•  

    Oksytocyna - poza tworzeniem więzi rodzicielskich - ma również wpływ na relacje między kobietą a mężczyzną, przyczyniając się do wzrostu wierności w związku

    http://www.focus.pl/artykul/oksytocyna-zmniejsza-ryzyko-zdrady

    GENY WZMACNIAJĄCE WIERNOŚĆ MAŁŻEŃSKĄ A "PSYCHOLOGIA" EWOLUCYJNA - CZYLI O STAWIANIU WYŻEJ POTRZEBY ROZMNAŻANIA NAD POTRZEBY MIŁOŚCI I BEZPIECZEŃSTWA

    Patrząc z punktu widzenia tzw. psychologów ewolucyjnych wyniki tego badania okazują się conajmniej dziwne. "Psycholodzy" ewolucyjni twierdzą, że kobiety są mniej rozwiązłe od mężczyzn (rzadziej dopuszczają się zdrady), ponieważ ich inwestycja małżeńska jest większa. Kobiety posiadają ograniczoną licznę gamet. Ich komórki rozrodcze są o wiele większe niż plemniki. Ciąża u nich trwa około 9 miesięcy. Następnie jest okres laktacji i karmienia piersią. Właściwie dziecko jest uzależnione od matki jeszcze przez długie lata. "Psycholodzy" ewolucyjni twierdzą, że obarczone tego typu obowiązkami kobiety starają się raczej utrzymać przy sobie ojca dziecka, aby ten pomagał w doprowadzeniu potomka do wieku rozrodczego, co dodatkowo wzmacnia więzi emocjonalne między nimi a ich mężami.

    Przykute obowiązkami domowymi wynikającymi z większej inwestycji macierzyńskiej kobiety, nie mają czasu uganiać się za partnerami seksualnymi, bo to jest z punktu widzenia "egoistycznych genów" nieopłacalne ewolucyjnie. Przecież pozostawione bez opieki dziecko jest poważnie zagrożone, zwłaszcza tak było w czasach tygrysów szablozębnych i głodnych sąsiadów kanibali, w których rzekomo ewoluował nasz gatunek. Innymi słowy zdaniem neodarwinistów fizjologia kobiet oraz wrogie środowisko wymusiły selekcję genów, które determinują u nich większą wierność małżeńską niż u mężczyzn, ponieważ męzczyźni nie są tak przykuci do obowiązków małżeńskich, pracują i z tego powodu często są poza domem, lub w delegacji. Produkują dużo plemników, więc zdaniem "psychologów" ewolucyjnych opłaca im się rozsiewanie swoich genów na lewo i prawo.

    "Psycholodzy" ewolucyjni zdają sobie sprawę z tego, że większość ojców kocha swoje żony oraz dzieci i zależy im na trwałości związku małżeństkiego i wychowaniu potomstwa. Przyznają też, że rzadko się zdarza, aby mężczyzna świadomie płodził dzieci poza obrębem małżeńskim. Ich zdaniem z uwagi na mniejszą inwestycję macierzyńską i z punktu widzenia egoistycznych genów, zdrada jednak opłaca się mężom. Uważają oni, że dobrór naturalny ich przechytrzył. Zdrady małżeńskie mają miejsce przeważnie podczas niezowiązujących, przygodnych spotkań, co czyni mężczyzn mniej rozsądnymi, uważnymi i odpowiedzialnymi. Rzekomo nie zdają sobie sprawy z tego, że dobór naturalny tak zaprogramowal ich mózgi, że to otępienie moralne w efekcie przyczynia się do większego propagowania ich genów w populacji, na zasadzie podrzucania kukułeczego jaja. Konsekwencją tych zdrad ma być płodzenie synów, którym przekazują tą cechę.

    "Psycholodzy" ewolucyjni do tych wniosków doszli na podstawie założeń i ankiet. Założyli sobie, że nasz gatunek ewoluował w takim, a nie innym środowisku. Tworzyli też różne ankiety na podstawie wywiadów, czy badań krwi, które miały ustalić jakie jest podejście do zdrady mężczyzn i kobiet, ile razy zdarzyła im się zdrada, lub czy wszystkie dzieci w rodzinie są z prawego łoża. Ankiety takie powstawały głównie w krajach o bardziej swobodnym podejściu do seksu. W tych liberalnych państwach regały sklepowe uginają się od pornografii, wszędzie jest pełno prostytutek a wszystko to jest efekt tzw. rewolucji seksualnej. Rzecz normalna, że w takim klimacie bombardowani seksistowską propagandą ludzie będą skłonni do niemoralnych zachowań, co niewątpliwie wpływało na wyniki badań. Badania oparte na statystykach są bardzo podejrzane, ponieważ w ten sposób można nawet dowieść korelacji między liczbą narodzonych dzieci i gniazdujących bocianów w okolicy. Wszystko zależy od założeń z jakich wychodzą badacze i co konkretnie chcą udowodnić (https://bioslawek.wordpress.com/2014/01/17/problemy-z-psychologia-ewolucyjna/).

    W wyraźnej sprzeczności z wnioskami "psychologów" ewolucyjnych są sprawozdania z gabinetów psychiatrów i psychologów, którzy próbują ratować związki małżeńskie, które zniszczyła zdrada. Nie widzą oni wyraźnej dychotomii pomiędzy częścią męskiej i żeńskiej populacji jeżeli chodzi o częstotliwość zdrad (http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,18642431,anatomia-zdrady-cztery-na-piec-polskich-zwiazkow-jej-doswiadczylo.html#TRwknd). Innymi słowy ich zdaniem w konkretnych warunkach kobiety zdradzają z tą samą częstotliwością, co mężczyźni. Badania nad OKSYTOCYNĄ dostarczają dodatkowego argumentu, ponieważ jak się kazuje GENY odpowiedzialne za jej syntezę ewidentnie zapobiegają zdradom małżeńskim, a co za tym idzie ich istnienie stoi w wyraźnym konflikcie z rzekomym interesem ewolucyjnym. WNIOSEK z tego jest taki, że ludzka skłonność do nielojalności w obrębie małżeństwa jest powodowana głównie uwarunkowaniami kulturowymi, niewłaściwymi wzorcami, niedojrzałością emocjonalną i seksualną, brakiem wyobraźni, empatii i odpowiedzialności za swoje postępowanie, a nie determinizmem genetycznym (ewolucyjnym) i tego zdania jest większość poważnych fachowców (https://bioslawek.files.wordpress.com/2014/12/zrzut-ekranu-z-2014-12-19-141326.png?w=936&h=776).

    Oczywiście mogą grać tutaj rolę czynniki epigenetyczne i to na różnych poziomach, ale to temat na osobny post (https://bioslawek.wordpress.com/2014/04/17/2481/).

    Więcej argumentów krytycznych pod adresem tzw. psychologii ewolucyjnej można znaleźć tutaj:

    https://www.facebook.com/groups/teoriaID/search/?query=psychologia%20ewolucyjna

    https://www.facebook.com/groups/teoriaID/permalink/915840348513605/?match=d3lrxYJhZA%3D%3D

    -----------

    http://www.focus.pl/czlowiek/oksytocyna-zmniejsza-ryzyko-zdrady-9428

    "Oksytocyna - poza tworzeniem więzi rodzicielskich - ma również wpływ na relacje między kobietą a mężczyzną, przyczyniając się do wzrostu wierności w związku.

    Oksytocyna - chemiczny związek zaufania, zwany narkotykiem miłości - powszechnie kojarzona jest głównie, jako związek łączący matkę z dzieckiem. To dzięki niej właśnie tworzy się ta "niewytłumaczalna" więź między kobietą, a niemowlęciem.

    Związek ten spełnia jednak jeszcze jedną, bardzo ważną funkcję - przyczynia się do wzrostu wierności w związku i potrafi powstrzymać mężczyzn od kontaktu z innymi kobietami.

    Jak to możliwe? W badaniu przeprowadzonym przez niemieckich naukowców udowodniono, że mężczyźni żyjący w monogamicznych związkach (w przeciwieństwie do wolnych mężczyzn), którym podano oksytocynę, utrzymywali znacznie większy dystans (około 10-15 cm) od atrakcyjnej kobiety podczas pierwszego spotkania z nią.

    Wyniki eksperymentu potwierdzono kolejnym badaniem, opartym o analizę fotografii. Badanie to ponownie wykazało, że oksytocyna stymulowała zachowania wyłącznie mężczyzn pozostających w monogamicznych związkach - znacznie wolniej podchodzili oni do zdjęć atrakcyjnych kobiet.

    Najnowsze odkrycia niemieckich naukowców sugerują nie tylko, że oksytocyna wydzielana jest w związkach monogamicznych, ale również, że pomaga w utrzymaniu stałych relacji partnerskich. Powstrzymuje bowiem mężczyzn od bliskiego kontaktu fizycznego z innymi kobietami (poza aktualnym związkiem) podczas spotkań towarzyskich. Mówiąc krotko - oksytocyna zmniejsza ryzyko zdrady."

    #nauka #biologia #socjobiologia #genetyka #ewolucjonizm #psychologiaewolucyjna #idzpodprad
    pokaż całość

    źródło: Zrzut ekranu z 2017-08-27 102814.png

  •  

    Pociąga nas 'zdrowy wygląd', który nie odzwierciedla faktycznego stanu zdrowia

    http://kopalniawiedzy.pl/beta-karoten-karotenoidy-skora-cera-koloryt-atrakcyjnosc-Yong-Zhi-Foo,25975

    BADANIA NAUKOWE PODWAŻAJĄ KOLEJNY ELEMENT HIPOTEZY DOBORU PŁCIOWEGO – NOWY PREZENT Z OKAZJI „DNIA DARWINA” ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    W obrębie syntetycznej teorii ewolucji (nowoczesnego neodarwinizmu) funkcjonuje sformułowana już przez Karola Darwina hipoteza doboru płciowego. Darwin nie miał pojęcia o istnieniu genów, więc swoje wyjaśnienia ograniczył jedynie do odwoływania się do jednej z form doboru naturalnego - właśnie do doboru płciowego. Architekci tzw. syntetycznej teorii ewolucji połączyli wnioski Darwina z osiągnięciami nowoczesnej genetyki. Na jednym z przykładów pokrótce wyjaśnię, co wyszło im z tej syntezy.

    Rajskie ptaki, jelenie czy pawie posiadają z punktu widzenia ewolucji dziwaczne, bardzo kosztowne w utrzymaniu i niewygodne organy, pod postacią długich i kolorowych piór, wielkich poroży czy pawich ogonów. Żeby się za bardzo nie rozwodzić skoncentruję się na pawim ogonie. Jest to struktura duża i kosztowna w utrzymaniu, ponadto krępująca ruchy samca, co zmniejsza jego szansę na ucieczkę przed drapieżnikiem. Biorąc to wszystko pod uwagę sam Karol Darwin oraz zwolennicy jego myśli zaczęli się zastanawiać dlaczego przodkowie pawi wymknęli się selekcji naturalnej i nie zostali wyżarci przez drapieżniki.

    Żeby na gruncie darwinizmu uzasadnić istnienie pawi na świecie, wraz ze swoimi ogonami - ponieważ jak się zapewnia jest to podstawowa zasada biologii – należało wykazać, że posiadanie pawiego ogona przynosiło więcej korzyści niż strat. Teoretycy mieli już w zasadzie rozwiązanie podane na talerzu przez samego Darwina. Uznali, że samice pawi przez całe dziesiątki tysięcy lat wybierały do rozrodu samce, które miały coraz większy i piękniejszy ogon, w wyniku czego samce tą cechę przekazywali synom. Natomiast samice córkom. I tak rzekomo w wyniku tego dobierania płciowego współczesne pawie mają wielkie i rozłożyste ogony. Ewolucja osiągnęła już maksimum swoich możliwości, ponieważ większych ogonów pawie by już po prostu nie udźwignęły. Innymi słowy przytłoczony takim brzemieniem paw z pewnością skończyłby w żołądku drapieżnika.

    Wyjaśnienie z pozoru logiczne, ale czy odpowiada na wszystkie pytania? Dlaczego samice pawi zaczęły preferować coraz większe ogony? I na to pytanie neodarwiniści próbowali znaleźć zadowalającą odpowiedź. Matt Ridley w swojej książce „Czerwona królowa” (http://darmowe-ebooki.com.pl/43986-mattridley_czerwonakrolowa.html) postanowił się zmierzyć z tym problemem. I w tym miejscu musiał się posiłkować syntezą neodarwinowską. Napisał, że nosy indorów, kogucie grzebienie czy oczka na pawich ogonach w jakiś sposób zawiadują samice o kondycji zdrowotnej samca. Na przykład czy są oni nosicielami wad genetycznych infekcji wirusowych, lub pasożytów. Wybór zdrowego samca gwarantował zdrowe potomstwo, więc z pozoru ta hipoteza brzmi logicznie. Nie odpowiada ona jednak na pytanie tej samej natury, co wcześniejsze. Dlaczego i w jaki sposób samice były w stanie rozpoznać na podstawie kształtu czy barwy tych ozdób, jaka jest kondycja zdrowotna samców.

    Darując sobie wyczerpującą odpowiedź na to pytanie – podobnie jak w przypadku dotyczącym „wyjaśnień” przyczyn rozmiaru pawich ogonów - uznano, że samice umiejętność rozpoznawania i eliminowania z rozrodu chorych samców przekazywały córkom i dlatego rodziły się coraz zdrowsze samce z coraz piękniejszymi wzorami na ogonach.

    Odpowiedzi, których udzielili sobie neodarwiniści na tyle ich zadowoliły, że swoje pomysły zaczęli stosować usiłując wyjaśnić różne cechy i zachowania człowieka. Na przykład stworzono model mężczyzny, który zdaniem neodarwinistów jest w oczach kobiet okazem zdrowia. W ten sposób usiłowano wyjaśnić dlaczego ładni i dobrze wyglądający ludzie mają wzięcie u partnerów przeciwnej płci. Neodarwiniści wyszli z założenia, że piękno i ładna cera też muszą mieć swoje uzasadnienie na gruncie darwinizmu, który (przypominam) stanowi w ich oczach podstawową zasadę biologii, bez której nic w niej nie ma sensu. Jak w przypadku pawiego ogona założyli, że za pięknością człowieka musi się kryć drugie dno. Że ta piękność coś oznacza i to „coś” w jakiś sposób w przeszłości przyczyniło się i dalej się przyczynia do większego sukcesu reprodukcyjnego. A co za tym idzie do utrwalenia (zafiksowania) tej cechy w ludzkiej populacji. Wnioski podobne, jak w przypadku pawi. Zdrowy mężczyzna ma większe szanse na dłuższe życie, siłę do pracy, co pomoże skutecznie wychować potomka i doprowadzić go do wieku rozrodczego i dlatego też kobiety wybierają na ojców swoich dzieci mężczyzn o odpowiednim, ładnym wyglądzie, która to cecha tak naprawdę stanowi reklamę jego stanu zdrowia. Innymi słowy zdaniem darwinistów za poczuciem piękna i estetyki tak naprawdę ukryty jest jedynie egozim genowy.

    Chociaż neodarwiniści nie wyjaśniają nam w jaki sposób kobiety nauczyły się wyczytywać z twarzy mężczyzny informacje o jego stanie zdrowia, to jednak zapewniali, że ta umiejetność jest w jakiś sposób determinowana genetycznie, a co za tym idzie przekazywana córkom. Przy okazji chciano upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Hipoteza ta miała wyjaśniać dlaczego jest więcej ładnie wyglądających ludzi niż brzydkich: „wybrani do rozrodu mężczyźni przekazują tą cechę synom”. Brzydcy, jak twierdzi Matt Ridley w swojej „Czerwonej królowej” utrzymują się w populacji tylko dlatego, że wiążą się z nimi desperaci, których z jakiejś przyczyny nie stać na ładnego partnera. W myśl zasady: „na bezrybiu i rak ryba”.

    Ukazał się nowy artykuł, który opisuje ciekawe doświadczenie. Dowodzi ono, że wybór mężczyzn na partnerów o wyglądzie, który miał świadczyć o dobrym stanie zdrowia, wcale o dobrej kondycji zdrowotnej świadczyć nie musi. A więc coś nie tak z przypisywanymi kobietom rzekomo determinowanymi genetycznie umięjetnościami, albo z hipotezą neodarwinowską. Zacytuję fragment tego artykułu:

    „[…..] Wyniki pokazują, że choć karotenoidowy kolor skóry podlega u ludzi doborowi seksualnemu, (na razie) nie ma dowodów, że stanowi wiarygodny sygnał stanu zdrowia.”

    Tzw. psycholodzy ewolucyjni usiłują podobne wnioskowanie zaprzęgać do budowania własnych koncepcji. Różne cechy anatomiczne i zachowania człowieka chcą wyjaśniać minionymi korzyściami ewolucyjnymi. Co jakiś czas pojawiają się badania, które podważają to wnioskowanie. Jedno z nich opisano tutaj:

    https://www.facebook.com/groups/teoriaID/548095431954767/

    (Tutaj jest więcej krytycznych artykułów pod adresem „psychologii” ewolucyjnej: https://www.facebook.com/groups/teoriaID/search/?query=psychologia%20ewolucyjna)

    Na zakończenie chciałbym przypomnieć, że hipoteza doboru płciowego uległa falsyfikacji i w innych przypadkach. Jakiś czas temu przeprowadzono ciekawy eksperyment. Jak napisałem wcześniej rozmiar pawiego ogona uzasadnia się doborem płciowym. Samice miały dobierać na partnera seksualnego samce z coraz większymi ogonami. Podczas wspomnianego doświadczenia założono samicy pawia kamerę na głowę i nagrywano, na które części ciała zwraca ona uwagę podczas zalotów. Wbrew przewidywaniom samice nie były zainteresowane ogonami. Artykuł na ten temat można znaleźć tutaj:

    Kłopoty z pawim ogonem. Hipoteza doboru płciowego w opałach

    https://bioslawek.wordpress.com/2013/08/02/klopoty-z-pawim-ogonem/

    Neodarwiniści mają też problem z wyjaśnianiem skomplikowanych zachowań (np. rzekomej umiejętności odczytywania informacji o stanie zdrowia partnera z wyglądu twarzy) na poziomie genów. O tym napisałem tutaj:

    Mit hipotezy doboru krewniaczego – Dobór krewniaczy, a nieredukowalna złożoność instynktów

    https://bioslawek.wordpress.com/2013/08/02/mit-hipotezy-doboru-krewniaczego-dobor-krewniaczy-a-nieredukowalna-zlozonosc/

    Jeżeli chodzi H. Sapiens, to nasz gatunek charakteryzuje się wieloma cechami, których istnienia mimo usilnych prób nie daje się uzasadnić na gruncie syntezy neodarwinowskiej. Napisałem o tym tutaj:

    „O pewnych niesamowitych właściwościach człowieka jako gatunku”

    https://bioslawek.wordpress.com/2014/04/23/o-pewnych-niesamowitych-wlasciwosciach-czlowieka-jako-gatunku/

    -------------------

    http://kopalniawiedzy.pl/beta-karoten-karotenoidy-skora-cera-koloryt-atrakcyjnosc-Yong-Zhi-Foo,25975

    „Pociąga nas 'zdrowy wygląd', który nie odzwierciedla faktycznego stanu zdrowia

    Choć żółte i czerwone zabarwienie skóry jest u białych mężczyzn postrzegane jako bardziej atrakcyjne, badania wykazały, że taki koloryt cery niekoniecznie stanowi oznakę dobrego zdrowia.
    Autorzy publikacji z pisma Behavioral Ecology podkreślają, że karotenoidowe zabarwienie skóry odgrywa istotną rolę w doborze płciowym. Naukowcy dywagowali, że stanowi ono sygnał dobrego stanu zdrowia (karotenoidy są w końcu przeciwutleniaczami). Zdrowy partner jest zaś na wagę złota, bo ma większe szanse przetrwać, jest bardziej płodny, może też przekazać potomstwu geny, które sprzyjają dobrostanowi.
    Akademicy postanowili sprawdzić, czy istnieje związek między karotenoidowymi oznakami zdrowia (postrzeganiem przez otoczenie) a faktycznym stanem zdrowia. Zebrali grupę 43 heteroseksualnych białych mężczyzn (średnia wieku wynosiła 21 lat). Utworzono też grupę placebo, która składała się z 20 mężczyzn.
    Na początku badania uczestników sfotografowano, by móc udokumentować zmiany w kolorze skóry. Oceniano też stan zdrowia panów, w tym poziom stresu oksydacyjnego, funkcjonowanie układu odpornościowego, a także jakość spermy. Później ochotnicy przez 12 tyg. zażywali suplementy z beta-karotenem lub placebo. Po 3 miesiącach wszyscy wracali do laboratorium na fotografowanie i ponowną ocenę zdrowia. Za pośrednictwem Sieci zwerbowano 33 heteroseksualne białe kobiety (średnia wieku wynosiła 33 lata), które miały oceniać atrakcyjność twarzy mężczyzn przed i po suplementacji; twarze prezentowano na ekranie obok siebie.
    Zgodnie z przewidywaniami, beta-karoten zwiększał ogólne zażółcenie/zaczerwienienie twarzy, ale nie ich jasność. Fizjonomie posuplementacyjne były o 50% częściej wskazywane jako atrakcyjne. Uznawano także, że wyglądają zdrowiej niż twarze przed interwencją lub z grupy placebo. Oznacza to więc, że beta-karoten zwiększał atrakcyjność ochotników i sprawiał, że postrzegano ich jako zdrowszych. "Terapia" nie wpływała jednak znacząco na funkcje zdrowotne.
    Wyniki pokazują, że choć karotenoidowy kolor skóry podlega u ludzi doborowi seksualnemu, (na razie) nie ma dowodów, że stanowi wiarygodny sygnał stanu zdrowia.
    Wiadomo, że karotenoidy odpowiadają za robiące wrażenie ubarwienie godowe wielu zwierząt. Nasze studium jako jedno z pierwszych zademonstrowało, że barwniki te wpływają także na atrakcyjność u ludzi - podsumowuje główny autor publikacji, Yong Zhi Foo z Uniwersytetu Zachodniej Australii.”

    #nauka #biologia #socjobiologia #czerwonakrolowa #psychologiaewolucyjna
    pokaż całość

    źródło: Zrzut ekranu z 2017-08-27 101756.png

  •  

    Reguły atrakcyjności, czyli jak dobieramy partnerów i dlaczego ich zdradzamy

    „The rules of attraction” to tytuł filmu z 2002 r., który w Polsce jest znany pt. „Żyć szybko, umierać młodo” („brawa” dla naszych niezawodnych tłumaczy). Ten wpis nie jest o tym filmie, który na marginesie Wam polecam a który porusza ciekawy i wart rozwinięcia temat: jak się zakochujemy, dlaczego kochamy nie tych, którzy nas kochają, sypiamy z innymi itd. Film niestety nie odpowiada na te pytania, ale ja postaram się znaleźć na nie odpowiedź. Zachęcam do lektury!

    Pamiętam, jak oglądałem ten film w 2002/3 r. Miałem podły nastrój, byłem po butelce wina i miałem ochotę na jakąś lekką komedię przed snem. Sugerując się polskim tytułem, wrzuciłem na ruszt w/w film i… Po seanse czułem się bardziej „zamulony”, jak przed. Niejako wbił we mnie klin i jeszcze bardziej pogłębił swoisty „ból istnienia”. Nie, ten film to zdecydowanie nie jest komedia. Ale polecam go Wam. Sam jestem ciekaw, jak dziś, po 15 latach bym go odebrał? Wiem, jak odebrałem go wtedy – zainteresowałem się na poważnie (tj. naukowo), tym, co kieruje ludźmi? Jakie mechanizmy sprawiają, że się sobie podobamy – na wzajem lub bez wzajemności? Dlaczego z jednymi chcemy się żenić/ wychodzić zań za mąż, ale z innymi „seksić” bez zobowiązań a jeszcze inni są wiecznie we „friendzone”? Czyli w skrócie, czym jest „przegryw” i jaka jest jego istota? Czy da się zeń wyjść…?

    Więcej: https://sponsorowani.pl/blog/reguly-atrakcyjnosci-czyli-jak-dobieramy-partnerow-i-dlaczego-ich-zdradzamy/

    #przemyslenia #gorzkiezale #logikarozowychpaskow #rozowepaski #niebieskiepaski #logikaniebieskichpaskow #seks #zwiazki #feels #przegryw #truestory #polki #polacy #sex #blog #prostytucja #sponsoring #polska #blog #socjologia #socjobiologia #psychologia #psychologiaewolucyjna #film #kino
    pokaż całość

  •  
    V......m

    +35

    Czy ludzie powinni bać się śmierci?

    Odpowiedź na to pytanie w dużej mierze zależy od punktu widzenia. Inaczej wy­gląda to z punktu widzenia ewolucyjnego (biologicznego), inaczej z perspektywy antropologicznej czy psychologicznej.

    Założenia klasycznego ewolucjonizmu upatrywały dwóch równie ważnych interesów biologicznych organizmów żywych: zachowania życia i doboru natu­ralnego. Odwoływano się tutaj do instynktu samozachowawczego jako jednego z imperatywów w funkcjonowaniu człowieka (Darwin, 1859/1955). Zachowanie życia jest więc oczywistym, zdawałoby się, warunkiem doboru naturalnego, rywa­lizacji o zasoby czy reprodukcji. Ten sposób rozumowania uznaje się dziś w teorii ewolucji za anachroniczny.

    Nowe wersje ewolucjomzmu dokonały pewnej zmiany hierarchii ważności. Samo zachowanie życia traktowane jest jako drugorzędne w stosunku do imperaty­wu reprodukcji. Założenia nowej psychologii ewolucyjnej są dość jasne: wszystko to, co sprzyja propagowaniu własnych genów, jest lepsze od tego, co rozpowszech­nianiu genów nie służy. Wszystko to, co nie przeszkadza propagowaniu genów, jest bardziej adaptacyjne od tego, co rozpowszechnianie genów utrudnia (Buss, 1985, 1996, 2001; Hamilton, 1964; Wilson, 1988; Wilson, 2000). Innymi słowy, z takiego punktu widzenia zachowanie życia ma sens wtedy, gdy bezpośrednio lub pośred­nio służy propagowaniu genów. To rozróżnienie między pośrednimi i bezpośredni­mi zabiegami propagowania genów wydaje się nadzwyczaj istotne. Bezpośrednie to oczywiście reprodukcja, płodzenie, rodzenie dzieci. Pośrednie to przyczynianie się do ewolucyjnych sukcesów posiadaczy własnych genów - dzieci, wnuków, krewnych. Przykładem takiego pośredniego działania na rzecz własnych genów jest tak zwany altruizm krewniaczy.

    W każdej z tych wersji inny jest sens pojęcia „instynkt samozachowawczy", inne są również konsekwencje dotyczące śmierci. W pierwszym, nazwijmy to, darwinowskim ujęciu teorii ewolucji śmierć ma znaczenie podstawowe, ponieważ jest sprzeczna z wartością najbardziej podstawową i autonomiczną zarazem - z życiem podmiotu. Z perspektywy neodarwinowskiej sprawa nieco się kompli­kuje, bo życie jest wartością instrumentalną, a nie autonomiczną. Własne życie ma sens biologiczny jako warunek konieczny propagowania genów. Życie cudze ma dla jednostki sens biologiczny wtedy, kiedy dotyczy to osobników mających te same geny. Innymi słowy, śmierć swojego jest z perspektywy biologicznej ważnym zdarzeniem, śmierć obcego zaś - niekoniecznie. W pewnych warunkach śmierć obcego może być nawet stanem korzystnym, na przykład na wojnie (Buss, 2001). Zdaniem neodarwinistów dobitnym tego przykładem jest dzieciobójstwo - gdy sprawca jest ojczym lub macocha.

    Kiedy umiera ktoś, kto nie rozpropagował swoich genów (dziecko, człowiek miody), jest to zjawisko szczególnie dramatyczne. Gdy śmierć dotyczy osobni­ków, którzy swoje geny zdążyli rozpowszechnić, dramatyzm tego faktu jest znacznie mniejszy. Śmierć osób, które utraciły zdolność rozpowszechniania swo­ich genów, na przykład ludzi starych, z perspektywy ewolucyjnej jest zdarzeniem uzasadnionym. Można sie zatem spodziewać, że lęk przed śmiercią powinien wy­stępować z największą siłą u ludzi młodych, którzy nie mają potomstwa. Z mniej­szą silą powinien występować u tych, którzy mają liczne rodzeństwo czy w ogóle wielu krewnych. Z najmniejszą zaś - u tych, którzy rozpropagowali swoje geny i zdolność reprodukcji juz utracili.

    Tak więc biologiczne powody do niepokoju związanego z własną śmiercią mają tylko ci, którzy nie zwiększyli puli swoich genów. Oznacza to, że z perspek­tywy ewolucyjnej lęk przed śmiercią nie powinien być zjawiskiem uniwersalnym, dotyczącym każdego z nas. Powinien być raczej zjawiskiem przejściowym, lokal­nym. Powinien być uwarunkowany wiekiem. Powinien zależeć od płci. Czy tak jest istotnie? Czy nie pozostaje to w sprzeczności z psychologicznymi uwarunkowa­niami lęku? Zobaczymy dalej, że sprawa nie jest prosta. Sięgnijmy do wyników badań. Pokazują one dość interesujące zależności.

    John W. Keller i jego współpracownicy, Dave Sherry oraz Chris Piotrowski, przebadali liczącą prawie 900 osób próbę złożoną z sześciu grup wiekowych; mło­dzi dorośli (18-23 lata), dorośli (24-29), wczesny wiek średni (30-37), wiek śred­ni (38-44), późny wiek średni (45-59) i starość (60-87). Badali stosunek do trzech aspektów śmierci, takich jak ogólna ocena śmierci, wiara w życie pozagrobowe oraz lęk przed własną śmiercią. Dane dotyczące życia pozagrobowego są niejedno­znaczne, ale w tym miejscu nas nie interesują (wrócę do tego później). W odniesie­niu do obu pozostałych kryteriów ocen odnotowano zależność ujemną liniową - im starsze były grupy, tym mniejszy przejawiały lęk przed śmiercią. Szczególnie wy­raźnie dotyczyło to lęku przed śmiercią własną (Keller, Sherry i Piotrowski, 1984). Robert Neimeyer i jego współpracowniczki Marlin K. Moore i Kathlecn J. Bagley, uzyskali podobne wyniki (Neimeyer, Moore i Bagley, 1988),

    James A. Thorson przeprowadził badania z bardzo dużą próbą, liczącą prawie 600 osób w wieku od 25 do 75 lat, dość zróżnicowaną wiekowo. Zastosował wła­sną skalę lęku przed śmiercią. Korelacja między wiekiem a wskaźnikami lęku przed śmiercią była wysoka, natomiast analiza różnic między grupami wiekowy­mi pokazała wyraźnie, że im starsi są badani, tym mniejszy jest przejawiany lęk przed śmiercią (Thorson i Powell, 1988; Thorson, Powell i Tomer, 2000). Dane przedstawiono na rysunku 1.2.

    Podobne efekty uzyskano na dwóch innych niezależnych próbach, badanych odrębnymi skalami leku przed śmiercią - w obu próbach korelacje między wie­kiem a lękiem przed śmiercią były wysokie i ujemne. Im starsi byli badani, tym mniejszy lęk przed śmiercią przejawiali (Russac, Gatliff, Reece i Spottswood, 2007).

    Uzyskane wyniki mają zasięg ponadkullurowy. Anise M. S. Wu, Calherine So-kum Tang i Elsie C. W. Yan, badaczki z Macao, także potwierdziły negatyw­ną korelację między lękiem przed śmiercią a wiekiem, tym razem u badanych chińskich (Wu i Tang, 2009).

    Daniel M. Fessler i C. David Navarrete badali próby amerykańskie i portorykariskie z podobnymi rezultatami. W obu wypadkach (choć - jak zaznaczają auto­rzy - stosunek do śmierci jest kulturowo odmienny w obu krajach) lęk przed śmier­cią był ujemnie skorelowany z wiekiem (Fessler i Navarrete, 2005).

    W sporej liczbie badań porównywano grupy przeciwstawne. Na przykład James A. Thorson, którego badania cytowałem wcześniej, badał dwie próby. Pierwsza składała się z osób młodych (16-35 lat), druga - z osób starszych (65-92 lata). Osoby starsze wykazywały znacząco mniej lęku przed śmiercią niż młodsze (Thorson i in., 2000). Co ciekawe, przejawiały także mniej sympto­mów depresji.

    Nie wszystkie wyniki potwierdzają jednak to ustalenie, choć przyznać trzeba, że są to dane odosobnione. Robert A. Neimeyer, Marlin K. Moore i Kathleen J. Bagley, a także Stephen J. Depaola odnotowali brak korelacji miedzy wiekiem a lekiem przed śmiercią (dokładniej: była ujemna, ale nieznacząca), co może sie wiązać z faktem, że próba osób badanych składała się z ludzi raczej dojrzałych - średnia wieku wynosiła 69,4 (Depaola, Griffin, Young i Neimeyer, 2003; Neimeyer i in., 1988).

    Dane antropologiczne również mogą wskazywać na to, że lęk przed śmiercią nic jest zjawiskiem uniwersalnym i ponadczasowym. W znakomitej analizie zagad­nienia Philippe Aries pokazuje, jak w ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat zmieniał się stosunek do śmierci, jak trwoga przed śmiercią przeplatała się z fascynacją śmier­cią, jak wreszcie kształtował się kult zmarłych w kulturze europejskiej (Aries, 1989). Dane te pokazują także, że lękanie się śmierci należy do normy we współ­czesnej kulturze Zachodu (Vovcile, 2008). Tego antropologicznego wątku, który wykracza poza ramy tej książki, nie będę jednak rozwijać. Pozostaje mi odesłanie do znakomitych źródeł (np. Aries, 1989; Bauman, 1998; Bortnowska, 1993; Di Nola, 2006; Janion, 2003; Vovelle, 2008, i in.).

    Fragment Łukaszewski W., Udręka życia, Sopot 2010, s. 23-26.

    #psychologia #psychologiaewolucyjna #antropologia #biologia
    pokaż całość

    źródło: Zrzut ekranu 2014-11-15 o 14.48.33.png

    +: M.......a, N___________ +33 innych
Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów