•  

    4 grudnia 1920 roku urodził się Wiesław Chrzanowski ps. "Wiesław", porucznik NOW-AK, fotograf. W Powstaniu Warszawskim dowódca plutonu w batalionie "Gustaw". Uczestniczył w walkach powstańczych na Starym Mieście i Śródmieściu. Autor wielu zdjęć z Powstania.
    #powstaniewarszawskie #iiwojnaswiatowa #fotografia

    źródło: xxx.jpg

  •  

    Fotografia z Powstania Warszawskiego przedstawiająca dwóch chłopców, gdzieś na barykadzie na ulicy Chmielnej

    #fotohistoria #powstaniewarszawskie #historiapolski

  •  

    Pojawiło się dzisiaj na wykopie znalezisko o tytule

    Prof. Majkowski:"Zapraszam na marsz. Nie mam powodu, żeby dzielić"
    W treści tego znaleziska znajdziemy wypowiedzi Profesora Majkowskiego, weterana Powstania Warszawskiego, w których to zaprasza on na Marsz Niepodległości. Nie będę przytaczał cytatów - niech każdy zainteresowany przeczyta ten wywiad (Będzie to istotne celem obiektywnej oceny mojego wpisu).
    Kogo możemy spotkać w zakopach wywiadu z prof. Majkowskim? Jednego z czołowych przedstawicieli tagu #neuropa - użytkownika @Slonx . Zakop jako "treść nieodpowiednia".
    Teraz pewnie zastanawiacie się, po cholerę robię wpis o jakimś tam zakopie przez jakiegoś wykopka- już wyjaśniam.
    @Slonx wczorajszej nocy postanowił swoim wpisem skomentować fakt zakopywania przez konserwy pewnego znaleziska. (wczoraj pojawiło się znalezisko, w którym Powstańcy Warszawscy z AK zaapelowali o nie łączenie Kotwicy z falangą. Muszę tu od razu wtrącić - bo będzie to istotne do zrozumienia całego wpisu- że w komentarzach zaczęła się żywa dyskusja na ten temat , że NSZ również walczył o niepodległą Polskę, dlatego ludzie, dla których znak falangi jest istotny, również mają prawo używać Kotwicy)
    Pomimo tego, że dałem hiperłącze, pozwolę sobie na przedstawienie części wypowiedzi @Slonx :

    Szacunek dla powstańców, prawda? Cześć i chwała bohaterom, prawda?
    Gdzieżby znowu. Wykopie konserwy zakopują to jako spam, albo, co jest najwyższym możliwym poziomem absurdu, jako informację nieprawdziwą, bo przecież jak powstaniec mówi, że go boli, to pewnie kłamie
    Dawno nie poczułem takiego obrzydzenia.
    a gdy przychodzi co do czego i weterani chcą wystosować apel, to nie można dopuścić do tego, by zobaczyło go jak najwięcej osób. Bo zagrażają konserwowemu odbiorowi rzeczywistości.
    Tfu!
    Mam dla Was listę wielkich patriotów, którzy na te chwilę postanowili pokazać faka powstańcom i ich uczuciom.

    Okraszył to Printscreenem z "zakopów".
    Spytalem @Slonx dlaczego zakopał apel prof. Majkowskiego

    No już przecież napisałem. Za dzielące Polaków sugestie.
    (Tu muszę wtrącić, że Powstaniec wspomniał w swoim wywiadzie, że gdyby za sterem było PO, taki łączony marsz byłby niemożliwy do odbycia w związku z protestami drugiej strony)
    Czujecie tą obrzydliwą hipokryzje?
    Typ, który pluje na ludzi, którzy zakopali apel Powstańców, samemu zakopuje apel Powstańca jako "treść nieodpowiednia"
    Prof Majkowski w swoim apelu zapraszał na marsz, mówiąc, że nie ma powodów żeby się dzielić. No cóż...
    @Slonx - takie osobiste - TFU!
    #shitwykopsays #patologiazewsi #bekazlewactwa #bekazpodludzi #powstaniewarszawskie #polska #neuropa .is #4konserwy #marszniepodleglosci
    pokaż całość

  •  

    Pamiętajcie, to była wina Polaków, że Niemcy mordowali małe dzieci. Gdyby Polacy nie korzystali z pomocy dzieci na froncie i dali się wymordować bez walki to Niemcy by przecież nie mordowały dzieci, prawda? Przecież nie byli zwierzętami. Można nawet powiedzieć, że to Polacy własnymi rękami mordowali te polskie dzieci.

    Wyobraźmy sobie podobną sytuację gdzie kobieta ubiera się wyzywająco, idzie na miasto i ktoś ją gwałci. Przecież gdyby nie chciała być zgwałcona to by się nie ubierała wyzywająco, prawda? Czyli ona jest winna gwałtu. Ja nie wiem, że niektórym trzeba tłumaczyć takie banały.
    #heheszki #czarnyhumor #neuropa #4konserwy #marszniepodleglosci #powstaniewarszawskie
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Tytuł znaleziska brzmi:

    'Boli nas łączenie kotwicy powstańczej z falangą'. Ważny apel powstańców...

    Opis zaś:

    Dla weteranów Armii Krajowej znak Polski Walczącej jest świętością. Z narażeniem życia malowali go na murach, by w ten sposób sprzeciwić się niemieckiemu okupantowi. Dlatego przed Marszem Niepodległości głoszą osobisty, lecz niezwykle ważny apel. 'Protestujemy przeciwko próbom zawłaszczenia...'

    W treści znaleziska mamy powtórzenie tych słów i filmik, na którym powstańcy o tym wszystkim mówią.

    Szacunek dla powstańców, prawda? Cześć i chwała bohaterom, prawda?
    Gdzieżby znowu. Wykopie konserwy zakopują to jako spam, albo, co jest najwyższym możliwym poziomem absurdu, jako informację nieprawdziwą, bo przecież jak powstaniec mówi, że go boli, to pewnie kłamie, a jak wyborcza wyświetla apel i pisze o tym apelu, to manipuluje.

    Dawno nie poczułem takiego obrzydzenia. Polska walcząca, patriotyzm, nie szkaluj narodu, a gdy przychodzi co do czego i weterani chcą wystosować apel, to nie można dopuścić do tego, by zobaczyło go jak najwięcej osób. Bo zagrażają konserwowemu odbiorowi rzeczywistości. Bo zwracają uwagę na problem, którego konserwy nie chcą dostrzec. Który wg konserw nie występuje, bo nie. Bo ci którzy totalitarny reżim odczuli na własnej skórze, pewnie nie mają o nim pojęcia, a pewne hasła i symbolika im przeszkadzają, bo dali się zmanipulować.

    Tfu!

    Mam dla Was listę wielkich patriotów, którzy na te chwilę postanowili pokazać faka powstańcom i ich uczuciom. Dam sobie rękę uciąć, że któryś z nich za jakiś czas bąknie coś o patriotyzmie, wypomni komuś rzekomą ojkofobię i takie tam brednie. I gwarantuję wam, że mu nawet powieka przy tym nie drgnie.

    #patologiazewsi #bekazprawakow #bekazpodludzi #powstaniewarszawskie #polska #neuropa #4konserwy.ru
    pokaż całość

  •  

    @Andreth znowu propaguje nieprawdziwe informacje, negujące udział narodowców w Powstaniu Warszawskim, co jest oczywistą nieprawdą gdyż w PW walczyło ich aż trzy tysiące, a dowódca Polaków powiedział że byli najlepszymi żołnierzami ze wszystkich powstańców

    https://www.wykop.pl/link/4635367

    W dodatku cała akcja została zorganizowana przez stowarzyszenie Nigdy Więcej, które wsławiło się ściąganiem bojówkarzy z antify na marsz niepodległości w 2011 roku.

    #4konserwy #historia #iiwojnaswiatowa #ciekawostkihistoryczne #nacjonalizm #patriotyzm #nsz #powstaniewarszawskie
    pokaż całość

    źródło: kielce.zznsz.pl

  •  

    W roku 1943 generalny inspektor niemieckiej broni pancernej Heinz Guderian rozkazał opracowanie nowego niszczyciela czołgów. Aby ułatwić produkcję i eksploatację, nowa maszyna miała zostać skonstruowana z zastosowaniem elementów wykorzystywanych w produkowanych seryjnie czołgach.
    http://wiekdwudziesty.pl/jagdpanzer-38t-hetzer/

    Na zdjęciu: Barykada w Warszawie u wlotu ulicy Szpitalnej na plac Napoleona zbudowana wokół uszkodzonego, zdobycznego niszczyciela czołgów Jagdpanzer 38(t) Hetzer. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna
    ------------------------------------------------------------------------------
    Wesprzyj nas na Patronite: https://patronite.pl/wiekdwudziesty

    #historia #iiwojnaswiatowa #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #zainteresowania #militaria #ciekawostki #wiekdwudziesty #czolgi #tankboners #fotohistoria #warszawa #powstaniewarszawskie
    pokaż całość

  •  

    3 października 1944 roku zakończyło się powstanie warszawskie.
    http://wiekdwudziesty.pl/powstanie-warszawskie-w-81-fotografiach/

    Na zdjęciu: Widok na płonącą PAST-ę przy przy ulicy Zielnej. Widok od strony ul. Świętokrzyskiej. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.

    --------------------------------------------------------------------------------------------------
    Zapraszamy do polubienia: https://www.facebook.com/wiekdwudziestypl/

    #historia #iiwojnaswiatowa #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #zainteresowania #polska #militaria #wiekdwudziesty #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #warszawa #powstaniewarszawskie
    pokaż całość

  •  

    74 lata temu w nocy z 2 na 3 października podpisano akt kapitulacji powstania warszawskiego. Powstańcy przez 63 dni prowadzili straceńczą walkę z przeważającymi siłami niemieckimi. Po upadku powstania, Warszawa została niemal całkowicie zrównana z ziemią.

    #historia #ciekawostki #powstaniewarszawskie #polska #kartkazkalendarza pokaż całość

    źródło: newsweek.pl

  •  

    Iwonka po raz kolejny zapodaje paszkwile mające przedstawić narodowców podczas II wojny światowej jako zdrajców i kolaborantów.

    https://www.wykop.pl/link/4556881

    Przypominam, że w Powstaniu Warszawskim walczyło ponad 3 tys. narodowców, a konflikty pomiędzy nacjonalistami a dowództwem AK wynikały ze starań ograniczenia strat wśród ludności cywilnej, którą dowództwo PW miało gdzieś posyłając małe dzieci z pistoletami na niemieckie czołgi.

