościła moim rodzicom, że mieszkają nad morzem.
    Dla wielu ludzi perspektywa życia w niewielkim, nadmorskim mieście wydaje się świetna. Rzeczywistość była oczywiście całkiem inna. Nie były to wieczne wakacje.
    Zwłaszcza dla mnie. W okresie jesienno-zimowym okolica była wyludniona, woda za zimna, a do szkoły chodziło i tak niewiele dzieci, więc zwyczajnie umierałem z nudów.
    Jednak z początkiem wiosny otwierano największą atrakcję mojego dzieciństwa, atrakcję, na którą czekałem cały rok. Wesołe miasteczko.
    Nie jestem w stanie powiedzieć ile godzin dobrej zabawy tam spędziłem, ale z pewnością było ich niemało.

    Poza typowymi atrakcjami pokroju wszelkiej maści karuzel, kolejek i strzelnic, było jedno szczególne miejsce, które odwiedzałem z każdą moją wizytą w miasteczku. Była to „Chwila z maskotką”.
    W małym, kolorowym domku, albo raczej przybudówce, każde dziecko, za drobną opłatą oczywiście, miało możliwość spędzenia kilku minut na zabawie z przebranym za wielką maskotkę pracownikiem.
    Może brzmieć to dość nietypowo, ale praktycznie każdy dzieciak, zarówno miejscowy jak i przyjezdny, to uwielbiał.

    Maskotek, czy raczej kostiumów, było pięć. Pan Miś, Pan Pies, Pan Królik, Pan Małpa i Pan Kot. Kostiumy były strasznie tandetne i kiepsko zrobione, ale żaden maluch nie przywiązywał do tego wielkiej wagi.
    W „Chwili z maskotką” najlepszy był element losowości. Nigdy nie wiedziałeś, z jakim zwierzakiem będziesz się bawił.

    Tak czy inaczej, kiedy tylko odkryłem „Chwilę z maskotką”, od razu się w niej zakochałem. Wyłudzałem od rodziców góry pieniędzy, tylko po to, żeby znów zawitać do kolorowego domku i sprawdzić jaka tym razem trafi mi się maskotka. Był to taki hazard dla nieletnich.

    Ale pewnego gorącego, letniego dnia, tuż po rozpoczęciu wakacji, odkryłem coś, co odmieniło moje dzieciństwo. Odkryłem Pana Kota.
    Dokładnie pamiętam zaskoczenie jakiego doznałem, gdy wchodząc do dusznego i nagrzanego wnętrza domku, zobaczyłem kostium wielkiego, czarnego kota z białymi łapkami i uszami, który miał na szyi zawiązany czerwony krawat w granatowe kropki.
    Nikt przede mną nigdy nie widział Pana Kota. Doszedłem do wniosku, że musiał być to nowo uszyty strój, który dopiero co dostarczono do wesołego miasteczka.

    Pan Kot od razu stał się moim ulubieńcem. Rozmawiał ze mną o wszystkim. O moich zainteresowaniach, w co lubiłem się bawić, kim byli moi rodzice, gdzie mieszkałem.
    Było w nim coś innego niż w pozostałych zwierzakach. Nie tylko wyglądał inaczej, ale również zachowywał się inaczej. Był spokojny i opanowany.
    Kiedy z nim gadałem, czułem się jak prawdziwy dorosły. Strasznie mi się to podobało. Oczywiście wiedziałem, że pod kostiumem kryje się któryś z pracowników miasteczka, ale będąc już w domku, nie zwracałem na to uwagi. To był inny świat.

    Kiedy opowiedziałem rówieśnikom o nowej maskotce, nikt nie chciał uwierzyć. Zmieniło się to, gdy parę innych dzieci spotkało się z Panem Kotem.
    Albo przynajmniej tak twierdziło, bo Pan Kot stał się najrzadszym zwierzęciem, jakie można było zobaczyć w „Chwili z maskotką”.
    Do dziś nie wiem dlaczego, ale to ja byłem tym szczęściarzem, który spotykał się z nim praktycznie za każdym razem.

    Czas płynął nieubłaganie, ja zacząłem dorastać i w końcu wyjechałem z miasteczka na studia, całkowicie zapominając o kolorowym domku i Panie Kocie.
    Któregoś lata, postanowiłem jednak przyjechać do rodzinnej miejscowości i, zupełnym przypadkiem, zatrudniłem się w tym samym, starym parku rozrywki, który o dziwo nadal działał.

    Nie robiłem tam nic szczególnie ciekawego, głównie sprzątałem lub sprzedawałem bilety. Zaskoczyło mnie tylko jedno. „Chwila z maskotką” została usunięta. Wszystkie inne atrakcje pozostały.

    Pewnego dnia, gdy odpoczywałem w bufecie, chroniąc się przed piekielnym skwarem, spotkałem pewnego starszego pana.
    Okazało się, że był to najstarszy pracownik wesołego miasteczka, który pracował w nim od samego początku. Teraz był już na emeryturze, ale z braku zajęcia nadal odwiedzał to miejsce i spędzał w nim czas.

    Wdałem się z nim w luźną pogawędkę i zapytałem, co stało się z „Chwilą z maskotką”. Staruszek ze smutną miną powiedział, że atrakcję zamknięto, po tym jak pewnego lata jakieś dziecko znaleziono martwe w słynnym, kolorowym domku.
    Umarło ponoć z braku tlenu. Zwyczajnie zatrzasnęło drzwi, nie mogło wyjść, zemdlało i udusiło się w dusznym, niewietrzonym pomieszczeniu.

    Nie mogłem w to uwierzyć. Lekko drżącym głosem spytałem, gdzie w takim razie była maskotka. Przecież zawsze w domku był pracownik w kostiumie zwierzaka.
    Starszy pan, kiwając lekko głową mruknął, że domek był pusty, i że dziecko musiało wejść do niego samo.

    Nieco blady, zacząłem mimowolnie wspominać moje własne przygody z „Chwilą z maskotką”. Opowiedziałem jaką furorę robiła wśród dzieci i wspomniałem też o Panie Kocie, maskotce dla farciarzy. Dokładnie ją opisałem i zaznaczyłem, że to ja najczęściej go widywałem.

    Stary pracownik słuchał mnie uważnie i w końcu spojrzał mi głęboko w oczy. Czułem się, jakby zaglądał mi w głąb duszy. Zamilkłem.
    Wtedy wypowiedział słowa, które zmroziły mi krew w żyłach i dźwięczały w uszach jeszcze przez dłuższy czas. Nie kłamał. Na pewno.

    „Synku, jestem już starszym panem, mimo to uwierz mi, pamięć mam doskonałą. Pracowałem w tym miasteczku od samego początku, również w atrakcji z maskotkami.
    Byłem Panem Misiem, Panem Psem, Panem Królikiem i Panem Małpą, ale nigdy nie byłem Panem Kotem. Nie byłem nim, bo nigdy nie mieliśmy kostiumu Kota.”

    #pasta #creepy #creepypasta #takbylo #coolstory
    pokaż całość

  •  

    Nie wychodzi Ci z kobietami? Zabierz niewiastę do zoo, najlepszego miejsca na randkę. Zabierałem do zoo dziesiątki kobiet i żadna z nich nie odmówiła. Wybierając zoo od razu masz u kobiety dwa plusy - to, że jesteś oryginalny oraz to, że jesteś wrażliwy. Myślisz, że kobiety lubią 127. sztampową randkę w restauracji dla snobów, w kinie lub w kawiarni? Kobiety lubią nowości, lubią przygody, lubią dawkę świeżości, która sprawia, że ich cipki delikatnie wibrują.. 'Zoo? Wow, super pomysł, nie byłam od lat a uwielbiam zwierzęta, jasne, zgoda :) '. Nie dość, że od razu ma Cię za oryginalnego mężczyznę to jeszcze podoba jej się to, że jesteś wrażliwy, skoro lubisz zwierzęta. Przyjdzie w umówione miejsce podekscytowana, ale to dopiero połowa sukcesu. Zoo jakkolwiek pełne ciekawych artefaktów jest tylko tłem dla pejzażu, który musisz misternie namalować, aby zdobyć jej serce. Gibon, okapi oraz aligator nie odbębnią za Ciebie roboty i to Ty musisz przykuwać uwagę niewiasty. Wielu stulejarzy wpada w sidła tzw. pułapki otoczenia - myślą, że jeśli zaprosili dziewczynę do prestiżowej restauracji to już nie muszą się starać, bo i tak im się odda. Bzdura. Zapraszasz kobietę do zoo po to aby odbyć z nią trzygodzinny spacer pełen rozmów na tematy wszelakie, jedynie wplatając w to anegdoty dotyczące zwierząt, które obserwujecie zza hebanowej balustrady.

    Przed randką przeczytaj ciekawostki dotyczące fauny, wcielając się w rolę zoologa. Na pewno nie uświadczysz na twarzy kobiety subtelnego uśmiechu, jeśli na widok rozwrzeszczanych pawianów powiesz 'hehe, ale mają dupy xD'. Nie tędy droga. Rzucaj niby od niechcenia ciekawe historie dotyczące danego gatunku. Kiedy niewiasta zacznie fotografować stado słoni, opowiedz jej krótką historyjkę o słoniach, które długi czas poszukiwały małego słoniątka, a gdy wreszcie je odnalazły to co prawda ucieszyły się, lecz nie skakały z radości. 'Jak to?' - spyta zafrasowana kobieta. 'Otóż słonie to jedyne ssaki, które nie potrafią skakać.' Obserwując pingwiny powiedz, że samiec pingwina oświadcza się swojej wybrance dając kamyczek - jeśli go przyjmie to zostają parą. Kobiety lubią takie urocze historie. Nie podawaj jej suchych liczb typu pojemność płuc mandryla lub prędkość antylopy. Opowiadaj raczej historie z życia, to, że motyl odczuwa smak nogami, że delfiny nadają sobie imiona, nazwij mrówkojada oszustem, bo zajada również pszczoły, na widok renifera wspomnij o tym, że widziałeś go kiedyś z Mikołajem, opowiedz o tym, że wydry morskie w czasie snu trzymają się za łapki, żeby się nie rozdzielić. Co bardziej wrażliwe kobiety wzruszą się słysząc te anegdoty lub widząc małego nosorożca. To dobry znak, otwierają się przed Tobą, więc czas przystąpić do działania.

    Po pasjonującym spacerze podczas którego brylowałeś intelektem, wiedzą, humorem i czułością, usiądź z niewiastą na pobliskiej ławce w parku, ewentualnie odczuwając głód kupcie sobie po hot-dogu i kontynuujcie rozmowę. Kobieta raz po raz będzie powtarzała, że 'świetnie się bawiłam, naprawdę, dziękuję :) ', a Ty spokojnie zagryzaj hot-doga niczym alpaka kosodrzewinę, bo teraz piłka leży po stronie niewiasty. Będzie Tobą zauroczona. Będziesz jawił się jej jako atrakcyjny samiec - inteligentny, wrażliwy, oryginalny, zabawny. Będzie zerkała na Ciebie niczym jelonek bambi. Nie atakuj. Nie naciskaj. Nie mów, że chcesz ją zerżnąć niczym lew, król dżungli, który tak naprawdę jest królem sawanny. Pozwól jej samej zaproponować dalszą część dnia. Jeśli nic nie powie rzuć żartobliwie 'zapewniłem nam kapitalne popołudnie, a Ty co zaproponujesz na wieczór?'. Jeśli nie będzie miała czasu/nie jest łatwa to powie, że niestety musi już zmykać. Zaakceptuj to, pożegnaj się czule i wróć do domu - nim obrócisz się na pięcie to już dostaniesz od niej sms o treści 'naprawdę było super, mam nadzieję, że jutro też się spotkamy :) '. Jeśli w jej oczach dostrzeżesz tygrysi zew pożądania to zaproś ją do domu pod pretekstem pokazania albumu zwierząt parzystokopytnych, a w domu pokazujesz jej penisa i pieprzysz ją niczym zwierzynę.

    Reasumując, następnym razem zaproś kobietę do zoo a będzie Ci dane. Polecam!!

    #rozowepaski #niebieskiepaski #zwiazki #takaprawda #heheszki

    pokaż spoiler #pasta #codziennapasta 17/70 ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    Dajcie swoje ulubione pasty. Moje to o sztuce nowoczesnej, butelkach na siki i o milosci.

    Tu o milosci bo mnie jeden ancymon z anonimowemirkowyznania zainspirowal. Moze troche rakowa, ale prawdziwa
    #pasta

    Każdy miał w życiu taki moment, kiedy mówił sobie 'Boże/ Allahu/ Jednorożcu daj mi kobietę, a zrobię wszystko aby była najszczęśliwszą osobą na świecie'. Kurwa, jakie było moje zdziwienie kiedy to Pan zesłał mi piękną niewiastę imieniem Zuzanna. Nie mogę powiedzieć, że to był ideał, bo nie był. Normalna, atrakcyjna i mądra kobieta. Taka do kochania, paplania o starości z wnukami i niedzielnych obiadkach u mamusi. Nie było niczego romantycznego w naszym poznaniu, nie było grzmotów z nieba, jej włosów nie rozwiewał wiatr w efekcie slow motion, nie uratowałem jej z rąk oprawcy, ani takie tam. Potrąciłem ją samochodem. Spieszyłem się, cofałem, ona jechała rowerem... Bum! i zderzak do wymiany (500zł!). Jej na szczęście nic się nie stało, a ja, jako godny reprezentant rasy męskiej, postanowiłem odkupić jej rower (950 zł!).

    Kiedy podawałem ekspedientce kartę, w celu uregulowania rachunku, przeszedł mnie dziwny dreszcz zmieszany z kłuciem w przeponie. Najpierw myślałem, że to dlatego, że 950 zł wsadzam, jak to się mówi na śląsku ' kozie w dupę', jednak... Zrozumiałem, że zwyczajnie jestem głodny! Więc, niespecjalnie licząc na wyraz chęci, zabrałem Zuzannę na jedzenie. Poszliśmy w trójkę. Ja, ona i jebany rower, który ktoś ukradł spod knajpy, kiedy to moje serce zaczynało szybciej bić dla niej.

