•  

    Testowalem kabanosy "Tarczynski" z biedry i UWAGA daje info:

    -serowe (drobiowo-wieprzowe) sa obrzydliwe i radze ich nie kupowac
    -wieprzowe z chilli duzo lepsze od tych wyzej, dosc ostre ale dalej srednie generalizujac
    -GRYZZALE czyli wersja dla dzieci - wieprzowe z szynki - zajebiste, 9/10, brakuje im pikantnosci ale jakosc miesa super
    (wersji drobiowej nie bede testowal)

    Nastepnym razem jak bede w biedrze to kupie wszystkie inne (poza drobiowymi) jakie sa w sprzedazy i przetestuje.
    Do kolejnej profesjonalnej recenzji chetnych zawolam.

    #kabanos #kabanosy #biedronka #oswiadczenie #recenzja #jedzenie
    pokaż całość

    źródło: lubisklep.pl

  •  

    Recenzja: Bramy Aten

    Książka „Bramy Aten” to pierwszy tom nowej trylogii Conna Igguldena, uznanego autora licznych powieści historycznych. Tym razem pisarz zdecydował się przenieść nas do V wieku p.n.e. oraz ukazać rywalizację miast greckich z potężnym Imperium Persów pod panowaniem Dariusza i Kserksesa.

    Akcja książki toczy się dwuwątkowo. Z jednej strony towarzyszymy Grekom, m.in. Ksantypposowi, Temistoklesowi, Arystydesowi czy Militiadesowi, którzy stoją na czele Ateńczyków i bronią świata greckiego przez inwazją perską. Wówczas też poznajemy styl walki Greków, życie społeczne, ustrój oraz relacje rodzinne. W innych fragmentach poznajemy potężnego wodza i przywódcę Persów Dariusza oraz mającego objąć po nim stery władzy Kserksesa. Zmienne przedstawianie obu stron pozwala Czytelnikowi zrozumieć, jak odmienne światy starły się dwukrotnie pod Maratonem. Autor nie skupia się na idealizowaniu świata greckiego, a stara się raczej ukazać jego prawdziwe oblicze. Świetnym przykładem jest ostracyzm, który pomimo że miał na celu obronę wolności przed znienawidzoną tyranią był bardzo często wykorzystywany jako element rywalizacji politycznej. To właśnie w ten sposób wypędzono zasłużonych Greków Arystydesa i Ksantypposa z Aten. Nie obce były instrygi, przekupstwo oraz rywalizacja. Persja to z kolei świat egzotyki i poświęcenia tysięcy jednostek dla realizacji planów jednego człowieka.

    Książka wydana została w bardzo ładnej formie. Okładka przedstawia piękną grafikę ukazującą hoplitę greckiego w starciu. Dodatkowo dla urozmaicenia treści na początku dodano bardzo ciekawe mapki ilustrujące Grecję i Azję Mniejszą; Ateny z początku V wieku p.n.e.; plan bitwy pod Maratonem w roku 490 p.n.e. oraz ruchy wojsk perskich. Dodatkowo umieszczono listę postaci, miejsc czy urzędów w starożytnej Grecji. Na końcu książki znajdziemy notę historyczną, w której autor w bardzo fachowy sposób odnosi się do poszczególnych kwestii w fabule. Jedyne czego osobiście mi zabrakło to zamieszczenia źródeł historycznych, na których bazował autor, a które pasjonaci mogliby dalej zgłębić.

    Podsumowując, książka jest jak najbardziej interesująca i obiecuje dalszą ciekawą akcję. Jako dla osoby interesującej się zwłaszcza historią antycznego Rzymu, „Bramy Aten” była ciekawą odmianą, która pozwoliła uzmysłowić jak wielkie wydarzenia dla świata miały miejsce na wschód od Italii w początkach istnienia republiki rzymskiej w V wieku p.n.e.

    https://imperiumromanum.pl/recenzje/bramy-aten/

    #rzym #antycznyrzym #imperiumromanum #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #wojsko #europa #swiat #militaria #venividivici #qualitycontent #archeologia #ksiazki #recenzja
    pokaż całość

    źródło: bramy-aten.jpg

  •  

    Recenzja: Kleopatra

    Książka „Kleopatra” autorstwa Stanisława Witkowskiego to pozycja opowiadająca historię ostatniej królowej Egiptu Kleopatry VII, która za sprawą zręcznej polityki i intymnych relacji łączących ją z Juliuszem Cezarem oraz Markiem Antoniuszem potrafiła uzyskać duże korzyści dla Egiptu. Książka napisana została w roku 1939 i za sprawą wydawnictwa Atryda ponownie wydana.

    Stanisław Witkowski to postać nietuzinkowa. Członek Polskiej Akademii Umiejętności, profesor Uniwersytetu Lwowskiego, wybitny filolog klasyczny, badacz antyku i miłośnik historii starożytnego Egiptu. Jego pasja do „świata faraonów” zaowocowała jedną z ostatnich pozycji – „Kleopatrą”, której pierwsze wydanie nieszczęśliwie nałożyło się na wybuch II wojny światowej.

    Książka pomimo przeminionych lat wciąż jest pozycją niezwykle wartościową. Jak sam autor zaznacza, przez większość XIX wieku opinia o Kleopatrze była nie najlepsza, a historycy pisali raczej z pozycji rzymskiej. Zarzucano królowej Egiptu zdradę Antoniusza pod Akcjum lub sugerowano, jakoby Oktawian August chciał zapobiec jej samobójczej śmierci. Najnowsze analizy sugerują jednak zupełnie inne wersje wydarzeń.

    Stanisław Witkowski pisząc „Kleopatrę” starał się zachować jak najprzyjemniejszy styl pisarski, tak aby Czytelnik śledził wydarzenia z wielką uwagą i napięciem. Co więcej, autor oparł się na licznych źródłach historycznych, które nierzadko poddał krytyce i dogłębnej analizie. Swoje twierdzenia oznaczył przypisami, co dodatkowo dodaje jego pracy merytoryki. Wnioski Stanisława Witkowskiego są jasne i wyważone i bez trudu odnajdują się we współczesnym świecie.

    Zdarzyły się jednak autorowi i zbyt śmiałe tezy jak np. stwierdzenie że to Marek Antoniusz zwyciężył dla Cezara w bitwie pod Farsalos. Co więcej, zarówno w 1939 roku jak i obecnie nieznane było i jest miejsce grobowca Aleksandra Macedońskiego; nie ma żadnych pewnych dowodów.

    Książka „Kleopatra” składa się z XXI rozdziałów, przedmowy autora oraz przedmowy do nowego wydania autorstwa dr Michał Norbert Faszcza. Przypisy zamieszczono bezpośrednio na dole strony, co jest bardzo przyjemną rzeczą dla Czytelnika. Koniec książki to dodatki, jak sam autor napisał, głównie „dla filologów i historyków”, gdzie zamieszczono m.in. informacje o kobrze czy analizę źródłową rzekomej zdrady Kleopatry.

    Przechodząc do nowego wydania – książka wyróżnia się kolorystyką; intensywna czerwień na pewno nie pozwoli jej zaginąć na półce. Okładka z ciekawą wizualizacją królowej to dzieło Patrycji Podkościelny, artystki która zaprojektowała okładkę książki „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli” nagrodzonej w 2020 roku Nagrodą Nike. To zresztą nie jedyny jej sukces – Patrycja Podkościelny jest laureatką międzynarodowego konkursu Communication Arts za okładkę „Fuga”, książki nominowanej w 2013 roku do Nagrody Nike. W treści dopatrzyłem się jedynie dwóch błędów wydawniczych – niewyrównanego tekstu do boku czy góry strony.

    Podsumowując, wznowienie książki jest szansą dla wielu pasjonatów historii i historyków na sięgnięcie po klasyczne i niestety zapomniane dzieło wybitnego badacza. Książka wydana została w dobrej oprawie i przyjemnej formie. Jedyne czego mi niestety zabrakło to zdjęcia lub ilustracje, które mogłyby urozmaicić treść oraz dodać jej walorów wizualnych. Sama treść i książka jest jak najbardziej godna polecenia.

    https://imperiumromanum.pl/recenzje/kleopatra/

    #rzym #antycznyrzym #imperiumromanum #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #wojsko #europa #swiat #militaria #venividivici #qualitycontent #archeologia #ksiazki #recenzja
    pokaż całość

    źródło: Kleopatra.jpg

  •  

    Wściekłość (Rabid)

    Uwaga na spoilery (100%), chociaż i tak nie polecam i lepiej przeczytać ten wpis, niż obejrzeć film.

    Rabid to film opowiadający perypetie, pewnej szarej myszki pracującej jako projektantka mody. Ogólnie życie jej nie rozpieszcza, taka ofiara losu w spódnicy. Od samego początku filmu zostaje to ukazane. Jeździ skuterkiem i cudem unika wypadku, spóźnia się do pracy w rezultacie czego ludzie z nią pracujący ją wyśmiewają. Je wegańskie jedzenie i też z niej kręcą. Jej weganizm jest nieprzypadkowy i trochę ironiczny pod koniec filmy, ale o tym za chwilę.

    Nasze kochane popychadło zostaje zaproszone na randkę przez (nie pamiętam jego imienia) kolegę z pracy (w sumie to nie, ale ciągle się tam kręci w tym biurze i jest dziennikarzem). W pierwszej chwili kobitka nie łapie jego zamiarów i stwierdza, że nie chce iść do klubu, ale zmienia zdanie gdy dostaje propozycje prosto z mostu. Nasza bohaterka nie jest też zbyt ogarnięta.

    Jej przyjaciółka jest idiotką i czasami jej komentarze wzbudzały we mnie różne odczucia. Bo to nie jest komedia, ale jej debilizm i brak taktu są dla mnie trochę zabawne, trochę irytujące. W tym filmie ma tylko jedno zadanie: umrzeć i wywołać traumę w głównej bohaterce, co jest w sumie bez znaczenia i ta postać jest, bo jest, a gdyby jej nie było to by w sumie nie zmieniło wydźwięku całego seansu. Po prostu to taki przewodnik dla głównej bohaterki, gdy ustanie w kozim rogu.

    Rołs Miuler (bo tak się nazywa) zjawia się w klubie i kolejny zgrzyt. Jakbyście zapomnieli, że życie jej nie rozpieszcza i każdy ma ją w dupie to bramkarz na wejściu musi sprawdzić listę, którą ona sama robiła, a żeby jeszcze bardziej ją upodlić, ochroniarz wpuszcza do klubu, dwie ładne panienki bez niczego. Ogólnie to niczego naszej bohaterce nie brakuje i póki by w filmie to nie było zawarte to bym nie wiedział, że ma jakąś bliznę na twarzy, która ją oszpeca.

    Ogólnie Brad leci w ślinę z Rołs i ona tym faktem tak zszokowana poleciała do łazienki, żeby się ogarnąć. W tym czasie dwie kobitki wchodzą do kibla i walą koks i głośno sobie plotkują jak to ta przyjaciółka ogarnęła jej randkę i ten facet ją przeleci, bo w sumie to nie ma gustu.

    Nasza weganka tym faktem strasznie poruszona, wskoczyła na skuterek i ruszyła przed siebie wpadając prosto pod ciężarówkę i scenę dalej jesteśmy w szpitalu.

    Psiapsi leży koło wyra, Rose ma całą twarz zabandażowaną i już wiesz że jest tragicznie jak przyjaciółka zaczyna mówić, że wygląd to nie wszystko, żyje, zwolnili ją z pracy i będzie mieszkać u niej. Lekarz, który przyszedł ją poinformować o jej stanie miał być, albo taki bezuczuciowy, albo był tak beznadziejny i wyuczył się na pamięć swojej kwestii. ,,Kierownica ci się wbiła w brzuch i wycięliśmy jelito, ale będziesz jeść dietę złożoną ze zmielonego żarcia, bo i tak szczęki nie otworzysz to nie będziesz czuć różnicy. I w ogóle to sama nie zostawaj bo możesz depresji dostać.” Po czym następuje długa scena rozwiązywania bandaży, a w tle przygrywa powolny i bezuczuciowy głos doktora ,,mam wszystko w dupie”. Zdecydowanie za długo to trwało i zanim pokazali jej twarz to byłem bardziej zirytowany czasem, który został stracony na rozwiązywanie głupiego bandaża, a z twarzą kiepsko, ale maseczka w tych czasach cały ten ubytek by zakryła.

    Lecimy do mieszkania psiapi. Głupie paplanie jak w polskiej telenoweli. Idę do pracy, żarcie masz w lodówce, jak coś to dzwoń. Chcesz coś z Avonu? Oczywiście Rołs nic nie mówi, bo nie może, bo ma zszytą twarz i nie może ruszać szczęką, więc oglądamy przez kilka minut tragedie młodej dziewczyny, która i tak już dostała po dupie, a teraz jeszcze jest kaleką. No nawet na standardy Brada to było za dużo.

    Potem następuje oglądanie swoich blizn i znów rozwijanie bandaży!

    GŁUPIE ROZWIJANIE BANDAŻY! Tym razem żadnego beznamiętnego głosu, w ogóle żadnego głosu, bo nasza weganka jest nie ma. Miało to budować napięcie, ale ten film zapomniał czym jest. Dramatem, thrillerem, horrorem, polską telenowelą, pseudokomedią? Mimo głupoty psiapsi, dyrektorka i papużek nierozłączek walących koks, ani razu nawet się nie uśmiechnąłem.

    Leję wodę, ale to tak jak w tym filmie przez większość czasu. NIC SIĘ NIE DZIEJE! Ogólnie Rołs ma kiepskie życie, a teraz ma jeszcze gorsze, bo nawet pawia nie może puścić, ani lamentować. Powinno to we mnie wzbudzić współczucie, a wzbudziło tytułową wściekłość i może o to chodziło reżyserowi. Żeby mnie jak najbardziej podirytować, żebym czuł wściekłość.

    Ogólnie to tak:

    1. Rose znajduje klinikę, która się zajmuje jej przypadkami za darmo w ramach eksperymentu
    2. Rose jedzie z psiapsi do klinika
    3. Rose zostaje poinformowana jeszcze raz o tym samym co i my widzowie wiedzieliśmy. Ten film ma talent do powtarzania co najmniej dwa razy tego samego
    4. Rose ,,rozmawia z psiapsi” gdy doktorek wychodzi.
    5. Rose słucha, że nie ma nic do stracenia, bo i tak z taką twarzą to nie ma po co żyć i niech się zgodzi.

    Operacja. Ludzie ubrani w czerwone kitle i wszczepili nasze przyszłej niedoszłej wegance ,,coś” i wygląda lepiej niż wcześniej. Cud, miód, orzeszki. Jakbym film na facebooku oglądał w stylu: ,,Jej twarz była w KATASTROFALNYM stanie, a teraz dzięki pomocy medykom, znowu może komuś się podobać”.

    To prawie godzina filmu o niczym!
    Czujecie to? Zamiast zamknąć ten wątek w kilkanaście minut to rozciągnęli to na połowę filmu. No super! Chociaż wątpię, żeby to uratowało ten denny film.

    Przyszła niedoszła weganka zaczyna mieć zwidy, haluny, sny (które nie są snami) jak je mięso i pije krew. Ogólnie oprócz tego zrobiła się z niej obrotna dziewczyna i szybko odzyskała pracę i zaczęła balować w klubach. Jej sny erotyczne szybko zamieniały się w mordowanie ludzi i picie ich krwi. Ktoś miał z nią kontakt to…

    Jezu xD
    W skrócie:
    1. Ludzie zaczęli się przez nią zarażać
    2. Zarażenie mieli wściekliznę i wpadali w dziką furię tak samo jak ja gdy to oglądałem
    3. Odgryzali palce, kawałki skóry, zabijali innych
    4. Rose w tym czasie pięła się po szczeblach kariery i jej kreacja miała kończyć wybieg.
    5. Ludzi kupę w szpitalach i policja pilnowała, żeby ktoś czegoś nie odwalił, a w razie czego oddawali ostrzegawczy strzał w potylicę.
    6. Rose odwala i zauważa, że jest coś nie tak
    7. Pokaz mody się odbył mimo obostrzeń, a szefciu w wywiadzie mówi, że jego znajomi umarli na Aids, a Sars to zwykła grypa, a moda idzie dalej.
    8. Psiapsi została ugryziona przez zarażoną i na jej oczach ją potem zabili (zarażoną).
    9. Nie bądź mięczakiem i mimo takich przeżyć masz iść na pokaz!
    10. Rose upada i jakiś dwóch typków ją nagrywa jak leży i prosi o pomoc.
    11. Z pachy wyrasta jej macka i zabija tych dwóch gości XD
    12. Przychodzi Brad przykrywa mackę kurtką i daje jej zastrzyk XDD
    13. Na pokazie ktoś dostał furii, bo tak słaby to film i zaczął robić rozpierduchę.
    14. Psiapsi już była zarażona, oczywiście zginęła i oczywiście Rołs musiała to zobaczyć.
    15. Brad zabiera ją do kliniki, gdzie Rose rozpacza po stracie przyjaciółki
    16. Doktorek z niedoszłą weganką i jej chłopakiem się kłócą i każe im wejść do jakiegoś pomieszczenie. FULL LEGIT! NO SCAM!
    17. Wchodzą do tego pomieszczenia i ich zamyka XDDD serio?
    18. Doktorek stwierdza, że jest wampirem i to ich lek na śmierć.
    19. W ogóle w pomieszczeniu jest jakaś maszkara, która okazuje się mężem Doktorka.
    20. Albo żoną
    21. Rose wyrasta spod pachy macka i wypija jego krew.
    22. Rose odcina tę mackę nożem.
    23. Doktorek krzyczy NIE!!!
    24. Potem zabija tę żonę
    25. Następnie sobie podcina gardło
    26. Są wszystkie punkty.

    Potem jest scena jak doktorek robi krwisty obiadek, a wokół niego gromadka piesków, ale to nie dla was małe huncwoty xD tylko dla Rose, bo żyje i ma się dobrze. Ciężko zabić wampira c’nie?

    Moja reakcja po całym tym seansie?

    XD


    #smiecizglowy epizod 44

    pokaż spoiler #heheszki #film #wscieklosc #recenzja #kino #niepolecam
    pokaż całość

    źródło: rabid-poster.jpg

    •  

      @Garztam: to dla rodziny wydaj tom wierszyków pod swoim imieniem i nazwiskiem xD a śmieci osobno. W ogóle myślisz książkę wydać czy np blog? Czy samo Mirko?

      +: Garztam
    •  

      @Garztam: to dla rodziny wydaj tom wierszyków pod swoim imieniem i nazwiskiem xD a śmieci osobno. W ogóle myślisz książkę wydać czy np blog? Czy samo Mirko?

      @roadie: Myślę o blogu i książce. Na mirko szlifuje swoje pisanie i nabieram doświadczenia. Może kiedyś te pomysły będą realne, ale ja działam niesamowicie wooooolnooo.
      Wrzucałem te wpisy na lurkera i na tamte standardy to miałem dobry odzew ( ͡° ͜ʖ ͡°) ale niestety po trylogii o biciu dzieci dużo osób mnie wrzuciło na czarno ( ͡° ʖ̯ ͡°)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (16)

  •  
    x.....b

    +8

    #virtualreality #vr #oculus #gry

    Moja mini #recenzja #oculusquest2

    Generalnie byłem mocnym sceptykiem VR ponieważ wymagał on mocnego kompa + same gogle były za drogie. Ale wpadł quest2 i przez pochwały grysława stwierdziłem a co tam kupie, spróbuje.

    Pomysł z niezależnymi goglami to strzał w dziesiątke, sam mam maca + xboxa więc nie widzę sensu by kupować peceta tak naprawdę tylko dla half life alex. Tu sobie instalujesz wszystko na goglach i gitara. Wiadomo grafika nie jest jakaś super, ale to highendowy mobilny sprzęt, snapdragon 865 + 6gb ramu. Daje radę. A jak wyjdzie więcej gier quest 2 only to będzie pewnie jeszcze lepiej.

    Niestety brakuje tutaj pełnoprawnych gier, takich na 20-30h. Dużo jest za to mniejszych gier, których cena jest całkiem duża, ale też bez przesady. Gogle i tak są na 100% sprzedawane poniżej kosztów produkcji więc na czymś facebook musi sobie odrobić. Lepiej kupować oryginały bo to też spowoduje, że więcej twórców będzie robiło gry na oculusa. Piractwo przy tak mało jeszcze popularnej platformie może się skończyć śmiercią.

    Tu idealny byłby w sumie cloud gaming, z małym opóźnieniem, to by rozwiązało większość problemów questa i moim zdaniem w takim kierunku to powinno iść. W sensie mniejsze, dynamiczne gry natywnie, a większe wolniejsze w chmurze. Chętnie bym zapłacił za taką usługę. Idea PCVR moim zdaniem to niewypał, za dużo kombinowania i za wysoki próg wejścia. Nie dziwi więc sukces questa który (chyba) jest najlepiej sprzedającymi się goglami w historii? Tu brakuje danych, ale chyba tak jest.

    Sam quest jest spoko, ale niestety rozdzielczość jest dalej za niska. Jak się dowiedziałem, że inne gogle mają jeszcze niższą rozdzielczość to się złapałem za głowę xD Ta questowa to imo takie minimum, najlepiej jakby było 4k na oko.

    Do samych soczewek i zwężonego pola widzenia nic nie mam.

    Co do samego VRu to jest "rewolucja". No jest. Nie ma co tutaj temu zaprzeczać. Gra się całkiem inaczej, dużo lepiej. Dlatego gry które by mnie znudziły na PC/konsoli tutaj są naprawdę grywalne. Ten rynek jest bardzo ciekawy i obiecujący.

    Pytanie o kwestie zdrowotne. Ja sobie robię co 30 min/1 godzinę przerwę (staram się grać max 2 godziny dziennie) ale czy to nie będzie miało jakiś negatywnych skutków dla wzroku? Czas pokaże.

    Moim zdaniem każdy fan gier powinien przynajmniej spróbować, jak macie jakiegoś znajomego z questem to poproście o pożyczenie gogli. To jest bardzo ciekawa technologia. Wreszcie coś nowego bo obecne konsole jak i gry są nudne do porzygu.

    Oby tylko na quescie było więcej gier AAA albo AA. RE4 to jakieś światełko w tunelu.
    pokaż całość

  •  

    #100filmowchada

    21/100 „Orgy is The new black”

    Zdjęcie siedzącej na kanapie pornograficznej aktorki Piper Perri w otoczeniu kilku czarnoskórych mężczyzn już kilka lat temu stało się popularnym memem. Postaram się udowodnić, że za filmem stoi coś więcej niż śmieszny obrazek z internetu, a umieszczenie go w zaszczytnym kręgu awangardowego kina pornograficznego byłoby wręcz wskazane.

    Słynny film studia Colette to utwór pełny nawiązań zarówno tych widocznych na pierwszy rzut oka, tak jak i tych ukrytych, które razem doskonale ukazują tragizm głównego bohatera. Przed seansem, wskazane jest dokładniejsze poznanie sylwetki Piper Perri. Niewielu zdaje sobie sprawę z osobistej tragedii która spotkała aktorkę w 2016 roku. Pod jej nieobecność 2-letni syn znajdujący się pod opieką partnera aktorki doznał zespołu dziecka potrząsanego i zmarł 5 dni później. To traumatyczne przeżycie bez wątpienia wpłynęło na dalsze życie aktorki.

    Ktoś może jednak zauważyć, że omawiamy film powstał rok wcześniej, wiec czemu miałby mieć coś wspólnego z dalszym życiem aktorki? To niesamowity przykład przewidywania przyszłości w dziele kultury - czymś do czego odwoływano się już od czasów starożytnych.

    Na największa uwagę zasługuje bez wątpienia kreacja głównej bohaterki. Jej zachowanie w stosunku do czarnoskórych filmowych partnerów wpisuje się idealnie w pojęcie „abjection” użyte przez Julię Kristeva na określenie wstrętu z powodu upokorzenia, jakiego człowiek doznaje w wyniku traumatycznych przeżyć. Mimo swojej zdecydowanie złej sytuacji, młoda kobieta nie próbuje się już nawet buntować. Nie jest zła na mężczyzn, którzy uprawiają z nią brutalny seks grupowy. Jest wściekła na to jak mogła doprowadzić do tej sytuacji i na to jak bardzo jest słaba w stosunku do swoich oprawców - traumatyczne wydarzenie doprowadza ją do utraty logicznego myślenia i obwiniania się za coś na co nie miała przecież żadnego wpływu.

    Warto zwrócić również uwagę na średniowieczny motyw danse macabre również zauważalny w tym dziele. Wyuzdany grupowy seks to współczesna wersja alegorycznego tańca śmierci. Piper Perri jako młoda i atrakcyjna próbuje udowodnić, że ze śmiercią da się wygrać. Nie zdaje sobie jednak sprawy z ogromnej siły tego co uniknione i tego, że w obliczu śmierci każdy jest równy. Ostatnia scena będąca klasycznym przykładem bukkake, to pogodzenie się człowieka ze śmiercią. Piper nie jest już zła na to, że smierć pozbawi ją życia. Zaczyna zdawać sobie sprawę, że wszystko co ma swój początek musi mieć swój koniec, a śmierć nie jest kimś kto chce zrobić jej tylko na złość.

    Ostatnim wartym uwagi motywem powiązanym z danse macabre jest praktycznie niezauważalna gumowa kaczka przepływająca w jednym momencie przez basen widoczny z okna domu. O ile czarnoskórzy mężczyźni symbolizują smierć, tak kaczka może stanowić symbol życia. Piper Perri podejmując walkę ze śmiercią, zapomina kompletnie o tym że jej życie dalej płynie, a przez bezsensowną walkę traci tylko swój czas.

    Podsumowując, myślę, że „Orgy is The new black” nie jest jednym z tych lekkich filmów które z przyjemnością obejrzymy w gronie rodziny lub przyjaciół. To ciężkie w odbiorze, brutalne i zwyczajnie smutne dzieło obnażające reguły naszego świata. To film na który trzeba się psychicznie przygotować. Pomimo swojego depresyjnego charakteru to także film który może zmienić nasz sposob patrzenia na świat i który po prostu wypada znać.

    #heheszki #pasta #ladnapani #film #pornopani #recenzja
    pokaż całość

    źródło: 3EA15F4B-D13E-4699-86A9-7D67893D2832.jpeg

  •  

    #ksiazki #dladzieci #recenzja

    Kupiłam ostatnio synowi książkę "wielka księga emocji", opis wydawał się ciekawy, kupowałam online więc nie miałam okazji nawet jej przekartkować.
    Książka ogólnie podzielona na krótkie 3-4 stronicowe bajki (z podziałem na różne emocje).

    Czytam bajkę o jakimś żółwiu co to chciał przedostać się na drugi brzeg jeziora, a że nie potrafił pływać to poprosił orła żeby go podrzucił. Zrobili to tak że orzeł złapał jakiś patyk w szpony, a żółw za ten patyk trzymał się pyszczkiem. No i lecą sobie na drugi brzeg. I w trakcie lotu ten orzeł robi temu żółwiowi totalną zjebkę, mówi jaki ten żółw jest powolny, jaki brzydki i że imię ma też ch*jowe- nie to co on wielki wspaniały chad orzeł. Żółw ma dosyć tego gadania i wkurzył się na orła i chciał mu powiedzieć żeby go nie obrażał ale jak tylko otworzył pysk spadł do wody i się utopił.

    Koniec.

    A na końcu dopisany morał w stylu "drogie dzieci, gdyby żółw siedział cicho to by teraz żył. Zamiast tego uniósł się i przypłacił życiem."

    No tak, obrażają cię to nadstaw drugi policzek i przyjmij to z godnością. I najlepiej trzymaj negatywne emocje dla siebie.

    Książka idzie do śmietnika.
    pokaż całość

    •  

      @Wieczna_Konkubina: Ja to znam inna wersję tej bajki. Była, żaba i skorpion. Chcieli się przedostać przez rzeke. Skorpion nie umiał pływać więc zapytał żaby czy go nie weźmie na swój grzbiet i razem nie przejdą przez wodę. Żaba z obawami zapytała się skorpiona - Czy ty nie chcesz mnie oszukać? Wejdziesz na mnie i mnie zaatakujesz, kiedy będziemy przepływać przez rzekę. Skorpion na to - Jaa miałbym cie ukąsić? przecież gdy to zrobię to razem utoniemy w rwącej rzece. Żaba przemyślała sprawę i postanowiła pomóc biednemu skorpionowi. I kiedy razem już przechodzili przez rzekę, skorpion nagle ciabach żabe zaatakował. Żaba na to wielkie oczy ździwienia zdarzyła tylko zapytać - aleee, alee skorpionie przecież obiecałeś...? Skorpion na to - Taka moja natura, nigdy swojej natury nie oszukasz. Taki z tego morał. Możesz opowiedzieć swojemu synowi. pokaż całość

      +: gl4ss
    •  
      a...........l

      0

      @Wieczna_Konkubina: ale przecież tak dokładnie trzeba się zachowywać w życiu, bardzo fajna książka - nie uczy dzieciaka, że życie jest sprawiedliwe, tylko, że będzie jebany przez całe życie, a najlepsze co może zrobić to zamknąć mordę i nie odpyskowywać, bo jak odpyskuje to będą przykre konsekwencje. Widać, że napisał to człowiek, który co nie co wiedział o życiu, a nie takie pierdolety co to ci mówią, że znajdziesz księcia na białym koniu, albo garnek monet leży na ziemi od tak. ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (17)

  •  

    Recenzja: Liwia. Matka bogów

    Książka „Liwia. Matka bogów” autorstwa Michała Kubicza to kolejna powieść opowiadająca o historii antycznego Rzymu, a dokładniej dynastii julijsko-klaudyjskiej. Tym razem autor skupił się na Liwii, pierwszej cesarzowej Rzymu i żonie Oktawiana Augusta.

    Michał Kubicz na polskim rynku jest znanym i bardzo szanowanym autorem z tematyki rzymskiej. Swoją pasję do świata antycznego i zgłębiania wiedzy przekłada na fascynujące pozycje książkowe, w których porusza historię z perspektywy nie zawsze pierwszoplanowych postaci. Poza „Liwią…”, autor napisał także „Agrypina.
    Cesarstwo we krwi”, „Tyberiusz. Cesarstwo nad przepaścią” czy „Kaligula. Wyznania szaleńca”. We wszystkich swoich utworach autor stara się szukać prawdziwego człowieka, a nie tylko bazować na wersji wydarzeń znanych nam ze szkoły czy przekazów antycznych. Warto nadmienić, że powieści Michała Kubicza charakteryzują się tym, że ich akcja oparta jest na źródłach historycznych, a fabuła niezwykle intrygująca.

    „Liwia. Matka bogów” opowiada o Liwii Druzylli, młodej dziewczynie, której przychodzi żyć w ciężkich czasach. Na świat przychodzi w szanowanej rzymskiej rodzinie, związanej z ideami Republiki. Zwłaszcza pochodzenie ojca, który przyjęty został do prestiżowego rodu Klaudiuszów, gwarantuje jej wysoką pozycję w Rzymie. Jednak wybuch wojny domowej pomiędzy Cezarem a Pompejuszem, a następnie zagarnięcie pełni władzy przez tego pierwszego burzy ład republikański. W roku 44 p.n.e., kiedy zamordowany zostaje Cezar, Rzym ponownie zmuszony zostaje do bratobójczej walki o nowy ład. W Republice do rywalizacji o władzę stają zwolennicy poprzedniego ustroju – Kasjusz i Brutus – oraz „cezarianie” (Antoniusz, Oktawian i Lepidus), którzy dążą do wymierzenia sprawiedliwości mordercom Cezara. Klęska optymatów w 42 roku p.n.e. pod Filippi zmusza arystokratyczne rody do opowiedzenia się po stronie któregoś z triumwirów. Patowa sytuacja i nieznana przyszłość powodują, że Republiką targają niepokoje, konflikty oraz destabilizacja polityczna.

    W 43 roku p.n.e. Liwia ma jedynie 15 lat. Jako, że jej ojciec opowiedział się otwarcie po stronie morderców Cezara, po klęsce pod Filippi jej rodzina musi szukać sposobów na zagwarantowanie sobie bezpieczeństwa. Wyjściem okazuje się związek małżeński Liwii z Gnejuszem Klaudiuszem Neronem, który jest przyjacielem Antoniusza, a zarazem ma silne przywiązanie do wartości republikańskich.

    Autor ukazuje nam Liwię w okresie najbardziej niepewnym w jej życiu. Wojna domowa, rywalizacja w Rzymie, niejasne sojusze – to wszystko gwarantuje wartką akcję i przywiązanie się Czytelnika do głównej bohaterki. Wraz z fabułą poznajemy inteligentną dziewczynę, która pod wpływem dynamicznego i niebezpiecznego otoczenia stopniowo przeradza się w wyrachowaną oraz kierującą się zyskami kobietę.
    Na jej drodze stają nieprzychylne jej postaci: pałająca nienawiścią Skrybonia, brutalny Popiliusz czy sam Oktawian.

    Poza światem wyższych sfer i ich zmagań o przetrwanie, poznajemy najniższe szczeble społeczne Rzymu. Chloe i Achnos, para zakochanych w sobie niewolników, udowadniają, że świat antycznego Rzymu pełen był brutalności, krwi, cierpienia i wyrzeczeń. Marzenie o wolności zmusza oboje do naprawdę ciężkich decyzji.

    Na końcu powieści znajdziemy w posłowiu informacje autora odnośnie wyboru postaci, objaśnienie wątków i ewentualnych zmian względem historii na potrzeby fabuły. Dodatkowo, zamieszczona bibliografia pozwala pasjonatom sięgnąć po dalszą wiedzę.

    Moim zdaniem, czwarta już książka autora jest po raz kolejny dziełem wybitnym. Poza niezwykle interesującą fabułą, otrzymujemy naprawdę szeroki przekrój społeczeństwa rzymskiego. Autor, jak prawdziwy przewodnik oprowadza nas po Rzymie z końca lat .40 I wieku p.n.e. Słyszymy nadtybrzański gwar, odczuwamy niepokój panujący w czasie proskrypcji czy widzimy piękne wybrzeża w Bajach. Autor stara się Czytelnikowi ukazać, jak mógł wyglądać zarówno Rzym majestatyczny i pełen bogactwa oraz ten, w którym trzeba było walczyć o przetrwanie, a rywalizacja polityczna prowadziła do głodu i niepokoju wśród biedoty. Nierówność społeczna, powszechna niesprawiedliwość, ubóstwo to były realia z jakimi borykać się musieli zwykli Rzymianie.

    Gorąco polecam książkę i blog autora: https://www.facebook.com/MichalKubiczSekretyRzymu

    https://imperiumromanum.pl/recenzje/liwia-matka-bogow/

    #rzym #antycznyrzym #imperiumromanum #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #wojsko #europa #swiat #militaria #venividivici #qualitycontent #archeologia #ksiazki #recenzja
    pokaż całość

    źródło: Liwia. Matka bogów.png

  •  

    Platyna nr 60
    Czas - ze 30-40h

    Gdy w 2016 roku reboot Dooma wjechał na salony, to była dla mnie jedna z tych produkcji, co do których nie masz żadnych oczekiwań, a jest tak zaskakująco dobra, że zapamiętujesz ją na lata. Dostałem takie combo czegoś nowego, świeżego i satysfakcjonującego, co się bardzo rzadko zdarza. Od tamtej pory ciągle gdzieś uważam, że jeśli miałbym wybierać, to w grach najważniejszy jest dla mnie gameplay - jeśli twórcy o niego zadbają, to fabuły może nie być, a gra i tak odniesie sukces. Rozgrywka, która jest rozwijana i ulepszana przez całą długość gry cały czas utrzymuje zaangażowanie i zaciekawienie gracza, a dzięki temu każdy pojedynek, czy czynność w grze jest satysfakcjonująca (ot przykład choćby soulslike’ów). Jeśli gra ma dobrą fabułę, ale też toporne i nudzące mechaniki, to pomimo że ta część fabularna tytułu będzie dobrze zrobiona, produkcja zbierze znacznie niższe noty i zostawi gracza prawdopodobnie znużonego przebijaniem się przez toporność rozgrywki dla kilku fabularnych momentów.

    A Doom Eternal stoi gameplayem. I jest w tym nadal rewelacyjny. ID Software zrobili sztukę z eksterminacji demonów najeżdżających Ziemię.

    Tak jak w poprzedniej odsłonie podczas rozgrywki znajdujemy / dostajemy kolejne nowe bronie. Tak jak w poprzedniej odsłonie bronie te możemy ulepszać i modyfikować. Tak jak w poprzedniej odsłonie im dłużej gramy, tym do drużyny demonów dołączają coraz to więksi i coraz to potężniejsi zawodnicy. Brzmi jak przepis na sequel, nie? Kopiuj - wklej, coś tam dodaj i gotowe? Otóż nie. Bronie, które dostajemy są mechanicznie podobne, a jednak są inne - inaczej strzelają, mają inne ulepszenia i inne alternatywne tryby strzału. Przeciwnicy za to przeszli porządny lifting twarzy i ciała, a do tego mają ogrom nowych animacji eliminacji. W tej odsłonie każdy demon, który coś tam znaczy (czyt. nie jest zwykłym mięsem armatnim) dostał słabe punkty, które możemy wykorzystać do szybkiej eliminacji go z boiska zwanego Ziemią. Jednak by to zrobić, na każdego demona działa inna broń, toteż non stop musimy się przełączać między jej wszystkimi rodzajami i kalkulować kogo najszybciej wyautować.

    Najmocniejszym, najoryginalniejszym w stosunku do innych tytułów i zarazem najbardziej satysfakcjonującym aspektem Dooma Eternal są jeszcze lepiej rozwinięte wspomniane animacje wykańczania demonów. Dla tych co nie czają co to jest wyjaśnię pokrótce o co w nich chodzi. Otóż po zaaplikowaniu demonowi odpowiedniej dawki ołowiu zaczyna on świecić zapraszając nas do zbadania go własnymi ręka… łapami i być może użycia również skalp…. ostrza w które w tej części jesteśmy wyposażeni. Badanie to najczęściej kończy się powodzeniem. Przynajmniej dla naszego Slayera, bo pacjent przeważnie (no dobra, zawsze) umiera oddając nam trochę swojego zdrowia, co w efekcie odnawia nasz pasek życia. W Doomie z 2016r było to powiewem świeżości na rynku i w zasadzie takim symbolem rozpoznawczym Slayera. W Doomie Eternal autorzy poszli już po całości - pomógł im w tym na pewno również większy budżet. Animacji jest znacznie, znacznie więcej, każdy demon ma je w zasadzie 4 różnie w zależności od której strony go zaatakujemy + piątą, jeśli chcemy dobić go od góry. Demony, które są wspomnianym mięsem armatnim mają w ogóle po kilka różnych animacji wykończeń z każdego kierunku. No jest tego bardzo dużo i daje to niesamowitą satysfakcję przez całą, około 20-godzinną kampanię. Choć poziom tych wykończeń jest dosyć nierówny, bo kilka demonów ma je bardzo podobne niezależnie od której strony go podejdziemy, ale w większości z nich twórcy z ID Software byli bardzo pomysłowi w temacie odłączania elementów, z których składa się demon, przy jak największym uszkodzeniu organów wewnętrznych.

    Autorzy zadbali również o niesamowite efekty obrażeń - w miejscach części ciała, w które strzelamy, pojawia się nie tyle krew, czy jakieś inne piekielne osocze, a dosłownie widzimy oderwaną skórę, mięśnie (czy z czego się tam produkuje demony), a także wystające kości. Pełni to również ciekawą funkcję, ponieważ gra nie posiada w interfejsie pasków zdrowia, więc te fizyczne obrażenia informują nas ile naszemu koleżce brakuje drobnych na bilet powrotny w zaświaty.

    Większy budżet będący konsekwencją sukcesu pierwszej części widać też po świecie. Gra toczy się na Ziemi, w piekle, na innych planetach, a nawet w kosmosie. Do tego w tle będziemy podziwiali kilkukrotnie niesamowite widoki, czy nawet jakichś ogromnych tytanów baraszkujących w tle. Doskonała jest również muzyka stworzona przez arcymistrza Mick’a Gordona. Gdy tylko pierwszy raz odpalimy grę, w samym menu motyw przewodni mówi nam już jaki tutaj będzie rozpie****!

    Mówi się, że sprawdzonych mechanik się nie zmienia. Dobre jest wrogiem lepszego. No to w Id Software ktoś stwierdził, że jak zmieniamy i ulepszamy, to wszystko. Od broni przez przeciwników po… mechanikę rozgrywki. Jakby mi ktoś powiedział, że Doom Eternal będzie miał zmienione zasady walki, to zapytałbym się jakim szaleńcem trzeba być, by zmieniać coś, co działa i to działa bardzo dobrze? No i w rzeczywistości ktoś się taki znalazł, a ID Software faktycznie zmieniło zasady pojedynków. Niemniej jednak wyszło im to wprost doskonale. W poprzednim Doomie nawalaliśmy w demony z grubsza czym popadnie, chyba że był nam potrzebny większy kaliber. A w Doomie Eternal mamy taką jakby pętle rozgrywki. Każda z broni ma bardzo mało amunicji (oczywiście w stosunku do całej hordy demonów). By ją uzupełniać, musimy używać piły łańcuchowej, bo krojąc demony wysypuje się z nich amunicja. Piła potrzebuje czasu, by się odnowić. Non stop zbieramy tonę ołowiu na swoją mordę, więc non stop ubywa nam życia. By je odnawiać musimy dobijać ręcznie demony, bo wtedy wysypuje się z nich życie. By odnawiać pancerz musimy używać miotacza ognia i strzelać w palące się krótką chwilę demony, bo właśnie wtedy sypie się z nich pancerz. Oczywiście miotacz również potrzebuje czasu, by się odnowić. Granaty potrafią zamrażać przeciwników, ale również potrzebują czasu na odnowienie. Każdy rodzaj demona ma jakieś słabe punkty i jest podatny na którąś broń bardziej niż na inne, więc musimy sprawnie żonglować naszym arsenałem. W efekcie co chwilę dobijamy ręcznie demony, co chwilę podpalamy je miotaczem ognia, co chwilę kroimy piłą, co chwilę używamy granatów i co chwilę zmieniamy broń (czy to ze względu na brak amunicji, czy to ze względu na słabość wobec konkretnego demona). Jeśli któregoś z tych elementów nie wykonujemy zaraz braknie nam zdrowia, pancerza lub amunicji. Wszystko się tutaj idealnie zazębia. Rzadko kiedy spotyka się taki balans w rozgrywce.

    Niejasne odczucia mam za to co do fabuły gry. Tutaj szok dla co niektórych - tak, cała seria Doom ma większą fabułę niż „demony najechały nasz świat, więc trzeba je zabić”. Choć na początku w zasadzie tak się wydaje, bo fabuły tam z pozoru praktycznie nie ma. Lądujemy w środku akcji, bo gra jest bezpośrednią kontynuacja, są jakieś cutscenki, w których i tak nie wiadomo o co chodzi - czy o pokaz siły Slayera, czy o co? Fabuła nabiera dopiero sensu wtedy, gdy… będziemy sobie czytali notatki do encyklopedii, które zbieramy jako znajdźki. Dopiero wtedy to co się dzieje podczas cutscenek nabiera jakiegoś znaczenia. Jest to zabieg dla mnie przynajmniej… dziwny. Bo historia z notatek jest naprawdę ciekawa, a na pewno bogatsza niż bym się po Doomie spodziewał. No ale takich notatek większość graczy nie czyta, więc jej nie pozna. Z kolei te cutscenki, które są w grze nie mają sensu bez czytania tych wpisów, więc tworzenie takich przerywników, też jest z deka bez sensu. Do tego przerwanie 10 razy rozgrywki na jednym poziomie by przeczytać kolejny wpis w tak dynamicznej grze po prostu jej nie służy. Nie wiem, może to było wszystko specjalnie, by fabuła grała marginalną rolę dla większości graczy, by większość z nich skupiła się na rozgrywce i wyłącznie rozgrywkę zapamiętała.

    Jeśli chodzi natomiast o platynę to jest ona łatwiejsza niż w poprzedniej część w zasadzie z jednego powodu - otóż tym razem Doom nie ma zabugowanych trofek xD A tak poważnie, to żeby zdobyć platynę należy zebrać wszystkie znajdźki, ulepszyć wszystkie bronie i w ogóle wszystko co się da, pogrindoweć na multi i przejść ponownie grę w specjalnym trybie, gdzie mamy ograniczoną ilość żyć - jeśli się nam skończą, to będziemy musieli całą kampanię zaczynać na nowo. Co ważne, nie ma tutaj trofek związanych z poziomem trudności, więc w zasadzie wszystko można wbić na najniższym poziomie trudności. Jeśli chodzi o pierwsze przejście gry i zebranie z ulepszeniem wszystkiego to tutaj nie ma się co rozwodzić. Znajdźki są oznaczone na mapie, poziomy można powtarzać, więc nie ma z tym problemu. Ponowne przejście gry w specjalnym trybie dodatkowych żyć z pozoru może strasznie wyglądać, ale nie jest. Na wszystkich poziomach mamy poukrywane do zebrania z 50 takich dodatkowych żyć, a cały ten tryb można przejść na najniższym poziomie trudności. Ja myślałem, że tak zrobię, bo podczas pierwszej kampanii trochę ginąłem, ale przy drugim podejściu, ponownie na normalnym poziomie trudności pokonałem wszystkich bossów za pierwszym razem, ledwie parę razy padłem i finalnie nie zmniejszyłem ani razu poziomu trudności, a skończyłem kampanię z 30 dodatkowymi życiami. Do trofki musimy na koniec mieć ich minimum 10 w ekwipunku.

    Jeśli chodzi natomiast o multi to już tak pięknie nie jest, bo tym razem mamy rozgrywkę typu banda łysego, czyli dwóch na jednego. 2 demony vs. 1 Slayer. A mamy do wbicia trofkę za zabicie 200 demonów. Po zabiciu demona czas jego respawnu wynosi 20 sekund. Tak więc idzie to jak krew z nosa nawet na ustawce. W meczu są tylko 2 demony, a mecz ma 3-4 rundy, także na jeden mecz w najlepszy wypadku zabijemy z 6 demonów, a trwać to będzie z 15 minut. Drugą czasochłonną trofką jest rozegranie pełnych 25 meczów, ale to powiedzmy, że i tak wpadnie przy okazji. No i jest jeszcze trofka za uleczenie 50 tyś. pkt. zdrowa towarzyszom. Jedno leczenie trwa kilka sekund, drugi gracz musi cały czas stać w jednym miejscu, a i tak odnowi mu to jedynie maks. 1200 pkt. życia. Widzicie robienie tego z randomami? Ja też nie, więc radzę wbijać trofki z multi tylko na ustawce. Nam zajęło to 3 sesje po ok. 2h grania.

    I tak się prezentuje Doom Eternal. Ile mieliśmy w historii kolejnych części gier, które w dużej mierze były kopią poprzednich odsłon z dodanymi ledwie paroma mechanikami? Gdzie większość przeciwników i ich animacji została tylko przekopiowana do nowej odsłony? ID Software pokazało, że da się rozwinąć znane mechaniki w sposób taki, że czujemy, że gramy w coś nowego jednocześnie zachowując rdzeń pierwowzoru. Doom Eternal to sequel niemal doskonały

    Jeśli spodobał Wam się mój styl pisania i chcielibyście posłuchać czym jeszcze zachwyca Doom Eternal, to wrzucam link do filmu na moim kanale YouTube. Ten tekst, a materiał na YT to dwa osobne byty, także nie jest to to samo w formie do posłuchania ;) A obejrzeć jest co, bo warto w tle pooglądać te wszystkie mechaniki, strzelanie i animacje wykańczania demonów. No i sam scenariusz do filmu jest prawie 2 razy dłuższy od tego wpisu, bo tutaj nie chciałem się aż tak rozpisywać na małe szczegóły :P

    LINK DO MATERIAŁU YT -> Czym zachwyca Doom Eternal?

    Dzięki za uwagę! ^^

    #doom #doometernal #gry #ps4 #tworczoscwlasna #polskiyoutube #recenzja #youtube #konsole
    pokaż całość

    źródło: DOOM Eternal_20210327123127.png

  •  

    Recenzja: Palmyra, której już nie ma

    Książka „Palmyra, której już nie ma” autorstwa Paula Veyne’a jest to 130-stronnicowa pozycja będąca dla pisarza próbą uhonorowania tego pięknego i zróżnicowanego kulturowo antycznego miasta, które w wyniku ekspansji Państwa Islamskiego straciło niektóre zabytki (np. świątynię Baalszamina), a na miejscu zamordowano wiele niewinnych osób, w tym archeologów.

    Paul Veyne to francuski archeolog i historyk, pasjonujący się zwłaszcza w historii antycznego Rzymu. Książka powstała w 2015 roku i była swoistą odpowiedzią zszokowanego badacza na wieści o tragicznych wydarzeniach rozgrywających się w Syrii, a zwłaszcza Palmyrze. Na rynku polskim pozycja pojawiła się za sprawą Wydawnictwa Uniwersytetu Łódzkiego, a tłumaczeniem zajął się dr Paweł Filipczak, który w wybranych miejscach pozwolił sobie na dodanie przypisów, aby lepiej ukazać Czytelnikowi sens wypowiedzi autora.

    Książka jest opowieścią o antycznym mieście, które powstało na oazie na pustyni. Swój rozwój zawdzięczało dobremu położeniu – Palmyra znajdowała się na szlaku karawan, które przewoziły m.in. towary z Indii. Obecnie ruiny znajdują się około 200 km na północny wschód od stolicy Syrii, Damaszku. Mimo, że historia Palmyry jest o wiele starsza to do naszych czasów zachowały się przede wszystkim ruiny monumentalnych budowli z okresu rzymskiego. Palmyra była rozwiniętym miastem, w którym przenikały się różnorodne kultury; używano języka aramejskiego, greckiego czy też łaciny. W III wieku n.e. miasto otrzymało status kolonii, w związku z czym mieszkańcy mogli przyjmować obywatelstwo rzymskie.

    Najsłynniejszym jednak rozdziałem w historii Palmyry był wzrost znaczenia miasta i regionu pod rządami lokalnego władcy Odenata, który skutecznie rywalizował z perskim władcą, Szapurem, w sytuacji kiedy do niewoli dostał się w 260 roku n.e. cesarz rzymski Walerian. Nieoczekiwanie jednak w roku 267 n.e. Odenat został zamordowany. Po jego śmierci faktyczną władzę przejęła jego żona Zenobia, w imieniu niepełnoletniego syna Waballata. Ambicje i słaba sytuacja polityczno-ekonomiczna Imperium spowodowały, że Zenobia ukształtowała samodzielny organizm państwowy. W 271 roku n.e. Królestwo Palmyry obejmowało większość prowincji wschodnich Rzymu, od Egiptu po obecną wschodnią Turcję. W ciągu jednak niecałych dwóch lat niezwykle skuteczny cesarz Aurelian zdławił rebelię i zjednoczył ziemie rzymskie.

    Paul Veyne w książce przedstawia nam nie tylko historię tego miejsca, ale i prowadzi rozważania nad przyczyną zniszczeń dokonanych przez przedstawicieli ISIS. Nie zabraknie także opisów budowli, różnorodności religijnej, architektonicznej czy artystycznej. Uważam, że pozycja jest jak najbardziej ciekawa i godna polecenia.

    https://imperiumromanum.pl/recenzje/palmyra-ktorej-juz-nie-ma/

    #rzym #antycznyrzym #imperiumromanum #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #wojsko #europa #swiat #militaria #venividivici #qualitycontent #archeologia #recenzja #ksiazki
    pokaż całość

    źródło: palmyra-ktorej-juz-nie-ma.jpg

    +: Axtezim, dzbanerski +23 innych
  •  

    Recenzja: Insygnium

    Książka „Insygnium” to druga część nowej trylogii Bena Kane’a, zatytułowanej „Cesarskie orły”, w której autor przenosi nas do 14 roku n.e., pięć lat po tragicznej klęsce legionów Warusa w lesie Teutoburskim. Tym razem weźmiemy udział w przygotowaniach do ofensywy Germanika oraz bezpośrednich starciach za Renem.

    W poprzednim tomie towarzyszyliśmy żołnierzom centurii, pod dowództwem Tullusa, w krwawej i ciężkiej walce o życie. Tullus, wraz ze swoimi ludźmi (m.in. Piso, Witeliusz) i całymi trzema legionami, wpadł w zasadzkę, którą przygotowali wojownicy sprzymierzonych plemion germańskich, pod dowództwem Cheruska – Arminiusza. Fatalne warunki pogodowe, zaskoczenie oraz złe dowodzenie doprowadziły do katastrofy i rzezi legionistów Warusa. Tullus był jednym z nielicznych oficerów, któremu udało się wyprowadzić żołnierzy z pułapki.

    W tej części Tullusowi przyjdzie dławić bunt legionów nad Renem, towarzyszyć Germanikowi w wyprawie za Ren i po raz kolejny walczyć o przetrwanie w kolejnej zasadzce Arminiusza. Oczywiście nie zabraknie odważnych operacji, skradania się i pełnych napięcia wydarzeń. Starcia przepełnione są realizmem, krwią i wysiłkiem. Nie brakuje także braterstwa, ciekawych dialogów pomiędzy żołnierzami czy przykładów, jak dobry dowódca potrafi zdobyć sobie zaufanie swoich „chłopców”.

    Ben Kane, na rynku powieści historycznych ma już ugruntowaną pozycję. W swoim dorobku ma liczne pozycje tyczące się historii antycznego Rzymu, a co więcej pasjonuje się wojskowością rzymską i bierze udział w rekonstrukcjach historycznych. Swoją wiedzę czerpie nie tylko z materiałów źródłowych i książek naukowych, ale przede wszystkim z obserwacji i dyskusji na temat sposobu używania antycznej broni oraz stosowanej taktyki walki.

    Biorąc do ręki kolejną część powieści Bena Kane’a nie miałem wątpliwości, że po raz kolejny poczuję się jak bezpośredni uczestnik wydarzeń i przeniosę się na początek I wieku n.e., do gęstych i dzikich lasów Germanii. Niesamowita atmosfera, napięcie i chęć zemsty po obu stronach tworzą fabułę. Dodatkowo autor zgrabnie dodaje zabawne momenty, które urozmaicają akcję. Gorąco polecam wszystkim!

    https://imperiumromanum.pl/recenzje/insygnium/

    #rzym #antycznyrzym #imperiumromanum #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #wojsko #europa #swiat #militaria #venividivici #qualitycontent #archeologia #recenzja #ksiazki
    pokaż całość

    źródło: cesarskie-orly-insygnium.png

  •  

    Chyba nikt nie recenzował, a na tagu pojawiały się pytania o to, który Eros najlepiej spuszcza kobiecą bieliznę – ha! Na to pytanie nie odpowiem (wciąż szukam grupy badawczej), ale postaram się nakreślić różnice i podobieństwa między całą rodziną, która swą nazwę wzięła – tutaj krótki fragment edukacyjny - od greckiego boga miłości i namiętności.

    Na początek klasyczny EDT oraz zdecydowanie mniej znany EDP.

    Szybki rzut oka na sugerowane nuty i już nasuwa się pierwszy wniosek – „zwykły” Eros oraz jego nowszy brat nieco się różnią. Do tego drugiego dodano mandarynkę, odjęto tonkę oraz podmieniono wetywerię na nuty skórzane oraz paczulę z gorzką pomarańczą. Żadna z tych zmian nie jest jednak fundamentalna. Trzon zapachu – mięta, ambroksan i wanilia – pozostaje nienaruszony.

    Obydwa Erosy otwierają się intensywną, bardzo przyjemną miętą (choć daleką od naturalności, to nie można odmówić jej siły i przenikliwości – według mnie większej w EDP niż EDT), której towarzyszy słodkie jabłko i cytryna tudzież pomarańcza – ta jest moim zdaniem lepiej wyczuwalna w wersji EDP. W skrócie – odświeżająca mięta a’la guma do żucia, cytrusy plus słodkie, musujące jabłko. Zaznaczę od razu, że nie jest to w żadnym wypadku takie natężenie cytrusów jak w „ognistej” odsłonie, o której za chwilę. Po mniej więcej godzinie mięta się wycisza, a do głosu dochodzi w obu zapachach nie kto inny jak wanilia, wspólnie z – w wersji EDT - suchymi nutami drzewnymi oraz tonką. Czy jest syntetycznie? No jest, aczkolwiek nie jest to dla mnie wada, gdyż nie należę do ludzi, którzy od tego typu zapachów, w których bądź co bądź występuje ambroksan, doświadczają bólów głowy czy nudności. Z czasem całość kompozycji staje się jeszcze bardziej słodka, „cooling effect” mamy już dawno za sobą. Wersja EDT generalnie niewiele się zmienia mniej więcej od drugiej godziny po aplikacji de facto do samego końca, mamy tutaj duet wanilia + nuty drzewne (bardziej schowane). Wersja EDP jest nieco ciekawsza, owszem, występuje tutaj waniliowa słodycz w dużej ilości, ale wyczujemy tu też akcenty drzewne razem z czymś na kształt skóry (może i na granicy autosugestii). Paczuli tudzież pomarańczy w bazie nie stwierdzam.

    Cóż, czy różnice między obydwoma odsłonami są znaczne? W żadnym wypadku. Mam wrażenie, że EDP jest bardziej odświeżający, zimny na otwarciu, ma nieco więcej mięty i cytrusów, jest mniej słodki (but still, nie zapominajmy, że to Eros, więc z założenia jest naprawdę słodko) i ma coś odróżniającego go od wersji EDT w końcowym etapie kompozycji (może właśnie ta nadająca odrobinkę wytrawności skóra).

    Jeśli chodzi o parametry, to w sumie niewiele się one różnią, jakbym się uparł, mógłbym napisać, że EDP wytrwał na mojej skórze z godzinę dłużej niż EDT. Projekcja też zbliżona, przez pierwsze dwie godziny naprawdę potężna, później zapach lokalizuje się bliżej skóry, ale tak czy siak jest wyczuwalny przez bez mała 8 godzin. A w wyższych temperaturach pewnie jeszcze więcej.

    Oba zapachy mają bardzo podobne DNA, obydwa są uniwersalne, ciekawe, aczkolwiek zachowawcze i bezpieczne.

    ------------------------------------------------------------------------------

    Eros Flame – na wstępie muszę powiedzieć, że wydany pomiędzy wersjami EDT a EDP (konkretnie w 2018 roku) „ognisty” członek rodziny Erosów tego DNA ze swoimi niebieskimi braćmi współdzieli naprawdę niewiele. No dobra, słodki waniliowo-tonkowy dry down bez dwóch zdań kojarzy się z „klasycznymi” Erosami. Ale początek jest zupełnie inny. Zaraz po aplikacji dostajemy po nosie potężną dawką cytrusów, która nie bierze jeńców i bezlitośnie świdruje nasze komórki węchowe przez kilkadziesiąt minut. Cytryna niekoniecznie, ale pomarańcza i mandarynka są tutaj naprawdę niesamowicie dominujące i bardzo przyjemne – ok, wciąż nie jest to w żadnym wypadku jakiś powalający efekt naturalności świeżo wyciśniętego soku, ale nie jest syntetycznie. Na pewno nie tak jak połączenie mięty z jabłkiem w niebieskich Erosach. Lekko pieprzne przełamanie słodkiej pomarańczy pojawia się z czasem, nie jest zbyt intensywne, ale nadaje kompozycji charakteru. Po kilku godzinach stery przejmuje wanilia z tonką i dostajemy z grubsza to samo co w Erosie EDT, czyli robi się niesamowicie słodko.

    Cóż, parametry Erosa Flame są na mojej skórze jeszcze lepsze niż u poprzedników, trwałość spokojnie koło 10 godzin (całodniowa), projekcja zadowalająca, a gdy wybrzmiewa cytrusowa mieszanka – bardzo solidna. Powiedziałbym, że Eros Flame jest świeższym i bardziej letnim zapachem, lepiej pasującym do wyższych temperatur niż EDT i EDP – do momentu, gdy pałeczki nie przejmują słodkie nuty bazy.

    Podsumowując – tak, wszystkie trzy to duże crowd-pleasery (paradoksalnie może Flame największy?), szansa, że osoba nieznająca się na perfumach stwierdzi „nie podoba mi się ten zapach” jest z grubsza taka sama jak to, że Sasin odda 70 milionów złotych, a karny Błaszczykowskiego zostanie powtórzony (czyli praktycznie żadna xD). Dalej – tak, są to niezwykle uniwersalne i bezpieczne zapachy. Na każdą porę roku, na każde okoliczności (praca, plaża, spacer, siłownia, wakacje, randka itp.), do każdego ubioru. Czy jest to unisex? Pewnie, klasyfikacja męskie/kobiece to tylko luźna sugestia, która nie powinna nikogo ograniczać, jak kobiecie podobają się te perfumy, to nie widzę żadnych przeszkód, które nie pozwalałyby jej z nich korzystać. Bardzo bezpieczny, relatywnie niedrogi blind-buy, dość prostolinijny, ale przyjemny i radosny.

    #perfumy #recenzja #zainteresowania
    pokaż całość

    źródło: blog.tagomago.pl

    Którego Erosa lubisz najbardziej?

    • 24 głosy (30.38%)
      EDT
    • 21 głosów (26.58%)
      EDP
    • 34 głosy (43.04%)
      Flame
  •  

    Recenzja: Caesar’s Greatest Victory: The Battle of Alesia, Gaul 52 BC

    Książka „Caesar’s Greatest Victory: The Battle of Alesia, Gaul 52 BC” autorstwa Johna Sadlera i Rosie Serdiville opowiada o jednym z najbardziej niesamowitych zwycięstw Juliusza Cezara, który pomimo znacznej przewagi liczebnej Galów był w stanie przeciwstawić się i pokonać wroga pod Alezją. Książka wydana została przez Casemate Publishers.

    Książka nie opowiada jednak jedynie o oblężeniu Wercyngetoryksa i rywalizacji wojsk rzymskich z dwoma armiami galijskimi, a skupia się na ukazaniu całego kontekstu wydarzeń oraz genezy starcia.

    Pozycja rozpoczyna się od podziękowań autorów, wskazaniu źródeł oraz prac naukowych na jakich bazowano oraz zaznaczeniu, że książka ma przede wszystkim na celu uzupełnić wiedzę o bitwie pod Alezją, która zdaniem autorów, wciąż nie została dostatecznie opisana. Czytelnik otrzymuje także zestawienie wydarzeń, związanych z relacjami Rzymian i Galów oraz życiem Cezara.

    Właściwa treść książki rozpoczyna się od wstępu oraz dziewięciu rozdziałów, które pozwalają autorom stopniowo opisywać kolejne zagadnienia. Pierwszy rozdział skupia się przede wszystkim na przestawieniu Alezji, prawdopodobnej lokalizacji antycznego miasta (Alise-Sainte-Reine), dyskusji na ten temat oraz utworzeniu z Wercyngetoryksa bohatera narodowego w XIX wiecznej Francji. Drugi rozdział skupia się na opisie armii rzymskiej, formacjach, życiu legionowym, stylu walki i treningu; trzeci opisuje Celtów oraz Galów, m.in. skupiając się na podziałach plemiennych, handlu, społeczeństwie, budownictwie; czwarty traktuje wyłącznie o sztuce wojennej Galów. Rozdział piąty opisuje karierę Cezara, jego dojście do namiestnictwa oraz konsulatu i walki w Galii w latach 58-52 p.n.e. Rozdział szósty to opis postaci Wercyngetoryksa. Rozdział siódmy opowiada o wycofaniu się Wercyngetoryksa i jego armii do Alezji, którą Cezar stopniowo otoczył wałami obronnymi, chcąc w ten sposób poddać wroga głodem. Rozdział ósmy to opis walk, jakie musiały prowadzić wojska Cezara z armią Wercyngetoryksa oraz potężnych sił galijskich, które przyszły na ratunek oblężonemu wodzowi. Ostatni rozdział to już rozważania autorów odnośnie bitwy, postaci Cezara i Wercyngetoryksa oraz nawiązania do bardziej współczesnych wydarzeń.

    Na końcu książki znajdziemy załączniki: liczbowe zestawienie wojsk w trakcie bitwy pod Alezją oraz podpowiedzi odnośnie zwiedzania Alezji i okolicy. Otrzymujemy także słownik zwrotów łacińskich, indeks użytych wyrazów, bibliografię, przypisy oraz zdjęcia, ilustracje i mapy.

    Książka jest naprawdę bardzo ciekawym kompendium informacji o Cezarze, jego działaniach, a przede wszystkim wojnie galijskiej. Antyczne źródła przekazują nam, że niemal dziesięcioletnia kampania wojskowa Cezara w Galii, Germanii i Brytanii była wielkim zwycięstwem rzymskiego oręża i geniuszu Cezara. Rzymski historyk, Wellejusz Paterkulus twierdzi, że zginęło łącznie 400 tysięcy wrogów, a znacznie większa liczba trafiła do niewoli. Wartym jest jednak podkreślenia, że wspomniane liczby nie dotyczyły jedynie uzbrojonych mężczyzn, ale i cywilów, tak jak w przypadku Helwetów. Niewygodną kwestią jest to, że jednym bezpośrednim źródłem informacji o wydarzeniach w Galii są zapiski Juliusza Cezara, który starał się ukazać w jak najlepszym świetle przede wszystkim samego siebie.

    Jak jednak twierdzą współcześni badacze Cezar rozpoczął inwazję na Galię przede wszystkim z pobudek ekonomicznych oraz zdobycia chwały. Cezar, będąc jeszcze w Rzymie, aby rozwijać swoją karierę polityczną musiał zadłużyć się u wielu osób, co po części zmotywowało go do podboju Galii. Jako namiestnik trzech prowincji: Ilirii, Galii Przedalpejskiej i Zaalpejskiej wykorzystał ruchy plemienne m.in. Helwetów do interwencji w kwestie galijskie.

    Wercyngetoryks, który jest drugim najważniejszym bohaterem książki, był synem jednego z galijskich arystokratów, niejakiego Celtyllusa, który oskarżony został o próbę uznania się królem Arwernów, a następnie został zabity. Wercyngetoryks był tym, któremu udało się porozumieć z wieloma plemionami galijskimi i wystąpić w sposób skoordynowany przeciwko Rzymianom. W książce pojawia się teza, że gdyby Cezar napotkał na bardziej zorganizowany opór Galów na początku swoich działań wojennych w 58 roku p.n.e. być zmusiłby go do porzucenia planów podboju.

    Reasumując, książka „Caesar’s Greatest Victory: The Battle of Alesia, Gaul 52 BC” jest naprawdę bardzo ciekawą pracą, która w sposób gruntowny opisuje nie tylko bitwę pod Alezją, ale i wojnę galijską oraz zagadnienia ściśle z nią powiązane. Autorzy bazują na licznych źródłach antycznych, pracach badawczych, książkach. Ukazują nam statystyki podane przez Cezara, które także starają się zaadoptować do bardziej realnych liczb.
    Z perspektywy Czytelnika nie spodobało mi się jedynie zgromadzenie przypisów na końcu książki; znacznie lepiej jest umieścić je bezpośrednio pod treścią, na dole strony. Nie jestem także w stanie ocenić wydania książkowego, gdyż pozycję przeczytałem w formie elektronicznej.

    Dla osób zainteresowanych historią antyczną, książka jest bardzo przyjemną propozycją. Czytelnicy nie do końca znający historię Rzymu nie będą także mieli większych problemów w odnalezieniu się w treści, gdyż autorzy ujmują bitwę w bardzo szerokim kontekście historycznym.

    https://imperiumromanum.pl/recenzje/recenzja-caesars-greatest-victory-the-battle-of-alesia-gaul-52-bc/

    Gdzie zakupić książkę? https://www.amazon.com/Caesars-Greatest-Victory-Battle-Alesia&tag=imperiumro077-20/dp/1612004059/

    #rzym #antycznyrzym #imperiumromanum #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #wojsko #europa #swiat #militaria #venividivici #qualitycontent #archeologia #recenzja #ksiazki
    pokaż całość

    źródło: Caesar's Greatest Victory The Battle of Alesia, Gaul 52 BC.jpg

  •  

    Ktoś wcześniej dał mema z zestawieniem zdjęć majora Suchodolskiego jako kulturysty i podpisem "nowy album pro8l3mu w twojej wyobraźni" i obok fotę z siedzącym majorem w lesie, z foliówką wypełnioną nitro "nowy album pro8l3mu w rzeczywistości".
    Mem idealny, dlaczego? Miał być mixtape-rekompensata za brak trasy block party, pomysł zajebisty, mixtapy są zawsze luźniejsze stylistycznie, można na nich więcej eksperymentować i więcej się wybacza. Album można było zdobyć wymieniając bilet na wspomniany festiwal lub kupić przez platformę eventową w zestawie z czapką i workoplecakiem z zapowiedzą, że materiał będzie niedostępny w regularnej sprzedaży. Zajebiście, fajna rekompensata dla zawiedzionych brakiem imprezy. Premiera październik 2020.
    Chwilę przed premierą, chłopaki opóźnili premierę, mówiąc, że chcą dać dopracowany materiał i właściwie zniknęli, podając termin na luty. Człowiek lekko zawiedziony ale spoko, lepiej tak niż dać coś nieprzemyślanego i na siłę. Pierwszy singiel - klasycznie po pro8l3mowemu, można być spokojnym o jakość. Zdziwił jednak jeszcze jeden start preorderu, za mało zamienionych biletów/kupionych zestawów? Możliwe, czekamy.
    W lutym premiera zbliżając się wielkimi krokami, została znowu przesunięta, na koniec marca i kolejny preorder! Tu już lekkie wkurwienie, bo ponad pół roku temu miało to być coś ekstra limitowanego a widać, że plan się zmienił. Kolejny singiel "V", typowa życióweczka, dobry kawałek, co więcej powiedzieć. Dorzucono do puli kawałków "żar" z Brodką, który z początku stycznia był wynikiem współpracypracy z Ballantine's.
    Dwa tygodnie do premiery plyty, kolejny singiel, teraz tytulowy oraz zmiana nazwy albumu na Fight club. Rozumiem, że zaskoczeniem wielu był Oskar na autotune, no ale fight club mówi o rozdwojeniu jaźni, więc spoko konwencja utworu.
    30.03 w końcu premiera. Wjeżdża album, spoko, nie czepiam się nigdy jakości materiałów użytych przez artystów ale tu ta tekturkę jest aż za delikatna, trochę strach że człowiek ją porwie przy mocniejszym rozpakowaniu. Worek i czapka dodatkowo okraszone starym tytułem albumu - widać że zmieniony niedawno trochę na minus. Dodatkowo ktoś mógłby wypruć te metkę producenta czapek. Nie mówię, żeby wszywać własne metki ale z tymi "oryginalnymi" wygląda to trochę jak bazar.
    Po tych 8 miesiącach oczekiwania, jestem zawiedziony zawartością krążka. Płyta brzmi jak odrzuty z widma i GZM, zrobiona na siłę, sklejona po to, żeby tylko dotrzymać słowa i wypuścić album. Dziwne goscinki, których nie rozumiem ale wiem, że to sprawa indywidualna, dla mnie asluchalni są - Szpaku, kaz bałaganie, młody dron (jako hewra kumam tę stylistykę, tu na gościńce takie zwroty są dla mnie niedopuszczalne). Dinozaury sceny położyły zwroty w swoim stylu i poprawnie.
    Gdyby ten album był puszczony w październiku 2020, to bym zrozumiał, że to luźne tracki, bez spiny. Materiał, którego miało nie być, wypadkowa różnych styli, festiwalowy mixtape. Mając z tyłu głowy, że czekałem na to 8 miesięcy, czuje się po prostu zawiedziony, dodatkowo zerowy repeat value. Dla mnie najsłabsza produkcja Pro8l3mu. Ironicznie, pierwsza i druga zasada fight clubu wpisuje się tutaj idealnie, nie mówimy o fight clubie!
    Dzięki jak ktoś doczytał te moje bebły do końca, trochę się rozpisalem ale to pierwszy raz, gdy tak się zawiodłem jakimś albumem. Pozdrawiam!
    #pro8l3m #muzyka #polskirap #recenzja?
    pokaż całość

  •  

    Póki co obejrzałem do 23 Tenkaichi Budokai nadal uważam to za #nadanime i top10 anime ever. Genialnie opowiedziana historia z ciekawymi bohaterami do tego świetna muzyka
    #dragonball #anime #nadanime #recenzja

  •  

    Moja prywatna ocena serialu „Drive to Survive” na Netflixie

    + odcinek o Renault i protest przeciw RP, przemiana Gaslyego i Monza, odcinek o Alfie Romeo i Haasie, Papa Stroll i Racing Point, zakulisowe sytuacje i kierowcy pokazani „poza torem”, Ferrari i Sebastian Vettel

    - nadmiernie przekoloryzowane sytuacje, przesadzona dramaturgia, odcinek o GP Rosji, Bottas, który gada ciągle to samo - nie chcę być nr. 2, ten rok będzie mój, chcę pokrzyżować szyki Lewisowi, bla bla bla, sztucznie przepompowany i zdramatyzowany do granic możliwości odcinek o Grosjeanie, wszędobylskie slowmotion - akcja ratunkowa i wychodzenie z pojazdu trwa wieki, pierdolenie o rasizmie, prześladowaniach czarnych - klękanie, George Floyd, cała ta poprawnopolityczna szopka, pominięcie Maxa czy Kimiego - pojawili się może na chwilę a szkoda, gadanie Lewisa o tym jak się miał ciężko i też o tym, że źli sędziowie się na niego uwzięli, Lando i Carlos trochę cringe

    4/10, średni serial, widać, że jest on w miarę lekki, zrobiony dla przeciętnego widza, który niekoniecznie musi być fanem F1, fajne są akurat niektóre zakulisowe sceny, pokazane prywatne życie kierowców, lecz przesadzona nieco dramaturgia jakby była to walka na śmierć i życie

    #f1 #recenzja #film #netflix #seriale
    pokaż całość

    źródło: FFB8B1C7-267A-4574-ADB2-FD00DCF19E00.jpeg

  •  

    Napoleon zbrodni w mangowym wydaniu!

    ♂️ Niedługo na ekranach zawita druga połowa sezonu, bardzo żywo przyjętej w fandomie, adaptacji przygód odwiecznego wroga Sherlocka Holmesa - Moriarty'ego, a na polskim rynku od niedawna mamy możliwość zapoznać się z mangowym oryginałem.

    Nawet nie wiecie, jak się ucieszyłam, kiedy Wydawnictwo Waneko ogłosiło wydanie mangowej wersji tej serii. Słyszałam różne opinie na temat materiału źródłowego, z tym większą ulgą i radością przyjęłam fakt, że oryginał jest jeszcze lepszy niż animowana adaptacja!

    ♂️ Jeśli uwielbiacie wariacje wszelakie na temat Sherlocka Holmesa, wiktoriańską Wielką Brytanię albo po prostu historie detektywistyczne z perspektywy „złoczyńcy” – koniecznie sięgnijcie po tę serię! Więcej na temat pierwszego tomu (w tym dlaczego mogłabym niczym Marks obalać systemy klasowe) znajdziecie w dzisiejszej recenzji.

    Zapraszam do lektury! /Kamila

    [Moriarty | Recenzja | Czy chcesz razem ze mną obalić system klasowy?](**https://www.leniwapopkultura.pl/moriarty-recenzja-czy-chcesz-razem-ze-mna-obalic-system-klasowy**/)

    #leniwapopkultura #manga #mangowpis #anime #animedyskusja #komiks #recenzja #sherlock
    pokaż całość

    źródło: moriarty-tom-1-recenzja.jpg

  •  

    Narodziny córeczki przekierowały moją uwagę na kwestie pozaplanszówkowe, ale udało się! Pierwsza recenzja nagrana i zmontowana w przerwach na przewijanie i karmienie właśnie trafiła na mój kanał. W tych wolnych chwilach udało mi się przyjrzeć grze Rallyman GT - świetnie wykonanemu tytułowi dla 1 do 6 graczy, który ukazał się w Polsce dzięki wydawnictwu Czacha Games. Jeśli chcecie się przekonać, czy nie żałuję zamiany reszty wolnego miejsca w moim domu w wyścigowy tor, zapraszam do poświęcenia kliku minut na krótki materiał filmowy:

    https://youtu.be/IhoGp-J7gWc

    #grybezpradu #gryplanszowe #planszowki #youtube #poprostuplanszowki #recenzja
    pokaż całość

    źródło: Rallyman GT - gra planszowa.png

  •  

    Mały przegląd co tam ciekawego w Zarze. Od razu napiszę, że na półkach brak VLC tudzież VLS, ni ma, zniknęło, nie dojechało, wykupili, nie wiem.

    --------------------------------------------------------------------------------------------

    Vibrant Leather - tania, ostra skóra, nieco przydymiona, z delikatnymi cytrusami w tle. Ludzie piszą, że klon Aventusa, w sumie coś w tym jest, choć sam zapach jest raczej syntetyczny w stronę Explorera.

    Vibrant Leather Oud - bardzo podobny do poprzednika, ten oud jest tutaj rzecz jasna tylko z nazwy. Drewno, skóra, odrobina cierpkich cytrusów, lekko dymny.

    Tokyo Takeshita Harajuku - dość słodki, kwiatowo-cytrusowy, z tym zastrzeżeniem, że kwiatów jest tu więcej. Zdecydowanie unisex.

    Man Silver Summer - potężna dawka sztucznych cytrusów, mocno orzeźwiająca i raczej w kierunku słodkim niż gorzkim.

    London Saville Row Mayfair - ta mięta w otwarciu istnieje tylko teoretycznie, sam zapach świeży, kwiatowo-drzewny, ładnie osadzający się na skórze, jednowymiarowy. Unisex.

    No Plans - cierpko-słodki świeżak na lato, bergamotka gra tutaj główną rolę, lekko chemiczna gruszka nadaje całości słodyczy.

    Actin' Out - niby powinna być tu mandarynka, ale jest ona generalnie dość mocno wpleciona w cały mix różnych, trudnych do wyodrębnienia cytrusów. Delikatnie pieprzna nuta w tle, mi ona przeszkadzała.

    Classic 14.0 - bardzo szybko przestała być wyczuwalna na blotterze, najszybciej ze wszystkich testowanych zapachów - pół godziny i trudno było jej się doszukać. Może trafiłem na lipną butlę, bo sam zapach przyjemny - dużo cytrusów ze słodkimi owocami (faktycznie coś w stylu ananasa; arbuza tutaj nie wyczujecie).

    Summer 14.0 - wersja na lato, czyli znów głównie fajne, choć szybko znikające, cytrusy. Mandarynka, grejpfrut, jabłko.

    Classic 6.0 - fajnie gładki, dość słodki, wetywerii nie stwierdzono (i bardzo dobrze), jest gruszka (wyraźniejsza niż w No Plans), całość tonkowo-słodka, ale nie ulepowata, nada się na lato.

    Oba Seoule - no powiem, że chyba najlepsze. Stary zapach, ale wciąż fajnie morsko-cytrusowo-zielony, trochę kwiatów, mandarynki i jabłka, odświeżający, dobry na cieplejsze dni. Trwałość zadowalająca, przez pierwsze dwie godziny nawet projektował zaskakująco intensywnie.

    Summa summarum - nic na kolana mnie nie powaliło, większość zapachów robiona na jedno kopyto, wszystkie nadadzą się na na wiosnę i lato, z parametrami jest loteria, ale tragedii też nie ma. Większość w cenach oscylujących koło 50 zł za setkę - myślę, że w przeważającej większości warte swojej ceny, dobre w momencie, gdy nie ma pomysłu co psiknąć, a idziemy do sklepu/na siłownię/na spotkanie czy gdziekolwiek indziej. Kilka godzin trwałości, nienachalna projekcja, uczucie odświeżenia.

    #perfumy #zara #recenzja
    pokaż całość

    źródło: galaxy-centrum.pl

  •  

    Recenzja: Gladiators: Fighting to the Death in Ancient Rome

    Książka „Gladiators: Fighting to the Death in Ancient Rome” autorstwa M. C. Bishopa to pozycja opowiadająca o jednej z najbardziej popularnych i charakterystycznych rozrywek w starożytnym Rzymie – walkach gladiatorów. Książka wydana została przez wydawnictwo Casemate Publishers.

    M. C. Bishop to archeolog oraz pisarz specjalizujący się zwłaszcza w tematyce wojennej antycznego Rzymu. W swoim dorobku ma już wiele publikacji skupiających się na wybranych aspektach sztuki wojennej w starożytności. Nie ukrywam, że z dużym zaciekawieniem podszedłem do książki tego samego autora opisującej tym razem „wojowników na arenie”.

    Właściwa treść książki składa się z wstępu oraz sześciu rozdziałów i liczy łącznie ponad 150 stron. Wpierw jednak umieszczono chronologię z ważniejszymi wydarzeniami w historii Rzymu i zmaganiami gladiatorów oraz spis ważniejszych łacińskich wyrazów, które później autor wielokrotnie stosuje dla lepszego odwzorowania tamtych czasów. Na końcu książki znajdziemy spis ciekawych pozycji bibliograficznych, które autor wykorzystał przy pisaniu swojego dzieła oraz indeks wyrazów.

    Przechodząc do treści, autor w sposób przemyślany podzielił opowieść o gladiatorach. Wpierw opisuje on początki narodzenia się tej rozrywki. Niewiele osób zapewne wie, ale rywalizacja na śmierć i życie między dwoma przeciwnikami nie jest wymysłem Rzymian, a raczej została przejęta od Etrusków, a dokładnie etruskiego obyczaju oddawania czci zmarłym poprzez walkę. W Rzymie walki gladiatorów, jako wydarzenie publiczne, pojawiły się po raz pierwszy prawdopodobnie w roku 264 p.n.e. Jednak co interesujące, po tragicznej klęsce pod Kannami w 216 roku p.n.e., pomimo olbrzymiego obciążenia państwa także zdecydowano się zorganizować walki gladiatorów, zapewne po to aby pozytywnie oddziaływać na opinię publiczną i nastawić Rzymian do dalszej walki z Kartagińczykami.

    Autor w kolejnych rozdziałach skupia się na powstaniu całego biznesu związanego z organizowanymi ludi, walkami gladiatorów, ich szczytem popularności w czasie Cesarstwa. Poznajemy uzbrojenie, charakterystyczne style walki, typy wojowników, ich dietę, życie codzienne. W ostatnim rozdziale poznajemy prawdopodobne przyczyny upadku popularności walk gladiatorów: ciągły kryzys państwa, upadek finansowy, zmianę mody w społeczeństwie czy stopniową dominację chrześcijaństwa i jego wartości. Finalnie uznaje się rok 404 n.e. za moment, kiedy walki zostały oficjalnie zakazane, choć istnieją sugestie mówiące o końcu rywalizacji gladiatorów w około 440 roku n.e.

    Przeczytawszy książkę mogę śmiało stwierdzić, że jest to bardzo przyjemna i wygodna lektura. Autor unikał zbędnego wchodzenia w szczegóły, a starał się ukazać jak najszerszy kontekst życia gladiatorów i rozrywki, bazując na licznych źródłach zamieszczonych w treści. Dodatkowo treść urozmaicona jest licznymi grafikami i zdjęciami ukazującymi areny, reliefy, mozaiki, które dodają kolorytu i „smaku” treści.

    Jedynie co mi nie przypadło do gustu to zamieszczanie co jakiś czas w treści kolejnych typów gladiatorów z bardzo małą ilością informacji ujętych w schematyczny sposób. Moim zdaniem takie informacje ani nie wnoszą nic ciekawego, ani nie mówią za dużo czytelnikowi, jak mógł wyglądać gladiator. Zamiast tego można było stworzyć osobny rozdział ze spisem typów gladiatorów oraz ilustracją ukazującą potencjalny ich wygląd.

    Podsumowując, książka jest jak najbardziej godna polecenia. Naturalnie nie możemy się spodziewać, że w nasze ręce trafi obszerna encyklopedia o gladiatorach; moim zdaniem jednak jest to książka skonstruowana w sposób przystępny, wygodny i łatwy do przeczytania. Autor bazuje w swoich przemyśleniach na różnych badaniach oraz źródłach historycznych, nie zagłębiając się jednocześnie zbyt przesadnie w szczegóły. Czytelnik otrzymuje wszystko co niezbędne, aby poznać w sposób przystępny świat antycznych wojowników.

    Książka do zakupienia: https://www.amazon.com/Gladiators-Fighting-Ancient-Casemate-History-ebook&tag=imperiumro077-20/dp/B07GZWTWX1/

    https://imperiumromanum.pl/recenzje/gladiators-fighting-to-the-death-in-ancient-rome/

    #rzym #antycznyrzym #imperiumromanum #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #wojsko #europa #swiat #militaria #venividivici #qualitycontent #archeologia #recenzja #ksiazki
    pokaż całość

    źródło: Gladiators Fighting to the Death in Ancient Rome.jpg

    +: dzbanerski, SynGilgamesza +13 innych
  •  

    Okropna Młoda Kobieta.

    Rozumiem sam zamysł - film miał się wpasować w zachodnie trendy feminizmu, matriarchatu oraz ruchu #metoo, pokazywać silną, wyemancypowaną, odważną i bezkompromisową kobietę z zasadami, iście anielskim kompasem moralnym. I o ile odbiorczyniami miały być feministki, to film się udał, nawet powiem więcej - one będą tą produkcją zachwycone.

    Niestety, wszyscy inni raczej nie.

    Co mi się nie podobało? Jestem pewien, że ten film powstawał z tezą, czego nie cierpię, bo wtedy już od początku wiemy właściwie gdzie zmierzamy i spodziewamy się tego, że twórca będzie chciał wszelkimi możliwymi sposobami uargumentować swoją narzuconą z góry tezę, najczęściej ze szkodą na scenariuszu i filmowej logice. W tym konkretnym przypadku reżyserka wykłada kawę na ławę już w pierwszych minutach filmu, posługując się szkodliwymi i nieprawdziwymi, ale mającymi duży poklask w niektórych środowiskach hasłami, utartymi stereotypami, wyświechtanymi kliszami:
    - wszyscy mężczyźni są źli, nie mają empatii, tylko czekając, by wykorzystać niewinną kobietą
    - faceci myślą tylko o seksie, zdradzają i imprezują
    - nawet, jak facet wydaje się spoko, to tylko pozory - tak naprawdę jest taki sam jak inni (patrz: kochaś głównej bohaterki)
    - kobieta musi poświęcić wszystko, by w iście heroiczny sposób odegrać się za wszystkie doznane krzywdy
    - główną rozrywką facetów jest gwałt, jest to naturalne i akceptowalne w społeczeństwie

    Jest to wszystko w tym filmie maksymalnie przerysowane i przejaskrawione, główna bohaterka jest idealizowana (pic rel, SPÓJRZCIE AUREOLA TA KOBIETA JEST ŚWIĘTA!!!1), rodzice trują jej dupę, ale ona wie, że działa w imię "stanu wyższej konieczności", że ma przed sobą uświęcony cel, który musi wypełnić. Oczywiście reżyserka zdaje się ignorować fakt, iż nie każdy musi wierzyć na słowo kobiecie - zwłaszcza w dobie dzisiejszych fałszywych oskarżeń o molestowanie czy gwałt, które potrafią ruinować ludziom życia i grzebać kariery, a kobieta, która takie oskarżenie wystosowała nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Słowa potrafią czasem więcej niż czyny.

    Z plusów - na pewno film jest dobrze nakręcony, pochwalić należy też grę kolorów (jest trochę cukierkowo, ale ja lubię produkcje utrzymane w takiej stylistyce), świateł i niezłą ścieżkę dźwiękową. Główna rola Mulligan też bez zarzutu czysto technicznie.

    Na tym pozytywy jednak się kończą. Dla mnie to film przekłamany, skrajny i napisany pod tezę.

    #film #recenzja #blackpill #kino #filmnawieczor #filmy #kultura #rozrywka
    pokaż całość

    źródło: wroclaw.pl

  •  

    Premium Blend - Original Penguin. Co to za perfumy? Moim zdaniem bardzo dobry wybór w kategorii #perfumybiedaka, szczególnie na cieplejsze, wiosenne i letnie dni. Świetną informacją jest też to, że nówka sztuka stoi na Notino w najniższej cenie od ponad roku (tak przynajmniej sugeruje perfumehub) - flaszka do wyrwania za nieco ponad 75 złotych.

    Co dostajemy w tej cenie, nie licząc ładnie prezentującego się flakonu (masywny, grube szkło w stylu "freeze", z szronem na ściankach) i stu mililitrów "dobrze zmrożonej substancji" w środku?

    Otwarcie jest bardzo odświeżające i soczyste - już od momentu aplikacji dostajemy w nos potężną dawną nieco syntetycznej mięty, połączonej z limonką - całość przywodzi na myśl mohito. Czujemy też na skórze przyjemny chłód, co pozwala przypuszczać, że Pan Pingwin wypuścił zapach idealnie mieszczący się w definicji "refreshing scent" na letnie, upalne dni. Ta teza jednak do weryfikacji.
    Co dalej? Generalnie całość kompozycji nie jest szczególnie wyrafinowana, mięta z limonką wciąż utrzymują się na pierwszym planie, dopełniane przez nuty wodne i zielone, może nieco kwiatowe i cytrusowe. Nie czuć jednak opisywanych na fragrze słonych akordów, co akurat dla mnie nie jest specjalną stratą.

    Perfumy od Pana Pingwina okazały się bardzo przyjemne, rześkie, miętowo-cytrusowo-wodne, bez wątpienia uniwersalne - jest to po prostu wdzięczny zapach podobający się otoczeniu, trudno jest mi sobie wyobrazić sytuację, w której ten Pan Pingwin nie zdałby egzaminu; pasuje zarówno do białej koszuli w biurze jak i do obcisłych kąpielówek na piaszczystej plaży. Niezwykle bezpieczne, prostolinijne, świeże perfumy.

    Jeśli chodzi o parametry, to nie jest źle. Co prawda nie jest też dobrze. Można powiedzieć, że jest średnio. 5-6 godzin na skórze to jak na letniaka przyzwoity wynik, ale dość szybko zapach staje się bliskoskórny, już po mniej więcej 3 godzinach.

    Wołam @moskiii i @uwielbiamnalesniki daliście szansę Panu Pingwinowi? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #perfumy #recenzja
    pokaż całość

    źródło: perfulex.com

  •  

    Moja opinia o #huel po ponad 2 latach codziennego stosowania do przeczytania TUTAJ
    A jaka jest Wasza? Próbowaliście takiego jedzenia?

    #podrozujzwykopem #ciekawostki #survival #biwakowanie #vanlife #gotujzwykopem #jedzzwykopem #jedzenie #gotowanie #zdroweodzywianie #recenzja pokaż całość

    źródło: IMG_1941.jpg

  •  

    #100filmowchada

    20/100 „Anastasia Brokelyn - Dirty dick sucking”

    Polityka i pornografia, czy te tematy można ze sobą połączyć? Zapaleni gracze z pewnoscią pamiętają słowa Geralta z pierwszego Wiedźmina: „ Rzeczywiście, polityka i seks sprowadzają się do jednego. Do pieprzenia.” Omawiany dzisiaj film podchodzi do tematu znacznie głębiej…

    Pierwszy element na który warto zwrócić uwagę to rola głównego bohatera, „pana domu”. Wybranie aktora, który wygląda niemal identycznie jak obecny Premier Rzeczypospolitej Polskiej to raczej nie jest przypadek. Nic więc dziwnego, że dla obywateli Polski film będzie stanowił dosyć oryginalną metaforę trwających od 2015 rządów jednej partii. Ale bez obaw. Sobowtór Premiera to jedyne tak wyraźne podobieństwo. Cała reszta filmu jest ponadczasowa i ma charakter uniwersalny.

    Film otwiera rozmowa Johna Price’a jako przyszłego rządu ze sprzątaczką, która stanowi zależnie od interpretacji obraz społeczeństwa lub elektoratu danej partii. W zamian za posprzątanie domu rozumiane jako podporządkowanie się partii, Anastasia ma dostać wynagrodzenie, czyli spełnienie wszystkich obietnic wyborczych. Zwrócę tutaj uwagę na fakt, że w filmie do otrzymania wspomnianej nagrody nigdy nie dochodzi.

    Już w 3 minucie filmu, sprzątaczka (w tej roli znakomita Anastasia Brokelyn) podejmuje lekkomyślną decyzję rozpoczęcia na mężczyźnie seksu oralnego. Czynność seksualna, którą można zinterpretować jako procedura głosowania na obiecująca partię trwa prawie 10 minut i rozpoczyna lawinę następujących po sobie zdarzeń. Chwilowo wydaje się, że to pragnienia społeczeństwa zostaną zaspokojone. Sytuacja niestety nie trwa długo, bo już wkrótce swoje potrzeby zaspokaja rząd – teraz jest to już brutalny face fucking, na który druga strona nieświadomie wyraziła zgodę.

    Dalej do czynienia mamy z najbardziej kontrowersyjnym momentem filmu. Pomimo zapewnienia Anastaci średnio przyjemnych wrażeń, ta zaczyna lizać odbyt mężczyzny. Naprawdę chciałbym powstrzymać się tutaj od porównania tego do występującej zawsze na świecie relacji rząd – elektorat, ale skojarzenia nasuwają się raczej same.

    Końcowka filmu ma charakter czysto symboliczny. Kończące się panowanie Johna Price’a to ostateczne i najmocniejsze splugawienie honoru skromnej sprzątaczki. Wszystko to w akompaniamencie śmiesznie brzmiących wysokich krzyków mężczyzny.

    „Dirty dick sucking” trudno jednoznacznie ocenić. To film ubogi w poruszające, czy nawet zwracające uwagę elementy. To film, który ma być jedynie tłem dla dyskusji do jakiej skłaniają nas twórcy. Do dyskusji na temat solidarności społeczeństwa, nierealnych obietnic, z którymi mamy do czynienia podczas każdych wyborów, czy wielu innych spraw dotyczących polityki. Na zakończenie chciałbym zwrócić uwagę na sceny seksu mające zaspokoić potrzeby obu stron, a których w filmie zabrakło. Myślę że nie bez powodu…

    #recenzja #film #heheszki #ladnapani
    pokaż całość

    źródło: 138AA145-AB2D-49D7-A7FE-2C5E822F3E5E.jpeg

  •  

    Recenzja: Namiestnicy rzymskiej Syrii w czasach przełomu (324–361 n.e.)

    Książka „Namiestnicy rzymskiej Syrii w czasach przełomu (324–361 n.e.)” autorstwa Pawła Filipczaka to pozycja opisująca, tak jak wskazuje tytuł, kolejnych namiestników w rzymskiej prowincji Syria w latach 324-361 n.e.

    Jak czytamy w notce biograficznej, Syria późnego okresu Cesarstwa jest przedmiotem zainteresowań autora i jego badań. Praca skupia się na przeanalizowaniu zawartych w źródłach nazwiskach osób, które pełniły lub mogły pełnić funkcję namiestnika Syrii (dokładnie Syrii Coele). Autor celowo skupił się na okresie od samodzielnych rządów Konstantyna I po śmierć Konstancjusza II, gdyż w tej cezurze czasowej najwięcej jest niejasności i dyskusji naukowych odnośnie administracji prowincjonalnej w Syrii.

    Poznajemy kolejne postaci historyczne; źródła o nich mówiące; czy były dobrymi zarządcami; jakim wyróżniały się charakterem; a nawet jakiego były wyznania. Co interesujące, pomimo faktu że zarówno Konstantyn I jak i Konstancjusz II byli zwolennikami chrześcijan to namiestnictwo w Syrii otrzymywali najczęściej poganie. Dowodzi to tego, że wyznanie nie było jedynym czynnikiem decydującym o karierze administracyjnej czy politycznej w tamtym czasie. Często objęcie urzędu w Syrii równało się awansowi i zaufaniu, jakim darzył cesarz lub jego zastępcy kandydata na to stanowisko. Jak zaznacza autor, Syria od zawsze w cesarstwie rzymskim uważana była za jedną z najistotniejszych w państwie: bogata, z wieloma religiami, a do tego blisko zagrożenia perskiego. Wybór więc nie mógł być przypadkowy.

    Czytelnik zapoznając się z treścią będzie miał przyjemność zajrzeć w świat antyczny oczami naocznego świadka dziejów. Libaniusz oraz jego listy (zachowało się ich niemal 1500) są prawdziwą skarbnicą wiedzy o życiu w tamtych czasach, zwłaszcza na terenie Syrii. Jego pisma są świadectwem tego, jak świat ten był podobny do nam obecnego; przykładowo Libaniusz wielokrotnie opisuje próby „załatwienia” pewnych rzeczy po znajomości. Także liczne relacje oratora dowodzą, jak człowiek o „starorzymskim” podejściu wciąż potrafi oddziaływać na lokalne elity. Warto nadmienić, że Libaniusz był nauczycielem późniejszego cesarza Juliana I.

    Właściwa treść książki składa się z: wstępu, pięciu rozdziałów, wniosków końcowych – razem ponad 200 stron. Jak przystało na pozycję akademicką autor podszedł do zagadnienia niezwykle gruntownie, a wszelkie sformułowania oznacza przypisami i źródłami.

    Na początku blisko 40-stronnicowy wstęp idealnie wprowadza Czytelnika w zagadnienie. Poznajemy funkcję namiestnika, jego rolę oraz np. jakie restrykcje obowiązywały w kwestii obejmowania urzędu (np. w zarząd prowincji nie mógł otrzymywać człowiek urodzony w danym miejscu; oczywiście nierzadko udawało się pominąć tę kwestię). Autor przedstawia nam jak przekształcał się politycznie obszar Syrii w czasach antycznych oraz na jakie mniejsze części była prowincja w kolejnych wiekach wydzielana.

    Poznajemy źródła na jakich bazował badacz. Autor w swojej książce bazował przede wszystkim na listach Libaniusza z Antiochii, późnorzymskiego oratora i filozofa, oraz „Kronikach” Jana Malalasa, kronikarza bizantyńskiego. Materiały dodatkowo uzupełniał zachowanymi inskrypcjami, papirusami czy dokumentami normatywnymi. Nie brakuje także przeanalizowania literatury naukowej oraz poddaniu analizie, niekiedy polemice, teorii badaczy.

    Kolejne rozdziały to już rzeczowa analiza kolejnych nazwisk w kolejności chronologicznej. Autor bazuje przede wszystkim na opracowaniach naukowych oraz źródłowych, które dają niekiedy bardzo ciekawy wgląd w charakterystykę postaci (np. Plutarcha). Niekiedy ilość materiałów jest niewystarczająca; innym razem jasno dowodzi – według autora – że dana osoba nie objęła stanowiska namiestnika.

    W międzyczasie autor pozwala sobie przedstawić relację pomiędzy cesarzami, a Syrią jako taką. Wzmiankuje rozbieżność źródeł co do ewentualnej obecności np. Konstantyna w Syrii czy jego wyprawy perskiej. Przedstawia także aktywność Konstancjusza II w Antiochii, który dużą część rządów spędził właśnie w tym mieście.

    Na końcu pozycji znajdziemy wykaz skrótów, bibliografię czy indeks, które dopełniają komplementarności dzieła.

    Podsumowując, autor stworzył naprawdę interesującą pracę, która jest wynikiem jego bardzo szczegółowych badań. Pan Paweł oparł się o liczne materiały źródłowe oraz naukowe. Konstrukcja książki jest jasna, treść uzupełniona o niezbędne informacje wprowadzające. Co więcej, otrzymujemy szeroki wachlarz dodatkowej literatury oraz przypisy, które uzupełniają konkretne zagadnienia. Co ważne, autor używa języka zrozumiałego, a wnioski są klarowne.

    Wydawać się może, że książka jest zbyt specjalistyczna i pokrywa jedynie wąski wycinek historii oraz fragment Imperium. Prawda jednak jest taka, że po pierwsze poznajemy życie tamtych czasów i występujących wówczas skomplikowanych relacji; a co więcej dowiadujemy się dużo o administracji imperialnej oraz strukturach władzy.

    https://imperiumromanum.pl/recenzje/namiestnicy-rzymskiej-syrii-w-czasach-przelomu-324-361-n-e/

    #rzym #antycznyrzym #imperiumromanum #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #wojsko #europa #swiat #militaria #venividivici #recenzja #ksiazki

    -----------------------------------------------------------------------------
    Podobają Ci się treści? Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!
    https://imperiumromanum.pl/dotacje/
    pokaż całość

    źródło: k.jpg

    +: n...............e, tranek +22 innych
  •  

    Jajko w occie, szwagier robił. W occie leżało 2 tygodnie. Bardzo smaczne, mocno kwaskowe. Pewnie się jutro uduszę własnym bąkiem, ale warto było.
    #fisiowkuchni #kuchnia #eksperymentywkuchni #recenzja

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1614273232480.jpg

    +: cl_master, B............a +6 innych
  •  

    #perfumy #recenzja #zoologist #fragranticaschizoinspired

    Poprzez pola i ogrody za****dala sinobrody. Dokąd pędzisz sina brodo? Pędzę je*ać ptaka dodo! - tak wybrzmiewają tęgie i odważne słowa starszego aspiranta Stępnia z 13go posterunku. Wypowiedziane były one już dawno, ale jakże pięknie i proroczo oddają charakter nowego wypustu Dodo 2020 w białym opakowaniu.

    Nowy Dodo zaraz po aplikacji, jeszcze gdy alkohol do końca nie wyparował, bije w nos zapachem świeżo skoszonego trawnika z odrobiną przesuszonego siana. Jest fajnie, ale po dosłownie kilkudziesięciu sekundach wychodzi z niego Sinobrody. Składniki dobrane są tak, że tworzą fizjologiczny zapach potu Sinobrodego, z którym jeszcze wydala wczorajszą, wieloowocową Sangrie z firmy Bartex. Coś tam poza*ierdalał po tych polach, trochę w trawie się wytarzał, w ogrodach wdepnął w jakieś wonne kwiatki, ale nadal wali głównie kwaśnym potem. Taki trochę Janusz w siateczkowym podkoszulku, który na te pola i ogrody jechał zatłoczonym autobusem w środku lipca, a ostatnio mył się jak szedł z Halynką na tańce do remizy na Noc Kupały. Jego zaloty do ptaka dodo też mu nie wyszły bo ja tam nie widzę wielkiego związku z pierwowzorem.

    Dodatkowo strasznie, do bólu syntetyczny. Wszystko zlane i monotematyczne. W bazie czuć typowe syntetyczne utrwalacze, chamski geraniol, chemikalia mające imitować piżmo (nie mam nic przeciwko syntetykom, jednak tutaj są one na poziomie wyrobów marki Cuba). Trwałość i projekcja słabowite. Zoologist, co się z Tobą dzieje? Dałeś T-Rexa, dałeś Bee, dałeś starego Rhinocerosa, teraz go kastrujesz, wypuszczasz tego Dodo, ehhh ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: obraz_2021-02-23_113127.png

    •  

      @Overrr: problemów z Zoologistami jest kilka:
      1. nieprzemyślany marketing i linia - kupujesz np. takiego t-reksa i masz go na całe życie, bo jeden strzał to już global, tu się nie da zrobić pieniędzy, nawet przy tej cenie
      2. koncentracja - większości nie da się wąchać na skórze, bo są tak skoncentrowane, że masz bombardowanie sensoryczne; analogiczna sytuacja do dużej ilości fiołków, które nagle pachną gównem w dużym stężeniu
      3. zapachy są hipsterskie/nieprzemyślane tak jak linia - duża część z tych zapachów to smrody, duża część ma łamać schematy, a część ma być crowd pleaserami - jak wychodzi, każdy widzi (na przykład: Dodo vs. Squid vs. Musk Deer)
      4. nie da się ich przewąchać, bo nigdzie ich nie ma
      5. cena jest zawrotna i dla większości zapachów zbyt wysoka

      Natomiast dalej uważam, że przy tej cenie, one przynajmniej trzymają parametry i nikt Ci nie pluje gęstym harchem w oczy jak u Creeda.
      pokaż całość

    •  

      @Overrr: tam w zamysle to jest wlasnie sztuka dla sztuki, jedyne noszalne jakie wąchałem to panda, bee i t-rex

    • więcej komentarzy (13)

  •  

    Kupiliśmy z ciekawości.
    Recenzja:
    Oficjalnie oceniamy ten produkt bardzo chujowo.
    Smak - same aromaty i vegeta, konsystencja/struktura zbliżona do tektury, włókien z bardzo wyschnetej marchewki.
    Można traktować jako ciekawostkę kulinarną, ale nie produkt do jedzenia. Jak surmstromming - warto spróbować, ale nie praktykować.
    Jakby jeszcze kosztowało np 1/3 ceny normalnych kabanosów, to można to rozważać ze względu na ekologię, ekonomię itp. Ale tak to chuj.

    Dodatkowo: surmstromming ma charakter i godność, nie udaje czegoś czym nie jest. Wydaje mi się, że UE reguluje nazewnictwo takiego jedzenia i nie powinno się to nazywać kabanosami (jak napój sojowy już nie jest mlekiem).
    #fisiowkuchni #kuchnia #vege #wegetarianizm #kulinaria #recenzja
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1613812205900.jpg

  •  

    Czy projektowanie gier to trudniejsza sztuka niż ich recenzowanie? Nanaki to gra karciana Piotra Piechowiaka (prowadzącego kanał Granie W Chmurach) i założonego przez niego wydawnictwa Cloud Games. W Nanaki będziecie musieli umiejętnie zarządzać kartami na ręce i ograniczoną liczbą surowców oraz wznosić wielkie totemy i potężne monumenty, które pozwolą Wam zyskać przychylność duchów przodków:

    https://www.youtube.com/watch?v=MqltwkMrjdk

    Zgodnie z zapowiedzią przygotowałem dla Was też mały #konkurs, w którym można wygrać wykorzystany do recenzji egzemplarz Nanaki (może nosić ślady używania). Szczegóły w filmie i opisie. Podobnych konkursów będzie więcej w przyszłości, polecam więc polajkować mój profil i zostawić taktycznego suba.

    #grybezpradu #gryplanszowe #planszowki #youtube #poprostuplanszowki #recenzja
    pokaż całość

    źródło: Nanaki - gra planszowa.png

  •  

    Chciałbym się podzielić swoją opinią i spostrzeżeniami na temat #cyberpunk2077
    Z góry zaznaczam, że to co mnie najbardziej boli to, fakt, że zaprzepaszczono szansę na powstanie gry która mogła by być jedną z najlepszych gier jakie kiedykolwiek powstały. Ile zabrakło? Tego nie jestem w stanie powiedzieć, może gdyby popracować jeszcze rok? Może pół roku by wystarczyło? Na pewno gigantycznym błędem było wydanie w takim stanie w jakim wydano.

    A teraz szczegółowo opiszę aspekty które najbardziej mi się podobały i te które najmniej.

    Grafika jest dobra i to jest chyba największy plus tej gry. Klimat również został stworzony niesamowity. Miasto jest niesamowicie dopracowane, ogromna ilość szczegółów, detali, easter eggów i ciekawostek. To zasługuje na duży plus.

    Sama fabuła tez jest dobra, zastosowano ten sam motyw co w Wiedzminie 3 czyli tak jak tam poszukiwaliśmy Ciri która była ciągle o krok przed nami tak tutaj ciągle jesteśmy zadawało by sie o krok od znalezienia rozwiązania na chip w naszej glowie. Przez całą fabułę towarzyszy nam silna potrzeba pilnego odnalezienia rozwiązania problemu i to jest spoko schemat.

    Kolejny plus to świetna muzyka oraz moim zdaniem świetny Polski dubbing oraz świetna gra aktorów w języku Angielskim. Nie sądziłem, że uda się znaleźć tak świetną osobę w rolę Keanu Reevesa.

    Kolejny plus - długie i złożone zadania poboczne. Owszem jest mnóstwo wypełniaczy w którcyh tylko podchodzisz, strzelasz a później czytasz drzazgę w której jest jakaś krótka historyjka ale są też długie i złożone misje poboczne jak np. ta z burmistrzem czy z tym psycholem na famie co podłączał ludzi do maszyn jak krowy i wiele innych ciekawych zadań.

    I z plusów to właściwie tyle.

    Na pierwszy rzut pójdzie krótka fabuła - sama główna fabuła jest 2-3 razy krótsza od fabuły Wiedzmina trzeciego. Mam nadzieję, że wyjdą darmowe DLC dodające trochę fabuły do prelogu, różne dla różnych wybranych przeszłości. Trochę więcej misji z Jackiem by się przydało, bo w obecnym stanie nie byliśmy w stanie poczuć żadnych emocji gdy ten zginął.

    Na kolejny minus zasługuje idiotyczna mechanika skradania. To jest coś na co większość osób nie zwróci uwagi ale dla mnie to było mocne rozczarowanie. CD Projekt zapwiedział, że każdą misję będzie się dało przejść na dwa sposby - skradając się lub walką. Zapowiadało się to bardzo dobrze biorac pod uwagę, że walka również, zależnie mogła odbywać się wręcz, bronią białą, bronią dystansową (snajperki) lub po prostu pistoletami/karabinkami.
    Dla mnie osobiście to skradadnie wydało się najciekawszym sposobem, bo znudziło mi się takie strzelanie do wszystkiego co się rusza utarte w innych gier, miałem nadzieję, że tu będę mógł zgodnie z obietnicami pogłówkować "kogo zabić pierwszego żeby inni nie zauważyli, gdzie ukryć zwłoki, którędy dostać się do kolejnej osoby do zabicia tak żeby inni nie zauważyli" - taki styl gry gdzie przed zrobieniem trzeba pogłówkować mocno mnie napalił. Jednak ku rozczarowaniu mechanika została zjebana totalnie. Nie bede sie tu rozpisywał ale chodzi, bo kto grał zapewne zauważył jakie to jest upośledzone, chodzi mnie tak skrótowo o to, ze jak stoi dwóch gości metr od siebie to możesz zabić najpierw pierwszego i o ile nie wejdziesz w obszar widzenia drugiego które wynosi jakieś 150 stopni od jego przodu to ten w ogóle nie zareaguje. Chuj, ze dźwięki szarpaniny, chuj, że gadali cały czas i nagle przestał gadać ten pierwszy którego zabiłem /obezwładnilem - ten drugi nadal będzie stać jak kołek xD Jeszcze część wrogów ma jakiś skrypt wgrany żeby np. chodził i patrolował, ale niektórzy nie mają żadnego algorytmu wgranego by robił coś więcej i choćbyś pięć godzin stał za nim to on przez cały ten czas będzie np. stać pochylony nad stołem i będzie tak stał jak kołek dopóki nie zostanie zaalarmowany gdy ktoś inny nas zauważy xD
    Tak samo jak są czasami takie skrzynie do których można wrzucić wroga - on tam znika i do jednej skrzyni można włożyć 1000 ciał wrogów xD Debilne rozwiązania całkowicie niszczące immersyjność takiego przechodzenia, mam wrażenie jakbym kukły łapał i przenosił a nie ludzi, bo oni mają żadnych reakcji, nie próbują wydać dzwięku/wyrwać się, wszystko jest sztucznie zrobione "możesz złapać człowieka i go trzymając przenieść w inne miejsce i tam obezwładnić lub zabić ale w żadnym samouczku nie zostało wytłumaczone czy on się wyrwie w końcu, czy nie a jeśli wyrwie to czy czas jest losowy czy zależy od jakiejś statystyki?" - nic nie zostało wyjaśnione.

    Dalej - mechanika jazdy jest na poziomie tak mniej więcej GTA SA.

    Dalej - brak jakiejkolwiek AI ale tu się nie będę rozpisywał bo to już było wałkowane tyle razy ile złotówek dofinansowania z budżetu państwa wziął CD Projekt na rozwój AI ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Dalej - działanie policji jest totalnie debilne, tak jakby ktoś sobie ostatniego dnia przed premierą przypomniał "ej zapomnieliśmy dodać żeby policja ściagała gracza i na szybko zostało dodane "jeśli gracz popełnia przestępstwo - spawn dwóch policjantów 2 metry za plecami gracza". Można było stworzyć jakiś fajny schemat, że jak jakieś cieższe przestępstwo to podlatuje policja w AVkach, przy lżejszych wysyłany jest najbliższy radiowóz, cokolwiek, nie wiem, w żadnej grze nie spotkałem się z takim uproszczeniem, to jest tak niewiarygodne, że mam do dzisiaj nadzieję, że oni robili jakiś zaawansowany system ale nie zdążyli i dodadzą go w najbliższym patchu ale z drugiej strony w dziesiątkach wypowiedzi zarządu nie padło ANI RAZU zapewnienie, że zajmą się policją czy AI. Ciągle tylko powtarzają "naprawić błędy, naprawimy błędy" ale nie ma ani słowa o naprawieniu debilnych mechanik które zostały uproszczone i są debilne.

    Na kolejny ogień idzie minus związany z brakiem urozmaiceń otwartego świata - nie ma ludzi u których możemy zmienić wygląd, co mocno dziwi. W końcu to świat w którym wygląd jest bardzo ważny. Przecież postać jest kreowana przez gracza więc dlaczego nie dodać jakiegoś np. fryzjera u którego byśmy mogli zmienić zmienne odpowiedzialne za wygląd włosów i zarostu. Czemu nie mogę w czasie gry zmienić płci przecież według zapowiedzi świat Cyberpunka jest otwarty na bawienie się swoją płcią, reklamowano osoby transpłciowe na materiałach przedpremierowych a tu się okazuje, że w grze nic nie można zmienić a jedynie w konfiguratorze zrobić by gość z penisem miał damski głos xD

    Kolejną wadą jest dziurawa fabuła. Uwaga tera bedo spoilery.
    No bo tak - wsadziliśmy sobie do głowy chip z konstruktem Silverhanda i on zmienił nasze ciało tak, że jeśli chcemy pozbyć sie chipu to wkrótce umrzemy ale jeśli na koniec gry zdecydujemy by w naszym ciele pozostał konstrukt Silverhanda to on może żyć jeszcze długo. No więc dlaczego konstrukt Silverhanda dostosował ciało pod siebie a w zakończeniu jak wypalą nas Soulkillerem i wstawią z powrotem wydzielony konstrukt V to czemu konstrukt V nie będzie nadpisywał ciała pod siebie tak jak robił to Silverhand? Przecież to bez sensu. Tak samo bez sensu, że Saburo MUSIAŁ użyć ciała Yorinobu by jako konstrukt przejąć jego ciało bo zgodność DNA i na nikim innym by nie zadziałało. To dlaczego więc Silverhand wszedł w nasze ciało? Jedyną rzeczą która by to tłumaczyła to to, ze V jest dzieckiem Silverhanda ale gra w absolutnie żadnym momencie nie sugeruje takiej możliwości. To taki największy bezsens w fabule, było jeszcze kilka innych jak np. pogaduszki za ekranem w czasie kradzieży chipu - przecież ten ekran nie był dźwiękoszczelny, no bo V i Jack słyszeli bez problemu rozmowy Yorinobu z Saburo natomiast oni sami tam siedzieli i gadali ze sobą i to nie szeptem tylko normalnie i wtedy nikt ich nie słyszał xD

    Z dalszych minusów no to oczywiście częste bugi - auta spawnujące się w innych autach przez co lecą na kilometr do góry, umieranie od skoczenia z krawężnika, postaci i pojazdy przenikające sie przez siebie, dziwne zachowania postaci, wykrzaczanie sie gry w losowych momentach (chociaż na PC jest to znacznie mniejszy problem niż na konsolach), t-pose różnych postaci w losowych momentach, problemy z wydajnością no ogólnie to lista błędów jest obszerna a do naprawy bardzo dużo.

    Kolejny minus to rzeczy zrobione na odpierdol i niedopracowane - mechanika uszkodzeń pojazdu jest na poziomie GTA Vice City, chociaż może nawet gorszej bo w GTA VC dało się przebić opony w aucie... dalej - reklamowane w którymś zwiastunie jako rewolucja "ulepszanie broni" polega na tym, ze mogę dołożyć tłumik który zmniejszy obrażenia albo zmienić celownik xD A gdzie możliwość montażu laseru (jako wsparcie w celowaniu)? Latarki (ta by się przydała bo zdarzają się pojedynki w ciemnych pomieszczeniach)? A może powiększony magazynek? Nope. Nic z tych rzeczy się nie da dodać. Tak samo craftowanie amunicji - trzeba przytrzymać przycisk i jak chcesz wytworzyć jej trochę więcej to musisz monotonnie spędzić na tym kilka minut. Kolejne niedopracowanie - po wpadnięciu autem do wody nie ma kompletnie żadnego efektu graficznego na wodzie, nawet najmniejszej fali a auto idzie na dno jakby miało ze 100 ton.

    Ostatni z minusów to bardziej żal do twórców niż do samej gry - chodzi mi o okłamanie co do zawartości. Brak obiecanych mechanik i elementów fabularnych i elementów świata oraz przekłamanie co do jego złożoności. Nie będę tutaj się w żaden sposób rozpisywał, są na YouTube filmiki pokazujące co było w trailerach a co zostało wycięte w finalnej grze.

    #cyberpunk #recenzja #gry
    pokaż całość

    •  

      Mam nadzieję, że wyjdą darmowe DLC dodające trochę fabuły do prelogu, różne dla różnych wybranych przeszłości. Trochę więcej misji z Jackiem by się przydało, bo w obecnym stanie nie byliśmy w stanie poczuć żadnych emocji gdy ten zginął.

      @LuxEtClamabunt: No nie wiem, nie wiem. Tyle osób mówi o DLC z prologiem a ja jakoś tego nie widzę. DLC raczej będą zainteresowani ludzie, którzy już grę znają i chcą porobić jakieś "grubsze akcje" (jak w Wiedźminie, gdzie DLC są dla postaci 30lvl+, chyba, że mamy na myśli pasjonujący quest ze świniami xd) i dla mnie robienie jakichś pierdółkowatych side questów dla płotek z Jackiem, gdzie o wstępie do Afterlife można sobie było pomarzyć wydaje się mało atrakcyjne. To takie coś do dodania jak już naprawdę nie ma czego dokładać.

      Druga sprawa, jak spojrzymy na Wiedzmina 3 to tam każdy boss się czymś wyróżniał i na każdego trzeba było obrać inną taktykę walki. Imlerith, Caranthir, Nithral czy Eredin - z każdym z nich trzeba było obrać inną technikę.

      @LuxEtClamabunt: tu sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Bądź co bądź Wiedźmin to świat magii i miecza, potworów. Tutaj wszystkie chwyty są dozwolone. Cyberpunk jest mocno osadzony w rzeczywistości i to wprowadza bardzo dużo limitów. (spoiler) Koniec konców ostatecznym bossem jest ten "pierdol**y Adam Smasher" czyli trochę bardziej przerośniety Robocop, no bo co innego? Można puścić wodze fantazji i wymyślić trochę na siłe walkę z bossem w różnych pomieszczeniach, gdzie są też jakieś maszyny czy coś, może walkę w "wirtualu", albo brain dansie, ale też uważać, żeby nie przeholować i nie zrobić bossa zbyt OP burząc przy tym realności świata. Tutaj niestety nie da się wygrać z fantasy i tam boss fighty zawsze będą lepsze.
      pokaż całość

    •  

      @hurts: i szczerze mówiąc, przez te ograniczenia świata rzeczywistego, w ogóle nie byłem zainteresowany tą grą. Pewnie nie ograłbym jej do tej pory, gdyby nie to, że znalazłem ją pod choinką. Moim zdaniem motyw z "wyżerającym cię" engramem i Silverhandem jest świetny i ratuje tę grę. Gdyby to był generyczny od zera do wymiatacza to byśmy zapomnieli o niej po tygodniu, a tak to zapominamy o niej przynajmniej po tych dwóch miesącach xD pokaż całość

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Recenzja: Wespazjan. Cesarz Rzymu

    Książka „Wespazjan. Cesarz Rzymu” to dziewiąta i ostatnia część powieści opowiadającej o Wespazjanie, założycielu dynastii flawijskiej oraz inicjatorze budowy wspaniałego amfiteatru – Koloseum. Tym razem autor przenosi nas do Judei i przedstawia kampanię Wespazjana, mającą na celu zdławienie rebelii żydowskiej. Co więcej, Wespazjan staje do rywalizacji o władzę w Rzymie.

    Dla wielu miłośników serii będzie to „trudny” tom, z racji na fakt, że przyjdzie nam się pożegnać z postacią Tytusa Flawiusza Wespazjana. Przez dziewięć części śledziliśmy losy Rzymianina, który z nieznaczącej ekwickiej rodziny, stopniowo awansował w wojsku i administracji publicznej, by finalnie zasiąść w senacie. Brał udział w podboju Brytanii, był namiestnikiem Afryki czy ostatecznie objąć dowództwo nad armią rzymską na wschodzie, która po kilku porażkach musi pokonać fanatycznie walecznych Żydów. Wespazjan się najważniejszą osobą na wschodzie Cesarstwa.

    Tak jak i w poprzednich częściach Wespazjanowi towarzyszy jego oddany druh Magnus, ukochana Cenis, brat Sabinus czy wyzwoleniec Hormus. Poznajemy nowe postaci, w tym Józefa Flawiusza, historyka żydowskiego czy piękną Berenikę – księżniczkę Judei – w której zakochuje się Tytus, a która wraz Herodem Agryppą II podstępnie oddziałuje na syna Wespazjana. Wespazjan pojawia się w Judei z niepewnym nastawieniem, z jednej strony chciałby szybko pokonać buntowników i zyskać chwałę, z drugiej jednak obawia się cesarza Nerona, który mógłby chcieć go usunąć za zbyt wielkie sukcesy. Tak jak we wszystkich częściach Czytelnik ma przyjemność brać udział w niesamowitych scenach walki m.in. oblężeniu Jotapaty, osobistych szarżach bohatera czy podchodach.

    Nie brakuje naturalnie intryg i skomplikowanej polityki, która jest nieodłączną częścią fabuły wszystkich tomów. Wespazjan zdając sobie sprawą z niepewnej przyszłości swojej i Rzymu, zawiera sojusze, prowadzi korespondencję listowną czy też zapoznaje się kolejnymi znakami, które wskazują jego przyszłą wielką rolę.

    Książka, podobnie jak wcześniejsze tomy, wyróżnia się niesamowitą fabułą i zgrabnym ujęciem przez autora najważniejszych informacji z biografii Wespazjana. Otrzymujemy naprawdę intrygującą historię człowieka, który jest o krok od objęcia władzy w Imperium, jednak musi zważać na każdy krok, aby nie zrobić sobie, ani najbliższym krzywdy.

    Ostatni tom „Wespazjana” liczy ponad 300 stron i wydaje mi się, że autor bardzo dobrze je wykorzystał. Nie brakuje tutaj egzotyki, batalistyki, rozterek bohaterów, intryg, mistycyzmu, a przede wszystkim humoru. Naturalnie na koniec utworu autor zawarł kilka zdań sprostowania i wyjaśnił, gdzie pozwolił sobie na trochę fantazji. Absolutnie polecam książkę wszystkim, którzy zaczęli serię.

    https://imperiumromanum.pl/recenzje/recenzja-wespazjan-cesarz-rzymu/

    #rzym #antycznyrzym #imperiumromanum #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #wojsko #europa #swiat #militaria #venividivici #ksiazki #recenzja
    pokaż całość

    źródło: wespazjan-cesarz-rzymu.jpg

  •  

    90 godzin grania i ukończyłem wszystko co się dało w ME: Andromeda. Grałem w tę grę po raz pierwszy. Uważam, że nie jest najgorsza. Ma swoje plusy i minusy, które krótko wymienię.

    Plusy:
    - fajny spin-off serii, który buduje nowe lore nie męcząc już przewałkowanymi w poprzenich częściach sprawami (np. grając w ME1 odnosiłem wrażenie, że wszędzie gadają tylko o genofagium xD)
    - satysfakcjonująca finałowa walka
    - kettowie jako ciekawi antagoniści (mam nadzieję, że ich wątek powróci)
    - tylko 6 towarzyszy, w takim ME2 irytowała mnie liczba tych gości
    - fajne misje lojalnościowe
    - dobrze zrealizowane podróżowanie po Helejosie, bardzo lubiłem fruwać sobie tu i tam
    - fajne nawiązanie do trylogii (chociaż ciekawy jestem skąd Darczyńcy wiedzieli o pojawieniu się Żniwiarzy przed Shepem i dlaczego nie poinformowali reszty Drogi Mlecznej tylko tworzyli własny projekt)
    - początkowo dobrze oddane poczucie beznadziejności sytuacji (ale zaraz jak odpalili Nexus i zacząłem latać po tych wszystkich planetach to poczucie gdzieś uleciało)
    - fajny początek spotkania z angarami, ale dość szybko spłycone przez momentalne translacje (niby shelesh i język Jardaan są podobne, ale z tym drugim dalej mają problem) i przydzielenie Jaala
    - podoba mi się system mimiki twarzy, może nie nadaje się on do grymasów bólu itp. a czasem postacie robią kacze dzióbki, ale często ruch ust pasował do wypowiedzi, mam nadzieję, że to rozwiną w następnym ME

    Minusy:
    - w żadnej grze nie doświadczyłem tak wielu uciążliwych bugów (mimo, że minęło sporo czasu od premiery): 1 crash, 2 razy problem z niewczytującymi się zapisami (szczęśliwie musiałem się cofnąć max 10 minut z progresem), 1 misja, której nie da się ukończyć (Dziwny przekaźnik na Voeld)
    - denne misje poboczne w stylu pogadaj z kimś, przejdź 20 metrów, koniec misji (szukania siostry angarki na Kadarze, która leżała gdzieś w ściekach), albo znajdź 5 losowo rozrzuconych datapadów
    - płytkie wątki poboczne - tam gdzie spodziewałem się jakiegoś grubszego i skomplikowanego finału np. przy konflikcie Wyrzutków i Kolektywu dostałem krótką nudną misję
    - misje, które każą latać po wszystkich planetach żeby odbyć jedną rozmowę lub kupić jeden przedmiot
    - krótki wątek główny
    - brak znaczących decyzji do podjęcia
    - słabo rozwinięty postgame, liczyłem, że będzie chociaż jakiś mały obszar, który pozwoli mi pospacerować po Meridianie, a tak dostałem przerobione wnętrze Hyperiona
    - postacie takie jak rodzeństwo protagonisty czy kapitan Dunn znikają po zakończeniu rozgrywki
    - drugi z Ryderów praktycznie nie istnieje w grze i przesypia większość wątku
    - dużo rzeczy udaje się bohaterom na farcie, ciągłe umieranie, od razu ujarzmiają jakąś tajemną technologię obcej rasy, przeprogramowują ich roboty, włamują się i hakują ich interfejsy itp.
    - zbyt duża wtórność mechaniki w stosunki do ME3, a nawet uproszczenie pewnych elementów
    - sam schemat gry też w wielu miejsach przypomniał mi ME3
    - Nomad w większości przypadków służył tylko do przedłużenia czasu gry
    - i oczywiście brak większości ras, chociaż podejrzewam, że wynikało to z problemów z Frostbite i nowy ME nam je zwróci

    Ogólnie wciąż za najlepszą część uważam ME2 (i ten żółtawy styl). ME1 wywołał we mnie duże emocje i do tej pory pamiętam dzień kiedy przeszedłem go po raz pierwszy. ME3 był moim pierwszym tytułem kupionym na premierę i dużym rozczarowaniem. Nie ze względu na zakończnie (chociaż i tak jest beznadziejne z tymi trzema kolorkami). Ale ze względu na zbyt dużą pompatyczność i magiczne rozwiązanie wszystkich konfliktów trapiących galaktykę w kilka miesięcy. Liczyłem też, że Zwiastun będzie miał większą rolę niż tylko strzelanie laserkiem pod koniec. No i ostatecznie moje decyzje podjęte w pierwszej i drugiej części nie miały większego znaczenia.

    #masseffect #recenzja #gry #ea #bioware #xbox #playstation #pcmasterrace
    pokaż całość

  •  

    Kupiłem Cyberpunk 2077 z zamiarem grania na podstawowej PS4 FAT 500gb ( ಠ_ಠ)
    Mircy trzymajcie kciuki.
    Długo szukałem rzetelnej opinii na temat grania na 100% last-genach i stwierdziłem że za mniej niż 150 to warto sprawdzić samemu.

    Jeśli będzie zainteresowanie to zrobię jakąś minirecenzję albo chociaż opis wrażeń.

    #cyberpunk2077 #cp2077 #sajberpank #ps4 #playstation
    #sony #cdprojektred #masochista #lastgen #konsole #test #recenzja I trochę #heheszki
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: received_421686725925123.jpeg

  •  

    Recenzja sklepu Biedronka.
    Do tej pory w sklepie tej sieci byłem kilka razy w życiu, po jedną rzecz, wchodziłem i po minucie wychodziłem. Biedronka zawsze źle mi się kojarzyła, ale jako jedyny sklep w mojej okolicy jest otwarta aż do pół do północy. Pomyślałem, że mógłbym urozmaicić swoje życie i zrobić raz pełne zakupy w Biedronce. Konkretny sklep tej sieci został wybrany w sposób pseudolosowy spośród wszystkich Biedronek na terenie miasta Krakowa które dysponują parkingiem dla klientów.

    Mając przygotowaną listę rzeczy które chcę kupić, z trudem zaparkowałem na bardzo ciasnym parkingu. Pojazdy na nim to dość biedne, często kilkunastoletnie samochody. Przed wejściem do sklepu są wózki które klient może użyczyć. Drzwi do sklepu są automatyczne. Niestety w sklepie stwierdziłem brak koszyków na zakupy postawionych przy wejściu, trzeba ich szukać przy kasach.

    Odległości między regałami są wystarczające, miejscami podłoga była czymś uwalana. Zdarzały się sytuacje, gdy karton z jakimiś rzeczami był pusty i nie można było tych rzeczy kupić. Jeden z tych produktów był na mojej liście. W sklepie było bardzo dużo ludzi, nienajgorzej wyglądających, a także kilku Ukraińców. Pracownicy krzyczeli do siebie. Oprócz kilku brakujących produktów, asortyment sklepu oceniam pozytywnie. Sprzedawcy robiący różne rzeczy byli dostępni dla klientów, na potrzeby recenzji zadałem pytanie kobiecie i odpowiedziała rzeczowo.

    Po zrobieniu zakupów można podejść do kas samoobsługowych lub tych z człowiekiem. Ja z racji pełnego wózka wybrałem kasę z człowiekiem. Przede mną stało jeszcze 2 ludzi oraz kobieta która zapłaciła 420 złotych. Gdy przyszła kolej na mnie przywitałem się z kasjerem który zapytał się mnie, czy torba którą mam jest moja, na co odpowiedziałem twierdząco. Pan kasjer był wyraźnie zachwycony możliwością obsługiwania mnie, albowiem zaproponował mi dołączenie do klubu VIP „Moja Biedronka” co może mi dać korzyść finansową podczas następnych zakupów. Uprzejmie podziękowałem panu za obsługę i pożegnałem się z nim. Poszedłem do samochodu, włożyłem zakupy do bagażnika i pojechałem.

    Słowem podsumowania, jestem pozytywnie zaskoczony sklepem Biedronka. Spory asortyment i uprzejmość obsługi to duży plus sklepu tej sieci. Poniżej przedstawiam szczególne zestawienie plusów i minusów tego sklepu.

    PLUSY:
    + automatyczne drzwi wejściowe
    + duży asortyment
    + dostępność i kultura pracowników

    MINUSY:
    - ciasny parking
    - brak koszyków przy wejściu
    - miejscami brudno
    - niektórych produktów nie było

    Rzeczy które kupiłem to alkohole, napoje bezalkoholowe, nabiał, suche produkty, słodycze, mięso, przekąski.

    Ocena sklepu: 4/6

    #krakow #biedronka #antykapitalizm #promocje #recenzja
    pokaż całość

    źródło: scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net

  •  

    Słuchając tej płyty #bedoes mam wrażenie ze on sam siebie wyjasnia co drugi kawałek..raz nawija że trzeba być tolerancyjnym itp...a za chwile wyjeżdża że trzeba wszystkich jeać...raz że szanuje kobiety, a raz że kobiety to suki do jebnia.. raz ze nie ma co się wozić z kasą, a zaraz się chwali ze co to nie on..Ale najbardziej śmieszą mnie te przewózki gangsterskie, ze on z tym swoim gangiem wjechałby komuś z klamkami, wrzucał do lwów xD Nie powiem, produkcyjnie dzięki #lanek i jeśli chodzi o melodyjność to jest naprawdę dobry album, kawałki się wkręcają na banie, ale trzeba wyłączyć myślenie. A wisienką na torcie jes to ze Bedi uważa ze robi wartościowy rap, z historiami i które ubogacają mentalnie ludzi xD
    #polskirap #recenzja
    pokaż całość

    •  

      @Hejtel: Dokładnie takie same miałem przemyślenia i to w sumie od kilku jego płyt. Typ potrafi w jednym utworze nawinąć, że trzeba się szanować nawzajem i kasa nie jest najważniejsza, by w drugiej zwrotce powiedzieć, że Ci dziewczynę zrucha i że ma drogie auto.
      Rozumiem konwencję danej muzyki, ale wydaje mi się to wszystko nieszczere.
      A i tak najlepsze jak go Filipek wyjaśnił, że jest inny w rzeczywistości.
      Oczywiście Bedoes też sam siebie powyjaśniał, grożąc penisem w dupie, co jest szczególnie zabawne w odniesieniu do tego, jak Dixony mu groziły xd
      pokaż całość

      +: Hejtel
    •  

      Komentarz usunięty przez moderatora

    • więcej komentarzy (16)

  •  

    Ciekawa recenzja polskiej fantastyki, która pokazuje, że książki typu 50 twarzy Greya czy 365 dni powstają nie tylko dla kobiet ale i mężczyzn i to już od dawna i w nikim za bardzo nie wzbudza to większych uczuć. Na wykopie zapewne recenzja się nie spodoba xD
    W komentarzu też trafna recenzja książki Piekary
    #ksiazki #fantastyka #achaja #recenzja #piekara #ziemianski pokaż całość

    źródło: youtube.com

    •  

      @Usmiech_Niebios:

      tak samo jest w Wiedźminie, gdzie też w 90% opowiadań kończył tam gdzie zaczął, może trochę bogatszy

      Słabo trochę, że piszesz nieprawdę o książce, którą rzekomo przeczytałeś. Chyba, że poznanie Yennefer i odbycie z nią stosunku postrzegasz w kategoriach majątkowych (alternatywnie Piekarowych), wtedy miałoby to sens ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @mastergame1311: pewnie, w sadze pojawił się również smok Villentretenmerth, doppler Dudu, czy Visenna - matka wiedźmina. Wszystkie opowiadania znalazły kontynuację w utworze głównym.
      Mogę oszacować na 20%, jeśli to takie niewybaczalne faux pas, dla mnie subiektywnie bez różnicy. Nie wszystkie opowiadania miały wątki niezbędne do zrozumienia sagi.

    • więcej komentarzy (75)

  •  

    Ileż to już razy przyszło nam poznawać początki słynnego Supermana, jedynego ocalałego z planety Krypton? Ciężko zliczyć! Dostaliśmy bowiem pokraczną wizję Franka Millera ­Superman Rok pierwszy, Mark Waid też chciał podzielić się ze światem własną genezą Clarka Kenta i napisał słynne Birthright. Super człowiek doczekał się również historii z Ziemi Jeden autorstwa J. Michaela Straczynskiego. Jednym słowiem - trochę tego było.

    Pewien scenarzysta - Max Landis odpowiedzialny za takie filmy jak Bright z 2017 r. lub Kronika z 2012 r., postanowił napisać swoją opowieść o Supermanie. Miał na nią bardzo ciekawy pomysł i przełożył to na kartki komiksu. Popatrzcie więc wszyscy w górę, bo chyba nadlatuje samolot? A może to ptak? Nie! To Superman Amerykański obcy! /Krzysiek

    Superman Amerykański Obcy | Recenzja | Kolejny komiks o Supermanie?

    #leniwapopkultura #komiks #komiksy #dc #superman #recenzja #blog
    pokaż całość

    źródło: superman-amerykański-obcy-recenzja.jpg

  •  

    Po przejściu każdej większej gry staram się podzielić kilkoma przemyśleniami i tak samo chciałbym napisać o The Last Of Us II które skończyłem parę minut temu

    Spędziłem w tej grze świetny czas, dobre 30h i zdecydowanie większość czasu oceniłbym pozytywnie, ale czy gra jako całość pozostawiła u mnie pozytywne wrażenie - nie jestem przekonany

    Jeśli chodzi o stronę techniczną i audiowizualną to była to świetna gra. Jeżeli coś mi przeszkadzało to tylko to, że chwilami czułem się jakbym grał w Uncharted IV ze zmienioną grafiką. Czy to źle? Niby nie - sterowanie super, kupa znajdziek (tu muszę zaznaczyć, że jednak męczyło ich zbieranie - chciałbym żeby Naughty Dog w przyszłości wymyśliło coś lepszego niż bieganie wzdłuż ścian i klikanie trójkąta ( ͡° ʖ̯ ͡°)), ale kurcze - w to już kiedyś grałem ( ͡° ͜ʖ ͡°) Niemniej TLOU2 to bardzo solidny, dobrze zrealizowany tytuł na koniec generacji PS4 - wyciągający z tej konsoli wiele, choć na pewno nie tyle ile taki RDR2, którego też miałem okazję przejść.

    Gra posiada fajne udźwiękowienie. Muzyka i odgłosy oraz polski dubbing są super, choć i tu mam mały zarzut do dialogów, które często były zbyt ciche, szczególnie w porównaniu do strzałów i odgłosów walki

    Jeśli chodzi o treść - no tu już mniej kolorowo.

    Na wstępie od razu zaznaczę, że jeśli ktoś skreślił grę przez wątek LGBT no to raczej we mnie sojusznika nie znajdzie ( ͡° ͜ʖ ͡°) Romans jest bardzo dobrze osadzony, umotywowany i świetnie współgra z główną linią fabularną. Uważam, że to mocny punkt opowiedzianej historii

    Uważam też, że najważniejsze wydarzenie z początku gry (bez spoilerów) to dobra decyzja - to po prostu miało sens, tak musiało być ( ͡° ͜ʖ ͡°) już pierwsza część TLOU była historią drogi - bardzo się cieszę, że druga część idzie dalej ścieżką i uważam, że jej ogólny zarys oraz morał który dostajemy na końcu

    pokaż spoiler zemsta niszczy wszystkich i nie przynosi ulgi


    to solidne punkty gry.

    To co mnie rozczarowało wrzucam w spoiler bo nie chce komuś popsuć zabawy

    pokaż spoiler A rozczarował mnie finał, a w zasadzie oba finały. Powiem szczerze - wątek Abby w ogóle mnie nie poruszył. Rozgrywka tą postacią, dostępne mechaniki i bronie były w pyte, ale tak samo jak jej nie lubiłem na początku, tak na samym końcu również, kompletne zero uczuć. Owszem współczułem jej, gdy widziałem, że zaraz odkryje co odwaliła Ellie, ale tyle. A potem zostałem zmuszony do walki postacią, której nie lubię (╯°□°)╯︵ ┻━┻


    pokaż spoiler Bardziej chyba tylko rozczarował mnie sam koniec, gdy zostałem zmuszony do walki w drugą stronę choć jej nie chciałem. Uważam, że gracz powinien mieć jakikolwiek wybór, a tymczasem dostajemy walkę jak z mema od dema3000 z płaczącym Supermanem i płaczącym Batmanem, którzy leja się po mordach DRAMAT


    pokaż spoiler Pomiędzy dwoma finałami zaliczyłem też pewne rozczarowanie scena na farmie, ale biorąc pod uwagę scenę końcową, ostatecznie rozumiem ten fragment i uważam go za potrzebny. Jednocześnie mam pewien żal, że wątek z Diną nie został zamknięty choćby krótkim listem pożegnalnym i śmierdzi mi to otwartą furtka do TLOU3 i nie jestem pewien czy tego chcę


    Na koniec krótka uwaga - nie grałem w #cyberpunk2077 ale jeśli ktokolwiek porównuje tę grę z TLOU2 to mocno zwróciłem uwagę na "otwartość świata" w tym drugim tytule i chciałbym wszystkim powiedzieć, że lokacje, choć ładne, to w zasadzie są korytarzami. Serio - cała gra mogłaby się odbyć w korytarzu jakiegoś wielkiego budynku, miejcie to na uwadze gdy wypisujecie takie rzeczy ( ͡° ͜ʖ ͡°) a AI wrogów też nieszczególnie powala (a grałem na Hardzie)

    Grę oceniam na mocne 6.5/10 - grało się świetnie ale czuję się rozczarowany. Jak widać wstrzymałem się dość długo po premierze - sam nie wiem ile bym dał gdy byłem nahypowany xD Jeśli historia jest dla was mało istotna to śmiało możecie podnieść moją ocenę o oczko lub półtora. Tak czy siak grę kupiłbym i przeszedłbym jeszcze raz

    #gry #tlou2 #ps4 #recenzja
    pokaż całość

  •  

    Film "Żenek" to śmiałe nawiązanie do kina gatunkowego. Wszelkiego gatunku. Mamy więc przede wszystkim rodzime "Bohemian Rapsody". Niestety reżyser żeby zmylić tropy nie obejrzał całego filmu o Freddym, a tylko jego początek i kilka zwiastunów. Zasugerował się też mocno tytułem i dlatego dzieje Zenka mocno związane są z romską bohemą. Niemniej można zauważyć inspiracje Guyem Ritchiem ("Przekręt"), Andrzejem Wajdą ("Człowiek z Żelaza") i Tonym Scottem ("Człowiek w ogniu").

    Na osobną wzmiankę zasługuje jedna z ostatnich scen filmu, która przywołuje na myśl "Sicario". [spoiler alert] Zenek z Ryśkiem robią rejzę na cygańskie baraki w celu odbicia porwanego Daniela Martyniuka. [koniec spoilerów] Sfilmowana na jednym ujęciu sekwencja (wszak "1917" jest na topie) to doskonała metafora tego, jak nasz główny bohater wraz ze swoim przyjacielem idą przez życie. Biorą z niego nie tyle, ile mogą, a jedynie tyle ile im potrzeba. Nie szkodzą przy tym innym. To w tych czasach cnota.

    Ciekawie zarysowany jest konflikt fanów muzyki chodnikowej z fanami listy przebojów wszechczasów programu trzeciego i (zapewne) zespołu Dżem. Bo wiadomo co to za degeneraci słuchają takich rzeczy. Wprawdzie brakuje mi w tym Nergala, ale gdy Zenek stawiał pierwsze kroki na deskach festyniarskich scen pociągajac za sobą tłumy "takie jak na Lihmalu", to Darski na szatana mówił jeszcze "bubu".

    Pod wzgledem oprawy muzycznej twórcy także nie poszli na łatwiznę i zamiast wykorzystać gotowe przeboje zespołu Akcent, postanowili na nowo nagrać klasyków disco polo. Zrobili to w stylu podlaskiego undergroundu, dzięki czemu wykonania śpiewających aktorów mają sznyt najebanych weselnych kapel grających w remizie o trzeciej nad ranem.

    Z "Zenka", który niechybnie zostanie kinowym przebojem walentynkowego weekendu, nie dowiemy się za wiele o popkulturowym fenomenie Martyniuka. Próżno też szukać zbyt dramatycznych wątków z życia głównego bohatera. Ale za to znajdziemy w nim wyjaśnienie wieloletniej, męskiej przyjaźni z nieodłącznym klawiszowcem - Ryśkiem. Bo Rysiek to taka postać, która doskonale uzupełnia Zenka. Parafrazując stare przysłowie można powiedzieć: "Gdzie Zenek nie może, tam Ryśka pośle"

    To film miałki, nijaki i jakże niepotrzebny. Takie mocne 2,75/10

    #zenek #film #recenzja #tvpis
    pokaż całość

    źródło: 1609540579085.jpg

  •  

    #oczyszczaczpowietrza #sharp #slask #recenzja #testowaniewykopu #opinia #analiza #oddech #alergia #swiezyluft

    Cześć, dotarł do mnie wczoraj oczyszczacz powietrza SHARP UA-HG40ET, na który zdecydowałem się w związku z chorobą córki, a także z powodów alergicznych skóry, duszności, złego samopoczucia itd.

    Szczerze podchodziłem do takich urządzeń z dystansem, ale ostatnie sytuacje z którymi się spotkałem sprawiły, że jednak postanowiłem zainwestować w ten sprzęt i chce prowadzić w związku z tym dziennik doświadczeń tutaj na mirko, więc jeśli ktoś jest zainteresowany tematem, rozmyśla zakup, chce się wymienić opinią czy podyskutować, to serdecznie zapraszam na tag: #swiezyluft

    Wstęp:
    1. Oczyszczacz z funkcją nawilżania, nazwa wyżej jeśli ktoś jest zainteresowany szczegółami.
    2. Użytkowanie: pokój o wymiarach ok 20m2.
    3. Lokatorzy: małżeństwo ok 30 letnie i 1,5 roczne dziecko.
    4. Stan zdrowia: córka przechodziła ostre zapalenie oskrzeli, żona alergia na pyłki i kurz, ja uczulenia alergiczne i problemy skórne. Jednym z alergenów oraz członek rodziny jest także kot persowaty.
    5. Lokalizacja: aglomeracja Śląska, osiedle otoczone kamienicami które są ogrzewana węglowo, zamieszałe całorocznie ogródki działkowe oraz bloki, często występuje podwyższony stan smogowy.
    6. W mieszkaniu centralne ogrzewanie miejskie, parterowe, z każdej ze stron sąsiedzi, okna na północny-wschód.
    7. Urządzenie dotarło 30 grudnia, sprawdzone i podłączone do sieci ok godz 19. Sprawdzimy jak będzie wyglądało jego użytkowanie, ale przyznam że samopoczucie po kilku godzinach jest rześkie, bardzo dobrze mi się oddycha i jestem ciekaw, jak będzie nam się spało tej nocy :)

    Tyle odnośnie wstępu i szczegółów, jeśli chcecie dodatkowe informacje proszę pytać, jestem otwarty na dyskusje i szczegóły w tym temacie, a także rady i ciekawostki.
    pokaż całość

    źródło: 1609371401604.jpg

    •  

      @Admor: Jak sobie radzi z pyłkami?

      +: Admor
    •  

      @yassarian powodzenia i również czekam na Twoją opinie czy relacje. Zastanawiałem się jeszcze czy faktycznie ten nawilżacz był mi potrzebny, bo jakby nie było ma to wpływ na cenę. Próbowałem przez kilka dni użytkować bez tej funkcji i czegoś mi brakowało, jednak odczuwam małą różnicę więc osobiście nie żałuję tego wyboru :)

      @Artiii przyznam się, że miałem kryzys i wątpliwości, czy to w ogóle jest nam potrzebne i czy działa jak należy, ale zauważyłem różnicę jak oczyszczacz nie działał, myślę że przez zimę dobrze się spisywał, zwłaszcza jeśli chodzi o nawilżenie, bo teraz możemy to kontrolować. W mieszkaniu niema nieprzyjemnych zapachów (chyba, że filtr już jest za bardzo zakamieniony), myślę że dobrze się śpi, lecz zdarzają się noce i dni w których towarzyszą nam duszności i żona również nie czuje się najlepiej, ale trudno nam jeszcze zidentyfikować czy alergen występuje w mieszkaniu, czy jednak coś pyli na dworze. Mieliśmy także sytuację, że z oczyszczacza wydobywał się bardzo nieprzyjemny zapach. Miałem świadomość że urządzenie trzeba czyścić, zwłaszcza ten filtr, ale nie wiedziałem jak się to objawia. Mimo tego, że nalewamy wodę przefiltrowaną, to kamień bardzo szybko się gromadzi, nie spodziewałem że, że ten filtr tak może wyglądać (zdjęcie w załączniku). Postanowiliśmy nie czekać do kolejnej takiej sytuacji i postaramy się teraz ten filtr przynajmniej co tydzień umyć i odkamienić.

      @e_do_ipi_plus_1 co do pyłek trudno mi powiedzieć, widzę jedynie czasem po kontrolkach, że oczyszczacz reaguje na kurz i wilgotność, do tej pory nie wyświetliła się informacja o pyłkach pm2.5, może okolica w której się znajdujemy nie ma z tym takiego dużego problemu, ale jeszcze będziemy obserwować sytuację, na razie po zimie jesteśmy zadowoleni i nie żałuję tego zakupu :)
      pokaż całość

      źródło: 1616933167101.jpg

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Paczuszka od Mirka @propafenon przyszła szybko, sprawnie i w stanie nienaruszonym, stąd od razu zabrałem się do testowania nowości. I powiem w skrócie - jest dobrze ( ͡° ͜ʖ ͡°) A momentami nawet bardzo dobrze. Dla zainteresowanych - moje krótkie "recenzje" specyfików poniżej:

    Jaipur Homme Boucheron - wersje EDT oraz EDP.
    Generalnie obie wersje nie za bardzo się od siebie różnią - z większych rozdźwięków: EDP jest nieco trwalszy na mojej skórze niż EDT, jest też bardziej różany i kwiatowy w otwarciu i ma silniejsza projekcję w porównaniu do EDT. Oba zaczynają się cytrusami, kwiatowo, subtelnie, przyprawowo, troszkę proszku do prania (mydlin?). Z biegiem czasu skręcają coraz bardziej w orientalną stronę, stają się bardziej korzenne i pudrowe, może ciut drewniane - ten etap trwa bardzo długo, bo i trwałość jest ponadprzeciętna - kładłem się z nimi spać i jeszcze rano szczególnie wersja EDP była wyczuwalna na moim nadgarstku i to mocniej niż na granicy autosugestii. Zapach dziada? W żadnym wypadku, to miks cytrusów, kwiatów, przypraw i orientu, kremowy i ułożony.

    Yves Saint Laurent M7
    Bardzo świeże, chłodne, intensywnie cytrusowo-kwiatowe otwarcie, cytryny, mandarynka, limonka, może pomarańcze. Troszkę ziołowy, przypominał mi z początku syrop na kaszel, jaki używałem czasem w dzieciństwie. Z czasem, rozwijając się, staje się cieplejszy, bardziej przenikliwy, ostrzejszy, nieco słodki. Oud jest tu tylko niewielkim dodatkiem, i bardzo dobrze, bo nie dominuje dzieła. Z każdą kolejną godziną kieruje się bardziej w stronę słodyczy, orzeźwiające cytrusy zanikają. Bardzo trwały, osiem godzin to nie jest żaden problem dla M7. Eleganckie, wyrafinowane nawet dla przeciętnych nosów perfumy, wyraźnie męskie (myślę, że dwa następne z powodzeniem mogłyby spróbować nosić kobiety).

    Valentino Uomo Noir Absolu EDP
    Strzał w ciemno i przy okazji w dziesiątkę. Niesamowicie słodkie, korzenno-waniliowo-orzechowe otwarcie, przypominające kremową czekoladę z orzechami tudzież pierniczki z polewą. Niby pieprz w otwarciu powinien się znaleźć, ale w ogóle go nie czuję - słodycz jest przeszywająca i pięknie zbalansowana, nie ma dominacji jednej nuty, całość gra lepiej niż w sonatach Mozarta. Z czasem wchodzi cynamon i kadzidło, ale w żadnym wypadku nie takie jak w kościołach (może gdyby kadzidła w tychże pachniały Valentino Uomo Noir Absolu, częściej bym do nich uczęszczał). Niezwykle podoba mi się ten zapach - z racji swojej intensywności (jeden psik na nadgarstek i oddalona ode mnie o dobrych parę metrów osoba w pomieszczeniu spytała czym się wypsikałem xD) do stosowania ostrożnie i raczej w jesienno/zimowo/wczesnowiosennych klimatach. Trwałość ponadprzeciętna, już ponad osiem godzin od aplikacji, a wciąż całkiem mocno wyczuwalny. Projekcja naprawdę potężna. Po pierwszych dwóch godzinach zapach się stabilizuje i w takiej ciepło-słodko-korzenno-deserowej formie trwa już do końca.

    Givenchy Gentleman EDP
    Otwarcie nieporównywalnie ostrzejsze i bardziej "pikantne" niż swojego poprzednika, mimo, że w teorii oba zapachy mają w nutach głowy pieprz. Na pewno bardziej chłodne, orzeźwiające niż u Valentino (trochę landrynkowe?), gdzie od samego początku czujesz się ciepło otulony zapachem przypominającym słodki deser. Dopiero po jakiejś godzinie oba zapachy zbliżają się do siebie - Gentleman staje się bardziej subtelny, pudrowy, słodko-korzenny, nieco waniliowy. Z przypraw ten cynamon faktycznie wyczuwalny, goździków się nie dowąchałem, a dziwne, bo zawsze uważałem je za przyprawę o bardzo charakterystycznym aromacie (do dziś pamiętam zapach goździków wbijanych w świąteczne pomarańcze). Im dalej w las tym robi się bardziej kremowo, ciepło, balsamicznie, ale nie zbliża się to intensywnością i złożonością do Valentino, przynajmniej w moim odczuciu.
    Projekcja i trwałość bardzo dobra, ale mniejsza niż poprzedników (YSL i Valentino).

    Podsumowując - dla mnie bezapelacyjny zwycięzca to Uomo Noir Absolu (5 w szkolnej skali), dalej YSL M7 (5-) i Givenchy Gentleman (4+). Oba Jaipury (4) też fajne, bardziej uniwersalne, ale jednak odstają od ww. Choć pod względem relacji między jakością a ceną (EDT 75 zł, EDP 100 za flakon) wypadają bardzo dobrze.

    #perfumy #recenzja
    pokaż całość

  •  

    Oglądaliście film pt. "Przed wschodem słońca"?
    Ale fabuła xDD
    Studentka poznaje chłopaka z zagranicy, on ją bajeruje, potem sie upijają i uprawiają przygodny seks. Na koniec koleś obiecuje, że się jeszcze kiedyś spotkają, a tak naprawdę to ich ostatnie świadome spotkanie xD
    Wniosek: dobra bajera jest wprost proporcjonalna do kąta rozwarcia nóg laski
    #film #recenzja #recenzjefilmow #filmnawieczor #przedwschodemslonca pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    #cyberpunk2077 #gry #recenzja #pcmasterrace
    Pierwsze przejście za mną.Grałem nomadem na laptopie, karta RTX2070 max-q (to samo co 2060).
    Wykonałem wszystkie zadania jakie znalazłem. Wszystkie żółte i niebieskie znaki zapytania oraz wszystkie niebieskie wykroczenia NCPD (ikonka maczugi). Nie dałem rady kupić wszystkich pojazdów, kilka zostało. Czas gry - 184 godz. Nie spieszyłem się.

    Co mi się podobało:

    - dialogi/scenariusz - jak dla mnie poziom nieosiągalny na chwilę obecna przez inne gry. Ich naturalność, płynność jest super.

    - postacie - bez kitu, miałem potrzebę robienia sobie z nimi zdjęć pamiątkowych, chociaż na co dzień nie robię ani zdjęć w gach ani na żywo nie strzelam sobie z nikim słitfoci. Tutaj chciałem mieć pamiątkę jak po spotkaniu ciekawej osoby na wycieczce.

    - struktura miasta - ilość różnych zaułków, poziomów, "schowków"

    - murale w mieście - valentinos i 6 street

    - malowanie pojazdów - jak wyżej

    - bronie palne - strzelanie nie nudzi się, jest na swój sposób bardzo satysfakcjonujące, daje przyjemność

    - jazda motocyklem - tego się nie spodziewałem, ale jazda jednośladem jest dla mnie fajniejsza, no i wygodniej w mieście

    - lokacje do walki - bardzo podoba mi się to, że do każdej jest co najmniej 2-3 wejścia i można je przechodzić na mnóstwo sposobów i każdy jest przyjemny.

    - związane z tym wyżej, uniwersalność głównego bohatera - możemy mieć bohatera, którym jesli chcemy możemy cale lokacje przechodzić jak skradankę, możemy zrobić rozpierdziel granatami, strzelbą, zrobić wjazd z karabinem szturmowym, przyczaić się ze snajperką i z zimna krwią odpalać same headshoty, możemy użyć samych hacków i każdy z tych sposobów na przejście jest przyjemny. A możemy je wszystkie zastosować równoczesnie i po cichym początku zrobić totalny rozpierdziel. Ta zrównoważona różnorodność jest świetna.

    - różnorodność ubiorów NPC - to zależy oczywiście gdzie się znajdujemy, ale czasem na prawdę fajnie jest popatrzeć na ludzików. Od zwiewnych sukienek do futurystycznych, plastikowych lalek wśród pań. Od wyglądu żula do stylowego gościa u facetów. I kiedy jest to razem wszystko na jednej ulicy to fajnie to wygląda.

    - genitalia - tak, nie wiedziałem, że to tak wpłynie na utożsamienie się z postacią. Niby nic, a w moim odczuciu mocno urzeczywistniło to główną postać. Ma się odczucie, że to faktycznie jest jakaś osoba, a nie figurka na planszy, czy lalka barbie.

    - potknięcie się - nie wiem, czy to jest celowe i to tak miało być, czy to błąd, ale potykający się wrogowie o coś albo raz czy dwa ja o czyjeś zwłoki to było zajebiste :D Kiedy wróg wypada z rozpędu z pomieszczenia i przewraca się o leżące przed drzwiami zwłoki - miodzio :)

    - luźne smsy od postaci w grze, niby nic ale jakie przyjemne :)

    - zaskoczyło mnie dobre prowadzenie po minimapie, w sensie gps. Miałem obawy, że w tak zagmatwanym terenie będą się działy cuda, a jest naprawdę bardzo dobrze. Jedynie przy dużej szybkości w czasie jazdy trochę nie nadąża.

    - tryb foto - jak już pisałem wcześniej okazał się bardzo przydatny

    - muzyka - zarówno tło jak i piosenki - nie męczy, robi nastrój, kiedy trzeba robi się dynamicznie, kiedy trzeba trochę strasznie, ogólnie super

    - ogólnie grafika/stylistyka

    - braindance - podobało mi się, ale czuję trochę niedosyt

    Co uważam, że nie jest złe ale dobrze byłoby poprawić:

    - minigierka z włamaniem do punktów dostępu, łamaniem protokołu itp. Nie jest źle ale mam wrażenie, że mogło być lepiej. Brakuje mi elementu rozwoju w tej czynności. Porównam to do analogicznej czynności w Deus Ex i tam wydaje się to ciekawsze.

    - dodalbym na mapie imię ripperdoca przy opisie ikonki o nim. Bo tak to wiemy, że tu jest , ale nie zawsze pamiętam, który to

    - walka bronią białą - wydaje się byc trochę zbyt łatwa w stosunku do innych, zbyt mocna. Była to najmniej przeze mnie używana broń. Najmniej frajdy mi sprawiała. Ale to pewnie kwestia gustu, wile osób pewnie tylko tak walczyło.

    Co mi się nie podobało/wkurzało:

    - komunikator w grze, nosz kurwa. To jestem w stanie uwierzyć, że robił jakiś stażysta. Tak ciężko było zrobić interfejs jakiegoś byle komunikatora używanego obecnie?

    - brak ikonki nieodczytanej wiadomości.

    - nie posortowana alfabetycznie lub w jakikolwiek inny sposób lista kontaktów (no chyba, że ja nie wiem jak to zrobić)
    Na początku kiedy jest ich kilka no to spoko, ale potem jest ich kilkadziesiąt. To jest dla mnie jakiś koszmar.

    - problemy ze zbieraniem zwykłych(białych) przedmiotów albo z dronów, czy robotów. Często mi się to zdarzało. Była ikonka, ze coś jest, ale tak jakby było to schowane pod poziomem podłogi, biurka, itp. Nie wiem czy można to załatwić jedna poprawką, czy trzeba przeglądac wszystkie lokacje. Jak na razie nie jest to poprawione.

    Pewnie o wielu rzeczach zapomniałem, jak grałem to wydawało mi się że zapamiętam :)
    To jedna z niewielu gier, które mam ochotę natychmiast przejść jeszcze raz. Chyba tylko RDR2 mnie podobnie pochłonęło:. zaliczyłem dwa razy pod rząd.

    Mam też sporo odczuć, że wiele rzeczy można mocno pogłębić,np. braindance i takich rzeczy jest więcej. Także wierzę, że świat i gra będzie się rozwijać, bo według mnie podstawy są bardzo dobre.

    Moja ocena: **9.**
    Podkreślam, że oceniam sam produkt (grę), a nie działania CDPR.

    Pół punktu za ten zjebany komunikator, i 0,5 za niedoróbki, które się zdarzają.

    I pytanie: w jakimś programie promującym była mowa, że będzie można mieć kota. Ja tylko widziałem kota kilkukrotnie, którego nie dało się nawet pogłaskać. Jest w jakiejś ścieżce taka możliwość?
    pokaż całość

  •  

    #recenzja #cyberpunk2077
    W wielkich bólach przeszedłem prolog który trwał 3h. Doszedłem do momentu jak Keanu pojawia się jako halucynacja.
    Poszedłem do Chmur żeby coś tam załatwić i przy okazji musiałem załatwić całą ochronę w burdelu. Sztuczna inteligencja poraża. Serio. Gram na normalnym lvl a man wrażenie jakbym grał w project I.G.I. Kurde jest 2020 rok a takie gry niby AAA nie zapewniają podstawowej rozrywki.
    Już bardziej bałem się utopcow na początku przygody wiedźmina..
    Jestem po patchu 1.0.4 ale za stabilność gry jest dalej masakryczna. Co chwilę wywala. Musiałby by być autosave co 2 min. Kilka misji nie dało się skończyć (papież został w budynku) a ja dobijalem deal na Flatheada.
    Sprzęt to Ryzen 3700x, 32gb ram oraz rtx 2070. Gra chodzi w 55 fps. Grafika jest piękna i nie wiem jak można było zmarnować taki potencjał.
    #gry #grypc #cdp
    pokaż całość

  •  

    Wiem ze was to nie interesuje ale chce sobie popisać więc pisze moją krótką recenzje po 50 godzinach gry (jestem nolifem jezeli chodzi o gry redów). BEZ SPOILERÓW.
    Grałem na laptopie biurowym na geforce now.

    1. Jeżeli lubisz GTA5 bo fajnie rozdupcyć miasto,
    2. Jeżeli jestes mega każualowym graczem i wiedzmin Cie nie jarał w ogóle
    3. Jeżeli wszystkie cutscenki zawsze omijasz
    4. Jeżeli lubisz strzelanki i chcesz sobie postrzelać jak w CODzie
    5. Jeżeli lubisz wyścigi i furki to twoje życie
    6. Jeżeli ty w ogole nie grasz w gry ale jest hype więc włączysz
    7. Jeżeli chwilowo wyłączyli serwer w fortnite/leagueoflegends i sobie chcesz w coś szybko pyknąć

    to ta gra NIE JEST DLA CIEBIE.

    Wszystkie porówniana które są na necie do gta to jest jakiś nieśmieszny żart bo to są dwie zupełnie inny gry. Dobrze ze gta5 nie porównywali z wiedzminem bo by sie okazało że gta5 jest zajebiste a ta mechanika w wiedzminie 3 to jakas chujnia i trzeba zabrac grze wszystkie tytuły roku. Nie znam w sumie nikogo kto w wiedzminie 3 logowal sie zeby ponapierdalac sie ze straznikami i zabic kilku wiesniakow, ale widac ze jak sie da ludziom gnata do lapy, widok z pierwszej osoby, miasto i przechodniów to jedyne na co mozna wpasc to napierdalanie xD

    Jeżeli lubisz gry rpg bo ciekawi Cie fabułą, jeżeli lubisz wczuwać się w swoją postać, a w skyrimie przez tydzien to ty w sumie zyles w wiosce jako stolarz i gadales z npcami jedzac i pijac.
    Jeżeli lubisz czytać dobre książki i oglądać filmy szczególnie w jakichś cyberpunkowych klimatach w stylu altered carbon czy blade runner.
    Jeżeli znasz całą fabułe z wiedzmina na pamiec i robiles wszystkie questy poboczne.
    Jeżeli podobał Ci sie deus ex i całe to hakowanie,
    Jeżeli lubisz skradać się w deus ex czy dishonored i rozkminiac co zrobić żeby fajnie zabić.
    Jeżeli lubisz oglądać rozwijające się relacje z npcami w fajny i ciekawy sposób

    To ta gra jest dla Ciebie zdecydowanie i będziesz sie w niej bawił w chuj dobrze tak jak i ja :-)

    10/10 - na pc, poza wizualnymi bugami czy wczytaniem sejwa 2-3 razy nie uświadczyłem specjalnie bugów. Raczej norma dla gier AAA w pierwszym tygodniu po premierze chociaż zdaje sobie sprawę że na PS4 i xboxa redzi zjebali i ktoś tego dobrze nie sprawdził.

    #cyberpunk2077 #recenzja #nospoiler #gry #cdprojektred #wiedzmin3
    pokaż całość

    •  

      @Emkej95: ale tutaj też tak masz o_o Po prostu nie masz tego wprost wypisane jakąś punktacją w stylu "morality meter" przed Twoją twarzą, lol

    •  

      @MaxiimumR: Czyli mam rozumieć, że w cyberpunku też w zależności od tego jakie są Twoje czyny to również masz:
      1. Coraz większe zniżkę sklepach,
      2. Coraz większą szansę na lepszy "drop" z ciał przeciwników,
      3. Odblokowane coraz nowsze/lepsze stroje i przedmioty,
      4. Inne interakcje z przechodniami i sposób w jaki Cię postrzegają.

      Bo coś mi się nie wydaje. Nie ma co się kłócić, że w RDR2 poziom AI jest na kosmicznym poziomie względem cyberpunku, gdzie postawisz motocykl, który milimetr wystaje na ulicę i robisz korek na pół miasta, a po zabiciu przypadkowego przechodnia respią Ci się policjanci za plecami.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (30)

  •  

    W ramach odtrutki, chciałbym napisać o św. Graalu, który dziś do mnie przyszedł - Armafie CDNIM Limited Edition Parfum. Zachęcony taką oto opinią, którą ktoś wkleił na perfuforum:

    What can I say about this version?! It's AMAZING! It's not like the other Eau de Parfum, so don't confuse the two. The Limited Edition is THE CLOSEST thing to Aventus. Period. It's more Aventus than current batches of Aventus are! Literally. I haven't smelled any batches of Aventus in the last year that can compete with CDNIM Limited Edition in terms of scent profile and balance, nor projection and longevity. There's more vanilla in this version than the other EDP version, just like newer batches of Aventus, and the scent overall is much higher quality than the current CDNIM EDT version. Perfect performance, perfect projection.

    postanowiłem zamówić tego gagatka w ciemno. Porównuje go właśnie z Aventusem 19S01, którego niedawno tu rozbierałem i co mogę powiedzieć - jest lepszy od oryginału! Więcej w nim owoców, czuć porzeczkę, ananasa i wanilię, gdzieś w tle majaczy brzoza i trochę cytryny; ma taki letni wydźwięk. 19S01 jest znacznie bardziej waniliowy i ugrzeczniony, pasuje na późną wiosnę lub wczesne lato ok 20 C. Trwałość trudno mi jest ocenić, ale po tłustej plamie, którą zostawił przewiduję moc. Dodatkowo jest to najlepszy Armaf, jakiego miałem okazję poznać spośród: CDNIM sprzed 2018, CDNIM po 2018, CDNIM EDP, Milestone'a, Sillage'a i Tres Nuit - w każdym coś było nie tak: dawały syntetykami, składniki były słabej jakości, albo coś po prostu kompozycyjnie nie grało w porównaniu do oryginałów.

    Dodatkowo perfumy są bardzo fajnie zapakowane, butla nie daje tak cyganerią, jest solidna, dobrze pomalowana i ten medalik z przodu nie odkleja się (przynajmniej jeszcze nie zdążył). Mam też nadzieję, że polali 105 ml. ʕ•ᴥ•ʔ

    Myślę, że osoby, które się sfrustrowane obecnymi parametrami Aventusa (np. 10th Anniversary) i lubią owocowe batche, będą tym Armafem zachwycone; dla tych, którzy preferują starsze, dymno-brzozowe batche dobrą opcją będzie ponoć EDP:

    The EAU DE PARFUM version smells EXACTLY like my 2016 bottle! And I mean EXACTLY! I've tested them side by side over and over again and can't detect a difference. Same super smoky scent, same beastly performance, very leathery and lacking the heavy vanilla, just like the old stuff (which I liked)... the ONLY difference is that the new EDP version actually soaks into your skin! (Something the vintage stuff never did, and it would rub off on everything). So, if you're looking for the CDNIM of old, look no further, you've found it! AND - it comes in two lovely sizes! A super large 5oz 150ml bottle, and the mother of all things awesome, a HUGE 6.7oz 200ml bottle!

    Mam jego odlewkę u rodziców, ale szczerze nie pamiętam jak wypadał, chociaż z tego co pamiętam był mocno syntetyczny i cytrynowy. Zdaje się, że ktoś go rozbierał nawet tutaj. Jeżeli ktoś nie lubi cytryny i/lub syntetyków to zwykły CDNIM jest moim zdaniem spalony.

    Gdyby ktoś chciał, to będę mógł odlać 20 ml za 1,9 zł / ml; jeden gość na perfuforum się zadeklarował, ale nie odpowiada, więc gdyby się zwolniło to chętnie poleję i puszczę cebulomatem.

    A i ofc można go wyhaczyć taniej niż na Notino. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ale flaszka prezentuje się w realu równie ładnie co na załączonej fotce.

    #perfumy #recenzja #aventus
    pokaż całość

    źródło: armafik.png

  •  

    Laski, mam odkrycie roku. Wczoraj z niebieskim testowałam nowy sprzęt. Powiem wam, że nie wiedziałam, że to może tak super działać. Polecam wszystkim. Kilka programów jest. No ogólnie za 80zł będziecie miały mega doznania. Polecam wszystkim samotnym kobietkom i tym w #zwiazki. #niebieskiepaski kupujcie i się bawcie ze swoimi dziewczynami. Orgazm w minutę!
    #rozowepaski #seks #recenzja
    pokaż całość

    źródło: 1607858823372.opera.browser.jpg 18+

    +: K........s, Dacir +77 innych
Ładuję kolejną stronę...

Popularność #recenzja

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0

Archiwum tagów