•  

    Powinnam napisać ten post dużo wcześniej, bo książka miała premierę trochę ponad miesiąc temu ale jakoś ciężko było mi to wszystko przetrawić. Stresuje mnie i paraliżuje myśl, że ktoś napisał o mnie książkę.

    W tamtym roku zainteresowało się mną wydawnictwo Bellona i przez pewien czas spotykałam się z dziennikarką i reporterką Zuzanną Pol. Na podstawie tych rozmów i dostarczonych przeze mnie materiałów, powstała książka "Kolekcjonerka zbrodni". Tytułowa Kolekcjonerka, to postać fikcyjna, choć inspirowana prawdziwą mną. W książce przeczytacie o zbrodniach w małych miejscowościach, alkoholizmie, przemocy domowej, sąsiedzkiej zawiści.

    Książkę możecie zakupić w Świecie Książki i Empiku. Na Taniej Książce też jest.

    Polecam też wywiad z autorką, przeczytacie go tutaj.

    #polskiepato #rejestrzboczencow #kryminalne #ksiazki
    pokaż całość

    źródło: KolekcjonerkaZbrodni.jpg

  •  

    #polskiepato #rejestrzboczencow

    Ze względu na Wasze sugestie, od dawna dodaję do moich wpisów tagi #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent. Jednak pod jednym z moich ostatnich wrzutek na autorskich tagach, jeden z Mirków mnie zwyzywał, że mi nie można ich używać. Skąd moje pytanie: tagować tak czy nie tagować?

    Czy używać tych tagów?

    • 736 głosów (70.97%)
      Tak
    • 91 głosów (8.78%)
      Nie
    • 210 głosów (20.25%)
      Obojętne mi to
  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl. Klikajcie dla zasięgów chociaż ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato.

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie w tym co robię, to zapraszam na mój Patronite.

    • • •

    TOMASZ B., rocznik '72

    Tomasz B. urodził się w Mońkach na Podlasiu. Wraz z rodziną mieszkał w pobliskim Knyszynie, gdzie w wieku 22 lat usiłował po raz pierwszy dokonać zgwałcenia. W sierpniu 1994 roku chwycił swoją ofiarę za ręce, wykręcił je do tyłu i przewrócił na ziemię. Kobiecie na szczęście udało się uciec. Drugiej napaści dokonał dwa lata później: nocą z 23 na 24 kwietnia 1996 roku wraz z młodszym od siebie o rok Jackiem G. napadli na 94-letnią babkę tego drugiego. Pijani mężczyźni obezwładnili Annę* G. i wspólnie, kilkakrotnie zgwałcili. Według wyroku potraktowali ją wyjątkowo brutalnie i perwersyjnie. Sprawcy odbyli z niedołężną staruszką stosunek jednocześnie, w tym jej wnuk analnie. 24 i 23-latek zaprzestali dopiero, gdy zorientowali się, że kobieta nie oddycha. Na skutek zatkania przez oprawców jej ust i nosa, ściskania szyi oraz napierania z dużą siłą na tors, Anna G. zmarła. Jej klatka piersiowa została dosłownie zmiażdżona. Miała też pęknięte krocze i odbyt, a jej ciało było pogryzione.

    Obaj gwałciciele zostali zatrzymani kilka godzin po dokonaniu morderstwa. W trakcie postępowania przygotowawczego przyznali się do winy, jednak podczas rozprawy odwołali swoje wyjaśnienia.

    Proces rozpoczął się już w grudniu 1996 roku. Mężczyźni zostali oskarżeni o zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem oraz morderstwo, dodatkowo Tomasz B. o usiłowanie zgwałcenia w 1994 roku. Najprawdopodobniej pokrzywdzona dopiero na wieść o morderstwie swojej sędziwej sąsiadki zdecydowała się pokonać wstyd i zgłosić wydarzenia sprzed dwóch lat na policję.

    Wyrok zapadł 22 kwietnia 1997 roku przed Sądem Wojewódzkim w Białymstoku. Za zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem oraz morderstwo Anny G. Tomasz B. został skazany na 10 lat pozbawienia wolności oraz 4 lata pozbawienia praw publicznych. Z kolei za próbę zgwałcenia innej kobiety – na 2 lata pozbawienia wolności. Według biegłych, Jacek G. w chwili popełniania przestępstwa miał w stopniu znacznym ograniczoną zdolność rozpoznania znaczenia czynu i kierowania swym postępowaniem, w związku z czym za zgwałcenie i morderstwo swojej babki otrzymał karę 8 lat pozbawienia wolności oraz pozbawienia praw publicznych na 4 lata. Zarówno prokurator, jak i obrońcy oskarżonych wnieśli apelacje. Oskarżyciel zażądał 25 lat pozbawienia wolności dla obu sprawców, z kolei adwokat Tomasza B. apelował o zmianę kwalifikacji czynu z morderstwa na nieumyślne spowodowanie śmierci, a zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem na "zwykłe" zgwałcenie oraz o uniewinnienie z zarzutów usiłowania zgwałcenia w 1994 roku. Z kolei obrońca Jacka G. wnioskował o całkowite uchylenie wyroku i ponowne rozpatrzenie sprawy ze względu na niewinność oskarżonego.

    9 września 1997 roku Sąd Apelacyjny w Białymstoku ogłosił wyrok. Tomaszowi B. uchylono oskarżenie o próbę gwałtu z 1994 roku ze względu na to, że napastnik dobrowolnie, pod wpływem błagań zaatakowanej kobiety, puścił ją wolno i do zgwałcenia nie doszło. Kara za zabójstwo i zgwałcenie Anny G. została zmieniona na 15 lat pozbawienia wolności oraz 4 lata pozbawienia praw publicznych. Z kolei Jacek G. otrzymał wyrok 12 lat pozbawienia wolności i 4 lata pozbawienia i praw publicznych.

    Tomasz B. opuścił więzienie za sprawą zwolnienia warunkowego w 2010 roku. Aktualnie mieszka w Gliwicach. Co do Jacka G. nie mam informacji, najpewniej także jest już wolnym człowiekiem. Nie został jednak umieszczony w Rejestrze Sprawców Przestępstw na tle Seksualnym.

    . . .

    *to imię wymyśliłam na potrzebę tekstu

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Białymstoku oraz wyroku Sądu Apelacyjnego w Białymstoku wraz z uzasadnieniem.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #monki #knyszyn #podlasie #bialystok
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl. Tam wrzuciłam też więcej zdjęć.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się zawsze na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato. Ban od FB się skończył i mogę już publikować na swoich pejach. :)

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie w tym co robię, to zapraszam na mój Patronite.

    • • •

    MARCIN Ł., rocznik '90

    Marcin Ł. przyszedł na świat w 1990 roku w Białej Podlaskiej. Do szkoły podstawowej uczęszczał w rodzinnych Horoszkach Małych, a po zlikwidowaniu miejscowej placówki rodzice przenieśli go do pobliskich Serpelic. Chłopiec ze względu na swoją potężną budowę ciała był wyśmiewany przez inne dzieci, przez co trzymał się na uboczu grupy rówieśniczej. Zdał maturę w Technikum Mechanizacji Rolnictwa w Janowie Podlaskim. Już wtedy wiedział, że tak jak jeden z jego starszych braci, czuje się powołany do stanu duchownego. Dlatego też w 2010 roku wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Drohiczynie.

    Sześć lat później, już jako ksiądz i magister, został wikariuszem w Parafii św. Andrzeja Apostoła w podlaskich Wyszkach i nauczycielem w tamtejszym Zespole Szkół. Prowadził lekcje religii oraz woził dzieci na konkursy i wolontariaty. W Internecie można znaleźć zdjęcia zrobione, gdy razem z grupą dziewczynek odwiedził należące do Caritasu Warsztaty Terapii Zajęciowej w Bielsku Podlaskim. Wikariusz cieszył się dobrą opinią, mieszkańcy wsi mu ufali, radzili się go, a jedna z parafianek tak opisywała młodego duchownego:

    Przyjemny, miły, po prostu ludzki.

    W 2017 roku miała się odbyć kolejna edycja Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy Biblijnej. Ksiądz Marcin usilnie zachęcał jedną ze swoich uczennic do wzięcia w nim udziału, na co ostatecznie 14-letnia Asia* przystała. W wyroku można przeczytać, że 27-letni duchowny podstępnie zwabił dziewczynkę na plebanię, zapewniając, że musi pomóc jej w przygotowaniach do konkursu. Gdy nieświadoma zamiarów nauczyciela weszła do przykościelnego budynku, Ł. zamknął drzwi na klucz, chwycił zdezorientowaną nastolatkę i zaniósł do swojej sypialni. Tam zdjął sutannę, a z niej spodnie i bieliznę. Mimo płaczu i oporów lizał jej narządy rodne. Tydzień później, gdy nie chciała się zgodzić, by znów zawiózł ją na plebanię pod pretekstem przygotowań do konkursu, ksiądz Ł. zamknął się z przestraszoną uczennicą w sali lekcyjnej. Nie otworzył drzwi nawet wtedy, gdy szkolny autobus odjechał, a dziewczynka nie miała jak wrócić do domu. Katecheta zaoferował, że ją odwiezie, jednak pokierował swoje auto w stronę przykościelnych zabudowań. Tam zamknął drzwi na klucz i siłą przytrzymał wyrywającą się dziewczynkę. Postawny mężczyzna unieruchomił ją i przeniósł do łóżka, gdzie rozebrał od pasa w dół, rozchylił nogi i pomimo jej łez i głośnych protestów, lizał jej narządy płciowe i wkładał palce do pochwy.

    Tydzień później, 8 czerwca nastał dzień konkursu. Ksiądz Marcin był odpowiedzialny za dowiezienie uczestników na miejsce. Po Asię przyjechał jeszcze przed początkiem lekcji w szkole. Podczas jazdy stwierdził jednak, że do rozpoczęcia testu jest jeszcze sporo czasu, w którym mogą powtórzyć materiał, ale wikariusz miał w planach inną powtórkę. Skręcił w drogę na plebanię, wprowadził dziewczynkę do środka i przekręcił klucz w zamku. Mocno przytrzymał wyrywającą się i odpychającą go od siebie 14-latkę i przeniósł ją do sypialni. Położył ją na łóżku i mimo głośnych protestów zdjął z niej dolną część galowego stroju. Przygniótł dziewczynkę swoim ciężarem i usiłował zgwałcić. Jednak udało mu się tylko częściowo wprowadzić członka, wycofał się ze względu na płacz dziewczynki i jej głośne skargi na ból.

    Nie znam okoliczności, w jakich rodzice 14-latki dowiedzieli się, czego dopuścił się wobec ich dziecka ksiądz Ł., jednak niedługo po Ogólnopolskim Konkursie Wiedzy Biblijnej duchowny zniknął z Wyszek – nie było go widać ani w kościele, ani w szkole. Po wsi zaczęły krążyć plotki, że poważnie się rozchorował i przebywa w szpitalu. Mieszkańców dziwił jednak fakt, że podczas mszy proboszcz nie modli się o zdrowie nieobecnego kolegi. Dopiero po czasie okazało się, że jeszcze w czerwcu rodzice pokrzywdzonej 14-latki zgłosili sprawę molestowania do Diecezji Drohiczyńskiej. Pełnomocnik prawny kurii, zawiadomił Prokuraturę Krajową o możliwości popełnienia przestępstwa z art. 200 kk., a decyzją biskupa młody ksiądz nie mógł wykonywać posługi kapłańskiej.

    We wsi zawrzało. Oprócz głosów oburzenia na zachowanie księdza oraz współczucia dla dziewczynki, pojawiły się też te negujące winę duchownego – "Bo jak to tak trzy razy do niego chodziła? Sama chciała!" czy "Teraz te małolaty takie rozgolaszone chodzą i kuszą facetów!". Ludziom trudno było uwierzyć w winę osoby z tak nieposzlakowaną opinią, dlatego część winy przerzucali na ofiarę gwałciciela, krzywdząc ją przy tym jeszcze bardziej.

    Podczas składania wyjaśnień w Prokuraturze Okręgowej w Ostrołęce, Marcin Ł. częściowo przyznał się do winy. Postawiono mu zarzut zgwałcenia małoletniej poniżej 15 roku życia (art. 197 § 3 pkt 2 kk) i użycia groźby lub podstępu, by doprowadzić do obcowania płciowego (art. 197 § 1 kk). Podejrzany do tymczasowego aresztu trafił dopiero w listopadzie 2017 roku. Z czasem Sąd w Ostrołęce zmienił areszt na poręczenie majątkowe i po wpłacie 20 tys. zł w połowie stycznia 2018 roku ksiądz opuścił mury więzienia. Biskup drohiczyński umieścił Ł. w klasztorze, gdzie ten oczekiwał do rozprawy. Sąd zakazał mu opuszczania kraju oraz zbliżania się do pokrzywdzonej dziewczynki, którą zajął się psycholog.

    Proces w Sądzie Okręgowym w Białymstoku rozpoczął się w marcu 2018 roku. Marcin Ł. odpowiadał w nim z wolnej stopy. Posiedzenia były w całości niejawne, odtajniono jedynie ogłoszenie wyroku, który zapadł już 30 maja. Marcin Ł. został skazany na 5 lat pozbawienia wolności, otrzymał 10-letni zakaz zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzoną oraz 15-letni zakaz wykonywania zawodu związanego z opieką nad małoletnimi. Obrońca oskarżonego złożył apelację, jednak 30 października tego samego roku, Sąd Okręgowy w Białymstoku utrzymał wyrok w mocy. Ksiądz do aresztu trafił dopiero po dwóch miesiącach od ogłoszenia wyroku przez SO. Przebywa tam do dziś.

    . . .

    *imię wymyśliłam na potrzeby tekstu

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Białymstoku oraz wyroku Sądu Apelacyjnego w Białymstoku. Informacje z prasy i internetu, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #podlasie #bialapodlaska #janowpodlaski #drohiczyn #pedofiliawkosciele #bielskpodlaski
    pokaż całość

    źródło: dlamireczkuf.jpg

    +: G.....y, Wollier +633 innych
  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato. Aktualnie mam na FB bana na obsługiwanie pejów ale mam nadzieję, że kiedyś to się zmieni ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie w tym co robię, to zapraszam na mój Patronite.

    • • •

    IRENEUSZ J., rocznik '78

    Lato 1998 roku było dla Basi* pierwszym po skończeniu podstawówki. Te wakacje miały być weselsze niż poprzednie, gdy jej rodzinne Kościerzyce nawiedziła powódź tysiąclecia. W ciepłą, lipcową noc, 14-latka wracała z zabawy, która odbywała się w okolicy. Do domu miała już zaledwie kilkadziesiąt metrów, gdy niespodziewanie zaatakował ją pijany Ireneusz J. Bełkocząc, że ją zabije, 20-latek zaciskał na szyi nastolatki zgiętą w łokciu rękę, po czym zaciągnął do sadu obok. Tam zaczął okładać ją pięściami po głowie i kopać po całym ciele. Zamroczoną zawlókł pod pobliskie ogrodzenie, gdzie kilkukrotnie uderzył jej głową o metalowe słupki, aż straciła przytomność. Zdjął jej spodnie i majtki, a następnie lizał narządy płciowe i wkładał do pochwy palce, które później usiłował włożyć w jej oczy, by pozbawić ją wzroku. Pastwił się nad nią, 12-centymetrowym patykiem wpychając w jej usta kępę trawy. Zerwał gałąź, którą usiłował wbić pod pierś 14-latki, podpalał jej krocze i włosy łonowe, chodził po niej, a także wykręcał ręce i łamał je, przyciskając kolanami. Poturbowaną zostawił na trawie, a sam poszedł do domu spać. Zdjął jej jeszcze z palca wart 20 zł pierścionek i wyrwał z uszu srebrne kolczyki.

    Gdy Basia nie wróciła do domu o wyznaczonej godzinie, jej zmartwiona matka wyruszyła na poszukiwania. Nie zastała nastolatki na dyskotece, więc zaczęła rozglądać się po okolicy. Przechodząc koło przedszkola, usłyszała jęki i ciche wołanie o pomoc. Pośród drzewek owocowych leżała jej ledwo żywa córka. Wzięła dziewczynkę na ręce i zaniosła do domu, skąd zadzwoniła po pogotowie i policję. Dzięki szybkiej pomocy lekarskiej i kilku skomplikowanych operacjach, 14-latka przeżyła atak. Jej ciało było całe w krwiakach, opuchnięte i poranione, przez sine i obrzęknięte powieki nic nie widziała. Na jednym z policzków oprawca wyszarpał jej szeroką na półtora centymetra ranę, która ciągnęła się od powieki do nasady nosa. Miała w kilku miejscach rozerwane krocze, ścianę pochwy oraz ujście moczowodu, połamane z przemieszczeniem oba łokcie, oczodół i kość klinową.

    Policja zatrzymała Ireneusza J. jeszcze tego samego dnia. Zastali 20 latka w łóżku. We krwi miał jeszcze 0,66 promila alkoholu.

    Przeżyła?

    – zapytał tylko.

    Mężczyzna mieszkał niedaleko swojej ofiary, dlatego też tak szybko wskazała napastnika. W jego kieszeni znaleziono pierścionek należący do pokrzywdzonej nastolatki. Odmówił składania wyjaśnień i uparcie zasłaniał się niepamięcią.

    Opisaliście to, co zrobiłem. Nie mam nic do powiedzenia

    – powtarzał podczas przesłuchania.

    Sprawę prowadziła najpierw Prokuratura Garnizonowa w Opolu, następnie Prokuratura Rejonowa w Brzegu. Oskarżono J. o zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem, rozbój i usiłowanie zabójstwa. Prokuratura sprawdziła także, czy to nie on jest sprawcą zgwałcenia oraz morderstwa 15-letniej Małgosi** w Miłoszycach, 30 minut drogi od rodzinnych Kościerzyc Ireneusza J. Jednak jego odcisk zębów nie pasował do tego znalezionego na ciele dziewczynki.

    J. za kołnierz nie wylewał, mimo to wśród mieszkańców wsi miał dobrą opinię.

    Miły, uczynny

    – opisywał go jeden z sąsiadów.

    Ale jak coś wypił, to mu odbijało. Bił się, wrzeszczał na całą wioskę.

    Służył w X Brygadzie Zmechanizowanej w Opolu, gdzie zarówno koledzy, jak i wojskowa kadra, także wypowiadali się o nim dobrze.

    20-latek został przebadany przez biegłych seksuologów, psychologów i psychiatrów, którzy stwierdzili u niego zaburzenia związane z uszkodzonym centralnym układem nerwowym i uzależnieniem od alkoholu. Uznali, że feralnej nocy miał w znacznym stopniu ograniczoną zdolność kierowania swoim postępowaniem.

    Proces rozpoczął się w czerwcu 1999 roku w Sądzie Okręgowym w Opolu. Matka Basi żądała dla oprawcy swojej córki 25 lat pozbawienia wolności. Prokuratura wnioskowała o 15 lat oraz brak możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie. Basia brała udział tylko w pierwszych rozprawach. Chowała się za matkę, płakała i trzęsła na widok Ireneusza J., dlatego podczas jej zeznań przed Sądem, by zaoszczędzić ofierze stresu, oskarżony był wyprowadzany z sali. Nastolatka bardzo przeżyła tragiczną noc, jej stan psychiczny wciąż był bardzo zły.

    Jeszcze dziesięć lat upłynie, zanim z nią wszystko będzie w porządku

    – odpowiadała pytana o córkę matka.

    Basia przeszła także wiele operacji, m.in. połamanych stawów oraz oka.

    W kwietniu 2000 roku Ireneusz J. został uznany za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów oraz skazany na 12 lat pozbawienia wolności oraz pozbawienie praw publicznych na 4 lata. Sąd, orzekając wyrok, wziął pod uwagę opinie biegłych i ograniczoną poczytalność oskarżonego.

    To paranoja, ten wyrok jest irracjonalny!

    – stwierdziła matka Basi po wyjściu z sali rozpraw.

    Wyrok został zaskarżony, a kobieta wciąż domagała się dla J. 25 lat więzienia. 8 maja 2001 roku Sąd Apelacyjny we Wrocławiu zmienił wyrok na 15 lat pozbawienia wolności.

    . . .

    12 lipca 2013 roku, po odsiedzeniu w więzieniu równych 15 lat, Ireneusz J. wyszedł na wolność. Według Rejestru, zamieszkał we wsi Jelcz-Laskowice, dwadzieścia kilka minut jazdy od rodzinnych Kościerzyc.

    . . .

    *imię wymyśliłam na potrzeby tekstu

    **Za tę zbrodnię niesłusznie oskarżono Tomasza Komendę, który dopiero po 18 latach został uniewinniony i wypuszczony na wolność. W 2017 roku aresztowano Ireneusza M., a rok później Norberta B. Zdaniem prokuratury to oni są winni zgwałcenia i śmierci 15-latki. Ich proces ruszył w tym roku.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Opolu oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd oraz stąd.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    Bardzo dziękuję za pomoc także @Precypitat.

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #koscierzyce #brzeg #jelcz #opole
    pokaż całość

    źródło: mmmmmmmmcgtudiku.jpg

    •  

      @pkz451: Też tego nie rozumiem ale tak znalazłam w jednym ze źródeł. Może o rok wcześniej poszła do szkoły? A może to błąd? Nie wiem. Dzięki za miłe słowo! :3

      +: pkz451
    •  

      @kvoka: wiem że wiele osób pisze tutaj jak to mało lat gość dostał i czego by to nie zrobili. Takie mamy niestety prawo. Jednej rzeczy jednak nigdy nie zrozumiem, ten gość usiłował tę dziewczynę zabić, jak dla mnie jeśli udowodni się komuś usiłowanie morderstwa powinni być to równoznaczne z morderstwem. On zwyczajnie chciał zabić tylko coś mu nie wyszło. Już pomijając to co ogólnie jej zrobił, chora napaść, chory człowiek, spróbował raz, spróbuje i drugi, jak tylko więcej wypije. pokaż całość

    • więcej komentarzy (45)

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl. Tam znajdziecie też więcej zdjęć.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się zawsze na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato.

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie w tym co robię, to zapraszam na mój Patronite.

    • • •

    MIROSŁAW J., rocznik '59

    Mirek uczył się w Liceum Zawodowym w Mińsku Mazowieckim. Nie był jednak orłem i często urywał się na wagary. Nadużywał alkoholu, pod którego wpływem wszczynał bijatyki, przez co był dobrze znany lokalnej Milicji Obywatelskiej. Według wywiadu środowiskowego zebranego przez milicję J. "utrzymywał kontakty z elementem chuligańskim", a w lutym 1979 roku za sprawą "chuligańskich wybryków w stanie nietrzeźwości w czasie trwania studniówki", decyzją rady pedagogicznej, został przeniesiony do ostatniej klasy w Zespole Szkół Mechaniczno-Elektrycznych w Warszawie.

    30 czerwca 1979 roku do Mińska Mazowieckiego zajechał wynajęty autokar, który miał dowieźć rodzinę oraz znajomych pana młodego na jego zaślubiny w Grójcu. Mirek zabrał się z nimi na ślub kolegi, a po wyjściu państwa młodych z kościoła wszyscy ruszyli do położonej siedem kilometrów dalej Starej Wsi. Tam, w dwóch namiotach na terenie gospodarstwa rodziców panny młodej, odbyło się przyjęcie. W jednym z nich znajdował się suto zastawiony stół biesiadny, w drugim parkiet i hucznie przygrywająca orkiestra. Tej nocy Mirek bawił się w najlepsze, dużo pił i tańcował. Świetną partnerką do pląsów okazała się nowo poznana Marianna, koleżanka panny młodej. Około godziny 22:00 zaprosił roztańczoną Warszawiankę na spacer. Rozmawiając, udali się wzdłuż wiejskiej drogi prowadzącej w stronę miejscowości Bodzew. Podczas przechadzki, 20-latek nagle zaczął obejmować i całować towarzyszkę. Zlękniona i zawstydzona, odsunęła się od napastującego ją mężczyzny i zaproponowała, by wrócili już na zabawę. Niezadowolony z tego Mirek chwycił ją za ręce i wepchnął do pobliskiego sadu. Marianna próbowała wyrwać się oprawcy, potknęła się jednak i upadła na trawę. Mężczyzna szybko przygniótł ją swoim ciałem, dłonią zakrył usta, zdjął majtki do kostek i zgwałcił. Gdy skończył, ofierze udało się wyrwać i uciec, ten jednak szybko ją dogonił. Dziewczyna skłamała, że przyjdzie z nim tu później, ale teraz niech wrócą już na przyjęcie. Pijany mężczyzna przystał na jej propozycję. Po powrocie na wesele upokorzona dziewczyna nie powiedziała nikomu o tym, co wydarzyło się w sadzie, i do końca zabawy unikała gwałciciela.

    Mirek za to wciąż świetnie się bawił i zdawał się nie przejmować zaistniałą sytuacją. Poznał jeszcze wielu gości, w tym Zofię, sąsiadkę panny młodej. Po oczepinach 25-letnia nauczycielka postanowiła wybrać się do swojej babci, która mieszkała nieopodal. Chciała zmienić sukienkę i wrócić na zabawę. Mirek zaproponował swoje towarzystwo i wspólnie ruszyli przez ciemną noc. Przeszli przed miedzę w pobliżu sadu, gdzie 20-latek kilka godzin wcześniej zgwałcił Mariannę i kawałek dalej przysiedli na trawie. Dłuższą chwilę rozmawiali, aż zaczęli się całować. Położyli na ziemię, a Mirek jedną ręką skrępował nadgarstki Zofii, drugą zaś dotykał jej piersi i krocza, podczas gdy ta wyrywała się i prosiła, by przestał. Mężczyzna nie reagował, ale w końcu, poirytowany jej szarpaniną i płaczem, uderzył ją pięścią w twarz, łamiąc nos z przemieszczeniem. Zakrwawionej i zamroczonej zdjął rajstopy i reformy, rozsunął uda i zgwałcił. Po wszystkim usiadł obok niej bez słowa. Zofia wciąż leżała na trawie sparaliżowana z bólu i strachu.

    Wszystko zgłoszę do MO

    – odezwała się po długiej ciszy.

    Gwałciciel zaczął ją prosić, by tego nie robiła, ta jednak była nieugięta. Doszło do kłótni. Zdenerwowany mężczyzna rzucił się na nią, złapał rękami za szyję i zaczął ściskać.

    Nie piśniesz ani słowa

    – warczał przez zaciśnięte zęby.

    Gdy kobieta charczała z bezdechu, wyciągnął ze swojej kieszeni materiałową chusteczkę i wepchnął do jej ust, wciskając ją aż do gardła. Gdy poczuł, że Zofia traci oddech, zerwał z niej rajstopy i owinął wokół gardła. Zaciskał je tak długo, aż miał pewność, że na dobre przestała oddychać. Z ciała kobiety zdjął jeszcze złoty pierścionek z koralem, złoty łańcuszek, zegarek marki "Poljot" i niewiele warte sztuczne korale. Z łupami ruszył w drogę powrotną na wesele. Wcześniej jednak, zaszedł do ubikacji za stodołą gospodarzy, gdzie ukrył skradzione przedmioty. Był brudny, miał mokre buty, zazielenione na kolanach spodnie, zakrwawioną na piersiach koszulę i podrapaną twarz. Jego niechlujny wygląd nie umknął uwadze uczestników zabawy, których spotkał już na podwórzu. Wśród tłumu stała także nieświadoma niczego, matka zamordowanej Zofii. Mirek skłamał, że ktoś uderzył go w nos za stodołą. Nie chciał podawać szczegółów bijatyki i zarzekał się, że w ciemnościach nie rozpoznał napastnika. Matka panny młodej wraz ze swoją szwagierką zabrały 20-latka do kuchni, gdzie troskliwie się nim zajęły – zaprały czerwone plamy i pożyczyły koszulę syna jednej z nich. Czysty wrócił na zabawę, gdzie przez pewien czas wydawał się zdenerwowany, przeburknął nawet:

    Nie chce mi się żyć.

    Nie odmawiał sobie jednak alkoholu. Pił do rana i kilkukrotnie usiłował wszczynać awantury. O 10:00 wraz z innymi gośćmi wsiadł do autokaru i odjechał do Mińska Mazowieckiego. Nie zabrał ze sobą ukrytych w toalecie przedmiotów. Godzinę później odnaleziono ciało Zofii.

    Jeszcze tego samego dnia, około 13:00 zatrzymano Mirka w jego rodzinnym domu. Podejrzany przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów i szczegółowo wyjaśnił, w jaki sposób doszło do zgwałcenia i zamordowania 25-latki. Płakał podczas podawania szczegółów zajścia.

    Milicjanci przesłuchiwali wszystkich uczestników zabawy. Jeden z kolegów podejrzanego przypomniał sobie, że Mirek podczas ich wspólnej podróży autokarem mówił, że ma zamiar na weselu uprawiać z kimś seks. Śledczy rozmawiali też z Marianną. Zlękniona dziewczyna początkowo powiedziała, że Mirek tylko usiłował ją zgwałcić, do niczego więcej nie doszło. Później zmieniła swoją wersję wydarzeń, opowiadając ze szczegółami, co tak naprawdę stało się nocą 30 czerwca w sadzie. Przesłuchujący namówił ją, by złożyła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa ze względu na to, że jej oprawca może skrzywdzić też inne kobiety. Pokrzywdzona przystała na to. Powiedziała też, że wstydzi się tego, co zaszło i w obawie przed rodzicami, opinią publiczną i zemstą swojego oprawcy wolała skłamać, że do stosunku nie doszło. Jej zeznania pokrywały się z dowodami – zniszczonymi ubraniami, rozerwanymi reformami i znalezionym na miejscu zgwałcenia grzebieniem oskarżonego. Oskarżony nie zaprzeczył, że odbył stosunek z Marianną, opisał nawet jego przebieg, jednak uważał, że dziewczyna uprawiała z nim seks dobrowolnie.

    J. trafił do Aresztu Śledczego, a następnie dwukrotnie na badania psychiatryczne. Biegli stwierdzili u niego zaburzenia osobowości, jednak mężczyzna był w pełni świadomy swoich czynów i zdolny do kierowania swoim postępowaniem. Akt oskarżenia zawierał zarzut zgwałcenia, zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem, morderstwa oraz kradzieży. Proces rozpoczął się w 1980 roku w Sądzie Wojewódzkim w Radomiu. Na rozprawie Marianna zdawała się zlękniona na widok oskarżonego do tego stopnia, że zwróciła się do Sądu:

    Obecnie już nie wiem, czy żądam jego ukarania. Chciałabym mieć z tym wszystkim już spokój.

    Sąd nie miał wątpliwości co do winy Mirka mimo tego, że oskarżony podczas rozprawy zmienił treść składanych wcześniej wyjaśnień i zaprzeczył, jakoby miał zgwałcić lub zamordować którąś z dziewcząt. Twierdził, że przyznał się wcześniej wskutek namowy przesłuchujących go milicjantów. Sąd mu nie uwierzył, ponieważ jego słowa były sprzeczne z zebranym wcześniej materiałem dowodowym i tym, że podczas pierwszego z przesłuchań, na którym J. przyznał się do winy, podał wiele szczegółów na temat okoliczności zgwałcenia i zamordowania Zofii, o których mógł wiedzieć tylko sam sprawca.

    20 października 1980 roku w Sądzie Wojewódzkim w Radomiu na sesji wyjazdowej w Grójcu zapadł wyrok. Mirosław J. za zgwałcenie Marianny Z. został skazany na 2 lata pozbawienia wolności, za zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem Zofii K. na 5 lat, a za jej zamordowanie na 25 lat pozbawienia wolności. Wyrok łączny to 25 lat pozbawienia wolności oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych. J. został uniewinniony od zarzutu kradzieży, ponieważ Sąd uznał, że nie ma dowodu na to, że mężczyzna zabrał rzeczy Zofii w celu ich przywłaszczenia. Zdaniem Sądu, mógł w ten sposób usiłować zmylić śledczych i upozorować motyw rabunkowy morderstwa. Jako okoliczności łagodzące Sąd uznał młodociany wiek sprawcy i to, że nie jest jeszcze do końca zdemoralizowany.

    Obrońca J. zaskarżył wyrok, kwestionując wszystkie oskarżenia. 8 października 1981 roku Sąd Najwyższy w Warszawie utrzymał w mocy wyrok Sądu niższej instancji.

    Mirosław J. trafił do więzienia, gdzie spędził 14 lat. 9 lipca 1993 roku, decyzją Sądu Wojewódzkiego w Warszawie, opuścił zakład karny w ramach przedterminowego zwolnienia na okres próby do lipca 1998 roku. Minęły 4 miesiące i 8 dni od jego wyjścia na wolność, gdy znów zaatakował. Nocą z 17 na 18 listopada 1993 roku w Mińsku Mazowieckim, wtargnął do domu przy ulicy Granicznej. W środku znajdowała się 72-letnia Zofia Kalinowska (właścicielka budynku) oraz Helena* W.

    Mirosław J. zażądał od zaskoczonej lokatorki pieniędzy. Zofia nie otrzymywała renty ani emerytury, nie posiadała także żadnych kosztowności, którymi mógłby się zadowolić włamywacz. Gdy odmówiła, 34-latek zaczął ją dusić, kopać i dotkliwie bić. Okładał staruszkę pięściami po całym ciele, w szczególności celując w twarz i głowę. Wskutek wylewu krwi do mózgu kobieta zmarła.

    Bił także przebywającą w domu Helenę. W końcu na jej szyi zacisnął obie dłonie i kilkukrotnie ją zgwałcił, uszkadzając błonę dziewiczą. W trakcie wykorzystywania swojej ofiary – zarówno oralnie, jak i analnie – wciąż okładał ją pięściami po głowie. Gdy skończył, postanowił ją utopić. Zaciągnął kobietę do toalety, gdzie, nie przestając uderzać ją pięściami, wepchnął jej głowę do muszli klozetowej. Omdlałą już kopał i dusił, naciskał butem na szyję i klatkę piersiową. Gdy był już przekonany, że nie żyje, zabrał z mieszkania kosmetyczkę Zofii i uciekł. Mimo licznych obrażeń i złamań, Helena przeżyła atak, a oprawcę zatrzymano już następnego dnia.

    J. został oskarżony o zamordowanie Zofii Kalinowskiej oraz kradzież z użyciem przemocy, o zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem Heleny W. oraz usiłowanie morderstwa. Jego działanie było w recydywie. Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Mimo bezpośredniego wskazania go przez Helenę (podczas którego pod wpływem strachu przed mężczyzną zemdlała), upierał się przy swojej niewinności. Najprawdopodobniej spalił ubrania, które miał na sobie w noc morderstwa. Świadkowie widzieli palące się ognisko w pobliżu wysypiska śmieci oraz wracającego stamtąd mężczyznę. Zabezpieczono niedopalone ubrania, jednak nie udało się ich zidentyfikować. W domu przy ulicy Granicznej nie pozostawił żadnych śladów linii papilarnych. Ale jak wynikało z zeznań Heleny, sprawca nosił czarne rękawiczki.

    Zofia oprócz swojego domu nie posiadała żadnego majątku. Jej pogrzebem zajęły się więc władze kościelne, osoby z "Dzieła Miłosierdzia Bożego", którego była założycielką, Opieka Społeczna oraz Zarząd Osiedla.

    Opinia sądowo-psychiatryczna Mirosława J. stwierdziła u niego nieprawidłową osobowość na podłożu nieznacznego uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego. Zdaniem biegłych, jego stan psychiczny w stopniu nieznacznym ograniczał jego poczytalność. Lekarze ocenili go jako osobę chłodną uczuciowo. W opinii czytamy także:

    Jego reakcje emocjonalne tak jak i zachowanie są w pełni kontrolowane intelektem. W czasie popełnienia czynów miał prawidłowo zachowany kontakt z rzeczywistością, reagował stosownie do zmieniających się sytuacji, zachowanie jego było celowo, zborne.

    19 czerwca 1997 roku w Sądzie Wojewódzkim w Siedlcach zapadł wyrok. Za krzywdy wyrządzone Helenie W., Mirosław J. został skazany na 25 lat pozbawienia wolności oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych, z kolei za zamordowanie Zofii Kalinowskiej na karę dożywotniego pozbawienia wolności oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych. Karą łączną za wszystkie przestępstwa była kara dożywocia i 10 lat pozbawienia praw publicznych. Obrońca oskarżonego odwołał się od wyroku, jednak 8 grudnia 1998 roku Sąd Apelacyjny w Lublinie nie uwzględnił apelacji i utrzymał wyrok w mocy.

    W swoim testamencie Zofia Kalinowska ofiarowała kościołowi swoją posesję przy ulicy Granicznej 18. Wkrótce jej właścicielem stał się Caritas Diecezji Warszawsko-Praskiej, który założył tam Dom Dziennego Pobytu Caritas oraz Ośrodek Interwencji Kryzysowej Caritas Diecezji Warszawsko-Praskiej. W placówce udziela się wsparcia oraz pomocy psychiatrycznej osobom, których dotyka przemoc domowa, prowadzone są terapie dla osób uzależnionych i współuzależnionych, funkcjonuje hostel dla osób w trudnej sytuacji życiowej, odbywają się warsztaty terapii zajęciowej, działa stołówka dla osób ubogich i bezdomnych.

    Od 2018 roku Mirosław J. może ubiegać się już o warunkowe zwolnienie z więzienia. Aktualnie wciąż nie przebywa na wolności.

    . . .

    Więcej o Zofii Kalinowskiej możecie przeczytać tutaj i tutaj.

    . . .

    *to imię wymyśliłam na potrzebę tekstu

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku wraz z uzasadnieniem, który dostałam od Sądu Okręgowego w Radomiu, z wyroku Sądu Najwyższego w Warszawie oraz jego uzasadnienia, wyroku Sądu Okręgowego w Siedlcach oraz z wyroku Sądu Apelacyjnego w Lublinie oraz jego uzasadnienia. Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #minskmazowiecki #grojec
    pokaż całość

    źródło: vkjhhhhhhhh.jpg

  •  

    Właśnie znalazłam księdza w Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym! ;O A jednak są! Będzie artykuł, stay tuned! #rejestrzboczencow #pedofilia #pedofiliawkosciele

  •  

    Po przejrzeniu profilu danej osoby w rejestrze przestępców seksualnych i przeczytaniu wyroku sądowego, lubię przeglądać ich profile w mediach społecznościowych. Wizerunek w sieci, zwykle mocno odbiega od moich wyobrażeń, jak może wyglądać osoba, która jest zdolna do skrzywdzenia drugiego człowieka. Tym razem jest podobnie: ot zwykła, młoda Karyna, która rok temu wyewoluowała w madkę. Zdjęcia bombelka, emotkowe serduszka, posty o związkach, miłości i darze od Boga w postaci dziecka. Jak dla mnie, wygląda na niezbyt bystrą, ale zasadniczo dobrą osobę, raczej niezdolną do niczego więcej niż do bronienia 500+ na internetowych forach. Tymczasem w jej wyroku: "w bliżej nieokreślonym czasie, w lipcu 2016 r. (...), po uprzednim wprowadzeniu w błąd małoletniej <tutaj inicjały>, że zamierza dokonać dla niej zakupu nieokreślonej rzeczy, nakłoniła ją do przyjścia do Galerii <tutaj nazwa>, po czym podała tabletkę o nieustalonym działaniu, popchnęła dziewczynkę do toalety męskiej (...), w której znajdował się mężczyzna, który doprowadził małoletnią do obcowania płciowego". Wcześniej jeszcze kopała ową dziewczynkę, groziła i wyśmiewała. A gdy nieustalony przez śledczych facet ją gwałcił, Karyna przytrzymywała drzwi z drugiej strony. Dostała 3 lata, a wyrok uprawomocnił się w maju tego roku. Nie wiem, dlaczego jest ciągle na wolności.

    Nie mam zamiaru o niej pisać, szkoda mi jej dziecka. Zacytuję tylko słowa bliskiej mi osoby: "życzę jej, tylko żeby jej własne dziecko kiedyś ją potępiło". Tyle wystarczy.

    #gownowpis #przemyslenia #rejestrzboczencow #madki
    pokaż całość

    źródło: karynisko.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się zawsze na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato.

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie w tym co robię, to zapraszam na mój Patronite. Prowadzę tam także miniblog z dodatkowymi informacjami.

    • • •

    SEBASTIAN J., rocznik '79

    Był sobotni jesienny wieczór. Młodzi mieszkańcy podlaskiego miasteczka tłumnie wybierali się do modnej dyskoteki. "Casablanca" nie miała jednak zbyt dobrej renomy. Ciągnęło się za nią wspomnienie śmiertelnego pobicia Sylwestra Milewskiego (niedługo pojawi się artykuł na ten temat), który skonał w rowie nieopodal "Bolero" – taką nazwę w maju 1996 roku nosił ten łomżyński klub. Chociaż oprawcy 18-latka wciąż przebywali na wolności, to gdy emocje opadły – długo po marszu milczenia zorganizowanym na znak sprzeciwu wobec przemocy – mieszkańcy Łomży wrócili do dawnego funkcjonowania i licznie odwiedzali klub. 18 października 1997 roku przy ulicy Poznańskiej 125 wraz z innymi bawiła się Agnieszka, uczennica drugiej klasy zawodówki w łomżyńskim Zespole Szkół Drzewnych. Następnego ranka, w krzakach nieopodal "Casablanki", odnaleziono roznegliżowane i zmasakrowane ciało 17-latki. Na jej głowę został zrzucony betonowy fragment krawężnika. Wcześniej nastolatka była duszona i bita, a do jej pochwy wkładano nieustalone ostre narzędzie. Z jej szyi zniknął złoty łańcuszek, a w pobliżu zwłok leżało kilka damskich kurtek i numerek od klubowej szatni.

    Podejrzany o dokonanie zgwałcenia i morderstwa 18-latek został zatrzymany już 19 października. Pracujący jako stróż nocny Sebastian J. początkowo nie przyznał się do winy i zasłaniał się niepamięcią. W kolejnych przesłuchaniach już nie negował swojego udziału w zdarzeniu. Szczegóły zabójstwa zaczął ujawniać dopiero, gdy policja weszła w posiadanie niezbitych dowodów rzeczowych i osobowych świadczących o jego winie. Jednym z nich był należący do ofiary naszyjnik, który współpracownik nastolatka znalazł ukryty w ich miejscu pracy. Zatrzymany opowiedział śledczym o tym, jak bił Agnieszkę pięścią po twarzy, kopał po całym ciele, ugniatał kolanami jej klatkę piersiową i brzuch, a na końcu roztrzaskał jej głowę.

    Nie myślałem wtedy o tym, czy chcę, aby żyła, czy nie

    – przyznał podczas składania wyjaśnień.

    Podczas wkładania ofierze ostrego przedmiotu w pochwę, J. doznał wytrysku nasienia.

    Sekcja zwłok wykazała liczne ślady pobicia, na skutek najprawdopodobniej kopnięcia w brzuch doszło do rozpadu wątroby na dwie części. W pochwie denatki znajdowały się dwie centymetrowe rany spowodowane wbiciem ostrokrawędzistego przedmiotu, np. drutu, gwoździa lub patyka, oraz jedna ośmiomilimetrowa rana powstała od palca. Na szyi nastolatki widoczne były ślady duszenia. Zmarła po zrzuceniu jej na głowę ciężkiego, betonowego krawężnika. Wszystkie obrażenia zadane były jeszcze za jej życia.

    Sebastian J. został oskarżony o morderstwo, zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem oraz kradzież. Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami, a rozprawom przysłuchiwali się jedynie rodzice zamordowanej i dwie inne osoby z najbliższej rodziny. Według "Rzeczpospolitej" z 28 października 1998 roku oskarżony miał zeznać:

    Do wściekłości doprowadziła mnie za to, że nie chciała się ze mną kochać.

    Dalej opowiadał, że zabił ją i "spokojnie poszedł do domu". Z kolei w wyroku napisano, że podczas procesu J. tłumaczył swoje zachowanie złością na Agnieszkę, która miała wyśmiać jego niesprawność seksualną. Zdaniem sądu nastolatek dostosowywał wyjaśnienia do "swojej aktualnej sytuacji procesowej".

    27 października 1998 roku w Sądzie Wojewódzkim w Łomży zapadł wyrok. Za przywłaszczenie sobie naszyjnika o wartości 482,50 zł Sebastian J. otrzymał karę roku pozbawienia wolności. Za zamordowanie oraz zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem Agnieszki W., Sąd skazał nastolatka na 25 lat pozbawienia wolności oraz pozbawienie praw publicznych na 10 lat, tak też wyglądała kara łączna za wszystkie zarzuty.

    Obrońca Sebastiana J. zaskarżył wyrok, a w swojej apelacji wnosił o zmianę kwalifikacji prawnej czynu. Napisał między innymi, że zadrapanie w pochwie mogło nastąpić podczas dobrowolnych pieszczot Agnieszki z oskarżonym, a dwie pozostałe rany wcale nie muszą świadczyć o tle seksualnym czynu. Wspomniał także o rzekomej dziewczynie, która podczas zabawy w "Casablance" groziła Agnieszce pobiciem oraz o tajemniczej stercie kurtek w pobliżu ujawnienia zwłok. Zdaniem mecenasa wyrok Sądu był rażąco surowy ze względu na młody wiek Sebastiana, jego szczerą skruchę oraz "przypadkowość popełnionego czynu".

    Zdaniem Sądu Apelacyjnego nie było przesłanek, które mogłyby świadczyć o tym, że skradzione kurtki miały związek z morderstwem Agnieszki oraz że w zbrodni brały udział inne osoby oprócz Sebastiana J. Sąd uznał też, że rany w pochwie powstały na skutek zgwałcenia, co do którego nie ma najmniejszych wątpliwości. Okoliczności łagodzące, takie jak młody wiek oraz skrucha, zostały zdaniem Sądu uwzględnione, a wyrok pierwszej instancji jest adekwatny, tak więc został on utrzymany w mocy.

    . . .

    Po śmierci Agnieszki dwa tysiące uczniów z łomżyńskich szkół średnich przemaszerowało ulicami miasta na znak protestu przeciwko przemocy. Po następnym już w ciągu dwóch lat morderstwie klub przy ulicy Poznańskiej zamknięto. Niestety, w roku 2000 marsz milczenia odbył się po raz trzeci za sprawą tragicznej śmierci 15-letniej Izy K. (aktualnie zbieram informację o tej sprawie, artykuł pojawi się za jakiś czas)

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Łomży oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego w Białymstoku. Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd i stąd.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    Serdecznie dziękuję za pomoc także @Trzcina88198819 :)

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #lomza
    pokaż całość

    źródło: duzeeee.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl. Tam znajdziecie też więcej zdjęć.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się zawsze na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato.

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie w tym co robię, to zapraszam na mój Patronite. Prowadzę tam także miniblog z dodatkowymi informacjami.

    • • •

    ADRIAN G., rocznik '88

    ARKADIUSZ S., rocznik '81

    PRZEMYSŁAW H., rocznik '86

    KRZYSZTOF B.

    Wymieniona czwórka dokonała zbiorowego zgwałcenia w lesie koło wsi Miodary pod Oleśnicą (woj. dolnośląskie). Wszyscy trafili do Rejestru, wkrótce jednak Krzysztof B. zwrócił się do wrocławskiego Sądu Okręgowego z wnioskiem o wykreślenie go stamtąd, na co organ wymiaru sprawiedliwości przystał. Decyzję, utrzymaną w mocy przez Sąd Apelacyjny, zaskarżył Prokurator Generalny, po którego interwencji Sąd Najwyższy uznał jej uzasadnienie za błędnie i wskazał na ponowne umieszczenie mężczyzny w Rejestrze. Procedura ciągle trwa – kiedy się zakończy, edytuję wpis na swoim blogu i dodam link do jego profilu tutaj w sekcji komentarzy.

    . . .

    Nocą z 31 lipca na 1 sierpnia 2008 roku, Krzysztof B., 22-letni Przemysław H, 27-letni Arkadiusz S. oraz niespełna 20-letni Adrian G. wywieźli do lasu młodą kobietę. Nie znam okoliczności, w jakich ofiara znalazła się pośród mężczyzn, pewna jest tylko wcześniej wypowiedziana w pogardliwy sposób prośba Krzysztofa B. do Adriana G.:

    Zmontuj jakieś dupy, prosiaki...

    Najmłodszy już w aucie zaczął dobierać się do jadącej z nimi dziewczyny. Zmuszał ją do pocałunków, a gdy dojechali do zalesionego terenu pod Miodarami, pozostali mężczyźni dołączyli do jej molestowania. Opór ofiary złamali, bijąc ją po całym ciele, uderzając w twarz i grożąc śmiercią. W końcu siłą zdarli z niej ubranie.

    Teraz cię wyrucham

    – oświadczył Krzysztof B.

    Każdy z oprawców zgwałcił ją kilkukrotnie, podczas kiedy reszta przytrzymywała ofiarę, krępując jej ręce.

    To jak, chcesz być już wolna? Mamy cię uwolnić?

    – zwrócił się do zmaltretowanej kobiety Arkadiusz S.

    Za jego zgodą zaczęła biec w ciemny las. Szybko ją dogonił i znów obezwładnił.

    To jeszcze nie koniec

    – powiedział.

    Jeszcze się z tobą zabawimy.

    Mężczyźni przez długi czas bili ją i zmuszali do stosunków dopochwowych, oralnych i analnych. W końcu Krzysztof B. ściągnął z siebie koszulkę i kazał kobiecie ją założyć. Gdy ta posłusznie wykonała rozkaz – oddał na nią mocz.

    . . .

    Gwałciciele zostali zatrzymani jeszcze tego samego dnia po tragicznej nocy. Wszystkim czterem postawiono zarzut zgwałcenia zbiorowego ze szczególnym okrucieństwem oraz spowodowania lekkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 197 § 3 i 4 kk i art. 157 § 2 kk w zw. z art. 11 § 2 kk).

    8 czerwca 2009 roku w Sądzie Okręgowym we Wrocławiu zapadł wyrok. Krzysztof B. został skazany na 10 lat pozbawienia wolności, Przemysław H. oraz Arkadiusz S. otrzymali wyrok 9 lat, a Adrian G. 7 lat. Wszyscy mężczyźni otrzymali także obowiązek zapłaty swojej ofierze po 80 tys. złotych oraz zwrotu kosztów, jakie poniosła, korzystając z pomocy prawnej.

    Obrońcy wszystkich mężczyzn zaskarżyli wyrok do sądu wyższej instancji. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu utrzymał go jednak w mocy, nakazując dodatkowo oskarżonym zwrot kosztów zastępstwa adwokackiego dla pokrzywdzonej. W uzasadnieniu Sąd podkreślił, że zamiarem mężczyzn nie było tylko zgwałcenie swojej ofiary, ale też jej upokorzenie i zadanie dotkliwego cierpienia psychicznego, dlatego kary, które zdaniem obrońców oskarżonych są zbyt wysokie, Sąd uznał za współmierne ich czynom.

    . . .

    Adrian G. odsiedział sześć lat i cztery miesiące, po czym w listopadzie 2014 roku wyszedł na wolność. Arkadiusz S. opuścił więzienie ponad miesiąc po koledze, odsiedziawszy sześć i pół roku, zamiast dziewięciu lat. Przemysław H. skończył odsiadywać wyrok po ośmiu latach. Krzysztof B. najprawdopodobniej także jest już na wolności.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego we Wrocłąwiu oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #miodary #olesnica #wroclaw
    pokaż całość

    źródło: tooooo.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl. Tam znajdziecie też więcej zdjęć.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się zawsze na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato.

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie w tym co robię, to zapraszam na mój Patronite. Prowadzę tam także miniblog z dodatkowymi informacjami, na który dziś wrzuciłam sporo skanów z wyroku dotyczącego tej zbrodni, m.in. zeznania Bogdana H. oraz te, które miały być wymuszone na Bronisławie G., dowody na jego niewinność.

    • • •

    BOGDAN H., rocznik '53

    Wiosną 2011 roku Bogdan H. opuścił zakład karny, gdzie spędził kilka miesięcy za kradzież, a później jeszcze kilka za jazdę pod wpływem alkoholu. Powróciwszy do warmińsko-mazurskiego Buczyńca, 58-latek imał się prac dorywczych u okolicznych rolników. Zarobione pieniądze wolał wydawać na wódkę, niż łożyć na własną rodzinę, która tylko dzięki pomocy GOPS-u i licznym zasiłkom miała za co żyć. Czwórka z jego starszych dzieci opuściła już rodzinną wieś, a w mieszkaniu usytuowanym w czterorodzinnym domu, przy ojcu i matce pozostała jeszcze czwórka młodszego potomstwa.

    Rankiem 20 maja Bogdan wsiadł na swój rower i udał się do pobliskiej wsi, gdzie miał pomagać w pracach polowych. Gdy robota zakończyła się wyjątkowo wcześnie, mężczyzna postanowił zajechać do znajomych, przed których domem ucięli sobie pogawędkę.

    Dzień dobry

    – ukłoniła się Ewelina mijająca zajętych rozmową dorosłych.

    14-latka pochodziła z sąsiedniego Lepna i dobrze znała mieszkańców okolicznych wsi. Tego dnia po skończonych zajęciach w Gimnazjum w Rychlikach postanowiła nie wracać od razu do domu. Wysiadła z autobusu przystanek dalej i około godziny 13:00 zapukała do drzwi koleżanki, której niestety nie zastała. Na autobus powrotny musiałaby długo czekać, a że pogoda dopisywała, nastolatka postanowiła wrócić pieszo. Do pokonania miała zaledwie półtora kilometra. Tracąc z oczu debatujących, skręciła w drogę szutrową prowadzącą przez las. Trasa ta była często uczęszczana przez okolicznych mieszkańców. W tym samym czasie, Bogdan H. zakończył rozmowę z sąsiadami i pojechał do domu, gdzie nie zastał swojej żony. Wsiadł więc ponownie na rower i ruszył w stronę drogi prowadzącej do Lepna. W pobliżu leśniczówki dogonił idącą poboczem gimnazjalistkę. Oparł rower o drzewo i ruszył w jej stronę.

    Czego pan chce?

    – zapytała zdezorientowana.

    Wtedy złapał ją wpół, przycisnął do siebie i silnym ruchem ściągnął z drogi.

    Co pan chce mi zrobić?!

    – podniosła głos.

    Oprawca nie odpowiadał. Ewelina zaczęła krzyczeć, szamotała się i za wszelką cenę usiłowała wyrwać się rosłemu mężczyźnie.

    Co ja panu winna?!

    – wrzeszczała już przez łzy.

    H. zatkał jej usta lewą dłonią, a drugą, otwartą, z całej siły uderzył ją w tył głowy. Gdy omdlała upadła na trawiaste pobocze, zdjął z jej szyi apaszkę i owinął wokół twarzy nastolatki, kneblując jej w ten sposób usta. Wziął na ręce wątłej postury dziewczynę i zaniósł w głąb lasu, gdzie ułożył ją twarzą do ziemi. Nieopodal stał strach na dziki, z którego H. rozplątał nylonowy sznurek i związał nadgarstki na plecach ofiary, a wolny koniec okręcił wokół jej szyi. Zdjął z niej bieliznę i dotykał w miejscach intymnych, jednak nie udało mu się odbyć stosunku. Wkładał jej palce w odbyt i ciągnął za sznurek, który ciasno oplatał jej szyję. Gdy była już najprawdopodobniej w agonii, z całej siły wepchnął w nią grubą gałąź. Nieżywej już dziewczynie podciągnął spodnie, przykrył chrustem i ruszył w stronę drogi. Wracając, znalazł bluzę, która zsunęła się, gdy niósł ofiarę przez zarośla. Spalił ubranie, po czym wsiadł na rower i odjechał.

    . . .

    Zapadał zmrok, a gęste burzowe chmury powoli przykrywały wiosenne niebo. Ojciec Eweliny nerwowo wychodził przed dom i wypatrywał córki na drodze. W poszukiwania zaangażowała się już cała rodzina i sąsiedzi. Matka zaginionej obdzwoniła koleżanki nastolatki, mieszkańców okolicy, nauczycieli i opiekunkę jeżdżącą z dziećmi szkolnym autobusem. Ewelina przepadła jak kamień w wodę. Ktoś z Buczyńca powiedział, że widział zaginioną po godzinie 13:00, gdy szła w kierunku domu. Najstarszy z braci gimnazjalistki krążył rowerem skrajem lasu, po drodze między Buczyńcem a Lepnem, niczego podejrzanego jednak nie zauważył. Tę samą trasę członkowie rodziny przejeżdżali jeszcze kilkukrotnie, lecz dopiero około godziny 18:00 jedna osoba zauważyła dziwnie wygniecioną trawę przy poboczu. Wysiadłszy z auta, znaleźli leżąca nieopodal torbę, a w niej zeszyty szkolne podpisane nazwiskiem zaginionej. Na miejscu natychmiast pojawiła się matka Eweliny. Po krótkim przeszukiwaniu okolicznych zarośli, nad kanałem Ostródzko-Elbląskim odnaleźli ciało nastolatki. Przybyły lekarz orzekł zgon.

    Na miejsce został wezwany prokurator, zaroiło się od policji, psów tropiących i techników kryminalnych. Zaciekawieni mieszkańcy zaczęli zbierać się w pobliżu, jednak mundurowi trzymali gapiów na dystans. Gdy Bogdan H. wrócił z pola, gdzie zaraz po morderstwie sadził z żoną kapustę, sąsiadka oświadczyła mu, że jego dzieci pobiegły przyjrzeć się jakiemuś wypadkowi koło leśniczówki. Mężczyzna wyraźnie zdenerwował się tym faktem i mimo tego, że wcześniej niespecjalnie przejmował się ich wychowaniem, poszedł przyprowadzić je z powrotem do domu.

    Technicy zabezpieczyli pod paznokciami Eweliny materiał biologiczny nieustalonego jeszcze mężczyzny. Ślady DNA odnaleźli także na nylonowym sznurku, pasku od spodni oraz na apaszce zamordowanej. Do wyjaśnienia tej sprawy powołano specjalną grupę składającą się z najbardziej doświadczonych policjantów z Elbląga, Pasłęka i komendy wojewódzkiej w Olsztynie.

    23 maja śledczy zatrzymali Bronisława G. Na winę 64-latka z Surbajn wskazywały zeznania mieszkańców Buczyńca, którzy w dzień morderstwa Eweliny widzieli go kręcącego się po okolicy. Mężczyzna często zaczepiał kobiety, był wulgarny, napastował je słownie oraz łapał za intymne miejsca.

    Zatrzymany podczas przesłuchań w elbląskiej prokuraturze kilkukrotnie przyznawał się do winy, ale zaraz odwoływał swoje wyjaśnienia.

    Ja tego nie zrobiłem. Ja jej nie widziałem na oczy, jej ojca tylko znam. Ja do stosunków się nie nadaję, nie nadaję się do niczego

    – mówił zatrzymany.

    Mężczyzna opowiadał, że policjanci mieli go bić i gnębić, zmuszali do podpisywania zeznań. Gdy trafił do celi, zaczęli go głodzić, dawali zepsute jedzenie, a co pół godziny budzili i sprawdzali, czy się nie powiesił. Udało mu się jedynie wybłagać u strażników, by odizolowali go od mężczyzny, który w areszcie słynął ze zgwałceń na współwięźniach podejrzanych o przestępstwa na tle seksualnym. Mimo braku twardych dowodów, Bronisławowi G. postawiono zarzut zgwałcenia, zamordowania i zbezczeszczenia zwłok 14-latki.

    25 maja na cmentarzu w Pasłęku odbył się pogrzeb Eweliny. W ostatniej drodze towarzyszyli jej rodzice, piątka rodzeństwa i mieszkańcy okolicy.

    G. spędził w areszcie cztery miesiące, gdzie został wielokrotnie pobity zarówno przez innych więźniów, jak i mundurowych. Dopiero gdy znaleziony na zamordowanej materiał biologiczny został przekazany do Instytutu Genetyki Sądowej w Bydgoszczy, śledczy wykluczyli udział zatrzymanego mężczyzny w morderstwie i we wrześniu wypuścili na wolność. Próbki do badań zostały pobrane także od innych mężczyzn, którzy zdaniem policji mogli mieć związek z morderstwem. 29 września zatrzymano Bogdana H. Materiał genetyczny spod paznokci zamordowanej zgadzał się z profilem 58-latka. G. i H. minęli się jeszcze w więziennej celi, dobrze znali się z życia na wolności. Bronisław opowiadał później, że Bogdan przyznał mu się wtedy do zabójstwa dziewczynki, jednak jego zeznania nie pokrywały się z wersją współosadzonych z podejrzanymi o morderstwo Eweliny mężczyznami.

    Podczas pierwszego z przesłuchań Bogdan H. nie przyznał się do winy, powiedział, że nie wie, jak jego materiał DNA znalazł się na miejscu odkrycia zwłok. Mówił, że nie znał Eweliny, choć nie było to prawdą – z rodzicami zamordowanej znał się od prawie 30 lat, a dziewczynkę właściwie od urodzenia. Widywali się na zakończeniach roku szkolnego, a jeden z synów H. chodził z Eweliną do klasy. Podczas dalszego składania wyjaśnień oświadczył, że powie prawdę, jeżeli nie będzie to nagrywane. Przesłuchujący przystali na jego warunek. Wtedy podejrzany przyznał, że feralnego dnia, widział tę dziewczynkę i stwierdził, że "ma na nią ochotę".

    Była młodziutka, to była taka panienka

    – wspominał.

    Następnie przedstawił mundurowym przebieg feralnego dnia. Nie wiedział, dlaczego pastwił się nad nastolatką – zapewniał, że nie sprawiało mu to przyjemności oprócz momentu, gdy wkładał w nią palec i podduszał. Twierdził jednak, że nie wiedział, że może ją w ten sposób uśmiercić. W lesie był nie więcej jak godzinę. Zaprzeczył, by Bronisław G. dokonał zbrodni wspólnie z nim.

    H. wziął udział w eksperymencie procesowym¹ na miejscu zbrodni (zdjęcie). Nie zgodził się jednak zademonstrować tego, co zrobił z 14-latką. Na końcowym etapie postępowania przygotowawczego, H. odwołał swoje wyjaśnienia i nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów.

    Biegli psychiatrzy ustalili u podejrzanego objawy psychopatyczne i uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego. Jednak nie stwierdzono choroby psychicznej, a jego poziom intelektualny mieścił się w dolnych granicach normy. Lekarze bezspornie stwierdzili też zespół zależności alkoholowej. Ich zdaniem badany był w pełni poczytalny, a w momencie popełniania zbrodni nie znajdował się w patologicznym stanie upojenia alkoholowego. Według biegłych seksuologów u H. nie występują zaburzenia preferencji seksualnych, a czyn, jakiego się dopuścił, wynikał z jego nieprawidłowej osobowości i znacznie ograniczonej zdolności nad panowaniem nad swoimi popędem seksualnym.

    . . .

    23 kwietnia 2012 roku w Sądzie Okręgowym w Elblągu rozpoczął się proces. Prokuratura postawiła Bogdanowi H. zarzut zabójstwa połączonego ze zgwałceniem ze szczególnym okrucieństwem osoby poniżej 15 roku życia. Zdaniem Sądu jego działanie było umyślnie z zamiarem bezpośrednim. Nie znaleziono jednak podstaw, by przypisać mu czyn z art. 262 § 1 KK czyli zbezczeszczenia zwłok. Nie udało się ustalić jednoznacznie, czy w momencie wepchnięcia gałęzi w narządy rodne zamordowanej, ta nie żyła, czy znajdowała się w agonii (czyli w momencie poprzedzającym śmierć) ani czy H. celowo chciał pohańbić jej zwłoki.

    Cały proces był niejawny, odtajniono tylko sam wyrok, który zapadł 18 września. Sąd skazał oskarżonego na karę dożywotniego pozbawienia wolności oraz karę w postaci zadośćuczynienia za doznaną krzywdę przez zapłatę na rzecz matki zamordowanej kwoty 150 tys. zł. W przypadku opuszczenia zakładu karnego, H. przez 15 lat ma zakaz opuszczania bez zgody Sądu miejscowości, w której by przebywał.

    W uzasadnieniu czytamy, że Sąd postanowił wymierzyć Bogdanowi H. najwyższy wymiar kary ponieważ nie znalazł jakichkolwiek okoliczności łagodzących: "Z całą pewnością na korzyść oskarżonego nie można było także potraktować jego zachowania się po popełnieniu przestępstwa (...) jakby w jego życiu nic się nie wydarzyło i nie miał żadnych wyrzutów sumienia związanych z popełnioną zbrodnią, jak też z faktem, że osoba niewinna, podejrzana o to przestępstwo, niesłusznie przebywa w areszcie śledczym. Przez cały tok postępowania karnego oskarżony nie wyraził słowa skruchy, nie żałował żadnego swojego czynu, próbując jedynie nieudolnie usprawiedliwiać postępowanie rzekomo spożytym alkoholem. Oskarżony w żaden sposób nie zadośćuczynił popełnionej zbrodni, nie padło z jego ust słowo przepraszam".

    W styczniu 2013 roku Sąd Apelacyjny w Gdańsku utrzymał wyrok w mocy. Bogdan H. ma aktualnie 66 lat i nie przebywa na wolności.

    . . .

    Gdy Bronisław G. wrócił do rodzinnej wsi, okazało się, że został eksmitowany z mieszkania, które wcześniej wynajmował. Mężczyzna musiał zatrzymać się u kuzynki. Otrzymał także obowiązek zapłaty tysiąca złotych za własny samochód, który przed niespodziewanym aresztowaniem pozostawił.

    Niesłusznie oskarżony zapowiadał, że będzie domagał się od Skarbu Państwa odszkodowania i zadośćuczynienia za doznaną krzywdę. Nie znalazłam informacji, czy potwierdziły się stawiane przez niego zarzuty, a mający się nad nim pastwić policjanci zostali ukarani. Wiem tylko, że G. otrzymał 40 tys. zł odszkodowania za niesłuszny areszt.

    . . .

    Gdyby Ewelina żyła, kończyłaby w tym roku 23 lata.

    . . .

    ¹eksperyment procesowy – "czynność dowodowa przybierająca postać doświadczenia albo odtworzenia przebiegu, stanowiących przedmiot rozpoznania, zdarzeń lub ich fragmentów" (T. Grzegorczyk, J. Tylman "Polskie postępowanie karne")

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam zanonimizowanego wyroku i jego uzasadnienia, który dostałam od Sądu Okręgowego w Elblągu oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #buczyniec #lepno #elblag
    pokaż całość

    źródło: uyiuyiuyiuiuiuyfgs.jpg

  •  

    Kochanieńcy Mircy i zacni Mirabelcy! Dziś mija dokładnie rok odkąd jestem tutaj z wami. ♥ Z tej okazji czuję się zobowiązana zrobić #rozdajo!

    Co można dostać? Rysunki. Dla około 10 osób (może więcej, zobaczymy jak pracochłonne okażą się wasze pomysły), format A5/A6. Preferuję akryl, kredki, ołówek i czarny cienkopis. Tematyka dowolna – wasze zwierzątko, portret, awatar z Mirko, ulubiona postać z bajki... cokolwiek. Wysyłka na mój koszt.

    Czasem wrzucam tu jakieś prace, ostatnio założyłam fanpage Kvoka, póki co mało tam czegokolwiek. Wstydzę się, po prostu. Ale można sobie pooglądać.

    Co trzeba zrobić by wygrać:

    • Zapulsować ten wpis;

    • Napisać w komentarzu co chciałbyś/chciałabyś bym ci narysowała/namalowała.

    Ko ma największe szanse by wygrać:

    • Moi obserwatorzy. Ale tylko ci, którzy obserwują mnie od co najmniej sekundy przed wrzuceniem tego posta. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Nie zależy mi na zbieraniu folołersów, tylko na obdarowaniu ludzi, którzy w jakiś sposób byli ze mną tutaj w ciągu tego roku;

    • Komentatorzy moich wpisów (w szczególności na #polskiepato i #rejestrzboczencow) i ci, z którymi kiedykolwiek pisałam na priv;

    • Fajni ludzie. Przejrzę profil każdego, poczytam komentarze, wpisy, pooglądam znaleziska.

    Najwięcej wygranych przewiduję wśród moich obserwatorów, komentatorów i czytelników.

    Kogo nie biorę pod uwagę i kto na pewno nie wygra:

    • Użytkownicy hasztagu przegryw i tym podobnych. Ale nie ci, którzy tylko żalą się tutaj na swój los, chodzi mi o te sieroty co obwiniają kobiety za całe zło tego świata i swoją nieudolność;

    • Niefajni ludzie. Wredni, wyzywający innych, kłócący się, wywyższający, krytykujący wszystko i wszystkich, głupi;

    • Atencjusze i atencjuszki.

    Wyszukiwanie zwycięzców zacznę w poniedziałek i jakoś na tygodniu podam wyniki w komentarzu pod tym postem. Im więcej chętnych, tym później rozstrzygnięcie, ju noł.

    Podkreślam, że wykonanie pracy dla każdego i jej wysłanie może zająć mi trochę czasu, a że mam też inne obowiązki, nie jestem w stanie podać dokładnej daty kiedy dla każdego z was skończę rysunek. Mogę tylko obiecać, że postaram się zrobić to jak najszybciej i jak najlepiej!

    Powodzenia i dzięki za miniony rok! ♥

    #tworczoscwlasna #rysujzwykopem #malujzwykopem
    pokaż całość

    źródło: rozdajo.jpg

  •  

    PIERWSZĄ CZĘŚĆ TEJ HISTORII PRZECZYTACIE TUTAJ.

    • • •

    Część 2

    W niedługim czasie po ucieczce Staszewskich komornik zlicytował dom należący do Adama. Mężczyzna zagroził byłej partnerce, że jeżeli nie przyjmie go do siebie, to nie będzie jeździł w trasy, a firma zbankrutuje, zostawiając Judytę z wysokim zadłużeniem. Anita dała się zaszantażować i Paprzycki wprowadził się do jej nowego mieszkania. Znów wszczynał awantury i znęcał się psychicznie nad domownikami. Zmuszał Judytę do wyjeżdżania z nim w trasy, groził bankructwem i poniesieniem odpowiedzialności karnej za długi. Po kilku miesiącach sam postanowił się wynieść. Nie przestał jednak nękać telefonicznie Judyty. Prosił o spotkanie pod pretekstem wznowienia firmy, której działalność dziewczyna w końcu zawiesiła. Gdy nie reagowała na próby kontaktu, wydzwaniał do Anity i Kingi z prośbą o przekazanie, że chce pomóc w spłacie kredytu. Nieświadoma prawdziwych zamiarów Adama, Anita przekonała córkę do spotkania.

    Proszę cię, bo inaczej on nie da nam spokoju

    – mówiła. Obiecała, że będzie w pobliżu i nie ma czego się obawiać.

    Paprzycki podjechał pod blok Staszewskich. Judyta wsiadła do jego auta, a Anita przyglądała się całej sytuacji z boku. Nie słyszała jednak ich rozmowy. Adam zaproponował Judycie, że jeżeli będzie do niego przychodzić, pomoże jej w uregulowaniu długów i prowadzeniu firmy. Ta odmówiła i zagroziła, że zgłosi sprawę na policję, jeżeli nie da jej spokoju. Mężczyzna się wściekł, a przestraszona dziewczyna wybiegła z samochodu. Krzyczał, że nie pozwoli się szantażować i odjechał. Anita pobiegła za córką, którą zastała zapłakaną w łóżku. Po długich namowach po raz pierwszy zwierzyła się z piekła, które przez siedem lat urządzał jej Paprzycki.

    Staszewska wraz z córkami udała się na terapię rodzinną. Judyta zaczęła uczęszczać do psychologa i przyjmować leki. Miesiąc później zgłosiła sprawę na policję. Nie informowała o tym swojego prześladowcy, ten jednak sprawiał wrażenie, jakby domyślał się, że ich tajemnica wyszła na jaw. Wciąż nękał Judytę telefonami i SMS-ami, w których unikał jednoznacznych wypowiedzi i proponował powrót do "starego układu".

    . . .

    Adam Paprzycki został zatrzymany w grudniu 2015 r. Podczas składania wyjaśnień nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, nie negując jednocześnie tego, że współżył z Judytą. Stwierdził jednak, że nie wiedział, ile miała lat. Opowiadał, że był kiedyś bardzo majętnym człowiekiem, prowadził działalność gospodarczą i dobrze mu się powodziło. Nosił przy sobie dużo pieniędzy, co Judyta zauważyła. Kilka lat wcześniej czekała na niego na klatce schodowej, gdzie zaproponowała, że może do niego przyjść. Nie mówiła w jakim celu, uśmiechała się tylko.

    Byłem zszokowany tą propozycją, ale nie miałem pojęcia, o co może jej chodzić!

    – zarzekał się przed policjantami.

    Następnego dnia go odwiedziła.

    Nie wiedziałem, ile ma lat, zresztą nie przywiązywałem do tego wagi. Zaczęła się do mnie łasić, pieściliśmy się, ale nie uprawialiśmy seksu, bo tego nie chciała.

    Według Paprzyckiego tak wyglądał ich pierwszy bliższy kontakt. Później sama chciała się z nim spotykać, w zamian miał jej pomagać finansowo. Zgodził się na ten układ. Przyznał, że było to niemoralne i nieuczciwe wobec jej matki, ale w niego "coś wstąpiło". Dziewczyna sama aranżowała spotkania, ustalała, kiedy mogą zostać sami w domu. Miała mu powiedzieć, że to z nim straciła dziewictwo, jednak on jej nie wierzył. Miał okazję w swoim życiu rozdziewiczyć kilka kobiet i jego zdaniem Judyta dziewicą już dawno nie była. Zaręczał, że nie skarżyła się na ból podczas ich pierwszego stosunku. Przestali sypiać ze sobą około 1,5 roku wcześniej, ponieważ miała wyrzuty sumienia względem swojej matki. On kochał Judytę i wielokrotnie jej o tym mówił, ta jednak nie odwzajemniała jego uczuć, zależało jej tylko na pieniądzach. Od momentu gdy wyznał jej miłość, pomiędzy nimi zaczęło się psuć. Opisywał ją jako nieczułą i złą kobietę, przez którą wpadł w depresję i zaczął pić. Nie widział niczego złego w swoim zachowaniu w stosunku do niej, zaręczał, że zawsze był dla Judyty dobry, kupił jej nawet kolczyki.

    Nie wiem, dlaczego miała te niby próby samobójcze

    – dziwił się.

    Jego zdaniem dziewczyna udawała, by zwrócić na siebie uwagę. A ucieczki z domu były najprawdopodobniej po to, żeby sobie poimprezować. Uważał, że nie chciała prowadzić firmy, bo jej nie zależało, była leniwa i nieodpowiedzialna. Nie wykonywała swoich obowiązków i nie oddawała na czas dokumentów do księgowości. Zaprzeczył, jakoby miał wszczynać w domu jakiekolwiek awantury, poniżać Judytę i jej rodzinę. Potwierdził, że miał do niej pretensje, że nie zajmuje się firmą, ale nigdy nie podnosił na nią ręki. Na rozprawie przyznał jednak, że czasami dochodziło do spięć między nim a Anitą i jej córkami. Zwykle z błahych powodów lub dlatego, że nie zgadzał się na pobłażliwe traktowanie dzieci przez swoja partnerkę. Podczas kłótni padały obustronne wyzwiska, a Staszewskie także go poniżały.

    Jego zdaniem Judyta wymyśliła historię o molestowaniu, by móc się od niego uwolnić. Bała się, że wszystko się wyda i jej matka się od niej odwróci. Mówił, że nie czuje się winny, tylko przez nią wykorzystany, a utrzymywanie Judyty ciążyło mu finansowo.

    Opowiadał, że w łóżku robili tylko takie rzeczy, na które Judyta miała ochotę.

    Jakby działa się jej jakaś krzywda, to mogła w każdej chwili uciec i wołać pomocy, a nic takiego się nie działo. Nigdy nie zrobiłem niczego, na co by mi nie pozwoliła

    – zapewniał.

    Jako dowód wskazał pendrive z nagraniami z ich kilku spotkań, gdzie miało być widać, że do niczego jej nie zmuszał. Mówił, że nagrywał ich stosunki, bo znał przebiegły charakter Judyty i obawiał się, że może go kiedyś oskarżyć. W wyroku czytamy jednak:

    O ile nagranie, które sam przedstawił Adam Paprzycki miało stać się według niego dowodem na jego niewinność, to tak naprawdę go obciążyło. Oskarżony chciał bowiem wykazać, że pokrzywdzona przychodziła do niego dobrowolnie i nie była do niczego zmuszana. Nagranie przedstawia 5 spotkań wybranych przez oskarżonego, podczas których dochodzi do obcowania płciowego pomiędzy stronami. (...) Biegły seksuolog zaznaczył, że nagrywanie mogło mieć podłoże seksualne związane z podniecaniem się oskarżonego podczas odtwarzania nagrań. (...) Abstrahując jednak od powodu stworzenia przedmiotowego nagrania, Sąd uznał, że postawa pokrzywdzonej przejawiająca się w ruchach, gestach i zachowaniu podczas zbliżeń z oskarżonym świadczy, że nie wyrażała chęci w utrzymywaniu stosunków intymnych z oskarżonym, a wręcz potwierdza jej zeznania, że robiła to, ponieważ była do tego przymuszana. I o ile na przedmiotowym nagraniu nie widać przemocy fizycznej stosowanej przez oskarżonego, to nie oznacza, że pokrzywdzona nie była przymuszana do takich zachowań. Pokrzywdzona była szantażowana, straszona i znieważana przez oskarżonego wielokrotnie i tak dotkliwie, że zdawała sobie sprawę jakie konsekwencje może ponieść jeżeli nie ulegnie jego perswazji. Oskarżony nie musiał więc bić lub w inny fizyczny sposób przymuszać jej do ulegania jego zachciankom. (...) Na nagraniu widać, że Judyta Staszewska podczas kontaktów intymnych nie przejawia żadnej aktywności, jest pasywna, a wręcz bez udziału oskarżonego samowolnie nie dokonuje żadnego ruchu. Zachowuje się jak przysłowiowa kukła, czy manekin. Akty seksualne nie sprawiają jej żadnej przyjemności, widoczny jest brak reakcji na czynności dokonywane przez oskarżonego co tylko potwierdza jej wersję. Nie bez znaczenia przy ocenie tego środka dowodowego była również opinia biegłej psycholog. (...) W ocenie Sądu zachowanie oskarżonego i pokrzywdzonej uwiecznione na nagraniach wskazują nadto, że nie były to pierwsze zbliżenia, tylko obrazują już etap, w którym pokrzywdzona była zrezygnowana i całkowicie bierna.

    Na pendrive znaleziono także nagranie stosunku Adama Paprzyckiego inną, nieustaloną kobietą.

    . . .

    Sąd przesłuchał świadków, którzy mieli wiele trafnych spostrzeżeń na temat Paprzyckiego i jego relacji z rodziną. Wszyscy zgodnie powtarzali, że mężczyzna ma skłonności do manipulowania innymi i uzależniania ich od siebie. Sytuacje przez nich opisane w całości potwierdzały zeznania Judyty.

    Znajomi sióstr Staszewskich opowiadali, jak Adam śledził każdy ruch dziewczyny, nalegał, by ją wszędzie wozić. Przyznali, że kiedyś dziwili się nawet, że nie jest mu wdzięczna za pomoc. Z czasem stał się coraz bardziej zaborczy i kontrolujący – często do niej dzwonił i kazał wracać, by po prostu z nim posiedziała. Gdy odmawiała, krzyczał i był wulgarny. Wynajdywał jej liczne zajęcia związane z firmą, byle tylko nie wychodziła z domu. Starsza z sióstr opowiadała, jak ciągle ją wypytywał, czy Judyta ma chłopaka. Nie interesował się Kingą ani własną córką, wydawało się, że miał obsesję na punkcie Judyty. Jej przyjaciółka wspominała, że wciąż dręczył ją SMS-ami, nawet gdy wyjechały na wakacje. Dziewczyna pilnowała, żeby koleżanka nie widziała treści wiadomości, choć nie miały przed sobą tajemnic. Znajomi dziewcząt opowiadali też, że kilkukrotnie byli świadkami awantur w ich domu. Paprzycki zwykle wszczynał je bez powodu.

    Według Anity, tylko Judyta musiała pytać Adama o pozwolenie na wyjście z domu. Mówił o niej nawet przez sen. Nie zauważyła jednak, by łączyła ich intymna więź. Zeznała też, że po powrotach z tras córka była osowiała, często zamykała się w pokoju, co skutkowało kolejnymi wyzwiskami ze strony Paprzyckiego.

    Zeznania składał także znajomy oskarżonego, który często bywał u niego podczas sobotnich imprez. Mówił, że znają się przeszło 30 lat, ale nigdy nie byli przyjaciółmi ze względu na bardzo ciężki charakter Adama – był wybuchowy, łatwo się denerwował, myślał tylko o sobie. Mężczyzna wiele razy był świadkiem, jak jego znajomy inicjował kłótnie z byle powodu. Szczególnie po alkoholu dążył do konfrontacji. Używał licznych wulgaryzmów, ale nie stosował przemocy. Ponadto nie tolerował żadnego sprzeciwu, był despotyczny. Zawsze negatywnie wypowiadał się o córce konkubiny. Opisywał ją jako osobę leniwą i bezużyteczną. Siebie przedstawiał jako jedynego pracującego na utrzymanie domu. Świadek uważał, że założona przez Adama i Judytę firma nie miała podstaw ekonomicznych, by przetrwać. Według przesłuchiwanego oskarżony w wyrafinowany sposób znęcał się nad rodziną, wszystkich kontrolował i narzucał swoją wolę.

    Z zeznań wynikało ponadto, że Paprzycki dobrze wiedział, ile Judyta miała lat w momencie, gdy po raz pierwszy doszło między nimi do zbliżenia. Fakt, że zaczął ją molestować, gdy była w pierwszej klasie gimnazjum, był niepodważalny. Judyta zeznała, że dawał jej pieniądze tylko gdy była dzieckiem, chociaż nigdy nie chciała ich od niego brać.

    Anita i Kinga bardzo przeżyły całe zdarzenie. Podczas zeznań ciągle płakały, obwiniały się o całą sytuację. Nie mogły pogodzić się z tym, że pomimo widocznej niechęci Judyty wobec Paprzyckiego, nie potrafiły prawidłowo rozeznać, co tak naprawdę jest tego przyczyną. Cały czas myślały, że to, co mówi na jej temat, jest prawdą. Uwierzyły, że jego intencją było dobro całej rodziny i pomimo używania twardej ręki, godziły się na jego akty agresji zarówno względem siebie, jak i Judyty. Domyślały się, że pomiędzy nim, a Judytą nie jest najlepiej, jednak nie dopuszczały myśli, że może jej robić krzywdę. Narastała w nich złość, ciążyło im jego zachowanie, jego egoizm, despotyzm, wulgarność i agresja. Bały się go, ale z drugiej strony były od niego uzależnione. Podobnie jak Judyta, one również stały się ofiarami Paprzyckiego, dlatego zarówno Anita jak i Kinga podczas procesu występowały w charakterze pokrzywdzonych.

    Ich zeznania Sąd uznał za wiarygodne, spójne i tworzące logiczność całość. Potwierdzały wersję wydarzeń przedstawioną przez główną pokrzywdzoną. Jej zachowanie podczas przesłuchań zostało uznane za autentyczne w opinii biegłego psychologa. Podał on w wątpliwość stwierdzenie Paprzyckiego, jakoby Judyta zmyśliła sobie "całe to molestowanie". Nie stwierdzono u dziewczyny skłonności do konfabulacji lub celowego zniekształcania faktów. Obserwacja psychologiczna Judyty wskazywała, że jest ona osobą pokrzywdzoną zachowaniami o charakterze przemocy seksualnej i przemocy domowej.

    . . .

    Opinia biegłych psychiatrów, psychologa i seksuologa, którzy wypowiedzieli się na temat Adama Paprzyckiego, pokazuje go jako osobę z nieprawidłową osobowością. Charakteryzują go m.in. niedojrzałe mechanizmy obronne, niski wgląd w mechanizmy własnego funkcjonowania, tendencja do zaspokajania swoich potrzeb bez liczenia się z potrzebami innych oraz skutkami swoich zachowań. W mniejszym stopniu korzysta on z wcześniej zdobytych doświadczeń, przejawia skłonności do przedmiotowego traktowania ludzi. Ma tendencję do obarczania winą innych za swoje działania i ich konsekwencje. Ma obniżony krytycyzm wobec siebie i swojego postępowania, a jego inteligencja mieści się w przedziale przeciętnej. Biegli stwierdzili także, że nie mają podstaw do rozpoznania u niego zaburzeń preferencji seksualnych, w tym pedofilii.

    Według badających Paprzyckiego wybór Judyty spośród córek jego konkubiny był przypadkowy, a fakt, że była ona bardziej naiwna, ułatwił mu zadanie. Biegła podkreśliła, że dawanie dziewczynce pieniędzy nie świadczyło o wyrzutach sumienia, bo w jego typie osobowości uczucie miłości i zaangażowanie są spłycone. Natomiast z uwagi na wiek dziewczyny i związaną z tym niedojrzałość emocjonalną, fakt dawania jej pieniędzy nie miał dla niej znaczenia. Mężczyzna początkowo koncentrował się głównie na zaspokojeniu swojej potrzeby seksualnej, po pewnym czasie trwania ich relacji zaangażował się emocjonalnie i zaczął traktować Judytę jako partnerkę. Dla niego chęć wejścia w relację partnerską łączyła się jednocześnie z poniżaniem drugiej osoby, apodyktycznym zachowaniem i przedmiotowym traktowaniem. Biegły podkreślił, że według niego Paprzycki był skupiony tylko na swoich potrzebach seksualnych i emocjonalnych, dlatego zaczął kontrolować Judytę. Był tak skoncentrowany na sobie, że nie zwracał uwagi na jej potrzeby i nie chciał widzieć sprzeciwu z jej strony. Biegła stwierdziła, że jeżeli ofiara ma przeczucie, że nie uniknie przemocy, dochodzi czasem do lękowego i biernego przyzwolenia na przemoc.

    . . .

    W październiku 2016 r. w Sądzie Okręgowym zapadł wyrok:

    • za stosowanie przemocy oraz gróźb by doprowadzić Judytę Staszewską, przy czym w okresie od co najmniej kwietnia 2008 do listopada 2015 r. będącą małoletnią poniżej 15 roku życia, do obcowania płciowego, jak również wielokrotnie, w ten sam sposób doprowadzenie jej do poddania się innym czynnościom seksualnym poprzez dotykanie jej po całym ciele w tym po narządach płciowych. Ponadto wykorzystując, wynikającą z wieku i niemożności przeciwstawienia się, bezradność pokrzywdzonej oraz udzielając w zamian korzyści majątkowej doprowadził ją do poddania się innym czynnościom seksualnym. Zdarzenia te zakwalifikowano jako przestępstwo z art. 197§3 i 2 kk i art. 200§1 kk i art. 198 kk w zw. z art. 11§2 kk w zw. z art. 12 kk, za co wymierzono karę 13 lat pozbawienia wolności;

    • za znęcanie się psychiczne nad swoją konkubiną Anitą Staszewską oraz jej córkami Judytą i Kingą w okresie od przynajmniej 2014 r. do 6 grudnia 2015 r. (207§1 kk) – na 2 lata pozbawienia wolności.

    Karą łączną za ww. przestępstwa było 13 lat pozbawienia wolności oraz 150 tys. zł. na rzecz Judyty Staszewskiej oraz po 1500 zł dla każdej z oskarżycielek z tytułu poniesionych przez nie wydatków na pełnomocnika.

    Oskarżony wprawdzie obecnie jest pozbawiony możliwości zarobkowania, ale posiada majątek, który pozwoli mu na uregulowanie powyższych należności

    – mówił sędzia prowadzący.

    Judycie wyraźnie ulżyło, gdy Paprzycki został zatrzymany, a później skazany. Krzyczała, że już więcej jej nie dotknie. Zachowywała się dziecinnie, bała się sama spać, zaczęła kompulsywne objadać się słodyczami. Ciągle przytulała się do matki i sióstr, pytała, czy ją kochają. Według psychologa w ten sposób odreagowywała stres. Powinna korzystać z opieki terapeutycznej, która może jej pomóc w zminimalizowaniu skutków zdarzeń, ale nawet lekarzowi trudno było przewidzieć, czy pozwoli to jej na normalne funkcjonowanie w społeczeństwie.

    W uzasadnieniu wyroku czytamy m.in.:

    Sąd nie miał żadnych wątpliwości, że pokrzywdzona bała się oskarżonego. Nie tylko dlatego, że może zrobić jej jakąś krzywdę fizyczną, ale również obawiała się o swoją rodzinę. Wierzyła również Paprzyckiemu w to, że jak ujawni on ich tajemnicę, to nikt nie uwierzy jej wersji. Oskarżony zatem swoimi groźbami i stosowaniem przemocy wywołał u pokrzywdzonej takie natężenie obaw, jednocześnie poczucie wstydu, winy i strachu. (...) Stała się małomówna i wyizolowana. Nie chciała przez długie lata podać prawdziwej przyczyny swojego zachowania z uwagi na wstyd i strach, który zdeterminował jej całe życie. (...) Nie budzi wątpliwości fakt, że niezależnie od wieku czy płci ofiary zgwałcenie wiąże się dla niej z traumatycznymi przeżyciami. Jeżeli jednak ofiarą takiego przestępstwa jest dziecko, może to mieć destrukcyjny wpływ na dopiero kształtującą się jego osobowość, poczucie własnej wartości i szukanie swojego miejsca w strukturze społecznej, co może zdeterminować jego życie jako osoby dorosłej. U pokrzywdzonej te wszystkie elementy wystąpiły. Oskarżony kierując się swoimi egoistycznymi pobudkami wyrządził Judycie Staszewskiej ogromną krzywdę, ponieważ wykorzystywał ją w najważniejszym dla jej rozwoju okresie życia. (...) Cofnęła się w rozwoju intelektualnym, jest zalękniona, potrzebuje stałego kontaktu z najbliższą rodziną. Jej życie towarzyskie i zawodowe praktycznie nie istnieje. Nie wychodzi z domu i ma obsesję, że jej albo jej najbliższym stanie się krzywda. (...) Pod znakiem zapytania pozostaje przyszłe życie pokrzywdzonej w społeczeństwie. Nie wiadomo, czy będzie zdolna do założenia rodziny i samodzielnego funkcjonowania. Oskarżony swoim zachowaniem w pewien sposób upośledził ją. (...) Oskarżony wymuszając na pokrzywdzonej kontakty seksualne nie zważał na to jak się czuje, czy ma okres, czy nie, a także, że nie jest zabezpieczona przed zajściem w ciążę. Nie zrobiły na nim większego wrażenia również próby samobójcze pokrzywdzonej, kiedy działając na tym poziomie intelektualnym, który został zaliczony do przeciętnego, zdawał sobie sprawę z tego jakie spustoszenie powoduje w psychice i życiu pokrzywdzonej. To jednak nie miało dla niego specjalnego znaczenia, ponieważ liczyły się tylko jego emocje i potrzeby. (...) Kiedy pokrzywdzona stawiała opór, oskarżony swoimi narzędziami w postaci przemocy psychicznej i fizycznej zmuszał pokrzywdzoną do poddania się jego woli. Za wszelką cenę chciał osiągnąć swój cel.

    Adam Paprzycki manipulował nie tylko pokrzywdzoną, ale jej matką i siostrami. Pewne zdarzenia pod pozorem działania dla ich dobra tak ukierunkowywał, żeby w konsekwencji przyniosły dla niego korzyść. Tak więc, aby w sposób dla siebie dogodny wykorzystywać seksualnie Judytę Staszewską zapewniał pokrzywdzone o ich niskiej wartości, a siebie stawiał w roli decydenta spraw wszelakich, nawet tych najdrobniejszych. Jakikolwiek opór niweczył aktami agresji w postaci wyzwisk, awantur i wulgaryzmów. (...) Realizując swój główny cel w stosunku do pokrzywdzonej J. S., swoim działaniem wykańczał psychicznie pokrzywdzone, co niewątpliwie nosiło znamiona znęcania.

    Kolejną okolicznością obciążającą oskarżonego był brak skruchy wykazany przez oskarżonego. Wprawdzie formalnie przyznał się on do aktów seksualnych z Judytą Staszewską, jednak swojego działania nie postrzegał jako bardzo negatywnego. Wymieniony zna i rozumie normy społeczne i moralne, jednak znaczną część odpowiedzialności zrzucił na Judytę Staszewską jako tą, która go prowokowała do określonych zachowań, a nawet je inicjowała. Jego zdaniem nic wielkiego się nie wydarzyło, skoro ona sama chciała tych zbliżeń, a on do niczego przecież jej nie przymuszał. (...)

    W ostatnim okresie swojej przestępczej działalności częstotliwość zbliżeń seksualnych z pokrzywdzoną uległa znacznemu zmniejszeniu. Wpływ na to miała jednak postawa pokrzywdzonej, która już wręcz histerycznie reagowała na każdy kontakt z oskarżonym. Został u niej uruchomiony pewnego rodzaju mechanizm obronny, który wytworzył się po podjęciu przez nią prób samobójczych. U pokrzywdzonej został przekroczony próg wytrzymałości, który spowodował ostre i wyraźne przeciwstawienie się jego kolejnym żądaniem, bez względu na skutki. (...)

    Zaburzeń osobowości Sąd nie uznał jako okoliczność łagodzącą, ponieważ pomimo istniejącej dysfunkcji oskarżony był w pełni poczytalny, znał i rozumiał znaczenie swojego czynu. (...)

    Judyta Staszewska nie była jedynie ofiarą przemocy domowej, przez wiele lat była zmuszana do poddawania się kontaktom seksualnym. Judyta Staszewska nie mogła też, w przeciwieństwie do Anity Staszewskiej i Kingi Staszewskiej zerwać kontaktów z oskarżonym. Żyła przez wiele lat w ciągłym poczuciu uzależnienia od oskarżonego, uwierzyła mu, że do niczego się nie nadaje, bez niego sobie nie poradzi w życiu, a cała sytuacja jest jej winą. Dała mu wiarę nadto, że nikt jej nie poprze w ewentualnym sporze, wszyscy uwierzą oskarżonemu, straci dobre imię. (...) Wielkość szkody, jakiej doznała pokrzywdzona nie może zostać oszacowana, a jedynie skala cierpień fizycznych i psychicznych będących następstwem zdarzenia szkodowego może decydować o wielkości, oznaczonej w art. 445 §1 k.c., rekompensaty finansowej za szkodę niemajątkową. (...) W ocenie Sądu kwota 150.000 zł jest wystarczająca, by pokrzywdzona mogła spróbować przezwyciężyć doznaną traumę. Judyta Staszewska jest młodą osobą, która ma przed sobą całe życie. Kwota zadośćuczynienia może zostać przez nią przeznaczona na zakup mieszkania, na uniezależnienie się finansowe, na zdobycie wykształcenia, na udowodnienie sobie, że w przeciwieństwie do tego, co mówił oskarżony, ułoży sobie życie bez niego.

    . . .

    W lutym 2017 r. Sąd Apelacyjny utrzymał wyrok w mocy, przyznając dodatkowo Anicie i Kindze Staszewskim zadośćuczynienie za doznaną krzywdę w kwotach po 15 tys. zł.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku oraz jego uzasadnienia, który dostałam od Sądu Okręgowego oraz wyroku Sądu Apelacyjnego.

    • • •

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    #rejestrzboczencow #kryminalne #kryminalistyka #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent
    pokaż całość

    źródło: yourstory_supreme_court_women_safety-735x400.jpg

    •  

      Do napisania powyższego tekstu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku oraz jego uzasadnienia, który dostałam od Sądu Okręgowego oraz wyroku Sądu Apelacyjnego.

      @kvoka: Co to jest 'zanonimizowany' wyrok? Każdy może sobie w sądzie poprosić o wydanie pisemnej wersji takich wyroków?

      +: pounamu
    •  

      @kvoka: nie wierzę, że dostał tylko 13 lat, przecież to jest jakaś kpina...
      Nie wyobrażam sobie co musiała czuc ta dziewczyna i mam nadzieje, ze uda jej się pokonać swoje demony przeszłości...

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl. Proszę kliknąć chociaż dla wyświetleń. I o komcie też proszę, bo jeszcze nigdy tam nie dostałam żadnego. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Może blogasek zacznie się w końcu w Google pojawiać, bo póki co kiepsko z tym jest.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się zawsze na fejsbukowym fanpejdżu, klik.

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie w tym co robię to zapraszam na Patronite.

    • • •

    Część 1

    Wyroki publiczne wyglądają różnie. Czasem sąd udostępnia jedynie opis czynu, obrażeń ofiary i orzeczoną karę, ale niekiedy zamiast kilku lichych kartek dostaję ich czterdzieści albo nawet sto, a w nich szczegółowe uzasadnienie wyroku, dokładny opis wydarzeń, relacji oskarżonego z ofiarą, zeznania świadków i biegłych. Lektura była długa i emocjonalnie wyczerpująca – czytałam tę historię ze ściskiem w gardle. Tym razem w tle nie ma alkoholu, biedy, obojętności, niskiej inteligencji ani skrajnie patologicznego środowiska. Ot, kochająca matka i trzy córki, dla których chciała, aby wychowywały się w pełnej i kochającej rodzinie. O sprawie nie było głośno w mediach i mam nadzieję, że pokrzywdzone dochodzą do siebie bez współczujących spojrzeń na ulicach rodzinnego miasta. Jestem pewna, że pokazując twarz i publikując dane oprawcy, sprawiłabym, że znajomi tych kobiet po raz pierwszy mogliby dowiedzieć się, co one przeszły. Informując o czynach sprawcy, mogłabym przyczynić się do powiększenia traumy u ofiar i przedłużyć ich powrót do normalności. Zmiana personaliów pokrzywdzonych, co robię często, w tym wypadku nie wystarczy. Mnie samej udało się znaleźć ich profile w mediach społecznościowych, przejrzeć zapomniane konta na niemodnej już Naszej-Klasie i zobaczyć zdjęcia z wakacji pozornie szczęśliwej i normalnej rodziny.