    #4konserwy #historia #ciekawostkihistoryczne #iiwojnaswiatowa #nacjonalizm #powstaniewarszawskie #nsz
    pokaż całość

    źródło: 100_0541.JPG

  •  

    Instrukcja z okresu #powstaniewarszawskie dotycząca unieszkodliwienia, rozbrojenia czołgu-miny "Goliat".

    Źródło: Archiwum Akt Nowych w #warszawa

    #1944 #2wojnaswiatowa #ciekawostkihistoryczne #drugawojnaswiatowa #historia pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Dokładnie 28 sierpnia 1944 roku powstało jedno z najbardziej znanych zdjęć z okresu Powstania Warszawskiego.

    Tego dnia Sylwester Braun ps. "Kris" uchwycił moment uderzenia pocisku wystrzelonego z samobieżnego moździerza Karl "Ziu".

    Co ciekawe pocisk nie eksplodował, ale poważnie uszkodził konstrukcję budynku "Prudential", który odchylił się od pionu.

    Dodatkową ciekawostką jest fakt, że ekipa budująca II linię metra, w dniu 28 sierpnia 2012 roku natrafiła w tym miejscu na jeden z niewybuchów.

    #warszawa #1944 #2wojnaswiatowa #ciekawostkihistoryczne #drugawojnaswiatowa #fotohistoria #godzinaw #gruparatowaniapoziomu #historia #historiapolski #iiwojnaswiatowa #powstaniewarszawskie
    pokaż całość

  •  

    Pozostajemy nadal w klimatach II wojny światowej. Dzisiaj porozmawiamy o akcji "Burza".

    Sierpień to czas, kiedy w całej Polsce odbywają się uroczystości upamiętniające Powstanie Warszawskie. Jednak akcja „Burza” to nie tylko walki w stolicy. W 1944 roku dziesiątki tysięcy partyzantów na wschód od Wisły ruszyło do boju. Ich celem było wyparcie Niemców z terenów etnicznie polskich i przejęcie administracji państwowej przez przedstawicieli Polskiego Państwa Podziemnego. Tak przygotowani, jako legalni gospodarze tego miejsca, mieli oczekiwać na pojawienie się Rosjan. Niestety, Armia Czerwona i NKWD udaremniły te plany.

    Link do znaleziska Akcja „Burza” – ostatni krzyk Kresów

    Poniżej wołam osoby, które wyraziły chęć otrzymywania powiadomień o nowych wpisach.Jeśli ktoś chciałby dopisać się do listy, proszę o zostawienie plusa przy przeznaczonym do tego komentarzu pod niniejszym wpisem. Zachęcam również do obserwacji pierwszego tagu, którym opatrzone zostało linkowane znalezisko (tag autorski)

    Dodatkowe Tagi: #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #ciekawostki #geografia #wojsko #zwyczaje #polityka #polska #iirp #bogactwo #geopolityka #wojsko #dyplomacja #iiwojnaswiatowa #powstaniewarszawskie #burza
    pokaż całość

    źródło: 1.jpg

  •  

    23 sierpnia 1944 na ul. Długiej poległ Włodzimierz Zygmunt Miszewski ps. "Władysław" – polski inżynier, działacz Polskiej Partii Socjalistycznej, jeden z dowódców Gwardii Ludowej WRN. #historia #powstaniewarszawskie #2wojnaswiatowa #socdem

    źródło: Scan10011.jpg

  •  

    Jeśli ktoś jeszcze nie czytał wykopu na temat zabiedbanego kucyka z przerośnietymi kopytami to ja Wam streszczę. Oto clue dyskusji. #mniesmieszy #niewiemjaktootagowac #powstaniewarszawskie

  •  

    #dziendobry dziś z cyklu #dzielnipolacy Marek Hłasko - ur. 14 stycznia 1934 r. w Warszawie, zm. 14 czerwca 1969 r. w Wiesbaden – polski prozaik i scenarzysta filmowy.

    Marek Jakub Hłasko (którego drugie imię nosi Kuba, tragiczny bohater wczesnego opowiadania "Pętla") był synem urzędnika państwowego Macieja Romana Hłaski i Marii Łucji Hłasko z domu Rosiak. Małżeństwo Hłasków nie utrzymało się; ojciec po czterech latach pożycia (1933-37) opuszcza dom i żeni się powtórnie, ale już w pierwszych dniach wojny umiera na infekcję nerek (lub gruźlicę wg innych źródeł).

    Matka z synem zostaje sama i podczas okupacji prowadzi stragan z żywnością. Poznaje wtedy sporo starszego od siebie Kazimierza Gryczkiewicza, z którym w 1949 roku weźmie ślub, źle zresztą przyjęty przez dorastającego syna jedynaka. W czasie #powstaniewarszawskie, które nie znalazło znaczącego odbicia w pamięci dziesięcioletniego Marka i potem w jego twórczości, przepada mieszkanie Hłasków przy ulicy Ciepłej 10, cały dobytek i wszystkie dokumenty. Po upadku powstania wychodzą ze zburzonego miasta 2 października i przez Komorów i Mszczonów, gdzie czasowo pomieszkują, udają się do #czestochowa; tam przebywają parę miesięcy. Tam też w styczniu 1945 roku są świadkami wielkiej ofensywy wojsk radzieckich, która zatrzyma się dopiero wiosną w Berlinie. Wstrząsający opis przemarszu Armii Czerwonej i oddziałów #nkwd, nadużyć i okrucieństwa wojennego, analizę duszy radzieckiej i mentalności homo sovieticus znajdziemy po latach w "Pięknych dwudziestoletnich" (1966) Marka Hłaski.

    Traumatyczne przeżycie zaowocowało pierwszymi notatkami i próbą porządkowania doznań i wydarzeń. Swój pamiętnik, skrywany przed wszystkimi, kontynuuje Marek w Hajdukach na Śląsku (dziś Chorzów-Batory), a następnie w #bialystok gdzie próbują się Hłaskowie - z Gryczkiewiczem, ciągle ignorowanym przez Marka - zakotwiczyć. Wreszcie w styczniu 1946 roku osiadają na dłużej we #wroclaw, gdzie Marek po wielu perturbacjach w czerwcu 1949 skończy - z miernymi ocenami - szkołę powszechną, a 2 lipca tegoż roku Maria Hłasko sfinalizuje swój związek z przyzwoitym i opiekuńczym panem Kazimierzem. Do końca 1950 roku będą mieszkać we Wrocławiu-Sępolnie przy Borelowskiego 44; Marek od września jest w Warszawie, pozostaje pod opieką ciotki Jadwigi Oraczewskiej, mieszka w internacie przy Tarczyńskiej. Nie zagrzewa jednak długo miejsca w Państwowym Liceum Techniczno-Teatralnym przy ulicy Konopnickiej 6. Jest uczniem tak niekonwencjonalnym i niesubordynowanym, że już pod koniec grudnia zostaje uchwałą Rady Pedagogicznej usunięty ze szkoły, która mu się w sumie podobała i stwarzała możliwości ciekawej pracy. Wraca na ostatni rok do domu, do Wrocławia.

    W wieku szesnastu lat Marek Hłasko rozstaje się z instytucją szkoły i rozpoczyna swą przygodę z pracą zarobkową. W czerwcu 1950 roku ukończy kurs samochodowy we Wrocławiu (kategoria III A). Zaczyna pracę w charakterze pomocnika kierowcy przy zwózce drewna w ekstremalnych warunkach jesienno-zimowych na niebezpiecznych dla wielkich i nad miarę obciążonych maszyn drogach górskich. Wytrzyma tam sześć tygodni, od 15 listopada do końca 1950 roku. Na swoje nieszczęście i na szczęście dla literatury i filmu polskiego ("Głupcy wierzą w poranek" - "Następny do raju" - "Baza ludzi umarłych") zatrudni Hłaskę Państwowa Centrala Drzewna PAGED z bazą w Bystrzycy Kłodzkiej, choć najbardziej znane opowiadanie młodego kierowcy zdaje się sugerować, że akcja rozgrywa się w powojennych Bieszczadach.

    Od 1951 roku Marek Hłasko mieszka i pracuje jako kierowca w Warszawie, gdzie pisze "Sonatę marymoncką" - swój debiut, wyprzedzony jednak w druku przez "Bazę Sokołowską" (1954), opowiadanie o żywych jeszcze cechach "produkcyjniaka". Zatrudniony - jak na niego - wyjątkowo długo, bo przeszło rok (27 kwietnia 1951 - 16 czerwca 1952) w Zarządzie Gospodarki przedsiębiorstwa METROBUDOWA (dział zaopatrzenia), zostaje nieoczekiwanie obdarzony zaufaniem Partii i "mianowany" z ramienia "Trybuny Ludu" terenowym korespondentem robotniczym. Była to zgrabna krzyżówka dziennikarza-naturszczyka i donosiciela. Interwencje Hłaski, ostre i dowcipne, musiały się podobać mocodawcom, skoro "pewnego dnia - jak wspomina w 'Pięknych...' - wezwano go do 'Trybuny Ludu', by odebrał nagrodę". Była nią powieść Anatolija Rybakowa "Kierowcy". Wrażenie było piorunujące...

    W ten sposób Partia uczyniła z kierowcy pisarza. Połknięty bakcyl literatury plus stare "atawizmy" domowe, plus pomoc zaprzyjaźnionego z rodziną (i zafascynowanego przystojnym osiemnastolatkiem) prezesa wrocławskiego oddziału Związku Literatów Polskich, Stefana Łosia, który spróbuje - przy pomocy Newerlego i Czeszki - "wydostać [Hłaskę] z tej szoferskiej matni", zadecydowały o dalszych losach i przeznaczeniach utalentowanego, rzutkiego młokosa. Jako kierowca wystąpi Hłasko jeszcze dwukrotnie: od 4 sierpnia do 1 grudnia 1952 w Warszawskiej Spółdzielni Spożywców i od 15 grudnia 1952 do 30 kwietnia 1953 w transporcie Miejskiego Handlu Detalicznego. W "Pięknych dwudziestoletnich" opowie z detalami o "sposobach" pracowników obu firm "na życie". O szwindlach i przekrętach. I o tych, którzy cały ten surrealistyczno - absurdalny System stworzyli.

    Od połowy 1953 roku, dzięki uzyskanym od opiekunów ze Związku Literatów wielomiesięcznym stypendiom twórczym dla wschodzących talentów oraz własnemu zapałowi neofity (intensywne samokształcenie) Marek Hłasko sposobi się na pisarza. .

    Hłasko w swym młodzieńczym radykalizmie i twórczym zapale po Październiku '56 złamał - jak się zdaje zupełnie świadomie - reguły gry władzy ze społeczeństwem i musiał za odstępstwo i "zdradę" zapłacić. Nim jednak do tego dojdzie, autor "Bazy Sokołowskiej", "Robotników", "Żołnierza", "Dwóch mężczyzn na drodze", "Targu niewolników", "Gawędy Staromiejskiej", "Trudnej wiosny", "Okna", "Pętli", "Najświętszych słów naszego życia" i innych atrakcyjnych opowiadań, pisanych ze swadą, stających w poprzek obowiązującym normom, robi zawrotną karierę w pismach codziennych i ekskluzywnych periodykach literackich. Drukują go tak różne pisma, jak "Sztandar Młodych", "Po prostu", "Świat", "Nowa Kultura" i "Twórczość". W tygodniku "Po prostu", który staje się symbolem przemian społeczno-politycznych 1955-56, ma Hłasko od 1 września 1955, etat publicysty - redaktora działu prozy; drukuje liczne opowiadania, ukazujące najczęściej , w całej brutalności, kontrast między wyobrażeniem o życiu a nim samym, jak choćby "Śliczna dziewczyna" czy znakomite "Najświętsze słowa naszego życia"; pisuje również prawie cotygodniowe felietony. W listopadowej "Nowej Kulturze" (1955 nr 47) wydrukuje "kultowy", jak by dziś powiedziano, niewielki utwór, "Pierwszy krok w chmurach", którego tytuł zostanie rozciągnięty na przygotowany w "Czytelniku" parę miesięcy później (maj 1956) debiutancki tom opowiadań Hłaski. Trzy wydania w paręnaście miesięcy w łącznym nakładzie 50 tysięcy egzemplarzy, entuzjastyczne recenzje i wzmiankowana już Nagroda Wydawców - dowodzą niebywałego sukcesu dwudziestodwulatka o absolutnym słuchu. Warto przypomnieć charakterystyczny początek tytułowego opowiadania:

    Korzystne umowy z wydawnictwami i Centralnym Zarządem Wytwórni Filmowych przynoszą Hłasce krocie. Tyle że krezus i letkiewicz nie ma nigdy pieniędzy i nie pomaga rodzinie. W listach do matki, pisanych do końca, zawsze te same obietnice poprawy i pomocy. Odpowiedzialność za innych, logiczna organizacja własnego życia, samokontrola i dyscyplina, wreszcie alkoholizm - to bez wątpienia najsłabsze strony Marka Hłaski - człowieka. One też pomogą rozprawić się z autorem wydrukowanych za granicą, u wrogów Polski Ludowej (czyli u Giedroycia) "Cmentarzy" i "Następnego do raju" (1958), choć przecież rok wcześniejna odwilżowej fali Października periodyki sięgały do obu utworów; "Panorama" drukowała w odcinkach "Głupców wierzących w poranek", a "Kulisy" fragmenty "Cmentarzy". Warto również dodać, że w kwietniu 1956, w trosce o kwiat pisarzy, z puli premiera Józefa Cyrankiewicza otrzymuje Hłasko mieszkanie z wyborem lokalizacji (decyduje się na Ochotę i ulicę Częstochowską, której jednak nie polubi), a w grudniu tegoż roku zostaje przyjęty w poczet członków Związku Literatów Polskich i zgłoszony do zagranicznego stypendium, które w roku nastopnym, w kwietniu, zostaje mu przyznane. Tyle że festiwal literacki i towarzyski Marka Hłaski dobiegał kresu i nie było w tym nic dziwnego, skoro Partia rozpoczynała nową ofensywę ideologiczną i dokręcanie obluzowanej Październikiem śruby. Odwilż przechodziła w przymrozek; "Po prostu" na rocznicę przemian, w październiku 1957 zostanie zlikwidowane, a nowe pismo "Europa" (miesięcznik kulturalny pod redakcją Jerzego Andrzejewskiego, z Hłaską w składzie kolegium) rozbite w trakcie układania czy drukowania pierwszego - listopadowego - numeru. Nie okazało się ono wystarczająco "socjalistyczne", jego program "liberalno-burżuazyjny" został obnażony i napiętnowany, a sam Gomułka miał się wyrazić, jak zwykle szczęśliwie, że tu "żadnej 'Europy' nie będzie".

    Hłasko, który dobrze wyczuwał tak pomyślne, jak przeciwne wiatry, zrozumiał, że nie ma na co czekać, że jego żywotne interesy są gdzie indziej. Tym bardziej że czekała go wieloletnia służba w łodzi podwodnej (miał wciąż nieuregulowane stosunki z wojskiem) i realna groźba odebrania paszportu. Jak sam napisze w "Pięknych dwudziestoletnich" - znalazł się na rozdrożu, dotknął krawędzi i życie domagało się radykalnych posunięć, ostrych decyzji:

    Nie mylił się, ale też nie wiedział, że zenit ma już za sobą i że druga część istnienia będzie taka burzliwa, chaotyczna i krótka. W każdym razie, w piątek 21 lutego 1958 roku, na lotnisku Okęcie - czy jak kto woli na Orly - skończył się polski, zaczął emigracyjny, ściślej: zagraniczny, okres w życiu i twórczości Marka Hłaski.

    Jak tylu przed nim zaczął od Paryża i wizyty u Giedroycia w Maisons-Laffitte, gdzie miał dom, wikt i żywotne interesy wydawnicze. Pierwotne zachwyty nad "cudownym dzieckiem", nad "skrzywdzonym i nieszczęśliwym chłopcem, który się zbuntował", ustępują miejsca rozczarowaniu i zniecierpliwieniu księcia redaktorów i jego domowej ekipy z Hertzami na czele. Hłasko, nie bacząc na okoliczności, staropolskim, warszawskim czy szoferskim obyczajem nadużywa gościnności, bawi się w gwiazdora z cyrku medialnego, któremu wolność i woda sodowa uderzyły do głowy. Z ujmującym wdziękiem, świadom własnej urody i czaru sprawdzonego wcześniej na kobietach, redaktorach i ich sekretarkach - robi, co chce. Udziela prowokujących wywiadów marnym i głupim, goniącym za sensacją piśmidłom francuskim, topi gotówkę z wydawanych i nagradzanych książek, obnosi się z panienkami i pije wódkę, najchętniej w rosyjskich knajpach. "Przyjechawszy do Paryża zachowywałem się jak ostatni idiota" - wyzna poniewczasie polski Dymitr Karamazow. Opowiadania, zwłaszcza izraelskie, w których Hłasko, "przekraczając ostatnią granicę wstydu", kreuje się na alfonsa rozprowadzającego "dziewczynki" (jak chociażby w "Opowiem wam o Esther") lub na męską prostytutkę, żigolaka żyjącego z bogatych kobiet (jak w "Drugim zabiciu psa"), są oczywiście fikcją literacką, ale mieszczącą się w jego ulubionej konwencji "prawdziwego zmyślenia".

    Coś musiało być na rzeczy; fantazja życiowa Marka była nieograniczona, a kreacje literackie bywały w jego "życiopisaniu" uwiarygodniane, aranżowane i "rozpoznawane bojem", często bardzo ryzykownym i kosztownym. Ostrą, krwistą literaturę "wyciskał" z życia, zdobywał na życiu, sprawdzał sobą, inkubował w sobie. Nie chciał, by szeleściła papierem; gotów był tracić dla niej zdrowie, pozycję życiową, godność... Imperatyw wiarygodnego opisu, naturalnego dialogu, prawdy psychologicznego behawioru był dlań kategoryczny i święty, wart każdej ceny. Bez tego trudno pojąć jakikolwiek sens i logikę jego awanturniczego życia, jego europejskiej, izraelskiej i amerykańskiej krzątaniny, mieszającej kraje, pejzaże, kobiety, normy, zwyczaje, zajęcia, kliniki psychiatryczne i więzienia, firmy wydawnicze, samochody, którymi ten "komunistyczny James Dean" się rozbijał, i samoloty, którymi latał nad Kalifornią. Bo jego życie pomiędzy 1958 a 1969 rokiem to gorączkowa, niecierpliwa gonitwa, na pozór chaotyczna i przypadkowa, ale początkowo organizowana przez meandryczne, zakończone niepowodzeniem zabiegi i starania o powrót do Kraju (Paryż, Berlin Zachodni, Tel Awiw), potem coraz bardziej bezładna, kapryśna, dyktowana depresją, nagłym impulsem, chęcią zobaczenia jakiejś twarzy (Janek Rojewski, Esther Steinbach), związania się z kobietą (Sonia Ziemann) czy przeciwnie, ucieczką od kobiety, od mieszczańskiej niewoli dobrobytu i nudy niemieckiej Gemütlichkeit (Sonia Ziemann, jej ojciec i brat). A pewnie też żyłką przygody i poznania nowych rejonów ziemi, zakamarków egzystencji czy zwyczajnym interesem (wydawnictwo Kiepenheuer und Witsch w Kolonii, Roman Polański w Holywoodzie, redaktor zachodnioniemieckiej telewizji ZDF Hans-Jürgen Bobermin w Wiesbaden). W tej gonitwie, kołowaniach i nawrotach, zejściach i rozstaniach, małżeństwach i rozwodach, w fabryce waty szklanej i hurtowni blachy, na budowie, przy mierniczej łacie i hutniczym piecu, w kabinie awionetki, nocnym lokalu i tanim, zawszonym hoteliku - Marek Hłasko tracił bezcenną energię młodości, legendarną witalność, odporność i upór, równowagę duchową, zuchwałość, humor, dobre samopoczucie i zdrowy sen (uzależniał się coraz bardziej od środków uspokajających i nasennych), bo "żyjąc, tracimy życie"; ale zyskiwał rzecz dla urodzonego, organicznego pisarza bezcenną: zapłaconą i zweryfikowaną życiem tematykę literacką.

