•  

    @nasygnalach: Dzisiaj oglądając transmisje live z gali @famemmatv zobaczyłem iż jeden z widzów dostał ataku #epilepsja zamieszanie zrobiło się ogromne i dało się odczuć że wielu ludzi nie do końca wiedziało co należy zrobić. Nawet właściciel kanału @thenitrozyniak (do którego nic nie mam i prywatnie bardzo go lubie) mówił że należy coś tej osobie włożyć w usta aby nie przegryzła sobie języka. Otóż prawda jest nie co inna.
    Zacznijmy od tego czym jest #padaczka.
    Padaczka jest to choroba #neurologiczna polegająca na tym, że chwilowo zostają zaburzone funkcje grupy neuronów (komórek nerwowych) skupionych w określonej części mózgu, czyli w tzw. ognisku padaczkowym, co doprowadza do wystąpienia napadu. Mamy wiele i rodzajów i przyczyn jej powstawania o których każdy może doczytać w internecie i nie bedziemy się w tym poście na ten temat rozwodzić. Omówimy za to jak powinna wyglądać #pierwszapomoc którą możemy udzielić takiej osobie.
    Po pierwsze usuwamy wszelkie przedmioty, które mogą być niebezpieczne dla chorego a które znajdują sie bardzo blisko niego.

    Naszym priorytetem w czasie trwania ataku powinna być #ochrona głowy i kręgosłupa przed urazami.
    Po ataku należy ułożyć #chorego w pozycji bezpiecznej i kontrolować #oddech.

    W czasie ataku i po jego ustąpieniu należy zapewnić choremu komfort, być przy nim i wspierać go. #atak kosztuje mnóstwo energii, ponadto po ustąpieniu #drgawki pojawiają się przejściowe zaburzenia logicznego myślenia.

    Zadzwoń po #pogotowie #ratunkowe, jeśli nie znasz osoby, która doznała w Twojej obecności ataku drgawek być może jest to jego pierwszy epizod i wymaga diagnostyki. Należy wezwać karetkę także wtedy, gdy po ustąpieniu drgawek osoba jest nieprzytomna, atak trwał bardzo długo lub doprowadził do poważnego urazu.

    W razie ataku #epilepsji NIE WOLNO:

    Powstrzymywać na siłę drgawek i krępować ruchów. gdyż można w ten sposób doprowadzić do urazu.

    Wkładać przedmiotów pod głowę, gdyż zmniejsza to drożność dróg oddechowych.

    Otwierać na siłę zaciśniętych szczęk.

    #ratownictwo #life #zycie #ratownikmedyczny #ratownictwomedyczne #pomoc #rescue #ratownik #osp #med #gala #youtube #famemma #polishgirl #polishboy #polska #warszawa #wroclaw
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190928_205458_202.jpg

    •  

      @nasygnalach hm nic nie podkładamy pod głowę, ale jak włożymy poszkodowanemu ręce pod głowę to też siłą rzeczy mu ją unosimy. Do tego dochodzi ryzyko połamania palców. Wychodzi na to, że to nie taka prosta sprawa i wymagała by zajęć praktycznych z kimś doświadczonym.

    •  

      @snus: palce są na tyle cienkie że podkladając je pod głowę nie doprowadzimy do zablokowania drug oddechowych. W swojej karierze nie spotkalem się jeszcze z tym aby ktoś przez asekuracje głowy doznał jakichkolwiek złamań. Co do szkoleń praktycznych są one bardzo ważne i pozwalają nam sie wiele nauczyć, a dodatkowo po przejściu takiego szkolenia sami czujemy sie pewniejsi. Kiedyś miałem plan nagrywać takie filmy i tłumaczyć ludziom jak należy postępować. Niestety w mojej sytuacji gdzie zarabiam około 3 tys pln do tego mam potężny kredyt na mieszkanie i rodzinę na utrzymaniu zakup dobrego sprzętu do krecenia i montażu jest nie realny. pokaż całość

      +: snus
    • więcej komentarzy (9)

  •  

    Kumpel z roboty mdlał od bólu nerki - pewnie kamica nerkowa. Blady jak ściana, nie miał siły wstać na nogi, ostatecznie leżał na podłodze i coś majaczył... Zadzwoniłem po pogotowie, biorąc pod uwagę, że z najbliższego szpitala są trzy kilometry - nie dojechało w 40 minut.

    W 10 minut przyjechał ambulans z prywatnej firmy w której chłopak miał abonament. Dla dyspozytora człowiek mdlejący z bólu, blady jak ściana to nie powód żeby dojechać na sygnale w porannych korkach w mordorze :|

    Cyrk :(

    #pogotowieratunkowe #999 #pracbaza #praca #zdrowie #medycyna #ratownictwomedyczne
    pokaż całość

    •  

      @Czeggu: ja kiedyś miałem stan przedzawalowy w robocie, karetka dojechala w pol godziny, a na pogotowie miałem tak daleko, że widzialem je z okna

    •  

      Paru ratowników mądrze powiedziało przez niskie pensje nie ma komu jeździć a korpolud 15k z mordoru na jdg b2b oburzony

      Jak się powie że ratownik czy strażak ma 2500 to się słyszy że podatki za duże i zmień pracę na IT, kto pluł gdy była akcja protestacyjna ? Wykopki kuce 15k b2b jdg a jak brzuszek boli czy napad czy zatrucie to karetku sanepid i policja, a karetka stoi bo kierowca w biedronce 800 więcej dostał

      Mam kumpli i w karetce i pogotowiu i sanepidach i innych policjach - część szuka innej pracy bo za 2500 w Wawie nie da się żyć a każdy normalny chce mieć rodzinę, nie ma obsad na karetkach i tyle, jeszcze troche a w urzędach też będzie dłużej bo odchodzą i nikt nie przychodzi bo biedronka płaci lepiej
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (117)

  •  

    TL;DR

    pokaż spoiler Gość siedział na chodniku w stanie, który w sposób widoczny wskazywał na pilną konieczność udzielenia mu pomocy medycznej, nikt nie zareagował


    18+ bo zdjęcie jest dość drastyczne

    Pojechałem dzisiaj z #wroclaw rowerem pojeździć w okolicach #sleza wracając przejeżdżałem przez #sobotka i zauważyłem gościa siedzącego na chodniku, obok leżała kula, gość miał jedną stopę bosą i wyglądała ona okropnie ( pic rel ), cała opuchnięta i sina, wyglądało to jakby w ogóle nie miał krążenia w niej. Zawróciłem i zapytałem czy wszystko w porządku i jak długo tutaj siedzi. Gość powiedział, że nie jest w porządku, że nie może wstać, nie ma czucia w stopie i że noga bardzo go boli aż ponad kolano, że siedział tam jakieś pół godziny ( w pełnym słońcu przy 30 stopniach, to było krótko przed godziną 13:00 ). Z szybkiego wywiadu ustaliłem, że gość ma 64 lata, cierpi na zakrzepicę, powiedział też że miał na tę okoliczność dwie operacje, a na pytanie jak doszło do tego, że znalazł się w tamtym miejscu stwierdził, że próbował dojść do jakiejś wioski 2 kilometry dalej. Nie był pijany, przynajmniej nic na to nie wskazywało, rozmawiał normalnie, nie było też czuć od niego alkoholu ( w sumie jakby był to nic by to nie zmieniło )

    Zadzwoniłem na 112, dyspozytorka przekierowała połączenie do dyspozytorni pogotowia, opisałem stan gościa dość szczegółowo włącznie z podaniem wszystkich informacji, które od niego uzyskałem. Pani dyspozytor pogotowia - nie wiem czy świadomie czy nie - próbowała mnie zniechęcić, zaczęła mówić że karetka z Wrocławia będzie jechać, że nie wiadomo jak długo to potrwa, że to nie jest stan nagły etc. Dopiero po zdecydowanym powtórzeniu kilka razy, że ten człowiek w mojej ocenie wymaga natychmiastowej pomocy medycznej, zdecydowała zadysponować karetkę natomiast nie chciała podać orientacyjnego czasu przyjazdu, poprosiłem o jakiś numer identyfikacyjny zgłoszenia, też nie chciała podać, powiedziała że nie jest upoważniona, generalnie w moim odczuciu była to dość nieprzyjemna rozmowa ( nie wiem czy to tak powinno wyglądać, wydaje mi się że nie ) natomiast efekt został osiągnięty.

    Karetka przyjechała po 5 minutach - okazało się, że stacja pogotowia jest w tej samej miejscowości. Panowie ratownicy medyczni zrobili szybki wywiad, obejrzeli kończynę, po czym zapakowali gościa na noszach do karetki, potem już pojechałem.

    Okolica była średnio ruchliwa, co jakiś czas przejeżdżał samochód, przechodzili ludzie, rowerzyści i przez te pół godziny kiedy ten typ tam siedział, nikt nie zareagował. Dopiero jak już tam czekałem z gościem na tę karetkę to zatrzymał się jeden typ samochodem. Nie pojmuję, jak można nie zareagować widząc człowieka w takim stanie, ale widocznie znieczulica i brak empatii w naszym społeczeństwie mocno

    pokaż spoiler #ratownictwo #ratownictwomedyczne #medycyna #czujedobrzeczlowiek
    pokaż całość

    źródło: IMG_0955_1.jpg 18+

  •  

    Tak wygląda fabryczna apteczka z #audi z drugiej połowy lat 90-tych:
    - nożyce,
    - agrafki,
    - kreda,
    - 5 chust trójkątnych,
    - 1 chusta duża (lub coś innego z tego samego materiału)
    - 8 bandaży różnej wielkości,
    - 7 zestawów: bandaż + opatrunek jałowy,
    - 5 dużych opatrunków jałowych,
    10x10 cm,
    - taśma opatrunkowa,
    - instrukcja.

    Czy obecnie w nowych autach są fabryczne apteczki?

    Czy taki bandaż lub opatrunki jałowe są po tylu latach bezpieczne do użytku?

    #pierwszapomoc #motoryzacja #auto #wypadek #ciekawostki #ratownictwo #ratownictwomedyczne
    pokaż całość

    źródło: 1556682730270.jpg

  •  

    #heheszki #szczecin #ratownictwomedyczne

    Co jak co ale taki uraz kręgosłupa to nie żarty.

    źródło: Screenshot_1.jpg

  •  

    Moi drodzy, w nocy spotkala mnie niebezpieczna sytuacja. W nocy w trakcie snu moja partnerka zaczela sie krztusic/dlawic i nie mogla zlapac oddechu. Dlugo nie myslac zastosowalem chwyt heimlicha przez ok. 20-30 sekund, natomiast nie pomogl, poszkodowana zrobila sie wiotka (prawdopodobnie stracila wtedy przytomnosc). Wtedy juz opadlem z sil (przechodze przez przeziebienie aktualnie) i zsunela mi sie na podloge, ulozylem ja w postaci bocznej. Szybko obudzilem sasiadow mieszkajacych obok (5-10 sekund max), gdy wrocilem pojawil sie u poszkodowanej plytki oddech i mala ilosc wymiocin na podlodze. Poszkodowana nieprzytomna. Puls jest, oddech plytki, niestabilny. Sasiadka zadzwonila po karetke, czekamy. Po ok. 5 minutach odzyskala przytomnosc, brak swiadomosci. Po 12 minutach przyjechala karetka zrobili wstepne badania. Pacjentka odzyskala swiadomosc. Wzieli ja na obserwacje na SOR.

    Czy jest ktos z was w stanie mi wytlumaczyc co sie wydarzylo i co sie wydarzylo mojej dziewczynie na podstawie podanego opisu? Czy moja reakcja byla wlasciwa czy chwyt heimlicha byl zbedny i moglem zrobic cos lepiej? W zyciu nie mialem tak nerwowej sytuacji.

    Edit: Podziekowania dla grupy ratownikow, ktorzy profesjonalnie podeszli do sprawy.

    #ratownictwo #ratownictwomedyczne #medcontent #lekarz #medycyna #sor
    pokaż całość

  •  

    Rodzice wezwali karetkę. Pogotowie z Dolnośląskiego nie przyjechało, dyspozytor odmówił wyjazdu. Rodzice, mieszkając przy granicy z Wielkopolską, wyjechali do szpitala w Kępnie. Pogotowie wezwane na terenie Wielkopolski wyjechało im na przeciw. Niestety nie zdążyli...
    Dziecko zmarło w kępińskim szpitalu po nieudanej reanimacji.

    Jak tak można?! Sam dzieci nie mam, ale i tak się we mnie ostro zagotowało gdy to przeczytałem. Ten dyspozytor, który odmówił wyjazdu to powinien być wypieprzony w podskokach i oskarżony o umyślne spowodowanie śmierci.

    Przecież to granda i skandal. Ja rozumiem, że mamy dużo hipochondryków wzywających karetkę do złamanego małego palca u stopy, ale do jasnej cholery, u dzieci stan zdrowia naprawdę potrafi gwałtownie się zmienić i skoro rodzice dzwonią na pogotowie, bo coś złego dzieje się z dzieckiem, to lepiej czasem wysłać karetkę trzy razy za dużo niż raz za mało - jak w tym przypadku.

    https://www.radiosud.pl/fakty/kepno-tragedia-nie-zyje-8-latek-10648

    #dzieci #pogotowie #999 #dolnslask #wielkopolska #afera #ratownictwo #ratownictwomedyczne #dyspozytor #kepno #sycow #olesnica #radiosud
    pokaż całość

    •  

      @Sebgat: Nie wiemy nic o treści rozmowy rodziców z dyspozytorem. Samo stwierdzenie, że poczuł się gorzej wcale nie musi oznaczać, że trzeba wysłać karetkę, a zostanie zaproponowana wizyta na całodobowej opiece w miejscu zamieszkania.

      Tak łatwo jest z góry, po fakcie od razu oskarżać jedną stronę nie mając żadnych danych, bo przecież umarło dziecko i to zły obcy dorosły celowo nie pomógł.

      Na chwilę obecną nie wiadomo, co było przyczyną zgonu. Jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć chłopiec był leczony już wcześniej. Dzisiaj przed południem poczuł się gorzej.
      pokaż całość

    •  

      @Sebgat gówno prawda, ostatnio afera, że policjant umarł bo też niby dyspozytor nie chciał wezwać. Wiadro pomyj wylane, media, internet, wszyscy wydali wyrok na dyspozytora... który zrobił wszystko tak jak powinien i nie popełnił żadnego błędu a zgon policjanta nir był związany z decyzjami dyspozytora

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Kosmos był i nadal jest nie tylko miejscem rywalizacji, ale także międzynarodowej współpracy. Jeszcze podczas Zimnej Wojny ZSRR i USA połączyły siły, aby stworzyć globalny system ratownictwa morskiego, powietrznego i lądowego Cospas-Sarsat. System, który przez 30 lat uratował dziesiątki tys. osób.

    Link do znaleziska: Cospas-Sarsat - globalny satelitarny system ratunkowy

    #kosmos #technologia #ratownikmedyczny #ciekawostki #lotnictwo #gruparatowaniapoziomu #statki #kosmosboners #satelity #zeglarstwo #samoloty #transport #morze #ratownictwo #ratownictwomedyczne
    pokaż całość

    źródło: cospas-sarsat-schemat-dzialania-ok.jpg

  •  

    Jak udało się nam ustalić Paweł Adamowicz otrzymał nożem trzy ciosy. Jeden z ciosów przerwał aortę.

    Czy jest jakiś medyk - lekarz lub ratownik, który może powiedzieć coś o ciosie, który przerywa aortę?

    Jakiś wykopek pisał, że szanse na to że wyjdzie z tego, to 5%.

    #wosp2019 #gdansk #medycyna #ratownictwo #ratownictwomedyczne #ratownikmedyczny #lekarz #wosp pokaż całość

  •  

    Jeszcze pół godziny i koniec dyżuru...w końcu do domu.
    #ratownictwo, #ratownikmedyczny, #pracbaza, #ratownictwomedyczne

    źródło: 1546968552989.jpg

  •  

    #999 #sor #ratownictwomedyczne
    SOR- Szpitalny Oddział Ratunkowy.
    "....
    Każdy zna, każdy wie, każdy TEORETYCZNIE powinien wiedzieć co to za miejsce i kiedy się tam udać. W praktyce, z okazji iż Polska jest krajem wódki i cebuli płynącym- tu ludzie nie wiedzą, kurwa od czego jest SOR.
    Wchodząc na SOR czuć w powietrzu zapach cebuli od wszyskich roszczeniowych mord, ludzi, których w ogóle nie powinno tam być.
    Ludzie myślą, że SOR to taka przychodnia, tylko wieczorna, że jak se kurwa Bożęka opuszek paluszka przetnie, robiąc wieczorem kanapki z paprykarzem i cebulą Januszowi, to sobie tam idzie i jej opatrunek zrobią, a i kroplóweczka by się przydała, bo Stefek imieniny miał, zaczęliśmy w piątek, skończyliśmy w niedziele tylko tydzień później. No rozciągło się Pani kochana, jak gacie teściowej.
    A w ogóle, to najlepiej po karetkę zadzwonić, po chuj będzie kobita piechtobusem kopytkować, albo cebuliony taksówkarzom złodziejom płacić, jak przecież „hehe od tego te nieroby so, żeby mnie tam zawieźć i tak tylko dupy worzo całe dnie, po Makdonaldach się rozbijajo”. To nic, że w tym czasie ktoś naprawdę potrzebuje pomocy. Bożęka, Janusz i ich skaleczony palec wymagają natychmiastowego transportu. A weź no zwróć uwagę, że KARETKA TO NIE TAKSÓWKA, to Ci tętnice przegryzie i jad cebulianowy wpuści.
    Ostatnio czytałam artykuł, jak ludzie z wieżowca utrudniali dojazd Ratownikom medycznym na 10 piętro, po kolei wciskając inne numerki.
    Łamałabym palce i patrzyła czy aby na pewno wszystkie kostki wystarczająco dobrze popękane. Jak można być takim głąbem? Dlaczego nikt nie pomyśli, że ktoś może tez tak utrudniać dojazd, gdy On bądź ktoś z Jego bliskich będzie potrzebował pomocy?
    Ludzie sobie nie zdają sprawy z tego, że dla Nas to jest kurwa pare sekund może minut, nic nas to nie zbawi, ale dla nich każda sekunda jest na wagę złota.
    A wiecie co jest potem najchujowsze?
    Że Ci sami co często utrudniają karetce/ratownikom medycznym dostać się do potrzebujących najgłośniej drą się dodając posty na fejsa „ILE TO MOŻNA CZEKAĆ NA KARETKĘ, KURWY JEBANE ZYJO ZA MOJE PINIONSZKI, A JA Z WRASTAJĄCYM PAZNOKCIEM MUSIAŁEM NA NICH CZEKAĆ GODZINĘ, MADKO I CURKO CO TO ZA KONOWAŁY i jeszcze nie pomogli, kazali do rodzinnego iść, JAK MAM IŚĆ JAK MNIE PALEC BOLI”.
    Już nie wspomnę, że w większości ludzie traktują ratowników/lekarzy/pielęgniarki jak śmieci. „BO ONI ZA TO PŁACO IM SIĘ NALERZY.” Należy to się każdemu chamowi ostrzegawczy strzał na ten roszczeniowy pysk.
    Korytarz życia? Ktoś słyszał? Ktoś wie? No niby tak, ale w praktyce to Janusze w swych passatach nichuja karetce drogi nie ustąpią, Pany Szos zasrane, on jedzie jemu się na schabowego spieszy. Gorsi od tych, którzy nie zjeżdżają są Ci, którzy wykorzystują korytarz życia i jadą za albo przed karetką, BO MOGĄ. Skoro już zrobili ładny przejazd to sobie Sebek swoim Ortalionbusem szybciej do domu dojedzie. Ludzie to dzbany, serio.
    Wracając do SORu. Ludzie traktują te miejsce jak kawiarnie, narzekają, jęczą, kawy nie ma, herbaty nie ma, za gorąco, za zimno, cebula w oczy szczypie, a ten Pan Żul śmierdzi, a tamta się za głośno śmieje, A DLACZEGO TAK DŁUGO, NO CO IDĄ MOJE SKŁADKI LENIUCHY?!, a dlaczego Pani z okienka siku idzie? Mogła się w domu wysikać! Niekończący się festiwal narzekania.
    Gdyby ktoś mógł mi wytłumaczyć co kieruje ludźmi, którzy z przeziębieniem/skaleczeniem/wrastającym paznokciem czy inną błahostką tam idą? Ba kurwa! Idą, i z wielkimi pretensjami jęczą, że oni „TU MUSZO DWIE GODZINY Z GORONCZKO SIEDZIEĆ, A TEN Z URWANO RENKO TO OD RAZU POSZEDŁ.”
    No, kurwa przepraszam bardzo, proszę wybaczyć, już tego bez ręki wyrzucamy za drzwi, a Pana zapraszamy na kozetkę, osłuchamy i damy antybiotyk. Jebać tamtego, co to tam urwana ręka, kto to widział się przejmować, czej rzucimy mu nitkę i igłe niech se zszyje, albo w ogóle to niech idzie w pizdu, kto mu kazał łapę pchać tam gdzie nie trzeba?
    Ktoś z wypadku? Spokojnie, poczeka sobie, zapraszamy pana z tym paznokciem, wytniemy, posmarujemy paluszka maścią, pogłaskamy po główce, co się Pan będzie męczył.
    Słucham? Ten tam co pod jego łóżkiem jest kałuża krwi? A to spoko, to jakiś debil z wypadku, jechał jak szalony, wyjebał jak dzik w sosnę, to sam jest sobie winien. Najpierw ten pan z paznokciem.
    Ktoś z zawałem? Wylewem? Przykro Nam, najpierw wszyscy Ci niezadowoleni z poczekalni, co to im się w domu nudziło to przyszli na SOR ludzi powkurwiać.
    MY MAMY KUPĘ CZASU NA TAKIE RZECZY. Właściwie, to całe dnie pijemy kawkę i w między czasie kogoś tam czasem przyjmiemy.
    Udajemy, że coś robimy, specjalnie, żeby ludzie w poczekalni się na nas wkurwiali kiedy my se pykamy kolejną partyjkę brydża, popijając łysky z kolo.

