Przeszkadza Ci #polityka na Wykopie?
Zarejestruj konto i sam decyduj jakie tematy chcesz wyświetlać!
  •  

    Czasem niepozorna spotkanie może zupełnie odmienić losy naszego życia, a niepozorna, lecz wyjątkowo duża kulka ryżowa stanowić początek niesamowitej znajomości.

    Tak zaczyna się przygoda niepozornego okularnika – Yutaki, “groźnie” wyglądającego Minoru oraz jego uroczego braciszka – Tane. Losowe spotkanie w parku i gigantyczna kulka ryżowa skrzyżowała ich drogi życia. Zaczęło się niewinnie, od wspólnego gotowania oraz jedzenia przygotowanych posiłków. Właśnie tak, z tygodnia na tydzień, nie dość, że wszyscy uczyli się nowych przepisów, to otrzymywali coś jeszcze: wypełnienie pustki pozostawionej w nich przez przeszłość.

    Przyznam, że manga Przy wspólnym stole zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Odkładałem ją na półkę z poczuciem, że bardzo, bardzo długo o niej nie zapomnę i w przyszłości posłuży mi jako wyznacznik poziomu jednotomówki. Zaspoileruję Wam końcowe wnioski: polecam!

    Przy wspólnym stole | Każdy posiłek ma znaczenie | Recenzja

    Tagi:

    pokaż spoiler #anime #manga #komiks #lgbt #recenzja #leniwapopkultura
    pokaż całość

    źródło: przy-wspólnym-stole-leniwa-popkultura.jpg

  •  

    The Last of Us Part II

    Ciężko się zabrać za pisanie o tej grze. Moje podejście do niej na różnych etapach rozgrywki to może nie tyle sinusoida, co, łagodnie mówiąc, bardzo mieszane odczucia.

    Od początku narzekam na cały trzon lesbijkiego związku. Tu nie chodzi o to, że mam coś do miłości dwóch kobiet. Ale od początku nie wydaje się to naturalne i opieranie dużej części gry na ich romansie było dla mnie mało atrakcyjne. Gdy podróżowały razem to narzekałem na ich miałką gadkę. Na pewnym etapie ich relacja, jak i cała gra, były dla mnie już tak obojętne, że wręcz liczyłem, że Dina kopnie w którymś momencie w kalendarz.

    Dalej srogie spojlery.

    Gdy Ellie podróżowała już sama, było lepiej. To chyba dobry moment, by ponarzekać na gameplay, a jest na co.

    Nie zliczę, ile razy ta gra doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Szczególnie, gdy zamykała cię na zamkniętej przestrzeni z wieloma przeciwnikami i trzeba było się wyuczyć na pamięć, w którym miejscu się kto pojawia, by dokładnie zaplanować odpowiednią reakcję i by za pieprzonym dwudziestym razem się w końcu udało. Grałem na normalu, a wielokrotnie miałem tego dość. Nienawidzę soulsbourne'owej rozgrywki. Nie po to są dla mnie gry wideo. Mają służyć przyjemnej rozgrywce, a nie mechanicznemu wyuczaniu się na pamięć schematów, które mogą człowieka doprowadzić do skrajnej nerwicy. Grając w Sekiro na PC prawie rozwaliłem pada waląc nim o klawiaturę. Nigdy więcej.

    Ale to tylko jeden z problemów, jakie ta gra ma z rozgrywką. Dość wyraźnie raziło mnie częste i ewidentnie sztuczne jej wydłużanie, co bywało niezwykle męczące i zniechęcało do dalszej gry. Dlatego też jej przejście mi tyle zajęło (a grę miałem na premierę) - w to po prostu mi się nie chciało grać. Niezliczoną ilość razy chciałem mieć to już za sobą i to w końcu zaliczyć. Odhaczyć, bez większej satysfakcji.

    Myślicie, że to koniec narzekania na gameplay? Nic bardziej mylnego. Mieli 7 lat na stworzenie jakiejś innowacji. A to jest ciągle to samo co w jedynce ze śladową ilością nowych elementów, które w ogóle nie wpływały na ogólne wrażenie, że gra się tak samo. Że niby fajnie, że Ellie pada na ziemię po dostaniu kulki? No niezbyt. Mnie to tylko dodatkowo wkurzało, bo w takim momencie musiała minąć pewna chwila aż można było ponownie użyć ognia. Pozycja była gorsza, głównie przez słabszą widoczność, a ucieczka mocno utrudniona. No i celowanie na padzie... Zawsze tym gardziłem i będę gardził. No ale to raczej nie wina gry, a po prostu kontrolera samego w sobie.

    Jedyne, czym można się zachwycać, to grafika. Bywa naprawdę wyjątkowo miła dla oka, a nad niektórymi widoczkami aż nie sposób było się nie zatrzymać, by je podziwiać.

    Wróćmy do fabuły. Z czasem się przyzwyczaiłem do związku Ellie z Diną. Można powiedzieć, że to zaakceptowałem. Może dlatego, że w dalszej części twórcy nie męczyli już tak gracza ich flirtem.

    Ale to, co się działo na końcowych etapach rozgrywki, to już jest jakiś stan umysłu. Ratowanie Yary było jeszcze spoko. Ale akcja z Levem, który spieprzył do ojczyzny, to jest jakaś groteska. Polazł ze względu na matkę, którą i tak zabił (xD), przez co Abby nie dość że musiała wyrżnąć w pień niezliczoną ilość Blizn... znaczy się Serafitów, to prócz tego tuziny Wilków. Ogólnie ta przeprawa przez pochłoniętą pożarem wyspę, na której walczą ze sobą dwie strony, a ty wbijasz i walisz po równo do jednych i drugich, to jest jedno wielkie "xD".

    No ale nieważne. Zapomnijmy o tym, bo szkoda to dalej komentować. Najważniejsze jest to, co było później. Nie sądziłem, że gra wywoła u mnie jeszcze jakieś wyraźne emocje poza "xD" właśnie, a trzeba przyznać, że się jej udało.

    Wczoraj pod wpływem chwili, aż musiałem zanotować:

    Kiedy Ellie trafiła na Abby myślałem, że to koniec gry. A musiałem się jeszcze męczyć wiele godzin.

    Grając Abby, w końcu doszedłem do tego samego momentu, na liczniku już ponad 24h gry.

    Jak wparowała Ellie, autentycznie zrobiło mi się jej szkoda. Pół gry się w nią wcielałem, a teraz każą mi tym babochłopem ją gonić.

    Ta gra wielokrotnie częściej mnie irytowała absurdami i męczyła, niż ruszała. To jest jeden z rzadkich momentów, gdzie faktycznie wywołuje we mnie wyraźne emocje.

    I po chwili:

    A teraz bezpośrednia konfrontacja z Ellie. Jak żyję to nie przypominam sobie żebym grając jakąś postacią kibicował z całego serca wrogowi. Dziwne uczucie.
    I jeszcze dodałem na koniec:

    Gdy się z nią biję to coś we mnie pęka. Chyba nigdy wcześniej w żadnej innej grze nie miałem tak silnego uczucia robienia czegoś wbrew swojej woli.

    To było ciekawe, trzeba przyznać. Gdy słyszałem, jak kraftuje itemy i robi pułapki na Abby, którą kierowałem, to w duchu wyraźnie się uśmiechałem, bo to samo robiłem wcielając się w Ellie. Małą, zwinną cwaniarę. Nie wiem, czy to to, co nazywają podziwem dla "przeciwnika", ale byłem z niej dumny. Zapomniałem o tym wspomnieć, ale Ellie lubiłem już w jedynce. Zawsze mi się podobała, zarówno z wyglądu jak i charakteru, dlatego też tak dziwnie się czułem będąc zmuszonym do walki z kimś, kogo darzy się wyraźną sympatią.

    To przy okazji wspomnę jeszcze o jej nowej, krótkiej fryzurce z końca gry, która jej bardzo pasowała i taka Ellie podobała mi się jeszcze bardziej.

    Już kilka razy myślałem, że ta gra się już kończy, ale tutaj znów było "nie tym razem". Czy w przypadku tego tytułu to wada, czy zaleta, to kwestia mocno dyskusyjna. Spora cząstka mnie uważa, że lepiej by było, jakby się skończyła w momencie, gdy wychowują tego gówniaka, żyjąc długo i szczęśliwie itd. itp. Ta zemsta, która i tak ostatecznie nie została dokonana, a w wyniku której Ellie straciła dwa palce - przez co nie mogła już sobie pograć na gitarze jak dawniej, nie była za bardzo potrzebna. Czy dało jej to jakieś ukojenie? Czy zmierzyła się dzięki temu ze swoimi demonami? No tak chyba średnio, na pewno nie było to warte utraty paluchów.

    Zmierzając ku końcowi i ostatecznej ocenie - po ponad połowie rozgrywki postanowiłem, że to będzie tylko siódemka. Za dużo irytujących wad, za mało frajdy. Niektóre momenty z końcowego etapu rozgrywki skłaniają mnie ku, bardzo mocno naciąganej, ale jednak, ósemce. I pozostanę może przy czymś takim, jak 8= - czyli osiem z dwoma minusami. Jeżeli przyjąć jedynie całkowite wartości od 1 do 10, to zostaję przy siódemce. Nie będzie to tytuł, który będę miło wspominał i polecał innym, więc mocna ósemka nie jest tutaj uzasadniona...

    EDIT: a, byłbym zapomniał - zabawa z pieskiem fajna ;d I to jeden z fajniejszych elementów całej gry, więc nie świadczy to o niej najlepiej...
    #ps4 #consolepeasants #thelastofus #recenzja
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    #sepecharecenzuje Iron Man (2008) (no.73)

    Wakacje z Sepechą i Marvel Cinematic Universe (1/23)

    Witam Was, Mireczki, w pierwszym wpisie z wakacyjnego cyklu na tagu. Maraton superprodukcji Marvela zaczynamy rzecz jasna od Iron Mana, czyli ponad 12-letniego już w zasadzie klasyka kina superbohaterskiego. Mimo kolejnych wiosen i kolejnych seansów – Iron Man wciąż robi na mnie niemałe wrażenie i zajmuje miejsce w ścisłej czołówce topki całego MCU.

    +Robert Downey Jr. jako Tony Stark to strzał w 10 i największy atut tego filmu. Luzak, playboy i cwaniak z gulko w nosie, ale go uwielbiam.
    +moim skromnym zdaniem jest to chyba najlepszy origin story z całego MCU. Nie zanudza, bez zbędnego patosu wprowadza w historię Tony’ego, jednocześnie pieczołowicie opisując tę niezwykłą postać.
    +fragment w jaskini to majstersztyk. Mark I wychodzący powoli z mroku to jedna z najbardziej kozackich scen w całym MCU, niech skonam. Jako zaczytany w komiksach dzieciak nawet nie marzyłem o czymś podobnym.
    +a skoro już przy tym jesteśmy, w scenie rozpirzenia czołgu wciąż mam ciary :3
    +technicznie nie zestarzał się wcale. Dużo nowsze produkcje dziś zalatują tandetą. Iron Man trzyma się świetnie. Sceny walk czy lotów z myśliwcami wciąż ogląda się kapitalnie.
    +antagonista – z pozoru banalny, dla mnie jeden z ciekawszych w uniwersum. Od początku widać, że menda, ale Bridges sprawia, że wręcz nienawidzi się tej postaci, za co duży plus
    +muzyka. Kocham ten soundtrack. Idealnie podkreśla mocny, hardkorowy klimat filmu.
    +podoba mi się fakt, że twórcy już od początku kładą fundamenty pod całe MCU (obecność Coulsona i od biedy ten Nick Fury w scenie po napisach).

    -postać Pepper Potts zawsze była drętwa, ale w IM to już ta Gwyneth zdrowo przesadziła. Absolutnie nieciekawa i mdła postać, spory minus, bo musiałem oglądać jej ryjec przez 1/5 filmu. Podobnie zasysa Terrence Howard jako pułkownik Rhodes, późniejszy Don Cheadle wycisnął z tej postaci nieco więcej.
    -co by nie mówić, finałowe starcie z Iron Mongerem to… meh ( ͡° ʖ̯ ͡°) (rozwaliłeś mi system celowniczy, szlag by cię trafił!)

    No i co mam powiedzieć, 8.5/10. Wciąż jeden z najlepszych filmów całego MCU i wręcz idealny wstęp do tej wielkiej jedenastoletniej przygody. Ma swoje wady, ale szczerze mówiąc wolę przymknąć na nie oko i cieszyć się seansem, od którego zaczęła się moja przygoda z MCU. Zdaję sobie sprawę, że byłby to przeciętniak, gdyby nie cudowny RDJ, ale no jak nie kochać tego tytułu? Był to pewnie mój dziesiąty seans, ale nawet jako dorosły już chłop wciąż jestem w stanie jarać się jak dziecko tym „piiii – jeb, piii – jeb!”. I między innymi za to pierwszy Iron Man wciąż ma ode mnie serduszko.

    #kino #recenzja #ironman #marvel #usa #komiksy #filmnawieczor #wakacje #maraton #mcu
    pokaż całość

    źródło: IronMan.jpg

  •  

    Trochę długo mi zeszło, ale potwierdzam prawilne #rozdajo użytkownika @decofire
    Jako że chwilę mi zeszło to w zamian coś w rodzaju #recenzja książki z przepisami na dania z grilla na bazie kurczaka.
    Najpierw wykonanie: książka w miękkiej oprawie, ale takiej nie całkiem miękkiej, wydruk na papierze o wysokiej gramaturze, dobrze się czyta.
    W środku jest teoria grilowania na grillu gazowym i węglowym, przepisy na sałatki, marynaty i mięsko.
    Przepisy są dość proste i pisane zrozumiałym językiem, sprawdzałem kilka i muszę powiedzieć, że niektóre połączenia smaków (np tarta marchew z tortillą i kurczakiem) w życiu by mi do głowy nie wpadły, a są dość ciekawe i smaczne.
    pokaż całość

    źródło: IMG_20200627_155053 1.jpg

  •  

    Sięgając po mangi Boys Love liczę na uczuciową, powolną i przede wszystkim realistyczną relację między dwoma chłopakami. Czyli w skrócie na to, czego brakuje mi w lwiej części romansów hetero. Na to, czym mnie ta tematyka tak naprawdę kupiła. Niestety, manga Kwiat i Królik nie spełniła moich oczekiwań i wypadał dość... miernie. Chyba że interesuje Was tylko fanserwis.

    Pan Aizawa to stały klient firmy Kaizuka. Codziennie nadaje i odbiera paczki. Pewnego dnia do jego regionu zostaje przydzielony nowy kurier – Ryota Kajiyama. Nieświadomy tego, co go czeka, puka do drzwi mieszkania 411, a jego oczom ukazuje się… facet z głową królika. Sytuacja powtarza się dzień w dzień i coraz bardziej zastanawia Ryote. Co kryje się pod tą maską? Dlaczego codziennie ma ją na głowie? I, przy okazji, czemu zamawia aż tyle paczek?! A jak każdy wie, tam, gdzie królik, musi być też romans... Czy coś takiego.

    Jest to jednak opis tylko jednej z trzech historii zawartych w tomiku. Pozostałe dwie to miłosne zawirowania pewnego pianisty i pierwsze kroki do seks-przygód dwójki licealistów. Złapcie się czegoś bardzo mocno.

    Zapraszam do recenzji mangi Kwiat i królik.

    Kwiat i Królik | Ładni chłopcy w kiepskiej mandze | Recenzja

    Tagi:

    pokaż spoiler #manga #anime #mangowpis #yaoi #homoseksualizm #lgbt #recenzja #leniwapopkultura
    pokaż całość

    źródło: kwiat-i-królik.jpg

  •  

    Największe filmowe wydarzenie na Wykopie w roku Pańskim 2020.

    Mirki i Mirabelki,
    niezależnie od tego czy właśnie piszecie matury, egzamin gimnazjalny, uczęszczacie do szkoły, a może co rano wstajecie na szychtę do Januszexu – czujcie się zaproszeni na event specjalny na moim tagu #sepecharecenzuje
    Już za nieco ponad tydzień – od piątku, 26 czerwca – rozpoczyna się maraton Wakacje z Sepechą i Marvel Cinematic Universe.
    Przez kolejne dwa miesiące na tagu cyklicznie pojawiać się będą recenzje każdego filmu z tzw. Sagi Nieskończoności, czyli wszystkich marvelowskich blockbusterów od Iron Mana, aż po Spider-Man: Far From Home, co daje łącznie 23 wpisy. Oprócz tego na tag wpadać będą również inne recenzje, więc bez obaw.
    Zapraszam do naduszenia obserwacji, wspólnych seansów i dyskusji zarówno wyjadaczy kina superbohaterskiego, jak i szaraków, którzy wcześniej MCU znali tylko z widzenia.
    Będzie się działo!

    #kino #film #mcu #marvel #maraton #recenzja #usa #oswiadczenie
    pokaż całość

    źródło: Wakacje.z.Sepecha.i.MCU.jpg

  •  

    jakiś czas temu dostałem głośnik od @SAVIO_multimedia to czas opisać jak działa:
    1. jakość dźwięku (jak na taki głośnik) jestem pod wrażeniem, że tak dobrze gra :D Trochę mało bassu ale to mały głośnik to nie ma co się dziwić ;)
    8/10
    2. wygląd / wykonanie (logo szybko odpadło)
    7/10
    3. bardzo dobry stosunek ceny do jakości
    4. zasięg bluetooth 10/10 (łapie nawet z 1 piętra)

    Ogólnie jestem mega zadowolony, robi robotę w łazience.
    Brakowało mi muzyki pod prysznicem :D

    pozdrawiam i polecam tego użytkownika

    (✌ ゚ ∀ ゚)☞

    #savio #saviorecenzje #rozdajo #audiofile #recenzja #pdk
    pokaż całość

    źródło: IMG-61225r4ju65s4jh65gf.jpg

  •  

    Pora na drugą recenzję dań ze świerszczami z #kaufland ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Na wstępie pragnę przeprosić, ale zamiast świerszczowego bolognese będą świerszczowe falafele. Zapomniałem że nie mam makaronu ¯\_(ツ)_/¯

    Przygotowanie falafeli wygląda tak, że do 100g proszku dodajemy 100ml wody, mieszamy i czekamy aż napęcznieje. Następnie formujemy z tego 6 kotlecików i pieczemy 15-20 minut w temperaturze 140 stopni.

    Jeśli chodzi o smak, to świerszcze są bardzo słabo wyczuwalne. Mąka ze świerszczy stanowi zaledwie 10% składu, natomiast 45,5% to mąka z ciecierzycy i to właśnie jej smak dominuje w daniu. Jeśli ktoś nigdy wcześniej nie jadł świerszcza to nawet się nie zorientuje że jakieś tam były. Ci co jedli, też się nie zorientują. Falafele smakują jak falafele. To danie można traktować wyłącznie jako ciekawostkę i demonstrację że odrobina świerszczy dania nie zepsuje.

    Cena: 16 zł.

    Makrosy na 100g:
    energia 410 kcal
    tłuszcze 20g (nasycone 2,3g)
    węglowodany 29g
    białko 20g

    W komentarzach więcej zdjęć.