    Siedziała przede mną mała gapa o niebieskich oczach, w grzywce zachodzącej na oczy, która uśmiechała się głupkowato opowiadając jakieś pierdoły. Jakież było moje zdziwienie kiedy uświadomiłem sobie, że jest w niej coś fajnego. Nie mówię tu tylko o cyckach, chociaż nie powiem, że fajnie dopełniały jej wygląd.

    Pierwszy szok przeżyłem wieczorem tego samego dnia. Była to mieszanka piwa, żalu po skradzionym rowerze, obraz jej sukienki i twarzy. W celu rozładowania napięcia postanowiłem włączyć sobie film z kategorii sensual porn. Kurwa, no nikt mi nie powie, że ogląda to po to, żeby poszukać aspiracji do wystroju wnętrz. Nie wiem jak wy, ale ja to wyobrażam sobie pannę na filmiku jakoby mnie dosiadała. I tu przeżyłem drugi szok - te wszystkie gwiazdki nagle miały brzydkie, obleśne mordy. Ani mi, ani Trollowi, bo tak nazywam moje serce i rozum te panny nie przypadły do gustu. Wtedy zrozumiałem, że wyobrażać sobie, a posiadać to zajebista różnica. I wstyd mi jak chuj, ale Zuzię chciałem posiadać. Na początku tylko jednorazowo. Zadzwoniłem żeby zaprosić ją na przysłowiowego drinka. Gadaliśmy dobre trzy godziny przez telefon. Od planów na przyszłość, przez to jakie przyjebane jest pranie w orzechach, po ulubione kolory i alergie. No istne pierdolenie. Słuchałem o jej uczuleniu na mleko i śliwki, a Trollowi bardzo podobały się przekazywane przez nią informacje. Spotkaliśmy się następnego dnia.

    Przez 9 miesięcy zachwycało mnie jej nieidealne ciało, sterczący tyłek i asymetryczne cycki. Oszalałem, ona zresztą też. Kurwa, no było cudownie. Na prawdę w pewnym momencie czułem, że dostałem to czego mi w życiu szczerze brakowało. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Myślałem o niej nieustannie. Przynosiłem małe bukieciki polnych kwiatów (do 10 zł i nie droższe) kupowane od jakiś babć co to rozsiadają się na chodnikach jakby były ich własnością. Dotykałem jej włosów, całowałem nos, drapałem po brzuchu i plecach, nosiłem na rękach, przygotowywałem kolacje niespodzianki i relaksacyjne kąpiele. Zapomniałem jeszcze o wielogodzinnym łażeniu po0 sklepach i masowaniu jej wśród świec. Zuza nigdy nie była panną, która czegoś wymagała. Zawsze cieszyło ją wspólne spędzanie czasu razem, po prostu. Była dobra i kochana. Gotowała mi i prała moje jebiące skarpety, tak, że pachniały kwiatkami. Do tego łóżko. Jak to się mówi- miała temperament i potencjał, który doprowadzał mnie do szaleństwa.

    któregoś dnia pojechałem do mamy po gołąbki, wtedy miał miejsce kluczowy moment w moim życiu. Doszedłem do wniosku, że ta kobieta będzie matką moich dzieci. Powiedziałem jej o tym jak tylko wróciłem do domu. Kurwa, nigdy nie widziałem tak szczęśliwej kobiety. Stała przy garach w jakiejś pogniecionej koszulce i moich bokserkach, z ziemniakiem w ręku i płakała wzruszona. O rzesz kurwa ile wtedy padło pięknych słów! Czułem się na prawdę szczęśliwy i zajebisty do granic możliwości. Moi kumple mieli przygodne panny, a obok mnie śpi kobieta z którą chcę być do końca życia. Wszyscy którzy idą przez życie z kobietami marzeń wiedzą o czym mówię, i nie ma w tym żadnego pierdolenia. Ci, którzy jeszcze nie doświadczyli tego uczucia, mają ten zajebisty moment przed sobą. Dobrze zapamiętajcie tą chwilę, ponieważ TAKIE COŚ czuje się tylko jeden jedyny kurwa raz w życiu. Normalnie eldorado, orgazm, milion w totka i takie tam inne. A jeszcze jak kobieta chce tego samego. No w dzisiejszych czasach trzeba to docenić i zrobić wszystko żeby nie odjebało.

    Bo właśnie mi odjebało. Nie wiem kurwa co ja sobie myślałem, ale jakoś wydawało mi się, że skoro już wszystko ustaliliśmy, w sensie, że mamy wybrane imiona dla dzieci, meble do kuchni i wiemy, że chcemy być ze sobą do końca świata, to wszystko jest zajebiście. Tylko, że nagle panny z pornoli już nie miały obleśnych mord, nieidealne ciało stało się po prostu ciałem, babcie w chustkach okupujące krawężniki były babciami w chustach okupującymi krawężniki. Kąpiele zamieniłem na szybkie prysznice, a spacery na siedzenie przed telewizorem. Gdzieś się kurwa pochowały namiętności, skoro pralka znów spełniała w domu tylko funkcję pralki, a program wirowania miał za zadanie dobrze odwirować moje gacie.

    I tu kurwa muszę przyznać się do tego jakimi drętwym fiutem byłem, bo Zuza nie odpuszczała. Ona przejęła moją funkcję rozpieszczyciela. To ona gotowała pyszne obiadki, smaczne kolacyjki, przechadzała się w majtkach od rana do wieczora, całowała, głaskała, no kurwa odpowiedziany, zakochany facet tylko z cyckami. Zaczęły się kłótnie, płacz, awantury i trzaskanie drzwiami. Ja mówiłem, że ona mnie nie słucha, ona, że nic do mnie nie dociera. Kłóciliśmy się, godziliśmy i tak kurwa 16 razy. 16 jebanych razy mnie zostawiła i 16 razy do mnie wracała. Ja obiecywałem, a i tak jakoś mi się nie chciało. Wiedziałem, że i tak wróci. Nie musiałem jej rozumieć, bo miałem pewność, że tak będzie.

    Pewnego kurwa pięknego dnia, Zuza też przestała się starać. To było równy rok temu. Wróciłem do domu, siedziała na kanapie, spakowana w walizki z doniczką z kasztankiem na kolanach. Kasztanek to była maksymalnie przedszkolna sytuacja, a teraz to moje najmilsze wspomnienie po związku. Założyliśmy się kiedyś, że ona wyhoduje drzewo z owoca kasztana, ona będzie o nie dbała, a ja je zasadzę jak Zuza urodzi mi syna. Kasztanek rósł sobie w kuchni na parapecie i jako jedyny nie dawał za wygraną.

    Spojrzała na mnie tymi swoimi zapłakanymi ślipiami i powiedziała, że jej też już jest wszystko jedno.

    Przyznam, że nie byłem na to przygotowany. Lubiłem te nasze kłótnie i późniejsze godzenie się, lubiłem ją zapłakaną i taką kurwa bezbronną.

    Po Zuzie ratowałem się jakimiś kobietami, ale to były tylko kolejne kamienie, które za każdym razem dowiązywałem sobie do nogi. Nagle kurwa znów jej ciało było nieidealnym, ale najlepszym na świecie, tańce w moich majtkach w kuchni najseksowniejszymi ruchami na świecie, a drugiej takiej grzywki wpadającej w oczy nie ma żadna kobieta.

    Od roku tęsknię za nią codziennie. Od 11.06.br ze zdwojoną siłą, ponieważ właśnie tego dnia dowiedziałem się od swojej matki, że Zuza wyszła za mąż.

    Dbajcie o swoje kobiety. Nigdy nie myślcie, że zdobyliście je w całości i na zawsze. Nie ma ' na zawsze'. Każdego dnia jest na dziś.
    pokaż całość

    •  

      @jestepianke:
      Na lotnisku w Warszawie są trzy strefy przeznaczone do palenia tytoniu.

      Jedna jest mniej więcej po środku i tym samym zlokalizowana najkorzystniej. Problem z nią polega na tym, że jest ona poniekąd ofiarą swojego sukcesu, bo zawsze jest w niej w opór ludzi, bo wszystkim jest do niej blisko.

      Druga strefa jest najbardziej po lewej, czyli na samym końcu terminala, gdzie są bramki 40-45. Ta z kolei jest zrobiona najbardziej na bogato, ma kilka ławeczek do siedzenia, kolorystyka jest miła dla oka, a wnętrze zostało wykonany z jak to się mówi wysokiej jakości materiałów. W dodatku nigdy nie ma w niej tłoku, jednak wynika to z tego, że wszystkim podróżnym jest na nią daleko - chyba, że ktoś leci do Hiszpanii albo do Norwegii, bo jak wynika z moich obserwacji, właśnie tam lata się z bramek 40-45.

      Trzecia jest natomiast w strefie NON-SCHENGEN, czyli oddzielonej części lotniska, skąd odlatują samoloty do krajów niebędących w strefie Schengen, czyli w pewnym sensie tych, które nie są w Unii. Pewnie zaraz ktoś się przypierdoli, że to zbyt daleko idące uproszczenie, bo co niby z Norwegio czy Szwajcario, a jak się trafi jakiś student politologii lub europeistyki, to może się nawet powołać na jakieś kurwa San Marino. Natomiast zanim to nastąpi, to chciałbym zauważyć, że jak tak będziemy rozmawiać, to ani się obejrzymy jak znajdziemy się w sytuacji, kiedy będziemy tłumaczyć różnice pomiędzy Radą Unii Europejskiej, a Radą Europejską, a Radą Europy, więc dajmy już po prostu spokój. Ważne jest tylko, że ta część lotniska oddzielona jest od reszty kontrolą paszportową, którą jak już się przekroczy, to nie ma odwrotu. Z tego też powodu nie ma tam przynajmniej żadnych dylematów w kwestii papierosów, bo strefa dla palących jest tylko jedna, a wygląda dokładnie jak ta pierwsza po środku, czyli przezroczysty pokoik 3x4 metry ze szklanymi drzwiami, mniej więcej taki jak na zdjęciu poniżej – tylko bez napisów po chińsku xD

      Dzisiaj rano leciałem w ryzykowną wyprawę do jednego z krajów poza Schengen. Przyjechałem tam, przeszedłem przez kontrolę bezpieczeństwa, potem przez kontrolę paszportową na te całe NON-SCHENGEN, idę pod bramkę do samolotu i się okazuje, że mam jeszcze sporo ponad godzinę do odlotu. Wynika to z tego, że kilkukrotnie w życiu miałem takie opcje, że mi samolot uciekł i zostawałem gdzieś na krańcu świata bez realistycznych perspektyw powrotu do domu, co pozostawiło u mnie różnorakie traumy i teraz zawsze na lotnisko przyjeżdżam grubo, grubo przed odlotem. Te traumy może kiedyś jeszcze opiszę, ale nie dzisiaj, bo dzisiaj miałem jeszcze sporo ponad godzinę.

      Będąc w tak komfortowej sytuacji stwierdziłem, że pójdę sobie jeszcze na fajeczka do tej trzeciej strefy dla palących. Znajduje się ona w takim zagłębieniu lotniska, gdzie trzeba zejść kawałek schodami w dół i jest tam też sklep wolnocłowy, kibel i poczekalnia VIP - która pewnie ma swój dodatkowy, osobny kibel VIP, ale głowy nie dam, bo nie jestem VIP, więc na własne oczy tego nie widziałem.

      W tej kabinie trochę ścisk, jak zawsze, ale co zrobić. Palacze zresztą nie należą w większości do ludzi, którzy by się przejmowali takimi drobnymi niedogodnościami, skoro na co dzień znoszą szykany takie, jak wysokie opodatkowanie, wypędzanie na deszcz i mróz, czy straszenie chorobami płuc i impotencją. Stanąłem, jaram, po językach używanych w rozmowach prowadzonych przez współpalaczy da się poznać, że towarzystwo jest międzynarodowe. Zaraz jeszcze przyszło dwóch Ukraińców z Ukrainką, jakieś dwie panny z Nigerii, jakiś typ z Rumunii i już w kabinie się zrobił tłok jak w autobusie w godzinach szczytu. Prawdopodobnie czując z tego powodu dyskomfort jeden gościu zagasił peta już w połowie i przeciska się w kierunku drzwi, żeby się wydostać. Problem jednak był podobny jak w autobusach w godzinach szczytu, czyli jak kilka osób na te drzwi napiera, to one się za chuja nie otworzą. Typ zaczyna tłumaczyć językiem migowo-angielskim tym napierającym, żeby się rozsunęli, bo nie może wyjść. Wymagało to jeszcze większego ściśnięcia się pozostałych palących, ale w końcu udało się przed drzwiami utworzyć strefę zdehumanizowaną, jednak drzwi twardo stały dalej zamknięte. No to typek zaczyna przed nimi machać łapami jak idiota, żeby go fotokomórka zauważyła i wypuściła na wolność, przy tym machaniu się jeszcze ręką poparzył o szluga co jakaś kobieta obok paliła, ale drzwi nadal nic. Chyba się popsuły.

      Przez palarnię palarnie przeszedł szmer zaniepokojenia, szemrany w kilkunastu językach świata. Prawdopodobnie tak samo wyglądało to na Wieży Babel, jak Bóg pomieszał ludziom języki i ktoś pierwszy się zorientował, że coś jest nie halo i zaczął szemrać, a potem zaczynali szemrać pozostali, tylko już nikt nikogo nie mógł zrozumieć, bo było za późno. Wszyscy zgromadzeni odpalili po jeszcze jednym szlugu, bo się zestresowali, więc w dodatku zrobiła się turbo siekiera, bo wentylacja palarni nie miała aż takiej przepustowości. Nagle przez tłum w panice do drzwi przepycha się jakiś facet z Chin, zaczyna te drzwi pchać z całej siły, a gdy pomimo tego się nie otwierają, to odwraca się do nas i z grymasem bólu na twarzy pokazuje na swój brzuch i mówi po angielsku
      I MUST… YOU KNOW WHAT...
      Czyli po polsku, że on musi… no sami wiecie co…

      Na tę wieść szemranie zaczęło się intensyfikować, bo sytuacja rzeczywiście była podbramkowa. My tutaj w potrzasku, ludzie zaraz mają samoloty do rozrzuconych po całym świecie państw niebędących w strefie Schengen, a jeszcze ten nam się tu zaraz zesra w gacie. Jakaś trzeźwo myśląca panna z przeciwległego do mnie końca palarni woła po angielsku, żeby facetowi dać jakąś reklamówkę, czyli patent tak jak na rzyganie, tylko gorzej. Zaraz faktycznie ktoś, kto był wcześniej w sklepie wolnocłowym, podaje z ręki do ręki z pomocą innych uwięzionych reklamówkę w stronę tego faceta, ale nagle nastąpił problem, bo jedna z podających osób zauważyła, że to nie jest taka znowu zwykła siatka.

      Reklamówka była z jednego takiego sklepu wolnocłowego na lotnisku, który ma taką politykę, że część dochodów ze sprzedaży przeznacza na upamiętnianie zapomnianych grobów żydowskich w Polsce. Wiadomo to stąd, że jest to wszystko napisane na tej reklamówce właśnie, a jakby ktoś nie umiał czytać, to jeden przykładowy, zapomniany grób jest nawet narysowany. Uprzedzając pytania, to nietrudno poznać, że to grób, bo groby żydowskie są właściwie takie same jak w pozostałych wielkich religiach monoteistycznych, czyli polskiej i muzułmańskiej, czyli kamień wystający z ziemi. Podobno inaczej jest na przykład w Mongolii i tam robią tak, że jak ktoś umrze, to się go kroi na kawałki i zostawia na stepie szerokim, żeby jego resztki zjadły orły. Jest to prawdopodobnie kluczowy powodów, dla którego na tym lotnisku nie ma żadnych sklepów polsko-mongolskich, bo reklamówki przedstawiające takie sceny mogłyby nie przejść, skoro u nas nawet o te różne plakaty aborcyjne są grube afery.

      W każdym razie ktoś podzielił się z resztą zgromadzonych opinią, że do takiej reklamówki niekoniecznie wypada nasrać, bo to jednak groby etc. Gremium z grubsza poparło te wątpliwości, ale typ pod drzwiami już krzyczy, że I MUST VERY MUCH i widać, że aż go skręca. No to wszyscy w krzyk, że dawać szybko inną reklamówkę. Na to wezwanie odpowiedział gościu co leciał do Wietnamu, wyciąga z bagażu podręcznego siatkę w której wcześniej miał kilka paczek szlugów i podaje ją dalej, i dalej, i dalej, aż przechodziła przez moje ręce.

      Tym razem to ja zauważyłem problem symboliczny, bo na reklamówce było napisane NIEPODLEGŁA 100, bo widocznie w którymś sklepie zostały jeszcze z zeszłego roku z akcji promocyjnej. No to tłumaczę pozostałym palaczom, że ONE HUNDRED YEARS POLISH INDEPENDENCE, YOU KNOW. Trzeba powiedzieć, że to, że ja dopiero w ostatniej chwili zaprotestowałem przeciwko temu, żeby srano do tej siatki, nie wynikało z tego, że była ona uszanowana mniej niż reklamówka żydowska, tylko po prostu na tej drugiej był i obrazek i napis aż w trzech językach – polskim, angielskim i hebrajskim – a na tej siatce od niepodległości tylko po polsku i to też tak niejednoznacznie. Na co wskazuje zresztą fakt, że według badań opinii publicznej to 32% Polaków jak widzi taki napis to w ogóle nie wie o co chodzi, 25% myśli, że to rocznica stanu wojennego, a 12%, że wejścia do UE. W każdym razie jak już wytłumaczyłem, to niepodległość została uszanowana równie należycie co cmentarze, a jedna z tych Afrykanek, co przyszły po mnie, to nawet powiedziała, że jak się już jest w jakimś kraju, to tym bardziej należy uszanować jego niepodległość. Niestety jej propolski wywód przerwał ten Chińczyk spod drzwi, że on już dłużej nie wytrzyma.

      No to znowu gorączkowe poszukiwanie reklamówki, ale żadnej innej już nie ma. W końcu jakaś starsza kobieta, chyba z Rosji, wygrzebała z kieszeni płaszcza taką małą, papierową torbę, w której miał bajgla czy tam kurwa obwarzanka, produkt regionalny. Żeby wam zobrazować, to była jedna z takich toreb, co jak się do niej w sklepie wsadzi 4 kajzerki na raz, to już się nie domyka i nie można jej położyć na taśmie przy kasie, bo się wysypią. Zrodziło to więc pytanie, czy dla tego Chińczyka wystarczy, skoro taka poważna potrzeba. Te wątpliwości jemu też się udzieliły, bo jak mu ją podała, to zaczął ją bardzo uważnie oglądać. A potem stało się coś wzruszającego, bo zajrzał do środka i zobaczył, że tam są jeszcze okruszki po tym obwarzanku i zamiast do nich narobić, to przechylił torbę i wysypał sobie je do buzi, żeby się mimo wszystko nie zmarnowały.

      W palarni zapanowała chwila melancholijnej ciszy, bo każdemu się przypomniał ten wiersz, że

      DO KRAJU TEGO GDZIE KRUSZYNĘ CHLEBA
      PODNOSZĄ Z ZIEMI PRZEZ USZANOWANIE
      DO DARÓW NIEBA
      TĘSKNO MI PANIE…

      Tylko oczywiście każdemu się przypomniał w jego własnym języku. A przecież w każdym z tych krajów, gdzie ten wiersz mają, były takie momenty, że tego chleba po prostu nie było i się dojadało okruchy – z tego powodu zresztą wiersz powstał. W Wietnamie jak była wojna w Wietnamie, w Rosji jak było oblężenie Leningradu, w Chinach podczas Wielkiej Skoku Naprzód, w sensie symbolicznym na zapomnianych cmentarzach żydowskich, oraz w Polsce na wcześniejsze rocznice niepodległości, albo w ogóle przed nimi.

      Być może to właśnie z tego powodu ktoś zaproponował, żeby z szacunku dla tego gościa co mu się tak chciało, każdy odpalił szluga, to zrobi się jeszcze większa siekiera i nic nie będzie ani czuć, ani widać i facet będzie miał trochę prywatności. Tak też zrobiliśmy, każdy następnego fajeczka, tamtego Chińczyka przestawiono w najbardziej oddalony kąt palarni i wszyscy się odwrócili w drugą stronę. Dym już gęstnieje, a tu nagle zza rogu przed palarnią wychodzi sprzątaczka. Wszyscy zaczynają tłuc w szybę i do niej krzyczeć w wszystkich językach świata mieszczącego się poza strefą Schengen, żeby podeszła do drzwi od drugiej strony, bo może tam fotokomórka zaskoczy i się otworzą, a jak nie to chociaż poleci po pomoc. Ta sprzątaczka ze strachu aż przystanęła, bo z zewnątrz musiało wyglądać to tak, że w palarni jest centralnie siwo i tylko z dymu wyłaniają się różne ręce i napierdalają w ściany ile wlezie w akompaniamencie biblijnego niemal jazgotu. Na szczęście nie uciekła, tylko powolutku podeszła pod palarnię i w tym momencie rzeczywiście drzwi się otworzyły.

      Na zewnątrz poszedł taki kłąb dymu, że panią sprzątaczkę aż cofnęło, a czujniki przeciwpożarowe momentalnie zapiszczały. My od razu dla tego Chińczyka prawdziwy kurwa korytarz życia przez palarnię do wyjścia, że może jeszcze zdąży do kibla dobiec. Ten rusza sprintem, wszyscy kibicują ile siły w zniszczonych płucach, centralnie jak jakiś Wyścig Pokoju, tylko jeszcze piękniejszy, bo to nie różne narody konkurują pomiędzy sobą, a cała ludzkość wspólnie zmaga się z fizjologią. Typ leci, leci, a tu nagle kurwa z drogi do kibla skręca w bok do sklepu wolnocłowego i sobie kupuje obwarzana, bo jak się okazuje, jemu się chciało jeść, a nie srać, tylko nie doprecyzował.

      #malcolmxd #pasta
      pokaż całość

    •  

      @ikp: Wspaniała to jest pasta

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Czasami zastanawiam się co by było, gdyby nieuctwo kuców w temacie biologii czy ekonomii przeniosło się na grunt matematyki.

    Kiedy powiedziałbyś kucowi, że jak delta jest ujemna to równanie kwadratowe jednak ma rozwiązanie, zacząłby pukać się w głowę. ,,Na matmie to spałeś?" - pytałby. Pokazałby ci podręcznik szkoły średniej, w którym jest napisane, że równanie kwadratowe ma rozwiązania tylko, gdy delta jest nieujemma. Kiedy ty pokazałbyś swój ze studiów i powiedział, że to, czego uczyli w szkole jest tylko uproszczeniem i nie oddaje w pełni skali złożoności problemu, nazwałby cię lewakiem.

    ,,Zbiór liczb rzeczywistych jest najszerszym zbiorem, nie ma żadnych szerszych" - wyłby. Wszystko co poza nim jest odchyłem od normy i nie powinno być uznawane za zbiór w ogóle. Ciało liczb zespolonych i jednostkę urojoną nazywałby ideologią urojeń lub ideologią liczb zespolonych. Jeśli powiesz, że potrafisz obliczyć pierwiastek kwadratowy z liczby ujemnej, nazwałby cię chorym psychicznie. Przecież tak na chłopski rozum jest to niemożliwe. Wszystko co związane z algebrą zyskałoby miano algebraic studies. Pojawiłby się kanał na youtube, którego twórca tłumacząc wypowiedzi zagranicznych matematyków o algebraic studies, notorycznie myliłby ze sobą dwa pojęcia: pierwiastek arytmetyczny (wynik pierwiastkowania) i algebraiczny (miejsce zerowe funkcji).

    #bekazprawakow #neuropa #pasta #bekazkorwina
    pokaż całość

    •  

      Czasami zastanawiam się co by było, gdyby nieuctwo kuców w temacie biologii czy ekonomii przeniosło się na grunt matematyki.

      @NapalInTheMorning: Nie masz nad czym się zastanawiać. Tak jest. W większości przypadków kuce chuja tam wiedza, tylko mają przeświadczenie że są zajebiści.

      +: kryszon
    •  

      @NapalInTheMorning: Rozumiem, że autor usilnie próbuje porównać wysrywy proponentów tzw. "gender studies" z matematyką. Nie wziął tylko pod uwagę, że o ile istnienie pierwiastków zespolonych jest prostą konsekwencją zastosowania logicznego wnioskowania do aksjomatów, o tyle np. istnienie tzw. "trzeciej płci" jest jedynie opinią nie mającą żadnego potwierdzenia w faktach. Taka mała uwaga, przy której to całe porównanie sypie się jak domek z kart ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Aha, obowiązkowo tag #lewackalogika bo to ewidentnie nowy poziom tejże.

      #bekazlewakow #bekazpodludzi
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (16)

  •  

    Uwielbiam stacje benzynowe nocą. Pełne gwaru i pośpiechu w ciągu dnia, po 23:00 w dni powszednie stają się ostoją spokoju i harmonii, w której na kilka minut cukrzycowe tętno Warszawy zwalnia i wybija klasyczne 120 na 80. Sprzedawca może sobie darować wciskanie płynu do spryskiwaczy i hotdogów, bo wie, że po pierwsze o tej porze tajemniczy klient już śpi, a po drugie ten, kto odwiedza jego przybytek w nocy gdyby chciał sobie pryskać szyby droższą od paliwa premium mieszanką wody i ludwika, to by o to poprosił. On szanuje swój czas i ja szanuję jego, wiem, że za 8 zl brutto za godzinę czas między klientami spędza pod kocykiem na zapleczu i załatwiamy geszeft tak jak trzeba - szybko i dokładnie.
    O tej porze 95% klientów to faceci - spośród których każdy wie jak jest - że kartkujący najnowsze "Men's Health" facet w marynarce nie wraca z przedłużonego spotkania członków zarządu, tylko od kochanki; że nic nie wyjdzie z kariery raperskiej tankującego LPG za 20 zł młodego właściciela hondy civic i że skończy z jakąś zwykłacką dziewczyną na 8 piętrze w bloku na białołęce i będzie zapierdalać po 12 h dziennie żeby starczyło na wycieczkę szkolną dla dzieci; że palący spokojnie papierosa przy myjni taksówkarz nigdy nie "rzuci tej taksy w cholerę" tylko będzie w niej jeździł, aż skasuje go jakiś najebany małolat w starym e36. Ale w zmęczonych oczach i pełnych kofeiny sercach jest też wiara, że ujście rzeki okaże się źródłem.I to w gruncie rzeczy właśnie ta wiara, a nie benzyna napędza to wszystko.

    pokaż spoiler #rozkminy #nocnajazda #nightdrive #motoryzacja #pasta #byloaledobre
    pokaż całość

    źródło: zinnejperspektywy.pl

  •  

    Jestem instruktorem szkoły jazdy w pewnym mieście wojewódzkim, pandemia mocno to i mnie ciśnie góra żeby o kursantów dbać, bo cienko, a skarbiec pusty tak, że szef już ze trzy tygodnie w tym samym garniturze chodzi, do tego go nie pierze.
    Trzeba uważać.
    Ale to, jak moja cierpliwość została ostatnio wystawiona na próbę to nawet święty papież by nie wytrzymał.

    Siedzę w swoim i20 i na nowego kursanta czekam bo się ma pojawić dzisiaj na pierwsze jazdy. Trzy miesiące do osiemnastki mu podobno zostało i chce od razu na osiemnastkę prawko, no chwali się bo to im wcześniej tym lepiej. I nagle słyszę coś brzęczy na zewnątrz, muzyka jakaś, nawet tekst w miarę dobrze było słychać, to szło jakoś tak:

    It's all about performance
    That's the name of the game
    I pump up my tires and I oil my chain
    Performance, the name of the game
    Carbon fork, carbon stem, an aluminum frame...
    (God, I gotta get a carbon frame!)

    Myślę "ki chuj", ale nie widzę za bardzo skąd to. No i w pewnym momencie zza winkla wychodzi, w ręku głośnik bluetooth, koleś ubrany w obcisłe rowerowe galoty, obcisłą bluzkę i kask rowerowy. I to wszystko różowe. Tak myślę sobie że kurde w styczniu na rower to trochę za zimno, ale co kto lubi.

    I ten koleś do mnie do samochodu podchodzi i w szybę puka, trochę w szoku ale otwieram i słyszę że dzień dobry i czy pan Anon. No to odpowiadam że tak, zmieszany trochę, a ten mówi że on się nazywa reddin i że na jazdy do mnie przyszedł. Kyrie elejson ratuj, no ale przypominam sobie słowa janusza szefa żeby grzecznym być dla kursantów, więc dzień dobry panie reddin, gadka szmatka i go pytam czy na rower nie za zimno. A ten mi mówi, że piechotą przyszedł bo tu niedaleko mieszka ulicę dalej.
    No nic, mówię mu żeby wsiadał, problemów trochę chłopak miał bo do tyłu się chciał pakować na początku, ale to pierwsze jazdy to i można zrozumieć że stres chłopaka zżerał, ale co się później zaczęło dziać, to w swojej instruktorskiej karierze nigdy czegoś takiego nie widziałem przysięgam na rozporządzenie Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych.
    Jak się już ogarnął i usiadł na miejscu kierowcy, załatwiliśmy papierki i mówię mu żeby ten kask chociaż zdjął, a ten że nie, że tak bezpiecznie i on w kasku będzie jeździł. Ja mu mówię, że to nowy samochód, że bezpieczny, że pasy, poduszki powietrzne, cztery gwiazdki NCAP. A on na to, że kamaz ma w dupie moje gwiazdki ncap (ktoś wie o co chodzi?). Gdyby wyższy był to by podsufitkę mi szorował tym tanim plastikiem, ale chłopak 170 cm to w tym kasku z ledwością ma, więc myślę dobra, niech już tak jeździ jak mu zależy. Nie wiedziałem że to dopiero początek przygody z panem rowerzystą.
    Zawsze przed pierwszą jazdą przeprowadzam z kursantem krótki wywiad. Niby wiadomo że prawka nie ma, że nawet osiemnastki jeszcze nie skończył, ale prawo sobie, a życie sobie, miałem i takich którzy bez prawka od 15 roku życia jeżdżą, więc pytam zawsze, bo często można podstawy pominąć. Jak się okazało pan reddin do takich nie należy, mówi że ojca taksówkarza ma i fana motoryzacji i że go ojciec chciał nauczyć jeździć zawzięcie i próbował ale nie szło, jakoś tak mu się głos łamał przy tym więc nie chciałem drążyć. Wiadomo, nie każdy uczyć potrafi. Mówię że spokojnie, że się wszystkiego nauczymy i że będzie dobrze, a ten nagle eksplodował jak niewybrane szambo. Że on nie chce i że się boi, że on chce na swój rower i że mu petrojanusze (?) nie będą nic kazali robić i że on to pierdoli bo się nigdy samochodem nie nauczy jeździć bo się nie nadaje ale ojciec taksówkarz powiedział mu, że albo prawo jazdy zrobi albo ma wypierdalać z domu. Nawet mi się go trochę żal zrobiło, no ale z takim podejściem to się chłopak na pewno niczego nie nauczy. A ten dalej swoje, że on ostre koło chciał na osiemnastkę ale ojciec blachosmrodziarz (?) mu zamiast tego kurs prawa jazdy opłacił. I taki zaryczany i zasmarkany wysiadł w tym różowym kasku z samochodu i jebnął drzwiami aż mi w uszach zadzwoniło i pobiegł z powrotem ulicą chlipiąc i wrzeszcząc dalej coś o petrojanuszach.
    Patrzę w kalendarz, a tu w środę kolejna lekcja, no po takiej akcji to już pan rowerzysta raczej się nie pojawi. Jak ja to przed szefem wytłumaczę to nie wiem. No nic, może jeszcze przyjdzie.

    Ku mojemu zaskoczeniu w środę reddin pojawił się ponownie, znowu w swoim rowerowym wdzianku na rowerze szosowym B'TWIN. Ciarki mnie aż przeszły na myśl co się odjebie tym razem, no ale losy szkoły jazdy się tu ważą, więc spiąć się trzeba i wytrzymać. Pytam go czemu na rowerze przyjechał jak niedaleko ma, a ten mówi że się z ojcem petrojanuszem pokłócił, stary go z domu wyjebał i on teraz u babci mieszka w innej dzielnicy i że do domu wróci jak prawo jazdy zrobi. Przypiął ten swój rower do słupka i wsiadł do elki.
    Tym razem udało się nawet kawałek lekcji przeprowadzić, wytłumaczyłem co gdzie w samochodzie jest i do czego służy, zainteresował się pedałami, pyta mnie po co trzy jak w rowerze dwa są i wystarczy. No to mu powtarzam, że to gaz, hamulec i sprzęgło i co jak działa, ale jakoś błysku zrozumienia nie zaobserwowałem. No ale nic, może w praktyce załapie. Pierwsze uruchomienie silnika, mówię mu żeby powoli sprzęgło odpuszczać aż zaskoczy, a ten zaczął sprzęgło i gaz naprzemiennie wciskać jakby chciał na rowerze pedałować. Silnik oczywiście zgasł od razu, a ten dalej pompuje i krzyczy że nie jedzie i dlaczego. Oczywiście dalej w tym cholernym kasku.
    Dwie kolejne próby przeszły dokładnie tak samo mimo tłumaczeń. Za trzecim razem w końcu przynajmniej załapał że sprzęgło trzeba powoli odpuszczać, jednak sukcesem ciężko to nazwać bo gaz depnął jak wcześniej i jak i20 pokazał swoją pełną moc, to już tylko szlifowany latami instruktorski refleks uratował samochód przed kolizją ze słupkiem. Niestety nie uchronił roweru szosowego marki B'TWIN, który do tego słupka był przypięty.
    Histeria, w jaką wpadł pan rowerzysta jak zobaczył swój ukochany jednoślad znikający w czeluściach podwozia Hyundaia była nie do opisania. Wrzeszczeć zaczął jak opętany pięciolatek, tłuc pięściami w kierownicę, wyleciał z samochodu i wlazł pod niego próbując ratować resztki swojego wehikułu. Rower nadawał się już tylko na złom.
    Tak minęła lekcja w środę.

    Pomimo moich żarliwych modlitw pan rowerzysta nie zrezygnował. Na kolejne lekcje przyjeżdżał już autobusem, bo z jego B'TWINa nic nie zostało, ale rowerowe umundurowanie wciąż nosił, a samochodem dalej jeździł w kasku. Na piątej lekcji w końcu udało się opanować jazdę na jedynce. Na ósmej załapał jak zmieniać biegi, chociaż silnik gasił co drugą próbę, no ale powiedzmy że postęp był. Nie wiem o co chodzi, ale często zamiast za dźwignię biegów to łapie mnie za kolano.

    Najgorsze jednak było jak z reddinem wyjechaliśmy na miasto. Na jezdni, przy której mieści się szkoła jazdy, znajduje się pas rowerowy wybudowany w ramach unijnego budżetu na rok 2020. Od razu po wyjechaniu za bramę szkoły zaczął jechać prawym kołem po tym pasie. No to pytam go co robi, że po drodze dla rowerów jedzie, a on że to nie jest DDR, że źle oznaczona i to kawałek jezdni jest. Tłumaczę cierpliwie, że nawet jeśli jakiegoś znaku brakowało, to pas wymalowany jest i trzeba przestrzegać, a jak mu nie pasuje oznakowanie to niech do zarządcy drogi zgłosi. Nic nie szło przetłumaczyć, w końcu się poddałem i już nie jeździmy tą jezdnią bo prawie potrącił rowerzystę.
    Co do rowerzystów, to ich nie wyprzedza, jak trafimy na jakiegoś to zwalnia do 20 km/h i jedzie za nim wpatrzony jak w obrazek.
    Jest taka DDR wyznaczona obok jednej z głównych dróg w naszym mieście, na szczęście oddzielona pasem zieleni, za każdym razem jak ją mijamy to reddin mruczy pod nosem coś o czerwonym chodniku. Najgorzej jak zobaczy rowerzystę na tej drodze, otwiera wtedy szybę i wrzeszczy na całe gardło "bracie rowerzysto, jedziesz po chodniku, powinieneś zjechać na jezdnię!". Część mu pokazuje środkowy palec, ale widać nie dociera bo im odmachuje i uśmiecha się od ucha do ucha.

    Oczywiście z jazdą sobie kompletnie nie radzi, na każdej lekcji przynajmniej cztery awaryjne hamowania. Totalny dramat. A najgorsze jest to, że szef nie chce z nim zerwać umowy.

    Zostało nam jeszcze 10 godzin jazd. Mam zaawansowaną nerwicę, zapisałem się już do psychologa. Trzymajcie kciuki żebym przeżył te pozostałe jazdy.

    #rower #heheszki #pasta

    pokaż spoiler @reddin
    pokaż całość

  •  

    EH PANOWIE CORAZ WIĘCEJ AMATORÓW SIĘ PCHA DO ZABAWY HEHE MAM NADZIEJĘ, ŻE PRZEJDZIE TA NOWELIZACJA USTAWY I MORSOWAĆ BĘDZIE MOŻNA CHODZIĆ TYLKO Z LICENCJĄ #morsowanie #pasta

  •  

    Chciałbym wam opowiedzieć historię, która przydarzyła mi się około miesiąc temu. Wszystko zaczęło się, gdy siedziałem przed komputerem, jak zwykle przeglądając różne strony w internecie.

    W pewnym momencie na monitorze pojawiła się reklama pop-up ze zdjęciem uśmiechniętego mężczyzny na czarnym tle i napisem:

    „Gratulacje! Zostałeś wybrany na zwycięzcę!”.

    Reklama wyskoczyła na jednej ze stron, na które często wchodzę. Nie przywiązałem do niej zbytniej uwagi i wyłączyłem ją.Gdy wszedłem na następną stronę, ta reklama znów się pojawiła. Powtarzało się to na kilku następnych stronach, aż się wkurzyłem i wyłączyłem stronę, którą przeglądałem.

    Wszystko zaczęło być dziwne, gdy wszedłem na YouTube. Zwykle na tej stronie nie pojawiają się żadne pop-upy, przynajmniej ja się z nimi tu nie spotkałem. Jednak teraz wyskoczył właśnie ten pop-up. Wtedy się zaniepokoiłem. Zacząłem wchodzić na różne strony, nawet Google – za każdym razem pojawiało się to samo.

    Przestraszyłem się, że mój komputer ma jakiegoś wirusa, więc go przeskanowałem.

    Po długim i żmudnym procesie, antywirus nic nie wykazał – komputer wydawał się być w porządku. Jednak ta pieprzona reklama nie zniknęła, więc zresetowałem maszynę.

    Niestety bezskutecznie, bo to cholerstwo nadal tam było. To było już irytujące, szczególnie ten uśmiechnięty facet, którego mógłbym opisać jako „wilka w owczej skórze”. Nie było w nim nic ciepłego ani przyjaznego i mógłbym przysiąc, że jego uśmiech był udawany. Nie wiedziałem co o tym myśleć, ale przyszło mi do głowy, że reklama zniknie, jeśli na nią kliknę, a potem wyłączę stronę. Kliknięcie zamknęło reklamę i otworzyło nową kartę, na której nie było nic więcej poza linkiem do pobrania. W normalnej sytuacji po prostu bym to wyłączył, ale zauważyłem, że plik nazywał się „prize.rar”. Z tego co wiem, pliki .rar są nieszkodliwe, dopóki się ich nie rozpakuje. Zaciekawiło mnie to.

    Ściągnąłem plik, żeby go zbadać i przeskanowałem go antywirusem, który nic nie wykrył. Obejrzałem zawartość pliku poprzez WinRAR i znalazłem tylko plik tekstowy nazwany „Prize.txt”.

    Plik tekstowy? To wszystko? Pliki tekstowe chyba nie mogą być zawirusowane - pomyślałem. Być może się myliłem, ale skoro antywirus nic nie wykrył, rozpakowałem go i otworzyłem.

    Tak, jak się spodziewałem, plik zawierał tylko krótki tekst, ale nigdy nie zapomnę tego uczucia w żołądku.

    Gratulacje, zostałeś wytypowany na szczęśliwego zwycięzcę tego miesiąca! Nagroda została przygotowana dla ciebie i zostanie dostarczona pod podany adres.

    Poniżej był mój dokładny adres. Kilka sekund później ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Siedziałem nieruchomo przez kilka minut, podczas gdy walenie nie ustawało. Nie wiem ile upłynęło czasu, aż się skończyło.

    Jak wspomniałem wcześniej, działo się to miesiąc temu i od tego czasu nie wydarzyło się nic podobnego. Ja jednak wciąż się boję, wiedząc, że ktokolwiek to był, wie gdzie mieszkam. Pomyślałem,

    że podzielę się z wami tą historią, żeby ostrzec was przed reklamą. Jeśli zdecydujecie się pobrać ten plik, upewnijcie się, że macie zamknięte drzwi i nie otwierajcie ich. Cokolwiek było po drugiej stronie, na pewno nie miało dobrych intencji.

    #creepy #pasta #creepypasta
    pokaż całość

  •  

    Kiedyś w pracy zorganizowali bal przebierańców. Szef powiedział, że obecność obowiązkowa inaczej premii nie będzie. Sto złoty super premia kurwo. Każdy się zadeklarował, że przyjdzie, bo 100 zł to będą mieli na gaz do samochodu to też musiałem iść żeby nie wyjść na ostatniego przegrywa. Pojechałem od razu po pracy do wypożyczalni strojów żeby wybrać najlepszy zanim inni się obudzą a mi zostanie tylko myszka miki. Wbijam: Panie daj pan jakieś przebranie dla mnie. Muszkieter może być? Spoko biorę. Wziąłem i wyszedłem. Przez tydzień w pracy temat numer jeden, kto, za co się przebierze. Normalnie jak w podstawówce. Dziewczyny oczywiście króliczki playboya, jedna gruba powiedziała, że też chyba za to się przebierze, ale szybko dostała ripostę żeby się przebrała za komodę. Poryczała się i wzięła L4 na dwa tygodnie. Faceci oczywiście batmany, spajdermeny, kowboje itd. Nadszedł w końcu ten dzień, wbijam na party, heheszki, gruba jednak przyszła przebrana za Marilyn Monroł. Siedzimy sobie pijemy, nawet jedna blondynka przebrana za dee dee z dextera mnie pochwaliła za fajny stój muszkietera. Było lepiej niż się spodziewałem. Jednak cały czas miałem na oku jedną taką, co siedziała i piła soczek, taka 8/10. Pytałem się, kto to jest, ale nikt jej nie znał. Szefo powiedział, że to z góry kogoś przysłali. Alkohol szumiał już w głowie zdobyłem się na odwagę i podbijam.
    - Siema Anon jestem a ty?
    - Hehehe miło mi, Ewa
    Jakoś poszło. Jeden drink, drugi. Nagle znaleźliśmy się na parkiecie. Tańczymy w najlepsze. Nawet nie wiedziałem, że umiem tak dobrze tańczyć. Jeden kawałek za drugim, wolne szybkie i nagle drzwi od sali otwierają się z hukiem. Muzyka milknie a tam unosi się charakterystyczne
    MÓJ PRZYJACIELU!
    Każdy wtf, o co chodzi.
    ŻONY NIE DAŁEM!
    Patrzę na drzwi a tam pojawia się Krawczyk w takim stroju jak ja. Ewka cała czerwona na twarzy mówi pod nosem
    - Sorry Anon.
    Wtedy dotarło do mnie że całą imprezę bawiłem się z Ewą Krawczyk.
    ŻONĘ WZIĄŁEŚ SOBIE SAM!
    Krawczyk wściekły wbiega na sale w stroju muszkietera z wyciągniętą szpadą prosto na mnie. Niewiele myśląc wyciągnąłem swoją i zaczynamy walczyć. Szybko zrobiło się kółeczko. Walczymy jednocześnie próbując mu wytłumaczyć, że to nie tak jak myśli
    - Panie Krawczyk, ale ja nie wiedziałem, że to Pana Ewka
    A ten nic, walczy dalej. Pchnięcia, zamachy, uniki. Zacząłem się wycofywać bo życie mi miłe. Czuje coś wielkiego za sobą, wyłożyłem się jak długi potykając się o psa Krawczyka który sprytnie stanął pod nogami. Krzyczę z rozpaczą:
    - Poddaje się. Niech mnie Pan nie zabija
    Krawczyk spojrzał na mnie i odpowiada:
    Zatańczysz ze mną jeszcze raz,
    Ostatni raz,
    Nim skończy się ten bal.
    Podał mi rękę. Wstałem. Krzyknął muzyka i zatańczyłem z Krawczykiem. Był to najlepszy taniec w życiu. Po wszystkim wziął Ewkę na ręce i wyszedłem dumnie ze sali.

    #heheszki #krawczyk #krzysztofkrawczyk #takbylo

    pokaż spoiler #pasta #codziennapasta 16/70 ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: IMG_5235.JPG

  •  

    Dzień dobry Państwu, kochani moi. Proszę skierować kamerę na to, całe przejechać kamerą od końca do końca. Normalna piramida ludzka ? Wyższa od mojej! Wyższa od mojej!
    Ni można stawiać wyższej piramidy, o! Rozmiar piramidy to jest. To jest Dekret faraona! Ja we wtorek jadę do Naczelnego Ramzesa, składam pismo kategorycznie o rozebranie tej piramidy i będziesz jak stawiałeś, tak będziesz rozbierać! Pod nadzorem armii wielkiego faraona i prefektury ! I Ludy z nad Nilu będą jechać po tobie jak po szmacie!
    Pojadą! Bo arabi będą widzieć, że mnie zagrodziłeś sahare cała! I dostęp do odpływu nilu! Tak, ! A chciałem podziękować jeszcze dla jednego egipcjanina. Też niech wiedzą, myślałem człowieku że jesteś naprawdę egipcjaninem, a według mnie…
    -"Wy powinniście podpisać rozejm i by był babilonski spokój!"
    - "Masz rację "
    - "To ja mówię to Mòxīgē mówi akurat."
    - "Weź jemu tam wyślij dwie ordy do lepianki, by wiedział na jakiej pustyni żyje."
    - "No już dwa razy plądrowali moje pastwiska. Jeszcze dwa razy żeby splądrowali? Bo ty nie widzisz! Rozwal piramide! To jak przez piramide będziesz widzieć? Rozwal piramide, to wtedy będziesz widzieć jak mi obozowiska rabują
    Nie widac napracowanka.
    #pasta #kononowicz
    pokaż całość

  •  

    Zacząłem pracować w latach 90-tych. Zarobki były kwestią drugorzędną. Jedliśmy doświadczenie, piliśmy prestiż. Kurtek nie nosiliśmy w ogóle. Jeśli ktoś kiedyś marzł, to znaczyło, że za mało pracuje i był wyrzucany z miasta. Pracowaliśmy po 16 godzin dziennie, 22 godziny dziennie, 38 godzin dziennie.Przez całe dni, wieczorami, cztery dni w jeden dzień, bez weekendów przez 17 lat. Chłonęliśmy to. Czuliśmy, że otwierają się przed nami ścieżki dla wielkich karier. W McDonalndsach piliśmy fryturę na 70 zmianie, w Unileverze kolega przez dekadę jechał na amfie i nie przespał ani jednej nocy.
    Nie będę się rozpisywał o nielojalności millenialsów, o ich lenistwie i roszczeniowości. O tym, że wychodzą z lokomotywy, kiedy skończy ims się czas pracy. Za moich czasów maszyniści w lokomotywach jeździli przez 4 miesiące non stop pijąc tylko własny mocz i żując liście koki. Jak się przytrafiła katastrofa kolejowa, to pasażerowie sami naprawiali skład i trakcję i pchali pociąg dalej.Millenialsi uważają, że firmy nie wykorzystają ich potencjału. My w 1991 w korpo sprzedawaliśmy powierzchnie reklamowe, po godzinach w tej samej firmie czyściliśmy toalety własnymi ubraniami, a nocą układaliśmy bruk, który sami pozyskiwaliśmy w kamieniołomach o 19.00 w Wigilię łupiąc skały pejdżerami. Millenialsi narzekają, że mają wolne komputery. My w 1992 sporządzaliśmy raporty przychodowów za pomocą patyczków do bierek, wyniki wycinaliśmy sobie na plecach spinkami do mankietów zrobionymi ze zszywek.
    Millenialsi najmniej wymagają od siebie. A ich dzieci pewnie nie będą nawet chciały pracować bez wypłaty.

    #pasta #pracbaza
    pokaż całość

  •  

    Jestem instruktorem szkoły jazdy w pewnym mieście wojewódzkim, pandemia mocno to i mnie ciśnie góra żeby o kursantów dbać, bo cienko, a skarbiec pusty tak, że szef już ze trzy tygodnie w tym samym garniturze chodzi, do tego go nie pierze.

    Trzeba uważać.

    Ale to, jak moja cierpliwość została ostatnio wystawiona na próbę to nawet święty papież by nie wytrzymał.

    Siedzę w swoim i20 i na nowego kursanta czekam bo się ma pojawić dzisiaj na pierwsze jazdy. Trzy miesiące do osiemnastki mu podobno zostało i chce od razu na osiemnastkę prawko, no chwali się bo to im wcześniej tym lepiej. I nagle słyszę coś brzęczy na zewnątrz, muzyka jakaś, nawet tekst w miarę dobrze było słychać, to szło jakoś tak:

    It's all about performance
    That's the name of the game
    I pump up my tires and I oil my chain
    Performance, the name of the game
    Carbon fork, carbon stem, an aluminum frame...
    (God, I gotta get a carbon frame!)

    Myślę "ki chuj", ale nie widzę za bardzo skąd to. No i w pewnym momencie zza winkla wychodzi, w ręku głośnik bluetooth, koleś ubrany w obcisłe rowerowe galoty, obcisłą bluzkę i kask rowerowy. I to wszystko różowe. Tak myślę sobie że kurde w styczniu na rower to trochę za zimno, ale co kto lubi.

    I ten koleś do mnie do samochodu podchodzi i w szybę puka, trochę w szoku ale otwieram i słyszę że dzień dobry i czy pan Anon. No to odpowiadam że tak, zmieszany trochę, a ten mówi że on się nazywa reddin i że na jazdy do mnie przyszedł. Kyrie elejson ratuj, no ale przypominam sobie słowa janusza szefa żeby grzecznym być dla kursantów, więc dzień dobry panie reddin, gadka szmatka i go pytam czy na rower nie za zimno. A ten mi mówi, że piechotą przyszedł bo tu niedaleko mieszka ulicę dalej.
    No nic, mówię mu żeby wsiadał, problemów trochę chłopak miał bo do tyłu się chciał pakować na początku, ale to pierwsze jazdy to i można zrozumieć że stres chłopaka zżerał, ale co się później zaczęło dziać, to w swojej instruktorskiej karierze nigdy czegoś takiego nie widziałem przysięgam na rozporządzenie Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych.
    Jak się już ogarnął i usiadł na miejscu kierowcy, załatwiliśmy papierki i mówię mu żeby ten kask chociaż zdjął, a ten że nie, że tak bezpiecznie i on w kasku będzie jeździł. Ja mu mówię, że to nowy samochód, że bezpieczny, że pasy, poduszki powietrzne, cztery gwiazdki NCAP. A on na to, że kamaz ma w dupie moje gwiazdki ncap (ktoś wie o co chodzi?). Gdyby wyższy był to by podsufitkę mi szorował tym tanim plastikiem, ale chłopak 170 cm to w tym kasku z ledwością ma, więc myślę dobra, niech już tak jeździ jak mu zależy. Nie wiedziałem że to dopiero początek przygody z panem rowerzystą.
    Zawsze przed pierwszą jazdą przeprowadzam z kursantem krótki wywiad. Niby wiadomo że prawka nie ma, że nawet osiemnastki jeszcze nie skończył, ale prawo sobie, a życie sobie, miałem i takich którzy bez prawka od 15 roku życia jeżdżą, więc pytam zawsze, bo często można podstawy pominąć. Jak się okazało pan reddin do takich nie należy, mówi że ojca taksówkarza ma i fana motoryzacji i że go ojciec chciał nauczyć jeździć zawzięcie i próbował ale nie szło, jakoś tak mu się głos łamał przy tym więc nie chciałem drążyć. Wiadomo, nie każdy uczyć potrafi. Mówię że spokojnie, że się wszystkiego nauczymy i że będzie dobrze, a ten nagle eksplodował jak niewybrane szambo. Że on nie chce i że się boi, że on chce na swój rower i że mu petrojanusze (?) nie będą nic kazali robić i że on to pierdoli bo się nigdy samochodem nie nauczy jeździć bo się nie nadaje ale ojciec taksówkarz powiedział mu, że albo prawo jazdy zrobi albo ma wypierdalać z domu. Nawet mi się go trochę żal zrobiło, no ale z takim podejściem to się chłopak na pewno niczego nie nauczy. A ten dalej swoje, że on ostre koło chciał na osiemnastkę ale ojciec blachosmrodziarz (?) mu zamiast tego kurs prawa jazdy opłacił. I taki zaryczany i zasmarkany wysiadł w tym różowym kasku z samochodu i jebnął drzwiami aż mi w uszach zadzwoniło i pobiegł z powrotem ulicą chlipiąc i wrzeszcząc dalej coś o petrojanuszach.
    Patrzę w kalendarz, a tu w środę kolejna lekcja, no po takiej akcji to już pan rowerzysta raczej się nie pojawi. Jak ja to przed szefem wytłumaczę to nie wiem. No nic, może jeszcze przyjdzie.

    Ku mojemu zaskoczeniu w środę reddin pojawił się ponownie, znowu w swoim rowerowym wdzianku na rowerze szosowym B'TWIN. Ciarki mnie aż przeszły na myśl co się odjebie tym razem, no ale losy szkoły jazdy się tu ważą, więc spiąć się trzeba i wytrzymać. Pytam go czemu na rowerze przyjechał jak niedaleko ma, a ten mówi że się z ojcem petrojanuszem pokłócił, stary go z domu wyjebał i on teraz u babci mieszka w innej dzielnicy i że do domu wróci jak prawo jazdy zrobi. Przypiął ten swój rower do słupka i wsiadł do elki.
    Tym razem udało się nawet kawałek lekcji przeprowadzić, wytłumaczyłem co gdzie w samochodzie jest i do czego służy, zainteresował się pedałami, pyta mnie po co trzy jak w rowerze dwa są i wystarczy. No to mu powtarzam, że to gaz, hamulec i sprzęgło i co jak działa, ale jakoś błysku zrozumienia nie zaobserwowałem. No ale nic, może w praktyce załapie. Pierwsze uruchomienie silnika, mówię mu żeby powoli sprzęgło odpuszczać aż zaskoczy, a ten zaczął sprzęgło i gaz naprzemiennie wciskać jakby chciał na rowerze pedałować. Silnik oczywiście zgasł od razu, a ten dalej pompuje i krzyczy że nie jedzie i dlaczego. Oczywiście dalej w tym cholernym kasku.
    Dwie kolejne próby przeszły dokładnie tak samo mimo tłumaczeń. Za trzecim razem w końcu przynajmniej załapał że sprzęgło trzeba powoli odpuszczać, jednak sukcesem ciężko to nazwać bo gaz depnął jak wcześniej i jak i20 pokazał swoją pełną moc, to już tylko szlifowany latami instruktorski refleks uratował samochód przed kolizją ze słupkiem. Niestety nie uchronił roweru szosowego marki B'TWIN, który do tego słupka był przypięty.
    Histeria, w jaką wpadł pan rowerzysta jak zobaczył swój ukochany jednoślad znikający w czeluściach podwozia Hyundaia była nie do opisania. Wrzeszczeć zaczął jak opętany pięciolatek, tłuc pięściami w kierownicę, wyleciał z samochodu i wlazł pod niego próbując ratować resztki swojego wehikułu. Rower nadawał się już tylko na złom.
    Tak minęła lekcja w środę.

    Pomimo moich żarliwych modlitw pan rowerzysta nie zrezygnował. Na kolejne lekcje przyjeżdżał już autobusem, bo z jego B'TWINa nic nie zostało, ale rowerowe umundurowanie wciąż nosił, a samochodem dalej jeździł w kasku. Na piątej lekcji w końcu udało się opanować jazdę na jedynce. Na ósmej załapał jak zmieniać biegi, chociaż silnik gasił co drugą próbę, no ale powiedzmy że postęp był. Nie wiem o co chodzi, ale często zamiast za dźwignię biegów to łapie mnie za kolano.

    Najgorsze jednak było jak z reddinem wyjechaliśmy na miasto. Na jezdni, przy której mieści się szkoła jazdy, znajduje się pas rowerowy wybudowany w ramach unijnego budżetu na rok 2020. Od razu po wyjechaniu za bramę szkoły zaczął jechać prawym kołem po tym pasie. No to pytam go co robi, że po drodze dla rowerów jedzie, a on że to nie jest DDR, że źle oznaczona i to kawałek jezdni jest. Tłumaczę cierpliwie, że nawet jeśli jakiegoś znaku brakowało, to pas wymalowany jest i trzeba przestrzegać, a jak mu nie pasuje oznakowanie to niech do zarządcy drogi zgłosi. Nic nie szło przetłumaczyć, w końcu się poddałem i już nie jeździmy tą jezdnią bo prawie potrącił rowerzystę.
    Co do rowerzystów, to ich nie wyprzedza, jak trafimy na jakiegoś to zwalnia do 20 km/h i jedzie za nim wpatrzony jak w obrazek.
    Jest taka DDR wyznaczona obok jednej z głównych dróg w naszym mieście, na szczęście oddzielona pasem zieleni, za każdym razem jak ją mijamy to reddin mruczy pod nosem coś o czerwonym chodniku. Najgorzej jak zobaczy rowerzystę na tej drodze, otwiera wtedy szybę i wrzeszczy na całe gardło "bracie rowerzysto, jedziesz po chodniku, powinieneś zjechać na jezdnię!". Część mu pokazuje środkowy palec, ale widać nie dociera bo im odmachuje i uśmiecha się od ucha do ucha.

    Oczywiście z jazdą sobie kompletnie nie radzi, na każdej lekcji przynajmniej cztery awaryjne hamowania. Totalny dramat. A najgorsze jest to, że szef nie chce z nim zerwać umowy.

    Zostało nam jeszcze 10 godzin jazd. Mam zaawansowaną nerwicę, zapisałem się już do psychologa. Trzymajcie kciuki żebym przeżył te pozostałe jazdy.

    #rower #heheszki #pasta
    pokaż całość

  •  

    Chciałbym kiedyś w życiu osiągnąć chociaż ułamek sukcesu jaki osiągnął znany,lubiany i szanowany YouTuber Tiger Bonzo.Moja żona zrobiła się bardzo oschła w stosunku do mnie odkąd zaczęła śledzić życie sympatycznego Mateusza. Kiedy zobaczyła film ze stopami przestała się ze mną kochać.Wiem że wciąż fantazjuje o utalentowanym panu Mateuszu i często zamyka się w łazience i słyszę jak się zaspokaja oglądając jego filmy z freestylami.Tak moi mili, Mateusz Kupiec jest złodziejem,skradł mianowicie serce mojej żony. Do tego dzieci straciły do mnie szacunek bo mnie nie stać na pożywienie.Odżywiamy się poprzez fotosyntezę i od czasu do czasu idziemy do parku i wyławiamy ze stawu chleb wrzucany tam dla łabędzi. Na święta zrobiłem rodzinie niespodziankę i przy choince oglądaliśmy z rodziną ulotki z pobliskich kebabowni i chińskich pizzerii.Dzieci z rozmarzeniem w oczach słuchały o tym jak opowiadałem najpiękniej jak umiem jak to może smakować.Oczywiście zmyślałem,bo nigdy nie dane mi było skosztować czystej rozkoszy w postaci kebaba za 16 złotych,nie pracuję i mnie nie stać i sobie nie mogę pozwolić.Moim marzeniem jest skosztować kiedyś kebaba i dać gryza moim pociechom.Liczę też na to że moja żona będzie kiedyś patrzeć na mnie z takim podziwem i pożądaniem w oczach jak teraz patrzy na Mateusza Kupca.A wizisie!
    #bonzo #pasta
    pokaż całość

    źródło: comment_pYXWGchQV4u0IJxN4PzUIrbo5sWlawXL.jpg

  •  

    JA PIERDOLE JAK MNIE WKURWIAJĄ TAKIE CIOTY, NO KURWA. O JAKI JA JESTEM WIELCE HARDKOROWY MORS NAJZIMNIEJSZA WODA NA SWIECIE OO JAJAJA LODOWATA, PODKREŚLAM LODOWATA WODA. ALBO "OO PÓJDE SIĘ PRZEJŚĆ NA SPACEREK, ALE NIE JAKIEŚ TAM PRZYJEMNOŚCI I RELAKSIK, MUSI BYĆ MORSOWANIE, JESTEM LEPSZY BO MORSUJE A WY CO NADAL DŻAKUZI I FARELKA W ZIME? JA W STRINGACH ODWIEDZAM LOKALNE MROŹNIE, TRZY PALCE AMPUTOWANE PO ODMROŻENIACH, ALE CO TAM, WAŻNE ŻE MARZNE, GDYBY BYŁO CIUT ZIMNIEJ TO WYJEBAŁBYM STAREGO WE WSZYSTKIE DZIURY TAKI BYŁBYM PODNIECONY, ZROBIŁBYM JESZCZE TEMAT ŻE ZIMA TO MORSOWANIE I LODOWATE PRYSZNICE. ROZUMIEM DWIE MINUTY W ZIMNEJ WODZIE, ALE SIEDZIEĆ PÓŁ GODZINY W ZAMARZNIĘTYM OCZKU DLA JEDNEGO ZDJĘCIA NA FEJSA? CAŁY CZERWONY, TELEPIE CIĘ JAK STAREGO NA DETOKSIE I LECI CI Z NOSA. ROZKOSZ PORÓWNYWALNA Z BYCIEM JEBANYM PRZEZ YETI. PRAWDZIWE SZOŁ ZACZYNA SIĘ KIEDY TAKI TWARDZIEL MOŻE SIĘ WYKAZAĆ, JAKAŚ KRIOKOMORA CZY JEZIORKO???. CO TAM MATI CHODŹMY MORSOWAĆ, JA POSIEDZE TRZY GODZINY WEŹ KSIĄŻKE DO POCZYTANIA, HEHE COŚ MAŁO MNIE TELEPIE, JA TO NIE WIEM JAK WY MOŻECIE WCHODZIĆ NA DWIE MINUTY xD CO TAM CHCESZ SPRÓBOWAĆ SEBA? TYLKO WYPIERDOL TE BUTY NEOPRENOWE PRAWDZIWE MORSY NA BOSO XD A TERAZ ZW NA MOMENCIK BO MUSZE SIE PRZYWIĄZAĆ DO DRZEWA ŻEBY MNIE NIE TELEPAŁO, AHH NIE MA TO JAK ODMROŻENIA TRZECIEGO STOPNIA I WALENIE KONIA POD LODEM

    #pasta #heheszki #morsowanie
    pokaż całość

  •  

    Wstawiam to drugi raz bo moderacja usunęła kolejny raz kolejna pastę, klasyka którego napisał kiedyś pewien użytkownik wykopu. Teraz tęgie mózgi z @Moderacja usuwają znane każdemu pasty - pytanie dlaczego ? Widzicie gdzieś wulgaryzm ?
    Bo ja nie, ładnie ocenzurowaniem każdy. Usuwacie posty a istniejecie dzięki użytkownikom którzy tworzą tutaj jakaś społeczność. Mam dodać jakieś lewackie albo prawackie tagi ? Aby post nie spadł z rowerka ? #moderacja #moderacjatochrabonszcze

    JA PIE&€OLE JAK MNIE WKU&€IAJĄ TAKIE CIOTY, NO K&€WA. O JAKI JA JESTEM WIELCE HARDKOROWY SMAKOSZ NAJPIKANTNIEJSZE NA SWIECIE OO JAKA DOBRA OSTRA, PODKREŚLAM OSTRA MUSZTARDA. ALBO "OO KUPIE SOBIE CZIPSY, ALE NIE JAKIEŚ SMACZNE, MUSZA BYĆ PIKANTNE, JESTEM LEPSZY BO JEM PIKANTNE A WY CO NADAL PAPRYCZKA CZY CEBULKA? JA WPIE&€ALAM WASABI, SMAKUJE JAK OCET Z PIEPRZEM ALE WPI&€DALAM, NIEBO W GĘBIE, GDYBY BYŁO CIUT OSTRZEJSZE TO WYJEBA**YM STAREGO WE WSZYSTKIE DZIURY TAKI BYŁBYM PODNIECONY, ZROBIŁBYM JESZCZE TEMAT ŻE PIKANTNE I OGIEŃ I PIEKŁO. ROZUMIEM NADAĆ WYRAZISTOŚCI, ALE ZABIJAĆ CAŁY SMAK POTRAWY DLA WĄTPLIWEJ PRZYJEMNOŚCI PIECZENIA JAPY? KSZTUSISZ SIE, POCISZ I LECI CI Z NOSA. MOŻNA O PORÓWNAĆ Z ROZKOSZĄ PODCZAS DŁAWIENIA SIĘ CH&€JEM. PRAWDZIWE JE&€NE SZOŁ ZACZYNA SIĘ KIEDY TAKI TWARDZIEL MOŻE SIĘ WYKAZAĆ, JAKAŚ PIZZERIA CZY U SIEBIE W KUCHNI. CO TAM MATI ZAMÓWMY PIZZE, DLA MNIE MEGADIABLOPIZDAMEXICANOOSTRA Z DODATKOWYMI PAPRYCZKAMI, HEHE COŚ NIE OSTRA, JA TO NIE WIEM JAK WY MOŻECIE JEŚĆ TAKIE MDŁE xD CO TAM CHCESZ SPRÓBOWAĆ SEBA? TYLKO MASZ POPIJ MLEKIE BO SIĘ WODO NIE POPIJA XD A TERAZ ZW NA MOMENCIK BO MUSZE SIE WYSRAĆ MOIM MEGA PIEKĄCYM STOLCEM, AHH NIE MA TO JAK BRUTALNE PIECZENIE ODBYTU I WALENIE KONIA DO CHRZANU.

    #gotujzwykopem #heheszki

    pokaż spoiler #pasta #codziennapasta 15/70
    Wracam z pastami - czemu nie było past ? Ponieważ i tez dlatego ze poszedł w tango ( ͡° ͜ʖ ͡°) #pdk
    pokaż całość

    źródło: IMG_5225.JPG

  •  

    Mirki, właśnie zrobiłem interes życia. (ʘ‿ʘ)
    Sprzedałem stare punto 1.2, wziąłem chwilówkę i kupiłem Espero. Akurat trafiła się okazja za 1500 złotych. Dostałem jeszcze w gratisie choinkę zapachową i skubnąłem se garść cukierków. Miras chyba pomylił się przy liczeniu, bo po wyjściu z komisu zostało mi w kieszeni jeszcze 2 stówki. Fajno, wypłata dopiero na 10-tego, to chociaż będzie na paliwko xD.

    Poprzedni właściciel chyba bardzo kochał ten wóz, bo jest mocno dofinansowany i sporo rzeczy było wymienione:
    – przedni zderzak
    – chłodnica
    – lampy poliftowe zamiast przedliftowe.
    Nawet poduszki powietrzne są w plastiku zamiast skórze. Autko troszkę faluje na obrotach, ale to chyba kwestia słabej polskiej benzyny. Jutro wymienię filterki i będzie znów zdrowo hulał. Mam nadzieję potrzymać go rok i jeszcze na nim zarobić. Do tego momentu będę upalał jak szmatę. Chłopaki z mojej wsi już nie mogą się doczekać kiedy ruszymy na kebab i wyrwiemy jakieś loszki. Mam nadzieję, że ta furka stanie się początkiem nowego, wspaniałego życia i ludzie w końcu zaczną mnie zauważać. (。◕‿‿◕。)

    #pdk #pokazauto #daewoo #espero #samochody #motoryzacja #chwalesie #wygryw #pasta #bekazpodludzi #januszemotoryzacji
    pokaż całość

    źródło: 92C63A39-06B4-485D-9204-D38A93F085D0.jpeg

  •  

    Mirki, właśnie zrobiłem interes życia. (ʘ‿ʘ)
    Sprzedałem stare e60 m5, wziąłem chwilówkę i kupiłem M4. Akurat trafiła się okazja za 150k złotych. Dostałem jeszcze w gratisie choinkę zapachową i skubnąłem se garść cukierków. Miras chyba pomylił się przy liczeniu, bo po wyjściu z komisu zostało mi w kieszeni jeszcze 2 stówki. Fajno, wypłata dopiero na 10-tego, to chociaż będzie na paliwko xD.

    Poprzedni właściciel chyba bardzo kochał ten wóz, bo jest mocno dofinansowany i sporo rzeczy było wymienione:
    – przedni zderzak
    – chłodnica
    – lampy poliftowe zamiast przedliftowe.
    Nawet poduszki powietrzne są w plastiku zamiast skórze. Autko troszkę faluje na obrotach, ale to chyba kwestia słabej polskiej benzyny. Jutro wymienię filterki i będzie znów zdrowo hulał. Mam nadzieję potrzymać go rok i jeszcze na nim zarobić. Do tego momentu będę upalał jak szmatę. Chłopaki z mojej wsi już nie mogą się doczekać kiedy ruszymy na kebab i wyrwiemy jakieś loszki. Mam nadzieję, że ta furka stanie się początkiem nowego, wspaniałego życia i ludzie w końcu zaczną mnie zauważać. (。◕‿‿◕。)

    #pdk #pokazauto #bmw #m4 #samochody #motoryzacja #chwalesie #wygryw #pasta #bekazpodludzi #januszemotoryzacji
    pokaż całość

    źródło: 1610348520130.jpg

  •  

    Troche bezbek ale co tam xd:

    Już minęło trochę czasu odkąd jestem w kucykowym świecie. Byłem pod opieka Twilight Sparkle, lecz nawet to nie dawało mi spokoju. Przejście przez portal i zmiana całkowitego klimatu nie wpłynęło dobrze na mój organizm; cały tydzień nie wypróżniłem się ani razu. Niestety, nastała najgorsza chwila i to podczas zwiedzania pałacu Celestii. Musiałem uwolnić barabasza. Oj musiałem... Poleciałem do toalety. Ulga była niesamowita, ale pojawił się kolejny problem bo nie dało się spuścić wody - cholerna spłuczka działała, lecz strumień wody był zbyt słaby, by poradzić sobie z moją anakondą. Spanikowany zacząłem szukać kogokolwiek z obsługi pałacu, znalazłem o dziwo podobną postać do Celestii tylko że całą ciemno niebieską; dziwne. Nie umiejąc się wysłowić po equestriańsku złapałem ją za skrzydło i zaprowadziłem do ubikacji. Widząc jej grymas już mnie miał za niezłego świra. Twilight trochę mnie uczyła języka equestriańskiego, ale nie pamiętałem słów więc złapałem celestio-niebieską klacze za głowie i przytrzymałem nad ubikacją pokazując palcem w stronę otwartego sedesu i po czym nacisnąłem na spłuczkę.
    Spłukało się bez problemu...

    Pic relatywny
    #mlp #mylittlepony #kucyki #pasta
    pokaż całość

    źródło: 1610323665629.jpg

  •  

    Anony.
    Nie mam siły.
    Znacie to uczucie kiedy pomimo swojego spierdolenia nie czujecie się największymi zjebami w rodzinie?
    Ja tak mam.
    Przez ojca.
    Ojciec przepracował całe życie w jednej firmie bo wiadomo, że pewność zatrudnienia ważniejsza od zarobków.
    No super bo zarobki to 1800 z premią a zwolnienia są na porządku dziennym. Zwłaszcza za gorzałę.
    Stary też tankuje ale z kierownikiem zmiany i czuje się pewnie.
    Kierownika podobno nie da sięwyjebać XD.
    Do rzeczy.
    Stary pracuje w zakładzie przetwórstwa. Razem ze swoimi kolegami wyrobili tyle ponad normę w kampanii ziemniaczanej, że postanowiono ich nagrodzić wycieczką po Europie.
    Według mnie rekord zrobili w liczbie posiadanych promili a firma chciała się ich pozbyć na jakiś czas żeby odrobić straty.
    No to ich wysłali. Przynajmniej w domu nie waliło ziemniakami a tego gówna nienawidzę. Stary od zawsze z roboty przynosił 2-3 wory tego złota.
    -jedz anon ... samo zdrowie.
    Ta... zdrowie. Jakby jeszcze wynosił te najświeższe ale na to jest za głupi. Jak była dostawa to brał worek i go kitrał. Jakby przynosił go tego samego dnia to ludzie... marzenie.
    Niestety ma słabą pamięć od walenia preparatu i worek leżał do czasu aż nie zaczął jebać. Wtedy brał do domu i przynosił jak myśliwy.
    W domu jebało tym syfem nieziemsko. Waliło tak, że nawet muchy rzygały.
    Siedzieliśmy z mame i przebieraliśmy te, które się nadawały.
    Wyjechał to w domu przestało jebać.
    Po tygodniu niestety wrócił. Jakiś odmieniony.
    Nie miał na sobie swoich ulubionych kubot ani koszulki z umbro.
    Wrócił cały ubrany w podróbki francuskich ciuchów. Do tego je zachwalał.
    -pacz anon jakie mam fajne koszulki z francy. Widzisz ... to firma le cock. Najpopularniejsza firma w ojropie. Nie rozumiesz co to ojropa?
    Hehe. Tak we francy mówio.
    Normalnie o mało mi stary nie zapewnił autoasfiksji.
    Okazało się, że stary zwiedził pół Europy ale zakochał się tylko w Hiszpanii i Francji.
    Pierdolił potem do 2 nad ranem o tym jak tam jest pięknie.
    -Halyna... to co tutaj to chuj tam to jest życie. Kuchnie tych krajów to cudo a tutaj jakbym żarł błoto. Do tego moda. Tutaj to ja na wulczankie pluje bo to polski syf. A francja to przecież kolebka demokracji. Poniatowski zgapił.
    I tak kurwa każdego dnia.
    Pół biedy, że w domu. W pracy każdemu to samo gadał. I na ulicy. I każdym sklepie.
    Podobno w robocie z mirkami co z nimi pojechał założyli klub dżentelmenów.
    Mieli z nich bekę bo zamiast dzień dobry każdemu mówili bążur i mersi.
    Czasami bueno jak im robota szła
    Do tego ich dyskusje dotyczyły tylko zachodniego życia.
    Pół miasta miała polewkę a druga miała go w chuju bo po co debilem się przejmować.
    Okazało się że mirki handlarze szybko podłapały okazję.
    Stary zaczął wydawać na żarcie 9000 razy więcej niż do tej pory.
    Łykał jak młody pelikan.
    -Panie ... co pan będziesz żer polsko sopocko ... ja tu mam specjał prosto z francyi ale specjalnie dla pana boś pan konesier. Parówki francuskie. Jedyne 38 zł za kilo ale tylko dla pana więc wisz pan... kupuj u mie to bedzie taniej.
    I stary łapał się na te opowieści.
    I tak było nienajgorzej.
    Do czasu aż nie poznał pana Piotra.
    Spotkali się pod sklepem. Okazało się, że przepracował we Francji i Espanii jakieś 10 lat a jego prababka uciekała tam w przeszłości. Chyba z Mickiewiczem.
    Zakolegowali się bo mój stary był tak w niego zapatrzony, że go utwierdził w przekonaniu, że koleś jest rodowitym Francuzem.
    Albo po prostu go wkręcał. Ja bym tak zrobił.
    To była inba w chuj.
    Mówił do niego Pierre zamiast Piotr. Kolo musiał kisnąć lepiej niż Pickle Rick.
    Piotr jako ogarniety Polak XXXXXD nie biedował i starał się wtopić w kulturę a przynajmniej jej posmakować więc nie żarł konserw po terminie z polskich sklepów. Jadł lokalne dania i poznał trochę kuchni.
    Stary truł mu dupę swoimi opowieściami o tym jak tam jest pięknie.
    Piotrek miał już dość. Miał z nim strasznie. Był w gównie po zęby trzonowe. Ale czasami miał z nim całkiem ok. Stary zapraszał go na degustację win. Kupował kilka butelek francuskiego wina i degustowali. Nikt nie wytknął drugiemu że nie wypluwa więc na co tu się obrażać.
    Pewnego dnia stary pomyślał, że skoro Pierre jest jego największym przyjacielem i kompanem w krzewieniu jedynej słusznej kultury, to powinni zorganizować bankiet. Albo jak to mówił mój stary banku-et.
    Zaprosił.
    To co odjebał to jakaś inba ćwierćwiecza.
    Sam przygotował dania bo matka chuja wie o zachodniej kuchni.
    Pan Pier XD przyszedł.
    To co zobaczył musiało mu dać raka.
    Stary otworzył mu w fularze bo wiadomo ... francuska moda. Ale założył go do białej koszuli z krótkim rękawem.
    Ja na kolację zaproszony nie byłem więc lurkowałem ale matka została zmuszona żeby usługiwać.
    Stary zafundował jej strój pokojówki. Chuj że z sex shopu.
    Trauma pozostanie do końca życia bo widzieć moją matkę w wieku 55+ w pończochach. Kumacie.
    No to doszło do kolacji.
    Ojciec jako dobry gospodarz przed ucztą oprowadził gościa po naszej rezydencji M3.
    Specjalnie nawet kupił na bazarku reprodukcję obrazu "wolność wiodąca lud na barykady" oraz " 3 maja 1808". To jednak nic. Zaraz za sobą powiesił portret Napoleona.
    Mniejsza.
    To co opisałem to i tak mało.
    Zaczęli rozmawiać. Piotrek wiedział, że łatwo nie będzie walnął 2 setki zanim wszedł więc miał wyjebane. Niestety stary był trzeźwy.
    Zaczął opowiadać o swoich pobytach.
    Nieważne że był tam raz ale opowiadał o tym jakby odwiedzał te kraje raz w tygodniu.
    - Więc widzisz monami Pier, ja będąc w espanji, tak mówią tamtejsi gringos, najbardziej zasmakowałem w pewnym daniu.
    -Czzzyyyli? Odpowiedział na jego szczęście znieczulony Piotr.
    - Espadryle.
    W tym momencie wytrzeźwiał.
    - A nie ... eskalop...
    -Espadryle. Typowe hiszpańskie danie. Dawno nie byłeś to nie pamiętasz wymowy hehe.
    Myślałem że pierdolnę w pokoju. Czekałem tylko na ciąg dalszy.
    - Najpiękniejsza rzeka jaką widziałem to ta we Francy. Tamiza to jest to. Nie to co ta skurwiała brudna Wysła.
    Przysięgam jak słyszałem jak Piotr otwiera oczy z niedowierzania dla debilizmu mojego starego.
    Mi coraz bardziej brakowało tlenu. Moje mięśnie brzucha stały siętwarde niczym tytan a przepona mogłaby pokonać Thanosa.
    -Ale wiadomo. Trzeba było kończyć mój wspaniały pobyt w jeszcze wspanialszej części świata. W końcu wróciliśmy i lądujemy na lotnisku Modlę.
    -Jakim?
    - No Pier ... znasz lotniska w tym parszywym kraju. Lotnisko Modlę.
    -Chyba Modlin.
    -Hehe ... Pier. Dawno nie byłeś za granicą to wymowy zapomniałeś. Modlę. Jak Żenis Żoplę.
    W tym momencie Piotr nie wyrobił. Podniósł się dostojnie krzesła i wyszedł.
    Bez słowa.
    Ojciec wiedział jak się zachowują francuzi więc nie reagował i tylko czekał aż ktoś stanie w jego obronie.
    Matka się zlitowała i w tym ero-stroju powiedziała że on nigdy nie był jego przyjacielem. Zaciągnęła go najebanego do wyra. Mam nadzieję tylko że miłości francuskiej mu nie zapewniła.
    Potem stary chodził po zakładzie i popisywał się swoim kosmopolityzmem. Okazało się, że jego kierownika zwolnili i nowy nie tolerował picia wina w pracy ani bycia zbyt egzaltowanym przy sortowaniu ziemniaków. Wyjebali go.
    Siedzi teraz w fotelu wkurwiony czytając polskie tłumaczenie Le Monde.
    Jedyne co powiedział to:
    - W cywilizowanym kraju to by nie miało miejsca.
    #pasta
    pokaż całość

  •  

    Papryk Vege prezentuje: "EPDIEMIA"
    - Mogę chociaż dojechać do końca stoku?
    - W chuju mam twój stok, wypierdalaj do domu!
    TEJ ZIMY
    - Ty, ja mu mówię że 70 milionów wzięliśmy na wybory, a ten się kurwa pluje, że się nie odbyły.
    SCENARIUSZ NAPISANY WRAZ Z MINISTRAMI RZĄDU
    JANUSZ CHABIOR
    - poszukujemy policjantów myślących niekonwencjonalnie, poza schematami, potrafiących ogarnąć te chore założenia, praca w stresie, na pełnej kurwie...
    CZARNA PLANSZA
    - musimy zatrzymać tych narciarzy, za wszelką kurwa cenę...
    W 2020 21,37% POLAKÓW ZJECHAŁO Z GÓRKI NA JABŁUSZKU
    BOGUSŁAW LINDA
    - Dobra, masz tu swoje jabłuszko i wypierdalaj.
    KATARZYNA WARNKE
    - hahahaha, na krzesełkach to się jeszcze nie ruchałam, hahahaha
    AGNIESZKA DYGANT
    - co kurwa, nigdy na freeridzie nie jechałeś?
    TOMASZ KAROLAK
    - khe, khe...
    TOMASZ OŚWIECIŃSKI
    - klep skipass kurwa już!!!
    PIOTR STRAMOWSKI
    - jeszcze raz zobaczę, że zjeżdzasz, to Cię znajdę i zajebię, rozumiesz to kurwa??
    W KINACH!

    wykop.pl/link/5892501/policja-megafonami-bezskutecznie-nawoluje-do-opuszczenia-stoku-przez-saneczkarzy/
    #patrykvega #kino #heheszki #pasta #paprykvege #koronawirus
    pokaż całość

  •  

    Teraz wiem, że zapalenie zapałki było wielkim błędem.
    Próbowałem tylko wydobyć chomika

    powiedział Dick Grayson zdumionym i rozbawionym lekarzom pogotowia ratunkowego. Grayson i jego partner Tony Maloney znaleźli się w szpitalu po osobliwej sesji erotycznej, która zakończyła się fatalnie.
    "Wcisnąłem tekturową rurę w jego odbyt i wpuściłem do niej Raggota, naszego chomika - wyjaśnia Grayson. - Jak zwykle, Tony po chwili krzyknął: "Armagedon", dając mi znać, że już ma dosyć.
    Próbowałem wyciągnąć Raggota, ale on nie chciał wyjść. Zajrzałem do rury i zapaliłem zapałkę, bo myślałem, że światło go przywabi".
    Rzecznik szpitala wyjaśnił dziennikarzom, co się stało potem:
    "Zapałka spowodowała zapłon gazów trawiennych. Płomień wystrzelił przez rurę, zapalając włosy pana Graysona i powodując poważne oparzenia twarzy. Zapaliły się również sierść i wąsy chomika, a wtedy wybuchło kolejne, większe skupisko gazów w głębi przewodu pokarmowego. Gryzoń wyleciał wówczas przez rurę niczym pocisk z armaty". Grayson doznał oparzeń drugiego stopnia, a wylatujący chomik złamał mu nos, Maloney ma natomiast oparzenia pierwszego i drugiego stopnia odbytu i dolnej części przewodu pokarmowego.
    Los chomika jest nieznany...

    #pasta #nagrodadarwina
    pokaż całość

  •  

    Jeszcze pamiętam z lekcji religii że taki szalik księdza się nazywa stuła. Miałem może z 8 lat jak mi o tym powiedziała katechetka. Strasznie mocno mi się wbiło w pamięć to słowo. Ona wymawiała to z takim długim u, stuuła.

    Stuuła. To słowo miało w sobie taki pierwiastek wyluzowania. Stuuła. Siedzi taki wyluzowany ksiądz w konfesjonale i podchodzi jakaś kobieta, wyznaje te swoje psoty i czeka co ksiądz powie. Jest bardzo zmartwiona. A ksiądz taki wyluzowany rozsiadł się w tych swoich szatach i mówi "stuuła". I ta kobieta rozumie, że nic się nie stało, luz.

    Albo jakaś uroczystość jest i ministranci tacy zesrani bo muszą pomagać księdzu, a we wsi to była wielka odpowiedzialnoś i prestiż. Jak byłeś ministrantem to nawet jak dzień dobry nie mówiłeś to byłeś uznany za prawilnego dzieciaka. I podbiega taki ministrant do księdza i miauczy że jakiśtam kwiatów zapomniał z domu. Ksiądz podnosi rękę, robi taki jakby markowany półobrót swoim brzuchastym ciałem i mówi "stuuła".

    Lata mijały a ja dorastałęm. W moim życiu pojawił się alkohol, gta sanandreas, w międzyczasie jakieś empetrójki, a w końcu stres, seks, praca. Za każdym razem jak jestem w dziewczynie i wiem, że odpalenie perłowego spacex jest jeszcze niewskazane, myślę sobie o takim księdzu w ogromnym konfesjonale co siedzi w tych swoich szatach i mówi "stuuła". W każdej stresującej chwili jest ze mną brzuchaty ksiądz i jego spoko szalik.

    Wychodzę z domu w zimny jesienny poranek. Wsiadam do samochodu. Krople deszczu na przedniej szybie wyznaczają linie papilarne codziennych trosk. Równie zimne krople płyną po moim zestresowanym umyśle. Patrzę jednak kątem oka i widzę go siedzącego na tylnim siedzeniu - a włąściwie na dwóch bo na jednym się nie mieści. Myślę o jego szaliku. Nie musi nic mówić, ja wiem co by powiedział.

    Stres znika jak poranna rosa. Jadę do pracy.

    #pasta #heheszki #niedzielawieczur
    pokaż całość

  •  

    Historia oparta na faktach.

    Bądź mną
    lvl 19
    wracasz na motocyklu do domu
    miałeś dziś egzamin na studia
    hehe będę wyrywał loszki na wydziale
    hehe nie bo to katolicki uniwersytet
    na dodatek informatyka
    ehhh.mp3
    wchodzisz do swojego domu
    mame pojechała na zakupy
    nikogo nie ma
    odgrzewasz sobie kotleta i myślisz o przyszłości
    zaczynają się wakacje, będzie piwko, ogniska
    ostatnio loszka 5/10, ale miła, dała Ci swój numer
    Anon, to będą zajebiste wakacje
    czujesz już to letnie powietrze
    słońce świeci wysoko
    stoisz na balkonie i patrzysz na okolice
    myślisz o wszystkich anonach i karynach, których znasz
    o tym jak pojedziesz pod namiot, nad morze
    o tym jak zrobicie grilla na działce
    o tym jak wyruszysz w przygodę życia autostopem z najlepszym kumplem
    odwiedzisz babcie
    posadzisz drzewo
    kupisz łódź
    tyle planów Anon, mówisz do siebie
    czujedobrzeczłowiek.png
    wieje lekki wiaterek
    idziesz się umyć, mame jeszcze nie ma
    kładziesz się na drzemkę bo 3% baterii
    owijasz się swoim szarym kocykiem
    czujesz się najbezpieczniej na świecie
    wiesz, że jesteś szczęśliwy
    wiesz, że wakacje mają być ciepłe
    wiesz, że zdasz dzisiejszy egzamin
    ale jest jedna rzecz której nie wiesz
    nie wiesz że o 9:14 radziecki MiG-23 startuje z lotniska gdzieś na terenie Polski
    coś się, coś się popsuło i pilot wykonuje katapulta.exe
    pusty MiG leci nad NRD
    RFN
    kończy mu się paliwo
    aha, nie napisałem, że mieszkasz w Belgii
    18 tonowy samolot wbija Ci do pokoju
    nazywasz się Wim Delaere
    giniesz

    #pasta #przegryw
    pokaż całość

    źródło: 10680790.jpg

  •  

    Jestem instruktorem szkoły jazdy w pewnym mieście wojewódzkim, pandemia mocno to i mnie ciśnie góra żeby o kursantów dbać, bo cienko, a skarbiec pusty tak, że szef już ze trzy tygodnie w tym samym garniturze chodzi, do tego go nie pierze.

    Trzeba uważać.

    Ale to, jak moja cierpliwość została ostatnio wystawiona na próbę to nawet święty papież by nie wytrzymał.

    Siedzę w swoim i20 i na nowego kursanta czekam bo się ma pojawić dzisiaj na pierwsze jazdy. Trzy miesiące do osiemnastki mu podobno zostało i chce od razu na osiemnastkę prawko, no chwali się bo to im wcześniej tym lepiej. I nagle słyszę coś brzęczy na zewnątrz, muzyka jakaś, nawet tekst w miarę dobrze było słychać, to szło jakoś tak:

    It's all about performance
    That's the name of the game
    I pump up my tires and I oil my chain
    Performance, the name of the game
    Carbon fork, carbon stem, an aluminum frame...
    (God, I gotta get a carbon frame!)

    Myślę "ki chuj", ale nie widzę za bardzo skąd to. No i w pewnym momencie zza winkla wychodzi, w ręku głośnik bluetooth, koleś ubrany w obcisłe rowerowe galoty, obcisłą bluzkę i kask rowerowy. I to wszystko różowe. Tak myślę sobie że kurde w styczniu na rower to trochę za zimno, ale co kto lubi.

    I ten koleś do mnie do samochodu podchodzi i w szybę puka, trochę w szoku ale otwieram i słyszę że dzień dobry i czy pan Anon. No to odpowiadam że tak, zmieszany trochę, a ten mówi że on się nazywa reddin i że na jazdy do mnie przyszedł. Kyrie elejson ratuj, no ale przypominam sobie słowa janusza szefa żeby grzecznym być dla kursantów, więc dzień dobry panie reddin, gadka szmatka i go pytam czy na rower nie za zimno. A ten mi mówi, że piechotą przyszedł bo tu niedaleko mieszka ulicę dalej.
    No nic, mówię mu żeby wsiadał, problemów trochę chłopak miał bo do tyłu się chciał pakować na początku, ale to pierwsze jazdy to i można zrozumieć że stres chłopaka zżerał, ale co się później zaczęło dziać, to w swojej instruktorskiej karierze nigdy czegoś takiego nie widziałem przysięgam na rozporządzenie Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych.
    Jak się już ogarnął i usiadł na miejscu kierowcy, załatwiliśmy papierki i mówię mu żeby ten kask chociaż zdjął, a ten że nie, że tak bezpiecznie i on w kasku będzie jeździł. Ja mu mówię, że to nowy samochód, że bezpieczny, że pasy, poduszki powietrzne, cztery gwiazdki NCAP. A on na to, że kamaz ma w dupie moje gwiazdki ncap (ktoś wie o co chodzi?). Gdyby wyższy był to by podsufitkę mi szorował tym tanim plastikiem, ale chłopak 170 cm to w tym kasku z ledwością ma, więc myślę dobra, niech już tak jeździ jak mu zależy. Nie wiedziałem że to dopiero początek przygody z panem rowerzystą.
    Zawsze przed pierwszą jazdą przeprowadzam z kursantem krótki wywiad. Niby wiadomo że prawka nie ma, że nawet osiemnastki jeszcze nie skończył, ale prawo sobie, a życie sobie, miałem i takich którzy bez prawka od 15 roku życia jeżdżą, więc pytam zawsze, bo często można podstawy pominąć. Jak się okazało pan reddin do takich nie należy, mówi że ojca taksówkarza ma i fana motoryzacji i że go ojciec chciał nauczyć jeździć zawzięcie i próbował ale nie szło, jakoś tak mu się głos łamał przy tym więc nie chciałem drążyć. Wiadomo, nie każdy uczyć potrafi. Mówię że spokojnie, że się wszystkiego nauczymy i że będzie dobrze, a ten nagle eksplodował jak niewybrane szambo. Że on nie chce i że się boi, że on chce na swój rower i że mu petrojanusze (?) nie będą nic kazali robić i że on to pierdoli bo się nigdy samochodem nie nauczy jeździć bo się nie nadaje ale ojciec taksówkarz powiedział mu, że albo prawo jazdy zrobi albo ma wypierdalać z domu. Nawet mi się go trochę żal zrobiło, no ale z takim podejściem to się chłopak na pewno niczego nie nauczy. A ten dalej swoje, że on ostre koło chciał na osiemnastkę ale ojciec blachosmrodziarz (?) mu zamiast tego kurs prawa jazdy opłacił. I taki zaryczany i zasmarkany wysiadł w tym różowym kasku z samochodu i jebnął drzwiami aż mi w uszach zadzwoniło i pobiegł z powrotem ulicą chlipiąc i wrzeszcząc dalej coś o petrojanuszach.
    Patrzę w kalendarz, a tu w środę kolejna lekcja, no po takiej akcji to już pan rowerzysta raczej się nie pojawi. Jak ja to przed szefem wytłumaczę to nie wiem. No nic, może jeszcze przyjdzie.

    Ku mojemu zaskoczeniu w środę reddin pojawił się ponownie, znowu w swoim rowerowym wdzianku na rowerze szosowym B'TWIN. Ciarki mnie aż przeszły na myśl co się odjebie tym razem, no ale losy szkoły jazdy się tu ważą, więc spiąć się trzeba i wytrzymać. Pytam go czemu na rowerze przyjechał jak niedaleko ma, a ten mówi że się z ojcem petrojanuszem pokłócił, stary go z domu wyjebał i on teraz u babci mieszka w innej dzielnicy i że do domu wróci jak prawo jazdy zrobi. Przypiął ten swój rower do słupka i wsiadł do elki.
    Tym razem udało się nawet kawałek lekcji przeprowadzić, wytłumaczyłem co gdzie w samochodzie jest i do czego służy, zainteresował się pedałami, pyta mnie po co trzy jak w rowerze dwa są i wystarczy. No to mu powtarzam, że to gaz, hamulec i sprzęgło i co jak działa, ale jakoś błysku zrozumienia nie zaobserwowałem. No ale nic, może w praktyce załapie. Pierwsze uruchomienie silnika, mówię mu żeby powoli sprzęgło odpuszczać aż zaskoczy, a ten zaczął sprzęgło i gaz naprzemiennie wciskać jakby chciał na rowerze pedałować. Silnik oczywiście zgasł od razu, a ten dalej pompuje i krzyczy że nie jedzie i dlaczego. Oczywiście dalej w tym cholernym kasku.
    Dwie kolejne próby przeszły dokładnie tak samo mimo tłumaczeń. Za trzecim razem w końcu przynajmniej załapał że sprzęgło trzeba powoli odpuszczać, jednak sukcesem ciężko to nazwać bo gaz depnął jak wcześniej i jak i20 pokazał swoją pełną moc, to już tylko szlifowany latami instruktorski refleks uratował samochód przed kolizją ze słupkiem. Niestety nie uchronił roweru szosowego marki B'TWIN, który do tego słupka był przypięty.
    Histeria, w jaką wpadł pan rowerzysta jak zobaczył swój ukochany jednoślad znikający w czeluściach podwozia Hyundaia była nie do opisania. Wrzeszczeć zaczął jak opętany pięciolatek, tłuc pięściami w kierownicę, wyleciał z samochodu i wlazł pod niego próbując ratować resztki swojego wehikułu. Rower nadawał się już tylko na złom.
    Tak minęła lekcja w środę.

    Pomimo moich żarliwych modlitw pan rowerzysta nie zrezygnował. Na kolejne lekcje przyjeżdżał już autobusem, bo z jego B'TWINa nic nie zostało, ale rowerowe umundurowanie wciąż nosił, a samochodem dalej jeździł w kasku. Na piątej lekcji w końcu udało się opanować jazdę na jedynce. Na ósmej załapał jak zmieniać biegi, chociaż silnik gasił co drugą próbę, no ale powiedzmy że postęp był. Nie wiem o co chodzi, ale często zamiast za dźwignię biegów to łapie mnie za kolano.

    Najgorsze jednak było jak z reddinem wyjechaliśmy na miasto. Na jezdni, przy której mieści się szkoła jazdy, znajduje się pas rowerowy wybudowany w ramach unijnego budżetu na rok 2020. Od razu po wyjechaniu za bramę szkoły zaczął jechać prawym kołem po tym pasie. No to pytam go co robi, że po drodze dla rowerów jedzie, a on że to nie jest DDR, że źle oznaczona i to kawałek jezdni jest. Tłumaczę cierpliwie, że nawet jeśli jakiegoś znaku brakowało, to pas wymalowany jest i trzeba przestrzegać, a jak mu nie pasuje oznakowanie to niech do zarządcy drogi zgłosi. Nic nie szło przetłumaczyć, w końcu się poddałem i już nie jeździmy tą jezdnią bo prawie potrącił rowerzystę.
    Co do rowerzystów, to ich nie wyprzedza, jak trafimy na jakiegoś to zwalnia do 20 km/h i jedzie za nim wpatrzony jak w obrazek.
    Jest taka DDR wyznaczona obok jednej z głównych dróg w naszym mieście, na szczęście oddzielona pasem zieleni, za każdym razem jak ją mijamy to reddin mruczy pod nosem coś o czerwonym chodniku. Najgorzej jak zobaczy rowerzystę na tej drodze, otwiera wtedy szybę i wrzeszczy na całe gardło "bracie rowerzysto, jedziesz po chodniku, powinieneś zjechać na jezdnię!". Część mu pokazuje środkowy palec, ale widać nie dociera bo im odmachuje i uśmiecha się od ucha do ucha.

    Oczywiście z jazdą sobie kompletnie nie radzi, na każdej lekcji przynajmniej cztery awaryjne hamowania. Totalny dramat. A najgorsze jest to, że szef nie chce z nim zerwać umowy.

    Zostało nam jeszcze 10 godzin jazd. Mam zaawansowaną nerwicę, zapisałem się już do psychologa. Trzymajcie kciuki żebym przeżył te pozostałe jazdy.

    #prawojazdy #polskiedrogi #pasta #heheszki
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #pasta

0:4,0:3,0:1,0:1,0:2,0:1,0:2,0:3,0:2,0:1,0:2,0:1,0:3,0:1

Archiwum tagów