•  

    Niedawno podpisano nowelizację ustawy dotyczącej Edukacji Domowej - aktualnie może dostać się na nią każdy uczeń pragnący uczyć się w domu (nie ma żadnych lekcji; nawet lekcji zdalnych, sprawdzianów, kartkówek, dzwonków i przesiadywania godzinami w szkole) bez względu na jego miejsce zamieszkania (zniesiono rejonizację) oraz bez konieczności dostarczenia opinii psychologiczno-pedagogicznej.

    Na czym polega edukacja domowa?
    Jest to całkowicie darmowa alternatywa dla szkoły stacjonarnej, umożliwiająca naukę w domu.
    W trybie edukacji domowej, w przeciwieństwie do nauczania domowego (bardzo często jest mylony z tym terminem) nauczyciele wcale nie przychodzą do domu. Dziecko samo organizuje swój czas i formę nauki. Wyłącznie od niego zależy jak bardzo będzie w nią zaangażowane.
    Wiedzę ucznia sprawdza się wyłącznie podczas sesji egzaminacyjnych odbywających się najczęściej 1-2 razy w ciągu całego roku szkolnego. Szkoły wspierające Edukację Domową zazwyczaj przeprowadzają je w bardzo przyjaznej formie - ich celem jest zachęcenie uczniów do zdobywania wiedzy i do spojrzenia na nią z zupełnie innej perspektywy, a nie skarcenie ich za to, czego nie potrafią (co bardzo często ma miejsce w "zwykłych" szkołach stacjonarnych).
    Wbrew powszechnemu przekonaniu na Edukację Domową nie uczęszczają sami uczniowie z problemami, ponieważ tę opcję wybierają również dzieci utalentowane i niezwykle ambitne. W tym trybie edukacji posiadają dużo większe spektrum możliwości - przez ogromną ilość czasu wolnego mogą skupić się nie tylko na poprawianiu wyników w nauce, ale i na skupieniu się na własnych zainteresowaniach i zdobywaniu wiedzy pozaszkolnej.

    Sama byłam na Edukacji Domowej i absolutnie były to najlepsze lata mojego życia. Nigdy nie byłam traktowana przez własnych nauczycieli z tak ogromną wyrozumiałością, nigdy nie miałam wyższych wyników w nauce niż podczas Edukacji Domowej, nigdy nie podchodziłam z taką ciekawością do samego zdobywania wiedzy.
    Ze względu na ogromną ilość czasu wolnego zdobyłam również niezwykle wartościowe znajomości - nie byłam zamknięta w wąskim gronie klasy, a ponadto nie musiałam przesiadywać 9 godzin w szkole zarywając jednocześnie nocek na naukę, a zatem miałam dużo więcej możliwości dotyczących integracji i poznawania ludzi.
    Moja szkoła wspierająca ED organizowała również wspólne wycieczki i warsztaty, przyniosło mi to ogromne doświadczenia i wiedzę, pomimo, że na samą naukę poświęcałam dużo mniej czasu niż w szkole. Dużo szybciej zajmowało mi przyswojenie wszystkiego na egzaminy.

    A jakie są wady Edukacji Domowej? Prawdopodobnie wyłącznie to, że nie każdy nadaje się na ten tryb. Ogrom wolnego czasu sprawia, że wolimy cieszyć się z doświadczanej "wolności" w jak największym stopniu - a jednak musimy zmusić tę cząstkę siebie i skłonić się do poświęcenia choć odrobiny czasu na naukę.
    Jest to idealny tryb dla każdego, kto wie, że i tak głównie uczy się w domu oraz potrafi organizować swój czas.
    Wiele osób uważa, że Edukacja Domowa rodzi aspołecznych introwertyków, którzy boją się życia i nie są do niego przystosowani. Jest to absolutnie nieprawda, choć w głównej mierze zależy to od danej osoby. Osobiście dużo bardziej otworzyłam się do świata i ludzi w momencie dołączenia na edukację domową, niż kiedy miało to miejsce podczas uczęszczania do szkoły stacjonarnej. Jeżeli kogoś przeraża cały świat i ludzie to prawdopodobnie zamknie się w swojej bezpiecznej przestrzeni nawet, kiedy wymuszane jest na nim uczęszczanie do szkoły - naprawdę zależy to od samej osobowości ucznia i jego podejścia do świata, a również jak już wspominałam umiejętności organizowania własnego czasu.

    Zdecydowanie polecam ten tryb każdemu, szczególnie, że rząd teraz znacząco ułatwił możliwość dołączenia do niego!
    Polecam decydować się na Edukację Domową wyłącznie w szkołach, które ją wspierają i wiedzą na czym ona polega - ponieważ wiem z doświadczenia, że "zwykłe" szkoły absolutnie odrzucają ten pomysł i na siłę próbują utrudnić zarówno rozpoczęcie tego trybu, jak i naukę podczas niego. Znam sytuacje w których szkoły przeciwne ED celowo utrudniały egzaminy swoim uczniom, byleby tylko "udowodnić", że szkoła stacjonarna jest tą jedyną słuszną.
    W każdym dużym mieście są świetne szkoły wspierające Edukację Domową i przy zdecydowaniu się na ten tryb zachęcam do wybierania właśnie ich. Są to zarówno szkoły podstawowe, jak i zerówki oraz licea. Dziecko w każdym wieku może uczyć się w taki sposób. Wręcz jest to idealna opcja dla uczniów pragnących dobrze zdać maturę - przez dużą ilość wolnego czasu mogą się perfekcyjnie przygotować na zdawane przez nich przedmioty.

    Chętnie odpowiem na wszystkie pytania dotyczące tego trybu c:

    #edukacja #edukacjadomowa #szkola #liceum #podstawowka #dziecko #dzieci #rzad #uczen #uczniowie #nastolatki #wiedza #przedszkole #zerowka #lekcje #zdalne #gimnazjum #ciekawostki #nauka #nauczanie #nauczyciele #matura #sprawdzian #egzamin #sesja #matura2021 #rodzice #rodzina
    pokaż całość

  •  

    Przeciętnemu Polakowi nie dał bym psa do wychowania, a oni sobie robią dzieci (╯︵╰,)

    Przerasta ich myślenie dwa dni do przodu, zrobienie zapasów czy przewidzenie jakichś sytuacji awaryjnych, zero wiedzy o psychice dziecka i człowieka, w ogóle nawet zero chęci do poszerzania swojej wiedzy związanej z nową sytuacją w życiu.
    "Ja jadłem całe życie chleb z margaryną, mieszkaliśmy wszyscy w jednej izbie, spaliśmy w jednym łóżku, nie mieliśmy nawet biurka, tylko przy kuchennym stole musieliśmy lekcje robić przy lampie naftowej! Ma co żryć, na łeb nie kapie, a ten jeszcze narzeka! Mnie rodzice napierdalali sprzączką po mordzie i patrzcie na jakiego normalnego człowieka wyrosłem, jestem im za to wdzięczny!" (btw. syndrom sztokholmski tego typu mnie zawsze śmieszy i jednocześnie przeraża jak czytam takie teksty w komentarzach)

    No i później jedzie taki delikwent na zachód, ściąga rodzinę i płacze bo mu urzędnik dzieci zabrał. "Specjalnie się Polaków czepiają, żeby się dorośli ludzie, rodzice, nie mogli napić kulturalnie piwka z sąsiadami, no może i mamy 3 letnie dziecko, ale od tego chyba rodzeństwo ma żeby się nim zajęło jak rodzice, hehe, zaniemogą?
    No i już się całkiem im pokręciło w głowie żeby jakieś normy były, że każde dziecko swój pokój ma mieć, łóżko i biurko! I kto to widział żeby własnemu rodzonemu dziecku nie można było pasem przypier... Ekhm, uderzyć? HALO TELEWIZJA POMUSZ, NIEMCY DZIECI NAM ZABIERAJO, A MY NIC NIE ZROBILI! "

    #takaprawda #polacyrobacy #emigracja #rodzice #zwierzeta #dzieci
    pokaż całość

    GIF

    źródło: i1.kwejk.pl (1.2MB)

  •  

    Kurde Mirki, już nie wiem za bardzo co o tym wszystkim sądzić...

    Jestem grubo przed 30, czyli w grupie która w większości nie musi się bać wirusa, nawet nie wiem czy już go lekko nie przechorowałem jakoś miesiąc temu (pewności nie mam, na podstawie objawów równie dobrze mogło to być zwykłe przeziębienie). Temat szczepień mnie niewiele obchodził, tyle co zasłyszałem od czasu do czasu żeby któregoś dnia nie być zaskoczony, że wywalą mnie z roboty czy nie wpuszczą do knajpy pod pretekstem bycia antyszczepem. Niedawno otworzyli turę zapisów dla mojego rocznika i się zaczęło...

    Powiedzmy sobie szczerze, nie mam nic przeciwko szczepionkom. Nie boję się, że wyrośnie mi po nich druga głowa albo że będę sterowany na pilota przez Gatesa. Szczepienie ludzi w grupach ryzyka uważam za słuszne (biorąc pod uwagę dane z UK czy Izraela), nie mam też nic do ludzi, którzy szczepią się dla własnego komfortu psychicznego, jakiegoś podbudowania na duchu. Jestem z gatunku tych twierdzących: "jeździć, obserwować" i nie wykluczam szczepienia, gdy już większość wątpliwości będzie rozwiana, typu:

    - zapewnienie odporności na wszystkie mutacje które się pojawiły lub które ujawnią się w ciągu paru najbliższych miesięcy (oby nie)
    - jak długo utrzyma się odporność, czy nie będzie za niedługo konieczny marsz po kolejną "zaktualizowaną" dawkę czy dwie (lub jedna w przypadku J&J) stykną i jest spokój
    - jakie są konkretne przeciwskazania dla każdej ze szczepionek, czy nie mam w sobie jakiegoś czynnika zwiększającego ryzyko NOP-ów (z akcji szczepień na majówkę wywnioskowałem, że wcześniej nie badają ludzi pod tym kątem, ustawiali się w kolejce, cyk, odczekaj kwadrans i następny - poprawcie mnie jeśli się mylę)
    - co mogę robić przez jakiś czas po szczepieniu, czego nie powinienem (np. lubię sobie pochodzić dłuższe dystanse po górach albo na siłkę - czy mam się jakiś czas wstrzymywać z robieniem tego czy nie ma to znaczenia)
    - czy po prostu jest sens szczepić tych, którzy nie są w grupach ryzyka ciężkiego przebiegu, a po ponad roku wiem na 99%, że nie jestem

    Właśnie. Tego wszystkiego nie wiem i pewnie jeszcze coś jest, czego nie wymieniłem a jest istotne. Tymczasem odbyłem niedawno rozmowę ze swoimi rodzicielami - ludźmi obytymi, wykształconymi i jak mi się wydawało zawsze podchodzącymi racjonalnie do każdego tematu, którzy zawsze zachęcali mnie do niepodejmowania decyzji na hurra i przemyślenia sobie wszystkiego. W skrócie wyglądało to tak:

    - Szczep się, szczep się, już, natychmiast! Czemu przegapiłeś jak otwierali twoją kolejkę?! Twoja siostra od razu się zapisała jak miała swoją turę! Nieważne którą szczepionką, ważne żeby by było. Co z tego, że nie jesteś w grupie ryzyka, skąd wiesz, że jesteś bezpieczny? Nawet przechorowanie ci nie daje pewności! Wszyscy mówią, że to konieczne, żeby jak najszybciej wyjść z pandemii. Nie obchodzi nas to że pisiory i tak niezależnie od tego zrobią kolejne lockdowny na jesień, dla nas się liczy zdrowie wszystkich w rodzinie!

    Był też argument o możliwości pojechania na wakacje za granicę.

    Szczerze? Smutno mi. Po raz ostatni tak się czułem, gdy dawny znajomy próbował mnie zwerbować do jakiegoś mlm-a. Brak wysłuchania mnie, dlaczego mam obawy, prób rozwiania wątpliwości. Nawet nie próbowali jakoś delikatnie wywrzeć na mnie wpływu, dać mi choćby czasu na przemyślenie sprawy. Ma być tak jak chcą i tyle. Po tej rozmowie mam taki mętlik w głowie, boję się, że mają mnie teraz za jakiegoś szura który ogląda filmiki z żółtymi napisami. A przecież tyle lat mnie znają, wiedzą dobrze, że od dziecka jestem uparty i najlepszą opcją przekonania mnie do czegoś jest danie mi czasu do namysłu - a robią dokładnie na odwrót. Jak z tego wybrnąć?

    PS. Proszę, nie piszcie jakichś wulgarnych wycieczek pod ich adresem, już wystarczająco mam gówniany dzień.

    #szczepienia #rodzice #rodzina #koronawirus
    pokaż całość

    •  

      ci powie czy powinieneś się szczepić.

      @DarekMarek: o to to, ja po wywiadzie mam zalecenie sie nie szczepić bo mam historie wstrząsów anafilaktycznych więc sie po prostu nie szczepie ¯\_(ツ)_/¯

    •  

      @DarekMarek: no właśnie, jeżeli to i tak jest kwestia sezonowości zachorowań, to czy nie lepszym wyjściem było by się zaszczepić tuż przed jesienią, a nie wtedy kiedy preparat teoretycznie jest najmniej potrzebny?

      Rozważam właśnie wizytę i jakieś podstawowe badania, pamiętam, że za dzieciaka miałem robione testy reakcji alergicznej na niektóre substancje i trochę się cykam, nawet dzisiaj na tym tagu jakiś Mirek wrzucał zdjęcie z mocną i bolesną opuchlizną reki, 3 dzień po Modernie.

      @sajnguri800: @starypijany123: @Shrug: najbardziej nie rozumiem skąd ta presja na mnie. Jakbym jeszcze często z nimi przebywał albo ktoś faktycznie miał przeciwwskazania do szczepienia i by się bali ciężkiego przebiegu choroby... ale nie, wszyscy starzy w rodzinie już zaszczepieni, a w domu rodzinnym przebywam jakieś 2-3 dni w miesiącu. Podejrzewam, że częściej widzą się z tą samą kasjerką w Biedrze.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    TL; DR: nie zgodziłem się na inwazyjną terapię trądziku u córki

    Moja córka (lvl 17) ma problemy skórne, trądzik, może nie bardzo lagodny, ale też na pewno nie są to żadne drastyczne krosty. Dermatolog zaproponował izotek, nie próbując nawet czegokolwiek innego (np. oczyszczania, antybiotyków). W każdej książce do dermatologii czytałem, że izotek to lek ostatniej szansy i należy najpierw spróbować mniej obciążających organizm terapii.

    Wobec tego stanowczo nie wyraziłem zgody na terapię córki izotekiem i stwierdziłem, że ma szukać sobie innego dermatologa, który spróbuje ją leczyć zgodnie ze sztuką. Żona trochę mnie popiera, a trochę widzę że zaczyna się litować nad córką. Generalnie w domu atmosfera grobowa. Dobrze zrobiłem? Jakieś rady jak to rozwiązać?

    #rodzice #zwiazki #medycyna #dermatolog #zdrowie #rozowepaski

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #60914d6c5a0849000ad36967
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: LeVentLeCri
    Przekaż darowiznę
    pokaż całość

  •  

    Ostatni mój wpis w temacie klapsów/bicia dzieci.

    Dziękuję wszystkim za komentarze, dyskusje oraz wiadomości na priv. Dzięki wam zrozumiałem, dlaczego tak bardzo nienawidzę klapsów i ludzi, którzy je stosują. Było to dla mnie bardzo odkrywcze i dało do myślenia. Na tyle, że musiałem jeden dzień poświęcić na odpoczynek od pisania, żeby poukładać to sobie w głowie i móc zakończyć ten temat na moim tagu. Odpowiedź jest prosta:

    Nienawidzę ludzi, którzy mając nad kimś władzę wykorzystują ją, dlatego że po prostu mogą.

    Dzieci i bicie ich zalicza się do tego. Nie ma człowieka bardziej bezbronnego i tak ufającego ci bezgranicznie jak twoje własne dziecko. Mimo że jesteś alkusem, patusem i bijesz je. To ono nadal jest przy to tobie i cię kocha (oczywiście do pewnego momentu). Mając taką kontrolę nad dzieckiem i zaufanie, którym cię ono darzy, uważam za najgorsze świństwo bicie go (przemoc psychiczna też się liczy, ale nie o tym tutaj). Niektórzy mnie przekonali do uderzenia otwartą dłonią w pośladek dziecka, ale były to sytuacje skrajne, niebezpieczne, albo takie, w których sam bym nie wiedział co robić. Najbardziej mnie ruszył komentarz pewnego rodzica, który w życiu nie podniósł ręki na swoje dziecko, a potem dowiedział się, że jego syn znęca się nad innym uczniem.

    To kiedy można dać klapsa, a kiedy nie, jest tematem na inny wpis. Granica jest cienka i bardzo łatwo ją przekroczyć. Moja dziewczyna czytając niektóre komentarze i na podstawie swoich spostrzeżeń, a także po przeczytaniu pewnej książki doszła do bardzo ciekawego wniosku, który mi dał do myślenia:

    Osoby, które są za biciem, zawsze pamiętają za co dostali i im to na dobre wyszło, z kolei przeciwnicy pamiętali tylko przemoc, a za co dostali to już niekoniecznie.

    I faktycznie jest to prawda. Ja sam również tego nie pamiętam, przeciwnicy pobieżnie, bo oceny, bo zachowanie itp. A ci, którzy byli za biciem opisywali dokładnie każdą sytuację i dlaczego się z tym zgadzają. Co samo w sobie kazało mi się zastanowić czy klapsy same w sobie są problemem, czy może ich częstotliwość, okoliczności i podejście rodzica do tego.

    Granica jednak jest cienka, a podejście do każdego dziecka jest indywidualne, a to jak rodzice wymierzają karę, też ma znaczenie. Złożony temat. Bo co to znaczy to wszystko co do tej pory napisałem? Kiedy klaps można stosować? Co to znaczy od czasu do czasu i za jakie przewiny, ile klapsów, jak ma się rodzic zachować? To jest temat do dłuższej debaty. Myślę jednak, że jeśli spędzając czas ze swoim dzieckiem, widząc jak się rozwija, o czym mówi, co myśli, jak się zachowuje ty nadal nie wiesz jakie kary są dla niego proporcjonalne, na czym mu zależy i jak można je zmotywować. To poległeś na każdym kroku jako rodzic, a bicie/klapsy inne formy przemocy, są nie dla ciebie. Bo jeśli spędzasz z tym dzieckiem tyle czasu, lub olewasz je na tyle, że tego nie wiesz to bicie będzie dla ciebie najlepszym rozwiązaniem. Proste rozwiązanie dla prostego umysłu. Dziecko dostało klapsy i cyk pora na cs-a. Jak nadal jest problem to wystarczy zwiększyć częstotliwość, albo ilość klapsów, zawsze działa. Możesz dojść do momentu, że będziesz tłukł dziecko tyle razy, że powiesz że cię ręka boli i dasz sobie spokój (pozdrawiam tatę).