    Poprzednia recenzja prażonych świerszczy: https://www.wykop.pl/wpis/50040177/no-hej-miraski-wlasnie-wrocilem-z-kaufland-z-torba/

    Wołam tych, co plusowali aby ich zawołać ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    @Monetkouer @tombeczka @Voltaire @Blaskun @Kojbosz @doser93 @Yuutsu @pollos @Herostrates94 @Zabcio @Ochlapto @Arean9 @Konsmetal @Herbi3000 @Badyl69 @lukaszp89 @Rymcymcymw @JaTuTylkoNaMoment @1950M @mniamrampampam @greengreq @Deromoniz @Yhymcoo @Deodatus @Demoludek @FirankowyPotwor @xomarysia

    #recenzja #swierszcze #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: 104121364_2740024622768702_3346986132647464173_n.jpg

  •  

    No hej miraski, właśnie wróciłem z #kaufland z torbą pełną żarcia ze świerszczy, zapraszam do pierwszej recenzji ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Kupiłem trzy paczki prażonych świerszczy (smaki: naturalny, czostkowy i morska sól, dostępne również "soy ginger" i chili), chleb z mąki ze świerszczy oraz jakieś żarcie w proszku z zawartością 10% świerszczy - spaghetti bolognese, falafel i hamburger.

    Jak na razie jadłem tylko te prażone. Jeśli o nie chodzi, to pomimo ich niezbyt przyciągającej aparycji, nie są jakoś szczególnie wybitne. Nie są też złe. Są średnie ( ͡° ͜ʖ ͡°). Ot, chrupiąca przekąska, może również posłużyć jako posypka. W tych naturalnych wyczuwam nutki orzechowe. Przez ich chrupkość, okruchy nóżek i skrzydełek rozchodzą się po całym języku. Na początku jest to nieco nieprzyjemne, ale można się przyzwyczaić.

    Ceny - bardzo drogie, w komentarzu zaraz wrzucę ceny.

    Czy warto? Myślę, że warto spróbować, aczkolwiek nie pobiegnę po dokładkę. Może gdyby były tańsze to wtedy tak ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    W komentarzach wrzucę zdjęcia
    #recenzja #swierszcze #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: 104430665_2625661237759893_5608485090902409046_n.jpg

  •  

    Cześć Mirki i Mirabelki. 
    Chce się pochwalić #chwalesie że dostałem sosik w rozdajo link od Mirka @jack5on
    Zgodnie z obietnicą robię małą #recenzja

    Na początek ogólne wrażenia: 
    Miłe pozytywne zaskoczenie. Bardzo fajny sosik. Wg etykiety o szerokim spektrum zastosowań. Jeżeli komuś odpowiada smak kurczaka, sos można faktycznie dodawać do wszystkiego. 

    Smak:
    Dobry, mocne 4 na 5. Sos oprócz ostrości ma smak i to całkiem ciekawy. Wyczuwalna nutka słodyczy i ostrość papryki (niestety nie wiem jakiej ale nie sądzę że jest to zwykle chili), do tego wyraźny smak pieczeni z kurczaka. Moja Różowa wyczuwa dodatkowo cytrusy, lubczyk i wędzoną paprykę. 

    Zapach:
    Wyraźny zapach pieczonego kurczaka. Może nutka wędzonki.

    Ostrość:
    Na samym początku słodycz, później smak kurczaka, na końcu ostrość. Ostrość oceniam lekko powyżej jalapeno ale niżej niż habanero. Uczucie ognia w ustach przemija jakoś po 5-10 min. Pozostawia bardzo przyjemny posmak. 

    Konsystencja:
    Dosyć rzadki. Coś jak tabasco. Gładki, bez grudek i wyczuwalnych niejednorodności. 

    Kolor:
    Ochra, ciemny bursztyn. Przyjemny. 

    Opakowanie:
    Całkiem fajne. Dobrze rozwiązane zamknięcie buteleczki. Uniemożliwia nieestetyczne zasychanie sosu na dozowniku. Pozwala na kontrolę podczas dozowania. Osobiście preferuję butelki szklane. 

    Gorąco polecam. Sosik naprawdę w smaku spełnia standardy koreańskiego ostrego żarcia. Jeżeli ktoś lubi te klimaty to sądzę że jest to obowiązkowa pozycja do spróbowania.  

    Dzięki Mirku za sos, trafiłeś w moje gusta więc #usunkonto

    pokaż spoiler #rozdajo #gotujzwykopem #ostresosy #ostrezarcie #koreapoludniowa


    Pozostałe zdjęcia w komentarzach.
    pokaż całość

    źródło: rSaved3456669365081987955.0

  •  

    Bluedio T7 vs MPOW H12

    Fizyczne:
    T7 ma fajny solidny pałąk, łatwą regulację, przyjemną gąbkę. H12 ma dość duży pałąk nawet przy minimum regulacji te słuchawki nie nadają się na małe głowy!
    T7 ma chujowe przyciski i suwaki on/off. Trzeba bardzo mocno paznokciem suwak przesunąć. I jak tandetnie wyglądają! Masakra. H12 dużo lepiej i wygodnie je się obługuje jedną ręką. Suwak od ANC swietnie sie obsluguje, a sluchawki wlaczamy i wylaczamy przyciskiem zamiast upierdliwego mikroskopijnego suwaka.
    T7 ma usb-c (rowniez do audio), H12 ma microusb+3.5mm
    T7 ma większe pady, więc dobrze obejmuje całą małżowinę. H12 daje rade, ale do wielkich uszu nie polecam.
    T7 ma płytkie pady przez co nieprzyjemny materiał naciska nam małżowinę. Dyskwalifikacja do długiego noszenia. H12 idealna głębokość.
    T7 ma sztywny pałąk, H12 można złożyć do transportu. Oba egzemplarze mają odchylane słuchawki o 90 stopni.

    ANC:
    ANC dodaje wyraznie bialego szumu, bez wzgledu na to, czy czegos sluchamy albo czy jestesmy sparowani z BT.
    W obu ANC dziala bardzo podobnie, ale H12 jest wyraznie skuteczniejsze.
    W obu moge polecic, wyraznie tlumi dzwiek w oddali przejezdzajacych aut za oknem oraz ptaków.
    Z wyłączonym ANC H12 lepiej tłumi pasywnie, ale do tego stopnia, że czujemy się jakbyśmy byli pod wodą. Kto miał zwykłe industrialne słuchawki tłumiące ten wie o co chodzi.

    Dzwięk:
    Gdy sparowane z BT H12 szumi zawsze. I do dosc glosno. ANC tylko poteguje szum. T7 szumi baaardzo delikatnie podczas grania dzwieku, tak, ze tego prawie nie slychac nawet w cichych piosenkach. ANC dodaje szumy podobnie jak w H12, lecz nie aż tak głośne. Za to są mniej gładkie i o niższej czestotliwosci. Cichsze, ale chyba trudniej do nich przywyknąć.
    Bardzo trudno mi ocenić, które grają lepiej. Mam trzecie, dobre sluchawki do porownania (HD330) i one miażdżą te obie.
    Obie pary świetnie sobie radzą z basem, ale W H12 do pierdolnięcia trzeba włączyć ANC. W T7 jest ono zawsze. Nie wiem czy to zaleta, bo playlista basowych utworow moze męczyć, jeśli ich nie skorygujemy w EQ. A w H12 wystarczy wyłączyć ANC i powraca równowaga.
    Obie pary wspierają jedynie kodek SBC.
    Opóznienie - jest dobrze - jak na SBC. aptx-LL to nie jest, a mam porównanie. Da się oglądać filmy bez problemu.

    Zasięg:
    Jest identyczny, umiarkowany. Jeśli zostawimy telefon/nadajnik BT w jednym pokoju to w przedpokoju jeszcze jest ok, ale do innych pokojów bym nie wychodził. Na pepperze ktoś płakał, ze mial problem nawet jak schowa telefon do kieszeni i zle obroci glowe. Albo ma zjebany telefon albo wadliwe słuchawki.

    Werdykt:
    Obie maja wady i zalety, ale ponieważ potrafie nie sciagac sluchawek przez wiele godzin to jak leza na glowie jest bardzo wazne. T7 odpadło na samym starcie. Wiec jesli ktos nie przymierzal i nie jest w stanie potwierdzic ze na jego uszach T7 bedzie odpowienie - stanowczo odradzam. Do tego te przyciski. Szkoda, bo USB Type-C oraz brak dodatkowych szumów przy wylaczonym ANC to duże plusy.

    #aliexpress #sluchawki #bluetooth #itemyzchin #recenzja
    pokaż całość

    źródło: IMG_20200605_184845.jpg

  •  

    Przed lekturą miałem spore oczekiwania odnośnie do Kryzysu Bohaterów. Znałem zarys fabułę, ale przede wszystkim wiedziałem, kto odpowiadał za scenariusz - Tom King. Autor takich perełek jak Vision czy Mister Miracle. Możecie więc sobie wyobrazić, jakie było moje zdziwienie, kiedy zamknąłem ostatnią stronę, a moje oczekiwania w żadnym stopniu nie zostały zaspokojone. No cóż, przynajmniej jest na czym oko zawiesić, bo kolorki ładne i dziewczyny również... Choć te ostatnie aż może do przesady.

    Po więcej szczegółów zapraszam do tekstu. Musicie jednak wiedzieć już teraz, że sam komiks nie jest najwyższych lotów.

    /Krzysiek

    Kryzys bohaterów | Zmarnowany potencjał na świetny komiks

    Tegi:

    pokaż spoiler #komiks #komiksy #dc #harleyquinn #batman #superman #recenzja #popkultura #leniwapopkultura #egmont
    pokaż całość

    źródło: Kryzys-bohaterow.jpg

  •  

    RECENZJA: Alix Senator – tom 3 (Cykl Trucizn)

    „Alix Senator, tom 3: Cykl TruciznAlix Senator – tom 3 (Cykl Trucizn)” to trzecie wydanie zbiorcze komiksu, w którym tytułową rolę pełni Alix Grakchus, przyjaciel cesarza Oktawiana Augusta. Tym razem w pięknie oprawionej pozycji znajdziemy dwie fabuły: „Miasto Trucizn” oraz „Widma Rzymu”.

    Dla przypomnienia dla osób, które nie są bardzo zaznajomione z komiksem, tom trzeci jak i wcześniejsze pierwszy oraz drugi są kontynuacją przygód Alixa – postaci, którą wymyślił i stworzył Jacques Martin w 1948 roku. Autor przedstawił historię galijskiego chłopca, który trafia do niewoli rzymskiej, następnie zostaje usynowiony przez bogatego Rzymianina, by z czasem stać się wiernym sojusznikiem samego Juliusza Cezara. Jak możemy przeczytać we wstępie do tomu 1, w 2012 roku pojawił się pomysł wznowienia przygód Alixa, już jako dorosłego mężczyzny. Autorem fabuły jest Valérie Mangin, a wszelkie rysunki powstały ręką Thierry’ego Démareza.

    Tak jak wspomniałem do tej pory w Polsce wydano nowe przygody Alixa w dwóch tomach, gdzie łącznie znajdowało się 7 odrębnych części fabuły. W najnowszym trzecim tomie, znajdziemy dwa wątki.

    Przechodząc do najnowszej pozycji. Podobnie jak w przypadku części pierwszej i drugiej Czytelnik otrzymuje bardzo dobrze wydany album z niezwykle dokładnymi i pięknymi ilustracjami. Z racji na fakt, że w młodości niezwykle interesowałem się komiksami, możliwość przeczytania i przejrzenia takiego dzieła – dodatkowo z fabułą w świecie antycznym – jest dla mnie ogromną przyjemnością.

    Fabuła, podobnie jak w poprzednich częściach, jest niezwykle tajemnicza, mroczna, krwawa oraz brutalna. W pierwszej części Alix wraz ze swoimi towarzyszami: synem Tytusem oraz przyjacielem Enakiem trafiają na dwór Nabatejczyków, gdzie trwa cicha rywalizacja o tron w Petrze. Nie brak tutaj także konfliktu natury miłosnej. W drugiej części bohaterowie trafiają z powrotem do Rzymu, gdzie mają miejsce tajemnicze mordy, o które oskarżani są trędowaci. Alix ponownie postanawia rozwikłać zagadkę, która zaprowadzi ich do zaskakujących informacji.

    Mimo, że fabuła nie uwzględnia dużo postaci historycznych, nie przeszkadza to w odbiorze treści. Dialogi są ciekawe, a mnogość elementów magii, sekty czy tajemnicze zjawiska sprawiają, że Czytelnik z ciekawością śledzi dalsze losy bohaterów. Tak jak i w poprzednich częściach, na zakończenie cyklu możemy liczyć na zbiór ważnych i ciekawych informacji odnośnie wydarzeń, miejsca oraz czasu, kiedy toczy się fabuła. Z pewnością taki dodatek trzeba ocenić tylko bardzo dobrze.

    Podsumowując, kolejna część polskiego wydania komiksu o Alixie jest naprawdę bardzo dobra. Wartość historyczna, jakie niosą dodatki pod koniec części, wartka akcja oraz piękne ilustracja są wyjątkową ozdobą. Każdy kto miał możliwość zapoznać się z wcześniejszymi tomami, powinien przejrzeć także część trzecią.

    https://www.imperiumromanum.edu.pl/recenzje/alix-senator-tom-3-cykl-trucizn/

    #rzym #antycznyrzym #imperiumromanum #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #rzym #ciekawostki #venividivici #ksiazki #recenzja
    pokaż całość

    źródło: jpg.jpg

  •  

    Jak już wiecie lubię ostre papryki i ostre jedzenie, będąc na wsi znalazłem taką konserwę.
    No to trzeba przetestować, wiem że brak zdjęcia po otwarciu ale przed konsumpcją. Zapomniało mi się, będzie następnym razem bo uwielbiam testować takie nowości.

    MINUSY
    -to jest zwykła makrela
    -jalapeno występuje w plastrach x4-5 i to tylko w miejscu otwierania konserwy (coś jak okienko a'la krakowski kredens czekolada z żurawiną)
    -niby to makrela z jalapeno w białym occie winnym a jest to makrela z olejem
    -octu nie ma wylizalem puszkę i no nie ma
    -pewnie drogie (pewnie bo zwykła makrela z tej firmy kosztuje ok 5-6zl a to pewnie z 7-8)
    -rozczarowuje po otwarciu
    PLUSY
    -ma śladowe ilości jalapeno
    -jakość ogólnie na plus w porównaniu do takiego graala

    Podsumowanie.
    Nie polecam, jak nie czytasz składu to tylko się rozczarujesz, dlatego czytaj skład!
    Jalapeno 6%, ocet 3%, no chujnia. Ale na etykiecie wywalone MAKRELA Z JALAPENO I OCTEM WINNYM. Mnie to srogo rozczarowało, pikantność oceniam na poziomie musztardy sarepskiej z kamisa.
    Cena - nieznana bo ja tego nie kupiłem i więcej nie kupię, pewnie drogie gówno.
    Smak no ryba trochę pikantna w oleju, ale nic więcej.
    Plusem jest to że pojawia się coraz więcej produktów z dodatkiem/na bazie ostrych papryk. Będzie lepszy wybór i to dalej jest niszowy kierunek w spożywce.
    #chilihead #jedzenie #ostrezarcie #kuchnia #recenzja
    #jedzzwykopem
    pokaż całość

    źródło: IMG_20200526_004423.jpg

  •  

    W ofercie Wydawnictwa Elemental pojawił kolejny - już trzeci - tom wybitnego komiksu ALIX SENATOR. Jest to kontynuacja przygód w świecie rzymskim Alixa – postaci, którą wymyślił i stworzył Jacques Martin w 1948 roku

    Poprzednie tomy 1 i 2 oraz najnowszy 3 są fantastyczną kontynuacją życia chłopca w wieku dorosłym.

    Tym co jednak przede wszystkim zachwyca to fantastyczne wydanie i piękne ilustracje, które potrafią naprawdę zachwycić. Dodatkowym atutem jest duża ilość wiedzy historycznej, z jaką Czytelnik ma do czynienia między kolejnymi rozdziałami.

    Dla zainteresowanych recenzja wcześniejszych tomów:
    https://www.imperiumromanum.edu.pl/recenzje/alix-senator-tom-1-i-2-cykl-drapiezcow-i-kybele/

    Zakupić komiks „Alix Senator, tom 3: Cykl Trucizn” można tutaj: https://www.bestcomics.pl/alix-senator-wydanie-zbiorcze-tom-3-cykl-truci,3,120,9341

    Gorąco polecam! Niebawem na portalu pojawi się także recenzja trzeciego tomu :)

    #rzym #antycznyrzym #imperiumromanum #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #rzym #ciekawostki #venividivici #komiks #recenzja #ksiazki
    pokaż całość

    źródło: jpg.jpg

  •  

    W ofercie REBIS dostępny jest nowy tytuł dla pasjonatów historii antycznego Rzymu - „Chwała Rzymu. Jak tworzyło się Imperium” autorstwa Anthony’ego Everitta. Jest to pasjonująca opowieść o tym, jak z małej osady nad Tybrem Rzym przekształcił się w imperium, które zmieniło oblicze świata.

    Anthony Everitt przedstawia wciągającą, a przy tym rzetelną naukowo opowieść o drodze Rzymu do chwały, pełną ważnych lekcji dla naszej epoki.

    Gorąco polecam pozycję, której recenzja znajduje się tutaj: https://www.imperiumromanum.edu.pl/recenzje/chwala-rzymu-jak-tworzylo-sie-imperium/

    Książkę można zakupić z kolei tutaj: https://www.empik.com/chwala-rzymu-jak-tworzylo-sie-imperium-everitt-anthony,p1239568534,ksiazka-p

    #rzym #antycznyrzym #imperiumromanum #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #rzym #ciekawostki #venividivici #recenzja #ksiazki #rebis
    pokaż całość

    źródło: 1080x1080_chwała-rzymu.jpg

  •  

    RECENZJA: Chwała Rzymu. Jak tworzyło się Imperium

    Książka „Chwała Rzymu. Jak tworzyło się Imperium” autorstwa Anthony’ego Everitta to pozycja opowiadająca dzieje państwa rzymskiego od założenia Rzymu po triumf Pompejusza w roku 61 p.n.e. Autor w książce skupia się nie tylko na legendach oraz faktach historycznych, ale i prowadzi rozważenia na temat drogi oraz rozwoju „Wiecznego Miasta” w kierunku Imperium obejmującego wszystkie brzegi Morza Śródziemnego.

    Jak udało mi się wyczytać ten brytyjski autor do tej pory napisał kilka biografii antycznych, w tym Cycerona, cesarza Augusta czy Hadriana. Wykładał na Nottingham Trent University oraz specjalizuje się w kulturze Europy. W jego twórczości wspomnieć możemy także właśnie przedstawianą „Chwałę Rzymu” oraz „Chwałę Aten”, która z kolei opowiada losy greckiego miasta-państwa, którego cywilizacja i dokonania miały wpływ na cały obszar Morza Śródziemnego. Osobiście autor nie był mi dotychczas znany i nie miałem możliwości czytać jego pozycji; z tego też względu z większym zainteresowaniem sięgnąłem po książkę, wydaną przez wydawnictwo REBIS.

