•  

    #anonimowemirkowyznania
    Nie wiem co mi jest. Wychodzę ze znajomymi- wszystko jest okej. Wracam do domu- czuję się bardzo przygnębiony ,zmęczony. Najchętniej bym zasnął i nigdy się nie obudził. Czy ma ktoś tak jak ja?
    #depresja #psychika #feels

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #5fb6f4a09e646f000a8aaf02
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Precypitat
    Roczny koszt utrzymania Anonimowych Mirko Wyznań wynosi 235zł. Wesprzyj projekt
    pokaż całość

  •  

    Kalejdoskop #28
    Ten sam newsletter, ale za każdym razem inny :-)

    Cześć!
    Wielu z Nas częściej siedzi teraz w domu. Wielu z Nas chce bardziej dbać o siebie, swoje zdrowie i jakość życia. Mam nadzieję, że treść tego newslettera w dużym stopniu Ci w tym pomoże. Przyjemnego czytania! :)

    1. Ziemia jest płaska, a światem rządzą jaszczury z kosmosu. Skąd się biorą foliarze? W uproszczeniu można powiedzieć, że z braku stosownej edukacji i wiedzy, w jaki sposób można odróżnić prawdę od fałszu, opinii i jak zauważyć manipulację. Różne teorie spiskowe, od tych niegroźnych po bardziej groźne są i będą szerzyć się wśród ludzi. Stanowią one m.in. odpowiedź na niedoskonałość nauki, jaką jest trudność w łatwym odpowiadaniu na trudne pytania. W rzeczywistości, w większości sytuacji jedyna rzetelna odpowiedź jest skomplikowana i brzmi “to zależy”. Teorie spiskowe są też pociągające dlatego, że dają wrażenie bycia ponadprzeciętnym, “przebudzonym”, kimś kto wyrwał się spod rzekomej manipulacji i przejrzał na oczy. Cały problem w tym, że… zwykle jest dokładnie odwrotnie.
    - Ziemia jest płaska, a światem rządzą jaszczury z kosmosu. Skąd się biorą foliarze? (Artykuł, PL)
    https://tygodnik.polsatnews.pl/news/2020-10-23/ziemia-jest-plaska-a-swiatem-rzadza-jaszczury-z-kosmosu-skad-sie-biora-foliarze/
    Sprawdź podcast: 11 zasad zdobywania rzetelnej wiedzy przez internet: https://sebastianchudziak.pl/pnz11/
    #informacje #teoriespiskowe #wiedza

    2. Dlaczego Japończycy są tacy szczupli i zdrowi?W porównaniu do Polski, gdzie ponad 25% ludzi choruje na otyłość (a ponad połowa dorosłych ma co najmniej nadwagę), w Japonii jest to ledwo 3,3%. Japończycy żyją średnio kilka lat dłużej niż Polacy. Jest tam też najwięcej żyjących przynajmniej 100-latków. Przyczyną tego wszystkiego jest kilka czynników, do których należy inny sposób odżywiania, dbanie o bycie aktywnym ruchowo, a przede wszystkim pewne wzorce kulturowe i przekonania. Japończycy jedzą średnio mniej kalorii niż np. obywatel USA, spożywają więcej produktów roślinnych lub takich, które są uważane za bardziej wartościowe i lekkostrawne. Japończycy są też często bardziej zdyscyplinowani, pracowici i sumienni, przez co może być im łatwiej utrzymać chociażby regularne ćwiczenia fizyczne. Japończycy są kolejnym przykładem, że Twoje życie zależy w głównej mierze od Twoich nawyków, działań i przekonań, a więc od Twojego stylu życia.
    - Dlaczego Japończycy są tacy szczupli i zdrowi? (Film, PL)
    https://www.youtube.com/watch?v=ltYLzHsThhk
    #zdrowie #zycie #jakosczycia

    3. Psychika człowieka bywa zaskakująca. Ludzie z wielu różnych przyczyn często stają się zwolennikami pewnych idei, a czasami przybiera to tak na sile, że można nazwać ich fanatykami. Niechlubna historia obozów koncentracyjnych ujawnia pewne przykłady siły fanatyzmu wśród ludzi - niektórzy zwolennicy komunizmu nawet pomimo trafienia do takich obozów nie rezygnowali ze swojej ideologii, a nawet się w niej umacniali (dysonans poznawczy). Przykłady takich osób pokazują, jaką siłą mogą mieć zakodowane przekonania w psychice człowieka i jak trudno je zmienić.
    - Czy fanatyk zmienia zdanie? (Film, PL)
    https://www.youtube.com/watch?v=V4dj3NAKVGE
    #psychika #psychologia #fanatyk

    4. Czy Twój kot rozumie, gdy mówisz do niego - (dostępne tylko w subskrypcji e-mail)

    5. Jak mieć więcej energii podczas dnia? - (dostępne tylko w subskrypcji e-mail)

    6. Jeden magiczny nawyk, który zmieni Twoje życie to… wstawanie rano? Ćwiczenia? Medytacja? Ścielenie łóżka? Niekoniecznie. Możesz postanowić sobie, że będziesz się lepiej odżywiać, że rzucisz nałogi, że będziesz ćwiczyć i medytować. I co? Może Ci się to powiedzie, a może szybko się wypalisz i skończysz w dokładnie tym samym miejscu, co wcześniej. Trzeba cofnąć się o krok i sprawdzić co sprawia, że wszystkie te wcześniej wymienione nawyki są w stanie się utrzymywać. Tym czymś jest… zaangażowanie (ang. commitment), choć w języku polskim nieco lepiej określa się to jako zobowiązanie. Jest to więc w pewnym sensie sposób ograniczenia swojej wolności wyboru. W jaki sposób najskuteczniej możemy wdrożyć w życie zobowiązanie do czegoś? Metodą małych kroków. Jeśli do tej pory Twoje życie jest mało poukładane, nie zmieniaj wszystkiego na raz. Zmień jedną drobną rzecz i skup się na jej utrzymaniu przez wiele tygodni, aż stanie się normą.
    - This One Habit Will TRULY Change Your Life (Animated Story) (Film, ENG)
    https://www.youtube.com/watch?v=5gwlUiVs7L8
    #praca #rozwoj #nawyk

    7. Jedzenie ma znaczący wpływ na jakość życia, ale również i na długość życia. Za to, jak długo będziemy żyć odpowiadają m.in. telomery, czyli fragmenty chromosomów, zabezpieczające je przed uszkodzeniem podczas kopiowania. Podczas podziału komórki skracają się one, a im są krótsze, tym bardziej wzrasta ryzyko powstawania nowotworów. Silnie przetworzona żywność wpływa na przyspieszenie skracania się telometów. Za silnie przetworzoną możemy uznać np. słodycze, fastfoody, wędliny czy produkty wielokrotnie obrabiane termicznie. Takie jedzenie może zaburzać równowagę oksydo-redukcyjną oraz inicjować stany zapalne. To, co możemy robić, to ograniczać niezdrowe jedzenie, jeść więcej warzyw i w razie potrzeby uzupełniać dietę w witaminy.
    - Wysokie spożycie ultra przetworzonej żywności przyspiesza skracanie się telomerów (Artykuł, PL)
    https://biotechnologia.pl/farmacja/wysokie-spozycie-ultra-przetworzonej-zywnosci-przyspiesza-skracanie-sie-telomerow,20195
    #dieta #jedzenie #zdrowie

    8. O witaminie D pisałem już wielokrotnie. Różne badania, także te z ostatnich lat wskazują na jej istotną rolę w naprawdę wielu aspektach, od znanego powszechnie zdrowia kości, przez silne wspomagania układu odpornościowego, po zmniejszenie ryzyka niektórych chorób cywilizacyjnych. Kwestią dyskusyjną pozostaje jej zalecane dzienne spożycie, które kiedyś było wyższe, zostało obniżone do 400-1.000IU/dziennie, a dzisiaj jest ponownie powoli zwiększane. Niektóre źródła mówią nawet, że w codziennej suplementacji może to być nawet 10.000IU/dziennie.
    - Wielki błąd w sprawie witaminy D. (Artykuł, PL/ENG)
    https://longevitas.pl/wielki-blad-sprawie-witaminy-d/
    https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5541280/
    #witaminad #zdrowie #suplementy

    9. Koronny mix:
    Maseczki w większości przypadków działają i warto je nosić. Mogą nawet zmniejszać ryzyko zakażenia od innych:
    https://www.youtube.com/watch?v=2T41iw6Rzp8
    Covid to nie to samo co grypa, przede wszystkim dlatego, że dużo łatwiej i szybciej się rozprzestrzenia. Nawet jeśli nie jest o wiele groźniejszy, to z powodu szybkiego rozprzestrzeniania dociera szybciej do większej ilości osób, co w konsekwencji sprawia, że jest o wiele bardziej groźny:
    https://www.youtube.com/watch?v=dzs0NfM1jBs
    Analiza treści książki “Fałszywa Pandemia”. Ta książka jest pełna mitów, manipulacji i fałszywych informacji. W wielu miejscach zaprzecza sama sobie:
    https://www.lekarzdawidciemiega.pl/falszywa-pandemia
    - Różne materiały (PL)
    #zdrowiepubliczne #informacje #medycyna

    10. Apel. Doczekaliśmy się czasów, gdzie normą są niekontrolowane zmiany prawne niemal niszczące przedsiębiorców, niejasne przepisy niezgodne z konstytucją, naruszanie praw ludzi i wiele innych. Trwają aktualnie protesty przeciwko wyrokowi dotyczącemu zakazowi aborcji. Najważniejsze w tym wszystkim, to nie dać się skłócić. Niektórym rządzącym dokładnie na tym zależy: chaos, wojna domowa, podział społeczeństwa to czynniki, które nie pozwolą na obalenie nieskutecznego, wadliwie działającego rządu. Starajmy się opanowywać emocje, zrozumieć innych, nie dać się na siebie napuścić. Mamy prawo mieć różne opinie, ale to nie może być powodem do kłótni i podziałów. Im bardziej będziemy zjednoczeni, tym łatwiej będzie Nam walczyć o swoje i utrzymać wysoką jakość życia w tym Kraju.
    - Wskazówka
    #relacje #spoleczenstwo #polska

    Co najbardziej Ci się spodobało? Daj znać odpowiadając na ten e-mail lub w komentarzu. Przekręcenie kalejdoskopu zajmie mi chwilę. Kolejny numer newslettera przeczytasz już za 2 tygodnie. Pamiętaj, aby zaprosić swoich znajomych do zapisania się na stronie: https://sebastianchudziak.pl/kalejdoskop :)

    Zajrzyj też do mojego podcastu “Podcast Na Zdrowie”: https://sebastianchudziak.pl/nazdrowie/
    Lub przeglądaj wszystkie wpisy na mojej stronie: https://sebastianchudziak.pl/wszystkie-wpisy/
    Jeśli chcesz pomóc w rozwoju Newslettera i otrzymywać jeszcze lepsze treści, wypełnij proszę tę ankietę: https://forms.gle/ZK5Bf2jZoCXjMtaK7

    Pozdrawiam,
    Sebastian

    ---

    Poprzedni wpis: Kalejdoskop #27
    W skrócie: newsletter/agregator - streszczenia artykułów/filmów/audio, polecenia stron internetowych, podcastów, kanałów YT i innych, aplikacje, ciekawostki, life-hacki.
    Tutaj można obserwować: #kalejdoskop
    Tutaj można się zapisać: https://sebastianchudziak.pl/kalejdoskop/
    Czasami mogą się powtórzyć treści z wykopu.
    Dodatkowe tagi: #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu #wiedza #nauka #produktywnosc #lifehack #zdrowie #jakosczycia
    pokaż całość

    źródło: sebastianchudziak.pl

    +: r....z, Lion_Stettin +7 innych
  •  

    Poczytałam dzisiaj w końcu o osobach wysoko wrazliwych. W sumie nie wiem dlaczego dopiero teraz, bo już od dawna podejrzewałam że mogę być jedną z nich. Chyba wydawało mi się że to kolejna rzecz którą można sobie przypisać by czuć się wyróżnionym i innym bla bla bla kurwa pora na CSa. No jednak nie. Osoby wysoko wrażliwe mają bardziej czuły ośrodkowy układ nerwowy. Jakieś cuda wianki w mózgu też się dzieją i różnią się od "normalnych" ludzi. It's science bitch. Ok. 15-20% społeczeństwa to OWW. Istnieją oczywiście dlatego, bo ewolucja tak chciała. Osobnik bardziej wyczulony na bodźce zewnętrzne moze szybciej zareagować na potencjalne niebezpieczeństwo i ostrzec resztę grupy. Teraz niestety średnio nam się to przydaje. Głośna muzyka, głód, zmęczenie, nadmiar bodźców w ogóle, stres, przemoc i agresja, dużo zadań do zrobienia, ból, życie w pośpiechu, nadwrażliwość na kofeinę - to wszystko doskwiera OWW bardziej niż innym. Przyroda, zwierzęta, natura, sztuka, cisza - to jest to co lubimy najbardziej, z tym nam dobrze i na tym powinniśmy skupić uwagę. Dać sobie odpocząć i poleniuchować kiedy trzeba. Wyciszyć się, iść do lasu, poobcować z naturą. Żyć w zgodzie z własnym rytmem

    #psychologia #ciekawostki #neuronylustrzane (pozdrawiam dwóch obserwujących!!) #oww #wysokowrazliwcy #osobywysokowrazliwe #zdrowie #psychika
    pokaż całość

    źródło: 1595550966528.jpg

    •  

      @Tylkoprzechodze:
      Bardzo agresywnie zareagowalas na moj psot, co o czyms swiadczy niestety.
      Ja jedynie zasugerowalem aby przemyslala mozliwa opvje, ze placzesz "na pokaz" przy bliskiej osobie.

      Ogolnie duzo w Twoim wpisie patosu i bezzasadnego przekonania o wyzszosci swojej empatii nad innymi. Odniose sie do jedneo, ale najbardziej jaskrawego zdania:

      Dlaczego czuje smutek ZAWSZE, gdy mijam martwe zwierzę przy drodze i rozmyślam dlaczego nikt inny nie jest wzruszony trupami

      Tutaj piszesz o marteym zwierzeciu, o tym ze czujesz smutek i jednoczesnie Tworzysz porownanie z innymi ludzmi zakladajac ze inni nie czuja tego co Ty. Jest to niestety tak bezpodstawne i absurdalne ze prowadzi wlasnie do konkluzju ze swoja empatyczna wyzszosc sama sobie troche wmawiasz.

      Zanim zareagujesz agresja, wiedz ze nie krytyluje Cie tylko pokazuje pewny scenariusz i pewna droge. Nie widzimy najczesciej bledow w swoim zachowaniu, wiec gdy ktos je nam wytyka reagujemy wyparciem
      pokaż całość

    •  
      T.............e via Wykop Mobilny (Android)

      0

      @In_thrust_we_trust: pozwól iż przyjmę kontrowersyjną teorię, że znam siebie lepiej, niż Ty. Poza tym nie wiem, gdzie widzisz agresję w spokojnej próbie przekazania, że nie mam zamiaru wdawać się z Tobą w głęboką dyskusję na ten temat, bo wyczuwam z Twojej strony, że zależy Ci tylko na tym, żeby udowodnić swoją teorię, a nie na faktycznym dialogu i ewentualnym zrozumieniu drugiej osoby. Przeczytałeś komentarz i na jego podstawie zbudowałeś sobie pewien obraz, a teraz bardzo chcesz potwierdzić, że miales rację, żeby zadowolić swoje ego.

      Podoba Ci się, jak ktoś tworzy sobie teorie o Tobie mimo, że nawet Cię nie zna? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (41)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Cześć. Mam pewien problem z psychiką. Chodzi o to że prowadzę dialog sam (na głos) ze sobą kiedy nie ma w pobliżu ludzi. Rozmawiam o planach na przyszłość, sytuacjach z życia, lub przewiduje jakie sytuacje mogą mnie spotkać. Trwa to od 15 roku życia (teraz mam 18 lat) i zacząłem się niepokoić o moje zdrowie psychiczne. Uprzedzam że mam znajomych z którymi wychodzę regularnie. Czy ja jestem pojebany? Czy warto iść z tym do psychologa lub psychiatry?
    #psychika #przegryw #psychologia #psychiatra

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #5f0ee83fe270c575295b97d0
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: marcel_pijak
    Wesprzyj projekt
    [================........................] 40% (95zł/235zł)
    Uzbieraliśmy już na 2 lat działania AMW!
    pokaż całość

    źródło: cdn.drawception.com

  •  

    Czasem wydaje mi się, że nie zdajemy sobie sprawy jak potężne konsekwencje niesie za sobą ta kwarantanna, lockdown i tak dalej. I bynajmniej chodzi mi o gospodarkę bo to dość oczywista i pierwszorzędna sprawa a zwracam uwagę jednak na psychikę ludzi. Niektórzy zamknięci sami w swoich mieszkaniach, pokojach a jeszcze inni zmuszeni do przebywania ze swoją rodziną, która fundowała im od urodzenia skazy na psychice, które pozostały do dzisiaj. Wiecie o co mi chodzi, dla wielu utrata pracy bądź przejście na tryb zdalny oznaczała bezpośrednio powrót do domu rodzinnego na czas bliżej nieokreślony. Nie wszyscy prowadzili życie piwniczaka przed pandemią, niektórzy żywią się znajomościami, spotkaniami czy choćby imprezami, które były swoistymi resetami po ciężkim tygodniu. Cała gromadka ludzi, którzy zaczęli lub zaczną szukać bodźców "zdalnie". Chlanie samemu w domu, szukanie rozrywki w narkotykach (i nie mówię tu o heheuanie) to dość prosta droga do depresji, a w następstwie kroków w stronę samobójstwa. Polska psychiatria stoi na beznadziejnym poziomie i każdy kto miał z nią do czynienia przyzna mi racje. Zdaje się, że zmierzamy w lepszym kierunku, zwiększając ilość placówek skupionych na pomocy psychologicznej dla dzieci i młodzieży ale to kropla w morzu potrzeb dla zdrowia polskiego społeczeństwa. Co za tym idzie - chciałbym tylko przypomnieć o tym, że sami też jesteśmy w stanie pomagać. Choćby telefon z pokrzepiającymi słowami raz na jakiś czas to już wydaje się być dużo, a nuż uda nam się odwieść kogoś od tragicznych decyzji. Pamiętajcie o swoich nie tylko bliskich ale także tych, których głosu bądź stylu pisania już nawet nie pamiętacie. Może to dobry czas na załagodzenie konfliktów albo odnowienie starych znajomości? Tego nie wiem i zostawiam to Wam.
    Jeśli zaś jesteście osobą, która przez obecną sytuacje podupadła na zdrowiu psychicznym - warto zastanowić się nad psychologiem online bądź skorzystać z kryzysowego telefonu zaufania - 116 123.

    Trzymajcie się, czasem warto spojrzeć na inne aspekty tej naszej sytuacji.

    pokaż spoiler #kwarantanna #pracazdalna #covid19 #koronawirus #psychika
    pokaż całość

  •  

    Kalejdoskop #15
    Ten sam newsletter, ale za każdym razem inny :-)

    Maj, coraz cieplej. Możemy już wychodzić z domu, gospodarka poooowoli odżywa, ważne jednak, abyśmy My żyli, nie poddawali się, nie martwili tym, co i tak przeminie. Ważne, abyśmy się cieszyli życiem, potrafili określać kierunek, w jakim chcemy dążyć, doceniali zmiany, potrafili się dostosować i byli “realistooptymistami” :) Sprawdź, co dzisiaj przyszykowałem dla Ciebie:

    1. Detoksykacja organizmu - czy naprawdę jej potrzebujesz? Osoby interesujące się zdrowiem i odżywianiem bez wątpienia choćby słyszały słowo “detoksykacja” lub mniej prawidłowe: “detoksyfikacja”. Jest to nic innego, jak proces usuwania toksyn (substancji niechcianych i potencjalnie szkodliwych) z Naszych organizmów. W tym celu, w szczególności w podejściu alternatywnym stosuje się różne metody, takie jak posty, koktajle, suplementy czy nawet plastry na stopy. Realia naukowe wskazują jednak, że proces usuwania toksyn z organizmu zachodzi stale i nie jest potrzebne stosowanie podobnych metod, o wątpliwym z resztą działaniu. Możemy po prostu wspomagać oczyszczające działanie organów wewnętrznych m.in. podejściem żywieniowym: np. spożywaniem większej ilości warzyw czy owoców. Prowadząc stosunkowo zdrowy tryb życia nie potrzebujemy specjalnych terapii detoksykacyjnych, dopóki nie zatrujemy się większym stężeniem jakiejś substancji szkodliwej. Skupmy się więc na tym, aby ograniczać narażenie na ewentualne toksyny (np. tytoń, smog), wspomagać wątrobę (odpowiednim żywieniem i ewentualnie suplementami) i zwiększać możliwości wydalania toksyn (spożywanie błonnika, pocenie się).
    - Do you need to detox? (Artykuł, ENG)
    https://examine.com/nutrition/do-you-need-to-detox/
    #dieta #zdrowie #detoksykacja

    2. Jesteś głównym bohaterem swojego życia. Natomiast wszyscy inni - są postaciami drugo bądź trzecioplanowymi. Jednak każda inna osoba jest głównym bohaterem w swoim życiu i dla niej to Ty jesteś statystą. Zjawisko nagłego zdania sobie sprawy z tego, że inni ludzie mają również swoje własne, często skomplikowane życia nosi nazwę “sonder” - i jest często momentem wprawiającym w refleksje, niekiedy nawet w zakłopotanie i niepokój. Jest to o tyle zaskakujące, że polega tak naprawdę na zdaniu sobie sprawy z czegoś, co jest oczywiste.
    - Jak widzą Cię inni ludzie? (Film, PL)
    https://www.youtube.com/watch?v=HuAv9aRq6SU
    #spoleczenstwo #czlowiek #psychologia

    3. Człowiek w każdej sekundzie odbiera niezliczone ilości bodźców. Bodźców tych jest zdecydowanie więcej niż kiedyś, głównie za sprawą rozwoju technologii. Często uzależniamy się od tych bodźców i nie możemy bez nich wytrzymać (sprawdź podcast: https://sebastianchudziak.pl/pnz6/). Naprzeciw temu wychodzi metoda zwana “komorą deprywacyjną”. Polega ona na tym, że wchodzimy do komory z wodą zbliżoną do temperatury ciała, w której unosimy się, dodatkowo w komorze jest całkowicie ciemno i głucho. Oznacza to, że przestajemy czuć, widzieć i słyszeć, a więc wyłączamy większość podstawowych zmysłów. Przebywanie w takiej komorze często doprowadza do omamów - po pewnym czasie mózg próbuje sam wytwarzać bodźce, które przybierają formę świadomego snu.
    - Komora deprywacyjna. Jak zachowa się człowiek, jeśli odetnie się go od zewnętrznych bodźców (Artykuł, PL)
    https://www.focus.pl/artykul/komora-deprywacyjna-mozg-bez-bodzcow-zewnetrznych
    #bodzcie #umysl #medytacja

    4. Masz gorączkę?To NIE obniżaj jej, chyba, że jest naprawdę wysoka. Gorączka to nie tylko nic nieznaczący skutek choroby. To mechanizm organizmów żywych sprawiający, że te lepiej radzą sobie z zakażeniami. Podniesienie temperatury występuje nawet u zakażonych grzybami roślin. Badania na zwierzętach wskazują, że zbijanie gorączki zwiększa śmiertelność - podobnie jest także wśród badań ludzi podczas grypy. Ponadto warto pamiętać, że zmniejszanie gorączki nie powoduje zmniejszenia namnażania się wirusa.
    - Dlaczego gorączka pomaga zwalczyć wirusy (Film, PL)
    https://www.youtube.com/watch?v=cErJzDNxptM
    #medycyna #zdrowie #choroba

    5. Wysoka wydajność w życiu to element, który daje Nam zdrową przewagę nad innymi. Wydajność to synonim słów, takich jak “produktywność” czy “efektywność” i sprowadza się do umiejętnego zarządzania sobą i swoim otoczeniem, umiejętnego stawiania celów i kierunków działania, rozumienia swojego organizmu oraz dbania o siebie. W odcinkach tego podcastu znajdziesz wywiady ze specjalistami, dotyczące tematów takich jak: psychologia, odżywianie, sen, planowanie, zdrowie.
    - Podcast “Wysoko wydajni” (Podcast, PL)
    https://www.spreaker.com/show/wysoko-wydajni
    #wydajnosc #jakosczycia #produktywnosc

    6. Czy można odmrażać i ponownie zamrażać żywność? Z tym pytaniem związany jest mit, według którego ponowne zamrożenie i odmrożenie żywności skutkuje namnożeniem się patogenów, mogących Nas zarazić. “Można ponownie zamrażać i odmrażać żywność, w tym mięso, lody i owoce, przy spełnieniu następujących warunków:
    *1. Produkt odmroził się całkowicie w lodówce, lub
    *2. Produkt nie odmroził się całkowicie (widoczne są kryształki lodu), a proces częściowego odmrożenia w całości przebiegał w lodówce.” Jeśli nie zauważyłeś zmiany barwy/zapachu i nie przechowywałeś żywności przez kilka dni, to najprawdopodobniej bez problemu możesz ją ponownie zamrozić.
    - Czy można odmrażać i ponownie zamrażać żywność? Tak, można... (Film, PL)
    https://www.youtube.com/watch?v=1GGwmZceSp0
    #jedzenie #dieta #zdrowie

    7. Prawdopodobnie Ty to już wiesz, ale warto zawsze o tym pamiętać, i w miarę możliwości - uświadamiać tych, którzy tego nie wiedzą. A jest mnóstwo osób (szczególnie młodszych oraz w wieku 45-65), nie zdających sobie z tego sprawy. Jeśli zarabiasz netto (na rękę) 2000zł, to Twój pracodawca co miesiąc płaci 3268zł (1268zł to podatki/składki). Jeśli zarabiasz 4000zł netto, to pracodawca płaci 6685zł (2685zł podatków/składek). Jeśli zarabiasz 7000zł, to pracodawca każdego miesiąca płaci 11808zł (4808zł podatków/składek). Robi się dużo, prawda? Co w związku z tym? Na sprawy polityczne w tym newsletterze miejsca nie ma, ale przynajmniej rozważ, jeśli zarabiasz trochę powyżej średniej krajowej, czy nie lepiej (bardziej opłacalnie) byłoby Ci na jednoosobowej działalności gospodarczej.
    - Kalkulator wynagrodzeń (Portal, PL)
    https://wynagrodzenia.pl/kalkulator-wynagrodzen
    #finanse #zarobki #praca

    8. W związku z epidemią ceny wielu produktów niesamowicie poszybowały w górę. Jeśli chcesz kupić teraz np. rękawiczki gumowe, piłkę do ćwiczeń czy hantle, licz się z tym, że ceny sięgają nawet 300% ich wartości sprzed kilku miesięcy. Na popularnych portalach zakupowych (np. Allegro) jest też system, który promuje najczęściej kupowane produkty. Te niestety bardzo często ulegają znacznym podwyżkom. Jest jednak narzędzie, które pozwala prześledzić całą historię cen produktów z Allegro.
    - Allegronauta (Portal, PL)
    https://allegronauta.pl/oferta/
    #zakupy #ceny #lifehack

    9. Co odróżnia od siebie ludzi? Na tak postawione pytanie nie da się łatwo odpowiedzieć, jednak pewne cechy mogą odpowiadać za występowanie największych różnic międzyosobniczych. Te cechy być może determinują w największym stopniu całe życie człowieka, jego zachowanie, status, reakcje, w dużej mierze odpowiadają za zdrowie i jakość życia. Mowa o postawach, nawykach, podświadomości i przekonaniach. Jest to coś, czego nie możemy dotknąć, ale skutki możemy odczuwać bardzo namacalnie. Czym one są, od czego zależą, jak wpływają na życie i jak możemy je kształtować?
    - Podcast Na Zdrowie #007: A może to wszystko siedzi w głowie? (Podcast, PL)
    https://sebastianchudziak.pl/pnz7/#Sluchaj_odcinka
    #psychika #psychologia #umysl

    10. Posiadasz stronę internetową, bloga? Jeśli tak (lub zamierzasz), to koniecznie zajrzyj do tego narzędzia. Pozwala ono przede wszystkim na monitorowanie czy strona działa, a alerty są wysyłane przez e-mail. Dodatkowo posiada opcje testowania oraz wspomagania strony.
    - Uptime Robot (Strona, ENG)
    https://uptimerobot.com/
    #webmastering #stronainternetowa #informatyka

    I co teraz, co pierwsze przeczytasz, przesłuchasz lub obejrzysz? Podziel się tym ze mną odpisując na ten e-mail lub zostaw informację w komentarzu :)

    Przekręcenie kalejdoskopu zajmie mi chwilę. Kolejny numer newslettera przeczytasz już za 2 tygodnie. Pamiętaj, aby zaprosić swoich znajomych do zapisania się na stronie: https://sebastianchudziak.pl/kalejdoskop :)

    Pozdrawiam,
    Sebastian

    ---

    Poprzedni wpis: Kalejdoskop #14
    W skrócie: newsletter/agregator - streszczenia artykułów/filmów/audio, polecenia stron internetowych, podcastów, kanałów YT i innych, aplikacje, ciekawostki, life-hacki.
    Tutaj można obserwować: #kalejdoskop
    Tutaj można się zapisać: https://sebastianchudziak.pl/kalejdoskop/
    Czasami mogą się powtórzyć treści z wykopu.
    Dodatkowe tagi: #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu #wiedza #nauka #produktywnosc
    pokaż całość

  •  

    Siemano italiano mirasy! (。◕‿‿◕。)(。◕‿‿◕。)(。◕‿‿◕。)

    Wracam po banie (którego w sumie nie wiem za co dostałem do moderacji tego jakże wspaniałego serwisu ze śmiesznymi obrazkami). Należy Wam się gruuuba aktualizacja z mojego pobytu #naoddzialenerwic. Działo się w chuj dużo, ale po kolei.