    Mimo wszystko bardzo chciałam tę sprawę opisać. Uważam, że można wyciągnąć z niej wiele wniosków i wykazać, że gwałt to nie tylko domena środowisk marginalnych. Mechanizm działania tego sprawcy jest powszechny, a przemoc przybiera również formy pozostawiające mniej widoczne ślady..

    W tym tekście dane ofiar i sprawcy zostały zmienione.

    . . .

    W małżeństwie Anity Staszewskiej już od dawna nie układało się najlepiej. Rozstając się z mężem w 2006 r., odnowiła przyjaźń z dawnym znajomym. Mając wsparcie Adama, łatwiej było jej zmagać się z trwającym rozwodem i zajmować dorastającymi dziećmi. Paprzycki sam był ojcem, a jego Weronika była w wieku Kingi, najstarszej z córek Anity. Młodsza o rok Judyta Staszewska chodziła z dziewczynami do tej samej szkoły. Trzecia i najmniejsza z pociech Anity trzymała się jeszcze maminej spódnicy. Gdy niedługo po rozstaniu Staszewski niespodziewanie zmarł, Adam okazał się niezastąpionym oparciem i pomocą w trudnych chwilach. Często ich odwiedzał i dość szybko zdobył sobie sympatię dziewczynek. Szczególnie upodobał sobie Judytę. Dawał jej pieniądze, prezenty, częstował słodyczami i zabierał na wycieczki. Anita cieszyła się, że jej nowy partner dobrze dogaduje się z dziećmi. Marzyła, by stworzyć z nim kochającą i szczęśliwą rodzinę.

    W 2008 r. niespełna 14-letnia Judyta na zaproszenie Adama wybrała się do jego mieszkania, by skorzystać z komputera. Znała Paprzyckiego od lat, ufała mu i chętnie skorzystała z propozycji pomocy w zadaniu domowym. Na miejscu 40-latek zaczął dobierać się do zszokowanej i przestraszonej dziewczynki. Rozebrał ją i nie przestawał dotykać mimo płaczu i próśb.

    No i czego ryczysz? Sama tego chciałaś. Po coś tu przyjeżdżała w takim razie?

    – powiedział po wszystkim. Później zabronił opowiadać komukolwiek o zajściu, wręczył 100 zł i kazał wracać do domu.

    Judyta zaczęła unikać mężczyzny, ten jednak robił wszystko, by móc zostać z nią sam na sam. Już po kilku dniach doprowadził do takiej sytuacji. Tym razem nie tylko ją dotykał, ale także zgwałcił. Płakała z bólu, on jednak nie przestawał. Po wszystkim wmówił jej, że sama jest sobie winna i zagroził, że jeżeli sprawa się wyda, to rodzina odwróci się od niej i wyrzuci z domu. Obiecywał, że ją zniszczy, że straci koleżanki i każdy będzie wytykał ją palcami. Po tym zdarzeniu nastolatka zaczęła robić wszystko, by nie spotkać Paprzyckiego – gdy dowiadywała się od matki, że przyjdzie, wychodziła z domu i do późnego wieczoru siedziała na podwórku lub u koleżanek. Anita na prośbę Adama namawiała córkę, by przestała go unikać. Nalegała na zaakceptowanie jej wybranka i nie rozumiała jtej nagłej zmiany w zachowaniu. Gdy interwencja Anity niczego nie zmieniła, mężczyzna zagroził nastolatce, że jeżeli nie przestanie przed nim uciekać, powie o wszystkim matce. Szantażował ją, że musi się z nim spotykać, bo inaczej wszystko się wyda. Powtarzał, że to jej wina, że jest głupia i nic nie warta, wyzywał od dziwek. Od tej pory mężczyzna współżył z zastraszoną dziewczynką regularnie. Kiedy Judyta próbowała się stawiać, bił ją, groził śmiercią, chwytał za szyję i podnosił do góry. Po stosunku często pytał, czy było jej dobrze. Gdy zaprzeczała lub nie odpowiadała, szarpał ją i zmuszał, by przytaknęła. Kilka z ich spotkań w tajemnicy nagrał, a niekiedy po wszystkim wciskał jej do rąk pieniądze.

    Po czterech latach związku, w 2010 r. Anita postanowiła zamieszkać z ukochanym. Wraz z córkami przeprowadziła się do mieszkania Paprzyckiego, a następnie do kupionego przez niego domu. Budynek był spory, dlatego wszystkie dzieci mogły mieć własne pokoje. Judyta nalegała jednak, że chce dzielić sypialnię z najmłodszą z sióstr. Dziewczynki były ze sobą bardzo zżyte, dlatego nie wzbudziło to podejrzeń matki. Nastolatka liczyła, że dzięki temu uda jej się uniknąć bliższych kontaktów z Adamem, lecz ten zawsze znalazł sposób, by zmusić ją do stosunku. Zwykle robił to, gdy zostawali sami, raz jednak zgwałcił ją w łazience, gdy w domu przebywała najmłodsza córka Anity. Dziecko oglądało bajki w salonie, podczas gdy siostra błagała oprawcę o litość.

    Adam przekonywał konkubinę, że źle wychowuje swoje dzieci. Sprawnie nią manipulował i wmawiał, że najwięcej problemów sprawia Judyta, że jest leniwa, głupia i wymaga twardej ręki.

    Trzeba na nią szczególnie uważać

    – powtarzał.

    Zaoferował Anicie pomoc i "odpowiednią" opiekę nad córką. Tłumacząc się troską o dobro nastolatki, zaczął kontrolować jej życie osobiste – monitorował wyjścia i rozmowy telefoniczne, przeglądał rzeczy. Zdarzało się, że ją śledził samochodem.

    Ona ma słaby charakter, jest nieporadna i do niczego się nie nadaje. Muszę się ją opiekować

    – uzasadniał swojej partnerce.

    Gdy Judyta chciała uzyskać pozwolenie na wyjście na przyjęcie urodzinowe, musiała w zamian spędzić z nim weekend. Faworyzował ją, a jednocześnie cały czas poniżał, zwłaszcza przy matce i siostrach. Podkreślał jej rzekomą nieudolność, wytykał najmniejsze błędy i nazywał "debilem". Co najmniej raz lub dwa w tygodniu doprowadzał do sytuacji, gdzie bez świadków mógł ją zgwałcić. Judycie kilkakrotnie udało się przed nim uciec. Z czasem coraz częściej znikała z domu i ze szkoły. Potrafiła godzinami przesiadywać na cmentarzu przy grobie ojca.

    Paprzycki nigdy się nie zabezpieczał, ale namawiał nastolatkę, by brała tabletki antykoncepcyjne. Ta odmawiała. Bała się ciąży i rozważała samobójstwo, gdyby do niej doszło, z drugiej strony jednak liczyła na to, że z powodu ryzyka zapłodnienia, mężczyzna zrezygnuje z gwałtów. Tak się jednak nie stało. Po latach z płaczem przyznała, że chyba Bóg nad nią czuwał, że nigdy w ciążę nie zaszła.

    W miarę upływu lat inwigilacja i obsesja Adama na punkcie Judyty rosła. Gdy była poza domem, cały czas wysyłał jej SMS-y, dzwonił i wyzywał, gdy zbyt późno odbierała. Uparcie twierdził, że robi to dla jej dobra. Pod pozorem pomocy zawsze znajdował pretekst, by się do niej zbliżyć, chciał odwozić do szkoły, a później do pracy. Po jakimś czasie zaczął wyznawać jej miłość, mimo tego, że wciąż związany był z jej matką.

    W związku Adama i Anity na początku układało się dobrze. Mężczyzna przynosił jej kwiaty, był szarmancki i opiekuńczy. Z czasem kobieta zauważyła, że jest coraz bardziej zaborczy i usiłuje ją od siebie uzależnić, co początkowo mu się udało.

    Judyta zaczęła wagarować już w gimnazjum, a jej dotąd świetne wyniki w nauce stopniowo się pogarszały. Sporo piła i szukała zapomnienia w używkach. Okaleczała się i kilkakrotnie usiłowała popełnić samobójstwo. Matka i starsza siostra wielokrotnie namawiały ją na rozmowę, zapewniały, że jeżeli ma problemy, może im się zwierzyć i zawsze jej pomogą. Ze strachu przed groźbami Paprzyckiego nie zdecydowała się na opowiedzenie o swoich przeżyciach. W szkole średniej zrezygnowała z nauki i podjęła pracę w pizzerii. Brała po kilka zmian, pracowała nawet po 12 godzin, a do domu wracała tylko na noc. W tym samym czasie, wcześniej zależna finansowo od konkubenta Anita, także znalazła zatrudnienie. Nie podobało się to Adamowi. Stawała się coraz bardziej nerwowy, impulsywny i wulgarny. Coraz częściej wszczynał awantury z błahych powodów. Anita kilkakrotnie chciała zakończyć związek, jednak zawsze ulegała namowom i przeprosinom Adama. Kochała go.

    W 2014 r. Paprzycki zaczął namawiać Judytę, by założyła z nim firmę transportową. Kazał zrezygnować z pracy w pizzerii i odgrażał się:

    Przyjdę tam i narobię ci wstydu, zobaczysz!

    Paprzycki wielokrotnie wpływał na Judytę poprzez jej matkę i starszą siostrę, którymi także manipulował, aby osiągnąć swój główny cel – nieustanny kontakt z Judytą. Gdy i tym razem, jego groźby i nalegania nie przyniosły skutku, zaczął przekonywać Anitę, że jej córka jest w swojej aktualnej pracy wykorzystywana i nie ma sensu, by była na śmieciowej umowie. Nakłaniał też Kingę, by porozmawiała z siostrą, mówił, że bez wykształcenia nie znajdzie lepszej pracy. W obliczu narady rodzinnej, gdzie głównym argumentem była ich słaba sytuacja materialna i potrzeba pomocy, za namową matki i starszej z sióstr, Judyta zgodziła się na założenie biznesu. Adam zarejestrował na nią firmę, wziął kredyty i leasing. Zaczęli jeździć po Polsce i sąsiednich krajach. Nocowali głównie w samochodzie, a w weekendy wracali w domu. Podczas wyjazdów mężczyzna regularnie zmuszał Judytę do kontaktów seksualnych. Często budził ją nocami i dotykał. Wielokrotnie wtedy uciekała z auta. Gdy raz nie mógł jej dogonić lub znaleźć, zadzwonił nawet do Anity. Kazał namówić córkę do powrotu, twierdził, że buntuje się, bo jest leniwa i nieodpowiedzialna. Anita przez wiele lata była przekonywana przez swojego partnera, że Judyta ma trudny charakter. Uwierzyła w to i tak właśnie tłumaczyła sobie buntownicze zachowania i problemy wychowawcze córki.

    Judyta szybko zrozumiała, że założenie firmy było następną próbą, by się do niej zbliżyć, uzależnić od siebie i móc kontrolować. Wielokrotnie podczas wspólnych podróży groziła, że jeżeli jeszcze raz ją dotknie, to popełni samobójstwo. Paprzycki mimo to nieustannie przychodził do jej kabiny, mówiąc, że "gówno go to obchodzi", że "ma tak być i koniec" i znów gwałcił. Powtarzał, że jeżeli od niego odejdzie, jej matka zostanie sama, że ani ona, ani jej siostry nie poradzą sobie bez niego, wylądują na bruku. Groził śmiercią i znęcał się psychicznie, wyzywał i poniżał przy obcych ludziach. Judyta starała się utrudniać wyjazdy, szukała pretekstów, by zostawać w rodzinnym mieście, ale matka i siostra namawiały ją, by nie rezygnowała. W dniach wyjazdów w trasę często wychodziła z domu i wracała zbyt późno, by zdążyć wyjechać. Paprzycki był wściekły, ciągle się awanturował i usiłował przymusić wszystkich domowników, by wpłynęli na Judytę. Coraz częściej podnosił na nią rękę, usiłując zmusić do posłuszeństwa. Jej płacz i krzyk wzmagały w nim jeszcze większą agresję. Raz nawet wyważył drzwi w łazience, gdzie się przed nim schowała.

    Nie masz prawa mnie bić i dotykać

    – próbowała się bronić. Ten złapał ją za szyję i zagroził:

    Zabiję cię nawet, jeżeli zechcę!

    Rodzina, chcąc uniknąć kolejnych awantur i zarazem wierząc w dobre intencje Adama oraz zapewnienia Judyty, że "tylko się pokłócili", nieustannie prosili ją, by z nim wyjeżdżała. Anita próbowała rozmawiać z Adamem na temat problemów z zachowaniem Judyty i sugerowała, że powinni zapisać ją do psychologa lub psychiatry.

    Ona ma łeb zepsuty i to jej sprawa, że nie chce pracować

    – odparł i kategorycznie zabronił zapisywania jej do lekarza. Mimo tego, po następnej z prób samobójczych Judyty, Anita przekazała przyjaciółce córki pieniądze, by ta umówiła ją ze specjalistą.

    W listopadzie 2014 r. Judyta była już na skraju wyczerpania nerwowego. Zostawiła listy pożegnalne do matki i rodzeństwa, i wyjechała do Warszawy. Gdy Kinga podniosła zaadresowaną pismem młodszej siostry wiadomość, Adam szybko wyrwał jej kopertę z rąk. Judyta nie podała powodów swojej decyzji, przepraszała tylko i pisała, że nie chce już dłużej żyć. Paprzycki bardzo przeżył zniknięcie Judyty, płakał i szukał jej po całym mieście. Zaginiona nie kontaktowała się z rodziną przez wiele dni, a poszukiwania przez policję nie przynosiły rezultatów. W końcu Judyta sama zadzwoniła do matki.

    Nie zabiłam się, bo bałam się, że mama i siostry już zawsze będą musiały z tym żyć

    – wyjaśniała później.

    Anita była przekonana, że Judyta chciała popełnić samobójstwo ze względu na zaciągnięte kredyty i niepowodzenie firmy. Kiedy wróciła do domu, Adam przestał ją zmuszać do seksu, jednak w dalszym ciągu usiłował dotykać i powtarzał, że ją kocha. Judyta nie jeździła już w trasy, przez co oprawca stracił możliwość ciągłego z nią przebywania i kontrolowania. Mężczyzna załamał się, a gdy akurat nie wyjeżdżał do pracy, całymi dniami oglądał telewizję i pił alkohol. Stał się jeszcze bardziej apodyktyczny i zaborczy, obsesyjnie kontrolował wszystko, co działo się w domu. Zaczął pilnować Judyty, nawet gdy przebywała w domu. Gdy nie była akurat w pobliżu, sprawdzał, w którym pomieszczeniu jest i co robi. Pilnował, kto wychodził i wchodził oraz w jakim celu. Swojej partnerce nakazał, by co sobotę przygotowywała wykwintną kolację z alkoholem, podczas której zawsze wszczynał awantury. Miał pretensje do Anity, że nie umie wychować córki i wpłynąć na nią, by z nim pracowała. Mówił, że to przez lenistwo i życiową nieudolność Judyta nie angażuje się wystarczająco w prowadzenie działalności, a jeżeli jej matka na nią nie wpłynie, to doprowadzi do ruiny finansowej całej rodziny.

    Opiekuję się tobą i twoimi dziećmi, w zamian wymagam posłuszeństwa

    – podkreślał, grając na jej strachu, bezradności i uczuciach. Nieustannie uzmysławiał konkubinie i jej córkom, że są od niego zależne i zawsze może wyrzucić je z domu. Uważał, że bez niego sobie nie poradzą i nie będą miały co jeść. Pijany rzucał talerzami, obwiniał Staszewskie o wszystkie swoje problemy, ubliżał im i wrzeszczał, że odpowiedzą za jego krzywdy. Kilkukrotnie wzywały policję, jednak po przyjeździe mundurowych udawał, że nic się nie stało. Szantażował je groźbami, że coś sobie zrobi, zmuszając w ten sposób do troski o niego i zabiegania o jego względy. Kobiety były wykończone psychicznie i robiły wszystko, żeby załagodzić sytuację. Znęcał się psychicznie także nad swoją córką, Weroniką, którą często krytykował, wyzywał i mówił, że nic w życiu nie osiągnie. Wszystkie z sióstr Staszewskich bały się partnera matki, często płakały i unikały jego towarzystwa. Anita miała dość. W tajemnicy przed Adamem wynajęła mieszkanie, które systematycznie remontowała. Kobiety były już na skraju wyczerpania nerwowego, gdy w 2015 r. wyprowadziły się od Paprzyckiego.

    . . .

    DALSZĄ CZĘŚĆ TEJ HISTORII PRZECZYTACIE TUTAJ.

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent
    pokaż całość

    źródło: yourstory_supreme_court_women_safety-735x400.jpg

  •  

    Jak coś to w tamtym tygodniu skończyłam jeden dłuuuuuuuuugi tekst na #rejestrzboczencow, a dziś skończyłam krótszy (turbo ciekawy) na #polskiepato. Jak wrócą ze sprawdzania to wrzucę, nie martwta się! ( ͡° ͜ʖ ͡°) #oswiadczenie

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu, klik. Zajdziecie tam też dokładny opis obrażeń ofiary.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się zawsze na Facebooku, klik.

    • • •

    MARIUSZ. P., rocznik '80

    W wyroku z lat 90. czytamy, że Mariusz P. utrzymywał kontakty z "elementem przestępczym" i nadużywał alkoholu. Nastolatek mieszkał w kolonii Podzamcze w gminie Mełgiew (woj. lubelskie), gdzie dokonał przeraźliwej zbrodni, niszcząc przy tym swoją całą młodość i szanse na przyszłość.

    Nocą z 7 na 8 kwietnia 1997 r. 16-letni Mariusz P. wybił kamieniem okno w kuchni mieszkającej samotnie Mirosławy M. Wdarł się do środka i zażądał od przerażonej 74-latki pieniędzy, a gdy ta odmówiła, przyłożył jej nóż do szyi i dotkliwie pobił. Poturbowaną kobietę zgwałcił pięścią i trzonkiem od siekiery. Rozerwał jej krocze, jelita, trzustkę i uszkodził jamę brzuszną, by po wszystkim rozłupać czaszkę za pomocą obucha i ostrza siekiery. Przeszukał dom martwej już staruszki, zabierając złote kolczyki, 10 kg cukru i półtora litra domowego wina. By zatrzeć za sobą ślady, podpalił jej dom i uciekł.

    P. został zatrzymany już następnego dnia i umieszczony w schronisku dla nieletnich. Według opinii tamtejszych pedagogów i psychologów 16-latek wykazywał wysoki stopień demoralizacji.

    Podejrzany początkowo przyznał się do winy, jednak podczas procesu obarczył nią wnuka ofiary, Tomasza W., którego polecenia rzekomo spełniał. Zarzekał się, że nie uczestniczył w morderstwie, jedynie biernie obserwował 34-latka. W. kategorycznie zaprzeczył tej wersji, nie przyznając się do jakichkolwiek kontaktów z Mariuszem P. Jego zeznania potwierdziła matka i siostra. Dodatkowo badania serologiczne wykazały, że ślady krwi na slipach oskarżonego pochodzą od Mirosławy M. Zostawił on też odciski palców na torebkach cukru.

    Według biegłych oskarżony w chwili popełniania przestępstwa był w pełni poczytalny. P. "posiada niedorozwiniętą strefę uczuciowości wyższej, rozumie w pełni zasady funkcjonowania społecznego" ale ich nie respektuje. Jest impulsywny i pozbawiony krytycyzmu wobec siebie. Stwierdzono u niego także sadyzm seksualny.

    18 grudnia 1998 r. w Sądzie Wojewódzkim w Lublinie zapadł wyrok 25 lat pozbawienia wolności i 10 lat pozbawienia praw publicznych. Na wniosek obrońcy oskarżonego, który chciał jego uniewinnienia, sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego w Lublinie. Po przeanalizowaniu podważanych przez obronę dowodów, Sąd potwierdził winę Mariusza P. i 23 marca 1999 r. utrzymał w mocy wyrok sądu niższej instancji.

    "Człowiek o dysocjalnym profilu wymaga długotrwałych zabiegów resocjalizacyjnych, aby mógł funkcjonować w społeczeństwie" – czytamy w uzasadnieniu.

    P. aktualnie przebywa w Zakładzie Karnym w Chełmie. Na wolność wyjdzie już niedługo, bo najprawdopodobniej w 2022 r. Czy mężczyzna po czterdziestce, który od lat nastoletnich był izolowany od świata, jest w stanie przystosować się do nowej rzeczywistości? Polska szalenie się zmieniła od lat 90.. Czy więzienie i ta słynna resocjalizacja) przygotowały go na powrót do społeczeństwa? Czy chłonny jak gąbka mózg nastolatka nie nasiąkł więziennym "elementem przestępczym" na stałe?

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Lublinie oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego w Lublinie.

    • • •

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie, bym mogła pozwolić sobie na poświęcenie większej ilości czasu na pisanie dla Was, to zapraszam na mój Patronite. Prowadzę tam także bloga z dodatkowymi informacjami o zbrodniach, których temat aktualnie poruszam.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #lublin #podzamcze #melgiew
    pokaż całość

    źródło: indekspoda.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu, klik. Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się zawsze na Facebooku, klik.

    • • •

    MATEUSZ. W., rocznik '91

    W. jako pierwszy ubiegał się o wypis z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Publiczna lista przyczyniła się do jego obaw o własne życie, jak sam argumentował we wniosku przesłanym w 2018 r. do Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu. Uznał też, że upublicznienie jego danych osobowych może prowadzić do ujawnienia personaliów ofiary. Zarzekał się, że po skreśleniu z Rejestru chciałby dokonać zadośćuczynienia względem pokrzywdzonego.

    . . .

    W listopadzie 2010 r. 19-letni wówczas Mateusz W. zaatakował swojego 10-letniego kolegę i siłą zaciągnął w ustronne miejsce. Chłopcy wracali z mszy, na której wspólnie usługiwali. Starszy z ministrantów przemocą zmusił młodszego, by się rozebrał, następnie – dusząc go i uderzając pięściami w brzuch – wkładał mu swojego członka do ust. Gdy wielokrotne próby włożenia penisa w odbyt ofiary się nie powiodły, W. zgwałcił go za pomocą patyka. Sprawcę zatrzymano jeszcze tego samego dnia, a na jego komputerze została znaleziona dziecięca pornografia w postaci filmów i zdjęć. Materiały przedstawiały nie tylko dzieci w wyuzdanych pozach, ale także sceny krzywdzenia ich przez dorosłych. Swoją pokaźną kolekcję nastolatek zbierał od grudnia 2008 r., sam także fotografował najmłodszych na placach zabaw i w kościele. Ustalono też, że jesienią 2010 r. W. wybił szybę w Szkole Podstawowej w rodzinnej Nowej Dębie (woj. podkarpackie), gdzie wdarł się do budynku i zabrał z szatni w sumie czternaście worków z butami. Łączna wartość skradzionego obuwia wynosiła ok. 325 zł, a najdroższa ze skradzionych rzeczy zaledwie 30. Niestety, nie znalazłam motywu tego dziwnego zachowania, jednak media pisały, że gdy złodziej kładł się spać, układał buty na poduszce i przytulał się do nich.

    Początkowo biegli, którzy badali Mateusza W., nie byli zgodni co do jego skłonności seksualnych. Po przesłuchaniu kilku zespołów seksuologów i psychiatrów, na wniosek obrońcy oskarżonego został powołany znany seksuolog Zbigniew Lew-Starowicz, który stwierdził, że opiniowany to pedofil ze skłonnościami do sadyzmu seksualnego.

    Mateusz W. został poddany testowi fallograficznemu, zwanemu także prąciową pletyzmografią. Test ten polega na pokazywaniu badanemu różnorodnych obrazów przedstawiających akty seksualne z dorosłymi lub dziećmi, wymuszenia seksu czy przemocy. Do członka badanego podłącza się urządzenie badające erekcję. Zainteresowania seksualne, czy też orientacja stają się oczywiste, gdy okazuje się, czy badany jest bardziej pobudzony przy oglądaniu stosunku osób dorosłych (zachowanie normalne), z udziałem dzieci (dewiacja lub pedofilia), z udziałem dorosłych, ale przy użyciu przemocy (zainteresowanie gwałtem lub dewiacyjne). Badanie wykazało, że W. podniecały zarówno sceny z udziałem dorosłych, jak i dzieci.

    Wyrok zapadł 27 marca 2012 r. w Sądzie Okręgowym w Tarnobrzegu. Za zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem małoletniego poniżej 15 lat (art. 197 § 3 pkt 2 kk), Mateusz W. został skazany na 5 lat pozbawienia wolności. Za kradzież z włamaniem (art. 279 § 1 kk) na rok i dwa miesiące więzienia, a za posiadanie treści pornograficznych z udziałem małoletnich na 8 miesięcy. Orzeczona kara łączna za wszystkie przestępstwa wynosiła 5 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Po wyjściu z więzienia Mateusz W. miał zostać umieszczony w zakładzie zamkniętym (bez określonego terminu) w celu przeprowadzenia terapii zmierzającej do zapobieżenia ponownemu popełnieniu podobnego przestępstwa. Dodatkowo, po opuszczeniu zakładu karnego, skazany przez 8 lat nie może zbliżać się do pokrzywdzonego na odległość mniejszą niż 100 m oraz musi zapłacić zadośćuczynienie w kwocie 2000 zł. Nałożono także na niego obowiązek zgłaszania się raz w miesiącu do kuratora sądowego.

    Na skutek apelacji złożonej przez obrońcę Mateusza W. oraz pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego, w czerwcu 2012 r. w Sądzie Apelacyjnym w Rzeszowie zapadł następny wyrok. Decyzją Sądu kara łączna została zamieniona na 4 lata pozbawienia wolności.

    Obrońca oskarżonego wnioskował o jego uniewinnienie, lecz Sąd nie zgodził się na to, argumentując swoją decyzję spowodowaniem u pokrzywdzonego "sporo cierpień fizycznych i psychicznych, mających charakter przeżyć traumatycznych, które z pewnością będą miały wpływ na jego psychikę i mogą odbić się na jego przyszłym życiu". Jako okoliczności łagodzące Sąd uznał młody wiek Mateusza W. oraz jego niski poziom rozwoju intelektualnego i wyraźne cechy niedojrzałości emocjonalnej i społecznej. W uzasadnieniu czytamy także:

    Zaburzenia osobowości występujące u oskarżonego mają charakter wrodzonej predyspozycji z jakimi przyszedł on na świat. Te właściwości osobiste oskarżonego z pewnością miały wpływ na jego zachowanie i powinny znaleźć odpowiednie odzwierciedlenie przy wymiarze kary. Istotny jest również fakt, że oskarżony przeprosił rodziców pokrzywdzonego, a przeprosiny te zostały przyjęte.

    Mateusz W. opuścił zakład karny 26 listopada 2014 r. Rok później został umieszczony w Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Starogardzie Gdańskim, gdzie przebywa do dzisiaj.

    26 stycznia 2018 r. Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu odrzucił wniosek Mateusza W. dotyczący usunięcia nazwiska z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Zgodnie z ustawą ich [danych] wykreślenie jest możliwe wyłącznie w przypadkach wyjątkowych, a przesłanką może być wyłącznie dobro pokrzywdzonego. W tym przypadku takiej przesłanki nie było

    – tłumaczy Marek Nowak, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu.

    W. złożył więc zażalenie do sądu wyższej instancji, jednak i ten nie zgodził się z jego argumentacją.

    • • •

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie.

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    • • •

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie, bym mogła pozwolić sobie na poświęcenie większej ilości czasu na pisanie dla Was, to zapraszam na mój Patronite. Prowadzę tam także bloga z dodatkowymi informacjami o zbrodniach, których temat aktualnie poruszam.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #nowadeba #pedofilia
    pokaż całość

    źródło: indekstttttttttt.jpg

    +: R....7, IgorK +342 innych
  •  

    Dzień dobry Mircy i Mirabelcy. Blog (chyba) gotowy —> https://polskiepato.pl/ (。◕‿‿◕。) Jakieś kwestię wizualne pewnie będą jeszcze dopracowywane, tak że jeżeli macie jakieś sugestie to piszcie śmiało.

    Założyłam też fanpage na Facebooku —> KLIK Tam będę wrzucała informację o pojawieniu się nowych tekstów, linki do świeżych informacji z prasy na temat spraw, o których pisałam, jakieś aktualizacje informacji itd.

    Oczywiście stąd nie znikam! ( ͡° ͜ʖ ͡°) Tu teksty z #polskiepato i #rejestrzboczencow będą się pojawiały jako pierwsze. Na blogu jednak będzie więcej artykułów o podobnej tematyce. Planuję założyć więcej kategorii, myślałam o przestawianiu sylwetek księży pedofili i o wywiadach z ludźmi związanymi z kryminalistyką, kryminologią ale także z byłymi i obecnymi osadzonymi. Aktualnie jest też zakładka "zaginieni", gdzie będę opisywała sprawy zaginięć z Polski.

    A nowy tekst na #rejestrzboczencow się pisze. A nawet dwa. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Miłego weekendu!

    #kryminalistyka #kryminalne #blog
    pokaż całość

    źródło: cos jakby logo.jpg

    +: w.................i, zenekczwa +241 innych
  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisami zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które udało mi się wyszukać.

    • • •

    ZBIGNIEW B., rocznik '59

    W nocy z 4 na 5 listopada 1982 r. we wsi Łążek (woj. wielkopolskie) B. zaatakował Bogusławę A.* 23-latek uderzył kobietę, ogłuszoną wciągnął do samochodu i zgwałcił. Po tym zacisnął na jej szyi skórzany pasek i łamiąc kość gnykową oraz chrząstkę tarczowatą, doprowadził do śmierci dziewczyny.

    Jako sprawca tej zbrodni nie został wykryty, jednak Zbigniew B. nie cieszył się zbyt długo wolnością. W styczniu 1984 r. trafił do więzienia za kradzież z włamaniem (wtedy art. 208 kk.). Nie był to jego pierwszy wyrok, a popełnione przestępstwo zaliczało się już do recydywy.

    B. zakład karny opuścił w czerwcu 1985 r., a już po około trzech miesiącach dokonał kolejnej napaści. Nocą z 26 na 27 września w lesie pod Gliwicami rzucił się na Stanisławę B.* Przewrócił ją na ziemię, uderzył twardym przedmiotem w głowę, zaciągnął w pobliskie krzewy i zgwałcił. Wciąż żywej kobiecie zacisnął na szyi skarpetę, a gdy konała w agonii, ponownie odbył z nią stosunek.

    Gdy i tym razem udało mu się uniknąć odpowiedzialności karnej, Zbigniew B. zaatakował ponownie. 28 maja 1986 r. przy drodze wiodącej z Kąkolewa do Leszna (woj. wielkopolskie) co najmniej czterokrotnie uderzył metalowym prętem w głowę Katarzyny T.* Gdy z powodu obrażeń czaszki kobieta konała, B. dwukrotnie ją zgwałcił. Wciąż żywą dusił przewodem elektrycznym, po czym za pomocą spodni powiesił na drzewie i okradł. Ściągnął z jej uszu złote kolczyki, zabrał trzy pierścionki i obrączkę, sweter, portmonetkę z zawartością 2.000 złotych (na dzisiejsze to około 170 zł) oraz torbę, w której znajdowały się m.in. dwie pary rajstop, kosmetyki, zapalniczka, paczka kawy i książki. Łączna wartość skradzionych przedmiotów to 78.520 zł, czyli ok. 6.700 zł w przeliczeniu na dzisiejsze.

    . . .

    Zbigniew B. został zatrzymany 23 czerwca 1986 r. Niestety, nie udało mi się zdobyć informacji ani o okolicznościach aresztowania, ani o przebiegu późniejszego procesu.

    Mężczyzna został uznany za winnego zamordowania wszystkich trzech kobiet oraz okradzenia Katarzyny T., do którego doszło w ciągu roku i dwóch miesięcy od odbycia kary za inny rabunek, tym samym był to czyn dokonany w recydywie. Morderca za każdą z ofiar został skazany na karę śmierci oraz pozbawienie praw publicznych na zawsze. Kary tej nie przeprowadzono przed 1989 r., gdy weszło moratorium na jej wykonywanie.

    21 maja 1992 r. Sąd Wojewódzki w Poznaniu zmienił wyrok Zbigniewa B. na 25 lat pozbawienia wolności oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych.

    B. opuścił więzienie 22 czerwca 2011 r. i zamieszkał pod rodzinną miejscowością Wschowa, we wsi Osowa Sień (woj. lubuskie). Aktualnie ma 60 lat.

    . . .

    *te imiona wymyśliłam na potrzebę tekstu

    • • •

    Zapraszam także na mój drugi tag polskiepato, gdzie przedstawiam sprawy kryminalne z Polski.

    Jeżeli ktoś chciałby mnie wesprzeć, bym mogła pozwolić sobie na poświęcenie większej ilości czasu na pisanie dla Was, a w przyszłości zacząć nagrywać podcasty na podstawie swoich tekstów, to zapraszam na mój Patronite.

    • • •

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego @IgorK.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam z zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Poznaniu.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #morderstwo #seryjnimordercy #wschowa #osowasien #lazek #gliwice #kakolewo #leszno
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które udało mi się wyszukać.

    • • •

    Postanowiłam zmienić trochę formę wpisów na tym tagu i cenzurować zdjęcie i nazwisko skazanego. Mimo wszystko, jego dane możecie łatwo poznać, klikając na link do Rejestru pod imieniem.

    Nikt nie jest umieszczany w Rejestrze na zawsze i szkoda by było, gdybym musiała usuwać wpisy, kiedy nagle kogoś dane zniknął z publicznej informacji. Szkoda tylko, że po wpisaniu nazwiska danego zboczeńca w Google nie przekieruje nikogo do mojego wpisu (chyba że podacie imię i nazwisko w komentarzu ( ͡° ͜ʖ ͡°)), a to znacznie osłabi moją misję uświadamiania świata o ich zbrodniach. Co o tym myślicie? Wydaje mi się, że to także będzie jakimś „zabezpieczeniem” dla mnie, w razie gdyby ktoś się do mnie i do moich wpisów poważnie przyczepił.

    • • •

    Opis tej zbrodni jest drastyczny, odradzam czytanie osobom wrażliwym.

    • • •

    PIOTR D., rocznik '84

    Piotr D. na swoim profilu na GoldenLine napisał:

    Nie ma niedostepnych kobiet... sa tylko nieudolni mężczyzni (pisownia oryginalna)

    Słowa te przestają brzmieć jak zwykłe męskie przechwałki, gdy dowiemy się, czego ten człowiek się dopuścił.

    . . .

    Piotr i Edyta* pobrali się wiosną 2010 r., a już w październiku na świat przyszło ich pierwsze dziecko. 23-latka zajęła się opieką nad noworodkiem i prowadzeniem domu w Boninie (woj. zachodniopomorskie), a jej małżonek utrzymaniem rodziny. Praca w magazynie nie przynosiła zbyt dużych dochodów, jednak młode małżeństwo mogło liczyć na wsparcie rodziców.

    Po pewnym czasie pomiędzy państwem D. zaczęło dochodzić do konfliktów. Spory dotyczyły głównie kwestii finansowych, ale Piotrowi przeszkadzały także bliskie relacje żony z rodzicami. Denerwował się, gdy zabierała syna do dziadków, uważając, że ogranicza to jego kontakty z dzieckiem. Z biegiem lat mężczyzna stawał się coraz bardziej zaborczy i zazdrosny, kontrolował każde wyjście Edyty z domu i oskarżał o zdrady. Kobieta nie mogła się swobodnie kontaktować z rodzicami i rodzeństwem, bo mąż usilnie przeszkadzał jej w rozmowach, naciskając na ich szybkie zakończenie. Schował klucz od łazienki, gdzie małżonka zamykała się, by móc spokojnie porozmawiać z bliskimi. Wbrew jej woli nachodził ją także w toalecie. Usiłował ograniczyć prywatność i swobodę do minimum.

    Mężczyzna wykorzystywał swój status żywiciela rodziny i zależność finansową małżonki. Na każdym kroku pokazywał swoją wyższość, upokarzał Edytę i stale jej umniejszał. Szydził z wyglądu, sposobu mówienia, czy poruszania się, wyśmiewał i wyolbrzymiał wady, wytykał każdy najmniejszy błąd. Poniżanie i wyzwiska odbiły się na stanie zdrowia kobiety, która w 2014 r. podjęła terapię psychologiczną i psychiatryczną.

    Pod koniec roku Piotr zaczął oskarżać żonę o jego ciągłą inwigilację, założenie podsłuchów i kamer. W związku z tym zaczął kontrolować jej e-maile, SMS-y i połączenia telefoniczne. Usiłował nawet skonfiskować komórkę, przez co pomiędzy małżonkami doszło do szarpaniny, w której interweniowała policja. Po tych wydarzeniach Edyta złożyła pozew o rozwód i rozpoczęła poszukiwanie pracy.

    Mimo wszystko para wciąż ze sobą mieszkała. Piotr nie chciał wyprowadzić się z mieszkania, które było własnością ojca Edyty.

    . . .

    Rankiem 9 marca 2015 r. Piotr odprowadzał synka do przedszkola. W drodze podekscytowany chłopczyk wyznał, że ze szkoły mają odebrać go dziadkowie. Mężczyzna nie wiedział nic o planach żony i wycieczce do jej rodziców. Wciąż usiłował wyegzekwować od niej bezapelacyjne posłuszeństwo i pytanie o pozwolenie w kwestiach wszelkich wyjazdów. Wściekły wrócił do domu i wiedząc, że Edyta za chwilę musi wyjść do pracy, zamknął drzwi wejściowe na wewnętrzne zamki. Gdy kobieta usiłowała wyjść, ten złapał ją za szyję.

    Teraz cię, kur** zabiję

    – wycedził przez zęby, zaciskając dłonie na gardle żony. Powłóczył ją do kuchni, gdzie chwycił za nóż kuchenny i zaczął zadawać jej ciosy w uda. Kobieta broniła się zacięcie, co jeszcze bardziej rozwścieczyło napastnika.

    Przestań się rzucać, i tak cię zabiję!

    – krzyczał, po czym zaciągnął ją na korytarz, gdzie wciąż ją dźgał. Edyta usiłowała osłaniać się, gryźć i wzywać pomocy, jednak mężczyzna był od niej silniejszy.

    Przestań się rzucać, i tak cię zabiję

    – powtarzał, gdy jęczała z bólu.

    Przeciągnął ją do łazienki, przygniótł własnym ciałem i przykładając ostrze do klatki piersiowej zażądał by się rozebrała. Kobieta udała, że traci przytomność. Wstał z niej, jednak gdy tylko zorientował się, że wciąż oddycha, znów przystąpił do ataku.

    Ty suko, dlaczego udawałaś, że nie żyjesz, ja już myślałem że po wszystkim.

    Powtarzał też, że zabije najpierw ją, a później siebie.

    Nie chcesz być moja, to będziesz niczyja, a dziecko straci rodziców!

    Edyta znów udała, że traci przytomność. Gdy ten opuścił na chwilę pomieszczenie, usiłowała chwycić drewniany taboret i uderzyć nim napastnika, jednak osłabiona znaczną utratą krwi nie była w stanie go podnieść. Zirytowany, że kobieta wciąż żyje, Piotr znów przewrócił ją na podłogę i zadawał ciosy.

    O, teraz już dostałaś w serce, czyli na pewno zaraz się wykrwawisz!

    – mówił podekscytowany.

    Rozciął jej bluzkę i biustonosz, jednocześnie robiąc uwagi o podtekście erotycznym. Komentował rany na jej klatce piersiowej i zarzucał zdrady. Następnie rozebrał się od pasa w dół, rozciął żonie spodnie i majtki, i grożąc wbiciem noża w pochwę, wymusił na niej stosunek. Podczas gwałtu gładził zakrwawione i poranione piersi żony, a gdy ta mdlała, wkłuwał w nią ostrze, by się rozbudziła. Nie przeszkadzała mu nawet jej menstruacja.

    Po zakończonym stosunku wyszedł z łazienki, a gdy do niej wrócił, zażądał, by Edyta uklęknęła i zaspokoiła go oralnie. Ta jednak nie mogła wstać o własnych siłach. Piotr podniósł ją za ubranie, oparł o sedes i zadał nożem cios w szyję, po którym kobieta upadła i zemdlała. Mężczyzna na pewien czas wyszedł z łazienki, później wrócił, kopnął ofiarę i spytał:

    Żyjesz?

    Nie reagowała. Gdy uznał, że nie żyje, opuścił mieszkanie. Gdy Edyta odzyskała przytomność, udało jej się resztką sił doczołgać do sąsiadki, która zawiadomiła pogotowie i policję. Dzięki szybkiej pomocy lekarskiej kobieta przeżyła.

    O dziwo, sąsiadka zeznała później, że słyszała krzyki od godziny, jednak nie interweniowała.

    . . .

    Piotr przemierzył pieszo niezamieszkane tereny polne i lasy, aż dotarł do drogi krajowej nr 11 w pobliżu Manowa, skąd zadzwonił na 112. Poinformował telefonistkę, że jest ranny i poszukiwany przez policję, ponieważ zabił swoją żonę. Gdy funkcjonariusze przybyli na miejsce, mężczyzna miał kilka powierzchownych ran ciętych. Potwierdził, że zadał je sobie sam przy użyciu noża kuchennego, przyznał się także do użycia go wobec żony. Mężczyzna nie był pijany ani pod wpływem narkotyków.

    . . .

    Podejrzany w toku śledztwa konsekwentnie nie przyznawał się do popełnienia zarzucanych mu czynów, czyli usiłowania zabójstwa w związku ze zgwałceniem ze szczególnym okrucieństwem oraz do znęcania się psychicznego nad żoną i spowodowania obrażeń w obrębie ręki, podczas szarpaniny w 2014 r. Mężczyzna odmówił także składania wyjaśnień w sprawie.

    Według lekarzy Piotr nie przejawiał żadnych chorób psychicznych, a podczas zdarzenia był świadomy swojego postępowania. Jego sprawność intelektualna jest w granicach normy. Zdiagnozowano u niego zaburzenia osobowości o typie osobowości paranoicznej.

    W opinii psychiatryczno-psychologicznej biegli przedstawili Piotra jako osobę, którą charakteryzuje długotrwałe przeżywanie przykrości, z zaleganiem negatywnych uczuć do innych osób, niewybaczanie krzywd, zniewag, lekceważenia i niesprawiedliwości, obniżona tolerancja na niepowodzenia i odrzucenie przez otoczenie. Opiniowany ma skłonność do nietrafnego i nieobiektywnego interpretowania zachowań osób jako wrogich sobie, nieprzyjaznych, zagrażających. Ma również silną potrzebę realizacji własnych potrzeb przy jednoczesnym przecenianiu swojej wartości. Jest skłonny do kumulowania negatywnych emocji, reagowania złością i mściwością. Swoje niepowodzenia zaś usprawiedliwia przerzucając odpowiedzialność na innych ludzi lub okoliczności zewnętrzne uruchamiając silne mechanizmy obronne zaprzeczenia, wypierania, racjonalizacji.

    Narastające uczucia złości, gniewu, żalu, tłumionej agresji, które wcześniej oskarżony kontrolował znalazły zaś następnie upust w czynie z 9 marca 2015 r. [...] Przyczyny takiego wybuchu agresji biegła psycholog upatrywała w nałożeniu się na siebie czynników sytuacyjnych (przewlekły konflikt małżeński) i cech osobowości paranoicznej u oskarżonego. Współistnienie tych czynników spowodowało u badanego nasilenie negatywnych emocji (poczucie krzywdy, żalu do pokrzywdzonej, złości, agresji) i gwałtownego wyładowania tychże emocji. Była to gwałtowności nietypowa dla oskarżonego, gdyż zwykle emocje te kontrolował, lecz w żadnym wypadku nie zaistniały przesłanki stanu silnego wzburzenia.

    . . .

    Mężczyzna zaczął składać wyjaśnienia dopiero w postępowaniu sądowym. Wyjaśniał, że podczas zdarzenia doszło pomiędzy nim a małżonką do dobrowolnego stosunku, co miało być próbą pogodzenia się i zażegnania małżeńskich konfliktów. Natomiast po seksie żona powiedziała mu, że teraz wykorzysta to zdarzenie na potrzeby toczącej się sprawy rozwodowej. Piotr mówił, że był zaskoczony i zszokowany tymi słowami, dlatego chwycił za nóż kuchenny. Dalszych wydarzeń tego poranka, jak twierdził, nie pamięta.

    Na kolejnych rozprawach, oskarżony uznał, że to on jest ofiarą swojej żony. Twierdził, że był przez nią i jej rodziców prześladowany.

    . . .

    Wyrok zapadł 31 maja 2016 r. Sąd Okręgowy w Koszalinie uznał Piotra D. za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów oraz skazał:

    • za psychiczne znęcanie się (art. 207 § 1 kk) nad żoną oraz spowodowanie u niej obrażeń ciała (art. 157 § 2 kk) w grudniu 2014 r. – na karę 6 miesięcy pozbawienia wolności,

    • za działanie w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia Edyty D. (art. 13 § 1 kk w zw. art. 148 § 2 pkt 2 kk) w związku z jej zgwałceniem ze szczególnym okrucieństwem (art. 197 § 4 kk) stosując przemoc poprzez zadanie 19 ciosów nożem w okolice szyi, klatki piersiowej, ramion, przedramion, obu ud, które to obrażenia naruszyły czynności narządów jej ciała na okres powyżej 7 dni (art. 157 § 1 kk) – na karę 12 lat pozbawienia wolności.

    Orzeczona kara łączna to 12 lat pozbawienia wolności.

    Obrońcy Piotra D. zaskarżyli wyrok żądając obniżenia kary dla oskarżonego. Z kolei pełnomocnik pokrzywdzonej oraz prokurator domagali się podwyższenia wyroku do 15 lat pozbawienia wolności.

    20 kwietnia 2017 r. Sąd Apelacyjny w Szczecinie zmienił zaskarżony wyrok wymierzając karę 15 lat pozbawienia wolności.

    . . .

    *imię zostało zmyślone

    Kilka faktów w tym tekście celowo przeinaczyłam, by chronić prywatność pokrzywdzonych i uniemożliwić ewentualne wyszukanie ich w mediach społecznościowych. Nie wpłynęło to jednak w żaden sposób na tę historię.

    • • •

    Zapraszam także na mój drugi tag polskiepato, gdzie przedstawiam sprawy kryminalne z Polski.

    A jeżeli ktoś chciałby mnie wesprzeć, bym mogła pozwolić sobie na poświęcenie większej ilości czasu na pisanie dla Was, a w przyszłości zacząć nagrywać podcasty na podstawie swoich tekstów, to zapraszam na mojego Patronite.

    Na patronite’owego bloga wrzuciłam dziś:

    • opis obrażeń ofiary
    • szczegóły wydarzeń z 9 marca 2015 r. (skany zeznań)
    • zeznania Piotra D.

    • • •

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego @IgorK.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam z zanonimizowanego wyroku oraz jego uzasadnienia, który dostałam od Sądu Okręgowego w Koszalinie oraz wyroku Sądu Apelacyjnego w Szczecinie.

    Z informacji z prasy nie korzystałam, ponieważ znalazłam na temat tej sprawy tylko dwie wzmianki (tu i tu), które znacznie odbiegają od wersji wydarzeń przedstawionej w uzasadnieniu wyroku.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #gwalt #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #przemocwrodzinie #przemocwobeckobiet #przemocpsychiczna #bonin #koszalin
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

  •  

    PIERWSZĄ CZĘŚĆ TEJ HISTORII PRZECZYTACIE TUTAJ.

    • • •

    • Część 2 •

    Latem 2011 r. Ewa związała się z Kazimierzem Ch.*, który zaopiekował się nią i córkami, które po jakimś czasie zaczęły nazywać go tatą. Szynszecki wciąż nachodził rodzinę i żądał spotkania z dziećmi. W 2012 r. Ewa i Kazimierz wynajęli razem mieszkanie, a kobieta zaszła w ciążę. Mimo to Mariusz wciąż nachodził parę średnio co dwa dni. Wydzwaniał do nich także, gdy już wzięli ślub.

    Gdy Lena poszła do szkoły, zaczęły się jej problemy w relacjach z rówieśnikami. Miała też symptomy nerwicowe, tiki nerwowe, bywała agresywna, a jej sprawność intelektualna była niższa niż u rówieśników. Mogło to świadczyć o zaniedbaniach we wczesnym dzieciństwie, choć widać było, że dziewczynka ma bardzo dobry kontakt z matką, jest też czysta i zadbana. Lena została przebadana w poradni psychologiczno-pedagogicznej, gdzie wkrótce trafiła także Amelia, która także zaczęła przejawiać trudności dydaktyczne i emocjonalne.

    Ze względu na trudności w utrzymaniu mieszkania, w październiku 2015 r. Ewa wraz z drugim mężem oraz trójką córek zamieszkali u Janiny G. Dziewczynki bardzo ufały swojej prababci, dlatego podczas jednej z rozmów zwierzyły jej się ze wspomnień z domu w Parszczycach. Ośmioletnia Lena mówiła o tym, jak ojciec dawał jej do picia alkohol podczas zakrapianych imprez z mężczyznami, którzy śmiali się z tego, co wcześniej robili jej mamie w piwnicy. Przyznała też, że na imprezach tych była obecna jej druga babcia, matka Szynszeckiego. Opowiadała, że ojciec kazał jej lizać jego genitalia, a 7siedmioletnia Amelia mówiła, że panowie robili mamie krzywdę i "miała majtki na dole". Zszokowana 80-latka kazała dziewczynkom usiąść przy stole i wszystko z siebie wyrzucić.

    Fragmenty ich wspomnień (całość udostępniłam na swoim Patronite):

    Lena: Tata kleił buzię i wiązał ręce i nogi. A ja razem z tatą Mariuszem robiłam krzywdę siostrze, bo krzyczała za mamą, dlatego moja siostra była obsikana i obsrana. Zaprowadzałam z tatą Mariuszem mamę do piwnicy. Uderzałam mamę w głowę. My z tatą Mariuszem chcieliśmy zabić mamę, aby była nowa czarna mama z braciszkiem. (...) Ja stałam w pokoju to tata Mariusz ściągał mi majtki i rajstopy, i wtedy dotykał mnie w miejscu gdzie robię siku, tym czym tata robi siku - fiut, fujara. (...) Z tym tatą się całowałam w łóżku. (...) W pokoju gdy jest ciemno całuję moją siostrę Amelię. Teraz już tak nie robię. Tylko rozmawiamy o szkole. Gdy mój tata Kazimierz mi zabronił rozwalać drzwi od szafki to powiedziałam, że go wyrżnę nożem, a kiedyś indziej, że go zabiję. (...) Kopałam mamę, gdy była w ciąży. Było nas wtedy dwie, to dlatego kopałam mamę po brzuchu, po to żeby kolejna siostra się nie urodziła.

    Amelia: Ten tata Mariusz robił mi dużo krzywdy, on mnie kleił buzię, wiązał ręce do tyłu i nogi. Jedzenie, okruchy od siostry Leny dawał ten zły tata. (...) Lena tacie Mariuszowi, to co ma między nogami, w spodniach, to się nazywa wiut. Siostra Lena mi to mówiła. Robiła to, żeby tacie zrobiło się dobrze. Lena, kiedy byłam związana to się ze mnie śmiała z tego, że leżałam na podłodze, zesrana i zesikana. Mama była zamknięta w piwnicy. Lena mówiła i pokazała, że mama jadła jak pies. Ja byłam mała. Jak była robiona krzywda, bałam się wtedy mówić. Ale teraz już się nie boję.
    Po rozmowie z prawnuczkami, Janina G. zapytała o wszystko Ewę. Ich matka rozpłakała się, była zszokowana tym, co jej były mąż robił córkom. Kobiety wspólnie uzgodniły, że dziewczynki nie mogą tego w sobie dłużej tłumić.

    . . .

    We wrześniu 2012 r. kochanka Mariusza Aneta A. przystała na jego propozycję i wraz ze swoim synem wprowadziła się do domu w Parszczycach. Podczas gdy A. wyjeżdżała rano do pracy, sześciolatek pozostawał pod opieką konkubenta matki. Mężczyzna krzyczał na chłopca z błahych powodów, wulgarnie wyzywał, bił otwartą ręką po głowie i pupie, co często tłumaczył później jako żarty. Zabrał chłopcu wszystkie oszczędności, nie pozwalał jeździć rowerem ani zapraszać kolegów.

    On ci na głowę nasra, to musi być bity!

    – uzasadniał Anecie A.

    Ponadto zmuszał chłopca, by kładł się z nim w łóżku, a sam rozbierał się do naga i przytulał do niego.

    Szynszecki znęcał się także nad swoją konkubiną – bił ją po głowie, gdy miała odmienne zdanie w jakiejkolwiek kwestii, zmuszał do seksu, gdy tego nie chciała, miał pretensje, że zbyt późno wraca z pracy, szarpał za włosy, gdy musiała rano wyjść i zabraniał zapraszać kogokolwiek do domu, nawet jej rodzinę.

    Dopiero w 2016 r. kobieta wraz z synem wyprowadziła się.

    . . .

    21 lutego 2016 r. o godzinie 6:05 Mariusz Szynszecki został zatrzymany w swoim domu w Parszczycach.

    Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, uznał, że Ewa kłamie, bo chce się na nim zemścić. Przyznał, że uderzył ją tylko raz w twarz z otwartej dłoni, gdy powiedziała mu, że nie jest ojcem Leny i Amelii. Stwierdził też, że ich małżeństwo byłoby udane, gdyby nie teściowa, która "non stop buntowała żonę". Nie przyznał się także do znęcania się nad Anitą A. i jej synem, a na zarzut molestowania Leny odpowiedział, że "nie mógłby z dzieckiem dwuletnim".

    Szynszecki został oskarżony również o znęcanie nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem. W grudniu 2015 r. wezwani na miejsce inspektorzy z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami zastali na jego podwórku przywiązanego sznurem do budy kundelka, który leżał na ziemi w konwulsjach. Pinio nie miał nawet obroży, a na szyi liczne otarcia i otwarte rany. Pies nie dostawał jedzenia, ani wody, a sierść miał sfilcowaną i oblepioną błotem. Zwierzę w stanie agonalnym zostało zawiezione do weterynarza i mimo prób ratowania, następnego dnia zmarło śmiercią głodową.

    Oskarżony początkowo przyznał się do zagłodzenia psa, jednak po jakimś czasie odwołał swoje tłumaczenia.

    Szynszecki został poddany badaniu sądowo-psychologicznemu, a jego poczytalność nie budziła żadnych wątpliwości. Biegli stwierdzili także, że jego intelekt mieści się w normie, jednak osobowość jest nieprawidłowa – ma obniżoną uczuciowość wyższą i niskie poczucie własnej wartości, przez co reaguje agresywnie lub impulsywnie na jakikolwiek wyrażony w stosunku do niego sprzeciw czy krytykę. Swoje nieszczęścia, porażki i problemy przypisuje innym, nie biorąc za nie żadnej odpowiedzialności.

    . . .

    Proces rozpoczął się w grudniu 2016 r.

    (zdjęcie) (zdjęcie)

    Tym razem sąd nie dał wiary zeznaniom rodziny oskarżonego i uznał, że usiłują ukryć wiedzę jaką posiadają "na temat zachowania oskarżonego wobec żony, dzieci, a następnie wobec" Anity A. i jej syna. "Wynika to z faktu, że jest to środowisko patologiczne, pozbawione prawidłowych wzorów. Wielodzietna rodzina brata oskarżonego objęta była nadzorem kuratora. Matka Mariusza Szynszeckiego również znana jest w środowisku lokalnym, jako osoba uzależniona od alkoholu".

    Wyrok zapadł 13 czerwca 2017 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku uznał Mariusza Szynszeckiego za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów oraz skazał:

    • za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem (art. 207 § 1 i 2 kk) nad Ewą, Leną i Amelią oraz pozbawienie Ewy wolności na okres dwóch lat, które łączyło się ze szczególnym udręczeniem (art. 189 § 2 i 3 kk), na karę 14 lat pozbawienia wolności, 10 lat zakazu zbliżania się do pokrzywdzonych na odległość mniejszą niż 200 m., obowiązek zgłaszania się na posterunku policji raz w miesiącu, 6 lat pozbawienia praw publicznych oraz zadośćuczynienie w łącznej kwocie 60 tys. zł;

    • za wielokrotne zgwałcenie Ewy ze szczególnym okrucieństwem (art. 197 § 4 kk), na karę 12 lat pozbawienia wolności, 15 lat zakazu kontaktowania się z pokrzywdzoną, 6 lat pozbawienia praw publicznych oraz zadośćuczynienie w kwocie 50 tys. zł;

    • za wykorzystywanie seksualne córki (art. 199 § 2 kk, art. 200 § 1 i 4 kk, art. 201 kk), na karę 10 lat pozbawienia wolności, 15 lat zakazu kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 200 m., obowiązek zgłaszania się na posterunku policji raz w miesiącu oraz na zadośćuczynienie w kwocie 50 tys. zł;

    • za znęcanie się (art. 207 § 1 kk)) nad Anitą A. oraz jej synem, na karę 3 lat i 6 mies. pozbawienia wolności, 6 lat zakazu kontaktowania się z pokrzywdzonymi oraz zadośćuczynienie w łącznej kwocie 10 tys. zł;

    • za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad psem Piniem przez co doprowadził do śmierci zwierzęcia (art. 35 ust. 1 i 2 Ust. z 21.08.1997 o ochr. zwierząt Dz.U. Nr 111 poz. 724, art. 35 ust. 3a Ust. z 21.08.1997 o och.zwierz. Dz.U.2003.106.1002, art. 35 ust. 4 Ust. z 21.08.1997 o ochr. zwierząt Dz.U. Nr 111 poz. 724), na karę 2 lat i 6 mies. pozbawienia wolności, 6 lat zakazu posiadania zwierząt oraz 3 tys. zł nawiązki na rzecz Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt "Animals".

    Orzeczona kara łączna za ww. to 25 lat pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się o zwolnienie warunkowe po odbyciu co najmniej trzech czwartych kary, a także 15 lat zakazu kontaktowania się z pokrzywdzonymi i zbliżania na odległość mniejszą niż 200 m, obowiązek zgłaszania się na posterunku policji raz w miesiącu oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych.

    (klik)

    Sąd zdaje sobie sprawę, że to kara o charakterze eliminacyjnym

    – powiedziała w uzasadnieniu wyroku sędzia Marta Urbańska.

    W grudniu 2017 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku utrzymał wyrok w mocy.

    W osobnym śledztwie Prokuratura Rejonowa w Gdyni ustalała personalia mężczyzn, którzy razem z Szynszeckim gwałcili uwięzioną kobietę. W grudniu 2018 r. media poinformowały, że zatrzymani zostali dwaj bracia skazanego – Andrzej i Marian Sz. oraz ich kuzyn Tadeusz B. (zdjęcie). Prokuratura postawiła im zarzut wielokrotnego zgwałcenia Ewy między styczniem 2009 r., a grudniem 2010 r. Żaden z nich nie przyznał się do popełnienia zarzuconych im czynów. Wszystkim trzem mężczyznom grozi od 3 do 15 lat pozbawienia wolności. (klik)

    Bracia Sz. trafili do policyjnego aresztu, a B. oczekuje na wyrok na wolności i nawet rozmawiał z dziennikarzami – klik.

    . . .

    *te imiona wymyśliłam na potrzebę tekstu

    • • •

    Jeżeli ktoś chciałby mnie wesprzeć bym mogła pozwolić sobie na to, by poświęcić więcej czasu na pisanie dla Was, a w przyszłości zacząć nagrywać podcasty na podstawie swoich tekstów, to zapraszam na mojego Patronite. Działa już płatność kartą, PayPal i inne takie, tak że jakby ktoś jednak chciał zrezygnować z wypicia jednego piwka i przekazać ten skromny pieniądz na kvoczą działalność – będę dozgonnie wdzięczna!

    • • •

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego @IgorK.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam z zanonimizowanego wyroku oraz jego uzasadnienia (111 stron skanów!), który dostałam od Sądu Okręgowego w Gdańsku oraz wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, który powyższy wyrok utrzymał w mocy.

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    • • •

    pokaż spoiler #rejestrzboczencow #polskiepato #kryminalne #kryminalistyka #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #puck #parszczyce #gdansk #kaszuby #joseffritzl #gwalt #zgwalcenie
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

    •  

      • za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem (art. 207 § 1 i 2 kk) nad Ewą, Leną i Amelią oraz pozbawienie Ewy wolności na okres dwóch lat, które łączyło się ze szczególnym udręczeniem (art. 189 § 2 i 3 kk), na karę 14 lat pozbawienia wolności, 10 lat zakazu zbliżania się do pokrzywdzonych na odległość mniejszą niż 200 m., obowiązek zgłaszania się na posterunku policji raz w miesiącu, 6 lat pozbawienia praw publicznych oraz zadośćuczynienie w łącznej kwocie 60 tys. zł;

      • za wielokrotne zgwałcenie Ewy ze szczególnym okrucieństwem (art. 197 § 4 kk), na karę 12 lat pozbawienia wolności, 15 lat zakazu kontaktowania się z pokrzywdzoną, 6 lat pozbawienia praw publicznych oraz zadośćuczynienie w kwocie 50 tys. zł;

      • za wykorzystywanie seksualne córki (art. 199 § 2 kk, art. 200 § 1 i 4 kk, art. 201 kk), na karę 10 lat pozbawienia wolności, 15 lat zakazu kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 200 m., obowiązek zgłaszania się na posterunku policji raz w miesiącu oraz na zadośćuczynienie w kwocie 50 tys. zł;

      • za znęcanie się (art. 207 § 1 kk)) nad Anitą A. oraz jej synem, na karę 3 lat i 6 mies. pozbawienia wolności, 6 lat zakazu kontaktowania się z pokrzywdzonymi oraz zadośćuczynienie w łącznej kwocie 10 tys. zł;

      • za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad psem Piniem przez co doprowadził do śmierci zwierzęcia (art. 35 ust. 1 i 2 Ust. z 21.08.1997 o ochr. zwierząt Dz.U. Nr 111 poz. 724, art. 35 ust. 3a Ust. z 21.08.1997 o och.zwierz. Dz.U.2003.106.1002, art. 35 ust. 4 Ust. z 21.08.1997 o ochr. zwierząt Dz.U. Nr 111 poz. 724), na karę 2 lat i 6 mies. pozbawienia wolności, 6 lat zakazu posiadania zwierząt oraz 3 tys. zł nawiązki na rzecz Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt "Animals".

      Orzeczona kara łączna za ww. to 25 lat pozbawienia wolności

      @kvoka: Kara łączna to jest kpina. Wynika z tego, że uzbierał 25 lat za pkt 1 i za prawie cały pkt 2 a reszta już była na promocji - w gratisie. Jeżeli zrobiłby jeszcze parę rozbojów czy kradzieży to zapewne też by się złapał na tą samą promocję i kara łączna byłaby taka sama...

      (wiem, że to wszystko uproszczenia ale zawsze się gotuję jak widzę te kary łączne...)
      pokaż całość

      +: balatka
    •  

      UAKTUALNIONY TEKST MOŻECIE PRZECZYTAĆ NA MOIM BLOGU PolskiePato.pl. A dokładnie to tutaj.

      +: balatka
    • więcej komentarzy (92)

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Do dzisiejszego postu podpinam także mój drugi tag #polskiepato, ponieważ o gorszej patologii jeszcze nie słyszałam. Ostrzegam, że poniższy tekst o tak zwanym polskim Fritzlu może nie nadawać się dla osób o słabych nerwach.

    Historię musiałam podzielić na dwa posty, ponieważ wpis jest zbyt długi jak na wykopowe normy.

    • • •

    • Część 1 •

    MARIUSZ SZYNSZECKI, rocznik '69

    Mariusz był czwartym i ostatnim dzieckiem państwa Sz. i "ukochanym synkiem mamusi". Grażyna Sz.* od lat miała poważny problem z alkoholem, który spożywała nawet w ciąży. Z kolei ojciec, zanim zginął w wypadku samochodowym w 2015 r., stronił od procentów i zajmował się gospodarstwem. Gdy dzieci były już dorosłe, po drugiej stronie podwórza postawił budynek (zdjęcie) w surowym stanie, do którego od razu wprowadził się najmłodszy syn. Nie było tam bieżącej wody, ogrzewania ani kanalizacji. Trzeba było korzystać ze studni i wychodka na podwórku, a do ogrzewania służyła ustawiona w jednym z pomieszczeń westfalka (w komentarzu dodałam skan opisu panujących w domu warunków).

    W rodzinnym domu pozostali rodzice, trzej synowie wraz z żonami oraz jedenaścioro wnucząt. "Na swoim" Mariusz stale urządzał popijawy z kolegami, braćmi i matką. Mimo wszystko, zdaniem mieszkańców Parszczyc (woj. pomorskie) był spokojną osobą. Edukację zakończył już po szkole podstawowej, pracował dorywczo fizycznie. Wiosną 2005 r. zatrudnił się na budowie w jednej z miejscowości na Półwyspie Helskim, gdzie poznał młodszą od siebie o 12 lat Ewę*. Wówczas 24-latka sprzedawała w sklepie, w którym Mariusz robił zakupy. Był zawsze miły i szarmancki, w końcu ich wspólne rozmowy przeniosły się poza miejsce pracy kobiety. Sam na sam mężczyzna był romantyczny, opiekuńczy i zawsze nienagannie ubrany, co imponowało dziewczynie i już w listopadzie tego samego roku para zaczęła rozmawiać o ślubie i wspólnym zamieszkaniu. Ewa zapoznała ukochanego ze swoimi rodzicami, a pod koniec roku wprowadziła się do jego domu na kaszubskiej wsi. Złe warunki mieszkalne miały być chwilowe, Mariusz obiecał, że do lata budynek będzie wykończony. Nigdy jednak tak się nie stało.

    W styczniu 2006 r. Ewę odwiedziła matka Bożena K.* oraz dwaj bracia. Mariusz zapewniał ich o wielkim uczuciu do konkubiny i częstował herbatą drżących z zimna gości. Jednak gdy teściowa zapytała, czy może poznać jego mieszkającą obok rodzinę, kategorycznie odmówił i odrzekł, że jeżeli ma z tym problem, to może już wracać do siebie.

    1 marca para wzięła ślub cywilny, o którym rodzice Ewy dowiedzieli się dopiero po fakcie, ponieważ Mariusz nie życzył sobie ich obecności. Świeżo upieczona pani Szynszecka poprosiła matkę, która z życiowego wyboru córki nie była zadowolona, by od tej pory zawsze zapowiadała swoje odwiedziny. Po ślubie Ewa zrezygnowała z pracy w sklepie, ponieważ z nowego miejsca zamieszkania trudno było jej tam dojeżdżać.

    Po zaślubinach zachowanie Szynszeckiego radykalnie się zmieniło. Pierwszy raz żonę uderzył już po tygodniu.

    Bo chciałam jechać do matki. Gdy ochłonął, przeprosił i zapewnił, że to ostatni raz. Ale to nigdy nie był ostatni raz

    – opowiadała po latach.

    Mężczyzna zaczął krzyczeć na kobietę z byle powodu, wyzywać od "kurew" i "szmat" oraz nadużywać alkoholu, na który wydawał większość zarobionych pieniędzy. Bił ręką po głowie, bo – jak tłumaczył – wtedy nie ma śladów. Ewie nie pozwalał wychodzić na podwórko, awanturował się, gdy choć chwilę spóźniła się z odgrzaniem obiadu, przygotowaniem kawy, czy gdy chciała zadzwonić do matki. Mariusz rzadko pracował, a większość czasu spędzał na zakrapianych libacjach z rodziną. Gdy w kwietniu Ewa zaszła w ciążę, ucieszył się, jednak nie przestał znęcać się nad nią psychicznie i fizycznie.

    Pod koniec ciąży Ewa trafiła na dwa tygodnie do szpitala, jednak małżonek nie odwiedził jej ani razu. W grudniu 2006 r. na świat przyszła ich pierwsza córka Lena*. Gdy Mariusz po raz pierwszy zobaczył dziewczynkę i jej ciemne włoski, uznał, że nie jest jego dzieckiem i wściekły zaczął Ewę okładać rękami po głowie. Chociaż początkowo starał się jej pomagać w nowych obowiązkach, to bardzo szybko z tego zrezygnował. Gdy żona była jeszcze w połogu zaczął siłą wymuszać na niej odbywanie bolesnych stosunków, krzycząc, że jest to jej małżeńskim obowiązkiem.

    Podczas odwiedzin matki, Ewa w końcu zwierzyła się z tego opowiedziała o problemach z mężem. Poprosiła jednak o dyskrecję, licząc na to, że po narodzinach dziecka mężczyzna się zmieni. Zmartwiona kobieta przystała na prośbę córki i ponownie odwiedziła ją dopiero przed świętami Bożego Narodzenia, a następnie w styczniu 2007 r., gdy odbył się ślub kościelny pary. Bożena K. pomogła młodym w przygotowaniu przyjęcia, jednak dzień po weselu wciąż nietrzeźwy Mariusz odprawił teściową z domu, a Ewa poprosiła, żeby mu się nie sprzeciwiać. Mimo tego kobieta ponownie przyjechała na Kaszuby w marcu i zauważyła u córki podbite oko. Nie chciała uwierzyć zapewnieniom pary, że to od przypadkowego uderzenia w szafę. Prosiła Ewę o powrót z nią do rodzinnego domu, ta jednak nie chciała się na to zgodzić.

    W domu Szynszeckich dochodziło do coraz brutalniejszych aktów agresji. Mariusz stopniowo przyzwyczajał Ewę do przemocy, czemu słaba psychicznie kobieta ulegała. Mimo ciągłych zapewnień męża, że i tak nikt nie uwierzy w jej krzywdę, kobieta w końcu odważyła się zadzwonić do matki. Bożena K. przyjechała do Parszczyc zabrać córkę od męża tyrana, ten jednak kategorycznie sprzeciwił się temu, by wzięły ze sobą niespełna półroczną Lenę. Przystał na to dopiero, gdy pod dom przyjechała wezwana przez jego żonę policja. Ewa wraz z dzieckiem zamieszkała z rodzicami, jednak po wielu telefonach męża, błaganiach i obietnicach poprawy, wróciła. Po powrocie tylko pierwsza noc była spokojna, następnego dnia wyzwiska i przemoc znów były na porządku dziennym. Wtedy też Ewa zorientowała się, że ponownie jest w ciąży, jednak tym razem małżonek nie był z tego faktu zadowolony. Wszczął awanturę i z wrzaskiem zarzucił żonie, że to dziecko nie jest jego, tylko jego brata. Od tego czasu agresja Szynszeckiego nasiliła się. Pił, znęcał się nad i wymieniał wszystkich znanych sobie mężczyzn jako potencjalnych sprawców jej ciąży. Bita kobieta pokazała siniaki i rany teściowej, ta jednak zlekceważyła je i uznała, że to tylko chwilowe zachowania i jej syn na pewno się uspokoi.

    Gdy Ewa chciała pojechać z małą Leną do swojej babci Janiny G.*, by ta mogła zobaczyć prawnuczkę, rozwścieczony Mariusz zaczął okładać żonę dłońmi po głowie i kopać po nogach, twierdząc, że należy jej się to za to, że chciała sama opuścić mieszkanie i decydować za swoją rodzinę. Następnego dnia udawał, że nic się nie stało i kazał zjawić się na umówionej wizycie, by nie wzbudzić podejrzeń krewnych Ewy.

    Zachowanie Mariusza nie zmieniło się, nawet gdy kobieta była już w zaawansowanej ciąży. Bił ją po całym ciele, uderzał jej głową o ścianę, a mimo próśb, by oszczędził brzuch i nienarodzone dziecko, które nie było niczemu winne. Prosiła, by uderzał ją tylko w plecy i osłaniała się, jak mogła, jednak ten odpowiadał, że nie będzie nim dyrygować i będzie bił gdzie tylko chce. Kobieta bała się zwierzać matce, która coraz częściej bywała w Parszczycach, mimo ciągłego sprzeciwu zięcia.

    W styczniu 2008 r. na świat przyszła druga córka, Amelia*. Gdy Ewa wraz z noworodkiem wróciła ze szpitala, jej starszą córką zajmowała się teściowa, ponieważ Mariusz uznał, że skoro nie chciał drugiego dziecka, to jego żona musi radzić sobie sama. Niedługo po jej powrocie do domu mężczyzna uderzył ją w napęczniałe od mleka piersi, ponieważ był przeciwny temu, by karmiła nimi córkę. Kobieta z opuchniętym biustem musiała udać się do lekarza, któremu skłamała o prawdziwej przyczynie bólu. W późniejszym czasie mężczyzna zaczął coraz rzadziej bywać w domu i większość czasu spędzał na rodzinnych libacjach u w budynku obok. Gdy wracał do domu, wszczynał awantury i zabraniał żonie uczyć dziewczynki samodzielności, jedzenia łyżką czy korzystania z zabawek.

    Gdy Amelia miała pół roku, Ewa podjęła ponowną próbę ucieczki. Razem z córkami wyjechała do matki, jednak po jakimś czasie znów uwierzyła w zapewnienia o zmianie i wróciła do męża. Sytuacja wcale się nie poprawiła.

    Po pierwszych urodzinach młodszej z córek Mariusz oświadczył Ewie, że jest mu potrzebna tylko do pilnowania dzieci –na czas swoich nieobecności w domu zaczął zamykać ją na klucz. Sam robił zakupy, nakazywał żonie przygotowywać posiłki, których nie pozwalał jej spożywać, za to miała siedzieć i patrzeć, jak on to robi. Ciągle z niej szydził, wyzywał i bił. Pewnego dnia przeciągnął ją za włosy po podłodze, aż uderzyła się w głowę i straciła przytomność. Ocknęła się zamknięta w podziemiach domu.

    To jest twoje miejsce i to ci się należy

    – oświadczył, gdy w końcu pojawił się w zatęchłej piwniczce. Mężczyzna wykręcił w pomieszczeniu żarówkę, a oprócz ciemności kobieta musiała znosić także brud i szczury. Piwnica nie była ogrzewana, a jesienią i zimą Ewa przykrywała się starymi kurtkami, by nie zamarznąć. Nie mogła wychodzić nawet do toalety, a swoje potrzeby załatwiała w kącie. Oprawca nie pozwalał jej także się myć ani zmieniać ubrań, nawet podczas okresu. Gdy krew menstruacyjna kleiła się do jej ciała, pozwolił jej jedynie założyć czyste majtki, musiała jednak pozostać w zesztywniałych od czerwonej cieczy spodniach. Czasami schodził do piwnicy i tam ją gwałcił.

    Mariusz nie uznawał młodszej z córek, dlatego do snu zamykał ją w jednym z nieogrzewanych pokoi. Gdy płakała, zaklejał jej usta taśmą, związywał kończyny i unieruchomioną zostawiał, by tak leżała godzinami w mokrych od moczu i brudnych od kału ubraniach. Obu dziewczynek nie mył, nie przebierał ani nie wypuszczał z domu. Lena mogła jeść normalne posiłki, Amelia dostawała tylko suchy chleb lub okruchy z talerza starszej siostry. Z Leną spał w jedynym ogrzewanym pokoju. Dziewczynka miała ponad dwa latka, gdy zaczął ją obmacywać i dotykać penisem jej krocza. Masturbował się przy niej, nakazywał, by lizała i całowała jego członka, doprowadzając do wytrysku do metalowej miski, w której następnie przygotowywał “posiłki” dla Ewy. Do nasienia dorzucali chleb, zalewali wrzątkiem i raz dziennie, wieczorami zanosili do piwnicy. Gdy po latach kobieta dowiedziała się, co było składnikiem jej kolacji, zwymiotowała.

    Kobieta usiłowała wydostać się z zamknięcia, wybijając szybę w oknie, przez które jednak nie mogła się przecisnąć. Gdy jej oprawca zobaczył potłuczone szkło, związał jej ręce, tłumacząc obecnej przy tym córce:

    Trudno, zwiążemy ją, trzeba, bo tu będzie nam biła szyby.

    Od tej pory kobieta była zmuszona do spożywania posiłków w pozycji klęczącej, ze skrępowanymi na plecach dłońmi. Wieczorami, gdy mąż z córką stawiali jej miskę na środku piwnicznego pomieszczenia, Ewa klękała i pochylała się nad naczyniem.

    Mama je jak piesek

    – mówiła dziewczynka.

    Odtąd związana kobieta musiała załatwiać swoje potrzeby w spodnie, ponieważ nie była już w stanie ich samodzielnie zdjąć.

    Mariusz wypuszczał Ewę na górę tylko wtedy, gdy miała przyjechać do nich Bożena K. albo opieka społeczna, gdy trzeba było przypilnować dziewczynek pod jego nieobecność, przygotować mu posiłek czy pojechać załatwić sprawy w urzędzie. Pozwalał jej się wtedy umyć w zimnej wodzie, przebrać i zająć się dziewczynkami – rozwiązać Amelię, obmyć z fekaliów, przebrać i nakarmić.

    Podczas wizyt członków rodziny Ewa miała zachowywać się, jakby nic się nie stało i pod groźbą śmierci nie opowiadać nikomu o tym, co dzieje się, gdy goście opuszczają dom Szynszeckich. Mariusz nie wychodził z pomieszczenia, w którym przebywała i pilnował, by nie jadła. Sam podczas takich odwiedzin zachowywał się jak przykładny mąż i ojciec.

    Matkę Ewy bardzo martwiła bieda w domu córki, dlatego gdy odwiedzała ją raz lub dwa w miesiącu, zawsze przywoziła jedzenie i zabawki – jednak gdy tylko odjeżdżała, Mariusz palił w piecu prezenty dla dzieci, a jedzenie zabierała do siebie jego matka.

    Teściowa przychodziła do piwnicy, zostawiała tarkę oraz suchy chleb i kazała mi trzeć. Śmiała się, że nie dostanę nic do jedzenia

    – opowiadała później Ewa.

    Początkowo kobieta usiłowała podjadać, gdy tylko znajdowała się na górze, jednak z czasem Mariusz nauczył starszą z córek, by donosiła na matkę, gdy tylko zauważy, że ta próbuje coś jeść. Przyłapana, była za każdym razem dotkliwie bita, dlatego z czasem zrezygnowała z prób zjedzenia czegoś poza swoją wieczorną porcją chleba z wodą i spermą. Szynszecki kazał także Lenie bić matkę drewnianym kijem po głowie. Pokazywał dziewczynce, jak ma ją kopać i poniżać, tłumacząc, że trzeba tak robić. Ewa wiedziała, że córka nie miała pojęcia, że źle robi, toteż bez najmniejszej pretensji znosiła zadawany przez nią ból.

    Po pewnym czasie od uwięzienia, gdy za oknem robiło się już ciemno, Mariusz schodził z Leną do piwnicy, zakładali Ewie na głowę stary, śmierdzący worek po ziemniakach i związaną kładli na podłodze. Wtedy zza kotary wychodzili po kolei mężczyźni i ją gwałcili. Na początku wierzgała i krzyczała, jednak po kilku pobiciach zrezygnowała z prób obrony. Świadkiem wszystkiego była trzyletnia już dziewczynka. Szynszecki zapraszał kolegów także podczas menstruacji Ewy, a za każdy stosunek inkasował po 20 zł, za co kupował alkohol, którym częstował także starszą z córek.

    Bywały dni, że Mariusz pozwalał Ewie wyjść na chwilę na podwórze, gdzie jadła z psiej miski. Na dłużej mogła opuszczać piwnicę dopiero latem 2009 r., gdy mąż wysłał ją do pracy przy zbiorze borówek amerykańskich. Wszystkie zarobione pieniądze zabierał i pilnował, by zastraszona kobieta nie powiedziała nikomu o swojej sytuacji. W 2010 r. pracowała także w sklepie w pobliskiej miejscowości. Tam udawało jej się podjadać, robiąc zakupy "na zeszyt". Mąż dopatrywał, by żona wracała do domu na czas, dręczył ją telefonami i odbierał rowerem. Po powrocie z pracy zawsze musiała wracać do piwnicy.

    Ewa wiele razy chciała popełnić samobójstwo, jednak myśl o dzieciach podtrzymywała ją przy życiu. W szczególności troska o młodszą z córek, której Szynszecki szczerze nienawidził.

    Po jakimś czasie, Mariusz związał się z dawną znajomą swojej matki, a zarazem byłą partnerką jednego z jego braci. Powiedział córkom, że Aneta A.* to ich nowa mama, a jej syn jest ich bratem. Lena i Amelia nazywały nową partnerkę ojca "czarną mamą".

    . . .

    Na początku grudnia 2010 r. Ewie udało się porozmawiać na osobności z pracownicą opieki społecznej, której zwierzyła się, że mąż ją bije i nadużywa alkoholu. Urzędniczka, mimo że widziała, że kobieta jest wychudzona i znerwicowana, poradziła jej jedynie zgłosić sprawę na policję i założyć mężowi "niebieską kartę".

    28 grudnia Ewa musiała zjawić się w Urzędzie Pracy, dokąd zwykle woził ją bratanek Szynszeckiego. Tego dnia jednak nie mógł, dlatego mąż pozwolił jej zadzwonić do matki i poprosić o podwiezienie. Mężczyzna wiedział, że to jedyne wyjście, by nie stracić zasiłku.

    Ewa nie mogła już ustać na nogach, wiedziała, że jeżeli nie ucieknie, to umrze. Zadzwoniła do matki i poprosiła, zanosząc się płaczem:

    Przyjedź po mnie już dziś, jeżeli mnie kochasz.

    Gdy Bożena K. wraz synem dojechali na miejsce, Ewa była bardzo słaba, brudna, a w spodniach miała kał. Oznajmiła Mariuszowi, że wyjeżdża do rodziców na kilka dni i zabiera dziewczynki, by mogły zobaczyć dziadka. Mąż jednak kategorycznie się nie zgodził i wszczął awanturę. Kobieta zabrała dzieci w samych kapciach i uciekła do samochodu. Szynszecki zaczął dobijać się do drzwi, rzucał się na maskę i groził wszystkim śmiercią. Gdy rodzinie udało się odjechać, ten ruszył ich śladem. Na miejscu walił pięścią w drzwi mieszkania, dopóki nie została wezwana policja.

    Gdy awantura ucichła, Ewa wyznała rodzinie, że mąż się nad nią znęcał, jednak nie chciała opowiadać szczegółów. Brat bezzwłocznie zawiózł ją do szpitala na obdukcję, następnie na policję. Jednak ze strachu kobieta nie wyznała całej prawdy, pomijając m.in. wątek o zbiorowych gwałtach.

    Szynszecki nie przyznał się do winy. Jego matka zeznała, że małżeństwo syna było normalne, nie zauważyła nic niepokojącego. Stwierdziła, że nigdy nie była świadkiem, by groził synowej lub ją bił. Widywała się z nimi prawie codziennie i jej zdaniem syn rzadko się upijał.

    Mieszkający z nią dorosły już wnuk potwierdził te zeznania.

    Kłamie!

    – komentowała później Ewa.

    Dzień przed ucieczką dzwoniłam do niego, żeby uspokoił swojego wujka. Nie zasmakował mu obiad. Roztrzaskał talerz o podłogę, wyprosił dzieci do drugiego pokoju, szarpnął mnie za włosy i walił głową o ścianę. Po kilku minutach wyszedł i pojechał do sklepu po wódkę. Wtedy wzięłam telefon, który zostawił na łóżku i zadzwoniłam do bratanka, który mieszkał naprzeciwko.

    Reszta rodziny Szynszeckiego także uznała, że nie widzieli w ich małżeństwie niczego podejrzanego.

    Kilka dni po ucieczce dziewczynki w zabawie zaczęły przejawiać dziwne zachowania – Lena ściągała Amelii rajstopy, mówiąc, że chce zrobić jej to samo, co tata. Starsza z sióstr opowiadała także, że "lizała tacie między nogami", a ten wkładał jej "coś różowego". Pokazywała, gdzie mężczyzna ją dotykał, mówiła, że było to bolesne i że porównywał wielkość ich biustów. Były zlęknione, moczyły się w nocy, a na widok taśmy klejącej wpadały w histerię. Wciąż nękana telefonami i groźbami Ewa postanowiła nie zgłaszać nigdzie swoich podejrzeń. Dzięki wsparciu bliskich i pomocy społecznej wniosła pozew o alimenty oraz rozwód, który zakończył się pozbawieniem Szynszeckiego władzy rodzicielskiej.

    Przez długi czas po uwolnieniu Ewa bała się wyjść z domu, a nawet zasypiać. Do snu kładła się wyłącznie na podłodze. Na śniadanie wystarczało jej ćwierć kromki chleba, a większe ilości pokarmu wymiotowała. Była chorobliwie chuda, znerwicowana, miała obgryzione paznokcie i tiki nerwowe. Jednak już w styczniu 2011 r. udało jej się znaleźć pracę, zaczęła uczęszczać także do psychologa. Lekarz stwierdził u niej nerwicę depresyjną oraz cechy osobowości bierno-zależnej. Przejawiała również symptomy charakterystyczne dla zespołu stresu pourazowego. Obie dziewczynki również zostały przebadane psychiatrycznie, a wiele z ich zachowań mogło świadczyć o molestowaniu – czteroletnia Lena odgrywała w zabawie w stosunku do siostry zachowania przemocowe i seksualne, a Amelia dotykała lalki w okolicach krocza.

    Śledztwo nadzorowała Prokuratura Rejonowa w Pucku. 30 maja 2011 r. asesor (osoba dopiero uczącą się zawodu prokuratora) Małgorzata Koprowska umorzyła postępowanie, a jej decyzję zaakceptowali zwierzchnicy. W uzasadnieniu stwierdziła, że występują dwie sprzeczne wersje, a do zeznań Leny, ze względu na jej wiek, podchodzi z dużą ostrożnością. Ewa odwołała się od wyroku. Śledztwo kontynuował Bartłomiej Konkel, zastępca prokuratora rejonowego w Pucku, który 30 listopada ponownie umorzył śledztwo. Jego zdaniem słowa Ewy "nie znajdują odzwierciedlenia w zeznaniach teściowej, siostrzeńca męża, najbliższego sąsiada i pracownicy socjalnej”, a "zebrany materiał dowodowy nie potwierdza wersji zdarzeń, nie licząc zeznań matki oraz brata, którzy ich treść oparli na relacji zasłyszanej od pozywającej”.

    W grudniu Ewa napisała drugie zażalenie:

    W tej okropnej, ciemnej piwnicy zamykał mnie na kłódkę. W nocy otwierał, związywał ręce, nogi i wtedy gwałcił. Po wszystkim bił mnie po głowie. Przez ten czas moja mama mogła przyjeżdżać tylko na telefon. Przywoziła ciasta i słodycze, a ja z tego nie mogłam nic jeść, bo mąż mi zabraniał. Nawet spałam w tej piwnicy związana i czekałam, aż mnie rano rozwiąże. Wtedy wychodziłam, robiłam dzieciom śniadanie i obiad, którego nie mogłam zjeść. Z głodu byłam zmuszona jeść z wiaderka naszego psa Pinia. Były dni, że musiałam spać w lesie (...) Zawsze brakowało pieniędzy na jedzenie i środki czystości. Dzięki temu, że przez trzy miesiące zbierałam te borówki amerykańskie, mieliśmy za co kupić żywność. A on nawet nie pilnował dzieci ani nie sprzątał, tylko pił ze swoją matką oraz braćmi wódkę i duże piwa 1,5 l Staropolskie Mocne. Za moje pieniądze kupował te duże piwa i papierosy, a dzieci były brudne, głodne i obsrane. A jak wracałam z tych borówek, to musiałam prać ręcznie ubranie, posprzątać pokoje, odkurzyć i ugotować dzieciom coś do jedzenia. Pozwany chodził nietrzeźwy nawet cały tydzień. Przez ten czas źle się czułam, to znaczy słabo z głodu i upałów. A za to, że pracowałam, codziennie byłam bita po głowie i kopana po nogach.

    Pismo to także zostało odrzucone, a Prokuratura Rejonowa w Pucku 23 marca 2013 r. definitywnie zakończyła śledztwo słowami: Brak jakichkolwiek obiektywnych dowodów wskazujących na uzasadnione podejrzenie popełnienia występku, o którym pokrzywdzona zeznaje. (...) Fakt, że do zdarzenia miało dojść w trakcie kłótni małżeńskiej w prywatnym domu – nie zaś w miejscu publicznym – a także rodzaj i rozmiar ujemnych następstw tego zdarzenia, należy stwierdzić, że brak jest przesłanek, które wskazywałyby na to, że interes społeczny przemawia za kontynuowaniem ścigania z urzędu. Zebrane dowody nie wskazują, żeby Ewa Sz. była osobą nieporadną ze względu na wiek, chorobę czy kalectwo i nie mogła skierować do sądu prywatnego aktu oskarżenia.

    . . .

    DALSZĄ CZĘŚĆ TEJ HISTORII PRZECZYTACIE TUTAJ.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #puck #parszczyce #gdansk #kaszuby #joseffritzl #gwalt #zgwalcenie
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

  •  

    Kochani, w związku z tym postem, bagiety już po mnie jado. #rejestrzboczencow

    Mam nadzieję, że będziecie mi słać do ciupy paczki pełne plusów. ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    źródło: xdddddd.png

  •  

    Ciekawostka:

    WIESŁAW ADRYANIAK skazany za zgwałcenia osób poniżej 15 roku życia, jakiś czas temu ogłaszał się jako "dawca nasienia". ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #rejestrzboczencow #patologiazewsi #patologiazmiasta #lebork #grabkowo #wejherowo #dzbanyzolx #olx pokaż całość

    źródło: 50967350_2144399522285962_7125489553112039424_n.jpg

  •  

    Kochanieńcy! Założyłam profil na Patronite —> https://patronite.pl/kvoka

    Będę bardzo wdzięczna, jeżeli ktoś chciałby wesprzeć moje pisanie, pomóc w realizacji następnych celów związanych z #polskiepato oraz #rejestrzboczencow. Wszystkie moje plany na dalszą internetową działalnością opisałam w rubryce "O Autorze".

    A tak w skrócie: głównie chciałabym zacząć nagrywać podcasty o polskich sprawach kryminalnych i rozszerzyć swoją działalność do YouTuba. Oczywiście, z Wykopu nie zniknę! Wręcz przeciwnie – dzięki Waszemu wsparciu będę mogła poświęcić więcej czasu na pisanie i (mam nadzieję) nagrywanie. Jeżeli macie jakieś pomysły, propozycje czy rady – piszcie!

    Od początku miałam wiele wątpliwości co do słuszności założenia konta na Patronite. Widząc jak niektórzy naskoczyli na @riley24 po tym, jak zaczęła publikować dla o2.pl zaczęłam zastanawiać się, czy i ja nie stanę się obiektem nienawiści niektórych ze względu na to, że chciałabym zacząć zarabiać na tym, co lubię robić. Jednak ja nie widzę w tym niczego złego, wręcz przeciwnie. I nie chcę się zatrzymywać w miejscu, tylko rozwijać.

    Wrzuciłam także pikselowe #pokazmorde, ponieważ uważam, że trochę wypada w tej sytuacji pokazać, że jestem prawdziwym człowiekiem z krwi i kości. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Bez cenzury nigdy nie będzie nie tylko ze względu na kwestie mojego bezpieczeństwa z uwagi na tematykę, którą poruszam, ale także dlatego, że chciałabym by ludzie oceniali mnie po kontencie, który tworzę, a nie po tym, jak wyglądam.

    A nowy wpis już jutro! (✌ ゚ ∀ ゚)
    pokaż całość

    źródło: pobrane.png

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    KRZYSZTOF ROGUS, rocznik '89
    DAWID PĘDZIK, rocznik '84

    Krzysztof Rogus już jako nastolatek trafił do schroniska dla nieletnich za usiłowanie zabójstwa i dotkliwe pobicie starszej kobiety. Lekko upośledzony i zdemoralizowany chłopak pracował jako stolarz, chociaż ukończył tylko szkołę podstawową, w przeciwieństwie do swojego o pięć lat starszego kolegi Dawida. Pędzik z zawodu był kucharzem, a w swoim 24-letnim życiu był już dwunastokrotnie sądownie karany — za popełnienie przestępstw przeciwko mieniu, bezpieczeństwu w komunikacji i ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii.

    Mężczyźni (zdjęcie) mieszkali w małej podkarpackiej wsi Siedliska-Bogusz. 13 lutego 2009 r. 19-letni Rogus w towarzystwie Pędzika odwiedził męża swojej starszej siostry. 33-letniemu Krzysztofowi Kurczowi w małżeństwie nie układało się najlepiej, dlatego też zażądał rozwodu, a żona wraz z dziećmi wyprowadziła się z ich wspólnego domu na obrzeżach wsi. Tam też tego zimowego dnia pili wódkę. Młodsi mężczyźni już wcześniej uzgodnili między sobą, że zabiją i okradną Kurcza dlatego, gdy już pijany przysypiał na krześle, przystąpili do ataku. Pędzik uderzył go dwukrotnie trzykilogramowym metalowym młotkiem w część ciemieniową głowy, po czym Rogus włączył piłę motorową i przeciął mu kark, prawie ucinając głowę.

    Popatrz, jaką mu zrobiłem ranę!

    — krzyknął do kolegi, po czym wyciągnął martwemu szwagrowi 100 zł z kieszeni.

    Mieszkanie spłynęło krwią. Pędzik spalił swoje zakrwawione buty w piecu, po czym obaj udali się nad rzekę. Gdy narzędzia zbrodni zniknęły pod wodą, poszli do sklepu, a z zakupionym za skradzione pieniądze alkoholem wrócili do domu Krzysztofa Kurcza. Martwego gospodarza przykryli kołdrą, by podczas picia wódki nie musieć patrzeć na jego zmasakrowane zwłoki. Mężczyźni imprezowali tam jeszcze przez kilka dni, a telefony od zmartwionej matki Kurcza odbierał Rogus i zapewniał kobietę, że u jej syna wszystko w porządku.

    Gdy po trzech dniach skończyły im się pieniądze oraz wódka, udali się do sąsiedniego domu, gdzie mieszkała 75-letnia Aniela Kurcz — ciotka zamordowanego Krzysztofa.

    Gdy weszliśmy do domu, zasłoniłem okna, żeby nikt nic nie widział

    — opowiadał później przed sądem Pędzik.

    Mężczyźni grozili staruszce siekierą i nożem oraz dotkliwie ją pobili. Kobieta miała złamany nos z przemieszczeniem, złamane żebro oraz pękniętą ścianę żołądka. Obolałą kobietę Rogus uderzył otwartą dłonią w twarz, zdjął majtki, pociągnął za nogi, a gdy z krzesła upadła plecami na podłogę, Pędzik przytrzymał jej nogi, a Rogus zgwałcił. Po tym jeden z oprawców zaczął okładać ją obuchem siekiery po głowie, powodując jej zgon. Z mieszkania zabrali 2,5 tys. zł i udali się do sklepu po alkohol.

    Już następnego dnia, 17 lutego zapukali do drzwi 79-letniej Zofii N. Poprosili kobietę o wodę, twierdząc, że wyczerpała się w chłodnicy ich auta. Gdy zorientowali się, że jest sama, wtargnęli do domu i grożąc nożem, zażądali wydania pieniędzy. Staruszka oddała im tysiąc złotych, jednak sprawcy nie chcieli uwierzyć, że to wszystkie oszczędności, które posiadała, dlatego związali ją sznurem oraz kablem elektrycznym. N. nie miała więcej gotówki, a nieusatysfakcjonowani mężczyźni, ze strachu przed wydaniem ich policji, postanowili zabić staruszkę. Rogus nakrył jej głowę swetrem, a Pędzik dwukrotnie uderzył obuchem siekiery w głowę. Po wszystkim udali się do sklepu po alkohol.

    . . .

    18 lutego sąsiadka jednej z zamordowanych kobiet razem z pracownicą pomocy społecznej odkryły zwłoki. (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) Policjanci interweniujący w związku z tym zgłoszeniem dowiedzieli się od pobliskich mieszkańców, że od kilku dni nie widzieli także mieszkającego obok Krzysztofa Kurcza. Mundurowi zapukali do domu mężczyzny, a gdy nie było odpowiedzi nawet na uderzenia w okna, postanowili wyważyć drzwi i wejść do środka.

    Rogus i Pędzik zostali zatrzymani już pięć godzin później. Przyznali się do morderstw i kradzieży.

    (krótki reportaż)

    Podejrzanych aresztowano na trzy miesiące, a od 19 lutego zaczęły się wizje lokalne z ich udziałem. Podczas jednej z nich mężczyźni przyznali, że gdyby zabrakło im pieniędzy, byłyby kolejne ofiary.

    Zarówno Krzysztof Rogus, jak i Dawid Pędzik zostali uznani za poczytalnych i świadomych swoich czynów w trakcie popełniania zbrodni. Stwierdzono u nich obniżony intelekt oraz nieprawidłowo ukształtowane osobowości, ale nie choroby psychiczne.

    Proces rozpoczął się w marcu 2010 r. (zdjęcie) (zdjęcie) i trwał zaledwie tydzień. Przed pierwszą rozprawą poirytowany Rogus pokazywał wulgarne gesty w kierunku mediów.

    Mężczyźni przyznali się do wszystkich zarzucanych im czynów, ale odmówili składania wyjaśnień. Podtrzymali jednak swoje wcześniejsze wyjaśnienia, złożone w czasie śledztwa, które na pierwszej rozprawie odczytał sąd. Wtedy też Pędzik powiedział, że zabili Kurcza, bo jego żona "miałaby wtedy spokój". Twierdził także, że miał z nią romans, a kobieta chciała i tak się rozwieść.

    Podczas ostatniej z trzech rozpraw prokurator domagał się dla oskarżonych wyroku dożywocia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie dla Rogusa po odbyciu 60 lat kary, a dla Pędzika — po 55.