    Głównym założeniem autora nie było stawianie unikalnych hipotez i prowadzenie opisu historii Rzymu podyktowanego konkretną tezą. Pan Anthony Everitt postanowił przedstawić losy Rzymu od jego samych początków po połowę I wieku p.n.e., kiedy to supremacja Republiki w świecie antycznym była już niezaprzeczalna. Poznajemy legendarne oblężenie Troi i ucieczkę Eneasza do swojej nowej ojczyzny. Autor wielokrotnie podkreśla przywiązanie antycznych Rzymian do Troi, miejsca skąd mieli się wywodzić. Poruszone zostają także inne legendy i opowieści, które pozostawili nam dziejopisarze – historia braci Romulusa i Remusa (potomków Marsa), porwanie Sabinek, rywalizacja Horacjuszy i Kuracjuszy czy panowanie większości królów Rzymu. Trzeba przyznać, że autor bardzo przyjemnie i zrozumiale opisuje wydarzenia oraz założenia mitów, a treść ubarwiona jest licznymi cytatami z głównych źródeł antycznych.

    Oczywiście autor nie tylko poświęca się mitycznym początkom państwowości rzymskiej, ale i uzupełnia je o prawdopodobne lub pewne historyczne fakty, które determinowały kolejne losy Rzymu. Kolejne postaci legendarne lub historyczne ujęte są w sposób kompleksowy, chwytając niezbędnych aspektów dla fabuły. Język nie jest przepełniony naukową nomenklaturą, a historia jest opowiadana w sposób zrozumiały, co pozwala zgłębić treść praktycznie każdemu – nawet osobie nie będącej na „co dzień” z historią antyczną.

    Poznajemy Rzym, który z małego miasta-państwa rozrasta się do ważnego podmiotu politycznego w środkowej Italii. Wszelkie konflikty wewnętrzne oraz zewnętrzne udaje się rozwiązać w sposób pokojowy, albo siłowy – zawsze jednak z korzyścią dla państwowości rzymskiej. Wybuch I wojny punickiej prowadzi Rzym ku nowej roli – hegemona na Morzu Śródziemnym. Z czasem Rzym staje się rozjemcą konfliktów i angażuje się politycznie oraz wojskowo na nowych terenach. Finalnie, ambitni politycy i wodzowie oraz kolejne zwycięstwa prowadzą Rzym na szczyt, czego ukoronowaniem jest objęcie władzy przez Oktawiana Augusta i ugruntowanie w praktyce nowego systemu władzy.
    Przechodząc do konstrukcji książki – pozycja posiada wstęp, w którym autor określa zasady, jakie stosuje przy nazewnictwie, określaniu postaci oraz datowaniu. Czytelnik w książce ma możliwość zapoznania się z trzema mapami oraz planem ścisłego centrum antycznego Rzymu. Co więcej, w środkowej części znajdziemy zdjęcia ukazujące interesujące obiekty i obrazy, które nawiązują do ważnych wydarzeń z historii Rzymu. Jest to naprawdę przyjemny dodatek, który wraz z mapami bardzo przyjemnie uzupełnia książkę i treść. Na końcu książki znajdziemy także tablicę chronologiczną, przypisy, bibliografię, opis źródeł historycznych oraz indeks, co dodaje profesjonalizmu pozycji.

    To co jednak może przeszkadzać jest mała ilość dat w treści. Niekiedy powoduje to sytuacje, że akcja wymyka się z chronologii i Czytelnik może się pogubić.

    Mimo obszernej tematyki mogę śmiało stwierdzić, że książka jest wartościową pozycją. Czytelnik otrzymuje w swoje ręce profesjonalnie napisaną i wydaną książkę, która pozwoli prześledzić zmiany – zgodnie z naukowym podejściem – jakie następowały w państwie rzymskim na przestrzeni wieków. Poza legendami i antycznymi historiami, które ubarwiają fabułę, poznajemy liczne fakty i analizę wydarzeń historycznych. Z pewnością książka jest godna polecenia.

    https://www.imperiumromanum.edu.pl/recenzje/chwala-rzymu-jak-tworzylo-sie-imperium/

    #rzym #antycznyrzym #imperiumromanum #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #rzym #ciekawostki #venividivici #recenzja #ksiazki
    pokaż całość

    źródło: chwala-rzymu-jak-tworzylo-sie-imperium-b-iext57602687.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Jestem legendą (2007) (no.70)

    Jakiś czas temu odświeżyłem sobie jeden z moich ulubionych filmów sci-fi z genialnym (i jak dla mnie wciąż za mało eksploatowanym) motywem ostatniego człowieka na Ziemi. Jestem legendą obejrzałem po raz pierwszy jako dzieciur. Pamiętam, że wywołał wtedy na mnie ogromne wrażenie - rozpamiętywałem go w nieskończoność, nocne potyczki Willa z hordami Poszukiwaczy Ciemności stały się przedmiotem niezliczonych koszmarów sennych i wreszcie postanowiłem napisać swoją pierwszą recenzję – jeszcze długopisem i w niewielkim zeszyciku… i to z taką ilością błędów ortograficznych, jaką teraz popełnia przeciętny Wykopek :D Ale przejdźmy do rzeczy, bo słońce zachodzi.

    +Will w roli Neville’a to strzał w 10. Gołym okiem widać ogromne zaangażowanie Smitha, podoba mi się np. jak w niektórych kwestiach pokazuje skrajne wyczerpanie psychiczne (What the hell are you doing out here, Fred? ;))
    +o ile CGi wampirów jest cienkie (nawet jak na 2007 rok), tak na widok opustoszałego miasta wciąż opada szczęka. Fantastyczne i bardzo klimatyczne ujęcia postapokaliptycznego Nowego Yorku
    +mnóstwo scen, które na lata wryły mi się w pamięć, chociażby fragment ze wspomnianym Fredem, Will leżący z psem i karabinem w wannie, podczas gdy w tle słychać narastające jęki i wrzaski wampirów albo scenę, w której wspomniane bestie biegną bez słowa do manekina, a kamera trzyma się z tyłu. Miodzio.
    +no i obserwowanie codziennej rutyny Neville’a – polowanie, zbiór warzyw i wizyta w wypożyczalni kaset. Chociaż trzeba przyznać, że Charlton Heston w Człowieku Omedze bawił się lepiej i np. odpalał nagrania archiwalnych koncertów w kinie
    +podoba mi się relacja Roberta z Sam. Nie jest to parę dialogów dla zasady, ale namacalna przyjaźń, szczególnie w scenie… wiecie jakiej (╯︵╰,)
    +muzyka – bardzo klimatyczna i podkreślająca przygnębiający klimat filmu, mocny plus
    +w kwestii m.in. udźwiękowienia Jestem legendą to perełka!
    +dbałość o szczegóły fajnie buduje tu realizm całego obrazu. Przykładowo – w scenie plądrowania mieszkania w poszukiwaniu zapasów Will otwiera drzwi lodówki, na której widnieją wycinki gazet. Widnieje tam ostrzeżenie przed zakażonymi psami, które mogą wyłazić już o zmierzchu. I faktycznie, niedługo później psiory wyłażą, choć nie zapanował półmrok. Mała rzecz, a spostrzegawcze oko się ucieszy.

    -zakończenie zawsze otwiera mi nóż w kieszeni i nie mogę go przeboleć. Wolę rzecz jasna alternatywny koniec, z bardziej ludzką postacią Alfy. No, ale tak to jest w życiu, pojawia się samotna madka i poczciwy Miras prędzej czy później idzie do piachu (╯︵╰,). Nawiasem mówiąc, twórcy mogli zaimplementować jeszcze ciekawsze zakończenie wprost z oryginalnej powieści :)

    No i co mam powiedzieć, 8/10. Jestem legendą to jeden z tych filmów, do których co jakiś czas wracam. Zarzuca mu się wiele, ludzie nie mogą przeboleć kiepskiej kreacji wampirów, ale dla mnie obraz Francisa Lawrenca nawet dziś, po ponad 13 latach od premiery, stanowi jedną z najlepszych produkcji w swoim gatunku. Nawiasem mówiąc, w scenie wejścia do budynku za pieskiem wciąż mam chęć narobić w nachy…

    #kino #film #horror #scifi #recenzja #filmnawieczor #willsmith #jestemlegenda #usa
    pokaż całość

    źródło: sepecha.i.will.dwa.ziomki.jpg

    •  

      w pierwszym MIB.

      @Sepecha: To tak, to i Bad Boys to są role dla niego, sprawdza się idealnie - ma charyzmę i ekspresję.

      robić parodię Tommyego Wiseau?

      Po co od razu skrajności. Price przekazał wszystko - szaleństwo na granicy obłędu, samotność, ale też determinację. To jest prawdopodobnie jego najlepsza rola, a miał wiele wybitnych. Heston to inna bajka, zupełnie inny koncept filmu. Smith natomiast praktycznie nie gra, po prostu snuje się.

      No nie mów, że w Siedmiu duszach nie zagrał świetnie...

      Witamy na polu minowym xDDDD

      "7 dusz" to jeden z najgorszych filmów, jakie widziałem, nie wiem, czy nie jeden z najgorszych w historii kina. W przeciwieństwie jednak do filmów, które nie wyszły bo za mało talentu, nie przekuto wizji w produkt itd., ten jest katastrofą, bo jest dokładnie taki, jak reżyser sobie zaplanował. Serio. Jak to ładnie ujął recenzent filmwebu - emocjonalna pornografia. Szantaż emocjonalny na poziomie przedszkolaka, który drze i ryczy, kiedy nie ma zabawki. Pretensjonalne, bełkotliwe, pompatyczne i bezmyślnie głupie. Smith tutaj daje idealny pokaz, jak bardzo gówniany aktorem dramatycznym jest - zaciśnięta, kamienna twarz męczennika SOMUCHSUFFERING WWOOOOO XDDDDD - ryj wykrzywiony, jakby zeżarł worek fety.
      Przez cały film się śmiałem, tak bardzo tandetne było. A scenę w wannie oglądałem z podłogi. Muszę kiedyś odświeżyć, bo to unikatowa komedia. xD
      pokaż całość

    •  

      @Nieszkodnik Kilkanaście godzin wystarczyło. Chłop elegancko się zabezpieczał, pozbywał zapachu, pilnował wychodzenia i wracania w odpowiednich godzinach (z dokładnością co do minuty), żeby nie być na zewnątrz przed lub po zachodzie słońca, a tu nagle zjawia się baba. I co? Pierwsze co robi, to wjeżdża mu na chatę, gdy obserwują ją wampiry, potem wyżera Mirasowi bekonik, a na koniec kitra się w szybie wentylacyjnym, a beciak białorycerz oddaje życie za nią i za bombelka. I to w imię czego? Szczepionki na wirusa Krippin? Ciekawe jak ją zbadają i skopiują mieszkańcy obsranej osady, gdzie głównie kopią kartofle. Echh, takie życie jest parszywe. pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Siema Mirki i Mirabelki,

    Na kanale jest nowa wrzuta, #recenzja #gry na #nintendo entertainment system lub jak kto woli #pegasus , która swoją premierę miała rok temu i jest to produkt w 100% komercyjny i nowy.

    Zapraszam do oglądania i komentowania :)

    Micro Mages - Gra która byłaby w Top 10 gier na NESa - niestety wydana 37 lat za późno https://youtu.be/SyTDH255wZ8

    #nes #retrogaming #gaming #youtube
    pokaż całość

    źródło: IMG_0454.JPG

  •  

    #philips #oneblade #golenie #zakupy #technologia #recenzja Nie polecam Philips One Blade Pro w cenie około 280zł. Najlepsze na końcu.

    1. Z założonymi nasadkami grzebieniowymi nic sobie nie ogolisz, nie łapie włosów praktycznie na każdej długości. Siedziałem nad połową brody godzinę, z 15mm chciałem zgolić na 7mm. Wziąłem starą chińską maszynkę do włosów starego i całą brodę do końca zrobiłem w 3 minuty.
    2. Bez nasadki lepiej, można sobie poprawnie wykonturować brodę ale na pewno nie na gładko jak klasyczną "jednorazówką" i na pewno nie z taką kontrolą.
    3. Jak masz grube włosy to w ogóle zapomnij o jakimkolwiek goleniu.
    4. Jeżeli chcesz żeby to działało tak jak opisuje producent to musisz mieć włosy na brodzie i ciele jak 15 latka tam na dole, a raczej meszek a nie włosy.
    5. Praktycznie po jednej "próbie golenia" ostrze już się stępiło.

    pokaż spoiler **6. To takie co widzicie na reklamach między ostrzami, taka kratkowana powierzchnia, która wydaje się dodatkową powierzchnią golącą to jest atrapa XD to jest po prostu naklejka lub coś w tym rodzaju.**


    Zmieńcie moje zdanie.
    pokaż całość

    źródło: satysfakcja.stati.pl

  •  

    Mirki jestem właśnie po próbie 6 różnych smaków Draży firmy Skawa. O to recenzja którą przygotowałem:
    A) apacz(pomarańczowe)- smakuje jak olejek pomarańczowy dodawany do ciast i jedząc je czuje się dosłownie jakbym ów olejek pił. Jedzenie ich jest katorgą. Myślę, że są masowo sprowadzane do Korei Północnej i używane podczas tortur na więźniach w tamtejszych obozach. 1/10

    B) Księżniczka(jogurt truskawkowy)- jeżeli miałbym porównać je w smaku do innego produktu to byłoby to mleko truskawkowe, lecz ich smak jest o wiele słabszy. Są o wiele lepsze od gówna wyżej, ale jedzenie ich w większych ilościach niż kilka jest męczące. Mimo tego oraz faktu, że są babskie to niektórym osobą mogą przypaść do gustu. 5/10

    C)Wiking(kakaowe)- nadszedł czas na smak, którego byłem najbardziej ciekaw. Niestety nadszedł również smutek i niedowierzanie. Na początku zapach. O ile u księżniczek atakował nas przyjemny zapach, który jednoznacznie wskazywał na ich smak, to u Wikingów można wyczuć nie przyjemny zapach. Ciężko jest mi go określić, coś między gównem, podeszwą buta, a kawą. Po zapachu możemy pomyśleć, że mamy do czynienia z N̶e̶s̶q̶u̶i̶k̶a̶m̶i̶ gównem królika. Kiedy jednak spróbowałem przypomniał mi się smak tanich wafelków kupowanych na kilogramy w sklepiku osiedlowym, lecz podobnie jak u poprzednika ten smak jest słabszy. Wystawią taką ocenę że względu na to, że danie tym drążą oceny niżej byłoby pochwałą dla Draży Apaczy. 3/10

    D)Rzymianie(orzechowe)- przy próbowaniu tych draży miło się zaskoczyłem. Nauczony poprzednimi próbami nastawiałem się na kolejny niedobry słodycz, a to Rzymianin zaskoczył mnie swoim dobrym smakiem. Najłatwiej przyrównać mi go do masła orzechowego, z tym że słodkiego i o nie mocnym smaku. Są to jedyne póki co draże, które byłbym w stanie zjeść całe. 7/10

    E)Marynarze(śmietankowe)- nooo proszę państwa. Mamy teraz tylko do czynienia z klasykami. Na pierwszy ogień idą s̶p̶e̶r̶m̶i̶a̶r̶z̶e̶ marynarze. Z początku atakują nas intensywnym śmietankowym zapachem co jest na plus. W smaku mógłbym porównać je do śmietankowego Big Milka. Jedzenie ich to czysta przyjemność i widzę dlaczego panuje taki ich kult. 8/10

    F) K̶u̶r̶w̶i̶a̶r̶z̶e̶Korsarze(kokosowe)- w dzisiejszej recenzji mamy do czynienia z happy endem, ponieważ korsarze to 70g czystego szczęścia opakowane w malutkiej plastikowej torebce. Po otwarciu można poczuć zapach podobny do gorzkiej czekolady, a po spróbowaniu mamy do czynienia z kokosowym złotem. Polecam z całego serduszka. 9/10

    #recenzja #draze #gownowpis #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

  •  

    recenzja kapci (które miały być) Xiaomi ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    A nie są ...

    -----------------------------------------
    ➡️Śledź mój tag #sebeksspoleca i Moje recenzje ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    -----------------------------------------

    kapcie, które miały być Xiaomi
    ⏩6.99$
    ▶️Dostawa za darmo

    Potrzebowałem kapci ( ͡° ͜ʖ ͡°) Wiedziałem, że Xiaomi ma kapcie, więc poszukałem na Ali. W sumie nie przyglądałem się jakoś mocno i nie wczytywałem. Jak Xiaomi to będą dobre ( ͡° ͜ʖ ͡°) Zamówiłem. Sklep wyglądał legitnie, sporo zamówień. Tytuł oferty: kapcie Xiaomi Youpin.

    Ale nie przyszły kapcie Xiaomi. Na metce były same chińskie krzaczki. Początkowo nawet różowej próbowałem tłumaczyć, że to ekosystem Xiaomi i kapcie są super ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ale potem zobaczyłem, że sklep w międzyczasie zmienił tytuł oferty i już nie jest napisane Xiaomi. Kupiłem zwykle chińskie kapcie... ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Trochę niesmak...

    Same kapcie, no cóż. Jak gumowe basenowe klapki z Pepco za 10zł (jak to określiła rôżowa) ( ͡° ͜ʖ ͡°) Rozmiar (długość) w miarę ok. Trochę ciasne.

    W sumie chodzę w nich nawet trochę, bo teraz w dobie wirusa nie będę biegał po sklepach i szukał kapci. Ale nie polecam, nic szczególnego ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Może z logo Xiaomi bym je lepiej ocenił ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Aha, założyłem spór.

    #xiaomi #prawiexiaomi #aliexpress #itechyzchin #chinskiecuda #recenzja

    pokaż spoiler https://pl.aliexpress.com/item/4000259003385.html?
    pokaż całość

    źródło: FB_IMG_1588483594028.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Wstrząsy (1990) (no.69)

    Dziś, Mirki i Mirabelki, cofamy się trzy dekady wstecz, do upalnej i dusznej Nevady, gdzie Kevin Bacon i Michael Gross napieprzają się ze słusznych rozmiarów czerwiami. Tak, dokładnie – to Wstrząsy! Film należący do klasyki gatunku i z pewnością znany większości z Was, ale warto go sobie przypomnieć.

    +klimat to chyba najmocniejsza karta tego filmu. Najlepiej oglądać go w środku lata, bo to właśnie na upalnej pustyni dzieje się cała akcja. A ta znów dzieje się na przemian w nocy i w dzień, co daje bardzo fajny efekt i nie tak łatwo się tą prostą historią zapchać.
    +Kevinek rzecz jasna na plus, ale to postać Barta Gummera jest szczerym złotem – i jak po latach okazuje – jednym z głównych filarów wciąż rosnącej serii. Wiejski Rambo ze strzeleckim zapałem Andersa B. Jak go nie kochać?
    +humor. Wstrząsy nie udają poważnego kina grozy i za ten brak sękatego kawałka drewna w odbycie cała seria ma u mnie ogromnego plusa. Nawet obecnie twórcy tej serii tworzą nowe części i ewidentnie bawią się swoimi pomysłami. Nie zdziwiłbym się, gdyby Wstrząsy 10 były w kosmosie – z odległym potomkiem Gummera.
    +muzyczka – czilowa i bardzo westernowa, na plus dla klimatu filmu
    +kilka nieźle pomyślanych scen i efektów, które ograniczał budżet, a wyszły całkiem miodnie. Miła odmiana od tego typu horrorów z potworami robionymi na szybko w Paincie.

    -historia, co by nie mówić, jest bardzo prosta i przewidywalna. Cała seria opiera się niestety na jednym schemacie – spotkanie z robakiem, nacoorwianie w robaki, przy ostatnim sprawy się komplikują. I tak w koło Macieju.

    No i co mam powiedzieć, 6/10. To zdecydowanie najlepsza odsłona serii (może poza westernowym Początkiem legendy, który również bardzo przyjemnie się oglądało). Seans mogę polecić na wieczór mniej ambitnego, acz satysfakcjonującego kina. Zachęcam też do nadrobienia całej serii, która jest pomieszaniem kija i marchewki, ale jak dla mnie warto. W tym roku ma wyjść siódma odsłona :3 Największe filmowe sagi się chowają.

    #kino #horror #wstrzasy #tremors #usa #nevada #klasyka #recenzja #film #filmnawieczor
    pokaż całość

    źródło: Wstrzonsy.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Ona (2013) (no.68)

    Ona to wbrew pozorom nie romans o miłości człowieka z systemem operacyjnym, ale przede wszystkim film, który wiele uwagi poświęca ludziom, relacjom między nimi, jak również zupełnie rozbieżnym uczuciom towarzyszącym każdemu z nas – miłości, samotności i niepewności. Spike Jonze rzuca swoim scenariuszem światło na przedziwny paradoks – jak często usiłujemy uciec od samotności, jednocześnie oddalając się od drugiego człowieka.

    +świat w filmie mnie przeraża, a to dlatego, że jest tak realistyczny. Tłumy ludzi, ale każdy mruczy do siebie, czaty głosowe samotnych dusz, listy z życzeniami pisane na zamówienie. Jakoś w tym wszystkim tracimy na człowieczeństwie. I najgorsze, że praktycznie to odzwierciedlenie obecnych czasów.
    +a jednocześnie nie jest to dystopia, bo na plaży wciąż spędzają czas (offline!) tysiące osób, a film sam podsuwa nam obrazy szczęśliwych rodzin, które obserwuje bohater
    +wspaniały występ Joaquina Phoenixa jako rozdarty w sobie, ale i zagubiony samotnik, który obawia się związku z systemem, a jednocześnie boi zamknięcia wieloletniego związku. Bardzo ludzka, świetnie napisana postać. Nietrudno się utożsamić.
    +film stara się nakreślić proces rozwój i związane z ewolucją rozterki systemów. Miejscami lepiej, miejscami gorzej, ale plus za same starania.
    +głos Scarlett Johansson w tle (。◕‿‿◕。)
    +w sumie to piękna i napawająca szczególnym uczuciem scena finałowa, idealne zwieńczenie tak wartościowej produkcji
    +a od strony technicznej, to od groma tu pięknych, długich i pełnych melancholii ujęć z akompaniamentem cudownej muzyki. Miło popatrzeć i posłuchać.

    -kilka baboli i głupot w scenariuszu. Wiążą się z tytułową Samanthą, ale nie umiem używać tych piekielnych spoilerów na wykopie. Można napisać na priv albo w komentarzu, a kto nie widział, to sam niech obejrzy i dostrzeże ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    -Poświęciłbym trochę więcej czasu na postać graną przez Amy Adams. Myślę, że scenariusz tylko by na tym zyskał. Ale to maleńki minusik.

    No i co mam powiedzieć, 8/10. Uderzająco realistyczna, a przy tym przygnębiająca wizja niedalekiej przyszłości człowieka – nie ludzkości, a szarej, pojedynczej jednostki, przeciętnego zjadacza chleba. Her odbieram jako swego rodzaju filmowy traktat filozoficzny o naturze każdego z nas. Traktat, który stawia pytania, nad którymi można dywagować, ale do odpowiedzi najpewniej nie dojdziemy nigdy. Sam tytuł bardzo serdecznie Wam polecam, to jeden z tych filmów, który mocno chwyta za gardło, ale warto się z nim zmierzyć.

    #kino #dramat #melodramat #film #filmnawieczor #recenzja #joaquinphoenix #usa #recenzja #her
    pokaż całość

    źródło: smutny.joker.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Co robimy w ukryciu (sezon I) (2019) (no.67)

    Połączenie paradokumentalnego stylu The Office i niepowtarzalnego poczucia humoru Taiki Waititiego to przepis na niemal 100% sukces. Zachwycony krótkometrażową i pełnometrażową wersją What we do in the shadows, sięgnąłem po pierwszy sezon serialu o tym samym tytule. I nie zawiodłem się. To działa, działa!

    +forma niezmiennie bawi. Każdy odcinek to dzień (a raczej noc) z życia wampirów. Są popijawy, nocne burdy na Manhattanie, a nawet domowe orgie. Ogląda się to kapitalnie i z niegasnącym zaciekawieniem.
    +stylizacja na dokument wciąż działa. Na plus bardzo częste interakcje z ekipą filmową.
    +rozszerzanie uniwersum WWDITS, poznajemy nowe klany wampirów i watahę wilkołaków, a historia zgrabnie zazębia się z „materiałem” o Viago, Deaconie i Vladislavie.
    +sporo kapitalnie napisanych postaci i równie ciekawych relacji między nimi. Jest chociażby kilkusetletnie małżeństwo czy wrukwiający wszystkich wampir energetyczny.
    +świetne i pełne różnorakiego absurdu dialogi
    +humor - w sporych ilościach, ale bez męczącego natłoku. Poza tym zabrakło tylko cameo Carella jako wampira i mielibyśmy mroczną wersję The Office.
    +A skoro już o tym mówimy - występy gościnne, o jeżu. Od samego Waititiego, przez Tildę Swinton i Danny’ego Trejo, aż po cholernego Wesleya Snipesa. Tak - Blade’a.

    -delikatna powtarzalność. I nie chodzi tylko o formę. Część żartów i sytuacji widziałem już w krótkometrażówce i pełnometrażowym projekcie Waititego o tym samym tytule.

    No i co mam powiedzieć, 8/10. Kocham absurdalny humor, którym przesycony jest ten serial. Pierwsze dziesięć odcinków można obejrzeć w jeden wieczór, do czego Was zachęcam, bo właśnie wychodzi drugi sezon. Bardzo przyjemny tytuł, idealna alternatywa dla setek jednakowych produkcji z kijem w rzyci. Waititi jak zawsze z rigczem i humorkiem. Gorąco polecam!

    #kino #serial #whatwedointheshadows #corobimywukryciu #usa #taikawaititi #recenzja #horror #komedia #mockumentary
    pokaż całość

    źródło: edward.cullen.jpg

  •  

    RECENZJA: Ciemne chmury

    Książka „Ciemne chmury” to pierwsza część nowej trylogii Bena Kane’a, w której autor przenosi nas do 9 roku n.e., kiedy to miała miejsce katastrofalna klęska trzech legionów Warusa w lesie Teutoburskim.

    Ben Kane to doceniany i powszechnie znany na całym świecie autor powieści historycznych, w których Czytelnik zostaje przeniesiony do czasów antycznych. Autor jest przede wszystkim wielkim pasjonatem historii antycznego Rzymu i legionów rzymskich. Wiedza, pasja oraz zaangażowanie autora jest dostrzegalne w każdym aspekcie jego tytułów. Podobnie jest z jego kolejnym dziełem, które na polskim rynku pojawiło się za sprawą Wydawnictwa ZNAK.

    Głównym bohaterem powieści jest starszy centurion Tullus, doświadczony wojskowy, który pomimo dojrzałego wieku wciąż wspiera swoje oddziały w bezpośredniej walce. Jego wiedza oraz poważanie w legionie powodują, że z jego rad korzysta najwyższe dowództwo; także Warus. W książce poznajemy także Arminiusza, księcia Cherusków, który po latach pobytu w Rzymie jako zakładnik poznał styl walki Rzymian. Sam osobiście brał udział w kilku operacjach wojennych. Za swoje zasługi otrzymał tytuł ekwity, a w wojsku rzymskim w Germanii piastował wysokie stanowisko. Z jego zdaniem niezwykle liczył się sam namiestnik. W książce poznajemy ich bliską relację, praktycznie przyjacielską. Arminiusz aby wzbudzić zaufanie namiestnika prowincji zabiera go na polowania oraz pokazuje się w jak najlepszym świetle. Poznajemy plan Arminiusza, który – nie bez kłopotów – stara się związać sojuszem germańskie plemiona i przygotować zasadzkę na maszerujące trzy legiony rzymskie. Warus pozostaje niewzruszony na wszelkie sygnały dochodzące do niego o możliwej zdradzie Arminiusza. Jak się okazuje mści się to na nim okrutnie.

    Nie brak w fabule niezwykle przejmujących momentów walki, krwi oraz realizmu, które w takich tytułach są niezbędne. Bitwa i tło wydarzeń zostały opisane z duża starannością. Dodatkowo, autor przedstawia nam takie ciekawostki jak np. poskramiacza niedźwiedzi czy sposób przygotowania zasadzki przez plemiona germańskie.

    Tak jak wszystkie książki wydane przez wydawnictwo ZNAK, tak i ta pozycja charakteryzuje się bardzo dobrą oprawą graficzną i edytorską. Na początku książki Czytelnik otrzymuje bardzo szczegółową mapę Germanii. Co więcej, dla wygody Czytelnika oddano słownik pojęć, który ułatwia zrozumienie terminów użytych w fabule. Oczywiście autor – jak zawsze – w posłowiu opowiada, które elementy treści są prawdą, a w których momentach pozwolił sobie na fantazjowanie. Odnosi się także do kilku zagadnień i m.in. swoich motywów przy wyborze imion dla postaci.

    Tym co mnie zwłaszcza urzeka w dziełach Bena Kane’a jest jego bardzo profesjonalne podejście do tematu. Przed rozpoczęciem pisania autor wpierw studiuje historię wydarzeń, odwiedza miejsca, w których toczy się akcja. Co więcej, sam osobiście bierze udział w różnego rodzajach rekonstrukcjach historycznych, co tylko dodaje realizmu do momentów batalistycznych. Pisanie fabuły w zgodzie z przekazami antycznymi jest czymś niezbędnym, zwłaszcza kiedy historia napisała nam gotowy scenariusz.

    Podsumowując, z czystym sumieniem mogę polecić najnowszą książkę Bena Kane’a. Dla osób, które dotychczas nie miały większej wiedzy, jak mogła wyglądać bitwa w lesie Teutoburskim, pozycja jest obowiązkowa. „Ciemne chmury” to naprawdę przykład bardzo dobrze napisanej powieści historycznej. Autor nie marnuje zbyt dużo czasu na zbędne poboczne i wymyślne wątki, a skupia się na przekazach antycznych pisarzy. Przemyślanie buduje nastrój, który jest naprawdę niesamowity. Kolejne tragiczne chwile w lesie Teutoburskim tylko „zmuszają” nas do przekładania kartek. Po przeczytaniu pozycji pozostaje nam tylko oczekiwać na kolejne dwa tomy.

    https://www.imperiumromanum.edu.pl/recenzje/ciemne-chmury/

    #rzym #antycznyrzym #imperiumromanum #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #rzym #ciekawostki #venividivici #recenzja #ksiazki
    pokaż całość

    źródło: 791715-352x500-1.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje 365 dni (2020) (no.66)

    Uświadomiłem sobie, że - parafrazując klasyka – jeżdżenie po tym filmie jak po MOPRu nie ma większego sensu. A to głównie dlatego, że 365 dni jest jednym wielkim autodissem. I o ile taki Vega to w zasadzie biznesmen, który produkuje swoje filmowe fekalia jedynie dla łatwych pieniędzy, wydawać by się mogło, że niejaka Barbara Białowąs i sztab pracujących z nią ludzi faktycznie próbuje ulepić coś sensownego. No cóż, na pewno daliście z siebie wszystko, kochani.

    +pomijając fakt, że 365 dni to pełnometrażowy pornol (dobrze zarabiający pornol), to jest to jednocześnie gniot z pełną parą poniewierający widza wszelkimi stereotypami, również (o ironio) o typowej p0lce. Tak, drogie Panie. W jednej ze scen dwie p0lki rozwalają się przy stole z brudnymi girami, wywalonymi bebzonami i kielichami taniego wina. Piękny obraz kobiety wyzwolonej.

    -sama historia przypomina opowiadanie erotyczne dwunastolatki na Wattpadzie. Szybko, szybko wprowadzenie i jedziemy z grubym tematem.
    -dialogi sprawiły, że miałem ochotę strzelić kopytami. Znajdzie się też kilka perełek, w sumie to dobry film do obejrzenia dla hecy z grupą znajomych.
    -a poza tym gra aktorska. Jeżu, co to była za gra. Na forum jakaś kobieta wspominała o gali Oscarów i tej siermiędze. W sumie dałbym go odtwórcy roli Massimo, bo chłop przez cały film powiedział może 10 zdań i głównie się prężył. Reszta aktorzyn bełkotała wykute na blachę kwestie (po angielsku!!!) z topornym polskim akcentem (Przemysław Sadowski i jego KŁESZCZYN, nie zapomnę nigdy)
    -cliffhanger na koniec – wow. Zapowiada się kontynuacja, a nawet Massimo Universe i crossover z Marvelem. Po godzinie zapomniałem o tym filmie, więc będę musiał sobie go odświeżyć przed dwójeczką

    No i co mam powiedzieć, 1/10. 365 dni to po prostu skrajnie zły film, który nawet nie zasłużył na obrzucenie łajnem. Nijaka i śmiertelnie nudna ekranizacja (sądzę, że równie udanej) powieści pióra Blanki Lipińskiej bije na głowę legendarny Botoks, a nawet niebezpiecznie zbliża się do Smoleńska. Przyznaję, że seans zaliczyłem w prędkości nadświetlnej, pomijając ciągnące się w nieskończoność sceny mierzenia wzrokiem i monumentalne sceny kopulacji. Bo o tym jest ta produkcja – to jedna wielka kopulacja przeplatana scenami zakupami. Ale zarobił swoje, obejrzały go setki tysięcy Polek i p0lek i wreszcie poszedł w świat, gdzie ktoś kiedyś weźmie go za wizytówkę polskiego kina... Pora umierać.

    #kino #premiera #365dni #filmnawieczor #recenzja #massimo #p0lka #gniot #polska
    pokaż całość

    źródło: Mmm.Massimo.jpg

  •  

    Panowie dziś nowy grander był jebany czy warto za 17 zł rezygnować z frytek na rzecz krążków cebulowych na to pytanie musicie odpowiedzieć sami

    Ale nie warto

    #mirasekgrubasek #recenzja #jedzenie #lubiejesc

    źródło: 1585244583107.jpg

    +: C..................Y, zastuj +4 innych
  •  

    #lego #legodamwa
    Przedwczoraj był 10182, wczoraj 10190, dzisiaj będzie modular z 2008 roku.
    Zdjęcia znajdziecie tutaj: https://imgur.com/a/apbdZGm

    1. Zestaw najciekawszy z wymienionej trójki,
    2. Pierwszy Modular z elementami wnętrza,
    3. Brązowe klocki po czasie robią się bardzo kruche. Jeden zepsuł się podczas rozkładania zestawu. Z pozostałymi obchodziłem się już dużo ostrożniej,
    4. W budynku mamy podłogę!
    5. Jedno z rozwiązań widoczne na poprzednim zdjęciu jest bardzo często wykorzystywane w tym zestawie, do zbudowania ukośnych ścian za pomocą klocków 4227507, 4271344 oraz 4219256,
    6. W tym sklepie chyba nie dbają za bardzo o czystość. Mają szczura pod schodami i tutaj widoczny z drugiej strony,
    7. Fajnie zbudowana lodówka: 1 oraz 2,
    8. Fajnie zbudowane lampy przy przejściu prowadzącym do skrzynek pocztowych,
    9. Wspomniałem już o szczurach: drugi siedzi z tyłu,
    10. Trochę więcej minifigurek niż w dwóch poprzednich modularach (4 vs 3),
    11. Na 1 piętrze kominek oraz zasłony w oknach,
    12. Na początku jak czytałem o tym zestawie to znalazłem informację, że bardzo fajnie ogarnięte są schody pożarowe. Po zbudowaniu w pełni się z tym zgadzam,
    13. Kot obecny w tym budynku musi być niezłym leniem, skoro mu 2 szczury biegają w okolicy, a on nic nie robi,
    14. Na drugim piętrze mamy dywan, zegar oraz grzejnik,
    15. W fajny sposób zbudowano wieżę na górze: 4286649 + 4211881 i przymocowano do tego klocki 4282789 oraz 4282786,
    16. Na ostatnim piętrze mamy mały balkon z grillem, siedzeniami i parasolem,
    17. Zdecydowanie jest to najfajniejszy z tych 3 (przedstawionych do tej pory) modularów,
    18. Jeden z ostatnich zestawów ze starym typem latarni. Po nim jeszcze tylko 2 zestawy miały ten klocek: 8639 (2011) i 6242 (2009). W 2007 roku był też zestaw: 10184, ale pojawił się w sklepach 3 miesiące przed Green Grocer,
    19. Sporo rzadkich klocków (rzadki to dla mnie taki, gdzie występował w mniej niż 10 zestawach):
    https://brickset.com/sets/containing-part-4266895
    https://brickset.com/sets/containing-part-4490372
    https://brickset.com/sets/containing-part-4521949
    https://brickset.com/sets/containing-part-4275334
    https://brickset.com/sets/containing-part-4644084
    https://brickset.com/sets/containing-part-4294982
    https://brickset.com/sets/containing-part-4506002
    https://brickset.com/sets/containing-part-4286649
    https://brickset.com/sets/containing-part-4521889
    https://brickset.com/sets/containing-part-4521950
    https://brickset.com/sets/containing-part-4537946
    https://brickset.com/sets/containing-part-4285963
    a niektóre z nich występują tutaj w sporej ilości, przez co ciężko je kupić nawet używane,
    20. Sposób w jaki zbudowane są balustrady: 1 i 2 - całkiem spoko.
    21. Jestem chyba daltonem, bo w kilku miejscach pomyliłem kolor klocka, i musiałem potem sporo rozkładać, żeby wydobyć odpowiedni klocek z nieprawidłowego miejsca
    22. Punkt 1 i 17 to w sumie dokładnie to samo

    #recenzja #hobby #gownowpis
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    W końcu, po miesiącach czytania skończyłem "Mastering the Core Teachings of the Buddha: An Unusually Hardcore Dharma Book" Daniela Ingrama (wydanie drugie uzupełnione). Zapraszam do recenzji.

    Podtytuł tej książki "An Unusually Hardcore Dharma Book" nie jest w żadnym przypadku przesadą. Opasłe tomisko, które spłodził Daniel Ingram, z wyjątkowo drobną na dodatek czcionką, jest niezwykłe i hardkorowe pod wieloma względami. Jest to z pewnością najbardziej ciekawa, nowoczesna, intrygująca i kontrowersyjna książka o Buddhadhammie jaką dane mi było przeczytać.