    No więc, mój pobyt dobiegł końca już 3 kwietnia w piątek. Kolokwium zadecydowało, że zostanę zwolniony z oddziału tydzień wcześniej ze względu na epidemię #koronawirus. Także święta Wielkiej Nocy spędziłem już w domku. Ogólnie odchodziłem w stonowanym nastroju, żadnego smutku że się żegnam z kolegami i koleżankami nie było, głównie dlatego że zdecydowana większość oddziałowej ekipy zdążyła odejść, a z nowymi osobami które stopniowo przychodziły miałem raczej kontakt powierzchowny. Mimo wszystko spędziłem na oddziale solidny kawał mojego życia w tym roku, a czułem jakby tylko dosłownie tydzień tam był. Podziękowałem lekarzom, personelowi, pozostałym ziomkom i odszedłem z zaleceniami od doktor prowadzącej do domku. Z leków dostałem tylko parogen na smutne chwile.

    Pobyt na oddziale oceniam bardzo pozytywnie. Poznałem kilku naprawdę skromnych, ułożonych ludzi, którzy zostali wypluci przez bezlitosne społeczeństwo na margines i przez to się załamali. Ale osoby z zaburzeniami odżywiania też w większości były spoko (choć tutaj ogromny procent stanowiły dziewczyny, z niektórymi w ogóle nie miałem kontaktu więc do końca obiektywnie się nie mogę wypowiedzieć). Placówka miód-malina, lekarze i personel bardzo w porządku, terapie kreatywne i stawiające na pracę empiryczną z pacjentami i terapię szokową, bez głaskania po główce i klepaniu po plecach tylko podejmują realne działanie nad pokonaniem barier u pacjenta. Nie faszerują lekami (prawie w ogóle nie stosują, tylko można poprosić o jakiegoś uspokajacza na noce), nie ma przymusu (bo to oddział gdzie stawiają się osoby dobrowolnie, w każdej chwili można zakończyć pobyt). Lekarze naprawdę słuchają uwag pacjentów, rozumieją ich lęki i starają się metodą małych kroków wyciągnąć z człowieka z gówna. Naprawdę gorąco polecam, choć nie ukrywam, że ten miesiąc był najgorszym (a byłem od stycznia) na oddziale, ale to głównie ze względu na lekkie wyobcowanie (jak wyżej wspomniałem większość osób mi bliskich odeszło) i tego jebanego wirusa.

    Pobyt na oddziale naprawdę mnie umocnił. Przez koronawirusa nie mam zbytnio okazji, aby potrenować „wyjścia do ludzi”, ale czuję się znacznie pewniejszy siebie, gadka mi się wyrobiła po konwersacjach z innymi pacjentami, jestem teraz nawet ciekawy poznawania nowych ludzi i świata wokoło. Nie boję się już tak krytyki czy odrzucenia, choć nadal miewam pewne obawy przy nawiązywaniu bliższych relacji. Zacząłem akceptować siebie, że nie jestem idealny i że są różni ludzie z różnymi życiorysami i nie należy nikogo „mierzyć swoją miarą”, jak robią to wykopki z wiadomego tagu, dzieląc ludzi na normików i tak dalej. Wymieniając plusy dalej, to wyrobiłem samodyscyplinę, codzienny trening poranny to już mój stały nawyk. No i najważniejsze – moje czerwienienie się przy różowych jest znacznie mniejsze. Odczuwam teraz tylko niewielki dyskomfort w relacjach z dziewczynami, mogę normalnie porozmawiać bez dukania, podbić itd. To uważam za największy plus mojego całego pobytu na oddziale.

    Jeśli chodzi już stricte o moje dalsze życie poszpitalne – siedzę niestety w domu na dupie i szukam pracy. Monotonia mnie w tym domu dopadła, ciężko mi usiedzieć w miejscu, chciałbym na rowerze gdzieś pojeździć, do parku pójść, czy na basen żeby jak najszybciej znaleźć jakichś znajomych z okolicy. Ogólnie mam szansę na robotę w biurze jako pomoc biurowa w firmie kolegi ojca (z którym po latach ciszy nawiązałem kontakt), więc może coś mi się zawodowo ułoży. Myślę nad pisaniem tekstów do #weszlo i innych redakcji w tematyce sportowej, ale przez wirusa jest posucha więc na razie daje sobie na wstrzymanie. Siedzę więc w chałupie, pomagam mamie, czytam, oglądam, kontempluję i w jakieś tam gierki gram. No bo co innego robić? Mandatu szukać? Jeśli chodzi o rudą, to nie mamy już kontaktu za bardzo, napisałem jej 3 dni temu smsa co tam u niej i nie odpisuje, także pogodziłem się już z porażką tego związku. Z oddziałowymi kumplami w większości mam kontakt. Aizcheimer, Basista, mój kumpel z pokoju i wielu, wielu innych nadal trzyma ze mną gadkę na messengerach czy smsach.

    Pozdro dla wszystkich, którzy zmarnowali czas na czytanie moich wypocin pod tagiem. Jak obiecałem, w ciągu najbliższych dni wlecą jakieś pozostałe na moim telefonie wpisy z dziennych raportów z pobytu na oddziale. Nie ma tego dużo, ale coś tam fajnego jest, więc jak ktoś nie ma nic lepszego do roboty to będzie mógł poczytać.

    Bardzo dziękuję za mile słowa, fajne interakcje pod dziennymi wpisami, plusowanie, i tak dalej, i tak dalej. Może to komuś pomoże w walce ze swoimi barierami psychicznymi, nerwicami, depresjami i fobiami. Polecam opuścić swoją strefę komfortu i postarać się o kwalifikację na ten oddział. Walczcie z choróbskiem, nie dajcie się!

    pokaż spoiler #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

  •  

    Kalejdoskop #12
    Ten sam newsletter, ale za każdym razem inny :-)

    2 tygodnie temu, kiedy pojawił się #11 numer newslettera epidemia dopiero się zaczynała. Tak naprawdę trudno było przewidzieć, że rozwinie się ona (szczególnie w niektórych krajach) aż tak bardzo. Niestety, dziś sytuacja dotyka niemal wszystkich w jakimś stopniu - wiele osób ma problemy z pracą, niektórzy ze zdrowiem swoich lub bliskich, natomiast zdecydowana większość o wiele więcej i dłużej przebywa zamknięta w domu. I cokolwiek by nie mówić - to przebywanie w domu jest ważne, gdyż spowalnia rozprzestrzenianie się choroby. Dzisiaj będzie trochę więcej inspiracji. Udanego, przyjemnego, owocnego i satysfakcjonującego przeglądania :)

    1. Trening w domowych warunkach:
    Zdecydowana większość osób uprawiających sporty i aktywności związane z wychodzeniem z domu (siłownia, basen, zespołowe, sztuki walki, taniec itp.) jest teraz ograniczona przez epidemię. Nie ma co się martwić, ponieważ:
    1. Tymczasowa zmiana, a nawet zmniejszenie uprawiania aktywności fizycznej nie powinno w znacznym stopniu spowolnić efektów, o ile nie jesteśmy na poziomie mistrzowskim;
    2. Jest wiele metod na trening w domu;
    3. Intensywnie trenującym przyda się odpoczynek w celu regeneracji nie tylko aparatu ruchu czy układu nerwowego, ale też psychiki.
    W domowych warunkach również możemy wykonywać trening i jest na to mnóstwo sposobów. Ważne, aby nie ograniczać się do wyłącznie kilku ćwiczeń, ale wykonywać ich więcej, na różne sposoby, co pozwoli na pełniejszy, bardziej ogólny rozwój sprawności. Pamiętaj, że ogólna sprawność jest podstawą osiągania celów sportowych, niezależnie czy są to cele siłowe, sylwetkowe, wytrzymałościowe, techniczne czy szybkościowe. Poniżej znajdziesz kilka linków, po przejrzeniu których lepiej zrozumiesz jak prowadzić trening w domowych warunkach, przy ograniczonym sprzęcie :)
    - Wiele materiałów:

    https://www.youtube.com/watch?v=Dg20fqRc_ec
    https://www.youtube.com/watch?v=sL8xGhx4lzw
    https://www.youtube.com/watch?v=48AKa8Ic5Ec
    https://sebastianchudziak.pl/encyklopedia/trening-w-domowych-warunkach/
    http://sebastianchudziak.pl/encyklopedia-w-pigulce/#Jak_cwiczyc_w_domusamodzielnie

    #trening #cwiczenia #aktywnoscfizyczna

    2. Wielozadaniowość medialna - wielu osobom wydaje się, że potrafią wykonywać wiele zadań jednocześnie (multitasking). Niekiedy nawet pracodawcy wymagają w opisach ofert pracy wielozadaniowości. Niestety, naprawdę niewielki odsetek osób jest w stanie pracować wielozadaniowo, a większość jedynie próbuje przełączać się między zadaniami lub traci zaangażowanie i uwagę w stosunku do jednego z nich. Badania na osobach wykonujących wiele zadań jednocześnie pokazują, że pracują one mniej wydajnie i efekty ich pracy są gorsze w stosunku do osób skupiających się na jednym tylko zadaniu. Pod uwagę należy wziąć fakt, że często jesteśmy po prostu uzależnieni od rozproszenia i dlatego tak często nie możemy się skupić na konkretnym zadaniu.
    - Mózg a wielozadaniowość medialna - dr Agnieszka Popławska-Boruc (Wykład, PL)
    https://www.youtube.com/watch?v=3osRcydyh5o
    #psychologia #efektywnosc #produktywnosc

    3. Medytacja - aby radzić sobie chociażby z uzależnieniem od rozproszenia czy niechcianą wielozadaniowością, warto rozpocząć praktykę codziennej medytacji. Szczególnie teraz, gdy wiele osób mniej lub bardziej przymusowo spędza wiele czasu w domu, medytacja może okazać się świetnym remedium na poradzenie sobie z samotnością i dużą ilością czasu. Nie potrzebujesz wiele. Wystarczy miejsce, gdzie jest cicho i nie ma bodźców, kilka do kilkudziesięciu minut wolnego czasu i zwykłe skupienie się na oddechu.
    - Wiele materiałów:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Medytacja
    https://www.youtube.com/watch?v=N5_oahFw5Ww
    https://curiosity.com/topics/how-meditation-changes-your-brain-curiosity/
    https://www.youtube.com/watch?v=cfXO9OUX3oM

    #medytacja #zdrowie #psychika

    4. Spojrzenie na koronawirusa z perspektywy innych wirusów i epidemii: rzeczowe i konkretne omówienie, bez siania paniki. SARS-CoV-2 jest co prawda wirusem, który już wpłynął i niewątpliwie wpłynie bardzo negatywnie na ludzi, jednak niemal z pewnością, nie jest on aż tak zabójczy, jak mogłoby się wydawać. Z dużym prawdopodobieństwem jego mutacje nie będą dążyć ku większej śmiertelności, lecz mniejszej - człowiek jest dla wirusa wektorem, pośrednikiem - więc celem wirusa (jeśli w ogóle można mówić o czymś takim jak cel wirusa) nie jest zabicie wektora. Epidemia prawdopodobnie też za jakiś czas po prostu wygaśnie, kiedy duża część populacji nabierze odporności.
    - Zygmunt Pejsak, Uniwersyteckie Centrum Medycyny Weterynaryjnej UJ-UR, w Krakowie (Tekst, PL)
    https://www.facebook.com/Legwet/posts/3104774336213618
    #epidemia #koronawirus #nauka

    5. Jak zwiększyć odporność na koronawirusa? Większa sprawność układu immunologicznego to mniejsze ryzyko rozwinięcia się choroby lub łagodniejszy jej przebieg, kiedy już do niej dojdzie. Należy skupić się na zwiększeniu odporności humoralnej nieswoistej:
    1. Zwiększenie ilości immunoglobulin typu A: głodówka (z tym jednak oczywiście trzeba uważać), stosowanie probiotyków, suplementacja witaminy A, glutaminy;
    2. Zwiększenie ilości 25(OH)D, czyli witaminy D w organizmie. W aktualnym okresie najłatwiej jest ją dostarczyć dzięki suplementom bądź lekom z wit. D3;
    3. Stosowanie melatoniny - jej skuteczność jest potwierdzona przy stosowaniu przez dłuższy czas, natomiast jej stosowanie w okolicach popołudniowych skuteczniej wpływa na poprawę odporności. Podawanie jej wieczorem skuteczniej wpływa na poprawę snu;
    - Jak zwiększyć odporność na koronowirusa (Film, PL)
    https://www.youtube.com/watch?v=BSpcZMrV8RQ
    #odpornosc #zdrowie #medycyna

    6. Żyjemy w świecie dostatku, a mimo tego spada poziom Naszego zdrowia psychicznego. To właśnie może być przyczyną - nadmierny dostatek, brak konieczności starania się, brak konieczności walki, sięgania, osiągania. Jako ludzie stworzeni jesteśmy do robienia czegoś, a nie tylko do biernego czerpania. Do tego w grę wchodzą czynniki takie jak nieodpowiednia dieta, zubożone środowisko i wiele innych “pogarszaczy”. Ciekawe, czy aktualna pandemia wpłynie w jakimś stopniu na zdrowie psychiczne ludzi - nie można wykluczać scenariusza pogorszenia (z przyczyn oczywistych), ale też poprawy (z powodu aktywizacji).
    - Epidemia depresji i cierpienia (Film, PL)
    https://www.youtube.com/watch?v=bjPkL4NfiTs
    #zdrowie #psychika #depresja

    7. Dlaczego warto pozostać naturalnym (czyli nie stosować dopingu w sportach siłowych/sylwetkowych)?
    1. Zdrowie - bardzo często stosowanie dopingu powoduje różne komplikacje zdrowotne - nagłe lub odroczone. Oczywiście nie zawsze, szczególnie w przypadku osób, które wiedzą co robią i się do tego dobrze przygotowują, ryzyko jest niewielkie;
    2. Większe ryzyko kontuzji - wzrost siły na dopingu może być szybki, a poprawa wytrzymałości szkieletu (stawów, ścięgien, więzadeł, przyczepów mięśni) może po prostu nie nadążyć;
    3. Psychika - z każdego cyklu trzeba kiedyś zejść, co może być trudne dla Naszego zdrowia psychicznego. Oprócz bezpośrednich skutków związanych z neuroprzekaźnikami można spodziewać się gorszego samopoczucia ze względu na chwilowy spadek formy czy siły;
    4. Często nie ma pewności co do jakości towaru - większość substancji jest albo niedostępna bez recepty, albo nielegalna. W przypadku, kiedy nie wiadomo co się przyjmuje, można spodziewać się nawet zdrowotnych skutków ubocznych;
    5. Satysfakcja - przynajmniej wśród niektórych osób, osiągnięcie efektów bez dopingu może po prostu dać dużą satysfakcję. Często bowiem bardziej cieszy sam proces, niż ostateczny skutek.
    - Dlaczego warto pozostać NATURALNYM? (5 powodów) (Film, PL)
    https://www.youtube.com/watch?v=5hHhRkSC7Vs
    #silownia #doping #kulturystyka

    8. Trochę bardziej na luzie - test różnych dziwnych ćwiczeń z internetu. W sieci nie brakuje filmów w stylu “gym fail compilation”, w których oprócz klasycznych “faili” widać różne dziwne, niekonwencjonalne ćwiczenia. Czy wszystkie z nich są głupie tylko dlatego, że wyglądają śmiesznie i są niepopularne? Niekoniecznie. Warto czasami zastanowić się, czy w danym ćwiczeniu przypadkiem nie ma jednak większego sensu, a śmieszne jest dlatego, że nie jest dokładnie lub prawidłowo wykonywane.
    - TEST NAJDZIWNIEJSZYCH ĆWICZEŃ Z INTERNETU (Film, PL)
    https://www.youtube.com/watch?v=nprk2dCrBGw
    #trening #cwiczenia #silownia

    9. Okres kwarantanny to doskonały czas nie tylko, aby odpocząć, ale także, aby nauczyć się czegoś. Może to być zarówno doskonalenie się w swojej dziedzinie, ale także nauczenie się całkowicie nowej dyscypliny. Pomyśl, czy jest coś, co kiedyś chciałeś(-aś) robić, a na co do tej pory nie było czasu czy możliwości? Może jest to programowanie, może jest to stolarstwo, może jest to język obcy? Może zacznij np. pisać bloga, nawet nie publikując wpisów, w formie pamiętnika? Weź pod uwagę, że jeśli teraz bardzo dużą część dnia spędzasz nudząc się, to możesz czuć się gorzej, niż gdybyś ten czas przeznaczył(a) na dowolny rodzaj nauki. Pomyśl o swojej przyszłości i zjawisku odroczonej gratyfikacji - może to właśnie teraz jest najlepszy moment w Twoim życiu, aby zasiać ziarno, z którego słodkie owoce zjesz za kilka lat?
    - Wskazówka
    #lifehack #praca #przyszlosc

    10. Uporządkuj swoją listę to-do. Uporządkuj też pliki na komputerze, maile, zakładki. Przejrzyj czy masz jakieś zapiski, projekty, pomysły i sugestie do zrobienia. Rozejrzyj się wokoło: kiedy ostatnio były wycierane kurze za Twoim regałem, czy pod podkładką na mysz? Kiedy ostatni raz gruntownie przeglądałeś(aś) swoje ubrania w szafie? A może w końcu czas ruszyć tę szufladę, która nie domyka się już od 2 lat? Stos kartek możesz posegregować, podzielić na kategorie, daty czy ważność. Zajrzyj na dno swojego plecaka :) Jeśli w szafkach masz dużo jedzenia, przejrzyj daty ważności tych produktów. Popatrz, czy nie lepiej by było przemeblować pokój? Tego typu porządki pozwalają nie tylko na “uporządkowanie życia”, ale też potrafią być przyjemne, a nawet dodawać energii. Nie musisz się przy nich nudzić - wystarczy, że założysz słuchawki i zaczniesz słuchać podcastu lub audiobooka, a jeśli wolisz się tylko zrelaksować - ulubionej muzyki. Wykorzystuj czas, który teraz masz. Pamiętaj, że jedną z definicji inteligencji jest zdolność do przystosowywania się do warunków otoczenia.
    - Wskazówka
    #lifehack #porzadek #jakosczycia

    Kolejny newsletter, o ile planów nie pokrzyżują mi żadne wirusy, ukaże się 5 kwietnia - 2 dni po moich urodzinach ;) Nie chcę szacować, ile do tego czasu w Polsce będziemy mieć osób z zakażeniem, ale po cichu liczę na to, że będą dostępne skuteczniejsze lekarstwa, a epidemia będzie się już uspokajać. Póki co, warto pozostać w domu, unikać kontaktów z innymi i po prostu robić swoje.

    Przekręcenie kalejdoskopu zajmie mi chwilę. Kolejny numer newslettera przeczytasz już za 2 tygodnie. Pamiętaj, aby zaprosić swoich znajomych do zapisania się na stronie: https://sebastianchudziak.pl/kalejdoskop :)

    Pozdrawiam,
    Sebastian

    ---
    Poprzedni wpis: Kalejdoskop #11
    W skrócie: newsletter/agregator - streszczenia artykułów/filmów/audio, polecenia stron internetowych, podcastów, kanałów YT i innych, aplikacje, ciekawostki, life-hacki.
    Tutaj można obserwować: #kalejdoskop
    Tutaj można się zapisać: https://sebastianchudziak.pl/kalejdoskop/
    Czasami mogą się powtórzyć treści z wykopu.

    Wołam zainteresowane osoby:
    @bleeehah @caribbean @fruczak_furczy @Onifai @siala-lala @SVCXZ @LULU121 @Blizz4rd @qdt2k @nobodyelse @andrzej777 @Kurzalapa @novopsico @B0t3k @poul121 @rowerowa_panienka @IchBinKrzychu @SumekQQ @Tigletpilezar @BattlefieldCounterstrike @kupuje_bulki_w_almie @cartsy @karkolomny_dziurkacz @zielonyMISZCZ @a_93 @mateusz-em-16 @Imputator @mojnicknawykopie @martinlubpl @Eudeo @briskmann @thekutaz @Patrycja89 @dofniel @wisnieski @DJArmani @Pantegram @dablju1234 @szuchal @Szczepultura @mindrape @bezzebnyrekin @aktez98 @banita50000 @queuele @jajestemtenboski @orzeszty @Skinnyp @Kizdul @mufind @uchoducha @64757061 @salet @spec_IT @w_CZOPKU_urodzony @coolnewway @Oleczeg @BlueScreeen @Ofensywnypiotr @Sleek1810 @bezzebnyrekin @asik_ @Wilczur79 @misza_zg @kiinek @sirconrad @After @robot_nikt @nerff

    Jest również prawie-nie-używana mirkolista: https://mirkolisty.pvu.pl/list/puk2mJB20KvXXEnS

    Uwaga uwaga, już niedługo niektóre treści dostępne tylko przez subskrypcję e-mail ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Dodatkowe tagi: #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu #wiedza #nauka #produktywnosc #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

    źródło: i2.wp.com

    •  

      @SVCXZ: fajny ten dokument wykładu, to z newtimes nie działa. W związku z tym pytanie - masz jakieś system tagów, którymi wyszukujesz odnośnie danej informacji i masz zbiór linków? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Przesłuchałem dopiero co audiobooka Emotional Intelligence 2.0, i było tam, że EQ, ma dużo większy wpływ w naszej skuteczności niż IQ. Przede wszystkim, zwiększanie tej pierwszej zamiast drugiej, daje lepsze rezultaty, dlatego że eq jest bardziej oparta na to co się dzieje z nami, i jak kooperować z otoczeniem. Też fajne informacje ;)

      Co do samoregulacji, aktualnie "Atomowe Nawyki", może pomoże mi lepiej ją wypracować ;) Również praktykuję medytację, ale idzie jak krew z nosa to "łapanie się na bieżącym momencie" jak na razie ;p
      Co jeśli uzależnienie jest bardzo trudne do usunięcia? Biorę się za przesłuchanie podczasu i filmiku z yt ;)
      pokaż całość

    •  

      to z newtimes nie działa

      @caribbean: https://www.katsioulis.com/intelligence-and-iq-tests-celebrity-rankings-vips/ tu jest chyba coś a'la mirror.

      masz jakieś system tagów, którymi wyszukujesz odnośnie danej informacji i masz zbiór linków? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Mam ( ͡° ͜ʖ ͡°) excela z 6000+ wpisami + kilka tysięcy zakładek w firefoxie

      Przesłuchałem dopiero co audiobooka Emotional Intelligence 2.0, i było tam, że EQ, ma dużo większy wpływ w naszej skuteczności niż IQ. Przede wszystkim, zwiększanie tej pierwszej zamiast drugiej, daje lepsze rezultaty, dlatego że eq jest bardziej oparta na to co się dzieje z nami, i jak kooperować z otoczeniem. Też fajne informacje ;)

      Ogólnie tak, ale dzięki wysokiemu IQ możesz się nauczyć EQ. Do tego możesz zauważać ewentualne braki społeczne/komunikacyjne/w um. miękkich. Nie mówię, że EQ jest przeszacowane, ale IQ jest też cholernie ważne. A najważniejsze są chyba: nastawienie (wewnętrzne postawy i przekonania) oraz zdobywanie i wdrażanie wiedzy.

      Co jeśli uzależnienie jest bardzo trudne do usunięcia?

      A co jeśli budynek jest bardzo trudny do zbudowania? 400kg trudne do poniesienia? Encyklopedia trudna do napisania? Do roboty :) Tylko trzeba to dobrze przemyśleć, jak do tego podejść. Kogo zatrudnić, jakich środków użyć, jak to zrobić. Zdobyć wiedzę, poradzić się specjalistów. Dzięki temu, że to nie jest trudne, to daje więcej :) Sam nadal walczę z moimi pewnymi niedoskonałościami, jak nietrzymanie się planu, który sam sobie narzucę, czy czasami rozproszeniom. Uczę się, próbuję, przede wszystkim chcę.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Witajcie miraski, zapraszam Was do kolejnego krótkiego raportu z mojego pobytu #naoddzialenerwic

    Ostatnich kilka dni było dla mnie bardzo ciężkich. Ruda opuściła oddział (╥﹏╥)(╥﹏╥)(╥﹏╥) Ehh mirki, przygotowywałem się na ten moment od dłuższego czasu, ale mimo wszystko serce mi pękło. Nie ma już blisko mnie dziewczyny w której się chyba zakochałem, choć od początku próbowałem to w sobie negować, próbować ją traktować jak bliską przyjaciółkę, ewentualnie "pierwszą miłostkę". Na razie nic z tego. Ostatni miesiąc będzie dla mnie chyba najcięższy...

    Od środy wlokę się po oddziale jak cień, entuzjazmu do zajęć brak. Większość czasu spędzam na wyrze. Kumpel z pokoju mnie próbuje pocieszać, ogólnie bardzo dobrze się z nim dogaduję, stał się dla mnie niczym brat z którym mogę pogadać o wszystkim. Razem wspieramy się w terapii, to nam pomaga przetrwać leczenie i czynić kolejne postępy. Niestety akurat mój przypadek jest naprawdę ciężki, iż ciągle myślę o niej, że już nigdy jej nie zobaczę i że to raczej koniec nie tylko miłości, ale i w ogóle kontaktu z nią (╯︵╰,)(╯︵╰,)(╯︵╰,)

    Teraz jestem na przepustce w domu, ale to wiele nie zmienia. Jestem bez sił i energii. Próbuję o niej nie myśleć, zająć czas głupotami, ale te myśli szybko wracają, niczym bumerang. Mało tego, są one coraz bardziej natrętne i negatywne - zaczynam się nawet obwiniać o to, że nie wyznałem jej prawdziwego uczucia, że nie byłem bardziej zdecydowany wobec niej... Czuję jak szansa na bycie z kimś przeszła mi koło nosa... Smutek zaczyna mi się mieszać ze złością, wkurwieniem i roztargnieniem.

    Nie wiem jak długo ten mój stan potrwa. Powiedziałem na razie o wszystkim matce, ale ona jak to ona, powiedziała że jeszcze niejedną dziewłuchę będe miał i żebym sie nie martwił, bo musze skończyć terapię i pójść do pracy... Typowe gadanie. A to ona mnie takim wrażliwym zrobiła, zawsze za mnie wszystko załatwiała, doradzała mi... A co z tego wyszło? Płaczący pizduś, niepewny siebie i bojący się wszystkiego, nie znający dzikości ludzkiego środowiska.

    No cóż mirki, boję się tylko żeby lekarze po moim samopoczuciu się nie domyślili o moich uczuciach bo będzie inba. Ale chuj, na początku kwietnia stąd wychodzę, więc raczej mnie nie będą uwalać na ostatniej prostej terapii. Do następnego wpisu mirki...

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

  •  

    Siemka mirasy. Mały apdejt ode mnie co tam się ze mną dzieje #naoddzialenerwic.

    Jestem obecnie na przepustce u matki. Mam taki se humor, bo nie udało mi się od bagieciarzy odebrać swojego telefonu, gdyż "hurr to trzeba z sekretarką rozmawiać a ona tylko na tygodniu jest durr". A chuj z tym, bo to nieistotne w chwili obecnej.

    Tydzień temu, jak wiecie, byłem na przepustce w domu ciotki mojej rudzi. Czy było to mityczne R U C H A N I E? Nein. Niestety nadal jestem prawiczkiem moi mili państwo. Owszem, był intymny kontakt przy oglądaniu filmu w formie przytulania i całusów, ale nic więcej. Mimo wszystko spędziłem fajne dwa dni.

    Na oddziale mamy teraz podśmiechujki z koronawirusa. Jeden z pacjentów (zero ksywek bo konfidenci i marudy) zamówił nawet planszowe Plauge Inc, cobyśmy sobie grali popołudniami, więc nudy nie ma. Z oddziału odeszło już dwoje barwnych bohaterów mojej przygody, więc w tym miejscu chciałbym im życzyć powodzenia w walce o zdrowie.

    A jeśli chodzi o moje samopoczucie, to proces terapeutyczny idzie w dobrym kierunku. Moje stany drgawkowe praktycznie zanikły. Napięcie przy kontakcie wzrokowym oraz podczas konwersacji znacznie osłabło. Nadal się mocno gotuję przy jakichś utarczkach lub gdy zrobię coś źle, ale nauczyłem się trochę panować nad negatywnymi myślami i nerwami, które podczas spornych sytuacji mocno nastawiały mnie agresywnie do ludzi. Ogólnie rzecz biorąc, na miesiąc przed końcem terapii czuję się o kilkaset razy lepiej niż podczas życia "na wolności". Nie jest jeszcze idealnie, ale został mi miesiąc pobytu, więc czas na poprawienie swego stanu zdrowia nadal mam.

    Jedno mnie natomiast niesamowicie martwi - ruda za tydzień wychodzi (╥﹏╥) Będę miał z nią kontakt telefoniczny, zapewnia mnie że o mnie nie zapomni, ale boję się że to koniec między nami. Ahh, chyba za mocno się zaangażowałem. To może mnie niesamowicie przydołować, co zauważą lekarze i proces terapeutyczny zostanie zaburzony. Tak to jest jak się łamie reguły. No ale kto nie ryzykuje, ten Prosecco nie pije! Do następnego.

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

    •  

      @mirekzwirek8: eh. Fajnie, że kolejny wpis i że miło spędziłeś weekend. Tak, jak pisałem, pierwsza randka wcale nie jest od tego, że się na niej trzeba ruchać. I druga to samo. Teraz pytanie, jak daleko ona od Ciebie mieszka i czy masz tam możliwość jakoś w miarę łatwo (w sensie - bez dużej ilości przesiadek czy liczenia na sytuację losowe) dostać. Związek na odległość to trudna sprawa, ale wiesz - są ludzie, którzy tak dają radę. Ja osobiście znam jedną parę, w której kobieta wytrzymała tak 2 lata studiów, pracy w trakcie dziennych i mieszkania samej. Więc się da na pewno, a jej facet wcale nie wyjechał tylko do innego miasta w kraju, tylko od razu z grubej rury robił całe studia 3.5 letnie w 2 lata w obcym języku. Ale no, to taka mała dygresja, dowód anegdotyczny to wcale nie dowód i te sprawy.
      Trzymam za was kciuki, niech się wam wiedzie jak najlepiej, dobrze czytać, że u ciebie też się poprawia, Kazik śpiewał kiedyś "nerwy zniszczą ciebie tak jak chciały zniszczyć mnie". Więc tej piosenki na pewno nie bierz do siebie. Ja, będąc zupełnie "czystym", też za cholerę nie lubię i nie umiem utrzymać kontekstu wzrokowego - muszę przeskakiwać, błądzić, oglądać, szukać wzrokiem. Także nie robiłbym z tego afery, z lękami trzeba walczyć, a nie przed nimi ciągle uciekać. To już jest dobry punkt wyjścia do pracy na zewnątrz. Jakby ci się jeszcze udało uniezależnić finansowo od matki i mieć możliwość wydania tej kasy właśnie np na wyjazd do rudej byłoby cudownie. Czego gorąco życzę. A napalać się nie ma co wg mnie, jak jej na Tobie zależy, to tak łatwo nie zapomni. Jak byłeś tylko zapychaczem, to niestety ale to się prędzej czy później zesra.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Kalejdoskop #10
    Ten sam newsletter, ale za każdym razem inny :-)

    Zbliża się koniec lutego. Siedzę przy biurku tworząc ten newsletter, wsłuchując się w krople deszczu uderzającego w parapet moich okien. Przypominam sobie, jak za małego, również w lutym budowało się tunele w zaspach śniegu. Wspomnienia tego typu pokazują, że świat się zmienia. Zmieniajmy się i my, o ile tego chcemy i potrzebujemy - byle na lepsze. Ten newsletter może w takich zmianach pomóc. Jest to zbiór różnego rodzaju informacji wpływających pozytywnie na Twoją jakość życia i efektywność osobistą. Przyjemnego czytania, oglądania i słuchania! :)

    1. Błędy w argumentacji:
    * Argumentum ad baculum - odwołanie do... kija. Jako argument do czegoś podaje się czynnik motywujący, coś w stylu emocjonalnego zniechęcenia kogoś, zamiast logicznej argumentacji;
    * Post hoc ergo propter hoc oraz cum hoc ergo propter hoc - dostrzeganie przyczynowości tam, gdzie zachodzi tylko następstwo w czasie lub korelacja. "U mojego dziecka zdiagnozowano autyzm po szczepieniu, WIĘC szczepionka wywołała autyzm";
    * Cherry picking - wybieranie pojedynczych argumentów, z góry pasujących do założonej tezy (efekt potwierdzenia), mimo ogromu przeciwnych dowodów;
    * Petitio principii - przemycenie w argumencie przesłanki, która ma potwierdzić wniosek (błędne koło argumentacji);
    * Ignoratio elenchi - nieznajomość tezy dowodzonej - argument nietożsamy z tezą, co do której prowadzimy argumentację;
    * Błędne koło w rozumowaniu - wniosek jednego argumentu jest przesłanką drugiego - i na odwrót - kolista argumentacja;
    * Argumentum ad hominem - odwołanie do cech osoby wypowiadającej argument, a nie do sedna problemu;
    * Podchwytliwe pytanie - niosą ze sobą założenie, których nie wykazano, np. "kiedy przestałeś bić swoją żonę?";
    * Sofizmat rozszerzenia - "atak na chochoła", zbytnie upraszczanie, stosujący go sprawia wrażenie obalenia argumentów przeciwnika poprzez obalenie argumentu, który nie został przedstawiony przez tego przeciwnika.
    - Błędy w argumentacji - Kiedy się mylimy i jak tego unikać // feat. Herzyk (Film, PL)
    https://www.youtube.com/watch?v=YuSYCslffW0
    #logika #prawda #falsz

    2. Każdy tłuszcz do smażenia jest zły, a samo smażenie jest szkodliwe. Jednak niektóre tłuszcze i oleje są lepsze od innych i wyrządzają mniejszą szkodę. Należy wziąć pod uwagę stabilność danego tłuszczu - zawartość substancji, które mogą się utlenić (np. cholesterol czy fitosterole) oraz temperaturę dymienia (której i tak zazwyczaj nie osiąga się). Produkty utleniania tłuszczów są zwykle bardziej szkodliwe dla zdrowia, niż nasycone kwasy tłuszczowe, a tłuszcze z dużą zawartością kwasów nasyconych są bardziej stabilne. Najlepiej jest ograniczać smażenie, a jeśli już to robimy, używać takich tłuszczów jak olej kokosowy, masło klarowane, rafinowana oliwa z oliwek czy smalec.

    - Najlepsze tłuszcze do smażenia okiem analityka. Aktualizacja (Film, PL)
    https://www.youtube.com/watch?v=JBIJjXbJ7uA
    #tluszcz #zywienie #zdrowie

    3. Bark komputerowca - często okolice barku osoby spędzającej wiele czasu przy komputerze ustawiają się w nieprawidłowej pozycji. Aby zapobiegać konsekwencjom tego zjawiska, spróbuj przynajmniej poprawiać tę pozycję. Wysunięte do przodu barki czy nadmierna wewnętrzna rotacja ramienia to nie tylko nieprawidłowa postawa ciała (pogorszona wizualnie sylwetka), ale także większe ryzyko urazów, kontuzji i bólów obręczy barkowej.
    - Bark komputerowca (Film, PL)
    https://www.youtube.com/watch?v=HYwB7h-jKIU

    #cialo #sprawnosc #fizjoterapia

    4. Dzisiejszy świat wymaga dużej odporności psychicznej, aby zachować sprawne funkcjonowanie. Wiele emocji i zachowań da się zmienić, jeśli tylko uda się Nam je sobie uświadomić, zauważyć i zrozumieć. Często te negatywne są po prostu złymi nawykami, wyniesionymi z doświadczeń z przeszłości. Jedną z najważniejszych rzeczy, kształtujących odporność psychiczną jest skończenie użalania się nad sobą, a zamiast tego rozpoczęcie rozwiązywania konkretnych problemów. Film (w zasadzie podcast - audio) wyjaśnia czym są odporność psychiczna i postawy osób odpornych psychicznie.

    - Odporność psychiczna (Audio, PL)
    https://www.youtube.com/watch?v=kGkLgq6RcFw
    #psychika #stres #lek

    5. Jak powstaje uzależnienie? W dużym uproszczeniu, opiera się ono o ciągłą aktywację układu dopaminowego, co powoduje z czasem przyzwyczajenie (tolerancję) na ten bodziec. Z czasem potrzebujemy coraz więcej, coraz bardziej intensywnego bodźca, a bez niego świat zaczyna stawać się o wiele mniej ciekawy. Uzależniać niestety może naprawdę wiele czynników - od najbardziej znanych (narkotyki, alkohol, papierosy), przez bardziej tolerowane (smartfon, gry, zakupy), po niemal niedostrzegalne, jak np. ciągłe słuchanie muzyki, spędzanie czasu z innymi czy przeglądanie konkretnego portalu internetowego.
    - Nuggets (Animacja)
    https://www.youtube.com/watch?v=HUngLgGRJpo
    #uzaleznienie #psychika #mozg

    6. Witamina C nie leczy przeziębienia i w większości przypadków nie wspiera odporności. To mit, którego źródło wzięło się z niewłaściwej metodologii badania i złej jego interpretacji. Zdecydowanie lepszy efekt pod kątem odporności przyniesie suplementacja witaminy D3, probiotyków, regularna aktywność fizyczna, wysypianie się, hartowanie do zimna i zdrowe odżywianie. Sama witamina C oczywiście nie jest bezużyteczna i jej odpowiedni poziom pomaga chronić przed niektórymi chorobami, jest jednym z najważniejszych przeciwutleniaczy oraz przydaje się do wspomożenia regeneracji aparatu ruchu przy intensywnym wysiłku.
    - No, Vitamin C won't cure your cold (Film, ENG)
    https://www.youtube.com/watch?v=smQC3CXalVg
    #zdrowie #odpornosc #suplementy

    7. Lista programów, aplikacji, stron i funkcji pozostających niezależnymi, otwartoźródłowymi lub po prostu opartymi na uczyciwych zasadach. Promowane są tu przede wszystkim przeglądarki, wyszukiwarki, narzędzia internetowe, komunikatory, programy obsługujące dokumenty i inne, nienależące do wielkich korporacji, często śledzących użytkowników.
    - Ethical Alternatives & Resources (Portal, ENG)
    https://ethical.net/resources/
    #programy #aplikacje #efektywnosc

    8. Jak smartfony sprawiają, że nie potrafimy się skoncentrować? Przez mechanizm natychmiastowej nagrody (instant gratification). Smartfony (a właściwie ich oprogramowanie i aplikacje) zaprojektowane są tak, że aktywują układ nagrody i sprawiają, że dostajemy drobną, ale szybką nagrodę. To przyzwyczaja umysł do tego bodźca i powoduje, że często po prostu sięgamy po smartfona bez potrzeby, rozpraszając się. Aby z tym walczyć, wystarczy z początku ograniczyć powiadomienia tak bardzo, jak to tylko możliwe.
    - How Smartphones Sabotage Your Brain’s Ability to Focus: (Film, ENG)
    https://www.wsj.com/video/how-smartphones-sabotage-your-brains-ability-to-focus/72E56EB0-0B92-44BF-9897-08461040E3E8.html
    #koncentracja #zdrowie #smartfon

    9. Portal, na którym możemy znaleźć informacje o prognozowanych i aktualnych zapotrzebowaniach na różnego rodzaju branże i zawody. Przydatne do analizy zawodowej rynku, szczególnie w przypadku osób młodych, niemogących zdecydować się co do zawodu, a także wszystkich innych, pragnących się przekwalifikować. Warto też mieć na uwadze, że społeczeństwo się starzeje (będzie coraz więcej osób starszych), oraz że najbardziej proste zawody będą zastępowane przez automaty.
    - Barometr Zawodów (Portal, PL)
    https://barometrzawodow.pl/
    #praca #zawod #biznes

    10. Każdy, kto czyta (a już na pewno gdy pisze!) artykuły naukowe wie, że są one pisane w dość specyficzny sposób. Nauka bowiem bardzo nie lubi (a szkoda) silnych, bezpośrednich i dokładnych twierdzeń. Dlatego bardzo często czytając artykuł naukowy zobaczymy słowa "mogłoby", "przypuszcza się, że", "uznaje się", "można twierdzić" itp. Stawianie bardzo jasnych tez naraża bowiem na krytykę, a ta często w środowisku naukowym nie jest konstruktywna i w pełni akceptowana. Warto pamiętać, że czytając artykuły naukowe twierdzenia typu "mleko może szkodzić kondycji skóry" autor nie stwierdza jasno "że szkodzi", ale że w tym przypadku taki właśnie miało wpływ. Dlatego też artykuły naukowe są tak trudne do czytania, analizy i interpretacji, a do tego tak wiele jest w nich nieścisłości i niedoskonałości. Co możemy z tym zrobić? Wyjaśniać, używać formy "to zależy" i opisywać dlaczego tak, a nie inaczej :) Przypuszcza się, że dołączona grafika może być śmieszna.
    - Tajny język naukowców (Grafika)
    https://sebastianchudziak.pl/wp-content/uploads/2020/02/tajny-język-naukowców.jpg
    #nauka #humor #badania

    Wystarczy na dzisiaj :) Mam nadzieję, że i tym razem udało Ci się znaleźć coś interesującego. Lubię tworzyć treści i niedługo postaram się tworzyć więcej innych materiałów (artykuły, audio, video). Tworzenie wymaga jednak zarówno czasu, jak i chęci i dyscypliny. Pomóż mi w tym, pokazując, że to co tworzę przydaje się. Po prostu udostępnij to :)

    Przekręcenie kalejdoskopu zajmie mi chwilę. Kolejny numer newslettera przeczytasz już za 2 tygodnie. Pamiętaj, aby zaprosić swoich znajomych do zapisania się na stronie: https://sebastianchudziak.pl/kalejdoskop :)

    Pozdrawiam,
    Sebastian

    ------

    Link do poprzedniego: #9
    W skrócie: newsletter/agregator - streszczenia artykułów/filmów/audio, polecenia stron internetowych, podcastów, kanałów YT i innych, aplikacje, ciekawostki, life-hacki.
    Tutaj można obserwować: #kalejdoskop
    Tutaj można się zapisać: https://sebastianchudziak.pl/kalejdoskop/
    Czasami mogą się powtórzyć treści z wykopu.

    Lista do zapisu/wołania do każdego numeru: https://mirkolisty.pvu.pl/list/puk2mJB20KvXXEnS

    Wołam zainteresowane osoby:
    @bleeehah @caribbean @fruczak_furczy @Onifai @siala-lala @SVCXZ @LULU121 @Blizz4rd @qdt2k @nobodyelse @andrzej777 @Kurzalapa @novopsico @B0t3k @poul121 @rowerowa_panienka @IchBinKrzychu @SumekQQ @Tigletpilezar @BattlefieldCounterstrike @kupuje_bulki_w_almie @cartsy @karkolomny_dziurkacz @zielonyMISZCZ @a_93 @mateusz-em-16 @Imputator @mojnicknawykopie @martinlubpl @Eudeo @briskmann @thekutaz @Patrycja89 @dofniel @wisnieski @DJArmani @Pantegram @dablju1234 @szuchal @Szczepultura @mindrape @bezzebnyrekin @aktez98 @banita50000 @queuele @jajestemtenboski @orzeszty @Skinnyp @Kizdul @mufind @uchoducha @64757061 @salet @spec_IT @w_CZOPKU_urodzony

    Uwaga uwaga, już niedługo niektóre treści dostępne tylko przez subskrypcję e-mail ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Dodatkowe tagi: #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu #wiedza #nauka #produktywnosc #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

  •  

    Mireczki, zaraz będę w drodze do Szczecina, gdzie mieszka ciotunia mojej lubej rudej (ʘ‿ʘ) Mam jeszcze kilka minut do jej przyjazdu, więc postanowiłem wam napisać kilka zdań o mojej obecnej sytuacji na oddziale.

    Ten tydzień był dla mnie i dla wielu innych pacjentów dość ciężki. Była duża inba (konflikt), ale jakoś tę sprawę udało się wyjaśnić, czego wypadkową okazało się wywalenie jednej toksycznej osoby z naszej społeczności. Oczywiście żadnych szczegółów nie napiszę bo wiadomo, konfidenci...

    Z rudą nasza relacja się układa dobrze, choć muszę przyznać że to chyba idzie w kierunku #friendzone. Raz poszliśmy w ślinę, ale to było bardzo krótkie i po całym zajściu się do mnie nie odzywała dwa dni (ale nic nie inicjowałem, po prostu tak wyszło jakoś samo). Postanowiłem nie naciskać na nic, w końcu budowanie takich zażyłych relacji między dwiema osobami może całkowicie zaburzyć proces terapeutyczny, a tego bym nie chciał. Ale ogólnie jest spoko, nadal jesteśmy niby parą, nikt poza nami o tym nie wie. Wagę tego związku poznam dopiero po opuszczeniu tych murów na zawsze. Niestety odległość jaka nas dzieli plus fakt, że ona już w marcu wychodzi stawia naszą przyszłość pod dużym pytajnikiem.

    A poza tym wszystko idzie dobrze. Nie mam już takiej werwy do zajęć jak wcześniej, odczuwam pewne znudzenie, ale na szczęście kumple z oddziału i atrakcje tygodniowe nie pozwalają popaść w monotonię. Pomalutku do przodu!

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

  •  

    No dzień dobry. Właśnie jestem na przepustce w domku. Dawno nic nie pisałem na tagu, więc należą się Wam jakieś dyskretne wieści.

    Czuję się dobrze. Przez ostatnie kilkanaście dni nie zrobiłem wyraźnego progresu w walce z chorobą, ale wszystko idzie w dobrą stronę. Po prostu zacząłem odczuwać znużenie życiem na oddziale. Całe szczęście mam rudą i kumpli z oddziału + pomniejsze atrakcje w każdy poniedziałek, środę i piątek.

    Na oddziale się wiele nie działo. Odeszły 4 osoby, doszły na ich miejsce nowe. Standard, nic nadzwyczajnego. Poza kilkoma ciekawymi sytuacjami o których nie mogę tutaj napisać przez pewne osoby nic wielkiego się nie działo. Dzień za dniem, dzień po dniu, tak się dzieje leczenia cud ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Z takich wieści którymi mogę się podzielić to matka trochę zmieniła do mnie nastawienie, jest milsza. Teraz siedzę sobie w domku u siebie i w sumie się nudzę i nie wiem za bardzo co robić. Może się pouczę trochę Excela? We'll see.

    Aha i jeszcze jedno - za tydzień wybywam na przepustkę - uwaga - do rudej!!! Oczywiście nikt z oddziału nie wie, matka także nie. Jej ciotka nas podwiezie do siebie, ruda mi opowiadała że ma duży dom i mieszka tylko z mężem, bo odchowała bliźniaki, które czasem wpadają. Chyba moje wyjście z przegrywu wchodzi w decydującą fazę ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

  •  

    Mireczki,
    Co prawda raportów jeszcze długo nie będzie, ale nikt mi nie będzie bronił wstawiania przełomowych informacji z oddziału. Po prostu muszę się tym z Wami podzielić...

    Mam dziewczynę - od dziś oficjalnie tworzymy z rudą parę (。◕‿‿◕。) Nawet nie wiecie kurczaki jaki jestem wniebowzięty, dostałem taki zastrzyk dopaminy że mnie zaraz rozsadzi! Ale co najważniejsze, chyba trafiło się spierdolonej kurze ziarno, gdyż ta dziewczyna to chyba jakiś wyjątek społeczny (przynajmniej z mojej perspektywy, za mało przebywałem w społeczeństwie w ostatnich latach by to obiektywnie ocenić). Stroni od mediów społecznościowych, jest elokwentna, ma dużą wiedzę na wiele tematów, a do tego - co absolutnie kluczowe - rozumie mnie.

    Otworzyłem się przed nią na maksa, potencjalnie wystawiając się na odrzucenie i pośmiewisko. A ona mnie wysłuchała, bez nadmiernego poklepywania po ramieniu czy tym bardziej wyszydzania. Poleciła mi, bym zostawił przeszłość za sobą i zaczął być sobą, nie bał się siebie i ludzi, gdyż według niej jestem naprawdę fajną osobą. (ʘ‿ʘ)

    Nawet jeśli nic z tego poważnego nie wyjdzie, to będę z nią otrzymywał kontakt na płaszczyźnie przyjaźni. Ale chuj nie wybiegam w przyszłość, cieszę się tą chwilą, niech trwa!

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

  •  

    Mirki i Mirabelki!

    Od mojego ostatniego raportu trochę minęło. Złożyło się na to kilka przyczyn. Przede wszystkim jakieś zielonki mi zagroziły, że jeszcze jeden raport i doniosą na mnie do ordynatora. Mam w dupie poświęcać swoją drogę do normalności dla kilku plusów. Dlatego wolę nie ryzykować i nie dam zawistnikom wygrać, dlatego daje sobie spokój z domumentowaniem moich przeżyć.

    Drugą przyczyną jest mój lekki kryzys na oddziale. Ostatnimi czasy jakiś apatyczny jestem, mało rozmawiam, jakaś deprecha mnie dopadła. Przyczyną mogła być kolejna rozmowa z matką, która jak zwykle na mnie najeżdża przy dogodnej okazji.

    Trzecią jest niezrozumienie przez co niektórych mojego stylu pisania. Niektóre wykopki się obruszyły, że śmię śmieć oceniać laski w skali od 1 do 10 - no ludzie, trzymajcie mnie. Do tego zarzucono mi obrażanie współplemieńców przez podkreślanie ich wad poprzez ksywki - no co, myślicie że ja mam w chuj czasu, żeby każdą postać przedstawiać w kilku zdaniach? A tak piszę np. Liliput-emo i każdy wie o jaką postać chodzi. A ja do żadnego pacjenta nienawiści nie czuje, wręcz przeciwnie - ja tu wszystkich darzę dużym szacunkiem! ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Po zakończeniu leczenia zrobię raport z całego pobytu, może w kilku wpisach nawet. Najlepsze historie które mi się przydarzą na pewno będę dokumentował do szufladki i przy podsumowaniu je zapodam. A na razie trzymajcie się mirki, walczcie z nerwicami, zapisujcie się do Ipinu bo pacjenci z całej polski tu drzwiami i oknami walą!

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

  •  

    Oddział Leczenia Nerwic – Day 1

    Dzień jak co dzień kochani moi, 13 lasek 9/10 i

    24 laski 10/10

    Jest zajebiscie

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu pokaż całość

  •  

    Oddział Leczenia Nerwic – Day 17 (29.01 Środa)

    Dzień jak co dzień kochani moi, aczkolwiek z rana się strachu najadłem, gdyż nieomal nie wylałem herbatki na jedną dziewczynę. Na szczęście w ostatniej chwili zdołałem utrzymać kubek w dłoni. Poza tym bez większych ciekawości.

    Dzisiaj mieliśmy znowu terapię grupową. Omawialiśmy na niej istotę indywidualności ludzkiej, która odróżnia każdego od innych. Na oddziale u nas nie brakuje osób z różnymi osobowościami i zainteresowaniami, aczkolwiek doszlismy podczas dysputy do wniosku, że coraz więcej młodych ludzi niewiele się różni od innych. Owszem, mają różne cele w życiu i zainteresowania, aczkolwiek ich zachowanie, styl ubioru czy mowa są bardzo podobne. Emo-liliput wysunął wniosek, że właśnie dlatego nie chce mieć kontaktu z ludźmi – bo są według niego tacy sami, mało interesujący i tylko czyhają, by kogoś wykorzystać. Lekarz odpowiedział mu, że nie można tak zakładać, gdyż większość ludzi mimo wszystko ma granice i nie jest nieprzyjazna, oraz że wystarczy tylko się otworzyć przed nimi. Na to liliput odpowiedział długim i dość smutnym monologiem o jego doświadczeniach z ludźmi. W gimnazjum był wyśmiewany ze względu na wzrost, koledzy zrobili z niego klasowego błazna. Miał jednego przyjaciela, któremu zwierzał się szczerze ze wszystkiego. Pewnego dnia dostał zaproszenie na imprezę do jednego z prześladowców. Jego najlepszy kumpel przekonał go, że ludzie chcą go lepiej poznać i już go nie będą prześladować. Na tej imprezie został jednak potraktowany po frajersku – jego best friend go wystawił jak psa i śmiał się z innymi... O mało się emo nie popłakał przy tej historii. Normik nerwowy (ten co go w gimbie prześladowali i co vapuje, przypominam bo dawno go nie było z tego co kojarzę) „podał mu rękę”, przyznając że też miał podobne wspomnienia o ludziach. Wszyscy zamilkli, ale doktor przemówił typowymi dyrdymałami, że „nie wszyscy są tacy” i widocznie obaj trafili na złe osoby w złym czasie. Chciałem też przytoczyć swoją historię, by poprzeć kolegów, lecz zmiękłem i nie chciałem się użalać nad sobą, więc na tej terapii nie byłem zbyt aktywny.

    Dzisiejsza atrakcja (tj. Wyjście do Arkadii) była jednocześnie także formą zajęć w terenie. Jak dobrze wiecie, w galeriach handlowych jest w cholerę ludzi w godzinach popołudniowych, a już szczególnie w Wwa. Dlatego trochę się cykałem przed pójściem, tyle ludzi będzie się gapic jak idę w grupie chorych osób. Pewnie będą się podśmiewać pod nosem... Ale starałem się przełamywać te myśli. Po obiedzie i czasu wolnym ruszyliśmy na podbój Arkadii.

    Szedłem blisko rudej w parze. Rozmawialiśmy sobie luźno, mówiła że rzadko chodzi do takich tłocznych miejsc. Przytaknąłem, gdyż sam od nich stronię. Gdy weszliśmy do budynku, to już wiedziałem, że będzie ciężko. Ludzi jak mrówek, dużo gimbusów, którzy po szkole chodzą do Cinema City i na żarcie. Mnóstwo drogich sklepów z ciuchami. Czułem się skrępowany. Po kilku minutach zwiedzania dotarliśmy na najwyższe piętro galerii, czyli cinema city. Było jeszcze trochę czasu do seansu, więc nasi „opiekunowie” pozwolili nam luźno pójść na zwiedzanie, pod warunkiem że nie odwalimy niczego. Poszliśmy z rudą na ciuchy tak popatrzeć. Mnóstwo fajnych rzeczy było w Reserved, jako że miałem jeszcze dwie stówki w kiermanie to kupiłem sobie pasek do spodni za 3 dyszki. Ruda jakąś bluzkę z promocji wyrwała. Postanowiłem jej ją kupić jako prezent, więc zdziwiła się, gdy kazałem obie rzeczy policzyć razem. Dostałem całusa w policzek.

    Po drodze pryszczaty mnie zaczepił i mnie namówił na pójście do RTV Euro AGD, bo chce za telefonem popatrzeć. Poszedłem z nim, ogólnie nic ciekawego, ceny u polskich januszy jak zwykle konkurencyjne z tymi w necie nie są, szkoda czasu.

    Seans nowych Bad Boysów uważam za udany. Nie jestem jakimś wielkim fanem takich filmów z czarnuchami, ale ten dostarczył całkiem sporo rozrywki i humoru.

    Po powrocie padłem na łóżko i pograłem na konsoli, gadając z pryszczatym. Taka pogadanka o wyjściu do Arkadii, niezobowiązująca.

    Po odpoczynku poszedłem do Sali rozrywki. Miałem przeświadczenie, że napatoczę się na Aspergera układającego karty, ale zamiast tego spostrzegłem grubaska-niemowę. Rzadko opuszcza swój pokój, nadal nic nie mówi, ale chyba coś go pchnęło do wyjścia z nory i próby choćby minimalnej integracji z resztą. Coś tam rysował na kartce. Nie chciałem być wścibski, ale postanowiłem się dosiąść do niego. Zagadałem do niego – „Cześć, co tam rysujesz?” Grubasek podskoczył jak potraktowany paralizatorem i wybiegł z pokoju, pozostawiając kartkę. Była na niej narysowana sylwetka patyczaka... we krwi. Niemalże cała kartka była pomalowana na czerwono. Co trapi tego chłopaka? Aż mi ciarki przeszły. Na szczęście do pokoju wbił basista z gitarą i trochę rozgonił mglistą atmosferę. Sala zaczęła się pomału zapełniać kolejnymi pacjentami. Zostałem zaproszony na grę w eurobiznes przez Aspergera wraz z pryszczatym, normikiem-vaperem i alternatywką. Przyjąłem ofertę i przyznaję że się dobrze bawiłem, choć jak zwykle dostałem bęcki.

    No i to tyle z środy, a przynajmniej więcej godnych odnotowania wydarzeń nie pamiętam. Tylko tyle, że na kolację był chleb z jakimś chujowym masłem orzechowym.

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

    •  

      @the_nightfly: czy nikomu to nie wiem, skoro on ma wykop to ktoś inny z terapii też może to czytać. Teraz sobie wyobraź że na terapii się jakoś uzewnętrzniasz z negatywnych wspomnień a wieczorem to czytasz w gorących. A jeśli to fikcja i op się lubi spełniać literacko to jest dużo innych kierunków

      +: UNTZx3
    •  

      @the_nightfly: To jest tak gówniarskie myślenie, że ja cię nie mogę... "Nie podaje szczegółów..." To jest miejsce gdzie odpowiednie warunki mają być spełnione, jak się trafia typ "co opisuje wszystko na wykopie"- powinien zostać usunięty. Konsekwencją tych wpisów, może być to że osoby które mają problem z wychodzeniem do ludzi (zamkną się w sobie jeszcze bardziej)- jak natrafią na to... Aż dziw, że nikt mu uwagi nie zwrócił... Jak chce pomóc wykopowiczom z podobnymi problemami (dlatego go nie wydałem do IPiNu- bo komuś to pomaga, chciałem mu dać wprost do zrozumienia że też to szkodzi)... to niech to pokaże ale po jakimś większym czasie i NAJWAŻNIEJSZE spyta o zgodę, a w innym wypadku zaznaczy że to fikcja... pokaż całość

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    Oddział Leczenia Nerwic – Day 16 (28.01 wtorek)

    Początek dnia jaki jest na oddziale to każdy z Was pewnie wie, lecz dzisiejszego dnia wydarzyło się coś wartego odnotowania podczas porannej rutyny. Mianowicie gruby kudłacz na chwilę odleciał przy śniadaniu (czytaj: zasnął). Jedna z kucharek podbiegła wraz z chudym sebixem (z którym się chyba zakumplował) i potrząsnęła nim. Grubol po wybudzeniu zaczął się agresywnie zachowywać, darł się, że miał jakąś wizję i że wszystko zniszczyli. Szybko zawiadomiono lekarzy i wyprowadzili go. Przez resztę dnia go nie widziałem. Co mu odjaniepawliło?

    Na gimnastyce była dość ciekawa akcja, gdyż jednej z dziewczyn spodenki pierdolły w kroku xDD Ja się powstrzymałem od śmiechu, ale reszta lała z tego jak nie wiem. Poza tym zagraliśmy sobie meczyk siatkówki - ja i pryszczol vs ruda i jej koleżanka 3/10. Wygraliśmy gładziutko.

    Dzisiejszy rozkład zajęć składał się z psychoterapii indywidualnej oraz psychorysunku, a także muzykoterapii. Na pierwszy ogień poszły oczywiście bazgroły. Tym razem musiałem namalować ulubione postacie z popkultury. Ciężki orzech do zgryzienia, ale coś tam nabazgrałem. Na mojej ilustracji znalazły się takie postacie jak Wiedźmin, czarnuch Jay-Z (mający symbolizować moje zamiłowanie do rapu), smok (symbol fantasy), CR7 (piłka i sport), Krzysztof Kononowicz i Batman. Chciałem jeszcze Hitlera dorysować, ale tak sobie pomyślałem że to będzie przeginka. Jak zdawałem malunek, to sobie jeszcze przypomniałem że zapomniałem o Vaderze, ale już chuj.

    Tuż przed skończeniem rysunku podbił do mnie pryszczaty współlokator. Pokazaliśmy sobie nasze rysunki, wszak nikt nas nie nadzorował. On narysował Messiego, Spider-mana, Jokera i jakiegoś grubego mężczyznę. Zapytałem go o niego – powiedział, że to Ksiek Kononowicz. No i chuj, no i cześć – dwaj fani uniwersum Szkolnej 17 w jednym pokoju xDD A ja chciałem uciec od klątwy warmianina, która sprowadziła mi na łeb policję...

    Po psychorysunku poszedłem do pokoju wraz z pryszczatym. Od razu zagaił, że może wspólnie obejrzymy jakieś klasyki Uniwersum. Trochę cringe mnie przeszedł, ale dobra, do it. No i aż do obiadu śmialiśmy się na cały oddział z listu Popiołka, paczki z gównem i innych klasyków. To się nie dzieje naprawdę xDDD

    Po obiedzie poszedłem na psychoterapię. Młódka dzisiaj była zmulona, bo jakaś choroba ją dopadła. No nic, zaczęliśmy od standardowego sratatata, później przechodząc do omówienia mojego rysunku. Podczas rozmowy wyszło, że laska też lubi Batmana, nawet w młodości komiksy czytała. Zapytała się mnie, które upodobania uważam za własne (czyli odkryte samemu, czy nabyte. No i jej wyjaśniłem, że Konona czy piłkę nożną odkryłem sam, fantasy zaraził mnie jeden kolega w podstawówce, a genezy pozostałych nie pamiętam. Zaczęła się pytać, jakie wzorce czerpię z nich, czy uważam że mają na mnie dobry wpływ itd. Główna dyskusja rozgorzała nad rapem i Kononem. Odradziła mi obu tych rzeczy, gdyż jej zdaniem mają zły wpływ na moje zachowanie i mogą utrwalać we mnie stereotypy, których później nie będę mógł wymazać podczas interakcji z ludźmi. Co do konona się zgodziłem, ale przy rapie zakwestionowałem, gdyż słucham go tylko dla rozrywki, a poza tym tylko idiota brałby na poważnie utwory takiego Słonia na przykład. No i ogólnie wygarnąłem jej, że każdy człowiek jest inny i ma prawo do swoich upodobań. Odparła, że ich nie kwestionuje, tylko mi dobrze radzi. No i to w zasadzie tyle ciekawości z tej gadki.

    Później chwila odpoczynku i muzykoterapia. Jakieś miraki się pytały, jaką muzykę puszczają na tych zajęciach – ogólnie to ciężko określić gatunek. Głównie to są nagrane odgłosy np. Spiewających ptaków, szum drzew, ale są też mocne elektroniczne brzmienia (żebyśmy mogli nie tylko się zrelaksować, ale też wyładować nerwy oraz emocje). Najzajebistsze zajęcia na oddziale IMO.

    Po 16 wolne, więc na luzie poszedłem odbębnić kolejne popołudnie integracyjne. Pogadanka z rudą, powiedziałem jej że jak pryszczaty się zgodzi to zapraszam ją na jakiś film w czwartek – ostatecznie do tego nie doszło, bo się rozchorowałem, ale nie uprzedzajmy faktów. Udało mi się nawet pogadać z nową blondyną. Standardowe zaburzenia odżywiania. Rodzice ją namówili na przyjście tutaj, ogólnie miła osoba.

    Później podbił do mnie Asperger. Już myślałem, że znowu chce mnie namówić na Magica, ale nie tym razem. Powiedział mi co tam zaszło między basistą a jego laską 9/10. Wkurwił się na nią, bo według niego nie jest szczerą osobą i ma wybujałe ego. Kolejna ofiara p0lki, na szczęście niedługo opuszcza oddział.

    Przed kolacją byłem świadkiem utarczki liliputa-emo z chudym sebixem. Szara mycha ich musiała rozdzielać, bo się o coś tam pokłócili. Prowodyrem był seba, który się wkurzył że emos na niego wpadł niechcący gdy szedł do kibla. Nic poważnego, ot taka sytuacja.

    Do następnego mirki, jeszcze środa i czwartek do nadrobienia!

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

    +: o..........y, the_nightfly +183 innych
  •  

    Oddział Leczenia Nerwic – Day 15 (poniedziałek 27.01)

    Poniedziałek to zawsze bardzo intensywny dzień. Szybka pobudka, śniadanko, gimnastyka, prysznic i szybko zapierdalać do Sali na spotkanie społeczności. Nie ma nawet czasu nad niczym pomyśleć.

    Dobrze, a co się działo na zgrupowaniu psychiatrycznej kadry? Został oczywiście wybrany nowy samorząd – stworzyli go liliput-emo, chudy seba z tatuażem (to będzie dobre), laska 9/10 (wiecie, ta co upokorzyła aspergera i chodzi z basistą), oraz jakaś typiara, której jeszcze nie poznałem, ale nazwijmy ją alternatywką v2 przez różowe włosy. Na spotkaniu rozmawialiśmy sobie o naszym samopoczuciu i zadowoleniu z dotychczasowej terapii, a także zrobiliśmy integrę z nowymi twarzami. Przyszły dwie nowe osoby. Pierwszą był pryszczaty chłopak w całkiem długich włosach kręcących się, zaś drugą chudziutka dziewczyna z krótkimi włosami blond w okularach. Wyglądała na bardzo sympatyczną, a w dodatku posiadała bardzo fajny głosik.

    Na spotkaniu odbyło się standardowe głosowanie nt. Dni atrakcji, które zostały nieco przestawione – teraz były to poniedziałki, środy i piątki, zapewne aby wychodzący na przepustki nie omijali zabawy. Dnia dzisiejszego mamy wieczorny seans „Incepcji”, w środę idziemy do Arkadii i do kina na Bad Boysów, zaś w piątek idziemy na lodowisko. Zacnie się ten tydzień zapowiadał.

    Po zgrupowaniu chwila odpoczynku. Pryszczaty kolega dostał łóżko w moim pokoju. Wydawał się znacznie normalniejszy od poprzedniego współlokatora, więc chwilę pogadaliśmy. Powiedziałem mu, że już mi się trochę nudziło samemu w Sali i fajnie, że będę miał kompana. Luźno pogadaliśmy jak się wypakowywał. Cierpi na problemy z trądzikiem, przez co czuje się gorszy od innych i jest zamknięty w sobie oraz nieśmiały. Zapytał się mnie, czy może toster w Sali u nas postawić, bo on uwielbia tosty, a nie chce z tego szpitalnego korzystać. Dogadaliśmy się dość szybko, choć to ja musiałem ciągnąć rozmowę, inaczej byłaby cisza w pokoju. Ogólnie ucieszyłem się z towarzystwa, lecz tak sobie pomyślałem, że teraz ewentualne zapraszanie rudej do mnie może być mniej komfortowe.

    Po obiedzie poszedłem na terapię grupową. Btw podczas żarcia na stołówce zauważyłem, że do nowej blondi zaczął podbijać emo-liliput, ale to taka ciekawostka.

    Na terapii (całe szczęście bez żywieniówki, która miała oddzielną) rozmawialiśmy na temat naszych kompleksów, czyli czy uważamy, że mam w sobie poważne wady, które hamują naszą śmiałość społeczną. Postanowiłem się otworzyć w pełni i wyjaśniłem, że moim największym kompleksem jest to, że podczas jakiś czynności zrobię coś źle i ktoś będzie miał o to pretensje. Pomniejszym kompleksem był u mnie brak zdolności jazdy na rowerze. Okazało się jednak, że inni mają gorzej. Liliput się wstydzi swojego wzrostu, grubol w długich swoich przekonań, asperger swej natarczywości, nowy pryszczaty swojej nudności i wyglądu – to tak z ciekawszych. Później lekarz zaczął swój wywód, że miliony ludzi mają podobne problemy i kluczem do ich rozwiązania jest nauka na błędach oraz zaakceptowanie siebie i nie zwracanie uwagi na hejt. Później zaczął przedstawiać znane osoby z różnymi defektami, które swoje osiągnęły mimo barier. Szkoda tylko że nie wspomniał iż każda z tych osób miała jakiś talent i środki do osiągnięcia szczytu, co celnie wypunktował liliput, który skwitował wszystko zdaniem – „ w Polsce nic nie osiągniesz, jak nie masz znajomości i kasy. Ludzie cię będą zawsze wyśmiewali za inność, tylko garstka zrozumie.” Trudno się z kolegą nie zgodzić...

    Po terapii poszedłem na rozmowę z lekarzem prowadzącym, czyli młódką. Dała mi cynk, że już mogę wychodzić ze szpitala w czasie wolnym, lecz nie mogę opuszczać najbliższej okolicy. Poza tym mnie pytała jak sie czuje, czy mam jeszcze nocne napady drgawek itd. Taka krótka pogadanka, nothing special.

    Popołudnie spędziłem aktywnie na oddziale. Zagrałem z Aspergerem w karty i sobie z nim pogadałem. Czuje się tutaj naprawdę dobrze i cieszy się, że znalazł ludzi z którymi może spędzić jakoś czas. Czuję to samo. Wcześniej po szkole siedziałem w 4 ścianach jak w klitce i tylko komputer-telefon, ewentualnie jakaś książka. I nic, zero rozwoju społecznego, hello piwnica my only friend. Teraz czuje że rozkwitam, niczym kwiat lotosu. Gadam, żartuję, opowiadam i słucham opowieści, a to wszystko na luzie, bez żadnej spiny bo tu każdy ma jakiś defekt i cię nie będzie z ukosa mierzył. I tak sobie pomyślałem tamtego dnia, co będzie jak będę musiał opuścić oddział? Czy „normalni” ludzie też mnie zrozumieją? Czy będę musiał oszukiwać i odgrywać rolę, zamiast być sobą w strachu przed odrzuceniem? Trochę się zmartwiłem tą myślą. W gimnazjum już raz się przekonałem, że nie warto być z nikim szczery – najlepszemu kumplowi opowiedziałem o schizofremii matki i jej próbie samobójczej, a chuj rozpowiedział to na całą szkołę i mnie palcami wytykali jako „syna wariatki”.

    Po pobyciu trochę z ziomkiem, podbiła do mnie wspólokatorka rudej 3/10. Zapytała mnie, czy nie mam 20 zł pożyczyć, bo ona już kasy nie ma, a woda jej się kończy. Bez wahania jej dałem, podziękowała mi ślicznie. Odda za tydzień, jak weźmie hajs od rodziców na przepustce. Czuje się dobrze człowiek.

    Kontynuując aktywne popołudnie w społeczności szpitalnej, zaobserwowałem kłótnię między basistą a laską 9/10, która upokorzyła Aspergera. Teraz sobie nie przypomnę o co się rozeszło (pisze to w czwartek czyli dziś benc), ale po kłótni basista poszedł do swojego pokoju z nietęgą miną. Postanowiłem do niego nie wbijać, gdyż nie chciałem go drażnić + trochę mnie strach obleciał. Pewnie wywiązałaby się z tego jakaś ciekawa dyskusja, ale kiedy indziej go zapytam o całe zajście.

    Co więcej? Alternatywka w różowych grała z liliputem w chińczyka, grubas-kudłacz i chudy seba gadali w kiblu i palili fajki, a ja chwilę pogadałem z rudą i poszedłem do siebie. Okazało się, że mój współlokator zabrał ze sobą na oddział... telewizor plazmowy xDDD Postawił go na szafeczce na środku pokoju i powiedział mi, że możemy sobie oglądać co tam nam się podoba, bo ma mobilnego neta z dużym limitem i z drugiego telefonu zrobił router Wi-Fi. No i rozgadaliśmy się o piłce, dziennikarstwie, ulubionych klubach, transferach, innych dyscyplinach sportowych, hobby, serialach... Ja pierdole, gdyby ten gość był laską to bym się z nim ożenił normalnie.

    Skończyliśmy gadać przed kolacją, po której poszedłem na seans „Incepcji”. Pryszczaty zrezygnował, bo oglądał już kilka razy. Ja ani razu, bo na ogół kino mnie nie interere, ale odkąd przyszedłem na oddział to trochę na telku pooglądałem sobie zaległe produkcje, które mnie najbardziej interesowały.

    Seans był wporzo. Siedziałem obok rudej i wspólnie oglądaliśmy. Bardzo intrygujący, ale też nieco przerażający film IMO, bardzo mi się podobał.

    No i tyle miruny, szybko biorę się za następny raport, żeby mi z pamięci nie uleciało.

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

  •  

    Oddział Leczenia Nerwic – Day 14 (26.01 niedziela)

    Jakaś paskudna grypka mnie rozłożyła dzisiaj (tj. Czwartek 30.01), więc postanowiłem wykorzystać swój wolny czas do nadrobienia zaległych raportów. Ogólnie to łeb mi pęka, więc jakbym robił jakieś fuck-upy językowe to wybaczcie.

    W niedzielę nic się ciekawego na dobrą sprawę nie działo. Na oddziale zostali nieliczni, reszta wyszła na trening domowy tj. Przepustki weekendowe. Spędziłem czas na kontemplacji na temat swojego dalszego życia, gdy już opuszczę szpitalne mury. Moim marzeniem nadal jest dziennikarstwo, ale szczerze powiedziawszy to nie wiem czy będę w stanie stoczyć krwiożerczą rywalizację z innymi pismakami. Furtką do mojej ewentualnej kariery w tej dziedzinie byłoby Weszło!, bo oni mają ten swój program Kuźnia Talentów dla młodych pismaczków. Nie do końca jednak popieram ten portal, gdyż nie podobają mi się co niektórzy tamtejsi dziennikarze z Kowalem na czele, a poza tym nie mogę zdzierżyć, że większość ich tekstów piszą anonimy. Dla mnie to jest niedopuszczalne, aby schować łeb w piasek i się nie podpisać pod swoją pracą.

    Kontemplując dalej, zdałem sobie sprawę że na razie dziennikarstwo to dla mnie za głęboka woda, nawet przy moich umiejętnościach lingwistycznych. Obrałem więc sobie za cel znalezienie pracy biurowej, zarobienie na studia i dopiero potem myślenie o ścieżce mojego rozwoju. A już najwyźszy czas, bo w marcu stuknie mi 21 wiosna, a większość moich nastoletnich lat skradła depresja i nerwica lękowa. Cieszę się, że pomału wszystko idzie w odpowiednią stronę.

    Przedpołudnie spędziłem na myśleniu, a także small-talkiem z nielicznymi, którzy ostali się na oddziale. Próbowałem nawiązać jakiś kontakt z chudym sebixem, ale bezskutecznie – zbywał mnie ulicznymi zwrotami, takimi jak: „A co cię to?”, „Odczep się” i tak dalej. Reszta rozmów nie warta odnotowania.

    Po południu udało mi się dowiedzieć z sekretariatu, czy jakieś nowe osoby przychodzą jutro na oddział. Okazało się, że jakiś chłopak i dziewczyna przychodzi, zaś jakieś dwie dziewczyny z zaburzeniami odżywiania (których dotąd nie poznałem) wychodzą. Na oddziale pozostanie więc stała liczba 28 pacjentów.

    Poza tym, jak zwykle, pobyłem trochę z rudą. Wynalazła jakąś fajną gierkę na telefon, która polega na znajdywaniu słów do krzyżówki spośród podanego zasobu liter. Bardzo fajnie się przy tym bawiliśmy, pomagając sobie nawzajem w rozkminianiu kolejnych pól.

    No i tyle mirasy, mało ekscytujący wpis, ale w leniwe niedziele się zazwyczaj nic więcej nie dzieje. Do następnego joł.

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

    +: g.........a, AnonimusP +187 innych
  •  

    Oddział Leczenia Nerwic – Day 13

    Na początek oświadczenie (TL:DR – robie przerwe na kilka dni od raportów)
    Miruny, dzisiaj sobie tak głęboko pomyślałem o sensowności dalszego prowadzenia tych raportów przez komentarz jednej bardzo mądrej mirabelki. Zainteresowanie nimi jest spore, niektórzy w nie wierzą niektórzy nie. Jednak w tym wszystkim nie chodzi mi o plusiki i atencje, tylko by pomóc/zachęcić inne osoby z zaburzeniami do odwiedzenia rzeczonego oddziału i leczenia się/wzięcia się za siebie.

    Niektórzy jednak zaczęli to traktować jak serious buisness, dopierdalając się że chujowe historie, że nieprawda itd. Napiszę tak – gówno mnie obchodzi Wasze zdanie. Opisuje zawsze prawdę, praktycznie wszystko to co mi się na oddziale przydarzyło. Nikogo nie zmuszam do czytania i plusowania – nie podoba się to nie czytaj/nie plusuj. Ja nie będę nadstawiał karku żeby jakimś randomom z wypoku cokolwiek udowadniać. Wyciągam do Was pomocną dłoń i próbuję uświadomić Wam jak wygląda terapia mająca na celu wyleczyć spierdolenie, ale nie, przecież nawiązywanie jakichkolwiek kontaktów międzyludzkich i pocałunek z laską w policzek to mit!!!111 Sam sporo ryzykuję ogólnie tymi raportami, bo jeśli ktoś ze środowiska szpitalnego się dowie to wylatuję na ryło. A na same raporty poświęcam bądź co bądź +/- godzinę dziennie, którą mógłbym spożytkować w inny sposòb.

    Na razie więc zawieszam prowadzenie tego pamiętniczka. Jak mi wrócą chęci do pisania to wrócą, poza tym przerwa od wypoku na kilka dni dobrze mi zrobi... A pod spodem macie treść raportu z 13 dnia pobytu, na razie ostatni. Źle bym się czuł, gdybym zostawił tych kilkunastu czytelników z niczym. Enjoy.

    Na początek przedkładam Wam sprawozdanie ze wczorajszego potajemnego spotkania towarzyskiego w pokoju grubego kudłacza. Po sprawdzeniach obecności w salach, każdy z poinformowanych „gości” zakradł się do pokoju grubego. Jakoś to skoordynowaliśmy w miarę schludnie, by wszyscy zamieszani w to przedsięwzięcie nie wyleźli w tym samym czasie. No i udało się zgrupować bez przypału.

    Gruby miał 10 piw – wszystkie niestety marki Żubr, więc ja ostatecznie podziękowałem za nie. Kilka lat temu po Żubrze się zberzygałem u wujka na odwiedzinach i już więcej tego piwa do ust nie wezmę. Ogólnie impreza to jakaś niewiadomo jaka nie była, bo po pierwsze w pokoju grubego oraz jego współlokatora basisty było ciasno, a osób kilka przyszło. Po drugie, nie mogliśmy robić dużego hałasu, bo za ścianą mieliśmy pokoje innych pacjentów w tym liliputa emo, który ostatnio wyrósł na głównego wkurwiacza oddziału (ja nic do niego nie mam, ale reszta mówi że coś z nim mocno nie teges).

    Co robiliśmy na tej „imprezie”? Grubas puścił na laptoku „Straszny Film 3”, taką głupkowatą komedię, ale nikt nie oglądał to puścił muzykę z open fm. Było bardzo luźno, rozmawialiśmy sobie o życiu na oddziale, wymienialiśmy się anegdotami, trochę nawet o kwestiach religijnych pogadaliśmy. Asperger mocno zagadywał do szarej myszki, więc był trochę z boku. Z takich ciekawszych akcji, to:
    1. Normik basista trochę się zagotował (wiecie, on ma problemy z nagłymi napadami wkurwu), jak normik prześladowany w gimnazjum powiedział przy gadce o religii, że Bóg to mu może naskoczyć bo nie istnieje. Basista okazał się bardzo religijną osobą. Chwalił się, że całą Biblię raz przeczytał, ale przyznał że kościół to tuba PiSu i potępia jego doktrynę. Uważa, że ludzie powinni przeczytać sami Biblię i poznać prawdę o Bogu, a nie te same kazania które babciom serwują kecuny w niedzielę.
    2. Zwróciłem raz uwagę Aspergerowi, żeby z nami pogadał, a nie tylko z mychą szepta sobie. On mnie boleśnie skontrował, żebym się nie odzywał bo sam się z rudą zaszywam w pokoju zamiast grać z nim w karty. Także odbitka totalna.
    3. Gruby chwalił się nam, że pali zioło. Dlatego jutro wychodzi na przepustkę, bo już nie może wytrzymać bez jointa. Alternatywka się go wypytywała jak to jest palić itd. Sama przyznała, że na jednej imprezie koleżanka ją poczęstowała jakąś pigułą i się obudziła w szpitalu. Pd tamtej pory zaczęły się jej bulimiczne problemy.
    Spotkanie potrwało około 2 godzinki, obyło się bez przypału. Fajnie się było mocniej zintegrować z niektórymi, cieszę się że w końcu mam z kim normalnie pogadać. Dotąd przez te lata trzymałem swoje poglądy i myśli w sobie, bo matka gówno rozumie o życiu młodego człowieka.

    W nocy nie mogłem coś spać przez stany drgawkowe. Wkurwiłem się i poszedłem do dyżurki po tabletkę uspokajającą. Pomogło, ale jakiś wkręcający sen miałem i dopiero o 9 się obudziłem. Na szczęście załapałem się na śniadanko, które w weekend wydawane było dłużej. Gimnastykę olałem, bo w weekend nie była obowiązkowa, zresztą zazwyczaj w weekendy każdy ma ją w dupie.

    Po śniadaniu i sprawdzeniu internetów, udałem się do rudej. Czuła się już lepiej, choć niespokojny sen miała. Pytała się o imprezkę, opowiedziałem że było w porządku i nas nie nakryli. Dałem jej passy do swojego Netflixa, bo jak pewnie pamiętacie byliśmy umówieni na maraton pierwszego sezonu Daredevila. Ciotka ją próbowala namówić na przyjazd na przepustkę, ale wolała spędzić ten czas na oddziale, co mnie niezmiernie zdziwiło i ucieszyło.

    Seans zaczęliśmy dopiero po obiedzie. Przed tym nic ciekawego się nie działo – pogadałem z Aspergerem, który sam w pokoju sortował swoje karty do Magica. Powiedział, że ma jutro wyjście na spacer z szarą mychą i się mocno denerwuje z tego powodu. Poklepałem go po plecach, powiedziałem że sobie poradzi i żeby był sobą. Uważam Aspergera za chyba najbliższego mi zioma na oddziale, więc szczerze trzymałem za niego kciuki.

    Maraton Daredevila skończyliśmy na 6 odcinku, bo dla niej serial okazał się zbyt brutalny i już nie chciała oglądać. Powiedziała że jak chce to mi pożyczy tableta na noc i żebym sobie obejrzał sam do końca. Odmówiłem, odparłem że na telefonie sobie obejrzę później, a teraz porobimy co tam ona by chciała. Bąknęła niechętnie, że nic jej się nie chce i chętnie poszłaby w kimę. No i ostatecznie zwinęła się do siebie. Ach te kobity...

    Do końca dnia nic się godnego odnotowania nie działo, wszystko w normie. Żeby nie było nudno to Wam opowiem co-nieco o tym lilipucie emo z kolczykiem w uchu, który dla wielu na tym oddziale jest dość enigmatyczny. Z nikim dłużej nie rozmawia, ale kontaktów sam w sobie nie unika. Na grupowych terapiach unika mówienia o sobie, wychodzi z niego obraz takiego nieśmiałego gościa, który coś w sobie dusi. Gruby kudłacz mówił wczoraj, że udało mu się z nim porozmawiać dłużej i domniemywa, że ma kompleks na punkcie swojego wzrostu i pewnie ma wyrobione przeświadczebie, że go z tego powodu każdy na starcie skreśla. Szkoda zioma trochę, może się otworzy z czasem.

    No i tyle mirki, ogólnie to większości oddziału nie ma bo większość wyjebała na przepustki. Także nie spodziewam się wielu ciekawości w niedzielę. Do następnego miruny.

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

    +: Mariska123, o..........y +279 innych
    •  

      @mirekzwirek8: nie rozumiem. Przestałem pisać tylko dlatego, że kilka osób oskarżyło cię p to, że to bait?? ( ͡° ʖ̯ ͡°) (jakby chodziło, o to, że ktoś cię "przyłapie", to skasowalbys poprzednie wpisy.)
      To nie część twojego zaburzenia, że dałeś nam coś fajnego, znalazłeś czytelników i nagle przestajesz pisać, żeby cię prosili i mówili jaka szkoda? Nie ma to na celu dowartościować cię? Mój komentarz nie ma na celu pocisku w twoją stronę, po prostu sam przed sobą odpowiedź sobie na to pytanie. Ew. Zmieniając trochę kontekst opowiedz o tym terapeucie. Bo trochę tym śmierdzi niestety... pokaż całość

    •  

      @mirekzwirek8 Fajnie się to czyta, dla mnie to taki powrót do przeszłości, bo sam byłem na oddziale dziennym na Sobieskiego (skierował mnie ten sam dr. Krężel, więc nie musisz udowadniać że to bait). Powiem szczerze, że było to jedyne miejsce, które naprawdę mi pomogło, a przyjaźnie które wtedy zawarłem trwają do teraz. Jeśli tylko mogę podzielić się jedną radą/uwagą to starajcie się nie robić tzw podgrup. U mnie niestety nastąpił podział na "starą" i "nową" ekipę (co tydzień jeden pacjent nas opuszczał i jeden przychodził - średni czas trwania terapii - 10 tygodni), przez co nowi nie mogli do końca się otworzyć. Narastały tylko konflikty między ekipami i psuły się relacje. Życzę powodzenia, bo radzisz sobie naprawdę świetnie. A do oglądania na netfliksie polecam dom z papieru, bardzo dobry serial do oglądania razem z laską ;)
      Jak będziesz chciał więcej pogadać to priv.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (34)

  •  

    Oddział Leczenia Nerwic – Day 12

    Piąteczem piątunio my mirko friends! Dzisiaj zajęcia miała głównie żywieniówka, więc mam trochę luzu i mogę spisywać ten raport na gorąco, czyli jak tylko będę miał możliwość dopisania kolejnych akapitów.

    Na śniadaniu zrobiło się większe zgrupowanie przy jednym ze stolików. Ziomki i ziomalki z oddziału w składzie Szara Mycha, Asperger, grubas w długich kudłach, normik prześladowany w gimnazjum, normik basista i alternatywka o czymś rozmawiali. Jak tylko przywitałem się z rudą, postanowiłem do nich podbić i obczaić o czym tak namiętnie konwersują. Okazało się, że towarzystwo planuje potajemną imprezę (a bardziej spotkanie) w pokoju grubego kudłacza po 20. Z tego co mi powiedział Asperger, gruby przemycił na oddział kilka piwek dzięki ziomkowi który go odwiedził ostatnio i ma też laptopa na którym będzie puszczał jakąś komedię. Takie dzikie imprezki bywają najlepsze, więc zadeklarowałem obecność. Ruda odparła, że na razie nie jest zainteresowana. Dzisiaj wstała z banią prawie półżywa, ma okresik.

    Całe przedpołudnie się wynudziłem. Chodziłem po korytarzu bez celu. Nie chciało mi się znowu grać w karty z Aspergerem. Pomyślałem jedynie, że może postaram się nawiązać kontakty z pacjentami, których jeszcze prawie w ogóle nie poznałem. W końcu na oddziale jest 26 osób włącznie ze mną, a pod koniec miesiąca kilka się z tym miejscem pożegna, a kilka przywita. Dlatego też postanowiłem pójść na misję poznawczą, w sumie głównie dla Was, byście mogli poznać jak najwięcej życiorysów tutejszych rekonwalescentów.

    W kuchni przypadkowo spotkałem grubaska, który wczoraj został bardzo słabo potraktowany przez sebixa. Szanse na to, że coś do mnie powie były bliskie zeru – wielu mi mówi, że to beznadziejny przypadek nerwicy lękowej. Z nikim obcym nie rozmawia, rzadko wychodzi z pokoju poza zajęciami. Jest skryty, dużo śpi, rozmawia normalnie tylko z odwiedzającą go mamą. Człowiek-enigma. Nie chciałem go dręczyć, ale ślina przyniosła mi na język słowa otuchy dla niego, gdyż po ludzku było mi grubaska szkoda. Powiedziałem mu, gdy zalewał herbatkę coś takiego, łapiąc go za ramię – „Słuchaj X, wiem, że zmagasz się z ciężką chorobą. Chcę ci tylko powiedzieć, że dla mnie jesteś w porządku. Rozumiem, że może ktoś cię mocno skrzywdził i nie ufasz ludziom. Ale nie wszyscy tacy są. Niektórzy są źli, niektórzy dobrzy. Nie przejmuj się i spróbuj się w końcu przed nami otworzyć, oczywiście jeśli chcesz...”. Po zakończeniu mojego monologu, grubas wpatrzył się we mnie jak w obrazek, po czym ze łzami w oczach... mocno mnie przytulił. Damn, było to bardzo creepy i niezręczne, ale w pełni rozumiałem jego odruch. Po kilku sekundach w uścisku, grubas uciekł, nie zabierając swojej herbaty. Nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem jaka jest historia tej osoby, ale musiała być naprawdę nieciekawa.

    Gdy wychodziłem z kuchni to spotkałem dwie laski 8/10 z żywieniówki, które chyba wracały z zajęć. Obie chude, jedna blondyna, druga taka mieszana. Widywałem je już wcześniej, ale w sumie to za bardzo z nikim nie gadały prócz siebie samych, bo dzielą pokój. Spaliłem lekkiego buraka, ale nie zawstydziłem się jakoś mocno. Mimo wszystko nie zrobiłem niczego, by się zatrzymać i spróbować zagadać – wyszedłem z przeświadczenia, żeby nie próbować rozmawiać bez powodu z takimi petardami, bo mogę tylko wyjść na idiotę i creepa.

    Zajrzałem na dwie mniejsze sale zajęć, ale nikogo nie spotkałem. Główna sala gimnastyczna była zamknięta, bo dzisiaj mają tam zajęcia osoby z innych oddziałów. Na stołówce kątem oka dojrzałem tylko sebixa, który słuchał muzyki na słuchawach. Ogólnie nuda, wszyscy się pozaszywali w swoich pokojach. Sam nie chciałem robić wjazdu na chatę komukolwiek, więc także postanowiłem zawinąć do swojej dziupli i pograć na 3ds oraz spisać tą część raportu.

    Po obiadku poszedłem na terapię grupową bez żywieniówki. Dzisiaj prowadził ją mój ulubiony lekarz w całym szpitalu, czyli ordynator. Z nim to można pośmieszkować i się wyluzować, gość jest świetny. Dał dowód swojego unikalnego podejścia do pacjentów, pytając nas na wstępie jakie plany na weekendzik dla tych, co mają prawo do przepustki. Sam zasugerował, że „pewnie na jakieś balety pójdziecie, co?”. Z tym gościem się nie da nie dogadać. Ogólnie na tej sesji mieliśmy rozmowę na temat nienawiści do ludzi i jakie są jej przyczyny/cechy ludzi, których nie trawimy Doszliśmy do wniosku, że są to głównie sztuczność, brak poczucia humoru czy „normikowatość”, czyli próba naśladowania popularnych trendów i ślepe podążanie za głównym nurtem. Każdy z nas opowiedział po jednej historii z przeszłości w której skonfrontowaliśmy się z uczuciem nienawiści do jakiejś osoby z najbliższego otoczenia. Ja bez wahania podałem przykład z gimnazjum, kiedy to na klasowej wigilii każdy kto chciał być zabawny, używał nieśmiesznych gagów z internetów, robił z siebie debila pod poklask oraz po prostu zachowywał się chamsko. Przed przyjściem na oddział bardzo często miałem uczucie tak zwanego „zaciskania pięści”, gdy spotykałem vapera z chujowym rapem na głośnikach, który robił z siebie totalnego normika tylko dlatego, bo wszyscy są tacy sami i żeby imponować loszkom. Nienawidzę takich ludzi, po prostu nie. To też wprowadziło mnie w ten cały kurwidół spierdzielenia, gdyż nie widziałem dla siebie w społeczności szkolnej osoby, która byłaby odpowiednim materiałem na rozmówcę. Może to niskie, freethinkerowskie i idiotyczne, ale piszę szczerze jak to ze mną było. Bo nie jestem idealny, ani się na takiego nie kreuję, po prostu przedstawiam swój punkt myślenia.

    Moja wypowiedź mocno pokryła się z wyznaniami większości pacjentów. Prześladowany w gimbie normik wspomniał o tym, jak nim pomiatali i robili z niego ofiarę, koleżanka rudej 3/10 przytoczyła jak ją dwie karyny pobiły przed szkołą na pokaz, gruby z kudłami żalił się, jak go w klasie wyszydzali z powodu wiary w mistycyzm i teorie spiskowe... Każdy ze zgromadzonych na Sali został w jakiś sposób skrzywdzony przez normicką społeczność o to tylko z powodu inności lub wad wyglądu. To też w jakiś sposób potwierdza moją teorię o spychaniu wartościowych jednostek na obrzeża tłumu społeczeństwa ze względu na neandertalskie, prehistoryczne prawo siły stada zapatrzonego w jednego bożka o nazwie pieniądz, którą gdzieś tam kiedyś napisałem w odmętach mikrobloga.

    Po terapii poczułem się jakoś tak lekko, jakby jakiś balast ze mnie spuszczono. I co najważniejsze, w końcu nie czułem się sam w swoim myśleniu. W końcu zdałem sobie sprawę, jak wielu wartościowych ludzi mnie otacza i jak wiele mogę się od nich nauczyć. I nie dlatego, że ich poglądy są prawdziwe, nie. Dlatego, że są inne. Że można poznać różnych ludzi, uformowanych przez różne wpływy. Każdy ma własne prawdy, nie dąży ślepo za białym króliczkiem. To właśnie poznanie różnych nurtów postrzegania świata daje największą satysfakcję w znajomości, bo możesz poszerzyć horyzonty. Znajomość z nawet 100 takimi samymi normikami nie nauczy cię tyle co kumplowanie się z takim Aspergerem, który słucha muzyki klasycznej i ci powie o co chodzi mniej-więcej z fizyką kwantową, z którą się człowiek styka w filmach/książkach Si-Fi. Albo z takim normikiem basistą, który już w sumie dla mnie nie jest zwykłym normkiem tylko kimś innym. Bardzo z góry go oceniłem, bo ziom jest otwarty na każdy nurt muzyczny i sam mi przyznał, że chciałby tworzyć kawałki bardzo zróżnicowane tematycznie by odkrywać jak najwięcej radochy z muzyki. To jest według mnie prawdziwe społeczeństwo XXI wieku i grupa znajomych za którą chciałbym się pokroić. Może wśród normików też jest wiele takich osób, tylko się kamuflują? Mój błąd że bałem się poszukać.

    Dobra, koniec tych freethinkerowskich debilizmów. Popołudnie zleciało jak z bicza strzelił. Trochę polurkowałem w necie oraz pograłem, choć się zastanawiałem czy by jakiejś książki w formie pdfa nie pobrać do poczytania. Później wybrałem się do rudej, akurat oglądała coś na Netflixie. W sumie jorgnąłem się że mi w poniedziałek wygasa sub którego kupiłem na miesiąc tylko dla serialu Wiedźmin, a chciałem bardzo jeszcze Daredevila obejrzeć. W smalltallku z rudą wyszło, że ona nie interesuje się filmami superbohaterskimi, ale jej wytłumaczyłem że to bardziej thriller. Powiedziała że w takim razie możemy razem obejrzeć jeden odcinek na próbę. Ona miała dużego tablecika, więc naturalnie wolałem na jej sprzęcie oglądać aniżeli na swoim bieda-telefonie. Udało nam się dwa odcinki oglądnąć i nawet się jej podobało, podobnie jak mi, więc na sobotę będziemy robić maraton kilku odcinków bo nie ma zajęć a my oboje nigdzie się na przepustkę nie wybieramy.

    Po kolacyjce asperger przypomniał mi, że dzisiaj po sprawdzeniach zgrupowanie u grubego. Kamery podobno w nocy wyłączają, więc przypału być nie powinno, a piwka w fajnym towarzystwie bym się napił. Dlatego mireczki w tym momencie kończę raport, bo nie będzie mi się chciało po nocy pisać. Szczegóły imprezki jutro. Papatki!

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

    +: Naiken, r.....p +254 innych
    •  

      No tylko że takie coś działa jak czujesz się bardzo swobodnie przy kobietach XD A zapewne OP tak jednak nie ma.

      @Asterling: Owszem, ale OP już trochę z rudą przebywa, ona sama pocałowała go w policzek, zwierzała mu się ze swojego życia, więc można powiedzieć że to ona pierwsza wkroczyła w jego strefę intymności. Dlatego uważam że jak będzie powoli sam wykonywał jakieś ruchy, ale tak żeby nie pokazać napalenia na ruchanie i nie wyjść na creepa to może uda się mu chociaż doprowadzić do pocałunku.

      Jeśli nie spróbuje to rudej skończy się czas leczenia, wyjedzie z ośrodka, a on do końca życia będzie się bił z myślami typu "co by było gdyby?" Wiem co mówię, bo przez moją nieśmiałość w kontaktach z różowymi do dzisiaj łapią mnie przemyślenia odnośnie kilku dziewczyn, dlaczego ja kurwa nie spróbowałem( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Co do bawienia się włosami mam na myśli takie subtelne ruchy, nie żadne typu że laska zapatrzona w film a on pakuje się przed ekran patrzy w oczy jak zbok i zaczyna przeczesywać jej włosy, a potem zaczyna jeździć jej paluchami po szyi od ucha do piersi, tylko raczej coś typu że leżą już jakiś czas, on przez włosy nie widzi jej twarzy więc je delikatnie odgarnia, nie absorbując całości jej uwagi. Nie potrafię tego dokładnie opisać, ale chyba wiesz o co mi chodzi:)
      pokaż całość

      +: Ld93, mackiy
    • więcej komentarzy (25)

  •  

    Oddział Leczenia Nerwic – Day 11

    Siema, siema, kurwa witam, tutaj Wasz ulubiony anonek z Oddziału Leczenia Nerwic na Sobieskiego w stolicy. Rano standardowo posiłek i gimnastyka, później prysznic i energia na cały dzień zgromadzona.

    Dzisiaj na gimnastyce było interesująco ze względu na pewien incydent z nowym pacjentem (wiecie, ten ala patus z tatuażem na prawym ramieniu). Gość się przypruł do jednego zdepresowanego grubasa, który do nikogo się nie odzywa i jest ciężko chory. Chłopak chciał rzucić piłką do kosza, ale nie dorzucił i trafił w sebę. Wywołało to lekkie poruszenie, co niektórzy parsknęli śmiechem, lecz szybko nastała cisza. Patol podszedł z groźną miną do wystraszonego grubaska i krzyknął mu w twarz – „Uważaj jak rzucasz debilu!” Ulaniec zrobił minę jak srający kot, po czym zapłakany szybko wybiegł z Sali gimnastycznej. Pod koniec zajęć sportowych do patola doskoczyła mysza oraz asperger. Jako członkowie samorządu mieli za zadanie rozwiązywać konflikty na oddziale. Nie słyszałem o czym rozmawiają, w sumie nie obchodziło mnie to, aczkolwiek nie spodobało mi się takie zachowanie nowego. Pewnie myśli, że jak będzie groźny to szybko zyska respekt na oddziale. Idiota.

    Dzisiejszy dzień miał bardzo napięty plan. Po szybkim prysznicu od razu zostałem oddelegowany do sali rozrywkowej, żeby zrobić psychorysunek. Jego tematem przewodnim miało być drzewo. Ale nie takie zwyczajne drzewo, ponieważ jego kolorystyka oraz styl miał oddawać moje samopoczucie w różnych sytuacjach. Pani psychiatra kazała mi wykonać aż trzy różne drzewa – jedno miało prezentować moją radość, drugie smutek, zaś trzecie złość.

    Jakoś się specjalnie nie przyłożyłem, wszystkie drzewka narysowałem jak kura pazurą. Drzewo Radości było u mnie niebieskie, gdyż to mój ulubiony kolor oraz miało owoce w postaci jagód i bujną koronę listków. Drzewo Smutku było u mnie szare, pomarszczone z opadłymi gałęziami, wyglądało jak jakaś karykatura Slendera. Drzewo Złości namalowałem na żółto, gdyż nienawidzę tego koloru który mi się kojarzy z rażącymi promieniami słońca. Gałęzie miało postawione do góry, jakby miało irokeza, co zrobiłem trochę dla beki. No i that’s it.

    Po obiedzie (paluszki rybne z ryżem mmm) oddziałowa kazała nam się szykować na wyjście do Zamku Królewskiego. Zapowiadało się na fajną wycieczkę. Ostatni raz odwiedziłem tę budowlę jak byłem w 5 klasie podstawówki. Aż mi się ciepło na serduchu zrobiło, bo z podstawówką mam wspaniałe wspomnienia. No i byłem orłem z historii, nawet z tego co pamiętam to szóstkę dostałem za udzielanie się na tej klasowej wycieczce. Postanowiłem odkurzyć nieco moją pamięć i przypomnieć sobie kilka ciekawostek o polskich królach, by zaimponować rudzi swoją wiedzą.

    Na wycieczkę wybrał się cały oddział prócz nowego, który dostał karę za napastliwy atak na grubaska. Jak został ukarany? Tego nie wiedział nikt.

    Chciałbym napisać, że wycieczka się udała, ale zamiast tego zaserwuje Wam największy plot twist jaki dotychczas miał miejsce podczas mojego pobytu na tym oddziale. Kurwa już dochodzimy do tego jebitnego zamku, już mamy wchodzić, a tu podchodzi do nas facet z ochrony i mówi że nie ma dzisiaj wejścia bo trwa przerwa konserwatorska do 24 stycznia xDDDDDD Wszyscy stoją jak wryci, ja walnąłem facepalma. No i chuj po wycieczce, szkoda że nikt z personelu szpitalnego nie raczył sprawdzić na ich oficjalnej stronie czy na pewno dziś czynne. No ale chuj, młody lekarz który prowadził wycieczkę wraz z młódką psychiatrą zarzucił nam, że w ramach rekompensaty pójdziemy do maka na koszt szpitala. Jakoś się specjalnie nie radowałem (podobnie jak pacjenci z żywieniówki), gdyż trochę gardzę tą wątpliwej jakości restauracją z przetworzonym gównopodobnym żarciem. I ta przehajpowana kanapka drwala... No ale nic, poszliśmy do maka osadzonego niedaleko pomnika Kopernika oraz szpitala dla dzieci. A ciekawostki rudej i tak powiedziałem. Szkoda tylko, że mnie wyśmiała, bo o genezie ksywy Łokietka czy Zygmunta Starego dobrze wiedziała ze szkoły. Także meh.

    W maku zamówiłem tylko colę i MacRoyala. Ruda wzięła loda w kubku. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy sobie, ale zbyt przyjemnie to nie było, gdyż o tej porze (ok. 14:00) wielu gimbusów po szkole przybyło by się napchać i trochę głośno się w pewnym momencie zrobiło.

    Po maku wszyscy wróciliśmy na stare śmieci. Wypad zbyt udany nie był, mi coś w brzuchu zaczęło jeździć po tym burgerze, więc się chwilę położyłem, grając w moją ulubioną FIFĘ 2004 na 3dsie. Mimo lekkich problemów gastrycznych poszedłem na sesję muzykoterapii, gdyż zajebiście pomaga się wyciszyć i ukoić wkurwienie. Polecam każdemu.

    Po muzykoterapii z chęcią poszedłem na sesję psychoterapii z młodą panią psychiatrą. Dzisiaj rozmawiało mi się z nią znacznie lepiej, ale to głównie przez dobre samopoczucie po muzykoterapii. Rozmawialiśmy o moich psychorysunkach i jej wytłumaczyłem dlaczego wykonałem je tak a nie inaczej. Ogólnie taka gadka-szmatka. Pytała mnie czy się czymś martwię lub boję po przyjściu na oddział – odparłem, że jest super i że na oddziale czuję się jak nowo narodzony. Ona zaczęła mówić, że to samo uważają, iż mnie uważnie obserwują i jeszcze żaden pacjent nie robił tak szybkich postępów od razu po przybyciu do ich szpitala. Odparła, że widocznie bez ludzi jestem jak roślina bez wody, bo to niemożliwe że osoba z tak zaawansowaną nerwicą lękową i fobią społeczną tak szybko przystosowała się do nowych warunków oraz obecności wielu obcych ludzi wokół. Powiedziała też, żebym za tydzień koniecznie wyjechał na przepustkę, bo chcą zobaczyć jak się będę czuł po krótkim weekendzie w domu. Sam niespecjalnie chciałem z tego korzystać po ostatniej scysji z matką, ale jak to ma fachowcom pomóc w leczeniu mnie to OK.

    Po skończeniu mojej sesji terapeutycznej poszedłem zagrać partyjkę w Magica. Asperger mnie do tego namówił, gdyż miał ze sobą mnóstwo kart i mu się nudziło. Złożył mi jakiś deck po Saprolingi. Ja nie do końca ogarniałem o co chodzi, rozwalił mnie jakimś czerwonym aggro. Powiedziałem mu, żeby sam sobie grał w te durne karty dla dzieci, a ten odparł że po prostu jestem w słaby i już nawet szara mycha lepiej ode mnie ogarnia.

    W drodze do swojego pokoju napatoczyłem się na patola. Groźnie na mnie spojrzał, tak jakoś nienawistnie. Postanowiłem go zapytać, jaką karę dostał za tę pyskówkę z rana. Odparł zadziornie, że to nie mój biznes i poszedł do siebie. Z jednej strony mocno mnie wkurwia ten gość, a z drugiej nawet ciekawi mnie jakim cudem się znalazł na normalnym oddziale, a nie na jakimś zamkniętym. No i przede wszystkim na co on choruje. Może ma po prostu zwykłą nerwicę i dlatego jest taki? Niby chucherko, a myśli że ktokolwiek go uważa za groźnego phi.

    Po godzinie siedzenia w pokoju, przyszła rudziałke. Pogadaliśmy chwilę i poszliśmy na salę gimnastyczną. Namówiła mnie na grę w badmintona. Fajnie się bawiliśmy, ale to nie to samo co gra na świeżym powietrzu. Później pograliśmy trochę w kosza. Towarzyszył nam normik basista. Porozmawialiśmy z nim luźno. Opowiadał, że już nie czuje takiego gniewu przy rozmowach z ludźmi i stara się nie reagować impulsywnie. Szybko się jednak zwinął, bo był umówiony na „randkę” z dziewczyną 9/10, tą z wybujałym ego co zrobiła po złości Aspergerowi na ostatnich warsztatach. Już mu współczuję.

    My z rudą poszliśmy do mnie, żeby nie przeszkadzać jej koleżance, która jak wiecie ostatnio ma gorszy czas w szpitalu. Zapytała mnie, czy byśmy nie obejrzeli jej ulubionego filmu romantycznego pt. „Słodki Listopad” z Keanu Reevesem i Szarliz Terą. Kiedyś oglądałem ten film i był całkiem wporzo, tylko końcówka mnie mocno zasmuciła. Ruda poszła po tableta i na cda sobie obejrzeliśmy. Było miło (choć trochę przerwa na kolację wybiła nas z rytmu), ale pod koniec seansu się zorientowaliśmy że już jest po 20:00 i będzie przypał jak ją znajdą u mnie. Także rudzia szybko się zmyła, a ja poszedłem się umyć.

    Mimo rozczarowania związanego z Zamkiem Królewskim, jestem całkiem zadowolony z dzisiejszego dnia. Dzień po dniu, krok po kroczku zbliżam się do wyleczenia z moich zjebanych zaburzeń. Do jutra mirasy.

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

  •  

    Oddział Leczenia Nerwic – Day 10

    Kolejny raport i kolejne moje szalone perypetie w wariatkowie. Rano klasycznie śniadanko, gimnastyka, toaletka. Nic nadzwyczajnego, poza tym że zacząłem się z rudą widać buziakiem w policzek. Aż się poczułem jak normik z liceum, który wita się z koleżanką. Miło jest w końcu też się z kimkolwiek regularnie witać kto nie jest moją starą lub kolegą z roboty.

    Po porannej rutynie nadszedł czas na przygotowanie się na zajęcia. Dzisiaj miałem swoją prezentację na pogadankę o zawodzie, więc nie szczędziłem czasu na przygotowania, mimo wczorajszego wkurwienia. Jeszcze zdążyłem zrobić krótką listę zakupów dla oddziałowej, która co kilka dni pozwala nam dawać jej kasę i nam kupuje potrzebne rzeczy z lokalnej Biedry. A mi się akurat woda Żywiec Zdrój skończyła i landrynki miętowe, więc skorzystałem z okazejszyn do uzupełnienia zapasów.

    Przechodzimy prędziutko do zajęć o zawodzie. Prócz mnie prezentację miała też koleżanka rudej 3/10 oraz czarna z kolczykiem w nosie (alternatywka). Ja miałem lekki komfort psychiczny bo prezentowałem na końcu.

    Ogólnie to zajęcia bardzo fajne. Na Sali nie ma lekarzy, zaś pytania zadaje jedna z osób z samorządu pacjentów. W tym przypadku tą osobą okazała się być szara myszka. Prezentacja wygląda następująco – osoba z samorządu zadaje pytania na temat twojego ulubionego zawodu, a ty na nie odpowiadasz. Pytania mogą też zadawać zgromadzeni na Sali pacjenci, poprzez ogłoszenie takiej chęci uniesieniem ręki do góry. Jeśli czujesz się mocno pewnie to możesz nawet zrezygnować z pytań od prowadzącego i nawijać o swoim zawodzie samemu. Ja chciałem to zrobić, żeby pokazać sobie że potrafię się przełamać i występować przed szerokim gronem ludzi. Mocno się stresowałem i nawet w ostatniej chwili chciałem jednak wziąć prezentację z pytaniami, ale było już za późno.

    Współlokatorka rudej wybrała sobie zawód malarza do prezentacji, bo nie wiedziała co wybrać iż nie ma pomysłu na siebie. Pisałem wam o tym w którymś z raportów. No i ta jej prezentacja była drętwa, ledwie coś tam wydukała. Ale to przecież nie chodzi o to, żeby to wyszło jak profesjonalny wykład, tylko żeby przełamać stres związany z występowaniem przed jakąś grupą ludzi. Dlatego nie przywiązywałem do jakości występu większej wagi, może tylko tyle żeby zaimponować rudej.

    Alternatywka poradziła sobie lepiej, gadając o robieniu paznokci. Wiecie, hybrydy i te sprawy, moja stara ma na tym punkcie fioła więc coś tam o tym całym pedicure/manicure słyszałem. Ogólnie nuda, ale napięcie podtrzymywał we mnie moment kiedy to ja wyjdę przed szereg i zrobię własne „show”.

    W końcu nadszedł mój moment. Szara mycha przywołała mnie na środek Sali. Stremowany i lekko znerwicowany wyszedłem, trzęsąc się lekko. Zerknąłem jeszcze na kartkę z planem mojego wystąpienia i po wzięciu głębokiego oddechu zacząłem mówić. Wiedziałem, że początek jest najgorszy, a później już będę nawijał na luzie...

    Nie myliłem się. Ledwie wydukałem zdanie, które brzmiało – „Moim marzeniem od czasów gimnazjalnych było zostać dziennikarzem”, a już audytorium parsknęło śmiechem, gdyż podwoiłem zgłoskę „-ka” w słowie „dziennikarzem”. Zalałem się cały na czerwono i chciałem zapaść się pod ziemię. Po chwili jednak się uśmiechnąłem i zacisnąłem zęby, przypominając sobie w myślach przemowę motywacyjną Jaglaka. Lekko skonsternowany przypomniałem sobie dalszy plan prezentacji i zacząłem mówić dalej. Już poszło jak z grzywki. Po krótkim wprowadzeniu w zawód dziennikarza przeszedłem zwinnie do rodzajów artykułów jakimi się zajmuje, cech dziennikarza i jego powinności, jakimi się powinien odznaczać. Były lekkie śmieszki, gdy przy mówieniu o „prawdziwości w świecie internetu, który serwuje nam mnóstwo fejk newsów” wspomniałem o TV PiS i ich propagandzie. Na koniec przedstawiłem moją topkę dziennikarzy z różnych dziedzin (sport, gry kąkuterowe, publicystyka) oraz odpowiedziałem na kilka pytań od reszty pacjentów. Nawet ruda mi zadała pytanie, czy istnieje coś takiego jak dziennikarz zajmujący się światem zwierząt i naturą. Odparłem twierdząco, ponieważ istnieje przecież kilka stacji telewizyjnych z programami przyrodniczymi oraz chyba nawet czasopisma (aczkolwiek nie wiem czy w Polszy). Przecież Krystyna Czubówna i jej rola komentatorki programów o zwierzakach to też poniekąd działka stricte dziennikarska.
    Po prezentacji trochę porozmawiałem z rudą. Pochwaliła mnie za rzeczową pogadankę. Już wcześniej jej pokazałem moje artykuły w internecie i powiedziała, że mimo iż to nie jej klimaty to bardzo fachowo piszę. Niestety dziś żywieniówka miała sesje terapeutyczne + znowu te idiotyczne warsztaty, więc dłużej z nią nie pobyłem.

    Po obiedzie i krótkim wypoczynku, udałem się na salę gimnastyczną by porzucać trochę do kosza przed warsztatami poznawczymi. Spotkałem tam alternatywkę, która odbijała piłkę do siatkówki o ścianę. Sama do mnie zagadała odnośnie mojej prezentacji, pochwaliła mnie. Powiedziała, że jej brat pracuje w Głosie Pomorza jako reporter. Ostatnio z nim rozmawiała i ten odparł jej, że ciągle ma zapierdol bo musi dużo jeździć i tańczyć jak mu rednacz zagra. No i ogólnie to jak będę chciał to da mi do niego numer, jeśli chciałbym kiedyś z nim zagadać o kulisach pracy dziennikarskiej w gazecie. Ja natomiast postanowiłem wykorzystać nadażającą się okazję i spytałem ją o pobyt na oddziale. Siedzi tu już miesiąc, choruje na zaburzenia dysfunkcyjno-kompulsywne. Objawiają się one tuż po jedzeniu, bardzo często wymiotuje. Powiedziała mi, że musi się wykurować do marca bo będzie świadkiem na ślubie siory. Ogółem spoko dziewczyna, łatkę alternatywki dałem jej na wyrost.

    Warsztaty poznawcze tym razem odbyły się bez udziału pacjentów z żywieniówki, którzy mieli w tym czasie terapię grupową we własnym gronie. I bardzo dobrze, prowadzący jak widać odrobił zadanie domowe. W zamkniętym gronie 13 osób zaczęliśmy rozmawiać. Każdy z nas opisywał lęki i wątpliwości, jakie odczuwamy tuż przed próbą zagadania do drugiej osoby. Następnie lekarz powtórzył scenariusz z wczoraj, choć w trochę zmienionym stylu. Poprosił mnie na środek Sali, dał mi do ręki jakąś randomową książkę i kazał chwilę poczytać. Po kilku sekundach zagadał do mnie i wywiązała się konwersacja nt. Książki którą obecnie czytam. Luźno sobie rozmawialiśmy, prawie jak kolega z kolegą. Po rozmowie lekarz zapytał się mnie jakie uczucia miałem w trakcie konwersacji z nim. Powiedziałem szczerze, że najpierw odczułem zaskoczenie i zawstydzenie, następnie konsternację, a później już nic nie czułem bo byłem skupiony na gadce z nim.

    Podziękował mi i kazał usiąść, po czym zaprosił koleżankę rudej 3/10 oraz nieszczęsnego kolegę z Aspergerem. Pomyślałem „ah shit, here we go again...”. I zaiste lekarz kazał powtórzyć scenę żenady z wczoraj. Dał dziewczynie tel do ręki i kazał usiąść na podstawionym krześle. Po kilku sekundach nakazał Aspergerowi do niej zagadać. Już widziałem po wyrazie twarzy chłopaka że jest niepocieszony, ale o dziwo tym razem calkiem płynnie zagaił, wypowiadając: „Cześć, co słychać?” już bez zaczerwienienia na mordzie. Wywiązał się normalny dialog dwojga ludzi. Po wszystkim lekarz zapytał się ziomka z Aspergerem jak się czuł tym razem. A ten wyjebał puncha, którego się nie spodziewałem – powiedział tak:
    „No ogólnie mniej się wstydziłem i byłem pewniejszy, ale to przez to że ja się zawstydzam przed ŁADNYMI dziewczynami”
    Na Sali zapanowała grobowa cisza. „Coś ty idioto odjebał” pomyślałem. Już czułem smród zbliżającej się imby. A tu zaskoczenie – laska 3/10 nie zareagowała w ogóle. A już myślałem że się przykro jej zrobi czy coś...

    No nic, zajęcia przebiegły tym razem bez incydentów. Lekarz nas instruował, że najlepszym sposobem walki z lękami jest terapia szokowa, czyli stawienie czoła strachom, a nie wieczne ich unikanie. Jeśli nawet zrobimy z siebie przy tym debila i idiotę, to mamy materiał do wyciągnięcia wniosków. Przy tym zacytował klasyka – „Tylko ten co nic nie robi nie popełnia błędów”. No i podczas tych 2 godzin odgrywaliśmy różne scenki, każdy opowiadał jaki ma lęk/trudność podczas interakcji z drugim człowiekiem i lekarz ustawiał odpowiednie warunki. Na koniec powiedział, żebyśmy wyciągnęli naukę z tych warsztatów, abyśmy mogli przełamać nasze lęki poprzez rozmowę z innymi ludźmi z oddziału.

    Po intensywnych zajęciach pograłem trochę na konsoli i poleżałem żeby odpocząć. Później przyszła do mnie ruda, krótko porozmawialiśmy. Wyznała, że po tych naszych warsztatach jej koleżanka beczała w poduszkę z godzinę. Temat konwersacji zszedł na krytykę doktorka oraz ziomka z aspergerem. Ja stanąłem w obronie lekarza, który wyciągnął wnioski z wczoraj, ale zgodziłem się z tym że asperger nie musiał tak się wypowiadać o koleżance, która ma naprawdę zaawansowaną nerwicę lękową i depresję, więc każde, nawet najsubtelniejsze słowo krytyki ją boli.

    No i co miruny, jutro mam muzykoterapię i psychorysunek a także psychoterapię z młódką. Ponadto idziemy do Zamku Królewskiego na wycieczkę, ciekawe czy coś się zmieniło od ostatniej mojej wizyty tam. Więcej nic się godnego odnotowania nie działo, tylko tyle że zagrałem trzy partie szachów z aspergerem i wygrałem z nich dwie. Szara myszka co jest w samorządzie go nieźle pocisnęła i kazała przeprosić urażoną przez niego koleżankę. No i chłopina podpadł, tak między nami sobie rozmawialiśmy to mi wyznał, że mysza mu się podoba. Ugiął się więc i przeprosił zapłakaną współlokatorkę rudej. No i tyle. Do jutra.

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

    +: XMariusz, R..............2 +298 innych
    •  

      @mirekzwirek8: na 99% jestem przekonany, ze jest to fikcja literacka. Do 6/7 odcinka jeszcze bylem w stanie uwierzyc ale pozniej juz poplynales. Wrzucaj dalej odcinki, bo spoko sie czyta, ale jestem przekonany, ze jakbys chcial to bys mogl wrzucic calosc naraz ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      „No ogólnie mniej się wstydziłem i byłem pewniejszy, ale to przez to że ja się zawstydzam przed ŁADNYMI dziewczynami”

      @mirekzwirek8: O KURWA XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
      Twoje wpisy są genialne, Twój styl pisania mi bardzo odpowiada, rzadko się zdarza, żeby czytało mi się coś tak przyjemnie :D Pisz dalej i powodzenia

    • więcej komentarzy (29)

  •  

    Oddział Leczenia Nerwic – day 9

    Ostrzeżenie – dzisiejszy raport pisałem na ostrym wkurwie. Znajdziecie w nim dużo emocji, ale tak mnie nosi że nie mogłem inaczej. No i jest długi, więc przygotujcie się na treściwą lekturkę.

    Sen miałem wyjątkowo spokojny – żadnych drgawek ani nic takiego, choć stresowałem sję dzisiejszą prezentacją na zajęcia o zawodzie. Tylko tyle że nie chciało mi się wstać na śniadanie i gimnastykę, ale jakoś się przemogłem. Płatki na mleczku i ruch z rana jak śmietana.

    Z takich ciekawostek oddziałowych to zasłyszałem dość ciekawą rozmowę jak się myłem pod prysznicem. Nie wiem do końca kto z kim konwersował, ale na pewno byli to dwaj osobnicy płci męskiej. Gadali w jakimś dziwnym slangu, coś chyba o skrętach i jakichś specyfikach. Nie wsłuchałem się dokładnie, ale wydaje mi się to podejrzane.

    Przed południem czekała mnie dwugodzinna terapia grupowa. Standardowa gadka o samopoczuciach wszystkich pacjentów, przedstawienie się nowego z tatuażem i taka tam terapeutyczna gadka. Gwoździem dzisiejszej terapii była walka wewnętrzna człowieka ze swoimi barierami i myślami. Nawet aktywnie się udzielałem, opowiadając o swoich ograniczeniach i tym jak próbuję się przemagać mimo depresyjnych myśli oraz zawstydzenia czy strachu przed odrzuceniem. W końcu dyskusja zeszła na bardzo interesujący mnie temat, czyli jak nawiązać relację z drugim człowiekiem (czytaj: jak rozpocząć rozmowę). Normik z głębokim basem (którego znacie z poprzednich raportów) przytoczył bardzo istotną myśl w kontekście tego tematu, mianowicie uważa on, że ciężko w sytuacjach codziennych znaleźć osobę, która swoją mową ciała komunikuje innym, że jest chętna na rozmowę. Większość ludzi nawet jak nic nie robi istotnego to siedzi wgapiona w ekran smartfona, tym samym zniechęcając potencjalnego rozmówcę, który naturalnie nie chce przeszkadzać czy się narzucać drugiej osobie. A już w ogóle spławia nieśmiałych, którzy biorą do siebie każdą wymówkę, aby tylko nie poznawać nowych ludzi.

    Jest to bardzo trafne spostrzeżenie, gdyż sam będąc „na wolności” w szkole na korytarzach nie miałem odwagi do nikogo podbić, bo każdy nawet niezajęty człowiek gapił się w telefon. A jak sam nie wyjdziesz z inicjatywą to nikt z normictwa się nie pokwapi na gadkę. W licbazie bardzo chciałem poznać nowych znajomych, co komunikowałem na korytarzu poprzez stanie przy oknie czy chodzenie sobie bez telefonu w ręku – ni chuja, każdy ma w dupie przegrywa. A normiki dalej poszerzają swoje gargantuiczne grono znajomych poprzez innych znajomych. I tak się człowiek kisił w czterech ścianach aż do chwili w której nie trafił na ten wspaniały oddział.

    Rozgorzała ożywiona dyskusja. Jedna dziewczyna z żywieniówki bez zaburzeń nerwicowych skwitowała spostrzeżenia moje, basisty i zioma z aspergerem mniej-więcej tak – „Owszem pewnie są takie osoby co mają trudności, ale to trzeba samemu mimo wszystko inicjatywę pokazać, zaczepić drugą osobę żeby zostać zauważonym.” I ma w tym laska trochę racji, lecz ja i moi kamraci w otwartym środowisku baliśmy się wyśmiania, odrzucenia i swojego zachowania. Brak obcowania z ludźmi i wstręt do normickiej muzyki, popkultury oraz rakowych trendów jutuby tworzy sporą barierę miedzy normalnymi ludźmi a nieśmiałymi przegrywami. Stąd ciężko było nam przełamać się i wykazać inicjatywę, czego wynikiem jest nasza obecność na oddziale leczenia nerwic.

    Dyskusja się zaogniła. Chłopak z aspergerem odpowiedział (oczywiście wszystkie cytaty nie 100% dokładne bo kto by to spamiętał, liczy się przesłanie) – „Może i masz racje X, ale my osoby nieśmiałe mamy duże uprzedzenia co do inicjacji rozmowy. Przemyka nam przez głowę tysiące myśli zniechęcających typu: co będę komuś przeszkadzał, dupę zawracał, a może on nie ma ochoty gadać itd. To nie jest wszystko takie proste. Ludzie byliby milsi, gdyby to oni chcieli z nami rozmawiać okazując to w formie spojrzenia czy niewerbalnego wyrazu przyzwolenia”. I tak sobie bardzo kulturalnie rozmawialiśmy, wymieniając się poglądami, aż lekarz nam przerwał i ogłosił ćwiczenie terapeutyczne na popołudnie. Szczegółów mieliśmy się dowiedzieć na samym spotkaniu po obiedzie. Oznaczało to, że nie odbędą się zajęcia o zawodzie – odetchnąłem z ulgą, bo nie byłem optymalnie przygotowany. Dzisiejszy dzień był chyba najobfitszym w zajęcia dniem odkąd jestem na oddziale.

    Po całkiem niezłym obiedzie (kotlecik schabowy i zimiaki de besta) i chwili odpoczynku wstawiłem się wraz z resztą pacjentów na nadprogramowe zajęcia. Lekarz prowadzący nazwał je warsztatami kształcenia relacji międzyludzkich. Na czym one polegały? Cóż, było to dosyć spontaniczne przedsięwzięcie o czym poinformowal nas sam młody lekarz prowadzący. Celem warsztatów było pokazanie nieśmiałym że nie istnieje coś takiego jak straszak na rozmówcę i że do każdego można zagadać, nawet jak jest zajęty telefonem, rozmową z innym czy czymkolwiek co sobie wymyślimy.

    Na początek zaprosił laskę z żywieniówki 9/10 oraz ziomka z aspergerem. Lasce dał telefon do ręki i kazał coś tam w nim dłubać. Ziomkowi kazał się oddalić i na jego znak podejść do laski. Tak też się stało. Lekarz zapytał się ziomka co on czuje. Asperger odpowiedział po chwili zawahania, że się mocno wstydzi i że czuje skrępowanie. Nie spodziewałem się, że za moment zobaczę coś strasznie smutnego...

    Lekarz kazał ziomkowi by ten spróbowal zainicjować rozmowę. Ziomek bąknął, że nie wie jak to zrobić. Lekarz podpowiedział mu, żeby zaczął „Cześć, jak leci”. Laska chyba się zaczęła podśmiewać, a ziomo cały czerwony wyglądał, jakby zaraz miał się rozbeczeć. Asperger po kilku sekundach zawahania wydukał te „Cześć, jak leci”. Cisza. Laska nie zareagowała. Po kilku sekundach lekarz zwrócił jej uwagę, czemu nie zareagowała. Laska z pogardą i zdziwieniem odpowiedziała – „Jestem zajęta i nie mam ochoty na rozmowy, poza tym nie ma z kim rozmawiać”... Asperger nie wytrzymał, wybiegł zapłakany z Sali zajęciowej. Grubas z długimi włosami co lubi wychodzić z ciała krzyknął po chwili do lekarza – „hej, czemu go tak upokarzasz?”. Lekarz stanął jak wryty i po chwili zaniemówienia zakomunikował nam, że nie spodziewał się takiego obrotu wydarzeń i przerywa zajęcia. Na salę wbił ordynator, zapytał co tu się odpierdala i czemu asperger wybiegł z Sali i beczy. Podszedł jak podkurwiony tyranozaur do lekarza i również zarządzilł przerwanie zajęć. Oj chyba młody dostanie reprymendę...

    Po zajęciach podbiłem do ziomka. Siedział zapłakany na stołówce. Pogadaliśmy chwilę, pocieszyłem go żeby się nie przejmował i że lekarz to idiota jeśli myślał, że cokolwiek udowodni przy pomocy instagramowej zadufanej w sobie normiczki z jadłowstrętem, która zrobiła wszystkim na złość i przy tym utrwaliła tylko stereotyp. Ziom był wyraźnie rozbity, nawet powiedział mi że pierdoli ten oddział i tą chujową terapię bo żadna laska go nie zechce bo jest żałosny. To mu przytoczyłem szarą myszkę że się z nią dobrze dogaduje z mojej perspektywy. Uspokoił się. Zbiłem z nim pionę i poszedłem ochłonąć po tym spektaklu żenady.

    Żeby wkurwienia i zażenowania było mało, zadzwoniła moja matka z którą mam kosę lekką. Oczywiście pytała się o wszystko. Przekazała mi iście zaskakującą i „ważną” dla mnie wieść, że stawiany mi za przykład brat cioteczny (starszy ode mnie o 10 dni btw) nie zdążył wyjąć na czas cocka z cipy i będzie ojcem. Gość szkoły nawet nie skończył i jechał na dwójach jak szkolny seba, ale był za to ekstrawertyczny i miał kaloryfer, więc juleczki lgnęły do niego jak muchy do gówna. Na wiosce to był playboy że hoho. Starzy mu załatwili łatwą robotę i sobie zarobił kilka tysi + jeszcze mu dołożyli i miał w przeciwieństwie do mnie dobry start. A ja? Gówno, matka miała mi lokatę założyć i chuj z tego. Moi rówieśnicy pierwsze co po osiemnastce zrobili to poszli na prawko i kupili samochód, a ja walczyłem z depresją po raz 1333.

    Ale nie to przelewa czarę goryczy w porównaniu ja przegryw vs mój cioteczny brat wygryw. Ja po pierwsze nie miałem ojca, a po drugie wraz z matką 15 lat się tułaliśmy po różnych mieszkaniach. Rodzinka mojego wujaska w tym czasie sobie domek pobudowała przy wsparciu rodziny ze strony ciotki (bo rodzina z której pochodzi moja mama i jej rodzeństwo utopiła bogactwa w alkoholiźmie dziadka, który zmarł na raka żołądka). Wyrzucenie na ulicę w zimę czy mieszkanie z największą patolą w baraku nie są mi obce, zaś mój braciak miał cieplutki kącik w domu jednorodzinnym. Ale nie, on jest lepszy bo pracuje na tirach kurwa i rucha jakąś karyne. A ja to śmierdzący leń który wymyśla sobie choroby i idzie do wariatkowa... Po dłuższej sprzeczce jebnąłem telefonem o łóżko. Cały dzień zjebany.

    Koniec końców nie poszedłem na Psy. Jak się okazało tylko 15 osób było zainteresowanych seansem. Z rudą spotkałem się dopiero przy kolacji, porozmawialiśmy chwilę. Pocieszyła mnie troszkę po sprzeczce ze starą i standardowo powiedziała bym to olał, bo ona ma podobnie. Oj mireczki jak dobrze mieć jakąś zaufaną osobę spoza rodzinki. Ufam tej dziewczynie, choć znamy się dopiero 9 dni. Może to do bólu naiwne, ale mam dość trzymania wszystkich uczuć i myśli w sobie.

    Przed 20:00 ordynator zwołał spotkanie na stołówce wraz z tym młodym lekarzem. Przekazali nam, że jutro znowu wrócimy do tych idiotycznych warsztatów, bo obaj sobie przedyskutowali plan na te zajęcia i będą one bardziej skoordynowane, żeby nikogo z zaskoczenia nie męczyć odgrywaniem sztucznych scenek. Dzisiejszy teatrzyk miał się już więcej nie powtórzyć.

    No i tyle na dziś. Więcej nic nie pisze, bo się dzisiaj wkurwiłem i zażenowałem tak mocno jak nie wiem. Bez odbioru.

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

  •  

    Oddział Leczenia Nerwic – day 8
    Na wstępie pragnę się odnieść do Waszego odzewu na moje raporty. Chciałbym Wam bardzo podziękować za słowa wsparcia, rady, pytania i ogólnie pozytywny odbiór moich wpisów. Cieszę się, że Was ciekawią oraz że może kogoś zachęcą do przyjścia na oddział. Polecam, jak na razie po tygodniu pobytu czuje się o niebo lepiej niż wcześniej.

    Co do pytań w ramach Q&A – na wszystkie powinny już być odpowiedzi pod poprzednim raportem, sorry że dzisiaj dopiero ale miałem w nocy znowu atak drgawkowy i nie mogłem lurkować.

    Chciałbym się jeszcze odnieść do tego, że według niektórych z tych wpisów wychodzi obraz normika z jakimiś małymi problemami, który jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienia się nie do poznania z każdym raportem. Nie jest to w żadnym razie prawda. Wątpliwości, stres i dziwne myśli towarzyszą mi w ciągu dnia zawsze. To nie jest tak, że już hop siup jestem zdrowy, już tutaj poznałem rudą 8/10 i sobie normalnie rozmawiam. Po prostu walczę ze swoim spierdoleniem jak tylko mogę, i mimo natłoku negatywnych myśli staram się robić na przekór mojemu drugiemu „ja”, które chce siedzieć w 4 ścianach u mamusi całe życie. Od tego raportu postaram się bardziej obrazować moje samopoczucie przy rozmowach i życiu na oddziale, świadomie to dotąd pomijałem gdyż uznałem, że to wyszłoby za dużo tekstu + nie o wszystkim zapamiętam. Ja do pisania każdego raportu siadam dopiero w godzinach wieczornych – w dzień nie mam czasu, tyle co w okienkach między zajęciami czy posiĺkami pogram na konsoli, a w czasie wolnym wolę spędzać czas na integracji – nawet do neta nie zaglądam aż do 20:00, po śniadaniu tylko tyle co gorące przelecę szybko i pyk mnie nie ma. A pisanie na gorąco byłoby dla mnie niezręczne oraz zbyt chaotyczne.

    No i tyle tytułem wyjaśnień, jedziemy z poniedziałkiem.

    Dzień zaczął się dla mnie od całkiem smacznej jajówki na śniadanko. Później standard – gimnastyka, jakaś gierka w kosza, pokopanie piłko nogą itd. Ruch na start dnia + prysznic to niedocenianiy zastrzyk energii na cały dzień i znacznie lepsze samopoczucie. A ja głupi zawsze na WF nie przychodziłem rano, żeby dłużej pospać jak jeszcze chodziłem do szkoły.

    BTW na oddział wrócił mój zamknięty w sobie kolega z pokoju. Czuje się już lepiej, dali mu leki na zaparcia i na żołądek. Coś mu stanęło na kiszce po prostu. Ale nie to mnie zaskoczyło, gdyż ziomek postanowił... wypisać się z oddziału. Zapytałem go dlaczego, a on powiedział że miesiąc tu siedzi i nic mu się nie polepsza, dalej nie może się otworzyć i nienawidzi ludzi. Postanowiłem mu więc delikatnie uświadomić, że zajęcia i psychoterapia to tylko część całkowitego procesu leczenia. Równie ważna jest własna inicjatywa, czyli próba przełamywania barier, podbijanie do ludzi, zagadywanie i inne aktywności. On tylko non-stop siedział w pokoju lub na stołówce, gapiąc się w telefon lub laptopa. Ogólnie to zabrzmiałem motzno jak jakiś coach lub psychiatra, co nie było moją intencją, po prostu zawsze przy doradzaniu innym brzmię jak mądralujący się specjalista. Kolega odebrał ten wywód negatywnie, kwitując że ma „dość nas wszystkich” i zaczął się pakować. Na spotkaniu społeczności go już nie było. Szkoda chłopaka.

    Spotkanie społeczności zawsze odbywa się u nas co tydzień. Uczestniczą w nim personel oddziału, ordynator i pacjenci. Omawiamy na nim bieżące sprawy, głosujemy na atrakcje oraz zgłaszamy ewentualne prośby, rozwiązujemy konflikty oraz po prostu organizujemy nasz oddział. Na tym spotkaniu wybieramy także samorząd oddziałowy. Czym on jest? Co tydzień wybierany jest nowy i wchodzą w jego skład trzy osoby – po jednej z każdej z grup A,B i C. Wybiera się go w kolejności dowolnej przez personel. Każdy pacjent jest wybierany do samorządu chociaż raz. Osoby z samorządu mają za zadanie obserwować pacjentów, dostrzegać ich trudności/zachowanie, oceniać ich starania oraz zaangażowanie w proces terapeutyczny. Pośredniczą także przy ewentualnych konfliktach, pomagają w organizacji atrakcji (dyskotek, wyjść). Po zakończeniu kadencji składają raport ze swoich działań. W sumie fajna funkcja, bo można się poczuć jak prawa ręka ordynatora.

    Na dzisiejszym spotkaniu było sporo ciekawych ciekawości. Ustępujący samorząd się nie popisał raczej, bo osoby wchodzące w jego skład (jeden bardzo skryty grubasek, bardzo podobny do mojego byłego już kolegi z pokoju, laska 9/10 i koleżanka rudej 3/10) rzadko wchodził w rozmowy z innymi, a z tego co zauważyłem to tylko ta 3/10 coś starała się ogarniać. No i w sumie to zorganizowana przez nich dyskoteka była słaba, tylko jakieś bezalkoholowe sikacze, muzyka, kilka stolików i krzesła. Meh. Nowy samorząd utworzyła szara myszka, ziomek z aspergerem i ten w długich włosach co w nocy z ciała wychodzi.

    Co więcej? Zgodnie z tym co Wam wcześniej pisałem, dzisiaj na spotkaniu społeczności każdy przed grupą i personelem prezentował te swoje wycinanki z warsztatów plastycznych. Ja się przesadnie nie postarałem, ale coś tam naskrobałem. Poniżej opis obrazka, bo jedna z mirabelek mnie o to prosiła dwukrotnie w komentarzach:

    „Na białej kartce A3 przedstawiłem dwie sytuacje. Pierwsza, jak siedzę z innym ludkiem i przeprowadzam wywiad. Ma to symbolizować mikrofon w ręce przedstawiającego mnie ludka przystawiony do twarzy mego rozmówcy. Jakoś się specjalnie nie wysiliłem – namalowałem farbą dwa czarne patyczaki z włosami z bibuły. Mikrofon zrobiłem poprzez wycięcie z brązowej kartki małego kółka oraz cienkiego kawałka papieru. Domalowałem jeszcze jednego patyczaka trzymającego kamerę, którą dokleiłem z kawałka kartonu i namalowałem na nim kontury tej kamery. Na drugiej stronie znowu namalowałem siebie, tym razem w towarzystwie różnie ubranych kolegów oraz patyczaka z kiecką symbolizującego dziewczynę.”

    Każdy z pacjentów przedstawił i krótko zcharakteryzował swój twór. Na pracach pacjentów z zaburzeniami odżywiania dominowały bardziej normickie marzenia – kasa, jakieś sportowe samochody, podróże, jeden chuderlak zrobił samolot, inna laska przedstawiła siebie siedzącą na tronie z berłem, a ju jej stóp jakieś ludki (co wytłumaczyła tak – „moim największym marzeniem jest zostanie kobietą w pełni niezależną oraz posiadającą wszystko na pstryknięcie palca”) xDDD Pierwsza Ego dojebane fest, ale może to po prostu dla beczki zrobiła. Jedynie tylko dwie dziewczyny z żywieniówki przedstawiły coś innego – była to szara mycha w krótkich włosach i ruda. Pierwsza zrobiła naprawdę fajnie wykminiony obrazek, jak spada ze spadochronu (jakiś swiecący ala brokatowy materiał wykorzystała), zaś ruda zrobiła piękną panoramę przyrody ze zwierzętami. Dodała przy tym, że marzy o tym by natura nie była zanieczyszczana przez ludzi i żeby człowiek bardziej dbał o lasy i naturalne habitaty dzikich zwierząt.

    Pacjenci z nerwicami i innymi zaburzeniami przedstawiali obrazki na których widnieją w towarzystwie ludzi lub jak wykonują swoją wymarzoną robotę – zupełnie tak jak ja. To trochę pokazuje, jak człowiek samotny pragnie bliskości innych ludzi. Inaczej ludzie z żywieniówki – oni przedstawili najczęściej swoje kaprysy, utopijne gówna (prócz ww. Dwóch wyjątków).

    Pod koniec spotkania zrobiliśmy głosowanie na najlepsze prace. Ja oddałem głos – a jakże by inaczej – na lisicę, i to nie dlatego że się dobrze już znamy, ale dlatego że po prostu pokazała postaranie swoją pracą.

    Ostatecznie wyróżnienia zdobyła szara mycha, ruda i normik w okularach po przejściach w gimbazie (którego historię Wam przedstawiłem w raporcie 6). W sumie nie wiem dlaczego ten ostatni dostał tyle głosów – zrobił siebie przed mikrofonem jak rapuje i jak skacze na bungee, nic ciekawego IMO.

    Po spotkaniu podeszła do mnie ruda i mi szepnęła że chujowy obrazek zrobiłem. Z automatu uciekła i zacząłem ją gonić. Cwaniara wyszła z oddziału i zeszła schodami aż na korytarz prowadzący do głównej rejestracji. Dobiegła do ciemnego rozwidlenia gdzie nikogo nie było, śmiejąc się. Powiedziałem jej, żeby powtórzyła to co powiedziała, tylko tym razem prosto w moje oczy. Chwila ciszy. Serce mi łomocze jak dzwon kościelny. To ten moment, ale zaczął mi łeb pulsować i myślałem że odlecę. Stałem wpatrzony w nią jak wryty. „Nie, nie zrobię tego” – pomyślałem. Po najdłuższych 15 sekundach ciszy w moim życiu, lisica powiedziała „przepraszam cię złośniku” i pocałowała w lewy policzek, po czym pobiegła na oddział... Kurwa nawet nie wiecie jakie to zajebiste uczucie. Po minucie ja też wróciłem na oddział, jeszcze wąsaty janusz sprzątający mi dał reprymendę, że nie mogę opuszczać oddziału ani na moment. Minąłem go tylko z bananem na mordzie i poszedłem ochłonąć do swojego pokoju.

    Z tego wszystkiego zapomniałem, że na oddział przyjęto nowego pacjenta. Chudy jak szkapa z tatuażem na prawym ramieniu, chyba zaburzenia odżywiania, ale z nim jeszcze nie gadałem więc tylko strzelam. O dziwo nie dali go do mnie do pokoju, także pewnie posiedzę w nim sam jeszcze kilka dni.

    Dzisiaj miałem jeszcze psychoterapię z nową lekarką. Jakaś młódka na oko przed 30. Pomyślałem, że znowu dali mi jakąś głupią babę, tylko tym razem młokoskę która gówno mi pomoże. I moje przeczucie nieco się zaczęło spełniać, gdy głupio się podśmiechując się zaczęła mnie co chwila dopytywać o absurdalne dane, które miała jak wół napisane w dokumentacji np. Jak się nazywam, jaką mam diagnozę itd. A idź pan w chuj z taką terapią. Przez godzinę rozmowy tak naprawdę do niczego nie doszliśmy. Na szczęście dała mi zgodę na zażycie uspokajacza, gdyby znowu mnie drgawki męczyły – wszystkie leki zostały w dyżurce, więc jak coś to poproszę i mi wydadzą.

    O, widzicie, znowu zapomniałem o czymś Wam napisać odnośnie spotkania społeczności. We wtorek idziemy do kina na Psy 3, w czwartek na wycieczkę do Zamku Królewskiego, zaś w sobotę tym razem nie będzie niczego szczególnego w związku ze zmianą rozkładówki – od next tygodnia dni z atrakcjami zmienią się na poniedziałek, środę i piątek.

    Co więcej mireczki? Szara myszka do mnie zagadała, taki mini-wywiad ze mną zrobiła na temat życia na oddziale (gdyż została wybrana do samorządu na ten tydzień). Powiedziałem, że jest zajebiście. Udało mi się z nią dłużej porozmawiać. Laska jest po technikum i po wyleczeniu stanów bulimicznych ma zamiar iść na studia ekonomiczne. Lubi rozwiązywać sudoku w wolnych chwilach. Ogólnie spoko dziewczyna i choć wygląda na szarą mychę to kręci ją adrenalina – stąd marzenie o skoku ze spadochronem.

    Po południu wbiła do mnie lisica. Powiedziała, że zbiera ekipę do gry w Eurobiznes (bieda odmiana Monopoly). Bez wahania się zgodziłem, choć nie ukrywam że się przemagałem, gdyż zaczęły mnie już atakować depresyjne myśli. Dołączył do nas ziomek z aspergerem i szara mycha – chyba jakaś chemia między nimi jest. Grało się fajnie, trochę się pośmiałem, oczywiście pierwszy zostałem bankrutem bo nigdy nie ogarniałem kiedy się opłaca domki kupować. Wygrał Asperger po dość wyrównanej walce z dziewczynami. Zgadaliśmy się wszyscy na wyjście na latte do kawiarni, ale dopiero za tydzień gdy już będę mógł wychodzić swobodnie z oddziału.

    Więcej nic się godnego odnotowania nie działo. Naleśniczki z cukrem na kolacji pyszne. Zaraz sobie odpalam playliste z nowym albumem Eminema i ide w kimę, przedtem sprawdzając internety. Z fartem.

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

  •  

    Oddział Leczenia Nerwic – Day 7

    Dzisiaj niedziela jest więc siedzę do góry dupą i gram na konsoli, słuchając muzyki. Wczoraj wieczorem skończyłem czytać 1983 Orwella, wyśmienita książka, polecam.

    Przed południem zabrałem się za napisanie planu prowadzenia prezentacji na zajęcia o zawodzie. Zamierzam poruszyć najważniejsze role w pracy dziennikarza, charakteryzujące go cechy, rodzaje artykułów i dziedziny w jakich może się specjalizować. Raczej nic skomplikowanego, w końcu to nie ma być wykład jak na uniwerku tylko luźna pogadanka i ćwiczenie, które przełamie u mnie stres, nerwy i tremę przed wystąpieniami i interakcją z innymi ludźmi.

    Na obiedzie dosiadł się do mnie i do rudej ten grubol z długimi włosami, któremu wiszę piwero po przegranej w piłkarzyki. Tak luźno pogadaliśmy, opowiadał że ostatniej nocy udało mu się na chwile wyjść z ciała i polatał po najbliższej okolicy. Później się z rudą z niego śmialiśmy, no ale każdy na coś tutaj choruje więc z szyderą nie było co iść za daleko. Poniekąd rozumiem tego ziomka i nawet jestem w stanie mu uwierzyć, bo chyba każdy człowiek ma duszę, right?

    Lisica dzisiaj wbiła do mnie, bo mój śmierdzący współlokator był hospitalizowany na innym oddziale w związku z jakimś zatruciem – przynajmniej tyle mi powiedzieli w sekretariacie. Przeczytała ten mój scenariusz (o ile cokolwiek zrozumiała, bo piszę jak kura pazurem) i powiedziała że bardzo profesjonalnie to sobie rozpisałem. Ona już miała swoją prezentację, gdyż w szpitalu siedzi już miesiąc. Trochę mnie to smuci, gdyż wychodzi na to że ostatni miesiąc pobytu spędzę na oddziale bez niej, gdyż pobyt na oddziale wynosi 12 tygodni (ostatnie 2 tygodnie to zajęcia od 8 do 16 i można już iść do domu ale mi się to nie opłaca iż mieszkam 100km od od Wawy).

    Gadaliśmy sobie, było zajebiście cicho. Oboje poleżeliśmy na łóżku i w pewnym momencie poczułem, że to może być dobry moment na pierwsze w życiu pójście w ślinę. Chyba dawała mi sygnały gdyż uśmiechała się gdy patrzyliśmy w sobie w oczy, ale ostatecznie do niczego nie doszło. Wydygałem, głównie dlatego że nie chciałem być napastliwy oraz wyszedłem z założenia że jeszcze za krótko się znamy. No ale wszystko ogólnie spoko, później poszliśmy sobie pograć w planszówkę do pokoju rozrywkowego. Po dwóch partiach się rozdzieliliśmy, gdyż ona miała jeszcze zadzwonić do ciotki, zjeść i coś tam jeszcze zrobić.

    Apropo jeszcze rozmowy, to rudziałke powiedziała mi więcej o swojej przeszłości (nie pytałem, sama się z tym wysunęła). Nie miała nigdy chłopaka i w sumie nie chciała mieć, każdego traktowała jako kolegę/przyjaciela, choć oni sami nie starali się w jej mniemaniu o coś więcej. Wielu znajomych nie ma, ale dwie/trzy koleżanki regularnie z nią utrzymują kontakt. Sami rodzice mocno ją naciskali żeby sobie kogoś znalazła, co jeszcze mocniej ją nastawiło negatywnie do rodziców, którzy non-stop coś od niej oczekują. Ja postanowiłem być trochę nieszczery i powiedziałem, że „żadnej dziewczyny na dłużej nie miałem”, ale też nie przyznałem się dosłownie do prawictwa. Podobno dziewczyny nie lubią prawiczków, więc wolę się nie przyznawać.

    W pokoju spotkałem ziomka okularnika z aspergerem z 5 raportu (musze im wszystkim jakieś ksywy nadać żeby każdy wiedział o kogo chodzi, ale to jak wszystkich poznam). Siedział z szarą myszką z raportu 4 i pokazywał jej karty do Magic: The Gathering. Chyba uczył ją grać. Ja też niegdyś zbierałem wszelkiego rodzaju karty i grywałem nawet w Magica za dzieciaka, ale to stare dzieje. Chwilę sobie pogadaliśmy i powiedział że jak zdobędę lapka/oddadzą mi stary-lepszy telefon to zagramy jakieś bo3 w Hearthstone. Coś tam przebąkiwał o turnieju oddziałowym, ale to nierealne IMO.

    Później przyszedł normik z zawstydzającym basem i zaczął rzępolić na gitarze. Postanowiłem do niego zagadać. Ten to ma chyba najnormalniejszy życiorys ze wszystkich pacjentów. Ma dziewczynę we Wrocku (gdzie też mieszka), maturę zdał śpiewająco, chce rozwijać się w muzyce, ale odkąd jego zespół się rozpadł kilka lat temu to nie może sobie znaleźć nowych kompanów do gry, głównie ze względu na wybuchowy charakter, który okazał się być powodem jego przyjścia na oddział. Całkiem poważny gość.

    No i cóż, więcej nic godnego odnotowania się nie wydarzyło, teraz sobie siedzę na mirko i będę czekał na Wasze pytania. Odpowiem na wszystkie w miarę możliwości. Czas macie do 22:00. Aha i jak ktoś chce to mogę robić podsumowanie tygodni na oddziale w skrócie dla tych którym się nie chce czytać moich wypocin w całości.

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

  •  

    Oddział Leczenia Nerwic – Day 6
    Wstałem rano i w całym pokoju śmierdziało. Mój współlokator chyba miał wzdęcia, musiałem szybko wywietrzyć bo bym się udusił. Jego nie było, dopiero w łazience po śniadaniu go dojrzałem jak rzyga przy kiblu. Nażarł się jakiegoś gówna, więc pewnie go zwolnią z zajęć dzisiaj.

    Z takich ciekawostek to dzisiaj udało mi się zajebać pierwszy raz w życiu wsad do kosza – zajebiście satysfakcjonujące uczucie. Przy okazji pogadałem trochę z Normikiem, którego szara mysza zlała na ostatniej imprezie. Spoko ziomek, ale trochę taki odpychający dla mnie z kilku względów. Między innymi vapuje i posługuje się nieśmiesznymi gagami z memów 2010, typu „Ale urwał” (no to już wiemy dlaczego dostał kosza). Taki żartowniś, jakbym siebie widział w podstawówce. Trafił na oddział bo w gimnazjum nie mógł się dostosować i zasymilować z nową klasą, szkolne gity wyłudzały od niego kasę, manipulowaly nim żeby np. Kradł czy robił odpały na lekcjach. Nieomal trafił do poprawczaka, ale jakoś ukończył szkołę, okupując to stresem i nerwami. Poszedł później do technikum, ale miał duże problemy z nauką, nie mógł zaufać ludziom i się zakumplować z kimś bo się bał że go znowu wykorzystają. Smutne. Historie ludzi z tego szpitala potwierdzają, jaki kolosalny wpływ wywiera prześladowanie w szkole na późniejsze zdrowie psychiczne.

    Po gimnastyce się umyłem, odpocząłem i niedługo potem poszedłem na te warsztaty plastyczne. Jakaś młoda babka je prowadziła, kazała nam z użyciem farb, pasteli, bibuły, kleju, papieru kolorowego, nożyczek i innych bibelotów zobrazować nasze marzenia (w 2 godziny), a później przedstawić je grupie i o nich opowiedzieć na spotkaniu społeczności w poniedziałek. „Oo, to będzie w chuj ciekawe” – pomyślałem. Ci co poszli na przepustkę mają to zadane do domu, więc mają lekką przewagę, gdyż jak później nam babka wytłumaczyła, trzy najlepsze prezentacje dostaną jakieś gównonagrody.

    Moje marzenia przez depresję i brak chęci do życia mocno się zatarły, był nawet moment gdy nie marzyłem o niczym tylko o świętym spokoju. Ale przyjście na oddział wiele zmieniło. Po tylu latach znowu poczułem się jak w podstawówce – nawiązywałem kontakty z ludźmi, przy tym doskonale się bawiąc i ucząc normalnie funkcjonować. Kontynuując – moim największym marzeniem jest praca w jakiejś gazecie sportowej (głównie interesuje mnie piłka nożna, ale też trochę ręczna), robienie wywiadów, programów, reportaży, felietonów i podsumowań. Praca w komentatorce też wchodzi w grę, ale nie wiem czy po tylu przejściach mógłbym nauczyć się odpowiednio przekazać emocje w głosie. A głos i dykcję akurat mam, bo w podstawówce brałem udział w konkursach recytatorskich i pięknego czytania, zajmując miejsca na podium.

    Innym moim marzeniem jest usamodzielnienie się. Mam już dość mieszkania z matką, która odkąd pamiętam była dla mnie nadopiekuńcza. Ojciec odszedł od nas jak miałem 5 lat, miał na mnie wywalone i ma do teraz, nawet alimentów przez dłuższy czas nie płacił a my się tułaliśmy z mieszkania do mieszkania, ledwie wiążąc koniec z końcem. Brak męskiego wzorca i chuchanie na mnie ze strony matki doprowadziło do tego, że jestem wrażliwą, płaczliwą pacyfistyczną pizdą. Nawet teraz mi matka zakazała dotykać oddziałowej pralki, bo jeszcze coś popsuje i ona mi w domu wypierze... ahh kurwa, szkoda strzępić ryja.

    Kolejnym marzeniem jest też oczywiście normalne funkcjonowanie społeczne, czyli posiadanie różowej i kumpli. Mam już dość siedzenia w czterech ścianach podczas weekendów. Ogólnie to trochę trudne rzeczy do przedstawienia w formie obrazu ale coś tam skleciłem. Manualnie to ja zaawansowany nie jestem, ale powinno być OK.

    Po ubabraniu się w bibelotach i kleju, poszedłem się ogarnąć i odpocząć. Po obiedzie mieliśmy wyjście na kręgielnie (konkretnie to do okolicznego salonu z grami takimi jak billard czy dart), więc się nawet cieszyłem bo nigdy nie byłem w takim miejscu. Spierdon poznaje świat część 2115.

    No co, ogólnie wypad uważam za całkiem udany. Poszliśmy wraz z jednym z lekarzy psychiatrów do tej kręgielni. Szliśmy parami. Trochę mnie stres wziął więc do rudej nie podbiłem, ale ona sama do mnie zagadała już na obiedzie, więc na ten krótki spacerek przez Warszawę mogłem iść w jej towarzystwie. Sama się nawet zapytała, co taki zamyślony jestem. Od kilku lat nie słyszałem żadnego szczerego pytania o mój stan z ust innej osoby niż moja matka. Coś, co dla wielu jest normalnością, dla mnie jest na razie zetknięciem z czymś nieznanym.

    Co do wypadu – oczywiście nie wiedziałem jak się dobrze rzuca kulą od kręgli, więc pierwsze pchnięcie skończyło się na mojej stopie, gdyż kula wyślizgnęła się z moich rąk. Wszyscy mieli bekę, łącznie ze mną. Dopiero facet z obsługi mnie poinstruował. No i dobra, ja dystans do siebie zawsze miałem, także ból dupy zerowy. Bawiłem się dobrze, choć strąciłem może z 4 kręgle.

    Lepiej mi się rzucało do tarczy. Swego czasu miałem w pokoju lotki i tandetną tarczę, więc pamięć mięśniowa jeszcze jest i całkiem nieźle rzucałem. Ruda nie miała siły i ledwo dorzucała do tarczy, więc zdecydowałem się ją poinstruować, pokazałem jak się układa rękę itd. Tak blisko dziewczyny jeszcze nigdy nie byłem. Jej włosy takie pachnące i mięciutkie... Mój mózg chyba usiłuje mi przekazać że się zakochałem, bo nigdy takiego pociągu do dziewczyny nie czułem. Oby jednak nie, bo to się wszystko dzieje za szybko. To trzeba na spokojnie.

    Później jeszcze pograliśmy (a raczej staraliśmy się grać) w bilarda, ale z kiepskimi rezultatami. Zagrałem też rundę w piłkarzyki z jednym ulańcem w długich włosach z którym dotąd nie zamieniłem słowa. Coś tam próbował do mnie zagajać o jakimś świadomym śnieniu, astralnej części ludzkiego bytu i innych pierdołach ala Dr. Strange. No i mnie rozjebał w te piłkarzyki, także wiszę lujowi piwko.

    Drogi pamiętniczku mirkowy, to by było na tyle z gorączki kręglowej soboty. Po wypadzie jeszcze pograłem chwilę na Switchu u lisicy i zamieniłem kilka zdań z ordynatorem, który się wygadał że mnie obserwuje i jest pod wrażeniem moich postępów. Mówił, że przy przyjęciu byłem „zamulonym zombie” (pisownia oryginalna, gość jest w chuj szczery zawsze), a teraz widzi że rozwinąłem skrzydła i że potrzebuję ludzi wokół siebie by normalnie funkcjonować. No i tyle. Dobranoc miraski. Jutro nudny dzień bez zajęć bo niedziela (tylko prezentacja o zawodzie w formie pogadanki to do) więc może Q&A jakieś zrobimy jutro.

    #naoddzialenerwic #depresja #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

  •  

    Oddział Leczenia Nerwic – Day 5
    Dzisiaj miałem dzień w którym mi się nic nie chciało. Ledwo się zwlokłem na gimnastykę. W nocy nie mogłem spać, gdyż dostałem ataku który co jakiś czas mi się objawia podczas snu. Mocne drgawki, wzdęcia i nudności to jego główne objawy. To pewnie przez zbyt dużą dawkę stresu i nerwów, którą zaaplikowała mi ostatnia imprezka. Pokonanie nerwicy lękowej to nie takie chop-siup. Szmata jest we mnie silna i ma do pomocy depresję. Ale podjąłem walkę i się nie poddam się!

    Dzisiejsza psychoterapia grupowa dla osób z nerwicą (żywieniówka ma swoją osobną psychoterapię) przeszła pod dyktando dyskusji na temat naszej roli w społeczeństwie. Każdy opowiadał o swoich doświadczeniach z ludźmi i tego jaką dla siebie widzą rolę w tłumie społecznym. Ciężko mi ogólnie szczegółowo opisywać przebieg tych terapii, bo trwają one godzine i są naprawdę intensywne. Nie sposób mi zawrzeć wszystkich wątków, więc zawsze będę skupiał się na najważniejszych. No dobra, wracając. Ja odpowiedziałem, że jest mi chyba przeznaczona rola robola w Biedrze, bo nie wierzę już w swoją karierę w dziennikarstwie. Taki Sam Szczygielski czy Norbert Skórzewski w moim wieku już są znani na całą Polskę, a ja piszę o gierkach na jakiejś gównostronce za 300 zł miesięcznie. Na to prowadzący lekarz odpowiedział mi – „Anon, pamiętaj – nigdy nie przestawaj wierzyć. Dla dziennikarza nigdy nie jest za późno, by się objawić. Tutaj nie tyka zegar jak w przypadku kariery piłkarza lub modelki. Tu liczą się umiejętności lingwistyczne, a nie wiek. Musisz uwierzyć w siebie, bo jesteś zdolny” i tym podobne dyrdymały. No i taka pogadanka była ogólnie o dzisiejszej strukturze społecznej, że nie mamy się co przejmować co inni o nas pomyślą, bo każdy zalatany i nie mamy się co bać ludzi. Że każdy ma jakiś cel i do niego dąży, więc nie można uciekać od ludzi tylko lawirować wśród nich do swojego celu. Nie wszyscy są źli, nie wszyscy są dobrzy, trzeba umieć odróżniać i natychmiastowo odcinać się od tych złych i tym podobne frazesy.

    Po zajęciach podbił do mnie i powiedział, żebym na wtorek przygotował prezentację o dziennikarstwie na zajęcia o zawodzie. Zgodziłem się, choć uważam że to bez sensu i sie spalę. No ale dobra, może będzie beka.

    Na obiedzie postanowiłem podbić do rudej. Btw żarcie takie sobie, gołąbki z zimiakami, ogólnie meh. Lisica trochę mnie zlała, ale to przez to że przy jedzeniu nie sposób jej się skupić na rozmowie ze względu na zaburzenia odżywiania. Postanowiłem więc jej nie męczyć. Btw ona miała jakąś kaszę na obiad z warzywami, to chyba ze względu na kontrakt żywieniowy jaki osoby z zaburzeniami podpisują i przez to mają inną dietę.

    Po muzykoterapii relaksacyjnej (nie będę jej opisywał, bo to nuda, we wcześniejszych raportach co nieco o niej opowiedziałem), podbił do mnie ziomeczek w okularach z aspergerem, o którym wspominałem nie raz. Ogólnie to jak patrzę na niego to mi go strasznie szkoda, bo wygląda jak ten nerd z mema o freethinkerze, tylko nie jest aż tak ulany. Gość się pasjonuje – tak, zgadliście – gierkami, szczególnie karcianymi. Na tym polu mamy fajne pole do dyskusji, bo sam swego czasu zagrywałem się w Gwinta czy HSa. No i sobie spontanicznie pogadaliśmy. Ziomek pochodzi z Bełchatowa. Ma problemy z niepowodzeniem u lasek oraz nie ma zbyt wielu kolegów, ma też problem ze znalezieniem roboty. Ogólnie to nawet spoko gość, bo ku mojemu zaskoczeniu udało nam się pogadać sporo o życiu, nie tylko o mecie czy kartach. Od 7 lat tak nie rozmawiałem z innym osobnikiem płci męskiej, od kiedy zaczęły się moje problemy zdrowotne i straciłem wszystkich kolegów w tym przyjaciela z mojej i też trochę jego winy.

    Trochę poczillowałem przeglądając neta, zrobiłem sobie cappucino i późniejszym popołudniem postanowiłem wybrać się do lisiej jamy. Otworzyła mi koleżanka rudej która dzieli z nią pokój. To ta sama dziewczyna 3/10 z imprezy. Powiedziała, że ruda jest na rozmowie z rodzicami co przyjechali w odwiedziny i niedługo przyjdzie. Drętwo było, ale zainicjowałem rozmowę z tą jej koleżanką. Niska, trochę ulana w okularach, bardzo skryta i się chyba czerwieniła z zawstydzenia przede mną. Leczy się od kilku lat, jej choroba jest efektem dokuczania przez głupie pizdy w szkole. Kradli jej kanapki, śmiali się, dokuczali. Próbowała jakoś z tym walczyć ale bez skutku. W gimnazjum było jeszcze gorzej, lepiej w liceum, ale miała połowiczne nauczanie indywidualne. Poza tym jej ojciec zmarł gdy miała 5 lat. No i ogólnie nie ma pomysłu na siebie, maturę zdała dobrze, ale nie wie co dalej robić. Ot taka historia. Ale dało się z kobitą dogadać, nawet spoko.

    Podczas rozmowy z nią wpadłem na genialny pomysł, aby wpierdolić się pod łóżko i przestraszyć lisicę, ale ostatecznie z niego zrezygnowałem, bo mnie weźmie na debila. No niestety tak czasami mam, że dziecinne idiotyzmy do głowy mi przychodzą, głównie przez to że mimo 20 lat na karku nie czuję się jak dorosła, odpowiedzialna osoba. Muszę to w sobie zmienić.

    Rudziałke przyszła po godzinie; myślałem przez moment że mnie wyprosi bo przyszła po rozmowie ze starymi jakaś podkurwiona, ale o dziwo entuzjastycznie zareagowała, co poczułem w jej głosie jak powiedziała mi „Hej”. Zalałem się znowu burakiem jak wczoraj, ale tym razem zawstydzenie szybciej przeminęło i zwinnie przeszedłem do luźnej rozmowy. Jej koleżanka wyszła, więc mieliśmy cały pokój dla siebie.

    Rozmawialiśmy o różnych rzeczach – naszych pasjach, książkach, muzyce, filmach i naprawdę wyszło że sporo nas łączy. Ona lubi fantasy, ja lubie fantasy, ona lubi Kanye Westa, ja kocham Kanye Westa. Rzuciłem jej kilka ciekawostek o akurat omawianym temacie dyskusji, ale raczej nic nadzwyczajnego. Wyszło w rozmowie że nawet w gierki grywa, co u dziewczyn jest chyba rzadkością (z perspektywy piwniczaka). Miała ze sobą Switcha, nawet dała mi pograć chwilę w nowe Pokemony, bo ja za biedny jestem a jestem wielkim fanem Poksów. Później poszliśmy na salę gimnastyczną (akurat była dostępna, bo korzysta z niej cały szpital i są tam też zajęcia dla dorosłych i innych oddziałów). Porzucaliśmy sobie w kosza. Później poszliśmy na chwilę do mnie, pogadaliśmy i jutro jedziemy z całym oddziałem na kręgle. No i po randce, ja polazłem na kolację.

    Przed 20:00 wszyscy powinni znajdować się w swoich salach by zrobić listę obecnych (taka rutynowa procedura, by wszystko się zgadzało). Później poszedłem się umyć no i cóż, słucham sobie muzyki i siedzę na mirko. Jutro mam jakieś warsztaty plastyczne (nie wiem o co z nimi może chodzić, podobno to zajęcia ala psychorysunek ale z wykorzystaniem farb, pasteli itd) i popołudniu na kręgielnię. Będzie nieco kameralnie, bo kilka osób wyjechało na przepustki. Do jutra mireczki.

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

    +: J..........J, Cococinel +149 innych
  •  

    Oddział Leczenia Nerwic – Day 4
    Ten raport będzie dłuższy ze względu na imprezkę wieczorną, sry że tak późno ale bez relacji z impry raport byłby wręcz pusty, więc zdecydowałem się od razu zamieścić relację z niej.

    Dzień ogólnie jak codzień na oddziale. Śniadanko, gimnastyka, ruch i psychoterapia indywidualna z ordynejtorem nt. Wczorajszego psychorysunku. Powiedziałem mu, że boje sie odrzucenia za bycie innym niż większość normików, że sram po gaciach na widok swojego potknięcia i odpowiedzialności za czyny, przez co nie umiem się bronić i jestem wrażliwym popychadłem. Facet jest naprawdę w porządku, dobrze mi się z nim gada. Powiedział mi na to - „Posłuchaj anon, staraj się być sobą. Ja cię doskonale rozumiem. Wszyscy teraz zapatrzeni w gówniane wzorce z internetu, każdy goni za kasą, wszyscy chcą się podlizać idolom. Musisz jakoś zacisnąć zęby i się odnaleźć w tym świecie. Ja sam już go nie rozumiem, jestem starszej daty i uważam, że się nowemu pokoleniu w głowach poprzewracało. Staraj się jakoś dostosować, bo jak będziesz poza społeczeństwem to tylko tracisz poczucie wartości”. Normalnie jakbym Jaglaka słyszał. A od następnego tygodnia mam mieć rozmowy z innym lekarzem bo się poskarżyłem na tego babsztyla co ostatnio o nim pisałem.
    Dalej dzionek płynął jak z grzywki. Obiad, konsolka i pomoc przy imprezie. Razem z kilkoma chłopakami pomagaliśmy nosić krzesła, stoliczki i inne klamoty, zaś dziewczyny dekorowały salę i urządzały – jak to one.

    Była gruba impra z Rysiem... Och kurwa, czuje się mocno ztyrany. Ilość endorfin oraz stresu jaką zażył mój mózg minionego wieczora przewyższyła z nawiązką dawkę aplikowaną mi przez życie w ostatnich 10 latach. Dość napisać, że ostatnią moją imprą był... bal piżamowy w 3 podstbazie. Unikałem domówek, studniówek i innych balów, a nawet wigilii klasowych. Przez 6 lat gimby i licbazy byłem praktycznie odizolowany od rówieśników przez nauczanie indywidualne. Żal mogę mieć tylko do siebie, ale gdybym się na nie nie zgodził to pewnie nie skończyłbym szkoły. No i w sumie chuja mi to daje, bo na studia nie mam kasy, praktyki żadnej poza układaniem towaru w Biedrze, jestem śmieciem na rynku pracy...

    Ale zostawiam swoje przeszłe rozterki za sobą i przechodzę do segmentu, który wszystkich ciekawi – bajlando w psychiatryku. Przywdziałem najlepszą koszulę z Reserved, poperfumowałem się Playboyem i poszedłem w bój.
    Mała ciekawostka - każdy z pacjentów, który zadeklarował przyjście mógł wybrać jeden track na playliste, która będzie leciała. Warunek – nie mógł być wulgarny (nie mogło być polskich wulgaryzmów jak się okazało, bo kolega wybrał utwór Eminema i go dopuszczono). Ja wziąłem jeden z moich ulubionych tracków imprezowych od Davida Tavare (nuta w linku).

    Dobrze miraski, do meritum. Na imprezie wiele osób się nie zjawiło. Głównie spośród chłopaków, trudno się temu dziwić. Ale dziewczyny przyszły niemal wszystkie – w końcu prawie żadna nie chorowała na jakieś fobie tylko na zaburzenia żywieniowe.

    Serwowano drinki pomarańczowe, niestety bez alkoholu. Nawet dobre, ale bez tego kopnięcia spiritusu smakowały jak soczek. Podbiłem do ordynatora (który wbił na chwile zapytać się jak sie bawimy), czy nie mają gdzieś na oddziale procentów (wiedziałem że nie mają, ale chciałem tak żartobliwie zagaić, by podbić sobie pewność siebie), a on odparł coś w stylu „Wiem, że bez piwka to stypa nie impreza, ale jesteś w wariatkowie, gdzie ja ci alkohol załatwię?”.

    Z takich atrakcji to można było ze sobą smartfona zabrać, więc niektóre laski zaczęły o Instagramie rozmawiać, jakieś fotki robić itd. Ja usiadłem z dwoma normikami przy stole i zaczęliśmy rozmawiać o swoich pasjach, gadka nawet spoko poszła. Później temat zszedł na dziewczyny. 11 różnych różowych było na imprezce, tylko 5 chłopaków łącznie z nami, z czego dwoje pozostałych to nieliczące się ulańce przymulające chyba o jakiś gierkach. Postanowiliśmy więc spróbować do jakichś loszek zagadać. Praktycznie wszystkie z tych 11 było co najmniej 6/10, a większość notowałem na 8/10, odejmując punkty głównie za chudość i brak cycków.

    Pierwszy normik (imiennie bym nazywał, ale jest RODO) wybrał blondynę, jedną z tych co siedziały w kółku instagramerek. „Już mu współczuję” – pomyślałem. Ja dostałem pietra i ataku gorąca, więc zrezygnowałem z podbojów, a poza tym nie widziałem odpowiedniej panny dla siebie. Drugi normik podbił do cichej szarej myszki w krótkich czarnych włosach, która siedziała z koleżanką. Ten to dobrze wybrał.

    No i cóż, sączyłem drina i tak siedziałem sam jak kołek z 15 minut. Już mnie pomału zaczynały stany nerwicowe brać, nikt do mnie nie podbijał, już chciałem to pierdolnąć i iść do pokoju (mój współlokator jak pewnie się domyślacie nie przyszedł na imprę).

    Już miałem się zbierać do wyjścia, aż tu nagle na salę weszła ONA – ruda piękność z poprzedniego raportu. Przyszła z ulaną koleżanką 3/10 i usiadła na końcu Sali, biorąc przy okazji szklankę wody przy wejściu. Miała piękną niebieską subtelną sukienkę.

    Wiedziałem, że to moja szansa. Zebrałem się, otrzepałem koszulę, wziąłem głęboki oddech i wstałem od stolika. W głowie milion myśli i pomysłów na rozpoczęcie rozmowy, wątpliwości, że przecież wyjdę na kompletnego debila, po co ja to robię itd. Ale chuj, powiedziałem sobie teraz albo nigdy i podbiłem.

    Ja cały czerwony, ale płynnie gadałem. Poszedł small talk typu „Cześć, jednak przyszłaś na imprezę”. Wcześniej zamieniłem z nią dwa słowa na stołówce na jednej z kolacji, więc mnie kojarzyła ciutkę lepiej niż randomowego pacjenta. Pozwoliła się dosiąść. Jej ulana koleżanka w okularach po chwili się ulotniła, to akurat jedna z niewielu dziewczyn będących tutaj z powodu nerwicy lękowej. No i poszło, ale na początku było niezręcznie i drętwo. Na całe szczęście to rudziałke podtrzymywała rozmowę, zadając pytania typu „coś ty taki czerwony, wyglądasz jak burak co urwał się z pola”. Całe szczęście zamieniłem ten soft pocisk w śmiech, kontrując „a ty lisico chyba z lasu uciekłaś przed kłusownikami”. Pomyślałem „anon, ty skończony debilu, jesteś zjebany”, ale o dziwo ruda się zaśmiała. Uff. Przeszliśmy sprawnie do normalnej rozmowy, ja gorący jak lawa z buzującymi hormonami, ona uciekała wzrokiem na szklankę z wodą i słała subtelne uśmiechy.
    Rozmawialiśmy o swoich zainteresowaniach. Ona pasjonuje się biologią, planuje studia w tym kierunku ale musi się wyleczyć z jadłowstrętu. Waży 44 kilo z hakiem i ma ok. 175 wzrostu. Ja opowiedziałem jej o swoim zamiłowaniu do dziennikarstwa, drugiej pracy w redakcji internetowej (która jest o niebo ciekawsza od mojego głównego miejsca zatrudnienia w Biedrze).

    Po kilku minutach rozmowy w moim głosie był już pełen luz - napięcie i gorąco odeszło. Ja pierdole, nie moge uwierzyć, że po 4 dniach na oddziale ja już zacząłem normalnie rozmawiać z rówieśnikami i poznałem jakąś loszkę. Kurwa kosmos. Ogólnie to przegadaliśmy z godzinę, ja rzuciłem jej kilka komplemencików, ona nie przejawiała znudzenia.
    Kątem okiem spojrzałem na salę. Normik co wziął się za szarą myszkę chyba wrócił na tarczy bo siedział sam przy stole. Drugi normik doskonale się bawił, chyba grał z instagramerkami w butelkę czy inną tego typu normicką gierkę. Ja z rudą wyszliśmy z Sali. Trochę się przed nią otworzyłem jeśli chodzi o powody trafienia do szpitala. Okazała mi współczucie, zdawała się rozumieć mój zjebany los, a myślałem że zacznie gardzić przegrywem. Ona też o swoich perypetiach opowiedziała. Tak krótko pisząc to miała nieustanną presję w domu na naukę, bo siostra starsza (o 6 lat) prawnik, a ona odstawała bystrością umysłu. Ze stresu i niepowodzeń przed egzaminami i szkołą nie jadła, bo nic nie mogło jej przez gardło przejść. Dobrze ją rozumiałem, gdyż też ze stresu zdarzało mi się nie jadać śniadań/kolacji i wymiotować, przez co schudłem 20 kilo w rok. Ogólnie to dziewczyna się uczyła i zdała maturę z dobrymi wynikami, ale rodzice nie akceptują jej kierunku studiów, uważając za debilny i stawiając za przykład siostrę, która skończyła prawo. Pożarła się z nimi, wyjechała do ciotki i pracowała do tej pory w sklepiku, lecz któregoś dnia zasłabła. No i ciotka jej poradziła, żeby poszła leczyć swój jadłowstręt tutaj na oddziale.

    Pochodziliśmy trochę po korytarzu i przed 23 rozeszliśmy się do swoich pokoi. Powiedziała, że jutro po południu możemy wyjść razem do sklepu. Przypomniałem jej jednak, że nie moge jeszcze wychodzić gdyż 4 dzień tu jestem, więc palnęła się w czoło i sie zaśmialiśmy. Powiedziała, że jutro jej starzy przyjeżdżają w odwiedziny i żeby ją zabrać na weekend, ale chyba nie chce jej się jechać, bo ostatnio ich konflikt się zaostrzył. Bąknęła, że woli spędzić czas z ludźmi „z którymi można normalnie o wszystkim porozmawiać”, po czym wysłała mi uśmiech. Ja pierdole, co sie dzieje ludzie xDDDD Dodaliśmy się też na fb. Mirkosławy, to chyba początek czegoś większego!

    Koniec raportu bo padam na ryj, jest 12 w nocy a jutro o 7 pobudka na gimnastyke i zajęcia.

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa
    pokaż całość

    źródło: youtu.be

  •  

    Na oddziale nerwic – day 3
    Po wczorajszym seansie filmowym wydarzyła się bardzo creepy sytuacja, gdyż mój współlokator (który wolał pójść wcześniej spać)... chyba walił konia pod kołdrą. Ja się zbliżam do drzwi, a za szybą (jego wyro jest tuż przy drzwiach) coś się ruszało. Ciemno było,nie widziałem dokładnie, więc olałem temat, a mój kolega z Sali zdawał się spać jak wszedłem do środka z lewym kolanem do góry. Może to moje zwidy?

    Nevermind, kolejny dzień to następna zjebana psychoterapia indywidualna z babsztylem. Bardziej mnie to denerwuje aniżeli w czymkolwiek pomaga, pogadam z ordynatorem czy by nie można było zmienić mi lekarza. Tylko non stop mi mówi, że „nie ma się co dziewczyn bać bo nie gryzą” i że „żaden temat do rozmowy nie jest dla nich nudny”. Dajcie spokój. Fachowa pomoc jak chuj.

    No dobra, dzisiaj z zajęć miałem jeszcze psychorysunek, czyli tak naprawdę nic ciekawego. Musiałem nabazgrolić swoje największe lęki, to wziąłem i nabryzgoliłem jak kura pazurą sytuację typu kilku zielonych ludzików (mających symbolizować przyjaciół) oraz jednego różowego ludzika (wiadomo), a dalej szarego ludzika czyli spierdona w mojej osobie, którego wiatr odpycha od upragnionego społeczeństwa. Na odwrocie kartki namalowałem jeszcze swoją karykaturę podczas pewnych sytuacji w robocie, kiedy nic mi się nie udaje i jestem opierdalany. Krótko mówiąc – boję się odrzucenia, porażki i odpowiedzialności. Jutro będę omawiał ten swój rysunek z ordynatorem – thank god że nie z tym omirzłym babsztylem.
    Dzisiejszy obiad był lujowy – sucha kasza gryczana z jakimś klopsem mięsnym + kapusta. Ale chociaż zupka pomidorowa dobra.
    Po obiadku miałem już czas wolny, bo zajęcia dla mnie się już skończyły, gdyż żywieniówka ma po południu swoje terapie grupowe tylko o jadłowstręcie, więc I don’t care.

    Gdy grałem sobie na konsolce, przyszedł do mnie jeden z tych normików, o którym napomknąłem w poprzednim raporcie. Powiedział, że dzisiaj mamy otwartą salę gimnastyczną na cały dzień i zbierają drużyny do meczu piłki nożnej. Bez wahania się zgodziłem, trochę ruchu nie zaszkodzi.

    Na gierkę przyszło łącznie 6 chłopaków więc zorganizowaliśmy mecz 3 vs 3 z lotnym bramkierem. Ja w drużynie miałem okularnika z aspergerem i jednego ulańca, co zaczął się rządzić. Wydarłem się na niego i polazł posłusznie na lotną bramkę.

    Z godzinę chyba graliśmy i niestety mój team dostał sromotny wpierdol 9-3 – cóż, u nich w ekipie byli sami co ogarniają (3 normików, jeden chudy jak szkapa ale zwrotny, jeden z tym zawstydzającym basem i ostatni całkiem potężny, napakowany rzekłbym). Z paralitykami w teamie nie miałem szans. Ale liczy się dobra zabawa, choć te normy jakieś takie nieprzyjemne – jakbym widział typowych cool licbazjalistów. Co oni w ogóle robią w psychiatryku? Kiedyś dopytam.

    Dalsza część dnia spłynęła mi na leniuchowaniu przy konsoli, choć krzątałem się też po kuchni by sobie cappucino zrobić (bo mój czajnik elektryczny musi stać w kuchni). Zanim jednak wszedłem do kuchni to musiałem czekać z 10 minut, bo trzy laski sobie siedziały przy stole i gadały, a ja dostałbym chyba wylewu przebywając w tak bliskim towarzystwie płci pięknej. Jeszcze nie pora na przełamanie spierdolenia, to trzeba na spokojnie.

    No i co tu więcej dodać mirki, leżę sobie, siedze teraz na mirko i kończę ten wpis. Mój współlokator nadal nie przejawia inicjatywy do zagadania, sam próbowałem ale kończy się zawsze na zdawkowych odpowiedziach. Ciężki przypadek choroby psychicznej dla jego.

    To do jutra mirasy, choć nie wiem do końca czy się wyrobie z raportem bo będzie imprezka, o której wspominałem w poprzednim wpisie.

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa
    pokaż całość

  •  

    No to jedziemy z drugim raportem
    Oddział Leczenia Nerwic – Day 2

    Nawet się wyspałem na tym szpitalnym łóżku, całkiem wygodne drewniane wyrko. Pobudka obowiązkowo przed 8:00 bo wtedy jest śniadanko i gimnastyka (zajęcia sportowe takie na otrzeźwienie). Gimnastykę prowadzi codziennie ktoś inny, takie są zasady, ale po 15 minutach obowiązkowego rozciągania każdy robi co chce – jedni grają w piłkę nożną (zazwyczaj ci już zasymilowani w szpitalu), inni w kosza lub biegają (zazwyczaj nowi). Ja postanowiłem się otworzyć i z chłopakami popykaliśmy w piłeczkę, całkiem fajnie było. W sumie nawet fajnie się czułem po lekkim wysiłku, później wziąłem prysznic i energia na żmudne terapie załadowana.

    Dalej godzinka odpoczynku i terapia grupowa. Och kurwa jakie to trudne zajęcie. Na początek każdy po kolei opowiada krótko o swoich objawach czy chorobie byśmy my nowi mogli poznać schorzenia każdego z oddziału (ze mną jeszcze 2 dziewczyny przyjęto na oddział wczoraj). Dalej jest rozmowa o samopoczuciu, planach na najbliższe dni itd. Następnie pan psychiatra zapodaje temat do dyskusji – dzisiaj gadaliśmy o myślach, w sensie co myślimy patrząc na drugą osobę, jak ją postrzegamy itd. Lekarz podobierał każdego w parze (ja dostałem całkiem fajną dziewczyne 7/10) i kazał opisywać swoje myśli jakie każdemu przebiegają po głowie jak patrzy na drugą osobę. Dość niezręczne i w chuj stresujące, ale jakoś te spierdolenie trzeba przełamywać. Później jeszcze rozmawialiśmy o swoich myślach na temat ludzi których mijamy na ulicy, czy ich oceniamy pozytywnie/negatywnie, czy odczuwamy że też nas oceniają, jakie mamy myśli wobec nich itd. Po wypowiedzeniu swojej tyrady o wiecznie uśmiechniętych, wyglądających tak samo normikach którymi gardzę poczułem ogromną ulgę na sercu, polecam to uczucie (i nie byłem sam z tymi wnioskami bo jeszcze niski chłopak w okularach i chyba z aspergerem mówił podobnie).

    Po 14 odbyły się zajęcia z muzykoterapii. Słuchanie muzyki relaksacyjnej i naśladowanie ruchów instruktorki, godzinka takich szajsów i jesteś fajnie wyciszony oraz zrelaksowany jak po lolku. Serio, choć dla osoby postronnej wyda się to debilne.

    Po odpoczęciu od zajęć postanowiłem trochę pozwiedzać oddział i nawiązać znajomości (głównie z samcami, bo jak zbliże się nawet metr do laski choćby 6/10 to zamieniam się w buraka). Ludziksy jakoś mało gadatliwe, może dlatego że zaczynałem small talk od pytania ile kto siedzi w szpitalu, jakie kto ma odczucia itd. To chyba nie jest najlepsza taktyka, następnym razem zacznę zagajać od pytania o hobby. Co do opisu każdego z pacjentów na oddziale to zrobie osobny wpis jak uzyskam jakieś informacje o każdym. A jeśli chciałbym tak z grubsza oceniać, to w szpitalu są ludzie naprawdę różni. Jest kilku zdepresowanych ulańców, jest jeden liliput emo z kolczykami w uszach, jest dwóch/trzech normikowatych samców 185 cm (jeden operuje zawstydzającym basem), są alternatywki (nieodłączny element każdego psychiatryka) oraz kilka naprawdę pięknych lasek 9/10. Jedna z nich to istna petarda w moim guście – ruda z długimi lokami, wysoka, chudziutka, ma piegi, po prostu insta boner. No ale moje spierdolenie na razie nie pozwala mi podbić, może na czwartkowej imprezie spróbuję.

    Co 2 dni (najczęściej wtorek, czwartek, sobota) wieczorem lub po południu mamy specjalne atrakcje na które głosuje każda z grup (A,B,C). Na tydzień wypadają więc trzy dni z atrakcjami i każda grupka ma jeden slot i między sobą dyskutuje co chciałoby zorganizować (oczywiście nie można wybrać co się chce – do wyboru jest kino, film oglądany na terenie oddziału, muzeum, kręgielnia, teatr, dyskoteka, a chłopaki mi powiedzieli że raz był do wyboru mecz Ległej, ale tylko 3 osoby poszły wtedy bo tylko tyle było zainteresowanych xDDD).
    No i tym samym dzisiaj mamy seans Avengers Czas Ultrona w specjalnej Sali (chyba do wykładów) co tv 60 cali około i dobrym nagłośnieniem. Nie sądziłem, że takie sprzęty są na terenie tego szpitala. Film oglądałem już ze 2 razy, ale jeszcze raz nie zaszkodzi obejrzeć. Także do jutra mireczki!
    PS. W czwartek może być ciekawy wpis bo mamy dyskotekę bezalkoholową, mogą być dymy..

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa
    pokaż całość

    +: D.......a, roko +98 innych
  •  

    Dobra, mam już czas wolny po całym zapierdolu związanym z poznawaniem oddziału; wypakowaniu się i zajęciach to czas na pierwszy raport.

    Oddział Leczenia Nerwic - Day 1
    Wszedłem na oddział na pełnym luzie, choć nie ukrywam że się nieco spociłem ze stresu. Dzielę pokój z jakimś ziomkiem 19 lat, ulany, siedzi cicho jak mysz pod miotłą w laptopie albo w telefonie. Próbowałem coś z nim zagadać, ale konwersacja kończyła się na 2 zdaniach.

    Pokój ogólnie zadbany, szafeczka i komoda jest, wieszaki są, wyrko i pościel czyściutka, nawet lampki mamy i gniazdka przy łóżku. TV nie ma, ale to raczej niezauważalne dla mnie, wszak mam wyjebane na telewizję. Łazienki są w porządku, są 4 kible, 4 umywalki z lustrami, można się zamknąć. Oddzielnie są prysznice, także 4 i 4 umywalki z lustrami, także z możliwością zamknięcia się. Nie ma się więc co obawiać o prywatność.

    Co do oddziału - mamy jedną dość dużą salę gimnastyczną, można pograć w piłkę, kosza, pobiegać itd. Są też dwie mniejsze, typowo do zajęć terapeutycznych. Jest wspólna kuchnia, toster, czajnik, szafki, lodówa, a nawet pralka. W sekretariacie jest depozyt na kurtki, buty itd. Co do kuchni to jest dość ciasno, a na oddziale siedzą 32 osoby więc rano jak każdy idzie na herbate to jest niezły ścisk. Dobrze że wziąłem własny czajnior elektryczny i mam wyjebane. Prócz tego mamy też pokój rozrywkowy, są różne książki, rzeczy do pisania czy rysowania, jest stare TV, niestety nie ma konsoli (╥﹏╥)

    Przechodząc do leczenia i mojego samopoczucia - miałem dwie długie rozmowy z psychoterapeutami, musiałem opowiadać o swojej przeszłości, o traumatycznych przeżyciach itd. Opisałem swoje objawy. Pierwszy lekarz (baba) bardzo nieprzyjemna i oschła wobec mnie, jakby mną gardziła, drugi (facet, de facto ordynator) już OK, nawet można z nim pośmieszkować. Po psychoterapii jestem zmęczony jakbym przebiegł maraton, gdyż mówienie o wszystkim co mnie trapi po raz enty mnie zawsze dołuje.

    Teraz leżę sobie na wyrku i gram na 3dsie w Pokemony. Nie mam lapka, mam telefon grata z netem mobilnym (bo główny telefon na policji w Białymstoku). Wi-fi nie ma. Kocyk ssie mi palca u nogi. Wypoczywam, chilluje, obiad i kolacja była całkiem OK (ale chlebek troche czerstwy).

    Jutro zaczynam poznawanie ludzi na oddziale i konkretne zajęcia. Dam ich opis, bo dziś było tylko spotkanie społeczności i pogadanka o zawodzie. Cały czerwony jak burak gadałem przed ludźmi ale oni też mają podobne problemy więc było mi lżej i jakoś poszło.

    Trzymajcie się na tej wolności!

    PS. Zapomniałem wspomnieć o stołowce, ale ona niczym się nie różni od standardów poza tym że są automaty na gazowane napoje czy inne gówna.
    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa
    pokaż całość

  •  

    Nic nieznaczący trybik cywilizacyjny. Żyjący na uboczu, bo tak łatwiej. Nie zrzeszający przy sobie ludzi, bo tak łatwiej. Sprawiający wrażenie niemiłego, bo tak łatwiej. Najszczęśliwszy, kiedy jest w oddali od hord bezmyślnie biegnących przed siebie ludzi, bo tak łatwiej. Najszczęśliwszy, kiedy zostawia za sobą świat twarzy bez wyrazu, bo tak łatwiej. Nauczony doświadczeniami, robiący wszystko dla siebie, bo tak łatwiej..

    #przemyslenia #depresja #psychologia #psychika
    pokaż całość

    +: m......h, O..........l +7 innych
  •  

    Muszę się czymś z wami podzielić, coś jednak jest w tej medytacji.

    Kiedyś zajmowałem się tym, mając dużo czasu i wolny dom od ,,przeszkadzaczy" i ,,rozpraszaczy", no i kilka razy przeżyłem coś, co było doświadczeniem jedynym w swoim rodzaju. Kilkukrotnie zdarzyło się że podczas medytacji, dostałem napadu takiej szczęśliwości, lecz nie zwykłej lecz takiej że musiałem kończyć medytację, i płacząc ze szczęścia wstać i rzucić się na łóżko wyjac lub chodzić po domu. Serio, to było takie szczęście, że myślałem że umrę. Poważnie.

    Co najciekawsze, miałem cały czas wrażenie że WSZYSTKO WIEM, że jestem jednością ze WSZYSTKIM, i wszystko mnie wzrusza.

    Nigdy w życiu nie przezyłem nic co dałoby mi tyle szczęścia, kobiety, alkohol, itd. nic nie może się z tym równać. Dodam ze te ,,stany" trwały kilka-kilkanaście minut - i dobrze bo tak nie da się żyć. Podejrzewam że nastąpił ultra silny wyrzut dopaminy bądź serotoniny. Wyrzut wręcz patologiczny.

    Słyszałem i czytałem, że podobne stany, dzieją się po najsilniejszych dragach, typu LSD, Szałwia wieszcza, i inne, ale ja nic nie brałem. To było zawsze w ciągu dnia i przy całkowitej trzeźwości. Ludzie po tych dragach, opisują to co ja, poczucie wiedzy o wszystkim. To jest ciekawe.

    Co najciekawsze, opisy podobnych stanów znalazłem u osób znanych, macie np:

    „Słyszy się, nie szukając, bierze się, nie pytając, kto daje; myśl wystrzela jak błyskawica, z koniecznością, w formie bez wahania – nie miałem nigdy wyboru. Zachwyt, którego napięcie wyzwalało się niekiedy w strumieniu łez(...) głębia szczęścia, w którym to, co najboleśniejsze i najposępniejsze, nie działa jako przeciwieństwo, lecz jako coś uwarunkowanego, wywołanego, jako konieczna barwa wśród takiego nadmiaru światła” (z: Friedrich Nietzsche „Ecce Homo”).

    O tak, nadmiar światła, nie do wytrzymania.

    Więc coś w tym jest, poznałem na sobie.

    #medytacja #buddyzm #truestory #psychika #psychologia #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Moj znajomy kilka lat temu zaczął przygodę z lsd, bardzo mu sie to spodobalo az robil sobie ciagi ze byl codziennie na 1/4 kartona ale było z nim wszystko jako tako w porzadku funkcjonowal normalnie w społeczeństwie, ale pewnego razu kupil sobie kwas w butelce i zazyl az cala krople lub wiecej, z tego co mi opowiadal mial takiego bad tripa ze umarl tam, widział wiele pojebanych rzeczy no i sie zwiesil od tamtego czasu, gada bzdury ma oczy jakby caly czas był nacpany a minely w sumie z dwa lata, nie funkcjonuje normalnie jest wrakiem czlowieka, no i nie brak juz sajko od tamtego czasu, czy sa jakies sposoby aby go odwiesic, sprowadzic na ziemie? Czy kolejny trip na lsd mialby szanse go odwiesic?
    #narkotykizawszespoko #narkotyki #lsd #psychodeliki #zdrowie #psychika

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

  •  

    #psychologia #takaprawda #zlo #thatstheevilestthingicanimagine #ludzie #psychika #paranoja

    Całe życie źle zaczynam znajomość z wieloma ludźmi. Już z tyloma się pokłóciłem na różnych, stronach, grupach, miejscach. Mam więc szatański plan - uświadomiłem sobie, że aby ich wkurzyć jeszcze mocniej wystarczy... cały czas być miłym i uprzejmym. Dzięki termu popadną w paranoję, ciągle będą mi wypominali to za co są na mnie źli sprzed wielu lat. Inni niepamiętający tego w końcu wezmą ich za idiotów ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Także pamiętajcie - jak ktoś was za coś nienawidzi to bądźcie mili i uprzejmi do bólu, krew ich zaleje od rozmyślania co knujecie (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    pokaż całość

    GIF

    źródło: mistrz zła.gif (391KB)

    +: Szokolata, M.........6 +5 innych
  •  

    Może będzie gownoburza ale ciekawa jestem zdania innych na ten temat. Obserwuje sobie ludzi, rodziny, relacje. I tu gadanie jakie te dorosłe dzieci niewdzięczne bo rodzice zostawieni sami sobie, bo nie odwiedzają, bo się dzieci odcięły... A nikt nie śmie powiedzieć że rodzice byli fatalni i teraz te dzieci w końcu żyją, a może nawet mają satysfakcję patrząc na te samotność rodziców za te wszystkie wychowawcze krzywdy? Czy to kwestia akurat tego pokolenia? Że obecni 25-45 są mieszani z błotem za to że wystawili rachunek rodzicom za beznadziejne dzieciństwo? Czy to kwestia że ich rodzice są z takiego rzutu który nie miał.pojecia o miłości i innych niezbędnych do wychowania dzieci wdzięcznych?... Co o tym myślicie? Czy trzeba mieć wyrzuty sumienia że sie "nie czci matki i ojca" mimo wszystko? #rodzina #psychologia #psychika #dzieci pokaż całość

  •  
    t......2

    +8

    Któregoś dnia napisze na wykopie, że chce popełnić samobojstwo, stane z lina w rece przed drzwiami do domu i będę czekać.

    Tylko po to, aby ktoś to zglosil i aby uzyskac natychmiastową pomoc. Bo samemu nie da się.

    Nie da się nic załatwić normalną drogą. Od jakiegoś czasuam fobie, lęki, gorszy nastrój i brak motywacji, może nawet jakieś stany poddepresyjne, czuje tez się nagminnie obserowany. W każdym razie pogłębiają mi się reakcje na negatywne bodźce i dziwaczeje.

    Chciałem zapisać się do paychologa albo psychiatry. Trzeba się liczyć z tym, że trzeba czekać. Rozumiem - nie ja jedyny mam problemy.

    Lekarz rodzinny dał skierowanie do psychologa. Pierwszy krok z górki. Skierowanie ważne przez cały miesiąc.

    Dzwoniłem do 7 miejsc, aby się umówić.
    2/7 infolinia, brak odpowiedzi, zrywanie sygnałów i "proszę czekać".

    5/7 powiedziało mi "zadzwoń na początku lipca/sierpnia, bo nie ma miejsc, a jeszcze nie ma ustalonego grafiku pracy specjalistów"... Ok. Czyli jak zadzwonie to skierowanie będzie nieważne już. ¯\_(ツ)_/¯ nie wspominając o półrocznym czasie oczekiwania.

    Czyli albo 150zl/1h 4x w miesiacu prywanie, albo się wykanczaj czlowieku wymierajac od srodka kazdego dnia po trochu i coraz bardziej.

    A taki udawany alarm o samobojstwie? Bedzie natychmiastowa reakcja.

    Dlaczego to tak dziala?
    Nawet raz byla sytuacja gdzie kolezanka miala ciagle bole glowy odsylana ja w nieskonczonosc, po pol roku wyblagala rezonanse, a tym czasem żul sie napier****, z czyms zderzy i odrazu jest na sorze, a w 3 godziny dostając to na co normalnie nie mozna doczekac sie w rok.

    #anonimowemirkowyznania #psychika #psychologia #fobia #depresja
    pokaż całość

  •  

    Ten oto obraz idealnie obrazuje moje #feels gdy nasiąknąłem deprechą tak fest. Nie robić nic ambitnego, tylko "dziergać" jakieś mętne, życiowe pierdoły, a na ramionach nosić dwa kosze - jeden z melancholią, zaś drugi z apatią, w powietrzu unosząca się nędza...

    #depresja #sztuka #obrazy #przegryw #psychika #psychologia pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

    +: S..........k, mokry_sen_polonisty +18 innych
  •  

    Mania i depresja w pigułce? Proszę bardzo - użyję tutaj jako przykładu swojego własnego stosunku do "Kanon D - dur" Pachelbela...

    stabilnie, na lekach - piękny utwór, aż chce się żyć, bardzo uspokajający i motywujący

    w okresie depresji - ryczeć mi się chce, utwór strasznie smutny, ale chcę go dalej słuchać - ból emocjonalny sprawia mi przyjemność

    w okresie manii - nie chcę nawet tego słuchać, za wolne tempo, za bardzo melancholijne, potrzebuję czegoś bardziej ruchliwego

    #psychiatra #psychologia #psychika #feels #depresja
    pokaż całość

    +: ivbefre, S..........k +5 innych
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Posiadam spore problemy z koncentracją, czytam rozne rzeczy bez zrozumienia, efektem tego jest to, ze przez 30 minut jestem na tej samej stronie. Zamyslam sie bardzo czesto. Rozpamietuje rozne rzeczy z przeszlosci. Mam juz tego dosyc. Moja produktywnosc spada.

    Proszę, pomozcie mi.

    #psychologia #psychika #pomocy

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Asterling
    pokaż całość

    +: D.........r, B....q +8 innych
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirki. Jestem kierownikiem agencji ochrony i w poniedziałek ma przyjść parę osób na rozmowę kwalifikacyjną.
    Właśnie przeglądam sobie ich CV i jedną z tych osób jest typek który mi dokuczał w gimnazjum. Bardzo.

    Wyzywał mnie od damskich narządów płciowych, wyśmiewał mój głos, wygląd, gabaryty, wpuszczał głupie dźwięki z telefonu gdy odpowiadałem, kopał plecak. Wyobraźcie sobie jakie spustoszenie to sprawiło w umyśle młodego chłopaka. Do tej pory mam problem z pewnością siebie, kontaktami międzyludzkimi, z kobietami, jestem bardzo nieufny i generalnie zamknięty na ludzi. Nie miałem na to wpływu część z tych cech wynikała z choroby o której klasa nie wiedziała. Ciągnie się to za mną do dzisiaj i nie potrafię sobie z tym poradzić.

    Jebie mnie wszelki honor, moralność i dobre obyczaje. Żadnych ograniczeń. Żadnych hamulców.
    Co proponujecie? ( ͡º ͜ʖ͡º) Bo pracy to on nie dostanie. Przyjąć i potem dyscyplinarka? Zasrać mu w papierach?
    Normalnie jakbym zobaczył tą jego prześmiewczą mordę i typową fryzurę na polaka (boki ścięte, góra zostawiona) to bym go wyprosił.
    Ale to nie jest normalna sytuacja.

    Zostanę przez was zlinczowany to trudno. Biorę to na klatę. Mógł myśleć wcześniej. A jak nie on, to jego starzy - przed wydaniem złego plonu na świat. Kurwa gdybym był generałem w Korei to bym go wysłał do łagru.

    #praca #karmatysuko #dokuczanie #problem #psychika #psychologia

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Zkropkao_Na
    pokaż całość

    źródło: i.ytimg.com

    +: bscoop, F...........a +218 innych
    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: wychodzi na to, że przejrzał Cię już w podstawówce. Wtedy byłeś pizdą i nadal nią jesteś.

    •  

      @Dead_Inside: no nie będę ukrywał, że na pewno nie jestem orłem z psychiatrii i nie chciałbym się wielce wymądrzać. Z tego co pamiętam był kiedyś jakiś artykuł na mirko obalający tezę o strasznym spustoszeniu siejącym w psychice przez "szkolnych prześladowców". I choć wiem, że argument "znam kogoś kto..." to kurwa głupota, to w mojej okolicy zaobserwowałem kilka przypadków jakiś pizdowatych chłopaczków, z których się śmiano w dzieciństwie i jak tak pomyślę, to jeden poszedł trenować boks i na siłownię, przy którymś razie odwinął się typowi co się najwięcej śmiał ( ͡° ͜ʖ ͡°) no, ale jak mówię, nie traktuj tego jako argument, bardziej jako anegdotkę w temacie.

      A jak masz dostęp do badań na temat rzekomego znęcania się w szkole, a problemów psychicznych to chętnie poczytam, nie jestem zamknięty xdd
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (76)

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów