•  

    Opowiem wam coś, którzy borykają się z problemem akceptacji swojego wyglądu i dlaczego całe życie jestem sam. Ogólnie cały okres szkolny wyśmiewali mnie z powodu wyglądu, bo jestem brzydki, i przez to nigdy nie byłem w związku i nie miałem bliższych relacji z dziewczynami. Mimo tego, że szkołę mam dawno za sobą, to nadal mam w głowie negatywny obraz samego siebie i do dnia dzisiejszego mam wstręt do własnego wyglądu. Tzn unikam robienia sobie zdjęć, boje się pierwszy zagadać do dziewczyn w moim wieku, albo młodszych od siebie, a najbardziej obawiam się opinii na temat mojego wyglądu.
    Teraz przeważnie nikt już mnie nie wyśmiewa, ale prawdopodobnie przez to zostanę sam do końca życia, i nawet nie mam żadnych złudzeń. Jedynie co bym chciał, to wymazać ze swojej pamięci całą przeszłość, choć takie marzenie jest nie do zrealizowania.
    Reasumując do sedna mojego problemu, to zastanawiam się tylko, po co dana osoba wyśmiewa się z drugiej osoby z powodu wyglądu. Czyżby takim sposobem ukazuje swoje pseudo ego, czy raczej sama ma kompleksy i musi się dowartościować przed innymi dla, tzw szpanu??
    Oczywiście jest na to proste wytłumaczenie, że w latach szkolnych każdy próbuje się wybić i trzymać się pewnej grupy, tzn jest selekcja społeczna i słabsze osoby, które nie umieją się obronić przed osobami dominującymi z wyglądem ok 8/10, 10/10 są narażone w przyszłości na zepsucie. No chyba uda mu się z tego wyjść przez dobrze płatną pracę i tym kompleksy w pewnym sensie można zamaskować.
    PS. Z wyglądem 0/10 mogę sobie pomarzyć i w pierwszych etapach znajomości liczy się niestety wygląd, a później dana osoba okazuje przez to zainteresowanie. Wystarczy sprawdzić tinder, badoo np i jest to oczywiste, że przyszła partnerka/partner muszą się nawzajem podobać, bo to jest uregulowane genetycznie. Nawet naukowo jest to udowodnione, że atrakcyjny wygląd wytwarza tzw feromon u człowieka, a dla przykładu u zwierząt jest to zapach i dominacja w stadzie.

    #depresja #feels #psychologia #przegryw #tfwnogf
    pokaż całość

    +: GrATibia8621, Jestem_spokojny +5 innych
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Zastanawiam się nad rozstaniem z żoną po 2 latach małżeństwa, a razem 8 latach związku.
    Mam z tym oczywiście kilka problemów, ale główny i najbardziej straszny problem jest taki, że się jej boję. W chwilach słabości moja żona przejawia pełne spektrum borderline, z agresją, biciem mnie i niszczeniem rzeczy włącznie. Nie boję się kilku siniaków, ale nigdy nie wiadomo co jej odbije. Kiedyś miała takie akcje, że pamiętam iż po nich zastanawiałem się, czy pewnego dnia nie dostanę kosy między żebra nożem kuchennym z byle powodu.
    Wtedy byłem słaby psychicznie i uzależniony od niej, teraz już tak nie jest i zastanawiam się tylko nad ograniczeniem strat.
    Ciężko jest też powiedzieć jak wielkiego ataku borderline dostanie po tym jak jej powiem, że nie chcę z nią być, bo dawno żadnego większego ataku nie miała.
    Czy macie jakieś pomysły jak zabezpieczyć się, ograniczyć straty fizyczne, mentalne i materialne przy takim wyznaniu?
    Jak do tego podejść, kogo poprosić o pomoc.
    Nie mamy intercyzy, ale nieszczególnie się tym przejmuję. Nie obchodzą mnie kompletnie wspólne rzeczy i może je sobie zatrzymać. Strachy przed pobiciem i jej furią na bok - nie chciałbym jednak płacić alimentów, gdyż w trakcie małżeństwa zacząłem wielokrotnie więcej od niej zarabiać (dzieci nie mamy), więc jej standard życia spadnie znacznie. Ale podejrzewam, że bez orzeczenia o mojej winie alimentów żadnych nie dostanie.
    #wyznanie #psychologia #zwiazki #pomocy #rozowepaski #borderline

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    pokaż całość

    +: P.........r, Phaerick +8 innych
  •  

    Powiedzenie „Ja wierzę w Boga” jest równoważne, w pewnym sensie, do powiedzenia „moja myśl jest całkowicie spójna, ale oparta na aksjomacie (tak jak moja myśl jest też niekompletna, więc muszę wziąć coś na wiarę)”.

    Powiedzenie „Ja nie wierzę w Boga” jest więc powiedzeniem „żaden aksjomat poza moją myślą nie jest niezbędny” albo „niezbędny aksjomat spoza mojej myśli nie jest prawdziwy”. Konsekwencją tego stanowiska jest rozpad Boga, później rozpad państwa, później rozpad rodziny aż w końcu ja się rozpada.

    By powstrzymać ten rozpad z fałszywą pewnością: to jest totalitaryzm. Aby go przyspieszyć to jest nihilizm. Eksperymentowaliśmy z totalitaryzmem w dwudziestym wieku jako alternatywą dla ostatecznego aksjomatu wiary w niepoznawalne i niemożliwe do opisania. Totalitaryzm zawiódł. Obecnie będziemy musieli eksperymentować z nihilizmem. Ten eksperyment kierowany przez ludzi zawistnych również zawiedzie i jest równie wątpliwe to, że przetrwamy go, tak jak wątpliwym była możliwość przetrwania totalitaryzmu.

    #filozofia #psychologia #wiara
    pokaż całość

  •  

    #rozdajo

    Przypominam, że do świąt (czyli do piątku) jest szansa na otrzymanie wybranej przez siebie gry do 50 zł ze Steama!

    Co trzeba zrobić? Zaplusować, rzetelnie i szczerze wypełnić baterię testów oraz pozostawić na jej końcu swój nick. Zależy mi głównie na osobach pracujących w IT, ale nie wyłącznie na nich. W każdym razie chodzi tu o Mirków, którzy pracują. Nieco więcej szczegółów w poprzednim wpisie.

    pokaż spoiler Link do badania:
    https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSdTBSYByiSq7SJ2klx2lzgM3MlubjTN9g-12uwE6gYDfa1lHA/viewform?usp=sf_link


    pokaż spoiler Poprzedni wpis:
    https://www.wykop.pl/wpis/30899275/mirkobadanie-programista15k-psychologia-pomocy-pyt/


    #mirkobadanie #programowanie #it #psychologia #ankieta
    pokaż całość

  •  

    Mam #feelsy bo pierwszy raz powiedziałem komuś o wszystkim, o sobie, dzieciństwie i życiu. Aż terapeutka powiedziała, że smutno się słucha, ale znamy przyczynę. Aż mi się chce ryczeć ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #psychiatria #psychologia

  •  

    Właśnie się dowiedziałem, że kobiety wcale nie są bardziej emocjonalne od mężczyzn i że to tylko zakorzeniony konstrukt społeczny. A przynajmniej tak twierdzi neuroloszka, psycholoszka i autoloszka Lisa Feldman.

    Kurde, 40 lat życia w kłamstwie. Moje oczy wcale nie widziały tego co widziały, a uszy nie słyszały co słyszały. Nie, wcale.

    #pseudonauka #psychologia #rozowepaski #niebieskiepaski

    pokaż spoiler Dowiedziałem się też o istnieniu słowa "neuroseksizm"...
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Drogie Mirki i Mirabelki!
    Jestem w trakcie pisania pracy dyplomowej na temat: "Styczności z pornografią w przestrzeni publicznej i środkach przekazu..."
    Z uwagi na to, iż jest to praca badawcza potrzebuję waszej pomocy. W zamieszczonym linku znajdziecie ankietę, wypełnienie jej nie zajmie Wam więcej niż 15min.
    Z góry dzięki za poświęcony czas!
    https://goo.gl/forms/GTN9jLgoY6zxXfGq1
    #studbaza
    #rozowepaski
    #niebieskiepaski
    #nauka
    #psychologia
    pokaż całość

    •  

      @YenneferV: wypełniłem ankietę ale proszę nie wołaj mnie tylko po to by napisać ze potrzebujesz więcej osób :/ zawołaj jak skończysz prace

    •  

      @YenneferV:
      O wzywaniu imienia Pana Boga nadaremno

      **Drugie przykazanie nakazuje nam szanować imię Boże i czcić je, wymawiać je tylko po to, by je błogosławić, wychwalać i uwielbiać - mówił w katedrze poznańskiej abp Stanisław Gądecki. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w ramach przygotowania do 1050. rocznicy Chrztu Polski wyjaśnia w katedrze poznańskiej poszczególne przykazania Dekalogu. **

      W homilii nt. przykazania "Nie będziesz wzywał imienia Pana Boga twego nadaremno" abp Gądecki poruszył zagadnienie wzywania imienia Bożego, czczenia go i znieważania. Podkreślił, że z biblijnego spojrzenia na Boga wypływał obowiązek szacunku dla Jego imienia, które określało Go jako istotę świętą, czyli doskonałą pod każdym względem, potężną, mądrą, wszystkowiedzącą, sprawiedliwą, życzliwą ludziom, miłującą Lud Boży i miłosierną.

      Metropolita poznański wyjaśnił, z czego wziął się zwyczaj zaprzestania wymawiania imienia Bożego przez Żydów i zauważył, iż dla chrześcijan bojaźń Boża nie zabrania wypowiadania imienia Boga, byleby tylko dokonywało się to z szacunkiem i miłością, dla osiągnięcia prawdziwego dobra.

      - Pozytywne wyjaśnienie treści drugiego przykazania znajdziemy w modlitwie Ojcze nasz. W Modlitwie Pańskiej mówimy: "Święć się imię Twoje" - zauważył abp Gądecki. - Święcić imię Boże oznacza tyle, co poznać i czcić Boga takim, jakim On jest w rzeczywistości, takim, jakim sam się nam objawił, a więc jako nieskończony, niepojęty, niewyrażalny, wieczny, większy niż ludzkie pragnienia, zdolny fascynować a jednocześnie nieskończenie bliski, drogi, pozostający w stanie zażyłości i przyjaźni z człowiekiem - mówił metropolita poznański.

      Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski wyjaśnił słuchaczom, że używane w języku polskim słowo "nadaremno", w języku Biblii oznacza "w celu uskuteczniania kłamstwa". - Poprawniej można wyrazić tę samą myśl słowami: "Nie wzywaj imienia Pana, Boga twego bez potrzeby", "Nie narażaj imienia Pana, twojego Boga, na znikomość" - mówił abp Gądecki. - Nie chodzi więc tu jedynie o lekkomyślne wypowiadanie na głos imienia Bożego, ile raczej o wskazanie, że każdy grzesznik obraża imię Boże - zaznaczył metropolita poznański.

      Zastanawiając się na przejawami nadużywania imienia Bożego, abp Gądecki wymienił grzech niepotrzebnego przysięgania, bluźnierstwa, przekleństwa, krzywoprzysięstwa i wiarołomstwa.

      - W obecnych czasach drugie przykazanie jest najczęściej kojarzone z niepotrzebnym wzywaniem Boga w sprawach błahych, z codziennymi okrzykami "O Jezu!", "O Boże!". Chociaż te odezwania są świadectwem jakiejś więzi, być może nieuświadomionej, mechanicznie dziedziczonej z Bożym imieniem, to jednak lepiej ich unikać - mówił abp Gądecki.

      - Imię Boże jest wymawiane nadaremno, kiedy nie pragnie się przez to osiągnąć żadnego dobra. Takim nieodpowiednim posługiwaniem się byłoby wymawianie go bez szacunku i miłości, przyzywanie Boga do błahych spraw, bez pragnienia zmiany życia, bez pragnienia osiągnięcia jakiegoś dobra - zaznaczył metropolita poznański.

      Przewodniczący Episkopatu przekonywał także, iż politycy powinni oszczędniej odwoływać się do Boga i chrześcijaństwa, a w zamian za to żyć i działać po chrześcijańsku. - Odwiedzanie biskupów przed wyborami, jeśli nie towarzyszą temu chrześcijańskie decyzje, ma cechy "nabierania" wyborców wierzących. Sporo też samooszukiwania się w tym, gdy polityk nie widzi sprzeczności między podawaniem się za katolika, a dopuszcza się kwestionowania prawa Kościoła do moralnej oceny polityki - zauważył abp Gądecki.

      - Podobnie wygląda sprawa z wybiórczym powoływaniem się na naukę Kościoła. Lewica np. powołuje się na chrześcijaństwo w sprawach socjalnych, np. broniąc morderców przed karą śmierci, a przeczy chrześcijaństwu, sprzyjając aborcji bądź też osłabiając rodzinę - mówił abp Gądecki.

      - Drugiemu przykazaniu sprzeciwia się bluźnierstwo. Polega ono na wypowiadaniu, wewnętrznie lub zewnętrznie, słów nienawiści, wyrzutów, wyzwań przeciwko Bogu, na mówieniu źle o Bogu, na braku szacunku względem Niego - mówił dalej abp Gądecki. - Częstym i oczywistym grzechem przeciw drugiemu przykazaniu jest lżenie Boga i wiary na różne sposoby. Celują w tym zlaicyzowane media, choć swój udział mają w tym także zawodowi ateiści i ludzie podający się za rzeczników opacznie rozumianej wolności słowa - zaznaczył metropolita poznański.

      Katechez abp. Gądeckiego na temat Dekalogu, głoszonych w poznańskiej katedrze, można słuchać na całym świecie przez Internet za pośrednictwem Radia Emaus.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (27)

  •  

    Jutro udaje się na leczenie zamknięte do szpitala psychiatrycznego. Sam podjąłem taką decyzje bo nie radzę sobie już praktycznie z niczym... Powiem wam Mireczki, że strasznie się boje tego co mnie tam zastanie ale głęboko wierze w to że wyciągną mnie z tego szamba jakim jest #depresja Jeżeli nie pozbawią mnie łączności ze światem postaram się opisywać jak to wygląda od środka... Trzymajcie kciuki!

    #psychologia #psychiatria #zycie #przegryw #lekarz
    pokaż całość

    +: pepkodziobak, A...........s +93 innych
  •  
    Lord6Infamous

    +15

    Czy ból musi boleć?
    eksperyment został przeprowadzony w grupie kobiet i mężczyzn, którzy zostali porzuceni przez swoich partnerów. Wszyscy deklarowali, że to wydarzenie ich zraniło, i że to nie oni chcieli rozstania. Zadaniem badanych było oglądać zdjęcia, w tym te, na których znajdował się ich partner, podczas gdy ich mózgi były skanowane. Dodatkowo naukowcy dotykali badanych na przemian gorącym i chłodnym próbnikiem. Uczestnicy eksperymentu deklarowali, że oglądanie twarzy partnera i dotyk gorącego próbnika boli tak samo. Zarówno narażenie skóry na fizyczny ból, jak i oczu na widok byłego partnera aktywował w mózgu badanych te same grupy neuronów.

    „Wydawać by się mogło, że oblanie się wrzątkiem i myślenie o byłym partnerze to zupełnie inne doświadczenia, okazuje się jednak, że mogą być do siebie zadziwiająco podobne. Rezultaty eksperymentu pokazują, jak bardzo przeżywamy odrzucenie społeczne” – komentuje Etan Kross, naukowiec z Uniwersytetu w Michigan przeprowadzający eksperyment. Reakcja neuronalna naszych mózgów tłumaczy, dlaczego unikamy swoich byłych lub matematyki, jeśli oczywiście nie należała do naszych ulubionych przedmiotów. Samo oczekiwanie na coś, co wywołuje strach lub wspomnienie doznanej krzywdy, wywołuje nie tylko psychiczny, ale również fizyczny ból.

    Jak działa strach?

    Fascynujące jest to, co dzieje się wewnątrz naszego organizmu, gdy się boimy. Jądra ciała migdałowatego wysyłają do podwzgórza i pnia mózgu rozkazy, prowadzące do szeregu działań, które wydarzają się w tym samym czasie. „Zmienia się tętno, a także ciśnienie krwi, rytm oddechów i stan skurczu jelit. Naczynia krwionośne zwężają się. Do krwi wydzielany jest kortyzol, zmieniając profil metaboliczny organizmu w oczekiwaniu na zwiększone zużycie energii” – pisze Antonio Damasio, profesor neurobiologii, neurologii i psychologii w książce „Jak umysł zyskał jaźń”.

    Mięśnie twarzy malują grymas strachu, a my zastygamy w bezruchu lub uciekamy. Znieruchomienie spłyca oddech, uspokaja tętno, co jest korzystne, jeśli planujemy pozostać w ukryciu. Jeśli natomiast wybieramy ucieczkę, automatycznie rośnie tętno, zwiększa się dopływ krwi do nóg. W tym samym czasie droga przesyłania sygnałów bólowych zostaje wytłumiona, by zmniejszyć ryzyko, że odniesiona rana sparaliżuje nas i uniemożliwi skuteczną ucieczkę. To właśnie dlatego w trakcie wypadku samochodowego czasami nawet poważna rana nie wywołuje na początku bólu, bo ten, gdy jesteśmy w szoku, nie jest obecny w naszej jaźni. Sparaliżowani strachem nie snujemy planów o dalekich podróżach, nie myślimy o seksie czy jedzeniu.

    „W ciągu kilkunastu sekund kaskada emocjonalna jest w stanie odmienić stan kilku organów wewnętrznych, środowisko wewnętrzne, mięśnie prążkowane twarzy i postawy ciała, tempo pracy naszego umysłu oraz tematy naszych myśli” – stwierdza Antonio Damasio i dodaje, że trudno ten stan nazwać inaczej niż zaburzeniem. Do opisanego powyżej pobudzenia organizmu dochodzi zarówno wtedy, gdy atakuje nas bandyta, jak i wtedy, gdy oglądamy horror czy otrzymujemy niespodziewaną reprymendę od szefa. To wszystko boli.

    „Strach bywa czasem jedynie fałszywym alarmem wszczętym przez rozstrojoną kulturę. W takich przypadkach, zamiast ratować życie, staje się czynnikiem stresowym, a stres z czasem niszczy życie, zarówno psychiczne, jak i fizyczne” – komentuje Antonio Damasio.

    A jak wytłumaczyć brak bólu pomimo ewidentnego zranienia?


    Jedno z wyjaśnień potwierdzone empirycznie to dążenie do utrzymania życia” – mówi Alicja Bukowska-Durawa, wykładowczyni SWPS. „Percepcja bólu fizycznego u ofiar wypadku jest mniejsza niż u osób po próbie samobójczej, z powodu deklarowania wyższego poziomu takich zmiennych psychologicznych jak wytrzymałość czy odporność psychiczna”. Szereg badań i eksperymentów potwierdza, że pozytywne nastawienie, wizualizacja zdrowia i wiara w swoją skuteczność przyśpiesza proces zdrowienia, gojenia ran i zmniejsza odczucie bólu. Czasami w głębokiej medytacji czy podczas relaksacji ból znika na kilka sekund, minut lub godzin. „Jeśli ból znika, to znaczy, że organizm wyłącza system ostrzegawczy, że nie dzieje się nic, co powinno przykuwać naszą uwagę” – mówi Marek Mularczyk i dodaje, że dotyczy to sytuacji, gdy ból został samoczynnie wyłączony przez organizm, a nie wtedy, gdy zniknął pod wpływem środków farmakologicznych czy psychologicznych. Te wspomagają, ale niosą również ryzyko zlekceważenia lub pominięcia przyczyny bólu.

    Jeśli brakuje cierpliwości na oswajanie się z bólem, a wszystkie sposoby walki z nim zawodzą, zawsze pozostaje... przeklinanie. Doktor Richard Stephens z Keele University w ramach eksperymentu poprosił 64 studentów o zanurzenie dłoni w lodowatej wodzie. Ich zadaniem było wytrzymać, dopóki ból stanie się nieznośny. Podczas jednej z prób mieli wymieniać słowa opisujące stół, za drugim razem mogli do woli przeklinać. Okazuje się, że ochotnicy, którzy przeklinali, potrafili znieść ból 40 sekund dłużej i opisywali go jako mniej dotkliwy!

    #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #psychologia

    http://www.focus.pl/artykul/czy-bol-musi-bolec?page=3
    pokaż całość

  •  
    P........u

    +7

    Znowu nie pamiętam co robiłem przez cały dzień.
    Ostatnie wspomnienie mam gdzieś z godziny 12.
    I siedziałem wtedy na fotelu tak jak teraz.
    Nie wiem czy coś robiłem przez ten czas czy tylko patrzyłem się w ścianę.
    #psychologia #psychiatria

    •  

      @Pan_Wiechu ale w sensie nie wiesz co robiłes bo np. Siedziałeś na kompie i co czas zleciał, czy chorujesz na coś?

    •  

      @Pan_Wiechu: zgaduję, że po prostu cały dzień oglądałeś filmy/seriale. Jeśli w trakcie dnia dużo różnych rzeczy robisz to zastanawiasz się jak Ci się udało tyle zrobić w ciągu jednego dnia, zaś gdy robisz jedną rzecz jak siedzenie przed kompem i oglądanie filmów wieczorem jedyne co pamiętasz to to, że nic nie robiłeś poza siedzeniem. Proste.

  •  

    #rozdajo #mirkobadanie #programista15k #psychologia #pomocy #pytanie #ankieta

    Mirki! Ponownie potrzebuję Waszej pomocy. Tym razem narzędzie jest nieco dłuższe i przez pewien czas nie będę mógł zaprezentować Wam tutaj pełnych wyników. Wyniki są mi po prostu potrzebne do innego projektu. Do badania potrzebne są osoby pracujące przede wszystkim ludzie z branży #it . Powyżej stu osób. Jako, że niewiele mogę Wam zaoferować w zamian, a należy poświęcić trochę czasu to z mojej strony należy się drobne #rozdajo . Z osób, które zaplusują wpis i podadzą swój nick na końcu kwestionariusza, po świętach wylosuję osobę, która będzie mogła wybrać sobie grę na #steam do 50 zł (wybaczcie, studencki budżet).

    Proszę tylko o rzetelne i szczere odpowiadanie na pytania. Kwestionariusze z odpowiedziami ewidentnie tendencyjnymi (np. jedynki od góry do dołu) będą odrzucane i nie wezmą udziału w losowaniu. Odpowiedzi losowych nie jestem w stanie wychwycić, ale liczę na Waszą uczciwość i zrozumienie.

    Liczę na Was!

    link do badania:
    https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSdTBSYByiSq7SJ2klx2lzgM3MlubjTN9g-12uwE6gYDfa1lHA/viewform?usp=sf_link

    PS. Obiecałem, że wrzucę wyniki z poprzedniego #mirkobadanie jeszcze raz w bardziej efektownej formie, minęły ponad 3 tygodnie, ale obiecuję, że zaraz po świętach na pewno to zrobię. No i jako pomarańczka mogę już wrzucać widoczne dla Was obrazki :) Artykuł także jest w przygotowaniu ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

  •  
    Lord6Infamous

    +16

    Psychologiczna strona zła

    Zimbardo pisze o dwóch teoriach dotyczących tego, skąd bierze się zło. Pierwsza z nich, tak zwana teoria dyspozycyjna, mówi, że zło jest wynikiem wewnętrznych dyspozycji – cech wrodzonych albo nabytych, na trwale jednak „zamkniętych” w konkretnym człowieku. Przenieśmy jednak to dyspozycyjne założenie na naszą codzienność. I tu teoria dyspozycja potrafi być naprawdę przydatna, bo choćby nie wiem jakie fale miłości do bliźnich zalewały nasze dobre serca, to i tak zdarza się, że spotkamy się z kimś, o kim się mówi, że jest „toksyczny”. Nie jestem fanką tego słowa, ale opisuje ono coś, czego wielu z nas doświadczyło: są osoby, po spotkaniu z którymi czujemy się jakby zatruci, pozbawieni sił. Bywają relacje, które nas jakby redukują. Są ludzie, którzy wysysają z nas energię, na których widok czujemy się dosłownie chorzy. Jeśli uznamy, że to ich „wina”, staniemy po stronie teorii dyspozycyjnej i dzięki przypisaniu tych „toksycznych” cech określonej osobie możemy jej unikać. I dobrze.

    Są też jednak dwa poważne niebezpieczeństwa, które wiążą się z tą teorią, w jej potocznej wersji używanej częściej niż szczoteczka do zębów. Po pierwsze robi ona przesadnie staranny porządek w naszej głowie, dzieląc ludzi na fajnych i niefajnych. Umysł uwielbia taki sterylny podział, bo jest on energooszczędny – dwie szufladki i pozamiatane – a umysł ma żywotny interes w oszczędzaniu energii. Jak jednak każdy upraszczający mechanizm i ten w jakimś sensie fałszuje rzeczywistość. Klasycznym przykładem, który wielu z nas miało okazję obserwować z bliska, jest przykład „uwzięcia się” nauczyciela na jakiegoś ucznia, który „podpadł”, a z drugiej strony – uczniów, którzy są „pupilkami”.

    Co to ma wspólnego ze złem, z eksperymentalnym więzieniem w podziemiach stanfordzkiego uniwersytetu?

    Sceneria jest niewątpliwie mniej dramatyczna, ale mechanizm jest trochę podobny – ktoś, kogo postawimy mentalnie po drugiej stronie, przeciwnej niż nasza, i włożymy do szufladki „be”, może stać się dla nas kimś analogicznym do więźnia z eksperymentu (kiedy zostanie spełnionych jeszcze parę warunków).

    Jak ona mogła?
    Popatrzmy na jeszcze jedno niebezpieczeństwo wyznawania, w każdych okolicznościach, teorii dyspozycyjnej. Otóż jeśli ktoś jest, według nas, na stałe niefajny (psychopatyczny, głupi, nieatrakcyjny, brudny, nieuczciwy etc.), za każdym razem, kiedy go osądzamy, w niewidocznym na pierwszy rzut oka kontraście sami stawiamy się po drugiej stronie. Jak ona mogła? (ja bym tak nie mogła!); czy ty widziałeś, co on zrobił? (ja bym tak nie zrobił); nie rozumiem, jak ludzie mogli głosować na X! (mylą się, a ja mam rację). Teoria, która widzi przyczyny w środku ludzi i przypisuje im stałe, niezależne od zewnętrznych czynników dyspozycje, chociaż codziennie znajduje tysiące potwierdzeń w rzeczywistości (bo zdrowy rozsądek podpowiada nam, że ludzie mają jakieś cechy, jakieś stałe dyspozycje i słowo „osobowość” opisuje coś realnego), niesie ze sobą niebezpieczeństwo etyczne – ani się obejrzymy, a już będziemy po bezpiecznej stronie tych fajnych, czyściutkich, rację-mających. I nikt z nas nigdy by się nie zachował tak jak tamci w eksperymencie Zimbardo, bo my po prostu jesteśmy inni. Prawda?


    „Kiedy jestem w samochodzie – mówi w jednym ze swoich skeczy C.K. Louis, amerykański komik – wyznaję inny zestaw wartości. Jestem najgorszym człowiekiem, jakim mogę być, kiedy siedzę za kółkiem, czyli wtedy akurat, kiedy jestem najbardziej niebezpieczny. Kiedy się prowadzi samochód, powinno się być bardziej wspaniałomyślnym i odpowiedzialnym niż w dowolnej innej sytuacji w życiu, bo, do cholery, kierujemy bronią, a wtedy właśnie robimy się najgorsi. (…) Kiedyś prowadziłem samochód, a facet, który był przede mną, lekko zajechał na mój pas, może na sekundę. I wtedy usłyszałem, jak mówię: »ty bezwartościowy śmieciu«. Co za tekst! Jak można tak powiedzieć o innym człowieku! Bezwartościowy śmieciu? To jest czyjś syn! Kiedy indziej do jakiegoś kierowcy ciężarówki, nawet nie pamiętam, co on zrobił, otworzyłem szybę i krzyknąłem: »fuck you!«. Gdzie poza samochodem takie zachowanie choćby zbliża się do granicy przyzwoitości? Czy gdybyś był w windzie i stał koło kogoś i ten ktoś na przykład lekko wychylił się w twoją stronę, czy kiedykolwiek zbliżyłbyś się na centymetr do jego twarzy i krzyknął: »fuck you!«?”.

    Wszystko zależy od okoliczności
    Teorią alternatywną do dyspozycyjnej jest teoria sytuacyjna. Przykład podany przez C.K. Louisa dobrze ją ilustruje. Teoria sytuacyjna zakłada, jak łatwo się domyślić, że nasze zachowanie zależy od sytuacji – czyli, że istnieją pewne czynniki zewnętrzne, które uruchamiają w nas, w każdym z nas lub w wielu z nas, określone zachowania, dobre albo złe. „To był odruch” – mówi człowiek, który wyniósł z płonącego domu sześcioletnią dziewczynkę, nazwany przez gazetę bohaterem. Tak, to był jego osobisty odruch, ale też prawdopodobne, że bohaterem by nie został albo nie wiedział, że nim jest, gdyby akurat przechodząc ulicą, nie poczuł swądu i nie zobaczył płomieni na parterze.


    Warto więc mieć świadomość tego, że choćbyśmy nie wiem jak zasłużenie wysoką i ugruntowaną mieli samoocenę, są reguły, ponad którymi nie stoimy, i mamy guziczki, po których przyciśnięciu zamieniamy się w kogoś, kto nie pasuje do naszego autoportretu. Trudno na przykład zliczyć, który już raz w życiu tłumaczysz swojemu dziecku, że w present simple w języku angielskim w trzeciej osobie liczby pojedyncznej dodajemy „s”. I learn. She learns. Dlaczego? No nie wiesz dlaczego. Pod wpływem tej sytuacji możesz na przykład zacząć krzyczeć na kogoś – i to nie na obcego kierowcę ciężarówki. Przeciwnie, na kogoś, kogo akurat kochasz najbardziej na świecie.

    W masce czujemy się bezkarni
    Jedną z tych okoliczności jest, jak łatwo zgadnąć, anonimowość. W eksperymencie, na który się powołuję, „uanonimowieni” byli i więźniowie, którym zamiast imion dano numery, i strażnicy schowani za mundurem i rolą. W skeczu C.K. Louisa, do którego możemy pewnie dołożyć własne przykłady, tym, co zwiększało anonimowość, była karoseria: działała jak, nomen omen, maska. Żeby przetestować prawdziwość tej hipotezy, wystarczy poddać się w wyobraźni eksperymentowi – wyobrazić sobie, że osoba, której „nawrzucaliśmy”, kiedy zajechała nam drogę, okazała się naszym dobrym znajomym, kiedy zwróciliśmy ku niej swoją rozwścieczoną twarz. Od razu wpadamy w tak zwany dysonans poznawczy – to, co robimy, przestaje być zgodne z tym, co myślimy i czujemy. Oczywiście to samo dzieje się w internecie – na tym opiera się cały hejt lub duża jego część. Będąc zulusem93 pozwalamy sobie na o wiele więcej, niż będąc Stefanem Kowalskim, mają-cym nie tylko IP, ale i określoną twarz, adres, dziecko, którego zdjęcia ma na telefonie i które chodzi do przedszkola z innymi dziećmi, te dzieci mają rodziców i ci rodzice być może też wieczorami przekształcają się w strasznahelena86 czy zumbaxxli.


    Tej przeważającej części z nas, która chce się zachowywać przyzwoicie, wystarczy prosta świadomość, że tak działa maska, tak działa nick. Pomalowane twarze pseudokibiców, którzy idą na ustawkę, kominiarki faszystów na wiecach służą temu samemu – mają pomóc przestać się czuć moralnie odpowiedzialnym za swoje indywidualne czyny.
    Zimbardo w „Efekcie Lucyfera” mówi o jeszcze jednym ciekawym zjawisku – czujemy się bardziej bezkarni nie tylko wtedy, kiedy zakładamy maskę, ale także wówczas, gdy przez innych jesteśmy traktowani anonimowo, czyli kiedy, metaforycznie rzecz ujmując, ktoś inny zakłada nam maskę. Pewien eksperyment cytowany przez Zimbardo pokazuje na przykład, że jeśli osoba badana była znacznie częściej niż inna traktowa-na przez eksperymentatora źle (co stanowiło oczywiście część eksperymentu), kradła potem zostawione umyślnie na widoku monety i długopisy.


    Ten nurt eksperymentów – pokazujących w gruncie rzeczy zasadę wzajemności – ma daleko idące implikacje. Bo jeśli znacząco zwiększamy szansę, że będziemy zachowywać się przyzwoicie, jeśli sami będziemy dobrze i podmiotowo traktowani, to mamy, można powiedzieć, moralny obowiązek wobec siebie, żeby ustawiać się w kontekstach dla nas przychylnych: pracować w firmach, w których doświadczamy szacunku, wchodzić w relacje, w których jesteśmy dostrzegani. Nie żebyśmy mogli uniknąć gbura w autobusie czy pani w okienku głęboko urażonej faktem, że przyszliśmy coś kupić, a jednak mamy wpływ na te podstawowe konteksty, które wypełniają większość naszych dni. Pamiętam spotkanie z pewną kierowniczką, która po dostaniu anonimowej informacji zwrotnej od swoich pracowników była w stanie zaakceptować fakt, że pracownicy jej nie cenią. Nagle zdała sobie sprawę, że powtarza zachowania własnego szefa, którego z kolei ona nie ceni. Nie była szanowana i ani się obejrzała, jak sama przestała szanować innych. Oczywiście podświadomie uznawała, że jej wolno, że wyrównuje rachunki, jak ci, którzy potraktowani obcesowo kradli długopisy i monety. Skoro oni są tacy, to teraz moja kolej – i nieważne, że ten, od którego dostałam, nie jest tym, któremu oddaję – ważne, że w bilansie ciosów wychodzę na zero.

    Oni to my
    I tutaj płynnie przechodzimy do jeszcze jednej okoliczności, która może wytrącić nas z moralnej równowagi – łatwo stać się gorszym, jeśli uwierzy się w „onych”. Jest na ten temat mnóstwo eksperymentów, poczynając od tego więziennego, a kończąc na tych, które widzimy na co dzień. Wystarczy włączyć telewizor albo wejść do sieci i poczytać dowolne komentarze, żeby zobaczyć, jak łatwo o nienawiść, a co najmniej niechęć do „nich”. Co się musi stać, żeby sfabrykować sobie jakichś „onych”? Zatrważająco mało. W kontekście grupy szkoleniowej, który znam z codziennej pracy, wystarczy, że ludzie odliczą do dwóch, podzielą się na podgrupy i znajdą się w dwóch osobnych pomieszczeniach. Sam fakt przypadkowego podziału i fizyczne rozdzielenie prowadzi w dziewięciu na dziesięć przypadków do uruchomienia się wrogich założeń: „oni” są podejrzani, pewnie chcą nas oszukać, trzeba ich podejść, ograć, zmusić, przekupić. Za chwilę, połączeni z powrotem w jedną grupę, ci sami ludzie, na ogół mili, są znów „sobą”. Jedyne, co się zmieniło, to struktura sytuacji.


    Pytanie do ciebie, czytelniczko, czytelniku: czy jesteś poza tą opowieścią? Czy wierzysz, że to jest, z ogromnym prawdopodobieństwem, także o tobie? Kim są twoi wirtualni „oni”, których umieszczasz w wirtualnych „innych pomieszczeniach”, budzący twoją podejrzliwość, usprawiedliwiający twoją manipulację? Kto w twoim świecie właściwie zawsze się myli, bo na przykład głosował na kogoś innego albo pracuje w branży, której nie lubisz, chodzi do jakiegoś kościoła albo właśnie nie chodzi, ma kolczyk w nosie albo garnitur za trzy tysiące? Warto regularnie robić sobie taki psychologiczny skan. Warto patrzeć, jak rzeczy pozornie nieistotne robią z nas innych, niż chcielibyśmy być. Innych niż w istocie jesteśmy.

    http://www.focus.pl/artykul/jak-pozostac-dobrym-eksperyment-philipa-zimbardo-psychologiczna-strona-zla?page=2
    #psychologia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: media.merlin.pl

  •  

    #spoleczenstwo #socjologia #psychologia #etyka #gruparatowaniapoziomu #rigcz #filozofia

    Wczoraj ulicami #warszawa przemaszerował "czarny protest", w odpowiedzi zorganizowano również protest "biały".

    Dzisiaj by może emocje już (przynajmniej lekko) opadły, postaram się więc napisać, dlaczego zarówno postawa jednej, jak i drugiej strony konfliktu realnie nie ma obecnie sensu w postaci, jaka obecna jest w ogólnospołecznym dyskursie.

    Dlaczego?

    Bowiem tak naprawdę większość społeczeństwa (w tym protestujący) nie ma do końca świadomości co jest sednem kwestii w której protestują.

    Zanim jednak przestaniecie w tym momencie czytać - i zaraz przykleicie mi łatkę "katola", "zdrajcy ojczyzny", "pisiora", "antypolaka" czy jakąkolwiek inną - doczytajcie do końca. Nie mam bowiem zamiaru atakować kogokolwiek, a spróbuje zgłębić istotę problemu i tego konfliktu.

    Zaczynajmy więc.

    Na początek postawię dość śmiałą tezę, ale postaram się ją również uzasadnić:

    Tak naprawdę nieprawdą jest stwierdzenie, jakoby ruchy antyaborcyjne i proaborcyjne stały po przeciwnej stronie barykady.

    Ale że jak? Jak to możliwe? A no jest możliwe - należy bowiem prześledzić argumentację obu stron*.

    *oczywiście argumentacja ta nie jest w żadnym stopniu jednolita - każdą z tych dwóch dużych grup tworzą ludzie o szerokim spektrum poglądów. Ale postaram się powiedzieć o aspektach najszerzej poruszanych w dyskursie medialnym, a do tematu różnorodności jeszcze wrócimy.

    Ruch proaborcyjny: Główną osią argumentacji są prawa kobiety - prawa do decydowania o własnym ciele, o własnym postępowaniu - a także (często przytaczany argument) - o własnym życiu i zdrowiu. Mamy więc argumentację opartą o ochronie podstawowych praw człowieka - praw do wolności i życia.

    Ruch antyaborcyjny: W tym ruch pro-life: Jak sama nazwa wskazuje - trzonem tego ruchu jest ochrona życia - mowa o ochronie życia człowieka, w tym człowieka nienarodzonego. W konsekwencji również jego prawa do narodzenia się, do przeżywania swojego życia, do realizacji jego wolności jako jednostki. Argumentacja mówi, że każdy ma prawo przeżyć, a nikt nie ma prawa skazać kogoś na śmierć tylko dlatego, że ten ktoś jest zbyt mały, by móc się bronić.

    Zwróćmy teraz uwagę na jeden aspekt: Obie grupy argumentacji opowiadają się za ochroną życia i prawa do wolności. Obie więc grupy technicznie rzecz biorąc walczą o to samo. Skąd więc konflikt?

    [dalsza część w komentarzach]
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

    •  

      @szpongiel: tak jak mówiłam coś mi się tylko obiło o uszy, więc dzięki za sprostowanie. Oznacza to, że problem jest jeszcze większy.

    •  

      @anissyrebokka: spoko, trywialny przykład to osoba niewidoma. Wiadomo, że nie przejdzie testu ale przecież jest samoświadoma ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Tak samo tego testu nie zastosujesz wobec zwierząt, które niespecjalnie mają rozwinięty zmysł wzroku. Z drugiej strony, zaskakujące jest jakie zwierzęta już go przeszły pomyślnie. To, że małpy, delfiny albo słonie go przechodzą, specjalnie nie dziwi ale świnie, manty, czy sroki? Jest nawet jeden gatunek mrówek, który wydaje się go przechodzić (akurat ten gatunek ma dobrze rozwinięty wzrok, co u mrówek nie jest typowe). Na razie to jest bardziej ciekawostka ale jeśli faktycznie nawet mrówki mogą być samoświadome, to... trochę nie doceniliśmy natury.
      W każdym razie jeśli coś go nie przechodzi, to jedynie mówi, że testowane stworzenie nie przeszło testu, a nie że nie jest samoświadome.

      W każdym razie fakt, problem jest trudny. Tak naprawdę ludzie naukowo nie wytłumaczyli póki co fenomenu świadomości. Skąd się bierze i jak powstaje.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (40)

  •  

    Co gowniak lvl 3 w sklepie odwalil... Nie było tych zasranych zwierzaków, które zbiera i tak się darl że masakra. Potem uciekał, darl się, a jak go trzymałem żeby go wsadzić do auta to mi nastrzelal po ryju, bo chcę do sklepu po zwierzaka. Pierwszy raz w życiu taka akcja.. I teraz, oczywiście nowoczesne pierdolenie wszystkich #rozowepaski w tym mojego, że to się emocje tworzą, że to skok rozwojowy, czy inne psychologiczne gowniane wytłumaczenie na bycie rozpieszczonym niegrzecznym gnojkiem, a ja tak myślę, że w takich wypadkach to powinien jednak pójść w ruch pas. Tylko, że to nie można, każde dziecko można wychować bez bicia, ba nawet bez kar.
    #psychologia #niedajerady #gownowpis #gorzkiezale #dzieci #przegryw
    pokaż całość

  •  

    Najbardziej w życiu niszczy mnie to, że bezmyślne i bezduszne Sebixy & Karyny, żyjąc jak zwierzęta, jakby jutra nie było radzą sobie całkiem dobrze i odnoszą sukcesy a ja człowiek inteligentny i wrażliwy nie poradziłem sobie wcale. #psychologia #depresja

    •  

      @MagnitudeZero: przecież życie ci się nie kończy, wszystko przed Tobą!

    •  

      @MagnitudeZero: m u mnie typowe madki i seby rowniez mega sobie radzą i wszystko im wychodzi. Po rpostu nie myślą za dużo, nawet nad tym czy się opracują czy nie, tylko idą do pracy bez gadania, i tak wiekszosc madek pracuje w sklepie albo robi karynowate fryzury/paznokcie, a seby jako jacys monterzy, mechanicy czy kierwocy tira ( ktorzy sporo zarabiaja). Inteligencji moze nie musi miec kazdy, ale za co zyc to juz tak. I zbytnie myslenie i rozkminianie, zbyt wygorowane ambicje, marzenia, poczucie spelnienia, ambitne ksiazki, filmy itd niestety przeszkadza w cieszeniu sie zyciem, a sebki/karyny nie maja zbyt wygorowanych planów, przez co mimo wszystko zyje im sie latwiej. A ja siedze, analizuje, czytam chuj niewiadomo co i ani przy kasie nie jestem, ani zadowolona i wcale nie az taka inteligientna btw. Tylko co mi z tej rzekomej inteligencji, jak im mniej myslisz/jestes glupszy tym bardziej szczesliwy jestes. Tak jesli moge ocenic to z mojego punktu widzenia i obserwacji znajomych ludzi, i pisząc w odpowiedzi na twojego posta.
      I jeszcze konczac, zauwazylam ostatnio, ze im mniej sie zastanawiam i przejmuje, tym lepiej mi sie zyje, ale wymagalo to ode mnie ugruntowania sobie pewnych swoich przemyslen.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    Każdy kto mnie zna wie, ze zmagam się z nerwicą natręctw od kilku lat (a ten kto nie wie, właśnie się dowiedział). Pracuję jako barmanka a od niedawna mam jeszcze drugą pracę (doradca klienta - sommelierka). Bardzo mi się podoba droga, którą obrałam chociaż ma niewiele wspólnego z astronomią( ͡° ʖ̯ ͡°) W każdym razie od niedawna nerwica znowu trochę mocniej i zaczęłam się zastanawiać jak zachować higienę kiedy pracuje się z pieniędzmi. Pieniądze to chyba najbrudniejsza rzecz na świecie i dlatego za każdym razem kiedy dotykam banknotu mam ochotę umyć ręce a to mi bardzo przeszkadza w pracy. Poza tym zaczęłam się też przyglądać tym banknotom i juz kilka razy zauważyłam na nich np plamki krwi, przeraża mnie to juz tak bardzo, ze wtedy biegnę od razu myć ręce. Czy to normalne zachowanie czy powinnam mieć na to wyjebane bo nie ma żadnego zagrożenia? #zdrowie #pytanie #kiciochpyta #problem #psychologia #psychiatria #jakczujenavyblue pokaż całość

  •  

    minęło tyle lat, a mi wciąż przykro, że nie jesteśmy razem i że Ona mnie nie kocha.

    W ogóle bardzo mi przykro jak ktoś mnie nie kocha.

    Chyba już do końca życia taka przykrość i wrażliwość na brak miłości od innych będzie mnie bolała.

    Jak sobie radzicie z nadwrażliwością?

    #pytanie #gownowpis #psychologia #przegryw #psychiatria #nostalgia #feels #zwiazki #depresja #smutek #zalesie #upadek pokaż całość

  •  

    Jak zwykli ludzie pomagają budować tyranię

    Jak codzienne wybory pojedynczych ludzi wpływają na upadek moralny całego państwa? Jordan B Peterson i Jocko WIllink o tym jak tworzyła się tyrania III Rzeszy i Związku Sowieckiego.
    https://www.wykop.pl/link/4225861/jak-zwykli-ludzie-pomagaja-budowac-tyranie/
    #gruparatowaniapoziomu #historia #filozofia #psychologia #jordanpeterson
    pokaż całość

  •  
    j.............k

    +11

    #dzieci #przedszkole #psychologia
    Skąd biorą się szaleńcy strzelający do dzieci w szkołach? -
    Studium przypadku na przykładzie mojego młodszego dziecka.
    Tło: Dziecko (5lvl) wychowywane jest w "normalnej" - pełnej rodzinie, z miłością, jest dopilnowane, poświęcamy mu uwagę itd. Jeśli chodzi o dostęp do mediów - w telewizji ogląda raczej tylko kanał MiniMini - jego ulubieni bohaterowie to Strażak Sam (chce zostać strażakiem) i pies Chase (Psi patrol). Bawi się głównie klockami budując samoloty i wozy strażackie. Normalne dziecko.
    Historia właściwa: Ostatnio (a szczególnie ubiegłym tygodniu) bardzo niechętnie chodził do przedszkola (choć wcześniej raczej nie było z tym problemów). Powiedział, że przezywają go jakieś dziewczynki i przedszkole jest głupie. W piątek odprowadziłem go jak zwykle do sali - chwilowo nie było wychowawczyni (pewnie w łazience z jakimś dzieckiem). Syn wchodzi do sali, wita się, jest ok. 7 dzieci - 3 dziewczynki siedzą przy stoliku, odwracają się i z "niesmakiem" w głosie mówią "O nieeeee "syn-jacka" przyszedł" (choć jest ogólnie lubiany i ma kolegów). No mi się, staremu, przykro zrobiło.
    W poniedziałek spotkałem wychowawczynię i jej o tym powiedziałem - obiecała, że porozmawia z dziećmi, zrobi pogadankę itd. zapytała czy wiem, które to dziewczynki. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że nie wiem bo ich nie rozpoznałem :).
    Główna akcja:
    Wczoraj po południu, po powrocie z pracy, jak zwykle pytam dzieci, jak było w szkole/przedszkolu, młodszego z kim i w co się bawił itp. A ten mi mówi, że z kolegą robił z klocków pistolety. - A co robiliście z tymi pistoletami, jak się bawiliście? - Strzelaliśmy. - A do czego strzelałeś? (celowo użyłem tego sformułowania, żeby mu nie sugerować, że można strzelać do KOGOŚ) - Zastrzeliłem S... (dziewczynkę, która go przezywała i robiła mu przykrość).
    Oczywiście porozmawiałem z nim na ten temat, a wychowawczyni przekazałem, z którą dziewczynką powinna porozmawiać.
    pokaż całość

    •  

      @jack-lumberjack zgaduje, że wychowawczyni oleje temat, bo to tylko dziecie, tylko się bawią.
      Może niekoniecznie tak się rodzą mordercy, ale na pewno to nie jest zdrowe dla dziecka. Najgorsze jest jednak, gdy dzieciak nic nie powie, albo/i rodzic nie zapyta. Potem dzieciak zamyka się w sobie, traci swoją pewność siebie i ma zjebany start w przyszłość.

      pokaż spoiler zwieńczeniem tego stanu jest konto na wykopie i pisanie pod tagiem przegryw

      PS. Gratuluję reakcji, obserwuj dzieciaka czy coś się zmieniło.
      pokaż całość

  •  

    Notatki ze spotkania z terapeutą:

    Terapeuta powiedział, że pierwszy raz spotkał kogoś tak skrajnie intelektualnym, pod tym względem osiągnąłem jego prywatny rekord.
    Powiedział też, że nigdy nie spotkał się z kimś kto tak bardzo wyparłby realizowanie swoich potrzeb, do tego stopnia że wręcz dziwił się, że ja jeszcze żyję.
    Krytykował myślenie skrajnie zero-jedynkowe.

    Dość długo kłóciliśmy się o jedną rzecz: kiedy powiedziałem, że przed kolonoskopią nie jadłem nic przez 4 dni i że nawet nie byłem głodny, to powiedział, że brzmi to dla niego niepokojąco i że 99% ludzi gdybym im powiedział że maja przez 3 dni nic nie jeść popukałoby się w głowę (nie jestem co do tego przekonany).
    Kłóciliśmy się też sporo o algorytmy - mówił że powinienem przestać myśleć tylko o algorytmach, ja natomiast się upierałem że życie polega wyłącznie na algorytmach.

    Coś mówił o bliskości, nie do końca zrozumiałem o jaką bliskość mu chodziło bo raczej o bliskość z naturą i sobą samym (mówiłem o tym ze kiedyś bardzo lubiłem turystykę), nie było mowy za bardzo o innych ludziach.
    Mówił też o miłości do siebie samego, tu też się kłóciłem, bo dla niego fakt że nic nie jadłem 4 dni świadczył o jej braku dla mnie odwrotnie.
    Ogólnie mam wrażenie jakby był jakimś lewakiem ta bardzo akcentował podążanie za swoimi potrzebami.

    Powiedział że on sprzedaje szczęście, kiedy odpowiedziałem że szczęściem nie jestem zbytnio zainteresowany odpowiedział że przyszedłem do złego sklepu bo on tylko to sprzedaje.

    Powiedział że powinienem wyrobić w sobie mechanizmy zastanawiania się nad tym czego pragnę, zaczynając od bardzo małych rzeczy, typu w jakiej postawie chcę siedzieć.

    Ogólnie wygląd mi na to, że jego idea to zamienić absolutne podstawy mojego jestestwa które oparte są wyłącznie na logice i algorytmice, na coś innego, oczywiście nie zrozumiałem na co bo nie znam świata poza logiką i algorytmami.

    Dostałem pytanie czy chcę prowadzić terapię której wynikiem ma być moje szczęście. Na odpowiedź mam kilka dni.
    #psychologia #przegryw #tfwngf #niewiemjaktootagowac
    pokaż całość

  •  
    H..............t

    +6

    33/365

    #365teraz - mój autorski tag o moim wyzwaniu.

    Niewtajemniczonych zapraszam do pierwszego wpisu: https://www.wykop.pl/wpis/30073427/1-365-ciezko-zaczac-taki-wpis-kazde-slowo-wydaje-m/

    Mam w głowie narratora, który mnie zniewala. Jest to mój umysł. Dzisiaj podczas malowania zauważyłem pewną zależność.
    Gdy tracę uważność to mój umysł odciąga mnie od rzeczy którą robię.
    Maluje ścianę , a mój umysł:
    - Już wystarczająco się napracowałeś, jutro dokończysz
    Kiedyś zamiast dystansować się od tego, zazwyczaj poddawałem się dyktatowi umysłu. I dzisiaj jak za pstryknięciem magicznej różdżki, zrozumiałem.
    Praktykowałem mindfulness od dłuższego czasu, ale często gubiłem uważność. Jednak nie powiązywałem tego ze słomianym zapałem.
    Długa droga przede mną, ale muszę to wyplewić. Myślę, że to w dużej mierze od tego zależy osiągnięcie sukcesu.
    Mirki z #psychologia #buddyzm #medytacja #depresja Jak sobie z tym radzicie? Też macie takiego narratora?
    Dexter też takiego miał, na szczęście ten robi tylko krzywdę mnie. #pdk

    Pomalowałem kuchnię ( ͡° ͜ʖ ͡°) Nie dałem się temu skurczybykowi. Jeszcze pozbędę się grzybów i będzie cudownie.

    Jestem osłabiony po antybiotykach. Czekam na wizytę u lekarza. Jestem bardzo ciekawy wyników.

    Problemy z koncentracją, pamięcią. Wiem, że grzyby mnie zatruły. Zabrały mi kilka lat życia. Teraz już nie oddam ani jednego dnia tym sukom.

    Do zobaczenia jutro!
    pokaż całość

    •  
      H..............t

      +1

      @raj: Możesz rozwinąć?

      +: Freakz
    •  

      @Hydrogencarbonat: W różnych szkołach stosowane są trochę różniące się formy pokłonów, ale generalnie chodzi mniej więcej o to, co na obrazku, który wkleiłem poniżej. Z tym że np. w naszej szkole nie podnosi się po uklęknięciu na macie rąk do góry, tak jak tu robi dziewczyna na czwartym rysunku, tylko obraca się je dłońmi do góry trzymając jej jednak cały czas na macie. Nie widać też na tym rysunku dokładnie jednego elementu (chociaż jak się dobrze przyjrzeć to jest to narysowane :)) - że po uklęknięciu na macie zakłada się lewą stopę na prawą.

      Takich pokłonów tradycyjnie robi się 108. Przed wykonaniem całej serii najpierw robi się ukłon na stojąco ze złożonymi rękami, a po ostatnim pokłonie nie wstaje się od razu, tylko robi się jeszcze "półpokłon" - czyli tak jakby z piątego rysunku wracasz z powrotem do czwartego (głowa i ręce na macie), i dopiero wstajesz, i na koniec robisz znowu ukłon na stojąco. Tu masz filmik pokazujący serię trzech pokłonów, z tym że jest to znowu wersja koreańska, czyli z podnoszeniem rąk do góry, i ten półpokłon na końcu jest trochę inny: https://www.youtube.com/watch?v=3sTpXDY_xss . A tu masz drugi filmik (też koreański), który skupia się bardziej na formie pojedynczego pokłonu, dobrze jest pokazane tutaj ułożenie nóg: https://www.youtube.com/watch?v=0iwLErGGmvM

      Seria 108 pokłonów powinna zająć, wykonywana średnim tempem, około 20 minut. Na odosobnieniach medytacyjnych robi się je szybciej - nawet w 13 minut - ale jest to dosyć męczące. Można na początek, jeżeli ktoś nigdy tego nie robił, założyć sobie mniejszą liczbę pokłonów do zrobienia - np. 30, 50 i stopniowo dojść do 108 (niektórzy robią i więcej, nawet po 300). Ale ważne jest, żeby zrobić taką liczbę, jaką się sobie początkowo założyło, nie rezygnować w trakcie :).
      pokaż całość

      źródło: poklon.jpg

      +: H..............t, Freakz
    • więcej komentarzy (10)

  •  

    Wysoki facet=LEPSZY facet

    Wysoki wzrost ułatwia osiąganie sukcesów zarówno w miłości, pracy, jak i w sporcie. Wyżsi więcej zarabiają i mają więcej partnerów seksualnych.

    Usain Bolt jest najszybszym człowiekiem świata. Na mistrzostwach w Berlinie pobił własny rekord w biegu na 100 metrów. Bolt jest bardzo wysoki jak na sprintera – ma 196 cm wzrostu. Od 1900 r. wzrost przeciętnego człowieka zwiększył się o 4,8 cm, ale wśród najszybszych pływaków ten przyrost był prawie trzykrotnie większy (11,4 cm), a wśród sprinterów prawie czterokrotnie (16,3 cm). Prezydenci USA,
    którzy sprawowali ten urząd w ciągu ostatnich stu lat, mogli się pochwalić wzrostem powyżej średniej. Barack Obama ma 188 cm. Prof. Andrew Leigh z Australian National University twierdzi, że wysokim ludziom przypisujemy inteligencję i większy potencjał, choć nie musi to być prawda. Pokaźny wzrost może jedynie zwiększać pewność siebie i dopiero z tego powodu ułatwiać osiągnięcie sukcesu. Według
    Arianne Cohen, autorki książki „The Tall Book", wysokich ludzi od młodego wieku cechują zachowania przywódcze, nabywane w relacjach z innymi dziećmi, a taka postawa ma znaczenie w rozwoju kariery. Przeprowadzone na University of Pennsylvania badania dowiodły, że dorosłe osoby o takim samym
    wzroście zarabiały więcej, jeśli były wyższe od rówieśników, gdy miały 16 lat. Na University of Liverpool analizowano historię 3200 Polaków w różnym wieku. Okazało się, że oprócz pokolenia powojennego, kiedy liczba mężczyzn znacząco spadła, wysocy panowie częściej się żenią i częściej mają potomstwo
    niż niscy. Mężczyźni z dziećmi są średnio o 3 cm wyżsi niż bezdzietni, a żonaci – o 2,5 cm wyżsi niż kawalerowie. Prowadzący badania prof. Robin Dunbar twierdzi, że zainteresował się tym tematem, gdy zauważył, że w ogłoszeniach matrymonialnych mężczyźni podawali informację o swoim wzroście tylko wtedy, kiedy był on większy od przeciętnego.

    Wysocy mężczyźni zarabiają średnio o 5 proc. więcej niż ci średniego wzrostu i o 10 proc. więcej niż niscy. Różnica w zarobkach niskich i wysokich kobiet wynosi 5 proc. Z badań prof. Andrew Leigh wynika, że statystycznie 5 cm powyżej przeciętnego wzrostu mężczyzny przekłada się na 950 dodatkowych dolarów zarobionych rocznie. O tyle samo więcej zarabiają kobiety, które są wyższe od koleżanek o przeciętnym wzroście o 10 cm. Podobne wyniki dały badania przeprowadzone przez prof. Timothiego Judge’a z University of Florida. Okazało się, że jeden dodatkowy cal (2,54 cm) wzrostu to 789 dolarów rocznie więcej. Malcom Gladwell, autor książki „Błysk! Potęga przeczucia", zauważa, że 58 proc. dyrektorów
    generalnych cieszy się wzrostem powyżej 6 stóp, czyli prawie 183 cm (zaledwie 14,5 proc. Amerykanów osiąga taki wzrost).

    Najbardziej zazdrośni są niscy mężczyźni, a najmniej wysocy – wynika z badań przeprowadzonych na Rijksuniversiteit Groningen w Holandii. Naukowcy z Polskiej Akademii Nauk i Uniwersytetu Jagiellońskiego odkryli natomiast, że kobiety szczególnie często zwracają uwagę na wysokich mężczyzn, gdy są w płodnym okresie cyklu menstruacyjnego i wtedy, kiedy zależy im na krótkotrwałej relacji. David Buss, profesor psychologii na University of Texas w Austin, uważa, że preferencja wysokiego wzrostu może wynikać z wczesnego okresu ewolucji człowieka, kiedy kobiety szukały partnerów mogących zapewnić im bezpieczeństwo i zaspokoić ich potrzeby. Ale może też być uwarunkowana kulturowo. Wskazują na to badania przeprowadzone w tradycyjnej łowiecko-zbierackiej społeczności w Tanzanii. Spośród 46 kobiet
    tylko jedna odpowiedziała, że woli wysokich mężczyzn od niskich.

    Źródło:
    https://www.wprost.pl/170444/Wysoki-to-ma-klawe-zycie
    #przegryw #stulejacontent #tfwnogf #zwiazki #psychologia #biologia #depresja #ciekawostki #takaprawda #gorzkiezale
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Ten film tak orze banie że głowa mała. Każdy ma jakieś pregi, każdy. #film #psychologia

    źródło: 1.fwcdn.pl

  •  

    Janusz urażony, wojujący, choć litościwy. A na koniec staje na piedestale i strzela focha ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #januszeolx #olx #olxcontent #sztum #psychologia

    źródło: janush.PNG

  •  

    Ustawiłem sobie taki ekran blokady na telefonie. Za każdym razem poprawia mi humor XDDD #heheszki #humorobrazkowy #gownowpis #psychologia #polak

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    aspołeczność leży w mej naturze

    nie przywiązuje sie do osob, nawet gdy kogos poznam, polubie, sie zaprzyjaznimy to fajnie jest jak jest, ale jak jej nie ma to tez - robi mi to zadnej roznicy.
    moge widywac sie z kims codziennie, a potem pewnego dnia kontakt sie urywa i moje zycie toczy sie dalej, zadnej straty nie odczuwam.

    podswiadomie chyba robie wszystko, zeby dobre znajomosci po pewnym czasie zjebac.
    nie widze jednak potrzeby bezcelowych spotkan, rozmow, szukaniu okazji na sile.

    robie to co lubie, nie brakuje mi niczego w zyciu, robie co chce i na co mam ochote w wolnym czasie...
    z jednej strony to chyba(?) dobrze, ze nie uzalezniam swojego szczescia i zycia od innych, jednak z drugiej chyba moge te osoby nieswiadomie krzywdzic.

    jak to wyglada z waszej perspektywy mirki?

    #psychologia #relacje #zwiazki #przyjaciele #niebieskiepaski #rozowepaski

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: akado
    pokaż całość

    +: bitcoholic, p.......m +19 innych
    •  

      OP: @Remax166
      nie czuje nawet potrzeby kontaktu z najbliższa rodzina, nie raz pewnie i tygodniami nawet nie rozmawiałem z nimi z własnej inicjatywy...

      @lets_gou_tnijmy_wuosy
      bardzo możliwe że i u mnie ma to duży zwiazek z moja krętą historią. kiedys jakos inaczej wygladalo moje zycie towarzyskie, choc na pewno nie powiem ze za nim teraz tesknie.

      @shadowsof2
      wiem o czym piszesz. jakis czas temu ogarnolem sytuacje, mozna powiedziec ze uporalem sie z tym, przebaczylem i zaakceptowalem to co najbardziej zabolalo.

      Ten komentarz został dodany przez osobę dodającą wpis (OP)
      Zaakceptował: akado}
      pokaż całość

      +: r...e
    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: mam dokładnie tak samo, ale nie mam żadnych tragicznych wspomnień, mam fajną rodzinę, rewelacyjnego faceta. Nie czuję potrzeby kontaktu z ludźmi. Lubię z nimi rozmawiać, przebywać wśród nich, ale nie widzę sensu w podtrzymywaniu relacji.

    • więcej komentarzy (6)

    •  

      @BalonowyBalon:
      To jest akurat przykład człowieka, który znalazł się w tak patowej sytuacji, że po prostu dał upust swojej frustracji. Nie wiem właściwie, dlaczego tak trudno przychodzi niektórym zrozumienie człowieka, który wypruwał sobie flaki, żeby osiągnąć jakiś cel i osiągał nieustanne niepowodzenia, mimo że wszystkim wokół się udawało.

    •  
      B...........n

      0

      @Flypho: ale on nie zrobił nic żeby ten cel osiągnąć, a na pewno nie nic mądrego, to był chory psychicznie narcyz i nic więcej, nie wiem po co dorabiasz filozofię do tego

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Ciekawostka psychologiczna na dziś: Płody mają pamięć!

    jest rok 1980
    bądź w ciąży
    czytaj fragment książki "Kot Prot" dwa razy dziennie przez 6 tygodni
    po urodzeniu, twoje dziecko badają psychologowie rozwojowi (DeCasper i Fifer)
    twój dwudniowy noworodek dostaje elektroniczny smoczek, podłączony do głośników
    okazuje się, że niemowlak dopasowuje częstotliwość ssania smoczka tak, by słyszeć znany fragment "Kota Prota"
    świat staje na głowie, płody uczą się w brzuchu!
    mit tabula rasa oficjalnie obalony


    jakiś profit? zapraszam do dyskusji

    #psychologia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #dzieci
    pokaż całość

  •  
    Lord6Infamous

    +39

    Dlaczego seryjni mordercy zabijają?

    Gdyby zasiedli na ławie oskar- żonych, byłoby wśród nich siedemdziesięciu pięciu Amerykanów, pięciu Brytyjczyków, czterech Niemców, trzech Francuzów i pięciu innych Europejczyków; ośmiu pochodziłoby z pozostałych rejonów świata. Aż dziewięćdziesięciu pięciu to mężczyzni. Połowa nie byłaby zdolna do odbycia normalnego stosunku seksualnego. Czterdziestu trzech miałoby co najmniej średnie wykształcenie; co trzeci wyróżniałby się bardzo wysokim ilorazem inteligencji, tyle samo cieszyłoby się nieposzlakowaną opinią. Co dziesiąty oskarżony wracał na miejsce zbrodni, czterdziestu trzech fotografowało lub filmowało zmaltretowane ofiary, czterdziestu kolekcjonowało trofea w postaci części odzieży lub fragmentów ich ciał – takie wnioski płyną z analiz prof. Ronalda Holmesa, wiceprzewodniczącego National Center for the Study of Unresolved Homicides (Narodowego
    Centrum Badań Niewyjaśnionych Zabójstw). Schwytano już tylu seryjnych morderców, że można dość precyzyjnie określić cechy ich osobowości, metody i motywy działania. To jednak wciąż za mało, by rozpoznać potencjalnych zabójców, zanim popełnią zbrodnię.
    Badania prof. Davida Bussa, psychologa ewolucyjnego z uniwersytetu w Austin wykazały, że 91 proc. mężczyzn i 84 proc. kobiet przynajmniej raz w życiu życzyło śmierci innej osobie lub wyobrażało sobie, że ją zabija. Jednak niemal nikt tych fantazji nie urzeczywistnia. Co kieruje pozostałymi? Nad tym głowią się przedstawiciele różnych dziedzin nauki. Głównie Amerykanie, gdyż – i to też stanowi zagadkę – w USA pojawiło się trzy razy więcej tego typu przestępców niż w pozostałych krajach.


    Na przełomie lat 60. i 70. XX w. było ich już tak wielu, że w 1972 r. FBI utworzyło specjalną jednostkę badań nad zachowaniem – Behavioral Science Unit – zajmującą się zabójstwami bez wyraźnych motywów, lecz mającymi pewne cechy wspólne. Dwa lata później do zespołu dołączył agent Robert Ressler, który jako pierwszy nazwał domniemanych sprawców seryjnymi mordercami. Określenie spopularyzowały media żyjące sprawami dwóch nieuchwytnych zabójców – Teda Bundy’ego, masakrującego młode kobiety, i Davida Berkowitza, który strzelał do par flirtujących w samochodach.
    Dziennikarze wykreowali oprawców na celebrytów i wręcz geniuszy zbrodni.


    Najbardziej radykalną tezę postawił ewolucjonista prof. David Buss. Według niego podstawowym celem każdej żywej istoty jest zapewnienie trwania swoim genom, a najskuteczniejszy sposób jego osiągnięcia to wyeliminowanie potencjalnych rywali, czyli zabójstwo. Człowiek w odróżnieniu od zwierząt potrafi kontrolować swoje instynkty. Ale zdarza się, że ta kontrola – zdaniem Bussa prawdopodobnie z powodu wad genetycznych – słabnie lub zanika i pojawia się przemożna skłonność do zabijania. Niekoniecznie rywali tej samej płci. Ted Bundy stracił szansę na reprodukcję, gdy został odrzucony przez dziewczynę z zamożniejszej rodziny. Klęskę odreagowywał na osobach podobnych do „winowajczyni” – młodych kobietach z klasy średniej. Udowodniono mu 22 morderstwa, a mógł ich popełnić dwa razy więcej.
    Zdecydowana większość naukowców odrzuca tę teorię. Nawet Edward Wilson, pionier socjobiologii – nauki, która wyjaśnia zachowania społeczne egoizmem genów – zapewniał, że nie istnieje gen odpowiedzialny za skłonność do zabijania. Nie potwierdziły się też podejrzenia, że może ona wynikać z anomalii, jaką powoduje dodatkowy chromosom męski Y i wynikający z tego tzw. zespół supersamca (nadmężczyzny). Zaburzenie to występuje u 0,15% populacji, ale stwierdzono je tylko u jednego z przebadanych seryjnych morderców: kanibala Arthura Shawcrossa.


    Czy osoba o zdrowych zmysłach może – jak Jeffrey Dahmer – przechowywać w domu głowy albo jak Richard Chase pić ludzką krew? Wydaje się oczywiste, że ten kto to robi, jest psychopatą. Jednak psychiatria nie stawia tak jednoznacznej diagnozy. Według podręcznikowej definicji psychopatia to zaburzenie osobowości, które przejawia się brakiem empatii i poczucia winy oraz ignorowaniem norm społecznych dla osobistych korzyści, zysku lub przyjemności. Nie potrzeba specjalisty, by zauważyć, że nie każdy psychopata zostaje seryjnym mordercą.

    Obraz jeszcze komplikują badania profesorów Stephena i Rolanda Holmesów przedstawione w książce „Profiling Violent Crimes” (Profilowanie brutalnych zbrodni). Okazuje się, że ponad 90 proc. zabójców było w momencie popełniania przestępstwa poczytalnych. Niektórzy zachowywali się wbrew stereotypowemu wizerunkowi psychopaty. Edmund Kemper po zamordowaniu ośmiu kobiet w ciągu roku (w tym własnej matki i jej przyjaciółki) sam oddał się w ręce policji. Jeffrey Dahmer płakał w sądzie, poczuwał się do winy, mówił, że „jest złym człowiekiem, ale nie wie dlaczego”. Za ich przeciwieństwo można uznać Davida Berkowitza, który przekonał biegłych o swej niepoczytalności. Przedstawiał się jako „Syn Sama” – demonicznego starca, który kazał mu zabijać, by „oczyścić świat z grzechu i niemoralności”. Został skazany na 364 lata więzienia. Później wyznał, że wymyślił tę historię, by uniknąć kary śmierci.

    Tak różne postawy sprawiają, że wciąż otwarte pozostaje pytanie, czy żądza zabijania jest skrajną postacią psychopatii, czy też seryjni mordercy mają jedynie pewne cechy wspólne z psychopatami. Pewne jest to, że większość z nich wykazuje rozmaite dewiacje seksualne. Prof. Robert Prentki z Nortwestern University w stanie Illinois ustalił, że na statystycznego amerykańskiego seryjnego mordercę przypada średnio 2,7 dewiacji, najczęściej: sadyzm, fetyszyzm i nekrofilia. Ekstremalne nasilenie tych zaburzeń może prowadzić do czasowej niepoczytalności. Argument ten uratował od egzekucji m.in. Jeffreya Dahmera i Alberta de Salvo. Jego zasadność podważa jednak kanadyjski antropolog prof. Elliott Leyton – w studium „Polowanie na ludzi” zauważa, że odsetek osób dotkniętych zaburzeniami seksualnymi jest podobny we wszystkich społeczeństwach.

    American Growing Menace” (Masowi zabójcy. Rosnące zagrożenie Ameryki) podają, że matki połowy seryjnych morderców miały zaburzenia psychiczne, 70 proc. było alkoholiczkami, narkomankami, prostytutkami. Odsetek uzależnionych ojców był podobny. Niemal wszyscy przebadani przestępcy doświadczali w dzieciństwie przemocy, fizycznej lub emocjonalnej. Co piąty był molestowany seksualnie.

    #psychologia #nauka #seryjnimordercy #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: focus.pl

    •  

      @Lord6Infamous:

      Po grafice wykorzystanej w poście, wiedziałam że gdzieś już to czytałam xd

      Tak różne postawy sprawiają, że wciąż otwarte pozostaje pytanie, czy żądza zabijania jest skrajną postacią psychopatii, czy też seryjni mordercy mają jedynie pewne cechy wspólne z psychopatami

      Podobno u psychopatów występuje zmieniona aktywność w różnych obszarach mózgu (foto poglądowe na dole), natomiast u morderców impulsywnych częściej chodzi o tylko jeden - korę oczodołową. Osoby z zaburzeniami seksualnymi i często wpadające w szał charakteryzują się dysfunkcją ciała migdałowatego. To dość spore różnice. Mordercy też mogą być impulsywni plus wykazywać odchylenia na tle seksualnym, czyli taka kumulacja, więc może wtedy bliżej im właśnie do skrajnej psychopatii. Na pewno znaczącym faktem jest to jakie warunki społeczno-ekonomiczne występowały w życiu takiego człowieka i czy będąc psychopatą, dojdzie do momentu, w którym będzie chciał zabijać. pokaż całość

      +: Lord6Infamous, partycjaD +1 inny
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mój psycholog do którego chodzę od niedawna opowiedział o mnie innym osobom.
    A więc od początku, ten wpis to nie bait, piszę z anonimowych ponieważ nie chcę tego pisać na wykopie. Jest to dyskretne.
    Poszedłem wczoraj do psychologa, średnio raz na miesiąc, dwa mam wizytę. To moja druga u niego.
    Mam lekką depresję bo miałem patologię w domu w dzieciństwie, jak miałem może z 8 lat to ojciec schodził czasami na golasa mi otworzyć, matka też chodziła czasem goła, kąpałem się z nimi w wannie, słyszałem jak w sypialni się zamykali i uprawiali sex. Byłem popychadłem w szkole a najgorsze, każdy wiedział o tym, że moi rodzice są nad opiekuńczy i nieraz przy kolegach mówili do mnie " kochanie, synek " itp. Mimo że powtarzałem im, aby tak nie gadali do mnie.
    Teraz po czasie jak sobie o tym przypomniałem, aż wstydzę się że taką patologię miałem w mieszkaniu, co prawda. Rodzice już takiego obciachu mi nie robią, ale nadal gadają do mnie jak do małego dziecka.
    Opowiedziałem o tym psychologowi, obiecał mi że tego nie powie co ja mu powiem. Mija następny dzień, idę dzisiaj na studia, co się okazuje? Psycholog o mnie opowiedział jakimś obcym ludziom, i się rozeszło do moich kolegów w oka mgnieniu, którzy jak się mnie zapytali czy to o mnie chodziło. To ledwo co mogli złapać oddech ze śmiechu. A ja zrobiłem się cały różowy ze wstydu.
    Uciekłem ze studiów do domu, mam ochotę się zajebać. Jak mam tą kurwę za przeproszeniem co mnie obgadała uwalić, żeby dostała jakąś karę?
    Jest to moja druga wizyta, na pierwszej o sobie opowiedziałem dopiero itp. Na tej powiedziałem o dyskretnych sprawach.
    #pytanie #depresja #psychologia #studbaza #przegryw

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: akado
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Jak rozgraniczyć we własnej głowie strach przed samotnością, pragnienie, miłość i moralność?

    Jestem w związku. Pozornie szczęśliwym. Dużo osób mi zazdrości, jednak w środku to nie wygląda już tak dobrze.

    Kocham partnera. Jestem w stanie jemu codziennie gotować wszystkie jego ulubione przysmaki, kupować prezenty, jeździć z nim wszędzie, troszczyć się o niego jak ma gorączke, pomagać we wszystich rzeczach, do których nie ma głowy, takich jak zakupy, rozliczanie pitów, pamiętanie z wyprzedzeniem o prywatnych wydarzeniach (i biznesowych). Jest cudnowny. Traktuje mnie jak księżniczke, zawsze jakbym go poprosiła byłby w stanie oszczędzić na sobie, abym ja się tylko uśmiechała i cieszyła (oczywiście szanuje go więc pilnuję aby wychodziło 50/50 w wydatkach i randkach), docenia to i uzupełnia mnie w sprawach, do których ja nie mam głowy. Dosłownie jesteśmy jak rozkrojone dwie połówki jabłka. Dobraliśmy się doskonale pod każdym względem.
    ale... Brakuje mi seksu. On ma problemy ortopedyczno-neurologiczne, więc dochodzi do tego max 2 razy w tygodni, a czasami wcale, mimo, że chciałby i preferencje oraz fetysze w pełni nam się okrywają.
    Czasami nie wytrzymuję. Potrafię się z nim kłócić się przez to. Po tym temacie, a wszczególnościach odmowach seksu robie się bardzo uszczypliwa i czepiam się o wszystko, trochę baba bez polca dostaje pi@#$%^&*. Czasami targa mną ze złości i potrafię się w nocy obrócić na drugą stronę i leżeć z kamienną twarzą powstrzymując łzy przykrości, złości i frustracji, bo po czułościach typu przytulenie i pocałunek idzie iskra, drobne dotyki, namiętność i on... Stwierdza, że mineta/palcówka będzie ok (nie nie bedzie, mam jej dosyć, nie lubię jej po tylu latach i chcę uprawiać normalny seks gdzie czuję, że jest nam świetnie w jednym momencie i obydwoje zaspokajamy się w tym samym czasie będąc w ciągłych objęciach). Nawet jak seks jest to nie zawsze mam z niego satyfakcję, bo poniesie nas i po seksie słyszę smęcenia: a, przepraszam, że przepraszam, jeśli się kiedyś wyleczę to będzie wajnie bo teraz nie dałem z siebie wszystkiego; albo następnego dnia nie może chodzić i mam bardzo duże wyrzuty sumienia, że to z mojej winy.

    Mimo 5 lat razem zaczeliśmy uprawać seks niecałe 2 lata temu, a obecnie mając 22 prawie wcale go nie ma, gdy jesteśmy "w najzdrownszym momencie naszego życia przepełnionym wigorem". Nigdy nie wygarnęlam jemu, że "jest kaleką", "to przez niego i jego wina" ale wielokrotnie powiedziałam, że przykro mi, że nie ma to miejsca tak często jakbyśmy chcieli i nie wiadomo, czy się to kiedyś skończy. Wiem, że dla niego też jest to problem i wielokrotnie mówiłam jemu głośno ,,nie przejmuj się, ja to rozumiem i nie masz na to wpływu" w głębi będą skołowana i myśląc, że nie wiem co dalej. Dla mnie też niestety jest to problem, pomijając niewyrzycie czuję jak to uderza w moje poczucie pewności siebie i kobiecość - czasami zaczynam się zastanawiać, czy nie jestem za gruba/mam zbyt mało umięśniony tylek/brzydki oddech, czy to nie kwestia tego, że wyskoczyła mi czerwona kropka na plecach i zaczynam doszukiwać się problemu w tym, czy za mało go nie pociągam (on twierdzi, że to wina z jego strony).

    Kiedyś zaczęłam temat, że będziemy musieli się rozstać, bo nie wytrzymuję tego. Jeden wieczór pełen łez gdzie powiedział mi, że jezeli jestem w stanie go zostawić ze względu na seks to znaczy, że mylił się co do mojego charakteru, a on sam chciałby to strasznie zmienić. Złamalo mnie to.
    Nie jestem w stanie zakończyć związku opratego na charakterze, pierwszego związku, który jeszcze tak długo trwa i jesteśmy tak bardo przywiażani do siebie.

    Brak seksu przenosi się na mój humor, stres. Czasami fantazjuję o seksie z innym facetem, tyle, że tylko seksie. Ten mężczyzna nie ma twarzy, nie ma zawodu, nie jest to nikt znajomy, ze studiów, nie przychodzi mi nawet na myśl zdrada, po prostu fantazjuje, że mam seks z kimś bardziej... skorym do działania, co po prostu po pocałunku chce to robić, a nie wdaje się w rozważania czy dziś może i jest w stanie. Proszę, nie śmiejcie się, że rokuję na typową babe co pójdzie do bolca na boku, bo tak nie jest. Kręcą się czasami w okół mnie widać, że chętni, ale olewam ich i trzymam na dystans w relacji czysto koleżeńskiej, a jak wychodzi, że coś zaczynają chyba się przybliżać zbyt mocno to odcinam.

    Nie wiem zupełnie co robić, jestem rozbita. Nie chcę go krzywdzić, nie chcę trafić tak wspaniałego faceta (choć chyba go kocham coraz mniej, a bardziej przyzwyczaiłam się do wygody i stabilizacji w związku ;/).
    Nie potrafię rozgraniczyć, gdzie jest miłość, a gdzie po prostu ta brzydka, ludzka "zwierzęcość", którą zawsze gardziłam i była dla mnie czymś niemoralnym. Zawsze chciałam mieć bardziej przyjaciela, który jest kochankiem, niż kochanka, który w między czasie staje się przyjacielem.
    W chwili gdy nawet myślę czy nie przerwać tego pojawiają mi się myśli (aż wstyd mi się przed samą sobą przyznać jak jestem egoistyczna i jak piszę to łzy ściekają mi po policzkach). Nie potrafię rozgraniczyć, czy faktycznie potrafię być z nim częśliwa mimo niespełnienia seksualnego (czasami jestem, ale zbyt rzadko ;( ).
    Nie jestem w stanie powiedzieć jemu tego i zostawić go. Boli mnie to, jak on może czuć się po tym jak sam mówi, że nie ma pewniejszej rzeczy w jego życiu niż ja.
    Po porstu.. Nie wiem czy jestem w stanie postawić siebie ponad jego szczęście, a w dodatku boję się tego jakmogłoby się potoczyć jego i moje życie po rozstaniu.
    Z jego strony boję się reakcji (nie ma rodziny, nie ma przyjaciół, ma kumpli), ze swojej... Boję się, że rozstajac się z nim po jakimś czasie będę tu pisać ,,eh, rozstałam się bo tak, a teraz przy kolejnym związku widzę, że niegdy nie powtórzę tego co kiedyś przeżyłam".

    Pomocy ;(
    #zwiazki #seks #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #psychologia

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: akado
    pokaż całość

    źródło: samequizy.pl

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: Niedopasowanie seksualne. Wielu wyobraża to sobie jako mit, albo bóg wie co, ale to głównie taka różnica temperamentu która jedną stronę skazuję na wieczne bycie głodnym. Nie da się tego każdej osobie wytłumaczyć. Większość ludzi patrzy na seksualność przez pryzmat samego siebie, mając temperament na poziomie średnim 50 (0 - aseksualizm 100 - seksoholizm) łatwo im się dostosować +- 20 trochę mniej lub trochę więcej. Nie będąc oni czuć takiej narastającej frustracji i będą sądzić że każdy może być na tyle elastyczny. Pytanie co kiedy związek tworzą osoby gdzie jedna jest na 20, a druga na 80 ? To nie jest problem który pojawia się z dnia nadzień, to tworzy się i kumuluje z każdym kolejnym dzień niszcząc najpierw jedną osobę a potem cały związek. Można rozmawiać, trzeba rozmawiać ale nawet gdy w pełni zrozumiecie swój problem to jakie na to jest rozwiązanie ? pokaż całość

    •  

      Jeden wieczór pełen łez gdzie powiedział mi, że jezeli jestem w stanie go zostawić ze względu na seks to znaczy, że mylił się co do mojego charakteru, a on sam chciałby to strasznie zmienić.

      @AnonimoweMirkoWyznania: no to chłopak fajnie Cię zmanipulował. Prawda jest taka, że nic mu nie obiecywałaś i nie ma powodu, żebyś w imię nie wiadomo czego trwała przy nim. Zwłaszcza, że ta frustracja prędzej czy później się wyleje, z dużo większą szkodą, niż byłaby, gdybyś teraz go zostawiła. pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Też macie czasem takie sny że po obudzeniu się i w sumie nawet przez resztę dnia czujecie taki dyskomfort albo obrzydzenie? :/ Mi się dzisiaj śniło że zdarłam sobie mocno kolano o coś i jak ściągnęłam spodnie żeby zobaczyć ranę to miałam takie 3 pozdzierane miejsca na skórze które miały jakieś 4cm grubości i wyglądały jak srodek ugotowanej piersi z kurczaka :/ Jakiś czas później te dziwne i obrzydliwe kawałki zmieniły się w kwadratowe, czerwone, głębokie dziury które w sumie z wyglądu i dotyku były jak wnętrze policzka. Fuj. Po co mózg prawi mi takie sny. Jak o tym myślę to czuje taki dyskomfort że chyba zwariuje (╥﹏╥)
    #sny #zalesie #gorzkiezale #psychologia
    pokaż całość

  •  

    „Tetryk”

    - Ile pan ma lat?
    - Trzydzieści jeden, przecież pani wie – odpowiedział Marek.
    - A na ile się pan dziś czuje?
    - Fizycznie, czy umysłowo?
    - Mentalnie.
    - Proszę zgadywać, to już siódma sesja analizy. Ciekaw jestem, co pani wywnioskowała.
    - Pewnie powie pan pięćdziesiąt, choć pięćdziesięciolatek sam nie przyszedłby do psychoanalityka.
    - Doprawdy? Dlaczego? – zapytał zgryźliwie niczym siedemdziesięciolatek, niezadowolony z prawidłowej odpowiedzi.
    - Ponieważ byłby zmęczony prawdziwymi problemami, które wymagają innych rozwiązań. Potrafiłby je też łatwo rozpoznać i rozwiązać. Mówię oczywiście o pięćdziesięciolatku pańskiego pokroju intelektualnego.
    - Bagatelizując moje problemy, marginalizuje pani powagę własnej pracy.
    - Niczego nie bagatelizuję. Mówiąc „prawdziwe”, miałam na myśli problemy merytoryczne. Materialne, losowe, zdrowotne, także psychiczne. Pańskie nie zawierają się w żadnej z tych dziedzin. Z takimi jak pańskie, pięćdziesięciolatek dawno by się pogodził, bo rozwiązać ich się nie da.
    - Podobno każdą psychiczną chorobę da się uleczyć.
    - To prawda, ale Pan jest zdrowy, mówiłam panu od razu, uczciwie, na początku. Przed chwilą też mówiłam i wciąż jestem tego pewna. Pan jest tylko niezadowolony i gniewny, ponieważ ma pan problemy z przyjęciem odpowiedzi realiów na pańskie oczekiwania światopoglądowe.
    - A co, może niesłusznie? Sama ostatnio przyznała mi pani rację!
    - Słusznie, ale świata pan nie zmieni, tylko się pan niepotrzebnie denerwuje.
    - Wobec tego ta analiza nie jest mi potrzebna, za co ja pani płacę?
    - Niepotrzebna? A kto chciałby godzinami słuchać jak pan bulgocze i się wydziera? Kto popierałby pański słuszny gniew? W pańskim nieuleczalnym przypadku, doraźne odprowadzanie jadu i wrzątku jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie. A płaci mi pan za to, żebym nie miała tego dość, w przeciwieństwie do pańskich byłych znajomych i straconych kobiet.
    - Nie żałuję ani jednego spalonego mostu.
    - Gówno prawda…
    - Wszyscy byli nic niewarci.
    - Nie wszyscy. Dobra, rozgrzał się pan. Proszę mówić.
    Przystojny, elegancki mężczyzna wstał z leżanki i sprężystym krokiem zatoczył kółko po pokoju.
    - Dzisiaj koleżanka z pracy poprosiła mnie o radę… w sprawie naprawy samochodu. Gdy starałem się pomóc - zaczęła mi udowadniać, że nie mam racji - mimo, iż sama nie ma o tym pojęcia. Ja mam, o czym świadczy choćby to, że poprosiła mnie o radę, prawda?
    - No raczej – odpowiedziała psychoanalityczka machając grzbietem dłoni.
    - Później zobaczyłem lewackie posty w aktualnościach na portalu społecznościowym.
    - O czym te posty?
    - Nie pamiętam…
    - Pierdolone lewaki, niereformowalne – odrzekła kręcąc głową.
    - Tak. A potem ta kretynka od samochodu tłumaczyła coś z dziedziny paranauk drugiej kretynce, powołując się na opinie naukowców z Cambridge, o których chwilę wcześniej przez przypadek przeczytała na Kafeterii.
    - Obosz… - westchnęła z zażenowaniem
    - Słyszałem, jak trzy razy użyła słowa „Kembłycz”
    - Oooobosz, najgorzej. Co jeszcze?
    - Kurwa, nie wiem. Czekaj. O, wiem. Kumpel troll przysłał mi ranking najlepiej zarabiających celebrytów w sieci. Powinno być śmieci w sieci, bo sposób, w jaki zarabiają godny jest pogardy. To znaczy, jak się zachowują, bo nie wiem skąd mają pieniądze. A dostają jakieś chore kwoty. Podobno niektórzy na przykład robią jakieś streamingi. Rimmingi chyba. Gość siedzi i żre, albo śpi, a kretyni oglądają i wysyłają mu pieniądze, a nawet jak nie wysyłają – i tak zarabia na wyświetlających się reklamach. Albo laska opowiada o szczegółach własnego życia seksualnego. Zero wstydu. Żerowanie na najprymitywniejszych instynktach. Dlaczego coś, co powinno spotykać się z pogardą i potępieniem jest popularne i interesujące dla społeczeństwa? Nienawidzę też tych mężów/żon pseudocelebrytów. I ludzi, którzy są bogaci i sławni, a nie mam nawet pojęcia, czym się zajmują. Pewnie dlatego, że niczym konkretnym się nie zajmują i na niczym się nie znają. Skurwysyny. Tych prawdziwych celebrytów też zresztą nienawidzę. Co za w ogóle słowo, celebryta. Nie znaczy nic konkretnego. Ale nikogo to nie wkurwia poza mną! Każdy albo się ze mnie śmieje i mówi, że jest ponad to, albo też ich lubi. A tym, moja droga, przejawia się upadek społeczeństwa. Pauperyzacja kultury! Kultury ludzkiej, nie tej oferowanej przez świat. Bo kultura się rozwija, tylko odbiorcy są żałośni. Jak ja ich kurwa nienawidzę.
    - Ale kogo. Tych pseudocelebrytów, czy ich fanów?
    - Wszystkich.
    - Ja też.
    - Łżesz.
    - Nie, naprawdę. Masz rację Marku, mów dalej.
    - Baba wyjechała mi z podporządkowanej, ledwie wyhamowałem. A widziała, że jadę, patrzyła na mnie.
    - Pojebana.
    - No i ci neoraperzy obrzygani. Też nie mogę na nich patrzeć. Dzieciaki dwudziestoletnie, zblazowane banany narzekają, że już nie mają ochoty ruchać swoich groupie. I buczą zniekształconymi w autotunie głosami. Wszystkim bym im nakopał do dupy. Tych starych raperów zresztą też nienawidzę. Żadnych walorów artystycznych, tylko narzekanie, że wychowała ich ulica, że ojciec pił i bił, że matka pracowała na ulicy. Kupa chamstwa i wulgaryzmów zlepionych nie do taktu, wzbudzających szacunek Sebków, za swoją szczerość. Szczerość i prawdziwość – jedyne zalety, właściwie zaleta – starego rapu. Aha, wczoraj włączyłem wczoraj telewizor i…
    - Obiecał pan go sprzedać i nigdy już nie kupować nowego.
    - Miałaś rację, ale i tak roztrzaskałem go w nerwowym szale, więc sprawa załatwiona.
    - No tak, tylko szkoda pieniędzy.
    - E tam.
    - Myślę, że na dziś wystarczy. Proszę przyjść za tydzień.
    - Dziękuję.
    - Ja również, jest pan moim ulubionym klientem.
    Marek wrócił do domu i smutno spojrzał na popękaną matrycę. Niewielka strata, przecież teraz mógł kupić sobie pięć razy większy telewizor. Problem w tym, że po raz setny tego dnia przypominał sobie o nieodwracalności błędów swojego życia, których nic nie potrafiło przyćmić i z którymi nie mógł się pogodzić. Rzucił niedbale kluczami od jaguara na stół, obok tych od nortona. Rozważał wyznanie wszystkim dookoła, że na swoim „niepraktycznym” wynalazku zarobił dwadzieścia osiem milionów, co do tej pory utrzymywał w tajemnicy. Może wtedy ktokolwiek zrozumiałby, jak szczery jest jego ból i jak śmieszne jest definiowanie go z jakąkolwiek zazdrością. Bał się jedynie, że ona wtedy właśnie znów się pojawi. A przecież mogła to zrobić choćby teraz, krystalicznie. I wszystko byłoby dla niej. I wszystko byłoby w porządku. W każdym innym wypadku to spektakularne wzbogacenie nie ma sensu. Usiadł przy biurku i znów spojrzał na fotografię przedstawiającą miłość jego życia. Terapeutka nie miała żadnej wiedzy, ale w sprawie spalonych mostów trafiła w dziesiątkę – jednego żałował.

    Ciekawe? Zajrzyj na https://www.facebook.com/Supertrzmiel

    #chwalesie #psychologia #opowiadanie #kultura
    pokaż całość

    •  

      @noitakto: W swojej wypowiedzi zdajesz się utożsamiać psychoanalizę z psychoterapią. Napisałeś "w psychoterapii (czy to behawioralnej czy dynamicznej) nie chodzi o „uleczenie” pacjenta", co nie jest do końca prawdą.

    •  

      @Emes91: nie utożsamiam. Do końca prawdą nie jest, bo co innego „poszukiwanie własnych pragnień”, a co innego leczenie nerwicy wspomagane psychoterapią. Różnica jest taka, że psychoterapię może prowadzić psychoanalityk bez ukończonych studiów medycznych, ale leczenie psychiatryczne może przeprowadzić tylko psychiatra, czyli lekarz po studiach medycznych.

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    Czym objawia się zaburzenie osobowości typu borderline?Jordan B Peterson opisuje na czym polega osobowość chwiejna emocjonalnie typu borderline - impulsywność, brak zrozumienia własnej tożsamości i niemożliwość implementacji działań, które samemu uznajesz za pomocne.

    https://www.wykop.pl/link/4213689/zaburzenie-osobowosci-typu-borderline/

    #gruparatowaniapoziomu #psychologia #psychiatria #jordanpeterson
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #psychologia

0:2,0:2,0:1,0:1,0:1,0:1,0:1,0:1,0:1,0:3,0:2,0:2,0:1,0:2

Archiwum tagów