•  

    http://www.pilipiuk.com/index.php/blog

    Andrzej Pilipiuk wykluczony z konwentu za prawicowe poglady. W komentarzach totalny rak.

    #bekazlewactwa #bekazpodludzi #4konserwy #pilipiuk #kultura #fantastyka #ksiazki #pisarstwo

    Wykop o tym
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Screenshot_20220217-141320_Chrome.jpg

  •  

    Napisałem pierwsze opowiadanie: "Niebo jak z brązu"

    Nie było umiaru w powszechnym ogniu. Każde miasto na wschodzi i zachodzie wciąż zużywało owoce ziemi. A ludzie północy i południa dumni byli ze swej potęgi. Nie patrzyli w górę, na niebo. Nie patrzyli w dół na ziemię. Sprawiłem, że niebo było dla was jak z żelaza, a ziemia jak z brązu.

    Opowiadanie można przeczytać tutaj: https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/28044
    Jest to wprowadzenie do własnego świata, który tworzę od kilku lat, a być może fragment dłuższej całości

    Opowiadanie uczestniczy w konkursie „Tu był las” projektu Zapomniane Sny: https://www.zapomnianesny.pl

    Jeśli podoba Ci się ta inicjatywa, rozważ darowiznę na stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot: https://pracownia.org.pl

    Mapa powstała kilka lat temu.

    #ksiazki #tworczoscwlasna #opowiadanie #zapomnianesny #fantastyka #niebojakzbrazu #earthlikebronze
    #pisarstwo #swiatotworzenie #conworld #ekologia #zmianyklimatu #globalneocieplenie
    pokaż całość

    źródło: niebo-jak-z-brazu.jpg

  •  

    Wczoraj sporo osób pisało, że jest zainteresowana tym co piszę. Pomyślałem, że założę tag #tworczoscwlasnaethernita i będę co jakiś czas wrzucał różne rzeczy z moich zasobów, które od dawna kurzą się mi na dysku. Będą to jakieś krótkie opowiadania, teksty, może kilka wierszy. Nie mam tego dużo, sporo straciłem przez spalenie się komputera wiele lat temu. Ale skoro ktoś jest zainteresowany, ciekawy, to wolę by ujrzało to światło dziennie niż skończyło na zawsze zapomniane gdzieś w szufladzie. Kto wie, może jak natchnie mnie wena to coś krótkiego niebawem znowu napiszę, i też tu wrzucę. Na nic nie liczę - zwyczajnie może komuś się spodoba, coś fajnego sobie poczyta po powrocie z pracy, zainspiruje go by też coś stworzył.

    Na pierwszy rzut pójdzie 11-stronicowe opowiadanie o tytule "Świeca", które napisałem gdzieś w 2012 roku. Pierwotnie miałem zamysł by stworzyć cały cykl takich opowiadań, umieszczonych w wizji przyszłości gdzie to Związek Radziecki wygrywa zimną wojnę dzięki odkryciu niezwykle zaawansowanej, pozaziemskiej technologii. Rolę partii przejmuje odkryta dzięki temu Sztuczna Inteligencja, która po zapanowaniu komunizmu na Ziemi postanawia wprowadzać ten ustrój w całej Drodze Mlecznej i Andromedzie. Ale jakoś tak wyszło, że skończyłem na jednym a potem zabrałem się na pewien czas głównie za szkice i malowanie.

    Wrzucam w PDF, bo wczoraj niestety na własnej skórze dowiedziałem się, dlaczego nikt nie wrzuca długich tekstów bezpośrednio na wykop :)

    https://drive.google.com/file/d/1_tyomz8N_itMT0G31TrpIe2xRr2aYfTf/view?usp=sharing

    Miłego czytania

    #ksiazki #tworczoscwlasna #pisarstwo
    pokaż całość

  •  

    Jak obiecałem wrzucam pierwszy rozdział.

    Nocna ulewa przetaczała się nad opuszczonym kompleksem fabryki samochodów. Wicher zajadle hulał między postrzępionymi blokami betonu i stali, próbując swym wyciem przekrzyczeć monotonny rytm wystukiwany przez miliardy kropel. Pośród przytłaczających brył budynków i hal, obleczonych blaskiem wilgoci i strug wody - wyodrębniał się smukły zarys skulonej sylwetki. Uniosła głowę i wstała, rozprostowując ciało jakby nie człowieka, lecz jego cienia – wysokiego na dwa metry, ubranego w rozrywany podmuchami wiatru płaszcz, ciążący zarazem wchłoniętą wilgocią na szczupłej sylwetce. Wycieńczony chronicznym brakiem snu wędrowiec ten usiadł ponownie na stercie luźnych cegieł, usilnie walcząc ze snem. Strużki deszczu ściekały z namokniętego kaptura na spieczone, spękane wargi. Oczy – skryte w głębokim cieniu, szare i nieprzytomne, spoglądały na niepozorną mysz w drucianej klatce stojącej przed czubami ciężkich butów. Zwierzę biegało zaniepokojone od ściany do ściany, obwąchując swój nowy dom, co i raz mrużąc czarne jak węgielki oczka i strosząc przemoknięte futerko – w tym samym tonie szarości, co oczy mężczyzny. Była jednak bytem nieporównanie silniejszym, niż on, choć w niepewnym, migotliwym blasku chemicznej lampy wydawała się ledwie miotającym listkiem, iskierką pośród martwego gradu kropel. Oboje pragnęli teraz wolności, wydostania się ze swej klatki, więzienia. To wspólne pragnienie było niczym nić porozumienia pomiędzy wszystkim, co żywe; słabym człowiekiem i myszą, ludzką wyobraźnią i niepojętą potęgą, która zamieszkała w tej niepozornej istocie.
    Deszcz wzbierał na sile, a pod nogami ściekały coraz szersze strumienie błotnistej wody. Ociężałe krople dudniły w ziemię przy gwizdach porywistego wiatru niczym dwóch odwiecznych muzyków w najstarszym zespole świata. Tkwiąc na granicy jawy i snu wędrowiec uzmysłowił sobie, że im dłużej te dźwięki przenikały uszy, wchodziły w umysł, tym większy budziły spokój. Stawały się kołysanką, jakąś niezmierzoną przestrzenią, w której dało się usłyszeć wszystko. I nawet przenikliwe zimno nasiąkniętego ubrania, wyciągającego resztki ciepła z drżącego ciała, w pewnym momencie przestało mieć znaczenie. Powracała przeszłość, miniony świat, jak każda sekunda jest kolejnym wcieleniem czegoś, czego ująć nigdy wędrowiec nie potrafił. Zatrzymane obrazy, jak zdjęcia – i te krótkie, zapętlone zdarzenia, spowolnione, złączone ze smakami, dźwiękami, zapachami. Dobrane razem w nieuchwytne, rozmazane slajdy, pędzące teraz przed jego oczyma. I słowa. Ludzkie głosy. Zdania, wyrażenia które usłyszał w nieokreślonej przeszłości, wykastrowane, wylosowane z milionów im podobnych, zapisane bez sensu i kontekstu gdzieś w odmętach umysłu.
    I czułby całkowity spokój, gdyby nie jeszcze coś. Natrętne przeczucie, że nawet we własnej głowie nie wszystko należy do niego, że nawet tam nie miał pełnej władzy. Ktoś grzebał w jego wspomnieniach, myślach, łączył nostalgię ze zdarzeniami, które zatraciwszy się w głębinach czasu, w odmętach ludzkiej pamięci, przestały istnieć – lub podsuwał nowe, których źródło pochodziło spoza jego doświadczeń.
    W co pogrywasz ze mną, rzeczywistości...? - obiegł mętnym spojrzeniem deszczową ciemność, nasuwając głębiej kaptur.
    Kiedy uśpiony oczekiwaniem wpływał w objęcia Morfeusza, powoli dusząc ostatnie iskry świadomości zamykanymi powiekami, coś wewnątrz nie pozwoliło mu zasnąć. Uchylając powieki, wgniótł otępiały wzrok na wartki strumyk wody, jaki podmywał jego buty. Czuł, jakby taki właśnie strumień myśli wypłukiwał z umysłu zarówno trzeźwość jawy, jak i gasił żar ciepła snu. Choć było mu już obojętne, czy przeżyje tą noc, to nawała myśli skutecznie tą obojętność mąciła.
    Podniósł bardzo powoli wzrok, od błota, przez własne nogi, zatrzymując go na otwartej puszkę niedojedzonej, konserwowej kukurydzy stojącej na klatce. Choć napełniona deszczówką po sam brzeg, to nagły powiew wiatru strącił ją jak pusty kartonik, zarazem pozostając na miejscu, rozdwajając się na dwa identyczne przedmioty, choć w dwóch różnych miejscach. Powędrował zmrużonymi oczami za jaskrawożółtymi ziarenkami, spływającymi z błotem powoli ku powstałym kawałek dalej bajorze. Całe to trwające chwilę zdarzenie widział tak wolno, jak płynął teraz dla niego czas. Tylko przestraszona tym mysz czmychnęła w róg klatki tempem błyskawicy, drżąc teraz z zimna przemokniętym futerkiem.
    Poprawił kaptur, zacisnął dwa końce materiału na twarzy tak, że zakrywały szyję i usta. Oczy jednak nie kleiły się już, a rozszerzały w narastającym uczuciu niepokoju. Wstał, podpierając się kolbą długiego karabinu automatycznego. Spojrzał w górę, gdy gęste chmury rozjaśniła na ułamek sekundy odległa błyskawica. Umysł mąciła mu teraz jedna myśl: dlaczego? Odpowiedź zdawała się być na wyciągnięcie ręki, na metr, jaki dzielił go od klatki. Jednak wszelką odpowiedź zdawał się już znać – odległa, niewypowiedziana, nawet nieuzmysłowiona – lecz gdzieś istniejąca myśl, która torturowała go w głębi, dojrzewając z każdym dniem ze swej larwalnej formy ku czemuś, czego wyobraźnia nie umiała choćby musnąć.
    Przez ścianę mroku zaświeciło trzykrotnie małe, punktowe światło żarowej lampy. Zjawa odpowiedział, odsłaniając spod poły płaszcza swoją – a z ciemności rozmytej ulewą wyłoniły się dwie z wolna idące postacie. Uzbrojeni po zęby najemnicy w poszarpanych, wojskowych kombinezonach zbliżyli się ostrożnie, obchodząc szerokim łukiem klatkę. Ich sylwetki kilkakrotnie zamieniły się miejscami, choć w ich oczach ziała ta sama, zwierzęca pustka, równie fascynująca, co budząca niechęć. Twarze ich zapadły się od głodu i strachu - a ręce i nogi w swych ruchach jakby błądziły bezwolnie. Bez energii, pozbawione refleksu i siły szurały obojętnie w błocie i gruzach. Ciała przeżarte własną bezsilnością, które napędzane wciąż żywym jeszcze umysłem, beznamiętnie starały się tylko przetrwać.
    Byli to jego kompani: jedni z „pokolenia motyli”, jak o nich mówiono. Młodzi, nie pamiętający świata przed Ciszą. Żyjący z dnia na dzień i motywowani jedynie chęcią przetrwania. Żyli krótko, nie budzili niczyjej litości. Świadomi swego położenia, funkcjonowali pozbawieni lęku, uodpornieni na zdrowy, ostrzegawczy niepokój przeczuć, bojąc się już tylko tego, co zobaczą gołym okiem. Wyzbyci z wszelkiej głębi, stopieni z rzeczywistością w prostych lękach i równie przyziemnych marzeniach – dostosowali się do nowego świata, świadomie kierując swoje człowieczeństwo na powrót ku zwierzęcym instynktom.
    Tak zostali wybrani przez wędrowca na to straceńcze zadanie. Nie chciał odpowiadać za śmierć ludzi, którzy budzili w nim choć cień szacunku. Jeśli już miał kogoś uśmiercić – to tych, którymi gardził. Wybór miał trudny, gdyż z zasady gardził wszystkimi, a nieliczne wyjątki dawno pożegnały się z tym światem. Mógł tylko wybrać spośród tych, którymi gardził najmocniej.


    - Cisza? – spytał jeden z nich, krzycząc przez huk ulewy
    - Jak makiem zasiał. Nic nie ma. Zakopaliście trupy? - spytał
    - Przykryliśmy płytą, psy się raczej nie dokopią. Spadamy?
    - Ta. Spadamy – rozkazał, zaciskając dłoń na sznurku z przywiązaną na jego końcu klatką
    Osnuci poblaskiem prześwitującego przez chmury księżyca podążyli przez grząskie błoto, jakie zalało wąski pas drogi między fabrycznymi halami automatycznych montażowni. Zwarty mrok ustąpił jeszcze posępniejszej perspektywie; poszarzałemu negatywowi, wypranemu ze wszelkich barw obrazowi osmolonych ogniem budynków, placów zapełnionych stosami złomu, i piętrzących się hałd sparciałych opon, usypanych niczym snopy siana na polu zmurszałego betonu.
    Błądząc jeszcze wiele minut pośród ruin dotarli do olbrzymiego dźwigu, stojącego tu niewzruszenie już od ponad pół wieku. Stąd zbliżali się ostrożnie do pokrytej plamami rdzy fabrycznej bramy. Nim do niej podeszli, w kącie oka wędrowca minął u jej brzegu większy cień.
    Zatrzymał się, dał znak dłonią i schował pod płaszcz trzymaną lampę. Na tą ustaloną komendę podwładni rozproszyli się wśród maszyn i kontenerów, a na środku pozostał tylko on i klatka z gryzoniem. Coś wyczuł... coś innego, coś bez życia, bez jego iskry, lecz zarazem - wyjątkowo żywotnego.
    Czysty chaos. Nasza kolebka, nasza dusza, nasza pierwotność. Wyjęta, naga, wypełzła przeciw nam – zdrajcom własnego chaosu! - wyszeptał pod nosem
    Zrzucił z ramienia karabin i zrobił krok do tyłu, sunąc zamglonym wzrokiem po mokrej rdzy stalowych dźwigów. Ostry szczęk broni rozdarł ponurą muzykę tej deszczowej nocy niczym nóż grube płótno. Jednak ta rozpruta kotara czerni ukazała ledwie głębszą ciemność, gdy pochwyciła księżyc w grubą chmurę migoczącej błyskami burzy, której ulewa była ledwie preludium.
    Wypatrywał wiele minut, nim to coś nie odeszło w dal, nie ujawniając się. Znów zagościł w nim wątpliwy spokój, choć zgubił najemników gdzieś w ciemnościach. Zdjął kaptur i wyjął lampę, stając się ponownie przebłyskiem światła wśród ciemności. Nie nawoływał towarzyszy. Wiedział, że w takich miejscach głos może przywołać wszystko. Mógł tylko czekać w umówionym wcześniej miejscu licząc, że niebawem powrócą.
    Przeszedł betonowym placem, kryjąc się przed deszczem pod daszkiem nad szeroką, obudowaną bramą, otoczoną usychającymi świerkami. Jeśli cokolwiek mogło cieszyć się z tej nocy osnutej kurtyną szalonej nawałnicy – to tylko ci niemi świadkowie wszelkich wydarzeń, uparcie tkwiący w wysuszonej glebie, która tak niechętnie wchłaniała życiodajną ciecz bijącą z nieba.
    Wszedł rozłupanymi drzwiami do pokoju stróżówki i postawił na parapecie lampę. Tu ustalił z najemnikami miejsce spotkania, jeśli coś ich rozdzieli. Czekał. Rozejrzał się dla zabicia czasu; spod zbutwiałego biurka, obok rozrzuconych ludzkich kości, wystawały jakieś częściowo zbutwiałe papiery. Podniósł je i zbliżył do żółtego światła; gruba, rozłożona gazeta; część stron leżała wcześniej w kałuży i zamieniła się w szarą papkę, druga – zżółkła, pomarszczyła się, ale dało się rozczytać tekst u góry – była to nazwa jakiegoś serwisu informacyjnego, z którego ktoś z jakiegoś powodu wydrukował ten fragment. Na nim data: 18.12.2075. Podniósł zachowany od wilgoci fragment, położył na biurku i podjął próbę rozczytania rozmazanej czcionki na zbutwiałym papierze.
    Nim odczytał do końca tytuł - wyłapał z wszechobecnego szumu dziwny szmer. Szelest gałęzi, chrobotanie, stukot jakby palców po blasze dachu. W hałasie bijącego deszczu pomyślał w pierwszej chwili, że to złudzenie szalejącej wyobraźni, lecz... nie miał pewności. Podniósł się, przyłożył kolbę karabinu do barku i wystawił lufę za okno, celując w ciemność. Coś wołało go z mroku. Szept pulsujący w głowie urwanymi wpół słowami, jak pomruki oszalałego umysłu, w którym budzi się milczący zwykle głos czegoś, co nie należało ani do niego – ani do niczego żyjącego.
    No, pokaż się!
    Czekał. Po raz pierwszy zawiodły go zmysły – nie wiedział, co jest w pobliżu. Prócz czegoś nie z tego świata - było tu też coś niewinnego, co w tych nawiedzonych zakładach nie miało prawa do życia. Trwał cierpliwie w czujnym bezruchu przez jakąś minutę, kiedy niespodziewanie tuż przed budką przebiegła w poprzek... wiewiórka. Przestraszona, przemoczona, przypominająca bardziej rudego szczura, ale – wiewiórka. Wskoczyła na pień sosny i wspięła się na szczyt. Opuścił zdumiony broń – Skąd do cholery wzięła się tu wiewiórka...?!
    Przez rozbitą szybę patrzył otępiale jak deszcz bombarduje asfalt, a jego krople zlewają się w jeden strumień biegnący wzdłuż obgryzionego czasem krawężnika. Tak samo jego myśli zbiegały się wciąż w jeden potok, pędząc w jakimś nieznanym, choć czego wewnątrz był pewny - konkretnym kierunku.
    Tak blisko, znowu tak blisko, do jasnej cholery! - wściekł się w duchu, gdy ten nowy wątek myśli urwał się na dręczących wspomnieniach. Znowu wracacie... jak was usunąć, do cholery, z mojej głowy? - mruknął z irytacją. Wszakże nie znał pojęcia wewnętrznego spokoju, gdyż umysł jego ciągle coś zaprzątało. Był jak rozpalony kocioł bulgoczącej i kipiącej zupy wspomnień, przemyśleń, emocji, obaw i tworzonych samemu zagadek. Stan bliski narkotycznemu, całkiem przyjemny, rzecz jasna pod warunkiem, że nie utrudnia akurat bycia tu i teraz wobec sytuacji, gdzie trzeba mocno kroczyć po ziemi.
    Spokój! Spokój, jego mać! - syknął do własnych myśli - Skup się co ważne, no, wracaj, wracaj do mnie, umyśle...! Wyrzucił i tą myśl, po czym potrząsnął bezradnie głową. Podziałało. Spojrzał na popękane szkło zegarka; ledwo widoczne wskazówki pokazywały pierwszą w nocy, ale nie był pewien. Może znów stanął w miejscu – pomyślał. Był tylko świadom, że czeka tu długo. Zbyt długo – jeśli byliby wolni, już dawno by się zjawili
    Pieprzyć to, ich, cały ten szalony świat utkany z marnych przeczuć i domysłów... - stwierdził zgorzkniale. Na hektarach hal, magazynów i zakładów ich szukanie byłoby szalonym przedsięwzięciem i Zjawa dobrze o tym wiedział. A tak jak przewidział, nie miał teraz rozterek. Widział zbyt dużo zniknięć i zniewoleń, by przejmować się ofiarami. Sumienie w jego mniemaniu stracił dawno, zduszone jedną prawidłowością: Na każdego przyjdzie kolej. To jedno nie zależy od nas
    Przed wyjściem dostrzegł, że na parapecie stała duża flaszka wódki, chybocząc się na wichrze. Z lekką nadzieją wetknął nos w jej szyjkę - Deszczówka... - rozpoznał żelazny zapach brudnej wody i odstawił butelkę.
    Za wielką, zadaszoną bramą, z blaknącym u góry napisem „Zakład produkcyjny pojazdów autonomicznych” biegła spowita w mroku dawna trasa szybkiego ruchu. Jedna z arterii prowadzących do miasta od północy, do na wpół martwej metropolii, jednego z ostatnich bastionów cywilizacji. Teraz niewielu było tu podróżnych. Wzdłuż szerokiego, przemierzanego niegdyś przez tysiące samochodów dziennie pasma asfaltu ciągnęły się na przemian różnych rozmiarów ruiny, pochłaniane prze strzeliste topole, akacje, zarośla i trawy. Gruby asfalt i płyty chodnikowe rozpruły pnące się ku światłu rośliny, rozbijając korzeniami najtwardsze marmury, którymi wyłożono wąskie przejścia pod trasą.
    Krocząc w ciemnościach przez potoki rozbryzgiwanej deszczem wody, kierując się w zasadzie tylko kompasem, czas przestawał mieć jakiekolwiek znaczenie. Wspomnienia zlewały się z obecną chwilą w jednej ścianie deszczu, w której kryła się przyszłość. Nieodgadniona siła, która szykowała kolejne sceny historii. Historii każdego i wszystkiego, wielkiego scenariusza, który miał nigdy nie mieć zakończenia.
    A jednak ma – stwierdził – I jaką ty masz rolę w tym pieprzonym cyrku? - wyszeptał, zerkając na ciemne wnętrze klatki, gdzie przemknęły błyszczące oczka. Przez moment myślał nad dawnymi, od dawna nieobecnymi w tym świecie sprawami. Jednak w tym miejscu wszystko o czym rozważał było mu jakieś obce, budzące lęk. Nie mógł uciec, schronić się w bezpiecznym wnętrzu swego umysłu. Szybko poczuł, że była w tym czyjaś wola. Wola, której czas nie dotyczy. Która jest wieczna i przenikająca wszystko, co człowiek posiada. Pokonując swój otępiały zmęczeniem umysł próbował rozszyfrować, co się tu wydarzyło.
    Umysł odmawiał posłuszeństwa. Mógł tylko czuć.
    To wędruje... po swoim terytorium, jak pies. Przygląda się, bada... - prześwidrował wzrokiem mrok - I mi nie chcesz się ukazać, zbliżyć...?
    Wykonał to, co zaplanował. Znalazł to, czego szukał. Schwytał tą zarażoną cząstkę, która przenosiła atmosferę. „Baterię” która nasiąkała klimatem swego miejsca jak gąbka i przenosiła to najogólniejsze chyba odczucie ze sobą. Nie czuł bynajmniej satysfakcji – i nie składało się na ten brak poświęcenie czwórki ludzkich istnień. Bo tym razem nie był to martwy przedmiot. Nie rozumiał, skąd ten precedens Ciszy – i całe to miejsce, które już przecież znał, znów stało się rozsypanymi puzzlami, których nie mógł do siebie dopasować. Czuł już tylko zagubienie. Dezorientację.
    Przystanął i wbił wzrok w ziemię, na mieniące się strużki wody cieknące między nierównymi grudkami cementu. I przyszła mu do głowy pewna myśl – hipoteza, która sama wymykała się spod własnej kontroli. Jej krótki przebłysk zwiastował w tym ułamku sekundy odpowiedź na wszystko, co go teraz nurtowało. Nim jednak wypowiedział ją w swej wyobraźni na głos, rozpłynęła się gdzieś w niebycie umysłu, jak niekończący się ciąg cyfr w rozwinięciu niewymiernej liczby, który komputer natychmiast kasuje, nim pędząc w nieskończoność przeciążą jego procesor.
    Ograniczony, niezdolny do wykroczenia poza swe ograniczenia, zarazem napędzany pragnieniem ich przekroczenia! I wyposażony w coś takiego mam cokolwiek zrozumieć? Absurd... - wzdrygnął się w gniewnej myśli, lecz chwilę później zrozumiał, że być może nie on tą myśl zablokował. Walczę i spieram się sam ze sobą na tak ciasnej scenie mego umysłu... co za znaczenie ma mieć to, co jest wokół? Rzeczywistość, o której myślę, a której obraz zarazem sam przed sobą tworzę? Tak... czuję się jak wojownik, który wyszedł samotnie na arenę i okłada sam siebie pięściami, kontruje własne ciosy. Trybuny są puste. Nikogo nie obchodzi ta walka poza nim samym. A wynik może być tylko jeden. Ktoś z nas przegra, choć jesteśmy tą samą osobą...
    Burza nie nadchodziła, lecz strasząc odległymi grzmotami drgającymi w powietrzu jakby zastanawiała się, w którą stronę popłynąć po niebie swymi ociężałymi kłębami chmur. Dotarł do rozrzuconego po sporym kawałku terenu, zwitku szerokich, drogowych wiaduktów, zjazdów z nich i bezkolizyjnych skrzyżowań. Bokami ciągnęły się tramwajowe szyny, zablokowane kilkoma spalonymi tramwajami. Zza chmur nieśmiało wyłaniała się jasna połówka księżyca i towarzyszące mu, migoczące gwiazdy, co chwilę kryjąc się znów za niewidocznymi, niskimi chmurami. Lecz deszcz nie ustępował. Wędrowiec zatrzymał się, obserwując rozjaśniony na krótki moment teren potężnych bloków zbrojonego betonu odlanego w filary i przęsła, wijące w serpentynach zjazdów, podjazdów, nasypów i szerokich na kilka pasów estakad. Jak labirynt, zburzony i ponownie poskładany w bezkształtną, jeszcze trudniejszą do ogarnięcia całość. Pamiętał, że krzyżowały się tu dwie wielkie arterie tnące dawną 109 Strefę Żółtą na cztery mniejsze obszary, lecz nie był już w stanie skojarzyć, która z szerokich, rozwidlonych nici asfaltu w tej gęstwinie jest którą. Może za dnia byłoby to możliwe... ale nie teraz. Nie w tym deszczu.
    Nagle latarka całkiem zgasła. Zdjął obudowę, dostając się do baterii. Coś sparzyło go w rękę, szybko schylił się i przemył ją w pierwszej kałuży, a z latarki wypchnął dwa podłużne akumulatorki i cisnął je na ziemię. Patrzył z nieukrywaną satysfakcją, jak strumień wody porwał baterie do bajora z wybijającej studzienki.
    - Wylały... cholerne gówno... A teraz dwadzieścia pięć kilometrów po ciemku... – stwierdził rozgoryczony, pociągając dużego łyka z poobijanej piersiówki. Mocny bimber z czarną herbatą ostudził emocje. Na odwagę - mruknął pod nosem, czując już w sobie przyjemne ciepło. Zawinął niezgrabnie rzemyki na kostkach dłoni, dotykając palcami medalików dwóch martwych najemników. Zamachnął się, by cisnąć wisiorkami w przydrożne krzaki.
    Przełknął ślinę, zatrzymał się. Znowu coś wyczuł, to samo co wcześniej. Rozejrzał się uważnie, dostrzegając cienie przemykające w blasku księżyca kilkadziesiąt metrów dalej.
    To byli oni, był tego pewien - czuł wyraźnie ich obecność. Wciąż obserwowali. Ale teraz podeszli bliżej, bliżej niż kiedykolwiek wcześniej. Widział już niemal ich sylwetki na skraju czerni. Precedens, kurna! No chodźcie, chodźcie, spróbujcie... - zrzucił z ramienia broń do rąk.
    Celował w martwą ciemność, aż w końcu, znużony oczekiwaniem powoli wycofał się pod wiadukt, trzymając wciąż jedną ręką gotowy do strzału karabin. Wyjął papierosa, wsadził w zęby i zajarzył go benzynową zapalniczką. Był spokojniejszy. Te kilka zaciągnięć dodało mu jeszcze więcej pewności siebie. Niepokój zdawał się odejść w dal, w mrok, a pytanie rozpłynęło się wraz z nimi w ciemności.
    Nie dali odpowiedzi. Znów odeszli. Zawsze mówili, co chcą... a teraz coś innego... dziwne...
    Kolejny raz wygrałem sam ze sobą, ze swoim strachem i złudzeniami... co za gówniane starcie...
    Blaknący nadchodzącym świtem atrament nieba przeszyła odległa błyskawica. Rozbłysk zdążył zarysować kominy fabryk, których końce nikły gdzieś w zawieszonych nisko chmurach. Trwało to ułamek mgnienia okiem, po czym wszelka dal znów eksplodowała czernią z głuchym pomrukiem grzmotu. Znów znalazł się w deszczowej próżni, sam na sam ze swym umysłem. Lodowaty wiatr przywiał mu jednak towarzysza – zasłyszany kiedyś, bluesowy utwór, który wydostał się z pamięci i szalał w jego głowie, powtarzając wciąż jedną, bezsensowną zwrotkę.
    Zablokował broń i zarzucił na ramię, płomieniem zapalniczki oświetlając porysowane szkło kompasu. Wskazówka długo uspokajała się, wskazując na krótką chwilę właściwy kierunek, po czym znów zaczęła kręcić się bez celu raz w jedną, raz w drugą stronę. Podniósł wzrok, omiatając nim powoli ciętą smugami kropel pustkę.
    I spostrzegł coś, czego nie był świadkiem od dawna - wędrujące wkoło punkty, jak czarne ogniki krążące chaotycznie gdzieś w przestrzeni. Biła od nich jakaś niewyobrażalna siła, energia życia, które nie może się urzeczywistnić, pozbawiona celu i formy. Tańczyły jakby w bezładzie, by rozproszyć się w przestrzeni tak szybko, jak tylko się pojawiły.
    Papieros w ustach zgasł krótkim sykiem, trafiony pojedynczą kroplą w żar. Wypluł go z gniewem i wdeptał butem w błoto.
    Nic z tego nie rozumiem - niechętnie godził się ze swoją porażką – Wszystko, co stworzyliśmy żeby zrozumieć i rozszyfrować rzeczywistość - to robota na nic. Nasze narzędzia poznania to jakieś pieprzone klucze i kombinerki do rozkręcenia powietrza – bezużyteczne, dopasowane tylko do naszego ograniczonego, wewnętrznego schrzanienia, nie pasujące do niczego więcej niż własnych błędnych wyobrażeń... to wszystko to ułuda, nic nie warte kłamstwo naszych subiektywnych, żałosnych zmysłów, stworzonych tylko do czystej egzystencji, do przetrwania, żeby w trawie odróżnić cuchnące gówno od borowika. A my z tego upośledzonego zestawu prymitywnej logiki, pozbawionego solidnych podstaw przeczucia że jednak istniejemy i paru biologicznych skanerów ułożyliśmy cały obraz świata! Do paru dostępnych nam puzzli z ich nieskończonej układanki dobudowaliśmy pasujący nam obrazek. Mały, byśmy mogli objąć go wzrokiem, na takich zasadach, by te kilka kawałków tworzyło całość... - zatrzymał rozpędzający się gniew krótką przerwą, by wziąć kilka długich oddechów przejrzystego powietrza.
    Inna droga... - natchnęła go myśl – Musi istnieć inna droga do Absolutu, do prawdy...
    Wypił do końca zawartość piersiówki i ruszył dalej, w deszcz, w błoto, w cały ten gnój, którym stał się nowy świat. Był jakiś mniej czarny, mniej przerażający – w pryzmacie pijanej ironii wszystko stawało się coraz bardziej żałosne, niepoważne, pozbawione jakiegokolwiek sacrum, rozpływało się coraz mocniej w uderzającym do głowy, alkoholowym widzie. Brodząc w kałużach lawirował między wrakami aut w akompaniamencie bębnów okładanych ciężkimi kroplami blach. Z każdą chwilą deszcz bił w nie coraz rzadziej. Grzmoty cichły, oddalały się jak burknięcia nienasyconych chmurzysk, gnanych wiatrem nad nieznane pod horyzontem ciemności.
    I co zostało? - wystawiał mokrą twarz pod coraz rzadsze ciosy kropel – Jakby wraz z XXI wiekiem wszelka nowa myśl grzęzła w toczącym naszą cywilizację ogromnym maraźmie... i wciąż brak było na horyzoncie siły, jednostki, idei - która popchnęłaby ją do przodu. A w międzyczasie świat ten runął, utrzymująca go konstrukcja zbutwiała i pękła pod ciężarem naszej własnej intelektualnej impotencji... i może jest już za późno na coś więcej, niż rozpoczęcie wszystkiego od nowa i refleksję, gdzie tym razem popełniliśmy błąd...
    Pochylone nad wymarłą autostradą szpalery wielkich, ulicznych latarni chwiały się z głuchym skrzypieniem na wichrze odchodzącej burzy. Być może ostatniej.
    Każda mogła być ostatnia.

    #ksiazki #tworczoscwlasna #pisarstwo
    pokaż całość

  •  

    Nienawidzę się chwalić, ale wydarzyło się w moim życiu coś, co chciałbym gdzieś odnotować. Otóż dziś skończyłem pisać książkę. 562 strony tekstu. 7 lat ciężkiej pracy, kilkadziesiąt jeśli nie kilkaset nieprzespanych nocy, hektolitry kawy i... udało się, choć wciąż w to nie dowierzam. Bo nie uważam się za osobę, która mogłaby to osiągnąć - ot zwykły pogardzany przez wszystkich fizol z magazynu żyjący od pierwszego do pierwszego, który najogólniej mówiąc, przegrał życie już na starcie.

    I o tym chciałbym napisać parę słów. Dlaczego zdecydowałem się by zacząć pisać te 7 lat temu? Cóż, planowałem popełnić samobójstwo. Ale stwierdziłem, że fajnie byłoby zostawić jakąś pamiątkę bliskim, coś jeszcze zrobić. Miałem pomysł na świat, fabułę i bohatera. Mroczny równie jak moje myśli w tamtym czasie. Ale ambitny. Zbyt ambitny. Zakasałem jednak rękawy, bo w sumie nic nie miałem do stracenia. Tematyka którą podjąłem zmusiła mnie do poszukiwania informacji na przeróżne tematy. Czytania wielu książek, odwiedzania wielu miejsc. W końcu i poznania paru osób. Tak znalazłem kilka zainteresowań i pasji, które dają mi satysfakcję do dziś. Tak poznałem też moją narzeczoną, z którą jesteśmy razem już 5 lat. Czy moje życie się zmieniło o 180 stopni? Nie. Ale z drogi prowadzącej mnie nad przepaść jakoś skręciłem w bok, i podążam teraz jako tako przed siebie, chociaż nie do końca wiem jeszcze, dokąd. Dalej jest chu#owo, ale już stabilnie.

    Nie wiem w sumie, co teraz. Zapewne żadne wydawnictwo mi tego nie wyda, bo nie jest to ani poziom poczytnego teraz mułu, ale też daleko mi do mistrzów gatunku. O wydaniu samodzielnie mogę pomarzyć, bo ledwo starcza mi na żarcie i rachunki. Zapewne książka skończy "w szufladzie", ale cóż - chciałem, by coś po sobie zostawić, coś stworzyć, i ten cel osiągnąłem. I cieszę się z tego. Może nie jak dziecko, ale jak ktoś, komu pierwszy raz w życiu coś się udało własnymi siłami.

    Nie zdradzę tytułu, bo nie jest jeszcze ostateczny. Świat powieści to miks "Metro 2033", "Zew Cthulhu" i "Matrixa", czyli symulacja, która bardzo poważnie się "zabugowała" i zamieniła w irracjonalny koszmar, a bohater próbuje to jakoś odkręcić.

    Na koniec mógłbym napisać coś w stylu "Miejscie marzenia, nie poddawajcie się...!" i inne tego typu pierdoły. Ale nie znoszę czarować świata. Wolę odczarowywać go z takich pseudo-wyższych dogmatów. Życie jest różne i różne pisze scenariusze różnym ludziom. I prawdopodobnie nie ma w tym żadnej logiki i zasad. Żyjemy, bo nie mamy alternatywy, i zapełniamy to życie różnymi rzeczami które wydają naszym mózgom ważne, byśmy się w nim nie zanudzili na śmierć. Ale chyba warto tych rzeczy szukać, próbować. Bo skoro to wszystko co robimy i czym się kierujemy jest w gruncie rzeczy gówno warte - to co mamy do stracenia, nie mając alternatywy?

    Dziękuję wszystkim, którzy zauważyli mój wpis i choć na chwilę się przy nim zatrzymali. Może i tak zniknie zaraz w zalewie innych, ale z jakiegoś powodu chciałem to wyrzucić z siebie. Nie rozumiem tej potrzeby, ale poddałem się jej. I jest mi jakoś lepiej, lżej.

    #ksiazki #pisarstwo #chwalesie #przemyslenia #depresja
    pokaż całość

    źródło: k.jpg

  •  

    #ksiazki #pisarstwo #czytajzwykopem

    #mirkopowiesc

    Co Wy na to, żeby razem, wspólnymi siłami stworzyć piękna historię? Wymyślić bohaterów, fabułę, miejsca akcji i wszystko co potrzebne w bestsellerze :)?

    Są chętni? Dzielcie się pomysłami, śledźcie tag. Zjemy słonia po kawałku.

  •  

    Są tutaj jacyś Mirkowie co pisali swoje książki i je wydali? Tak tylko pytam z ciekawości.
    Jeżeli tak to jaka sprzedaż udało wam się uzyskać i jakimi kanałami, ile musieliście zainwestować i czy wam się to zwróciło, ile czasu spędziliście na pisanie, a ile na samą publikacje?

    #ksiazki #pisanie #pisarstwo

    •  

      @Majku_: ja mogę tylko dodać, że moje doświadczenie w tej kwestii jest zupełnie inne niż @LukaszLamza ... jestem debiutantem, pierwsze wydawnictwo do którego wysłałem tekst od razu zdecydowało się go wydać. Duże wydawnictwo, praca z jedną z najlepszych redaktorek w Polsce, dobrze zorganizowany marketing (np. reklama z udziałem popularnego aktora), pozytywne zaskoczenie jeżeli chodzi o finanse. Niech to będzie dla Ciebie motywacją ( ͡° ͜ʖ ͡°) Pozdrawiam i trzymam kciuki za Twoją książkę pokaż całość

    •  

      @tbjoka: czytałem twoje AMA i jakiś wywiad w lokalnym portalu :) Co mogę powiedzieć? Gratuluję :) Mam nadzieję, że i mi się uda. Przede wszystkim uda się napisać dobry materiał, a później znaleźć dobrego wydawcę. Reszta jakoś (może) sama się obroni :)

      +: tbjoka
    • więcej komentarzy (34)

  •  

    ~ #osiedlowyklubikliteracki ~
    Ej chłopaki (i dziewczyny) chciałem się pochwalić, że nasz fikuśny Klub Literatów i Narkomanów dorobił sie profilu na instagramie, narazie jest pusty ale od dzisiaj będziemy tam publikować różne ciekawe treści, nie tylko pisane ale też różne obrazy, rysunki, szkice, projekty i czy nawet muzyczne klipy! A co najciekawsze, jeśli wy też chcecie podzielić się swoją artystyczną aktywnością to też możecie (o ile są to wasze autorskie treści!) Wystarczy że dacie mi cynk mi na PW!
    Gorąco polecam i pozdrawiam cieplutko! (。◕‿‿◕。)

    #oswiadczenie #lieratura #tworczoscwlasna #ksiazki #wiersze #poezja #chwalesie #sztuka #muzyka #fotografia #malarstwo #awangarda #osiedla #performance #film #religia #pisarstwo #pojebanaakcja #rysujzwykopem #postmodernizm #narkotykizawszespoko #teatr #nowebloki
    pokaż całość

    źródło: 1622539363089.png

  •  

    #chwalesie #tworczoscwlasna #poezja #sztuka #awangarda #performence #proza #literatura #pisarstwo #geje - #osiedlowyklubikliteracki -
    Wczoraj z Moim kolegą Maćkiem założyliśmy taki mały osiedlowy Klubik Literacki (narazie jest nieoficjalny), zamierzamy organizować różne wieczorki literackie, odczyty, konkursy piosenki, wystawy itd. Narazie w klubie jest nas tylko trzech tj. Ja, Maciek i taki stary Zugmunt, Zyga jest takim drobnym pijaczkiem ale to nie szkodzi bo wczoraj na otwarciu zaprezentował bardzo piękne 8opowiadanie "o Lipach!" Na siedzibę wybraliśmy starą wiatę koło śmietnika (na przeciwko baru!) Myślę że za niedługo przybędzie nam członków, tak żeby było nas przynajmniej pięciu, byłoby fajnie! Jeśli macie jakieś ciekawe autorskie teksty, wiersze, piosenki czy inne gnioty, to serdecznie zapraszamy w każdą poniedziałek i sobote (w soboty będzie też wino owocowe...) (。◕‿‿◕。)☆*:・゚
    pokaż całość

    źródło: 1600241110777.png

  •  

    #ksiazki #pisarstwo #literatura #blog
    jak miałem 20 lat próbowałem pisać książki, chyba trzy zacząłem, w tym jedną dziejącą się w dwudziestoleci międzywojennym w Warszawie, z prawdziwymi postaciami historycznymi(artystami, główną bohaterką była aktorka) biorącymi udział w fikcyjnych intrygach szpiegowskich. Ile to ja się nie naczytałem, namęczyłem budując strukturę, fabułę, a nawet do 1/3 nie dotarłem. Nawet te dwie co się działy w teraźniejszości były trudne do pisania.
    Teraz mam 35, 15 lat pracy fizycznej w Polsce B za kieszonkowe, dosłownie dorabiając się garba u Januszy biznesu, plus trochę na zmywaku i po kupieniu nowego lapka, testując edytor tekstowy ze zdziwieniem zauważyłem, że materiał sam leje mi się na klawiaturę w postaci strumienia świadomości, ot wystarczy przypomnieć sobie jedną z setek pojebanych akcji i jest opowiadanie, albo cześć rozdziału.
    Muszę popracować nad pisownią, bo zapomniałem języka wśród tej wschodniej dziczy, ale jestem dobrej myśli, to pierwsza dobra myśl od lat. Choć przez chwilę poczułem się jak człowiek, a nie jak biorobot za 1800 z popękanym kręgosłupem. Poleci ktoś stojak pod laptopa, tak bym mógł pisać w łóżku półleżąc, półsiedząc oparty o poukładane w kupę poduszki?(tak mnie najmniej boli). te najpopularniejsze na Allegro mają opinię chybotliwych, niestabilnych.
    pokaż całość

    +: 3agle, P...............a +11 innych
  •  

    Od jakiegoś czasu pochłaniam książkę za książką. Nie wiem czy też tak macie, ale zaczęło mi się marzyć pisanie. Zacząłem grzebać w internetach na temat pisarstwa, wpadłem na ciekawy subreddit https://www.reddit.com/r/WritingPrompts/ gdzie ludzie wrzucają pomysły na powieści, wiersze i inne, a reszta stara się coś na dany temat naskrobać. Tak trafiłem na "[WP] He knows he shouldn't. He really shouldn't. But Satan really loves the Christmas letters sent to him by dyslexic children." i zacząłem powoli pisać. Może nie jest to jakieś długie i wybitne dzieło, ale chciałbym się nim z Wami podzielić ;)
    Zapraszam chętnych: https://docs.google.com/document/d/1osDidWcq2lgIxvUHRvVESJum8fSXJw7bLy9fnXFJKJQ/edit?usp=sharing
    #pisanie #pisarstwo #literatura #ksiazki
    pokaż całość

    +: P.................c, selawi +7 innych
  •  

    Podczas swojego życia, Isaac Asimov napisał prawie 500 książek. Oto sześć zasad, które pomogły mu to osiągnąć.

    1. Nigdy nie przestawaj się uczyć

    Nie byłbym w stanie napisać tak wielu różnych książek, gdybym bazował wyłącznie na wiedzy, którą zdobyłem w szkole. Musiałem cały czas sam się dokształcać. Moja biblioteczka z różnymi publikacjami naukowymi wciąż się rozrastała i musiałem ciężko nad nimi pracować w ciągłym strachu, że popełnię jakiś błąd, który dla kogoś obeznanego w danej dziedzinie będzie śmiesznie prosty.

    Niesamowicie różnorodna lektura, która była wynikiem braku jakichkolwiek wskazówek z zewnątrz, pozostawiła po sobie znamie. Moje zainteresowania rozbudziły się w dwudziestu różnych dziedzinach i wszystkie ze mną zostały. Napisałem książki o mitologii, Biblii, Shakespearze, historii, nauce i wielu innych.

    2. Nie obawiaj się blokady pisarskiej

    Często, gdy pracuję nad powieścią science-fiction, czuję się tym bardzo zmęczony i nie mogę napisać kolejnego słowa.
    Nie gapię się na puste kartki papieru. Nie spędzam dni i nocy, drapiąc się po głowie, która jest pozbawiona pomysłów. Zamiast tego, zostawiam powieść i przechodzę do jednego z kilkunastu innych moich projektów. Piszę artykuł, esej, opowiadanie, lub pracuję nad jedną z książek niefantastycznych. Kiedy robię się już tym zmęczony, mój umysł jest w stanie wykonywać swoją właściwą pracę i znów podsuwa mi pomysły. Wracam do mojej powieści i okazuję się, że mogę z łatwością dalej pisać.

    3. Strzeż się oporu

    Przeciętny pisarz jest skazany na ciągłą niepewność podczas pisania. Czy zdanie, które właśnie stworzył, jest sensowne? Czy wyraża się tak dobrze, jak to tylko możliwe? Czy brzmiałoby lepiej, gdyby zostało napisane inaczej? Przeciętny pisarz zawsze coś zmienia, ciągle szuka nowych sposobów na wyrażenie siebie. Z własnego doświadczenia wiem, że przeciętny pisarz nigdy tak naprawdę nie będzie usatysfakcjonowany.

    4. Obniż swoje standardy

    Myśl o sobie jako o artyście tworzącym szkic, aby jasno z wizualizować sobie swoją kompozycję, bloki koloru, równowagę i całą resztę. Kiedy już uda Ci się to osiągnąć, wtedy przychodzi czas na martwienie się o szczegóły.
    Pisarz nie może wątpić w jakość swoich umiejętności, musi kochać swoje dzieła. Ja kocham swoje dzieła.

    5. Rób więcej rzeczy

    Zanim książka zostanie opublikowana, pisarz nie ma zbyt wiele czasu, aby zamartwiać się tym, jak zostanie przyjęta i jak się sprzeda. Do tego momentu powinien pracować nad kolejnymi powieściami, i tylko to powinno go interesować. To spotęguję spokój jego życia.

    6. Sekretny składnik

    Zapytany o to, skąd bierze swoje pomysły, Asimov odpowiedział:

    Myślę do momentu, kiedy nabieram ochoty się przez to zabić.

    Tłumaczenie własne na podstawie: LINK

    #pisarstwo #pisanie #fantastyka #sciencefiction #sf #scifi

    po więcej obserwuj #kochamsf
    pokaż całość

    źródło: Isaac-Asimov.jpg

  •  

    #film #tworczoscwlasna #moviemaking #scenopisarstwo #pytanie #pisarstwo

    Napisałem scenariusz około 30-minutowego filmu (30 kartek A4).
    Są mirki, które chciałyby go przeczytać i podzielić się ze mną wrażeniami?

  •  

    Piszę w tagach, które mają po kilku obserwujących, ale może kogoś złapię. Mianowicie - całkiem niedawno z kolegami opracowaliśmy (zapewne nie jako pierwsi) pewną zabawę. Losujemy spośród sześciu propozycji postać, czas i miejsce, po czym piszemy na ten temat opowiadanie. Przykładowo, ostatnio trafiła się konfiguracja "samobójca-pokład Titanica-poza czasem". Jakkolwiek abstrakcyjnie nie brzmi, to też ciekawe zadanie dla wyobraźni. Dodatkowo, każda strona musi zawierać (wyrażoną słowami lub fabularnie) sentencję łacińską, oczywiście wylosowaną. Szukam kogoś, kto być może też wprawia się w jakieś pisanie i chciałby poćwiczyć, skonfrontować się z innym stylem i trochę pobawić słowami. Albo ewentualnie sprezentować ciekawą konfigurację czasoprzestrzenną, na temat której chciałby coś przeczytać.
    #pisanie #pisarstwo

    EDIT: Każdy pisze po równej liczbie stron, kolejność także losowa. Jeśli ktoś jest zainteresowany czymś takim to zapraszam do pw
    pokaż całość

  •  

    1.Bądź mną
    2.nie śpij całą noc
    3.napij się kawy
    4.Bang masz chęć napisać nową powieść i porzucić stary projekt
    5. nie umiesz się zdecydować czy pisać w klimatach teslapunk, dieselpunk, atompunk, czy decopunk
    #tworczoscwlasna #pisarstwo #ksiazki

  •  
    i..........r

    +7

    Czy ktoś na Mirko jest w stanie polecić może jakieś forum w internecie, na które można wrzucić wycinek swojej twórczości (opowiadanie czy rozdział książki) w celu uzyskania konstruktywnej krytyki? Google zwraca sporo wyników, ale trudno ocenić, które strony są martwe lub półmartwe.

    #ksiazki #literatura #pisanie #pisarze #pisarstwo #opowiadanie pokaż całość

    +: p....k, lovel +5 innych
Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów