•  

    Kiedyś ojciec dał mi hajs żebym opłacił rachunek za prąd, ale zamiast tego kupiłem bilet na loterii, w której główną wygraną był samochód. Ojciec spuścił mi za to wpierdol. Ale następnego dnia gdy się obudził przed drzwiami stal nowy samochód. Wszyscy płakali, zwłaszcza ja, bo to był samochód elektryków, którzy przyjechali odłączyć prąd. Ojciec spuścił mi wpierdol jeszcze raz.
    #pasta #byloaledobre #heheszki pokaż całość

  •  

    Miałem 16 lat, kiedy rozpocząłem naukę w szkole ponadgimbazjalnej i poszedłem do męskiego liceum katolickiego z internatem. Pomijając fakt, że pierwsza myśl adresatów stwierdzenia, że tam idziesz to zapytanie czy zostanę po tym księdzem. Kurwica mnie po tym chwytała ale nieważne.
    Po "rozmowie kwalifikacyjnej" która miała sprawić wrażenie że nie pierdolą się z kandydatami dostałem telefon że zostałem uczniem 1b w liceum katolickim blebleble.
    Nie uwzględniając obowiązku codziennego uczęszczania na mszę w tamtejszej kaplicy i obowiązku nauki w godzinach popołudniowych, w których nie można było robić totalnie nic poza nauką (niestety księża księciunie chodzili po pokojach i sprawdzali czy się uczymy) wszystko było ok. Do czasu.
    W moim słynnym liceum istniała "tradycja" w której pierwszoklasiści musieli przejść chrzest, to znaczy mieliśmy wybór, albo leżymy na podłodze i wskakuje na nas co najmniej 10 ludzi przygniatając nas swoim ciężarem (metoda zwana kanapką) , albo głowa płukana w kiblu. Wolałem metodę kanapki. Po wszystkim uznałem że mam święty spokój, mogę na spokojnie rozmawiać z większością mieszkańców internatu, uczęszczać na siłownię, oglądać mecze na sali telewizyjnej...
    Jednak po późniejszym czasie zaczął mnie wkurzać jeden typek o imieniu Albert (będę na niego mówił Czoło, bądź Glaca) co miał zdawać wtedy maturę. Zaczęło się od zastawiania drogi kiedy byłem spóźniony na zajęcia a skończyło na szantażu i rozkazach kupowania płynu do e-papierosów. Pierdolony vaper, kurwa.
    Pewnego dnia kutas przesadził.
    Nastał dzień w którym miał być mecz FC Barcelona - PSG. Zrobiłem wszystkie zadania domowe, msza odbyta, umyłem się i idę na salę telewizyjną oglądać ten emocjonujący mecz. Siedział tam ten cwel. Usiadłem sobie na spokojnie na drugim końcu sali żeby nie musieć oglądać jego mordy. Fenomen jego ryja polegał na tym że gdy ktoś krzyknął "pokaż czoło!" debil robił się czerwony jak burak, ponieważ miał półkilometrowe czoło i natychmiast zaczesywał sobie włosy aby nie było tego widać, ale i tak nie dawaliśmy mu spokoju. Nie zdążyłem usiedzieć 5 minut meczu a pan Czoło zaczyna mnie zaczepiać, usiadł obok mnie i rozpoczął:
    -Pierwszak, co ty tu robisz?
    -Mecz przyszedłem oglądać, nie widać?
    -No ta, ale ten mecz nie jest dla Ciebie, są tu sami fani Realu Madryt którzy chcą zobaczyć jak UEFAlona dostaje wpierdol.
    Fakt że byłem kibicem Barcy, a wtedy dałem się sprowokować. W zamian mu odpowiedziałem typowym sucharem że jego czoło jest tak duże że można na nim projektor odpalić. Cóż, zadziałało, typek się wkurwił, walnął kontrolnego liścia i zapytał czy chcę jeszcze, a ja na to, że niektórzy mylą jego oświetlone czoło ze wschodem słońca, taką glacę miał.
    Trzy liście i wypierdolił mnie z sali.
    Pomyślałem sobie wtedy: "ooo nie, nikt mnie nie będzie wypieprzał z meczu Barcelony, jeszcze za to zapłaci", zacząłem obmyślać plan udupienia Czoła.
    DZIEŃ PIERWSZY
    Zacząłem tworzyć siatkę kontaktów, aby dowiedzieć się kto gnoja nienawidził, a kto był jego przydupasem. Często mi pomagał pewien ziomek o pseudonimie "Prezes". Był z równoległej klasy co Czoło, dzięki temu bardzo mi się przydawał, szczególnie że jego pseudonim nie był dziełem przypadku - zarządzał całą swoją klasą i dogadywał się z równoległą w sprawie e-papierosów. Naprawdę, e-palenie to był tam chleb powszedni, jeżeli nie miałeś e-fajki przy sobie, już byłeś traktowany jak lamus i przegryw bez wiary w przyszłość. "Prezes" znał glacę i ogarniał mu olejki do palenia.
    Tutaj wkraczam ja.
    Jako że nie zaliczałem się do lamusów również sobie załatwiałem olejki, pewnego razu dostałem zlecenie od Czoła, żeby kupić olej o smaku anyżu i przynieść do Prezesa.
    Ja pierdolę, jak można palić oleje anyżowe?
    Oleje można było kupić w sklepie, albo zrobić własne i wlać je do specjalnej buteleczki.
    Posłusznie się zgodziłem z szerokim uśmiechem. Poszedłem do sklepu i kupiłem pustą butelkę.
    Hehe, kurwiu, chcesz anyż? Dostaniesz anyż.
    Wróciwszy do internatu, poszedłem do łazienki i zacząłem kręcić śmigłem. Trzymałem nabój przez tydzień, więc czułem że napełnię buteleczkę do pełna. Po robocie oddałem butelkę z napisem "ANYŻ" Prezesowi. Powiedziałem mu o moim planie i poprosiłem żeby przy większym dymie krył mi plecy, bo jeszcze nie skończyłem. Zgodził się, sam pan Czoło zaczął go już wnerwiać - pierwszak to, pierwszak tamto, pierwszak olej, pierwszak dej itp. .
    Podszedłem pod pokój Czoła i zacząłem słuchać o czym rozmawiał z Prezesem. Butelka przekazana, zaczyna zalewać efajeczkę. Po chwili słychać głośny ryk:
    "TEN JEBANY STULEJARZ SPUŚCIŁ MI SIĘ DO BUTLI A NIE NALAŁ OLEJU ZABIJĘ GNOJA, ZABIJĘ" po czym wybiegł z pokoju i biegł w stronę mojego pokoju. Poszedłem z Prezesem do jego pokoju i kisnęliśmy cały dzień z tego że moje plemniki tkwiły w jego układzie oddechowym dosłownie wszędzie. Dzień udany, ale jednak musiałem być już czujny na każdym kroku.
    DZIEŃ DRUGI
    Zyskałem aprobatę wielu uczniów, że postawiłem się maturzyście.
    Nawet ziomki z drugiej i trzeciej klasy zapraszali mnie do siebie na kawę i prosili abym opowiedział o swoim spermowym planie.
    Zyskałem ich uznanie, czułem się jakbym postawił się tyranowi i prowadził lud na barykady.
    Poprosiłem Prezesa aby wynajął kumpli żeby meldowali mi o lokalizacji Czoła, tak, aby jak najmniej mijać się z nim. Czasami miałem wręcz wrażenie że typek zniknął z tej uczelni, ale jednak nie.
    W przerwie między zajęciami mieliśmy obiad na stołówce. Ale to nie była zwykła stołówka. Schodziło się tam jak do piwnicy. Na końcu sali stał długi i szeroki stół, przy którym siedzieli i spożywali posiłek wszyscy nauczyciele uczelni,
    a na środku JEGO EKSCELENCJA, IMPERATOR KATOLICKI KSIĄDZ DYREKTOR.
    Prostopadle po jego lewicy biegł stół drugo i trzecio klasistów, natomiast po jego prawicy, stół pierwszaków. Szybkie pogaduchy z Prezesem i ziomkami z mojej klasy i zaczyna się obiad.
    Szybka modlitwa, ogłoszenia dyrektora i dyżurni stołówki zaczynają podawać do stołu.
    Los mi sprzyjał, albowiem dyżurnym był Czoło i jakiś jego przydupas.
    Panował na stołówce klimat typu "aaaa kurła ziemniaczki i miąsko takie dobre kuuur...", nadjeżdza do mnie Czoło, pluje do miski z ziemniakami i życzy mi smacznego śmiejąc się pod nosem.
    W tym samym momencie kiwnąłem głową do ziomka który siedział 7 miejsc ode mnie.
    Nadjeżdza Czoło, Dyrektor pokazuje na zegarek oznajmiając mu że się spieszy, Czoło przyspiesza
    i nagle mój ziomek wyciąga nogę i JEEEEBS
    Czoło wypierdala się na wózek i z ryjem w ziemniakach wpada na stół dyrektora. Pierwszaki się śmieją, drugoklasiści uprawiają podśmiechujki a maturzyści rozglądają się kto mógł podstawić mu haka.
    Dyrektor wstał ze stołu, odmówił modlitwę końcową i oświadczył że telewizja będzie niedostępna dopóki nie znajdzie się winien.
    Miałem to w dupie. I tak już się tam nie pojawiałem.
    DZIEŃ TRZECI
    Jak już wcześniej wspominałem, codziennie musieliśmy chodzić na mszę świętą do kaplicy. Dwóch pierwszaków zarządzało kalendarzem i informowało w którym dniu i kto pełni daną funkcję. Jeden był lektorem, jeden śpiewał, inny składał dary i tak dalej et cetera. Dzięki jednemu z największych wrogów Czoła, typkowi o pseudonimie "Dudek" dowiedziałem się że Czoło ma organizować u siebie w pokoju chlanie, ponieważ uznał że skoro nie ma służyć przy ołtarzu, to nie musi go tam być. Opinię z nim podzieliło kilku innych jego przydupasów.
    Czułem że tutaj jest moja szansa na to żeby wywalić gnojka na zbity pysk.
    Chcieliście wydymać Freda, to teraz Fred wydyma was...
    Skontaktowałem się z zarządcami kaplicy, aby specjalnie przestawili Czoło na stanowisku składania darów z przyszłego tygodnia na dzisiaj. Z racji tego że mieli gdzieś kto służy przy ołtarzu bo osoby wpisywali losowo, zgodzili się.
    Wszystko szło jak po maśle - msza ustawiona, pan Czoło totalnie najebany ma być nieświadomy tego że ma stać przy ołtarzu właśnie dzisiaj. Na mszy którą poprowadzi sam Imperator, ks. Dyrektor.

    Patrzę na zegarek.
    20:30, do mszy zostało 30 minut. Imperator jeszcze nie wszedł do zakrystii aby się przygotować do mszy i zobaczyć kto jaką pełni funkcję.
    Po 5 minutach wchodzi.
    Zaczyna czytać listę.
    "27 MARCA... Lektor - Andrzej jest, Kantor - Mareczek jeeeest, Dary - Albert je... gdzie jest gość od darów?"
    I tutaj zarządca kaplicy udaje zaskoczenie i mówi że nie wie, pójdzie do jego pokoju go zawołać.
    Po 5 minutach wparowuje do zakrystii Czoło, myślałem że pierdolnę ze śmiechu.
    Nos czerwony jak jasny chuj, Rudolf oddałby wszystko żeby zamienić się z nim nochalem. Ale czułem że nie jest zbytnio pijany, bałem się że mój plan jebnie i dalej będę dręczony przez tego gnoma.
    Nagle nadchodzą przydupasy Czoła, schowałem się za kolumną i słuchałem ich rozmowy:
    -Kurwa, za co my tam idziemy...
    -Bert spierdolił sprawę, a mówił że służy w przyszłym tygodniu.
    -Ja się raczej boję jak Berta jebnie, moja nalewka ma spóźniony zapłon.
    TAAAAK, UDA SIĘ, CZERWONY NOS CZOŁA TO DOPIERO PROLOG DO JEGO ZAGŁADY!
    Siadam na tylnych ławkach, rozpoczyna się msza. Przed ołtarzem zjawia się cała służba wraz z Imperatorem.
    Wszyscy klękają.
    Czoło ma już problem z klęknięciem, odpierdala jakiś telemark i idzie na swoje miejsce.
    Wiadomo jak trwa msza, rozpoczęcie, czytanie Słowa Bożego i nadeszła PORA NA SKŁADANIE DARÓW. Asystent Czoła zaczyna składanie darów, postawił kielich na ołtarzu i wrócił na swoje miejsce.
    Czoło stoi z zamkniętymi oczami. zaczyna śmiać się jak zarzynana świnia. Asystent szybko zaczepił Czoło i syczy "DEBILU, ZANIEŚ WODĘ I WINO". Nigdy nie myślałem że Czoło potrafi się tak śmiać, tym razem jego śmiech był głośniejszy niż melodia organów, która towarzyszyła składaniu darów. Złapał ampułki z wodą i winem, zaniósł na ołtarz i odwróciwszy się zrobił krok...
    dwa...
    i pierdolnął głową w marmurową posadzkę. Współlokator Czoła natychmiast podbiegł do niego i wyniósł go z kaplicy. Po mszy cała pierwsza klasa przyszła do mojego pokoju i składała mi gratulacje z okazji udupienia Czoła na dobre.
    Mój cudowny plan nareszcie się powiódł...
    DZIEŃ CZWARTY , I OSTATNI
    Imperator wezwał wszystkich uczniów na stołówkę. Nigdy nie widziałem Dyrektora tak wkurwionego. Powiedział nam że Albert wyleciał z Liceum Katolickiego ze względu na wielokrotne złamanie statutu Szkoły, choć przyznał się że zastanawiało go dlaczego Czoło darło na Dyrektora ryja o tym że pewien pierwszak (czytaj - ja) dręczył go i sabotował go każdego dnia, ale pod koniec uznał że nie ma co słuchać schlanego człowieka...
    Z racji tego, że Czoło wyleciało z liceum, Imperator zezwolił na wchodzenie do sali telewizyjnej.
    Od tego dnia codziennie przychodziłeś i oglądałeś Trudne Sprawy i Ukrytą Prawdę, a gdy wchodził Imperator pytając się co robię, odpalałem kanał PADRE PIO CHANNEL który znalazłem wpisując losowy numer kanału.
    Tak było naprawdę.
    Stałem się Eliminatorem, na stołówce każdy oddawał mi dodatkowy kawałek mięsa w zamian za moje znakomite wyczyny względem Czoła...
    Rok później zostałem przewodniczącym szkoły z 90procentowym poparciem.
    Czułem się jak Putin hehe.
    Dwa lata później opuszczałem liceum ze świadectwem dojrzałości w ręku.
    Odchodząc, patrzyłem na budynek szkoły ze łzami w oczach.
    Czułem dobrze, piękne uczucie kiedy każdy z chłopaków zaprasza Cię na piwerko...
    Teraz jestem na studiach, w tym momencie w akademiku, stojąc na balkonie i paląc szluga oglądam zachodzące słońce i myślę jak potoczy się moje dalsze życie...
    Zapytacie się co się stało z tym frajerem?
    Krążą słuchy że obecnie Czoło za najmniejszą krajową pracuje na lotnisku Chopina w Warszawie jako pas startowy dla jebanych boeingów bo trochę mu się przytyło w ciągu ostatnich 3 lat.

    #pasta
    pokaż całość

  •  

    Nie ma gorszego raka niż strony internetowe z przepisami.

    Wpisujesz w google "proste dania dla studentów". Oto pierwszy wynik:

    "Makaron z boczkiem i cebulą" - myślisz sobie, spoko, zrobię.

    Składniki:
    - makaron ze szwajcarskiej mąki mielonej sposobem tradycyjnym
    - boczek z dzikich świń z Afryki
    - łzy brazylijskiego noworodka
    - kryształ z serca góry uga buga
    - cebula rotszwalcka wyhodowana w ziemi torfowej
    - sól

    Sposób przygotowania: Cebulę posiekać dobrze naostrzonym mieczem samurajskim, dolać dokłądnie 3,79 kropli łzy noworodka,
    boczek podsmażyć smoczym oddechem a makaron gotować we wrzącej wodzie we własnych ustach. Na koniec wsypać sobie soli do dupy.

    #heheszki #takbylo #takaprawda #gotujzwykopem #studbaza #studia #pasta
    pokaż całość

  •  

    MAMA WYSŁAŁA HAZELA DO SKLEPU PO SER BIAŁY
    PRZYNIÓSŁ ŻÓŁTY
    MAMA SPYTAŁA HEJZELA DLACZEGOOOO
    DLACZEGOOOOOOOOOOO

    BO NIE MA BIAŁEGOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO

    #pasta #wixa #narkotykizawszespoko

  •  

    bądź mną
    lvl 70
    głowa kościoła katolickiego here
    codziennie robią ci obiady
    nie musisz gotować
    win.exe
    ostatnio zmieniła się siostra która gotuje
    "jakie jest ulubione danie ojca świętego"
    kobieto, kurwa, nie zawracaj mi dupy
    ratuje świat przet ateizmem
    "takie które jem" rzuć od niechcenia
    siostra podaje szpinak na obiad
    na początku ciesz się, bo lubisz szpinak
    cotokurwajest.avi
    dawno nie jadłeś tak niedoprawionego szpinaku
    co za gówno, mój Boże
    musisz zjeść, bo siostrze będzie przykro
    "smakuje ojcu?"
    "mmmm" wydaj z siebie udawany pomruk zadowolenia
    siostra poszła na chwilę
    wypierdol resztę za okno
    miej nadzieję, że już więcej tego gówna nie zrobi
    nadzieja matką głupich
    robi ten jebany szpinak codziennie
    za każdym razem mniej doprawiony
    numer z wypierdalaniem połowy za okno całkiem wychodzi
    zbliża się pielgrzymka do Polski
    znowu ta chujolandia
    nie po to wypierdoliłeś do Watykanu, żeby tam wracać
    trudno
    musisz
    jesteś papieżem
    przed wylotem siostra Mariola przygotowała znowu szpinak bo jakżeby kurwa inaczej
    tym razem musisz zjeść cały bo jesz z jakimiś kardynałami
    jeszcze gorszy
    tym razem chyba nawet nieświeży
    trudno
    zaciskasz zęby i zjadasz z uśmiechem
    lecisz do Polski
    czujesz przed lądowaniem że szpinak na pewno był nieświeży
    samolot ląduje
    prezydent Wałęsa czeka z rządem
    powitaj ich wiedząc, że w każdej chwili możesz umrzeć na eksplozję żołądka
    Dziwisz mówi, że do jakichś dzieci jedziesz
    japierdole.gif
    dojezdzasz na miejsce
    mowisz Dziwiszowi ze się musisz chwilę pomodlić za drzewem
    idziesz za drzewo
    rzygasz dalej niż widzisz
    wracasz jak gdyby nigdy nic
    idziesz do bachorów z gorączką i rozstrojem zoladkowym
    o kurwa tu są kamery
    "niech bedzie pochwalony Jezus Chrystus hehe"
    nie wiesz czemu sie zasmiales
    pewnie od tej gorączki
    coś mówią i pokazują ci owce
    ochujchodzi.png
    "po co mam wybierać? Najlepiej zabrać obie."
    wszyscy się śmieją
    dobra, łyknęli
    jakoś będzie
    odpowiadaj na jakieś chujowe pytania czując się jak gówno
    miej przeczucie że brzmisz jak pijany lub niespełna rozumu
    nagle jakiś jebany bachor mówi
    "a czy Papież lubi szpinak?
    "szpinak?"
    no chyba kurwa sobie jaja robisz
    "jak mi dadzą to jem"
    bo co masz robić
    jesteś papieżem


    #cenzopapa #pasta
    pokaż całość

  •  

    #rolnikszukazony #pasta

    Hehe dziewczyna zaprosiła mnie dziś na rower. Zgodziłem się ochoczo, jako że jestem amatorskim kolarzem szosowym. Ustawka oczywiście o 6 rano pizgawica straszna, więc założyłem moje super oddychające rękawice na warunki wilgotne o wadze 0,1 grama. Kosztowały 800 złoty, ale w takich od razu jeździ się szybciej. Na grzbiet narzuciłem nieprzepuszczjącą wiatru, dopasowaną bluzę za 1 tys złoty. Na koszulce najebane tyle sponsorów, że prawie mnie zza nich nie widać, co tam, szkoda tylko, że mi nie płacą. No i wsiadam na moją karbonową szosę, której ceny nie podam, bo boję się, że walnę się w ilości zer. Zapinam moje karbonowe spd do karbonowych pedałów spd i jadę na spotkanie lekkim tempem 45km/h na godzinę, żeby się nie zapocić przed spotkaniem. No i stoi ona. Na góralu. W wełnianych rękawiczkach i puchowej kurtce, cała telepie się z zimna. Widać, że nie ma super lekkich neoprenowych rękawic za 800 złoty. Nogi od urodzodzenia pewnie też ma te same. No i zaczynamy przejażdżkę. Narzucam tempo 35 km/h na godzinę, bo w końcu dziewczyna. W pierwszych chwilach dawała radę, to dopierdoliłem 55 km/h niczym Armstrong pod Alpe d'Huez. Gdy dziewczyna zniknęła z tyłu za horyzontem, doceniłem kupno karbonowego super lekkiego trenażera za 10tys złoty, widać, laska opierdalała sie cała zimę. Trochę dla beki jeszcze pokręciłem kółka wokół niej, popchałem trochę za siodełko. Śmiesznie wtedy piszczała, że się boi. Doszedłem do wniosku, że nudy i olewam taki układ i już wypierdoliłem VMAX 65km/h i zniknąłem w oddali. Objechałem standardową rundę przez Wólkę Kosowką, aż po Łódź. Niestety musiałem już zawijać na chatę, po praca na 8. Polecam te neoprenowe rękawiczki. pokaż całość

  •  

    Mam psa labradora i właśnie kupowałem worek Pedigree Pal w supermarkecie czekając w kolejce do kasy. Kobieta za mną zapytała czy mam psa (!). Bez zastanowienia odpowiedziałem, że nie i właśnie ponownie rozpoczynam dietę Pedigree Pal. Chociaż nie powinienem, bo ostatnio wylądowałem w szpitalu. Ale zdołałem zgubić ponad 20 kg zanim obudziłem się na oddziale intensywnej terapii z rurami w większości moich otworów i z igłami w obydwu ramionach. Powiedziałem jej, że jest to w sumie idealna dieta i należy mieć zawsze wyładowane kieszenie bryłkami Pedigree Pal i zjadać jedna lub dwie gdy poczujesz głód. Jest to żywność zawierająca wszystkie składniki niezbędne do życia i mam zamiar znowu ja zastosować. Muszę zaznaczyć, że teraz wszyscy w kolejce byli oczarowani moją opowieścią, zwłaszcza wysoki facet za tą kobietą. Zszokowana, zapytała, czy dlatego wylądowałem na intensywnej terapii, bo zatrułem się pożywieniem dla psów. Powiedziałem jej, że nie. Po prostu usiadłem na ulicy, by wylizać sobie jajka i samochód mnie uderzył.

    pokaż spoiler #coolstory #pasta #takbylo #suchar
    pokaż całość

  •  

    Ku#wa mać, ale ze mnie #przegryw . Mam 24 lata, zarabiam 1,5 k netto miesięcznie i gówno mogę zrobić. Chciałbym sobie kupić wymarzony samochód, ch#ja tam kupię, 500 zł musiałbym zbierać na malucha około 30 lat XD przy oszczędzaniu 10 zł miesięcznie. Nie wspomnę o budowie dobrego domu. Za taki hajs to jedyne na co można sobie pozwolić to chatka z gówna i jedzenie z maka i to niekoniecznie. To nie jest żaden bait serio. 1,5 - 2 tys netto to dla mnie gówno nie pieniadze.
    #zalesie #oswiadczeniezdupy #gownowpis

    pokaż spoiler #pasta
    pokaż całość

  •  

    Ostatnio na mirko szalała #pasta o #dawidpodsiadlo , a nikt nie zauważył, że jego identyfikacja wizualna to stuprocentowa, bezczelna podpierdolka z australijskiego Flume. Dodatkowo, obaj są w bardzo podobnym wieku (Flume 1991, Podsiadło 1993) i nagrywają dla podobnego odbiorcy, choć różne gatunki. Przypadek? ( ͡º ͜ʖ͡º)
    #kradno #flume #marketing pokaż całość

    źródło: 18.11.jpg

  •  

    Trochę późno, ale postanowiłem się z wami tym podzielić, bo opowiadanie w sumie mi się spodobało :P enjoy!

    Przyszedł 1 listopada i poszedłem odwiedzić grób dziadka.

    - Czego chcesz? - powiedział grób.

    - Przyszedłem w odwiedziny - bąknąłem. Spodziewałem się, że grób będzie milszy.

    - Przyniosłeś herbatę?

    Akurat byłem wcześniej w sklepie.

    - Mam.

    - To zaparz, bo ja nie mam rąk.

    I tak piliśmy z grobem herbatę i próbowałem zebrać myśli.

    - Dobra, popiliśmy, a teraz mów: po coś tu przyszedł?

    - Chciałem odwiedzić rodzinę.

    - A gdzie mieszka rodzina?

    - Tutaj, w Krakowie, na Krowodrzy.

    - To co robisz na Rakowicach?

    - Odwiedzam dziadka. Tu leży.

    - Aha, dziadka. To co, obudzić go?

    Wytrzeszczyłem oczy.

    - Co?

    - No bo pewnie chcesz z nim pogadać, skoro go odwiedzasz. Mam go obudzić? Mogę to zrobić.

    - Eee...

    - Rozumiem, rozumiem. Dziadek trochę w kiepskim stanie jest. I też nie pachnie zbyt ładnie. Ale jak wpadniesz w odwiedziny za pięć, dziesięć lat, to kości będą już suchutkie i bielutkie. Będziesz mógł go odwiedzić, ale nie wiem czy coś powie. Ostatecznie języka już nie ma.

    - Ale ja przyszedłem tylko zapalić dziadkowi świeczkę.

    - Po co mu świeczka?

    - No, że pamiętam.

    - A tak, parafina to dobry środek na sklerozę. Tak gdzieś słyszałem. Ale to chyba się pije a nie pali.

    - Ale o dla dziadka, nie dla mnie...

    - Słuchaj no, o co ci w ogóle chodzi? Przecież wiesz, że dziadek nie żyje. Kogo ty przyszedłeś odwiedzić?

    - Mówiłem już: grób dziadka.

    - To ja jestem grób dziadka.

    Milczeliśmy chwilę, ja i grób. Ja mu nie umiałem wytłumaczyć, a on nie potrafił zrozumieć. Albo odwrotnie.

    - To może już idź. Bo zimno.

    - Ale nie zapaliłem jeszcze świeczki.

    - Zapalisz se w domu.

    - Jak to w domu? To na grobie się pali świeczki.

    - O nie, stary, nie będziesz na mnie nic palić.

    - Ale od tego tu jesteś!

    - Nie, kochany. Ja tu jestem całkiem od czego innego.

    - Od czego?

    - Od tego, żeby zwłoki dziadka nie przeszkadzały żywym żyć.

    - No chyba nie tylko po to.

    - Oczywiście, że nie. Po to też, żeby żywi nie musieli patrzeć na to, co się stanie z ich ciałem po śmierci. To raczej nieprzyjemne.

    - Wszystko spłycasz.

    - Trochę tak. Jestem raczej płytkim grobem.

    - A co z wymiarem duchowym?

    - O nie, mój drogi. Jeżeli o to ci chodzi, to kategorycznie odmawiam roli telefonu do kontaktów ze zmarłymi. Ja nie będę okultyzmu uprawiać.

    - Tu nie chodzi o żaden okultyzm. To po prostu tradycja. Pierwszego listopada tradycyjnie odwiedza się groby.

    - Głupia jakaś ta tradycja. No ale dobra, odwiedziłeś mnie, wypiliśmy herbatę, pogawędziliśmy. Dziękuję ci bardzo za towarzystwo, ale idź już sobie.

    - Ale dziadek...

    - Słuchaj no, chłopcze. Odpowiedz mi na jedno proste pytanie, a dam ci zapalić tyle świeczek ile tylko chcesz.

    - Jakie pytanie?

    - Gdzie według ciebie jest teraz twój dziadek?

    Zastanowiłem się.

    Jeżeli powiem, że tutaj, że leży w grobie, to mi go będzie chciał pokazać, a ja na kontakty z zombie nie mam ochoty. Jeżeli z kolei powiem, że go tu nie ma, to mnie zapyta co tu w takim razie robię, bo przecież nie można odwiedzić kogoś w miejscu, gdzie go nie ma.

    - Nie wiem.

    - To idź do domu i się zastanów.

    Poszedłem.

    Co miałem robić? Grób ewidentnie nie chciał moich odwiedzin.

    A na pytanie gdzie jest dziadek zastanawiam się do tej pory. I póki na nie sobie nie odpowiem, pierwszego listopada spędzę w domu.

    Martin Lechowicz

    #1listopada #wszystkichswietych #opowiadanie #byloaledobre #heheszki może nawet #pasta
    pokaż całość

  •  

    bądź mno
    nie miej nigdy kobiety
    żadna nawet nie lizała dla ciebie loda
    żyj śmiercią brata i urojeniami
    bądź fanatykiem religijnym ograniczonym swoimi poglądami
    twój przyjaciel to agresywny idiota udający szefa armii
    bądź niski i szkaradny
    twój ojciec jest podejrzany o współpracę z komunistami
    myśl, że jesteś guru politycznym Polaków
    chciej zawładzić ogółem
    uprzykrzaj życie rodakom
    nazywaj się Jarosław Kaczyński
    zdjęcie bez związku.

    #kononowicz #pasta #4konserwy #heheszki
    pokaż całość

  •  

    bądź mno lvl 35
    posiadaj farmę
    żona typowa kura domowa
    te Hilda co na obiad?
    rzepa
    kurwa znowu
    ej Lobart
    rzepa się skończyła
    weź skocz
    kurwa nie chce mi się
    JUŻ!!!!one!one
    dobra dobra już idę
    podbija typek lvl 1
    w samej piżamie
    w dodatku cały czas chodzi z kijem przy dupie
    CZEMU WKROCZYŁEŚ NA MÓJ TEREN?
    potrzebuję ubrania
    70 sztuk złota
    może się jakoś dogadamy?
    jeśli chcesz możesz dla mnie pracować
    trzeba zebrać rzepę z tego poletka przy stodole
    zrobił to w pół minuty
    chyba startował w jakichś zawodach w zbieraniu rzepy
    dobra sprzedam za 60
    to za dużo
    pracy na farmie jest sporo
    w 5 minut załatwił wino, zabił bandytów kradnących mi owce i kupił mi nową patelnię
    hehe no dobra 30 xd #januszebiznesu
    co za debil kupił to
    ja bym żądał zapłaty
    albo zajebał
    ale nieważne
    mija dzień
    budzę się
    chcę się przejść po polu
    a tu zonk
    zmutowane biedronki najechały moją farmę
    wtf
    ten sam typek co wczoraj podchodzi
    przypakowany, z mieczem w ręku
    w dodatku przyjęli go do milicji
    przyszedłem rozwiązać twój problem
    yyy
    NO RUSZ SIĘ, ILE JESZCZE MAM CZEKAĆ?
    mijają 2 minuty
    wraca
    po bestiach ani śladu
    on ani zadrapania
    no, wreszcie, zaczynałem się niecierpliwić
    mija tydzień
    budzę się
    chcę się przejść po polu
    nagle podbijają jacyś sataniści
    proszę opuścić mój dom
    a on wkurwiony
    POHUS KOPUS CZARY MARY TWOJA STARA TO TWÓJ STARY
    i wyszli
    jakaś jebana klątwa
    moja żona dostała gorączki
    nagle podbija znowu tamten dziwny typek
    kurwa został rycerzem
    yy dzień dobry
    co cię trapi Lobarcie
    żona jest opętana
    poczekaj pójdę po księdza
    mija 1,5 minuty
    wraca
    masz polej ją wodą święconą
    cokurwa
    jakimś cudem zadziałało
    mijają dwa tygodnie
    budzę się
    chcę się przejść po polu
    a tu nagle stado kiboli z klanu Orka Gdynia
    wpierdolili się na moje pole i zaczęli wpierdalać zboże
    pojebani jacyś
    ale ich nie przegonię
    nagle patrzę
    a tu znowu ten pojeb
    kurwa został palladynem
    wyjął swój miecz świetlny
    i im wpierdolił
    yy no dzięki masz tu 50 sztuk złota
    chyba jestem pierdolnięty i mam jakieś zwidy.

    #gothic #pasta #niemoje #zawszesmieszy
    pokaż całość

    źródło: lobart.jpg

  •  

    Piszę w emocjach, więc proszę wybaczyć ewentualne błędy.

    Oto moja dzisiejsza przygoda pt. Krzysiek VS Szpiegowska Musztardowa Babcia.

    Rzecz dzieje się w Galerii Kazimierz a dokładniej w Carrefourze. Prócz kilku typowych pierdół, które już mam w koszyku, poszukuję rzeczy niecodziennej (a co za tym idzie, o nieznanej mi lokalizacji pomimo znajomości topografii marketu). Octu balsamicznego potrzebuję. Tak więc szukam. Błądzę. Szukam i błądzę a moje poszukiwania zawiodły mnie w alejkę, gdzie okazale prezentują się rozmaite ketchupy, majonezy i musztardy. Te ostatnie okażą się kluczowe w tej opowieści.

    Rozglądam się dość długo, bo nawet nie wiem jak wygląda ocet balsamiczny, ani jak jest pakowany i wtedy słyszę JĄ, a właściwie jej skrzypiący wózek. Wózek był z tych dużych, które dawały się wypożyczyć po nakarmieniu monetą w nominale 1, 2 lub 5 PLN. Szczęśliwie dla mnie i dla finału tej historii, ów wózek należący do Szpiegowskiej Musztardowej Babci (dla uproszczenia SMB) posiadał jedno skrzypiące kółko. Co za tym idzie, Babcia nie mogła pozostać w trybie incognito, choć za chwilę zrozumiecie drodzy Państwo dlaczego by chciała.

    Stoję może nie zaraz obok Babci ale dość blisko. Mam na sobie zieloną kurtkę i ewidentnie zlewam się ze ścianą ogórków kiszonych vis-a-vis półki z musztardami bo Babcia mnie nie zauważyła. Najwidoczniej, pewna tego, że pozostaje niezauważona oraz, że trening w Shaolin na marne nie poszedł, przystępuje do degustacji.
    Oczom nie wierzę ale patrzę jak Babcia kolejno odkręca słoiki z musztardą, wkłada w nie paluch, paluch następnie wkłada do buzi, oblizuje, po czym wykształca na gębie grymas jakby chciała powiedzieć „to jednak nie ta”, zakręca wieczko, odstawia słoik na półkę i łapie następny.
    Robię krok do przodu akurat w momencie gdy SMB próbuje odłożyć trzeci słoik. Odgłos mojego kroku został zarejestrowany przez Babcię, która trzymając jeszcze rękę na odłożonym słoiku odwraca głowę i patrzy mi w oczy niczym jeleń, który dopiero w tej chwili dostrzegł światła nadciągającej ciężarówki.

    Nie mówię nic.

    Babcia też nic nie mówi. Nie mówi ale wie. Ona wie, że ja wiem. Wie, że widziałem. Ręka dalej jest na słoiku nr 3 (chyba sarepska).
    Czekam pierwszy na jej reakcję. Czekam cierpliwie. Nie chcę spłoszyć. National Geografic. Brakuje tylko narracji Krystyny Czubówny.
    W końcu następuje reakcja. Babcia bierze trzymany słoik z powrotem do wózka. Cały czas nasze spojrzenia pozostają nierozłączone jak w zabawie w „kto mrugnie pierwszy przegrywa”. Odkłada do wózka na resztę zakupów.
    Patrzę dalej. Babcia wraca ręką do przetestowanego słoika musztardy nr 2 i też wsadza go do koszyka. Czując, że nie ma już wyjścia od razu po tym sięga po pierwszy słoik, którego zawartość zaledwie chwilę wcześniej rozdziewiczyła paluchem.

    Wózek zaczyna się poruszać. Kółeczko skrzypi. Nie skrzypiało bez przerwy ale interwałami tak, jakby tylko połowa łożyska była zardzewiała wydając z siebie dźwięk „kwi kwi kwi...”.
    Wyłączam tryb hipnozy, odwracam wzrok z powrotem w stronę półek sklepowych kontynuując poszukiwania octu balsamicznego, będąc jednocześnie zadowolonym z faktu, że moja obecność na miejscu zdarzenia uczyniła świat lepszym.
    Babcia odjeżdża „kwi kwi kwi...”. Im szybciej jedzie wózkiem tym pisko-kwiki kółeczka są częstsze i szybsze „KwiKwiKwiKwiKwi...”. Jedzie wzdłuż alejki w której oboje staliśmy „kwi kwi...” i skręca w prawo, po czym od razu znów w prawo, aby znaleźć się po drugiej stronie półki z musztardami. Kwiczenie kółka ustało.
    Jest po drugiej stronie.
    Mam wrażenie, że jeśli znajdowalibyśmy się w bibliotece to wyciągnięcie książek z regału na wprost mojej twarzy spowodowałoby, że nasz wzrok znów by się spotkał (ewentualnie proszę wyobrazić sobie scenę „Here’s Johnny” z Lśnienia).
    Przeanalizowawszy wszystkie półki stwierdzam, że octu balsamicznego tutaj nie ma i robię trzy kroki w lewo chcąc kontynuować poszukiwania w innym miejscu.

    „Kwi...”

    Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok.

    Robię jeszcze dwa kroki.

    Jest odpowiedź

    „kwi kwi...”

    I już wiem. Wiem, że ona chce tu wrócić. Chce tu wrócić i odłożyć te musztardy. Nie potrzebuje trzech słoików. Nikt nie potrzebuje. Ona chce tej jedynej właściwej musztardy ale przecież jej nawet jeszcze nie znalazła. Ona chce kontynuować testy paluchem. Nie spocznie, aż nie odnajdzie tej upragnionej.

    Wiem, że czeka aż sobie pójdę ale myślę sobie ni chuja Babciu. Czekam. To walka cierpliwych. „KwiKwiKwiKwi...” poirytowana brakiem rozwoju sytuacji Babcia objeżdża regał dookoła i wystawia dziób wózka zza brzegu regału niczym lwica głowę z trawy na sawannie. Stoję dziarsko. Nie ruszam się. Trwa to dłuższą chwilę i czuję już smak nadciągającego zwycięstwa. Babcia odjeżdża „kwi… kwi… kwi...”

    Coś tu nie gra. Jest spokojnie. Zbyt spokojnie. I wtedy zrozumiałem…
    Ona odłoży te musztardy w innym miejscu! Potem przyjdzie nieświadomy pracownik Carrefoura, zobaczy że musztardy leżą w złym miejscu i odniesie je tutaj.

    Nie mogę do tego dopuścić. Idę za babcią. Nie pomyliłem się. Babcia jedzie „kwi… kwi… kwi...”. Jedzie i się rozgląda. Szuka miejsca. Szuka wolnej półki.
    Rozgląda się i znów widzi mnie. Znów nasze spojrzenia na siebie natrafiły.
    W Carrefourze jest prócz nas jakaś setka ludzi. Robię to dla was myślę. Dla Ciebie wysoki gościu przy mydłach i dla Ciebie matko z dzieckiem z kolejki po szynkę. Wy nie wiecie. Tylu ludzi dookoła i nikt prócz mnie i Babci nie wie jaka właśnie toczy się tu walka (proszę sobie przypomnieć scenę z pierwszego Terminatora kiedy Arnold szuka Sary w barze Tech Noir). Patrzę i stawiam kroki w jej kierunku.

    Babcia ucieka… KwiKwiKwiKwi!!! Ucieka, ale uciec nie może, bo ma kwiczący koszyk pełen zakupów. Ucieka więc do kasy.

    Skoro powiedziałem A powiem i B. Idę za nią. Babcia wjeżdża do kasy i patrzy za siebie. Jestem tam, nie odpuszczam na krok. Babcia zaczyna wypakowywać zakupy na taśmę. Poszedł chleb, ser, soki, mięso...

    ...Czekam...

    Jogurt, rzecz, batonik, rzecz.

    ...Czekam...

    Rzecz, coś tam, pomidory, rzecz.

    Czekam i doczekałem się. Na taśmie stają w końcu trzy słoiki musztardy, których wieczka już nigdy nie będą nieklikające. Z dumą sięgam po plastikową przedziałkę z napisem „następny klient” i wypakowuję swoje typowe pierdoły.

    Octu balsamicznego nie kupiłem, ale zdobyłem coś o wiele bardziej wartościowego co mogę wyrazić tylko słowami James’a Gordona z filmu Batman The Dark Knight:
    "Because he's the hero Gotham deserves, but not the one it needs right now. So we'll hunt him. Because he can take it. Because he's not our hero. He's a silent guardian. A watchful protector. A Dark Knight."

    #pasta #zajebanezfacebooka #musztarda #coolstory #truestory
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    Trochę się pokłóciłam z moim chłopakiem. No właśnie, chłopakiem czy już narzeczonym? O to cały spór.
    Wczoraj baraszkowaliśmy sobie w domciu, bo moi rodzice pojechali na wakacje do Rucianego-Nidy. Uwielbiamy zabawy analne, więc było trochę lizanka pupy i tak dalej... Nagle on mówi "kochanie, a teraz pogmeraj mi ręką w Grocie Nestle" - tak żartem mówimy na odbyt. Robiliśmy tak juz nieraz (tylko nie mówicie że on jest jakimś kryptopedałem, bo wcale tak nie jest!), więc nasmarowałam dłoń i włożyłam i nagle czuję że on w środku coś ma! Chwyciłam to w palce i wyjęłam, a to złoty pierścionek! On wtedy mnie pocałował i powiedział, trochę speszony z wrażenia "to zaręczynowy". I spytał czy oryginalnie to wymyślił. No muszę powiedzieć, że byłam zaskoczona i to niemile... uważam że już przesadził Co innego zabawy w łóżku a co innego zaręczyny...wolałabym tak tradycyjnie z kwiatkami i pierścionek w pudełeczku...a nie tak z tyłka
    Obraziłam się trochę, on przeprasza i juz w sumie nie wiem... może potraktowac to bardziej na luzie? Macie podobne doświadczenia?
    Pozdrawiam, Kaśka

    #byloaledobre
    #pasta a moze i nie
    pokaż całość

  •  

    Kolejny raz pokażcie siłę wykopu! Mam za zadanie dokończyć tą oto opowieść na zajęcia z twórczości, niestety cierpię na permanentny brak czasu. Niech każdy z was dopisze w komentarzu po jednym zdaniu tak aby całość była spójną kontynuacją poprzedniego zdania! Wyjdzie coś oryginalnego :D pamiętajcie o tym, że to jest na ocenę więc są granice moralności XD #januszpomusz #wykop #pasta #pomocy pokaż całość

    •  

      @igzen: Chociaż z drugiej strony, warto by było jeszcze raz przemyśleć tę sprawę.

      Być może starcie z wkurwionym szatanem okaże się łaskawszym losem niż próba schwytania Belfegora. Podobno listonosz kiedyś przydepnął mu ogon. Niechcący - w końcu to Belfegor przebiegał mu drogę tuż przed nogami.

      Czy to prawda? Tego już się nie dowiemy. Listonosza nikt już od tamtego czasu nie widział. Tak samo jak zaginionej emerytury dla babci
      Na poczcie milczo.

      -Trzeba się będzie przespać z tą myślą.
      Ale dopóki blask monitorów bije mi po gałach, to się raczej nie wyśpię. Kto wie? Może to za tymi wrotami czeka na mnie jakaś podpowiedź.

      Rozważania Alojzego przerwał krzyk. Niczym potępionej duszy. Zniekształcony brzękiem serwerów. Głos zdawał się mówić:

      -Super oferta Mireczku. Wezmę 7.

      Po chwili zagłuszył go wrzask:
      -Naprawcie tagi!

      ----------------

      Co zrobił Alojzy w tym momencie?
      a) kupę w gacie
      b) obudził się we własnym łóżku
      c) wyszedł z transu, a przed sobą miał oczy Belfegora
      d) uświadomił sobie że nic gorszego niż życie jako wiejski nauczyciel go i tak nie spotka. YOLO!

      e) Inne - w końcu nikt nie musi się sugerować powyższym. To tylko ułatwienie na wypadek braku weny.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (13)

  •  

    Ciekawa historia wiąże się z tym obrazkiem, bo jak widać ludzie z Australijskiego Parku Narodowego zauważyli kangura olbrzymiego (Macropus giganteus) któremu młode kangurzątko odgryzło penisa, bo młode kangury są na tyle głupie, że po wyjściu z torby nie odróżniają samców od samic i gdy chcą się napić mleka to szukają czegoś co przypomina sutka, a sutki kangurzyc są jedne z najsilniejszych na świecie tzn. można podobno przyczepić do nich jeepa i go przeciągnąć, dlatego młode kangury mogą tak mocno ssać (ewolucja!), a przy okazji zaciskają szczęki, więc odgryzanie penisów kangurów jest całkowicie normalne w naturze, a kangury w naturalnym środowisku 'leczą' to moczem, który ma skład podobny do lekkiego alkoholu (podobno aborygeni pili właśnie mocz kangurów, żeby ten dodawał im sił i zdrowia), dlatego pracownicy parku narodowego starają się zakleić taką ranę substancją najbardziej zbliżoną do moczu kangura, czyli właśnie piwem, a tak naprawdę zmyśliłem to wszystko i nie wiem co teraz piszę
    #pdk #heheszki #pasta
    pokaż całość

  •  

    Jest mi ktoś w stanie wytłumaczyć po co w tym kraju banknot o nominale 500 zł?
    Jest w Polsce ktoś tak odważny, ktoś z tak lekceważącym podejściem do życia, ktoś tak mocno zakochany w sportach ekstremalnych, żeby pójść z takim banknotem rano do sklepu i zrobić drobne zakupy?

    Koszmar sobotniego poranka, to moment kiedy zaglądam do portfela i okazuje się, że w portfelu mam tylko banknot 50 zł.
    W tej sytuacji, przed wyjściem po bułki, żegnam się ze wszystkimi w domu, patrząc w lustro widzę na sobie mundur wojskowy,w głowie gra mi 'my pierwsza brygada', a to wszystko dlatego, że nie wiem kiedy wrócę, czy się uda, czy wydadzą mi resztę, kiedy mi ktoś rozmieni i kiedy znów ich zobaczę.
    Jako głowa rodziny staję ponad tym, odwracam spojrzenie od par oczu mówiących 'nie idź, zostań, nikt na pewno nie wyda z pięćdziesięciu' .
    Nie ma odwrotu, mam 50 zł, zbliżeniowo pozwalają płacić powyżej 10 zł, a bułki kosztują max 5,6 zł. A więc wojna.

    Zdarzyło Wam się poinformować kogoś o śmierci bliskiej osoby? Mi też nie, ale podejrzewam, że to to samo uczucie, co dać ekspedientce 50 zł o 8:30.
    500 zł to już bym przyrównał do wyrzucenia psa w lesie, albo nie wiem, stawiania przed niewidomym ścianki z dykty, żeby pukał w nią kijem i skręcał w bok i wrócił do domu po kilkugodzinnej tułaczce po mieście. Zimą.
    Podajesz 8 bułek, 0,8 zł każda:
    -6,40 poproszę..
    -Bardzo, kurwa, proszę - myślę sobie i podaję 50 zł, wiedząc co będzie dalej.
    -Nie ma pan drobnych?
    -Mam równe 6,40, ale jestem sadystą z zamiłowania - znów sobie myślę, ale odpowiadam, że nie.
    Zaczyna się. Pojedynek spojrzeń, ja trzymając papierową torbę z bułkami, pani trzymając 50 zł w ręku z otwartą kasą przed sobą. Jej spojrzenie mówi idź to rozmień, moje sama se idź. Napięcie rośnie, pojawiają się kolejni ludzie w kolejce.
    -Nie wydam.
    -Nie kupię.
    -Już nabiłam.
    Szach mat. Nie mam serca dłużej walczyć, przegrałem.
    I tak raz na jakiś czas ruszam w podróż po zakupy niepotrzebne w danej chwili, kulki tłuszczu i ziaren dla sikorek, wędliny, świeczki zapachowe, cokolwiek co pozwoli rozmienić mi banknot 50 zł i kupić sobie bułki na śniadanie.
    Nosić 500 zł zabrakłoby mi odwagi. Mógłbym zginąć próbując zapłacić za bułki, a jeśli poszedłbym kupić tyle kulek dla sikorek, żeby rozmienić pięćsetkę w zoologicznym, to zanim zaniósłbym bułki do domu, musiałbym nawigować wózek widłowy, żeby nakierować tych z zoologicznego gdzie zrzucić paletę kulek.

    Ktoś kto wymyślił taki banknot musi nienawidzić ludzi.

    #heheszki #pasta
    pokaż całość

  •  

    Ja lvl 17, dawne czasy, będąc u swojej loszki dostaje telefon od obcego numeru. Odbieram i słyszę kartoflany głos: "kierowniku my już gotowi, kac ten beton czy czekać na kierownika?". Bez namysłu rzuciłem "lać, panie".

    Po godzinę ten sam numer, odbieram:

    pokaż spoiler "to przez takich ludzi jak ty ten świat schodzi na psy, chuju"


    #wspomnienia #pasta ale #prawda
    pokaż całość

  •  

    Niezwykłą anegdotę opisał w wywiadzie dla Bilda Robert Lewandowski. Chociaż ów wywiad przeprowadzony został po meczu kadry z Czechami, to nie został on przetłumaczony na język polski, co spowodowało, że niewielu Polaków choćby wie o jego istnieniu. A szkoda! Bowiem napastnik zawarł w nim takie smaczki, że ho ho. Dziś przedstawię Wam chyba najlepszy z nich…

    Kiedy zostałem kapitanem reprezentacji Polski wszystko było idealnie, czułem się jak w piłkarskim raju. Do momentu, kiedy starłem się z Grzrgorzem Krychowiakiem, który w szatni miał ksywę „długi”…

    Było to po meczu z Czechami na stadionie w Gdańsku, wtedy, w 55 minucie po podaniu od Frankowskiego miałem przed sobą pustą bramkę, ale spieprzyłem uderzenie i nie trafiłem. Zmyliła mnie kępka trawy. Naprawdę! To nie była moja wina! Jednak kiedy się odwróciłem zobaczyłem twarz Krychowiaka: wiedziałem, że mam przerąbane…

    Po zejściu da szatni Grzegorz zaczął się na mnie wydzierać, a ja – znacie mnie – nie jestem z tych, którzy godzą się z krytyką. Odwarknąłem mu wtedy coś w stylu: „Weź kuwa zamknij mordę, chudonoga cpo”. Krychowiak oniemiał, stanął jak wryty odwrócił się i… BAM! Uderzył mnie prosto w twarz swoim fiuem! Aż mnie odrzuciło, coś jakby ktoś uderzył mnie w pysk mokrym węgorzem. Wszyscy w szatni byli w szoku po tym co zobaczyli… Nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo poniżające to było: dostać w twarz 35,56 centymetrowym fiuem przy całej drużynie. To było najgorsze co spotkało mnie w całym życiu. Przez dosłownie kilka minut w szatni była cisza. Przerwał ją dopiero Piotrek Zieliński, który zapytał: „Teraz moja kolej?”.

    Stało się wtedy jasne: muszę odejść z reprezentacji. Kiedy Brzęczek usłyszał o tym co zrobił Krychowiak… przybił z nim piątkę i powiedział: „Właśnie dlatego to Błaszczykowski będzie kapitanem”…

    #mecz #reprezentacja #pasta
    pokaż całość

  •  

    Pierwszą postacią jaką robię w Simsach jest zawsze Goblin Malarz - zielonoskóry, obleśnie tłusty artysta-samotnik z fobią społeczną.

    Urządzam mu w piwnicy mały przytulny kącik ze sztalugą, kibelkiem, lodówką, łóżkiem, prysznicem i koszem na śmieci, po czym zamykam go tam i usuwam jedyne schody na górę. Jego jedynym zajęciem jest malowanie obrazów. Całymi dniami tylko maluje i maluje i staje się w tym coraz lepszy, aż w końcu jego obrazy są warte kupę kasy. Zaglądam do niego co kilka minut żeby sprzedać to co zdążył namalować, po czym wracam do normalnej gry.

    Pozostałe simsy cieszą się bogactwem niewiadomego pochodzenia i nigdy nie dowiedzą się prawdy o plugawej istocie żyjącej tuż pod ich stopami...

    #pasta #4chan #gry #simsy #heheszki #coolstory #goblinmalarz #byloaledobre
    pokaż całość

  •  

    Pewnego dnia, jak miałem w zwyczaju, szedłem do antykwariatu przy skrzyżowaniu Rakowieckiej z Sandomierską. Każda taka wyprawa dostarczała mi sporo emocji - wiadomo, że uważny czytelnik może w takim miejscu trafić na prawdziwe skarby literatury, i to za śmiesznie niską cenę. Już miałem przekroczyć próg przybytku gdy drogę zagrodził mi nie kto inny jak Wilku WDZ we własnej osobie. Próbowałem go obejść ale on celowo przesuwał się na boki tak aby mi to uniemożliwić. Powiedziałem "przepraszam" ale Wilku nadal nie ustąpił a nawet gniewnym głosem zapytał co ja odpierdalam. Zacząłem tłumaczyć, że pragnę jedynie dostać się do antykwariatu w celu fizycznej realizacji mojej miłości do literatury. Wilku bez słowa wskazał na szyld nad drzwiami. Nigdy wcześniej nie zwracałem na niego uwagi ale gdy go zobaczyłem w mig zrozumiałem, dlaczego nie chciał wpuścić mnie do antykwariatu - nosił on hańbiącą nazwę LAMUS.

    Od razu rozpocząłem wyjaśnienia, że nigdy nie rozjebałem się na psach ani w żaden inny sposób nie współpracowałem z jakimikolwiek służbami mundurowymi. Ba, sam mam obecnie wyrok 3 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Wilku dla pewności zapytał kogo znam. Siwy, Wariat, Cygan, Bobek, Głowa - wymieniłem całą elitę mokotowskiego marginesu społecznego.
    Wilku powiedział, że w takim razie mi wierzy ale żebym więcej nie przychodził do tego antykwariatu bo chłopaki mnie dojadą. Powiedził również, że oferta LAMUSA pozostawia wiele do życzenia a i obsługa nie jest wystarczająco kompetentna i handluje książkami jak cementem, bez jakiejkolwiek miłości do literatury. Zaproponował, że pokaże mi lepsze miejsce na co ja z chęcią przystałem.
    Ruszyliśmy Sandomierską, następnie Madalińskiego aż do Falęckiej, na której to weszliśmy w zdewastowane podwórko. W bramie drogę zagrodziło nam kilku mężczyzn, którzy zapytali Wilka kto ja jestem. Człowiek dobrej woli o to dbam - odparł, poświadczając tym samym o mojej prawilności.

    Z podwórka weszliśmy do klatki a z niej do piwnicy gdzie moim oczom ukazało się bibliofilskie Eldorado - "W poszukiwaniu straconego czasu" w wydaniu z 1978, "Ludzie na moście" z autografem noblistki, "Armia Konna" z 1935, prawdziwe białe kruki. W ekstazie skakałem od półki do półki, łapczywie kładąc dłonie na skarbach literatury tak jakby sam dotyk pozwalał mi wchłonąć ich piękno. Po godzinie przeglądania wybrałem 6 pozycji, za które będący właścicielem lokalu Żyła zażądał jedynie 35 złotych jednak pod warunkiem, że jakby był przypał z psami to się nie znamy.
    Gdy już miałem wychodzić do piwnicy weszło dwóch młodych chłopaków. Ich sportowa odzież była miejscami brudna od krwi co wskazywało, że przed chwilą stoczyli walkę. Jeden z nich wyciągną zza paska pierwsze, anglojęzyczne wydanie "Rzeźni numer pięć" i powiedział, że właśnie dojebali frajera przy Jordanku i ile Żyła może za dzieło Vonneguta zaoferować. Żyła odparł, że na chwilę obecną nie jest zainteresowany literaturą amerykańską ale może ja będę chciał to dzieło nabyć. Zgodziłem się od razu, jednak jako, że nie miałem już przy sobie gotówki oddałem za książkę gram fety i pół paczki szlugów, które akurat miałem przy sobie.
    Na pożegnanie Wilku i Żyła powiedzieli abym koniecznie przyszedł w przyszłym tygodniu bo w weekend będą robili włam do siedziby wydawnictwa ZNAK i na pewno przyniosą stamtąd niejeden interesujący egzemplarz.

    Do tej pory jestem wdzięczny Wilkowi za pokazanie mi tego miejsca.

    #warszawa #pasta
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    WITAM SPORTOWE ŚWIRY JEST 7 RANO JA WŁAŚNIE SZYKUJE SIĘ NA NASTĘPNY DZIEŃ SPORTOWYCH ZMAGAŃ ZA GODZINĘ ODWIOZĘ MOJĄ AMELKĘ DO SZKOŁY A POTEM WRÓCĘ ZROBIĆ POSIŁKI PODKREŚLAM POSIŁKI NA CAŁY DZIEŃ W POJEMNIKACH NA MROŻONKI NO WITAM ODWIOZŁEM JUŻ AMELKĘ ROBIĘ TERAZ MOJEGO OMLETA Z 600 GRAM BIAŁEK JAJ ORZECHÓW MIGDAŁÓW MASŁA ORZECHOWEGO CYNAMONU I PIEPRZU KAJEŃSKIEGO DLA ZŁAMANIA SMAKU NA NASTĘPNE POSIŁKI PODKREŚLAM POSIŁKI MAM INDYKA Z RYŻEM I WARZYWAMI ŁOSOSIA Z KASZĄ JAGLANĄ KTÓRA ROZGRZEWA ORGANIZM RÓWNIEŻ Z WARZYWAMI TERAZ LECĘ NA TRENING ALE WY PRZECIEŻ BĘDZIECIE ZE MNĄ WITAM WŁAŚNIE ROBIĘ TRENING Z PAPAJEM ZARAZ IDZIEMY NA WYKWINTNY OBIAD CZYLI NA STEKI Z ZIEMNIAKAMI WITAM WŁAŚNIE SKOŃCZYLIŚMY TRENING TERAZ ZESTAW NAPRAWCZY GLUTAMINA TURBO DŻETY IZOLAT BIORĘ PRYSZNIC I IDZIEMY NA STEKI WITAM JA WŁAŚNIE JUŻ WRÓCIŁEM DO DOMU Z CAŁĄ RODZINKĄ I ROBIĘ SWOJEGO OMLETA Z 600 GRAM BIAŁEK JAJ Z OWSIANKĄ I MIGDAŁAMI LUDZIE PYTAJĄ MNIE CO JEMY NA WIGILIĘ WIĘC OPOWIEM WAM KARPIA KTÓRY JEST TŁUSTY ZASTĘPUJEMY ŁOSOSIEM PIEROGI Z KAPUSTĄ I GRZYBAMI ZASTĘPUJEMY PIEROGAMI Z MĄKI ORKISZOWEJ Z BIAŁKAMI JAJ I MIGDAŁAMI DO SAŁATKI JARZYNOWEJ DODAJEMY GLUTAMINĘ I TURBO DŻETY Z MAJONEZEM FIT BARSZCZE CZERWONY ZASTĘPUJEMY SOKIEM Z BURAKÓW KTÓRY PODGRZEWAMY W GARNKU I TAK DALEJ JA WŁAŚNIE SKOŃCZYŁEM JEŚĆ MOJEGO OMLETA ODPISUJE TERAZ NA WASZE MAILE I ZARAZ BĘDĘ SZEDŁ SPAĆ BO JUTRO KOLEJNY DZIEŃ SPORTOWYCH ZMAGAŃ NO WITAM JA JUŻ IDĘ SPAĆ Z MOJĄ KOCHANĄ ASIUNIĄ PAMIĘTAJCIE STO PROCENT NA TRENINGU ALBO NIC! POZDRO! #jaglak #gownowpis #pasta #heheszki pokaż całość

  •  

    Dziś w lesie spotkała mnie fajna przygoda. Spaceruję sobie, spaceruję, patrzę: a tu drzewo obgryzione z kory, wyżarte przez bobry. Fajne znalezisko, idę dalej. Idę dalej...
    Wróć, kurwa. Bobry tutaj, kilometr od najbliższej rzeki? Jak to?
    Przyjrzałem się bliżej drzewku - to nie mogły być one, ząbki za małe, kora obgryziona za wysoko. Rozejrzałem się po okolicy. W pobliskich krzakach było zdrowo nasrane, a na jednej z gałązek wisiał strzępek zielonego materiału.
    A więc harcerze!
    Wróciłem do domu, zabrałem lornetkę, pałkę teleskopową i Zajebiście Wielką Petardę. Wziąłem jeszcze bawełnianą torbę, w której trzymałem zaschnięty chleb do karmienia gołębi i ruszyłem.
    Nie miałem większego problemu ze zlokalizowaniem ich obozu. Im bliżej byłem, tym więcej było nasrane, tym więcej leżało pustych puszek i papierków po batonikach, poobgryzanych drzew, a i runo leśne było wyczyszczone z żołędzi i kasztanów. Gdy dotarły do mnie odgłosy leśnej orgii, a nos zwietrzył niewyobrażalny smród, wszedłem na drzewo i w oddali, na polanie, wypatrzyłem ich siedlisko.

    Widok był typowy dla harcerskich obozów. Harcerze obciągali sobie nawzajem skromne instrumenty, a jeden z nich właśnie gotował w olbrzymim kotle zupę z żołędzi, szyszek i sosnowej kory. W pewnym momencie kucharz wrzasnął na cały obóz "RECYKLING!" i w tej samej chwili harcerze przerwali swoje homoseksualne harce i ruszyli do głównego ogniska, do tego wielkiego gara.
    Jak sobie przypomnę, co zrobili, to nawet teraz chce mi się rzygać. Ci wszyscy harcerze zaczęli się do tego gara spuszczać, srać do niego, odgryzać sobie do niego paznokcie, kurwa wszystko naraz, nie? I kucharz tak bierze, próbuje, skrzywił się, wydrapał sobie brud spod paznokci, zamieszał swoją fujarą, spróbował i się uśmiechnął, że mu po tym zasmakowało. Wziął chochlę i zaczął nalewać do misek.

    A harcerze? Oni się kurwa na to rzucili jakby kurwa rok nie jedli, prawie zabijali się o tę zupę. I to tak mną wstrząsnęło, że uznałem iż muszę zrobić dla nich coś dobrego. Zszedłem z drzewa, wchodzę do obozu ubrany normalnie jak człowiek, a oni patrzą na mnie jak na jakiegoś mutanta. Wyciągam suchy, trochę nadpleśniały chleb, kruszę, rzucam im - i oni wszyscy się na to rzucili jak psy, wpierdalali okruszki razem z liśćmi, z igłami, z glebą, ze wszystkim, kurwa. Gdy jakiś harcerz próbował mi wyrwać chleb z rąk, no to mu przyjebałem pałką teleskopową przez pysk i tyle.

    Gdy wszyscy wpierdalali ten chleb, podszedłem do ich wodza i dałem mu Zajebiście Wielką Petardę. Powiedziałem: "wieczorem napierdol do ogniska w chuj suchego drewna i wrzuć ten magiczny walec do ognia, a wszystkie komary zdechną raz dwa, nic was nie będzie niepokoić" - i poszedłem z powrotem do domu. Harcerze jeszcze mi na odchodnego pokłony bili, jakbym był kurwa Quetzacoatlem, psy jedne.

    Następnego dnia przychodzę sobie w to samo miejsce, a tu całe obozowisko zjarane, harcerze spaleni żywcem, wszystko jak należy. Śmieciarki nie wzywałem, bo to zawsze jakiś nawóz dla ziółek na polanie będzie, tylko zawołałem znajomego egzorcystę, aby pokropił tę łączkę i wygonił z niej szatana, bo przeklęta krew harcerzy skaziła ziemię, tę ziemię. Jak kropnął wody święconej, to pole zaraz zaczęło skwierczeć i szyszkami pluć, ale po egzorcyzmach się uspokoiło.

    Nie, no polecam, fajnie jest sobie czasem po lesie pospacerować.

    #pasta #harcerze #harcerstwo
    pokaż całość

  •  

    Odwiedź starego w psychiatryku.
    Wracając, na przystanku koło szpitala podchodzi do ciebie locha, całkiem ładna.
    HASZŁO?
    Yyy… słucham?
    HASZŁO?
    Nie rozumiem…
    Pomyśl że uciekła z psychiatryka i jest pierdolnięta w mózg, więc odpowiedz pierwsze co ci przychodzi na myśl.
    RUCHAM PSA JAK SRA!
    Patrzy się na ciebie dziwnym wzrokiem. Strachnij i ucieknij na następny przystanek na piechotę.
    Wracając, widzisz jak jedzie autobus „H”.
    co ja odjebałem xD


    #pasta #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Jak miałem 14 lat, to nałogowo fapałem pod rozstępy. Wchodziłem na rożne fora by przemo dla ciężarnych, przeczesywałem internet w poszukiwaniu nowego fap materiału, mój folder z rozstępami miał ponad 1gb zdjęć XD

    Kiedyś w internetach natknąłem się na specyfik, który nazywał się

    maść na rozstępy

    Kurwa tyle wygrać, przez cały tydzień chodziłem jak w amoku, mogłem myśleć tylko o tym. Od razu jak dostałem kieszonkowe wyjebałem do apteki i kupiłem tubkę. Codziennie rano i wieczorem smarowałem się tym gównem i czekałem. Miesiąc później, po osuszeniu drugiego opakowania udałem się do apteki zapytać się, dlaczego nie widać efektów.
    Mina pani magister jak próbowała mi wytłumaczyć, że ta maść usuwa, a nie tworzy rozstępy najlepsza. A ja w szoku, dlaczego ktoś miałby usuwać coś tak pięknego XDD
    #rozstepyboners #takbylo #choryskurwiel #pasta
    pokaż całość

  •  

    #pasta #feels #przegryw

    Poznaj na Omegle loszkę.
    Dzieli was pół Polski, ale rozmawiacie ze sobą na Skype na kamerkach i fajnie jest wtedy.
    Nie jest może pięknością, obiektywnie 6/10, ale zaurocz się w jej uśmiechu i głosie.
    Czuj się jak wygryw, cały wolny czas spędzasz z nią na Skype, gracie też w hehe Minecrafta over 9000 godzin.
    Dochodzi do wspólnego fapania, wrażenia jak z prawdziwych seksów.
    Zdajesz sobie sprawę że ją kochasz.
    Nieśmiało rozmawiacie o spotkaniu i wspólnej przyszłości.
    Pewnego dnia pokłóć się o jakieś bzdety, zrób jej bul dupy, mówiąc że robisz to wszystko tylko po to, żeby zasrać, chociaż to nieprawda.
    Od tamtego momentu znika z internetu.
    Czuj się jak gówno, że w tak prosty sposób spierdoliłeś ładne rzeczy.
    Mija pół roku i chociaż dostajesz atencję od loszek na studiach, cały czas myślisz tylko o tamtej.
    Chciej ją wystalkować, ale nic nie wiesz poza imieniem i miasteczkiem w Polszy Ź.
    Przy pierwszym dłuższym urlopie postanów pojechać do jej miasta.
    Weź ze sobą jej zdjęcie w telefonie, które ci kiedyś wysłała.
    W akcie rozpaczy jedź po różnych dzielnicach, zaczepiaj losowych gimbusów i oferuj hajs za pomoc w jej znalezieniu.
    W końcu trafiasz na takiego, który po zobaczeniu jej zdjęcia patrzy na ciebie dziwnie.
    Okazuje się że jego siostra chodziła z nią do klasy.
    Mówi że pół roku temu zmarła w szpitalu kilka dni po nafaszerowaniu się lekami.
    Momentalnie nogi się pod tobą uginają.
    Nakierowuje cię na cmentarz na którym leży i wskazuje orientacyjne miejsce pochówku.
    Znajdujesz ten grób.
    Ja pierdolę, to dzieje się naprawdę!
    Zapal znicza i nawet płaknij.
    W tym samym dniu wróć do domu.
    pokaż całość

  •  

    Pasty dotarły już nawet do książek ( ͡º ͜ʖ͡º) #czytajzwykopem #pasta

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 20181115_140938.jpg

  •  

    Dzisiaj zaczepiła mnie w barze jakaś laska i zaproponowała szybki numerek w zamian za to, że zareklamuje jakieś środki do czyszczenia na Wykopie.

    Co z wami dziewczyny? Szanujcie się! Ja oczywiście odmówiłem, bo mam godność i jestem silny! Ta silny jak nowy Domestos - teraz 2 paczki w cenie 1 zapach morski lub cytrynowy.

    #heheszki #coolstory #pasta

  •  

    Ech ludzie, co się ostatnio odjebało, to ja nawet nie... Szkoda gadać!
    Ale po kolei...
    Na imię mam Gilbert. Jestem członkiem Starego Obozu. No, właściwie to byłem bo poprztykałem się trochę ze strażnikami i musiałem czym prędzej uciekać. Teraz mnie szukają, ale na szczęście udało mi się znaleźć dobrą kryjówkę, w jaskini niedaleko obozu. Sama jaskinia jest dobrze ukryta, a żeby się do niej dostać, trzeba się wspiąć po półkach skalnych więc jestem bezpieczny bo jak dotąd, nikt mnie tu nie znalazł.
    No dobra, prawie nikt...
    Kilka dni temu zjawił się tu jakiś typ. Koleś był naprawdę dziwny - ubrany w podarte spodnie i podkoszulek, na głowie miał kuca, a na plecach nosił kilof. Zapytał mnie, co ja tu robię, a po chwili jak gdyby nic, podszedł do mojego kufra, zabrał moje rzeczy i wyszedł! Czaicie? Najzwyczajniej w świecie ojebał mnie na moich oczach z mojego dobytku! Ale dobra, niech mu będzie... I tak nie było tam nic wartościowego.
    Mam teraz ważniejszy problem...
    Muszę pomyśleć, co dalej. Utknąłem w tej jaskini na dobre, jestem ścigany, a na domiar złego kończą mi się zapasy. Stoję teraz przed moją jaskinią, podziwiam widoki i Barierę i rozmyślam nad tym, co straciłem.
    A mogło być tak pięknie...
    Zaczęło się w sumie całkiem nieźle. Pierwszym miejscem, do którego trafiłem po zrzuceniu za Barierę był Stary Obóz. Prezentował się bardzo ładnie. Zamek, dookoła zewnętrzny pierścień, ludzie całkiem mili. Co prawda jeszcze na placu wymiany dostałem w ryło od jakiegoś gbura o imieniu Bullit, ale zaraz potem poznałem bardzo sympatycznego gościa o imieniu Diego, który powiedział mi co i jak. Gdy już się trochę zaaklimatyzowałem w obozie, wysłano mnie wraz z tuzinem innych ludzi pod eskortą strażników do Starej Kopalni. Dostałem ubranie robocze, kilof i kazano mi wydobywać magiczną rudę. Cóż, praca jako kopacz może nie jest szczególnie prestiżowa... ale nie było też aż tak źle. Trzeba było tylko uważać na pełzacze, które wpierdoliły już paru naszych chłopaków. Ja miałem to szczęście, że pracowałem na wyższych poziomach kopalni więc z pełzaczami nie miałem do czynienia ani razu.
    Po robocie odbierałem swój przydział rudy, wracałem do obozu i mogłem się napić porządnej ryżówki. Dostałem nawet swoją własną chatę! I to w dobrym miejscu bo chata leżała na uboczu więc żaden cholerny dupek przez nią nie przebiegał, jak przez chatę Kyle'a, hehe. W obozie mieliśmy nawet arenę, chociaż nigdy nie widziałem, żeby ktoś na niej walczył. No ale Gomez, szef obozu, miał chęć sobie taką arenę sprezentować, to dostał czego chciał. Kto bogatemu zabroni...
    I tak sobie funkcjonowałem dzień po dniu i jakoś się to wszystko kręciło. Machanie kilofem, potem odpoczynek i chlanie ryżówki, potem znów kopalnia, ryżówka i tak dalej. Dzień jak co dzień, dzień po dniu, wciąż się dział życia w Kolonii cud, hehe.
    Było mi tam na tyle dobrze, że nie miałem ochoty przejść do innych obozów, chociaż kilku świrów kręcących się po naszym obozie mi to proponowało. Obiecywali cuda na kiju, brak pracy w kopalni, wyzwolenie, bla bla bla. Zasięgnąłem języka i dowiedziałem się, że u świrów co prawda w kopalni faktycznie nie trzeba pracować, za to zapierdala się na bagnie przy zbiorach ziela w towarzystwie błotnych węży, a do tego codziennie jest się poddanym praniu mózgu ze strony guru. Z kolei w Nowym Obozie jest ponoć większa swoboda, za to można dostać w pysk od każdego, komu nie spodoba się twoja gęba. To ja za takie coś serdecznie dziękuję. Wolę już Stary Obóz i naszą kopalnię. Jedyny minus, że jak napatoczyłem się na Bloodwyna czy Szakala to musiałem tym sępom płacić 10 bryłek rudy dziennie... Ale przynajmniej dzięki temu nikt mnie nie zaczepiał i miałem święty spokój.
    No, ale pewnego razu coś mnie tknęło i pomyślałem sobie, że przecież stać mnie na więcej i mógłbym starać się awansować w obozowej hierarchii. I że mogę porzucić swoje nienajgorsze życie kopacza i prowadzić życie jeszcze lepsze.
    Jakiż ja wtedy byłem głupi...
    Postanowiłem zostać cieniem. Cienie to kasta, która w Starym Obozie pracuje zdecydowanie najmniej. Zresztą powiedzmy to sobie otwarcie - większość z nich zwyczajnie całymi dniami się opierdala! Tylko Diego robi coś sensownego. On i może jeszcze kilku handlarzy. Reszta przez całe dnie zbija bąki. Patrząc na nich, pomyślałem sobie wtedy, że przecież i ja mógłbym być jednym z nich. Postanowiłem, że spróbuję do nich dołączyć.
    I się zaczęło...
    Żeby zostać cieniem, musiałem przejść test zaufania, a potem każdemu z co ważniejszych cieni wyświadczyć jakąś przysługę. Ile z tym było pierdolenia! Większość zadań to jakieś typowe przynieś-podaj-pozamiataj. Czasem wystarczyło zrobić kilka kroków, jak w przypadku tego łebka Świstaka, który chciał, żebym kupił mu od jednego z handlarzy jakieś świecidełko. Bułka z masłem. Niestety, inni byli bardziej wymagający. Kucharz Snaf wysłał mnie po grzyby bo chciał zrobić nową potrawkę, którą rozda ludziom. Zrobiłem co chciał, ale niestety potem połowa obozu dostała od tej potrawki strasznej sraczki. Snaf mnie za to konkretnie opierdolił. A co, niby moja wina? Skąd kurde miałem wiedzieć, że przyniosłem mu złe grzyby?
    Na szczęście to był jedyny taki wypadek przy pracy. Z innymi zadaniami sobie poradziłem, choć kosztowało mnie to mnóstwo czasu, sił i nerwów. Niektórzy cienie kazali mi latać od obozu do obozu więc nie dość, że się przy tym strasznie nabiegałem to jeszcze musiałem uważać na tabuny potworów, które chciały mnie wpierdolić na kolację!
    Jakimś cudem udało mi się wykonać wszystkie zadania, przejść test zaufania i nawet pozostać przy życiu.
    Byłem już o krok od tego, żeby zostać cieniem i wieść wygodne, bezpieczne życie. Jeden malutki kroczek.
    I wiecie co?
    Wyłożyłem się na ostatniej prostej!
    Spierdoliłem koncertowo wszystko, nad czym tak długo pracowałem!
    Przez moją chęć popisywania się musiałem ostatecznie uciekać z obozu przed wkurwionymi strażnikami.

    Czemu, do jasnej cholery, musiałem powiedzieć Gomezowi, że znam Y'Beriona?!

    #gothic #pasta #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Mam taki zwyczaj-żarcik w domu, że jak mijam się z siostrą to mówię do niej

    Te Zocha zrób mi kanapki

    albo

    Zośka weź mi herbaty zrób

    na co siostra odpowiada zawsze

    Ok, z czym te kanapki? albo Ile słodzić?

    żart polega na tym, że przez 10 lat od kiedy tak do niej mówię, nigdy nie zrobiła mi ani kanapek, ani herbaty, bo niby czemu miała by to zrobić, skoro i ja nigdy bym jej tego nie zrobił?

    w każdym razie dziś w kuchni mijam się z siostrą i ma miejsce standardowa dyskusja, "Zocha, zrób mi kanapki" ok, z czym chcesz? "Z czymś dobrym, zdaję się na ciebie. A, i jeszcze herbatkę poproszę."
    szybko zapomniałem o temacie, wracam do pokoju i oddaję się grze w komputer

    za 10 minut do pokoju wchodzi siostra, stawia na biurko talerz z kanapkami i herbatkę i mówi proszę
    znacie to uczucie, kiedy jesteście na budowie i na głowę spada wam cegła? mimo to, że mieliście kask, nadal jest to porządne pierdolnięcie i potrzeba chwili, żeby się pozbierać - tak właśnie się poczułem
    jak już do siebie doszedłem mówię do siostry - Zosia, co tu się właśnie odpierdoliło? na co zrobiła tylko dziwną minę i wyszła z pokoju

    nie mam dziś urodzin, dzień dziecka też już był, więc byłem skonfundowany mocno

    naturalnym następstwem wypicia herbaty była potrzeba oddania moczu
    idę do kibla, wyjmuję siusiacz, a tu co? znowu szok, po stulejce nie ma śladu, a i kutacz jakiś większy, fajny taki

    a to nie jedyne zmiany tego dnia
    dziś rano obudziłem się w łóżku sam, bez taty, na ulicy kobiety puszczają mi zalotne spojrzenia, a w sklepie panie zwracają się do mnie per pan a nie per ty gimbie. dodatkowo rano, kiedy wszedłem na facebooka, miałem wiadomość od jakiejś 10/10 gazeli, która nalegała, żebyśmy się spotkali

    kurwa - czy ja się obudziłem w równoległym wszechświecie - pytałem sam siebie

    a potem wszedłem na wykop i zrozumiałem
    po bordo, tak samo jak po stulejce, nie ma już śladu

    wszystko zaczęło nabierać sensu

    czas zacząć nowe życie
    #pasta #bordo #heheszki #oswiadczenie
    pokaż całość

    źródło: Nareszcie.png

  •  

    inauguracyjny konkurs w Zakopanem
    zrobili w listopadzie xD
    no ale kto bogatemu zabroni
    nie ma śniegu, pogoda do dupy, wiatr hula(hehe) jak pojebany xD
    ktobysiespodziewal.jpg
    miliony kibiców z flagami z podpisami "Strzembaszów Dolny pozdrawia", "LEĆ KAMIL"
    zawodnicy czekają na swoje próby
    Polo jako dyrektor, zawodników puszcza Nasz Orzeł z Wisły- Adaś Małysz
    w serii próbnej skakali Davide Bresadola, Sabrizhan Muminov(jak on się zakwalifikował XDDDDD) i Vojtech Stursa
    Stursa skacze i prawie bije rekord skoczni
    niepocieszonyMalysz.jpg
    Polo miętosi krótkofalówkę w ręku
    "Trial round cancelled due to bad weather conditions. Start 1st Round at 4 p.m"
    Fajnie się zaczyna XDDDD

    ---4 p.m---

    "Witam państwa bardzo serdecznie w sercu polskich skoków. Tak jest- tutaj zwycięstwa odnosili tacy mistrzowie jak Ammann, Ingebrigsten, Ulaga..."
    zamknijmorde.mp3
    miło, że Pan Przemek "Insam" Babiarz się z nami przywitał
    "Jeszcze tylko przedskoczek został, by zacząć dzisiejsze święto"
    grafomaniaPrzemka.mp3
    jako przedskoczek wiecznie młody "kolega Kastelik"
    wiatr hula jak pojebion, 10 m/s
    wzruszonyMalysz.jpg
    dostał zielone światło
    wyjście z progu
    Kastelik nie wytrzymał ciśnienia i zaraz po wyjściu z progu spada i rozwala sobie głupi ryj
    wszyscy zszokowani
    zbliżenie na Polo
    zasmucony Polo
    w głębi duszy zawsze tego chciał XD
    "halo Adam"- wymamrotał do swojej prywatnej krótkofalówki
    "tak?"
    "został jeszcze tylko Janek Ziobro...


    #pasta #skoki #sport
    pokaż całość

  •  

    Zespół Specjalistyczny udał się na wezwanie do miejskiego ogrodu zoologicznego a konkretnie w okolice pawilonu z małpami. Wezwanie brzmiało dramatycznie - "nieprzytomny, nie wiadomo czy oddycha".

    Na miejscu, w pobliżu małpiarni, pacjentka bez tętna i oddechu. Zespół wdrożył działania zgodne z wytycznymi i po kilkunastu minutach reanimacji udało się przywrócić pracę serca.
    W czasie gdy lekarz i ratownik zabezpieczali pacjentkę, kierowca-ratownik - uczeń naszego Wiesława - zadzwonił na zaprzyjaźniony (najbliższy) SOR prosząc lekarza dyżurnego do telefonu.
    - Tak, słucham? - zapytał lekarz
    - Doktorze, my będziemy jechali za chwilę do Was z tej małpiarni, po reanimacji.
    - Z jakiej kurwa małpiarni?
    - No tutaj z ZOO. Poprosili nas o pomoc bo weterynarz sobie nie radził, a ta małpa to jeden z ostatnich okazów ginącego gatunku. Jest już po reanimacji, teraz trzeba będzie jej zrobić CT.
    - Pan żartuje?
    - Naprawdę jesteśmy w małpiarni. Pacjentka zaintubowana, na respiratorze...
    - ... NIE! Nie ma mowy. To jest XXI wiek i ja żadnej małpy nie będę tu przyjmował!
    - Ale nasz doktor każe wieźć
    - Gówno mnie to obchodzi.
    Bach. Połączenie przerwano.

    Kilka minut później ratownik-kierowca z nieukrywaną dumą wjechał karetką do garażu przy SORze.

    Zespół wprowadza nosze z pacjentką na respiratorze, pod monitorem i przykrytą folią NRC. Mało co widać.

    Lekarz SOR: - Wy z tego ZOO?
    Lekarz pogotowia: - Tak, już doktor wie wszystko?
    L. SOR: - Spierdalajcie z tą małpą! Nie ma mowy! Nie przyjmę!
    L. pogotowia: - Jak Pan śmie tak mówić o mojej pacjentce!?

    WIESŁAW JEST DUMNY xD. #pasta #nfz #anonimowemirkowyznania #niewiemjaktootagowac #ocena #nocnazmiana #pracbaza
    pokaż całość

  •  

    Najbardziej wkurwiająca rzecz na świecie. Wbijasz na jakaś imprezę, stoi gitara. Paru z Twoich znajomych wie że grasz. Idzie trochę alkoholu, więc jakiś Sebek z twojej ekipy mówi, żebyś coś zagrał. Oczywiście, Karynką się świecą już oczy, bo myślą że im zagrasz jakiegoś Eda Sheerana albo Beyonce XDD Cały pokój już skanduje Twoje imię, chcąc żebyś coś zagrał.
    Patrzysz na tą gitarę, stoi taki typowy Cort czy Squier dla Janusza metalu fana Slipgniota i Guns 'N Roses. Do tego wzmacniacz 15W jakieś tranzystorowe gówno. Kurwa jak to wgl może w jakiś sposób brzmieć, przecież będzie słychać tylko pierdzenie. Masz jeszcze bekę bo właściciel gitary kupił sobie do tego wzmacniacza Metalzona XDD (efekt gitarowy).
    Siadasz do tej gitary, wszyscy się niecierpliwią i tracą zainteresowanie, bo przecież musisz nastroić to gunwowiosło i ustawić odpowiednie brzmienie na tym pierdzącym wzmacniaczu co zabiera Ci jakieś 10-15 min.
    Dobra ustawione, brzmi jak pierwszy prototyp turbiny w BMW, ale grunt że dźwięki czysto wchodzą.
    Siadasz i napierdalasz riffy metalowe, techniczne Necrophagista, przechodzisz do jakiegoś blacku żeby Karyny się trochę przestraszyły. Wchodzisz do thrashu, ponapierdalać sobie trochę Slayera do beki. Po czym dajesz solo. Używasz jakiś dziwnych skal, pokazujesz jakieś co raz to nowe techniki. Robisz tapping, tremolo picking, sweepy, shreedujesz, że mało co palce Ci nie pierdolną. Kończysz i patrzysz, że wszyscy gadają i mają Cię w dupie. Stracili zainteresowanie gdzieś przy strojeniu gitary.
    Odkładasz wiosło na miejsce. Nagle taki Mariusz, król życia, typowy brudas i pancur bierze gitarę. Zaczyna grać Whisky.
    Wszyscy zaczynają śpiewać. Loszki gapią się na niego i oblizują. Dodaje jeszcze jakiś riff z AC/DC.
    "KURWA MARIUSZ ALE TY GRASZ ZAJEBISCIE", "NAUCZ MNIE", "JEZU ALE TY MASZ TALENT CHŁOPIE".

    Idź na papierosa. Za Tobą wychodzi jakaś loszka. Nie przejmuj się anon. Kiedyś będziesz grać tak jak Mariusz.
    Wypierdalasz z imprezy bo masz dosyć obcowania z mentalnymi stulejami.

    #coolstory #truestory #heheszki #karyna #feels #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #pasta #muzyka
    pokaż całość

    •  

      @WykresFunkcji: a skąd wniosek, że nie lubię? Nie lubię brandzlowania się nad sobą "boże jaki jestem zajebisty hehe a wy guwna słuchacie debile nie to co ja" - niezależnie od tego, czy dotyczy to czegoś co sam akurat lubię, czy nie. Sądząc po twoim toku rozumowania i wyciąganiu wniosków z dupy, jestem pewny że załączony przez ciebie obrazek to twój portret rodzinny xD

    •  

      @ryhu: autor się brandzluje nad sobą bo umie robić solówki ze sweep pickingiem, a nie dlatego, że słucha takiej muzyki xD naucz się czytać brainlecie. Zapewne nie miałeś nigdy gitary w ręku i tylko siedzisz na mirko i wypisujesz takie bzdety. Jak dla mnie do pasty zamiast metal możnaby wstawić jakąkolwiek technicznie wymagającą muzykę: klasykę, jazz i nadal by miała sens

    • więcej komentarzy (32)

  •  

    #pasta

    Wasz jedyny ból dupy odnośnie kobiet polega na tym, że macie pretensje, że mają czelność wykorzystywać swoje atuty i kreować sobie życie jak im wygodnie.

    Chciałbym zobaczyć Was w sytuacji kiedy jesteście Chadem 10/10 ale dajecie szanse każdemu #rozowemu, bez względu na wygląd i w ogóle.

    KAŻDY w społeczeństwie kreuje sobie drogę JAK TYLKO MOŻE i każdy stara się wykorzystać swoje atuty. Tak jak niejeden piwniczak stara się wykorzystać swoją inteligencję żeby zostać #programista15k

    Chciałbym zobaczyć was w roli, kiedy macie odpenisa ofert pracy 15k bo jesteście wziętymi programistami Java.
    No ale dajecie szanse pracodawcom marketów itd. za 3k. No bo przecież... socjalizm.

    Ale przecież to nie to samo ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Jesteście tylko dzieciakami mającymi problem z tym, że każdy człowiek jest egoistą i to jest normalne.

    JEDYNA dla was opcja to wziąć się za siebie i zrobić wszystko co się da żeby się ogarnąć. Nic więcej was nie czeka oprócz pracowania nad sobą i swoim życiem krok po kroku żeby w jakikolwiek sposób poprawić swoją sytuację. I to dotyczy wszystkich ludzi.

    I jeszcze zarzuty na zasadzie - bo ona woli jakiegoś debila, a nie mnie porządnego człowieka. Jak śmie, przecież z nim skończy gorzej.

    Ty też czasami idziesz się napierdolić w trupa na dżamprezę, żresz chemiczne żarcie i takie tam różne. A przecież gdybyś w tym czasie studiował angielski, jadł liście sałaty i biegał, to wyszydł byś na tym lepiej.

    I wtedy Twoje życia pyta Ciebie - dlaczego nie postawisz na konstruktywny tryb życia (normik aka piwniczak) tylko lecisz za chadem który Cię skrzywdzi ix de.

    No ale przecież to nie to samo. Przecież to te wredne różowe takie alogiczne a Ty nie nigdy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #studia #przegryw #tfwnogf #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #tinder #niepopularnaopinia
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Możecie nalać polaczkowi Don Perignona, albo dobrej whisky 18 letniej. Polaczek wypije duszkiem i powie, że cierpkie i jakieś mdłe. Dacie polakowi trufli to powie, że to jakiś zgniły czosnek. Zaparzycie polaczkowi dobrego espresso z dobrej, ręcznej maszyny, z świeżo mielonych ziaren bardzo dobrej jakości, powie że jakaś mała ta kawa i w ogóle kwaśna i i dziwnie smakuje. Dlatego mnie nie dziwi, że 3/4 z was, biedaki szkaluje FRESH TASTY. Nie dziwi mnie to, ponieważ wiem że jesteście tylko biednymi cebulakami i całe życie schabowe z mięsa za 7,99/kg. Nie znacie życia, wasze kubki smakowe są wypalone od podrobionych fajek i chujowej wódki. Nigdy nie mieliście okazji poznać smaków. Na widok pizzy z miodem byście pewnie skakali i darli mordę jak te małpy w zoo. Kompozycja gorzko-słone, albo słodko-kwaśne to jedna z najlepszych rzeczy jakie można skonsumować. Prawdziwa eksplozja dla wyrafinowanych smakoszy.
    W cywilizowanej i rozwiniętej Japonii, kiedy córka przyprowadza i przedstawia swojego wybranka rodzicom, ci wykonują test. Podają mu sos (ペタと古いソックスから抽出する) o smaku wędzonej wołowiny. Kiedy chłopak sosu nie zje, albo powie że mu nie smakuje, to wiadomo że pochodzi z patologicznej rodziny. Test działa z dokładnością 100% i nawet WHO i ONZ przyznali, że u rodzin w których dominuje alkoholizm, narkomaństwo i kazirodztwo zawsze pojawia się niechęć do kanapki FRESH TASTY.

    #pasta #heheszki #biedakicebulaki #mcdonalds
    pokaż całość

  •  

    #pasta #przegryw
    Obudź sie w dobrym nastroju
    Zobacz ze skonczyl ci sie dezodorant z tesco
    Postanow ze dzis zaszalejesz
    Chciej kupic zajebiste i drogie perfumy
    Wchodzisz do perfumerii
    Od razu podchodzi do ciebie najladniejsza loszka
    "W czym moge pomóc?"
    Huehue juz ty wiesz w czym huehue
    Odpowiedz ze chcesz kupic perfumy
    Loszka pyta o konkrety
    Zaśmieszkuj ze chcesz takie ze jak sie skropisz to naraz wokol ciebie zbieze sie stado loszek
    Pani odpowiada ze to sefora nie Hogwart
    Smutkuj przez reszte dnia
    pokaż całość

  •  

    1. Rok 2035
    2. Korea Północna jest w posiadaniu rakiety z głowicą nuklearną o zasięgu 40 000 km.
    3. 'Generale Ping Pong, cel nowy jork'
    4. czerwonyguzik.gif
    5. Umierający z niedożywienia naukowiec źle podłączył klona ardiuno.
    6. Rakieta leci w drugą stronę.
    7. Cel: Łódź Bałuty.
    8. USA dalej nie dało tarczy.
    9. Rakieta w zasięgu radarów.
    10. Trzeba ostrzec mieszkańców.
    11. syrena.wav
    12. 'GRAZYNA WYŁONCZ FAMILJADE JAKIEŚ ŚWIENTO JEST STÓJ NA BACZNOŚĆ MINUTA CISZY'
    13. mielone.jpg
    14. Straty oszacowano na 32zł

    #pasta #test
    pokaż całość

  •  

    1. Rok 2035
    2. Korea Północna jest w posiadaniu rakiety z głowicą nuklearną o zasięgu 40 000 km.
    3. 'Generale Ping Pong, cel nowy jork'
    4. czerwonyguzik.gif
    5. Umierający z niedożywienia naukowiec źle podłączył klona ardiuno.
    6. Rakieta leci w drugą stronę.
    7. Cel: Łódź Bałuty.
    8. USA dalej nie dało tarczy.
    9. Rakieta w zasięgu radarów.
    10. Trzeba ostrzec mieszkańców.
    11. syrena.wav
    12. 'GRAZYNA WYŁONCZ FAMILJADE JAKIEŚ ŚWIENTO JEST STÓJ NA BACZNOŚĆ MINUTA CISZY'
    13. mielone.jpg
    14. Straty oszacowano na 32zł

    #warszawa #alarm #syreny #pasta
    pokaż całość

  •  

    -Usuń konto na wykop
    - Usuń wszystkie inne konta na portalach społecznościowych
    - Wyjeb z kraju, zamieszkaj w Himalajach
    - Pingwin przychodzi z listem
    - Otwórz list
    - @77LatBedeNiedojrzaly obserwuje Cię.
    #pasta #gownowpis

  •  

    operator koparki - bardzo spoko sprawa, jeździsz sobie po kraju i operujesz koparki
    to trochę jak weterynarz

    jesteś powiatowym operatorem koparki
    masz zgłoszenie, ze na drugim końcu powiatu koparko ładowarka caterpillar 428c ma zwyrodnienie stawu łyżkowego i musisz przepisać smar przeciwbólowy i kąpiele w WD-40
    na miejscu po badaniu okazuje sie, że niewiele możesz zrobić, zwyrodnienie dotarło do zawiasów
    własciciel koparki gładzi ją czule po gąsienicy
    ze łzami w oczach wspomina pierwsze dni z caterpillarkiem, gdy jeszcze małego przygarnął go ze schroniska dla porzuconych koparko ładowarek
    mówi, że bardzo łagodna, nigdy nie przejechała żadnego dziecka
    koparko ładowarka cicho mruczy
    kiwasz głową i ze łzami w oczach mówisz, że już za późno na smary i WD-40
    pozwalasz włascicielowi pożegnac się ze starym druhem
    caterpillar po raz ostatni podnośi go swoją łyżką
    potem podchodzisz, i wlewasz czystą benzynę do baku
    spracowany diesel powoli przestaje pracować
    reflektory koparki gasną
    własciciel zanosi się płaczem
    czym ja ją gurwa zakopie w ogródku

    gurwa znowu zgon na dyżurze (╥﹏╥)

    #pasta
    pokaż całość

  •  

    FreshTasty smakuje dokładnie tak jak dwa złote i ani grosza więcej. To najsmutniejszy burger który kiedykolwiek jadłem. To nie tak, że jest zły. Zwyczajnie nie ma smaku. To jest, oprócz wątłej nuty gorzkiego sosu, zleżałego pomidora i suchej bułki. Nie zapomnijmy o ogólnym uczuciu desperacji i zawiedzenia. Gdyby McDonald's istniał w świecie 1984 Orwella to każdy burger smakowałby dokładnie tak jak fresh tasty, który nie jest ani fresh, ani tasty

    #pasta #mcdonalds
    pokaż całość

  •  

    JAK MNIE WKURWIAJĄ CI LEWORĘCZNI.
    NIE MOGĄ TAK JAK NORMALNI LUDZIE PISAĆ PRAWĄ RĘKĄ? ŻEBY JESZCZE SOBIE PISALI LEWĄ RĘKĄ W DOMU WE WŁASNYM POKOJU, ALE NIE! OBNOSZĄ SIĘ TYM WSZĘDZIE, W SZKOLE, W URZĘDACH, NA POCZCIE - TO CHORE!
    CHCESZ PISAĆ LEWĄ RĘKĄ TO PISZ, ALE PO CO SIĘ Z TYM TAK OBNOSISZ PRZED CAŁYM ŚWIATEM?
    I JESZCZE TA PROPAGANDA, ŻE TO NORMALNE, GDYBY TO BYŁO NORMALNE TO TEŻ MÓGŁBYM PISAĆ LEWĄ RĘKĄ, A NIE MOGĘ.
    MAM NADZIEJE, ŻE NIEDŁUGO ZACZNĄ LECZYĆ Z LEWORĘCZNOŚCI, BO MAM JUŻ DOŚĆ TEJ CHOREJ PROPAGANDY, KTÓRĄ SERWUJĄ NASZYM DZIECIOM W SZKOŁACH.
    CHCE ŻYĆ W KRAJU GDZIE NIE BĘDĄ MUSIAŁ SIĘ BAĆ, ŻE JAK MOJE DZIECKO WYJDZIE Z DOMU TO ZOBACZYĆ NA ULICY KOGOŚ LEWORĘCZNEGO - PRZECIEŻ JAK ZOBACZY TAKIE "COŚ" I NASŁUCHA SIĘ, ŻE TO NORMALNE I "NATURALNE" TO RÓWNIEŻ ZACHCE PISAĆ LEWĄ RĘKĄ.
    JUŻ MAM DOŚĆ TEGO CHOREGO LEWACTWA I ICH TOLERANCJI, CHCE ŻYĆ W NORMALNYM ZDROWYM KRAJU. DZISIAJ ZACZNIEMY TOLEROWAĆ LEWORĘCZNYCH, A JUTRO CO? PEDOFILIA? ZOOFILIA? DOŚĆ! WON!
    #pasta #jakbylotodealwithit #heheszki #hehe #smieszne #conie
    pokaż całość

  •  

    Posłuchaj mnie uważnie, jutro o 19:45 masz samolot do Izraela.
    Bilet wyśle Ci zaraz na e mail. Gdy wyjdziesz z lotniska pod czerwoną budką telefoniczną jest skrytka,
    otwórz ją tajnym hasłem : czarnoleszlo. W niej znajdziesz nowy dowód osobisty,
    40 mld szekli i kluczyki do mieszkania na przeciwko. Od dziś nazywasz się
    Juan Pablo Fernandez Maria FC Barcelona Janusz Sergio Vasilii Szewczenko i jesteś rosyjskim imigrantem z Rumuni.
    Pracujesz w zakładzie fryzjerskim 2 km od lotniska. Powodzenia,
    zapomnij o swoim poprzednim życiu i pod żadnym pozorem się nie wychylaj,
    zerwij wszystkie kontakty, nawet z obsługą klienta getin

    #aferaknf #knf #pasta
    pokaż całość

    źródło: i.iplsc.com

  •  

    Ale Beliar nie znosił widoku światła i niszczył wszystko, co Innos stworzył. Ujrzał wtedy Adanos, że w ten sposób nic nie może istnieć na świecie: ani jasność, ani mrok. Stanął więc między swymi braćmi i próbował pojednać ich ze sobą. Jednakże bez skutku. Ale tam, gdzie stanął Adanos, ani Innos, ani Beliar nie mieli żadnej władzy. W miejscu tym ład i chaos współistniały w harmonii. Tak oto powstało morze, a z morza wyłonił się ląd, a na lądzie powstało wszystko, co żywe: rośliny i zwierzęta, wilki i owce, a na samym końcu powstali ludzie. Adanos cieszył się ze wszystkiego, co wówczas powstało, a swą miłością darzył jednakowo wszystkie rzeczy. Ale gniew Beliara był tak wielki, że przemierzył on całą ziemię, by znaleźć bestię. A gdy do niej przemówił, stała się ona jego sługą. Beliar tchnął w nią część swej boskiej mocy, by mogła zniszczyć całą ziemię. Ale Innos podpatrzył czyn Beliara i przemierzył ziemię, by znaleźć człowieka. A gdy do niego przemówił, ten stał się jego sługą. Innos tchnął w niego część swojej boskiej mocy, by mógł on naprawić szkody wyrządzone przez Beliara. Wtedy zwrócił się Beliar do innej istoty, ale Adanos zesłał potężną falę, która zmyła ją z powierzchni ziemi. Ale wraz z nią odeszły także drzewa i zwierzęta, więc Adanos wielce się zasmucił. I rzekł wreszcie do swych braci: nigdy więcej nie postanie wasza noga na mojej ziemi, albowiem jest ona święta i pozostanie taką na wieki. Ale człowiek i bestia nie zaprzestali wojny na ziemi Adanosa i płonął w nich gniew ich bogów. A człowiek pokonał bestię, która wróciła do królestwa Beliara. I zobaczył Adanos, że prysła równowaga między ładem, a chaosem i zaklął Innosa, by ten odebrał człowiekowi swą boską moc. A Innos w swej mądrości tak uczynił. Ale Adanos obawiał się, że pewnego dnia bestia powróci na ziemię. Dlatego uprosił Innosa, by ten zostawił część swojej mocy na ziemi, aby pewnego dnia przywrócić ją człowiekowi. A Innos w swej mądrości tak uczynił.

    #heheszki #gothic #pasta
    pokaż całość

  •  

    Mój stary to fanatyk Mario Kart. Pół mieszkania zajebane gadżetami najgorsze. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi gamepad czy replikę jakiegoś karta i trzeba jechać do szpitala na prześwietlenie. W swoim 22 letnim życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. Tydzień temu poszedłem na jakieś losowe badania to baba z recepcji jak mnie tylko zobaczyła to kazała buta ściągać xD bo myślała, że znowu stłuczenie albo pęknięta kość śródstopia
    Druga połowa mieszkania zajebana czasopismami „Drift Na Krawędzi”, „Świat Mario Kartów”, ,,Super Mushroom” xD itp. Co tydzień ojciec robi objazd po wszystkich kioskach w mieście, żeby skompletować wszystkie Mario Kartowskie tygodniki. Byłem na tyle głupi, że nauczyłem go into internety bo myślałem, że trochę pieniędzy zaoszczędzimy na tych gazetkach ale teraz nie dosyć, że je kupuje to jeszcze siedzi na jakichś forach dla Mario Karciarzy i kręci gównoburze z innymi Mario Karciarzami o najlepsze konfiguracje itp. Potrafi drzeć mordę do monitora albo wypierdolić klawiaturę za okno. Kiedyś ojciec mnie wkurwił to założyłem tam konto i go trolowałem pisząc w jego tematach jakieś losowe głupoty typu Tanooki to pedał, Peach Parasol jest lepszy w zestawieniu z Blue Falcon niż Cloud Glider itd. Matka nie nadążała z gotowaniem grzybów na uspokojenie. Aha, ma już na forum rangę Super Golden Mushroom, za najebanie 10k postów.
    Jak jest sezon to co weekend zapierdala na grzyby. Od jakichś 5 lat w każdą niedzielę jem grzyby na obiad a ojciec pierdoli o zaletach jedzenia tego spleśniałego gówna. Ten zjeb nawet wymyśla swoje nazewnictwo dla grzybów. Zamiast borowik, maślak, kurka jest Toad, Dark Toad, Toadette. Jak się dostałem na studia to stary przez tydzień pierdolił że to dzięki temu, że jem dużo grzybów bo zawierają ergosterol i mózg mi lepiej pracuje.
    Co sobotę budzi ze swoim znajomym mirkiem całą rodzinę o 4 w nocy bo hałasują podłączając konsolę, szykując żarcie na cały dzień grania itd.
    Przy jedzeniu zawsze pierdoli o grzybach i Mario Kart. Że to odkrył nowy skrót na Yoshi Circuit, powinni w końcu zlikwidować niebieską skorupę itd. Za każdym razem temat schodzi w końcu na Polski Związek Mario Kart, ojciec sam się nakręca i dostaje strasznego bólu dupy durr mało organizują turniejów, korupcja, tylko kradno hurr, robi się przy tym cały czerwony i odchodzi od stołu klnąc i idzie czytać oglądać replaye ze swoich wyścigów żeby się uspokoić.
    W tym roku sam sobie kupił na święta fotel gamingowy w motywie Cat Peach. Oczywiście do wigilii nie wytrzymał tylko już wczoraj go rozpakował i złożył w dużym pokoju. Ubrał się w tę swoją całą piżamę Mario Tanooki i jeżdził cały dzień po mieszkaniu w tym fotelu. Obiad (grzyby) też w nim zjadł [cool][cześć]
    Gdybym mnie na długość ręki dopuścili do wszystkich gier Mario Kart w polsce to bym wziął i spalił.
    Jak któregoś razu, jeszcze w podbazie czy gimbazie, miałem urodziny to stary jako prezent wziął mnie ze sobą na turniej ze znajomymi w Mario Kart Double Dash w drodze wyjątku. Super prezent kurwo.
    Pojechaliśmy gdzieś wpizdu za miasto, dochodzimy na jakąś działkę a ojcu już się oczy świecą i oblizuje wargi podniecony. Rozłożyli cały sprzęt i siedzimy w 10 w jakimś garażu i patrzymy jak inni grają. Po pięciu minutach mi się znudziło więc włączyłem discmana to mnie ojciec pierdolonym kablem od pada po głowie, że discman swoją częstotliwością zwiększa delay sygnału przycisków od kontrolera. Jak się chciałem podrapać po dupie to zaraz 'krzyczał szeptem', żebym się nie wiercił bo szeleszczę i dekoncentruję innych graczy. 6 godzin musiałem siedzieć w bezruchu i patrzeć na telewizor jak w jakimś jebanym Guantanamo. Urodziny mam w listopadzie więc jeszcze do tego było zimno jak sam skurwysyn. W pewnym momencie ojciec odszedł kilkanaście metrów za działkę i się spierdziałział. Wytłumaczył mi, że trzeba w z dala pierdzieć bo inaczej pozostali to poczują i przeszkodzi to innym w rozgrywce. Nie chciałem z nimi grać w to gówno to w końcu się zgodziłem i dla żartu dawał mi rady typu ,,zbieraj banany, rzuć bombę przed siebie'' i wszyscy się śmiali.

    Wspomniałem, że ojciec ma kolegę mirka, z którym dużo gra. Kiedyś towarzyszem turniejów Mario Kart był hehe Zbyszek. Człowiek o kształcie piłki z wąsem i 365 dni w roku w żółtej czapce z napisem WARIO. Byli z moim ojcem prawie jak bracia, przychodził z żoną Bożeną na wigilie do nas itd. Raz ojciec miał imieniny zbysio przyszedł na hehe kielicha. Najebali się i oczywiście cały czas gadali o trasach, konfiguracjach i skrótach. Ja siedziałem u siebie w pokoju. W pewnym momencie zaczeli drzeć na siebie mordę, czy generalnie lepszy jest Mario Tanooki czy Wario.

    WEŹ MNIE NIE WKURWIAJ ZBYCHU, WIDZIAŁEŚ TY KIEDYŚ JAKI WARIO MA CHUJOWY HANDLING? OSTRY ZAKRĘT I JEB LAKITU CIĘ WYCIĄGA.
    KURWA TADEK TANOOKI MA SŁABSZY SPEED, 3 2 1 I NA PROSTEJ JESTEŚ W TYLE. TANOOKI MOŻE NASKOCZYĆ MOJEMU WARIO.
    CO TY MI O WARIO PIERDOLISZ JAK LEDWO NA 100CC DAJESZ RADĘ. TANOOKI TO JEST KRÓL KARTÓW JAK LEW JEST KRÓL DŻUNGLI

    No i aż się zaczeli nakurwiać zapasy na dywanie w dużym pokoju a ja z matką musieliśmy ich rodzielać. Od tego czasu zupełnie zerwali kontakt. W zeszłym roku zadzwoniła żona zbysia, że Zbysio w lokalnych rozgrywkach zajął 12 miejsce i padł na zawał. Odebrała akurat matka, złożyła wyrazy współczucia odkłada słuchawkę i mówi o tym ojcu, a ojciec

    I bardzo kurwa dobrze
    Tak go za tego Wario znienawidził.

    Wspominałem też o arcywrogu mojego starego czyli Polskim Związku Mario Kart. Stał się on kompletną obsesją ojca i jak np. w telewizji mówią, że gdzieś był trzęsienie ziemi to stary zawsze mamrocze pod nosem, że powinni w końcu coś o tych skurwysynach z PZMK powiedzieć. Gazety niemariokartowskie też przestał czytać bo miał ból dupy, że o Mario Kart ani aferach w PZMK nic się nie pisze.

    Szefem koła PZMK w mojej okolicy jest niejaki pan Adam. Jest on dla starego uosobieniem całego zła wyrządzonego polskiej arenie Mario Kart przez Związek i ojciec przez wiele lat toczył z nim wojnę. Raz poszedł na jakieś zebranie odnośnie otwarcia nowego sezonu turniejów gdzie występował Adam i stary wrócił do domu z podartą koszulą bo siłą go usuwali z sali takie tam inby odpierdalał.
    Po klęsce w starciu fizycznym ze zbrojnym ramieniem PZMK ojciec rozpoczął partyzantkę internetową polegającą na szkalowaniu PZMK i Adama na forach lokalnych gazet. Napierdalał na niego jakieś głupoty typu, że Adam był tajnym współpracownikiem PZCTR (Polski związek Crash Team Racing) albo, że go widział na jednym z turniejów jak komuś gwoździem kabel od pada przebijał itd. Nie nauczyłem ojca into TOR więc skończyło się bagietami za szkalowanie i stary musiał zapłacić Adamowi 2000zł.

    Jak płacił to przez tydzień w domu się nie dało żyć, ojciec kurwiłił na przekupne sądy, PZMK, Adama i w ogóle cały świat. Z jego pierdolenia wynikało, że PZMK jak jacyś masoni rządzi całym krajem, pociąga za szurki i ma wszędzie układy. Przeliczał też te 2000 na pady, figurki amiibo czy gadżety do MK i dostawał strasznego bólu dupy, ile on by mógł np. Nakładek z TPU na joysttick analog do Switch'aza te 2k kupić (1428 szt).

    Stary jakoś w zeszłym roku stwierdził, że koniecznie musi mieć profesionalny symulator jazdy do gry w Mario Kart bo niby wypożyczanie za drogo wychodzi i wszyscy go chcą oszukać

    synek w takim symulatorze to się dopiero jeździ. Mógłbym w mistrzostwach polski na 200cc startować!
    ale nie było go stać ani nie miał gdzie trzymać tego ustrojstwa a hehe frajerem to on nie jest żeby komuś płacić za przechowywanie więc zgadał się z jakimiś Mario Karciarzami z okolicy, że kupią symulator na spółkę, on będzie stał u jakiegoś janusza w garażu, który ma dom a nie mieszkanie w bloku jak my i się będą tym symulatorem dzielili albo będą jeździć na turnieje razem.
    Na początku ta kooperatywa szła nawet nieźle ale w któryś weekend ojciec się rozchorował i nie mógł z nimi jechać i miał o to olbrzymi ból dupy. Jeszcze ci jego koledzy dzwonili, że zajmują same 1# i wygrywają puchary jak pojebani więc mój ojciec tylko leżał czerwony ze złości na kanapie i sapał z wkurwienia. Sytuację jeszcze pogarszało to, że nie miał na kogo zwalić winy co zawsze robi. W końcu doszedł do wniosku, że to niesprawiedliwe, że oni grają turniej bez niego bo przecież po równo się zrzucali na symulator i w niedzielę wieczorem, jak te janusze już wróciły z wyprawy, wyszedł nagle z domu.
    Po godzinie wraca i mówi do mnie, że muszę mu pomóc z czymś przed domem. Wychodzę na zewnątrz a tam nasz samochód z symulatorem jazdy na relingach dachowych xD Pytam skąd on to wziął a on mówi, że klucz był pod wycieraczką i januszowi zajebał z garażu bo oni go oszukali i żebym łapał z nim symulator jazdy i wnosimy do mieszkania XD Na nic się zdało tłumaczenie, że zajmie cały duży pokój. Na szczęście symulator nie zmieścił się w drzwiach do klatki więc stary stwierdził, że on to przed blokiem będzie trzymał.
    Nakrył go plandeką i za pomocą jakichś łańcuchów i mojej kłódki od roweru przypiął do latarni i zadowolony chce iść wracać do mieszkania a tu nagle przyjeżdżają 2 samochody z januszami współwłaścicielami, którzy domyślili się gdzie ich własność może się znajdować xD Zaczęła się nieziemska inba bo janusze drą mordy dlaczego symulator ukradł i że ma oddawać a ojciec się drze, że oni go oszukali i on 700zł się składał a nie grał w ten weekend. Ja starałem się załagodzić sytuację żeby ojciec od nich nie dostał wpierdolu bo było blisko.
    Po kilkunastu minutach sytuacja wyglądała tak:
    -Mój ojciec leży na ziemi, kurczowo trzyma się symulatora jazdy i krzyczy, że nie odda
    -Janusze krzyczą, że ma oddawać
    -Jeden janusz ma rozjebanyny nos bo próbował leżącego ojca odciągnąć od symulatora za nogę i dostał drugą nogą z kopa
    -Dwóch policjantów ciągnie ojca za nogi i mówi, że jedzie z nimi na komisariat bo pobił człowieka
    -We wszystkich oknach dookoła stoją sąsiedzi
    -Moja stara płacze i błaga ojca żeby zostawił ten symulator a policjantów żeby go nie aresztowali
    -Ja smutnazaba.psd
    W końcu policjanci oderwali starego od symulatora. Ja podałem januszom kod do kłódki rowerowej i zabrali symulator, rzucając wcześniej staremu 700zł i mówiąc, że nie ma już do symulatora żadnego prawa i lepiej dla niego, żeby się nigdy na jakimś turnieju nie spotkali. Matka ubłagała policjantów, żeby nie aresztowali ojca. Janusz co dostał w mordę butem powiedział, że on się nie będzie pierdolił z łażeniem po komisariatach i ma to w dupie tylko ojca nie chce więcej widzieć.
    Stary do tej pory robi z januszami gównoburzę na forach dla Mario Karciarzy bo założyli tam specjalny temat, gdzie przestrzegali przed robieniem jakichkolwiek interesów z moim ojcem. Obserwowałem ten temat i widziałem jak mój ojciec nieudolnie porobił trollkonta

    FastBowser54
    Liczba postów: 1
    Ten temat założyli jacyś idioci! Znam użytkownika Tanooki_tadzik od dawna i to bardzo porządny człowiek i wspaniały gracz! Chcą go oczernić bo zazdroszczą dobrych wyników w MK.

    Potem jeszcze używał tych trollkont do prześladowania niedawnych kolegów od symulatora. Jak któryś z nich zakładał jakiś temat to ojciec się tam wpierdalał na trollkoncie i np. pisał, ze chujowo wchodzi driftem w zakręty i widać że mini-turbo-boostów nie umie robić xD
    Z tych samych trollkont udzielał się w swoich tematach i jak na przykład wrzucał replay z turnieju w którym pokonał jakieś dzieci i jakimś cudem zajął 1# to sam sobie pisał

    Noooo gratuluję wygranej! Widać, że doświadczony driver!
    Wspaniałe jump boosty. Podziwiam profesionalizm!

    a potem się z tego cieszył i kazał oglądać mi i starej jak go chwalą na forum.

    #heheszki #gownowpis #przegryw #pasta #gry #mario
    pokaż całość

  •  

    #pasta #heheszki #cotusieodpierdala #kalkazreddita #zloto #angielskizwykopem
    Ja pie'dole co ja znalazłem na #reddit XDDDDD

    I have a math fetish. Nothing makes me hornier than calculus and statistics. This makes math class hard for me because I have to sit through the whole class with no way to relieve my urges. Instead of porn, I jerk off to my math textbook and my parents have noticed. They wish I would just watch porn like a normal child but I can't get off without thinking about math. My girlfriend left me because I would shout mathematical formulas during sex. This came to its worst today when my calc and stats teachers were having a discussion of the calculus of the normal curve and I had to excuse myself to the bathroom because I just couldn't handle it. It's ruining my education and my life. pokaż całość

  •  

    bajka na dobranoc dla mireczka :**** @Slaveon

    "Dawno dawno tymu, za siedmioma chujami, za siedmioma zekami, w okolicach Gubałówki mieszkał Tomisław Apoloniusz Curuś Bachleda Farell, jak ten piecyk z dmuchawą. Pewnego dnia Tomisław wysedł na halę i pomyśloł: Krucafuks dość! Ile mozna wpierdalać łoscypek! Ani to dobre, ani śwarne a jakie drogie jebane! No i sracka murowana, toć to gołymi łapami ługniotane. Zeby to jeszcze z krowiego mleka było; a weź tu łodróznij barana od łowiecki. Stąd ten słonawy posmak. Tfu, łohydne. Co te turysty w tym widzą. Podczas, gdy Bachleda zajadał się łoscypkiem, smród baraniego nabiału niósł się po łokolicy. Nawet po wiater jebało napletkiem hej! Bekasy nie wytsymały. Fetor przepłoszył je z terenów lęgowych. Ryby, w Morskim Łoku zdechły, a w Carnym Stawie, zdechły. Niedźwiedź Gąsienica łobudził się ze snu zimowego i łod razu poszedł pod prysznic. Lecz to nie tylko łod niego tak popierdalało. Niby po kąpieli smród bełta i gówna ustąpił, ale przez to woń łoctówy stała się jeszcze bardziej nieznośna. Lecz specyficzny zapach łobudził nie tyko misia, łobudził też ządze, łobrzydliwe homoseksualne żądze. Śniezny Kockodan, przez niektórych nazywany też Yeti, dostaje smergla, gdy pocuje woń fiuta hej. Tak się składo, że łoscypek pachnie toćsamo, koniec."

    "Bestia normalnie żywi się owocami, ale łocet budzi w niej zboczenie. Tamtej nocy zeszła z wierchu na hale wiedziona zapachem rozporka. Nieświadomy nicego Bachleda Farel zajadoł właśnie syr. Pierwsze razy posły w dupe hej! Little Boy małpy rozdupcył Hirosimę Bachledy. Potem Kockodan założył strapona ,,Big Ben" i dzwonił jajami o brodę Curusia. Koszmar małpy trwał kilka dni. Bachleda nie chciał puścić. Donosił tylko sprzęty, od których małpie robiły się wielkie łoczy. Yeti nie wytsymał, gdy Bachleda przyniósł słoik. A gdy słój pękł, a Bachleda zabronił wzywać karetkę, tylko kazał nagrywać dalej, małpa zwariowała. I grasuje po łokolicy po dziś dzień. A film ze słoikiem dostępny jest w sieci.

    KONIEC"

    #kapitanbomba #pasta #takbylo #truestory #heheszki
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #pasta

0:0,0:3,0:0,0:6,0:1,0:1,0:2,0:1,0:0,0:6,0:5,0:1,0:1,0:0,0:2

Archiwum tagów