    Dlatego bezpieczniej będzie jeśli zostanę przy swoim, żadne formy przemocy fizycznej i psychicznej nie powinny się znajdować w wychowywaniu dziecka, bo małe umysły, czytając to co napisałem akapit wyżej, stwierdzą że mają przyzwolenie na bicie, bo nie dają sobie rady.

    Nie dajecie sobie rady, bo mieliście w dupie swoje dziecko, albo byliście za głupi, by je zrozumieć. W tym drugim przypadku, jeszcze wam wybaczę, ale nie pozwolę na bicie. W pierwszym przypadku będę wami gardził, bo jesteście dla mnie małymi podłymi istotami, które nic nie znaczą i muszą odreagowywać na kimś kto jest niżej, bo nikt was nie szanuje i gardzi wami, więc znęcacie się nad istotą najbardziej niewinną i która wam najbardziej ufa.

    W obu przypadkach są opisane skrajności. Można to jakoś wypośrodkować, jednak wiem, że większość ludzi jest na to za głupich i trzeba myśleć za nich i nic dziwnego, że w Polsce jest to już nielegalne od długiego czasu, bo przecież powiesz Januszowi, że klaps od czasu do czasu nie jest niczym zły, a on pójdzie i będzie bił dzieci kablem od żelazka codziennie, bo przecież HEHE ktoś powiedział, że od czasu do czasu to nie jest złe, a on wraca do domu, da trochę ,,klapsów” i może piwko w spokoju wypić i meczyk obejrzeć :DDD i gites majones. I patrz Halynka jakie te dzieci rozbestwione przez beztresowe wychowanie, a u nas nie ma problemu.

    Odniosę się teraz do kilku sytuacji z komentarzy. Jeden użytkownik napisał, a co mam zrobić jak mi dziecko próbuje wbiec na ulicę, podczas sporego ruchu? No nie wiem, a co robisz z psem? Trzymasz na smyczy, pilnujesz. Czasami mnie śmieszą te fikołki, bo niektórzy stwierdzą, że zwierząt się nie bije, bo nie zrozumieją. Psa trzymasz krótko na smyczy, żeby ci nie wbiegł na ulicę. Dziecko puszczasz samopass? Przykład z komentarza dotyczył 4-latka, a ja nawet 7-latka pilnuje, bo nigdy nie wiesz co mu odbije. Możesz iść, tłumaczyć, a on któregoś dnia tak się podnieci, że widzi tatę po tygodniu, że nie będzie myślał tylko wbiegnie na ulicę, bo się stęsknił. W ten sposób to równie dobrze mężowie powinni bić żony, bo one też reagują czasami zbyt emocjonalnie i odwalają głupoty. Dziecko to dziecko, pilnuj je.

    Jeden komentarz, który mnie ruszył. Opiszę sytuację po swojemu z pamięci, jak użytkownik będzie chciał się ujawnić to bez problemu.
    Ojciec miał syna, nic mu nie brakowało, nie bił, nie wyzywał. Poświęcał mu czas i uwagę. Wychowywał na dobrego człowieka. Któregoś dnia został wezwany na rozmowę do szkoły i dowiedział się, że jego syn razem z kilkoma innymi chłopakami, znęcali się nad jednym uczniem. W ojcu coś pękło i po powrocie do domu, pierwszy raz w życiu go uderzył (klapsy).

    I tutaj mnie zatkało, bo starałem się wczuć w tę sytuację i doszedłem do wniosków, dlaczego tego ojca usprawiedliwiłem za to co zrobił. On nigdy nie wykorzystał swojej pozycji i władzy nad dzieckiem, aby wymierzyć mu najprostszą karę, jednak gdy jego syn wykorzystał swoją władzę i znęcał się nad kolegą to coś w nim pękło i zastosował karę adekwatną do tego co zrobił jego syn. Nie wierzę, że w takiej sytuacji dziecko by zrozumiało to w inny sposób. I myślę że klapsy były i tak łagodniejsze od tego co serwował temu koledze, a sam ojciec miał tak olbrzymi kac moralny za to co zrobił, że aż mu współczułem.

    Jeden komentarz dał mi tak wiele do myślenia. Czy wasi rodzice mieli jakieś rozterki moralne po takim biciu? Czy jednak uważali to za dobre i że kiedyś im za to podziękujecie? Myślę że dla jednej i drugiej strony odpowiedź jest tak samo oczywista. Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. I bez namysłu jedna strona powie tak, a druga nie. I jedna i druga strona nie potrafi zrozumieć drugiej. I jedna i druga strona może zrobić dziecku krzywdę, jeśli nie zachowa balansu. Bo bicie dziecka zniszczy je tak samo gdy pozwolisz mu na wszystko, bez żadnych konsekwencji.

    Jakby co, to nadal jestem przeciwnikiem bicia/klapsów/przemocy psychicznej itd. Każdy z nas jest tylko człowiekiem i czasem nie daje sobie rady. Mogę to wybaczyć.
    Jednak jak ktoś regularnie bije swoje dzieci i uważa to za podstawę wychowania to serdeczny członek w końcówkę układu pokarmowego.

    PS. Nikt ze zwolenników mi nie odpowiedział na moje ostatnie pytanie:
    Dlaczego w pierwszych klasach szkoły podstawowej, byłem nieznośny, dokuczałem i przeszkadzałem na lekcji, a byłem bity regularnie? A nauczyciele mówili, że mi brakuje ojcowskiej ręki?

    #smiecizglowy epizod 40

    #wychowanie #rodzice #przegryw #depresja #nerwica #zaburzeniaosobowosci #przemyslenia #przemocdomowa
    pokaż całość

    źródło: comment_1619443151tntE5TycyqGLZoPQ20FVrm,w400.jpg

    •  

      @kamil150794:

      Nie powiedziałbym, że klapsy przesądzają o przegrywie. Brat cioteczny za młodu był urwisem, non stop miał pasek na tyłku, a wyrósł na dynamiczniaka. Wyrósł...? A może miał to w genach?

      Nie wysunąłem takich wniosków, chociaż to ciekawe o czym piszesz ( ͡° ͜ʖ ͡°) Przez 3 wpisy to bardziej wyrażałem dezaprobatę wobec klapsów i bicia dzieci. Chociaż jest pewna zależność w tym co napisałem, a twój przykład to chyba wyjątek od reguły w tej kwestii, bo ilu znasz takich jak on? pokaż całość

    •  

      @Garztam: W zasadzie w okolicach większość dostawała pasem, ale wyrosła na normików. Oczywiście nie jest to wiarygodny wyznacznik, ale jako równoważnik mogę dodać, że znam wiele przegrywów, choćby stąd, które w młodosci nie były bite, a i tak są spierdoleni.

    • więcej komentarzy (33)

  •  

    Mirki pijcie ze mną kompot, zostałem tatą ʕ•ᴥ•ʔ. Mam konto na Wykopie od prawie 15 lat więc wydaje mi się, że jestem gotowy. Wychowam jak swoje. Żona z córką jeszcze w szpitalu, wrócą za jakieś 2-3 dni. Jakieś ostatnie porady zanim wjedzie mi ojcostwo na full? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #dzieci #rodzice #ciaza

    •  

      @maver nie martw się, chyba każdy na początku nosi dziecko przed sobą jak kawał drewna xD mój ma już prawie 10 tygodni I zaraz będę nim salta wywijać, a też się bałam go dotknąć. :P Z mojej strony od razu na wszelki wypadek przygotujcie się na kolki. Termofor pod ręką, nauczyć się wiązać dziecko w rożek, ogarnac biały szum i zachować stalowe nerwy. Jak się zacznie, to będziecie wiedzieli, że to to. To chyba najgorsze co Was (prawdopodobnie) czeka, ale da się przeżyć, po paru tygodniach będziecie do tego podchodzić już na luzie.
      Fajnie się usypia bobasa na piłce do fitnessu, kładziesz go na kolanach, robisz z rąk gniazdko i kiwasz się we wszystkich kierunkach, oszczędzasz kręgosłup.
      Gratulacje! Będzie fajnie. :)
      pokaż całość

    •  

      @Krystof92: powiem tak - niech robią jak im wygodnie. Też słyszałam na początku takie rady o spaniu osobno. Jeśli wszyscy się wysypiają i zgadzają na taki układ to nie ma przecież problemu.
      Ja sobie bardzo chwalę współspanie. Noce po których byłam zombie mogę policzyć na palcach jednej ręki, a młody ma już 2 lvl. Od pół roku śpi u siebie w pokoju, ale na noc z wygody (i przez problemy moje ze słuchem) zabieramy go do siebie jak już idziemy spać koło północy. I sam chce spać u siebie, mimo, że od urodzenia spał z nami.

      Zapadł mi w głowie taki cytat który czytałam w jakiejś literaturze dla rodziców (ale bez źródła bo nie pamiętam): "Człowiek jest jedynym ssakiem który chce wyrzucać nowo narodzone młode ze swojego legowiska"

      Więc o ile nie wiąże się to z wyrzuceniem taty z łóżka to niech robią jak sami czują i uważają. Warto jedynie zrezygnować z poduszek i ciężkich kołder
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    Zrobiłem meme, uważam że kiepskie ale trafne.

    pokaż spoiler #dzieci #rodzice #rodzicielstwo #zonabijealewolnobiega #memy

    źródło: Girls vs Boys Men With a Time Machine 25042021213221.jpg

  •  

    W nawiązaniu do mojego poprzedniego wpisu: https://www.wykop.pl/wpis/57051907/klapsy-czyli-jak-bedac-glupszym-od-swojego-dziecka/

    Jestem trochę w szoku, że klapsy (co w sumie brzmi zbyt łagodnie i od teraz będę używał słowa bicie, a dowiecie się dlaczego w dalszej części) są nadal tak popularne i popierane przez wielu ludzi. Rzadko mnie coś zaskakuje, zwłaszcza że mamy dostęp do badań, historie ludzi, którzy to przeżyli itp. A mimo to nadal jest na to przyzwolenie i akceptacja społeczeństwa.

    Zanim przejdę do rzeczy, chciałbym w skrócie podzielić się pewną zasłyszaną historią:

    Był w szkole chłopak, który codziennie przed pierwszą lekcją wywalał wszystkim dzieciakom jedzenie z plecaków. Nieważne czy kanapki, batony czy napoje. Wywalał wszystko. Nauczyciele nie mogli sobie z nim poradzić. Rodzice mieli to gdzieś, a skargi leciały od innych rodziców, na jego zachowanie. Pewnego dnia, dzieciak zamiast znowu rozwalić innym drugie śniadanie poleciał do łazienki i się rozpłakał. Nauczycielka, której RiGcz się uruchomił dopiero jak zobaczyła płaczące dziecko, poszła do niego i zapytała o co chodzi. Ten jej odpowiedział: Bo ja nigdy nie mam drugiego śniadania.

    Do historii tej wrócę później, jednak zapamiętajcie ją na ten moment, a nawet chwilę się zastanówcie nad sensem tej historii. Spłyciłem i skróciłem historię maksymalnie, żeby wpis nie był zbyt długi.

     bardzo ważny wpis, najgorsze jest to że każdy psycholog wie to co napisałeś, to jest powszechna wiedza i nie tylko powszechna ale sami bijący dzieci wiedzą że to temat tabu. Dlaczego? A dlatego bo nigdy tego wpierdolu nie spuszczają przy ludziach, gdyby uważali że to w porządku i normalne tak jak mycie rąk przed jedzeniem to nie czekali by z tym do powrotu do domu.

    Ładnie to zostało tutaj opisane. Może rodzice boją się kary? Że to nielegalne i można za to dostać karę? Skoro uważacie to za naturalne i się z tym zgadzacie to czemu tego nie robicie przy ludziach? Klaps w końcu to szybka kara, akcja, reakcja. Po co czekać z tym do powrotu do domu? Skoro uważacie, że nie warto z dzieckiem rozmawiać, bo i tak nie zrozumie to jaki ma sens tłuczenie go po czasie? Przecież to bez sensu. Psa też byście uderzyli po czasie? Przecież on już w ogóle nie zrozumie za co dostał. Dziecko zrozumie? Skoro tak to widzę tutaj pewną nieprawidłowość.

    zwierząt w życiu bym nie uderzył, bo zwierze nie zrozumie agresji. Gówniaka kaszojada bym lał ile wlezie bo mnie wkurwiają.

    Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Dziecko oczywiście rozumie agresję i jest to usprawiedliwione, bo przecież mnie denerwuje, więc mam prawo do tego, żeby je uderzyć. Super podejście! Jesteś moim ojcem? Jak ci się podoba spędzanie kolejnych świąt samemu? Dobrze? Przynajmniej nikt cię nie wkurwia.

    Podczas normalnej tresury nie bije się psów, bo nawet jeśli uzyskasz efekt którego oczekwiałeś to pies ci nie zaufa, a po jakimś czasie może się nawet dorobić chorób psychicznych.

    Ilu tutaj skończyło z chorobami psychicznymi? Człowiek jakoś inaczej reaguje na takie bodźce? Przecież dziecko jest tak samo bezbronne i nie jest w stanie się chronić. Można je bić? Ono chorób psychicznych się nie dorobi?

    porównywanie wychowania zwierząt do ludzi. Brawo, jest coraz śmieszniej

    Zwierzęta wywołują większe współczucie… Dramat, że musiałem komuś to tak tłumaczyć.

    Skonczylem czytać na „gdybym miał kiedyś dziecko”

    No ta, bo trzeba mieć dzieci, wychować je i dopiero wtedy można się wypowiadać na ten temat. Przecież przemoc ma swoje uzasadnienie w określonych przypadkach.
    Kiedyś przeczytałem, że jeśli przynajmniej raz w tygodniu nie chcesz zamordować swojego dziecka to znaczy, że masz coś nierówno z głową. Nie wiem czy to prawda czy nie. Jednak uzmysławia to każdemu jak dziecko daje w kość i jaki jest to obowiązek.

    No i o to chodzi. W nagrodę się klapsa nie dostaje, tylko żeby skutecznie zniechęcić do określonych czynności.

    Podczas czytania komentarzy zostałem przekonany do jednego jedynego uzasadnienia użycia klapsa a było to:

    Ja klapsa dostałem np. w wieku 3-4 lat po którejś akcji typu wejście na 2 metrową szafę z zamiarem skoczenia z niej. Raz to zrobiłem, rozbiłem łeb, krew się lała, ale nie żałowałem niczego i następnego dnia już szykowałem się do kolejnego skoku xD. Po tym faktycznie dostałem serię klapsów. Czym miała być nauczka? Skręceniem karku? Potem rzeczywiście hamowała mnie przed tym jedynie wizja klapsa. Po kilku latach sam zrozumiałem dlaczego skakanie z 2 metrów na betonową posadzkę to zły pomysł.

    I tutaj to było całkowicie wytłumaczone i zrozumiałem. Rozmowy i rozbita głowa niczego nie nauczyły. W takim wypadku jest to uzasadnione i działanie z troską o dobro dziecka. Po tym moim wpisie zmieniłem podejście i teraz klaps uważam za ostateczność, gdy dziecko zagraża sobie, lub innym, ale tylko jeśli inne metody zawiodły. Odniosę się do tego w następnym komentarzu:

    Faktem jest to że dostałem tylko jak mocno, mocno przegiąłem jako dziecko, np. pamiętam że po dupie ostro dostałem jak jako 7 letni smark powiedziałem kuzynce coś typu ty szmato, bo ktoś mnie tak w grze nazwał.

    Ja jako dziecko zasłyszałem od dorosłego powiedzenie: krzyżyk na drogę. Żegnał się tak z każdym i ze mną też. Gdy ja powiedziałem to komuś to potem były wielkie pretensje do mnie, ale pamiętam, że dopiero wtedy ktoś mi wytłumaczył co to znaczy i przestałem tak mówić. Z tego co zrozumiałem tutaj, to sam nie wiedziałeś co te słowo znaczy i użyłeś go, za co dostałeś lanie. Dla rodziców to było naturalne, jednak dla ciebie niezrozumiałe. Uważasz że dobrym było rozwiązaniem od razu dostać pasem? Przecież miałeś prawo tego nie wiedzieć, jesteś dzieckiem. Zadziałało by coś innego, ale lepiej było iść na łatwiznę i uznać, że wiedziałeś co mówisz.

    Bo dzieci myślą inaczej i nie rozumieją zasad działania świata, ja byłem wściekły na moją matkę, przez długi czas. Bo gdy jechaliśmy do szkoły to było zimno w aucie i prosiłem, żeby włączyła ogrzewanie. Na co ona stwierdziła: Najpierw silnik musi się nagrzać.
    I siedziałem obrażony pół roku, za każdym razem jak wsiadałem do auta, bo przecież dla matki ważniejsze jest to, żeby silnikowi było ciepło, a ja mogę marznąć! Taka była moja logika i tak działa logika dzieci. Nie ma sensu, ale jest. Skąd miałem wiedzieć jak działa ogrzewanie w samochodzie?

    Polecam powiedzieć zwolennikowi bicia dzieci, ze należy tez bić starszych ludzi którzy już nie ogarniają rzeczywistości. No bo skoro dziecko - słabsze, co nie rozumie, nie wie jak się zachować, można tak „uświadamiać” - to czemu nie zastosować tego wobec starszych? Tak samo są bezbronni i zależni od nas. Prowokacyjne i daje do myślenia. Jedyna różnica to to, ze dziecko się na tobie zemści. Albo poprzez przemoc, albo poprzez zwyczajne opuszczenie rodzica.

    Zostawię to bez komentarza i czekam na odpowiedź zwolenników bicia dzieci.

    uważam że guwniak czasem potrafi tak odpierdalać że już tylko kabel/klapek do przywracania ustawień fabrycznych może zadziałać.

    Ciekawe tylko co do tego doprowadziło? Nie mylić braku przemocy, z brakiem wychowania, bo jak dziecko zostawisz samopas to nic dziwnego, że odwala. Bicie złe, olewanie dziecka też.
    Jak pozwalasz dziecku na wszystko, nie interesujesz się i nie masz żadnych wymagań to nie dziw się, że potem robi co mu się tylko podoba, skoro nie odczuwa konsekwencji.
    Zastanówcie się. Gdybyście nie mieli żadnych konsekwencji swoich działań to co by was zatrzymywało przed dokonaniem przestępstwa?

    Powiedzieć ci jak wygląda dzisiaj lekcja w podstawówce? 2-3 dzieciaki które najbardziej nie potrafią się zachować rozwalają całą lekcję bieganiem po klasie i krzykami nawet jak 25 jest grzecznych. I to jest wina jednego nauczyciela, że nad dziećmi którymi rodzice nie chcą czy nie potrafią zapanować on nie może dać rady gdy ma ich dwadzieścia parę w klasie? I przez tę parę osób traci reszta. Być może właśnie tym 3 przydałaby się ojcowska ręka?

    Uważam, że nie jest to wina nauczyciela, że ktoś mu odwala na lekcji, a rodziców. Co nauczyciel ma zrobić w takiej sytuacji? Nie wiem. Nie ponosi odpowiedzialności i nie odpowiada za zachowanie tego ucznia. Jednak znam takich, którzy potrafili samą postawą, mową i gestami doprowadzić do pionu całą klasę. Kwestia charakteru, bo dzieci są okropne!

    Nasunęło mi się jedno pytanie po tym. Jedno ważne pytanie. Bo ja byłem takim dzieckiem w wczesnej podstawówce. Odwalałem, przeszkadzałem na lekcji itd. A wtedy byłem tłuczony za byle gówno, a nauczyciele i tak twierdzili, że mi ojcowska ręka potrzebna. Wytłumaczcie mi więc. Dlaczego tak odwalałem mimo regularnego bicia w domu? Jest to dla mnie bardzo ważne pytanie i chciałbym zapytać wszystkich zwolenników klapsów, jako podstawy wychowawczej. Dlaczego mimo takiej tresury (zwierząt się nie bije, to nie była tresura) miałem problemy z zachowaniem, a zachować się umiałem tylko przy rodzicach, którzy mieli pasek?

    Historie na koniec z komentarzy:

    o człowieku. Ja mialem straszne dzieciństwo, kary za wszystko, najbardziej upokarzające to stanie nago przez pare godzin. Dzis jestem lekko pojebany ale staram sobie radzić.
    a i najlepsze bylo gdy mialem juz z 14-15 lat i zaczalem podczas napierdalania mnie krzyczeć ratunku, pomocy XD
    Moi bracia ktorzy dzis siedza w wiezieniu do mnje ze jestem pizda bo nawet wpierdolu nie umiem dostac XD
    Swoja droga to jak brat wracal pijany to stawalem w obronie rodzicow bo ich chcial napierdalac, i koniec koncow to ja sie z nim bilem.
    Dzis zero kontaktow i jestem szczęśliwy


    ciężko mi się to czytało, bo rozumiem z własnego doświadczenia, przez co przeszedłeś. Moja matka przestała mnie katować (nawet biciem nie można było tego nazwać) jak miałam 14 lat. Uciekłam wtedy z domu, pierwszy raz (było tego więcej), z zamiarem zabicia się. Dobra, nie jestem w stanie więcej napisać, już i tak się zdenerwowałam. Dziś mam 28 lat i jednym z powodów, dlaczego rezygnuję z rodzicielstwa, jest właśnie moje stracone dzieciństwo, strach przed krzywdą potencjalnego dziecka, bo nie tylko w domu miałam piekło, ale i w szkole. Nawet gdybym miała dziecko, to nigdy, przenigdy, nie zostawiłabym go pod opieką moich starych.

    W przedszkolu nie chcialem jeść jakiejś kaszki czy innego chujostwa. Babka autentycznie brała mnie do kibla między nogi trzymając i na siłę wpychala mi to do buzi aż dzwonilo po zębach od łyżki. No to po takiej akcji rozpierduche robiłem w przedszkolu. Oczywiście ojciec przyjechał A ja w podwójnym strachu bo nie powiem że nie chcialem jeść bo już za to dostałem od przedszkolaniki. Jakby to oczywiście był powód do wpierdolu ale w zastraszonym umyśle 5 latka to oczywiste. No i oczywiście wpierdol od ojca za złe zachowanie.
    Ogólnie sposób wpierdolu od ojca też ciekawy, wywozka do lasu wpierdol i proba zostawienia w lesie. W życiu tak mocno się drzwi od malucha nie trzymałem kiedy ojciec chciał mnie oderwać od nich. Byłem przerażony. Ojciec się jeszcze śmiał po drodze jak to tych drzwi trzymałem.


    W sumie historie, trochę hardcorowe i nie pasuje do nich ,,klaps” jednak od niego wszystko się zaczyna, a jak zobaczysz jak łatwo to przychodzi i jak łatwo możesz dziecko ustawić tym do pionu to nagle życie staje się o wiele prostsze. Tylko, że zazwyczaj w przyszłości dziecka już nie masz, ale po powrocie do domku, chociaż masz spokój.

    #smiecizglowy epizod 39

    #wychowanie #rodzice #psychologia #przemyslenia #zaburzeniaosobowosci #depresja #przegryw
    pokaż całość

    źródło: unnamed.jpg

    +: anormalny_przegryw, Zgrywajac_twardziela +269 innych
    •  

      @Garztam: Też dostawałem lanie, nie w wersji hardcore ale jednak. Najgorzej wspominam jak dostałem od ojca z otwartej ręki w plecy, przez pewien czas miałem ją odbitą i wielkiego siniaka. Najlepsze że dostałem za to, bo bardzo chciałem trenować z kolegami piłkę i strasznie męczyłem o to rodziców, żeby mnie zapisali. Czy to coś złego? Chyba nie zwłaszcza, że w późniejszych latach słyszałem tylko jak to nic nie robię, a inni mają pasje, umiejętności itp. I tak sobie wpoiłem że najlepiej nie robić starszym żadnych problemów, nie wysuwać się przed szereg. Całą młodość spędziłem w samotności przed kompem, przykro. Pewnie większość rzeczy nie pamiętam ale wiem, że było mi bardzo smutno jak byłem traktowany. Obiecałem sobie wtedy że nigdy swoich dzieci nie będę bić ani stosować żadnej przemocy (psychicznej również) i będę je bardzo kochał, wspierał i doceniał wszystkie ich życiowe wybory. Może kiedyś będą (。◕‿‿◕。) pokaż całość

    •  

      @Garztam Ja niby miałem normalną rodzinę, ale jak się głębiej zastanowić...
      Jedynka w dzienniku? Pas.
      Brzydkie słowo? Pas.
      "Bawiłem się" strzelając z pistoletu na strzałki w telewizor? Połamane zabawki.

      pokaż spoiler i pas


      Efekty? Zniechęcenie do nauki, nadpobudliwość, agresja. W dorosłym życiu jest mi teraz ciężko, bo wyuczyłem zawód, który Co prawda jest moją pasją (gotowanie), ale nienawidzę tego robić zawodowo. W efekcie pracuję na magazynie za 2,5k netto i w wieku 26 lat zbieram pieniądze, żeby się jakoś przebranżowić. Agresja przeszła ze mną również do życia dorosłego. Mimo, że jestem kochającym chłopakiem, to potrafię wybuchnąć w stosunku do mojego różowego. Na szczęście nie podnoszę ręki, tego bym nie zrobił. Ale walczę z tymi przeciwnościami, staram się codziennie być lepszy.
      A rodzice? Nie mam pretensji do nich. Oni byli wychowani tak samo. Przeszło to na ich dorosłe życie i mnie próbowali wychować w ten sam sposób. Dzisiaj ja z dostępem do wiedzy i własnym bagażem doświadczeń wiem, że kiedyś zapewnię moim dzieciom warunki, żeby miały lepszy stary w życie. :)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (97)

  •  

    Program Down the road miał pokazywać, że ludzie z downem to normalni ludzie. No ale chyba nie wyszło. Oglądam "z doskoku" już drugą serię.

    W programie występują ludzie z lekkim spektrum zespołu downa, poddawani terapiom, niektórzy na tyle "zdrowi", że są w stanie chociaż częściowo mieszkać samemu.

    Mimo to nadal główne ich zainteresowania i tematy, na które najchętniej rozmawiają to używki (w obu seriach ochoczo pytają prowadzącego o alkohol i narkotyki) i seks. Tu w zasadzie nie ma innej tematyki niż miłość przechodząca po dwóch zdaniach w seks.

    To miało pokazać, że też mają potrzeby? Ok. Wyszło tak, że mają wyłącznie potrzeby bzykania się. Jeden mówi o tym jak to mu się chce, inna pisze wiersze erotyczne, ty kolejni po godzinie są "parą" i się kochają.

    Zajebiste życie muszą mieć ich rodzice.

    #zespoldowna #down #zd #downtheroad #ttv #telewizja #tv #niepopularnaopinia #zdrowie #przemyslenia #rodzice #dzieci #wychowanie
    pokaż całość

    źródło: bi.im-g.pl

  •  

    Klapsy. Czyli jak będąc głupszym od swojego dziecka, nadal mieć nad nim władzę.

    Nienawidzę tej metody tresury swoich dzieci. Jest wyraźna różnica między tresurą, a wychowaniem. Zwierzęta się tresuje, bo nie mają takich zdolności poznawczych jak ludzie i raczej nie przetłumaczysz psu, że to nieładnie sikać na dywan i pańcia musi potem sprzątać, albo jak cię ugryzie to cię boli. Z psem sprawa wygląda krótko. Dajesz mu smakołyki, nagradzasz go, albo co bardziej agresywnie, bijesz go, gdy zrobi coś co nie powinien. Mniejsza z tym. Gdy są dwa małe pieski i oba się nawzajem gryzą to uczą się, że jednak jak zrobią to za mocno to drugi psiak odda i samemu czują ten ból. Uczą się wtedy, by nie przesadzać, albo zaprzestają tej formy zabawy.

    Do psa możesz podejść miłością i dobrocią, a i tak się wszystkiego nauczy. Jeśli używasz siły, to znaczy, że nie potrafisz podejść do zwierzęcia, które w teorii jest głupsze od ciebie, albo brak ci cierpliwości i żądasz szybkich efektów.

    Z dziećmi jest inaczej i cała moja wypowiedź jest czysto subiektywną opinią, opartą na moich doświadczeniach.

    To jak się podchodzi do wychowania dzieci to kwestia indywidualna. Są osoby, traktujące je jako swoją maskotkę, niektórzy jako balast, niektórzy widzą w nim człowieka i wiele, wiele innych. Nie skupiam się na tym. Gdybym miał kiedyś dziecko, to starałbym się nigdy nie podnieść na niego ręki. Uważam to za tchórzostwo, niemoc w stosunku do niego, oraz chodzeniem na łatwiznę w wychowywaniu. Co ja mogę wiedzieć, skoro nigdy nie miałem dzieci? Mogę tylko opowiedzieć się po jednej stronie barykady, gdy była stosowana na mnie tresura i na doświadczeniach innych osób.

    Dzieci nie mają wyrobionych schematów, opinii i moralności. Wszystkie te słowa są niezrozumiałe i zachowania, jakie w młodej osobie się wykształcają, trwają latami na podstawie doświadczeń i obserwacji najbliższego otoczenia. Dziecko nie staje się tym o czym ględzą rodzice, a tym kim oni są. Jeśli bluźnisz w jego obecności to potem niech cię nie łapie zdziwienie, że robi to samo.

    Kiedyś przeczytałem fajne zdanie. Dlaczego dzieci płaczą na początku z byle powodu? Bo każdy, nawet najmniejszy dyskomfort jest bólem jakiego nigdy w życiu nie doświadczyły. Gdy się urodzi to napływa do niego tyle bodźców, że nie jest w stanie tego ogarnąć i płacze. Płacze bo temperatura spadła o 1 stopień i nigdy wcześniej nie czuło, aż tak wielkiego zimna. Temperatura skoczy o 2 stopnie w górę? Płacze, bo nigdy nie było jej aż tak gorąco. Płacze bo jest głodne, płacze bo chce spać, płacze bo oddało się defekacji itp. Itd. Będzie płakać często i gęsto, samemu tego nie rozumiejąc i pierwsze lata to jest katorga dla rodziców.

    Posiadanie potomka to olbrzymia odpowiedzialność i wysiłek. Praca na pełen etat, jak to niektórzy się nabijają z mamusiek. Z jednej strony się zgadzam, z drugiej niekoniecznie. Zazwyczaj cechuje takie osoby hipokryzja i chodzenie na łatwiznę, a osoby zajmujące się prawdziwym wychowaniem nie mają czasu na takie wpisy, bo dziecko zajmuje 100% wolnego czasu. Jest zachłanne i będzie tego wymagać, chyba że dasz mu telefon, telewizję, konsolę i masz spokój. Tylko że w przyszłości będziesz zbierać tego żniwo.

    Ja w swoi życiu byłem tyle razy tłuczony pasem, że nie pamiętam za co dostawałem. Po prostu mogłem wrócić od spotkania rodzinnego, gdzie bawiłem się z kuzynami i dostać ,,wpierdol” (pieszczotliwie nazywany przez mojego rodziciela) i usłyszeć żebym się domyślił, za co. Raz dostałem za powiedzenie kurwa, drugim razem za zabranie zabawki kuzynowi itd. Jednak połowy nawet nie pamiętam za co dostałem, aż w końcu na imprezach rodzinnych wolałem usiąść i siedzieć parę godzin, bo czego mógłbym nie zrobić to bym dostał ,,wpierdol”.

    Wpierdol dostawałem za uwagę w dzienniku, za ocenę poniżej 4 (3+ też się kwalifikowało), za to że nie pilnowałem limitu gry na komputerze i zamiast grać 2 godziny siedziałem 2 godziny i 10 minut. Za nieprzestrzeganie szlabanów, które były dodatkiem do wpierdolu. Za zachowanie, za przeklinanie, za pyskowanie, za chęci do życia (dosłownie, dzisiaj wiem, że to było domyśl się), raz dostałem wpierdol, bo zamiast uczyć się do sprawdzianu z angielskiego czytałem książkę! Wpierdol to był bat, a mój rodziciel był katem. Chodziłem jak w szwajcarskim zegarku, bojąc się robić cokolwiek, bo nigdy nie wiedziałem za co dostanę. Skuteczna tresura, rodzice sobie wyhodowali pieska.

    Rodzice sami skończyli zawodówkę, jednak ja miałem iść na studia. Rodzice wolny czas spędzali przed telewizorem i odpoczywając. Ja miałem się uczyć. Kurwili i darli na siebie mordę. Ja miałem być grzeczny. Itp. Itd.

    Wszystko oczywiście dla mojego dobra!

    Dla ich dobra! Czułem się jak maskotka, którą można się pochwalić i która ma utrzymywać rodziców i podać szklankę wody, gdy już nie będą w stanie pracować. Miałem dać im wnuki, miałem mieć pieniądze, miałem być kimś. Bo sami nic nie osiągnęli, więc ambicje wylali na mnie.

    Kiedy pozbyłem się kata nad głową to wszystko i tak szlag trafił. Bo przestałem się uczyć, jak całe życie nie mogłem grać na komputerze, tak teraz poświęcałem 100% mojego wolnego czasu na to. Zdawałem z klasy do klasy, wcale nie ledwo, ale nie robiłem nic ponadto co musiałem zrobić. I zrobiłem wszystko na przekór rodzicom, żyłem i korzystałem z życia. Oczywiście na sposób wytresowanego psa, które było tłuczone za byle co. Czyli komputer i internet, bo byłem pozbawiony jakichkolwiek relacji z innymi ludźmi, a teraz chociaż nie byłem przywiązany do książek.

    To i tak łagodna historia. Bywają gorsze.

    Jednak można ze swoim dzieckiem rozmawiać, tłumaczyć i dawać kary adekwatne do popełnionych czynów. Jak twój syn, mówi babci Helenie, że jest gruba, to możesz mu wytłumaczyć, żeby tak nie robił. Jeśli nie dociera, to możesz ewentualnie wskazać mu jakąś wadę w nim, a ty masz odstające uszy. Obrazi się? Rozpłacze? No to pomyśl jak babcia Helenka się czuje. Jak mimo to i tak nie dotrze, to możesz powiedzieć, że dostanie karę na coś, przez określony czas. Znów babci to powie? Dajesz karę i informujesz dlaczego. Możesz wtedy dziecko nauczyć, że:
    1. Kogoś to boli tak samo jak i jego by bolało (coś jak przykład z psiakami na początku).
    2. Za swoje czyny ponosisz konsekwencje.

    To tylko przykład wymyślony przeze mnie. Jest mnóstwo książek, albo porad w internecie jak wychowywać swoje dziecko i co możesz zrobić, bo mimo dobrych chęci, możesz odwalić coś co nie przyniesie dobrego skutku.

    ,,No dobra! Ale jak gówniarz tak odwala i nie jestem w stanie nic z tym zrobić i tylko bicie mi zostało?”
    ,,A ile dziecko ma lat?”
    ,,16”
    ,,xD”

    Fajną ciekawostką, którą dowiedziałem się na terapii, było to, że dziecko wychowuje się maksymalnie do 15 roku życia, a potem to już machina rusza i nie jest się w stanie nic zrobić, bo zdobyło już doświadczenia potrzebne do ruszenia w świat, a wiek po tym jest weryfikacją wszystkiego czego do tego pory się nauczyło i poznało. Jak ktoś się budzi po tylu latach i zdaje sobie nagle sprawę, że ma przed sobą człowieka, a nie maskotkę, to już za dużo nie zrobi. Bo gdy był czas na wychowywanie to robiło się tresurę, albo olało się całkowicie sprawę. Jeśli się tresowało to teraz odczuwa się bunt na wszystkie zasady, które były wpajane na siłę, a jeśli się olewało to brało wzorzec z innych źródeł. Koledzy, koleżanki inne autorytety. Internet jest w tym względzie też okropnym miejscem, gdzie wpaja się młodym osobom jakieś wzorce. Jeśli ty się nie wziąłeś za wychowanie, to wziął się ktoś inny.

    Można teraz dalej stosować tresurę, ale im później dziecko przeżyje bunt, tym gorzej. Można dalej olewać i nie wiesz jakie skutki tego to za sobą poniesie, albo próbować działać. Tylko, że ta ostatnia opcja będzie najbardziej czasochłonna i będzie kosztować więcej wysiłku niż to co by się robiło przez okres dziecięcy, gdy jeszcze się miało realny wpływ i autorytet w oczach dziecka.

    Wracając do tematu. Mamy XXI wiek dostęp do internetu, psychologów, książek. Mamy więcej wiedzy niż mieliśmy kiedykolwiek wcześniej, a mimo to, ludzie nadal nie są gotowi na rodzicielstwo i idą na łatwiznę. Jesteś dorosły, masz doświadczenie życiowe i nie potrafisz sobie poradzić? Jesteś na każdym kroku lepszy od tego dziecka, a mimo to, uważasz klapsy za dobre wyjście? Masz człowieka przed sobą, a nie zwierzę.

    #smiecizglowy epizod 38

    #wychowanie #rodzice #rodzicielstwo #przemyslenia #tresura #depresja #zaburzeniaosobowosci #przegryw
    pokaż całość

    źródło: z25627322V,Bicie-dzieci.jpg

    •  

      @PiccoloGrande:

      któregoś razu ojciec przylał mi pasem w tyłek
      Ale klaps to nie jest bicie

      To ja już nie rozumiem, oberwałeś pasem, czy dostałeś klapsa? Bo dla mnie klaps to uderzenie w tyłek otwartą dłonią, a nie bicie pasem ¯\_(ツ)_/¯

    •  

      Tez wiele razy dostałam po dupie czy książka w glowe, jak coś zrobiłam źle. Najwiecej za oceny, bo resztę rzeczy raczej byłam grzeczna. Czasem jak wyszłam z domu o 6 rano, a wracałam o 21 bez informacji (telefonow jeszcze wtedy tak nie było) z pasa dostałam raz w zyciu i pamietam, ze to było od ojca, kiedy w dniu komunii wyszłam w białej sukience po obiedzie, zostawiajac gości w domu i sama zniszczylam ją na dworze xD ale ojciec uderzył wtedy w nerki, także nawet nie bolało. Za to mam wielki uraz do niego, gdy odpowiedziałam „No” zamiast „tak”, a on potrafił ścisnąć mnie za szyje i przenieść z kuchni do salonu. Mama tez zreszta wtedy uważała, ze przesadził. A teraz mam 20 lat i nawet kontaktu z nim nie mam xD znaczy on probuje, ale wchodził mi na banie jaki nastolatce i miałam tego dosyć, więc teraz pozostało mu pisanie do mnie na msg pokaż całość

      +: Devilus
    • więcej komentarzy (118)

  •  

    Ostatnio na Facebooku widziałam post na temat rodzin wielodzietnych.
    Co sądzicie o takich rodzinach?
    Ja mimo, że szanuję takie bardzo, to mam wrażenie że oni sami trochę wpędzają siebie w kompleksy. Mam na myśli te wszystkie ich teksty typu "jesteśmy niemodni" czy czepianie się innych że nie mają więcej dzieci. Tak jakby oni sami chcieli aby postrzegano ich jako patologię albo ewenement.
    #rodzice #rodzina #zwiazki #rozowepaski #niebieskiepaski
    pokaż całość

    +: BoBlubi, innaNina +5 innych
    •  

      @juma777: naprawdę ktoś ci powiedział, że sobie rozwaliles życie? Pewnie tzw. tolerancyjne osoby

    •  

      @Krynicka: usłyszałem ten tekst w takiej formie dwa razy, obie te osoby to kobiety w okolicach trzydziestki, bezdzietne, wychowane w małej miejscowości ale od studiów mieszkające w dużym mieście, od niedawna zarabiające lepsze (chociaż wcale nie takie duże) pieniądze w korpo, posiadające od niedawna mieszkanie w kredycie i dwa razy w roku jeżdżące na wakacje do Włoch czy Hiszpanii. Z ich perspektywy dziecko to katastrofa finansowa (dzieci dużo kosztują) i znaczne obniżenie poziomu życia (bo nie można uprawiać swoich pasji/jeździć na zagraniczne wycieczki/trzeba się zająć czymś innym niż sobą). pokaż całość

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    Wstydzę się swojej matki.

    Jestem na weekend u rodziców. Matka (jest oddziałową w dużym szpitalu) poprosiła mnie, żebym z nią pojechał na zakupy. Mam z nią chujową relację (zdradziła ojca), ale się zgodziłem - może to w końcu pora zakopać topór wojenny, rodzice i tak się rozwodzą.

    Dojeżdżamy do hipermarketu, ona zakłada maskę na brodę i zadowolona chce wchodzić do środka. Poprosiłem żeby założyła maskę normalnie, odpowiedziała że "nie bo jej niewygodnie". Pokłóciliśmy się przed wejściem do sklepu. Powiedziałem, że wstyd mi się z nią pokazać przy ludziach jak ma się tak zachowywacć i powinna dawać przykład, w końcu pracuje w służbie zdrowia.

    Teraz siedzę wkurwiony w samochodzie i czekam aż wróci, chociaż zastanawiam się czy nie odjechać ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    pokaż spoiler #maseczki #koronawirus #rodzice #japierdole #covid19
    pokaż całość

  •  

    Mirki zaczeło się!!
    Trzymajcie kciuki za bombelka ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #chwalesie #rodzice #oswiadczenie

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_2780.PNG

  •  

    Klapsy powodują, że mózgi dzieci rozwijają się inaczej >>> ZNALEZISKO

    “U prawie wszystkich dzieci przerażone twarze wywoływały większą aktywację w wielu obszarach mózgu, niż twarze neutralne. Jednak mózgi dzieci, które były bite, wykazywały silniejszą reakcję w wielu regionach kory przedczołowej, w porównaniu do dzieci, które nie doświadczały przemocy” - zauważyli badacze. "Podobny poziom aktywacji tych regionów mózgu wykazują też dzieci, które był maltretowane" - dodali.

    „Dzieci, których rodziny stosują kary cielesne, są bardziej narażone na lęk, depresję, problemy z zachowaniem i ze zdrowiem psychicznym. Wiele osób jednak nie uznaje klapsów za formę przemocy. Jak wynika z naszych badań, każda, nawet najmniejsza forma naruszania nietykalności cielesnej oddziałuje na rozwój mózgu” - mówi McLaughlin.

    #liganauki #ligamozgow #rodzicielstwo #rodzice #dzieci #dziecinstwo #nauka #zdrowie #neurologia #gruparatowaniapoziomu #mikroreklama
    pokaż całość

    źródło: naukawpolsce.pap.pl

  •  

    Byliśmy wczoraj w parku razem z synem (lvl 7), jego kolegą z zerówki i sześcioletnim synem siostry.

    TO JEST, KURWA, DRAMAT!

    Przypuszczam, że tamte chłopaki pierwszy raz w życiu mieli w rękach piłkę. Nie to, że piłkę nożną - w ogóle, jakąkolwiek piłkę.

    To, że sześciolatek nie potrafi złapać w ręce piłki "rzuconej" (a praktycznie - podanej) z odległości 1m - przełknąłem.

    Ale oni nie potrafili rzucić piłki na odległość 1m. W ogóle nie kumali koncepcji "rzucenia przedmiotem przed siebie".

    Drabinki na placu zabaw obserwowali , jakby to była jakaś abstrakcyjna rzeźba.

    A już totalnie mnie rozwaliło coś innego - jeden z nich (SZEŚCIO-KURWA-LATEK!) nie potrafił... biegać! Nie to, że biegał wolno - tylko w zupełnie losowy i chaotyczny sposób próbował podskakiwać idąc.

    Ja rozumiem, że od - bądź co bądź - przedszkolaków nie można wymagać za wiele, ale jakieś minimum rozwoju motorycznego jednak by się przydało....

    #dzieci #tatacontent #rodzice
    pokaż całość

  •  

    Przed chwilą zobaczyłem wpis mirka zawierający vidrel. Chciałem napisać coś w komentarzu ale ten materiał poruszył mnie tak bardzo, że postanowiłem zrobić oddzielny wpis.

    Nie mogę sobie nawet wyobrazić jakie cierpienie musi znosić ten gość. Nie dość że jest dorosłym człowiekiem uwięzionym w ciele 12-latka, to jeszcze na dodatek to ciało jest całkowicie wadliwe i niesprawne. Ilość cierpienia fizycznego a przede wszystkim psychicznego jakie przeżywa ten człowiek jest po prostu przytłaczająca. A najgorszy jest całkowity brak jakiejkolwiek nadziei na poprawę tej sytuacji. Przecież zabiegi które odbywa polegają tylko na przedłużeniu jego życia a nie na naprawie bo jest to choroba nieuleczalna a koszt terapii to 300k USD ROCZNIE!!! Poza tym jaka to perfidna przypadłość nie dość że jesteś zamknięty w ciele gimbusa to jeszcze musisz torebkę z żywieniem zewnętrznym nosić to jest jakaś masakra. Jeszcze to tłuczenie się pociągami po całej Polsce. Wiedza o tym że nigdy nie zakosztuje się normalnego spokojnego życia musi być przytłaczająca.

    I teraz powiedzcie mi tak. Co muszą czuć rodzice którzy sprowadzili na świat taką istotę? Jaki ból musi sprawiać patrzenie na tak ogromne cierpienie swojego dziecka? Czy może ich psychika po prostu to wypiera i racjonalizuje? Że pambuk tak chciał, że tacy ludzie też są potrzebni, że ma jakąś swoją unikalną misję na świecie? No nie wiem jak psychika człowieka może sobie poradzić z tym faktem.

    Jeszcze ten virtue signaling w komentarzach na yt. Wszyscy tacy kurwa współczujący i wyrozumiali. Szkoda że irl gość nie spotyka tylu "współczujących" ludzi.

    A wracając do samego poszkodowanego to na sam koniec mówi, że mimo wszystko jest w nim chęć życia. Szczerze gościa podziwiam bo ja bym nie potrafił chyba takowej w sobie wykrzesać. Na sam koniec gość mówi że sam się zastanawia czy takie życie ma sens. Wiem że zabrzmi to nieludzko i eugenicznie, ale moim zdaniem takie życie nie ma sensu. Serio, jeżeli uważacie inaczej to napiszcie dlaczego.

    #antynatalizm #dzieci #rodzice #psychologia #rodzina #choroby #depresja

    https://www.youtube.com/watch?v=HBE2F2v74sw
    pokaż całość

  •  

    Macie problem z uzyskaniem odpowiedzi na pytania, które zadajecie dyrektorowi szkoły? Obejrzyjcie koniecznie nagranie z naszego webinarium na temat prawa do informacji w szkole! A jeśli nie macie czasu na oglądanie, przeczytajcie artykuł Aliny Czyżewskiej i Szymona Dubiela, który jest wiedzą w pigułce na temat tego, o co można zapytać szkołę i jak to zrobić.
    Podsumowanie webinaru:Jak korzystać z prawa do informacji w szkole? Czyli o czym rozmawialiśmy w czasie webinarium “Lekcja jawności”

    Wołam:

    pokaż spoiler @Bielecki @wykopowicz_z_kobierzyna @syn_kolezanki_twojej_starej @Sababukin @wcale_mnie_tu_nie_bylo
    @SpalonyHeretyk @adam-dobrawy @Croises @PanHeniek45 @MandarynWspanialy @iPhoneMaster @moxie
    @Ipsy @login-jest-zajety @matkaPewnegoMirka

    __
    Nie złość się na darmo! Przekaż nam 1%. Zrobimy, co trzeba. KRS 0000181348 www.siecobywatelska.pl/1-procent
    #prawo #prawodoinformacji #niebojsiepytania #ciagniemywladzezajezyk #watchdogpolska #szkola #rodzice #liceum
    pokaż całość

  •  

    dziś moim rodzicom zrobiłem skręta , zawsze chcieli spróbować a mi udało się skołować co w mojej mieścinie wcale nie jest takie proste ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jezusek przywitany z pompą ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■ #narkotykizawszespoko #mirkowyznania #rodzice #rodzina #marihuana

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Matka po śmierci ojca powiedziała, że już nie wyobraża sobie być z kimś innym i czeka ją samotność aż do śmierci. Minęło niecałe pięć lat i zaczęła się spotykać z jakimś fagasem. Niie wiem, co mam myśleć, czuję, że to nie jest w porządku wobec mojego świętej pamięci taty ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #rodzina #zwiazki #rodzice

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #6068c17a419888000b5d3463
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: LeVentLeCri
    Roczny koszt utrzymania Anonimowych Mirko Wyznań wynosi 235zł. Wesprzyj projekt
    pokaż całość

  •  

    W odniesieniu do ostatniego wpisu odnośnie mieszkania na wsi KLIL. Znowu pojawiło się pod nim mnóstwo komentarzy opisujących niedogodności życia poza miastem. Zrobiłem z nich po raz kolejny kompilacją. Poniższy wpis możecie linkować wszystkim znajomym którzy mają dzieci i planują przeprowadzkę poza miasto. Oczywiście pojawili się entuzjaści polskiej wsi i były to głównie dwie grupy ludzi:
    a) ci którzy taką przeprowadzkę już wykonali i teraz sobie razjonalizują
    b) ci którzy wychowali się na wsi i myślą że dzieci w mieście nie mają dzieciństwa, kolegów, placów zabaw, ścieżek rowerowych, basenów, zorganizowanych zajęć sportowych itd a jedyną ich rozrywką jest siedzenie przed kąkuterem albo trzepak.

    Poniżej kompilacja wypowiedzi opisujących niedogodnośći życia poza miastem do waszego wykorzystania.

    @NPC_358034
    chwalić życie na wsi mogą tylko ci, co tam nigdy nie mieszkali i ci, którzy nie mają styczności z młodzieżą tam żyjącą. Pozdro rok w plecy bo nie ma dostępu do internetu stacjonarnego w okresie nauki zdalnej xD Pozdro problemy z komunikacją które prowadzą do tego że młodzież autentycznie robi sobie nocleg u znajomych bo inaczej nie mogą się nawet spotkać

    @tygryske
    przypomniało mi się jeszcze na przykład ze jako dzieciak moim ogromnym marzeniem było zrobić maturę międzynarodowa ale gdzie tam w mieście 10k mieszkańców czy nawet większym 40k gdzie poszłam do liceum XD ale faktycznie, dojazdy jednak były najgorsze, bo można się przez internet dokształcać, ale to wracanie o 21 z imprezy gdzie impreza na jednym końcu miasta a autobus do tej dziury na drugim... teraz mieszkając w wojewódzkim mieście wychodzę na przystanek nawet nie sprawdzając za ile coś przyjedzie bo max 10 minut będę czekać ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    @mozgogrdyczka
    wychowałam się na wiosce i zasadniczo nie mogę się z niczym nie zgodzić. Do dzisiaj zasadniczo nie ma nic poza sklepem i pociągiem za pomocą którego można uciekać co godzinę między 4 a 22 xD

    Można iść na spacer, oczywiście, żeby mnie ktoś poza podwórkiem się pozwolił szlajać, przecież droga wojewódzka, i rzeka, umrzesz i się utopisz, i takie tam.

    Okej, w ciągu ostatnich 10 lat pojawila się sala gimnastyczna koło podstawówki, są ze 2x w tygodniu na niej jakieś zajęcia typu zumba czy inny fitness dla pań. Dalej niekoniecznie oferta dla nastolatków.

    Całe życie zapierdalania na ostatni pociąg, w ogóle zapierdalania na pociąg, z pociągu, wszędzie wyjeżdżać godzinę wcześniej albo gnić na dworcach czekając godzinę. No, życie towarzyskie w pociągu niby jakieś jest, przez te 30 minut rano i wieczorem, to chyba tyle, potem wszyscy w swoje strony.

    Doskonale także pamiętam rodziców wożących mnie na zajęcia z języków obcych z wkurwem którego próbowali nie okazywać - gnijących w samochodzie przez 1-1.5h jak akurat miałam grupę taka, że nie dało się dojechać pociągiem.

    Fajnie na wieś jechać na weekend, odpocząć, pospacerować, ale poza tym, to jest katorga pod kątem dojazdów, możliwości rozwoju i socjalizacji, twierdzenie inaczej to zakłamywanie rzeczywistości.

    @chamskocytuje
    mnie niszczyły najbardziej dojazdy do szkoły. Pies by to jebal, cala szkole wstawianie o 5:30 zeby zdazyc na jedyny PKS o 6 rano, no nastepny byl dopiero o 18 xd

    @kumkumrere
    Ludzie którzy bronią wsi albo nie mieszkali jako dzieci na niej albo mieszkali na wsi typu ursus (XD) albo inna miejscowość wchłonięta obecnie przez miasto

    @Flypho
    Jestem synem człowieka który się na takiej wsi wychowa i jak tylko pojawiła się pierwsza okazja - wypierdolil do Warszawy i raczej do końca życia nie wróci na wieś xD. Jedyne wspomnienia jakie mój ojciec ma z tej wsi to ciężka praca i głupi ludzie.

    @lysyzlombardu
    niektórzy mają taki sielankowy obraz wsi, że wioskę widzieli chyba tylko w Ranczu Wilkowyje albo jakimś U Pana Boga za piecem XD Wieś to gówno, wieś to patologia (mówię głównie o starych mieszkańcach, którzy mentalnie żyją w komunie), wieś to stracone szanse i marzenia. Nawet do znajomych wioskę obok nie dojedziesz na piwko, bo - może niektórych to zdziwi - na wsi nie ma pociągów, nie ma autobusów i jak wypijesz sommerka, to już nie wrócisz i musisz nocować albo ogarniać transport. A wyprowadzanie się na wieś z małymi dziećmi, to już w ogóle brak myślenia o ich przyszłości. Zupełne odcięcie ich od jakichkolwiek aktywności.

    @drzewnyzwierz
    A mnie sie jeszcze przypomniało: brat sie wyprowadził na wieś, 30 km od miasta i wiecie co go najbardziej wkurwia? Kurz z polnych dróg, wszędobylskie owady i problem z zakupem rzeczy takich jak rura PCV xD. Do budowlanego ma niespełna 30 minut jazdy autem, ale kto na trzeźwo remonty robi... xD

    @noblacksocks
    Mnie najbardziej śmieszą ludzie, którzy nigdy na wsi nie mieszkali (tacy nowobogaccy) i na coś ich tam stać ale nie na przedmieścia wiec kupują działkę 20km od miasta nie wiedząc nawet co to znaczy.

    Przykładem byli rodzice mojej ex-różowej. Całe życie w mieście i na lvl50 wieś. I to p****e, że spokój, praszki itp. A wewnątrz w****w, że trawa do koszenia, rynny dojazdy do miasta po głupia przyprawę, bo nie ma sklepu.

    Z moja #rozowypasek mamy postanowienie: dom tylko jeśli jest komunikacja miejska i dzieciak będzie mógł sam jeździć. Nie chce dla nich tego co sam miałem.

    @chamskocytuje
    trzeba uswiadamiac ludzi jaka jest prawda o zyciu na wypizdowie, a juz zwłaszcza w biednych regionach. Zawsze myslalem ze to oczywiste dla kazdego, az uslyszalem jedna z piosenek wrszawskiego rapera Sokola z tekstem: "To nie jest wieś gdzie dzieci głaszczą krówki
    Tu dzieci czują syf już od podstawówki"
    Wtedy sobie pomyslalem co on pierdoli za kocopoły. Ile by dalo dziecko z wypizdowa na scianie wschodniej za mozliwosci jakie dawalo miasto. Nie chce mi sie nawet o zyciu na wsi, bo to jest kurwa dramat.
    - brak dobrej jakościowo edukacji, w promieniu 30km masz jedno jako takie liceum i to caly twoj wybor
    - brak mozliwosci jakichkolwiek dodatkowych zajec
    - z rozrywek to jedynie rozgrzebywanie krowiego gowna patykiem, dla starszych picie taniego wina na przystanku pks
    - nikt na kolonie nie jezdzil, kazdy w polu robil w wakacje
    - wszechobecna bieda, alkoholizm i brak perspektyw
    Męczą was smutne polskie twarze? Zapraszam na biedna wies, gdzie ludzie zyja tylko po to żeby nie zepchnąć. Ehh szkoda strzepic ryja

    @send_noodles
    Uwielbiam argumenty mojej babci, która całe życie na jednej wsi mieszkała, ze przecież czyste powietrze tam maja a nie taki smog jak w tym moim mieście. A przecież tak ładnie z widocznie na góry. I nie dociera, ze ja lubię miejski krajobraz z kamieniczkami i wieżowcami. A to czyste powietrze? Tsa... w lecie zapach g*wna, bo rolnicy pola użyźniają a w zimie palą w piecach byle czym ludzie i się od tego dusisz i śmierdzisz dymem. Świeże wiejskie powietrze XDDDDDDD

    @krasparov
    zachwycać się wsią to trzeba mieć na prawdę ćwiek w mózgu. Mówię z perspektywy mieszkańca takowej wsi, z której zbiorkomem do powiatowego dostaniesz się rano skoro świt a wrócisz wieczorem bo jeżdżą 2 autobusy dziennie. Palenie śmieciami na porządku dziennym, nawet przez ludzi pracujących jako strażacy w OSP czy na komendzie policji. Najlepsze jednak jest zderzenie z rzeczywistością ludzi którzy wyobrażali sobie sielskie życie jak w serialu "Ranczo" i się na taką wieś przeprowadzili z miasta w poszukiwaniu ciszy, spokoju, nie wiem, kontaktu z naturą, a jedyne co znajdują to wkurw, stany depresyjne i choroby płuc.

    @DryfWiatrowZachodnich
    Tak podsumowujac krociutko, jesli jakis rodzic probuje znalezc argumenty czemu jego dzieciakowi bedzie na wsi dobrze, widze 2 glowne zalozenia:
    - dzieciak bedzie cierpliwie znosil dojazdy kazdego dnia [no, jesli nie ma zdalnej edukacji xD], a jakby zaproponowac takiemu by sie przesiadl/przesiadla na miesiac w autobus zamiast auta to po 2 tygodniach bedzie placz xD Albo nawet jakby kazdego dnia trzeba bylo jechac dluzsza trase autem i tracic co najmniej 20 minut w jedna strone. A z jakiegos powodu kiedy to dzieci maja tak sie meczyc, to juz ich nie boli. Oczywiscie mozna dowozic, co prowadzi do ich drugiego zalozenia...
    - ... ze dzieci maja im sie spowiadac co gdzie kiedy i z kim robia. Bo nie czarujmy sie - jak dzieciaka trzeba zawiesc, poczekac, odwiezc, to jesli dzieciak chce chwile pogadac ze znajomymi po zajeciach to nie dosc ze czuje presje bo musi juz przeciez isc, to jeszcze potem trzeba rzucic slowo wyjasnienia skad taka obsuwka 5-15 minut. Pojscie oszamac cheeseburgera po angielskim ze znajomymi odpada, trzeba zasuwac bo rodzic w aucie sie juz wkurwia ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Taka dygresja - szczegolnie to pierwsze zalozenie dobrze wpasowuje sie w rodzicielstwo po polsku, czyli traktowanie dzieci w taki sposob w jaki by sie nie odwazyli traktowac kogos kto nie jest od nich zalezny, moze sie zbuntowac i odgryzc ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    @pawelczixd
    jesli ktoś uważa, ze życie dzieci na wsi jest lepsze to naprawdę musi być debilem. Sam się tam wychowywałem i udało mi się gdy dorosłem wyrwać, ale mnóstwo rzeczy mi uciekło jako dziecko. Jednak jak sobie poszukałem paru znajomych z gimnazjum - to duża część została tam albo wyprowadziła sie do okolicznych wsi, umysły tak samo zamknięte (patrzę na to co udostępniają na fejsie), bez żadnych innych pomysłów na cos innego niz praca, zarcie, spanie. Życie tam jest tańsze, ale na pewno nie lepsze. Co innego przedmieścia - tam mnóstwo dzieciaków i jakas tam infrastruktura, a do miasta blisko.

    @ProResHq
    Najlepszy jest brak ścieżek rowerowych i wąskie drogi, gdzie nawet nie można w spokoju pojeździć na rolkach, bo cię rozjadą xD a wieczorami biegasz w oparach siwych dymów i białych sadzy z kominów osób, które palą plastikiem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Są pewnie wsie, które mają wypasione ścieżki rowerowe, ale to wciąż mniejszość albo trzeba kombinować i najpierw podjechać autobusem do sąsiedniej z rolkami w plecaku.

    Jak jest tak ciepło, to wolę zostać w swoim mieście, gdzie mam kilometry super ścieżek i wieczorami można jeździć i jeździć. Jedyne, co lubię u rodziców, to możliwość wyjścia bosymi stopami z tarasu na trawę, ale to jest dobre na kilka dni, później umieram z nudów

    @I_am_a_freethinker
    Nie widziałem wczorajszego wpisu ale po tym wpisie mam flashbacki z dzieciństwa i okresu dorastania na zadupiu... Teraz mieszkam w mieście wojewódzkim i wiem że jeśli będę miał dzieci to nie będą musiały przeżywać tej chujowizny co ja. Chętnie jeżdżę na wieś do rodziców czy na wycieczki/biwaki do lasu, ale to jest spędzenie wolnego weekendu a nie kurwa siedzenie tam cały rok.

    @kumkumrere
    Ja mieszkam na wiosce pod trojmiastem z busem miejskim ale i tak syf jakich malo bo z imprezy wychodze 21 bo bus odjedzie ostatni a na wiosce tylko psy dupa szczekaja i zwirownia napierdala tirami

    @goracystek
    i co dzieci mają odpowiedzieć? Rodzice opowiadają im jakieś marzenia typu "własny ogródek i piaskownica do zabawy", "lasy do jeżdżenia rowerem", "szczęśliwy piesek w ogrodzie".

    Nikt nie mówi dzieciom, że będą marnować 2h na dojazdy do szkoły dziennie.
    Nikt im nie mówi że w wieku 17 lat nie wyjdą spontanicznie na miasto o 19 na spotkanie ze znajomymi bo już nie będzie jak wrócić i będzie musiał się prosić o jakiś nocleg.

    @Wycu91
    Wieś ma swoje plusy, nie przeczę. Jestem nawet w stanie zrozumieć ludzi co chcą tam mieszkać. Cisza, spokój, latanie boso po trawce, ale jak nie masz dzieci/jesteś na emeryturze.
    Jednak po mieszkaniu 19 lat w mojej wiosce, która nie była aż taka najgorsza, to wolę miasto.
    Wczoraj naszła nas z żoną ochota na burgera. Zamówienie w appce i w 20 minut mamy pyszne żarełko.
    Ej Misiek za pół godziny grają w kinie taki film, idziemy? Idziemy. To samo z teatrem, wyjściem na kawę. Nie muszę rozkminiać zkupów na tydzień jak moi rodzice, bo mam sklep rzut czapką od mieszkania.
    Siłownia pod nosem, fitness pod nosem, basen pod nosem. Karate/mma/śpiewy/tańce chuje muje dzikie węże pod nosem. Mam ochotę to wychodzę i nie musze prosić ojca żeby mnie zawiózł i tracił pół dnia.

    @kobiaszu
    Poprzedni właściciele mojego mieszkania mieli dwie piętnastoletnie córki (bliźniaczki) i po sprzedaniu mieszkania wyprowadzili się na totalne zadupie gdzie nawet autobus nie dojeżdża.

    Miej 15 lat, właśnie otwiera się przed tobą ogrom nowych doświadczeń, znajomych i miejskich rozgrywek - i twoi starzy wywożą cię do chujowic dolnych bo świeże powietrze i cisza xD

    Trzeba nienawidzić swoich dzieci żeby odwalić taki manewr

    @DryfWiatrowZachodnich
    tak siedze i jeszcze jedno mi przyszlo do glowy odnosnie wsi. Co z tym wsiowym domem jak rodzice sie zestarzeja, a dzieci na zadupiu nie zostana?

    W praktyce czesto wyglada to tak ze rodzice siedza wtedy sami na wielkim metrazu, emerytura nizsza niz pensja, a sprobuj to ogrzac... Zaczyna sie odcinanie na zime nieuzywanych pomieszczen oraz taktyka "po co termostat na 22, dam na 18 i drugi sweter ubieramy, albo 16, nikt nie mowil ze w domu nie mozna w kurtce chodzic". I snuja sie tak po niedogrzanej chacie, o ktorej marzyli czesto kiedys ze dzieci zostana i bedzie gwar...

    Dzieciak odwiedzic przyjezdza, to mozna poprosic by cos zrobil bo oni sil nie maja, a jak nie, to trzeba placic aby ktos skosil trawe, przetkal rynny, pomalowal plot by nie zrobil sie syf.

    Rodzice umra i pytanie co z domem. Widze 2 problemy:
    - sama sprzedaz. Sprzedac dom jest ciezej niz mieszkanie, wynajac jeszcze bardziej
    - co jesli chce sie zachowac chate jako miejscowke wakacyjna, ale na stale nikt nie mieszka? Mieszkanie w bloku jak sie zostawia to wystarczy zamknac okna, zostawic grzejniki ledwo odkrecone, i jedynie raz ma miesiac warto by bylo aby ktos wpadl puscic wode, by uszczelki troche wilgoci dostaly i nie cuchnelo z kanalizacji jak syfon wyparuje. Minimalna ilosc opieki i mieszkanie moze stac latami, nie zniszczy sie samo z siebie. A dom? W zime kociol musi trzymac jakas minimalna temperature bo jak nie to zajdzie grzybem wszystko, 2 miesiace bez opieki na wiosne i w ogrodku dzungla, nie bardzo widze by mozna to tak bezpiecznie bez stalej opieki zostawic nawet na glupi rok.

    @salad_fingers
    Świetny wpis. Jako dzieciak spędzałem wakacje na wsi (typowa wieś 3 ulice na krzyż, dwa sklepy, szkoła i stodoły) i o ile w wieku 0-10 lat i tylko przez dwa miesiące było to nawet fajne (byłem z rodzeństwem, plus dzieciakowi w takim wieku nie potrzeba wiele, można pochodzić, zobaczyć krówki, pogonić kurki itp.), tak jako nastolatek szczerze tego czasu nie znosiłem. Totalna, dobijająca nuda i poczucie separacji tym silniejsze, bo jako miastowy dzieciak miałem pełno znajomych z bloku i szkoły, więc to był miesiąc czy dwa, kiedy oni zupełnie znikali. I zamiast popykać sobie z nimi w gałę albo w diablo, mogłem sobie "pochodzić, zobaczyć krówki i pogonić kurki". Super zabawa kurwo. Żyć tak na co dzień sobie nie wyobrażam. Jebać wieś.

    @Jebecca
    Super, że zebrałeś to wszystko w jednym miejscu. Dopisze jeszcze to: nigdzie się tylu meneli nie naoglądałam co pod wiejskim sklepem i nie raz jako dzieciak wracając do domu widziałam ojszczanego i zarzyganego pijaczka gdzieś w rowie (╯︵╰,) A co do znajomych to nie utrzymuje kontaktu z nikim ze swojej wsi mimo że do 16r. Życia miałam z nimi kontakt codziennie - w większości to ludzie o bardzo zamkniętych umysłach, mieszkają w domach rodzinnych, 4 pokolenia w starym poniemieckim domu, zazwyczaj bez pracy, chyba ze sezonowe zbieranie grzybów i jagód. Pożenili się między sobą, moja 300 osobowa podstawówka wygenerowała chyba ze 100 małżeństw xD kradziejstwo straszne, jak jedziesz do powiatowego na zakupy to bądź pewny że ktoś Ci przez płot przejdzie żeby narwać sobie papierówek (ma swoje w ogródku ale kradzione lepiej smakuje), zajebać i przemalować rower (bez krępacji). A cisza i spokój to jakaś kpina, psy na łańcuchach ujadają cały dzień i noc, a jak się jakiś zerwie z łańcucha to jeszcze Cię pogryzie. Ot takie moje wspaniale dzieciństwo.

    @Ignite
    Ja zawsze byłem dobry na bramce, czasem zdarzało się, że grałem z 2 czy 3 lata starszymi i byli pod wrażeniem mojej gry. Ale urodziłem się na wsi kilkadziesiąt kilometrów od najbliższego miasta, więc o jakichkolwiek treningach mogłem zapomnieć. I tak się żyje na tej wsi.

    @mako37
    gówno a nie wieś na starość... Ja miałem ten problem że rodzicom zachciało się wsi kiedy miałem 15 lat... Pamiętam ten wybór na weekend, koniec imprezy o 22 jak ostatni bus jechał albo zapierdalanie z buta 16 km xd ja po zakończeniu edukacji szybko uciekłem a ojciec teraz trochę więcej lat i myśli czy by tego nie sprzedać w pizdu. Lata lecą a w koło domu zawsze jest dużo roboty. Zima węgiel w lecie koszenie i inne pierdoły. Wieś chyba dobra jest w przedziale 30-35 lat xd dzieciaki jeszcze małe to latają po ogródku ty po pracy jakiś grill i piwko na leżaczku później jest coraz gorzej i warto uciekać

    @I_am_a_freethinker
    Na tej samej zasadzie tłumaczyłem mojej różowej jakie miała szczęście że urodziła się i mieszkała w mieście wojewódzkim. Np. jej siostra została zawodowym muzykiem - oczywiście wrodzonego talentu nie można jej odmówić, ale chodziła na różne zajęcia muzyczne praktycznie odkąd nauczyła się chodzić. Potem oczywiście szkoła muzyczna, dodatkowe zajęcia pozalekcyjne. A to wszystko miała w zasięgu jazdy komunikacją miejską bez żadnych przesiadek / odebraniem przez starych wracających furą z pracy. Czasem rozkminiam jak by się potoczyły jej losy gdyby wychowywała się w takiej dziurze jak ja XD

    @leher
    Szkoda, ze tylko raz można zaplusować, sam mieszkając na wsi relatywnie blisko i relatywnie dobrze skomunikowanego do wojewódzkiego i tak tracilem dziennie ponad godzine na dojazd do liceum/na studia w jedna strone. Smutno mi sie robi jak widzę ludzi którzy mając dzieci budują się 20-30 km od większego miasta, ale cóż ich decyzja

    @grademomur
    sama przez prawie 14 lat życia mieszkałam na wsi zabitej dechami. Jeden autobus dziennie- do małego miasteczka o 6 rano i powrotny o 17. Taka właśnie była komunikacja. Podstawówkę miałam niedaleko, jednak dojazd do gimnazjum to była porażka. Jak miałam na późniejszą godzinę, musiałam prosić koleżanki, żebym mogła się u nich zatrzymać, bo nie chciałam kręcić się 5 godzin na dworze. Jedyne aktywności dodatkowe to były spotkania w kościele XD. Wokół mnie nie mieszkało żadne dziecko, z którym mogłabym się bawić. Internetu też nie miałam przez bardzo długi czas, a jak już był to z limitem, 3 filmiki na yt i już było po prędkości. W II klasie gimnazjum przeprowadziłam się do miasta wojewódzkiego, bałam się słabego przyjęcia, miałam kompleks małomiasteczkowego dzieciaka, jednak pomimo wszystkiego nie było aż tak źle. Jednak z perspektywy czasu ciągnie mnie do natury, ciszy i czystego powietrza. Jeśli miałabym wrócić na wieś, to tylko i wyłącznie na starość. Nie chciałabym, żeby moje dzieci przeżywały swoją młodość w samotności, bez dostępu do znajomych czy ciekawych miejsc.

    @krzyu
    W 100% zgadam się oboma wpisami. Sam przez całe dzieciństwo mieszkałem w małej mieścinie (6k mieszkańców) w tak zachwalanej przez niektórych Polsce A, no i fakt jest taki, że pomimo bycia przy drodze krajowej to jest to miasto zapomniane. Technicznie rzecz biorąc dalej tam mieszkam, ale ze względu na pracę w ciągłej delegacji bywam tam na max miesiąc w roku, a i wtedy staram się gdzieś wyskoczyć do znajomych czy pojechać z rodziną z dala od miasta.

    Komunikacja z większymi miejscowościami w zasadzie nie istniała (przed pandemią zaczynało się polepszać, ale wróciło do stanu wyjścia), jedyna sensowna praca dla ludzi była w mieście powiatowym (25km) na lince. W mieście mieliśmy 2 podstawówki i zawodówkę, w której jak sobie nie załatwisz praktyk u miejscowych fryzjerów albo "mechaników" to stracisz 3 lata, bo szkoła nie pomagała w znajdowaniu praktyk. Z tego wynikło, że do 3 gimnazjum żyłem w dość zamkniętym gronie ludzi z miasta i kilku okolicznych wiosek po 200 mieszkańców.

    Do dzisiaj jest tam tylko jedna pizzeria, z plackami odgrzewanymi w mikrofali, bo nic innego przez wiejską mentalność i wyalienowanie tych ludzi nie przetrwało, bo "JAK TO TAK W DOMU JEST ŻARCIE PO CO JEŚĆ NA MIEŚCIE". Większość ludzi tam tworzyło taką hermetyczną społeczność. Teraz oczywiście trochę mniej, ale pamiętam jak będąc w podstawówce czy gimnazjum wielkim przeżyciem był wyjazd do galerii. Większość ludzi nie zdawała sobie sprawy, że zamiast kupować workowate ciuchy u jakiejś pani Jadzi za chore pieniądze (taka typowa moda przełomu lat 90 przeniesiona na 2008), można było kupić o połowę taniej w tej galerii.

    Ludzie tam jebią w jednej fabryce od 10 lat za 3k brutto i nie planują zmian, dopóki ich stamtąd nie zwolnią, nie mają perspektyw w swoim życiu. Ludzie w większych, okolicznych miastach po zachowaniu potrafili rozpoznać, że ktoś jest z mojej miejscowości lub wiosek obok, po prostu dzicz puszczona na "salony". Co do tych wiosek to patola patolą patolę poganiała. Na palcach jednej ręki byłem w stanie w szkole policzyć ogarnięte osoby stamtąd i zazwyczaj były to jakieś bananowe dzieciaki, których starzy jakkolwiek ogarniali życie. Jeśli ktoś w miarę ogarnia, to już dawno stamtąd spierdolił do okolicznych miast i społeczeństwo tam się dość mocno starzeje.

    Dopiero w technikum jak poznałem ludzi z innych miast to się dowiedziałem, że oni się spotykają po szkole na jakieś kręgle czy domówki u znajomych, bo u mnie szczytem było zebrać 5 osób, żeby pójść pokopać w nogę, ale częściej pójść do parku pochlać. Oczywiście nawet w technikum nie można było zostać w piątek i pójść gdzieś ze znajomymi (nie mówiąc o weekendzie, bo nic nie jeździło), bo o 16 ostatni autobus do twojego wypizdowa, a dopóki nie zrobiłem prawka, to właśnie do tego autobusu byłem uziemiony.

    Co do sportu w szkołach (bo większość ludzi w technikum coś trenowała, ale ja nie xD), to do gimnazjum dziewczyny miały drużyny siatkówki w szkole. Zajęcia prowadziła babka, która nawet nie znała zasad. A chłopaki mogli się zapisać do gminnego klubu piłkarskiego, ale haczyk był taki, że jeśli rodzice gwiazd drużyny nie lubili się z twoimi albo z tobą, to chuja się zapisałeś xD Także abstrakcją było dla mnie jak zobaczyłem, że jeden kumpel trenuje sobie boks, a inny grał w piłkę ręczną, którą do pierwszej technikum widziałem co najwyżej w TV.

    Skazywanie dzieci na bezmyślną wegetację w imię własnych wygód tylko pokazuje, że niektórzy nie powinni mieć dzieci, a życie na takim wypizdowie będzie bardziej odczuwalne dla dziecka jako kara, niż jako przyjemność dla rodzica.

    @kumkumrere
    Kurwa najwiecej do powiedzenia w tym temacie maja ludzie z miasta XD a jak ktoś kto wychował się na wsi powie ze to gowno to już ze sie nie zna. I wcale tu nie chodzi ze wieś jest biedniejsza bo akurat mi się dobrze w domu powodzi ale o transport znajomych zajęcia szkoły i rozwój ale ludzie z miasta nie rozumieją tego

    @goracystek
    Najbardziej bawi mnie jak ludzie opowiadają "przecież wsiadasz w auto, 15 min i jesteś w mieście i możesz robić co chcesz".

    Dziecko nie wsiądzie w samochód i nie pojedzie autem.

    Zamiast 15 min przejażdżki ma 30-45 min trasę autobusem podmiejskim (bo autobus musi oblecieć wszystkie wsie po drodze bo inaczej kurs by się nie opłacał). Potem jeszcze 10-15 min komunikacją miejską, a nie liczę nawet czasu na przesiadki które na trasie miasto -> dom mogą trwać nawet i godzinę.

    Oceniają wszystko z perspektywy 25-40 latka, posiadającego samochód, gdzie ich dziecko co najwyżej może ich poprosić o podwózkę za każdym razem, słuchając "dopiero co wróciłem z pracy, pojedź autobusem", "pojedź autobusem bo już piwko do obiadu wypiłem".

    @ignite
    Na wieś jest dobrze przyjechać na wakacje do dziadków. Ale żyć na co dzień jest źle. U mnie nawet sklepu spożywczego nie ma i trzeba jechać do innych miejscowości. Autobusu też nie ma do żadnej sąsiedniej miejscowości, o mieście nie wspominając.
    Pamiętam jak w liceum w powiatowym pytali mnie czy gdzieś trenuję, że tak dobrze gram. Pytanie wydało mi się dziwne, bo na wsi jakbyś coś trenował, to znaczy że jesteś zawodowcem. A w mieście chodzisz na treningi dla przyjemności, co dla mnie było czymś szokującym.

    @milvanb
    bo ludzie generalnie nie znają innego życia. Ograniczenie mentalne i emocjonalne, ograniczenie ekonomiczne. Wieś do 10km od centrum miasta wojewódzkiego jeszcze jako-taki zipie, ale reszta to skazywanie dzieciaków na banicję, brak rozwoju. Niestety w Polsce poza dużymi miastami (kilkoma), to brak perpektyw na otwartych umysł.

    Ludzie chyba mylą polską wieś z wsią w Szwajcarii, gdzie rzeczywiście wszystko działa spox i jest jakaś tam idylla

    a w Polsce wieś to wieczne oczekiwanie na busy, brak pieniędzy, nawet brak chodników. Gnojownik dookoła domu, zacietwierzeni ludzie i brak jakichkolwiek perspektyw.

    @jebecca
    Pomimo że się wychowałam na wsi to myślałam o kupnie działki gdzieś pod miastem i budowa domu bo jednak mieszkanie w bloku mnie meczy. A że działki drogie to „pod miastem” się oddalało :) po przeczytaniu komentarzy widzę że nie ważne czy mieszkasz 50km od miasta czy 15-20km, problemy są podobne. Chyba jednak szukam domu w mieście, choćby szeregowki. Jednak wolność jaka daje miasto jest super!

    @strus
    Wychowałem się w miasteczku 2 tysiące mieszkańców, do większego miasta 50 tys. mieszkańców było prawie 30 km.
    Podstawówka i gimnazjum:
    - brak wyboru szkoły
    - większość szkoły patola (brak sensownych znajomych)
    - brak jakichkolwiek zajęć pozalekcyjnych poza graniem w piłkę, ale to było dla tych co się przygotowywali do zawodów
    - niski poziom nauczania

    Liceum:
    - dojeżdżalem do dużego miasta autobusem który startował o 06:45 (codzienna pobudka 05:45) i czekałem minimum 30 minut na rozpoczęcie zajęć
    - ostatni autobus powrotny na wioskę 20:40, więc jakakolwiek impreza u znajomych odpadała - maks to wyjśce po szkole na coś, ale często wyjście na np. kebsa kończyło się tak, że czekałem 2h na kolejny autobus bo po południu były rzadko - kontakty towarzyskie po szkole z ludźmi z liceum mocno ograniczone
    - jak miałem po południu dodatkowe zajęcia z angielskiego, to rodzice musieli mnie z nich odbierać samochodem, bo bym nie zdążył na ostatni autobus powrotny
    - jakiekolwiek inne zajęcia dodatkowe mnie odrzucały, bo traciłbym w rezultacie cały dzień. Np. kończyłbym lekcje o 15, zajęcia np. od 17, więc 2h czekania, a potem powrót do domu o 20/21 - a tu jeszcze trzeba lekcje odrobić, nauczyć się na sprawdzian, no i wstać następnego dnia o jebanej 05:45...

    @zielonyskoorwiel
    z wioski ok 250 osób przeprowadzka do miasta wojewódzkiego to szok xD do tej pory nienawidzę komunikacji publicznej bo kojarzy mi się z dwugodzinnym powrotem ze szkoły średniej. Jak mieszkałem na wsi i znajomi jeszcze nie poszli w alko to grałem z nimi w piłkę. Ogrywalismy chłopaków z okolicznych wiosek aż miło. Jak pomagałem dziadkom w polu i spóźniałem się na mecze to chłopaki z innych wsi widząc mój rower wsiadali na swoje i kończyli grę. I chuj z tego było skoro do najbliższej szkółki piłkarskiej było 30km a na wsi 2 samochody i autobus co 6h.
    Kółko zainteresowań było jedno. Znajdowało się za sklepem i skupiało amatorów tanich alkoholi.
    Jak ktoś chce wychować dziecko na patusa i alkoholika to polecam cieplutko. Nawet jak się wyrwałem to czuję że muszę pracować nad mindsetem do tej pory.

    @I_am_a_freethinker
    O, teraz jeszcze mi się przypomniało że jednym z momentów szczęścia w okresie życia na zadupiu była wizyta w mieście i pójście do EMPIKU. Możliwość poczytania i kupienia gazet innych niż Bravo, książek, posłuchania muzyki to było przeniesienie się na chwilę do lepszego świata (nie miałem wtedy internetu przez stałe łącze, realnie korzystałem wtedy z neta jakieś pół godziny na tydzień). A potem następował powrót na wiochę gdzie uchodziłem za dziwaka bo miałem jakiekolwiek zainteresowania.

    @niewiemcorobic
    20 min jazdy na basen xD to pisz od razu że mała miejscowość 10 min od miasta, a nie zapadła wieś. Po drugie z zapadłej wsi nie ma dobrych połączeń nigdzie. I teraz jest z tym jeszcze gorzej niż kiedyś. Kiedyś było więcej ludzi na wsiach więc siłą rzeczy wsie były też lepiej skomunikowane. Teraz wszyscy kładą łachę bo się po prostu nie opłaca rozwijać komunikacji do zapadłych wsi, nawet jeśli żyją tam jeszcze jacyś ludzie. Po trzecie już widzę jak będziesz robił zmęczony po pracy za szofera dla dzieciaka. Prawdziwe wsie to nędzna komunikacja.

    @Banek5000
    jak wyjeżdżam do rodzinki na wsi to w zimie mój pies po wyjściu na podwórko jebie jakby z wędzarni uciekł a w lecie to ja sam zwijam się od alergii na zboża gdy sa żniwa. Co ciekawe moja szwagierka ktora tam się wychowała też miała alergie na to. Reakcja rodziców "Przeziębiłaś się", kto by tam myślał o alergologach.

    @Banek5000
    No i zapieprzaj z wypizdowa do lekarza albo jakiegoś specjalisty w większym mieście jak właśnie jesteś stary. Że o zakupach, czy koszeniu, odśnieżaniu, albo ogrzaniu donu nie wspomnę i kosztach z tym związanych. Można napisać że stary to se autko kupi. Niby tak ale to zawsze wyjdzie drożej niż autobus w mieście lub zwyczajny spacerek do przychodniu/sklepu. Więc na starość też to jest złe rozwiązanie. I piszę to jako osoba która lubi wieś, tak tydzien - dwa tygodnie raz, może dwa w roku.

    @drzewnyzwierz
    tak, bo dzieci w mieście absolutnie nie wychodzą na dwór, nie jeżdżą na rowerach czy hulajnogach i nie korzystają z parków, placów zabaw xD mieszczuchy to tylko siedzo, żro cziperki i grajo na kąkuterze

    @milvanb
    A i jeszcze cały temat wałkowany jakoby ludzie w Polsce brali pod uwagę czyjekolwiek potencjalne dobro. Otóż moi państwo - ludzie nie myślą o bonbelkach i to,njak ich wychować. Oni po prostu robią to, co chcą, potem przeklinają życie. A że dziecko może chcieć się rozwijać? Cicho tam siedź, do książek i robota w gminie i będzie spoko. Ważne żeby kościółek blisko i Dino / abc blisko.

    @przegryw_z_00
    bardzo dobry wpis, gniję (GNIJĘ bo nie nazwę tego życiem) na zasranej wiosce w polsce c od małego, z problemów mogę dodać trudność w znalezieniu pracy. W mieście przeważnie jest kilka firm/januszexów i na pewno jest dużo łatwiej jest się gdzieś załapać niż na wypizdowie, gdzie do lokalnego kołchozu wbić się jest bardzo ciężko a jak ci się już uda, to będziesz tam robił do końca za zwykłego śmiecio-robola, bo wyższe stanowiska są obstawione przez janusza i jego rodzinkę

    @elementyzaskoczenia
    mieszkalem 20km od miasta wojewodzkiego, przez to przestalem chodzic do szkoly bo mialem dosc jazdy busami i marnowania zycia (ukonczylem liceum ale prawie 50% nieobecnosci), bo moje dni wygladaly aby szkola i dom bo na nic innego nie bylo czasu, moje zycie towarzyskie umarlo w liceum bo nie bylo jak sie integrowac i imprezowac, wtedy z chlopaka ekstrwartyka stalem sie sfrustrowanym przymusowym zamulaczem przy komputerze i strasznie przytylem bo jedzenie i picie z kumplami na przystanku lub pod stacja benzynowa to byla jedyna rozrywka na tej gownianej wsi

    aaa i to wazne, ze ci co z zadupia na studia zostali wyslani na stancje przez rodzicow to odzyli, mnie rodzice nie wyslali na stancje bo mieszkalem za blisko miasta, wiec i moje towarzyskie zycie na studiach dziennych nie istnialo!

    edit: dodaje do ulubionych i bede wysylal znajomym co skazali dzieci na wies

    @agresywnykaloryfer
    Aż poszukałem tego wpisu w Google żeby odpisać - wychowywałem się na głębokich przedmieściach i zniszczyło mi to w dzieciństwie łeb, bo przez wakacje i ferie nie miałem w ogóle kontaktu z rówieśnikami.

    Nikomu tego nie życzę, jedyny argument za mieszkaniem poza miastem jest taki że takie mieszkanie/dom jest tańsze i poza tym to nie widzę ani jednej zalety. A i tak jest to płytka zaleta, bo czas to też pieniądz - a dojazdy to tylko marnowanie czasu.

    Nigdy w życiu nie przeprowadzę się na pipidówę. Jestem z Wrocławia i gdybym miał nieograniczony zasób pieniędzy to kupiłbym dom na Krzykach / Grabiszynku bo to najlepiej umiejscowione osiedla i do tego mieszkanie w jakimś Seulu jakbym miał ochotę na konkretniejsze miasto - bo ten Wrocław to taki trochę mały się wydaje w porównaniu z nim ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    @soczi
    dodaj do tego wszystkiego zimę i nieodśnieżone drogi o poranku ;) Trzeba wyjechać godzinę wcześniej, aby gdziekolwiek zdążyć. Dom na wsi - spoko, ale nie dla młodych ludzi.

    #dzieci #rodzicielstwo #rodzice #rodzina #logikarozowychpaskow #blackpill #nieruchomosci #samochody #childfree #wies #miasto
    pokaż całość

    źródło: beka2.PNG

    •  

      @diler_biedy: Polecam Ci wynająć dom/mieszkanie w tej dziurze, korzystanie nawet z auta (bo oczywiście najbardziej miarodajne bylobu korzystanie z autobusu czy pociągu ale niech będzie). Dodaj jeszcze do tego ten potencjalny czas dla dziecka na 2-3x zajęcia dodatkowe. Gwarantuję Tobie, że ten sklep obok domu i życie z dala od miasta spowoduje że docenisz to, że w tygodniu masz jakieś 5-15h czasu więcej w mieście. Możesz nawet oglądać meczyk jako dorosły chłop. Ja wiem, dom, chodzenie w gaciach w weekend, grill itp., ale gwarantuje Tobie że takie komentarze są od osób, które zarówno w mieście jak i w domu pod miastem nic nie robią. W mieście masz parki z grillem itp. a dodaj jeszcze jedno - jak masz znajomych pod miastem którzy się skazali na żywot w TRASIE to Cię odwiedzą, e jak masz takich co żyją w mieście to będą znacznie rzadziejCie odwiedzać. Widzę po sobie. Mieszkam w centrum, a znajomi przenieśli się do miejscowości od razu pod miastem. Wiesz, jak marudzę że muszę wziąć auto i jechać tam 30min? To już wolę jechać do rodziców 45min. I tak się złożyło, że z widywania się co 2-3 tygodnie, zrobiło się co 2-3 miesiące z tendencją na rzadziej. pokaż całość

    •  

      Komentarz usunięty przez autora

    • więcej komentarzy (53)

  •  

    Mirki spod tagu #rodzice, muszę się wygadać, żeby się uspokoić.

    Mam syna w 5 klasie podstawówki. Dzisiaj, do spółki z kolegą z klasy (dajmy mu Andrzej), zaczaili się na podwórku i pobili o rok młodszego sąsiada (powiedzmy - Bartka).

    Nie ma mowy o przypadku, czy o jakimś równorzędnym konflikcie. Działali celowo, z premedytacją i bez powodu.

    "Konflikt" polega na tym, że sprawcy mają markowe buty, a Bartek ich nie ma (bo ich nie stać). Czyli - mówiąc wprost - gówniarze znęcają się nad młodszym i słabszym, tylko dlatego, że jest od nich uboższy.

    Jest mi za niego tak sakramencko wstyd, że brak mi słów.

    Rodzice całej trójki się znają, więc jesteśmy w stanie podjąć jakieś skoordynowane działania. Młody na razie o tym nie wie, ale razem z ojcem Andrzeja wstępnie ustaliliśmy, że jutro Marek (ofiara) otrzyma w prezencie w ramach przeprosin buty mojego syna i Andrzeja. Będą trochę za duże, ale na jesień powinny się przydać.

    Przez chwilę rozważałem, czy nie wysłać syna (gdy już otworzą) do szkoły boso, ale jak się uspokoiłem, to stwierdziłem, że to by było lekkie przegięcie. Zamiast tego szukam właśnie na OLXie czegoś maksymalnie obciachowego. Oj, żeby jak wróci już, to żeby było ciekawie :)
    #dzieci #tatacontent #gorzkiezale #zonabijealewolnobiega
    pokaż całość

  •  

    W nawiązaniu do mojego wczorajszego wpisu o tym, że ludzie przeprowadzający się na wieś z miasta są samolubni względem swoich dzieci KLIK. Jak można było się spodziewać w komentarzach została przeprowadzona zmasowana kontrofensywa entuzjastów polskiej wsi. Muszę przyznać że miałem niezłą bekę czytając ich projekcji na temat życia w mieście. Niestety komentarzy było tak wiele, że nie miałem czasu na wszystkie odpisać dlatego między innymi ten wpis. Również żeby oszczędzić czasu komuś kto nie chce się przedzierać przez ponad 200 komentarzy zrobiłem małe podsumowanie jak według nich wygląda typowa wieś a jak miasto wojewódzkie:

    Typowe cechy charakterystyczne polskiej wsi:
    - Doskonale skomunikowana
    - Można z niej się dostać do centrum miasta wojewódzkiego szybciej niż z miejskiego osiedla
    - Mnóstwo dzieci (wręcz jak jeden napisał: "aż czarno od dzieciarni"), dzięki czemu wasze dziecko będzie miało pokaźne grono znajomych
    - Multum różnych rozrywek i zajęć dodatkowych dla dzieciaków
    - Wspaniałe i kulturalne imprezy na wiejskich dyskotekach na które każdy może dojechać swoim oplem kadetem.
    - Na każdej wsi żyje mnóstwo emerytowanych nauczycieli z których część uczyłą w zagranicznych szkołach więc korepetycje dla dziecka u sąsiada to żaden problem
    - Można dzieciom na podwórku zorganizować zajęcia z siatkówki albo judo
    - Spokój, cisza, bezpieczeństwo, brak patologii
    - Dzieci na wsi 100% wolnego czasu spędzają z rówieśnikami na świerzym powietrzu.
    - Wszyscy sąsiedzi są dla siebie mili i pomagają sobie na wzajem

    Typowe cechy charakterystyczne polskiego miasta wojewódzkiego
    - W mieście mieszkają same 5-cio osobowe rodziny na 50m2
    - Mimo, że mieszkają same 5-cio osobowe rodziny to w miastach prawie wcale nie ma dzieci, przez co wasze dziecko będzie odizolowane od rówieśników
    - Słabe skomunikowanie podróż z osiedla do centrum miasta trwa 2 godziny z 3 przesiadkami
    - Brak jakichkolwiek rozrywek i zajęć poza lekcyjnych dla dzeci. Jedynie trzepak.
    - Imprezy w miejskich klubach to patologia w przeciwieństwie do wiejskich dyskotek
    - Pełno patologii i narkomaństwa, za każdym rogiem stoi ćpun ze strzykawką
    - Menele srają do piaskownic
    - Menele srają na klatkach schodowych
    - Menele srają w autobusach
    - Menele srają w windach
    - Menele urywają lusterka na parkingach
    - Dzieci w mieście 100% czasu spędzają przed komputerem
    - Wszyscy sąsiedzi to patologia i zjeby.

    Tak mniej więcej w głowach wiejskich entuzjastów przedstawia się obiektywne porównanie życia na wsi i w mieście. Ogólnie najlepsze perełki jakie się pojawiły to:
    - Kontakt ze znajomymi można mieć internetowo więc nie ważne czy dzieciaki mogą razem spędzać czas IRL
    - Stwierdzenie jednego samca "alfa" (xD) że jeżeli on zdecyduje że jakieś miejsce jest odpowiednie dla jego dziecka to ono będzie odpowiednie - bo rozumiecie już samo stwierdzenie przez niego takiego faktu jest wystarczające to co naprawdę jest istotne dla dziecka nie ma znaczenia.
    No i zdecydowanie najlepszy komentarz "Ja jestem głową rodziny i decyduje gdzie mieszkamy. Nie będę całego życia dostosowywał pod dzieciaka który być może na końcu i tak nie będzie chciał się uczyć. Albo umyśli sobie w główce ogólniak 10km dalej mimo, że inny jest pod nosem i z myślą o tej szkole kupiłem mieszkanie w tej lokalizacji." - Ręce opadają nawet nie skomentuje.

    No nic jak ktoś już zainwestował środki w wyprowadzkę z miasta to oczywiste jest, że nic go nie przekona, ale jeżeli jeszcze rozważacie taki krok to specjalnie dla was zrobiłem kompilację komentarzy z poprzedniego wpisu opisujące co czeka wasze dzieci.

    @bojar :
    Kto mieszkał choć kilka lat za dzieciaka na zadupiu i dojeżdżał na spotkania ze znajomymi PKSm ten się w cyrku nie śmieje. Jak domek to tylko w miejscu gdzie jest bardzo dobra komunikacja publiczna - najlepiej blisko stacji kolejowej albo w zasięgu miejskich autobusów.

    @darthbob
    to o czym mówisz, to jest jeden z głównych powodów, przez który nie wynoszę się poza miasto.
    Mam 3 dzieci, nie wyobrażam sobie ciągłego dowożenia na zajęcia dodatkowe/do znajomych. Nie chcę, żeby miały jak ja, gdzie do liceum do miasta miałem 17km, i dwa autobusy w ciągu dnia. ze znajomymi po lekcjach się spotkać, to była abstrakcja

    @tygryske
    od zawsze mówię ze jak dzieci to tylko w sporym mieście, tak żeby mogły wybrać sobie zajęcia i hobby takie jakie im się podoba a nie jak ja gdzie do wyboru miałam karate i sksy z siatkówki raz w tygodniu

    @valko77
    ok tak byczqu, jak ja zazdrościłem dzieciakom z miasta że moga iść na basen/do kina więcej niż raz na pół roku jak wyjazd jakiś mieliśmy...
    Inna sprawa to sport, u mnie do wyboru jedynie jakieś SKS raz w tygodniu albo sekcja tenisa stołowego xd

    Nigdy dzieciakowi tego nie zrobi, wieś hamuje rozwój strasznie.

    @krs90
    Dziecko na wsi jest towarzysko wykluczone. Jak ja z kumplami szedłem na imprezę, to znajomy wracał do domu ostatnim autobusem. Wychowałem się w miasteczku ~20k mieszkańców i niesamowicie dobrze to wszystko wspominam. W życiu jako dziecko nie chciałbym mieszkać na wsi. Moi znajomi nienawidzili mieszkania poza miastem. Do szkoły musisz zdążyć na autobus, później czekasz na lekcję godzinę, po lekcjach znowu na autobus, czasami zdążysz, czasami czekasz godzinę.
    Gość z klasy z liceum wychodził z domu 6:30, żeby zdążyć do szkoły na 8. Jeżeli siedzieliśmy do 14-15, to powrót do domu był gdzieś powiedzmy 17:00.

    Argumentacja w stylu 'na wsi spokój, cisza, na rowerze można pojeździć' to w ogóle xD, jak jest się młodym to w dupie masz ciszę, liczą się spotkania towarzyskie, znajomi, wypady 'na miasto' do knajpy, na ognisko, na działeczkę.
    Liczy się bycie W GRUPIE/W EKIPIE/Z PRZYJACIÓŁMI.

    @iamts
    kurwa co ja bym dał żeby w czasie kiedy miałem parcie na treningi siatkówki należeć do jakiegoś miejskiego kurwa klubu z prawdziwego zdarzenia, mam warunki. Albo jak jebałem całą szkołę w szachy, zapisano by mnie do klubu, których w dużym mieście było kilka.

    Ale niestety mieszkałem na zadupiu i nie wykorzystałem potencjału. Teraz jest już więcej tych miejsc na zadupiach, ale i tak możliwości rozwoju dla dziecka w mieście to jest kurwa ogromny plus.

    @eugeniusz_zua
    w młodym wieku mieszkanie poza miastem to skazywanie sie na towarzyskie wykluczenie. Na studiach miałem w grupie typków mieszkajacych w róznych mniejszych miejscowościach pod Warszawą, typowych sypialniach i tracili dużo z zycia studenckiego. Wyjście gdzieś na piwko po zajęciach? Fajnie, ale 21 i muszą spadać bo o 22 mają ostatni busik na swoją wioskę. To samo rano przyjeżdżaj godzinę wcześniej na zajęcia bo tak masz busik. Spontaniczne wypadzik na miasto w sobotę o 21? Ej mordy sorry, ale nie mam już jak dojechać, może ubłagam starego, żeby mnie podrzucił a i mogę u któregoś przenocować? No, ale przynajmniej mieli ciszę i mogli sobie robić rowerowe wycieczki po okolicznych lasach ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    A już podwójne kombo spierdolenia jest wtedy gdy mieszkasz na wsi, a rodzice żyją z rolnictwa...

    @zasilaczkomputerowy
    wieczna beka z tych co musieli się zwijać z imprezy o 21 bo ostatni autobus na wiochę xD. Albo codziennie godzina albo dwie w dupę bo dojazdy. Było kilka takich osób w licbazie, że jak się zajęcia zaczynały o 7:30 to oni już dam od 6:30 siedzieli bo tylko takiego busa mieli o 5:45 xD. A ja elegancko w domku na przedmieściach 4 kilometry od centrum miasta wojewódzkiego. Wszędzie mogłem z buta cisnąć.

    @antarhei
    o kurde opisana moja i braci sytuacja za dzieciaka xD dodatkowo wszyscy zaczynali wakacje, a ja wstawałem o 7 zbierać truskawki na naszym polu, całą robotę kończyliśmy około 19, dzień w dzień, a to czerwiec i początek lipca ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    @siergiejlapczydow
    Dzięki temu ze do centrum najbliższego dużego miasta miałem 50min PKS moje życie towarzyskie w liceum praktycznie nie istniało. Klasa umawiała się na domówki a ja bym musiał jeba* 50min w jedna stronę, a gdzie powrót? Jakimś nocnym który dojeżdżał 3km od domu XD rodzicom natomiast nie chciało się mnie wozić po nocy, bo przecież mieli prace. Przez to nigdzie nie chodziłem.
    Z lokalnymi kolegami przestałem się obchodzić bo wyrośli na alkoholików i narkomanów.
    Dzięki wielkie „wieś”!

    @drzewnyzwierz
    ja akurat jestem przypadkiem, gdzie całe dzieciństwo spędziłam na wsi w Polsce A i odczuwałam braki miastowych wygód :) mnie chyba najbardziej boli wizja, że mieszkając na wsi, nie ma za bardzo wyboru co do szkół. Jest jedna podstawówka, jedno liceum czy tam technikum i elo. Wtedy fakt, dziecka nie odwozisz, ale jest ono skazane na jedną formę edukacji. Jakby chciało iść do miasta, to pojawiają się problemy z dojazdem. A najgorzej jak po szkole chce pociecha pójść na glupie frytki z maka ( ͡° ͜ʖ ͡°) albo do galerii ze znajomymi

    @mirekmirkowski
    nigdy nie wybaczę moim rodzicom krzywdy jaką mi zrobili w wieku 17 lat kiedy przeprowadziliśmy się do domku 15km od miasta, 25minut do przystanku do PKS. Po skończeniu 18 lat i zrobieniu prawka (za które sam zapłaciłem) prosiłem o to żeby dali mi parę groszy w miesiącu na utrzymanie izakup chociażby jakiegoś gruchota, ale chuj - siedź w domu synek, po to go zbudowaliśmy. Idź skosić trawę, porąbać drewna, wyrwać chwasty. Masakra - wyprowadziłem się jak tylko mogłem, ale co mi zmarnowałem życia i czasu (szczególnie w klasie kurwa maturalnej), to moje.

    @Proreshq
    Zgadza się. Jako dzieciak brałam udział w sporej ilości zajęć pozalekcyjnych i dojazd zawsze był problemem. W drugiej liceum przeprowadziłam się do internatu w większym mieście i odżyłam - wystarczyło autobusem dojechać kilka przystanków na zajęcia, jakie tylko chciałam. Dodatkowo, miałam więcej czasu po lekcjach, bo nie musiałam się bujać pociągiem, żeby dojechać do szkoły, wstawać bardzo wcześnie, żeby na niego zdążyć + czekać godzinę na pociąg powrotny na stacji, co wiązało się z małą ilością czasu po lekcjach. To była tragedia. A zimą już w ogóle - ciemno rano + późny powrót do domu i od razu ogarnianie lekcji + nauki

    @jezus_z_galileii
    Co poznaje kogoś z miasta, to okazuje się, ze ten ktoś coś w dzieciństwie robił: śpiewał, tańczył, uprawiał sport w jakimś klubie. A ja na tej jebanej wsi (chociaż tez złe nie trafiłem, mieszkałem w miejscowości turystycznej nad morzem) nic nie miałem okazji spróbować bo niczego nie było

    @jebecca
    Totalnie się zgadzam, jeszcze dziecko jak dziecko, w szkołach wiejskich tez są czasami możliwości dodatkowych zajęć, ale nastolatek ma przerąbane bo nawet do głupiego kina ze znajomymi nie może pójść a jak chce pójść do lepszego liceum to cierpi później przez dojazdy gdzie musi się tłuc PKSem

    @kumkumrere
    Ja jestem teraz w 3 liceum i mieszkam na wsi jakies 20km od trojmiasta. Niby blisko ale daleko, bus w tygidni raz na 1,5h w sobity co 3 a niedziele co 4. Ostatni o 21 wiec imprezy tylko jak ktos mnie przenocuje wiec skonczylo sie tak ze mimo ze bylem bardzo socialny to w 2 liceum sie zamknalem w sobie i nie jezdzilem nigdzie bo mega meczylo mnie brak spotanicznisci. Juz nie wspomne ze zwiazki tez sa niemozliwe w takich warunkach. A rodzice teraz wielke zdziwinie czemu ja chce na studia do Warszawy. Zycie na wsi jest zjebane cbyba ze to wies na granicy z miastem ktora jeszcze nie zostala wchlonieta. A prawo jazdy gowno daje bo i tak sie napic nie mozna

    @upupiona
    mieszkając na wsi dojeżdżałam do liceum oddalonego o 60 km. Oczywiście były inne, znacznie bliżej, ale zależało mi na pójściu do dobrego. Mój dzień wyglądał tak: pobudka 4/5, dojazd rowerem do stacji kolejowej oddalonej o 3 km (jeździłam rowerem cały rok, nawet zimą - nie miałam wyboru), pociąg był o 5 lub 6 - zależy czy zajęcia miałam na 7 czy na 8. 45 minut jazdy pociagiem, na miejscu z buta trzeba było iść kolejne 3 km. Cały dzień zajęć, powrót najczęściej 17, rowerek, o 18 byłam w domu. Obiad, prace domowe, nauka. Kładłam się spać o 23, żeby kolejnego dnia znowu wstać o 4/5. Zero czasu na jakieś hobby, na zajęcia dodatkowe, na chociażby zawiązanie znajomości z ludźmi z liceum. Nie mam ani pół znajomego z tego czasu. To był okropny okres w moim życiu. Niedawno kupiliśmy z mężem mieszkanie - w ścisłym centrum Gdańska. Dylemat był spory, bo tęsknię za wsią i spokojem. Ale komfort moich dzieci był istotniejszy. Nie chcę, by przeżywały to co ja

    @miekki_am
    milion procent racji. Mam porównanie, bo od 17 roku życia mieszkałem w domku do czasu rozpoczęcia studiów. Miasto dla dzieci i młodzieży to jedyna opcja.

    @goracystek
    na bardzo dobrze skomunikowanej wsi masz 1 autobus na 30 min (ale zazwyczaj 1 raz na godzinę), w mieście masz 2-3 autobusy jeżdżące od 5 rano do 23, gdzie praktycznie co 5 min coś jedzie.

    @thirtydoorkey
    Poznałem na studiach kilka osób właśnie z takich głębokich wiosek, gdzie w promieniu kilku km nie ma właściwie nic. Wielu z nich ma kompleksy z powodu tego ile atrakcji ominęło ich za dzieciaka. Ja wychowując się w centrum miasta miałem rzut beretem do szkół językowych, zajęć ze sztuk walki, makdonaldów, lodziarni i w ogóle czegokolwiek, podczas gdy oni siedzieli na tych zadupiach i ganiali po polu, a wypad do McD raz na rok to była atrakcja.

    Polecam sobie przez tydzień dojeżdżać taką komunikacją do pracy - otworzy to oczy jak powrót który teoretycznie powinien zająć 1h zajmuje 2h bo trzeba czekać 1h na autobus na wieś.

    @mackacthulu
    ileż ja problemów w życiu dorosłym mam przez to że się wychowałem na wsi, to nawet nie zliczę

    @mescuda
    Święta prawda. Wieś to przekleństwo.
    Nie ma co się kłócić co z niektórymi - adwokatami prowincji.
    Większość na wsi przepada, neetuje, marnuje się zamknięta w kolonii. W mieście mieliby możliwość inaczej spędzić 80 % swojego dzieciństwa, a dzieciństwo determinuje dorosłość

    @goracystek
    Tylko że mieszkając poza miastem życie ustawiasz pod rozkład jazy komunikacji podmiejskiej. Całe życie w biegu i w liczeniu "śpieszyć się bo może zdążę na podmiejski, czy nie bo i tak mam 1h czekania na przystanku".

    Nie zdążysz na autobus mieszkając poza miastem? Czekasz raz 45 min, raz 1,5h aż pojedzie następny.
    Nie zdążysz na autobus mieszkając w mieście? Jedziesz innym, albo czekasz na kolejny za 10-15 min.

    A na koniec rezygnujesz z dodatkowych zajęć pozalekcyjnych bo musisz czekać co tydzień 1h na przystanku bo zajęcia kończą się o 16:00, a autobus odjeżdża o 15:55 i kolejny jest o 17:15.

    @brudne_skarpety
    ja to mieszkając na wsi, żeby dojść do gimnazjum, to 4km w jedną stronę. To 8km z buta dziennie, potem do technikum żeby jechać do 10m oddalonego miasta, to tak samo 4km z buta w jedną stronę na busa, potem droga powrotna 4km z przystanku do domu, no i potem przed maturą jak się chodziło na korepetycje z matematyki, to też 4km w jedną stronę i potem do domu znowu 4km. No i tak 16km dziennie robiło.

    @rico1234
    Aż się udzielę. Uważam się za osobę bardzo socjalną, wręcz spoufalającą się. Wychowałem się na wsi gdzie tak jak mówisz albo było daleko do kolegów, albo po prostu ich nie było. To były inne czasy, przed Internetem. Wiesz co to znaczyło dla umiejętności socjalnych? Kompletne dno dna. I trochę mi z tego zostało. Dlatego teraz miasto i to najlepiej dom w mieście. Wiem że drogo i nie dla każdego, ale to najlepszy kompromis. Dzieciom tego po prostu nie zrobię, co ja miałem za dzieciaka. Serio to naprawdę ma znaczenie. Kontakty społeczne są bardzo ważne. To kształtuje człowieka, charakter i całą gamę zalet, których nigdzie się nie wypracuje.

    @hanja
    rozumiem w 100%, bo jako dziecko i nastolatka mieszkałam na przedmieściach i wszędzie musieli wozić mnie rodzice: angielski, basen, tenis, korepetycje... dramat. Jako nastolatka nie mogłam spotykać się z rówieśnikami, bo nie miałam jak dojechać. Dlatego teraz mieszkam w samym centrum miasta, uraz pozostał

    pamietam jak chodziłam na jakieś korki czy 2 x w tygodniu na tenis, to mama mnie zawoziła i czekała przez godzinę w samochodzie pod salą, bo nie opłacało się jej wracać do domu. Czasami były silne mrozy, czasami upały lub deszcz, a ona czekała. To były czasy jeszcze bez telefonów komórkowych, wiec nie było nawet jak zabić czasu. Dopiero z perspektywy czasu doceniam poświęcenie. Z drugiej strony nie pracowała zawodowo, wiec mogła sobie pozwolić na takie akcje.

    Teraz mam znajomych miastowych, którzy wyprowadzają się na wieś i przedmieścia, a ja w duchu współczuje ich dzieciakom xD

    dodam jeszcze, ze dziecko całkowicie inaczej postrzega odległości i dojeżdżanie nawet kilku czy kilkunastu kilometrów to już dla niego wyzwanie. Do dziś pamietam jak sama pierwszy raz jechałam autobusem :)

    @dsomgi00
    Jak tak czytam co tu niektórzy piszą to mi się śmiać chce. OP ma racje. Wieś strasznie ogranicza możliwości. A to co wy tu wypisujecie jakieś kluby, korepetycje czy środki komunikacji na wsi to niestety, ale nie istnieje. Większość tutaj ma chyba wyobrażenie wsi jako nowoczesne przedmieścia pod Warszawą. No niestety tak nie jest. Stereotypowa wieś wygląda tak, że jest na niej remiza, sklep abc i jedna ulica a wzdłuż niej domy. Nie ma nic do roboty. Piszę to co prawda jako mieszkaniec miasta wojewódzkiego od urodzenia, ale zjeździłem trochę Polski i wiem jak wieś wygląda. No i miałem znajomych w szkole średniej i teraz na studiach ze wsi i też mi opowiadają jak to jest. Brak klubów do poimprezowania, brak jakiegoś kina, restauracji, siłowni, basenu, czegokolwiek.

    #dzieci #rodzicielstwo #rodzice #rodzina #logikarozowychpaskow #blackpill #nieruchomosci #samochody #childfree #wies #miasto
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

    •  

      @marcinpodlas8: mieszkalem 20km od miasta wojewodzkiego, przez to przestalem chodzic do szkoly bo mialem dosc jazdy busami i marnowania zycia (ukonczylem liceum ale prawie 50% nieobecnosci), bo moje dni wygladaly aby szkola i dom bo na nic innego nie bylo czasu, moje zycie towarzyskie umarlo w liceum bo nie bylo jak sie integrowac i imprezowac, wtedy z chlopaka ekstrwartyka stalem sie sfrustrowanym przymusowym zamulaczem przy komputerze i strasznie przytylem bo jedzenie i picie z kumplami na przystanku lub pod stacja benzynowa to byla jedyna rozrywka na tej gownianej wsi

      aaa i to wazne, ze ci co z zadupia na studia zostali wyslani na stancje przez rodzicow to odzyli, mnie rodzice nie wyslali na stancje bo mieszkalem za blisko miasta, wiec i moje towarzyskie zycie na studiach dziennych nie istnialo!

      edit: dodaje do ulubionych i bede wysylal znajomym co skazali dzieci na wies
      pokaż całość

    •  

      @elementyzaskoczenia: Już niedługo vol2 tego wpisu. Stay tuned.

    • więcej komentarzy (157)

  •  

    Miałem ostatnio pogawędkę ze znajomymi na temat tego czy lepiej jest mieszkać w mieszkaniu w mieście wojewódzkim czy na wsi w domku z ogródkiem. Padło wiele argumentów za i przeciw obu rozwiązaniom, ale wiecie co mnie uderzyło najbardziej. W ogóle nie brali do siebie argumentu o utrudnionej socjalizacji z rówieśnikami dla ich dziecka w wariancie numer 2. Wymieniali całą litanię zalet, a że sąsiedzi się nie tłuką, że na podwórko można wyjść blabla. Ale jak im powiedziałem że jak mieszkacie w mieście to dzieciak będzie miał kumpli z klatki obok z którymi będzie mógł grać w piłkę itd. że będzie miał ułatwiony dostęp do basenów, sekcji sportowej itd to eeee tam przesadzasz. No właśnie nie przesadzam takie rzeczy są dla dzieci bardzo ważne. Co dzieciak ma robić na wsi jak najbliższy kumpel mieszka 5 km dalej. O podwożeniu go codziennie do szkoły już nie wspomnę. Dodatkowo jeżeli będą chcieli dzieciaka wysłać na jakieś zajęcia poza szkolne typu dodatkowy angielski, niemiecki (a umówmy się jeżeli ktoś nie jest zacofanym jaskiniowcem barbarzyńcą to ma obowiązek umożliwienia uczęszczania na zajęcia dodatkowe które umożliwią mu prawidłowy rozwój) to znowu rodzi się problem dojazdów. Jak nie wierzycie to zapytajcie chociażby użytkowników @Mescuda albo @NieTakMialoByc jak mieszkanie na wsi albo na dalekich przedmieściach może skomplikować dziecku proces socjalizacji z rówieśnikami.

    Także jeżeli decydujesz się na przeprowadzkę z dużego miasta na wieś mając na uwadzę tylko własne wygody i kompletnie ignorując potrzeby swojego dziecka to niestety jesteś troglodytą i powinny zostać ci odebrane prawa rodzicielskie. Change my mind.

    #dzieci #rodzicielstwo #rodzice #rodzina #logikarozowychpaskow #blackpill #nieruchomosci #samochody #childfree #wies #miasto
    pokaż całość

    źródło: steamuserimages-a.akamaihd.net

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mam mega problem życiowy :/ mam 28 lat, a w wieku 14 lat urodziło mi się dziecko. Ogólnie spotykałem się z taką Kasią. No cóż, wpadka. Wtedy nie zastanawiało mnie, dlaczego Kasia nie zaprasza mnie do siebie do domu. Pierwszy raz u niej byłem, gdy była już w ciąży. Okazało się, że jej rodzice to mega patologia. Stary górnik, matka w domu. On praktycznie codziennie najebany i darł na wszystkich mordę, jacy to nie są głupi. Raz, gdy już urodziła się córka i u nich byłem, jej matka zmywała naczynia. Wyślizgnęła się jej szklanka i stłukła. Obudziło się dziecko i zaczęło płakać. Stary podszedł do żony i wyjebał jej liścia mówiąc "masz tyle lat, a nadal nie umiesz zmywać". Nie mogłem uwierzyć w to co widzę.

    Było bardzo nieciekawie, ale starałem się jak mogłem. Uczyłem się i nie mogłem pracować, więc jakoś wspólnie z naszymi rodzicami (moimi i Kasi) wychowywaliśmy córkę. Jej stary od zawsze był do mnie negatywnie nastawiony oraz córka była coraz starsza i nie chciałem, żeby mieszkała u takiej patologii i łapała wzorce.

    Oboje skończyliśmy liceum i mieliśmy po 18 lat. Zaproponowałem żebyśmy się przeprowadzili na swoje, ja pójdę do pracy, Kasia pójdzie do pracy, a córka do przedszkola. Chciałem pracować, a w międzyczasie robić jakieś uprawnienia, żeby lepiej zarabiać. Kasia ogólnie od zawsze nie miała zbytnio pomysłu na życie, a wręcz się go bała i była bardzo zależna od rodziców. Pytała się, dlaczego chcę się wyprowadzić, czy jest źle tak jak jest? Powiedziałem szczerze, że jej rodzice nie są dobrym wzorem do wychowywania dziecka i nie chcę, aby najebany stary był w pobliżu dziecka, a jesteśmy już dorośli i możemy sobie ustatkować życie. Na początku nie będzie zajebiście, ale będziemy niezależni.

    Na następny dzień po tej rozmowie Kasia mi powiedziała, że mam wypierdalać z jej życia, bo jej rodzice są dla niej święci, wychowali ją, ubrali i wykarmili. Zablokowała mój numer, jak przychodziłem do niej to nie otwierała drzwi. Ogólnie wyrzuciła mnie ze swojego życia i odebrała kontakt z córką. Wspólnie z moimi rodzicami doszliśmy do wniosku, że jeżeli sytuacja tak wygląda, to pójdę na studia. Po roku do mnie zadzwoniła, że córka pyta się, gdzie jest tata i nie chce jej odbierać ojca i zapytała się, czy chcę utrzymywać kontakt z córką, ale między nami nic nie będzie. Zgodziłem się. Praktycznie co każdy weekend przejeżdżałem 200 km w jedną stronę do córki przez prawie 10 lat, bo zamieszkałem w innym mieście.

    Ogólnie ukończyłem studia, mam dobrze płatną pracę w korpo i staram się, aby mojej córce niczego nie brakowało. Moja relacja z córką zaczęła się ze dwa lata temu pogarszać, gdy Kasia poznała chłopa i u niego zamieszkała. Miałem tę wątpliwą przyjemność go poznać. Typowy osiedlowy seba z e36. Łysy łeb, kajdan na szyi i jakaś dziara bionicznego przedramienia. Kiedyś przyjeżdżam po córkę, a ten stał przed blokiem. Córka wyszła i podeszła do mnie, a on za nią. Pierwsze co mi powiedział "ojciec <imię>?, mordo, wiem że głupio pytać, ale chujnia z hajsem teraz, masz może 50 zł poratować?". Myślałem, że pierdolnę na miejscu. Dałem już mu te 50 zł. Zapytałem się córki, czy nie jest głodna, czy ma ubrania, czy niczego jej nie brakuje itp. i o co chodziło, że słabo z pieniędzmi. Odpowiedziała mi żebym się tym nie przejmował, bo przychodzą do niego jakieś listy od komorników i jak się zapytała, co to jest, to jej powiedzieli, że komornik ściąga pieniądze dla seby od dłużników i się cieszy, bo będzie więcej pieniędzy i kupią jej nowy telefon. Autentycznie chciałem się rozpłakać. Zapytałem się córki czy by nie chciała u mnie zamieszkać, ale ona definitywnie tylko z matą zostanie. Później znowu próbowałem namówić, że zamieszka w dużym mieście, pójdzie do nowej szkoły, pozna nowe koleżanki i będziemy codziennie widzieć się. Jednak córka chyba ma żal do mnie, bo myśli, że ją porzuciłem, ale nie chcę jej mówić, jak wyglądała sytuacja. Wczoraj zadzwoniła do mnie Kasia, że nasza córka jest w ciąży... ja pierdole, jak to usłyszałem to rozpłakałem się jak dziecko. Nie wiem co mam zrobić teraz, czy pracować na dobrym stanowisku i zapewnić córce oraz... mojemu wnukowi/wnuczce godny byt, czy wrócić na tę wiochę i pracować za minimalne, ale być z nimi. Chodzi mi też po głowie, aby pójść do sądu rodzinnego, aby ustanowił mi wyłączną władzę rodzicielską, bo ten krąg się zamyka. Kasia i ten seba zmienią się w jej rodziców, a wnuk w wieku 14 lat spłodzi dziecko. Jednak nie wiem, jak córka by zareagowała na taką przymusową przeprowadzkę i co z tym ojcem jej dziecka. Mam cichą nadzieję, że to głupi żart Kasi, bo dostaję ataków paniki od tego.

    #zalesie #rodzice #rodzina #dziecko #pomocy

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #605fcf5dccdad9000aaf4f74
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Precypitat
    Przekaż darowiznę
    pokaż całość

  •  

    Jeżeli jakiś osobnik decyduje się na spłodzenie dziecka mając świadomość tego iż nie będzie w stanie zapewnić mu oddzielnego pokoju w mieszkaniu, swojego komputera, dobrej jakości ubrań, max 5 letniego samochodu segmentu C na 18 urodziny oraz min 50% wkładu własnego na mieszkanie min 70m2 w mieście wojewódzkim do 25 roku życia, to jest podczłowiekiem, barbarzyńcą i kanalią. Change my mind

    #dzieci #rodzicielstwo #rodzice #rodzina #logikarozowychpaskow #blackpill #nieruchomosci #samochody #childfree
    pokaż całość

    źródło: steamuserimages-a.akamaihd.net

    •  

      ludzie przeliczający wszystko na pieniądze to pierwsza grupa, która powinna mieć zakaz płodzenia dzieci. Od dzieciństwa rzucają w nie kasą a potem zastanawiają się co poszło nie tak bo wychowali roszczeniowego kretyna.

      @tomekruslan: pierwsza grupa która powinna mieć zakaz płodzenia to biedaki jebiące na 3 zmiany w fabryce smordu.

      I tu mamy sedno problemu. Materiał dla psychoterapeuty bo ewidentnie masz jakieś nieprzepracowane traumy z dzieciństwa. Wykop tutaj nie pomoże, potrzeba specjalisty.

      @tomekruslan: Dogłębna psychoanaliza wychodkowego eksperta. Czuję się dotknięty.
      pokaż całość

      +: Finesta
    •  

      @marcinpodlas8: tak, a jak ktoś zapewnia wszystko co wymieniłeś swojemu dziecku, to przegrywy mają ból dupy, bo "bananowe oskarki dostają wszystko od rodziców, nie znają życia" xDDD

    • więcej komentarzy (114)

  •  

    Pięknie to rząd rozegrał. Jak zwykle mądre i przemyślane decyzje. Zamknijmy żłobki dla wszystkich dzieci z wyjątkiem tych, których rodzice pracują w "służbach". W przypadku żłobka prywatnego oznacza to, że zamiast 20 dzieci będzie w nim 4. Żłobek nie otrzyma żadnego wsparcia finansowego na zbędnych w tym czasie opiekunów, ponieważ działa. Rodzice muszą płacić dalej po 1200 zł, choć dziecka wysłać nie mogą. #dzieci #koronawirus #covid19 #rodzice pokaż całość

    •  

      @Miith: rozumiem ... chodzi mi o podstawę prawną oświadczenia o tym, że dziecko może iść do żłobka... pamiętaj oni mogą dać CI do podpisania wszystko ale to Ty będziesz za to scigany... jak dostane dokladnie rpzepis wkleje go tutaj

    •  

      @Miith: ok dostałem odpowiedź - rozporządzenia jeszcze nie ma będzie dzisiaj - informacja jest bezpośrednio z ministerstwa edukacji o wymaganych dokumentach potwierdzających, że rodzice 'walczą' z covid. Potwierdziła - jeśli dają Ci coś do podpisania co nie jest zgodne z prawdą popełniasz przestępstwo- również informacja otrzymali że kontrole będą się odbywały aby to sprawdzić nie ważne publiczne czy prywatne przedszkola/żłobki. pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Nie ma to jak być dumnym z taty ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Jestem ciekaw, czy dożyjemy czasów gdzie dzieci będą zmuszać niskich ojców do przymusowej eutanzji XD

    Ps. Nie ma obrazu, ale chodzi o dialog ktory juz udał się nagrać
    #przegryw #blackpill #wzrost #bekazpodludzi #rodzice #dzieci #psychologia pokaż całość

    źródło: streamable.com

    +: D.......x, Pawemol12 +21 innych
  •  

    Odchodzi mój Ojciec. Lekarz powiedział dziś w nocy, kwestia godzin. Rak, nic się nie da zrobić... ale trzymam go za rękę, w tych czasach to szczęście. Mireczki... jak macie chwilę czasu to spędzacie go z rodzicami, nie odkładajcie tych chwil.
    #smierc #rodzice #rak #tata

  •  

    Pokazywanie dziecku piękna tego świata to wspaniały element rodzicielstwa (。◕‿‿◕。)
    #dzieci #rodzice #rodzicielstwo #macierzynstwo #ciemnamama #pozytywnie

    źródło: IMG_20210315_120551.jpg

  •  

    Szlak na Zbójnickie Skaly przedreptany z maluszkiem w nosidle (。◕‿‿◕。) Cieszę się ogromnie, że poszłam z córką w teren. Na widoki się nie załapałyśmy, bo zaczęło śnieżyć. Jednak miejscówka bardzo fajna. Rozkręcimy się wiosną!
    #dzieci #rodzice #podroze #gory #karkonosze

    źródło: IMG_20210314_204229.jpg

  •  

    "Zakaz adopcji dzieci przez pary homoseksualne to dopiero przygrywka" - Oznajmił na twitterze minister Michał Wójcik. Od razu przypomniała mi się piękna i bardzo mądra wypowiedź byłego więźnia obozu koncentracyjnego Jana Turskiego, w której przypominał, że Auschwitz nie spadło z nieba, był to kroczący proces alienacji żydów. Zaczęło się się od ławki, na której żydom nie można było siadać, a skończyło się na masowej zagładzie i wojnie światowej. Wszystko dlatego, że prawi Niemcy wtedy nie zareagowali, nie powiedzieli NIE!. Polecam posłuchać tych mądrych słów poniżej. Być może czas jest najwyższy, by powiedzieć głośne i wyraźne: NIE ZGADZAM SIĘ! Co może się stać dalej? Swobodnie wyobrażam sobie zakaz posiadania własnych dzieci przez pary homoseksualne. Geje i lesbijki już teraz wychowują z powodzeniem tysiące dzieci, osobiście znam taką parę. Co będzie potem? Aż strach sobie wyobrazić. Co łączy Niemcy lat 30 ubiegłego wieku i dzisiejszą Polskę? Populiści u władzy.

    #oswiadczenie #niezgadzamsie #nopasaran #polska #niemcy #drugawojnaswiatowa #iiwojnaswiatowa #historia #lgbt #dzieci #rodzice #rodzina
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #rodzice

0:0,0:0,1:0,1:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,1:0,0:0,0:0,1:0

Archiwum tagów