    Warto napisać parę słów o autorze, bo treść książki jest wysoce idiosynkratyczna i związana ze specyficznymi, można rzec reformatorskimi i w niektórych aspektach mocno kontrowersyjnymi poglądami autora (choć w dużej mierze zanurzonymi w różnych tradycjach buddyzmu, zwłaszcza Theravady) oraz jego nieco ekscentryczną postacią i osobowością. Daniel nie jest typowym nauczycielem Dharmy. Jest żonatym Amerykaninem, lekarzem pracującym na oddziale intensywnej terapii. Odbywał kilkanaście odosobnień zarówno w USA jak i Azji, sam także kilka prowadził, nigdy jednak nie był święcony na nauczyciela żadnej tradycji. Jako główne inspiracje wymienia Billa Hamiltona i Saydaw U Pandita, jr. u których pobierał nauki i praktykował.

    By zauważyć pierwszą i największą kontrowersję wokół Daniela, wystarczy spojrzeć na dół okładki recenzowanej pozycji. "The Arahant Daniel M. Ingram". Tak więc Daniel wprost, na okładce swojej książki, twierdzi że jest osobą przebudzoną, osobą, która doznała oświecenia w rozumieniu buddyjskim. Takie twierdzenia mówione wprost są wysoce kontrowersyjne w świecie buddyzmu, i (słusznie) zapalają u wielu ludzi czerwoną lampkę, przywodząc na myśl szereg szarlatanów, oszustów czy po prostu ludzi żyjących w ułudzie własnych osiągnięć duchowych. I ja osobiście zawsze byłem przeciwnikiem takich twierdzeń, a każdego, kto wprost deklarował przebudzenie skreślałem z listy zainteresowań. Daniel swoją argumentacją wyłożoną w książce, czy chociażby tutaj: https://www.integrateddaniel.info/talking-about-it zmienił moje podejście do komunikowania swoich osiągnięć. Zwrócił moją uwagę, że Przebudzenie jest niezwykle drażliwym tematem tabu, co jest zupełnie absurdalne i nieracjonalne. Skoro Budda i jego uczniowie mówili o tym wprost, skoro jest to coś, do czego wszyscy na ścieżce praktyki dążą, dlaczego udawać, że Przebudzeni gdzieś są, ale daleko, niedostępni, mityczni, ale ich nie wskazywać, dlaczego robić z tego taki problem? Oczywiście kwestia jest złożona i rozumiem w 100% argumenty za tym, by się takimi dokonaniami nie chwalić oraz by bardzo krytycznie i sceptycznie do nich podchodzić. I tak też uważa Daniel. Jednak nie należy dogmatycznie przekreślać każdego z tego typu stwierdzeń. Pamiętajmy, że bez "pochwalenia się" przebudzeniem przez Gautamę nigdy byśmy nie mogli poznać Szlachetnej Ośmiorakiej Ścieżki.

    Stanowisko Ingrama jest zniuansowane, zupełnie racjonalne i nie wygląda na oszustwo. Nawet jeżeli nie jest on istotą Przebudzoną, kupuję jego argumentacje. Jednak należy podkreślić jeszcze jedną kwestię, która jest poruszana w sporym fragmencie książki. Ingram twierdząc, że jest przebudzony, jednocześnie w ogromnym stopniu wręcz brutalnie obdziera on koncept Przebudzenia z wielu idealistycznych przymiotów, które nadają tu w różnym stopniu właściwie wszystkie (ortodoksyjne, jak i modernistyczne) tradycje. Poświęca w książce cały ogromny rozdział o istniejących modelach Przebudzenia, nie szczędząc ostrej krytyki chociażby takim twierdzeniom jak to, że osoby Przebudzone są perfekcyjnie zbalansowani emocjonalnie, że są wolni od problemów psychologicznych, że mają niezrównane zdolności kognitywne czy są chodzącymi moralnymi ideałami. Krótko mówiąc - Ingram dekonstruuje w zasadzie każdy popularny mit o Przebudzeniu. Staje się ono w pewnym sensie mniej atrakcyjne, ale za to całkowicie osiągalne. Co zostaje u osoby Przebudzonej po tym całym obdarciu z idealistycznych przymiotów? Bezwysiłkowe, nieustanne i nieodwracalne postrzeganie Trzech Charakterystyk. Tylko tyle i aż tyle.

    Igram jest czołowym przedstawicielem dość młodego, choć płodnego i prężnie rozwijającego się w dzisiejszym zachodnim buddyzmie ruchu określanym jako "buddyzm pragmatyczny". Ludzie skupieni wokół społeczności internetowych (jak Dharma Overground założona przez Ingama czy subreddity r/streamentry i r/themindilluminated) podchodzą do Dharmy w, jak sama nazwa wskazuje, sposób pragmatyczny. Wieżą w skuteczność nauk i praktyk, wieżą więc w sukces i realne działanie i efekty tychże. Wieżą, że w dzisiejszym świecie nauczyciela Dharmy może zastąpić zwarta i krytyczna społeczność internetowa czy świeckich praktyków. Nastawieni są na praktykę i gotowi są odrzucić to co jest tradycyjne, lecz po prostu nie działa. Ontologiczne poglądy mają raczej zróżnicowane — są wśród nich sekularyzowani praktycy niewierzący w odrodzenie jak i osoby przyjmujące w pełni naukę o Karmie czy nadprzyrodzonych mocach.

    Duch pragmatyzmu, taki w stylu Jamesa, przenika myśl Ingrama i jest to coś, czym kupił mnie doszczętnie. Autor w dość dogłębny sposób przedstawia całość nauk Buddy, z mocnym naciskiem na praktyczną stronę ścieżki. Opisuje trzy treningi (moralny, koncentracji i wglądu), czynniki oświecenia, praktykę Kasiny, cztery szlachetne postawy, wspomniane trzy charaterystyki, pięć przeszkód i wiele innych. Opiera się na tradycyjnych tekstach takich jak Visuddhimagga, Abhidhamma czy oczywiście kanon Pali. Nie ma problemu jednak z czerpania garściami z tekstów Mahajany czy Wadżrajny, czy odniesienia się do tradycji sufickich lub mistyki chrześcijańskiej. Wszystko przeplatane jego niezaprzeczalnym ogromnym doświadczeniem w formalnej medytacji. Praktyka i praktyczne zastosowanie nauk to dominujący temat MTCB. Jednym z obszerniejszych fragmentów książki jest rozdział "progress of insight", gdzie Daniel opisuje niezwykle szczegółowo poszczególne etapy Wglądu, aż do ostatecznej realizacji. W każdym z etapów elaboruje on z niezwykłą dokładnością na temat fenomenologii poszczególnych wglądów, problemów pojawiających się w praktyce, wpływie medytującego, etc. Równie dokładnie i wyczerpująco traktuje rozdział o odmiennych stanach świadomości towarzyszących stanom wysokiej koncentracji znanych jako "jhany". Powracających w kilku momentach pozycji motywem jest etap "ciemnej nocy duszy", czyli krótko mówiąc, słabo zbadany, lecz występujący u intensywnych praktyków kontemplacji etap bardzo ciężkich przeżyć (ocierających się o zaburzenia psychiczne) związanych i/lub powodowanych praktyką. Nazwę tę Ingram zapożyczył od Św. Jana od Krzyża, który opisywał ów etap z perspektywy chrześcijańskiej mistyki, ale szeroko opisują go także teksty kanonu Pali. Kontruje on więc, sprzedawaną na zachodzie bajkę o wyłącznie pozytywnym wpływie medytacji i zerowych kosztach lub ryzyku z tym związanym.

    Mastering the Core Teachings of the Buddha to pozycja trudna w odbiorze, niezwykle gęsto napisana. Książka, pomimo ponad 800 stron drobnym drukiem, nie zawiera ani grama lania wody. Treść upakowana jest tutaj gęsto, jednocześnie przejrzyście i logicznie. Nawet jeżeli nie kupujemy przekonania Ingrama o swoim Przebudzeniu, uważam że to co ten człowiek spłodził jest warte przeczytania dla każdego, kto głębiej interesuje się buddyzmem i praktykami kontemplacyjnymi. Nie uświadczyłem jeszcze bardziej dogłębnej, kompleksowej pozycji z perspektywy człowieka Zachodu. Pozycja totalnie fascynująca i oferująca hardkową, trudną, bezkompromisową, lecz osiągalną i brzmiącą realistycznie ścieżkę do Przebudzenia. Czy podejmiesz wyzwanie?

    Ocena: 10/10

    Książkę za darmo można pobrać w formatach epub i mobi na stronie autora: https://www.integrateddaniel.info/book/

    #buddyzm #medytacja #recenzja #gruparatowaniapoziomu #ksiazki #religia
    pokaż całość

    źródło: 517lPE5zu9L._SX313_BO1,204,203,200_.jpg

    •  

      @Dreampilot: a to nie jest tak że vinaja była stworzona dość późno, a do tego czasu nie było specjalnie zasad? Zresztą z tego co wiem sutty opisują także świeckich arahatów i Budda zachęcał ludzi świeckich do praktyki

    •  

      @CarlGustavJung:
      Tradycja twierdzi że cały Kanon (i w tym Vinaja) już był ułożony na pierwszym soborze kilka tygodni po Parinirvanie Buddy ale jest to mało prawdopodobne i buddologia przyjmuje że ostatecznie był zredagowany dopiero na trzecim soborze w Pataliputrze za panowania Asioki w III w. przed Chr.Ostatecznie został spisany w pali na Cejlonie w I w. przed Chr. Istniała jeszcze całkiem niezależna Tripitaka w sanskrycie ale nie przetrwała w całości do naszych czasów chyba że weźmiemy pod uwagę tłumaczenia w kanonach tybetańskim i chińskim.
      Nie ulega wątpliwości że Budda ustalił pewne reguły i głosił nauki (przecież nauczał ponad 40 lat przemierzając dolinę Gangesu) i na wspomnianym pierwszym soborze w Radżagrysze archaci zebrali to co powiedział Mistrz na razie tylko w dwóch Koszach (Vinaja i Sutry, bez Abhidharmy).Wyglądało to w ten sposób że mnich Upali którego zadaniem było zapamiętywanie reguł ustanowionych przez Buddę wymieniał gdzie, komu i przy jakiej okazji dana reguła została powiedziana i cytował jej treść która została zapamiętana przez zgromadzonych.Podobnie Ananda recytował nauki (Sutry).

      Aby zrozumieć co nauczał Budda trzeba przyjrzeć się jego ścieżce duchowej.Po opuszczeniu pałacu studiuje samkyję przedklasyczną, u innego mistrza jogi zgłębia stany medytacyjne.Następnie zgodnie z duchem epoki praktykuje skrajną ascezę, jak mówi legenda, jedząc “ziarnko” ryżu dziennie.Będąc już bliski śmierci słyszy gdzieś w oddali jak mistrz mówi do ucznia że struna w sitarze powinna być nie za luźna ani nie za napięta.Wtedy przychodzi olśnienie -- pojął że kluczem do sukcesu jest Ścieżka środka.Czyli jak można wywnioskować z tego co do tej pory praktykował nie skrajne umartwienia ani nie życie pana domu z rodziną tylko stan mnicha.I w tym kierunku historyczny Budda wskazuje.

      Świeccy w czasach Buddy i długo po nim nie byli nauczani medytacji.Ta praktyka była tylko dla bhikkhu.Upasaka mógł wspomagać materialnie sanghę i przestrzegać reguł a nawet czcić lokalne bóstwa.Mógł przestrzegać jednej lub kilku reguł.Reguły nie były rozumiane jako wskazania jak współcześnie ale jako mocne śluby.Dla mnicha złamanie jednego z Czterech wielkich zakazów skutkowało usunięciem ze wspólnoty.Ponadto mnichów obowiązywała spowiedź publiczna raz w miesiącu.

      Świeccy wyznawcy uzyskali większą swobodę praktyk, w tym medytacji, dopiero w momencie nastania liberalnej Mahayany (I w. przed Chr.), a tym bardziej w chwili wyodrębnienia się Vajrayany (VII w.) ale już w tym okresie termin Arahat nie pojawia się gdyż jest on związany ze starym buddyzmem Theravady i hinayany i nastąpiła zmiana ideałów buddyjskich.Wielu świeckich medytowało i studiowało sutry i tantry.Wielu lamów w Tybecie w szkole Ningmapa jest osobami świeckimi z rodzinami a pomimo to niektórzy spędzili ¼ życia na odosobnieniach.

      Czy wczesny buddyzm i południowa tradycja Theravady w południowej Azji mówi w swoim kanonie palijskim o świeckich arhatach? Poniżej znajdziesz dyskusję, cytaty i odniesienia i pokrywa się to z tym co napisałem.

      https://discourse.suttacentral.net/t/lay-arahants-why-not/2696/14
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Hej ( ͡° ʖ̯ ͡°) Właśnie skończyłem oglądać najlepszy serial jaki kiedykolwiek obejrzałem. Początkowo uważałem że na takie miano do końca będzie zasługiwało #breakingbad ale myliłem się. Serialem z którego bohaterami zżyłem się tak jak z najlepszymi przyjaciółmi których tak naprawde nigdy nie miałem.. Ahh.. naprawde trudno mi opisać emocje które wzbudziło we mnie zakończenie tego wspaniałego arcydzieła. :'( Polecam serdecznie każdemu #seriale #filmy #kino #recenzja Serial nazywa się Synowie Anarchii #samcro #sonsofanarchy pokaż całość

    źródło: 72368.12.jpg

  •  

    Skończyłem dzisiaj #domzpapieru - ogólnie spoko serial, pierwsze dwa sezony były super, ale ten trzeci to mam wrażenie, że to jakiś festiwal grupowej masturbacji dla najgorętszych fanów serialu ( ಠ_ಠ) serio, dramat - odbiłem sobie czerwony ślad na czole od facepalmów, aż mi wróciły flashbacki z dr House, gdzie w ostatnich sezonach to już nawet fabuła nie była istotna tylko wystarczyło, że House pojawił się na ekranie i wszyscy klaskali

    Skąd te wysokie oceny na Filmweb i IMDb ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #recenzja #netflix #niepopularnaopinia
    pokaż całość

  •  

    RECENJA: Wespazjan. Rzymskie Furie

    Książka „Wespazjan. Rzymskie Furie” autorstwa Roberta Fabbri’ego to długo wyczekiwana siódma część powieści historycznej opowiadającej losy Wespazjana, pierwszego cesarza z dynastii flawijskiej. Tym razem główny bohater, jego brat Sabinus, wierny przyjaciel Magnus oraz ukochana Cenis nie dość, że w dalszym ciągu mierzyć się muszę z intrygami pałacowymi i szaleństwami Nerona, to dodatkowo wrócić muszą do Brytanii, z tajną misją.

    Akcja książki toczy się na przełomie lat 50. i 60. Wespazjan po odbytym konsulacie, wyprawie na wschód oraz niewoli wraca do Rzymu, gdzie ma szansę na własne oczy przyjrzeć się dalszej rywalizacji na dworze. Neron, coraz bardziej się usamodzielniający, oddaje się swoim pasjom: wyścigom, śpiewowi i ucztom. Konflikt z matką Agrypiną prowadzi cesarza do decyzji o jej zabójstwie – w czym niemały udział ma najbliższe otoczenie dworu cesarskiego. Nauczyciel Seneka, wyzwoleniec Pallas, prefekt Burrus prowadzą swoje własne rozgrywki próbując w ukryciu przed Neronem uzyskać dla siebie jak najwięcej.

    W tym tomie świetnie ukazana nam zostaje postać Seneki Młodszego – postaci historycznej, która odpowiadała za wychowanie i edukację młodego Nerona. Ten filozof i stoik – wychwalający w swoich pracach takie wartości jak skromność i cnotę, a odrzucający pychę, zbytek i bogactwo – staje w rzeczywistości wbrew swoim przekonaniom. Zgodnie z przekazami antycznymi, po podbiciu Brytanii przez Klaudiusza, zaczął oferować pożyczki lokalnym mieszkańcom na wysoki procent; następnie w sposób bezwzględny ściągał długi, co było jedną z przyczyn rebelii Boudiki (60-61 n.e.).

    Wespazjan wraz z towarzyszami widzi na własne oczy upokorzenie Boudiki, jej lincz oraz zgwałcenie jej córek. Haniebne zachowania ze strony Rzymian doprowadzają do rewolty i strasznej nienawiści Icenów i Trynobantów do najeźdźców. Śledzimy upadek i rzeź m.in. Camulodunon i Londinium, a następnie bierzemy udział w zwycięskiej bitwie na Watling Street, w której aktywny udział bierze także sam syn Wespazjana, Tytus.

    Autor, moim zdaniem, po raz kolejny stanął na wysokości zadania. Jak sam zauważa w posłowiu, źródła historyczne nic nie mówią nam o losach Wespazjana w tym czasie. Była to świetna okazja na swobodne podejście i wykorzystanie wyobraźni do powiązania wątków. Język jest jak zwykle bardzo przyjemny i łatwy w odbiorze dla Czytelnika. Z jednej strony dostajemy dawkę wiedzy historycznej, a z drugiej wciągającą opowieść w czasach antycznych, z fabułą pełną intryg, rywalizacji, wojny i polityki.

    Na koniec warto nadmienić, że pod koniec książki pojawia się „element”, który jasno sugeruje na czym skupi się ósmy tom powieści. Podsumowując, część siódmą – gorąco polecam!

    https://www.imperiumromanum.edu.pl/recenzje/wespazjan-rzymskie-furie/

    #rzym #antycznyrzym #imperiumromanum #historia #ciekawostki #recenzja #ksiazki #rebis #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #rzym #ciekawostki #venividivici
    pokaż całość

    źródło: Wespazjan.-Rzymskie-Furie_minimalka-e1582210735310.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Miszmasz, czyli Kogel-Mogel 3 (2019) (no.63)

    Obejrzane, ale jakim kosztem. Trzecia odsłona jednej z przyjemniejszych polskich komedii lat 80-tych reklamuje się hasłem: „Komedia taka jak dawniej”. No cóż, nie wiem, co w niej jest „jak dawniej”. Mówię to ze smutkiem, ale Miszmasz jest najbardziej nieśmiesznym, żenującym i przykrym wysrywem, jaki miałem okazję oglądać w ciągu ostatnich paru ładnych lat, wliczając w to gnioty kinowych trolli i Januszy pokroju Vegi czy Zatorskiego.

    -historia zaskakiwała mnie do samego końca. Nie wiem o co chodzi, było tylko sporo mówienia BANG i jeszcze więcej scen usilnie starających się być śmiesznymi, jak trwająca kwadrans karuzela śmiechu z dwojgiem naćpanych gerontów w traktorze. Poziom niżej od cyrku. Dosłownie, bo tu jeszcze rzucali pomidorami w Zborowskiego. Sale kinowe musiały tonąć w salwach śmiechu.
    -dialogi o niczym, sztucznie błyskotliwe i ozdobione paroma nawiązaniami do poprzednich części
    -Miszmasz zamyka większość wątków z poprzednich odsłon, ale robi to półsłówkami i na odpier*ol, zupełnie jak gimbus kończący pracę domową na przerwie w kiblu, z zeszytem na ścianie kabiny i dyszącym w kark kolegą, który pilnuje, żeby nie było słowo w słowo, bo facetka się skapnie. Autorka scenariusza – Ilona Łepkowska, wypróżniła się na scenariusz i napluła widzom w ryje.
    -pełno schematów, jakie znamy doskonale z każdej współczesnej komedii przeciętnego polskiego twórcy (tak, jest warszawka, są niedorozwinięci stróże prawa, jest Kamil Roznerski i disco polo)
    -a skoro o tym mówimy, kiedy na ekranie pojawił się Żenek Martyniuk, umarłem w środku (kochani, opa, rączki w górę, wysoko – i zwierzęta skaczące w rytm „Oczu zielonych”. Błagałem o szybką śmierć.)
    -szkoda mi bardzo Zdzisława Wardejna, bo chłop bardzo się starał, ale już w pierwszej scenie brodził po pas w ciepłym szambie, a potem było tylko gorzej

    No i co mam powiedzieć, 1/10. Absolutny upadek rozumu i godności człowieka. Poczułem się ugodzony prosto w serce i jest mi przykro, że powstają takie cuda i żerują na sentymencie widzów. Niewyobrażalny poziom szamba i ekstremalnej żenady, seans tego ścierwa przypłaciłem całonocnym pobytem na kiblu, a to wszystko dzięki genialnemu scenariuszowi „komedii takiej jak dawniej”. Trudno opisać mi w słowach jak potwornie zły jest ten… niech będzie - film. Trzymajcie się od tego tytułu z daleka, niech przepadnie w czeluściach piekieł i nigdy nie wraca. Nigdy.

    #kino #film #recenzja #gniot #komedia #dramat #kogelmogel #filmnawieczor #zenada #polska
    pokaż całość

    źródło: i1.fdbimg.pl

  •  

    Opinia o kremie do depilacji dla mężczyzn veet.
    Piotr miesiąc temu
    1,50 NIE POLECAM
    Dowiedziawszy się, że moje jajka wyglądają jak podstarzały rastafarianin zdecydowałem się podjąć wyzwanie i kupić żel do depilacji. Wcześniejsze próby golenia nie były zbyt skuteczne i prawie nadwyręż yłem sobie plecy starając się dotrzeć do mniej dostępnych zakamarków. Będąc nieco romantycznym człowiekiem pomyślałem, że nadchodzące urodziny ukochanej możemy uczcić oddając się cielesnym uciechom. Zawczasu złożyłem zamówienie i jako facet pracujący na Morzu Północnym z poczuciem wyższości czytałem opinie o produkcie wszystkich tych, którzy uskarżali się na jego zbyt silne działanie, uznając ich tym samym za zwykłych, biurowych mięczaków... och towarzysze mej niedoli, w jakim ja byłem błędzie! Poczekałem, aż moja druga połówka wygodnie położy się w łóżku i dając jej subtelnie do zrozumienia, że mam dla niej niespodziankę poszedłem na dół do łazienki. Z początku wszystko szło nieźle, nałożyłem żel i stałem oczekując na rozwój wydarzeń.

    Nie musiałem długo czekać. Najpierw poczułem delikatne ciepło, które w ciągu kilku sekund przerodziło się w intensywne pieczenie i takie uczucie, jakby dwóch facetów podnosiło cię do góry za stringi zrobione z drutu kolczastego. Dotychczas religia nie stanowiła istotnej części mojego życia, ale nagle gotów byłem przyjąć każdą wiarę, żeby tylko powstrzymać brutalne palenie wokół odbytu i tego, co zaczęło przypominać zmielonego kotleta i dwa suszone daktyle. Chciałem zmyć żel z krocza nad zlewem starając się jednocześnie nie przegryźć sobie z bólu wargi, ale niestety zdołałem jedynie zapchać odpływ kłębkiem kłaków. Z załzawionymi oczami postanowiłem opuścić łazienkę i korytarzem dostać się do kuchni. Tradycyjne poruszanie się wkrótce przestało być możliwe, więc ostatnie metry w kierunku lodówki pokonałem na czworakach. Miałem tam nadzieje znaleźć coś, co da mi zimne ukojenie. Szarpnąłem za drzwiczki zamrażalnika i odkryłem kubełek lodów. Zdjąłem pokrywkę i umieściłem go pod sobą. Ulga była niesamowita, ale tylko tymczasowa, bo lód na wierzchu roztopił się dość szybko i ogniste kłucie powróciło. Kształt kubełka uniemożliwiał mi potraktowanie odbytu lodowym przysmakiem a wzrok powoli odmawiał posłuszeństwa, więc zacząłem nerwowo macać ręką wnętrze zamrażalnika w poszukiwaniu czegoś innego. Złapałem za jakąś paczkę, w której jak się później okazało była mrożona brukselka i starając się być jak najciszej rozerwałem folię. Wziąłem pełną garść i bezskutecznie próbowałem zaklinować kilka między pośladkami. To nie pomagało a na dodatek część żelu znalazła drogę do mojego kakaowego tunelu.

    Czułem się jakby prom kosmiczny odpalił swoje silniki tuż za mną. To był prawdopodobnie pierwszy i mam nadzieję ostatni raz w moim życiu kiedy marzyłem, żeby w kuchni pojawił się bałwan gej, co powinno wam uzmysłowić do czego byłem zdolny się posunąć, żeby złagodzić cierpienie. Jedyny pomysł na jaki mój oszalały z bólu mózg mógł wpaść, to delikatne wciśnięcie brukselki tam, gdzie żadne warzywo wcześniej nie było. Niestety, moja druga połówka zaniepokojona odgłosami dochodzącymi z kuchni wybrała akurat ten moment, żeby sprawdzić co się dzieje na dole. Powitał ją widok mnie z tyłkiem w górze i truskawkowym lodem kapiącym z brzucha gdy wciskałem brukselkę w ***** mamrocząc pod nosem... "ooo jak dobrze". Oczywiście taki szok musiał wyrwać krzyk z jej ust, a zaskoczenie, że nie słyszałem jak schodzi na dół spowodowało u mnie nagły, mimowolny skurcz, przez który wystrzeliłem w jej kierunku brukselkową salwę. To zrozumiałe, że pierdnięcie brukselką w jej nogę o 11 w nocy prawdopodobnie nie było tą niespodzianką, na która liczyła, a tłumaczenie dzieciom nazajutrz skąd na lodach wzięło się to dziwne wgłębienie nie poprawiło mojego wizerunku.
    Podsumowując: Veet usuwa włosy, godność i szacunek dla samego siebie...
    #pasta #recenzja #truestory
    pokaż całość

  •  

    #sepecharecenzuje Nędznicy (2019) (no.61)

    Nawet po tygodniu od seansu Nędzników mam spore trudności z ustosunkowaniem się do tego tytułu. To obraz mający spore szanse na bycie godnym zastępcą świetnego The Florida Project (także jeśli chodzi o oprawę audiowizualną), ale jednocześnie kilka rzeczy nie zagrało tu tak, jak mogło i jak powinno.

    +Mirki, jest na co popatrzeć. Zalany słońcem Paryż, ale nie ten rodem z allenowskiej komedii. Niejaki Ladj Ly stawia na ukazanie biedy i codzienności francuskiej klasy niższej, a w to wszystko wplata masę genialnych ujęć panoramy miasta.
    +ciekawy kontrast policyjnego świeżaka do jego kolegów-weteranów. Nie tylko na tle podejścia do służby, ale i kodeksu moralnego.
    +Ly wplata swoje przesłanie i stosuje ciekawy zabieg, bo pojedynczym cytatem skłania do refleksji tuż po dramatycznym zakończeniu filmu. Chytra sztuka z tego Francuzika.
    +kilka mdłych postaci, ale też sporo bardzo wyrazistych, głównie na drugim planie, jak choćby Burmistrz
    +znalazło się też trochę niezgorszych sekwencji. Dynamiczna i żywa praca kamery robi swoje.

    -zastanawiam się, z czego wynika fakt, iż scenariusz momentami kluczy i sprawia wrażenie sztucznie rozciągniętego. Odkryłem, że Nędznicy to pełnometrażowa wersja krótkometrażówki sprzed trzech lat, być może tu tkwi problem.

    No i co mam powiedzieć, 8/10. Dwie gwiazdki w dół za kilka potknięć w samej narracji. Całość ogląda się jednak wyśmienicie, szczególnie na dużym ekranie, gdzie wszechobecna bieda i dojmujące upały paryskich slumsów są wręcz namacalne. I to z pewnością jest ciekawe doświadczenie, którego nie miałem przyjemności doznać od premiery wspomnianego The Florida Project. Zachęcam więc do seansu, Nędznicy nie należą do kina łatwego, ale potrafią zaserwować nam dużo, dużo satysfakcji.

    #kino #nedznicy #francja #filmnawieczor #recenzja #dramat #film #premiera
    pokaż całość

    źródło: i1.fdbimg.pl

  •  

    #sepecharecenzuje Sala Samobójców. Hejter (2020) (no.60)

    W twórczości Jana Komasy podobają mi się trzy rzeczy. Przede wszystkim, stroni ona od Karolaków, Głowackich, Oświęcimskich i reszty wszędobylskich aktorzyn. Po drugie, o czym by nie opowiadała – nie zaznacie tu grama boomerstwa i bufoniarstwa „czołowych” polskich reżyserów, bo Komasa faktycznie jest twórcą z wizją i niegłupią myślą do przekazania. No i wreszcie, stawianie kart na młodych aktorów nowego pokolenia, jak Bielenia czy właśnie Maciej Musiałowski, którego jeszcze będę dziś chwalił. To i parę innych rzeczy składa się w nowoczesne, ale bardzo angażujące kino, które po potopie fekaliów w postaci Żenków, Swingersówi Bad Boyów jest jak balsam na moje zbolałe oczy kinomaniaka.

    +suspens. Uuuch, historia opowiedziana na jednym tchu. Fantastycznie zbudowane napięcie już od samego początku do samych napisów końcowych. Siedziałem i kwiczałem, Komasa jest sadystą.
    +młody Musiałowski wymiata, koleś jest jak polski Joaquin Phoenix w roli Jokera. Odrzucony i wyśmiany, zamiast się załamać, walczy o swoje, drąży i gra na dwa fronty. Zbudował przerażająco autentyczną maskę, na którą sam dałem się nabrać.
    +na drugim planie Vanesska Aleksander, na którą miło popatrzeć, a także jak zawsze świetna Agata Kulesza
    +o problemie hejtu w ten sposób chyba jeszcze nikt nie mówił, za to spory plus. Przyzwoicie ukazany proces nakręcania aferki, ale też burzy, która może być jej następstwem.
    +koniec końców to bardzo smutna historia. Dramatyczna opowieść o ludzkich uczuciach, także tych skrajnie negatywnych.
    +kilka scen autentycznie wbija w fotel, głównie przez kapitalną pracę kamery, genialną rolę Musiałowskiego i łupiącą w tle muzykę klasyczną. Innym razem potrafią hipnotyzować, jak w ujęciu „cichego tańca”. Magnifique dentastix.
    +dialogi muszę pochwalić, bo są treściwe i bardzo… konkretne, rzekłbym.
    +końcówka wywaliła mnie z kapci tak, jak Vince McMahon wyleciał z krzesła. Drastyczny, bezpośredni strzał w pysk odbiorcy.
    +a patrząc od strony technicznej, montaż zaskakująco satysfakcjonujący, przeplata m.in. dialogi z przeszłości z obrazem z teraźniejszości. No, pójdziecie to zobaczycie o co chodzi.

    -w zasadzie to nie wyciąłbym z tego filmu nic, ale wskazanie na jedyny błąd w planie Tomka Giemzy załatano w dość banalny sposób, co mnie uszczypnęło. Zobaczycie sami w kinie.

    No i co mam powiedzieć, 8.5/10. Bardzo mocne, współczesne kino z wybitnie poprowadzoną narracją, z którą pierwszorzędnie komponuje się calutka obsada. Cieszę się bardzo, że powstają takie filmy i robią je polscy twórcy. O takich tematach również trzeba mówić i to właśnie Jan Komasa jest do tego idealną osobą. Seans jak najbardziej polecam, zaufajcie Komasie i dajcie przywrócić sobie wiarę w polskie kino, które wciąż potrafi być mądre i ambitne.

    #film #kino #premiera #recenzja #salasamobojcow #hejter #jankomasa #filmnawieczor #polska #dobryfilm
    pokaż całość

    źródło: krucadobryfilm.jpg

  •  

    Dzień Dobry!

    Oto świeżo ukończony zestaw z 15+ elementów który który budowałem niemal codziennie przez prawie miesiąc a który prawie rozj*bał mi związek. (。◕‿‿◕。)
    Garść statystyk.
    Składając ten zestaw musiałem wyprowadzić się sypialni. (spędzałem godziny wieczorne do późnowieczornych)
    Podczas składania go przesłuchałem około 40h+ podcastów.
    Obejrzałem sezon Moda na Sukces na #tvpis

    Roboczogodzin musiałobyć około z 70-80h+
    By różowa nie robiła inby uzgodniliśmy że składanie go ma przynieść mi jakiś benefit, inaczej powiedziała że wypierdzieli mi to na śmietnik pod moją nieobecność
    Postanowiłem więc że cały zestaw będę składał na stojąco. Klocki rozłożyłem do dwóch pudełek.
    Bez tych pudełek budowałbym to do końca roku.
    Worki oraz ich zawartość nie ma absolutnie żadnego logicznego uzasadnienia. Wszystko było losowo pakowane.
    Całość powodowała ogromną frustrację kiedy nie mogłem znaleźć elementu który powtarza się tylko kilkukrotnie w całym projekcie. Dawno się tak nie nakląłem.
    Budowanie tego przez te kilkadziesiąt godzin będąc non stop pochylonym do przodu spowodowało że dojebałem sobie tak mięśnie pleców i wzmocniłem mocno kręgosłup czego pozytywne skutki zacząłem odczuwać przy codziennym pochylaniu się.

    Po zbudowaniu szkieletu i absurdalnie wielkich podstaw zabieracie się za budowę paneli.
    Panele kadłudu są 4 a etap kończący ich budowy jest jak noszenie kontrabasu na ramionach. 5cm ogromny panel składający się z trzech elementów ugina się pod własnym ciężarem, kiedy ty starasz się dorzucić kilka płytek do końca.

    Instrukcja bardzo zaawansowana.
    Najbardziej mi się podobały etapy w instrukcji
    znajdz duży plate -> umieść 5 elementów na nim. (Dosłownie) Nie ma tutaj rozdrabniania się na elementy pierwsze w dużej części, idziesz all in.

    Panele na każdy traciłem około 4dni
    Mostek i wieżyczka kolejny tydzień.

    Po zbudowaniu nie wiedziałem czy byłem bardziej szczęśliwy z tego że to już koniec, czy z tego że tak zajebiście wygląda.

    Mam dosyć klocków na następne conajmniej pół roku albo i więcej.

    Kilka słów o jakości klocków LEGO.
    Jeżeli chodzi o tzw "clutch" czyli moc łączenia między klockami to LEGO uzyskał już poziom Lego jest 1:1.

    Podsumowując:
    Wygląd 10/10
    Trudność w budowie 7/10
    Instrukcja 4/10 (sporo błędów i nielogiczności)
    Poświęcony czas 10/10
    Atencjometr 10/10
    Zagrożenie dla związku 9/10
    Jakość LEPIN Zadowalająca.
    Koszt 15zl
    Końcowy model jest całkiem solidny tak jak stoi jakkolwiek
    zestaw po złożeniu ma około 40gram i nie przenosi się go z łatwością!

    Długość około 6cm
    Waga 40 gram
    wysokość 2cm

    Zdjęcia własne.
    #lepin #lego #starwars #ciekawostki #chwalesie #recenzja
    pokaż całość

    źródło: 1582457665738.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Bad Boy (2020) (no.59)

    Jeżu. Czego ja się spodziewałem? Papryk Vega chcąc nie chcąc wyrobił sobie w Polsce własną markę. Jego gnioty są jak Kola 2l za 0.99 zł w Biedronce – obrzydliwe, sztuczne i skutkujące długą i bolesną wizytą na kiblu. A Bad Boy… Mmm, Bad Boy. Bad Boy jest nawet gorszy ¯\_(ツ)_/¯

    +pierwszy kwadrans – nie powiem – da się oglądać. Na pewno w porównaniu do paździerzy pokroju Botoksu
    +dwie czy trzy sceny, w których można się uśmiechnąć. Za szybką recenzję Uczty wodza pół gwiazdki w górę

    -scenariusz jak zawsze na jedno kopyto – kalka z poprzednich gniotów gangsterskich, pseudo intrygi, denne dialogi. Po prostu czysty Papryk!
    -wiecie po czym poznać film Vegi? Ano po tym, że w filmie nie następuje jako takie rozwiązanie akcji. A w zasadzie nie to typowe rozwiązanie, do którego przyzwyczaili nas szanujący widza twórcy. Krzemieniecki narobi bigosu, zdefekuje do scenariusza, a w ostatnie 5 minut zabije kogo trzeba i kończy film powerpointowym Dziękuję za uwagę (uśmieszek)
    -nie jestem pewny, czy to wina scenariusza, a może samych aktorów, ale znakomita większość twarzy wypadła tu nadzwyczaj kiepsko. Młody Stuhr i Zawadzka to dno den. Sytuację jako tako ratuje Królikowski, ale też Piotr Stramowski (piękna rola :3)
    -Bad Boy obrywa głównie na swojej wtórności. Vega wciąż używa tych samych szablonów, niestety.
    -sceny, w których Grabowski dupcy losowe baby czy robi piknik z Kożuchowską w akompaniamencie muzyczki z randek w GTA San Andreas, wtf
    -przebitki z boiska to srogie kek, piłkarze Unii biegają jak dziatwa w wieku przedszkolnym

    No i co mam powiedzieć, 2.5/10. Vega niestety nie ma już nic więcej do pokazania. Jak zawsze próbuje szokować i zabawić z subtelnością nosorożca. Film jest żenujący, durnowaty i do bólu powtarzalny, a scenariusz to strzał w pysk odbiorcy. Osobiście czuję się urażony, seansu szczerze żałuję. I pomyśleć, że w tym czasie mógłbym choćby sadzić… znaczy… marchew.

    #kino #premiera #badboy #kryminalny #patrykvega #film #recenzja #gniot #polska #sensacyjny
    pokaż całość

    źródło: sieczkaumysłowa.jpg

  •  

    Dzień Dobry!

    Oto świeżo ukończony zestaw z 12500+ elementów który który budowałem niemal codziennie przez prawie miesiąc a który prawie rozj*bał mi związek. (。◕‿‿◕。)
    Garść statystyk.
    Składając ten zestaw musiałem wyprowadzić się sypialni. (spędzałem godziny wieczorne do późnowieczornych)
    Podczas składania go przesłuchałem około 40h+ podcastów.
    Obejrzałem sezon Pandemia na #netflix
    Obejrzałem They Shall Not Grow Old
    Obejrzałem ponownie Limitless, Sunshine, Martian
    Kilkadziesiąt filmów na yt, głównie recenzje (gdzie mogłem skupić się na słuchaniu a nie oglądaniu contentu)
    Roboczogodzin musiałobyć około z 70-80h+
    By różowa nie robiła inby uzgodniliśmy że składanie go ma przynieść mi jakiś benefit, inaczej powiedziała że wypierdzieli mi to na śmietnik pod moją nieobecność
    Postanowiłem więc że cały zestaw będę składał na stojąco.
    Tak, przez cały okres kiedy budowałem zestaw stałem przy swoim specjalnie zbudowanym stanowisku które musiało pomieścić około 60 pudełek.
    Bez tych pudełek budowałbym to do końca roku.
    Worki oraz ich zawartość nie ma absolutnie żadnego logicznego uzasadnienia. Wszystko było losowo pakowane.
    Całość powodowała ogromną frustrację kiedy nie mogłem znaleźć elementu który powtarza się tylko kilkukrotnie w całym projekcie. Dawno się tak nie nakląłem.
    Budowanie tego przez te kilkadziesiąt godzin będąc non stop pochylonym do przodu spowodowało że dojebałem sobie tak mięśnie pleców i wzmocniłem mocno kręgosłup czego pozytywne skutki zacząłem odczuwać przy codziennym pochylaniu się.

    Po zbudowaniu szkieletu i absurdalnie wielkich podstaw zabieracie się za budowę paneli.
    Panele kadłudu są 4 a etap kończący ich budowy jest jak noszenie kontrabasu na ramionach. 130cm ogromny panel składający się z tysięcy elementów ugina się pod własnym ciężarem, kiedy ty starasz się dorzucić kilka płytek do końca.

    Instrukcja bardzo zaawansowana, w porównaniu do LEGO to jak Książka od inżynierii vs elementarz.
    Najbardziej mi się podobały etapy w instrukcji
    znajdz duży plate -> umieść 50elementów na nim. (Dosłownie) Nie ma tutaj rozdrabniania się na elementy pierwsze w dużej części, idziesz all in.

    Kiedy zakończyłem budowę szkieletu co zajęło mi samo w sobie chyba z tydzień, zacząłem bawić się oświetleniem, kupiłem ledy i zacząłem mierzyć. Wszystko poszło jak krew w piach bo okazało się że szkielet jest mniejszy od samego wymiaru rzeczywistego o około 20-30%.

    Panele na każdy traciłem około 4dni
    Mostek i wieżyczka kolejny tydzień.

    Na końcu oświetlenie.
    Spasowanie tego wszstkiego razem było nie lada wyczynem.
    MOC to jednak MOC, ogromna ilość rozwiązań w tej konstrukcji trzyma się na słowo honoru tylko dlatego, by utrzymać niezwykłą ilość szczegółów.

    Po zbudowaniu nie wiedziałem czy byłem bardziej szczęśliwy z tego że to już koniec, czy z tego że tak zajebiście wygląda.

    Oświetlenie jest poprowadzone tak by można było dyskretnie schować powerbank albo poprowadzić dyskrenie kabel.
    Chciałbym powiesić go na ścianie ale wymagało by to konkretnych modyfikacji, łącznie z wykorzystaniem pewnie pianki montażowej, ponieważ elementy mostka wykorzystują grawitację by zaskoczyły na swoje miejsce, podobnie jak w Millennium Falcon gdzie zewnętrzne klapy leżą na statku a nie są przymocowane na stałe.

    Mam dosyć klocków na następne conajmniej pół roku albo i więcej.

    Kilka słów o jakości klocków LEPIN.
    Jeżeli chodzi o tzw "clutch" czyli moc łączenia między klockami to Lepin uzyskał już poziom Lego jest 1:1.
    Jeżeli chodzi o jakość klocków to niestety wiele z nich było porysowanych, ma to swój urok kiedy widać pod określonym kątem mikro ryski i dodaje to uroku konstrukcji, ja jednak jestem purystą więc będzie szedł order na Bricklink by zamówić plate 2x4, 2x3, 2x2, 1x2 w ilości kilkuset.
    Wykorzystałem około 1500elementów LEGO Praktycznie wszystkie wedge plate udało mi się kupić na sciankach w Lego Store. Cała konstrukcja wewnętrzna jednak jest to 100% Lepin.
    Piny Technic nadal są tragiczne, LEGO stosuje o wiele lepszy plastik w pinach, a w całym zestawie wykorzystne jest prawie 1000 pinów. istnieją 3 strategiczne elementy które niestety były nie lada problemem w montażu ze względu na problematyczność z pinami.

    Nie wiem jak to jest możliwe, LEPIN potrafił w zestawie który ma 12500 elementów odliczyć praktycznie co do sztuki elementy.
    Elementów zapasowych jest co kot napłakał, więc jak ktoś zdecyduje się kiedykolwiek na kupienie jego, jak gdzieś zgubisz element, to końcówka budowy zamiast przy biurku będziesz spędzał z głową w dywanie, pod szawkami, sprawdzając okrężnicę swojego Psa itd.

    Podsumowując:
    Wygląd 10/10
    Trudność w budowie 7/10
    Instrukcja 4/10 (sporo błędów i nielogiczności)
    Poświęcony czas 10/10
    Atencjometr 10/10
    Zagrożenie dla związku 9/10
    Jakość LEPIN Zadowalająca.
    Koszt 1500zł
    Koszt ewiwalentu z LEGO 24000zł
    Końcowy model jest całkiem solidny tak jak stoi jakkolwiek
    zestaw po złożeniu ma około 15kg i nie przenosi się go z łatwością!

    Długość około 140cm
    Waga 15kg
    wysokość 38cm

    Oświetlenie jest RGB, mogę zmienić pilotem jego kolor, intensywność, pulsowanie, wzory oświetlenia itd.
    Wykorzystałem 7M oświetlenia RGB. Świeci od spodu, część z silnikami oraz mostek ma zmodyfikowane kilka elementów by wydawało się że świeci się także z mostku. Dużo było pracy z oświetleniem. Szczególnie biorąc pod uwagę że taśma jest sztywna a i musiałem zaplanować gdzie chcę zakończyć cały obwód.

    Zdjęcia własne.
    #lepin #lego #starwars #ciekawostki #chwalesie #recenzja
    pokaż całość

    źródło: DSC02215a.jpg

  •  

    Chciałbym podzielić się krótką opinią nt. #toogoodtogo na terenie #krakow - nie będzie to recenzja samej aplikacji (apka jak apka, działa, ma kilka wkurzających problemów - nic co by mnie szczególnie zachęciło czy zniechęciło), a raczej idei za nią stojącej - walki z marnowaniem jedzenia w tym wykonaniu

    pokaż spoiler tldr; jeśli chcecie w taki sposób zaoszczędzić to raczej kiepski sposób - chyba że pod samym domem macie wiele punktów. Można za to ze sporą zniżką wyłapać jakaś ciekawostkę z knajpy, której chcieliście spróbować. Idea "no waste" mi się podoba, ale ta apka w krakowskich realiach kiepsko ją realizuje - przynajmniej takie wrażenie odebrałem


    Mam za sobą ponad 10 odebranych paczek z różnych miejscówek, więc miałem okazję mniej więcej się zorientować jak to wygląda. Trzeba zacząć od tego, że same paczki bywają bardzo zróżnicowane - zdarzyło mi się za 15zl dostać dużą pizzę, napoje, sałatkę i jakieś danie (a więc zapłaciłem wielokrotnie mniej), ale znacznie częściej np za 10zl dostałem dwa ciastka albo porcje makaronu xD

    Może wyjdzie ze mnie cebula, ale paczki są raczej takie sobie i zdecydowanie na nich nie oszczędzicie - przykładowo taki Starbucks zazwyczaj daje do paczki za 13zl dwa ciasta i dwie kanapki, zdaję sobie sprawę, że normalnie taki zestaw w Starbucks kosztuje pewnie z 50zl, ale za 13zl bez problemu kupicie dwie kanapki i ciastka w jakiejś Żabce czy innym Awiteksie - owszem to nie Starbucks, ale świeże, wtedy i gdzie się wam podoba - w toogoodtogo idea jest taka, że dostajecie jedzenie, które przeleżało cały dzień, musicie je odebrać sami w określonym czasie (powiedzmy między 20-21 - to zależy od oferty) i miejscu. Apka jest fajną opcja żeby tanio zjeść kanapkę w drogim miejscu, ale tanio zjeść? Nie jestem przekonany

    Mam też poważne wątpliwości co do realizacji idei "no waste" - mam wrażenie, że niektóre punkty wręcz rozszerzyły standardową sprzedaż na tę aplikację (choć to może być moje odczucie) - jeśli kojarzycie te paczki z tagu #toogoodtogo to zapomnijcie ( ͡° ͜ʖ ͡°) nie ma szans, żeby sprzedawca "zgarnął z półki wszystko co zostało" - paczki są wyraźnie limitowane (a więc co się dzieje z resztą zmarnowanego jedzenia? Jest też druga strona medalu - kompletnie nie rozumiem robienia pizzy - że niby ciasto i składniki akurat na jedną pizzę miałyby się zepsuć? Miałem nieraz wrażenie, że sprzedawca po prostu kompletuje paczkę z dobrych produktów, a przecież nie o to chodzi. Jakbym dostał zimną pizzę z rana, której ktoś nie odebrał to ja rozumiem, że to jest walka z marnowaniem żywności. A jak dostaje świeży wypiek to chyba coś jest nie tak

    Z plusów - wszystko co dostałem było smaczne, świeże (na tyle na ile świeżą może być kanapka, która przeleżała dzień), niczym się nie zatrułem, ani niczego nie trzeba było wyrzucić - tu wszystko ok

    Jeżeli miałbym wytypować najlepszy rodzaj lokali do skorzystania z tej apki to zdecydowanie byłyby to piekarnie - przyzwoite paczki, dobrej jakości chleb (często ciekawy, taki jakiego ludzie nie biorą - z niestandardowymi dodatkami) + jako, że pieczywo świetnie się mrozi, to faktycznie jest to dla mnie przykład walki z marnowaniem jedzenia. Piekarnia 4 chleby musiałaby wywalić - ja pokroje na połówki, zamrożę i będę sobie jadł przez miesiąc. Szkoda, że pozostała oferta w naszym mieście nie daje takiej możliwości

    Podsumowując - apka i idea jest ciekawa, oceniam ja raczej pozytywnie, choć po tych kilkunastu paczkach raczej nie będę polował na okazje - może zajrzę od czasu do czasu. Ofertę w #krakow oceniam raczej średnio - ale może to wina tego, że paczki wystawia głównie gastronomia, a tam zwykła kanapka kosztuje 5x więcej niż materiały na nią. Polecam w sumie spróbować samemu, system zakupu i odbioru jest bardzo czytelny i prosty, a ceny nie jakieś wysokie. Nawet jak dostaniecie kiepską paczkę, to te kilka-kilanascie złotych raczej was nie położy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Artykuł nie jest sponsorowany ale jeśli ktoś z toogoodtogo to czyta to chętnie przyjmę pieniążki ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #recenzja #cebuladeals #oswiadczenie #zerowaste
    pokaż całość

    +: s..........e, MAT3R +10 innych
  •  

    #sepecharecenzuje Dżentelmeni (2020) (no.57)

    Milej żyć ze świadomością, że wciąż są na tym świecie twórcy, którzy od poprawności bardziej cenią sobie dobranie perfekcyjnej obsady i napisanie historii, którą aż chce się zgłębić. Tytuł najnowszej produkcji Guya Ritchie’ego jest jak najbardziej trafny, bo to film z klasą, szykiem i odrobiną nowoczesnego kopa. Kinowy Rolls-Royce.

    +jaki kraj, takie bandyciaki. Jeżeli macie dość filmów o polskich łotrach w kominiarkach, Matthew McConaughey, ale bardziej Charlie Hunnam (ależ kreacja!) pokazują życie gangsterów z klasą – w eleganckim garniaku, dopasowanym płaszczu i skitraną za pasem pukawką. Coppola by się nie powstydził.
    +dialogi robią tu połowę roboty. Brak tu zbędnego gadania, każdy ma coś interesującego do powiedzenia i to się ceni. Cięte i podszyte dowcipem wymiany zdań, jak w scenie z akcją w norze bananowych Oskarków. Hunnam ma charyzmę, to trzeba przyznać.
    +akcji wcale nie tak dużo, ale wystarczająco, by podkreślić opowiadaną historię
    +intryga miesza się z intrygą, każdy ma tu na każdego haka, a z rękawów sypią się asy. I jest to przednie, bo utrzymane w odpowiednim nadmiarze.
    +film niejako ukazuje sposoby działania różnych grup i ich interesów. Sporo zgrabnie przeplatających się wątków i przyjemny dla oka kontrast, chociażby gangusów-dżentelmenów z nowoczesnymi rycerzykami w dresach
    +humor również wyważony i w idealnej dawce
    +można? Można! Kino bez słowa o wyższości (czy równości) jakiejkolwiek z płci. Plus za niewplatanie swoich poglądów politycznych do Bogu ducha winnego filmu. Niestety, dzisiaj to już nie jest powszechne i oczywiste. (Gwoli jasności – jest różnica między przekazaniem własnej myśli a wciskaniem jej do łba odbiorcy)

    -początek troszkę mylący. Przez moment zapowiadało się na angielską wersję Jak zostałem gangsterem
    -nie jest to wielki minus, ale nie cierpię brytyjskiego akcentu w wykonaniu kogoś innego, niż Ricky Gervais. Po jakimś czasie zatęskniłem za hamerykańskimi głosami :P

    No i co mam powiedzieć, 8/10. Ewidentnie męskie kino ((ale nie tylko dla chłopów ( ͡º ͜ʖ͡º)), choć w dobrym guście i ze scenariuszową elegancją. Nie jest to tępa sieczka pokroju Niezniszczalnych, ale subtelny i satysfakcjonujący film. Serdecznie polecam wszystkim, nie zrażajcie się delikatnie kulejącym początkiem. Miło spędzony czas i duży plus dla Guya za siódmy z kolei przyzwoity obraz. Udanego wieczoru, Mirki!

    #kino #film #premiera #recenzja #dzentelmeni #guyritchie #sensacyjny #kryminalny #usa #mafia #filmnawieczor
    pokaż całość

    źródło: Dżentelmeni.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Lighthouse (2019) (no.56)

    O kurła. Czasem już człowiek myśli, że w kinie widział już wszystko, a potem pojawia się taki Robert Eggers i tostuje złoto, a raczej artystyczny stop czerni i bieli. Lighthouse jest jak męczący koszmar z dzieciństwa, ale o niepokojącej głębi, której nie powstydziliby się mistrzowie kina grozy, od których też sporo tu zaczerpnięto.

    +całość to wielka alegoria mitu o Prometeuszu w wersji autorskiej Eggersa. Najlepsze jest jednak to, że film ma tak nietypową narrację, iż można go interpretować na dziesiątki innych sposobów. Do mnie osobiście trafia teoria dwóch osobowości.
    +intertekstualność, ogrom nawiązań i inspiracji. Lighthouse bynajmniej nie jest jednak żadnym pionierem, który by tworzył coś absolutnie nowego. To bardziej wskrzeszenie i zmieszanie kilku zapomnianych elementów horroru i kina psychologicznego oraz sięgnięcie do klasyków literatury, chociażby prozy Lovecrafta.
    +kreacje Roberta Pattinsona i Willema Dafoe. No przecież to jest bajka, soczysta wisienka na tym czarno białym torcie.
    +dialogi, szczególnie w drugiej połowie filmu, są cholernie dobre. A monologi „na jednym tchu” tylko potęgują efekt.
    +a zdjęcia! Boziu, co to były za zdjęcia. Szczególnie w scenach kolacji – ze skitranym w półmroku Dafoe. Cudo.
    +wszystko to składa się na miażdżący klimat, który można kroić nożem. Opisałbym go słowem „złowieszczy”. I niepokojące wrażenie, że coś ewidentnie wisi w powietrzu i lada chwila może wybuchnąć.
    +motyw z utratą poczucia czasu i mieszającym we łbie staruchem rewelacyjnie podbudowuje i wplata w narrację

    -z drugiej strony oniryzm jest tu na tyle intensywny, że w pewnym momencie utrudnia nieco odbiór i sam przyłapałech się na tym, że pewnego wątku nie skojarzyłem, ale to równie dobrze może być wina późnej pory :P

    No i co mam powiedzieć, 8/10. Z pewnością jest to nowe doświadczenie, a także pokaz najwyższych umiejętności aktorów, ale jednocześnie nic mnie tu nie zaskoczyło na tyle, bym miał do tej produkcji jeszcze wracać, tak jak chętnie wrócę do asterowskiego Midsommara. Lighthouse natomiast bardzo mnie zmęczył (w pozytywnym znaczeniu), bo to – umówmy się – nietypowe, a przy tym trudne kino. Ale jak najbardziej warte zobaczenia, więc serdecznie zachęcam do seansu!

    #kino #film #horror #lighthouse #willemdafoe #robertpattinson #roberteggers #usa #filmnawieczor #recenzja
    pokaż całość

    źródło: niezgorszytenplakat.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Pan T. (2019) (no.55)

    Znalazłech w archiwum tę zaległą minirecenzję, zachęcam do lektury. Dziś jeszcze na tagu coś się pojawi, więc zapraszam do obserwacji :*

    Nie, żebym nie lubił Pawła Wilczaka, ale nie lubię go. Jest wyniosły, sztuczny i obleśny. Widać to też w Panu T. gdzie na ekranie z drugiego planu przyćmił go Sebastian Stankiewicz. I obrywa na tym cały film. W ogólnym rozrachunku przypomina bowiem męczący sen, w którym popierdzielacie biegiem po schodach, ale ktoś cały czas ciągnie was nazad.

    +oczywiście oprawa wizualna, czerń i biel fantastycznie podkreśla nastrój powojennej Warszawy z przygnębiającym pałacem kultury w tle
    +monologi Witczaka wcale niezgorsze, coś a la polski Max Payne :D
    +Bolesław Bierut i jego przemówienia, świetna rola Jerzego Bończaka. Na drugim planie Mecwaldowski jako impulsywny agent bezpieki. Aha, i jeszcze Zdzisław Wardejn :P

    -całość niestety usypia i jakoś tak męczy, ale może to zasługa połączenia specyficznej narracji i wplatanych co rusz scen z podziemi pkinu z długością samego filmu
    -druga połowa rozciągana na siłę jak guma od moich cottonworldów
    -monologi to jedno, ale drewniana gra wspomnianego Wilczaka to cholerny strzał w kolano

    No i co mam powiedzieć, 5/10. Stanowczo zbyt sztuczny i męczący. Plus za kilka niezłych kreacji i występujących tu i ówdzie „cameosów”, jak mała rólka Jacka Fedorowicza. Film ewentualnie do zobaczenia i zapomnienia, ale już lepiej iść na 1917 i cieszyć się wyśmienitym kinem, a nie nadętą, pseudoartystyczną wydmuszką pokroju Pana T

    #kino #film #pant #dramat #obyczajowy #kinopolskie #warszawa #recenzja
    pokaż całość

    źródło: typ_z_kasiitomka.jpg

  •  

    Miałem okazję obejrzeć #film "Zenek". Chciałbym podzielić się kilkoma spostrzeżeniami.