    Szamotanina, którą sobie nieustannie fundował - we #francja, #wlochy, #szwajcaria, #anglia, #niemcy, #izrael ,czy w #usa - miała, moment terapeutyczny, zawierała czy wyzwalała kompensacyjno-obronny mechanizm, skoro przekładała się na żywiołową i regularną twórczość. Wciąż szukał, za czymś gonił, coś burzył i rozsadzał ten niespokojny duch przekory, przeczenia, buntu; prawdziwie heglowski duch negacji każdego dopiero co osiągniętego stanu. A z całej tej zawieruchy i krzątaniny jak z diabelskiego młyna sypały się nie wiadomo kiedy i jakim cudem poczęte, do tego w regularnych odstępach (przy całej niesystematyczności Marka!) nowe opowiadania i powieści, bez śladów pośpiechu i chaosu. Wypadały kształtne jasne perełki opowieści "polskich", "izraelskich" i "amerykańskich". Wystarczyła mu dekada, by pomijając drobniejsze kreacje, jak eseje o współczesnej kinematografii dla szwajcarskiego "Die Weltwoche", jak drukowane w "Kulturze" Giedroycia "Listy z Ameryki", opublikować długi szereg bynajmniej nie miniaturowych opowiadań i powieści, często wybitnych, tłumaczonych na wiele języków. Przypomnijmy ich tytuły: "Cmentarze", "Następny do raju" (Instytut Literacki, Paryż 1958), "Powiedz im, kim byłem" ("Kultura" 1961 nr 10), "W dzień śmierci Jego" ("Kultura" 1962 nr 5), "Stacja" ("Kultura" 1962 nr 12), "Opowiadania" (Instytut Literacki, Paryż 1963, to poszerzona o "Ósmy dzień tygodnia" i parę opowiadań emigracyjnych wersja debiutanckiego "Pierwszego kroku w chmurach" z 1956 roku), "Wszyscy byli odwróceni", "Brudne czyny" (Instytut Literacki, Paryż 1964), "Drugie zabicie psa" ("Kultura" 1965 nr 1-2), "Nawrócony w Jaffie", "Opowiem wam o Esther" (Polska Fundacja Kulturalna, Londyn 1966), "Sowa, córka piekarza" (Księgarnia Polska, Paryż 1968). Pośmiertnie ukazała się ukończona w 1969 roku "amerykańska" powieść Marka Hłaski "Palcie ryż każdego dnia", znana na Zachodzie pod tytułem "The Rice Burners".
    Osobne i niezwykle ważne miejsce zajmują w twórczości Hłaski "Piękni dwudziestoletni", tekst napisany w Maisons-Laffitte, publikowany na pniu w "Kulturze" (pierwsze fragmenty pod koniec 1965 roku, numery 11 i 12); w maju 1966 Instytut Literacki wydaje tę niezwykłą książkę, która na druk w kraju autora poczeka jeszcze ponad dwadzieścia lat, by wreszcie - ocenzurowana i z nie najmądrzejszym słowem wydawcy - ukazać się w "Czytelniku" w 1988 roku.

    W 1969 pogmatwana, burzliwa, a przecież literacko owocna droga Marka Hłaski dobiegła kresu. W nocy z 13 na 14 czerwca w Wiesbaden przy Hauberisserstrasse 26, w mieszkaniu wspomnianego już redaktora niemieckiej telewizji i scenarzysty filmowego Hansa-Jürgena Bobermina, w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach trzydziestopięcioletni pisarz polski, od jedenastu lat na emigracji - zakończył życie. Bezpośrednią przyczyną zgonu, który nastąpił "pomiędzy godziną 1 w nocy a 8 rano", była zapaść wywołana połączeniem nadmiernej ilości środków nasennych z alkoholem. Tyle komunikat. Przyczyny pośrednie, wielorakie, całymi latami odkładające się w świadomości najczęściej nie bywają znane lekarzom pogotowia.

    #literatura #marekhlasko #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

  •  

    Rok 2018
    Siedzisz sobie w chłodnej piwnicy i mirkujesz
    Nagle jak coś nie jebnie
    Cosiedzieje.wtf
    Na środku twojego pokoju pojawia się jakiś siwy staruszek
    "Co do kurwy?" myślisz sobie.
    Dziadziuś leży na ziemi martwy, ma pełno ran postrzałowych
    Jesteś posrany
    jprdl.rar
    Na dłoni staruszka coś pika
    To zegarek
    Zdejmujesz go z nadgarstka denata
    Nie ma na nim wskazówek, ani nawet godziny
    Jest ustawiony rok 2018
    Coś podpowiada ci, żebyś przesunął go do tyłu
    Przekręcasz kółeczko umieszczone na bocznej ściance zegarka
    Nagle jeb
    Czujesz jakby coś chciało ci wyskoczyć z żołądka
    Z twojego ryja leci fontanna
    Gdy już kończysz zwracać chipsy i batona drogą oralną
    Zauważasz, że nie jesteś w swojej piwnicy
    Jesteś w jakimś szczerym polu
    Co tu się odkurwia?
    Spoglądasz na zegarek
    Pokazuje rok 1938
    Próbujesz znów pokręcić kółeczkiem, ale zegarek pokazuje symbol pustej baterii
    No zajebiście
    Pewnie musisz podładować
    Z braku jakiegokolwiek innego wyjścia ruszasz przed siebie
    W końcu wychodzisz z pola pszenicy na polną drogę
    Jest noc, dookoła nikogo nie ma
    Ruszasz tą polną drogą
    Dochodzisz w końcu do jakichś zabudowań
    Poznajesz te zabudowania
    To wioska, w której mieszkasz
    Tyle, że mała i nierozbudowana
    Powoli zaczyna świtać
    Ty układasz sobie to wszystko w głowie
    Mimo ciągle wyskakującego ci w mózgu erroru jest tylko jedno logiczne rozwiązanie
    Ten zegarek to maszyna czasu, a ten dziadziuś był podróżnikiem w czasie
    Zaczynasz sobie uświadamiać jaką zyskałeś moc
    Możesz uratować ludzkość przed tyloma katastrofami
    Spoglądasz na ludzi, którzy wychodzą ze swoich domów i udają się na pole
    Są tam Polacy, Niemcy, Żydzi
    Żyją w harmonii
    Robi ci się żal ich, bo wiesz że za rok nic nie będzie dla nich takie same
    Chcesz uratować Polskę przed widmem wojny
    Twój zegarek pika, a symbol baterii jest pełen
    Przełączasz na rok 2018
    Jeb, znowu fontanna z ryja
    Stoisz na drodze w swojej pipidówie
    Biegniesz do domu
    Zabierasz wszystkie pieniądze jakie masz w portfelu
    W sumie koło 200 ziko
    To powinno wystarczyć
    Udajesz się do osiedlowego sklepu
    Kupujesz 10 najtańszych dezodorantów, kilka zapalniczek i tyle soli ile tylko dasz radę udźwignąć
    Sól kosztuje jakieś 1 ziko
    Także easy
    Ładujesz swój telefon i dwa powerbanki
    Zabierasz latarkę i jesteś gotowy
    Czekasz, aż zegarek się naładuje
    Przekręcasz zegarek na rok 1350
    Jeb, torsje zapierają ci dech w piersiach
    Rozglądasz się
    Jesteś na polu
    Znowu
    Udajesz się w stronę wioski
    Jest już wieczór
    Średniowieczni chłopi wracają z pola
    Zatrzymują się i patrzą na ciebie w skupieniu
    Przemawiasz do nich najbardziej władczym głosem na jaki jesteś się w stanie zdobyć
    "JAM JEST GABIERL, ARCHANIOŁ BOŻY. POSYŁA MNIE PAN DO KRAKOWA, MUSICIE MNIE TAM ZAPROWADZIĆ, ALBO WASZE ZIEMIE NAWIEDZĄ PLAGI"
    Chłopi intensywnie myślą
    Rozważają to co powiedziałeś i czy cię zabić czy posłuchać
    Ułatwiasz im sprawę i wyciągasz dezodorant i zapalniczke
    "PAN POSYŁA MNIE, POSŁUCHAJCIE SIĘ, ALBO DOTKNIE WAS MIECZ OGNISTY!!!!"
    Po czym odpalasz miotacz ognia, który może skonstruować każdy przedszkolak XD
    Chłopi zaczynają drzeć ryje i składać ci pokłony
    Na szybko przygotowują wóz i zapasy
    Jedziesz sobie ze swoim plecakiem i zapakowanymi w dwie torby sportowe kilogramami soli
    Wóz prowadzi woźnica
    Po dwóch tygodniach docieracie do Krakowa
    Ja jebe, nie przemyślałeś tego
    W swoich czasach byłbyś w Krakowie w 4 godziny
    No, ale chuj
    Co naoglądałeś się średniowiecznego świata to twoje
    W Krakowie udajesz się na rynek
    Wykupujesz sobie licencje kupiecką w gildii czy coś xd
    Zaczynasz sprzedawać sól
    Sól jest po zaniżonych cenach względem średniowiecznych cen
    Przyjmujesz opłaty tylko w złocie
    W tydzień sprzedałeś około 200 kilogramów soli
    Masz złota jak lodu
    Wynajmujesz oprychów do ochrony
    Zakładasz własny kartel soli
    Cofasz się do Krakowa A.D. 2018
    Wymieniasz średniowieczne monety na czarnym rynku za kilkanaście tysięcy złoty
    Kupujesz kilogram soli za złotówkę
    Czysty profit
    Powtarzasz akcję kilkanaście razy
    W średniowiecznym świecie Polska staje się światowym potentatem soli
    Ale masz bardziej ambitne cele
    W końcu chcesz uratować Polskę przed II WŚ
    Zgromadziłeś już tyle hajsu, że wracasz do 2018
    Na czarnym rynku kupujesz masę używanej broni
    Tanie przeżytki, ale nadal działające
    Najwięcej masz karabinów AK47
    Broni i amunicji masz już kilka kontenerów
    Zdobywasz też plany konstrukcyjne czołgów, samolotów itd.
    Na wszelki wypadek wziąłeś kilka książek o II wojnie światowej i kampanii wrześniowej
    Nie popełniasz drugi raz tego błędu i jedziesz do Warszawy autobusem
    Średnio możesz stanąć na środku Wawy z czterema kontenerami broni
    Wybierasz jakiś las pod Wawą
    Jesteś cały podjarany
    Chcesz się teleportować do roku 1938
    Ale z tego podniecenia pocą ci się palce
    I wybierasz nie ten rok co trzeba
    Fontannazryja,jpg
    Rozglądasz się
    Ten sam las, no może trochę więcej drzew
    Patrzysz na zegarek
    Jest rok 1944
    Cokurwa.gmd
    Chcesz iść w stronę Warszawy
    Zgubiłeś się
    W lesie spotykasz partyzantów
    Chcą cię zastrzelić za szpiegowanie
    Opowiadasz, że jesteś skoczkiem z Anglii i masz broń
    Oni nie wierzą
    Zaprowadzasz ich do kontenerów
    Partyzantom omal chuje nie pękają z podnietki
    Mówisz, że masz to i jeszcze tajne rozkazy
    Oni ukrywają ciebie i broń
    Kontaktują się z kwaterą główną zakonu feniksa
    Jedziesz do Wawy
    Stajesz przed jakimiś ludźmi
    Zaczynasz ich wkręcać, że Polacy w UK wyprodukowali sprzęt specjalnie na to powstanie i masz rozkazy i będziesz ich konsultantem do spraw zwycięstwa xd
    Oni to łykają jak wykopki zarzutki
    Ktoś się ciebie pyta jak nazywają się te karabiny, które przywiozłeś
    "AK47" odpowiadasz bez namysłu
    "A czo to znaczy?" pyta dowództwo
    Armia Krajowa XDDDD
    "A czemu 47?" dziwią się Polaki
    A bo w tej Anglii im się pojebały cyfry i tak już zostało XD
    Rozsyłacie broń do oddziałów
    Został jeszcze jeden kontener, więc uzbrajasz też partyzantów w lesie
    Wybucha powstanie
    Dzięki lepszemu przygotowaniu, dobremu zaopatrzeniu i książką od historii, udaje się wam opanować Warszawę
    Wojska niemieckie zmuszone są do wycofania się
    Duża część niemieckich oddziałów kapituluje
    Polacy zyskują sporo broni, ciężkiego sprzętu, a dodatkowo przestrzeni, gdzie mogą lądować samoloty z zaopatrzeniem, które jest wysyłane z UK
    Armia czerwona stoi przed Warszawą i nie ogarnia
    W tym czasie szybko organizujesz powstania w innych miastach
    Udało się wam opanować dużą część Polski centralnej
    Bierzecie pod broń kogo tylko się da, formujecie armię około 600 tysięcy ludzi
    Armia czerwona stoi i nadal nie ogarnia
    Jedziesz do Londynu i mówisz aliantom, że w Polsce wszystko Bangla i żeby tylko ogarnęli Stalina
    Świat zachodu pochwala walkę polaków i Stalin nie może przez nią przejść
    Armia czerwona zmuszona jest maszerować na Berlin na południe od Polski
    Armia krajowa bez większych wysiłków pokonuje wojska niemieckie
    Często dochodzi do kapitulacji Niemców, którzy są zmęczeni wojną, a wiedzą że w niewoli u Polaków będą potraktowani po ludzku
    Berlin zostaje zdobyty
    Na konferencji pokojowej Polska odzyskuje granice sprzed wojny
    Od Niemiec w ramach reparacji dostajemy Prusy Wschodnie i over 9000 miliardów dolarów w złocie
    Polska odzyskuje niepodległość
    Wszyscy się cieszą
    W ciągu kilkunastu lat Polska staje się jedną z czołowych gospodarek Europy
    Ty, jako zasłużony bohater, żyjesz sobie z wojskowej pensji
    AK47 wchodzi do wyposażenia armii polskiej XD
    Masz wille pod Warszawą, jesteś poważanym politykiem, co weekend wychodzisz na balety do Wawy
    Kabarety, burleski, alkohol, wytworne damy dupodajki
    Jesteś szczęśliwy, bogaty, poważany
    ....
    Potem są już tylko halucynacje z braku ruchania i niedoboru wygrywu

