•  

    Dlaczego zdjęcia w Botswanie okazały się zdecydowanie najtrudniejsze ze wszystkich, które dotychczas zrealizowałem?

    - Temperatura 40°C. Szczególnie uciążliwe były godziny 12-15. Właściwie nie dało się pracować przed kamerą. Nawet miejscowi ukrywali się przed słońcem.
    - Sucho. BARDZO sucho. Przez pierwsze 3-4 dni nie pomagały nawet duże ilości wody. Gardło cały czas na granicy wytrzymałości.
    - Brak możliwości nagrywania po zapadnięciu zmroku. Po pierwsze - ciemno (to nie Hongkong - w Botswanie nie ma drapaczy chmur, które oświetlają miasta). Po drugie - ryzyko utraty sprzętu.
    - Biali ludzie - sensacja. Biali ludzie z kamerą - spora sensacja. Biali ludzie z kamerą, w tym jeden prezenter, który mówi w jakimś dziwnym języku - ogromna sensacja. Cytaty: „nie nagrywaj mnie”, „po co to nagrywacie”, „macie zgodę?”, „nie możesz nagrywać to jest nielegalne”. Nie mieli racji, ale co z tego - byli oburzeni i byli u siebie.
    - Monotematyczne kadry. W botswańskich miastach nie ma właściwie żadnych atrakcji. Dwie główne ulice, sklepy i samochody - tyle. Reszta to morze podobnych do siebie domków. Co tu nagrywać, skoro 90% powierzchni miasta wygląda tak samo?
    - Na terenach atrakcyjnych wizualnie pod kątem przyrodniczym - sporo niebezpiecznych zwierząt. Z rzeki może wyłonić się krokodyl, a w okolicach miasta może pojawić się słoń - trzeba być w gotowości do ewakuacji.
    - Pech. Deszcz pojawił się w dniu naszego przyjazdu na safari.

    Do tego sporo innych drobnostek, o których długo mógłbym pisać. Jednak... daliśmy radę! Na 99% powstaną dwa, szerokie, prowadzone przede mnie odcinki z Botswany!

    Premiera: jesień 2019.

    #pokonactv
    pokaż całość

    źródło: 1.jpg

  •  

    Pocztówka z Botswany #rozdajo ( ͡° ͜ʖ ͡°) Wystarczy plusik, wyniki w środę. Wykupiłem wszystkie, jakie były dostępne w kilku miastach - mam 43 sztuki ( ͡° ͜ʖ ͡°) Resztę ogłosiłem wśród widzów mojego programu, na moim facebooku - zostało kilkanaście sztuk. Poszukam jeszcze w stolicy.

    PS. Nie trzeba być widzem mojego programu, żeby zamówić pocztówkę - kobiety na poczcie w Botswanie nawet tego nie sprawdzają ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #pokonactv #afryka
    pokaż całość

    źródło: bw-postcard.jpg

  •  

    Internauta o mnie: „To nie jest Youtuber. To profesjonalnie zrobiony materiał. Ciekawe, kto wyłożył na to pieniądze” ( ͡€ ͜ʖ ͡€)

    Do Botswany wyruszamy za nieco ponad dwa tygodnie. Tymczasem mała sprawa organizacyjna związana z powyższym cytatem.

    Mimo, że ciągle raczkuję jako twórca internetowy, to tego typu komentarze raz na jakiś czas wracają (inny, mój ulubiony to „kolejne sztucznie wypromowane g***o”). Dorzucam jeszcze jeden film z mojej emigracji do UK - tutaj. Na YouTubie jest dostępny również mój vlog z emigracji - Szkocja, czyli jak zarobiłem na program. Tak powstała pierwsza seria programu. Na drugą środki zebrałem na portalu Polak Potrafi.

    Zapewne większość z Was zna już moją historię, ale dla porządku zebrałem to wszystko w jednym miejscu - w razie czego w przyszłości będę odsyłał np. do tego wpisu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Za 18 dni rozpoczynamy maraton podróżniczy. Trzymajcie kciuki!

    #pokonactv
    pokaż całość

  •  

    Obskurne budynki w pięknym Hongkongu

    Kilka słów o wyglądzie HK. Temat warunków mieszkaniowych już poruszałem. Tym razem trochę o samej zabudowie. Przed pierwszą wizytą w Hongkongu wielokrotnie widziałem zdjęcia przedstawiające obskurną zabudowę w najstarszych częściach miasta. Spodziewałem się, że w tych dzielnicach bieda będzie widoczna na pierwszy rzut oka. Tymczasem liczne spacery przyniosły zupełnie inne wrażenia. Owszem - budynki wyglądały źle, jednak cała reszta - zupełnie normalnie. W miarę dobre samochody, normalnie ubrani ludzie, sklepiki, punkty usługowe, grupki dzieciaków w mundurkach szkolnych. Normalne, codzienne życie. Zapewne mieszkańcy żyją na trochę niższym poziomie, niż „zwykli mieszkańcy” HK, którzy mieszkają głównie w blokach, ale naprawdę nie zauważyłem biedy. Skojarzyło mi się to z zaniedbanymi kamienicami w niektórych Polskich miastach. Część z nich wygląda fatalnie, ale to przecież nie oznacza, że rodziny, które w nich mieszkają są biedniejsze, niż te, które mają mieszkania w bloku z odnowioną elewacją na zewnątrz. Nie wiem, czy to na pewno trafna analogia, ale tak to wyglądało z poziomu ulicy. Uliczki pomiędzy budynkami były czasami bardzo zaśmiecone, jednak trzeba również odnotować fakt, że Hongkong i tak wygląda dużo lepiej, niż miasta w Chinach Kontynentalnych.

    #podroze #hongkong

    Zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 02.jpg

  •  

    Ludzie żyjący w klatkach - mroczny sekret Hongkongu

    Przed pierwszą wizytą w Hongkongu bardzo interesowałem się tym miejscem. Chciałem poznać każdy aspekt funkcjonowania „stolicy światowego kapitalizmu”. Godzinami czytałem artykuły i oglądałem kolejne dokumenty. Najbardziej poruszające były te, które skupiały się na warunkach życia najbiedniejszych. Przerażające fotografie, szokujące dane i chwytające za serce relacje. Ludzie żyjący w klatkach dwa metry na metr, za które muszą co miesiąc płacić równowartość 200-300 dolarów amerykańskich (sic!), obskurne kabiny mieszkalne i dzika zabudowa na dachach wieżowców. Jak wiecie interesują mnie najbogatsze miejsca na świecie, jednak ten temat tylko pozornie nie pasuje do profilu mojej działalności. Miejsca, które odwiedzam staram się prezentować od A do Z, więc skoro w tak bogatym mieście dzieje się coś tak niepokojącego, to chciałem to zobaczyć i przede wszystkim zrozumieć. Okazało się, że dotarcie w takie miejsca nie jest łatwe. W poprzednich tekstach pisałem, że większość mieszkańców Hongkongu żyje normalnie, także to nie jest tak, że pół godziny po przylocie do Hongkongu można od ręki znaleźć skrajną biedę na ulicach. Trzeba mieć rozeznanie i kontakty. Pytałem o to mojego przewodnika. Stwierdził, że jest to zjawisko marginalne i nie da się tak po prostu wejść z ulicy w takie miejsca.

    Konkrety. O jakim problemie mowa? W jednym z najbogatszych miast świata najbiedniejsi żyją w tragicznych (w pełnym tego słowa znaczeniu) warunkach. Mowa o tzw. „cage homes” i „cubicle homes” (klatki i kabiny mieszkalne). Rzadziej mówi się o „rooftop slums” (dzika zabudowa na dachach). Ile ludzi żyje w takich warunkach? Hongkong liczy 7,4 mln mieszkańców. W klatkach w 2007 roku mieszkało ok. 50 000 osób. W kabinach? Ciężko oszacować. Kiedyś spotkałem z szacunkiem „kilkaset tysięcy osób”. Myślę, że był on przesadzony. Według SoCO (Society for Community Organisation) w Hongkongu w „nieodpowiednich warunkach” żyje ok. 100 000 osób. Wychodzi na to, że co najmniej 1% populacji ma poważny problem z dachem nad głową. Dla porównania - w Polsce mamy ok. 35 000 bezdomnych (niecałe 0,1% populacji). Niestety nie wiem ile osób w naszym kraju żyje w fatalnych warunkach, bo najpierw należałoby to jakoś zdefiniować, a później policzyć. Nie ma u nas takiego problemu z powierzchnią, ale na pewno nie brakuje ludzi, którzy żyją w różnego typu ruderach. Czy również będzie to 1%? Chyba nie. Wydaje mi się, że trochę mniej, ale to tylko moje przeczucie. Tak czy inaczej - wychodzi na to, że w Hongkongu ten problem jest duży, jednak nie ekstremalny.

    Czy winny jest rynek? W Hongkongu ziemię kontroluje rząd. Budownictwo publiczne to według różnych szacunków to od 30 do 50 procent wszystkich budynków mieszkalnych. Jak widać - sporo w tej dziedzinie interwencji rządu. Wydaje mi się, że tutaj nie chodzi o za dużo albo za mało wolnego rynku. Hongkong jest po prostu ekstremalnie przeludniony. Bogaci muszą płacić rekordowe kwoty za apartamenty, zwykli mieszkańcy muszą płacić rekordowe kwoty za najzwyklejsze mieszkania, a najbiedniejsi muszą płacić rekordowe kwoty za najgorsze mieszkania. Dostaje się wszystkim, tylko w przypadku kilku procent najbiedniejszych problem jest najbardziej widoczny i poruszający.

    Tak jak wspomniałem na początku (i w drugim odcinku mojego programu) - bolączki hongkońskiego rynku nieruchomości to obszerny i bardzo złożony problem. Podejrzewam, że aby zrobić o tym rzetelny reportaż filmowy, musiałbym poświęcić tyle, ile poświęciłem na cały Hongkong. Niestety - zabrakło zarówno czasu, jak i budżetu. Może kiedyś. Polecam wbić w Google „cage homes” i „cubicle homes”. Na YT dawno temu widziałem ciekawy dokument „Once Upon a Rooftop | Real Stories Category | PBS Online Film Festival”.

    Na zdjęciach osiedle Quarry Bay. Wygląda źle, jednak to akurat nie jest dzielnica mieszkań w klatkach i kabinach.

    #hongkong #podroze #ciekawostki

    Zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 01.jpg

  •  

    Luksus po hongkońsku, czyli ekskluzywne osiedle dla klasy średniej i najbogatszych.

    Zapewne każdy przynajmniej raz widział zdjęcia, które przedstawiają blokowiska i warunki życia najbiedniejszych w Hongkongu. Najbardziej znane w tej kategorii jest osiedle „Quarry Bay” zaprezentowane w filmie „Transformers: Wiek zagłady”. Nie jest ono najgorsze (zaobserwowałem tam normalne życie, a nie skrajne ubóstwo), jednak wygląda bardzo specyficznie - właściwie to pełni rolę atrakcji turystycznej. Tam cały czas ktoś robi zdjęcia - stąd jego popularność. Jednak dzisiaj na tapecie bogactwo, a nie bieda.

    Zwiedzając Hongkong zależało mi, żeby zobaczyć pełen przekrój - biedę, typową zabudowę oraz dzielnice klasy średniej i najbogatszych. Ciekawym połączeniem w tej ostatniej kategorii okazało się osiedle Riva (Nowe Terytoria, czyli północna część HK, prawie przy granicy z Chinami). Znajdują się tam szeregówki, dwu-trzy piętrowe budynki oraz bloki (do 20 pięter, czyli niewiele jak na Hongkong - standard to 30-40 pięter). Mój przewodnik powiedział, że na tym osiedlu mieszka zarówno klasa średnia (bloki), jak i najbogatsi (domki).

    Pierwszy raz w życiu widziałem tak dużo przepychu na osiedlu wielorodzinnym. Na zewnątrz piękny ogród. W tym przypadku chyba powinienem użyć słowa „idealny”, bo naprawdę nie wiem, jak inaczej miałyby wyglądać tereny rekreacyjne na osiedlu wielorodzinnym. Sporo miejsca, perfekcyjnie przystrzyżone trawniki i drzewka, do tego oczka wodne, ławki, alejki i dodatki typu miejsca na grilla (nowy sprzęt, dostęp do wody i prądu). Baseny też są - zarówno pod gołym niebem, jak i w budynku. Jeszcze ciekawiej wyglądało wnętrze, czyli tzw. „club house”. Na wejściu recepcja, a dalej kolejne, tematyczne sale. Biblioteka, sala bilardowa, mała hala sportowa, siłownia, pomieszczenia rekreacyjne dla dzieci, sala z komputerami. Wszystko nowe i zadbane. W garażach najnowsze modele samochodów - najczęściej Tesla, Aston Martin, Ferrari, Mercedes.

    To wszystko w miejscu, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu stawało na nogi po trudach II wojny światowej i było budowane głównie przez biednych imigrantów z południowej części Chin.

    Zdjęcia z wnętrza to de facto stop-klatki z przebitek filmowych. Nie chciałbym publikować cudzych zdjęć, dlatego jeżeli ktoś chciałby zobaczyć nieco więcej - wystarczy wpisać w Google Grafika np. „riva hongkong clubhouse”.

    #hongkong #ciekawostki #podroze

    Zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 01.jpg

  •  

    TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM. Część 14/60.

    (Marzec 2016) Tak wygląda zmęczony człowiek. W sumie to tak wygląda trzech zmęczonych ludzi, ale jeden szczególnie - chyba nie muszę wskazywać który. Scena ma miejsce w Shenzhen - odpoczywamy po całym dniu zwiedzania. Zapewne rzuca się w oczy bałagan na stole - o tym za moment, najpierw otoczenie. Znajdujemy się w mieście, które liczy 10 milionów mieszkańców. Tak jak wspominałem w chińskim odcinku mojego programu - Shenzhen to pierwsza specjalna strefa ekonomiczna. Jakby nie było - kojarzy się to z wielkim światem, jednak pod tą knajpą czułem się trochę niczym na polskiej prowincji. Taka trochę krzyżówka wiejskiego festynu i małego, rodzinnego biznesu. Absolutnie nie chcę nacechować tego miejsca negatywnie, czułem się tam bardzo dobrze. Może zasadniej będzie użyć słowa „swojsko”. Obsługiwało nas 2, może 3 osoby - prawdopodobnie rodzina. Wnioskuję po... biegających wokół, pełnych energii dzieciakach. Dzieci, jak to dzieci - knajpy może nie byłyby w stanie poprowadzić, ale są w stanie pomagać - czasami biegały bez celu, a czasami rzeczywiście pomagały - coś przyniosły, coś odniosły, kogoś zawołały. Wokół dużo ludzi, gwar i muzyka w tle. Niby nic szczególnego, ale jednak scenka ma miejsce w środku osiedla w dziesięciomilionowym mieście. Próbuję sobie to wyobrazić w Warszawie, jednak naprawdę nie potrafię. Być może się mylę i rzeczywiście można w dużych polskich miastach spotkać takie widoki, ale na pewno nie na taką skalę. Jak widać - inaczej się żyje i pracuje po chińsku. Nie oceniam, czy to lepiej, czy gorzej - jest po prostu inaczej. Co z wspomnianym wcześniej bałaganem? W chińskich warunkach to żaden bałagan. Co prawda przy stole nie ma ani jednego Chińczyka, jednak dwa tygodnie w Chinach zrobiły swoje - z kim przystajesz, takim się stajesz. W Państwie Środka posiłki spożywa się bardzo... hm... po naszemu trzeba by to określić „niekulturalnie”, jednak tam obowiązują nieco inne normy. Nazwijmy to „jesz jak chcesz” - nikt nie zwróci uwagi, że jedzenie spadło na podłogę, albo, że ktoś splunął przy stole. Nie zawsze i nie wszędzie, ale często tak to wygląda. Co kraj, to obyczaj.

    #chiny #podroze

    Przy okazji zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 01.jpg

  •  

    TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM. Część 11/60.

    (Marzec 2016) Wizyta w chińskiej fabryce mebli. Na wstępie chciałbym ponownie podkreślić, że jest to jedynie moje, subiektywne odczucie związane z wizytą w jednym zakładzie produkcyjnym w Chinach. Wiem, że zaznaczałem to już kilka razy, jednak sporo osób czyta archiwum wyrywkowo. Przejdźmy do meritum. Zapewne niejednokrotnie zdarzyło Wam się spotkać z „tajemniczymi” opisami fabryk w Azji - materiały z ukrytych kamer i zdjęcia w słabej jakości. My nie mieliśmy żadnego problemu z wstępem do fabryki. Właściwie to mogliśmy samodzielnie zwiedzić każdy zakamarek. Biały Chińczyk po prostu przywiózł nas na miejsce i było mu kompletnie obojętne, gdzie chodzimy i co nagrywamy. Zresztą - on sam wielokrotnie opisywał to miejsce na swoim blogu i prezentował w filmach na YouTubie (kanał „Po świecie - Asia bialychinczyk”). Jeżeli chodzi o wygląd tego zakładu produkcyjnego, to wydaje mi się, że nie różnił się od polskich odpowiedników. Hale, maszyny i całkiem sporo miejsca - nic w tej kwestii nie raziło w oczy. Najzwyklejsza firma produkcyjna.Pozytywnie wyróżniała się ilość towaru. Jeżeli wierzyć relacjom, które wtedy usłyszeliśmy, to meble cały czas schodziły. Przed zakładem, na paletach i pod plandekami leżało całkiem sporo towaru - podobno nie chodziło o to, że nie można znaleźć kupców, tylko o to, że towar czeka na transport, a lada chwila jego miejsce zajmą kolejne palety. Krótko mówiąc - firma działa prężnie, chociaż kilka lat wcześniej było jeszcze lepiej. Nie wiem jak wypada porównanie z normami stosowanymi w Europie, tzn. maszyny, ilość miejsca, kwestie typu wentylacja, zabezpieczenie anty-pożarowe i tak dalej - nie znam się na tej dziedzinie, więc nie będę stawiał żadnej tezy. Z perspektywy zwykłego człowieka, który miał okazję po prostu wejść do zakładu produkcyjnego wyglądało to normalnie. Podejrzewam, że BHP-owcy wykształceni w Europie mogliby mieć sporo zastrzeżeń (skoro nawet w Polsce często je mają). Bardzo żałuję, że nie byliśmy wtedy dobrze przygotowani w kwestiach dziennikarskich (zarówno jeżeli chodzi o sprzęt, jak i kwestie merytoryczne) - mógłby powstać świetny, wręcz ekskluzywny materiał prosto z chińskiej fabryki. Jedyne co udało się nagrać, to sceny, które mieliście okazję zobaczyć w czwartym odcinku programu Ten Świat Jest Nasz. W następnej części napiszę trochę o warunkach pracy.

    #chiny #podroze

    Przy okazji zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 01.jpg

  •  

    TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM. Część 10/60.

    (Marzec 2016) Wizyta na luksusowym osiedlu w Chinach. Przyznam szczerze, że dosyć zaskakująca. To, co kryło się pod słowem luksus wyglądało inaczej, niż prawdopodobnie wyobraża sobie większość osób w świecie zachodu. Podejrzewam, że prawie każdy spodziewałby się na takim osiedlu głównie domów z basenami, idealnie przystrzyżonych trawników, czy perfekcyjnie zaprojektowanych ogrodów. Sam nie pamiętam, co myślałem, kiedy jechaliśmy limuzyną w stronę osiedla, jednak bez wątpienia - nie tego się spodziewałem. Owszem - od razu było widać, że jesteśmy w bogatej części miasta. Domy były duże i ładne, a okolica w miarę zadbana - był to zdecydowanie inny widok, niż szare blokowiska, które opisałem w jednej z poprzednich części. Ale... nie było to idealnie dopieszczone. W ogrodach - trochę chaotycznie, w oknach - dziwnie pusto, a w okolicy - nad wyraz spokojnie. Będąc szczerym - nie pamiętam, czy udało mi się spotkać jakiegokolwiek sąsiada. Zagadka wyjaśniła się bardzo szybko - podobno nawet połowa tych domów stała pusta! Zostały wykupione przez bogatych Chińczyków wyłącznie w celach inwestycyjnych. Był to więc kolejny mechanizm funkcjonujący w chińskiej gospodarce, który miałem okazję zobaczyć gołym okiem. Inwestowanie na rynku nieruchomości jest w Chinach bardzo popularne - to dlatego, że naprawdę ciężko pomnożyć tam swój majątek okładając pieniądze na lokatach, czy inwestując w obce waluty (bardzo niskie zyski, lub nawet brak zysków). Wielu Chińczyków nie ufa również giełdzie - 10 lat temu miało miejsce załamanie w którym mnóstwo osób straciło oszczędności. To dlatego wszyscy interesują się nieruchomościami. Eksperci od lat wróżą, że bańka lada chwila pęknie. Kiedy? Nie mam pojęcia, jednak widok w połowie pustego osiedla daje do zrozumienia, że rzeczywiście coś jest na rzeczy.

    #chiny #podroze

    Przy okazji zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 01.jpg

  •  

    TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM. Część 9/60.

    (Marzec 2016) Bujamy się po Chinach limuzyną. Ale po kolei... Bardzo chciałem odwiedzić chińską fabrykę - powody były dwa. Po pierwsze - chciałem zobaczyć jak wygląda najzwyklejszy chiński zakład produkcyjny (tzn. czy różni się od polskiego). Po drugie - chciałem nagrać tam ujęcia do odcinka, aby pokazać jak wygląda „made in China” od kuchni. Nasz przewodnik Adam powiedział, że „da się zrobić”. Okazało się, że możemy odwiedzić jego znajomego - Białego Chińczyka. Pan Jan, bo o nim mowa, od prawie 10 lat prowadzi bloga o Chinach (google: Biały Chińczyk). Gorąco polecam osobom, które chcą poznać prawdziwe Chiny. Nie jest to typowy blog na temat studenckiego życia, albo atrakcji turystycznych. Autor dorobił się w Chinach własnej fabryki (teraz chyba ją dzierżawi, albo nawet została sprzedana - nie jestem na bieżąco), mieszka w Państwie Środka od około 20 lat i założył tam rodzinę. Wracając do naszej historii... Będąc w Shenzhen udało się potwierdzić naszą wizytę - zostaliśmy zaproszeni do Heshan. Adam powiedział, że Biały Chińczyk odbierze nas z dworca limuzyną. Uwierzyłem mu - kojarzyłem Białego Chińczyka, tzn. wiedziałem kim jest Pan Jan i czytałem wcześniej jego bloga. Inaczej zareagowali moi koledzy - myśleli, że sobie żartujemy. W końcu dotarliśmy do Heshan, wyszliśmy z dworca i... czekała tam na nas limuzyna, czerwony dywan i szampan. Biały Chińczyk żałował, że nie wiedział o naszej wizycie wcześniej - wspomniał, że wtedy zamówiłby jeszcze orkiestrę. Obserwowało nas około stu przypadkowych przechodniów, którzy zgromadzili się wokół limuzyny i czekali, aby zobaczyć dla kogo to przyjęcie. Do dzisiaj wspominam to wydarzenie z uśmiechem na twarzy. Nie mieliśmy doświadczenia w „gwiazdorzeniu”, więc w roli gwiazdy postawiliśmy Adama. Skierowaliśmy w jego stronę obiektywy, więc ciężar bycia w centrum uwagi spadł na niego. Sympatyczny początek zwiedzania Chin od nieco innej strony. W kolejnych częściach - luksusowe osiedle i fabryka.

    #chiny #podroze

    Przy okazji zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 01.jpg

  •  

    TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM. Część 8/60.

    (Marzec 2016) „Chińskie bydlaki” - takie określenie kojarzy mi się z chińskimi miastami. Beton, beton i jeszcze raz beton. Nasza wizyta w Chinach miała miejsce w marcu, także nie był to szczególnie słoneczny okres. Właściwie przez całe dwa tygodnie spędzone w Chinach pogoda była taka, jak na zdjęciu. Do tego oczywiście znany na całym świecie chiński smog. Te dwa elementy sprawiły, że chińskie miasta zapamiętałem jako szare i dosyć smutne. Jest to oczywiście moje, subiektywne odczucie - w Chinach nie brakuje nowoczesnych osiedli, a pogoda jak wszędzie - bywa lepsza i gorsza. W chińskim odcinku mojego programu wspominałem o masowej migracji ludności ze wsi do miast. Takie stwierdzenie wymaga oczywiście źródła w postaci statystyk, jednak śmiało można powiedzieć, że w Chinach widać to gołym okiem. Wszędzie plac budowy - bloki, bloki i jeszcze raz bloki. Standardowo od 20 do 30 pięter. W pamięci utkwiła mi kilkudziesięciominutowa podróż taksówką - z naszego osiedla na kampus uniwersytecki. Nasz przewodnik wspominał na początku, że będzie to dosyć długa podróż - pod, a nawet za miasto. Pomyślałem, że w końcu zobaczę trochę pozamiejskiego krajobrazu. Myliłem się. Za oknem cały czas kolejne osiedla. O ile pamiętam, to jeden z nas rzucił w taksówce „ile jeszcze tych bloków”. Usłyszeliśmy „cały czas będą”. Na koniec tego krótkiego wspomnienia dodam, że urbanizacja w Chinach nie zwalnia tempa. Teraz w miastach mieszka niecałe 60% ludności. Za 7-8 lat ma to być 70%!

    #chiny #podroze

    Przy okazji zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 01.jpg

  •  

    TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM. Część 7/60.

    (Marzec 2016) Kontynuujemy chińską przygodę. Mała uwaga - wszystkie chińskie wpisy (tzn. od tego do ostatniego) nie będą już prezentowały kolejnych wydarzeń chronologicznie. Opiszę kilka zjawisk, obserwacji i osobistych doświadczeń, które zapamiętałem dosyć dobrze, jednak niekoniecznie pamiętam ich kolejność. Tym razem na tapecie drobna chińska gastronomia z mojej perspektywy. Podkreślam, że jest to jedynie osobista obserwacja, a więc to tylko tzw. dowód anegdotyczny. Jak to w końcu jest z tą drobną chińską gastronomią? Czy można tak po prostu wyjść na ulicę i sprzedawać co tylko się chce? Teoretycznie - nie. Wspominałem o tym w czwartym (chińskim) odcinku programu. W Chinach wszystko jest unormowane prawie, istnieje również odpowiednik naszego sanepidu. Jednak równocześnie istnieje bardzo duża szara strefa, która przejawia się między innymi w postaci drobnej, ulicznej gastronomii. Zaskoczyło mnie, ze uliczni handlarze oferują niekiedy swoje usługi nawet w ścisłym centrum miasta, obok luksusowych punktów handlowych (patrz zdjęcie). Naprawdę ciekawy obrazek - na pierwszym planie coś w rodzaju food-tracka, na drugim widowiskowy budynek w samym centrum ponad 2 milionowego miasta (na parterze tego budynku zapamiętałem salon Rolls-Royce). Nie byłoby w tym nic sensacyjnego, jeżeli chodziłoby o jeden, czy dwa takie punkty - w końcu w Polsce też możemy je spotkać, często również w centrach miast i przy ważnych punktach. Chodzi o to, że w Chinach jest tego zdecydowanie więcej. Wydaje się również, że ci ludzie robią to znacznie swobodniej. Bez skrępowania zajmują miejsca na chodnikach i ulicach. Co się dzieje, kiedy komuś (np. służbom porządkowym) to przeszkadza? Przenoszą się nieco dalej. Kolejny niecodzienny widok to konkurencja na linii „normalne restauracje” vs uliczna gastronomia. Uliczni sprzedawcy rozkładają się czasami niemal dosłownie przed wejściem do „normalnych restauracji”. Taki widok w Polsce chyba naprawdę ciężko spotkać. Na koniec kilka słów o dyskusji na ten temat w Polsce. Zauważyłem, że krytycy takiej gastronomii często śmieją się, że przecież tego typu biznes to brud, bieda i słabo rozwinięta gospodarka, tzn. jakaś drobnica z najbiedniejszych państw świata. Brud? Można nie korzystać. Bieda? Przecież nikt nie mówi, że ci ludzie lada dzień zostaną milionerami. Jedni ledwo sobie radzą, innym idzie to całkiem nieźle, jeszcze inni rozwiną z tego w przyszłości lepszy biznes (w końcu od czegoś trzeba zacząć) - wolny rynek. Co do oceny pod kątem poziomu gospodarczego - przecież nikt, nie mówi, że sprzedawanie smażonego jedzenia na ulicy ma być filarem gospodarki. Jednak dlaczego ma go niemal w ogóle nie być, skoro funkcjonuje to w naprawdę wielu państwach świata - czasami nawet w tych bogatszych od Polski. My jedliśmy w takich punktach prawie co wieczór (na własną odpowiedzialność!) - było smacznie i tanio. Nikt nie zachorował. Nasz przewodnik po Chinach, który mieszka tam od prawie 10 lat - również żyje i ma się dobrze. Na koniec jeszcze raz podkreślam - moje obserwacje w tym temacie to tylko dowody anegdotyczne, a nie naukowe badanie ekonomicznych i higienicznych aspektów tego zjawiska. Z ulicznej gastronomii w Azji korzystasz na własną odpowiedzialność - na tym polega wolność. Swoją drogą - docierają do mnie głosy, że z roku na rok w Chinach tego typu biznesów jest coraz mniej.

    #chiny #podroze #ciekawostki

    Przy okazji zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: 01.jpg

  •  

    TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM. Część 5/60.

    (Marzec 2016) Dotarliśmy do miasta Changsha. Dlaczego akurat to miasto? Z dwóch powodów. Po pierwsze, to właśnie tam mieszkał nasz przewodnik - Adam Machaj, autor najpopularniejszego polskiego bloga o Chinach „Raport z Państwa Środka” (aktualnie „Raport z Azji”) i po drugie - Changsha to chiński średniak. Nie należy do ekstraklasy chińskich miast i nie jest też biedne - idealna okazja, żeby zobaczyć „typowe Chiny”. Pierwszy dzień na miejscu to oczywiście rozgrzewka. Rozpakowujemy się w mieszkaniu, przygotowujemy sprzęt, regenerujemy siły, Adam oprowadza nas po okolicy - dochodzimy do siebie po kilku dniach podróży. Przechadzka po osiedlu Adama szybko potwierdza moje domysły - to rzeczywiście wspomniane wcześniej „typowe Chiny”, o których tyle czytałem. Na ulicach można zaobserwować „wolną amerykankę” - ludzie jeżdżą jak chcą, chodzą jak chcą, wożą co chcą i jak chcą. Do tego sporo drobnych biznesów. Rzeczywiście wygląda to tak, jakby policję, czy jakiekolwiek inne służby porządkowe nie interesowało co sprzedajesz na ulicy, albo jak przewozisz lodówkę (patrz zdjęcie) - w końcu to twój biznes i twoja lodówka. Adam zaprosił nas na stuletnie jaja, czyli tradycyjne chińskie danie. Na dokładkę kolejna tradycyjna chińska potrawa, czyli pierogi (tak! pierogi przywędrowały do Polski z Chin). Właściciele knajpy cieszyli się z widoku białych twarzy - Adam poinformował nas, że to już niestety nie te czasy, że na białą twarz można było otrzymać w klubach wszystko za darmo, ale mimo wszystko wciąż na białego człowieka patrzy się z pewną ciekawością i czymś w rodzaju uznania. Dlaczego właściciele klubów zapraszali białych i oferowali im alkohol i jedzenie za darmo? Ponieważ to przyciągało klientów. Jeżeli Chińczycy widzieli, że w danym klubie bawi się międzynarodowe towarzystwo, to chętnie tam zostawali i wydawali pieniądze. Klub uchodził za bardziej prestiżowy. Jednak tak jak wspomniałem - to już nie te czasy (no chyba, że gdzieś jeszcze dalej w głąb kraju). Wracamy powoli na osiedle. Ja nie byłem jakoś bardzo zaskoczony - mniej więcej tego się spodziewałem. Koledzy, którzy nie interesowali się Chinami tak bardzo, jak ja - byli raczej negatywnie zaskoczeni bałaganem, chaosem i brudem. Jeszcze raz przypomnę, że my nie mieszkaliśmy w hotelu, albo na miasteczku studenckim. Mieszkaliśmy w najzwyklejszym chińskim bloku. Nie za bogatym, nie za biednym. Prawdopodobnie jego polskim odpowiednikiem byłby typowy blok z wielkiej płyty. W budynku też był bałagan. Niedopałki papierosów na klatce i w windzie. Niepozamiatane podłogi. Cała masa naklejek na drzwiach wejściowych do mieszkań. Adam wytłumaczył nam, że to ogłoszenia - malarz, krawiec, elektryk i tym podobne. Tak - takie ogłoszenia były masowo naklejane na drzwi i kraty przed drzwiami. Co kraj, to obyczaj. A mieszkańcy bloku? Bieda? Nie. Raczej nie. Normalnie ubrani (jak na chińskie standardy), nowy telefon w ręce, spacer z pieskiem, pod blokiem i na parkingu podziemnym sporo dobrze wyglądających samochodów (nie luksusowych, ale na pewno nowszych, niż często ma to miejsce na polskich osiedlach). Także brud i bałagan nie musi oznaczać biedy. Inny gust, inne poczucie estetyki - po prostu.

    #chiny #podroze #ciekawostki

    Przy okazji zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - pod koniec października wyruszamy na pierwsze zdjęcia do Afryki.
    pokaż całość

    źródło: tsjn_a.png

  •  

    TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM. Część 4/60.

    (Marzec 2016) Kontynuujemy naszą podróż taksówką. Cały czas rozmawiałem z Adamem przez telefon. Usłyszałem „jakie 100 RMB, przecież to jest ponad 100 km, to jest niemożliwe, daj mi go do telefonu”. Przekazałem taksówkarzowi telefon - Adam porozmawiał z nim po chińsku. Wymienili się identyfikatorami WeChat i po chwili wrócili do rozmowy za pośrednictwem tego komunikatora. Okazało się, że taksówkarz zabrał nas tak tanio, ponieważ pojawił się w Shenzhen okazyjnie (chyba nawet prywatnie) i już miał wracać do Kantonu z pustym samochodem, kiedy przypadkiem spotkał właśnie nas. Bardzo możliwe, że gdyby nie rozmowa z Adamem, to wysiedlibyśmy nie wiadomo gdzie i prawdopodobnie musielibyśmy zapłacić znacznie więcej. Z tego co powiedział Adam - taksówkarz bardzo się zdziwił, kiedy przez telefon usłyszał po chińsku gdzie ma nas wysadzić i ile to powinno kosztować. Ostatecznie nie było to 100 RMB, tylko o ile pamiętam 300 RMB (50 zł za osobę), a więc i tak bardzo tanio za ponad 100 km. Z ciekawych wydarzeń po drodze - minęliśmy przewróconą ciężarówkę, a za nią tysiące selfie-sticków. Docieramy pod sam dworzec. Tu zaczyna się kolejny problem. Prosiłem Adama, żeby wybrał nam najtańszy pociąg. Jedziemy z dworca, z którego ruszały chyba tylko tego typu pociągi - wokół nas mnóstwo ludzi. Jak się później okazało, byli to na ogół robotnicy. Nikt, dosłownie nikt nie mówi po angielsku. Podobnie jak wcześniej - nawet „yes” i „no” nic im nie mówi. Błąkaliśmy się po naprawdę dużym dworcu, aż w końcu udało się spotkać młodego chińczyka, który ledwo, ledwo, ale coś tam dukał po angielsku. Pokazywaliśmy mu na telefonie wiadomości od Adama, a on kierował nas w odpowiednie miejsca (do kasy, a później na pociąg). Zaskoczyło mnie, że przed wejściem na właściwy peron bagaże były prześwietlane. W końcu się udało - jedziemy. W pociągu byliśmy sensacją. Konduktor wracał co 15 minut, żeby „porozmawiać”, jednak nasze dialogi wciąż nie miały sensu. On nie rozumiał nas, a my jego. Przed jedzeniem (zaopatrzyliśmy się na dworcu) wyjąłem takie malutki antybakteryjne mydło w płynie i... sensacja. Nagle pojawił się konduktor. Sprawiał wrażenie, jakby nie wiedział co to jest. Chciał odkupić. Oferował chyba 20 RMB. Kiedy mydło poszło w ruch - pozostali pasażerowi zatykali nosy. Z naszej perspektywy - bardzo niecodzienna podróż. Robiło się coraz później - w końcu wszyscy poszli spać. Niektórzy Chińczycy pościągali buty i trochę nabałaganili wokół siebie - taki urok podróży z chińską klasa robotniczą. Nad ranem dotarliśmy do miasta Changsha. W końcu. Koniec problemów. Teraz nie jesteśmy sami. Zaczynamy właściwe poznawanie Chin!

    #pokonactv #chiny
    pokaż całość

    źródło: tsjn.jpg

  •  

    TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM. Część 2/60.

    (Marzec 2016) Trasa Budapeszt - Stambuł - Hongkong minęła dosyć szybko. Węgierskie lotnisko zapamiętałem jako małe i bardzo spokojne. Tureckie - wręcz przeciwnie. Chaos, mnóstwo ludzi i kierowanie podróżnymi za pomocą okrzyków typu „boarding pass, boarding pass” - i tak co kilka sekund. W kolejce do samolotu poznaliśmy Jessie - studentkę z Hongkongu, która wracała z Wielkiej Brytanii do HK. Opowiedziała nam trochę o tym, jak to jest żyć w Specjalnym Regionie Administracyjnym Chińskiej Republiki Ludowej, a po przylocie pomogła sprawnie dostać się do centrum miasta. Sam lot Stambuł - Hongkong był trochę nerwowy. Turbulencje przestraszyły część pasażerów - kobieta siedząca obok Mateusza wybudziła się ze snu i odruchowo złapała go za rękę. Ostatecznie docieramy do Hongkongu. Lotnisko robi świetne wrażenie - duże, zadbane, czyste i zorganizowane. W pamięci utkwiła mi również trasa lotnisko - centrum miasta. Kontenery, kontenery i jeszcze raz kontenery - taki obrazek zapamiętałem za szybą autobusu. Noc spędziliśmy w Chungking Mansion - owianym złą sławą budynku zlokalizowanym przy Nathan Road. Rzeczywiście - pokoje hotelowe nie zrobiły najlepszego wrażenia (nas przywitał karaluch na ścianie), do tego chaos, dezorganizacja i „podejrzana” atmosfera na korytarzach i w windach. Jednak chciałbym zaznaczyć, że nie ma się czego bać - wielokrotnie widziałem vlogi i relacje z podróży opisujące Chungking Mansion jako coś strasznego... bez przesady! Po zostawieniu bagaży w pokoju hotelowym ruszamy na krótką przechadzkę po mieście - wybraliśmy się nad zatokę, aby zobaczyć najbardziej imponującą panoramę miejską na świecie. Następnie powrót do hotelu, sen i rano wyruszamy w stronę Chin Kontynentalnych. Do tematu Hongkongu wrócę w przyszłości. W następnej części skupimy się na nieznanym świecie, jakim są Chiny...

    #pokonactv #hongkong
    pokaż całość

    źródło: tsjn.jpg

    +: Arikadou, Freakz +5 innych
  •  

    Już za 60 dni wyruszam w świat realizować drugi sezon mojego programu. W mediach społecznościowych rozpocząłem nową serię wpisów „TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM”. Będzie liczyła 60 części - codziennie jeden wpis. Publikować również na Wykopie? Będzie to taka mieszanka - nasza praca i ciekawostki o świecie. Pojawią się wątki związane z Hongkongiem, Chinami, Chile i Europą Wschodnią.

    TEN ŚWIAT JEST NASZ - ARCHIWUM. Część 1/60.

    (Marzec 2016) Wszystko zaczęło się w Budapeszcie. Zadecydowała o tym promocja lotu łączonego Budapeszt - Stambuł - Hongkong (powrót tą samą trasą). Standardowa cena lotów Polska - Hongkong - Polska to około 2300-2500 zł. O ile dobrze pamiętam, to my, za wspomniane wcześniej połączenie z Budapesztu do Hongkongu zapłaciliśmy ok. 1700 zł od osoby (w dwie strony). Jako, że z naszego rodzinnego Rzeszowa mamy do Budapesztu niewiele dalej, niż do Warszawy - było nam obojętne, czy wylatujemy ze stolicy Polski, czy Węgier. Trasa Rzeszów - Kraków - Budapeszt przebiegła bardzo sprawnie. Nad Dunajem pojawiliśmy się dzień przed planowanym lotem do Hongkongu - nie było mowy o spóźnieniu na tak długo planowaną podróż. W końcu lecieliśmy zrealizować nowy, świetny polski program podróżniczy (wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak szybko rzeczywistość sprowadzi mnie do parteru). Wieczorem krótka przechadzka po stolicy Węgier i rano prosto na lotnisko. Ciężko wypowiadać mi się na temat Budapesztu, ponieważ spędziłem tam bardzo mało czasu. Podczas naszej przechadzki po mieście było zimno, ciemno i późno. Miasto oczywiście bardzo ładne, jednak niestety osobiście niewiele mogę napisać o jego klimacie - na pewno przy bardziej sprzyjających warunkach mógłbym doświadczyć go nieco bardziej. My zobaczyliśmy mroczną część największego węgierskiego miasta - zapamiętałem kilku bezdomnych, którzy spali na chodnikach i opustoszałe ulice. Rano było oczywiście zdecydowanie przyjemniej. Skoro świt - cel: Port lotniczy Budapeszt im. Ferenca Liszta. Razem za mną: Krystian i Mateusz.

    #pokonactv
    pokaż całość

    źródło: tsjn.jpg

  •  

    Dzisiaj świętuję nawiązanie pierwszej współpracy komercyjnej. Wiem, wiem - dla dużych twórców internetowych to żaden wyczyn, ale ja cały czas stawiam swoje pierwsze kroki, także jest radość ( ͡€ ͜ʖ ͡€) Z tej okazji #rozdajo ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Do wygrania:
    1x gogle DreamzVR 3.0 o wartości 299 zł
    1x rabat 40% na zakupy w sklepie DreamzVR
    1x rabat 30% na zakupy w sklepie DreamzVR

    Zasady jak zawsze bardzo proste - wystarczy plusik. Wyniki w czwartek rano.

    Przy okazji informuję, że kod rabatowy „tenswiatjestnasz” zapewnia 10% zniżki w sklepie DreamzVR. Kto uważnie śledzi moją aktywność ten wie, że filmy w technologii VR są dodatkiem do programu „Ten Świat Jest Nasz”. W drugiej serii ponownie zrealizuję takie filmy, także będzie można razem ze mną wirtualnie odwiedzić Tajwan, Botswanę, Singapur, Tajlandię i kilka innych państw.

    Sam gogli DreamzVR używam od bardzo dawna - to właśnie na nich zawsze prezentuję jak wyglądają filmy podróżnicze w VR. Tutaj moja wizyta w TVP w marcu tego roku, razem ze mną wspomniane gogle ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Osoby, które nigdy nie słyszały o „Ten Świat Jest Nasz” odsyłam tutaj. Na Wykopie mam swój autorski tag #pokonactv („pokonać TV”) - zapraszam do obserwowania.

    Miłego dnia!
    pokaż całość

    źródło: 1.jpg

  •  

    „Mój kochany Tata to fanatyk programu Ten Świat Jest Nasz. Pół mieszkania wypełnione gadżetami...” ( ͡° ͜ʖ ͡°) A tak na poważnie - potrzebuję Waszej pomocy w wypełnieniu ankiety (krótka!) i z tej okazji #rozdajo ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Do zgarnięcia:
    - 1x ręcznie wykonany CountryBall (średnica 15cm). Na piłce kolory biały i czerwony, także jak kto woli - polandball lub indonesiaball ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    - 1x kubek programu Ten Świat Jest Nasz (większej ilości na razie nie mogę rozdać, bo te na zdjęciu są już zaklepane przez widzów)
    Zasady te same co zawsze - po prostu plusik. Zieloni też mogą. Wyniki w sobotę przed południem.

    Żeby wypełnić ankietę wypada znać mój program. Można go zobaczyć klikając tutaj - ten odcinek obejrzało najwięcej osób - na FB, YT i CDA ma łącznie ponad 65 000 odsłon. Ankieta znajduje się tutaj (odpowiedzi na pytania otwarte nie są wymagane).

    Wszystko po to, żebym mógł przygotować drugą serię programu na dużo wyższym poziomie. Przy okazji zachęcam do obserwowania tagu #pokonactv („pokonać TV”) - wkrótce zacznie powoli nabierać życia.

    Miłego dnia! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: Wykop.jpg

  •  

    Mirki i Węgierki ( ͡° ͜ʖ ͡°) Dzisiaj ruszam z tagiem #pokonactv („pokonać TV”). Z tej okazji #rozdajo - jeden ręcznie wykonany Polandball o średnicy 15 cm. Zasady jasne i proste - wystarczy plusik. Wyniki jutro w nocy.

    O co chodzi z „pokonać TV”? Wszystkie szczegóły tutaj - może ktoś jeszcze zdecyduje się pomóc. Na Wykop raz na jakiś czas będę wrzucał relacje z placu boju, głównie z podróży.

    PS. Polandball to nie pluszak - jest trochę twardszy :-)
    pokaż całość

    źródło: pokonactv.png

Ładuję kolejną stronę...

Powiązane z #pokonactv

Archiwum tagów