    Według prokuratury, działania sprawców były planowane i ukierunkowane na zysk, a następnie na zatarcie śladów zbrodni. Oskarżeni działali pod wpływem alkoholu, wybierali na ofiary osoby samotne, o których wiedzieli, że otrzymują regularne świadczenia, oraz mieszkające w domach oddalonych od innych zabudowań. Z zebranego materiału dowodowego wynikało, że motywem działania oskarżonych była chęć uzyskania pieniędzy na alkohol, a następnie pozbawienie życia pokrzywdzonych, którzy mogli ich zidentyfikować.

    Obrońcy oskarżonych wnosili o łagodniejsze wyroki, natomiast sami oskarżeni w mowie końcowej przeprosili za swoje czyny.

    Wyrok zapadł 1 kwietnia 2010 r. Sąd Okręgowy w Rzeszowie uznał obu mężczyzn (zdjęcie) (zdjęcie) za winnych zarzucanych im czynów oraz skazał:

    • za zabójstwo (art. 148 § 1 kk) oraz rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia na osobie Krzysztofa Kurcza (art. 280 § 2 kk), na kary po 25 lat pozbawienia wolności;

    • za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia na osobie Anieli Kurcz (art. 280 § 2 kk), na kary po 8 lat pozbawienia wolności;

    • za zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem Anieli Kurcz (art. 197 § 4 kk oraz art. 197 § 3 kk) Krzysztofa Rogusa na 8 lat pozbawienia wolności, z kolei Dawida Pędzika na 6 lat;

    • za zabójstwo (art. 148 § 1 kk) Anieli Kurcz na kary po 25 lat pozbawienia wolności;

    • za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia na osobie Zofii N. (art. 280 § 2 kk), na kary po 10 lat pozbawienia wolności;

    • za zabójstwo (art. 148 § 1 kk) Zofii N. na kary po 25 lat pozbawienia wolności.

    Orzeczona kara łączna za ww. przestępstwa dla obu sprawców to dożywotnie pozbawienie wolności. Dla Krzysztofa Rogusa z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po upływie 45 lat, a dla Dawida Pędzika po 40. Obaj mężczyźni mają też zapłacić matce zamordowanego, Danucie Kurcz, po 10 tys. zł.

    Sąd zezwolił także na publikację pełnych danych oraz wizerunków oskarżonych.

    W uzasadnieniu wyroku sędzia Piotr Popek powiedział, że nie ma wątpliwości, iż doszło do zbrodni o dużym stopniu szkodliwości społecznej, dlatego też obaj oskarżeni zasłużyli na kary o charakterze eliminacyjnym, a społeczeństwo należy przed nimi chronić.

    Każda zbrodnia jest tragedią. Jednakże oskarżeni działali z rozmysłem, wyrachowaniem, na zimno, nie okazywali żadnych oznak wyrzutów sumienia. Potrafili wrócić na miejsce przestępstwa, spożywać alkohol obok zwłok. To wszystko świadczy o wysokim zdemoralizowaniu oskarżonych

    — podkreślał.

    Po wyjściu z sali sądowej wujek zamordowanego Krzysztofa Kurcza ze łzami w oczach powiedział:

    Teraz czujemy się bezpieczni. Sędzia wymierzył słuszną karę, ale za takie czyny powinna być śmierć.

    . . .

    Obrońcy oskarżonego złożyli apelację po ogłoszeniu wyroku, domagając się po 25 lat dla każdego ze sprawców.

    Zaniedbania wychowawcze i rodzinne spowodowały, że ma taki charakter. To rzutowało na czyny, które popełnił. Trzeba dać mu szansę, jest młody

    — przekonywał adwokat Pędzika. Z kolei obrońca Rogusa uznał, że okolicznością łagodzącą powinno być to, że przyznał się do winy. Matka zamordowanego oraz prokuratura chcieli utrzymania wyroku w mocy. Prokurator Stanisław Rokita z Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie uznał:

    To są seryjni mordercy. Drapieżnik zabija, by zdobyć pożywienie. Oni zrobili to dla dzikiej przyjemności. Czy można każdego z nich nazwać człowiekiem? Jedyna słuszna kara to całkowita eliminacje ze społeczeństwa.

    Krzysztof Rogus poprosił o ponowne badania psychiatryczne, kwestionując opinie biegłych. Próbował przekonać, że popełniając zbrodnie, nie zdawał sobie sprawy z tego, co robi. Sąd także miał wątpliwości, czy normalni ludzie są w stanie dopuścić się takich czynów, dlatego przystał na wniosek i wysłał obu mężczyzn na dalsze obserwacje.

    . . .

    8 marca 2011 r. odbyła się ostatnia rozprawa (zdjęcie) (zdjęcie), na której sędzia Zbigniew Śnigórski z Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie przytoczył opinię biegłych, którzy ponownie nie stwierdzili u oskarżonych żadnych chorób psychicznych.

    Psychiatrzy uznali, że byli poczytalni, gdy zabijali. Dlatego sąd nie znalazł żadnych podstaw do obniżenia im kary. Jedyną jest całkowita eliminacja

    — wyjaśniał sędzia.

    Mowę prokuratora skazani zakłócali wulgarnymi odezwaniami. Uciszyli się dopiero po kolejnym upomnieniu przez sędziego i groźbie wyrzucenia z sali.

    Wyrok Sądu Okręgowego w Rzeszowie został utrzymany w mocy, a w uzasadnieniu tej decyzji przez Sąd Apelacyjny w Rzeszowie czytamy:

    Wysoki stopień demoralizacji oskarżonych, niekorzystne prognozy resocjalizacyjne wręcz przemawiają za tym, aby takiego sprawcę eliminować z życia społecznego na maksymalnie długi okres czasu, a nawet jak w tym przypadku dożywotnio.

    Tylko przypomnieć należy, że stosowany w przeszłości wobec Krzysztofa Rogusa środek poprawczy za czyn związany z usiłowaniem popełnienia zbrodni zabójstwa, jak też środki karne orzekane w 12 wyrokach wobec oskarżonego Dawida Pędzika okazały się całkowicie bezskuteczne. (...)

    Podobnie, nie mogła mieć istotnego znaczenia na wymiar kary okoliczność wynikająca z faktu przyznania się oskarżonych do popełnienia zarzucanych im czynów i nie tylko dlatego, że ich wyjaśnienia co do przebiegu samych zdarzeń nie zawsze były zgodne. (...)

    Nie można również podzielić twierdzeń apelacji, że oskarżeni wyrazili żal i skruchę za swoje czyny.

    Ich zachowania, a zwłaszcza oskarżonego (nazwisko ocenzurowane) na rozprawie apelacyjnej, w sposób jednoznaczny przeczą temu, co jest podnoszone w apelacjach.

    Na rozprawie apelacyjnej sędzia przewodniczący stwierdził:

    To były trzy egzekucje. Szwagier był tak pijany, że nawet dźwięk piły motorowej go nie obudził. Nie trzeba było go zabijać. Wystarczyło sięgnąć do jego kieszeni. Staruszki można było tylko przytrzymać i też zdobyliby pieniądze. Trudno o tym mówić bez załamania głosu, ciarki przechodzą.

    Na koniec dodał jeszcze:

    Wiedzieli, co robili. Zacierali ślady. Obaj nie dają gwarancji, że po opuszczeniu więzienia po 25 latach nie popełnią kolejnej zbrodni.

    Danuta Kurcz po wyjściu z sali z sądowej odetchnęła z ulgą. Nie mogła liczyć na karę śmierci dla morderców jej syna, jednak zarówno ona, jak i mieszkańcy miejscowości Siedliska-Bogusz oraz okolicznych wsi bali się, że skazani mogą wyjść po 15 latach i wrócić w rodzinne strony.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam z zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Rzeszowie oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie, który powyższy wyrok utrzymał w mocy.

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    • • •

    Zapraszam też na mój drugi tag polskiepato.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #gwalt #zgwalcenie #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #siedliskabogusz #podkarpacie #seryjnimordercy #seryjnemorderstwo #krzysztofrogus #dawidpedzik #dozywocie #polskiesprawykryminalne
    pokaż całość

    źródło: rogus i pedzik.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Dziś krótki wpis i – jak zawsze – maksimum informacji, do których udało mi się dotrzeć. Jutro lub za dwa dni wrzucę Wam coś dłuższego.

    Jest to także wpis, do którego po raz pierwszy nie wołam, bo jak wynikło z ankiety –- większość z Was woli, bym z tego zrezygnowała. Zresztą, te Mirkolisty nie działają należycie, i każdorazowo bardzo wiele osób pomijały. Wiem, że nie każdemu będzie się podobała ta zmiana, ale nie jestem w stanie zrobić tak, by wszyscy byli zadowoleni. ( ͡° ʖ̯ ͡°) Mam nadzieję, że obserwując tag, niczego nie przegapicie!

    • • •

    DARIUSZ BUDA, rocznik '69

    Buda urodził się w Nowym Dworze Gdańskim (woj. pomorskie), gdzie jego dzieciństwo podobno nie należało do łatwych, ale nie doszukałam się szczegółów.

    Został skazany z artykuł 168 § 2 kk/69 (który od 1969 do 1998 r. traktował o zmuszeniu kogoś do "czynu nierządnego") po raz pierwszy już w roku 1993 jako 24-letni mężczyzna. Nie odbył jednak całej kary i zamiast trzech lat w więzieniu spędził tylko półtora roku.

    Kilka lat po wyjściu na wolność, 28 lipca 1996 r. we wsi Laskowice Wielkie (woj. opolskie) zaatakował przypadkowo spotkaną kobietę. Ogłuszył ją kilkoma ciosami w głowę i gwałcił, bijąc po całym ciele. Skatowanej ofierze zacisnął na szyi sznurówkę i udusił. Z martwą odbył jeszcze stosunek analny.

    Prokuratura postawiła mu zarzut morderstwa oraz zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem, co było działaniem w recydywie. Sąd Wojewódzki w Elblągu uznał Budę za winnego zarzucanych mu czynów, a w listopadzie 1998 r. mężczyzna usłyszał wyrok dożywotniego pozbawienia wolności oraz pozbawienia praw publicznych na okres 10 lat.

    Obrońca oskarżonego wniósł apelację, w której wnioskował o zmianę kary na 25 lat pozbawienia wolności. Adwokat uważał m.in., że sąd nie wziął pod uwagę jednej z ekspertyz wyrażającej pogląd, że w chwili popełniania zbrodni zdolność sprawcy do kierowania swoim postępowaniem była w znacznym stopniu ograniczona. Powołał się także na jego młody wiek, dobrą opinię w miejscu pracy oraz nienaganne zachowanie w więzieniu podczas odsiadywania pierwszego wyroku za zgwałcenie.

    W kwietniu 1999 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku nie uwzględnił apelacji. Wspomniana ekspertyza została zgodnie odrzucona przez dwóch psychiatrów, ponadto wśród jej twórców nie było żadnego lekarza z tej dziedziny. Z kolei dobrą opinię o Budzie sąd dostrzegł, jednak nie nadał jej żadnego znaczenia dla sprawy, ponieważ jej ranga jest zbyt mała w zestawieniu z całym szeregiem okoliczności wyjątkowo obciążających, w świetle których rozpatrywana zbrodnia jawi się jako szczególnie drastyczna i wstrząsająca. Za okoliczności łagodzące nie uznał także faktu, że w momencie popełnienia zbrodni oskarżony miał niespełna 27 lat, ani tego, że przez trudne dzieciństwo był osobą niedowartościowaną, co według obrońcy miało być przyczyną pojawienia się dewiacji seksualnej. Zbrodnię sąd uznał za wyjątkowo odrażającą, a sposób działania Budy za bezlitosny i okrutny, dlatego bezdyskusyjnie występuje potrzeba trwałej eliminacji oskarżonego z życia społecznego.

    . . .

    Dariusz Buda karę pozbawienia wolności zaczął odsiadywać w Zakładzie Karnym w Sztumie, jednak informacja o jego aktualnym pobycie nie jest podana. Pewne jest tylko, że mężczyzna wciąż nie przebywa na wolności.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam z zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Elblągu oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, który powyższy wyrok utrzymał w mocy.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #gwalt #zgwalcenie #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #nowydworgdanski #laskowicewielkie
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

  •  

    #polskiepato #rejestrzboczencow

    Te Mirkolisty i tak wołają z połowę ludzi albo i nie, chyba z tego zrezygnuję. ( ͡° ʖ̯ ͡°) Co myślicie?

    Czy zrezygnować z wołania do postów na #polskiepato i #rejestrzboczencow?

    • 475 głosów (56.48%)
      Tak, zrezygnuj
    • 366 głosów (43.52%)
      Nie, zostaw jak jest
  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Ostrzegam, że opis tej zbrodni jest drastyczny i dotyczy dziecka! Wrażliwsi są proszeni o nieczytanie poniższego tekstu.

    • • •

    KRZYSZTOF PAŃKÓW, rocznik '66

    Rankiem 3 października 1996 roku 9-letnia Kasia G. (zdjęcie) jak co dzień wyszła do szkoły w rodzinnym Byczynie (woj. opolskie), jednak na klatce schodowej spotkała pijanego sąsiada, 30-letniego Krzysztofa. Mężczyzna siłą zaciągnął dziewczynkę do swojego mieszkania (zdjęcie), gdzie skrępował jej ręce i nogi krawatami. Unieruchomioną przyduszał poduszką i wkładał palce do pochwy. W końcu zacisnął na jej szyi materiałowy pasek od sukienki i udusił. Wszystko to trwało około sześciu godzin.

    Matka Kasi nie zmartwiła się, gdy córka nie wróciła do domu po szkole, myśląc, że wybrała się ze swoim ojcem w odwiedziny do chorej ciotki. Rodzice zaczęli poszukiwania dopiero od godziny 16:00, a wieczorem trzecioklasistki szukała już cała Byczyna. Jednak dziewczynka nie żyła już od godziny 14:30 — wtedy Pańków zaniósł jej zwłoki do łazienki, ułożył w wannie i zaczął ćwiartować przy użyciu kuchennego noża i piłki do metalu. Fragmenty ciała spakował w foliowe reklamówki i upychał za szafą.

    Rodzina i mieszkańcy miasteczka przeszukiwali wszystkie pobliskie kamienice, zjawili się także u Krzysztofa, jednak nie zauważyli nic niepokojącego. Mężczyzna nie płacił rachunków za energię, więc elektrownia odłączyła mu prąd, dlatego w ciemnościach panujących w jego mieszkaniu ciężko było dostrzec wszechobecne ślady krwi. Początkowo nikt nie podejrzewał, że Pańków może mieć coś wspólnego z zaginięciem Kasi, ponieważ bardzo dobrze znał zarówno ją, jak i jej rodziców. Od lat mieszkali drzwi w drzwi, a matka i ojciec dziewczynki czasami zapraszali go na obiady i dawali jedzenie, gdy nie miał pieniędzy. Rok wcześniej, podczas komunii córki, jej matka przyniosła mu nawet poczęstunek.

    Wieczorem wyniósł poćwiartowane ciało z domu i porzucił na podmiejskim dzikim wysypisku oraz obok silosów w pobliskich Jaśkowicach. Kiedy tam szedł, zmęczył się, więc postanowił odpocząć i kupić sobie piwo. Stał spokojnie z innymi ludźmi i popijał browarka, mając przy nodze torbę z ciałem dziewczynki.

    Następnego dnia okolicę wysypiska przeszukiwała trójka ochotników. Około godziny 11:00 mężczyźni dojrzeli w krzakach poplamione krwią reklamówki, w których spakowana była głowa oraz kończyny zaginionej. Jeszcze tego samego dnia policja zatrzymała mordercę, którego wskazali okoliczni mieszkańcy. Według ich relacji Pańków nie pomagał w poszukiwaniach Kasi, dodatkowo był widziany z podejrzanie wyglądającymi pakunkami. Gdy mundurowi wyprowadzali Krzysztofa, pod jego kamienicą zabrał się rozjuszony tłum, który chciał go zlinczować.

    Podczas przesłuchania mężczyzna od razu przyznał się do winy i wskazał, gdzie zakopał tułów 9-latki. Decyzję o jej poćwiartowaniu tłumaczył tym, że kiedyś przeczytał, że jest to najlepszym sposobem na pozbycie się zwłok.

    Podczas wizji lokalnej dokładnie pokazał miejsca, w których porzucił zwłoki i precyzyjnie opisał przebieg zbrodni. W trakcie jej trwania ponownie omal nie doszło do samosądu z rąk mieszkańców.

    . . .

    Kasia została pochowana w rodzinnej miejscowości. Jej trumnę nieśli harcerze, a za nimi podążało aż trzy tysiące żałobników.

    . . .

    Proces (zdjęcie) (zdjęcie) wzbudzał wiele emocji, a ludzie żądali dla oskarżonego kary śmierci, na której wykonywanie obowiązywało wtedy moratorium.*

    Kasia była jedynaczką i długo oczekiwanym przez rodziców dzieckiem. Na jednej z rozpraw jej matka powiedziała:

    Miałam w życiu tylko jeden kwiat. Ten kwiat potrzebował opieki, potrzebował troski. Nie potrafił się bronić. Został w brutalny sposób zaatakowany, zniszczony i rozrzucony po polach. Dlatego domagam się jak najwyższego wymiaru kary i żeby ta kara ustrzegła te wszystkie kwiaty, które jeszcze są, jeszcze cieszą nasze oczy. Bo moich oczu już nic nie ucieszy.

    Podczas rozprawy Pańków skorzystał z prawa odmowy składania wyjaśnień, jednocześnie podtrzymując wyjaśnienia, które składał podczas śledztwa.

    . . .

    Krzysztof Pańków został oskarżony o zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem oraz morderstwo. 28 sierpnia 1997 roku zapadł wyrok, w którym za pierwszy z czynów został skazany na 8 lat pozbawienia wolności oraz 5 lat pozbawienia praw publicznych, z kolei za drugi otrzymał dożywotnie pozbawienie wolności oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych. Orzeczona kara łączna za wszystkie czyny to dożywotnie pozbawienie wolności oraz pozbawienie praw publicznych na 10 lat.

    Przed odczytaniem wyroku oskarżony w swojej mowie końcowej powiedział:

    Nie mogę prosić ludzi o cokolwiek dla siebie, więc zwracam się do sądu o sprawiedliwy wyrok. Proszę o wymierzenie kary śmierci.

    Wyrok nie uprawomocnił się gdyż oskarżony i jego obrońca złożyli apelację, w której wnieśli o łagodniejszy wymiar kary. Adwokat uznał między innymi, że Sąd Wojewódzki w Opolu (w latach 1950-1999 teraźniejsze sądy okręgowe były nazywane wojewódzkimi, ze względu na dawny podział administracyjny na 49 województw) wydał wyrok pod naciskiem opinii publicznej. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uznał jednak, że nie ma podstaw, by tak twierdzić i utrzymał wyrok w mocy. Podkreślił także, że fakt, iż od zgwałcenia do zabicia Kasi minęły około dwie lub trzy godziny, dowodzi, że oskarżony miał czas na przemyślenie swojego postępowania i dalszych zamiarów. Sąd uznał, że mimo tego, iż Pańków nie był wcześniej karany za zbrodnie na tle seksualnym, są nikłe szanse na jego resocjalizację i sprawia potencjalne zagrożenie dla społeczeństwa.

    . . .

    Dziś Kasia byłaby już Katarzyną i miałaby 31 lat.
    . . .

    W roku 2000 Pańków udzielił wywiadu w programie "Cela nr" —> klik (polecam!)

    . . .

    * moratorium (łac. moratorius, zwlekający) – zawieszenie, tymczasowe wstrzymanie.

    W 1988 r. władza ludowa stwierdziła, że z jakichś przyczyn wstrzymanie wykonywania kary śmierci może przynieść im korzyść (pewnie chodziło o zyskanie przychylności społeczeństwa), dlatego zaczęło obowiązywać moratorium na jej wykonywanie. Tak jak dość częste za PRL-u amnestie. Tym razem jednak nie zawracali sobie głowy uchwalaniem ustaw, tylko po prostu stwierdzili, że wyroki śmierci nie będą wykonywane. Zostawili sobie w ten sposób furtkę na przyszłość, gdyby się okazało, że wykonywanie kary śmierci trzeba przywrócić. Dopiero po zmianie systemu uregulowano tę kwestię ustawowo (zresztą w kiepski sposób, co pokazał przypadek Trynkiewicza). Ponadto to uregulowanie ustawowe było jednym z niezbędnych warunków integracji Polski z UE.

    Już w trakcie obowiązywania moratorium 10 osób zostało skazanych na karę śmierci (klik). Dopiero w 1995 r. niewykonane kary zamieniono na karę 25 lat pozbawienia wolności.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Opolu oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, który powyższy wyrok utrzymał w mocy.

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście pochodzą stąd, stąd i stąd.

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj, by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu rejestrzboczencow. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem. Polecam też śledzić hasztag, bo jednak to wołanie nie zawsze działa jak trzeba i może kogoś pominąć...

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #gwalt #zgwalcenie #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent
    pokaż całość

    źródło: pankow.jpg

    +: S..............t, parasolka90 +760 innych
  •  

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wystalkować.

    • • •

    W swoim życiu czytałam o wielu przerażających zbrodniach i zagłębiałam się w mnóstwo przyprawiających o gęsią skórkę historii, ale żadna z nich nie wzbudziła we mnie takich emocji jak to gdy w 2015 roku pierwszy raz usłyszałam o tym, co zrobił ten człowiek. Sprawa była dość medialna, do opinii publicznej zostało podane sporo informacji, jednak od początku nie chciałam znać jej szczegółów. Bardzo ciężko było mi słuchać wywiadu z ofiarą, oczyma wyobraźni widzieć łzy za jej przeciwsłonecznymi okularami.

    Myślałam, że tej sprawy nie dam rady opisać. Próbowałam nawet się do tego zmusić, ale za każdym razem przyprawiała mnie to o takie mdłości i ścisk w gardle, że ze względu na swoje zdrowie psychiczne postanowiłam nie robić nic na siłę. Najwyraźniej dzięki pisaniu poprzednich postów moje podejście do zbrodni i odporność psychiczna uległy zmianie i dziś już z większym spokojem mogłam przygotować poniższy tekst. Chyba zaczynam rozumieć podejście ludzi, którzy zawodowo zajmują się morderstwami, zbrodniami, sekcjami zwłok itp. To nie jest tak, że człowiek staje się bezuczuciowy i zimny, raczej jego podejście staje się bardziej profesjonalne, w miarę zdobywania doświadczeń i przywykania do pewnych widoków odcina się od większości emocji związanych ze swoim zawodem. Wydaje mi się to naturalną koleją rzeczy.

    • • •

    GRZEGORZ PILARSKI, rocznik '71

    Grzegorz (zdjęcie) mieszkał wraz ze schorowaną matką i bratem w niewielkiej kawalerce na osiedlu Tysiąclecia w Gnieźnie (woj. wielkopolskie). Jako starszy z synów dominował nad resztą domowników, a robił to głównie siłą i groźbami. Był znany w okolicy jako miejscowy awanturnik, bywał agresywny szczególnie po alkoholu i trzymał się w towarzystwie osób, posiadających na swoim koncie pobyty w zakładach karnych. Sam wielokrotnie odbywał kary pozbawienia wolności, między innymi za oszustwa, przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, rozboje, groźby karalne czy pobicie swojej konkubiny, która zaginęła bez śladu w 2012 roku — ale o tym napiszę już na samym końcu. Pilarski spędzał czas głównie na piciu alkoholu z kolegami i bratem pod blokiem, a w zimniejsze dni — w piwnicach. Mieszkańcy bali się go, częstowali papierosami lub "ratowali złotóweczką" dla świętego spokoju.

    W sąsiednim bloku przy ulicy Budowlanych od niedawna zamieszkała 23-letnia Milena * (zdjęcie) wraz z rodzicami, partnerem (zdjęcie) i kilkuletnią córką (zdjęcie).

    Z chłopakiem nie układało jej się najlepiej, a sąsiedzi opowiadali, że kłótnie były na porządku dziennym. Ich zdaniem matką była dobrą, normalną, która zajmuje się swoją córką. Często widywali ją popołudniami z małą w piaskownicy lub na spacerze.

    Według jednego źródła młoda kobieta szukała pocieszenia, przeżywała kryzys, w trakcie którego poznała swojego 44-letniego sąsiada. Według drugiego — Milena bardzo spodobała się Pilarskiemu, jednak odrzuciła jego zaloty, co go rozwścieczyło. Po krótkiej znajomości doszło do sprzeczki, po której mężczyzna zamknął się z Milena w swoim mieszkaniu, schował klucze i bił ją po głowie. Włożył jej także palec do oka. W końcu jej matka wezwała policjantów, którzy zagrozili wyważeniem drzwi. Po uwolnieniu kobieta powiedziała mundurowym, że nic złego się nie stało, nie złożyła także zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Mimo to postanowiła zerwać kontakty z Pilarskim, co bardzo mu się nie spodobało. Zaczął nachodzić jej rodzinę, wielokrotnie groził im śmiercią, dobijał się do drzwi i żądał spotkania z dziewczyną.

    27 października 2015 roku, czyli dwa tygodnie po wypuszczeniu z mieszkania, 23-latka znów spotkała się z Pilarskim. Mężczyzna organizował libację alkoholową w jednej z blokowych piwnic. Po zakończeniu imprezy, gdy wszyscy znajomi się rozeszli, ściągnął tam kobietę pod pretekstem pokazania jej czegoś, a gdy znaleźli się już na miejscu nie chciał jej wypuścić. Zaczął bić, łamiąc jej przy tym zatokę szczękową i kilka zębów. Dusił, przez co straciła przytomność. Był wściekły za to, że w ostatnich dniach go unikała, a gdy przychodził pod drzwi mieszkania, jej rodzice wzywali policję. Mówił, że z nim się tak nie pogrywa, po czym brutalnie zgwałcił. Następnie kciukami, z pełną siłą wcisnął jej gałki oczne w głąb czaszki, przez co złamał ściany oczodołów, spowodował krwotok wewnętrzny i stale oślepił. • Jeżeli ktoś chce znać szczegóły obrażeń to screen z opisu wrzuciłam w komentarzach (1). • Omdlałą z bólu związał sznurem, zakneblował i zamknął w stęchłej piwnicznej komórce. Nazajutrz półprzytomną znów pobił i zgwałcił, następnie już kompletnie ślepą zaprowadził do swojego mieszkania, gdzie ją przetrzymywał przez kilka dni. Kobieta leżała na wersalce i wymiotowała, a Pilarski podawał jej tylko wodę do picia. Ponownie zgwałcił ją i ciągnął za włosy. W mieszkaniu składającym się tylko z jednego pokoju i kuchni przebywała w tym czasie jego matka oraz brat, jednak żadne z nich nie udzieliło cierpiącej kobiecie pomocy. Rodzina jadła, oglądała telewizję, rozmawiała, bracia nawet wspólnie pili alkohol i spali, gdy w tym samym pomieszczeniu leżała zakrwawiona i obolała Milena.

    Kobieta obiecała swojemu oprawcy, że jeżeli ją wypuści nie powie nikomu, co się stało, on jednak pozostawał niewzruszony na jej prośby. W końcu do mieszkania zapukał dzielnicowy, któremu mężczyzna nie otworzył, jednak w obawie o konsekwencje po trzech dniach wypuścił dziewczynę i odprowadził pod jej klatkę schodową.

    29 października drzwi otworzyła jej matka. Milena płakała, miała opuchnięte oczy, a po policzkach ciekła jej krew. Mówiła, że nic nie widzi. Trafiła do gnieźnieńskiego szpitala, a następnie została przetransportowana karetką do Poznania.

    Rokowania od początku były beznadziejne — nie ma możliwości by uratować wzrok pokrzywdzonej. Jeżeli pomoc zostałaby udzielona niezwłocznie po uszkodzeniu oczu, szanse na uratowanie zdolności widzenia byłyby większe, jednak uwzględniając charakter zadanych obrażeń i tak byłyby niepewne.

    Dziewczyna była w stanie ciężkiego szoku pourazowego, nie chciała powiedzieć nic na temat swojego kilkudniowego zniknięcia. Lekarz był przerażony stanem pacjentki, nie miał też wątpliwości, że ma do czynienia z przemocą, dlatego bezzwłocznie zawiadomił policję.

    Jeszcze 30 października Pilarski groził rodzinie Mileny, a następnego dnia został już zatrzymany. Pił piwo z kolegami pod sklepem, nie stawiał oporu, był spokojny i opanowany. Podczas przesłuchania bardzo mało i ostrożnie mówił. Twierdził, że żałuje, ale nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego to zrobił. Przyznał się do wszystkich zarzutów, oprócz gwałtów, twierdził, że kobieta dobrowolnie zgodziła się uprawiać z nim seks.

    . . .

    Mężczyźnie postawiono kilka zarzutów, między innymi zgwałceń ze szczególnym okrucieństwem, przestępstw pozbawienia wolności połączonego ze szczególnym udręczeniem, przestępstw przeciwko czci i nietykalności cielesnej, spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz używanie gróźb karalnych. Po jakimś czasie zmieniono zarzuty przyjmując, że kilka z tych przestępstw popełnionych zostało w warunkach recydywy.

    . . .

    Podczas śledztwa wielokrotnie zmieniał swoje tłumaczenia. Podejrzany został poddany obserwacji psychiatrycznej i według opinii biegłych podczas zbrodni był poczytalny.

    21 października 2016 roku ruszył proces. (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) Pilarski przyznał się do sześciu z siedmiu stawianych mu zarzutów, znów zaprzeczył jedynie zgwałceniu kobiety. Pokrzywdzona ze względu na swój stan psychiczny nie pojawiła się w sądzie.

    Obrońca oskarżonego wniósł o wyłączenie jawności rozprawy, tłumacząc to drastycznymi okolicznościami sprawy. Na utajnienie procesu nie zgodziła się jednak prokurator, dlatego pozostał jawny.

    Według biegłych siłę, z jaką oskarżony wciskał gałki oczne, można porównać do wystrzału korka od szampana. Była tak wielka, że złamaniu uległy ściany oczodołów, dlatego lekarz stwierdził, iż nie było absolutnie szans na odzyskanie wzroku. Dodał, iż kobiecie od razu po zdarzeniu powinno się udzielić specjalistycznej pomocy połączonej z podaniem silnych leków przeciwbólowych.

    Ucisk na gałki oczne to było wykorzystywane jako form tortur w średniowieczu, nawet powodująca zgon ofiar.

    — stwierdził biegły.

    Mężczyzna wyraził skruchę, żałował oślepienia Mileny, jednak sędzia uznała, że to tylko próba złagodzenia wyroku, a nie szczera reakcja. Powołała się na opinię psychologów i psychiatrów, ale nie chciała mówić o szczegółach, bo lekarska diagnoza była niejawna. Powiedziała jednak:

    Nie jest w stanie współczuć, odczuwać żalu. Nie ma perspektyw, by skazany mógł swoje zachowanie zmienić.

    Wysoki poziom demoralizacji, kolejne wyroki i pobyty w więzieniu niczego go nie nauczyły. Budził postrach wśród sąsiadów.

    To czyn okrutny. Ofiara miała 23 lata i całe życie przed sobą. Nigdy nie zobaczy swojego dziecka, nie zobaczy, jak dorasta, idzie do szkoły.

    . . .

    10 listopada odbyła się następna rozprawa. Przed sądem zeznawał m.in. biegły lekarz, który odniósł się do działań Pilarskiego, który przemywał oczy kobiety wodą z rumiankiem, co mogło jeszcze bardziej jej zaszkodzić. Mówił także o innych obrażeniach, których doznała pokrzywdzona, co do których nie mieli wątpliwości, że musiały powstać w wyniku co najmniej kilku uderzeń otwartą dłonią lub zaciśniętą pięścią. (klik)

    . . .

    27 lutego 2017 roku zapadł wyrok, którego odczytanie zajęło sądowi aż kilkanaście minut. Oskarżony prosił o łagodną karę ze względu na ciężką sytuację osobistą.

    • Za uderzenie Mileny i włożenie jej palca do oka (art. 217. § 1.), co było działaniem w recydywie (art. 64. § 1.), został skazany na rok więzienia, 5 lat zakazu kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 50 m.

    • Za jej uwięzienie (art. 189 § 1 kk) został skazany na 2 lata pozbawienia wolności, 5 lat zakazu kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 50 m.

    • Za wielokrotne grożenie pokrzywdzonej oraz jej najbliższym (art. 190 § 1 kk), co było czynem popełnionym także w recydywie (art. 64. § 1.), został skazany na 2 lata 6 miesięcy pozbawienia wolności oraz 5 lat zakazu kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 50 m.

    • Za pozbawienie wolności, które łączyło się ze szczególnym udręczeniem (art. 189 § 3 kk w zw. z § 1 kk), spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci pozbawienia wzroku (art. 156 § 1 pkt 1 kk), kilkukrotne (art. 11 § 2 kk) zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem (art. 197 § 4 kk w zw. z § 1 kk), co było działaniem w tzw. multirecydywie (art. 64 § 2 kk) został skazany na 15 lat pozbawienia wolności, 15 lat zakazu kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 50 m., 10 lat pozbawienia praw publicznych oraz zadośćuczynienie za doznaną krzywdę poprzez zapłatę na rzecz pokrzywdzonej kwoty 200 tys. zł.

    Orzeczona kara łączna za ww. przestępstwa to 20 lat pozbawienia wolności, którą Pilarski będzie odbywać w systemie terapeutycznym, ze względu na zaburzenia osobowości i uzależnienie od alkoholu. Po wyjściu z więzienia będą stosowane środki zabezpieczające w postaci elektronicznej kontroli miejsca pobytu oraz terapii. Wyrok nie był prawomocny.

    Wszystkie okoliczności wskazują, że oskarżony wykazuje wysoki poziom demoralizowania. Wieloletnie pobyty w zakładzie karnym nie nauczyły go właściwie niczego. Po odbyciu jednej kary wychodził na wolność, budził postrach wśród sąsiadów. Ludzie boją się mówić o tym, co było udziałem oskarżonego. Linia życiowa oskarżonego była taka, a nie inna, bo sąd ujawnił materiały z innych postępowań Prokuratury Rejonowej w Gnieźnie, które dotyczyły aktów przemocy, jakich oskarżony miał się dopuszczać wobec swojej poprzedniej partnerki. Te akty przemocy, które są w tamtej sprawie zapisane, wskazują na niepoprawność oskarżonego. Sąd uznał, że przy tym natężeniu okoliczności obciążających, przy niepoprawności, recydywie, opinii psychiatrów i psychologa, z których wynika brak perspektyw na zmianę postępowania, tylko najwyższy wymiar kary jest adekwatny do okoliczności.

    - mówiła sędzia. Podobno Pilarski groził oślepieniem także swojej poprzedniej partnerce.

    (klik)
    (klik)

    . . .

    Obrońca oskarżonego złożył apelację po ogłoszeniu wyroku, a 4 lipca odbyła się ostatnia rozprawa. Po zapoznaniu się z opinią strony skarżącej, a więc prokuratora rejonowego oraz pełnomocnika oskarżonej, sąd nie uznał argumentacji zawartej w apelacji za wystarczającą i podtrzymał wyrok Sądu Okręgowego, uzasadniając to tym iż mężczyzna jest wielokrotnym recydywistą, który dalej może szkodzić społeczeństwu. Tym samym 46-letni obecnie Grzegorz P. spędzi w więzieniu 20 lat.

    . . .

    klik <- reportaż UWAGI na ten temat

    . . .

    Po reportażu UWAGI ze stanowiska Prokuratora Rejonowego w Gnieźnie odwołano Piotra Gruszkę. Uznano bowiem, że nie wyjaśnił on wszystkich okoliczności sprawy, m.in. nieudzielenia pomocy pokrzywdzonej przez osoby znajdujące się w mieszkaniu. Prokurator krajowy Bogdan Świeczkowski mówił:

    Podstawą podjęcia takiej decyzji były błędy, do jakich doszło w toku postępowania prowadzonego przez prokuraturę rejonową w Gnieźnie. W toku postępowania prokurator nie wyjaśnił wszechstronnie okoliczności sprawy, w tym w szczególności okoliczności związanych z nieudzieleniem pomocy Milenie W. przez członków rodziny Grzegorza P., którzy w czasie zdarzenia przebywali w mieszkaniu.

    . . .

    W lutym 2018 roku gnieźnieńska prokuratura postawiła 42-letniemu bratu Pilarskiego zarzut nieudzielenia pomocy pozbawionej wówczas wolności przez swojego brata Grzegorza P. Milenie W., która znajdowała się w położeniu grożącym jej bezpośrednim niebezpieczeństwie poniesienia uszczerbku na zdrowiu. Mężczyzna nie przyznał się do winy, ponadto twierdził, że nie miał pojęcia o zaistniałej sytuacji, bo długo pracował i nie było go w mieszkaniu.

    W czerwcu miał ruszyć proces, na którym oskarżony pojawił się pijany. Sąd wezwał policjantów, którzy przeprowadzili badanie alkomatem, po którym okazało się, że ma około 1. promila alkoholu we krwi. Została zastosowana wobec niego kara porządkowa za uchybienie powagi sądu i mężczyzna trafił do aresztu na siedem dni.

    Na jednej z rozpraw Paweł P. (zdjęcie) (zdjęcie) składał wyjaśnienia:

    Widziałem, że miała oczy wduszone, teraz już to wiem, ale wtedy nie wiedziałem. Myślałem, że została pobita. Zjadłem coś i poszedłem do apteki kupić coś na te oczy, jakieś krople. Jak wróciłem, to podałem bratu te opatrunki, a ja się wykąpałem i poszedłem spać. Na drugi dzień, jak wróciłem, to brata z nią już nie było.

    Z kolei poszkodowana zeznawała:

    Nie przypominam sobie, by on kupował jakieś krople. W domu nie był cały czas, przychodził wieczorami i było go słychać. Policja, kiedy była pod drzwiami, to ich nie otwierali. Pamiętam, że był w domu i jak leżałam to wtedy na pewno pili. Na pewno widział, że byłam zakrwawiona, bo miałam białą bluzę i była cała we krwi.

    klik <- tutaj jest relacja z pierwszej rozprawy

    22 października odbyła się następna rozprawa, której streszczenie znajdziecie tutaj.

    Matka Pilarskiego prawdopodobnie nie usłyszy zarzutów. Kobieta cierpi na chorobę psychosomatyczną. Kontakt z nią jest utrudniony, przez co mogła nie być świadoma tego, co działo się w mieszkaniu w październiku 2015 roku. Opinię w tej sprawie wydadzą jeszcze powołani biegli.

    Na początku listopada 2018 zapadł wyrok w sprawie Pawła P. — 3 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności, 9 miesięcy ograniczenia wolności, podczas których będzie wykonywał prace społeczne w ilości 40 godzin w miesiącu. Ponadto, jest zobowiązany do zapłacenia kwoty 30 tys. zł zadośćuczynienia Milenie W. Jest to kwota niższa od postulowanej przez oskarżyciela posiłkowego, ale wyższa od tej proponowanej przez prokuratora. Paweł P. ma także zwrócić Milenie W. koszty wynajęcia pełnomocnika. Wyrok nie jest prawomocny.

    . . .

    Zaginiona Wioletta Tepper (2) (zdjęcie) ostatni raz widziana była w 2012 rok na terenie Gniezna, Poznania oraz Pomorza. Od tej pory nie odzywa się ani do matki, ani do nastoletniej córki. (klik)

    Przed zaginięciem żyła w konkubinacie z Grzegorzem Pilarskim. Mężczyzna wielokrotnie ją bił, katował i wybijał zęby. Ogolił jej też głowę na łyso — na zdjęciu opublikowanym przez policję jest w peruce. Kobieta często szukała pomocy u sąsiadów, którzy pozwalali jej się u siebie obmyć z krwi, wzywali pogotowie i policję.

    W postępowaniu prowadzonym przez Prokuraturę Rejonową w Gnieźnie Pilarski był jednym z podejrzanych o zabójstwo swojej konkubiny. Zabrakło jednak dowodów, by go skazać, a sprawa została w końcu umorzona. Jednak po kilku latach akta postępowania zostały dołączone do akt w sprawie zgwałcenia, oślepienia oraz uwięzienia Mileny. Połączenie wątku zaginięcia Wioletty Tepper i sprawy Mileny miało dać pełen obraz profilu psychologicznego oskarżonego.

    Nie znalazłam informacji na temat dalszego śledztwa w tej sprawie. Kobieta do dzisiaj pozostaje osobą zaginioną, nie wiadomo także czy została zamordowana, czy uciekła przed swoim oprawcą.

    klik <- reportaż na ten temat

    . . .

    * ofiara zdecydowała się nie ukrywać swojej tożsamości. Mecenas reprezentujący pokrzywdzoną mówił:

    Gwałt to temat tabu. Wstydliwy. Gdy kobieta mówi o gwałcie, naraża się na pytania w rodzaju: a dlaczego nie uciekła, a po co się z nim zadawała, a może sama z nim poszła? Zgwałcone kobiety często wolą więc nawet nie wspominać nikomu o tym, co się stało. Duszą to w sobie latami. A jeśli już zdecydują się złożyć zeznania i sprawa zaczyna się toczyć, to chcą wyłączenia jawności. Nie znam przypadku, by było inaczej. Myśmy postanowili to zmienić. Choć ona zdaje sobie sprawę, że emocjonalnie będzie ją to bardzo dużo kosztować, postanowiła się z tym zmierzyć. Uznała, że trzeba skończyć ze wstydem ofiary. Niech się wstydzi oskarżony.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam z zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Poznaniu oraz z wyroku Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, który powyższy wyrok utrzymał w mocy.

    Informację z prasy, które zawarłam w tym tekście pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stad, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj, by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu rejestrzboczencow. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem. Polecam też śledzić hasztag, bo jednak to wołanie nie zawsze działa jak trzeba i może kogoś pominąć...

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #gwalt #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wystalkować.

    • • •

    Tym razem informacje do wpisu czerpałam nie tylko z artykułów z prasy, ale głównie z zanonimizowanego wyroku i jego uzasadnienia, który dostałam od Sądu Okręgowego w Częstochowie.

    Mam zamiar ubiegać się o wszystkie skany wyroków spraw, o których będę w przyszłości pisała na hasztagu rejestrzboczeńców. To na pewno zwiększy ilość faktów zawartych w opisywanych przeze mnie historiach i ludziach, ale także łączy się z większą ilością pracy, co będzie skutkowało mniejszą częstotliwością wpisów. Postaram się jakoś pogodzić pisanie z obowiązkami z życia poza-internetowego, chociaż w przypadku dzisiejszego wpisu, który tworzyłam na podstawie kilku artykułów internetowych oraz 72. kartek wyroku - nie było łatwo! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    . . .

    A... Chciałam jeszcze podziękować za każde miłe słowo odnośnie mojej działalności na Wykopie, każdą ciekawą dyskusję pod moimi wpisami, każde niecierpliwe wyczekiwanie, każdą sugestię co, jak, o kim czy o czym pisać - to mega motywuje i uczy.

    A najbardziej dziękuję @IgorK za poprawianie moich błędów w "około sądowym" słownictwie (dzięki niemu w końcu wiem, że PODEJRZANY SKŁADA WYJAŚNIENIA, A NIE ZEZNAJE!) oraz @TerazMnieWidac za czuwanie nad moim laictwem w kwestiach poprawnego pisania.

    Tego tekstu nikt mi nie sprawdzał, także sorka za ewentualne błędy. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    . . .

    Ostrzegam, że w poniższym tekście są dość obrzydliwe opisy aktów seksualnych (a przynajmniej mnie obrzydzają ( ͡° ʖ̯ ͡°) ). Nie chciałam ani przepisywać, ani pisać po swojemu wielu z nich, dlatego dla bardziej ciekawskich w komentarzach wrzucam fragmenty screenów, które dostałam. Przyszły do mnie już ocenzurowane, jednak postanowiłam je jeszcze bardziej zanonimizować i zamiast inicjałów ofiar zostawiłam tylko po jeden literze, od której zmyśliłam ich imiona. Nie chciałabym by ktokolwiek wystalkował pokrzywdzone dziewczyny lub kogoś z rodziny sprawców (dlatego m.in. nie podałam płci dziecka oskarżonej).

    . . .

    Ok, można już wstawiać cysternę czaju i rozsiadać się wygodnie do czytania.

    • • •

    JACEK "MAGILLA" SZYMONIK, rocznik '65

    Szymonik był dobrze znany w Blachowni - małym mieście pod Częstochową (woj. śląskie), gdzie od wielu lat mieszkał wraz z żoną i już dorosłym synem lub dorosłą córką. Okoliczni mieszkańcy śmiało nazywali go gangsterem, a on sam miał już na swoim koncie kilka wyroków, którymi został między innymi skazany za przestępstwa przeciwko mieniu, dokumentom, broni, amunicji czy przestępstwa z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. W 2009 roku zasiadł na ławie oskarżonej wraz z innymi członkami tak zwanej mafii paliwowej, która trudniła się handlowaniem mieszanym paliwem i oszustwami podatkowymi. (klik)

    Długo przed swoim ostatnim wyrokiem był podejrzany o odurzanie dziewcząt w wieku 16-19 lat i filmowanie ich w pornograficznych ujęciach. Mężczyzna chwalił się swoim bogactwem wśród nastolatek, proponował pomoc w zrobieniu kariery w modelingu. Ostentacyjnie wyjmował przy nich grube pliki pieniędzy, dawał prezenty i grał dobrego wujka. Potem gdy uznał, że dziewczyny są już z nim zaprzyjaźnione, zapraszał do domu, częstował narkotykami i gwałcił przy włączonych kamerach. (klik)

    W 2010 roku otrzymywał kilkukrotnie przerwy w wykonywaniu kary, natomiast na początku 2011 roku został przedterminowo zwolniony z więzienia. Powodem była choroba wątroby. Mężczyzna cierpiał także na cukrzycę i przewlekłe zapalenie wątroby typu C (WZW).

    Podczas jednego ze zwolnień w odsiadywaniu kary, we wrześniu 2010 roku pod pretekstem urządzenia domówki, zaprosił do siebie 17-letnią Ewelinę *, którą od dłuższego czasu podrywał i usiłował doprowadzić do spotkania poprzez naciskanie na ich wspólną znajomą - starszą kuzynkę nastolatki. Zawiózł dziewczyny do hotelu, gdzie poczęstował licealistkę drinkiem, po którym straciła przytomność. Obudziła się leżąc w drugim pokoju, całościowo ubrana, jednak z lekko zsuniętymi spodniami. Szymonik przyniósł otumanionej dziewczynie pizzę i wręczył prezenty - telefon komórkowy, buty i ubrania, po czym odwiózł do domu.

    . . .

    Ewelina pochodziła wielodzietnej rodziny, gdzie najmłodsze z piątki dzieci miało zaledwie 5 lat. Matka była bezrobotna, a ojciec opuścił rodzinę i nie utrzymywał z nimi kontaktu. Nastolatka wagarowała i niejednokrotnie powtarzała klasę. Według psychologów poziom jej rozwoju wskazywał na pogranicze upośledzenia umysłowego.

    . . .

    Kilka dni później, podjechał do idącej przez ulicę Eweliny i zaproponował odwiedzenie go w jego mieszkaniu, co argumentował posiadaniem filmów z jej udziałem, które rzekomo nagrał, gdy była nieprzytomna. Jakiś czas później czekał na nią pod szkołą, chociaż nigdy wcześniej nie mówiła mu gdzie się uczy. Zastraszona nastolatka wsiadła do auta Szymonika i z nadzieją na odzyskanie nagrania, pojechała z nim do jego mieszkania w Częstochowie. Na miejscu mężczyzna podał jej do picia napój, po którym ponownie straciła świadomość. Dopiero wtedy mężczyzna nagrał stosunek, który ponownie odbył z nieprzytomną 17-latką. Dziewczyna ocknęła się ubrana w pustym mieszkaniu, nie pamiętając niczego co się zdarzyło i czym prędzej uciekała.

    Przy następnym spotkaniu odtworzył jej prawie godzinne nagranie z ich udziałem i zagroził pokazaniem filmu rodzicom nastolatki, a w zamian za odstąpienie od tego zamiaru zażądał sprzątania i gotowania w jego mieszkaniu. Szantażowana dziewczyna zgodziła się i zaczęła przez kilka godzin, od poniedziałku do czwartku pracować u swojego oprawcy. Podczas wykonywania prac domowych Szymonika nie było w mieszkaniu, więc czasami dziewczynie pomagała jej przyjaciółka Dominika.*

    . . .

    Dominika poznała rok starszą Ewelinę w gimnazjum w Blachowni. 16-latka pochodziła z malej miejscowości, gdzie mieszkała razem z siostrą, mamą i ojcem, który często się awanturował i nadużywał alkoholu. Nastolatka ma krótszą jedną rękę, a według psychologów jej sprawność intelektualna kształtowała się poniżej przeciętnej.

    . . .

    Podczas jednej z takich wizyt w mieszkaniu pojawił się Szymonik. Mężczyzna zagaił dziewczyny i poczęstował herbatą, po której stały się otępiałe, a na otaczającą je rzeczywistość reagowały z opóźnieniem. Mężczyzna, wykorzystując ich nieświadomość, odbył z obiema stosunki seksualne.

    Do następnego spotkania doszło na przełomie listopada i grudnia 2010 roku, a uczestniczył w nim także 44-letni Wojciech S.

    . . .

    Wojciech S. od 14 lat był w związku partnerskim, nie ma dzieci. Ma wykształcenie zawodowe, jest górnikiem, utrzymywał się jednak z prac dorywczych.

    . . .

    Cała czwórka piła wspólnie szampana, aż Szymonik zaproponował Ewelinie narkotyki, na co nastolatka przystała. Powyżej łokcia zawiązała sobie pasek od szlafroka, a Jacek wstrzyknął w jej żyłę przezroczystą substancję. Wojciech S. także zaaplikował sobie narkotyk, jednak Dominika zdecydowanie odmówiła. Obecni usilnie namawiali 16-latkę, aż w końcu siłą go jej zaaplikowali. Następnie, Jacek Sz. polecił dziewczynom się wykąpać. Po wyjściu z łazienki ponownie wstrzyknął im substancję, kazał się rozebrać i włożyć pończochy. Nastolatki były odurzone i co chwilę traciły świadomość, a mężczyźni wykorzystując ich stan rozkazali się im wspólnie dotykać, lizali je po narządach płciowych, a Szymonik odbył stosunek płciowy zarówno z Eweliną, jak i z Dominiką. Mężczyzna wiedział, że jest zarażony wirusem WZW, jednak mimo to nie używał prezerwatywy. Po stosunku, młodsza z dziewcząt uciekła do toalety i chciała jak najszybciej wrócić do domu, co rozwścieczyło gospodarza, który wyrzucił ich z mieszkania i kazał wracać pieszo.

    Następnego dnia Jacek zadzwonił do Eweliny by przekazała Dominice informacje, że jest w posiadaniu nagrań z jej udziałem.

    Na początku 2011 roku, Ewelina zaproponowała Dominice udanie się z nią do mieszkania Szymonika w Częstochowie, zapewniając, że mężczyzny nie będzie wtedy w domu. Dziewczyna przystała na propozycje znajomej, jednak na miejscu okazało się, że gospodarz także się pojawił. Pomimo nalegań i gróźb mężczyzny, młodsza z dziewczyn nie skorzystała z propozycji zażycia narkotyków i uciekła.

    Ewelina zażywała środku odurzające, nawet gdy sama udawała się do mieszkania. Z jej zeznań wynika, że Jacek Sz. zmuszał ją do tego, a ona w obawie przed upublicznieniem nagrań zgadzała się na wszystko, co proponował. Mężczyzna samodzielnie aplikował jej narkotyki. Pewnego razu usiłowała uniknąć wkłucia się w żyle i odsunęła rękę, wtedy Szymonik uderzył ją w twarz. Po wszystkim zgwałcił nastolatkę szepcząc jej do ucha, że warto być grzeczną dziewczynką.

    . . .

    Mieszkanie w Częstochowie Szymonik wynajął by jego dawna kochanka Ksenia miała gdzie zamieszkać gdy opuści mury więzienia.

    KSENIA ANTES, rocznik '80

    Antes jest rozwiedziona od 2009 roku i ma jedno dziecko w wieku 6 lat, którym prawnym opiekunem jest matka Kseni.

    Od listopada 2008 roku odbywała karę roku i 6. miesięcy pozbawienia wolności za m.in. znęcanie się nad swoją matką oraz dzieckiem (dla ciekawskich to dokładnie za: 207 § 1 kk, 157 § 2 kk, 210 § 1 kk, 160 § 2 kk w zw. z art. 11 § 2 kk). Szymonik odwiedzał Ksenię w więzieniu i często rozmawiali przez telefon.

    W marcu 2011 roku Antes wyszła z zakładu karnego i zamieszkała w mieszkaniu swojego dawnego kochanka. Po kilku dniach zadzwoniła do Eweliny przedstawiając się fałszywym imieniem, zaproponowała spotkanie oraz pomoc w rozwiązaniu sprawy szantażowania jej przez Szymonika. Jednak w umówionym miejscu pojawili się razem, a Ksenia groziła nastolatce, że jeżeli chce mieć z nią dobre relacje ma robić to, czego ona od niej żąda. Następnego dnia kazała stawić się dziewczynie w mieszkaniu, gdzie ustawiła kamerę, do której kazała nastolatce oświadczyć, że lubi ćpać. Po zakończeniu nagrania kazała wstrzyknąć jej sobie w żyły przezroczystą substancję oraz dała jej do połknięcia małą, białą tabletkę, po której zamroczoną, wspólnie z Szymonikiem gwałciła. Do takich spotkań dochodziło wielokrotnie, a gdy nastolatka odmawiała wykonania jakiś czynności seksualnych lub nie chciała mówić, co podnieca ją w Kseni, była bita rekami po twarzy czy drewnianą łyżką po stopach.

    W końcu Antes zażądała pojawienia się w mieszkaniu także Dominiki. Na miejscu zaaplikowała dziewczynom narkotyki, kazała wziąć przyrznic i położyć się w łóżku. W sypialni pojawiła się naga wraz z Szymonikiem i zażądała od przestraszonej i otumanionej młodszej z dziewczyn włożyć sobie wibrator do pochwy. Następnie mężczyzna zgwałcił nastolatkę, mimo jej płaczu i próśb. Gdy któraś odmawiała wykonywania jego poleceń bił je z całej siły w twarz, co je trochę ocuciło i wywołało jeszcze większy lament. Mimo tego kazał im wzajemnie wkładać sobie wibratory do pochwy. Zapłakane dziewczyny, w końcu uciekły do łazienki i zostały wyrzucone z mieszkania. Otumanione, krążyły po mieście aż do świtu obiecując sobie, że już więcej nie pojawią się w tym mieszkaniu.

    Szantażowana ujawnieniem nagrań z jej udziałem, Ewelina wciąż posłusznie zjawiała się w częstochowskim mieszkaniu na każde żądanie Jacka lub Kseni. Kobieta często gwałciła nastolatkę be udziału Szymonika, kazała całować i dotykać ją po narządach płciowych, używać wibratorów. Raz zakleiła dziewczynie usta, owinęła taśmą nogi i ręce, a następie biła po twarzy i pośladkach.

    Wszelkie próby zerwania kontaktów z oprawcami spełzły na niczym. Nie pomogły nawet zmiany numerów telefonów przez nastolatki.

    . . .

    Około maja 2011 roku Szymonik zaczepił na ulicy 14-letnią Paulinę * pytając o jej miejsce zamieszkania.

    . . .

    Paulina pochodziła z rodziny o ciężkiej sytuacji materialnej. W domu odcięto dopływ wody, warunki mieszkaniowe były bardzo złe, a jedynymi źródłami utrzymania była pomoc z MOPS-u i prace dorywcze ojczyma nastolatki. Biologiczny ojciec Pauliny opuścił rodzinę gdy ta miała 10 lat, nie płacił także alimentów, za co odsiadywał wyrok. Z aktualnym partnerem jej matka miała troje dzieci w wieku od 4 lat do 4 miesięcy, a z poprzednich związków również troje w wieku od 16 do 5 lat. Rodzina, wraz z ojcem i bratem ojczyma Pauliny mieszkali w Częstochowie. Dziewczyna miała przyznanego kuratora, uczyła się źle, a według psychologów jej sprawność intelektualna kształtowała się na pograniczu upośledzenia.

    . . .

    Dziewczynka miesiąc temu poznała Jacka poprzez Ewelinę, dlatego się go nie bała. Jednak gdy ten razem z Ksenią zaczął czekać na nią pod szkołą, proponował wycieczki i prezenty, przestraszona nastolatka poskarżyła się swojemu ojczymowi i od tej pory rodzice zaczęli odprowadzać ją do szkoły.

    We wrześniu Jacek i Ksenia udali się do miejsca zamieszkania dziewczynki, by porozmawiać z jej ojczymem, z którym Szymonik odbywał kiedyś wyrok w tym samym więzieniu. Mężczyzna zaproponował, by Paulina zajmowała się dzieckiem Kseni i sprzątała jej mieszkanie, za co matka 14-latki miała otrzymywać po 100 zł. Pożyczył także opiekunom Pauliny pieniądze, które obiecali oddać, gdy ojczym dziewczynki znajdzie lepiej płatną pracę.

    Para zaczęli zabierać dziewczynkę na wycieczki, lody i usiłowali zbudować jej zaufanie. Ksenia zaprosiła ją do domu, ugotowała obiad i słuchała z nią muzyki. Podarowała także bieliznę, którą kazała założyć dziewczynce, a następnie robiła jej zdjęcia w wyzywających pozach. Dziewczynka za zgodą rodziców kilkukrotnie nocowała w mieszkaniu Jacka, zwykle spała w jednym łóżku z Ksenią, jednak do niczego pomiędzy nimi nie dochodziło. Do czasu. Pewnej nocy wspólnie zgwałcili dziewczynkę, grożąc, że jeżeli powie o tym komuś to źle się to dla niej skończy. Paulina próbowała krzyczeć i uciekać, jednak jej oprawcy zamknęli drzwi na klucz. Jeżeli ktoś chce znać szczegóły tych wydarzeń to screen opisu wrzuciłam w komentarzach (1).

    Po wszystkim Szymonik dał dziewczynce 100 złotych. Później Ksenia wielokrotnie do niej dzwoniła i proponowała spotkania, jednak ta za każdym razem stanowczo odmawiała. W końcu, we wrześniu 2011 roku Jacek i Ksenia czekali na Paulinę pod jej gimnazjum. Groźbami zmusili ją do wejścia do samochodu i zawieźli do swojego mieszkania. Podczas drogi Ksenia zadzwoniła do matki dziewczynki informując, że przebywa z nią oraz że odwiezie ją wieczorem do domu. Tego dnia także zgwałcili 14-latkę. Jeżeli ktoś chce znać szczegóły tych wydarzeń to screen opisu wrzuciłam w komentarzach (2). Tym razem dostała od oprawców 150 zł i prezenty.

    . . .

    Jesienią 2011 roku Ksenia Antes zadzwoniła do Dominiki i zażądała spotkania. Przestraszona dziewczyna przystała na to, jednak jedynie pod warunkiem, że kobiety zobaczą się w miejscu publicznym. Spotkały się w okolicach dworca w Częstochowie, gdzie Antes oświadczyła, że posiada nagrania z ostatniej wizyty nastolatek w mieszkaniu Szymonika. Poleciła dziewczynie pojawić się u siebie w sobotę wieczorem, by uzyskać więcej informacji. Przed zaplanowaną wizytą wielokrotnie dzwoniła do Dominiki, grożąc, że jeżeli nie wykona jej polecenia film z jej udziałem pokaże dyrektorowi szkoły, matce i chłopakowi nastolatki. W mieszkaniu zastała tylko Ksenię, która oświadczyła jej, że musi wykupić film poprzez spełnianie jej rozkazów. Kazała jej umyć się i przebrać w wcześniej przygotowaną bieliznę. Następnie, wraz z Szymonikiem zgwałciła nastolatkę. Mimo jej płaczów i próśb mężczyzna odbywał z nią stosunek analny, a Ksenia kazała zadowalać się oralnie. Jeżeli ktoś chce znać szczegóły tych wydarzeń to screen opisu wrzuciłam w komentarzach (3).

    Gdy dziewczyna wkładała buty i zbierała się do wyjścia, Szymonik powiedział, że ma przychodzić do nich co tydzień, a do Kseni dzwonić codziennie i pytać jak się czuje.

    Po tych wydarzeniach Dominika postanowiła nigdy więcej nie spotykać się z Ksenią i Jackiem, którzy mimo to usilnie naciskali na kontakt, wciąż wydzwaniali i nękali nastolatkę SMS-ami. Po wiadomości o treści

    odbierz ty suko bo twój chłopak dowie się o filmikach

    wyrzuciła i zniszczyła kartę sim. Spotkała się z Eweliną i zalewając się łzami pytała koleżankę, dlaczego ją w to wciągnęła. Starsza z nastolatek zwierzyła jej się, że dwukrotnie została wciągnięta przez Szymonika i Antes do samochodu i zgwałcona. Dziewczyny postanowiły pójść na policję, jednak zanim się na to zabrały oprawcy zostali aresztowani za sprawą gwałtu na 14-latce.

    . . .

    30 września Ksenia zadzwoniła do Pauliny i zapraszała do swojego mieszkania. Gdy dziewczynka odmówiła, kobieta zadzwoniła do jej matki, a ta skontaktowała się z córką. Wtedy 14-latka opowiedziała jej wszystko co wydarzyło się z udziałem Szymonika i Antes. Matka powiadomiła o słowach córki swojego partnera, jednak żadne z nich nie zgłosiło sprawy na policję. O dziwnych relacjach dziewczynki z dużo starszym mężczyzną poinformowała kuratora dopiero matka partnera matki Pauliny (mam nadzieję, że się nie pogubiliście ( ͡° ͜ʖ ͡°) ). Pracownik socjalny przeprowadził rozmowę z pokrzywdzoną i jeszcze tego samego dnia ona jak i jej rodzeństwo zostało odebrane matce i umieszczone w Ośrodku Opiekuńczym.

    . . .

    Jacek Szymonik, Ksenia Antes oraz Wojciech S. zostali zatrzymani. Żadne z nich nie przyznało się do zarzucanych im czynów oraz złożyli obszerne wyjaśnienia. Wobec nich został zastosowany środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na 3 miesiące.

    . . .

    Prokurator całej trójce postawił zarzuty. Prócz gwałtów Szymonikowi postawiono zarzut narażania poszkodowanych młodocianych kobiet na zarażenie chorobą zakaźną. Zostały przeprowadzone także badania psychologiczne oraz seksuologiczne.

    Biegli lekarze psychiatrii nie stwierdzili u Jacka Szymonika objawów choroby psychicznej ani cech upośledzenia umysłowego. Stwierdzili natomiast cechy osobowości nieprawidłowej i w przeszłości nadużywanie środków psychoaktywnych. Jego biologiczna siła popędu seksualnego znajduje się w granicach dolnej normy. Oskarżony w swoich zachowaniach wykazuje cechy dewiacyjne - oglądactwo, ekshibicjonizm, uczestnictwo w seksie grupowym, zachowania sadystyczne wobec uwodzonych partnerek. (...) Biegły u J.S. nie rozpoznał pedofilii jako preferowanego sposobu zaspokajania potrzeb seksualnych.

    Z kolei z opinii sądowo-seksuologicznej na temat Kseni Antes wynika, że jej potrzeby seksualne są dość wyraźne. W hierarchii potrzeb życiowych seks zajmuje u niej pozycję wysoką, przy czym uprawianie seksu samo w sobie jest tu ważniejsze niż związki uczuciowe z partnerami. K.A. nie jest osobą absolutnie pruderyjną. W miarę upływu lat i nabywania coraz to nowych doświadczeń seksualnych pojawiają się u niej tendencje do wyrafinowania seksualnego czy skłonności do poszukiwania nadzwyczajnych bodźców podniecających dla zwiększenia napięć emocjonalnych. Wyrafinowanie seksualne może wieść do opisanych w zarzucie zachowań dewiacyjnych, a konkretnie triolizmu i seksu grupowego (...). Jest to odmiana ekshibicjonizmu skojarzonego z oglądactwem z cechami sadomasochistycznymi. Stwierdzili także, że jej sprawność intelektualna mieści się w normie. Natomiast jej osobowość jest zaburzona, a ponadto jest uzależniona od środków odurzających.

    Z opinii seksuologa wynika, że Wojciech S. ma ograniczoną zdolność w odbywaniu stosunku dopochwowego, co jest potwierdzeniem rodzaju wykonywanych czynności seksualnych z pokrzywdzonymi. W zakresie ogólnej sprawności intelektualnej funkcjonuje on na poziomie normy, jednak jego osobowość funkcjonuje nieprawidłowo w sferze emocjonalno-motywacyjnej.

    . . .

    Według psychologa u Eweliny występują cechy niedojrzałości emocjonalnej i społecznej, spowodowane najprawdopodobniej niekorzystnym wpływem środowiska wychowawczego. Symptomy te mają postać nadmiernej drażliwości, chwiejności emocjonalnej, reaktywności, braku poczucia bezpieczeństwa. Niska jest zdolność tolerancji na stres i umiejętności radzenia sobie w sytuacjach trudnych. Nie potrafi przewidzieć skutków swoich zachowań i wyprowadzać praktycznych wniosków ze swoich doświadczeń. Przejawia niedojrzałe formy obronne. Ma niską samoocenę, poczucie niekompetencji, permanentny brak pewności co do swoich możliwości. Zależy jej na społecznej aprobacie, oczekuje od innych uczucia, uznania, akceptacji. W trakcie badania pozostawiała pod wpływem negatywnych czynników stresujących. Reaguje nadmierną czujnością i lękiem. Na tle przeżytej sytuacji pojawiają się myśli suicydalne. Przeżywa poczucie winy.

    Przemoc seksualna oparta była na wykorzystywaniu przez sprawcę swojej pozycji ekonomicznej, intelektualnej, emocjonalnej. Bardzo szybko potrafił uzależnić opiniowaną od siebie, również poprzez szantaż. Sprawca początkowo uwodził. Wybierał dziewczyny odrzucone, spragnione bliskości i miłości, z biednych rodzin, z problemami osobowościowymi i niskimi zasobami intelektualnymi. Stwarzał możliwości, przyciągał prezentami lub ich obietnicami.

    Biegła psycholog stwierdziła, że Dominika podczas badania reagowała nadmierną czujnością i lekiem. Ciężar odpowiedzialności spadł na niedojrzałą dziewczynę, która boryka się ze strachem, wstydem, poczuciem winy i skrzywdzenia oraz bezsilnością. Pojawiają się objawy stresu pourazowego w postaci koszmarów nocnych, ponownego przeżywania urazu we wspomnieniach, braku koncentracji i przygnębienia.

    Z kolei w opinii o Paulinie, czytamy, że w słabym stopniu ujawnia własne przeżycia i emocje, co wynika z jej możliwości intelektualnych oraz z obawy przed kompromitacją. Opiniowana wychowała się w niekorzystnej atmosferze rodzinnej (rozstanie rodziców, częste zmiany miejsca zamieszkania, niewłaściwe oddziaływania wychowawcze). W takiej rodzinie nie było możliwości zaspokojenia jej podstawowych potrzeb psychicznych, a mianowicie potrzeby bezpieczeństwa, miłości i akceptacji. Pozostawał w niej niedosyt związany z niezaspokojeniem powyższych potrzeb. Stąd łatwość z jej strony ulegania osobom, które mają choćby częściowo zaspokoić jej potrzeby. (...) Dziewczyna była wciągana w relacje seksualne poprzez stopniowe przełamywanie w niej poczucia wstydu - przebieranie w erotyczną bieliznę, robienie jej zdjęć. Sprawca aby zniewolić dziewczynę i przygotować do uległości podczas zachowań seksualnych stosował wobec niej przemoc fizyczną.

    . . .

    Matka Pauliny została pozbawiona praw rodzicielskich do córki.

    . . .

    W lutym 2012 roku zapadł wyrok.

    Jacek Szymonik za 7 czynów został skazany na 12 lat więzienia. Dodatkowo 15 lat zakazu zbliżania się do pokrzywdzonych dziewcząt na odległość 100 metrów.

    Ksenia Antes, której dowiedziono 6 przestępstw pomocnictwa w gwałtach i zastraszania, otrzymała także wyrok 12 lat oraz 10 lat zakazu zbliżania się do określonych osób na odległość 100 metrów.

    Wojciech S. za jeden gwałt zbiorowy miał odsiedzieć 3 lata.

    . . .

    W 2015 roku Szymonik otrzymał zwolnienie z odsiadywania kary, ze względu na swój stan zdrowia. Jednak do aresztu nie wrócił, a za oskarżonym został wysłany list gończy. (klik)

    Dopiero w maju 2018 roku został zatrzymany w Hiszpanii i przywieziono go do Polski. (klik)

    . . .

    * te imiona wymyśliłam na potrzebę tekstu

    • • •

    Niektóre z formacji, które zawarłam w powyższym tekście pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd i stąd

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj, by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu rejestrzboczencow. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem. Polecam też śledzić hasztag, bo jednak to wołanie nie zawsze działa jak trzeba i może kogoś pominąć...

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #gwalt #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #czestochowa #blachownia
    pokaż całość

    źródło: sz.jpg

    +: PimpusPempus, d......r +1245 innych
  •  

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wystalkować.

    • • •

    W nocy z 15 na 16 września 2014 roku do małego bloku we wsi Batorowo (woj. warmińsko-mazurskie) 35-letnia Teresa Z.-Sz. wezwała karetkę pogotowia. Ratownicy zabrali jej krwawiącą siostrzenicę Gabrysię do szpitala w pobliskim Elblągu, z którego następnie została przetransportowana na oddział chirurgii specjalistycznego szpitala dziecięcego w Olsztynie, gdzie lekarze musieli bezzwłocznie przeprowadzić operacje ze względu na poważne obrażenia pochwy i odbytu u dziecka. 8-miesięczna dziewczynka była w stanie krytycznym. Rozpoznano u niej także tak zwany zespół u dziecka maltretowanego, a na jej ciele znaleziono liczne stłuczenia, rany, siniaki oraz złamania rąk i nóg. Elbląscy medycy uprzednio zawiadomili policję, która zatrzymała niepełnosprawnego wujka dziewczynki, jednak po wynikach badań spermy znalezionej na poszkodowanym dziecku, 17 września po południu zatrzymano męża Teresy - 37-letniego Jacka Szymańczuka. (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie)

    JACEK SZYMAŃCZUK, rocznik '77

    Gdy mundurowi wyprowadzili podejrzanego, w mieszkaniu została jego żona Teresa ze swoją matką i bratem Marcinem oraz dwójką dzieci Szymańczuków w wieku 5 i 6 lat. Rodzina mieszkała razem na parterze w starym bloku. Byli dobrze znani pomocy społecznej, ponieważ od lat utrzymywali się ze świadczeń socjalnych, a gołym okiem można było zauważyć, że wszyscy są w jakimś stopniu upośledzeni. W ich domu nie było alkoholu czy przemocy, jednak dzieci często chodziły brudne i zaniedbane, ze względu na co został im przyznany tzw. opiekun rodziny.

    Gabrysia była pod opieką wujostwa (zdjęcie) od około miesiąca. Matka dziewczynki uznała, że jest niewydolna finansowo i tymczasowo nie jest w stanie zaopiekować się córką. Według jej relacji, siostra Teresa sama zaproponowała taką formę pomocy.

    Jacek Szymańczuk złożył wyjaśnienia, w których częściowo potwierdził podejrzenia policjantów. Prokuratura skierowała wniosek o tymczasowy areszt dla podejrzanego i postawiła mu zarzut dopuszczenia się innej czynności seksualnej.

    Mężczyzna w końcu przyznał się do winy. Gdy ze szczegółami zaczął opowiadać, jak przez dwa tygodnie krzywdził dziecko, nagle zaczął wymiotować. Jakby dopiero wtedy dotarło do niego czego się dopuścił.

    Aresztowana na 3 miesiące została także żona Jacka. (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) Teresie Z.-Sz. został postawiony zarzut narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia osoby, nad którą miała sprawować opiekę. Kobieta musiała zauważyć obrażenia ciała dziewczynki, jednak przez wiele dni nie zareagowała i nie udzieliła jej pomocy.

    Gabrysia po opuszczeniu szpitala została umieszczona w rodzinie zastępczej, na wniosek prokuratury Sąd Rejonowy w Braniewie wszczął postępowanie zmierzające do odebrania praw rodzicielskich Danucie Z. i Marcinowi L. – biologicznym rodzicom dziecka. Ich starsza córka, kilkuletnia Roksana nadal z nimi mieszkała, ale znajdowała się pod opieką kuratora.

    Dwójka dzieci Jacka i Teresy w tym czasie przebywała pod opieką babci. Zostały przesłuchane w obecności psychologa, by upewnić się, czy w przeszłości także nie były wykorzystywane seksualnie przez ojca.

    . . .

    Gdy dziennikarka UWAGI zapytała panią prokurator o to, czy choć przez chwilę było widać po sprawcy jakąś skruchę, kobieta ze łzami w oczach odpowiedziała:

    To nie są ludzie, którzy mają takie myślenie na poziomie refleksji. Na pewno się denerwowali, po prostu ludzki strach przed odpowiedzialnością, dlatego wezwali pogotowie, bo się wystraszyli, bo dziecko zaczęło umierać. To jest trudne do wytłumaczenia dla rozsądnie myślących ludzi, więc to raczej dla jakichś psychologów, psychiatrów... Nie wiem. Można sobie debaty robić, dlaczego ludzie tak się zachowują i dlaczego są takie skutki. Przecież w tym domu była jeszcze i ciocia, i babcia, więc to nie jest tak, że on był sam z tym dzieckiem...

    . . .

    W maju 2015 roku sąd zdecydował, że Gabrysia pozostanie w rodzinie zastępczej, a matkę i ojca pozbawi praw rodzicielskich. Podjął też działania w sprawie starszej z córek - Danucie Z. przydzielono nadzór kuratora, którego zobowiązał do składania sprawozdań z tej opieki co 6 miesięcy, z kolei ojcu Marcinowi L. ograniczył władzę do współdecydowania o istotnych sprawach dziecka związanych z edukacją, leczeniem i formami spędzania wolnego czasu.

    . . .

    1 czerwca 2015 roku Prokurator Okręgowy w Elblągu skierował do Sądu Okręgowego w Elblągu akt oskarżenia przeciwko Jackowi Szymańczukowi, któremu zarzucono zgwałcenie małoletniej poniżej 15 roku życia i naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia jako czyn ciągły (dokładnie to przestępstwa z art. 197 § 3 pkt 2 k.k. w zb. z art. 157 § 1 k.k. w zw. z art. 11 § 2 k.k. i z art. 12 k.k.) oraz popełnienie czynu z art. 160 § 2 k.k. czyli zaniechanie podjęcia działań zmierzających do udzielenia dziecku, posiadającemu obrażenia ciała, pomocy lekarskiej i narażenia go tym samym na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

    Aktem oskarżenia objęto także Teresę Z.-Sz., której zarzucono tylko popełnienie przestępstwa z (wyżej opisanego) art. 160 § 2 k.k.

    Jackowi groziła kara od 3 do 15 lat pozbawienia wolności, a jego żonie od 6 miesięcy do 5 lat.

    (informacja i cytat pochodzą ze strony internetowej rzecznika prasowego PO w Elblągu)

    . . .

    Proces ruszył 16 lipca 2015 roku i już na pierwszej rozprawie zapadł błyskawiczny wyrok ze względu na to, że oboje oskarżeni poprzez swoich obrońców złożyli wnioski o dobrowolne poddanie się karze – Jacek Szymańczuk prosił o 9 lat pozbawienia wolności, z kolei Teresa Z.-Sz. o 9 miesięcy. Takie też wyroki otrzymali. Mężczyzna otrzymał dodatkowo 5-letni zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 100 metrów, co jest obligatoryjnie w tego typu sprawach. Na poczet kary sędzia zaliczył pobyt oskarżonych w areszcie.

    Przed salą rozpraw Teresa Z.-Sz. płakała, mówiła, że nie chce więcej znać swojego męża i nie wybaczy mu tego, co zrobił. Z jej szlochów można wywnioskować, że im także zostały odebrane dzieci, jednak nie znalazłam w internecie żadnego artykułu na ten temat (tutaj jest film z jej wypowiedziami oraz z dnia odczytania wyroku). Nie sądzę jednak by okazało się, że Jacek molestował także własne dzieci, ponieważ nie ma o tym wzmianki w Rejestrze.

    Oskarżona zarzekała się, że nic nie wiedziała o tym, że jej mąż wielokrotnie gwałcił Gabrysię. Odczytując wyrok, sędzia jednak stwierdził, że kobieta miała tego świadomość, ale nie podjęła w związku z tym żadnej interwencji.

    Mając świadomość, że dziecko posiada obrażenia ciała w postaci połamania kończyn górnych i dolnych, co manifestowało płaczem, a przy dotykaniu okolic uszkodzonych reakcją obronną kończyn w postaci próby ich cofnięcia i nasilonym płaczem, nie podjęła żadnych działań mających na celu udzielenie dziecku pomocy lekarskiej.

    Uznał także, że gdy dochodziło do przestępstw Teresa Z.-Sz. miała ograniczoną zdolność rozpoznania znaczenia zarzucanego jej czynu.

    Na wymiar kary wpływa także szereg okoliczności, m.in. niekaralność i to w jakich okolicznościach popełniony czyn nastąpił. Oskarżeni skorzystali z możliwości dobrowolnego poddania się karze. Elementem tego jest to, że trzeba uznać swoją winę i być gotowym na poniesienie konsekwencji. Tutaj dowody były jasne i przekonujące dla sądu i nie widział podstaw, by ich nie uwzględnić.

    - wyjasniał prokurator. Dodał także, że w ocenie prokuratury kary są adekwatne do charakteru popełnionych czynów i okoliczności.

    Nie wiadomo, czy skazani wyrazili na sali sądowej żal za popełnione czyny, ponieważ sędzia prowadzący wyłączył jawność rozprawy.

    (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie)

    . . .

    Na koniec pozwolę sobie przytoczyć słowa Martina Luthera Kinga: Ten kto biernie akceptuje zło, jest za nie tak samo odpowiedzialny jak ten, kto je popełnia.

    . . .

    klik <- reportaż UWAGI na ten temat

    • • •

    Wszystkie informacje, które zawarłam w tym tekście pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj, by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu rejestrzboczencow. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem. Polecam też śledzić hasztag, bo jednak to wołanie nie zawsze działa jak trzeba i może kogoś pominąć...

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #pedofilia #pedofil #pedofilia #gwalt #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu


    • • •

    Ziomki, proszę Was o wzięcie udziału w ankiecie. Jeżeli macie jakieś specjalne wytyczne co do czasu to piszcie w komciu. ( ͡º ͜ʖ͡º)
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

    W jakich godzinach chciałbyś/chciałabyś bym wrzucała teksty na #rejestrzboczencow?

    • 346 głosów (14.89%)
      Poranne, 7:00-10:00
    • 544 głosy (23.42%)
      Wieczorne, 18:00-21:00
    • 105 głosów (4.52%)
      Za dnia!
    • 1328 głosów (57.17%)
      Obojętne mi to.
  •  

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wystalkować.

    • • •

    Był mroźny poranek 8 grudnia 2010 roku. Ewelina Skwara (zdjęcie) bladym świtem wsiadła na swój czerwony składak (zdjęcie) i jak co dzień wyruszyła w drogę do szkoły. Od rodzinnego domu w Służewie Polu (kujawsko-pomorskie) do pobliskiego gimnazjum miała do pokonania zaledwie 2 km. Tego dnia nigdy tam jednak niedotarta, a jej rower, uszkodzony i porzucony na poboczu, zauważyła sąsiadka, która bezzwłocznie zawiadomiła rodziców 14-latki. Rodzina natychmiast wszczęła poszukiwania. Zawiadomiona policja spekulowała, że mogło dojść do wypadku samochodowego, jednak w tym miejscu i w tym czasie nikt nie zgłosił podobnego zdarzenia, a poszukiwania Eweliny po okolicznych szpitalach także nie przyniosły wyczekiwanych rezultatów. Rozpoczęto szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą, do której włączyło się ponad 200 strażaków, żołnierzy i okolicznych mieszkańców, którzy mimo złych warunków atmosferycznych, przeczesywali okoliczne lasy i pola. Niestety, nie pomógł także sprowadzony z Warszawy śmigłowiec wyposażony w specjalistyczną aparaturę do poszukiwań - kamery termowizyjne i do rejestracji obrazu w trudnych warunkach pogodowych. Nastolatka zapadła się jak kamień w wodę. (zdjęcie)

    Po kilku dniach, gdy przeszukanie 600 hektarów lasów i pobliskich terenów nie przyniosło rezultatów, tracąca wszelkie nadzieje rodzina poprosiła o pomoc jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego, który bez żadnych wątpliwości stwierdził, że dziewczynka nie żyje, a miejsce, gdzie znajdują się zwłoki opisał między innymi jako "święte", z figurami nieopodal.

    klik <- reportaż nagrany po 3 dniach od zaginięcia Eweliny

    Poszukiwania trwały w dzień i w nocy, przesłuchano także ponad 120 osób, zbadano ślady opon samochodowych zabezpieczone przy znalezionym rowerze. Zatrzymano nawet jednego podejrzanego mężczyznę, ale z braku dowodów został on wypuszczony.

    Za pomoc w odnalezieniu dziewczynki wyznaczono nagrodę 11 tys. zł - po 5 tys. od Komendanta Wojewódzkiego Policji w Bydgoszczy oraz od wójta Aleksandrowa Kujawskiego, a 1 tys. dołożyła anonimowa osoba.

    . . .

    4 stycznia 2011 roku podczas rutynowego obchodu podleśniczy z leśnictwa Dąbrowa Biskupia, administrującego laskami w Chlewiskach (czyli około 20 kilometrów od miejsca, w którym znaleziono porzucony rower Eweliny), natknął się na ciało młodej kobiety i niezwłocznie powiadomił policję. Szczątki znajdowały się w lesie, niedaleko lokalnej drogi, prowadzącej z Inowrocławia w kierunku Włocławka.

    klik <- szczegóły odnalezienia ciała (trochę obrzydliwe, dlatego podaję link, zamiast opisu)

    Miejsce odnalezienia zwłok było zgodne z opisem, który wcześniej podał Krzysztof Jackowski - teren był bagnisty, a nieopodal znajdował się cmentarz, którego figury widział jasnowidz z Człuchowa.

    (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie)

    Ciało było w stanie daleko posuniętego rozkładu oraz poszarpały je zwierzęta, co uniemożliwiło szybką identyfikację. O tym, że to ludzkie szczątki, przypominały tylko długie blond włosy. Prokurator zdecydował, że tylko kurtka i plecak wraz z zawartością znalezione przy ofierze zostaną pokazane matce zaginionej. Kobieta rozpoznała rzeczy córki, a kilka dni później tożsamość Eweliny Skwary potwierdziły badania DNA.

    Jeszcze przed wynikami badań genetycznych, 12 stycznia późnym popołudniem policjanci z Wydziału Kryminalnego komendy wojewódzkiej w Bydgoszczy doprowadzili do jednostki 26-letniego Jacka Urbańskiego. (wideo z zatrzymania)

    . . .

    JACEK URBAŃSKI, rocznik '84

    Przed zatrzymaniem mieszkał z rodzicami w małej wsi Koszczały (kujawsko-pomorskie) i pracował przy uboju zwierząt w pobliskich Radojewicach. W 2008 roku zamieszkał ze swoją konkubiną, z którą ma synka. Jednak dwa lata później wrócił do rodzinnego domu.

    Był dalekim krewnym swojej ofiary, jednak o tym, jak i w ogóle o jego istnieniu, rodzina Eweliny dowiedziała się dopiero po całym zdarzeniu. Ich ojcowie są kuzynami, lecz od lat nie utrzymywali ze sobą kontaktu. Urbański jednak znał dziewczynkę, ponieważ od kilku miesięcy ją obserwował.

    Jego rodzinna miejscowość to zaledwie kilka domów wzdłuż wąskiej, gruntowej drogi (nawet samochód Google Maps tam nie zajeżdżał). Oczywiście, wszyscy się dobrze znali, a sąsiedzi mieli o Jacku bardzo dobre zdanie. Według nich był to zwykły, niczym się niewyróżniający, cichy chłopak, który nie sprawiał większych problemów. Do tego był baaaaardzo pobożny - co niedziele chodził do kościoła i przyjmował komunię. Gdy był młodszy chodził na każde majowe nabożeństwa i różaniec, a do dwudziestego roku życia był ministrantem (to chyba pasuje do nowego hasztagu @lakukaracza_ #mordercychrystusa (・へ・) ). Skończył tylko szkołę specjalną i gdyby nie jego wykształcenie, a raczej jego brak, zdaniem mieszkańców Koszczał Urbański nadawałby się do seminarium.

    Na imprezy nie chodził, nie pił, z podejrzanym towarzystwem się nie zadawał. Pracowity. Trochę zamknięty w sobie. Czasem się z niego nabijali, że jest taki nieśmiały w stosunku do dziewczyn. Zawsze spuszczał głowę w ich towarzystwie.

    - opowiada jedna z sąsiadek.

    Z kolei, jego znajomi uważali, że od dawna można było zauważyć, że ma pociąg seksualny do dzieci. Wodził wzrokiem za córką kolegi, a jeden z jego współpracowników zeznał:

    Pracował z nami facet, który siedział kiedyś za gwałt na dziewczynce. Widziałem, że przyglądał się Jackowi, kiedy obserwował tę dziewczynkę. Swój swojego wyczuje. A może obaj gapili się na nią równocześnie?

    Miał też obsesję na punkcie pisania SMS-ów, przez to często nie dosypiał w nocy. Nigdy nie rozstawał się ze swoim telefonem. Zanim doszło do morderstwa, szukał kobiety do współżycia, albo jak to sam określił "dziewczyny do poderwania". Był nachalny i wypisywał do różnych dziewczyn, a jedna z nich wspominała:

    Miałam wtedy góra 14 lat. Moi rodzice zatrudnili Jacka i jego ojca do remontu naszego domu. W czasie pracy Jacek często mnie zaczepiał. Gadał dziwne rzeczy. Na przykład, że jest śmiertelnie chory i zostało mu kilka miesięcy życia. Potem zdobył skądś mój numer. Dręczył mnie SMS-ami i telefonami. Pisał, że podglądał mnie przez okno.

    . . .

    Jacek Urbański zaplanował, za którym zakrętem uderzy w Ewelinę swoim peugeotem. Nie za mocno, żeby nic się jej nie stało. Wybrał do tego jedyny odludny fragment drogi, którą dziewczynka codziennie pokonywała. Nastolatka wylądowała w zaspie, a mężczyzna wysiadł z samochodu i wyciągnął ją ze śniegu. Wymierzył jej uderzenie w twarz z otwartej ręki i siłą zaciągnął do środka i wywiózł do lasu w okolicy Chlewisk. Doskonale znał ten teren, ponieważ był zatrudniony w masarni nieopodal. Kierując się do pracy na pewno nie było mu jednak tam po drodze, co wskazuje, że zbrodnię wcześniej zaplanował.

    To miejsce (...) koło cmentarza wybrał już wcześniej. Rozłożył kartony, bo na ziemi leżał śnieg. Kazał rozebrać się Ewelince. Wyciągnął nóż. Powiedział, że jak będzie głośno, to poderżnie jej gardło. Ale ona i tak krzyczała i płakała. Nie wiedział dlaczego, ale podobało mu się to. * Po zgwałceniu (którego opis był tak drastyczny, że nie został podany do opinii publicznej) kazał się jej się ubrać, położyć na plecach i naciągnąć czapkę na oczy. Posłusznie zrobiła to, o co ją prosił oprawca, wierząc, że wykonując jego polecenia przeżyje. Wtedy zadał dziewczynce kilka ciosów w okolice serca, co spowodowało wylew wewnętrzny i zgon na miejscu. Jej bielizną wytarł zakrwawiony nóż.

    Udusiłem ją przez pomyłkę, a potem poderżnąłem jej gardło. Zabić jej nie chciałem. Naprawdę tego nie planowałem. Po prostu się stało.

    - tłumaczył się później policji podczas przesłuchania.

    Kilka dni po zabójstwie Eweliny, rodzina Urbańskiego zgłosiła jego zaginięcie. Mężczyzna wyszedł z pracy i słuch o nim zaginął. Dodatkowo wysłał do swojego kolegi SMS-a z informacją, że został uprowadzony. Tego samego dnia wieczorem do dyżurnego Komendy Miejskiej Policji we Włocławku dotarła wiadomość, że w okolicach dawnej bazy MPK natrafiono na spalony samochód i jakiegoś mężczyznę, z którym trudno jest nawiązać kontakt. Mówił coś o tajemniczym BMW, które za nim jeździło i o kimś, kto woził go przez kilka dni w bagażniku, a potem zmusił, przystawiając coś zimnego do głowy, by spalił własne auto. Rysopis odpowiadał poszukiwanemu mieszkańcowi gminy Dobre. Młody człowiek trafił do włocławskiego szpitala, z którego został odebrany przez rodzinę. **

    Nie można wykluczyć, że po zamordowaniu Eweliny jego psychika nie wytrzymała, stąd taka irracjonalna próba zatarcia tropu.

    - przypuszczał jeden z funkcjonariuszy.

    Paradoksalnie, wymyślone przez niego porwanie, do którego miało rzekomo dojść pod Dąbrową Biskupią, pozwoliło mundurowym skojarzyć go ze sprawą zaginięcia Eweliny, lecz stało się to dopiero po odnalezieniu jej ciała.

    Informacja o zaginięciu Urbańskiego dotarła do Komendy Powiatowa Policji w Inowrocławiu, która połączyła pewne fakty - białego busa na radziejowskich numerach rejestracyjnych, którego posiadał podejrzany i którego policja zajmująca się sprawą zaginięcia dziewczyny zaczęła poszukiwać już kilka dni po znalezieniu jej roweru. Samochód widzieli świadkowie, a matka zamordowanej zeznała, że kilka miesięcy wcześniej córka zwierzała się, że stale mija ją to samo auto, z którego ktoś ją chyba obserwuje i obawiała się, że jest śledzona.

    Przez kilka tygodni odprowadzaliśmy ją do szkoły i ze szkoły. Czasami jeździła z bratem, czasami ze mną. Nie zauważyliśmy nic podejrzanego i daliśmy sobie z tym spokój.

    - opowiadała mama Eweliny.

    . . .

    Dowody zbrodni, czyli majtki dziewczyny i nóż, którym ją zadźgał, Urbański podrzucił do chlewni, w której pracował.

    Wiem, jaki to był nóż. Często wyciągał go przy nas. To był zwykły scyzoryk. Na każdym jarmarku można taki kupić. Zawsze otwierał nam nim coca-colę.

    - wspominał znajomy mordercy.

    Miesiąc po zabójstwie nastolatki, morderca wracał z pracy wraz z kolegami, gdy w radiowych wiadomościach podwali informację o odnalezieniu w pobliskim lesie zmasakrowanych zwłok.

    Kolega powiedział wtedy, że jakby dorwał tego skur * * * yna, który zabił tę dziewczynkę, to by go zaj * * * ł. Jacek się wtedy strasznie zdenerwował. Telefon mu wypadł z ręki. W domu zemdlał.

    . . .

    Materiały zgromadzone przez śledczych wystarczyłyby już w dniu zatrzymania postawić podejrzanemu zarzut porwania, zabójstwa i gwałtu ze szczególnym okrucieństwem.

    Sprawę przejęła Prokuratura Okręgowa we Włocławku, na wniosek której sąd zastosował wobec zatrzymanego trzymiesięczny areszt tymczasowy (aleeee jak można się spodziewać, będzie on konsekwentnie przedłużany aż do chwili, gdy zapadnie prawomocny wyrok).

    Jacek Urbański przyznał się do winy. Pierwszy raz już podczas zatrzymania. Jak relacjonował jeden z funkcjonariuszy pracujących przy tej sprawie:

    Choć nie od razu poinformowaliśmy go, za co, sam spontanicznie zaczął opowiadać, co zrobił z Eweliną.

    Drugi raz w trakcie nocnego przesłuchania, a trzeci podczas wizji lokalnej, której przyglądała się matka zamordowanej dziewczynki. Podczas jej trwania policjanci bardziej obawiali się ataku tłumu i samosądu na podejrzanym niż o to, że im ucieknie. Za wszelką cenę starali się nie dopuścić mieszkańców Służewa do Urbańskiego.

    14 stycznia odbyło się trwające ponad godzinę posiedzenie aresztowe w sądzie, podczas którego podejrzany ponownie przyznał się do winy oraz skorzystał z prawa do domowy składania wyjaśnień. Zgodził się jednak odpowiadać na pytania sądu i potwierdził wszystko, co mówił wcześniej na przesłuchaniach.

    Wyniki sekcji zwłok potwierdziły gwałt na dziewczynce, znaleziono również materiał genetyczny należący do podejrzanego.

    . . .

    20 stycznia 2011 na cmentarzu w Goszczewie odbył się pogrzeb Eweliny Skwary. Została pochowana obok swojej siostry bliźniaczki Patrycji, która zmarła dwa dni po ich urodzeniu, także 8 grudnia, tylko 14 lat wcześniej... Przerażający zbieg okoliczności.

    Mimo złej pogody w Służewie pojawiły się setki ludzi z całego województwa. Już pół godziny przed rozpoczęciem mszy kościół w Służewie był zapełniony. Dziesiątki ludzi nie zmieściło się w świątyni. ***

    (zdjęcia)

    Pomnik na mogile dziewczynek ufundowali okoliczni mieszkańcy.

    . . .

    W miejscu odnalezienia ciała Eweliny, jej rodzice postawili głaz z tablicą upamiętniającą.

    (zdjęcie) (zdjęcia)

    . . .

    Podejrzany został poddany obserwacji psychiatrycznej i według opinii biegłych podczas zbrodni był poczytalny.

    . . .

    Pod koniec czerwca do sądu wpłynął akt oskarżenia przeciwko Urbańskiemu.

    Jacek U. oskarżony jest o to, że 8 grudnia na drodze pomiędzy Służewem Pole a Służewem pozbawił wolności 14-letnią Ewelinę S., co łączyło się ze szczególnym udręczeniem. Najpierw potrącił ją samochodem marki peugeot, a następnie przy użyciu przemocy umieścił ją w bagażniku samochodu, wywiózł do lasu w okolicy miejscowości Chlewiska, gdzie przy użyciu przemocy i groźby jej użycia doprowadził do zgwałcenia. Następnie, działając z bezpośrednim zamiarem pozbawienia życia małoletniej, zadał jej kilka ciosów nożem w okolice serca. W ten sposób spowodował zgon.

    - argumentował prokurator.

    . . .

    Ewelina była najmłodsza z piątki rodzeństwa. Niestety, jej śmierć nie była ostatnią tragedią w rodzinie Skwarów - około dziewięciu miesięcy po jej zaginięciu, 3 sierpnia 2011 roku jej 24-letni brat Przemek zginął w wypadku.

    40-letnia kobieta kierująca tico uderzyła w jego motorower. Chłopak zmarł po kilku godzinach od przywiezienia do szpitala.

    (zdjęcia)

    . . .

    W październiku we włocławskim sądzie ruszył proces. Ze względu na charakter tej sprawy prokurator wnioskował o wyłączenie jawności, mimo to rodzice zamordowanej dziewczynki tuż przed wejściem na salę podkreślali, że zależy im na wyłączeniu jawności procesu.

    Złożyliśmy taki wniosek, ponieważ chcieliśmy, aby wszyscy dowiedzieli się, co czeka sprawców, którzy dopuszczają się takich czynów.

    - mówiła matka Eweliny.

    Nie mamy żadnego interesu w tym, by chronić rodzinę Urbańskich. Cała Polska powinna się dowiedzieć, jakiego człowieka wychowali!

    - dodał ojciec.

    pokaż spoiler Rozumiem żal i emocje taty zamordowanej, ale taka odpowiedzialność zbiorowa (o której zresztą pisałam [tutaj](https://www.wykop.pl/wpis/35898143/od-1-stycznia-2018-dziala-w-polsce-publiczny-rejes/)) jest niesprawiedliwa i krzywdząca...


    Sąd podjął jednak decyzję o zniesieniu jawności procesu, tłumacząc swoją decyzję dobrem pokrzywdzonych, jak i troską o interes sprawcy i jego rodziny. Proces toczył się więc za zamkniętymi drzwiami.

    . . .

    Podczas procesu byli przesłuchiwani aż 243 świadkowie. Podobno Urbański ani razu na spojrzał na rodzinę zamordowanej, a na pytania odpowiadał tylko dwoma słowami - "tak" lub "nie".

    Odbyło się siedem rozpraw. Oskarżony na żadnej nie powiedział, że przeprasza.

    . . .

    19 marca 2012 zapadł nieprawomocny wyrok - dożywocie z możliwością przedterminowego zwolnienia po odbyciu 35 lat kary pozbawienia wolności oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych.

    klik <- odczytanie wyroku

    W uzasadnieniu wyroku sędzia powiedział, że dopiero w mowie końcowej morderca wyraził skruchę i przeprosił za swój czyn.

    Rodzice Eweliny przyjęli wyrok z ulgą i nie odwoływali się od niego. Matka zamordowanej podczas uzasadnienia płakała, a ojciec, po wyjściu z sali sądowej życzył skazanemu by nie dożył wyjścia zza krat.

    Sam Urbański, jak i jego adwokat (o dziwo!) także nie odwołali się od wyroku, który w związku z tym uprawomocnił się po 7 dniach
    . . .

    Ewelina w grudniu tego roku kończyłaby 22 lata.

    . . .

    klik <- reportaż Telewizji Kujawy, nagrany po ponad 2 latach od zaginięcia Eweliny

    • • •

    Wszystkie informacje, które zawarłam w tym tekście pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stad, stąd i stąd

    * źródło
    ** źródło
    *** źródło

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj, by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu rejestrzboczencow. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem. Polecam też śledzić hasztag, bo jednak to wołanie nie zawsze działa jak trzeba i może kogoś pominąć...

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu


    • • •

    UWAGA, UWAGA, UWAGA! POSZUKUJĘ POMOCNIKA LUB POMOCNICY! :)

    Potrzebuję osoby, albo i kilku, do redagowania moich tekstów przed wrzuceniem. Bardzo zależny mi, żeby owi pomocnicy mieli dużą wiedzę z zakresu polonistyki i nauczyli mnie pisać poprawnie, dawali rady i nie krzyczeli. ( ͡° ʖ̯ ͡°) Nie chodzi mi tylko o wyłapywanie literówek czy niepotrzebnych przecinków - chciałabym by ktoś pokierował mną jak nie popełniać błędów stylistycznych, nie zmieniać czasu w trakcie pisania itd.

    Jeżeli ktoś jest chętny - proszę pisać na priv.
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wystalkować.

    • • •

    Były prośby o napisanie o jakiejś kobiecie, także proszę - dziś przedstawiam Wam Bonnie i Clyde Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    . . .

    KATARZYNA HARAZIN, rocznik '88
    BŁAŻEJ AMBROŻKO, rocznik '84

    Katarzyna i Błażej byli parą lub jak kto woli - konkubentami. W maju 2014 roku zaprosili do swojego mieszkania w centrum Białegostoku 45-letnią Ewę*, którą poznali wcześniej przypadkowo. Kobieta chętnie przystała na propozycję wspólnej imprezy, jednak szybko okazało się, że nowi znajomi nie mają co do niej dobrych zamiarów. Gospodarze zabarykadowali drzwi na klatkę schodową i po uwięzieniu ofiary w mieszkaniu zaczęli bić ją pięściami po głowie, kopać i uderzać butem po całym ciele. Najprawdopodobniej wszystko po to, by wymusić na niej kod PIN do jej karty bankomatowej, którą wcześnie zabrali. Oprawcy stawali się coraz bardziej okrutni i oprócz szarpania kobiety zaczęli ją upokarzać, każąc się nago czołgać i tańczyć, a także wyrywali jej i obcinali włosy. Grozili też, że wyrzucą ją przez okno na czwartym pietrze i okrutnie gwałcili.

    Gehenna pokrzywdzonej trwała kilkanaście godzin. Udało jej się uciec z mieszkania dopiero, wtedy gdy Katarzyna i Błażej wyszli, by wypłacić pieniądze z kota bankowego. Zmaltretowana kobieta schroniła się w pobliskim salonie fryzjerskim, gdzie poprosiła o wezwanie policji i pogotowia.

    Sprawcy zostali bardzo szybko ujęci.

    Katarzyna Harazin została oskarżona o gwałt, z kolei Błażej Ambrożko o gwałt ze szczególnym okrucieństwem. Prokuratura obojgu postawiła zarzut rozboju oraz pozbawienia człowieka wolności, które łączyło się ze szczególnym udręczeniem.

    Co do przebiegu procesu niestety niewiele wiadomo, ponieważ została wyłączona jawność. Jedyne informacja, którą udało mi się znaleźć to to, że oskarżeni nie przyznali się do wszystkich zarzucanych im czynów, między innymi do gwałtu.

    W lutym 2015 roku zapadł wyrok - dla Błażeja A. 6 i pół roku więzienia, a dla Katarzyny H. - 5 lat i 6 miesięcy. Dodatkowo (co na początku wydawało mi się błędem w Rejestrze, ale ta wzmianka powtarza się w notce zarówno na stronie skazanego, jak i skazanej, więc zapewne pomyłką nie jest) naprawienie szkody poprzez zapłatę na rzecz pokrzywdzonej solidarnie z in. kwoty 71 zł. (może akurat tylko 71 zł było na koncie bankowym pokrzywdzonej, stąd taka kwota)

    Wyrok nie był prawomocny, a skazani nie zgadzali się ze wszystkimi zarzutami, które pojawiły się w akcie oskarżenia. Apelację złożyły obie strony - zarówno obrońcy, jak i prokuratura, która wnioskowała o wyższe wyroki. 15 czerwca tego samego roku Sąd Apelacyjny w Białymstoku podtrzymał wyrok, chociaż wykreślił jeden z zarzutów, a mianowicie grożenie nożem. (klik)

    Jak podaje strona internetowa Sądu Apelacyjnego w Białymstoku:

    Na podstawie art. 364 § 2 k.p.k. jawność przytoczenia powodów ogłoszonego wyroku została wyłączona w całości, albowiem przedmiotem sprawy pozostają okoliczności, które mogłyby naruszać ważny interes prywatny.

    . . .

    Katarzyna ma obecnie 30 lat, a Błażej 34. Wciąż nie przebywają na wolności.

    . . .

    Wygląda na to, że nasi partners in crime wzięli w więzieniu ślub. Jakiś czas temu strona Katarzyny w Rejestrze wyglądała jeszcze tak, a po aktualizacji oprócz zdjęcia zmieniło się także jej nazwisko na AMBROŻKO, a HARAZIN spadło do rubryczki "nazwisko rodowe".

    . . .

    * imię ofiary wymyśliłam na potrzeby tekstu

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj, by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu rejestrzboczeńców. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem. Polecam też śledzić hasztag, bo jednak to wołanie nie zawsze działa jak trzeba i może kogoś pominąć...

    • • •

    Wszystkie informacje na temat sprawców, które zawarłam w tym wpisie, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd i stąd

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #patologiazewsi #patologiazmiasta #rejestrsprawcowprzestepstnatleseksualnym #rejestrsprawcowprzestepstwseksualnych #bialystok #gwalt #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: tooo.jpg

    +: c..................r, sezan +680 innych
  •  

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wystalkować.

    • • •

    Przy wszelkich zbrodniach, media najwięcej uwagi poświęcają sprawcy. Dużo łatwiej jest mi znaleźć informacje dotyczące życia mordercy niż to jaką osobą była ofiara.* Trochę prościej jest natrafić na nagrania z zapłakaną rodziną pokrzywdzonej czy pokrzywdzonego, ale wręcz niemożliwym jest dowiedzenie się jak z tym wszystkim radzi sobie rodzina sprawcy. W Polsce, a w szczególności na wsiach, wielu ludzi wciąż stosuje odpowiedzialność zbiorową - "Stryj tego Mietka to ubek był, ty uważaj lepijjj!", "Za takie czyny to trzeba wybić jego rodzinę do czwartego pokolenia!" czy "Łona łUkrainka jest, toż to UPA, morderczyni!". Domyślam się, że wielu Mireczków mnie za ten wstęp zlinczuję (głównie za tych Ukraińców), ale ja jakoś nie chciałabym czuć się winną mając w rodzinie mordercę czy będąc tej samej narodowości co Mariusz Sowiński z mojego ostatniego wpisu.

    Piszę o tym dlatego, że ostatnio natrafiłam na kilka artykułów i wywiadów z rodzicami pedofilii. Każdy z nich był już starszym, schorowanym człowiekiem, bardzo nieszczęśliwym ze względu na to, co zrobiło jego dziecko. Często mieszkali na wsiach, byli wręcz opluwani przez sąsiadów, żyli samotnie, na uboczu i bali się wyjść poza swoje własne podwórko.

    Pewnie pojawią się opinie typu "JAK WYCHOWALI, TAK MAJĄ!", ale... skąd możemy wiedzieć jak było? Nie nam oceniać kto tutaj popełnił błąd, kto jest winien temu, że w kimś rozwinęła się dana parafilia. A może to tylko biologia?

    Dzisiejszy wpis będzie poświęcony jednemu z przestępów seksualnych, o którym kilka słów opowiedział jego ojciec tutaj.

    . . .

    * piszę tutaj o polskich mediach, bo jak można zauważyć we wpisach @riley24 czy w podcastach na youtubowym kanale Stanowo.com, w USA wygląda to całkowicie inaczej i opisowi ofiar czy rodzin obu stron jest poświęcane dużo więcej miejsca

    • • •

    ROMAN BRZESZCZ, rocznik '65

    Według mediów, Roman prawie połowę swojego życia spędził za kratami i wyszedł na wolność w 2013 roku po odsiedzeniu 12 lat za sześć przestępstw wobec dzieci w wieku od 6 do 10 lat. W Rejestrze można znaleźć zapis, że pierwszy raz został skazany za molestowanie małoletnich w 1996 roku.

    7 września 2013 roku Brzeszcz po wypuszczeniu z więzienia w Raciborzu, udał się do swojego rodzinnego domu w Chrzanowie (woj. małopolskie), gdzie mieszkał wciąż jego ojciec i jedna z sióstr. Jak relacjonował pan Włodzimierz, syn wyznał mu, że jest chory i sam sobie z tym nie poradzi, dlatego potrzebuje pomocy specjalistów. 18 września udali się wspólnie do szpitala, gdzie Roman został umieszczony na oddziale psychiatrycznym w celach diagnostycznych. Nie stwierdzono u niego choroby psychicznej, jedynie lekkie upośledzenie umysłowe. Mężczyzna wypisał się ze szpitala na własne życzenie po upływie 2 tygodni. Nie wiedział o tym jego prawny opiekun, czyli ojciec, ani sąd, który (podobno) 1 października wydał postanowienie, w którym nakazał osadzenie pedofila w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym i jego leczenie. Szpital Powiatowy w Chrzanowie twierdził, że nie otrzymała żadnych dokumentów, które wskazywałyby, że Roman Brzeszcz ma u nich pozostać.

    Tydzień po wyjściu ze szpitala Brzeszcz zaatakował 10-letniego chłopca w jednej z podkrakowskich miejscowości. Pedofil zaczepił go, zaciągnął na pobliskie ogródki działkowe, gdzie w opuszczonej altance brutalnie zgwałcił i wykorzystał seksualnie. Gdy dziecko długo nie wracało do domu, rodzice zaczęli go szukać, aż w końcu wezwali policję. Mundurowi odnaleźli przestraszonego Bartka, który opowiedział im, co się stało. Sporządzili rysopis sprawcy, a podejrzany został zatrzymany po 2 dniach.

    (zdjęcie) (zdjęcie)

    Podejrzany przyznał się do zarzutów i skorzystał z prawa do odmowy wyjaśnień. Na wniosek prokuratury został aresztowany, a z aresztu doprowadzony do Sądu Okręgowego w Krakowie. Nie wiadomo jakie składał wyjaśnienia, bo ze względu na dobro małoletniego sprawa toczyła się z wyłączeniem jawności.

    Proces ruszył 18 lutego 2014 roku, a prokurator wnosił o orzeczenie kary 15 lat pozbawienia wolności. 27 maja tego samego roku zapadł wyrok - 12 lat więzienia, w którym Brzeszcz będzie poddany specjalistycznej trapi, a po odbyciu kary ma trafić do zamkniętego szpitala psychiatrycznego. U oskarżonego stwierdzono ograniczoną poczytalność, dlatego nie została zasądzona kara, o którą wniósł prokurator. Orzeczenie nie było prawomocne, ale patrząc w Rejestrze, kara nie zmieniła się, mimo apelacji i w październiku 2014 roku uprawomocniło się.

    . . .

    Z tego, co udało mi się dowiedzieć, sąd nie skierował Romana Brzeszcza na przymusowe leczenie po wyjściu z więzienia w 2013 roku, ponieważ w 2002 roku, kiedy został skazany za gwałty na dzieciach, nie istniały jeszcze odpowiednie przepisy, które by na to pozwalały (dopiero od czerwca 2010 coś takiego istnieje i nie może być stosowane wobec przestępców, którzy zostali skazani przed tą datą bo, jak wszyscy wiemy - "lex retro non agit", czyli "prawo nie działa wstecz"). A co do szpitala... Upiera się, że nie wiedział z kim ma do czynienia, że żadne papiery do nich nie dotarły. Co podobno prawdą nie było... Tutaj macie reportaż TVN-u na ten temat.

    • • •

    Pamiętajcie, że za każdą zbrodnią kryje się cierpienie wielu osób - nie tylko ofiary, jego rodziny, znajomych, ale także rodziny i bliskich sprawcy. Jeżeli chcielibyście poczytać więcej na temat rodzin pedofilii, zostawiam kilka linków:

    × klik - wypowiedzi matki pedofila
    × klik - o żonie pedofila
    × klik - ciekawy artykuł

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu rejestrzboczeńców. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem. Polecam też śledzić hasztag, bo jednak to wołanie nie zawsze działa jak trzeba i może kogoś pominąć...

    • • •

    Wszystkie informacje na temat sprawcy, które zawarłam w tym wpisie pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #patologiazewsi #patologiazmiasta #rejestrsprawcowprzestepstnatleseksualnym #rejestrsprawcowprzestepstwseksualnych #pedofil
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wystalkować.

    • • •

    MARIUSZ SOWIŃSKI, rocznik '76

    Mariusza można śmiało nazwać jedną z "gwiazd" Rejestru - nie musiałam się zbytnio naszukać by odkryć jego historię bo nie dość, że jego nazwisko widnieje w Wikipedii, to w proponowanych hasłach pojawiają się tacy słynni zwyrodnialcy jak Pękalski czy Trynkiewicz.

    Media okrzyknęły Sowińskiego Wampirem ze Stefankowic, co uraziło go do tego stopnia, że pozwał Radio Lublin, które w jednej ze swoich audycji użyło owego określenia. Stwierdził, że przecież nie pije krwi i nie podobało mu się to, że przez nowy przydomek współwięźniowie wołają za nim "ejj, wampir!". Żądał od rozgłośni radiowej pół miliona złotych odszkodowania i oficjalnych przeprosin. W 2010 roku przegrał proces, a Sąd nakazał mu zwrócić 7,5 tys. zł, które lubelskie radio wydało na swojego prawnika. W tym czasie Sowiński już od trzynastu lat siedział w więzieniu i nie pracował, także ściągnięcie z niego tych pieniędzy było trudne, a może nawet jest niemożliwe do tej pory. Oczywiście, prawnika miał z urzędu, a skarb państwa zapłacił blisko 10 tys. zł za jego honorarium.

    Nasz dzisiejszy "bohater" pozywał zza krat wiele osób, ale o tym napiszę na końcu.

    . . .

    Mariusz Sowiński (zdjęcie) zakończył swoją edukację na szkole podstawowej, ponieważ zamiast się uczyć, wolał pracować i pomagać rodzicom w gospodarstwie. Matka mówiła o nim, że był pracowity, posłuszny i mogła zawsze na nim polegać. Opiekował się młodszym rodzeństwem i miał stałą paczkę kolegów, z którymi dorastał w rodzinnych Stefankowicach na Lubelszczyźnie. Jednak beztroskie dzieciństwo spędzane na graniu w piłkę i słuchaniu muzyki ze starego magnetofonu, zakłóciła straszna tragedia - gdy miał 10 lat powiesił się jego o rok młodszy braciszek.

    Bawiłem się z innymi dziećmi w janosików. Ja byłem wtedy u sąsiadów. Brat pobiegł w krzaki się wysikać i już nie wrócił. Znalazłem go w krzakach, miał pod brodą sznurek do suszenia bielizny. Od tamtej pory wszystko się we mnie zamknęło.

    - wspominał Sowiński.

    Miał także przyrodnie rodzeństwo - najprawdopodobniej 4 lata młodszego brata i 13 lat młodszą siostrę.

    W wieku 15 lat zaczął odbywać kontakty seksualne ze zwierzętami. Najpierw gwałcił tylko kury, których początkowo nie chciał zabijać, ale szybko zauważył, że bardzo podnieca go, gdy po stosunku same zdychają. Od tamtej pory, najpierw ukręcał im głowy, a potem gwałcił. Po jakimś czasie postanowił spróbować seksu z większą zwierzyną, a jego ofiarami padały krowy i klacze. Początkowo, by nie wierzgały, przywiązywał je do belki, ale gdy zauważył, że duszenie krowy wzmaga w nim podniecenie porównywalne ze stosunkiem seksualnym, zaczął zabijać i je.

    Nie miałem zbyt często ochoty na kobiety. Czasami kupowałem pisma erotyczne Wampa, Twój weekend, Cats, podobały mi się, ale nie onanizowałem się. Nie przepadam za pornografią. Widok nagiej kobiety niekoniecznie wywołuje u mnie podniecenie, ale duszenie tak.

    - opowiadał seksuologom już po zatrzymaniu wiele lat później.

    Pierwszą inicjację seksualną z człowiekiem odbył w wieku 18 lat - zgwałcił wówczas swoją niewidomą i schorowaną sąsiadkę Genowefę S. Prokuratura wszczęła śledztwo, które z uwagi na niewykrycie sprawcy zostało umorzone. Pokrzywdzona miała wówczas 64-lata.

    Mniej więcej w tym samym czasie, rozpoczął pracę na składzie buraczanym w sąsiedniej miejscowości. 9 października 1994 roku po zakończonej zmianie upił się z kolegami, a wracając w nocy do domu, przechodził obok posesji 63-letniej Zofii K., do której uczęszczał na lekcje religii, będąc jeszcze uczniem szkoły podstawowej. Zazwyczaj, gdy był pod wpływem alkoholu, odczuwał silne pobudzenie seksualne, zapukał więc do domu samotnie mieszkającej kobiety. Drobna i mała staruszka dobrze pamiętała Mariusza z lat szkolnych i bez wahania otworzyła mu drzwi. Nie zdążyła nawet zapytać czego chce o tak późnej porze, gdy rosły mężczyzna złapał ją za szyję i zaczął dusić, aż straciła przytomność. Omdlałą zaciągnął do pokoju, gdzie rozebrał, brutalnie zgwałcił i zadusił na śmierć.

    Byłem spokojny, rozluźniony. Nie żałowałem, że ją zabiłem. Wychodząc od niej miałem zakrwawione ręce, bo najpierw wkładałem jej palce, później członka.

    - relacjonował.

    Następnego dnia sąsiadki znalazły ciało Zofii w studni, do której wrzucił ją zwyrodnialec.

    . . .

    O zabójstwo Zofii K. został oskarżony nijaki Kazimierz P. W trakcie śledztwa przyznał się do zbrodni, ale nie był jednak w stanie podać żadnych szczegółów dotyczących zabójstwa. Spędził w areszcie aż 19 miesięcy i ostatecznie został przez sąd uniewinniony.

    . . .

    Rok po zabójstwie, 26 listopada 1995 roku Sowiński ostro pił z kolegami na zabawie w Teratynie. (W KOMENTARZACH UMIEŚCIŁAM MAPKĘ) Do rodzinnych Stefankowic miał około 7 kilometrów, które postanowił pokonać na piechotę. Idąc przez pobliskie Kułakowice zauważył światło dobiegające ze stojącego na uboczu domku. Alkohol szumiał mu w głowie, wywołując silną żądzę. Ochota na seks była nie do przezwyciężenia. Wiedział, że mieszka tam samotnie starsza kobieta. Podszedł do budynku i zastukał w okno. Z wnętrza dobiegł głos staruszki. Antonina E. miała 80 lat.

    – Kto tam – dało się słyszeć z wnętrza domu.

    Tym razem nie odpowiedział. Wystraszona i przeczuwająca najgorsze staruszka szybko weszła na strych i przez okno zaczęła wzywać pomocy. Zboczenie błyskawicznie wyważył futrynę okna i wszedł do środka. Dopadł staruszkę i zaczął ją dusić. Gdy upadła, kolanami uciskał jej klatkę piersiową łamiąc żebra. Nieprzytomną rozebrał z bielizny i zgwałcił. Następnie znalezionymi zapałkami podpalił słomę i trociny leżące na strychu. Kobieta ostatkiem sił zdołała zejść na parter. Pożar zauważyli sąsiedzi. Wynieśli staruszkę z płonącego domu, wezwali karetkę i straż pożarną.

    Kobieta w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Po 5 dniach zmarła. Przyczyną śmierci było zapalenie płuc, do którego doszło na skutek złamań żeber. Badający ją jeszcze za życia lekarz stwierdził, że była zgwałcona. Kobieta jednak najwidoczniej wstydziła się o tym mówić. Córce powiedziała, że dwaj mężczyźni wyważyli drzwi i żądali od niej pieniędzy (za rabusiów najprawdopodobniej wzięła strażaków). Policjanci, ze względu na zły stan zdrowia, nie zdążyli jej przesłuchać.

    . . .

    5 sierpnia 1996 roku 20-letni Mariusz Sowiński, na prośbę ojczyma pojechał rowerem do pobliskiego Hrubieszowa, by zapłacić za dzierżawę łąki. Po uregulowaniu należności, w drodze powrotnej do domu zachciało mu się pić. Zajechał więc na ogródki działkowe Oaza pod miastem, gdzie zauważył Wiesławę Ł. - 36-letnią matkę dwóch chłopców - 16 i 17-letniego.

    Gwałciciel ukrył rower i czekał na odpowiedni moment. Gdy uznał, że ten czas nadszedł, wyskoczył zza krzaków i zaatakował kobietę.

    Pojadłem trochę agrestu. Wtedy zobaczyłem pracującą w ogrodzie młodą kobietę. Zachciało mi się z nią kochać. Skryłem się więc za krzakami i obserwowałem co robi. Gdy zaczął padać deszcz, schowała się pod domek.

    - relacjonował kilka lat później.

    Zarzucił swojej ofierze drut na szyję i zaczął dusić. Kobieta broniła się jak mogła, wtedy oprawca jeszcze silniej uciskał i bił po twarzy. Straciła przytomność, wtedy przerzucił ją przez ramię i zaniósł na sąsiednią działkę. Tam rzucił na ziemię, rozebrał do naga i dwukrotnie zgwałcił. Słyszał jak oddycha. Dlatego wyciągnął scyzoryk, którym zadał jej śmiertelny cios prosto w serce. Potem położył jej głowę i szyję na druty, aby – jak zeznał – szybciej umarła. Na koniec zabrał jej zegarek kwarcowy i jak gdyby nigdy nic wrócił do domu.

    . . .

    Wiadomość o seryjnym mordercy szybko rozeszła się wśród mieszkańców Hrubieszowa i okolic. Ludzie wpadli w panikę, a kobiety bały się wychodzić same po zmroku. Organa ścigania działały pod ogromną presją przerażonego społeczeństwa i chciały jak najszybciej zatrzymać zwyrodnialca. Po 15 dniach został aresztowany 56-letni rencista Kazimierz U., który także posiadał działkę na terenie Oazy. Mężczyzna od początku zaprzeczał, jakoby miał z zabójstwem Wiesławy Ł. cokolwiek wspólnego. Badania DNA treści z pochwy, jednoznacznie wykluczyły, aby plemniki pochodziły od oskarżonego. Również zabezpieczone przy zwłokach włosy ani ślad spodu obuwia od niego nie pochodziły. Obciążały go jedynie badania osmologiczne - trzy psy tropiące użyte do eksperymentu potwierdziły, że na odzieży denatki oraz kwiatach leżących na jej rowerze znajduje się indywidualny zapach Kazimierza U. Ludzie odetchnęli z ulgą i cieszyli się z sukcesu mundurowych.

    Kazimierz U. stał się kozłem ofiarnym, na którego śledczy tylko czekali, ofiarą zdesperowanej policji, która przez kilka lat nie potrafiła złapać prawdziwego mordercy. Zaczęły pojawiać się niewygodne pytania, czy w toku śledztwa przypadkiem nie tworzono fałszywych dowodów (ślady zapachowe). Prokuratura Wojewódzka w Zamościu (nadrzędna nad hrubieszowską) wszczęła w tym kierunku postępowanie, które zostało umorzone wobec niestwierdzenia przestępstwa.

    Rencista wyszedł z aresztu dopiero po pół roku, a po roku oczyszczono go z zarzutów. Musiał wyjechać z rodzinnego Hrubieszowa, bo ludzie wytykali go palcami i snuli domysły czy to aby na pewno nie on był mordercą.

    Długie miesiące spędzone w areszcie i to pod zarzutem dokonania tak makabrycznej zbrodni, odcisnęły piętno na jego psychice. Podupadł na zdrowiu i kilka lat później zmarł.

    pokaż spoiler Przypomina mi to sprawę Zdzisława Marchwickiego, który także został niesprawiedliwie osądzony, ale w tym przypadku dodatkowo skazany na karę śmierci (którą wykonano w 1977), bo milicji bardzo śpieszyło się, by skazać kogokolwiek, żeby uspokoić spanikowany lud i zadowolić Edwarda Gierka, którego bratanica także została zamordowana przez seryjnego mordercę, za którego wzięli Marchwickiego.


    . . .

    W marcu 1997 roku Mariusz Sowiński rozpoczął służbę jako żołnierz poborowy w Nadwiślańskich Jednostkach MSWiA w Sanoku. Zarówno tam, jak i jeżdżąc na przepustki do rodzinnych Stefankowic, w czasie gdy nie mordował kobiet, zaspokajał swoje żądze na zwierzętach.

    Pewnego razu, gdy wracał z przepustki, nie mogąc doczekać się na autobus, postanowił kawałek drogi przejść pieszo, aż złapie jakąś okazję. Na okolicznych łąkach rolnicy wypasali krowy. Upatrzył sobie jedną, wyciągnął jej łańcuch z ziemi i zaprowadził w ustronne miejsce, pod drzewo. Tam zarzucił łańcuch na gałąź i ciągnął, aż zwierze się udusiło i bezwładnie opadło na ziemię. (zdjęcie - obrzydliwe, klikasz na własną odpowiedzialność) Następnie podniecony zwyrodnialec zgwałcił krowie truchło.

    Opowiadał także bez skrępowania policjantom o tym, jak darował życie krasuli swoich rodziców:

    U nas w domu była taka spokojna krowa, odbywałem z nią stosunki za każdym razem, jak byłem na przepustce.

    Na wsi zaczęły krążyć plotki na temat preferencji seksualnych Sowińskiego. Ktoś widział, jak prowadził zwierzę w odosobnione miejsce, a potem okazywało się, że leży tam już martwe. Miejscowi szybko skojarzyli fakty i niektórzy zaczęli się z niego naśmiewać.

    . . .

    31 sierpnia 1997 roku w Stefankowicach odbywały się dożynki. 21-letni Mariusz przyjechał wówczas do domu na przepustkę i wraz ze swoim kuzynem udał się na zabawę. Wypił sporo wina i około godziny 2 ruszył w drogę powrotną do domu. Tradycyjnie, po alkoholu zachciało mu się seksu, więc zaszedł pod dom niewidomej Genowefy S., którą zgwałcił kilka lat temu, jako 18-latek. Włamał się przez okno. Samotnie mieszkającą kobietę zbudził hałas. Zdezorientowana siadła na łóżku i nasłuchiwała. Mariusz wiedział, że go nie widzi, spokojnie odłączył przewód elektryczny od radia tranzystorowego, zarzucił jej na szyję i dusił. Ale już nie wystarczało mu duszenie, by się podniecić. Spirala przemocy nakręcała się. Bił ją pięścią po twarzy, łamał żebra.

    Gdy już nie krzyczała i leżała nieprzytomna na podłodze, rozebrałem ją do naga i dwa razy się z nią kochałem. Od przodu i od tyłu. Przed stosunkiem uderzyłem ją pięć razy w twarz. Nie wiem, czy żyła, nie było słychać czy oddycha.

    - opowiadał.

    Potem wrócił na zabawę, a rano, bladym świtem wstał i wyjechał do jednostki do Sanoka.

    . . .

    Następnego dnia znaleziono ciało 67-letniej Genowefy, a policjanci przesłuchali niemal wszystkich uczestników potańcówki, w której brał udział także Sowiński. Rozmawiali też z jego kuzynem i kolegami, z którymi spędził poprzednią noc i tak wpadli na trop mordercy.

    Mariusz Sowiński został zatrzymany już 4 września, kilka dni po swojej ostatniej zbrodni. Z Sanoka został przewieziony do Zamościa, gdzie postawiono mu zarzut morderstwa i gwałtu Genowefy S.

    Ku zaskoczeniu przesłuchujących go mundurowych, przyznał się do morderstwa staruszki, ale również do innych zbrodni, o których opowiadał bez jakiegokolwiek skrępowania i emocji. Gdy policjanci pytali go, co zwróciło jego uwagę w mieszkaniach ofiar, wskazywał, to na placki ziemniaczane leżące na stole, to na radio stojące na parapecie. Opowiadając o swoich zbrodniach, miał minę bezbronnego dziecka, które tylko bawiło się, nie wiedząc, że to jest złe. Zeznania potwierdził w trakcie wizji lokalnej, która została przeprowadzona 7 września 1997 roku. Bez jakiegokolwiek skrępowania i emocji pokazywał, którędy wchodził do domu ofiar, jak je rozbierał, dusił, mordował.

    (zdjęcie z wizji lokalnej)
    (drugie zdjęcie z wizji lokalnej)

    Podczas wizji lokalnych w miejscach morderstw zachowywał się jak na szkolnej wycieczce. Uśmiechał się, żartował.

    - opowiadali podczas procesu przerażeni policjanci.

    Sowiński był badany przez cały sztab psychiatrów i psychologów, był także kilka miesięcy na obserwacji w oddziale Psychiatrii Sądowej AM w Lublinie. Chętnie współpracował, jednak po jakimś czasie, niespodziewanie zmienił zdanie i wycofał się ze swoich zeznań. W liście z kliniki pisał:

    Wszystkie fakty zostały przeze mnie wymyślone podczas przesłuchania (…) kazali mi pod groźbą potwierdzić przed prokuratorem. Nie popełniłem żadnych zbrodni, o wszystkich denatkach przeczytałem w gazecie. Pochodzę z bardzo małej wioski, w której nic się nie dzieje, dlatego chciałem stać się osobą sławną, być opisanym w gazetach i mediach. Cel oczekiwany uzyskałem. Zdałem sobie sprawę, że (…) moja bujna wyobraźnia pociągnęła nieobliczalne skutki. Posiadam na każdy dzień alibi. Dlatego już nie chcę składać żadnych wyjaśnień.

    Jednak jego wcześniejsze słowa i dowody zebrane podczas śledztwa pozwoliły na sporządzenie aktu oskarżenia, który został skierowany do Sądu Wojewódzkiego w Zamościu w czerwcu 1998 roku. Prokuratura oskarżała Sowińskiego o poczwórne zabójstwo i gwałty ze szczególnym okrucieństwem oraz akty zoofilii.

    . . .

    Biegli stwierdzili, że Mariusz Sowiński ma przeciętny iloraz inteligencji, cechuje go mała pewność siebie, woli trzymać się na uboczu, stara się unikać konfliktów, dlatego raczej ulega innym, jest nieśmiały i mało spontaniczny. W swojej opinii pisali:

    Dominującym zachowaniem seksualnym podejrzanego stał się sadyzm. Zadawanie cierpień ofiarom (kobietom lub zwierzętom) ulegało stopniowej transformacji i ostatecznie stało się nie mniej ważne, a w istocie ważniejsze od samego współżycia. Duszenie kobiet i zwierząt było początkowo dokonywane głównie w celu obezwładnienia ofiar. Jednak z czasem na skutek wyuczenia, zachowania agresywne stały się elementem koniecznym praktyk seksualnych (bodźcem seksualnym).

    Według seksuologów, dewiacja seksualna określana jako sadyzm polimorficzny z zoofilią i nekrosadyzmem (ofiara martwa lub nieprzytomna jako warunek odbycia aktu płciowego), nie jest schorzeniem psychicznym, tylko zaburzeniem preferencji seksualnej (parafilią).

    W sprawie Sowińskiego powołano 20 biegłych z zakresu psychologii i seksuologii. Wszyscy powołani przez sąd biegli uznali, iż Mariusz Sowiński nie jest osobą chorą psychicznie, ani upośledzoną umysłowo. Oraz, że jego dewiacje mogą się jeszcze pogłębić.

    Nie znam przypadku, by ktoś kto uruchomił ciąg zachowań, mógł sam się powstrzymać. Trzeba chronić społeczeństwo przed takim człowiekiem. Zaburzenia preferencji seksualnej tego typu, cechują się wysokim ryzykiem nawrotowości i jak dotychczas nieskutecznością metod leczenia. Jedynym środkiem są androgeny, gdy się je bierze to popęd wygasa.

    - mówiła na sali rozpraw biegła psychiatra, porównując Sowińskiego do Kuby Rozpruwacza i Marchwickiego.

    . . .

    Proces ruszył jesienią 1998 roku.

    Po zakończeniu pierwszej rozprawy ojciec zamordowanej na hrubieszowskich ogródkach działkowych Wiesławy Ł. zaatakował Sowińskiego przemyconą do sądu siekierą. Konwojujący go policjanci zostali potraktowani gazem pieprzowym, a gwałciciel ugodzony siekierą w plecy. Napastnik został osadzony w Policyjnej Izbie Zatrzymań, a Sowiński trafił do szpitala. Mężczyzna drasnął go tylko w okolice lewej łopatki, a cios był niegroźny. Dzięki wstawiennictwu ówczesnego wojewody zamojskiego i protestach jego sąsiadów został zwolniony. Śledztwo w tej sprawie zostało wkrótce umorzone.

    Po wyzdrowieniu Sowińskiego, jego sprawa wróciła na wokandę.

    Prokuratura żądała kary dożywotniego pozbawienia wolności z możliwością warunkowego zwolnienia po upływie 50 lat. Aby podkreślić to, jak niebezpiecznym jest człowiekiem, przytoczyła fakt, że po jednym z zabójstw powybijał krowy właścicielki, a następnie zaczął obcować płciowo z ich zwłokami. Sowiński odmówił składania wyjaśnień, powiedział jedynie, że jest niewinny. Pytany przez biegłych o ocenę swojego postępowania, powiedział, że wie, iż źle zrobił, ale to była siła wyższa i nie ma wyrzutów sumienia.

    Obrońca oskarżonego wnioskował o umieszczenie go w zakładzie psychiatrycznym, próbując obalić ekspertyzy psychiatryczne i udowodnić, że Sowiński w chwili popełnienia zbrodni nie był niepoczytalny. Adwokat wniósł o dopuszczenie opinii biegłych psychiatrów z innego ośrodka niż lubelski, ale jego wniosek został odrzucony.

    Wyrok zapadł pod koniec czerwca 2000 roku. Sąd Okręgowy w Zamościu skazał Mariusza Sowińskiego na karę dożywocia, z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie z więzienia dopiero po upływie 50 lat (czyli najwcześniej w roku 2047, w wieku 71 lat). Został także pozbawiony praw publicznych na 10 lat.

    Po apelacji sąd II instancji utrzymał wyrok w mocy, uzasadniając faktem, iż Sowiński stanowi zagrożenie dla otoczenia.

    Obrońca wniósł kasację i sprawa wróciła do Sądu Apelacyjnego w Lublinie. W 2003 roku SA ostatecznie utrzymał wyrok w mocy.

    . . .

    Początkowo Sowiński został osadzony w Zakładzie Karnym w Strzelcach Opolskich na Śląsku, przebywał też w AŚ we Wrocławiu i pewnie w wielu innych, bo raczej nie zdarza się by jakikolwiek więzień całą karę odbywał w jednym miejscu. Aktualnie przebywa w ZK Rzeszów-Załęże. Ze względu na znaczny stopień demoralizacji i nieprzewidywalność zachowań jest izolowany od współwięźniów i przebywa w celi jednoosobowej.

    Nie grypsuje, ukończył kurs czeladnika w zawodzie koszykarz – plecionkarz, w celi ma telewizor, ogląda programy informacyjne i filmy sensacyjne. Aktywnie uczestniczy w formach duszpasterskich. Objęty jest terapią dla sprawców przestępstw seksualnych.

    Od 2004 roku stara się o ułaskawienie od kolejnych prezydentów (od Aleksandra Kwaśniewskiego, Lecha Kaczyńskiego i w 2011 roku od Bronisława Komorowskiego. Ciekawe czy Dudy też nie oszczędził. ( ͡º ͜ʖ͡º) ) Z powodu negatywnej prognozy kryminologicznej (postępującej progresji zaburzeń seksualnych) wszystkie prośby zostały rozpatrzone negatywnie (jak pisze Wikipedia) na etapie sądowym i pozostawione bez dalszego biegu. (Jakby ktoś się orientował, o co chodzi, jak wyglądaj rozpatrywanie takiego wniosku - piszcie! @IgorK ? ( ͡° ͜ʖ ͡°) )

    Sowiński w swoim ostatnim wniosku do prezydenta Komorowskiego zapewniał, że żałuje swoich czynów, że chciałby cofnąć czas, podkreślał, że jest chorym człowiekiem i musi rozpocząć leczenie, ale w warunkach więziennych jest to niemożliwe. Pisał też, że jest osobą wierzącą, a na dowód tego wskazywał na "objawienia”, jakich rzekomo doświadczył tuż przed popełnieniem zbrodni. Miała mu się ukazać Matka Boska, Trójca Święta.

    Jestem członkiem Kościoła Chrześcijan Wiary Ewangelicznej, studiuję regularnie Pismo św. i kieruję się zasadami w nim zawartymi. Już nigdy nie zejdę z drogi, jaką wytyczył mi Bóg.

    Twierdził, że chce zostać dawcą szpiku kostnego, że tylko w ten sposób może spełnić dług zaciągnięty wobec społeczeństwa.

    Jedynym z argumentów miał być także pogarszający się stan zdrowia jego dziadków i chęć pomocy (jak sam pisał) "w ich starości".

    Zrozumiałem swoje błędy, przeprosiłem listownie rodziny poszkodowanych, chociaż wiem, że nigdy nie naprawię krzywd jakie im wyrządziłem. Bo życie ludzkie jest najcenniejszym darem od Boga i nikt nie ma prawa go odbierać innym. Byłem wtedy młody, i nie w pełni władz umysłowych. Gdy teraz nad tym wszystkim się zastanawiam, to nie mieści mi się to w głowie, jak mogłem dopuścić się czegoś tak okropnego.

    - pisał w 2011 roku.

    pokaż spoiler Trochę to dziwne, jak na człowieka, który starszych ludzi gwałcił i mordował...


    . . .

    Tak jak wspominałam na początku, Sowiński co rusz kogoś pozywa. Oczywiście, wszystkie procesy przegrał.

    W grudniu 2001 roku pozwał Henryka J. spod Hrubieszowa, ojca kobiety, którą Mariusz Sowiński zamordował na ogródkach działkowych. Mężczyzna ten zaatakował go siekierą po pierwszym procesie, jak pisałam wyżej. Ze śląskiego Zakładu Karnego wniósł do hrubieszowskiego Sądu Rejonowego pozew o zasądzenie od Henryka J. tytułem odszkodowania i zadośćuczynienia początkowo 3 tys. zł, jednak ostatecznie stwierdził, że to zbyt mała kwota jak na krzywdy, które wyrządził mu pozwany i zażądał 10 tys. zł więcej. Pieniędzy domaga się jako zadośćuczynienie za obrażenia i straty moralne. (klik) Sąd w Hrubieszowie uznał, że przyznanie mordercy odszkodowania byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.

    W drugim pozwie morderca domagał się od dwóch policjantów po 80 tysięcy złotych zadośćuczynienia za to, że nie zapewnili mu odpowiedniej ochrony, gdy Henryk J. go zaatakował. A za zniszczoną odzież żądał od funkcjonariuszy 360 zł.

    Z kolei od byłego szefa Prokuratury Rejonowej w Zamościu domagał się 500 tysięcy złotych odszkodowania wraz z odsetkami. Zarzucał prokuratorowi nieuprzejme zachowanie i to, że nie pozwolił mu dokładnie zapoznać się z aktami sprawy, w której był oskarżonym.

    W 2002 roku pozwał mieszkańca swoich rodzinnych Stefankowic. Chciał od niego 50 tys. zadośćuczynienia z odsetkami, za to, że przed 10 laty został poszkodowany przez jego konia. Do zdarzenia miało dojść w 1993 roku w Białympolu, w punkcie skupu koni. Koń należący do pozwanego, prowadzony w stronę wagi, niespodziewanie poderwał się i rozciął Mariuszowi prawy łuk brwiowy. Obrażenie było niewielkie, wystarczył tylko opatrunek, jednak po 9 latach, Sowiński stwierdził, że przez owe zdarzenie zaczął mieć problemy psychiczne i przez to teraz musi przebywać w więzieniu. Pozwany stwierdził, że pozywający go mężczyzna ma do niego pretensje od czasu, kiedy zabił mu krowy, a on przyłapał go na molestowaniu jednej z nich.

    W procesie, który wytoczył Radiu Lublin sąd rozpatrujący sprawę, sięgnął do słownika języka polskiego i znalazł tam określenie słowa "wampir" jako nie tylko kogoś, kto pije krew. Stwierdził, że można nazwać tak również seryjnego zabójcę z zaburzeniami psychicznymi, który dopuszcza się morderstw o podłożu seksualnym. Zresztą, gdyby wygrał, otworzyłoby mu to drogę do procesów przeciwko innym redakcjom...

    . . .

    Wszelkie cytaty (pisane kursywą) i fragmenty wypowiedzi Sowińskiego pochodzą stąd - klik

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu rejestrzboczeńców. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #patologiazewsi #patologiazmiasta #rejestrsprawcowprzestepstnatleseksualnym #rejestrsprawcowprzestepstwseksualnych #morderstwo #hrubieszow #stefankowice #seryjnymorderca
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

    •  

      Nie znam statystyk, ale nie wydaje mi się, żeby za dużo dziewięciolatków się wieszało, w ogóle taki pomysł u dziecka jest dla mnie szokujący.

      @jamtojest: Przegladalem kiedys stastyki samobojstw z roznych lat na stronie KGP, bylo kilka takich przypadkow. Nie wiem jak to mozliwe, wydaje mi sie, ze to jakies sztuczne kwalifikowanie dziwnych wypadkow, nie potrafie sobie wyobrazic takiego czynu u dziecka. pokaż całość

    •  

      @kvoka:

      Pierwszą inicjację seksualną z człowiekiem odbył w wieku 18 lat
      już myślałem że zaczął wychodzić na prostą. a potem:

      - zgwałcił wówczas swoją niewidomą i schorowaną sąsiadkę Genowefę S.

      kurr co za chory typ xD

    • więcej komentarzy (169)

  •  

    Dziś pod tagiem #rejestrzboczencow wpis trochę inny niż zawsze. Oczywiście, pozostajemy w tematyce "około rejestrowej", jednak trochę w zmienionej formie, bo bez odkrywania czyjejś tożsamości.

    Odezwała się do mnie pewna Mirabelka, która jako dziecko była ofiarą pedofila. Chciałaby podzielić się z Wami swoją historią, ale jednocześnie pozostać anonimową.

    Jeżeli macie do Niej jakieś pytania, piszcie w komentarzach, a nasza dzisiejsza bohaterka będzie odpowiadała na nie pisząc do mnie prywatne wiadomości, które będę w Jej imieniu publikowała. To będzie coś w stylu #ama czyli Ask Me Anything.

    . . .

    Kilka słów od naszej dzisiejszej rozmówczyni:

    Pierwszy raz? Mama pojechała z dwójką braci do babci, byłam chora i zostałam z ojczymem w domu. Nie wiem ile miałam lat, ale wciąż nosiłam pampersy. On pod pretekstem odparzeń zaczął mnie dotykać. Pamiętam, że krzyczałam i płakałam. A on że stoickim spokojem powtarzał „chora cipka, chora cipka” i tak w kółko. Kiedy mama wróciła-powiedziałam jej o tym. Sprawdziła „tam na dole” i faktycznie byłam podrażniona. Lekarz potwierdził, że to zly dotyk, ale ojczym się wyparł, pokazywał maści, których używał itd. Moja matka uwierzyła jemu.
    Następny raz? Miałam 5/6 lat. Byli już po rozwodzie. Mój ojciec nie żył, zginął w wypadku. Moja matka ponownie wyszła za mąż i spodziewała się kolejnej córki. Ojczym zaproponował, że zabierze mnie i dwójkę braci na wypad za miasto, do rodziny na kilka dni. Matka z ówczesnym mężem została w domu. Ojczym zamiast nas zabrać do rodziny to zabrał nas do hotelu. Na miejscu okazało się, że są trzy łóżka, a ja miałam spać w jednym z ojczymem. Dostaliśmy od niego sporo pieniędzy, cały dzień rozrywek. Lody, wesołe miasteczko itd. Wieczorem wróciliśmy do hotelu. Bracia sami się kąpali, a mnie kąpał on. Niby normalnie, niby. Po wszystkim nie położył mnie do łóżka, rozebrał się i kazał gołymi rączkami myc jego ciało. Śmierdział wódką (pustą butelkę znalazłam później). Kazał myć dokładnie jedno konkretne miejsce. Kiedy wyszliśmy z łazienki bracia już spali. On mnie rozebrał i zgwałcił. Nie krzyczałam, tylko cicho płakałam. Rano wróciliśmy do domu. Jeden z braci od razu powiedział mamie, że „tato chyba zrobił krzywdę siostrze”. Mama wzięła mnie na bok i pokazywała na maskotce miejsca, pytając gdzie dotykał.
    Sąd. Pierwsza instancja-5 lat zakazu wykonywania zawodu nauczyciela, 2 lata w zawieszeniu na trzy oraz grzywna na rzecz społeczną ( mama nie pamięta, niedługo będę starała się o akta i wtedy ewentualnie dopiszę). Druga instancja utrzymała wyrok, apelację składał prokurator. Tym samym, po uzyskaniu wyroku moja matka starała się o całkowite odebranie praw rodzicielskich dla mojego rodzeństwa. Sąd rodzinny odmówił, twierdząc, że mimo wyroku skazującego nie może dać wiary mi i moim zeznaniom więc czeka na opinię ośrodka diagnostyczno rodzinnego. Ostatecznie, po 5 latach od zdarzenia, człowiek ten miał ograniczone prawa rodzicielskie.
    Dodam tylko, że ten typ w trackie zakazu pracował w szkole. Matka zadzwoniła do dyrektorki danej szkoły, opisała całą sytuację, a on stracił pracę. Później pracował na uczelni jako woźny.
    Skutki molestowania? Seks (z przyjemnością)) uprawiam na początku” związku. Później znajduję miliony wymówek. Zbliżenia później są, ale rzadko, a ja udaję. Zawsze jest to dosyć agresywny akt, co sama prowokuję. Nienawidzę się kąpać. Czasem kiedy użyję mydła/żelu to płaczę w trakcie kąpieli. Prawdopodobnie jest to zbieżność z dzieciństwa. Przez całe dzieciństwo lunatykowałam i wchodziłam do wanny, gdzie spałam zwinięta w „kłębek”. Moczyłam się. Bałam się starszych facetów,unikałam dziadków, wujków, kuzynów. Przez okres nastoletni upijałam się i spałam z wieloma facetami, później były narkotyki i samookaleczenie się. Chodziłam do psychologa, psychiatrów, kilkanaście razy próbowałam się zabić.
    Dzisiaj już jest lepiej. Trafiłam na genialna psycholog. Jestem „czysta” od 4 lat, za to sporo piję. Czasami spotykam tego człowieka i boję się, że pójdę siedzieć przez niego.
    Unikam dat, imion, konkretów, bo nie chcę być rozpoznana. Potrafię o tym rozmawiać, bo wiem, że mogę pomóc innym i sobie. W razie pytań-chętnie odpowiem, jeśli nie będzie to oznaczało zbytniego odkrycia się.


    • • •

    Oprócz pytań możecie pisać także co myślicie o tym by pod hasztagiem rejestrzboczencow pojawiały się czasami właśnie takie "wywiady". Oczywiście, jeżeli znajdą się tutaj chętni i chętne do zwierzenia się ze swoich przeżyć. Jeżeli ktoś chciałby wziąć udział w tego typu przedsięwzięciu, proszę o napisanie do mnie wiadomości prywatnej. Zapewniam anonimowość oraz to, że nie opublikuje niczego bez zgody rozmówcy.

    Myślę, że mówienie o swojej traumie może wpłynąć terapeutycznie na osobę pokrzywdzoną - zarówno tą, z którą będzie przeprowadzany "wywiad", jak i każdego czytającego, który ma za sobą podobne przeżycia. Jasne, że nie zastąpi to terapii, w której koniecznie trzeba uczestniczyć, ale zawsze to jakaś mała cegiełka dołożona do wyleczenia się z traumy i rozpoczęcia szczęśliwszego życia.

    Mirki i Mirabelki, pamiętajcie, by się wspierać, nikogo nie obrażać i nie oceniać. No i, jak to powiedział nijaki John Watson: Bądź dobry dla ludzi. Pamiętaj, że każdy, kogo spotykasz, toczy ciężką bitwę. W innym przypadku będę bezlitośnie czarnolistowała!

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj by być wołanym/wołaną do następnych "wywiadów" na hasztagu rejestrzboczeńców. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem - z niego będziecie wołani do następnego "wywiadu", ale nie do wpisu, w którym będę przestawiała sylwetkę następnego gwałciciela czy innego pedofila z Rejestru.

    • • •

    pokaż spoiler #ama #askmeanything #pedofilia
    pokaż całość

  •  

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wystalkować.

    • • •

    Wrzucam dziś następny post, ponieważ był już wcześniej przygotowany. Ale wątpię, czy będę kontynuowała pisanie tutaj czegokolwiek, bo miała być to dla mnie przyjemność, a nie coś co sprawia przykrość. Konstruktywna krytyka - spoko, dużo już się dzięki temu nauczyłam. Ale chamstwo i wyzywanie od idiotek nie jest spoko. Rozumiem, że to tylko internet i tutaj wszyscy wiedzą wszystko najlepiej, ale można napisać to normalnie, bez poniżania drugiej osoby. Jestem miękka klucha, nie chcę się niepotrzebnie przejmować.

    Poprzedni wpis usunęłam, także do tego wołam tylko z mirkolisty.

    . . .

    BARTŁOMIEJ BUCZEK, rocznik '93

    Nie najbrzydszy typ, nie? Taki tam normik. Mijając go na ulicy w życiu bym nie pomyślała, że mógłby przeskrobać coś więcej niż kradzież gumy kulki w dwu tysięcznym pierwszym. Ba, mijając go na ulicy nawet nie zwróciłabym na niego uwagi - kompletnie zlewa się z szarym tłumem.

    Pedofil nie musi być starym, wąsatym chłopem z nadwagą i włosami na plecach. Może być właśnie takim zwykłym Bartkiem z lubelskiej wsi.

    U obecnie 25-letniego chłopaka stwierdzono tzw. czystą pedofilię. W całej Polsce nie ma nawet pięćdziesięciu tak skrajnie zaburzonych i niebezpiecznych osób.

    Bartłomiej Buczek gwałcił i wykorzystywał seksualnie swoją młodszą, rodzoną siostrę nieprzerwanie od 2007 do 2013 roku. Z ustaleń policji wynika, że jej koszmar zaczął się, gdy miała zaledwie siedem lat - starszy brat zaczął się wtedy do niej dobierać, ściągać majteczki i wkładał w nią palce. Gdy dziecko skończyło 10 lat zaczął gwałcić je regularnie. Zmuszał także to tzw. innych czynności seksualnych, szarpał i zatykał usta by nie krzyczała.

    Rodzeństwem opiekowała się babcia, matka wyjechała za chlebem za granicę. Gdy dziewczynka skończyła 13 lat, powiedziała o wszystkim rodzicielce, a ta zamiast zgłosić sprawę na policję - wyrzuciła syna z domu. Bartek był już wtedy pełnoletni i wyjechał do Niemiec.

    Sprawa wyszła na jaw dopiero w 2016 roku, gdy nastoletnia już ofiara gwałtów próbowała popełnić samobójstwo. Gdy syn marnotrawny powrócił z emigracji, został zatrzymany i doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Chełmie.

    Bartłomiej B. przyznał się do czynów zarzucanych mu przez śledczych, a w sierpniu 2017 odbyła się pierwsza rozprawa. (klik)

    Wyrok zapadł bardzo szybko, bo już na drugiej rozprawie kilka miesięcy później - 5 lat więzienia, psychoterapia i zakaz zbliżania się do swojej siostry na odległość mniejszą niż 200 metrów. (klik)

    Zgodnie z przytoczonym przez biuro prasowe SO w Lublinie artykułem odnośnie środków zabezpieczających, oznacza to, że po wyjściu z celi „sprawca, wobec którego orzeczono terapię, ma obowiązek stawiennictwa we wskazanej przez sąd placówce w terminach wyznaczonych przez lekarza psychiatrę, seksuologa lub terapeutę i poddania się terapii farmakologicznej zmierzającej do osłabienia popędu seksualnego, psychoterapii lub psychoedukacji w celu poprawy jego funkcjonowania w społeczeństwie”.

    (klik)

    Ostatnie informacje w internecie na temat wyroku były z września 2017 i mówiły o tym, że prokuratura złożyła wniosek o uzasadnienie wyroku i szykuje się do apelacji, także myślałam, że niedługo możemy spodziewać się dalszych wieści o Bartku z Dubieńki. Jednak, jak zwykle cisza, a nowy wyrok zapadł. Z Rejestru wynika, że w kwietniu tego roku kara została zmniejszona na 4 lata pozbawienia wolności w systemie terapeutycznym i 3 lata zakazu zbliżania się do ofiary na odległość mniejszą niż 200 metrów.

    Bartłomiej Buczek aktualnie przebywa w Zakładzie Karnym w Rzeszowie.

    . . .

    Jeżeli ktoś wystalkuje w internecie ofiarę Buczka - bardzo proszę o nieupublicznianie jej danych w komentarzach.

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu rejestrzboczeńców. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #patologiazewsi #patologiazmiasta #rejestrsprawcowprzestepstnatleseksualnym #rejestrsprawcowprzestepstwseksualnych #morderstwo #chelm #dubienka
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wystalkować.

    • • •

    Jakby były organizowane wybory mistera Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym to ten typek miałby zapewnione pierwsze miejsce. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Różowe paski, jakby któraś chciała zostać polską Afton Elaine Burton (żona Charlesa Mansona, zakochała się w nim i poślubiła, gdy odsiadywał już wyrok dożywocia, klik), to przedstawiam Wam świetnego kandydata - ten przystojniaczek dostał dożywocie z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 40 latach!

    . . .

    MICHAŁ MORAS, rocznik '84

    Michał już w szkole eksperymentował z narkotykami. Standardowo zaczęło się od trawki, później amfetamina, a skończyło się na strzykawkach z heroiną. By mieć na następną działkę, jako nastolatek zaczął kraść - najpierw w domu, później w sklepach i wyszarpując kobietom torebki na ulicach. Miał założoną sprawę o rozbój, ale by nie odsiadywać kary, zadeklarował, że podejmie się leczenia nałogu. Z pomocą głęboko wierzących rodziców, wyjechał do Włoch do katolickiego ośrodka odwykowego. Po trzech i pół roku wrócił do rodzinnego Wrocławia, ale ze strachu przed powrotem do dawnego ćpuńskiego towarzystwa oraz brakiem możliwości spłacenia starych długów, po kilku dniach wyjechał do Jeleniej Góry.

    Tam poznał 10 lat starszą od siebie Annę, z którą zamieszkał i wychowywali wspólnie jej kilkuletniego syna. Uczył włoskiego w prywatnej szkole językowej, a później zatrudnił się w dziale technicznym Filharmonii Dolnośląskiej.

    Znajomi Michała z Filharmonii mówili o nim, że był dobrym i sumiennym pracownikiem. Według ich, Moras był bardzo skryty i niewiele ponad to, że znał się dobrze na tenisie i grał w piłkę nożną, są w stanie o nim powiedzieć. Przyznali także, że zdarzało mu się być agresywnym po alkoholu.

    Niestety, jego problemy z nałogami się nie skończyły, a raczej przybrały inną formę. Michał sporo pił i nałogowo grał na automatach, co nie wpływało dobrze na jego związek z Anną, która już niejednokrotnie wyrzucała go z mieszkania.

    Michał bywał często w Sport Pubie, który znajdował się kilka przecznic od Filharmonii, w której pracował.

    (Przychodził), kiedy tylko miał pieniądze, a jak się zgrał, to jeszcze potrafił stać godzinę, dwie i patrzeć, jak innym idzie. Skreślony chłopak. Wciągnięty po uszy. Kiedyś miał passę – wygrywał i wpatrzony był w automat tak, że nie zauważył, jak mu się od papierosa zaczęły paznokcie kopcić. Smród białka wokoło, a ten nie odrywa oczu od bębnów. *

    - opowiadał jeden ze stałych bywalców lokalu. Mówili o nim, że mimo wszystko był to chłopak na poziomie, filolog klasyczny i było o czym z nim porozmawiać.

    pokaż spoiler Nie wiem czy studiował filologię klasyczną, czy po prostu się nią interesował, nie znalazłam nigdzie rozwinięcia tej opinii.


    . . .

    7 marca 2013 roku Michał Moras (wtedy 29-latek) prosto po pracy udał się do Sport Pubu. Pijany w sztok opuścił lokal pół godziny przed północą i udał się w stronę Filharmonii, w której od kilkunastu dni nocował, o czym nie wiedział dyrektor przybytku (a przynajmniej tak twierdził). Anna postawiła Michałowi ultimatum - albo ona, albo nałóg. Kobieta przegrała tą nierówną walkę i kilkanaście dni wcześniej ostatecznie już wyrzuciła konkubenta ze swojego mieszkania.

    Michał do Filharmonii wrócił około północy. Wszedł od strony ulicy Bankowej, a drzwi otworzył mu Paweł K., 60-letni portier. Mężczyźni wypalili po papierosie, pewnie też rozmawiali, bo przecież nigdy wcześniej nie mieli żadnych zatargów. Nagle Moras zaatakował ochroniarza młotkiem, który zwykle nosił go przy sobie w plecaku. Bił tak, jakby chciał go trzy razy zabić ** i dźgał nożem. Ochroniarz zginął od ciosów w głowę. Zachłysnął się własną krwią.

    . . .

    O Pawle K wiadomo tylko tyle, że był człowiekiem dobrego serca. Zostawił żonę i dwoje dorosłych dzieci. Nie doczekał narodzin drugiego wnuka.

    . . .

    Po zabójstwie ochroniarza Moras wszedł na piętro do pokoi gościnnych. W jednym z nich zamieszkiwał, w sąsiednim przebywała niespełna 26-letnia harfistka Victoria Jankowska (zdjęcie), która następnego wieczoru miała zagrać koncert w Filharmonii. Mężczyzna zapukał do drzwi pokoju, w którym przebywała artystka i spytał czy może wejść. Kobieta się zgodziła, jednak morderca nie miał dobrych zamiarów. Victoria nie miała szans z silnym i wysportowanym napastnikiem. Mężczyzna związał ją i zakneblował. Pastwił się nad nią, brutalnie gwałcił i okaleczał przez kilka godzin. Na koniec udusił poduszką.

    . . .

    Victoria Anna Jankowska pochodziła z Warszawy, gdzie ukończyła polonistykę na UW. Była także studentką ostatniego roku na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina. Jak podaje Wikipedia, współpracowała z wieloma orkiestrami. (klik) Do Jeleniej Góry przejechała po raz pierwszy, 8 marca 2013 roku miała zagrać koncert „Muzyczne pary” - fragmenty "Tristana i Izoldy" Wagnera oraz "Romea i Julii" Czajkowskiego. Była jedynaczką.

    . . .

    Oprawca, zanim wyszedł z Filharmonii, udał się do swojego pokoju i przebrał z zakrwawionych ubrań, które porzucił na podłodze. Zostawił także list:

    Ania nie jest temu winna. Wszystko przez hazard. Poległem. Szukajcie mnie w piwnicy.

    Mogło to sugerować, że początkowo chciał popełnić samobójstwo. Jednak wyszedł z budynku i udał się na dworzec autobusowy.

    . . .

    Rankiem, 8 marca 2013 roku pracownicy Filharmonii na próżno czekali, by jak co dzień Pan Paweł otworzył im drzwi i przywitał swoim serdecznym "dzień dobry". Kilka minut po godzinie 7 wezwali strażaków, którzy musieli wybić szybę, by dostać się do środka budynku. Tuż przy portierni, w kałuży krwi leżał martwy ochroniarz. Od razu wezwano policjantów, którzy na piętrze dokonali następnego makabrycznego odkrycia - na podłodze, w pokoju gościnnym znaleźli ciało Victorii.

    (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie)

    Michał Moras bardzo szybko stał się jednym z głównych podejrzanych. Prócz listu pozostawił po sobie mnóstwo śladów - odciski butów, palców czy zakrwawione ubrania. Policja ruszyła za nim w pościg. Morderca dojechał autobusem do Wrocławia, w którym przesiadł się do pociągu w kierunku Górnego Śląska. Został zatrzymany już po godzinie 19 w Jaworznie. (zdjęcie) Był całkowicie zaskoczony i nie stawiał oporu.

    Następnego dnia, w sobotę rozpoczęło się 6-godzinne przesłuchanie podejrzanego. Początkowo przyznał się tylko do zabicia portiera, a w kwestii morderstwa harfistki zasłaniał się niepamięcią. W końcu przyznał się do wszystkiego. Tego samego dnia odbyła się wizja lokalna oraz zapadła decyzja o 3-miesięcznym areszcie.

    Tego samego dnia prezydent Jeleniej Góry ogłosił trzydniową żałobę.

    . . .

    Ludzie, którzy kojarzyli Michała mówili, że często wodził wzrokiem za młodymi, atrakcyjnymi dziewczynami. Podobno, dzień przed morderstwem, był wyjątkowo wpatrzony w Victorię, którą zobaczył na scenie podczas próby w Filharmonii.

    . . .

    11 marca zostały ogłoszone wyniki sekcji zwłok. Wiadomo tylko, że Paweł K. zmarł z powodu odniesionych obrażeń głowy, a Victoria została uduszona. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze oznajmiła, że na prośbę rodziny zmarłej harfistki nie będzie udzielać żadnych dodatkowych informacji.

    . . .

    Paweł K. został pochowany 15 marca na starym cmentarzu w Jeleniej Górze. W uroczystościach pogrzebowych uczestniczyła rodzina, bliscy, znajomi z pracy oraz orkiestra dęta Filharmonii Dolnośląskiej. (zdjęcia)

    Victoria została pochowana następnego dnia na cmentarzu służewieckim w Warszawie. Chórzyści z Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina zaśpiewali napisaną specjalnie na jej część pieśń żałobną. (zdjęcia)

    . . .

    14 lutego 2014 W jeleniogórskim Sądzie Okręgowym rozpoczął się proces. (zdjęcie) Michał Moras został oskarżony o dwa zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, gwałt ze szczególnym okrucieństwem i rozbój z użyciem noża. Prokuratura nie ujawniła wielu szczegółów morderstw ze względu na wyjątkowe okrucieństwo, a sędzia na wniosek pokrzywdzonych i ich rodzin, utajnił proces w całości.

    Jak mówił prokurator Sebastian Ziembicki, motyw jest bardzo złożony i nie da się o nim mówić nie wchodząc w szczegóły, a o ich nieujawnianie prosiła rodzina jednej z ofiar. Z aktu oskarżenia można wnioskować jednak, że chodziło o motyw złożony co najmniej z dwóch pobudek: seksualnej i rabunkowej. ***

    Biegli psychiatrzy oraz psycholog nie stwierdzili u Morasa żadnych zaburzeń i uznali, że w chwili zbrodni był on w pełni poczytalny i zdolny do ocenienia własnych czynów. Dodali też, że poziom inteligencji oskarżonego jest wyższy niż średni poziom dla jego grupy wiekowej.

    10 marca odbył się następny proces, a 5 maja Sąd ogłosił wyrok dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 50 latach. Zasądził też milion złotych nawiązki dla rodzin ofiar po 250 tys. złotych dla matki i córki ochroniarza oraz 500 tysięcy złotych dla matki zmarłej harfistki. Wyrok był nieprawomocny. Tego dnia Michała Morasa nie było na sali rozpraw.

    Sędzia Andrzej Żuk ogłaszając wyrok przez kilka minut odczytywał listę obrażeń jakie Michał M. zadał swym ofiarom. Oboje umierali w mękach, prosząc zabójcę o litość. Michał M. najpierw brutalnie zgwałcił harfistkę, zakneblował jej usta taśmą malarską, ciął nożem i gryzł. Kobieta zginęła uduszona. Michał M. zabrał jej 150 złotych i telefon komórkowy. Ochroniarzowi zadał ponad 60 ran nożem, młotkiem i innym nieustalonym tępym narzędziem. ****

    KLIK obrońca Michała Morasa, oraz z matką i przyjaciółką zamordowanej Victorii

    Obrońca skazanego złożył apelację o skrócenie okresu do prawa ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie. (klik)

    Według Rejestru wyrok uprawomocnił się 15 października 2014 roku i został zmieniony tylko w kwestii ubiegania się o przedterminowe zwolnienie na 40 lat. Reszta bez zmian.

    Obrońca skazanego próbował jeszcze walczyć o swojego klienta, ale w listopadzie 2015 roku Sąd oddalił jego kasację od wyroku, którą uznał za bezsensowną. Zatem Michał Moras nie ma już więcej prawnych możliwości uchylenia się od prawomocnego wyroku.

    . . .

    W listopadzie 2015 r. mama zamordowanej Victorii założyła fundację jej imienia, mająca na celu zachowanie pamięci córki poprzez wspieranie wszelkich inicjatyw artystycznych twórców młodego pokolenia. (klik)

    . . .

    Rodzina Victorii wiele lat walczyła w sądzie o zadośćuczynienie za śmierć córki. Dopiero w marcu tego roku Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uznał, że matce ofiary należy się 250 tys. zł, którą mają zapłacić wspólnie filharmonia oraz firma ochroniarska.

    Naszym zdaniem śmierć córki pani Barbary została spowodowana błędami zarówno po stronie samej filharmonii - organizacyjnymi, brakiem należytej staranności - jak i przez samą firmę ochroniarską, która nie zapewniła należytej ochrony.

    - mówił adwokat reprezentujący matkę zamordowanej kobiety.

    (klik)

    . . .

    Michał Moras aktualnie przebywa w Zakładzie Karnym Nr 1 we Wrocławiu.

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu rejestrzboczeńców. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem.

    • • •

    * źródło
    ** źródło
    *** źródło
    **** źródło

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #patologiazewsi #patologiazmiasta #rejestrsprawcowprzestepstnatleseksualnym #rejestrsprawcowprzestepstwseksualnych #morderstwo #victoriajankowska #jeleniagora #wroclaw #michalmoras #filharmonia
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wystalkować.

    • • •

    Dzięki za wszelkie sugestie - o czym pisać, jak pisać, co dodać, co zmienić czy zostawić. Wszystko biorę pod uwagę, dzięki temu zarówno ten tag, jak i polskiepato będą lepsze. I ja też się rozwinę. :)

    • • •

    RYSZARD WILIWIŃSKI, rocznik 70
    PATRYK WILIWIŃSKI, rocznik '94
    DOROTA WILIWIŃSKA, rocznik '73

    Po braciach Lipińskich, następna wesoła rodzinka w Rejestrze - Państwo Wiliwińscy z głębokiej podlaskiej wsi. Ojciec, syn i matka skazani za jeden z najbardziej obrzydliwych czynów, czyli art. 197 § 3 pkt 3 kk - gwałt na członku rodziny.

    W 2013 roku 13-letnia (wówczas) córka Wiliwińskich, ze względu na swoją lekką umysłową niepełnosprawność, została umieszczona w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Suwałkach. Dziewczynka zaczęła się dziwnie zachowywać wobec rówieśników - obłapywała ich, obmacywała i dotykała miejsc intymnych swoich koleżanek. W rozmowie z wychowawczynią powiedziała, że przecież tak robią tatuś i brat, a w jej mniemaniu to normalne. Nauczyciele zaalarmowali policję.

    Ryszard i Patryk Wiliwińscy zostali zatrzymani, nie przyznali się do winy. Dorota Wiliwińska wynajęła dla nich "najlepszego" adwokata.

    W toku śledztwa wyszło na jaw, że przez ostatnie 2 lata brat upośledzonej dziewczynki ją gwałcił, ojciec molestował i pokazywał pornograficzne zdjęcia, a matka o wszystkim doskonale wiedziała i najwyraźniej akceptowała, bo nie zrobiła nic by pomóc własnemu dziecku.

    Oczywiście, nikt na wsi nic nie podejrzewał, wszyscy byli wielce zaskoczeni winą swoich sąsiadów. Bo przecież taki gospodarny ten Rysiek był, a rodzina co niedziele do kościoła chodziła... Syn trochę łobuz, lubił wypić i nie dało się ukryć, że też ma orzeczenie o niepełnosprawności. Tutaj macie wypowiedzi mieszkańców Słobódki.

    Podczas trwania procesu, reporter TTV odwiedzili dom oskarżonych, by zadać im kilka pytań i jak się okazało, według matki i babki molestowanej dziewczynki, to nie był gwałt TYLKO WSPÓŁŻYCIE. KLIK <- tutaj można posłuchać ich rozmowy. I jeszcze tutaj -> KLIK, próby rozmów po jednej z rozpraw.

    Dziewczynka wraz z dwójką (podobno zdrowego) rodzeństwa została umieszczona w domu dziecka. Wiliwińscy walczyli przed sądem o ich powrót do domu, ale nie mogę znaleźć nigdzie informacji jak to się skończyło. W tej sprawie interweniował Rzecznik Praw Dziecka, który miał dopilnować by molestowana dziewczynka nie wróciła do swoich oprawców.

    Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami, także nie wiadomo czy oskarżeni w końcu przyznali się do winy, ani jaką mieli linię obrony. Wyrok zapadł w listopadzie 2015 roku - ojciec 7 lat pozbawienia wolności, syn 5 oraz (dla obojga) zakaz kontaktowania się z ofiarą. Matka dostała 2 lata w zawieszeniu na 5. Orzeczenie nie było prawomocne i (oczywiście...) po odwołaniu wyrok został ostatecznie zmieniony... Jak wynika z Rejestru, w marcu 2016 Ryszard Wiliwiński został skazany na 4 lata pozbawienia wolności i 4 lata zakazu kontaktowania się z pokrzywdzoną. Patryk Wiliwiński otrzymał 3 lata pozbawienia wolności i 3 lata zakazu kontaktu. Wyrok Doroty Wiliwińskiej pozostał bez zmian.

    . . .

    Tutaj są zdjęcia domu i skazanych w sądzie.

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu rejestrzboczeńców. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem.

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #patologiazewsi #patologiazmiasta #rejestrsprawcowprzestepstnatleseksualnym #rejestrsprawcowprzestepstwseksualnych #pedofilia #pedofile #podlasie #slobodka
    pokaż całość

    źródło: ffffffffffffffffffffffff.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wystalkować.

    • • •

    Krótki wpis, ale ten ryj koniecznie trzeba pokazać.

    . . .

    TOMASZ KOZŁOWSKI, rocznik '73

    Pedofil i gwałciciel, 19 października 2017 roku skazany przez Sąd Okręgowy w Białymstoku za wielokrotne wykorzystywanie seksualne, doprowadzane do poddawania się innym czynnościom seksualnym oraz gwałty na swojej własnej córce.

    Jak wynika z aktu oskarżenia, do pierwszego zbliżenia miało dojść gdy dziewczynka miała zaledwie 6 lat. Do krzywdzenia dziecka dochodziło w latach 2005-2014. Jej gehenna skończyła się dopiero dziewięć lat później, kiedy była już nastolatką. Dziewczyna ma obecnie 19 lat.

    Ze względu na charakter sprawy, proces toczył się z wyłączeniem jawności. Sąd nie udzielił zbyt wielu informacji, między innymi na temat tego, kto wykrył przestępstwo i zawiadomił organy ścigania.

    Kozłowski początkowo został skazany na karę łączną 10 lat więzienia oraz zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 50 metrów i zakaz kontaktowania się z nią w jakiejkolwiek formie na okres 10 lat (jak już wiem - zakaz zbliżania się nie biegnie w trakcie odbywania kary w więzieniu). Wyrok nie był prawomocny i najwyraźniej po odwołaniu został zmieniony na 8 lat pozbawienia wolności (zakaz zbliżania się bez zmian) - jak wynika z Rejestru.

    Na jego koncie na Facebooku widać, że ten dewiant ma jeszcze inne, małe dzieci...

    Skazany przebywa obecnie w Areszcie Śledczym w Hajnówce.

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu rejestrzboczeńców. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem.

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #patologiazewsi #patologiazmiasta #rejestrsprawcowprzestepstnatleseksualnym #rejestrsprawcowprzestepstwseksualnych #bialystok #grodek
    pokaż całość

    źródło: ggggg.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wystalkować.

    • • •

    Z okazji takiej, że właśnie (w końcu!) nauczyłam się wołać z mirkolist - dziś następny wpis. A jutro spodziewajcie się prawdziwej perełki na hasztagu polskiepato. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    • • •

    TOMASZ IBROŃ, rocznik '90
    MARCIN PRZYBYSZ, rocznik '85

    Takie tam chłopki roztropki. Obaj od jakichś 8 lat za kratkami. Kolejny przepis na to jak spieprzyć sobie najlepsze lata życia - także słuchajcie uważnie!

    W marcu 2010 roku między północą, a godziną drugą nad ranem dwóch pijanych mężczyzn weszło się do mieszkania swojej 55-letniej sąsiadki. Wdowa znała oprawców, dlatego prawdopodobnie wpuściła ich do środka. Tomasz Ibroń (wtedy 19-latek) i Marcin Przybysz (24 l.) zgwałcili i brutalnie zamordowali kobietę - zaatakowali ją drewnianym kołkiem i dusili kablem od żelazka. Na koniec roztrzaskali jej głowę. Martwą matkę w kałuży krwi odnalazł jej syn, który w nocy wrócił do domu.

    Policja przyjechała na miejsce ok. godz. 2:30, a pół godziny później na nogach była już cała wieś - liczące nie więcej niż 100 mieszkańców Kaczkówko (woj. kujawsko-pomorskie).

    Policja zatrzymała podejrzanych około 5 godzin po morderstwie, wciąż byli pijani. Jeden miał 0,6, a drugi 1,5 promila alk. w wydychanym powietrzu. Po schwytaniu zostali osadzeni w policyjnym areszcie do wytrzeźwienia, a przesłuchani dopiero następnego dnia.

    Z artykułów internetowych wynika, że jeden z nich miał już na koncie rozboje i kradzieże, a nawet pobyt w więzieniu. Ale na ich profilach w Rejestrze nie ma uwzględnionego paragrafu na temat działania w warunkach recydywy. Może to tylko wiejskie ploteczki albo następny błąd systemu... Nie wiem.

    Według gazet (np. link) zostali skazani na 25 lat więzienia, według Rejestru - tylko na 15.

    To już drugi przypadek, który opisuję, w którym długość kary podanej do opinii publicznej jest dłuższa niż ta z zapisu w Rejestrze. Co o tym sądzicie? Błąd czy manipulacja? A może wyrok został zmniejszony po odwołaniu, ale o tym już gazety nie napisały? Sprawę uciszono?

    . . .

    A widziałam dziś matkę jednego z tych chłopaków, jak szła przez wioskę i płakała

    - powiedziała jedna z mieszkanek okolicy, w której doszło do morderstwa.

    Ja się dziwię, ci chłopacy pochodzą ze zwykłych, niczym nie wyróżniających się pełnych rodzin. To są zwykli szarzy ludzie, którym się nie najlepiej powodzi, jak to w wioskach popegeerowskich bywa, bez perspektyw na lepszą przyszłość. Oni mieszkali niedaleko tej kobiety, praktycznie wychowali się przy niej. W tym mieszkaniu po wszystkim to podobno straszny był widok, ale ja tego nie widziałam. To jest nie do opisania, co się tam wydarzyło, sprawa jak z filmów grozy. W ostatnich tygodniach już się o tym nie mówiło, każdy żył codziennością, a pewnie teraz, po wyroku znów będzie się o tym przez jakiś czas mówić, a potem znów każdy wróci do swoich spraw.

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu rejestrzboczeńców. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem.

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #patologiazewsi #patologiazmiasta #rejestrsprawcowprzestepstnatleseksualnym #rejestrsprawcowprzestepstwseksualnych
    pokaż całość

    źródło: ffffffffff.jpg

    •  

      @kvoka: Masz może jakieś informacje jak wyglądają powroty takich ludzi do domu po pobycie w więzieniu? Nie potrafię sobie wyobrazić jak tak bardzo stygmatyzowani ludzie odnajdują się potem w rzeczywistości. Na pewno część się przeprowadza, ale spora część takich ludzi nie ma na to środków. I co potem żyją obok rodziny osoby którą zamordowali? Chora akcja.

    •  

      @kvoka: Ciekawe są Twoje wpisy. Tak sobie teraz myślę.. Od czasu do czasu czytam na temat niewyjaśnionych spraw kryminalnych, morderstw, zaginięć, itd. Popaprane to trochę, ale mnie takie sprawy ciekawią. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Zainspirowałaś mnie do dzielenia się takimi znaleziskami na wykopie. Co sądzisz?

    • więcej komentarzy (131)

  •  

    Jeżeli ktoś jeszcze nie widział to serdecznie polecam. #rejestrzboczencow #polskiepato

    Polski dokument z 1998 roku "Nie sąd cię skaże pedofilu".
    Temat traktowania pedofili w więzieniu przez współosadzonych.

    Z tego co się orientuję, aktualnie przestępcy seksualni są bardziej "chronieni" przez służby więzienne.

    źródło: youtube.com

  •  

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wystalkować.

    • • •

    ADRIAN BYCZEK, rocznik '93

    Pierwszego dnia sierpnia 2014 roku w godzinach popołudniowych małoletnia Emila B. przyszła wraz z koleżanką Kingą L. do swojego mieszkania w Bogatyni (dolnośląskie). Po upływie około 30 minut do pokoju, w którym siedziały dziewczyny wpadł starszy brat Emilii - 21-letni Adrian. W ręce trzymał nóż kuchenny, którym zaczął dźgać siedzącą na kanapie siostrę. Zadał jej co najmniej 5 ciosów w przedramię i uda. Kinga L. zaczęła z przerażenia krzyczeć, co na chwilę odwróciło uwagę sprawcy i pozwoliło Emilii się uwolnić. Wówczas napastnik podszedł do Kingi i zadał jej 3 ciosy nożem - jeden w podbrzusze, a dwa w lewy bark. W tym czasie Emila podbiegła do drzwi wejściowych chcąc je otworzyć, jednak Adrian jej na to nie pozwolił i grożąc nożem popchnął ją do kuchni. Kazał wejść do pomieszczenia także Kindze. Tam podjął próbę gwałtu na swojej siostrze, a następnie na jej koleżance, co w obu przypadkach mu się nie udało ze względu na brak erekcji. Kinga usiłowała przekonać napastnika, aby je wypuścił, obiecując przy tym, że nikomu nie powiedzą o całym zajściu. W tym całym zamieszaniu, jednej z dziewczyn udało się wezwać pomoc, telefonując do swojej matki. Gdy kobieta dotarła do mieszkania, Adrian zablokował drzwi opierając się o nie. Dopiero, gdy Kinga L. odciągnęła go, udało się je otworzyć i uwolnić obie pokrzywdzone. Natychmiast powiadomiły policję.

    Adrian Byczek w czasie napadu mówił do przerażonych dziewczyn:

    chcę ludziom czytać w myślach

    oraz

    za to co zrobiłem innym, muszę popełnić samobójstwo albo ich pozabijać

    W związku z tym został skierowany na obserwację do zamkniętego oddziału psychiatrycznego. Po wnikliwej i dogłębnej analizie biegli sądowi orzekli, że w momencie popełniania czynów był poczytalny, nie jest upośledzony umysłowo, a jedynie symuluje chorobę psychiczną... ( ಠ_ಠ)

    W toku śledztwa ustalono także, że oskarżony w lipcu 2014, czyli niecałe dwa tygodnie przed atakiem na Emilię i Kingę, zaatakował na ulicy inną kobietę. Zrzucił ją z roweru, po czym złapał za nogi i przeciągnął po asfalcie. Usiłował zdjąć jej spodenki i zgwałcić, jednak w tym czasie podjechał samochód, który spłoszył zboczeńca.

    (zdjęcie obrażeń) (zdjęcie obrażeń)

    Przesłuchiwany przyznał się do zarzucanych czynów

    – mówiła prokurator. W tym przypadku także próbował się bronić symulując chorobę psychiczną:

    Wyjaśniał, że popełnił je dlatego, by inni ludzie nie czytali mu w myślach i dlatego, by sam mógł nauczyć się to robić

    1 czerwca 2015 zapadł wyrok - według prasy 12 lat pozbawienia wolności, a według danych z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym - 10 lat. W jednym są jednak zgodni - odbyło się bez śmiesznych kar pieniężnych.

    Po ogłoszeniu wyroku do mediów dotarła informacja, że oskarżony, w maju 2014 roku usiłował zgwałcić więzienną psycholog.

    W dniu 26.05.2014 roku do gabinetu Pani psycholog funkcjonariusze służby więziennej wprowadzili Adriana B. Do jej obowiązków należało bowiem między innymi udzielanie pomocy psychologicznej osobom wykazującym trudności przystosowawcze oraz oddziaływanie psychokorekcyjne wobec osadzonych. W gabinecie pokrzywdzona pozostała tylko z podejrzanym. W/w usiadł na krześle, po czym psycholog przystąpiła z nim do rozmowy. W trakcie jej trwania osadzony wstał gwałtownie z krzesła i bez słowa ruszył w jej kierunku. Następnie z dużą siłą popchnął pokrzywdzoną przewracając ją na podłogę i chwycił za ramiona uniemożliwiając jej jakikolwiek ruch. Kobieta zaczęła głośno wzywać pomocy. Na miejsce przybiegli funkcjonariusze służby więziennej, którzy obezwładnili napastnika.

    - mówił Prokurator Okręgowy.

    Adrian B. znów chciał uniknąć odpowiedzialności symulując chorobę psychiczną. Tłumaczył, że zaatakował psycholog, bo (uwaga, uwaga!) chciał

    nauczyć się czytać w myślach

    ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    (link)

    Wyroku za to przestępstwo także nie jest uwzględnione w Rejestrze, a nie sądzę by uszło mu to płazem. Może to jakiś błąd lub danie nie są aktualne, nie wiem...

    Adrian Byczek aktualnie przebywa w Zakładzie Karnym w Wołowie.

    • • •

    Kilka miesięcy temu, gdy pierwszy raz natrafiłam na sprawę Adriana Byczka, udało mi się znaleźć na FB profil jego, siostry i owej Kingi. Dziś już nie było to możliwe. Ciekawe ilu poszkodowanych przez jakiegoś zboczeńca z rodziny czy bliskiego otoczenia, musiało zniknąć z mediów społecznościowych po opublikowaniu danych ich oprawców w Rejestrz Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym, hm.

    • • •

    Obserwujcie też mój drugi tag #polskiepato gdzie będę opisywała współczesne sprawy kryminalne z naszego kraju.

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #patologiazewsi #patologiazmiasta
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow będę przedstawiała sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wystalkować.

    • • •

    MARIUSZ LIPIŃSKI, rocznik '84
    SŁAWOMIR LIPIŃSKI, rocznik '90
    MARCIN MAŁOCHA, rocznik '92

    Ekipka z Lublina ( ͡~ ͜ʖ ͡°) Tych dwóch to bracia, ale w akcji, którą zaraz Wam opiszę brał udział także trzeci Lipiński, najmłodszy z pato rodu, który niestety na wpis do Rejestru się nie załapał.

    Z 24 na 25 maja 2012 roku trwał koncert w ramach Feliniady - takie juwenalia na lubelskiej dzielnicy Felin. Dwóch studentów czy tam uczniów - Adrian Z. i Adam G. poznało tej nocy najmłodszego z Lipińskich, 19-letniego Rafała, który zaproponował im amfetaminę. Małolat wziął od nich pieniądze, jednak towaru nie dał, za to uciekł z kompanami - 20-letnim Marcinem M. oraz swoimi braćmi 28-letnim Mariuszem i 22-letnim Sławkiem. Zbieg okoliczności sprawił, że po jakimś czasie wszyscy wpadli na siebie na koncercie, a okradzeni upomnieli się o swoją kasę, co strasznie rozwścieczyło złodziejską patole. Najpierw pobili Adriana, kradnąc mu czapkę, bluzę i telefon, a gdy udało mu się uciec, Rafał L. pobiegł za nim, a pozostali swoją agresję skierowali na drugiego z chłopaków. Podobno prym wiódł najstarszy Lipiński (który btw dwa miesiące wcześniej wyszedł z więzienia) - kazał ofierze klęknąć i zadowolić się oralnie. Pozostali trzymali go za ręce i bili.

    Mario dawaj, wsadź mu!

    - krzyczeli Sławomir L. i Marcin M. Mariusz L. zaś wtykał ofierze członka w usta, bijąc go po głowie i kopiąc.

    Musisz zrobić mi dobrze, bo cię zaj...bię!

    - syczał. A gdy chłopak opierał się, Mariusz wpadł w szał.

    Nie chcesz, to ja zrobię dobrze tobie!

    Razem z kolegami zdjął mu spodnie i zgwałcił szyjką od butelki po piwie.

    Chcąc kompletnie upodlić swoją ofiarę, dwaj bracia Lipińscy oddali na niego mocz.

    Sprawcy wpadli po niespełna dwóch tygodniach i trafili do aresztu. Marcin M. i Rafał L. przyznali się tylko do pobicia, dwaj pozostali twierdzili, że są niewinni. (link)

    Prokuratura Rejonowa w Lublinie oskarżyła wszystkich czterech o rozbój, a trzech z nich (oprócz Rafała L.) o gwałt ze szczególnym okrucieństwem. (link) Dodatkowo Mariusz L. był wcześniej karany, więc odpowiadał jak recydywista.

    Proces ruszył w styczniu 2013 i ze względu na ochronę prywatności poszkodowanych toczył się za zamkniętymi drzwiami. (zdjęcie) Podobno na pierwszej rozprawie działy się niezłe dramy - przed salą sądową czekały karynki, jedna nawet przyszła z kilkuletnim dzieckiem, które próbowała pokazać przez uchylone drzwi.

    W lipcu 2013 zapadł wyrok - Mariusz L. 9 lat pozbawienia wolności, Sławomir L. 5, a Marcin M. 3. Każdy z nich ma także obowiązek zapłaty kary pieniężnej po tysiąc złotych dla każdego z pokrzywdzonych i po 3 tysiące dla zgwałconego chłopaka.
    Rafał L., który jako jedyny nie odpowiadał za gwałt ze szczególnym okrucieństwem, dostał karę 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat. Objęty został także dozorem kuratora, ma zakaz nadużywania alkoholu i przyjmowania środków odurzających. (link)

    Aktualnie starsi bracia Lipińscy przebywają wciąż za kratkami - starszy w Chełmie, młodszy w Hrubieszowie. Jeżeli dobrze liczę to młodszy (Sławomir) powinien niedługo wyjść.

    Marcin M. jest już na wolności, najprawdopodobniej przebywa w Lublinie i gra w gałę ( ͡° ͜ʖ ͡°) (link)

    Co u najmłodszej latorośli Lipińskich nie mam pojęcia.

    • • •

    Obserwujcie też mój drugi tag #polskiepato gdzie będę opisywała współczesne sprawy kryminalne z naszego kraju.

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #patologiazewsi #patologiazmiasta
    pokaż całość

    źródło: nnnnn.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow będę przedstawiała sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wystalkować.

    • • •

    ANNA ŚCIBURA, rocznik '88

    Jedna z niewielu kobiet w Rejestrze i następny smutny przykład tego jak zmarnować sobie całe życie w młodym wieku.

    Laska jest z moich rodzinnych stron, pamiętam ją nawet ze szkolnego autobusu - filigranowa brunetka, całkiem ładna jak na wiejską karynkę. Nie wiem jaką wtedy była osobą, ale jej permanentny bicz fejs mógł już coś niepokojącego zwiastować.

    W sierpniu 2009 roku Anna (miała wtedy niecałe 21 lat) z Andrzejem W. (wtedy 33 latek) i według prasy 17to letnią Pauliną P, a według wiejskich plotek 15to letnią Magdą (・へ・) od rana doili alko i jeździli autem po okolicznych wsiach. Zajechali do zagajnika koło domu sąsiada Anny, Bogdana B. (48 l.), z którym najpierw rozmawiali i pili wódkę, a potem doszło do kłótni. Według Anny, Bogdan zaczął je bezczelnie podrywać i zbytnio się spoufalać, co rozwścieczyło dziewczyny - razem z Pauliną P. (czy tam Magdą) zaczęły go bić i kopać. Skakały na niego z maski samochodu łamiąc żebra, obojczyk i nos. Jak wynika z akt śledztwa Andrzej W. i Paulino-Magda przytrzymali ofiarę, a Anna Ś. zdjęła mu spodnie i bieliznę, i stanęła nad nim z drewnianym kołkiem w ręku. Zamachnęła się, z całych sił wbiła kij w odbyt ofiary i złamała. Pięciocentymetrowy kawałek drewna został w jamie brzusznej Bogdana B. i rozerwał mu wnętrzności. Mężczyzna z bólu zemdlał, a ekipka pijanych oprawców próbowała przysypać go ziemią czy tam przykryć gałęziami, aż w końcu zrezygnowali i uciekli. Zalanego krwią Bogdana B. znaleźli okoliczni mieszkańcy. Trafił do szpitala w Lublinie (link do rozmowy z nim) i przeszedł kilka ciężkich operacji, ale niestety po dwóch miesiącach cierpień zmarł.

    Anna i Andrzej usłyszeli zarzut zabójstwa i gwałtu ze szczególnym okrucieństwem. Nieletnia Paulina/Magda odpowiadała przed sądem dla nieletnich. (link)

    W listopadzie 2010 roku zapadł wyrok - po 12 lat pozbawienia wolności i 8 tys. zł zadośćuczynienia rodzinie zamordowanego. Anna odsiaduje swój w Zakładzie Karnym numer 1 w Grudziądzu, Andrzej w Opolu Lubelskim i najprawdopodobniej wyjdą już za 3 lata. (link)

    Co z tą Pauliną czy jak jej tam było - nie wiem. Odpowiadała przed sądem dla nieletnich, podobno zamknęli ją w jakimś ośrodku.

    • • •

    Obserwujcie też mój drugi tag #polskiepato gdzie będę opisywała współczesne sprawy kryminalne z naszego kraju.

    pokaż spoiler #lublin #motycz #patologiazewsi #patologiazmiasta #kryminalne #kryminalistyka
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

  •  

    #polskiepato

    • • •

    Sprawa z 2015 roku, bardzo medialna, może pamiętacie.

    15to letnia Wiktoria Cichocka z Krapkowic (opolskie) zaginęła na początku marca. (link) Po spotkaniu z koleżanką wracała do domu ścieżką pod lasem - to popularny skrót wśród okolicznych mieszkańców. Jednak nastolatka nie czuła się do końca bezpiecznie i podczas drogi pisała smsy do przyjaciółki, w których relacjonowała, że idzie za nią jakiś dresiarz. (link do artykułu z ich konwersacją) Kontakt nagle się urywał, a Wiktoria nie wróciła na noc do domu. Następnego dnia rodzice zgłosili jej zaginięcie. W szeroko zakrojonej akcji poszukiwawczej wzięli udział strażacy ze specjalnej grupy, policja przeczesywała teren z przeszkolonymi psami, a okoliczni mieszkańcy, znajomi i rodzina dziewczyny przeszukiwali okoliczne lasy na własną rękę. Nie zabrakło także najjasniejszejj gwiazdy polskiej sceny detektywistycznej - Krzysia Rutkowskiego.

    I, jak się później okazało - w poszukiwaniach brał udział także morderca zaginionej.

    Po 10ciu dniach w przepompowni ścieków (w miejscu oddalonym zaledwie kilkaset metrów od bloku, w którym mieszkała Wiktoria) pracownicy wodociągów odnajdują zwłoki młodej kobiety. Były w fatalnym stanie i choć wyłowiona ze studzienki dziewczyna miała na sobie rzeczy zaginionej nastolatki, rodzice Wiktorii nie rozpoznali swojej jedynej córki i konieczne były badania DNA, które jednoznacznie potwierdziły ich najgorsze przeczucia. Policja wszczęła śledztwo w sprawie zabójstwa.

    Wiktoria została pochowana w maju, w rodzinnych stronach swojej mamy. (zdjęcia) (link)

    Dopiero dwa miesiące po odnalezieniu zwłok policji udaje się zatrzymać niespełna 17to letniego Artura W. z Gogolina. (zdjęcie)
    Dresiarz śledził dziewczynę z zamiarem kradzieży telefonu, doszło do szarpaniny, w wyniku której dziewczyna uderzyła głową o beton i straciła przytomność. Młody patus widząc, że ofiara ataku się nie rusza, przeniósł nieprzytomną (ale wciąż żywą!) dziewczynę na teren przepompowni, a następnie wrzucił ją do kolektora ściekowego. Wiktoria się utopiła. (link)

    Artur W. nie przyznał się do zamiaru zabójstwa. W chwili zdarzenia był nieletni, jednak postanowieniem sądu odpowiadał jak dorosły.

    W 2016roku zapadł wyrok 14tu lat pozbawienia wolności i karze pieniężnej po 100 tys. złotych zadośćuczynienia rodzicom nastolatki. (link) Prokuratura i rodzina zamordowanej wnioskowali jednak o zaostrzenie kary i w 2017 została podniesiona do 25 lat. (link) W styczniu 2018 roku Sąd Najwyższy odrzucił kasację wyroku. (link)

    Argumenty obrońcy Artura W. nie przekonały sądu. W jego opinii ktoś, kto stawał przed Sądem Rodzinnym i Nieletnich aż sześć razy nie rokuje możliwości resocjalizacji, dlatego należy Artura W. izolować jak najdłużej.

    • • •

    Pod tagiem #polskiepato będę opisywała współczesne, polskie sprawy kryminalne.

    A pod tagiem #rejestrzboczencow będę przedstawiała sylwetki gwałcicieli i pedofilów z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyslkować.

    pokaż spoiler #polskiepato #kryminalne #patologiazewsi #patologiazmiasta #krapkowice #zbrodnia
    pokaż całość

    źródło: fffffffffffffffffffff.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow będę przedstawiała sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyslkować.

    • • •

    MATEUSZ BEREŻAŃSKI, rocznik '96

    Skazany za wykorzystywanie seksualne swojej młodszej siostry. Sprawca miał wówczas 17 lat, a jego ofiara zaledwie osiem. Oskarżony miał obcować z nieletnią przez cztery lata. (link do artykułu)

    Mateusz swój (jakże niski, do tego z wcześniejszym warunkowym zwolnieniem) wyrok już odsiedział i żalił się na Facebooku, że został wystrychnięty na dudka! (✌ ゚ ∀ ゚)☞

    DO WSZYSTKICH Zostałem wrobiony przez byłą żonę mojego brata i jej córkę z poprzedniego związku nigdy nie tknąłem żadnego dziecka nie znacie sprawy nie ocenianie mnie

    Link do jego FB, polecam poczytać komentarze pod postem.

    Aktualnie, najprawdopodobniej przebywa w rodzinnym Wieruszowie (województwo dolnośląskie), ma dozór kuratora.

    • • •

    Obserwujcie też mój drugi tag #polskiepato gdzie będę opisywała współczesne sprawy kryminalne z naszego kraju.
    pokaż całość

    źródło: ggggggggggggggggg.jpg

    •  

      @Morf:
      Czy ty nie pojmujesz różnicy między gwałtem, a gwałtem ze szczególnym okrucieństwem? (tak, obie wersje mogą dotyczyć dziecka).

      Dowodem jest to że w rejestrze nie ma żadnego księdza nawet jeżeli popełnił przestępstwa za które powinni się w nim znaleźć (a takie osoby istnieją o czym napisali w artykule). Jedynych których ten rejestr objął to pedofile którzy są jednocześnie debilami bo nie złożyły wniosku w terminie lub nie wiedziały że mogą coś takiego zrobić.

      Ta ustawa jest żeby pokazać maluczkim "Patrzcie jak o was dbamy!" a jak ktoś ma olej w głowie, pieniądze lub jest w sekcie która się o niego troszczy to się tam nie znajdzie. Proste.
      Co za kurw...a bzdury. Rejestr to gwałty z okrucieństwem. Jest różnica między gwałtami z okaleczaniem i torturami i czasem morderstwem, jakich jest pełno w tym rejestrze, a:

      - pospolitymi gwałtami od rodziny, nauczycieli czy księży dbających o to, by nie było zbyt widocznych śladów, a wstyd był wystarczającym czynnikiem zamykającym usta ofierze. Wszyscy ci sprawcy, to ludzie "skazani" na długie lub względnie długie przebywanie przy swoich ofiarach i w ich środowisku, a nie styl "porwanie/napad i ucieczka".
      - gwałtami po tabletkach uspokajających czy usypiających choćby w klubach
      - gwałtami "ulicznymi" w stylu kilka wspólników trzyma ofiarę napaści, a kolejny gwałci (zakładając brak pobić, tortur, udziału narzędzi itd)
      -gwałtami w małżeństwie/związkach (znowu: zakładając brak tortur itd)

      Wg zeznań wykorzystanych dzieci, one czasem nawet nie zdawały sobie sprawy, czego doświadczają. Po latach mówiły, a ich rodziny nic nie widziały, mimo, że dzieciak z nimi przebywał.Takie coś jak ten ksiądz z USA, który złamał kręgosłup dziecku trafiłoby do rejestru z biegu. Dodatkowo mnóstwo doniesień o księżach pedofilach, to nie gwałty, tylko molestowanie. Cholera, w ciągu ostatnich dziesięciu lat przy temacie Polski kojarzę sporo doniesień o molestowanie, dorosłych kobietach w ciążach, ale żadnych o gwałt. Tak, staram się to śledzić. Zdarzył się nawet szesnastolatek przyłapany z księdzem w aucie XD. Po przekopaniu informacji, wygląda na to, że to było dobrowolne.
      Jak już ktoś chce być foliarzem, to zauważcie, że bardzo dużo patologii z rejestru, to ludzie młodzi. Czyli jak? Gwałty popełniane przez dziadków są tuszowane? Wiecie, że gwałt z użyciem narzędzi innych niż k#$as jest możliwy.
      @Namenick: @Namenick:
      pokaż całość

    •  

      #stonoga

      . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

      źródło: streamable.com

    • więcej komentarzy (34)

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #rejestrzboczencow

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,1:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów