•  

    jadę z #rozowypasek której jeszcze fizycznie nie znam na tripa, prawdopodobnie 2 miesiące, może nawet ciut więcej. Jakieś rady?

    #podroze #podrozujzwykopem #autostop

  •  

    Schody do nieba

    Przy jednym ze stromych zboczy pasma gór Taihang w prowincji Henan zbudowano pionowe, spiralne schody. Wysokie na 91 metrów przy większych podmuchach wiatru odginają się od pionu o prawie metr w każdą stronę.
    Przed wejściem na schody turyści zobowiązani są podpisać formularz, że nie cierpią na choroby serca czy układu oddechowego i wykazać, że nie ukończyli 60 roku życia.
    Pasmo rozciąga się południkowo na długości ok. 400 km i przebiega przez prowincje Henan, Hubei oraz Shanxi, ograniczając od zachodu Nizinę Chińską. Najwyższym szczytem gór jest leżący na zachód od Pekinu Xiao Wutaishan (2882 m n.p.m.).

    zdjęcie

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #architektura #earthporn ? #podroze #exploworld #chiny #gory
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net

    •  

      @m_bielawski: ponieważ większość ludzi starszych nie ma pojęcia o tym, że na taką hipotonię cierpi. Na miażdżycę tym bardziej, a że miażdżyca dotyka również mózg (o czym w wielu wykopowych historiach można się przekonać), uznawanie, że osoba z zaawansowaną miażdżycą nas o tym poinformuje i dojdzie do logicznych wniosków odnośnie przedsięwzięcia jest, hm, niezbyt mądre.
      Sama hipotonia ortostatyczna to zresztą przykład większej patologii, zmiany miażdżycowe i wapnienie są dość powszechne. Starsi ludzie uważają te schorzenia za normę (w końcu nie pojawiają się z dnia na dzień), stąd "czucie w kościach, że idzie burza" i odczekiwanie przed wstaniem z łóżka.

      A ich atrakcja, ich sprawa - rozumiem, że nie chcą ani sprawdzać dokumentacji każdego starszego pacjenta, obstawiać schody medykami czy być ciągani po sądach. A że ktoś na tym traci - no traci.
      pokaż całość

      +: antros
    • więcej komentarzy (39)

  •  

    Dobra ziomki, tak jak pisalam w jakims tam poprzednim poscie w czwartek ruszam na wesola wyprawe do Zanzibaru, dzieki uprzejmosci #quebonafide, bylam tym szczesliwym preorderem, ktory wylosowal. Obiecuje, ze o ile bedzie mozliwosc to bede zdawac relacji a tym ktorym obiecalam podesle pocztowki. Robie tez z tej okazji #pokazmorde bo #atencja sie musi zgadzac ( ͡° ͜ʖ ͡°) Trzymajcie kciuki zebym sie spakowala dokladnie i nie zjebala czegos przypadkiem. #atencyjnyrozowypasek #podroze #wygrywanko #wakacje pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: embed.jpg

  •  

    Szedlbym w ciemno (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■) #chiny #podroze #podrozujzwykopem

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    @jesionka: Kopalnia Chuquicamata na Atacamie w Chile. Gigantyczne ciężarówki wspinają się po tarasach największej kopalni miedzi na świecie i drugiej największej odkrywki. W tle dla porównania auta w rozmiarze "regular". Okazuje się, że wywrotki te mają swoją nazwę - jest to wozidło https://pl.wikipedia.org/wiki/Wozid%C5%82o :)

    Jeśli się podobało to polecam polubienie https://www.facebook.com/traficantespl
    oraz obserwowanie #traficantespl.

    #podroze #earthporn #traficantespl #fotografia #mojezdjecie #ciekawostki #motoryzacja
    pokaż całość

  •  

    Murcy, jestem tu z wami od dawna, ale teraz potrzebuję waszej pomocy

    Uwaga! Na początek żeby zdobyć trochę atencji ogłaszam #rozdajo - do wygrania coś co na pewno każdy Mireczek przytuli z przyjemnością, czyli kod podarunkowy na Wiedźmina 3: Dziki Gon (na Steamie), ufundowany przeze mnie i mojego ziomka - jak ktoś grał to zawsze może go komuś oddać, a jak nie to najwyższa pora. Wygranego wylosuję do końca tygodnia - liczę na wasze plusy aby więcej osób zobaczyło posta

    A teraz przejdźmy do meritum, potrzebuję waszej wiedzy, być może życzliwości, czyli #norwegia #praca #emigracja #podroze

    Planuję wyjechać z kolegą do Norwegii do pracy na wakacje, a konkretnie na zaledwie miesiąc (mniej więcej 12 lipiec - 20 sierpień), nie mamy zamiaru tam zarobić kokosów, po prostu pomieszkać przez miesiąc jednocześnie łapiąc się jakiejś pracy dorywczej, żeby nie wrócić na minusie i z tego powodu mam do was parę pytań odnośnie najważniejszych kwestii - jeśli możesz pomóc pisz priv

    0. O nas
    Jesteśmy studentami, ja studiuję Finanse w Krakowie, on Medycynę w Katowicach, mamy 20/21 lat, mamy doświadczenie w pracach dorywczych (kelner czy dostawca pizzy xd), oboje mamy prawko i książeczki sanitarne, jesteśmy śmieszkami, ale też odpowiedzialnymi chłopakami

    1. Oslo czy gdzie?
    Jeśli Oslo to która dzielnica? Jeśli nie to gdzie konkretnie? Co warto wiedzieć o mieście?

    2. Lot
    Jak lecieć żeby było najtaniej, jakie lotnisko wybrać? Jak z transferami z i na lotnisko (w Norwegii)? Czy dokupywać dodatkowy bagaż żeby na przykład wziąć żarcie? Jakieś inne ważne kwestie?

    3. Dokumenty
    Czy potrzebuję jakichś dodatkowych dokumentów przed wyjazdem? Jakieś ubezpieczenie? Pozwolenia na pracę? Cokolwiek?

    4. Spanie
    Chyba najtrudniejsza kwestia. Jak spać tanio? Wynająć coś czy jak? Możemy nawet spać na kempingu czy cokolwiek byle były w miarę normalne warunki sanitarne itd.? Ktoś coś może pomóc, doradzić, polecić?

    5. Praca
    Gdzie szukać i jak szukać? Chodzić z CV? Czy szukać jakichś ogłoszeń lokalnych? Jakaś strona www? Gdzie najlepiej pracować (gastronomia?)? Gdzie nas przyjmą na krótko i będą w miarę na bieżąco płacić? Jakie stawki są minimalne? Jaki jest wymiar pracy? Warunki pracy? Atmosfera pracy? A może są jakieś zasiłki? xD

    6. Bezpieczeństwo
    Na co uważać? Jak nie dać się oszukać? Gdzie nie chodzić? Czego nie robić? Gdzie dzwonić albo iść w razie przypału? Jakieś konsulaty? Biura xD polaka?

    7. Komunikacja
    Czym się poruszać po mieście? Jakąś kartę mpk wykupić? Jak dzwonić i mieć Internet? Kupić jakiegoś prepaida?

    8. Ceny i zarobki
    Ile realnie możemy zarobić w miesiąc? Ile musimy wziąć ze sobą żeby mieć na mieszkanie, transport i żarcie zakładając minimalizację kosztów? Co jest drogie, a co tanie? Gdzie jeść? Gdzie robić zakupy? Czy mogę liczyć na szybki przelew i wypłatę środków od np. rodziców w Polsce w razie czego?

    9. Strony www
    Coś poczytać? Jakieś strony przydatne? Blogi? Vlogi?

    10. Podróże
    Czy damy radę coś w okolicy zwiedzić? Albo w samym Oslo? A może wgl jakaś praca żeby pozwiedzać kraj? Co fajnego można robić w wolnym czasie?

    11. Inne kwestie
    O czymś jeszcze powinniśmy wiedzieć? Coś uwzględnić? Na coś uważać? Coś rozważyć?

    12. Inne kraje
    Bez wchodzenia w szczegóły czy może jakis inny kraj z okolicy na 1 miesiąc opłaca się bardziej? Szwecja, UK?

    Chyba tyle, jeszcze raz z góry dziękuję za odpowiedzi i przypominam, że nie planujemy emigracji zarobkowej tylko fajny wyjazd trochę na yolo, na miesiąc z pracą przy okazji, żeby nie zbankrutować, a może wywieźć skromna sumkę. Najlepiej jakby ktoś ogarnięty w temacie pisał priv. Będziemy kurewsko wdzięczni.

    Wszelkie śmieszki i rozkręcanie gównoburzy czy bezwartościowe komentarze będę usuwać/ignorować.
    pokaż całość

    •  

      @Doboszi: Dałem plusa ale nie pomogłem, więc nie chcę brać udziału w rozdajo.

      +: Doboszi
    •  

      @Doboszi: Jechałem rok temu, IMHO Oslo i latanie to głupi pomysł w stolicy raz że potrzebujesz znać język a dwa potrzebujesz dach nad głową. Powiem ci jak ja ja z ziomkiem to zrobiłem rok temu i jak nasi znajomi powtórzyli podobny schemat.
      1) Samochód. Potrzebujecie samochodu i najlepiej żeby to był nowszy (nie chcecie żeby autko się zepsuło w środku lasu) i dosyć przestronny.
      2) Jedzienie. My zrobiliśmy zakupy w auchan za jakieś 1500 zł - starczyło na 4 tygodnie. Gdy pracujesz fizycznie te 3k kcal dziennie to minimum, będziesz wpierdalał i będziesz wpierdalał dużo. Obczajcie ile alko można wziąc i weźcie tego do oporu - jak jesteście pijący to alko zawsze pomoga przyjemnie się wyszumieć, ostresować, a jak nie pijecie to można z dużym zyskiem później sprzedać. Jak ktoś pali to pamiętajcie o zapasach - alkohol i tytoń są cholernie drogie w Nowegii, tak samo jedzenie (i w sumie wszystko inne XD). Jak skończy wam się żarcie to jest pare produktów tanich i dobrych, które dostaniecie w Remie 1000 (taki sklep). Macaroni 1 kg, Rema Brand nutella, chleb "sportowy" XD (miał w nazwie coś ze sportem i kosztował 15-20 NOK, wciąz najtańszy XD), tunfisk w oleju, jak sobie jeszcze przypomne to dopisze. Większy obiad od święta polecam w maku zestaw rodzinny dla jednej osoby 200 NOK. Zasada jest taka, żeby wziąć jak najwięcej żarcia z polski.
      3) Sprzęt. Potrzebujecie namiotu, ale z doświadczenia wiem, że spaliśmy w namiocie jakąś 1/3 czasu. Niektóre noce były zwyczajcie za zimne (a byliśmy w najcieplejszym regionie) i chowaliśmy się do auta - polecam pomierzyć samochód w środku i walnąć sobie cienką sklejke a na to materac dmuchany - śpisz jak król. Niezbędne jest wzięcie wszystkich możliwych ciepłych ciuchów i zimowego śpiwora. W ekstremalnych przypadkach tzn 4 warstwy bluza + t-shirt na bluze + cienka kurtka + zimowa kurtka i tak dygałem lekko. Norwegiowie to jedak życzliwi ludzie i często zaproszą was gdzieś pod dach spać - pamiętajcie żeby okazać wdzięczność. Oprócz tego ogarnijcie butle gazową (6L styknie), GPS co by się nie zgubić, latarki, ciuchy i buty robocze (tego teź od chuja weźcie), książki / gry / laptop - coś do rozrywki. Całą liste gdzieś mam.
      4) Dokumenty - ubezpiecznie sobie wykupcie, ergo hestia miała w zeszłym roku najkorzystniejszą ofertę. EKUZ też zawsze warto mieć przy sobie. O dowodzie chyba nie trzeba mówić.
      5) CV / ulotki - generalnie mieliśmy podrokowane i to i to, ale efekt i "potrzebność" tego były zerowe.
      6) Higiena - szukajcie kempingów (potrzebujecie drobnych na prysznic)
      7) Kierunek - obojętnie, mówi się że im dalej na północ tym łatwiej, po prostu jedźcie przed siebie i pytajcie o pracę w każdy dom, calujcie w farmy.
      8) Zarobki - robiliśmy za 140 NOK / h na umowie o pracę zarejestrowani w urzędzie. Można lepiej gdzieś zarabiać tnąć drzewa, malująć ściany i stawiając ogrodzenia? Nie wiem ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°) A i owieczki jeszcze zaganiałem i rano karmiłem XD

      Pozdro, jak masz jakieś pytania to pisz pw.
      pokaż całość

      +: Doboszi
    • więcej komentarzy (14)

  •  

    Zamek w Schwerin

    Zamek ten jest jednym z najpiękniejszych obiektów architektonicznych Niemiec. Umiejscowiony jest na wyspie w samym centrum miasta Schwerin. Obecnie jest on siedzibą parlamentu landu Meklemburgia – Pomorze Przednie. Ta należąca do książąt meklemburskich budowla może poszczycić się ponad tysiącletnią historią. Wzniesiono ją w 956 r. jednak do dnia dzisiejszego nie zachował się jej pierwotny kształt. Na przestrzeni wieków była przebudowywana kilka razy. Najważniejszym etapem była przebudowa, jaka miała miejsce w 1845 r., kiedy to zamek otrzymał obecny wygląd, wzorowany na zamku Chambord leżącym nad Loarą we Francji. Z budowlą tą łączy się legenda o koboldzie, który pilnował zamku i grodu – nagradzał dobre osoby, a te złe karał. Ten dobry duch nazywał się Petermännchen i ponoć do dziś mieszka gdzieś w zamkowych piwnicach.

    zdjęcie

    źródło

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #earthporn #architektura #zamki #zameknadzis #gruparatowaniapoziomu #podroze #niemcy #exploworld
    pokaż całość

    •  

      niecałe 250 :) a mieszkałem już w takich miejscach, gdzie 250 km to jechało się do większego miasta:) Gratuluje zakupu chaty. Ja zjeździłem saksonie i mekleburg dosc dobrze, czesc tras zrobilem wg zabytkow unesco i bylo super. Napisałem, bo malo ludzi, przynajmniej w Polsce uznaje Niemcy za kraj atrakcyjny turystycznie (nie mówię tu juz o bogatych landach zachodnich). W Niemczech podoba mi się jeszcze lad i porzadek, ktory tu kiedys panowal przed multikulti niestety. A z ciekawości zapytam duzo kosztuja tam nieruchomosci?, kiedys wszyscy zachecali, bo super tanio, bo w koncu niewlasciwa strona niemiec, a przegladalem oferty to tez jakos za super to tam nie jest. pokaż całość

    • więcej komentarzy (20)

  •  

    Z podróżniczych ciekawostek, rzadko zdarza się, bym rozczarowała się jakimś miejscem. Zawsze znajdę coś ciekawego dla siebie, czy to w miastach, czy poza. Jednak jak żyję i podróżuję, tak po raz pierwszy stwierdziłam, że odpuszczam sobie stolicę państwa, gdy dotarłam do czarnogórskiej Podgoricy. Na zdjęciu... centrum miasta. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Opcja spania pod namiotem kawałek za miastem okazała się być znacznie ciekawsza, niż lokalne hotele. (✌ ゚ ∀ ゚)☞

    Dla zainteresowanych kilka słów na blogu tutaj i zdjęcie w komentarzu

    #czarnogora #podgorica #podroze #ciekawostki #thegirlcontent #podrozujzwykopem
    pokaż całość

  •  

    Uwielbiam klimat tych MOPów (miejsce obsługi podróżnych, od dawna zastanawiałem się nad tym skrótem) przy drogach szybkiego ruchu/ autostradach. Zwłaszcza latem, zwłaszcza wieczorkiem, z światłami latarni, odgłosem drogi w oddali, kawą z termosu i kanapką zapakowaną w folię aluminiową. Kojarzy mi się z wakacjami, z beztroską, podróżami z rodziną po Europie, dzieciństwem. Zawsze jak latem jadę obok takich miejsc muszę stanąć, chociaż na chwilę, by poczuć się znów jak ktoś, kogo już nie ma i nigdy nie będzie.

    #przemyslenia #nostalgia #feels #wakacje #mojezdjecie #podroze #mercedes
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    W tamtym roku 10 krajów, a dziś w nocy zaczynamy sezon '2017 jadąc na tydzień busem do Litwy, Łotwy, Estonii i Finlandii ;)

    Trzymajcie kciuki żeby wszystko poszło po naszej myśli!

    #wakacje #podroze #podrozujzwykopem no i trochę #chwalesie

    źródło: jadojado.jpg

  •  

    Podziemne miasteczko

    Australijskie miasteczko Coober Pedy słynie z wydobycia najcenniejszych i najdroższych na świecie opali. Zamieszkana przez około 3000 osób (chociaż niektóre źródła podają 1600) osada leży na obszarach południowej Australii (mniej więcej na środku Pustyni Wiktorii) około 850 km na północ od Adelajdy i to właśnie stąd pochodzi około 70% światowego wydobycia tych drogocennych kamieni, które używane są między innymi do wyrobu drogocennej biżuterii. Szacuje się, że do roku 2000 w okolicach Coober Pedy powstało 250 tysięcy szybów.
    Coober Pedy wyróżnia jeszcze jedna rzecz – ponieważ średnie temperatury w lecie dochodzą do 30, a nawet 40°C wielu mieszkańców żyje w domach wydrążonych pod powierzchnią ziemi, by tam schronić się przed słońcem i piekielnymi temperaturami. Co ciekawe dzięki systemowi podziemnych tuneli mieszkańcy bez wychodzenia na powierzchnię mogą się udać na spacer do sklepów, popływać w basenie, wybrać się do kościoła, czy nawet na cmentarz. Nazwa Coober Pedy również nie jest przypadkowa – Coober Pedy to angielska wersja aborygeńskiego wyrażenia “kupa piti”, co oznacza dosłownie “dziurę białego człowieka”.
    Historia Coober Pedy sięga 1915 roku, kiedy to 15-letni Willie Hutchinson przybył wraz z ojcem w poszukiwaniu złota. Nie wiadomo, czy Willie znalazł złoto, ale na pewno odkrył złoża drogocennych opali – od tego momentu rozpoczął się dynamiczny rozwój miasteczka. Po I wojnie światowej do Coober Pedy przybyli w poszukiwaniu fortuny żołnierze, którzy przeszli do cywila – to właśnie oni zapoczątkowali budowę podziemnych domów, w których temperatura przez cały rok utrzymuje się temperatura w okolicach 22°C.
    W początkowych latach warunki do życia w “światowej stolicy Opali” nie należały do najłatwiejszych – wodę przywożono z daleka i wydzielano (60 litrów tygodniowo), a brak porządnych dróg nie ułatwiał tego zadania. Dziś miasto czerpie wodę z podziemnego źródła, które oddalone jest o około 24km. W 1987 ukończono również drogę Stuart Highway – dzięki czemu dziś do Coober Pedy docierają autobusy.
    Dziś nawet w podziemnych i wykutych w skale mieszkaniach jest dostęp do elektryczności i bieżącej wody – w zasadzie niewiele różnią się one od tradycyjnych mieszkań, poza tym że nie mają…okien.
    W Coober Pedy znajduje się wszystko to, co powinno znaleźć się w niewielkim miasteczku, by zapewnić normalne funkcjonowanie lokalnej społeczności – sklepy, bank, poczta, niewielki szpital, kościoły różnych wyznań, restauracja oraz bar. Ponieważ każdego roku Coober Pedy odwiedza spora liczba turystów otworzono również muzeum i sklep z pamiątkami.

    źródło i więcej zdjęc

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #architektura ? #exploworld #gruparatowaniapoziomu #australia #podroze
    pokaż całość

    źródło: zalajkowane.pl

  •  

    Jak #pizza w Rzymie to tylko #hawajska

    Zapraszam do dyskusji ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #podroze #podrozujzwykopem

    źródło: IMG_9317.JPG

  •  

    Rzeka Pięciu Kolorów

    Caño Cristales to rzeka przepływająca przez Kolumbię w Parku Narodowym Serrania de La Macarena o długości 100km i 20 m szerokości.
    Za niesamowitą kolorystykę rzeki odpowiedzialne są glony Macarenia clavigera. Przez większość roku rzeka nie wyróżnia się niczym szczególnym. W porze deszczowej mchy pozbawione są światła słonecznego, w porze suchej za niski jest poziom wody. Między porą deszczową a suchą - przypada zazwyczaj na okres od września do listopada - następuje jednak gwałtowny rozkwit mchów i glonów, czego efektem są niezwykłe kolory. Wyjątkowa jest zwłaszcza barwa czerwona, nie brakuje jednak również odcieni żółci, zieleni, błękitu i szarości.
    Biura podróży organizują wycieczki do pobliskiego miasta La Macarena. Do rzeki jednak nie prowadzą żadne drogi, trzeba się tam dostać konno, pontonem lub na piechotę.

    filmik

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #earthporn #podroze #exploworld
    pokaż całość

  •  

    Wczoraj po południu udało nam sie wydostać ze Lwowa. Po 3,5h łapania stopa i moralach na poziomie 0 w końcu ktoś się zatrzymał. Dostaliśmy się na przedmieścia miasta Równe. Noc spędziliśmy pod namiotami na lotnisku. Co najlepsze okazało się że w miejscu w którym spaliśmy właśnie odbywają się zawody rasowych psów. Zostaliśmy ciepło przywitani przez Ukraińców którzy w tej części kraju większości mówią po 'polsku'. Ochroniarz lotniska zaparzył nam ukraińskiego czaju a z lwowiakami zamienialiśmy pare słów po polsku. Teraz udajemy się na trasę łapać stopa. Mamy nadzieje ze jeszcze dziś będziemy w Kijowie. Zapraszamy na Instagram: marcinponeta #podroznawschod #podrozujzwykopem #podroze #polska #europa #ciekawostki #turystyka #swiat #zainteresowania @Marcin_994 pokaż całość

  •  

    Zamieszczam ten wpis w odniesieniu do postaci @feuer

    Chcialbym wyjasnic, jako zawistny polaczek, ze nasz drogi przyjaciel troche leci pod chuja.

    Otoz bylem kilka razy w Azji Poludniowo-Wschodniej (a sa to rejony w ktorych rozbija sie nasz przyjaciel) i chcialbym wyjasnic wykopowej gawiedzi kilka faktow:

    1. Azja Poludniowo-Wschodnia (poza Singapurem) jest rejonem bardzo tanim. Wynajem mieszkan,koszty zycia i noclegi w hotelach kosztuja tam mniej niz w Polsce. Mowie tu o takich krajach jak Tajlandia, Birma, Wietnam, Laos, Kambodza, Filipiny czy Indonezja.
    2. Azja Poludniowo-Wschodnia posiada bardzo rozlegla siec polaczen tanich linii lotniczych (z cenami czesto nizszymi niz te Ryanaira) Prosze zrozumiec, ze lot z Bali do Kuala Lumpur moze kosztowac 100zl (a jest to odleglosc jak z Warszawy do Barcelony)

    Jednym slowem, gdy zarabiasz nawet typowa polska pensje, mozesz w rejonie kolegi czuc sie komfortowo (poza Singapurem, ktory ma bardzo drogie hotele)

    Nasz kolega mieszka(l) w Indonezji, na wyspie Bali. Bali slynie z jedej z najtanszych baz noclegowych w calej Azji Poludniowo-Wschodniej. Wystarczy skumac, ze 4* hotel kosztuje tam od 60zl za noc. ZA 2 OSOBY!!!

    https://www.booking.com/hotel/id/grand-bimasena.pl.html?aid=357019;label=gog235jc-hotel-XX-my-vipodNresidence-unspec-no-com-L%3Apl-O%3AwindowsS10-B%3Achrome-N%3Ayes-S%3Abo-U%3Asalo-H%3As;sid=20c342764f72af77c936ac5679292e6f;all_sr_blocks=50049801_90934438_0_1_0;checkin=2017-10-03;checkout=2017-10-04;dest_id=835;dest_type=region;dist=0;group_adults=2;highlighted_blocks=50049801_90934438_0_1_0;hpos=4;nflt=class%3D4;room1=A%2CA;sb_price_type=total;srfid=a30abbf19d057dafee98bab579fa741bc56d744eX4;type=total;ucfs=1&;selected_currency=PLN;changed_currency=1

    Zrozumcie wiec, ze nie jest wielkim problemem, zeby wynajac sobie dom z basenem za kwote nizsza niz kawalerka w Warszawie! Zamieszczam przyklad na szybko mieszkanka za 2k zl za miesiac. Oczywiscie mozna znalezc taniej na miejscu. Pewnie za polowe ceny.

    http://www.balibudgethousing.com/rentals/great-apartment-rent-umalas/

    Tak wiec drogi @feuer jako cebulak z Polski zauwazylem, ze sie lansujesz troche tanio, bo wykorzystujesz niewiedze naszych kochanych wykopkow, ktorzy mysla, ze spotkales zlota rybke z 3 zyczeniami...

    Jak sie lansowac, to w Nowym Jorku, Amsterdamie, Seszelach czy Singapurze, gdzie ceny dobrych hoteli zaczynaja sie od 1000zl za noc.

    Twoj ostatni wpis z Kuala Lumpur z apartamentowca Vipod Residences tez dupy nie urywa! Czekamy na Singapur i zdjecie z dachu z Marina Bay Sands (nocleg za 1200zl a nie 200 jak w Kuala Lumpur)

    https://www.booking.com/hotel/my/vipod-residence.pl.html?aid=357019;label=gog235jc-hotel-XX-my-vipodNresidence-unspec-no-com-L%3Apl-O%3AwindowsS10-B%3Achrome-N%3AXX-S%3Abo-U%3AXX-H%3As;sid=20c342764f72af77c936ac5679292e6f;dist=0&group_adults=2&sb_price_type=total&type=total&

    #oswiadczenie #takaprawda #polak #podroze #emigracja
    pokaż całość

    źródło: feuer.jpg

  •  

    Ścieżki gwiazd na formacją skalną Fala

    Rezerwat Kanionu Paria i Cynobrowych Klifów (Paria Canyon-Vermilion Cliffs Wilderness) składa się z rozległych płaskowyżów, wysokich skarp i mniejszych, głębokich kanionów, jednak najbardziej wyjątkowa jest Fala (The Wave), która w zależności od światła przybiera odcienie różu, czerwieni, pomarańczu, brązu, bieli i żółci.
    To jedna z najczęściej fotografowanych formacji skalnych na świecie zbudowana jest z miękkiego piaskowca, który w wyniku długotrwałego działania wiatru, deszczu i słońca przybrał harmonijne, przypominające morskie fale kształty. Dodatkowy wpływ na kolor i kształt fal skalnych miał ruch i szybkość utleniania się minerałów, głównie magnezu i żelaza.
    W czasach prehistorycznych Falę stanowiły pustynne wydmy, które na przestrzeni lat zamieniały się w skały. Po odpłynięciu wód z lodowców, podczas ostatniej epoki lodowcowej (ok. 10-20 tys. lat temu) powstały liczne wgłębienia, które nadały skałom niezwykłe, malownicze kształty. Największe skalne fale osiągają nawet 20 m szerokości i 36 m długości, a pomiędzy nimi prowadzi szlak Coyote Buttes.
    fot. Travis Burke.

    źródło

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #earthporn #astronomia #astrofoto #podroze #usa #exploworld #gruparatowaniapoziomu #kosmos
    pokaż całość

  •  

    Sao Thome das Letras - brazylijski hippyland cz. 2.
    - waytoeldorado.pl

    Na razie przy opisie Sao Thome skupiłem się właściwie tylko na ludziach, a prawda jest taka, że gdyby na tym kończyły się zalety tego miejsca pewnie nawet bym o nim tutaj nie wspominał.

    To, co sprawia, że miasteczko jest tak ciekawym dla mnie odkryciem jest mieszanka bezproblemowych, przyjaznych ludzi, naprawdę pięknej natury i energii, którą emanuje to miejsce. Chodząc po kamiennych uliczkach Sao Thome człowiek ma wrażenie, że nagle spośród betonowych chaotycznie zabudowanych ulic, często obklejonych ciasno dookoła favelami znalazł się w samym środku baśni. Przy tym wszystkim cały czas ma się uczucie że mimo dużej ilości hotelików, pousad i pokoi do wynajęcia całe to miejsce żyje spokojnie swoim życiem nie ekscytując się za bardzo turystami. Wygląda to tak jakby turyści byli tu tylko dodatkiem, który pozwala mieszkańcom żyć po swojemu. Przyjechałem tutaj poza sezonem i po kilku dniach czułem się jakbym był częścią tego miejsca, każde wyjście z pousady oznaczało spotykanie znajomych twarzy, które po jakimś czasie witały mnie jak starego sąsiada. Wrażenie zupełnie odwrotne do tego czego doświadczamy zwykle w typowych miastach turystycznych jak nasze polskie Zakopane, gdzie człowiek czuje się jak ranna antylopa próbująca schować się przed stadem sępów i gdzie jasno widać podział MY i ONI, czyli my klienci, próbujący nie dać się naciągnąć i oni - górale próbujący wydymać nas na byle oscypku.

    Całe to uczucie baśniowości wzmaga się jeszcze bardziej po opuszczeniu murów miasta i wejściu, na którąkolwiek z tras wyjazdowych.

    Chociaż trasy wyjazdowe to chyba złe określenie, tak naprawdę jest jedna trasa wylana betonem prowadząca do miasta oddalonego o ok. 40 kilometrów, która biegnie wśród wzgórz będących też źródłem kamieni - surowca, z którego powstaje większość okolicznych budynków. Z drugiej strony miasteczka mamy zwyczajną wsiową drogę wyglądającą jak udeptana glina, która prowadzi do kilku pięknych wodospadów rozmieszczonych w promieniu kilkunastu kilometrów, kilku jaskiń, malutkiej wioseczki i sporej ilości campingów o dwuznacznych nazwach typu “grzybki” (miasteczko znane jest jak już wspominałem z luźnego podejścia do miękkich narkotyków, marihuany czy właśnie grzybków, do których nawiązania można znaleźć dosłownie wszędzie). Ciężko to wyjaśnić słowami, ale samo wyruszenie tą glinianą trasą na kilkugodzinny spacer ma w sobie coś co uspokaja. Może to fakt, że w ciągu prawie całego dnia spotkałem na trasie ledwie kilkoro ludzi, a może chodzi o dziwną przyjemność jaką daje oglądanie tak nasyconego różnymi kolorami krajobrazu (od czerwonej, glinianej drogi biegnącej często wzdłóż intensywnie zielonej, wylewającej się nad trasę dżungli do jasnozielonych pastwisk ulokowanych na wzgórzach poznaczonych wielkimi głazami czy w końcu po dojściu odpowiednio daleko – widoku dolin, które wyglądają bardziej jak kamienista sawanna). W każdym razie trzeba przyznać jedno – Sao Thome i okolice mają klimat.

    Wspominałem o wodospadach.

    Jest ich tutaj w okolicy kilkanaście, w różnej odległości, do niektórych dojście jest proste, do części trzeba zasięgać języka, kluczyć po pastwiskach albo wspinać się po skałach. Te drugie są najczęściej dużo ciekawsze i na nich spotykałem ludzi sporadycznie.

    Jeden z mniejszych wodospadów mieści się na odludziu, koło przyczepy lokalnego rzemieślnika tworzącego rzeczy z kamienia. Chcę o tym człowieku wspomnieć, bo wydaje mi się, że tryb życia jaki prowadzi jest mokrym snem każdego introwertyka lubiącego naturę. Jak już wspomniałem mieszka kilka kilometrów od reszty zabudowań małej wioseczki Sobradinho. Jakieś 30 metrów od wodospadu postawił małą kamienną chatkę a obok niej przyczepę, która jest jego pracownią. Cały dzień obrabia kamienie i tworzy z nich zarówno pamiątki dla turystów jak i całą gamę rzeczy, z których się tutaj po prostu korzysta jak np. kamienne podkłady do pieczenia pizzy lub steków używane przez tutejsze restauracje, kamienny grill czy kubki. Kiedy raz na jakiś czas na horyzoncie pojawią się turyści oglądający wodospad, w razie potrzeby zamienia się w barmana we własnym mini barku doklejonym do pracowni. Jego jedynymi kompanami na stałe są pies i cross, który jeśli trzeba zapewnia mu szybką komunikację z resztą świata. Jego jedynym zobowiązaniem – potrzeba zarobienia na proste życie, które prowadzi.

    Takich właśnie ludzi ciągnie do Sao Thome, prostych, ceniących sobie życie bez stresów wielkiego miasta.

    Chciałbym napisać coś więcej o przyrodzie w Sao Thome, ale chyba nie ma to sensu. Żaden opis przyrody nigdy nie będzie na tyle ciekawy, żeby naprawdę zainteresować, zwłaszcza w dobie internetu kiedy każdy może odpalić sobie google grafika i znaleźć na drugim końcu świata zdjęcia jeszcze ciekawszych miejsc niż opisywane. Człowiek tak naprawdę docenia naturę dopiero kiedy ma szansę ją poczuć na żywo. Wtedy nawet mazurskie jezioro o zachodzie słońca wpływa na nas dużo mocniej niż najlepsze zdjęcie norweskich fiordów, dlatego zamiast opisu zostawię kilka zdjęć i przejdę do ostatniego o czym chciałbym opowiedzieć odnośnie Sao Thome.

    Magia.

    Nie wiem skąd się to tutaj wzięło, ale ludzie w Sao Thome... Wierzą w gnomy, wiedźmy i ufo. Ciężko ucieć od łączenia tego faktu z ich zamiłowaniem do narkotyków, ale podobno często tutaj widują dziwne rzeczy. W sklepach z pamiątkami, na ulicach czy w nazwach obiektów co chwila widać nawiązania do zjawisk paranomalnych. Trochę to śmieszne ale Sao Thome nawet wykształciło swoją własną modę łącząc motywy bajkowych istot z motywami typowo hipisowskimi i indiańskimi i tak można tutaj znaleźć koszulki upstrzone jaskrawymi kolorami i narysowanymi skrzatami, albo gnomy chodzące po łące i zbierające magiczne grzybki. O dziwo mieszkańcom naprawdę zdarza się chodzić w podobnych rzeczach.

    Jeśli chciałbyś obejrzeć więcej zdjęć z Sao Thome zapraszam TUTAJ.

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

  •  

    Hej mireczki, oto cześć mojej kolekcji magnesów na lodówkę. Jak Wam się podoba? ;d

    pokaż spoiler #magnesy #podroze #polska #europa #swiat

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Palmanova - miasto idealne

    W okresie renesansu wśród miejskich projektantów w całej Europie zrodziło się pojęcie "miasta idealnego". W mieście idealnym miała być zachowana niezwykła symetria ulic i kształtów, wielkość placów miała odpowiadać szerokości ulic, a te z kolei miały wpływ na wysokość kamienic. Chodziło o zachowanie wyjątkowej symbiozy pomiędzy władzą, duchownymi, szlachtą, a mieszczanami. Utopijne wizje miast idealnych powstawały głównie na papierze. Między innymi projektował je Leonardo da Vinci. Kluczem do sukcesu miało być zapanowanie nad chaosem. Filozofowie i artyści przez wiele lat dyskutowali o harmonii symetrii i umiaru w projektowaniu, aż w końcu we Włoszech powstała Palmanova - miasto idealne.
    Palmanova została zaprojektowana przez Vincenzo Scamozziego na zlecenie Wenecjan .
    Miasto zostało założone 7 października 1593 roku. Wybór daty był nieprzypadkowy - dokładnie 22 lata wcześniej siły chrześcijańskiej Europy pokonały Turków w bitwie pod Lepanto, 7 października przypadał również dzień św. Justyny z Padwy, którą wybrano na patronkę Palmanova. Wkrótce miasto przybrało kształt dziewięcioramiennej gwiazdy - formy znanej z architektury militarnej.
    W centrum miasta znajduje się sześciokątny plac Piazza Grande wyłożony istryjskim kamieniem, z którego wychodzą gwieździście ulice.Obok ratusza najważniejszym elementem Piazza Grande jest katedra, którą wzniesiono w 1636 roku. 140 lat później zbudowano przy niej dzwonnicę, która celowo była niższa niż inne tego typu konstrukcje. Tym samym nie była widoczna spoza murów miejskich. Całość została zaprojektowana w sposób perfekcyjny. Główne ulice miasta mają taką samą długość i szerokość 14 metrów. Na końcu ulic znajdują się bramy wjazdowe do miasta. Całość miasta otoczona jest murem i obwałowaniami w kształcie gwiazdy. Z powietrza miasto przypomina płatek śniegu.
    Miasta idealne miały “wytworzyć” idealnych ludzi renesansu. Twórcy miasta idealnego chcieli ograniczyć przypadkowość w architekturze miejskiej. Wierzyli we własny geniusz. Chcieli stworzyć miasto zaprojektowane od początku do końca, bez miejsca na przypadek. Nie przewidzieli jednak, że takie miasto nie będzie miało jak się w przyszłości rozwijać, bez naruszenia swoich “idealnych” proporcji.
    Palmanova jest wzorowym i do dziś podziwianym przykładem miasta idealnego. W mieście idealnym - tak jak tutaj - najważniejszy miał być centralny plac, coś w rodzaju rynku, ulokowanego dokładnie w samym środku miasta - tak by każdy z mieszkańców miał tutaj stosunkowo blisko. Przy placu stoi katedra - drugi istotny element idealnego miasta. Wokół odchodzą gwieździście ułożone ulice. Całość oplatała geometrycznie perfekcyjna siatka ulic.
    Poza Włochami idealne miasto znajdziemy w Holandii (Brielle), w Polsce na tych samych zasadach zbudowano Zamość. Jednak tylko Palmanova zachowała do naszych czasów wygląd sprzed ponad 400 lat, niezmiennie zachwycając swoją idealną formą.Miasto wpisane na listę UNESCO.

    żródło

    plac Piazza Grande

    katedra

    widok z lotu ptaka

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #earthporn ? #cityporn #architektura #gruparatowaniapoziomu #podroze #wlochy #exploworld #historia trochę #zamosc
    pokaż całość

  •  

    Cześć!

    Wracamy do Was z kolejną okazją cenową. Zanim jednak przejdziecie dalej, sprawdźcie nasze #rozdajo - klik. Czeka na Was aż 10 bonów do Decathlona o wartości 25 zł. Jak na razie, szanse wygranej są naprawdę duże!

    Ale co do okazji - marzy Wam się podróż do Azji? Małe #azjaexpress ( ͡° ͜ʖ ͡°)? W takim razie mamy dla Was coś specjalnego!

    16 dni w Wietnamie już od 2020 zł. W cenie przeloty, noclegi oraz śniadania! klik

    Na pokład możecie zabrać ze sobą zarówno bagaż podręczny, jak i rejestrowany. W obie strony czekają Was przesiadki w Doha i Bangkoku.

    Do następnego!

    #breakplan #podroze #podrozujzwykopem #tanieloty #promocje #okazje #turystyka #taniepodrozowanie #wietnam #azja

    PS Jeśli marzy Wam się podróż do jakiegoś konkretnego miejsca - piszcie! Z przyjemnością zajmiemy się wyszukaniem najlepszych przelotów i noclegów za Was! Co więcej, zrobimy to zupełnie bezpłatnie. Wystarczy, że skontaktujecie się z nami mailowo na adres rezerwacje@breakplan.com.
    pokaż całość

  •  

    Tunel Miłości

    W miejscowości Klewań na Ukrainie znajduje się jeden z najpiękniejszych roślinnych tuneli na świecie. Tunel Miłości powstał, kiedy władze wstrzymały wycinkę drzew wokół linii kolejowej prowadzącej do fabryki płyt pilśniowych. Pociągi nadal tędy kursują.
    W ciepłych miesiącach ciasno posadzone drzewa tworzą bajkowy zielony tunel o długości trzech kilometrów. Stanowi on główną atrakcję miasta i jedno z najbardziej malowniczych miejsc na Ukrainie
    Miejscowa ludność wierzy, że zakochane pary mogą w tunelu pomyśleć sobie życzenie. Życzenie się spełni tylko jeśli ich miłość jest prawdziwa.

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #earthporn #podroze #exploworld #ukraina
    pokaż całość

    źródło: vladtime.ru

  •  

    798125 - 255 - 221 - 216 = 797433

    Spontaniczna szwendaczka z kuferkiem po kilku krajach na południe od Polski. W sumie w ciągu 6 dni byłem w 6 różnych państwach.

    Na tydzień „bożocielny” miałem pierwotnie zaplanowany wypad w Alpy, jednak gdy dzień przed wyjazdem sprawdziłem prognozy pogody dla tego obszaru, zacząłem myśleć nad zmianą kierunku. Chudy portfel też przemawiał za krajami bardziej przystępnymi cenowo. No to wymyśliłem: jadę na południe, a potem się zobaczy ;) Wstępnie wyrysowałem część trasy, jednak ostatecznie miałem wyrysowane jeszcze mniej, bo Garmin miał problemy z wyświetleniem takiej ilości punktów (za duży ślad gpx).
    Głównym celem tego wypadu miał być też test strategii noclegowej jaką miałem przyjąć na sierpniowym MRDP. Zakupiłem zdecydowanie mniejszy i o ponad kilogram lżejszy od dotychczasowego namiot jednoosobowy. Biorąc pod uwagę skromny budżet, padło na Rockland Soloist. Niestety nawet nie było mi dane wykonać testowego rozłożenia przed startem. Jak spontan, to spontan :)

    Dzień I

    W sobotę pobudka o 4 rano. Ostatni w tym tygodniu prysznic, dopakowuję ciasto owsiane standardowo już upieczone na drogę przez żonkę i około 5:30 w końcu wyruszam! AWOL ubrany w kuferek wygląda - jak to trafnie ocenił Emes na zlocie - jak po wyjeździe z lidlowej wyprzedaży :) Ważę cały zestaw bez napojów i prowiantu – 20 kg. Dużo! Tu foto zabranego ekwipunku
    Pierwsze kilometry w kierunku Żor i już pierwsze zwątpienie – odzywa się ból w okolicy prawego kolana, który dokuczał mi podczas Maratonu Podróżnika w którym startowałem zaledwie tydzień wcześniej. Do tego wieje mi centralnie w twarz. Co któraś nieostrożna próba naciśnięcia na pedał wywołuje ból. Czy jest sens w ogóle wyruszać? Do domu jeszcze blisko.
    Postanawiam mimo wszystko jechać. W miarę oszczędnie, a jeżeli będzie bardzo źle, to przenocuję gdzieś i następnego dnia wrócę. Zauważam, że robiąc podjazdy na stojąco, ból prawie nie dokucza.

    W Cieszynie mijam Maca. Zajeżdżam na mały postój, bo przecież urlop i co sobie będę żałował ;)
    Po przekroczeniu Olzy jestem w Czechach. Nie zabawiam w tym państwie na długo, bo już po 35 km, przez niewielką przełęcz przedostaję się do Słowacji.
    Ta jednak wita mnie deszczem. Jadę dalej na krótko, bo wygląda to na przelotny epizod. Po godzinie przestaję się już łudzić, jednak jest mi za zimno żeby się zatrzymywać, więc ciągnę to dalej. Po dwóch godzinach ciągłych opadów wychładza mnie na tyle, że postój to już mus. Dodatkowo cały czas nie daje o sobie zapomnieć kolano, więc postanawiam je przyodziać w nogawkę. Na przystanku mnie nieźle telepie. Uzbrojony i odżywiony ruszam dalej. W okolicy Strecna przekraczam most nad Wagiem, skąd rozpościera się ładny widoki na zamek.
    Opad słabnie, więc nastrój trochę poprawiony, jednak jak się okazuje - nie na długo. Gdy wjeżdżam na drogę w kierunku Martina, zatrzymują mnie służby drogowe i okazuje się, że na skutek deszczu jezdnia obsunęła się i nie mam szans na przejazd. „Tylko Žilina, Tylko Žilina” czyli muszę się wracać i szukać drogi dookoła. Co za pech. No ale trudno, nie mam przecież sztywno wytyczonej trasy i nie jest to jakiś duży problem. Mimo wszystko szkoda, bo widokowo droga zapowiadała się elegancko.

    Odwracam rower w przeciwnym kierunku, ruszam i co? W tylnym kole zero powietrza! No jeszcze tego brakowało. Przecież mam komplet nowych opon Conti Gatorskin, które miały być takie och ach odporne na przebicia. Już nieźle wkurzony chowam się pod jakiś most, bo wciąż siąpi i szukam przyczyny awarii. Znajduję małe szkiełko, więc decyduję się na łatanie. Patrzę na to wszystko z boku wkurzony: jestem przemoczony, rower cały ufajdany, a bagaże już przekopane i z pierwotnego ładu nic nie zostało. Dopiero wyruszyłem, a czuję się i wyglądam jakbym już przeciorał się dobry tydzień w krzokach. Mam serdecznie dość, ale jakoś się zbieram do kupy i staram się potraktować ten dzień jako dzień próby.
    Dalej już na szczęście bez niespodzianek. Późnym popołudniem wychodzi nawet słońce i udaje się trochę podsuszyć ubrania, a również ból kolana o dziwo prawie zupełnie odpuszcza  Widoki też się klarują i mogę podziwiać okolice Wielkiej Fatry. Na stacji benzynowej dobijam oponę do prawilnych 7 bar i już z dużo większym optymizmem szukam miejscówki pod namiot.

    Przypadkiem ładuję się na jakiś nowy odcinek drogi ekspresowej, jednak widzę na mapie, że to tylko kilka kilometrów, a ruch jest prawie zerowy, więc postanawiam kontynuować. Po chwili po prawej zauważam przyjemną polankę(zdjęcie z dnia następnego) ze świeżo skoszoną trawą. Ponieważ nie mam ze sobą typowej karimaty, a tylko cienką matę, korzystam z okazji i po przeskoczeniu barierek mogę już przygotować swój trawiasty podkład pod namiot ;) Już w półmroku walczę pierwszy raz z nowym namiotem. Dziwi mnie ilość aż 14 szt. szpilek. Niestety nie jest on samonośny i aby stał stabilnie, trzeba wykorzystać wszystkie i dobrze ponaciągać materiał. Ciężko mi się przyzwyczaić do ciasnoty, bo dotychczasowy namiot był o budowie kopułowej i przede wszystkim był 2-osobowy i samonośny, oraz posiadał 2 obszerne przedsionki. Mimo wszystko gdy już się leży, miejsca jest wystarczająco. Problem pojawia się, gdy się chce posiedzieć, obrócić itp.
    Przed snem trochę rozmyślam i wiem już, że ta opcja noclegowa na MRDP zdecydowanie nie sprawdzi się. Zasypiam dosyć szybko, bo to był męczący dzień.

    Dystans: 255 km W górę: 2878 m

    Strava: https://www.strava.com/activities/1030772620

    Dzień II

    Po bardzo wilgotnej nocy, zwijam mokry jeszcze namiot i chwilę przed 8 ruszam w dalszą drogę. Z grubsza planuje sobie, żeby późnym popołudniem dotrzeć do Budapesztu, gdzie mógłbym zjeść jakiś porządny obiad.

    Na pierwszy rzut napotykam zamkniętą drogę z zakazem wjazdu (jakieś roboty drogowe). Chwilę przeglądam mapę, jednak objazd byłby dość kłopotliwy, więc postanawiam zaryzykować i jadę dalej. Droga trochę rozkopana, ale mijam jakieś auto jadące z naprzeciwka, więc jest nadzieja, że da radę przejechać. Pod jednym z domów pytam bawiące się dzieci o romskiej urodzie, czy dojadę do Kremnicy. Wyglądają na bardzo zafascynowane i proszą żeby zaczekać, że zaraz zawołają ojca. Po chwili wychodzi i przytakuje: jechać, jechać. Droga jest trochę żwirowo – błotnista. Mijam trwające w najlepsze prace drogowe i przejeżdżam pomiędzy ciężkim sprzętem. Dla pewności pytam jeszcze jednego z budowlańców o przejezdność i macha tylko ręką, żeby jechać dalej. Ze Słowakami dogadać się żaden problem, ale wiem, że wkrótce na Węgrzech głównym językiem będzie migowy ;)

    Dalszą jazdę kontynuuję bardzo malowniczą doliną Hronu . Jedzie mi się tu bardzo przyjemnie. Spodziewałem się tutaj gorszych jakościowo dróg i większego ruchu, tymczasem jest zupełnie odwrotnie. W ogólnym rozrachunku okaże się, że to jeden z najprzyjemniejszych odcinków całej wycieczki.

    Ponieważ wiem, że niebawem wjadę na niziny, robię sobie jeszcze dłuższy postój na jednej z polanek. Korzystając z pięknej słonecznej pogody, suszę namiot i śpiwór.

    Granicę z Węgrami przekraczam na moście nad Dunajem, w Ostrzyhomiu. Do Budapesztu jeszcze dobrych 50 km, więc postanawiam zjeść coś obiadowego właśnie tutaj. Ostatecznie ląduję w pizzerii, gdzie zamiast bekonu na pizzy, mam wielkie kawałki tłustej czerwonej kiełbasy. Po dwóch zjedzonych kawałkach, tłuszczu mam po dziurki w nosie, więc zdejmuję je z reszty i jakoś dopycham resztę. Mam tylko nadzieję, że się po tym nie pochoruję.

    Jest niedziela popołudniu, więc dalsza droga do Budapesztu to komunikacyjny dramat. Po kilku kilometrach w tym młynie mam już dość. Zaczynam nawet myśleć, czy nie odpuścić wizyty w tym mieście i ominąć je bokiem. Na szczęście udaje mi się znaleźć nitkę drogi niższej kategorii i do centrum dojeżdżam w znośnych warunkach. W centrum spędzam trochę czasu. Zaczepia mnie para Turków, zafascynowana moim… kuferkiem. Robią zdjęcia i mówią, że jeszcze nie widzieli tego typu rozwiązania ;) Rozmawiamy chwilę i korzystając z okazji, proszę o zrobienie pamiątkowego zdjęcia.

    Zaczyna zmierzchać, więc zaczynam uciekać z centrum, by zdążyć jeszcze znaleźć odpowiednie miejsce na biwak. Już po ciemku tłukę się jakimiś dziurawymi przedmieściami. Niedaleko autostrady udaje mi się znaleźć kawałek nieużytku. Na mapie widzę, że dalej zaczynają się kolejne zabudowania aglomeracji, więc szansa na znalezienie lepszej opcji w sensownym czasie jest niewielka. Trawa jest dość wysoka, więc po odpowiednim jej ugnieceniu udaje się sklecić całkiem sensowne posłanie ;) Rozłożenie namiotu idzie mi już sprawniej. Zasypiając słyszę odgłosy pobliskiej autostrady i setek insektów, które bezskutecznie próbują dostać się do wnętrza namiotu na krwista przekąskę.

    Dystans: 221 km W górę: 1700 m (wg Stravy)

    Strava: https://www.strava.com/activities/1032310879

    Dzień III

    Wczesnym rankiem jest ciepło i sucho – zapowiada się upalny dzień. Namiot mokry jest jedynie od po wewnętrznej stronie tropiku, efekt kondensacji pary wodnej. Trochę go podsuszam w promieniach słońca, pakuję się i wyruszam. Na dziś zaplanowałem sobie przekroczenie granicy z Chorwacją. Jak się okaże, nie będzie to takie łatwe zadanie.

    Pierwsze kilometry to jazda wąską i dziurawą drogą biegnącą przez osiedla domków jednorodzinnych. Z naprzeciwka ciągły sznur aut. No tak, jest poniedziałek rano i wszyscy jadą do stolicy do pracy. Byle szybko stąd uciec. Po pewnym czasie wjeżdżam na szlak rowerowy Euro Velo 6, łączący Atlantyk z Morzem Czarnym. Droga prowadzi wzdłuż jednego z kanałów Dunaju. Stan jej nawierzchni to kompletna porażka. Wprawdzie nie ma tu ruchu samochodowego, ale prędkość jazdy oscyluje w granicach 5-10 km/h. Dziura na dziurze, a w zasadzie są to tylko łaty, pozostałości asfaltu.

    Tym sposoben dojeżdżam do Ráckeve. Chwilę krążę po centrum, a następnie tłukę się i walczę z często absurdalnymi zakazami jazdy dla rowerów, by docelowo wjechać na drogę nr 51, która wg mapy ma mnie zaprowadzić na południe kraju. Okazuje się to złym wyborem. Droga jest wprawdzie akceptowalnej jakości (choć nawierzchnia ciągle dziurawa), jednak nasilenie ruchu i zachowanie kierowców momentami doprowadzają mnie do szału. Na domiar złego, droga nie jest w żaden sposób osłonięta, więc upał i czołowy wiatr który towarzyszy mi od rana, szybko wysysają ze mnie siły i chęci do dalszej jazdy. W pewnym momencie zjeżdżam do cienia, posilam się i zaczynam kombinować jak z tego wybrnąć. Znajduję potencjalnie lepszą alternatywę, ale jeszcze te kilkanaście km muszę przemęczyć po wspomnianej drodze. Postanawiam poszukać szczęścia na drugim brzegu Dunaju i po 30 km przekraczam rzekę w miejscowości Dunaföldvár. Udaje mi się jeszcze znaleźć 20 km przyjemnej nitki w kierunku południowym, jednak w miejscowości Dunakömlőd, łączy się ona z drogą krajową nr 6, na której oczywiście obowiązuje zakaz ruchu dla rowerów. Próbuję jakoś ominąć ten odcinek, jednak bezskutecznie. Dzięki temu przypadkiem trafiam jednak w ciekawe miejsce, a mianowicie wzgórze z ruinami fortu Lussonium, z ładym widokiem na samo miasteczko. Gdyby był wieczór, to miejsce pod biwak idealne. Niestety jest godzina 14, a na liczniku dopiero 100 km.
    Zjeżdżam do wspomnianej krajówki, bo innej opcji brak. Na szczęście ruch jest niewielki, bo równolegle do mojej drogi biegnie autostrada M6. Jest jednak nadal czołowo pod wiatr i słońce przypieka ostro. Postanawiam dojechać na obiad do Szekszárd, bo wyczaiłem, że jest tam Mc Donald's. W miejscowości Paks, pytam miejscowego rowerzysty, czy dojadę do tego miasta (pozostało około 40km) z pominięciem głównej drogi. Twierdzi, że jest świetna ścieżka rowerowa, więc dziękuję i wjeżdżam na nią jak polecił. Od razu pojawia się uśmiech – bo pomimo, że wieje w twarz, jadę po ścieżce marzeń każdego rowerzysty  Od razu odżywam i mknę przed siebie, w głowie obliczając już o której godzinie będę w upragnionym już McD, mając w perspektywie taki asfalcik. Po kilku kilometrach moja euforia zostaje szybko stłamszona, bo ściezka po prostu kończy się, a jedyną alternatywną droga pozostaje znów krajówka z nowiutkim znakiem zakazu jazdy dla rowerzystów. Co za absurd!. Nie pozostaje nic innego, jak znów ciąć z samochodami. Jest tak gorąco, że postanawiam ochłonąć w mijanym zajeździe. Wygląda skromnie, ale w środku jest pusto, a zimny radlerek i WiFi zachęca by zostać tu dłużej. Zamawiam porcję chilli con carne i odpoczywam. Zjedzenie tej pikantnej potrawy w tych temperaturach wyciąga ze mnie całą wodę ;) Uzupełniam braki drugim piwem i ruszam dalej. Jedzie się dużo przyjemniej. W Macu mimo wszystko biorę zestaw, ale zjadam tylko frytki, a kanapkę pakuję na kolację.

    Dalsza droga w kierunku granicy jest już bardzo przyjemna. Jest chłodniej, wiatr cichnie, a asfalty w końcu są równe i teren jest lekko pofałdowany. Dokucza mi za to ogromna ilość małych muszek, które wciskają się wszędzie i oblepiają całe ciało. Mijam Bataszek i kilka małych miejscowości, słynących przede wszystkim z produkcji win. Przed granica robię ostatnie zakupy i równo o 21 wjeżdżam do Chorwacji. Miła pogawędka z panią policjant, która pyta mnie gdzie jadę i gdzie zamierzam się zatrzymać. Kłamię, że nie zamierzam nocować na terenie Chorwacji (dla cudzoziemców istnieje obowiązek meldunkowy). Nalega jednak, by podać miejsce docelowe – podaję więc rumuńską Timisoarę ;) Szybka fotka na granicy i rozglądam się za miejscem do spania. Niby tereny są typowo rolnicze, jednak mam trochę problemów ze znalezieniem miejsca z miękkim podłożem. Na pola uprawne nie chcę się ładować, by nie być rano nakrytym i posądzonym o jakieś zniszczenia. W końcu znajduję dosłownie skrawek terenu przy miedzy (zdjęcie z poranka).

    To moja pierwsze wizyta w Chorwacji i nocleg na terenie tego państwa. Udało mi się tutaj dojechać w ciągu 3 dni i mimo, że tym razem nie odwiedzę najciekawszej jej części (czyli południe i wybrzeże), to i tak mam satysfakcję, ze dotarłem tu spod domu o własnych siłach :)

    Dystans: 216 km W górę: 944 m

    Strava: https://www.strava.com/activities/1034043426

    ______

    No i znów się rozpisałem ponadplanowo, ale warto utrwalić wspomnienia póki są jeszcze żywe ;)
    Tekstu jest dużo, więc kolejne dni, czyli wizytę w Serbii i Rumunii oraz powrót do domu opiszę w drugim wpisie.

    Mój tag -> #byczysnarowerze

    #podroze #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km
    pokaż całość

    źródło: image.ibb.co

  •  

    Dzis wrzucamy lepiej otagowane ;)

    Siema Mirki!
    Wraz z @Marcin_994 i jego #rozowypasek udajemy się w podróż w nieznane.

    O co chodzi?

    Jesteśmy studentami mieszkającymi w Manchesterze. Zmęczeni zgniłym zachodem i #neuropa postanowiliśmy udać się w podróż na wschód. Wszystko dzięki starym seriom #miszynakolyme i #fazyfazowskiego. Wizy już ogarnięte a naszym pierwszym celem jest napicie się wódeczki nad brzegiem Bajkału (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■). Istnieje duże prawdopodobieństwo że dotrzemy również na stepy Mongolii czy Chiński mur (jeżeli #rozowy przetrwa syberyjską tajge, yeti i niedźwiedzie)
    Przygotowanie trwały dość krótko, ale tak na prawdę wszystkie formalności zostały załatwione a zupki chińskie i konserwy spakowane.

    Jak będziemy podróżować?

    Trasę podzieliliśmy na kilka części. Pierwsza część wyprawy to podróż autostopem Lublin-Zamość-Lwów-Kijów-Moskwa. Szczerze mówiąc to żodne z nas nigdy przedtem nie próbowało przemieszczać się w ten sposób. Przekroczenie gracy Ukraińsko-Rosyjskiej wyznaczyliśmy na 28 Czerwca.

    Druga część drogi to Moskwa - Irkuck. Ta trasa to będzie czysty spontan, nie mamy bliżej określonego planu. Pewnikiem jest to że będziemy chcieli spróbować Kolei transsyberyjskiej. Wyjazd z Rosji planowany jest na 16 lipca.

    Trzeci cześć trasy to jeszcze większa niewiadoma niż druga. Wszystko zależy od stanu naszych finansów i motywacji. Docelowo chcemy ujechać dzikiego konia na mongolskim stepie ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Spanie, jedzenie, transport?

    Jeżeli chodzi o nocleg to zabieramy ze sobą namioty i śpiwory, w grę wchodzi też AirBnB. Naszym głównym pokramem - tak jak już wcześniej wspominałem - będą zupki chińskie z Radomia i konserwy. UPDATE: tekst zaczęliśmy pisać kilka dni temu. Wczoraj zdążyliśmy już przekroczyć granice w Hrebennym. Poprzednia noc spędziliśmy w namiotach po miastem Żółkiew a tej chwili raczymy się pysznym Lwowskim piwkiem. Dziś śpimy w klimatycznej, zabytkowej kamienicy której, mieszkankom jest starsza Polka. Mamy zamiar ją odwiedzić i zapytać jak wyglada obecna sytuacja Polakow we Lwowie. Jutro z rana ruszamy stopem w kierunku Kijowa. Przed nami 550 km. Zdjęcia będą prostowane na bierząco i wrzucane na Instagram: marcinponeta (zapraszam do follow) #podroznawschod #podrozujzwykopem #podroze #polska #europa #ciekawostki #turystyka #swiat #zainteresowania
    pokaż całość

  •  

    Cześć Mirki i Mirabelki!

    Wreszcie upragnione wakacje! Z tej okazji mamy dla was #rozdajo

    Dla tych, którzy jeszcze nas nie znają - jesteśmy breakplan.com i zajmujemy się organizacją podróży, tworzeniem przewodników, artykułów oraz poradników turystycznych. Wrzucamy tu też okazje cenowe na wybrane loty i noclegi (jak chcecie tanio polatać, to obserwujcie nasz tag #breakplan ( ͡° ͜ʖ ͡°))

    Jeśli więc jeszcze nie zaplanowaliście swojego urlopu - napiszcie! :) Z przyjemnością zajmiemy się tym za Was.

    Co do nagród, to wśród plusujących ten wpis i obserwujących nasz profil rozlosujemy aż dziesięciu szczęśliwców, którzy otrzymają voucher o wartości 25 zł do wykorzystania w sklepach Decathlon!

    Byłoby super, gdybyście zostawili nam lajka na Facebooku, Twitterze lub Google +.

    Wyniki ogłosimy po weekendzie :).

    Powodzenia!

    #breakplan #podroze #podrozujzwykopem #turystyka #decathlon #wakacje
    pokaż całość

  •  

    Dzwonnica wyrastająca z jeziora

    Sztuczny zbiornik Lago di Resia/Reschensee to jeden z symboli regionu Val Venosta. Choć plany stworzenia w tej okolicy jeziora sięgają lat 20-tych XX wieku, doszły do skutku dopiero po II wojnie światowej. Zalano wówczas 523 ha powierzchni, m.in. wioskę Graun. Jedynie pozostawiono zabytkową dzwonnicę, resztę zabudowań przeniesiono wyżej. Szczyt wieży jej XIV-wiecznego kościoła jest do dziś widoczny znad tafli wody. Gdy w zimie jezioro zamarza, można do niej dojść po lodzie. Legenda mówi, że w zimowych miesiącach można też usłyszeć bicie dzwonów, które zostały usunięte w 1950 roku, tydzień przed utworzeniem zbiornika.

    zdjęcie przed zalaniem 1

    zdjęcie przed zalaniem 2

    Graun obecnie

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #earthporn #podroze #gruparatowaniapoziomu #exploworld #wlochy troche #architektura #fotohistoria
    pokaż całość

    źródło: lake.jpg

  •  

    @kamila91: Mirki! Pijcie ze mną kompot! Właśnie kupiłam rodzicom bilety na super wycieczkę! Od małego marzyłam żeby zrobić im taki prezent! Tak się cieszę, że aż chce mi się płakać (ʘ‿ʘ)

    #chwalesie #podroze #podrozujzwykopem

  •  

    801086 - 206 = 800880

    Lekko ponad dwudziestoczterogodzinna wycieczka dookoła Tatr z noclegiem w namiocie. Trasa: https://ridewithgps.com/trips/15478522
    Wyruszyłem spod szlaku na Gęsią Szyję, dalej przez Łysą Polanę i za Bielskimi skręciłem w prawo w stronę drugiego największego pod względem powierzchni miasta Słowacji - Wysokich Tatr. Dobrze się jechało, ruch praktycznie zerowy (późne popołudnie). Po prawej Łomnica, Sławkowski, Gerlach, po lewej Poprad i górujące Niżne Tatry. Z racji tego, że wyjechałem mocno po południu, odbijam w stronę wioski Gierlachów, przed którą na łące rozkładam namiot, bo ubzdurałem sobie, że po wyjściu z namiotu rano chcę widzieć Tatry Wysokie :) Rankiem ruszam dalej, podjazd do Szczyrbskiego Jeziora (1346 mnpm), chwila przerwy i dłuugi zjazd, praktycznie aż do Liptowskiego Mikulaszu. Przerwa na lody i kolejna ścianka przede mną, w drodze na Zuberec. Zmęczenie, gurunc i momentami spore nachylenie dało mi w dupę. Za to później zjazd miodzio, rozpędzam się do 67km/h - czy było więcej nie wiem, wolałem patrzeć na drogę. W Zuberecu skręcam w prawo, jeszcze jedna przełęcz i wkraczam w Pogórze Spisko-Gubałowskie z eleganckim widokiem na Babią i Tatery. Dalej to już droga od Chochołowa do Zakopca. Przez ten czas minęło mnie chyba więcej samochodów, niż przez całą Słowację. Suma - 206 km, prawie 3k w pionie i drugie tyle w dół. Bardzo widokowa trasa, polecam. Wincyj fotek w komentarzach.

    #rower #podroze #gory

    W tym tygodniu to już 206km!
    #rowerowyrownik #ruszrzeszow #100km #200km
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Uwaga Mirki i Wegierki, otwieram tag oraz serie #kosciolyswiata. Pod tym tagiem, zobaczycie nadziwniejsze, najladniejsze i najsmieszniejsze koscioly na swiecie ( ͡°) zapraszam do obserwowania!

    Nr 1 na naszej liscie to kosciol w Stykkishólmskirkja, Islandia.
    Wygladajacy jak baza protosow ze #starcraft kosciol, zostal wybudowany w 1980r. Jest to jeden z najbardziej ponadczasowych kosciolow. Potrafi pomiescic nawet 300 wiernych podczas nabozenstw. Jest to wazny punkt orientacyjny, gdyz budowle widac zarowno z ladu jak i wody. Regularnie w okresie letnim, mozna udac sie do niego na koncert muzyczny, badz po prostu odwiedzic go w celach turystycznych. Zajmuje on miejsce 1, poniewaz definitywnie widok bazy obych na islandii zrobi wrazenie na kazdym ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #ciekawostki #kosciol #swiat #turystyka #podroze
    pokaż całość

    źródło: x3.wykop.pl

  •  

    Ball’s Pyramid – wzniesienie skalne (nek), znajdujące się na Morzu Tasmana (Australia). Jeden z nadmorskich szczytów Wyniesienia Lord Howe. Znajduje się 700 kilometrów od Sydney, jest względem niego skierowane na północny wschód. Leży niedaleko wyspy Lord Howe - ok. 20 km na południe. Jest wymieniona przez Księgę Rekordów Guinessa jako najwyższy pinakiel skalny na świecie. Lotnik Francis Chichester wyraził się o niej w 1931 r., że to „szeroki, pierwotny sztylet z kamienia”. Jest obiektem z listy dziedzictwa UNESCO.
    Piramida ma u podstawy szerokość 400 metrów, a wysokość 562 metry - prawie dwa razy tyle, ile Wieża Eiffla. Ma 1,1 km długości.
    Ball’s Pyramid jest pozostałością komina wygasłego, zerodowanego wulkanu. Na tym obszarze było więcej wulkanów, ale wygasły ok. 7 mln lat temu.
    Pierwszą osobą, która zobaczyła tę skałę i zostało to udokumentowane, był Henry Lidgbird Ball. Zobaczył ją, gdy w 1788 r. przepływał obok niej statkiem Supply wiozącym osadników, którzy udawali się na wyspę Norfolk. Nazwał ją własnym nazwiskiem, a w drodze powrotnej największą wyspę z łańcucha nazwał Lord Howe - na cześć pierwszego lorda Admiralicji. Ok. 1834 roku wyspa została zasiedlona, a jej mieszkańcy handlowali z przepływającymi obok statkami i z tego żyli. Wraz z osadnikami pojawiły się szczury, przez które na wyspie wyginęło 5 gatunków ptaków i niektóre gatunki gekonów, scynków i patyczaków. Głodni żeglarze polowali na ptaki powodując ich wyginięcie.
    Na Ball’s Pyramid żyją ptaki morskie i krocionogi, występuje na niej także ostatnia populacja straszyka Dryococelus australis
    Niektórzy, próbując ją zdobyć, a nie mogąc przybić łodzią do brzegu podpływali do niej wpław razem ze sprzętem. Gdy chcieli wejść na skałę, atakowały ich ptaki, a krocionogi ich gryzły. Jednak w roku 1965 Bryden Allen i John Davis wspięli się na szczyt. Najtrudniej było im pokonać ostatnie 60 m, ze względu na kruszącą się skałę.

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    źródło

    opis wspinaczki w 1965r. ze zdjęciami

    przelot wingsuit nad Piramidą z piękną muzyką

    historia odkrycia owadów (ENG)

    wyklucie straszyka

    #fotografia #ciekawostki #natura #earthporn #podroze #australia #biologia #gruparatowaniapoziomu #nauka #zwierzeta #wspinaczka #sport #wingsuit #exploworld #fotohistoria
    pokaż całość

  •  

    III wyprawa dookoła Polski na rowerze - start w sobotę 24 czerwca o 3 rano (czyli za ~40h). Mapa jest duża, ale trzeba otworzyć w nowym oknie.

    1. Noclegiżebrzę troszkę o plusy, jak wpadnie w gorące, to ktoś nowy może to zobaczy. Więcej osób wie co będzie robić przez najbliższy miesiąc. Kto może w bliższej lub dalszej okolicy trasy mnie kimnąć i użyczyć prysznica i pralki? Niechaj im Bóg/Manitu/Śiwa/Budda w dzieciach (lub ich braku) wynagrodzi... Orientacyjne daty naniesione są na mapę. Proszę o propozycje, a nie definitywne deklaracje, bo wiadomo, że różnie może być i każdemu może przecież coś wypaść... Każdemy gdybym chciał się zatrzymać dam 2-3 dni wcześniej znać i zapytam czy może mnie przyjąć. Nie to nic się nie dzieje. Będę miał 2-3 dni na znalezienie czegoś innego. Na niebiesko jest oznaczony fragment trasy, który jadę z @Mortal84, bo w tym roku wyjątkowo mam kompana przez 9 pierwszych dni, więc tam wyjątkowo potrzebuję 2 miejsc. Różowe jadę już sam.
    2. Tag – #metaxynarowerze będą (w miarę) codzienne relacje z podróży – trochę zdjęć, opisów itd. Ile zależy od czasu, którego zawsze jest mało, neta oraz poziomu niewyspania.
    3. Trasa – ulegnie jeszcze delikatnym zmianom. Dlaczego taki kształt? Bo to co jest na zielono, to tereny gdzie już byłem rowerem. Nie ma sensu zwiedzać tego samego, kiedy tyle Polski jeszcze do zobaczenia. Póki co ma ~6500km, ale doświadczenie uczy, że końcowy wynik będzie o około 10% większy. Tu są też linki do Stravy jeżeli ktoś chce wersję interaktywną i dowolnie sobie przybliżyć etc. Start, Środek, Koniec.
    4. TrackingEndomondo będzie live gdzie akurat jestem itd. Na Strava treningi będą codziennie wieczorem po zakończeniu trasy. Tam też pewnie będzie więcej zdjęć, bo Wykop dalej nie zrobił galerii.
    5. Rower – poprzednie dwie wyprawy na BH Zaphire + Apidura z 8-10kg bagażu. W tym roku to samo tylko BH się zmieniło (bo w starym pękła rama) na Fusion 105. W pierwszym komentarzu macie pi razy oko zdjęcie jak taki zestaw wygląda. Miał być leniwiec, ale nowa rama jest bardziej slopingowa i się nie mieści z bidonami.
    6. Wspólna jazda – kto chce zapraszam na trasie do towarzyszenia mi. Piszcie na PW i ugadamy się co do miejsca. Ja nie jestem w stanie wołać (i pamiętać kto chciał jechać). Sprawdzajcie live na Endomondo gdzie jestem i dogadamy się.
    7. To by było na tyle – życzcie powodzenia, trzymajcie kciuki, módlcie się - cokolwiek byle mi się udało. Za pogodę, za rower, za nieodnowienie się kontuzji. I do zobaczenia z, mam nadzieję, wieloma z Was na trasie i noclegach.

    PS. Kilka osób z #rowerowykrakow będzie mnie eskortować pierwszego dnia z #krakow do #warszawa. Stąd też tak wczesny start, aby zdążyli oni na pociąg powrotny. Wyjedzie nam naprzeciw #szosowawarszawa. W niedzielę jedziemy z Warszawy do Janowa Lubelskiego - wiem @masash że Ty jedziesz wtedy gdzie indziej, ale zorganizuj proszę wołanie swoich ludków na podstawie tej trasy. Start 6 rano, bo my mamy 350km drugiego dnia do zrobienia. Zdaję sobie sprawę, że mało kto w niedzielę się tak szybko zbierze.

    #rower #podroze #polska
    pokaż całość

    źródło: m.jpg

  •  

    Wśród plusujących wylosuję osobę, do której wyślę pocztowkę z Moskwy. Zapraszam
    #moskwa #rosja #podroze

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Rozgwieżdżone niebo nad Doliną Śmierci

    Dolina Śmierci (ang. Death Valley) – obszar bezodpływowej depresji na pustyni Mojave w południowej części stanu Kalifornia. Najniżej położony punkt znajduje się 86 m p.p.m.(dno stawu Badwater), stanowiąc największą depresję w Ameryce Północnej oraz drugą (po Laguna del Carbón) na półkuli zachodniej. Depresja powstała w trzeciorzędowym rowie tektonicznym.
    Dolinę otacza potężne pasmo górskie Panamint z najwyższym szczytem Telescope Peak 3368 m n.p.m. oraz pasmo gór Amargosa.
    Klimat zwrotnikowy, suchy, z opadami nie przekraczającymi 50 mm rocznie (w niektórych latach deszcz nie pada w ogóle). Najbardziej suche miejsce Ameryki i jedno z najgorętszych miejsc na Ziemi, gdzie 10 lipca 1913 roku temperatura osiągnęła 56,7 °C (134 °F). Jest to światowy rekord temperatury powietrza. Grunt w letnie dni nagrzewa się często do około 100 °C, co sprawia że można na nim np. smażyć jajka. Wilgotność powietrza wynosi w Dolinie Śmierci średnio około 1%.
    Rzeki w Dolinie mają charakter okresowych (Salt Creek, Furnace Creek). Niewielkie słone jezioro o nazwie Badwater zawiera bardzo niezwykłą faunę.
    Dolina oferuje ciemne niebo niezanieczyszczone światłem, doskonałe do astronomii.Na poniższym filmie Lost in Light (Dolina Śmierci LP poziom 1) widoczna różnica w stosunku do nieba z większym poziomem LP(light pollution).
    fot. Michael Shainblum.

    żródło

    film Lost in Light

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #natura #earthporn #gruparatowaniapoziomu #azylboners #podroze #exploworld #usa #astrofoto #astronomia #kosmos
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net

  •  

    Mirki chcę jechać rowerem na Ukrainę. Trasa byłaby Rzeszów (lub inne miasto w okolicy granicy do którego da radę dojechać rozsądnie pociągiem) -> Kijów. Tam sobie pozwiedzać, wpaść do Czarnobyla z wycieczką z biura i wrócić pociągiem do kraju. W związku z tym, że nigdy nie byłem na Ukrainie mam parę pytań:

    1. Jak z bezpieczeństwem? Nie mam na myśli dróg a raczej napady/kradzieże

    2. Jak z nocowaniem na dziko pod namiotem? Przeszkadza to komuś czy mają wyjebane? Ludzie gościnni pod tym względem (rozbicie namiotu u nich w ogrodzie)?

    3. Jak z kupnem żarcia na wsiach? Nie ma problemu?

    4. Jak z transportem roweru pociągiem?

    5. Jakieś sugestie, którą trasą powinienem pojechać?

    6. Inne rady?

    #rower #podrozujzwykopem #podroze #biedatravel #ukraina

    wołam jeszcze @bigger bo wiem, że tam parę razy byłeś :)
    pokaż całość

    •  

      @ostatni_wolny_login: Ze swojej strony proponuje ci start z Przemyśla i przekroczenie granicy w Medyce. Jest tam przejście piesze co w świetle przepisów ukraińskich uznających rowerzystów przekraczających granice za pieszych, spowoduje bezproblemowy przejazd. Są na nim kolejki ale celnicy widząc że nie jesteśmy mrówkami otworzyli dla nas przejście dla osób niepełnosprawnych więc przeszliśmy bez czekania.

      +: bigger
    •  

      @ostatni_wolny_login:

      Jaki rower?

      Polecalbym udac sie na zakarpacie. Bede je reklamowal do upadlego. Tak przemilych, uczynnych i wspanialych ludzi ciezko spotkac na swojej drodze. Do tego niesmaowity kontrast w porownaniu z Polska chociaz to tak blisko. Momentami robilo to na mnie wieksze wrazenie jak wizyta w Afryce.

      Slusznie pisali o tym,zeby startowac z Przemysla.
      Ew. Kroscienko.

      Trase moge podowiedziec. Polece fajny nocleg w Lumszorach. Wizyta w czanie

      koniecznie. Lokalne zarcie takie, ze leb spada. Ceny smieszne. Czasami doslownie nizsze niz w Afryce.

      Kijow jest spoko, ale idzie juz z pelnym dobrodziejstwem duzego miasta. Czyli drobna huliganka, kieszonkowcy itd..
      Nic mnie tam zlego nie spotkalo (wrecz przeciwnie), ale startu do prowincji nie ma. Kijow polecam samolotem. Przy odrobiny wprawy z Gdanska za niecale 100 zeta w 2 strony. Z Poznania troche drozej.

      Co do pytan:

      1. Prowincja dla mnie 10x bezpieczniejsza niz u nas. Przez wiele lat sytuacje gdzie bylo drobne tarcie mialem ze 2. Ale ogrom troski i opieki byl nieporownywalny. Ciezko to opisywac bezinteresowna pomoc, bo braklo by bajtow. Mi. wsuniecie pod drzwi 20 ojro, ktore zgubilismy nieswiadomie w knajpie po suto zakrapianej imprezie albo podwozke na stacje 11 km ( godzina w jedna strone) po paliwo. http://i.imgur.com/0FGgp3f.jpg

      2. Ludzie zajebisci. Polecam nocleg w Gorach w jakiejs chacie. http://i.imgur.com/xdn0t9e.jpg
      Wystarczy w sklepie zapytac o nocleg to sie doslownie pobija o to , kto ma Cie goscic.

      3, Bez problemu o ile nie chcesz akurat sie napic zimnej waliniowej pepsi zero. Ale glodny chodzic nie bedziesz.
      Do tego wspaniale lokalne i swojskie produkty.

      4. NIe wiem. Brzydze sie wysilkiem fizycznym (✌ ゚ ∀ ゚)☞

      5. Koniecznie: Libuchora, Kryvka (http://www.karpaty.info/en/uk/lv/tr/kryvka/hotels/liliya/ ) i okoliczne wiochy. Do tego fajny wjazd na polonine rowna i nocleg w Lumszorach.
      pokaż całość

      źródło: i.imgur.com

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    Bonifacio jest jednym z najpiękniejszych i najciekawiej położonych miast na francuskiej Korsyce. Ze względu na niesamowity wygląd bardzo często jest nazywane baśniowym miastem. Leży na skalistym wybrzeżu nad Cieśniną Świętego Bonifacego.
    Miasteczko położone jest na niemal pionowych, rzeźbionych przez wiatr skałach wapiennych, które tworzą malowniczy, urwisty półwysep, zawieszony 70 metrów nad powierzchnią wody.
    Miasto składa się z dwóch części: górnej i dolnej. Na górze znajduje się Cytadela z krętymi, wąskimi uliczkami i białymi budynkami, dzięki którym francuskie miasteczko ma prawdziwie włoski wygląd. Jeśli wybierzemy się na południowy kraniec miasta na jeden z punktów widokowych, możemy przy dobrej pogodzie zobaczyć oddalone o 12 km wybrzeże pobliskiej Sardynii.
    Ciekawym zabytkiem jest XIV-wieczny, później wielokrotnie przebudowywany kościół Sainte Marie Majeure z charakterystyczną, kwadratową dzwonnicą oraz zadaszonym portykiem, pod którym umieszczony jest ogromny zbiornik na wodę. Obecnie zbiornik ma zupełnie inne zastosowanie — służy jako niezwykła sala konferencyjna.
    Dolna część Bonifacio ma zupełnie inny charakter niż górna. Znajduje się tu przystań jachtowa i port promowy, z którego regularnie kursuje prom na Sardynię.
    Bardzo charakterystyczne dla Bonifacio są Schody Króla Aragonii, które prowadzą z górnej części miasta wprost do morza. Z daleka wyglądają jak pęknięcie w skalistym klifie, jednak z bliska widać liczne, wykute w skale stopnie. Jest ich dokładnie 187. Według legendy niezwykłe schody powstały w jedną noc — zbudowali je żołnierze króla Aragonii Alfonsa V po oblężeniu miasta w 1420 roku. Jednak wersja bardziej prawdopodobna mówi, że schody zbudowali franciszkanie, chcący dotrzeć do źródeł słodkiej wody. Schody są udostępniane turystom w miesiącach letnich, pod warunkiem, że pogoda jest sprzyjająca, nie ma silnych wiatrów i sztormów.

    źródło

    schody Króla Aragonii

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #earthporn #architektura #podroze #gruparatowaniapoziomu #exploworld #francja
    pokaż całość

  •  

    Sao Thome das Letras - część 1 - http://waytoeldorado.pl/

    Przyznam szczerze, że nie chciałem robić z mojego bloga przewodnika turystycznego. Dużo ciekawszymi rzeczami do opisywania są sami brazylijczycy i histore, które serwuje mi co jakiś czas ten dziki kraj, jednak zdarza mi się trafiać w tak ciekawe miejsca, które jednak nie generują ciekawych opowieści, że mimo wszystko mam ochotę to przedstawić chociaż w małym stopniu.

    Tym bardziej, że najczęściej w internecie (nigdy nie sprawdzałem przewodników papierowych) nie mogę znaleźć nawet wzmianki o części z tych miejsc. Ja się o nich dowiaduję od brazylijczyków podróżujących po kraju, więc wątpię, że jakiś turysta z Polski przyjeżdzający tutaj na dwa tygodnie trafi do nich sam.

    Jednym z takich miejsc jest właśnie Sao Thome das Letras. Małe miasteczko w stanie Minas Gerais, mniej więcej w połowie drogi między Sao Paulo a Rio de Janeiro. Wikipedia mówi o nim tylko gdzie leży i ile osób tam mieszka i jeżeli miałbym planować wycieczkę po Brazylii, w życiu nie zwróciłbym uwagi na tę mieścinkę pośrodku niczego. Samo to, że się tam znalazłem było przypadkiem. Pojechałem trochę w ciemno mając w głowie plan spędzenia jednej, maksymalnie dwóch nocy i powrotu do Sao. Ostatecznie zostałem ponad tydzień i przed wyjazdem zbierałem numery do ludzi oferujących wynajem domów i pokoi, a na liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią pojawiła mi się nowa pozycja – conajmniej miesięczna ucieczka od życia w Sao Thome.

    Dobra, ale co tam naprawdę tam jest i dlaczego uważam to miejsce za ewenement w skali Brazylii ?

    Trzy rzeczy – Ludzie, natura, magia.

    Już od samego przyjazdu o 6 rano kiedy jeszcze słońce nie zdążyło wstać, rzuciło mi się w oczy, że okolice terminalu autokarowego różnią się od reszty miejsc, które odwiedziłem w Brazylii. Wszystko zbudowane z kamienia, domy, ulice, sklepy. Na początku nie zwróciłem na to uwagi, bo wszędzie trafi się bardziej zadbana czy wystylizowana uliczka, ale idąc cały czas w głąb w poszukiwaniu jakiegoś noclegu, krajobraz się w ogóle nie zmieniał. Cały czas szedłem ulicami wyłożonymi kamieniami i mijałem domy też ułożone z kamieni. Okazało się, że okolice Sao Thome są miejscem wydobycia jakiegoś dziwnego rodzaju kamieni nadającego się idealnie jako budulec. Są one tutaj tak tanie, że służą jako główny materiał pod budowę.

    Sam ten fakt nadaje miastu unikalny wygląd, którego się w Brazylii nie spodziewałem a najlepsze jest to, że to dopiero początek.

    Ludzie.

    Wchodzę do padarii, małego brazylijskiego sklepo-barku, w którym można wypić kawę i zjeść proste śniadanie przy okazji zaopatrując się w podstawowe produkty spożywcze. Jestem jedynym klientem, mojego wejścia od strony ulicy ciężko nie zarejestrować, a mimo to kobieta za ladą nie kłopocze się jakimkolwiek ruchem. Siedzi jak siedziała i ogląda telewizję. Możnaby pomyśleć, że wszedłem do polskiego urzędu i zaraz zostanę obrzucony obrażonym spojrzeniem księżniczki ale nie. Moje podejście do lady i powitanie sprawia, że pracownica padarii obraca się co prawda bardzo powoli, ale uśmiechnięta tym naturalnym uśmiechem człowieka, który ma na wszystko w życiu czas. Zagaduję ją i chwilę rozmawiamy, po czym pytam się o jakiś produkt. Ona na chwilę wpada w zamyślenie, prosi mnie żebym poczekał i… Wychodzi na zaplecze (cały czas bardzo wolno) zostawiając na ladzie w zasięgu mojej ręki swój telefon i jakieś klucze. Wraca po kilku minutach podając z uśmiechem to o co prosiłem.

    Jedna ze specjalności miasteczka Sao Thome są słodkie, smakowe nalewki w pełnym przekroju smaków. Można znaleźć tutaj wszystkie kombinacje owocowe (marakuja, banan, truskawka, arbuz i wiele innych) ale i różne inne wymysły typu “nalewka wiedźmy”,”nalewka ET” lub na bazie chilli.

    Idę jedną z głównych uliczek i zauważam banner reklamowy “pinga no bambu 3 reais”, postanawiam wpaść i spróbować tych wymysłów podawanych w ciętym kawałku bambusa. Już za bramą dostrzegam kilku mężczyzn w trakcie rozpijania jednej z flaszek, rozmawiają o niczym lekko podniesionym głosem, w którym czuć oznaki podpicia. W Polsce właśnie teraz wchodziliby w fazę obserwacji, kto się na nich spojrzy w zły sposób. Widzę, że mnie zauważyli więc narzucam sobie gotowość do zareagowania w razie spięcia. Podchodzę do lady i zatrzymuje się myśląc, którą wybrać, jednocześnie cały czas widzę, że zerkają na mnie z boku co jakiś czas. W końcu jeden z nich coś do mnie mówi. Odwracam się i widzę rękę z wyciągnięta butelką.

    – Stary weź sobie figówkę, jest naprawdę zajebista i dziś w promocji !

    Po czym nie pytając bierze swój kawałek bambusa, polewa szczodrze i wciska mi w rękę. Pogadaliśmy chwilę o tym że nie jestem stąd, zamówiłem i poszedłem w swoją stronę. Sao Thome jest jednak naprawdę małym miasteczkiem i potem kilka razy spotykałem ich w różnych miejscach, za każdym razem z daleka machali pytając:

    – Cześć gringo, wszystko w porządku ?



    Następnego dnia wracam do miejsca z nalewkami próbować innych smaków. Zamawiam pingę w bambusie za 3 reale i wyciągam banknot 50. Właściciel zerka obojętnie i rzuca, że nie ma wydać. Kiedy zaczynam szukać po kieszeniach drobnych mówi tylko:

    – Doooobra, zapłacisz przy okazji.



    Trzeciego dnia po przyjeździe przychodzi do mnie właściciel pousady, w której się zatrzymałem.

    – Jak ci się tutaj mieszka ?

    – Dobrze, jest naprawdę spoko.

    – Bo wiesz, nie ma teraz ruchu w ogóle, bo jest poza sezonem i pomyślałem sobie, że jeśli wolisz zamiast tego pokoju to możesz zajać domek tu obok. Tam miałbyś swoją kuchnię i więcej miejsca. Daj znać jakbyś miał ochotę.

    – A po ile ten domek ?

    – Zapłacisz tyle na ile się umówiliśmy na wstępie.

    Od następnego dnia mieszkałem w domku z dwoma pokojami, kuchnią, łazienką i salonem. Po cenie, którą ustaliliśmy po przyjeździe czyli z doliczoną od początku zniżką (miałem spać w innym miejscu, które okazało się zamknięte więc dostałem taką samą cenę jaką miałem zapłacić tam).



    Tacy są prawie wszyscy w Sao Thome. Leniwi, ale bezproblemowi, mili, pomocni i przyjacielscy. Tutaj nikomu nie spieszy się z niczym, zawsze jest czas. Zachowują się jakby byli upaleni co w wielu przypadkach jest prawdą, bo miasteczko znane jest z luźnego podejścia do marihuany i magicznych grzybków. W całym mieście roi się od hipisów i naprawdę dziwnych typów jak mężczyzna, który chodzi bez butów i całymi dniami przesiaduje w miejskim parku koło kamiennego budynku zwanego piramidą, gdzie sprzedaje komponowaną przez siebie muzykę i przedstawia się jako “filozof ziemii”.

    Jeśli chciałbyś obejrzeć więcej zdjęć z Sao Thome zapraszam TUTAJ.

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

  •  

    Kaniony w Ticino.

    Ticino, też Tessyn– najdalej wysunięty na południe kanton Szwajcarii. Tereny Ticino zostały zajęte przez Szwajcarów w XV i na początku XVI wieku, w 1803 kanton Ticino przystąpił do Konfederacji Szwajcarskiej jako pełnoprawny członek.
    Językiem urzędowym kantonu jest język włoski.Kaniony w Ticino są uważane za mekkę kanioningu.
    Na zdjęciu kanion Lodrino.
    fot. Chris Burkard.

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #ciekawostki #fotografia #sport #szwajcaria #earthporn #podroze #exploworld
    pokaż całość

  •  

    Opuszczony zamek

    Zamek Miranda (Château Miranda) usytuowany jest w regionie Namur w belgijskich Ardenach. Nieopodal zamku znajduje się miejscowość Celles.
    Zamek wybudowany został w 1866 roku na zlecenie szlacheckiej rodziny Liedekerke-Beaufort która w trakcie rewolucji francuskiej musiała opuścić zamek Vêves. Zamek jest utrzymany w neogotyckim stylu architektonicznym a jego projekt opracował brytyjski architekt Edward Milner który przedwcześnie ginąc nie doczekał czasu ukończenia zamku. Finalnie budowla została zakończona w 1907 po zbudowaniu 56 metrowej wieży zegarowej.W trakcie II wojny światowej zamek trafił w ręce armii niemieckiej. W 1950 r. Château Miranda został przemianowany na "Château de Noisy", który został przejęty przez National Railway Company w Belgii (NMBS / SNCB) jako dom dziecka, a także obóz wypoczynkowy dla chorych dzieci. Trwało to do końca lat 70. XX wieku. W latach 80. został opuszczony. Od lat 90. pozostawał opuszczony a jego właściciele rozpoczęli poszukiwanie inwestorów chcących utworzyć w nim hotel. Inwestorów nie znaleziono a zamek popadał w dalszą ruinę na skutek pożaru z 1995 roku i uderzenia pioruna z 2006. Rozbiórka zamku rozpoczęła się 2016.

    źródło

    wieza zegarowa

    więcej zdjęć

    filmik

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #architektura #opuszczone #podroze #urbex #gruparatowaniapoziomu #exploworld #zameknadzis #zamki #belgia
    pokaż całość

    źródło: utaot.com

  •  

    Fani Fazy i Patera i innych podróżników.

    Jakiś czas temu trafiłem na youtube na kanał Autostopem dookoła Świata. Tak mi się spodobał ten kanał ze do 6 rano oglądałem nonstop odcinki. Bohaterami tego kanału jest 3 kolegów, którzy są w podróży już ponad 650dni.
    Prowadzą także bloga gdzie opisują swoje wyprawy i fanpage.

    Wg mnie kanał o niebo lepszy niż Fazy a widoki i przygody nieziemskie. W ich filmach niema głupich zachowań jak u fazy, jakiś życiowych wywodów itp. Kanał o wiele bardziej merytoryczny w mojej ocenie. (Chociaż odcinki Fazy u masajów miały wysoki poziom). Aktualnie na YT jest około 30 filmow. Niestety czasami chłopaki są na jachcie więc nie mają jak wysyłać filmów, więc nie zawsze pojawiają się regularnie.

    Chłopaki obecnie są na Bora-Bora, a dotychczas przebyli trasę Polska->Gibraltar->Ameryka Południowa.

    Pozwolę sobię zacytować fragment z ich boga:

    Tuż pod naszym balkonem leży ciało po części pod taksówką, zostawiające na asfalcie szybko rozrastającą się plamę krwi. W tym momencie z taksówki wychodzi dwóch mężczyzn i ucieka na piechotę za róg ulicy zostawiając samochód tuż przed światłami. Z naszej perspektywy wygląda jakby ten człowiek został potrącony, a nikt wokół się tym nie raczył w jakikolwiek sposób zainteresować. Wszyscy raczej odsuwają się, uciekają, a przejeżdżające auta tylko omijają „przeszkodą” rozjeżdżając krew i rozmazując ją coraz bardziej na drodze. Po kilku minutach pojawia się karetka, która tylko ogląda ciało i odjeżdża. Razem z nimi policja, którą wkrótce zamieniają jacyś tajni agenci.
    Jak się okazało, huk spowodowany był wystrzałem z pistoletu prosto w głowę taksówkarza, a Termometr z Olkiem byli oddaleni od całej sytuacji nie więcej niż 50m. Dwóch mężczyzn chciało ukraść taksówkę, wyciągając kierowcę na zewnątrz i żegnając się z nim strzelając ołowiem między oczy, by wsiąść do taksówki i uciec. Jednak gdy nie mogli odjechać zdecydowali się na ucieczkę piechotą.


    Taka sytuacji w tym miejscu zdarza się niezbyt często, gdyż nasz host nigdy wcześniej nie miał okazji takiej przeżyć, jednak na całej rozciągłości tej ulicy ponoć jest średnio około stu morderstw miesięcznie… My jednak nie chcemy zapamiętać Wenezueli tylko po jednym zajściu i wybieramy się bardziej spokojne miejsce.

    Więcej znajdziecie na:
    http://www.autostopemdookolaswiata.pl/
    https://www.facebook.com/AutostopemDookolaSwiata/?hc_ref=SEARCH&fref=nf
    https://www.youtube.com/channel/UCjcBzL_y0UudZCdggFwU_dw

    Może by namówić ich na jakieś małe AMA? Bo uważam, że ten kanał jest naprawdę fajny zasługuje na wypromowanie bo jest mało znany. W przeciwieństwie do #danielmagical czy #loboda jest tam wartościowy content.

    #przezswiatnafazie #pater #autostop #podroze #swiat #podrozujzwykopem #youtube
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #podroze

0:0,0:1,0:3,1:1,1:4,0:3,0:1,1:1,0:2,1:0,2:1,0:0,1:1,1:2,1:3