    Film "Zenek" to śmiałe nawiązanie do kina gatunkowego. Wszelkiego gatunku. Mamy więc przede wszystkim rodzime "Bohemian Rapsody". Niestety reżyser żeby zmylić tropy nie obejrzał całego filmu o Freddym, a tylko jego początek i kilka zwiastunów. Zasugerował się też mocno tytułem i dlatego dzieje Zenka mocno związane są z romską bohemą. Niemniej można zauważyć inspiracje Guyem Ritchiem ("Przekręt"), Andrzejem Wajdą ("Człowiek z Żelaza") i Tonym Scottem ("Człowiek w ogniu").

    Na osobną wzmiankę zasługuje jedna z ostatnich scen filmu, która przywołuje na myśl "Sicario".

    pokaż spoiler Zenek z Ryśkiem robią rejzę na cygańskie baraki w celu odbicia porwanego Daniela Martyniuka.


    Sfilmowana na jednym ujęciu sekwencja (wszak "1917" jest na topie) to doskonała metafora tego, jak nasz główny bohater wraz ze swoim przyjacielem idą przez życie biorąc z niego nie tyle, ile mogą, a jedynie tyle ile im potrzeba. Nie szkodząc przy tym innym. To w tych czasach cnota.

    Ciekawie zarysowany jest konflikt fanów muzyki chodnikowej z fanami listy przebojów wszech czasów programu trzeciego i (zapewne) zespołu Dżem. Bo wiadomo co to za degeneraci słuchają takich rzeczy. Wprawdzie brakuje mi w tym Nergala, ale gdy Zenek stawiał pierwsze kroki na deskach festyniarskich scen pociągając za sobą tłumy "takie jak na Lihmalu", to Darski na szatana mówił jeszcze "bubu".

    Pod względem oprawy muzycznej twórcy także nie poszli na łatwiznę i zamiast wykorzystać gotowe przeboje zespołu Akcent, postanowili na nowo nagrać klasyków disco polo. Zrobili to w stylu podlaskiego undergroundu, dzięki czemu wykonania śpiewających aktorów mają sznyt najebanych weselnych kapel grających w remizie o trzeciej nad ranem.

    W "Zenku", który niechybnie zostanie kinowym przebojem walentynkowego weekendu, nie dowiemy się za wiele o popkulturowym fenomenie Martyniuka, próżno też szukać zbyt dramatycznych wątków z życia głównego bohatera, ale za to znajdziemy w nim wyjaśnienie wieloletniej, męskiej przyjaźni z nieodłącznym klawiszowcem - Ryśkiem. Bo Rysiek to taka postać, która doskonale uzupełnia Zenka. Parafrazując stare przysłowie można powiedzieć: "Gdzie Zenek nie może, tam Ryśka pośle"

    To film miałki, nijaki i jakże niepotrzebny. Takie mocne 2,75/10

    #recenzja #filmy #discopolo #heheszki
    pokaż całość

    źródło: phpThumb_generated_thumbnail.jpeg

  •  

    #365dni #recenzja #polskiefilmy #kino

    Głupia sprawa, bo dałem się ponieść tej falii oburzenia wokół filmu "365 dni" i w pewnym momencie nawet uwierzyłem, że idę do kina na taki pokaz bezeceństwa, że po powrocie to już tylko egzorcysta może pomóc wypędzić ze mnie belzebuba. No i co? No i jajco. Niby były jakieś seksy, ale plizz, z czym do ludu? Takie kapiszony, to można zobaczyć w pierwszym lepszym teledysku na Vivie.

    Pamiętam, jak kiedyś wsiadłem do metra w godzinach szczytu i nieopatrznie odpaliłem sobie odcineczek "Spartakusa", a tam akurat wypadła scena orgii. W pip ludzi dookoła, a ja w panice zapomniałem, gdzie mam w telefonie guziczek wygaszenia, przez co zamiast wyłączyć, zrobiłem głośniej, do tego w amoku rozłączyłem słuchawki i cyk, ludzie załapali się na darmowy pokaz cycków, przegląd fryzur intymnych oraz gang bang + squrting w slowmołszyn. Wtedy faktycznie można było się zaczerwienić. A tu? Tu jest tak lajtowo, że w sumie ten film mógłby sobie leciec w tle podczas wigilii z rodziną i #nikogo

    Także kontrowersji nie ma. Jest za to miejscami tak bardzo niezręcznie, że aż śmiesznie. Serio, gdyby to ode mnie zależało, ten film nosiłby tytuł "XD".

    Przykładowo scena w samolocie, kiedy stewardessa robi Massimo fellatio. Pierwsza niezręczność jest taka, że kamera ustawiła się na wysokości głowy stewardessy, po czym zaczęła równo z nią ruszać się do przodu i do tyłu... coraz szybciej i szybciej. Dobra rada -> bez aviomarinu nie oglądajcie. Z kolei Massimo prawdopodbnie został poproszony, żeby zachowywał się, tak jak normalnie człowiek się zachowuje w takie sytuacji. Hmm jakby to opisać... pamiętacie film "Mój Biegun", jak Maciej Musiał został porażony prądem? No to twarz Massimo łapie takie spazmy, jakby przyjął co najmniej dwa razy większą dawkę voltów. Albo doznawał właśnie zapaści. Albo przyżywał seans spirytystyczny i coś zza światów przejmowało jego ciało XD

    Albo scena pod prysznicem, kiedy Laura pierwszy raz widzi Massimo nago. W książce było to opisane tak: "I wtedy go ujrzałam pod prysznicem. Piękny, nie­by­wale gruby zaga­niacz, ster­czący niczym świeczka wetknięta w tort i jądra cięż­kie, jak ponie­dzia­łek po dłu­gim week­en­dzie. Mmmmniam".
    W filmie nie słyszymy monologów wewnętrznych, więc trzeba to zagrać spojrzeniem. No i mamy scenę, jak Laura stoi pod prysznicem, robi zeza na zaganiacza Massimo, oblizując się przy tym jak Kaśka Zielińska na widok burgera Maestro. I ta niezręczność trwa 30 sekund, po czym odzywa się Massimo: "Będziesz tak stała i się lampiła, czy się nim zajmiesz?" XD.

    Albo, jak odgrywają grę wstepną (na Sycylii), wiecie taki dirty talks, i Massimo jest już nakręcony na maksa, ale Laura nadal go szczuje i mówi: "Not yet, not yet hehe", na co Massimo: "Zobaczysz, przyjdzie dzień, że tak cię wychędożę, że aż w Warszawie zaczną klaskać". XD

    Albo jak w końcu doszło do bang na jachcie i na ekran wjechała 3 i pół minutowa sekwencja (w rytm piosenki żywcem zerżniętej z Greya), podczas której byzkają się to w kajucie, to na pokładzie, to na stole, to od frontu, to od zaplecza,etc. Dziżas jak ten Massimo wygina wtedy tą biedną Laurę -> a to jej zakłąda podwójnego nelsona, a to dźwignie na staw skokowy, a to nogi zarzuca na żyrandol, a sam wdrapuje na maszt, po czym wystawia język i skacze na bungee wprost w jej krocze. Bolało mnie od samego patrzenia. Normalnie Cyrk Zalewski w wersji soft porno.

    Albo taka obleśna scena, jak Massimo spluwa Laurze na wadżajne. Wtedy to już cała sala (5 osób) ryknęła.

    Takich krindży jest naprawdę sporo, ale Grażyny i tak pokochają ten film. On po prostu ma wszystko, co tego typu widownia kocha, czyli:

    - Zajebiaszcze synchro muzyki z obrazem
    - Zajebiaszcze chaty
    - Zajebiszcze bryki
    - Zajebiszcze jachty
    - Zajebiszcze widoczki
    - Zajebiaszcze pokoje hotelowe z zajebiaszczymi oknami panoramicznymi
    - Zajebisaszcze śniadania przy zajebiaszczych basenach
    - Zajebiaszcze ładnych ludzi
    - Zajebiaszcze problemy z odwłoka
    - Zajebiaszcze godzenie się w deszczu i slołmołszyn
    - 5 x scena, w której główna bohaterka przymierza różne kiecki, a psiapsiółki piją wino i mówią " Ta nie, ta też nie, ta to już totalny faszyn from raszyn....oooo to jest to i wszystkie w płacz" (dla porównania fellatio jest tylko 3 razy)
    - Cameo Blanki Lipińskiej (prawie jak Stan Lee w Marvelu)
    - Zakończenie a'la "Na Współnej", czyli OESU ALE W NASTĘPNYM ODCINKU BĘDZIE SIĘ DZIAŁO, CAN'T WAIT
    - Scena po napisach, która zdradza, że w kolejnej części Massimo będzie walczył z Zenkiem

    I jeszcze dwie rzeczy. 1. Angielski w filmie o dziwo nie brzmi tak paździerzowo, jak w trailerze. Da się przeżyć. 2. Aktorka grająca główą rolę z twarzy wygląda jak mix Mafaszyzm, Blanki Lipińskiej, Beaty Tadli i Dody. Dużo zależy od tego, jak akurat pada światło . Niestety w jedenej scenie padło tak niefortunnie, że kompulsywnie krzyknąłem: "Massimo zwyrolu, trochę szacunku dla pani Tadli".

    Podsumowując, daje 3,5/10. Bez dramatu, ale w sumie o niczym, więc po godzinie byłem już na maksa znudzony.
    pokaż całość

  •  

    Witajcie przybywam z obiecana recenzją klawiaturki bezprzewodowej KW-03 z touchpadem i podświetlaniem którą wygrałem w konkursie od @SAVIO_multimedia.

    Klawiaturka przetestowana więc mogę się wypowiedzieć na jej temat.

    Klawiaturka jest tak skonstruowana, że po pewnym czasie wyrobiłem sobie umiejętność obsługi jedną ręką co jest na plus. Dobrze leży w dłoni i w zasadzie większość funkcji można obsłużyć kciukiem. Jej głównym zadaniem jest zastąpienie myszki i klawiatury naraz z tego też powodu posiada zarówno touchpad jak i klawisze funkcyjne zainstalowane jak spusty w dowolnym padzie, imitujące prawy i lewy klawisz myszy. Pełna obsługa multimediów w tym regulacja głośności dedykowanymi przyciskami. Touchpad natomiast ma funkcje szybkiego przewijania przy użyciu dwóch palców.

    Testowana jedynie na komputerach stacjonarnych i laptopach, doskonale sprawdza się przy obsłudze np. Netflixa. Podświetlanie to nie jest zbędny bajer kiedy w pomieszczeniu jedynym światłem jest monitor lub telewizor. Instalacja urządzenia nie istnieje po prostu wpina się czujnik odpala klawiaturkę i można z niej korzystać.

    Klawiaturka jest naprawdę mała co z jednej strony jest na plus bo jest poręczna a z drugiej europejskie dłonie są chyba nieco większe niż majfrendów z Chin, dlatego używanie klawiaturki jako pełnoprawnego urządzenia do pisania dłuższych tekstów raczej nie wchodzi w rachubę, szczególnie przy Polskich wygibasach językowych gdy nie raz trzeba nacisnąć i ze trzy klawisze w tym samym momencie, przykład: „Ś”. Natomiast wyszukiwanie po słowach kluczowych w google lub netflixie albo horizon.go sprawdza się doskonale.

    Klawiaturka to taki mały kombajn dzięki któremu nie musisz mieć pod ręką klawiatury i myszki kiedy robisz Netflix & Chill.

    Teraz będzie troszeczkę minusów. W moim modelu zdarza się, że zasięg świruje nawet przy względnie niewielkiej odległości od czujnika, choć tutaj winić mogę zaśmiecenie przestrzeni sygnałami, bo dużo rzeczy mam podpięte zdalnie. Czułość touchpada można ustalić w 3 poziomach ale przynajmniej u mnie w systemie gdzie mysz ma czułość na sztywno dopasowaną do moich „gamingowych” preferencji przestawianie czułości systemowej na wyższą aby touchpad klawiaturki działał nieco szybciej rozwala mi pozostałe ustawienia. Więc ruszyć tego nie mogę przez co używanie touchpada to w moim przypadku „szuranie” jak po...ny. Natomiast na innych systemach wygląda to inaczej ale to raczej kwestia indywidualna.

    A teraz ciekawostka, klawiaturka ma akumulator o nazwie BL-5B czy coś to państwu mówi? Tak to jest ten sam rodzaj akumulatorka który był/jest używany w nokiach: 6020, 6021, 6060, 6070, 6120, 7360 itp. Chińskie majfrendy wymyśliły sposób na recykling zalegających akumulatorów po zaprzestaniu produkcji tamtych modeli nokii więc gdy wam Greta wjedzie na chatę i zacznie krzyczeć, że zniszczyliście jej dzieciństwo, pomachajcie jej klawiaturą przed nosem niech wie jacy jesteście EKO! Nic się nie marnuje.

    Pytanie więc czy kupić czy nie jest prosta, oczywiście, że kupić. Cena to mniej więcej zestaw 4 szejki i 4 hamborgiry z frytkami z maka dostarczone prze jakiegoś obcokrajowca z uber eats który się po drodze dwa razy zgubi a i tak musisz zejść po niego przed klatkę, a kalkulacja jest prosta szejki z hamborgirami wymienisz na gó..o a klawiaturka zostanie z tobą o wiele dłużej, co więcej jak ją zjesz w całości jest duża szansa na to, że gdy ją z ciebie wyjmą nadal będzie działać.

    No i wersja RGB ma takie fajowe światełka w różnych odcieniach, masz ochotę na czerwony nie ma sprawy, na zielony proszę bardzo, na błękitny pyk i jest. No i bądźmy szczerzy 14 złotych różnicy pomiędzy wersją bez podświetlani i RGB to nie jest dużo a jaki szacun na dzielni…
    Wystawiłem karton po klawiaturce na korytarz co by sąsiedzi wiedzieli, że mnie stać, już na drugi dzień na całym bloku jebało bigosem a dwa dni później karton znikł. A jak wchodzę do sklepu społem to słyszę szepty ludzi: Pa to ten od klawiaturki SAVIO, jebany dorobił się złodziej pewnie….

    Pytanie czy kupiłbym jeszcze jedną? No pewnie, że tak ale nie chce wiecie epatować bogactwem ludzie są zawistni,choć zawsze mógłbym powiedzieć, że dostałem od bezdomnego.

    W skrócie polecam do obsługi multimediów choć na upartego dałem radę na niej nieco postrzelać w Borderlands 3 a i przymierzałem się do odpalenia jakiegoś emulatora SNES-a i pograniu na niej jak na padzie,może to jeszcze zrobię zobaczymy.

    #recenzja #elektronika #savio
    pokaż całość

  •  

    W MROKU HISTORII: KSIĄŻKA ROKU 2019

    Literatura faktu od wielu lat cieszy się niesłabnącą popularnością wśród wszystkich miłośników historii. Lista poruszanych w nich tematów wydaje się być nieograniczona. W ubiegłym roku opublikowaliśmy recenzje pół setki tytułów. Jak to zwykle bywa – ich poziom okazał się bardzo zróżnicowany. Po które tytuły według nas warto sięgnąć?

    Po raz pierwszy przedstawiamy Wam listędziesięciu najlepszych książek historycznych, wybranych spośród tych, których recenzje ukazały się na naszym blogu w roku 2019.

    TOP 10 W MROKU HISTORII:

    1. „CZARNOBYL. HISTORIA NUKLEARNEJ KATASTROFY” (Serhii Plokhy) Znak Horyzont

    2. „CZAROWNICE. SALEM 1692” (Stacy Schiff) Marginesy

    3. „WYSPA POTĘPIONYCH. PRAWDZIWA HISTORIA WYSPY BLACKWELL” (Stacy Horn) Znak Literanova

    4. „DZIECI REWOLUCJI PRZEMYSŁOWEJ” (Katarzyna Nowak) Znak Horyzont

    5. „AKCJA WISŁA” (Marek A. Koprowski) Replika

    6. „SOMEBODY TO LOVE. ŻYCIE I SPUŚCIZNA FREDDIEGO MERCURY’EGO” (Matt Richard, Mark Langthorne) _Zysk i

    S-ka_

    7. „ZAGROŻONE DZIEDZICTWO” (Leszek Adamczewski) Replika

    8. „ŁUNY NA WSCHODZIE” (Marek A. Koprowski) Replika

    9. „TEMPLARIUSZE” (Dan Jones) Znak Horyzont

    10. „MIASTECZKO ZBRODNI. DLACZEGO ZGINĘŁA IWONA CYGAN?” (Monika Góra) W.A.B.

    WYRÓŻNIENIE SPECJALNE za najlepszyALBUM ROKU:

    „POLSKA I POLACY. DZIEJE NARODU DO 1795 ROKU. WIELKA ILUSTROWANA HISTORIA POLSKI” (dr Joanna Wieliczka-Szarkowa) Aromat Słowa

    #wmrokuhistorii #historia #ksiazki #literatura #czytajzwykopem #recenzja #literaturafaktu #ranking #biblioteka #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

    źródło: A.jpg

  •  
    G.........s

    +12

    #retrorecenzje <- Tag na który będę wrzucał swoje recenzje :)

    (są to mega amatorskie recenzje)

    Colin McRae Rally 2.0

    Podczas gry weźmiemy udział w imprezach rajdowych które odbywają się w różnych częściach świata, przyjdzie nam zmagać się po śnieżnych trasach w Finlandii oraz po pustynnych w Kenii ale także czeka na nas wiele tras w Francji, Szwecji oraz we Włoszech.
    Gra jest znana z świetnego modelu jazdy oraz fizyki i systemu zniszczeń pojazdów, podczas rozgrywki możemy zasiąść za kierownicą jednego z kilkunastu samochodów takich jak Ford Focus WRC czy Mitsubishi Lancer Evolution VI.
    Przed każdym odcinkiem trasy musimy odpowiednio do niej przygotować swój samochód a to wiąże się z doborem odpowiednich opon, ustawieniem zawieszenia oraz skrzyni biegów, musimy również pamiętać o naprawie poszczególnych elementów samochodu.

    Gra posiada tryb multiplayer oraz polską wersję językową a wydana została na PS1, PC oraz GBA.

    +Świetny model jazdy oraz fizyka.
    +Dopracowany system zniszczeń samochodów.
    +Wiele rzeczywistych samochodów oraz tras.

    -Na trasach jest dość mało elementów otoczenia.
    -Przy drodze ustawiono wiele drzew i krzewów w miejscach które ciężko wyminąć :)

    Moja ocena gry 9/10

    Największym atutem gry jest świetny model jazdy, który po 20 latach od wydania gry nadal jest przyjemny. Dużym plusem gry są również świetnie odwzorowane samochody i trasy ale również system zniszczeń samochodów. Do wad gry można jedynie przeczepić się na silę, robiąc to napiszę o niewielkiej ilości elementów na trasach oraz ogólnie grafika otoczenia mogłaby zostać nieco lepiej dopracowana.

    Przy okazji zapraszam na:
    Mój blog: https://gamesflame1.blogspot.com
    Mój kanał na YT: https://www.youtube.com/channel/UCH_bQFX5B4nW4fPUIebGtKg

    #recenzja #gry #staregry #retrogaming #colinmcrae #gimbynieznajo #gry #nostalgia #psx #ps1
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #recenzja

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,1:0,0:0

Archiwum tagów