•  

    Mój wujek twierdzi, że wizyta u psychologa powoduje, że pracodawca wyrzuca z pracy. Bo jak ktoś do psychologa chodzi to pewnie nienormalny.

    Ale za to on jest supernormalny - sypiące się małżeństwo, alkoholizm i problemy z emocjami.

    #takietam #psycholog #truestory

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mam dziwny problem. Mam 26 lat i panicznie boje się faktu zaciążenia partnerki. Dostaje psychozy przez to. Straciłem tak już kilka partnerek, bo odmawiałem im seksu (a raczej ograniczałem do maksimum, z byle wymyślonych powodów). Chodzi tu o używanie prezerwatywy. Wszystkie partnerki jak to na początku bywa nie chciały korzystać z innych metod antykoncepcji (tj. z antykoncepcji hormonalnej) bo były to nasze początki. Każda na początku chciała w prezerwatywie. A mnie temat zaciążenia tak dręczy, że zwariuje. Sam zrywałem z kobietami bo nie wytrzymywałem presji. Albo one ze mną bo nie chciałem się kochać, a jak już się kochaliśmy to nerwy miałem takie, że prawie zawału dostawałem. Ktoś powie, to nie uprawiaj seksu. Ale ja chce. To daje radość ale jest ryzyko. Nie chce być frustratem jak jakiś #przegryw bo brak seksu doprowadza do frustracji. Tym bardziej, że nie mam problemu z kobietami, jestem przystojny elokwentny, wygadany. Ale co z tego skoro w życiu na własne życzenie zrezygnowałem z 99% sytuacji w których seks był już pewny. A jak już się odważyłem na stosunek w prezerwatywie to później przez 2-3 miesiące nie mogłem spać i myślałem tylko o wpadce. Jak się z tym przełamać? Prezerwatywa daje niby 98% pewności przy pełnym przestrzeganiu zaleceń i tylko 82% w typowym użyciu (dane z Wikipedii). Więc jest to strasznie duże ryzyko. Nawet biorąc te 98%. Liczę to tak, że na 100 stosunków 2 skończyły się ciążą. Czyli średnio co 50 stosunków jest wpadka. Jak sobie poradzić z tym wszystkim? Ani tak niedobrze ani tak źle. Na dziecko sobie nie mogę pozwolić teraz bo mnie nie stać.
    #zwiazki #seks #antykoncepcja #prezerwatywy #prezerwatywa #niebieskiepaski #rozowepaski #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #pytaniedoeksperta #pytanie #psycholog #psychologia #pomocy

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Nie siedź w domu w ferie i w wakacje
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Dlaczego rodzice podcinają skrzydła?

    Mirki, mam dwa 22 lata. Zacząłem studia na słynnej "prestiżowej" uczelni, a wracam do domu i czuje się jak gówno... (nie to nie czyni mnie kimś lepszym, to takie moje osobiste osiągnięcie)

    Jestem ostatnim dzieckiem z 4 rodzeństwa(wpadką jak rodzice mawiają). Najstarsza siostra starsza o 22 lata. Rodzice starsi rocznikiem. Pieniędzy nigdy nam nie brakowało, alkoholizmu nie było... tak samo jak i chyba miłości w tym domu. Dopiero po wyprowadzeniu się zauważam, że moi rodzice strasznie podcinają mi skrzydła, lub to robili.

    Jak pamietam, nigdy nie usłyszałem od mamy czy taty słów pochwały. Moje siostry zawsze wybierały mi "kierunki" na jakie powinienem iść i liczyły ile kasy będę zarabiał. Mój ojciec ma dobry kontakt jedynie z bratem, robią razem wszystko i chyba dobrze się rozumieją... A ja? Przyjeżdżam do domu i słyszę tylko docinki ze strony ojca, że to źle, że lutować nie umiesz?(no nie miałem potrzeby, nikt mnie nie nauczył, studia zupełnie z innej działki, po prostu nie znam się na tym). Ciągle dopierdala tylko jakieś syzyfowe prace przy domu (przy których chętnie pomogę gdyby miały jakiś sens).

    pokaż spoiler Przykład? Obok domu leżały stare belki. Ojciec wymyslił, że będzie coś z nich robił (coś czyli nic) kazał każdą malować bodajże jakimś olejem po dwa razy (na wszystkie belki zeszło 2 dni) ... A dwa miesiące później je... p o c i ą ł. Najlepsze przy tym wymyslił,że przeniesiemy je 10 metrów dalej. Po co? NIE WIEM. (żeby trawa odżyła - tym samym w dwóch miejscach trawnik jest po prostu teraz ziemią) Potem szykowanie śmieci bo "segregujemy". Kupiłem więc specjalne stojak z kolorami, i co? Wyniósł na dwór i stoi bez jebanych śmieci. Co więc robi się pod koniec miesiąca? -> wywala wszystkie śmieci z wora, potem je "ubija" i dopiero segreguje do worków.BO TAK MUSI BYĆ.


    Wygrywałem wiele konkursów (gminny/powiatowych/szkolnych), a ojciec często z racji tego że był we "władzach miasta" nigdy nie uścisnął mi ręki - bo jak sam mówił, będą zdjęcia i będa ludzie mówili. A to nie było tak, że ojciec mi to łatwił. Po prostu strasznie się do nich przykładałem.

    Tak samo gdy zakłada coś w domu, i zapytam jak to działa lub powinno działać, to tlyko się śmieje, jak można tego nie wiedzieć... Z racji tego, że czułem się zawsze niedoceniony wyrobiłem sobie w myslch, że musze być lepszy od innych więc tez starałem się poprawiać mature - i udało mi się dostać na prestiżowy kierunek. "Aha anon, dostałeś się? OK. CHODZ MI POMOZ" (╯︵╰,)

    Mama to z kolei choleryczka. Żartujesz, że coś się stało, albo cokolwiek powiesz to już jest: CO JAK GDZIE DLACZEGO i potem jest tylko kłótnia... Ciągle wydziera się na mnie, ojca itd. Po prostu nie ma nerwów. Jakaś błahostka i jest awantura. Z A W S Z E. Każesz jej poczekać 15 minut? JAK ŚMIESZ. Więc rzuca wszystkim i robi sama. Ale czemu ona tak podcina skrzydła?

    pokaż spoiler Przykład - moim hobby jest oratorstwo, czuje się w tym świetnie. Mam po prostu gadane. Więc zawsze byłem chętny do apeli, prowadzenia zajęć, dyskusji... NIE, PO CO CI TO NIE ODZYWAJ SIĘ, POTEM CI BĘDĄ MÓWIĆ COŚ. ŻEBYM JA POTEM NE SŁYSZAŁA ZE SIE ODZYWALES NIE WTRACAJ SIE Lubiłem dyskutować z nauczycielami - ale konstruktywnie - nie że byłem cwaniakiem, jak na swój wiek byłem ciekawy świata, lubiłem postawić sprawę odwrotnie i się postawić - JAK MOZESZ TAK ROBIC NACUZYCIELA TRZEBA SLUCHAC.... Kolejna sprawa, kiedyś wyszedłem do sklepu - po drodze (13 godzina weekend) na ulicy zaczęło mi ubliżać dwóch gości.... byli pod wpływem, kojarzyłem ich ze szkoły, nigdy nie miałem spiny z nimi, ale to takie wiecie, śmiechujki. Więc wracam i mówię, że zadzwonie na policje żeby ich zgarniali - bo kogoś zaczepią - więc chce komuś oszczędzić nerwów. MATKA W SZAŁ, JAK MOZESZ DZWNIC, ZALATWIĄ CIE, BEDA WYBITE SZYBY, ZROBIA NAM COS, NIE DZWON, DWAJ MI TEN TELEFON. Po prostu szał... Miałem dość. Wyszedłem.


    Rodzice dali mi w życiu wszystko, i nadal dają. Mam wszystko co chce, ale wracam do rodzinnego domu i te ciągłe kłótnie... brak czułości....jakiegoś dobrego słowa - tylko zrob to, czemu nie zrobiłeś tego, trzeba było pomyśleć....

    Mirki, tak szczerze, czy wasi rodzice kiedyś powiedzieli wam, że WAS KOCHAJĄ? Macie jakieś rady? Staram się być silny psychicznie, i chyba taki jestem, ale to mi cholernie doskwiera... po prostu.

    #depresja #psycholog #psychologia #psychiatria #rodzice #zwiazki #rodzina #dzieci #pytanie #pytaniedoeksperta #rozowepaski #niebieskiepaski

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: marcel_pijak
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

    Czy wasi rodzice podcinają wam skrzydła?

    • 123 głosy (56.16%)
      Tak
    • 73 głosy (33.33%)
      Nie
    • 23 głosy (10.50%)
      Raczej motywująco
    •  

      nietolerancjiiznieczulenia_raj: Współczuję. Sam często myślałem, że moi rodzice mogliby zrobić coś lepiej, dać mi lepszy przykład, wychwalać mnie bardziej, a nie tylko krytykować. Jest jedna bardzo ważna rzecz o której ludzie nie myślą kiedy czują to co ty teraz.
      Nie jesteś w stanie postawić się w ich sytuacji, nie słyszysz ich myśli, nie wiesz co myśleli podejmując te decyzje. Z tego co piszesz wynika jednak, że na swój sposób chcą cię chronić, i że robisz to o co cię proszą, czy też, wymuszają na tobie, w związku ze swoją chęcią chronienia cię, jako potomka. W pewnym momencie w życiu przychodzi dzień w którym rodziców nie ma. W końcu, o ile nie zdarzy się coś losowego, umrą przed tobą. Wcześniej ty wyprowadzisz się, będziesz miał żonę, dzieci. Będziesz robił wszystko po swojemu - "lepiej od swoich starych", prawda?
      Pamiętaj, że twoi rodzice wychowywali się w bardzo ciężkich warunkach w porównaniu do ciebie. Cenią sobie bezpieczeństwo, nie chcą zadzierać nawet ze szczylami z osiedla. Jak myślisz, dlaczego tak jest? Myślisz, że w twoim wieku czuli się bezpiecznie?
      Z upływem lat zaczynam dostrzegać, że dawne przyzwyczajenia coraz ciężej jest zmienić... i coraz ciężej nauczyć się czegoś nowego. Zapamiętaj słowa starszego kolegi - kiedyś i o tobie będą mówić, że jesteś w tyle - nie jesteś progresywny - wejdzie luka ludzka. Kiedyś i tobie mogą powiedzieć, że źle wychowujesz swoje dzieci, niezgodnie z nową metodą... co wtedy? Szanuj swoich rodziców, bo choć nie mają w sobie dość empatii dla ciebie - albo nie potrafią jej wyrazić - to jednak dbają o ciebie najlepiej jak potrafią. Nie umieją inaczej i prawdopodobnie nigdy się nie nauczą. To nie znaczy jednak, że musisz do 30stki słuchać ich rad...
      Wśród znajomych, też dzieci z rodziców wychowanych w PRL, widzę wiele wspólnego z tym co mówisz, i ze sobą. Zaściankowość, skrytość, strach. Nieumiejętne okazywanie uczuć przez rodziców. Dążenie jedynie do jak najwyższych stopni w szkole i planowanie kariery swoich dzieci, byleby miały studia, bo wtedy znajdą pracę, bo wtedy odbudujemy polską inteligencję, czy tam jakiekolwiek inne przesłanki... "ucz się, bo nie będzie nic", we wszystkich możliwych formach. Ucz się na siłę, ucz się pod groźbą pasa, ubóstwa. Nie idź do szkoły zawodowej, technicznej, bo będziesz nikim. Chcesz kopać rowy? Zobacz jak to jest - i myk na wakacje do znajomego firmy na jakieś ku#wa roboty żebym zobaczył jak to ciężko jest.
      Ja np. skutecznie zbuntowałem się przeciwko temu. Nie chciałem studiów, nie chciałem być nudziarzem i kolejnym kredytobiorcą w biednym kraju. Moim rodzicom nie podobało się to zbytnio.
      Poszedłem do prywatnej szkoły technicznej, nie mam wyższego wykształcenia. Opłacałem ją sam co było cholernie ciężkie. Wizyty w domu rodziców czy u starszego rodzeństwa były pełne szyderstw na temat mojej prywatnej szkoły dla "księciuni", którą w dodatku sam opłacam będąc biedny. Dalej to samo - nic ci sie nie uda, czego ty sie tam uczysz, wywalasz kase w błoto. Gdzieś po drodze przestałem wierzyć w to że się uda. Znajomi poza sporadycznymi przypadkami też nie wydawali się wierzyć w to do czego dążę w swojej specjalizacji. Byłem tak zmęczony że nie widziałem sensu tego wszystkiego. Wziąłem nawet kredyt studencki - zupełną nowość w Polsce wtedy - żeby skonczyć studia, bo nie wyrabiałem się z opłatami. Po jakimś czasie nie wyrabiałem się ze spłaceniem go. To trochę moja wina akurat. Znikąd pomocy. Nie skończyłem swoich studiów. Chciałem sie zabić. Miałem ze sobą problemy psychiczne, fizyczne, materialne. Nie do opisania. Mimo nieskończonych studiów jednak, udało mi się złapać ciekawą pracę w zawodzie, bo w trakcie studiów zdążyłem się nauczyć wystarczająco wiele, żeby udawać, że je skończyłem :D. I po paru latach jakoś nie mam potrzeby wracania do nich i teraz nawet wprost mówię zleceniodawcom, o ile w ogóle ktoś o to pyta, że NIE MAM STUDIÓW i nikogo to nie obchodzi. Liczy się tylko skill. Wypiszcie to sobie najlepiej na ścianie. Wszyscy moi znajomi, którzy poszli podobną drogą mają się teraz świetnie, a ci którzy skończyli studia i zaczęli dopiero niedawno życie, mają prze-je-ba-ne.
      I jak się okazało, moje starsze rodzeństwo, z magistrami i inżynierami, zarabia rocznie średnio 5x mniej ode mnie, nienawidzą swojej pracy, i nie robią tego co chcieli robić w życiu. Pożyczają ode mnie pieniądze, i sami nie do końca rozumieją dlaczego. Co nie pykło? A no to nie pykło, że żyjemy w okresie w którym nawet niewyspecjalizowany budowlaniec z papierosem w ryju zarabia więcej niż nauczyciel, bo magistrów wszelkiego typu mamy nadmiar. Jedni szukają szczęścia za granicą, a inni wegetują tutaj. I pożyczają kase od młodszego brata, którego większość życia mocno krytykowali. Karma is a bitch bro.
      Morał z tego jest następujący. Czasami warto się zbuntować i zacząć robić coś po swojemu wbrew wychowaniu starych, choćby cie otaczali opieką i jakąś tam miłością. Dochodzisz do takiego wieku że sam powinieneś wiedzieć co jest dla ciebie dobre.
      Ja na pewno, gdybym nie ryzykował w życiu, i skończył jakieś tam studia jak śnięta ryba, wziął kredyt zmienił pracę, byłbym najnieszczęśliwszym człowiekiem na świecie, i na pewno nie żałuję ciężkiej drogi którą przeszedłem żeby osiągnąć to co mam teraz. Wolność, niezależność i hajs. Mogę wszystko.
      Ile zarabiam? Minimalnie 6k netto jak mi się nie chce pracować (za 4-6 dni pracy w miesiącu);
      maksymalnie około 15-20k netto jak jestem mocniej zmotywowany i chce sobie coś drogiego kupić.
      Co robie z czasem wolnym? Wydaje kase na głupoty. Rozwijam skilla. Trenuje, gram w gry, oglądam seriale i filmy. Szukam materiału na żonę na spokojnie i bez spiny. Zainteresowanie jest, wybór jest. Ale najpierw pełnoprawna wycieczka dookoła świata w tym roku, z kumplami. Jak się jakaś znajdzie chętna - która za siebie zapłaci - to może ją zabierzemy. Ale raczej męski wyjazd a koledzy też single także raczej nie. Mało zwiedzałem w życiu, nigdy nie jarały mnie jakieś wycieczki all inclusive i inne gówna. Spontaniczne samemu planowane wyjazdy były zawsze najlepsze. Teraz chce zwiedzić wszystko to co chciałem za jednym razem na jednym wielkim spontanie.
      Nie chce mi się oszczędzać na mieszkanie za gotówkę (choć dałbym rade w pare lat) ani brać kredytu i wieść nudnego życia.
      Całą kasę wydam na rok zajebistych przeżyć za granicą, a potem może wrócę
      Polska nie jest taka zła do życia, dla mnie przynajmniej...

      Zaakceptował: Eugeniusz_Zua}
      pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: nietolerancjiiznieczulenia_raj czym się zajmujesz bajkopisarzu?

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    @trwaidentyfikowanie: Krótko o tym, jak wygląda życie absolwenta studiów psychologicznych:
    1. Kończysz studia, w tym podyplomowe. Szukasz pracy w zawodzie bo do tego dążyłeś przez kilka lat swojego życia
    2. Szukasz z dużym zaangażowaniem, starasz się wyróżnić i udowodnić, że warto Cię zatrudnić.
    2. Pracodawcy wymagają dyspozycyjności, zaangażowania, co najmniej dwóch lat doświadczenia, najlepiej kilka dodatkowych kursów i dodatkowych kwalifikacji, przy okazji najlepiej jeszcze stanowisko psychologa i sekretarki w jednym.
    3. Proponowane stawki za cały etat pracy to najczęściej 1600-2000 netto bez szans awansu czy konkretnej podwyżki
    4. Oczy szklą się na widok ofert, oczywiście ze wzruszenia
    5. Chcesz się rozwijać zawodowo, robić kursy dodatkowe, studia podyplomowe, czyli to, czego oczekują pracodawcy
    6. Nie masz za co bo za pensję jaką proponują ci sami pracodawcy ledwo opłacisz rachunki i zaspokoisz potrzeby żywieniowe
    7. Pracujesz niewiele więcej niż za najniższą krajową i się cieszysz, że chociaż w jakimś stopniu jest to praca w zawodzie
    8. Chcesz czegoś więcej, chcesz się dalej szkolić ale firmy szkoleniowe, szkoły terapeutyczne kosztują tyle, że kończysz procedurę rejestracji na studia w momencie przeanalizowania opłat
    9. Uczysz się z książek, bo to jedyna inwestycja w siebie na tym etapie na jaką Cię finansowo stać
    10. Zastanawiasz się co dalej ze sobą zrobić i jak żyć, wykonując zawód, który daje Ci masę satysfakcji, radości i spełnienia jednocześnie zamykając Cię w klatce z napisem ,, szanse są marne''.

    pokaż spoiler Czuje się jak w zapętlonym kole. Jeśli chcę się dalej uczyć i kształcić muszę mieć pieniądze. Nie mam skąd ich wziąć bo nie mam szans na większe zarobki bez dodatkowych szkoleń i studiów.

    L

    #gownowpis #psychologia #psycholog #studia #psycholoszka
    pokaż całość

  •  

    Presja grupy i konformizm - Eksperyment Ascha

    Jak bardzo podatni jesteśmy na presję i potrzebę dostosowania się do opinii większości? Krótka analiza eksperymentu Ascha i konformizmu w obliczu nacisku grupy.

    Link do znaleziska: https://www.wykop.pl/link/4719591/presja-grupy-i-konformizm-eksperyment-ascha/

    Znalezisko dodał: @wojna_idei

    Coś fajnego nam umyka? Poinformuj mnie @RFpNeFeFiFcL lub @menypeny
    Jeżeli chcesz obserwować osobny tag dla tych wpisów, obserwuj: #botpoziomu

    Ten wpis to inicjatywa podnoszenia poziomu na wykopie przez wołanie do znalezisk o merytorycznych treściach.
    Jest nas już ponad 500 osób.
    Żeby dołączyć należy kliknąć na ten link https://mirkolisty.pvu.pl/list/1UH8sCyT1AtCCdXr nastepnie zalogowac sie swoim kontem wykop.pl i kliknąć dołącz w tej grupie.
    Przepraszam jak trochę wymagające nie my to wymyślaliśmy.

    #nauka #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu #psychologia #psycholog #spoleczenstwo #badania #kultura #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Dziwna sprawa się stała. Głównie chodzi o zachowanie babki psycholog i jej reakcje. No więc tak: chodzimy z niebieskim od dwóch miesięcy na terapie dla par (tu 4 lata związku i niestety mieliśmy wiele turbulencji na tle zaufania, rodziny, wzajemnych relacji, seksu i umiejętności komunikacji. Chcieliśmy więc to sobie po prostu poukładać). M.in chcieliśmy też poukładać nasze zachowania w stosunku do siebie. Tj. Nasze wybuchy złości, złe odzywki, brak umiejętności rozmowy bez podnoszenia tonu głosu i niemożliwość zrozumienia drugiego (można powiedzieć brak empatii).
    Na siódmym spotkaniu przyszło nam opowiedzieć co działo się przez miesiąc przerwy od terapii. Niestety był to burzliwy miesiąc i postanowiliśmy dokładnie jej opowiedzieć o zaistniałych sytuacjach przytaczając nasze słowa do siebie i zachowania. I tu właśnie pojawia się coś dziwnego. Babeczka nagle się spiela i wyleciała: "po co Państwo mi dokładnie przytaczają słowa jakie mówicie do siebie? To już nasze 7 spotkanie, miało być lepiej. Mieliście się hamować. A ja widzę, że tutaj jedno chce zmienić drugie na siłę. Ja się na to nie piszę! Od takiej pracy są inni psychologowie. Jeśli nie potraficie się zaakceptować to może trzeba się rozstać?".
    Wtfff???? Szczerze opadła mi szczęka. Przyszliśmy do niej z wyraźnie określonymi priorytetami. Zależy nam na sobie jak cholera. Oboje mieliśmy trudne rodziny, jednak pomimo kłótni jest nam ze sobą dobrze (nie poszliśmy do niej pod przymusem przecież).
    Natomiast wczorajsze spotkanie mocno pokazało, że mimo terapii nie radzimy sobie tak jak ona to sobie zaplanowała....
    w ogóle zastanawia mnie czy w takiej sytuacji "my" nie równa się "nasze zachowania"? I jeśli ONA nie powie/ doradzi mam jak zmienić nas samych to nie zmieni tym naszych zachowań względem siebie?
    Serio się pogubiłam. Myślałam, że psycholog to osoba, która przyjmie wszystko, wysłucha, "przełknie" sprawę bez nadmiernych emocji i na chłodno pomoże nam rozwiązać problem. A ona najwyraźniej się odcina od tego - mimo, że sprawy które poruszyliśmy to nie były jakieś pato akcje...
    Nie wiem, co myślicie.. ? (╯︵╰,) #zwiazki #psycholog

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Spotkałem dziś kolegę ze szkolnych lat, spytał co u mnie czemu tak ostatnio mnie 'mało' powiedziałem, że jakoś tak się odludkujemy z dziewczyną, niby z uśmiechem, spytał czy to zdrowe a ja powiedziałem, że tak lubimy. Gówno prawda. Nienawidzę swojego życia obecnie.

    Pewnie przez to spotkanie miałem dziś sen w którym byłem z paczką wszystkich znajomych w mcdonalds, potem poszliśmy pić na taki skwer obok naszej szkoły. Widziałem siebie uśmiechniętego, pierwszy raz od dawna. Bawiłem się jak za starych dobrych czasów. Bez telefonu, bez jakiegoś cichego głosu z tyłu głowy, bez nerwobólów ze stresu.

    Obudziłem się w pustym mieszkaniu, z zasłoniętymi roletami. Z terminem kolejnej wizyty u psychiatry. Obok leżał telefon na którym było jakieś 40 smsow od mojej dziewczyny z borderem od której nie umiem się uwolnić.
    Bez znajomych, bez przyjaciół, bez radości.
    Z nerwicą, poczatkami depresji i lekami ssri.

    W którym momencie się to wszystko zepsuło..

    #gorzkiezale #przegryw #depresja #ssri #psycholog #zwiazki

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

  •  

    Wróciłem właśnie od psychologa. Było super i moje obawy były zupełnie bezpodstawne. Bardzo pozytywna młoda dziewczyna, na oko z 29 lat. Ale sama rozmowa bardzo przyjemna, można się poczuć jakby rozmawiało się ze znajomym.
    Najbardziej mnie rozbroiło pytanie, jakie było moje wyobrażenie o tej wizycie. Mówię że moje wyobrażenie opierało się głównie o filmy. Na co ona z takim uśmieszkiem na twarzy: no, zależy o jakich filmach mówimy. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Ale czuje że decyzja z pójściem do psychologa była jedną z lepszych decyzji w moim życiu.
    #psycholog trochę #heheszki i #truestory #czujedobrzeczlowiek
    pokaż całość

    +: BoBlubi, c...........a +10 innych
  •  

    Bardzo istotna rzecz, szczególnie w kontekście tego jak często bardzo niezrozumiane są osoby cierpiące na depresję i inne zaburzenia psychiczne.
    #depresja #psycholog #psychologia #psychoterapia

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: embed.jpg

  •  

    Mirki i Mirabelki z problemem #depresja i #przegryw proszę o pomoc czy sama nie wiem co. Mam 27 lvl. Od bardzo długiego czasu nie potrafię sobie poradzić ze swoim życiem. Pierwszy raz zgłosiłam się o pomoc do specjalisty jakieś 9 lat temu. Terapia trwała jakieś 1.5 roku. "Specjalista" był pewnie jakimś maratończykiem. bo na każdej wizycie nerwowo ogarniał czas do mety spotkania. Przepisywał mi jakieś pigułki, od których czułam się..tak jak niektórzy na haju...niby ogarniam, ale nie do końca, niby heheszkowałam, ale łapałam ciężkie zawiechy + kilkadziesiąt kg przybyło. Miałam też anoreksje, wiec inne leki odpowiadały za pobudzenie apetytu i takie tam. Bałam się że bez tabsów, nie ogarnę niczego i ze to "one" za mnie decydują. Po ok 1.5 roku rzuciłam to i cała terapię. Odstawiłam tabsy i stwierdziłam ze może życiowe porady typu "weź pobiegaj czy coś...." pomogą wiec zajęłam się sportem, pracą, nauką itp...Osiągnęłam nawet na tym tle jakieś sukcesy. Wyróżnienia. Nagrody. chyba Miłość ( w pracy poznałam Niebieskiego)Mam masę powodów do tego, by móc czuć się #dobrzeczujeczlowiek by czuć się szczęśliwą osobą. Wiem o tym i serio staram się doceniać to co mam. Dbać o to. Spełniać się w tym co kocham. W tym, co sprawiło ze jeszcze jestem. Ale samopoczucie jest bardzo kiepskie od kilku mc. Udawanie przed innymi, ze jest ok dołuje mnie jeszcze bardziej. Mój niebieski wie, co jest grane, jest tego świadomy. Ostatnio coraz częściej jest świadkiem moich zawiech. Po pracy godzinami potrafię siedzieć i patrzeć przez okno. Gdy chce się zająć czymkolwiek innym kończy się tak samo. Czytam książkę...jedną stronę od kilku mc. Coraz rzadziej rozmawiam z ludźmi. Żadna relacja nie jest dla mnie jakoś istotna. Spotykam się z ludźmi na siłę. W pracy siedzę cicho, z nimi m nie rozmawiam. Chyba ze muszę. Z niebieskim rozmawiam tylko o sprawach domowych, bo mieszamy razem.O #seksy nie ma mowy. Lepiej wychodzi mi pisanie, stąd ten wpis. Gdy dzwonią rodzice, mówię ze jestem w pracy czy coś tam robię mega ważnego.
    Czuję zobojętnienie na wszystko. Budzę sie rano, otwieram oczy i #dzizaskurwajapierdole. Jade do pracy...byle kurwa wytrzymać te 8h. Wracam z pracy, jeśli nie zapomnę to coś zjem..później wracam do okna. Niebieski się stara, Chce rozmawiać. Chce pomóc. Nawet sięgał gdzieś porady u jakiegoś #psychiatria czy #psycholog jak sobie radzić z takim różowym jak ja. Mam dość takiego stanu. Ani szczęścia, ani radości, nawet złości we mnie nie ma...powracają bardzo głupie i złe myśli. Życie nie jest złe. Czasami moze być piękne, wiem to i chce w to wierzyć. Ale nie czuje tego w ogóle. Czuję się, tak jakbym zapadała w coraz to większy dól. To co robie, to jak zyję wydaje mi się jakby nie było moje. Coraz rzadziej nawet patrzę w lustro. Z dnia na dzień czuję sie coraz gorzej, coraz ciężej...coraz ciężej mi się nawet oddycha. Czuje taki dziwny ucisk w klatce. Mam coraz mniej siły nawet na to, by wstać. Prysznic na siedząco..nie jestem w stanie ustać chwili. Odkręcam wodę i marze, by spłynąć razem z nia to tych ścieków, bo sie tak kurwa czuje.
    może wyrzucenie tego z siebie pomoże mi dzisiaj...na troche. Niebieski planuje #zareczyny ale boje się ze mój stan spierdoli wszystko. Ze na dłuższą metę (czyt. niby reszta życia) on tego nie ogarnie. Boję się, ze nie jestem w stanie stworzyć czegoś normalnego i trwałego...

    miłego dnia Mirki i Mirabelki...
    #feelsy #przegryw #gownowpis #gorzkiezale #zwiazki
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Powiedziałem psychologowi o tym że chcę ze sobą skończyć podając konkretną datę, a ten zrezygnował z dalszego leczenia dla mnie.

    Wczorajsza rozmowa z psychologiem (leczę się u niego od 3 lat) okazała się być zupełnie inna niż wszystkie pozostałe. Po 12 latach terapii (u różnych osób, przez różny okres czasu, z różnymi przerwami) jestem w pewnym stopniu świadomy wahań mojego stanu. Posiadam bardzo złą cechę przyrównywania się do innych, przez niektórych interpretowaną jako zazdrość. Momenty ważne i szczęśliwe innych osób powodują u mnie załamanie stanu psychicznego. Np. po tym jak koledze z pracy urodziło się pierwsze dziecko przez okres 2 tygodni nie jadłem, spałem 2-3h dziennie, byłem nieobecny. Takie momenty silnie uświadamiają mi dobitnie że jestem tylko kawałkiem chodzącego mięsa. W myślach już mogę porównać siebie 30 letniego człowieka który nigdy nic nie osiągnął i zawodzi wszystkich po kolei, do człowieka który żyje normalnym życiem. Wiem jakie to złe. Ostatnio dowiedziałem się że kolega spodziewa się narodzin drugiego dziecka. Potrafię sobie wyobrazić jak przeżyje to wydarzenie. Wszystko to opowiedziałem psychiatrze, dodając że październik będzie ostatnim miesiącem mojego życia. Ten odpowiedział że nie zamierza posiadać w swojej historii pracy pacjenta samobójcy i nie życzy sobie żebym przychodził do niego ponownie.

    Może faktycznie, skoro zdecydowałem nie powinienem szukać pomocy?
    Może znacie dobry zestaw #psychiatra / #psycholog w #gdansk który przyjmie pacjenta w stanie terminalnym?

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    pokaż całość

  •  

    Polecacie jakiegoś #psychiatra i #psycholog w #torun ? Wahania nastroju i ogólnie brak sił
    #depresja

    +: N.................h, Renard15 +4 innych
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Z góry uprzedzam: #gorzkiezale i #tfwnobf
    Jestem różowym z przedziału wiekowego 20-23 lvl. Nie wiem jak określić swój problem, więc krótko opiszę co ze mną nie tak. Ogólnie rzecz biorąc, odkąd tylko pamiętam rodzice bardzo rzadko mnie chwalili. Zaczęło się w podstawówce, gdy chodziłam na konkursy (plastyczne, recytatorskie, różne). Często udawało mi się coś wygrać, ale moim rodzicom, a zwłaszcza wiecznie niezadowolonej matce, było mało ( ͡° ʖ̯ ͡°) Pamiętam nawet takie absurdalne sytuacje, że zajęłam na szczeblu szkolnym (czyli nie jakiś super poważny konkurs, ale mając te 9-10 lat to jednak zawsze coś) pierwsze miejsce, co moja matka skwitowała: "no, ładnie, ale myślę, że i tak stać cię na więcej". I tak ciągle, za każdym razem. A mój ojciec zawsze przytakiwał matce. W szkole średniej rodzice mieli wobec mnie bardzo duże wymagania. Dostałam 4 z matmy (średnio mi szła, zawsze na poziomie 3). Stać cię na więcej. Dostałam 5 z przedmiotu, który był i jest moją pasją? Pff, no i z czego tu się cieszyć, kolejna 5, a z matmy tylko 3!!! Wyniki maturalne super, dostałam się gdzie chciałam. Rodzicom za mało. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale studiuję ciężki kierunek, po którym będzie niezła praca. Rodzicom i tak jest za mało... To wszystko wyrobiło we mnie jakieś poczucie niskiej wartości. Zawsze gdzieś z tyłu głowy mam, że nigdy nie będę najlepsza. No i niestety to dość mocno rzutuje na moje zaangażowanie w sfery #zwiazki. Ogólnie atencja się zgadza, chodzę na randki itd., ale i tak mam gdzieś zakodowane, że po co ja w ogóle wychodzę gdzieś z tym niebieskim, jak może z tego nic nie będzie, bo nie będę dla niego najlepszą kandydatką na dziewczynę. Zaczęłam się spotykać z kimś z tindera i sobie w pewnym sensie nie radzę. Raz, że nie czuję się ze sobą dobrze (chociaż ludzie mnie chwalą, dostaję komplementy, niebiescy się mną interesują), to dwa - tinder to tinder, więc od razu mam w głowie, że co z tego, że się jakiś czas spotykamy, może wcale nie jestem lepsza od innych tam dziewczyn dla tego chłopaka. W związku z tym wszystkim - mam dość ambiwalentny stosunek do chłopaków - z jednej strony bardzo chcę być w związku, z drugiej strony nie wiem czy jednak chcę, skoro ciągle mam wrażenie, że nigdy nie będę dla kogoś ukochaną najlepszą osobą. I tak sobie siedzę na karuzeli spierdolenia i się tak kręcę, i kręcę... Ale chciałabym już wysiąść i jakoś żyć. Zatem pytanie - czy #psycholog #psychoterapia w moim przypadku da jakieś efekty? Czy to jest do przepracowania samemu? A jeśli to drugie, to w jaki sposób nad sobą pracować w tym zagadnieniu? A może ktoś z Was coś takiego przechodził i ma chęć podzielić się swoimi uwagami i doświadczeniami?
    Jeszcze tylko uzupełnię swoje wyznanie - to nie tak, że obwiniam rodziców o to, co mam w głowie. Myślę, że gdzieś kiedyś po prostu zasiali mi w głowie tę niepewność, która później, pod wpływem innych wydarzeń i ludzi wykiełkowała w taki oto problem ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    pokaż całość

  •  

    Pacjentka wystawiła swojej #psycholog komentarz na #znanylekarz , zweryfikowała się przez #facebook , podpisała się nickiem i wybrała opcje zapewniające anonimowość (tylko moderatorzy znają jej dane). Mija pół roku, a ZnanyLekarz bez powiadomienia upublicznił przy tym komentarzu jej imię, nazwisko i link do facebooka. Super anonimowość, super ochrona danych osobowych. Teraz wszyscy wiedzą o jej problemach psychicznych np. o #depresja .
    #afera
    pokaż całość

  •  

    Ok pierwsza wizyta u psychologa za mną. Strasznie nie jestem przekonany do tej terapeutki. Najbardziej zniechęciło mnie to jak zaczęła opowiadać, że przez fb i resztę rzeczy w Internecie znikają relacje między ludźmi. Mam nadzieję, że następne wizyty będą lepsze

    #psycholog #luuzikszukaszczescia

  •  

    #krakow #psychiatra #psycholog #depresja #dda #terapia #nerwica

    Czy ktoś mógłby polecić dobrego psychologa na dłuższą terapię z osobą z depresją, syndromami dda, a ostatnio także i śmiercią bliskiej osoby? Potrzebny jest dobry ogarniacz na terapie solo, który interesuje się losem swoich pacjentów. Chodzi tu raczej o typową terapię psychologiczną, farmacja ewentualnie mocno pomocniczo. Może być na pw. Ktoś coś cokolwiek?
    Z góry zakładam prywatnie, ale jak ktoś ma namiar na dobrego terapeutę z nfz to też poproszę.
    pokaż całość

  •  

    #ladnapani #psycholog Maria Rotkiel
    Chyba na prywatnej terapii na niczym nie mógłbym się skupić.

    źródło: ocdn.eu

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Dziś mam wizytę u #psycholog i się kurwa boje. Boje, ze albo wyjdzie jakaś #depresja na podstawie tego co jej powiem albo stwierdzi, ze przesadzam i muszę wyjść do ludzi. Sam już nie odróżniam czy mój stan to przesada czy cos jest nie tak. Gdy mam dołek, które mam codziennie jedyne o czym myśle to isc spac, wstać za kilka miesięcy, nie mam siły odzywać się do ludzi, samo ruszenie sue gdzies to mega problem, a nagle przechodzi i czuje się panem zycua, śmieje się z tego dołku i mam wrazenie, ze wszystko ze mną dobrze. A później wraca i tak od prawie 2 lat. Boje się jej o tym powiedzieć.

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    pokaż całość

    +: M.............i, Umets +6 innych
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Nie umiem walczyć o siebie. Często poddaję się walkowerem, gdy ktoś mnie atakuje chociaż nie ma racji (a ja mam ripostę) to się z nią hamuję, żeby nie urazić drugiej osoby. Nienawidzę rywalizacji. Gdy mam się np ścigać, od razu przyjmuję pozycję przegranego. W dzieciństwie moje potrzeby zawsze były ignorowane. Mam nawet krzywe stopy, ponieważ rodzice nie kupowali mi butów, nosiłam za ciasne po starszych siostrach które są niższe ode mnie. Jestem najmłodsza, pochodzę z wielodzietnej rodziny i mama nigdy nie stawała w mojej obronie, gdy starsze #rodzenstwo mnie atakowało. Oni to widzieli i wykorzystywali. Brat bił mnie po twarzy z liścia śmiejąc się przy tym bo wiedział, że mama i tak nic mu nie zrobi. Drugi brat klepał mnie po tyłku, co mogłoby podchodzić pod molestowanie. Siostra nie była lepsza. W kółko podkreślała to, że to ona jest ulubienicą rodziców. W gimbazie i liceum byłam tą najbardziej nielubianą, wyśmiewaną. Tą, z którą nikt nie chciał siedzieć w ławce bo obciach. Znosiłam to wszystko z kamienną twarzą. Tak przyzwyczaiłam się do tego sponiewierania, że mam poczucie winy jak osobie, która mnie atakowała wytknę błąd. Byłam pilnym dzieckiem i dobrze się uczyłam ale dużo wagarowalam przez to, że byłam szykanowana. Teraz, chociaż jestem najmłodsza to zarabiam największe pieniądze i jak przyjeżdżam w markowych ciuchach do domu, to widzę zazdrość. Ciężko sobie na to zapracowałam - trudne studia, dokształcanie się na własną rękę. Brat przyjął front, że w dzisiejszych czasach kobiety są zepsute ponieważ nie chce im się rodzić dzieci i zajmować się domem, heh. Z mojego chłopaka się śmieją, że jest metroseksualny mimo tego, że po prostu dobrze się ubiera (żadne rurki), jest przystojny i też dobrze zarabia. Mam fajną pracę, pieniądze, chłopaka ale w środku nadal jestem tą skrzywdzoną sierotką marysią. Jak ktoś zażartuje ze mnie, skrytykuje nawet w błachy sposób potrafię to długo rozkminiać. Czuję też strach, że stare czasy gdy byłam nikim wrócą. Mam problem z zasypianiem, nie śpię całymi nocami. Dzisiaj byłam po raz pierwszy na wizycie u psychologa... Oby było dobrze :)
    #rodzina #rodzenstwo #dziecinstwo #psycholog #krzywda

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Asterling
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Oto przykład, dlaczego często tłumaczę ludziom, że korzystanie z psychiatry to eksperymenty na samym sobie. To leki z jakiś 2 lat maksymalnie, które nie zadziałały. Kiedyś moja doktor przez 1,5 roku faszerowała mnie jednym lekiem, więc ją zmieniłem. Obecny doktor to świetny człowiek i słucha, co mi nie pasuje w każdym leku. Każdy z nich brałem minimum 2-3 miesiące, żeby nie było, że odrzucam je przez ciężki okres początkowych efektów ubocznych - wszystko musi się przyjąć, poprzednie leki muszą zejść z organizmu. Część z nich brałem oczywiście dłużej, ale ostatecznie dochodziło do zmiany, bo jednak albo nie pomagały na tyle przy depce i nerwicy, albo ich efekty uboczne zbyt przeszkadzały, więc szły w odstawkę, a zapas chemii w szafce stopniowo wzrastał. A to tylko jakaś 1/4 wszystkich, jakie brałem przez 6 lat walczenia z depką.

    Obecne uważam za całkiem dobre - choć wiadomo, pojawia się obawa w głowie, przez ile tak będzie.

    Ale pamiętajcie mirki - dobre leki to tylko max 50% sukcesu. Reszta to terapia/praca nad sobą/ realizowanie swoich planów. Leki nie zrobią z Ciebie lepszego człowieka - pomogą po prostu zwalczyć pewne problemy, które wynikają już typowo z zaburzeń w mózgu, jak choćby niedobór serotoniny.

    Reszta to łamanie swoich barier z terapeutą, sport, praca w której widzicie sens, hobby i pasje, ukochana kobieta u boku i wspaniali przyjaciele na dobre i na złe. I szczerość z nimi - nie ma się co zamykać przed światem, gdy z zewnątrz jesteś spoko gościem, ale w środku szukasz już tylko grobu. Sam żałuje, że u psychologa wylądowałem dopiero 4 lata po rozpoczęciu tej nierównej walki - wiele rzeczy pewnie miałbym juz do przodu :)

    #depresja #nerwica #przegryw #psychiatra #psycholog #psychiatria #feels

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Asterling
    Po co to?
    Dzięki temu narzędziu możesz dodać wpis pozostając anonimowym.
    pokaż całość

    +: a...c, CptBrit +7 innych
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirki, chyba potrzebuję pomocy. Wiem już że będzie długo, ale byłbym wdzięczny za wytrwałość i może jakąś mądrą radę (nie, nie pójdę biegać, wolę rower ;)). Dla niecierpliwych na dole tl;dr.
    Właściwie to nawet nie wiem od czego konkretnie zacząć, bo to wszystko tak długo trwa, że się gubię. Wiem, że z moją psychą coś nie gra i powoli dochodzę do tego momentu, że muszę spróbować to naprawić zanim będzie za późno.
    Spróbuję może wypunktować co jest na rzeczy:
    - lekka fobia społeczna - nie mam problemu wyjść z domu, pójść do sklepu czy ogólnie pojawić się w jakimś ruchliwym miejscu. Choć wrażenie bycia obserwowanym czy ocenianym się pojawia, ale jakoś sobie z tym radzę. Problem mam z bliższymi spotkaniami towarzyskimi. Mam ogromną wewnętrzną blokadę przy poznawaniu jakiś nowych osób. Nie potrafię się wtedy normalnie zachowywać, bo ciągle czuję się ocenianym itp. Jakieś większe imprezy, dyskoteki to dla mnie ogromny stres i stany lękowe (niedługo mam jechać na kawalerski, ale już mam spocone ręce i nie mam pojęcia jak się z tego wymiksować – może macie jakieś rady przy okazji?).
    - zamknięcie w sobie – czasami się zastanawiam kto tak naprawdę mnie zna i nie potrafię znaleźć takiej osoby. Nawet moja rodzina nie wie jaki rzeczywiście jestem, co lubię, czego oczekuję, moje marzenia, nie wspominając już o problemach. Jestem w sobie kompletnie zamknięty. Nie potrafię okazywać uczuć, a tym bardziej się z nimi dzielić.
    - z powyższym wiąże się introwersja – uznaję to jako fakt, ale niekoniecznie za wadę. Akceptuję to w sobie i naprawdę lubię przebywać we własnym towarzystwie, zająć się swoimi sprawami i pomyśleć. Ale wiem o tym chyba tylko ja. Nie potrzebuję specjalnej atencji, więc nikomu nigdy o tym nawet nie powiedziałem. I się zastanawiam czy powinienem? Zwłaszcza, że moje małe grono bliższych znajomych ma wrażenie, że ich unikam i nie chcę się z nimi widzieć.
    - stany depresyjne – teraz jest znacznie lepiej niż kiedyś. Poważniejszych planów samobójczych co prawda nie miałem, ale pojawiały się za to myśli „czy nie lepiej by było to wszystko skończyć?”. Często czuję, że nie pasuję do tego świata, mam za słaby charakter, albo zwyczajnie boję się przyszłości.
    - nie wiem jak to dokładnie określić, podejrzewam że potrzebowałbym do tego opinii seksuologa – obecnie dosyć silnie identyfikuję się jako osoba aseksualna. Ale jest to bardziej skomplikowane, sam nie potrafię dokładnie tego określić. Zwłaszcza, że to raczej nie jest zbytnio zbadana sfera. Spektrum jest ogromne i próbuję gdzieś siebie wpasować. Może w wolnej chwili uda mi się opisać o co chodzi.
    Dodam tylko, że w związku z tym, przylepiała się do mnie często łatka pedała – dosyć krzywdzące, kiedy nie potrafię sam się tak określić. Przyczyniało się to w dużym stopniu do mojego odsuwania się od społeczeństwa. Wolę sobie oszczędzić przykrości i zwyczajnie staram się takich potencjalnych sytuacji unikać.
    - stres – wszystkim się ogromnie przejmuję i denerwuję, choć uczę się sobie odpuszczać. Mam kłopoty z kortyzolem – poziom ponad normę, ale nie wiem czy to przyczyna albo skutek mojej osobowości. Zdrowotnie mam jeszcze „problem” z testosteronem (pomimo młodego wieku na dolnej granicy) i cukrem – kiedyś dosyć duże wahania w obydwie strony hipo- i hiperglikemie, obecnie już w normie. Ale lekarze do wszystkich z tych trzech rzeczy mówi, że tak ma być.
    - relacje rodzinne – głównie chodzi mi o ojca. Chciał tak dobrze, że przedobrzył. Od kilkunastu lat prowadzi firmę, która wydaje się być całym jego życiem. Wiem, że robi to, żeby o nas zadbać, ale zwyczajnie zapomniał o tym, że pieniędzmi nie wychowuje się dzieci. W momencie kiedy ja dorastałem, on spędzał w pracy całe dnie (dokładnie pamiętam sytuację jak mamie mówiłem, że taty już 5 dni nie widziałem, bo zanim wrócił z roboty to ja już spałem). I odbiło się to chyba na naszych relacjach, bo nie potrafię z nim obecnie rozmawiać i nawet nie mamy o czym. On po robocie myśli o robocie, czasami się mnie spyta co u mnie w pracy i to na tyle. Często ma pretensje, że z nim nie gadam, ale po prostu nie wiem jak. Nie powiem mu też w czym leży problem, bo jest raczej typem człowieka który musi mieć rację i bardzo ciężko przyjmuje krytykę. Ciężko mi sobie wyobrazić jak to będzie wyglądało w przyszłości, zwłaszcza że niedługo się wyprowadzam. Ostatnio usłyszałem jak mój starszy brat się żali, że z ojcem nie da się normalnie gadać, bo jest tylko firma. Także coś jest na rzeczy, choć widzę też winę i problem po mojej stronie.
    - pewność siebie – tu wystarczy krótko: leży zdeptana na ziemi. Trochę się podbudowuję w pracy, gdzie moje starania i wysiłki są doceniane i po rozmowach ze współpracownikami zaczynam wierzyć w to, że jestem dobry w tym co robię.
    - relacje z kobietami – dobre, ale koleżeńskie. Dogaduję się lepiej niż z chłopakami. Chętnie bym się z jakąś dziewczyną zbliżył, czy może nawet próbował stworzyć związek, ale przez moją aseksualność nie jestem w stanie. Myślałem kiedyś, żeby poszukać kogoś w internecie, ale nie potrafię się przełamać.
    - i nawiązując do powyższych relacji z chłopakami – często słabo. Na początku jest luz, ale po pewnym czasie zaczyna się tworzyć dystans. Tematy o wyrywaniu lasek czy ruchaniu są mi obce i takie raczej zostaną. Zyskuję czasami przez to właśnie łatkę pedała, przy którym wszyscy boją się o własny tyłek.

    Tl;dr przejawiam lekką fobię społeczną, jestem bardzo w sobie zamknięty i introwertyczny. Boję się otwierać przed ludźmi i utrzymywać normalne relacje. Miałem większe stany depresyjne – ale teraz jest lepiej, głównie za sprawą pracy, którą próbuję podbić poczucie własnej wartości, które obecnie leży na ziemi. Jestem prawdopodobnie aseksualny – choć chciałbym już spróbować stworzyć jakiś związek z taką samą kobietą.

    Iść do psychologa? Czy jakiś inny lekarz?

    #psycholog #depresja #ibogwiecojeszcze

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    Po co to?
    Dzięki temu narzędziu możesz dodać wpis pozostając anonimowym.
    pokaż całość

    •  

      Anon: Różowy: Są osoby takie jak Ty. Na przyjaźń i nawet na romantyczną relację bez podtekstów z niebieskim masz szansę, choć liczba kandydatów jest ograniczona. Znasz http://asexuality.org/pl ? Jakie miasto?

      To jest anonimowy komentarz.
      Zaakceptował: Magromo

    •  

      Różowy: @AnonimoweMirkoWyznania: Psychiatrzy to z reguły lepsi specjaliści, ale mi niezbyt pomógł. Miałam po prostu gadać przez godzinę o problemach, a komuś z fobią nie jest łatwo tak się zwierzać, w dodatku obcej osobie. Ze stresu zamiast mówić coś z sensem zamieniłam się w fontannę łez i tyle z tego wyszło :p I tak zasugerował, że na to terapia grupowa byłaby lepsza, dostałam jakieś SSRI i xanax i skończyło się na jednej wizycie.

      Ja odkąd pamiętam żyłam tylko nadziejami, że kiedyś będzie lepiej, ale wbijam już lvl27 i tej nadziei coraz mniej, też nie mam kogo na moje egzotyczne wyprawy zabierać, bo z reguły wszyscy mają bardziej przyziemne plany. Jedźmy gdzieś razem :P

      To jest anonimowy komentarz.
      Zaakceptował: Magromo
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirki, mam pewien problem.
    Czy normalnym jest życie w wyobraźni? Tzn. Wyobrażam sobie, że jestem kimś innym. Jakieś postaci z książek czy filmów. Mam tak od dziecka.
    Niby nic takiego ale obecnie spędzam w tym świecie od 4 do nawet 10 godzin dziennie. W tym czasie słucham muzyki na słuchawkach i, najczęściej, kręcę się na krześle.
    Tak. Dobrze przeczytaliście. Potrafię przez bitą godzinę kręcić się w jedną stronę na krześle i wyobrażać sobie, że walczę ze smokiem albo jestem członkiem gildii złodziei.
    Przez to zawalam wiele rzeczy.
    Czy coś takiego jest według was normalne?
    Na dodatek zauważyłam u siebie 4 stany emocjonalne. Tylko 4.
    1 to euforia - mogę zrobić wszystko. Biorę się za naukę języków i jestem gotowa wyjść do ludzi.
    2 to #depresja - nic mi się nie chce. Mam doła, często płaczę. Mam myśli samobójcze.
    3 to agresja. Przy tym jestem gotowa wszystkim przyłożyć. Denerwują mnie najmniejsze rzeczy.
    4 to zupełne odrealnienie. W nim... cóż. Nie mam żadnych emocji.
    Zauważyłam też coś co mnie przeraża - tzn w czwartym stanie mam dziwne myśli. Przyłapuję się na nich ale nie czuję żeby były moje. Np. nagle zastanawiam się jakby to było rzucić telefonem w głowę osoby siedzącej przede mną i wyobrażam sobie jakby mózg jej wypływał. Nagle zastanawiam się na przystanku, jak powinnam skoczyć na gołębia żeby wypłynęły mu flaki. Zaczynam myśleć o tym jakby komuś w autobusie rozbić głowę o szybę, bo słucha za głośno muzyki. Te myśli trwają może z minutę lub dwie.
    Byłam na jednej wizycie u psychologa ale była.. dziwna. Mogłabym powiedzieć cokolwiek. Jedyne na co zwróciła uwagę to fobia społeczna. Nie wiem jednak czy ma co do tego rację. To nie tak że boję się ludzi. Ja ich nie lubię. Nie czuje potrzeby kontaktu z nimi. Dodatkowo boję się obowiązków. Przed zaliczaniem egzaminów dostaję ataków paniki i trudno mi oddychać, ale zamiast się uczyć - kręcę się na krześle i słucham muzyki.
    Co o tym myślicie? Przesadzam? Wiem, że nie jesteście #psycholog ani #psychiatra ale może ktoś z was miał podobne doświadczenia lub coś o nich słyszał. Jeśli chodzi o ewentualną ponowną wizytę u psychologa to po pierwszej psychoterapii zrezygnowałam. Myślę, że niepotrzebnie ale boję się iść tam ponownie.

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Nevertheless
    Po co to?
    Dzięki temu narzędziu możesz dodać wpis pozostając anonimowym.
    pokaż całość

  •  

    Mireczki, ćwierć wieku przesiedziałem w piwnicy. Z różnych powodów z dala od ludzi, nie angażowałem się w związki, nie potrafiłem nawiązać przyjaźni. Najwyżej zwykłe, koleżeńskie stosunki. Dziś widzę, jak wielkie zaległości mam w kontaktach międzyludzkich i damsko-męskich. Nie chodzi o to, że nie potrafię rozmawiać, czy panicznie boję się ludzi. Codziennie w pracy mam do czynienia z wieloma osobami, i jakoś sobie radzę w normalnej rozmowie. Rzecz w tym, że gdybym dzisiaj umarł, nie ma na świecie osoby (nie licząc kilku członków rodziny), która szczerze zapłakałaby nad moim grobem. Z przerażeniem stwierdzam, że nawet sam nie wiem jaką jestem osobą. Mam emocjonalną karuzelę, raz jestem wściekły, raz zrozpaczony, raz pewny siebie, raz jak przestraszone dziecko, raz daję sobą pomiatać, a innym razem jestem cyniczny i to ja pomiatam. Patrząc dookoła, na znajomych ze szkół, mam wrażenie, że wszyscy odjechali pociągiem do dorosłego życia, a ja stoję na peronie i widzę jak odjeżdżają. Czuję się pierdoloną wydmuszką.
    Moje życie stoi w miejscu, ale w środku pali mnie potrzeba zmiany, sięgnięcia po coś więcej. Chciałbym studiować, reprezentować sobą jakąś wartość. Ale sytuacja na dzisiaj wygląda tak, że nawet ciężko jest mi skupić myśli na książce, którą czytam z założenia dla przyjemności.
    Od 10 miesięcy na escitalopramie, libido 2/10, wiele rzeczy mam gdzieś, ale przynajmniej dużo rzadsze stany depresyjne.
    Psychiatra mówi, że tabletki nie są w moim przypadku rozwiązaniem, że powinienem zapisać się na psychoterapię.
    Walczyłem z tym, ale w końcu podjąłem decyzję, i w tym miesiącu mam zamiar umówić się na spotkanie.
    I tutaj pytanie właściwe: czy ktoś z Was, Waszych bliskich, miał podobną sytuację i uzyskał faktyczną pomoc od psychoterapeuty?
    Chcę odnaleźć siebie, wewnętrzny spokój, potrafić nakreślić sobie drogę dalszą, niż do kolejnego weekendu.
    #psycholog #depresja #feels
    pokaż całość

    •  

      @trafalgarsq: wiesz, słuchaj, wiem po sobie. Karma jakoś tak sprawia, że w najgorszym kryzysie i natłoku problemów lecą takie lasencje, o jakich całe życie mogłeś tylko pomarzyć.

      I wiem, że wieloletnie braki dają w kość.

      Ale ten gatunek cholernie nie lubi dodatkowych problemów, a facet ma być od tego żeby życie ułatwiać , a nie utrudniać, a one wyczują problemy węchem bardzo szybko, również te nieskomplikowane.

      Jak z grubsza to ułożysz, dopiero wtedy i będziesz mógł dać minimalną podporę, wiem że to bolesna świadomość, ale cóż - życie to szambo, jeśli już się urodzić to tylko pięknym, bogatym i ze zdrową głową.
      pokaż całość

    •  

      @akwen: Oprawię sobie Twój wpis w ramkę :) Generalnie do wszystkiego podchodzę z dystansem, nie napalam się, wiem, że łatwo mogę się sparzyć. Zarejestrowałem się tam z nudy. Jednak w ogólnym rozrachunku cieszę się z tego doświadczenia, bo był to dla mnie impuls, żeby zainteresować się psychoterapią. Fakt, że nie jest mi teraz łatwo, bo siedzę i słucham muzy którą mi wysłała (owszem, nie powinienem tego robić ;) ), ale mam nadzieję, że coś się w końcu w tym popapranym życiu ruszy. pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    Mirki błagam Was o pomoc.Dwa dni temu zostawiła mnie kobieta mojego życia. Po 7 latach związku, byliśmy zaręczeni. Kochałem ją całym sobą, poświęciłem jej całe swoje życie. Jestem załamany, mam rozbitą, zranioną duszę i pęknięte serce. Niewyobrażalnie i potwornie cierpię. Jestem wrakiem człowieka, nie mam nadziei na przyszłość. Czuję się jakbym umarł a tylko ciało żyło. Leczyłem #depresja już prawie ją wyleczyłem a teraz mam taki potężny cios. Jestem osobą wrażliwą i uczuciową, sensem mojego życia jest miłość.Straciłem wszystko. W rozpaczy błagam każdego kto może zaoferować mi pomoc. Może jakiś #psycholog albo #psychiatra w #lublin Jestem dobrym człowiekiem, wierzę że można mi pomóc #pomocy pokaż całość

  •  

    #stan #nauka #stres #emocja #psycholog Fruwające naczynia na rozładowanie stresu?

    Nie trzeba czekać aż złość w nas "urośnie" i nie pozwalać jej wybuchać ze zdwojoną siłą. – Trzeba ją wygaszać tak szybko, jak to możliwe – mówi psycholog. – Niektórzy wkładają głowę do zamrażalnika lub pod kran, aby odwieść od siebie złe emocje.

    Moja znajoma nie miała łatwego startu w dorosłe życie. Jako piękna, inteligentna blondynka, dobra uczennica, postanowiła tuż przed maturą, rzucić szkolę i wyjść za mąż. Rzuciła i wyszła. Zdawało się, trafiła szczęśliwie, jak w Totolotka. Mąż sędzia sądu rejonowego, gość z wysokim autorytetem, mężczyzna elegancki, przystojny, wysoki - dobrze osadzony społecznie i zawodowo, czyż kogoś lepszego można oczekiwać?

    To nie jest antidotum na złe relacje

    Idylla ślicznej licealistki-mężatki trwała krotko. Pogodne, beztroskie życie szybko się skończyło, niemal wraz z okresem miodowym. Po ślubie podjęła szkołę wieczorową i pracę zawodową. Marzyła, aby zdobyć maturę i pójść na studia. Niestety, każdy powrót do domu, kończył się źle, czasem bardzo źle. Były kłótnie, wyzwiska i bijatyki. Leciały w jej kierunku brzydkie słowa i różne przedmioty. Fruwały doniczki z kwiatami, talerze, naczynia… Nastała trudna do opisania gehenna. Przez zazdrość, złość, fałszywą miłość. Mąż podejrzewał żonę o wszystko…, co najgorsze.

    Dlaczego nastał taki ohydny czas w ich króciutkim pożyciu małżeński? O co w tym trudnym związku poszło? O co w ogóle chodziło? Czy potrafili to wyartykułować? – Ludzi, którym na czymś zależy, denerwuje wiele rzeczy – tłumaczy w "Poranku OnLine" psycholog, trener osobisty Miłosz Brzeziński. – To oznacza, że mają jakąś koncepcję świata i próbują do niej dążyć.

    Rzucanie naczyniami znane jest od niepamiętnych czasów. I nie chodzi absolutnie o zawody w rzucaniu… czymkolwiek. Rzucanie naczyniami nie jest dobrym sposobem rozładowania stresu ani naprawiania zepsutych relacji.

    Wtedy "poziom zdenerwowania opadnie"

    Zdaniem Miłosza Brzezińskiego - nie warto czekać, aż złość w nas "urośnie" pod niebo i nie należy pozwalać jej wybuchać ze zdwojoną siłą. – Trzeba ją od początku wygaszać tak szybko, jak tylko to możliwe, każdym możliwym sposobem – mówi psycholog. – Niektórzy wkładają głowę do zamrażalnika lub pod kran, inni liczą od 378 w dół, aby skupić się na czymś innym niż złe emocje.

    Jedną ze znakomitych i skutecznych - według ekspertów - metod na uspokojenie silnych złych emocji, jest właściwe oddychanie, zwane zasadą "5, 7, 8". – Pięć sekund wdechu, siedem - zatrzymania powietrza i osiem - wydechu – mówi psycholog Brzeziński. – To, wbrew pozorom, trwa strasznie długo, więc jeśli powtórzymy ćwiczenie cztery razy pod rząd, poziom zdenerwowania opadnie. Tak wynika z praktyki.

    Mózg realizuje taki cel, jaki określimy

    Jak przekonuje gość radiowej Czwórki, egzaminu podczas rozładowywania agresji, nie zdaje rzucanie naczyniami, ani innymi przedmiotami. – To działa wręcz przeciwnie – mówi psycholog. Dlaczego? Bo złe emocje czy agresja mają głębokie uwarunkowania psychologiczne. Pochodzą zresztą od dalekich praprzodków i tkwią do tej pory w naszym mózgu, jako nabyty balast uczuć i wrażeń, zdolnych do odtwarzania w różnych sytuacjach życiowych, najczęściej negatywnych.

    Umysł ludzki ma m.in. krótko, średnio i długoterminowe zadania do wykonania, w różnym stopniu przeplatające się i wpływające na siebie. Jeśli ktoś zleci mu, poprzez myślenie o tym, planowanie, zadawanie się z bandytami, czy bandyckie postępowanie, to takie długoterminowe zadanie umysł będzie realizował, podpowiadając i inspirując, co należy w osiągnięciu zamierzonego celu czynić – twierdzą znawcy zagadnienia.

    Jeśli planowany będzie przez nas zdrowy, konstruktywny tryb życia, to taki cel umysł będzie starał się realizować. Stąd bardzo ważny jest pierwszy okres życia, decydujące znaczenie mają wzorce, ideały, jakie otrzymamy na początku. Należy tu uwzględnić wrażliwców, indywidualistów, przekorę, wszak nie każdy nadaje się do realizacji pozytywnego przekazu, a do wielu rzeczy trzeba dojrzeć.

    Odbieramy i współodczuwamy cudze emocje

    Znacząca część naszego mózgu, zajmuje się tym, co mają w głowach inni ludzie. Mówiąc inaczej – mózg jest wpływowy tak, jak i my jesteśmy wpływowi. Dzięki neuronom lustrzanym, odbieramy i odczuwamy cudze emocje, nie ważne - dobre czy złe. Dzieje się to w ten sposób, że odbieramy emocje za pośrednictwem wyrazu czyichś oczu, mimiki, intonacji głosu, zachowania, treści przekazu, czyli tzw. mowy ciała.

    Tak więc empatia - odbieranie i współodczuwanie cudzych emocji - nie ma nic wspólnego ze zdolnościami paranormalnymi. To umiejętność, którą posiedliśmy wszyscy, tylko nie wszyscy korzystamy z niej w jednakowym stopniu. Za to, że przejmujemy stres kolegi lub członka rodziny, który miał scysję z szefem, mężem, żoną, siostrą bratem itp., odpowiadają nasze neurony lustrzane.

    A co do losu mojej znajomej, dzięki pracy i wytrwałości zdobyła maturę, nie zrobiła jednak studiów. Marzenia jej spełniła córka, która ukończyła studia z ekonomii. Nieszczęśliwa matka szczęśliwie w porę odeszła od męża frustrata i awanturnika. Potem życie ułożyła sobie na nowo, w spokoju, kulturze i wzajemnym poszanowaniu.
    Źródło: polskieradio.pl.

    Stanisław Cybruch

    Na zdjęciu ilustracyjnym - Awantura w związku. Jak się nie kłócić. Foto: polki.plgoogle.com. Dwa niedźwiedzie walczą o jedną rybę. Foto: milanos.pl.google.com.
    pokaż całość

  •  

    #coolstory #dysleksjacontent #psycholog #autyzmstory

    O gurwa ale mi się przypomniało. W #podbazie strasznie marnie mi szło - zresztą nic się od tamtego czasu nie zmieniło - pisanie poprawną polszczyzną xD Jako prawilny seba zostałem zapisany do specjalnego ośrodka, by tam stwierdzili czy mam dysleksję xD No i tam przeprowadzali na nas różne testy.

    Na jednym z takich testów dostaliśmy kartkę A4 na której była namalowana kreska, jakiś piesek, ludzik, łopata itp - wszystko to było do siebie oddalone i chaotycznie umiejscowione. Coś takiego: OBRAZEK

    Zadanie brzmiało tak:

    Połącz wszystko w spójną całość.

    No to dzieciaki dorysowywały tam jakieś słoneczko, z kreski robili ławkę, do ludzika dorysowali okulary, jakąś smycz do pieska... że niby na spacerze z tym ludzikiem... no generalnie malowali obrazek wykorzystując narysowane już wcześniej elementy xD

    A co zrobiłem ja?

    MÓJ RYSUNEK XD

    pokaż spoiler No kurwa połączyłem kreskę, pieska i ludzika grubymi liniami, jak na jakimś grafie i oddałem xD


    pokaż spoiler Dysleksji nie stwierdzono xD
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #psycholog

0:0,0:0,0:0,0:0,0:3,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów