•  

    Dzieło "Teozoologia, albo wiedza o dewiacji małpiosodomickiej i boskim elektronie" która opowiada o rasowym zepsuciu aryjczyków i szansie na przywrócenie dawnej świetności. Według ariochrześcijaństwa Chrystus był bojownikiem o czystość rasową, i za tę sprawę zginął z rąk żydowskich podludzi.
    Adolf Josef Lanz (1874-1954). Po wstąpieniu w 1893 do zakonu cystersów przyjął imię o. Jörg. W tym czasie miało miejsce historyczne odkrycie w dziejach ewolucjonizmu: E. Dubois na Jawie odkrył szczątki, jak to określił, małpoluda (pitekantrop, dziś zwany Homo erectus). Dumając w krypcie templariusza nad szczątkami małpoluda, wielebny postanowił oświetlić odkrycia paleontologii Pismem Świętym — w ten sposób powstała teozoologia.
    W latach 1903-1904 Lanz opublikował w czasopiśmie biblijnym cykl artykułów pt. Biblijny małpolud. Odkrył w Starym Testamencie dowód na mieszanie się ludzi z niższymi gatunkami. Dorobek swej chrześcijańskiej paleontologii wyłożył w publikacji z 1905: Teozoologia, albo wiedza o dewiacji małpiosodomickiej i boskim elektronie, która opowiada o rasowym zepsuciu aryjczyków i szansie na przywrócenie dawnej świetności.
    Według ariochrześcijaństwa Chrystus był bojownikiem o czystość rasową, i za tę sprawę zginął z rąk żydowskich podludzi. W wymiarze postulatywnym teozoologia oznaczała „wojnę rasową włącznie ze skalpelem kastracji". [ 1 ]
    Lanz przykładał swą biblijną lupę do wszelkich nowinek naukowych. Jego uzupełniająca teozoologię teoria „boskiej cząstki" powstała dzięki nowym odkryciom w dziedzinie radiologii i elektromagnetyzmu. Otóż kiedy w 1903 Becquerel otrzymał Nobla za odkrycie promieniotwórczości, w tym samym roku profesor fizyki Prosper-René Blondlot ogłosił odkrycie promieni N. Odkrycie to rozwinął następnie profesor medycyny Augustin Charpentier, który w 1904 opublikował na ten temat kilkanaście artykułów, wykazując, że promienie N emitowane są również przez ludzkie ciało i mają zdolność wzmacniania zmysłu wzroku i innych telereceptorów.
    Nawet Becquerel dorzucił swoją cegiełkę do wiedzy o nowych promieniach a w kilkanaście miesięcy ukazało się na ten temat ok. 300 publikacji, głównie uczonych francuskich. Lanz wywiódł z tego, że jeśli oczyścimy się rasowo, to odzyskamy paranormalne zdolności aryjskie (takiej jak telepatia czy jasnowidztwo).
    Teoria promieni N opierała się na dorobku Barona Carla von Reichenbacha, austriackiego chemika, który w połowie XIX w. sformułował teorię „siły odynicznej", unowocześnioną wersję dawnej vis vitalis alchemików. Problem z promieniami N polegał na tym, że widziano je niemal wyłącznie we Francji. Twierdzono więc, że Niemcy nie mogą ich dostrzec, bo piją za dużo piwa, u Anglików natomiast za dużo jest mgły. Przedłużające się zaćmienie francuskiej nauki przerwał w końcu amerykański fizyk, Robert W. Wood, który we wrześniu 1904 na łamach „Nature" udowodnił, że promienie N niestety nie istnieją. [ 2 ]

    Wielebny Lanz nie tracił jednak impetu. Głosił „zbawienie przez oczyszczenie rasy" (Erlösung durch Reinzucht), co miało zostać zrealizowane w „klasztorach hodowlanych" (Zuchtklöstern), gdzie zweryfikowani aryjczycy mieli zapładniać zdrowe aryjki. W 1905 założył popularne czasopismo „Ostara", poprzez które propagował swe antysemicko-aryjskie poglądy.

    W 1899 opuścił cystersów a w 1907 założył własny — Zakon Neotemplariuszy (Ordo Novi Templi). Zmienił też swoje nazwisko na Lancz von Liebenfels, przypisując sobie pochodzenie od starej szwabskiej szlachty, osiadłej w sycylijskiej Messynie, dawnym centrum templariuszowym.
    Teorie te nie zostały potępione przez papieża, choć w tym czasie ekskomunikował inną renegatkę zakonną, Marię Franciszkę Kozłowską (1906), potępił ustawę o rozdziale Kościoła i państwa we Francji (1906), agnostycyzm (1907) oraz sillonizm (1910).
    Początkowo posługiwali się krzyżami jerozolimskimi, lecz z czasem opracowali swoje własne, będące wariacją czerwonego krzyża templariuszowego: czerwona swastyka w centrum, w czterech jej rogach podwójne lilie heraldyczne niepokalanego rycerstwa, na żółto-pomarańczowym tle. [ 3 ] Swastyka występowała jako jedna z odmian templariuszowego krzyża mocy, tyle że w kontekście chrześcijańskim nazywano to tetragramem lub krzyżem czterogammowym [ 4 ], dopiero przy końcu XIX w. odgrzebano sanskrycką nazwę symbolu — swastyka. Wobec popularności swastyki w tym okresie [ 5 ], Lanz sięgnął do jej templariuszowej wersji [ 6 ] i przypisał do niej koncepcje aryjskie oraz antysemityzm.
    reszta jest tu: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,8700/q,Aryjskie.chrzescijanstwo.i.swastyka.gen.Hallera
    #naukowcywiary #ateizm #ciekawostkihistoryczne #religia #chrzescijanstwo #faszyzm #bekazpodludzi #rakcontent #swiat #byloaledobre #nauka #pseudonauka
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

    •  

      @robert5502: pierwsze słyszę o promieniach N. Ależ to musiał być troll. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pierwsze słyszę o promieniach N

      @jalokimm: z wiki ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      "Weryfikacja N
      Eksperymenty prowadzone w innych laboratoriach, poza Francją, nie potwierdzały rezultatów uzyskiwanych przez Blondlota i innych francuskich uczonych. Efekt ten próbowano tłumaczyć w ten sposób, że Niemcy mają stępione zmysły przez nadużywanie piwa a Anglicy przez mgłę. Nie dowierzając tym tłumaczeniom, amerykański fizyk Robert Wood wybrał się do Nancy, aby na miejscu dokonać weryfikacji wyników. W zacienionym laboratorium niepostrzeżenie dokonywał modyfikacji aparatury (np. zabierając aluminiowy pryzmat), co jak się okazało, nie miało wpływu na odczyty czynione przez laborantów. Swoim działaniem Wood zdemaskował badaczy promieni N i wykazał fałszywość ich rewelacji. Opublikowanie przez niego wniosków ze swoich obserwacji w Nancy[3][4] spowodowało odrzucenie przez międzynarodową społeczność naukową całej teorii promieni N" pokaż całość

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Tresowanie katolika.
    Statystyczne dziecko statystycznego Polaka-katolika jest już od niemowlęctwa deformowane umysłowo poprzez tresurę, jakiej nie powstydziliby się nawet wybitni artyści cyrkowi. Niebawem po urodzeniu dokonuje się na bezbronnym dziecku przemocy polewając mu główkę zimną wodą i - nie pytając go o zdanie - wcielając je w szeregi wyznawców katolicyzmu. Następnie, kiedy tylko zacznie ono komunikować się otoczeniem, podejmuje się tresurę - każe się składać rączki, kreślić w powietrzu tajemnicze znaki, klękać na kolanka przed obrazkami i powtarzać niezrozumiałe dla dziecka słowa - zaklęcia. Zanim dziecko owo zacznie cokolwiek rozumieć z otaczającej go rzeczywistości, wbija mu się do główki system pojęć i znaków, a także gestów i zachowań, które w rezultacie wywołują u dziecka odruchy warunkowe, jak u słynnego psa Pawłowa. Wprowadza się do świata dziecka fikcyjne postaci, jak "bozia", której musi ono oddawać cześć i która jest uniwersalnym instrumentem do tresury w rękach rodziców. Za pomocą tego instrumentu wymusza się na dziecku wszelkie czynności i postawy strasząc, iż "bozia" pogniewa się lub przeciwnie - nagrodzi za uległość.

    Niezdolne więc jeszcze zupełnie do myślenia abstrakcyjnego dziecko umie już bardzo dobrze składać rączki, żegnać się, klękać i klepać niezrozumiałe paciorki oraz operować takimi pojęciami jak bozia, pacierz, modlitwa i pochodne z tego leksykalnego "skarbczyka". Kiedy więc owo dziecko zaczyna wreszcie coś "kumać" ma już gotowy obraz świata i nie musi dociekać co, jak i po co. W następnej kolejności dowie się niechybnie na lekcji religii w przedszkolu, a potem w szkole o raju, Adamie i Ewie, grzechu pierworodnym, arce Noego oraz wszystkiego pozostałego, co niezbędne jest do objaśnienia rzeczywistości. W rezultacie, wchodząc w wiek dojrzewania, polskie dziecko jest niemal całkowicie pozbawione własnego, krytycznego spojrzenia na świat, a podporządkowane jedynie słusznej jego wizji, zarządzanej przez rodziców i Kościół Katolicki.

    Nic więc dziwnego, że uzyskując pełnoletność nie przyjdzie mu nawet do głowy, że owa "bozia" to tylko hipoteza, a wszystko, co z nią związane to wyobrażenia, gdyż nikt nigdy żadnej "bozi" nie widział, nie słyszał ani w żaden inny sposób nie stwierdził wiarygodnie jej istnienia.

    Dorosły już człowiek, po kilkunastoletniej katolickiej tresurze, nie jest więc w stanie wychylić się poza klapki umysłowe, które mu zafundowano u zarania życia i zreflektować się, że Bóg, życie wieczne itp. to, owszem, bardzo pociągająca, atrakcyjna idea, jednak będąca wynikiem myślenia życzeniowego, marzeń człowieka, które skutecznie tłumią lęk przed śmiercią i nicością.

    Że w rzeczywistości, w której żyjemy, nic nie jest wieczne, nawet gwiazdy i cały Kosmos, że na żadne "niebo" nie ma po prostu miejsca w pustej, zimnej przestrzeni, i że nawet zjawiska niematerialne jak np. magnetyzm czy promieniowanie też są ograniczone w czasie i przestrzeni. Wyśniony i utęskniony "raj" oraz wieczność musiałyby w sensie dosłownym być nie z tego Wszechświata, a przecież o istnieniu jakiegoś innego nic nie wiadomo.

    Dla „poprawnie” ukształtowanego czyli wytresowanego i ułożonego katolika Bóg to jakby realna istota, obecna w jego świadomości i otoczeniu "od zawsze", w dzieciństwie jako "bozia", a następnie jako Bóg-ojciec, stwórca wszystkiego i najwyższy sędzia. Przeświadczenie to jest tak głęboko zakodowane w mózgu przeciętnego katolika, że nawet bezsporne osiągnięcia nauki, negujące niemal w całości sens i wiarygodność przekazów biblijnych, na których opiera się religia katolicka oraz detronizujące po kolei wszystkie cuda-niewidy, służące za dowody działania "sił nadprzyrodzonych", nie są w stanie zbić z tropu takiego osobnika i wywołać u niego proces myślowy weryfikujący wbite mu do głowy aksjomaty i dogmaty.

    A jeśli nawet przez niewielką chwilę błyśnie mu czasem jakaś heretycka myśl, to ów katolicki "software", którym został sformatowany i zaprogramowany, natychmiast kasuje wszelkie wątpliwości i rozterki przywracając "porządek" i przeświadczenie, że normą jest niewątpliwie teologiczny obraz świata, a wszelkie odmienne poglądy herezją i barbarzyństwem, bądź – w najlepszym razie - głupotą.

    Stąd też właśnie bierze się taki niewstrzymany speed oraz zasoby energetyczne, jakie prezentują na różnych forach niektórzy dyskutanci, zaangażowani czynnie po stronie klerykalno-katolickiej. Ja nawet wierzę, że część z nich kieruje się dobrymi intencjami mając poczucie misji do spełnienia. Bieda cała w tym, że także oni dotknięci są przypadłością, która ogranicza im pole widzenia i nie pozwala wyjść poza horyzont własnej, uformowanej trwale i niezmiennie umysłowości człowieka zaprogramowanego na jedną "melodię".

    Obecnie, w teokratycznym niemal państwie polskim, do Kościoła dołączyły też inne instytucje "zarządzające" człowiekiem, jak np. wojsko czy policja, gdzie obrzędy religijne są już w porządku niemal wszystkich uroczystości i gdzie wykonuje się je po prostu na rozkaz.

    Trzeba ogromnej wyobraźni oraz niezwykłego hartu ducha i siły woli aby przeciwstawić się temu zniewoleniu światopoglądowemu i podjąć walkę o faktyczną wolność słowa i sumienia, zapisane w polskiej ustawie zasadniczej.

    Do walki takiej większość populacji nie ma po prostu kwalifikacji intelektualnych i charakterologicznych, jest z góry skazana na powielanie tego schematu z pokolenia na pokolenie.

    Tym bardziej, że w sprawie wychowania dzieci niemały zamęt wprowadza konformistyczna i kunktatorska w wielu kwestiach Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, która już w sprzecznym wewnętrznie art.48 o brzmieniu: "Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania" tworzy karkołomną, paradoksalną konstrukcję logiczną czyniąc ten przepis czysto retorycznym i niewykonalnym.

    Jak bowiem pogodzić wpajanie dziecku własnych przekonań religijnych zapewniając mu jednocześnie wolność wyznania i prawo do przekonań odmiennych? A skąd niby owo dziecko ma brać te odmienne przekonania, skoro od niemowlęctwa wbija mu się do głowy tylko jeden model świata, a za wszelki opór w tej materii grozi kara najwyższa, czyli "szlaban" na komputer i gry?

    Pod tym względem moje pokolenie miało o niebo lepiej, bo za odmowę pójścia w niedzielę do kościoła dostawałem tylko pasem w dupę, ale pieczenie tyłka po kwadransie przechodziło i dalej miałem już święty spokój, aż do następnej niedzieli :)

    Obłudni konstruktorzy polskiej Konstytucji z 1997 r. nie poprzestali bynajmniej na hipokryzji artykułu 48, ale kontynuowali ten sposób myślenia również w art. 53 pisząc:

    1. Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii.

    2. Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują.

    3. Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami. Przepis art. 48 ust. 1 stosuje się odpowiednio.

    4. Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób.

    Przeczytawszy ten kolejny fragment ustawy zasadniczej, która jak chyba żadna inna – w demokratycznym świecie - poświęca tyle miejsca religii, chciałoby się ponownie zapytać:

    - W jaki sposób można zapewnić dziecku, gwarantowaną w art.48 oraz w pkt.1 art.53, "wolność sumienia i religii", skoro jednocześnie rodzice mają prawo lepić dziecko jak glinę na swoją modłę, izolując je od wszelkich konkurencyjnych poglądów i przekonań?

    - Jak w warunkach szkolnych, gdzie presja psychologiczna, biorąca się z "praw stada", tłamsi wszelkie odmienności światopoglądowe, a religia - przedmiot zajmujący się hipotezami i wyobrażeniami - jest traktowana jak obowiązująca norma społeczna, można uniknąć naruszania tejże wolności sumienia, w tym również prawa do wolności od wszelkich religii?

    Mnie, osobiście, te nielogiczne i kunktatorskie konstrukcje konstytucyjne przypominają słynne niegdyś rozporządzenie peerelowskiego ministra przemysłu spożywczego, który w latach 80. w dobie kryzysu zaopatrzeniowego, spowodowanego zachodnimi sankcjami handlowymi wobec Polski, jako "kary" dla polskich władz za wprowadzenie stanu wojennego, zarządził aby "producenci wyrobów czekoladowych ograniczyli udział kakao w wyrobach, podnosząc jednocześnie jakość tychże wyrobów". Która to jakość, jak powszechnie wiadomo, zależy głównie od … ilości kakao w czekoladzie. J

    Podobnie jest z religią w polskiej Konstytucji, która np. w pkt.1 art.25 stanowi, że

    "Kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione", ale już w pkt.4 stwierdza: "Stosunki między Rzecząpospolitą Polską a Kościołem katolickim określają umowa międzynarodowa zawarta ze Stolicą Apostolską i ustawy."

    Jakaż więc jest to równoprawność, skoro katolicy i ich organizacja mają zabezpieczone wszelkie przywileje i interesy ustawowo oraz w drodze umowy międzynarodowej, a tacy np. wyznawcy Kościoła Latającego Potwora Spaghetti muszą pokornie czekać na werdykt Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji czy urzędnicy uznają ich wiarę za godną legalizacji i urzędowej pieczątki, czy za fiksum dyrdum i każą im "spadać na drzewo"?

    Z kolei z pkt.2 art.25 w brzmieniu: "Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym" wojujący katolicy czytają tylko drugą część zdania złożonego, interpretując je w dodatku jako prawo do stopniowego opanowywania całej przestrzeni publicznej - stawiania kapliczek i wieszania krzyży gdzie tylko się da.

    W tym przypadku jest to również wynikiem zgniłego, konformistycznego sformułowania, które brzmi sprzecznie, bo jak można zapewnić bezstronność władzy, obwieszając urząd, w którym ta władza pracuje i decyduje, symbolami religijnymi, nie pozostawiającymi wątpliwości kto tu naprawdę rządzi?

    Niestety, nikt z luminarzy nauk prawniczych nie ośmielił się dotąd wyprowadzić opacznych interpretatorów prawa konstytucyjnego z błędu i wyjaśnić, że swoboda wyrażania własnych przekonań światopoglądowych w życiu publicznym, nie oznacza uprawnienia do zawłaszczania przestrzeni publicznej i naruszania tym samym identycznego prawa innych osób. Publiczne wyrażanie przekonań to możliwość organizowania publicznych uroczystości religijnych – nabożeństw, mszy, procesji, pielgrzymek itp. W życiu powszednim obowiązuje natomiast art.5 kodeksu cywilnego, który mówi o obowiązku przestrzegania zasad współżycia społecznego, czyli m.in. poszanowaniu przekonań i praw innych ludzi, z czym zawłaszczanie przestrzeni publicznej przez jedną grupę wyznaniową, nawet bardzo liczną, jest rażąco sprzeczne.

    Tak, oto, z kwestii wychowania (a właściwie tresowania) dzieci w duchu katolicyzmu przeszedłem niechcący do „wychowywania” przez bigoterię katolicką reszty społeczeństwa polskiego, które – zdaniem sfanatyzowanych „obrońców” religii powinno się im podporządkować.

    Ale czemuż się dziwić – czym skorupka za młodu nasiąknie …. Ponieważ sami zostaliśmy wytresowani, będziemy „jak Bóg przykazał” tresować następne pokolenia!
    #bekazkatoli #ateizm #polska #edukacja #szkola #pseudonauka #katolicyzm #indoktrynacja #polityka #byloaledobre #ciekawostki #religia
    http://www.eioba.pl/a/47nd/tresowanie-katolika
    pokaż całość

    źródło: zamerdani.pl

  •  

    Wykopki burzą się na popularność altmedu, coachingu, modnych bzdur czy innych szarlatanerii. OK. Ale jak to jest, że wasz cudowny, będący receptą na wszystko wolny rynek pozytywnie weryfikuje tych orłów przedsiębiorczości natomiast rzekomo zła, socjalistyczna służba zdrowia stosuje wyłącznie medycynę opartą na dowodach, a publiczne szkolnictwo uczy nauki zamiast pseudonauki?

    https://www.wykop.pl/link/4442345/jerzy-zieba-zarobil-23-miliony-w-2017-walczac-z-chciwoscia/

    #antykapitalizm - obserwuj nasz tag
    #neuropa #4konserwy #bekazprawakow #zieba #medycyna #antyszczepionkowcy #zdrowie #nauka #pseudonauka #altmed #socjalizm #korwin #libertarianizm #bekazlibertarian #bekazkorwina
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Za każdym razem gdy czytam, że Kukiz'15 to realna i sensowna alternatywa na cokolwiek, przypomina i się ten dialog:

    #polska #polityka #heheszki #bekazkukiza #pseudonauka #rakcontent

  •  

    Na obrazku poniżej tzw krzywa Kaplana-Meiera...opisuje ona procentową przeżywalność pacjentów w czasie od diagnozy. Nie niebiesko - pacjenci, którzy nie stosują magii, na pomarańczowo pacjenci, którzy ją stosują. Napisałam do autorów publikacji by ich opieprzyć, za stosowanie terminu "complementary medicine" - to nie jest żadne medicine, to gusła, zabobony i hokus pokus. ie ma żadnej uzupełniające ani alternatywnej medycyny, jest medycyna albo czary mary. #medycyna #nauka #pseudonauka #takaprawda #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu pokaż całość

    •  

      @fiziaa: gdyby ktoś kiedyś dawno temu chciał udowodnić, że penicylina nie działa w leczeniu syfilisu, zrobiłby wykres, gdzie jedna linia pokazywałaby przeżywalność używania soli rtęci, a druga - wszystkiego innego, razem do kupy. I faktycznie, osoby używające sole rtęci żyłyby pewnie dłużej (tak strzelam, bo akurat ich skuteczności nie znam, ale można sobie podstawić cokolwiek innego co ma znikomą, ale jednak wykrywalną skuteczność), a osoby używające "wszystkiego innego", w tym penicyliny, którą pewnie zażyłaby 1 osoba na 10 000, umierałyby szybciej.