    Ludzie do chuja miłego co z Wami? Serio, jeśli waszemu życiu nic nie zagraża to na chuj idziecie na ten SOR, dzwonicie po karetkę? Dociera do Was, że tym samym odbieracie komuś szanse na życie/zdrowie?
    Wasze przeziębienie czy wrastający paznokieć, ból palca, ręki czy nogi często może poczekać do rana, czyjś wylew/ zawał/ wypadek- nie poczeka.
    Narzekacie na karetki, na SORy, na lekarzy, a nie widzicie, że to pacjenci często są sobie winni, przez swoją roszczeniowość i egoizm. "
    pokaż całość

  •  

    Dziś pod jednym z centrów medycznych w #warszawa nie udało się uratować człowieka.
    Koło 15:00 wchodziłem do centrum na umówiona wizytę. Przed centrum stały dwie karetki na niebieskich bombach. Obok, na betonie leżał człowiek, a wokół niego lekarze i inna służba medyczna, która jeszcze o niego wtedy walczyła (np. jakieś maszyny medyczne robiły ping).
    Od lekarza wychodziłem z godzinę później. Karetek już nie było, za to była już policja. Denat był przykryty płótnem i wokół niego rozstawiono kilka parawanów.
    Cholernie mną ten widok wstrząsnął.
    #pogotowieratunkowe #ratownictwomedyczne
    pokaż całość

  •  

    #ratownictwomedyczne #medycyna #zdrowie

    Witajcie Mirki i Mirabelki!

    Tytułem wstępu przytoczę Wam sytuację sprzed kilku dni, która do teraz powoduje we mnie ogromną złość, połączoną z bezsilności z powodu pobytu na emigracji. Całość wiem jedynie z relacji siostry, która mnie o wszystkim poinformowała.

    Kilka dni temu moja babcia miała udar. Rano idąc do łazienki wywróciła się. Miała typowe ku temu objawy - częściowy paraliż jednej strony, problemy z chodzeniem, bełkotliwa mowa. Dodatkowo w szpitalu okazało się, że ma odmę płuc.

    Jeszcze w trakcie wizyty pogotowia, ratownik stwierdził, "że babcia jest pijana, że udaje". Następnie stwierdził, "że to już rozlane jest i nie będą z tym nic robić, nie będą się śpieszyć".

    Do szpitala trafiła lekko po 7, na oddział przed 12 - i to tylko dlatego, że na SORze stanęło serce i ledwo ją odratowali. Obecnie jest w śpiączce farmakologicznej.

    SERIO KURWA? Tak postępuje profesjonalny ratownik medyczny? Tyle mówi się w telewizji o "złotej godzinie", by jak najszybciej doprowadzić by chory z podejrzeniem udaru trafił na oddział udarowy, na odpowiednie badania, by zminimalizować szkody które spowodował udar. A potem taki kutas przyjeżdża i twierdzi, że to alkohol, udawanie. Może od razu mógł powiedzieć, że jest stara i nie będą nic robić?

    Kończąc mój wywód, proszę Was o wykopanie znaleziska, które (podobnie jak moje poprzednie, odnośnie pierwszej pomoc w przypadku zaksztuszenia gdy obok nikogo nie ma) być może wielokrotnie było na Wykopie, jednak jest równie ważne dla uratowania życia - swojego i swoich bliskich.

    Zapoznajcie się z nim, proszę. Dzięki temu może kiedyś uratujecie czyjeś życie.

    https://www.wykop.pl/link/4321059/udar-klasyfikacja-rodzaje-przyczyny-objawy-diagnostyka-profilaktyka/

    pokaż spoiler Dodam tag #mirkomodlitwa prosząc o modlitwę, by moja babcia z tego wyszła...
    pokaż całość

    •  

      @c9f24440e055136e5ee3dfa934d3933f ewentualnie jako świadek zajścia dla potrzeb innych służb lub gdy ... poszkodowany zostanie okradziony to Twoje nazwisko i osoba nie musi być brana pod uwagę dla późniejszego postępowania. To w gestii prokuratora.

    •  

      @c9f24440e055136e5ee3dfa934d3933f: poczytaj sobie o PLI CBD do systemów SWD służb. Jeśli dyspozytor pyta o imię i mówisz Jan Kowalski Gdańsk, a dane właściciela telefonu to Adam Nowak Zakopane to masz podstawę sądzić, że coś jest nie tak w zgłoszeniu.

      Sprawa nr 2 to właśnie psychologia tłumu. Jak zwrócisz się do kogoś po imieniu to przestaje być anonimowy i jest bardziej skłonny do pomocy.

      Historia kolegi ze stanowiska kierowania. Dzwoni jakiś oszołom i zaczyna wyzywać od CH, K itp. Kolega w czasie połączenia pobiera dane z systemu i pyta:
      - Panie Mirku, zamieszkały na ul. Rogala 8 dlaczego Pan tak mówi?
      - po drugiej stronie szok, niedowierzanie, koniec połączenia.
      pokaż całość

      źródło: swdst.pl

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Mireczki,

    Z racji mojego gównianego stanu zdrowia wczoraj zmuszona byłam wezwać karetkę pogotowia.
    Zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam, że na wezwanie przyjechało jedynie dwóch ratowników a nie jak to wcześniej bywało 3-4 osoby w tym lekarz.
    Jak tylko doprowadzili mnie do stanu jakiejkolwiek używalności zapytałam dlaczego jeżdżą w tak małym składzie.
    Panowie uśmiechnęli się do mnie ponuro i poinformowali, ze od nowego roku(w ramach cięcia kosztów), LEKARZE w karetkach NIE JEŻDŻĄ... Po jakiejś chwili Panowie dali mi też do zrozumienia, że na cały rejon Krakowski jest JEDEN dyżurujący lekarz przypisany do karetek w ramach ciężkich wypadków... Historia dotyczy Krakowskiego oddziału ratunkowego.

    Szczerze nie wiem co mam o tym myśleć. Nie wiem też ile w tym "globalnej prawdy" więc jeśli znacie jakichkolwiek ratowników medycznych na wykopie to wołajcie. Chętnie dowiem się czegoś więcej w tym temacie - z góry dziękuję.

    #karetki #szpitale #ratownictwo #ratownictwomedyczne #lekarze #nfz #nowyroknowefuckupy
    pokaż całość

    źródło: kostrzyn.wlkp.pl

  •  

    Ehh, dostałem opieprz od ratownika medycznego, że wezwałem pogotowie :|

    Koleś siedział skulony pod ścianą budynku, panowała temperatura ujemna, facet nie reaguje na głos + dotyk (potrząśnięcie), nie zauważyłem też żeby się ruszał. Pierwsza reakcja - ok pewnie pijak, ale później zaczęło mnie martwić, że nie rusza się, więc sprawdziłem czy reaguje na głos i dotyk. Brak reakcji, więc szybko telefon na pogotowie, ciul wie czy pijak czy nie, po prostu koleś może się wychłodzić i będzie klapa. Przez 30 minut od momentu zauważenia sytuacji do momentu przyjazdu karetki nikt inny nie zareagował, mimo, że sytuacja przy krzyżówce gdzie przechodzi wiele osób, ludzie jedynie się chwilę patrzyli i odchodzili.
    Przyjechała karetka, ratownik do mnie z pretensjami, "że no jak to facet nie reaguje" (domyślam się, że wkurwiony, że zadzwoniłem do nich z pijakiem), po czym 5 minut dopraszał się pół-przytomnego faceta jak ma na imię...
    Później dziwić się, że tyle osób nie reaguje nawet na takie przypadki, czort wie czy to pijak czy człowiek z problemem, zwłaszcza, że nie czuć woni alkoholu. Czekasz 20min na karetkę na mrozie po czym jedyne co z tego masz to opieprz ratownika, że w ogóle zareagowałeś w taki sposób. JA NIE JESTEM OD TEGO, ŻEBY DAWAĆ WYROK CZY KOLEŚ ZASŁUGUJE NA POMOC CZY NIE, mam gdzieś czy typ się najebał sam, czy może co innego się stało, po prostu widzę, że koleś może zamarznąć i kompletnie nie daje żadnych oznak = dzwonię na pogotowie, moim zdaniem zareagowałem słusznie ghhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh

    #gownowpis #sluzbazdrowia #pogotowie #nfz #zalesie #ratownictwomedyczne #ratownictwo
    pokaż całość

  •  

    Niezłe śmieszki z tych ratowników (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #ratownikmedyczny #ratownictwomedyczne #112 #heheszki

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    taka mi się przypomniała sytuacja w związku z dzisiejszym wpisem gdzie karetka pojechała do urazu barku a ludzie nie potrafili zrozumieć, że to nie robota dla rat-medów

    moja historia również dotyczy konsekwencji nadużywania kompetencji #ratownictwo #ratownictwomedyczne #ratownikmedyczny i #999

    historia co prawda nie moja ale z pierwszej ręki bo od mojego brata,który pracuje jako rat med w małopolsce.

    pojechał całkiem niedawno do urazu palca - na sygnale bo niby obcięty kątówką. przyjeżdżają a tam przycięta końcówka palca (ta część z paznokciem). na placu przed domem 3 samochody. po założeniu opatrunku tłumaczą rodzinie, że mają wsiąść w samochód i podjechać do szpitala. oczywiście afera jak skurwysyn. najbardziej szczekała żona pacjenta bo to ona dzwoniła: "Janusz przecież od 30 lat płaci a wy go do szpitala nie chcecie wziąć. już ja wam zrobię koło dupy"

    wzięli - dla świętego spokoju

    jadą do szpitala i dzwoni dyspozytor, że w pobliżu w jakiejś firmie jest zatrzymanie krążenia a on nie ma żadnej karetki. najbliższa wolna jest 15km dalej.
    długo się nie zastanawiali, włączyli niebieskie i jazda. gość z owiniętym palcem dostaje instrukcje, że ma siedzieć na dupie i pod żadnych pozorem nie wychodzić z karetki.

    dojeżdżają na miejsce i robią co mają robić. pacjent po 10 minutach RKO, podaży leków i zaintubowaniu ruszył. nieprzytomny, nie oddycha ale serce bije. ładują gościa do karety. podłączają pod respirator, robią ekg - zawał. mój brat siada pacjentowi za głową a pacjent z urazem palca siedzi obok. wygląda jakby sam zaraz miał dostać zawału. jadą na bombach do szpitala.
    po drodze kolejne zatrzymanie krążenia. pisk hamulców, ładowanie i strzał defibrylatora, masaż. z noszy spada ssak z którego wylewają się płyny ustrojowe oddessane wcześniej z dróg oddechowych. rzygi pięknie rozbrygując się po całej karetce w tym po nogach gościa z ciężką amputacją palca. kilka minut rko pacjent na noszach znów ruszył.
    gościu obok wygląda jakby chciał się zapaść pod ziemię. jest blady jak ściana, w którą wciska się z taką siłą, że zaraz trzeba będzie do blacharza jechać klepać bok.

    po wjeździe na podjazd dla karetek i otwarciu drzwi do ratowników startuje żona tego pierwszego pacjenta. że co to jest? gdzie oni sobie przejażdżki urządzają z jej mężem jak ona tu już czeka 30 minut na niego. gościu wysiada z karetki i krzyczy do niej wymowne "zamknij się kurwa" po czym spierdolił wszystkim z oczu. brat mówił mi że więcej go nie widzieli bo pojechali przekazać tego pacjenta po NZK.

    osobiście myślę, że to co przeżył w karetce zostanie mu w pamięci do końca życia i zanim kiedykolwiek zadzwoni po pogotowie to sto razy się zastanowi. szkoda tylko, że "mądry Polak po szkodzie" bo wcale nie musiało do tej sytuacji dojść.

    historia wydaję się troche science fiction bo w żadnym wypadku nie powinno się brać dwóch pacjentów do jednej karetki, chyba że oboje np przy drobnej kolizji mają drobne urazy. nie mniej jednak #takbylo więc kolejny apel do tych, którzy dzwonią po karetkę bo nie chcą czekać w kolejce szpitalu. niech się zastanowią czy naprawdę to oni są najważniejszym pacjentem w danej chwili, w danym czasie i miejscu

    pozdro
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirki proszę Was nie wzywajcie #ratownictwo #ratownictwomedyczne do przypadków, w których sami możecie dostać się do szpitala i tak na prawdę nie występuje u Was zagrożenie zdrowia ani tym bardziej życia. taka sytuacja z #bielskobiala teraz. pojechaliśmy do urazu barku na kręgielni. zwichnięcie. boli ale przecież nie umrze. pacjent chodzący, 24 lata. chłop na schwał. mówi, że już 6 razy miał zwichnięcie. w okół niego znajomi (w większości wszyscy podchmieleni).
    nikt z nich nie potrafi wytłumaczyć po co im karetka. koronne argumenty to: jak pojedzie sam to będzie czekał parę godzin. do tego klasyczne "płacę podatki to mi się należy". próbujemy tłumaczyć, że nie powinni dzwonić tylko wziąć taksę jak nie mają samochodu i podjechać na SOR. niestety jak grochem o ścianę. w trakcie badania dostajemy na tablet kolejne wezwanie(dyspozytor nie popatrzył na status gotowości i mapę i wysłał nam duszność u starszej osoby. dzwonię do dyspozytora, że mam w karetce pacjenta a obok awanturujacych się pijanych znajomych. mimo, że jestem najbliższym zespołem muszą wysłać karetkę, która ma kilka km więcej do tamtej pacjentki. na szczęście w tej chwili jeden zespół na bielsku jest wolny. co by było gdyby nie było nikogo dostepnego?

    i teraz tak: uraz barku czy duszność. kilka godzin bólu czy możliwość uduszenia się? co wam się wydaje bardziej priorytetowe? nie wiem czemu tak młodzi ludzie są tak tępi i pretensjonalni. liczy się tylko własna dupa i mimo tego, że nogi sprawne to ma go zawieźć karetka. no kurwa nie wytrzymam i mam tego dość coraz częściej :/

    wszystkim co myślą podobnie powiem tylko:
    -to że pojedziesz karetką nie znaczy, że nie bedziesz czekał w szpitalu. wyobraź sobie, że są tam też inni chorzy i to personel podczas segregacji medycznej decyduje, który pacjent idzie kolejny do diagnostyki. jak przyjadą po tobie cięższe przypadki to i tak będziesz siedzieć
    -w tym kraju jest około 1500 karetek systemu. 38 milionów ludzi i 1500 karetek. czy chciałbyś żeby kiedyś brakło karetki dla kogoś z twojej rodziny bo będzie u pretensjonalnego wypitego typa "któremu się należy bo płaci podatki" a tak na prawdę robi sobie z karetki prywatną taksówkę?

    pozostawiam wpis pod rozwagę. wiem, że duża grupa z was mnie zrozumie. znajdą się też tępe chuje, które poza czubkiem własnego nosa nie widzą nic innego. niestety tego najpewniej nie zmienimy choć próbować warto.

    jeśli czytają to te osoby z Bielska, które były na miejscu to mam nadzieję, że po wytrzeźwieniu przemyślą temat. czy naprawdę wasz kolega był umierający? czy to my jesteśmy dziwni że próbowaliśmy wam wytłumaczyć co tu nie gra? mówi się nam (ratownikom), że nie spodziewano się po nas takiego traktowania pacjenta. a co? mamy wam bić brawo? pomyślcie jak wy traktujecie innych pacjentów odbierając im szanse na ratunek kiedy wzywacie do takich głupot. ile razy widzieliście w prasie "karetka nie dojechała", "karekta jechała godzinę a pacjent zmarł". czemu? bo jest nas za mało a w większości jeździmy do ludzi, którzy spokojnie mogli pójść do lekarza czy podjechać do szpitala. no ale każdemu się należy. mój kraj taki piękny

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Asterling
    pokaż całość

    +: B....q, lonelywolf +114 innych
  •  

    Mirabele i Mirki,
    co zwykli szarzy obywatele mogą zrobić w sprawie protestu ratowników medycznych?
    Możemy jakoś im pomóc? Zasypać ministerstwo listami? Ktoś orientował się już w tym temacie?

    Smutna prawda, ale faktycznie protest złotów zrobił na społeczeństwie większe wrażenie niż protest ratowników medycznych.

    #protest #ratownicy #medycyna #ratownictwo #ratownictwomedyczne pokaż całość

  •  

    Przypomniał mi dzisiaj kolega sytuację sprzed kilku miesięcy.

    Wezwanie o treści: zaburzenia psychiczne, drapie ściany.

    Mężczyzna ok 30 lat leczony w przeszłości na schizofrenię paranoidalną. Z jego relacji wynikało, że ściany drapał bo widzi na nich obraz szatana, zbliża się nieuchronny koniec, szatan szepcze mu do ucha, a sybilla śpiewa pieśni o sądzie ostatecznym w języku rosyjskim. Niezłe combo.

    W karetce chce leżeć. Proszę ja ciebie bardzo. Spokojnym tonem opowiada o swoich wizjach, głównie o szatanie. Patrzy mi w oczy i przepowiada, że będę miała dobrego męża, ale Bóg się od nas odwróci. Zawsze staram się podchodzić do sprawy profesjonalnie, ale każde takie szaleństwo zostawia pewną ciekawość z tyłu głowy. Po kilku minutach trochę go uśpiła jazda po dziurach i zasypia.

    Na lusterku mam powieszony różaniec. Tak na wszelki wypadek, dla siebie i dla pacjentów. Idę po niego do przodu. Kumpel pyta:

    -Będziesz odprawiała egzorcyzmy?
    -Coś w tym stylu XD

    Pomachałam mu różańcem nad głową. Śpi. Położyłam mu go na piersi. Śpi.

    -I co? Prawdziwy wysłannik szatana?
    -Meh. Nie. Znowu podrabianiec. Trzymaj, odwieś na miejsce ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #999 #ratownikmedyczny #ratownictwomedyczne #medycyna #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Spot promujący ogólnopolski protest ratowników medycznych.
    Widzimy się 30-go pod urzędami wojewódzkimi!

    #999 #ratownictwomedyczne #ratownikmedyczny #medycyna trochę #feels

    źródło: youtube.com

  •  

    Odcinek 2 #uratujzycie czyli ZAWAŁ SERCA. Ruszamy z tym tematem nie bez powodu, bowiem choroby układu krążenia są przyczyną 46% zgonów w Polsce.

    Jak objawi się zawał?
    Poszkodowany może zgłaszać ból w klatce piersiowej, trwający ponad 20 minut, stale narastający, nieustępujący po odpoczynku, promieniujący do szyi, żuchwy, lewej kończyny górnej, a także na brzuch i plecy; może zgłaszać lęk przed śmiercią, uczucie duszności czy kołatanie serca (poszkodowany czuje, że jego serce szybko bije)
    Ty możesz zauważyć, że skóra stała się blada, a mimo to jest pokryta kroplami potu, chory może być pobudzony- lub wręcz przeciwnie- osłabiony. Mogą pojawić się nudności i wymioty, zawroty głowy i omdlenie oraz sine zabarwienie kończyn górnych, dolnych (stóp) czy warg.

    Zawał jest jednym z tych schorzeń, których objawy są niejednoznaczne.Jak to mówią, choroba książek nie czyta. Stąd może zdarzyć się zawał, który przebiega bez bólu w klatce piersiowej ani innych wyżej wymienionych objawów. Objawy zawału możemy błędnie pomylić z objawami choroby wrzodowej żołądka czy nawet zgagi!

    Więc u kogo mogę podejrzewać zawał?
    A więc to zgaga, nerwobóle czy może jednak zawał? Jeżeli poszkodowany to Twój bliski (a jednak takie przypadki są najczęstsze, biorąc pod uwagę,że do zawału zazwyczaj dochodzi w godzinach porannych) to trochę go znasz. Powinieneś więc wiedzieć, czy pali papierosy, czy ma nadciśnienie tętnicze, czy ma wysoki poziom cholesterolu i trójglicerydów, czy mało się rusza, czy ma cukrzycę, czy ma marskość wątroby, czy przebył już kiedyś zawał serca, czy ktoś w rodzinie miał kiedyś zawał serca i czy prowadzi stresogenny tryb życia. Wszystkie te czynniki są czynnikami predysponującymi do wystąpienia zawału mięśnia sercowego! Ponadto, u każdego poszkodowanego możesz ocenić czy jest on otyły i w jakim jest wieku. Wiek krytyczny u kobiet to 45-70 lat, a u mężczyzn 32-50 lat.

    Co robić, gdy podejrzewam zawał?
    1. Po pierwsze i najważniejsze- jeżeli chory jest przytomny MA OGRANICZYĆ RUCHY. Usadź go lub ułóż w wygodnej dla niego pozycji i zakaż wszelkich niepotrzebnych ruchów. Nie ma żadnego podlewania kwiatków, nie ma chodzenia do łazienki, żeby podmalować oko bo karetka przyjedzie i nie ma żadnej zmiany ciuchów, bo te takie niewyjściowe! ZAKAZ.
    2. Zapewnij dostęp świeżego powietrza- otwórz okna, jeżeli znajdujecie się w pomieszczeniu.
    3. Wezwij karetkę. Podaj dyspozytorowi objawy, jakie wystąpiły u poszkodowanego, w szczególności ból w klatce piersiowej oraz poinformuj go o chorobach współistniejących jakie predysponują do wystąpienia zawału, np. powiedz, że osoba jest chora na nadciśnienie albo cukrzycę, jeśli o tym wiesz.
    4. Kontroluj tętno i oddech- to znaczy zostań przy chorym i obserwuj go. Jeżeli jesteś w domu i masz dostęp do ciśnieniomierza, warto z niego korzystać i oznaczyć wartość ciśnienia, którą podasz już dyspozytorowi.
    5. Jeżeli dojdzie do zatrzymania krążenia, podejmij czynności RKO tak jak na załączonym obrazku czy w poprzednim wpisie.
    6. NIE INFORMUJ POSZKODOWANEGO, CO PODEJRZEWASZ. Postaraj się, by nie słyszał Twojej rozmowy z dyspozytorem jeżeli jest to możliwe. Weliminuj wszelkie źródło stresu w jego otoczeniu.
    7. Jeżeli wiesz, że chory nie jest uczulony na aspirynę lub na Twoje pytanie- neguje alergię, możesz mu ją podać w dawce 300-500mg. Oczywiście, nikt nie nosi ze sobą apteczki do sklepu spożywczego czy do pracbazy, ale sytuacja zmienia się, gdy jesteś w swoim mieszkaniu. Aspiryna, Polopiryna, Etopiryna, Polocard, Neopyrin to tabletki, które są w domach powszechnie stosowane na bóle głowy, przeziębienie czy przez osoby z chorobami krążenia na rozrzedzenie krwi. Wszystkie preparaty mają tą samą substancję czynną, która w tym przypadku może poprawić rokowanie. 500mg to zazwyczaj jedna dawka powyższego leku.
    8. Nie podawaj Nitrogliceryny, nawet jeżeli chory ma ją przepisaną od lekarza. Po pierwsze, NTG gwałtownie obniża ciśnienie tętnicze krwi, więc jeżeli nie mamy go oznaczonego- zrobimy jeszcze więcej szkody niż pożytku. Podobnie jest, gdy mamy do czynienia z zawałem prawej komory serca, czego nie jesteśmy w stanie sprawdzić bez wykonania EKG.
    9. Pozostań z chorym do przyjazdu karetki, ciągle kontrolując stan jego przytomności.
    10. Brawo! Już drugi raz uratowałeś czyjeś życie.

    #medycyna #ratownictwo #ratownictwomedyczne #ladnypan #zawalserca
    pokaż całość

    źródło: meskie-rko-2000x2627.jpg

    +: A.....s, peplakk +114 innych
  •  

    Mirki i Mirabelki, pomyślałam, że fajnie będzie stworzyć kompendium wiedzy, która może Wam się przydać w życiu, a która będzie przekazana w prosty, przystępny sposób na mirko. #uratujzycie
    Zaczynamy oczywiście #rko wraz z #ladnapani #nsfw i #slodkijezu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Wytyczne resuscytacji 2015 ERC przedstawia następujący algorytm podstawowych zabiegów resuscytacyjnych (BLS) oraz automatycznej defibrylacji zewnętrznej (AED):
    1. Zapewnij bezpieczeństwo sobie i poszkodowanemu. Pamiętaj, że dobry ratownik to żywy ratownik.
    2. Sprawdź reakcję poszkodowanego- czy reaguje na Twoje słowa lub krzyk, czy reaguje na Twój dotyk (potrząśnij go za ramię).
    3. Udrożnij drogi oddechowe, kładąc jedną dłoń na czole, a dwa palce drugiej ręki na żuchwie poszkodowanego i odchylając głowę w tył. Poszkodowany musi leżeć na plecach. Pamiętaj, że jeśli poszkodowany jest przytomny nie powinieneś układać go w pozycji na plecach- masz bowiem wtedy pewność, że oddycha, a przez zmianę pozycji możesz zrobić mu większą biedę, jeżeli ma np. złamania czy urazu kręgosłupa.
    4. Przez 10 sekund sprawdzaj oddech chorego, nachylając się policzkiem nad jego ustami. Dzięki temu możesz zauważyć unoszącą się klatkę piersiową, poczuć wydychane powietrze na policzku lub usłyszeć świsty oddechowe. Uwaga! Nie należy sprawdzać u poszkodowanego tętna na żadnej z tętnic!
    5. Jeżeli poszkodowany nie oddycha i nie reaguje prawidłowo, zadzwoń na 999 lub 112, a w przypadku obecności osób trzecich- wyznacz wśród tłumu osobę, która ma to zrobić za Ciebie. Należy przekazać dyspozytorowi, że mamy do czynienia z nagłym zatrzymaniem krążenia.
    6. Jeżeli znajdujesz się w miejscu, w którym wiesz, że może znajdować się defibrylator AED (galeria handlowa, pracbaza, schronisko górskie itp.) wyślij po niego osobę trzecią.
    7. Rozpocznij uciskanie na środku klatki piersiowej w dolnej połowie mostka, na głębokość około 5 cm nie głębiej niż 6 cm z częstotliwością 100-120/minutę.
    8. Możesz, ale NIE MUSISZ wykonywać dwóch oddechów ratowniczych. Wykonaj je, jeżeli jesteś osobą przeszkoloną, znasz poszkodowanego i wiesz, że nie jest nosicielem żadnych chorób lub nie znasz poszkodowanego, ale masz przy sobie maseczkę do wykonywania wdechów ratowniczych. Wykonanie nieefektywnego wdechu to strata czasu, a strata czasu to strata mózgu. Jeżeli wiesz, że na wielokrotnych szkoleniach z pierwszej pomocy nie potrafiłeś wykonać wdechu na manekinie tak, by uniosła się klatka piersiowa- zrezygnuj z nich. Wyłączne uciskanie klatki piersiowej zdecydowanie wystarczy.
    9. Gdy dotrze AED, podłącz elektrody i wykonuj polecenia defibrylatora.
    10. Jeśli AED nie dotrze, wykonuj RKO do momentu przejęcia poszkodowanego przez zespół ratownictwa medycznego, do momentu aż poszkodowany zacznie oddychać lub do momentu utraty Twoich sił. Pamiętaj, że powinieneś zaangażować każdego z gapiów, byście mogli wykonywać zabiegi RKO na zmianę.
    11. W przypadku powrotu oddechu poszkodowanego i jednoczesnym braku oznak przytomności, należy ułożyć poszkodowanego w pozycji bezpiecznej na boku. o której w następnym odcinku
    12. Czuj się bohaterem, dla rodziny poszkodowanego nim jesteś.

    #ratownictwomedyczne #ratownictwo #cyckiboners
    pokaż całość

    źródło: rko1.jpg

  •  

    Sobotnia noc

    Gdzieś mocno po północy. Raczej bliżej drugiej, bo pamiętam, jak koło pierwszej udało mi się zmrużyć oko. Wyrwany z letargu na wredny dźwięk telefonu i wesołe zawodzenie maszyny "Nowe zgłoszenie o kodzie pilności 2". Psia mać! Po czternastu wyjazdach od 7 rano marzę raczej o tym, by od północy do 6:30 odespać to, co wyjeżdżone. Telefon uporczywie powtarza "Nowe zgłoszenie o kodzie pilności 2", dopóki nie kliknę w okienko "Potwierdź zgłoszenie".

    Kobieta, lat 40, powód wezwania: biegunka. Miejscowość po drugiej stronie rejonu. Psia mać! Eska byłaby bliżej, ale się pewnie nie wyrabia ze swoimi zleceniami. Budzę kierowcę i kilka minut później ciśniemy naszego Sprintera (boska 319, 190KM, 3.0 w dieslu, automat, 2015 rok produkcji) przez zaśnieżone i zmrożone ulice powiatu. Po dojechaniu na miejsce zastajemy oświetlony dom, wyraźny numer na elewacji, psy szczekające na obcych, ale zamknięte w kojcach - jest dobrze - ktoś musiał czytać mój artykuł w powiatowym szmatławcu, pt. "Wzywasz karetkę - przygotuj się do wizyty". Drzwi otwiera nam mężczyzna, też coś koło czterdziestki - ręką wskazuje kierunek ku górze. "Żona jest na piętrze". Oczywiście, że na piętrze - jedno z praw Murphy'ego mówi, że im bardziej chory pacjent, tym wyżej w domu się znajduje i NA BANK w takim miejscu, że nie da się wjechać noszami. Na piętrze, w toalecie siedzi ona - pacjentka, wyraźnie cierpiąca. Mąż sugeruje, żeby panią znieść na dół - będzie nam wygodniej prowadzić badanie. SERIO?! Dopóki u pacjenta nie występuje dysfunkcja narządów ruchu lub niewydolność układu krążeniowo-oddechowego w fazie dekompensacji - nie będzie znoszony przy udziale moich kończyn i pleców. Kropka.

    - Co dolega?
    - Nie wiem, co mi jest...
    Uwielbiam... Niestety, szklanej kuli nie ma na wyposażeniu ambulansów, na kawę w środku nocy jest za późno, więc wróżyć z kuli ani fusów nie będziemy.
    - Co skłoniło panią do wezwania pogotowia o 2 w nocy?
    I to kluczowe pytanie było tym jednym pytaniem za wiele.
    - Od dwóch dni (bęc!) mam biegunkę (bęc!), dwie godziny temu byłam u lekarza (bęc!), stwierdził, że to rotawirus, bo dziecko było chore kilka dni temu (bęc!), lekarz przepisał receptę (bęc!), ale jej nie wykupiłam (bęc!), ale już nie daję rady...
    - Jakiej pomocy pani oczekuje od ZRM?
    - NIE WIEM. (bęc!)
    - Co pani zażyła na tę biegunkę?
    - Stoperan. Dwa dzisiaj.
    - Czytała pani ulotkę?
    - No nie czytałam, wzięłam jeden rano, jeden wieczorem.
    - Proszę pani. Zgodnie z ulotką należy zażyć dwie tabletki po pierwszym i jedną tabletkę po każdym następnym wolnym stolcu, do ustąpienia objawów lub maksymalnie 8 tabletek na dobę - wyrecytowałem jak mantrę, mniej więcej dwudziesty raz w tym tygodniu.
    - AHA, to ja nie wiedziałam.
    - Proponuję pani przewóz na SOR, celem obserwacji i dożylnego nawodnienia.
    - Zwariował pan?! Mam z biegunką zajmować miejsce na SOR-ze?!
    Pewnie, po co?! Lepiej dupę zawracać pogotowiu.
    - Czyli odmawia pani przewozu na SOR. Zanotuję. Dobranoc.
    Przedwczoraj

    Nie tylko pacjenci chorują. Czasem pracownicy PR też biorą L4. Wtedy przychodzę ja - dzielny pracownik sektora prywatnego w państwowym systemie, czyli ratownik medyczny zatrudniony na kontrakcie. Osoba, której nie dotyczą postanowienia kodeksu pracy, która sama kupuje sobie uniform, sama płaci ZUS-y, srusy, podatki, ubezpieczenia, nie korzysta z urlopów ani el Quattro. Człowiek-robot. 320 godzin w pracy, jeśli jest słaby miesiąc. Na każde zawołanie kierownika, kiedy ktoś skorzysta z NŻ, bo zapił pałę dzień wcześniej. Opieki nad dzieckiem, bo dostało w nocy gorączki. L4, bo wysiadł mu kręgosłup, albo dostał sraczki. Albo zemdlał na dyżurze o trzeciej nad ranem, bo jest stary, schorowany, ale za młody na emeryturę.

    Dwudziesta szósta godzina dyżuru, gdzieś w okolicy drugiej kawy.
    - Michał, co robisz dzisiaj wieczorem? - zapytałem mojego partnera z zespołu.
    - Wychodzę z kumplami na badmintona. Umówiliśmy się na sali.
    - He, he, he... Wiesz, że jak coś planujesz na wieczór po dyżurze, zawsze odwraca się psią dupą?
    - Nauczony doświadczeniem, umówiliśmy się na 21:30, żeby nikt nie miał wymówek, że nie zdąży - odpowiedział Michał.

    Do południa wyczyściliśmy rejon, po południu nadrobiliśmy zaległości w fabule "Szpitala", "Na sygnale", "Na dobre i na złe", "Pielęgniarek" i "Na ratunek 112", aż wybiła czarna godzina. To ten czas od osiemnastej do końca dyżuru. Siedzi człowiek, jak dupą na szpilkach. Odlicza już nie godziny do powrotu do domu, a każdą minutę... 59... siknę sobie... 58... 57... zobaczę, jak koledzy z sąsiedniego powiatu pracują... 56... 55... 54... 53... 52... skoczę sobie szyby obdrapię z mrozu... 51... 50... 49... 48... 47... 46... zamiotę podłogę w wozie, wytrzepię gumowe dywaniki, przelecę mopem przy okazji... 45... 44... 43... 42... 41... 40... 39... "Nowe zgłoszenie o kodzie pilności 2" Szkurwa mać!

    Psychiczne zaburzenia, mężczyzna, leczony psychiatrycznie. Słowo klucz w wezwaniu: Ubezwłasnowolniony.
    Szybka kalkulacja: najbliższy szpital - 18 km (jeśli będzie miał miejsca, najpóźniej 19:30 jesteśmy z powrotem), drugi w kolejności - 28 km (muszą przyjąć, ale zazwyczaj są kolejki, ale nie przed zmianą - max 20:00 otwieram browarka we własnym fotelu), przy dużym niefarcie - kolejne szpitale są 90 km dalej. Nie bądźmy złej myśli.
    Dojeżdżając na miejsce czułem, że coś nie zatrybi. Pod bramą stał policyjny radiowóz. Weszliśmy do domu, zbiliśmy pionę z chłopakami z patrolu, szybkie rozeznanie w sytuacji, telefon do najbliższego szpitala.

    - Doktorze... Skibi|pogotowie|pacjent|siaki|śmaki|agresywny|potrzebuję|miejsca|na|już|zagraża|życiu|swojemu|i|innych|są|wskazania|do|przyjęcia|na|artykuł - wypowiedziałem jednym tchem, bo czas nagli.
    - Rooo zuuu mieeem, aaaaleeee braaaak mieeeejsc w naaaaszyyyym szpiiiitaaaaaluuuuu - kto oglądał "Zwierzogród", może sobie wyobrazić reakcję przez przyrównanie do urzędnika leniwca.
    Czasem zdarza mi się w jakikolwiek sposób wchodzić w interakcje z lekarzami z psychiatrii. Często mam wrażenie, że kto pierwszy rano przyjdzie na oddział, ten jest lekarzem i nie zawsze ten z dyplomem jest pierwszy.
    - Panie pacjencie. W trosce o nasze bezpieczeństwo, zostanie zastosowany wobec pana środek zapobiegawczy w postaci przymusu bezpośredniego. Zgodnie z ustawą o ochronie zdrowia psychicznego zostanie pan doprowadzony siłą, bez pana zgody, do izby przyjęć szpitala psychiatrycznego - stała formułka, której wypowiedzeniu zawsze towarzyszy nagły wzrost agresji pacjenta, a której niewypowiedzenie może skutkować jakimiś-tam konsekwencjami.
    - Chłopaki! Gleba i biżuteria, bo Michał się spieszy na bagmin... badmintg... na kometkę!

    Dobre chłopaki z policji w 5 sekund opanowali wspomniany wcześniej wzrost agresji, tłumiąc go w zarodku i bezpiecznie podstawili pod drzwi Sprintera.
    Pacjent został zabezpieczony na transport przy pomocy kaftana bezpieczeństwa oraz pasów i lekko naginając przepisy ruchu drogowego, udaliśmy się w kierunku szpitala. Wjeżdżając na ulicę, przy której mieści się szpital, spojrzałem na zegarek. 19:05. Nieźle. Już po zmianie, to nie będą się ociągać. 10 minut na wywiad, 5 minut na skierowanie, max 19:30 odjazd. Mały poślizg - 20:05 powinienem we własnym fotelu odkapslować zimny browarek.

    Przy samym podjeździe zrzedła mi mina. Byliśmy trzecią karetką w kolejce. Jedna szykowała się do odjazdu, w drugiej paliło się światło. Druga karetka, według członków zespołu, była tu tylko dla formalności. Przywieźli już wcześniej pacjentkę, która została skonsultowana, odesłana do drugiego szpitala, tam również została skonsultowana, odesłana powrotnie do tego pierwszego, więc kwestia papierka, 10 minut, przyjęcie i odjazd. Mały poślizg - max 20:20 otworzę wymarzone, zimne piwerko.

    - Żonka! Nie poddawaj się, piwerko chłodź nadal, sama się rozgrzewaj, najwyżej zacznij beze mnie, na pewno dzisiaj wrócę - powiedziałem do słuchawki do żony, gdy oznajmiła, że pamięta jak wyglądam tylko dlatego, że ma moje zdjęcie w portfelu, ale też już mocno nieaktualne...

    Ratownik z drugiej karetki wszedł do środka. Lekarz izbowy okazał się być jednak bardziej ambitny. Ocena psychiatryczna jego poprzednika mocno go nie interesuje. On musi dokonać ponownej oceny przed przyjęciem. Zespół wrócił do karetki, wypakował pacjentkę na noszach (okazało się - z dysfunkcją narządu ruchu), wniósł po schodach (jedyny chyba szpital w województwie, w którym nie ma windy), zainstalował się za drzwiami izby i zniknął.

    Pacjent, z którym przyjechaliśmy, mocno zaczął się niecierpliwić, coraz głośniej tupać nogami i wydawać nieartykułowane dźwięki. Ojciec, który z nami przyjechał, nie raczył zainterweniować.
    - Proszę się uspokoić, panie pacjencie - poprosiłem.
    - Bo co, kurwa. Aaaaaaaaa eeeeeeeeeeeeeee yyyyyyyyyyy aaaaaaaaaaaa eeeeeeeeee - akompaniamentowane przez rytmiczne tupanie butami.
    - Bo przeszkadza pan w wykonywaniu czynności i ludziom w pracy - złapałem go za ramię.
    Ten zerwał się i soczyście zasadził mi buta w piszczel. Dopóki ktoś jest słownie agresywny - niech będzie - to nie boli. Za to kopnięcie w piszczel - owszem.
    Pod ręką mam Ręczny Miotacz Gazu - po różnych melinach się chodzi - dla własnego bezpieczeństwa, ale jeszcze nie dane było mi go użyć, więc nawet nie wiem, czy działa.
    Czekałem cierpliwie na drugi cios, jednocześnie wykonując telefon alarmowy i prosząc o wsparcie policję. Obecność zespołu za drzwiami mocno przedłużała się.
    MAX 20:40, ale to MAX!!!

    Po 15 minutach przyjechał patrol policji. Jako funkcjonariusz publiczny powinienem zgłosić taką interwencję. Pewnie zostanie to umorzone ze względu na chorobę psychiczną pacjenta i jego niepoczytalność, ale sam fakt zostanie zgłoszony i zaistnieje notatka z tej sytuacji.
    - No co pan?! - obruszył się ojciec pana pacjenta. - Taką pierdołę będzie pan zgłaszał? Pewnie nawet śladu pan nie ma!
    - To, że pan pozwala się napierdalać pięściami w domu przez synka, to pana sprawa. Doszło do naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego i muszę to zgłosić.
    MAX 20:45, no - może 20:50...
    O 21. Michał wykonywał kolejny telefon ze szpitala do kolegów, że tym razem nie zdąży na meczyk w kometkę. Żona wydzwaniała do mnie już piąty raz, że kolacja stygnie, ona stygnie, a piwo się grzeje. Ja - dla przypomnienia, posłałem jej selfie spod drzwi izby na messengera i obiecałem, że dzisiaj wrócę.
    O 21:30 odjeżdżaliśmy spod szpitala.
    Po wejściu do domu żona przewracała się na drugi bok, a mi przyszło wypić ciepłe piwo, wpatrując się w planszę testową TVP.
    Wczoraj

    Kawa musi być gorąca, czarna, gorzka i gęsta. Jednym słowem - żużel. Z dwóch i pół czubatych łyżeczek mielonej kawy, zalanej wrzątkiem do pełna. Znam dobro w postaci kubków termicznych, ale nie smakuje mi wtedy tak jak ta, którą piję z prywatnego-służbowego-porcelitowego kubka z napisem "PREZES". Zazwyczaj jednak kawa, którą pijam, pozbawiona jest jednej z wspomnianych wcześniej cech. Nigdy nie jest gorąca.

    Tuż po zalaniu wrzątkiem fusów, odezwała się służbowa komórka. Gorączka u starszego pana. Pyralgina domięśniowo, zalecenie kontaktu w poradni lekarza rodzinnego, pozostawiono w miejscu. Kawy!

    - Skibi, przyjmij drugie zgłoszenie: ból brzucha. - powiedział dyspozytor przez radio.
    Dojazd na miejsce, wywiad: od dwóch tygodni, był u lekarza, dostał lekarstwa, skierowanie na USG, ale badanie ma dopiero w poniedziałek, czyli za dwa dni.
    - Może byście tak, panowie, zabrali do szpitala, przebadali, przyspieszyli...
    - NIE! - trzaśnięcie drzwiami, po, w miejscu. Kaawy!

    - Skibi, jeszcze jedno zlecenie wpadło. Podjedź, bo pani słabo...
    Drugi koniec miasta, piętro czwarte, pani lat nieważne ile, słabo.
    - Od kiedy pani słabo? - pierwsze pytanie z wywiadu.
    - No, już tak czwarty dzień. Ja jestem zapisana do lekarza dzisiaj, ale na dwunastą, ale nie dam rady tam dotrzeć, to może panowie weźmiecie mnie do szpitala, bo i tak tam wracacie, a ja sobie do przychodni podejdę. Stamtąd będę miała już blisko.
    - Nie! - trzaśnięcie drzwiami, po, w miejscu... Kawusi...

    Na podstacji, w pokoju socjalnym, siedział sobie drugi zespół i zajadał ciasteczko z cukierni nieopodal, chichrając się pod nosem. Gdyby nie wyjazd po ciasteczko, nie wyściubiliby pół maski poza bramę garażu. Taka rola zespołu P. P jak Pierdoła. A jak się rejon sypie, to i P będzie wspomagać Specjalsów, ''bo umiom, bo ich w szkołach uczom''.

    Pianka na kawie zalanej rano zrobiła się sztywna i nie chciała opaść... Matko Święta, zanim zacząłem pracę w tej branży, to w domu miałem tak jak z tą pianką... A teraz - w najlepszych momentach, przed oczami stają mi obrazy z najgorszych zleceń, największych melin. I nie dlatego, że akurat chętnie wspominam jak cudnie poznać było bezdomnego Mietka, któremu w nogach zalęgły się czerwie.

    Bliżej południa rozbrzmiał głośnik w telefonie: Nowe zgłoszenie o kodzie pilności 2. Miejscowość: Buda Zawidugierska (ciekawskich odsyłam do Google Maps), bóle porodowe co 2 minuty, ciąża czwarta, poród czwarty.
    - Na dwójce?! - zdziwiliśmy się. Przy czwartej ciąży dziecko nie ma czasu się zastanowić nad tym, czy w ogóle chce wyjść na świat, tylko wypadnie stamtąd rozpędem, a odległość, jaką pokona przy wyjściu z progu, ograniczy tylko długość pępowiny. No, ale z dyspozytorem się nie dyskutuje.

    Spojrzeliśmy jak daleko mamy z podstacji do Budy Zawidugierskiej, wzięliśmy z podręcznego magazynu karton sucharów wojskowych, które zostały po jakimś szkoleniu, zgrzewkę wody mineralnej, dwa termosy wrzątku, zupki chińskie, dziesięć kaw trzywjednym i ruszyliśmy w kierunku wezwania.
    W międzyczasie zapytałem Wielmożnej Dyspozytorki, czy patrzyła na mapę.
    O jakże ja śmiałem zwątpić w jej zdolności i orientację w terenie. Przecież to jasne, że nie można ruszyć zespołu zaprzyjaźnionego sąsiedniego dysponenta, który ma 15 kilometrów, póki sama jeszcze ma jedną wolną karetkę. I co z tego, że cały rejon zostanie odkryty i przez dłuższy czas nie będzie miał zabezpieczenia w ambulans?!

    Dotarliśmy na miejsce. Znajomy już scenariusz - znam na pamięć, jak "Poranek kojota" - jedyny film, jaki czyta nasze służbowe DVD, oglądany jakieś 47 razy.
    W korytarzu stoi wielka walizka ze spakowanym mandżurem. Po domu krząta się mama i wskazuje palcem na zegarek. Jak mogliśmy tak długo jechać, skoro ona ma termin porodu na dzisiaj i ona nie wie, co ma robić?!

    - Mandżur zostaje, zapraszam do karetki, proszę założyć jakiś płaszcz na siebie, bo tu w Suwalskiem trochę piździ i jedziemy.
    - No jakże to tak?! Ja się muszę jeszcze przebrać! Przecież tak nie pojadę, jak dziad z babą. - po czym zaczęła się krzątać, szukać w szufladzie legginsów w odpowiednim odcieniu różu, robiąc makijaż i próbując mi wcisnąć walizkę stojącą w korytarzu. - A w ogóle, to ja mam miejsce do porodu ustalone w Bydgoszczy, bo tam jest mój znajomy pan profesor i przy nim to ja się w ogóle nie boję rodzić.
    - Proszę pani. Jak się pani nie pospieszy, to przyjdzie nam rodzić w karetce, czego nie robię chętnie, zważając na to, kto tą karetką jechał przed panią. Mam nadzieję, że się czerwie nie rozlazły po całym przedziale, a zapach zdążył się wywietrzyć. A jak wody odejdą, to te różowe legginsy i tak potnę na strzępy moimi super ratowniczymi nożyczkami. Zapraszam do wozu. Zostanie pani przewieziona do najbliższego (ekhm... gdziekolwiek z tej dziury ''najbliżej'' to było minimum 50 kilometrów) szpitala - jednocześnie sugeruję szpital, przy którego podjeździe stacjonuje nasz zespół.

    Dojeżdżając do bazy, dzieliliśmy ostatniego suchara na pół, butelki po wodzie wykręcaliśmy z ostatnich kropli, a z torebek po zupkach chińskich wytrzepywaliśmy ostatnie okruchy chińskiego makaronu.

    Wybiła czarna godzina.
    - Skibi, obiecuję. Ostatnie zlecenie na dzisiaj i jak się szybko wyrobicie, zwolnię was wcześniej do domu - zachęcająco szczebiotała przez telefon dyspozytorka z drugiej zmiany. Ta, która ma problem z topografią.
    Już ja znam te wasze "szybko się wyrobicie", "wypuszczę was wcześniej do domu" i kilka innych słodkich słówek, którymi zachęca się zespół do zwiększonej ekscytacji przed wyjazdem. Takie teksty piszą szkoleniowcy dla dyspozytorów medycznych, którzy prowadzą też szkolenia dla telemarketerów wciskających tokarki, obrabiarki CNC dla klienta indywidualnego, będąc święcie przekonanym, że w moim skandynawsko-nowoczesnym salonie, w okolicy stołu jadalnego, brakuje mi jedynie tej właśnie wspomnianej obrabiarki CNC - za to sterowanej smartfonem.

    - Starszy pan, z dusznością, osłabieniem. - Wreszcie coś nawet ratowniczego, możemy się wykazać, może to takie malutkie stemi chociaż...
    Wchodzimy na drugie piętro. Z plecakiem, defibrylatorem, butlą z tlenem. Pani żona zaprasza nas do salonu, w którym siedzi pan pacjent. Na fotelu, z nóżkami uniesionymi na podnóżek, ogląda sobie telewizor.
    - Panowie. Bo mąż od wczoraj ma gorączkę, trochę kaszle, nasz lekarz go nie przyjął, bo nie miał miejsca. Ale o osiemnastej otworzyła się ta nocna przychodnia, to może byście go panowie wzięli, zawieźli, niech go doktor osłucha. Przecież wy wchodzicie bez kolejki. A potem go przywieziecie, prawda?
    - Nie! - opadły mi ręce ze zrezygnowania, wyrecytowałem formułkę, że zlecenie uznaję za niezasadne, poleciłem niezwłocznie zgłosić się do przychodni, po czym opuściłem mieszkanie w zupełniej ciszy.
    Faktycznie - udało nam się wcześniej wyjść z pracy.
    O 18:55.
    Dziś w nocy...

    Właśnie wróciliśmy z akcji, jaką do tej pory widziałem tylko w dobrym, amerykańskim filmie...
    Z takiej ze strażą, policją, policyjnym negocjatorem, z kilkudziesięciometrową, metalową wieżą w tle i zdesperowanym trzydziestokilkulatkiem, który postanowił skończyć swój marny żywot na tym łez padole. Stojąc w dwudziestu chłopa, na tym wypiździu, zastanawiając się już nie "czy", tylko "kiedy" wreszcie kurwa skoczy, bo zimno... Ale o tym więcej w następnej części, gdy emocje już opadną.
    Autor: DJ_Skibi

    pokaż spoiler http://joemonster.org/art/38564/Dzien_z_zycia_ratownika_medycznego_V


    #999 #ratownictwo #ratownictwomedyczne #scianatekstu
    pokaż całość

    +: galonim, W.....6 +34 innych
  •  

    Wiesz,że moda zaszła bardzo daleko kiedy badając pacjentkę po wypadku szukasz obrażeń w okolicy rozdarcia rajstop, a okazuje się, że one takie są od nowości ʕ•ᴥ•ʔ No spoko, fajnie, kto się mógł spodziewać.

    #999 #ratownictwo #ratownictwomedyczne

  •  

    Hej mirki!

    Może ktoś nie ma kalendarza na ścianę na 2017 rok? Ja dostałam super wypasiony od niebieskiego KALENDARZ Z NOWYMI PRZEPISAMI SIOSTRY ANASTAZJI I SIOSTRY SALOMEI ( ͡° ͜ʖ ͡°) Więc chętnie oddam ten, który sama sobie sprawiłam.

    Kalendarz ze zdjęciami śmigłowców LPR Śmigła w akcji. O kalendarzu można poczytać na FB.
    Może znajdzie się tutaj jakiś pasjonat helikopterów lub ogólnie ratownictwa.
    Nie taguję rozdajo umyślnie, losowanie przez mirkorandom jutro koło południa. Wysyłka PP (zastrzegam sobie czas na wysyłkę 7 dni roboczych, bo jestem leniwą bułą). Zielonki niet.

    Zdjęcie pożyczyłam z allegro, nie wiem czy tak można, jak nie to usunę wpis i dodam na nowo bez zdjęcia.

    #ratownictwo #ratownikmedyczny #ratownictwomedyczne #999 #medycyna #lpr #smiglowce #smiglawakcji
    pokaż całość

    źródło: imge.pl

  •  

    1 stycznia - międzynarodowy dzień chirurgii urazowej
    Mirkom życzę jak najbezpieczniejszej zabawy z petardami, bo za oknem słyszę, że choć grubo po północy to wybuchy się nie nudzą. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    A ekipom ZRM i SORów, którzy są z nami spokojności i nudnego dyżuru, trzymajcie się!
    #sylwesterzwykopem #999 #ratownictwomedyczne

    źródło: m.wm.pl

  •  

    Z cyklu: Spowiedz ratownika medycznego - Kiedy udowodniłeś sobie wszystko co miałeś do udowodnienia i nie masz pojęcia, co dalej robić, to jesteś w dupie, bo znaczy że nie o to chodziło. A to, jak radzisz sobie ze świadomością że połowa życia za tobą, jest dobrym egzaminem dla obojętności, z której zawsze byłeś dumny i która poniekąd cię definiowała. Odhaczyłeś ostatni punkt na liście zadań i czujesz, że wartość twojej przeszłości drastycznie spada, bo od tego co masz, ważniejsze może być to, czego nie masz i czego już nigdy nie będziesz miał. Wyjebanie na wszystko nie jest już romantyczne. Wskrzeszanie organizmów, których układ nerwowy jest tylko supportem dla pokarmowego niczego nie usprawiedliwia i nie łechta już ego. W zasadzie to co cię te obce organizmy obchodzą?

    * * *
    „Co to kurwa ma być i hu de fak iz dis gaj?” - Tak się skończyło moje wypalenie zawodowe. Skończyło, bo już więcej nie miało co płonąć. Siadam naprzeciwko kolejnego roztrzęsionego typa, gapiącego się w kąt i zasysającego szluga ile podciśnienia w klacie. Zaczynam się zastanawiać, co by było gdybym tak zaznaczył w karcie „Brak pacjenta” i wyszedł? Przecież gdyby w moim rejonie na tydzień zlikwidować pogotowie, to nic by się nie stało. Zupełnie nic.

    - Co jest? - pytam od niechcenia i chyba tylko dlatego, że w pomieszczeniu nie ma żadnego kota.
    - Boli mnie tu. – Zatacza dłonią kółko wokół mostka. Siedzi na rozwalonej, walącą stęchlizną pościeli, gapi się w bok i namiętnie zaciąga. Ma na sobie poplamioną, lekką ręką trzydniową koszulkę, gacie i skarpetki. Obok ma blaszaną miskę, za łóżkiem ceglany piec, a przed nim wywrócony taboret. Naprzeciw niego stoi gruba i brzydka kobieta. Zaniedbana. Obleśna. Straszna. Patrzy na niego z przerażeniem i zdumieniem jednocześnie – dokładnie tak jak te normalne matki patrzą na te naprawdę chore dzieci. Oboje są w wieku przed trzydziestką. Nad nami wszystkimi wisi na długim kablu goła żarówka, smutna jak miasto. Jak by tu ogarnąć, można by było kręcić drugą część teledysku do Another Cup of Coffee, Mike and Mechanics.

    - Czyj kwadrat? – nie mogłem się powstrzymać.
    Pacjent w końcu się odwrócił i spode łba spojrzał mi w oczy.
    - Jej – pokazał palcem na grubą i brzydką kobietę. Tamta opuściła głowę, jak by przepuszczając obok mój nietakt i jego chamstwo.
    - Pan mi powie tak naraz, żebyśmy nie musieli prowadzić dialogu, od kiedy boli, czy z przerwami, czy piecze, kłuje, ściska, czy swędzi i czy gdzieś promieniuje, czy się nasila przy oddechu...przy zaciąganiu, czy już tak bolało, czy jest pan na coś chory i bierze leki, albo jest chory i nie bierze leków, ile dni pan pił alkohol, kiedy przestał i czy jest pan na coś uczulony?
    Cisza. Kurwa, wiedziałem.
    - No, powiedz panu! - wtrąca się gruba i brzydka kobieta.
    Odwracam się do Marty. Ta standardowo stoi z boku i ogląda sytuację spod kędziorków. Nie lubi, kiedy szydzę z ludzi, ale się nie wtrąca. Wychodzę zapalić i wiem, że wrócę na gotowe SAMPLE i EKG, w zamian za to że młoda intubuje trupy. Oczywiście z nadzieją, że ta umiejętność kiedyś uratuje komuś życie i bez świadomości że, najprawdopodobniej jakiejś kurwie.
    Zdzichu-drajwer tradycyjnie kima za fajerą. Nie budzę go. Od pewnego czasu wolę palić w samotności, żeby nikt mnie nie rozpraszał, kiedy z ukojeniem zbieram myśli. Wypuszczam idealnie gęsty dym do rzadkiego zimowego powietrza. Zastanawiam się, jak to jest że temu chłopcu nic nie przeszkadza, tylko ból w klatce. Od tej grubej i brzydkiej się nie wyprowadzi. Ale ratowników do bólu w klatce wezwie. No tak, „nie porównuj się z innymi”, „doceniaj to co masz” i inne wkurwiające, nikczemne slogany. Widocznie działają. Ale banał. Wystarczy nie wiedzieć, że jest się chujowym. Albo o tym nie myśleć. Cieszyć się, że ma się dach nad głową i fajki.
    Ze smutkiem wypuszczam dym po raz ostatni i rzucam niedopałek gdzieś pod nogi. Patrzę w stronę drzwi. Nie chce mi się do nich wracać. Co ja mam z nimi wspólnego?
    - EKG ma pan zdrowe. Ból ma pan brzydki, a wiek nieodpowiedni. Dobra, jedźmy.
    - Jedź! Zaraz do ciebie przyjadę. - Znowu ona.
    Pacjent mocno zacisnął zęby, aż usłyszałem zgrzyt. Chwilę popatrzył się w podłogę, po czym znowu spojrzał na mnie, tym razem pytająco. No, kurwa, spytaj, czy nie możesz dostać „jakiegoś zastrzyku”...
    - Długo to potrwa?
    Też nieźle.
    - Jak zawał, to będą robić operację, to trochę potrwa. Jak nie zawał, to nie wiem.
    - Jedź! - Znowu ona.
    - Daj mi fajki.
    Gruba i brzydka kobieta wychodzi i po chwili wraca z paczką ruskiego czegoś. On od razu wyjmuje jednego i odpala. Nie zabraniam mu. Gdyby wyjął spluwę i palnął sobie w łeb, też bym mu nie przeszkadzał. Za to ona co chwilę się pojawia i znika, donosząc kolejne szpitalne fanty dla partnera. Szczere zmartwienie na jej twarzy gwałci mój mózg. Mam ochotę jej powiedzieć, że powinna się cieszyć, bo przecież najwyższy czas wywalić go razem z rzeczami za drzwi, wymienić zamek, a od następnej godziny zacząć zmieniać swoje życie na lepsze. Sprzedać chałupę, kupić kawalerkę, a za resztę otworzyć jakiś biznes. Iść na fitness, doprowadzić się do porządku a na koniec z satysfakcją z bycia zajebistą wywalić butelkę wódki gdzieś na dachu wieżowca. Przecież to takie oczywiste...
    - Kim pani jest dla pacjenta? - pytam, z nadzieją, że to siostra.
    - Narzeczoną... - Odpowiada po chwili namysłu. - Proszę pana, czy to może być przez picie?
    Patrzy mi w oczy z czystym przejęciem. Co jest, kurwa? Po chuj się martwisz? O kogo?

    Wsiadam do szoferki, szturcham Zdzicha. Jednocześnie z silnikiem odpala się radio z wyjątkowo bezpłciowym kawałkiem o ostatnich świętach i oddanym sercu. Pacjent już rozmawia przez telefon z narzeczoną. Mówi, że czegoś nie wie, upewnia się za ile ona przyjedzie i każe do kogoś zadzwonić. W przejściu siedzi Marta. Pyta mnie, czy wszystko w porządku. Uspokajam ją uśmiechem. Czujna małolatka.
    - Ta pani coś jeszcze mówiła?
    - Ta... Że jest jego narzeczoną.
    - No tak, bardzo istotna informacja...
    - No bardzo istotna, ja tam nie bardzo rozumiem jak taka pani może być czyjąkolwiek narzeczoną.
    Marta milczy, choć wiem że coś jej chodzi po głowie.

    W ogólnym rozrachunku to ja zawsze chciałem być ich przeciwieństwem. Bezkompromisowo dążyć do ściśle wyznaczonych celów. Mieć wpływ na swoje życie tak mocny, żeby przyszłość była moja i tylko moja, a nie kwestią „losu” czy osób, z którymi wygodniej, ale z którymi trzeba iść na kompromis. Zapierdalałem tak, że w połowie życia wyrobiłem życie. A mimo to żadna moja szydera nie zabierze innym ludziom ich prywatnego, w mojej ocenie gówno wartego szczęścia. To takie proste. On nauczył się nie widzieć problemu z bycia skazanym na kaszalota. Ona nauczyła się nie widzieć problemu w byciu kaszalotem i trzymania pod dachem typa, który nie spierdala, mimo że jest skazany na kaszalota. Oboje myślą, że nic lepszego ich nie spotka i sobie żyją. Siema, jesteście do dupy. Siema, mamy to w dupie, spierdalaj, nadgorliwcze.

    * * *
    - Bóle w klatce, mężczyzna, dwadzieścia osiem lat.
    - EKG?
    - Zdrowe. Interesuje pana historia bólu i związane z nią elementy życiorysu?
    - Nie napisał pan w karcie?
    - Napisałem.
    - To nie interesują.
    Siadam w fotelu naprzeciwko lekarza, który mnie nie lubi, bo nie dość że mam nieograniczone możliwości dorzucania mu roboty, to jeszcze nie mówię do niego per doktor.
    - Proszę pana...
    - Tak...?
    - Od trzech lat, dyżur w dyżur pyta mnie pan o informacje w karcie. A ja od trzech lat panu odpowiadam, że karta jest wypełniona nieczytelnie. Może przyjmijmy z góry, że ja brzydko piszę i jeśli pana coś interesuje, to pan mi zadaje pytanie? A jeśli będzie coś szczególnego, co powinien pan wiedzieć, to ja sam panu powiem? Tylko proszę mnie nie pytać o kartę, bo nigdy jej pan nie rozczyta. Ani na tym dyżurze, ani na żadnym z następnych. Mówię panu na przyszłość: karta jest wypełniona nieczytelnie. I proszę mnie więcej o nią nie pytać.
    Czerwony lekarz uniósł się z fotel i oparł rękoma o biurko.
    - To po co pan mi daję tą kartę?!
    - Ja mam obowiązek wypełniania dokumentacji. Nie muszę ułatwiać panu życia.
    * * *
    - Będzie na ciebie skarga. - Marta jest przejęta moim dialogiem z lekarzem.
    - Bywa.
    Tym razem jest mi to naprawdę obojętne. Kurwa, ja już swoje w życiu zrobiłem.
    - Wracając do tych ludzi...
    - No?
    - Ty byś na ich miejscu się nikomu nie pokazywał ze wstydu, prawda? I nie podoba ci się, że oni robią odwrotnie?
    Jakąś dobrą minutę palę w milczeniu, nie ukrywając, że mnie sprowadziła do parteru. Zresztą nie pierwszy raz.
    - Nie. Ja bym zmieniał swoje życie.
    - Ale dopóki byś nie zmienił...
    - To tak. Nikomu bym się nie pokazywał.No ładnie. Małolatka rozwikłała zagadkę połowy mojego życia.

    Kończę szluga, daję młodej telefon służbowy i wsiadam do szoferki. Wyciągam prywatny i zaczynam przeglądać kontakty, skupiając się na wszystkich kobietach, z którymi kiedyś w popłochach zrywałem, bo wydawały mi się zbyt nieidealne. Zastanawiam się, czy jeszcze czekają. Czy wciąż będą w stanie zostawić dla mnie obecnych partnerów? Zatrzymuję się przy pewnym imieniu. Myślę, co mi przeszkadzał jej pieprzyk na cycku. Byłem pewien, że gdzieś jest taka sama, ale bez pieprzyka na cycku.
    Kretyn. #niemoje #999 #ratownictwomedyczne
    pokaż całość

    +: WujaAndzej, P.................d +20 innych
Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów