•  

    To jest Witek (ten po lewej). Witek to połączenie człowieka z cyborgiem-jest niesmiertelny. Historia miała miejce na jednym z wielu wesel gdzie mamy przyjemność poznać bardzo wielu ludzi-lecz Witek długo zostanie nam w pamieci. Więc moze przybliże jego postać w postaci harmonogramu:-)
    godz. 17.40 Witek zjawia sie na weselu niczym dźin z magicznej lampy
    17.45 Witek otwiera pierwsza butelke wódki
    18.00 ciepłe danie-Witek nakłada każdemu 18.20 Witek kończy rozlewac 3-cią butelke wódki
    18.30 Po co mi ta marynarka?
    19.00 Jego towarzysze kieliszka zaczynają odmawiać picia-on sie nie poddaje
    19.30 Pierwszy taniec-ale zaraz, gdzie sie podział Witek?!?
    19.35 Nasz cyborg wychodzi z kuchni- pił tam już ze wszystkimi
    20.00 Huczna zabawa-król parkietu obraca wszystkie ciocie
    21.00 A teraz idziemy na jednego- mocno widoczne znaki dzialania alkoholu, ale nie poddaje sie
    21.45 Witek wypił juz z kazdym gosciem obecnym na weselu
    22.30 Witek tanczy na krześle
    22.32 o przepraszam-zaczyna wchodzić na stół
    23.00 jego kompani sasiedzi przy stole mówią ze maja juz dość

    23.10 Witek zaczyna pić na drugą nogę z każdym gościem po kolei
    00.00 OCZEPINY!!! Witek gwiazdą wieczoru-zespół nie może wyjść z podziwu
    00.50 Witek pomaga roznosić tort---polejcie jak juz u Was jestem

    01.30 Witek przekroczył "DAWKĘ ŚMIERTELNĄ" trzykrotnie
    02.00 Nieśmiertelnego przyprowadzaja do naszego baru;-) Co Ci podac?- www.... wwyyy.... wóóód....-czystej mi polejcie! ale nie w kieliszek-w ta dużą szklanke. - nasz klient nasz Pan! Prosze bardzo Panie Witku, tu są jeszcze owoce na zakąske. (ilość wódki widoczna na zdjeciu-poszło wszystko)
    02.30 miło bylo z Wami ale musze iść jeszcze napić sie z zespołem-tak przynajmniej sobie to przetlumaczyłem z jezyka marsjańskiego
    03.00 wszyscy kompani Witka śpią juz od 2 godzin w samochodach
    03.20 Witek ponownie wkracza na parkiet-prawa fizyki zostały obalone
    04.30 zaczynamy sie powoli zbierać z barem- Witek osusza stół wiejski
    05.10 Koniec wesela-Witek pomaga obsłudze sprzątać... Na moje oko 13 promili... Nie wiem-nie umiem wytłumaczyć jak jest to możliwe, ale jednak- Witek przepił wódke;-)
    #mecz #pasta #heheszki #wuja
    pokaż całość

  •  

    Wiecie co się właśnie stało? Dzwoniła do mnie mama Siergieja Sirotkina. Okazało się, że chłopak popełnił samobójstwo. Powiesił się, zostawił list pożegnalny, w którym napisał, że nie może znieść ciągłych doniesień o potwierdzeniu Kubicy. Brawo! Mam nadzieję, że odpowiednie kroki zostaną podjęte, zostało już złożone zawiadomienie do prokuratury. Czemu nie możecie normalnie czekać na oficjalne ogłoszenie składu Williamsa tylko musicie ciągle przekazywać każde nowe plotki, a zwłaszcze te od Gutowskiego, które go najbardziej zabolały. Nawet nie wyobrażacie sobie co ten chłopak przeżywał - nie miał żadnych znajomych, był paydriverem i bał się wychodzić z padoku. Jedyne co miał to dane, które wcześniej ciężko zbierał na torze, a teraz nawet to mu zabrano. Nie pierwszy raz spotykam się z takim aktem przemocy w F1. Parę lat temu jeden kierowca popełnił samobójstwo, bo dużo ludzi w internecie się z niego śmiało jak rozbijał bolidy, myślałem, że ten przypadek był wystarczająco nagłośniony, ale mylę się. Brawo trolle, tak trzymać.

    #f1 #kubica #pasta
    pokaż całość

  •  

    Przed maturą byłem w związku z przyjaciółką z podstawówki, przez długie lata. Pewnego dnia powiedziała, że gdzieś wyjeżdża, na bardzo długo, że nie mogę jechać z nią. Wierzyłem w przeznaczenie, wróżbita Maciej z tele5 powiedział mi, że to ta jedyna, na całe życie. Całe życie w kłamstwie. Stwierdziłem, że jeśli w tej domenie mi nie wyszło to spróbuję w innej. Oddam się służbie Bogu, dołączę do seminarium. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Przed zaliczeniem matury uczyłem się reguralnie łaciny, czytałem Pismo Święte itp. Dostałem się, od dzisiaj wiedziałem że to droga bez powrotu.

    Pierwszego dnia ojebali nas wszystkich na zero, przydzieli szaty adeptów, stroje sportowe i inne podstawowe rzeczy przyszłego księdza. Do sali wszedł kark 2x2, odziany w zdobione szaty.
    - Dobra, słuchać mnie Wy bando spermiarzy! Tylko na was spojżeć- suchoklatesi albo salcesony! I Wy chcecie służyć!? Od dzisiaj jestem waszym najgorszym koszmarem, matką, ojcem, opiekutem, jak również dowódcą , katem i największym strachem!
    - Proszę księdza, a ładnie to tak przeklinać? - spytał rozkoszny grubasek z twarzą chomika.
    - Ty mała, tłusta beczko smalcu! Księdzem nie jestem i nigdy nie będę! Jestem tutaj diakonem i moim zadaniem będzie zrobienie z was prawdziwych mężczyzn! Dzięki mnie wasze pizdy w końcu się zamkną i wyrosną z nich olbrzymie chuje! A teraz gleba i pompować! Tempo raz, tempo dwa!

    Zajęcia mieliśmy codziennie od 5 30 do 21, żadnych telefonów, żadnego Internetu. Codziennie pobudka, zaprawa, sniadanie i zajęcia z teologii, łaciny i dużo wf.
    - Co jest tłuściochu, ciężko ci!?
    - Panie diakonie, już nie daje rady, stawy mi nie wyrabiają!
    - Nie chcesz biegiem to będzie czołgiem! Gleba i czołgaj się padalcu!
    Diakon w tańcu się nie pierdolił, każdy miał zapierdalać.

    Trafiłem do pokoju liczącego 4 łóżka. Oprócz mnie byli tam rownierz Paweł, Zenek oraz Damian.
    Paweł pochodził z małej wsi z okolic Śląska. Dla niego wybór był prosty - łopata albo kapłaństwo.
    Zenek zaś był przykładem hybrydy skrajnej patologii i głębokiej wiary. Mówił, że poszedł na księdza, żeby nawracać frajerów od ćpania. Chłopak z Mokotowa, jego twarz ozdobiona była 2 bliznami, nabytymi w walce na noże podczas "nawracania frajerów". Damian za to sprawiał wrażenie upośledzonego. Zapytany dlaczego tutaj poszedł odpowiedział "bo lubię duże okna".

    - Proszę diakona, kiedy będę mógł się wyspowiadać?
    - Spowiedzi się kurwa zachciało!? Tutaj nie ma czegoś takiego, do końca szkolenia będziesz żył ze swoimi występkami grzeszniku! Chcesz rozgrzeszenia? Podpór przodem i pompujesz szczawiu!

    Przydzielono mi kwaterkę przy porcjowaniu kadzidła kościelnego. Do pomocy przydzielono mi Damiana.
    - Kurwa dałnie nie wciągaj tego!
    - Ja pierdole, ale ten szajs ryje banie!
    Debil podpalił półkilowy pakunek, jak akurat byłem w kiblu. Jebało tym w całej plebanii, kaplicy oraz w promieniu 2 kilometrów od ośrodka szkolenia. Wbił jakiś inny ważniak.
    - Kto to odpalił!?
    Stwierdziłem, że kumpli się nie sprzedaje, nawet tych upośledzonych.
    - Nie wiem Panie diakonie!
    - Adept kurwa, ile mam belek na szacie!?
    - Panie starszy diakonie...
    - Panie arcydiakonie kurwa jego mać! A teraz biegiem kurwa do okoła plebanii, 20 okrażeń!
    Okazało się, że arcydiakon miał służbę w sztabie i dostał zgłoszenie, że jebie na terenie całego seminarium. Przez cały miesiąc z Damianem musieliśmy czyścić kible i przepisywać odręcznie Stare księgi.

    Treningi zaczęły przynosić efekty, po trzech miesiącach brałem już 80kg na klatę, biegłem bez zadyszki 5 km oraz znałem na pamięć listy do korytian. Tego dnia miał do nas przyjechać arcydiakon naczelny, aby rzucić okiem na adeptów.
    - Witajcie moja młodzieży, miło widzieć was w coraz lepszej kondycji. Macie może jakieś pytania do mnie?
    - Ile bierzesz na klatę? - zapytał Danio.
    Arcydiakon chwycił ciężary i zaczął nakładać na gryf. Razem z Zenkiem naliczyliśmy 450kg. Chwycił sztagę, pod wpływem napięcia mięśni szaty rozerwały się odsłaniając muskularne, stuprocente mięśnie. Gryf podniósł się do pełnego wyprostu łokci.
    - Błogosławiony kto nie widział, a uwierzył. - odpowiedział arcydiakon.
    - Wy też kiedyś będziecie tak silni, jeśli wasza wiara będzie równie silna!
    Stwierdziłem, że taka okazja może już się nie zdarzyć więc zapytałem:
    - Ale po co przyszłym księżom taka siła?
    - Za prawdę, twoja niewiedza nie ma sobie równych. Zastanów się synu jeszcze raz, a poznasz odpowiedź na swoje pytanie.

    W tym momencie zdałem sobie sprawie, że trafiłem nie do seminarium, a do szkoły paladynów.

    - Zostanę paladynem?
    - Tam gdzie ni Kościół, ni Państwo pomóc nie może. Gdzie mrok duszy i umysłu - tam problemy będziecie rozwiązywać. Potęga waszych mięśni i jasność waszych umysłów rozświetla ciemność. Wy rycerze światła i...
    - Zostanę paladynem?
    - Nie kurwa, rowy będziesz kopać debilu!

    - Zenek powiedz jak to było z tymi bliznami?
    - Na dzielni koło domaniewskiej była taka akcja. Jakiś patus zapytał czy chce może działkę. Odpowiedziałem, że ciało to świątynia i nie wolno brać narkotyków, wiara zabrania. Typ odpowiedział, że religia to opium dla ludu, czaisz frajera!? No to poszła tuba na mordę, ten mnie z noża, to ja znowu tuba, aż skasowałem gościa. Potem szycie na szpitalu bródnowskim i gites.
    - A czemu zdecydowałeś się wstąpić do seminarium?
    - Żeby kasować takich frajerów na jedną bułe. Jeden chuj słowem czy czynem.

    - Paweł, jak to w końcu jest? Jako paladyni możemy dawać święcenia ?
    - Nie no od tego są księża, to nie nasza działka.
    - A ruchać się wolno?
    - W regulaminie ogólnym jest wpis, że chcąc niewiaste penetrować, najpierw trzeba ją nawrócić.
    - To co Panowie, może wypad na dziewczynki? Samowolka?

    Po tej lewiźnie do burdelu oczekiwaliśmy srogiego opierdolu od diakona. Jednak ku ogólnemu zdziwieniu pogratulował nam naszego szlachetnego czynu. Za sprawą naszych pouczeń, popartych twardą merytoryką burdel przetransformował się na sierociniec. Dwie pieczenie na jednym ogniu - kutas syty i kurwa cała.

    Minął rok od skoszarowania w szkole paladynów. Diakon stwierdził, że najwyższy czas na naukę czarów.
    - Dobra szczawie, trzymać postawę! Pawełek kurwa garda wysoko, bo spierdolisz zaklęcie! Buła, lepa na ucho i kołowrotek! Kurwa Danio, garda wyżej! - kolega w trakcie rzucania zaklęcia nie przyjął odpowiedniej postawy, zamiast wykonać poprawnego luja ogłuszacza jebnął sobie plaskacza na mordę, stracił przytomność, po czym zesrał się. Dupą, nosem i uszami. Potężne czary MMA mnichów w Młynie okazały się za trudne na początek dla Damiana, jednak później opanował do perfekcji inkantację lolkinga na drewniany słup. Co prawda złamał piszczel, ale czar wykonał prawidłowo.

    Tego dnia mieliśmy szkolenie z zakresu rzutu świętym granatem ręcznym. Damian rzucał pierwszy, odbezpieczył MZŚGR (Modernizowany Zapalnik Świętych Granatów Ręcznych) i rzucił zaledwie na 20 metrów.
    - Ale żeś kurwa rzucił! Tak to się robi! - krzyknął Radek, adept z równoległej drużyny.
    Widocznie był mocno znerwicowany, po odbezpieczeniu MZŚGR granat mu się wyślizgnął i wpadł do okopu. Diakon ekspresowo zareagował, chwycił Radka za togę, wypierdolił za okop i krzyknął do wszystkich "Gleba kurwa!". Granat eksplodował i konsekrowane odłamki poleciały we wszystkie kierunki. Nikt na szczęście nie ucierpiał.
    - Ale żeś kurwa rzucił! - odpowiedział Damian.

    Tego dnia mieliśmy maraton paladyna - pobudka, minuta czasu na odzianie i biegniemy 100 km. Nie było czasu na opóźnienia , trzeba było działać ekspresowo. Danio w nocy nasrał do butów Radka (buty w nocy wystawialiśmy poza izby na korytarz, żeby nie jebało). Rankiem Radek dopiero podczas biegu zorientował się, że w butach znajduje się nie pot, a niewiarygodnie płynne gówno Damiana. Podczas biegu nie wolno było się nikomu zatrzymać pod karą biegu jeszcze raz, całą drużyną. Po maratonie Radek trafił na izbę chorych - gówno przepaliło nie tylko wełniane skarpety, ale także skóre, aż do mięsa.
    Zadzieranie z nieobliczalnym downem nigdy nie kończy się dobrze. A zadzieranie z nieobliczalnym downem paladynem tym bardziej.

    Dzień konkursu piosenki paladyńskiej. Mieliśmy zaśpiewać drużynami własną piosenkę, zachęcająca do walki, wielbienia Boga i ojczyzny. Damian niewiadomo skąd znał jedną, bardzo chwytliwą, zawierającą wszystkie te cechy. Pokonaliśmy wszystkie drużyny, każdy musiał nam ustąpić. Dopiero w trakcie wręczenia nagrody nas zdyskwalifikowano. Okazało się, że śpiewaliśmy utwór konkwisty 88.

    Minął już trzeci rok edukacji w szkole paladynów. Dojebali nam filozofii, pedagogiki i socjologii, etyki. W sumie to dojebali mi, bo można było sobie jeszcze program politechniki, prawniczy lub medyczny. Paladyni wydziału politechniki w ciągu semestru skonstruowali pancerze wspomagane, jako symbol ich statusu. Kapłani bitewni oprócz bitewnej magii ulicy poznali arkana czarów uzdrawiajacych. Wydział prawniczy po ukończeniu przeszkolenia nabył władzę sądowniczą w sprawach osądu publicznego (to oni decydują czy ktoś jest frajer czy git). A mój wydział humanistyczny nabył czary władzy nad tłumem. Zapisanie się na przewodniczącego wydziału okazało się nieść dalsze korzyści - zostałem mianowany dowódcą oddziału.

    Pięć lat spędzonych poza światem zewnętrznym zmieniło nas. Nie byłem już Anon, tylko brat Anonidas. Zapomnieliśmy prawie wszystko - kim byliśmy wcześniej, rodziców, znajomych, stare życie. Dostaliśmy nową tożsamość, nowe super moce oraz ósmy nieoficjalny sakrament - paladyństwo.

    Pomimo zakończenia treningu dalej nie mogłem zapomnieć o mojej ex z licbazy. Kurwy zaliczane i nawracane na lewiźnie budziły tylko dawne wspomnienia.

    To miał być nas chrzest bojowy, protest koprofagów pod pałacem prezydenckim. Domagali się, aby jedzenie gówna było dozwolone w miejscach publicznych. Policja nie była gotowa na taki protest, kościół nie chciał ingerować. Dlatego wezwano nas, aby stawić czoła zagrożeniu.

    Stałem na przodzie kolumny, wszyscy byliśmy odziani w pancerze paladyńskie. Na przeciw nam ruszył tłum koprofagów, dumnie porzerający kawałki już uprzednio strawionego jedzenia. Podszedł do mnie zapewne przywódca zgromadzenia, skinhead-koprofag, bardzo groźny gatunek.
    - To co robicie krzywdzi ludzi do okoła, jeśli postronni ludzie są dla was obojętni, to pomyślcie o swoich rodzicach, dzieciach! Oni tego nie zrozumieją i dla nich to zawsze będzie złe!
    - Gadasz tak tylko, bo lepiej opanowałeś retorykę! Przypierdole ci raz i się skończy kozaczenie.
    - I tu się mylisz grzeszniku.
    Złożyłem ręce w znak luja ogłuszacza, uderzyłem raz w ucho, drugi raz w korpus z wyciągniętym środkowym palcem.
    - Kto jest gotowy podważyć słowa paladyna!?
    - Ja! Nie uderzysz kobiety, to wbrew waszym zasadom! - powiedziała koprofagistka odgryzając kawałek gównianej bułeczki.
    Miała rację, nie mogłem nic zrobić.
    - A ja Ci jebne! - usłyszałem ten głos, który śnił mi się po nocach, którego nigdy nie mogłem wymazać z pamięci. Cios stylu kumitsu momentalnie powalił protestującą entuzjastkę fekalii. Protestujący zaczęli rozchodzić się w kierunku ich domów.
    - Anon!?
    - Karyna?
    Zmieniła się - w trakcie kiedy ja szkoliłem się na paladyna ona została hierofantką, dowódcą żeńskiego oddziału na wypadek takich właśnie sytuacji. Wróżbita Maciej nie kłamał, zabrakło mi jedynie wiary. Rzuciliśmy się sobie w ramiona. W końcu razem, szczęśliwi,w otoczeniu gówien rozrzuconych uprzednio przez protestujących. W oddali Damian wpychał kawałki gówna do mordy protestującego, przez co prawie go udusił.

    #pasta #heheszki
    pokaż całość

  •  

    -Opowiadałem ci o romansie mojej żony?
    -Nie...
    -A, to było jakiś rok temu kręcił się przy niej taki przylizany frajerzyna. Literat czy coś. Gołodupiec w każdym razie.
    -To żadna konkurencja dla pana szefie.
    -No nie zupełnie moja żona zawsze miała skłonności romantyczne. Oszalała na punkcie tego człowieka. Zabrała go na wakacje do jakiegoś afrykańskiego kraju, nazwy nie pamiętam. Z resztą tam ciągle powstają jakieś nowe kraje.
    I wyobraź sobie, już pierwszego dnia pobytu, spotkała ich nie miła przygoda. W hotelu ktoś włamał się do ich pokoju i ukradł im wszystkie rzeczy, oprócz: szczoteczek do zębów i aparatu fotograficznego.
    -Aparatu nie zabrali?!
    -No nie zabrali... Ale zakochana para nie widziała w tym nic dziwnego. Moja żona miała karty kredytowe, więc kupili nowe ubrania. Miło spędzali czas, jeździli na safari, robili zdjęcia o zachodzie słońca, patrzyli na siebie zakochanym wzrokiem. Postanowili, że po powrocie do Polski zamieszkają razem. Moja żona wystąpi o rozwód i potem się pobiorą. Powrócili opaleni, szczęśliwi i jeszcze bardziej zakochani. Dopiero po jakimś czasie moja żona przypomniała sobie, że nie wywołała filmu z tej bajkowej wycieczki. Okazało się, że jest tam kilka zdjęć, które nie oni robili, tylko trzej miejscowi murzyni, którzy włamali się do nich pierwszego dnia, na tych zdjęciach, ci murzyni wsadzali sobie ich szczoteczki do zębów w dupę. A oni potem, przez cały miesiąc, tymi szczoteczkami myli zęby. Niestety ich miłość nie przetrwała tej próby. Moja żona nadal kochała tego człowieka, ale nie mogła się przemóc żeby go pocałować. Cały czas miała przed oczami tych trzech murzynów, z jego szczoteczką do zębów w dupie.
    -Co za przypadek
    -A kto powiedział, że to był przypadek?
    #pasta #poranekkojota #heheszki #takbylo
    pokaż całość

    źródło: Przypadek.png

  •  

    A wyobrażacie sobie wersje Magicala w innych krajach? np. w takim Meksyku:
    Carlos Mystico, potężny streamer postanawia pomóc swojemu młodszemu bratu - Lucio, aby ten miał godne życie i nie musiał pracować dla kartelu i szmuglować koksu do stanów.
    Razem z bratem streamują remont swojej meliny na obrzeżach Mexico City. Tequila leje się strumieniami, a widzowie zamawiają im quasedile i ostre papryczki do testów.
    Na melinie mieszka ich matka, Seniorita Margarita (pani z latynoskim temperamentem :) ) oraz jej konkubent - Juan. Widzowie mają podejrzenia ze Juan był kiedyś wielkim Luchadorem - ElJaco, ale nikt tego
    nie może potwierdzić, bo niepokonany Luchador nie zdejmuje maski na ringu.
    Meline często szturmuje policja, w poszukiwaniu kosku, lecz kumple Carlosa zawsze są w stanie wszystko szybko wciągnąć.

    Carlos oczywiście wtedy wychodzi załatwić sprawy prywatne - wpierdziela tortille razem ze swoja kobietą życia - Nosasitą
    No i piniata walona na łeb, a to wszystko za | 3 pesos
    #danielmagical #patostreamy #pasta
    pokaż całość

  •  

    #ocieplaniewizerunkuadolfahitlera #pasta #heheszki
    Mało znanym faktem dwudziestolecia międzywojennego są okoliczności powstania jednej z najpopularniejszych ksiażek tamtego okresu tj. "Mein Kraft" autorstwa pewnego mało znanego jeszcze wówczas austriackiego malarza. W czasie powstania dzieła ów malarz i wizjoner przebywał ubezwłasnowolniony razem ze swoim psem Blondi... Były to smutne dni dla nowo formującej się partii jak i dla całego Reichu. Jednak po wyjściu na wolke Adi wygłosił słowa, które wszystko odmieniły. Wyszedł wtedy razem ze swoim pięknym owczarkiem niemieckim i rzekł doniośle:
    -TYLKO JEDNA RASA!
    Niesamowite co się wtedy stało. Trwający niemal 10 lat konflikt między właścicielami Golden Retrieverów a Owczarkowcami zostal zakończony. Retrieverowcy musieli uznać wyższosc Owczarków Niemieckich. Na tym jednak nie koniec. W związku z zakończeniem konfliktu współczynnik przestępstw w Niemczech zmalał niemal trzykrotnie, zaś pkb wzrosło o 50%. Adi ocieplił tym gestem również stosunki ze Stolicą Apostolską, co ułatwiło mu pózniejsze sprawowanie władzy oraz dało Rzeszy silnego sojusznika z krwi, kremówek i kości.
    Oczywiście znaleźli się też tacy, którym zaistniały stan rzeczy nie odpowiadał i po jakimś czasie sytuacja znów staneła na ostrzu długich noży... Hilter rozprawił się jednak i z nimi pozostawiając ich kryształowe roszczenia w sferze nocnych marzeń.
    W uznaniu zasług nominowano go do pokojowej nagrody nobla.
    pokaż całość

  •  

    To jest Witek (ten po lewej). Witek to połączenie człowieka z cyborgiem-jest niesmiertelny. Historia miała miejce na jednym z wielu wesel gdzie mamy przyjemność poznać bardzo wielu ludzi-lecz Witek długo zostanie nam w pamieci. Więc moze przybliże jego postać w postaci harmonogramu:-)
    godz. 17.40 Witek zjawia sie na weselu niczym dźin z magicznej lampy
    17.45 Witek otwiera pierwsza butelke wódki
    18.00 ciepłe danie-Witek nakłada każdemu 18.20 Witek kończy rozlewac 3-cią butelke wódki
    18.30 Po co mi ta marynarka?
    19.00 Jego towarzysze kieliszka zaczynają odmawiać picia-on sie nie poddaje
    19.30 Pierwszy taniec-ale zaraz, gdzie sie podział Witek?!?
    19.35 Nasz cyborg wychodzi z kuchni- pił tam już ze wszystkimi
    20.00 Huczna zabawa-król parkietu obraca wszystkie ciocie
    21.00 A teraz idziemy na jednego- mocno widoczne znaki dzialania alkoholu, ale nie poddaje sie
    21.45 Witek wypił juz z kazdym gosciem obecnym na weselu
    22.30 Witek tanczy na krześle
    22.32 o przepraszam-zaczyna wchodzić na stół
    23.00 jego kompani sasiedzi przy stole mówią ze maja juz dość

    23.10 Witek zaczyna pić na drugą nogę z każdym gościem po kolei
    00.00 OCZEPINY!!! Witek gwiazdą wieczoru-zespół nie może wyjść z podziwu
    00.50 Witek pomaga roznosić tort---polejcie jak juz u Was jestem

    01.30 Witek przekroczył "DAWKĘ ŚMIERTELNĄ" trzykrotnie
    02.00 Nieśmiertelnego przyprowadzaja do naszego baru;-) Co Ci podac?- www.... wwyyy.... wóóód....-czystej mi polejcie! ale nie w kieliszek-w ta dużą szklanke. - nasz klient nasz Pan! Prosze bardzo Panie Witku, tu są jeszcze owoce na zakąske. (ilość wódki widoczna na zdjeciu-poszło wszystko)
    02.30 miło bylo z Wami ale musze iść jeszcze napić sie z zespołem-tak przynajmniej sobie to przetlumaczyłem z jezyka marsjańskiego
    03.00 wszyscy kompani Witka śpią juz od 2 godzin w samochodach
    03.20 Witek ponownie wkracza na parkiet-prawa fizyki zostały obalone
    04.30 zaczynamy sie powoli zbierać z barem- Witek osusza stół wiejski
    05.10 Koniec wesela-Witek pomaga obsłudze sprzątać... Na moje oko 13 promili... Nie wiem-nie umiem wytłumaczyć jak jest to możliwe, ale jednak- Witek przepił wódke;-)

    #heheszki #pasta #klasyk
    pokaż całość

    źródło: witek.jpg

  •  

    Polki to jedne z najgorszych kobiet na świecie. Gdy podrywam kobiety w Polsce często zdarza mi się coś takiego, że np. ja mówię 'Jesteś piękną kobietą', a kobieta na to 'Wiem.' Jak wiesz to spierdalaj. Nie po to męczę się, łamię barierę własnego strachu, nie po to buduję kobiecie swoisty ołtarzyk, który spajają gwoździe własnego strachu a który zrasza pot poświęcony na przełamanie się i otwarcie na drugiego człowieka, by usłyszeć 'Wiem, że jestem piękna'. Poza Polską nigdy nie zdarzyło mi się coś takiego. Owszem zdarzało się dostać w mordę, zdarzało się uciekać przed rodziną podrywanej kobiety, ale wszystko to wspominam raczej z uśmiechem i sentymentem. Najbardziej bolą mnie właśnie tego typu słowa. W Indiach czy Japonii kobieta po takim komplemencie cała zarumieniona jest zdolna zrobić z penisa prywatny smoczek. Polki są ładne, to prawda, ale też zadufane w sobie. Jeszcze jakby nadrabiały to w łóżku.. Niestety, większość Polek jest wychowana w rodzinach katolickich, gdzie nagość i seksualność jest tępiona od małego. Mało która Polka będzie paradować przed tobą nago, większość zawsze powie 'zgaś światło i załóż gumkę', tak jakby uprawianie seksu w blasku zachodzącego słońca było gorszym przestępstwem od gwałtu na 4-letnich siostrach syjamskich. W innych kulturach kobiety chodzą nago nawet na co dzień, a penetracja pochwy w biały dzień to dla nich chleb powszedni. Lubią być na górze, rozkoszować się nagością, uśmiechać się do ciebie i uprawiać seks tak jak zechcesz. Polka? Zacięta mina, na której widzisz mieszankę przyjemności wraz z poczuciem winy, że uprawia seks. I jeszcze zamiast krzyczeć będzie cicho jęczeć w obawie przed reakcją sąsiadów. Szkoda gadać.

    #przegryw #pasta #tfwnogf #stulejacontent #p0lka
    pokaż całość

  •  

    #gothic #pasta
    Jesteście jedynym klasztorem Innosa na wyspie.
    W sumie spoko hajs z błogosławieństw się zgadza bo hehe magowie wody udzielają ich za darmo. Dodatkowo jeszcze sprzedajecie wino do karczmy no skarbiec pęka w szwach. Powierzono wam w cholere waźny i k&&ewsko potężny młot innosa i równie hiperważne oko ognistego boga.
    ,,Spoko spoko wszystko dobrze zabezpieczymy". Organizujecie spotkanie rady. Rzucasz pomysł remontu. Głosowanie. Czy wzmocnić bramę. W sumie wasza brama to spruchniałe drzwi i pilnujący ich koleś w sukience z kijem od grabi w ręku. W sumie to przez poprzednie cięcia kosztów wszyscy nowicujsze dostają kije. Ale c&&j co kapliczek w krzakach nastawialiśmy to nasze. Głosowanie zakończone. Obrona jest git. Drzwi malujemy a za pozostałą kase jeb&nieny wielki pozłacany posąg w głownej sali. Hehe nie to co te biedaki od adanosa albo nekromanci robaki żyjący w jakichś norach XD W ogóle to na obronie to niezłe wały idą. Do komnaty z młotem to nawet drzwi nie wstawiacie tylko kolejnego łysego kolesia z kijem. Tylko temu dajecie worek koksu żeby nie zasypiał. A i jeszcze tarcza... w sumie to przybiliście ją do sciany co by nikt nie ukradł. Tylko oko innosa dobrze schowaliście.
    Zbliża się wojna. Jakiś bezdomny w poprutych gaciach domaga się oka innosa XD odgraźa się że wróci z upoważnieniem Hagena. Wasz strażnik każe mu wypiep&&ać. Spoko ten Pedro. Robi za darmo, je tylko jak o nim nie zapomnicie, stoi tam non stop. W klasztorze to już nawet mało kto pamięta jak on wygląda. Wrzucacie mu gadke że jest kandydatem na arcymaga XD co by się nie buntował. Po jakimś czasie w klasztorze wybucha panika. Pedro z kijem w rękach ukradł wam oko innosa. (Zdziwiony pikaczu jpg) Dociera do Ciebie co się właśnie od&ebało. Łysol w sukience i z kijem w ręku który nacodzień nie chodzi po terenie klasztoru nie wzbudzając podejrzeń podpieprza pod nosem najpotęźniejszych magów oko innosa i zwiewa. Nikt nie pilnował oka bo zamiast strażnika kupiliście zlote pucharki na ołtarz w głownej sali. Podejmujecie decyzje o pościgu. Ale w sumie jesteście starzy i leniwi. W sumie to po co wam to oko. Smoków już i tak nie ma. XD Więc wysyłacie w pościg...kilku nowocjuszy z kijami. Kurdebele takie olewactwo to chyba pod zdrade podchodzi...ale je&ać. Oko innosa zostaje zniszczone a nowicjusze giną. Eee dobra może nikt nie ogarnie przez tyle lat nikt tego rupiecia nie używał. Nagle wpada ten sam obdartus to wcześniej. Tylko z pismem od Hagena... kurde
    pokaż całość

  •  

    Pewnego razu przegapiłem jeden odcinek mojego ulubionego serialu "Świat według Kiepskich" , postanowiłem więc, że obejrzę go na Ipli. Po skończeniu zobaczyłem, że jest jeszcze jeden odcinek "Kiepskich" co mnie zdziwiło. Z ciekawości odpaliłem, poczekałem kilka minut i rozpoczął się odcinek.

    Intro serialu było niemal takie samo jak w starszych odcinkach, bez tego telewizorka na żółtym tle itp. Była tam nawet ś.p. "Babka" Kiepska. Jednak były rzeczy, które wzbudziły moje podejrzenia, że coś tu jest nie tak, a dokładnie to, że oczy "Babki" świeciły się czerwonym światłem. Kamera przybliżała się w jej twarz, wszystko poza światłem z oczu "Babki" zmieniało kolor. Walduś był w tym intrze jakiś smutny, nic innego podejrzanego w tym intrze nie zauważyłem.

    Po intrze pokazała się żółta plansza z zielonym tytułem odcinka "666" co mnie troszeczkę zaniepokoiło. Odcinek zaczął się jak zwykle, Ferdek siedzi przed telewizorem i pije "Mocnego Fulla". Po wyglądzie Ferdka stwierdziłem, że to jakiś nieemitowany wcześniej odcinek z około 2000 roku. W telewizorze leci jakiś mecz, Ferdek klnie na piłkarzy, jest nieźle wkurzony. Nagle do salonu Kiepskich wbiega Walduś, płacze i krzyczy do ojca "Tatu, cho no na dół, do piwnicy, szybko... Babka nie żyje!". Zbliżenie na twarz Ferdka, która zmienia wyraz twarzy co chwilę, raz uśmiechnięty, raz smutny i tak z cztery razy.

    Następuje przejście do następnej sceny, której akcja rozgrywa się w piwnicy. Waldek płacze, Ferdek z nim. Nagle ukazuje się widok zwłok babci w kałuży krwi, z poderżniętym gardłem. Taki widok ukazuje się przez około 2 minut. Obraz zmienia kolory, potem pokazuje się coś w stylu zakłóceń, towarzyszy temu jakiś niepokojący nieznany mi dźwięk. Obraz stopniowo zmienia się w typowy "śnieżek", po czym jakby z urwanej taśmy pokazuje się następna scena.

    Obraz jest czaro-biały. Ferdek, Walduś, Mariolka, Halinka, Paździochowie, Boczek, Listonosz i Borysek siedzą przy stole w kuchni i rozmawiają. Temat ich rozmowy nie jest znany każdy mówi o czym innym, nawet ich zdania nie mają sensu. Wszyscy mówią głosem obniżonym komputerowo. W końcu Ferdek wybucha płaczem i pada głową na stół, krzycząc "To ja zabiłem babkę! To ja ją zabiłem!". Po czym wyciąga z kuchennej szuflady nóż, wstaje mówi coś po łacinie przez około 3 minuty. Tło jest całe czerwone, tylko jego postać czarnobiała. Następnie wbija sobie nóż w klatkę piersiową i umiera. Następnie wszyscy dookoła płaczą, obraz zaczyna zmieniać kolor, a dźwięk znowu jakiś niepokojący, tyle że z zakłóceniami radiowymi. Wszyscy wariują, skaczą po domu, robią w nim demolkę. Paździoch wszedł na stół i zaczął strzelać z pistoletu w sufit, Boczek rozpędza się i uderza głową w ścianę i tak w kółko. Halinka bawi się zwłokami męża, Edzio zjada zawartość swojej torby. Mariolka goni Paździochową z nożem i widelcem, po całym mieszkaniu, Walduś tańczy walca z Boryskiem. Taki widok trwa około 5 minut. Nagle słychać tylko zakłócenia radiowe, które zaczynają brzmieć jakby ktoś ustawiał stację. W tle lekkich zakłóceń słychać spowolnione nagranie mówiącego prezentera jakiegoś niemieckiego radia. Wkrótce Boczek uderzający głową w ścianę dostaję wstrząsu mózgu i umiera, Marian Paździoch wkłada sobie lufę pistoletu do ust i strzela. Paździochowa uciekając przed Mariolką, potyka się i upada. Halinka wzięła nóż kuchenny, którym zabił się jej mąż i również popełniła nim samobójstwo. Waldek tańczący z Boryskiem, trzymają się za ręce, otwierają okno i skaczą. Listonosz dławi się listami. Następnie kamera wskazuje Mariolkę która wydłubuje oczy i narządy wewnętrzne Paździochowej, za pomocą sztućców. W końcu i Mariolka umiera z niewiadomego powodu. Później kamery ukazują zwłoki każdego z bohaterów serialu. Towarzyszy temu czarno-biały obraz, oraz smutna muzyka grana na skrzypcach. Bohaterowie są podpisani imieniem, nazwiskiem, datą urodzenia i śmierci.

    Następnie pokazują się napisy końcowe, nazwiska obsady i reżysera są pokazane normalnie. Jednak nazwiska montażystów, kamerzystów, scenarzystów itp. są zamazane i nie da się ich odczytać. Na zdjęciu rodzinnym Kiepskich podczas napisów końcowych wszyscy mają zamknięte oczy.

    Serial się skończył, po czym zniknął automatycznie z listy odcinków na Ipli. Nie mogłem przez ten odcinek spać i bałem się w nocy samemu iść do łazienki.

    Jakiś rok później spotkałem na żywo Andrzeja Grabowskiego - odtwórcę roli Ferdynanda Kiepskiego. Porozmawiałem z nim troszeczkę o serialu, w końcu zapytałem o odcinek pod tytułem "666". Andrzej popatrzył się w niebo, jego twarz zrobiła się smutna, wtedy poszedł sobie. Na następny dzień, po występie Grabowskiego, jego menedżer dał mi kartę. Andrzej przygotował ją bo wiedział, że będę na jego występie.

    Na kartce było napisane "Jesteś pierwszą osobą, która się o to mnie pyta, a za razem pierwszą i ostatnią której o tym mówię. Był to rok 1999. Kręciliśmy wtedy jeszcze odcinki w prawdziwej kamienicy. Pewnego razu gdy mieliśmy przerwę na lunch, weszło do nas kilku bandytów. Nie pamiętam dokładnie ilu ich było. Mieli kominiarki na sobie, a w rękach trzymali pistolety. Jeden z nich wyciągnął skrypt napisany przez siebie, dał nam termin do jakiego mamy się ich nauczyć. Wtedy zaczniemy to kręcić, jak nie to wszyscy zginą. Zabronili nam również mówić o tym policji. Zdjęcia do tego odcinka zaczęliśmy w 2000 roku. Kilku bandziorów stanęło za kamerami, Okił musiał to reżyserować. Jak ktoś źle coś zagrał przez pomyłkę, to jeden z nich podchodził do niego i groził z pistoletem w ręku. Bartek Żukowski, grający rolę Waldka o mało nie zginął z rąk tych zwyrodnialców. Pani Krystyna Feldman grająca rolę babci, została pobita przez dwóch z nich. Leżała pobita w momencie kręcenia sceny gdy leżała martwa w piwnicy. To nie do pomyślenia żeby dwóch mężczyzn rzuciło się z pięściami na bezbronną staruszkę. Te dni to był koszmar totalny. Po zakończeniu zdjęć jeden ze zwyrodnialców to zmontował. Taśma leżała przez lata w archiwach "Polsatu" i nigdy nie wyemitowano jej. Nie wiem jakim cudem się to znalazło na Ipli ale bardzo dobrze, że już tego tam nie ma. Bardzo bym Cię prosił żebyś o tym nie mówił nikomu, inni aktorzy o tym nikomu nie mówią, więc ja też nie mogę.

    Pozdrawiam

    Andrzej Grabowski".

    #swiatwedlugkiepskich #kiepscy #pasta #creepypasta
    pokaż całość

  •  

    Na tor wyścigowy w pobliżu mojej miejscowości chodzi Robert Kubica, znany krakowski kierowca rajdowy i wyścigowy. Pan Kubica zawsze przychodzi na tor w butach włoskiej marki Santoni (pan Robert jest znanym miłośnikiem przyjaźni polsko-włoskiej), spodniach jedwabnych w kolorze jasnym, białej koszuli oraz uszytej w Mediolanie na miarę marynarce koloru beż. Zakola jego błyszczą w południowym słońcu, fryzura jak boski Gigi L'Amoroso, a pan Robert - posiadający 184 cm wzrostu przechadzając się po padoku z wypiętą piersią i pozie włoskiego amanta sprawia wrażenie jakby przybył właśnie z Maranello ze spotkania z samym Sergio Marchionne.

    Pan Robert znany jest z tego, że dba o to, jak jeżdżą inni. Podgląda przejazdy częstych bywalców toru. Czasem pochwali, czasem zatroskany pokręci głową, czasem poradzi, gdy gość przyblokuje koło w swoim golfie trójce, zamiast porządnie dogrzać wcześniej hamulce, jak na kierowcę przystało.
    Gdy Pan Robert robi hot lapa, wielu kierowców obserwuje jego przejazd, aby zobaczyć, jak Pan Robert prowadzi. Pan Robert przemyka po torze z wielką pewnością, jakby znał tor od małego. Tłum milczy, aby po chwili szepnąć

    Niższy bieg, trzeba też redukować, skoro Pan Kubica redukuje

    Innym razem pan Robert przyjeżdża na tor z ramą gokarta i jakimś silnikiem na przyczepce. Tutaj sprawa jest prosta - pracuje nad konstrukcją nowych gokartów z limitowanej edycji, które firmuje swoim nazwiskiem.
    Bardziej odważni podchodzą do pana Roberta i pytają:

    Panie Robercie, jak ustawić prawidłowo bolid?
    Wtedy on odpowiada:

    Szanowny Panie, potrzebuje pan porządnej gumówki oraz ogarniętego mechanika. Mechanik ustawi balans hamulców, jeszcze coś przytniemy, no i pyk, jest 0,2 sekundy na okrążeniu.

    Powtarza też często pod nosem:

    Niezbytnym prawem mieszkańca Włoch jest jechać Ferrari na autostradzie ile tylko dusza zapragnie.

    Pan Robert zwalnia też często na przedostatnim zakręcie toru, gdzie cała reszta wciska gaz do oporu.
    Ludzie często pytają:

    Panie Robercie najdroższy! Dlaczego bez gazu?

    Państwo szanowni. Bez gazu, gdyż mamy wtedy lepsze wyjście na prostą startu-mety. Dbajcie Państwo o prawidłową linię wyścigową, bo to właśnie ona, a nie moc silnika pozwala na uzyskanie czystego przejazdu i dobrego czasu. Właśnie tak udało mi się wystartować z pierwszego rzędu w słynnym GP Monako w 2010 roku.
    Niestety napotkała mnie raz nieprzyjemna przygoda.
    Napotkałem raz pana Roberta przy stoisku serwisowym. Wziąłem z półki "boszkę", na co Pan Robert zapytał:

    Do tuningu?

    Ja zdziwony

    Panie Robercie, 'boszkę' do tuningu?

    Na to pan Robert zaczerwienił się, wrzasnął, chwycił za kark i pierdolną mną z całej siły o swoją rajdową fiestę, przy której jak zwykle grzebał. Uderzyłem o samochód tak mocno, że od drzwi samochodu odpadła klamka. Chciałem się podnieść, lecz przewróciłem się na jakimś smarze.
    Pan Robert krzyczał

    BOSZKĘ? BOSZKĘ? TY NIEUKU TY, JA CI POKAŻĘ BUCU TY PIEROŃSKI. ZAWSZE MÓWIŁO SIĘ GUMÓWKA A NIE BOSZKA. ZARAZ POKAŻĘ CI CO SIĘ ROBI Z GUMÓWKĄ.

    Po czym wziął gumówkę (od tej pory uważam już i tak mówię na szlifierkę kątową), zdjął obudowę silnika z gokarta i zaczął coś tam przycinać. Iskry leciały we wszystkie strony. Pan Robert nie przejmował się BHP, narzucił na siebie tylko kurtkę sportową dla ochrony.

    BOSZKĘ, BOSZKĘ. JA MU POKAŻĘ INŻYNIEROWI OD SIEDMIU BOLEŚCI.

    Patrzyłem czerwony ze wstydu, a pan Robert wściekle operował szlifierką.

    Następnie poskładał karta z powrotem w całość, przebrał się w kombinezon i wsiadł do niego.

    PATRZŻE TERAZ PATRZ

    Pan Robert odjechał z piskiem opon i strzelił rekord okrążenia (poprawił go o 0,2 sekundy, co było dużym wyczynem, ponieważ tor nie był nagumowany tak jak te, po których Nasz Rodak ściga się w rajdach Formuły Pierwszej.

    TAK SIĘ USTAWIA GOKARTA DO WYŚCIGU TAK. NAUCZŻE SIĘ I NIE POKAZUJŻE MI SIĘ NA OCZY DOPÓKI SIĘ NIE NAUCZYSZ

    Następnie odszedł.
    Ja leżałem z obolały obok rajdowej fiesty, która niejedno pobocze zwiedziła, gdy zauważyła mnie obsługa toru. Byli wyraźnie niezadowoleni z tego, jak wyglądał samochód Pana Roberta i przez cały dzień musiałem wyklepywać wgniecione drzwi.

    Od tej pory zamiast 'boszka' mówię gumówka, tak jak to mówi Pan Robert oraz przyswoiłem podstawowe tajniki wiedzy inżyniera wyścigowego.

    #kubica #pasta #byloaledobre #wruci
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Kiedyś ojciec dał mi hajs żebym opłacił rachunek za prąd, ale zamiast tego kupiłem bilet na loterii, w której główną wygraną był samochód. Ojciec spuścił mi za to wpierdol. Ale następnego dnia gdy się obudził przed drzwiami stal nowy samochód. Wszyscy płakali, zwłaszcza ja, bo to był samochód elektryków, którzy przyjechali odłączyć prąd. Ojciec spuścił mi wpierdol jeszcze raz.
    #pasta #byloaledobre #heheszki pokaż całość

  •  

    Miałem 16 lat, kiedy rozpocząłem naukę w szkole ponadgimbazjalnej i poszedłem do męskiego liceum katolickiego z internatem. Pomijając fakt, że pierwsza myśl adresatów stwierdzenia, że tam idziesz to zapytanie czy zostanę po tym księdzem. Kurwica mnie po tym chwytała ale nieważne.
    Po "rozmowie kwalifikacyjnej" która miała sprawić wrażenie że nie pierdolą się z kandydatami dostałem telefon że zostałem uczniem 1b w liceum katolickim blebleble.
    Nie uwzględniając obowiązku codziennego uczęszczania na mszę w tamtejszej kaplicy i obowiązku nauki w godzinach popołudniowych, w których nie można było robić totalnie nic poza nauką (niestety księża księciunie chodzili po pokojach i sprawdzali czy się uczymy) wszystko było ok. Do czasu.
    W moim słynnym liceum istniała "tradycja" w której pierwszoklasiści musieli przejść chrzest, to znaczy mieliśmy wybór, albo leżymy na podłodze i wskakuje na nas co najmniej 10 ludzi przygniatając nas swoim ciężarem (metoda zwana kanapką) , albo głowa płukana w kiblu. Wolałem metodę kanapki. Po wszystkim uznałem że mam święty spokój, mogę na spokojnie rozmawiać z większością mieszkańców internatu, uczęszczać na siłownię, oglądać mecze na sali telewizyjnej...
    Jednak po późniejszym czasie zaczął mnie wkurzać jeden typek o imieniu Albert (będę na niego mówił Czoło, bądź Glaca) co miał zdawać wtedy maturę. Zaczęło się od zastawiania drogi kiedy byłem spóźniony na zajęcia a skończyło na szantażu i rozkazach kupowania płynu do e-papierosów. Pierdolony vaper, kurwa.
    Pewnego dnia kutas przesadził.
    Nastał dzień w którym miał być mecz FC Barcelona - PSG. Zrobiłem wszystkie zadania domowe, msza odbyta, umyłem się i idę na salę telewizyjną oglądać ten emocjonujący mecz. Siedział tam ten cwel. Usiadłem sobie na spokojnie na drugim końcu sali żeby nie musieć oglądać jego mordy. Fenomen jego ryja polegał na tym że gdy ktoś krzyknął "pokaż czoło!" debil robił się czerwony jak burak, ponieważ miał półkilometrowe czoło i natychmiast zaczesywał sobie włosy aby nie było tego widać, ale i tak nie dawaliśmy mu spokoju. Nie zdążyłem usiedzieć 5 minut meczu a pan Czoło zaczyna mnie zaczepiać, usiadł obok mnie i rozpoczął:
    -Pierwszak, co ty tu robisz?
    -Mecz przyszedłem oglądać, nie widać?
    -No ta, ale ten mecz nie jest dla Ciebie, są tu sami fani Realu Madryt którzy chcą zobaczyć jak UEFAlona dostaje wpierdol.
    Fakt że byłem kibicem Barcy, a wtedy dałem się sprowokować. W zamian mu odpowiedziałem typowym sucharem że jego czoło jest tak duże że można na nim projektor odpalić. Cóż, zadziałało, typek się wkurwił, walnął kontrolnego liścia i zapytał czy chcę jeszcze, a ja na to, że niektórzy mylą jego oświetlone czoło ze wschodem słońca, taką glacę miał.
    Trzy liście i wypierdolił mnie z sali.
    Pomyślałem sobie wtedy: "ooo nie, nikt mnie nie będzie wypieprzał z meczu Barcelony, jeszcze za to zapłaci", zacząłem obmyślać plan udupienia Czoła.
    DZIEŃ PIERWSZY
    Zacząłem tworzyć siatkę kontaktów, aby dowiedzieć się kto gnoja nienawidził, a kto był jego przydupasem. Często mi pomagał pewien ziomek o pseudonimie "Prezes". Był z równoległej klasy co Czoło, dzięki temu bardzo mi się przydawał, szczególnie że jego pseudonim nie był dziełem przypadku - zarządzał całą swoją klasą i dogadywał się z równoległą w sprawie e-papierosów. Naprawdę, e-palenie to był tam chleb powszedni, jeżeli nie miałeś e-fajki przy sobie, już byłeś traktowany jak lamus i przegryw bez wiary w przyszłość. "Prezes" znał glacę i ogarniał mu olejki do palenia.
    Tutaj wkraczam ja.
    Jako że nie zaliczałem się do lamusów również sobie załatwiałem olejki, pewnego razu dostałem zlecenie od Czoła, żeby kupić olej o smaku anyżu i przynieść do Prezesa.
    Ja pierdolę, jak można palić oleje anyżowe?
    Oleje można było kupić w sklepie, albo zrobić własne i wlać je do specjalnej buteleczki.
    Posłusznie się zgodziłem z szerokim uśmiechem. Poszedłem do sklepu i kupiłem pustą butelkę.
    Hehe, kurwiu, chcesz anyż? Dostaniesz anyż.
    Wróciwszy do internatu, poszedłem do łazienki i zacząłem kręcić śmigłem. Trzymałem nabój przez tydzień, więc czułem że napełnię buteleczkę do pełna. Po robocie oddałem butelkę z napisem "ANYŻ" Prezesowi. Powiedziałem mu o moim planie i poprosiłem żeby przy większym dymie krył mi plecy, bo jeszcze nie skończyłem. Zgodził się, sam pan Czoło zaczął go już wnerwiać - pierwszak to, pierwszak tamto, pierwszak olej, pierwszak dej itp. .
    Podszedłem pod pokój Czoła i zacząłem słuchać o czym rozmawiał z Prezesem. Butelka przekazana, zaczyna zalewać efajeczkę. Po chwili słychać głośny ryk:
    "TEN JEBANY STULEJARZ SPUŚCIŁ MI SIĘ DO BUTLI A NIE NALAŁ OLEJU ZABIJĘ GNOJA, ZABIJĘ" po czym wybiegł z pokoju i biegł w stronę mojego pokoju. Poszedłem z Prezesem do jego pokoju i kisnęliśmy cały dzień z tego że moje plemniki tkwiły w jego układzie oddechowym dosłownie wszędzie. Dzień udany, ale jednak musiałem być już czujny na każdym kroku.
    DZIEŃ DRUGI
    Zyskałem aprobatę wielu uczniów, że postawiłem się maturzyście.
    Nawet ziomki z drugiej i trzeciej klasy zapraszali mnie do siebie na kawę i prosili abym opowiedział o swoim spermowym planie.
    Zyskałem ich uznanie, czułem się jakbym postawił się tyranowi i prowadził lud na barykady.
    Poprosiłem Prezesa aby wynajął kumpli żeby meldowali mi o lokalizacji Czoła, tak, aby jak najmniej mijać się z nim. Czasami miałem wręcz wrażenie że typek zniknął z tej uczelni, ale jednak nie.
    W przerwie między zajęciami mieliśmy obiad na stołówce. Ale to nie była zwykła stołówka. Schodziło się tam jak do piwnicy. Na końcu sali stał długi i szeroki stół, przy którym siedzieli i spożywali posiłek wszyscy nauczyciele uczelni,
    a na środku JEGO EKSCELENCJA, IMPERATOR KATOLICKI KSIĄDZ DYREKTOR.
    Prostopadle po jego lewicy biegł stół drugo i trzecio klasistów, natomiast po jego prawicy, stół pierwszaków. Szybkie pogaduchy z Prezesem i ziomkami z mojej klasy i zaczyna się obiad.
    Szybka modlitwa, ogłoszenia dyrektora i dyżurni stołówki zaczynają podawać do stołu.
    Los mi sprzyjał, albowiem dyżurnym był Czoło i jakiś jego przydupas.
    Panował na stołówce klimat typu "aaaa kurła ziemniaczki i miąsko takie dobre kuuur...", nadjeżdza do mnie Czoło, pluje do miski z ziemniakami i życzy mi smacznego śmiejąc się pod nosem.
    W tym samym momencie kiwnąłem głową do ziomka który siedział 7 miejsc ode mnie.
    Nadjeżdza Czoło, Dyrektor pokazuje na zegarek oznajmiając mu że się spieszy, Czoło przyspiesza
    i nagle mój ziomek wyciąga nogę i JEEEEBS
    Czoło wypierdala się na wózek i z ryjem w ziemniakach wpada na stół dyrektora. Pierwszaki się śmieją, drugoklasiści uprawiają podśmiechujki a maturzyści rozglądają się kto mógł podstawić mu haka.
    Dyrektor wstał ze stołu, odmówił modlitwę końcową i oświadczył że telewizja będzie niedostępna dopóki nie znajdzie się winien.
    Miałem to w dupie. I tak już się tam nie pojawiałem.
    DZIEŃ TRZECI
    Jak już wcześniej wspominałem, codziennie musieliśmy chodzić na mszę świętą do kaplicy. Dwóch pierwszaków zarządzało kalendarzem i informowało w którym dniu i kto pełni daną funkcję. Jeden był lektorem, jeden śpiewał, inny składał dary i tak dalej et cetera. Dzięki jednemu z największych wrogów Czoła, typkowi o pseudonimie "Dudek" dowiedziałem się że Czoło ma organizować u siebie w pokoju chlanie, ponieważ uznał że skoro nie ma służyć przy ołtarzu, to nie musi go tam być. Opinię z nim podzieliło kilku innych jego przydupasów.
    Czułem że tutaj jest moja szansa na to żeby wywalić gnojka na zbity pysk.
    Chcieliście wydymać Freda, to teraz Fred wydyma was...
    Skontaktowałem się z zarządcami kaplicy, aby specjalnie przestawili Czoło na stanowisku składania darów z przyszłego tygodnia na dzisiaj. Z racji tego że mieli gdzieś kto służy przy ołtarzu bo osoby wpisywali losowo, zgodzili się.
    Wszystko szło jak po maśle - msza ustawiona, pan Czoło totalnie najebany ma być nieświadomy tego że ma stać przy ołtarzu właśnie dzisiaj. Na mszy którą poprowadzi sam Imperator, ks. Dyrektor.

    Patrzę na zegarek.
    20:30, do mszy zostało 30 minut. Imperator jeszcze nie wszedł do zakrystii aby się przygotować do mszy i zobaczyć kto jaką pełni funkcję.
    Po 5 minutach wchodzi.
    Zaczyna czytać listę.
    "27 MARCA... Lektor - Andrzej jest, Kantor - Mareczek jeeeest, Dary - Albert je... gdzie jest gość od darów?"
    I tutaj zarządca kaplicy udaje zaskoczenie i mówi że nie wie, pójdzie do jego pokoju go zawołać.
    Po 5 minutach wparowuje do zakrystii Czoło, myślałem że pierdolnę ze śmiechu.
    Nos czerwony jak jasny chuj, Rudolf oddałby wszystko żeby zamienić się z nim nochalem. Ale czułem że nie jest zbytnio pijany, bałem się że mój plan jebnie i dalej będę dręczony przez tego gnoma.
    Nagle nadchodzą przydupasy Czoła, schowałem się za kolumną i słuchałem ich rozmowy:
    -Kurwa, za co my tam idziemy...
    -Bert spierdolił sprawę, a mówił że służy w przyszłym tygodniu.
    -Ja się raczej boję jak Berta jebnie, moja nalewka ma spóźniony zapłon.
    TAAAAK, UDA SIĘ, CZERWONY NOS CZOŁA TO DOPIERO PROLOG DO JEGO ZAGŁADY!
    Siadam na tylnych ławkach, rozpoczyna się msza. Przed ołtarzem zjawia się cała służba wraz z Imperatorem.
    Wszyscy klękają.
    Czoło ma już problem z klęknięciem, odpierdala jakiś telemark i idzie na swoje miejsce.
    Wiadomo jak trwa msza, rozpoczęcie, czytanie Słowa Bożego i nadeszła PORA NA SKŁADANIE DARÓW. Asystent Czoła zaczyna składanie darów, postawił kielich na ołtarzu i wrócił na swoje miejsce.
    Czoło stoi z zamkniętymi oczami. zaczyna śmiać się jak zarzynana świnia. Asystent szybko zaczepił Czoło i syczy "DEBILU, ZANIEŚ WODĘ I WINO". Nigdy nie myślałem że Czoło potrafi się tak śmiać, tym razem jego śmiech był głośniejszy niż melodia organów, która towarzyszyła składaniu darów. Złapał ampułki z wodą i winem, zaniósł na ołtarz i odwróciwszy się zrobił krok...
    dwa...
    i pierdolnął głową w marmurową posadzkę. Współlokator Czoła natychmiast podbiegł do niego i wyniósł go z kaplicy. Po mszy cała pierwsza klasa przyszła do mojego pokoju i składała mi gratulacje z okazji udupienia Czoła na dobre.
    Mój cudowny plan nareszcie się powiódł...
    DZIEŃ CZWARTY , I OSTATNI
    Imperator wezwał wszystkich uczniów na stołówkę. Nigdy nie widziałem Dyrektora tak wkurwionego. Powiedział nam że Albert wyleciał z Liceum Katolickiego ze względu na wielokrotne złamanie statutu Szkoły, choć przyznał się że zastanawiało go dlaczego Czoło darło na Dyrektora ryja o tym że pewien pierwszak (czytaj - ja) dręczył go i sabotował go każdego dnia, ale pod koniec uznał że nie ma co słuchać schlanego człowieka...
    Z racji tego, że Czoło wyleciało z liceum, Imperator zezwolił na wchodzenie do sali telewizyjnej.
    Od tego dnia codziennie przychodziłeś i oglądałeś Trudne Sprawy i Ukrytą Prawdę, a gdy wchodził Imperator pytając się co robię, odpalałem kanał PADRE PIO CHANNEL który znalazłem wpisując losowy numer kanału.
    Tak było naprawdę.
    Stałem się Eliminatorem, na stołówce każdy oddawał mi dodatkowy kawałek mięsa w zamian za moje znakomite wyczyny względem Czoła...
    Rok później zostałem przewodniczącym szkoły z 90procentowym poparciem.
    Czułem się jak Putin hehe.
    Dwa lata później opuszczałem liceum ze świadectwem dojrzałości w ręku.
    Odchodząc, patrzyłem na budynek szkoły ze łzami w oczach.
    Czułem dobrze, piękne uczucie kiedy każdy z chłopaków zaprasza Cię na piwerko...
    Teraz jestem na studiach, w tym momencie w akademiku, stojąc na balkonie i paląc szluga oglądam zachodzące słońce i myślę jak potoczy się moje dalsze życie...
    Zapytacie się co się stało z tym frajerem?
    Krążą słuchy że obecnie Czoło za najmniejszą krajową pracuje na lotnisku Chopina w Warszawie jako pas startowy dla jebanych boeingów bo trochę mu się przytyło w ciągu ostatnich 3 lat.

    #pasta
    pokaż całość

  •  

    Nie ma gorszego raka niż strony internetowe z przepisami.

    Wpisujesz w google "proste dania dla studentów". Oto pierwszy wynik:

    "Makaron z boczkiem i cebulą" - myślisz sobie, spoko, zrobię.

    Składniki:
    - makaron ze szwajcarskiej mąki mielonej sposobem tradycyjnym
    - boczek z dzikich świń z Afryki
    - łzy brazylijskiego noworodka
    - kryształ z serca góry uga buga
    - cebula rotszwalcka wyhodowana w ziemi torfowej
    - sól

    Sposób przygotowania: Cebulę posiekać dobrze naostrzonym mieczem samurajskim, dolać dokłądnie 3,79 kropli łzy noworodka,
    boczek podsmażyć smoczym oddechem a makaron gotować we wrzącej wodzie we własnych ustach. Na koniec wsypać sobie soli do dupy.

    #heheszki #takbylo #takaprawda #gotujzwykopem #studbaza #studia #pasta
    pokaż całość

  •  

    MAMA WYSŁAŁA HAZELA DO SKLEPU PO SER BIAŁY
    PRZYNIÓSŁ ŻÓŁTY
    MAMA SPYTAŁA HEJZELA DLACZEGOOOO
    DLACZEGOOOOOOOOOOO

    BO NIE MA BIAŁEGOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO

    #pasta #wixa #narkotykizawszespoko

  •  

    bądź mną
    lvl 70
    głowa kościoła katolickiego here
    codziennie robią ci obiady
    nie musisz gotować
    win.exe
    ostatnio zmieniła się siostra która gotuje
    "jakie jest ulubione danie ojca świętego"
    kobieto, kurwa, nie zawracaj mi dupy
    ratuje świat przet ateizmem
    "takie które jem" rzuć od niechcenia
    siostra podaje szpinak na obiad
    na początku ciesz się, bo lubisz szpinak
    cotokurwajest.avi
    dawno nie jadłeś tak niedoprawionego szpinaku
    co za gówno, mój Boże
    musisz zjeść, bo siostrze będzie przykro
    "smakuje ojcu?"
    "mmmm" wydaj z siebie udawany pomruk zadowolenia
    siostra poszła na chwilę
    wypierdol resztę za okno
    miej nadzieję, że już więcej tego gówna nie zrobi
    nadzieja matką głupich
    robi ten jebany szpinak codziennie
    za każdym razem mniej doprawiony
    numer z wypierdalaniem połowy za okno całkiem wychodzi
    zbliża się pielgrzymka do Polski
    znowu ta chujolandia
    nie po to wypierdoliłeś do Watykanu, żeby tam wracać
    trudno
    musisz
    jesteś papieżem
    przed wylotem siostra Mariola przygotowała znowu szpinak bo jakżeby kurwa inaczej
    tym razem musisz zjeść cały bo jesz z jakimiś kardynałami
    jeszcze gorszy
    tym razem chyba nawet nieświeży
    trudno
    zaciskasz zęby i zjadasz z uśmiechem
    lecisz do Polski
    czujesz przed lądowaniem że szpinak na pewno był nieświeży
    samolot ląduje
    prezydent Wałęsa czeka z rządem
    powitaj ich wiedząc, że w każdej chwili możesz umrzeć na eksplozję żołądka
    Dziwisz mówi, że do jakichś dzieci jedziesz
    japierdole.gif
    dojezdzasz na miejsce
    mowisz Dziwiszowi ze się musisz chwilę pomodlić za drzewem
    idziesz za drzewo
    rzygasz dalej niż widzisz
    wracasz jak gdyby nigdy nic
    idziesz do bachorów z gorączką i rozstrojem zoladkowym
    o kurwa tu są kamery
    "niech bedzie pochwalony Jezus Chrystus hehe"
    nie wiesz czemu sie zasmiales
    pewnie od tej gorączki
    coś mówią i pokazują ci owce
    ochujchodzi.png
    "po co mam wybierać? Najlepiej zabrać obie."
    wszyscy się śmieją
    dobra, łyknęli
    jakoś będzie
    odpowiadaj na jakieś chujowe pytania czując się jak gówno
    miej przeczucie że brzmisz jak pijany lub niespełna rozumu
    nagle jakiś jebany bachor mówi
    "a czy Papież lubi szpinak?
    "szpinak?"
    no chyba kurwa sobie jaja robisz
    "jak mi dadzą to jem"
    bo co masz robić
    jesteś papieżem


    #cenzopapa #pasta
    pokaż całość

  •  

    bądź moim kolegą
    Anon lvl 30
    IQ też 30
    studiujesz bezrobocie
    mówią na ciebie Janosik bo tak lubisz tatry
    przynajmniej czteropak dziennie
    po dzisiejszym wieczorze to raczej agent Bond, James Bond, he, he
    wracasz z dyskoteki w remizie
    bez loszki, więc jednak agent Gówno
    nagle podbiega do ciebie chochoł
    nigdy nie czytałeś Wyspiańskiego, więc nie wiesz ki chuj
    właściwie nigdy nie czytałeś nic, co nie zmieściłoby się na opakowaniu pasztetu drobiowego
    każesz chochołowi spierdalać
    chochoł rzuca na ciebie klątwę
    dajesz mu w ryj czy co tam ma zamiast ryja
    wracasz do tej kupy cegieł, którą nazywasz domem
    idziesz spać
    rano kac, jak zawsze po bimbrze szwagra
    jedziesz składakiem do Dino po tatry
    znowu podbiega do ciebie chochoł
    znowu każesz mu spierdalać
    znowu rzuca na ciebie klątwę
    znowu dajesz mu w ryj czy co tam ma
    w następnych latach dzieje się tak jeszcze tysiąc pięćset sto dziewięćset razy
    wciąż bądź moim kolegą
    Anon lvl 70
    emeryturka-kulturka
    idziesz po bułki i salceson
    podbiega do ciebie chochoł
    nie wytrzymujesz i pytasz go
    co
    chujów sto
    to najpotężniejsza dotychczasowa klątwa
    dostajesz zawału
    przed oczami przelatuje ci całe życie, czyli gówno, bo w dupie byłeś XD
    budzisz się w szpitalu
    przy twoim łóżku siedzi chochoł
    zaczynasz płakać
    pielęgniarka pyta czy czegoś ci potrzeba
    doktora
    przychodzi lekarz
    doktora nauk humanistycznych
    przychodzi doktor
    tłumaczysz mu, że prześladuje cię trochę słomy
    następnego dnia doktor przynosi ci stary egzemplarz „Wesela”
    heroicznym wysiłkiem czytasz
    chochoł trwa przy tobie
    jesteś u kresu sił, przed tobą ostatnia zdania i ostatnie tchnienia
    zamykasz książkę, patrzysz chochołowi głęboko w słomę
    na ostatnim wydechu mówisz
    no kurwa nie rozumiem


    #pasta
    pokaż całość

  •  

    #rolnikszukazony #pasta

    Hehe dziewczyna zaprosiła mnie dziś na rower. Zgodziłem się ochoczo, jako że jestem amatorskim kolarzem szosowym. Ustawka oczywiście o 6 rano pizgawica straszna, więc założyłem moje super oddychające rękawice na warunki wilgotne o wadze 0,1 grama. Kosztowały 800 złoty, ale w takich od razu jeździ się szybciej. Na grzbiet narzuciłem nieprzepuszczjącą wiatru, dopasowaną bluzę za 1 tys złoty. Na koszulce najebane tyle sponsorów, że prawie mnie zza nich nie widać, co tam, szkoda tylko, że mi nie płacą. No i wsiadam na moją karbonową szosę, której ceny nie podam, bo boję się, że walnę się w ilości zer. Zapinam moje karbonowe spd do karbonowych pedałów spd i jadę na spotkanie lekkim tempem 45km/h na godzinę, żeby się nie zapocić przed spotkaniem. No i stoi ona. Na góralu. W wełnianych rękawiczkach i puchowej kurtce, cała telepie się z zimna. Widać, że nie ma super lekkich neoprenowych rękawic za 800 złoty. Nogi od urodzodzenia pewnie też ma te same. No i zaczynamy przejażdżkę. Narzucam tempo 35 km/h na godzinę, bo w końcu dziewczyna. W pierwszych chwilach dawała radę, to dopierdoliłem 55 km/h niczym Armstrong pod Alpe d'Huez. Gdy dziewczyna zniknęła z tyłu za horyzontem, doceniłem kupno karbonowego super lekkiego trenażera za 10tys złoty, widać, laska opierdalała sie cała zimę. Trochę dla beki jeszcze pokręciłem kółka wokół niej, popchałem trochę za siodełko. Śmiesznie wtedy piszczała, że się boi. Doszedłem do wniosku, że nudy i olewam taki układ i już wypierdoliłem VMAX 65km/h i zniknąłem w oddali. Objechałem standardową rundę przez Wólkę Kosowką, aż po Łódź. Niestety musiałem już zawijać na chatę, po praca na 8. Polecam te neoprenowe rękawiczki. pokaż całość

  •  

    Mam psa labradora i właśnie kupowałem worek Pedigree Pal w supermarkecie czekając w kolejce do kasy. Kobieta za mną zapytała czy mam psa (!). Bez zastanowienia odpowiedziałem, że nie i właśnie ponownie rozpoczynam dietę Pedigree Pal. Chociaż nie powinienem, bo ostatnio wylądowałem w szpitalu. Ale zdołałem zgubić ponad 20 kg zanim obudziłem się na oddziale intensywnej terapii z rurami w większości moich otworów i z igłami w obydwu ramionach. Powiedziałem jej, że jest to w sumie idealna dieta i należy mieć zawsze wyładowane kieszenie bryłkami Pedigree Pal i zjadać jedna lub dwie gdy poczujesz głód. Jest to żywność zawierająca wszystkie składniki niezbędne do życia i mam zamiar znowu ja zastosować. Muszę zaznaczyć, że teraz wszyscy w kolejce byli oczarowani moją opowieścią, zwłaszcza wysoki facet za tą kobietą. Zszokowana, zapytała, czy dlatego wylądowałem na intensywnej terapii, bo zatrułem się pożywieniem dla psów. Powiedziałem jej, że nie. Po prostu usiadłem na ulicy, by wylizać sobie jajka i samochód mnie uderzył.

    pokaż spoiler #coolstory #pasta #takbylo #suchar
    pokaż całość

  •  

    Ku#wa mać, ale ze mnie #przegryw . Mam 24 lata, zarabiam 1,5 k netto miesięcznie i gówno mogę zrobić. Chciałbym sobie kupić wymarzony samochód, ch#ja tam kupię, 500 zł musiałbym zbierać na malucha około 30 lat XD przy oszczędzaniu 10 zł miesięcznie. Nie wspomnę o budowie dobrego domu. Za taki hajs to jedyne na co można sobie pozwolić to chatka z gówna i jedzenie z maka i to niekoniecznie. To nie jest żaden bait serio. 1,5 - 2 tys netto to dla mnie gówno nie pieniadze.
    #zalesie #oswiadczeniezdupy #gownowpis

    pokaż spoiler #pasta
    pokaż całość

  •  

    Ostatnio na mirko szalała #pasta o #dawidpodsiadlo , a nikt nie zauważył, że jego identyfikacja wizualna to stuprocentowa, bezczelna podpierdolka z australijskiego Flume. Dodatkowo, obaj są w bardzo podobnym wieku (Flume 1991, Podsiadło 1993) i nagrywają dla podobnego odbiorcy, choć różne gatunki. Przypadek? ( ͡º ͜ʖ͡º)
    #kradno #flume #marketing pokaż całość

    źródło: 18.11.jpg

  •  

    Trochę późno, ale postanowiłem się z wami tym podzielić, bo opowiadanie w sumie mi się spodobało :P enjoy!

    Przyszedł 1 listopada i poszedłem odwiedzić grób dziadka.

    - Czego chcesz? - powiedział grób.

    - Przyszedłem w odwiedziny - bąknąłem. Spodziewałem się, że grób będzie milszy.

    - Przyniosłeś herbatę?

    Akurat byłem wcześniej w sklepie.

    - Mam.

    - To zaparz, bo ja nie mam rąk.

    I tak piliśmy z grobem herbatę i próbowałem zebrać myśli.

    - Dobra, popiliśmy, a teraz mów: po coś tu przyszedł?

    - Chciałem odwiedzić rodzinę.

    - A gdzie mieszka rodzina?

    - Tutaj, w Krakowie, na Krowodrzy.

    - To co robisz na Rakowicach?

    - Odwiedzam dziadka. Tu leży.

    - Aha, dziadka. To co, obudzić go?

    Wytrzeszczyłem oczy.

    - Co?

    - No bo pewnie chcesz z nim pogadać, skoro go odwiedzasz. Mam go obudzić? Mogę to zrobić.

    - Eee...

    - Rozumiem, rozumiem. Dziadek trochę w kiepskim stanie jest. I też nie pachnie zbyt ładnie. Ale jak wpadniesz w odwiedziny za pięć, dziesięć lat, to kości będą już suchutkie i bielutkie. Będziesz mógł go odwiedzić, ale nie wiem czy coś powie. Ostatecznie języka już nie ma.

    - Ale ja przyszedłem tylko zapalić dziadkowi świeczkę.

    - Po co mu świeczka?

    - No, że pamiętam.

    - A tak, parafina to dobry środek na sklerozę. Tak gdzieś słyszałem. Ale to chyba się pije a nie pali.

    - Ale o dla dziadka, nie dla mnie...

    - Słuchaj no, o co ci w ogóle chodzi? Przecież wiesz, że dziadek nie żyje. Kogo ty przyszedłeś odwiedzić?

    - Mówiłem już: grób dziadka.

    - To ja jestem grób dziadka.

    Milczeliśmy chwilę, ja i grób. Ja mu nie umiałem wytłumaczyć, a on nie potrafił zrozumieć. Albo odwrotnie.

    - To może już idź. Bo zimno.

    - Ale nie zapaliłem jeszcze świeczki.

    - Zapalisz se w domu.

    - Jak to w domu? To na grobie się pali świeczki.

    - O nie, stary, nie będziesz na mnie nic palić.

    - Ale od tego tu jesteś!

    - Nie, kochany. Ja tu jestem całkiem od czego innego.

    - Od czego?

    - Od tego, żeby zwłoki dziadka nie przeszkadzały żywym żyć.

    - No chyba nie tylko po to.

    - Oczywiście, że nie. Po to też, żeby żywi nie musieli patrzeć na to, co się stanie z ich ciałem po śmierci. To raczej nieprzyjemne.

    - Wszystko spłycasz.

    - Trochę tak. Jestem raczej płytkim grobem.

    - A co z wymiarem duchowym?

    - O nie, mój drogi. Jeżeli o to ci chodzi, to kategorycznie odmawiam roli telefonu do kontaktów ze zmarłymi. Ja nie będę okultyzmu uprawiać.

    - Tu nie chodzi o żaden okultyzm. To po prostu tradycja. Pierwszego listopada tradycyjnie odwiedza się groby.

    - Głupia jakaś ta tradycja. No ale dobra, odwiedziłeś mnie, wypiliśmy herbatę, pogawędziliśmy. Dziękuję ci bardzo za towarzystwo, ale idź już sobie.

    - Ale dziadek...

    - Słuchaj no, chłopcze. Odpowiedz mi na jedno proste pytanie, a dam ci zapalić tyle świeczek ile tylko chcesz.

    - Jakie pytanie?

    - Gdzie według ciebie jest teraz twój dziadek?

    Zastanowiłem się.

    Jeżeli powiem, że tutaj, że leży w grobie, to mi go będzie chciał pokazać, a ja na kontakty z zombie nie mam ochoty. Jeżeli z kolei powiem, że go tu nie ma, to mnie zapyta co tu w takim razie robię, bo przecież nie można odwiedzić kogoś w miejscu, gdzie go nie ma.

    - Nie wiem.

    - To idź do domu i się zastanów.

    Poszedłem.

    Co miałem robić? Grób ewidentnie nie chciał moich odwiedzin.

    A na pytanie gdzie jest dziadek zastanawiam się do tej pory. I póki na nie sobie nie odpowiem, pierwszego listopada spędzę w domu.

    Martin Lechowicz

    #1listopada #wszystkichswietych #opowiadanie #byloaledobre #heheszki może nawet #pasta
    pokaż całość

  •  

    bądź mno
    nie miej nigdy kobiety
    żadna nawet nie lizała dla ciebie loda
    żyj śmiercią brata i urojeniami
    bądź fanatykiem religijnym ograniczonym swoimi poglądami
    twój przyjaciel to agresywny idiota udający szefa armii
    bądź niski i szkaradny
    twój ojciec jest podejrzany o współpracę z komunistami
    myśl, że jesteś guru politycznym Polaków
    chciej zawładzić ogółem
    uprzykrzaj życie rodakom
    nazywaj się Jarosław Kaczyński
    zdjęcie bez związku.

    #kononowicz #pasta #4konserwy #heheszki
    pokaż całość

  •  

    bądź mno lvl 35
    posiadaj farmę
    żona typowa kura domowa
    te Hilda co na obiad?
    rzepa
    kurwa znowu
    ej Lobart
    rzepa się skończyła
    weź skocz
    kurwa nie chce mi się
    JUŻ!!!!one!one
    dobra dobra już idę
    podbija typek lvl 1
    w samej piżamie
    w dodatku cały czas chodzi z kijem przy dupie
    CZEMU WKROCZYŁEŚ NA MÓJ TEREN?
    potrzebuję ubrania
    70 sztuk złota
    może się jakoś dogadamy?
    jeśli chcesz możesz dla mnie pracować
    trzeba zebrać rzepę z tego poletka przy stodole
    zrobił to w pół minuty
    chyba startował w jakichś zawodach w zbieraniu rzepy
    dobra sprzedam za 60
    to za dużo
    pracy na farmie jest sporo
    w 5 minut załatwił wino, zabił bandytów kradnących mi owce i kupił mi nową patelnię
    hehe no dobra 30 xd #januszebiznesu
    co za debil kupił to
    ja bym żądał zapłaty
    albo zajebał
    ale nieważne
    mija dzień
    budzę się
    chcę się przejść po polu
    a tu zonk
    zmutowane biedronki najechały moją farmę
    wtf
    ten sam typek co wczoraj podchodzi
    przypakowany, z mieczem w ręku
    w dodatku przyjęli go do milicji
    przyszedłem rozwiązać twój problem
    yyy
    NO RUSZ SIĘ, ILE JESZCZE MAM CZEKAĆ?
    mijają 2 minuty
    wraca
    po bestiach ani śladu
    on ani zadrapania
    no, wreszcie, zaczynałem się niecierpliwić
    mija tydzień
    budzę się
    chcę się przejść po polu
    nagle podbijają jacyś sataniści
    proszę opuścić mój dom
    a on wkurwiony
    POHUS KOPUS CZARY MARY TWOJA STARA TO TWÓJ STARY
    i wyszli
    jakaś jebana klątwa
    moja żona dostała gorączki
    nagle podbija znowu tamten dziwny typek
    kurwa został rycerzem
    yy dzień dobry
    co cię trapi Lobarcie
    żona jest opętana
    poczekaj pójdę po księdza
    mija 1,5 minuty
    wraca
    masz polej ją wodą święconą
    cokurwa
    jakimś cudem zadziałało
    mijają dwa tygodnie
    budzę się
    chcę się przejść po polu
    a tu nagle stado kiboli z klanu Orka Gdynia
    wpierdolili się na moje pole i zaczęli wpierdalać zboże
    pojebani jacyś
    ale ich nie przegonię
    nagle patrzę
    a tu znowu ten pojeb
    kurwa został palladynem
    wyjął swój miecz świetlny
    i im wpierdolił
    yy no dzięki masz tu 50 sztuk złota
    chyba jestem pierdolnięty i mam jakieś zwidy.

    #gothic #pasta #niemoje #zawszesmieszy
    pokaż całość

    źródło: lobart.jpg

  •  

    Piszę w emocjach, więc proszę wybaczyć ewentualne błędy.

    Oto moja dzisiejsza przygoda pt. Krzysiek VS Szpiegowska Musztardowa Babcia.

    Rzecz dzieje się w Galerii Kazimierz a dokładniej w Carrefourze. Prócz kilku typowych pierdół, które już mam w koszyku, poszukuję rzeczy niecodziennej (a co za tym idzie, o nieznanej mi lokalizacji pomimo znajomości topografii marketu). Octu balsamicznego potrzebuję. Tak więc szukam. Błądzę. Szukam i błądzę a moje poszukiwania zawiodły mnie w alejkę, gdzie okazale prezentują się rozmaite ketchupy, majonezy i musztardy. Te ostatnie okażą się kluczowe w tej opowieści.

    Rozglądam się dość długo, bo nawet nie wiem jak wygląda ocet balsamiczny, ani jak jest pakowany i wtedy słyszę JĄ, a właściwie jej skrzypiący wózek. Wózek był z tych dużych, które dawały się wypożyczyć po nakarmieniu monetą w nominale 1, 2 lub 5 PLN. Szczęśliwie dla mnie i dla finału tej historii, ów wózek należący do Szpiegowskiej Musztardowej Babci (dla uproszczenia SMB) posiadał jedno skrzypiące kółko. Co za tym idzie, Babcia nie mogła pozostać w trybie incognito, choć za chwilę zrozumiecie drodzy Państwo dlaczego by chciała.

    Stoję może nie zaraz obok Babci ale dość blisko. Mam na sobie zieloną kurtkę i ewidentnie zlewam się ze ścianą ogórków kiszonych vis-a-vis półki z musztardami bo Babcia mnie nie zauważyła. Najwidoczniej, pewna tego, że pozostaje niezauważona oraz, że trening w Shaolin na marne nie poszedł, przystępuje do degustacji.
    Oczom nie wierzę ale patrzę jak Babcia kolejno odkręca słoiki z musztardą, wkłada w nie paluch, paluch następnie wkłada do buzi, oblizuje, po czym wykształca na gębie grymas jakby chciała powiedzieć „to jednak nie ta”, zakręca wieczko, odstawia słoik na półkę i łapie następny.
    Robię krok do przodu akurat w momencie gdy SMB próbuje odłożyć trzeci słoik. Odgłos mojego kroku został zarejestrowany przez Babcię, która trzymając jeszcze rękę na odłożonym słoiku odwraca głowę i patrzy mi w oczy niczym jeleń, który dopiero w tej chwili dostrzegł światła nadciągającej ciężarówki.

    Nie mówię nic.

    Babcia też nic nie mówi. Nie mówi ale wie. Ona wie, że ja wiem. Wie, że widziałem. Ręka dalej jest na słoiku nr 3 (chyba sarepska).
    Czekam pierwszy na jej reakcję. Czekam cierpliwie. Nie chcę spłoszyć. National Geografic. Brakuje tylko narracji Krystyny Czubówny.
    W końcu następuje reakcja. Babcia bierze trzymany słoik z powrotem do wózka. Cały czas nasze spojrzenia pozostają nierozłączone jak w zabawie w „kto mrugnie pierwszy przegrywa”. Odkłada do wózka na resztę zakupów.
    Patrzę dalej. Babcia wraca ręką do przetestowanego słoika musztardy nr 2 i też wsadza go do koszyka. Czując, że nie ma już wyjścia od razu po tym sięga po pierwszy słoik, którego zawartość zaledwie chwilę wcześniej rozdziewiczyła paluchem.

    Wózek zaczyna się poruszać. Kółeczko skrzypi. Nie skrzypiało bez przerwy ale interwałami tak, jakby tylko połowa łożyska była zardzewiała wydając z siebie dźwięk „kwi kwi kwi...”.
    Wyłączam tryb hipnozy, odwracam wzrok z powrotem w stronę półek sklepowych kontynuując poszukiwania octu balsamicznego, będąc jednocześnie zadowolonym z faktu, że moja obecność na miejscu zdarzenia uczyniła świat lepszym.
    Babcia odjeżdża „kwi kwi kwi...”. Im szybciej jedzie wózkiem tym pisko-kwiki kółeczka są częstsze i szybsze „KwiKwiKwiKwiKwi...”. Jedzie wzdłuż alejki w której oboje staliśmy „kwi kwi...” i skręca w prawo, po czym od razu znów w prawo, aby znaleźć się po drugiej stronie półki z musztardami. Kwiczenie kółka ustało.
    Jest po drugiej stronie.
    Mam wrażenie, że jeśli znajdowalibyśmy się w bibliotece to wyciągnięcie książek z regału na wprost mojej twarzy spowodowałoby, że nasz wzrok znów by się spotkał (ewentualnie proszę wyobrazić sobie scenę „Here’s Johnny” z Lśnienia).
    Przeanalizowawszy wszystkie półki stwierdzam, że octu balsamicznego tutaj nie ma i robię trzy kroki w lewo chcąc kontynuować poszukiwania w innym miejscu.

    „Kwi...”

    Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok.

    Robię jeszcze dwa kroki.

    Jest odpowiedź

    „kwi kwi...”

    I już wiem. Wiem, że ona chce tu wrócić. Chce tu wrócić i odłożyć te musztardy. Nie potrzebuje trzech słoików. Nikt nie potrzebuje. Ona chce tej jedynej właściwej musztardy ale przecież jej nawet jeszcze nie znalazła. Ona chce kontynuować testy paluchem. Nie spocznie, aż nie odnajdzie tej upragnionej.

    Wiem, że czeka aż sobie pójdę ale myślę sobie ni chuja Babciu. Czekam. To walka cierpliwych. „KwiKwiKwiKwi...” poirytowana brakiem rozwoju sytuacji Babcia objeżdża regał dookoła i wystawia dziób wózka zza brzegu regału niczym lwica głowę z trawy na sawannie. Stoję dziarsko. Nie ruszam się. Trwa to dłuższą chwilę i czuję już smak nadciągającego zwycięstwa. Babcia odjeżdża „kwi… kwi… kwi...”

    Coś tu nie gra. Jest spokojnie. Zbyt spokojnie. I wtedy zrozumiałem…
    Ona odłoży te musztardy w innym miejscu! Potem przyjdzie nieświadomy pracownik Carrefoura, zobaczy że musztardy leżą w złym miejscu i odniesie je tutaj.

    Nie mogę do tego dopuścić. Idę za babcią. Nie pomyliłem się. Babcia jedzie „kwi… kwi… kwi...”. Jedzie i się rozgląda. Szuka miejsca. Szuka wolnej półki.
    Rozgląda się i znów widzi mnie. Znów nasze spojrzenia na siebie natrafiły.
    W Carrefourze jest prócz nas jakaś setka ludzi. Robię to dla was myślę. Dla Ciebie wysoki gościu przy mydłach i dla Ciebie matko z dzieckiem z kolejki po szynkę. Wy nie wiecie. Tylu ludzi dookoła i nikt prócz mnie i Babci nie wie jaka właśnie toczy się tu walka (proszę sobie przypomnieć scenę z pierwszego Terminatora kiedy Arnold szuka Sary w barze Tech Noir). Patrzę i stawiam kroki w jej kierunku.

    Babcia ucieka… KwiKwiKwiKwi!!! Ucieka, ale uciec nie może, bo ma kwiczący koszyk pełen zakupów. Ucieka więc do kasy.

    Skoro powiedziałem A powiem i B. Idę za nią. Babcia wjeżdża do kasy i patrzy za siebie. Jestem tam, nie odpuszczam na krok. Babcia zaczyna wypakowywać zakupy na taśmę. Poszedł chleb, ser, soki, mięso...

    ...Czekam...

    Jogurt, rzecz, batonik, rzecz.

    ...Czekam...

    Rzecz, coś tam, pomidory, rzecz.

    Czekam i doczekałem się. Na taśmie stają w końcu trzy słoiki musztardy, których wieczka już nigdy nie będą nieklikające. Z dumą sięgam po plastikową przedziałkę z napisem „następny klient” i wypakowuję swoje typowe pierdoły.

    Octu balsamicznego nie kupiłem, ale zdobyłem coś o wiele bardziej wartościowego co mogę wyrazić tylko słowami James’a Gordona z filmu Batman The Dark Knight:
    "Because he's the hero Gotham deserves, but not the one it needs right now. So we'll hunt him. Because he can take it. Because he's not our hero. He's a silent guardian. A watchful protector. A Dark Knight."

    #pasta #zajebanezfacebooka #musztarda #coolstory #truestory
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    Trochę się pokłóciłam z moim chłopakiem. No właśnie, chłopakiem czy już narzeczonym? O to cały spór.
    Wczoraj baraszkowaliśmy sobie w domciu, bo moi rodzice pojechali na wakacje do Rucianego-Nidy. Uwielbiamy zabawy analne, więc było trochę lizanka pupy i tak dalej... Nagle on mówi "kochanie, a teraz pogmeraj mi ręką w Grocie Nestle" - tak żartem mówimy na odbyt. Robiliśmy tak juz nieraz (tylko nie mówicie że on jest jakimś kryptopedałem, bo wcale tak nie jest!), więc nasmarowałam dłoń i włożyłam i nagle czuję że on w środku coś ma! Chwyciłam to w palce i wyjęłam, a to złoty pierścionek! On wtedy mnie pocałował i powiedział, trochę speszony z wrażenia "to zaręczynowy". I spytał czy oryginalnie to wymyślił. No muszę powiedzieć, że byłam zaskoczona i to niemile... uważam że już przesadził Co innego zabawy w łóżku a co innego zaręczyny...wolałabym tak tradycyjnie z kwiatkami i pierścionek w pudełeczku...a nie tak z tyłka
    Obraziłam się trochę, on przeprasza i juz w sumie nie wiem... może potraktowac to bardziej na luzie? Macie podobne doświadczenia?
    Pozdrawiam, Kaśka

    #byloaledobre
    #pasta a moze i nie
    pokaż całość

  •  

    Kolejny raz pokażcie siłę wykopu! Mam za zadanie dokończyć tą oto opowieść na zajęcia z twórczości, niestety cierpię na permanentny brak czasu. Niech każdy z was dopisze w komentarzu po jednym zdaniu tak aby całość była spójną kontynuacją poprzedniego zdania! Wyjdzie coś oryginalnego :D pamiętajcie o tym, że to jest na ocenę więc są granice moralności XD #januszpomusz #wykop #pasta #pomocy pokaż całość

    •  

      @KurwoOdporny dobra weź. ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    •  

      @igzen: Chociaż z drugiej strony, warto by było jeszcze raz przemyśleć tę sprawę.

      Być może starcie z wkurwionym szatanem okaże się łaskawszym losem niż próba schwytania Belfegora. Podobno listonosz kiedyś przydepnął mu ogon. Niechcący - w końcu to Belfegor przebiegał mu drogę tuż przed nogami.

      Czy to prawda? Tego już się nie dowiemy. Listonosza nikt już od tamtego czasu nie widział. Tak samo jak zaginionej emerytury dla babci
      Na poczcie milczo.

      -Trzeba się będzie przespać z tą myślą.
      Ale dopóki blask monitorów bije mi po gałach, to się raczej nie wyśpię. Kto wie? Może to za tymi wrotami czeka na mnie jakaś podpowiedź.

      Rozważania Alojzego przerwał krzyk. Niczym potępionej duszy. Zniekształcony brzękiem serwerów. Głos zdawał się mówić:

      -Super oferta Mireczku. Wezmę 7.

      Po chwili zagłuszył go wrzask:
      -Naprawcie tagi!

      ----------------

      Co zrobił Alojzy w tym momencie?
      a) kupę w gacie
      b) obudził się we własnym łóżku
      c) wyszedł z transu, a przed sobą miał oczy Belfegora
      d) uświadomił sobie że nic gorszego niż życie jako wiejski nauczyciel go i tak nie spotka. YOLO!

      e) Inne - w końcu nikt nie musi się sugerować powyższym. To tylko ułatwienie na wypadek braku weny.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (13)

  •  

    Ciekawa historia wiąże się z tym obrazkiem, bo jak widać ludzie z Australijskiego Parku Narodowego zauważyli kangura olbrzymiego (Macropus giganteus) któremu młode kangurzątko odgryzło penisa, bo młode kangury są na tyle głupie, że po wyjściu z torby nie odróżniają samców od samic i gdy chcą się napić mleka to szukają czegoś co przypomina sutka, a sutki kangurzyc są jedne z najsilniejszych na świecie tzn. można podobno przyczepić do nich jeepa i go przeciągnąć, dlatego młode kangury mogą tak mocno ssać (ewolucja!), a przy okazji zaciskają szczęki, więc odgryzanie penisów kangurów jest całkowicie normalne w naturze, a kangury w naturalnym środowisku 'leczą' to moczem, który ma skład podobny do lekkiego alkoholu (podobno aborygeni pili właśnie mocz kangurów, żeby ten dodawał im sił i zdrowia), dlatego pracownicy parku narodowego starają się zakleić taką ranę substancją najbardziej zbliżoną do moczu kangura, czyli właśnie piwem, a tak naprawdę zmyśliłem to wszystko i nie wiem co teraz piszę
    #pdk #heheszki #pasta
    pokaż całość

  •  

    Jest mi ktoś w stanie wytłumaczyć po co w tym kraju banknot o nominale 500 zł?
    Jest w Polsce ktoś tak odważny, ktoś z tak lekceważącym podejściem do życia, ktoś tak mocno zakochany w sportach ekstremalnych, żeby pójść z takim banknotem rano do sklepu i zrobić drobne zakupy?

    Koszmar sobotniego poranka, to moment kiedy zaglądam do portfela i okazuje się, że w portfelu mam tylko banknot 50 zł.
    W tej sytuacji, przed wyjściem po bułki, żegnam się ze wszystkimi w domu, patrząc w lustro widzę na sobie mundur wojskowy,w głowie gra mi 'my pierwsza brygada', a to wszystko dlatego, że nie wiem kiedy wrócę, czy się uda, czy wydadzą mi resztę, kiedy mi ktoś rozmieni i kiedy znów ich zobaczę.
    Jako głowa rodziny staję ponad tym, odwracam spojrzenie od par oczu mówiących 'nie idź, zostań, nikt na pewno nie wyda z pięćdziesięciu' .
    Nie ma odwrotu, mam 50 zł, zbliżeniowo pozwalają płacić powyżej 10 zł, a bułki kosztują max 5,6 zł. A więc wojna.

    Zdarzyło Wam się poinformować kogoś o śmierci bliskiej osoby? Mi też nie, ale podejrzewam, że to to samo uczucie, co dać ekspedientce 50 zł o 8:30.
    500 zł to już bym przyrównał do wyrzucenia psa w lesie, albo nie wiem, stawiania przed niewidomym ścianki z dykty, żeby pukał w nią kijem i skręcał w bok i wrócił do domu po kilkugodzinnej tułaczce po mieście. Zimą.
    Podajesz 8 bułek, 0,8 zł każda:
    -6,40 poproszę..
    -Bardzo, kurwa, proszę - myślę sobie i podaję 50 zł, wiedząc co będzie dalej.
    -Nie ma pan drobnych?
    -Mam równe 6,40, ale jestem sadystą z zamiłowania - znów sobie myślę, ale odpowiadam, że nie.
    Zaczyna się. Pojedynek spojrzeń, ja trzymając papierową torbę z bułkami, pani trzymając 50 zł w ręku z otwartą kasą przed sobą. Jej spojrzenie mówi idź to rozmień, moje sama se idź. Napięcie rośnie, pojawiają się kolejni ludzie w kolejce.
    -Nie wydam.
    -Nie kupię.
    -Już nabiłam.
    Szach mat. Nie mam serca dłużej walczyć, przegrałem.
    I tak raz na jakiś czas ruszam w podróż po zakupy niepotrzebne w danej chwili, kulki tłuszczu i ziaren dla sikorek, wędliny, świeczki zapachowe, cokolwiek co pozwoli rozmienić mi banknot 50 zł i kupić sobie bułki na śniadanie.
    Nosić 500 zł zabrakłoby mi odwagi. Mógłbym zginąć próbując zapłacić za bułki, a jeśli poszedłbym kupić tyle kulek dla sikorek, żeby rozmienić pięćsetkę w zoologicznym, to zanim zaniósłbym bułki do domu, musiałbym nawigować wózek widłowy, żeby nakierować tych z zoologicznego gdzie zrzucić paletę kulek.

    Ktoś kto wymyślił taki banknot musi nienawidzić ludzi.

    #heheszki #pasta
    pokaż całość

  •  

    Ja lvl 17, dawne czasy, będąc u swojej loszki dostaje telefon od obcego numeru. Odbieram i słyszę kartoflany głos: "kierowniku my już gotowi, kac ten beton czy czekać na kierownika?". Bez namysłu rzuciłem "lać, panie".

    Po godzinę ten sam numer, odbieram:

    pokaż spoiler "to przez takich ludzi jak ty ten świat schodzi na psy, chuju"


    #wspomnienia #pasta ale #prawda
    pokaż całość

  •  

    Niezwykłą anegdotę opisał w wywiadzie dla Bilda Robert Lewandowski. Chociaż ów wywiad przeprowadzony został po meczu kadry z Czechami, to nie został on przetłumaczony na język polski, co spowodowało, że niewielu Polaków choćby wie o jego istnieniu. A szkoda! Bowiem napastnik zawarł w nim takie smaczki, że ho ho. Dziś przedstawię Wam chyba najlepszy z nich…

    Kiedy zostałem kapitanem reprezentacji Polski wszystko było idealnie, czułem się jak w piłkarskim raju. Do momentu, kiedy starłem się z Grzrgorzem Krychowiakiem, który w szatni miał ksywę „długi”…

    Było to po meczu z Czechami na stadionie w Gdańsku, wtedy, w 55 minucie po podaniu od Frankowskiego miałem przed sobą pustą bramkę, ale spieprzyłem uderzenie i nie trafiłem. Zmyliła mnie kępka trawy. Naprawdę! To nie była moja wina! Jednak kiedy się odwróciłem zobaczyłem twarz Krychowiaka: wiedziałem, że mam przerąbane…

    Po zejściu da szatni Grzegorz zaczął się na mnie wydzierać, a ja – znacie mnie – nie jestem z tych, którzy godzą się z krytyką. Odwarknąłem mu wtedy coś w stylu: „Weź kuwa zamknij mordę, chudonoga cpo”. Krychowiak oniemiał, stanął jak wryty odwrócił się i… BAM! Uderzył mnie prosto w twarz swoim fiuem! Aż mnie odrzuciło, coś jakby ktoś uderzył mnie w pysk mokrym węgorzem. Wszyscy w szatni byli w szoku po tym co zobaczyli… Nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo poniżające to było: dostać w twarz 35,56 centymetrowym fiuem przy całej drużynie. To było najgorsze co spotkało mnie w całym życiu. Przez dosłownie kilka minut w szatni była cisza. Przerwał ją dopiero Piotrek Zieliński, który zapytał: „Teraz moja kolej?”.

    Stało się wtedy jasne: muszę odejść z reprezentacji. Kiedy Brzęczek usłyszał o tym co zrobił Krychowiak… przybił z nim piątkę i powiedział: „Właśnie dlatego to Błaszczykowski będzie kapitanem”…

    #mecz #reprezentacja #pasta
    pokaż całość

  •  

    Pierwszą postacią jaką robię w Simsach jest zawsze Goblin Malarz - zielonoskóry, obleśnie tłusty artysta-samotnik z fobią społeczną.

    Urządzam mu w piwnicy mały przytulny kącik ze sztalugą, kibelkiem, lodówką, łóżkiem, prysznicem i koszem na śmieci, po czym zamykam go tam i usuwam jedyne schody na górę. Jego jedynym zajęciem jest malowanie obrazów. Całymi dniami tylko maluje i maluje i staje się w tym coraz lepszy, aż w końcu jego obrazy są warte kupę kasy. Zaglądam do niego co kilka minut żeby sprzedać to co zdążył namalować, po czym wracam do normalnej gry.

    Pozostałe simsy cieszą się bogactwem niewiadomego pochodzenia i nigdy nie dowiedzą się prawdy o plugawej istocie żyjącej tuż pod ich stopami...

    #pasta #4chan #gry #simsy #heheszki #coolstory #goblinmalarz #byloaledobre
    pokaż całość

  •  

    Pewnego dnia, jak miałem w zwyczaju, szedłem do antykwariatu przy skrzyżowaniu Rakowieckiej z Sandomierską. Każda taka wyprawa dostarczała mi sporo emocji - wiadomo, że uważny czytelnik może w takim miejscu trafić na prawdziwe skarby literatury, i to za śmiesznie niską cenę. Już miałem przekroczyć próg przybytku gdy drogę zagrodził mi nie kto inny jak Wilku WDZ we własnej osobie. Próbowałem go obejść ale on celowo przesuwał się na boki tak aby mi to uniemożliwić. Powiedziałem "przepraszam" ale Wilku nadal nie ustąpił a nawet gniewnym głosem zapytał co ja odpierdalam. Zacząłem tłumaczyć, że pragnę jedynie dostać się do antykwariatu w celu fizycznej realizacji mojej miłości do literatury. Wilku bez słowa wskazał na szyld nad drzwiami. Nigdy wcześniej nie zwracałem na niego uwagi ale gdy go zobaczyłem w mig zrozumiałem, dlaczego nie chciał wpuścić mnie do antykwariatu - nosił on hańbiącą nazwę LAMUS.

    Od razu rozpocząłem wyjaśnienia, że nigdy nie rozjebałem się na psach ani w żaden inny sposób nie współpracowałem z jakimikolwiek służbami mundurowymi. Ba, sam mam obecnie wyrok 3 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Wilku dla pewności zapytał kogo znam. Siwy, Wariat, Cygan, Bobek, Głowa - wymieniłem całą elitę mokotowskiego marginesu społecznego.
    Wilku powiedział, że w takim razie mi wierzy ale żebym więcej nie przychodził do tego antykwariatu bo chłopaki mnie dojadą. Powiedził również, że oferta LAMUSA pozostawia wiele do życzenia a i obsługa nie jest wystarczająco kompetentna i handluje książkami jak cementem, bez jakiejkolwiek miłości do literatury. Zaproponował, że pokaże mi lepsze miejsce na co ja z chęcią przystałem.
    Ruszyliśmy Sandomierską, następnie Madalińskiego aż do Falęckiej, na której to weszliśmy w zdewastowane podwórko. W bramie drogę zagrodziło nam kilku mężczyzn, którzy zapytali Wilka kto ja jestem. Człowiek dobrej woli o to dbam - odparł, poświadczając tym samym o mojej prawilności.

    Z podwórka weszliśmy do klatki a z niej do piwnicy gdzie moim oczom ukazało się bibliofilskie Eldorado - "W poszukiwaniu straconego czasu" w wydaniu z 1978, "Ludzie na moście" z autografem noblistki, "Armia Konna" z 1935, prawdziwe białe kruki. W ekstazie skakałem od półki do półki, łapczywie kładąc dłonie na skarbach literatury tak jakby sam dotyk pozwalał mi wchłonąć ich piękno. Po godzinie przeglądania wybrałem 6 pozycji, za które będący właścicielem lokalu Żyła zażądał jedynie 35 złotych jednak pod warunkiem, że jakby był przypał z psami to się nie znamy.
    Gdy już miałem wychodzić do piwnicy weszło dwóch młodych chłopaków. Ich sportowa odzież była miejscami brudna od krwi co wskazywało, że przed chwilą stoczyli walkę. Jeden z nich wyciągną zza paska pierwsze, anglojęzyczne wydanie "Rzeźni numer pięć" i powiedział, że właśnie dojebali frajera przy Jordanku i ile Żyła może za dzieło Vonneguta zaoferować. Żyła odparł, że na chwilę obecną nie jest zainteresowany literaturą amerykańską ale może ja będę chciał to dzieło nabyć. Zgodziłem się od razu, jednak jako, że nie miałem już przy sobie gotówki oddałem za książkę gram fety i pół paczki szlugów, które akurat miałem przy sobie.
    Na pożegnanie Wilku i Żyła powiedzieli abym koniecznie przyszedł w przyszłym tygodniu bo w weekend będą robili włam do siedziby wydawnictwa ZNAK i na pewno przyniosą stamtąd niejeden interesujący egzemplarz.

    Do tej pory jestem wdzięczny Wilkowi za pokazanie mi tego miejsca.

    #warszawa #pasta
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    WITAM SPORTOWE ŚWIRY JEST 7 RANO JA WŁAŚNIE SZYKUJE SIĘ NA NASTĘPNY DZIEŃ SPORTOWYCH ZMAGAŃ ZA GODZINĘ ODWIOZĘ MOJĄ AMELKĘ DO SZKOŁY A POTEM WRÓCĘ ZROBIĆ POSIŁKI PODKREŚLAM POSIŁKI NA CAŁY DZIEŃ W POJEMNIKACH NA MROŻONKI NO WITAM ODWIOZŁEM JUŻ AMELKĘ ROBIĘ TERAZ MOJEGO OMLETA Z 600 GRAM BIAŁEK JAJ ORZECHÓW MIGDAŁÓW MASŁA ORZECHOWEGO CYNAMONU I PIEPRZU KAJEŃSKIEGO DLA ZŁAMANIA SMAKU NA NASTĘPNE POSIŁKI PODKREŚLAM POSIŁKI MAM INDYKA Z RYŻEM I WARZYWAMI ŁOSOSIA Z KASZĄ JAGLANĄ KTÓRA ROZGRZEWA ORGANIZM RÓWNIEŻ Z WARZYWAMI TERAZ LECĘ NA TRENING ALE WY PRZECIEŻ BĘDZIECIE ZE MNĄ WITAM WŁAŚNIE ROBIĘ TRENING Z PAPAJEM ZARAZ IDZIEMY NA WYKWINTNY OBIAD CZYLI NA STEKI Z ZIEMNIAKAMI WITAM WŁAŚNIE SKOŃCZYLIŚMY TRENING TERAZ ZESTAW NAPRAWCZY GLUTAMINA TURBO DŻETY IZOLAT BIORĘ PRYSZNIC I IDZIEMY NA STEKI WITAM JA WŁAŚNIE JUŻ WRÓCIŁEM DO DOMU Z CAŁĄ RODZINKĄ I ROBIĘ SWOJEGO OMLETA Z 600 GRAM BIAŁEK JAJ Z OWSIANKĄ I MIGDAŁAMI LUDZIE PYTAJĄ MNIE CO JEMY NA WIGILIĘ WIĘC OPOWIEM WAM KARPIA KTÓRY JEST TŁUSTY ZASTĘPUJEMY ŁOSOSIEM PIEROGI Z KAPUSTĄ I GRZYBAMI ZASTĘPUJEMY PIEROGAMI Z MĄKI ORKISZOWEJ Z BIAŁKAMI JAJ I MIGDAŁAMI DO SAŁATKI JARZYNOWEJ DODAJEMY GLUTAMINĘ I TURBO DŻETY Z MAJONEZEM FIT BARSZCZE CZERWONY ZASTĘPUJEMY SOKIEM Z BURAKÓW KTÓRY PODGRZEWAMY W GARNKU I TAK DALEJ JA WŁAŚNIE SKOŃCZYŁEM JEŚĆ MOJEGO OMLETA ODPISUJE TERAZ NA WASZE MAILE I ZARAZ BĘDĘ SZEDŁ SPAĆ BO JUTRO KOLEJNY DZIEŃ SPORTOWYCH ZMAGAŃ NO WITAM JA JUŻ IDĘ SPAĆ Z MOJĄ KOCHANĄ ASIUNIĄ PAMIĘTAJCIE STO PROCENT NA TRENINGU ALBO NIC! POZDRO! #jaglak #gownowpis #pasta #heheszki pokaż całość

  •  

    Dziś w lesie spotkała mnie fajna przygoda. Spaceruję sobie, spaceruję, patrzę: a tu drzewo obgryzione z kory, wyżarte przez bobry. Fajne znalezisko, idę dalej. Idę dalej...
    Wróć, kurwa. Bobry tutaj, kilometr od najbliższej rzeki? Jak to?
    Przyjrzałem się bliżej drzewku - to nie mogły być one, ząbki za małe, kora obgryziona za wysoko. Rozejrzałem się po okolicy. W pobliskich krzakach było zdrowo nasrane, a na jednej z gałązek wisiał strzępek zielonego materiału.
    A więc harcerze!
    Wróciłem do domu, zabrałem lornetkę, pałkę teleskopową i Zajebiście Wielką Petardę. Wziąłem jeszcze bawełnianą torbę, w której trzymałem zaschnięty chleb do karmienia gołębi i ruszyłem.
    Nie miałem większego problemu ze zlokalizowaniem ich obozu. Im bliżej byłem, tym więcej było nasrane, tym więcej leżało pustych puszek i papierków po batonikach, poobgryzanych drzew, a i runo leśne było wyczyszczone z żołędzi i kasztanów. Gdy dotarły do mnie odgłosy leśnej orgii, a nos zwietrzył niewyobrażalny smród, wszedłem na drzewo i w oddali, na polanie, wypatrzyłem ich siedlisko.

    Widok był typowy dla harcerskich obozów. Harcerze obciągali sobie nawzajem skromne instrumenty, a jeden z nich właśnie gotował w olbrzymim kotle zupę z żołędzi, szyszek i sosnowej kory. W pewnym momencie kucharz wrzasnął na cały obóz "RECYKLING!" i w tej samej chwili harcerze przerwali swoje homoseksualne harce i ruszyli do głównego ogniska, do tego wielkiego gara.
    Jak sobie przypomnę, co zrobili, to nawet teraz chce mi się rzygać. Ci wszyscy harcerze zaczęli się do tego gara spuszczać, srać do niego, odgryzać sobie do niego paznokcie, kurwa wszystko naraz, nie? I kucharz tak bierze, próbuje, skrzywił się, wydrapał sobie brud spod paznokci, zamieszał swoją fujarą, spróbował i się uśmiechnął, że mu po tym zasmakowało. Wziął chochlę i zaczął nalewać do misek.

    A harcerze? Oni się kurwa na to rzucili jakby kurwa rok nie jedli, prawie zabijali się o tę zupę. I to tak mną wstrząsnęło, że uznałem iż muszę zrobić dla nich coś dobrego. Zszedłem z drzewa, wchodzę do obozu ubrany normalnie jak człowiek, a oni patrzą na mnie jak na jakiegoś mutanta. Wyciągam suchy, trochę nadpleśniały chleb, kruszę, rzucam im - i oni wszyscy się na to rzucili jak psy, wpierdalali okruszki razem z liśćmi, z igłami, z glebą, ze wszystkim, kurwa. Gdy jakiś harcerz próbował mi wyrwać chleb z rąk, no to mu przyjebałem pałką teleskopową przez pysk i tyle.

    Gdy wszyscy wpierdalali ten chleb, podszedłem do ich wodza i dałem mu Zajebiście Wielką Petardę. Powiedziałem: "wieczorem napierdol do ogniska w chuj suchego drewna i wrzuć ten magiczny walec do ognia, a wszystkie komary zdechną raz dwa, nic was nie będzie niepokoić" - i poszedłem z powrotem do domu. Harcerze jeszcze mi na odchodnego pokłony bili, jakbym był kurwa Quetzacoatlem, psy jedne.

    Następnego dnia przychodzę sobie w to samo miejsce, a tu całe obozowisko zjarane, harcerze spaleni żywcem, wszystko jak należy. Śmieciarki nie wzywałem, bo to zawsze jakiś nawóz dla ziółek na polanie będzie, tylko zawołałem znajomego egzorcystę, aby pokropił tę łączkę i wygonił z niej szatana, bo przeklęta krew harcerzy skaziła ziemię, tę ziemię. Jak kropnął wody święconej, to pole zaraz zaczęło skwierczeć i szyszkami pluć, ale po egzorcyzmach się uspokoiło.

    Nie, no polecam, fajnie jest sobie czasem po lesie pospacerować.

    #pasta #harcerze #harcerstwo
    pokaż całość

  •  

    Odwiedź starego w psychiatryku.
    Wracając, na przystanku koło szpitala podchodzi do ciebie locha, całkiem ładna.
    HASZŁO?
    Yyy… słucham?
    HASZŁO?
    Nie rozumiem…
    Pomyśl że uciekła z psychiatryka i jest pierdolnięta w mózg, więc odpowiedz pierwsze co ci przychodzi na myśl.
    RUCHAM PSA JAK SRA!
    Patrzy się na ciebie dziwnym wzrokiem. Strachnij i ucieknij na następny przystanek na piechotę.
    Wracając, widzisz jak jedzie autobus „H”.
    co ja odjebałem xD


    #pasta #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Jak miałem 14 lat, to nałogowo fapałem pod rozstępy. Wchodziłem na rożne fora by przemo dla ciężarnych, przeczesywałem internet w poszukiwaniu nowego fap materiału, mój folder z rozstępami miał ponad 1gb zdjęć XD

    Kiedyś w internetach natknąłem się na specyfik, który nazywał się

    maść na rozstępy

    Kurwa tyle wygrać, przez cały tydzień chodziłem jak w amoku, mogłem myśleć tylko o tym. Od razu jak dostałem kieszonkowe wyjebałem do apteki i kupiłem tubkę. Codziennie rano i wieczorem smarowałem się tym gównem i czekałem. Miesiąc później, po osuszeniu drugiego opakowania udałem się do apteki zapytać się, dlaczego nie widać efektów.
    Mina pani magister jak próbowała mi wytłumaczyć, że ta maść usuwa, a nie tworzy rozstępy najlepsza. A ja w szoku, dlaczego ktoś miałby usuwać coś tak pięknego XDD
    #rozstepyboners #takbylo #choryskurwiel #pasta
    pokaż całość

  •  

    #pasta #feels #przegryw

    Poznaj na Omegle loszkę.
    Dzieli was pół Polski, ale rozmawiacie ze sobą na Skype na kamerkach i fajnie jest wtedy.
    Nie jest może pięknością, obiektywnie 6/10, ale zaurocz się w jej uśmiechu i głosie.
    Czuj się jak wygryw, cały wolny czas spędzasz z nią na Skype, gracie też w hehe Minecrafta over 9000 godzin.
    Dochodzi do wspólnego fapania, wrażenia jak z prawdziwych seksów.
    Zdajesz sobie sprawę że ją kochasz.
    Nieśmiało rozmawiacie o spotkaniu i wspólnej przyszłości.
    Pewnego dnia pokłóć się o jakieś bzdety, zrób jej bul dupy, mówiąc że robisz to wszystko tylko po to, żeby zasrać, chociaż to nieprawda.
    Od tamtego momentu znika z internetu.
    Czuj się jak gówno, że w tak prosty sposób spierdoliłeś ładne rzeczy.
    Mija pół roku i chociaż dostajesz atencję od loszek na studiach, cały czas myślisz tylko o tamtej.
    Chciej ją wystalkować, ale nic nie wiesz poza imieniem i miasteczkiem w Polszy Ź.
    Przy pierwszym dłuższym urlopie postanów pojechać do jej miasta.
    Weź ze sobą jej zdjęcie w telefonie, które ci kiedyś wysłała.
    W akcie rozpaczy jedź po różnych dzielnicach, zaczepiaj losowych gimbusów i oferuj hajs za pomoc w jej znalezieniu.
    W końcu trafiasz na takiego, który po zobaczeniu jej zdjęcia patrzy na ciebie dziwnie.
    Okazuje się że jego siostra chodziła z nią do klasy.
    Mówi że pół roku temu zmarła w szpitalu kilka dni po nafaszerowaniu się lekami.
    Momentalnie nogi się pod tobą uginają.
    Nakierowuje cię na cmentarz na którym leży i wskazuje orientacyjne miejsce pochówku.
    Znajdujesz ten grób.
    Ja pierdolę, to dzieje się naprawdę!
    Zapal znicza i nawet płaknij.
    W tym samym dniu wróć do domu.
    pokaż całość

  •  

    Pasty dotarły już nawet do książek ( ͡º ͜ʖ͡º) #czytajzwykopem #pasta

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 20181115_140938.jpg

  •  

    Dzisiaj zaczepiła mnie w barze jakaś laska i zaproponowała szybki numerek w zamian za to, że zareklamuje jakieś środki do czyszczenia na Wykopie.

    Co z wami dziewczyny? Szanujcie się! Ja oczywiście odmówiłem, bo mam godność i jestem silny! Ta silny jak nowy Domestos - teraz 2 paczki w cenie 1 zapach morski lub cytrynowy.

    #heheszki #coolstory #pasta

  •  

    Ech ludzie, co się ostatnio odjebało, to ja nawet nie... Szkoda gadać!
    Ale po kolei...
    Na imię mam Gilbert. Jestem członkiem Starego Obozu. No, właściwie to byłem bo poprztykałem się trochę ze strażnikami i musiałem czym prędzej uciekać. Teraz mnie szukają, ale na szczęście udało mi się znaleźć dobrą kryjówkę, w jaskini niedaleko obozu. Sama jaskinia jest dobrze ukryta, a żeby się do niej dostać, trzeba się wspiąć po półkach skalnych więc jestem bezpieczny bo jak dotąd, nikt mnie tu nie znalazł.
    No dobra, prawie nikt...
    Kilka dni temu zjawił się tu jakiś typ. Koleś był naprawdę dziwny - ubrany w podarte spodnie i podkoszulek, na głowie miał kuca, a na plecach nosił kilof. Zapytał mnie, co ja tu robię, a po chwili jak gdyby nic, podszedł do mojego kufra, zabrał moje rzeczy i wyszedł! Czaicie? Najzwyczajniej w świecie ojebał mnie na moich oczach z mojego dobytku! Ale dobra, niech mu będzie... I tak nie było tam nic wartościowego.
    Mam teraz ważniejszy problem...
    Muszę pomyśleć, co dalej. Utknąłem w tej jaskini na dobre, jestem ścigany, a na domiar złego kończą mi się zapasy. Stoję teraz przed moją jaskinią, podziwiam widoki i Barierę i rozmyślam nad tym, co straciłem.
    A mogło być tak pięknie...
    Zaczęło się w sumie całkiem nieźle. Pierwszym miejscem, do którego trafiłem po zrzuceniu za Barierę był Stary Obóz. Prezentował się bardzo ładnie. Zamek, dookoła zewnętrzny pierścień, ludzie całkiem mili. Co prawda jeszcze na placu wymiany dostałem w ryło od jakiegoś gbura o imieniu Bullit, ale zaraz potem poznałem bardzo sympatycznego gościa o imieniu Diego, który powiedział mi co i jak. Gdy już się trochę zaaklimatyzowałem w obozie, wysłano mnie wraz z tuzinem innych ludzi pod eskortą strażników do Starej Kopalni. Dostałem ubranie robocze, kilof i kazano mi wydobywać magiczną rudę. Cóż, praca jako kopacz może nie jest szczególnie prestiżowa... ale nie było też aż tak źle. Trzeba było tylko uważać na pełzacze, które wpierdoliły już paru naszych chłopaków. Ja miałem to szczęście, że pracowałem na wyższych poziomach kopalni więc z pełzaczami nie miałem do czynienia ani razu.
    Po robocie odbierałem swój przydział rudy, wracałem do obozu i mogłem się napić porządnej ryżówki. Dostałem nawet swoją własną chatę! I to w dobrym miejscu bo chata leżała na uboczu więc żaden cholerny dupek przez nią nie przebiegał, jak przez chatę Kyle'a, hehe. W obozie mieliśmy nawet arenę, chociaż nigdy nie widziałem, żeby ktoś na niej walczył. No ale Gomez, szef obozu, miał chęć sobie taką arenę sprezentować, to dostał czego chciał. Kto bogatemu zabroni...
    I tak sobie funkcjonowałem dzień po dniu i jakoś się to wszystko kręciło. Machanie kilofem, potem odpoczynek i chlanie ryżówki, potem znów kopalnia, ryżówka i tak dalej. Dzień jak co dzień, dzień po dniu, wciąż się dział życia w Kolonii cud, hehe.
    Było mi tam na tyle dobrze, że nie miałem ochoty przejść do innych obozów, chociaż kilku świrów kręcących się po naszym obozie mi to proponowało. Obiecywali cuda na kiju, brak pracy w kopalni, wyzwolenie, bla bla bla. Zasięgnąłem języka i dowiedziałem się, że u świrów co prawda w kopalni faktycznie nie trzeba pracować, za to zapierdala się na bagnie przy zbiorach ziela w towarzystwie błotnych węży, a do tego codziennie jest się poddanym praniu mózgu ze strony guru. Z kolei w Nowym Obozie jest ponoć większa swoboda, za to można dostać w pysk od każdego, komu nie spodoba się twoja gęba. To ja za takie coś serdecznie dziękuję. Wolę już Stary Obóz i naszą kopalnię. Jedyny minus, że jak napatoczyłem się na Bloodwyna czy Szakala to musiałem tym sępom płacić 10 bryłek rudy dziennie... Ale przynajmniej dzięki temu nikt mnie nie zaczepiał i miałem święty spokój.
    No, ale pewnego razu coś mnie tknęło i pomyślałem sobie, że przecież stać mnie na więcej i mógłbym starać się awansować w obozowej hierarchii. I że mogę porzucić swoje nienajgorsze życie kopacza i prowadzić życie jeszcze lepsze.
    Jakiż ja wtedy byłem głupi...
    Postanowiłem zostać cieniem. Cienie to kasta, która w Starym Obozie pracuje zdecydowanie najmniej. Zresztą powiedzmy to sobie otwarcie - większość z nich zwyczajnie całymi dniami się opierdala! Tylko Diego robi coś sensownego. On i może jeszcze kilku handlarzy. Reszta przez całe dnie zbija bąki. Patrząc na nich, pomyślałem sobie wtedy, że przecież i ja mógłbym być jednym z nich. Postanowiłem, że spróbuję do nich dołączyć.
    I się zaczęło...
    Żeby zostać cieniem, musiałem przejść test zaufania, a potem każdemu z co ważniejszych cieni wyświadczyć jakąś przysługę. Ile z tym było pierdolenia! Większość zadań to jakieś typowe przynieś-podaj-pozamiataj. Czasem wystarczyło zrobić kilka kroków, jak w przypadku tego łebka Świstaka, który chciał, żebym kupił mu od jednego z handlarzy jakieś świecidełko. Bułka z masłem. Niestety, inni byli bardziej wymagający. Kucharz Snaf wysłał mnie po grzyby bo chciał zrobić nową potrawkę, którą rozda ludziom. Zrobiłem co chciał, ale niestety potem połowa obozu dostała od tej potrawki strasznej sraczki. Snaf mnie za to konkretnie opierdolił. A co, niby moja wina? Skąd kurde miałem wiedzieć, że przyniosłem mu złe grzyby?
    Na szczęście to był jedyny taki wypadek przy pracy. Z innymi zadaniami sobie poradziłem, choć kosztowało mnie to mnóstwo czasu, sił i nerwów. Niektórzy cienie kazali mi latać od obozu do obozu więc nie dość, że się przy tym strasznie nabiegałem to jeszcze musiałem uważać na tabuny potworów, które chciały mnie wpierdolić na kolację!
    Jakimś cudem udało mi się wykonać wszystkie zadania, przejść test zaufania i nawet pozostać przy życiu.
    Byłem już o krok od tego, żeby zostać cieniem i wieść wygodne, bezpieczne życie. Jeden malutki kroczek.
    I wiecie co?
    Wyłożyłem się na ostatniej prostej!
    Spierdoliłem koncertowo wszystko, nad czym tak długo pracowałem!
    Przez moją chęć popisywania się musiałem ostatecznie uciekać z obozu przed wkurwionymi strażnikami.

    Czemu, do jasnej cholery, musiałem powiedzieć Gomezowi, że znam Y'Beriona?!

    #gothic #pasta #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Mam taki zwyczaj-żarcik w domu, że jak mijam się z siostrą to mówię do niej

    Te Zocha zrób mi kanapki

    albo

    Zośka weź mi herbaty zrób

    na co siostra odpowiada zawsze

    Ok, z czym te kanapki? albo Ile słodzić?

    żart polega na tym, że przez 10 lat od kiedy tak do niej mówię, nigdy nie zrobiła mi ani kanapek, ani herbaty, bo niby czemu miała by to zrobić, skoro i ja nigdy bym jej tego nie zrobił?

    w każdym razie dziś w kuchni mijam się z siostrą i ma miejsce standardowa dyskusja, "Zocha, zrób mi kanapki" ok, z czym chcesz? "Z czymś dobrym, zdaję się na ciebie. A, i jeszcze herbatkę poproszę."
    szybko zapomniałem o temacie, wracam do pokoju i oddaję się grze w komputer

    za 10 minut do pokoju wchodzi siostra, stawia na biurko talerz z kanapkami i herbatkę i mówi proszę
    znacie to uczucie, kiedy jesteście na budowie i na głowę spada wam cegła? mimo to, że mieliście kask, nadal jest to porządne pierdolnięcie i potrzeba chwili, żeby się pozbierać - tak właśnie się poczułem
    jak już do siebie doszedłem mówię do siostry - Zosia, co tu się właśnie odpierdoliło? na co zrobiła tylko dziwną minę i wyszła z pokoju

    nie mam dziś urodzin, dzień dziecka też już był, więc byłem skonfundowany mocno

    naturalnym następstwem wypicia herbaty była potrzeba oddania moczu
    idę do kibla, wyjmuję siusiacz, a tu co? znowu szok, po stulejce nie ma śladu, a i kutacz jakiś większy, fajny taki

    a to nie jedyne zmiany tego dnia
    dziś rano obudziłem się w łóżku sam, bez taty, na ulicy kobiety puszczają mi zalotne spojrzenia, a w sklepie panie zwracają się do mnie per pan a nie per ty gimbie. dodatkowo rano, kiedy wszedłem na facebooka, miałem wiadomość od jakiejś 10/10 gazeli, która nalegała, żebyśmy się spotkali

    kurwa - czy ja się obudziłem w równoległym wszechświecie - pytałem sam siebie

    a potem wszedłem na wykop i zrozumiałem
    po bordo, tak samo jak po stulejce, nie ma już śladu

    wszystko zaczęło nabierać sensu

    czas zacząć nowe życie
    #pasta #bordo #heheszki #oswiadczenie
    pokaż całość

    źródło: Nareszcie.png

  •  

    inauguracyjny konkurs w Zakopanem
    zrobili w listopadzie xD
    no ale kto bogatemu zabroni
    nie ma śniegu, pogoda do dupy, wiatr hula(hehe) jak pojebany xD
    ktobysiespodziewal.jpg
    miliony kibiców z flagami z podpisami "Strzembaszów Dolny pozdrawia", "LEĆ KAMIL"
    zawodnicy czekają na swoje próby
    Polo jako dyrektor, zawodników puszcza Nasz Orzeł z Wisły- Adaś Małysz
    w serii próbnej skakali Davide Bresadola, Sabrizhan Muminov(jak on się zakwalifikował XDDDDD) i Vojtech Stursa
    Stursa skacze i prawie bije rekord skoczni
    niepocieszonyMalysz.jpg
    Polo miętosi krótkofalówkę w ręku
    "Trial round cancelled due to bad weather conditions. Start 1st Round at 4 p.m"
    Fajnie się zaczyna XDDDD

    ---4 p.m---

    "Witam państwa bardzo serdecznie w sercu polskich skoków. Tak jest- tutaj zwycięstwa odnosili tacy mistrzowie jak Ammann, Ingebrigsten, Ulaga..."
    zamknijmorde.mp3
    miło, że Pan Przemek "Insam" Babiarz się z nami przywitał
    "Jeszcze tylko przedskoczek został, by zacząć dzisiejsze święto"
    grafomaniaPrzemka.mp3
    jako przedskoczek wiecznie młody "kolega Kastelik"
    wiatr hula jak pojebion, 10 m/s
    wzruszonyMalysz.jpg
    dostał zielone światło
    wyjście z progu
    Kastelik nie wytrzymał ciśnienia i zaraz po wyjściu z progu spada i rozwala sobie głupi ryj
    wszyscy zszokowani
    zbliżenie na Polo
    zasmucony Polo
    w głębi duszy zawsze tego chciał XD
    "halo Adam"- wymamrotał do swojej prywatnej krótkofalówki
    "tak?"
    "został jeszcze tylko Janek Ziobro...


    #pasta #skoki #sport
    pokaż całość

  •  

    Zespół Specjalistyczny udał się na wezwanie do miejskiego ogrodu zoologicznego a konkretnie w okolice pawilonu z małpami. Wezwanie brzmiało dramatycznie - "nieprzytomny, nie wiadomo czy oddycha".

    Na miejscu, w pobliżu małpiarni, pacjentka bez tętna i oddechu. Zespół wdrożył działania zgodne z wytycznymi i po kilkunastu minutach reanimacji udało się przywrócić pracę serca.
    W czasie gdy lekarz i ratownik zabezpieczali pacjentkę, kierowca-ratownik - uczeń naszego Wiesława - zadzwonił na zaprzyjaźniony (najbliższy) SOR prosząc lekarza dyżurnego do telefonu.
    - Tak, słucham? - zapytał lekarz
    - Doktorze, my będziemy jechali za chwilę do Was z tej małpiarni, po reanimacji.
    - Z jakiej kurwa małpiarni?
    - No tutaj z ZOO. Poprosili nas o pomoc bo weterynarz sobie nie radził, a ta małpa to jeden z ostatnich okazów ginącego gatunku. Jest już po reanimacji, teraz trzeba będzie jej zrobić CT.
    - Pan żartuje?
    - Naprawdę jesteśmy w małpiarni. Pacjentka zaintubowana, na respiratorze...
    - ... NIE! Nie ma mowy. To jest XXI wiek i ja żadnej małpy nie będę tu przyjmował!
    - Ale nasz doktor każe wieźć
    - Gówno mnie to obchodzi.
    Bach. Połączenie przerwano.

    Kilka minut później ratownik-kierowca z nieukrywaną dumą wjechał karetką do garażu przy SORze.

    Zespół wprowadza nosze z pacjentką na respiratorze, pod monitorem i przykrytą folią NRC. Mało co widać.

    Lekarz SOR: - Wy z tego ZOO?
    Lekarz pogotowia: - Tak, już doktor wie wszystko?
    L. SOR: - Spierdalajcie z tą małpą! Nie ma mowy! Nie przyjmę!
    L. pogotowia: - Jak Pan śmie tak mówić o mojej pacjentce!?

    WIESŁAW JEST DUMNY xD. #pasta #nfz #anonimowemirkowyznania #niewiemjaktootagowac #ocena #nocnazmiana #pracbaza
    pokaż całość

  •  

    Najbardziej wkurwiająca rzecz na świecie. Wbijasz na jakaś imprezę, stoi gitara. Paru z Twoich znajomych wie że grasz. Idzie trochę alkoholu, więc jakiś Sebek z twojej ekipy mówi, żebyś coś zagrał. Oczywiście, Karynką się świecą już oczy, bo myślą że im zagrasz jakiegoś Eda Sheerana albo Beyonce XDD Cały pokój już skanduje Twoje imię, chcąc żebyś coś zagrał.
    Patrzysz na tą gitarę, stoi taki typowy Cort czy Squier dla Janusza metalu fana Slipgniota i Guns 'N Roses. Do tego wzmacniacz 15W jakieś tranzystorowe gówno. Kurwa jak to wgl może w jakiś sposób brzmieć, przecież będzie słychać tylko pierdzenie. Masz jeszcze bekę bo właściciel gitary kupił sobie do tego wzmacniacza Metalzona XDD (efekt gitarowy).
    Siadasz do tej gitary, wszyscy się niecierpliwią i tracą zainteresowanie, bo przecież musisz nastroić to gunwowiosło i ustawić odpowiednie brzmienie na tym pierdzącym wzmacniaczu co zabiera Ci jakieś 10-15 min.
    Dobra ustawione, brzmi jak pierwszy prototyp turbiny w BMW, ale grunt że dźwięki czysto wchodzą.
    Siadasz i napierdalasz riffy metalowe, techniczne Necrophagista, przechodzisz do jakiegoś blacku żeby Karyny się trochę przestraszyły. Wchodzisz do thrashu, ponapierdalać sobie trochę Slayera do beki. Po czym dajesz solo. Używasz jakiś dziwnych skal, pokazujesz jakieś co raz to nowe techniki. Robisz tapping, tremolo picking, sweepy, shreedujesz, że mało co palce Ci nie pierdolną. Kończysz i patrzysz, że wszyscy gadają i mają Cię w dupie. Stracili zainteresowanie gdzieś przy strojeniu gitary.
    Odkładasz wiosło na miejsce. Nagle taki Mariusz, król życia, typowy brudas i pancur bierze gitarę. Zaczyna grać Whisky.
    Wszyscy zaczynają śpiewać. Loszki gapią się na niego i oblizują. Dodaje jeszcze jakiś riff z AC/DC.
    "KURWA MARIUSZ ALE TY GRASZ ZAJEBISCIE", "NAUCZ MNIE", "JEZU ALE TY MASZ TALENT CHŁOPIE".

    Idź na papierosa. Za Tobą wychodzi jakaś loszka. Nie przejmuj się anon. Kiedyś będziesz grać tak jak Mariusz.
    Wypierdalasz z imprezy bo masz dosyć obcowania z mentalnymi stulejami.

    #coolstory #truestory #heheszki #karyna #feels #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #pasta #muzyka
    pokaż całość

    •  

      @WykresFunkcji: a skąd wniosek, że nie lubię? Nie lubię brandzlowania się nad sobą "boże jaki jestem zajebisty hehe a wy guwna słuchacie debile nie to co ja" - niezależnie od tego, czy dotyczy to czegoś co sam akurat lubię, czy nie. Sądząc po twoim toku rozumowania i wyciąganiu wniosków z dupy, jestem pewny że załączony przez ciebie obrazek to twój portret rodzinny xD

    •  

      @ryhu: autor się brandzluje nad sobą bo umie robić solówki ze sweep pickingiem, a nie dlatego, że słucha takiej muzyki xD naucz się czytać brainlecie. Zapewne nie miałeś nigdy gitary w ręku i tylko siedzisz na mirko i wypisujesz takie bzdety. Jak dla mnie do pasty zamiast metal możnaby wstawić jakąkolwiek technicznie wymagającą muzykę: klasykę, jazz i nadal by miała sens

    • więcej komentarzy (32)

  •  

    #pasta

    Wasz jedyny ból dupy odnośnie kobiet polega na tym, że macie pretensje, że mają czelność wykorzystywać swoje atuty i kreować sobie życie jak im wygodnie.

    Chciałbym zobaczyć Was w sytuacji kiedy jesteście Chadem 10/10 ale dajecie szanse każdemu #rozowemu, bez względu na wygląd i w ogóle.

    KAŻDY w społeczeństwie kreuje sobie drogę JAK TYLKO MOŻE i każdy stara się wykorzystać swoje atuty. Tak jak niejeden piwniczak stara się wykorzystać swoją inteligencję żeby zostać #programista15k

    Chciałbym zobaczyć was w roli, kiedy macie odpenisa ofert pracy 15k bo jesteście wziętymi programistami Java.
    No ale dajecie szanse pracodawcom marketów itd. za 3k. No bo przecież... socjalizm.

    Ale przecież to nie to samo ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Jesteście tylko dzieciakami mającymi problem z tym, że każdy człowiek jest egoistą i to jest normalne.

    JEDYNA dla was opcja to wziąć się za siebie i zrobić wszystko co się da żeby się ogarnąć. Nic więcej was nie czeka oprócz pracowania nad sobą i swoim życiem krok po kroku żeby w jakikolwiek sposób poprawić swoją sytuację. I to dotyczy wszystkich ludzi.

    I jeszcze zarzuty na zasadzie - bo ona woli jakiegoś debila, a nie mnie porządnego człowieka. Jak śmie, przecież z nim skończy gorzej.

    Ty też czasami idziesz się napierdolić w trupa na dżamprezę, żresz chemiczne żarcie i takie tam różne. A przecież gdybyś w tym czasie studiował angielski, jadł liście sałaty i biegał, to wyszydł byś na tym lepiej.

    I wtedy Twoje życia pyta Ciebie - dlaczego nie postawisz na konstruktywny tryb życia (normik aka piwniczak) tylko lecisz za chadem który Cię skrzywdzi ix de.

    No ale przecież to nie to samo. Przecież to te wredne różowe takie alogiczne a Ty nie nigdy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #studia #przegryw #tfwnogf #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #tinder #niepopularnaopinia
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #pasta

0:0,0:0,0:6,0:1,0:1,0:2,0:1,0:0,0:6,0:5,0:1,0:1,0:0,0:2,0:2

Archiwum tagów