    #pasta #powstaniewarszawskie #politicalfiction
    pokaż całość

  •  

    #dziendobry Dziś z cyklu #dzielnipolacy Wanda Traczyk-Stawska ps. „Pączek”, „Atma” - ur. 7 kwietnia 1927 w Warszawie – polska psycholog, nauczycielka dzieci niepełnosprawnych, działaczka podziemia niepodległościowego w czasie II wojny światowej, żołnierz Armii Krajowej, uczestniczka Powstania Warszawskiego, przewodnicząca Społecznego Komitetu ds. Cmentarza Powstańców Warszawy.

    W czasie okupacji niemieckiej od 1942 roku działała w konspiracji niepodległościowej. Jako członkini Szarych Szeregów brała udział w małym sabotażu oraz w akcji „N”, podczas której dostarczała konfidentom listy ostrzegające, że w przypadku niezaprzestania działalności zostaną wykonane na nich wyroki śmierci.

    W powstaniu warszawskim brała udział jako strzelec i łączniczka Oddziałów Osłonowych Wojskowych Zakładów Wydawniczych (WZW) – Biura Informacji i Propagandy – Komendy Głównej Armii Krajowej. Był to oddział dyspozycyjny Antoniego Chruściela ps. „Monter” kierowany do wspierania oddziałów powstańczych w Śródmieściu Północnym[6]. Walczyła także w Śródmieściu Południowym i Powiślu, m.in. o utrzymanie elektrowni 6 września 1944 została ciężko ranna na ul. Smolnej.

    Po kapitulacji powstania trafiła do niewoli niemieckiej; była jeńcem Stalagu VIII B Lamsdorf, Stalagu IV B, Stalagu IV E i Stalagu VI C

    W 1947 r. wróciła do Polski. Ukończyła studia na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego i podjęła pracę w szkole dla #dzieci specjalnej troski na Pradze. Zajmowała się również odszukiwaniem mogił powstańczych na terenie miasta. Była inicjatorką opieki nad cmentarzem Powstańców Warszawy. oraz współinicjatorką ustanowienia w 2015 przez Sejm dnia 2 października Dniem Pamięci o Cywilnej Ludności Powstańczej Warszawy.

    Jest laureatką „Stołka” „Gazety Stołecznej” za przywrócenie pamięci o cmentarzu Powstańców Warszawy na Woli oraz bohaterką #film u dokumentalnego w reż. Marianny Bukowski pt. Portret żołnierza (Portrait of a Soldier).

    Od 2017 Honorowa Obywatelka miasta stołecznego #warszawa

    #powstaniewarszawskie #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #iiwojnaswiatowa
    pokaż całość

    źródło: f.1944.pl

  •  

    Mowa oskarżycielska w procesie odpowiedzialnych za powstanie warszawskie i członków obozu londyńskiego

    Ława oskarżonych:

    Tadeusz Bór-Komorowski, komendant główny Armii Krajowej

    Leopold Okulicki „Niedźwiadek”, I zastępca szefa sztabu Komendy Głównej AK

    Antoni Chruściel „Monter”, komendant Okręgu Warszawa AK, faktyczny dowódca powstania

    Tadeusz Pełczyński, szef sztabu KG AK

    Władysław Raczkiewicz, prezydent

    Jan Stanisław Jankowski, delegat rządu na kraj w randze wicepremiera

    Stanisław Mikołajczyk, premier

    Kazimierz Sosnkowski, wódz naczelny

    „Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy się, kto ponosi za to odpowiedzialność”, pisał gen. Władysław Anders, ówczesny dowódca 2. Korpusu Polskiego, do gen. Mariana Kukiela, ministra obrony narodowej. Zdaniem gen. Andersa, jedyną szansę wskazania winnych dawał proces przed niezależnym sądem. Na ten krok nikt jednak się nie zdecydował. Ewentualna rozprawa mogłaby bowiem obnażyć błędy wielu osób, które jeszcze za życia zostały wpisane do panteonu bohaterów narodowych.
    Przyjmijmy jednak, że realizujemy zapowiedź gen. Andersa – twórcy powstania stają przed sądem. Jak w każdym procesie należy rozpocząć od przedstawienia stron. Lista oskarżonych jest długa i są na niej znane nazwiska ze świata wojska i polityki. W pierwszym rzędzie siedzą generałowie: Tadeusz Bór-Komorowski, komendant główny Armii Krajowej, Leopold Okulicki „Niedźwiadek”, I zastępca szefa sztabu Komendy Głównej AK, Antoni Chruściel „Monter”, komendant Okręgu Warszawa AK, faktyczny dowódca powstania, oraz Tadeusz Pełczyński, szef sztabu KG AK. Na ławę oskarżonych trafili też politycy: prezydent Władysław Raczkiewicz oraz Jan Stanisław Jankowski, delegat rządu na kraj w randzie wicepremiera. To oni odegrali czołowe role w doprowadzeniu do wybuchu powstania. Nieco dalej, oskarżeni o karygodne zaniedbanie i uchylanie się od odpowiedzialności, siedzą premier Stanisław Mikołajczyk i gen. Kazimierz Sosnkowski, wódz naczelny.

    AKT OSKARŻENIA

    Prokuratorską togę założyłby gen. Władysław Anders. Był jedynym dowódcą Polskich Sił Zbrojnych, który miał odwagę otwarcie skrytykować decyzję o rozpoczęciu powstania warszawskiego. Jako oskarżyciel posiłkowy wystąpiłby Miron Białoszewski. Poeta na sali sądowej? Autor „Pamiętnika z powstania warszawskiego” nadaje się do tej roli znakomicie. Któż inny lepiej mógłby opowiedzieć o losie zwykłych mieszkańców Warszawy, którzy ponieśli największe ofiary?
    Rozprawa musi się toczyć przed niezawisłym sądem. Najłatwiej byłoby złożyć ten obowiązek na barki historii, ona jednak – jak pokazało minione półwiecze – jest sędzią niezwykle kapryśnym. Przyjmijmy więc, że postępowanie dowodowe rozpatrzy trybunał składający się z najznakomitszych prawników. Na jego czele niech stanie Geoffrey Lawrance, brytyjski sędzia, którego ogłada i dociekliwość podczas procesów norymberskich zdobyły mu uznanie na całym świecie.
    Po przedstawieniu stron następuje zazwyczaj odczytanie aktu oskarżenia. W sprawie tak skomplikowanej jak ta mowa z pewnością trwałaby wiele godzin, a nawet dni. Dlatego, przyjmując rolę sprawozdawcy z procesu, przedstawiamy najważniejsze przesłanki oskarżenia.
    Na ławie oskarżonych zasiadają bezpośredni sprawcy wybuchu powstania warszawskiego. Wśród nich znajdują się czołowi dowódcy Armii Krajowej przebywający wówczas w Warszawie: Tadeusz Bór-Komorowski, Leopold Okulicki i Antoni Chruściel. Zacytować tu można znanego historyka, Pawła Wieczorkiewicza: najwyżsi oficerowie w Komendzie Głównej AK byli „dość kiepskimi wojskowymi. Ludzie ci mieli opinię miernych fachowców”. Mimo to wzięli na swoje barki decyzję o skazaniu Warszawy i jej mieszkańców na pewną zagładę. Jak wspominał Jan Nowak-Jeziorański, w przeddzień wybuchu powstania gen. Okulicki „nie odczuwał wahań ani rozterki – wynikało to z jego brawurowej natury żołnierza pędzącego do szturmu z zamkniętymi oczyma”.
    Pytamy więc, czy atrybuty żołnierza frontowego przysparzają chwały dowódcy? Czy zamiast gorączkować się – o co gen. Anders oskarżał Okulickiego – nie lepiej było chłodno oceniać szanse starcia garstki słabo uzbrojonych i niedoświadczonych chłopców i dziewcząt z zaprawionymi w bojach niemieckimi żołnierzami? Już na początku lipca gen. Marian Kukiel zauważył, że Niemcy poczynili znaczne wzmocnienia w stolicy. Tymczasem kilka dni przed rozpoczęciem powstania gen. Okulicki powtarzał wszystkim, że „Niemcy są już pokonani”, zarzucając przeciwnikom konfrontacji tchórzostwo.
    Milczeniem zbywano uwagi naczelnego wodza, gen. Sosnkowskiego, który przestrzegał przed myśleniem o załamaniu się ducha armii niemieckiej na podobieństwo 1918 r. „Stosunki wewnętrzne i ich psychika są inne niż wówczas”, ostrzegał Sosnkowski. Na próżno.

    PEWNE ZWYCIĘSTWO

    Zarzut zaniedbania i zlekceważenia zagrożenia kierujemy także wobec pozostałych generałów. Na jednej z ostatnich narad przed wybuchem powstania, na pytanie o to, co będzie, gdy Rosjanie jednak nie przyjdą z pomocą, gen. Pełczyński miał nonszalancko odpowiedzieć: „No to Niemcy nas wyrżną”. Później bronił swojej decyzji, mówiąc Janowi Nowakowi-Jeziorańskiemu, że „Rosjanie dosłownie lizali już Warszawę, musielibyśmy nie być wojskiem, tylko strażą ogniową, aby się nie bić w tej sytuacji”. Jak wiadomo, 1. Armia Wojska Polskiego oraz 47. i 61. armia 1. Frontu Białoruskiego wkroczyły do polskiej stolicy dopiero w połowie stycznia 1945 r.
    Gen. Chruściela, przedwojennego kierownika katedry taktyki piechoty w Wyższej Szkole Wojennej, rozsadzała ambicja. Po powstaniu unikał dawnych kolegów, mając im za złe gloryfikowanie Bora-Komorowskiego, a pomijanie jego udziału. Bór-Komorowski natomiast zawdzięczał awans na dowódcę AK przede wszystkim poparciu emigracyjnych stronnictw politycznych. Zadecydowała opinia o jego bezkonfliktowości, co w przypadku wojskowego nie zawsze świadczyło na jego korzyść. Całe wojskowe kierownictwo łączył optymizm, niemal pewność, że Niemców uda się przepędzić z Warszawy w ciągu kilku dni. „Liczono się tylko z powodzeniem. Niepowodzenie nie było brane w rachubę i nie było żadnych przewidywań na wypadek przegranej lub przeciągania się walki. Pokładano nadzieję na szybkie zwycięstwo sowieckie i pomoc Zachodu”, relacjonował płk Janusz Bokszczanin, zastępca szefa Sztabu AK do spraw operacyjnych.
    „Za podjęciem akcji, mającej na celu opanowanie Warszawy przed wkroczeniem do niej wojsk rosyjskich, przemawiają względy natury wojskowej, politycznej i ideologicznej”, stwierdził gen. Bór-Komorowski podczas spotkania zorganizowanego 21 lipca 1944 r.
    Dowódca Armii Krajowej pomylił się w każdym przypadku. Błędna ocena sił niemieckich stacjonujących w stolicy dezawuowała generałów jako wojskowych. Chybione wnioski w sprawach politycznych kompromitowały ich jako mężów stanu. Skoro bowiem – jak sami przyznawali – powstanie skierowane było zarówno przeciwko Niemcom, jak i Związkowi Radzieckiemu, na jakich przesłankach opierali przekonanie, że Armia Czerwona przyjdzie im z pomocą?
    Akcja „Burza” rozpoczęta w styczniu 1944 r. okazała się klęską. Przewidywała ona ujawnianie się oddziałów AK tuż przed nadejściem wojsk radzieckich. Zamiast jednak dać początek polskim rządom na wyzwalanych terenach, doprowadziła do masowych aresztowań i zsyłek oficerów AK. Wydarzenia z Wilna i Lwowa, gdzie doszło do starć zbrojnych pomiędzy AK i Armią Czerwoną, ostatecznie pogrzebały „Burzę”. Przyznawał to sam gen. Bór-Komorowski, wydając rozkaz, „aby przy przymusowym poborze przez Sowiety Polacy korzystali z uprawnienia wstępowania do armii Berlinga”. Przewidując taki bieg wydarzeń, jeszcze w marcu 1943 r. gen. Władysław Sikorski pisał do dowództwa AK: „Gdyby bowiem stosunek Sowietów do nas okazał się wyraźnie wrogi, wówczas wskazane byłoby ujawnić tylko administrację cywilną, a siły Armii Krajowej wycofać w głąb kraju, by uchronić je przed zniszczeniem przez Rosjan”. Koncepcja wywołania powstania w Warszawie jako kulminacji akcji „Burza” nie tylko więc kłóciła się ze zdrowym rozsądkiem, ale przede wszystkim łamała rozkaz naczelnego wodza.

    MYŚLENIE ŻYCZENIOWE LONDYNU

    Jednak odpowiedzialnością za rozpoczęcie powstania warszawskiego nie można obarczać tylko wojskowych. Wszak była to decyzja przede wszystkim polityczna. Dlatego zarzuty błędnego rozpoznania sytuacji polityczno-militarnej stawiamy najwyższym władzom emigracyjnym. Z odległości Londynu nie tylko źle odczytywały one warunki w kraju, lecz także celowo zachęcały do zbrojnego powstania.
    Swoiste wishful thinking towarzyszyło całemu „polskiemu Londynowi”. Utworzenie 22 lipca 1944 r. (faktycznie 21 lipca) Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego skutecznie osłabiło pozycję władz emigracyjnych. Zdając sobie z tego sprawę, na siłę chciały się wykazać przed zachodnimi aliantami. Co mogło być lepszym dowodem możliwości oddziaływania niż wywołanie powstania w stolicy? Adam Ciołkosz, wówczas członek emigracyjnej Rady Narodowej, przyznawał z rozbrajającą szczerością w 1969 r.: „Uważałem, że decyzja o wybuchu powstania była decyzją naturalną, poprawną. Nie znałem oczywiście sytuacji na froncie…”.
    Największą wiedzą na temat sytuacji Polski i stosunków panujących w obozie aliantów dysponował premier Stanisław Mikołajczyk. Mimo to umyślnie uchylał się od odpowiedzialności, zrzucając konieczność podjęcia decyzji o rozpoczęciu powstania na osoby mniej kompetentne. 26 lipca 1944 r., przed odlotem do Moskwy, Mikołajczyk wysłał do delegata rządu na kraj oraz dowódcy AK depeszę: „Na posiedzeniu Rządu RP zgodnie zapadła uchwała upoważniająca Was do ogłoszenia powstania w momencie przez Was wybranym. Jeśli możliwe, zawiadomcie nas przed tym”. Innymi słowy, premier uchylał się od odpowiedzialności za ewentualne niepowodzenie. Podobnie postąpiła cała Rada Ministrów, która choć zaskoczona depeszą Mikołajczyka, dwa dni później jednogłośnie ją zaaprobowała.
    Do Moskwy Mikołajczyk dotarł 30 lipca 1944 r. Ambasador brytyjski doradzał mu, aby zaakceptował wszystkie żądania Stalina, w tym uznanie linii Curzona jako wschodniej granicy Polski oraz włączenie do rządu komunistów. Na takie ustępstwa Mikołajczyk nie miał zgody swojego rządu, dlatego wiadomość o wybuchu powstania przywitał z nadzieją. Liczył, że uda mu się wykorzystać nową sytuację w rozmowach ze Stalinem. Opierając się jednak na zbyt optymistycznych raportach AK, polski premier przeliczył się. Stalin trafnie ocenił, że bez zewnętrznej pomocy powstańcy długo nie wytrzymają. „Błędna decyzja Bora-Komorowskiego – zacytujmy uczestnika i wybitnego znawcę powstania, historyka prof. Jana M. Ciechanowskiego – przekreśliła wszystkie nadzieje i oczekiwania premiera, że operacje AK dopomogą mu w osiągnięciu porozumienia z Rosjanami”.

    BŁĘDY PREMIERA

    Gdy powstanie trwało, Mikołajczyk popełnił wiele błędów w rozmowach z aliantami. W telegramie wysłanym do Stalina 13 sierpnia – dwa tygodnie po wybuchu walk – pisał: „Warszawa broni się nadludzkim wysiłkiem, nie bacząc na coraz groźniejszy brak broni i amunicji. W naszym i waszym interesie leży, by Czerwona Armia wkroczyła do Warszawy jako oswobodziciel”. Jednak już pięć dni później premier telegrafował do Stalina, przyznając, że powstanie wybuchło przedwcześnie.
    Niezdecydowanie premiera starał się rozegrać prezydent Raczkiewicz. Zgodnie z obowiązującą konstytucją nadal pełnił on funkcję zwierzchnika sił zbrojnych, którego rola jednak – głównie za sprawą gen. Sikorskiego – została znacznie ograniczona jeszcze na początku wojny. Raczkiewicz niedwuznacznie wezwał AK do działania w depeszy z 25 lipca 1944 r. Nawiązując do sukcesów 2. Korpusu Polskiego we Włoszech, prezydent pisał, że „wiadomość o nowym chlubnym czynie bojowym naszego żołnierza poza krajem zbiegła się z wieściami o bohaterskim udziale Armii Krajowej w walce z niemieckim najeźdźcą na Wileńszczyźnie, dając jeszcze raz dowód niezłomnej woli całego narodu poniesienia wszelkich ofiar dla wolności i niepodległości Ojczyzny”.
    Na telegram gen. Sosnkowskiego z 28 lipca, w którym ostrzegał on przed rozpoczynaniem powstania, Raczkiewicz nie odpowiedział. Następnego dnia depeszował do wodza naczelnego, że „zaszła konieczność powzięcia bez udziału Pana Generała doniosłych uchwał dotyczących kraju”. Udział prezydenta w wywołaniu powstania był więc bezsporny.

    HAMLETYZOWANIE NACZELNEGO WODZA

    Kolejny zarzut unikania odpowiedzialności oskarżenie kieruje wobec gen. Kazimierza Sosnkowskiego, który w 1944 r. pełnił funkcję wodza naczelnego. Był także jedyną osobą władną wydawać rozkazy dowództwu Armii Krajowej w Warszawie. Pod koniec lipca 1944 r. gen. Sosnkowski przebywał we Włoszech. Oficjalnie wódz naczelny przybył nad Adriatyk, aby pogratulować gen. Andersowi sukcesów w bitwach pod Monte Cassino (styczeń-maj 1944 r.) i o Ankonę (czerwiec-lipiec 1944 r.). Nieoficjalnie jednak misja Sosnkowskiego miała na celu wybadanie nastrojów w 2. korpusie. Władze emigracyjne niepokoiły się bowiem, że wyrastający na bohatera narodowego Anders zechce wypowiedzieć posłuszeństwo rządowi. Całą sytuację próbował zdyskontować Sosnkowski, sondując we Włoszech możliwość utworzenia nowego, niezależnego od Londynu ośrodka władzy.
    Podczas spotkania z Sosnkowskim Anders przekonywał go, że zgoda na wybuch powstania byłaby błędem. „Ze swej strony – pisze prof. Jan M. Ciechanowski – gen. Anders robił, co mógł, aby naczelny wódz wydał gen. Borowi-Komorowskiemu kategoryczny rozkaz zakazujący mu wywołania powstania w stolicy”. Mimo to Sosnkowski się wahał. Co prawda, zgodził się z Andersem, że pomysł wywołania powstania w ówczesnych warunkach nie miał szansy powodzenia, cofnął się jednak przed wydaniem zakazu. „Oni mnie nie posłuchają, oni posłuchają Mikołajczyka”, miał powtarzać na coraz bardziej energiczne nalegania Andersa. Zamiast rozkazu 25 lipca 1944 r. wysłał więc do Warszawy depeszę, w której pisał: „Decyzje Wasze budzą szacunek, odpowiadają zasadom żołnierskiego i narodowego honoru. Jej skutki polityczne są w ręku Boga”.
    Zrzucanie całej odpowiedzialności na barki Pana Boga nie przystawało wodzowi naczelnemu. Widać jednak, Sosnkowski przeżywał w ostatnich dniach lipca silną potrzebę duchowego wsparcia, ponieważ na wezwanie prezydenta do natychmiastowego powrotu do Londynu odpowiedział prośbą o „możliwość pozostania we Włoszech do 5 sierpnia ze względu na audiencję u papieża”. Gdy więc decydowały się losy powstania, wódz naczelny przebywał z dala od centrum dowodzenia, poświęcając się modlitwie i rozmowom z zachodnimi dyplomatami.
    „Nie chciał być w Londynie – pisał o gen. Sosnkowskim prof. Ciechanowski. – Nie miał cywilnej odwagi, aby jasno i krótko powiedzieć: Zabraniam walki w Warszawie, gdyż bez uprzedniego ułożenia się z Rosjanami nie widzę żadnych szans jej powodzenia. Mikołajczyk by się na to zżymał i dąsał, ale wreszcie by przystał”.
    Hamletyzowanie wodza naczelnego przyczyniło się do wybuchu powstania i jego klęski. Gen. Marian Kukiel – bądź co bądź urzędujący minister obrony narodowej – przyznawał w liście do gen. Andersa, że „powstanie w Warszawie było dla nas [rządu] zaskoczeniem. Trudno od walczących tam ludzi wymagać wyjaśnień. Z depeszy Bora wnoszę, że wystąpienie zbrojne rozumieli jako wykonanie »Burzy«. Liczyli zapewne, że odcinają tylne straże i że wyprzedzą o kilka godzin wejście Sowietów”. 20 lat po wybuchu powstania gen. Kukiel zdobył się na jeszcze większą szczerość: „Oni pociągnęli fałszywą kartę – jokera – kiedy ostatecznie zdecydowali się działać”.
    #powstaniewarszawskie #polska #polityka #sadownictwo #ciekawostkihistoryczne #wojna #drugawojnaswiatowa #wojsko #historia #katastrofa #warszawa i troche niestety #fantastyka
    https://www.tygodnikprzeglad.pl/sad-nad-dowodacami-powstania/
    pokaż całość

    źródło: d-nm.ppstatic.pl

  •  
    k....u

    +8

    #powstaniewarszawskie #patriotyzm #zalesie i może trochę #gruparatowaniapoziomu

    Przeglądam wypok od dawna, miałem tutaj nawet konto przez kilka lat jednak pewnego dnia zdecydowałem się je usunąć by wyjść z piwnicy. Ostatnio po przeczytaniu kilku postów nt. Powstania Warszawskiego uznałem, że założę tutaj znowu konto tylko po to by się wyżalić i wyrazić swoje zdanie o samym powstaniu jak i patriotyzmie w Polsce.

    Jak zwykle to w naszym pięknym kraju bywa społeczeństwo podzielone jest na dwa obozy:

    1. Pseudo patrioci - Polska walcząca kurłłłłaaaa, powstanie kurłłłlaaaaaaaa jak krytykujesz to jesteś niemcem!! Wracaj do germanii kurłaaaaa. Polska Walcząca na plecach no i obowiązkowo jakaś patriotyczna koszulka z wielkim orłem,
    2. Pseudo eksperci-historycy - Powstanie to głupota kurłłłaaa, było niepotrzebne. Źle zorganizowane. Beka z nich heheheheheh przecież jak można posłać tylu ludzi na śmierć.

    Pierwszy obóz to wiadomka - jego przedstawiciele z reguły nie są jednostkami wybitnie inteligentnymi, obrzydle wykorzystują idee narodowo-wyzwoleńcze do bluzgania po każdym kto reprezentuje inny światopogląd niż oni. Generalnie to szkoda strzępić ryja, ale ogólnie rzecz biorąc są raczej nieszkodliwi (no chyba że wypiją parę żubrów tudzież harnasiów, a my znajdujemy się w pobliżu).

    Bardziej niepokojący jest obóz numer dwa bowiem patrząc na to jak dzielnie opierają swoje tezy na tabelce z wikipedii podsumowującej straty po obu stronach należałoby ich zaliczyć do ludzi inteligentnych i dociekliwych. Jednakże nikt z tego obozu nie posiada moralnego prawa do oceniania czy powstanie było głupie czy jednak nie, czy powstańcy zrobili głupio czy mądrze. Czy na sali znajduje się ktoś kto w trakcie powstania przyszedłby do szpitala polowego i leżącym/umierającym tam powstańcom powiedziałby, że to powstanie jest głupotą? Reprezentanci tego obozu często używają tego sformułowania w internecie. Argument ten oczywiście dotyka uczuć/emocji więc jest delikatnie upośledzony, ale przecież jako Polak nie powinno się patrzeć na powstanie jedynie przez pryzmat suchych danych, właśnie ze względu na odrobinę zdrowego patriotyzmu i poszanowania swoich przodków, którzy, na tyle na ile mogli, starali się oddając swoje życie za to żebyście mogli mirkować po polsku. Nie mówię, że powstanie to jakaś święta krowa, rozumiem krytykę organizacji powstania, dowództwa, konkretnych decyzji czy strategii (wymaga to jednak szerszej wiedzy niż tabelka strat z wikipedii). Jednak te dywagacje powinny być prowadzone w taki sposób, aby nie deprecjonowały heroizmu, bohaterstwa i wkurwienia zwykłych ludzi, którzy wtedy to nawet i z widłami by poszli na niemiecki czołg byle poczuć chwilę wolności. Teza „powstanie było głupotą” jest potwarzem dla każdego kto wziął w nim udział. Wypowiadanie takich słów siedząc przed komputerem, nie mając pojęcia jak ludzie wtedy żyli, jak bardzo byli uciskani i jak chcieli wolności to dla mnie bardzo słaba akcja.

    Ten podział, który nakreśliłem wyżej według mnie pokazuje, że cierpimy w Polsce na brak zdroworozsądkowego patriotyzmu i niestety, ale wykorzystujemy patriotyzm do szerzenia podziałów zamiast do jednoczenia się. Dla obozu pierwszego patriotyzm to koszulki i dziary, a ludzie z obozu drugiego, brzydząc się grupą pierwszą i napawając się swoją postępowością i odrębnością odrzucają całkowicie patriotyzm i rzeczywiście zachowują się jakby byli w Polsce imigrantami niezwiązanymi przeszłością/historią/przodkami z krajem, w którym żyją.

    Z moich doświadczeń wynika, że ja dla obozu pierwszego jestem „niedostatnim patriotą”, a dla obozu drugiego jestem zacofany. Trochę to przykre.

    Za chujową pisownią oraz interpunkcję przepraszam, nigdy nie byłem w tym dobry.
    pokaż całość

    •  

      @kshyhu nie znajdziesz dużo informacji o tym co jest pośrodku bo media i politycy zarabiają na polaryzacji społeczeństwa. Prowokacja jest wpisana na stałe w politykę. Nieżyjący już Bogdan Smoleń w jednym ze skeczów wyśmiewających PRL stwierdził, że normą jest ogół a nie margines.

    •  

      Czy na sali znajduje się ktoś kto w trakcie powstania przyszedłby do szpitala polowego i leżącym/umierającym tam powstańcom powiedziałby, że to powstanie jest głupotą?

      @kshyhu: tu masz relacje strony powstańczej, jak widać przepełnione dyplomacją. Co i jak dosadnie mówili ludzie przepędzani z jednej dzielnicy do drugiej, pozostawiający swój dom, który przed tygodniem stał i dawał jako takie schronienie przed okupantem, a teraz będący kupą gruzów wymieszaną z martwymi ciałami?

      marszałek Sejmu Wiesław Chrzanowski: „Gdy Niemcy wyparli nas z Powiśla, to ludzie mówili: »Idźcie już sobie«, »Niech się dzieje, co chce«. (…) Ludność stolicy wierzyła, że władze, podejmując decyzję [o rozpoczęciu walk], czynią to z pewnym rozeznaniem”

      generał Tadeusz Bór-Komorowski meldował do Londynu:
      "Ludność cywilna przeżywa kryzys, który może mieć zasadniczy wpływ na oddziały walczące. Przyczyny kryzysu: coraz silniejsze i zupełnie bezkarne ostrzeliwanie całego obszaru na wzór Starówki, bezterminowe przedłużanie się walki, coraz mniejsze porcje głodowe dla pogorzelców i szybkie wyczerpywanie się żywności dla pozostałych, wielka śmiertelność wśród niemowląt, agitacja czynników wrogich, brak wody i elektryczności we wszystkich dzielnicach."

      Powstaniec i późniejszy pisarz Leszek Prorok widział ten problem na własne oczy:
      "Dziś byłem świadkiem brutalnego zachowania się kilku żołnierzy, którzy mimo protestów tłumu przepychali się do studni nie inaczej, niż uczyniliby to żandarmi niemieccy. Jeden groził nawet pistoletem. (…) Istotnie stosunek wojska do ludności (…) przypomina często w ostatnich tygodniach stosunek armii okupacyjnej do ludności podbitej."

      „Biuletyn Informacyjny” 25 sierpnia 1944 roku i wyliczał:
      „Są ludzie, którzy w Walczącej Warszawie używają pięści, bata lub pałki. Widziano odpychanie uderzeniami kolby tłoczących się po wodę kobiet. (…)
      Zdarzają się wypadki poniewierania godności ludzkiej. Ordynarne wymyślanie, podniesiony głos, grubiaństwo w stosunku do podwładnych (…)

      P.S.
      nie cytuję wspomnień ludzi, którzy przeszli po wojnie do aparatu PRL. Zbyt oczywiście mogą przekłamywać.
      nie cytuję euforycznego stanu społeczeństwa w pierwszych 2 tygodniach powstania. Zbyt oczywisty po 5 latach terroru.
      Krytykuję tylko najwyższe dowództwo, które podjęło decyzję o wybuchu powstania:
      - premier Stanisław Mikołajczyk (wydał instrukcję, bez zgody rządu i naczelnego wodza)
      - gen. Tadeusz Bór-Komorowski
      - Jan Stanisław Jankowski - delegat na kraj
      - płk. Antoni Chruściel "Monter"
      - gen. Leopold Okulicki
      - gen. Tadeusz Pełczyński ps. „Grzegorz”

      nieznana jest mi rola
      - mjr Janiny Karasiówny, która była obecna przy decyzji o godzinie W i która zapewne wyrażała jak wszyscy obecni swoją opinię delegatowi na kraj.

      Bo to delegat na wniosek dowódcy powiedział: "Niech Pan zaczyna".
      Bez tych słów, powstanie by nie wybuchło. Aczkolwiek Bór bardzo chciał powstania, to jednak musiał mieć, albo:
      - decyzję Rządu (a tej formalnie nie miał)
      - rozkaz naczelnego wodza (a ten rozkazu nie chciał wydać dopóki Mikołajczyk nie dogada się ze Stalinem)
      - decyzję delegata na kraj (i tę zdobył....)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Mirki, co sie dzieje z tymi małolatami to ja nawet nie. Pare dni temu wypowiedziałem sie pod jakimś facebookowym postem o powstaniu warszawskim, tylko że od złej strony. Przedstawiłem im ile zginęło cywili, czemu był słabo zorganizowany, że był głupotą etc. Wkrótce z każdej strony zostałem zaatakowany przez "patriotów", każdy z nich na oko miał maks. 15 lat, tak jak jeszcze potrafili zachować MINIMALNY sens swoich wypowiedzi, to dziś dostałem taką wiadomość xD (mam niemieckie nazwisko)

    #facebook #powstaniewarszawskie #zalesie
    pokaż całość

    źródło: germanem jestem.png 18+

  •  

    Co za rakowy tekst Szeremetiewa na Frondzie. Jego zdaniem Stalin zrezygnował z podboju europy dzięki powstańcom. Co za megalomania narodowa.

    W 1920 r. pod Warszawą Polacy zatrzymali bolszewicki marsz na Europę. Zwycięstwo polskiego wojska powstrzymało komunizm. W 1944 r. Powstańcy Warszawy pokrzyżowali Stalinowi jego plany podboju Europy. Trzeba uświadamiać nie tylko w Polsce, ale też na Zachodzie, czym było Powstanie Warszawskie i aby zrozumiano jak ważną dla bezpieczeństwa kontynentu rolę odgrywa Polska.

    Oczywiście wuj z tym, że Rosjanie w końcu sierpnia uderzyli na Bałkany, zajmując Rumunię, Bułgarię i część Węgier, zabezpieczając się tym samym z flanki. Wuj z tym też, że ofensywa zimowa wyzwoliła Warszawę dopiero 4 miesiące po upadku powstania. Pewnie Stalin tyle czekał też przez powstanie, by źle nie wyglądało, że wyzwolił Warszawę dzień po upadku ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    http://www.fronda.pl/a/prof-romuald-szeremietiew-powstancy-pokrzyzowali-stalinowi-plany-podboju-europy,113497.html
    #polityka #powstaniewarszawskie #neuropa #tysiacurojenniezaleznychmediow #bekazprawakow
    pokaż całość

  •  
    R..........1

    +11

    Obrzydza mnie czczenie powstania w getcie warszawskim. Jak można świętować klęskę? Powinno się czcić tylko zwycięstwa bo świętowanie takich klęsk źle wpływa na morale ludności, psychikę i dumę narodową. To ma być w końcu dumą narodowa! A jak można być dumnym z porażki. Przecież mamy tyle pięknych bitew np. kirholm, kłuszyn, odsiecz wiedeńska, mokra. Przykładowo Oktawian August po porażce legionów w lesie teutoburskim rozpuścił po całym imperium weteranów bo wiedział jak może się skończyć ciągle słuchanie o klęsce - przestaniem wierzenia w potęgę imperium i spadkiem morale. Dlatego uważam że nie powinino się świętować powstania w getcie warszawskim.

    #powstaniewgetcie #historia #neuropa #bekazprawakow #powstaniewarszawskie #polska #japierdole #rakcontent #patriotyzm #4konserwy
    pokaż całość

  •  

    Ceremonia uczczenia ofiar Powstania Warszawskiego przed meczem Legii z Lechią

    #warszawa #powstaniewarszawskie
    #mecz #legia #mirkohooligans

    źródło: streamable.com

  •  

    "Ceną była śmierć za wolności smak"
    Powstaniec Warszawski przy wejściu do dolnej części kościoła św. Krzyża.
    W tle kamienica "pod Messalką" przy Krakowskim Przedmieściu 16/18.
    Śródmieście Północne.

    Sierpień 1944r

    #iiwojnaswiatowa #fotografia #fotohistoria #warszawa #powstaniewarszawskie pokaż całość

    źródło: 1.jpg

  •  

    - Żądamy rozwiązania ONR-u. Jeżeli będzie się u nas rozwijał, będzie drugi hitleryzm. Nie możemy na to pozwolić - drżącym głosem mówiła Hanna Stadnik, żołnierka z pułku "Baszta", sanitariuszka w powstaniu warszawskim.

    http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,23751359,uczestniczka-powstania-warszawskiego-zadamy-rozwiazania-onr-u.html

    #neuropa #polityka #onr #narodowcy #bekazprawakow #bekaznarodowcow #powstaniewarszawskie
    pokaż całość

    •  

      ogólnie wojna to okropne gówno

      Nawet nie wojna w tym przypadku. Prymat w wiodących dziedzinach fizyki (a wkrótce techniki) uwalili sobie właściwie już w 1933 roku. Wtedy w sumie emigrowało z Niemiec 11 fizyków i 4 chemików, którzy dostali lub mieli dostać Nagrodę Nobla). I odpowiednia liczba mniej znanych, a też świetnych naukowców. Okaleczyli sobie (i "przy okazji" całej Europie) bezpowrotnie fizykę jądrową, fizykę kwantową, teorię względności, matematykę stosowaną, chemię materiałową... Dziedziny, które lada chwila miały stać się motorem największych skoków w technice (elektronika, energetyka, inżynieria chemiczna). No a wojna i powojenny drenaż mózgów przez USA to dobiły. Od tego czasu językiem nauk ścisłych przestał być niemiecki, zaczął angielski.

      ale jakoś ciężko mi sobie wyobrazić jak rząd niemiecki, bez warunków WW2, finansuje badania nad rakietami V2 czy bronią atomową

      @powaznyczlowiek: No to wyłączmy zastosowania militarne, niech będzie. Pokojowe wystarczą.

      To tylko gdybanie, a prawda jest taka, że w stosunku do innych krajów europejskich wyszli na tym najlepiej.

      Zajebiście, już pisałam. W końcu po co komu Wrocław czy gotyckie katedry w Dreźnie? Albo te 8,23% strat ludności, w większości młodzi mężczyźni, tylko przestępstwa tacy popełniają.

      Ogromnie jestem ciekawa twoich wywodów, że Niemcy cokolwiek zyskali na wojnie i hitleryzmie, do dzieła! Tyllko fakty i liczby proszę. Szczególnie przydatne będzie porównanie z sytuacją Szwecji. (Bo jakoś tak się składa, że na wojnie na ogół wygrywaja ci, którzy sie w nią nie angażują, lub angażują minimalnie).
      pokaż całość

    •  

      Japonia w kilka dekad stała się jednym z najnowocześniejszych państw i tez nie musiała uciekać się do przemocy.
      @nie_tak_szybko: poczytaj trochę i się nie kompromituj, chociażby co japończycy robili w Chinach, albo o Shirō Ishii (japońskim odpowiedniku dr Mengele).

    • więcej komentarzy (17)

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #powstaniewarszawskie

0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów