•  

    WIELKI SKANDAL OBYCZAJOWY W REPUBLICE RZYMSKIEJ

    Roku 62 p.n.e. miał miejsce jeden z największych skandali obyczajowych republiki rzymskiej. Tajemnicze misteria na cześć Bona Dea, w których mogły uczestniczyć jedynie kobiety, zostały zakłócone przez Klodiusza Pulchera - rzymskiego senatora, który przebrany za kobietę starał się uwieść żonę Cezara.

    (więcej w artykule)

    https://www.wykop.pl/link/5002273/wielki-skandal-obyczajowy-w-republice-rzymskiej/

    #archeologia #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #rzym #qualitycontent #venividivici
    pokaż całość

    źródło: asdasd.JPG

  •  

    Kiedy zaczynałem swój autorski tag #100smiesznychwiosek nie spodziewałem się takiego odzewu.
    W prywatnych wiadomościach dostawałem liczne propozycje kolejnych miejscowości, które powinny pojawić się we wpisach.
    Na początku istnienia tagu stworzyłem niepisaną zasadę, że każda wieś będzie zilustrowana zdjęciem tablicy wjazdowej bądź prowadzącego do niej drogowskazu. Okazało się, że z tego powodu musiałem wykluczyć sporą część miejscowości, gdyż w Polsce pełno jest przypadków, gdy wieś istnieje „tylko na mapie”, a jej granice nie są formalne wyznaczane – brak jakichkolwiek wzmianek o jej istnieniu, żadnych znaków drogowych, jedynie napisy na domach z adresem sugerują że dana wieś naprawdę w tym miejscu istnieje.
    Tym razem jednak sytuacja jest dokładnie odwrotna.
    Mówić dziś będę o wsi

    Piskorzowice – wieś w Polsce położona w województwie dolnośląskim, w powiecie średzkim, w gminie Miękinia

    Etymologia nazwy Piskorzowice nie jest do końca znana. Niemiecki językoznawca Heinrich Adam w swoim dziele o nazwach miejscowości na Śląsku wydanym w 1888 roku we Wrocławiu sugeruje że nazwa pochodzi od staropolskiej formy oznaczającej „piasek”, wymienia dawną nazwę wsi "Pyskerwitz" podając jej znaczenie jako "Sanddorf" czyli tłumacząc na język polski "Wieś piasku, piaskowa wieś". Natomiast Przedwojenny średzki regionalista Rudolf Smolla w swoim piśmie pt. "Heimatblater fur den Kr. Neumarkt", w numerze z 1924 roku pisze, że osiedle ma słowiański rodowód a jego nazwa wywodzi się od polskiego słowa "piskorz", czyli gatunku słodkowodnej ryby. Biorąc pod uwagę, iż wieś położona była ok. 200 metrów od brzegu Odry obie formy wydają się być prawdopodobne.

    Najstarszy istniejący zapis o Piskorzowicach pochodzi z roku 1217, kiedy to wzmiankowana była w wielu dokumentach historycznych jako Piscorouice, jako Peiskertwitz.
    Wieś ta w dawnych archiwach jest dobrze udokumentowana, wymieniana w licznych dokumentach, gdzie podaje się kolejnych właścicieli i ceny, które zapłacili za miejscowość, na przykład dokument z 1326 roku, który stwierdza nabycie wsi przez rycerza Guntera von Lukowa.

    Dokument z roku 1786, który podaje nazwę wsi jako Peiskerwitz, stwierdza, że we wsi znajdowała się szkoła, cmentarz oraz gospoda, a miejscowość zamieszkuje 17 gospodarzy, znajdował się tam także prawdopodobnie kościół. Do Jak na XVIII-wieczne warunki była to średniej wielkości, tętniąca życiem wieś. W tamtych czasach bowiem całą rodzinę przypisywano do jednego gospodarza. Źródła podają że w czasach największego rozkwitu we wsi mieszkało około 200 osób, a niektóre sugerują nawet liczbę 500 stałych mieszkańców.
    Do dzisiejszych czasów zachował się plan wsi z roku 1945.
    Według archiwalnych wpisów dołączonych do planu we wsi znajdował się m.in. dąb im. Adolfa Hitlera posadzony tam na początku lat 30. (rośnie tam do dziś), a w okolicy wału na Odrze znajdowała się siedziba strażnika przeciwpowodziowego.

    Położenie wsi okazało się bardzo strategiczne dla hitlerowskich Niemiec pod koniec II wojny światowej. Miejscowość została w grudniu 1944 włączona w pas obronny „Oder-Breslau”, a wieś stała się obronnym przyczółkiem. Aby ostatecznie zamknąć pierścień wokół Twierdzy Wrocław Armia Czerwona musiała zdobyć Piskorzowice i wyprzeć całkowicie oddziały niemieckie w kierunku miasta.
    Niemcy pokładali wielkie nadzieje w „Oder-Breslau”. Goebbelsowska propaganda podawała, że tylko Odra powstrzymuje "czerwoną zarazę przed zalaniem Rzeszy".
    Niemcy nie przewidzieli jednak, że wyjątkowo ostra zima sprawi, że Odra zamarznie.
    W nocy z 29 na 30 stycznia 1945 Sowieci, przeprawiając się z prawego brzegu Odry przez lód prawdopodobnie w okolicy dawnego portu promu rzecznego, który przed wojną skracał drogę cywilnym podróżnym.
    Prawie całkowicie wybity został broniący się tutaj batalion SS "Speckman". Dowództwo niemieckie stacjonujące w Twierdzy Wrocław w akcie desperacji wysłało do Piskorzowic elitarną 11 kompanię oddziału pułku SS Besslein (jako ciekawostkę dodam, że prawdopodobnie służyli w nim wachmani z obozu koncentracyjnego Auschwitz).
    Tak swoje walki w Piskorzowicach wspomina jeden z esesmanów Georg Haas, który w latach 70. wydał książkę pt. "Płomienie nad Odrą":

    Na skutek naszego silnego obstrzału natarcie radzieckie zaczęło się załamywać, byliśmy już prawie we wiosce i myśleliśmy, że idziemy dobić "Iwana", kiedy nagle zza budynków wyjechały przeklęte czołgi Stalina, wybuchła potworna panika, byliśmy wprost dziesiątkowani. (...)

    Następnie żołnierz opisuje odwrót swojej kompani w stronę Wrocławia, ciężkie walki w lasach Piskorzowic i "morze krwi", jakie zostało tam przelane. Autor pisze również, że wszędzie było czerwono od krwi i wybuchów. Piskorzowice to były

    wrota piekieł, masowy grób 11 kompanii.

    Ze 123 ludzi należących do tej kompanii, wchodzącej w skład pułku "Besselein", zdolnych do dalszej walki przetrwało 23. Niemcy w trakcie desperacji przerzucili w to miejsce jeszcze cały oddział Volkssturmu, słabo wyszkolony i uzbrojony. W niedługim czasie został on praktycznie zmiażdżony. Niemieckie niedobitki przedostały się do oblężonego Wrocławia, gdzie wzmocnione przez nowych ludzi brały udział w obronie Twierdzy. Bitwa, a zwłaszcza jej finał, była wielkim sukcesem wojsk radzieckich. Został złamany jeden z najsilniejszych punktów oporu armii niemieckiej. Nie jest znana dokładna liczba poległych, ale musiała być znaczna, skoro jeszcze wiele lat po wojnie można było natrafić tutaj na ludzkie szczątki. Większość z nich do dziś pozostała Nieznanymi Żołnierzami, wiadomo jedynie że mieli oni pochodzenie niemieckie i słowackie. Wiele rodzin żołnierzy wysłanych na piskorzewski front do dziś nie jest pewna, czy zginęli oni w tej wsi czy w późniejszym oblężeniu Wrocławia.
    Nieliczne nekrologi, między innymi ten przechowywany w średzkim archiwum wydane zostały na długo po zakończeniu walk.

    Alfred Dziak, jeden z pierwszych osadników w Pisarzowicach, pobliskiej miejscowości, tak wspomina swój pierwszy pobyt w Piskorzowicach w 1947 roku:

    Byłem wtedy młodym chłopakiem. zatrudniłem się przy wycince drzew. W Piskorzowicach było mnóstwo starych dębów, mocno uszkodzonych przez działania wojenne. Wszystkie drzewa wycinaliśmy wtedy ręcznie, piłą "moja-twoja". Odgarniając liście wokół następnego drzewa, które mieliśmy wyciąć, moja ręka natrafiła na jakiś twardy przedmiot. Wyrwałem go z podłoża. Był to skorodowany hełm niemiecki, z którego wypadła ludzka czaszka. Po chwili zauważyłem, że pod ściółką znajduje się kompletny szkielet żołnierza. Był na nim pas, ładownice, manierka, nawet karabin, który po przeładowaniu jeszcze działał. Był to okres po zdaniu broni, więc wyrzuciłem go do pobliskiego stawu...

    Natomiast pan Jan (nazwisko nieznane), tak przedstawił swoją relację z pobytu w Piskorzowicach: -

    W Pisarzowicach mieszkam od 1943 roku. Dostałem się tutaj jako przymusowy robotnik. W trakcie samej bitwy nie było mnie w tej miejscowości. Zostałem wywieziony wraz z innymi w głąb Rzeszy. Wróciłem tutaj dopiero w maju 1945 roku. Chciałem zamieszkać w tej wsi. Chodziłem wtedy na spacery do Piskorzowic. Wioska praktycznie nie istniała, wszędzie unosił się nieznośny fetor i na każdym kroku leżały ciała poległych żołnierzy. W trakcie jednego ze spacerów natknąłem się na spaloną stodołę. Musiała być czymś w rodzaju szpitala polowego. W środku znajdowało się około 10 zwęglonych trupów niemieckich żołnierzy. Wszędzie leżały hełmy, puszki na maski gazowe, manierki i broń, a z pobliskich drzew sterczały tylko kikuty...

    Piskorzewice podczas walk zostały całkowicie zniszczone. Z całej wsi zachował się jedynie jeden budynek. Plany odbudowy wsi i zamienienia go w PGR nigdy nie doszły do skutku, także dziś na tym terenie znajdują się jedynie fragmenty fundamentów dawnych domów, murowanych ścian, pozostałości po dawnym cmentarzu oraz ruiny bunkrów.

    Po wojnie w ostatnim domu mieszkali jeszcze ludzie, ale ostatni mieszkaniec opuścił go w okolicach 2006 roku. Budynek został już rozebrany, a wieś Piskorzewice została uznana za oficjalnie wyludnioną w roku 2011.

    Jedynym śladem po niej został jedynie drogowskaz stojący w Pisarzowicach, wskazujący drogę do ruin dawnej miejscowości.

    Porównanie planu Piskorzowic do zdjęcia satelitarnego z Map Google, 2010

    Źródła:
    https://polska-org.pl/
    http://czasopismo.legeartis.org/2015/05/peiskerwitz-tajemnice-piskorzowic.html
    https://opencaching.pl/viewcache.php?wp=OP8MWU
    http://nieustanne-wedrowanie.pl/niekomercyjny/piskorzowice/
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Piskorzowice_(województwo_dolnośląskie)

    Fotografia drogowskazu autorstwa Olgierda Rudaka, udostępniona na licencji CC-BY-SA 3.0

    #dolnyslask #iiwojnaswiatowa #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: Piskorzowice.jpg

  •  

    No to lecimy na wschód do Rosji Piotra I

    Rosyjska armia do czasów Piotra I (1699-1725) nie mogła równać się z wojskami krajów zachodnich. Nie odpowiadała ówczesnym standardom europejskim. Była jak na tamte czasy przestarzała i niezdolna do dużego wysiłku zbrojnego. Piotr I przeprowadził niezbędne reformy tzn. stworzył szkoły wojskowe, zadbał o powstanie nowoczesnej artylerii. Żołnierze mieli zapewnione zaplecze medyczne (apteki pułkowe, szpitale polowe). Efekty wprowadzonych zmian można było zobaczyć w roku 1709, kiedy to Rosjanie pokonali pod Połtawą wojska szwedzkie.

    Link do znaleziska - Armia rosyjska za panowania Pawła I

    Poniżej wołam osoby, które wyraziły chęć otrzymywania powiadomień o nowych wpisach. Jeśli ktoś chciałby dopisać się do listy, proszę o zostawienie plusa przy przeznaczonym do tego komentarzu pod niniejszym wpisem. Zachęcam również do obserwacji pierwszego tagu, którym opatrzone zostało linkowane znalezisko (tag autorski)
    Jeśli podobają Ci się artykuły i cenisz naszą pracę to wesprzyj nas na patronite ➡️goo.gl/wJVcVM lub bezpośrednio na konto 28 1950 0001 2006 0821 5936 0002 z dopiskiem "Wspieram historię"

    Dodatkowe Tagi: #qualitycontent #ciekawostkihistoryczne #zainteresowania #zwyczaje #europa #swiat #liganauki
    #militaria #rosja #wojna #armia #militaria
    pokaż całość

    źródło: 800px-Borovikovsky_Pavel_I.jpg

  •  

    ODKRYTO RZYMSKI OBÓZ W NIEMCZECH

    W Bielefeld (zachodnie Niemcy) naukowcy natrafili na pozostałości po rzymskim obozie marszowym – duże fragmenty muru, które datowane są na panowanie cesarza Augusta (27 p.n.e. – 14 n.e.).

    Szczęśliwie, przez kolejne wieki, teren na którym znajdował się obóz nie był wykorzystywany w celach rolniczych. Obecnie, dzięki skanom laserowym, możliwym jest określenie linii murów, wydzielającej obóz. W ten sposób archeologom udało się ocenić, że obóz obejmował 26 ha. Tym samym praktycznie 3 legiony oraz oddziały auxilia mogły się tutaj skoszarować – ok. 25 tysięcy ludzi.

    Co jest warte podkreślenia, rzymscy legioniści w obozach marszowych spali w skórzanych namiotach, przestrzeń wykorzystywana przez oddziały była znacznie mniejsza niż w stałych obozach.

    Zgodnie z przekazami historycznymi w regionie znajdowali się Druzus Starszy w 11 roku p.n.e. oraz Germanik w latach 11-12 oraz 14-16 n.e. Kolejne badania mają potwierdzić, który rzymski wódz odpowiadał za konstrukcję odkrytego obozu.

    https://www.imperiumromanum.edu.pl/odkrycie-rzymskie/odkryto-rzymski-oboz-w-niemczech/

    #archeologia #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #rzym #qualitycontent #venividivici
    --------------------------------------------------------------------------------------
    Podobają Ci się treści? Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!
    https://www.imperiumromanum.edu.pl/dotacje/
    pokaż całość

    źródło: Germany-camp-01.jpg

  •  

    KONKURS: OBLĘŻENIE

    Do wygrania 5 egzemplarzy książki "Oblężenie". Pozycja to kolejna część powieści historycznej opowiadającej losy legionisty Felixa-Corvusa i jego przyjaciół po klęsce w lesie Teutoburskim. Książka jest nagrodą w konkursie, którego organizatorem jest IMPERIUM ROMANUM. Co trzeba zrobić, aby móc się cieszyć z nagrody?

    Aby wziąć udział w konkursie, należy w terminie do 25 czerwca 2019 r.:

    + napisać ciekawostkę dotyczącą świata antycznych Rzymian lub w jakiś sposób powiązaną z rzymską historią. Pięć najciekawszych tekstów zostanie nagrodzonych książkami, a ich prace zostaną opublikowane na stronie IMPERIUM ROMANUM.

    Teksty, wraz z imieniem, nazwiskiem i adresem zamieszkania uczestnika (przesłane dane zostaną wykorzystane jedynie w wypadku wygranej w konkursie – przekażę je wtedy sponsorowi, by mógł przesłać nagrody, a same imiona i nazwiska zwycięzców opublikuję), należy wysłać zgłoszenie na adres: konkurs@imperiumromanum.edu.pl, umieszczając w tytule maila: „Oblężenie”.

    Wśród uczestników, którzy nadeślą najciekawsze prace, wybrane zostaną zgodnie z regulaminem

    + 5 egzemplarzy książki "Oblężenie", autorstwa Gerainta Jonesa

    Fundatorem nagród jest Wydawnictwo REBIS -> https://www.rebis.com.pl/

    https://www.imperiumromanum.edu.pl/konkurs/oblezenie/

    #ksiazki #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #rzym #qualitycontent #venividivici
    pokaż całość

    źródło: miniature.png

  •  

    Dzisiaj troszkę Francji i Napoleona, czyli geniusza wojny.

    Napoleon Bonaparte jest dziś zaliczany do grona najwybitniejszych wodzów w historii wojen. Dlaczego tak się stało? Dlaczego armia napoleońska wygrywała?

    Link do znaleziska - Napoleońska sztuka wojny

    Poniżej wołam osoby, które wyraziły chęć otrzymywania powiadomień o nowych wpisach. Jeśli ktoś chciałby dopisać się do listy, proszę o zostawienie plusa przy przeznaczonym do tego komentarzu pod niniejszym wpisem. Zachęcam również do obserwacji pierwszego tagu, którym opatrzone zostało linkowane znalezisko (tag autorski)

    Dodatkowe Tagi: #qualitycontent #ciekawostkihistoryczne #zainteresowania #zwyczaje #europa #swiat #liganauki
    #militaria #francja #napoleon #armia
    pokaż całość

    źródło: 800px-Napoleon_Wagram-e1372711879930.jpg

  •  

    Poznaliśmy nowe szczegóły na temat Pierwszej Pandemii.

    Międzynarodowy zespół naukowy przeanalizował ludzkie szczątki z 21 stanowisk archeologicznych. Uczeni chcieli w ten sposób więcej dowiedzieć się o ewolucji bakterii Yersinia pestis, która wywołała Pierwszą Pandemię, dżumę Justyniana z lat 541–542 oraz następujące po niej kolejne mniejsze epidemie, które trwały do około 750 roku

    Link do znaleziska: https://www.wykop.pl/link/4995241/poznalismy-nowe-szczegoly-na-temat-pierwszej-pandemii/

    Znalezisko dodał: @w_gs

    Źródło: kopalniawiedzy.pl/

    #swiatnauki #gruparatowaniapoziomu #liganauki #ligamozgow #qualitycontent #nauka #biologia #zdrowie #medycyna #historia
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    RECENZJA: "OBLĘŻENIE"

    Książka „Oblężenie” autorstwa Gerainta Jonesa to kolejna część powieści historycznej opowiadającej losy legionisty Felixa-Corvusa i jego przyjaciół. W poprzedniej części – „Krwawy las” – bohater wziął udział w tragicznej wyprawie trzech rzymskich legionów w Germanii Północnej, która doprowadziła do klęski Rzymu w lesie Teutoburskim. Niewielu Rzymianom udało się przeżyć, a tym którym się to udało trafili do germańskiej niewoli. Kadra oficerska została wybita, po wcześniejszych torturach i ujawnianiu informacji o rzymskich umocnieniach w okolicy.

    Po zakończeniu pierwszego tomu powieści byłem przekonany, że autor nie pozostawi historii bez jasnego zakończenia. Z zapisków rzymskich dziejopisarzy wiemy, że wybicie trzech legionów rzymskich było szokiem dla samego cesarza Augusta, który miał chodzić po pałacu i wykrzykiwać: „Kwinktyliuszu Warusie, oddaj legiony” (Quinctili Vare, legiones redde!). Z pewnością cios był także o tyle silny, że zdobycze terytorialne w Germanii nagle zostały stracone, a tereny na zachód od Renu znalazły się w zagrożeniu.

    To co jednak interesuje najbardziej autora to próba odtworzenia losów tych żołnierzy, którzy przetrwali masakrę. Z pewnością niektórym udało się wywalczyć drogę ku fortom rzymskim, a jeszcze inni wykorzystali sposobność i uciekli oraz dołączyli do innych rzymskich sił w okolicy. Autor właśnie przedstawia tę drugą wersję wydarzeń. Felix wraz z żyjącymi towarzyszami: Kikutem, Mikonem, Brando przystępuje do oblężonych wojsk rzymskich w jednym z fortów w regionie. Ukazany zostaje nam prawdziwy świat wojny – pełen bólu, cierpienia, krwi. Autor podobnie jak w poprzedniej części stosuje wiele epitetów, aby podkreślić dramaturgię, wyczerpanie oraz brutalność. Z pewnością widać tutaj, także doświadczenie autora, który jest weteranem wojennym i wie, jak życie koszarowe wygląda.

    Opis walk, zakradania się, podstępów jest niezwykle żywy i ciekawy. Nie brakuje także tajemniczych mordów w murach fortu, co tylko dodaje tajemniczości oraz podejrzliwości wobec kolejnych postaci. Autor zgodnie z zachowanymi przekazami historycznymi stara się odwzorować kolejne wątki wydarzeń, urozmaicając je o własne przemyślenia.

    Autor chcąc przenieść nas w świat życia koszarowego stosuje dużą ilość przekleństw, które w moim odczuciu są czasami troszkę dziwne. Nie zamierzam ich wymieniać w recenzji, ale określanie przez Rzymian Germanów jako „miłośników kóz” jest co najmniej dziwne. Być może wynika to z błędnego tłumaczenia; ciężko jednoznacznie stwierdzić.

    Z pewnością osoby, które przeczytały pierwszy tom i były zainteresowane, zapoznają się z kolejną część przygód Felixa. Akcja jest niezwykle wartka, a miłośnicy militariów nacieszą się mnogością starć, krwawych opisów oraz wiarygodnym odwzorowaniem życia rzymskiego żołnierza.

    https://www.imperiumromanum.edu.pl/recenzje/oblezenie/

    #ksiazki #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #rzym #qualitycontent #venividivici
    --------------------------------------------------------------------------------------
    Podobają Ci się treści? Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!
    https://www.imperiumromanum.edu.pl/dotacje/
    pokaż całość

    źródło: miniature.png

  •  

    HEROD WIELKI. KRÓL I BUDOWNICZY

    Dynastia herodiańska, której twórcą i najwybitniejszym przedstawicielem był Herod Wielki, jest uznawana za jeden z najpotężniejszych rodów, które kiedykolwiek sprawowały władzę w królestwie klienckim imperium rzymskiego na Wschodzie. Postać Heroda Wielkiego jest postacią bardzo kontrowersyjną, która fascynuje współczesnych badaczy. Oceniając Heroda z perspektywy czasu, możemy dojść do wniosku, że nie wiemy, z jakimi problemami swojej epoki musiał się zmagać, a rządził w czasach dużych zmian kulturowych i politycznych na Bliskim Wschodzie.

    (więcej w nowym artykule)

    https://www.wykop.pl/link/4992415/herod-wielki-krol-i-budowniczy/

    #archeologia #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #rzym #qualitycontent #venividivici
    pokaż całość

    źródło: HerodtheGreat2.jpg

  •  

    FESTIWAL LETNIEJ OPERY W TERMACH KARAKALLI

    W dniach 11 czerwca – 7 sierpnia odbywać się w Rzymie bardzo ciekawe wydarzenie – festiwal letniej opery w ruinach term Karakalli. Pokaz, uwzględniający balet, operę i koncert, będzie miał miejsce pod gołym niebem.

    Wydarzenie jest organizowane przez Teatro dell’Opera di Roma. Udział wezmą kompozytor Ennio Morricone (15-23 czerwca), Tokyo Ballet (26 czerwca), tancerz Roberto Bolle and Friends (9-11 lipca), Dire Straits z Markiem Knopflerem (20-21 lipca) oraz opery La Traviata (19 lipca – 8 sierpnia) czy Romeo e Giulietta (30 lipca – 4 sierpnia).

    https://www.imperiumromanum.edu.pl/odkrycie-rzymskie/festiwal-letniej-opery-w-termach-karakalli/

    #archeologia #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #rzym #qualitycontent #venividivici
    --------------------------------------------------------------------------------------
    Podobają Ci się treści? Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!
    https://www.imperiumromanum.edu.pl/dotacje/
    pokaż całość

    źródło: 123.JPG

  •  

    FRAGMENT NAJNOWSZEJ KSIĄŻKI „OBLĘŻENIE”

    Zapraszam do przeczytania fragmentu najnowszej książki: „Oblężenie” – kolejnej części doskonałej powieści historycznej o przygodach legionisty Feliksa po klęsce w lesie Teutoburskim. Wydawcą pozycji jest Wydawnictwo REBIS.

    (więcej)

    https://www.imperiumromanum.edu.pl/artykul/fragment-najnowszej-ksiazki-oblezenie/

    #ksiazki #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #rzym #qualitycontent #venividivici #rebis
    pokaż całość

    źródło: miniature.png

  •  

    RECENZJA: POZYCJA PRAWNA AKTORÓW W STAROŻYTNYM RZYMIE

    Książka „Pozycja prawna aktorów w starożytnym Rzymie” autorstwa Elżbiety Loski, jak sama nazwa nazwa wskazuje, poświęcona jest tematyce aktorstwa w antycznym Rzymie, a zwłaszcza jego usytuowaniu prawnym.

    Autorka podkreśla, że większość terminologii teatralnej, Rzymianie zaczerpnęli od Etrusków, a powodem sprowadzenia aktorstwa była zaraza, która wybuchła w Rzymie. Aktorzy mieli obłaskawić bogów swoją grą, a tym samym zapobiec nieszczęściu. Tak więc, pierwsze występy teatralne (ludi scaenici) powiązane były z uroczystościami sakralnymi.

    W początkach państwowości rzymskiej nie można było mówić o jakimś negatywnym nastawieniu do tej grupy społecznej, gdyż w dużej mierze zawodem tym pałali się ludzie nie posiadający rzymskiego obywatelstwa. Jednak stopniowo, w społeczeństwie rzymskim pojawiać się zaczęła pogarda do aktorów. Autorka analizuje przyczyny takiego nagłego pogorszenia się opinii. W dużej mierze zapewne to nobilitas widziała w aktorach niebezpieczeństwo. Dostrzegano, że aktor na scenie posiadał łatwość manipulacji tłumów, zdolność do grania innych osób, udawania głosów. Nierzadko aktorzy (kobiety i mężczyźni) byli obiektami westchnień widzów. W ten sposób aktorzy mogli sobie pozwalać na szyderstwo z postaci publicznych, a biorąc pod uwagę popularność występów teatralnych, mogło to istotnie ugodzić w dobre imię arystokratycznych rodów – na co te nie mogły sobie pozwolić. Stąd też warstwy wyższe skutecznie działały na niekorzyść pozycji prawnej aktorów. Zakazano aktorom rzymskim (posiadającym obywatelstwo) wstępować do armii, ich prawa wyborcze były praktycznie nie respektowane. Przysługiwało im jedynie prawo odwołania się do trybuna ludowego. Co jest jednak istotne, aktorzy mieli prawo zrzeszać się w stowarzyszeniach i tym samym próbować poprawiać swoją pozycję w społeczeństwie.

    Co więcej, starano się zapobiec mieszaniu patrycjatu z aktorami. Wprowadzano prawa, które zakazywały udziału członków warstw wyższych występowania w przedstawieniach teatralnych. Pojawiło się także prawo które nakazywało grania na scenie – miało to na celu skuteczne ośmieszenie danej osoby z warstwy nobilów. Oczywiście nie było jednak niczego złego w oglądaniu pokazów – elicie przysługiwały pierwsze rzędy na widowni.

    Autorka w swoich rozważaniach skupia się także na małżeństwach, prawie spadkowym czy aktach prawnych zawieranych między aktorami. Pojawia się także konkluzja mówiąca, że pozycja prawna mężczyzn była znacznie wyższa od pozycji kobiet – co w świetle społeczeństwa antycznego patriarchalnego jest raczej naturalną konsekwencją.

    Książka jest z pewnością prawdziwą skarbnicą wiedzy o aktorstwie rzymskim i jest warta polecenia. Pozycja jest loginie ustrukturyzowana, a wnioski są wysnuwane bardzo rzeczowo. Autorka bazuje w swoich rozważaniach na bardzo szerokiej bibliografii – zarówno źródłach antycznych jak i współczesnych opracowaniach. Wnioski wysnute w książce tylko dowodzą, jak duże znaczenie mieli aktorzy w oddziaływaniu na tłumy.

    https://www.imperiumromanum.edu.pl/recenzje/pozycja-prawna-aktorow-w-starozytnym-rzymie/

    #ksiazki #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #rzym #qualitycontent #venividivici
    pokaż całość

    źródło: ppawsr-287x400.jpg

  •  

    Kosmiczne obserwatorium Plancka nie ujawniło dowodów na istnienie "nowej fizyki"

    Astrofizycy przedstawili wyniki analizy rozkładów temperatury i polaryzacji promieniowania reliktowego, zmierzone przez europejskiego satelitę. Badacze nie znaleźli dowodów na istnienie tzw. "nowej fizyki" w analizie echa mikrofalowego Wielkiego Wybuchu. Publikacja w Astronomy & Astrophysics

    Link do znaleziska (dodałem tłumaczenie w komentarzu) https://www.wykop.pl/link/4991881/kosmiczne-obserwatorium-plancka-nie-ujawnilo-dowodow-na-istnienie-nowej-fizyki/

    Źródło: Publikacja w Astronomy & Astrophysics + Artykuł na phys.org

    .

    Jeśli chcesz być na bieżąco z najlepszymi znaleziskami to zapisz się na MikroListę.
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/56Bf7jbXdbGvM2NK i dodaj Swój nick do listy #swiatnauki.

    #swiatnauki #gruparatowaniapoziomu #liganauki #ligamozgow #qualitycontent #nauka #fizyka #astronomia #astrofizyka #kosmos #wszechswiat
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Dlaczego body shaming uważany jest za zły i dyskryminujący? Nie rozumiem tego, przecież otyłość powinno się piętnować tak jak palenie papierosów czy nadużywanie alkoholu. Uwielbiam śmianie się z grubych ludzi, bo sama jestem gruba i takie #heheszki motywują mnie do tego, żeby się w końcu ruszyć. Naprawdę #qualitycontent taki z humorkiem.

    10 rzeczy, które zmienią się, gdy wreszcie schudniesz

    #bekazgrubasow #dieta #mikrokoksy #chudnijzwykopem #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu, klik. Zajdziecie tam też dokładny opis obrażeń ofiary.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się zawsze na Facebooku, klik.

    • • •

    MARIUSZ. P., rocznik '80

    W wyroku z lat 90. czytamy, że Mariusz P. utrzymywał kontakty z "elementem przestępczym" i nadużywał alkoholu. Nastolatek mieszkał w kolonii Podzamcze w gminie Mełgiew (woj. lubelskie), gdzie dokonał przeraźliwej zbrodni, niszcząc przy tym swoją całą młodość i szanse na przyszłość.

    Nocą z 7 na 8 kwietnia 1997 r. 16-letni Mariusz P. wybił kamieniem okno w kuchni mieszkającej samotnie Mirosławy M. Wdarł się do środka i zażądał od przerażonej 74-latki pieniędzy, a gdy ta odmówiła, przyłożył jej nóż do szyi i dotkliwie pobił. Poturbowaną kobietę zgwałcił pięścią i trzonkiem od siekiery. Rozerwał jej krocze, jelita, trzustkę i uszkodził jamę brzuszną, by po wszystkim rozłupać czaszkę za pomocą obucha i ostrza siekiery. Przeszukał dom martwej już staruszki, zabierając złote kolczyki, 10 kg cukru i półtora litra domowego wina. By zatrzeć za sobą ślady, podpalił jej dom i uciekł.

    P. został zatrzymany już następnego dnia i umieszczony w schronisku dla nieletnich. Według opinii tamtejszych pedagogów i psychologów 16-latek wykazywał wysoki stopień demoralizacji.

    Podejrzany początkowo przyznał się do winy, jednak podczas procesu obarczył nią wnuka ofiary, Tomasza W., którego polecenia rzekomo spełniał. Zarzekał się, że nie uczestniczył w morderstwie, jedynie biernie obserwował 34-latka. W. kategorycznie zaprzeczył tej wersji, nie przyznając się do jakichkolwiek kontaktów z Mariuszem P. Jego zeznania potwierdziła matka i siostra. Dodatkowo badania serologiczne wykazały, że ślady krwi na slipach oskarżonego pochodzą od Mirosławy M. Zostawił on też odciski palców na torebkach cukru.

    Według biegłych oskarżony w chwili popełniania przestępstwa był w pełni poczytalny. P. "posiada niedorozwiniętą strefę uczuciowości wyższej, rozumie w pełni zasady funkcjonowania społecznego" ale ich nie respektuje. Jest impulsywny i pozbawiony krytycyzmu wobec siebie. Stwierdzono u niego także sadyzm seksualny.

    18 grudnia 1998 r. w Sądzie Wojewódzkim w Lublinie zapadł wyrok 25 lat pozbawienia wolności i 10 lat pozbawienia praw publicznych. Na wniosek obrońcy oskarżonego, który chciał jego uniewinnienia, sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego w Lublinie. Po przeanalizowaniu podważanych przez obronę dowodów, Sąd potwierdził winę Mariusza P. i 23 marca 1999 r. utrzymał w mocy wyrok sądu niższej instancji.

    "Człowiek o dysocjalnym profilu wymaga długotrwałych zabiegów resocjalizacyjnych, aby mógł funkcjonować w społeczeństwie" – czytamy w uzasadnieniu.

    P. aktualnie przebywa w Zakładzie Karnym w Chełmie. Na wolność wyjdzie już niedługo, bo najprawdopodobniej w 2022 r. Czy mężczyzna po czterdziestce, który od lat nastoletnich był izolowany od świata, jest w stanie przystosować się do nowej rzeczywistości? Polska szalenie się zmieniła od lat 90.. Czy więzienie i ta słynna resocjalizacja) przygotowały go na powrót do społeczeństwa? Czy chłonny jak gąbka mózg nastolatka nie nasiąkł więziennym "elementem przestępczym" na stałe?

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Lublinie oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego w Lublinie.

    • • •

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie, bym mogła pozwolić sobie na poświęcenie większej ilości czasu na pisanie dla Was, to zapraszam na mój Patronite. Prowadzę tam także bloga z dodatkowymi informacjami o zbrodniach, których temat aktualnie poruszam.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #lublin #podzamcze #melgiew
    pokaż całość

    źródło: indekspoda.jpg

  •  

    #100smiesznychwiosek

    Sezon 2

    Dzień 31/100

    Kopyść – długa łyżka z drewna. Dawniej powszechnie stosowana podczas gotowania. Znana też jako warząchiew.

    pokaż spoiler Szczerze mówiąc nie znałem nazwy "kopyść" 乁(♥ ʖ̯♥)ㄏ


    Dzisiaj trzy wioski leżące obok siebie.

    Warząchewka Królewska – wieś w Polsce położona w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie włocławskim, w gminie Włocławek
    Warząchewka Nowa – wieś w Polsce położona w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie włocławskim, w gminie Włocławek
    Warząchewka Polska – wieś w Polsce położona w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie włocławskim, w gminie Włocławek

    Najstarsza z nich jest Warząchewka Polska, która powstała przed rokiem 1300, niestety nie wiadomo dokładnie w którym roku. Zgodnie ze zwyczajem Polski Piastowskiej wsie nazywano najczęściej od specjalizacji jej mieszkańców. Nie inaczej było i w tym wypadku - mieszkańcy wtedy jeszcze Warząchewki wytwarzali właśnie wspomniane we wstępie duże drewniane łyżki, które dostarczano między innymi na sam dwory książąt dzielnicowych.
    W późniejszym czasie wieś podzielono na dwie części - Warząchewkę Polską, w której dominowali osadnicy polscy, i Warząchewkę Niemiecką, w której analogicznie mieszkało najwięcej Niemców. W późniejszym czasie wieś Warząchewka Polska znów podzielono na dwie części - wyodrębniono Warząchewkę Królewską, nazwaną tak na cześć króla Władysława Łokietka, który to przez tę wieś właśnie przejeżdżał ze swoim orszakiem wioząc brzemienną królową Jadwigę Bolesławównę.

    Na powyższe dzieje wsi nie ma niestety jednoznacznych dowodów, gdyż wiele dokumentów z tamtego okresu uległo zniszczeniu. Najstarszym zachowanym pismem odnośnie tychże wsi jest akt otrzymania Dóbr Śmiałowice Jakubowi Kostce, krewnemu św. Stanisława Kostki. Po jego bezpotomnej śmierci przechodziły z rąk do rąk by w końcu trafić do Macieja von Walldorfa, który utrzymał je aż do II rozbioru Polski, kiedy to zostały znacjonalizowane przez Prusaków i oddane generałowi Henrykowi Rudolfowi von Bischofswerderowi, który to puścił je w dalszy obieg sprzedażowy. Ostatni dokument odnośnie Dóbr Śmiałowickich pochodzi z roku 1828, kiedy to Konstanty Teofil Wolicki, który otrzymał te ziemie w testamencie od zmarłego trzy lata wcześniej ojca Macieja, sprzedał je ciotce Małgorzacie za 64200 ówczesnych złotych Polskich.
    Wsie Warząchewka Polska, Niemiecka i Królewska, znane jako Dobra Warząchewka, w bezpośredni sposób wiążą się z historią wyżej wspomnianych Dóbr Śmiałowice - często miały tych samych właścicieli, a w okresach w których zarządcami były różne osoby, dobre te często były zastawiane pod pożyczki i transakcje z właścicielami Śmiałowic.

    Małgorzata Wolicka w historii tych terenów zapisała się także aktem przekazania ziemii w wieczyste użytkowanie osadnikom z Warząchewki Polskiej. Miało to miejsce 2 maja 1846 roku. Dzięki temu w 1864 roku, kiedy to car austriacki Aleksander III wydał "Ukaz o uwłaszczeniu chłopów" (który to został wprowadzony także w zaborze pruskim) ziemie te były już dawno zagospodarowane przez mieszkańców.

    Kolejny dokument mówiący coś o historii Dóbr Warząchewka to spis z 1866 roku. Według spisu Warząchewka Polska liczyła wówczas 172 mieszkańców i 203 morgi ziemi, Niemiecka - 79 mieszkańców i 241 morgi. Warząchewka Królewska w tamtym okresie została sprzedana i niestety nie mam o niej informacji.

    Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę ówczesna Warząchewka Niemiecka otrzymała nową nazwę - Warząchewka Nowa.

    Powyższy opis jest skróconą wersją tego artykułu, jeżeli ktoś potrzebuje więcej informacji odsyłam do źródła.

    #historia #qualitycontent #ciekawostki #kujawskopomorskie
    pokaż całość

    źródło: lyzki.png

  •  

    "Przez wieki całe jedyne informacje o Asyrii znajdowały się tylko Starym Testamencie. Były to jednak przekazy dosyć skąpe w stosunku do wielowiekowej historii tego kraju, a także pisane pod wpływem emocji oraz uprzedzeń politycznych. Asyria bowiem, jak później Babilonia, była postrzegana przez Izraelitów czasów królewskich, z tego bowiem okresu istnieją najbardziej obszerne relacje, przede wszystkim jako odwieczny wróg zmierzający do ujarzmienia narodu. Z jednej strony na pewno tak też było, niemniej jednak polityczna ekspansja asyryjska skierowana była nie tylko w stronę Izraela, ale w ogóle na Zachód od Eufratu. To spojrzenie na Asyrię bardzo często reprezentowane jest także i przez współczesnych historyków, co wydawać się może dziwne zważywszy, że dzisiaj dysponuje się bardzo rozległą wiedzą na temat Asyrii nie tylko w aspekcie politycznym, ale także i kulturowym. Państwo to bowiem było nie tylko agresorem, ale także twórcą i krzewicielem wysoko rozwiniętej cywilizacji oraz szeroko pojętej kultury, z której inne narody przejmowały szereg jej elementów."

    "Asyria w czasach biblijnych" Bogdan Wiktor Matysiak

    Historia Asyrii zaczyna się koło XXVI wieku przed naszą erą, gdy sumeryjscy kupcy postanawiają rozszerzyć terytorium i zbudowac punkt zborny, którym stało się miasto Aszur. Region w tym czasie zaczyna wpadać w spiralę wojny i czołowi gracze tego okresu powoli schodzą ze sceny. Najpierw Sumerowie zostaną mocno nadwątleni przez koczowniczy (wtedy) lud Elamitów, co na zawsze zostanie im zapamiętane przez Asyryjczyków i wróci z furią po 2000 lat. Następnie imperium akadyjskie zostanie zniszczone przez wojowniczy lud Gutejów (Gutejczyków) z gór Zagros. Z Gutejczykami jest o tyle ciekawie, że po podbicu imperium akadyjskiego Sargona Wielkiego nagle odechciewa im się osiadłego trybu życia, bo prowadzenie "cywilizacji" jest bardzo trudne i wymaga specyjalistycznej wiedzy, której oni jako koczownicy nie posiadają. Przeto po ograbieniu i zniszczeniu sporego terytorium wycofują się w swoje górskie fortece i wracają do swojej starej taktyki nękania, porywania ludzi i kradzieży żwyności zaraz przed zbiorami, bo o wiele lepiej po prostu przybyć na gotowe bez pracy i zabrać to siłą. Właśnie w tym czasie pojawiają się nowe siły na mapie antycznej Mezopotamii – Asyria i Babilonia. Zbiega się to również z kolosalnym odkryciem, które na zawsze odmieniło bieg naszej historii. Brąz znany był już wcześniej, ale właśnie w tym okresie stanie się bardzo popularny i techinka produkcji stanie się wydajna i bezpieczna. Brąz powstaje ze zmieszania roztopionej miedzi (90%) z cyną (10%) lub arsenem. Arsen jest pierwiastkiem chemicznym będącym półmetalem, ale jego tlenek jest trucizną powszechnie zwaną arszenikiem. Na początku przygód ludzi z brązem musiał patronować strach, gdy "kowale" pracowali nad tym materiałem w zamkniętych pomieszczeniach, to arszenik ich zatruwał i gdy ktoś przychodził do nich, to otwierając drzwi mógł zobaczyć dziwną scenę, gdzie wszyscy z tych ludzi leżeli martwi na ubitej ziemi. Czasem zatrucie arszenikiem powodowało niedowład albo zanik mięśni, dlatego też Hefajstos chodzi o kulach – w mitologii został zrzucony przez Zeusa. Podobne historie były z szalonymi kapelusznikami w Europie po zatruciach rtęcią. Nagle do wszystkich dociera, że do szybszej i bezpieczniejszej produkcji brązu jest potrzebna cyna, której nie ma zbyt wiele w regionie, ale przez łut szczęścia godny gry strategicznej a la Cywilizacja miasto Aszur spoczywa na sporych złożach cyny, która stanie się bardzo pożądanym towarem w antycznej Mezopotamii. Dzięki temu zbiegowi okoliczności Asyria stanie się silnym państwem i rozpocznie się okres staroasyryjski. Na dodatek III dynastia z Ur traci nominalne panowanie nad Aszur (najazdy koczowników) i teraz elity tego miasta wybierają gubernatora miasta Aszur, który odpowiada tylko przed samym bogiem. Asyria zyskuje niepodległość.

    Zigguart w Ur

    "Wiadomość od Silla - Labbum i Elani: Powiedz Pazur - Aszur, Amua i Aszur - Szamszi.

    30 lat temu opuściliście miasto Aszur. Od tego czasu nie dokonaliście żadnej wpłaty i nie otrzymaliśmy żadnego szekla srebra od Was, ale nigdy nie staraliśmy Was zasmucić tym faktem. Nasze tabliczki podróżowały do Was karawana za karawaną, ale żaden raport i informacja nie dotarły do nas z powrotem. Zwróciliśmy się z Waszym długiem do Waszych rodziców, ale nie pobraliśmy ani jednego szekla z ich prywatnego srebra. Proszę wróćcie jak najszybciej, jeżeli jesteście zajęci handlem, to dokonajcie depozytu srebra dla nas. Pamiętajcie. Nigdy nie pisaliśmy do Was w tej kwestii ani nie wchodziliśmy na drogę prawną. Teraz jesteśmy zmuszeni do działania, w naszych oczach, jak dżentelmeni nie powinni czynić (angielskie tłumaczenie - wyrafinowani ludzie tego czasu). Proszę wróćcie jak najszybciej albo dokonajcie depozytu w srebrze.

    Jeżeli tego nie zrobicie, to wyślemy tabliczki do lokalnego władcy i sił policyjnych, a przez to przyniesiemy hańbę gildii/stowarzyszeniu kupieckiemu. Oprócz tego przestaniecie być członkami stowarzyszenia."

    Powyższy list pochodzi z około 2200 – 2000 roku przed naszą erą. Niestety kupcy zostali zamordowani w drodze, ale przed śmiercią faktycznie złożyli depozyt w Ina- Sin i dobra dusza (Uszupisqum) infromuje o tym kupców z Aszur. Stolica Asyrii bogaci się na handlu cyną, i tekstyliami. Zarabiony "kapitał" jest przeznaczany na budowę fortyfikacji i kanałów melioracyjnych (patronuje im bóg Adad), bo żywność w tym czasie jest podstawową walutą. Nie będę się tu skupiał na tym okresie, bo zbyt długo by to zeszło, ale wspomnimy krótko o podbojach pewnego króla. Szamszi-Adad I (1814-1782 p.n.e.) będzie uważany za twórce wielkości Asyrii w tym okresie, choć niektórzy historycy twierdzą, że nie był on Asyryjczykiem. Terytorium Asyrii będzie rozciągało się od Eufratu po góry Zagros, a co najważniejsze zagrożenie od strony koczowników zostanie zażegnane, więc można uprawiać pola bez strachu. Na dodatek władca usadowi swoich synów na czele dwóch dużych miast Ekallatum i Mari (ważne miasto), więc zasięg był jeszcze większy. Szamszi-Adad I chwalił się w zapiskach, że postawił stele u wybrzeży Morza Śródziemnego. Władca też da przykład pewnej ciekawej zależności, która nie opuści asyryjskich monarchów prawie do końca. Mianowicie on sam załatwia wszystko i jest bardzo „utylitarny” i nie myśli o sobie jako bogu królu, co jest standardem w Egipcie. Dla swoich poddanych jest jak dobry pasterz Gudea, a dla wrogów powiedzmy miłosierny – jeżeli będą pracować. Interesuje go prawie wszystko; pługi, różne rodzaje gwoździ z brązu, karawany kupieckie, werbowanie żołnierzy, wypalanie cegieł, wielkim podziwem darzy drzewa i zapłaci każdemu dobrą cenę za drewno, którego nie ma wiele. Jednak po śmierci króla państwo ulega wolnemu rozkładowi i zostanie podbite przez Hammurabiego. Asyryjczycy nie mają szczęścia i XVII wieku przed naszą erą ich rdzenne tereny staje się wasalem wojowniczego plemienia Hurytów, którzy założą Państwo Mitanni. Ta długa niewola (300 lat) odbije się mocno na Asyrii i zrodzi imperium, które dzisiaj przebywa w naszych umysłach, gdy mówimy o tym państwie. Na tron Asyrii wstępuje wielki kapłan, który przyjmuje imię Aszur-uballit I i przysięga on przed pomnikami bóstw, że Asyria już nigdy nie będzie pod czyimś jarzmem. Jego życzenie się spełni, ale w przewrotny sposób. W 1350 r. p.n.e. Hetyci wraz z Asyryjczykami podbijają i dzielą Mitanni pomiędzy siebie, a król dodatkowo podbija tereny rdzenne, które niegdyś należały do Asyrii. Ponad to władca rozpocznie zwyczaj karnych i łupieżczych kampanii wojennych i wdroży religijno – polityczny kult podbojów w imię Aszura, boga wojny.

    List z Amarny (EA 15) zatytułowany przez badaczy "Asyria pojawia się na scenie międzynarodowej"

    „Powiedz królowi ziemi zwanej Egiptem: Aszur-uballit I król ziemi boga Aszura wysyła następującą wiadomość:

    Życzę zdrowia i pomylności Tobie, Twemu domostwu, ziemi, Twym rydwanom i armii.

    Wysłałem do Ciebie dyplomatę/posłannika, aby odwiedził Ciebie i poznał Twój kraj. Do tego momentu moi poprzednicy nigdy do Was nie pisali. Dzisiaj ja pisze do Ciebie. Wysyłam Ci w podarunku (shulmani - nazwa własna. Podarunek dyplomatyczny) wspaniały rydwan, dwa konie oraz drogocenny kamień (kamień z wyrytą datą albo określenie na wagę kamienia tj. dużą sztabę) wykonany z prawdziwego lapis lazuli.

    Nie wstrzymuj mego posłańca, którego wysłałem do Ciebie. Powinien on odwiedzić Was i Waszą ziemie i powrócić do mnie, zdając mi relacje jak wygląda Wasza ziemia i kim jesteście."

    List zaadresowany jest do faraona Amenhotepa IV. Dzisiaj faraon jest znany pod imieniem Echnaton i roztoczyła się wokół niego aura tajemniczości i szaleństwa, gdy oznajmił swoim poddanym i kapłanom, że egipska religia przez tysiąclecia się myliła i istnieje tylko jeden bóg zwany Atonem. Faraon zapewne zdawał sobie sprawę z korupcji, która dosłownie paraliżowała kraj, a na dodatek musiał zmagać się z silnymi wpływami kapłanów. Gdy odczytywano list asyryjskiego króla faraonowi, to jestem pewien, że w najśmielszych oczekiwaniach nie przypuszczał, że jego potężny kraj zostanie podbity przez nowo powstałe słabe państewko. Podejrzewam też, że nie miał na to czasu, bo otrzymuje niepokojące wiadomości o agresywnych plemionach z Północy. Furia tych wojowniczych ludów zostanie skierowana na Egipt za czasów panowania Ramzesa III (1183–1152 p.n.e.) po tym jak złupią i zniszczą Mykeny, Hetytów (sąsiedzi Asyrii bliżej wybrzeża) oraz niezliczone miasta na wybrzeżach i wyspach. Ten niewiarygodny najazd w pewnym sensie kończy erę brązu i epokę globalizmu tej ery. Zniszczenia są tak duże, że wśród historyków pojawiła się teoria o katastrofie naturalnej, bo bogaty i połączony handlowo świat ery brązu przestaje istnieć. Na dodatek do faraona płyną dziesiątki listów, w których wasale błagają o pomoc, ale z komunikacją w tym okresie są problemy, bo jak z spoglądaniem na gwiazdy, patrzymy na coś co się już wydarzyło. Egipt zostaje sam i czeka na tajemnicze zagrożenie na horyzoncie. Ludy Morza jednak nie doceniły Egiptu i konfederacja zostanie pokonana w dwóch walnych bitwach; pod Djahy i w delcie Nilu. Koszt był jednak spory i Egipt w pewnym sensie zostaje okaleczony. Świat dookoła płonie i następuje migracja nowych plemion i kolejne 200 lat będzie służyło odbudowie. Jednak z tego chaosu i przemocy Asyria wychodzi powiedzmy bez szwanku, jak Stany Zjednoczone z dwóch wojen światowych. Szachownica jest gotowa na nowego hegemona, który pomny na wielkie najazdy z dwóch różnych stron, postanawia się przygotować na nieprzyjemności.

    Brama do twierdzy Sargona II

    "Według boskiego rozkazu i życzenia mego serca zbudowałem miasto Durszarrukin u stóp góry Musri, powyżej Niniwy, pracą nieprzyjaciół, których moja ręka schwytała. Żaden spośród 350 władców, którzy żyli przede mną, którzy panowali nad Asyrią i rządzili poddanymi Enlila, nie pomyślał o tym ani by też nie wiedział, jak założyć to miasto, ani jak wykopać kanał i zasadzić ogrody. Aby założyć to miasto, zbudować jego wielkie świątynie, mieszkania wielkich bogów oraz pałace na moje królewskie mieszkanie, dzień i noc układałem plany [...] Ludy z czterech stron świata, obcego języka i różnej mowy, mieszkańców gór i dolin, wszystkich, nad którymi panuje światło bogów, pan wszechświata, mocą mego berła sprowadziłem na rozkaz Aszura, mego pana. Podbiłem ich i dałem im jeden język. Przydzieliłem im na skrybów i nadzorców Asyryjczyków, którzy dobrze wiedzieli, jak ich nauczyć bojaźni boga i króla." Sargon II

    Tak przechodzimy powoli do czasu świetności Asyrii. Wszystkie dobra i kosztowności zrabowane (w okresie 1100 – 950 p.n.e.) podczas karnych ekspedycji przeznaczane są na rolnictwo, kanały melioracyjne i nawadnianie pól – bo w tych czasach żywność jest walutą. Asyria w ogóle nie będzie istnieć w czasie „pieniądza” - „płacidłem” było żyto (i inne zboża) oraz srebro jako zastaw. Zboże można było zasiać, zmienić w pieczywo i piwo oraz oczywiście służyło jako pasza. Wiele tabliczek opisuje tylko załadunek i handel żytem. Następnie rozpoczynają się szeroko zakrojone prace budowlane z naciskiem na fortyfikacje i drogi. Coraz więcej rdzennych terenów z przeszłości dołączą do Asyrii. Przez przemoc, strach albo po prostu chęć należenia, bo gdy waszym ochroniarzem feudalnym jest Asyria, to wy martwicie się tylko o to, aby odpalić im część dochodów i nie musicie martwić się o innych drapieżników. Aszur z miasta państwa staje się, w przeciwieństwie do swoich sąsiadów, terytorialnym państwem kontrolującym regiony i mniejsze miasta. Asyria zaczyna się rozpychać po mapie i zabierać pomniejsze miasteczka swoich sąsiadów. Nagle ościenne państwa zdają sobie sprawę, że przespały i jeżeli nic nie zrobią, to zostaną pochłonięci. Tak oto dochodzi do bitwy pod Karkar w 853 roku przed naszą erą i tutaj właśnie zostanie rozstrzygnięty los antycznej Mezopotamii. Oczywiście Asyryjczycy twierdzą, że zadali dotkliwą porażkę konfederacji 12 królestw Syro-Palestyny dowodzonych przez Hadadezera z Aram-Damaszku, Irhuleni z Hamat i Achaba z Izraela. Ponoć na bitwę stawiło się łącznie 110 000 żołnierzy, 5200 rydwanów, 14 000 kawalerii. Dzisiaj podejrzewa się, że bitwa była powiedzmy remisem (55% – 45%), ale na korzyść Asyrii, bo oni mogą szybko uzupełnić starty z kontrolowanych regionów. Konfederacja natomiast straciła wielu ludzi, którzy jednocześnie byli ważnymi członkami społeczności; rolnikami, handlarzami, kowalami, politykami. Bitwa jednak zatrzymała pochód Asyrii i dała do zrozumienia elitom, że może czas na dogłębne zmiany militarne. Jednak za nim do tego dojdziemy, to może przyjrzyjmy się zwykłemu życiu.

    Powiedz mojemu Panu: Twój sługa Yakkim Addu wysyła następującą wiadomość:

    "Niedawno wysłałem memu Panu wiadomość: Lew został schwytany przez przypadek na poddaszu jednego domu w Akkaka. Pan powinien napisać mi czy lew ma pozostać na poddaszu tego domu czy mamy go schwytać i dostarczyć na dwór. Niestety listy Pana nie dochodzą do nas i schwytany lew spoczywa na tym poddaszu piąty dzień. Z obawy przed śmiercią głodową wrzuciliśmy lwu psa i świnię, ale lew nie chcę ich zjeść! Zacząłem się lękać i rzekłem: "Niech niebiosa i bogowie nas bronią, lew marnieje w niewoli i umiera z żalu". Strach zmusił mnie do działania i udało nam się zamknąć lwa w drewnianej klatce i załadować go na łódkę, aby dostarczyć go na dwór."

    „Ja Sennacheryb, dzięki bystrej inteligencji, jaką mnie obdarzył szlachetny bóg Ea i w wyniku moich własnych doświadczeń zdołałem odlać w brązie olbrzymie lwy z wyciągniętymi łapami, czego nie dokonał żaden król przede mną (...). Na wielkich słupach i pniach palmowych uformowałem gliniany model na dwanaście olbrzymich lwów oraz dwanaście ogromnych, potężnych byków i wlałem w tę formę brąz tak, jak przy biciu półszeklowych monet (kwestia dyskusyjna czy mówimy tu o współczesnym terminie na pieniądze - myrmekochoria)

    Powiedz Yasmah-Addu: Król Aplahanda z Karkemisz wysyła następującą wiadomość

    Jest dostępny lód w Ziranum, spore ilości. Wyślij swoich służących, aby go doglądali i pilnowali dla Ciebie. Mogą ci go dostarczać regularnie [lód], jak tylko tam będziesz. A jeżeli w swoim regionie nie masz dobrego wina do pica, to wyślij mi wiadomość i przyślę Ci dobre wino. Twoje rodzinne miasto jest bardzo daleko, więc pisz do mnie kiedykolwiek potrzebujesz czegokolwiek, a ja zawsze dam Ci to czego potrzebujesz.

    List z dostawą lodu z gór nie jest niczym niesłychanym. Salmanasar V jeszcze jako królewicz będzie odpowiedzialny za transport lodu do drinków. Zachowało się 5 listów do jego ojca Tiglat-Pilesera III, w których pisze do niego o transporcie lodu do Kalhu. Przy okazji postawmy się w skórze człowieka, który wraca po całym dniu wożenia i wypalania cegły do domu. Myśli sobie: „Teraz fajrancik piwo i opium tylko skoczę po fajkę na poddasze”. Otwiera właz a tam 200 kilogramowy drapieżny kot. Dom przez 5 dni nie do życia i musi pomagać w złapaniu tego zwierzęcia, bo nie mogą go zabić z religijnych powodów.

    Asyryjski rybak zajmuje się stawem

    Życie w antycznej Mezopotamii niewiele zmienia się od 3500 roku przed naszą erą do czasów neo asyryjskich. Oczywiście dochodzą nowe metale, skala wraz z rozwojem rośnie, ale podstawy pozostają takie same. Zatrzymamy się na chwilę nad czymś bardzo prostym i wierzcie albo nie, właśnie ten prosty trik stworzył tą cywilizację. Prawdopodobnie ktoś na początku neolitu odkrył sposób na wypiekanie z gliny i mułu rzecznego cegły. Miasta zazwyczaj wokół siebie miały fosy i pływ rzeki nanosi muł, który osiada na dnie. Tamujecie rzekę, wybieracie muł, wkładacie go do form, stawiacie niedaleko piec i tak oto macie nielimitowany materiał budowlany. Wyobraźcie sobie dzisiaj, że mówicie architektom/budowlańcom, że materiał jest za darmo, więc odliczacie koszt 30%-50% - nosiliby Was na rękach. Problem w tym, że proces wymaga ludzi i dlatego też wojny będą toczyć się pomiędzy tymi państwami o silę roboczą, która będzie stawiać te wielkie miasta i fortyfikacje. Przeciętny pracownik nie jest aż tak źle traktowany i nie miejcie obrazu rzymskiego niewolnika przed oczami, gdy mówimy o tych czasach, ale o tym później – choć niewolnictwo oczywiście istnieje. Kolejnym filarem będzie rolnictwo wspomagane przez skomplikowane systemy irygacyjne. W archiwum asyryjskim zachował się list gdzie król pisze do dwóch „sołtysów” małych wsi i pyta się ich czy sąsiedzi nie wstrzymują wody/fali w kanale. Asyryjscy królowie budują spore akwedukty, jak na przykład ten w Jerwanie, mierzący 300 metrów długości i 24 metry szerokości – zużyto na niego koło 500 000 ton kamieni. Zebrane zboże jest składowane w spichlerzach usytuowanych nieopodal głównych dróg w odległości jednego dnia marszu od siebie – około 30 km. W spichlerzach Asyryjczycy zamykają koty albo mangusty, które pilnują zboża przed szkodnikami, a tej sztuczki nauczą się od Egipcjan i po podboju tego kraju będą sprowadzać koty. Uprawia się pszenicę, żyto (strzechy) i natywną wersje zwaną pszenicą płaskurką, która wciąż tam rośnie tak przy okazji. Oprócz tego daktylowce, sezam, groch, za czasów Sennacheryba sprowadzono po raz pierwszy bawełnę. Bardzo ciekawym źródłem wiedzy o rolnictwie w Asyrii jest stela bankietowa, w której to Aszurnasirpal II zdaję relację z bankietu, z okazji skończenia prac w Kalhu (Nimrud) wydanego na 70 000 gości z całego imperium – nie tylko arystokracji. W steli mamy litanie nazw własnych i trzeba było się natrudzić, aby zrozumieć o jakich warzywach/owocach mówią, jednak jak dobrzy botanicy Asyryjczycy czasem zostawiali opis pestek. Bardzo przebiegłym i wyrachowanym ruchem był edykt wydany gdzieś w IX wieku przed naszą erą. Na jego mocy każdy podbity region miał wysłać do stolicy Asyrii kilka tysięcy sadzonek danej natywnej rośliny, więc nawet jeżeli oni stracą panowanie nad danym miejscem, to wciąż posiadają ich towar luksusowy. Edykt zostanie później skopiowany i zmieniony przez Aszurbanipala – każde dzieło literackie i ważne teksty mają być skopiowane i odesłane do biblioteki w Niniwie.

    Co ciekawe antyczna Mezopotamia jest bardzo zurbanizowana. Okres ery brązu i pierwsze wieki ery żelaza mogą poszczycić się o wiele, wiele większymi miastami niż Europa wczesno i późnośredniowieczna. Niniwa może poszczycić się 150 000 mieszkańców. Stolice regionów, do których prowadzone są drogi liczą od 50 000 – 100 000 mieszkańców, bo jak w przypadku średniowiecznych zamków, to z nich idzie władza, bezpieczeństwo. Zatrzymamy się na chwilę przy mieście Dur Szarukin, które miał zaprojektować sam Sargon II. 157 wież obronnych, mury grube w cytadeli na 24 metry, wysokie na około 35 metrów i postawione na kamiennym fundamencie, aby tarany nie skruszyły słabych cegieł i zawaliły mury. Przy okazji właśnie dlatego tarany asyryjskie nie uderzają horyzontalnie, a spuszcza się je z pionowego położenia. Oczywiście chodziło też o podkopy. Sennacheryb zleci przebudowę Niniwy w najpotężniejszą twierdzę tego czasu. Mury z cegły 20 metrów wysokie na 20 metrowym fundamencie z wapienia, grube na 15 metrów, długość drugiego muru to około 12 – 15 km, a powierzchnia sięgała od 8 – 10 kilometrów kwadratowych. Według szacunków zużyto na budowę tego miasta koło 160 000 000 cegieł. Zewnętrzny mur bywa często (bogatsze miasta) na całej rozciągłości obłożony glazurowaną cegłą lśniącą w słońcu. Ulubionym kolorem tego czasu jest ciemny niebieski/granat (lapis lazuli), który przypomina niebo w specyficznym momencie pomiędzy umierającym popołudniem, a wieczorem. Bramy są strzeżone przez Lamassu, hybrydy człowieka i byka, ważące koło 50 ton. Korytarze i wewnętrzne ściany pałaców i świątyń ozdobione są reliefami o tematyce wojennej i religijnej, ale często widzimy płaskorzeźby zwierząt i roślin. Cytadela jest zarezerwowana dla króla i jego dworu i w niej składowana są łupy wojenne, kosztowności, broń (zbrojownia – obawa przed wewnętrznym powstaniem) i spore zapasy żywności. Gdy król przyjmuje posłańców to idą oni przez długi korytarz i na jego ścianach wyłożone są reliefy wojenne, na których żołnierze każą rebelie – Asyryjczycy nie pomijają detali tak przy okazji. Większość historyków dzisiaj się zgadza, że Wiszące ogrody Semiramidy wcale nie istniały w Babilonie, a właśnie w Niniwie czasów Sennacheryba. Na dodatek miały być nawadniane śrubami Archimedesa, ale ten uczony przyjdzie na świat dopiero za 500 lat. Początkowo ten projekt mógł być tak zwanym ogrodem botanicznym („matecznikiem” na rozsady różnych roślin), ale rozrósł się do większych rozmiarów. Rośliny, a zwłaszcza drzewa, są otoczone religijną czcią w Asyrii – ludzie tych czasów wierzyli, że bóg Enlil stworzył ludzi wykopując dziurę w ziemi i pierwszy człowiek wyrósł z niej jak roślina.

    Relief z opiekuńczym apkallu z szyszką – cykl wegetatywny i potęga flory

    Specyficzne gatunki drzew często są „hodowane” na wysokich platfromach na drewno do maszyn oblężniczych i rydwanów (gięte elementy). W Niniwie na pewno otworzono ogród zoologiczny, gdzie ściągano wszelakiej maści zwierzęta dla uciechy tłumów, choć nie mordowano ich, jak w antycznym Rzymie. Zabijano rytualnie lwy azjatyckie (słynne reliefy z polowania na lwy Aszurbanipala) podczas świętych polowań, w których brał udział sam król – oczywiście na rydwanie i z ochroniarzami. Z tego co czytam historycy wyjaśniają to w następujący sposób. Lew jako drapieżnik wysokiej klasy przedstawia świat natury, który stoi nad człowiekiem i rządzi nim „chaos” i instynkty. Król zabijający lwy pokazuje swą moc i to, że panuje nad okrutnym światem przyrody. Plotka głosi, że Tukulti-Ninurta I podczas swojej wizyty na wybrzeżu Morza Śródziemnego zabił przywiezionego mu narwala (nahiru – konik wodny). Polecam zrobić przerwę i obejrzeć kilka reliefów, bo praktycznie rzecz biorąc nie mają one sobie równych w historii. Ciekawostką może być to, że wielu uważa te reliefy za dawnych przodków komiksu, bo macie obrazek i narracje nad postaciami. Przegląda się je od lewa do prawa i sceny mają koherentny porządek. W Niniwie stoi również obserwatorium astronomiczne (50 metrów wysokości). Zachowało się mnóstwo listów korespondencyjnych pomiędzy królem (Asarhaddon i Aszurbanipal) a nadwornymi „magami” (astronomami), którzy przez ruch planet i ciał niebieskich odczytują przyszłość. Przy okazji Babilończycy i później Asyryjczycy przejęli identyfikowanie planet z bóstwami od Sumerów i ten zwyczaj do czasów rzymskich będzie się trzymał. Kontrowersyjnym zagadnieniem jest tak zwana soczewka z Nimrud wykonana z kwarcu i odnaleziona przez Layarda w 1850 roku. Stanowiska są różne: ozdoba z mebli, soczewka teleskopu albo szkło powiększające złotnika, który pracuje nad kamieniami szlachetnymi. Giovanniego Pettinato twierdzi, że była to soczewka i na dowód podaje zapis na tabliczce, w której „magowie” opisują Saturn jako planetę otoczoną plątaniną węży. Kolejnym ciekawym technologicznym artefaktem jest bateria bagdadzka, która sięga czasów Sumeru (2600 – 2500 rok przed naszą erą). Odnalazł ją Wilhelm König i na początku nie miał za bardzo pojęcia czym ten przedmiot jest. W środku znajdował się miedziany walec i korki bitumiczne. Wilhelm doszedł jednak do tego, że wypełniając naczynie kwasem cytrynowym i octowym (znane w tym czasie) przedmiot zamienia się w ogniwo galwaniczne, które można użyć do nanoszenia cienkiej warstwy złota na przedmioty. Odnaleziona dużo takich figurek w „Wielkim Dole Śmierci w Ur”. Jak ludzie tego okresu wpadli na ten pomysł? Nie ma na to odpowiedzi. Nie będę za bardzo rozpisywał się o literaturze, bo już kiedyś pisałem o Gilgameszu, więc możecie sobie to uzupełnić. W wielkim skrócie epos o Gilgameszu jest o strachu przed śmiercią i o tym jak jednostka musi się pogodzić z tym procesem.

    Wieczna Wojna w imię Aszura

    [Początek listu zniszczony] Zapewne król Urartu do asyryjskiego króla

    Dlaczego Wasza wysokość ciągle wysyła mi impertynenckie i pełne gniewu listy? Twój ojciec nigdy nie wysyłał mi rozkazów w takim tonie, nawet jeżeli oskarżał mnie o brak lojalności i różnorakie przestępstwa popełniane domniemanie przeze mnie.

    Odnośnie transportu sporych ilości lapis lazuli, którego tyczy się list wysłany przez Waszą Wysokość. Król sugeruję rekwizycję całego zapasu. Sprawa wygląda następująco. Czy król nie wie, że lapis lazuli osiąga obecnie olbrzymią cenę w srebrze? Jeżeli ja zarekwiruję wszystko, to całe moje państwo zbuntuje się przeciwko mnie. Proponuje zatem inny układ. Niech Wasza Wysokość wyślę swoje elitarne wojska i niech oni zarekwirują kamienie szlachetne. Proszę mi też wybaczyć i nie poczytać mi tego jako przestępstwa jeżeli nie przyjmę na dwór asyryjskich żołnierzy, nie będę z nimi pił ani jadł, ani towarzyszył im podczas rekwizycji. Nie przyjmę również posłańca królewskiego ani nie będę go pytał o zdrowie Waszej Wysokości. W ten sposób unikniemy rozlewu krwi i buntu, a wina spadnie na królewskich żołnierzy, a gniew ludzi stopnieje, gdy zobaczą ich zastępy.

    [Początek urwany] królewski rozkaz o wysokim priorytecie.

    Zbierzcie wszystkich swoich prefektów, konie waszej kawalerii i ludzi w umówionych punktach zbornych natychmiast! Ktokolwiek się spóźni zostanie nabity na pal pośrodku swojego domu.

    Ktokolwiek [urwane w domyśle] zmieni lojalność albo kierunek punktu zbornego również zostanie nabity na pal na środku swojego domu i przez jego decyzję jego córki i synowie zostaną zabici.

    Nie zwlekajcie, porzućcie swoje zajęcia i przybywajcie od razu!"

    Powiedz mojemu Panu: Twój sługa Bahdi-Lim wysyła następującą wiadomość:

    "Czekałem już pięć dni na żołnierzy pomocniczych z Hana na umówionym miejscu, ale żołnierze nie zbierają się pod moim dowództwem. Żołnierze z Hana nie zebrali się na równinie, a stacjonują w swoich ufortyfikowanych obozach. Wysłałem do nich wiadomość dwukrotnie, ale znów się nie zebrali. Mija już trzeci dzień od tych wiadomości, a oni wciąż się nie zebrali.

    Jeżeli moja propozycja spotyka się z Pańską aprobatą, to zalecam, co następuje. Powinniśmy dokonać egzekucji na kryminaliście osadzonym w więzieniu, odciąć jego głowę, a następnie paradować z nią wokół obozów tak odległych jak Hutnuim i Appan. Żołnierze zapewne oblecze strach, ugną się do naszej woli i przybędą pilnować zbiorów.

    Powiedz swojemu Panu: Twoja niewolnica Dabitum wysyła następująco wiadomość

    "To o czym Ci opowiadałam stało się mi. Przez siedem miesięcy to nienarodzone dziecko było w moim ciele, ale od miesiące dziecko nie żyje i nikt nie chcę się mną zająć. Niech mój Pan coś uczyni, abym nie umarła. Odwiedź mnie i niech zobaczę twarz mojego Pana.[Przerwa w tekście]. Dlaczego żadne podarunek nie przybył od Ciebie? I jeżeli mam umrzeć, to niech przynajmniej przed śmiercią ujrzę ponownie twarz swego Pana."

    Pani Karen Radner w swoim wykładzie nazwała Asyrię czasów ery żelaza „Lowland predatory state”, co można przetłumaczyć na nizinne państwo drapieżcze i jest w tym wiele prawdy. Jednak, jak już wiemy ze wstępu, Asyria przez większość swojego istnienia nie jest agresywnym imperium. Przez większość czasu, to właśnie oni byli ofiarami koczowników albo innych armii, które maszerowały przez ich równinne tereny. Po najeździe Ludów Morza i niewoli u Mittani elity postanawiają zmienić ideologię tego państwa i powiązać ją ściśle z religią. Aszur-uballit I rozpoczyna zwyczaj najazdów i nakładania trybutu na sąsiadów albo niewiernych wasali pod patronatem Aszura boga wojny. Oto co Józef Flawiusz (700 lat po tych wydarzeniach) ma do powiedzenia o Nimrodzie (ciężko jednoznacznie wskazać, który to król), ustroju i światopoglądzie, który patronuje temu wojowniczemu imperium: „Stopniowo zaprowadził w państwie ustrój despotyczny; sądził bowiem, że jedynym sposobem oderwania ludzi od bojaźni Bożej jest całkowite uzależnienie ich życia i pomyślności od potęgi władcy. A groził również, że gdyby Bóg chciał jeszcze raz zalać ziemię, potrafi on już sobie przeciw Niemu poradzić: zbuduje wieżę wyższą, niż zdoła dosięgnąć woda, i pomści nawet zagładę przodków. Pospólstwo ochoczo poddało się nakazom (...) [Nimroda], uległość wobec Boga uważając za niewolę. Zaczęli budować wieżę i (...) wieża dźwigała się w górę nadspodziewanie szybko”. Asyria jest pierwszym krajem w historii, które nie uznaje zwierzchnictwa bóstw. Nie zrozumcie mnie źle oni są bardzo religijni i przesądni, ale elity można porównać do tanguckich Chin (1000 lat później), gdzie na religię patrzy się z pobłażaniem albo wyrozumiałym kiwaniem głowy, które rozumie użyteczność tego konstruktu na rzecz państwa, ale bez przesady. To stoi w gigantycznym kontraście na przykład do Egiptu, który ma olbrzmie problemy z korupcją. W co zatem wierzą Asyryjczycy? To, co teraz napisze oczywiście jest moją wersją, bo nie ma żadnych zapisków, wykładająych takie rzeczy. Asyryjczycy wierzą w prawo silniejszego - dla nich to prawo jest tak niezbywalne jak dla nas dzisiaj ewolucja albo grawitacja. Wojna w tym regionie jest odwieczna i możecie być ofiarą albo drapieżnikiem, więc jest najwyższą formą zasad, do których należy się dostosować, jak nie to czeka was zagłada albo jarzmo. Oni by Wam też powiedzieli przecież każdy może przygotować się do wojny, więc czemu tego nie robicie, to tak jak popełnienie samobójstwa. Spójrzcie dzisiaj jak silni dyktują swoją kulturę albo zabierają terytoria (USA wystrzelenie rakiety w bazę rosyjskich żołnierzy w Syrii bez zgody sentau – kiedyś było to wielkie tabu dzisiaj nie pamiętają o tym nawet polityczni komentatorzy. Rosja i zajęcie Krymu) prawo wciąż obowiązuje i minie bardzo dużo czasu, o ile kiedykolwiek, się to zmieni, bo Asyryjczycy rozumieli, że zło, przemoc i wojna są w nas natywnie i to odzwierciedla ich państwo i ideologia. Jednak nie dajcie się zwieść opiniom o Asyrii, które mówią, że są oni nazistami Bliskiego Wschodu. Sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana, jak zajrzycie do źródeł i listów. Deportowani zwykli ludzie często są utrzymywani przez króla i po odpracowaniu robót przymusowych zostają wysłani w inny region imprium do pustego miasta i mają je zasiedlić, wiec otrzymujecie własne "M" oraz przyszłe zatrudnienie na koszt asyrjskiego władcy. Rodziny nigdy nie są rozłączane, tylko populacja, która aktywnie działała przeciw Asyrii była sprzedawana w niewolę albo zabijana. Żołnierz są zwalniani ze służby i zawróceni do domu, jeżeli w rodzinie zmarło więcej niż 2 mężczyzn. Kobiety otrzymują odszkodowania i zapomogi za śmierć synów i mężów. Broni was spisane prawo i gdy jesteście pod protektoratem Asyrii, to nikt nie może was nawet dotknąć. Wielu ludzi jest wykształconych, niewolnicy i biedacy mają dostęp do pisma i reprezentacji. Jednak przeciętny człowiek gardziłby Asyrią ze względu na ich pychę i okrucieństwo wobec opierających się.

    Asyryjscy żołnierze nabijają na pal obrońców Lakisz

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #archeologia #smoczautopia #qualitycontent #myrmekochoria
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Kauczuk to jedna z tych roślin, które stanowią o dzisiejszym świecie. Dzięki niemu ludzie gromadzili fortuny, ale też wszystko tracili. Jest fundamentem przemysłu i transportu. Zapewnia nam energię, gdyby zaś go zabrakło, świat stanąłby w obliczu kryzysu, o ile nie gorzej – możliwy byłby nawet konflikt wojenny. Jak to się stało, że niepozorne drzewo kauczukowca jest dla nas tak ważne? Co stanowi o jego znaczeniu dla gospodarki światowej? Czy naprawdę nie możemy obejść się bez tego drzewa i jego żywicy?

    Link do znaleziska - Kauczukowiec – historia drzewa, które zmieniło świat

    Poniżej wołam osoby, które wyraziły chęć otrzymywania powiadomień o nowych wpisach. Jeśli ktoś chciałby dopisać się do listy, proszę o zostawienie plusa przy przeznaczonym do tego komentarzu pod niniejszym wpisem. Zachęcam również do obserwacji pierwszego tagu, którym opatrzone zostało linkowane znalezisko (tag autorski)

    Dodatkowe Tagi: #qualitycontent #ciekawostkihistoryczne #zainteresowania #zwyczaje #europa #swiat #liganauki
    #kolonializm #finanse #drzewa #guma
    pokaż całość

    źródło: zzz.png

  •  

    Jules Verne: nadzwyczajna podróż, jaką było jego życie – Piękno umysłu

    W swojej twórczości Jules Verne zdołał połączyć inżynierię, naukę i literaturę tworząc wspaniałe opowieści.
    Był to człowiek wyprzedzający swoją epokę.

    Link do znaleziska: https://www.wykop.pl/link/4986669/jules-verne-nadzwyczajna-podroz-jaka-bylo-jego-zycie-piekno-umyslu/

    Znalezisko dodał: @Mirmar

    Źródło: pieknoumyslu.com

    .

    Jeśli chcesz być na bieżąco z najlepszymi znaleziskami to zapisz się na MikroListę.
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/56Bf7jbXdbGvM2NK i dodaj Swój nick do listy #swiatnauki.

    #swiatnauki #gruparatowaniapoziomu #liganauki #ligamozgow #qualitycontent #nauka #literatura #zainteresowania #kultura
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    No witam AVRowe świry! Jestem mirkiem, ale nie Kardasiem #pdk i przechodzę od razu do konkretów:

    Gdyby do momentu publikacji ktoś mi zarzucił że nic nie zrobiłem dla Polaków(jakby głosowanie w każdych wyborach na JKM nie wystarczyło), to wstawiam tu ten wydaje mi się wartościowy wpis z prawdziwym OPUS MAGNUM w kucowaniu na platformę #avr i nie tylko - biblioteką xprintf.

    Jak mawiał klasyk i mój mentor Klocuch12:

    Mało ludzi wie, a dużo ludzi nie wie

    I jak wykazała sonda uliczna - tak wygląda świadomość polskiego społeczeństwa na temat biblioteki xprintf:
    https://www.youtube.com/watch?v=OO3FANjwKHY

    No więc - xprintf to odpowiednik funkcji printf na dużych systemach dla mirkokontrolerów, jej autorem jest Pan posługujący się nickiem ChaN - bardzo utalentowany Japończyk, fan minimalizmu, ponadto twórca innej znanej biblioteki FatFS oraz Petit FatFS. Omawiana w tym wpisie wersja xprintf jest napisana w assemblerze, co oznacza że zajmuje minimum miejsca, i jest bardzo wydajna.
    Co prawda jego strona http://elm-chan.org/ nie wygląda szałowo, ale content bardzo dobry, nawet chińskie bajki można mu wybaczyć.

    Przeciętny nieświadomy kuc zapyta: NA CO MI TO?

    Jak znam życie, to ten właśnie kuc pisząc swoje programy gdy będzie potrzebował wypisać przez UART choćby ilość załączeń swojego e-papierosa z grzałką sterowaną Arduino #pdk to będzie robił coś takiego:

    char buf[16];
    uart_print_str("eFajka start count: ");
    itoa(cig_on, buf,10));
    uart_print_str(buf);
    uart_print_str("\n");

    A tacy arduinowcy to myślicie lepsi? Gdzie tam, zrobią tak:
    Serial.print("eFajka start count: ");
    Serial.print(cig_on, DEC);
    Serial.print("\n");

    Posłuchajmy co na ten temat sądzi Pan Mariusz Pudzianowski - znany programista AVR:
    https://www.youtube.com/watch?v=GisG7HRk-3k

    Wiecie dlaczego pisanie jak wyżej jest chujowe? Z dwóch względów:
    - do wypisania jednej liczby potrzebujecie 3, może 6 linijek kodu
    - bajty z tego tekstu("eFajka start count:") lądują w cennej pamięci RAM
    Jak wiadomo w niepisanych zasadach piwnicy jest taka jedna:
    https://www.wykop.pl/cdn/c3201142/comment_rKQ6nslA6spAbP6l2a9Nu1BFP8ihzHX3.jpg

    OSZCZĘDZAJ RAM GDZIEKOLWIEK JESTEŚ!

    Na ten problem są 3 rozwiązania:
    - w czystym C: dołożyć funkcję do wypisywania tekstów z pamięci programu i teksty obkładać makrem PSTR()
    - w Arduino: dołożyć F() wokół tekstu: Serial.print(F(“Hello World”))
    - użyć biblioteki xprintf jak człowiek z RiGCZem

    Aby wypisać to co wyżej - na scenę wchodzi xprintf - cała na biało i myk:
    xprintf(PSTR("eFajka start count: %d"), cig_on);

    I tyle. Spoko nie?

    Jak to tera uruchomić w moim projekcie?
    Otóż wszystko czego potrzebuje ta biblioteka to funkcja putc wysyłająca znak przez dane medium - tak, dobrze czytacie, tu nie jesteśmy ograniczeni do UARTu, jak chcemy pisać po wyświetlaczu, to trzeba funkcji do wysłania znaku na wyświetlacz, jak chcemy drukować po betonie piaskiem to trzeba funkcji która wysypie jeden znak, xprintf zajmie się resztą.
    No więc jak już mamy naszą funkcję do wysyłania znaku(może być z gotowej biblioteki):

    void uart_putc(unsigned char data)
    załączamy nagłówek
    #include "xprintf_asm/xprintf_asm.h"

    inicjalizujemy normalnie nasz UART
    uart_init(UART_BAUD_SELECT_DOUBLE_SPEED(19200,F_CPU));
    I teraz najważniejsze - podajemy naszą funkcję do pisania bibliotece xprintf:
    xdev_out(uart_putc);

    Od tej pory możemy sobie wypisywać teksty tak jak na dużych systemach używając printf:
    xputs(PSTR("NO WITAM WITAM\n"));

    Pisać liczby dziesiętne:
    'xprintf(PSTR("x=%d\n"),x);'

    Opisywać punkty w 3D:
    'xprintf(PSTR("x=%d y=%d z=%d\n"),x,y,z);'

    Wypisywać w formacie szesnastkowym, lub binarnym:
    xprintf(PSTR("x[hex]=%X x[bin]=%b\n"),x);

    Wstawiać napisy warunkowo
    xprintf(PSTR("x > 10? %s\n"), (x>10)?"YES":"NO");

    Jest też jedna ważna zaleta tej biblioteki i w tym miejscu dobra rada, szczególnie dla arduinowców:

    Jak chcesz wypisać liczbę z przecinkiem to NIE UŻYWAJ KURWA FLOATÓW i DOUBLE jeśli nie musisz

    AVRy nie mają wbudowanego FPU i każda operacja na liczbach zmiennoprzecinkowych powoduje dołożenie do programu wieluset bajtów kodu wymaganego do liczenia, nie mówiąc o tym o ile to jest wolniejsze

    Chcąc wypisać napięcie powiedzmy 4.060 w programie posługuj się milivoltami:
    uint16_t milivolts = 4060;
    I co teras?
    A no wyciągniemy sobie cześć całkowitą i po przecinku:
    xprintf(PSTR("milivolts %d.%d\n\n"), milivolts/1000, milivolts%1000);

    Wypisało nam się takie cuś:

    milivolts 4.60
    4060/1000=4V 4060%1000=60mV A no tak! policzyło dobrze, tylko w wypisywaniu brakuje zera na początku.

    Papież Polak - Jan Paweł 2 zapytany czy biblioteką xprintf można dodać zera widące i ustawić ilość znaków na której liczba ma zostać wyświetlona odpowiedział:
    https://www.youtube.com/watch?v=Scn4Gzqy0n4

    Tak więc elegancko dodajemy %03d oznaczające: liczba będzie wyświetlana na 3 miejscach, jeśli nie ma 3 cyfr, to dopełnij z przodu zerami:
    xprintf(PSTR("milivolts %d.%03d\n\n"), milivolts/1000, milivolts%1000);

    I to by było tyle na dziś

    Zapraszam na github po kod
    https://github.com/QB4-dev/AVR-misc/tree/master/avr-xprintf-asm

    Powyższe funkcje mają też przenośną implementację w C i można je wykorzystać na praktycznie każdej platformie na której brak domyślnego printf.
    Kiedyś napiszę jak to spiąć z wyświetlaczem.

    #mikrokontrolery #arduino #avr #stm32 #esp8266 #esp32 #qualitycontent #github #programowanie #qbadev
    pokaż całość

    źródło: Zrzut ekranu z 2019-06-05 22-09-01.png

    •  

      @QBA__:

      #include <stdio.h>
      #include <stdarg.h>


      void printf_(const char *fmt, ...)
      {
        char buf[0x40];
        va_list args;
        va_start(args, fmt);
        vsprintf(buf, fmt, args);
        va_end(args);


        wypchnij_bufor_na_co_tam_sobie_wymarzysz(buf);
      }


      ponadto czyta fmt string z pamięci programu

      zmieniasz se sygnaturkę na
      void printf_(const PROGMEM char *fmt, ...)

      optymalniejszy niż xprintf od ChaNa
      Jak brakuje ci RAM-u, to zmieniasz mikrokontroler, kolego xD
      pokaż całość

      +: QBA__
    •  

      @zwei: daję plusa, ale... Nie będzie to optymalniejsze niż w asm, i co jeśli mój tekst ma być dłuższy niż 64 znaki? (czepiam się xD).
      Podobnie da się zrobić robiąc sobie własny strumień i przypisując do stdout a potem używać zwykłego printf

    • więcej komentarzy (15)

  •  

    Ogórki małosolne są najlepsze nawet z tym nie handlujcie.

    #qualitycontent #jedzenie #jedzzwykopem

    źródło: 664828-v-1500x1500.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu, klik. Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się zawsze na Facebooku, klik.

    • • •

    MATEUSZ. W., rocznik '91

    W. jako pierwszy ubiegał się o wypis z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Publiczna lista przyczyniła się do jego obaw o własne życie, jak sam argumentował we wniosku przesłanym w 2018 r. do Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu. Uznał też, że upublicznienie jego danych osobowych może prowadzić do ujawnienia personaliów ofiary. Zarzekał się, że po skreśleniu z Rejestru chciałby dokonać zadośćuczynienia względem pokrzywdzonego.

    . . .

    W listopadzie 2010 r. 19-letni wówczas Mateusz W. zaatakował swojego 10-letniego kolegę i siłą zaciągnął w ustronne miejsce. Chłopcy wracali z mszy, na której wspólnie usługiwali. Starszy z ministrantów przemocą zmusił młodszego, by się rozebrał, następnie – dusząc go i uderzając pięściami w brzuch – wkładał mu swojego członka do ust. Gdy wielokrotne próby włożenia penisa w odbyt ofiary się nie powiodły, W. zgwałcił go za pomocą patyka. Sprawcę zatrzymano jeszcze tego samego dnia, a na jego komputerze została znaleziona dziecięca pornografia w postaci filmów i zdjęć. Materiały przedstawiały nie tylko dzieci w wyuzdanych pozach, ale także sceny krzywdzenia ich przez dorosłych. Swoją pokaźną kolekcję nastolatek zbierał od grudnia 2008 r., sam także fotografował najmłodszych na placach zabaw i w kościele. Ustalono też, że jesienią 2010 r. W. wybił szybę w Szkole Podstawowej w rodzinnej Nowej Dębie (woj. podkarpackie), gdzie wdarł się do budynku i zabrał z szatni w sumie czternaście worków z butami. Łączna wartość skradzionego obuwia wynosiła ok. 325 zł, a najdroższa ze skradzionych rzeczy zaledwie 30. Niestety, nie znalazłam motywu tego dziwnego zachowania, jednak media pisały, że gdy złodziej kładł się spać, układał buty na poduszce i przytulał się do nich.

    Początkowo biegli, którzy badali Mateusza W., nie byli zgodni co do jego skłonności seksualnych. Po przesłuchaniu kilku zespołów seksuologów i psychiatrów, na wniosek obrońcy oskarżonego został powołany znany seksuolog Zbigniew Lew-Starowicz, który stwierdził, że opiniowany to pedofil ze skłonnościami do sadyzmu seksualnego.

    Mateusz W. został poddany testowi fallograficznemu, zwanemu także prąciową pletyzmografią. Test ten polega na pokazywaniu badanemu różnorodnych obrazów przedstawiających akty seksualne z dorosłymi lub dziećmi, wymuszenia seksu czy przemocy. Do członka badanego podłącza się urządzenie badające erekcję. Zainteresowania seksualne, czy też orientacja stają się oczywiste, gdy okazuje się, czy badany jest bardziej pobudzony przy oglądaniu stosunku osób dorosłych (zachowanie normalne), z udziałem dzieci (dewiacja lub pedofilia), z udziałem dorosłych, ale przy użyciu przemocy (zainteresowanie gwałtem lub dewiacyjne). Badanie wykazało, że W. podniecały zarówno sceny z udziałem dorosłych, jak i dzieci.

    Wyrok zapadł 27 marca 2012 r. w Sądzie Okręgowym w Tarnobrzegu. Za zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem małoletniego poniżej 15 lat (art. 197 § 3 pkt 2 kk), Mateusz W. został skazany na 5 lat pozbawienia wolności. Za kradzież z włamaniem (art. 279 § 1 kk) na rok i dwa miesiące więzienia, a za posiadanie treści pornograficznych z udziałem małoletnich na 8 miesięcy. Orzeczona kara łączna za wszystkie przestępstwa wynosiła 5 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Po wyjściu z więzienia Mateusz W. miał zostać umieszczony w zakładzie zamkniętym (bez określonego terminu) w celu przeprowadzenia terapii zmierzającej do zapobieżenia ponownemu popełnieniu podobnego przestępstwa. Dodatkowo, po opuszczeniu zakładu karnego, skazany przez 8 lat nie może zbliżać się do pokrzywdzonego na odległość mniejszą niż 100 m oraz musi zapłacić zadośćuczynienie w kwocie 2000 zł. Nałożono także na niego obowiązek zgłaszania się raz w miesiącu do kuratora sądowego.

    Na skutek apelacji złożonej przez obrońcę Mateusza W. oraz pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego, w czerwcu 2012 r. w Sądzie Apelacyjnym w Rzeszowie zapadł następny wyrok. Decyzją Sądu kara łączna została zamieniona na 4 lata pozbawienia wolności.

    Obrońca oskarżonego wnioskował o jego uniewinnienie, lecz Sąd nie zgodził się na to, argumentując swoją decyzję spowodowaniem u pokrzywdzonego "sporo cierpień fizycznych i psychicznych, mających charakter przeżyć traumatycznych, które z pewnością będą miały wpływ na jego psychikę i mogą odbić się na jego przyszłym życiu". Jako okoliczności łagodzące Sąd uznał młody wiek Mateusza W. oraz jego niski poziom rozwoju intelektualnego i wyraźne cechy niedojrzałości emocjonalnej i społecznej. W uzasadnieniu czytamy także:

    Zaburzenia osobowości występujące u oskarżonego mają charakter wrodzonej predyspozycji z jakimi przyszedł on na świat. Te właściwości osobiste oskarżonego z pewnością miały wpływ na jego zachowanie i powinny znaleźć odpowiednie odzwierciedlenie przy wymiarze kary. Istotny jest również fakt, że oskarżony przeprosił rodziców pokrzywdzonego, a przeprosiny te zostały przyjęte.

    Mateusz W. opuścił zakład karny 26 listopada 2014 r. Rok później został umieszczony w Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Starogardzie Gdańskim, gdzie przebywa do dzisiaj.

    26 stycznia 2018 r. Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu odrzucił wniosek Mateusza W. dotyczący usunięcia nazwiska z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Zgodnie z ustawą ich [danych] wykreślenie jest możliwe wyłącznie w przypadkach wyjątkowych, a przesłanką może być wyłącznie dobro pokrzywdzonego. W tym przypadku takiej przesłanki nie było

    – tłumaczy Marek Nowak, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu.

    W. złożył więc zażalenie do sądu wyższej instancji, jednak i ten nie zgodził się z jego argumentacją.

    • • •

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie.

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    • • •

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie, bym mogła pozwolić sobie na poświęcenie większej ilości czasu na pisanie dla Was, to zapraszam na mój Patronite. Prowadzę tam także bloga z dodatkowymi informacjami o zbrodniach, których temat aktualnie poruszam.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #nowadeba #pedofilia
    pokaż całość

    źródło: indekstttttttttt.jpg

  •  

    Neurobiologia sumienia.

    Poszukiwanie nauki leżącej u podstaw naszej moralności przez filozofa Patrycję Churchland jest pouczające i uzasadnione. Artykuł o książce i podstawowych tezach pracy komentuje Nicholas A. Christakis. Publikacja na łamach czasopisma Nature.

    Link do znaleziska (dodałem tłumaczenie w komentarzu) https://www.wykop.pl/link/4986177/neurobiologia-sumienia/

    Źródło: Artykuł w Nature.

    Jeśli chcesz być na bieżąco z najlepszymi znaleziskami to zapisz się na MikroListę.
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/56Bf7jbXdbGvM2NK i dodaj Swój nick do listy #swiatnauki.

    #swiatnauki #gruparatowaniapoziomu #liganauki #ligamozgow #qualitycontent #nauka #spoleczenstwo #filozofia #ewolucja #neurobiologia #moralnosc
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    IMPERATOR, KTÓRY BYŁ WYBRAŃCEM BOGÓW

    W okresie trwania II wojny punickiej zaczęły rozwijać się u Rzymian nowego rodzaju wierzenia religijne. Jednym z typów owych wierzeń stał się kult żywych bohaterów, jakimi byli niewątpliwie wielcy wodzowie rzymscy. Wodzem godnym takiego miana stał się dla Rzymian Publiusz Korneliusz Scypion.

    (więcej w nowym artykule)

    https://www.wykop.pl/link/4985839/imperator-ktory-byl-wybrancem-bogow/

    #archeologia #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #rzym #qualitycontent #venividivici
    pokaż całość

    źródło: ScipioAfricanusBust.png

  •  

    Zgodnie z prośbą autora jest to ostatni post jaki wrzucam na wykop, aż do odwołania.
    Jeżeli ktoś chce być na bieżąco zapraszam --> II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Wiecie co.

    Niewątpliwym plusem ostatniego wzrostu na stronie jest oczywiście sam wzrost: więcej reakcji, komentarzy, udostępnień. Cieszy mnie to bardzo.

    Ale zwykła statystyka jest nieubłagana i widzę, że im więcej ludzi na stronie, tym więcej, pardon moi, debili. Jest to zrozumiałe.

    I jak tak czytam komentarze ludzi w wieku ponad 50 lat, albo tych z patriotycznymi nakładkami na profilowe, względnie jakichś nawiedzonych komuchów (tych jest na szczęście bardzo mało), to jestem zdania, że dyskusja historyczne w Polsce jest po prostu upośledzona. W tym miejscu tęsknię do zamkniętych for, gdzie troglodyci, mający problem ze złożeniem poprawnego gramatycznie zdania byli po prostu na wejściu blokowani na okres 500 lat (sam osobiście takie bany nakładałem), bo liczyła się jakość dyskusji: argumenty, źródła, refleksje, a nie sofizmaty, wyzwiska i badanie pochodzenia etnicznego adwersarzy. Szczęśliwie były to czasy bez tych dzieci z wykopów, akapów i innego badziewia, wsadzających w każdą wypowiedź ''XDDDD''.

    Bardzo dobrym przykładem był post o włoskich czołgistach, albo o Kozakach z Wehrmachtu, gdzie w komentarzach po prostu wylało szambo sfrustrowanych ludzi, którzy uważają, że w II WŚ był podział na ''dobro-zło'' i że złem tym oczywiście była III Rzesza i wszyscy ją wspierający.

    Naszła mnie refleksja, że u nas panuje nie tylko bardzo emocjonalne pojmowanie historii (wręcz bardzo osobiste), ale też uważa się powszechnie, że każdy może zabrać głos na dany temat, chociaż nie ma o nim bladego pojęcia. Odnoszę wrażenie, że dla niektórych jakiekolwiek pozytywne napisanie już nawet nie o samych Niemcach, ale o ich sojusznikach, jest traktowane jako relatywizacja zła III Rzeszy, negowanie Holocaustu i obrażanie ofiar Niemców, nie wspominając o osobistej urazie. Jakby wojna nie skończyła się 75 lat temu, tylko 5 lat temu.

    Dla mnie personalnie jest to obrzydliwe, że można przymykać oczy, a nawet pochwalać zbrodnie wojenne na cywilach - w tym kobietach i dzieciach - tylko dlatego, że ich jacyś rodacy gdzieś kiedyś dopuścili się zbrodni wojennej.

    Czy przypadkiem stosowanie odpowiedzialności zbiorowej i rozciąganie jej na rodziny i znajomych nie było hitlerowską praktyką? Czy to przypadkiem nie Niemcy rozstrzeliwali całe wsie za to, że niemiecki żołnierz został w pobliżu tychże wsi zabity?

    Gdzie w tym jest kręgosłup moralny i jakaś ludzka przyzwoitość, nakazująca potępić zło, niezależnie od tego, kto się go dopuścił?

    Już nie wspominam o tym, że podział na ''dobro-zło'' w kontekście II WŚ jest ułomny, bo po stronie tych rzekomo ''dobrych'' mamy takie kraje, jak Jugosławia i jej tysiące pomordowanych (Tito i czetnicy - zamurowywanie żywcem, topienie, głodzenie na śmierć, rozstrzeliwania, zakopywanie żywcem), Chiny i ich miliony pomordowanych (3 miliony wskutek samego poboru, milion utopionych po wysadzeniu tam na Rzece Żółtej), Wlk. Brytania i jej miliony ofiar w Indiach, Francja i jej rozmaite zbrodnie (począwszy od marocchinate, poprzez okupację Niemiec, kończąc na masakrach algierskiej ludności), nie wspominając o ZSRR, który w ludobójstwie przewyższał całą Oś razem wziętą. Nie oczekuję jednak, że takie ''niuanse'' zrozumieją ludzie, którzy o II WŚ co najwyżej czytali w podręcznikach szkolnych (a i to nie jest pewne), a którzy bardzo chętnie wyzywają mnie od ''nazistów'', albo mówią, że jestem niedouczony.

    Może ktoś mi powie - czy Finlandia, napadnięta podczas II WŚ dwa razy przez ZSRR, walcząca o swoje ziemie, broniąca swojego domu - była w czymkolwiek gorsza od Polski, że należy określać ją mianem ''złej''? A napadnięte przez Sowietów Węgry, ograbiona z ziem Rumunia, okupowane Litwa, Łotwa, Estonia? A co ze zniewolonymi przez Sowietów od 1919 ludami Rosji: Kozakami, Tatarami, Turkmenami, Ormianami, Gruzinami, Białorusinami i plejadą innych narodów, doświadczających wyłącznie niewoli, mordów, tortur, głodu od strony tych rzekomo ''dobrych''? Nawet ci straszliwi Włosi w II WŚ byli odpowiedzialni za raczej niewielkie liczebnie ofiary, a kreuje się ich na jakichś drugich nazistów z Auschwitz (nie zmienia to faktu, że zbrodnie należy potępić - tak włoskie, jak niemieckie, francuskie, brytyjskie, amerykańskie, polskie i inne).

    Każdy naród w II WŚ miał coś za uszami, od prawa do lewa. Mam haki na dosłownie każdy naród biorący aktywnie udział w działaniach wojennych i wiem, że nie było ''czystych'' na tej wojnie.

    Czy narodów nie powinno się rozpatrywać indywidualnie, a nie oceniać ich przez pryzmat tego, z kim byli w sojuszu? Bo równie dobrze Polakom można zarzucać, że byli w sojuszu z XX-wiecznymi barbarzyńcami, łobuzami spod czerwonej szmaty, niemającymi nic wspólnego z cywilizacją ludzką.

    Bo ja już serio nie wiem, czy to w tym kraju jest taki problem z dziadami z PRL i patriopatusami, czy może ja robię coś źle.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    źródło: 61712955_2532487373462698_8857353605334695936_o.jpg

    •  

      @IIWSwKolorze1939-45: Ludzie, o których piszesz, biorą najwygodniejszy dla siebie punkt widzenia i ignorują resztę - Polak dobry, Niemiec zły, po co wchodzić w szczegóły i bawić się w przyjmowanie innych punktów widzenia. Ale wydaje mi się, że właśnie robisz to samo wybierając garstkę hejtujących debili jako reprezentację wykopu i całkowicie ignorując tych wszystkich, którzy chętnie czytali Twoje wpisy.

      +: Grancix
    •  

      @c_loud: tak? To gdzie byli ci, co czytali, podczas dyskusji? Fajnie, że chociaż raz któryś z was ruszył dupsko i powiedział coś na temat wyzywania od ''nazioli''.

    • więcej komentarzy (84)

  •  

    3 kwietnia to dzień, w którym w 1948 roku wraz z uchwaloną w Kongresie USA ustawą rozpoczął się jeden z najbardziej spektakularnych programów pomocy gospodarczej w dziejach nowożytnego świata. Tego dnia oficjalnie zainaugurowano Plan Marshalla, którego nazwa pochodzi od jego pomysłodawcy, Georga Marshalla, ówczesnego sekretarza stanu USA. Łączna kwota, jaką Stany Zjednoczone przekazały krajom europejskim w latach 1948 – 1951 wyniosła 11,8 miliarda dolarów, co w przeliczeniu na dzisiejszą wartość amerykańskiej waluty opiewa na ponad 100 miliardów.

    Link do znaleziska - Plan Marshalla – historia zakończona ekonomicznym i politycznym sukcesem czy współczesna „mitologia”?

    Poniżej wołam osoby, które wyraziły chęć otrzymywania powiadomień o nowych wpisach. Jeśli ktoś chciałby dopisać się do listy, proszę o zostawienie plusa przy przeznaczonym do tego komentarzu pod niniejszym wpisem. Zachęcam również do obserwacji pierwszego tagu, którym opatrzone zostało linkowane znalezisko (tag autorski)

    Dodatkowe Tagi: #qualitycontent #ciekawostkihistoryczne #zainteresowania #zwyczaje #europa #swiat #liganauki
    #iiwojnaswiatowa #wojna #gospodarka #pieniadze #finanse
    pokaż całość

    źródło: zzz.png

    +: lost_in_translation, m..............r +249 innych
  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Wzruszenie mnie ogarnia, gdy widzę to zdjęcie - bo od tego się zaczął wzrost na stronie rok temu.

    Dzisiaj mija 74. rocznica (Post z 1 czerwca - Mleko) pewnego wydarzenia, zasiądźcie więc długo i zatopcie się w opowieści.

    Fani serii filmów o Jamesie Bondzie z pewnością pamiętają „GoldenEye” z 1995 r., gdzie w rolę tytułowego 007 wcielił się Pierce Brosnan. Trudno faktycznie zapomnieć ten film, choćby ze względu na pamiętną scenę prowadzenia przez Bonda czołgu. Jest jednak w tym filmie inna scena warta odnotowania. Moment, kiedy pada słowo „Lienz”, a 007 komentuje ją krótko: „To nie była chwila naszej chwały”.

    Gdy słońce wzeszło nad dolinę Drawy w Austrii pewnego czerwcowego poranka, oświetliło dramatyczne chwile. Rozbiegane tabuny koni, zapłakane kobiety i dzieci, starców zasłaniających się krucyfiksami przed ciosami bagnetów oprawców. Gdyby ktoś zapytał - co się dzieje, odpowiedź nasuwałaby się pewne sama. Oto nieludzcy hitlerowcy, przeklęci esesowcy dręczą swoje ofiary.

    Odpowiedź byłaby błędna.

    Nie wiem, kiedy historia ta ma początek. Może w 1917 roku, gdy wybuchła rewolucja bolszewicka, a przeciw niej ruszyły tysiące ludzi - w tym wojowniczy jeźdźcy o smagłych twarzach, odziani w długie czerkieski i futrzane papachy. Może w XX-leciu międzywojennym, gdy antyludzka ''władza sowiecka” gnębiła i mordowała tych ludzi i ich rodziny i wydała ludobójczy dekret o ich unicestwieniu w 1919 r. Może w 1941 roku, kiedy na ich ziemie przybyły pancerne zagony Wehrmachtu, witane jak wyzwoliciele.

    Wiem, kiedy historia ta się kończy. Wraz z trwaniem wojny Niemcy tworzyli coraz więcej formacji kozackich. Był więc XV. Korpus Kawalerii, dowodzony przez generała von Pannwitza, o którym kiedyś pisałem. Były jednostki formowane ad hoc w ramach armii włoskiej i niemieckiej. Był też Kozacki Stan - coś w rodzaju taboru cywilów, osłanianego przez uzbrojonych mężczyzn. W jego ramach istniał chór wojskowy, instytut żeński, teatr, drukarnie, a nawet muzeum. Nie brakowało urzędników i oczywiście popów - dla głęboko wierzących Kozaków była to ważna kwestia. Wojskowi zorganizowani byli w dwie dywizje piesze, dwa pułki konne, małą grupę pancerną i grupę spadochronowo-snajperską. Dowodził nim wiekowy generał Timofiej Domanow, weteran walk z bolszewickimi hordami już w 1917 roku. Administracyjnie podlegał on wiekowemu już twórcy Republiki Dońskiej, atamanowi Piotrowi Krasnowowi. Stan liczył 31 tysięcy ludzi w 1945 roku. Wraz z klęskami Niemiec przesunięto go do Austrii, w rejon rzeki Drawy - Lienz i Peggetz, gdzie poddał się Brytyjczykom 6 maja 1945 r. Wraz z nimi poddał się również Kaukaski Związek Bojowy SS, złożony z Gruzinów, Ormian, Azerów i innych ludów kaukaskich, dowodzonych przez gen. Sułtana Girej-Kłycza, starego emigranta z książęcego rodu. Jednostka miała wielkość brygady, a poszczególne grupy - wielkość batalionów.

    Brytyjczyków traktowano ufnie. Przychodzili, dopytywali się, wyrażali zdumienie, jak wielką drogę przebyli Kozacy. Odbywano nawet wspólne patrole, niektórym Kozakom wydano nawet brytyjskie mundury. Brytyjczycy pozwolili zachować broń i dalej ćwiczyć, mówiąc ukradkiem, że być może Kozacy będą już niedługo potrzebni. Obiecali postawić kuchnie polowe, by Kozacy mogli gotować pod dachem - nawet przywieziono cegły, obiecano wyremontować salę koncertową w Lienz, a oficerom wyznaczono wygodne kwatery.

    Idylla zaczęła się kończyć, kiedy nagle Brytyjczycy nakazali oddać broń. Tłumaczyli to koniecznością wydania nowego i bardziej jednolitego uzbrojenia (Kozacy mieli mieszaną, włosko-niemiecko-radziecką broń). Pozostawiono ją żandarmerii i oficerom. Kozacy zgodzili się. Niedługo później Brytyjczycy zarekwirowali kasę pancerną Stanu, mimo protestów Kozaków. Poprosili też o spis imienny wszystkich dziennikarzy. Pierwszym znakiem, że coś jest nie tak, było aresztowanie generała Andrieja Szkuro, starego emigranta i kawalera brytyjskiego Orderu Łaźni. Dwóch brytyjskich oficerów wywiozło generała w nieznanym kierunku.

    28 maja 1945 roku oficerom oznajmiono, że udadzą się na konferencję z najwyższym dowództwem brytyjskim, by ustalić losy. Oficerowie raźno zaczęli pastować buty i czyścić epolety, ci, ze starej emigracji, przypięli wszystkie swoje ordery, carskie jeszcze - a mieli ich całe rzędy. Nikt niczego nie podejrzewał, w końcu Brytyjczycy dali słowo oficerskie słowo honoru. Nigdy słowo „gentleman” nie padło tak często w tak krótkim czasie, z takim zaufaniem. I już nigdy później „oficerskie słowo honoru” nie znaczyło tyle, ile wtedy.

    Oficerowie nie wrócili z „konferencji”.

    30 maja pozostałym w Lienz Kozakom oznajmiono, że zostaną ''repatriowani” do ZSRR. Działo się to na mocy operacji ''Keelhaul” (przeciąganie pod kilem), w myśl której Alianci zobowiązali się przekazywać ZSRR wszystkich ludzi, którzy byli jego „obywatelami”. Wąsaty łobuz z Kremla nie darował bowiem nikomu zdrady. A „zdradą” objętych były rzesze ludzi: robotników przymusowych, sowieckich jeńców i członków kolaboracyjnych sił zbrojnych Wehrmachtu. Rosjan od generała Własowa, poprzez Gruzinów, Ormian, Tatarów, Białorusinów, po nawet Estończyków i Łotyszy. Ludzi, którzy mieli być „obywatelami ZSRR”, nawet jeśli nimi nie byli.

    Kozacy gorączkowo jęli radzić się. Natychmiast zorganizowano głodówkę i wywieszono plakaty nawołujące do mobilizacji. Pisano petycje. Do wszystkich. Do premiera Churchilla, do generała Eisenhowera, do króla Jugosławii Piotra II, do papieża. Brytyjska kancelaria petycje przyjmowała i wyrzucała hurtem do kosza. Powoływano się na osobistą znajomość generała Krasnowa z marszałkiem Alexandrem, odwoływano do wspólnej walki z bolszewicką zarazą w 1919 roku. Na próżno. Gdy Brytyjczycy przywieźli prowiant, musieli go rzucić na ziemię. Żaden Kozak nie tknął jedzenia.

    1 czerwca słońce wschodząc oświetliło wielotysięczną procesję. Na jej czele szli duchowni, niesiono święte obrazy i chorągwie. Kozacy żarliwie modlili się, tak prawosławni, jak i muzułmanie i katolicy. Modlitwa trwała do 8 rano. Brytyjczycy odczekali chwilę i rzucili się z pałkami i kolbami na wystraszoną ciżbę. Okładali po głowach, rękach, nogach. Bili do nieprzytomności, dźgali bagnetami, strzelali. „Nie ruszać Anglików! Modlić się! Przenajświętsza Bogurodzica obroni!”, krzyczeli popi. Wszyscy czekali na cud, który nigdy nie nadszedł.

    Tłum zafalował i odsłonił ołtarz. Ku brytyjskim żołnierzom wyszedł pop z Biblią w ręku. Wytrącono mu ją bagnetem. Ołtarz przewrócono, na co Kozacy zareagowali groźnym „Urra!”. Anglicy cofnęli się, bojąc się, że Kozacy zaraz przejdą do natarcia. Niektórzy z brytyjskich żołnierzy wiedzieli, że robią coś podłego, coś urągającego wszelkim normom cywilizowanego świata. Do jednego z nich podeszła mała dziewczynka. Dziecięcym, niezgrabnym pismem napisała na kartce po angielsku, prosząc, by ją zabito, ale niech nie oddają jej Sowietom. Brytyjski żołnierz przeczytał napis i rozpłakał się.

    Kozacy stawiali opór, jak Anglikom kogoś udało się wyrwać i wrzucić na pakę ciężarówki, ten zaraz wyskakiwał z powrotem. Bito więc do nieprzytomności. Wielu ludzi zadźgano, albo zastrzelono - kobiet, starców, dzieci. Dantejskie sceny trwały i następnego dnia. Niektórym Kozakom udało się uciec, większość jednak trafiła w ręce Sowietów. Z samej Austrii Brytyjczycy wydali - wg raportów NKWD - 42 913 osób. Takie sceny ciągnęły się wszędzie, gdzie byli „obywatele ZSRR”. W cudzysłowie, bo wielu z nich nigdy obywatelami ZSRR nie było. Część urodziła się już za granicą, część wyjechała po rewolucji. Wydawano wszystkich. Generała Własowa schwytał oddział SMIERSZ, gdy próbował dostać się do amerykańskiej strefy okupacyjnej. Amerykański patrol demonstracyjnie zignorował błagania generała, by go ocalić.Także w dalekich Stanach, w New Jersey żandarmeria musiała używać pałek, gazu i narkotyków, żeby spacyfikować 154 „repatriantów”. Nawet neutralna Szwecja ugięła się przed Sowietami i wydała, całkowicie wbrew prawu, kilkuset łotewskich i estońskich żołnierzy SS.

    Co ich czekało? Dla oficerów wyrok był tylko jeden. Generała Domanowa, Krasnowa, Szkuro, Girej-Kłycza, Własowa i wielu innych powieszono w Moskwie w 1947 roku. Wraz z nimi zamordowano gen. Helmutha von Pannwitza, który postanowił do końca dzielić los swoich żołnierzy, chociaż mógł ocalić swoje życie - był w końcu Niemcem, a nie „obywatelem ZSRR''. Czasem Sowieci na oczach Brytyjczyków i Amerykanów wieszali „zdrajców” od razu po deportacji. Pozostali - wiele lat łagrów, dla dzieci - sierocińce, niewiele lepsze. Mało kto doczekał „amnestii” z 1955 roku.

    Alianci wiedzieli o takich praktykach, niemających nic wspólnego z cywilizacją ludzką na długo zanim wydali nieszczęśników w łapy łobuzów spod czerwonej szmaty. Piłatowskim gestem umyli ręce, przekazując bez sądu, z domniemaniem winy, tysiące ludzi, w tym kobiety i dzieci, XX-wiecznym barbarzyńcom. Złamali podstawowe konwencje i prawa człowieka, o które rzekomo walczyli z niemieckim nazizmem. Dokonali dokładnie takiej samej zbrodni, jakich dopuszczali się naziści - stosując zasadę odpowiedzialności zbiorowej, rozciągniętej na cywilów. Dokładnie to samo zrobili Niemcy, wydając w 1939 r. Sowietom polskich jeńców urodzonych za Bugiem - których potem eksterminowano w Katyniu. Więcej sumienia Alianci mieli wobec nawet takich esesowskich zbirów, jak Jürgen Stroop, którego sprawiedliwie osądzono, zanim wydano go Polsce. Mało tego, Alianci wydawali też robotników przymusowych i byłych jeńców, uwolnionych z niemieckich obozów, chociaż ci niejednokrotnie prosili o azyl na zachodzie.

    Kiedy przyszedł egzamin z człowieczeństwa i prawości, to Brytyjczycy i Amerykanie go nie zdali. Zwłaszcza, że nieco ponad ćwierć wieku wcześniej walczyli u boku tych samych Kozaków z bolszewickim wrzodem.

    Podobne dantejskie sceny miały miejsce w Jugosławii, gdzie siepaczom Tity wydawano nie tylko ustaszy, ale też włoskich i niemieckich jeńców, jugosłowiańskich cywilów, a nawet czetników - do niedawna sojuszników Wielkiej Brytanii. Tych czekały rozstrzeliwania, topienie, zamurowywanie żywcem w kopalniach. Oblicza się, że Tito i jego siepacze wymordowali co najmniej 150 tysięcy ludzi w 1945 r.

    Należy oddać sprawiedliwość - jedno tylko państewko zachowało twarz i honor, którego nie starczyło ani wielkim mocarstwom, ani neutralnym krajom. Maleńkie Księstwo Liechtensteinu nie ulękło się bolszewickich gróźb, przyjmując blisko 500 uciekinierów i odmówiło wydania ich Sowietom. Widocznie książę Franciszek Józef II miał w sobie więcej odwagi, niż wielcy tego świata...

    Operacja „Keelhaul” pozostała tajemnicą aż do lat 70., a Aleksander Sołżenicyn nazwał ją „ostatnim sekretem II Wojny Światowej”. W 1996 roku rosyjska prokuratura zrehabilitowała generała von Pannwitza i jego kozackich żołnierzy, oczyszczając ich z zarzutów. Tak zakończyła się historia bitnych i dzielnych żołnierzy w długich czerkieskach, z futrzanymi papachami na głowach i zdobnymi sztyletami u pasów.

    Dzisiaj Peggetz jest tylko małą, górską miejscowością. Tak jak w 1945 roku, i dzisiaj zieleni się dolina Drawy. Tylko malutki cmentarzyk z kilkunastoma mogiłami i niewielkim pomnikiem przypomina o straszliwej zbrodni wyrządzonej tu przed laty. I krótkie zdanie w filmie o brytyjskim super-agencie, będące cichym wyrazem skruchy. „Moi rodzice przetrwali brytyjską zdradę i oddziały śmierci Stalina” mówi ze ściśniętym gardłem filmowy Janus.

    W 1949 roku stareńki generał Poliakow, jeden z niewielu, który zdołał uniknąć „repatriacji”, napisał w liście do generała Denisowa, atamana w Ameryce, znamienne słowa: „Przyszły historyk wyda bezstronny werdykt na tej gorzkiej tragedii, wyrok na tych reprezentantów „Dumnego Albionu” który zhańbili władcę mórz w przeszłości, i które nie są godne by zwać się członkami współczesnego cywilizowanego rodzaju ludzkiego.”

    Nie czuję się na siłach, by ferować werdykt, dlatego pozostawiam go wyłącznie w gestii Czytelnika.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    źródło: 61468901_2528467257198043_5025805399308107776_n.jpg

  •  

    SKARB Z BOSCOREALE

    Boscoreale leżące na północ od Pompejów, pełniły rolę bogatych przemieści tego miasta, gdzie swoje wille budowała arystokracja. Właśnie w jednej z takich willi w 1895 odkryto unikatowe znalezisko składające się z ponad 1000 złotych przedmiotów oraz srebrnej zastawy której łączna waga wynosiła 30 kg!

    (więcej w nowym artykule)

    https://www.wykop.pl/link/4982309/skarb-z-boscoreale/

    #archeologia #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #rzym #qualitycontent #venividivici
    pokaż całość

    źródło: drr.jpg

  •  

    Utwory rzymskich poetów okresu klasycznego po łacinie, w wykonaniu studentów Akademii Viviarium Novum w Rzymie. Akademia kształci wyłącznie w zakresie muzyki dawnej i kultury klasycznej.

    https://www.youtube.com/watch?v=5HhkBOekB6s

    #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #rzym #qualitycontent #venividivici pokaż całość

    źródło: vdsf.JPG

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Amerykański piechur w ruinach Cisterny, Włochy, koniec maja 1944 r.

    Przełom pod Anzio nierozerwalnie związany jest z bitwą o Monte Cassino i operacją ''Diadem'', rozpoczętą 11 maja 1944 r. W operacji wzięły udział dwie dywizje amerykańskie, cztery francuskie, sześć brytyjskich i dwie polskie. Przebieg bitwy na ogół jest znany - pierwsze natarcie polskiego II. Korpusu gen. Andersa nie powiodło się, podobnie jak natarcia brytyjskie i amerykańskie. 14 maja jednak Francuski Korpus Ekspedycyjny dokonał przełamania w Dolinie Liri, oskrzydlając w ten sposób niemiecką obronę i wychodząc na jej tyły. Dla Niemców oznaczało to załamanie obrony. Mimo ściągania kolejnych sił w rejon Linii Gustawa, oczywistym było, że nie powstrzymają Sprzymierzonych. Marszałek Kesselring, obawiając się ''małego Stalingradu'', nakazał wycofanie się.

    To oznaczało doskonałą okazję, by zablokowany od stycznia VI. Korpus pod Anzio mógł dokonać wyłomu. Na tę okoliczność opracowano cztery plany, ale wybrano jeden. Była nim operacja ''Buffalo'', której ostrze miało być skierowane na północny wschód, w rejon Cisterny i miasta Valmontone, a nie Wzgórz Albańskich i Rzymu. Liczono więc, że uda się złamać opór Niemców i odciąć drogę odwrotu niemieckiej 10. Armii spod Monte Cassino. Pod Anzio gen. Lucian Truscott, dowódca VI. Korpusu, miał sporo sił. Z przyczółka odpłynęły brytyjskie przetrzebione jednostki: 56. DP i 24. brygada z 1. DP, zastąpione brytyjską 5. Dywizją i 18. brygadą. Wycofano też brygadę specjalną 9. i 43. Royal Marine oraz amerykańskich spadochroniarzy z 504. pułku, zastąpione przez kanadyjsko-amerykańską 1. Brygadę Specjalną (FSSF, ''Diabły''). Ogółem na przyczółku były amerykańskie: 1. DPanc., 3., 45. i 34. DP, brytyjskie 1. i 5. DP, do tego 18. brygada piechoty, 751. batalion pancerny, 601. batalion niszczycieli czołgów, 35. brygada artylerii przeciwlotniczej i 46. pułk pancerny. Razem: 90 tys. ludzi i 25 tys. pojazdów.

    Truscott planował mylenie Niemców, aliancka artyleria prowadziła ogień w różnych kierunkach (m.in. na północ), dokonywano pozorowanych rajdów i udawano prace inżynieryjne. Niemcy połknęli haczyk, myśląc, że z przyczółka Alianci uderzą bezpośrednio na Rzym.

    Wszystko było gotowe, gdy 23 maja rozpoczęła się operacja ''Buffalo''. 45-minutowy ostrzał 500 dział miał przycisnąć obrońców do ziemi. Ale niemiecki opór w rejonie Cisterny był bardzo silny. Niemiecka 362. Dywizja stawiła zażarty opór, rozpaczliwie czekając na przybycie z odsieczą dywizji pancerno-spadochronowej ''Hermann Gőring''. Wspierały ich pozostałości 508. batalionu czołgów ciężkich z nielicznymi Tygrysami. Niemieckie pozycje były ufortyfikowane, piechurzy stworzyli sieć ziemnych umocnień i okopów, wzajemnie wspierających się ogniem. Zażarte walki o Cisternę trwały trzy dni i kosztowały Amerykanów aż 4 tys. ludzi i 100 zniszczonych czołgów. Ale w końcu Niemcy ulegli, odsiecz nie przybyła na czas, a Amerykanie wzięli aż 2,6 tys. jeńców. Zdobycie Cisterny - wreszcie, po pięciu miesiącach! - otwierało drogę naprzód.

    Kiedy samochody pancerne z brytyjskiego 1. pułku rozpoznawczego ruszyły naprzód, po 30 kilometrach na południe, w rejonie Borgo Grappa musiały stanąć z wrażenia. Natknęli się na kolumnę pojazdów, nieprzypominających niemieckich. Były to samochody z 48. batalionu saperów amerykańskiego II. Korpusu. Po 124 dniach Anzio przestało być przyczółkiem. Pod wieczór osiągnięto miasteczko Ardea, 5 km od Valmontone. Widać już było wijącą się na horyzoncie nitkę Via Casilina, którą pędziły na północ pojazdy niemieckiej 10. Armii.

    Jednak w tym momencie do sprawy wmieszał się gen. Mark Clark, dowódca amerykańskiej 5. Armii. Chorobliwie ambitny i niebywale próżny pragnął uszczknąć coś dla siebie. Jego obsesją było zdobycie Rzymu i zapewnienie sobie wiecznej chwały. Dlatego też nakazał zmienić oś natarcia. Na widniejące już Valmontone skierowano tylko 3. Dywizję. Pozostałe jednostki miały... skierować się w rejon Wzgórz Albańskich, a więc realizować plan ''Turtle'', który został już dawno odrzucony!

    Absurdalna decyzja wywołała szok Truscotta, który domagał się odpowiedzi od dowodzącego siłami Aliantów marsz. Alexandra. Również sam premier Churchill uważał, że zamiast zdobywać Rzym, trzeba unicestwić niemieckie siły, nim obsadzą nową linię obronną.

    Ale słowo się rzekło i teraz powstał straszny bajzel. Dwie rozciągnięte dywizje musiały zmienić kierunek natarcia o 90 stopni, co opóźniło natarcie o dwa dni. Co gorsza, Clark był święcie przekonany, że Niemcy są w rozsypce nie będą stawiać oporu.

    Niemcy byli innego zdania i dywizja ''HG'' bez trudu zatrzymała 3. DP aż do 31 maja na budowanej od miesiąca Linii Cezara ''C''. Przez cały czas z pułapki wymykały się jednostki 10. Armii. Amerykanom groziła powtórka spod Monte Cassino, ale dopomógł przypadek - jeden z patroli odkrył niewielką zapomnianą dróżkę, obchodzącą niemieckie pozycje. Dowódca świeżo przybyłej teksaskiej 36. DP, gen. Walker (notabene, szczerze nienawidzący Clarka), natychmiast posłał tam cały pułk i zagroził kluczowym niemieckim pozycjom. To spowodowało zagrożenie linii obronnych i lawinową reakcję i odwrót Niemców z Linii Cezara 2 czerwca.
    Niemcy wycofywali się w kierunku Rzymu. Odwrót był uporządkowany, a samo miasto ogłosili ''miastem otwartym'', co oznaczało, że nie będą się bronić. Była to jedyna ważniejsza stolica, której Hitler nie kazał bronić ''do ostatniego żołnierza''.

    Po południu w sobotę, 4 czerwca 1944 r. amerykańskie oddziały wkroczyły do Rzymu. W operacji ''Buffalo'' stracono 7 tys. ludzi.

    Marzenie Clarka ziściło się. Był sławnym zdobywcą Rzymu, pierwszym od piętnastu wieków, który wkroczył od południa. Chętnie pozował dziennikarzom do zdjęć na tle Koloseum i Kapitolu. Ale jego chwała trwała tylko przez jeden dzień.

    6 czerwca 1944 roku rozpoczęło się lądowanie w Normandii, spychając brutalnie front włoski na dalszy plan w mediach.

    Jest pewna anegdotka co do Clarka i Rzymu. Otóż, gdy kawalkada samochodów przejeżdżała obok Koloseum, Clark dumny jak paw poinformował dziennikarzy, wskazując na zabytek: ''Widzicie, panowie, nasze bombowce nie próżnowały''. Ot, amerykańska znajomość świata ''na wschód od Mississippi''...

    Warto tutaj dodać, że późniejsze analizy bitewne wskazały, że gdyby Clark kontynuował natarcie na Valmontone, to nie tylko doprowadziłby do zniszczenia niemieckiej 10. Armii, ale wkroczył do Rzymu parę dni wcześniej, wydłużając o kilka dni okres swej chwały. Wzięcie w kocioł 10. Armii nie pozwoliłoby Niemcom obsadzić nowych linii obronnych i ponownie wstrzymać natarcia. Być może jeszcze przed jesienią 1944 r. Alianci dotarliby do południowych granic Rzeszy.

    Stało się tak, jak mówił rozgoryczony Truscott: ''bycie zdobywcami Rzymu to nędzna rekompensata za straconą okazję''.

    No i, last but not least, próżny Mark Clark odmówił uczestnictwa w paradzie w Rzymie zdobywcom Monte Cassino, mówiąc: ''Ja tu żadnych Polaków, Greków, czy innych straży pożarnych nie chcę''.

    To nie wymaga chyba żadnego komentarza z mojej strony.

    Tak zakończyła się historia bitwy pod Anzio, rozpoczętej pod niewyobrażalnie szczęśliwą gwiazdą, we wszelkich sprzyjających okolicznościach i przy posiadaniu wszystkich atutów strategicznych, a która zakończyła się pyrrusowym zwycięstwem Aliantów. Półroczny, kosztowny impas, który na koniec zakończył się marnym zwycięstwem i wypuszczeniem z pułapki dużych sił niemieckich. Alianci utracili łącznie pod Anzio 80 tys. ludzi - więcej, niż pod Monte Cassino. Wszystko za sprawą dwóch nieudolnych amerykańskich generałów, szafujących życiem swoich żołnierzy...

    Roma locuta - causa finita.

    Dziękuję, że czytaliście tę serię i chcieliście kolejne części. Myślę, że jest to ciekawy i jedyny tego rodzaju na polskim fb cykl o Anzio.

    #buffalo #anzio

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    źródło: 61479277_2526789780699124_554024659192905728_o.jpg

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''Kto był odważniejszy? Brytyjczycy i Niemcy, którzy ruszyli do bitwy z czołgami, o których wiedziano, że są przynajmniej porównywalne do wrogich? Czy Włosi, którzy ruszyli na wojnę z gorszymi czołgami przeciwko pojazdom, o których wiedziano, że są znacznie lepsze od ich własnych?''

    Ian Walker, ''Iron Hulls, Iron Hearts''.

    W małym włoskim miasteczku na północy, San Michele al Tagliamento, jest pomnik. Składa się on z granitowej płyty i kawałka podwozia czołgu. To pomnik ku pamięci włoskich czołgistów. Napisano na nim: ''Ich serca były twardsze, niż ich czołgi''.

    Nie widziałem nic prawdziwszego.

    ''Żelazne kadłuby, żelazne serca'' - tak brzmiało motto włoskich pancerniaków. W Afryce biły się trzy włoskie dywizje pancerne: 133. DPanc. Littorio (od wiązki rózg liktorskich), 132. DPanc. Ariete (''Taran'') i później 131. DPanc. Centauro (''Centaur'').

    Włoskie dywizje pancerne posiadały jeden pułk pancerny, jeden pułk artylerii zmotoryzowanej, dywizjon kawalerii pancernej (de facto samochodów pancernych) i pułk bersalierów. W ''Ariete'' były to: 132. pułk pancerny, 132. pułk artylerii zmotoryzowanej, 8. pułk bersalierów, 3. grupa kawalerii pancernej oraz dodatkowe jednostki: bataliony zaopatrzenia, łączności, sanitarny i kompania samochodowa. Analogicznie było w dywizji ''Littorio'.

    Pół biedy z organizacją, ale włoskie czołgi nie przystawały do pola bitwy. Czołgi M13/40 i M14/41 były odpowiednie na rok 1940, najpóźniej 1941. Były dość wysokie i kanciaste, miały zbyt cienki i w dodatku mniej wytrzymały nitowany pancerz, awaryjne i podatne na uszkodzenia silniki, a przede wszystkim - już zbyt słabe uzbrojenie. Działa 47 mm, całkiem groźne w 1940 r., w 1942 roku były już zbyt niewystarczające i za słabe na najnowsze czołgi średnie. Sytuację nieco poprawiały działa samobieżne Semovente 75/18, dysponujące armatami 75 mm, ale było ich za mało.

    W momencie bitwy pod El-Alamein Włosi mieli dwie dywizje pancerne - ''Littorio'' i ''Ariete'', wchodzące w skład włoskiego XX Korpusu. Obie dywizje, mające ok. 240 czołgów, znajdowały się na tyłach, stanowiąc ruchomy odwód Afrika Korps. ''Ariete'' była doświadczona w boju, wsławiła się m.in. zastopowaniem brytyjskiej ofensywy w listopadzie 1941 r.
    23 października 1942 r. potężny brytyjski atak spadł na pozycje niemieckiej 164. Dywizji Lekkiej i włoskiej dywizji ''Trento''. Brytyjczycy po swojej stronie mieli wszystkie atuty: miażdżącą przewagę liczebną i sprzętową (dwa razy więcej czołgów, samochodów pancernych i dział), nieograniczone zasoby zaopatrzenia i uzupełnień, oraz silne wsparcie lotnicze.

    Tę bitwę Brytyjczycy musieli wygrać.

    Skłamałbym, gdybym napisał, że tak się nie stało. Ale na pewno nie było łatwo.

    Ponosząc wysokie straty Brytyjczycy z mozołem posuwali się naprzód. Na południu jednak nadziali się na elitę włoskiej armii - dywizję spadochronową ''Folgore'', wzmocnioną saperami szturmowymi Guastatori. Spadochroniarze używając swej najsilniejszej broni - własnej odwagi i determinacji - odseparowali pojazdy od piechoty, a następnie rzucili się drapieżnie na czołgi, niszcząc je dziesiątkami, Spanikowani Angole w panice zaczęli uciekać w popłochu przed goniącymi ich szalonymi Włochami. W centrum dwie kompanie całą noc powstrzymywały brygadę pancerną. Zuchwali spadochroniarze strzelali z dział i karabinów przeciwpancernych, a nawet wspinali się na czołgi i podpalali je butelkami z benzyną i wysadzali granatami. Nieliczna, słaba dywizja powstrzymywała Anglików aż do swojego unicestwienia - 6 listopada, niszcząc 150 brytyjskich czołgów. Pisałem o niej w osobnym wpisie.

    Opór dał Rommlowi bezcenny czas na przerzucenie dywizji pancernych na zagrożony odcinek.
    26 października na północy Anglicy przeszli przez pozycje zmasakrowanej dywizji ''Trento'' i dobrali się wreszcie do ''Littorio''. Włoscy pancerniacy jednak nie ulękli się brytyjskiej przewagi i ruszyli do kontrataku. Dokonywali cudów na swoich słabiutkich czołgach. Ciągle manewrowali, by unikać trafień w cienki boczny pancerz i odgryzali się atakującym. Do kontrataków ciągle ruszały Czarne Koszule, jak to oni - ze śpiewem na ustach. Artyleria biła raz po raz ogniem na wprost, próbując wesprzeć czołgi. W potwornej kurzawie, wśród kłębów dymu płonących czołgów, wśród krzyku walczących ludzi, w spiekocie i żarze trwała zażarta bitwa na wyniszczenie. Ppłk Bonini, dowódca 133. pułku pancernego z dywizji ''Littorio'' wspominał: "Wrogie czołgi i pojazdy infiltrowały nasze linie w kilku punktach. Kilka czołgów LI (batalionu) zostało natychmiast przytłoczonych, opór załóg był zachwycający, ludzie ze zniszczonych wozów walczyli z wrogą piechotą.''

    Kapitan Davide Beretta, dowódca 1. baterii 554. batalionu dział samobieżnych: ''Przed naszymi działami znajowało się kilkadziesiąt czołgów M14 z dywizji Littorio, które prowadziły ogień z dział przeciwko stanowiskom przeciwpancernym wroga. Nieoczekiwanie na horyzoncie pojawiła się przeważająca liczebnie formacja Grantów i Shermanów. (...) Nasze niewielkie M14 ruszyły im na spotkanie - mniejsza odległość zwiększała szanse przebicia pancerzy przez nasze małe działa. Brytyjczycy zatrzymali się ok. 1500 m przed naszymi czołgami i otworzyli gwałtowny ogień. Obserwowaliśmy tę akcję z przerażeniem, ponieważ 47 mm pociski z M14 odbijały się od grubych pancerzy ich czołgów. (...) Także i my ruszyliśmy do przodu i dotarliśmy do naszych płonących M14 z działami gotowymi do strzału. Odległość 900, 800, 700... ognia! (...) Część piechoty nieprzyjaciela została rozniesiona przez nasze karabiny maszynowe. Brytyjczycy naprawdę nie spodziewali się naszego desperackiego kontrataku. (...) Wieczorem naliczyliśmy 40 zniszczonych Grantów, Shermanów i Crusaderów. Mogliśmy pomścić naszych towarzyszy z M14, nawet, jeśli nie było szans na zwycięstwo''.

    Udało się m.in. odbić porzuconą przez Niemców baterię dział 88 mm i wziąć 300 australijskich jeńców. Do tego momentu udało się zniszczyć 200 z 300 atakujących brytyjskich czołgów. Dywizja ''Littorio'' do 2 listopada, kiedy praktycznie unicestwiono jednostkę, wykonała 11 kontrataków. Na front przerzucono także ''Ariete'', na prawą flankę wojsk niemiecko-włoskich, ale wszyscy wiedzieli, że Anglicy wygrywają bitwę na wyniszczenie. Siły Osi zaczęły się wycofywać - jako pierwsi mieli to zrobić Niemcy, a potem Włosi. Jednak ci nie wiedzieli, że "sojusznicy" ukradli im środki transportu i pozostawili na pastwę losu.

    4 listopada do koncentrycznego ataku ruszyła sławna brytyjska 7. DPanc., próbując oskrzydlić Włochów. Jednak ci nie dali się zaskoczyć i na dwóch liniach obrony odpowiedzieli ogniem. Na pierwszej piechota i artyleria, na drugiej czołgi. Do ataku ruszyło sto włoskich czołgów, które zapalały się jeden po drugim, dzielnie próbując walczyć z silniejszymi Grantami i Shermanami. Raz po raz włoskie pozycje orały pociski artylerii. Niemcy z odległych pozycji rozdziawiali gęby, widząc, jak setki czołgów brytyjskich jadą w kierunku chmury pyłu - pozycji dywizji ''Ariete''. Dowódca dywizji, generał Arena, nadał meldunek: ''Ariete okrążona, zostały trzy czołgi. Kontratakujemy!''. O 15:30 wysłano ostatni komunikat: ''Czołgi wroga przedarły się na południe od pozycji Ariete. Ariete kontynuuje walkę''. Potem dywizja zamilkła na zawsze.

    Włoski opór uratował całe siły Afrika Korps i ''niezwyciężonego'' Rommla. Za cenę żyć tysięcy włoskich żołnierzy, porzuconych przez "sojuszników" na polu bitwy. Z nawiązką wypełniając motto ''Żelaznych serc''.

    Jeśli to nie jest bohaterstwo, to nie wiem już, co nim jest.

    Obie dywizje zostały całkowicie zniszczone pod El-Alamein. Dywizja ''Littorio'' nigdy nie została odtworzona, zaś dywizja ''Ariete II'' zanim dokończyła formowanie została rozbrojona przez Niemców po dwudniowej bitwie o Rzym w 1943 r. Do dzisiaj istnieje kultywująca tradycję jednostki 132. brygada pancerna ''Ariete''.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    źródło: 61341485_2525056977539071_120027074449637376_o.jpg

  •  

    KONKURS: O ZEUSIE, INNYCH BOGACH I LUDZIACH

    Do wygrania 3 egzemplarze książki "O Zeusie, innych bogach i ludziach". Pozycja jest bardzo ciekawą propozycją poświęconą filozofii, religii i mitologii greckiej. Książka jest nagrodą w konkursie, którego organizatorem jest IMPERIUM ROMANUM. Co trzeba zrobić, aby móc się cieszyć z nagrody?

    Aby wziąć udział w konkursie, należy w terminie do 14 czerwca 2019 r.:

    + napisać ciekawostkę dotyczącą świata antycznych Rzymian lub w jakiś sposób powiązaną z rzymską historią. Trzy najciekawsze teksty zostaną nagrodzone książkami, a ich prace zostaną opublikowane na stronie IMPERIUM ROMANUM.

    Teksty, wraz z imieniem, nazwiskiem i adresem zamieszkania uczestnika (przesłane dane zostaną wykorzystane jedynie w wypadku wygranej w konkursie – przekażę je wtedy sponsorowi, by mógł przesłać nagrody, a same imiona i nazwiska zwycięzców opublikuję), należy wysłać zgłoszenie na adres: konkurs@imperiumromanum.edu.pl, umieszczając w tytule maila: „O Zeusie”.

    Wśród uczestników, którzy nadeślą najciekawsze prace, wybrane zostaną zgodnie z regulaminem

    + 3 egzemplarze książki "O Zeusie, innych bogach i ludziach", autorstwa Marka Tinscherta

    Fundatorem nagród jest Wydawnictwo Novae Res -> https://novaeres.pl/

    https://www.imperiumromanum.edu.pl/konkurs/o-zeusie-innych-bogach-i-ludziach/

    #ksiazki #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #rzym #qualitycontent #venividivici
    pokaż całość

    źródło: 978-83-8147-265-4.jpg

  •  

    Na zdjęciu czaszka dziecka z usuniętą częścią kości żuchwy i szczęki w celu ukazania rozwijających się zębów stałych pod zębami mlecznymi. Zastępowanie zębów mlecznych zazwyczaj rozpoczyna się w wieku około 6 lat. Wyżynający się ząb stały powoduje resorpcję korzenia mleczaka, który zostaje rozłożony przez odontoklasty i wchłonięty przez tworzący się ząb trwały. Do 12 roku życia zazwyczaj proces powinien się już zakończyć. Zdarzają się osoby, które posiadają niektóre zęby mleczne, gdyż stałe nie rozwinęły się.

    #medycyna #ciekawostki #biologia #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com 18+

    +: amused, fizzly +272 innych
  •  

    Wracamy do dawnej Polski i lecimy na kresy pod twierdzę Kamieniec Podolski

    Dramatyczna obrona twierdzy w Kamieńcu Podolskim stała się kanwą dla ostatniej części trylogii Henryka Sienkiewicza – Pana Wołodyjowskiego. W sierpniu 1672 roku wielka armia turecko-kozacko-tatarska wtargnęła na Podole i obległa Kamieniec. Zamku broniła wówczas garstka regularnych żołnierzy i mieszczan. Bohaterska postawa obrońców nie zapobiegła jednak tragedii.

    Link do znaleziska - Upadek Kamieńca Podolskiego 1672

    Poniżej wołam osoby, które wyraziły chęć otrzymywania powiadomień o nowych wpisach. Jeśli ktoś chciałby dopisać się do listy, proszę o zostawienie plusa przy przeznaczonym do tego komentarzu pod niniejszym wpisem.Zachęcam również do obserwacji pierwszego tagu, którym opatrzone zostało linkowane znalezisko (tag autorski)

    Dodatkowe Tagi: #qualitycontent #ciekawostkihistoryczne #zainteresowania #zwyczaje #europa #swiat #liganauki
    #zamki #wojsko #rzeczpospolita #twierdza #turcja #polska #militaria
    pokaż całość

    źródło: 1200px-Twierdza_w_Kamiencu_Podolskim.jpg

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Flettner Fl-282 Kolibri podczas lądowania na pokładzie krążownika lekkiego ''Köln", 1943 rok.

    W powszechnej świadomości utarło się, że to Amerykanie byli prekursorami bojowego zastosowania śmigłowców, ale Niemcy nie zostawali w tyle i jako jedni z pierwszych dostrzegli wielkie znaczenie maszyn, które potrafiły zawisnąć w powietrzu. Koliber był rozwinięciem wcześniejszego pomysłu Antona Flettnera, czyli Fl-265. Śmigłowiec nie był uzbrojony, ale zainteresowanie nim wyraziła Kriegsmarine, która dostrzegła szansę w zwalczaniu okrętów podwodnych. Ciekawostką był napęd w postaci dwóch naprzemiennie obracających się wirników.

    Warto tu wspomnieć, że KM wykorzystywała także wiatrakowce Fa-330 ''Bachstelze'', wykorzystywane przez U-Booty. Te nie były śmigłowcami w pełnym znaczeniu tego słowa, bo nie posiadały napędu.

    W związku z tym, jeden egzemplarz prototypowy Kolibra trafił w 1942 roku na krążownik lekki ''Köln", gdzie przygotowano dla niego lądowisko na rufie. Testy wypadły pomyślnie i Fl-282 trafił - jako pierwszy śmigłowiec w historii - do produkcji seryjnej. Produkcja miała miejsce w Świdnicy. Co ciekawe, w symulowanych walkach powietrznych okazywało się, że Kolibri jest bardzo trudnym do zestrzelenia obiektem, mogącym wykonywać takie akrobacje, jakich nie był w stanie powtórzyć żaden samolot. W trakcie wojny przeszkolono ponad 50 pilotów śmigłowców. Wykorzystywano je do zwalczania brytyjskich okrętów podwodnych na Morzu Śródziemnym, a także do tropienia konwojów. Do 1943 roku przekazano około 20 maszyn. Zainteresowanie wyraziły także wojska lądowe, widząc szansę dla śmigłowców w kierowaniu ogniem artylerii oraz obserwacji i wykorzystywano je w tym celu aż do końca wojny - kilka sztuk Kolibrów pomagało w obronie Berlina w kwietniu 1945 roku, startując z lotniska Rangsdorf. Ponadto, sformowano także pierwszą w historii jednostkę śmigłowcową - Luft-Transportstaffel 40, wykorzystującą Kolibry i znacznie większe śmigłowce Fa-223 ''Drache'' (o których będzie kiedyś osobny wpis). Śmigłowce służyły tam do transportu (jedna załoga Fa-223 pobiła rekord w długości lotu) oraz komunikacji, m.in. z oblężonym Wrocławiem. Planowano seryjną produkcję tego rodzaju maszyn oraz wyposażanie w nie U-Bootów, jednak naloty pokrzyżowały te plany. Wojnę przetrwały tylko trzy Kolibry - jeden zdobyli w Berlinie Sowieci, zaś dwa Amerykanie po przejęciu maszyn TS 40.

    Niemieckie doświadczenia, oraz wiedzę Antona Flettnera z wielkim powodzeniem wykorzystali Amerykanie, którzy już w czasie wojny w Korei zaczęli wykorzystywać śmigłowce w szerokim aspekcie - od ratowania rozbitków, poprzez kierowanie artylerią, a na transporcie rannych kończąc.

    Ciekawostka: w polskiej grze ''Mortyr 2: For Ever'' można przelecieć się takim cudem.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    źródło: 61222137_2523155491062553_5408349091161702400_o.jpg

  •  

    Termiczny spektr akustycznego odpowiednika czarnej dziury zgodny z teorią promieniowania Hawkinga.

    Naukowcy stwierdzili, że stworzony przez nich odpowiednik czarnej dziury jest zgodny z teorią promieniowania Hawkinga.
    W artykule opublikowanym w czasopiśmie Nature, grupa opisuje budowę akustycznej "głuchej" czarnej dziury i wykorzystywanie danych z niej do badania jej temperatury.

    Link do znaleziska (dodałem tłumaczenie w komentarzu) https://www.wykop.pl/link/4978801/termiczny-spektr-odpowiednika-czarnej-dziury-zgodny-z-teoria-prom-hawkinga/

    Źródło: Artykuł w Nature.

    Jeśli chcesz być na bieżąco z najlepszymi znaleziskami to zapisz się na MikroListę.
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/56Bf7jbXdbGvM2NK i dodaj Swój nick do listy #swiatnauki.

    #swiatnauki #gruparatowaniapoziomu #liganauki #ligamozgow #qualitycontent #nauka #fizyka #czarnedziury #astronomia #astrofizyka #kosmos
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    If I ever need a picture of to describe "valor".
    Tak, chodzi o ten maleńki, okryty dymem punkcik na horyzoncie na zdjęciu.

    78 lat i jeden dzień. (Post z 28 maja - Mleko) Tyle minęło od ostatniej bitwy dzielnego okrętu, pancernika nazwanego po ''Żelaznym Kanclerzu'', który stawiał czoła przeciwnikowi dyszącemu sadystycznym pragnieniem zemsty i mordu, dysponującemu miażdżącą przewagą liczebną...

    27 maja 1941 roku był zimnym dniem. Szczególnie na wodach Północnego Atlantyku. Wiał zimny wiatr, morze było wzburzone, niebo miało barwę ołowiu.

    Na pokładzie pancernika ''Bismarck'' nastroje odpowiadały aurze. Smukły, elegancki pancernik, duma niemieckiej Kriegsmarine, był okaleczony. Dzień wcześniej grupa dwupłatowych Swordfishów z lotniskowca ''Ark Royal'' przypuściła atak. Los chciał, że jedna, jedyna torpeda, która spowodowała uszkodzenia, trafiła w rufę, blokując stery. W nocy atakowały go niszczyciele komandora Viana. Okręt zataczał wielki łuk, zmierzając na spotkanie swego przeznaczenia. Wpadając w pułapkę, jaką na niego przygotowała brytyjska Royal Navy.

    A ta pragnęła jednego. Unicestwienia okrętu, który ośmielił się zatopić ich dumę. HMS ''Hood'' został rozerwany jedną salwą Bismarcka 24 maja podczas bitwy w Cieśninie Duńskiej. Takiego upokorzenia nie można było przełknąć. Zespół admirała Johna Toveya liczył dwa pancerniki - ''King George V'' i ''Rodney'', wspierane przez krążowniki ciężkie ''Dorsetshire'' i ''Norfolk''.

    Na ''Bismarcku'' panował grobowy nastrój. Marynarze wiedzieli, że zbliża się bitwa, której nie można wygrać. Próbowano ze wszystkich sił odmienić przeznaczenie. Inżynier pokładowy, komandor Gerhard Junack proponował odstrzelić ster, ale nie udało się tego zrobić, podobnie, jak przyspawać drzwi hangaru, jako prowizorycznego steru. Rankiem chciano wysłać wodnosamolot pokładowy Arado Ar-196 z dziennikiem pokładowym okrętu, ale okazało się, że katapulta jest uszkodzona.

    ''W nocy dowództwo okrętu wydało zapasy prowiantu. Każdy mógł sobie wziąć tyle, ile chciał. Był to również wyraźny znak, że dowództwo widziało zbliżający się koniec. (...) Ponieważ chwilowo nie było żadnych rozkazów od dowództwa okrętu, a nic nie wymagało mojej obecności na rufowym stanowisku dowodzenia okrętu, chciałem choć trochę zasięgnąć języka i poszedłem najpierw do mesy oficerskiej. Naokoło stołu siedziało kilku oficerów. (...) Po drugiej stronie mesy stała wysoka waza do zupy. Łyżka tkwiła w słodkiej zacierce, która wraz z kołysaniem się okrętu chlupotała to w tę, to w tamtą stronę. Każdy mógł się obsłużyć. Przy stole panowało milczenie, przerywane rzucanymi uwagami, monosylabami wyrażającymi beznadziejność sytuacji. (...) W końcu ktoś powiedział:

    - Dzisiaj moja żona zostanie wdową, ale jeszcze o tym nie wie.

    Powietrze wydawało się jak z ołowiu, a jeśli ktoś chciał jeszcze coś powiedzieć, to uwięzło mu to w gardle. Było to bardzo przykre. Zbyt przykre, aby tam pozostać.''

    Tak wspominał poranek 27 maja komandor ppor. Burkard-Freiherr von Müllenheim-Rechberg, dowódca rufowej artylerii pancernika. Myślę, że wyczerpuje to opis...

    O 8:45 admirał Tovey na mostku ''Rodneya'' zauważył w lornecie ciemnoszarą sylwetkę pancernika. Niemcy również widzą Brytyjczyków. Dowódca ''Bismarcka'', komandor Ernst Lindemann nakazuje przygotować się do bitwy.

    Chwilę później Brytyjczycy otwierają ogień z dystansu 19,5 km. Na próżno. Komandor Adalbert Schneider, dowódca artylerii ''Bismarcka'', świeżo odznaczony Krzyże Rycerskim za zniszczenie ''Hooda'' spokojnie i z zimną krwią, jak na ćwiczeniach wydaje rozkazy. Osobiście, wśród padających pocisków, wychodzi na pokład i ręcznie nanosi odczyty. O 8:49 ''Bismarck'' odpowiada ogniem. Jego pociski lądują tak blisko ''Rodneya'', że na tym pękają szyby w nadbudówkach.

    Nieco zdenerwowani Brytyjczycy wyrzucają kolejne salwy. Admirał Tovey krzyczy, by skrócić dystans. ''Rodney'' próbuje zmniejszyć odległość, silniki się przegrzewają. Załoga maszynowni polewa je morską wodą, by nie wybuchł pożar. Tymczasem kolejna salwa ''Bismarcka'' trafia 20 metrów od pancernika, powodując drżenie kadłuba. Jeszcze jedna salwa, a brytyjski pancernik zostanie trafiony.

    Jednak, jakby los wówczas się odwrócił. ''Rodney'' strzela kolejną salwę. Celną. Trafia ona w stanowisko dowodzenia ogniem ''Bismarcka'', niszcząc kompletnie dalmierz. Komandor Schneider, obalony eksplozją, wstaje i próbuje prowadzić działa ''na oko''. Udaje mu się - chwilę potem salwa ''Bismarcka'' obramowuje pancernik ''King George V''.

    Jednak najlepsze nawet umiejętności, największa odwaga i najwspanialszy hart ducha nie mogą pomóc w obliczu miażdżącej przewagi liczebnej i ogniowej...

    O 9:00 ''Bismarcka'' trafiają kolejne pociski, rozrywając międzypokład. Zniszczenie systemów wentylacyjnych powoduje zadymienie okrętu, kolejny pocisk wyłącza z działania dziobowe wieże ''Anton'' i ''Bruno''. Na rufie komandor von Müllenheim próbuje prowadzić ogień, ale bezskutecznie.

    Brytyjczycy podchodzą na odległość 9 km. To, wbrew pozorom, bardzo mało dla dział, które mają zasięg ponad 30 km. Ogień otwierają ciężkie krążowniki. Z tego dystansu nie można nie trafiać - każdy pocisk trafiał. Brytyjczycy masakrują nadbudówki, dewastują pokład, niszczą jedną za drugą wieżą artylerii pomocniczej. Dziób ''Bismarcka'' rozgrzewa się od pożarów i eksplozji do czerwoności. Solidna, kuta stal Kruppa syczy i paruje obmywana falami. Krew ścieka po stalowym pokładzie, zasłanym szczątkami wyposażenia. Pod pokładem jednak marynarze cały czas dzielnie walczą, zakładając maski przeciwgazowe. Wyłamują stalowe drzwi, próbują oddymić pomieszczenia, pompują wodę. Pancernik, mimo trafień, nadal utrzymuje się na wodzie.

    Komandor Lindemann zdaje sobie sprawę, że dalsza walka będzie rzezią. Wg niektórych źródeł wówczas kazał poddać okręt. Ale Brytyjczycy nie reagowali na sygnały. Wręcz przeciwnie. Strzelali jeszcze bardziej. Do komandora Fredericka Dalrymple-Hamiltona, dowódcy ''Rodneya'' podchodzi kapelan okrętowy. Błaga go o wstrzymanie ognia. Komandor odmawia. Kapelan odchodzi, modląc się za niemieckich marynarzy.

    ''Rodney'' zbliża się na dystans 2000 metrów. To jak strzelać z przyłożenia. Mimo, że widać wyraźnie machających białymi flagami marynarzy, Brytyjczycy wściekle ostrzeliwują pokład, zabijając przerażonych Niemców pociskami 406 mm. Do tej pory niemiecki pancernik otrzymał około 400 trafień. To była rzeź.

    W tym czasie na ''Bismarcku'' I oficer, Hans Oels, nakazuje przygotować okręt do samozatopienia i zalać dziobowe magazyny amunicyjne. O 9:50 zamilkła ostatnia wieża - rufowa ''Caesar'', dziesięć minut później wszystkie pozostałe działa umilkły. Komandor Junack otwiera grodzie i odpala ładunki, niszcząc kotłownię i magazyny amunicyjne.

    O 10:15 admirał Tovey nakazuje wstrzymać ogień. Ale Brytyjczycy jak w amoku dalej strzelają do milczącego okrętu, ignorując rozkaz. Dopiero krzyk Toveya przywołuje wszystkich do porządku. Cios łaski kolosowi miał zadać krążownik ''Dorsetshire'', odpalając torpedy, które dosięgają burt zmasakrowanego okrętu.

    Na zdemolowanej rufie ''Bismarcka'' gromadzą się ocalali. Dowództwo nad nimi przejmuje kmdr von Müllenheim, wydając rozkazy ewakuacji. Fale przelewają się przez pokład, zmywając ciężko rannych. Ktoś intonuje ''Ojcze nasz''. Von Müllenheim odwraca się w stronę dziobu. Widzi komandora Lindemanna i woła go. Lindemann pozdrawia go gestem i odwraca się, salutując banderze Kriegsmarine.

    O 10:40 okręt przewraca się do góry dnem i tonie. Po rozbitków podpływa krążownik ''Dorsetshire'', wyrzucając siatki przez burtę. Po niecałej godzinie Brytyjczycy nagle przerywają akcję ratunkową. Rzekomo dostrzegli peryskopy U-Bootów, chociaż najbliższy U-Boot znajdował się dobrych kilkanaście kilometrów dalej. Marynarze, uczepieni siatek na burcie, spadają do morza. W wodzie pozostaje około 700-900 niemieckich marynarzy. Porzuconych na pastwę wzburzonego morza. Nie próbuję sobie nawet wyobrazić uczuć, gdy setki ludzi patrzyło na oddalające się okręty brytyjskie... Uratowano zaledwie 115.

    Uradowany admirał Tovey nadaje depeszę o zatopieniu ''Bismarcka'' do Admiralicji, którą przyjęto wybuchem radości. Zemsta za ''Hooda'' dokonała się. Po bitwie powiedział: ''Bismarck podjął najbardziej bohaterską bitwę w najbardziej nierównych okolicznościach, godną najchwalebniejszych tradycji Marynarki Wojennej i zatonął z powiewającą banderą''.

    Na dnie morza, wraz z pancernikiem ''Bismarck'' spoczęło 2106 niemieckich marynarzy. Wśród nich zarówno dowódca pancernika, kmdr Lindemann, jak i dowódca zespołu, admirał Günther Lütjens. Był i wśród nich chłodny Adalbert Schneider, był i dzielny I oficer, Hans Oels. I setki bezimiennych marynarzy. W ostatnim domu, jaki mieli, leżącym na głębokości blisko pięciu kilometrów w ciemnej otchłani. Ocalali marynarze, od odnalezienia wraku okrętu w 1989 roku, składali wieńce ku pamięci poległych kolegów. Ostatni marynarz z ''Bismarcka'', Bernhard Heuer, zmarł w marcu 2018 r.

    Gdy admirał Lütjens dowiedział się o rozkazie rejsu ''Bismarcka'' i ''Prinz Eugena'', powiedział do wiceadmirała Vossa, oficera łącznikowego Kriegsmarine w Berlinie: ''Chciałbym się pożegnać, nigdy już nie wrócę. Jeśli się weźmie pod uwagę przewagę Brytyjczyków, nie jest prawdopodobne, abyśmy to przeżyli...''

    Łamie mi serce historia sierżanta Wernera Seeligera, jednego z pilotów pokładowych ''Bismarcka''. Mojego równolatka. Kochał muzykę, grę na saksofonie i organach, lubił bardzo sport. Gdy został zmobilizowany, wybrał lotnictwo. Zginął tego ranka. Jego ukochana czekała jeszcze wiele lat po wojnie na jego powrót. Na próżno...

    61 lat po zatonięciu pancernika znany reżyser, James Cameron, umieścił na wraku symboliczną tablicę, wykonaną przez firmę Blohm und Voss - dawnych twórców ''Bismarcka'':

    ''Na pamiątkę tysięcy młodych ludzi, którzy zginęli tutaj i tysięcy innych, którzy polegli walcząc tym potężnym okrętem. Niech jego wrak będzie pomnikiem szaleństwa wojny.''

    Bismarcku, zawsze w tej bitwie będę po Twojej stronie.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    źródło: 61404187_2521320094579426_987954821539561472_n.jpg

    •  

      @ToNieOn:

      PS Gdzie i ilu ''bezbronnych marynarzy'' zamordowały U-Booty?

      Jeśli ktoś jest debilem i pisze o: przeciwnikowi dyszącemu sadystycznym pragnieniem zemsty i mordu

      No, tyle, że to jest prawda. Polecam książkę ''Zatopić Bismarcka''. Angole dyszeli żądzą zemsty za to, że ''Bismarck'' zatopił ''Hooda'', podczas ostatniej bitwy prowadzili ogień nawet, kiedy ''Bismarck'' już zamilkł, nawet, kiedy dostali wyraźny rozkaz wstrzymania ognia. Masz to w tekście, że nawet brytyjski kapelan (!) prosił o przerwanie ognia, bo ''Bismarck'' był już zmasakrowany.

      Jedynym debilem w tym wątku jesteś ty - nie dość, że nie umiesz merytorycznie się wypowiedzieć, to jeszcze jesteś agresywnym chamem, który obrzuca adwersarzy wyzwiskami.
      pokaż całość

    •  

      @wjtk123: Powiem tak, o ile zdarza sie czasem, ze @Mleko_O oraz tworca wpisow @IIWSwKolorze1939-45 wprowadzaja do tekstow oceny, ktore nie maja potwierdzenia w faktach, albo sa dosc naciaganymi ocenami (ktore jak tylko mam chwile czasu, to od razu punktuje), tak w tym przypadku po prostu maja racje.

      Brytujczycy zignorowali sygnaly o poddaniu sie Niemcow, a po zatopieniu okretu zostawili rozbitkow na pewna smierc (jawne pogwalcenie konwencji prowadzenia wojny na morzu).

      I tu mozna sie mocno zdziwic, poniewaz generalnie Kriegsmarine zachowywala sie poprawnie (pojedyncze akcje zlamania konwencji byly inicjatywa wlasna poszczegolnych kapitanow jednostek, a nie rozkazem wydanym przez Admirala Doenitza).

      W Procesie Norymberskim nad Doenitzem niewiele braklo a doszloby do skandalu, gdyz wyszlo, iz Kriegsmarine zachowywala sie zgodnie z konwencjami prowadzenia wojny na morzu, co potwierdzila zarowno Admiralicja Brytyjska jak i US Navy. Ponad 100 wysokich oficerow marynarki wojennej Anglii i USA wyslalo listy poparcia dla Doenitza, proszac o jego zwolnienie z procesu!

      Natomiast Alianci maja akurat sporo za uszami w tym temacie...

      Jako zrodlo polecam pozycje: Clay Blair, Hitler's U-boat War: Vol. I and II.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (31)

  •  

    Badania Google'a warte $10 mln pogrzebały marzenia o zimnej fuzji jądrowej.

    Po zainwestowaniu 10 mln USD w eksperymenty z zimną fuzją, Google Inc nie znalazła żadnych dowodów na to, że synteza jądrowa może być wykonana w temperaturze pokojowej.
    Jednak inwestycja nie została zmarnowana.
    Wyniki zostały opublikowane na łamach czasopisma Nature.

    Link do znaleziska (dodałem tłumaczenie w komentarzu) https://www.wykop.pl/link/4977041/badania-google-a-warte-10-mln-pogrzebaly-marzenia-o-zimnej-fuzji-jadrowej/

    Źródło: Artykuł w Nature.

    Jeśli chcesz być na bieżąco z najlepszymi znaleziskami to zapisz się na MikroListę.
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/56Bf7jbXdbGvM2NK i dodaj Swój nick do listy #swiatnauki.

    #swiatnauki #gruparatowaniapoziomu #liganauki #ligamozgow #qualitycontent #energetyka #energia #energetykajadrowa #gospodarka #ekologia #oze #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    ODKRYTO W RZYMIE MARMUROWĄ GŁOWĘ BACHUSA

    Archeolodzy prowadzący prace wykopaliskowe przy średniowiecznych murach w Rzymie, natrafili na bardzo interesujące znalezisko - marmurową głowę bóstwa, które zapewne przedstawia Bachusa.

    Do odkrycia doszło w samym centrum miasta. Jak się okazuje, odkryta głowa była częścią fundamentów pod mury miejskie. Jest to kolejny przykład na to, że antyczne kamienne rzeźby często wykorzystywane były potem jako materiał budowlany.

    Głowa posiada wciąż wyraźne delikatne, kobiece rysy i datowana jest na I-II wiek n.e. Naukowcy sądzą, że po oczyszczeniu uda im się odkryć ślady pigmentów i kolorów na marmurze.

    Bachus był rzymskim imieniem dla zapożyczonego greckiego bóstwa Dionizosa – patrona wina oraz uprawy winogron.

    https://www.imperiumromanum.edu.pl/odkrycie-rzymskie/odkryto-w-rzymie-marmurowa-glowe-bachusa/

    #archeologia #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #rzym #qualitycontent #venividivici
    --------------------------------------------------------------------------------------
    Podobają Ci się treści? Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!
    https://www.imperiumromanum.edu.pl/dotacje/
    pokaż całość

    źródło: TELEMMGLPICT000198670740_trans_NvBQzQNjv4Bq7cN0L8Ura0Bdvarobt0Wj7yif0N6J3waMRLrQv6l0bI.jpeg

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Ponieważ zarzucacie mi milczenie na pewne sprawy i że jestem antyPolakiem, bo nie piszę o PILECKIM, proszę, oto nowy wpis.

    „Pani mąż to wrzód na ciele Polski Ludowej, który trzeba wyciąć”

    Przystojny oficer w polskim mundurze westchnął ciężko, rozpinając haftki kołnierza, ozdobionego wężykami. Jeszcze trzeba podyktować notatkę i koniec pracy na dzisiaj. Praca sędziego nie była łatwa, nigdy. Ani przed wojną, ani teraz, już po niej. Sprawy, sprawy, sprawy. Tomy akt piętrzyły się na biurku. Zabójstwa, podpalenia, rabunki, akty terroru. Życiorysy i szkice oskarżonych bandytów z lasu. Oficer zapalił papierosa, zaciągnął się głęboko i zaczął dyktować stenotypiście. Monotonnym głosem dyktował słowa, które znaczyły dla adresatów ''być albo nie być:

    „...z uwagi na popełnienie przez skazanych najcięższych zbrodni zdrady stanu i Narodu, pełną świadomość działania na szkodę Państwa i w interesie obcego imperializmu, któremu całkowicie się zaprzedali, skład sądzący uważa, że ci obaj na ułaskawienie nie zasługują”.

    Był marzec 1948 roku.

    Przedwczoraj (25 Maja - Mleko) minęła 71. rocznica zamordowania przez polski sąd komunistyczny jednego z sześciu najodważniejszych ludzi II wojny światowej. Znany jako ten, który na ochotnika poszedł za druty największego obozu koncentracyjnego, wyglądał na starszego niż posiadane 47 lat.

    Kiedy we wrześniu 1945 roku odbył rozmowę z generałem Władysławem Andersem, otrzymał rozkaz powrotu do Polski i organizowania tam struktur wywiadowczych i zbadania gruntu konspiracyjnego. Trafił tam w grudniu. Jego grupa była wyjątkowa. Nie było przysięgi, nie było zbrojnych zamachów, nie było łączników. Była ściśle tajna praca wywiadowcza i rozpracowywanie komunistycznych sił bezpieczeństwa. Ale pętla stopniowo się zaciskała. W końcu rotmistrz otrzymał rozkaz wyjazdu, ale nie skorzystał z niego, zdając sobie sprawę, że nikt, po jego wyjeździe, go już nie zastąpi.

    Dwa lata po zakończeniu wojny, 8 maja 1947 roku, wpadł w kocioł zorganizowany przez bezpiekę. Trafił w łapy najokrutniejszych śledczych, takich, jak major Eugeniusz Chimczak - sadystów w polskich mundurach, dorównujących okrucieństwem najgorszym zwyrodnialcom z jednostek karnych SS. Pięciomiesięczne śledztwo rotmistrz skwitował później jednym zdaniem do żony: ''Oświęcim to była igraszka''. Domyślać się można tylko, co to znaczyło.

    3 marca 1948 roku rozpoczął się proces ''grupy Witolda''. Kto oskarżał, kto orzekał, kto sądził? Czy byli to jacyś zajadli komuniści? Może oficerowie NKWD w polskich mundurach? Albo jacyś wioskowi analfabeci, zachłyśnięci władzą?

    Nie.

    Przewodniczącym składu sędziowskiego był podpułkownik Jan Hryckowian. Sześć lat młodszy od rotmistrza. Obywatel USA. Absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego z aplikacją sędziowską. Przedwojenny oficer i sędzia Wojskowego Sądu Rejonowego w Grodnie i Tarnopolu. W czasie wojny - oficer ZWZ-AK, odznaczony za dzielność Krzyżem Walecznych i Krzyżem Zasługi z Mieczami. Od 1945 roku w ludowym Wojsku Polskim.

    Prokuratorem zaś był major Czesław Łapiński. Również przedwojenny oficer, podporucznik artylerii. Uczestnik kampanii 1939 roku, później działał w lewicowej organizacji PLAN, a stamtąd przeszedł do ZWZ-AK. Podejrzewa się go o współpracę z Gestapo. W trakcie powstania warszawskiego miał dowodzić kompanią na Ochocie. Również od 1945 r. był w ludowym WP.

    Sędzią z kolei był kapitan Józef Badecki. Przedwojenny prawnik, absolwent Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie i aplikant sądowy w Przemyślu. W 1939 r. dowodził plutonem z 5. pułku podhalańskim. Od grudnia 1944 roku w ludowym WP.

    Przedwojenni prawnicy, oficerowie, weterani AK. Polacy. Oficerowie w polskich mundurach oskarżali polskiego oficera. Swojego kolegę. Nie żadni wyimaginowani ''komuniści'', czy ''Sowieci''.

    Pileckiego oskarżano o łącznie sześć zarzutów, z których do jednego (zamachu na grupę dygnitarzy MBP) nie przyznał się. Ale do pozostałych już tak. Orzekano na podstawie zarówno dekretu z 13 czerwca 1946 r., Kodeksu Karnego WP, jak i przedwojennego Kodeksu Karnego.

    Po 12 dniach wyrok zapadł. Winny pięciu zarzutów. Sąd odrzucił oskarżenie o przygotowanie zamachu. Wyrok: śmierć przez rozstrzelanie. W II instancji sąd podtrzymał wyrok.

    ...Zgrzytnął zamek, zaskrzypiały drzwi. Chudy mężczyzna z wąsikiem stanął u wejścia.

    - Pilecki, widzenie.

    Wymizerowany, skatowany mężczyzna podniósł się z pryczy i wolno wyszedł z celi. Początkowo prowadzony przez dwóch klawiszy, poprosił ich, by go puścili. Chciał iść sam. Szedł dwa kroki przed klawiszem. Wiedział, że to nie widzenie. Nie odwracał się. Nie musiał. Wiedział, że chudy mężczyzna w stopniu sierżanta sięga właśnie po służbową tetetkę, szybkim ruchem odciąga kurek i mierzy mu w kark...

    Padł strzał.

    Był 25 maja 1948 roku.

    Starszy sierżant Piotr Śmietański za ten jeden strzał, którym pozbawił życia ''wroga ludu'' otrzymał tysiąc złotych.

    A pozostali? Czesław Łapiński dalej szalał. Oskarżał m.in. kpt. Stanisława Sojczyńskiego ''Warszyca'' i jego podkomendnych, żądając dla nich kary śmierci. Jak zawsze zresztą. Wyroki wykonano. Dożył w spokoju swoich dni, jako pułkownik w stanie spoczynku, choć u kresu jego życia próbowano ukarać go za jego nikczemne zbrodnie. Zmarł w 2004 roku.

    Podpułkownik Hryckowian i pułkownik Badecki nie dożyli swoich procesów. Zmarli jeszcze w PRL, opływając w zaszczyty i splendor. Hryckowian orzekał w procesie płk. Jana Rzepeckiego, skazując na długoletnie więzienie oskarżonych. Wydał łącznie co najmniej 16 wyroków śmierci. Badecki orzekł łącznie przynajmniej 29 kar śmierci, w tym dla majora Hieronima Dekutowskiego ''Zapory''. Zimny morderca, zawsze uprzedzająco grzeczny i uprzejmy. Dla niego każdy oskarżony był już martwy.

    Wszyscy spoczywają na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

    A rotmistrz Pilecki? Zrehabilitowany i uhonorowany pośmiertnie, lecz jego ciało nadal pozostaje nieodnalezione.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    źródło: 61617277_2519678814743554_8004186754603024384_o.jpg

  •  

    RECENZJA: OBRAZ BARBARZYŃCÓW W CESARSTWIE RZYMSKIM W ŹRÓDŁACH ŁACIŃSKICH LAT 376-476

    Książka „Obraz barbarzyńców w Cesarstwie Rzymskim w źródłach łacińskich lat 376-476” autorstwa Tomasza Skibińskiego jest to ciekawa propozycja dla osób zainteresowanych stosunkiem antycznych Rzymian wobec napływających na tereny rzymskie ludów barbarzyńskich.

    Autor w sposób niezwykle dogłębny analizuje zachowane źródła antyczne, przedstawia opinię dziejopisarzy czy przedstawicieli wiary chrześcijańskiej oraz formułuje własne wnioski. W swojej książce opiera się na listach, traktatach, dziełach przedstawicieli starożytności: Ammianusa Marcellinusa, Klaudiana Klaudiusza, Sulpicjusza Sewera czy Prospera z Akwitanii. Mimo, że pozycja ma formę badania i analizy jest niezwykle wciągająca, zwłaszcza ze względu na niezwykle współczesne zagadnienie.

    Imigranci czy obcy po dziś dzień budzą mieszane uczucia wśród ludności lokalnej. Nie inaczej było w przypadku Rzymian. Rzym przez setki lat był przykładem stabilności; kontrolował limes oraz nie pozwalał, by ludy przygraniczne przekraczały rzymskie ziemie bez pozwolenia. Świetnym przykładem jest zdecydowana ofensywa Cezara, który uniemożliwił masową migrację Helwetów w połowie I wieku p.n.e. Kryzys III wieku n.e. doprowadził jednak do osłabienia rzymskiej państwowości, gospodarki, pieniądza, a przede wszystkim wojska, w którym dominującą siłę zaczęli odgrywać najemnicy oraz oddziały pomocnicze o barbarzyńskim pochodzeniu.

    Autor nie bez powodu wybrał sobie do analizy lata 376-476. W roku 376 cesarz Walens zgodził się przyjąć w granice Imperium migrujących Gotów, rozpoczynając proces „barbaryzacji” Imperium; z kolei rok 476 to obalenie rządów ostatniego cesarza zachodniorzymskiego Romulusa Augustulusa. Tak jak wspomniałem autor opiera się w swojej analizie – którą prowadzi chronologicznie – na licznych źródłach historycznych. Początkowo obraz barbarzyńców jest raczej pochlebny. Goci ukazani zostali w źródłach rzymskich jako pokojowo nastawiony lud, który szukał sposobu na przetrwanie. Jednak złe nastawienie urzędników do obcych oraz wyzysk doprowadziły do wybuchu konfliktu. Od tego momentu w źródłach pojawiać się zaczęła wizja barbarzyńcy-agresora, który jest niżej cywilizacyjnie od Rzymianina.

    Pierwsze źródła jako cel najazdów barbarzyńców na ziemie rzymskie wskazują próbę wzbogacenia się i zapewnienie sobie warunków do lepszego życia. Z czasem jednak zaczyna się kształtować wizerunek barbarzyńcy, który chce zniszczyć rzymską cywilizację. Pojawia się także zagadnienie integracji barbarzyńców z Cesarstwem, małżeństw mieszanych czy „mody barbarzyńskiej” zdobywającej popularność w Italii.

    Zdecydowanie mogę polecić omawianą pozycję. Autor wykazuje się fachowością, jasnością wniosków oraz opiera się na licznych źródłach. Praca jest unikalna na polskim rynku i z pewnością może zainteresować liczne grono czytelników. Co więcej, tematyka jest mocno powiązana z problemami, z którymi musi się obecnie mierzyć Europa Zachodnia – migracją z krajów Bliskiego Wschodu oraz Afryki. Z pewnością wielu to zainteresuje.

    https://www.imperiumromanum.edu.pl/recenzje/obraz-barbarzyncow-w-cesarstwie-rzymskim-w-zrodlach-lacinskich-lat-376-476/

    #ksiazki #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #rzym #qualitycontent #venividivici
    --------------------------------------------------------------------------------------
    Podobają Ci się treści? Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!
    https://www.imperiumromanum.edu.pl/dotacje/
    pokaż całość

    źródło: 417533.jpg

  •  

    Zapraszam na nową historię z serii #polskiepato.

    Możecie ją przeczytać tutaj lub na moim blogu, klik. Macie tam więcej zdjęć (w tym ofiary) i skan opisu obrażeń.

    • • •

    PRZYJAŹŃ NA ŚMIERĆ I ŻYCIE

    Justyna była najstarszym dzieckiem państwa Kaszów i nieocenioną pomocą w codziennych obowiązkach. Dziewczyna systematycznie wykonywała wszystkie prace domowe i pomagała w lekcjach piątce młodszych braci. Sama uczyła się bardzo dobrze i mimo złych warunków mieszkaniowych zawsze była przygotowana do zajęć. Matka Justyny była sprzątaczką i ledwo wiązała koniec z końcem. Z mężem alkoholikiem, wielokrotnie skazywanym za znęcanie się nad rodziną, pozostawała w separacji. Żyli bardzo skromnie, a od początku lat 90. mieli przyznanego kuratora, który regularnie ich odwiedzał.

    W 2002 r. po ukończeniu liceum ogólnokształcącego w rodzinnym Pińczowie (woj. świętokrzyskie) Justyna chciała dostać się na wymarzone studia w Kielcach. W czerwcu wyjechała złożyć papiery na uczelnię. Pech chciał, że w drodze potrącił ją samochód ciężarowy, a nastolatka ledwo uszła z życiem. Po długim pobycie w szpitalu i dwóch trepanacjach czaszki ponownie starała się o przyjęcie na ówczesną Akademię Świętokrzyską.

    Przez cały czas mojej choroby pocieszałam się, że moje cierpienie związane z wypadkiem i dotychczasowe życie w strachu wynagrodzone zostanie tym, że dostanę się na studia, a w przyszłości, po ich ukończeniu, pomogę także rodzeństwu

    – pisała do rektora, a jej prośba została pozytywnie rozpatrzona. Justyna otrzymała także odszkodowanie, a pieniądze wpłaciła na konto, planując w przyszłości wydać je na kurs prawa jazdy.

    Była nieśmiała, a przez biedne pochodzenie czuła się gorsza od rówieśników, którzy nie do końca ją akceptowali. Wstydziła się zapraszać znajomych do domu, a raczej jednej izby z kuchnią, w którym żyła jej siedmioosobowa rodzina. Oprócz swojego chłopaka nie miała zbyt wielu bliskich osób. Ten jednak uczył się w oddalonej o 40 km szkole z internatem, dlatego gdy zaprzyjaźniła się z Patrycją Solich, całą sobą zaangażowała się w tę znajomość. Imponowało jej, że dziewczyna z wręcz innego świata, z pieniędzmi, ładnym domem i modnymi ubraniami, chce spędzać czas z nią – biedną, lekko pulchną i zlęknioną.

    Matka oraz ojczym Patrycji prowadzili dobrze prosperującą firmę transportową. Ze swoim biologicznym ojcem nie utrzymywała kontaktów, za to była mocno związana z dziadkami. W oczach rodziców chciała uchodzić za wyjątkową i idealną córkę z dobrymi wynikami w nauce. Niewiele potwierdzonych informacji można znaleźć na jej temat, na forach internetowych roi się od plotek, których nie chcę tutaj powtarzać. Patrycja z Justyną znały się już w szkole średniej, jednak zaczęły przyjaźnić się dopiero podczas wspólnych studiów fizjoterapii w filii Akademii Świętokrzyskiej w Busku-Zdroju.

    Chciałam pracować z niepełnosprawnymi dziećmi, jestem wrażliwa na krzywdę ludzką

    – mówiła Patrycja.

    Dziewczyny przebywały ze sobą bardzo dużo czasu – razem jeździły na uczelnie, imprezowały i uczyły się. Na początku lutego 2003 r. spędzały wieczór u Patrycji. Gdy Justyna wyszła do toalety, przyjaciółka ukradkiem otworzyła jej torbę i wyjęła portfel. 20-latka zauważyła jego brak dopiero następnego dnia. Zadzwoniła do Patrycji, ta jednak zapewniała, że go u niej nie zostawiła. Solich znała PIN do karty, a skradzione pieniądze wydawała na markowe ubrania, kosmetyki, imprezy, stawiała znajomym (w tym także Justynie) piwo w pubach i obdarowywała prezentami. Nagły przypływ gotówki tłumaczyła rzekomymi osiągnięciami na studiach. Rodzice uwierzyli w jej sukcesy w nauce, jednak po jakimś czasie okradziona zaczęła podejrzewać Patrycję. Gdy do 21 marca z jej konta zniknęło już 5,7 tys. zł zgłosiła sprawę na policję. Atmosfera pomiędzy przyjaciółkami zaczęła się zagęszczać. Patrycja przeczuwała, że Justyna ją posądza, jednak żadna z nich nie mówiła o tym głośno.

    16 kwietnia w Wielki Piątek Patrycja zadzwoniła do przyjaciółki z informacją, że muszą dziś jechać na uczelnię. Skłamała, że zajęcia, które zostały wcześniej odwołane, mają się jednak odbyć. Justyna wyszła z domu około godziny 14:00 i razem z Patrycją pojechała do Buska-Zdroju. Oczywiście, na miejscu okazało się, że zajęć nie ma, więc dziewczyny udały się do pobliskiego baru na piwo. Po wizycie w dwóch pubach i kilku sklepach postanowiły wrócić do domu. Najbliższy bus z stronę Pińczowa odjeżdżał dopiero za 40 minut, dlatego Patrycja zaproponowała, by przeszły kilka przystanków na piechotę. Droga prowadziła skrajem lasu koło Welecza. W okolicach Lasku Winiarskiego Justyna powiedziała o swoich podejrzeniach względem przyjaciółki. Zagroziła jej też, że jeżeli nie odda karty, o wszystkim powie jej rodzicom. Patrycja była dobrze przygotowana na tę rozmowę. Najprawdopodobniej najpierw użyła gazu pieprzowego, później zadała Justynie co najmniej 120 ciosów nożem z około dziesięciocentymetrowym ostrzem, w tym 79 ran kłuto-ciętych głowy, szyi i tułowia. Ciosy były bardzo silne i agresywne, a według opinii biegłego niektóre wbicia były po samą rękojeść. 20-latka zmarła na miejscu.

    Patrycja dłuższą chwilę siedziała przy zwłokach ofiary i paliła papierosy. W końcu zadzwoniła do swojego chłopaka z prośbą, by po nią przyjechał. Solich w momencie morderstwa była w drugim miesiącu ciąży, o czym Maciej N. nie wiedział. Gdy przyjechał w umówione miejsce zauważył, że dziewczyna jest brudna i krwawi z nosa. Skłamała, że spędziła wieczór z Justyną i dwoma jej kolegami i jeden z nich ją uderzył. Z przystanku pojechali do pubu, gdzie w toalecie umyła się z krwi i wyczyściła zaplamione ubrania. Do rodzinnej miejscowości wróciła w nocy, uprała rzeczy i poszła spać. Gdy Justyna nie pojawiła się w domu, w rodzinie Kaszów wybuchła panika. Rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania, w które zaangażowali się także okoliczni mieszkańcy. Następnego dnia, jeden z braci zaginionej udał się do Patrycji, ta jednak powiedziała mu, że rozstała się z Justyną po południu pod szkołą. Rozmowę tę słyszał Maciej N.

    Dlaczego skłamałaś? Przecież mówiłaś, że spędziłaś z Justyną wczorajszy wieczór

    – spytał.

    Lepiej, żeby nikt nie wiedział, że z nią wczoraj byłam. Nie chcę kłopotów

    – odparła, urywając rozmowę.

    Ciało Justyny zostało odnalezione przez przypadkowego kierowcę w pierwszy dzień świąt wielkanocnych. Przy zwłokach znaleziono gaz należący do Patrycji, która jeszcze tego samego dnia została zatrzymana. Jej tłumaczenia były niespójne, rozbieżne. Solich przedstawiała wykrętne wersje, kilkukrotnie zmieniała przebieg wydarzeń i uparcie zaprzeczała, jakoby miała cokolwiek wspólnego ze śmiercią przyjaciółki. Sugerowała nawet winę najstarszego z braci zamordowanej. Z każdym następnym przesłuchaniem gubiła się w swoich kłamstwach i ujawniała coraz więcej istotnych szczegółów. Raz nawet przed prokuratorem przyznała się do zabójstwa, co później odwołała. Z opisu w protokole przesłuchania wynika, że z płaczem oświadczyła, iż chce powiedzieć prawdę. Ujawniła nawet motywację i okoliczności zabójstwa oraz sposób jego dokonania.

    Byłam w szoku, nie panowałam nad sobą

    – szlochała. Nie opisała jednak całego przebiegu zabójstwa, płacząc, że nie chce więcej na ten temat mówić. Gdy policjanci przedstawili jej nagranie z przydrożnego monitoringu, na którym widać, że szła razem z Justyną chwilę przed jej śmiercią, przyznała, że tego dnia tylko się pobiły, a w trakcie szarpaniny użyła kawałka blachy znalezionego w lesie. Zarzekała się, że zostawiła Justynę żywą i nie wie, kto ją zamordował.

    Justyna powiedziała, że podejrzewa mnie, że to ja ją okradłam. Prosiłam, żeby nie mówiła moim rodzicom, bo są święta. Wywiązała się szarpanina. Uderzyłam ją pięścią w twarz, ona upadła. Już później nie rozmawiałyśmy. Wzięłam plecak i poszłam w stronę przystanku

    – relacjonowała. Te tłumaczenia utrzymywała później przed Sądem. Przyznała się także do kradzieży karty od bankomatu i wyczyszczenie konta zamordowanej. Zdaniem prokuratury, Solich zmieniała wyjaśnienia, by dopasować je do gromadzonego materiału dowodowego. Na ubraniu, bucie i plecaku oskarżonej znaleziono ślady krwi Justyny. Narzędzie zbrodni nigdy nie zostało odnalezione.

    Maciej N. dowiedział się o ciąży Patrycji dopiero podczas jej pobytu w areszcie śledczym. Tam też urodziła syna, który trafił pod opiekę matki oskarżonej.

    . . .

    Proces rozpoczął się w Sądzie Okręgowym w Kielcach w maju 2004 r. (zdjęcie) (zdjęcie) Na następnej rozprawie na początku czerwca, sędzia Artur Adamiec spytał oskarżoną, czy to prawda, że podczas badania lekarskiego tuż po zatrzymaniu nie chciała pokazać spodów dłoni, na których miała rany.

    Nie stawiałam oporu. Na dłoni miałam odcisk

    – odparła.

    W wyroku S.A. w Krakowie czytamy jednak:

    Oczywistym jest, że rany pokrzywdzonej nie spowodowała ona kawałkiem blachy, szkłem czy tym podobnym przedmiotem lecz nożem o czym bezspornie świadczą opinie biegłych.

    Podczas rozprawy sędzia dwukrotnie przyłapał Patrycję na rozbieżnościach w tym, co mówiła wcześniej.

    Świadkiem w procesie miał być Maciej N., który oświadczył, że ze względu na to, że jest dla oskarżonej bliską osobą, planowali ślub oraz mają wspólne dziecko, chce skorzystać z prawa do odmowy zeznań. Sąd nie wyraził na to zgody, ponieważ okazało się, że chłopak przez ostatni rok napisał do Patrycji tylko jeden list, nie skorzystał także z otrzymanego prawa do widzenia, a ich dziecko nie jest przez niego formalnie uznane i zapisane na nazwisko oskarżonej.

    Podczas zeznań przed sądem, matka Justyny nie była w stanie wymówić imienia oskarżonej. W pewnej chwili chwyciła mikrofon i krzyknęła:

    Ja ci nie życzę kary śmierci! Ale obyś cierpiała tak, jak moje dziecko! Niech cię piekło pochłonie! Dlaczego zabiłaś mi moją jedyną córkę, moją nadzieję? Jak ty możesz z tym żyć?!

    . . .

    W książce Moniki Sławeckiej "Dożywocie. Zbrodnia i kara Małgorzaty Rozumeckiej", tytułowa osadzona opowiadała:

    Solich w więzieniu urodziła dziecko. (...) Z tego, co mi wiadomo, w więzieniu nieźle wywijała. Miała kilka kar dyscyplinarnych, grypsowała, a dzieckiem w ogóle się nie interesowała.

    Słowa Rozumeckiej zgadzają się z opinią z aresztu śledczego w Katowicach, którą w czerwcu 2005 r. odczytał Sąd. W dokumencie napisano, że zachowanie oskarżonej było wręcz naganne – była dziewięć razy karana dyscyplinarnie m.in. za próby wysyłania nieocenzurowanej korespondencji, zakłócanie ciszy nocnej, tatuaże, niestosowne zachowanie. Kobieta stwarzała problemy wychowawcze, prowadziła konsumpcyjny tryb życia, była despotyczna (krytykowała matkę za to, co przysyła jej w paczkach). Solich nie zgodziła się z tą opinią.

    Prokuratura wniosła o karę dożywotniego pozbawienia wolności, uznając, że w wypadku Patrycji Solich nie można mówić o wychowawczym aspekcie kary i należy wyeliminować ją ze społeczeństwa. W mowie końcowej prokurator Ewa Nowak oznajmiła, że zgromadzone dowody w sposób ewidentny potwierdzają winę oskarżonej i to, że wcześniej zaplanowała zabójstwo. Podkreślała wyjątkowo haniebny charakter jej czynu i to, że mimo iż sama miała doskonałą sytuację finansową i dobrze wiedziała o biedzie panującej w domu przyjaciółki, zdecydowała się ją podstępnie okraść, a pieniądze roztrwoniła na modne ubrania i kosmetyki.

    Dumna, wyniosła, żadnej skruchy

    – mówiła o Patrycji prokurator.

    Zdaniem obrońców, w zgromadzonym materiale nie było niebudzących wątpliwości dowodów, przez co oskarżona powinna być uniewinniona. Według mecenasa Wojciecha Czecha, Solich przyznała się, gdyż po wielogodzinnych przesłuchaniach powiedziano jej, że jej matka ma zawał. Chciała zadzwonić do domu i wtedy padła propozycja "Przyznaj się, to zadzwonisz”. Było jej już wszystko jedno. Obrońca oskarżonej zwrócił też uwagę na znalezione pod paznokciami ofiary DNA należące do mężczyzny oraz na to, że na rzeczach oskarżonej były tylko "minimalne" ślady krwi ofiary. Tymczasem według biegłego po dokonaniu takiego czynu sprawca powinien "broczyć" krwią.

    Nie jestem dumna. Nie czuję się winna zabójstwa Justyny. A to, że nie płaczę? Bo ja jej nie zabiłam

    – odpowiedziała Patrycja na zarzuty prokurator. Powiedziała też, że wstydzi się tego, że okradła koleżankę, która jej ufała i wstydzi się, że jej rodzina ponosi tego konsekwencje.

    30 czerwca 2005 r. zapadł wyrok. Za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, które zostało uznane za działanie z zamiarem bezpośrednim¹ Sąd Okręgowy w Kielcach skazał Patrycję Solich na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Za kradzież karty bankomatowej i wypłacenie z niej w okresie od 10 lutego do 21 marca 2003 r. 5,7 tys. zł na karę dwóch lat pozbawienia wolności oraz obowiązek oddania rodzicom zamordowanej skradzionych pieniędzy. Orzeczoną karą łączną za te przestępstwa było dożywotnie pozbawienie wolności.

    To kara najsurowsza z możliwych, ale daje oskarżonej szansę, jakiej jej koleżanka nie miała. Po 25 latach może się ubiegać o przedterminowe zwolnienie

    – uzasadniał decyzję sędzia Artur Adamiec.

    Sąd nie uznał także argumentu obrońcy oskarżonej, że jakoby Solich przyznała się do morderstwa, chcąc zadzwonić do matki i martwiła się o jej zdrowie.

    Trudno w to uwierzyć. Sąd widział, jak matka Patrycji była na granicy omdlenia [podczas składania zeznań], a u oskarżonej nie spowodowało to reakcji

    – podkreślał sędzia.

    W uzasadnieniu czytamy także:

    Oskarżona mogła i powinna była chronić zarówno siebie, jak i poczęte dziecko przed konsekwencjami zaplanowanych działań. Jako kobieta i przyszła matka winna była kierować się jakąś powszechnie przyjętą gradacją wartości. Łamiąc wszelkie kanony moralne, udowodniła, że nie zasługuje na prawidłowe funkcjonowanie tak w społeczeństwie, jak i rodzinie.

    Nic mi nie wróci życia córki. Ona wychowała młodsze rodzeństwo, kiedy ja pracowałam. Ale dzieci zaczną teraz normalnie żyć, wiedząc, że morderca Justyny poniesie karę

    – mówiła matka zamordowanej.

    . . .

    Wyrok nie był prawomocny i po zaskarżeniu przez obronę w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie 29 czerwca 2006 r. zapadł kolejny wyrok. Sąd nie miał wątpliwości co do winy oskarżonej. W uzasadnieniu odniósł się m.in. do śladów męskiego DNA na ciele Justyny:

    Profil DNA pochodzenia męskiego stwierdzono na włosach zabezpieczonych na ciele denatki, a domieszka męskiego DNA była znikoma. Wedle opinii biegłej (...) przy zabezpieczeniu śladów biologicznych istnieje ryzyko kontaminacji obcym DNA. (...) Znikoma ilość ujawnionego męskiego DNA mogłaby przemawiać za przypadkowością naniesienia tego DNA (np. praca techników – bez maseczek). Okoliczność tę powinno się wiązać z wypowiedzią biegłego, który podał: „...w trakcie oględzin nachylałem się nad zwłokami, jak również rozmawiałem z technikiem znajdującym się na miejscu”. Te względy realnie mogły wiązać się z naniesieniem obcego, męskiego DNA, w dodatku w znikomej ilości. Wiązanie natomiast z tą okolicznością innego rodzaju przyczyn – a zwłaszcza rzutujących na prawidłowość ustaleń faktycznych – nie znajduje najmniejszego nawet potwierdzenia dowodowego i nie jest niczym uprawnione.

    W uzasadnieniu czytamy także:

    Oskarżona podjęła działania które swoją intensywnością, agresywnością wykraczały poza potrzebę realizacji zabójstwa Justyny Kaszy, wywołała nimi nieprzeciętne cierpienia ofiary. Ocena tych okoliczności dokonana przez Sąd Okręgowy i przyjęta kwalifikacja prawna czynu zasługują na akceptację, natomiast argumentacja skargi odwoławczej jest nieprzekonująca.

    Sąd uznał także, że nie stwierdzono u Solich "braku możliwości wychowawczych", a według opinii biegłego "jest jeszcze osobą młodą i może mieć szansę na uzyskanie poprawy jej funkcjonowania społecznego", a dożywotnia izolacja byłaby karą "niewspółmiernie surową”, a jej dolegliwości "przekraczałyby stopień winy”. Okolicznością łagodzącą był także fakt, że nie była wcześniej karana i posiada dobrą opinię środowiskową i rodzinną. Sąd uznał także, że w chwili popełnienia przestępstwa mogła działać z zamiarem nagłym² i być w silnych emocjach, "bo nie ma dowodów mogących ocenę taką podważyć".

    W konsekwencji Sąd Apelacyjny w Krakowie złagodził wymierzoną wobec Patrycji karę i skazał ją na 25 lat pozbawienia wolności.

    . . .

    Patrycja nigdy już nie przyznała się do zabicia Justyny. W 2009 r. złożyła wniosek do Sądu Najwyższego o wznowienie postępowania karnego. Prośba została oddalona.

    W kolejnych latach ciężko chorowała, przez co Sąd udzielił jej kilka przerw w odbywaniu kary, łącznie ponad rok. Z Zakładu Karnego w Grudziądzu trafiła na ten czas do dziadków. Do więzienia wróciła w listopadzie 2011 r. W 2015 r. trafiła do małego, półotwartego zakładu – Oddziału Zewnętrznego Aresztu Śledczego w Chojnicach na Pomorzu. Z artykułu Wyborczej z grudnia 2017 r. wynika, że utrzymuje kontakt z synem, stara się o zgody na częstsze z nim widzenia i pisze ciepłe listy do ukochanej babci. Maciej N. nie utrzymuje z nią kontaktów.

    Kara Patrycji Solich kończy się 12 kwietnia 2029 r.

    . . .

    ¹zamiar bezpośredni – sprawca chce popełnić czyn zabroniony (w odróżnieniu od zamiaru ewentualnego, gdzie tylko to przewiduje i się na to godzi)

    ²zamiar nagły – zamiar pojawia się tuż przed popełnieniem czynu zabronionego (w odróżnieniu od działania z premedytacją, gdzie sprawca wcześniej planuje swoje zachowanie)

    Zamiar bezpośredni i zamiar nagły to są pojęcia z dwóch różnych kategorii, mogą zatem występować jednocześnie.

    • • •

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    Sąd zezwolił na publikację wizerunku skazanej.

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Kielcach oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    Sprawa Patrycji Solich została przedstawiona także w programie "Polskie zabójczynie" (odcinek pt. "Czarny Wielki Piątek").

    • • •

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie bym mogła pozwolić sobie na poświęcenie większej ilości czasu na pisanie dla Was to zapraszam na mój Patronite. Prowadzę tam także bloga z dodatkowymi informacjami o zbrodniach, których temat aktualnie poruszam.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #morderstwo #pinczow #buskozdroj #kielce
    pokaż całość

    źródło: z2796498V,Kielce--30-czerwca-2006--Sad-Okregowy--Wyrok-w-spr.jpg

  •  

    Dzisiaj troszkę o tajemniczym Śląsku i jego skarbach

    W marcu 2019 roku w Niemczech zostały opublikowane zapiski jednego z oficerów SS. Egon Ollenhauer podał w nich informacje na temat tego, gdzie znajdują się ukryte przez nazistów skarby Dolnego Śląska.

    Link do znaleziska - Czy uda się zlokalizować skarby Dolnego Śląska z okresu II wojny światowej?

    Poniżej wołam osoby, które wyraziły chęć otrzymywania powiadomień o nowych wpisach.Jeśli ktoś chciałby dopisać się do listy, proszę o zostawienie plusa przy przeznaczonym do tego komentarzu pod niniejszym wpisem. Zachęcam również do obserwacji pierwszego tagu, którym opatrzone zostało linkowane znalezisko (tag autorski)

    Dodatkowe Tagi: #qualitycontent #ciekawostkihistoryczne #zainteresowania #zwyczaje #europa #swiat #liganauki
    #skarby #dolnyslask #polska #wojna #poszukiwacze #tajemnica #zloto
    pokaż całość

    źródło: 00083A0656HX9ECH-C122-F4.png

  •  

    Piloci Marynarki Wojennej US Navy opowiadają o obserwacjach UFO - niezidentyfikowanych obiektach latających.

    Według pilotów, bardzo dziwne kontakty z UFO miały miejsce w latach 2014-15 podczas lotów szkoleniowych u wschodniego wybrzeża USA. Kilku pilotów rozmawiało o tym z dziennikarzami New York Times, ale tylko dwóch zgodziło się ujawnić swoje nazwiska: porucznik Ryan Graves i porucznik Denny Accoin.

    Link do znaleziska (dodałem tłumaczenie w komentarzu) https://www.wykop.pl/link/4973633/piloci-us-navy-opowiadaja-o-obserwacjach-ufo-niezidentyfikowanych-obiektach/

    Źródło: Artykuł na łamach New York Times

    Jeśli chcesz być na bieżąco z najlepszymi znaleziskami to zapisz się na MikroListę.
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/56Bf7jbXdbGvM2NK i dodaj Swój nick do listy #swiatnauki.

    #swiatnauki #gruparatowaniapoziomu #liganauki #ligamozgow #qualitycontent #nauka #ufo #lotnictwo #marynarkawojenna
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Jutro postu nie będzie

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    20 maja w wieku 98 lat zmarł Rudolf von Ribbentrop, syn ministra spraw zagranicznych, Joachima von Ribbentropa i ostatni kawaler Krzyża Rycerskiego z Waffen-SS.

    Urodził się w 1921 roku Wiesbaden. W 1936 roku towarzyszył swojemu ojcu, gdy ten był ambasadorem III Rzeszy w Wlk. Brytanii i spędził rok w Westminsterze. W szkole zapamiętano, że jeździł z szoferem śliwkowym Mercedesem i witano go nazistowskim pozdrowieniem. Ze szkoły usunięto go po tym, jak jeden z uczniów ujawnił w wywiadzie dla ''Times'' tożsamość aroganckiego Niemca.

    W 1939 roku służył w pułku SS ''Deutschland''. Chrzest bojowy przeszedł podczas kampanii francuskiej 1940 roku, za którą uzyskał Krzyż Żelazny II klasy. W trakcie operacji ''Barbarossa'' służył w dywizji górskiej SS ''Nord'', gdzie został ranny w boju w Finlandii we wrześniu 1941 r.

    Po powrocie ze szpitala trafił do 1. Dywizji Pancernej LSSAH, dokładnie do 2. plutonu 6. kompanii pułku pancernego. Wziął udział w III. bitwie o Charków w 1943 roku. Kiedy dowódca plutonu został zabity, młody von Ribbentrop otrzymał rozkaz objęcia dowództwa nad plutonem krótko przed tym, jak antena w jego czołgu została uszkodzona. Natychmiast rozkazał pozostałym wozom ruszyć do ataku. Przebyli 40 kilometrów, wychodząc na sowieckie tyły i trafiając do Aleksiejewki pod Charkowem. Podczas ciężkich walk z Armią Czerwoną, został trafiony w płuco i mimo rany, odmówił ewakuacji do szpitala, ratując w pierwszej kolejności rannych żołnierzy swojego plutonu. Za swoją postawę otrzymał Krzyż Żelazny I. klasy i objął dowództwo nad 7. kompanią.

    Na łuku kurskim w lipcu 1943 r. poprowadził swoją kompanię do ataku i zaskoczył przygotowujące się do uderzenia sowieckie czołgi. Bardzo szybko Sowieci tracąc kilkanaście wozów wycofali się. 12 lipca z kolei jego pluton zatrzymał natarcie 150 sowieckich T-34, dając czas na przygotowanie obrony. Podczas trzech dni walk zniszczył 14 sowieckich czołgów, wykazując się dużą odwagą i walecznością.
    W sierpniu wziął udział w IV. bitwie o Charków i znowu został ranny. Za udział w walkach otrzymał Krzyż Rycerski w lipcu 1943 r.

    Później objął stanowisko adiutanta dowódcy pułku pancernego 12. DPanc. SS ''HJ''. Został ponownie ranny 3 czerwca 1944 r., kiedy brytyjski Spitfire ostrzelał jego wóz wracający z manewrów. Mimo to, sześć dni później wrócił do służby. Walczył też podczas ofensywy w Ardenach w grudniu 1944 r. i znowu został ranny podczas walk na przełęczy Elsenborn. Otrzymał Złotą Odznakę za Rany.

    8 maja 1945 r. dostał się do amerykańskiej niewoli. W czasie walk zniszczył 25 czołgów wroga. Jego ojciec został powieszony w Norymberdze w 1946 roku za popełnione zbrodnie. Rudolf po wojnie, wzorem ojca, zajął się handlem winem. W 2008 roku opublikował swoje wspomnienia i biografię ojca: ''Mój ojciec, Joachim von Ribbentrop'', niestety, niewydane po polsku.

    Tak, jego autograf też mam. Jak 106 innych weteranów II wojny - Polaków, Amerykanów, Brytyjczyków, Kanadyjczyków i innych. Pozdrawiam.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    źródło: 61441113_2516370091741093_962806649855148032_o.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #qualitycontent

0:0,0:1,0:0,0:0,1:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,1:0

Archiwum tagów