Najciekawsze wpisy, znaleziska i komentarze dotyczące podróżowania, turystyki i zwiedzania świata!

#podroze #podrozujzwykopem #turystyka #swiat

  •  

    Jako, że niemal tydzień temu wróciłem z podróży do Bośni i Hercegowiny to zapraszam na krótkie (no może nie do końca) podsumowanie tripa, kilka rekomendacji i porad odnośnie wyjazdu do tego pięknego i chyba jeszcze niedocenianego przez masową turystykę kraju (co ma swoje niewątpliwe plusy).

    1. Podróż do BiH.

    W tym roku postawiłem na podróże samochodowe. Dojazd na Bałkany z Pomorza Zachodniego zajmuje kawałek więc postanowiłem nie robić tego na strzała, a z postojami. W drodze do BiH zatrzymaliśmy się na Śląsku, w drodze z BiH zrobiliśmy sobie kilkudniową przerwę w Pradze przy okazji zwiedzając stolicę Czech, której do tej pory nie było nam dane zobaczyć.

    Cała trasa Szczecin-Śląsk-BiH-Praga-Szczecin wyniosła ~4200 km, w większości autostradami. Większość nawigowana przy pomocy nawigacji Magic Earth, która jest moim niedawnym odkryciem i którą naprawdę mocno polecam. Darmowa, mega dokładne mapy OSM, dużo POI, traffic, profil trasy (co przydaje się na Bałkanach gdzie czasem były takie górki, że osobówką tylko na jedynce dało się podjeżdżać), no niemal ideolo! Sprawdźcie, serio.

    Trasa jaką zrobiliśmy po samej BiH wyglądała dokładnie tak: https://www.google.com/maps/@43.8296903,16.6547313,8z/data=!3m1!4b1!4m2!6m1!1s177z4qfnikCgEAF4W8kN_pyeqCjddsc8M

    Jeśli chodzi o bośniackich kierowców to w mojej opinii jeżdżą nadzwyczaj spokojnie. Ograniczenia prędkości są częste (zresztą i tak przez krętość dróg nie da się osiągnąć większej średniej niż 60-70 km/h) i kierowcy raczej się do nich stosują. Drogi są niekiedy ciasne, ale kultura jazdy zupełnie inna niż u nas więc zrobienie jakiejś mijanki czy cofania by się zmieścić nie stanowi żadnej ujmy na honorze.

    Jakość dróg jest albo bardzo dobra, albo dobra. Oczywiście jak to na Bałkanach zdarza się szutr lub odcinek nie pamiętający remontów od lat, ale na mojej trasie to była rzadkość (chociaż przyznam, że parę razy musiałem odpuścić i zawrócić).

    2. Koszty wyjazdu

    Za całość na dwie osoby wyszło nam ~6740 zł z czego pobyt w Pradze wyniósł ~1670 zł więc sama podróż do BiH wyszła ~5070 zł (za wszystko, a więc paliwo, opłaty drogowe, noclegi, jedzenie, pamiątki itp.). Na miejscu nie odmawialiśmy sobie praktycznie niczego. Obiadokolacje tylko w knajpach, śniadania raz swoje, raz knajpy, bilety wstępu, atrakcje, zakupy (a trochę się obkupiliśmy w wina, oliwy, miody, herbaty).

    Myślę więc, że cenowo jest w miarę przyzwoicie (Praga strasznie droga się okazała).

    3. Ceny w Bośni i Hercegowinie.

    Walutą w BiH jest marka zamienna. 1 BAM to ~2,35 zł. Jest też stosowany stały przelicznik do euro: 2 BAM = 1 €. Euro jest akceptowalne niemal wszędzie (aczkolwiek zdarzają się wyjątki, np. wodospad w Jajcach) więc w razie W można tą walutą płacić.

    Cena benzyny jest całkiem przyjemna, średnio wynosiła ~2,2-2,3 BAM czyli nieco ponad 5 zł.

    Noclegi średnio wyniosły nas ~20 €. W dwóch miejscach (na początku w Banja Luce i na końcu w Prijedorze) mieliśmy za te pieniądze całe mieszkanie dla siebie. Najdrożej wyszedł nocleg w Lukomirze - ~60 € za dwie noce.

    Jedzenie wychodziło różnice. Można zjeść pyszne cevapi za śmieszne pieniądze (~50 zł za dwie osoby), można względnie tanio i dużo (Tima-Irma w Mostarze za niecałe 100 zł dla dwóch osób), a można i troszkę bardziej fancy i drożej, ale to wszystko zależy co sami wybierzecie. Generalnie za syty obiad dla dwóch osób liczcie od 50 do 120 zł.

    Ceny atrakcji są już różne. Bośnia mocno się rozwija i to widać, a więc zaczynają kasować za praktycznie wszystko. Płaci się od 3 marek za wodospad Blihe, przez 6 marek za wodospad Strbacki Buk, po 20 marek za wodospady Kravica (totalnie nieopłacalne!).

    4. Co warto zobaczyć.

    Wszystko! No, a przynajmniej wszystko co się da w zależności od czasu jakim dysponujecie. My zjechaliśmy powyższą trasę w tydzień i zobaczyliśmy myślę, że większość typowych “must see” Bośni. Co na pewno trzeba odwiedzić to:

    - Sarajewo. Miasto o niepowtarzalnym klimacie jakiego nie doświadczycie nigdzie indziej w Europie. Warto się tu zatrzymać na kilka dni i też zapoznać się wcześniej z jego historią (lub wziąć przewodnika) by w pełni go doświadczyć. Sarajewo już zwiedziliśmy w 2019 co też opisałem więc jeśli chcecie więcej szczegółów to zapraszam: https://www.wykop.pl/wpis/42995251/krotkie-podsumowanie-i-kilka-tipow-z-sarajewa-chyb/

    - Lukomir. Wioska pasterska w górach dosłownie na końcu świata. Dojazd samochodem osobowym jest naprawdę ciekawym przeżyciem (niech świadczy o tym to, że przejechanie ostatnich 10 km trasy zajęło nam grubo ponad godzinę). Generalnie szuter i kamienie, ale uwierzcie mi, warto! Widoki są bajeczne, a wioska jest magicznie położona! Do tego okoliczne szlaki górskie, które są (a przynajmniej były teraz) dosłownie odludne, a widoki zapierają dech w piersi!

    Opisałem w skrócie ten trekking tutaj:
    https://www.wykop.pl/wpis/60473345/podczas-konczacego-sie-jutro-tripu-do-bosni-i-herc/

    Spanko polecam zorganizować sobie w domu Letnja Basta. Za dużego wyboru w Lukomirze nie ma, ale zapewniam was, że Narsid dołoży wszelkich starań byście mieli naprawdę udany pobyt! Na miejscu możecie kupić lokalne produkty jak miody, herbaty, rakiję czy nawet skarpety i dywaniki.

    - Mostar. Wiadomo, punkt obowiązkowy. Miasto nie jest duże, większość głównych atrakcji skupia się przy moście, ale warto zapuścić się na obrzeża (szczególnie na Wieżę Snajperów) by zobaczyć, że pomimo tego, że miasto odżywa to ślady wojny są niestety nadal mocno widoczne.

    - Dugo Polje. Długi odcinek trasy biegnącej przy jeziorze Blidinje. Polja są bardzo charakterystyczne dla Bośni. To nic innego jak ogromne połacie terenu otoczone dookoła górami.

    - Livansko Polje. Kolejny, jeszcze dłuższy odcinek przez największe na świecie krasowe polje. Jadąc tą drogą można się dosłownie poczuć jak na bezdrożach gdzieś w Nevadzie. Ruch znikomy, długie, proste odcinki jezdni, wypasające się gdzieniegdzie bydło i niesamowita cisza gdy się zatrzymacie i wyjdziecie z samochodu. Być może uda wam się też dostrzec tzw. bośniackie mustangi czyli dziko żyjące konie. Nam niestety nie było to dane.

    Prócz pięknych widoków doświadczycie tutaj też niestety tych smutniejszych. Będziecie po drodze mijać masę, dosłownie masę zniszczonych wojną domów, a czasem wręcz całych opuszczonych wiosek. Dość przytłaczający widok, ale warto się na chwilę zatrzymać by nad nim nieco pomyśleć.

    - Park Narodowy “Una”. Duży i rozległy teren, na którym główną atrakcją jest wodospad Strbacki Buk. Wjechać najlepiej bramą w Orasac, wówczas dojedziemy niemal pod sam wodospad. Najlepiej być z rana by uniknąć późniejszych tłumów.

    Niedaleko jest też warty uwagi wodospad w Martin Brod.

    - Wodospad Blihe. Piękny, wysoki wodospad w dolinie. Jak ktoś lubi morsować to może spróbować się wykąpać, ale woda jest naprawdę lodowata. My byliśmy tam już mocno po południu i w tygodniu dzięki czemu przez dłużą chwilę nie było dosłownie nikogo. Bez innych ludzi zupełnie inaczej odczuwa się takie miejsca.

    - Wodospady Kravica. Chyba jedno z bardziej popularnych miejsc. Czy warto odwiedzić? Powiem tak - warto zobaczyć, nie warto płacić. Bilet wstępu kosztuje aż 20 marek czyli niecałe 50 zł i jest to zdecydowanie zbyt wygórowana cena za to miejsce. Wodospady są ładne, ale całość została już dość mocno skomercjalizowana. Niby przed 7 rano i po 19 wieczorem można wchodzić za darmo i takie rozwiązanie też bym wam polecał. W innym wypadku szkoda czasu.

    - Blagaj. Klasztor derwiszów położony przy źródle rzeki i niemal wbudowany w ogromną skałę. Ładne miejsce, ale również dość skomercjalizowane i często odwiedzane. Przyjechać, rzucić okiem, zrobić fotkę i tyle.

    - Termy w Banja Luce.Kawałek za miastem znajdują się naturalne gorące źródła. Można przyjść i całkowicie za darmo posiedzieć w ciepłej wodzie z widokiem na Vrbas.

    Resztę ciekawych miejsc macie zaznaczone na mapce. Spora część z nich jest do zobaczenia w trasie. Zatrzymujecie się, zjeżdżacie na punkt widokowy i delektujecie się widokami.

    5. Trochę praktycznych informacji.

    - Starajcie się mieć zawsze paliwa pod korek ew. weźcie jakiś mały kanister. Niby stacji jest całkiem sporo, ale zdarzają się dłuższe odcinki bez nich.
    - Pomimo tego, że kartą można płacić w coraz większej ilości miejsc to jednak miejcie przy sobie zawsze jakąś gotówkę, czy to marki, czy euro. Na pewno nie zapłacicie kartą za wjazd do PN Una, z oczywistych względów w Lukomirze też tylko gotówka no i na lokalnych targach czy straganach przy drogach również.
    - Internet śmiga dobrze, jest kilka simek do wyboru: https://prepaid-data-sim-card.fandom.com/wiki/Bosnia_and_Herzegovina
    Nie trzeba się rejestrować. Pamiętajcie też, że od 1 lipca działa tzw. roaming bałkański, a więc pakiet z jednej simki możecie wykorzystać w pozostałej części zachodnich Bałkanów (prócz Chorwacji i Grecji, wiadomo).
    - W górach uważajcie na psy pasterskie. Do nas jeden podbiegł, trochę poszczekał, ale jak nie będziecie panikować, a przede wszystkim zbliżać się do owiec to powinien odpuścić. Warto mieć gaz pieprzowy tak czy inaczej.
    - Nie zbaczajcie też ze szlaków, a już na pewno nie wchodźcie na tereny oznaczone trupią czaszką, które informują o wciąż zaminowanych terenach!

    Tak więc gdy następnym razem będziecie zastanawiać się, którą część Bałkanów tym razem odwiedzić to zdecydowanie polecam Bośnię i Hercegowinę! Jeśli szukacie kraju jeszcze niezadeptanego masową turystyką, w którym odpoczniecie od zgiełku ludzi, w którym doświadczycie potęgi gór i znajdziecie masę ciekawych szlaków to Bośnia jest zdecydowanie dla was!

    Poniżej kilka zdjęć z podróży.

    Jeśli macie jeszcze jakieś pytania to piszcie śmiało, postaram się pomóc.
    #podroze #podrozujzwykopem #turystyka #roadtrip #balkany #bosnia
    pokaż całość

    źródło: 1632268683594-01.jpeg

  •  

    #dziendobry Mirki i Mirabelki,

    Jest taka akcja, że jest nas dwóch, wieloletnich Mirków, którzy poznali się na portalu ze śmiesznymi obrazkami i postanowili założyć big biznis.

    I oto od jakichś dwóch lat budujemy i rozwijamy naszą porównywarkę hulajnóg elektrycznych - Hulajnet.pl

    Tak się składa, że zupełnie przypadkowo założył nam się też sklep na Allegro i chcemy Wam opchnąć parę sztuk hulajek ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Hulajnogi są legitne, na gwarancji, od oficjalnych producentów oraz z gwarancją D2D, także można IMO walić śmiało, nie wystąpi depresja #pdk

    Jeżeli do niedzieli, to jest 26 września 2021 roku, do godziny 23:59, ten wpis zbierze 300 lub więcej plusów, porzucimy pisanie trailerów na rzecz porządnego wpisu, w którym opiszemy wszystkie warunki wraz z informacją jakie nagrody przewidzieliśmy.

    Tutaj link do naszej oferty na Allegro:
    https://allegro.pl/uzytkownik/Hulajnet-pl

    Jeszcze jedno.
    Do końca tego tygodnia, na hasło “wykop” dajemy ekstra rabat.

    #rozdajo #hulajnogaelektryczna #hulajnoga #pojazdyelektryczne #uto #zainteresowania #technologia #gadzety #podroze #tworczoscwlasna #hulajnet #hulajnetpl
    pokaż całość

  •  

    Zbieramy materiały do cyklu filmów o tym jak wygląda pływanie houseboatem przez Polskę. O plusach i minusach Drogi Wodnej E70. Filmy pojawią się na Youtube w październiku i mamy nadzieję, że przydadzą się do planowania tras w przyszłym sezonie.

    Zaczęliśmy od Pomorza i podrzucamy fotę z Zalewu, który rzadko jest tak gładki jak lustro.

    Jak jesteście zainteresowani naszymi treściami polecamy obserwację hasztagu #szalonewalizki

    #podrozujzwykopem #podroze #zalewwislany #pomorze #houseboat
    pokaż całość

    źródło: DJI_0605.JPG

  •  

    No hejka, pozdrawiam z Islandii i (。◕‿‿◕。)
    Wieczór na jeziorze Jokulsarlon.
    #podroze #islandia #zabijananaislandii

    źródło: 20210922_191932-01.jpeg

  •  

    Mirki i Mirabelki

    Gwoli przypomnienia od 1 października 2021 nie będzie można użyć dowodu osobistego wydanego w Europie oraz Szwajcarii przy wjeździe do UK, chyba że:

    -macie przyznany settled status albo pre-settled status
    -aplikowaliscie o settled status albo pre-settled status, ale jeszcze nie otrzymaliście odpowiedzi
    -posiadacie settlement scheme family permit
    -posiadacie frontier worker permit
    -jesteście tzw S2 healthcare visitor
    -jesteście tzw Swiss service provider

    Jeśli któreś z powyższych Was dotyczy, możecie używać dowodu do wjazdu przynajmniej do końca 31.12.2025.

    Reszta wjeżdża na paszport.
    Przy wjeździe na paszport od 1 października 2021, musi być on ważny przez cały pobyt w UK oraz powinien mieć co najmniej 6 miesięcy ważności ("we recommend that on the day you travel you have at least 6 months left on your passport").

    Jeśli nie aplikowaliscie o status a będziecie chcieli to zrobić, musicie przekroczyć granice na:

    -settlement scheme family permit ALBO wizie

    Zasady są inne przy podróżowaniu do Irlandii, Jersey oraz Guernsey i Isle of Man.

    Jeśli podróżujecie z dziećmi, możecie być poproszeni o potwierdzenie pokrewieństwa między Wami poprzez:

    -akt urodzenia dziecka/dzieci albo dokument potwierdzający adopcje
    -akt ślubu albo certyfikat potwierdzający rozwód jeśli masz nazwisko inne niż dziecko/dzieci
    -list od rodzica potwierdzający, że masz prawo podróżować z dzieckiem/dziećmi, który musi zawierać dane kontaktowe rodzica

    Jak zawsze więcej info na gov.uk

    #uk #podrozujzwykopem #podroze
    pokaż całość

  •  

    Mogłem zabrać maczetę...
    #kajaki #podlasie #podroze

    źródło: 1632294223373.jpg

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Cześć, podzielcie się pomysłami na co jeszcze można wydawać pieniądze.

    Duże mieszkanie i samochód już kupione. Podróży po Europie nam wystarczy. SPA, restauracje, sport, kultura w miarę regularnie. Co jeszcze można robić?

    Zarabiamy dużo, bardzo dużo. Zacząłem zastanawiać się po co nam kilka milionów na koncie.

    Zainteresowałbym się amatorskim motosportem, ale w mojej okolicy nie ma toru.
    Żagle są dla nas nudne.
    Nurkowanie - żona zabrania.
    Motocykle nie interesują mnie.

    Obecnie na liście mamy jeden punkt:
    - egzotyczne wyprawy w małych grupach.

    Nie piszcie o oszczędzaniu i inwestowaniu bo to jest robione. Pytam o czysty konsumpcjonizm

    #rozwojosobisty #zarabianie #oszczedzanie #pieniadze #inwestowanie #podroze #pracbaza #hobby

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #614a17c3fc6ad0000a56e580
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Doceń mój czas włożony w projekt i przekaż darowiznę
    pokaż całość

    źródło: wolnymbyc.pl

  •  

    Wycieczka motocyklowa w góry Kaukazu 2016r.

    Czasem sam nie wierzysz temu co widzisz. Cz.5

    Teren robił się coraz bardziej zielony. Powoli ze stepowego przechodził w krzaczasto stepowy.
    Gdy wyjeżdżaliśmy z pewnej wioski zauważyłem że z prawej strony wraz z wiatrem zbliża się do nas ciemna i dość rzadka chmara czegoś. Nie wiem czy znajomi ją zauważyli czy też nie.
    Ja jednak zbagatelizowałem jej obecność przyjmując że to mogą lecieć kawałki liści.
    To nie były liście tylko szarańcza, mała chmura szarańczy.
    Pierwszy owad uderzył w kask z taką siłą że myślałem iż zabiłem jakiegoś wróbla a nie robala.
    Następne uderzały już wszędzie. Zwolniłem ale mimo tego że byłem ubrany w zbroję motocrossową bezpośrednie uderzenia w klatkę piersiową trochę bolały. Starałem się schować szyję za kołnierzem koszuli i na bieżąco ściągać te owady które przeżyły i pięły się w górę po moim ubraniu. To wszystko nie trwało nawet minuty jednak było to na tyle nie codzienne zjawisko i dokuczliwe że zapamiętałem je do dziś.
    Jeszcze przez kilka dni po tym zdarzeniu słyszeliśmy wieczorami dziwne odgłosy ze zgaszonego motocykla kolegi. Dopiero w Gruzji znajomy znalazł winowajce, okazało się że jedna z szarańczy wpadła pomiędzy kierownicę a zbiornik płynu hamulcowego i tam ugrzęzła. Żyła jeszcze przez parę dni od swojego zderzenia. Kolega woził ją ze sobą jeszcze przez dwa lata jako motocyklową maskotkę.
    Kilkadziesiąt kilometrów dalej podjechaliśmy do dziwnych baraków. Ich odmienność a raczej niecodzienność tego miejsca polegała na tym że baraki otoczone były płotem którego nie powstydził by się ciężki zakład karny. Przed punktem kontroli stały budki wartownicze.
    Tak zabezpieczonego DPS-u jeszcze nie wiedziałem.
    Obraliśmy się do końca z martwej szarańczy i wstąpiliśmy do połączonych kontenerów.
    A tutaj kolejne zaskoczenie, musimy pościągać z siebie wszystko co jest metalowe i przejść przez bramki jak na lotnisku. Pomyślałem wtedy że chyba powoli zbliżamy się do Czeczeni bo czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Tak samo jak nie spotkałem tak spiętych Policjantów/Wojskowych cholera wie kto to był, mieli niebieskie moro na sobie.
    Najbardziej był nerwowy przedstawiciel władzy który stał niedaleko mnie, niższy o pół głowy chudszy o co najmniej połowę sprawiał wrażenie że nie ma na sobie ani grama tłuszczu. No i te jego zachowanie...
    Najbardziej kojarzyło mi się z policyjnymi owczarkami Niemieckimi które idąc do akcji, są spięte i skupione do granic możliwości. Potrzebują mikrosekundy aby zareagować na niewłaściwy ruch podejrzanego.
    Starałem się uśmiechać lecz ten mały gość jakoś nie odwzajemniał uśmiechu. Wiedziałem że gdybym zrobił szybki nie kontrolowany ruch to dostał bym prosto w zęby i to nie ręka a obutym w wojskowy but nogą. Nigdy jeszcze takiego człowieka nie spotkałem, istna skupiona maszyna do zabijania czekająca na okazję.
    Gdy weszliśmy głębiej a oczy się przyzwyczaiły do półmroku to w rogu pomieszczenia dostrzegłem Czeczenów, wszyscy wyglądali podobnie ciemne włosy, brody, wąsy jakieś koszulki i rozciągnięte dresy oraz klapki na nogach.
    Stali stłoczeni w kącie ale tak ściśnięci że jeden stał na stopach drugiemu, coś po cichu między sobą szeptali.
    Cały autobus ludzi w ten kąt wcisnęli a zasadniczo zrobił to ten mały służbista.
    Gdy jednemu ze ściśniętych mundurowy z okienka przeglądał papiery drugi siedzący w innym okienku wezwał nas i zaczął sprawdzać paszporty. Ten to jednak był oznaką spokoju i nawet czasem się do nas uśmiechnął.
    -Kurya!
    -Kurya!
    Wołał coraz głośniej ten pierwszy gość z okienka. Podejrzewałem że chodziło o któregoś z ludzi w kącie a mundurowy wywoływał jego imię.
    -KURYA!
    Nagle rozległ się za mną damski głos nie znoszący sprzeciwu. Aż się obejrzałem, okazało się że ten mały pogranicznik to była kobieta obcięta na łyso. Ale mnie zmyliła co do swojej płci, choć nadal nie wątpiłem w to że w przeciągu paru sekund jest w stanie mnie uziemić.
    Czeczeni bali się jej jak ognia, może dlatego że była uzbrojona a może dlatego że robiła takie same wrażenia jak na mnie. Prawie powchodzili jeden na drugiego w tym kącie gdy się do nich zbliżyła.
    W końcu znalazł się winowajca. Nie wiem co do niego wrzeszczała ale muzułmanin zachowywał się tak jakby obawiał się ciosu z jej strony.
    Nasz mundurowy posprawdzał nam paszporty i puścił wolno.
    -Ciekawe co musi być w Czeczenii skoro Dagestanie kilkadziesiąt kilometrów od granicy dzieją się takie rzeczy. Mówiłem sobie wtedy pod nosem.
    Pojechaliśmy dalej. Droga się polepszyła i zniknęły dziury na drogach. Lecz pokazał się cały konwój wojskowy zmierzający w tym kierunku co my.
    Pewnie mają ćwiczenia, tak sobie wtedy myślałem.
    Gdy kilkanaście kilometrów dalej wyprzedzaliśmy druga kolumnę wojskową uzbrojoną po zęby. Zacząłem się zastanawiać czy aby przypadkiem nie ma jakiegoś większego konfliktu z Czeczenią lub w samej Czeczeni.
    Wjechaliśmy do jakiegoś miasteczka, w środku tegoż na głównej drodze było wielkie rondo.
    A na rondzie pomiędzy rabatkami stał sobie bunkier który przed sobą miał umocnienia z worków z piaskiem a pomiędzy workami okienko z którego wystawała lufa ciężkiego karabinu maszynowego, wycelowanego w nas i zasadniczo wszystkich innych którzy stali na tej samej drodze.
    Przed bunkrem na asfalcie czekał Policjant.
    Zatrzymał nas.
    -Skąd?
    -Dokąd?
    -Pokażcie paszporty.
    O dziwo pan władza sprawiał miłe wrażenie, uśmiechał się i życzył powodzenia.
    Było by sielankowo gdyby nie tan bunkier i karabin.
    Schowaliśmy paszporty i odpaliliśmy silniki.
    Ja ruszam i patrzę na Grzesia a ten jakoś tak nie fortunnie nacisnął swój kopniak że wyłożył się jak długi na tym rondzie, dobrze że chociaż samochody po nim nie przejechały.
    Kilkaset metrów dalej stanęliśmy z boku jezdni aby sprawdzić dalszą trasę.
    -Jeszcze nie wjechaliśmy do Czeczeni a już takie posterunki DPS-u i uzbrojone ronda mają. Wojsko jedzie w kierunku granicy. Ciekawe co się tam dzieje w tym muzułmańskim kraju i czy przypadkiem nie ma żadnych zamieszek? Pytaniem zakończyłem mój przydługi wywód.
    Kolega i znajomy spojrzeli się na mnie z minami zdziwionymi i zdegustowanymi.
    -O kurwa ale żeś dojebał. Powiedział Grześ
    -Przecież już od kilkudziesięciu kilometrów jesteśmy w Czeczenii! Powiedział Pawełek.
    -No ten tego, jakoś mi to umkneło. Odpowiedziałem
    -A ta granica z łysą strażniczką też ci umknęła? Dopytał kolega.
    -To była granica? A ja mysłałem że zwykły DPS.
    Przynajmniej dwóch z naszej trójki miało niezły ubaw.
    Teraz rozglądałem się uważniej. Rzeczywiście znaczki na tablicach samochodowych były inne, ulice bez dziur. Po jakimś czasie pokazały się łuki tryumfalne a na każdym z nich musiał być portret Putina i starego Kadyrowa. Gdy miejsca jeszcze zostało to dorzucali jeszcze portret młodego dyktatora republiki.
    Potem widzieliśmy plakaty z młodym Kadyrowem a w tle wklejone:
    -ośnieżone góry
    -szczyty górskie
    -wioski u podnuża gór
    -stado koni
    -łąki a młody Kadyrow na koniu.
    Następnie był
    -Młody Kadyrow z Putinem.
    - Na jednym plakacie młody prezydent ma przerośniętą głowę a na innym koń, czasem szabla jest wielka jak z Japońskiego anime.
    W pewnym momencie nastąpiła zmiana i pojawił się stary Kadyrowa a w tle wklejone:
    -ośnieżone góry
    -szczyty górskie
    -łąki a stary trzyma szablę z jakimiś napisami w miejscowym języku.
    -Kadyrow z kolegami podobnymi do niego, głowy wielkie jak te wykute w skale gdzieś w U.S.A.
    -Stary i młody Kadyrow
    Były jeszcze takie ze starym przywódcą jego synem i Putinem, Putinem.
    Wszystko tak nie udolnie pozaklejane razem że wyglądało jak praca klasy informatycznej na zakończenie podstawówki.
    Czasem do łuków tryumfalnych dodawali potężne place, całe wyłożone płytami z jakiegoś śliskiego kamienia. A na nim jakiś pomnik.
    Znów wyprzedziliśmy kolejną wojskową kolumnę. Pod wieczór wjechaliśmy do jakiegoś innego świata. W Federacji Rosyjskiej są zadziwiające kontrasty. Człowiek jedzie przez taki Dagestan gdzie wszędzie jest szaro, buro i sucho. Dziury w drogach jak na Ukrainie, domy klejone z gliny czasem nawet bez tynku cementowego. Widać tą post sowiecką biedę i pewien marazm.

    Przekraczasz granice i nagle droga jest równa, nie ma dziur. Pobocza są zadbane, co chwilę pojawia się jakiś łuk tryumfalny, z boku stoją place wyłożone granitem albo innym marmurem. Przejeżdżasz obok tak wielkich i ładnych meczetów że zwalniasz aby się im przyjrzeć. Wjeżdżasz do miasta które wręcz lśni w słońcu, czasem tak bardzo że utrudnia jazdę, ponieważ promienie słońca odbijają się od wielkich szyb w wieżowcach.
    Szklanych drapaczy jest sporo, sprawiają wrażenie jakby świeżo wypakowanych z pudełka, są takie nowe i nie zmatowione prze brud i kurz.
    Minarety w meczetach bywają tak wysokie że trzeba zadzierać głowę do góry, mimo tego że stoi się kilkaset metrów od nich. Normalnych małych domów nie ma w centrum, są na obrzeżach, wyglądają jak prostokąty i wąską ścianą są ustawione do ulicy. Ściana zadbana a obok brama i płot ma co najmniej 2,5metra wysokości.
    Pomyśleć że jeszcze trzy godziny temu byleś w biednym, szarym i zakurzonym Dagestanie a teraz koledzy właśnie mówią Ci że przejechałeś przez Grozny.
    No własnie przez słynną stolicę Czeczeni o którą w przeciągu ostatnich dwudziestu kilku lat odbywała się nie jedna bitwa i to w środku miasta. Czasem walki były tak zażarte że na dole bloku mieszkalnego siedzieli Rosjanie a na górnych piętrach utrzymywali się Czeczeni.
    Miasta które w wyniku dwóch wojen o niepodległość zostało strasznie zniszczone. A dziś oślepia cię zachodzącym słońcem które dobija się od tafli szkła i wypolerowanego nierdzewnego metalu.
    Dlatego nie wierzysz kolegom gdy znów mówią mi że to miasto to jednak Grozny.
    Przecież widziałeś w telewizji jak byłeś mały, że Grozny to wielkie żelbetowe płyty z których wystają pręty zbrojone wyglądające jak dłoń kościotrupa. Dłoni która jest skierowana ku niebu.
    Gdzie sa te puste oczodoły które kiedys miały w sobie okna?
    Gdzie te na poły zawalone budynki.
    Gdzie ta szarość, strach i zaciętość?
    Gdzie jest pijany Jelcyn i echa nawoływań młodych Rosjan którzy ginęli w okrążeniu, podczas pierwszej wojny Czeczeńskiej.
    Gdzie te spalone czołgi które masowo stały na ulicach.
    Jakiś dowódca wysłał same czołgi pomiędzy wysokie budynki.
    Nikt z nich nie przeżył...
    Na wieczornym biwaku na skraju rowu i pola kukurydzy, koledzy trzeci raz śmiejąc się mówią że to była stolica.
    Nie chce im uwierzyć.
    Za dużo książek przeczytałem i filmów się naoglądałem o dwóch wojnach w tym kraju.
    Przecież minęło dopiero siedem lat od kiedy ustały ostatnie walki partyzanckie.

    Nie ma BTR-ów Rosyjskich żołnierzy w ciepłych kurtkach i czapkach uszankach, trzymających kałasznikowa i spoglądają w stronę wyłomów w ścianach.
    Są za to obskurne domy które tylko frontową ścianę maja ładną. Są też płoty zwieńczone drutem kolczastym, są też posiadłości z murem wysokim na cztery metry i z wieżyczkami wartowniczymi a w środku bogate rezydencje.
    Czeczenia, Federacja pełna kontrastów.

    Przed południem wjeżdżamy do Inguszetii gdzie jest zielono i płasko. Przejechanie jej zajmuje nam trzy godziny. Na obiad zatrzymujemy się w Osetii Północnej.
    Ta republika wprowadziła we mnie jakiś spokój. Na północy wszystko jest zielone i płaskie. Na południu zaczynają się góry porośnięte drzewami. I pomyśleć że dzień prędzej byłem w stepowym Dagestanie.
    Zatrzymaliśmy się w metropolii która wyglądała jak każde Rosyjskie miasto, czyli było swojsko i sennie. Na obiad zjadłem wielkiego hamburgera na pełnym wypasie czyli miał frytki ułożone prosto na kotlecie. Był zapychający.

    #mpetrumnigrum #podroze #motocykle
    pokaż całość

  •  

    W Kostaryce spędziliśmy 16 bardzo intensywnych dni. Spacerowaliśmy po dżungli nocą, podziwialiśmy zwierzęta w ich naturalnym środowisku, byliśmy na plantacji kawy, oglądaliśmy wulkany i spaliśmy “na dziko” gdzieś pośrodku niczego. Przygotowałam praktyczny wpis o tym, jak na własną rękę zwiedzić Kostarykę w czasach pandemii. Zapraszam!

    https://www.wykop.pl/link/6283757/jak-zwiedzic-kostaryke-na-wlasna-reke-w-czasach-pandemii/

    #podroze #podrozujzwykopem #turystyka #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: kostaryka-3.jpg

  •  

    Uratujecie ZNALEZISKO?

    Przygotowaliśmy poradnik o tym co warto wiedzieć przed podróżą na Wyspę Sal na Cabo Verde. Odwiedziliśmy ją kilka miesięcy temu. To świetne miejsce do wypoczynku z uwagi na piękne, szerokie, piaszczyste plaże, świetne miejscówki do nurkowania, jedne z lepszych na świecie spotów dla wind i kitesurferów.

    A że jesień to czas gdy zaczynamy szukać kierunków by złapać nieco słońca to wydaje nam się, że może on przydać się Mireczkom i Mirabelkom.

    Wyspa Sal - Cabo Verde - poradnik o tym co warto wiedzieć przed podróżą

    #podroze #podrozujzwykopem #wyspyzielonegoprzyladka #caboverde #wyspasal #wakacje #turystyka #afryka #poradnik #szalonewalizki #mikroreklama
    pokaż całość

    źródło: DJI_0048.jpg

  •  

    Jadę se jusz

    #podroze #ciapong

    źródło: ei_16322274588311557027957062113013.jpg

  •  

    Jechał by ktoś z was w najbliższym czasie na trasie #warszawa -> #sosnowiec lub miasto okoliczne ale o ten Sosnowiec dałby radę zahaczyć?
    Szukam osoby która przewiozła by (oczywiście w transporterze) szczury z adopcji. Nie musi być samochodem, jak ktoś wybiera się pociągiem to wiadomo możemy sobie wymienić "towar" na dworcu ( ͡° ͜ʖ ͡°) odpalam stówkę za fatygę.

    #transport #podroze #zwierzaczki #pytanie #slask
    pokaż całość

    źródło: image.jpg

  •  

    Po co ludzie stoją w kolejce do samolotu skoro wszyscy mają swoje miejsca xDD?

    #kiciochpyta #podroze #bekazpodludzi

    źródło: ei_16322073890016414807160839408048.jpg

  •  

    Wycieczka motocyklowa do Mongolii w 2019r.

    Minął już tydzień od kiedy nie wrzucałem dalszego opowiadania o wycieczce w góry Kaukazu.
    Jakoś chwilowo nie mam weny do dalszego pisania. Jednak jakiś czas temu poprawiłem wstęp do Mongolii, czyli trzech pierwszych wpisów które tutaj zacząłem zamieszczać. Dziś jeden z "czytelników" dopytywał się kiedy będzie następna część więc dla odmiany wrzucą ta poprawioną. Część z was ją czytała i morze pamiętać jednak były to mocno nie udane wpisy. Napiszcie czy jeszcze można coś w tym tekście zmienić.

    Wycieczka motocyklowa do Mongolii w roku 2019

    Tutaj zapewne powinienem dać jakiś cytat z przemowy jakiegoś uczonego o wielkości świata, piękna przyrody albo przełamywania własnych słabości. Nie martwcie się nic takiego nie zamieszczę.
    A rozpocznę tak normalnie po koleżeńsku.

    -Kurwa ale mnie palce bolą. Powiedziałem do kolegi, gdy staliśmy na parkingu przed barem.
    -To ogrzewaj je od tłumika. W dodatku patrz tam nad wejściem do baru wyświetlają temperaturę +17C. Więc nie ściemniaj. Śmiejąc się dość głośno zakończył swój wywód kolega.
    -Chyba w środku baru tyle mają. Odpowiedziałem.
    Nasza rozmowa odbywała się podczas mocnych opadów śniegu. To już była trzecia mikro zamieć tego dnia, jednak najsilniejsza. Na szczęście w dzień było kilka stopni na plusie i po kilkunastu minutach śnieg topniał.
    Następnego ranka musieliśmy trochę poczekać aby słońce roztopiło zamarzniętą parę wodną na naszych namiotach. Miałem trochę czasu aby przyjrzeć się dokładnie własnym dłonią.
    Nie prezentowały się najlepiej. Skóra pomiędzy palcami była popękana aż do krwi, naskórek na dłoniach wyglądał jak u bardzo doświadczonej życiowo babci. Na pewno nie pomagało codzienne mycie rąk za pomocą bęzyny, zabieg ten robiłem aby były czyste (woda z mydłem na smary się nie sprawdza).
    Zacząłem szukać znanego mi kremu, który sprawdza się w takich warunkach, niestety nie mogłem go w żadnym sklepie wypatrzeć.
    Parę dni później zakupiłem taki uniwersalny a na nim widniał napis do rąk i paznokci.
    Może działał dobrze na paznokcie (bo znajoma gdy wróciłem do domu była nimi zachwycona) gdyż na skórę rąk nie miał pozytywnego oddziaływania i to mimo zużycia całej tubki (oczywiście nie w jeden dzień).
    Tego dnia dotarliśmy do Irkucka. Musieliśmy się dostać do ambasady Mongolii aby nam wystawili wizy wjazdowe do swojego kraju.
    Zabrali paszporty i kazali nam wrócić za trzy godziny. Wykorzystaliśmy ten czas na poszukiwania Chińskiej restauracji. Tamte Chińskie smaki były całkiem inne niż te znane mi z Polski jednak o ile lepsze a przede wszystkim nie spotykane.
    Wizy odebraliśmy o wyznaczonym czasie, dochodziła czternasta i mieliśmy udać się na wyspę Olchon położoną na Bajkale. Lecz znajomy z Polski gdy dowiedział się gdzie jesteśmy, napisał że niedaleko od nas jest wioska, zamieszkała od pokoleń przez Polaków. Pojechaliśmy te 220 km do naszych rodaków (za Uralem wszystko jest niedaleko). Gdy ich przodkowie zakładali wioskę Wierszyna (bo o niej mowa) to na mapach nie było jeszcze II Rzeczpospolitej. Miejscowość wygląda jak większość jej podobnych syberyjskich odpowiedniczek, jedyne co ją wyróżnia do lepiej zadbane domy i kościół rzymskokatolicki.
    Miło było usłyszeć ojczysty język. Powiedziano nam abyśmy poszukali księdza i z nim porozmawiali. Wielokrotne poszukiwania kapłana spełzły na niczym. Noc spędziliśmy nad pobliską rzeczką.
    Wyjeżdżając wstapiliśmy jeszcze do sklepu, tam miałem okazję zapytać się "dlaczego tyle lasów i nie użytków płonie?" Nie było dnia abyśmy nie spotkali kilku pożarów.
    W odpowiedzi usłyszeliśmy że to takie Rosyjskie wiosenne hobby, jak w Polsce do końca lat dziewięćdziesiątych.
    Na pożegnanie dostaliśmy słynną rosyjską słoninę zrobioną przez sklepową.
    Trochę byłem zawiedziony gdy okazało się że smakuje tak samo jak te które można kupić w naszym kraju.
    Wieczorem przeprawiając się darmowym promem, zawitaliśmy na wyspie położonej przy zachodnim brzegu najgłębszego jeziora na świecie.
    Po kilku kilometrach jazdy po głównym szutrze odbiliśmy nad jedną z plaż.
    Pierwsze co mnie zaskoczyło przed wyspą i na niej, to roślinność czysto stepowa. Same trawy i sukulenty o tej porze roku akurat suche.
    Rozbiliśmy obozowisko blisko brzegu. Wiał wiatr w połączeniu z niską temperaturą powodowało to atawistyczną chęć rozpalenia ogniska.
    Problem był jeden nie było nic co mogło się palić. W promieniu kilku kilometrów nawet suchej trawy nie mogliśmy znaleść. Wtedy przypomniałem sobie filmy podróżnicze o ludach pierwotnych z Afryki którzy palą odchodami przeżuwaczy.
    Tak krowich kup nam dookoła nie brakowało. Gdy uzbieraliśmy już pokaźny kopiec tych placków, zaczęliśmy układać stos i wtedy się rozmarzyłem.
    Widziałem siebie jak siedzę obok płonącego ogniska z wyciągniętymi do przodu nogami, jest mi ciepło dlatego ściągam tą przeciw deszczówkę z którą nie rozstawałem się od wyjazdu z domu patrzę w stronę gwiazd i zastanawiam się co porabia w tej chwili miłość mojego życia i czy też patrzy się w rozgwieżdżone niebo.
    Marzenia były dobre realizacja już nie.
    Odchody nie chciały się zająć ogniem, a gdy to już zrobiły to ja musiałem chronić te mikro płomyczki przed wiatrem a nie one mnie. Nie było gdzie się położyć gdyż ognisko próbowaliśmy palić przy skarpie ziemnej pomiędzy krami a brzegiem. Tak aby ochronić je trochę od wiatru.
    Dopiero polanie tych placków sporą ilością benzyny dało choć trochę ciepła. Jednak dym był na tyle duży i gryzący w oczy że nie dało się wysiedzieć obok ogniska. Gdy spojrzałem w górę aby z oczu przestały płynąć łzy wywołane dymem, nie ujrzałem gwiazd gdyż chmury je przesłaniały no i nie musiałem rozmyślać gdzież to jest miłość mojego życia gdyż jej nie miałem.
    Śmierdzący od ziołowego dymu pokaszlując i smarkając udałem się do namiotu na spoczynek.
    Rano uzgodniliśmy że ten dzień spędzimy na wyspie.
    Około południa zajechaliśmy do głównej wioski. Wyglądała trochę westernowo, piaskowe drogi żadnej trawy, gdzieś na uboczu małe sosny, chałupy zrobione z drewna jednak były parterowe w nie piętrowe jak ich odpowiedniczki w Ameryce.
    Postanowiliśmy wstąpić do największego marketu w miejscowości. Największego bo jedynego.
    A w środku zaskoczyły nas dwie rzeczy.
    Pierwsze to były ceny i to takie jakie można spotkać nad Polskim morzem w sezonie letnim.
    Drugie to był człowiek góra z 210 cm wzrostu co najmniej 150 kg wagi, pięści miał jak głowica w moim motocyklu 650 cm3, zarośnięty i mający długie włosy. Hagrid z Harego Poterra był przy nim drobnym uczniakiem.
    -Nie możecie dalej jechać na swoich motocyklach. Oświadczył.
    -A to dlaczego? Zapytałem
    -Ponieważ tam mogą jeździć tylko samochody.... Poczekam na was na dworze wtedy pogadamy.

    Ludzki Pan mógł zabić na miejscu a on daruje jeszcze kilka minut życia abyśmy mogli zrobić zakupy. Coś stanowczo wahliwi byłem w wyborach produktów, mocno zaznajamiałem się ze składem danej puszki rybnej (okazało się że w składzie jest głównie ryba). Raz że ceny z kosmosu dwa że nie chciało się nam wychodzić.

    Łudziłem się że wielkolud sobie pójdzie bo kto normalny będzie czekał na nieznajomych przez 30 minut.
    W końcu wyszliśmy.
    Góra czekał... Podszedł i zgadał.
    Po kilku słowach przedstawił się jako strażnik parku który właśnie się znajduje na północ od tej wioski w dodatku coś wspominał o przodku, powstańcu Polskim zesłanym na Syberię za karę.
    Zapytałem dlaczego motocykle nie mogą jeździć na północ a samochody już tak.
    -Ponieważ motocykle i quady zjeżdżają z głównej drogi i niszczą rośliny.Odpowiedział
    To ma sens pomyślałem, wszak kierowcy samochodów mają kompas moralny i nie ośmielą się jeździć po za główną drogą.
    Okazało się że tam gdzie się zatrzymaliśmy poprzedniego dnia też nie mogliśmy wjechać motocyklami (oczywiście żadnych zakazów fizycznych nie widzieliśmy). Dojechaliśmy tam po drogach gruntowych w dodatku na miejscu biwaku niedaleko nas przejechały trzy samochody. A namioty rozbiliśmy blisko wielkich koszy na śmieci i zadaszenia.
    Kolega był zajęty piciem to ja głównie rozmawiałem z wielkoludem. Nie wiedziałem czy będziemy chcieli się rozbić za wioską w strefie chronionej i ciekawiły mnie granice parku/rezerwatu.
    Dlatego zostałem zaprowadzony do głównej siedziby.
    A na miejscu dowiedziałem się że dalej to możemy co najwyżej z buta iść. Ale za nocleg w dwóch namiotach musimy zapłacić jakieś 70zł.
    Zakomunikowałem im że muszę porozmawiać z kolegą.
    Ustaliliśmy że skoro do parku nie można, na plaży nie można, to pojedziemy na wschodni brzeg wyspy, porośnięty skarłowaciałą sosną która rośnie jeszcze przed wioską.
    Przed wyjazdem zajrzeliśmy do najlepszego baru. Najlepszego bo jedynego, chcieliśmy zjeść coś ciepłego. Wchodzimy do środka a tam w kącie pod telewizorem siedzi Góra i głośno siorbie zupę. Nawet się uśmiechnął na nasz widok.
    Wyszliśmy zjeść na zewnątrz...
    Po obiedzie odjechaliśmy dość daleko od wioski po czym skręciliśmy na wschód. Jechaliśmy drogami leśnymi, przy drodze pasły się konie a dalej dostrzegliśmy opuszczony budynek. Znów trafiliśmy na tereny wypalonego lasu.
    Po kilku kilometrach wjechaliśmy na polanę z drewnianymi ławeczkami z ostrzelanym z różnych kalibrów śmietnikiem i ze sławojkami bez drzwi ale za to z widokiem na pagórki i jezioro.
    Rozbiliśmy się jak najbliżej krzaków, a i tak wiało podobnie do dnia poprzedniego.
    Gdy pod wieczór kolega poszedł się umyć do jeziora (wlazł tylko ciut powyżej kolan). Zadał znamienne pytanie.
    -Dlaczego nie wchodzisz, i co powiesz ludziom którzy zapytają się ciebie dlaczego się nie wykąpałeś w Bajkale?
    Więc możecie się mnie o to pytać.
    Gdy wychodził, niedaleko przepływali rybacy, godzinę później już wieczorem przyjechał Uaz Patriot a w nim duży Hagrid.
    Już nie był miły oraz koleżeński, ba nawet zapomniał o swoim przodku . Miał pretensje do kolegi że się tutaj znaleźliśmy.
    W pewnym momencie zaczął straszyć policją. Wtedy się wyluzowałem gdyż to znaczyło że on sam nic nie może.
    W końcu stwierdził że zemną mu się lepiej rozmawia i podszedł z pretensjami.
    -Przecież mówiłem Ci że motocykle trzeba zostawiać przy głównej drodze. Mówił podniesionym głosem.
    -Myślałem że nie mogliśmy jeździć od drogi na zachód a my jesteśmy na wschodzie.
    -Nie możecie nigdzie jeździć. Tylko z promu do wioski. Odpowiedział
    -Ale przecież my jechaliśmy po uczęszczanych drogach gruntowych. Zdziwiony odpowiadałem i nie widziałem zakazu wjazdu.
    -Bo tutaj samochody mogą jeździć ale motocykle nie.
    Coś tam jeszcze mówił.
    W końcu zakomunikowałem mu że jeśli chce to możemy zwinąć namioty i opuścić wyspę ale już jest siódma wieczorem i robi się ciemno, dopowiedziałem taakże że następnego dnia o dziewiątej rano już nas tutaj nie będzie.
    Kolega jeszcze coś od siebie dorzucił.
    Zadziałało.

    Następnego dnia jeszcze przed dziesiątą opuściliśmy wyspę. Płynąc promem podeszła do nas grupka osób z zachodniej europy która brała udział w zorganizowanej wycieczce po Syberii.
    Para Niemców opowiadała że wycieczka zaczeła się od Irkucka ,a do tego miasta dojechali swoim kamperem. Potem opowiadali jak ciężko się nocuje w kamperze bez webasto i jak ostatnie dni się trudno jechało gdy padał śnieg..
    To były prorocze słowa gdyż znów zaczęły się opady białego puchu. Staliśmy tak z kolegą w przeciwdeszczówkach odwracajac się twarzą od wiatru. Spojżałem się na autobus z wycieczką zainteresowanie naszymi osobami spadło większość pasażerów rozmawiała lub pozasypiała.

    Obraliśmy za najbliższy cel Ułan Ude.
    Ale najpierw trzeba było znów wjechać do Irkucka, droga wiodła momentami po dość pagórkowatym terenie pośród pięknych sosnowych borów..
    Gdy tak jechaliśmy asfaltem na południe, wyprzedził mnie Uaz Patriot. Gdy kolega to zobaczył stwierdził że nie da się tak łatwo objechać. Po chwili terenówka ścigała znajomego a ja terenówkę.
    Z braku moich umiejętności i przyczepnych opon, powoli zaczęli obydwoje mi odchodzić. Ta droga to zasadniczo był ciąg niekończących się zakrętów i górek osadzonych w lesie.
    Świetna trasa dla motocyklistów szosowych.
    Nie chcąc zostać w tyle zacząłem łamać przepisy. Najpierw te tyczące się prędkości a następnie te odnoszące się wyprzedzania.
    Gdy wracałem na swój pas po przecięciu podwójnej ciągłej z za górki wyskoczył machający lizakiem policjant.
    Z ledwością zatrzymałem się przy drodze na wprost wyjazdu z parkingu. A na nim jeden ze stróżów maglował trzy rodziny. A drugi podchodził do mnie.
    Specjalnie pozdrowiłem go po Polsku. On rzucił okiem na tablice i zażądał paszportu. Już przygotowywałem sobie mowę z okazji zbyt wygórowanych oczekiwań finansowych z jego strony. Gdy nie spodziewanie po sprawdzeniu dokumentów wręczył mi je i powiedział że jestem wolny.
    Ja to mam czasem w życiu szczęście.
    Kolega czekał kilka kilometrów dalej i marudził że przeze mnie musiał się zatrzymać przez co szalona terenówka go wyprzedziła.

    Już za Irkuckiem przy drodze spotkaliśmy pełno niebieskich wstążek i jakieś wyrzeźbione w kamieniu postacie. Zatrzymaliśmy się na placyku. Kolega dostrzegł sporo drobnych pieniędzy na żwirze i zaczął je zbierać, przemieszczając się wzdłuż drogi.
    Tyle tego miał w garści że już mu się nie mieściły. Śmiejąc się powiedziałem mu że właśnie okrada Buriackie bóstwo z jego ofiary.
    Ten gość mnie czasem zadziwia. Radzi sobie w życiu całkiem dobrze, utrzymuje rodzinę, potrafi składać i rozkładać silniki i naprawiać pojazdy, ukończył nie najłatwiejsze studia. A czasem wykłada się na tak oczywistych rzeczach.
    Obruszył się i coś poburczał pod nosem przestał zbierać monety i pojechaliśmy dalej.
    Wieczorem zatrzymaliśmy się w jakimś motelu na południowym brzegu Bajkału. Kolega nalegał na to aby się zatrzymać w takim który ma saunę.
    O zmieszchu gdy serwisowałem motocykl podszedł pewien Rosjanin.
    Zadał standardowe pytania.
    Skąd?
    Dokąd?
    Na chuj aż tam?
    Kto nam za to płaci.?
    Ile litrów ma zbiornik paliwa?

    Tak poznałem miejscowego stróża. Pilnował wielkiego parkingu dla ciężarówek które przemierzają całą Federację. Gość umiał tylko po Rosyjsku ja zasadniczo tylko po Polsku. Ale to był ten typ człowieka z którym bardzo łatwo się dogadujesz. Rozumieliśmy się tak dobrze jakby mój towarzysz mówił po Słowacku a nie w mowie Gorkiego.
    Wioska w której znajdował się nasz przybytek sprawiała dość przygnębiające wrażenie. Zapytałem się go dlaczego nie pojeździ na ciężarówkach. Odparł że tutaj ma pieniądze ciut mniejsze a w domu jest codziennie.
    On się dla odmiany był ciekawy naszego kraju i motocykli.
    Następnie zapytałem się o niedźwiedzie. Powiedział że tutaj blisko ich nie ma są dopiero sto kilometrów dalej i to one się bardziej boją ciebie niż Ty ich.
    Po chwili dodał że kolega mu ciekawy filmik przesłał na ichnim facebooku.
    A w nim.
    Na drugim palnie widać jakieś deski/drewno wszystko pod śniegiem. Kilka metrów przed kamerką stoi Rosjanin coś gada po czym patrzy się w prawo i z przerażeniem w głosie krzyczy coś w stylu "o ja pierdole" jednocześnie zaczyna uciekać, a za nim biegnie włochata kula.
    Facet przebiega obok stosów rur i gwałtownie za nimi skręca w stronę oddalonego ziła. To mu ratuje tyłek bo już niedźwiedź w biegu wysunął łapę aby go złapać, jednak uciekinier skręcił tak nagle że misiu na trzech łapach poślizgnął się i poleciał na pysk. 
    Kula szybko się podnosi i zasuwa w stronę gościa który już kończy wspinać się na pakę ciężarówki
    Futrzak stoi na tylnych łapach i coś tam jęczy po misiowemu typu chrrrr... ouuu... A Rosjanin z wysokości ubliża temu zwierzakowi.
    Oczywiście kamerzysta podąża cały czas za nimi i to całkiem blisko.
    To był tak sztampowy obraz Rosji że aż się stróża zapytałem o co tu chodzi!?

    A on odpowiedział tyko.
    -Patrz.
    Więc wpatruję się dalej w jego telefon. A na filmie gość stojący na zile, po chwili krzyczy "poszedł na chuj" do niedźwiedzia i SKACZE NA NIEGO. Jakoś tak fortunnie że chwyta go za grzbiet i przewraca na ziemie.
    Gość leży na plecach na sobie trzyma misia, futrzak jęczy i nie może się wyswobodzić.
    Film się kończy.

    Miałem zdziwioną minę bo stróż szybko zaczął wyjaśniać.
    To co widzisz na filmie to są budynki od gazociągów na północy. Ci goście kontrolują te urządzenia. Właśnie byli w jednej ze swoich małych baz terenowych gdy podbiegł ich mały pupil.
    Ten niedźwiedź to jeszcze młody miś ma jakieś 100 kg wagi. A oni go oswoili bo co przyjadą to go dokarmiają. I własnie tak się z nim bawią w zapasy.

    Nowy znajomy na odchodne jeszcze mówi że koniecznie musimy zobaczyć mumie mnicha w Ułan Ude. Podobno największa atrakcja w całym mieście, ba w całym rejonie.
    Opowiadam o tej mumii koledze podczas tego jak prażymy się w saunie. Znajomy bardzo się zapala do tego pomysłu. A sauna sama w sobie to był świetny pomysł po tylu dniach marznięcia.
    Gdy rano wyjeżdżamy znów popadywał śnieg.

    #mpetrumnigrum #podroze #motocykle
    pokaż całość

  •  

    Cześć,

    Przychodzę z poradnikiem poświęconym wyspie Sal na Cabo Verde. Wyspy Zielonego Przylądka a konkretnie jedną z jej Wysp Zawietrznych odwiedziliśmy kilka miesięcy temu. To świetne miejsce do wypoczynku z uwagi na piękne, szerokie, piaszczyste plaże, świetne miejscówki do nurkowania, jedne z lepszych na świecie spotów dla wind i kitesurferów.
    Przygotowaliśmy poradnik o tym co warto wiedzieć przed podróżą wybierając się na wyspę Sal.

    Zapraszam do kopnięcia tego ZNALEZISKA.

    Wyspa Sal - Cabo Verde - poradnik o tym co warto wiedzieć przed podróżą
    Polecam obserwację hasztagu #szalonewalizki jeśli chcesz być na bieżąco z naszym treściami

    #podroze #podrozujzwykopem #wyspyzielonegoprzyladka #caboverde #wyspasal #wakacje #turystyka #afryka #poradnik
    pokaż całość

    źródło: _DSC0619.jpg

  •  

    Cześć Mireczki i Mirabelki
    Dzisiaj krótki artykuł o perełce województwa lubuskiego Łagowie.
    Odwiedziłem go podczas mojej sierpniowej podróży po Polsce.
    Na niewielkim przesmyku między jeziorem Ciecz i Łagowskim położony jest XIV wieczny zamek joannitów, a do miasta prowadzą dwie piękne miejskie bramy.
    Zapraszam Was do znaleziska kopniecie?

    #antekpodrozuje #polska #lubuskie #lagow #podroze #podrozujzwykopem #zainteresowania #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #architektura

    Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi znaleziskami to zapraszam do śledzenia hashtagu #antekpodrozuje
    pokaż całość

    źródło: 000a.jpg

  •  

    Pamiętam jak statystyki na YouTube były publiczne. Każdy mógł zobaczyć jaka jest oglądalność danego filmu z podziałem na płeć. Wyniki?

    Pod każdym wartościowym filmem, który ma coś sensownego do przekazania ponad 80% widowni to mężczyźni. W czasie, w którym faceci uczą się pożytecznych rzeczy, różowe oglądają vlogi o torebkach, kosmetykach i lifestyle księżniczki a'la #podroze za hajs cuckolda xD.

    Wszystkie te popowe gwiazdki typu: SANAH, CLEO, DŻONAS BRADERS, DŻASTIN BIBER konsumują głównie k0biety.
    Taki wasz obraz statystyczny, p0lki - zero wiedzy i kultury.

    #p0lka #logikarozowychpaskow #blackpill #redpill #przegryw #rozowepaski
    pokaż całość

    źródło: p0lka_starter_pack.jpg

    •  

      @ziumbalapl: dla mnie ludźmi wiedzy i kultury są osoby o IQ ~115+. Bardziej w sumie wiedzy niż kultury, ale oni przeważnie konsumują "bardziej wytrawne" dzieła kulturalne niż CLEO, więc powiedzmy że kultury także.

      Jeśli oddzielisz ich kreską (tych powyżej 115 punktów) na krzywej Gaussa dla IQ kobiet i mężczyzn to zostaną ci w zdecydowanej większości mężczyźni. A gdybyś jak wcześniej mówiłem nie brał pod uwagę inteligencji emocjonalnej i językowej to jeszcze więcej.

      Im bardziej przesuniesz kreskę w prawo, czyli w kierunku wyższych IQ tym mniej kobiet tam zostanie.

      Dlatego gówno konsumują w większej ilości kobiety. Gdyby tu wprowadzić dodatkową zmienną gównianości gówna, to mogłoby wyjść po równo XD
      pokaż całość

    •  

      Dlatego gówno konsumują w większej ilości kobiety. Bo przeciętny człowiek konsumuje gówniane treści.

      @swiety_spokoj: W większej ilości =/= zero wiedzy i kultury. Mam nadzieję, że pomogłem xD

    • więcej komentarzy (87)

  •  

    Cześć Mireczki,

    Jako, że turystyka zorganizowana nie należy do moich pomysłów na wartościowe spędzenie wolnego czasu to postanowiłem, że w tym roku wybiorę się w samodzielną drogę 30 letnim samochodem po południu Europy.
    Pomysł przyszedł po Złombolu, który jest nader fajną imprezą, jednak zachowanie części napotkanych uczestników pozostawiało bardzo wiele niesmaku (ja wiem, że obowiązuje tutaj powiedzenie "na urlopie, to se czasem zakropie", ale wszystko ma swoje granice) i szczerze chciałem tego uniknąć i nadać sobie własne tempo i cele.

    Autko z którym przyszło mi zwiedzić ten cudowny kawałek naszego kontynentu to Nissan Micra K10 z 1991 roku z 50 konnym silnikiem o pojemności skokowej poniżej 1 litra. Kupiona została na trzy tygodnie przed wyjazdem w stanie "obiecującym" tj: po prawie trzyletnim postoju, nie odpalała, praktycznie bez hamulców ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Przez trzy weekendy które mogłem poświęcić przed wyjazdem zadziało się sporo pracy - odnowienie hamulców; wymiana gaźnika; wymiana zawieszenia i sporo innych punktów typowo eksploatacyjnych (zapłon; regulacja zaworów; oleje; elektryka, nowe opony). Budżet na naprawy zamknął się w 2000 zł, co jest naprawdę niewielką sumą jak na ilość części.
    Z niespodzianek - na dzień przed wyjazdem musiałem wymienić skrzynię biegów bo stara zaczęła tak okrutnie wyć, że obawiałem się czy droga do Krakowa nie będzie jedyną którą ten samochodzik pokona z wałkiem sprzęgłowym na swoim miejscu.
    W ramach tzw. "zaklinania rzeczywistości" do bagażnika trafiło trochę części zamiennych, takich kluczowych, których awaria oznaczałaby koniec podróży - alternator, drugi gaźnik, pompa paliwa, filtr paliwa, uszczelka pod głowicę itp.

    Micra pokonała na wyjeździe ponad 4500 km i zaliczyła jedną awarię - w centrum Sarajewa w godzinach szczytu, na samym środku ruchliwego skrzyżowania pompa paliwa powiedziała, że 30 lat uprawnia ją do przejścia na zasłużoną emeryturę. 30 minut pracy na trawniczku na diagnozę problemu i wymianę pompy rozwiązało skutecznie problem.

    W ramach wycieczki odwiedzone zostały: Słowacja, Węgry, Bośnia i Hercegowina, Chorwacja i Rumunia. W Rumunii punkt obowiązkowy każdego petrolheada - Trasa Transfagaraska.
    Jazda takim małym rumplem po górskich drogach z naprawdę stromymi podjazdami i zjazdami była wspaniała! Raz, że gibie się to puzdo, małe kółka i niewielka szerokość powodują brak możliwości jazdy w koleinach - słowiański tryb jazdy nabiera dzięki temu niezwykłej pikanterii.

    Kupa uśmiechu, dużo interakcji po drodze, konsternacje pograniczników i podejrzenia o przemyt narkotyków - to was moi drodzy omija gdy wybieracie zwykły, współczesny samochód nad starego grata ruszając na wakacyjny wyjazd.
    Z całego serca zachęcam Was do podróżowania takimi wozami, niezapomniane przygody gwarantowane.

    #youngtimer #motoryzacja #podroze #nissan
    pokaż całość

    źródło: IMG_0993.JPG

  •  

    Witam szanownych. Prowadzę kanał na youtube z moich emigracji. Byłem już 5 lat w Anglii, pół roku na Majorce, 2 lata w Szkocji, a teraz mam plan przeprowadzić się z dziewczyną do Francji. W międzyczasie odwiedziliśmy mojego towarzysza podróży, który rok temu postanowił przeprowadzić się do Barcelony i nagrałem z nim film, gdzie dzieli się swoimi wrażeniami z życia w tym pięknym mieście a także opowiada parę ciekawostek o nim. Mam ból tyłka, że kiedyś miałem nawet po 200 000 wyświetleń a teraz tylko 300 na film. Wiem, że wy nie owijacie w bawełnę i od razu napiszecie szczerze co myślicie o moich filmach i dlaczego waszym zdaniem się one już praktycznie nie oglądają ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    https://www.youtube.com/watch?v=qF3_Deb2sus

    #emigracja #uk #anglia #barcelona #hiszpania #francja #podroze #zwiedzajzwykopem #youtube #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: barca cover.png

  •  

    Pozdro z Czech :)

    #podrozujzwykopem #podroze #czechy

    źródło: IMG_20210918_151635_copy_1920x1440.jpg

  •  

    Jakiś czas temu robiłem tu dwa wpisy odnośnie "przygód" podczas mojej wieloletniej pracy na statkach, które zebrały kilka tysięcy plusów.
    Dziś mam wenę więc wstawię coś nowego ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Małpa alkoholik (-‸ლ)

    Od razu zaznaczam, że ja w tej historii nie brałem udziału ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Akcja działa się u naszego największego w tamtych czasach Polskiego armatora (właściciel statków).

    Musimy cofnąć się trochę w czasie więc zapinamy pasy i jesteśmy w latach 70 powszechnie nazywanych "epoką Gierka" ponurej smutniej rzeczywistości.

    Niestety nie było mi dane pływać w tych pięknych złotych latach gdzie marynarz za jeden rejs budował dom w Gdynii dzięki Levi's-om przywiezionym z USA i kawie zakupionej tonami w Brazylii (te towary były tak luksusowe w Polsce jak aktualnie Maybach). Pewnie mało kto wie, że w tamtych czasach kiedy w sklepach nic nie było marynarz był w stanie załatwić prawie wszystko (gdyż jako nieliczny podróżował bez przeszkód). Miał wizy do praktycznie wszystkich krajów. Nie wiem jak wyglądała sytuacja w innych częściach kraju ale w Trójmieście gdy chciało się coś załatwić (czego nie było w sklepach) szło się do portu i można było kupić dosłownie wszystko (ale to sprawa na inny wpis czym i jak się handlowało). ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Zwierzęta w tych latach były na statkach dozwolone. Normalną praktyką było to, że na statku znajdował się jakiś pieseł czy inne cudo. Jednak wiadomo człowiek z czasem chce więcej taka nasza natura.
    Podczas postoju statku w porcie (Wybrzeże Kości Słoniowej) nasi rodacy zakupili małpę. Ciężko mi określić jaka ona była widziałem tylko zdjęciach. Na małpach się nie znam ale było to coś pomiędzy szympansem a kapucynką więc przyjmijmy średniej wielkości "małpo-szympans" (tak wiem nie ma takiego gatunku).

    Na początku było z nią dość kiepsko (dzika nieokiełznana małpa), która jednak z czasem jakoś tam się oswoiła.
    Na statku rytm dnia jest dość mocno zaplanowany małpa krążyła więc od jednej osoby do innej i żyła sobie z całą załogą. W tych pięknych latach imprezy (te alkoholowe również) były na statku normalnością. Brak internetu, telewizji, komputerów powodował to, że załoga spędzała razem większość wolnego czasu wielokrotnie na zakrapianych imprezach.
    Zenek (imię celowo zmienione) wpadł na genialny pomysł, żeby poczęstować naszą bohaterkę alkoholem. Niestety jak można się domyślić z braku totalnie jakikolwiek obowiązków małpa zdecydowanie częściej niż załoga sięgała po kieliszek i piła na imprezach więcej niż inni. W wielkim skrócie stała się alkoholikiem... ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Sprawa była poważna ale nikt się tym raczej nie przejmował (jako tako nikt w zasadzie nie był jej właścicielem) więc nie poczuwał się by jej pomóc.

    Przyszła kolejna sobota. Wszyscy zasiedli do biesiady (na zewnątrz nadbudówki). Był wczesny wieczór. Morze tego dnia było spokojne jak jezioro a jesteśmy na środku Atlantyku.

    Oczywiście na imprezie była również omawiana wcześniej małpa. Nikt nie wiedział jaka tragedia stanie się za chwilę. Małpa zasiadła do imprezy wypiła dwa szybkie kieliszki i niespodziewanie poszła w stronę relingów (taki plotek, który zabezpiecza przed wypadnięciem za burtę).
    Tak już pewnie wszyscy wiedzą co nastąpiło dalej...
    Małpa postanowiła popełnić samobójstwo. Weszła na relingi i wskoczyła w sam środek oceanu i tyle ją widzieli. (╯︵╰,)

    Podobno była już naprawdę w stanie mocnego uzależnienia od alkoholu.

    Odpowiadam na pytanie jakie się zaraz pojawi. Pracowałem z 3 osobami (kilka dobrych lat temu), którzy byli na tej imprezie. I widziałem małpę na zdjęciach

    PS. Zaraz pojawią się też pytana na jakim stanowisku pracuję:

    https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Starszy_oficer

    #ciekawostki #alkoholizm #pracbaza #praca #polska #gruparatowaniapoziomu #podroze #podrozujzwykopem
    pokaż całość

    źródło: DXae7SxVAAI3Uco.jpg

  •  

    Wyobraźcie sobie, że lecicie na wakacje z różowym gdzie spędzicie super urlop, gdy nagle budzicie się w samolocie, wszyscy pasażerowie śpią, różowa śpi, piloci śpią, a samolot leci na autopilocie... brzmi jak scenariusz filmowy a wydarzyło się to naprawdę...

    Katastrofa lotu Helios Airways 522

    Pierwsze problemy pojawiły się o 10:30, kiedy to zawiodły próby nawiązania kontaktu z lotniskiem Elefterios Wenizelos. Po paru minutach piloci zgłosili pojawienie się problemów bazie w Larnace i był to ostatni kontakt z samolotem. Nie doszło do planowanego międzylądowania o 10:45 w Atenach, w odpowiedzi na to wysłane zostały dwa myśliwce F-16 z zadaniem zbadania sytuacji. O godzinie 11:18 pilotom F-16 udało się nawiązać kontakt wzrokowy z Boeingiem – odkryli nieprzytomnych pilotów za sterami samolotu. Katastrofa wydawała się kwestią czasu. Przez jakiś czas samolot utrzymywał się w powietrzu dzięki autopilotowi, który na skutek braku reakcji załogi utrzymywał go nad ateńskim lotniskiem. W istocie opóźniło to tylko zagładę. Piloci myśliwców zauważyli jakiś czas później w kabinie poruszającą się osobę. Mężczyzna ten sprawiał wrażenie, jak gdyby próbował przejąć kontrolę nad maszyną. Późniejsze badania DNA ciał znalezionych w kabinie dowiodły, że do kabiny pilotów wszedł steward Andreas Prodromous i to on usiłował sprowadzić samolot na ziemię. Dziś wiadomo, jak to się stało, że jedna osoba zachowała świadomość, podczas gdy obaj piloci, reszta załogi i wszyscy pasażerowie byli nieprzytomni. Wytwornica tlenu zasilająca maski, które automatycznie pojawiają się nad wszystkimi fotelami w samolocie po przekroczeniu pułapu około 3000 metrów w razie dekompresji, wystarcza bowiem tylko na kilkanaście minut. Steward natomiast posługiwał się przenośną butlą z tlenem (na pokładzie są 4 takie butle) i dzięki temu pozostał do końca przytomny. Ponadto był zawodowym nurkiem i żołnierzem sił specjalnych, a więc jego organizm był lepiej przystosowany do pracy w tak ekstremalnych warunkach. W czasie kiedy odważny mężczyzna wzywał przez radio słabym głosem „mayday” pomocy, próbował cucić 2 pilota oraz usiłował przejąć stery – lewy silnik zgasł na skutek braku paliwa. Wtedy to samolot przechylił się na lewe skrzydło i runął na ziemię w pobliżu wzgórza Grammatikos o 12:04.

    W dokumencie który oglądałem na temat tego lotu było powiedziane że jego partnerka również była przytomna i była z nim razem w kabinie pilotów... straszna śmierć.

    #podroze #samoloty
    #katastrofa #wypadek
    pokaż całość

    źródło: cypr24.eu

    •  

      @lubielizacosy: tak tak, steward był zawodowym nurkiem i żołnierzem sił specjalnych, a poza tym kierowcą autobusu, miał fabrykę na 300 osób i sam zajmował wszystkie stanowiska, taki był niesamowity@

  •  

    Podczas kończącego się jutro tripu do Bośni i Hercegowiny najbardziej urzekł mnie chyba czas spędzony na masywie Bjelasnica, w wiosce na totalnym końcu świata, do której dojazd prowadzi tak brukowaną drogą, że przejechanie 10 km zajęło mi ponad godzinę.

    Lukomir, bo o nim mowa to malutka wioska pasterska licząca sobie zaledwie kilkanaście mieszkańców z czego tylko trzech oferuje miejsca noclegowe.

    Lukomir jest przepięknie położony, tuż na zboczu, z którego rozpościera się z jednej strony widok na kanion Rakitnicy, a drugiej na szczyt Obajl. I to właśnie ten szczyt udało nam się zdobyć podczas jednodniowego trekkingu.

    Widzicie te kilka domków po prawej stronie kadru? To właśnie Lukomir widziany z Obalju.

    Szlak był przepiękny! Bardzo widokowy, ale też przede wszystkim totalnie pusty! Podczas ok. 16 km trekkingu spotkaliśmy jakieś 5 osób. W takich warunkach zupełnie inaczej odbiera się góry i całą otaczającą je przestrzeń. Trzeba tylko uważać na psy pasterskie, węże oraz dobrze przygotować sobie mapę szlaku bo oznaczenia potrafią być naprawdę słabe. Kilka razy się zgubiliśmy, a uratowała nas właśnie mapa oraz te kupki kamieni, które układają inni piechurzy. Nie niszczcie ich!

    Baaaardzo polecam Lukomir i okoliczne szlaki. Szczególnie jeśli chcecie uciec od tłumów. W komentarzach jeszcze kilka zdjęć widoczków ze szlaku, a z całego tripa do Bośni chyba zrobię osobny wpis bo ten kraj jest go wart.

    P.S. Jaka jest szansa, że w wiosce na końcu świata tego konkretnego dnia będzie nocować tylko kilka gości, a wszyscy z nich to będą Polacy? Okazało się, że bardzo prawdopodobna! Wieczór zakończył się integracją polsko-bałkańską szczególnie gdy na stół wjechała pędzona na przez naszego gospodarza rakija. (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    #podroze #podrozujzwykopem #turystyka #czujedobrzeczlowiek #gory #trekking #bosnia #balkany
    pokaż całość

    źródło: IMG_20210909_153547-01.jpeg

  •  

    Mój trekking ekstremalny w szwedzkiej Laponii.
    W szwedzkich górach, w Laponii, przeszedłem ok. 60 km w ciężkim terenie jednego dnia (od 2 w nocy do 21) bez żadnego przygotowania, był to wyczyn (nieco też wymuszony- nie miałem namiotu), który dał mi dużo dobrego, ale nie polecam tak długo iść, bo bardzo ryzykowne, dla wielu helikopter byłby potrzebny w takiej sytuacji. Z tego co wiem to nawet dla zawodowców to mega wyczyn. Nie wiem jakby to się skończyło gdybym nie miał dżemów z moroszki- bardzo chciało się jeść- np. cały dżem zjedzony za jednym razem. Następnego dnia 40 km (połowa w dość ciężkim terenie) reszta z ok. 2 tygodni, ok. 20 km dziennie w szwedzkich lasach.
    Jeszcze dodam jakby ktoś chciał wiedzieć skalę działania takiego trekkingu, bo ten jeden dzień najwięcej zadziałał- początki halucynacji, początki hipoglikemii (konieczność zjedzenia np. całego dżemu na raz), odciski utrzymujące się przez wiele miesięcy oraz potem generalna poprawa kondycji, zdrowia itd. To było nieco na północ od koła polarnego w lipcu (Park Narodowy Sarek). Temperatura w okolicach 20 stopni, dość słonecznie, ale silny wiatr w górach, który porywał plecak.

    #szwecja #laponia #sport #trekking #ciekawostki #gory #przyroda #skandnynawia #podroze #europa
    pokaż całość

    źródło: 20210720_095455.jpg

  •  

    Motomirki ale akcja (ʘ‿ʘ)

    - Jest pięć takich na świecie! - rzuca głośno wokół dystyngowany Niemiec, zaciągając ręczny i wysiadając z pięknego Wartburga cabrio
    Tuż pod zamkiem Wartburg. (sic!)
    Przechodząc płynnie w kłótnię ze sprzedawcą Thuringen Bratwurstów, bo zastawił mu furgona.
    Znaki zakazu zignorowane, wszyscy oblepili samochód obiektywami. Sytuacja jak u Andersona ;)))

    Miał rację czy fantazjował? Jaki to model?

    #motoryzacja #podroze #niemcy #pannoramixtrip
    pokaż całość

    źródło: PANA4062.jpg

  •  

    Autystyczne osowiałe kitu zasługuje na plusika?
    #koty
    #kitku
    #pokazkota
    #podroze

    źródło: IMG_20210915_163233.jpg

  •  

    Wczoraj wziąłem dzień urlopu i pojechałem z różową połazić po górach, polecam
    #gory #przyroda #podrozujzwykopem #podroze

    źródło: 20210914_160122.jpg

  •  

    Jako, że zegar biologiczny to bulwa i nie wie nic o czymś takim jak urlop to właśnie obserwuje jak budzi się do życia zakhyntos. Fotka dla atencji.
    Miłego dnia w #pracbaza ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #podroze

    źródło: ei_1631680643466.jpg

  •  

    Mirki mam problem, przyleciałem na wakacje do Hiszpanii z biura podróży Exim Tours, gdzie miałem wykupioną cała wycieczkę z przelotem, transferem, hotelem, po wylądowaniu nie czekał na mnie żaden rezydent, po dzwonieniu na telefon alarmowy biura podróży zostałem pokierowany do stoiska gdzie powinien czekać kierowca, po pół godzinie i kilku ponownych telefonach dostałem deklaracje, ze gdy weźmiemy taksówkę i paragon to firma transportowa, która miała nas przetransferować zwróci nam za taksówkę, jednak taksówkarze pronoponowali nam przejazd za 200€, których fizycznie nie mieliśmy.
    Nowopoznana koleżanka z samolotu zaaprobowała nam tranposrt wzamian za koszty podróży. Chłopak z emergency number powiedział, ze powinni nam zwrócić za to, po tym telefonie przestał odbierać i wyłączył telefon.
    I teraz o 1.13 stojąc w obcym kraju w Barcelonie nie wiem co robić.
    Poradzicie coś? #podroze #podrozujzwykopem #wakacje #wakacje.pl #hiszpania
    pokaż całość

  •  

    A ja dalej nad morzem odpoczywam. Jest ciepło tylko trochę śmierdzi.
    #podroze #morze #pijzwykopem #alkoholizm #mojezdjecie #fotografia

    źródło: 20210914_191843.jpg

  •  

    Siema Miruny, dzisiaj spełniłem jedno ze swoich podróżniczych marzeń i skoczyłem z 25 metrowego Starego Mostu w Mostarze. Wobec tego #chwalesie

    #podroze #podrozujzwykopem #balkany #bosnia

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: streamable.com

  •  

    Na zewnątrz śnieg sypie a ja pod dachem ognisko sobie robię ( ͡° ͜ʖ ͡°) tak się żyje na #finlandia #podroze

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20210914_145900.jpg

  •  

    W nawiązaniu do mojego wcześniejszego wpisu tutaj proszę Was o pomoc, bo booking sobie leci w ch*** :(

    Zgodnie z propozycją jednego mirka, od razu zadzwoniłam na infolinię Bookingu (wisiałam na infolinii niemal 40 minut) i od konsultanta otrzymałam informację, że jeżeli właściciel w ciągu 30 minut nie wyjaśni sytuacji, to mam zagwarantowany nocleg zastępczy przez booking, a różnica kosztów zostanie mi zwrócona. Zadzwoniłam też do właściciela, numer dostałam od biesiadujących mężczyzn, którzy zajęli całe mieszkanie (w tym mój zarezerwowany pokój) i poinformowałam go, że ma się skontaktować z bookingiem.

    Po 30 obiecanych minutach dzwoni do mnie konsultant, anuluje moją rezerwację w obiekcie i szuka mi nowego noclegu. Okazuje się, że nie ma żadnego miejsca w podobnej cenie, więc potrzebuje on zgody przełożonego na rezerwację droższego obiektu dla mnie.

    W tym czasie dzwoni do mnie właściciel pierwotnego obiektu i mówi, że nasz pokój jest posprzątany (było to około 1,5h od momentu kiedy powinniśmy już być zameldowani w tym miejscu) i wpuszcza nas do obiektu. W powietrzu unosił się fetor wymiocin ludzi, którzy zajęli przede mną mieszkanie, kanapa, na której miałam spać była brudna, ściany były całe ubrudzone, pod prysznicem był grzyb - czyli pokój nie był przygotowany na mój przyjazd. Właściciel uciekł w zgiełku rozmów gości.
    Razem z partnerem opuściliśmy obiekt. Dostaliśmy również maila od bookingu, że mamy udać się do hotelu na drugim końcu miasta, zarezerwować pokój, a różnica kosztów zostanie nam zwrócona.

    Gdy zapłaciłam za pokój w nowym hotelu (w tym momencie byłam obarczona podwójnie kosztami noclegu - pierwszego, którego właściciel nie był w stanie wywiązać się z umowy oraz drugiego, który wybrał i zarezerwował za mnie pracownik booking.com i wykraczał poza moje oczekiwania cenowe, a jego koszt obiecano mi zwrócić), sprawdziłam maila i dostałam wiadomość od bookingu, że właściciel pierwszego obiektu nie odda mi różnicy kosztów (czyli około 530zł!!!!!!), ponieważ przebywaliśmy w obiekcie.

    Od dwóch dni piszę maile do bookingu i mam zero odpowiedzi - wysłałam im maile, które potwierdzają zobowiązania do oddania mi pieniędzy, a także anulowanie pierwszego noclegu przez pracownika bookingu.

    Żeby było jeszcze śmieszniej, to obiekt, w którym miałam zarezerwowany pokój nie widnieje w Rejestrze Centralnego Wykazu Obiektów Hotelarskich (https://turystyka.gov.pl/cwoh), więc funkcjonuje nielegalnie, pomijając już fakt, jak bardzo standard tego miejsca odbiegał od standardu pokazanego na zdjęciach.

    Załączyłam parę zdjęć, w jakim stanie zastałam pokój. ( ͡º ͜ʖ͡º)
    Na bookingu ten obiekt ma sporo ocen 10/10 bez żadnego komentarza, ciekawe...

    Jestem wdzięczna za każdą poradę, co jeszcze mogę zrobić w tej sytuacji.

    #kiciochpyta #prawo #booking #podroze #podrozujzwykopem #pytaniedoeksperta
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2021-09-14 at 13.36.45.png

  •  

    Blok P – blok mieszkalny w Nuuk, największy obiekt mieszkaniowy stolicy Grenlandii. Miał długość około 200 metrów i składał się z 6 kondygnacji. Zamieszkiwał w nim około 1 procent całej populacji wyspy.

    W latach 50. i 60. XX wieku w ramach duńskiego eksperymentu zaczęto budować w miastach blokowiska i przesiedlać do nich mieszkańców nadmorskich osad, m.in. do bloku P w Nuuk. Wielu dawnych myśliwych musiało się nagle przestawić z łowieckiego trybu życia, który wiedli w swoich osadach, na ciasne mieszkanie w mieście, gdzie byli zmuszeni pracować w trybie zmianowym w przemyśle rybnym lub byli skazani na korzystanie z pomocy społecznej. W wyniku utraty niezależności życiowej wielu z nich zaczęło szukać wsparcia w alkoholu i innych formach ucieczki od problemów, co przekłada się na złą reputację bloku P.

    Kiedy został zbudowany, był to największy obiekt budowlany w Królestwie Danii. Wielkość i rozkład mieszkań były całkowicie nieodpowiednie dla stylu życia Eskimosów, z wąskimi drzwiami utrudniającymi lub czasami uniemożliwiającymi wejście i wyjście w grubych ubraniach w chłodne dni, a zwykłe szafy w europejskim stylu były zbyt małe, aby przechowywać sprzęt wędkarski. Ten sprzęt był następnie przechowywany na balkonach, blokując wyjścia przeciwpożarowe i stwarzając zagrożenie dla bezpieczeństwa. W pierwszych latach pojawiły się drobne problemy z krwią, która zatykała drenaż. Wynikało to z tego, że rybacy korzystali z jedynego dostępnego rozsądnego miejsca do krojenia połowu: wanien.

    Warto dodać, że do czasu budowy bloku P problemy takie jak alkoholizm, domowa przemoc praktycznie nie występowały na terenie Grenlandii. Wśród mieszkańców zaobserwowano gwałtowny wzrost depresji oraz samobójstw.

    W 2012 roku został wyburzony. Uchodził za najniebezpieczniejsze miejsce na terenie wyspy.

    #ciekawostki #podroze #gruparatowaniapoziomu #depresja
    pokaż całość

    źródło: 1280px-Greenland_11,_Nuuk,_Blok_P.JPG

  •  

    Film pod tytułem "spełniam marzenie". Jakiś młodzieniec przejechał 500km żeby wejść na szkolną

    Major nawąchany jak zwykle sądząc po wyrazie twarzy

    Lista frajerów spod bramki została zaktualizowana

    #kononowicz #podroze #marzenia #patostreamy

    źródło: youtube.com

  •  

    Dlaczego Ci Polacy kurwa stoją na środku 15 minut zanim podstawią rękaw i otworzą drzwi? XD
    To samo w kolejkach do gate. W żadnym innym kraju tego nie widziałem tylko w tym lesie.

    #pytanie #podroze #polacy

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_6228.JPG

  •  

    Ostatnie ciepłe dni w Tatrach wykorzystane, akurat złożyło się, że mogłem przetestować nowy obiektyw Sony 16-35mm f/4 Carl Zeiss, więc zarzucam wam moją serię zdjęć

    Sprzęt: Sony A7 + Sony 16-35mm f/4 Carl Zeiss

    Zdjęcia udostępniam z prawem do dowolnego udostępniania i wykorzystywania na własny użytek (wyłącznie niekomercyjny)

    Poniżej: Smreczyński Staw

    #tworczoscwlasna #fotografia #tatry #gory #podroze #podrozujzwykopem
    pokaż całość

    źródło: DSC01265.jpg

  •  

    Boga nie ma? To jak wytłumaczycie to? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Bonusy w komentarzach xD

    pokaż spoiler źródło: Facebook.com/Gurumotive


    #motoryzacja #podroze #podrozujzwykopem #heheszki #samochody #opel #samochodyzusa #ciekawostki #usa #wtf pokaż całość

    źródło: 241801436_401762908011632_5829996637438236855_n.jpg

  •  

    Było się ostatnio w #odessa i postanowiłem polatać trochę po słynnych miejscach. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Tutaj macie słynne Schody Potiomkinowskie o wschodzie słońca.

    jak się będzie podobać wrzucę kilka innych fotek.(╭☞σ ͜ʖσ)╭☞

    pokaż spoiler #podroze #podrywajzwykopem #drony #fotohistoria #ukraina #zabytki #dji #mavicair2 #tworczoscwlasna
    pokaż całość

    źródło: DJI_0838-HDR.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #podroze

0:0,0:1,0:3,0:1,1:2,0:2,0:3,0:1,2:2,0:0,0:1,0:1,0:2,1:2,2:1

Archiwum tagów