•  

    Witam serdecznie obserwujących tag #afterbrexit w którym to patrzę na ceny w #uk przed i niebawem po umowie przejściowej z #ue . Jak doskonale zdajecie sobie sprawę tworząc ten skoroszyt nie miałem kompletnie pojęcia, że czekają nas takie mocne zawirowania gospodarcze w związku z pandemią #koronawirus .

    Wszystkie zdjęcia i arkusz standardowo dostępne tutaj.

    Także po krótce poniżej podsumuję zmiany cen w co najważniejszych kategoriach. W ramach klaryfikacji - ceny nieruchomości (najem i kupno) były trudne tym razem do określenia ze względu na panującą pandemię i sytuację branży nieruchomości w #uk , która aktualnie stoi w miejscu. A więc zaczynamy:

    1) Minimalna krajowa rośnie od kwietnia 2020 roku z 8.21 GBP do 8.72 GBP brutto za godzinę.
    2) Aktualne zawirowania na rynku paliwowym doprowadziły do rekordowo niskich cen na stacjach paliw za bezołowiową i diesla. Aktualnie na mojej stacji paliw zatankujecie za kolejno 1.08 GBP za litr bezołowiówki i 1.13 GBP za litr diesla. Jak wspominałem w ostatnim poście tak niskie ceny można było ostatnio doświadczyć w okolicach przed referendalnych (przeprowadziłem się do UK w kwietniu 2016 i wtedy też takie ceny można było zaobserwować).
    3) Stopa procentowa w UK obniżona do 0.1% z poprzedniej wysokości 0.75% w skutek mocnego spowolnienia gospodarczego przez covid-19.
    4) Stopa inflacji wzrosła nieznacznie, bo tylko z poziomu 1.4% do 1.5%. Podejrzewam mocniejszy wzrost w niedalekiej przyszłości gdy trochę rozruszają gospodarkę poprzez poluźnienie restrykcji.
    5) W poprzednim miesiącu byłem zmuszony użyć innego mechanika ze względu na złożoność usterki w moim samochodzie, jednak miło się zaskoczyłem i koszt roboczogodziny sporo spadł w stosunku do poprzedniego zestawienia, bo do poziomu 60 GBP.
    6) Jako, że branża lotnicza mocno dostaje po tyłku plus nie wiadomo co będzie się dziać w niedalekiej przyszłości z lotami międzynarodowymi obecne ceny są dość mocno subiektywne. Ogólnie na podstawie moich wyszukiwań wyszło, że ceny nieznacznie tylko wzrosły zarówno na trasach długo-, jak i krótkodystansowych.
    7) Funt osłabł do euro i dolara w stosunku do zeszłego zestawienia, jednak jego siła do złotówki urosła do poziomu 1GBP = 5.1514 PLN (Poprzednio 5.0892 PLN).
    8) Na samym dole zakupów spożywczych dodałem sumę jaką wydałbym za te produkty w lutym i w sierpniu. Co prawda cena wzrosła o 3.45GBP jednak warto wziąć poprawkę na fakt, że kapsułki do prania przestały być w cenie promocyjnej stąd cena podskoczyła o 3 GBP, także gdy wyłączymy tę zmianę z obliczeń wychodzi zawrotny wzrost o 0.45GBP.
    9) Największy wzrost zanotowałem (zgodnie z moimi oczekiwaniami) za council tax, bo rzędu ** blisko 5%**.

    Na samym dole tabelki postanowiłem dodać mały wykres liniowy w którym będę umieszczać koszty wydatków w danym miesiącu. Aktualnie nie uwzględniłem czynszu ze względu na pauzę w branży nieruchomości jednak jeśli uważacie, że jak ten cały kryzys wirusowy się skoczy powinienem uwzględnić ten koszt dajcie znać w komentarzach. Nie uwzględniłem również kosztów energii, gdyż do końca roku będzie on dla mnie taki sam, być może dodam ten koszt jednorazowo tuż przed i po zmianie umowy.

    Trzymajcie się ludziska cieplutko i uważajcie na siebie, szczególnie drodzy rodacy na #emigracja ! Następny wpis przewiduję w okolicach lipca. Miejmy nadzieję, że chociaż część normalności do tego czasu odzyskamy :)

    pokaż spoiler #uk #brexit #afterbrexit #emigracja #statystyka #ekonomia #oszczedzanie #anglia #walia #szkocja #pracazagranica
    pokaż całość

    źródło: ceny1.PNG

  •  

    Zgodnie z obietnicą, zamieszczam drugą część wpisu na temat mojego apprenticeshipu. Mogę się pochwalić, że dziś otrzymałam oficjalne wyniki egzaminów i całość apprenticeshipu zdałam na ocenę Merit i otrzymam certyfikat Level 3 Aviation Ground Specialist - Flight Operations - pijcie ze mną kompot! (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    Dodam, że Level 3 oznacza nasz poziom maturalny, a poza Aviation Ground Specialist, są jeszcze możliwe dwa do ukończenia apprenticeshipy - Level 2 (poziom ukończenia gimnazjum) Aviation Ground Operative oraz Level 4 Aviation Operations Manager (ten apprenticeship też można podjąć w moich liniach lotniczych, ale jest on oferowany tylko dla aktualnych pracowników OCC), który jest na poziomie ukończenia pierwszego roku studiów.

    Tak jak we wcześniejszym wpisie wspomniałam, mój apprenticeship trwał łącznie 18 miesięcy. Mieliśmy wyznaczonego coacha z firmy zewnętrzej, z którym co półtora miesiąca mieliśmy na przemian godzinną rozmowę telefoniczną oraz spotkanie z nim osobiście (w siedzibie naszej firmy) w celu monitorowania naszego progresu oraz wyznaczania kolejnych prac pisemnych, tzw. assignments. Spotkania face to face odbywały się również z managerem i odbywały się one wtedy, kiedy akurat po 3 miesiącach kończyliśmy pracę na danym stanowisku i zaczynaliśmy nowy dział (np. po 3 miesiącach w Crewingu zaczynałam Customer Disruption). Oprócz prac pisemnych, musieliśmy również prowadzić tzw. Reflective Learning Log, czyli taki "dzienniczek" nauki, w którym pisaliśmy, czego się nowego nauczyliśmy po każdym dniu pracy - nie powiem, było to bardzo upierdliwe...

    A pisanie samych assignments też nie należało do prostych - musieliśmy sami na własną rękę szukać informacji i bez żadnej pomocy je napisać + znaleźć na to czas w godzinach pracy, ponieważ teoretycznie nie wolno nam było ich pisać w domu (w praktyce, jak chciałam skupić się na pracy, to wolne dni spędzałam na pisaniu assignments...). Według mnie, powinno być jak na innych stażach, czyli przynajmniej mieć jeden dzień w tygodniu na zajęcia z coachem, który pomógłby nam w zabraniu się do tych prac. A tak, jedyne wskazówki otrzymywaliśmy w czasie tych godzinnych rozmów ¯\_(ツ)_/¯ Owszem, były później zorganizowane warszaty z coachem omawiające niektóre tematy prac pisemnych, ale odbyły się one w czasie ostatnich 6 miesięcy stażu, kiedy już dawno wszyscy napisaliśmy prace na ich temat xD
    Jedyne ułatwienie było takie, że oprócz tematu pracy, mieliśmy do dyspozycji listę kryteriów, o czym powinniśmy napisać (te jednak były bardzo ogólnikowe). Wszystkie te prace oraz nasz aktualny "dzienniczek" wysylaliśmy przez internetowy portal firmy coacha dla apprentice'ów. Plus też był taki, że te prace nie były oceniane - ale musiały one zostać napisane jako dowód przygotowania się do egzaminów.

    Ile było tych prac? Sporo. Można było je podzielić na dwie kategorie core czyli podstawowe, ogólne standardy, dotyczące wszystkich specjalizacji w ramach Level 3 Aviation Ground Specialist, oraz specialist function, czyli w moim przypadku dotyczące Operacji Lotniczych (Flight Operations). Listy tematów/standardów zamieszczam w spoilerach:

    Core

    pokaż spoiler 1) Safety 2) Compliance & legislation 3) Communication 4) Interpersonal Skills 5) Aviation systems 6) Aviation timescales


    Specialist function

    pokaż spoiler 1) Support flight operations 2) Monitor the weather in an aviation environment 3) Reducing aviation hazards 4) Resolve multifaceted aviation issues


    Inne specjalizacje/ścieżki, które można było realizować w ramach Level 3 Aviation Ground Specialist:

    pokaż spoiler 1) Aircraft Handling 2) Aircraft Movement 3) Fire Fighter 4) Flight Operations 5) Passenger Services


    Gdy wszystkie prace zostały oddane, oraz zdaliśmy tzw. sign off (czyli w ciągu ost 6 miesięcy stażu zdołaliśmy się wyszkolić i wyspecjalizować na danym stanowisku, by już całkowicie samodzielnie pracować), to na 2-3 tygodnie przed samymi egzaminami odbyliśmy tzw. Gateway - było to po prostu formalne "przyklepnięcie" przez coacha i managera, że oddaliśmy wszystkie prace i jesteśmy gotowi do egzaminów. Na miesiąc przed Gateway mieliśmy rownież zorganizowane próbne egzaminy (mock exams) przez naszych managerów.

    Właściwe już egzaminy, które były rozłożone na cały miesiąc, były przeprowadzone przez jeszcze inną organizację oceniającą, która właściwie też przygotowała te wszystkie standardy na podstawie których pisaliśmy prace pisemne oraz wydaje certyfikaty. Mieliśmy łącznie trzy egzaminy: dwa testy (z Core oraz Specialist Function standardów - ten pierwszy był tylko na zaliczenie (Pass), a drugi na Pass/Merit/Distinction), Obserwacja (observation, czyli egzaminator przychodzi do naszego miejsca pracy i obserwuje przez godzinę jak pracujemy i ocenia, czy nasza praca spełnia standardy apprenticeshipu - za to można było otrzymać Pass/Merit/Distinction), oraz profesjonalna rozmowa/dyskusja (professional discussion, które było na Pass) - też ona trwała godzinę.

    Żeby otrzymać najwyższą ocenę Distinction, trzeba by było zarówno Specialist Function test, jak i Observation zdać na Distinction. Jeśli cokolwiek było poniżej tej oceny, to już było Merit, a w przypadku otrzymania dwóch Pass albo Pass i Merit z tych dwóch egz, to się otrzymywało tylko Pass. Ja zdałam testy tylko na Pass, a obserwację na Distinction, dlatego dostałam ogólną ocenę Merit. Żeby nie przedłużać, w spoilerze napiszę, co to się podziało w czasie testów, za co Bogu muszę dziękować, że ten Pass z dwóch testów mam xD W przypadku niezdania choćby jednego z egzaminów, musiałabym oczywiście dany egzamin powtórzyć, natomiast gdybym dwóch egzaminów nie zdała (np. obydwa testy, lub jeden z testów, oraz obserwację), to musiałabym przejść przez 2-miesięczny trening, zanim bym mogła ponownie przystąpić do wszystkich (!) egzaminów, co w obecnych okolicznościach, ze względu na pandemię oraz furlough leave, na którym jest praktycznie cały dział, bo nie ma lotów pasażerskich, byłoby po prostu niemożliwe ¯\_(ツ)_/¯

    pokaż spoiler A propos testów: po napisaniu pierwszego testu (core), który mi b. dobrze poszedł i byłam z siebie zadowolona, okazało się, że egzaminator dał ciała i przywiózł ze sobą niewłaściwe testy, bo dla Levelu 2, co by tłumaczyło, czemu było łatwe xD Skapnęliśmy się dopiero, gdy mieliśmy zacząć pisać już drugi test, ze specialist function. Zmarnowaliśmy czas rano, bo nie dość, że test trwał godzinę, a po nim mieliśmy jeszcze 30min przerwę, to jeszcze kolejne 2h musieliśmy czekać, aż dostaliśmy w końcu właściwe testy - które okazały się być totalną porażką ( ͡° ʖ̯ ͡°) Zarówno w pierwszym, jak i drugim teście (tych właściwych, na poziomie Level 3), 2/3 pytań było z dupy i dotyczyło pracy na płycie lotniska (!!!), o czym nie mieliśmy prawa wiedzieć, a przynajmniej nie w szczegółach (no sorry, nie wiem, jak np. wygląda angielska komunikacja przez radio, czy też jak poprawnie załadować do luku bagażowego konkretne dangerous goods), a jako że to były testy wyboru, to po prostu wszyscy strzelaliśmy odpowiedzi :/ I każdy z nas po wyjściu z sali był święcie przekonany, że nie zdał... O wszystkim poinformowaliśmy naszych managerów, którzy najwidoczniej coś wskórali, skoro jakimś cudem wszyscy zdaliśmy (minimum do uzyskania zaliczenia było 18 na 30 punktów przy każdym z testów, a jak liczyłam sobie punkty, to w najlepszym razie miałabym po 12-14p z każdego testu, co oznaczało po prostu niezaliczenie ich ( ͡° ʖ̯ ͡°) Także naprawdę modliłam się o ich zdanie i nie liczyłam na żadne Distinction, mimo że próbne testy na tą najwyższą ocenę zdałam.


    Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali mój wpis do samego końca! Wiem, że jest on długi, ale nie chciałam go już dzielić na kolejne części. Jeśli macie jakieś pytania, proszę je zadawać śmiało w komentarzach!

    Linki do poprzednich wpisów:

    O apprenticeshipie - cz. 1, od strony pracy

    Crewing/Crew Control
    Customer Disruption
    Operations/Ops
    Flight Planning

    #uk #anglia #lotnictwo #linielotnicze #pracbaza #pracazagranica
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Wczoraj zacząłem pracę przy renowacji palet w #holandia. Jest to praca przez agencję, powiedzcie mi czy wszędzie tam, gdzie są nasi jest tak bardzo przejane? Po 1 dniu mam dość. Pracujący tu Polacy to najgorsza hołota na świecie. Zaczynam pracę, nikt nic nie pokaże, nic na spokojnie, od razu wyzwiska i groźby.Jeden lump to się chciał nawet bić o jebaną deskę. I to ciągłe darcie ryja ''ogień'', a mają płacone na godzinę. Ja pierdolę, tak popierdolonych, niemiłych, agresywnych ludzi nigdy nie widziałem. Na drzwiach kantyny jest naklejka ''zakaz palenia'', a mimo to bydło ma wyjebane i jest tam nakopcone jak w kotłowni. Przy tej pracy idzie się usyfić, chciałem więc umyć ręce, a nie widziałem gdzie jest mydło czy coś. Stojący obok Polak mówi ''umyj tym'', ja myję i dostrzegam szyderczy uśmiech na jego krzywym ryju. Okazało się, że myłem ręce jakimś chemicznym gównem. Jak można by takimi skurwysynami w stosunku do swoich rodaków? Skąd to się wzięło? W domu, gdzie mieszkam też patologia. Od razu po pracy leję się wóda, a zioło jest jarane nawet w pracy. Zostawiłem w lodówce jedzenie, to ktoś mi wpierdolił. Z kim ja mam do czynienia? Kurwa faceci po czterdziestce, hołota zajebana. Nie wytrzymam tam ani chwili dłużej. Agencja może zmienić pracę na inną za tydzień. Pieniądze, które wydałem na ten wyjazd poszły się jebać.Kurwa tracę wiarę w ten naród. Co robić? Mam szukać czegoś innego? Wracać do Polski?

    #niderlandy #pytanie #praca #pracazagranica #emigracja #przegryw #anonimowemirkowyznania #zycie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: LeVentLeCri
    pokaż całość

    •  

      @JohnReese: To wlasnie zjazdy/wjazdy z autostrad sa prosto zrobione w de masz bardziej skomplikowane i nieraz sie tam zakrecilam i zle zjechalam ale to moze kwestia przyzwyczajenia. Co do kierowcow autobusow to nie wiem czy musza sie witac czy nie ale nawet jezeli to juz wole to niz skwaszona mine, poza tym nie wygladaja jakby byli to tego zmuszani. Mowie na swoim przykladzie nie zdazylo mi sie zeby odjechal mi jakis autobus spod nosa a nawet nieraz jak nie mialam doladowanej karty to nie musialam kupowac biletu. Co do podatkow to widze na co place podatek drogowy a jak mi sie zdazylo isc na zasilek to nie zostalam bez grosza, moglam spokojnie sie utrzymac gdzie jak wiem np w Anglii jest duzo gorzej. Co do kryzysu no to sie wszystko okaze jak sobie kazde państwo z tym poradzi ale obstawiam ze Holandia to ogarnie. Jeszcze dodam ze sprawy urzedowe zawsze szybko i sprawnie sa zalatwiane a rozliczenie z podatku trwa u mnie 5 min. pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: miałeś coś wspólnego z budowlanką? Jak jakiekolwiek pojęcie masz to spróbuj się zatrudnić na budowie, nawet do sprzątania albo jako pomocnik, ucz się jakiegoś fachu, jest mega lepiej niż w tych wszystkich mordowniach

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    moj szefu to jednak gość:

    To all *** employees,

    Myself and X have had a conversation regarding the 80% of your average salary.

    On reflection of your loyalty and hard work during your employment at XYZ we have decided to pay you 100% of your average weekly wage for the next 3 weeks,

    After this period we will review it again if the lock down continues. Please stay safe and look after yourselves and hopefully we will all be working again.

    Thank You all very much

    X and Y

    #koronawirus #uk #praca #pracazagranica
    pokaż całość

  •  

    Smutny dzień w mojej firmie nastał - od dziś do końca maja nie będą wykonywane rejsy pasażerskie (╥﹏╥) Samoloty będą latać tylko w celach konserwacyjnych, oraz, jeśli linie zostaną o to poproszone przez rząd, wykonają rejsy repatriacyjne.

    W związku z powyższym, w moim dziale przez ten czas będą pracować tylko managerowie, a cała reszta pracowników przechodzi na tzw. "furlough leave", czyli dostaniemy 80% pensji od rządu. A co będzie potem, nie wie nikt... ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    EasyJet uziemia całą swoją flotę przez przez pandemię koronawirusa COVID-19

    #uk #anglia #lotnictwo #samoloty #aircraftboners #pracbaza #pracazagranica
    pokaż całość

    źródło: e3.365dm.com

  •  

    Mój apprenticeship powoli dobija końca (właściwie już się skończył - czekam tylko na wyniki), bo moja umowa na stanowisku Operations Control Centre (OCC) Apprentice kończy się 31 marca, chciałabym napisać podsumowanie na temat tego 18-miesięcznego stażu dla linii lotniczych w #uk . Ponieważ wpis wyszedłby za długi, postanowiłam podzielić go na 2 części: pierwsza, poniższa, będzie o tym, jak wyglądał apprenticeship od strony pracy. Druga część będzie o tym, jak to z kolei wyglądało os strony nauki oraz zdobycia kwalifikacji. Chętnie odpowiem na pytania w komentarzach, jeśli je macie.

    Apprenticeship to łączenie nauki (oraz zdobycia na końcu kwalifikacji) z pracą. Od strony pracy wyglądało to tak, że zasadniczo dzielił się on na 2 etapy - przez pierwsze 12 miesięcy byliśmy szkoleni i pracowaliśmy na 4 stanowiskach w OCC (Crewing, Customer Disruption, Operations oraz Flight Planning - linki do wcześniejszych wpisów na ich temat są na końcu tego wpisu), czyli na każdym stanowisku spędziliśmy po 3 miesiące. Na ostatnie 6 miesięcy stażu wyspecjalizowaliśmy na jednym z 3 stanowisk (Crewing, Customer Disruption lub Operations - niestety nie można było wybrać Flight Planningu, choć ten dział najbardziej mi się podobał i naprawdę dobrze sobie tam radziłam). Ja na ostatnie 6 miesięcy wybrałam Customer Disruption.

    O ile wtedy, gdy spędzaliśmy na każdym stanowisku po 3 miesiące, to różnie z samodzielnością wykonywania zadań bywało (oficjalnie, zawsze z kimś siedzieliśmy, z jakimś Officerem, który był naszym buddym, w praktyce, niektórzy Officerowie albo nas całkowicie we wszystkim wyręczali, albo dawali najprostsze zadania do wykonania, albo wrzucali nas na głęboką wodę i kazali nam wszystko robić), tak ostatnie 6 miesięcy stażu to już było normalne przeszkolenie i przygotowanie nas do pracy tak, jakby kolejnego Officera zatrudniono, zero taryfy ulgowej (i bardzo dobrze).

    Założenie było takie, że dzięki "liźnięciu" każdego stanowiska mamy dogłębną wiedzę o tym, jak OCC działa (co nie jest takie oczywiste - np. Customer Disruption jest mocno niedoceniane i gardzone przez Ops czy Crewing, a Opsów z kolei kreuje się na nie wiadomo jakich "bogów", bo podejmują ostateczne decyzje o tym, co się stanie... A tak naprawdę, to nie do końca tak jest, bo Ops Officer i tak musi wszystkie decyzje konsultować z Seniorem, a przy większych zakłóceniach, to właśnie Seniorzy oraz Network Duty Manager podejmują kluczowe decyzje), a po ostatnich 6 miesiącach stażu będziemy gotowi do podjęcia pracy już na permanent umowie bez konieczności wyszkolenia nas (bo już będziemy po prostu przygotowani).

    Jak to wyszło w praktyce? Ano tak, że 6 apprentice'ów wybrało po równo różne specjalizacje (dwóch poszło do Crewingu, dwóch do Customer Disruption, oraz 2 do Ops), jeden z apprentice'ów dalej zostaje na stażu, bo nie podszedl do egzaminów w marcu, a nasza piątka kończąca staż trafia do... Crewingu. O ile dwóch z nich już jest w Crewingu przeszkolona, tak ja, czy dwójka apprentice'ów, która się wyspecjalizowała w Opsach, jest mocno niezadowolona, bo nie tak to miało wyglądać. Po prostu potraktowali nas jak "zapchaj dziurę" i wrzucili nas tam, gdzie były wolne wakaty (wolne wakaty były równieź w Opsach, ale woleli miesiąc-dwa wcześniej pozatrudniać nowych pracowników i nie wziąć pod uwagę w "head count" dwóch apprentice'ów, którzy zostali już przecież przeszkoleni i pracowali samodzielnie na tym stanowisku).

    Co do samej pandemii koronawirusa i jej wpływ na nasze zatrudnienie - jak widać, nie zostaliśmy zwolnieni, dostaliśmy nową umowę na stałe w Crewingu i nie ucięli nam pensji - dostaniemy dokładnie tyle samo, ile pozostali pracownicy, nie tną kosztów na nas. Ponieważ w linii aktualnie prawie nic nie lata, będą tylko wybrani pracownicy, którzy bedą nornalnie pracować w OCC, a tak to cała reszta przejdzie na tzw. "furlough leave" i będziemy dostawać 80% pensji zasponsorowanej przez rząd przez co najmniej kwiecień i maj.

    Linki do poprzednich wpisów:

    Crewing/Crew Control
    Customer Disruption
    Operations/Ops
    Flight Planning

    #uk #anglia #lotnictwo #linielotnicze #pracbaza #pracazagranica
    pokaż całość

    •  

      @Ag90 Gratuluję.
      Właśnie się ostatnio zastanawiałem jak tam Twój apprenticeship po uziemieniu prawie wszystkich samolotów.

    •  

      @Robstar Dziękuję!
      Jak widać, prawie wszyscy zdołali go ukończyć, w końcu terminy egzaminów były ustalone na pół roku przed (choć nie obyło się bez przebojów - ale o tym napiszę w następnym wpisie). Bardziej nas martwiło, czy zechcą nas zatrudnić, bo wszystkim pracownikom, którzy byli na temporary contract, z góry oznajmiono, że umowy z nimi nie przedłużą/nie dadzą nowej, na permanent, ale na szczęście dla nas się wszystko dobrze ułożyło. pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Minął trzeci tydzień mojej pierwszej emigracji zarobkowej. (Poprzednie dwa wpisy na moim profilu)Wczoraj zauważyłem ze przestałem odliczać dni do urlopu świątecznego w Polsce. wcześniej kilka razy dziennie o tym myślałem. Pojawił się nawet dylemat czy nie skrócić urlopu z dwóch tygodni na tydzień. W pracy luz, nadal się dziwie że tu się tak pracuje. Przez cały tydzień wyspawalem tyle co w PL w jeden dzień. Wiem na pewno już ze po wakacjach wrócę do Holandii przezimować. Koledzy w pracy mi tłumacza jak tu sobie ogarnąć prace, mieszkanie spółdzielcze itp. W sklepie, a chodzę głównie do lidla, przestało boleć to ile wydaje (nadal kupuje skromnie i staram się wypatrywać okazje) po prostu nie przeliczam ze tyle euro to tyle a tyle PLN. Czekam na lepsza pogodę i chce zwiedzić najbliższa okolice myśle tez żeby nauczyc się ich jezyka. Aaa i moja piękna ciapata z biura się na mnie patrzy i ja się na nią patrzę ale chuj wie o co chodzi. Może się gapi bo ja się gapie. Piękna jest aż Kupiłem turecki chleb i to chyba tyle. #emigracja #emigrujzwykopem #holandia #pracbaza #pracazagranica #pracaspawaczamnieprzeistacza pokaż całość

  •  

    #koronawirus #uk #wielkabrytania #pracazagranica
    Tymczasem u mnie w pracy temat jest brany na poważnie

    źródło: embed.jpg

  •  

    Jednak grupki "Praca za granicą" to jakieś złoto, co 2-3 post podobne komentarze

    #heheszki #pracbaza #emigracja #pracazagranica #niemcy #patologiazewsi #patologiazmiasta

    źródło: fejs.png

    •  

      @drakan8: Tam często przesiadują ludzie prości, bez wykształcenia i jakiegokolwiek wychowania także takie posty to standard. Sam aktualnie szukam jakiejś pracy w niemczech przez pośrednika jestem zapisany na dwóch grupach facebookowych i już wiem, że będzie ciężko :(

  •  

    1998 plusów, no to mnie zaskoczyliście! W związku z tym zakładam tag o nazwie #afterbrexit , gdzie będę porównywać ceny różnych produktów/usług na przestrzeni nadchodzących miesięcy.

    pokaż spoiler Zaznaczam, że Ci co się spodziewają wszystkiego co najgorsze lub dynamicznej zmiany cen mogą się mocno rozczarować, tag ten należy obserwować z dużym naciskiem na cierpliwość, bo prawdziwe zmiany zaczną się dopiero od stycznia przyszłego roku czyli w momencie końca okresu przejściowego.


    Tym bardziej uważam, że teraz jest dobry moment by zacząć statystykę, gdzie ceny bazowe będą pokazywać jak sytuacja wyglądała, gdy #uk było w pełnym porozumieniu handlowym z #ue .

    pokaż spoiler Planowałem aktualizować statystykę co miesiąc, jednak im dłużej o tym myślę tym bardziej wydaje mi się, że jest to trochę bez sensu, ceny tak szybko się nie zmienią póki co więc postaram się aktualizować dane co 2-3 miesiące. Na pewno w kwietniu postaram się o aktualizację, gdyż wtedy w UK zaczyna się nowy rok finansowy, więc mogą być jakieś ciekawe zmiany.


    Swoje obserwacje będę umieszczać na dysku google, a link w pełni wam udostępnię do przeglądania. Wszystko będzie wyszczególnione w arkuszu Excela (niektóre pozycje z komentarzami), a jako załącznik na dysku będzie można znaleźć zdjęcia paragonów i produktów z półki sklepowej (w przypadku gdy ich nie kupię w danym momencie). Każda zmiana będzie uwidoczniona zmienionym tłem komórki (czerwony - pogorszenie się ceny; zielony - odwrotnie). Postaram się zachować obiektywność (mimo oczywiście posiadania własnych opinii nt brexitu) i po prostu czarno na białym podawać Wam dane liczbowe.

    W treściach postów postaram się umieścic tl;dr tego, co się zmieniło. Pierwsze zmiany już dla Was mam poniżej, choć za jedną z nich musicie jedynie wierzyć mi na słowo, gdyż żeby to udowodnić musiałbym zrobić zdjęcie w 2016 roku, a wtedy o tej statystyce nie pomyślałem (choć kilka zdjęć zrobiłem, ale o tym niżej).

    Jeśli macie jakieś sugestie jak ten tag mogę uatrakcyjnić, czy powinienem dodać jakieś nowe produkty/usługi w arkuszu by Was dodatkowo zainteresowały śmiało uderzajcie, jest to pierwsza rozpiska więc wciąż mogę ją uatrakcyjnić. Jak tylko przyjmiemy produkty bazowe to później raczej już nic dodawać nie będę.

    pokaż spoiler Mam również nadzieję, że to ostatni raz, jak post wychodzi taki długi, z góry przepraszam za długość tekstu! ( ͡° ʖ̯ ͡°)


    Zmiany w cenach na przestrzeni ostatniego czasu:

    a) Minimalna krajowa rośnie od kwietnia 2020 roku z 8.21 GBP do 8.72 GBP brutto za godzinę.
    b) Road tax (czyli haracz od posiadania auta) dla mnie rośnie w tym roku z 17.06 GBP do 17.50 GBP miesięcznie.
    c) Benzyna na mojej stacji paliwowej aktualnie kosztuje 1.26 GBP za litr. Umieściłem link z porównywarką ceny paliwa na przestrzeni lat w arkuszu dla ciekawskich, ale pamiętam jak wyemigrowałem tuż przed referendum cena benzyny wynosiła mniej niż 1.10 GBP za litr.
    d) Diesel jak wyżej, aktualnie 1.30 GBP za litr, przed referendum ok 1.08 GBP za litr.
    e) Jak wyemigrowałem zrobiłem kilka zdjęć losowych produktów ze sklepu w trakcie zakupów. Zdjęcia dzisiaj i sprzed blisko 4 lat wrzuciłem na dysk - wówczas 10pak Snickersów kosztował ** 2 GBP**, aktualnie tyle samo zapłacisz już za 9pak. Reszty produktów nie porównywałem, gdyż zazwyczaj ich nie kupuję.
    f) Wrzuciłem ciekawostkę o cenie papryki w arkuszu, jednak nie mam żadnego fizycznego dowodu na to, więc pozostawiam ten wzrost jako ciekawostkę.
    g) W marcu otrzymam list z nowymi stawkami Council tax (haracz od mieszkania) na nowy rok, ale spodziewam się wzrostu, jak każdego roku.
    h) Kwota wolna od podatku prawdopodobnie pozostanie na tym samym poziomie, nie będzie korekty pierwszy raz od 2010 roku. Źródło w linku w arkuszu.
    i) Jedna rzecz która mnie rozbawiła - pan premier non stop wspomina jak rybactwo lokalne będzie kwitnąć po brexicie. Ciekawe, że dorsze sprzedawane w Sainsbury's pochodzą... z Norwegii/Islandii ( ͡° ͜ʖ ͡°) Zdjęcie na dysku google.

    Mam nadzieję, że wytrwaliście do końca, obiecuję że kolejny post nie będzie już tak mocno rozciągnięty ( ͡° ͜ʖ ͡°) uwagi mile widziane!

    #uk #brexit #afterbrexit #emigracja #statystyka #ekonomia #oszczedzanie #anglia #walia #szkocja #pracazagranica
    pokaż całość

    źródło: arkusz1.PNG

  •  

    U nas w #uk minęła właśnie 23:00, więc oficjalnie Wielka Brytania już poza UE. Wiem, że przez najbliższy około rok wszystko powinno pozostać tak, jak jest ale być może kogoś interesuje miesięczny raport cenowy jakiś typowych spożywczych produktów, paliwa, podatków czy usług? Jak uzbieram jakąś większą ilość plusów to założę tag i zawołam plusujących ten wpis do pierwszego postu.

    Być może w najbliższy rok podpiszą jakieś "tremendous deals" i jak Borys mówił być może wyrwą się spod szponów Brukseli i "uwolnią olbrzymi potencjał"? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #pytanie #emigracja #ekonomia #anglia #szkocja #walia #pracazagranica #brexit
    pokaż całość

  •  

    Hej Mirki!

    Pewnie paru z was pamieta ankiete o prace.

    Leszpsze 3200 czy 2600 bruttoXd

    No to dzisiaj dalem wypowiedzenie. Wszystkich Ciekawych reakcji szefa zapraszam do komentowania. Inba byla mocna. Troche Sam zjebalem
    @kieca1993

    #pracbaza #praca #pracazagranica

    •  

      Siedze na wypowiedzeniu, to troche na wyjebce:D

      A wiec...

      W 2019(kwiecien) roku szukalem pracy, znalazlem nawet dosc ciekawa(ale bez mozliwosci rozwoju) wtedy przyhandlowalem, ze niby przyjde za rok(w 2020) ale nic nie bylo pewne... Myslalem, ze znalezli pracownika itd.

      W grudniu 2019 roku wyslalem pracodawcy zyczenia i tak z glupka zapytalem, czy temat pracy dalej jest aktualny, w odpowiedzi dostalem zyczenia i potwierdzenie, ze na mnie czekaja. Maja duzo pracy i beda szczeliwi gdy zaczne prace najlepiej w styczniu.

      Dlugo sie nad tym zastanawialem i swierdzilem, ze styczen mi nie pasuje. Przyjde do pracy 01.03.2020(caly czas mialem nadzieje, ze znadje cos bardziej atrakcyjnego) - w sumie juz znalalem(branza IT) ale jeszcze nie dostalem odpowiedzi.

      Po moim potwierdzeniu, ze 01.03.2020 bede w pracy, wymienilismy kilka grzecznosciowych maili i temat umarl...
      Myslalem, ze kogos znalezli... az tu nagle 24.01.20 dostaje umowe na maila. Szybkie przemyslenia co i jak, dokonalismy malych poprawek na umowie.
      28.01.2020 chcialem podeslac umowe koledze ktory lepiej 'zna' niemiecki, aby sie upewnic ze nie ma tam zadnych kruczkow. Teraz sie zaczyna imba. Zamiast do kolegi, wyslalem maila do mojego(zwolnionego miesiac wczesniej) przelozonego - do tego maila dostep ma moja nowa kolezanka w pracy(chodzi o ewentuale przekierowanie nowych wiadomosci)
      Zadzwonilem do kolezanki, podalem jej adresata, tytul oraz godzine wyslania wiadomosci i poprosilem aby ta wiadomosc usunela. Gdyz wyslalem ja przez pomylke na zly adres.
      Niestety, moja nowa kolezanka(od 6 miesiecy w firmie) mocno walczy o stolek, a wiec zamiast usunac maila, przeslala go dalej do mojej nowej przelozonej.

      No i zaczela sie imba...
      W piatek o 11 chcialem pogadac z 'Kierowniczka'(od 4 miesiecy) i 'kierownikiem'(od 1 miesiaca) - Ale juz o 9 rano naskoczyl na mnie nowy szef, z pytaniami jak dlugo mam zamiar jeszcze ciagnac ten teatrzyk, dlaczego nie powiedzialem wczesniej tylko czekam na ostatnia chwile, co ja sobie wyobrazam itd...
      Zareagowalem malo profesjolanie ale jestem z firma mocno emocjonalnie zwiazany(bylem 7 pracownikiem, prawie zawsze bylem gdy tylko bylem potrzebny itd.) Odbylem z nim pogadanke z ktorej nic nie wyniklo. Wyslal mnie do szefowej - z nia odbylem pogadanke i dala mi czas do poniedzialku na podjecie decyzji. Bylem tez u wlasciciela Firmy(ten ktory mnie zatrudnil 4 lata temu)

      Moje tematy:
      - Od 4 Lat gonie prawie codziennie, bo kazdego dnia ktos zmienil zadnie i my(magazyn) musimy to zrealizowac
      - rezygnacja z pracy w weekendy(co sezon slysze, ze to ostatni rok ale co rok musimy pracowac w sezonie inaczej nie zrealizujemy zlecen)
      - wiecej czasu chcialbym spedzac w domu( nie moge pracowac od 6:00 do 22) nie chce tez byc pod telefonem caly dzien, bo to dla mnie duzy stres.
      - Chcialbym wiedziec dokad zmierza firma - co kilka miesiecy wraca temat Outsourcingu i nigdy nie wiem czy to nie moj ostatni miesiac
      - jakies kursy, w tym kursy menagerskie, bo pilnuje 10 chlopa i powoli mnie to przerasta(nie radze sobie z tym, duzo pracownikow to prywatnie tez moi koledzy, a to tez w tym nie pomaga)
      - cel, dla mnie jako pracownika

      -------------------------------------------
      Sumarum... nikt nie zrobil nic aby mnie zatrzymac, dodatkowo na ostatniej rozmowie moj nowy kierownik(od 1 miesiaca w fimie) mowi, ze on juz nie ma do mnie zaufania i nie widzi juz naszej dalszej wspolpracy.
      Po takiej rozmowie stwierdzilem, ze jak on tego nie widzi, chociaz romawialem szczerze, to niech podpisza moje zwolnienie i dokladnie 1 marca sie rozchodzimy.

      No i tu powstal problem... bo 1 marca to szczyt sezonu i firma bardzo liczyla, ze po naszej rozmowie(z brakiem zaufania kierownika) zostane w pracy do konca Kwietnia i pomoge im w tym ostatnim dla mnie sezonie XD
      Jednoczesnie tracac umowe w drugiej firmie i koncem kwietnia zostajac na ulicy....

      Ale oni sa pojebani w tej firmie
      Szef(przez 4 lata staralem sie wszystkiego dopilnowac i ogarnac) - przyrost firmy okolo 100% rok do roku wiec latwo mi nie bylo
      Kierownik(1 miesiac w firmie) i gosc, nie ma do mnie zaufania? On nawet nie wie ile tematow ciagle sie gdzies pojawia
      kierowniczka(ta akurat zawsze klamie) XD
      Kolezanka(zatrudniona 6 miesiecy wczesniej aby mi pomoc ogarnac ten pierdolnik) - tak myslalem, ze podwala mnie do kierowniczki ale nie mialem na to dwardego dowodu:)

      No i na koncu ja... Serio mialbym zostac w tej firmie, gdzie wszyscy patrza mi na rece?
      pokaż całość

      +: biando, rabarbarowyLis
    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Hejka! Czy ktoś z Mirków pracuje może w Niemczech i może polecić jakiegoś pracodawcę/agencję dla pary bez znajomości języka? ;)
    #pracazagranica #praca #niemcy #emigracja

  •  

    CO UWIELBIAM, A CZEGO NIENAWIDZĘ W WIETNAMIE

    - polecam obserwować mnie na Insta gdzie dodaje więcej zdjęć, ciekawostek i moich aktualnych poczynań: @pienionszki
    - swoje wpisy publikuję pod tagiem #wietnamwpjoterze
    - jeśli ktoś chce żeby go dodatkowo wołać do kolejnego wpisu, może się zapisać na listę:
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

    Przechodząc do rzeczy:

    CO UWIELBIAM?

    1. Jedzenie
    Początkowo po przyjeździe do Wietnamu nie zachwyciłem się miejscową kuchnią. Teraz już wiem, że jest niczym Jezusek chodzący stópkami po kubkach smakowych. Wystarczyło ogarnąć co i gdzie zamawiać. Jest na tyle tanio i dobrze, że nawet nie przechodzi mi przez myśl gotowanie.

    2. Pogoda
    To był główny powód dlaczego wyjechałem z Polski – uciekałem przed zimą. W Sajgonie jest ciepło cały rok. W porze deszczowej są krótkie ulewy, ale niezbyt mi to przeszkadza. Pogoda mi tutaj mega pasuje. Dużo łatwiej się przyzwyczaić do ciągłego gorąca niż każdego dnia do innej pogody, a tym bardziej zimy.

    3. Ekspaci
    Ludzi się tutaj poznaje niczym dzieci w piaskownicy. Większość ekspatów jest do siebie bardzo przyjaźnie nastawiona i chętna na nawiązywanie znajomości. Zawsze jak widzę białego, to czuję jakbym widział daleką rodzinę. Jest trochę jak na małej przyjaznej wsi.
    Wszyscy tu zmagamy się z tymi samymi problemami i podobnie postrzegamy Wietnam.

    4. "Atmosfera życia"
    W takim otoczeniu zaczynasz mieć dużo więcej rzeczy w dupie niż w ułożonej Europie. Idziesz przez środek ulicy, walisz browara obok komendy policji czy jesz na chodniku. Takie rzeczy to codzienność. Tutaj też wliczam przywileje z posiadania "white card" XD Generalnie to nawet, gdyby policja chciała mnie jadącego na skuterze ściągnąć na bok, to bym po prostu pojechał dalej i udał, że nie widzę.

    5. Koszty życia / zarobki
    Pracując jako nauczyciel angielskiego zarabiasz świetne pieniądze nawet na warunki europejskie, a koszty życia są znacznie niższe. Pracuje się mało, żyje się na dobrym poziomie, nie trzeba gotować, sprzątać itd. a pieniądze i tak się odłoży.

    6. Spokój Wietnamczyków
    Tutaj NIKT nie wykazuje agresji. Ludzie w siebie wjeżdżają skuterami, robią wypadki i absolutnie NIKT na siebie nawet nie podniesie głosu, zero porywczości.

    CZEGO NIENAWIDZĘ?

    1. Ludzie i „codzienne sprawunki”
    Po pierwsze, nie da się żyć jak dorosły w świecie pełnym dzieci. Wietnamczycy są bardzo nieogarnięci,a swoją niedojrzałość emocjonalną przekazują na swoje dzieci. Małe dzieci są rozwydrzone, bo nie uczy się ich zasad, bo są „za młode, żeby zrozumieć”, a 20-latkowie mają godziny policyjne. Na każdym kroku chcą ci podbić cenę, są dziecinni, leniwi, przestraszeni i nieogarnięci. Nikt nie zachęca do nauki lokalnego języka, nawet nie odpowiadają na „dziękuję”. W Tajlandii jak tylko powiedziałem „dziękuję” po tajsku, to kierowca Graba „wow, mówisz po tajsku” XD.
    Ja nazywam tutaj kontakty z Wietnamczykami, że jest dobrze dopóki jest dobrze. Dopóki zakupy robisz w supermarketach, na aplikacje do żarcia/taksi masz nieaktywny numer, nie musisz nic załatwić w banku czy gdziekolwiek indziej – jest dobrze, bo żyjesz swoim życiem w zasadzie bez kontaktu z nimi. Cokolwiek trzeba załatwić to problem.

    2. Kontakty z Wietnamkami
    To akurat moja mocno subiektywna opinia. Wielu osobom, a szczególnie stereotypowemu Wykopkowi, zdecydowanie przypadłyby do gustu jako materiał na żony. To temat na oddzielny wpis, ale po krótce mowiąc są raczej spokojne, nieśmiałe, wycofane i trochę leniwe (ale są wychowywane do dbania o faceta i w tych kwestiach są bardzo troskliwe). Ciężko znaleźć kobietę z kategorii „work hard, play hard”. Tendencją jest, że często osoby, które odnoszą sukces z kobietami na zachodzie, tutaj możliwe, że będą miały znacznie trudniejszą sytuację. Przystojne Chady zwykle podzielają moje zdanie i też nie są w tych kategoriach zbytnio zadowoleni z życia tu. Ja od przyjazdu poznałem zaledwie 2 dziewczyny, które jakkolwiek lubiłem.
    Istotną kwestią jest to, że wielu Wietnamczyków nie akceptuje społecznie relacji białego z Wietnamką, bo według nich Wietnamki powinny interesować się Wietnamczykami i często na ulicy takie kobiety są obrażane.
    Kwestie społeczne i znajomość angielskiego znacznie zawężają możliwość poznania „wymarzonej” Wietnamki.

    3. Życie nocne
    Ok, ludzie do imprez i zabawy są świetni – zawsze jest z kim się zabawić, praktycznie każdego wieczora można wracać najebanym XD ale jeśli ktoś lubi imprezy, to tu je przestanie lubić. W Polsce chodziłem 50% dla muzyki, żeby sobie potańczyć i 50% dla dziewczyn. Tutaj wybór muzyki to porażka, a podryw Wietnamki w klubie to jak Yeti.

    To są w zasadzie powody dlaczego wyjeżdżam z Wietnamu. Możliwość pracy (dobrze płatnej) to praktycznie jedynie nauka angielskiego, a sprawia mi to stres i brak perspektyw rozwoju. Druga kwestia to to, że lokalna społeczność nigdy nie zaakceptuje mnie jako swojego. „Dorosłe” życie jest tu bardzo trudne. Brakuje mi też codziennego prostego kontaktu z ludźmi. A trzecia i chyba najważniejsza aktualnie kwestia to to, że mi się tu po prostu nudzi XD Zrobiłem się leniwa klucha bez życia i zanika moja chadowość przez zasady społeczne, które tu obowiązują.

    Generalnie to jestem bardzo zadowolony ze swojej przygody i każdemu polecam, bo sporo można się nauczyć. Nawet myślę, że znacznie większej ilości osób by się tu spodobało, niż nie spodobało. O Tajlandii już nawet nie wspominam, bo tam bym mógł iść nawet do pracy na pełny etat, ale niestety nie tak łatwo ją dostać. Gdyby nie to, że w Polsce mam na siebie plan oraz bardzo dobre warunki na start, to zdecydowanie mocniej próbowałbym załapać się gdziekolwiek w Bangkoku lub na Filipinach.
    Największym paradoksem mojego życia jest to, że uciekałem głównie przed zimą, a wrócę w sam środek mrozu XDDD

    #podroze #podrozujzwykopem #wietnam #azja #pracazagranica #emigracja #emigrujzwykopem #pracbaza #praca #angielski
    pokaż całość

    źródło: hehe smieszne.jpg

  •  

    #holandia #pracazagranica #heheszki #humorobrazkowy #takaprawda
    Tak to właśnie wygląda

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: polacyzagranico.png

    +: M0nn, D.......t +409 innych
  •  

    Czas iść odpocząć. Pierwsza samodzielna zmiana, a tu z grubej rury oczywiście - strajk kontrolerów lotniczych we Francji, więc non stop opóźnienia spowodowane późnymi slotami oraz dłuższymi trasami lotów, by ominąć Francję.

    Ale udało się, o to jestem, przeżyłam te 12h i dałam radę ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ Zarówno senior jak i manager pochwalili mnie, że sobie dałam radę!

    A gdy wrócę do pracy, czeka mnie kolejny strajk, tym razem we Włoszech XD Bo nie może być zbyt lekko!

    #lotnictwo #pracbaza #praca #pracazagranica #zagranico #uk #anglia
    pokaż całość

  •  

    KOSZTY ŻYCIA W SAJGONIE (WIETNAM)

    - polecam obserwować mnie na Insta gdzie dodaje więcej zdjęć, ciekawostek i moich aktualnych poczynań: @pienionszki
    - swoje wpisy publikuję pod tagiem #wietnamwpjoterze
    - jeśli ktoś chce żeby go dodatkowo wołać do kolejnego wpisu, może się zapisać na listę:
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

    Ile kosztuje życie w Sajgonie? Dziś zrobiłem podsumowanie swoich kosztów. Wszystko jest podane w wietnamskich Dongach w ujęciu miesięcznym (+ kilka cen w USD).
    Przelicznik:
    1 USD = 23 000 dongów
    100 000 dongów = 4,5 USD

    KOSZTY STAŁE

    Mieszkanie = 8 000 000 + 1 000 000 (mniej więcej tyle za elektryczność)
    Moje mieszkanie to taka średnia cenowa. Mam kawalerkę w dobrej dzielnicy dość blisko centrum, wszystko bardzo nowe i ładne, sprzątane 2x w tygodniu, a kontrakt jedynie na 3 miesiące (jest taniej jak na dłużej się podpisuje). Najlepiej chyba przyjąć +/- 2 miliony od mojego kosztu. Za 2 miliony mniej dostaniecie coś w gorszym standardzie albo z jakimiś innymi mniejszymi niedogodnościami jak np. dalej od centrum lub brak sprzątania. Za 2 miliony więcej dostaniecie coś w lepszym standardzie i np. bliżej centrum. Taniej da się też wynająć dobry standard i blisko centrum, ale w mieszkaniu gdzie mieszka kilka osób i każdy ma swoją sypialnię z łazienką. Za elektryczność płaci się oddzielnie i kosztuje ona od 3500 do 5000 za kWh.

    Transport = 2 300 000
    Ciężkie do obliczenia, bo przez cały dotychczasowy pobyt korzystam z moto-taxi, a nie z własnego skutera. Zmienna zależna od tego ile jeżdzę i do jakiej szkoły muszę akurat dojechać. Te 2,3 mln to moim zdaniem dość „bezpieczna” szacunkowo liczba.

    Wynajem skutera to koszt około 1 miliona miesięcznie + jakieś grosze za paliwo.

    Jedzenie = 130 000 x 31 = 4 030 000
    Nie gotuję wcale, wszystko jest kupowane. Jednego dnia zjem więcej, a drugiego mniej, jednego taniej, a drugiego drożej, ale myślę, że średnio tyle wyjdzie.

    Na jedzeniu można oszczędzić gotując samemu, ale nie wiem czy warto. Po pierwsze, ciężko będzie ugotować tak dobrze, jak robią to oni. W Polsce gotowałem i umiałem przyrządzić wiele dobrych dań, a tutaj dosłownie raz zrobiłem kurczaka z ryżem i wywaliłem do kosza XD Po drugie, zamawiane/kupowane jedzenie jest bardzo tanie i zaoszczędzony na gotowaniu czas można przeznaczyć na odpoczynek lub pracę (przy przyjętym przeze mnie budżecie na jedzenie i zarobkach, za godzinę pracy mógłbym się żywić 3 dni).

    Ubezpieczenie = 300 000
    Tutaj akurat bym się skłaniał co do ciut wyższych kosztów (ok. 500 000), bo nie mam ubezpieczenia out-patient (bez przyjęcia do szpitala). Wtedy będzie to już bdb ubezpieczenie.

    Telefon = 100 000
    5 GB internetu kosztuje 90 000. Cena w największej sieci o najlepszym zasięgu w całym Wietnamie. W innych jest pewnie ciut taniej.

    Fryzjer = 200 000
    Do fryzjera chodzę średnio co 3-4 tygodnie i płacę 150 000 (+ jedyne miejsce w jakim zostawiam napiwek). Można więc przyjąć, że miesięcznie 200 000. Jeśli dbasz o fryzurę to spokojnie możesz przyjąć taki koszt, bo tyle się mniej więcej płaci w dobrych lokalnych salonach. Są oczywiście miejsca z cenami 300, 500 i więcej tysięcy. Jak tniesz się na Mireczka to koszt nie więcej niż 50 tysięcy.

    Woda pitna = 50 000 x 3 = 150 000
    Wodę w mieszkaniu mam w baniakach 19l z kranikiem. Jeden taki kosztuje 50 tysięcy, a w miesiącu wypijam średnio 3.

    Visa run
    Jeśli nie masz wizy pracowniczej i pracujesz na turystycznej to co 3 miesiące musisz opuścić kraj. W przypadku Sajgonu ludzie zwykle jeżdzą do Kambodży. Tutaj koszty są już różne w zależności jak chce się to zrobić.
    Jechać można autobusem miejskim za 50 000 lub prywatnym VIP za kilka razy więcej (ale wtedy już masz full serwis w obie strony). Osobiście pierwszy raz pojechałem miejskim. W jedną stronę było bardzo luźno i wygodnie, ale w drugą był ultra ścisk. Autobus jedzie ok. 2,5h, a łazienki nie ma, więc przy potrzebie nawadniania się robi się problem XD Za pierwszym razem autobus jeszcze trzeba znaleźć, a przecież od Wietnamczyków się tego nie dowiesz. Myślę, że za drugim razem po prostu wybrałbym bezproblemowy prywatny transport „VIP”, gdzie za kilka $ zaoszczędziłbym mnóstwo czasu i byłoby znacznie wygodniej.

    Wygląda to tak, że wychodzisz z Wietnamu, kupujesz wizę do Kambodży za 30$, wychodzisz z Kambodży i kupujesz wizę do Wietnamu za 25$ (single entry) lub 50$ (multiple entry). Aby dostać wizę wietnamską należy posiadać promesę, która kosztuje 30$. Podobno przy stemplowaniu paszportów należy zostawić 5$ „coffee money”, ale ja nic nie dałem i poszło bardzo szybko.

    KOSZTY ZMIENNE
    Ciężko jest policzyć koszty zmienne. Nie gotuję, ale jakieś napoje czy kawę kupuję. Drobna chemia, imprezy, randki, ubrania, niespodziewane wydatki. Myślę, że średnio należy tu doliczyć 50-150$.

    PODSUMOWUJĄC:
    Mieszkanie = 9 000 000
    Transport = 2 300 000
    Jedzenie = 4 030 000
    Ubezpieczenie = 300 000
    Telefon = 100 000
    Fryzjer = 200 000
    Woda pitna = 150 000

    Suma = 16 380 000 dongów = 712 USD

    Do tego należy doliczyć koszty zmienne oraz visa run. Visa run w najwygodniejszej opcji (autobus VIP) z multiple entry wychodzi ok. 40$ miesięcznie. Koszty zmienne możemy przyjąć 100$, aby było wygodnie.
    W sumie całkiem wygodne życie z zapasem wychodzi miesięcznie 852$.

    Oczywiście da się sporo oszczędzić. Mając lepsze kontakty lub akceptując trochę gorszy standard mieszkania możemy mieć w kieszeni spokojnie 2 miliony więcej. Wynajmując własny skuter oszczędzamy kolejny milion miesięcznie. Visa run na single entry można zrobić autobusem miejskim z kosztem 30$ miesięcznie (przy wizie pracowniczej ten koszt odchodzi całkowicie). Tańsze imprezowanie i kolejne 40-50$.
    Bez większej utraty jakości życia da się jeszcze zaoszczędzić 200$ i miesięczny koszt życia spada do około 652$.

    Co do zarobków jako nauczyciel angielskiego wrzucam swojego payslipa za poprzedni miesiąc (generalnie zarabia się więcej i raczej nie mniej)

    #podroze #podrozujzwykopem #wietnam #azja #pracazagranica #emigracja #emigrujzwykopem
    pokaż całość

    źródło: Screenshot_1.png

    O czym chcielibyście przeczytać w następnym wpisie?

    • 70 głosów (25.45%)
      Ceny różnych produktów w sklepach
    • 148 głosów (53.82%)
      Co kocham i czego nienawidzę w Wietnamie
    • 52 głosy (18.91%)
      Najbardziej popularne dania w Wietnamie + ceny
    • 5 głosów (1.82%)
      Coś innego (napiszę w komentarzu)
    •  

      @muguet: Gdyby rząd Wietnamu wyrzucił nauczycieli pracujących na wizie turystycznej, to wietnamską "klasę średnią" nie stać byłoby na lekcje dla swoich dzieci i tak jak mówi @NieRozumiemIronii poziom angielskiego by znacznie spadł.

      Świetnie widać to w Tajlandii, gdzie zaostrzyli znacznie przyznawanie wiz turystycznych (żeby ludzie nie pracowali nielegalnie) i pracowniczych, przez co mają duże niedobory nauczycieli angielskiego. Teraz próbują to odkręcić, ale ludzie już skierowali się do Wietnamu i Kambodży, gdzie nie ma takich problemów z wizami i płacą nauczycielom mniej więcej tyle samo, a koszty życia dużo niższe.

      Nauczyciel angielskiego w Bangkoku - 35000 THB - 50000 THB
      Pjoter - 1k USD
      pokaż całość

    •  

      @piotrek39: jeśli chodzi o viettel to spróbuj d30 pod bodajże 191, mnie ten kod nabil 2.5gb na 90 dni za 30k

    • więcej komentarzy (59)

  •  

    W nawiązaniu do poprzedniego wpisu, pijcie Mireczki ze mną poranny kielich zacnego kompotu - po 12h obserwacji jak pracuję, trenerka uznała, że od następnej zmiany już mogę samodzielnie objąć stanowisko! (。◕‿‿◕。)

    A pracuję w dziale operacyjnym linii lotniczych ^^ Kto ciekawy, zapraszam do lektury:

    Crewing/Crew Control
    Customer Disruptions - w tym właśnie się wyspecjalizowałam
    Operations/Ops
    Flight Planning


    #pracbaza #praca #pracazagranica #uk #anglia #zagranico #lotnictwo
    pokaż całość

  •  

    Czytam sobie wszystkie procedurki w #pracbaza, ponieważ na jutrzejszej nocce mam tzw. sign off - trener (a właściwie trenerka) będzie siedzieć ze mną przez cały shift i będzie mnie tylko obserwować i oceniać, jak sobie daję radę. Jak wszystko pójdzie ok, to od następnej zmiany będę już samodzielnym Customer Disruptions Officerem (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■) (chociaż dalej tak naprawdę będę stażystką xD)

    Także trzymajcie za mnie kciuki proszę i pozdro z #nocnazmiana ! (⌒(oo)⌒)

    #pracazagranica #uk #anglia #praca #lotnictwo
    pokaż całość

  •  

    #emigracja #niemcy #pracazagranica #praca

    Zanim ktokolwiek zdecyduje się na pracę za granicą, niech dowie się dokładnie, co ma robić. Ja po jednym dniu spędzonym w Niemczech wracam. Przez telefon z niemiecką agencja pośrednictwa pracy uzgadnialem stanowisko jako operator maszyn odlewniczych, maszyny pracujące w cyklu automatycznym. Po przyjeździe okazało się, że to nie odlewnia a topialnia, przetom złomu na gąski aluminiowe i pręty miedziane. Kurewsko ciężka praca po 12 godzin na akord,, gorąco, zadymienie , dwie hale gdzie nie ma do nich drzwi, przeciąg, ty spocony.

    Dzwonię do biura i mówię, że miała być gießerei. No przecież jest gießerei, dla nich gießerei to gießerei, a że to jakaś topialnia zjebana to nikt nie powiedział.

    Na hali sami Rosjanie, każdy powyżej 50 lat. Bardzo mili dla mnie, tłumaczyli, ale zapierdol taki, że po jednym dniu nie czuje rąk ani nóg, a na jednej ręce mam 4 odciski. Na koniec zmiany koledzy Rosjanie mówią mi, żebym spoerdalal stąd jak najszybciej. Żaden Niemiec nie chce tutaj pracować, żaden Turek nie chce tutaj pracować. Później niemiecki właściciel narzekał, że jak oni odejdą, to jest koniec, bo on nikogo nie może znaleźć do pracy. Pełna kultura, mile rozstanie po jednym dniu. Nie ja pierwszy po jednym dniu uciekam.

    Trochę ja zjebalem, trochę mnie niemiecki pośrednik oszukał. Podejrzewam, że wiedziali co tam jest za praca i do końca prawdy nie mówili.

    Dzwoniłem do pl, anuluja mi bezpłatny urlop i wrócę do pracy.

    Co szczerze myślicie o tej akcji, porażka??

    Bo mi jest wstyd, wracam z niczym.
    pokaż całość

  •  

    REMEDIUM DLA #przegryw [ NIE PRZEGAP ]

    UWAGA!
    Wpis tzw. h u m o r y s t y c z n y, aczkolwiek zawarte w nim informacje o Wietnamkach są, generalizując, prawdziwe.

    _________________________________________________________________

    Masz już dość roszczeniowych #p0lka? Obawiasz się osiągnięcia poziomu 30-letniego PrawiczkoMaga? A może już go przebiłeś? Znudziło Ci się życie w szarej Bolzce? To może być koniec Twoich kłopotów!
    Wyjedź do Wietnamu – sprawdź T E R A Z !

    • Masz 170 cm wzrostu? Nie szkodzi! Wietnamki są niskie i bardzo drobne, więc nikt tu nie wymaga 180 cm Chadów

    • Nie masz zarostu na twarzy? I bardzo dobrze! Wietnamki nie potrzebują tych śmiesznych pyćków na Twoich polikach. Tutaj ceniona jest twarz „cute”

    • Denerwują Cię Człowieki-Pędzle? Święta racja! Najwygodniejsza jest fryzura na jeżyka i tutaj każda kobieta to rozumie

    • Silna linia szczęki? Zbędna

    • Stylowy ubiór? Zbędny

    • Jasna skóra, jasne oczy? Nawet tylko z jednym z tych dwóch kosisz konkurencję

    • p0lki nie odpisują na miłe „hej, co tam?”? Fakt, w dupach im się poprzewracało. Tutaj kobiety TYLKO na taką wiadomość Ci odpiszą. Zapomnij o potrzebie pajacowania i wymyślania „ciekawych i interesujących” tekstów na zainteresowanie kolejnej księżniczki. Za „hej cipcia” najlżejszą karą jest deportacja

    • Na Tinderze prowadzisz rozmowę w sposób kulturalny, spokojny, schematyczny (tzw. ustatkowany) i lubisz wypytać swoją potencjalną partnerkę jedynie o kilka podstawowych faktów, a następnie umowić się na kawę o 16 (nie, nie na patusiarskie piwsko czy wódę dla degeneratów)? Świetnie! Takim zachowaniem zainteresujesz tutaj prawdziwą kobietę

    • Imprezy i używki? Takie rzeczy kręcą tylko zepsute feministki z zachodu. Większość Wietnamek nie pije wcale, a na pewno nie nadużywa alkoholu. Mocniejsze używki to temat tabu

    • p0lka po raz kolejny leży leniwa na kanapie, ogląda Big Brothera i nie chce zaopiekować się swoim mężczyzną? Zapomnij o nich. Wietnamki są ULTRA troskliwe i zawsze będziesz czuł się jak Pan Domu

    • Jesteś raczej nieśmiałą osobą? Nie szkodzi. Tutaj kobiety wiedzą, że „dynamiczniak” nie jest odpowiednim materiałem na mężczyznę dla nich

    • Masz dobrą pracę, np. programisty, a cały wolny czas poświęcasz na dogłębny samorozwój zamiast np. szlajanie się po świecie i „begpackerowanie”? Idealnie! Wietnamki to bardzo docenią, bo takim zachowaniem pokazujesz swoją odpowiedzialność. Nikogo tu nie interesują życiowe przygody kolejnego „white trash”

    • A może nie pracujesz zdalnie? Nie szkodzi! Bez doświadczenia ani umiejętności możesz uczyć angielskiego, a praca 13h w tygodniu pozwoli Ci na wygodne życie w kawalerce europejskiego standardu. Gotować ani sprzątać też nie musisz!

    • p0lka po 30tce zamienia się w grubą Grażynę? 30-letniej Wietnamce nadal sprawdzaliby dowód w Lidlu w Polsce

    • Pusty portfel po randkach w Polsce? W Wietnamie, w porównaniu z Polską, wszystko jest bardzo tanie, więc żadne wyjście nie nadszarpnie Twojego budżetu!

    • Dziecko z Wietnamką to gwarancja przekazania najlepszych możliwych genów obu ras. Twój syn lub córka nigdy nie będą mieć problemów z powodzeniem u płci przeciwnej (a nawet tej samej!)

    Na co czekasz? Wyjedź do Wietnamu już TERAZ!
    W przypadku dalszych pytań oraz ceny pośrednictwa proszę kontaktować się ze mną poprzez wiadomość prywatną.

    ________________________________________________

    - moje aktualne poczynania możecie śledzić na Insta gdzie dodaje rożne shitstory i ciekawostki: @pienionszki
    - swoje wpisy publikuję pod tagiem #wietnamwpjoterze
    - jeśli ktoś chce żeby go dodatkowo wołać do kolejnego wpisu, może się zapisać na listę:
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

    #wietnam #podroze #podrozujzwykopem #azja #pracazagranica #praca #emigracja #wygryw #azjatki #rozowepaski
    pokaż całość

    źródło: tfu p0lka tfu.png

  •  

    LOKALSI I BYCIE BIALYM W WIETNAMIE

    - moje aktualne poczynania mozecie sledzic na Insta gdzie dodaje rozne shitstory i ciekawostki: @pienionszki
    - swoje wpisy publikuje pod tagiem #wietnamwpjoterze
    - jesli ktos chce zeby go dodatkowo wolac do kolejnego wpisu moze zapisac sie na liste:
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

    Dzisiaj troche opowiem o lokalsach w Wietnamie.
    Zaczne od tego, ze w Azji jako bialy faktycznie najczesciej jestes traktowany na innych zasadach - pozytywnych i negatywnych.

    Zaczynajac od pozytywnych:
    1. Czesto jestes traktowany troche "wyzej". Jak np. trafisz do szpitala to obsluza cie zapewne szybciej i lepiej. Podejrzewam, ze gdybym trafil do jakiegos lokalnego szpitala na wiosce, gdzie brakuje lozek dla Wietnamczykow, to dla mnie zawsze by sie znalazlo.

    2. Mozesz wiecej i masz taryfy ulgowe. Ta kwestia akurat ma dwa, a nawet trzy podloza. Pierwsze to moim zdaniem to, ze jestes bialy i masz w niektorych rzeczach wyzsze zaufanie spoleczne (cos jak czarny czesto ma nizsze XD) - kwestia "pozytywnego" rasizmu.
    Druga to to, ze po prostu ktos boi sie/nie wie jak zwrocic ci uwage. Azjaci sa bardzo wycofani i niesmiali, a jak jeszcze na dodatek widza bialego, to po prostu czesto wola machnac reka niz sie stresowac i meczyc, aby wytlumaczyc cos po angielsku, w ktorym zwykle nie mowia. Do tego dochodzi zjawisko "utraty twarzy". Azjaci sa bardzo niebezposredni, bo odmowa lub zwrocenie uwagi moze narazic druga osobe na "utrate twarzy", wiec nie chca po prostu na to kogos narazac.
    Ostatnia kwestia jest podejscie bialych do zycia tu. Turysci czesto maja duzo rzeczy w dupie (np. przez bycie swiadomymi kwestii wyzej wymienionych, ale nie tylko) i robia rzeczy, ktorych by nie zrobili w swoich krajach, bo mysla, ze brak zwrocenia uwagi jest wynikiem normalnosci danego zachowania (a czesto jest to nieprawda), a zapewne w ich ojczystym kraju rowniez nikt by nie zwrocil im uwagi. Za to osoby mieszkajace tu wiedza, ze aby nie osiewiec przed 30 trzeba ignorowac ogrom rzeczy i zachowan lokalsow.

    3. Zwykle jestes atrakcyjniejszy fizycznie - blond wlosy, niebieskie/zielone oczy i biala skora to porzadane cechy wygladu. Azjaci za zadne skarby nie chca, aby ich skora byla opalona, wiec na wszelkie sposoby unikaja slonca. Rekawiczki, parasole, kurtki, okulary, chustki na twarz - cala skora ma byc szczelnie zakryta.

    4. Zdarza sie, ze ktos zaoferuje ci w jakiejs sytuacji pomoc, bo widzi, ze jestes obcokrajowcem, ktory nie zna jezyka. Tak bylo w sytuacji, gdy okradli moja kolezanke i przypadkowy przechodzien zaoferowal swoja pomoc w tlumaczeniu tego, co mowi policjant.

    Za to negatywnych kwestii jest moim zdaniem mniej:

    1. Ceny. Zawsze, ale to juz na zawsze zostaniesz "bialym". Bialym turysta, ktoremu mozna podbic cene. Mozesz mieszkac w danym kraju od wielu lat, ale pojedziesz w jakies miejsce i nawet, gdy bedziesz wiedzial ile dana usluga/rzecz ma kosztowac, to i tak beda ciagneli swoja gre na podbicie ceny. Do tego dochodzi bariera jezykowa, wiec duzo rzeczy jest ciezko wytlumaczyc. Jedynym sposobem na to jest miec lokalsa do pomocy, ale to tez nie zawsze zadziala i bywa meczace, gdy musisz zawsze kogos o cos prosic.

    2. Prywatnosc. Zwykle bedziesz sie wyroznial z tlumu, wiec ludzie beda sie na ciebie patrzec znacznie czesciej niz w Polsce. Niektorym moze przeszkadzac, ze ludzie beda robili ci zdjecia z ukrycia. Mozna to porownac do bycia umiarkowanie popularnym.

    3. Zaufanie. Glownie w odniesieniu do kobiet. Bycie bialym ma swoje pozytywy w kwestii atrakcyjnosci, ale na zawsze rowniez pozostaniesz tym "bialym podrywaczem" z zachodu.

    O Azji czesto pokutuje stwierdzenie, ze ludzie sa super mili i usmiechnieci. Tak samo czesto czytam, ze w tej Polsce to kazdy chodzi smutny i naburmuszony, a jazda autobusem to jak wejscie do ringu, gdzie juz czeka na ciebie staruszka chcaca wygonic cie z miejsca siedzacego. Moim zdaniem nie do konca tak jest.

    Ludzie w Azji beda sie do ciebie usmiechac z kilku powodow:
    1. Chca byc mili - jak wszedzie na swiecie
    2. Chca ci cos sprzedac - czego to oni nie zrobia dla "my frienda", zeby tylko na nim zarobic
    3. Nie wiedza jak zareagowac, bo nie znaja jezyka, wiec aby nie wyjsc na dziwakow (utrata twarzy), to sie po prostu usmiechaja

    Przez inny wyglad zawsze kazdy wie, ze jestes turysta. Na dodatek bialy zwykle kojarzy sie im pozytywnie. Ale czy my sie nie usmiechamy bardziej do turystow, bo chcemy pokazac swoj kraj od jak najlepszej strony i im pomoc, aby mogli powiedziec, ze Polska to fajny kraj? Jedyna roznica jest taka, ze czesto nie wiemy, ze sa to turysci, bo wygladaja tak samo.

    Nie wiem dlaczego ciagle ktos narzeka, ze w Polsce kazdy chodzi naburmuszony. W Polsce jest dokladnie tak samo jak tutaj, a nawet pozytywniej, bo nie sa to usmiechy motywowane wzgledami ekonomicznymi lub rasistowskimi. Jak w Polsce usmiechnalem sie do pani w sklepie, to i ona sie do mnie usmiechnela - tak jak tutaj. Najbardziej mam beke jak ludzie pisza "uuuu, ta Polska to kraj smutnych ludzi, rano w autobusie kazdy siedzi obrazony" - no a do kogo maja szczerzyc morde o 7 rano? XD

    Wracajac do tematu ludzi w Wietnamie. Niestety sa malo rozgarnieci i leniwi. Zamowisz jedzenie przez apke i pomimo, ze masz wpisane jako imie i nazwisko NoVietnamese to i tak do ciebie zadzwonia. Zadzwonia i trzeba troche pogadac po polsku zanim zorientuja sie, ze nie mowisz w ich jezyku. Ale potrafia zadzwonic jeszcze ze 2 razy. GPS to dla nich czesto zbyt wysoka technologia i pojada na drugi koniec dystryktu, bo jezdza po adresach, ktore sa bardzo podobne i mylace. Na czacie w apce tez potrafia napisac cos, czego nawet inni Wietnamczycy nie rozumieja.
    Glownym srodkiem transportu sa tu skutery, ale sa tez tanie i przyzwoicie jezdzace autobusy. Wiekszosc Wietnamczykow jednak nie ma pojecia jak z nich korzystac. Przeciez byloby trzeba kawalek podejsc do przystanku, a generalnie 1 km to dla nich ogromna odleglosc.

    Z marszu sobie nie przypomne wszystkich sytuacji gdzie zlapalibyscie sie za glowe jak mozna byc tak nierozgarnietym, ale czym dluzej ktokolwiek tu mieszka, tym bardziej ich wyzywa. Nie ma tez w tym przypadku znaczenia bariera jezykowa, bo rozmawialem z Polakiem, ktory mieszka tu 10 lat, mowi plynnie po wietnamsku i powiedzial to co ja, ale jeszcze 10x gorzej. Mimo to, z czasem po prostu zaczyna sie ignorowac wiele rzeczy. Jestem tu zaledwie 3,5 miesiaca, a juz denerwuje mnie znacznie mniej kwestii w ich zachowaniu, niz na poczatku. Generalnie jak zobaczycie jak Wietnamczycy o czymkolwiek ze soba rozmawiaja, to bedziecie miec wrazenie, ze sami siebie nie rozumieja, bo o prostej kwestii potrafia gadac kilka minut, a i tak sie nie dogadaja XD

    Oczywiscie to nie jest tak, ze wszyscy Wietnamczycy to idioci. To sa w pewnym stopniu uogolnienia, bo duzo ludzi jest naprawde pomocnych i ogarnietych, a przejazd moto-taxi/dostawa jedzenia w wiekszosci przypadkow przebiega bezproblemowo. Po prostu zdarzaja sie tu sytuacje tak absurdalne, ze rece opadaja, a ktore w Polsce raczej nie mialyby miejsca.

    #wietnam #podroze #podrozujzwykopem #azja #pracazagranica #praca #emigracja
    pokaż całość

  •  

    Państwa z najlepszym bilansem migracji ludności za 50 lat Bilans= imigracja - emigracja w latach 1967-2017

    Pewnie niektórych zdziwi obecność Rosji... a tutaj znalezisko i świetna wizualizacja dla 193 państw od tych z najlepszym bilansem migracji do tych z najgorszym (za lata 1967-2017)

    Obserwuj #infog - ciekawe infografiki, wykresy i mapy (społeczeństwo, gospodarka, technologia, natura)

    #azja #rosja #niemcy #infografika #socjologia #gospodarka #pracazagranica
    pokaż całość

    źródło: migracje.png

    •  

      @cieliczka: Tylko głupich zdziwi obecność Rosji... Z byłych republik postsowieckich, Rosja jest mimo wszystko głównym kierunkiem emigracji. A przy dość niskim poziomie emigracji Rosjan do innych krajów, to mamy taki bilans a nie inny ¯\_(ツ)_/¯

      +: blazek
  •  

    Chociaż jestem zdecydowana, na którą uczelnię w #uk iść od przyszłego roku, to wybieram się także na Dni Otwarte konkurencyjnych uczelni, żeby mieć porównanie - dzisiaj byłam już na trzeciej z kolei, tym razem na Bucks New University.

    W programie była prezentacja uczelni, kampusu, darmowa kawa,herbata i ciastka, w prezencie materialowa torba z logo uczelni z ulotkami (oferta studiów czy program dni otwartych), no i prezentacja danego kierunku studiów (ja oczywiście zainteresowana #lotnictwo , a konkretnie BSc Aviation and Logistics Management - uczelnia ma również w programie studia z "Pilot Training").

    Z odwiedzonych uczelni (a widziałam jeszcze Coventry uni oraz Craven College) Coventry uni pozostaje zdecydowanie nr 1. Bucks New sprawiał wrażenie przyjaznego, ale mało poważnego/zorganizowanego... No cóż, stoisko z darmowym popcornem na wejściu do uczelni - niby spoko, ale człowiek czuł się, jakby wszedł do kina xD Ale były też inne rzeczy, które złożyły się na to wrażenie (np. zmiana sali prezentacji kierunku studiów na ost chwilę - ludzie już usiedli i czekali, ale przegoniono nas do innej, czy też chodząca maskotka renifera - zdj poniżej).

    Przede mną jeszcze Dni Otwarte dwóch uczelni - London Metropolitan University oraz University of Bedfordshire. Zdj sali "lotniczej" wrzucam w komentarzach.

    A tym czasem jutro w mojej #pracbaza #pracazagranica pierwsza z 15 zmian z trenerem - po 15 mam już w 100% samodzielnie objąć stanowisko! ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ

    #studbaza #studiazagranica #emigracja #anglia
    pokaż całość

    źródło: bucks.jpg

  •  

    Zniesienie wiz do USA - łatwiej, ale... nie do końca. Same fakty na ten temat:

    https://www.wykop.pl/link/5172175/zniesienie-wiz-do-usa-latwiej-ale-nie-do-konca-fakty/

    W skrócie co jest potrzebne:

    1. Aby polecieć do USA po dołączeniu Polski do programu ruchu bezwizowego, należy spełnić kilka warunków.
    Uzyskanie autoryzacji podróży w elektronicznym systemie ESTA. Każdy przybywający do Stanów Zjednoczonych drogą morską lub powietrzną powinien przynajmniej na 72 godziny przez planowanym rozpoczęciem podróży złożyć przez internet wniosek w ESTA. W jego trakcie należy wypełnić formularz i dokonać opłaty w wysokości 14 dolarów. Autoryzacja podróży uzyskana przez ESTA jest ważna 2 lata lub do momentu utraty ważności przez paszport, jeśli nastąpi to przed upływem 2 lat.

    2. Posiadanie paszportu biometrycznego. Wszystkie ważne paszporty posiadane przez obywateli RP są paszportami biometrycznymi (wprowadzone zostały w 2006 roku).

    3. Posiadanie biletu powrotnego lub biletu ze wskazaną datą wylotu z USA, który należy okazać urzędnikowi imigracyjnemu.

    Więcej pod linkiem.

    #ameryka #stanyzjednoczone #usa #wakacje #usa #zainteresowania #contentnadzis #gruparatowaniapoziomu #mikroreklama #trump #zagranico #pracazagranica #wizy #wiza #amerykapolnocna #granica #lotnisko #samoloty
    pokaż całość

    źródło: cdn.images.express.co.uk

  •  

    CO TAM U MNIE W WIETNAMIE CZ. I

    - moje aktualne poczynania mozecie sledzic na Insta gdzie dodaje rozne shitstory i ciekawostki: pienionszki
    - swoje wpisy publikuje pod tagiem #wietnamwpjoterze
    - jesli ktos chce zeby go dodatkowo wolac do kolejnego wpisu moze zapisac sie na liste:
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

    Jestem w Wietnamie juz prawie 3 miesiace, wiec opowiem po krotce jak mi sie tu zycko uklada.

    Praca
    Nadal pracuje w przedszkolach i zrezygnowanie ze szkol publicznych to byl swietny wybor. Na kazdy tydzien dostaje inna rozpiske godzin i szkol. Przed zajeciami nic sie nie przygotowuje, a plan lekcji poznaje dopiero, gdy przyjde. Moje nauczanie dzieli sie na 2 rodzaje: "teaching" i "co-teaching".

    Na teaching to ja jestem glownym nauczycielem i prowadze wiekszosc lekcji. Mam oczywiscie asystentke, ale wiekszosc czasu mowie ja, a w zasadzie krzycze. Teaching mam glownie w "swoim" jednym przedszkolu, gdzie ucze w te same dni tygodnia tj. wtorek, czwartek i czasem piatek rano. Mam tam zawsze 2 lub 3 lekcje po 30 min kazda.

    Na co-teaching ja jestem raczej tym od przecwiczenia wymowy z dzieciakami. Wyglada to tak, ze w jednym czasie prowadzone sa 2 takie same lekcje z ta sama grupa wiekowa i polowe z 40-45 minut spedzam w jednej sali, a polowe w drugiej. Co tydzien mam inne przedszkola.

    Z godzinami bywa problematycznie. Pracuje sie od 8-9 do ok. 11, a pozniej od 14-15 do 16-17. Najczesciej jedna taka sesja to 1.5h. Jako tako pewne godziny mam w tym "swoim" przedszkolu, ale tez nie zawsze. Ostatnio dostalem wiadomosc w srode wieczorem, ze w czwartek rano nie mam wcale zajec. Nie znam powodow, ale czasem jest jakas wycieczka, a czasem moze rodzice dzieci nie zaplacili? Nie mam pojecia. Zajecia co-teaching tez zaleza od zapotrzebowania danych szkol. Tak wiec pracuje 9-12h w tygodniu. Z czasem powinno byc wiecej, bo przedszkola dopiero sie otwieraja i nabywaja uczniow. Mniej wiecej sie z tego utrzymuje. Nie chce tez uczyc angielskiego gdzie indziej z kilku powodow. Po pierwsze, mam dostac wiecej godzin. Po drugie, nie wiem gdzie trafie - czy zaplaca oraz jakie materialy do nauki dostarcza (tzn. czy bedzie milo i przyjemnie jak tu, bo mam rozpisane cale zajecia, czy bede musial sam kombinowac).

    Czy praca jest meczaca? Generalnie co-teaching jest mniej meczacy od teachingu, bo robi sie znacznie mniej. Duzo tez zalezy od asystentki, nastawienia dzieci, wlasnego humoru oraz warunkow klimatycznych w klasie. Jak asystentki maja mily vibe to sie uczy znacznie milej. Tak samo 5-latki uczy sie znacznie milej niz mlodsze dzieci, bo sa zwykle bardziej kontaktowe i czujesz, ze nie mowisz jak do sciany. W pracy z dziecmi trzeba sie usmiechac, wiec jak masz dobry humor to wszystko idzie znacznie przyjemniej. Warunki klimatyczne czyli temperatura. W moim glownym przedszkolu jest bardzo przyjemnie, bo sale sa zamkniete, a klima dobrze chlodzi, ale raz bylem w przedszkolu, gdzie sale byly polotwarte, na suficie tylko wiatraki i nie mielismy pozwolenia na wlaczenie klimy.

    Co do asystentek to nie czuje jakiegos pozytywnego nastawienia w moja strone. Jestem dla nich bardzo przyjazny, a dzieciaczki staram sie rozbawic i zainteresowac. Moze mi sie tylko wydaje, ze nie sa pozytywne, a moze sa po prostu zmeczone - nie wiem. Z jednej strony zarabiam od nich ok. 10x wiecej (one ok. 40k/h, ja 400k/h), ale z drugiej tak naprawde w wiekszosci ich angielski jest na poziomie gimnazjum. Ogarniaja prowadzenie lekcji i te "lekcyjne" zwroty, bo robia to znacznie dluzej niz ja, ale gdy sie ich o cos zapytac to masakra. Dzis np. mialem co-teaching i z jedna asystentka byla sama przyjemnosc uczyc, bo swietnie sie uzupelnialismy, a lekcja byla prowadzona w przejrzysty sposob. Z druga za to masakra. Lekcje prowadzi po swojemu, ale powiedziec mi co teraz robimy to juz ciezko (co-teaching drugi w kolejnosci, wiec wchodze w polowie zajec). Na dodatek mowia bardzo cicho i niewyraznie.

    Ale ogolnie to w sumie dosc luzna robota. Pozbijasz piatki z dzieciakami, potanczysz, powtorzysz kilka slow, zwrotow i koniec. Wracasz do domu na drzemke, obiad, kawke, a pozniej znow na 1-1.5h. Raz mi sie godziny pomylily i nie przyszedlem wcale to nic sie nie stalo XD

    Mieszkanie
    Z pradem wychodzi miesiecznie w sumie ok. 380$. Mieszka mi sie swietnie w tym dystrykcie 7, ogarniety landlord, z ktorym zawsze da sie dogadac. 2 razy w tygodniu mam sprzatane (w tym raz zmiana poscieli) przez milutka pania i nic nie zostalo ukradzione. Generalnie z mieszkaniem trafilem naprawde dobrze.

    Nie chce, aby wpisy byly zbyt dlugie, wiec reszte wrazen opisze w kolejnym wpisie. Bedzie juz troche wiecej narzekania na ludzi i mentalnosc.

    #wietnam #podroze #podrozujzwykopem #azja #pracazagranica #praca #emigracja
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: bombelki.jpg

  •  
    p.............n

    +15

    na dysku znalazłem fotki kartki informacyjnej z czasów ja dorabiałem sobie wakacyjnie w Niemczech.
    Niemcy skarżyli się, że Polki śmierdziały XD kurwa jaki tam był wstyd

    #niemcy #polska #p0lka #praca #pracazagranica

    źródło: XD.jpg

  •  

    Właśnie jadę autobusem (20h drogi) do pracy w Ikei w Holandii. Będę tam 6 miesięcy. Dajcie parę plusów, aby się dobrze się zarabiało na obczyźnie :)
    Może za jakiś czas zrobię jeszcze AMA o mojej nudnej pracy ;)
    Ale żeby nie było dalej będę mirkował i zaglądał na nocną :p
    #praca #pracazagranica #holandia i chyba #chwalesie

  •  

    Pierwsza nocka przede mną w mojej #pracbaza, 12h od 18 do 6 - obym dała radę! ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ

    #uk #anglia #pracazagranica

    +: K......t, Kalosz69 +16 innych
  •  

    CIEKAWE USLUGI I PRZYDATNE APLIKACJE W WIETNAMIE

    - moje aktualne poczynania mozecie sledzic na Insta gdzie dodaje rozne shitstory i ciekawostki: pienionszki
    - swoje wpisy publikuje pod tagiem #wietnamwpjoterze
    - jesli ktos chce zeby go dodatkowo wolac do kolejnego wpisu moze zapisac sie na liste:
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

    Dzisiaj napisze troche o aplikacjach must-have na telefon i ciekawych uslugach w Wietnamie.

    1. Google translate + słownik offline

    Tego chyba nie muszę opisywać. Google Translate z pobranym jezykiem wietnamskim to podstawa podstaw. Bardzo przydatna jest opcja tlumaczenia poprzez aparat.

    2. Grab

    Grab to chyba moja ulubiona aplikacja. Jest to azjatycki Uber poszerzony o rozne uslugi. Rynek Azji Poludniowo-Wschodniej zostal sprzedany Grabowi przez Ubera.
    W swojej aplikacji posiada uslugi takie jak: taksowka, moto-taxi, dostawa jedzenia, dostawa/odbior przedmiotow, doladowanie telefonu, oplata rachunkow.
    a) za kazda transakcje dostaje sie punkty, ktore mozna pozniej wymienic na znizki.
    b) konto mozna zarejestrowac na kazdy numer telefonu, a takze podlaczyc karte (Revolut dziala) (ale gotowka tez mozna placic). Dzieki temu, ze masz podlaczona karte kierowcy nie dzwonia by potwierdzic zamowienie i caly proces jest znacznie szybszy
    c) obsluga klienta jest swietna. Mialem 2-3 razy sytuacje, ze dostarczone jedzenie bylo slabe albo kierowca nie dostarczyl go. Szybkie zgloszonko i po 24h juz mialem kupony
    d) czat z kierowca jest automatycznie tlumaczony z angielskiego na wietnamski i na odwrot
    e) kierowcy nie sa cepami, jezdza na nawigacji i nie pytaja sie o droge XD

    Jak to wyglada w praktyce?

    Taksowka/moto-taxi dziala tak samo jak Uber, nie ma w tym nic niezwyklego. Za to dostawa jedzenia jest znacznie lepsza. W Polsce jak zamawiasz Uber Eats to zejdzie minimum 30 min zanim dostaniesz swoje jedzenie. Tutaj aplikacja wyszukuje kierowce najblizej danej restauracji i wszystko odbywa sie naprawde ultra szybko. 10-15 minut i jedzenie jest u ciebie. Koszt dostawy zalezny jest od odleglosci. Do 5 km kosztuje 2,5 zl. Najwiecej ile widzialem to jakies 7,5 zl, ale to bylo z naprawde daleka.
    Generalnie praktycznie zawsze lepiej oplaci sie jesc z dostawa niz na miescie. Jest kilka powodow:
    - od kiedy tu przyjechalem zawsze byly dostepne kupony na darmowa dostawe (kazda dostawe). Jeden niestety juz nie dziala, a drugi ma chyba jakis limit ogolnego wykorzystania w ciagu dnia. 1 pazdziernika dostane wietnamska karte platnicza, wiec moze bedzie wiecej kuponow
    - jesz w klimatyzowanym mieszkanku
    - na znalezienie jedzenia trzeba poswiecic czas lub pieniadze na dojazd
    - latwiej jest wpisac w aplikacji dodatkowe zyczenia po wietnamsku (np. bez cukru) niz tlumaczyc na zywo
    - jesli nie znamy nazw potraw to w aplikacji sa czesto obrazki
    - jesli na stoisku nie ma cen to czesto mozesz dostac zawyzona cene
    - w razie jakichkolwiek problemow dostaniesz wsparcie od Graba

    Raz tez skorzystalem z uslugi dostawy. Potrzebowalem zabrac ladowarke z jednego hotelu i zawiezc do drugiego. Odleglosc ok. 7 km. Akurat byl wtorek i przy platnosci Visa byla znizka, wiec za usluge zaplacilem 30 groszy XD Kierowca pojechal po ladowarke, zabral i zostawil w drugim hotelu. Caly proces byl bardzo szybki. Jest tez opcja pobraniowa.

    Jedynym minusem jest to, ze Grab jest niestety najdrozszy z aplikacji, ktore wymienie dalej. Co prawda na poczatku dostaje sie bardzo duzo kuponow (nie wiem na jakiej zasadzie sa one przyznawane) i wychodzi to cenowo bardzo dobrze, ale ostatnio cos juz sie koncza te dni dobroci.

    2. Be

    To aplikacja tylko do transportu, tak jak Uber. Tak jak i w Grabie do wyboru masz samochod 4 osobowy, samochod 7 osobowy, skuter i wynajem samochodu (kompletnie nie mam pojecia jak to dziala). Do rejestracji trzeba miec wietnamski numer telefonu. Karte platnicza tez mozna podlaczyc tylko wietnamska (ale mozna placic gotowka). Moim zdaniem najlepsza aplikacja do transportu w kategorii cena/jakosc. Kierowcy jezdza na nawigacji i nie pytaja o droge, a przejazdy sa praktycznie zawsze najtansze. Jest tez oczywiscie czat z kierowca, ale juz nie jest tlumaczony jak w Grabie. Apka w calosci po wietnamsku, ale jest intuicyjna. Niestety pomimo, ze jako imie i nazwisko mam wpisane NoVietnamese (lub po wietnamsku "nie mowie po wietnamsku") to i tak czesto zadzwonia, by zapewne potwierdzic zamowienie i spytac dokladnie o adres, ale wystarczy powiedziec "no vietnamese" lub cokolwiek po polsku i sie rozlaczaja i jada po nas. Mozna tez bardzo szybko napisac na czacie "ok" i wtedy czasem nie dzwonia.

    3. GoViet

    Z zadnym syfem tyle nerwow nie mialem co z tym XD Konto mozna zarejestrowac na kazdy numer, apka w wiekszosci po angielsku. Oferuje moto-taxi, dostawe jedzenia i przesylke paczek. Nie mozna podlaczyc zadnej karty, wiec platnosci tylko gotowka.
    Zaczne od moto-taxi: przejazdy w bardzo podobnej cenie co Be, czasem sie zdarzy taniej w zaleznosci od godziny. Jest czat, nietlumaczony. Kierowcy to ultra-cepy, jezdza po adresach i pytaja sie o droge (po wietnamsku) XD Po tygodniu uzywania dostaniecie bana, bo beda was zglaszac, ze kontakt jest utrudniony XD Odbanowanie zajmie kolejny tydzien po trudnym kontakcie, ale juz wiecej bana nie bedzie. Kierowcy praktycznie zawsze dzwonia, wiec dobrze jest np. zalozyc konto na polski numer, a uzywac simki wietnamskiej.

    Dostawa jedzenia tez jest znacznie gorsza niz w Grabie. Dzwonia raz - no vietnamese, pozniej po polsku - rozlaczaja sie i jada do restauracji. W restauracji znow dzwonia XD Ok, maja jedzenie. Wszystkie te etapy zajmuja znacznie dluzej niz w Grabie. No i jada... po adresach. Adresy sa tu bardzo podobne, a oni na aplikacje nie spojrza czesto...
    Obsluga klienta tez masakra. Raz zglosilem, (razem ze zdjeciami) ze zamowienie znacznie roznilo sie od obrazkow. Odpowiedz byla taka, ze poinformowali restauracje, ze tak sie nie robi i tyle XD

    Dlaczego uzywam? No z kilku powodow: czasem nie moge nic zlapac z Be/Grabem, czasem tamte apki maja zawyzone ceny (np. w czasie deszczu), a czasem po prostu jest darmowa dostawa, a moja cebula jest zbyt potezna.

    4. bTaskee

    Apka oferujaca odbior i dostawe door-to-door prania, czyszczenie klimatyzacji, gotowanie i sprzatanie.
    Aplikacja po angielsku, mozna podlaczyc karte, ale takze placic gotowka. Wszystko bardzo ladnie zorganizowane.

    Korzystalem raz z uslugi prania. Cena to 15000 vnd (2,5 zl) za 1 kg, a minimum mozna zaplacic za 3 kg. Dostawa i odbior to dodatkowe 20000 vnd (3,4 zl). Zamowilem, pan przyszedl odebrac pranie po 30 minutach. Na drugi dzien dostalem je wyprane. Mozna tez tego samego dnia za jakas drobna doplata, ale nie spieszylo mi sie. Ale uwaga! Suszone sa w suszarce bebnowej, wiec ubrania moga sie troche skurczyc. Jak nie macie nigdzie w okolicy pralni to polecam.

    5. Now

    Wietnamska aplikacja do wszystkiego - dostawa jedzenia i przedmiotow, rezerwacja stolika w restauracji, uslug (fryzjer, kosmetyczka, masaz), zamowienie prania i sprzatania, a takze dostawa ze wszelkiej masci sklepow (spozywcze, apteki, alkohole, kwiaty itd.)

    Aplikacja po angielsku, mozna podlaczyc karte, a dla lepszych znizek trzeba podlaczyc karte wietnamska. Niestety nie wszystkie uslugi sa opisane po angielsku, wiec nie jest tak latwo. Korzystalem raz z dostawy jedzenia i niestety chyba maja mniej kierowcow, bo bylo wolniej, niz z GoVietem. Ale generalnie polecam.

    6. Zalo

    Wietnamski odpowiednik WhatsAppa. Kazdy tutaj to ma. Przydaje sie do kontaktu z ludzmi. Jest tez opcja wyszukania ludzi w okolicy - tak najlatwiej znalezc prostytutke (nie korzystalem xD).

    Napiszcie w komentarzach o czym jeszcze chcielibyscie poczytac :)

    #wietnam #podroze #podrozujzwykopem #azja #pracazagranica #angielski #praca
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Grab.jpg

  •  

    Czas na wpis o ostatnim dziale, w którym miałam okazję pracować (właściwie przede mną jeszcze 3 zmiany i wtedy zakończę), a mianowicie Flight Planning.

    Zdecydowanie to najlepszy i najciekawszy dział w OCC. Niestety, ponieważ jestem tylko Apprenticem, nie mogłam wybrać tego działu, by w nim pracować przez ostatnie 6 miesięcy apprenticeshipu ( ͡° ʖ̯ ͡°) Miałam do wyboru pozostałe działy - Crewing, Operations oraz Customer Disruptions. Przy czym nic nie stoi na przeszkodzie, by tam zaaplikować po zakończeniu stażu (i taki mam właśnie plan :P ).

    Flight Planning Officer to to samo, co nasz dyspozytor lotniczy w Polsce. W UK, w przeciwieństwie do Polski, nie trzeba, ani nawet nie ma jak, uzyskać najpierw licencji dyspozytora lotniczego, by pracować w tym zawodzie.W moich liniach pracownicy najpierw dostali się do Ops, przepracowali przez jakiś czas (rok- 2 lata), by móc potem aplikować do Flight Planningu, chociaż nie było gwarancji na to, ze się dostanie. Teraz ma się to zmienić i każdy pracownik OCC będzie mógł zaaplikować do Flight Planningu, nie tylko Ci z Ops + będą mogli ludzie z zewnątrz, ale oczywiście z wcześniejszym doświadczeniem w planowaniu lotów. Co do samych licencji jeszcze, niektórzy pracownicy, którzy już naprawdę długo są w tym dziale, byli wysłani do USA na kurs i tam uzyskali licencje dyspozytora lotniczego - niestety, firma pokusiła się na to tylko raz. Jeśli ktokolwiek inny ma licencję, to ją uzyskał na własną rękę za granicą.

    Nie ma co się rozpisywać o samej pracy per se, bo wszystko ładnie opisał @grigoryi w swoim wpisie.
    U mnie w firmie na chwilę obecną wygląda to tak, ze na zmianie absolutne minimum pracujących to senior + 2 FPO - jeden zajmuje się przekalkulowaniem (np. gdy inny samolot ma wykonywać dany rejs), zmianami trasy i/lub wysokości lotów (np. by ominąć restrykcje ATC, które powodują opóźnienia /odrzucenie planu lotu), oraz innymi bieżącymi zmianami dt. bezpośrednio planów lotu - w tym celu używa programu LIDO (Lufthansa Integrated Dispatch Operation - pozdrawiam @Fevx pracującego w Lufthansa Systems! ). Drugi Oficer zaś, jest odpowiedzialny za slot management - aktualizowaniem EOBT (estimated off blocks time ) wszystkich lotów (w tym celu używa jedną z funkcji AIMS z Flightwatch list czy tez aktualizuje na podstawie otrzymanych ACARS (wiadomości wysłanych z kokpitu przez FD crew)), oraz naprawia wszystkie "flight suspensions" - zawieszone loty przez nieprawidłowy/nieaktualny już czas odlotu w planie lotu. Gdy średnia opóźnienia (slot delay) na danej trasie jest zdecydowanie niższa, niż nasz lot ma, prosi on Eurocontrol o otrzymanie lepszego (wcześniejszego) slotu, by zminimalizować opóźnienie.

    Gdy jest jeszcze dwóch innych pracowników (a nie zawsze są, najczęściej jest jeszcze tylko jeden), to mają za zadanie głównie odciążyć dwóch pozostałych. Ich obowiązki to sprawdzanie defektów samolotów - czy ich lista jest zaktualizowana w LIDO, przekalkulowanie od nowa lotów, które, z jakiegoś powodu, system nie mógł od razu obliczyć (mówimy na to "purples", bo w tym kolorze są zaznaczone w LIDO te loty), oraz zmienianie tras lotów, które są opóźnione, aby zminimalizować/zlikwidować opóźnienie.

    Dodam, ze moja linia wykonuje prawie 2000 sektorów (lotów) dziennie w sezonie letnim, wiec manualne obliczenie i przygotowanie planów wszystkich lotów byłoby po prostu niemożliwe. LIDO umożliwia zautomatyzowanie tego procesu (zaczyna obliczać na ok 12h przed lotem, a później ponownie oblicza 3h przed), także FPO zajmują się bieżącymi zmianami.

    Mogłabym jeszcze więcej napisać o tym, jak ta praca wygląda u mnie w firmie, ale chyba nie ma sensu pisać o czymś "na sucho", bez pokazania tego.

    Zapraszam do moich wcześniejszych wpisów:

    Crewing/Crew Control
    Customer Disruptions
    Operations/Ops

    #uk #anglia #lotnictwo #linielotnicze #pracbaza #pracazagranica
    pokaż całość

  •  

    JESTEM NAUCZYCIELEM W WIETNAMIE

    - moje aktualne poczynania mozecie sledzic na Insta gdzie dodaje rozne shitstory: pienionszki
    - swoje wpisy publikuje pod tagiem #wietnamwpjoterze
    - jesli ktos chce zeby go dodatkowo wolac do kolejnego wpisu moze zapisac sie na liste:
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

    Ten wpis byl pisany kazdego dnia przez 2,5 dnia, wiec jest w formie "pamietnikowej".

    9 lipca

    Dzis mialem swoj pierwszy dzien w szkole publicznej. Domyslnie mialem tam uczyc 18-19h tygodniowo, ale kilka dni przed rozpoczeciem okazalo sie, ze szkoly pozrywaly kontrakty z moja agencja, nauczycieli bylo za duzo i mieli problem z dopasowaniem odpowiedniej ilosci godzin. Skonczylo sie na tym, ze dostalem rozpiske na 8h tygodniowo. Nie wiadomo bylo czy to tylko tymczasowo. Nie przejalem sie tym az tak, bo rozpiska byla tylko na rano, wiec bez problemu moglem znalezc cos na popoludnia (te terminy dzieli dluga przerwa obiadowa).

    W niedziele o 22 dostalem sylabus, a prace zaczynalem w poniedzialek o 9:30. Rano mialem sie zglosic po identyfikator i materialy. Managerka szkoly przekazala mi ksiazki i zaprowadzila do klasy. Dzis mialem uczyc 5 klase podstawowki czyli 10 latkow czyli najstarsze. W naprawde malej klasie bylo na oko 35 osob, a pierwsza lawka byla metr ode mnie. Nie bylo mowy, zeby zorganizowac jakies gry na tej przestrzeni. Przyszedl moj wietnamski asystent i rozpoczelismy lekcje XD Ten sylabus troche slabo ogarnalem dzien wczesniej, bo nie zauwazylem, ze wyslala mi dla kazdego rocznika i tez nie bylem do konca pewny jak to bedzie wygladac. Tak czy siak, mialem nadzieje, ze moj asystent mi pomoze ze wszystkim na poczatku. Dowiedzialem sie jedynie, ze glownie mam sie skupic na wymowie, a pozniej okazalo sie tez, ze sa 3 ksiazki - jedna taka ogolna, druga to matematyka (uczylem mnozenia pod kreska XD), a ostatnia to science. Swoja droga w science byla historyjka zlozona z 4 obrazkow:
    1. Mama i tata biora slub
    2. Mama zachodzi w ciaze
    3. Dziecko jest w lonie (tak, musialem sprawdzic jak sie wymawia slowka "womb") przez ok. 40 tygodni
    4. Dziecko sie rodzi
    Na kolejnej stronie byla historyjka rozwoju plodu i slowka "foetus". Przypominam, ze to 10 latki.

    Dobra, wroce do bardzo istotnej rzeczy jaka jest sylabus. W sylabusie masz mniej wiecej rozpisane co robic. Raz mniej raz wiecej. Jedna lekcja trwa 40 minut. Moja lekcja jest rozpisana w 4 punktach:
    1. "Rozgrzewka" (jaka? Dzieci sa w lawkach, ciasno, pograc w cos praktycznie niemozliwe, a na pewno nie dla kogos kto uczy dzieci 1 raz w zyciu i zna tylko kilka gier)
    2. Zapoznaj dzieci i pocwicz wymowe 6 slow
    3. Cwiczenia do wypelnienia w ksiazce, ktore zajmuja dzieciom 5 minut.
    4. Dodatkowe gry i aktywnosci nauczyciela

    Te slowka mozna jako tako rozciagnac w czasie, ale stac i zeby tylko powtarzaly to ile mozna? Jeszcze dobrze jak to sa slowka mozliwe do pokazania i jakos wciagniecia dzieci w chociazby rysowanie ich, a nie np. "zyc" lub "chciec" (tak, mialbym miec to jutro).
    Do dyspozycji mialem jedynie ksiazki i tablice. Zadnych fiszek, obrazkow ani multimediow. Kompletnie nic. Dobrze, ze wzialem ze soba naklejki to moglem jakos te dzieciaki chociaz zachecic.

    Dla mojego wietnamskiego asystenta staralem sie byc bardzo mily, ale czuc bylo troche niecheci z jego strony. W sumie nie dziwne skoro jakis dzieciak bez umiejetnosci zarabia wielkrotnie wiecej niz on.

    Lekcja sie zakonczyla, podpytalem asystenta o jakis feedback na moj temat, ale nic konkretnego mi nie powiedzial.
    Generalnie dresscode nauczyciela jest wszedzie staly - zakryte buty, koszula, dlugie spodnie. Bylem ubrany bardzo schludnie i zgodnie z wymaganiami - dlugie granatowe spodnie, ladna blekitna koszula i czarne buty (sneakersy ze znaczkiem Nike). No myslalem, ze nie ma sie do czego doczepic, ale jednak XD
    Wieczorem odezwala sie do mnie koordynatorka z agencji pracy (bardzo mila osoba) i spytalem sie jej o jakis feedback. Powiedziala, ze moj stroj nie do konca byl spoko. Mowie jej, ze bylem ubrany tak jak mialem byc. Okazalo sie, ze... koszuli nie mialem wciagnietej i mozliwe, ze o buty tez chodzi XD To nie ma znaczenia, ze ta koszula jest nie do wciagania i wygladalbym jak 8 nieszczescie - ma byc i juz. Buty jej pokazalem to w sumie sama nie wiedziala o co chodzi i powiedziala, ze szkoly czepiaja sie o pierdoly. A i warto dodac, ze w klasie chodze w skarpetkach, a nie w butach XDD
    Uznalem, ze w sumie w dupie, moze zapomna i nie bede musial chodzic jak ciapa we wciagnietej koszuli i specjalnie kupowac nowych butow, ale na koniec tej kwestii poczekajmy do wieczora, a tymczasem...

    Przejdzmy do milych rzeczy. Zaraz po skonczonych lekcjach poszedlem na "rozmowe" (tyle kasy dajemy, rozpiske godzin ci wyslalam i sie nie spozniaj) o prace w przedszkolu gdzie pracuje moj kolega. Po 5 minutach powiedziala, ze za kilka godzin moge przyjsc na lekcje obserwowac innego nauczyciela jak on uczy i jeszcze mi za to zaplaca, a od jutra zaczne prace XD

    Przyszedlem, a nauczycielem byl spoko koles z Irlandii. Uczy sie dzieci w wieku od 3 do 5 lat. I teraz rzeczy wow:
    - klasy sa przestronne, a uczy sie ok. 15-20 dzieci
    - oprocz glownej asystentki sa jeszcze 2 inne, ktore ogarniaja dzieci
    - cala lekcja jest zaplanowana doslownie minuta po minucie! Tzn. masz rozpiske w sylabusie, nie musisz sie tego trzymac, ale nie braknie ci pomyslow
    - nie dosc, ze uczysz bardzo latwych rzeczy, to jeszcze bez problemu mozesz to rozciagac i rozciagac
    - lekcje opieraja sie na multimedialnym programie z piosenkami i innymi cudami
    - sa przybory, chociazby tak podstawowe, jak naklejki (chociaz nie wszystkie sale je maja)
    - sale maja klimatyzacje (tez pewnie nie wszystkie sale)

    Jedynym minusem jest nizsza placa (30k ~ 1,3$ za godzine), ale przy takiej roznicy warunkow pracy to nie ma wiekszego znaczenia. Z resza nalezy wziac pod uwage, ze przygotowanie sie do zajec w przedszkolu zajmie kilka minut (a nawet i bez idzie), a do publicznej to trzeba kombinowac mocno.

    Wieczorem zaczalem przegladac sylabus na jutrzejsze zajecia w szkole publicznej. Jedna strona, 6 slow (w tym "zyc", "chciec", "uzywac") i krotka historyjka. Mialem to robic przez 40 minut. Dostalem rowniez maila od managerki szkoly z odpowiedzia na jedna kwestie wraz z informacja na temat mojego ubioru XD Uznalem, ze nie dam sobie rady w szkole publicznej i lepiej wezme wiecej godzin od przedszkola. Porozmawialem dodatkowo z Irlandczykiem i powiedzial, ze nie warto sie pchac w szkole publiczna. On nawet jako native speaker z jakims doswiadczeniem mial trudnosci, zeby to ogarnac. Moj kontrakt stanowil, ze mam miesieczny okres wypowiedzenia, a jesli wczesniej zerwe umowe to placa 50%. Uznalem, ze albo teraz to rzuce albo i tak pozniej, wiec lepiej teraz nawet jak nie zaplaca za te 80 minut co uczylem nic. Na szczescie pomimo tego, ze byla juz prawie 12 w nocy, moja koordynatorka z pracy odpisala mi na wiadomosc, w ktorej wyjasnilem swoje powody. Nie byloby w sumie wiekszego problemu, ale byl jeden - tego samego dnia dostarczylem im dokumenty do wizy pracowniczej i nie wie czy juz zostaly przekazane do przetwarzania, ale odezwie sie jutro

    10 lipca

    W przedszkolu mialem miec dzis 3 lekcje po 30 min, wszystkie takie same - wprowadzajace. Po tym jak popatrzylem jak uczy Irlandczyk nabralem troche pewnosci siebie. Tak jak w szkole publicznej czulem, ze odwalam jakis nudny szajs, tak tutaj czulem, ze idzie mi naprawde swietnie. Dzieci bywaja meczace, ale daja bardzo duzo radosci. Zapatrzone w ciebie jak w obrazek.

    Dostalem tez niestety informacje, ze moje dokumenty sa juz procesowane, ale mam do nich przyjsc jutro.

    11 lipca

    Pojechalem po dokumenty akurat w przerwie obiadowej, wiec musialem poczekac ponad godzine. Porozmawialem krotko z dyrektorka, wytlumaczylem o co mi chodzi, a ona w sumie potwierdzila. Ogolnie to jak pisalem z koordynatorka z pracy dzien wczesniej to ja myslalem, ze rozumiemy sie, ze skoro rzucam robote, to nie pojde dzis na lekcje, a ta dyrektorka do mnie, ze oni mysleli, ze dzis pojde XD ta, pojde uczyc 160 minut, a zaplaca mi tylko za polowe, bo tak jest w kontrakcie XDD Mowila tez, ze tych dokumentow nie maja, bo juz je niby wyslali, a pozniej nagle sie jednak pojawily. Probowala jeszcze przekazac, ze zaplacili juz 500k dongow (22$) za work permit i zrozumialem, ze oczekuje abym zaplacil. Mowie, ze po pierwsze nie ma tego w kontrakcie, po drugie ja zaplacilem od cholery kasy za stempelki do dokumentow + badania medyczne, a po trzecie ucieli mi ponad polowe godzin. Ponadto zaczela mowic, ze nie moga mi zaplacic za moje przepracowane 80 minut, bo zrywam kontrakt, a ja do niej, ze w kontrakcie jest, ze placa 50%. Zdziwiona zajrzala i o, faktycznie XD

    Koniec koncow odzyskalem wszystkie dokumenty, nie sadze w sumie, ze mi zaplaca te moje 13$ i zapomnialem im oddac ich ksiazek, bo sie spieszylem na zajecia w bombelkowni.

    #wietnam #podroze #podrozujzwykopem #azja #pracazagranica #angielski #praca i w sumie #pokazmorde
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: smieszne chinczyki.jpg

  •  

    OKRADLI ALTERNATYWKE W WIETNAMIE

    - moje aktualne poczynania mozecie sledzic na Insta gdzie dodaje rozne shitstory: pienionszki
    - swoje wpisy publikuje pod tagiem #wietnamwpjoterze
    - jesli ktos chce zeby go dodatkowo wolac do kolejnego wpisu moze zapisac sie na liste:
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

    Moja przyjaciolka z Polszy przyleciala na 3 tygodnie odwiedzic mnie w Sajgonie. Po tygodniu okradziono ja w hostelu. Z rzeczy zamknietych w szafce.

    Kradzieze to praktycznie najwieksze zagrozenie (obok ryzyka wypadku drogowego lub pogryzienia przez psa) w Wietnamie. Zdarzaja sie one czesto. Popularne jest tu Grab&Go - wyrywaja ci telefon z reki i uciekaja / odjezdzaja na skuterze. Prawdopodobnie najbardziej popularne jest to w okolicy Bui Vien, (wietnamskie Khao San Road) bo turystow okrada sie najlatwiej. Mojemu koledze Polakowi, ktory jest tu zaledwie 3 tygodnie dluzej niz ja juz raz koles jadacy na skuterze probowal wyrwac telefon, ale na szczescie spadl on na ziemie. Podobna sytuacja wydarzyla sie, gdy moja przyjaciolka, inna kolezanka i poznana Koreanka szly w nocy przez Bui Vien. Ktos podbiegl, z zaskoczenia chcial wyrwac Koreance telefon i uciec, ale na szczescie trzymala go na tym ,,pierscieniu" co Azjaci przyczepiaja do telefonow. Obie sytuacje wydarzyly sie na / obok Bui Vien w srodku nocy, wiec to tam trzeba byc szczegolnie uwaznym.

    Wracajac do mojej przyjaciolki. Wynajela lozko w dobrze ocenianym hostelu w centrum Sajgonu. Jeden korytarz i 16 lozek, ale zajetych bylo zaledwie kilka. Bardzo mila obsluga, brak jakiejkolwiek zlej opinii w internecie, zamykane szafki na rzeczy, kamera w holu, nad szafkami i bodajze w recepcji Najbardziej wartosciowe rzeczy czyli laptopa, sluchawki za 1k pln i aparat zostawiala w szafce. Spedzila tam ponad tydzien i wszystko bylo w porzadku. Pewnego wieczoru wyszla z hostelu o 20 i wrocila o 17 nastepnego dnia. Jej szafka byla otwarta, (otworzona sila, bo zamykanie wewnatrz wygiete) a wszystkie rzeczy skradzione. W tym czasie w hostelu nocowalo 4-6 osob. Stracila wyzej wymienione rzeczy oraz karte i dowod. Paszport miala na szczescie przy sobie.

    Oczywiscie zaczelo sie od zgloszenia faktu obsludze hostelu. Kamery? Nie nagrywaja / nie dzialaja. Te szafki to byla farsa, bo bez problemu wyrwalem 2 losowe mocniejszym szarpnieciem. Numery szafek nie zgadzaja sie z numerami lozek, a okradziona byla tylko moja przyjaciolka, wiec bylo juz praktycznie pewne, ze to hostel ja okradl. Mimo to, wygladali na zmartwionych. Niby zglosilismy to na jakas lokalna policje, ale nikt tam nic nie spisal. Wszystko jest zalatwiane ,,po chlopsku". Jedyna opcja bylo szukanie kamer w okolicy i faktycznie obok byla kawiarnia, ktorej wlascicielka dala nam nagrania, ale nie mialo to sensu, bo godzin do przejrzenia bylo zbyt wiele, nagrania ,,przeskakiwaly", a nagranie obejmowalo tylko ulamek wyjscia z hostelu i tylko w lewa strone. Bylismy w martwym punkcie.

    Ale nastapil przelom. Przelom, ktory mogl sie trafic jedynie #rozowepaski. Przegladala sobie #tinder i voila! Pojawil sie on, rycerz, ktorego potrzebowala - prawnik Wietnamczyk, ktory odpowiedzial na superlike i zgodzil sie pomoc. Dzieki niemu sprawa naprawde nabrala rozpedu, zglosili to do wyzej postawionej policji i w koncu byl jakis dokument to potwierdzajacy. Dowiedzielismy sie, ze hostel dziala praktycznie nielegalnie. Tak czy siak i tak nie bylo mozliwosci nikomu niczego udowodnic. Ale nasz rycerz dzielnie przeszukiwal przez kilka dni wietnamskie portale aukcyjne i znalazl! Znalazl jej laptopa. Prawnik juz niestety wrocil do Hanoi, wiec udalem sie do tego sklepu z przyjaciolka i udalismy zainteresowanych laptopem, aby upewnic sie, ze to ten. Tak, to byl ten. Zlodziej widocznie po prostu sprzedal im tego laptopa. Prawnik zadzwonil na policje, a oni pojechali z przyjaciolka go zabrac.

    Ale tutaj nic nie odbywa sie tak latwo. Przez bite 8h musiala najpierw czekac na komendzie, a nastepnie zeznawac. Koniec koncow zabrali tego laptopa tlumaczac, ze musza go dac do rzeczoznawcy(?), ale obiecali, ze zwroca jej go przed wylotem do Polski. Mieli sie kontaktowac, ale kontaktu brak. Najwczesniej kolezance udalo sie po niego udac dopiero w dzien wylotu. Najpierw poszlismy do lokalnej policji. Tam od poczatku do konca wszystko mieli w dupie. Po oczekiwaniu kazali udac sie na inna komende, glowniejsza, bo tam go maja. Tam pomimo, ze troszke mowili po angielsku to nie rozumieli o co chodzi nawet, gdy zadzwonili na lokalna komende. Jeden z policjantow kazal nam isc gdzies obok komendy do innego budynku, ale przy okazji powiedzial, ze oni nie moga wydac tego laptopa. No farsa. Ale tutaj znow przychodzi z pomoca blogoslawienstwo bycia #rozowypasek. 6h do wylotu, wiec ze stresu i niemocy przyjaciolka cala sie rozplakala. Jakims cudem obok przechodzil mezczyzna, ktory mowil bdb po angielsku i zaoferowal pomoc. Przetlumaczyl wszystko, poszedl z nami do budynku obok, rozmawial z policjantami i... wydali laptopa! Z tego co powiedzial, to zgodnie z prawem (czym XD) musza go trzymac miesiac, ale ze wzgledu na ,,special case" wydadza go teraz. Jeszcze tylko szybkie fotki zrobione przez policjanta przyjaciolce trzymajacej laptopa i mozemy isc. Sluchawki oraz aparat sie nie odnalazly, ale to laptop byl najdrozszy, wiec nie skonczylo sie to wszystko tak zle.

    #wietnam #podroze #podrozujzwykopem #azja #pracazagranica #angielski #praca
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: bagiety.jpg

  •  

    Ukraińcy pracujący w Polsce przesłali na Ukrainę 14,5 mld zł - prawie tyle co WSZYSCY Polscy emigranci (2,5 mln osób) do Polski

    Więcej na ten temat w moim znalezisku np. jeszcze w 2015 od Ukraińców pracujących w Rosji płynęło na Ukrainę znacznie więcej pieniędzy niż z Polski. Teraz z Rosji płynie ponad 3 razy mniej niż z PL.

    Obserwuj #infog - ciekawe infografiki, wykresy, mapy (gospodarka, społeczeństwo, technologia, przyroda)

    #ekonomia #gruparatowaniapoziomu #ukraina #rosja #finanse #pracazagranica
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

    •  

      @cieliczka: ukraińcy dla polski to jak meksyki dla usa, tylko tam jest pogoń biedaków za dorobieniem się, a do polski ukraińce z hajsem przyjeżdżają i robią biznesy.

    •  

      Wróciłem właśnie z Kijowa. Byłem też w kilku mniejszych miejscowościach.
      Ceny w dużych supermarketach (oprócz fajek i wódki) porównywalne do Polski, a nawet wyższe.
      Hrywna się ostatnio umocniła w stosunku do złotówki. Ceny i tak rosną (w przeliczeniu na PLN tym bardziej ;) ), Ukraińcy na Ukrainie zarabiają porównywalnie, a do kraju spływa nieopodatkowana u nich gotówka. Dobrze rozumuję?

    • więcej komentarzy (16)

  •  

    TLDR: skończyłem pracę w Niemczech, podsumowanie i omówienie

    Dzisiaj kończę pracę, która zacząłem 23.06., czyli dwa miechy jak w mordkę strzelił. Jaka to była praca, każdy, po wcześniejszym wpisie na ten temat, widzi i, z perspektywy czasu, nie jest to zła praca. I mówię to w tym sensie, że każdy powinien w swoim życiu fizycznie popracować. Przynajmniej potem się wie, dlaczego warto się uczyć czy robić konkretne specjalizacje.

    Ile zarobiłem? 2010.50€, co po obecnym kursie +/- 4.25 daje 8544,62 PLN na czysto. Liczę oczywiście po odliczeniu ubezpieczenia i opłaty za mieszkanie.

    Dużo? Mało? Dla mnie to największe pieniądze, jakie dotychczas miałem w ręce.

    Dlaczego w Niemczech?

    Z dwóch powodów. Pierwszy, podstawowy, język. Chciałem się sprawdzić, na ile umiem i podszkolić w języku mówionym, zwłaszcza mając wizję egzaminu DSD II w bardzo niedalekiej przyszłości. Drugi, mniej ważny dla mnie obecnie, ilość pieniędzy, jaką jestem w stanie zarobić. Powiedzcie gdzie w Polsce zarobię 8.5k PLN za dwa miesiące pracy, pracując po 6-7h dziennie, mając każda sobotę wolną, bez żadnych kwalifikacji?

    Dzisiaj mam rozliczenie (die Abrechnung) z szefem, dostanę tak zwane "paski" (der Lohnzettel), i pogadam trochę na temat pracy wykonanej. Bo, nie czarujmy się, nie podobała się ona. Już pomijam, że współpracownicy palą nałogowo papierosy, są turbojanuszowaci, puszczają żarty rodem z #grazynacore i śmieją się przy nich setnie (Prosty przykład: pracowało tu wiele Ukrainek. Jeden gość nie miał na tyle szacunku, że jedną witał "Hej, jak leci? Masz fajne/duże piersi."), żrą gównojedzenie i nie przestrzegają podstawowych zasad higieny (fajki, sortowanie śmieci bez rękawiczek, jedzenie, fajki, sprzątanie, jedzenie, fajki, toaleta, fajki, śmieci, jedzenie, fajki -> wszystko bez mycia rąk w międzyczasie), ale najbardziej mnie wkurwiały żarty z tego, że jestem Polakiem. Okej, nie mamy najlepszej historii i mają poczucie humoru jakie mają, ale nabijanie się nie jest w porządku. Rozumiem żart, dowcip, ale nie nabijanie się.

    Szef - złoto, takiego życzę każdemu. Pani X, z którą tutaj przyjechałem, mieszka w domu, na łazienkę, pokój i kuchnię (wspólne), oprócz niej są tam jeszcze dwa pokoje po dwie osoby, ale są zajęte tylko 4-5 miesięcy w roku, i placi za to 300€ miesięcznie. Ma miejsce parkingowe, ogródek i do pracy minutę piechotą. Jak chciala 4 dni wolnego, to dostała, jak chce wcześniej wyjść do domu - bez problemu, tylko niech powie. Ja nie miałem problemu z dogadaniem się z nim, prosiłem o pieniądze - na drugi dzień miałem.

    Minus jest taki, że mieszkałem w przyczepie kempingowej, bez lodówki, bez piecyka, bez łazienki, bez klimy, dodatkowo wysokiej na jakieś 190 cm, z łóżkiem 2x1m, co przy moich 197 cm dawało leciutkie poczucie braku komfortu xD. Plus taki, że mieszkałem sam i płaciłem ~85€ miesięcznie za to. Imho not bad.

    (Zakwaterowanie - die Unterkunft

    Przyczepa kempingowa - der Wohnwagen)

    Praca była na dwie zmiany: 5-14 albo 11-20 (Ja pracowałem 5-12 albo 11-18, oni "pracowali" po 9h, gdzie mieli po 30 minut na odpowiednio śniadanie i obiad, czy obiad i kolację. Czyli 8h pracy + 1h niepłatnej przerwy. Wg mnie uczciwie. To, że z tych 8h pracowali max 4, to insza inszość. Pani X wytłumaczyła mi domniemaną zasadę ich pracy: praca ma być zrobiona. To czy posiedzą nad nią 2h czy 5 nie ma różnicy. Ma być zrobiona terminowo, ile zajmie - wyjebane.)

    Co robiłem?

    Jak wcześniej pisane bylo, sprzątałem. Pracowałem na campingu, gdzie były trzy budynki z prysznicami i toaletami, więc tam, dodatkowo mieszkania (die Ferienwohnung) oraz zabudowane przyczepy kempingowe (der Wohnwagen). Do tego od czasu do czasu zbieranie śmieci (Müll einsammeln) i "sortowanie śmieci". No i jak była jakaś usterka, to też ja, ale bardziej w roli "potrzymaj i spróbuj zrozumieć, co oni mówią".

    Powiecie: "Na chuj się tym chwalisz xDDD sprzątałeś u Niemca i myślisz że co? XD"

    No i dobrze powiedzielibyście jakbym się chwalił. Ale tego nie robię, tylko dokumentuję swoją drogę. Teoretycznie praca upokarzająca, ale na początku mało robiłem (pracowałem na poczatku tyle ile oni przez tydzień i z 9h w pracy pracowałem z 3, reszta to siedzenie na Mirko), a jak zaczął się sezon, to już miałem wyjebane na to co robię (nie mylić z tym "jak robiłem", bo przykładałem się do pracy od początku do końca), gdzie pracuję i w jakich warunkach.

    #pracazagranica #pracbaza #niemcy #praca

    #kasiatukasiatam -> obserwuj/czarnolisto
    pokaż całość

  •  

    Pracuje na dniowki. Ile dni wyplywam tyle zarobie. Bylem na morzu miesiac, wiec powinienem dostac okolo 5600£. Ale na zejsciu z statku wzialem z biura 400£ w gotowce.

    Oczekiwalem wiec przelewu w wysokosci lekko ponad 5,2k£. Dzisiaj przelali mi na konto 6075£.

    Zapytlibyscie sie ich o co chodzi? Bo wyglada to tak jakby zamiast odjac mi od wyplaty 400£, to dodali. Wiec w sumie przelali mi 800£ za duzo xD.

    I w sumie juz sie przyzwyczailem do tych 800£ na koncie. I glupia sytuacja xD. Co byscie zrobili?

    #praca #finanse #uk #pracazagranica #kiciochpyta
    pokaż całość

    •  

      @WiktorekS: Sprawdz czy mozesz wykonywac zawod jesli masz w papierach wyrok sadowy z powodu dlugu - firma moze Cie scignac tak nawet po latach jesli sie zorientuje. Z drugiej strony jesli pracownik mial prwo podejrzewac ze kasa mu sie nalezy I ja przejadl to sad pewnie nie nakaze zaplaty. W praktyce to pewnie za mala kwota na dochodzenie tego prawnie, ja splacilem 1200 dopiero gdy sie upomnieli, bo mialbym problemy z wykonywaniem zawodu jesli by chcieli mnie dojechac.

      Generalnie dopoki sie nie upomna to nie musisz mowic, to nie jest taka kwota, zeby jej pojawienie sie bylo ewidentne moim zdaniem.
      pokaż całość

    •  

      @kwiatosz: jakby sie upomnieli to bym im przeciez przelal to spowrotem. Nie wydaje calej kasy. Zawsze mam cos wolnej gotowki

    • więcej komentarzy (27)

  •  

    Byłby ktoś zainteresowany wyjazdem do pracy w Szkocji, w Aberdeen?
    Wrzucam ponownie, tym razem trochę dłuższe, z odpowiedziami na niektóre pytania. Niestety kontakt z wszystkimi 'zdecydowanymi' urwał się; niezdecydowani są dalej niezdecydowani. Jeśli to czytasz i sądzisz, że komuś może to być pomocne, daj plusa. Do osób, które jako co drugiego słowa używają 'depresja': chętnie pomogę ale nie jestem niestety lekarzem.
    Zwolnił mi się jeden pokój, w sumie dwa ale nie chcę za bardzo z mieszkania robić hotelu. Mogę pomóc z CV, listem, numerem NIN, kontem bankowym, pokierować odnośnie szukania pracy itp. Mieszkanie jest moje więc preferuję kogoś spokojnego, niepalącego, przynajmniej z podstawowym angielskim co bardzo ułatwi życie mnie i tej osobie. Dużo pracuję, nie mam telewizora, w mieszkaniu nigdy nie było imprezy, w dni wolne zwiedzam Szkocję lub Polskę. Miasto kręci się wokół przemysłu naftowego, są tu dziesiątki firm z tego sektora, lotnisko, heliporty, platformy wiertnicze, sporo się buduje, min drugi port i stadion, kilkanaście domów opieki, oczywiście puby i hotele. Jest college gdzie sam chodziłem i dwa uniwersytety. Jest biało. Niestety loty bezpośrednie do Aberdeen są tylko z Gdańska, jest natomiast sporo połączeń z innych lotnisk do Edynburga i Glasgow. Co do kosztów to 350 miesięcznie, wszystko wliczone. Za ogarnięcie CV czy pokazanie gdzie trzeba się udać i co zrobić nie chcę oczywiście nic. Jeśli ktoś jest zainteresowany, pisać smialo. Jeśli ktoś jest zainteresowany na poważnie, napisz coś o sobie, co potrafisz, czego oczekujesz, co chciałbyś osiągnąć. Postaram się pomóc.
    IT - niestety kiepsko z tym w Aberdeen, zawsze coś się znajdzie ale polecałbym raczej Edynburg
    Jak długo zajmie mi szukanie pracy - głownie zależy to od zaangażowania w jej szukanie, ilości wysłanych CV, znajomości angielskiego i odrobiny szczęścia; ja znalazłem po dwóch tygodniach, znajoma też po dwóch tyg, kumpel dosłownie na drugi dzień po przyjeździe
    Ile potrzebuję na start - tygodniowy bilet autobusowy to 20 funtów, jedzenie dość tanie, ceny porównywalne do polskich, dobrze jest zabezpieczyć sie finansowo na 2 miesiące
    Nie powinni mieć problemu ze znalezieniem pracy wszelkiej maści mechanicy, elektrycy, elektronicy, osoby do opieki nad starszymi osobami, pielęgniarki, budowlańcy, oraz ludzie nie bojący się pracy. Brak tu raczej typowych fabryk, dużo za to firm sprzątających. Jak coś, pytać, chętnie odpowiem.
    Jutro lecę do Polski na tydzień (świętokrzyskie), można się spotkać i obgadać sprawę.
    #uk #szkocja #emigracja #praca #pracbaza #pracazagranica #anglia
    pokaż całość

  •  

    WYNAJĄŁEM MIESZKANIE W WIETNAMIE

    - moje aktualne poczynania mozecie sledzic na Insta gdzie dodaje rozne shitstory: pienionszki
    - swoje wpisy bede publikowal pod tagiem #wietnamwpjoterze
    - jesli ktos chce zeby go dodatkowo wolac do kolejnego wpisu moze zapisac sie na liste:
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

    Jako, ze od 3 dni mieszkam już w swoim wynajetym mieszkaniu, mogę opisac jak wygladalo jego poszukiwanie. Nic dotychczas nie przynioslo mi tutaj takiej ulgi, jak znalezienie go.

    Ho Chi Minh City (Saigon) jest podzielony na dystrykty:
    - Dystrykt 1 to centrum
    - Dystrykt 2 jest taka troche enklawa expatow, bo wlasnie tam podobno mieszka ich najwiecej. Buduje się tam sporo nowoczesnych apartamentowcow, ruch uliczny jest mniejszy, powietrze czystsze i ogolnie jest spokojniej. Niestety w porze deszczowej system kanalizacji często tam nie wyrabia, wiec woda zalega na ulicach.
    - Dystrykt 7 to miejsce, w którym mieszka najwiecej Koreanczykow i Japonczykow. Jest to dzielnica bogatszych mieszkancow. Ten dystrykt był inaczej planowany podczas budowy, wiec ulice sa tu duzo szersze. Jest tu duzo czysciej niż w innych czesciach miasta, a ruch uliczny spokojniejszy.
    Reszta dystryktow niczym specjalnym się nie wyroznia. Dla turysty zdecydowanie najlepszy jest dystrykt 1, a dla expata w zaleznosci od potrzeb.

    W Wietnamie mieszkania można szukac na kilka sposobow:
    1. Dodanie posta na grupy FB i agenci/wlasciciele sami się do ciebie zglaszaja.
    2. Samodzielne przegladanie zdjec na np. muaban.net lub chotot.com (chyba najlepsze strony)
    3. Informacja od znajomych Wietnamczykow, ze ktos ma mieszkanie na wynajem.
    Nie znam tu jeszcze zbytnio nikogo, wiec pozostaly mi opcje 1 oraz 2. Na poczatku postanowilem skorzystac z obu jednoczesnie. Dodalem się na grupy FB, opisalem swoje wymagania i po kilku minutach miałem już sporo ofert. Widzac oferty, jakie dostawalem na fb, a jakie sa dostepne na wyzej wymienionych stronach dla Wietnamczykow uznalem, ze oferuja mi zawyzony cenowo szajs, bo jestem bialy. Post usunalem i zaczalem uzywac opcji 2.

    Poczatkowo celowalem w dystrykt 3 (obok 1, podobno idealne miejsce do zycia ze względu na bliskosc centrum, a jednak wiekszy spokoj) oraz dystrykt 10 (obok 1 i 3, podobno tanszy wynajem, a baza wypadowa w kazde miejsce calkiem dobra). Generalnie mieszkanie musialem ustawic sobie pod miejsce pracy. Jako, ze jestem zatrudniony przez agencje, która „dostarcza” nauczycieli do szkol publicznych, podobno sa oni w stanie dopasowac się do mnie, abym miał dobry dojazd, wiec moglem sobie wybrac mniej wiecej ktorykolwiek dystrykt. W roznych opisach dzielnic na blogach napisane było, ze np. dystrykt 10 jest spoko ze względu na nizsze ceny wynajmu, a dystrykt 2 i 7 jest spoko, bo ciszej, ale wyzsze ceny wynajmu. Teraz wiem, ze wiekszych glupot nie czytalem. DUZO latwiej wynajac cos przyzwoitego w dystrykcie 2 w cenie nizszej niż w dystrykcie 10 z prostego powodu – buduje się tam duzo nowoczesnych apartamentowcow i ktos musi tam zamieszkac, wiec jest znacznie wiekszy wybor ladnych mieszkan, a tym samym ceny nizsze.

    Do ceny wynajmu zawsze należy doliczyc zuzyty prad (cena podobna jak w Polsce), a czasem także jednorazowa oplata za wode i management fee. Poczatkowo patrzac po zdjeciach uzalem, ze mogę wynajac cos budzetowego w calosciowym koszcie do 6 mln dongow (260$). Wynajmem tu zajmuja się glownie agencje, a nie osoby prywatne. Praktycznie każdy uzywa tutaj Zalo (odpowiednik WhatsApp), wiec wlasnie tak kontaktowalem się z osobami, których oferty mnie interesowaly. I tutaj poznalem super myk agencji: dodaja oni ladne oferty ladnych mieszkan w dobrych cenach (moim zdaniem naprawde realne ceny i jakosc mieszkan, a nie jakies nierealne oferty), ale gdy do nich napiszesz, to okazuje się, ze to mieszkanie już nie jest dostepne, ale maja inne – duzo gorsze. I tak spedzilem kilka dni na poszukiwaniach, a w miedzyczasie musialem znacznie znizyc swoje standardy, otworzyc się na inne dystrkty (polnoc 1, 4 oraz 7) oraz zwiekszyc finanse – do 8-8,5 mln dongow + prad (345-370$)…

    To wszystko przynioslo mi bardzo duzo stresu, bo okazalo się, ze musze wydac wiecej pieniedzy, anizeli planowalem, a także zajmowalo to bardzo duzo czasu, a nie lubie zyc na walizkach w hotelu. Uznalem, ze nie ma sensu poszukiwac i kontaktowac się z agentami samemu, wiec zrobilem tak jak wszyscy i znow dodalem post na FB. Tutaj znow trzeba się uzerac z ludzmi. Napisales w ogloszeniu, ze tylko dystrykt 3 i 10 w cenie do 300$?

    Dzien dobry proszę pana bialego, mam mieszkanie w dystrykcie 7 (daleko na poludnie od 3 i 10) za 400$, chce pan?

    W koncu uznalem, ze pomimo, ze dystrykt 7 jest lekko oddalony od centrum, to ze wgledu na jego czystosc, spokoj, a także wiekszy wybor przyzwoitych mieszkan, to wlasnie tam pewnie najlepiej byloby zamieszkac. Koncowo ze wszystkich ofert wybralem 4 do obejrzenia: pierwszy w dystrykcie 1 na polnocy, drugi w dystrykcie 3 tez na polnocy obok 1, trzeci w dystrykcie 10 na zbiciu z 1, a czwarty w dystrykcie 7 na polnocy przy rzece. Wszystkie w cenie około 8 milionow + prad. W cenie sprzatanie 1-2 razy w tygodniu i wymiana poscieli.

    Mieszkanie numer jeden było nie najgorsze. Cale mialo z 15m2, było okno zewnetrzne (tak, sa wewnetrzne tu), pralka u gory, sprzatanie raz w tygodniu, wypiora mi jak będę chcial. Troche ciemno, ale nie najgorzej…

    Mieszkanie numer dwa oh matko. Jedynym plusem było to, ze było troche wieksze. Był taki ultracienki balkon, ale od razu za nim sciana. I tak dobrze, bo chociaz swiatlo wpadalo. Ciepla woda w Wietnamie jest czesto podgrzewana przez panele sloneczne, które tutaj chyba nie dzialaly za dobrze, bo cieplej wody zbytnio nie było… W szafkach zadnych talerzy, sztuccow, niczego. Cale mieszkanie zasyfione i ogolnie bardzo brzydko.

    Mieszkanie numer trzy znajdowalo się w hotelu. Było dosc czyste i niezle, ale… Do pokoju swiatlo wpadalo przez 2 punkty: jedno przez okno, które prowadzilo na korytarz (taki hotelowy korytarz), a drugie przez drzwi balkonowe, które były drewniane, wiec musialyby być otwarte, żeby był przeswit (były tez jakby za sciana, wiec na lozko nie padaloby swiatlo). Koles za nic nie potrafil zrozumiec dlaczego nie uznaje okna na korytarz za okno i bardzo probowal mnie przekonac, ze tu jest w dzien jasno. Ok XD

    W tym momencie byłem już troche zawiedziony, bo obawialem się, ze będę musial wziąć mieszkanie numer 1, które było no srednie… Niby miałem jeszcze do zobaczenia mieszkanie w tym dystrykcie 7, ale nie spodziewalem się cudow. Usiadlem sobie w tym hotelu, żeby zamowic skuter do tego kolejnego mieszkania, a na Messengerze dostalem kolejna oferte. Mieszkanie w dystrykcie 7 (bardzo blisko tego co jechalem zobaczyc), ale za 8,5 mln (370$) + woda. Normalnie bym nawet nie odpisal na taka oferte, ale uznalem, ze w tej sytuacji może warto. Mieszkanie moglbym mieć za 8 mln + prad, ale gdybym podpisal kontrakt na rok – to nie wchodzilo w gre. Jakims cudem udalo mi się wytargowac na 8,1 mln przy kontrakcie na 2 miesiace. Mieszkanie było wynajmowane przez wlascicieli, wiec w sumie lepsza opcja niż przez agenta. Pokazac mogli mi je dopiero o 21, ale zgodzilem się. Pojechalem z kolega do pierwotnie ostatniego mieszkania, które miałem tego dnia ogladac. I tutaj wszystko się zmienilo. Bardzo fajna okolica, wynajmuja wlasciciele, mieszkanie jest czyste i estetyczne, szybki internet, balkon, sprzatanie raz w tygodniu, cena 7,7 mln (335$) + prad. No jest swietnie. Poczulem wielka ulge. Powiedzielismy wlascicielom, ze musimy obejrzec jeszcze jedno mieszkanie za godzine, ale to mi się bardzo podoba. Zaprosili nas na piwo i troche jedzenia. Bardzo mili ludzie. Tak mi się tam podobalo, ze już nawet nie chcialo mi się isc do tego kolejnego (bo co może być jeszcze lepszego za te cene patrzac po tym co tego dnia widzialem?), ale uznalem, ze skoro jestesmy to idziemy.

    Poszlismy zobaczyc to ostatnie za wytargowane 8,1 mln i… WOW.
    Mieszkanie w nowym bloczku gdzie mieszkaja praktycznie sami Amerykanie. Rooftop z niesamowitym widokiem. Pokoj urzadzony niesamowicie estetycznie, duzy telewizor ze Smart TV, duzy balkon, sprzatanie 2x w tygodniu, bardzo szybki internet, cicho, pralka, wszystkie przybory kuchenne, wygodne lozko, sejf w pokoju, zelazko, wszystko praktycznie nowe. Nawet wzmaczniacz sygnalu wifi w pokoju! I pomyslec, ze to za ta sama cene co zasyfione mieszkanie z balkonem z widokiem w sciane i bez cieplej wody… Byłem przeszczesliwy. Ale to nie wszystko. Udalo mi się zbic cene do 8 mln miesiecznie przy kontrakcie na 3 miesiace (taka znizka jest tylko przy rocznym). Wlasciciel mieszkania to najbardziej ogarniety Wietnamczyk jakiego dotychczas poznalem. Wprowadzilem się juz na drugi dzien i dalem mu w prezencie piwo z Rosji. Zaproponowal, ze przewiezie mnie skuterem po okolicy i pojedziemy do Lotte Mart (koreanski supermarket typu Walmart), żeby dokupic pare rzeczy do pokoju. Wczoraj napisalem do niego, ze brakuje mi duzego lustra w pokoju:
    - w pokoju nie może być za duzo szkla, bo to przynosi pecha (Feng shui)
    - ale to mi przyniesie tego pecha, prawda?
    - ok, możemy zamontowac lustro w szafie, ale ja nie place
    - nie ma problemu, mogę kupic to lustro. Ile powinienem zaplacic i gdzie kupic?
    - okolo 20$, ale chwila. Jak chcesz stojace lustro to mogę ci zalatwic za darmo

    No i za pol godziny miałem lustro w pokoju.
    Mysle, ze z tym mieszkaniem naprawde bardzo mi sie poszczescilo i jestem przezadowolony.

    #wietnam #podroze #podrozujzwykopem #azja #pracazagranica #angielski #praca
    pokaż całość

    źródło: x.jpg

  •  

    JAK SZCZEPIŁEM SIĘ W WIETNAMIE

    - moje aktualne poczynania mozecie sledzic na Insta gdzie dodaje rozne shitstory: pienionszki
    - swoje wpisy bede publikowal pod tagiem #wietnamwpjoterze
    - jesli ktos chce zeby go dodatkowo wolac do kolejnego wpisu moze zapisac sie na liste:
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

    No siema. Trochę już nie pisałem co tam u mnie, bo uznałem, że dodam wpis z jakimiś praktyczniejszymi historiami. Ostatnie dni minęły na imprezach, ogarnianiu podstawowych czynności i poszukiwaniu pracy (a w zasadzie wybierania sobie) oraz mieszkania, ale to jeszcze opiszę niedługo, gdy dopnę wszystko do końca.

    Dziś opiszę jak wybrałem się na szczepienie.
    Musiałem odnowić szczepionkę na dur brzuszny i dodatkowo zaszczepić się na japońskie zapalenie mózgu. W Sajgonie całkiem niedawno otworzyli duże centrum szczepień i postanowiłem się do nich wybrać, bo szpitale dla expatów miały ceny jako takie...

    Przed przyjazdem wszedłem na ich stronę i po angielsku na czacie zapytałem czy mają dostępne szczepionki, których potrzebuję. Czat chyba czynny 24h, bo dostałem odpowiedź od razu późno wieczorem. Ośrodek ładny i czysty. Wszedłem to od razu podszedłem do okienka i mówię, że chcę takie i takie szczepionki. Pani się bardzo zestresowała, bo 4 razy poprawiała przepisane i wydrukowane moje imię i nazwisko. Dostałem karteczkę i inna pani zaprowadziła mnie od razu do pani doktor. Zwykłe badanie temperatury, szybki wywiad i ciśnienie. Mówiła bardzo ładnie po angielsku. Poszedłem zapłacić i poczekałem w kolejce 5 min na szczepienie. Tutaj też pani po angielsku wyjaśniła mi ewentualne skutki uboczne itd I teraz coś czego w Polsce nigdy nie spotkałem: bardzo dokładnie pokazano mi opakowania, nazwy, daty ważności oraz gramatury szczepionek.

    Ile zapłaciłem?
    W Polsce Typhim Vi kosztuje ok. 200 zł w aptece. Czyli najpierw umówisz wizytę w przychodni, żeby wypisali ci receptę, zamówisz w aptece, w inny dzień odbierzesz szczepionkę i pójdziesz do przychodni, żeby zaszczepili. Mnóstwo czasu i kombinowania. Bez kombinowania pewnie wyjdzie koło 250 zł, ale często liczą sobie za konsultację.
    Tutaj zapłaciłem 281 000 dongów = 47 zł

    Do japońskiego zapalenia mózgu miałem do wyboru szczepionkę produkowaną w Wietnamie lub Tajlandii. Ta w Wietnamie to trzy dawki - jedna teraz, druga za 2 tyg, a 3 za rok. Ta w Tajlandii tylko 1 dawka. Wietnamska za 170k (28 zł), tajska za 665k (110 zł). Wybrałem wietnamską. W Polsce jeśli dobrze pamiętam to jedna dawka (ale chyba innej szczepionki) kosztowała 300 zł, a potrzebowałbym 2.

    Jeszcze co do poprzedniego wpisu to spójrzcie jak łatwo można manipulować tłumem (zdjęcie w komentarzu). Wpis był głównie opisem najbardziej imprezowej ulicy miasta. Jest tam pełno prostytutek. I tyle o prostytutkach w całym wpisie. Ale jeden z Mirków uznał, że mój "pierwszy wpis" (który był trzecim wpisem) jest o kurwach, bo przeczytał taki chwytliwy nagłówek. I byłoby spoko, bo ignoranci się zdarzają, ale zaczął dostawać plusy od osób, które też wpisu nie czytały, a później już szło lawinowo "aa plusuje, bo inni plusujo".

    #wietnam #podroze #podrozujzwykopem #azja #pracazagranica #angielski #praca
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190805_132535.jpg

  •  

    Elo. Dzis bedzie glownie o prostytutkach, klubach i Azjatkach czyli to, co lud kocha najbardziej.

    - moje aktualne poczynania mozecie sledzic na Insta gdzie dodaje rozne shitstory: pienionszki
    - swoje wpisy bede publikowal pod tagiem #wietnamwpjoterze
    - jesli ktos chce zeby go dodatkowo wolac do kolejnego wpisu moze zapisac sie na liste:
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE
    - gdyby kogos temat Wietnamu (ale z Hanoi) interesowal "szerzej i na juz", to polecam bloga serdecznej Danieli, ktora odpowiadala mi na kazde pytanie przed moim wyjazdem: https://zolwimkrokiem.pl/

    Tak jak napisalem w poprzednim wpisie - tego samego dnia wyszedlem na miasto z Polakiem, ktory rowniez dopiero co przeprowadzil sie do Wietnami. Zaczelismy od baru gdzie bylo piwo za darmo (nie wiem czy dla wszystkich czy tylko dla expatow). I bylo to piwo butelkowane! Nie bylo tam nic ciekawego do roboty, wiec zrobiliśmy rundke po innych miejscach. To byl wtorek, wiec wybor byl mniejszu, anizeli w okolicach weekendu. Niestety pierwsze wrazenie jest takie jak sie spodziewalem: kicz, slaba muzyka i prostytutki. No slabo. Pojechalismy na Bui Vien czyli Wietnamskie Khao San Road czyli imprezowa ulice. Tony barow, jeszcze wiecej prostytutek i slabej muzyki. Powchodzilismy do jakichs klubow, ale w zasadzie wszedzie tak samo slaba muzyka i raczej pustawo. Pozniej udalismy sie na jakis rooftop bar, ale po paru minutach poszlismy. Trafiliśmy do jakiegos klubu dla smietanki wietnamskiej. Muzyka tak samo beznadziejna XD ale dziwniejsze bylo zachowanie bedacych tam ludzi - nikt nie tanczyl, wszyscy tylko wokol stolikow pili i robili sobie zdjecia. Wszystko na pokaz. Jak tak chodziliśm to kupilismy sobie 30 minutowy masaz stop za 4.5$. Oczywiscie bylo proponowane cos wiecej, ale nie chcielismy. Wrocilismy do pierwszego baru, bylo juz duzo ludzi. Muzyka nie musze mowic jaka i starzy biali tanczacy z 3-krotnie mlodszymi prostytutkami... Wrocilismy w okolice Bui Vien, rozpadalo sie, ale poznalismy jakiegos Irlandczyka, ktory od roku sobie podrozuje. Bar otwarty 24h i pomimo, ze typ jest w Wietnamie 10 dni to kazdego juz tam znal xD No wiec nic ciekawego i okolo 5 wrocilem do domu. Byla straszna ulewa, ale ja oczywiscie zamiast taksowki za 3.5$ wolalem pobiec do sklepu, kupic nakrycie przeciwdeszczowe za 0.7 usd i jechać w te ulewe skuterem za dolara XDD ale jazda byla super, niesamowite przezycie. W ogole to fajna sie zrobila jazda tymi skuterami, ale czasem jest stresik. W piatek wychodze z innymi 2 Polakamim, ktorzy sa w Wietnamie dluzej, wiec moze pokaza mi bardziej lokalne miejscowki.

    Ogolnie co do dziewczyn to jeszcze nie mogę za duzo powiedzieć, ale narazie nie zmienilo sie to co przeczuwałem przed przyjazdem - fanem Azjatek to ja raczej nie zostane. Paradoksalnie, moim zdaniem jest trudniej niz w PL, a przynajmniej dla mnie (lub z moimi wymaganiami xD). Co prawda na Tinderze wskakuje duzo wiecej lajkow, ale nie porownywalbym tego z Polska z kilku powodow:
    Po pierwsze, typowa Azj@tka jest brzydsza niz nasza P0lka, wiec odsiew jest duzy.
    Po drugie, trzeba trafic na dziewczyne, ktora mowi po angielsku przynajmniej w stopniu komunikatywnym, a i nawet taki poziom jest meczacy i bardzo nudny.
    Kolejny mankament to to, ze tutaj jest dużo wieksze parcie na slub, rodzine i powazny zwiazek. Taka Polska kilkadziesiat lat temu. Ja zdecydowanie preferuje podejscie jak w USA - pierwsza randka i jak jest fajnie to idzie sie do lozka, a nie jakies konwenanse. Odrzuca mnie to parcie na serious relationship. Czym laska bardziej ma światopogląd taki jak ja, tym bardziej prawdopodobne, ze bede chcial z nia być w zwiazku xD
    Tak wiec moim zdaniem wychodzi na to, ze majac nawet wieksze wziecie jako bialy, jest tu trudniej niz w Polsce. Powiedziałbym nawet, ze Wietnamczycy maja latwiej. Mysle, ze moj mlody wiek tez moze odgrywac tu kluczowa negatywna role. Duzo dziewczyn nie ma kompletnie poczucia estetyki, a jest to dla mnie kwestia niesamowicie wazna. Z tego co slyszalem, to nalezy tu za laske placic nawet pierwszej randce. Jako tako uwazam to za akceptowalne tylko ze wzgledu na duze dysproporcje zarobkow miedzy Wietnamczykami, a bialymi. Jesli chcesz tu szukac dziewczyny/zony to dochodzi kwestia czy laska nie leci na paszport.
    Wiec jak czyta to jakas fajna #p0lka chetna na emigracje do Wietnamu to hit me up asap XDD

    Wieczorem jeszcze pojechalem do innego hostelu gdzie mialem domyslnie spac (ale nie spalem, bo chcieli mi podbic cene przez przyjazdem) po klawiature, ktora zamowilem z Chin. O dziwo obylo sie bez problemow. Jak wszedlem do hostelu to pierwsze słowa właścicielki to "Hi, oo you are very handsome". W sumie to niewiele zrobiłem, bo obudzilem sie o 16.

    Jeszcze co do pogody to jest ona zdecydowanie lepsza niz w Tajlandii. Teraz jest podobno najgorszy okres w Wietnamie - goraco, duszno i deszczowo. Mimo to, czulem sie bardzo komfortowo w dlugich spodniach jak chodzilismy wieczorem. Oddycha mi sie tez lepiej niz w Polsce, bo jest bardziej wilgotno.

    Musze tez sprostowac sprawe reklamowki i kawy. To nie byla reklamowka a tasiemka wokol kubeczka z "reklamowkowym" uchwytem. Pomijając fakt plastiku, to jest to naprawde fajna sprawa.

    Jeszcze troche i zaczne etap szukania roboty XD
    Ponawawiam tez prosbe: gdyby ktos w Polsce mial powiazania z jakas agencja pracy importujaca Azjatow do pracy w Polsce - niech sie odezwie na priv. Bede bardzo wdzieczny!

    Podsumowujac to fajnym jest to, ze nawet jak nasrasz na srodku ulicy, to pewnie nikt ci nie zwróci uwagi, bo jesteś bialy. Elo
    A dzisiejsza historia z eskapada zaniesienia laptopa do serwisu w celu wymiany klawiatury zasluguje na oddzielny wpis xD

    pokaż spoiler #wietnam #podroze #podrozujzwykopem #azja #pracazagranica #azja #angielski #praca
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Screenshot_20190725-040912.jpg

    +: z.............y, P.......y +227 innych
  •  

    Dobra Mirki, wczoraj wyladowalem w tych Wietnamach i nadal zyje XD

    To zaczne od spraw organizacyjnych:
    - swoje wpisy bede publikowal pod tagiem #wietnamwpjoterze
    - moje aktualne poczynania mozecie sledzic na Insta gdzie dodaje rozne shitstory: pienionszki
    - jesli ktos chce zeby go dodatkowo wolac do kolejnego wpisu moze zapisac sie na liste:
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

    Ciesze sie, ze moj wpis spotkal sie z takim zainteresowaniem i otrzymalem tyle milych slow. Bylo mi bardzo cieplo na serduszku (ʘ‿ʘ)

    To zaczne od poczatku. Jak wyladowalem to musialem udac sie do okienka z promesa wizowa po wize. Widac, ze urzednicy zmeczeni i znudzeni tym wszystkim, wiec nie bylo cieplych usmiechow. Dalej przy sprawdzaniu paszportow pani celniczka nawet nie odpowiedziala mi na hello. Potrzebowalem ich waluty, a ze kurs na lotnisku jest dobry, to wymienilem tam troche pieniedzy. Tutaj rowniez ludzie bardzo oschli i niemili.

    Jakos o 12 dojechalem do zarezerwowanego wczesniej hotelu. Naprawde spoko miejsce za dobra cene. Jedyne co, to za oknem non-stop buczala klimatyzacja i bylo to troche uciazliwe zwlaszcza, ze bede tu na pewno ponad tydzien. Dzisiaj poprosilem o zmiane pokoju i nie bylo z tym zadnego problemu. Akurat dobrze trafilem, bo byl prawdopodobnie wlasciciel, ktory mowil bdb po angielsku, bo z obsluga tylko google translate. Planowalem sie przespac tylko chwile, ale bylem tak zmeczony, ze obudzilem sie po 18. Slonce zachodzi tu o 18:20, wiec bylo juz ciemno + aktualnie jest tu pora deszczowa i padal deszcz, ale musialem isc cos zjesc i najwazniejsze - kupic karte sim.
    Karte sim mozna kupic w oficjalnych salonach operatora lub w roznych sklepikach. Te kupowane w sklepikach sa juz zarejestrowane na kogos, wiec moga przestac w kazdej chwili dzialac i byloby trzeba isc je wtedy przerejestrowac na siebie. Chcialem kupic w oficjalnym salonie, ale zadnego nie bylo w poblizu + bylo pozno, wiec kupilem w jakims sklepiku z zamiarem przerejestrowania jej kiedy indziej. Za karte zaplacilem 40k dongow, (10k dongow to ok. 0.43 $ = 1,6 zł) 10k mniej niz w salonie. Karty sa puste, wiec doladowalem za 100k, a za internet 3 GB zaplacilem 70k. Internet jest szybki i praktycznie wszedzie lapie LTE.

    Przyszedl czas na pierwsze jedzenie XD ciemno, leje deszcz, ale podszedlem do jakiegos streetfodu. Chcialem sobie zjesc cos znanego z PL czyli bun bo nam bo - troszke bulionu, makaron ryzowy, wieprzowina i warzywa. Uwielbiam wietnamskie jedzenie i w Polsce czesto je jadlem, ale tutaj mam jeden problem - ich nazewnictwo. W Polsce bylo np. bun bo i bun ga czyli wersja z wieprzowina lub kurczakiem. Tutaj te nazwy sa kompletnie inne, bardzo do siebie podobne i po prostu nie wiem jak zamowic to co chce i czym to sie wszystko rozni. Teraz wypadlo mi z glowy jak ja wczoraj wytlumaczylem co chce, ale potwierdzili mi, a gdy zapytalem o cene to powiedzieli 80k. Pokazali na palcach + banknotach, wiec dobrze zrozumialem. Dostalem jedzenie, ale nie to co chcialem, bo dostalem (chyba) zupke pho bo. Zjadlem (bardzo dobre), bo w sumie nie robilo mi to roznicy, ale tak zdalem sobie sprawe, ze czemu ja sie zgodzilem na 80k XD toc to duzo pieniedzy i mnie orzneli. Mowie sobie dobra, blad nowicjusza, to tylko kilka zlotych i juz i tak nie chce mi sie szukac dalej. Jescze mi nalali jakiegos picia z dzbanka, nie mam pojecia co to bylo, ale lekko slodkawe, nawet dobre. I tutaj nadchodzi moment mily i zaskakujacy: zjadlem, ide zaplacic, daje 200k, a oni wydaja mi 175 albo 185 (nie pamietam dokladnie). No i tak mysle czy znow mnie chca orznac i dali mi inne banknoty czy oni sie pomylili czy co. Tak stoje, patrze, licze, pytam czy nie za duzo mi dali, (przez google translate) a oni tylko cos sie smieja XD no to se poszedlem. Mysle, ze na poczatku chcieli mnie naciagnac, ale popatrzyli, ze taka samotna ciapa siedzi i wpieprza te zupke to sie zlitowali i dali cene dla lokalsow XDD Jeszcze jak wracalem do hotelu taka ciemna uliczka to jakas babka sie wyrabala na skuterze. Podszedlem, pomoglem jej podniesc skuter, kask i pytalem czy wszystko ok, a ona taka w sumie niewzruszona wsiadla i pojechala dalej XD. Poznym wieczorem jeszcze zamowilem przez wietnamska aplikacje taka ich bagietke z miesem i warzywami - Banh Mi. Byla przepyszna i kosztowala 15k + 10k za dowoz.

    Dzisiaj wstalem wczesnie rano, przenioslem sie do innego pokoju i mialem zaplanowane 3 glowne rzeczy do zrobienia - przerejestrowac karte sim na siebie, wyslac pocztowki i wymienic wiecej pieniedzy. Na sniadanie kupilem znow Banh Mi obok hotelu oraz kawe. Tutaj smutny obraz Azji: kawe wzialem na wynos, wiec normalnie dostalem w plastikowym kubeczku, ale zamiast po prostu dac mi go do reki to pani wlozyla go jeszcze do malej foliowki. To dosc znany fakt, ze w Azji mocno naduzywa sie plastikowych toreb.

    Salon sieci komorkowej byl 1.6 km od mojego hotelu, a poczta po drodze to uznalem, ze zrobie sobie spacer. Na poczcie kartek pocztowych nie maja. Cala droge do salonu i jeszcze dalej ich szukalem, ale nigdzie nie bylo. W ogole oni w wiekszosci nie ogarniaja co to jest kartka pocztowa nawet przez google translate + pokazywanie obrazkow, wiec @pod_kop, ktory wygral rozdajo bedzie musial poczekac az udam sie do bardziej turystycznej dzielnicy. No ale wracajac do "spaceru" XD Takie cos jak chodnik nie istnieje. Obszar po bokach ulicy pelni role parkingu dla skuterow i miejsce dla straganow/sklepow. Przechodzenie przez ulice to Sajgon, ale jest dosc intuicyjne, bo po prostu idziesz, patrzysz w te strone, z ktorej jada skutery i one cie omijaja (no chyba, ze ktorys sobie akurat jedzie pod prad lub robi inne wygibasy). Bylem na to gotowy, mam juz w tym doswiadczenie i idzie mi to niezle, ale mimo wszystko chodzenie jest mega stresujace, bo wymaga duzego skupienia. Chcialem sie wycwanic i isc okrezna droga malymi uliczkami, ale ich uklad jest na tyle skomplikowany, ze idzie sie rownie ciezko co caly czas prosto.
    W koncu doszedlem do salonu, na szczescie zdjecie paszportu wystarczylo do rejestracji karty (nie chcialem brac go dla bezpieczenstwa z hotelu). Wyslalem go pani na whatsappie, ona mi jeszcze cyknela fote i kazala sie 2x podpisac na jej telefonie XD bezpieczenstwo danych lvl Azja. Pochodzilem jeszcze po okolicy szukajac pocztowek, ale nigdzie nie mieli. Przechodzilem obok jakiegos ryneczku i normalnie ryby i mieso rozlozone na jakichs foliach lub stolach bez zadnego lodu w 35 stopniach.

    Uznalem, ze skoro chodzenie pieszo jest tak stresujace, a predzej czy pozniej bede musial jezdzic sam lub jako pasazer skuterem - zamowilem moto-taxi. Najlepsze jest to, ze ja w zyciu nawet nie siedzialem na skuterze ani jako pasazer, ani jako kierowca XDD Przyjechal pan z Graba (Uber w Azji), oczywiscie tak jak kazdy calutki szczelnie zakryty przed sloncem (wyglada to komicznie bo ci ludzie naprawde sa tak opatuleni ubraniami, ze bialy czlowiek by sie ugotowal xD), zalozylem kask i jedziemy. No przygoda zycia XDD ale o dziwo - duzo mniej stresujace niz chodzenie pieszo. Za przejazd ~2km zaplacilem 12k.

    W okolicy hotelu wymienilem pieniadze i poszedlem znow szukac tego bun bo nam bo XD kazdy stragan zwykle specjalizuje sie w jednym daniu i nie moglem znalezc tego buna. Trafilem w koncu do jakiegos miejsca gdzie mieli wieksze menu i jakies nawet znajome nazwy, wiec pokazuje im artykul z Wikipedii po wietnamsku, ze chce buna. Maja. Zadowolony siadam. Przynosza mi znow taka zupe co dzien wczesniej XDD Mi juz sie nie chce znow jej jesc, wiec pokazuje im znow, ze chcialem buna, pokazuje obrazki, a oni skonsternowani pokazuja mi bun cha w menu (to tez jadlem w PL) i pytaja czy chce to, wiec mowie, ze tak i mi wymienili. Bylo dobre. Za puszke 200 ml RedBulla i bun cha zaplacilem 57k. Musze sobie przetlumaczyc ich menu to pewnie tam wroce.

    W Wietnamie jest 5 godzin do przodu wzgledem czasu polskiego, wiec pewnie dzis na wieczor wyjde z jakimis ludzmi z Couchsurfingu. Na koniec jeszcze rzuce kilka spostrzezen:
    - spodziewalem sie gorszego powietrza. Jest gorsze niz w Polsce, ale bez przesady. Wyczuwalnie gorsze jest przy glownych ulicach, poza nimi jest moim zdaniem w porzadku.

    - pewnie wiele osob zapyta czy jest goraco. Ciezko okreslic tutejszy klimat jesli ktos nie byl nigdy w Azji. W momencie pisania tego wpisu jest mniej więcej 16:30, temperatura wynosi 34 stopnie, a odczuwalne 39. Teraz jest najgorszy okres w roku czyli pora deszczowa, wiec jest goraco, duszno i wilgotno. Jednym z glownych powodow dlaczego wyjechalem z Polski byla zima. Zdecydowanie wole taki klimat, anizeli np. 0 stopni, wiec sprawa temperatury to juz osobiste odczucia. Z reszta w Polsce lato jest okropne, bo nie ma kultury klimatyzacji. 30 stopni i w autobusie umierasz jesli laskawy pan kierowca jej nie wlaczy. W mieszkaniach tez rzadko kto ma klimatyzacje. Tutaj w kazdym pomieszczeniu zamknietym jest klima i teraz jest dla mnie znosnie, a organizm sie przyzwyczaja, wiec bedzie jeszcze lepiej.

    - wszystkie te rzeczy typu kupno karty sim czy pocztowki moga sie dla niektorych wydawac prostymi i podstawowymi czynnosciami. W rzeczywistosci jest to dosc skomplikowane, gdy ludzie nie mowia w zadnym znanym ci jezyku + sa zwykle naprawe bardzo nieogarnieci i przestraszeni (?)

    - no wlasnie, ludzie: nie chce sie za duzo w tej kwestii sie wypowiadac, ale powiem o swoich pierwszych odczuciach. Tak jak np. w Iranie pierwsze co odczulem to niesamowita przyjazn i chec pomocy ze strony Iranczykow, tak tutaj pierwszym glownym odczuciem jest to, ze sa bardzo nieogarnieci. Ciezko im cos wytlumaczyc, nawet pokazujac obrazki. Bariera jezykowa podobna co wlasnie np. w Iranie, ale oni jednak chyba lapali duzo szybciej. Ten temat ewentualnie sprostuje za jakis czas.

    - o ile podobno wieksza przestepczosc tu nie wystepuje, o tyle czesto zdarzaja sie kradzieze np. telefonow przez zlodziei na skuterze czy pieniedzy z hotelu. Dosc meczace i paranoiczne jest ciagle uwazanie na portfel i telefon. O ile utrata pieniedzy lub rownowartosci telefonu nie jest tak straszna, to sama utrata telefonu, na ktorym ma sie duzo istotnych danych jest przerazajaca.

    - w Wietnamie naprawde trzeba wprowadzic w swoje zycie "filozofie XD"

    - no i porada XD jak chowacie kase w walizce/plecaku to lepiej sobie zapisac gdzie sie ja schowalo, bo dzis spedzilem jakies 30 min na poszukiwaniu 1 z 3 czesci swoich pieniedzy XDDD

    Uff, troche dlugi zrobil sie ten wpis, ale staralem sie opisac wszystko w miare dokladnie. Zdaje sobie sprawe, ze duzo kwestii to tak naprawde duperele, ale jak widac takie podstawowe czynnosci jak spacer czy kupno jedzenia to calkowicie inne przezycia i wyzwania niz w Europie, wiec beda pewnie osoby, ktore takie rzeczy zaciekawia. Staram sie opisywac wszystko obiektywnie, a nie w cudownych barwach. Taka przeprowadzka samemu na drugi koniec swiata jest stresujaca, ale nie odbierajcie tych opisow jako narzekanie. Takie kwestie jak luzne podejscie do wielu spraw (np. rejestracja telefonu zdjeciem) uznaje za plus, a zamawianie jedzenia to kwestia nauczenia sie. Jest tez tanio, a zarobki dla expatow z tego co wiem wysokie. Generalnie mysle, ze jak zaczne bardziej wszystko ogarniac i sie przyzwyczaje to zycie tu bedzie fajne (ʘ‿ʘ)

    A no i prosba: gdyby ktos w Polsce mial powiazania z jakas agencja pracy importujaca Azjatow do pracy w Polsce - niech sie odezwie na priv. Bede bardzo wdzieczny!

    #wietnam #podroze #podrozujzwykopem #azja #pracazagranica
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20190723_133817_061.jpg

  •  

    Borze Mirki jutro zaczynam dorosłe życie XD

    Mam 21 lat, 2 tygodnie temu obroniłem pracę licencjacką i właśnie rozpoczynam realizowanie swojego marzenia, a mianowicie WYPROWADZAM SIĘ DO WIETNAMU XD A NIGDY NIE BYLEM W WIETNAMIE XDDD jutro mam lot.
    Ale to nie koniec iksdeków. Jak każdy biały zacznę od nauczania angielskiego (mam też kilka innych pomysłów na później), ale ja nigdy nie uczyłem angielskiego ani w ogóle niczego XD skończyłem finanse i rachunkowość. No i też jadę sam w ciemno, bo na miejscu brak załatwionej pracy, mieszkania ani znajomych. Na miejscu mam jedynie zarezerwowany hotel. Ale w sprawach teoretycznych myślę, że odrobiłem lekcje bardzo solidnie!

    Ogólnie to na początku muszę odnowić 2 szczepienia i rozeznać teren, bo to wiecie... trzeba usiąść na spokojnie. Sam nie wiem czy bardziej się cieszę z wyjazdu czy stresuję kwestią nauczania. Chciałem dostać od Was trochę dobrej energii, więc organizuję #rozdajo kartki z Ho Chi Minh City, bo tam właśnie będę mieszkał. Losowanie przeprowadzę po wylądowaniu czyli w poniedziałek.

    Jeśli będzie zainteresowanie to mogę opisywać rozwój mojego nowego życia z perspektywy młodego blondyna z silną linią szczęki w Azji, który nie ma pojęcia o nauczaniu xD Kto chce być wołany do następnych wpisów niech zaplusuje pierwszy komentarz.

    #wietnam #podroze #podrozujzwykopem #azja #pracazagranica
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20190720_112131_754.jpg

  •  
    d...n

    +6

    Pracuję w firmie, która zajmuje się usługami sanitarnymi związanymi z obsługą koncertów i festiwali. W firmie mamy ponad 40 kierowców, których zadaniem jest zawieść kibelki, serwisować je na miejscu i przywieźć do firmy lub przewieźc na kolejne wydarzenie.

    Firma nie wywiesiła co prawda tęczowej flagi na dachu siedziby (mimo że siedziba mieści się w jednym z najbardziej promujących "równość" krajów) ale jak najbardziej jest tolerancyjna i nastawiona na równość, zwłaszcza równouprawnienie. Pracuję już drugi rok w dziale IT i jednym z moich zadań jest pomoc przy procesie rekrutacyjnym a konkretnie aktualizacji ogłoszeń o pracę i zarządzanie kontami w serwisach na których umieszczamy ogłoszenia.

    Wynagrodzenie dla pracy kierowcy jest bardzo atrakcyjne i pod kątem finansowym zazdroszczę pensji kierowcom.

    Jak myślicie:
    Ile kobiet kierowców zatrudniamy?
    Ile kobiet kierowców firma zatrudniła w ponad 20 letniej historii jej istnienia?
    Ile kobiet zgłasza się na to stanowisko pracy?

    #pracabaza #pracazagranica #rownouprawnienie #teczowepaski #neuropa #feminizm #4konserwy
    pokaż całość

  •  

    Jutro czas wracać do pracy po urlopie, by rozpocząć już ostatni dział, po którym zapadnie decyzja, które ze stanowisk ostatecznie podejmę. Dlatego opiszę Wam trzeci z kolei dział, w którym pracowałam, a mianowicie Operations (Operacje lotnicze).

    W Opsach mamy dwa stanowiska: Operations Communications Officer oraz Operations Officer. Ten pierwszy ma za zadanie odciążyć Ops Officera poprzez odczytywanie wszystkich wiadomości ACARS oraz e-maili, odpowiadaniem na nie, bądź przekierowaniem ich do odpowiednich działów. Poza tym, bookuje runway slots (pozwolenia, by samolot mógł wyleciec lub przyleciec z/do danego lotniska), gdy zachodzi taka potrzeba (np. z powodu przekierowania, ferry flights, postóju technicznego) oraz zajmuje się sprawami związanymi z cateringiem (załoga może poprosić o dodatkowe posiłki, wodę czy plombę do wózka cateringowego).

    Operations Officer zaś dba o to, by każdy lot wystartował o czasie poprzez zapobieganie oraz minimalizowanie opóźnień. Może to zrobić poprzez zamianę samolotów albo użycie samolotu na standby - wtedy musi współpracować z Crewing Officerami, by upewnić się, że jest załoga, która wykona rejs na tym samolocie.
    Ops Officer również otrzymuje wszystkie wiadomości dotyczące usterek technicznych samolotów, które powodują ich uziemienie (AOG - Aircraft On Ground), na krócej lub dłużej. Oczywiście biorąc te opoźnienie pod uwagę, podejmuje on decyzję o ewentualnej zamianie samolotu oraz jest w kontakcie z MOC (Maintenance Operations Control), którzy wiedzą, jak długo naprawienie usterki potrwa.

    Innym ważnym zadaniem Ops Officera jest upewnienie się, by żaden z rejsów nie miał na tyle opóźnienia, by złamać ciszę nocną na lotnisku (curfew). Jeśli nic się nie da zrobić, by samolot wylądował/ruszył zanim nastąpi cisza nocna, czasami lepiej jest odwołać lot, lub przełożyć na następny dzień (overnight delay), aby uniknąć grzywny - dotyczy to szczególnie lotnisk AMS oraz CDG (z naszej siatki połączeń), które mają najwyższą wysokość grzywny. Niektóre lotniska mają tzw. soft curfew, czyli samolot może np. wylądować 15min po ustanowionej ciszy nocnej, po uzyskaniu wcześniej pozwolenia.

    O ile Crewing Officerowie nie mają potrzeby współpracowania z Customer Disruptions Officerami, tak Operations Officer jest tym, który musi współpracować zarówno z jedną, jak i z drugą stroną, dlatego nie bez powodu siedzi on właśnie pośrodku, by na bieżąco informować o sytuacji i współpracować z nimi.

    Pominęłam najbardziej rutynowe zadania Ops Officera, jak np. aktualizowanie informacji w systemie, o której godz był pushback/take off/touch down/landing, push to slots, czy o delay codes, bo wpis byłby za długi. I chociaż nie jestem zainteresowana pracowaniem w tym dziale, to cieszę się, że mogłam się nauczyć m.in. czytać METARy oraz TAFy (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    Linki do poprzednich wpisów:

    Crewing/Crew Control
    Customer Disruptions

    #uk #anglia #lotnictwo #linielotnicze #pracazagranica #pracbaza
    pokaż całość

  •  

    Siema Mirki !
    Już jutro kończę swój 7 tyg kontrakt #praca w #norwegia . Chciałbym zrobić podsumowanie co, ile, jak, kiedy, czy sie opłaciło i czy wrócę. Jeśli bedą chętni będę wołać,a jeśli takich nie będzie to wyląduje w szufladzie ;)
    #praca #pracazagranica #emigracja #podsumowanie #pracabaza #kiciochpyta pokaż całość

  •  

    Za 3 tygodnie wyjeżdżam do Norwegii w okolice Molde. Mam tam brata. Mireczki poradźcie coś, gdzie szukać pracy? Różnosic cv czy wysylac maile? Jestem typowym robotnikiem fizycznym, pracowałem jako pomocnik mechanika samochodowego przez 3 lata, jeździłem wózkiem widłowym na firmie u wujka. Mam średnie wykształcenie. Angielski mam na dobrym poziomie, dogadam się z każdym. Norweskiego uczę się codziennie od ostatnich 2 miesięcy, podręczniki, książki, słucham tamtejszego radia żeby się trochę osluchac tego języka. Każda porada będzie mile widziana. Trzymajcie kciuki :)
    #emigracja #pracazagranica #praca #norwegia
    pokaż całość

    •  

      @kamilo1993 Masz zablokowane PW chyba bo nowe konto na Wykopie, musiałbyś odblokować.
      Ale nie ma tu nic tajnego więc wkleje niżej :) Choć kurde chyba teraz nie dają tego 7 dniowego premium dla obu z zaproszenia, ale nie ma tam wielkiej presji bo jak wspominałem Duo w wrsji darmowej jest w pelni funkcjonalne. Z Memrise znacznie gorzej, tam chyba nawet się nie da darmowej używać sensownie więc jak była promka 60zl na rok to wziąłem. Ale jest słabsze od Duo :F Duo za to tyle kosztuje ze no wstrzymuje się już rok z premium. Oni nawet nie cisną, chyba tak dobry hajs maja z reklam coś czuję :)

      A widzisz Mondly nie znałem! Badam! TBH dopiero biorę się za norweski na poważnie bo dotąd tylko szwedzki.

      Learn a language with me for free! Duolingo is fun, and proven to work. Here’s my invite link: https://invite.duolingo.com/BDHTZTB5CWWKTQ2LHDD2HXKL3I?v=la
      pokaż całość

    •  

      @Saeglopur Oj faktycznie mam pewnie zablokowany priv bo konto nie dawno założyłem :) Dzięki za link, powodzenia w nauce :) Pozdrawiam :)

    • więcej komentarzy (13)

  •  

    Dzień dobry Mireczkom i Mirabelkom!

    Dawno nie pisałam, jak mi leci na apprenticeship, w ramach którego pracuję dla linii lotniczej w #uk .

    Wspominałam o pierwszym dziale, w którym pracowałam, a mianowicie o Crewing/Crew Control (chociaż u nas ten pierwszy termin jest używany), nie napisałam natomiast o Customer Disruptions oraz Operations (ale o tym dziale będzie następnym razem).

    Szkolenie na Customer Disruptions, to była bułka z masłem w porównaniu do Crewingu. Ba, ośmielam się nawet to samo stwierdzić o Operations - w Crewingu jednak było najwięcej do nauczenia się.

    Do rzeczy: na czym polega praca w Customer Disruptions? Jak sama nazwa wskazuje, wszystkimi zakłóceniami w locie, takie jak opóźnienia, odwołanie lotu, overnight delay (przełożenie lotu na następny dzień rano), dywersje (to takie słowo funkcjonuje po polsku? Mam na myśli angielskie "diversions"), zawracanie samolotu przed jego wzbiciem się w powietrze (przed take-off, tzw "return to stand"), spowodowane usterką techniczną/pasażerem, który nagle się źle poczuł/jakikolwiek inny powód, zajmuje się Customer Disruptions Officer, dawniej Airport Liaison Officer.

    Jest on odpowiedzialny za komunikację z pasażerami - poinformowaniem ich opóźnieniach i jego powodach (za pomocą aktualizowania Flight Trackera, który można znaleźć w aplikacji linii do odprawienia się online). CDO jest również w ciągłym kontakcie z Ground Handlingiem, dlatego prosimy ich o zorganizowanie transportu dla pasażerów w przypadku diversions (czyli, gdy samolot ląduje gdzie indziej, bo na lotnisku docelowym nie można wylądować, np z powodu złych warunków pogodowych), wydanie voucherów, itp. Również CDO, w porozumieniu z firmami, z którymi linia współpracuje, organizuje noclegi w hotelach dla pasażerów, gdy to konieczne.

    Ponadto, CDO pomaga we wszelakich nietypowych problemach z bookingiem (jak np w przypadku overbooking, albo gdy mamy pasażera, ktory ma zakaz podróżowania naszymi liniami, bo jest podejrzewany, np o jakieś oszustwo, nie ma odpowiednich dokumentów, itp.) - w przypadku jednak zwyczajnej obsługi rezerwacji (jak np. przełożenie lotu na inny dzień z powodu widzimisię pasażera) zajmuje się Airline Support Line - z siedzibą w Indiach :P

    Myślę, że jest tego jeszcze więcej, ale nie przychodzi mi do głowy, bo aktualnie pracuję dla Operations. I w następnym wpisie opiszę ten dział.

    A tymczasem miłego dnia wszystkim życzę!

    #uk #anglia #lotnictwo #pracazagranica #pracbaza #linielotnicze
    pokaż całość

  •  

    Mireczki, jakoś za dwa tygodnie wyjeżdżam do pracy w Holandii na 8 tyg, żeby móc się za swoje na studiach od października utrzymać a nie pasożytowac na rodzicach i strasznie się stresuję ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ raz w życiu byłem za granicą a co dopiero pracować, macie jakieś porady co zabrać ze sobą na co uważać już tam? #pracbaza #praca #holandia #pracazagranica #gownowpis pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #pracazagranica

0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów