•  

    Okruchy życia część 8

    Dyżur SOR. Późny wieczór. Tłumy ludzi porozkładane na leżankach, łóżkach i siedzące na krzesłach. Podszedł do mnie ratownik medyczny i powiedział żebym lepiej szybko poszła do pacjentki Grażyny, starszej pani, bo jej syn zaczyna się awanturować.
    Kobieta leżała na końcu dość długiego korytarza na leżance. Gdy pokazałam się w drzwiach i skierowałam w stronę pacjentki jej syn zaczął głośno bić brawo i zawołał do mnie:
    - Nooo w końcu ktoś raczył się zjawić, dalibyście tu zdechnąć człowiekowi jakby się nie upominać!
    Wszyscy przebywający w okolicy zwrócili swój wzrok na mnie. Patrzyli i czekali co zrobię i powiem. Pomimo, że miałam ochotę odwrócić się na pięcie i uciec, podeszłam do chorej i jej syna. Wiedziałam, że nie warto tłumaczyć, że tego dnia karetki podjeżdżały pod SOR co dwadzieścia minut, że laboratorium nie wyrabiało się z wykonywaniem badań i na wszystko trzeba było czekać po 3-4 godziny, że robię co mogę, żeby zdiagnozować mamusię.
    - Dzień dobry panu, nazywam się Doriel, jestem lekarzem. Bardzo mi przykro, że tak długo muszą państwo czekać. W tym momencie już wiem, że będzie pani musiała pozostać w szpitalu, jednak nadal nie udało się postawić pewnego rozpoznania. Czekam teraz na konsultację specjalistyczną i po niej będzie decyzja co do oddziału, na który pani trafi.
    Wypowiedziałam to wszystko jednym tchem. Syn pacjentki popatrzył na mnie. Widziałam w jego wzroku, że walczy ze sobą. Zrobić awanturę, czy nie zrobić, mówiły jego oczy. W pewnym momencie jakby spuścił parę, zmalał, zrezygnowany utkwił wzrok w podłodze.
    - No to poczekamy jeszcze - wyburczał.
    Na szczęście jakieś dziesięć minut później zjawiła się oczekiwana lekarka. Od wejścia poinformowała, że dwie godziny wcześniej skończyły się łóżka na oddziale. Zajebiście.
    W momencie, gdy zobaczyła chorą jej mina powiedziała mi, że ona też już wie, że będzie musiała ją przyjąć.
    Starsza pani trafiła na oddziałową leżankę na kolejną dobę, dopiero po tym czasie zwolniło się normalne łóżko.

    Dyżur SOR około 2 w nocy. Zadzwoniłam do dyżurnej Nefrolog z prośbą o konsultację. Przyszła po kilku minutach i po zebraniu wywiadu i zbadaniu pacjentki poszłyśmy do gabinetu. Nefrolog fajna kobieta, zawsze miła i pomocna. Zaczęła czytać, co wpisałam w dokumentacji elektronicznej i w pewnym momencie wybuchnęła śmiechem. Popatrzyłam na nią pytająco.
    - Niech pani przeczyta co pani napisała - odpowiedziała ledwo łapiąc powietrze.
    Na ekranie stało:
    “Pacjentka od 2 tygodni odkrztusza większą ilość wydzieliny z dróg rodnych”
    - Z tak niezwykłą umiejętnością mogłaby wystąpić w jakimś “Mam Talent”, albo czymś podobnym - podsumowała Nefrolog.
    Popłakałam się ze śmiechu.
    Chodziło oczywiście o odkrztuszanie wydzieliny z dróg oddechowych.

    Na jednym dyżurze przyjechała pogotowiem babka lvl 80. Jaka ona była tłusta i zaniedbana. Brudna. W pachwinach, pod pachami, pod wielkimi jak worki cyckami miała paskudne czerwone odparzenia. Była godzina 23:30. Widząc tę kobietę przewidywałam całą noc na nogach i niewiele się pomyliłam.
    Babcia ciągle jęczała.
    - Noga mnie boli!
    - Która i od kiedy?
    - Łoj, ta lewa to od kilku lat, bo biodro mam zepsute, a prawa to też od kilku lat, łoj pani doktór mi pomoże! Boooli!
    Obejrzałam te nogi, obie zimne i sine, z czego prawa jakby bledsza. Tętna na prawej nodze nie było czuć w ogóle. Badania i konsultacja z chirurgiem naczyniowym. Prawa noga do amputacji, lewą może jeszcze uda się uratować.
    - Nie zgadzam się na żadne operacje - powiedziała babcia stanowczo.
    - Ale czy pani rozumie, że ta noga zgnije i pani umrze od tego?
    - No tak doktór chirurg mówił. Ale pani da jakąś kroplówkę od bólu.
    Nie było co robić scen. Koniec końców musiałam gdzieś babcię przyjąć. Była 3 w nocy, kiedy w końcu trafiła na wewnętrzny, koledzy z oddziału patrzyli na mnie z lekkim wyrzutem. Nie winiłam ich. Ja też nie chciałabym patrzeć jak te nogi czernieją i czuć tej charakterystycznej woni. Słodko-mdłego zapachu śmierci.

    Średnio raz w miesiącu przybywa do SOR taki Janusz. Były nauczyciel matematyki, stara pijaczyna. Zawsze jest taki brudny i śmierdzący, że trudno wytrzymać z nim w jednym pomieszczeniu. Kiedyś tak mu nogi śmierdziały, że czuć było pomimo butów. Pielęgniarka w końcu nie wytrzymała i leżącemu na leżance Januszowi nałożyła na nogi worek na śmieci. Dla pewności owinęła to wszystko kocem. Pijaczek na to:
    - Jaka ty jesteś dla mnie dobra. Pilnujesz żeby mi nogi nie zmarzły.
    Dziewczyna profesjonalnie powstrzymała wybuch śmiechu do przekroczenia progu pokoju socjalnego.

    Było pewnego dnia tak, że pogotowie przywiozło starego dziadka z rozpoznaniem - hipotonia, czyli bardzo za niskie ciśnienie. Szybko udałam się do sali intensywnego nadzoru celem zbadania pacjenta. Przekroczywszy próg zderzyłam się ze ścianą smrodu gówna pomieszanego z zapachem środków dezynfekujących. Pacjent - stary alkoholik, niepijący tylko dlatego, że nie był w stanie wychodzić z domu, a nie miał już kolegów, którzy by mu litościwie coś alkoholowego przynieśli. Odwiedzała go często córka, przynosiła mu jedzenie i podobno czasem go myła. Stan ogólny ciężki, ciśnienie tętnicze tak niskie, że prawie niemierzalne. Dziadek był tak skrajnie odwodniony biegunką, że strach było patrzeć. Pieluchomajtki, które miał na sobie były tak pełne, że wyciekała z nich rzadka maź o zapachu kojarzącym się ze stajnią. Obsrane były całe plecy i tylna powierzchnia ud. Całe nogi pokryte były warstwą brudu. Diagnoza organoleptyczna - infekcja ulubionym patogenem wszystkich lekarzy - Clostridium difficile. Zajebiście. Kompulsywnie dezynfekując ręce, choć oczywiście badałam chorego w rękawiczkach przyglądałam się jak cały zespół sprawnie rozbiera i myje dziadka, w trakcie gdy dostawał płyny z dwóch wkłuć naraz. Cały tyłek miał zaklejony warstwą gówna. Gdy salowa zaczęła zmywać z pośladków śmierdzącą maź to okazało się, że pod delikatnym dotykiem gąbki schodzą całe kawałki naskórka i wszystko to zaczęło lekko sączyć krwią i płynem surowiczym. Pośladki i okolicę odbytu miał tak odparzone, że nie wiadomo było co z tym dalej robić, czy zostawić do “wietrzenia” czy zawinąć z powrotem w pieluchomajtki. Opcja pieluchomajtek wygrała w momencie, gdy dziadek zaczął robić pod siebie w niekontrolowany sposób.
    Dobrze, że nie jadłam drugiego śniadania jak zaplanowałam, pomyślałam sobie przytykając do nosa pachnące środkiem dezynfekującym dłonie.
    Okazało się, że poza niskim ciśnieniem i potworną biegunką facet przestał produkować mocz. Przy takim odwodnieniu było to normalne. Dziwić się zaczęłam, gdy pomimo wlania w pacjenta półtora litra płynu, moczu nadal nie było. Dziadek zrobił się jedynie, jakby trochę grubszy niż wcześniej. Niestety wszystko zaszło już za daleko. Nerki stanęły całkowicie.
    Gdy tylko przyszły potwierdzające wyniki badań laboratoryjnych dziadek pojechał prosto do ośrodka hemodializ.

    W jednej mojej pracy jest taki pokój, w którym jest kilka stanowisk komputerowych. Moje zazwyczaj znajduje się pomiędzy neurologiem, a chirurgiem. W niektóre dni na stanowisku chirurgicznym siada taki Stary Chirurg. Rzeczywiście młodość ma już dość dawno za sobą. Z racji wieku, opowieści które czasami snuje mogłyby wypełnić niejedną książkę. Ostatnio w pracy uraczył nas historią następującej treści.
    Wyjazd karetką PR ze dwadzieścia lat temu. Jechali z miasta do pobliskiej malutkiej wsi. Wezwanie do urazu, ale nie wiadomo jakiego. Zajechali pod chałupę, a tam na podwórzu stało kilka babek i wszystkie zawodziły i płakały jak najęte. Stary Chirurg podszedł do jednej z mniej zawodzących kobiet i zaczął wypytywać co się właściwie dzieje i gdzie jest chory. Pomiędzy jednym, a drugim szlochem babka wyjąkała:
    - Odgryzł, łolaboga, odgryzł.
    - Ale kto, co odgryzł, komu? - dopytywał się skołowany lekarz.
    Gdy wszedł do chałupy zobaczył leżącego na łóżku młodego mężczyznę, który miał brzuch przykryty stosem poduszek. Doktor zdjął z niego to wszystko i zobaczył co zostało odgryzione. Udało się nawet znaleźć brakujący fragment penisa, którym była poszarpana żołądź prącia. Niestety była w tak złym stanie, że nie udało się jej przyszyć pomimo szczerych chęci chirurgów w szpitalu. Pacjent zeznał, że chciał zabawić się ze swoją dziewczyną, a gdy był w stanie maksymalnej erekcji, jego własny pies rzucił się na niego i odgryzł mu wspomniany kawałek penisa.

    #szpitalnadoriel
    #patologiazmiasta #patologiazewsi #medycyna #szpital #lekarz

    Część 7
    Część 6
    Część 5
    Część 4
    Część 3
    Część 2
    Część 1
    pokaż całość

  •  

    Jeszcze tylko rozwikłanie konfliktów w rodzinie, synchronizacja czakr i skierowanie do medyka sądowego na sekcje zwłok
    #medycyna #patologiazmiasta

  •  

    Kumpel chce wynająć ze swoją dziewczynę mieszkanie i byli wczoraj jedno oglądać.
    Przychodzą o umówionej godzinie, a tam pod klatką 4 inne pary ( ͡° ͜ʖ ͡°) Już zaczyna się robić ciekawie. Nie zdążyli z ludźmi za bardzo pogadać, bo przyszła właścicielka.

    - Zapraszam państwa do środka. Proszę sobie obejrzeć mieszkanie.

    No i chodzą wszyscy po tym niespełna 40-metrowym kwadracie. Jak wynajmująca uznała, że już się naoglądali, zwołała wszystkich w większym pokoju i się zaczęło.

    - Komu z państwa mieszkanie się nie podoba?
    Jedna para się zgłosiła.
    - Ok, dziękuję zatem państwu za wizytę.

    - Kto z państwa nie ma pracy?
    Ktoś się zgłosił.
    - Ok, państwu też dziękuję.

    - Jak długo mają zamiar państwo tutaj mieszkać?
    Kolejna para odpadła. Zostały dwie.

    I nadchodzi finał!

    - Proszę mi powiedzieć dlaczego akurat państwu miałabym wynająć to mieszkanie.

    No i chuj, no i cześć! :D Ludzie spojrzeli po sobie, ale coś tam każdy powiedział.
    Nie wiem, czy kobita pracuje w HR, czy naoglądała się jakichś gówien w telewizji, ale o rozmowie kwalifikacyjnej podczas oględzin mieszkania to ja wcześniej nie słyszałem..
    Ostatecznie powiedziała, że z dwoma parami, które pozostały się skontaktuje ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Co do samego mieszkania, to pomieszczenia nadają się do remontu (choć nie generalnego), a na koniec okazało się, że z najmu będzie wyłączona piwnica ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    pokaż spoiler Zaznaczę jeszcze, że miasto średniej wielkości, a osiedle jedno z mniej popularnych.


    #januszebiznesu #patologiazmiasta #truestory #mieszkanie
    pokaż całość

    •  

      @luki201: Podaż duża, ale spora część z tych mieszkań nadaje się co najwyżej na zasiedlenie cyganami albo ciapakami. Do dziś pamiętam jak na jednym mieszkaniu kiedyś miałem atrakcje takie jak:
      - całe mieszkanie obwieszone różańcami, jezuskami, normalnie jak szafa z darami wotywnymi na Jasnej Górze czy innym Licheniu
      - zamiast fotela wózek inwalidzki ("bo co się będzie marnował taki dobry i wygodny wózek")
      - łóżko rozkładane ze ściany jak w tanich amerykańskich motelach (rama i materac połączone ze sobą na sztywno)
      I najlepsze: mieszkanie było do wynajęcia ponieważ kilkanaście dni wcześniej na tym właśnie wspaniałym rozkładanym łóżku odeszła z tego świata mamusia właścicielki mieszkania ("ale pościel, ręczniki i wszystko panu zostawię, sobie pan będzie używał"). Właścicielka o sprzątnięciu mieszkania, czy chociażby wywietrzeniu go nawet przez sekundę nie pomyślała. Za to pomyślała nad ceną, bo krzyczała sobie jak za mieszkanie w nowoczesnym standardzie w centrum miasta (i nie, Ochota to nie jest centrum Warszawy).
      Spierdalałem z tego mieszkania w podskokach.
      pokaż całość

    •  

      @chibiterasu: To jest standard od zawsze. Właściciel musiałby włożyć ze 20 000 zł a wzrost czynszu tylko o 200 zł czy 300 zł i prawdopodobieństwo, że najemca może zniszczyć to nic z tym nie robią..

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    Cześć Mirki,
    to jest kontynuacja mojego poprzedniego wpisu:
    https://www.wykop.pl/wpis/24769789/czesc-mirki-mieszkam-sobie-w-bloku-i-wczoraj-sasia/

    Co jest śmieciarze? xDD Czy powystawialiście już swoje graty na klatki schodowe? Przecież w Polsce musi być jak w lesie obsranym gównem xD

    A poważniej:
    Rozumiem wystawianie przedmiotów na godzinę, dwie. Ale nie dzień i noc.

    Piętro w bloku ma trzy mieszkania. Należy zastanowić się dlaczego sąsiad wyniósł żelastwo na klatkę i tam dokonuje czyszczenia/naprawy. Zapewne nie dlatego, że nie ma u siebie miejsca. Nie mieszka w środkowym lokalu, więc jego metraż to pewnie więcej niż 35m2. Wyszedł na klatkę z żelastwem, bo przecież nie będzie brudził u siebie xDD W końcu po dwóch dniach syf/pył zostawiony przez niego dalej jest.

    Oczywiście żelastwo wyniesione przez sąsiada stoi oparte o barierkę już co najmniej dwa dni. Wczoraj sąsiad-debil znowu się pojawił.

    Przeszkadza mi to, bo:
    -narusza to zasady dobrego wychowania. Zachowanie właściciela lokalu, który zastawia wspólny korytarz prywatnymi przedmiotami jest zdecydowanie niewłaściwe. :P
    -klatka schodowa to nie jest przestrzeń prywatna,
    -zaśmiecanie części wspólnej powoduje obniżanie jej walorów estetycznych. Wchodzę na górę a tu w oczy rzucają się jakieś gówna xD,
    -uszkadza, obija barierkę i prawdopodobnie ściany,
    -zostawia po sobie burdel. Czarny pył spadł na schody piętro niżej.
    -stwarza zagrożenie pożarowe,
    -zostawianie przedmiotów na klatce schodowej zachęca złodziei aby zainteresowali się klatką schodową i przy okazji mieszkaniami,
    -łamie regulamin, w którym jest napisane:
    "Klatki schodowe i przejścia ogólnodostępne nie mogą być zastawiane przez sprzęty lub urządzenia, stanowiące własność użytkowników lokali"
    "Zabrania się: Ustawiania na klatkach schodowych i wspólnych korytarzach jakichkolwiek mebli i sprzętów".

    Ja nie zgadzam się na takie postępowanie :P

    Wołam osoby z poprzedniego wpisu:
    @kaziu12 @l-da @dope @zourv @Arv_ @klokupk @deccan @agaja @m4g33k @Drakalen @boing

    #krakow #warszawa #wroclaw #jakzyc #pytanie #wtf #patologiazewsi #patologiazmiasta
    pokaż całość

    źródło: smieci2.jpg

    •  

      @noonelivesforever: Tak podejrzewałem. W internecie chojrak a w prawdziwym życiu wstydzi się z sąsiadem pogadać. Takie leszcze sobie karteczki na klatkach wieszają, zamiast siąść do browca i omówić temat.

    •  

      @Arv_: Dorośli ludzie nie robią cyrku na klatkach schodowych. Poza tym o czym mam gadać z sąsiadem, który robi dziadostwo w części wspólnej budynku? Myślisz, że sąsiad nagle zmieni swoje zachowanie i zabierze swoje zabawki jak go ładnie poproszę? W dodatku rzucasz tutaj kalumnie na mnie jakobym był prawie tw. bolkiem :P, a nikogo jeszcze nie podpier*oliłem za 100 pkt. :P Bardziej wolę spokój niż rozwałkę. Jednak kolega jak widać preferuje walkę na noże xD pokaż całość

      źródło: bad.png

    • więcej komentarzy (16)

  •  

    Przychodzi jakiś gość z żonką z zamiarem zakupu lapka. Normalna, zwyczajna sytuacja mozna by pomyslec. No nie do konca. Podaje gosciowi 2 lapki, oba po 1,5k. Pyta sie mnie, ktory do gier sie nada, na co ja mu, ze ten asus z gtx 960m. Pyta o gwarancje, patrzę w systemie - nie ma. No nic to bierze tego drugiego lapka, troche mniejszego, oglada. Spodobalo mu sie, pyta sie czy mu sims 4 pojda, to ja mu mowie, ze tak tylko ten jest gorszy troche, ale z gwara wszystko. Janusz mowi, ze spoko wezmie, ale nie za 1500 tylko za 1400. Mowie mu, ze nie moge zbytnio zejsc, a ten "ale ten co do niego wczoraj dzwonilem mowil, ze 1400 moze byc" Ja mu mowie, ze to sprawa tego goscia, a ja oferuje w ostatecznosci 1450zł. Janusz przystaje na propozycje, prosi jednak o jakis czas na sprawdzenie sprzetu. Co prawda oficjalnie nie mozemy takiego myku robic, ale zgodzilem sie i powiedzialem, ze ma 24h, zostawia teraz kase i wraca po paragon. Zonka z boku, ze spoko, "Janusz dawaj szybko, bo brajanek z dżesiką czekają" Tutaj się zaczął cyrk. Janusz chciał jakieś potwierdzenie zakupu, a że takim potwierdzeniem jest paragon, po ktorego wydaniu nie przyjmujemy zwrotów. Gość uparł się na jakieś potwierdzenie, poprosił o kartkę i napisał tam jakiegoś gówno warte bzdety (wartość tego jego papierka dla nas jest zerowa), wyrwał mi z łapy pieczątkę, wziął lapka i poszedł na odchodne rzucając, żebym nie cwaniaczył tak, bo on ma znajomego w prokuraturze i tutaj moze rewizje towaru przyprowadzic. XD Wypisalo mi sie XD na twarzy, a goscia juz wiecej nie widzialem.
    #perelkilombardu #patologiazmiasta #janusze #coolstory #heheszki
    pokaż całość

  •  

    #play #bekazpodludzi #patologiazmiasta a może #patologiazewsi #karyna #logikarozowychpaskow #humorobrazkowy

    Nie, powiedzcie, że to jakiś bait, że to nieprawda...

    źródło: skarga.JPG

  •  

    Ja pierdole. Znowu rasowa patologia w #katowice. Siedzi karyna w pizzerii i nawija na cały regulator przez telefon patologiczne historie o pijaku, brudasie, "znowu sie najebał, leżał zasrany zaszczany (...) M A M O (...) ja to mam szczęście do takich skurw...ów" rozmowa z mama, o... matko.

    Ta, szczęście. Chyba twoje klimaty. Co drugie słowo bluzgi i opisuje, co zastaje w domu, a to g... w tym cieple to tak śmierdzi! I w kółko to samo.

    Smacznego!

    Co trzeba mieć we łbie, żeby takie rzeczy gadać przy ludziach i przy jedzeniu kurna!!!

    Nie zwracam jej uwagi, bo jest agresywna ;(

    Uwaga drugi telefon. "Czy w mieezkaniu jest nasrane i naszczane?!" Zlewka z 2 strony, 3 raz ta sama rozmowa.

    Nie wierze. A miało być przyjemnie przed podróża powrotna ;(

    #patologiazmiasta #patologiazewsi #karyna #zalesie
    pokaż całość

  •  

    Mirki nie wiem co robić, bardzo proszę o pomoc chociażby w postaci plusa, może jakimś cudem przeczyta to ktoś kto był w podobnej sytuacji bądź miał z taką styczność...

    tldr:

    pokaż spoiler mam z bratem (bezrobotny, alkoholik, dopalacze, agresywny) odziedziczone mieszkanie na pół, ja mieszkam w innym mieście, on robi tam powoli melinę, ja chcę sprzedać mieszkanie, opłacam czynsz mimo, że nie mam za bardzo na to kasy i tam nie mieszkam, ale on nie poczuwa się do płacenia, nie chcę by się robiło zadłużenie. Nie mogę tam przebywać, bo się go boję, ostatnio wyleciał do mnie i niebieskiego z nożem.


    Postaram się opowiedzieć to jak najkrócej jak mogę, ale ostrzegam, że i tak będzie długo. Gdy byłam w liceum moja mama zmarła z powodu alkoholu, zostałam z moim bratem i babcią. Mieszkanie było przepisane na moją mamę, w związku z tym razem z bratem odziedziczyliśmy je po połowie. Mój brat jest starszy ode mnie, zawsze miał jakieś problemy z prawem, nigdy nie chciało mu się pracować, ciągnęło go do używek, nie miał wykształcenia, nie myślał o przyszłości, utrzymywała go najpierw mama, później babcia i po części jego dziewczyna. Ja do tej pory utrzymuję się z renty rodzinnej po mamie już tylko do grudnia tego roku, do 25 urodzin, po skończeniu studiów mgr zapisałam się jeszcze do szkoły policealnej na weekendy by jeszcze dostawać rentę. Ponad pół roku temu odkryłam, że interesuje mnie robienie stron internetowych i tak zaczęłam samodzielną naukę programowania, wiążę z tym swoją przyszłość, nawet chciałam już niedługo spróbować robić strony na zlecenia.

    Mój brat około rok temu uzależnił się kompletnie od alkoholu i dopalaczy. Między innymi przez to zostawiła go dziewczyna, z którą był 8 lat. Oczywiście próbowała mu pomagać, opłacała mu psychiatrę, wspierała go ile mogła, ale było coraz gorzej. Zresztą bardzo źle ją traktował, nie raz ją uderzył czy zdradził. Ja także próbowałam mu pomagać ile mogłam, próbowałam go wspierać, prosiłam, ale on w ogóle uważał, że nie jest uzależniony. Poświęciłam naprawdę dużo czasu i nerwów.

    Ostatecznie próbowałam załatwić mu nawet przymusowe leczenie psychiatryczne bądź alkoholowe, ale to już głównie z powodu babci, której wyciągał ostatnie pieniądze na dopalacze i alkohol. Ja dokładałam się standarowo do rachunków, a oprócz tego na koniec miesiąca musiałam babci dokładać do jedzenia, bo przez niego już nic jej nie zostawało. Przez to, że próbowałam załatwić mu przymusowe leczenie przychodziła w odwiedziny pani z mopsu, dzielnicowy. Dodatkowo 2 razy wzywałam policję i pogotowie gdy robił sceny, że popełni samobójstwo. Gdy przyjeżdżali udawał, że nic się nie dzieje, a babcia też tak robiła, bo myślała, że mu tak pomaga.

    Znienawidził mnie, bo próbowałam na siłę go wyrwać z uzależnienia, z jego strefy komfortu. Że nasyłam na niego policję.

    Gdy zbliżało się Boże Narodzenie znowu zaczął świrować, że się zabije, wtedy jakiś jego internetowy kolega wezwał policję do nas, że on chce popełnić samobójstwo, bo się zmartwił. Gdy policja przyjechała, mój brat standardowo mówił, że nic sie nie dzieje, on nie wie o co chodzi. Wyszłam wtedy z pokoju i powiedziałam jaka jest prawda, oni i tak mieli to gdzieś, a co więcej moja babcia stanęła w jego obronie i też skłamała, że nic się nie dzieje. Pojechali, a mój brat wtedy pierwszy raz sprawił, że się go bałam. Wydzierał się na mnie, zwyzywał od najgorszych, miał bardzo agresywną postawę.

    Pękło coś we mnie wtedy i stwierdziłam, że pierdolę to, mam dość, nie będę już próbować pomagać komuś kto nie chce tej pomocy. Spakowałam się wtedy i wyjechałam na dobre do mojego niebieskiego do innego miasta (z #krakow do #lodz) (wcześniej byliśmy ze sobą na odległość i widywaliśmy się w weekendy), na święta nie było mnie w domu. Przyjeżdżałam do domu już tylko by odzwiedzić babcię i do mojej policealnej szkoły i tylko z moim niebieskim, bo bałam się brata.

    Babcia się rozchorowała i zmarła w kwietniu :( Ja załatwiałam wszystko z pogrzebem, mój brat miał wszystko gdzieś.

    Poznał dziewczynę przez internet gdy babcia chorowała. Przyjeżdzała do niego. Do teraz jest ona dla mnie zagadką, nie rozumiem czemu z nim jest, bo wydaje się być dobrą dziewczyną. Wydaje mi się, że po pierwsze ciągnie ją do toksycznych związków (była wcześniej kilka lat z facetem, który ją bił), po drugie chciała go chyba zmienić i po trzecie strasznie nakłamał, ona myślała, że tak ćpa, bo zostawiła go dziewczyna. Zaszła z nim w ciążę.

    I teraz przejdę do meritum mojego problemu.

    Generalnie na początku wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że mieszkanie trzeba sprzedać. Po pierwsze jest za duże, ja i tak mieszkam w Łodzi, mój brat ma długi i bałabym się mieć z nim mieszkanie, poza tym mieszkanie jest całe do generalnego remontu i nikogo z nas nie stać by je wyremontować.

    Niestety już niedługo mój brat zaczął coś kręcić, że w sumie to tak dziwnie się stąd wynieść, że tyle tu mieszkał, a w ogóle to on sprzeda tylko jak dostanie za swoją część co najmniej 200 tys (co jest śmieszne po prostu, a on kompletnie nie zna się na cenach mieszkań). Raz mówił, żebyśmy sprzedali jak najszybciej, bo on potrzebuje kasy, a zaraz zmieniał zdanie, że gdzie on później będzie mieszkać, że nawet kawalerki sobie nie kupi itp. Jedynie jeszcze ta jego dziewczyna go przekonywała ciągle żeby sprzedać. No i ja mu mówiłam, że będzie siedział bez internetu, prądu i gazu, bo ja będę płacić tylko czynsz, a on nie ma kasy w ogóle i do pracy nie zamierza oczywiście iść, ta jego dziewczyna też jest bezrobotna.

    Od kwietnia ja sama płacę czynsz, choć nie jest mi łatwo, bo mieszkanie jest duże i sam czynsz to jest kwestia ponad 500 zł, a dodatkowo spłacałam raty za jakąś sporą niedopłatę, więc ok. 600 zł miesięcznie ostatnio wywalałam na sam czynsz, choć nawet tam nie mieszkam. Dodatkowo płaciłam jeszcze za prąd i internet, bo musiałam tam przyjeżdżać żeby popakować moje rzeczy no i sprzątać mieszkanie przed sprzedażą, więc wiadomo, że nie chciałam tam siedzieć np. bez prądu. Mój brat oczywiście wyjebane, a ja po prostu nie chcę zadłużyć mieszkania. Jak łatwo się domyślić jemu taka sytuacja jest na rękę.

    Po przewiezieniu większości moich rzeczy i ogarnięciu mojego pokoju, będąc w Łodzi ustaliłam z bratem, że wystawię ogłoszenie i będziemy próbować sprzedać. Wystawiłam ogłoszenie i zaczął się po prostu nawał telefonów od pośredników. Pomimo że mieszkanie jest do generalnego remontu, jest duże, w świetnej lokalizacji w Krakowie i ogólnie tutaj bardzo chętnie są kupowane mieszkania (bronowice małe, tak dla zainteresownych i ogarniających temat). Już się ucieszyłam, że pośrednicy mają dużo chętnych klientów na mieszkania w tej lokalizacji, poumawiałam się z kilkoma na taki dzień by zdążyć przyjechać do Krakowa i posprzątać mieszkanie.

    Naprawdę cieszyłam się jak dziecko, że sprzeda się to i będę mogła w końcu odciąć się od mojego brata, a do tego w końcu będę mogła w 100% skupić się na moim życiu poza patologią, spokojna i szczęśliwa z moim niebieskim. Że wynajmniemy sobie mieszkanie, zacznę robić strony internetowe na zlecenia, ustabilizujemy się finansowo, za jakiś czas kupimy sobie jakieś śliczne mieszkanie za te środki ze sprzedaży + kredyt, będziemy myśleć o ślubie, dzieciach itd... No ale to by było zbyt piękne prawda...

    Przyjechałam w niedzielę wieczorem z niebieskim do Krakowa. Zastałam taki syf w mieszkaniu, że zrobiło mi się słabo... Zawsze był taki porządek, wszystko było takie zadbane, pomimo, że do remontu, ale było czysto :( Jakby babcia albo mama to zobaczyły... Nawet nie wyobrażam sobie jak można siedzieć w czymś takim... Do tego na ścianach w prawie wszystkich pomieszczeniach była rozbryzgana krew, dziewczyna mojego brata powiedziała, mi, że mój brat (bardzo dotkliwie) pobił swojego kolegę (który ćpa dopalacze razem z nim) jak się opił, który swoją drogą na następny dzień mu to wybaczył.

    No ale dobra, w poniedziałek zabrałam się za sprzątanie, niebieski mi pomagał. Popłakałam się w pewnym momencie, prawie się poddałam jak zobaczyłam pod górą brudnych talerzy w zlewie jakieś śmierdzące już żarcie, gdzie cywilizacja była już na etapie wynalezienia koła... Ale niebieski mnie pocieszył i sprzątałam dalej, kuchnia, łazienka, przedpokój, aż do nocy. Naprawdę było nie do poznania, byłam z siebie mega zadowolona, że doprowadziłam ten dramat do ładu. Jeszcze ta dziewczyna mojego brata mi mówiła, że starała się tu sprzątać, ale trochę sie poddała, jak mój brat nic jej nie pomagał tylko syfił ciągle. Tak czy siak nie wiem jak ona mogła wytrzymywać w takim syfie.

    Wczoraj razem z jego dziewczyną i moim niebieskim zabraliśmy się za sprzątanie balkonu. Ona mi się żaliła, że mój brat cały czas chleje, całą noc nie spał, teraz ma jakiegoś focha na nią bez powodu, po prostu sobie coś wkręcił po pijaku. Puszczał muzykę w swoim pokoju tak głośno, że nie słyszałam własnych myśli.

    Po sprzątaniu balkonu zabraliśmy się za salon i mój brat wyszedł z pokoju kompletnie pijany i zaczął mi robić awanturę, że zabrałam mu jego papiery notarialne, że on ich potrzebuje (nie wiadomo na co), że mu je ukradłam. Ja mu tłumaczyłam że mam tylko swój jeden egzemplarz i potrzebuje go do sprzedaży mieszkania. Do tego kłóciłam się z nim żeby mi nie przeszkadzał teraz tylko pomógł nam sprzątać, a nie siedział w pokoju i chlał. Naprawdę nie wiem jak to się stało, ale nagle zrobiła się wielka awantura. Mój brat nagle chciał mnie pobić, ale mój niebieski stanął w mojej obronie, no to chciał bić się z nim. Jego dziewczyna rzuciła się w jego stronę i zaczęła się na niego drzeć, bić go i krzyczeć "no uderz mnie, jestem w ciąży, uderz mnie, pozwę Cie! Zobacz jak Ty sie zachowujesz, mam Cie dość, jade do domu!". On krzyczał, że jej nie uderzy i poszedł wyładować agresję na drzwiach w swoim pokoju, w które przywalił, wywalił je z zawiasów i się rozleciały. Poszedł do pokoju, rozbił szklaną butelkę, darł się. Uznał, że pójdzie do prawnika, że odpali mu dużo kasy i sprawi, że całe mieszkanie będzie jego. Jego dziewczyna zaczęła się pakować, my z niebieskim uznaliśmy, że pakuje już resztę moich rzeczy i jedziemy w trybie natychmiastowym do Łodzi.

    Mój brat wyszedł ze swoją dziewczyną i jej rzeczami przed blok, a ja pakowałam wszystko co miałam do zabrania. Wyszliśmy też z wszystkimi rzeczami przed blok, a mój brat z auta swojej dziewczyny wywalał wszystko na ulicę w tym chyba jakiś szklany obrazek, którym rzucił w stronę auta mojego niebieskiego i mało brakowało, żeby się o niego rozbił, ale na szczęście trafił w ulicę. Mój niebieski się do niego wydarł, żeby uważał co robi, a on na to do niego rzucił się z nożem mówiąc "chodź się napierdalać", mój chłopak do niego "ale co, ze sprzętem do mnie podbijasz?" a on "niee, no to bez sprzętu" i wyrzucił nóż na chodnik i chciał się bić. Mój niebieski powiedział, że on się z nim bić nie będzie, ja krzyczałam, że dzwonie na policje, to sie uspokoił trochę i odszedł od nas. Wsiedliśmy o auta i pojechaliśmy.

    Zadzwoniłam do wszystkich pośredników, z którymi się umówiłam by odwołać wizyty i przedstawiłam po krótce sytuację. Generalnie raczej nie mieli dla mnie żadnych rad oprócz tego bym się wybrała do prawnika i bardzo wszyscy mi współczuli. Pytałam się kilku czy ciężko jest sprzedać tylko swoją połowę mieszkania z problematycznym właścicielem, ale powiedzieli, że niestety jest bardzo ciężko. Do tego jednej pośredniczki zapytałam co by było gdyby trafił do więzienia bądź zakładu psychiatrycznego, czy dałoby się wtedy sprzedać mieszkanie, powiedziała mi że nie, bo on musi być wymeldowany.

    Jestem załamana. Nie chcę już tam nigdy przyjeżdżać, mam tego dość, boję się mojego brata :( Nawet gdyby mój brat uznał, że chce sprzedawać mieszkanie, bo potrzebuje kasy, to ja nie chcę tam przyjeżdżać, a musiałabym przecież posprzątać i pokazywać je klientom, a jak tu pokazywać mieszkanie z rozwalonymi drzwiami i wiecznie najebanym bratem, przy którym boję się przebywać?

    Nie wierzę w to, że gdybym zgłosiła cokolwiek na policję to by to pomogło, zraziłam się do nich gdy przyjeżdżali w sprawie "samobójstw" mojego brata. Nie mam na nic mocnego dowodu, jego dziewczyna na 100% nie zeznawałaby przeciwko niemu, poza tym ciągneło by się to na pewno bardzo długo, a ja nie mam kasy by ciągle płacić czynsz. Myślałam, żeby zgłosić, że ma narkotyki w pokoju, ale prawdopodobnie wszystkie te substancje, które on ma są legalnymi dopalaczami (ale tego nie wiem). Naprawdę jestem gotowa sprzedać za niską kwotę swoją część, żeby już tylko mieć to wszystko z głowy :( Nie wiem co mam zrobić... Naprawdę nie chcę tam już nigdy wracać, nie chcę już nigdy wchodzić do tego mieszkania... Planuję iść do prawnika choć ciężko u mnie z kasą, ale raczej jest to konieczne.

    Może przed pójściem do prawnika ktoś z Was mi doradzi cokolwiek, ktoś z Was ma jakiś pomysł? :( Czuję się strasznie zrezygnowana...

    #prawo #nieruchomosci #patologiazewsi #patologiazmiasta #pomocy
    pokaż całość

    •  

      I pamiętaj, że mimo wszystko to jest twój rodzony brat. Nie staraj się go jakoś mocno wychujać.

      @Pjongjanska_ferma_zolwi: Jak jest patologicznym menelem to nie ma się co nad nim użalać, co z tego że brat skoro żadne zdrowe relacje między nimi nie istnieją. Wychujać go najmocniej jak się da...

    •  

      @peter_zeno Wiesz jak wyglądają egzekucje z nieruchomości? Komornik ma o wiele prostsze i tańsze metody ściągania pieniędzy. W licytację będzie się bawił dopiero gdy one zawiodą. A i to nie zawsze, bo przy niewielkich zadłużeniach, rzędu kilku tysięcy, woli sprawę umorzyć niż pieprzyć się w kosztowne licytacje. Jeśli tak zrobił, to masz szczęście, bo komornicy najczęściej zajmują konta bankowe, czy pensje.
      Jeśli @lady_katarina pracuje na umowie zlecenie, to komornik może zająć 100% zarobków. Telewizor, samochód. Tak najszybciej ściąga zobowiązanie.

      A opka zostaje z zadłużeniem w papierach i rejestrach.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (65)

  •  

    Za pieniądze dla biednych dzieci urzędniczki kupowały sobie m.in. kosmetyki i... kiełbasę.

    Wiceburmistrz i zastępczyni kierownika Ośrodka Pomocy Społecznej w Dęblinie przez dwa lata kupowały za pieniądze miasta drogie mięsa i kosmetyki. Produkty miały trafiać do biednych dzieci. Nie trafiały.

    https://www.wykop.pl/link/3795321/za-pieniadze-dla-biednych-dzieci-urzedniczki-kupowaly-sobie-m-in-kosmetyki/

    #polska #bekazpodludzi #patologiazewsi #patologiazmiasta #rakcontent #polityka
    pokaż całość

    źródło: 16.jpg

  •  

    Do listy powodów dla których nienawidzę komunikacji miejskiej dodaję kolejny podpunkt. Zatłoczony autobus. Przed chwilą około pięćdziesięcioletnia kobieta siedząca obok mnie wyjęła sztuczną szczękę i trzymając ją na dłoni zaczęła wylizywać z niej jakieś resztki pokarmu.

    #patologiazmiasta, #ztm, #rozowepaski, #zalesie

  •  

    Mirki, Węgierki, poproszę o plus od każdej osoby, która w swoim otoczeniu (rodzina, znajomi) widziała lub słyszała o przypadkach fizycznej przemocy wobec kobiet w związkach w których partnerzy nie są starsi niż 35 lat.

    #pytanie #kiciochpyta #zwiazki #patologiazewsi #patologiazmiasta

    pokaż spoiler Ostatnio zaskakuje mnie niebywale skala tego problemu. Byłem przekonany, że problem został mocno ograniczony w latach '90 między innymi kampaniami społecznymi z za słoną zupą...
    pokaż całość

  •  

    Jesz sobie spokojnie frytasy w KFC, a tu przychodzi taka baba z bachorami i chce pieniądze. Mówisz do niej, że nic nie masz, a ta się pyta, czy może frytki wziąć, bo dzieciaki głodne. Jak powiedziałem wprost "wypierdalaj", to ta szybko sięgnęła garścią, zabrała ile się da i sobie poszła. Bo co? Zabiorę z powrotem skoro brudną łapą dotknęła? Pierdonę w łeb, by potem było, że matkę z dzieckiem w rękach biję? Jebane kurwa cwaniaki. Innym razem jakiś szczyl w tramwaju żebrze, jak mu powiedziałem, żeby się odpieprzył to ten nie daje spokoju. Wtedy mu na to "to niech twój stary pójdzie do roboty". Gnój kurwa mnie opluł i szybko uciekł z tramwaju, bo na przystanku akurat staliśmy. Tacy biedni kurwa, a jak pracowałem w Macu to co tydzień przychodziło dwóch takich łebków z siatkami pełnymi drobniaków. Sami na biednych nie wyglądali, dobrze ubrani i tak dalej. Przyłazili, bo takie miejsca jak restauracje potrzebują drobnych zaś brudasy wolą papierki. I jak tu uważać, że oni mają prawo żyć w cywilizowanym kraju? Zwierzęta, do tego pasożyty.

    #pasta #patologiazmiasta
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    ( ͡° ʖ̯ ͡°) #feels

    pokaż spoiler +20.06.1995

    22 rocznica tragicznej śmierci mojej siostry.
    Było gorąco, z kuzynami poszliśmy nad rzekę, nad Nurzec. Wtedy były inne czasy. Dzieciaki zajmowały się dzieciakami. Pojechaliśmy na wieś do rodziny na Boże Ciało. Rodzice, ciocie, wujkowie - zostali w domu, my z najstarszym rodzeństwem ciotecznym jako opiekunami i "tamtejszymi" z tego gorąca poszliśmy nad rzekę. Mieliśmy nie wchodzić głębiej niż po pas. Bawiliśmy się, polewaliśmy wodą. W pewnym momencie nie mogliśmy się doliczyć mojej siostry. Myśleliśmy, że poszła do domu, a że była młoda - kuzyn poleciał sprawdzić. Nie było. Wrócił. Tutaj nadal jej nie było. Panika, ja płakałem. Zawołali rodziców, wezwano straż pożarną. Szukano, babcia się modliła. Znaleziono zwłoki. Dziś miała by 28 lat.
    Ciężko to wspominać. Chociaż byłem o rok młodszy, to długo się zadręczałem że jej nie pilnowałem. Wogóle tyle złego się wtedy stało. I żale wewnątrzrodzinne, i sprawa. Nie, nie byliśmy i nie jesteśmy #patologiazewsi ani #patologiazmiasta . Kiedyś były takie czasy.

    Uważajcie nad wodą, na dzieciaki, zwłaszcza teraz gdy zaczynają się upały.

    #dzieci #siostra #smierc #woda #lato #upal #utoniecie #wypadek

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: dope
    pokaż całość

    źródło: img4.garnek.pl

  •  

    Jakiś cham wziął sobie sekator i poobcinał nowe nasadzenia do korzeni. Miejscowość oddalona 10 minut jazdy autem ode mnie. Cholera człowieka bierze, że są osoby które czerpią z takich rzeczy przyjemność.
    Zachęcam do wykopania, niech usłyszy o sobie ta kpina człowieka.

    pokaż spoiler #gownowpis #gorzkiezale #patologiazewsi #patologiazmiasta
    pokaż całość

    źródło: pzl24.pl

  •  

    Na przeciwko mnie mieszka typowy Janusz.
    Wielki brzuch, podkoszulek. Jego żona też ulana Grażyna.
    Zawsze flaga wywieszona na święta państwowe, na Boże Narodzenie jakieś krzyżyki w oknie itd

    Typowy kurwa Janusz xD
    Co jakiś czas ten swój spasiony łeb wystawia przez okno i monitoruje osiedle. Czasem jape drze bo gada z kimś z dołu (4 pietra)

    Na sylwestra trzy dni przed spaślak przez okno na dach garażu obok rzuca 3-4 petardy, i tak co godzinę aż do 3 stycznia.

    Co jakiś czas opierdala ludzi.
    Ostatnio jakiś młodych co podjechali autem pod klatkę i wnosili meble " No bo kjrwa nie wolno parkować tutaj xd"

    Przed chwilą jakaś kobietę opierdalał co wyrzuciła jakieś butelki do kontenera na szkło.
    Pojechała autem i się spaślak faflunił, że ona tu nie mieszka i nie wolno.
    Kobieta wywaliła z 3-4 butelki i prawdopodobnie mieszka obok mnie xD

    Nawet jesli nie jest z osiedla to co z tego ? Chyba lepiej, że wyrzuci do kontenera niż gdzieś chuj wie gdzie xDD
    Ale nie kurwa bo janusz polak płaci za śmieci i kurwa nie wolno.

    Co za kraj podludzi xD

    #polska #patologiazewsi #patologiazmiasta #polak #polskiedomy
    pokaż całość

  •  

    Godzina 10, sąsiad właśnie skończył 0,7
    z rozmowy telefonicznej którą odbył na balkonie - wiem że jest jeszcze w posiadaniu funduszy inwestycyjnych, w kwocie złotych 15
    - niedobry waldek nie chce z nim pić a ma emerytury 4000, gdybym ja miał 4000 emerytury to byłbym BOGIEM OSIEDLA, albo bym nie żył ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #bekazpodludzi #patologiazewsi #patologiazmiasta #patologia #heheszki pokaż całość

  •  

    Siedzę w kuchni i jem obiad, okno otwarte na oścież bo ciepło, nagle pod blokiem jakiś typ zaczyna zaczyna piłować ryja

    PAULINA!
    PAULINAAA!
    PAULINAAAAAAAA!

    Przywołało mi to wspomnienia z dzieciństwa, jak jeszcze nie było komórek i tak się wywoływało kolegów na granie w gałę, ale przecież teraz komórki są, więc dziwna sprawa. Myślę, że może typowi bateria padła, albo szybka pękła a wymiana droga, ale zaraz się okazało, że to jednak jakaś grubsza opcja, bo nawoływacz zaraz dodał

    KTO CIĘ DYMA JAK MNIE NI MA?!

    I od początku: PAULINA! KTO CIĘ DYMA JAK MNIE NI MA?!

    I tak raz za razem. Pomyślałem, że to typowy osiedlowy zawód miłosny, typ się najebał, bo w końcu długi weekend, pokrzyczy z 5 minut, żeby upuścić nieco goryczy ze złamanego serca i sobie pójdzie na kebaba albo automaty.

    Ale nie. PAULINA, KTO CIĘ DYMA JAK MNIE NI MA?! - krzyczał już kurwa z 20 minut, aż zaczęło intrygować kim jest rozpustna Paulina i kto w istocie rzeczy ją dyma. Postanowiłem pójść na dół popatrzeć co się dzieje, ale jako, że w Polsce za patrzenie się na różne rzeczy można dostać wpierdol, to postanowiłem przy okazji wyrzucić śmieci, chociaż kosz był prawie pusty - będzie wyglądało, że od tak sobie idę do śmietnika i po drodze niby przypadkiem zobaczę co i jak, ale niby mnie to zbytnio nie interesuje. Wyrzucanie śmieci to obok grillowania czynność na tyle u nas usankcjonowana społecznie, że w jej trakcie się wpierdolu nie dostaje, a przynajmniej ja się nigdy nie spotkałem z taką sytuacją.

    No to wziąłem worek i idę na dół, wychodząc z klatki odpaliłem szluga i okrążam blok. Jak zobaczyłem typa, któremu rogów przyprawiła Paulina, to już wiedziałem, że będzie grubsza inba.

    Wiecie jak wygląda Ninja z Die Antwoord? Jak ktoś nie wiem to zamieszczam zdjęcie. W każdym razie jakby Ninja z Die Antwoord nie mieszkał w RPA czy tam Kalifornii, tylko w Polsce na skrzyżowaniu Konopnickiej i Wyzwolenia i nie był raperem, tylko w czasie awantury domowej by zabił konkubinę siekierą i poszedł za to na 20 lat do więzienia, to by potem wyglądał jak ten typ xD Patolog na 1000%, na mordzie wydziarane jakieś kropki i sztylety, na szyi blizna jakby ktoś mu próbował poderżnąć gardło, na łydce wytatuowane HWDP itd. Na oko miał z 50 lat, z czego większość ewidentnie spędził w różnego rodzaju instytucjach izolujących go od społeczeństwa. Jego kolekcja patologiczny tatuaży, blizn i innych znamion - jak określił to Peja - życia kureskiego, była wyeksponowana bardzo dobrze, bo był tylko w klapkach i krótkich spodenkach, z których kieszeni wystawało nadpite pół litra. Aha, co ciekawe, miał ze sobą też łopatę xD za pomocą której jak sądziłem zamierzał zakopać ciało niewiernej Pauliny i jej kochanka, gdy już ustali kto nim jest xD Wkrótce okazało się jednak, że łopata nie miała służyć do zakopywania kogokolwiek, a wręcz odwrotnie.

    Gdy patolog zobaczył mnie idącego ze śmieciami i szlugiem to zawołał, że ej młody daj szluga bo się wkurwiłem. Oczywiście dałem, bo obawiałem się, że w przeciwnym razie moje szczątki spoczną w zbiorowej mogile z Pauliną i jej gachem xD Patolog odpalił szluga, zaciągnął się, wypuścił dym, zadumał na sekundę, po czym rozwiązał zagadkę, która w tym momencie frapowała już pewnie wszystkich mieszkańców bloku.

    JA WIEM KTO CIĘ DYMA! DYMA CIĘ TEN ZBOCZENIEC, PEDOFIL I KULFON!

    Chciałem delikatnie zapytać, po co drze ryja od pół godziny, skoro wie kto dyma Paulinę, ale w tym momencie na jeden z balkonów na pierwszym piętrze wyszedł rzeczony pedofil i zboczeniec, który widocznie poczuł się wywołany do tablicy i krzyknął, że Patolog sam jest Kulfon, a on Paulinę będzie dymał ile będzie chciał, bo to jego żona. Patolog na to krzyczy, że tak, to zejdź tu kurwo na dół to zobaczymy, a Pedofil krzyczy, żeby to on wszedł na górę to wtedy zobaczymy. Ten wpierdolowy pat trwałby pewnie tyle co bitwa nad Sommą, gdyby na balkon nie wyszła Paulina we własnej osobie, żeby zapytać Pedofila co tu się odpierdala - Patolog jak ją zobaczył to powiedział EEEE, TO NIE TA PAULINA TYLKO INNA, SORY XD Paulina z mojego bloku okazała się więc być zupełnie porządną kobietą, a Pedofil najpewniej wcale nie być zboczeńcem, ani tym bardziej pedofilem.

    Patolog patrzy na mnie, potem na mój worek ze śmieciami i mówi, że worek prawie pusty. To ja potwierdzam, że owszem, jakiś bardzo pełny to nie jest. Patolog na to, że TO SIĘ ELEGANCKO SKŁADA, CHOĆ MŁODY NA CHWILKĘ ZE MNĄ TU KAWAŁEK BO MUSZĘ KURWA PSA WYKOPAĆ A NIE MAM GO KURWA W CO WZIĄĆ POTEM

    Nawet gdyby brzmiało to mniej abstrakcyjnie, to i tak nie miałbym pewnie ochoty nigdzie z półnagim Patologiem chodzić, więc mówię, że niestety jestem zajęty, ale on powiedział NO DAWAJ KURWA JAK CIĘ CZŁOWIEK PROSI, więc już nie miałem zbytnio wyjścia xD Idąc odkopywać psa poznałem zarówno historię tej misji, jak i sprawę z Pauliną.

    Z Pauliną było tak, że była konkubiną Patologa przed jego ostatnim pobytem w więzieniu, który trwał aż 7 lat i był konsekwencją pobicia towarzysza libacji ze skutkiem śmiertelnym. Jak Patolog przekraczał bramę zakładu karnego to Paulina obiecywała, że będzie na niego czekać, ale widocznie przez te 7 lat zmieniła zdanie, bo jak wyszedł kilka miesięcy temu z więzienia to nigdzie jej nie było. Dzisiaj spotkał pod sklepem jakiegoś koleżkę, który powiedział mu, że Paulina podobno mieszka na osiedlu obok, czyli u mnie, jednak nie precyzując adresu. Planem Patologa było więc pójście pod każdy blok na moim osiedlu (a akurat w drodze po psa przechodził koło mojego) i nawoływanie Pauliny, aż ta sama się zdekonspiruje, ale jak widać nie wziął pod uwagę, że kobiet o tym imieniu może być więcej xD

    Z psem sprawa była jeszcze bardziej kuriozalna, a przedstawiała się następująco - Patolog miał sąsiadkę, która nazywała się TA STARA Z PARTERU. Sąsiadka miała psa, a właściwie sukę, która nazywała się Picia. Picia była jedynym towarzyszem życia sąsiadki, która owdowiała dekadę temu, a dzieci to wiadomo, już na swoim, życiem zajęte. Picia kilka tygodni wcześniej zdechła, a sąsiadka nie czując się na siłach fizycznych ani psychicznych do własnoręcznego zakopania jej, najęła do tego patologa, który za ten pogrzeb przyjął korzyść rzeczową w postaci pół litra alkoholu. Sąsiadka jednak tak bardzo tęskniła za Picią, swoją jedyną towarzyszka, a pies zaczął nawet objawiać się w jej snach i rozmawiać z nią po Polsku. W tej sytuacji sąsiadka zdecydowała się na krok radykalny i poprosiła Patologa, żeby Picię wykopał i przyniósł z powrotem xD Patolog się zgodził, ale że tym razem zlecenie było znacznie bardziej nietypowe, to za wykonanie go zażądał aż litra wódy, w tym pół litra płatnego z góry, bo inaczej nie powie gdzie jest pies pogrzebany, jak to się mówi xD To właśnie była wystająca z jego kieszeni flaszka.

    Gdy słuchałem tych opowieści zdążyliśmy już dojść na miejsce pochówku Pici, czyli nieużytki pomiędzy Aleją Wilanowską a torem łyżwiarskim Stegny w Warszawie. Teraz już tam budują gdzieniegdzie jakieś nowe osiedla, ale ogólnie większość to nadal dzikie pola. Patolog zaczyna kopać, z 10 minut machał łopatą ale nic nie ma, to mówi, weź młody tu pokop z boku bardziej, bo ja się zmęczyłem. Jako, że byłem w odludnym miejscu sam na sam z typem, który już kiedyś kogoś zabił, to wolałem nie wspominać, że miałem tu być tylko w charakterze posiadacza prawie pustego worka na śmieci, tylko kopałem xD również bez skutku. Potem Patolog powiedział, żebym dał łopatę, bo to chyba jednak bardziej w drugą stronę i faktycznie po kilku wbiciach łopaty zaczęło jebać jak ja pierdolę, co wskazywało, że ekshumacja zmierza we właściwym kierunku.

    A propos ekshumacji, to dosłownie 5 minut na piechotę od miejsca, w którym kopaliśmy my, kiedyś kopał IPN, bo tam UB potajemnie zakopywało swoje ofiary w latach 40-tych i 50-tych, więc cały czas miałem nadzieję, że i my jednej z tych ofiar nie odkopiemy, bo Patolog zdecydowanie wyglądał na człowieka zdolnego do zapakowania w mój worek na śmieci szczątków jakiegoś AK-owca i wciśnięcia ich swojej sąsiadce jako Pici w zamian za kolejne pół litra, a ja mimo wszystko nie czuł bym się komfortowo biorąc udział w takim procederze xD

    Po chwili kopania było już jednak pewne, że odkopaliśmy jamnika, tylko w umiarkowanym stadium rozkładu. Jebało tak, że kurwa oczy mi zaszły łzami i prawie wyrzygałem ten obiad, co dopiero zjadłem xD Patolog jebnął jeszcze solidnego grzdyla wódy po czym załadował Picię na łopatę a potem do mojego worka, który szczelnie zawiązał. Z tym pakunkiem wyruszyliśmy do sąsiadki po zapłatę. Po drodze zastanawiałem się, które wydarzenia z mojego życia doprowadziły do sytuacji, w której idę przez miasto z recydywistą-mordercą, zgniłymi zwłokami psa w worku na śmieci i łopatą, żeby dostać od jakiejś starej baby pół litra i to nawet nie dla mnie xD Kolejną rzeczą, która mnie trapiła było, że mam uczulenie na pyłki, najgorsze właśnie w czerwcu, więc większość moich śmieci stanowił zużyte chusteczki, bo mi cieknie z nosa - jak sąsiadka wyjmie Picię z worka to sobie pomyśli, że jestem jakimś nałogowym onanistą xD ale potem pomyślałem, że to ona trzyma w domu rozkładające się zwierzęta, więc jeżeli ktoś się tu powinien wstydzić to na pewno nie ja xDDD

    Doszliśmy do bloku patologa, sąsiadka wychodzi na klatkę, łapie kurwa ten worek i zaczyna go przytulać PICIA! MOJA PICIA KOCHANA! Myślę sobie, srogie grzyby kurwa. Wtedy z mieszkania na przeciwko wychodzi jakaś baba i mówi

    CZYLI JEDNAK SIĘ PANI ZDECYDOWAŁA WYKOPAĆ PANI MALINOSKA? JA TAM SIĘ PANI NIE DZIWIĘ, JAK MOJA TEKLA ZDECHŁA TO TEŻ BARDZIEJ TĘSKNIŁAM NIŻ ZA MOIM STARYM JAK UMARŁ. BO PIES, PROSZĘ PANI, TO KOCHA BEZWARUNKOWO.

    #pasta #patologiazmiasta
    pokaż całość

  •  

    Godziny

    Bywają dyżury, na których przychodzi czterdzieści, pięćdziesiąt, a nawet i więcej osób.
    Bywają takie, na których po południu kończą się miejsca na oddziałach, co wcale nie zatrzymuje rzeki ludzi napływających do SOR. Z tego względu kilka godzin później kończą się także miejsca w oddziale ratunkowym. Po prostu fizycznie nie ma wolnych łóżek i krzeseł, na których można by spocząć.
    Niewiele z takich dyżurów pamiętam. Mija kilka dni i wydarzenia mieszają się, przypadki “zlewają” ze sobą.
    Moja pamięć nie jest doskonała, a muszę w krótkim czasie zapamiętać zbyt wiele istotnych informacji. W praktyce następuje “kompresowanie” danych w miarę napływu chorych: ten bez nogi co mu duszno, ta ze spuchniętymi nogami w chustce, ta otyła ze spuchniętymi nogami, ten młody z bólem kręgosłupa, dziewczyna z gorączką, babcia z gorączką, babcia z odwodnieniem, ten z zawałem, żul po napadzie epi…
    W miejsce jednego wypisanego pojawia się dwóch nowo przyjętych. Nie ma kiedy sprawdzić wyników badań. Czasami mam szansę to zrobić tylko raz na 2-3 godziny. Tylko na dyżurach i dobrych imprezach godziny płyną jak minuty. Patrzyłam na zegarek o 17:00, w mojej głowie minęła godzina, patrzę, a tu 21:00. Piętrzą się sprawy, które wypadałoby załatwić natychmiast, a nie ma kiedy, bo oto wjeżdża kolejny zespół PR z ciężkim chorym. Wszystkie wypisy, lekko i średnio chorzy spadają na koniec kolejki priorytetów. Mija kolejna godzina zanim jestem w stanie usiąść przed komputerem i sprawdzić wyniki badań. Pięć osób czeka na wypis, jedna osoba nie zbadana, do sprawdzenia wyniki ośmiu osób. Co zrobić najpierw? Przeglądam wyniki, wypisuję zlecenia na leki, badam nowego pacjenta i pisząc wypis rozmawiam z rodzinami. Kolejne godziny płyną jak woda. Porywa mnie prąd twarzy, klatek piersiowych, brzuchów, zapisów ekg, zdjęć rentgenowskich, tomografii i wyników badań laboratoryjnych. Mój mózg desperacko próbuje zapamiętać wszystkie istotne informacje, a jest ich tak dużo! Zaczyna się jeszcze większe skracanie danych: ten bez nogi, już nie pamiętam z czym przyjechał - do przyjęcia, babcia z gorączką - do przyjęcia, facet z bólem do wypisu... Myślenie przechodzi w tryb zero-jedynkowy, pacjent ma dobre, albo złe wyniki, do szpitala - do wypisu, stabilny - niestabilny. Przeładowanie pamięci krótkotrwałej powoduje, że potrafię zapomnieć, że z kimś rozmawiałam w momencie, gdy przestaję na tę osobę patrzeć. Świat kurczy się do rozmiarów SOR-u. Przez te dwadzieścia cztery godziny istnieją tylko ludzie pod moją opieką, gdy wychodzą z wypisem w ręku w moich myślach “znikają”, dematerializują się jakby nigdy nie istnieli.
    Napływ ludzi ustaje najczęściej około 2-4 w nocy. Jeśli nie ma akurat ciężkiego pacjenta to świat zaczyna wracać do normalnych rozmiarów. Odczytuję zaległe sms-y od męża, ostatnio odpisałam o 16:00, jest 3:30 w nocy. Jestem taka zmęczona. Muszę się położyć. Nie ma po co w tej chwili odpisywać.
    Czasem udaje mi się przespać nawet trzy-cztery godziny, najczęściej dwie, częściej niż bym chciała nie śpię w ogóle, a odpocząć mogę godzinę przez cały dyżur.
    Czasem kładąc się widzę rozbłysk niebieskiego światła na suficie i słyszę dźwięk otwieranej bramy wjazdowej dla karetek.
    Moje wewnętrzne dziecko płacze i bije pięściami w podłogę. Nie chcę, nie wstanę. Dzwoni telefon.
    - Pogotowie pani doktor. Podejrzenie udaru mózgu.
    - Idę.
    Wstaję, najczęściej jest około 4:00 rano. Typowy czas na udar mózgu.
    Zanim zakończę diagnostykę robi się 5:00 rano. Nie opłaca się już iść spać.
    W trakcie, gdy zaparzam sobie kawę wjeżdza kolejna karetka.
    Wiedziałam, że nie ma się już po co kłaść.
    Jak robot badam pacjentów, jak robot zlecam badania i leki.
    Czuję się jak robot. W mojej głowie kłębią się ćmy.
    Wybija 8:00 rano. Jeszcze tylko napisać raport i zdać dyżur.
    Gdy w końcu wyrywam się z tego świata chaosu i cierpienia jest 8:30-9:00 rano. Jadę do domu. W końcu. Czuję się jakbym w pracy spędziła kilka dni, a nie jeden. Czasem ból mięśni na klatce piersiowej przypomina mi przez jakiś czas, że pomimo godzinnej reanimacji znowu nie udało się kogoś uratować.
    A jutro kolejny dyżur. Trzeba odpocząć, zrzucić z siebie macki niedokończonych spraw, to już nie ma w tej chwili znaczenia.
    Wracam do domu. Nic innego nie ma w tej chwili znaczenia.

    #szpitalnadoriel
    #patologiazewsi #patologiazmiasta #medycyna #szpital #lekarz
    pokaż całość

  •  

    Co za pojebana akcja XD
    Stoję se w kolejce do kasy w Biedrze i typ przede mną coś nadpobudliwy. Łazi, krząta się, drepcze w miejscu. No, ale chuj różne rzeczy się widziało. Może piąteczek już włączony i # narkotykizawszespoko. Ale widzę, że kasjerka mocno zaniepokojona, przestała liczyć. Łzy w oczach. Myśle co tu się odpierdala. Zaczyna wydzwaniać tym dzwonkiem po Sebę. Seba wpada, wymieniają kilka słów do siebie po cichu i Seba do mnie, że jestem proszony o wyjście XD Widocznie #pomaranczo mam wymalowane na twarzy.
    Kasjerka ogarnęła Sebe, że nie ja tylko gość przede mną.

    Okazało się, że typ kurwa stojąc przede mną w kolejce pałował Wiplera XDD

    #biedronka #coolstory #truestory #patologiazmiasta #takbylo
    +: jokefake, Proobs +198 innych
    pokaż całość

  •  

    W tesco w #katowice stała za mną dzisiaj para ona na oko około 30lat (fajna karynka nawet) on po 40. Widać po ryju gościa, że #patologiazmiasta albo i #patologiazewsi Ich zakupy to 0,5 i cola.
    Spojrzeli na nasz wózek pełen zakupów i coś szepczą między sobą.
    Po chwili gościu pyta mnie: "Będziecie płacić kartą czy gotówką?"
    Spojrzałem na nich i domyśliłem się, że będą chcieli wymienić bony żywieniowe więc odpowiedziałem "kartą".
    Mój różowy spogląda na mnie i się zastanawia o co chodzi bo wiedziała, że mam tylko gotówkę przy sobie. Po chwili zaskoczyła i powiedziała "Aha już skumałam".
    Zaczepili w tym czasie gościa co stał za nimi i spieniężyli mu 3 bony (3 x 10zł)
    Kiedy przyszła kolej na nas kasjerka podsumowała nasze zakupy i zapytała "kartą czy gotówką?" Z uśmiechem spoglądajac na typów odpowiedziałem: "jednak gotówką" (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    pokaż spoiler 15 każdego miesiąca wypłacają #500plus
    pokaż całość

    źródło: cs.png

  •  

    Co za pojebana akcja XD
    Stoję se w kolejce do kasy w Biedrze i typ przede mną coś nadpobudliwy. Łazi, krząta się, drepcze w miejscu. No, ale chuj różne rzeczy się widziało. Może piąteczek już włączony i # narkotykizawszespoko. Ale widzę, że kasjerka mocno zaniepokojona, przestała liczyć. Łzy w oczach. Myśle co tu się odpierdala. Zaczyna wydzwaniać tym dzwonkiem po Sebę. Seba wpada, wymieniają kilka słów do siebie po cichu i Seba do mnie, że jestem proszony o wyjście XD Widocznie #bordo mam wymalowane na twarzy.
    Kasjerka ogarnęła Sebe, że nie ja tylko gość przede mną.

    pokaż spoiler Okazało się, że typ kurwa stojąc przede mną w kolejce pałował Wiplera XDD


    #biedronka #coolstory #truestory #patologiazmiasta #takbylo
    pokaż całość

  •  

    https://www.wykop.pl/link/3787851/rosja-smiertelnie-potracony-6-latek-okazal-sie-byc-kompletnie-pijany/

    Rosja: Śmiertelnie potrącony 6-latek okazał się być kompletnie pijany

    Śledczy w Moskwie rozpoczęli śledztwo w sprawie wypadku, w którym zginął sześcioletni chłopiec. Choć doszło do niego dwa miesiące temu, to dopiero teraz wyszła na jaw informacja, że dziecko w chwili zdarzenia było kompletnie pijane.

    Do wypadku doszło 23 kwietnia. Mały Alosza Szimko przechodził przez jezdnię, próbując dostać się do domu. Wtedy uderzył w niego samochód. 6-latek wpadł pod pojazd i został pociągnięty jeszcze przez kilka metrów. Dziecko zmarło na miejscu.

    Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-rosja-smiertelnie-potracony-6-latek-okazal-sie-byc-kompletni,nId,2406544#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

    #swiat #rosja #wydarzenia #alkohol #patologiazmiasta #wypadek #motoryzacja #alkoholizm #mikroreklama
    pokaż całość

  •  

    Mam nadzieje ze Twoj dzien kierowco czarnego Audi o rejestracji jesli pamietam DOL... jadący o 6:55 pod wiaduktem na ul Pulaskiego w stronę ulicy Suchej bedzie NAJGORSZY tak jakim sprawiłeś mój poranek jadąc po pustej ulicy z taką prędkością (o losie jak pada deszcz rzeczywiście cieżko domyśleć się, ze studzienki nie wyrabiają) i oblałeś mnie tak bardzo, ze mam mokre dosłownie wszystko a jade do pracy i bede musiała w tych syfiastych ubraniach i mokrych oklejonych włosach siedziec do co najmniej 17... ( ͡° ʖ̯ ͡°) #wroclaw #wkurw #patologiazmiasta a moze i #patologiazewsi pokaż całość

  •  

    #bekazkatoli #bozecialo #patologiazewsi #patologiazmiasta #ekologia

    Tak na szybko podliczając. W Polsce jest około 11 tys. parafii. Każda parafia ma swój pochód i z tego co widzę swoje cztery ołtarze. Na każdym ołtarzu młode brzózki, zazwyczaj około sześciu, czasem więcej, czasem mniej. Około 24 na parafię. Można więc przyjąć, że około 264 000 młodych drzew jest co roku wycinanych tylko po to, żeby przyozdobić ołtarze i żeby zabobonne grażyny zerwały sobie po gałązce. Ponad ćwierć miliona drzew. Z których każde produkuje niezbędny nam do życia tlen. Już nawet nie wspominam o osiedlowych kwitnących krzewach, które przed Bożym Ciałem zostają oberwane z wszystkich kwiatów, bo trzeba sypać płatki Jezuskowi. No ja pierdole. A wystarczyłoby, żeby papież czy inny prymas powiedział, żeby nie niszczyć żadnych roślin w ramach przygotowań do święta, i każdy proboszcz by się dostosował żeby nie mieć problemów. Ale po co, jak się bawić to się bawić (✌ ゚ ∀ ゚)☞ pokaż całość

  •  

    Właśnie jakiś typek zwrócił mi uwagę, że skoro mam wykupiony garaż to nie powinienem korzystać z ogólnodostępnego parkingu xD Ja mówie, że nie chce mi się za każdym razem wjeżdżać do garażu. Zamknął pizde dopiero jak mu kazałem dzwonić na policje xD Pewnie z chęcią by mi przejechał karoserie kluczykiem gdyby nie kamery.

    Brzydze sie biedą xD

    #polakicebulaki #patologiazmiasta pokaż całość

  •  

    Zawsze jak jem orzeszki ziemne i usypie już taką sporą kupke łupinek to szukam w nich jakichś przeoczonych orzeszków i udaję że są powstańcami ukrywającymi się w lesie i je zjadam odgryzając różne części ciała, czasem jak jakiś orzeszek spodoba mi się wyjątkowo to odkładam go na bok i udaję że oszczędzę mu życie i potem go zjadam ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #choryskurwiel #heheszki #patologiazmiasta pokaż całość

  •  

    Z facebooka koleżanki lekarki

    4;20- nad ranem, na SOR chirurgiczny, trafia 7-letni chłopiec, przywieziony przez ZRM, dziecko z b/silnymi bólami brzuszka , tem 40,3 ; od Ok 2/3 dni wymiotuje krwią; Przerwany sen lekarza dyżurnego na Oddziale; chłopiec na blok na cito;
    Zapalenie otrzewnowej; podczas operacji wiele komplikacji- po czterech ciężkich godzinach operacji; chłopiec zmarł.
    Matka chłopca w zaawansowanej ciąży, pod wpływem alkoholu, na ręku liczne rany kute (po środkach odurzających)
    Przekazuje jej makabryczna wiadomość, REAKCJA;
    "Ja pierdole, 900 mniej będzie, kurwa mac, przynajmniej skrzeczał nie będzie, Pierdole mam 3 w domu i tu jeszcze będzie, dobra trudno, dzięki doktoreczko narazie".


    pokaż spoiler #medycyna #zdrowie #patologiazewsi #patologiazmiasta
    pokaż całość

  •  

    Ehh, urząd miasta i typowi polacy kombinatorzy. Wyszedłem na papiroska i gostek zaczął opowiadać jak to jego znajomki i on rano zgarniają bileciki do rejestracji pojazdów, a potem je sprzedają za 5-10zł. A potem człowiek czeka godzinami...
    GDZIE SĄ JESZCZE UCZCIWI LUDZIE?????

    W ogóle typ opowiadał o swoich przekrętach z taką dumą xD

    #szczecin #patologiazewsi #patologiazmiasta pokaż całość

    •  

      @Dorciqch: Akurat miałem taki problem że papiery się nie zgadzały bo nie miałem jednej z trzech oryginalnych faktur i czekam 2 tygodnie na oryginał i de facto w wyznaczonym terminie się nie zmieszczę. Są różne takie historie, fakt jest taki, że jest to niestety smutne że muszę brać razem trzy dni wolnego żeby siedzieć w urzędzie żeby zarejestrować auto.

    •  

      @black_mayonnaise owszem zdarzają się takie sytuacje, jak Twoja, ale i tak lepiej jest się umówić, a jak ma się wątpliwości co do dokumentów i zawsze można zadzwonić do urzędu i zapytać. Chociaż na stronie internetowej wszystko jest ładnie wyjaśnione.

    • więcej komentarzy (18)

  •  

    Oktawian idiota chwali sie na fejsbuku jak rzuca piskleciem przez okno. Chcialabym zeby upadł i sobie glupi ryj rozwalil śmieć jeden
    #patologiazewsi #patologiazmiasta

  •  

    Fragment dyskusji z forum dla głęboko wierzących chrześcijan... (╥﹏╥)

    #patologiazewsi #patologiazmiasta #heheszki (?) #truestory

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Screenshot_20170612-203631.png

  •  

    Ażeby ręce uschły złodziejom wszelakim, również temu, której dzisiejszej nocy buchnął mi z roweru zaparkowanego pod blokiem przednie światełko o wartości 2 zł ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #gorzkiezale #rower #patologiazmiasta #ciulebaniate

  •  

    Niecałe dwie godziny temu, kiedy szłam do sklepu, moją uwagę przyciągnął przywiązany do śmietnika pies. Mieszkam w dość ruchliwym miejscu, więc szczególnie mnie to nie zdziwiło - niestety nie pierwszy i nie ostatni raz widzę taki obraz.
    Zabrałam mojego psa na spacer a kiedy wróciłam do domu, niewielki biały pies wciąż siedział w tym samym miejscu. Nie bardzo wiedziałam jak mam się zachować więc stanęłam w oknie obserwując czy ktoś po niego wróci. Po kilku minutach niedaleko psa zaczął kręcić się mężczyzna w średnim wieku, gdzieś zadzwonił, ale chwilę później zniknął.
    Właściwie chciałam przyprowadzić tę kupkę nieszczęść do domu, ale dwie osoby, pies i kot w kawalerce to chyba wystarczające wykorzystanie metrażu. Kiedy mały biały pies zaczął szczekać zrozumiałam, że nie ma na co czekać, zabrałam telefon i wyszłam na zewnątrz. Przy psie stał już mężczyzna którego widziałam wcześniej. Okazało się, że poszedł na chwilę do domu ale wrócił i kiedy do niego dołączyłam akurat dzwonił na straż miejską. Nie mógł się dodzwonić więc poszedł po policjantów, którzy odbywali patrol po okolicy. W tym czasie mogłam przyjrzeć się psu. Niewielki, biały, w typie maltańczyka choć raczej z krótszą sierścią, swoją drogą poplątaną i bardzo brudną. Przyjaźnie nastawiony od samego początku. Szybko zrozumiałam co tam robi - jego prawe oko przypominało czerwony pęcherz, który może pęknąć w każdej chwili. Po co leczyć psa, skoro można się go pozbyć.
    Staliśmy tak w piątkę - 2 policjantów, tamten mężczyzna, pies i ja. Czekaliśmy na transport ze schroniska. W między czasie policjanci się oddalili, za to zjawiła się kobieta mieszkająca obok. Postanowiliśmy przynieść psu wodę i karmę, nie tknął niczego. Odczepiłam smycz od tego nieszczęsnego śmietnika i chodziłam z nim dookoła. No i nadjechał "hycel", zabrał mojego nowego przyjaciela a w zamian zostawił przeświadczenie, że to jednak prawda, że świat piękny, tylko ludzie to... Sami wiecie.

    #poznan #psy #gorzkiezale #patologiazmiasta #smutnazaba
    pokaż całość

  •  

    Anegdotka teoretycznie już była, ale tak na uboczu i bez tagów, więc postanowiłem przekleić. Czy w takim razie czyni to z tego #pasta ? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ostatnio dyskusja dość głośna o #taxi i #uber - a to protesty, blokowanie ulic, czy standardowe obrzucanie się błotem. W Trójmieście natomiast ostatnia akcja jakoś przeszła bez echa, protestów i innych sposobów na utrudnianie życia klyjentom.

    Uber niby jest. Ba, ma się tu naprawdę dobrze. Jest sporo turystów, a ci z zagranicy raczej chętniej wezwą znanego sobie Ubera. Czyżby taksówkarze poszli po rozum do głowy i zajęli się jakością usług, albo przynajmniej nie strzelali sobie w stopę? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Sam korzystam z Ubera praktycznie tak samo często jak z usług pewnej firmy taksówkarskiej w Gdańsku (nie mówię jakiej, bo będzie że reklamę robię). Kierowcy kulturka, ceny zbliżone do uberowych (a jak algorytm rypnie "ceny szczytu" po jakimś evencie to taksówką nawet wychodzi taniej ( ͡€ ͜ʖ ͡€)), samochody na poziomie (nie mówię że od razu jakieś lymuzyny, ale wszystkie w miarę nowe, czyste, pachnące).. więc MOŻNA być konkurencyjnym. Oczywiście znam też co najmniej 3 lokalne firmy, które słyną z naciągania i cwaniactwa.. (i cały czas funkcjonują, więc chyba nie wiedzie im się zbyt źle..)

    Słowem wstępu, mają taką zasadę, że przy zamawianiu taryfy zawsze pytają o imię i telefon. Przydaje się to w 2 sytuacjach: po pierwsze jeśli jest dużo chętnych, to nikt ci taksówki nie podwędzi (wsiadasz. zanim zaczną jechać, pytają o imię. nie zgadza się - wypad), a po drugie jeśli jest np. zimno albo nie chcesz czekać na dworze - jeśli podjadą, a Ciebie nie ma, wysyłają sms'a (np. "Czarna Zafira stoi tu i tam, zapraszamy").

    Akcja właściwa. Wracam od kumpla z Gdyni do Gdańska. Niestety, jako że słoneczko zaszło już dobry czas temu, tramwaje stoją, autobusy jeżdżą dość rzadko, a jedynym w miarę regularnym środkiem transportu jest SKM, od której stacji mam jeszcze spory kawałek. Dobra, zobaczmy na jakdojade.. OK, mam wygodną SKM, potem przesiadka na autobus.. CO? Autobus odjeżdża 3 minuty przed przyjazdem SKM, kolejny za godzinę. Standard. NIE DZISIAJ. Dzwonimy po taksóweczkę. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Zamówione jeszcze z pociągu na minutę przyjazdu SKM, kierowca podjedzie tak, że ani ja, ani on, nie będziemy musieli na siebie czekać. Miodzio.
    Wychodzę spokojnym krokiem z peronu na ulicę. Widzę, że sporo osób miało podobny pomysł jak mój. To znaczy w połowie - zgadza się część wracania taksówką, niestety nikt nie pomyślał o tym, żeby sobie zawczasu takową zamówić. Taksówek jakieś 5, chętnych co najmniej drugie tyle. Efekt? Dantejskie sceny i bieg "kto pierwszy ten lepszy". Rozrywka prawie tak dobra, jak oglądanie promocji karpia w Lidlu. (ʘ‿ʘ) Ja na miejscu taksówkarzy bym sp$%?#??ał, bo ryzyko wyrwania drzwi w samochodzie mocno wzrosło. (Notka: jeśli tylko mogę, zawsze unikam wsiadania do taksówek które akurat stoją. są dużo droższe. co ciekawe, jeszcze NIGDY nie widziałem taksówki wspomnianej, lubianej przeze mnie firmy, na postoju. nie wiem, może wszystkie jeżdżą? ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°) )
    Idąc takim oto spokojnym krokiem i delektując się dzisiejszą porcją darmowej rozrywki, widzę, jak z boku pojawia się samochód "mojej" firmy. Ach, jak zawsze na czas. Idziemy.
    WTEM! Szu! Idąca do tej pory za mną #karyna nagle dostała przyspieszenia, wyprzedziła mnie prawie potrącając (co łatwe nie jest, swoje ważę ( ͡° ͜ʖ ͡°)). Do tego ciągnęła za sobą za rękę Brajanka, który nie do końca zdając sobie sprawę z (powagi) sytuacji, wahał się pomiędzy ludzkim ekwiwalentem ciągniętego worka kartofli a latawcem (w momencie sprintu rodzicielki zdawał się już podrywać na wietrze).
    TAK! Dobiegła do taksówki o 5 sekund przede mną!
    [J]a: Przepraszam Panią bardzo, ale to moja taksówka.
    [K]aryna: Idź sobie szukać swojej, ja byłam tu pierwsza! Chodź Brajanek, wsiadamy.
    [J]: Ale chyba Pani mnie nie do końca rozumie. Poza tym, nie przypominam sobie, abym pił z Panią wódkę albo przechodził na Ty.
    [K]: k?$@a wyp$%?#??aj, a nie się mondrujesz. Nie chce mi się z tobą gadać.
    [T]aksówkarz: Dobry wieczór, na jakie imię taksówka?
    [K]: Na moje! Wsiadłam tu pierwsza! Jedź pan!
    [T]: Obawiam się, że musi Pani wysiąść z samochodu.
    [J]: przez okno Dobry wieczór Panu, czy to taryfa na imię Drool?
    [T]: Tak, zgadza się. Przepraszam Pana, proszę chwilę poczekać. odwraca się do tyłu PROSZĘ PANI, PROSZĘ WYJŚĆ Z SAMOCHODU.
    [K]: PIERWSZA BYŁAM! JEDŹ PAN!
    [T]: BO WZYWAM POLICJĘ!
    [K]: wysiada zrezygnowana, z miną jakby chciała zabić mnie i taksówkarza, najlepiej podpalając jego samochód, jak obydwaj będziemy w środku. odwraca się w moją stronę WYp$%?#??AJ CHUJU
    [J]: wsiadając ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■ Ja też życzę Pani miłego wieczoru i bezpiecznego powrotu do domu. (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    EPILOG
    [J]: Często zdarzają się Panu takie sytuacje?
    [T]: Częściej, mogłoby się Panu wydawać...

    #patologiazmiasta #truestory #taxistory
    pokaż całość

  •  

    Okruchy życia część 7

    Było to na wakacyjnych praktykach po pierwszym roku studiów. Praktyki pielęgniarskie, czyli bardziej obycie się ze szpitalem, niż przyuczanie do zawodu, jak było w kolejnych latach. W trakcie tego miesiąca spędzonego na oddziale wewnętrznym dostawałam ambitne zadania w stylu: zanieść szybko badanie do laboratorium, zaprowadzić pacjenta na zdjęcie rentgenowskie czy tomografię.
    Pewnego dnia pielęgniarka z dziwnym uśmieszkiem powiedziała mi, że mam taką panią, nazwijmy ją Jadwigą zawieść na tomografię na drugi koniec szpitala. Rozkaz, rozkaz.
    Pamiętam jak ją zobaczyłam. Czarownica z bajki dla dzieci. Cała w paskudnych, czarnych, brązowych, cielistych i mieszanych, owłosionych i nieowłosionych brodawkach. Pomarszczona i skurczona. Do tego wszystkiego śmierdząca potem, moczem i starymi ludźmi tak, że strach było głębiej odetchnąć. Wsadziłam babę Jagę na wózek i jazda przez dziesiątki metrów korytarzy.
    Jechałyśmy windą, a smrodek bijący od kobiety powoli wsiąkał w moje ubranie. Trzecie… drugie… Winda zatrzymała się. Stalowe odrzwia powoli rozchyliły się i moim oczom ukazało się kilkanaście sylwetek ludzkich podświetlonych od tyłu przez wpadające przez wielkie okno słońce. Byli jak czarne cienie w morzu jasności. Już mieli się ładować do środka, kiedy doszedł ich zapach wypełniający windę.
    - Możecie państwo wchodzić - powiedziałam, widząc załamującą się ludzką falę tych, którzy jeszcze przed chwilą przepychali się, kto wejdzie pierwszy..
    - To my poczekamy na następną - powiedział ktoś z tyłu i drzwi powoli zamknęły się pogrążając mnie i babcię ponownie w metalowym śmierdzącym wnętrzu.
    Kobieta miała chorobę genetyczną, która zmieniła ją w Babę Jagę, życie odebrało jej także wzrok i rodzinę. Myślę, że pielęgniarki z własnego wyboru wysłały ją ze mną w takim stanie. Taki mały prztycznek w nos dla przyszłego doktora.

    Pamiętam jak przyjechałam na pierwszy dyżur na SOR-ze. Nie zdarzyło się na nim nic szczególnego, ale ja i tak umierałam ze strachu przy każdym nowym pacjencie. Ok. 24:00 zrobiło się pusto. Około 2:00 pielęgniarki wygoniły mnie spać do kanciapy. Nie dało rady. Przez całą noc chodziłam i sprawdzałam, czy nie ma nowych pacjentów, albo czy wszyscy pozostawieni na noc żyją. Nadal trochę się boję tych dyżurów, że stanie się coś na co nie będę przygotowana, ale reaguję zdecydowanie bardziej racjonalnie. Tak spokojnego dyżuru jak ten pierwszy nie miałam już nigdy.

    Pewnej nocy na SOR-ze był na obserwacji taki bardzo dementywny dziadek, który co chwilę chciał chodzić do toalety. Jak już zasiadał na kiblu to gadał przez kilka minut, oczywiście nawet się nie odlał, a następnie wracał na “swoje” łóżeczko. Jako że chodził dość słabo, każda taka wyprawa mogła zakończyć się upadkiem i było to ogólnie bardzo kłopotliwe dla personelu. Przy którymś kursie do kibla odbyła się taka rozmowa.
    - Gdzie pan idzie?
    - Do kibla - dziadek pokonał około połowy korytarza i stanął w pobliżu wózków.
    - Proszę pana nie powinien pan chodzić bez pomocy bo może się pan przewrócić - próbuję tłumaczyć po raz dziesiąty tej nocy. Dziadek, trzymając w ręku worek z moczem próbował usiąść na jednym z wózków.
    - Co pan robi?
    - Próbuję usiąść - odpowiedział jak najbardziej logicznie.
    - Ale po co?
    - Bo chcę się wysrać.
    Zachowując profesjonalizm pomimo, że coś we mnie umarło jak uświadomiłam sobie, że oto ja, lekarz, miałam ratować życie, a ratuję wózki przed obsraniem.
    - Nie powinno się oddawać stolca na wózki proszę pana, po to ma pan pampersa, pielęgniarki panu zmienią jak pan skończy.
    Dziadek poczłapał z powrotem na łóżko. Pamiętał, że ma nie chodzić przez jakieś pięć minut.

    Było pewnej nocy tak, że policja przywiozła chłopaka do badania do zatrzymania. Seba spokojny, grzecznie odpowiadał na pytania, dał się zbadać. Na twarzy miał bardzo liczne zadrapania od paznokci. Paznokci ukochanej, z którą “się pobił”. Cokolwiek to oznacza. Nie wnikam. Seba poszedł na “dołek”. Kilka godzin później w SOR-ze zjawiła się, nie kto inny jak Karyna, ukochana Seby. Przybyła po więcej niż kilku piwkach z kolegą około 2:00 w nocy i zażądała obdukcji. Dla podkreślenia dramatyzmu sytuacji odsłoniła szyję i pokazała naprawdę dużego siniaka. Nie wiem. Nie wnikam.

    Trafił pewnej nocy na SOR niedorozwinięty facet lvl ok 50 z DPS. Często w piątki od popołudnia zaczyna się wysyp transportów medycznych z domów pomocy, bardzo ciekawa prawidłowość. W relacji pracowników DPS-u koleś zaczął inaczej niż zwykle mówić i oddał bezwolnie mocz pod siebie. Jako że niedawno miał udar mózgu trzeba było wykluczyć, czy nie ma kolejnego. Jak badałam brzuch moją uwagę zwrócił guz w podbrzuszu. Wyglądało na skrajnie przepełniony pęcherz moczowy.
    - Nie ma kłopotów z sikaniem?
    - Nie - odpowiedział pacjent. Albo jest tak niedorozwinięty, że nie wie, że na pewno nie sika normalnie, albo kłamie.
    Próbowałam zacewnikować pęcherz moczowy, nie udało mi się. Chirurg próbował kilka razy różnymi cewnikami. Po każdej próbie, gdy okazywało się, że cewnik zawijał się w cewce moczowej chirurg wyciągał go na tyle energicznie, że chlapał dookoła krwawym płynem. Pewnie w ramach podziękowania za nocną pobudkę. W końcu udało mu się dostać do pęcherza takim sztywnym cewnikiem. Spłynęło 1,5 litra moczu. “Guz” podbrzusza w ciągu minuty zmniejszył się o połowę. W usg brzucha facet nadal miał taki zastój moczu, że moczowody i kielichy nerkowe (miejsca w których nerka łączy się z moczowodem) były rozdęte jak balony.
    Po wykluczeniu udaru pojechał na urologię.

    Był kiedyś taki, nazwijmy go Jacek dla odmiany, który niezbyt często się mył. Niestety trzeba mu było zrobić ekg. Do tego trzeba było ściągnąć gumofilce. Ściągnął. Pielęgniarka prawie się zrzygała. Po całym SOR-ze rozniósł się swąd niemytych stóp.
    - Kiedy pan te nogi ostatnio mył?
    Koleś myśli, myśli długą chwilę.
    - No jak na wiosne sie gumofilce wkłada, no to tak na cały sezon.
    Była jesień.

    Pierwszy dzień w nowej pracy. Znowu SOR.
    Nad drzwiami każdego SOR-u powinna wisieć tablica ze słowami: “Ty, który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją”. Dotyczy to w takim samym stopniu pacjentów, co pracowników.
    Największy SOR w okolicy. Ja pierdolę.
    Do gabinetu wchodzi znajomy z innego oddziału, jeszcze jest na rezydenturze. W tamtej chwili wydało mi się, że na rezydenturze było tak fajnie. Gówno prawda, było beznadziejnie, ale pod innymi względami na teraz.
    - Doriel! Co ty tu robisz?
    - Pracuję.
    - POJEBAŁO cię? Tutaj?!
    - A no jakoś tak wyszło…
    Wszyscy obecni pokiwali ze zrozumieniem głowami.

    #szpitalnadoriel
    #patologiazmiasta #patologiazewsi #medycyna #szpital #lekarz

    Część 1
    Część 2
    Część 3
    Część 4
    Część 5
    Część 6
    pokaż całość

  •  

    #danielmagical #jaca #patologiazmiasta
    Chuj z grubym, ale mi to szkoda Jacy i Gośki. Przez jego streamy wypierdolą ich z chaty i tyle z celebrytowania (╯︵╰,)
    Swoje 5min już miał. Niby tak "pomaga rodzinie" a jakby wniknąć głębiej ( ͡° ͜ʖ ͡°) to więcej z tego problemów niż pożytku.

  •  

    Koleżanka właśnie napisała mi smsa czy w poniedziałek zrobię jej paznokcie to odpisałam, zgodnie z prawdą, że w zeszłym tygodniu sprzedałam MOJĄ lampę do hybryd i no sorry, ale nie. To teraz chyba się obraziła i ma pretensje, że jej wcześniej nie zapytałam czy ona nie będzie chciała, żebym zrobiła jej hybrydy xD takie sytuacje bardzo często przypominają mi o tym dlaczego odcięłam się od moich znajomych
    #patologiazmiasta #gownowpis
    pokaż całość

    •  

      @iAmTS ja robiłam dla świętego spokoju. Po prostu kupiłam lampę do hybryd, ale sobie jednak nie robiłam, bo średnio wychodzi mi malowanie swoich paznokci. Zrobiłam hybrydy kilku koleżankom a te idiotki poszły do swoich, pokazały i zanim zapytały mnie o zdanie już im powiedziały, że mogę im też zrobić. Nigdzie się z tym nie ogłaszam, bo nie chce mi się robić takich rzeczy. Dlatego ostatnio się wkurzyłam po jednej sytuacji, którą jakiś czas temu tutaj opisywałam, i sprzedałam lampę xD pokaż całość

    •  

      @rales dlatego nie spotykam się już ze znajomymi, bo wszyscy są siebie warci ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    Ogłoszenia na spotted, że ktoś znalazł legitymacje studenta zza wschodniej granicy.

    #bekazpodludzi #patologiazmiasta #lublin

    źródło: Capture.PNG

  •  

    No siema ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    W piątkowy wieczór (09.06.17) do historii przeszła ponad 70-metrowa flaga kibiców GKS-u z hasłem „Nasze Miasto, Nasza Krew, Nasze Życie – GKS Katowice”.
    Ceremonia pożegnalna odbyła się w Katowicach na słynnym już płocie z graffiti.


    #mirkohooligans #katowice no i oczywiście #patologiazmiasta #bydlo #bekazpodludzi ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    Normalnie obrzydzenie mnie bierze. Upał na dworze, prawie 30 stopni a ja widzę w pracy ludzi, którzy drugi dzień z rzędu przychodzą w tych samych ciuchach? Kurde jak można? Nawet jak jest chłodniej to nigdy nie założę brudnych ciuchów a co te brudasy to ja nawet nie. Przynajmniej wiem kogo unikać #patologiazewsi #patologiazmiasta #pracbaza

  •  

    Sylwester Wawrzyniak poszukiwany przez Kielecką policję ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #heheszki #patologiazmiasta #policja #kielce

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #patologiazmiasta

0:0,0:0,0:1,0:0,1:4,0:1,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:1,0:0