•  

    Nie pochwalam takich zachowań, służby mają być apolityczne, ale ludzie, to co TVN odstawia przekracza wszelkie granice.

    Za rządów PO czynownicy TVN bali się chodzić po ulicy, jeździli nieoznakowanymi autami, zdejmowali loga z kamer i mikrofonów.

    Przez 5 lat rządów PiS różne środowiska budowały wizerunek TVN jako dzielnych bojowników o wolność i praworządność, wystarczyło kilka dni by całą tą ciężką pracę PRowską wywalić do kibla.

    Szydzę nie dlatego że nienawidzę TVN.
    Szydzę z ich skrajnego braku profesjonalizmu.

    #tvn #4konserwy #wolnemedia #strazgraniczna #uchodzcy #bekazlewactwa #pr #publicrelations
    pokaż całość

    źródło: straz graniczna je tvn.jpg

  •  

    Jak to jest, że ludzie bardzo kochają wręcz przedsiębiorców, którzy są spoko, szanują klienta i innych ludzi. Wtedy ludzie srają tymi ocenami 5/5 i są gotowi stanąć w obronie takiego przedsiębiorcy jeśli ktoś ich bezpodstawnie atakuje... A nadal znajdują się ludzie jak ci z #mistersoperfect którzy napluliby kurierowi na twarz, bo ten OŚMIELIŁ SIĘ im nie pomóc, bo CHAM ma pewnie 999 innych dostaw w tym dniu.
    W dodatku brną w swoje i nadal twierdzą, że kurierzy to nieroby.

    Jakby przeprosiła i jeszcze wysłała 500 złotych na pieski, czy inny Fundusz Pomocy Kurierom (xD) to ludzie by zapomnięli. A tak to smród się będzie ciągnąć jeszcze trochę, bo ludzie lubią aferki.
    Sam szanuję przedsiębiorców, że im się chce prowadzić firmę w Polsce, ale nienawidzę takiego typu przdsiębiorców. Z ogromnym kijem w dupie i klapkami na oczach

    Kurs z #publicrelations by się przydał takim przedsiębiorcom

    #bekazpodludzi
    pokaż całość

    •  

      A tak to smród się będzie ciągnąć jeszcze trochę, bo ludzie lubią aferki.

      @niochland: Chyba trochę przeceniasz możliwości wypoku ( ͡° ͜ʖ ͡°) z Willą Karpatią afera była większa, łącznie z artykułami w mediach i co? Mają zapierdol jak zawsze ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @niochland: Na tym właśnie polega cała zabawa - jedni przedsiębiorcy potrafią w PR, inni w PR nie potrafią. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ci, którzy potrafią, wynieśli to z domu. Często z domu, w którym przedsiębiorczość była pewną tradycją: od dziecka obserwowali np. rodzica, który prowadzi jakiś biznes, widzieli jak to wszystko wygląda "pod maską", mieli też pewnie okazję przyjrzeć się sposobom na rozwiązywanie konfliktów. Dzięki temu pojęli dwie złote zasady prowadzenia jakiegokolwiek interesu. Pierwsza: klient/kontrahent zadowolony powie o tym pięciu innym. Niezadowolony - dwudziestu pięciu innym. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Druga: kto oszczędza na PR i zaniedbuje temat, ten traci o wiele więcej niż oszczędził. A nawet jeśli jednak w ich domu nie było żadnych tradycji na tym polu, to po prostu wychowano ich prawidłowo, jak to się mówi, "na ludzi". Ci, którzy nie potrafią, to właśnie tacy zawodnicy jak antybohaterowie tej afery: przekonani o tym, że skoro udało im się zarobić jakieś pieniądze, to są już absolutnie nie do ruszenia. I to oni dyktują warunki. Nie wiem jak jest w tym przypadku, ale z moich obserwacji wynika, że często są to pierwsze osoby w swoim środowisku, którym coś się udało na większą skalę. To ci, o których Tuwim pisał "I ty, co mieszkasz dziś w pałacu, a srać chodziłeś pod chałupę" - z jednej strony high life, bogactwo, życie na pokaz i wejście w rolę "nauczycieli życia" dla szaraczków, a z drugiej bardzo cienka, niezaschnięta jeszcze powłoka przykrywająca ogromną ilość kompleksów. Łatwo ją zarysować albo przebić. Sami zresztą do tego doprowadzają, zbytnio kozakując, a kiedy na tej powłoce pojawi się rysa lub przebicie, to widać idealnie co tam jest pod spodem. A jest pogarda dla drugiego człowieka, jest małostkowość, jest język spod budki z piwem. Dla wielu ludzi serial "Tygrysy Europy" to było absolutne bezbectwo, a ja po 33 latach życia i współpracy z różnymi ludźmi wiem, że to niemal dokument. ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    JAK RATOWAĆ UPADAJĄCE LICEUM?

    Klasa Disco Polo na Podlasiu!
    ================================

    2020 NIE OSZCZĘDZA NIKOGO

    Pożary w Australii, zamieszki w Stanach, rozboje we Francji, a w Polsce?
    W Polsce to dopiero! Od września na Podlasiu klasa o profilu Disco Polo! Świat stanął na głowie, a to dopiero lipiec, do końca roku jeszcze ponad 5 miesięcy. Jak żyć, Panie premierze, jak żyć?

    Problemów świata nie rozwiążemy, dlatego dzisiaj pogadamy o liceum, które wychowa nowe gwiazdy Disco Polo w małym miasteczku na Podlasiu i dlaczego go nie taki głupi pomysł. Zapraszam!

    Gdyby dyrektor znanej instytucji finansowej założył liceum ekonomiczne i swoim nazwiskiem gwarantował nową edukację i miejsca pracy świat miałby u stop, a Wykop już na pewno. Tego jednak nie ma, jest za to zażenowanie, bo milioner w branży muzycznej, chce uczyć młodzież z Podlasia jak zarabiać na muzyce.

    PROBLEM W TYM, ŻE TA MUZYKA TO DISCO POLO
    ==================================

    Liceum w Michałowie oprócz normalnej podstawy programowej uczyć będzie jeszcze tego, jak jak zostać artystą Disco Polo. Przewodzić tej inicjatywie ma Marcin Miller, szef grupy „Boys” znany m.in z piosenki pt. „Jesteś szalona”. Cała klasa została stworzona we współpracy z wytwórnią muzyczną Green Star, do której należy m.in zespól Akcent(ten od Zenka), Boys czy Milano. Pomysł ma być odpowiedzią na potrzeby rynku i ułatwić wejście do branży Disco Polo, w której od lat są ogromne pieniądze. O szkole która jeszcze nie tak dawno miała być zamknięta dziś mówią wszystkie media, minister edukacji wspiera ten pomysł, a internet... internet robi sobie bekę.

    Dla opinii publicznej taka klasa to wstyd i obraza dla polskiego systemu edukacji.

    Przykładowy komentarz, jeden z wielu w ostatnim znalezisku z głównej na ten temat

    a co tu jest do studiowania? Przecież to prostacka muzyka, trzeba wpaść na dobrą melodię i tyle trudności w tym.

    Podobnych opinii jest pełno, przeważa niesmak, że ktoś w ogóle wpadł na taki pomysł. Jak mówią internauci, disco polo „to nie muzyka, tam nie ma talentu”. Czytając takie opinie można nawet założyć, że dzisiaj Disco Polo nie lubi nikt, nikt go ni słucha, nikt nie zna, no chyba… że jest się na weselu bo wtedy nawet miłośnicy progresywnego rocka dziwnym trafem słowa piosenek znają. Przypadek? Nie sądzę.

    PRZYZNAM SZCZERZE, NIE BYŁEM DOBRYM MUZYKIEM
    ==============================================

    Swoją karierę muzyczną zakończyłem po nieudanym zaśpiewaniu „kundel bury” w trzeciej klasie szkoły podstawowej, ale jako osoba dorosła poznałem od kulis wiele zespołów brylujących w mediach . W projektach zagranicznych branży kreatywnej często naszą grupą docelową była lokalna Polonia w Niemczech czy Anglii, więc wielokrotnie ściągaliśmy gwiazdy polskiej muzyki, również te z disco polo.

    Co ciekawe, te od Disco Polo miały zwykle większe stawki za występ, ale też przyciągały dużo więcej ludzi, co dla nas organizatorów było najważniejsze. Obserwując to przez długie lata i porównując do sytuacji w Polsce widziałem, że u naszych rodaków mieszkających za granicą nie ma czegoś takiego jak wstyd czy poczucie kiczu jeżeli chodzi o rozrywkę. Jest za to radość, że po zapierniczu na zmywaku mogą napić się piwka, poskakać i obejrzeć polskiego artystę.

    Przeciętny Polak za granicą do wyluzowania nie potrzebuje zawsze wytrawnego wina i rozmowy o filozofii tylko raczej odmóżdżenia, a na to disco polo naszym zdaniem było wtedy najlepsze. W Polsce na imprezie przy disco polo też umiemy się fajnie bawić niezależnie od statusu czy wykształcenia. Do momentu, gdy trzeba o tym mówić.

    NIBY WYKLĘTA, A "KAŻDY" SŁUCHA
    ==============================

    Wtedy nastaje masowa pomroczność jasna. W dyskusjach o gustach wstydzimy się cholernie tego gatunku i nie chcemy by ktoś nas z nim utożsamiał. Stygmatyzujemy go przypisując do lat 90-tych i kiczu w czasach, gdy Polska wstawała z kolan, a kolorowa była tylko muzyka w Disco Relax i stragany na bazarach. Pisząc ten artykuł próbowałem sobie przypomnieć czy ktoś z moich obecnych znajomych przyznaje otwarcie, że lubi disco polo.

    Rock Alternatywny, R&B, nawet turecki rap, jasne, ale disco polo? No co ty! Ja tego nie słucham, to nie muzyka!

    Samo nasze podejście do tej sytuacji przypomina randkę z dziewczyną, która chwali się, że lubi tylko dobry film i dobrą książkę. Tyle w teorii bo cześciej kończy się na komedyjce w Netflixie i tanim winie. Zaznaczam, to nie kwestia płci, przytoczony przykład ma tylko pokazać, że wiele o gustach tym co jest cacy a co nie wystawiamy często na pokaz, żeby nie wyjść na kogoś kto może chociaż czasem Disco Polo słuchać.