      To trochę smutne, a trochę żenujące, gdy autorzy memów z jednej strony próbują pretendować do "naukowości", a z drugiej stosują takie prymitywizmy, jak wzięcie kilkuset czy nawet kilku tysięcy różnych metod leczniczych, wyciągnięcie z ich działania średniej i na tej podstawie sugerowanie, że poszczególne metody mają taką skuteczność, jak średnia.
      pokaż całość

      +: sketel, raj
    • więcej komentarzy (20)

  •  

    Setki tysięcy naukowców publikują w czasopismach pseudonaukowych

    Zachęcam do przeczytania, a naukowców zachęcam do uważania gdzie publikują.

    Setki tysięcy naukowców na świecie publikują w czasopismach naukowych, które są naukowe jedynie z nazwy. Ich teksty dotyczą m.in. medycyny czy zmian klimatycznych i nie muszą być poparte żadnymi badaniami - wynika ze śledztwa dziennikarzy.

    Ze śledztwa wynika, że naukowców publikujących w tego typu pismach jest nawet... 400 tysięcy! Część z nich nie jest świadoma, gdzie publikuje. Inni robią to z pełną świadomością, aby móc pochwalić się publikacją w czasopiśmie, które jest recenzowane (i tym samym uzyskać niezbędne punkty w rozwoju kariery).

    Dziennikarze zwracają uwagę, że skala zjawiska - publikowania w podejrzanych czasopismach naukowych w ostatnich latach - rośnie skokowo. Jak w takim razie z tym walczyć? Przede wszystkim doświadczeni naukowcy powinni uświadamiać swoich wychowanków, że taki problem istnieje. Cześć z "drapieżnych czasopism" posiada do złudzenia podobne tytuły do tych prestiżowych - w pułapkę można wpaść choćby w pośpiechu. Tylko w samych Niemczech 5 tys. naukowców opublikowało swoje prace u tego typu wydawców. Co ciekawe, są wśród nich osoby o uznanym autorytecie. To dodatkowo szokujące.

    #swiat #nauka #gruparatowaniapoziomu #ligamozgow #liganauki #pseudonauka #mikroreklama
    pokaż całość

    •  

      @MalyBiolog: Przecież i tak ludzie zajmujący się daną dziedziną wiedzą do jakiego journalu wysłać swoją pracę. To raczej problem niedouczonych dziennikarzy, że nie potrafią znaleźć odpowiedniego źródła.

      Jak już ktoś w czymś takim publikuje to zazwyczaj jakiś nieświadomy student.

  •  

    XDDDDDDDDDD. Jeden w współtwórców #mikromodlitwa, @dendrofag, okazał się być rasowym foliarzem.

    Wczoraj wrzucił znalezisko Einstein się mylił - Dr Roman Szostek. Sto lat temu fizycy doznali rozdwojenia jaźni. Szczególna Teoria Eteru prostuje niedomówienia i zakłamania, które od 100 lat blokują postęp w nauce

    Od 100 lat fizycy na całym świecie próbują wykonać eksperymenty podważające obserwacje Einsteina, jest ogólnodostępna cała lista eksperymentów potwierdzających założenia teorii, ale nie, osoba głęboko wierząca uwierzy prędzej inżynierowi z Radomia, który twierdzi, że Einstein się myli i jako jedyny to odkrył. Oczywiście zero publikacji naukowych na temat swojego odkrycia. Żeby się z teorią eteru autora zapoznać należy kupić książkę szarlatana XDXDXD.

    #naukowcywiary #religia #bekazkatoli #pseudonauka
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Dlaczego pseudonaukowcy wygrywają wojnę o ludzkie umysły?

    Dowody anegdotyczne, miejskie legendy, emocjonalne opowiastki. Pseudonaukowcy i siewcy teorii spiskowych stosują metody dalekie od naukowych, mające jednak jeden niezaprzeczalny plus: są atrakcyjne z punktu widzenia tego, jak działa ludzki mózg.

    Znajoma mojego kolegi miała w zeszłym miesiącu dosyć przykrą przygodę z medycyną.

    Skorumpowany lekarz kardiolog jednego z warszawskich szpitali zażądał koperty z łapówką. Zobaczył, że jest tam 500 złotych, schował do kieszeni i powiedział, że to za mało. Gdy znajoma odpowiedziała mu, że więcej nie da, bo nie ma, wyjął z powrotem kopertę i powiedział, że w takim razie niech mu dupy nie zawraca. W domu okazało się, że lekarz pomylił koperty i oddał taką, w której było 3000 złotych...

    Są dwa problemy z tą historią: mniejszy – jest kompletnie nieprawdziwa, większy – roznosi się lepiej niż dowolne zapewnienia o uczciwości i kompetencji polskich lekarzy.

    Ta historia to tak zwana miejska legenda, w bibliografii podaję link gdzie o niej poczytacie. Zresztą nawet gdyby był prawdziwa to logicznie rzecz biorąc nie wynika z niej praktycznie nic. Ot, jakiś lekarz jest skorumpowany – równie dobrze może to być część jakiegoś masowego zjawiska jak i odosobniony przypadek. Kiedyś widziałem psa o trzech nogach. Jednak daleko mi do wyciągania wniosków, że wszystkie psy mają trzy nogi, albo nawet, że większość psów tak jest właśnie zbudowana.

    Skąd więc popularność takich historii?

    Ludzki mózg ma pewną ciekawą właściwość. Wspaniałą, gdyż dzięki niej możemy przeżywać losy bohaterów filmu oraz powieści. Przerażającą – jeżeli spojrzymy na takie jej skutki jak miejskie legendy. W każdym razie chodzi o to, że my, czytając w domu czy tramwaju o zachłannym lekarzu psychicznie wcale nie znajdujemy się w domu. Z punktu widzenia naszej psychiki znajdujemy się w tym fikcyjnym lekarskim gabinecie.

    W przeprowadzonym 20 lat temu badaniu zbadano reakcje na dwa krótkie teksty, różniące się tylko pierwszym zdaniem.

    Tekst pierwszej grupy zaczynał się od zdania „John ZAŁOŻYŁ bluzę przed bieganiem.”, drugiej - „John ZDJĄŁ bluzę przed bieganiem.” Potem były dwa zdania odnoszące się do czegoś innego i trzecie, które znowu dotyczyło bluzy. I tu mamy bombę – ludzie, którzy wcześniej przeczytali, że John bluzę zdjął, musieli zrozumieniu tego zdania poświęcić wyraźnie więcej czasu niż osoby z grupy, w której John miał bluzę na sobie.

    Otóż ta zdumiewająca właściwość na tym właśnie polega: czytając, słuchając lub obserwując jakieś zjawisko przeprowadzamy w głowię jego symulację i aktywujemy dokładnie te same obszary mózgu, które byłby aktywne, gdybyśmy dana czynność wykonywali naprawdę.

    Jest to aktywność co prawda nieco słabsza niż „oryginał” jednak w dalszym ciągu olbrzymia. Gdy ktoś czytał o tym, że John zdejmował bluzę wczuwał się w jego rolę i później musiał sobie na nowo wyobrazić jak to jest mieć tą bluzę na sobie. A to przecież nie o czytelnika chodziło, tylko o bohatera tekstu! Dlatego właśnie oglądając scenę szybkiego pościgu czujemy się jakbyśmy naprawdę w tej policyjnej bryce byli, a widząc, jak bohater traci dziecko przeżywamy to, jakbyśmy naprawdę byli doznali wielkiej straty.

    Krótko mówiąc: miejska legenda o skorumpowanym lekarzu roznosi się lepiej niż jakiekolwiek dane statystyczne o uczciwości lekarzy, gdyż tą pierwszą mózg traktuje, jakby odbyła się naprawdę i to z naszym udziałem. Dane jedynie przyjmujemy do wiadomości. I to niestety dotyczy wszystkich dziedzin życia.

    Skoro już jesteśmy przy krytyce służby zdrowia: Jakie dowody na forach altmedowych padają na poparcie tezy, że picie naparów z liści pierdolnika szarego (w naszym sklepie za jedyne 199,99 zł/g) leczy raka lepiej niż chemioterapia? Wyniki badań, statystyki? No bez jaj:

    „Znajoma mojej babci piła i wyzdrowiała....”, „2 lata chodziliśmy po lekarzach, było jeszcze gorzej, wywary pomogły od razu”, „Wywar z pierdolnika kuzynce mojej znajomej nie tylko wyleczył raka, ale również pomógł ustąpić wysypce, której dostała o leków zapisanych przez lekarza”.

    Historie, historie i jeszcze raz historie. Nie tylko z życia wzięte, ale również bajki o niepokornych naukowcach mordowanych przez koncerny farmaceutyczne, cudownych ozdrowienia gdzieś w Ameryce, o których celowo milczy skorumpowana prasa, i tak dalej. W każdej z tych historii jesteśmy w stanie wejść w skórę bohatera i przeżyć to „na własne oczy”. A naukowcy? Co nam powiedzą?

    „Jak wynika z badań przeprowadzonych w (tu lista badań na pół strony) ziele pierdolnika szarego nie posiada właściwości antynowotworowych. Zawarte w nim pierdoliksyny powodują jedynie dyfuzję substancji takich i siakich, w wyniku której... bla, bla, bla...” Wybaczcie, jestem słaby w parodiowaniu żargonu medycznego, który na tle anegdotek ma jeszcze jedną wadę:

    Jest cholernie niekonkretny.

    Przeprowadźmy eksperyment! Mam takiego znajomego: chłop jest dobrze zbudowany, średnio wysokiego wzrostu, szatyn, niebieskie oczy, owalna twarz, minimalnie cofnięty podbródek, dosyć wysokie czoło, jak na trzydziestolatka zdecydowanie zadbany. Wyobrażacie sobie coś? Nie bardzo?

    To może inaczej: Gość jest cholernie podobny do Roberta Lewandowskiego, ale ciut od niego niższy. No, teraz już chyba łatwo wyobrazić sobie mojego (fikcyjnego) znajomego.

    Nasz mózg posługuje się schematami poznawczymi. Jak słyszy jakieś słowa, próbuje je zakwalifikować do jakiejś znanej mu kategorii. I mózg bez problemu to robi, jeżeli chodzi o kategorię „podobny do Lewandowskiego”, natomiast nie jest to takie oczywiste w przypadku „średnio-wysokiego wzrostu” czy „owalnej twarzy”. Co więcej, wielu z Was się zapewne ze mną nie zgodzi, że Lewandowski ma owalną twarz albo wysokie czoło, sam się nad tym długo zastanawiałem, bo jest to tak nieostra kategoria, że można pod nią podciągnąć pod nią naprawdę wiele różnych od siebie twarzy.

    Dokładnie ten sam problem jest z wyrazami, jakich pełno jest w języku naukowym

    Gorąca sprawa – sądy. Kojarzycie plakaty o tym jak „sędzia ukradł kiełbasę”? „Sędzia który ukradł kiełbasę” to coś skrajnie konkretnego, skrajnie obrazowego. Druga strona próbowała to kontrować, wykazując nieadekwatność takiego dowodu, pokazując ile było spraw dyscyplinarnych wśród sędziów, ilu zostało skazanych itp. itd... ale co z tego? Załóżmy, że zostało skazanych kilkunastu sędziów w latach takich i takich na tylu i tylu członków grupy zawodowej. Jak to przełożyć na struktury poznawcze mózgu? Nie mamy struktury „odsetka” czy „kilkunastu spośród kilku tysięcy” - trzeba naprawdę dużo więcej wysiłku, żeby zrozumieć takie statystyki (i zgodzić się z nimi!) niż „sędzia ukradł kiełbasę!”. Droga opozycjo, trzy historie sędziów którzy uratowali samotnym matkom alimenty, za które mała Kasia czy inny Tomuś dostali biurko, przy którym pierwszy raz w życiu odrobili w cywilizowanych warunkach lekcje robiłyby znacznie lepszą robotę!

    Co gorsza, konkret ma jeszcze jeden straszny skutek: bardziej wierzymy w szczegółowe historie, niż takie abstrakcyjne

    W 1986 roku dwóch psychologów z Uniwersytetu w Michigan zrobiło pewien eksperyment. Badani mieli ocenić, czy pewna kobieta powinna mieć odebrane prawa rodzicielskie, czy nie. W obu grupach dano 8 argumentów „za” i 8 „przeciw”. Jednak w pierwszej argumenty „za” były bardziej szczegółowe (np. zamiast „Pani Johnson pomagała myć zęby synowi” było „Pani Johnson pomagała myć synowi zęby jego szczoteczką w kształcie Lorda Vadera”). W drugiej to argumenty przeciw miały więcej detali (zamiast „Pani Johnson źle opatrzyła zadrapanie syna i wysłała go tak do szkoły, a opatrunek musiała poprawiać pielęgniarka” było „Pani Johnson źle opatrzyła zadrapania i wysłała go do szkoły, a gdy pielęgniarka poprawiała opatrunek na jej fartuch polała się krew”).

    Teoretycznie, obie grupy dostały to samo. Praktycznie, pierwsza (gdzie bardziej szczegółowe były zalety) w 58% wsparła panią Johnson, w grupie gdzie szczegółowe były wady było to jedynie 43%.

    Dokładnie to samo zjawisko dzieje się w miejskich legendach – nie ma mowy o „samochodzie” tylko o „czarnej Wołdze”, a nawet w tym co pisałem na początku dodałem kilka szczegółów pisząc o warszawskim lekarzu i o tym, że był on kardiochirurgiem. Tak samo działają altmedowcy i rosyjskie fabryki trolli – najbardziej rozchodzące się historie są bogate w szczegóły.

    Jakie są z tego wnioski?

    Zapewne dla wielu mogą być bolesne. To smutne, że o przyznaniu praw rodzicielskich może decydować szczegółowość opisu szczoteczki do zębów dziecka, a o odrzuceniu porad lekarza historia „znajomej znajomej”.

    Niestety, produkowanie fake newsów to łatwa sprawa o czym sam miałem kiedyś okazję się przekonać. Z ciekawości jaki przyniesie to skutek wrzuciłem na Wykop historię o tym jak rzekomo zdradziła mnie dziewczyna, dopisując kilka ujmujących emocjonalnie szczegółów. Pisałem może 10 minut a historia była jednym z hitów w gorących dyskusjach! Kłamców ogranicza jedynie własna wyobraźnia. Ludzie, którym zależy na prawdzie tych przywilejów nie mają.

    Nie oznacza to jednak, że nie mamy szans. Wielki starożytny chiński strateg Sun Tzu wskazywał, jak ważne jest po pierwsze – dokładne rozpoznanie przeciwnika i terenu, a po drugie – narzucenie w ramach tychże własnej inicjatywy. Wszyscy ci, którzy wierzą jeszcze w istnienie tego, na czym cywilizacja zachodu została założona – prawdy - muszą przestać obrażać się na rzeczywistość i zrozumieć, że dziś to nie oni robią łaskę dla przysłowiowego janusza, że mówią. To janusz robi łaskę im, że słucha. Albo się dostosujemy, albo zginiemy.
    -------
    Moi drodzy, tym akcentem chciałem Wam wszystkim serdecznie podziękować za dotychczasowe śledzenie mojej działalności na blogu „Filozofia dla Januszy”. Jest bardzo, ale to bardzo prawdopodobne, że ten blog moooocno zmieni się pod kątem formy w najbliższym miesiącu i myślę, że wielu z Was będzie tym albo zachwycona, albo oburzona. Napiszę jeszcze co i jak, ale jeżeli uważacie, że to co do tej pory robiłem warte jest podziękowania rozważcie wsparcie poprzez podlinkowaną stronę. Widzimy się za kilkanaście dni!

    Bibliografia:
    http://atrapa.net/legendy/pomylonekoperty.htm (miejska legenda o lekarzu)
    C. Heath, D. Heath: Made to Stick: Why some ideas survive and others die

    Obserwuj: #filozofiadlajanuszy Polub: na Facebooku Wesprzyj: finansowo lub bezpośrednio na Patronite

    #zainteresowania #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #mikroreklama #psychologia #nauka #pseudonauka
    pokaż całość

  •  

    Jak tutaj się dziwić, że w Polsce pan Jerzy Zięba jest tak popularny? Nasz naród w połowie przypomina taplarskich z filmu 'Konopielka', a nie społeczeństwo oświecone przez zdobycze cywilizacji!( ͡° ͜ʖ ͡°)

    https://www.youtube.com/watch?v=T7WKsskHuuc

    "Przesądy wśród Polaków są nadal żywe, a praktykowane nieracjonalne zwyczaje, które odbierane bywają jako przynoszące szczęście lub pozwalające uniknąć pecha,
    są w polskim społeczeństwie niezmiennie dość popularne.
    Ci, którzy nie uznają zabobonów i nie praktykują na co dzień związanych z nimi zachowań, stanowią jedynie 15% ogółu badanych, co oznacza, że pozostałe 85% to osoby, które albo tylko wierzą w zabobony (2%), albo tylko praktykują związane z nimi zwyczaje (31%), albo jedno i drugie (52%).

    Wiarę w to, że liczba trzynaście przynosi pecha, wyraża co ósmy dorosły Polak (12%), natomiast trzynastego w piątek ma się na baczności już co piąty (20%). Niezmiennie najczęściej praktykowanym zwyczajem jest trzymanie kciuków, które – jak wynika z deklaracji – przynajmniej od czasu do czasu stosuje trzy czwarte badanych (75%). Ponad połowa, żeby nie zapeszyć, odpukuje w niemalowane (53%), a spodziewając się szczęścia – chucha na znalezioną monetę (52%). Więcej niż co trzeci dorosły Polak widząc kominiarza łapie się za guzik (39%), zwraca uwagę na to, żeby nie witać się przez próg (36%), a będąc w jakimś szczególnym miejscu wrzuca monetę do zbiornika z wodą, z nadzieją powrotu w to miejsce w przyszłości (35%)."

    #nauka #pseudonauka #zabobon #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    Homoseksualizm u zwierząt i ludzi, czy można szukać analogii. Przykład jak homopropagandziści manipulują wynikami badań naukowych, żeby popierać swoje tezy.

    TUTAJ jest cały artykuł: https://bioslawek.wordpress.com/2015/05/05/homoseksualizm-u-zwierzat-i-ludzi-czy-mozna-szukac-analogii/

    „Żeby unaocznić jak mylące jest stosowanie takich błędnych analogii, opiszmy biologię np. łabędzia, co nam pozwoli zrozumieć, jak różni się ona od biologii człowieka. A co za tym idzie pomoże nam zrozumieć, że inne przyczyny homoseksualizmu są u ptaków, a inne u ludzi.

    Łabędź pomaga w wychowywaniu pociech ograniczając się do trzymania straży. Aczkolwiek do czasu, ponieważ gdy matka nagle umrze wtedy dzieje się coś zdumiewającego: łabędzi samiec bierze na siebie wszystkie obowiązki wynagradzając dzieciom tą bolesną stratę matki. Ten dziwny instynkt rodzicielski czyni z łabędziego samca zarazem „ojca/matę” w jednej osobie. Po śmierci samicy łabędziątka zaczynają wydawać błagalne sygnały i wówczas u łabędziego samca następuje opisana metamorfoza. U łabędziego wdowca to sygnał wokalny powoduje takie przeobrażenie! Lęgi łabędzi czarnych (bo o tych tutaj mowa) mogą odbywać się prawie we wszystkich porach roku. Przez długi czas przypuszczano, że są one monogamiczne. Okazało się jednak, że dookoła pojedynczego gniazda występują różne zgrupowania. Znajdywano nie tylko pary, lecz także pojedyncze samce i samice z jajami, a nawet wyjątkowo dwa samce ze sobą. Obserwuje się zjawisko, że łabędzie czarne stadnie dopilnowują lęgów i wychowują młode. Takich zachowań łabędzie czarne uczą się od młodości i podczas fazy wpajania (Imprintingu) http://pl.wikipedia.org/wiki/Wdrukowanie mogą nastąpić błędy wywołujące późniejsze zaburzenia w rozpoznawaniu płci u partnera, zwłaszcza, że u łabędzi czarnych słabo zaznaczony jest dymorfizm płciowy (anatomiczne różnice między samcem i samicą). Taki zaburzony łabędź (samiec czy samica) będzie się później wiązał z osobnikiem własnej płci. Łabędzie czarne łączą się w pary zanim jeszcze osiągną możliwość rozrodu. Wówczas zawierają one silne, często dozgonne związki i w tym czasie, zanim osiągną zdolność do rozrodu, uczą się one budować gniazda metodą prób i błędów. Niejednokrotnie już wówczas łabędzie dobierają się w pary złożone z dwóch samców i tak pozostaje na resztę życia. A więc mamy tutaj do czynienia z dwoma mechanizmami: samiec łabędzia posiada wewnętrzny instynkt, który pozwala mu pełnić rolę ojca i matki oraz odpowiedni czynnik etologiczny, który powoduje, że łabędź się myli i na partnera życiowego wybiera innego samca (czy inną samicę).

    A więc, jak widzimy przyczyny „homoseksualizmu” u łabędzi są złożone i wynikają z innych przyczyn niż u ludzi, więc nie można nimi usprawiedliwić praktykowanie homoseksualizmu przez ludzi.”


    #nauka #pseudonauka #homoseksualizm #homopropaganda #ciekawostki #biologia
    pokaż całość

  •  

    Właśnie się dowiedziałem że kumpel nie szczepi córki. Fajnego miałem kumpla.
    #pseudonauka #medycyna #antyszczepionkowcy

    •  

      @Czimchik: Nie wierzę. Po prostu nie wierzę. To co prezentujesz to się nazywa dysonans poznawczy.

      - Czy ty masz pojęcie ile ludzi ginęło w męczarniach od chorób zanim wymyślono szczepionki (...)
      - [tyle]
      - oj tam oj tam, daj zachorowalność


      Poleciałbym klasykiem, ale można bana wyłapać.

      Za to ty zamiast podać normalne źródło podajesz infografiki xD Bez informacji gdzie były badania

      Za to tu, to już czystą głupotę pokazałeś. Wszystkie grafiki mają wypisane źródło na dole, ale naaaaaawet jakby nie miały to pokazujesz kompletną ignorację i brak wiedzy w temacie, bo wypowiadając się na ten temat powinien znać taką podstawę. Palnąłeś głupotę i teraz próbujesz się wymiksowac zamiast przyznać do błędu.

      Zamiast przytaczać wykres ilości zgonów pokaż lepiej wykres zachorowań w krajach, gdzie było zaszczepione ponad 95% społeczeństwa.

      Zachorowania nie są niczym złym. Odchorowane i po problemie. Natomiast zaszła korelacja i jasne, że spadek zachorowalności istnieje dzięki szczepionkom, ale nie tak duży jaki się przypisuje. Bo jeśli to szczepionkom zawdzięczamy spadek to pytam enty raz, za sprawą jakiej magii w tym samym czasie spadły drastycznie zachorowania na choroby przeciwko którym się nie szczepiło albo po prostu szczepionka nie istnieje? No jak? Szczepionka na odre wyeliminowała szkarlatynę?

      A wiesz co się stało w zeszłym roku? Nastąpił mocny spadek zachorowań na niemal wszystkie choroby, na które się szczepi. Pomimo coraz większej ilości odmów i rekordowej ich ilości. Trend był wyraźny (odsyłam do biuletynów epidemiologicznych pzh). Wiesz co sie wyłamało z tego trendu? 01.01.2017 weszła obowiązkowa szczepionka przeciw pneumokokom, a więc cały rocznik był szczepiony. Nagle w całym kraju nastąpił znaczy wzrost zachorowań - w skali całego kraju o 70 tys!

      Cud!

      @AliShaheedMuhammad: Dzieci trzeba chronić przed szczepionkami. Z chorobami sobie same poradzą.
      pokaż całość

    •  

      Nie wierze, że na wykopie jest tyle debili antyszczepionkowców XD

    • więcej komentarzy (51)

  •  

    „Galop Gisha” - kiedy podawanie „źródeł” jest manipulacją

    Czy zdarzyło się Wam kiedyś, że ktoś na poparcie oczywiście idiotycznej tezy przedstawił dziesiątki (jak nie setki) mądrze brzmiących „dowodów”? Jest bardzo prawdopodobne, że używał wtedy cwanej techniki manipulacji, zwanej „Galopem Gisha”.

    Niejaki Duane Gish w latach 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku stał się prawdziwą gwiazdą środowiska amerykańskich kreacjonistów (do dziś co trzeci Amerykanin kompletnie odrzuca teorię ewolucji, więc to całkiem spora grupa docelowa). Opracował dosyć prostą metodę „masakrowania” zwolenników ewolucji. Chodząc od jednej telewizji do drugiej starał się jako pierwszy dojść do głosu, a kiedy już go otrzymał produkował dziesiątki „argumentów” których obalenie było niemożliwe. Nie dlatego, że Gish miał rację, najczęściej gadał kompletne bzdury, ale było tego tak dużo, że nawet najlepszy naukowiec nie był w stanie w kilka minut programu do wszystkiego się odnieść.

    Oczywiście Galop Gisha to metoda, która jest piekielnie zabójcza w debatach telewizyjnych, ale internet nadał jej drugie życie

    36 linków – tyle miał liczący około dwóch stron tekst dotyczący pewnej kontrowersyjnej sprawy, który ostatnio widziałem. Nieważne jakiej, bo niezależnie jaki byłby to temat, to postawmy się w miejsce osoby która dostaje taką wylinkowaną odpowiedź. Co można z nią zrobić? Przeanalizowanie 36 tekstów (teoretycznie – w tamtych artykułach też są przecież odnośniki!) to zadanie na kilka godzin. Komu by się chciało to robić? Co gorsza, prawa social mediów są nieubłagane, im głębiej tym mniej ludzi zapuszcza się w daną dyskusję. Także czas ma tu znaczenie, bo post na Facebooku czy Wykopie żyje max jedną dobę, więc jak ktoś nie rzuci wszystkiego i nie zacznie odpisywać galopującemu, to dla większości widzów wygląda jakby właśnie został „zmasakrowany”.

    Są to różnej jakości „źródła” - od oczywistych kłamstw, przez materiały w ogóle nie na temat, po argumenty wielokrotnie obalane lub takie które się właściwie dublują, ale wiadomo – im więcej, tym „mądrzej” to wygląda.

    Można zresztą przytaczać poważne dane, jest cała masa błędów we wnioskowaniu, które kompletnie wypaczą ich sens, więc nawet artykuł z najbardziej prestiżowych czasopism naukowych jak „Science” czy „Mind” może być świadomą (lub nie próbą) manipulacji. Tym bardziej jest nią rzucanie jako „źródłem” tytułami jakichś niszowych, zagranicznych czasopism. Jeżeli ktoś podaje jako dowód „artykuł w Mongolian Science Review nr 21(37) z 1969 roku” to albo rżnie głupa albo nie rozumie, że taki „dowód” jest gówno warty, bo jak do cholery mam dotrzeć do takiego źródła?

    Kiedy kończy się podawanie źródeł, a zaczyna galop?

    Mam straszne wyrzuty sumienia, bo o galopie Gisha nie przeczytacie zbyt wiele w polskim internecie i coś czuję, że ten tekst będzie wklejany (za wyjątkiem tego akapitu oczywiście) przez wszystkich foliarzy, gdy ktoś zaserwuje im jakiekolwiek dane. Nie, nie o to chodzi, że podawanie źródeł jest poniżej pasa. Floodowanie „źródłami” jest poniżej pasa, bo wrzucenie stu losowych linków zajmuje kilka(naście) razy mniej czasu niż ich prostowanie. To naprawdę nie fair. Ja osobiście mam takie narzędzia, które minimalizują szanse, że oto widzimy kogoś w galopie:

    1. Określ kto wali z armaty do komarów. Na Facebooku nie robi się nauki i nigdy nie robiło. Jeżeli ktoś na dwa akapity odpowiada ścianą tekstu, to jest jego problem, że nie umie zrobić streszczenia.

    2. Zastosuj brzytwę Ockhama. Brzytwa Ockhama to takie narzędzie, które nakazuje preferować prostsze rozwiązania nad bardziej skomplikowanymi. Jeżeli widzę ścianę „naukowego” tekstu, który forsuje foliarskie teorie (np. o płaskiej Ziemi itp) podważające obecny konsensus naukowy to mam dwie opcje do wyboru: a) uznać, że koleś z internetu ma rację, a konsensus naukowy jest potężnym międzynarodowym spiskiem Sorosa i Mossadu b) uznać, że naukowcy nie są jednak reptyliańsko-masońskimi agentami, a foliarz mniej lub bardziej świadomie gada głupoty, które brzmią mądrze.

    3. Zobacz jakie źródła podaje oponent. Jeżeli są tego dosłownie dziesiątki – bądź pewny na 99%, że cały tekst jest albo skopiowany od kogoś innego (takie pseudonaukowe copy-pasty są szczególnie popularne w języku angielskim na amerykańskich stronach), albo ktoś uznał, że zamiast podać rzeczywiste źródło (jedna książka) lepiej jest przepisać z tej książki bibliografię, albo ostatecznie, wygooglował na szybko kilka linków, których nawet nie przeczytał. Ktoś kto wie o czym mówi bez problemu odeśle do jednej (ew. kilku) pozycji gdzie problem jest przedstawiony w skondensowany sposób.

    Do tych metod można się przyczepić – i słusznie

    Niestety, nie ma stuprocentowo szybkiej i skutecznej metody na odfiltrowanie stosu bullshitu od wartościowych treści. Naprawdę wolałbym zakończyć ten tekst jakimiś pozytywnymi wnioskami, ale wydaje mi się, że w warunkach niemoderowanej debaty chwyty poniżej pasa zawsze się będą miały lepiej, niż rzeczowa dyskusja. Jedyne co możemy zrobić, to uświadamiać ludzi i liczyć, że zmądrzeją.

    Bibliografia:
    https://rationalwiki.org/wiki/Gish_Gallop

    Obserwuj: #filozofiadlajanuszy Polub: na Facebooku Wesprzyj: finansowo lub bezpośrednio na Patronite

    #zainteresowania #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #mikroreklama #filozofia #nauka #pseudonauka #retoryka #manipulacja #propaganda
    pokaż całość

    źródło: gish.jpg

    +: JanuszKek, Magromo +223 innych
  •  

    Chciałem się dowiedzieć, co słychać w sklepie naczelnego polskiego pajaca, doktora pseudonauki, janusza medycyny Jerzego Zięby, ale ublock mnie powstrzymał.

    Przekręty xD

    Ublock - robisz to dobrze.

    #zieba #ukryteterapie #pseudonauka #medycyna #antyszczepionkowcy

    źródło: ukryterapie.PNG

  •  

    Kolejna pseudonauka i kłamstwa: tym razem pod tagami #psychologia #dzieci #lekarz
    http://www.wykop.pl/link/4369865

    Kim jest Michelle Cretella? To pediatra należąca do anty-lgbt organizacji The American College of Pediatricians. Nie ma ona niczego wspólnego z AAP - największej grupy zrzeszającej pediatrów. Do tej małej, wiarygodnie brzmiącej grupy, trafiają zazwyczaj religijni pediatrzy, którzy opuścili AAP (po tym jak ta organizacja, po sprawdzeniu rzetelnych badań, wydała oświadczenie, że nie ma niczego złego w tym, że pary jednopłciowe wychowują dzieci - podobne stanowisko ma setki innych organizacji medycznych).

    Twierdzą rownież np., że „terapie konwersyjne” młodych osób lgbt to „dobry pomysł”. Kiedy stanowisko organizacji naukowych jest jasne - to bardzo krzywdząca metoda, która zwyczajnie nie działa.

    Odnośnie tego filmiku i pseudonauki/ ignorowaniu badań (na temat młodych transpłciowych osób):

    ‚Perhaps the most popular falsehood publicized by the ACP recently is that transgender youth who are supported in their transgender identities are caused harm by this affirmation. Again, they ignore major studies. In the journal Pediatrics in 2014, researchers showed that pubertal blockade and cross-sex hormones resulted in improved mental health for transgender youth. In 2016 and 2017, two papers showed that transgender children who are supported in their identities and allowed to socially transition have developmentally normal rates of anxiety, depression, and self-worth. Furthermore, transgender individuals whose families do not support their transgender identities are 20 percent more likely to attempt suicide.

    I urge news organizations and individuals to stop propagating these false claims from the ACP. The health of LGBT youth depends on it.’

    Ich działania są niebezpieczne. Więcej na ten temat i źrodła w Psychology Today: https://www.psychologytoday.com/us/blog/political-minds/201705/the-american-college-pediatricians-is-anti-lgbt-group

    #neuropa #tysiacurojenniezaleznychmediow #medycyna #psychiatria #gruparatowaniapoziomu #pseudonauka #informacjanieprawdziwa #lgbt #transblogasek #transplciowosc #transseksualizm #nauka #wojnaidei #kultura
    pokaż całość

    •  

      Kobiety i mężczyzny nie można rozróżnić po DNA?

      @FlaszGordon: przecież to oczywiste, że nie można bo być może kobieta czy mężczyzna właśnie wczoraj postanowił zmienić płeć. W takim wypadku badanie DNA zawodzi ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @artpop: Mój kochaniutki tęczowy przyjacielu/przyjaciółko, mam do Ciebie takie króciutkie pytanie. Co uważasz na temat dzieci z patologicznych rodzin? Czy to w jakim środowisku się wychowują ma wpływ na ich psychikę i zachowanie? Czy prawdopodobieństwo tego iż dziecko wyrośnie na patola ma jakiś związek ze środowiskiem w jakim się wychował?

    • więcej komentarzy (18)

  •  

    Plastik nie jest taki zły? Serio? Lubiłem Panią Martynę, ale to co jest w tym poście napisane to jakiś pseudonaukowy dramat. Piękna reklama? Zobaczcie jaki ma zasięg - ile lajków. I tak Janusze Internetu i ich dzieci łykają "wiedzę" od celebrytów.

    Link do posta na fb

    #ekologia #natura #ochronasrodowiska #pseudonauka #reklamakreatywna #bekazpodludzi pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Screenshot_1.jpg

  •  

    #rakcontent #rak #pseudonauka #medycyna

    Mam ochotę jej napisać: "idź do prawdziwego lekarza bo zaraz zakładu pogrzebowego będziesz szukała idotko"
    Dodam, że osoba ta ma wyższe wykształcenie techniczne ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    Szkoda dziecka (╥﹏╥)

    źródło: wtf.png

  •  

    Omg dlaczego ;_;
    Jak szanuje normalnych wegetarian, to właśnie tacy robią złą opinię
    #wtf #logikarozowychpaskow #wegetarianizm #pseudonauka #facebookcontent

    źródło: fromapp.jpg

    •  

      @hatterka: Zawsze mnie zastanawiało czy ludzie śmiejący się z wegan "hehe skąd bierzesz białko" w ogóle kiedykolwiek pomyśleli, skąd wzięło się białko w mięsie? Chyba z powietrza oczywiście, przecież w roślinach go nie ma i nie będzie, nie?

    •  

      @MinnieMouse0 widzisz, co ona napisała? Że mięso nie dostarcza białka i w mięsie jest tylko białko z roślin.
      Idąc tym tokiem myślenia to tak jak wyżej - właściwie jedząc mięso jem sałatkę
      A jedząc sałatkę jem wodę i składniki mineralne z gleby, bo tym się żywi roślina
      Już nie mówiąc, że najlepszy nawóz to odchody zwierząt, więc tak naprawdę jemy ich odchody

      A no i to, że człowiek jest roślinożerny. Dlatego mięso jemy od milionów lat, kły, enzymy trawienne, wszystko dla picu :) nie jesteśmy wszystkożerni.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    A propos prawa wyboru czy szczepić czy nie; uważam, że człowiek, który nie ma wykształcenia w temacie immunologii nie powinien takich wyborów podejmować. Szczepienia są potrzebne nam wszystkim. To nie jest wybór jednostki to jest odrzucanie gigantycznego postępu i wielkiego dobrodziejstwa i przez to narażanie życia i zdrowia nas wszystkich. Sama podejmuję wybory, od których zależy życie i zdrowie innych i jest to dla mnie nadal trudne, bo jest wiele zmiennych, tak więc nie wyobrażam sobie jak osoba, która nie ma bladego pojęcia o immunologii może być obciążona ciężarem decyzji czy polio wróci czy nie, a jeśli wróci to ile osób umrze lub zostanie do końca życia kalekami. Nieszczepienie zabija, to nie jest wybór czy zjeść lody czekoladowe czy waniliowe - to jest wybór między życiem a śmiercią i to życiem a śmiercią innych ludzi. #medycyna #zdrowie #nauka #pseudonauka #antyszczepionkowcy pokaż całość

    •  

      @fiziaa: Nie mówi żeby nie szczepić tylko żeby zostawić wybór. Większość krajów Europy zostawia i świat się z tego powodu nie wali.

      pokaż spoiler Chodzi o wolność. A porównanie z Żydami kompletnie nietrafione

    •  

      @CzarnaPufa: A ja uważam, że człowiek, który nie ma wykształcenia w temacie immunologii nie powinien takich wyborów podejmować. Szczepienia są potrzebne nam wszystkim. To nie jest wybór jednostki to jest odrzucanie gigantycznego postępu i wielkiego dobrodziejstwa i przez to narażanie życia i zdrowia nas wszystkich. Sama podejmuję wybory, od których zależy życie i zdrowie innych i jest to dla mnie nadal trudne, bo jest wiele zmiennych, tak więc nie wyobrażam sobie jak osoba, która nie ma bladego pojęcia o immunologii może być obciążona ciężarem decyzji czy polio wróci czy nie, a jeśli wróci to ile osób umrze lub zostanie do końca życia kalekami. Nieszczepienie zabija, to nie jest wybór czy zjeść lody czekoladowe czy waniliowe - to jest wybór między życiem a śmiercią i to życiem a śmiercią innych ludzi. pokaż całość

    • więcej komentarzy (18)

  •  

    Co żyje w polskich kranach, czyli o wodzie wodociągowej. <-- Znalezisko ;-)
    Dr hab. Stanisław Czachorowski o pseudonauce i mitach na temat wody kranowej. Rzetelna odpowiedź/krytyka na tekst umieszczony na fanpejdżu „co żyje w polskich kranach”.
    #polska #nauka #ciekawostki #woda #gruparatowaniapoziomu #mikroreklama #liganauki #pseudonauka pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Transsubstancjacja, fakt czy metafora?
    Odgrzebałem stary artykuł z Racjonalisty. Jest tu nieco wyjaśnien na temat owego cudownego "wafelka"
    Jeżeli chleb i wino zmieniają się w ciało i krew, to ludzie je spożywający dopuszczają się kanibalizmu, a jeżeli nie, to cała ta paplanina o cudzie Transsubstancji to wyssana z palca brednia.
    O niewiedzy, jaką chrześcijanie, głównie reprezentujący dominujący w Polsce katolicyzm, przejawiają w dziedzinie swojej religii, pisano na Racjonaliście wielokrotnie. Wskazuje się i nie bez racji, że dużo większą znajomość teologii wykazują osoby o poglądach racjonalistycznych, ateiści i agnostycy, co jak podejrzewam nie jest przypadkowe — wszak im więcej wiedzy, tym mniej wiary. O prawdziwości tych twierdzeń miałem się okazję przekonać niedawno, gdy w sposób — jak się okazało — naruszający uczucia religijne pozwoliłem sobie skomentować wypowiedź, jakoby tzw. cud Przeistoczenia (lub Transsubstancji) był jedynie symbolem, że Jezus jest obecny w hostii tylko metaforycznie etc. Ponieważ byłem w dobrym humorze i nastroju ewangelizacyjnym, postanowiłem pouczyć owego nieświadomego, że popełnia nie tylko grzech, ale także naraża się na ekskomunikę, wszak oficjalne dokumenty kościelne wskazują coś dokładnie przeciwnego.
    I tak np. Dekret o Eucharystii z czasów Soboru Trydenckiego wskazuje :

    Jeśliby ktoś zaprzeczył, że w sakramencie Eucharystii świętej zawiera się prawdziwe, rzeczywiste i materialne ciało i krew z duszą i bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc w konsekwencji cały Chrystus, lecz powiedział, że Jezus jest w nim tylko jako pamiątka, przenośnia lub symbol, niech będzie przeklęty.

    Ten sam dokument wskazuje również :

    Gdyby ktoś mówił, że w Najświętszym Sakramencie Eucharystii pozostaje substancja chleba i wina wraz z ciałem i krwią Pana naszego Jezusa Chrystusa, i przeczył tej przedziwnej i jedynej w swoim rodzaju przemianie całej substancji chleba w ciało i całej substancji wina w krew, z zachowaniem jedynie postaci chleba i wina, przemianie, którą Kościół katolicki bardzo trafnie nazywa przeistoczeniem — niech będzie wyklęty.

    Żeby nie było, że „to stare dokumenty, teraz już tak nie uważamy", to jeszcze cytat z encykliki Pawła VI Mysterium fidei :

    po przemianie substancji, czyli istoty chleba i wina w ciało i krew Chrystusa, nie pozostaje już nic z chleba i wina poza samymi postaciami, pod którymi przebywa Chrystus cały i nieuszczuplony, w swej fizycznej „rzeczywistości", obecny nawet ciałem, chociaż nie
    w ten sam sposób, w jaki ciała są umiejscowione w przestrzeni.

    Wykład zakończyłem życzeniami wszystkiego najlepszego oraz oczywiście smacznego, wszak Bóg powinien smakować iście bosko, choć mnie osobiście nie przekonuje nawet niebiański podobno smak czyjegoś ciała. Jak się okazało, to właśnie te życzenia stały się casus beli . Napisała bowiem do mnie oburzona chrześcijanka, która nie mogła pojąć, jak śmiem sugerować, że Eucharystia to kanibalizm, w końcu to tylko opłatek, kawałek rozmoczonego w wodzie sucharka, że jak to jedzenie kawałków ludzi etc. Nadal pełen misyjnego zapału odparłem, że zgodnie z przytoczonymi oficjalnymi dokumentami myli się, ryzykując wykluczenie z Kościoła katolickiego. Stanowisko jego władz jest przecież od wielu wieków jednoznaczne — w momencie Przeistoczenia znikają chleb i wino, zaś w ich miejsce pojawiają się cudownie ciało i krew Jezusa i nie jest istotne, czy czujesz pod językiem suchara — powinnaś czuć ciepłe jeszcze mięso Zbawiciela. Być może cud się w Twoim wypadku nie dokonał ze względu na małą wiarę Twoją lub podszepty Szatana? Nie jest też prawdą, że chodzi o kawałki ciała, gdyż każdorazowo połykasz, tak jak miliard chrześcijan na świecie, całego Jezusa, którego nie tylko nigdy nie brakuje, ba, niezjedzone resztki zbiera się i przechowuje w specjalnych pojemnikach. Dorzuciłem też link do artykułu Mariusza Agnosiewicza, który lepiej przedstawia sprawę z perspektywy historycznej oraz zapytałem, jak się jej widzi kultywowane co tydzień rytualne pożeranie człowieka, ba, Żyda na dodatek, o którego koszerności trudno się jednoznacznie wypowiedzieć. Niestety oburzonej chrześcijance chyba nie spodobała się moja odpowiedź, zarzucając mi nie tylko bzdury, ale i obrazę. Trudno orzec, czy bardziej oburzyło ją stanowisko i dogmaty jej własnego kościoła, czy też moja ich raczej przystępna a swobodna interpretacja. Czując przymus, by jakoś tej zbłąkanej duszy pomóc zapytałem, czy, pozostając w zgodzie z własnym sumieniem, wolałaby sprzeciwić się bredniom głoszonym przez jej kościół i wierzyć po swojemu, narażając się na wszystkie z tego płynące nieprzyjemności i kary, czy też raczej pozostać pokorną owieczką i nadal zajadać się krwią i ciałem Syna Bożego. Innymi słowy, czy wybiera rozsądek (a przynajmniej większą jego ilość) i herezję, czy pokorę i kanibalizm. Jak można było przewidzieć, odpowiedzi nie otrzymałem, kto wie, może to miłe w gruncie rzeczy dziewczę zastanawia się poważnie nad tym niebagatelnym problemem, który przez stulecia rozniecał ogień religijnej nienawiści w Europie. A może nie.
    Pewne jest, że nie może być jednocześnie prawdziwe stanowisko hierarchii Watykanu oraz mojej zbłąkanej oburzonej chrześcijanki. Jeżeli chleb i wino zmieniają się w ciało i krew, to ludzie je spożywający dopuszczają się kanibalizmu, a jeżeli nie, to cała ta paplanina o cudzie Transsubstancji to wyssana z palca brednia. I tak źle, i tak niedobrze. Sam nie wiem, czy dobrze życzyć heretykom, czy zwolennikom antropofagii. Jednakże wszystkim jednakowo życzę smacznego Jezusa!
    calosć: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,8725
    #ateizm #katolicyzm #religia #bekazkatoli #nauka #pseudonauka
    pokaż całość

    +: A.......7, whiteglove +18 innych
    •  

      @ArtWrt147:

      Napisałem 'cię' jako domyślnie każdego człowieka.

      Widocznie brak mi inteligencji, bo nie jestem dość domyślny.

      W mojej osobistej opnii, której możesz oczywiście nie podzielać

      Tu w takim razie dalej nie zajdziemy, zatem niech tak będzie.

      A jak nie wiesz jak wyeliminować ego i percepcję z procesu zbierania danych, to znaczy że nie wiesz w zasadzie jak działa metoda naukowa.

      O ego nie było wcześniej wzmianki. Ja raczej obawiam się, że masz jakieś własne pojęcie tego, czym jest percepcja, więc operujemy w zasadzie dwoma różnymi językami. Nie wyobrażam sobie przeprowadzenia żadnego eksperymentu bez udziału percepcji. Jak bez percepcji sprawdzić jego wynik? I nie zasłaniaj się chwytaniem za słówka. Słowem trzeba umiejętnie operować.

      Mógłbyś z łaski swojej nie rzucać już wielkimi słowami tylko powiedzieć po ludzku?

      Być może, jednak w niewielkim stopniu. Nie znam prostszych zamienników dla takich pojęć. Zresztą, gdyby takowe były, nikt by już tych pojęć nie używał.

      Gdybyś chociaż raz powiedział co według ciebie dzieje się z opłatkiem w momencie kiedy go jesz,

      Ale ja nie jadam opłatków. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      i tak, w tym momencie jest to pseudofilozofia, bo nawet nie starasz się nic wyjaśnić tylko komplikujesz żeby stworzyć zasłonę dymną dla całkowitego braku sensu.

      Staram się, jednak pewnych barier nie przeskoczę. Skoro nie znane ci są takie podstawowe terminy filozoficzne, to moje wyjaśnienia musiałyby zająć kilka stron, a na to, wybacz, brak mi czasu i ochoty. Zostańmy zatem każdy przy swojej opinii, bo dalsza dyskusja raczej nic nie przyniesie.
      pokaż całość

    •  
      A.......7

      0

      @Turysta_Onanista:

      O ego nie było wcześniej wzmianki. Ja raczej obawiam się, że masz jakieś własne pojęcie tego, czym jest percepcja, więc operujemy w zasadzie dwoma różnymi językami. Nie wyobrażam sobie przeprowadzenia żadnego eksperymentu bez udziału percepcji. Jak bez percepcji sprawdzić jego wynik? I nie zasłaniaj się chwytaniem za słówka. Słowem trzeba umiejętnie operować.

      Metoda naukowa jest stworzona na zasadzie eliminowania ludzkiego ego i percepcji z procesu zbierania danych które testują hipotezy.

      Tak więc, mówiłem wcześniej o ego, ale co do percepcji masz rację - mogłem się lepiej wysłowić. Chodziło mi mniej więcej o to że ludzka percepcja ma dużo błędów i należy ją ograniczyć w procesie zbierania danych. Kiedy już są wyniki jak najbardziej człowiek musi je odpowiednio zebrać do kupy i zinterpretować.

      Ale ja nie jadam opłatków.

      Chodziło mi tylko o to co według ciebie, zgodnie z omawianą koncepcją, wydarzy się gdybyś włożył sobioe opłatek do ust. Podobno nie zmieniłby się w ciało Jezusa, ale:

      po przemianie substancji, czyli istoty chleba i wina w ciało i krew Chrystusa, nie pozostaje już nic z chleba i wina poza samymi postaciami, pod którymi przebywa Chrystus cały i nieuszczuplony, w swej fizycznej „rzeczywistości", obecny nawet ciałem, chociaż nie.

      Czyli co się do jasnej cholerki dzieje? Substancja to podobno 'coś', aczkolwiek ma jeszcze kilka innych znaczeń, tutaj używa się znaczenia 'istoty' rzeczy. Czyli co się zmienia w ciało Jezusa? Czym jest 'istota' rzeczy, jak nie tym co sprawia że coś jest takie jakie jest? Jeśli opłatek nadal zostaje opłatkiem, to nie zmienia się jego istota. Jeśli zmienia się istota, to przestaje być opłatkiem.

      Skoro nie znane ci są takie podstawowe terminy filozoficzne, to moje wyjaśnienia musiałyby zająć kilka stron

      Ehh... "Jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić - to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz" ~ A.Einstein, nadal prawdziwe. (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

      Zostańmy zatem każdy przy swojej opinii, bo dalsza dyskusja raczej nic nie przyniesie.

      Rzekłeś.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (24)

  •  

    Zrobienie doktoratu nigdy nie było takie proste!

    10 000 serduszek lub laików to tytuł „Doktora społecznego”
    30 000 serduszek lub laików to tytuł „Docenta społecznego”
    50 000 serduszek lub laików to tytuł „Profesora społecznego”


    Jerzy Zięba – społeczny doktorat dla Wielkich Polaków

    #facebookcontent #doktorat #nauka #pseudonauka #jerzyzieba #heheszki
    pokaż całość

  •  
    Aeny

    +6

    A co jeśli to anty szczepionkowcy sponsorowani są przez big pharmę liczącą na wybuch jakieś epidemii ?

    #przemyslenia #pseudonauka #nauka

  •  

    Mircy, doprawdy logika niektórych asów tutaj mnie tak zaskakuje, że aż nie wiem. Mamy sobie takie o to znalezisko użytkownika @zonbat które to użytkownik zatytułował Nicola zmarła w środę 18 kwietnia przed południem i dał opis Szczepionka zabiła Nicolę? tagując #szczepienia i inne takie. Patrzę i myślę 'grubo, ciekawe co się stało'. Wchodzę w artykuł, czytam, czytam, nic o tym że dziecko przyjęło szczepionkę. Ba! Okazuje się że dziecko zmarło na sepsę meningokową, która według proepidemików ze stopNOP jest niezwykle rzadka i ogólnie meningokoki to luzik, a jakby co to wlewy z witaminy C od panajerzego. Dalej czytamy i co się okazuje? Że dziewczyna może by żyła gdyby była zaszczepiona, niestety nadal nieobowiązkową i nie refundowaną (przez co dość drogą) szczepionką na meningokoki.
    I gdzie rozum i godnośc człowieka ja się pytam?
    #bekazantyszczepionkowcow #pseudonauka #heheszki #glownacontent #wykop
    pokaż całość

    •  

      @DanteTooMayCry: tak, nie wiesz w ogóle na co była szczepiona, ale skoro była, to na pewno wina szczepionki. Skoro meningokoki są powszechne, a na szczęście większość dzieci jest szczepiona, to dlaczego posocznica meningokokowa jest tak rzadka?

      +: dlugi_
    •  

      @Levetiracetam: A dlaczego posocznica w ogóle jest tak rzadka? Głupie pytania....

      Szczepionka powoduje, że organizm się osłabia - zawsze. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości i to każdy lekarz powie. Od organizmu zależy jak bardzo. Wtedy łapią człowieka różne infekcje i chorowanie po szczepieniu jest dość powszechne. Spór dotyczy w tej materii tylko uznawania szkodliwości tego zjawiska.

    • więcej komentarzy (7)

    •  

      wydaje mi się, że dopóki ten ksiądz pisze sobie takie kocopoły na Twitterze to niech sobie pisze co chce - jego prywatna opinia. W momencie, kiedy zaczyna to mówić z ambony - wtedy ktoś to powinien zgłosić, a biskup czy inny przełożony zająć się takim agentem.

      @jatutylkonachwile1: Sęk w tym, że nikt nie rozdziela czasu księdza na W i PO pracy. Tu jest problem.
      No, a dwa - nie chce mi się wierzyć, że z ambony nie wali podobnych bredni.
      pokaż całość

      +: Ex3
    •  

      @loczyn tzn ja nie twierdzę, że tak jest, nie wiem czy kościół może i czy chce wyciągnąć jakieś konsekwencje w stosunku do niego. Po prostu w normalnym świecie tak by to działało. Ale też w normalnym świecie ksiądz miałby stanowisko zbieżne ze stanowiskiem Kościoła, więc ))¯_(ツ)_/¯

      +: loczyn
    • więcej komentarzy (28)

  •  

    Kiedy myślisz że wPolityce odlatuje z okładkami xD
    #pseudonauka #neuropa

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Przenajczystrza postac #rakcontent , nie skazona choćby odrobiną zdrowego rozsadku:

    Postanowiłam wygooglować, co biblia mówi o szczepionkach. W biblii nie ma niczego o szczepionkach. Po prostu pomyślcie o tym. Jeśli więc Bóg wiedział, że w przyszłości stworzy te zdumiewające rzeczy, które będą wielkim postępem naukowym, jak, o mój Boże, to jest wspaniałe, to dlaczego nie ma niczego, żadnej aluzji o tych rzeczach zwanych szczepieniami, które przyjdą później, by uratować ludzi? Jeśli to był rzeczywiście plan Boga i one są tak wspaniałe, to dlaczego ich tam w ogóle nie ma? Może jest tam rozdział, gdzie mówią o czymś jak zastrzyki, jak te zastrzyki zdrowotne, racja?
    (Film w linku)

    Oj. Tylko oj. Co więcej mogę powiedzieć. Mógłbym wyliczyć wiele wspaniałych odkryć naukowych i produktów technologicznych, które nigdzie nie są wspomniane w Biblii, ale to byłoby zbyt łatwe. A właściwie nie, nie byłoby. Nic nigdy nie jest zbyt łatwe dla Oraca, przynajmniej, kiedy potrzebuje chwili wytchnienia. Mógłbym wspomnieć komputery, antybiotyki, telewizję, samochody, samoloty, nowoczesne produkty farmaceutyczne, Internet i wiele innych. Żadna z tych rzeczy nie jest wspomniana w Biblii, ponieważ nawet najbliższe naszym czasom księgi Biblii liczą niemal dwa tysiące lat.

    W antyszczepionkowym szaleństwie Kara jest dużo więcej niż tylko jej stwierdzenie, że w Biblii nie ma niczego o szczepionkach. Proszę spojrzeć:

    Przyznam się od razu, że nie oglądałem całego wideo. Zatrzymywałem się tylko przy częściach, które były szczególnie rażąco głupie. Na przykład, na samym początku mówi:

    Wiedziałam już, że w Biblii nie ma absolutnie niczego o szczepieniach, ale jest wiele pism świętych o czczeniu ciała i utrzymywaniu ciała w czystości, a w starych czasach biblijnych krew była święta. Krew jest święta w całej Biblii i jest tam tak wiele rozdziałów, które o tym mówią… W pierwszym testamencie ludzie zawsze oczyszczali krew i były ofiary i wszelkiego rodzaju rzeczy.


    Wielokrotnie zadaje pytania podobne do tego:

    Więc, jeśli to rzeczywiście był plan Boga i one są tak wspaniałe, dlaczego wcale ich tam nie ma. Chodzi mi o to, że nawet niczego zbliżonego [nie ma].


    Hm, być może dlatego, że duża część Biblii została napisana przez ludzi z epoki brązu, którzy nie wiedzieli niczego o drobnoustrojach i sądzili, że chorobę powodują złe duchy lub może niezadowolenie Boga. To tylko jedno z możliwych wyjaśnień…

    W innym miejscu w tym wideo mówi:

    Naprawdę wierzę, że wiara w szczepionki jest zaburzeniem psychicznym i wierzę, że pierze się ludziom mózgi tym zaburzeniem, żeby wierzyli w szczepionki.


    Wcale nie kpię. To właśnie powiedziała. Jeśli mi nie wierzycie, zapewniam, że nie musicie słuchać dłużej niż pierwsze kilka minut, a znajdziecie to oświadczenie. Znajdziecie jeszcze więcej. Na przykład:

    I jestem zafascynowana i oburzona tym, co dzieje się w naszej nowoczesnej kulturze, i ciągle bombardują mnie widoki dzieci, które są maltretowane i mordowane przez przemysł farmaceutyczny, a tak wielu ludzi, których rani ten przemysł, jest chrześcijanami, i w głowie mi się nie mieści, że nie połączyliśmy zła świata szczepionek z czystością świata Boga.


    Przynajmniej jest uczciwa. Nie mówi: “nie jestem ‘antyszczepionkowcem’; jestem orędowniczką bezpieczeństwa szczepień”. Takie wykręty i unikanie jasnej odpowiedzi nie są dla Brittney Kara! O nie!

    Nie zaskakuje, że wyciąga całą tezę o “szczepieniach jako religii”. W pewnym momencie rozwodzi się nad tym, jak “nie można kwestionować szczepień”; mówić, że “szczepienia są dobre”; i porównuje kwestionowanie szczepień do bluźnierstwa. Następnie mówi:

    Ale to jest takie demoniczne. Przede wszystkim, kiedy wiesz, że Bóg nie powiedział nic o szczepionkach, uczył o odżywianiu i naszym całkowicie zdumiewającym układzie odpornościowym, który jest naszym naturalnym systemem szczepienia, który jest twoją najlepszą szansą przeciwko każdej chorobie. Myślenie, że jesteśmy ponad to, jest najbardziej absurdalną, odrażającą koncepcją i jest oddawaniem czci fałszywym idolom, oddawaniem czci tej rzeczy, która nie jest od Boga, której Bóg nie stworzył, by jakoś uzdrowić cię lub polepszyć twój stan.


    Drugą rzeczą jest to, że nie ma niczego w Biblii, naprawdę, o farmaceutyce, poza bardzo starą wersją Biblii, gdzie było słowo “pharmakeia””… to jest korzeń dla słowa, które mamy dzisiaj “farmaceutyka”. A czy wiecie, jak było definiowane w Biblii? Czarnoksięstwo. Farmaceutyka w Biblii, to greckie słowo, skąd to greckie słowo przyszło, było uważane za czarnoksięstwo i nie było dobre i Bóg nie chciał, byśmy go używali.


    Dlaczego Bóg nie mówił o tym, jeśli wiedział, że to pojawi się i uratuje świat?
    Calosc plus film jest tu:
    http://www.listyznaszegosadu.pl/m/nauka/tako-rzecze-antyszczepionkowa-wojowniczka-mama-brittney-kara-jesli-szczepionki-sa-tak-wspaniale-to-dlaczego-nie-wspomina-ich-biblia
    #nauka #paranormalne #ateizm #medycyna #chrzescijanstwo #pseudonauka #antyszczepionkowcy #patologiazmiasta
    pokaż całość

  •  

    Chciałbym zgłosić kandydaturę @Lawrence_z_Arabii w konkursie na naukową bzdurę roku.
    Przykład solonych żabich udek pokazuje że dziecko bez mózgu odczuwa ból tak jak żabie udka odczuwają ból xD

    #neuropa #pseudonauka #nauka #cojapacze #shitwykopsays

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Właśnie się dowiedziałem, że kobiety wcale nie są bardziej emocjonalne od mężczyzn i że to tylko zakorzeniony konstrukt społeczny. A przynajmniej tak twierdzi neuroloszka, psycholoszka i autoloszka Lisa Feldman.

    Kurde, 40 lat życia w kłamstwie. Moje oczy wcale nie widziały tego co widziały, a uszy nie słyszały co słyszały. Nie, wcale.

    #pseudonauka #psychologia #rozowepaski #niebieskiepaski

    pokaż spoiler Dowiedziałem się też o istnieniu słowa "neuroseksizm"...
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #pseudonauka

0:0,0:1,0:0,1:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów