Przeszkadza Ci #polityka na Wykopie?
Zarejestruj konto i sam decyduj jakie tematy chcesz wyświetlać!
  •  

    Polska jest 1 w UE i 11 na świecie pod względem wzrostu inflacji. Brawo PiS. Więcej bonów i plusów proszę. #bekazpisu #neuropa #postkomunistycznepanstwomafijne #4konserwy

    źródło: FB_IMG_1596634173399.jpg

  •  

    TL:DR

    pokaż spoiler Streści ktoś, co się działo w naszej polityce od wyborów?


    Siema! Po "wygranym" przez andrzejka plebiscycie prezydenckim, zrobiłem sobie detoks od internetu, polityki, newsów i mediów.
    Śledzenie polskiej polityki przed wyborami było jak oglądanie dobrego serialu czy czytanie książki. Z zaciekawieniem wyczekiwałem, co przyniesie kolejny dzień, do czego posunie się #postkomunistycznepanstwomafijne i jakie zwroty akcji się wydarzą. Domyślam się, że skoro andrzej d. został pełniącym funkcje prezydenta, to teraz PIS nie musi już udawać i może lecieć na całego.
    Wracam po detoksie do śledzenia wydarzeń w kraju, ale czuję, jakbym przegapił kilka odcinków swojego serialu.

    Streścilibyście mi, co działo się w polskiej polityce od 12. lipca do dzisiaj? Co odwalała pisowska mafia, jakie afery i plany zostały upublicznione, jakie fikołki zostały nam przedstawione?

    Jedyne co do mnie dotarło, to jakieś strzępki informacji o tym, że PiS zaczął otwarcie mówić o upaństwawianiu mediów, dojebał nowe podatki, a poseł Kaczyński zapowiedział, że nie zamierza poddawać dymisji premiera polski xddd
    I coś tam słyszałem o zabieraniu się za nieposłuszny senat, ale nie wiem, o co miało dokładnie chodzić.

    Spodziewam się, że przez te 20 dni mogli zrobić sporo. Zarzućcie streszczeniem, Mirki. Danke!

    #bekazpisu #bekazpis #polityka
    pokaż całość

    źródło: comment_M58woHq180jyWCnDIlmlffpPoocNT532,w400.jpg

  •  

    tak zupelnie szczerze to gdzie w ostatnim roku W POLSKIM INTERNECIE odbyliscie jakies ciekawe rozmowy?

    ten portal to przeciez kompletna kloaka kapitalizujaca nasze zle emocje. jest skyscrapercity, ale ludzie tam nie rozmawiaja az tak wiele

    nie chodzi mi o tworzenie konkurencji dla wykopu (nie mam czasu na takie rzeczy), ale czuje pewna luke. 20 lat temu siedzialem na IRC-u, mnostwo fajnych rozmow bylo jednak na roznych forach. teraz to wszystko zniknelo i nie mam nawet pomyslu, jak nawiazywac bardziej dojrzale znajomosci w polnecie

    #kiciochpyta

    przepraszam za spam, dodaje #postkomunistycznepanstwomafijne bo to jedyny dobry tag tutaj, choc sadze, ze @eoneon – tez masz ten problem
    pokaż całość

    •  

      @Tom_Ja:

      - Używam Twittera w amerykańskim i niemieckim Internecie. Absolutnie topowe źródło, choć wszystko zdaje się tam w długim terminie zmierzać do content marketingu i thought leaders. Jakie polecasz polskie konta?

      - Znam Ekskursje. WO to dla mnie RAZ z odwróconym znakiem (całe lata jak pies z kotem na Usenecie), ale jego życie przestało być ujemnie wartościowe właśnie dzięki tamtejszej sekcji komentarzy, choć to chyba pochodna konwentowej kultury z lat 90-tych. Kiedyś gardziłem tą kulturą (kto z IQ > 0 marnuje dzieciństwo na czytanie Zajdla?), a dziś doceniam, bo inne zostały zniszczone (IQ = 0 zaczęło stanowić 1% w PL).

      - Pozytywne komentarze o Reddicie stanowią dla mnie raczej dowód na kompletne ubóstwo PolNetu.

      - Zgadzam się co do blogów i własnych domen. Co oczywiste: duże platformy (TikTok, Facebook, Twitter, nawet Wyop) czekają polityczne sztormy w najbliższym czasie, lepiej unikać, najwyżej lewarować. (Mam nadzieję, że nie skończy się, z braku lepszego słowa, splitem całego Internetu.) W szczególności, uważam, że żadne masowe miejsce lub z algorytmicznym feedem nie będzie wartościowe. Przypuszczam, że WO ma wartość jedynie dzięki jego ostrej moderacyjności wypychającej najniższe klasy społeczne (mające używanie na Wykopie) z tamtych rejonów.

      - Wydaje mi się więc, że clue to wybór mechanizmów wypychania. Nikt inteligentny, bez nuty desperacji, nie wytrzyma na Wykopie czy na Tinderze. To częsty wątek w opisach, czemu Hacker News nie stoczył się na dno. Zgaduję:, że koszty moderowania nie rosną liniowo wraz z liczebnością społeczności.

      - Wydaje mi się, że czeka nas sporo innowacji w dziedzinie dyskusji w Internecie. Nie mówię tylko o cancel culture, ostatnich przygodach community SSC, Substackach (newsletter fatigue anyone?), ale również censorship-resistance, pseudonimy itd. Sądzę, że mnóstwo osob ma podobne frustracje do naszych.

      - Dla mnie najciekawszym miejscem w Polnecie w ostatniej... dekadzie? było zarobmy.se. Szczególnie starsze wpisy.

      (napisałem tu chyba, po raz pierwszy raz w życiu, coś naprawdę na serio)

      cc @eoneon
      pokaż całość

      +: eoneon
    •  

      @przesniony_rewolucja na ekskursjach sekcja komentarzy to czyste złoto. Zjazdy z rozważań klasowych na fizykę kwantową czy realia życia w innych krajach przywracają wiarę w 'prawdziwych ludzi' w internecie.
      Sam przeglądam mikro(przefiltorwane) /ekskursje/ssc właśnie dlatego, że tutaj nikt nie próbuje niczego sprzedać/zbudować pozycji jak w całej reszcie internetu. Blogi, fora, komentarze pod artykułami, ba - same wartościowe artykuły poznikały.
      Imho zanik 'prawdziwego człowieka' w necie, z którym możnaby pogadać, to po prostu efekt jego umasowienia. Paradoks polega na tym, że internet miał z definicji być medium interaktywnym, dwukierunkowym (taki właśnie byl do 2008-2010!), a w przeważającej mierze upodabnia się do TV...

      Co jest dziwnego w czytaniu Zajdla?
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    Nowy numer KL poświęcony Polskiej pogardzie

    Kilka tygodni temu zakończyła się jedna z najbardziej brutalnych kampanii wyborczych w dziejach III RP. Upowszechnił się język dehumanizowania przeciwnika politycznego oraz wzajemnej pogardy. Ktoś powie, że niemal sześć lat rządów PiS-u zdążyło nas do niego przyzwyczaić. Niesłusznie. Język polityki informuje nas o standardach życia politycznego, które wyznajemy. W tej chwili poprzeczka wisi dramatycznie nisko.

    Wigura:Czy można gardzić szlachetnie?

    Kłopot z tą argumentacją jest dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, doświadczenie historii XX wieku powinno uczyć nas globalnie, a nie tylko w odniesieniu do niektórych grup, że radykalizacja języka jest niebezpieczna, a retoryka oparta na pogardliwym eliminowaniu całych grup może mieć opłakane skutki w rzeczywistości. To równia pochyła, na której pojawiają się coraz silniejsze wypowiedzi dyskryminacyjne pod adresem mniejszości, a wspólnotę dzieli coraz głębsza polaryzacja.

    Po drugie, tego rodzaju argumenty są głęboko sprzeczne z istotą samego liberalizmu, do którego przecież wielu przeciwników PiS-u się odwołuje. Klasyczny liberalizm, taki jaki tworzył choćby wybitny dziewiętnastowieczny filozof brytyjski John Stuart Mill, oparty jest na fundamencie, którym jest zasada wolności i godności każdego człowieka. Stronnictwo polityczne, któremu bliski jest tak rozumiany liberalizm, nie może korzystać z pogardy wobec kogokolwiek, nawet jeśli jest to wyborca obozu przeciwnego, chyba, że planuje zrezygnować z idei, która mu przyświeca. Oznacza to, że prawdziwy liberalny demokrata musi nie tylko powstrzymać się od takich stwierdzeń, ale również mieć odwagę, aby własnych zwolenników przywołać do porządku. Wielu przeciwników PiS-u oburzyło, gdy ówczesna rzeczniczka tej partii, Beata Mazurek, po ataku na działacza KOD-u w Radomiu w 2017 powiedziała: „Każda akcja wywołuje określoną reakcję. Dopóki żyjemy, to mamy emocje. I te emocje dały swój upust w Radomiu. To sytuacja, która nie powinna mieć miejsca, ale też ich [sprawców – przyp. red.] rozumiem”. Skoro tak, to sami muszą mieć odwagę, aby zaprotestować w momencie, gdy ktoś z wyborców zaczyna rozsyłać obraźliwe dla przeciwników memy – i w ten sposób dowieść wartości swoich przekonań.

    (...)

    Tak rozumiana pogarda dla czynów, a nie dla ludzi, może być elementem liberalnego myślenia. Nie warto bowiem zakładać ani że politykę można oprzeć na czystym rozumie, ani też, że da się ją oprzeć wyłącznie na emocjach w punkcie wyjścia pozytywnych. Jest to z pewnością podejście ryzykowne, jednak warto pamiętać, że w wielkich przedsięwzięciach politycznych rozum i namiętności odgrywają równie ważną rolę. Żadne wartościowe przedsięwzięcie polityczne nie jest możliwe bez takich emocji, które umożliwiają ludziom afiliację i skłaniają ich do poświęcenia i walki. Jeśli ktoś pragnie bronić liberalizmu, musi to robić z pasją – a jednocześnie używać rozumu, by trzymać bardziej ryzykowne emocje na wodzy. W naszych polskich, przepełnionych polaryzacją warunkach nie jest to łatwe. Może jest nawet coraz trudniejsze. Ostatnią kampanię prezydencką trzeba traktować jako sygnał alarmowy. Jednak w końcu Rzeczpospolita to rzecz na pokolenia – zatem naprawdę warto.

    Oswajanie pogardy to igranie z ogniem. Polemika z Karoliną Wigurą

    Z pogardą tak nie jest. Nie jest ona w żadnym punkcie neutralna. Przede wszystkim dlatego, że jej niezbywalnym składnikiem jest hierarchiczność rozumiana właśnie w kategoriach moralnych, a więc uwarunkowanych społecznie. Pogardzam kimś, bo czuję się od niego wyższy moralnie, a także czuję do niego niechęć, bo stoi moralnie niżej ode mnie. Zresztą moralny charakter pogardy dobrze widać na przykładzie zwierząt, o których emocjach nie da się powiedzieć, że są z punktu widzenia etycznego złe lub dobre. Podobnie jak my czują one strach lub są w stanie zareagować gniewem (choć w ich przypadku mówi się raczej o wrogości), ale nigdy nie gardzą.

    O wiele lepiej byłoby zatem nazwać pogardę nie tyle emocją, lecz dyspozycją moralną, której się uczymy, która zostaje nam wdrukowana w procesie socjalizacji i która nie jest podstawowym biologicznym odruchem wobec świata, lecz jedną z relacji między osobami. Co gorsza, pogarda traci wówczas całą swoją spektralność. Nigdy bowiem nie działa na korzyść drugiego, tak jak może to się zdarzyć na przykład w przypadku gniewu, a nawet strachu. Nigdy do drugiej osoby nie powiemy: „gardzę tobą dla twojego dobra” lub „gardzę innym dla twojego dobra”.

    To pokazuje również, że pomysł Wigury, by liberałowie wykorzystali postawę, czy też – jak chce autorka – emocje pogardy, po to żeby „określić to, co jest niedopuszczalne”, jest w kontekście politycznym zwyczajnie nierealistyczny. Zakłada bowiem możliwość łatwego rozdzielenia w przestrzeni publicznej pogardy wobec rzeczy i czynów, która w istocie jest metaforą przeniesioną ze sfery społecznej, od pogardy wobec ludzi. Praca pogardy zawsze kończy się jednak na tych ostatnich. Wyklucza ich z demokratycznej gry, spycha do świata niższych biologicznych odruchów i w konsekwencji znosi to, co przy jej użyciu liberałowie mieliby ochronić i co jest tak bliskie Wigurze – świat, w którym wolne i równe jednostki decydują o swoim losie. Oswajanie pogardy to zawsze igranie z ogniem.

    Wódka, kiełbasa, pogarda i inne sprawy

    „Pogarda elit”, na którą pomstują publicyści, to totem. Ci gardzący to często, przykro mi, żadne elity – w tym sensie, że nie mają na społeczeństwo poprzez swoją działalność żadnego wpływu, jak wybitna pisarka, która stwierdziła, ze Karta Rodziny śmierdzi jej kiełbasą. Ja tam żadnego smrodu kiełbasy w Karcie Rodziny nie wywęszyłem, raczej obrzydliwy odór kołtuństwa i homofobii, i z radością pozwalam sobie na pogardę względem tychże, podobnie jak względem ich wyznawców, budzących we mnie nic ponad wstręt.

    Gardzić bowiem (jeśli nie jest to pogarda dla finansowej biedy) oznacza ustawiać drugiego człowieka na równi ze sobą i stwierdzać, że jego wybory ideowe czy estetyczne budzą w nas abominację – i że miał w ich dokonaniu taką samą wolność, jak my. Można też, oczywiście, gardzić dlatego, że nie dla tego człowieka rozmowa o Schopenhauerze, ale jest to tylko – Miłosz po raz kolejny, z wiersza „Przewaga” – „przewrotna gra szesnastolatka / Aroganta, z obrzydłej nieśmiałości, / Który tylko milczy, uśmiecha się głupio […]” – a milczy i uśmiecha się głupio, bo wie, że dla tych, którymi gardzi, jego pogarda to nic ponad wakacyjną ciekawostkę. Jak i dla niego – pogarda z ich strony.

    Zachęcam więc wszystkich, wzdłuż klas i w poprzek, do gardzenia sobą nawzajem – sądzę, że nikogo taka pogarda (o ile nie jest zapowiedzią fizycznej przemocy) za wiele nie obejdzie, za to pomoże uświadomić polskiej inteligencji, że już nie włada dyskursem, co byłoby z pożytkiem dla każdego.

    bonusowo wywiad pt. "Budapeszt w Warszawie? Na ten moment niemożliwy" z Bogdanem Góralczykiem

    Zasadnicza różnica pomiędzy Polską a Węgrami polega na tym, że populacja Budapesztu stanowi prawie jedną czwartą ludności całego kraju. Na Węgrzech funkcjonuje takie powiedzenie: „Budapest és vidék”, znaczy ono „jest Budapeszt i jest prowincja”. Na Węgrzech ośrodkiem opozycyjnym w naturalny sposób jest umiędzynarodowiona, czy nawet kosmopolityczna stolica. W Polsce podziały wyglądają zupełnie inaczej. Po ostatnich wyborach funkcjonuje w naszej świadomości mapa, na której je widać. Widzimy wyraźny podział na województwa głosujące na Rafała Trzaskowskiego i Andrzeja Dudę. Oprócz Warszawy mamy jednak kilka innych dużych miast. Kraków, Gdańsk, Poznań i inne duże miasta są ośrodkami niezależnymi, akademickim. Dlatego uważam, że przeprowadzenie tego typu zmian, jakie dokonały się na Węgrzech, jest w społeczeństwie polskim i w obecnej sytuacji po prostu niemożliwe. Aczkolwiek inklinacje ku temu są, jak wiemy.

    pokaż spoiler Znowu robią nadzieję( ͡° ʖ̯ ͡°)


    #polityka #libdem #liberalizm #kulturaliberalna #neuropa ze względu na wywiad #postkomunistycznepanstwomafijne
    pokaż całość

    źródło: kulturaliberalna.pl

    •  

      @yeron: Bardziej mam wrażenie, że opisują plan PiS-u na kolejne trzy lata. Jakiś czas temu robiłem ankietę - co pierwsze zaorają - media, samorządy czy uczelnie; wygląda na to, ze wszystko na raz - vide choćby plan oderwania Warszawy od reszty województwa.

  •  

    Jutrzejsza okładka Wyborczej. Nie wiem jak was, ale mnie na widok tego zdjęcia ściska w gardle ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    A tak na marginesie. Radio Wolna Europa ma zamiar wznowic transmisję na Węgrzech (albo już to robi). Wolałam, kiedy RWE było w mojej świadomości czymś z opowiadań dziadka, a nie medium które działa w 2020 roku w kraju Unii Europejskiej
    #neuropa #wegry #postkomunistycznepanstwomafijne pokaż całość

    źródło: IMG_20200726_194952.jpg

    •  

      @janeeyrie: co mssz na mysli? Polska przez 26 lat po transformacji funkcjonowala normalnie i bylismy wolni, a teraz przekresla to 5 lat rzadow Pisu i nagle jestesmy narodem ktory musi "zyc po butem"? xD
      Nienawidze takich populistycznych glupkowatych hasel, dokonywanie jakichs wielkich ocen calych narodow w jednym zdaniu, zeby fajnie na wykopie wygladalo xD

      O brytyjczykach tez powiesz ze to narod debili bo wybrali brexit? A amerykanie wybrali Trumpa wiec tez narod debili? xD
      pokaż całość

    •  

      zy to wszystko sprawi ze Pisowicspadnie poparcie na tyle ze przegra wybory?

      @In_thrust_we_trust: to zależy. Mnie się wydaje że w 2023 roku nie ma szans na wygraną. Co innego w 2025 roku, gdy znów dojdzie do podobnej sytuacji jak ostatnio. Wtedy jest możliwe zwycięstwo, bo będzie się po prostu liczyła ilość głosów. Możliwe, nie pewne.

      Wygrana Bidena nie sprawi ze w Polsce az twk pogorszy sie gospodarka

      @In_thrust_we_trust: wygrana Bidena spowoduje, że UE będzie mogła mocniej bić w PiS, a ci nie będą mieli poparcia USA. Chyba że Bidenowi zrobią laskę, czego też nie mogę wykluczyć.

      Powiem tak, PiS nie odda władzy, jeśli nie siądzie na nim UE.

      O brytyjczykach tez powiesz ze to narod debili bo wybrali brexit? A amerykanie wybrali Trumpa wiec tez narod debili? xD

      @In_thrust_we_trust: Trump czy Johnson nie prowadzają dyktatury. Może mi się nie podobać ich polityka, ale w następnych wyborach laburzyści (no dobra xd) czy demokraci mogą wygrać wybory.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (39)

    •  

      @SirBlake: Jak PiS przejmie wyborczą to będę płakał ze śmiechu

    •  

      I tak za każdym razem kiedy PiS robi coś w standardzie Rosji Sowieckiej, ten tłum symetrystów siada do klawiatury i gorączko szuka, czy aby Tusk się w nosie nie podłubał, a Budka to już w ogóle papierek po cukierku na ulicę rzucił więc to w sumie nie tak, że PiS gwałci, tylko "agresja w polityce" i "brutalna walka polityczna".

      @loginnawykoppl: Jup, dokładnie. PiS lubi płakać jak to wszystkie media w Polsce są przeciwko nim, ale jak się dokładnie przyjrzysz sytuacji...

      ...to się zaczyna robić zabawnie - bo w naszym kraju po prostu NIE MA "opozycyjnego" odpowiednika TVP, Republiki, Niezależnej czy Gazety Polskiej.

      Media uchodzące za "opozycyjne" starają się zachować jako-taką neutralność, za co zresztą mam do nich ogromy żal bo już od dawna uważam, że ogień trzeba zwalczyć ogniem - a bezczelną propagandę PiS zneutralizować można jedynie równie bezczelną propagandą anty-PiS.

      Media "opozycyjne" (czyli, zgodnie z rządową definicją - wszystko, co nie należy do PiS) zbyt łagodnie obchodzą się z rządem, w sumie jedynym wyjątkiem jest tutaj Wyborcza...

      ...więc dlaczego ten rząd ma do nich wchodzić w buciorach? Rozwiązaniem zdecydowanie prostszym (i bezpieczniejszym!) jest, po prostu, pozwolić im działać tak, jak działały do tej pory.

      Jesliby mieli tego nie zrobic, to po co ten wrzask od wyborow?

      @onuceSzatana: Takie straszenie to standardowa taktyka PiS - powtarza się regularnie. Cele są dwa:

      1. Zapulsowanie u własnego elektoratu, bo przecież ci ludzie chcą słyszeć jak to PiS będzie się rozprawiał z polskojęzycznymi mediami.
      2. Odwrócenie uwagi od spraw znacznie ważniejszych.

      Zauważ bowiem, że jednocześnie z tymi pohukiwaniami o "repolonizacji mediów" pojawiły się, znacznie cichsze ale i zdecydowanie bardziej niebezpieczne, pohukiwania o majstrowaniu przy prawie wyborczym, tworzeniu nowych okręgów - i tak dalej.

      O to, moim zdaniem, tutaj chodzi.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (23)

  •  

    Liczba widzów/słuchaczy/czytelników mediów na Węgrzech. Tak w kontekście zwolnienia naczelnego Indexu.
    #postkomunistycznepanstwomafijne #wegry #remadziaryzacja #repolonizacja #zajebanezreddita

    źródło: i.redd.it

    •  

      @alvaro1989: Wiesz co, ja nie zbieram takich przykładów, nie oglądam TVNu. Mogę Ci ewentualnie na szybko znaleźć jakieś przykłady na wypoku ( ͡° ͜ʖ ͡°) Przypuszczam że w TVN takich wprost ataków za dużo nie ma, jak wspominałem, wydaje mi się że ta propaganda jest raczej subtelna, ale skuteczna, a mi chodzi przede wszystkim o jej efekt, czyli postawy wyborców.

      I nie zgadzam się ani trochę z tym że to Kaczyński podzielił Polskę. Początki agresywniejszej retoryki które pamiętam to nazywanie Kaczyńskich kartoflami, kurduplami i inne podobne, genearlnie ataki w ich stronę, nie odwrotnie.
      Pamiętam jak kiedyś Kaczyński (już nie pamiętam czy Lech czy Jarek) nazwał jakiegoś menela nagabującego go o drobniaki dziadem, co "przypadkiem" nagrała TVP (wtedy jeszcze nie TVPiS tylko TVPO), i zrobiła z tego wielką aferę jak to pluje jadem i obraża obywatela.

      Wracając, świetny przykład z wypoku na zjawisko o którym mówię, to zdjęcie jakiegoś dziadka z wiecu Dudy które się tu przewijało dziesiątki razy, zaraz Ci znajdę jakieś.
      https://www.wykop.pl/cdn/c3201142/comment_1594413176LBSQNsKxUNOodc9SISVdcl.jpg
      To nie ma absolutnie żadnej wartości merytorycznej. To nie jest głos typu "nie lubimy homopropagandy" albo "nie chcemy rozdawnictwa", "nie chcemy postkomunistów" - każda z tych rzeczy może być nacechowana niechęcią i może być pewnie czasem wysycona emocjami, ale przynajmniej jest w tym jakaś treść, wiadomo o co komuś chodzi, co mu się nie podoba, można z tym podjąć jakąś dyskuję.
      To zdjęcie to nic tego rodzaju - to po prostu wyraz czystej niechęci. Zdjęcie wyborcy Dudy - jakiegoś brzydkiego, ujęte w najbardziej paskudnie wyglądającej klatce, wiele razy do tego przerabiane żeby wyglądało jeszcze bardziej paskudnie. Jedyna w tym zawarta myśl to "ale wyborcy PiSu są szkaradni". Podobnie ***** *** - to nie jest coś z czym można dyskutować. Jeśli ktoś mi powie że czyjeś wybory są niesłuszne to zapytam go dlaczego, wysłucham, może się zgodzę, może nie, może wyjaśnię dlaczego się nie zgadzam. Jeśli powie "jebać to wybory" to nie ma jak w cywilizowany sposób na to odpowiedzieć, można co najwyżej go zignorować. A to podobno wyborcy PO są inteligentni, wykształceni i umieją rozmawiać jak ludzie.

      Z drugiej strony widzę znacznie mniej takiej retoryki.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (48)

  •  

    Eh, przeglądam starannie Mirko od czasu ogłoszenia exit poll i jestem zażenowany poziomem #neuropa. Jak chcecie walczyć o liberalną dekorację, wałkując to kto głosował na Dudę?

    Dehumanizujecie ludzi starszych, mieszkańców wsi, gorzej wykształconych. Chcecie bronić demokracji czy powrotu modelu szlacheckiego?

    Dlaczego odmawiacie tym ludziom prawa do głosowania na Dudę? Co im liberalna demokracja zaproponowała, że macie pretensje "że są tacy głupi"? Zagłosowaliby na Trzaskowskiego i dzień po wyborach byście o nich zapomnieli albo nawet nie byłoby o tych ludziach mowy.

    Mimo, że jestem #bekazpisu to cały czas nie mogę wyjść z podziwu dla Kaczyńskiego za kunszt w jaki zaadresował swoją politykę. Ta grupa z której szydzicie była tak pominięta w debacie publicznej i debacie, do tego stopnia zignorowan, że już nigdy nie odzyskacie ich poparcia.

    Zastanówcie się, schowajcie emocje do kieszeni, obejrzyjcie Pana doktota Matczaka i wyciągnijcie wnioski czy macie rigcz i odpowiedzcie sobie na pytanie - chcemy liberalnej demokracji z miejscem dla wszystkich, nawet dla biednych mieszkańców wsi z gorszym wykształceniem czy modelu wręcz szlachty.

    BTW takim gadaniem o "biedocie (umysłowej też) " głosującej na Dudę wcale nie różnicie się od tvpis szczującego tych biednych na elity i gadającego o lotach do Brazylii czy ciastkach za 40 zł.

    Bądźmy tą mądrzejszą i bardziej odpowiedzialną grupą. Nie betonujmy podziałów!!!

    Żenada #neuropa

    #postkomunistycznepanstwomafijne #anatomiapopulizmu #polityka
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Z czystym rozbawieniem czytam głosy, że "należy uszanować wynik", "cóż, tak działa demokracja", "pozostaje zaakceptować wygraną Dudy". Czy te osoby przez ostatnie pół roku miały głowę schowaną w dupie? Czy przez ostatnie 5 lat umieszczone zostały w komorze hibernacyjnej między Marylą Rodowicz a Jerzym Dziewulskim? Czy kolejne miesiące patrzenia na pojęcie "liberalna europejska demokracja" przez krzywe, postsowieckie zwierciadło aż tak zakrzywiło co niektórym perspektywę i zaczęli przyjmować obecny status quo jako coś normalnego i zaakceptowali go jak rasowe homo sovieticusy?

    To nie były wolne, nie były równe, nie były demokratyczne i nie były zgodne ze standardami cywilizacyjnymi wybory. Już się gęba prawackiego anona rozszczerza i rechocze, już symetrysta kwika, już otwiera folder z memami Dariusza Mateckiego hehe nie ma demokracji co ty bredzisz hehe. Nie, nie ma. Dlaczego? W demokratycznym procesie przedwyborczym w cywilizowanym kraju nie mogłyby mieć miejsca następujące, skandaliczne wydarzenia.

    - Telewizja Publiczna będąca narzędziem obrzydliwej, infantylnej, sowieckiej propagandy, będąca otwarcie zaangażowana nie tyle w kampanię, co w akcję goebbelsowskiego oczerniania kontrkandydata, siejąca nienawiść, kłamstwa, łamiąca ustawę o KRRiTV, inscenizująca niczym towarzysz Surkow w putinowskiej Rosji spoty, postaci i wydarzenia, w demokratycznym kraju nie ma miejsca na takie ciało i na takie działania
    - Problemy z dotarciem na czas pakietów wyborczych za granicą, kłopoty z głosowaniem w ambasadach i wybiórcze dopuszczanie tego w regionach, gdzie najwięcej poparcia ma PiS
    - Liczne nieprawidłowości związane z liczeniem głosów, niezgodności w protokołach, niepokojące incydenty w komisjach
    - Premier i członkowie rządu prowadzący równoległą kampanię pomocniczą nie będąc oficjalnie na urlopach
    - Niedemokratyczne, pozbawione podstawy prawnej akcje faworyzowania grup społecznych w kolejkach wyborczych używając do tego niezgodnie z prawem system Alertów RCB

    I wy taką obrzydliwą, skandaliczną "kampanię" godną postsowieckich satrapii czy azjatyckich dziczy nazywacie demokracją i gratulujecie zwycięstwa pewnemu nieudacznikowi, który nawet i stosując takie brudne metody wygrał tylko o włos, mając przeciwko sobie 10 milionów Polaków? To jest przerażające.

    I to nie tyle głos kierowany do prawicy i sympatyków PiS, bo to nie oni głównie "gratulują zwycięstwa", chwaląc stan demokracji w Polsce, jednocześnie zatem sugerując, że wszystko jest z nią w porządku i reguły gry są równe. Przeraża mnie, jak wielu fajnopolskich demokratów, a także tzw. politycznych miękkich kluch-symetrystów gratuluje zwycięstwa w biegu typkowi, którego team rzucał kamieniami w konkurenta, dał mu lepszą bieżnię i dopuścił więcej jego kibiców na trybunę, łamiąc wszelkie zasady fair play.

    Dlatego właśnie system demontażu demokratycznych mechanizmów państwa prawa, wprowadzając orbanowską "nieliberalną demokrację" i tzw. miękki autorytaryzm tak doskonale rozwija się w Polsce. Bo nie tylko ma poparcie zwolenników, ale i sprzyjające warunki rozwoju i cementowania się w rzeczywistości wobec tych pieprzonych prawdopośrodkistów, tych od "jezu nie bądźmy tacy radykalni nic takiego się nie dzieje", Rafałów Wosiów od "jezu tylko bez histerii" i innych idiotów, dających swoim przyzwoleniem jeszcze większą legitymację do rujnowana naszej ojczyzny. Tak stało się na Węgrzech, gdzie przez zręczne instalowanie autorytaryzmu udało się urobić ludzi i wcisnąć im do łbów właśnie taką narrację, jaką sprzedawał Orban.

    Bardzo obawiam się przyszłości. Coraz bardziej. Nie przez rozrastający i radykalizujący się elektorat PiS. Obawiam się o nią jeszcze bardziej przez otępiałych ludzi dających legitymację antydemokratycznym działaniom swoją biernością, negacjonizmem i używaniem określeń, które pasowałyby w cywilizowanym państwie. Teraz to średnio.

    Andrzej Duda nie jest demokratycznie wybranym prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej. Jest niby-prezydentem w niby-demokratycznej rakotwórczej narośli na naszej ukochanej ojczyźnie, wyniesionym przez autorytarne, antydemokratyczne środowisko manipulujące mediami, publicznymi pieniędzmi i procesem wyborczym, stosującym celowe zabiegi "pełzającego zamachu w białych rękawiczkach" tak, żeby wyglądało tak, jakby wszystko było spoko. Tylko spoko nie jest.

    #neuropa #wybory #wyboryprezydenckie2020 #wybory2020 #4konserwy #polityka #boldupy #kazachtlumaczy #orban #polska #stonoga #postkomunistycznepanstwomafijne
    pokaż całość

    źródło: EVA2aerWAAExYMd.jpg

  •  

    Bitwa o wozy - to był jebany majstersztyk. PKW nie ma niestety szczegółowych danych o frekwencji z 2015, ale pobawiłem się w porównanie frekwencji 2019 vs 2020.

    Przeliczając tą deltę przez ilość uprawnionych - gminy objęte programem "wozy+" zaliczyły jakieś 1,35 miliona głosów ekstra, wszystko powyżej 20k - niewiele ponad pół miliona. Zakładając nawet bardzo konserwatywne 60/40 w małych gminach na Dudę - chyba i tak by wystarczyło.

    Oczywiście nie można wszystkiego przypisać wozom, ale to część tego boostu frekwencyjnego. W liczbach bezwzględnych wykres jest jeszcze bardziej uderzający.

    #wybory #polityka #postkomunistycznepanstwomafijne #polska
    pokaż całość

    źródło: scontent.fktw1-1.fna.fbcdn.net

    •  

      @yeron: Może trochę - nie wliczałem na pewno korespondencyjnych (osobna kolumna), W sumie zacząłem też liczyć dla pierwszej vs drugiej tury - co ciekawe, w przedziale 100-200k frekwencja...spadła, na nieco ponad milion dodatkowych głosów oddanych, prawie 700 tysięcy to właśnie małe miejscowości.

      A dwa tygodnie temu też już trwały przecież wakacje.

      Ech, właśnie widzę, że dałem dupy i zamieniłem kolory :D
      pokaż całość

      źródło: i.imgur.com

      +: yeron
    •  

      @mucher: takie coś skleiłem, ale nie mogę znaleźć wyników z 2015 opracowanych z exit polla

      Widać duży ruch w 50-59 w porównaniu z '19 i największy przyrost w 60+ między 1, a 2 turą. Alarm RCB i wozy ( ͡° ʖ̯ ͡°)

      źródło: image.png

      +: mucher
    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Repolonizacja mediów rozpocznie się od portali internetowych. I repolonizacja nie oznaczać będzie tylko wykup kapitału przez Polaków od zagranicznych korporacji ale także wykup od Polaków, którzy w narracji partii nie są Polakami (ergo szkodzą władzy).

    PiS ma ogromny problem z ludźmi korzystającymi intensywnie z internetu. Stąd też te dziesiątki, jak nie setki trolli, które w pocie czoła #60groszyzawpis. Już dawno zauważyli, że tępe masy można łatwo urabiać telewizją, ale w internecie wiele rzeczy jest do sprawdzenia i zweryfikowania. Ponadto jest masa ludzi którzy piszą komentarze, demaskując manipulacje itd.

    Oczywiście, żeby skierować jakieś medium na właściwe tory, nie trzeba od razu sprawiać, żeby zmieniło właściciela. Wystarczy, żeby właściciel polubił się z władzą. Można mu sypnąć reklamami po wysokiej stawce, można go zapraszać do publicznej telewizji w charakterze eksperta.

    Na pewno o ile portale krajowe łatwe będą do ogarnięcia, to problem pojawia się z takim Facebookiem, Twitterem, Instagramem czy YouTube. Nie znam strategii PiS, nie wiem jak chce osiągnąć sukces w manipulacji w sieciach społecznościowych. Na pewno jest to cała armia trolli, chwalących PiS, od kont młodych po "Grażynki". Podatek od cyfrowych gigantów takich jak Apple czy Google nie pojawia się tu też przypadkowo. Możliwe, że chodzi o to, żeby firmy te zaczęły zmniejszać zainteresowanie rozwojem w Polsce a docelowo - może się nawet wycofały. Tu by trzeba było śledzić legislację. W narracji władzy taki podatek od zagranicznych korporacji brzmi fantastycznie.

    Picrel bez związku.

    #anatomiapopulizmu #postkomunistycznepanstwomafijne #polityka
    pokaż całość

    źródło: EVlNNGxX0AEevxS.jpeg

    •  

      @tyrytyty: ale dalej to dziennikarz sportowy

    •  

      Określenie "troll" oznaczałoby, że jest to działanie zamierzone. A tymczasem media społecznościowe pełne są nierozgarniętych mas, które w ten, czy inny sposób korzystają z "dobrodziejstw" dobrej zmiany.
      Nie ma potrzeby ich dodatkowo opłacać bo już są na pasku z tytułu 500+, 13, 14, czy po prostu siedzą na posadzie.


      @qrak01: Tylko oni będą raczej bronili PiS-u za to, z czego korzystają, a nie będą lecieli partyjnym rozdzielnikiem żeby uzasadnić rozwalanie instytucji państwa. Chociaż są osoby, które myślę że kasy za propagandę nie dostają, a potrafią bronić tego, czego nikt o zdrowych zmysłach nie powinien. pokaż całość

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    Hej #postkomunistycznepanstwomafijne #anatomiapopulizmu

    No i przegranko. Różnica jest na tyle duża, że żadne protesty wyborcze nie pomogą. Pewnie bez akcji typu "bitwa o wozy" i alert RCB byłoby równo 50:50, a bez TVP - 45:55. To są wszystko systemowe manipulacje, tylko co z tego? Sam akt wyborczy jest raczej nie do podważenia, po prostu zdobyli więcej głosów i wszyscy przyjmą to do wiadomości, nie da się masowo wytłumaczyć społeczeństwu tego rodzaju relatywnie (w porównaniu z majowymi wyborami) subtelnych manipulacji.

    Co będzie dalej pisałem w jednym z wariantów tutaj. Już widać orientowanie się na PiS np. Gowina, który zaczął dzień od "repolonizować media, ale po ludzku". Pozostałe prognozy (np. upadek Senatu za jakiś czas) pewnie też się spełnią. W PiSie jest teraz pewnie dyskusja czy iść na ostro czy nie na ostro i szczerze mówiąc nie wiem, co wygra. Wydawałoby się, że mając 3 lata mogą wreszcie działać w białych rękawiczkach, ale czy umieją, czy sytuacja z koronawirusem nie wymusi robienia piany? Jakobini zawsze mogą też powiedzieć, że ich metody (np. trzymanie Kurskiego w TVP) się sprawdzają. Z drugiej strony Kaczyński już nieraz pokazał (wymiana Szydło na Morawieckiego), że bierze pod uwagę zmianę struktury społecznej z biegiem czasu i - o ile okoliczności na to pozwolą - wolałby jednak iść w stronę Morawieckiego, a twardej prawicy używa głównie instrumentalnie. Ale to kwestia stylu, dalsze zmiany systemowe są nieuniknione. To nie jest tak, że ktoś złymi metodami przejmuje kontrolę, a potem robi dobre rzeczy. Nawet jeśli ktoś się w ten sposób oszukuje (być może Duda, ale po maju mamy twarde dowody, że już nie Kaczyński), to wewnętrzna dynamika procesów politycznych nie pozwala tak działać, system musi niejako naturalnie dążyć do zabetonowania się.

    A tak na poziomie osobistym? Jakaś tam niewielka część osób pewnie wyemigruje, choć szczerze mówiąc też się trochę śmieję z tych deklaracji. Oczywiście zdarzą się tacy, niemniej skala tego poza pewnymi bańkami nie będzie duża, liczą się dużo bardziej przyczyny gospodarcze i to nawet nie dynamika, a poziom bezwzględny wskaźników dobrobytu i bezrobocia, a te w Polsce niezależnie od polityki gospodarczej rządu są i chyba będą relatywnie znośne, bo w naszym regionie dominuje i jeszcze długo będzie dominował efekt konwergencji z bliskimi Niemcami. W efekcie największy drenaż liberalnej populacji już miał miejsce zaraz po wejściu do UE (za co swoją drogą do teraz płacimy też w wyborach) w zasadzie w izolacji od wewnętrznych powodów politycznych, no i ciągle - jak z całego biedniejszego świata - ten bogatszy podkrada nam najzdolniejszych, ale to są procesy równoległe. Nasza siła przyciągania imigrantów z biednego świata też już jest stosunkowo spora, a z biegiem czasu i pogarszania się sprawy z klimatem będzie jeszcze większa.

    Więc co będzie? Większość po prostu pogodzi się z losem i zajmie się swoim życiem. Tak szczerze mówiąc: cóż mi - skoro jestem heteronormatywny, zarabiam zdalnie, itd. - ten PiS może zrobić? Ano niewiele poza słabymi usługami publicznymi i wolniejszym rozwojem. No może jeszcze podatkami, ale kraje nie w pełni niedemokratyczne mają zasadniczo niższe podatki osobiste. I tak pomyśli wielu. Za komuny (choć to starszy termin i ma swój kontekst) miało to nawet nazwę - emigracja wewnętrzna.

    No dobra. Trzeba zadać sobie leninowskie pytanie - co robić? Eoneon wam powie. Temperatura bieżącego sporu politycznego siłą rzeczy osłabnie, bo poziom startu jest niebotyczny. Po półtora roku każdy ma już dość i to jest naturalne. Ja też muszę się zająć życiem osobistym i zawodowym, bo kto zaglądał na mój profil ten wie, że często łamałem różne "wykourlopowe" obietnice, ale to też dlatego, że chciałem po stoicku ( ͡° ͜ʖ ͡°) mieć spokojne sumienie, że swoje zrobiłem. Dlatego też licznej - zapewnie - grupie osób wybierających się teraz na emigrację wewnętrzną chciałbym powiedzieć, że ok, idźcie, zasłużyliście i to tak powinno być, ale pamiętajcie o trzech rzeczach:

    1. Długoterminowo ważniejsze niż bieżączka są procesy średniego i długiego trwania. Stan świadomości społecznej niezależnie od ustroju promieniuje na klasę polityczną, inny jest populizm w Rosji, inny w Polsce, a inny we Francji. Jeśli przekonacie większość do związków partnerskich, będą związki partnerskie. Klasa polityczna w demokracji, a nawet autorytaryzmie wyborczym, raczej wykorzystuje siły społeczne (jak np. Kościół) niż je tworzy; robi to co najwyżej przy okazji. W efekcie trzeba dbać przynajmniej o jakość swojego otoczenia, o to, żeby miało w miarę zdrowe poglądy. To jest podstawa i to zawsze się przyda - Polsce, Europie, światu. Zaniedbanie przez centrum nowych mediów (jak Wykop w 2007) sprawiło, że pojawił się Korwin i Kukiz, którzy utorowali drogę PiSowi. To jakie jest tło decyduje o tym, które kierunki ewolucji kraju są bardziej, a które mniej prawdopodobne. Praca u podstaw, po prostu. Umówmy się, że pierwsze dwie dekady III RP były kolosem na glinianych nogach, postkomunistyczne społeczeństwo było bombą z opóźnionym zapłonem.
    2. Wspierajcie jakieś media, NGOsy, dawajcie patronajty. Jeśli nie macie czasu, a macie jakieś środki, to wspierające ludzi pracujących nad społeczeństwem, żeby były jakieś niezależne ośrodki, bo przemoc ekonomiczna to podstawowy sposób walki z pluralizmem w naszej epoce. Ja wspieram.
    3. Miejcie gotowość zadziałać w świecie realnym (demonstracje?) na ewentualność jakichś większych przesileń, które zawsze mogą się zdarzyć.

    Poza tym żyjcie własnym życiem, każdy ma do tego prawo :). No chyba że ktoś jeszcze nic nie zrobił, a niedawno coś zrozumiał. Może teraz wasza kolej, żeby mocniej popracować, stworzyć jakiś tag, profil, vlog. Może taka dobrowolna i narzucona samemu przez siebie "służba wojskowa" to jest właśnie nowoczesny patriotyzm.

    PS: https://www.wykop.pl/wpis/41353461/jest-taka-ksiazeczka-o-tyranii-dwadziescia-lekcji-/

    #neuropa #polityka #wybory
    pokaż całość

    źródło: berlinpolicyjournal.com

    •  

      @gumiorek: Rozumiem. W porównaniu z rokiem 2015, kiedy ja wyjeżdżałem, warunki się mocno zmieniły. Wielka Brytania wyszła z UE, zaczyna się przepotężny kryzys i wiele osób traci pracę. To sprawia, że warunki do emigracji są raczej dalekie od luksusowych. No i pytanie jaki się ma kompetencje. Wyobrażam sobie, że przy zapaści wielu branży, w tym turystycznej, znalezienie pracy na zmywaku, czy w magazynie może nie być łatwe.

    •  

      @StaraPlomba: No ja jestem takim powiedzmy szeregowym korpoludkiem, ale mam też takie drugie zajęcie, bardziej hobbystyczne, ale dające mi pieniądze i nie ukrywam, że to z nim wiążę jakieś ew. nadzieje wyjazdowe. Natomiast właśnie zdaję sobie sprawę z sytuacji geopolitycznej, a też nie będę ukrywał, że ze względu na kwestie języków obcych najbardziej podchodzą mi właśnie UK i Irlandia w kwestii ew. emigracji - a jak teraz jest z UK każdy widzi i wyjazd tam też jest obarczony ryzykiem. I dlatego też w pierwszym wpisie w tym temacie zaznaczyłem, że też i w przypadku jakiejś większej fali emigracji ekonomicznej może być ten problem, że nie będzie w Europie chętnych na jej przyjęcie. pokaż całość

    • więcej komentarzy (68)

  •  

    Nie jestem zły. Jestem mega rozczarowany, że czeka nas teraz wiele lat dalszego wycofania z Europy, oddalania się od liberalnych wartości na rzecz wyimaginowanej walki z "prywaciarzami", "liberałami" i "zagranicznym kapitałem".

    Mam cichą nadzieję, że nie skończy się to chociaż wenezuelską inflacją i bezrobociem na poziomie Grecji z 2013 r. (28%), choć tak naprawdę to jedyny sposób, żeby się klimat polityczny zmienił.

    Dla Kaczyńskiego te wyniki to też sygnał, że ma zielone światło przed najbliższymi wyborami parlamentarnymi do uzyskania większości konstytucyjnej. Nie zdziwię się nic a nic gdy w przyszłym roku rozpocznie majstrowanie przy ordynacji wyborczej i/lub gdy zacznie grzebanie przy okregach. Może JOWy? To byłoby dla niego korzystne.

    Po prostu mi przykro, że strach przed "gejami gwalcącymi dzieci na ulicach" i niechęć do polityka, który kupuje mięso i ciastka za 40 zł zwyciężyła z możliwością budowania otwartego, mądrego i oświeconego społeczeństwa.

    I nie jestem też zwolennikiem podkreślania tego kto głosował na PiS. Wypominanie tego tylko pogłębia podziały i betonuje elektorat. Choć po prostu przykro, że nie udało się tych ludzi przekonać. Choć zabrakło starań o ten rodzaj elektoratu.

    PS. Teraz PiS zabierze się za rozmontowanie #konfederacja. Nie dziś, nie jutro, ale do wyborów nic z was nie zostanie, nie mam co do tego złudzeń. Oczywiście nie będą zamykać do więzień za działalność opozycyjną. Są subtelniejsze sposoby.

    #bekazpisu #postkomunistycznepanstwomafijne #anatomiapopulizmu #polityka
    pokaż całość

  •  

    Jeżeli masz opory moralne przez zagłosowaniem na opozycyjnego kandydata, to w zupełności Cię rozumiem. Mam 32 lata, też pamiętam co było pięć lat temu. Mimo wszystko, jeśli nie chcesz iść głosować, to proszę, abyś przeczytał(a) ten post. Postaram się jak najkrócej.

    Co się może realnie stać, jeżeli obecna partia dostanie kolejne 3 lata samodzielnych rządów? Dlaczego ludzie straszą, że "to mogą być ostatnie wolne wybory"? Ile razy już to słyszeliśmy? Temat jest trudny i nieoczywisty, dlatego zebrałem dla Was telegraficzny skrót tego, co stało się na Węgrzech gdy do władzy doszła autorytarna partia.

    Cóż, wybory parlamentarne za 3 lata na pewno się odbędą. Tylko że przez ten czas:

    - Można powierzyć organizację wyborów partyjnemu ministrowi z pominięciem wszelkich demokratycznych organów kontroli. Już prawie im się udało w maju! Zatrzymał ich Senat rzutem na taśmę. Na Węgrzech wszyscy nadzorcy wyborów są już wybierani przez partię.

    - Można wykupić Gazetę Wyborczą i TVN. Na Węgrzech się udało. U nas już próbowali i w końcu też się uda. Tylko najpierw trzeba te media obciążyć bardzo dużym podatkiem od przychodów z reklam (z którego zwolnione będą media "misyjne"). Na Węgrzech największą gazetę wykupiono i zamknięto.

    - Można zmienić prawo w taki sposób, żeby można było dowolnej opozycyjnej partii dowalić dowolną karę od której nie będzie się można odwołać. Na Węgrzech największa partia opozycyjna dostała trzy takie kary i jest na skraju bankructwa.

    - Można zmienić ordynację wyborczą w taki sposób, żeby 44% głosów dawało 66% miejsc w sejmie, czyli większość konstytucyjną. Takie były wyniki na Węgrzech w 2014 roku.

    A przed każdymi kolejnymi wyborami:

    - Można zachęcić do pójścia na wybory wozami strażackimi. Oczywiście tylko w małych gminach, gdzie ludzie zazwyczaj głosują na nas.

    - Można przegłosować kolejne dofinansowanie, które wypłacimy ludziom akurat tuż przed wyborami. Najlepiej w potrójnej wysokości na start jako "wyrównanie". Zrobiono to u nas i z 500+ i z dodatkowymi emeryturami.

    - Można dofinansować telewizję 2 miliardami złotych a potem emitować w wiadomościach o 19:30 spoty wyborcze partii. W końcu nikt nie ma więcej pieniędzy, niż państwo. Link w komentarzu.

    Każdy z tych przypadków jest realny. Każdy z nich już się wydarzył u nas, na Węgrzech lub w innym "demokratycznym" kraju. W Rosji przecież też są wybory, prawda? Ich obecny prezydent właśnie kończy czwartą kadencję i ma przed sobą dwie kolejne.

    Wybory parlamentarne za 3 lata na pewno się odbędą. Prawdopodobnie nikt realnie nie będzie już wtedy w stanie ani politycznie ani finansowo zagrozić obecnej władzy. Wtedy obwini się opozycję o nieudolność, bo przecież wszyscy mieli cały czas równe szanse.

    Opozycyjny prezydent jest w stanie zatrzymać każdą taką ustawę przez kolejne 5 lat. Z tego powodu ja pójdę i zagłosuję. Dla mnie tym "większym złem" jest niegłosowanie w tę niedzielę.

    ---

    #postkomunistycznepanstwomafijne #anatomiapopulizmu #polityka #wybory

    Pozdrowienia dla użytkowników @eoneon @Topkapi @papaj_21_37
    Wszyscy robicie bardzo solidną robotę, naprawdę mega szacun. Wasz content zainspirował mnie do zrobienia takiej ciut bardziej populisyczno-clickbaitowej kompilacji :)
    pokaż całość

    •  

      @wilku88: a co ja jestem? Jakiś rzecznik prasowy czy co? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Na tyle na ile ja o tym czytałem, to w 2007 i tak nie mieliśmy żadnego pola manewru, bo nie było żadnej alternatywy, a Rosja bardzo lubi używać szantażu energetycznego (zwłaszcza w zimie) jako środek nacisku.

      Tyle tylko, że po podpisaniu tej umowy wyciągnięto wnioski i rozpoczęto budowę gazoportu w Świnoujściu, aby mieć jakąś alternatywę (choćby w postaci atutu podczas negocjacji).

      I teraz dochodzimy do nieszczęsnego roku 2010, gdy umowa była renegocjonowana przez premiera Pawlaka. Gdzieś widziałem info, że delegacja pojechała na te negocjacje do Moskwy kompletnie nieprzygotowana, bez planu negocjacji, nawet bez zakresu kompetencji jakie posiadała. I tam dała ciała kompletnie. I w sumie to, że dała ciała aż tak bardzo to później obruciło się na naszą korzyść, bo podpisali coś, do czego nie mieli uprawnień i UE im tą umowę unieważniło. Tam w ogóle były ciekawe kwiatki, bo ponoć na stole leżała data dostaw do 2047 roku (czy coś w ten deseń). Już nie pamiętam, czy była ta datą podpisana, czy nie. Dodatkowo, skoro gazoport już był w budowie, to dalsze wydłużanie terminów i zwiększanie ilości dostaw było dla Polski niekorzystne, bo działało na szkodę gazoportu w Świnoujściu.

      W każdym bądź razie UE w pewnym momencie zauważyłam że ktoś wchodzi w jej kompetencje i umowę unieważniło. Do tego czasu budowę gazoportu ukończono, a jeszcze w 2014 (czy 2015) rząd Ewy Kopacz zaczął się starać i odszkodowanie, co ostatecznie doprowadziło do tego, że w 2016 rząd Polski (już wtedy Beaty Szydło) założył sprawę w Sztokholmie i ją wygrał.

      Post Sciptum: W roku 2020 Polska przestała importować gaz z Rosji w całości przestawiając się na import morski z wykorzystaniem gazoportu w Świnoujściu.
      pokaż całość

      +: wilku88
    •  

      @imateapot: Brzmi sensownie. A zapytam jeszcze @Arytmetyk co może do tego dodać?

    • więcej komentarzy (26)

  •  

    Polityczne morderstwo w białych rękawiczkach, czyli o tym jak Fidesz zatopił Jobbik i odesłał go w niebyt.

    Historia Jobbiku to jedna z najbardziej interesujących politycznych historii ostatnich lat oraz prawdziwy polityczny zwrot o 180 stopni.

    Jak się to wszystko zaczęło, czyli o Jobbiku słów kilka

    Jobbik został założony w 2003 roku. Przez pierwsze lata - pomimo radykalnego przekazu - raczej bez sukcesów, a ichniejszy żywot przebiegał dosyć spokojnie. Prezent od polityki dostali w 2006 roku - wyciek rozmowy Gyurcsányego (ówczesnego premiera Węgier), w której mówił o kłamaniu w dzień i noc, byleby zdobyć reelekcję w wyborach, a do tego kryzysy gospodarcze (najpierw mniejszy kryzys na Węgrzech w okolicach 2006 roku oraz późniejszy krach z 2008) były idealnym zapalnikiem dla radykalnej partii z prawej strony politycznej. Szczególnie, że Fidesz wtedy, o dziwo, uchodził za partię porządku prawnego i racjonalizmu politycznego, co podbudowywał swoją twardą postawą, że rządu obalać nie można (co realnie oczywiście miało inne powody - chodziło głównie o dogotowanie socjalistów i liberałów w kryzysie i rozprawienie się z nimi na dobre, a władzę przejąć z kilkuletnim opóźnieniem, ale ze zdecydowaną większością oraz na dłużej). Jobbik więc miał monopol na radykalny przekaz przeplatany wręcz przemocą.
    I żeby ktoś nie pomyślał, że upiększam epitetami na konieczność tego tekstu - przekaz naprawdę był radykalny, a swego czasu Jobbik był uważany za najbardziej radykalną nieplanktonową (czyli taką, której udało się wejść do parlamentu) partię w całej Europie. Jobbik wręcz stronił od regularnego i dyplomatycznego języka polityki - rozprowadzali ulotki, w których nawoływali do aresztowania Gyurcsányego, mieli własną organizację paramilitarną (Gwardię Węgierską, rozwiązaną później przez sąd, który argumentował decyzję tym, że działalność organizacji jest sprzeczna z prawami człowieka zapisanymi w węgierskiej konstytucji), owa organizacja paramilitarna lubiła sobie przejść węgierskimi wioskami w imię sprzeciwu wobec mniejszości romskiej (tu warto zaznaczyć, że sam Jobbik nawoływał do "rozwiązania problemu współistnienia Węgrów z Romami", jakkolwiek to nie brzmi) i ichniejszej przestępczości, a politycy partii potrafili w parlamencie wprost używali antysemickich nastrojów swojego elektoratu, zadając pytania tego typu w parlamencie:

    Ile osób żydowskiego pochodzenia, spośród tych zasiadających w parlamencie i rządzie węgierskim, stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Węgier?

    Po tych słowach doszło do kuriozalnej sytuacji, w której Fidesz wyszedł na protesty przeciwko antysemickim wypowiedziom wraz z lewicą (a to było już po zwycięstwie Fideszu w 2010 roku i kompromitacji wcześniejszych rządów), w dodatku o Jobbiku było głośno w całej UE.
    Jakby tego było mało, Jobbik postulował wyjście z Unii Europejskiej (potrafiąc uroczyście spalić flagę na demonstracji), NATO i odwrócenie się w stronę wschodu - czyli w kierunku Rosji, oraz, co ciekawe, w kierunku muzułmańskiej Turcji. Często przywoływali swoje słowa z początków działalności, kiedy to (jeszcze przed wejściem do UE) zadawali pytanie brzmiące: "Chcecie być w UE, czy chcecie być wolni?"

    Jobbik startował w wyborach w 2009 roku do PE, w 2010 do węgierskiego parlamentu - w obu odniosła sukcesy i ichniejsza pozycja na węgierskiej scenie politycznej zaczęła się stabilizować. Zdobywali bardzo duży rozgłos swoimi kontrowersyjnymi i radykalnymi wypowiedziami. Jednakże w okolicach 2013 roku poczuli, że mają szansę na wspięcie się jeszcze wyżej, więc zaczęli tonować przekaz. Oczywiście, nie odcięli się od swojej radykalnej twarzy, po prostu zaczęli przemycać coraz to więcej tej racjonalnego i spokojnego wizerunku. W wyborach 2014 roku nieco poprawili swój wynik i stali się najsilniejszą partią opozycyjną (dalej przegrali z koalicją lewicową, ale jako samodzielna partia byli już bezpośrednio pod Fideszem). I tutaj zaczyna się cała zabawa.

    Kryzys migracyjny, czyli jak zaryzykować i wykorzystać kryzys własnego ugrupowania do umocnienia się na scenie kosztem opozycji

    Początki 2015 roku nie zapowiadały się dobrze dla Fideszu. Po pierwsze - konflikt Orbana z Simicską (oligarchą mającym w rękach niemalże całe media) - Simicska publicznie Orbana obraził, a następnie przekierował swoje sympatie w stronę Jobbiku. Po drugie - Fidesz stracił większość konstytucyjną i potrzebował wsparcia opozycji do przegłosowania zmian wymagających 2/3 głosów. Następnie przyszedł kryzys migracyjny, który mocno poturbował publiczną opinię rządów Fideszu, a opozycja zaczęła z nadzieją patrzeć na rozwój sytuacji, bo Jobbik rósł w siłę jak nigdy. W szczytowym momencie zbliżył się do 30% w sondażach, a jego zysk odbywał się głównie kosztem Fideszu (z 55% zjechali na poniżej 40). Jak najbardziej były powody do patrzenia pozytywnym okiem w przyszłość i do pokładania nadziei w wyborach w 2018 roku. Oczywiście Orban zrobił wszystko, żeby opozycja nie miała powodów do radości. Ale nie uprzedzajmy faktów.

    Kryzys migracyjny, setki tysięcy osób pojawiające się w krótkich odstępach czasu przy granicach Schengen - raczej wszyscy to pamiętają. Tylko co się wtedy działo na Węgrzech? Uporządkujmy to chronologicznie.
    1. Początek: pojawienie się fali migrantów, Fidesz przechodzi do defensywy: buduje mur, który uniemożliwia wtargnięcie na teren Węgier, jednocześnie sprzeciwia się polityce kwotowego przydziału uchodźców z UE. Lewicowa opozycja solidaryzuje się ze zwolennikami przyjęcia wymaganych kwot, Jobbik pozostaje w martwym punkcie. Nie może już w jawny sposób przedstawiać radykalnej ksenofobii (ze względu przemiany w bardziej racjonalną i umiarkowaną opozycję), dzięki której pokazaliby bardziej radykalną twarz niż Orban, który postąpił bardzo twardo wobec UE, ale nie mogą też przejść w stronę lewicowej opozycji, bo podpisaliby na siebie wyrok śmierci. Koniec końców poparli działania Fideszu w sprawie kryzysu.
    2. W obliczu presji politycznej pochodzącej z UE, Orban decyduje się na ryzykowny krok i chce zorganizować referendum, w którym Węgrzy zadecydują o tym, czy kwoty uchodźców powinny zostać przez rząd przyjęte, czy odrzucone. Lewica nawoływała do bojkotu referendum (aby nie uzyskać kworum), Jobbik z Fideszem agitowały za głosowaniem. Jednocześnie Jobbik starał się kręcić bat na Fidesz, pielęgnując narrację, że jeśli referendum nie odniesie sukcesu, Fidesz powinien zrezygnować z rządzenia. Jobbik również starał się robić polityczne podchody, samemu oferując w parlamencie głosowanie za ustawą, która uzna nacisk na przyjęcie migrantów z innych krajów wbrew sprzeciwu Węgrów uznać za niezgodny z prawem. Orban propozycję odrzucił i postawił na swoim. Referendum nie uzyskało kworum, ze względu na około ~40% frekwencji (ale niemalże 100% udzielonych głosów było przeciwne kwotom).
    Referendum było umiarkowanym sukcesem Orbana, ale Jobbik otrzymał zauważalny cios. W ręce Fideszu wpadł silny demokratyczny argument przeciwko kwotom uchodźców, a opinia na temat rządzących wśród jego zwolenników się bardzo poprawiła i znów zjednoczyła cały elektorat wokół partii. Jednocześnie, Jobbik pozostał prawie nieobecny w kampanii (poza kilkoma głośniejszymi atakami na politykę Fideszu), co było całkowitym zaskoczeniem. Nikt nie spodziewał się, że ktoś jest w stanie zajść Jobbik od prawej strony i zostawić ich w kompletnej próżni.
    3. Referendum nie odniosło pełni zakładanego sukcesu, więc zaraz po nim trzeba było stanowczo działać. Orban bardzo szybko poszedł w kierunku, który Jobbik proponował wcześniej - czyli chciał zmiany, która uznawała nacisk na przyjęcie imigrantów wbrew woli Węgrów jako akt niezgodny z węgierskim prawem. Jobbik, który nie chciał się podkładać i dać politycznie wykorzystać, powiedział, że zagłosuje za ustawą tylko i wyłącznie wtedy, gdy zostanie dodana poprawka zakazująca imigrantom kupowanie obligacji wspomagających uzyskanie wizy Schengen. Orban nie dał się zatraszyć i postawił na swoim. A z racji, że większości potrzebnej do przegłosowania uchwały nie miał, projekt przepadł. Realia polityczne w społeczeństwie odebrały to wydarzenie jako zacementowanie Orbana i Fideszu jako jedynej godnej zaufania opcji, która postawi się UE oraz uchroni Węgry przed zalewem uchodźców.

    Nastąpił przełom w polityce prowadzonej przez Jobbik wymuszony sytuacją polityczną. Orban w jasny sposób przesunął się na prawą stronę polityczną i zagospodarował ją niemalże w całości, wypychając Jobbik w stronę centrum. Od kiedy stało się jasne, że Jobbik na prawej stronie nie ma szukać czego innego niż wojny na wyniszczenie (w której nigdy nie miałby szans), musiał skręcić w stronę centrum. O wychodzeniu z UE już nikt nie mówił, pojawiła się narracja, że zamiast opuszczać UE trzeba ją zreformować. Jobbik zaczął się dystansować od antysemickiej retoryki, nie było już widać w ichniejszych kręgach zainteresowania światem muzułmańskim. A na koniec prawdziwy gamechanger - Jobbik uznał marsz równości w Budapeszcie za podstawowe prawa człowieka do wolności, które to jest stale ograniczane przez rządzących. Z radykalnej prawicy, która z mównicy sejmowej, bez owijania w bawełnę, postawi pytanie, czy Żydzi nie są zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego Węgier, do centroprawicy, która będzie broniła marszów homoseksualistów argumentując to jako obronę podstawowych wolności obywatelskich. Zmiana się dopełniła.

    W marcu 2019 roku Jobbik demonstrował trzymając się za ręce z opozycją. Lewą rękę podali socjalistom, a prawą progresywnym liberałom. Na demonstracji pojawił się też oczywiście Gyurcsány, którego Jobbik jeszcze kilka lat temu chciał aresztować. Demonstracja odbywała się w proeuropejskich nastrojach, a w tle można było usłyszeć grający hymn UE. Czego domagali się demonstranci? Demokracji, rządów prawa oraz obrony wartości Unii Europejskiej.
    Tutaj warto zaznaczyć, że demonstrujacy Jobbik jest aktualnie trupem politycznym, bankrutem, żyje od pierwszego do pierwszego, a jeszcze niedawno władze partii rozważały jej rozwiązanie. I to wszystko poprzez polityczny geniusz premiera Węgier, który tak rozegrał Jobbik? Bynajmniej.

    Droga na bruk, czyli o tym jak ważne jest utrzymanie niezależnych od władzy organów

    Na początku 2015 roku patrzono z optymizmem w przyszłość. Wybory 2018 były celem opozycji, która upatrywała w nich swoje szanse na przełamanie monopolu Fideszu (oczywiście patrząc z nadzieją na świetnie radzący sobie Jobbik, który rósł w siłę i stale zmniejszał dystans do lidera sondaży). Żadnym zaskoczeniem jest, że poza politycznym rozgrywaniem partii opozycyjnych, Orban sięgnął po mniej moralne środki walki.
    W 2017 roku ÁSZ (przypadkiem kontrolowany przez Orbana) nałożyła ponad pół miliarda forintów kary na Jobbik. Powodem była preferencyjna cena reklam, które Jobbik zakupił od Simicski podczas wcześniejszej kampanii wyborczej (oczywiście chodzi tutaj głównie o kwestię osobistych porachunków Simicski z Orbanem). Zanim partia zdążyła się oswoić z problemami finansowymi i nowymi realiami, na początku następnego roku, ASZ nałożyła kolejną karę, tym razem w wysokości około 135 milionów forintów. Szybko się okazało, że grzywny są za wysokie, aby można było je zapłacić. Nawet zakładając, że cała subwencja byłaby przeznaczona na spłatę zobowiązań, dalej byłoby to za mało. A na horyzoncie były kolejne wybory.
    Jak łatwo się domyślić - owe wybory nie przyniosły realnej poprawy sytuacji Jobbiku w parlamencie, a Fidesz kolejny raz umocnił swoją władzę. I gdy przewidywania wskazywały, że walka z największą partią opozycyjną ustanie, Orban zaskoczył jeszcze raz. ASZ nałożyła kolejną grzywnę, która sprowokowała nadzwyczajne posiedzenie władz Jobbiku, podczas którego pod dyskusję poddawano całkowite rozwiązanie partii i zaprzestanie działalności.
    Smaczkiem w całej historii jest to, że nie ma podstawy prawnej, która pozwoliłaby ASZ nałożyć tak wysokie kary. A kto stoi na czele ASZ? Ciężko się nie domyślić - były poseł, który startował z list Fideszu.
    Aha, jeszcze jeden szczegół - od decyzji ASZ nie można się odwołać, jest ona ostateczna, bo prawo nie przewiduje możliwości odwołania się w innej instytucji. Podobnie, jak nie przewidywało tak dużych kar ( ͡º ͜ʖ͡º)

    I w taki sposób, z partii, w której wielu widziało wojownika godnego pojedynku z Orbanem, Jobbik został strącony w polityczny niebyt oraz na skraj bankructwa, a z 30% i nadziei na udział rządzie albo chociaż złamanie większości konstytucyjnej nie zostało nic poza wspomnieniami, bo ostatnie sondaże to raczej poparcie jednocyfrowe, przy ponad 50% dla Fideszu.

    Czy to odsobniony przypadek? Nic bardziej mylnego. W maju bieżącego roku Koalicja Demokratyczna utraciła finansowanie z budżetu decyzją właśnie ASZ, a wcześniej w podobny sposób rozprawiono się z partią Momentum. Dołóżmy do tego kwestie opisywane przeze mnie w przeszłości, czyli zmanipulowanie systemu wyborczego, stałe dokręcanie śruby opozycji i upartyjnianie kraju - i mamy przepis, który w odpowiednie manipulując rzeczywistością jest w stanie zapewnić sukcesję jedynej słusznej partii, a opozycja może jedynie sobie pomarzyć o wpływie na rząd - bo niezależnie od jej potencjału, zostanie rozegrana, a następnie dobita przy użyciu aparatu państwowego.

    To tak ku informacji, gdyby ktoś się jeszcze zastanawiał, czy wybór pewnego prezydenta i zabetonowanie systemu na kolejne kilka lat jest bezpieczne politycznie ( ͡º ͜ʖ͡º) szczególnie wyborcy schowani pod tagiem #konfederacja powinni to poddać pod przemyślenia, bo można dostrzec pewne paralele, a chyba lepiej mieć prezydenta z trochę innej bajki światopoglądowej, niż w 2023 roku wylecieć z Sejmu jako bankrut. I to oczywiście się tyczy wszystkich, którzy sympatyzują z różnymi opcjami opozycyjnymi - na browarka pod plener można skoczyć po oddaniu głosu, naprawdę warto poświęcić chwilę na zagłosowanie.

    Następny wpis będzie skupiony wokół języka przekazu oraz budowaniu tożsamości właśnie przy użyciu języka, oczywiście na przykładzie Węgier, Fideszu i opozycji wobec niego (oraz jej błędów). Mam nadzieję, że napiszę go jeszcze w tym miesiącu, ale nie obiecuję.

    A na koniec, wykorzystując okazję, jeszcze raz - poświęćcie trochę czasu i idźcie zagłosować, naprawdę, warto.

    Wcześniejsze wpisy o Węgrzech: 1; 2; 3.

    #anatomiapopulizmu #postkomunistycznepanstwomafijne #neuropa #polityka #wybory
    pokaż całość

    źródło: jta.org

  •  

    Bardziej boję się trzech gazet niż trzech tysięcy bagnetów - Napoleon Bonaparte.

    Tym oto cytatem, chciałbym kontynuować swój poprzedni wpis na temat demokracji w Polsce.

    Repolonizacja mediów czyli analiza: jak to zostanie zrobione, potencjalne zagrożenia i ryzyko jakie się z tym wiąże.

    Myślę, że ataki na Fakt i zarzuty o jego niemieckim pochodzeniu źródło. to dobry czas, na poważne poruszenie tematu repolonizacji mediów w debacie publicznej zwykłych obywateli, z dala od medialnego zgiełku i krzyku.

    Nie będę się tu rozpisywać na temat samego Ringier Axel Springier AG, które jest właścicielem Ringier Axel Springer Polska i na temat Henry’ego Kravisa, amerykańskiego miliardera wspierającego republikanów w Stanach Zjednoczonych (tj. m.in. Donalda Trumpa) i jego koneksjach z Ringier Axel Springer AG, bo te informacje można znaleźć w google w kilka sekund źródło

    Skupię się natomiast na bardzo nacjonalistycznym i narodowym spojrzeniu i haśle jakim karmi nas dziś PiS oraz Telewizja Polska pt. „Repolonizacja mediów”, „zagraniczny kapitał” itp.

    Po co chcemy repolonizować media?
    To jest doskonałe pytanie, na które odpowiedź jest jasna: jesteśmy Polakami, dumnym narodem środkowo-wschodniej Europy i jako ten dumny naród, chcemy sami decydować o jego losach, uważamy, że tylko polskie media będą dostatecznie bronić naszych interesów, będą działać zgodnie z naszą racją stanu, będą niezależne i będą tworzyć opinie zgodnie z naszym światopoglądem. Czy aby na pewno?

    Zatrzymaj się i posłuchaj
    Wyobraź sobie kraj, w którym państwowa telewizja przez kilka lat z rzędu nie wypowiedziała ani jednego słowa krytyki na działania rządu. Wyobraź sobie, że przez te kilka lat prezydent wspierany przez autorytarny rząd, który wygrał ostatnie wybory nie został ani razu skrytykowany za swoją służalczość. Wyobraź sobie w końcu, że aparatczycy telewizyjni dobrze żyją z politykami, będącymi blisko obozu władzy, że dzięki swojej ofiarnej służbie szybko awansowali w szeregach tegoż nadawcy państwowego, z szeregowego można powiedzieć, prezentera, na prezentera mogącego zarobić grube dziesiątki tysięcy w ciągu roku i mogącemu pokazywać się milionom telewidzów przed telewizorami kilka/naście razy w miesiącu.

    A teraz spójrz na Telewizję Publiczną i odpowiedz sobie na pytanie - jak bardzo daleki jest opis tych wyobrażeń od rzeczywistości, którą widzisz?

    Przykład? Proszę bardzo. Danuta Holecka za swoją wierną służbę ideałom PiS, od 2016 regularnie jest prowadzącą głównego wydania Wiadomości, po wielu latach prób, starań oraz ciężkiej pracy, została doceniona. Dziś zarabia około 40.000 zł plus VAT miesięcznie źródło

    Dużo? Niedużo? Prezenterzy TVN lub prowadzący programy śniadaniowe tej stacji zarabiają wg różnych źródeł (nie podam żadnego, bo są to typowe portale plotkarskie) kwoty o 20% wyższe. Jednak różnica jest taka, że TVN utrzymuje się z reklam, a Telewizja Publiczna - z podatków.

    Jak repolonizować media
    Oczywistym faktem jest, że repolonizacja mediów nie może nastąpić w drodze ustawy czy innej formy prawnej. To byłoby oczywiste, i, podobnie jak z przejęciem sądów, należy tego dokonać w sposób podobny do efektu mrożącego. Dlaczego? Ano dlatego, że różne organizacje pozarządowe czy nawet sama UE chętnie by się tym tematem zajęła, gdyby, ni stąd, ni zowąd, rząd lub Spółka Skarbu Państwa kupiła w podejrzany sposób którąś z gazet. Zwłaszcza mając twarde dowody, wręcz podane na tacy, jak ustawa czy rozporządzenie.

    Część wydawnictw chętnie sprzeda swoje tytuły bez większych oporów, o ile ktoś zaproponuje dobrą cenę. Są też i takie, które, ze względów ideologicznych, nie będą chciały tego zrobić, bo prócz dochodów, które osiągają, kierują się też prawdziwie ideową myślą piątej władzy i po prostu prócz kasy, liczy się dla nich coś więcej.

    Wtedy następuje efekt mrożący. Minister właściwy, wyznaczony do tego zadania, posiadający uprawnienia, może, dajmy na to, skupić swoje działania na przykład na regularnych, drobiazgowych i wystarczająco upierdliwych kontrolach skarbowych. Choć to dość drastyczny przykład.

    Ale przecież jest sposób, w którym można upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Wystarczy podnieść opodatkowanie reklam. Media opłacane z naszych podatków poradzą sobie z tą chwilową niedogodnością. Ba, przepisy można skonstruować w taki sposób, żeby publiczni nadawcy w jakiś dziwny sposób, znaleźli się poza kręgiem środków masowego przekazu objętych nowymi, wyższymi stawkami podatku. Słynne „lub czasopisma” może być warte więcej niż tysiąc słów. W mediach przychylnych władzy dowiemy się za to, że rząd walczy z zagranicznymi korporacjami, mocno je opodatkowując, czym sprawia, że więcej pieniędzy zostaje w kraju. Na ideologicznych i emocjonalnie przywiązanych do kraju wyborców w zupełności to wystarczy

    I wtedy wchodzę ja, cały bez podatków
    I wtedy, gdy podatki już są tak wystarczająco wysokie, a nadawcy i wydawcy pozbawieni dużej części dochodu, zmuszeni do zwiększenia ilości reklam, zauważają, że następuje z tego powodu odpływ widzów lub czytelników. Spadają też ich dochody, zmuszeni są też do redukcji etatów, czym pogarszają jakość produktu finalnego. Cała ta seria zdarzeń nie następuje w tydzień, ani nawet w dwa, a jest to proces wieloletni, obliczony na konkretny długofalowy skutek.

    I wtedy przychodzi biznesmen, którego wcześniej nękaliśmy częstymi kontrolami skarbowymi a on dogaduje się nie do końca otwarcie, że w zamian za spokój ze strony instytucji państwowych, on bardzo chętnie kupi tamtą telewizję lub tamtą gazetę. Nie dość, że kupi ją stosunkowo tanio to w dodatku będzie mieć święty spokój od instytucji państwowych. Oczywiście pod warunkiem, że dane medium będące w jego posiadaniu, będzie produkować materiały zgodnie z linią rządową.

    Oczywiście taki biznesmen, może przyjść w dowolonym momencie, w końcu część wydawców sprzeda swoje produkty, o ile ktoś zaproponuje dostatecznie dobrą cenę.

    To zaczyna się powoli dziać na naszych oczach. Zygmunt Solorz lada moment stanie się właścicielem Interii a sam Solorz, który jeszcze kilka lat temu był dość neutralny w swojej opinii na temat władzy, dziś nie do końca pozostaje neutralny, źródło 2, źródło 3

    Nikt przecież nie będzie mieć wątpliwości, gdy powiemy, że Polsat ma 100% polski kapitał, prawda? Teraz to samo będzie można powiedzieć o Interii. I to się spodoba wyborcom, którzy nastawieni są na dumę narodową.

    Oczywiście to jeden ze sposobów na repolonizację danego medium, bo tych sposobów można opracować znacznie więcej, z mniejszą bądź większą skutecznością.

    Przykład „przejęcia” prywatnego biznesu na cele państwowe czy wręcz rządowe i to w sposób niekoniecznie bezpośredni mieliśmy parę lat temu na Węgrzech. W 2011 r. węgierski parlament uchwalił ustawę zakazującą umieszczania billboardów bezpośrednio przy drogach. Dziwnym zbiegiem okoliczności, najmocniej uderzyło to w jedną z firm, które były na celowniku Fidesu od dawna. Polecam wpis @tokapi który dość dobrze tłumaczy perypetie firmy ESMA z Węgier źródło o ESMA

    Jak zrepolonizowane media utrzymają się w gospodarce wolnorynkowej
    Powiecie, że przecież ludzie w większości nie są ślepi i głusi na propagandę rządowych mediów lub tych, które wspierają rząd. Oczywiście, poczytność wielu wydawnictw spadnie i to diametralnie, ale wtedy przychodzą Spółki Skarbu Państwa, które bardzo chętnie będą się w takich tytułach reklamować.

    Przytoczę tu dane z lat 2015 oraz 2018 dotyczące wydatków Spółek Skarbu Państwa na reklamy w kilku wybranych tytułach prasowych (tytuł, wydatki w 2015, 2018, różnica %)
    wSieci: 1.151 mln / 26,554 mln
    Do rzeczy: 1,829 mln / 13,062 mln
    Gazeta Polska: 0.091 mln / 8,882 mln
    Wprost: 7,132 mln / 10,992 mln
    Newsweek: 4,808 mln / 0,937 mln

    pełne zestawienie

    Spójrzmy teraz na sprzedaż tych wydawnictw średnio w 2014 / 2018 roku (nie nakłady a sprzedaż rzeczywista)
    wSieci: 77 557 / 44 215 szt.
    Do rzeczy: 60 992 / 34 519 szt.
    Gazeta Polska: 40 034 / 26 854 szt.
    Wprost: 59 673 / 17 283 szt.
    Newsweek: 119 578 / 85 357 szt.

    źródło za 2014 oraz za 2018

    Skutki długofalowe
    Społeczeństwo pozbawione pluralizmu medialnego, dostępu do szerszego spojrzenia na świat oraz opinii, będzie bardziej podatne na zapędy autorytarne władzy. Autorytaryzm opiera swój światopogląd na ograniczeniu możliwości wyboru osobom, które nie chcą tych wyborów dokonywać, w przedstawianiu świata na zasadzie zerojedynkowej, na wskazaniu ludziom co jest dobrem a co złem, gdzie jest wróg, jakie są nasze cele, nasza społeczność. Demokratyczne państwo pozbawione niezależnych mediów, stoczy się wprost w otchłań autorytaryzmu czy - jak to nazywa Viktor Orbán - nieliberalnej demokracji.

    Przyczynami tej zmiany [poparcie dla nieliberalnej demokracji - dop. papaj) są lęki i zagrożenia związane ze wzrostem złożoności i zmienności ponowoczesnego świata, z różnorodnością, z kryzysem uchodźczym oraz brak nadziei na awans społeczny młodej generacji, ale przede wszystkim poczucie odrzucenia przez liberalne elity

    Pisze prof. dr hab. Krystyna Skarżyńska z SWPS

    Co ważne, ten autorytaryzm w Polsce zaczyna się coraz bardziej uzewnętrzniać. Wystarczy spojrzeć na uczestników wieców wyborczych prezydenta Andrzeja Dudy i na osoby, które przyszły jakoby w opozycji do tych wieców, manifestować swoje poglądy. Nietrudno znaleźć w internecie rozentuzjazmowanych wyborców Andrzeja Dudy, którymi kierują głównie emocje, wyzywających oponentów politycznych od złodziei, Żydów, Niemców, agentów rosyjskich itp., ale i też ciężko znaleźć takowych po stronie Rafała Trzaskowskiego.

    Słowo na koniec

    Co ważne, z założenia, walka z autorytaryzmem nie może wzmacniać się na utrwalaniu podziałów, tak jak z gorszym i lepszym sortem. Nie należy podkreślać czyjegoś pochodzenia (z małych miasteczek np.) czy wykształcenia czy poglądów społecznych. Autorytaryzm odpowiada właśnie na tego typu potrzeby. Tworzy ich potrzebę uzewnętrznienia, budzi je. Potrzeby akceptacji, że ktoś jest z małej miejscowości, potrzeby akceptacji tego, że ktoś wierzy w Boga i jest katolikiem czy w końcu potrzeby akceptacji dla własnej seksualności, jeżeli ktoś jest heteroseksualistą, ale widząc w telewizji parady równości, stawia sobie pytanie: kim jestem? I zmusza do odpowiedzi na to pytanie. A tego wyborca chcący autorytaryzmu (choć nie zdaje sobie z tego sprawy) nie chce zrobić. Nie chce sobie odpowiedzieć na to pytanie, skoro jego rodzice tego nie robili, to i po co on ma to robić?

    Mało tego: nie należy tego wyśmiewać. Wyborcy Prawa i Sprawiedliwości nie są niczym gorsi od wyborców Szymona Hołowni czy Rafała Trzaskowskiego. Są to ludzie, którzy boją się dokonywać wyborów. Chcą, żeby ktoś za nich decydował. Liberalizm, taki jaki znamy, nie odpowiada na te potrzeby. Daje nam wolny rynek i mówi: „hej, masz tu wolny rynek, kupuj, sprzedawaj do woli!”, ale nie mówi co masz kupować i co masz sprzedawać ani tym bardziej za jakie pieniądze. I w tym wolnym rynku ci ludzie potrzebują pomocy i tego, by ktoś im pomógł wybrać.

    Wyborcy liberalni, demokratyczni, nie zastanawiają się nad tym, ponieważ oni potrafią i chcą decydować o kształcie przestrzeni wokół nich, potrafią się w niej odnaleźć, nie jest im potrzebny autorytet do funkcjonowania (jak np. Bóg, polityk, pisarz, showman, celebryta). W całym tym szaleństwie zapominają, że w tej liberalnej demokracji, której tak zaciekle bronią, jest też absolutnie miejsce dla ludzi, którzy tej liberalnej demokracji nie chcą. I powinni, zamiast szydzić i wyzywać w internecie, wyciągnąć do nich dłoń i powiedzieć: hej, my tu mamy swoją liberalną demokrację i wolny rynek, chodźcie do nas, pomożemy Wam, damy wam kasę i powiemy co powinniście robić, żeby być szczęśliwymi, mamy tak duży kraj, że na pewno się pomieścimy wszyscy. Nie wiem jak to powinni zrobić, to zadanie dla polityków liberalnych, demokratów, socjalistów i libertarian.

    Ale jeżeli oni tego nie zrobią, to przyjdzie autorytarny przywódca i powie: hej, wiemy, że liberalne elity miały Was gdzieś. Damy Wam zaraz pieniądze, prezydent przyjedzie i powie, że nie potrzebujemy w Polsce uchodźców a na koniec nauczymy Wasze dzieci jak mają myśleć i na pewno nie myśleć o tym, że chłop przebiera się za babę i udaje żonę i matkę jakiegoś niewinnego dziecka bożego. Będziemy udawać, że o Was myślimy i kochamy, poczujecie się potrzebni!

    #postkomunistycznepanstwomafijne #konstytucja #anatomiapopulizmu #polityka #konfederacja #4konserwy #neuropa #holownia
    pokaż całość

    +: b....a, vvertoi +574 innych
    •  

      @papaj_21_37: Dziekuje Ci bardzo za swietna prace. Niestety dla wielu Polakow to co napisales nic nie znaczy wielkiego, co innego ze Czaskowski chce ich dzieci uczyc onanizmu. Niestety to nie jest przerysowanie, rozmowa z wyborcami Dudy zawsze schodzi na LGBT (nimi sa autentycznie przestraszeni! - efekt TVP/rezimowych gazet), a ludzi kierujacych sie logika juz chyba wiecej w Polsce nie ma niz obecnie glosujacych na opozycje, jakakolwiek by ona nie byla...
      Czyli bedzie jak na Wegrzech i nic tego nie zmieni, nawet samospalenia osob swiadomych ( ͡° ʖ̯ ͡°)
      pokaż całość

    •  

      taktyk zeby nie zapomniec

    • więcej komentarzy (41)

  •  

    pokaż spoiler Od autora: uwaga, wpis jest bardzo długi, ale zachęcam wszystkich, popierających każdą z opcji politycznych, zarówno PiS, KO, Hołownię, PSL czy Konfederację do uważnej lektury. Pomimo moich takich a nie innych sympatii politycznych, których nie ujawnię, starałem się zachować maksymalny obiektywizm w tym co napisałem. Jeżeli będzie choć jedna osoba, która pod wpływem tego wpisu dowie się czegoś co wpłynie na jej światopogląd na to co się w Polsce dzieje, proszę o komentarz, będę przeszczęśliwy, bo wpis kosztował mnie mnóstwo pracy. Zaznaczam też, że wiele rzeczy maksymalnie upraszczam, ale oczywiście zachęcam do klikania w źródła lub odpalenia google’a i wyszukiwania sobie odpowiedzi na pytania, które powstaną w Twojej głowie.


    Dziel i rządź (łac. divide et impera) - zasada wzniecania wewnętrznych konfliktów wśród innych (np. pomiędzy społecznościami na podbitych terenach), aby nimi rządzić. Jako pierwsi stosowali ją starożytni Rzymianie na Półwyspie Apenińskim (...) źródło

    Tą oto krótką definicję chciałbym rozpocząć ten bardzo długi wpis na temat staczania się Polski w otchłań nieliberalnej demokracji (tak ją należy powoli nazywać), ponieważ jest to złota maksyma, która przyświeca dziś Jarosławowi Kaczyńskiemu w budowaniu nowej Rzeczpospolitej. Wpis ten w całości zainspirowany będzie słowami prof. dr. hab. Marcina Matczaka, doktora habilitowanego nauk prawnych, specjalisty w zakresie teorii prawa, profesora uczelni na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

    Zanim jednak przejdę do tego, co Pan profesor powiedział, krótko o demokracji, w takim telegraficznym skrócie (jak będzie życzenie, postaram się w osobnym wpisie rozwinąć temat).

    Demokracja w której funkcjonujemy to tak zwany trójpodział władzy.

    W zdrowym państwie funkcjonują trzy organy władzy, które są od siebie i powinny pozostać kompletnie niezależne. Żaden z nich nie może mieć wpływu na drugi, ponieważ, jak twierdził Monteskiusz od którego się to wszystko wywodzi:

    Kiedy w jednej i tej samej osobie lub w jednym i tym samym ciele władza prawodawcza zespolona jest z wykonawczą, nie ma wolności, ponieważ można się lękać, aby ten sam monarcha albo ten sam senat nie stanowił tyrańskich praw, które będzie tyrańsko wykonywał. Nie ma również wolności, jeśli władza sądowa nie jest oddzielona od władzy prawodawczej i wykonawczej. Gdyby była połączona z władzą prawodawczą, władza nad życiem i wolnością obywateli byłaby dowolną, sędzia bowiem byłby prawodawcą. Gdyby była połączona z władzą wykonawczą, sędzia mógłby mieć siłę ciemiężyciela

    Tu więcej

    Innymi słowy. Każdy organ władzy: ustawodawczy, wykonawczy jak i sądowniczy musi być od siebie wzajemnie niezależny, niezawisły, mają się wzajemnie hamować, oceniać i nadzorować. Gdy któryś z elementów tej układanki zaczyna być w jakiś sposób spolegliwy wobec drugiego, możemy mówić już o naruszeniu zasad funkcjonowania tego trójpodziału władzy.

    Także do rzeczy: mamy władzę ustawodawczą czyli parlament złożony z dwóch izb - niższej i wyższej - sejm i senat. Mamy władzę wykonawczą czyli prezydenta oraz rząd, mamy w końcu władzę sądowniczą.

    Aby stanowić w Polsce prawo, system jest prosty jak drut:
    Władza ustawodawcza jest podzielona na dwie izby, tak, aby izba wyższa mogła hamować rozpęd (np. Szkodliwe prawo, pisane na kolanie, dyskryminujące mniejszości, prześladujące grupy społeczne itd.) izby niższej. Dalej jest władza wykonawcza, tj. w tym wypadku prezydent, który po to ma prawo weta, aby z niego korzystać gdy ciało ustawodawcze da ciała i próbuje przeforsować niedemokratyczne zmiany. Ma prawo przeprowadzić konsultacje przed podjęciem decyzji o wecie lub podpisaniu ustawy, zarówno ze społeczeństwem, z ekspertami, ma też prawo zapytać Trybunał Konstytucyjny o to czy ustawa jest zgodna czy nie jest zgodna z konstytucją.

    Z kolei prezydent (władza wykonawcza) desygnuje premiera (władzę wykonawczą), a cały rząd (władza wykonawcza) odpowiada przed parlamentem (władza ustawodawcza), z kolei sędziowie powoływani są na zasadach określonych w ustawach itd. itd., które ustalają wspólnie ustawodawcza i wykonawcza itd.

    No i mamy wreszcie władzę sądowniczą, która jak napisałem wyżej, w głównej mierze (moim zdaniem), przynajmniej na poziomie legislacyjnym, powinna niezawiśle oceniać ustawy pod kątem zgodności z konstytucją.

    Czyli tak: grupa posłów proponuje ustawę (może też prezydent, mogą też obywatele). Ustawa powinna być poddana debacie, następnie przegłosowana w Sejmie, skąd trafia do Senatu, który może nanieść poprawki lub nie, tam też jest głosowana. Zakładając, że nie wróci do Sejmu, trafia ona do prezydenta, który ją podpisuje lub też nie. Tyle teorii.

    Powstaje jednak pewien problem, gdy ustawa, która weszła w życie, jest niezgodna z konstytucją. Z jednej strony sędziowie powinni orzekać zgodnie z jej brzmieniem, z drugiej zaś, muszą orzekać zgodnie z obowiązującymi przepisami. A nie ma dla sędziego nic gorszego, niż być oskarżonym o orzekanie niezgodnie z obowiązującymi przepisami. Przykładowo mogłaby bez większego problemu być dziś przepchnięta przez Sejm ustawa, która zakazywałaby oddychania. W obecnej sytuacji w której debata w Sejmie to fikcja, a prezydent podpisuje praktycznie wszystko, bardzo możliwe, że opozycja nie zdążyłaby się zorientować a ludzie mogliby być skazywani za oddychanie, mimo, że ustawa byłaby jawnie sprzeczna z konstytucją.

    Oprócz tych trzech władz, istnieją jeszcze dwie kolejne: jest to społeczeństwo i media. Społeczeństwo obywatelskie wybiera zarówno władzę wykonawczą (prezydenta) jak i władzę ustawodawczą (parlament - tj sejm i senat). Dlatego tak ważne jest, aby społeczeństwo było wyedukowane w kwestiach zasad demokratycznego państwa prawa, aby świadomie podejmowało decyzje kogo wpuszcza do władzy zarówno ustawodawczej jak i wykonawczej! W społeczeństwie obywatelskim istnieją organizacje, które też patrzą władzy na ręce, oceniają, sądzą się (pozdro @Watchdog_Polska). Służą one obywatelom.

    Jeżeli chodzi o media jest to tzw. piąta władza. Władza, która powinna patrzeć na ręce wszystkim trzem pierwszym władzom, informować czwartą władzę tj społeczeństwo co się dzieje w kraju. Może też ostrzegać społeczeństwo, gdy wśród niego samego znajdzie się jakiś kret, który będzie podburzać. Może ostrzegać o trollach, manipulacjach. Przykładem dobrego działania mediów (bo w sumie tym są), są kanały popularnonaukowe na youtube, ale nie będę tutaj ich wkręcać, bo nie zajmują się one bezpośrednio polityką, ale np. opisują mechaniki manipulacyjne itp. Nie będę też tu oceniać tego, które media działają właściwie a które są „niezależne” na swój sposób, to pozostawiam Wam.

    Myślę, że tak nakreślony schemat, pozwoli Ci zrozumieć jakie zagrożenia niesie ze sobą np. to gdy władza wykonawcza w postaci prezydenta jest spolegliwa władzy ustawodawczej, co się stanie gdy władza sądownicza jest spolegliwa wobec ustawodawczej (z różnych pobudek, np.ze strachu przed utratą dochodu, więzieniem). W końcu co się stanie, gdy piąta władza (media) jest w rękach władzy wykonawczej (jest zależna, pod wpływem np. finansowym z reklam lub gdy właścicielem jest biznesmen, który w zamian za święty spokój, chętnie będzie mówić o rządzie albo dobrze albo wcale) i nie informuje suwerena o tym co tak naprawdę dzieje się w państwie. Dlatego tak ważne jest, aby wszystkie te pięć władz było od siebie niezależnych i każda sobie wzajemnie patrzyła na ręce i była samodzielna, bez wpływów jakichkolwiek

    ################################

    A teraz zostawiam miejsce dla Pana profesora dr. hab. Mateusza Matczaka. Poniżej fragment "debaty" z uzupełnieniem o źródła i moje dopiski
    pełna debata pt. SĄDY OSACZONE, CZY KONIEC ICH NIEZALEŻNOŚCI? Opublikowana 18.12.2017 r. na kanale Centrum Edukacji Społecznej, polecam całość, około 1:45h, fragment z 00:08:00
    I jeszcze jedno. Część źródeł jest świeższa od filmu, ponieważ nie udało mi się znaleźć nic wcześniejszego, ale możliwe, że dlatego, że Pan mówi o czymś, o czym media dopiero później napisały.

    ################################

    (...) Wydaje mi się, że sądy są osaczone i to, że są osaczone, to wystarczy, bo to jest sytuacja bardzo, bardzo poważna. Chciałbym chwilę się nad tym skupić co to znaczy, że one są osaczone. Nie wiem czy Państwo byli ostatnio w kinie na filmie “Botoks”, który przedstawia środowisko lekarskie. To jest film, który prezentuje w dużej mierze środowisko lekarskie, firm farmaceutycznych jako środowiska przestępcze można powiedzieć, ludzi którzy czatują, którzy są nieuczciwi, którzy mają w głowie na pewno nie to, żeby pacjenta wyleczyć, są bardzo chciwi, to jest pewnego rodzaju obraz popkulturowy, który co do tego nie możemy sobie odpowiedzieć czy jest prawdziwy czy nie jest. Natomiast efekt tego filmu jest druzgocący dla środowiska lekarskiego, możemy sobie wyobrazić, żebyśmy mieli 7 takich filmów i kampanię bilbordową, która by pokazywała przypadki błędów lekarskich w całej Polsce, to nasza świadomość zostałaby skażona wizją lekarza, który nie leczy tylko zabija. Dla mnie to jest oczywiste. Kiedy za poprzednich rządów PiS transplantolodzy zostali w jakimś sensie zaatakowani. Efekt był następujący: ludzie pomyśleli: nie, nie ma sensu z nimi współpracować, spadła ilość transplantacji, które są jednym z kluczowych elementów związanych z leczeniem bardzo poważnych chorób źródło

    Zmierzam do tego (...), że większość ludzi czerpie wiedzę na temat tego jak działa wymiar sprawiedliwości z mediów. W Polsce dokonała się absolutnie bezprecedensowa nagonka na sędziów. Bezprecedensowa. Myśmy spotykali się ze specjalnym wysłannikiem ONZ, do tej, który badał u nas tę sprawę, który sam kiedyś pracował w organizacji pozarządowej w Peru za rządów Alberto Fujimori i on mówi, że on zna dokładnie tę sytuację, w których sędziów przedstawia się jako wrogów ludu, tak jak lekarzy przedstawia się jako wrogów ludu. Nie ma innego wyjścia, jak po tak szeroko zakrojonej kampanii nienawiści, jak to, że ludzie nienawidzili sędziów, sądów. To jest największy grzech tego co się zdarzyło, że ludzie, którzy starają się uczciwie wykonywać swoją pracę, zostali zniesławieni, zostali jako grupa zawodowa ukazani jako niemal przestępcy, już nikt nie myśli o tym, że sędziowie wymierzają sprawiedliwość, wszyscy myślą o tym, że sądziowie kradnie kiełbasę i wiertarki. Taka jest siła reklamy, taka jest siła ataku, ataku politycznego.

    I teraz ten spadek zaufania, który z tego wynika jest straszny, dlatego, że, ja na przykład mam kolegów sędziów, że poziom agresji na sali sądowej wzrósł (dowód anegdotyczny - dop. papaj), dzisiaj rozmawiałem z kolegą, który jest sędzią w Sądzie Administracyjnym, który mówi, że rozmawia z sędziami, którzy wiele lat sądzą, nigdy nie było takiej sytuacji, żeby ludzie rzucali obelgi w kierunku sędziów, którzy orzekają w ich sprawie, że oni wiedzieli, że tak będzie, żę to jest skorumpowane towrzystwo itd. Itd. źródło 1 ale też źródło 2 str. 71-74

    To sytuacja, która jest przerażająca, to jest sytuacja z której my bardzo długo nie wyjdziemy. Już to osaczenie, ta komunikacja jest wystarczająca, żeby się zastanowić nad tym o co w ogóle w tym wszystkim chodzi. A chodzi w tym o to, żeby przeprowadzić pewien projekt polityczny, poprzedzony dehumanizacją, żeby pokazać, że nie są pewnym sensie ludzie, że to są złodzieje, postkomuniści, członkowie kasty. To są te komunikaty, które teraz mamy. źródło

    I teraz to wszystko wiemy, ale co to oznacza dla nas. Nie chciałbym, żeby to było takie pesymistyczne. Pewną odpowiedzią na to z naszej strony, jako ludzi zatroskanych o dobro kraju jest to, żeby pokazać, że jest inaczej. I teraz niestety jest pewna asymetria propagandowa, bo rząd ma wielkie media, którymi może ten swój jad sączyć, natomiast sędziowie nie mają wielkich pieniędzy, żeby zrobić kampanię bilbordową, która pokaże, że są normalnymi ludźmi. (...)

    W momencie gdy tych 40% sędziów zostanie wyrzuconych z Sądu Najwyższego, ktoś powinien zrobić kampanię, sfotografować tych ludzi, pokazać jaką wartość tracimy, pokazać, że to nie są anonimowi ludzie. Pokazać, że to są jacyś wartościowi ludzi, pokazać jakie ważne orzeczenia wydali, co ważnego w swoim życiu zrobili i, że tych ludzi minister Ziobro wyrzuca, razem z prezydentem, z Sądu Najwyższego, że tracimy pewną wartość źródło. Dopóki oni będą anonimowi, dopóki będą objęci tą narracją, którą proponuje rząd, to nikt nie poczuje straty i to jest pierwsza rzecz, którą chciałem powiedzieć, że my jakby musimy się temu osaczeniu przeciwstawić, pokazać, że to są wartościowi ludzie, musimy pokazać, że ludzie którzy u nas są sędziami, później są traktowani jako najlepsi fachowcy w Europie. Sędzia Safjan po naszym Trybunale Konstytucyjnym, w Trybunale Sprawiedliwości UE, Pan Sędzia Garlicki, po naszym Trybunale Konstytucyjnym w Europejskim Trybunale Praw Człowieka (tu informacja: z polskim wymiarem sprawiedliwości pożegnał się za rządów SLD w 2001 r. - dop. papaj) a my wyrzucamy takich ludzi. Musimy tę abstrakcję jaką jest sądownictwo sprawdzić na poziom zwyczajnych, indywidualnych ludzi, żeby wszyscy mogli zobaczyć jakie zło jest wyczyniane przez tę ustawę, ustawy.

    I druga kwestia, ja bym chciał pokazać, że to osaczenie, pani Sędzia Irena Kamińska (bierze udział w debacie z której pochodzi ta wypowiedź - dop. papaj), że jest 10.000 sędziów, że nie wszyscy dadzą się zbałamucić tym i to jest prawda. Wiemy o tym, że naprawdę bardzo trudno jest znaleźć kandydatów na nowych prezesów sądów, bo sędziowie odmawiają źródło - nie jestem pewien czy chodziło o to). Natomiast proszę pamiętać, że do tego, żeby kierować sądownictwem nie trzeba zbałamucić wszystkich. Wystarczy pewna część tylko i właściwe sterowanie doborem spraw i to już wystarczy.

    Natomiast ta sytuacja w której, z którą będziemy mieli teraz do czynienia, to jest sytuacja dla tego tak niebezpieczna, bo wytworzy się w tym sądownictwie coś, co nazywamy efektem mrożącym.

    Efekt mrożący to jest taki efekt psychologiczny, który na przykład jest widoczny obecnie w spółkach skarbu państwa. Mówimy o tym, że nasza gospodarka funkcjonuje właściwie, ale na pewno państwo słyszeli, że inwestycji jest bardzo mało. Dlaczego? Dlatego, że ludzie którzy są w spółkach skarbu państwa, którzy zostali tam umieszczeni w zarządach, boją się podjąć decyzje, bo jak nie podejmie żadnej decyzji, to ani CBA ani prokurator się do niego nie przyczepi. Natomiast jak ją podejmie, to zawsze będzie mógł czymś ryzykować źródło.

    I teraz pytanie jest takie. Czy on jest tam od tego, żeby nie podejmować decyzji. No nie, on jest od tego, żeby te decyzje podejmować, to są ważne obszary życia społecznego, ale efekt pewnego rodzaju atmosfery jest taki, że on tych decyzji nie podejmuje.

    Jeżeli lekarz na przykład poddany efektowi mrożącemu, a tak się może zdarzyć, jeżeli ktoś mu codziennie mówi “słuchaj, jeśli popełnisz błąd lekarski, będę Cię ścigał przez 11 lat, aż Cię dorwę i Cię skażę” przykład 1 przykład 2, to czy on podejmie ryzykowną operację, która ma ratować nasze życie? Na pewno nie, bo nie będzie tego ryzykował, zawsze pójdzie bezpieczną stroną, zawsze skupi się, to jest udowodnione w USA, gdzie jest jak wiemy, jest to tak zwany społeczeństwo litygacyjne (Litygacja (łac.), spór sądowy, proces), gdzie za właściwie najmniejszy błąd można naprawde zapłacić grube pieniądze, lekarze się bardziej koncentrują na zabezpieczaniu, żeby nie ponieść odpowiedzialności niż na leczeniu tak naprawdę. Bardziej są skoncentrowani na robocie papierkowej, żeby pacjent podpisał takie mnóstwo dokumentów, żeby potem o nic nie mógł pozwać źródło. Nie po to są lekarze.

    O dziennikarzach powiem. Był taki czas kiedy byłem zapraszany do radia publicznego jeszcze i miałem taką ciekawą rozmowę z bardzo dobrym, bardzo uczciwym dziennikarzem, gdzieś tak na koniec tego zapraszania, kiedy on mówi “wie pan, nam nikt nie mówi kogo my mamy zapraszać, a kogo nie. My po prostu wiemy sami wiemy, my sami wiemy, my po prostu realizujemy to w taki sposób, żeby… wyobrażamy sobie co by się podobało komuś, kto ma na nas wpływ i działamy w taki sposób, żeby im się to podobało”. Niektórzy mówią, że ta kara dla TVN, jak państwo słyszeli, że to jest efekt takiego efektu (mrożącego), (...) to myśleli sobie, że to podobałoby się politykom, żeby media prywatne ukarać i dlatego wyszliśmy z takim działaniem.

    I teraz jeżeli chodzi o sędziów, to efekt mrożący, będzie, może polega na tym, że oni wiedzą, że są osaczeni. Mają sytuację w której ludzie tacy minister sprawiedliwości albo wiceminister sprawiedliwości potrafią krzyczeć na sędziego, który wydaje wyrok i grozić mu postępowaniem dyscyplinarnym, co jest absolutnie nieakceptowalne źródło. Sytuacja w której sędzia ma odpowiadać dyscyplinarnie za to, że stosuje konstytucję, mimo, że w konstytucji jest to zapisane, powoduje, że stajemy się republiką bananową. Co więcej jest cała masa ludzi, którzy to popierają i potem sami krzyczą na tych sędziów.

    Efekt mrożący w przypadku sędziów będzie polegał na tym, niekoniecznie musi polegać, że ktoś będzie do nich dzwonił i mówił jak mają rozstrzygnąć sprawę. Będzie jeszcze gorszy, dlatego, że oni sami właśnie tak jak ci dziennikarze, będą wiedzieli jak te sprawy mają rozstrzygać. To znaczy, będą zastanawiali się jakie są wartości, które przyświecają politykom i będą starali się je realizować w praktyce. Czyli na przykład jeżeli będą mieli sprawę dotyczącą, nie wiem… zniesławienia albo sprawę dotyczą powstrzymania … nie wiem… jakiegoś spektaklu, będą przejmować wartości, które są komunikowane im politycznie.

    Kiedyś pan prezes Kaczyński mówił, 10 lat temu, że sędziowie sądu najwyższego, rozpatrując sprawy reprywatyzacyjne, powinni brać pod uwagę nie prawo a interes narodu polskiego.

    I to są takie rzeczy, które oni będą pod uwagę, które już z prawem nie mają nic wspólnego, więc konkludując tę wypowiedź moją, chcę pokazać jedną rzecz. Osaczenie to już jest przejęcie. To nie musi być tak, że każdy sędzia musi być na telefon, że każdy sędzia musi być właśnie spolegliwy, to na co się zgadzamy, to znaczy w pewnym sensie się zgadzamy, ten atak, który na sędziów został przepuszczony, to zdehumanizowanie tych ludzi, pokazanie, że oni są przestępcami tak naprawdę i jednocześnie wprowadzanie tych wszystkich narzędzi, w szczególności tego o odpowiedzialności dyscyplinarnej, powoduje, że ten sędzia trzy razy się zastanowi czy może wydać wyrok, który się nie spodoba rządowi.

    I to już jest koniec podziału władz. To już jest koniec niezależności sądownictwa i odrębności. Bo właśnie oni są dokładnie po to, żeby zupełnie tego nie słuchać.

    Mówiłem, że byłem kiedyś na bardzo ciekawym spotkaniu, na którym jeden sędzia izraelski mówił o tym jak był na spotkaniu z ministrem sprawiedliwości Izraela, gdzie on im zaczął w jaki sposób oni powinni orzekać, i po zakończeniu tego, jeden sędzia, prezes, powiedział: “panie ministrze, bardzo dziękujemy, pana wypowiedź była dla nas jak śpiewanie ptaków. Słuchaliśmy jej, ale ona jest zupełnie nieistotna z punktu widzenia tego jak mamy orzekać”.

    Tak powinno być. Teraz sędziowie już nie mogą traktować tego co mówią politycy jak śpiewania ptaków. Oni traktują to jako groźbę w stosunku do siebie skierowaną. Dla mnie to już jest koniec wymiaru sprawiedliwości. Bo ja teraz gram w rosyjską ruletkę, jak idę do sądu. Jeżeli trafię na kogoś kto jest odważny, kto ma charakter opozycjonisty, kto poszedłby na barykady, to wtedy może mam szansę na sprawiedliwy wyrok. Ale jeżeli trafię na kogoś kto nie ma tych cech, a sędzia nie musi mieć takich cech, bo to społeczeństwo musi im zaproponować normalne warunki w których pracuje, to wtedy nawet jeżeli nikt nie będzie do niego dzwonił, on będzie poddany temu efektowi mrożącym.

    #postkomunistycznepanstwomafijne #konstytucja #polityka #konfederacja #4konserwy #neuropa #holownia
    pokaż całość

  •  

    Czy byłoby zainteresowanie abym przedstawił w prosty, jasny i czytelny sposób na czym polega dziś problem z „przejmowaniem sądów” przez rząd PiS w kontekście konstytucyjnego trójpodziału władzy oraz ogólnie z opisem na czym polega demokracja i jakie są jej podstawowe filary?(opracowanie będące streszczeniem pewnej debaty w tym temacie, mało popularnej).

    Dużo się krzyczało swego czasu „wolne sądy” i tak dalej, a mam wrażenie, że spora grupa zarówno #neuropa jak i #konfederacja, ale też i #holownia nie bardzo sobie zdaje sprawę z tego jak PiS rozegrał przejmowanie sądów w Polsce a w internecie jest taki chaos informacyjny, że ciężko znaleźć jakieś w miarę rzetelne opracowanie, wolne od ideologii czy to prawicowej czy lewicowej czy liberalnej. Nie zdają sobie też sprawy z konsekwencji jakie nadciągają, choć można było o tym poczytać parę dni temu, m.in. Giertych o tym pisał.

    Bonusowo mógłbym napomknąć o procedurach przejmowania mediów w nieliberalnych demokracjach (o czym chyba nie było jeszcze pod tagiem #postkomunistycznepanstwomafijne (choć mogę się mylić, pozwolę go sobie użyć, jak coś to przepraszam).

    Ogólnie chciałbym nakreślić na czym polega zawłaszczanie demokracji przez PiS, jakie niesie ze sobą zagrożenia, jakie kroki już poczyniono, czego się można spodziewać i dlaczego uważam, że zmierzamy w kierunku nieliberalnej demokracji, czyli dokładnie w kierunku modelu węgierskiego.

    Gdyby istniał taki wpis, gdzieś w odmętach wykopu (a może jest coś świeżego?) poprosiłbym o podlinkowanie, bo być może chcę wykonać pracę, która już została zrobiona ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Będzie ze dwadzieścia zainteresowanych osóbek, to zrobię, daj plusika, żebym widział zaintersowanie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #konstytucja #polityka
    pokaż całość

  •  

    Część pierwsza
    Część druga

    Nadchodzące wybory prezydenckie to najważniejsze wybory ostatniego trzydziestolecia.

    Całkiem możliwe, że słyszeliście tę frazę już wielokrotnie w swoim życiu. Całkiem możliwe też, że wcale nie były to odrealnione słowa, a po prostu zgadzały się z faktycznym stanem. Niekoniecznie musi być coś dziwnego w tym, że wraz z biegiem czasu, każde kolejne wybory będą miały większe znaczenie. Paradoksalnie, na nasze nieszczęście, tendencja wzrostowa "ważności" wyborów może się skończyć w lipcu bieżącego roku.

    Wybory w 2015 roku były przeprowadzone w bardzo dziwnych i wyjątkowych warunkach politycznych. Byliśmy wtedy świadkami wielu bardzo polaryzujących wydarzeń, które dzieliły społeczeństwa i nastawiały je do siebie bardzo wrogo. Wzbierająca globalnie fala populizmu, zmęczenie liberalnym konsensusem, nastroje skrajnie antyimigracyjne - to problemy, które przetoczyły się przez Zachodni świat. Również przez Polskę, która od dłuższego czasu jest integralną częścią tego świata. Skończyły się one o tyle niefortunnie, że ze względu na jednoczesny pech kilku formacji politycznych, które znalazły się pod progiem wyborczym, D'Hondt zapewnił PiSowi większość w Sejmie.

    PiS wykorzystał, jak to się często czyta, kryzys liberalizmu. Problem jest taki, że kryzys nie tyczy się liberalizmu samego w sobie, to nie jest też kwestia jakiejś ideologii, bo w świecie Zachodu nie było innej demokracji niż liberalna, to problem słabości państw, porzucenia przez nie powinności, które dawniej brały na siebie. To problem słabości państwa, które w oczach ich obywateli staje się coraz bardziej bezradne wobec rzeczywistości z którą przychodzi mu się mierzyć. Ludzie odruchowo zaczynają szukać zanikłych opiekuńczych struktur, które kiedyś istniały i z nostalgią je wspominają.

    PiS w mistrzowski sposób wykorzystał wszystkie lęki i pragnienia z tych obszarów, dzięki czemu dał radę bardzo szybko przebić się w ogólnej świadomości jako lekarstwo na problemy wyrządzone przez liberalne elity przed 2015 rokiem. Dziś, w połowie roku 2020, nikt już raczej nie ma wątpliwości, że polityka prorodzinna prowadzona jest głównie na papierze (bo jak odstawaliśmy od europejskiej średniej "żłobkowej", tak odstajemy, a pieniądze płyną w obszary łatwe do użycia w propagandowym przekazie, a nie konieczne i potrzebne), że polityka troski socjalnej o obywateli ma charakter polityczny, a nie ideologiczny, bo transfery socjalne są wymierzone w emerytów, którym w obliczu koronakryzysu sytuacja relatywnie się nie pogarsza. Kilkuletnie reformy wymiaru sprawiedliwości i sądownictwa nie skutkują większą wydajnością tych organów ani poczuciem bardziej sprawiedliwego wymiaru prawnego państwa. Procesy decyzyjne są tak samo kulawe jak wcześniej.

    Aczkolwiek te wszystkie problemy, o ile bardzo ważne z punktu widzenia kraju i przyszłości, nie są najważniejsze. Najważniejszy problem jest kompletnie z innej beczki - to demokracja i jej zdrowie.
    Demokracje dwudziestego pierwszego wieku mają to do siebie, że umierają bardzo powoli. Nie ma tego przełomowego momentu - nie ma znanych nam dobrze z historii zamachów stanu, nie ma wprowadzenia stanu wojennego czy zawieszenia konstytucji – który wprost sugerowałby, że władza stała się autorytarna, a kraj zamienił się w dyktaturę. Wszelakie alarmy podczas demontażu kolejnych bezpieczników państwowych są rozmywane w świadomości społecznej z zadziwiającą łatwością. W jaki sposób niby wytłumaczyć osobie, która jeszcze wczoraj nie była zainteresowana polityką i nie potrafiła rozwinąć skrótu "TK", że upartyjnienie Trybunału Konstytucyjnego to bomba podłożona pod porządek prawny kraju? Dokonująca się erozja demokracji jest dla wielu niemalże niedostrzegalna, na czym żerują populistyczne reżimy. Tak długo, jak jest to możliwe, udają, że wszystko idzie zgodnie z zasadami. Kolejne przejmowanie publicznych instytucji to "walka z Sorosem" (jak na Węgrzech, gdzie przystanki autobusowe były obklejane Sorosem) czy też dobrze znana w Polsce dekomunizacja przeprowadzana przez prokuratorów komunistycznego systemu. Pomiędzy kolejnymi zamachami przeprowadzanymi na następne bezpieczniki ustrojowe utwierdza się narrację, że jesteśmy już blisko celu i upragnionej wolności od poprzednich problemów (niezależnie od tego, czy chodzi o Sorosa, czy chodzi o wyimaginowany komunizm), jednocześnie dbając o narrację, że "krzykacze", którzy ostrzegali i chcieli zwrócić uwagę na dane ruchy władzy, przesadzali, bo przecież nic się nie dzieje. I owszem, nie dzieje się, ale do czasu.
    Gdy w 2011 roku zapytano Wenezuelczyków, jak oceniają demokrację w swoim kraju, 51 proc. z nich dało jej 8 punktów na 10. Oczywiście kraj był wtedy już w stu procentach autorytarną dyktaturą.

    Jak pokazuje węgierski przykład, nowoczesny autorytaryzm, nawet w zaawansowanym stopniu, wcale nie jest tak łatwo rozróżnialny od demokracji liberalnej. Wiele osób dalej nie jest świadoma, że sformułowanie "węgierska droga" w opisie realiów politycznych ma wydźwięk pejoratywny i nie ma pojęcia jak bardzo zdegenerowany jest system zarządzany z Budapesztu. [Pisałem już o tym, w jaki sposób na Węgrzech władza autorytarna ingeruje w wolny rynek i doprowadza do przejęcia prywatnych firm przy użyciu przemocy, jak potrafi zabić w obywatelach chęci do prób wyrażenia niezadowolenia w strajkach czy też w jaki sposób potrafi imitować chiński system oceny obywateli w lżejszej, europejskiej wersji.] W kolejnym wpisie [poruszyłem problemy ordynacji wyborczej i starałem się nakreślić, jak drobnymi korektami można sprawić, że wybory będą de facto nieuczciwe, a ich wynik przekłamany, jak dokręcić opozycji śrubę, by ta nie była w stanie urosnąć w siłę na tyle, by zagrozić rządowi oraz że wygrane wybory tak naprawdę mogą nie sprawić, że władza zostaje przejęta.] Dziś dorzucę od siebie dwa krótkie przykłady, które dopełnią obraz, który może na nas czekać w niedalekiej przyszłości.

    Jak w ukryciu filtrować treści przez sitko, czyli wolność słowa w węgierskim wydaniu

    Jednym z zapalników, które powodują włączenie się czerwonej lampki, są ściśle kontrolowane przez władzę media oraz cenzura.
    W mailach, które wyciekły w drugiej połowie 2019 roku, widać piękny zarys cenzury w bardzo zakamuflowanym, ale skutecznym wydaniu. Węgierscy dziennikarze dostali "czarną listę" tematów, na które nie mogą się swobodnie wypowiadać. Aby napisać taki artykuł, muszą poprosić o zgodę (!) i potem jeszcze dać do sprawdzenia, czy czasem nie ma zbyt niepoprawnego opisania pewnych problemów. O jakie tematy chodzi? Prawa człowieka, Greta Thunberg, migracja, terror w Europie, Bruksela, kwestie kościelne oraz wybory powszechne w Unii Europejskiej (od samorządowych po europarlament). Brzmi niepokojąco? Ktoś może odpowiedzieć, że w sumie to nie aż tak bardzo, bo przecież to rozkazy wobec podległych Fideszowi mediów, a w Polsce nawet PiS to robi względem TVP czy jakiejś Gazety Polskiej - gdzie wyborcza sobie może smarować o PiSie ile chce.
    Mógłbym na takie wytłumaczenie nawet przystać, gdyby nie jeden mały szczegół. Na Węgrzech praktycznie nie ma wolności mediów. To starannie prowadzony proces od kilku lat, w którym każde kolejne media zostają włączane do stref wpływów Fideszu, dzięki czemu jest on w stanie zyskać monopol na przekaz. Świeżutkie, jeszcze ciepłe, znalezisko - taka praktyka to standard. Z tym, że prowadzi się ją od dawien dawna, przez co na ten moment jest to już próba reanimacji nieprzytomnego, bo to jeden z ostatnich bastionów.
    Ktoś może stwierdzić, że w sumie co jest nie tak w zmianie właściciela, nawet jeśli to bliski kolega Orbana? No teoretycznie niby nic, ale jeśli zapoznamy się z technikami przejmowania prywatnych przedsiębiorstw reklamowych - chodzi o akapit zatytułowany "Partyjna władza vs prywatny biznes" - to widać, że coś jest nie tak. Gdyby tego było mało, system przeprowadzania przetargów jest co najmniej wątpliwy. Pomiędzy rokiem 2010 a 2011, odsetek przetargów bez podawania ich do publicznej wiadomości wzrósł z 20% do prawie 60% (!). W jeden rok. Od zamówień w drodze konkurencji rynkowej się odchodzi systematycznie i bezlitośnie. Ustawa budżetowa z 2015 roku jeszcze bardziej poluzowała i tak już luźne zasady przeprowadzania przetargów publicznych - od tej pory dane o wygranych przetargach i wykonaniu objętych przetargiem zamówień pozostaną nadal jawne, ale nie będą podawana do publicznej wiadomości dane podmiotów, które przegrały przetargi, co więcej, wprowadza się obowiązek kasowania tych danych (!) po rozstrzygnięciu konkursu, co praktycznie likwiduje szanse odnalezienia jakichkolwiek nadużyć w sposób jawny. Osoby oceniające zgłoszenia również nie są podawane do jawnej informacji. W jaki sposób mówić o uczciwej konkurencji w takich warunkach?
    Wystarczy tak niewiele, żeby na słowa o "repolonizacji" mediów przez PiS patrzeć z nutą przerażenia.

    Samorządy, czyli w jaki sposób skutecznie zacisnąć pętlę na szyi nieposłusznego podwładnego

    Tak jak w Polsce, koronawirus i kryzys z nim związany to świetna okazja na zaciśnięcie pasa. Oczywiście tym, którzy stawiają się władzy.
    W tym miejscu pozwolę sobie zacytować fragmenty artykułu krypolu, bo u nich jest to bardzo ładnie opisane i nie ma sensu, żebym ja tworzył coś nowego na podstawie ichniejszego tekstu i innych źródeł.

    Jedną z pierwszych propozycji legislacyjnych czasu COVID-19 było pozbawienie burmistrzów i rad samorządowych władzy i uprawnień do podejmowania jakichkolwiek istotnych decyzji oraz przeniesienie ich kompetencji na tak zwane „rady obrony”, złożone z urzędników nominowanych przez władze centralne. Chociaż pomysł ten został szybko zarzucony pod presją protestów w kraju, to jednak ujawniał plan działania rządu węgierskiego na kolejne tygodnie.

    Władze centralne nie tylko nie znalazły żadnego dodatkowego finansowania dla samorządów, ale nawet nie dopełniły obowiązku informowania ich o stanie pandemii. Nawet niektórzy burmistrzowie z Fideszu, jak András Cser-Palkovics z Székesfehérvár, skrytykowali za to ostrożnie rząd. Cser-Palkovics przyznał, że jego administracja nie otrzymywała pełnych informacji o liczbie zakażeń.

    Do najbardziej dramatycznej sytuacji doszło w pewnym ośrodku administrowanym przez budapesztańskie władze lokalne. Rządowi propagandziści, jak można się było spodziewać, przeprowadzili całą kampanię, żeby udowodnić, że za kryzys odpowiedzialny jest opozycyjny burmistrz węgierskiej stolicy Gergely Karácsony. W odpowiedzi Karácsony upublicznił dokumenty dowodzące, że ostrzegał instytucje zajmujące się zdrowiem publicznym przed wysyłaniem do domów opieki hospitalizowanych osób w podeszłym wieku bez przebadania ich pod kątem koronawirusa. Mimo to rząd Orbána upierał się, że winę za całą sytuację nie ponosi błędna państwowa polityka testowania, lecz opozycyjny burmistrz.

    Takie komunikacyjne sztuczki bledną jednak w obliczu innego ciosu w samorządy, a mianowicie cięć, które Orbán zaserwował władzom lokalnym, pozbawiając je kilku ostatnich niezależnych źródeł finansowania. Rząd odebrał im prawo nakładania podatków od samochodów i narzucił „daninę solidarnościową”, którą mają płacić władzom centralnym pod pretekstem walki o zdrowie publiczne. Orbán zadekretował, że w czasie stanu wyjątkowego nie będą też pobierane opłaty za parkowanie, co odebrało samorządom kolejne źródło dochodów.

    Ponadto Fidesz przyjął nową ustawę, tworzącą tak zwane „specjalne strefy ekonomiczne”, które jeszcze bardziej zubożą i pozbawią znaczenia samorządy lokalne. Rząd może desygnować dowolne inwestycje, których wartość przekracza 5 miliardów forintów, jako specjalne strefy ekonomiczne, co oznacza przede wszystkim, że miejscowe podatki z przychodów z inwestycji nie będą trafiać do władz lokalnych, lecz do kontrolowanego wyłącznie przez Fidesz komitatu (jednostka administracji odpowiadająca polskiemu województwu). Dodatkowo ustawa ta zwalnia inwestycje z obowiązków wynikających z lokalnych przepisów budowlanych, środowiskowych i tych dotyczących dziedzictwa kulturalnego. Tym samym odbiera wspólnotom lokalnym prawo do decydowania, co będzie budowane w ich miastach i miasteczkach.

    Oto jak w bardzo zgrabny sposób jednocześnie zdobyć sobie opinię dobroczyńców (bo przecież działają na korzyść mieszkańców, a to, że kosztem samorządów, które są czystym przypadkiem w rękach opozycyjnych, to przecież przypadek. Ktoś pamięta jakim echem odbiło się obniżenie PITu młodym i które samorządy na tym głównie straciły? No ja też nie, bo prawie każdy to olał).
    Gdyby jednak takie sytuacje to było za mało i ludzie jednak zdecydowali się, że lepiej zagłosować na kandydata opozycyjnego, zawsze możemy pójść kilka kroków dalej. Fidesz tak łatwo broni nie złoży.
    - W wyborach samorządowych w 2010 roku wójtem gminy, która była bastionem orbanowskim, nie został kandydat Fideszu. Był to sensacyjny wynik, ale ta sensacja była kulą u nogi zwycięzcy - Orban nie mógł przeboleć, że Fidesz przegrał w jego bastionie. Jakie kroki poczynił parlament? Ano parlament przyjął ustawę mówiącą, że wójt nie może mieć nieuregulowanych zobowiązań wobec skarbu państwa i w ten sposób pozbawił zwycięzcę swojego stanowiska. Kontrowersyjne? Złośliwiec powie, że niekoniecznie, ale jeśli weźmie się pod uwagę, że parlament przegłosował to po ogłoszeniu wyników wyborów, a po usunięciu owego wójta ustawę zniósł, to jednak skłaniam się ku opinii, że był to kontrowersyjny manewr.
    - Gdy w 2010 roku miasto Esztergom wybrało niezależnego burmistrza, rada kontrolowana przez Fidesz odebrała burmistrzowi większość uprawnień do zarządzania miastem i jednocześnie zaczęła rzucać kłody pod nogi, z którymi nie miał sobie możliwości poradzić (bo nie miał praw, a rada nie chciała współpracować). Po krótkim czasie "nieudolnych" rządów burmistrza, centrala zareagowała i bezpośrednio zainterweniowała w życie Esztergomu.
    - W 2014 roku przegłosowano prawo dające nadburmistrzowi Budapesztu prawo veta. Niepozorna zmiana, ale tylko do momentu, gdy zauważy się, że wraz ze wzrostem zagrożenia, że kandydat Fideszu wybory przegra, parlament zatrzymał pracę nad ustawą i przegłosował ją dopiero po ogłoszeniu wyników wyborów. Mały szczegół, a jakże ważny.

    Podsumowanie

    Zbliżające się wybory są naprawdę bardzo ważne i twoja obecność podczas obu tur będzie miała ogromne znaczenie. Zatrzymanie procederu, który na Węgrzech już jest zabetonowany, w Polsce jest jeszcze możliwe i bardzo prawdopodobne, że to ostatni moment, żeby ten proceder zatrzymać. Rozkład demokracji potrzebuje czasu, a wybór opozycyjnego prezydenta ten czas skróci i wprost zabierze go PiSowi - w innym przypadku dostaną oni kolejne trzy lata niemalże niekontrolowanej władzy, podczas której będą w stanie rozmontować resztę bezpieczników ustrojowych i zabetonować system na lata. Pamiętajcie o tym, gdy będziecie myśleli, że na drugą turę nie jest warto iść, bo wybierasz pomiędzy mniejszym złem, a tak za pięć lat będziesz w stanie wybrać sobie swojego kandydata. Może się okazać, że następne wybory już nie będą władzy wybierać, tylko ją legitymizować, a wasz kandydat, nawet gdyby góry przeniósł, nie przejmie władzy. Głos na mniejsze zło to nie jest stracony głos, tak samo jak nie ma straconych głosów w pierwszej turze. Zagłosuj na tego kandydata, który najbardziej ci odpowiada, któremu jesteś najbliżej światopoglądowo, a w drugiej turze po prostu solidarnie wesprzyj kandydata opozycyjnego. Dzięki temu możesz się przyczynić do sytuacji, w której owe przedwyborcze wpisy będą po prostu odpowiedzią w pigułce na pytanie "co jest nie tak z tą demokracją na Węgrzech", a nie smutna i nużąca wizja przyszłości Polski.

    Linki dla zainteresowanych do dalszego poczytania:
    Pierwsza część serii wpisów i wprowadzenie do tematu
    Drugi wpis
    Dlaczego warto głosować i dlaczego Twój głos może zadecydować o losach Polski - prof. Matczak
    Zagrożenie wokół głównego opozycyjnego medium na Węgrzech
    Przecięcie TV2 przez Fidesz
    Przejęcie węgierskiej wersji GW
    Wpis mirka o zbliżających się wyborach
    Anatomia PiSowskiego populizmu i ich działań przez Sienkiewicza
    Demokracja lokalna na Węgrzech podczas kryzysu
    Jak zrobić z demokracji wydmuszkę - artykuł Economista o Węgrzech

    #polityka #neuropa #postkomunistycznepanstwomafijne #wybory
    pokaż całość

    źródło: bi.im-g.pl

  •  

    Dziś kolejny wpis z krótkiej przedwyborczej serii mającej zobrazować na konkretnych przykładach, że reelekcja Dudy wcale niekoniecznie musi być czymś, co sobie po prostu przeczekamy i następnie zmienimy władzę na coś lepszego, co będzie nam odpowiadać.
    Część pierwsza, zachęcam do zapoznania się chociażby ze wstępem (tutaj już nie będę się na ten temat rozpisywał, skoro zrobiłem to tam).

    O tym jak łatwo można się przeliczyć na podejściu "nie ma mojego kandydata, więc nie ma sensu głosować, bo na mniejsze zło na pewno nie zagłosuję", jak zwykle przekonamy się na przykładzie węgierskim.

    Przed lekturą, informacyjnie: węgierski parlament jest wybierany w wyborach mieszanych, każdy wyborca oddaje dwa głosy, jeden na listę ogólnokrajową, drugi w jednomandatowym okręgu wyborczym. JOWów jest 106, listom partyjnym przypada 93 miejsca. Miejsca z list partyjnych są przeliczane metodą D'Hondta, a od niedawna wybory w JOWach są rozstrzygane w jednej turze, zamiast w dwóch.

    Niebezpieczeństwo w pozornie niewielkich i kosmetycznych zmianach dotyczących ordynacji wyborczej.

    Skoro w tych wyborach nie mam kandydata, który odpowiadałby mi swoimi poglądami, to nie ma dla mnie znaczenia, kto wygra. Nikt z nich nie będzie mi odpowiadał światopoglądowo i programowo, więc zostanę w domu i zagłosuję dopiero w następnych wyborach, gdzie najprawdopodobniej, taką osobę już znajdę. Zagłosujesz na pewno, tylko pytanie, jakie znaczenie będzie miał ten głos.

    Raczej nikogo nie dziwi, że od czasu do czasu pojawiają się głosy, że ordynacja nie jest optymalna, że potrzebujemy zmian - czy to w okręgach wyborczych, czy to w sposobie przeliczania mandatów, czy to np. wprowadzając ordynację mieszaną. Część z nas zapewne się z takimi głosami zgodzi - fanów niemieckiej ordynacji mieszanej jest garstka, aczkolwiek już większa grupa widzi zagrożenie w metodzie D’Hondta, która jest matką samodzielnych rządów PiSu od 2015 roku. Część z nas nawet by poparła kwestię lekkiej korekty obwodów, aby uwzględnić wyludnianie pewnych obszarów oraz przyrosty ludności w innych częściach kraju i z tego powodu poprawić nasz system, aby był bardziej sprawiedliwy i proporcjonalny. Problem jest jeden - w przypadku takich zmian trzeba dokładnie wiedzieć, co się de facto zmieni i jakie będzie miało to konsekwencje. Przyjęcie przez opinię publiczną bez większego zainteresowania takich zmian to widmo istnej katastrofy. Skuteczność precedensu oczywiście zaprezentował nam Fidesz.
    1. Wiedząc, że opozycja pomiędzy sobą jest podzielona, a ich możliwości szerokiej współpracy są bardzo niskie, solidnym ciosem była likwidacja dwóch tur w okręgach jednomandatowych. Rozbicie głosów opozycyjnych na różne opcje grzebie szanse na wiele mandatów, które dałoby się Fideszowi wyrwać w drugiej turze - dla zobrazowania, podobny rezultat miałoby nieodbycie się drugiej tury wyborów prezydenckich bieżącego roku w Polsce. Dla opozycji byłaby to krótka piłka - albo oddajemy Dudzie urząd za darmo, ale chowamy dumę do kieszeni i zostawiamy jednego kandydata. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że na ten moment, Duda pierwszą turę wygra, ale w drugiej, gdy opozycyjne siły się zjednoczą, Duda może ponieść porażkę.
    2. Zmiany w finansowaniu kampanii wyborczych. Złagodzenie warunków wysuwania kandydatów w JOWach miało na celu prostą rzecz - skoro już teraz opozycja jest podzielona i musi zawierać koalicje, to czemu by nie wrzucić do gry jeszcze jakiegoś miejskiego krzykacza, który opozycji trochę głosów zabierze i koniec końców dzięki temu wprowadzi posła Fideszu do parlamentu? System zrobił się bardzo hojny dla małych graczy, którzy wystawiali swoich kandydatów w małej liczbie okręgów w skali ogólnokrajowej. Efekty? Podczas jednej z kampanii, budżet wydał z publicznych pieniędzy ~4 miliardy forintów na finansowanie partii - udokumentowane wydatki to jakieś 10% tej sumy. Nikt nie wie, co się stało z około 3,5 miliarda forintów wypłaconych partiom na kampanię.
    3. Manipulacja okręgami wyborczymi i stałe ich zmienianie bądź likwidowanie było największym pomocnikiem Fideszu oraz ogromnym skokiem na uczciwość wyborów. Z 176 okręgów zostało 106, a dzięki starannie śledzonej geografii wyborczej, zmiany granic okręgów dokonywały się w taki sposób, aby dać jak największy bonus Fideszowi. Efekt zmian? Fidesz, który stracił władzę w 2002 roku i odzyskał ją dopiero w 2010 roku, po ogromnym kryzysie politycznym na Węgrzech, w ordynacji w obecnym kształcie, nie przegrałby żadnych wyborów po 1998 roku. A przecież w 2002 roku i 2006 znajdował się w opozycji.
    4. Fidesz dał możliwość głosowania Węgrom żyjącym w krajach ościennych na bardzo ugodowych warunkach. Gdy na Zachodzie Węgier często musi pokonać setki kilometrów i wydać kilkaset euro, aby oddać głos, w ościennych krajach głosowanie przechodzi bardzo sprawnie i bez żadnych problemów, bo może odbywać się listownie. I o ile już samo to jest dosyć niepokojące (bo wiadomo, z jakiego powodu jest taka różnica, oczywiście chodzi o fakt, że na Zachodzie Węgier przeważnie wybiera opozycję, w Rumunii wybierze Fidesz), to problem jest innego rodzaju. W trosce o bezpieczeństwo ościennych Węgrów, rząd nie publikuje listy tamtejszych wyborców ani nie publikuje liczby wyborców w podziale na kraje zamieszkania. W efekcie nie można zweryfikować prawdziwości setek tysięcy głosów. Wyniki głosowania podaje Narodowa Komisja Wyborcza, którą oczywiście kontroluje Fidesz. W przypadku sytuacji podobnej do naszej, gdzie wygrana kandydata opozycyjnego byłaby w zasięgu, ale przewagą kilkuset tysięcy, czy nawet kilkudziesięciu tysięcy głosów, wybory można by było bez problemu sfałszować, a nikt by nawet nie był świadomy, czy władza coś przy tym majstrowała, czy nie. I de facto mielibyśmy prezydenta wybranego przez władzę, a nie społeczeństwo.
    Jest to szczególnie ciekawy punkt z perspektywy wyborów korespondencyjnych, które nam groziły w maju oraz niewykluczeniu, że obszary, w których liczba zarażeń będzie zbyt duża, wyborów w lokalach może nie być, a zdecyduje o tym Szumowski.

    Jaki mają takie zmiany efekt w liczbach? W 2014 roku w wyborach do parlamentu, Fidesz zdobył 44% głosów, a Jobbik 20%. Fidesz zdobył 133 mandaty, a Jobbik 23.

    Jak sprawnie dokręcić śrubę w obszarach, które nie dotkną rządu, a wybiją opozycji broń z ręki.

    Ze względu na różne dziury w niektórych działaniach mających trzymać opozycję pod butem (np. możliwość zjednoczenia opozycji w JOWach, vide polski sukces z paktem senackim i odbiciem Senatu), czasem trzeba sobie pomóc innymi technikami, w taki sposób, aby zmiany w prawie były niepozorne, ale jednocześnie zabójcze dla opozycji.
    Pod koniec poprzedniego roku Fidesz zrobił trzy poważne kroki, które wiążą opozycji ręce, jednocześnie będąc w stanie uniknąć szumu medialnego - bo dla wielu mieszkańców kraju, którzy są polityką niezainteresowani, zmiany nie są nawet zrozumiałe. Co takiego zrobił Fidesz?
    1. Kluby parlamentarne muszą zachować nazwę 1:1 z tą, której używali podczas kampanii wyborczej. Oznacza to, że nie jest możliwe stworzenie szerszej koalicji, która w faworyzującym duże ugrupowania systemie D'Hondta wystartuje razem, by potem stworzyć np. dwa oddzielne kluby parlamentarne.
    2. Klub nie może się podzielić w trakcie kadencji, a nawet nie może zmienić nazwy - jak raz się zabetonujesz, to siedzisz w takim składzie aż do samego końca.
    3. Niezależni posłowie nie mogą dołączyć do klubów istniejących.

    Co to oznacza? W największym skrócie, uderzenie we wszystkie sztuczki, których mogłaby próbować antyfideszowska opozycja, jednocześnie nie zmieniając niczego w kwestii, które dotyczą Fidesz. Całość zmian można podsumować krótkim "dziel i rządź".
    Jeśli opozycja spróbuje utworzyć jedną listę krajową, gdzie według sił i szans na mandat porozkłada się swoich kandydatów, to w takim stanie będzie musiała siedzieć do końca kadencji. Przekładając to na warunki polskie - Lewica musiałaby trzymać się w jednym klubie z Konfederacją, bo jedyną alternatywą byłoby pozostawienie niezrzeszonych posłów lewicowych - którzy koniec końców nic by nie byli w stanie zdziałać, bo nie mieliby uprawnień klubu parlamentarnego i uprawnienia np. czasu wypowiedzi byłyby bardzo ograniczone.
    Jeśli opozycjoniści będą próbować startować jako niezrzeszeni, nie osiągną niczego, bo po wyborach nie są w stanie stworzyć klubów - muszą pozostać niezrzeszeni. Znów, sytuacja jak powyżej.
    Jeśli opozycjoniści się zbiją w bloki i nie wystawią w niektórych okręgach posłów (żeby startował tylko ten, który ma największe szanse), to i tak nie ma gwarancji wygranej (bo liberał będzie musiał głosować w niektórych przypadkach na socjalistę czy narodowca, więc będą problemy z mobilizacją), a poza tym, D'Hondt to wszystko zaora, bo Fidesz jako jednolite ugrupowanie będzie srogo promowany.

    Wygrane wybory nie dają władzy.

    Powyższe akapity i przykłady dosadnie podają problemy węgierskiej opozycji w próbach przejęcia władzy w kraju. Nawet w przypadku ogromnej koalicji od prawa do lewa, ciężko jest wygrać z Fideszem. Co by się jednak stało, gdyby Fidesz jakimś cudem wybory przegrał? Najprawdopodobniej w bardzo szybkim czasie wróciłby na swoje miejsce. Stałoby się tak dzięki rozmontowaniu bezpieczników ustrojowych i zapewnieniu sobie władzy nawet bez większości parlamentarnej.
    Przykłady:

    -Rada Budżetowa otrzymała prawo zawetowania uchwalonego przez parlament budżetu, a prezydent ma prawo rozwiązać parlament bezzwłocznie po uchwaleniu deficytu budżetowego. Oczywiście ma tylko takie prawo, a całkowitym przypadkiem rada otrzymała je po tym, jak Fidesz przejął nad nią kontrolę.
    -Zlikwidowano Sąd Najwyższy, jego przewodniczącego usunięto ze stanowiska, a w jego miejsce powołano Krajowy Urząd Sądownictwa, którego przewodnicząca jest żoną jednego z założycieli Fideszu. Prokuratura oczywiście jest w rękach Fideszu.
    -Z listy praw podstawowych wykreślono podmiotowość samorządów, a tym samym własność samorządową - w ten sposób praktycznie zabito samorządność lokalną i uzależniono samorządy od władzy centralnej.

    Konkluzja

    Zatrzymanie dominacji politycznej PiSu powinno być priorytetem każdej osoby o opozycyjnych sympatiach - niezależnie od tego, czy popiera się kandydata, który znajdzie się w drugiej turze, czy popiera się kandydata, który przygodę z wyborami zakończy na turze pierwszej. Jedno jest pewne - głos na mniejsze zło to dobrze wykorzystany głos. Wszystko to, co zostało opisane na górze, to realia węgierskiego systemu, do którego zmierza nasza władza. Zatrzymajmy ją, a ty idź na głosowanie, a jeśli masz możliwość zmobilizować np. niezbyt chętnie podchodzących do wyborów rodziców, to też postaraj się to zrobić. Może to być nie tylko najlepsza okazja na wybicie PiS z rytmu, ale też być może ostatnia okazja na to.

    W następnym wpisie (mam nadzieję, że go znajdę czas i chęci, by go napisać) pojawi się kwestia czarnej listy tematów, z którymi trzeba się obchodzić specjalnie - bo potrzeba specjalnej zgody na publikację artykułu, być może coś o Sorosie i o samorządach oraz o zmianie zasad przeprowadzania przetargów. Później może jeszcze krótszy wpis o tym, jak Fidesz traktuje partie opozycyjne i jak skutecznie potrafi je poturbować. Zainteresowanych zapraszam do śledzenia wpisów.

    #anatomiapopulizmu #postkomunistycznepanstwomafijne #neuropa #polityka #wybory
    pokaż całość

    źródło: n-3-8.dcs.redcdn.pl

  •  

    Dziś trochę o wyborach i o tym, jak ważne są one dla nas - oraz dlaczego śmiało można założyć, że w ważniejszych wyborach nie mieliście okazji głosować, a i całkiem możliwe, że nie przyjdzie wam głosować w ważniejszych przez najbliższe lata.

    W ostatnich latach (konkretnie: po 2015 roku) PiS implementował swoją wersję państwa. Rozdawnictwo, rozszerzanie programów socjalnych nie ze względu na prospołeczne przekonania - bo wtedy nie byłoby 500+, a wysokość świadczenia byłaby uzależniona od czynników ekonomicznych i wyliczeń matematycznych, a nie od sloganu, który szybko wpada w pamięć. Troski o emerytów nie wyraża się również wydaniem kilkunastu miliardów złotych na dodatek do emerytury akurat kilka tygodni przed wyborami. Dwuletnie reformowanie sądów i prokuratury nie skutkuje większą wydajnością tych organów, nie skutkuje też poczuciem bardziej sprawiedliwego wymiaru prawnego państwa. Procesy decyzyjne są tak samo nieporadne jak były przed 2015 rokiem, a i można byłoby stwierdzić, że zaszedł proces wręcz odwrotny do reklamowanego. Obszary, które były dotknięte reformami PiSu, stały się bardziej dysfunkcyjne, niż były na początku ich kadencji.

    Nie jest to odosobniony przypadek, w którym partia po objęciu niemalże pełni władzy w wyborach zaczyna dokonywać takich manewrów. Przychodzi z hasłami naprawy państwa, przywrócenia go w miejscach, gdzie zostało ono zabrane, bądź samo się usunęło (i to również w tych przypadkach, gdzie proces wycofywania się państwa jest po prostu tożsamy z demokratyzacją i dekomunizacją życia społecznego), a koniec końców pod przykrywą polityki silnego państwa następuje zgrabna zmiana planów - państwa się nie naprawia, tylko go zastępuje. Partią.

    Proces jest o tyle bolesny, że po ewentualnej zmianie władzy, zanim ktoś będzie w stanie zabrać się za faktyczne naprawianie kraju i jego obszarów, musi zmierzyć się z tą partią. W ekstremalnej sytuacji - może się okazać, że po wygranych wyborach de facto nie ma władzy, bo proces upartyjniania publicznych instytucji zaszedł zdecydowanie za daleko. Demokracja staje się fasadą, a w to miejsce implementowany jest system, który zamienia państwo we władzę jednej partii.

    Zatrzymanie tego procesu nie jest czymś niemożliwym, aczkolwiek trzeba działać zdecydowanie i jak najszybciej jest to możliwe. Dokonać restrukturyzacji politycznej w obszarach, w których z populistami się przegrało, dokonać rachunku sumienia i opracować strategię na walkę. Aczkolwiek to zadanie raczej dla osób aktywnie zaangażowanych w politykę - domyślnie, liderów partii opozycyjnych - ale ich wysiłki zdadzą się na nic, jeśli obywatele nie dołożą swojej cegiełki. Z tego powodu, nadchodzące wybory są tymi najważniejszymi, przy których trzeba dać z siebie wszystko, aby zagłosować w obu turach. Zwycięstwo kandydata opozycyjnego daje nam niemalże idealną konfigurację - PiS musi zacząć po sobie sprzątać, nie ryzykujemy stworzeniem mitu Gierka, jakoby za rządów PiSu były złote lata polskiego państwa i dobrobytu. Jednocześnie mając Senat oraz prezydenta istnieje wystarczająco dużo systemowych nacisków, aby PiS musiał wyciągnąć rękę do opozycji i w jakikolwiek sposób zaczął się z nią układać i rozmawiać. A to wyjdzie nam wszystkim na dobre, niezależnie od politycznych sympatii.

    Droga, którą zmierza PiS, nie jest drogą nową, nieznaną. To bardzo dobrze znane współczesnym niedemokratycznym siłom działania, których wizualizację w czasie rzeczywistym mamy na Węgrzech. I to Węgry będą bohaterem tego wpisu.
    Na trzech prostych, konkretnych przykładach, chciałbym pokazać, czym się kończy nieograniczona władza osób, dla których wartości liberalne i demokratyczne są frazesami.

    Partyjna władza vs prywatny biznes.

    Przewijały wielokrotnie mi się przed oczami opinie, czy to na wykopie, twitterze, czy gdzieś w innych mediach, że w sumie taki lekki autorytaryzm nie jest niczym złym, jeśli mamy dochowane standardy rynkowe w gospodarce i pilnuje się wolności gospodarczej. Nic bardziej mylnego. Niekontrolowana władza wyciągnie w końcu ręce po prywatną własność, jeśli tylko będzie jej potrzebna do walki politycznej.

    Jest jeden z niczym niewyróżniających się dni po przejęciu władzy przez Fidesz. Firma ESMA zajmująca się reklamą spokojnie sobie egzystuje w ramach wolnego rynku, trudząc się biznesem polegającym na umieszczaniu reklam na latarniach przy ulicach w Budapeszcie. Orbanowi był na gwałt potrzebny własny ośrodek reklamowy, dzięki któremu byłby w stanie prowadzić wojnę propagandową. ESMA byłaby idealnym nabytkiem.
    Fidesz zagrał swoją kartą "propozycji nie do odrzucenia", oferując zapłatę za firmę - dosyć hojnie, bo nie chodziło nawet o odsprzedanie, a zmienienie profilu swojej działalności na stricte polityczną. Po braku zgody właściciela (który miał przy okazji rozbieżne z Fideszem poglądy), władza przeszła do działania bez zwłoki. Nałogowe kontrole skarbowe i męczenie urzędnikami miało skłonić firmę do kapitulacji i odsprzedania.
    Właściciel pozostawał nieugięty i pomimo nasilających się ataków na firmę, ESMA nie chciała zmienić swojego właściciela ani obszaru działalności. Władza stwierdziła, że zgodnie ze starymi dobrymi metodami, skoro ktoś chciał na władzę rękę podnieść, to tę rękę trzeba mu odrąbać. W parlamencie został złożony (i oczywiście błyskawicznie przegłosowany) projekt, który ze względu na bezpieczeństwo ruchu drogowego zabraniał umieszczania wszelkich ogłoszeń na latarniach w odległości 5 metrów od jezdni. Działalność ESMA stała się z dnia na dzień po prostu nielegalna, a wartość firmy spadła do zera.
    Działanie było przeprowadzone tak błyskawicznie, że Fidesz zapomniał, iż sympatyzująca z rządem firma MAHIR również dostała po głowie. Dzięki bohaterskiej inicjatywie poselskiej bardzo szybko złożono poprawkę, która ten problem rozwiązała sprawną nowelizacją. Po paru latach walki i próby odbudowy, firma została przejęta przez osobę z otoczenia Orbana - i ESMA była gotowa do bycia trzonem walki propagandowej z niewygodnym oligarchą Simicską.
    Ale jak ESMA miała być gotowa do walki propagandowej, skoro jej działalność była nielegalna od dłuższego czasu? Ano tak, że całkowitym przypadkiem po przejęciu firmy przepisy uniemożliwiające ESMA działanie zostały wycofane. W ustawie budżetowej. Nie przypomina wam to czegoś? Tak, chodzi mi o zmiany ordynacji wyborczej pomiędzy akapitami tarczy antykryzysowej, mającej nieść pomoc przedsiębiorcom podczas kryzysu.

    Skuteczność strajków - jak pokazać pazury raz, a dobrze.

    Skoro władza zaczyna nadużywać swoich uprawnień, a jej działania zaczynają przeszkadzać życiu normalnych, szarych ludzi, jednocześnie wyciągając ręce po uprawnienia, których mieć nie powinna, zawsze można wyjść na ulicę. Nie można, a bynajmniej nie w zgranej i licznej grupie, bo twoi sojusznicy w walce z władzą będą wystarczająco się bać na tej ulicy się pojawić.

    Niezależne szkolnictwo jest przeważnie ostoją racjonalności i ochrony przed zamordystycznymi wycieczkami władzy. W dodatku - szkolnictwo jako instytucja, z którą styczność każdy obywatel czuje na własnej skórze, a potem często na skórze swoich dzieci - potrafi zmobilizować do strajku duże grupy ludzi i uzyskać szerokie poparcie w społeczeństwie. Vide chociażby polskie protesty nauczycieli, którzy odważnie postawili się w centrum uwagi nie zważając na nadchodzące matury i zyskali duże poparcie społeczne.
    Aczkolwiek takie rzeczy na rękę władzy nie były i nigdy nie będą, bo to zawsze ingerencja, po pierwsze w politykę państwa, po drugie w jego interesy, a do tego uderza w autorytet władzy. Na takie rzeczy zgody nie ma i Orban postanowił się z tym rozliczyć.
    Od 2013 roku na Węgrzech szkoły nie są podległe samorządom, tylko centrali. Wszystko jest zarządzane z Budapesztu - czyli de facto na widzimisię Fideszu. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej i niezbyt groźnie wyglądające opakowanie problemu.
    Pracodawcą każdego nauczyciela na Węgrzech nie jest dyrektor placówki, w której on pracuje. Jest nim państwowy monopol. Minister osobiście mianuje dyrektorów kilku tysięcy szkół, a w szkole nie dyrektor, a powiatowi urzędnicy decydują o zatrudnianiu nauczycieli. Szkołom odebrano uprawnienia pracodawcy i zarządzającego majątkiem, ograniczono swobodę kształcenia programu zajęć, zlikwidowano autonomię kadry nauczycielskiej, prywatne wydawnictwa książek zostały albo znacjonalizowane, albo zwalczone, dzięki czemu państwo ma monopol na podręczniki. Nauczyciele nie mogą się wypowiadać w mediach bez urzędniczego zezwolenia. Zwolnienie nauczyciela jest jednoznaczne więc z pozbawieniem go realnej możliwości wykonywania zawodu, a nie koniecznością szukania nowego pracodawcy.
    Jaką motywację musiałaby znaleźć w sobie nauczycielka na prowincji, żeby stawić się na antyrządowym proteście w takich warunkach? I nawet jeśli znajdzie w sobie tę motywację, to jak silna musiałaby być wola, żeby przełamać strach przed okrutnym systemem nie tylko zaimplementowanym, ale wręcz zabetonowanym?

    - Byliśmy pod wrażeniem tego, że większość nauczycieli w Polsce nie zgodziła się przyjąć oferty rządu. Niestety na Węgrzech taki poziom współpracy i oporu jest nie do pomyślenia - mówi Szucs. Wspomina, że kiedy 3 tygodnie wcześniej jego związek wszczął strajk, został całkowicie zignorowany przez resztę środowiska.

    Wyjątkiem był jedynie protest z 2016 roku, który odniósł umiarkowany sukces, ale tylko i wyłącznie dlatego, że miał wsparcie Komisji Europejskiej - chodziło o wycofanie tzw. przyjaznej segregacji, wedle której romskie dzieci miałyby być izolowane od węgierskich. Ale nawet wtedy ustępstwa w innych obszarach były symboliczne.

    Chiński system oceny obywateli w skromnej, ale europejskiej wersji.

    Jest rok 2004. Fidesz został niedawno odsunięty od władzy, ale nie ma zamiaru składać broni. Szykuje się referendum na temat podwójnego obywatelstwa i praw wyborczych dla Węgrów żyjących w krajach ościennych. Referendum oczywiście zostało poprzedzone huczną akcją zbierania podpisów, podobnie jak referendum socjalne z 2008 roku. Co oba referenda, a raczej zbieranie podpisów na nie, miały ze sobą wspólnego?
    W obu z tych hucznych akcji zbierania podpisów, złożone podpisy nie szły w eter, a były starannie kolekcjonowane i przechowywane. Fidesz stworzył tzw. listy Kubatova, w których ma ustrukturyzowane dane na temat obywateli węgierskich. Ale nie tylko suche dane osobowe - listy zawierają również jasno określony stosunek do działań Fideszu oraz ogólnie rządu, bo w następnych latach listy były rozszerzane o wszystkich obywateli, a nie tylko zwolenników Fideszu. Po odzyskaniu władzy listy zostały użyte do "narodowych konsultacji", czyli po prostu zatroskana władza zadawała konkretne pytania obywatelom, którzy - całkowicie nieświadomie - na własne życzenie aktualizowali dane o sobie w bazach. Z owych baz można sobie wybierać spośród milionów nazwisk, filtrując po sympatiach politycznych, aktywności politycznej, czy podziale regionalnym. Listy służą przeważnie do mobilizowania zwolenników, budowania bazy potencjalnych zwolenników, ale również - do starannej rejestracji przeciwników. Ostatnimi czasy, w świetle kryzysu związanego z koronawirusem pojawiły się również miejscowe i pojedyncze aresztowania, których źródło istnieje w krytycznych wypowiedziach wobec rządu na portalach społecznościowych. Brzmi nieciekawie, ale to żadna przepowiednia, a niemiła rzeczywistość.

    Konkluzja

    Władza niekontrolowana zawsze się zdegeneruje, prędzej czy później. Szczególnie taka, która już na samym początku nie ukrywa swoich sympatii do autorytarnych i wręcz zamordystycznych metod rządzenia krajem, a od samego początku widać, że jej plany na naprawę państwa to tylko zgrabnie opakowane dziecko działu marketingowego.
    Za niecałe dwa tygodnie staniesz przed wyborem - czy zezwolisz władzy na kontynuację drogi do powyżej wymienionych sytuacji, które przy pierwszym zderzeniu się z nimi wydają się tak bardzo absurdalne? Wybór jest w twoich rękach.
    Kieruj się pragmatyzmem, widząc, że zawsze jest lepsze wyjście z danej sytuacji. Nawet jeśli obaj kandydaci w drugiej turze ci nie odpowiadają poglądami, zagłosuj w taki sposób, aby zminimalizować ryzyko radykalizacji w obozie władzy, do czego potrzebna jest reelekcja Dudy. Zaciśnij zęby i pójdź na drugą turę.
    Ale nie odpuszczaj też pierwszej. Pierwsza tura to najlepszy sondaż przed drugą turą, który pozwoli wyborcom prorządowym i opozycyjnym się policzyć - wyniki pierwszej tury będą miały ogromny wpływ na wynik drugiej. Skorzystaj z praw obywatelskich i dorzuć swoją cegiełkę do obrony systemu demokratycznego. To nie tylko najlepsza w ostatnim czasie, ale być może po prostu ostatnia szansa na to.

    #anatomiapopulizmu #postkomunistycznepanstwomafijne #neuropa #polityka #wybory
    pokaż całość

    źródło: bi.im-g.pl

    •  

      ​​​​​

      . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

      źródło: Screenshot_2020-06-09-20-44-47-085_io.github.feelfreelinux.wykopmobilny.jpg

    •  

      @Topkapi @loginnawykoppl @eoneon @penknientyjerz: Czytam - choć z przerwami bo to jednak dość ciężka lektura, gdy mieszka się w Polsce - "Anatomię Państwa Mafijnego" Magyara. I choć jestem tak w połowie książki, to przede wszystkim łapię się za głowę, jak to się mogło stać, że Orban dał radę tak omotać całe społeczeństwo. A potem patrzę na to, co dzieję się w naszym społeczeństwie. Na sondaże, które pomimo tego co się dzieje, dają Dudzie wciąż te ok. 40% w pierwszej turze i ok. 50% w drugiej i dochodzę do wniosku, że to chyba jednak nie tak trudne. To naprawdę będą chyba najważniejsze wybory w historii tego kraju. Ważniejsze niż te, które odbyły się 5 dni przed moimi urodzinami w 1989 roku i których nie pamiętam bo nie mam prawa.

      Od kiedy pamiętam, żyję w wolnej Polsce. Ze wszystkimi jej ułomnościami, z biedą lat 90., z patologiami, korupcją i gangami przełomu wieków. Miłość do tego kraju, to bardzo trudna miłość, ale robię wszystko żeby, nawet drobnymi rzeczami wykonywanymi na rzecz najmniejszych, lokalnych społeczności poprawiać życie mieszkających w nim ludzi. Chciałbym bardzo, żebyśmy ciężką pracą kontynuowali dołączanie - mentalne i finansowe - do zachodu Europy, żeby rzeczywiście nasz kraj rozwijał się, a poziom życia się podnosił. Jednocześnie mam świadomość, że prawdopodobnie nie nastąpi to za mojego życia, a może za życia moich wnuków.

      I tak naprawdę w przeddzień tych wyborów chyba pierwszy raz w życiu boję się, że ten naprawdę tytaniczny wysiłek całego kraju w ciągu ostatnich lat, który widzę choćby po moich rodzicach, którzy naprawdę wypruwali sobie żyły, żebyśmy z bratem mieli jak najlepszy start, choć sami byli tylko prostymi robotnikami (co absolutnie nie ma pejoratywnego znaczenia w tym momencie), że cała ta praca nad poprawą poziomu życia i dołączeniem do grona państw, gdzie ludzie żyją dostatnio i szczęśliwie może zostać zaprzepaszczona i wydana na pastwę typowych politycznych bmw, którzy chcą wygodnie umościć się "na państwowym" i stworzyć z kraju dojną krowę dla swojego towarzystwa. I przerażeniem napawa mnie myśl, że po tych wyborach Prezydent może się nie zmienić...
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Z różnych powodów nie będę mógł się zbyt intensywnie udzielać w nadchodzącym szczycie kampanii (ale mam nadzieję, że przez ostatnie 2 lata zrobiłem już swoje), więc napiszę już dziś.

    Wybory 28 czerwca i (zapewne) 12 lipca to - nie mam co do tego większych wątpliwości - najważniejsze wybory po 1989. Jeśli nie chcecie tu #postkomunistycznepanstwomafijne, to właśnie teraz jest ten moment, który wymaga największej możliwej mobilizacji.

    Ale jak to, dlaczego tak uważam? Czemu wybory np. w 2019 czy 2015 były mniej ważne?

    Bo te w 2015 odbywały się w niezwykle pechowych okolicznościach (wzbierająca globalnie fala populizmu, kryzys migracyjny, zmęczenie modernizacją i liberalnym konsensusem, itd.) i niewiele dało się z tym zrobić, a te w 2019 przez skalę uruchomionych transferów socjalnych de facto nie były do wygrania przez opozycję (choć były ultra ważne pod tym względem, że gdyby PiS mógł odrzucać weto prezydenckie, to teraz gra byłaby w pewnym sensie o pietruszkę, a było to w zasięgu; podobnie Gowin ze względu na mały margines większości uzyskał siłę blokującą; strata Senatu zaburzyła też dynamikę obozu władzy). Warto pamiętać, że na pograniczu nieliberalnej demokracji i autorytaryzmu wyborczego wybory nie służą już prawdziwej weryfikacji władzy, a tylko jej legitymizacji. Władza - zarazem konkurent i sędzia - pilnuje, żeby być pewniakiem. Jeśli trzeba, to dorzuci 80 mld z budżetu na jakąś "piątkę Kaczyńskiego", jeśli trzeba, to zorganizuje wybory nie przy pomocy PKW, a przy udziale wicepremiera i do niedawna wiceministra obrony, do pałowania stąd już krok. Wszystko zależnie od potrzeb, zgodnie z zasadą najmniejszych środków, które wystarczą, by wygrać, ale nie wzbudzając przy tym zbyt dużego rabanu. Mam nadzieję, że pamięć tego, co oni planowali w maju, nie zanika tak szybko, bo choć tym razem się im nie udało, to pokazuje to, jak na Nowogrodzkiej postrzegają demokrację i to nawet nie taką liberalną, ale najzwyklejszy akt wyborczy i do czego się mogą posunąć, jeśli będzie trzeba.

    I to jest główny powód ważności tych wyborów - obiektywna sytuacja związana z koronawirusem zachwiała całą konstrukcją zanim została dokończona, wprowadziła element realnej nieprzewidywalności. Inwestycje jak 13. emerytura w kwietniu i przykrywanie niewydolności strukturalnej służby zdrowia wielkim narodowym lockdownem w sytuacji przesunięcia wyborów okazały się nie do końca trafione. Pojawiło się prawdziwe "window of opportunity" dla opozycji, które nie było dane np. Węgrom, bo zanim co roztropniejsi się zorientowali co i jak, to system był domknięty. Sporo ukrytych rzeczy wyszło na jaw przez ostatnie 3 miesiące, już nie abstrakcyjnych jak trójpodział władzy, tylko zrozumiałych dla każdego. Te wybory są naprawdę do wygrania dla opozycji, a nie było tego w planach obozu władzy.

    Oczywiście nawet jeśli Duda ostatecznie wygra, to historia się nie skończy i nie ma co się załamywać, ani stawiać kreski na Polsce, ja absolutnie nie zamierzam. Ale bez wątpienia mając przed sobą 3 lata (powinny być 2, ale PiS - zapewne w tym celu - wydłużył kadencję i przesunął wybory samorządowe z 2022 na 2023) bez wyborów władza rozepchnie się jeszcze bardziej, a z opozycji ujdzie para. "Skoro teraz się nie udało, to nie uda się nigdy" - pomyślą jedni i przestaną działać. Inni udadzą się na wewnętrzną (a nieliczni nawet na fizyczną, choć tutaj bardziej niż idee decyduje gospodarka) emigrację. Jakieś wydarzenia typu pogłębiający się kryzys gospodarczy i sytuacja międzynarodowa mogą to zaburzyć, podobnie np. konflikty w obozie rządzącym, ale taki jest scenariusz bazowy. Widząc wygraną Dudy wszyscy (Gowin też) będą orientować się na następne kilka lat ich władzy i np. większość w Senacie będzie zagrożona (Stankiewicz na Onecie pisał dziś o kilku niepewnych senatorach, którzy mogą iść z opozycji do PiS w przypadku wygranej Dudy). A bez Senatu jesteśmy znowu w miejscu zupełnej niemocy jak w 2017, tylko dużo dalej od następnych wyborów.

    Jeśli zaś wygra kandydat opozycyjny, to na dobrą sprawę mamy praktycznie wymarzoną konfigurację. Rewolucja z konieczności zatrzyma się, a rząd będzie zmuszony do kompromisu. Z drugie strony będzie jeszcze przynajmniej przez chwilę rządził i będzie ponosił odpowiedzialność za swoją wcześniejszą niegospodarność, co jest długofalowo ważne, żeby nie powstał drugi mit Gierka ("a za PiSu to się żyło!").

    Wybory będą na ostrzu noża, więc każda mobilizacja się liczy. Przede wszystkim zmobilizowanie samego siebie - żeby nie przegapić terminów, żeby w wyborczą niedzielę nie zostać na działce i nie mówić do siebie "chciałem zagłosować, ale nie wyszło, w sumie mój jeden głos nic nie znaczy". Każdy ma też wpływ na swoje otoczenie - znajomych, rodzinę, niektórzy też mają jakieś dodatkowe kanały. Nie chodzi o to, żeby spamować bez umiaru wykop czy krindżowo truć ludziom głowę i psuć relacje przez politykę, ale czasem można tego i owego delikatnym pchnięciem w zależności od sytuacji zmobilizować (np. przypominając o terminach wyborczych), lekko przekierować (np. katolika z Dudy na Hołownię czy Kosiniaka), albo zdemobilizować ("to chociaż nie idź, przecież mają już dość władzy, a kradną nie mniej niż inni"). Setki tysięcy takich sytuacji zaważy na wyniku tych wyborów, każdy kto się jakoś interesuje polityką - nieważne czy Janusz oglądający TVP czy Mirek czytający mój wpis - jest lokalnym politycznym "liderem opinii".

    No i trzeba pamiętać, że liczą się obie tury, pierwsza również, bo zbyt wysoki wynik Dudy może zdemotywować ludzi w drugiej. Te relacje są dość skomplikowane, polecam w tym temacie artykuł.

    PS: Przypominam o wyjątkowo zagęszczonych datach. Jako że to wybory mieszane, to można tym razem zagłosować nawet jeśli ktoś będzie na wakacjach w niewiadomym miejscu, wystarczy ze swojego urzędu miasta/gminy wziąć zaświadczenie o prawie do głosowania w dowolnym lokalu, oczywiście jest też standardowa opcja dopisania się do spisu np. przez ePUAP (uwaga - dopisanie się w maju się nie liczy i trzeba to zrobić ponownie, chyba że ktoś się dopisał nie do spisu, a do rejestru za okazaniem dokumentu tożsamości):
    - do 15 czerwca - zgłaszanie do właściwego konsula zamiaru głosowania korespondencyjnego za granicą
    - do 23 czerwca - składanie wniosków o dopisanie do spisu wyborców w wybranym przez siebie obwodzie głosowania
    - do 26 czerwca - wydanie zaświadczenia o prawie do głosowania

    PPS: Mam swoją drogą nadzieję że bliżej 23 czerwca tradycyjnie będą jakieś znaleziska na głównej zachęcające do dopisywania się, choć oczywiście można robić to już teraz (a jeśli ktoś jest za granicą, to nawet trzeba).

    #wybory #polityka #4konserwy #neuropa #anatomiapopulizmu
    pokaż całość

    źródło: g8fip1kplyr33r3krz5b97d1-wpengine.netdna-ssl.com

  •  

    Przyczyn sukcesu PiS jest bardzo wiele. Nie da się tego zredukować do prostego 500+, mariażu z Kościołem czy graniu na emocjach i mówieniu populistycznym głosem tego, co elektorat chce usłyszeć. Na sukces składa się wiele składowych, a złączenie tego wszystkiego w całość daje powalający efekt.
    Ostatnio pojawiło się kilka wpisów, które niektóre z tych tematów brały na tapetę i trochę je objaśniały, coś pojawiło się ode mnie, polecam też od serca kontent w tym temacie od @eoneon : jeden, dwa, trzy, cztery, pięć.

    W tym wpisie chciałbym zwrócić uwagę jednak na same fundamenty, a mianowicie na opakowanie, w jakim ten populizm jest przez PiS przesyłany. Proces ten bardzo zgrabnie opisuje nie kto inny, jak Sienkiewicz, w swojej książce pt. "Państwo teoretyczne". (od razu z tego miejsca gorąco polecam się zapoznać, jeśli kogoś interesuje analiza procesów społecznych i politycznych na naszym podwórku)

    W jaki sposób my Polacy mamy się nauczyć własnego państwa, wolności, jakie ono nam rzekomo gwarantuje, i reguł w nim panujących, jeśli od maleńskości podlegamy takiemu, a nie innemu procesowi edukacyjnemu? W jaki sposób szacunek do prawa, umów społecznych ma być naszym odruchem, jeśli wystarczy wsiąść do samochodu, by się przekonać, jak w Polsce traktowane jest prawo? I jak można mieć zaufanie do własnego państwa, które w końcu zostawia obywatela na pastwę widzimisię księdza proboszcza? Państwo buduje się w świadomości obywateli od dołu, nie od góry. A na dole ono się nie sprawdza. Wybrałem do analizy arbitralnie trzy przypadki, rzadko wiązane z codzienną polityką, ale podobnych sfer jest przecież więcej. Są jeszcze stosunki pracy, przyjmujące zdziczałe formy, bez reakcji i bez współczucia. A jeszcze jest urzędnicza pycha, której tak łatwo można doświadczyć w administracji zorientowanej na własne trwanie, a nie pomoc obywatelom. Jeszcze są niepełnosprawni, których problemy to wstyd dla nas wszystkich bez wyjątku. I wiele, wiele podobnych kwestii skutecznie zniechęcających do uczestnictwa obywatelskiego, uczących obywatela bierności lub zupełnego lekceważenia państwa. Na koniec ta niemoc się kumuluje i zwraca przeciw niemu. Wystarczy, by znalazł się ktoś, kto potrafi tę obojętność lub gniew wykorzystać. Tym razem jest to Jarosław Kaczyński. Za jakiś czas może być ktoś inny, ale zasada będzie podobna - w pustkę po państwie wchodzą populiści, łudząc naprawą życia zbiorowego, a w praktyce sięgając po władzę absolutną i czyniąc z państwa partyjną wydmuszkę.

    Kryzys zwany "kryzysem liberalizmu" to nie kwestia jakiejś ideologii, bo w świecie Zachodu nie było innej demokracji niż liberalna, to problem słabości państw, porzucenia przez nie powinności, które dawniej brały na siebie. [...] Ale ludzie pozbawieni obecności bezstronnych i opiekuńczych struktur nieuchronnie szukają czegoś, co da im poczucie sprawczości i bezpieczeństwa. W tym sensie wszystkie państwa Zachodu stają się coraz bardziej "teoretyczne".

    "Silne państwo" jako flagowe zawołanie PiS-u jest odpowiedzią na zauważalny przez dekady proces wycofywania się państwa z wielu obszarów. Za część tego zjawiska odpowiadają naturalne procesy demokratyzacji po komunizmie - władza lokalna dla samorządów, inny system gospodarczy, rewolucja technologiczna upraszczająca komunikację. Ale część tego procesu dla Polaków miała charakter "ucieczki" państwa. [...] Problemy komunikacji publicznej, likwidacja urzędów, poczty, posterunku policji - niosły za sobą poczucie opuszczenia. Niezależnie od tego, jak racjonalnie by uzasadnić te zmiany, niekiedy konieczne i naturalne, w krajobrazie Polski poza wielkimi miastami państwo - w oczach swoich obywateli - sukcesywnie się wycofywało. Równocześnie na szczeblu centralnym, "gdzieś w Warszawie", stawało się coraz bardziej niezrozumiałe i obce. Ale też coraz bardziej bezradne wobec rzeczywistości.

    "Silnie państwo" PiS-u ma jednak inny niż lokalny wymiar i to on decyduje o całości prawicowej strategii. To swoisty mechanizm, stworzenie wrażenia, że państwo działa zdecydowanie, mocno. W przemówieniach Kaczyńskiego, Szydło czy Morawieckiego ten manifest siły państwa często pobrzmiewa i zwykle jest połączony z krytyką poprzedników, którzy dopuścili się do jego słabości. W istocie za rządów Zjednoczonej Prawicy nie zaszły żadne zmiany powodujące wzrost wydajności państwa, poprawę jego funkcjonowania. Dwuletnie reformowanie sądów i prokuratury nie skutkuje większą wydajnością tych organów ani poczuciem bardziej sprawiedliwego wymiaru prawnego państwa. Procesy decyzyjne są tak samo kulawe jak wcześniej, co częściowo zostało opisane w tej książce. Administracja nie stała się bardziej widząca, a centrum decyzyjne sprawniejsze. Bo strategia PiS-u nie zakłada reformy państwa, tylko jego zastąpienie. Zamiast państwa z jego regułami i procedurami tworzony jest system partyjny zamieniający państwo we władzę jednej formacji. [...] Wywołuje to wrażenie sprawczości, ale nie powoduje, że Polacy żyją w lepszym państwie. [...] Sukcesy rządu są zanurzone w sosie propagandy sprawiającej wrażenie, że państwo uległo magicznej odmianie jako całość. Tymczasem zmiana zaszła we fragmentach, a istota niesprawnego państwa pozostała taka sama.

    Warto pamiętać o takich sprawach, bo ta "tęsknota za PRL" to nie jest żaden frazes, który ma PiS zdyskredytować, ale też "tęsknota" sama w sobie to za mało, żeby uczciwie przedstawić sprawę i zrozumieć ten problem.

    #anatomiapopulizmu #polityka #neuropa pasuje jak ulał w sumie też do #postkomunistycznepanstwomafijne
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

    •  

      niektóre z tych tematów brały na tapetę

      @Topkapi: Ja tak tylko dygresją tudzież ciekawostką dla tych, którzy się zastanawiali co to powiedzenie o temacie na tapecie ma wspólnego z dekoracją ścian? Otóż nie ma.

      Nie na "tapetę" a na "tapet". Mieć jakiś temat na tapecie wzięło się od takiego zielonego sukna którym pokrywano stoły obrad zwanego właśnie tapetem. Tak, to są te same skądinąd znane "zielone stoliki" przy których załatwia się jakieś sprawy. Otóż "wziąć coś na tapet" oznaczało położyć teczkę z danym zagadnieniem na stole pokrytym tym materiałem (tapetem) i poddać go obradom. Tak więc coś na "tapet" (stół obrad), a nie na "tapetę" (dekorację ściany) pokaż całość

      +: Topkapi
    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Bardzo lubię wracać do pewnego wywiadu. Z dwóch powodów. Po pierwsze, jest to wywiad z liderem chyba mojego ulubionego ugrupowania w całej Europie, przeprowadzony w języku polskim, a po drugie, w owej rozmowie pada wiele cennych informacji i przemyśleń, których na polskim podwórku trochę bardzo brakuje.

    Wczoraj wrzuciłem wpis, w którym starałem się zwrócić uwagę na rolę wychowania nas przez szkołę w bierności wobec rosnących autorytaryzmów, które nie rosną gdzieś daleko jeszcze za płotem sąsiada, ale u nas na podwórku. Oczywiście nie ucząc nas o tym wprost, ale mimo wszystko, osiągając ten cel pomiędzy wierszami.

    Polska opozycja, wydawałoby się, jest w tym momencie stracona. No bo w jaki sposób pokonać partię, której w sondażach nie rusza upartyjnianie bezpieczników ustrojowych i ich rozmontowywanie, która demokrację liberalną ma za niepotrzebny prezent od Zachodu, a nawet za przeszkodę w realizowaniu swojej wizji światopoglądowej i przede wszystkim wizji Polski? Protesty w obronie demokracji zgrabną grą PiSu są sprowadzane do absurdów, obywatele nie czują przywiązania do żadnej opcji politycznej i zjednoczenie ich do wyjścia na protest jest bardzo trudne. A nawet niemożliwe w obecnych warunkach ze względu na koronawirusa.
    W takim razie pojawia się pytanie - czy jest o co walczyć i w jaki sposób? Oczywiście, że sens jest, dopóki jest realna możliwość zawrócenia z drogi wytartej przez Orbana.
    Odnośnie sposobów - tych jest wiele, natomiast dzisiaj chciałbym rzucić uwagę na temat czegoś, czego bardzo mi w polskiej opozycji brakuje. Tej zwykłej, bezinteresownej i skutecznej pracy u podstaw.
    Większość ludzi głosujących w wyborach to są zwykli i prości ludzie, dla których mówienie, że PiS ma w rękach TK, rozmontował trójpodział władzy i świadomie łamie prawo w kolejnych politycznych decyzjach, to frazesy. Frazesy, które swoją drogą jest bardzo łatwo wytrącić, jeśli ktoś w praktyce nie rozumie, co oznacza brak niezależnego TK.

    I o ile nie mam zamiaru odmawiać opozycji starań w tym, żeby każdy człowiek usłyszał, że PiS prawo łamie, o tyle brakuje mi swoistego wytłumaczenia, dlaczego on to prawo łamie (tutaj mogę zrobić ukłon w stronę Hołowni, bo on jednak swoje kolosalne zasięgi wykorzystuje, żeby pomiędzy zwykłymi informacjami dotyczącymi kampanii tłumaczyć ludziom, o co w tym wszystkim chodzi). Tylko w taki sposób, który to hasło rozłoży na czynniki i przekaże w sposób zrozumiały zwykłej osobie. A nawet niekoniecznie zwykłej - bo przecież osoby niezainteresowane polityką wcale niekoniecznie muszą to tak dobrze rozumieć. Specjalista w jakiejś konkretnej dziedzinie może być oczytany i mieć szeroką wiedzę, ale niekoniecznie będzie to wiedza o systemie politycznym panującym w Polsce. Przypomnijmy sobie, w jaki sposób mieliśmy omawiane różne ustrojowe tematy na historii czy WOSie. Trójpodział władzy? A no pochodzi stąd i stąd, oznacza coś takiego. Eksperymenty myślowe obrazujące możliwości władzy, która da radę rozmontować chociaż jeden element? Brak, bo po co. Wytłumaczenie konceptu trójpodziału i próba zaakcentowania, dlaczego jest on tak ważny? Nie, to nie w polskiej szkole.

    Fajnie streszcza to Ivan Bartos, lider czeskich piratów we wspomnianym wyżej wywiadzie:

    Kiedy twoja pralka się psuje i nie stać cię na naprawę, a wszystko, co ci zostaje, to chwilówka, kiedy nie możesz pozwolić sobie na najpotrzebniejsze rzeczy – to znaczy, że w twoim kraju coś nie gra. W państwach Europy Środkowo-Wschodniej ta najbardziej podstawowa wolność – zobrazujmy ją sobie jako elementarne potrzeby materialne w piramidzie potrzeb – nadal nie jest zaspokojona. Nie trzeba już dzisiaj walczyć w Czechach o przetrwanie, ale pensje pracowników wciąż są niskie, ludzie nie mają oszczędności, a dziesiątki tysięcy osób wyeksmitowano z domów. Teraz już rozumiesz, dlaczego szwedzki program nie mógł zadziałać? Jak nauczać o wolności internetu czy o demokracji, gdy głównym zmartwieniem rodzin jest comiesięczne związanie końca z końcem? Nie chodzi o to, że ludzie w naszym regionie nie są zainteresowani swobodami, kwestiami filozoficznymi czy politycznymi, bo są. Ale jestem przekonany, że progresywna polityka musi zacząć się od zapewnienia bezpieczeństwa i w pierwszej kolejności przejść przez najniższe piętra tej piramidy.

    [lewica] Przegrywa je [wybory], bo ta sama protekcjonalność, skłonność do pouczania i osądzania innych, jaka zgubiła Zielonych w Czechach, ciągnie też na dno lewicę w innych miejscach. Ja nie oceniam i nie pouczam ludzi o konserwatywnych poglądach. Może dlatego nam się powiodło? My przyjęliśmy ich lęki i przekonania takimi, jakimi one są, bo zmienić je może tylko otwartość, edukacja i dyskusja. Byłem w regionach i podróżowałem po Czechach. Kiedy jedziesz na Północne Morawy, to za największe problemy społeczne ludzie winią żyjących tam Romów. Pewnie, mogłem z łatwością wrócić do Pragi i powiedzieć w telewizji, że ci ludzie to rasiści. Ale ja mam w głowie odpowiedzialniejsze i wymagające czasu zadanie. [...] Naprawdę mi zależy, by oni pewnego dnia zmienili zdanie.

    Dlaczego opozycja nie próbuje wzmocnić swojego przekazu przy samych fundamentach? Niezależnie od tego, jak bardzo masz rację i jak bardzo wszyscy się mylą, nikt nie przyzna ci racji, jeśli nie zrozumie, co masz tak naprawdę do przekazania. Taki sam mechanizm działa tutaj. No ok, PiS coś tam zrobił, ale to inni tak nie robili? A co to właściwie znaczy? To są pytania, które dostaje się od osób, dla których polityka to jest coś tam odległego, dziejącego się w Warszawie, w oderwaniu od rzeczywistości zwykłej osoby. W dodatku jest to potęgowane przez fakt, że dla wielu ludzi to jest żaden priorytet w porównaniu do bezpieczeństwa finansowego, którym tymczasowo dał radę omamić ich PiS.
    Sporo osób, pomimo wcześniejszej znieczulicy na takie wydarzenia, zaczyna dostrzegać, czym grozi nam PiS. Tylko, że to dalej nie jest większość, a oczekiwanie na to, że większość to sama zrozumie, to proszenie się wprost o to, aby większość zrozumiała dopiero wtedy, kiedy już będzie za późno. Bo to nie jest wieczna przeprawa przez problemy, a przeprawa, która w pewnym momencie kończy się systemem dobrze znanym jako #postkomunistycznepanstwomafijne z Węgier.

    #anatomiapopulizmu #polityka #wybory #neuropa
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Aktualne wydarzenia w Polsce denerwują naprawdę wielu ludzi i doprowadzają niektórych do zwątpienia w to, czy w Polsce może jeszcze być normalnie. Przekraczane są kolejne granice, czy to działań rządu, czy to rządowej propagandy w #tvpis. Nie ma absolutnie żadnego wstydu za kolejnymi materiałami puszczanymi wieczorami o 19:30 na jedynce, a propaganda zrzuca winę za bezprawne drukowanie kart wyborczych i stratę milionów na działania opozycji. Nikogo to już nawet nie dziwi, a bukmacherzy proponują zakłady o absurdalne paski podczas emisji Wiadomości.
    Dwójka szeregowych posłów umawia się co do wizji wyborów i bez żadnych podstaw prawnych ogłasza sobie porozumienie pomiędzy skłóconymi osobami i wypracowany kompromis. Kompromis, nad którym trzeba zrobić milion fikołków prawnych, aby to w ogóle mogło zostać za uznane. Odbywają się wybory, których nie ma, a jeszcze kilkadziesiąt godzin przed wyborami nie było nawet wiadome, czy się odbędą.

    Jaka jest reakcja społeczeństwa? Praktycznie żadna. PiS pomimo swoich działań i tworzenia w kraju quasi autorytaryzmu nie tylko utrzymuje władzę, ale uzyskuje jeszcze lepszy procentowo wynik, niż w 2015 roku, a liczebnie wypada rekordowo jak na ostatnie czasy w Polsce. Kandydaci opozycyjni w wyborach zyskują poparcie na poziomie kilkunastu procent, a urzędujący prezydent, któremu można najzwyczajniej w świecie postawić poważne zarzuty, kręci się w okolicach zwycięstwa w pierwszej turze.

    Powodów bierności wobec rosnącego autorytaryzmu jest sporo, ale dziś bym chciał zwrócić uwagę na kwestie wychowawcze, które takie zachowania w nas kreują. Nie ze względu na wychowanie, które przekazują nam nasi rodzice, a państwowe instytucje, a w tym konkretnym przypadku, szkoła.

    Świetnie wyjaśnia to Sienkiewicz w swojej książce pt. "Państwo teoretyczne".

    Nauczanie linearne jak z XIX-wiecznych reguł szkolnych, nadmiar faktów i dat bez znaczenia dla rozumienia procesów historycznych i przemian społecznych, zupełna prawie nieobecność wydarzeń najnowszych - to normy tego systemu. Kluczowe wydarzenie w naszych dziejach najnowszych, jakim było powstanie "Solidarności" (i jej uniwersalne przesłanie), jest omawiane marginalnie lub bałamutnie. Nie istnieje żaden pomost między historią a współczesnością. W ten sposób przeszłość jest oddzielona od współczesności, a tym samym - od odpowiedzialności za "tu i teraz". Pozbawieni refleksji obywatelskiej, niezdolni do opowiedzenia historycznej drogi do czasów teraźniejszych (zasługujący na pamięć żołnierze wyklęci, tak promowani przez PiS, z tą drogą nie mają przecież nic wspólnego i mówię to jako historyk, a nie polityk) młodzi Polacy będą coraz rzadziej chodzić na wybory, a idea wspólnoty zawarta w państwie i jego regułach będzie dla nich coraz bardziej obca i niezrozumiała.

    Samorząd uczniowski nie jest samorządny, ponieważ ma opiekuna ze środowiska nauczycielskiego i jest przez niego sterowany, rada rodziców podlega nierzetelnym manipulacjom ze strony wychowawców i dyrektorów, którzy wymuszają wtórne opodatkowanie na rzecz szkoły publicznej, na przykład na ksero, wycieczki czy nawet sprzęt komputerowy. Natomiast radą pedagogiczną kieruje dyrektor, czyli pracodawca, co jest absurdem. To tak, jakby na czele Sejmu stał premier rządu.

    [system szkolny] Jest nauką konformizmu, podporządkowania się, tym bardziej szkodliwą, że odbywa się to za parawanem rzekomej samorządności. Nikt w polskiej szkole nie ma zamiaru dzielić się władzą z uczniami lub rodzicami, o czym wiedzą prawie wszyscy Polacy, którzy przepuścili już swoje pociechy przez powszechny system szkolnictwa. Ale starannie pudrowany jest przekaz, że takie ciała są autonomiczne. Skutek jest taki, że uczniowie w zdecydowanej większości polskich szkół czerpią wiedzę, jak się odnaleźć w systemie zakłamanym, nieprawdziwym, pełnym hipokryzji. Rodzice z kolei są świadomi, że szkoła przetrzymuje zakładników - ich dzieci - więc się nie wychylają. Nie wychylać się, udawać, że wszystko jest w porządku i brać udział w fikcji - oto przestroga i lekcja przekazywana uczniom i ich rodzicom. To nauka autorytaryzmu w miękkiej postaci, posługującego się szlachetną formą dla ukrycia opresyjnej treści.

    Bartłomieja Sienkiewicza można nie lubić i można mu wiele zarzucić, ale nie można mu odmówić oczytania, sprawnego, analitycznego umysłu oraz ponadprzeciętnej inteligencji. Powyższe fragmenty pochodzące z rozdziału zatytułowanego "Folwark dziecięcy" w bardzo jasny sposób opisują problemy polskiej edukacji, które mają katastrofalne skutki w przyszłości. W dodatku jest to jeden z niewielu głosów, które faktycznie rozumieją problemy polskiej edukacji - bo jej głównym problemem nie jest to, czy uczeń będzie siedział w siódmej klasie podstawówki, czy w pierwszej gimnazjum, ale raczej to, w jaki sposób i jaką wiedzę on przyjmie oraz jak zostanie zbudowane środowisko, w którym przyjdzie mu siedzieć. Zmiana opakowania nie zmieni jego zawartości. Problem jest niestety na pokolenia, a nie na jedną kadencję. Z tego powodu, niestety, kapitału politycznego na sprawie nie da się tak łatwo zbudować - a co za tym idzie - mało kto jasno postawi to w gronie priorytetów programowych. Byleby takie coś nie przyniosło nam #postkomunistycznepanstwomafijne, bo na to definitywnie mamy potencjał.

    #anatomiapopulizmu #szkola #polityka #neuropa
    pokaż całość

    źródło: bi.im-g.pl

    •  

      Sienkiewicz w książce w wielu miejscach posypuje głowę popiołem i krytykuje PO i jej pomysły.

      @Topkapi: Widać będę musiał przeczytać by polemizować dalej, skutecznie ją zareklamowałeś :)

      Już nie wspominając o tym, że trochę dziwnym podejściem jest atakowanie tego, co zostało powiedziane, poprzez dyskredytację persony, a nie tego, co powiedziała - w dodatku w bardzo infantylny sposób, bo zakładający, że osoba, która popełniła błąd w przeszłości, nie może być w tym momencie głosem rozsądku w jakiejkolwiek sprawie.

      Ja nigdzie nie dyskredytuję persony Sienkiewicza i nie atakuję go osobiście, nie wmawiaj mi tego, bo sprowadzasz dyskusję na niski poziom! Przecież napisałem wyżej, że wydaje się inteligentny ale mało skuteczny. Rozchodzi mnie się o to, że z jego przemyśleń i inteligencji nic nie wynikło wcześniej gdy był w rządzie ani nic nie wynika teraz, mimo, że jest posłem. Nawet zakładając, że będąc ministrem jednego z najważniejszych resortów nie miał nic do powiedzenia na posiedzeniach rządu (tak, nie wiem czy wiesz ale jest coś takiego jak posiedzenie rządu, ministrowie nie muszą ze sobą rozmawiać "gdzieś na kawie czy spacerze po korytarzu sejmowym"), to i tak miał potencjalny wpływ na rządy o niebo większy niż Ty czy ja. Ja też mam tysiące przemyśleń ale na razie jestem niemal równie skuteczny jak Sienkiewicz ;)

      A i pomijając to, to przez te dramatyczne osiem lat Polska była jednak naprawiana, co odzwierciedlają wszystkie rankingi gromadzące dane z tego okresu, co oczywiście może być kontrowersyjne dla niektórych, ale statystyki nie kłamią ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Ale znowu wmawiasz mi coś, czego nie napisałem. Rozumiem, że ja nie mogę krytykować PO ale Sienkiewicz może?
      Statystyki może i nie kłamią ale skutkiem była największa w historii wygrana opozycyjnego PiS i utworzenie rządu więszkościowego. Więc chyba jednak coś poszło nie tak. Moim zdaniem - co pisałem wyżej i się powtórzę, jeśli nie zrozumiałeś - zabrakło właśnie pracy od podstaw i tłumaczenia wizji liberalnej Polski wszystkim obywatelom (włączając prowincje). Zamiast tego PO skręciła w jakąś dziwną stronę ciepłej wody w kranie, braku wizji i odkrywania przez Tuska w sobie socjaldemokraty.

      Dobra, rozpisałem się, ale chyba niepotrzebnie, bo dyskusja nie ma sensu, skoro jakąkolwiek krytykę czy Sienkiewicza czy PO odbierasz jako infantyle ataki na nich. EOT z mojej strony.
      pokaż całość

    •  

      taktyczny szatan obserwacji

    • więcej komentarzy (21)

  •  

    No, widać że na Węgrzech się nie p***lą - i cyk areszt za "fake newsy". Dokładnie za co - "tego nie mogę powiedzieć, bo to narażałoby dobro śledztwa".

    A man from Szerencs shared a post on Facebook on April 28th, claiming, among other things, that the country’s leadership had deliberately timed the lifting of the restrictions by the time the coronavirus peaked, which he said could lead to mass illness, and he also called the prime minister a dictator several times in his post. Nineteen people commented on the published post in a short time, and eleven shared it. In the early hours of 12 May, the Szerencs police appeared at his home and started a prosecution process against the 64-year-old man for “a well-founded suspicion of fear-mongering.”

    Biorąc pod uwagę, że u nas najgłośniej o walce z fake newsami krzyczały miernoty takie jak Jaki czy Tarczyński, "afera maseczkowa" skończyła by się pewnie aresztowaniem dziennikarzy "Wyborczej".

    https://hungarytoday.hu/coronavirus-fake-news-hungary-police/

    #postkomunistycznepanstwomafijne #wegry #polityka
    pokaż całość

  •  

    klik

    Komisja Europejska prawdopodobnie nie uruchomi żadnej procedury wobec Węgier oraz ichniejszej ustawy, nadającej Orbanowi nadzwyczajne uprawnienia. Sam Orban zignorował zaproszenie na debatę w Europarlamencie.

    #postkomunistycznepanstwomafijne #polityka
    pokaż całość

    źródło: scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net

  •  

    Duży cios w Orbana.

    Miejmy nadzieję, że BMW podtrzyma decyzję i ucieknie w inne miejsce, ucieczka niemieckiego biznesu z Węgier to pierwszy krok do rozliczenia Orbana z jego działań poprzez EPP. Może w końcu CDU się ugnie i stwierdzi, że nie ma sensu go trzymać dalej u siebie - Tusk już pisał do członków o usunięcie Fideszu. Pragmatyzm na razie Niemcom każe Orbana trzymać przy sobie, ale czy na długo? Miejmy nadzieję, że nie.
    #postkomunistycznepanstwomafijne #polityka
    pokaż całość

    źródło: scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net

  •  

    Z najnowszego Economista ( ͡° ʖ̯ ͡°).

    Jak widać, pieprzy się w wielu miejscach naraz, Polska się nawet nie załapała do tabelki i zbioru artykułów (choć była w numerze tydzień temu).

    Tu dwa artykuły okładkowe - 1, 2.

    Mnie szczególnie dotknęło to, co się dzieje w Hong Kongu. Interesowałem się sprawą przed pandemią, ale jakby nie Economist, to w ogóle by się informacja o tym, co się tam wyprawia, do mnie nie dostała, przykryta koronawirusem.

    PS: Paywall działa jeśli wyłączyć javascripta, choć nieodmienie zachęcam do prenumeraty próbnej.
    PPS: Ktoś pytał w PW czy papier dochodzi normalnie. Póki co jak tak - choć jak zwykle z parodniowym opóźnieniem względem wersji elektronicznej (czyli ten Economist sprzed chwili dojdzie koło wtorku).

    #postkomunistycznepanstwomafijne #anatomiapopulizmu

    #polityka #koronawirus #4konserwy #neuropa #swiat #economist #theeconomist
    pokaż całość

    źródło: image.png

  •  

    #prawo #neuropa #dobrazmiana #bekazpisu może trochę #postkomunistycznepanstwomafijne

    Naprawdę polecam ten wykład doktora Matczaka (tak tego Matczaka ( ͡° ͜ʖ ͡°)) na temat współczesnego autorytaryzmu, na temat tego jak wykorzystuje on irracjonalną część człowieka i dlaczego racjonalne argumenty bez irracjonalnej otoczki tylko utwierdzają przeciwników w swoich poglądach przykładowo

    PiS i jego zwolennicy reformy sądów

    dzieje się tak, bo podświadomie człowiek czuje, że jest to atak na jego tożsamość. W wykładzie jest mocno położony nacisk na te instynkty, przede wszystkim strach. Jest też podany przykład Węgier i tłumienia innych poglądów co do równości płci, małżeństw jednopłciowych itp wynika to z zagrożenia poczucia wspólnoty, bo gdy wspólnota jest niejednolita każdy musi sam dokonać jakiegoś wyboru i nie jest to wygodne, bo władza autorytarna oferuje proste rozwiązania pod tytułem: zrób to i to. Jest też mowa o wyznaczaniu grup społecznych, które są winne, o dzieleniu ludzi na "lepszy i gorszy sort" itd

    Nie wiem czy dość dobrze to opisuje, bo oglądałem to dopiero raz, ale naprawdę polecam, sam wykład trwa godzinę, później są pytania do doktora od publiczności. Naprawdę polecam, pomimo dwóch lat to wykład mocno aktualny

    edit:

    zapomniałem też wspomnieć o ważnym wątku jaki się pojawia czyli, że nasze czasy to druga rewolucja Gutenberga chodzi o internet i bardzo szybki przepływ informacji i to, że zwykli ludzie mogą posiąść skrawki wiedzy i uważać się za ekspertów w danej dziedzinie, trochę efekt Krugera Dunninga i trochę też to zachacza o temat foliarzy itp. #polityka
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Jeśli ktoś jest zniesmaczony dzisiejszą akcją na Okęciu to informuję, że to (jak zwykle zresztą) kopia akcji Orbana sprzed równo trzech tygodni ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #postkomunistycznepanstwomafijne #koronawirus #polityka #dobrazmiana #polska #tvpis #neuropa #bekazpisu pokaż całość

    źródło: m.youtube.com

  •  

    Są w Polsce jacyś obrońcy tego co się ostatnio odstawiło na Węgrzech?

    #polityka #wegry #postkomunistycznepanstwomafijne

  •  

    Jak zapewne wiecie, parlament na Węgrzech dał Orbanowi prawo do rządzenia przez dekrety. I to nie na 'czas epidemii' ściśle określony typu miesiąc/ dwa miesiące tylko do odwołania.
    Dziś przedstawiono pierwsze dekrety, które mają przeciwdziałać epidemii, a w nich miedzy innymi:
    - zlikwidowanie instytucji sądów pracy
    - zakaz przeprowadzania operacji korekty płci
    - udzielenie policji dostępu do deklaracji podatkowych obywateli bez podania przyczyny

    Pamiętajcie że Kaczyński nie gra jakiś szachów 3d tylko po prostu ściąga pracę domową od Orbana.

    https://www.reddit.com/r/europe/comments/fsxpzh/first_laws_proposed_by_the_hungarian_government/

    #postkomunistycznepanstwomafijne #neuropa
    pokaż całość

  •  

    Najnowsze wydarzenia polityczne w Polsce (i trochę na na Węgrzech) z tego co widzę na SG i w gorących coraz większej liczbie osób uświadamiają, z jakim zjawiskiem mamy od paru lat do czynienia. Szkoda, że zrozumienie przychodzi po szkodzie, a nie przed szkodą (choćby w 2015-2017, kiedy rozgrywała się walka o wierchuszkę sądownictwa), ale dobre i to.

    Za pomocą "taktyki salami" (czyli kroczek po kroczku, w sposób niedostrzegalny dla laika) wykręcane są odpowiednie bezpieczniki, aż w pewnym momencie nie ma się nawet do kogo odwołać o pomoc, bo te - hehe - przemożne elity już nic nie mogą, szczególnie w sytuacji kryzysu.

    Ja już w ciągu dwóch ostatnich lat napisałem o tym wystarczająco dużo, więc wklejam gościnnie wpis pewnego byłego użytkownika Wykopu, który przystępnie, a może inaczej ode mnie, to tłumaczy na poziomie filozofii prawa. Może rozwinięta tam metafora pomoże też komuś wytłumaczyć to ludziom, którzy jeszcze wciąż tego, co się dzieje, nie rozumieją. Enjoy.

    ==

    Czy Jarosław Kaczyński jest królem? A gdyby nim był, to czy powinien móc robić wszystko, co zechce, tak jak to królowie mają w zwyczaju?

    Choć te pytania mogą wydać się absurdalne, to oddają istotę spustoszenia, jakie od kilku lat dzieje się w Polsce.

    Na pierwszy rzut oka nic nie jest bardziej odległe niż monarchia i demokracja. Z jednej strony widzimy jedynowładztwo, z drugiej strony - władzę wszystkich obywateli. Ale tak naprawdę mamy do czynienia z tą samą rzeczywistością. Żeby się o tym przekonać wystarczy zaznajomić się z tym, co zrobił Rousseau. Do jego czasów suwerenem, czyli kimś kto rządzi i ma ostatnie słowo, był król. Rousseau stwierdził natomiast, że suwerenem jest lud, a nie król. Że to do "ludzi" należy ostatnie słowo. W pewnym sensie to przekształcenie jest rewolucyjne i nie ma potrzeby tego negować. Niemniej jednak to tylko proste odwrócenie dawnej formuły ustanawiającej suwerennego monarchę rządzącego z woli Boga.

    Czy taki monarcha powinien mieć władzę absolutną? Są tacy, którzy powiedzą, że tak. Jednak wielu było też takich, którzy starali się ograniczyć monarszą wszechwładzę, próbując ją spętać za pomocą praw. Wielu dawnych prawników nie uznawało, że król może i powinien robić wszystko, co zechce. Wręcz przeciwnie, twierdzili, że istnieją granice, których przekroczyć mu nie wolno. W średniowieczu zastanawiano się na przykład, czy król może złamać umowę albo naruszyć prawo naturalne. Czy mógłby naruszyć zasadę, że syn nie może poślubić własnej matki? I odpowiadano, że nie.

    Dlaczego to jest ważne? Bo Rousseau jest w polskiej konstytucji: "Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu" (art. 4 ust. 1). Właśnie dlatego pytanie o to, czy średniowieczny monarcha, może łamać prawa i umowy trzeba zadać także w kontekście polskiego Narodu w 2020 roku, bo jako suweren jest tym samym, co król z XV wieku.

    Oczywiście sytuacja jest bardziej skomplikowana teraz niż kilkaset lat temu, bo w konstytucji istnieje inny przepis: "Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio" (art. 4 ust. 2). W praktyce suwerenem jest więc parlament, co w obecnych realiach politycznych Polski oznacza, że suwerenem stał się Jarosław Kaczyński.

    Dyskusja nad tym, czy prawo powinno określać granice działania suwerennej władzy, nie zakończyła się rzecz jasna w średniowieczu. Trwa do dzisiaj. W nowoczesnej formie i dzisiejszej Polsce przybrała postać sporu o państwo prawa.

    Jarosław Kaczyński stoi w tym sporze na stanowisku dawnych ambitnych monarchów i nowoczesnych dyktatorów, twierdzących, że prawo nie może ograniczać władzy, że prawo jest i powinno być jedynie narzędziem woli politycznej. Że jak chcemy złamać umowę taką, jak konstytucja albo traktat z Lizbony, to powinniśmy to zrobić. Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem Jarosław Kaczyński jest intelektualnym dzieckiem komunistycznego autorytaryzmu - ukształtowany przez swojego mistrza Stanisława Ehrlicha, uważającego, że prawo ma być jedynie przyrządem do budowy nowego socjalistycznego świata, postępuje dzisiaj kropka w kropkę wedle tego wzorca. Z tą tylko różnicą, że budowany dzisiaj autorytaryzm nie jest koloru czerwonego.

    Po drugiej stronie sporu mamy prawników wierzących w to, że król Jarosław I Kaczyński nie może zrobić wszystkiego, co tylko mu się przyśni. Wspaniale pasują tu słowa innego wielkiego Francuza - Tocqueville'a: "Nawet despoci nie przeczą, że wolność jest doskonała. Tyle że chcą jej tylko dla siebie i twierdzą, że wszyscy inni są jej zupełnie niegodni. Różnimy się więc nie opinią, jaką powinniśmy mieć o wolności, lecz większym lub mniejszym szacunkiem dla ludzi. I dlatego można powiedzieć z całą pewnością, że zamiłowanie dla rządów absolutnych jest wprost proporcjonalne do pogardy, jaką żywi się do swojego kraju. Proszę mi pozwolić jeszcze trochę zaczekać, nim się nawrócę na to uczucie."

    ==

    PS: https://www.wykop.pl/link/5308311/comment/72826935/#comment-72826935
    PPS: Cytat z Tocqueville'a za http://przegladpolityczny.pl/koncept-i-wizja-raymond-aron/

    #postkomunistycznepanstwomafijne #anatomiapopulizmu

    #polityka #4konserwy #neuropa #dobrazmiana #tklive #tocqueville
    pokaż całość

    źródło: tocqueville.png

    •  

      @puszkapandory: Opozycja powinna przestać przejmować się ludźmi 60+. Oni i tak na nich nie zagłosują. Ale według mnie mają szanse wśród młodszych. Rząd stara się bardzo przyciągnąć i utrzymać przy sobie emerytów dając im pieniądze i możliwość głosowania nie wychodząc z domu. Opozycja może teraz młodym mówić, że patrzcie, rząd w tym kraju dba tylko o emerytów bo w obliczu kryzysu chce im dawać pieniądze, a podczas wyborów ułatwia im głosowanie, gdzie wy musicie osobiście stawić się w lokalu i ryzykować zdrowiem albo i życiem, a jak stracicie pracę, dostaniecie coś od rządu? Pytanie czy to wykorzystają czy znowu będą robić wszystko aby nikomu nie podpaść. pokaż całość

    •  

      znasz godzine filozofow w tok fm i audycje z prof. Magorzatą Jacyno z socjoogii UW?, jeszcze nie jestem pewny, ale wychodzi, że kobieta ma niesamowitą wiedzę a jej prognozy socjoogiczne odnoscie poityki i ekonomii są znakomite

      @kupuje_bulki_w_almie: Moja promotorka ( ͡° ͜ʖ ͡°) Potwierdzam z bezpośrednich kontaktów - osoba z niesamowitą wiedzą i do tego maksymalnie zafascynowana swoją dziedziną, maniaczka nauki, reszta świata dla niej nie istnieje. Po zajęciach i seminariach z nią poważnie brałem pod uwagę zostanie na uczelni, tak zaraża swoją pasją. pokaż całość

    • więcej komentarzy (18)

  •  

    Węgry procesują ustawę "koronawirusową" pozwalającą rządzić Orbanowi dekretami - znalezisko

    Dodatkowo projekt przewiduje pięcioletnie więzienie za publikowanie "fałszywych informacji przeszkadzających rządowi w ochronie ludności". Dziennikarze opozycyjni - i tak siedzący już na co dzień w niszach i oskarżani przez rząd o szerzenie "dezinformacji" - są przerażeni.

    #postkomunistycznepanstwomafijne #europa #neuropa #wegry #koronawirus #media
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

    •  

      @PolacoEsMasGrandeRobaco: według informacji sprzed 10 dni who mówi, że ciężko być w 100% pewnym, ale nie można wykluczyć, że chory zaraża w okresie inkubacji, a co do czasu kiedy można zdiagnozować chorobę napisałem wcześniej więc patrząc na gwałtowny wzrost zachorowań to chyba nie jest nielogiczne by stosować taką kwarantannę co? tym bardziej, że wszyscy ją zalecają, ale ty wiesz lepiej xD

      są działania (takie jak wstąpienie do organizacji terrorystycznej), które są biletem w jedną stronę i tyle ¯\_(ツ)_/¯ a to co wymyślasz z tym lgbt to już są urojenia i nie mam zamiaru cie z nich leczyć ;p
      pokaż całość

    •  

      @Wlasciciel_prawakow: Najlepszym sposobem jest testowanie i ewentualna kwarantanna w przygotowanym do tego miejscu do czasu otrzymania wyników (test po przyjeździe i drugi za 3 4 dni dla pewności). A nie zamknięcie z rodzina na dwa tygodnie. Zwłaszcza wobec braku dowodów na zarażanie w pierwszym okresie inkubacji.

      są działania (takie jak wstąpienie do organizacji terrorystycznej), które są biletem w jedną stronę i tyle ¯_(ツ)_/¯

      Oczywiście po co komu prawo do sprawiedliwego procesu wystarczy sprawiedliwość ludowa. Kiedyś takim biletem był na przykład homoseksualizm, przynależność do grupy religijnej czy poglądy polityczne i też się w sądy nie bawili. Naiwnym jest zakładanie że podstawowe prawa same się obronią.

      Chciał bym wierzyć że nie musze ci wyjaśniać jak niebezpieczne jest robienie wyjątków i wykluczanie niektórych poza nawias prawa dla "wyższych celów i dobra ogółu"
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (33)

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #postkomunistycznepanstwomafijne

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów