•  

    Zamieszczam ten wpis w odniesieniu do postaci @feuer

    Chcialbym wyjasnic, jako zawistny polaczek, ze nasz drogi przyjaciel troche leci pod chuja.

    Otoz bylem kilka razy w Azji Poludniowo-Wschodniej (a sa to rejony w ktorych rozbija sie nasz przyjaciel) i chcialbym wyjasnic wykopowej gawiedzi kilka faktow:

    1. Azja Poludniowo-Wschodnia (poza Singapurem) jest rejonem bardzo tanim. Wynajem mieszkan,koszty zycia i noclegi w hotelach kosztuja tam mniej niz w Polsce. Mowie tu o takich krajach jak Tajlandia, Birma, Wietnam, Laos, Kambodza, Filipiny czy Indonezja.
    2. Azja Poludniowo-Wschodnia posiada bardzo rozlegla siec polaczen tanich linii lotniczych (z cenami czesto nizszymi niz te Ryanaira) Prosze zrozumiec, ze lot z Bali do Kuala Lumpur moze kosztowac 100zl (a jest to odleglosc jak z Warszawy do Barcelony)

    Jednym slowem, gdy zarabiasz nawet typowa polska pensje, mozesz w rejonie kolegi czuc sie komfortowo (poza Singapurem, ktory ma bardzo drogie hotele)

    Nasz kolega mieszka(l) w Indonezji, na wyspie Bali. Bali slynie z jedej z najtanszych baz noclegowych w calej Azji Poludniowo-Wschodniej. Wystarczy skumac, ze 4* hotel kosztuje tam od 60zl za noc. ZA 2 OSOBY!!!

    https://www.booking.com/hotel/id/grand-bimasena.pl.html?aid=357019;label=gog235jc-hotel-XX-my-vipodNresidence-unspec-no-com-L%3Apl-O%3AwindowsS10-B%3Achrome-N%3Ayes-S%3Abo-U%3Asalo-H%3As;sid=20c342764f72af77c936ac5679292e6f;all_sr_blocks=50049801_90934438_0_1_0;checkin=2017-10-03;checkout=2017-10-04;dest_id=835;dest_type=region;dist=0;group_adults=2;highlighted_blocks=50049801_90934438_0_1_0;hpos=4;nflt=class%3D4;room1=A%2CA;sb_price_type=total;srfid=a30abbf19d057dafee98bab579fa741bc56d744eX4;type=total;ucfs=1&;selected_currency=PLN;changed_currency=1

    Zrozumcie wiec, ze nie jest wielkim problemem, zeby wynajac sobie dom z basenem za kwote nizsza niz kawalerka w Warszawie! Zamieszczam przyklad na szybko mieszkanka za 2k zl za miesiac. Oczywiscie mozna znalezc taniej na miejscu. Pewnie za polowe ceny.

    http://www.balibudgethousing.com/rentals/great-apartment-rent-umalas/

    Tak wiec drogi @feuer jako cebulak z Polski zauwazylem, ze sie lansujesz troche tanio, bo wykorzystujesz niewiedze naszych kochanych wykopkow, ktorzy mysla, ze spotkales zlota rybke z 3 zyczeniami...

    Jak sie lansowac, to w Nowym Jorku, Amsterdamie, Seszelach czy Singapurze, gdzie ceny dobrych hoteli zaczynaja sie od 1000zl za noc.

    Twoj ostatni wpis z Kuala Lumpur z apartamentowca Vipod Residences tez dupy nie urywa! Czekamy na Singapur i zdjecie z dachu z Marina Bay Sands (nocleg za 1200zl a nie 200 jak w Kuala Lumpur)

    https://www.booking.com/hotel/my/vipod-residence.pl.html?aid=357019;label=gog235jc-hotel-XX-my-vipodNresidence-unspec-no-com-L%3Apl-O%3AwindowsS10-B%3Achrome-N%3AXX-S%3Abo-U%3AXX-H%3As;sid=20c342764f72af77c936ac5679292e6f;dist=0&group_adults=2&sb_price_type=total&type=total&

    #oswiadczenie #takaprawda #polak #podroze #emigracja
    pokaż całość

    źródło: feuer.jpg

  •  

    Ścieżki gwiazd na formacją skalną Fala

    Rezerwat Kanionu Paria i Cynobrowych Klifów (Paria Canyon-Vermilion Cliffs Wilderness) składa się z rozległych płaskowyżów, wysokich skarp i mniejszych, głębokich kanionów, jednak najbardziej wyjątkowa jest Fala (The Wave), która w zależności od światła przybiera odcienie różu, czerwieni, pomarańczu, brązu, bieli i żółci.
    To jedna z najczęściej fotografowanych formacji skalnych na świecie zbudowana jest z miękkiego piaskowca, który w wyniku długotrwałego działania wiatru, deszczu i słońca przybrał harmonijne, przypominające morskie fale kształty. Dodatkowy wpływ na kolor i kształt fal skalnych miał ruch i szybkość utleniania się minerałów, głównie magnezu i żelaza.
    W czasach prehistorycznych Falę stanowiły pustynne wydmy, które na przestrzeni lat zamieniały się w skały. Po odpłynięciu wód z lodowców, podczas ostatniej epoki lodowcowej (ok. 10-20 tys. lat temu) powstały liczne wgłębienia, które nadały skałom niezwykłe, malownicze kształty. Największe skalne fale osiągają nawet 20 m szerokości i 36 m długości, a pomiędzy nimi prowadzi szlak Coyote Buttes.
    fot. Travis Burke.

    źródło

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #earthporn #astronomia #astrofoto #podroze #usa #exploworld #gruparatowaniapoziomu #kosmos
    pokaż całość

  •  

    Sao Thome das Letras - brazylijski hippyland cz. 2.
    - waytoeldorado.pl

    Na razie przy opisie Sao Thome skupiłem się właściwie tylko na ludziach, a prawda jest taka, że gdyby na tym kończyły się zalety tego miejsca pewnie nawet bym o nim tutaj nie wspominał.

    To, co sprawia, że miasteczko jest tak ciekawym dla mnie odkryciem jest mieszanka bezproblemowych, przyjaznych ludzi, naprawdę pięknej natury i energii, którą emanuje to miejsce. Chodząc po kamiennych uliczkach Sao Thome człowiek ma wrażenie, że nagle spośród betonowych chaotycznie zabudowanych ulic, często obklejonych ciasno dookoła favelami znalazł się w samym środku baśni. Przy tym wszystkim cały czas ma się uczucie że mimo dużej ilości hotelików, pousad i pokoi do wynajęcia całe to miejsce żyje spokojnie swoim życiem nie ekscytując się za bardzo turystami. Wygląda to tak jakby turyści byli tu tylko dodatkiem, który pozwala mieszkańcom żyć po swojemu. Przyjechałem tutaj poza sezonem i po kilku dniach czułem się jakbym był częścią tego miejsca, każde wyjście z pousady oznaczało spotykanie znajomych twarzy, które po jakimś czasie witały mnie jak starego sąsiada. Wrażenie zupełnie odwrotne do tego czego doświadczamy zwykle w typowych miastach turystycznych jak nasze polskie Zakopane, gdzie człowiek czuje się jak ranna antylopa próbująca schować się przed stadem sępów i gdzie jasno widać podział MY i ONI, czyli my klienci, próbujący nie dać się naciągnąć i oni - górale próbujący wydymać nas na byle oscypku.

    Całe to uczucie baśniowości wzmaga się jeszcze bardziej po opuszczeniu murów miasta i wejściu, na którąkolwiek z tras wyjazdowych.

    Chociaż trasy wyjazdowe to chyba złe określenie, tak naprawdę jest jedna trasa wylana betonem prowadząca do miasta oddalonego o ok. 40 kilometrów, która biegnie wśród wzgórz będących też źródłem kamieni - surowca, z którego powstaje większość okolicznych budynków. Z drugiej strony miasteczka mamy zwyczajną wsiową drogę wyglądającą jak udeptana glina, która prowadzi do kilku pięknych wodospadów rozmieszczonych w promieniu kilkunastu kilometrów, kilku jaskiń, malutkiej wioseczki i sporej ilości campingów o dwuznacznych nazwach typu “grzybki” (miasteczko znane jest jak już wspominałem z luźnego podejścia do miękkich narkotyków, marihuany czy właśnie grzybków, do których nawiązania można znaleźć dosłownie wszędzie). Ciężko to wyjaśnić słowami, ale samo wyruszenie tą glinianą trasą na kilkugodzinny spacer ma w sobie coś co uspokaja. Może to fakt, że w ciągu prawie całego dnia spotkałem na trasie ledwie kilkoro ludzi, a może chodzi o dziwną przyjemność jaką daje oglądanie tak nasyconego różnymi kolorami krajobrazu (od czerwonej, glinianej drogi biegnącej często wzdłóż intensywnie zielonej, wylewającej się nad trasę dżungli do jasnozielonych pastwisk ulokowanych na wzgórzach poznaczonych wielkimi głazami czy w końcu po dojściu odpowiednio daleko – widoku dolin, które wyglądają bardziej jak kamienista sawanna). W każdym razie trzeba przyznać jedno – Sao Thome i okolice mają klimat.

    Wspominałem o wodospadach.

    Jest ich tutaj w okolicy kilkanaście, w różnej odległości, do niektórych dojście jest proste, do części trzeba zasięgać języka, kluczyć po pastwiskach albo wspinać się po skałach. Te drugie są najczęściej dużo ciekawsze i na nich spotykałem ludzi sporadycznie.

    Jeden z mniejszych wodospadów mieści się na odludziu, koło przyczepy lokalnego rzemieślnika tworzącego rzeczy z kamienia. Chcę o tym człowieku wspomnieć, bo wydaje mi się, że tryb życia jaki prowadzi jest mokrym snem każdego introwertyka lubiącego naturę. Jak już wspomniałem mieszka kilka kilometrów od reszty zabudowań małej wioseczki Sobradinho. Jakieś 30 metrów od wodospadu postawił małą kamienną chatkę a obok niej przyczepę, która jest jego pracownią. Cały dzień obrabia kamienie i tworzy z nich zarówno pamiątki dla turystów jak i całą gamę rzeczy, z których się tutaj po prostu korzysta jak np. kamienne podkłady do pieczenia pizzy lub steków używane przez tutejsze restauracje, kamienny grill czy kubki. Kiedy raz na jakiś czas na horyzoncie pojawią się turyści oglądający wodospad, w razie potrzeby zamienia się w barmana we własnym mini barku doklejonym do pracowni. Jego jedynymi kompanami na stałe są pies i cross, który jeśli trzeba zapewnia mu szybką komunikację z resztą świata. Jego jedynym zobowiązaniem – potrzeba zarobienia na proste życie, które prowadzi.

    Takich właśnie ludzi ciągnie do Sao Thome, prostych, ceniących sobie życie bez stresów wielkiego miasta.

    Chciałbym napisać coś więcej o przyrodzie w Sao Thome, ale chyba nie ma to sensu. Żaden opis przyrody nigdy nie będzie na tyle ciekawy, żeby naprawdę zainteresować, zwłaszcza w dobie internetu kiedy każdy może odpalić sobie google grafika i znaleźć na drugim końcu świata zdjęcia jeszcze ciekawszych miejsc niż opisywane. Człowiek tak naprawdę docenia naturę dopiero kiedy ma szansę ją poczuć na żywo. Wtedy nawet mazurskie jezioro o zachodzie słońca wpływa na nas dużo mocniej niż najlepsze zdjęcie norweskich fiordów, dlatego zamiast opisu zostawię kilka zdjęć i przejdę do ostatniego o czym chciałbym opowiedzieć odnośnie Sao Thome.

    Magia.

    Nie wiem skąd się to tutaj wzięło, ale ludzie w Sao Thome... Wierzą w gnomy, wiedźmy i ufo. Ciężko ucieć od łączenia tego faktu z ich zamiłowaniem do narkotyków, ale podobno często tutaj widują dziwne rzeczy. W sklepach z pamiątkami, na ulicach czy w nazwach obiektów co chwila widać nawiązania do zjawisk paranomalnych. Trochę to śmieszne ale Sao Thome nawet wykształciło swoją własną modę łącząc motywy bajkowych istot z motywami typowo hipisowskimi i indiańskimi i tak można tutaj znaleźć koszulki upstrzone jaskrawymi kolorami i narysowanymi skrzatami, albo gnomy chodzące po łące i zbierające magiczne grzybki. O dziwo mieszkańcom naprawdę zdarza się chodzić w podobnych rzeczach.

    Jeśli chciałbyś obejrzeć więcej zdjęć z Sao Thome zapraszam TUTAJ.

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

  •  

    Hej mireczki, oto cześć mojej kolekcji magnesów na lodówkę. Jak Wam się podoba? ;d

    pokaż spoiler #magnesy #podroze #polska #europa #swiat

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Palmanova - miasto idealne

    W okresie renesansu wśród miejskich projektantów w całej Europie zrodziło się pojęcie "miasta idealnego". W mieście idealnym miała być zachowana niezwykła symetria ulic i kształtów, wielkość placów miała odpowiadać szerokości ulic, a te z kolei miały wpływ na wysokość kamienic. Chodziło o zachowanie wyjątkowej symbiozy pomiędzy władzą, duchownymi, szlachtą, a mieszczanami. Utopijne wizje miast idealnych powstawały głównie na papierze. Między innymi projektował je Leonardo da Vinci. Kluczem do sukcesu miało być zapanowanie nad chaosem. Filozofowie i artyści przez wiele lat dyskutowali o harmonii symetrii i umiaru w projektowaniu, aż w końcu we Włoszech powstała Palmanova - miasto idealne.
    Palmanova została zaprojektowana przez Vincenzo Scamozziego na zlecenie Wenecjan .
    Miasto zostało założone 7 października 1593 roku. Wybór daty był nieprzypadkowy - dokładnie 22 lata wcześniej siły chrześcijańskiej Europy pokonały Turków w bitwie pod Lepanto, 7 października przypadał również dzień św. Justyny z Padwy, którą wybrano na patronkę Palmanova. Wkrótce miasto przybrało kształt dziewięcioramiennej gwiazdy - formy znanej z architektury militarnej.
    W centrum miasta znajduje się sześciokątny plac Piazza Grande wyłożony istryjskim kamieniem, z którego wychodzą gwieździście ulice.Obok ratusza najważniejszym elementem Piazza Grande jest katedra, którą wzniesiono w 1636 roku. 140 lat później zbudowano przy niej dzwonnicę, która celowo była niższa niż inne tego typu konstrukcje. Tym samym nie była widoczna spoza murów miejskich. Całość została zaprojektowana w sposób perfekcyjny. Główne ulice miasta mają taką samą długość i szerokość 14 metrów. Na końcu ulic znajdują się bramy wjazdowe do miasta. Całość miasta otoczona jest murem i obwałowaniami w kształcie gwiazdy. Z powietrza miasto przypomina płatek śniegu.
    Miasta idealne miały “wytworzyć” idealnych ludzi renesansu. Twórcy miasta idealnego chcieli ograniczyć przypadkowość w architekturze miejskiej. Wierzyli we własny geniusz. Chcieli stworzyć miasto zaprojektowane od początku do końca, bez miejsca na przypadek. Nie przewidzieli jednak, że takie miasto nie będzie miało jak się w przyszłości rozwijać, bez naruszenia swoich “idealnych” proporcji.
    Palmanova jest wzorowym i do dziś podziwianym przykładem miasta idealnego. W mieście idealnym - tak jak tutaj - najważniejszy miał być centralny plac, coś w rodzaju rynku, ulokowanego dokładnie w samym środku miasta - tak by każdy z mieszkańców miał tutaj stosunkowo blisko. Przy placu stoi katedra - drugi istotny element idealnego miasta. Wokół odchodzą gwieździście ułożone ulice. Całość oplatała geometrycznie perfekcyjna siatka ulic.
    Poza Włochami idealne miasto znajdziemy w Holandii (Brielle), w Polsce na tych samych zasadach zbudowano Zamość. Jednak tylko Palmanova zachowała do naszych czasów wygląd sprzed ponad 400 lat, niezmiennie zachwycając swoją idealną formą.Miasto wpisane na listę UNESCO.

    żródło

    plac Piazza Grande

    katedra

    widok z lotu ptaka

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #earthporn ? #cityporn #architektura #gruparatowaniapoziomu #podroze #wlochy #exploworld #historia trochę #zamosc
    pokaż całość

  •  

    Cześć!

    Wracamy do Was z kolejną okazją cenową. Zanim jednak przejdziecie dalej, sprawdźcie nasze #rozdajo - klik. Czeka na Was aż 10 bonów do Decathlona o wartości 25 zł. Jak na razie, szanse wygranej są naprawdę duże!

    Ale co do okazji - marzy Wam się podróż do Azji? Małe #azjaexpress ( ͡° ͜ʖ ͡°)? W takim razie mamy dla Was coś specjalnego!

    16 dni w Wietnamie już od 2020 zł. W cenie przeloty, noclegi oraz śniadania! klik

    Na pokład możecie zabrać ze sobą zarówno bagaż podręczny, jak i rejestrowany. W obie strony czekają Was przesiadki w Doha i Bangkoku.

    Do następnego!

    #breakplan #podroze #podrozujzwykopem #tanieloty #promocje #okazje #turystyka #taniepodrozowanie #wietnam #azja

    PS Jeśli marzy Wam się podróż do jakiegoś konkretnego miejsca - piszcie! Z przyjemnością zajmiemy się wyszukaniem najlepszych przelotów i noclegów za Was! Co więcej, zrobimy to zupełnie bezpłatnie. Wystarczy, że skontaktujecie się z nami mailowo na adres rezerwacje@breakplan.com.
    pokaż całość

  •  

    Tunel Miłości

    W miejscowości Klewań na Ukrainie znajduje się jeden z najpiękniejszych roślinnych tuneli na świecie. Tunel Miłości powstał, kiedy władze wstrzymały wycinkę drzew wokół linii kolejowej prowadzącej do fabryki płyt pilśniowych. Pociągi nadal tędy kursują.
    W ciepłych miesiącach ciasno posadzone drzewa tworzą bajkowy zielony tunel o długości trzech kilometrów. Stanowi on główną atrakcję miasta i jedno z najbardziej malowniczych miejsc na Ukrainie
    Miejscowa ludność wierzy, że zakochane pary mogą w tunelu pomyśleć sobie życzenie. Życzenie się spełni tylko jeśli ich miłość jest prawdziwa.

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #earthporn #podroze #exploworld #ukraina
    pokaż całość

    źródło: vladtime.ru

  •  

    798125 - 255 - 221 - 216 = 797433

    Spontaniczna szwendaczka z kuferkiem po kilku krajach na południe od Polski. W sumie w ciągu 6 dni byłem w 6 różnych państwach.

    Na tydzień „bożocielny” miałem pierwotnie zaplanowany wypad w Alpy, jednak gdy dzień przed wyjazdem sprawdziłem prognozy pogody dla tego obszaru, zacząłem myśleć nad zmianą kierunku. Chudy portfel też przemawiał za krajami bardziej przystępnymi cenowo. No to wymyśliłem: jadę na południe, a potem się zobaczy ;) Wstępnie wyrysowałem część trasy, jednak ostatecznie miałem wyrysowane jeszcze mniej, bo Garmin miał problemy z wyświetleniem takiej ilości punktów (za duży ślad gpx).
    Głównym celem tego wypadu miał być też test strategii noclegowej jaką miałem przyjąć na sierpniowym MRDP. Zakupiłem zdecydowanie mniejszy i o ponad kilogram lżejszy od dotychczasowego namiot jednoosobowy. Biorąc pod uwagę skromny budżet, padło na Rockland Soloist. Niestety nawet nie było mi dane wykonać testowego rozłożenia przed startem. Jak spontan, to spontan :)

    Dzień I

    W sobotę pobudka o 4 rano. Ostatni w tym tygodniu prysznic, dopakowuję ciasto owsiane standardowo już upieczone na drogę przez żonkę i około 5:30 w końcu wyruszam! AWOL ubrany w kuferek wygląda - jak to trafnie ocenił Emes na zlocie - jak po wyjeździe z lidlowej wyprzedaży :) Ważę cały zestaw bez napojów i prowiantu – 20 kg. Dużo! Tu foto zabranego ekwipunku
    Pierwsze kilometry w kierunku Żor i już pierwsze zwątpienie – odzywa się ból w okolicy prawego kolana, który dokuczał mi podczas Maratonu Podróżnika w którym startowałem zaledwie tydzień wcześniej. Do tego wieje mi centralnie w twarz. Co któraś nieostrożna próba naciśnięcia na pedał wywołuje ból. Czy jest sens w ogóle wyruszać? Do domu jeszcze blisko.
    Postanawiam mimo wszystko jechać. W miarę oszczędnie, a jeżeli będzie bardzo źle, to przenocuję gdzieś i następnego dnia wrócę. Zauważam, że robiąc podjazdy na stojąco, ból prawie nie dokucza.

    W Cieszynie mijam Maca. Zajeżdżam na mały postój, bo przecież urlop i co sobie będę żałował ;)
    Po przekroczeniu Olzy jestem w Czechach. Nie zabawiam w tym państwie na długo, bo już po 35 km, przez niewielką przełęcz przedostaję się do Słowacji.
    Ta jednak wita mnie deszczem. Jadę dalej na krótko, bo wygląda to na przelotny epizod. Po godzinie przestaję się już łudzić, jednak jest mi za zimno żeby się zatrzymywać, więc ciągnę to dalej. Po dwóch godzinach ciągłych opadów wychładza mnie na tyle, że postój to już mus. Dodatkowo cały czas nie daje o sobie zapomnieć kolano, więc postanawiam je przyodziać w nogawkę. Na przystanku mnie nieźle telepie. Uzbrojony i odżywiony ruszam dalej. W okolicy Strecna przekraczam most nad Wagiem, skąd rozpościera się ładny widoki na zamek.
    Opad słabnie, więc nastrój trochę poprawiony, jednak jak się okazuje - nie na długo. Gdy wjeżdżam na drogę w kierunku Martina, zatrzymują mnie służby drogowe i okazuje się, że na skutek deszczu jezdnia obsunęła się i nie mam szans na przejazd. „Tylko Žilina, Tylko Žilina” czyli muszę się wracać i szukać drogi dookoła. Co za pech. No ale trudno, nie mam przecież sztywno wytyczonej trasy i nie jest to jakiś duży problem. Mimo wszystko szkoda, bo widokowo droga zapowiadała się elegancko.

    Odwracam rower w przeciwnym kierunku, ruszam i co? W tylnym kole zero powietrza! No jeszcze tego brakowało. Przecież mam komplet nowych opon Conti Gatorskin, które miały być takie och ach odporne na przebicia. Już nieźle wkurzony chowam się pod jakiś most, bo wciąż siąpi i szukam przyczyny awarii. Znajduję małe szkiełko, więc decyduję się na łatanie. Patrzę na to wszystko z boku wkurzony: jestem przemoczony, rower cały ufajdany, a bagaże już przekopane i z pierwotnego ładu nic nie zostało. Dopiero wyruszyłem, a czuję się i wyglądam jakbym już przeciorał się dobry tydzień w krzokach. Mam serdecznie dość, ale jakoś się zbieram do kupy i staram się potraktować ten dzień jako dzień próby.
    Dalej już na szczęście bez niespodzianek. Późnym popołudniem wychodzi nawet słońce i udaje się trochę podsuszyć ubrania, a również ból kolana o dziwo prawie zupełnie odpuszcza  Widoki też się klarują i mogę podziwiać okolice Wielkiej Fatry. Na stacji benzynowej dobijam oponę do prawilnych 7 bar i już z dużo większym optymizmem szukam miejscówki pod namiot.

    Przypadkiem ładuję się na jakiś nowy odcinek drogi ekspresowej, jednak widzę na mapie, że to tylko kilka kilometrów, a ruch jest prawie zerowy, więc postanawiam kontynuować. Po chwili po prawej zauważam przyjemną polankę(zdjęcie z dnia następnego) ze świeżo skoszoną trawą. Ponieważ nie mam ze sobą typowej karimaty, a tylko cienką matę, korzystam z okazji i po przeskoczeniu barierek mogę już przygotować swój trawiasty podkład pod namiot ;) Już w półmroku walczę pierwszy raz z nowym namiotem. Dziwi mnie ilość aż 14 szt. szpilek. Niestety nie jest on samonośny i aby stał stabilnie, trzeba wykorzystać wszystkie i dobrze ponaciągać materiał. Ciężko mi się przyzwyczaić do ciasnoty, bo dotychczasowy namiot był o budowie kopułowej i przede wszystkim był 2-osobowy i samonośny, oraz posiadał 2 obszerne przedsionki. Mimo wszystko gdy już się leży, miejsca jest wystarczająco. Problem pojawia się, gdy się chce posiedzieć, obrócić itp.
    Przed snem trochę rozmyślam i wiem już, że ta opcja noclegowa na MRDP zdecydowanie nie sprawdzi się. Zasypiam dosyć szybko, bo to był męczący dzień.

    Dystans: 255 km W górę: 2878 m

    Strava: https://www.strava.com/activities/1030772620

    Dzień II

    Po bardzo wilgotnej nocy, zwijam mokry jeszcze namiot i chwilę przed 8 ruszam w dalszą drogę. Z grubsza planuje sobie, żeby późnym popołudniem dotrzeć do Budapesztu, gdzie mógłbym zjeść jakiś porządny obiad.

    Na pierwszy rzut napotykam zamkniętą drogę z zakazem wjazdu (jakieś roboty drogowe). Chwilę przeglądam mapę, jednak objazd byłby dość kłopotliwy, więc postanawiam zaryzykować i jadę dalej. Droga trochę rozkopana, ale mijam jakieś auto jadące z naprzeciwka, więc jest nadzieja, że da radę przejechać. Pod jednym z domów pytam bawiące się dzieci o romskiej urodzie, czy dojadę do Kremnicy. Wyglądają na bardzo zafascynowane i proszą żeby zaczekać, że zaraz zawołają ojca. Po chwili wychodzi i przytakuje: jechać, jechać. Droga jest trochę żwirowo – błotnista. Mijam trwające w najlepsze prace drogowe i przejeżdżam pomiędzy ciężkim sprzętem. Dla pewności pytam jeszcze jednego z budowlańców o przejezdność i macha tylko ręką, żeby jechać dalej. Ze Słowakami dogadać się żaden problem, ale wiem, że wkrótce na Węgrzech głównym językiem będzie migowy ;)

    Dalszą jazdę kontynuuję bardzo malowniczą doliną Hronu . Jedzie mi się tu bardzo przyjemnie. Spodziewałem się tutaj gorszych jakościowo dróg i większego ruchu, tymczasem jest zupełnie odwrotnie. W ogólnym rozrachunku okaże się, że to jeden z najprzyjemniejszych odcinków całej wycieczki.

    Ponieważ wiem, że niebawem wjadę na niziny, robię sobie jeszcze dłuższy postój na jednej z polanek. Korzystając z pięknej słonecznej pogody, suszę namiot i śpiwór.

    Granicę z Węgrami przekraczam na moście nad Dunajem, w Ostrzyhomiu. Do Budapesztu jeszcze dobrych 50 km, więc postanawiam zjeść coś obiadowego właśnie tutaj. Ostatecznie ląduję w pizzerii, gdzie zamiast bekonu na pizzy, mam wielkie kawałki tłustej czerwonej kiełbasy. Po dwóch zjedzonych kawałkach, tłuszczu mam po dziurki w nosie, więc zdejmuję je z reszty i jakoś dopycham resztę. Mam tylko nadzieję, że się po tym nie pochoruję.

    Jest niedziela popołudniu, więc dalsza droga do Budapesztu to komunikacyjny dramat. Po kilku kilometrach w tym młynie mam już dość. Zaczynam nawet myśleć, czy nie odpuścić wizyty w tym mieście i ominąć je bokiem. Na szczęście udaje mi się znaleźć nitkę drogi niższej kategorii i do centrum dojeżdżam w znośnych warunkach. W centrum spędzam trochę czasu. Zaczepia mnie para Turków, zafascynowana moim… kuferkiem. Robią zdjęcia i mówią, że jeszcze nie widzieli tego typu rozwiązania ;) Rozmawiamy chwilę i korzystając z okazji, proszę o zrobienie pamiątkowego zdjęcia.

    Zaczyna zmierzchać, więc zaczynam uciekać z centrum, by zdążyć jeszcze znaleźć odpowiednie miejsce na biwak. Już po ciemku tłukę się jakimiś dziurawymi przedmieściami. Niedaleko autostrady udaje mi się znaleźć kawałek nieużytku. Na mapie widzę, że dalej zaczynają się kolejne zabudowania aglomeracji, więc szansa na znalezienie lepszej opcji w sensownym czasie jest niewielka. Trawa jest dość wysoka, więc po odpowiednim jej ugnieceniu udaje się sklecić całkiem sensowne posłanie ;) Rozłożenie namiotu idzie mi już sprawniej. Zasypiając słyszę odgłosy pobliskiej autostrady i setek insektów, które bezskutecznie próbują dostać się do wnętrza namiotu na krwista przekąskę.

    Dystans: 221 km W górę: 1700 m (wg Stravy)

    Strava: https://www.strava.com/activities/1032310879

    Dzień III

    Wczesnym rankiem jest ciepło i sucho – zapowiada się upalny dzień. Namiot mokry jest jedynie od po wewnętrznej stronie tropiku, efekt kondensacji pary wodnej. Trochę go podsuszam w promieniach słońca, pakuję się i wyruszam. Na dziś zaplanowałem sobie przekroczenie granicy z Chorwacją. Jak się okaże, nie będzie to takie łatwe zadanie.

    Pierwsze kilometry to jazda wąską i dziurawą drogą biegnącą przez osiedla domków jednorodzinnych. Z naprzeciwka ciągły sznur aut. No tak, jest poniedziałek rano i wszyscy jadą do stolicy do pracy. Byle szybko stąd uciec. Po pewnym czasie wjeżdżam na szlak rowerowy Euro Velo 6, łączący Atlantyk z Morzem Czarnym. Droga prowadzi wzdłuż jednego z kanałów Dunaju. Stan jej nawierzchni to kompletna porażka. Wprawdzie nie ma tu ruchu samochodowego, ale prędkość jazdy oscyluje w granicach 5-10 km/h. Dziura na dziurze, a w zasadzie są to tylko łaty, pozostałości asfaltu.

    Tym sposoben dojeżdżam do Ráckeve. Chwilę krążę po centrum, a następnie tłukę się i walczę z często absurdalnymi zakazami jazdy dla rowerów, by docelowo wjechać na drogę nr 51, która wg mapy ma mnie zaprowadzić na południe kraju. Okazuje się to złym wyborem. Droga jest wprawdzie akceptowalnej jakości (choć nawierzchnia ciągle dziurawa), jednak nasilenie ruchu i zachowanie kierowców momentami doprowadzają mnie do szału. Na domiar złego, droga nie jest w żaden sposób osłonięta, więc upał i czołowy wiatr który towarzyszy mi od rana, szybko wysysają ze mnie siły i chęci do dalszej jazdy. W pewnym momencie zjeżdżam do cienia, posilam się i zaczynam kombinować jak z tego wybrnąć. Znajduję potencjalnie lepszą alternatywę, ale jeszcze te kilkanaście km muszę przemęczyć po wspomnianej drodze. Postanawiam poszukać szczęścia na drugim brzegu Dunaju i po 30 km przekraczam rzekę w miejscowości Dunaföldvár. Udaje mi się jeszcze znaleźć 20 km przyjemnej nitki w kierunku południowym, jednak w miejscowości Dunakömlőd, łączy się ona z drogą krajową nr 6, na której oczywiście obowiązuje zakaz ruchu dla rowerów. Próbuję jakoś ominąć ten odcinek, jednak bezskutecznie. Dzięki temu przypadkiem trafiam jednak w ciekawe miejsce, a mianowicie wzgórze z ruinami fortu Lussonium, z ładym widokiem na samo miasteczko. Gdyby był wieczór, to miejsce pod biwak idealne. Niestety jest godzina 14, a na liczniku dopiero 100 km.
    Zjeżdżam do wspomnianej krajówki, bo innej opcji brak. Na szczęście ruch jest niewielki, bo równolegle do mojej drogi biegnie autostrada M6. Jest jednak nadal czołowo pod wiatr i słońce przypieka ostro. Postanawiam dojechać na obiad do Szekszárd, bo wyczaiłem, że jest tam Mc Donald's. W miejscowości Paks, pytam miejscowego rowerzysty, czy dojadę do tego miasta (pozostało około 40km) z pominięciem głównej drogi. Twierdzi, że jest świetna ścieżka rowerowa, więc dziękuję i wjeżdżam na nią jak polecił. Od razu pojawia się uśmiech – bo pomimo, że wieje w twarz, jadę po ścieżce marzeń każdego rowerzysty  Od razu odżywam i mknę przed siebie, w głowie obliczając już o której godzinie będę w upragnionym już McD, mając w perspektywie taki asfalcik. Po kilku kilometrach moja euforia zostaje szybko stłamszona, bo ściezka po prostu kończy się, a jedyną alternatywną droga pozostaje znów krajówka z nowiutkim znakiem zakazu jazdy dla rowerzystów. Co za absurd!. Nie pozostaje nic innego, jak znów ciąć z samochodami. Jest tak gorąco, że postanawiam ochłonąć w mijanym zajeździe. Wygląda skromnie, ale w środku jest pusto, a zimny radlerek i WiFi zachęca by zostać tu dłużej. Zamawiam porcję chilli con carne i odpoczywam. Zjedzenie tej pikantnej potrawy w tych temperaturach wyciąga ze mnie całą wodę ;) Uzupełniam braki drugim piwem i ruszam dalej. Jedzie się dużo przyjemniej. W Macu mimo wszystko biorę zestaw, ale zjadam tylko frytki, a kanapkę pakuję na kolację.

    Dalsza droga w kierunku granicy jest już bardzo przyjemna. Jest chłodniej, wiatr cichnie, a asfalty w końcu są równe i teren jest lekko pofałdowany. Dokucza mi za to ogromna ilość małych muszek, które wciskają się wszędzie i oblepiają całe ciało. Mijam Bataszek i kilka małych miejscowości, słynących przede wszystkim z produkcji win. Przed granica robię ostatnie zakupy i równo o 21 wjeżdżam do Chorwacji. Miła pogawędka z panią policjant, która pyta mnie gdzie jadę i gdzie zamierzam się zatrzymać. Kłamię, że nie zamierzam nocować na terenie Chorwacji (dla cudzoziemców istnieje obowiązek meldunkowy). Nalega jednak, by podać miejsce docelowe – podaję więc rumuńską Timisoarę ;) Szybka fotka na granicy i rozglądam się za miejscem do spania. Niby tereny są typowo rolnicze, jednak mam trochę problemów ze znalezieniem miejsca z miękkim podłożem. Na pola uprawne nie chcę się ładować, by nie być rano nakrytym i posądzonym o jakieś zniszczenia. W końcu znajduję dosłownie skrawek terenu przy miedzy (zdjęcie z poranka).

    To moja pierwsze wizyta w Chorwacji i nocleg na terenie tego państwa. Udało mi się tutaj dojechać w ciągu 3 dni i mimo, że tym razem nie odwiedzę najciekawszej jej części (czyli południe i wybrzeże), to i tak mam satysfakcję, ze dotarłem tu spod domu o własnych siłach :)

    Dystans: 216 km W górę: 944 m

    Strava: https://www.strava.com/activities/1034043426

    ______

    No i znów się rozpisałem ponadplanowo, ale warto utrwalić wspomnienia póki są jeszcze żywe ;)
    Tekstu jest dużo, więc kolejne dni, czyli wizytę w Serbii i Rumunii oraz powrót do domu opiszę w drugim wpisie.

    Mój tag -> #byczysnarowerze

    #podroze #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km
    pokaż całość

    źródło: image.ibb.co

  •  

    Dzis wrzucamy lepiej otagowane ;)

    Siema Mirki!
    Wraz z @Marcin_994 i jego #rozowypasek udajemy się w podróż w nieznane.

    O co chodzi?

    Jesteśmy studentami mieszkającymi w Manchesterze. Zmęczeni zgniłym zachodem i #neuropa postanowiliśmy udać się w podróż na wschód. Wszystko dzięki starym seriom #miszynakolyme i #fazyfazowskiego. Wizy już ogarnięte a naszym pierwszym celem jest napicie się wódeczki nad brzegiem Bajkału (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■). Istnieje duże prawdopodobieństwo że dotrzemy również na stepy Mongolii czy Chiński mur (jeżeli #rozowy przetrwa syberyjską tajge, yeti i niedźwiedzie)
    Przygotowanie trwały dość krótko, ale tak na prawdę wszystkie formalności zostały załatwione a zupki chińskie i konserwy spakowane.

    Jak będziemy podróżować?

    Trasę podzieliliśmy na kilka części. Pierwsza część wyprawy to podróż autostopem Lublin-Zamość-Lwów-Kijów-Moskwa. Szczerze mówiąc to żodne z nas nigdy przedtem nie próbowało przemieszczać się w ten sposób. Przekroczenie gracy Ukraińsko-Rosyjskiej wyznaczyliśmy na 28 Czerwca.

    Druga część drogi to Moskwa - Irkuck. Ta trasa to będzie czysty spontan, nie mamy bliżej określonego planu. Pewnikiem jest to że będziemy chcieli spróbować Kolei transsyberyjskiej. Wyjazd z Rosji planowany jest na 16 lipca.

    Trzeci cześć trasy to jeszcze większa niewiadoma niż druga. Wszystko zależy od stanu naszych finansów i motywacji. Docelowo chcemy ujechać dzikiego konia na mongolskim stepie ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Spanie, jedzenie, transport?

    Jeżeli chodzi o nocleg to zabieramy ze sobą namioty i śpiwory, w grę wchodzi też AirBnB. Naszym głównym pokramem - tak jak już wcześniej wspominałem - będą zupki chińskie z Radomia i konserwy. UPDATE: tekst zaczęliśmy pisać kilka dni temu. Wczoraj zdążyliśmy już przekroczyć granice w Hrebennym. Poprzednia noc spędziliśmy w namiotach po miastem Żółkiew a tej chwili raczymy się pysznym Lwowskim piwkiem. Dziś śpimy w klimatycznej, zabytkowej kamienicy której, mieszkankom jest starsza Polka. Mamy zamiar ją odwiedzić i zapytać jak wyglada obecna sytuacja Polakow we Lwowie. Jutro z rana ruszamy stopem w kierunku Kijowa. Przed nami 550 km. Zdjęcia będą prostowane na bierząco i wrzucane na Instagram: marcinponeta (zapraszam do follow) #podroznawschod #podrozujzwykopem #podroze #polska #europa #ciekawostki #turystyka #swiat #zainteresowania
    pokaż całość

  •  

    Cześć Mirki i Mirabelki!

    Wreszcie upragnione wakacje! Z tej okazji mamy dla was #rozdajo

    Dla tych, którzy jeszcze nas nie znają - jesteśmy breakplan.com i zajmujemy się organizacją podróży, tworzeniem przewodników, artykułów oraz poradników turystycznych. Wrzucamy tu też okazje cenowe na wybrane loty i noclegi (jak chcecie tanio polatać, to obserwujcie nasz tag #breakplan ( ͡° ͜ʖ ͡°))

    Jeśli więc jeszcze nie zaplanowaliście swojego urlopu - napiszcie! :) Z przyjemnością zajmiemy się tym za Was.

    Co do nagród, to wśród plusujących ten wpis i obserwujących nasz profil rozlosujemy aż dziesięciu szczęśliwców, którzy otrzymają voucher o wartości 25 zł do wykorzystania w sklepach Decathlon!

    Byłoby super, gdybyście zostawili nam lajka na Facebooku, Twitterze lub Google +.

    Wyniki ogłosimy po weekendzie :).

    Powodzenia!

    #breakplan #podroze #podrozujzwykopem #turystyka #decathlon #wakacje
    pokaż całość

  •  

    Dzwonnica wyrastająca z jeziora

    Sztuczny zbiornik Lago di Resia/Reschensee to jeden z symboli regionu Val Venosta. Choć plany stworzenia w tej okolicy jeziora sięgają lat 20-tych XX wieku, doszły do skutku dopiero po II wojnie światowej. Zalano wówczas 523 ha powierzchni, m.in. wioskę Graun. Jedynie pozostawiono zabytkową dzwonnicę, resztę zabudowań przeniesiono wyżej. Szczyt wieży jej XIV-wiecznego kościoła jest do dziś widoczny znad tafli wody. Gdy w zimie jezioro zamarza, można do niej dojść po lodzie. Legenda mówi, że w zimowych miesiącach można też usłyszeć bicie dzwonów, które zostały usunięte w 1950 roku, tydzień przed utworzeniem zbiornika.

    zdjęcie przed zalaniem 1

    zdjęcie przed zalaniem 2

    Graun obecnie

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #earthporn #podroze #gruparatowaniapoziomu #exploworld #wlochy troche #architektura #fotohistoria
    pokaż całość

    źródło: lake.jpg

  •  

    801086 - 206 = 800880

    Lekko ponad dwudziestoczterogodzinna wycieczka dookoła Tatr z noclegiem w namiocie. Trasa: https://ridewithgps.com/trips/15478522
    Wyruszyłem spod szlaku na Gęsią Szyję, dalej przez Łysą Polanę i za Bielskimi skręciłem w prawo w stronę drugiego największego pod względem powierzchni miasta Słowacji - Wysokich Tatr. Dobrze się jechało, ruch praktycznie zerowy (późne popołudnie). Po prawej Łomnica, Sławkowski, Gerlach, po lewej Poprad i górujące Niżne Tatry. Z racji tego, że wyjechałem mocno po południu, odbijam w stronę wioski Gierlachów, przed którą na łące rozkładam namiot, bo ubzdurałem sobie, że po wyjściu z namiotu rano chcę widzieć Tatry Wysokie :) Rankiem ruszam dalej, podjazd do Szczyrbskiego Jeziora (1346 mnpm), chwila przerwy i dłuugi zjazd, praktycznie aż do Liptowskiego Mikulaszu. Przerwa na lody i kolejna ścianka przede mną, w drodze na Zuberec. Zmęczenie, gurunc i momentami spore nachylenie dało mi w dupę. Za to później zjazd miodzio, rozpędzam się do 67km/h - czy było więcej nie wiem, wolałem patrzeć na drogę. W Zuberecu skręcam w prawo, jeszcze jedna przełęcz i wkraczam w Pogórze Spisko-Gubałowskie z eleganckim widokiem na Babią i Tatery. Dalej to już droga od Chochołowa do Zakopca. Przez ten czas minęło mnie chyba więcej samochodów, niż przez całą Słowację. Suma - 206 km, prawie 3k w pionie i drugie tyle w dół. Bardzo widokowa trasa, polecam. Wincyj fotek w komentarzach.

    #rower #podroze #gory

    W tym tygodniu to już 206km!
    #rowerowyrownik #ruszrzeszow #100km #200km
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Uwaga Mirki i Wegierki, otwieram tag oraz serie #kosciolyswiata. Pod tym tagiem, zobaczycie nadziwniejsze, najladniejsze i najsmieszniejsze koscioly na swiecie ( ͡°) zapraszam do obserwowania!

    Nr 1 na naszej liscie to kosciol w Stykkishólmskirkja, Islandia.
    Wygladajacy jak baza protosow ze #starcraft kosciol, zostal wybudowany w 1980r. Jest to jeden z najbardziej ponadczasowych kosciolow. Potrafi pomiescic nawet 300 wiernych podczas nabozenstw. Jest to wazny punkt orientacyjny, gdyz budowle widac zarowno z ladu jak i wody. Regularnie w okresie letnim, mozna udac sie do niego na koncert muzyczny, badz po prostu odwiedzic go w celach turystycznych. Zajmuje on miejsce 1, poniewaz definitywnie widok bazy obych na islandii zrobi wrazenie na kazdym ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #ciekawostki #kosciol #swiat #turystyka #podroze
    pokaż całość

    źródło: x3.wykop.pl

  •  

    Ball’s Pyramid – wzniesienie skalne (nek), znajdujące się na Morzu Tasmana (Australia). Jeden z nadmorskich szczytów Wyniesienia Lord Howe. Znajduje się 700 kilometrów od Sydney, jest względem niego skierowane na północny wschód. Leży niedaleko wyspy Lord Howe - ok. 20 km na południe. Jest wymieniona przez Księgę Rekordów Guinessa jako najwyższy pinakiel skalny na świecie. Lotnik Francis Chichester wyraził się o niej w 1931 r., że to „szeroki, pierwotny sztylet z kamienia”. Jest obiektem z listy dziedzictwa UNESCO.
    Piramida ma u podstawy szerokość 400 metrów, a wysokość 562 metry - prawie dwa razy tyle, ile Wieża Eiffla. Ma 1,1 km długości.
    Ball’s Pyramid jest pozostałością komina wygasłego, zerodowanego wulkanu. Na tym obszarze było więcej wulkanów, ale wygasły ok. 7 mln lat temu.
    Pierwszą osobą, która zobaczyła tę skałę i zostało to udokumentowane, był Henry Lidgbird Ball. Zobaczył ją, gdy w 1788 r. przepływał obok niej statkiem Supply wiozącym osadników, którzy udawali się na wyspę Norfolk. Nazwał ją własnym nazwiskiem, a w drodze powrotnej największą wyspę z łańcucha nazwał Lord Howe - na cześć pierwszego lorda Admiralicji. Ok. 1834 roku wyspa została zasiedlona, a jej mieszkańcy handlowali z przepływającymi obok statkami i z tego żyli. Wraz z osadnikami pojawiły się szczury, przez które na wyspie wyginęło 5 gatunków ptaków i niektóre gatunki gekonów, scynków i patyczaków. Głodni żeglarze polowali na ptaki powodując ich wyginięcie.
    Na Ball’s Pyramid żyją ptaki morskie i krocionogi, występuje na niej także ostatnia populacja straszyka Dryococelus australis
    Niektórzy, próbując ją zdobyć, a nie mogąc przybić łodzią do brzegu podpływali do niej wpław razem ze sprzętem. Gdy chcieli wejść na skałę, atakowały ich ptaki, a krocionogi ich gryzły. Jednak w roku 1965 Bryden Allen i John Davis wspięli się na szczyt. Najtrudniej było im pokonać ostatnie 60 m, ze względu na kruszącą się skałę.

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    źródło

    opis wspinaczki w 1965r. ze zdjęciami

    przelot wingsuit nad Piramidą z piękną muzyką

    historia odkrycia owadów (ENG)

    wyklucie straszyka

    #fotografia #ciekawostki #natura #earthporn #podroze #australia #biologia #gruparatowaniapoziomu #nauka #zwierzeta #wspinaczka #sport #wingsuit #exploworld #fotohistoria
    pokaż całość

  •  

    III wyprawa dookoła Polski na rowerze - start w sobotę 24 czerwca o 3 rano (czyli za ~40h). Mapa jest duża, ale trzeba otworzyć w nowym oknie.

    1. Noclegiżebrzę troszkę o plusy, jak wpadnie w gorące, to ktoś nowy może to zobaczy. Więcej osób wie co będzie robić przez najbliższy miesiąc. Kto może w bliższej lub dalszej okolicy trasy mnie kimnąć i użyczyć prysznica i pralki? Niechaj im Bóg/Manitu/Śiwa/Budda w dzieciach (lub ich braku) wynagrodzi... Orientacyjne daty naniesione są na mapę. Proszę o propozycje, a nie definitywne deklaracje, bo wiadomo, że różnie może być i każdemu może przecież coś wypaść... Każdemy gdybym chciał się zatrzymać dam 2-3 dni wcześniej znać i zapytam czy może mnie przyjąć. Nie to nic się nie dzieje. Będę miał 2-3 dni na znalezienie czegoś innego. Na niebiesko jest oznaczony fragment trasy, który jadę z @Mortal84, bo w tym roku wyjątkowo mam kompana przez 9 pierwszych dni, więc tam wyjątkowo potrzebuję 2 miejsc. Różowe jadę już sam.
    2. Tag – #metaxynarowerze będą (w miarę) codzienne relacje z podróży – trochę zdjęć, opisów itd. Ile zależy od czasu, którego zawsze jest mało, neta oraz poziomu niewyspania.
    3. Trasa – ulegnie jeszcze delikatnym zmianom. Dlaczego taki kształt? Bo to co jest na zielono, to tereny gdzie już byłem rowerem. Nie ma sensu zwiedzać tego samego, kiedy tyle Polski jeszcze do zobaczenia. Póki co ma ~6500km, ale doświadczenie uczy, że końcowy wynik będzie o około 10% większy. Tu są też linki do Stravy jeżeli ktoś chce wersję interaktywną i dowolnie sobie przybliżyć etc. Start, Środek, Koniec.
    4. TrackingEndomondo będzie live gdzie akurat jestem itd. Na Strava treningi będą codziennie wieczorem po zakończeniu trasy. Tam też pewnie będzie więcej zdjęć, bo Wykop dalej nie zrobił galerii.
    5. Rower – poprzednie dwie wyprawy na BH Zaphire + Apidura z 8-10kg bagażu. W tym roku to samo tylko BH się zmieniło (bo w starym pękła rama) na Fusion 105. W pierwszym komentarzu macie pi razy oko zdjęcie jak taki zestaw wygląda. Miał być leniwiec, ale nowa rama jest bardziej slopingowa i się nie mieści z bidonami.
    6. Wspólna jazda – kto chce zapraszam na trasie do towarzyszenia mi. Piszcie na PW i ugadamy się co do miejsca. Ja nie jestem w stanie wołać (i pamiętać kto chciał jechać). Sprawdzajcie live na Endomondo gdzie jestem i dogadamy się.
    7. To by było na tyle – życzcie powodzenia, trzymajcie kciuki, módlcie się - cokolwiek byle mi się udało. Za pogodę, za rower, za nieodnowienie się kontuzji. I do zobaczenia z, mam nadzieję, wieloma z Was na trasie i noclegach.

    PS. Kilka osób z #rowerowykrakow będzie mnie eskortować pierwszego dnia z #krakow do #warszawa. Stąd też tak wczesny start, aby zdążyli oni na pociąg powrotny. Wyjedzie nam naprzeciw #szosowawarszawa. W niedzielę jedziemy z Warszawy do Janowa Lubelskiego - wiem @masash że Ty jedziesz wtedy gdzie indziej, ale zorganizuj proszę wołanie swoich ludków na podstawie tej trasy. Start 6 rano, bo my mamy 350km drugiego dnia do zrobienia. Zdaję sobie sprawę, że mało kto w niedzielę się tak szybko zbierze.

    #rower #podroze #polska
    pokaż całość

    źródło: m.jpg

  •  

    Wśród plusujących wylosuję osobę, do której wyślę pocztowkę z Moskwy. Zapraszam
    #moskwa #rosja #podroze

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Rozgwieżdżone niebo nad Doliną Śmierci

    Dolina Śmierci (ang. Death Valley) – obszar bezodpływowej depresji na pustyni Mojave w południowej części stanu Kalifornia. Najniżej położony punkt znajduje się 86 m p.p.m.(dno stawu Badwater), stanowiąc największą depresję w Ameryce Północnej oraz drugą (po Laguna del Carbón) na półkuli zachodniej. Depresja powstała w trzeciorzędowym rowie tektonicznym.
    Dolinę otacza potężne pasmo górskie Panamint z najwyższym szczytem Telescope Peak 3368 m n.p.m. oraz pasmo gór Amargosa.
    Klimat zwrotnikowy, suchy, z opadami nie przekraczającymi 50 mm rocznie (w niektórych latach deszcz nie pada w ogóle). Najbardziej suche miejsce Ameryki i jedno z najgorętszych miejsc na Ziemi, gdzie 10 lipca 1913 roku temperatura osiągnęła 56,7 °C (134 °F). Jest to światowy rekord temperatury powietrza. Grunt w letnie dni nagrzewa się często do około 100 °C, co sprawia że można na nim np. smażyć jajka. Wilgotność powietrza wynosi w Dolinie Śmierci średnio około 1%.
    Rzeki w Dolinie mają charakter okresowych (Salt Creek, Furnace Creek). Niewielkie słone jezioro o nazwie Badwater zawiera bardzo niezwykłą faunę.
    Dolina oferuje ciemne niebo niezanieczyszczone światłem, doskonałe do astronomii.Na poniższym filmie Lost in Light (Dolina Śmierci LP poziom 1) widoczna różnica w stosunku do nieba z większym poziomem LP(light pollution).
    fot. Michael Shainblum.

    żródło

    film Lost in Light

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #natura #earthporn #gruparatowaniapoziomu #azylboners #podroze #exploworld #usa #astrofoto #astronomia #kosmos
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net

  •  

    Bonifacio jest jednym z najpiękniejszych i najciekawiej położonych miast na francuskiej Korsyce. Ze względu na niesamowity wygląd bardzo często jest nazywane baśniowym miastem. Leży na skalistym wybrzeżu nad Cieśniną Świętego Bonifacego.
    Miasteczko położone jest na niemal pionowych, rzeźbionych przez wiatr skałach wapiennych, które tworzą malowniczy, urwisty półwysep, zawieszony 70 metrów nad powierzchnią wody.
    Miasto składa się z dwóch części: górnej i dolnej. Na górze znajduje się Cytadela z krętymi, wąskimi uliczkami i białymi budynkami, dzięki którym francuskie miasteczko ma prawdziwie włoski wygląd. Jeśli wybierzemy się na południowy kraniec miasta na jeden z punktów widokowych, możemy przy dobrej pogodzie zobaczyć oddalone o 12 km wybrzeże pobliskiej Sardynii.
    Ciekawym zabytkiem jest XIV-wieczny, później wielokrotnie przebudowywany kościół Sainte Marie Majeure z charakterystyczną, kwadratową dzwonnicą oraz zadaszonym portykiem, pod którym umieszczony jest ogromny zbiornik na wodę. Obecnie zbiornik ma zupełnie inne zastosowanie — służy jako niezwykła sala konferencyjna.
    Dolna część Bonifacio ma zupełnie inny charakter niż górna. Znajduje się tu przystań jachtowa i port promowy, z którego regularnie kursuje prom na Sardynię.
    Bardzo charakterystyczne dla Bonifacio są Schody Króla Aragonii, które prowadzą z górnej części miasta wprost do morza. Z daleka wyglądają jak pęknięcie w skalistym klifie, jednak z bliska widać liczne, wykute w skale stopnie. Jest ich dokładnie 187. Według legendy niezwykłe schody powstały w jedną noc — zbudowali je żołnierze króla Aragonii Alfonsa V po oblężeniu miasta w 1420 roku. Jednak wersja bardziej prawdopodobna mówi, że schody zbudowali franciszkanie, chcący dotrzeć do źródeł słodkiej wody. Schody są udostępniane turystom w miesiącach letnich, pod warunkiem, że pogoda jest sprzyjająca, nie ma silnych wiatrów i sztormów.

    źródło

    schody Króla Aragonii

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #earthporn #architektura #podroze #gruparatowaniapoziomu #exploworld #francja
    pokaż całość

  •  

    Sao Thome das Letras - część 1 - http://waytoeldorado.pl/

    Przyznam szczerze, że nie chciałem robić z mojego bloga przewodnika turystycznego. Dużo ciekawszymi rzeczami do opisywania są sami brazylijczycy i histore, które serwuje mi co jakiś czas ten dziki kraj, jednak zdarza mi się trafiać w tak ciekawe miejsca, które jednak nie generują ciekawych opowieści, że mimo wszystko mam ochotę to przedstawić chociaż w małym stopniu.

    Tym bardziej, że najczęściej w internecie (nigdy nie sprawdzałem przewodników papierowych) nie mogę znaleźć nawet wzmianki o części z tych miejsc. Ja się o nich dowiaduję od brazylijczyków podróżujących po kraju, więc wątpię, że jakiś turysta z Polski przyjeżdzający tutaj na dwa tygodnie trafi do nich sam.

    Jednym z takich miejsc jest właśnie Sao Thome das Letras. Małe miasteczko w stanie Minas Gerais, mniej więcej w połowie drogi między Sao Paulo a Rio de Janeiro. Wikipedia mówi o nim tylko gdzie leży i ile osób tam mieszka i jeżeli miałbym planować wycieczkę po Brazylii, w życiu nie zwróciłbym uwagi na tę mieścinkę pośrodku niczego. Samo to, że się tam znalazłem było przypadkiem. Pojechałem trochę w ciemno mając w głowie plan spędzenia jednej, maksymalnie dwóch nocy i powrotu do Sao. Ostatecznie zostałem ponad tydzień i przed wyjazdem zbierałem numery do ludzi oferujących wynajem domów i pokoi, a na liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią pojawiła mi się nowa pozycja – conajmniej miesięczna ucieczka od życia w Sao Thome.

    Dobra, ale co tam naprawdę tam jest i dlaczego uważam to miejsce za ewenement w skali Brazylii ?

    Trzy rzeczy – Ludzie, natura, magia.

    Już od samego przyjazdu o 6 rano kiedy jeszcze słońce nie zdążyło wstać, rzuciło mi się w oczy, że okolice terminalu autokarowego różnią się od reszty miejsc, które odwiedziłem w Brazylii. Wszystko zbudowane z kamienia, domy, ulice, sklepy. Na początku nie zwróciłem na to uwagi, bo wszędzie trafi się bardziej zadbana czy wystylizowana uliczka, ale idąc cały czas w głąb w poszukiwaniu jakiegoś noclegu, krajobraz się w ogóle nie zmieniał. Cały czas szedłem ulicami wyłożonymi kamieniami i mijałem domy też ułożone z kamieni. Okazało się, że okolice Sao Thome są miejscem wydobycia jakiegoś dziwnego rodzaju kamieni nadającego się idealnie jako budulec. Są one tutaj tak tanie, że służą jako główny materiał pod budowę.

    Sam ten fakt nadaje miastu unikalny wygląd, którego się w Brazylii nie spodziewałem a najlepsze jest to, że to dopiero początek.

    Ludzie.

    Wchodzę do padarii, małego brazylijskiego sklepo-barku, w którym można wypić kawę i zjeść proste śniadanie przy okazji zaopatrując się w podstawowe produkty spożywcze. Jestem jedynym klientem, mojego wejścia od strony ulicy ciężko nie zarejestrować, a mimo to kobieta za ladą nie kłopocze się jakimkolwiek ruchem. Siedzi jak siedziała i ogląda telewizję. Możnaby pomyśleć, że wszedłem do polskiego urzędu i zaraz zostanę obrzucony obrażonym spojrzeniem księżniczki ale nie. Moje podejście do lady i powitanie sprawia, że pracownica padarii obraca się co prawda bardzo powoli, ale uśmiechnięta tym naturalnym uśmiechem człowieka, który ma na wszystko w życiu czas. Zagaduję ją i chwilę rozmawiamy, po czym pytam się o jakiś produkt. Ona na chwilę wpada w zamyślenie, prosi mnie żebym poczekał i… Wychodzi na zaplecze (cały czas bardzo wolno) zostawiając na ladzie w zasięgu mojej ręki swój telefon i jakieś klucze. Wraca po kilku minutach podając z uśmiechem to o co prosiłem.

    Jedna ze specjalności miasteczka Sao Thome są słodkie, smakowe nalewki w pełnym przekroju smaków. Można znaleźć tutaj wszystkie kombinacje owocowe (marakuja, banan, truskawka, arbuz i wiele innych) ale i różne inne wymysły typu “nalewka wiedźmy”,”nalewka ET” lub na bazie chilli.

    Idę jedną z głównych uliczek i zauważam banner reklamowy “pinga no bambu 3 reais”, postanawiam wpaść i spróbować tych wymysłów podawanych w ciętym kawałku bambusa. Już za bramą dostrzegam kilku mężczyzn w trakcie rozpijania jednej z flaszek, rozmawiają o niczym lekko podniesionym głosem, w którym czuć oznaki podpicia. W Polsce właśnie teraz wchodziliby w fazę obserwacji, kto się na nich spojrzy w zły sposób. Widzę, że mnie zauważyli więc narzucam sobie gotowość do zareagowania w razie spięcia. Podchodzę do lady i zatrzymuje się myśląc, którą wybrać, jednocześnie cały czas widzę, że zerkają na mnie z boku co jakiś czas. W końcu jeden z nich coś do mnie mówi. Odwracam się i widzę rękę z wyciągnięta butelką.

    – Stary weź sobie figówkę, jest naprawdę zajebista i dziś w promocji !

    Po czym nie pytając bierze swój kawałek bambusa, polewa szczodrze i wciska mi w rękę. Pogadaliśmy chwilę o tym że nie jestem stąd, zamówiłem i poszedłem w swoją stronę. Sao Thome jest jednak naprawdę małym miasteczkiem i potem kilka razy spotykałem ich w różnych miejscach, za każdym razem z daleka machali pytając:

    – Cześć gringo, wszystko w porządku ?



    Następnego dnia wracam do miejsca z nalewkami próbować innych smaków. Zamawiam pingę w bambusie za 3 reale i wyciągam banknot 50. Właściciel zerka obojętnie i rzuca, że nie ma wydać. Kiedy zaczynam szukać po kieszeniach drobnych mówi tylko:

    – Doooobra, zapłacisz przy okazji.



    Trzeciego dnia po przyjeździe przychodzi do mnie właściciel pousady, w której się zatrzymałem.

    – Jak ci się tutaj mieszka ?

    – Dobrze, jest naprawdę spoko.

    – Bo wiesz, nie ma teraz ruchu w ogóle, bo jest poza sezonem i pomyślałem sobie, że jeśli wolisz zamiast tego pokoju to możesz zajać domek tu obok. Tam miałbyś swoją kuchnię i więcej miejsca. Daj znać jakbyś miał ochotę.

    – A po ile ten domek ?

    – Zapłacisz tyle na ile się umówiliśmy na wstępie.

    Od następnego dnia mieszkałem w domku z dwoma pokojami, kuchnią, łazienką i salonem. Po cenie, którą ustaliliśmy po przyjeździe czyli z doliczoną od początku zniżką (miałem spać w innym miejscu, które okazało się zamknięte więc dostałem taką samą cenę jaką miałem zapłacić tam).



    Tacy są prawie wszyscy w Sao Thome. Leniwi, ale bezproblemowi, mili, pomocni i przyjacielscy. Tutaj nikomu nie spieszy się z niczym, zawsze jest czas. Zachowują się jakby byli upaleni co w wielu przypadkach jest prawdą, bo miasteczko znane jest z luźnego podejścia do marihuany i magicznych grzybków. W całym mieście roi się od hipisów i naprawdę dziwnych typów jak mężczyzna, który chodzi bez butów i całymi dniami przesiaduje w miejskim parku koło kamiennego budynku zwanego piramidą, gdzie sprzedaje komponowaną przez siebie muzykę i przedstawia się jako “filozof ziemii”.

    Jeśli chciałbyś obejrzeć więcej zdjęć z Sao Thome zapraszam TUTAJ.

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

  •  

    Kaniony w Ticino.

    Ticino, też Tessyn– najdalej wysunięty na południe kanton Szwajcarii. Tereny Ticino zostały zajęte przez Szwajcarów w XV i na początku XVI wieku, w 1803 kanton Ticino przystąpił do Konfederacji Szwajcarskiej jako pełnoprawny członek.
    Językiem urzędowym kantonu jest język włoski.Kaniony w Ticino są uważane za mekkę kanioningu.
    Na zdjęciu kanion Lodrino.
    fot. Chris Burkard.

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #ciekawostki #fotografia #sport #szwajcaria #earthporn #podroze #exploworld
    pokaż całość

  •  

    Opuszczony zamek

    Zamek Miranda (Château Miranda) usytuowany jest w regionie Namur w belgijskich Ardenach. Nieopodal zamku znajduje się miejscowość Celles.
    Zamek wybudowany został w 1866 roku na zlecenie szlacheckiej rodziny Liedekerke-Beaufort która w trakcie rewolucji francuskiej musiała opuścić zamek Vêves. Zamek jest utrzymany w neogotyckim stylu architektonicznym a jego projekt opracował brytyjski architekt Edward Milner który przedwcześnie ginąc nie doczekał czasu ukończenia zamku. Finalnie budowla została zakończona w 1907 po zbudowaniu 56 metrowej wieży zegarowej.W trakcie II wojny światowej zamek trafił w ręce armii niemieckiej. W 1950 r. Château Miranda został przemianowany na "Château de Noisy", który został przejęty przez National Railway Company w Belgii (NMBS / SNCB) jako dom dziecka, a także obóz wypoczynkowy dla chorych dzieci. Trwało to do końca lat 70. XX wieku. W latach 80. został opuszczony. Od lat 90. pozostawał opuszczony a jego właściciele rozpoczęli poszukiwanie inwestorów chcących utworzyć w nim hotel. Inwestorów nie znaleziono a zamek popadał w dalszą ruinę na skutek pożaru z 1995 roku i uderzenia pioruna z 2006. Rozbiórka zamku rozpoczęła się 2016.

    źródło

    wieza zegarowa

    więcej zdjęć

    filmik

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #architektura #opuszczone #podroze #urbex #gruparatowaniapoziomu #exploworld #zameknadzis #zamki #belgia
    pokaż całość

    źródło: utaot.com

  •  

    Fani Fazy i Patera i innych podróżników.

    Jakiś czas temu trafiłem na youtube na kanał Autostopem dookoła Świata. Tak mi się spodobał ten kanał ze do 6 rano oglądałem nonstop odcinki. Bohaterami tego kanału jest 3 kolegów, którzy są w podróży już ponad 650dni.
    Prowadzą także bloga gdzie opisują swoje wyprawy i fanpage.

    Wg mnie kanał o niebo lepszy niż Fazy a widoki i przygody nieziemskie. W ich filmach niema głupich zachowań jak u fazy, jakiś życiowych wywodów itp. Kanał o wiele bardziej merytoryczny w mojej ocenie. (Chociaż odcinki Fazy u masajów miały wysoki poziom). Aktualnie na YT jest około 30 filmow. Niestety czasami chłopaki są na jachcie więc nie mają jak wysyłać filmów, więc nie zawsze pojawiają się regularnie.

    Chłopaki obecnie są na Bora-Bora, a dotychczas przebyli trasę Polska->Gibraltar->Ameryka Południowa.

    Pozwolę sobię zacytować fragment z ich boga:

    Tuż pod naszym balkonem leży ciało po części pod taksówką, zostawiające na asfalcie szybko rozrastającą się plamę krwi. W tym momencie z taksówki wychodzi dwóch mężczyzn i ucieka na piechotę za róg ulicy zostawiając samochód tuż przed światłami. Z naszej perspektywy wygląda jakby ten człowiek został potrącony, a nikt wokół się tym nie raczył w jakikolwiek sposób zainteresować. Wszyscy raczej odsuwają się, uciekają, a przejeżdżające auta tylko omijają „przeszkodą” rozjeżdżając krew i rozmazując ją coraz bardziej na drodze. Po kilku minutach pojawia się karetka, która tylko ogląda ciało i odjeżdża. Razem z nimi policja, którą wkrótce zamieniają jacyś tajni agenci.
    Jak się okazało, huk spowodowany był wystrzałem z pistoletu prosto w głowę taksówkarza, a Termometr z Olkiem byli oddaleni od całej sytuacji nie więcej niż 50m. Dwóch mężczyzn chciało ukraść taksówkę, wyciągając kierowcę na zewnątrz i żegnając się z nim strzelając ołowiem między oczy, by wsiąść do taksówki i uciec. Jednak gdy nie mogli odjechać zdecydowali się na ucieczkę piechotą.


    Taka sytuacji w tym miejscu zdarza się niezbyt często, gdyż nasz host nigdy wcześniej nie miał okazji takiej przeżyć, jednak na całej rozciągłości tej ulicy ponoć jest średnio około stu morderstw miesięcznie… My jednak nie chcemy zapamiętać Wenezueli tylko po jednym zajściu i wybieramy się bardziej spokojne miejsce.

    Więcej znajdziecie na:
    http://www.autostopemdookolaswiata.pl/
    https://www.facebook.com/AutostopemDookolaSwiata/?hc_ref=SEARCH&fref=nf
    https://www.youtube.com/channel/UCjcBzL_y0UudZCdggFwU_dw

    Może by namówić ich na jakieś małe AMA? Bo uważam, że ten kanał jest naprawdę fajny zasługuje na wypromowanie bo jest mało znany. W przeciwieństwie do #danielmagical czy #loboda jest tam wartościowy content.

    #przezswiatnafazie #pater #autostop #podroze #swiat #podrozujzwykopem #youtube
    pokaż całość

  •  

    Akropol ateński (nw.gr. Ακρόπολη Αθηνών, od akropolis = górne miasto) to położone w Atenach wapienne wzgórze o wysokości względnej 90 m (157 m n.p.m.). Był ufortyfikowanym wzgórzem, na którym już w czasach mykeńskich zbudowano cytadelę. W okresie późniejszym Akropol stał się miejscem kultu. Świątynie zbudowane w okresie archaicznym zostały zniszczone podczas wojen perskich. Podczas odbudowy zainicjowanej przez Peryklesa powstał tu kompleks świątyń: Partenon, Erechtejon, Apteros, sanktuarium Artemidy Brauronia i Propyleje.

    rekonstrukcja

    plan

    żródło, opis budowli

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #historia #fotohistoria #architektura #podroze #exploworld #gruparatowaniapoziomu #grecja
    pokaż całość

  •  

    Bunkrów nie ma, ale też jest zajebiscie... Pozdro mirki z Wenecji #podroze #podrozujzwykopem #wlochy

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Mirki i Mirabelki, zbieram pocztówki jak szalona. czy znalazłby się wśród was ktoś chętny, kto chciałby przez wakacje/pół roku/rok/dowolny okres wymieniać się ze mną pocztówkami z miejsc, w których będzie? na zasadzie ja wysyłam tobie z miejsca, w którym jestem - ty wysyłasz mi.

    i tak za każdym razem jak gdzieś jestem to ślę po kilkanaście kartek, więc nie zrobi mi to dużej różnicy, bo kocham wysyłać i dostawać pocztówki ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #pocztowki #gownowpis #podroze #trochepozytywizmu
    pokaż całość

    źródło: kkk.jpg

    •  

      @Lebeh: ale ta parka, z którą właśnie jechaliśmy, robiła sobie samochodowego tripa po Bałkanach, niecałe trzy tygodnie, jak nas wysadzili w Splicie, to później kierowali się do Czarnogóry.

      Miałem też opcję jechać w podróż kamperem po Bałkanach w sierpniu na dwa tygodnie, ale w ogóle nie planowałem w tym roku już wakacji, ta moja Chorwacja trafiła się przypadkiem, bo staram się odkładać pieniądze na USA, więc odmówiłem. pokaż całość

    •  

      No to zazdroszczę Ci tyle wolnego czasu. Mam nadzieję, że uda nam sie w te wakacje znaleść trochę wolnego na jakiś wypad. Zawsze mówiłem sobie, że jak w końcu będę miał kase to będę jeździć i zwiedzać, a gdy jest kasa to nie ma czasu zeby to robic... Życiem życie jest nobelon... ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Barwne połączenie rzek

    La Jonction (371 m n.p.m.) w Genewie, miejsce połączenia rzek Rodan (z lewej) i Arve (z prawej). Różnica kolorów spowodowana jest tym, że Rodan kilometr wcześniej wypływa z czystego Jeziora Genewskiego. Rzeka Arve zaś ma początek z lodowców w dolinie Chamonix, w Masywie Mont Blanc, skąd zabiera duże ilości osadów i mułu.

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #earthporn #podroze #gruparatowaniapoziomu #exploworld #szwajcaria
    pokaż całość

  •  

    Drzewko (ʘ‿ʘ)

    sekwoja w Redwood National Park, USA

    DC Adventures

    #podroze #ciekawostki #usa

    źródło: big-tree.jpg

  •  

    Titus Canyon w Death Valley i mój LC.

    Choć wszyscy kojarzą Dolinę Śmierci tylko z monotonnym pustynnym widokiem, to wbrem pozorom jest to bardzo różnorodne miejsce: wąskie kaniony, górskie doliny, kolorowe formacje skalne, miasta - widma, wędrujące kamienie, wydmy i solniska.

    Jadę dalej! - DC Adventures

    #toyota #fotografia #motoryzacja #samochody #podroze #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    Wieża ciśnien w Landskrona

    Stara wieża ciśnień (Gamla Vattentornet) znajduje się w najwyższym punkcie miasta. Budynek wykonany z czerwonej cegły jest dziełem architekta Fryderyka Sundbarga, który swoje prace zakończył w 1903 roku. Wieża o wysokości 66 metrów zaczęła działać rok później i zapewniła mieszkańcom Landskrony dostęp do ciśnieniowego zasilania wodą. Stanowiła zbiornik wodny do roku 1975.
    Wieża ciśnień nie jest otwarta dla zwiedzających, ponieważ w 1992 roku, 15 kondygnacji wieży zostały przekształconych na mieszkania. Tylko mieszkańcy mogą podziwiać wspaniały widok z najwyższego punktu miasta.

    nowa wieza

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #cityporn #architektura #gruparatowaniapoziomu #podroze #szwecja #exploworld
    pokaż całość

    źródło: stubbergaard.se

  •  

    Wszyscy wiemy jak bardzo rodacy narzekają na polskie morze. Że zimne, że brudne, że plaże zaludnione.

    A gdybym powiedział wam, że istnieje miejsce, w którym Bałtyk jest niemal turkusowy, plaże, mimo, iż kamieniste to przeważnie bezludne, a widok jaki rozpościera się na wybrzeże z górnej jego części zapiera dech w piersiach?

    Tym miejscem jest niemiecka wyspa Rugia. Planowałem się tam wybrać już od dawna, ale zawsze pogoda krzyżowała moje plany. W końcu jednak się udało i zamiast, jak większość szczecinian, stać w korku na S3 w kierunku polskiej części Bałtyku pojechałem w zupełnie przeciwnym kierunku, na niemiecką autostradę gdzie po niecałych 3 godzinach płynnej drogi dojechałem do celu - małej nadmorskiej miejscowości Sassnitz.

    Na Rugię najwygodniej dostać się właśnie samochodem. Oczywiście jest to też najlepsza opcja dla ludzi mieszkających w północno-zachodniej części kraju, inni muszą przekalkulować czy opłaca im się nadrabiać kilometrów. Moim zdaniem, dla takich widoków, takich doznań i przede wszystkim takie zaskoczenia tym jak może prezentować się Bałtyk - zdecydowanie warto.

    Nasze morze poznałem już od innej strony rok temu przy okazji rowerowej wyprawy na Bornholm. Piękna, sielankowa niemal wyspa z kamienistym wybrzeżem, niekiedy mocno stromym. Odkąd pamiętam lubiłem Bałtyk i zawsze stałem pod prąd narodowemu przekonaniu jak to morze jest złe. Uważam, że i na naszym wybrzeżu można znaleźć piękne miejsca i bezludne plaże i z pewnością kiedyś to opiszę (chciałbym udać się w rowerowy trip ze Świnoujścia na Hel).

    Ale wracamy do Rugii. Dojechaliśmy na parking pod sam Park Narodowy Jasmund. Parking płatny, ale chyba najtańszyna jaki w życiu trafiłem. 10h parkowania kosztowało 2,5€. Z tego miejsca odjeżdża autobus nr 20 na Konigstuhl, punkt widokowy, a zarazem najpopularniejsza formacja skalna. Punkt znajduje się na terenie centrum edukacyjnego i jeśli chcemy wejść musimy wyłożyć 8,5€. Moim zdaniem - nie warto. Dlaczego? Bo kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się darmowy punkt widokowy, malutki "balkonik" - Victoriasicht, z którego dodatkowo widać właśnie Konigstuhl.

    Cały nasz trip polegał na przejściu szlakiem do miasta wzdłuż wybrzeża. Trasa ok. 10-13km, momentami podgórkę, przeważnie lasem, tuż obok stromego wybrzeża.

    Idąc dalej na wschód od Victoriasicht dochodzimy do miejsc, w których możemy podziwiać to co w Rugii najpiękniejsze. Olbrzymie (jak na Bałtyk), kredowe klify schodzące niemal pionowo do morza. Widziałem już trochę różnych form wybrzeża i generalnie uwielbiam połączenie morza i stromych klifów, byłem przekonany, że po Malcie czy Costa Brava Rugia nie zrobi na mnie wrażenia. A jednak. Mógłbym znaleźć sobie jakieś małe, odludne miejsce i patrzeć z góry raz na białe niczym śnieg klify, a raz na turkusowy Bałtyk. Tak, woda jest w tym miejscu tak czysta jak nigdzie indziej. Zupełnie inne doświadczenie i uwierzcie mi, jeśli zobaczycie to na własne oczy to już nigdy nie powiecie, że Bałtyk to brudne morze.

    Kawałek dalej można zejść na plażę i zobaczyć ogrom klifów od dołu. Plaża jest kamienista, pełna charakterystycznych, kredowych kamieni. Jak macie szczęście to może i na bursztyn traficie. Taki kamień jest świetną pamiątką i na pewno każdy znajdzie sobie swój ulubiony.

    Trzeba przypomnieć, że plaże są częścią Parku Narodowego, a co za tym idzie - kąpiel w morzu jest niestety zabroniona.

    Plażą można iść cały czas na wschód aż wrócimy do miasta lub wrócić na leśny szlak i podziwiać widoki z góry. Pójście dołem jest na pewno nieco bardziej męczące - cały czas pod nogami mamy tysiące kamieni. Ale nad nami unoszą się majestatycznie ogromne klify. Należy przy tym też uważać ponieważ istnieje ryzyko ich osunięcia się. I faktycznie, momentami widać charakterystyczne pęknięcia czy ledwo stojące na skraju klifu drzewa. Na pewno bezpieczniej jest iść górą i zachwycać się niesamowitą panoramą. Jeśli ktoś ma chęć to z miasta odpływają też promy w kierunku klifów, a więc można je też zobaczyć od strony morza. Ile to kosztuje niestety nie wiem.

    Jeśli macie więc chociaż jeden wolny dzień to warto odwiedzić tę perełkę. Warto jednak rozważyć zostanie chociaż na jedną noc, wzięcie rowerów i przejechanie się gdzieś dalej by odkryć kolejne sekrety wyspy. Tak na pewno zrobię następnym razem. ;)

    A tymczasem kilka zdjęć w komentarzach.
    #podroze #podrozujzwykopem #turystyka #niemcy #rugia #szczecin
    pokaż całość

  •  

    Mireczki Historia sprzed pół roku dla wszystkich, którzy lubią #podroze.

    TL;DR - Pilnujcie bagaży na lotnisku i sprawdzajcie je przed podróżą.

    Wróciłem sobie do Polski na święta, przeleciały miło i wesoło, bez większych przygód. W końcu przyszedł czas powrotu na obczyznę, z racji tego, że przybyło mi trochę bagażu mama poradziła mi zabranie większej walizki, która walała się gdzieś w szafie. Posłuchałem jej i bez większego zastanowienia spakowałem wszystko co musiałem i następnego dnia rano byłem już w drodze na lotnisko. Trasa z #olsztyn do #gdansk, popularna linia autobusowa, godzina 4 rano. Do busa wsiada napruty Seba, który już chyba powoli zaczął ewoluować w Janusza. Drze mordę na cały autobus, oświadcza wszystkim że właśnie wraca z imprezy, śpiewa jakieś durnowate piosenki i ogólnie uprzykrza wszystkim życie. W końcu się trochę uspokoił i oddał się w objęcia Orfeusza.

    Po dojechaniu na miejsce miałem jeszcze jakieś 3 godziny do odlotu, tak że nigdzie mi się nie spieszyło. Siedziałem sobie spokojnie podczas gdy wszyscy ruszyli szturmem w stronę bagażnika. Od czasu gdy pierwsza osoba miała dostęp do wszystkich bagaży, do czasu gdy ja zabrałem swoją torbę minęło jakieś 5 minut. Zawszę lubię jak najszybciej odbębnić kontrolę, tak że od razu udałem się w stronę bramek. Jak zwykle z wielkim spokojem zdejmuję pasek, wyjmuję portfel, zegarek itd. Zero stresu, robiłem to przecież dziesiątki razy, a po co utrudniać życie strażnikom. Przechodzę przez bramkę, wszystko git, teraz tylko czekać na walizkę. Czekam i czekam a walizki nie ma, powoli zaczynam zauważać, że strażnicy bardzo mocno się jej przyglądają na ekranie. W pewnym momencie słyszę tylko "Ej Mareczek cho zobacz co mamy". Na ekranie tego rentgena widzę tylko długi, czarny kształt. Przewoziłem 2 obiektywy więc myślałem, że to coś z nimi. Ale nie xD. Pan zaprasza mnie na boczek, szpera przez chwilę w mojej walizce, po czym wyjmuje z niej nabój do karabinu 5,56mm xD. Nigdy w życiu nie byłem tak przerażony. Pierwsze zdanie z mojej strony "Niech mi Pan powie, że on nie jest nabity" bo myślałem że to tylko łuska. Strażnik patrzy się na mnie jak na kompletnego debila i mówi coś w stylu "Nie no nabój jak nabój hehe". Ja w szoku, panowie wzięli mnie na bok, dowodzik, przeszukanie tak dokładne że dokładniej się już nie da, no i przypał. Wzięli mnie do białego pokoiku 2x1m, posadzili mnie tam ze strażnikiem, i czekamy na decyzję prokuratora. Spędziłem w tym pokoju 4 godziny, zapoznałem się z wesołym strażnikiem, pogadaliśmy o życiu, studiach, pracy itd. W międzyczasie przepadł mi lot. Po 4 godzinach przychodzi inny strażnik i mówi, że jadą przeszukać mi chatę, jeżeli nic nie znajdą to mam szansę jeszcze tego dnia wyjść na wolność. No i pojechali, z racji tego że nie stawiałem oporu, a wręcz przeciwnie, śmieszkowałem sobie z nimi, przenieśli mnie do większego "pokoju dowodzenia". Oczekiwanie na policję czas zacząć, w Olsztynie akurat wszyscy byli zajęci to ściągnęli patrol z miasta oddalonego o 40km. Wbili mi na chatę i oczywiście nic nie znaleźli OPRÓCZ, UWAGA, noża survivalowego za 50 zł i hełmu wojskowego z napisem "Kierownik Imprezy". Oczywiście strasznie się do tego przyczepili i stwierdzili że muszę mieć "zainteresowania militarne" (xD). No ale cóż, broni nie znaleźli, innych naboi też. Teoretycznie jest dobrze. Oczywiście podczas całego dnia zadawali milion pytań typu "czy znasz kogoś z pozwoleniem na broń?", "chodzisz na strzelnicę?" itd. A ja w tym czasie zastawiałem się skąd to cholerstwo się tam znalazło.

    Wypuścili mnie o godzinie 18, 11 godzin po wejściu na lotnisko. Prokurator powiedział żeby mnie puścić bo niska szkodliwość czynu. Przez niepilnowanie bagażu straciłem dużo nerwów, lot, i jakieś 7 dni, ponieważ rodzinka akurat wyjechała więc na następny lot czekałem w samotności przez tydzień.

    No i teraz pytanie za 100 punktów, odpowiedzi na nie pewnie nigdy nie poznam. Skąd w mojej walizce znalazł się nabój do karabinu. Mieszkam na wsi, więc na początku myślałem że mój młodszy brat znalazł to gdzieś na polu i schował przez rodzicami. Podczas przesłuchań była to dla mnie jedyna sensowna opcja, teraz wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne. No i tutaj wracamy co nawalonego gościa z autobusu. Podczas gdy ja odpoczywałem sobie w autobusie, jakieś 20 osób miało dostęp do mojej walizki przez 5 minut. Może wpadł on na genialny pomysł żeby podrzucić komuś nabój dla żartu, i padło na mnie. Słyszałem też że czasami podrzucają takie rzeczy, żeby przemycać narkotyki podczas gdy uwaga całego lotniska jest skupiona na debilu z nabojem w torbie. Chyba nigdy się nie dowiem jak było na prawdę.

    Morał na dziś, dobrze pilnujcie swoich bagaży i sprawdzajcie walizki przed pakowaniem (nie mam pojęcia czy nabój był tam już gdy się pakowałem). Może wam to oszczędzić bardzo dużo czasu i nerwów :) Pozdrawiam serdecznie.

    Pics or didn't happen (w tle noga strażnika)

    #podrozujzwykopem #lotnictwo #truestory #bron
    pokaż całość

  •  

    Kościół Hofskirkja w Hof, którego dach pokryty jest murawą.

    Został wybudowany w 1883 roku i jest ostatnim kościołem w Islandii wzniesionym w tym stylu. Od 1951 roku należy do Muzeum Narodowego Islandii.
    Kościołem zarządza Muzeum Narodowe Islandii, ale także służy jako kościół parafialny. Został zbudowany przez stolarza Pálla Pállsona.Ściany są grube i połączone ze skałami, zapewniając stabilność i izolację, ważny element w klimacie islandzkim. Dach wykonany jest z płyt kamiennych i pokryty trawą. Jest to jeden z sześciu kościołów w Islandii wciąż stojących, które zachowały się jako zabytki historyczne.
    Zamek i zawiasy drzwi zostały wykonane przez Thorsteinna Gissurarsona, kowala z Hofu.

    wiecej zdjęć

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #podroze #earthporn #gruparatowaniapoziomu #islandia #religia #architektura #exploworld
    pokaż całość

    źródło: lh5.ggpht.com

  •  

    Szwecja upadla? Sprawdzmy to!!

    Studiuje tu ktos dziennikarstwo? Chce sie ktos podjac roli reportazysty?

    Jesli tak, mam pomysl:

    Ktos decyduje sie w ramach "praktyk" na przeprowadzenie reportazu. Reportaz ten, bedzie 12h pobytem w Malmo w Szwecji, bedzie zawieral w sobie charakterystyke:
    - starego miasta Malmo
    - wizyty w jednej z dzielnic imigranckich
    - dyskusje z miejscowymi Szwedami odnosnie ich ocen zycia w miescie
    - dyskusje ze "Szwedami" z dzielnic imigranckich, co im nie pasuje w dzisiejszej Szwecji

    Calosc bedzie transmitowana na wykopie w postaci streama live (zdjecia + tekst) - w koncu koniec z roamingiem xD

    Sprawdzalem na wizzair - da sie poleciec 17 lipca - wylot z Gdanska wczesnie rano i powrot tego samego dnia do Poznania. Calosc da sie zamknac w 150zl za bilety lotnicze.

    Wykopowicze rzuca po zlotowce i zbierzemy budzet na podroz (takze na komunikacje miejska, zarcie)

    WRESZCIE DOWIEMY SIE Z PIERWSZEJ REKI JAK TO JEST Z TA SZWECJA

    #glupiewykopowezabawy #szwecja #oswiadczenie #podroze #praca #4konserwy
    pokaż całość

    źródło: malmo.jpg

  •  

    A takie mam widoki z balkonu hotelowego. Miasteczko Thun, Szwajcaria.
    #podroze #podrozujzwykopem #szwajcaria

  •  

    Formacja skalna Potato Chip Rock

    Atrakcja turystyczna San Diego w Kalifornii. Znajduje się na szczycie Mt. Woodson i przypomina chipsa.

    zdjęcie z dalsza

    filmik z drona

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #earthporn #podroze #usa #exploworld
    pokaż całość

  •  

    Przejeżdżając centrum #barnsley przypomniał mi się wpis @saragaya o fontannie w #katowice i jak strasznym widokiem był dla niej obraz bawiących się dzieci w pluskającej wodzie w upalny dzień w centrum miasta.

    Pomyślałem że to cudowne że pewne rzeczy są nie tylko ładne ale i użyteczne: gdy na polu czuć upał. Niesamowita jest radość dziecka z tego że może być dzieckiem i doświadczać czegoś nowego w zupełnie inny sposób z innymi rówieśnikami. Stworzenie czegoś niecodziennego z danego dnia, nowego doznania i świetnej zabawy dodającej trochę folkloru i radości w życiu.

    Dziś jest piękny dzień, nie traćmy go na narzekanie tylko z uśmiechem cieszmy się radością tych dzieci. Radością która większość z nas pewno nigdy nie mogła się cieszyć bo "co ludzie powiedzą".

    Życzę wam miłego dnia mirki i węgierki (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #ciekawostki #uk #emigracja #podroze
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Wioska w jaskini

    Wieś Zhongdong w chińskiej prowincji Guizhou, to jedyna osada na świecie, która położona jest wewnątrz przestronnej, naturalnie ukształtowanej jaskini.
    Wioska znajduje się 1800 metrów nad poziomem morza, nie ma do niej utwardzonej drogi, tylko kamieniste ścieżki, po których można poruszać się wyłącznie pieszo, a dojście do najbliższej publicznej drogi, która znajduje się u podnóża, trwa około godziny, natomiast najbliższa większa osada jest oddalona o około 15 kilometrów. Ze względu na to oraz wiele jeszcze innych czynników, dostarczanie produktów pierwszej potrzeby na bieżąco nie jest możliwe, dlatego mieszkańcy Zhongdong mają w swojej wsi wszystko co jest niezbędne, aby normalnie, samowystarczalnie żyć.
    Była tutaj nawet szkoła, ale rząd Chin w 2008 roku zamknął ją i zakazał miejscowym nauczycielom nauczania twierdząc, że: „Chiny są cywilizowanym społeczeństwem i nie ma tu miejsca dla społeczeństwa ludzi jaskiniowców.” Od tamtej pory wszystkie dzieci w wieku szkolnym pokonują codziennie dwugodzinną wędrówkę, rano i wieczorem, aby dostać się do innych, wiejskich szkół.
    Niedawno, pod presją mediów i skarg turystów odwiedzających wioskę Zhongdong na poziom życia mieszkańców, chiński rząd zaczął reagować i przesiedlił kilka młodych rodzin do innych regionów kraju, dając im szansę na uczęszczanie dzieci do miejscowych szkół, pracę w lokalnych zakładach. Miało to zachęcić innych mieszkańców wioski do tego, aby porzucili swoje życie i wynieśli się do cywilizacji, opuścili wieś. Jednak większość mieszkańców wybrała swoje stare, dobre życie w jaskini.
    Do dzisiaj we wsi w jaskini żyje ciągle ponad 100 osób.

    źródło i więcej zdjęć

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #swiat #podroze #chiny #exploworld
    pokaż całość

    źródło: scmp.com

  •  

    Cześć podróżnicze świry!
    Ostatnio dostałem dwa darmowe zaproszenia do #oceanpark we #wladyslawowo (pewnie inni też dostali, ale co mi tam xD )
    Ja się nie wybieram bo nie mam z kim #tfwnogf
    Z tej okazji robię #rozdajo i to od Was zależy, czy jedna osoba zgarnia podwójne wejście, czy będzie losowanie dwóch Mireczków.
    aaa! zapomniałem dodać, że zapro jest ważne do końca tego roku. Zaproszenie wymienia się w kasie na miejscu na bilet wstępu (który normalnie kosztuje 20-30zł chyba). Więc jeśli jesteście zainteresowani bo akurat wybieracie sie w te okolice w wakacje, macie dzieci, mieszkacie gdzieś blisko albo nie macie pomysłu na randkę z tindera- plusujcie i piszcie komentarz czy chcecie jedno czy podwójne zaproszenie.
    Losowanie odbędzie się w niedzielę 18.06.2017 po godzinie 18:00.
    Wylosowaną osobę poinformuję w komentarzu tutaj oraz na priv i poproszę o adres do wysyłki.

    Warunek konieczny- wylosowana osoba/osoby wstawią po wizycie jakieś zdjęcie (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    Taguje okoliczne miejscowości xD #hel #puck #trojmiasto #rumia #reda
    #podroze #zwiedzajzwykopem #turystyka (sorry za tagi jeśli użyłem ich źle) ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #podroze

1:0,0:1,1:1,0:1,0:1,0:3,1:1,1:4,0:3,0:1,1:1,0:2,1:0,2:1