    Mimo bycia tematem tabu statystki Disco Polo umieszczają w topce popularnych gatunków muzyki w Polsce. Artykuł z Radia Zet pokazuje, że sama liczba wyszukiwać słowa Disco Polo było najczęściej wyszukiwanym gatunkiem muzycznym w przeglądarkach. Na drugim miejscu był rock, na trzecim pop, na czwartym hip-hop. Przytaczając te dane nie zamierzam was przekonać do słuchania Zenka. Chcę pokazać, że to po prostu ogromny i nienasycony rynek oferujący miejsca pracy i przyzwoite pieniądze.

    Rzecz w tym, że do tej pory nikt tego biznesu nie uczył, a prawda jest taka że młodym osobom na perspektywicznym rynku potrzebne jest wsparcie, najlepiej od liderów z branży, którzy znają ten biznes od podszewki.

    BRAK MENTORINGU
    =================

    Branża muzyczna to potężny rynek z dużymi pieniędzmi, ale jeszcze większym szklanym sufitem, który widzi każdy początkujący artysta. Bez znajomości czy wprowadzenia nie macie szans na wielki sukces, nawet dzięki internetowi czy social mediom lub typu Talent show. Optymistycznie zakładając,że wszyscy zwycięscy takich programów jak x-factor będą zarabiać na muzyce to jest to garstka osób na tysiące, które zgłaszają się do danej edycji.

    Na youtubie nie brakuje osób, które fajnie śpiewają i grają, jednak takich, które żyją z muzyki jest tylko garstka.

    To ogromny problem młodych zespołów, również tych Disco Polo, niezależnie od tego, czy te twory uważacie za muzykę czy nie. Problem na który profil estradowy w liceum gdzie Marcin Miller będzie uczyć ma pomóc.

    By zarabiać w Disco Polo trzeba czegoś więcej niż dwóch akordów na krzyż, ładnej pani w teledysku i żenującego tekstu jak z wiejskiej remizy. Każdy zespół w Disco Polo, który was żenuje, ale jednak zarabia i jest rozpoznawalny ma lepszą logistykę „prawdziwy artysta”, który gra po piwnicach.

    AMERICAN DREAM W POLSKIM SOSIE
    ================================

    Wiecie jak to wygląda. Jesteśmy piękni i młodzi, mamy pomysł na kapelę, zakładamy garażowy zespół. Od początku liczymy, że nas ktoś wypatrzy i będziemy nowymi Beatlesami. Zwykle jednak przychodzi dorosłość, a my odkładamy klawisze by zająć się prawdziwą pracą, bo trzeba zarabiać na siebie i rodzinę. A gdyby… gdyby mógł nas poprowadzić Paul McCartney i pokazać wam jak zakładać zespół i jak kierować karierą? Nie skorzystalibyście? Jasne, że tak, tym bardziej rozumiem fakt, że klasa disco polo startująca we wrześniu ma komplet uczniów i chętnych nie brakowało. To oczywiście jasne przejaskrawienie z McCarneyem i porównaniem do kiczowatego gatunku, wybaczcie, ale co by nie mówić o Disco Polo Marcin Miller, autor „Jesteś szalona” jest kimś kto zjadł zęby na zarabianiu w tym tandetnym gatunku i jeżeli będzie chciał to może czegoś tych licealistów o branży nauczyć.

    Autor pomysłu – Marek Nazarka – burmistrz Michałowa na Podlasiu, mówi w wywiadach że chce rozwijać pasje i dać szanse młodzieży z małych miejscowości, dla których granie czy to na koncertach czy do kotleta jest jakimś sposobem na ścieżkę zawodową. Czasem jedyną, by wyrwać się z biedy i patologii.

    Jestem niezłym grafikiem, znam się na reklamie i przyzwoicie piszę, umiem z tego żyć. Zajęło mi to jednak długie lata i wiele tych lat zmarnowałem. Gdybym już w liceum miał okazję rozwijać się pod patronatem znanego polskiego dziennikarza czy szefa agencji reklamowej, który zarabia miliony, zaszedłbym pewnie dużo dalej. Nie popełniłbym masy błędów, nie straciłbym nadarzających się szans i wielokrotnie nie dał się oszukać. Prawie każdy manager muzyczny – a znam kilku – ma dobre fajne życie, prowadzi kilka zespołów i jest fajnie. Sytuacja muzyków z zespołów, które prowadzą często pozostawia jednak wiele do życzenia.

    ARTYŚCI, KTÓRZY NIE POTRAFIĄ NIC
    ===============================

    Oddają większość kasy ludziom, którzy organizują im kariery są od nich uzależnieni, bo sami często nie potrafią nic poza graniem. Prawda, której nie widzicie w plastikowych teledyskach Disco Polo jest taka, że prawdziwa praca odbywa się tam gdzie pisze się umowy, negocjuje, podpisuje kontrakty, tworzy wizerunek a nie gra na scenie. Granie z playbacku jest banalne, ale sam biznes Disco Polo już nie.

    Branża rozrywkowa to straszne i paskudne niczym z teledysków Behemotha.

    Nie raz widziałem jak młode zdolne osoby w tej branży były wykorzystywane. Nie znały się na biznesie, nie wiedziały nic o zarządzaniu wizerunkiem, nie miały doświadczenia, umiały tylko śpiewać i miały gloryfikowany wszędzie TALENT. Wytwórnia doiła ich tak, że ledwo mieli za co żyć. Tutaj kolejna ciekawa informacja bo nie wiem czy wiecie, ale większość małych kapel nawet nie wie za ile gra, bo nie widzą stawek za koncerty. Często umowa wygląda tak, że liczby zna tylko manager a zespół liczy że osoba, która ich prowadzi po prostu ich nie oszuka. Ten etap kariery traktują jako inwestycję, licząc że wypłyną. Zwykle kończy się na tym, że potem manager znajduje inny zespół za ich miejsce, bo chętnych czyli niedoświadczonych i nie nauczonych biznesu muzyków nie brakuje.

    GDY TALENT TO ZA MAŁO
    ======================

    Co jakiś czas pomagam w młodych startupach. Wiecie czego tam jest pełno? Zaangażowania i pasji. Chęci robienia przełomowych rzeczy, unikalnych, które zbawią świat. Problem jest taki, że mało kto z nich sprawdza czy świat tego zbawienia potrzebuje. Wg Raportu CB Insight powodem przez który pada najwięcej małych firm jest fakt, że nie odpowiadają na potrzeby rynku. Podobnie jak fajni grajkowie, którzy uważają się za artystów. Nawet jak rzeczywiście są wybitni, to często uważać się za niedocenionych i tym tłumaczyć fakt, że nie zarabiają na muzyce, zamiast robić to, co się sprzedaje.

    Michał Szpak i Margaret u Voice of Poland
    Brzydzą się komerchą i na muzyce nie zarabiają, mają do tego prawo, ale Disco Polo to tego przeciwieństwo.

    W Disco polo nikt nie udaje, że ta muzyka ma mieć przekaz, być ambitna. Ona jest komercyjna, pozwala zarobić pieniądze wielu ludziom i opłacić rachunki. W biznesie jest taka zasada że najpierw utrzymaj się i spraw, aby nie zjadł cię komornik. Jak będziesz miał co do garnka włożyć to będzie czas na robienie bardziej ambitnych rzeczy.

    Kilka lat temu u Kuby Wojewódzkiego był Norbi. Kuba zapytał go o jego Disco Polo:

    Nie masz ambicji, żeby być jak Pink Floyd albo Chopin?

    Norbi odparł – NIE.

    Swoją muzykę opisał tak.

    To jest muzyka użytkowa, rozrywkowa, wpada prawym wypada lewym, zapamiętasz refren i idziesz dalej.

    Czy coś tu należy dodać? Może jedno, że lubimy narzekać, jak to w szkole nasze dzieciaki uczą teoretycy, którzy nie mają nic wspólnego z realiami na rynku. I może właśnie dlatego wyjątki, gdy za edukacje biorą się praktycy powinniśmy przyjmować z entuzjazmem niezależnie od własnych gustów, tego czy lubimy Disco Polo czy nie.

    Licealiści z omawianej klasy, która powstanie we wrześniu w małym miasteczku na Podlasiu, będą mieli okazję nauczyć się nie tyle muzyki, ale biznesu i to od liderów branży, do której chcą należeć. Nawet jeśli nie zostaną grajkami to lata liceum będą pamiętać jako bardzo fajny okres gdy w przeciwieństwie do wielu rówieśników rozwijali pasje, bez zastanawiania się co ludzie powiedzą i jak wyglądają. A to w naszym świecie pełnym poprawności i wytykania palcami już bardzo dużo.

    Serdecznie dziękuję za dotarcie do końca i do zobaczenia następnym razem:-)
    Podobało się? Będzie super, jak polubicie Facebooka

    KLIK

    Link do artykułu
    KLIK

    Do zobaczenia już niedługo!

    #likemedia pod tym tagiem publikuję treści związane z marketingiem, reklamą i biznesem, bez lania wody o wychodzeniu ze strefy komfortu.

    #biznes #marketing #firma #startup #muzyka #publicrelations #gruparatowaniapoziomu #edukacja
    pokaż całość

    źródło: disco polo klasa.jpg

  •  

    JAK ZABŁYSNĄĆ W MEDIACH?
    Marketing partyzancki w różnym sosie.

    Hej! Jak sobota?

    Nie tak dawno widziałem post kogoś, kto nie mógł znaleźć pracy w branży kreatywnej. Posiadał umiejętności, wiedzę, brakowało paradoksalnie… pomysłu i to w branży, która na pomyśle często bazuje.

    Dlatego dzisiaj pogadamy o tym, co znaczy być kreatywnym i jak niewielkim kosztem zbudować ogromny szum i rozgłos. Będzie też jak wykorzystać przyszłego prezydenta do swojej kampanii reklamowej, ot tak, gdyby ktoś chciał zaistnieć przy okazji nadchodzących u nas wyborów. Zaczniemy jednak od banału, czyli mojej historii.

    MŁODA W WIELKIM MIEŚCIE
    ========================

    Początek tego roku. Zgłasza się do mnie znajoma, która ma 24 lata i jest „po przejściach”. Skończyła szkołę policealną z zabarwieniem marketingowym i nie może znaleźć pracy. Wysyła CVki i nic.. Widzę zaangażowanie, testuję wiedzę i okazuje się, że teoretyczne postawy reklamy ma w małym palcu, więc działamy.

    Cel: zaistnieć w branży kreatywnej szybko i małym kosztem.

    Robimy bardzo prostą akcję społeczną z nią w roli głównej. Ja doradzam, zaś ona robi wszystko, od kontaktu z mediami, po organizację ludzi, plan, rozkład, logistykę. Chciałem, aby czegoś się czegoś w praktyce nauczyła i udało się szybciej, niż przypuszczałem. Widząc pierwsze wzmianki o sobie w mediach była w szoku, jakie to wszystko proste, zwłaszcza, że zrobione prawie za darmo. Coś w niej się wtedy zmieniło i jeszcze tego samego dnia znalazła na mediach społecznościowych kilku szefów interesujących ją firm i trochę z partyzanta wysłała do nich krótkie nagrania, że szuka pracy i jak wpiszą jej nazwisko w Google to znajdą fajną akcję, którą właśnie robi.

    Desperacja? Może.

    Rozumiem, że u nas takie działania są rzadkością i czasem odbieramy je jako nachalne albo na granicy dobrego smaku. Z jednej strony niby chcemy promować firmę, ładujemy kasę w kampanie, ale na prywatnego swojego fejsa wrzucać produktów już nie lubimy. Zdjęcie z kotem albo kolejne selfie spoko, ale fota z produkowanym przez nas mydłem to już nachalna reklama, prawda?

    Wszystko jest w głowie i w przypadku mojej koleżanki też tak było. Prosta kampania była jedynie elementem jej public relations, zagrania wizerunkiem przy użyciu prostych narzędzi. Po jej wydarzeniu miała zaproszenia na rozmowy o pracę i dzisiaj ma się dobrze, zdobywa doświadczenie w kolejnych projektach, a ja za największy sukces nie uważam tu znalezienia pracy, tylko zmianę podejścia. Na te naprawdę kreatywne.

    My miewamy opory, ale marki podatne na rozgłos rzadko kiedy i stosują różne zagrania, często bardziej dyskusyjne niż wyjście ze schematu i wysyłanie wideo zamiast CV.

    W CIENIU WIELKIEJ POLITYKI
    ========================

    Bardzo głośnym przykładem jest przemówienie Baracka Obamy z 2008. Setki kamer, transmisja na cały świat, zamieszanie, nerwy i nikt nie zauważa, że za Obamą stoją ludzie z ogromnymi logotypami marki Abercrombie & Fitch. Kolejnego dnia zamiast przemówieniem ludzie żyją tym, co widzieli. Kim byli ci ludzie za Obamą? Nachalna reklama czy przypadek? Może ktoś zapłacił sztabowi za lokowanie?

    Sprawa staje się istotna, bo poruszają ją CNN, The Guardian, New York Times, a to dlatego, że wszystko miało miejsce w najlepszym czasie reklamowym, oglądanym przez setki milionów ludzi na całym świecie.

    Jak się okazało trzej panowie to rzeczywiście pracownicy Abercrombie & Fitch… którzy, ot tak przyszli w koszulkach swojej firmy na akcje, bo popierają Obamę. W wywiadzie dla CNN wydają się być przypadkowymi sprawcami sytuacji i mówią, że to nie było celowe, bo tak po prostu się ubierają. Wcześniej jednak głos zabiera firma A&F, która dziękuje Obamie za przypadkową reklamę i od razu atakuje jego rywalkę w pre kampanii – Hillary Clinton stwierdzeniem, że jeśli ona również jest zainteresowana promowaniem ich ciuchów, to mają jeszcze kilka sklepów w Kalifornii do obsadzenia.

    Niezależnie od tego czy akcja była planowana czy nie, trudno odmówić jej skuteczności…a zwłaszcza trafnego komentarza firmy, który wbił się idealnie w wojnę polityczną angażującą Amerykę przy okazji wyborów. W USA wiele firm buduje swoje marki w oparciu o poglądy polityczne, a w wypadku A&F celem byli demokraci utożsamiający się w pre kampanii z Obamą. Nic dziwnego, skoro targetem Obamy byli zwykli ludzie chętni do zmiany i poprawy życia, czyli wszystko, z czym amerykańska firma, produkująca ciuchy dla „prawdziwych” Amerykanów chce się kojarzyć.

    SKUTECZNOŚĆ Z PROSTOTY
    ==========================

    Wiele to mówi o dzisiejszym marketingu. Tworząc reklamy możemy robić cuda na kiju, ale czasem wystarczy trzech gości w koszulkach z logotypem w odpowiednim miejscu i czasie, by zalać Internet memami. Ciekawe, kto spróbuje zarabiać na czosndogu popularnym ostatnio na Wykopie, bo to chyba kwestia czasu.

    Prostota to klucz i nie zawsze warto kombinować. Pewnego razu pokazał to Adidas. Firma z miliardowym budżetem setki ekspertów od PR, marketingu i reklamy na festiwalu w Barcelonie postawiła po prostu.... niebieskie pudełko na buty.

    Bardzo duże PUDŁO. Daleko mi do instagirl, ale coś takiego to bym fotografował. Podobnie pomyślało tysiące ludzi na festiwalu, bo instalacja Adidasa była oblegana przez czas trwania festiwalu. Marka musiała być zadowolona z zasięgu reklamy kosztującej grosze, a historia pokazała, że czasem forma ekspozycji jest ważniejsza niż ogromne środki, które ma się w budżecie.

    W branży reklamowej tak już jest, że pomysł rządzi i jak grzyby po deszczu wyskakują kolejne agencje specjalizujące się w marketingu partyzanckim, generowaniu szumu, zbieraniu atencji w prosty i tani sposób. Bazują one na emocjach, finezji, pomyśle, rzadziej na dużym budżecie, bo jego zwykle nie mają. Takie akcje trudno zmierzyć, jeśli chodzi o efekty, ale z drugiej strony wnoszą trochę polotu i finezji w tym smutnym zalanym reklamami światem. I są tanie, zleceniodawca nie straci góry monet na takim czy innym happeningu.

    Dlatego agencjom w tym segmencie wyjątkowo łatwo zabłysnąć, wystarczy zrobić coś spektakularnego, a staż na rynku czy bogate portfolio staje się sprawą drugorzędną. My jako konsumenci również wpływamy na rozwój tej branży, bo po prostu nienawidzimy zwykłych reklam. Adblocki, blokady, popularność VOD wszystko w dużej mierze z tego, ze chcemy mieć dostęp do treści bez reklam jak w telewizji.

    No chyba… że reklama jest sztuką. Kroplą finezji w tym skomercjalizowanym świecie. Zachwyca, wprawia w refleksję, wywołuje efekt WOW, sprawia, że chcemy ją oglądać.

    Może też nas irytować, wzruszać albo wkurzać, jednak ładunek emocjonalny musi być znaczący, to sprawa kluczowa. Wtedy będziemy ją z ochotą powielać, tak jak powielaliśmy Keanu z z Cyberpunka, demotywatory z „ohydnym” PS5 czy piosenkę z Eweliną Lisowską, której dla Waszego zdrowia psychicznego cytować dzisiaj nie będę.

    To wszystko na dzisiaj, dobrego weekendu!

    Fanpage - możecie polubić, jak lubicie tego typu treści

    ===================
    ===================

    Link do artykułu

    #likemedia pod tym tagiem publikuję treści związane z marketingiem, reklamą i biznesem, bez lania wody o wychodzeniu ze strefy komfortu.

    #biznes # #marketing #firma #startup #psychologia #publicrelations #gruparatowaniapoziomu #sony #ps5 #gry
    pokaż całość

    źródło: Obama.jpg

  •  

    SONY PLAYSTATION 5 - Finezja w dozowaniu emocji!
    ============

    Cześć! Pewnie widzieliście już nową konsolę Sony. Okazuje się, że okoliczności premiery były niemniej ciekawe niż memy z konsolą, które zalewają internet. O tym właśnie dzisiaj! Zapraszam

    Ostatnie wydarzenia w Stanach Zjednoczonych pokazały duże różnice w podejściu do public relations. Dzisiaj nie ma jednego słusznego sposobu promocji. W trudnych czasach korona wirusa i zamieszek w Stanach niektórzy producenci widzą zagrożenie, a inni szansę, z której szkoda nie skorzystać. W świecie gier widać to bardzo dobrze. Z jednej strony zdecydowane podejście CD Projekt Red i odwołanie pokazu „Cyberpunka”. Gdzieś obok radykalizm Blizzarda w postaci wycofania eventów związanych z nowym dodatek do Wow-a i banowanie dożywotnio graczy ruszających BLM.

    W samym centrum tego epicentrum Sony, które w swojej strategii pokierowało się… finezją.

    SONY WCHODZI CAŁE NA BIAŁO
    ============

    2 czerwca świat wstrzymał oddech. Redzi odwołali pokaz „Cyberpunka” zaplanowany na 11 czerwca. Ich zdaniem „działy się ważniejsze sprawy” i nie chcieli zakłócać uwagi świata grą. Nie powiedzieli oczywiście, że odwołali show tylko z obawy o mniejsze zasięgi w mediach, bo przecież trudno zostać zauważonym, gdy miasta płoną. Fani jednak byli rozczarowani. Minęło ledwo kilka dni i 8 czerwca pojawiło się na środku sceny Sony ogłaszając, że w dniu, z którego zrezygnował Cyberpunk, będzie pokaz ich oferty.

    Co więcej, na pokazie okazało się, że kluczowym tytułem nowej konsoli będzie Spider-man, z czarnoskórym Milesem Moralesem w roli głównej. Tak oto, jedna firma w wyrazie poparcia Black Lives Matter wycofuje się rakiem z 11 czerwca, aby zaraz na jej miejsce wskoczyła inna i skorzystała z zamieszania jeszcze bardziej.

    Gdzie tu finezja? Miles Morales to nie produkt stworzony z okazji zamieszek w kraju Trumpa. On od dawna jest w uniwersum Spider-Mana i ta postać nie jest żadnym szokiem dla kogokolwiek, kto zna komiksy czy filmy o pajęczaku. Polecam rewelacyjny Spider-Man: Into the Spider-Verse, świetna postać Milesa. Rzecz w tym, że dzisiaj jego osoba w grze tytularnej nowej konsoli sama w sobie stanowi wartość dodaną dla pewnych grup interesu, które przez zaistniałe okoliczności będą go promować w pewnych kręgach, do których inaczej, być może nie dotarłby wcale.

    W momencie premiery strategicznych produktów zawsze chodzi o jak największy buzz informacyjny. Informacje mają się rozejść szeroko, kwestia drugorzędna czy są pozytywne czy nie, ale ma po protu mieć zasięg. Dopiero potem, za pomocą odpowiednich narzędzi dopasowanych do konkretnych grup docelowych wśród klientów zaczyna się kodowanie skojarzeń, emocji, pragnień, które mają doprowadzić do sprzedaży. Tak było w tym wypadku. Tuż po przedstawieniu bohatera sieć zalała masa artykułów, w których ludzie sami dopinali do nowej gry z Moralesem swoją ideologię, zależnie od strony barykady. Jak dobrze widać w zaistniałych okolicznościach, nawet z gry można zrobić temat do dyskusji politycznej i producenci mają tego świadomość. Zamiast to olewać, mogą z tego korzystać.

    NIERÓWNA KONFERENCJA
    ============

    Na konferencji pokazano wiele archaicznych tytułów, niektóre niemal z jak PS3 czy Nintendo Switch. Moim zdaniem jednak pokaz celowo przypominał… komedię romantyczną. Zaczyna się mocnym, wyrazistym bohaterem – tutaj czarnoskórym Spidermanem. Następnie mamy spektrum emocji, zachwyty i zwątpienia, znużenie i przeciąganie. Gry lepsze i gry gorsze, pokazy nudne, ale i te intrygujące. Wszystko to wywołuje szereg sprzecznych emocji, również tych negatywnych. Oglądający przeżywa historię, która poruszy wszystkie jego emocje.

    Tak samo gra się na emocjach w holywoodzkich hitach, gdzie dłużyzny są specjalnie dodanym elementem postoju…by na koniec w finale przywalić w widza najmocniej i podzielić widownię zaskakujących zakończeniem. Tu się udało, bo w szczytowym momencie tylko oficjalne transmisje premiery nawej konsoli oglądało 5 milionów ludzi. Oglądających w innych kanałach mogło być jeszcze więcej.

    WYGLĄD MA ZNACZENIE
    ============

    „Router” Sony wywołał ogromną i zamierzoną dyskusję. Dzisiaj jest najważniejszym tematem w sieciach społecznościowych. Dziwnym trafem zamiast rozmawiać o możliwościach konsoli rozpoczęła się artystyczna dyskusja w stylu „czy to ładne czy brzydkie” i jakim cudem ma się zmieścić na szafkę pod telewizorem? Siec zalała fala memów, zachwytów, rozczarowań i narzekań. Odbiorcy za dostali emocje, które bardzo chętnie powielają tworząc content promujący wydarzenie. Są osią napędową w promocji, często co widać po komentarzach, robią to nieświadomie.

    Fala memów tylko przyczyni się do promocji i zrobi to lepiej niż najdroższy spot reklamowy mógłby. Nie lubimy reklam, używamy adblocka, a na widok akwizytora szukamy łopaty. Dlatego w nowoczesnym długofalowym marketingu pierwszym etapem jest… zmiękczenie klienta, poprzez angażowanie w dyskusje, skłonienie do tworzenia contentu, czy sprawienie, aby o produkcie w kółko mówili ludzie, którymi się otacza. Gdy jest naruszony, wciągnięty, łatwiej przychodzi sprzedaż niż w wypadku klienta, który dopiero co poznał produkt. Klienta na rynku trzeba wychowywać, stymulować, nie zawsze dawać to czego chce, by z czasem doprowadzić do momentu gdy sam dorośnie do produktu.

    Wczorajszą konferencją sony zrobiło pierwszy krok właśnie w tym, kierunku, kolejne to już tylko kwestia czasu.

    FACEBOOK - będzie miło, jeśli polubisz

    Czy waszym zdaniem wygląd zdecyduje którą konsolę do domu kupi przeciętny gracz?
    Jestem ciekaw, co myślicie.

    Udanego piątku!
    ======================

    BLOG

    #likemedia pod tym tagiem publikuję treści związane z marketingiem, reklamą i biznesem, bez lania wody o wychodzeniu ze strefy komfortu.

    #biznes # #marketing #firma #startup #psychologia #publicrelations #gruparatowaniapoziomu #sony #ps5 #gry
    pokaż całość

    źródło: Sony.jpg

  •  

    JAK ZOSTAĆ LEGENDĄ I AUTORYTETEM?
    Lekcja autoreklamy od Elizabeth Holmes

    ==================================

    Hej! Dzisiaj o startupach, ale tych prawdziwych, które coś znaczą. Nasz świat zmieniają jednostki. Często to nierozumiani geniusze, którzy jednak odmieniają branże tworząc przełomowe wynalazki. Niestety, często uznanie zdobywają dopiero po śmierci.

    W historii, którą dzisiaj poruszymy tak nie było.

    To opowieść o niesamowitej kobiecie, geniuszu branży biotechnologicznej i mistrzu autoprezentacji. Założony przez nią startup nie tylko zyskał międzynarodowy rozgłos, ale zdobył wielu wpływowych ludzi, którzy wsparli ją swoim doświadczeniem. Jak to się stało, że młoda dziewczyna została ogłoszona Steve’em Jobsem branży medycyny?

    Oto historia Elizabeth Holmes, właścicielki spółki Theranos.

    NIECH PRZEMÓWIĄ LICZBY
    ====================================
    Gdy w wieku 19 lat poszła na studia inżynierskie niektórzy wykładowcy dostrzegali, że pod tą drobną sylwetką kryje się coś więcej. Nieposkromiony umysł, szybko dał o sobie znać sprawiając, że młoda dziewczyna rzuciła studia prestiżowe Stanford.

    Kilka lat później ma już spółkę wartą kilka miliardów dolarów, a sama staje się zdaniem Forbesa najmłodszą miliarderką. Jej wynalazek zmienił wszystko, co wiedzieliśmy o badaniach medycznych i dał nadzieję na szybkie, bezbolesne pobieranie krwi. Kto z nas lubi moment, gdy zimny metal wbija się w rękę i odbiera nam smak życia? A gdyby już nie trzeba było tak robić? W rękach Elizabeth marzenia te stały się faktem, bo problemem zajął się ktoś, kto nie widział ograniczeń i podszedł do problemu inaczej.

    Wynalazek stworzony przez Elizabeth to nie jest zwykły startup, to zmiana rynku i postrzegania pacjenta. Powszechna medycyna nadal wymaga sporych dawek krwi do badań, rodzi to ogromne komplikacje problemy i sprawia, że krew bardzo często trzeba pobierać wielokrotnie. Do teraz. Za sprawą Wynalazku młodej amerykanki to się zmieni, bo do wykrycia wielu chorób wystarczy… jedna kropla

    PRZEBOJOWA TWARZ BIZNESU
    ====================================

    Elizabeth Holmes w swojej niepozornej postaci zawiera wszystko, co można wyciągnąć z książek o marketingu i public relations. Istotnym elementem marki zawsze jest historia. Mówi się, że Holmes poszła w ślady Steva Jobsa nie tylko dlatego po rzuceniu studiów wiele osiągnęła, ale również, bo mówi i ubiera się jak Jobs. Czarny golf stał się jej znakiem rozpoznawczym, a sama dziewczyna zaczęła się kojarzyć z sukcesem kobiecego biznesu. Produkt zawsze można dopracować, zmienić ulepszyć rzecz w tym, aby reprezentowała go osoba, która potrafi urzekać, wtedy dzieją się cuda.

    Ma świetny produkt, ale również samą swoją osobą budzi zachwyt i zdobywa sympatię. Przychodzą do niej dziennikarze z najważniejszych gazet jak New York Times czy FORTUNE. Magazyn Forbes umieścił w magazynie, jako lidera biznesu obok takich ludzi jak Elon Musk czy Bill Gates. Mówili o niej Barack Obama, Bill Clinton, lekarze, farmaceuci, przyjaźni się z prezydentami różnych krajów otwartych na rozwój.

    Jej firma warta prawie 10 miliardów to dowód geniuszu, ale po pierwsze konsekwencji, której wielu młodym biznesmenom brakuje. W Holmes zainwestowali tacy ludzie jak Tim Draper, który kiedyś włożył pieniądze w takie marki jak Tesla czy Skype. Do rady nadzorczej jej firmy dołączył m.n były sekretarz obrony i wielu wpływowych polityków. Wybitny Dr Ian Gibbons – światowej sławy ekpert po Cambridge dołączył do jej firmy by odpowiadać za kwestie medyczne. I tak razem z inwestorami przyszły media oraz uznanie czyniąc z niej jedną z najważniejszych kobiet w historii medycyny.

    Elizabeth jest niezwykle przekonująca zwłaszcza, że jest jedynym kobiecym liderem w dolinie krzemowej. To znaczy dużo więcej niż może się wydawać. Kobiety od dawna są w radach nadzorczych największych liderów na świecie i świetnie sobie radzą, ale Elizabeth jest inna. Ona swoją firmę założyła sama, od podstaw. Stała się twarzą nowego pokolenia kobiet mądrych inteligentnych, nieidących za stereotypem. Zapraszana jest na kongresy kobiet, opowiada o swoich metodach, o istocie kobiet w przemianie świata.

    PUBLIC RELATIONS OPARTY NA EMOCJACH
    ====================================

    Mimo, że produkt, który stworzyła jest skomplikowany i oparty na nowoczesnej technologii w storytellingu marki, prawie nie ma o tym mowy. Kto z nas rozumie techniczny język? Dlatego od samego początku celem Holmes było stworzenie marki, która ma prosty jednoznaczny komunikat, zrozumiały dla każdego.

    Już nigdy nikt nie będzie cierpiał z powodu pobierania krwi.

    Na wszelkich wystąpieniach, pokazach, prelekcjach, licznych wywiadach dla gazet czy mediów stale mówi o tym, że zależy jej na poprawie życia zwykłych ludzi. Początki były trudne, bo taki jest biznes i takie jest życie. Elizabeth opowiada tragiczną historię wujka, który umarł na raka. Była z nim blisko związana i mocno przeżyła jego śmierć. Dlatego postanowiła stworzyć coś, co da ludziom nadzieję i sprawi, że nie będą musieli jak ona tracić bliskich jak z powodu zbyt późnej diagnozy.

    PRODUKT ROZWIĄZUJĄCY REALNE PROBLEMY
    ====================================

    Elizabeth nie wymyśliła kolejnej zbędnej innowacji. Znalazła rzeczywisty problem setek milionów osób. Jej wynalazek będący jeszcze w fazie prototypu dawał obiecujące wyniki diagnostyczne z jednej kropli krwi dla wielu różnych chorób. Dużo taniej, szybciej i efektywniej niż wszystkie inne badania na rynku. Rewolucja dzieje się na naszych oczach i jeżeli technologia może coś zmienić, to jest to medycyna.

    KLIENCI SĄ WAŻNI
    ====================================

    Produkty trzeba budować na emocjach klientów. Holmes rozwiązując jeden z najważniejszych ludzkich problemów, czyli oferując dostęp do taniej pomocy medycznej, wywróciła do góry nogami rynek medycyny w Stanach Zjednoczonych. W przekazach medialnych, spotach reklamowych pokazuje zwykłych amerykanów, grubych, chudych, starszych i młodych, którzy wyglądają jak ludzie, do których ma trafić produkt. Są prawdziwi i wiarygodni. Są tacy jak ja czy ty.

    WAŻNA JEST IDEA
    ====================================

    Żyjemy w czasach, gdy produkt nas nie interesuje tak mocno jak człowiek, który za nim stoi. Możemy się z nim zgodzić lub nie, kłócić i spierać, ale nigdy nie jest obojętny. A produkt? Obchodzi Was pudełko zapałek?
    Jednak gdy na siedzi dziewczynka na mrozie sprzedaje zapałki nabiera to nieprzypadkowego znaczenia, a czasem ktoś to nawet zamieni w ponadczasową bajkę. Harcerze sprzedający ciasteczka czy ministranci pod kościołem są tam również nieprzypadkowo. Jeżeli za czymś stoi idea, która nas urzeknie klienta to możemy dać się uwieść własnej woli. Zakupy nie zawsze muszą być racjonalne, kochamy marnować pieniądze, jeżeli tylko potrafimy to usprawiedliwić.

    DOBRY ZESPÓŁ
    ====================================

    Holmes stawiała głównie na młodych, zawsze sama ich wita w firmie, niezależnie czy był to pracownik laboratorium czy sprzątaczka. Zdobyła w ten sposób szacunek i pokazała, że ludzie są dla niej istotni, ważni, a firma to monolit, który działa dla dobra klienta. Jak w każdym biznesie zdarzały się zgrzyty, jedni odchodzili inni przychodzili. Dla Holmes bardzo liczy się to, aby pracownicy podzielali jej pasję tak samo jak ona. Aby byli zaangażowali i oddani idei do końca.

    CHWYTLIWA NAZWA
    ====================================

    Holmes nazwała swój produkt nazwiskiem… Edisona.
    Jak twierdzi Edison miał przy swoich próbach stworzenia żarówki powiedzieć „Nie poniosłem porażki, po prostu odkryłem 10.000 błędnych rozwiązań” Mało, co, tak trafnie definiuje trudny świat innowacji i to, z jakimi problemami geniusze muszą się użerać tworząc startupy. Próby i znoje, ogromna praca ma sens, ale jest długa i wymaga środków, ale daje nadzieję na lepszą przyszłość.

    Edison oprócz bycia wynalazcą był również… celebrytą, który umiał sprzedać swoje opowieści w gazetach. Robił to lepiej niż tesla i dlatego, pewne okazje wykorzystał. Brylował w mediach na długo zanim uczono public relations, a fakt, że jego firma robiła filmy pozwolił mu zdobyć znajomości w branży. Tak jak Holmes był innowatorem, który umiejętnie pobudził media, a dziennikarze nazywali go Czarodziejem z Melno Park.

    Na naszych oczach widzimy dzisiaj jak młoda zdolna dziewczyna poszła tym samym tropem tworząc projekt, który zmieni medycynę. Wszystko na prawdziwej potrzebie rynku, szczerym dialogu, zrozumieniu potrzeb rynku i znalezieniu ludzi, którzy gotowi byli zainwestować miliardy by pomóc zmienić świat na lepszy.

    Tyle, że to… nieprawda. Amerykańska komisja ds. papierów wartościowych oskarżyła Holmes i jej chłopaka, który był w radzie nadzorczej o wieloletnie oszustwa i zatajania większości faktów w celu pozyskania środków od inwestorów. Latami naciągali inwestorów a produkt… nigdy nie działał. Po upadku firmy, odszkodowaniach i ugodzie z inwestorami dostała kolejne zarzuty i będzie odpowiadać za narażenie życia i zdrowia pacjentów. Zdaniem, Johna F. Bennetta z FBI celowo prowadzała błąd lekarzy, pacjentów narażając ich tak na niebezpieczne testy medyczne, mając pełną świadomość, że testy są bardzo niedokładne, niebezpieczne i mogą mieć powikłania.

    Sprawa sądowa jest w toku, a światowa epidemia odroczyła kolejne posiedzenia sądu w sprawie osoby, która jeszcze niedawno była uważana za lidera nowego pokolenia.

    ZAMEK NA SZKLE
    ====================================

    Startup, który tworzyła był wydmuszką, jakich wiele w branży startupowej. Swoje badania rzekomo zawsze przeprowadzane na prototypach robiła głównie na urządzeniach konkurencji… albo w tradycyjny sposób jak w każdym szpitali. Podział w firmie był tak proceduralny, aby poszczególne działy znały tylko skrawki projektu. Wszyscy byli monitorowani i Elizabeth wiedziała, co kto gdzie robi i z kim, do jakich pomieszczeń wchodzi. Gdy któryś z pracowników przestawał być zapatrzony w ideę jak ona, a to się czasem zdarzało Holmes wyrzucała go z pracy mówiąc, że „idea Edisona go przerosła” po czym straszyła i szantażowała grożąc konsekwencjami, jeżeli wyjawi cokolwiek o firmie. W Theranosie obowiązywały brutalne umowy poufności skonstruowane tak, że wszyscy pracownicy mieli totalny zakaz rozmów o firmie z kimkolwiek, nawet członkami rodziny.

    ZŁUDNE NADZIEJE, PRAWDZIWE PROBLEMY
    ====================================

    Dr Ian Gibbons - wybitny specjalista ze Stanford ekspert od analizy krwi - odpowiadający w firmie za badania sam tego doświadczył. Był autorem wielu patentów Theranosa, do których – zdaniem autorów filmu "Wynalazczyni. Dolina krzemowa we krwi" – Elizabeth tylko się dopisywała nie wnosząc nic sama. Młodzi go lubili, miał ich szacunek, bo z sercem przekazywał wiedzę nowemu pokoleniu w firmie, ale gdy zaczął mieć wątpliwości nie widząc postępów w działaniach, postanowił zachować się zgodnie z etyką, o czym powiedział Holmes.

    Źle to przyjęła, bo nie znosiła sprzeciwu, ale z uwagi na wielki autorytet doktora była wyrachowana i odcinała go stopniowo od ludzi. Zabrała gabinet i krok po kroku ograniczała wpływy w firmie. Szybko przestał uczestniczyć w podejmowaniu decyzji i zręcznie manipulowany zaczął obawiać się, że straci pracę. Jego żona w wywiadach opowiada, że odkrył dużo błędów w zapowiadanej technologii i jako doktor czuł obowiązek bycia etycznym i mówienia jak jest. Gdy zbliżał się proces w sprawie patentu, który mógł udowodnić, że Elizabeth tylko się dopisała do patentów, Ian przestał pojawiać się w pracy i chwilę później popełnił samobójstwo.

    Dzisiaj wiemy, że od Edisona Elizabeth wzięła również świętą zasadę postępowania, czyli

    FAKE IT UNTIL YOU MAKE IT
    ====================================

    Tak było właśnie ze słynną lampą naftową. Edison przez cztery lata okłamywał świat i media urządzeniem, które pękało od temperatury i nie radziło sobie z podtrzymywaniem światła. Dzisiaj wiemy, że działającą lampę Edison stworzył rzutem na taśmę w ostatniej chwili, tuż przed tym jak skoczyły mu się finanse. W 2020 Elizabeth ma postawione zarzuty federalne, być może czeka ją odsiadka.

    Pod przemyślaną powłoką i zręcznym public relations ukryła prawdę o swoim produkcie, czyli fakt… że nigdy nie działał. Zamiast produktu były obietnice, które wyszły na jaw tylko dzięki dziennikarzom Wall Street Journal. Mimo lat braków postępów w badaniach, gromadziła coraz większy kapitał zręcznie żonglując zasobami ludzkimi, budując swoją reputację na osoba, które ją otaczały.

    Jej rada nadzorcza złożona z polityków, biznesmenów, ludzi znanych i szanowanych podbijała jej autorytet i dała status fachowca. Ludzie, którzy mieli z nią kontakt opowiadają, że potrafiła oczarować każdego i opowieścią sprawić, że wierzył w jej zapewnienia o rewolucji. Skoro uwierzyli jej wielcy tego świata, jak mieli nie wierzyć pacjenci? Lubimy być świadkami wielkich wydarzeń, wspierać inicjatywy czuć się częścią czegoś większego co nada sens. A co nadaje bardziej niż ratowanie życia na masową skalę? Sukces, jaki osiągnęła dzięki kreowaniu wizerunku wzbudził ogromną dyskusję w stanach na temat branży startupowej. Elizabeth… nie zrewolucjonizowała świata medycyny, ale z pewnością udowodniła jak wiele można zdobyć tworząc wokół siebie aurę i obiecując cuda.

    Aurę, za którą przyszły wpływy kontakty, nadzieje i… ostatecznie rozczarowania jakich wiele w ekscytujących branżach pełnych innowacji.

    Dziękuję, że byliście ze mną, mam nadzieję że było ciekawie.

    Możecie polubić fanpage jeśli się podobało KLIK

    Historia was zaciekawiła? Jeśli tak to gorąco polecam film tej historii na HBO
    WYNALAZCZYNI - DOLINA KRZEMOWA WE KRWI

    Co sądzicie o startupach, zapowiadanych rewolucjach, śledzicie jakieś konkretne czy tylko wielkie opadki i rozczarowania jak polski grafen. Może macie jakieś przykłady osób, marek które odmienią nasz świat i warto się im przyglądać?

    Bardzo dziękuję za fajną dyskusję pod poprzednim postem, nawet jeśli nasze zdania się nie zgadzały.
    Dobrego wieczoru!

    ======================================

    Wpis pochodzi tradycyjne z bloga KLIK

    #likemedia pod tym tagiem publikuję treści związane z marketingiem, reklamą i biznesem, bez lania wody i coachingu
    #biznes # #marketing #firma #startup #psychologia #publicrelations #gruparatowaniapoziomu #hbogo
    pokaż całość

    źródło: public relation LIKE MEDIA KOMUNIKACJA biznes.jpg

  •  

    JAK NIE WYJŚĆ NA BURAKA?
    Komunikacja w biznesie - moje historie

    Hej! Dzisiaj trochę o relacjach, bo te dotyczą nas wszystkich...

    Pracując w public relations oglądam ciekawe rzeczy. Jeśli firma jest mała i ma problemy to najczęściej lekiem na całe zło nie jest nowa kampania reklamowa tylko… zmiana myślenia właściciela. Uwielbiam przedsiębiorców. To ludzie pełni pasji, żyjący tym, co robią. W swój biznes wkładają wiele serca i traktują go emocjonalnie, dlatego trudno im zachować dystans. Z tego powodu małe firmy są takie jak ich właściciele. Jeżeli ten jest dokładny, wszystko, skrupulatny, struktura firmy też tak wygląda, jeżeli jest marzycielem start upowcem, który nigdy nigdy nic nie robił, ale po jednym webinarze zakłada firmę bo wie, co to biznes czeka go inny los.

    Fascynuje mnie to tego stopnia, że dzisiaj pogadamy o istocie komunikacji i jak wiele możecie ugrać nie wydając grosza na reklamę. Pokażę Wam moje przykłady, które lepiej niż gruba książka oddadzą istotę zręcznej komunikacji. Zapraszam

    Lubię kobiety.
    Jest pewna pani, o której nie mogę zapomnieć. Nie jest to fatalne zauroczenie, raczej fascynacja tym, jak bardzo ta pani była nieświadoma, że robi źle. Udzielam się na grupach branżowych nie od wczoraj. Czasem znajdę inspirację, czasem kogoś, kto wie w danej kwestii więcej ode mnie, czasem poznam fajnych ludzi, z którymi robimy coś razem. Dzięki takim miejscom dostałem już wiele świetnych zleceń tylko dlatego, bo coś komuś doradziłem, mimo, że swoich usług tam nie reklamuję. Kilka tygodni temu na jednej z takich grup pojawił się post, napisany przez dziewczynę, która która całkiem niedawno skończyła studia. Była niezłym grafikiem, od roku czy dwóch i na grupie chciała poskarżyć się na klienta, który od niej uciekł

    Cześć wszystkim! Popełniłam wielki błąd, że zaufałam klientce… Dostałam zlecenie na voucher. Zostały zaakceptowane kolory, zleceniodawca wysłał przykłady prac, jakie do tej pory miał. Wykonuję piękny minimalistyczny projekt. Ale Zleceniodawca mówi, że to nie trafione, i podsyła kompletny bullshit z przed 40 lat, jako przykład. Więc nie mam nic do wyboru próbuję się „wpisać w trendy” po czym dostaję odpowiedź, że jednak „podziękujemy za współpracę” Pytanie: czy miałam podpisać umowę? Wziąć zaliczkę? Czy klient musi zapłacić za 2 wcześniejsze warianty, które mu przedstawiłam?

    Zdębiałem.
    Po stylu wypowiedzi sądzę, że wiem jak traktowała klienta. Od początku widać stanowczą postawę nacechowaną silnie emocjonalnie. Pani z góry określiła propozycje klienta jako "bullshit", jednocześnie swoje realizacje nazwała „pięknymi” tworząc tutaj nieprzypadkowy kontrast. Jestem przekonany, że w korespondencji z klientem nie rzucała inwektywami typu „bullshit”, ale z pewnością komunikowała się bez odpowiedniej próby zrozumienia, z góry traktując pomysły klienta jako nietrafione.

    Praca w klientem w branży kreatywnej to nie zrobienie logo na zlecenie w godzinę czy dwie. To proces. Dostosowanie oferty do potrzeb klienta, jego rynku, jego okoliczności, konieczna jest synteza sytuacji i przedstawienie rozwiązań na problemy, które ma klient czy nam się to podoba czy nie. Niektórzy artyści traktują jednak swoje komercyjne realizację jak rewię swojej sztuki, a klienta jako niegodnego użycia zaprojektowanego loga czy innej grafiki spod naszego pióra. Wszelkie uwagi czy krytyka powoduje wściekłość, bo co ta pani z ta klientka wie o estetyce? Poczucie wyższości kusi każdego, ale zakłóca odbiór rzeczywistości i zwykle rani..

    EGO ARTYSTY
    ===============

    Nie zawsze to, co jest estetyczne pasuje z góry pasuje do każdej firmy. Minimalizm jest ok w marketingu Apple, ale nie jest uniwersalnym stylem. Czasem sugestie klienta odnośnie tej czy innej rzeczy w logotypie czy są trafne, bo ten zna swoją branżę lepiej niż freelancerka z długimi nogami. Finalna praca powinna być kompromisem pomiędzy oczekiwaniami klienta, a realnym rynkiem i tym, co w naszym przekonaniu jest estetyczne jako fachowca. My mamy wskazać drogę, zasugerować rozwiązania, a nie oceniać i obśmiewać brak gustu klienta.

    Grafika? Grafika to nie wszystko. Jestem w stanie w miesiąc czy dwa zrobić z dowolnej osoby grafika na akceptowalnym w branży poziomie. W tym zawodzie nie liczy się jak ładne tworzysz, tylko abyś umiał wykorzystać swoją wiedzę do rozwiązania konkretnych problemów klientów. Dodatkowo tak, aby inni chcieli z twoich usług korzystać. O ile poczucia sztuki artystom nie brakuje, o tyle tego drugiego aspektu wielu już nie rozumie.

    Moja praca w public relations polega na tym, że jeżeli pomagam jakiejś firmie czy to w kampanii reklamowej czy wizerunku. My budujemy podstawy, a nie nakładamy lukier. Wkopując się głębiej bardzo często dochodzi do tego, że po prostu trzeba kogoś zwolnić, dotyczy to zwłaszcza wielu firm usługowych jak hotele czy puby z którymi działałem. Dlaczego? Bo nie każdy nadaje się do obsługi klienta. Mimo to, chętnych do pracy nie brakuje, bo wielu uważa, że co to za problem cały dzień grać w gry na Facebooku i odbierać telefony do firmy od czasu do czasu. Jasne, jak jest spokój możesz grać, ale gdy klient dzwoni masz go zaspokajać całym sobą, bo to on przynosi pieniądze.

    Co z tego, że zrobimy fajną kampanię reklamową o dużym zasięgu, jak na ostatnim etapie łańcucha sprzedażowego zawiedzie… człowiek, który uwali sprzedaż? Jako ludzie wypieramy rzeczywistość, z którą sobie nie radzimy. Gramy wieczną spychologię, bo ta jest naszym system obronnym. Gdy z czymś sobie nie radzimy, np. upadającym biznesem nie lubimy się zmieniać wolimy się użalać. Trwamy. Zamiast zmian długo \falowych chcemy wszystko na instant albo szukamy książki motywacyjnej, coacha, który nauczy jak mamy żyć w 5 minut. Zamiast tego w większości przypadków wystarczy nauczyć się rozmawiać.

    Opisywana dziewczyna dopiero zdobywa doświadczenie, ale już determinuje swoje poglądy i tworzy stereotyp, pewną wizję klienta. Tych, z którymi są problemy będzie krytykować, nic nie zarzucają sobie, bo wszystko robi „pięknie”. Byliście kiedyś w związku z osobą, która wiecznie się obrażała? Która zawsze wiedziała najlepiej i uważała, że sama obecność jej to nagroda dla was? A może po latach spotkaliście się ze starym znajomym, który przez całe spotkanie chwalił się, jaki kim to nie jest i czego to nie robi, nie poświęcając nawet 10 minut na to co u Was? Każdy to przerabiał i wie jakie uczucie temu towarzyszy. Podobnie czuje się zostawiony sobie klient.

    Nie piszę tego krytycznie do tamtej dziewczyny, bo rozumiem, że jako początkująca ma prawo się mylić. Opisałem sytuację aby pokazać, że oprócz marketingu czy reklamy ważna jest obsługa klienta. Jako starszy kolega napisałem do niej bardzo szczegółowo jak może być odbierana i że warto poprawić jest język komunikacji jakiego używa w kontakcie z klientami. Wierzę, że wyciągnie z tego lekcje i jej komunikacja będzie na takim samym poziomie jak talent artystyczny, którego z pewnością jej nie brakuje…

    PASJA W BIZNESIE
    ===============

    Niedawno pomagałem pewnej pani tworzyć swoją markę opierającą się na rękodziele. Fascynują mnie ludzie, dlatego czasem pracuję z markami osobistymi. Widziałem pasje w jej oczach, bo dobrze wiedziała, co chce robić i jak. Godzinami mówiła o tym, jak lubi dawać prezenty i tworzyć je ręcznie. Rękodzieło miało być odskocznią od pracy na poważnym stanowisku i miejscem, gdzie będzie mogła się realizować.

    Przygotowaliśmy trochę contentu i pierwszego miała zaproponować sama. Chciała napisać tak:

    Witam. To moja nowa strona, zapraszam do zapoznania się z tym, co mam do zaoferowania. Poczynię starania, aby przedmioty, które mam na sprzedaż was zainteresują, a ich wysoka jakość zapewnił Wam satysfakcję.Zdjęcia, które zrobiła były ładne i schludne, ale bez najważniejszej osoby w rękodziele, czyli artysty.

    W pracy jest bardzo zdyscyplinowana i całkowicie naturalne, że to przełożyło się na jej język komunikacji w innych miejscach. Do kontaktów z klientem w rękodziele taki język po prostu się jednak nie nadawał. Ona jednak od lat będąc przyzwyczajona do stonowanej korespondencji z pracy zwyczajnie tego nie wiedziała.

    Zamiast ustawianego zdjęcia w idealnym świetle zrobiliśmy nowe, przedstawiające panią pełną pasji, która trzyma upominki, które sama wykonała. Do zdjęcia dodaliśmy mniej więcej taki tekst.

    Kochani. Uwielbiam dawać prezenty, dlatego teraz otwieram swoje miejsce z upominkami. Oto prezent, którzy przygotowałam przyjaciołom na ich ślub. Polubcie moją stronę, a postaram się przygotować takie upominki, które sprawią waszym bliskim masę radości!

    Efektem czego, było ponad 100 like, kilkadziesiąt komentarzy pod pierwszym postem w ciągu kilku godzin, a dzisiaj kilka dni później już wykonuje zlecenia dla trzech klientek. Fajny początek bez wydania złotówki na cokolwiek, prawda?

    To jest właśnie public relations w czystej postaci, czyli dostosowanie komunikacji do odbiorcy. Zwróćmy uwagę, że w tym wypadku nie było ani kampanii, ani zmiany produktów, tylko inny język komunikacji. Zmieniliśmy tylko słowa i użyliśmy zdjęcia, na którym widać autentyczną osobę, z tym co ma do zaoferowania. Tyle i aż tyle. Taki drobiazg potrafi zmienić w biznesie więcej niż agencja reklamowa.

    AFISZOWANIE W SOCIAL MEDIACH
    ==============================

    Ostatnia historia jest prosto z Wykopu. Ktoś na mirkoblogu napisał mniej więcej tak.

    Siema, zakładam biznes. Czy na firmowej stronie widać liczbę polubień? Nie mam ich wiele i to wstyd. Chcę reklamować swój biznes, ale nie zamierzam się błaźnić przed znajomymi i np. wysyłać prośby o polubienie do znajomych (sam bardzo ich nie lubię). Zresztą, co moich znajomych ma obchodzić to co robię? Warto kupować lajki?

    Pod postem pojawiały się propozycje, że może kupić fanów, bo ludzie chętniej lajkują takie strony, które już są lubiane. Nikt jednak nie zwrócił uwagi na inny problem. Problem w myśleniu… twórcy.

    Autor od początku przyjął założenie, że nie chce się błaźnić przed znajomymi w mediach społecznościowych, gdzie generalnie public relations na tym polega. Mało tego, w znaczącej liczbie przypadków to ludzie, których znamy powinni być naszymi pierwszymi klientami. Obawa przed afiszowaniem się z tym, co robimy jest zaprzeczeniem nowoczesnych mediów społecznościowych. Nasi przyjaciele nam ufają, może nas lubią, coś o nas wiedzą i jeżeli nie potrafimy sprzedać im swoich usług to, jakim cudem mamy przekonać obcych ludzi?

    RELACJE JAKO KLUCZ
    ==============================

    Wiele osób ma z tym problem, bo to wcale nie taka prosta sprawa. Jeżeli są świadomi to np. zatrudniają speca od public relations, jeżeli świadomi nie są, to trzymają się w przekonaniach o swojej nieomylności, ale biznes zamykają, bo dziwnym trafem klientów nie ma. Zawsze swoje niepowodzenie można zwalić na rynek i konkurencję, która na pewno wydaje kupę siana na reklamę albo wygryza nas cenami. Ale czy na pewno? Na konkurencyjnym rynku to wartość dodana decyduje o przeżyciu. Wszyscy sprzedają podobne produkty, istota polega na tym jak to robią, jak obsługują klienta, co mu dają dodatkowo, za to, że wybrał ich.

    Czemu klient ma wracać do baru, gdzie piwo nalewa chamska dziewczyna, skoro dookoła jest 10 innych barów z fajnymi barmankami?

    Czemu właściciel samochodu ma wrócić do mechanika, który miał tylko wymienić płyny, a jednak przy odbiorze auta poinformował że naprawił jeszcze pół samochodu, zamiast zadzwonić jak człowiek i zwyczajnie zapytać, czy klient chce dodatkowej usługi.

    Nabywca gdy rezygnuje zwykle nie powie „słuchaj, źle się do mnie zwróciłeś, nie kupię więcej u ciebie” tylko pójdzie gdzie indziej. Z tego powodu sprawna i świadoma komunikacja daje ogromną przewagę i warto nad nią pracować zarówno w życiu zawodowym ale w szczególności w tym osobistym. To już jednak temat na zupełnie inny artykuł

    Dzięki, że dotrwaliście do końca, mam nadzieję, że nie było nudno.

    Jeśli się podobało możecie polubić mojego Facebooka, da mi to dużo motywacji
    FANPAGE

    Jakie rzeczy was wkurzają? Czy zdarzyło się, że poziom obsługi klienta spowodował, ze zrezygnowaliście z produktu. A może w drugą stronę, macie przykłady, gdy niepozorne detale zbudowały wasze przywiązanie do tej czy innej marki?
    Dajcie znać :-)

    ==============================
    Artykuł jest też na moim BLOGU

    #likemedia pod tym tagiem publikuję treści związane z marketingiem, reklamą i biznesem, bez lania wody i coachingu
    #biznes # #marketing #firma #startup #psychologia #publicrelations #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: public relation LIKE MEDIA KOMUNIKACJA Z KLIENTEM MICHAL JEZOWKSI.jpg

    •  

      Dobry projektant musi po pierwsze dopasować się do oczekiwań i wykorzystać swoje umiejętności maksymalnie tak, aby pasowały do okoliczności, rynku, potrzeb.

      Skąd wiemy że tak nie było? To że ktoś nieprofesjonalnie nazwał gust klienta i się na niego obraził nie znaczy że klient miał rację, może nie był tylko ładniejszy ale był też po prostu lepszą reklamą pod każdym względem.

      Firmy mające swoje księgi znaków, pewną spójność graficzną i identyfikację na rynku nie zawsze wymagają rewolucji, prawda? Sukces jest wtedy, gdy klient jest odpowiednio obsłużony i linią dialogu osiągnięto kompromis pomiędzy stylem wizualnym, a zastosowaniem.

      W opisywanej sytuacji nie było chyba mowy o żadnej księdze znaków, to oczywiste że w takim przypadku trzeba się do niej stosować. Mówimy o momencie gdy klient chce coś nowego ale przepycha swoje idee które są słabe i teraz edukowanie takiego klienta to strata czasu, a mówimy cały czas o bannerze czy grafice która jest jak mniemam jedyną rzeczą którą klient zamawiał. Nie sądzisz chyba że robiąc taki jeden element grafik będzie przeprowadzać audyty, testy i prototypy bo mówimy tu zapewne o jakichś śmiesznych pieniądzach.

      Przytoczyłbym porównanie do mechanika - ale inne niż Twoje: przychodzi klient do mechanika i mówi, Panie zepsuła się klimatyzacja, trzeba będzie tłumik pewnie wymienić żeby zaczęła działać. - tłumaczysz mu że to tak nie działa ale tłumaczenia nic nie dają - w końcu naprawiasz i tłumik (który był sprawny) i klimatyzację. Dialog nawiązany, kompromis osiągnięty, wszyscy biją brawa. A pieniądze wydane xd Myślisz że mechanik będzie tłumaczyć coś działa w taki a nie inny sposób? A jak wytłumaczy i policzy sobie za konsultacje to klient będzie zadowolony z tego wydatku za pogawędkę? Tak samo wygląda to w pracy grafika, wszystko tłumaczysz a czas leci, czas za który nikt nie płaci, na końcu jesteś wrogiem bo starałeś się pomóc - przerabiałem ten temat milion razy.

      Każde inne skrajne rozwiązanie w tę czy drugą stronę udowadnia, że gdzieś zabrakło dialogu albo po stronie wykonawcy albo po stronie zleceniodawcy

      Rzecz w tym że nie wiemy kto trzyma jaką stronę, Twój wpis błędnie zakłada że klient ma na pewno rację i na pewno zna rynek, a grafik o chudych nogach tego nie wie. Otóż czasem jest dokładnie na odwrót, to że ktoś umie sprzedawać paróweczki nie znaczy że umie robić reklamę paróweczek i słuchanie się pomysłów tej osoby jest moim zdaniem marnym chwytem marketingowym "zrobimy co Pan chce" albo "dogadamy się i stworzymy kompromis tak żeby Pan myślał że to Pana pomysł" byleby tylko do nas przyszedł i zapłacił, podczas gdy wg mnie klient powinien przychodzić do twórcy reklamy jak do salonu BMW - nie oczekiwać napędu na przednie koła, "a bo panie ja to bym chciał dostawczaka" "a panie czemu tak drogo" - proszę iść gdzie indziej. Grafik od tego ma portfolio żeby na nie spojrzeć i jak się nie podoba to iść do innego, a nie oczekiwać zmiany wykonywanych projektów i stylu estetycznego. Grafik powinien wziąć pod uwagę cel projektu i inne elementy poza samą estetyką ale przychodząc do mnie godzisz się na pewien styl, sorry. Sama idea kompromisów to temat na oddzielny wpis ale uważam że kompromis nie zawsze jest dobry, czasem idea jest tak wybrakowana że łatanie jej nie ma sensu i trzeba podejść zerojedynkowo. No ale kwiiik grafik przepycha swoje pomysły chruuum chruum jak on może, ja wiem lepiej kwii kwii płacę i wymagam ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Takie słuchanie się klienta i osiąganie kompromisów to moim zdaniem rak tej branży, dla porównania zagraniczni klienci mają zupełnie inne podejście, zero głupich pytań, zero pomysłów rodem z PRL, zero absurdalnych żądań "proszę zmieścić ten tekst z karty A3 na A5 - tylko dużą czcionką xd" . Nie wiem czy to przypadek czy kwestia edukacji na zachodzie, ale (cytując klasyka) "się domyślam".

      Zawsze można się przerzucać prawdą i mówić że mój projekt jest bardziej skierowany do klienta niż twój - albo że klient zna się bardziej niż grafik, albo - co najczęściej mnie rozśmiesza - marketingowiec zna się bardziej niż grafik ( ͡~ ͜ʖ ͡°) ale wiem wiem, każdy chce uzasadnić swoją pracę i płacę.

      pokaż spoiler zdaję też sobie sprawę że wpis specjalnie jest napisany w sposób prowokujący do gównoburzy, napisałem to co miałem na myśli w razie gdybyś naprawdę myślał że graficy robią tylko ładne obrazki i nie myślą o celu reklamy, jest dokładnie odwrotnie i tacy który myślą o samej estetyce to drobny procent początkujących którzy wszędzie wpychają helveticę, albo... po prostu ich gust się tobie nie spodobał i nazywasz ich twórcami "tylko" estetycznych grafik, bo to Twoje ego wzięło górę a nie ich. Może ich projekty są dużo bardziej przemyślane niż Twoje pomysły, ale w tych tematach prawda jest śliska i niebezpieczna. Bo co gdy okaże się że grafik zna się lepiej niż PRowiec i marketingowiec? Nie, nie - to nie może być prawda ( ͡~ ͜ʖ ͡°)


      @Boomkin:
      pokaż całość

    •  

      @uwielbiamnalesniki:
      To trudna branża, klienci znikają, nie płacą, zdarzają się tacy którzy oszukują.

      Internet jest pełen artykułów, w który graficy piszą o nieopłaconych fakturach, a każdy kto pracował na rynku wie, że przekładane terminy płatności to standard.

      Mało jest jednak takich podchodzących do tego z drugiej strony.

      Zgadzam się, że w polskich warunkach jeszcze wymaga wychowania klientów. Na angielskim rynku nie miałem nigdy najmniejszego problemu z fakturą, było zwykle pytanie "ile kasy wysłać?" niż u nas sam jak wiesz jak bywa "wie Pan, przekazaliśmy do księgowości, powinno niedługo dojść".

      Problem widzę gdzie indziej.

      Duża agencja czy grafik z wieloletnim stażem i stałymi klientami może w tym naszym trudnym środowisku funkcjonować na niezłym poziomie, ale młoda osoba po prostu liczy na to, że dogada się z klientem. Ma go przekonać, dostosować do okoliczności, tyle może zrobić.

      Od tego czy klient będzie zadowolony zależy to czy opłaci czynsz i rachunki czy nie.

      Na piękne realizacje zgodne z kanonem przyjdzie czas gdy pojawi się doświadczenie i rzeczywiste podstawy do przekonania, że to co robi jest rzeczywiście piękne, oraz gdy jego pozycja na rynku będzie stabilniejsza.

      Na wczesnym etapie to moim zdaniem stąpanie po cienkim lodzie.

      Dzięki!
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (37)

  •  

    To mogła być dobra akcja PR, dotarcie do najmniej licznej grupy wyborców (Grupa wiekowa 18-29 PiS w wyborach '19 do Sejmu i Senatu stanowiła ok. 26%).
    Wystarczyło zatrudnienie dobrego copyrightera, który napisał by te 16 zwrotek cisnąc po #opozycja, krótkie przećwiczenie z Dudą jak ma to zarapować i jestem przekonany, że pozyskali by trochę tych głosów.
    Sztab myślę, że zdecydował się na wzięcie udziału #pad ze względu na pyknięcie przez #jkm w tak krótkim czasie bańki na swoim kawałku.
    No ale cóż, jak to w #pis bywa - wszystko robione jest na kolanie, wrzucane gówno jak najszybciej, a dopiero potem myślenie o konsekwencjach. Zamiast dobrego wykorzystania marketingowego, wyszła wielka klapa, z której będzie tylko poczucie żenady i memy.

    #duda #tvpis #tvpiscodzienny #prawoisprawiedliwosc #platformaobywatelska #konfederacja #lewica #bekazpisu #bekazprawakow #bekazlewactwa #marketing #publicrelations #andrzejduda #duda20 #hot16challenge2 #hot16challenge #rap #akcje #cringe #memy
    pokaż całość

  •  

    W sumie z punktu widzenia #marketing i #pr #publicrelations to szanuję niektóre duże firmy za robienie takich przekazów i informacji.
    Zawsze mogli uznać, że pierdolą to i zapraszają wszystkich bez względu na jakieś tam ograniczenia, w końcu hajs najważniejszy

    #koronawirus

    źródło: scontent.fpoz2-1.fna.fbcdn.net

  •  

    „Oficjalna sowiecka, pardon, rosyjska historiografia ani o jotę nie wycofała się z jeszcze stalinowskich pomówień. Według nich pakt Ribbentrop-Mołotow stanowił odpowiedź na zawarty w 1934 r. układ o nieagresji Polska-Niemcy oraz miał zabezpieczyć „rdzennie sowiecką” ludność polskich kresów wschodnich, narażoną na prześladowania po opanowaniu tych ziem przez III Rzeszę niemiecką.”

    17 września 1939 - na podbój Europy

    „Co więcej rosyjscy spece od propagandy (PR) robią co tylko możliwe, aby taki obraz świata trafił do jak największej liczby odbiorców.”

    #historia #ciekawostkihistoryczne #rosja #zsrr #ribbentropmolotow #polska #polityka #1939 #wojna #iiwojnaswiatowa #2wojnaswiatowa #publicrelations #propaganda #agentura
    pokaż całość

    źródło: pressmania.pl

  •  

    #pudzian ewidentnie sam prowadzi #publicrelations ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #ksw

    pokaż spoiler Nie potrafię sobie wyobrazić kilogramowej dwójki

    źródło: Zrzut ekranu 2019-03-22 o 09.53.06.png

  •  

    Mamy zajęcia w #studbaza z public relations, na których musimy zrobić projekt ulotki (ogółem beka, bo jesteśmy ekonomistami i 90% nie wie jak odpalić w ogóle program graficzny, zrobić logo itp. ) no i wykładowca pokazał nam jako przykład taka ulotkę i powiedział, że ona jest bardzo czytelna i dobrze zrobiona. Dlaczego (╯︵╰,)

    #grafika #grafikakomputerowa #publicrelations pokaż całość

    źródło: IMG_20181204_092452.jpg

    •  

      @marlow: niby dzieła studentów, pokazywał sporo takich ewenementow :D

    •  

      @rudaniunia: ja na swoich studiach, które nie miały związku z grafiką też, na zaliczenie jednych ćwiczeń miałem do zrobienia szablon strony internetowej, porobić w jakimś programiku, który nam facet nam podał na zajęciach, jakieś okienka, opisać co one by zawierały - nic ambitnego. Ja korzystając z tego, że miałem sporo wolnego czasu i trochę się bawiłem w photoshopie, zrobiłem pełen graficzny projekt strony. Efekt? Dostałem 3, bo facet stwierdził, że to musi być plagiat. Dopiero jak pokazałem mu plik, w którym była pokazana każda warstwa jaką zrobiłem, poprawił mi na 4,5, bo "miałem odwagę bronić swojego zdania" ( ಠ_ಠ) pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    To nie jest istotne jak mówią, byle mówili xD

    #konin #heheszki #publicrelations #polska #dnikonina

    źródło: fromapp.jpg

    +: dididoox, n..........s +13 innych
  •  

    #kfc ma duże problemy z dostawami kurczaków w UK. Problemy logistyczne firmy doprowadziły do zamknięcia ok 900 lokali. Dział PR zareagował tak, i to mi się podoba ( ͡º ͜ʖ͡º) #publicrelations #marketing

    źródło: fromapp.jpg

    +: LadyMartini, m....c +5 innych
  •  

    Reklama w prasie ("Echo Beskidzkie") z 1939 roku ( ͡° ͜ʖ ͡°) Radion generalnie miał "ciekawe" pomysły. Dwie kolejne reklamy, w podobnym stylu,w komentarzach

    #historia #bielskobiala #podbeskidzie #prasa #ciekawostkihistoryczne #reklama #publicrelations pokaż całość

    źródło: radion.PNG

  •  

    Wpisujemy firmy z najlepszym PR. Zacznę:

    pokaż spoiler #publicrelations #pr i jakby ktoś nie zrozumiał to #heheszki

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    soszial midia sirius biznes

    jesteśmy poważnymi ludźmi, to jest poważna instytucja
    (usunęli)
    #socialmedia #wbh #historia #cenckiewicz #pr #publicrelations #polska #twitter

    źródło: sirius biznes.png

  •  

    Mistrz #publicrelations i #marketing. Takie tam #heheszki w #policja

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Screenshot_20170627-194918.png

    +: K....9, Freakz +4 innych
  •  
    K..................i

    +27

    Szczyt hipokryzji Zdanowskiej. Jak samemu tworzyć spot i promować miasto przy użyciu przekleństw to okey, a jak ktoś wyrazi opinię, podkreślając ją przekleństwami to już bee i f.o.ch., nie bede na takie wpisy odpowiadać xD
    #lodz #logikarozowychpaskow #polityka #publicrelations

    źródło: Zdanowska.jpg

  •  

    Profesjonalizm pełną gębą ( ͡° ͜ʖ ͡°) kiedy emocje dochodzą do głosu, to znak, że brakuje już pomysłów na tłumaczenie kolejnych wpadek Wodza i Partii
    #polityka #4konserwy #neuropa #gownowpis #publicrelations

    źródło: youtube.com

    +: k...........n, DanielPlainview +13 innych
  •  
    a......i

    +874

    Jeden z najlepszych banerów jakie ostatnio widziałem. No i generalnie cała kampania bardzo na plus dla Żywca.

    #reklama #reklamakreatywna #pr #publicrelations #marketing #media #socialmedia #socialmediamarketing

    źródło: ywiec.png

  •  

    Mirunie mam rację czy nie mam?
    Obraziła się ( ͡º ͜ʖ͡º)
    #dziendobry #studia #studbaza #pracbaza #publicrelations #marketing i trochę #zaorane

    źródło: Screenshot (1).png

    +: b......a, Suklaamoussee +10 innych
  •  

    #radaetykireklamy #reklama #facebook #facebookcontent #publicrelations

    #nsfw - bo to nie dla ludzi wrażliwych. Ostrzegam zdecydowanie 18+

    pokaż spoiler Czy reklamowanie produktu za pomocą wisielców jest waszym zdaniem ok?
    Czy zachwycanie się butami biednych samobójców to jakaś nowa akcja karaczana?
    Czy takie coś jest karalne?


    #kiciochpyta
    pokaż całość

    źródło: Beztytułu.png 18+

  •  
    K.......K

    +10

    Co oznacza samodzielność według agencji PR?

    Jeśli coś się dzieje, samodzielnie idziesz do przełożonego i mu o tym mówisz.

    PRowcy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #praca #publicrelations #logikarozowychpaskow

    źródło: samodzielność.jpg

    +: 8_in, L.......s +8 innych
Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów