•  

    Międzynarodowa Unia Astronomiczna ogłosiła konkurs, w którym można przegłosować nazwy jednej z gwiazd wraz z krążącą wokół niej planetą jako Swaróg i Weles. Wiecie, co robić!

    http://www.iau100.pl/planety/wybierz

    #rodzimowierstwo #rodzimowiercy #slowianskapolska

    źródło: iau100.pl

  •  
    E..................u

    +6

    Przepiękny występ litewskiego rodzimowierczego zespołu Kūlgrinda <3
    #muzyka #religia #litwa #baltowie #rodzimowiercy

    źródło: youtube.com

  •  
    R.....v

    +17

    Światowid wrócił do Choroszczy! [WYKOP]

    Kilka miesięcy temu w Choroszczy skradziono Światowida, który od lat 90. stał na Babiej Górze. Wczoraj pod Urzędem Miasta w Choroszczy poświęcono nowy posąg oraz kapliczkę Mokoszy. W ceremonii uczestniczyli członkowie dwóch związków wyznaniowych odwołujących się do rodzimej wiary Słowian. Nowe miejsce kultu powstanie we wsi Gajowniki, na działce użyczonej przez miejscowego rolnika.

    pokaż spoiler #mikroreklama #polska #podlasie #choroszcz #ciekawostki #ciekawostkireligijne #kultura #religia #wiara #rodzimawiara #rodzimowierstwo #rodzimowiercy #poganie #slowianie
    pokaż całość

    źródło: d-pt.ppstatic.pl

    +: zakowskijan72, W...............k +15 innych
  •  
    R.....v

    +9

    Mam nadzieję, że rodzimomirki pamiętają, że Nowy Rok przywitaliśmy 9 dni temu a dzisiaj jest tylko ostatni dzień świąt
    #rodzimowierstwo #rodzimowiercy #slowianie

    +: lubie-sernik, s.......e +7 innych
  •  
    R.....v

    +6

    Taka perełka, a właściwie cegiełka ( ͡° ͜ʖ ͡°) na budowę świątyni we Wrocławiu - źródło. W komentarzu tracklista

    Cytuję opis z FB:

    Zapowiadana na początku listopada niespodzianka, czyli płyta cd-cegiełka na rzecz budowy świątyni właśnie do nas dotarła. Zapraszamy zatem wszystkich do zakupu tego niezwykłego wydawnictwa. Cały dochód przeznaczony zostanie na realizację naszego przedsięwzięcia. Koszt razem z przesyłką na terenie Polski to 35zł, koszt z przesyłką poza granice kraju to 50zł
    Prosimy o wpłaty poprzez zrzutkę wpisując w pole wiadomośc do organizatora adres na który wysłać płytę i hasło płyta. W razie problemów prosimy o kontakt. Sława!!!
    https://zrzutka.pl/9d99a9
    z zagranicy łatwiej wpłacić przez paypall, wtyczka w linku
    https://watranews.wordpress.com/wsparcie-dla-watry/
    Prosimy również o udostępnianie tej radosnej nowiny na Waszych tablicach.


    #muzyka #rodzimowierstwo #rodzimowiercy #poganie #slowianie #wroclaw #muzyka #religia #wiara
    pokaż całość

    źródło: 26114375_1902617033387224_2082027099556114873_o.jpg

  •  
    l......e

    +12

    Nie wiem czy to przypadkiem nie obraża uczuć religijnych... Thor na stażu w korporacji? Bóg burzy i piorunów na... stażu... heeloooł? ( ͡° ʖ̯ ͡°) #bog #religia #thor #poganie #rodzimowierstwo #rodzimowiercy #skandynawia

    źródło: marketing-news.pl

  •  

    Polewiki , nazywane też Polewojami, są demonami polnymi, polującymi na ptaki oraz doglądającymi i chroniącymi zboża w którym mieszkają. Mają około metra wzrostu i czarną, ziemistą skórę. W miejsce włosów, brody i wąsów wyrastają im kłosy zbóż i trawy. Ubrane są zaś w prostą białą tunikę, takież spodnie i słomiane buty.

    W południe i o zachodzie słońca wychodzą na miedze gdzie najczęściej trafiają na ludzi. Spotkanie z Polewikiem nie należy do przyjemnych - śpiących poddusza albo depcze, włóczęgów zaś wodzi na manowce. Biada pijanym, którzy się na niego napatoczą, gdyż łatwo mogą przypłacić to życiem.

    Gdyby ktoś chciał uniknąć takiego spotkania może umieścić na miedzy niezdolnego do piania koguta oraz dwa jajka - w ten sposób zniechęci Polewika do opuszczania zboża ale też czyniąc to zbyt często, niechybnie narazi się na jego gniew.

    Z początkiem żniw zaczyna się dla Polewika ciężki okres. Całymi dniami umyka przed ostrzami sierpów aby w końcu ukryć się w ostatnim zebranym snopku. Rozsądni ludzie traktują więc ostatni zebrany z pola snop z szacunkiem a nierzadko wśród śpiewu i z pełnymi honorami wnoszą do osady gdzie zostawiają na całą zimę w kącie stodoły aż do kolejnych zasiewów, dając w ten sposób Polewikowi możliwość przetrwania do następnej wiosny.

    Zapraszam szczególnie do obserwowania tagu: #slowianskapolska

    Oraz odwiedzenia strony na facebooku na której pojawia się więcej informacji i materiałów dla słowianofilów:
    https://www.facebook.com/SlavicPoland
    lub na nowym portalu społecznościowym dla Słowian:
    https://www.slovanie.com/pages/11/

    #slowianie #slowianskapolska #rodzimowiercy #etnografia #ciekawostki #demonologia #demonologiaslowian
    pokaż całość

    źródło: k,NjQwODM3MjAsNTA2OTkxNDI,f,709720_polefvik_medium.jpg

    +: dididoox, S...........r +10 innych
  •  

    Wodnik (cz. Vodník; Utoplec, Utopek w folklorze śląskim) – mityczny władca jeziora, stawu, strumienia, rzeki, a nawet kałuży. Wodnik siedział w wodzie i albo puszczał bąbelki, albo topił ludzi. Każdy, kto chciał się wykąpać musiał mu złożyć jakąś daninę, np. czarną kurę albo garść grochu. Demon opiekuńczy dużych i małych śródlądowych akwenów. Zamieszkują we wszelkiego rodzaju rzeczkach, jeziorach, stawach a nawet w studniach i przydrożnych rowach. Choć jako demon potrafił przybierać rozmaite postacie (najczęściej zwierząt związanych z ciekami wodnymi – ryby, jaszczurki, raki) zazwyczaj widywany jest jako człowieczek wysokości nieco ponad pół metra z rybimi, zabarwionymi na zielono oczami, pomarszczoną twarzą i długimi, rozczochranymi włosami oraz błona pławną między palcami. Ubierają się zazwyczaj na czerwono i w taki sposób, że czasem trudno ich odróżnić od zwykłej, niskiej osoby ludzkiej. Gdziekolwiek zaś staną zostaje po nich kałuża wody. Wodnik w opowieściach ludowych jawi się jako postać raczej mało sympatyczna, którą łatwo zirytować i rozgniewać lub też czyniącą różne (zazwyczaj złośliwe) psoty. Wiązano go także z utonięciami ludzi – śmiercią, która wynikała z lekkomyślności. Głównie bowiem tylko prowokują nieostrożnych ludzi (rozwieszając po trzcinach kolorowe wstążki lub zaczepiając na wodorostach świecidełka), a tylko w skrajnych przypadkach (w sytuacji szczególnego naruszenia spokoju i naturalnego porządku akwenu) czynią to osobiście odznaczając się przy tym znaczną, niewspółmierną do swego wzrostu siłą. Jako, że ową siłę czerpią z żywiołu wody, im bardziej oddalą się od zamieszkiwanego przez siebie akwenu (szczególnie gdy nie pada deszcz) tym bardziej ich moc słabnie. Wodniki lubią wygrzewać się na brzegu albo przesiadywać na wszelkiego rodzaju kładkach i mostkach. Rzadko kiedy oddalają się jednak dalej od swych zbiorników wodnych – susza jest dla nich szczególnym zagrożeniem, które doprowadzić może nawet do unicestwienia Wodnika na dłuższy czas w postrzeganym przez ludzi świecie. Większość z nich w opowieściach szkodzi ludziom, lecz niektóre mogą pomagać a wręcz nagrodzić za prawe i szlachetne uczynki. Zadawanie się z tymi demonami zawsze jednak wiąże się z ryzykiem. Bez wyraźnej przyczyny lepiej więc nie zakłócać im spokoju i omijać z daleka, a już w żadnym razie nie próbować wchodzić do wody w ich obecności.

    grafika:https://szkrajbownik.wordpress.com/

    Zapraszam szczególnie do obserwowania tagu: #slowianskapolska

    Oraz odwiedzenia strony na facebooku na której pojawia się więcej informacji i materiałów dla słowianofilów:
    https://www.facebook.com/SlavicPoland
    lub na nowym portalu społecznościowym dla Słowian:
    https://www.slovanie.com/pages/11/

    #slowianie #slowianskapolska #rodzimowiercy #etnografia #ciekawostki #demonologia #demonologiaslowian
    pokaż całość

    źródło: szkrajbownik.files.wordpress.com

  •  

    Kikimora
    Inaczej zwana Sziszimorą.Domowy demon rodzaju żeńskiego, pojawiający się na Rusi. Niekiedy
    utożsamiany z domowichą i wtedy postrzegany jako nieszkodliwy, sprawujący pieczę nad drobiem.
    Częściej jednak wierzono, że kikimora jest zmorą niebezpieczną dla
    człowieka. Pomieszkiwać miała gdzieś pod podłogą; wychodziła nocą,
    by niepokoić dzieci, szkodzić zwierzętom gospodarskim, psocić na różne
    sposoby, a nade wszystko ; plątać przędzę. Odgłosy przędzenia
    kikimory zawsze zwiastowały nieszczęście.

    Wygląd:
    Malutka, pomarszczona kobieta o długich siwych i rozwianych włosach (w
    niektórych wierzeniach zamiast nóg miała kurze łapki) lub jako
    domowicha staruszka przypominająca wyglądem zmarłą matkę bądź
    babkę.

    Zapraszam szczególnie do obserwowania tagu: #slowianskapolska

    Oraz odwiedzenia strony na facebooku na której pojawia się więcej informacji i materiałów dla słowianofilów:
    https://www.facebook.com/SlavicPoland
    lub na nowym portalu społecznościowym dla Słowian:
    https://www.slovanie.com/pages/11/

    #slowianie #slowianskapolska #rodzimowiercy #etnografia #ciekawostki #demonologia #demonologiaslowian
    pokaż całość

    źródło: pu.i.wp.pl

    +: qubeq, D..............a +20 innych
  •  

    Bannik
    Po polsku nazywany Łaźnikiem albo Łaziebnym. Bannik jak sama nazwa wskazuje żyje w bani i jak wierzyli wschodni Słowianie był duchem, który straszył ludzi, domagał się ofiar z chleba, ziaren pszenicy, lepioszek, które trzeba było zostawić w bani po parzeniu. Bannki przedstawiany jest jako stary dziadunio z kościstym ciałem, długą brodą i bujną czupryną.
    Bannik odpowiada za wszystkie psoty w bani. Oblewa wrzątkiem, rzuca kamieniami w piec, puka w ściany, straszy parzących się w bani. Bannik jest bardzo złośliwy ale generalnie męczy tylko tych, którzy łamią święte zakazy Bannika. Najstraszniejszą groźbą tej postaci jest zaparzenie delikwenta na śmierć. Żeby udobruchać Bannika należy mu zostawić kawałek chleba, najlepiej razowego i duży kawałek gruboziarnistej soli. Często by ustrzec się od złych działań Bannika zakopywano pod budującą się banią czarnego nieoskubanego koguta.

    Dla Bannika istniała jedna podstawowa zasada. Trzecie parzenie należało tylko do niego. Pierwszym parzeniem nazywano to, kiedy mężczyźni poszli do bani. Drugie parzenie przypadało na kobiety i dzieci. Jeśli ktoś spóźniony albo leniwy poszedł na trzecie parzenie miał pewność, że natknie się na Bannika a spotkanie to nie kończyło się dobrze. Bania uznawana była również za miejsce nieczyste. To tutaj można było robić wróżby oraz patrzeć w przyszłość. O północy kobiety podchodziły do drzwi bani z zadartymi spódnicami. Jeśli, którąś z nich chwycił Bannik lub drzwi ruszyły się oznaczało to, że u dziewczyny będzie bogaty mąż.

    Bannik bardzo boi się żelaza dlatego w baniach umieszczano tego typu przedmioty, jak również podkowy końskie, które miały wystraszyć go i odpędzić od jakichkolwiek złych planów wobec ludzi.

    Nie należy chodzić do bani po północy, również kobiety powinny być ostrożne w bani ponieważ Bannik jest najczęściej płci męskiej i będzie płatał figle kobietom. W bani nie można również pić alkoholu. Bannik bardzo nie lubi gdy w jego obecności spożywa się alkohol. Kolejną rzeczą, której nie powinniśmy robić to plucie na rozgrzane kamienie. Bannik traktuje to jako osobistą zniewagę i może obedrzeć delikwenta ze skóry. I ostatnie. Nie parzyć się w poniedziałek. Dla Bannika poniedziałek jest dniem sanitarnym, kiedy tylko on może znajdować się w bani, robi on tam porządki, załatwia swoje sprawy i żaden człowiek nie powinien mu przeszkadzać.

    źródło:http://polacywkaliningradzie.com/bannik-w-mitologii-slowianskiej/

    Dla tych którzy pierwszy raz słyszą o bani: http://pl.wikipedia.org/wiki/Bania_%28%C5%82a%C5%BAnia%29

    Zapraszam szczególnie do obserwowania tagu: #slowianskapolska

    Oraz odwiedzenia strony na facebooku na której pojawia się więcej informacji i materiałów dla słowianofilów:
    https://www.facebook.com/SlavicPoland
    lub na nowym portalu społecznościowym dla Słowian:
    https://www.slovanie.com/pages/11/

    #slowianie #slowianskapolska #rodzimowiercy #etnografia #ciekawostki #demonologia #demonologiaslowian
    pokaż całość

    źródło: Bannik-bathhouse-spirit-1-.jpg

  •  

    Dworowy
    Demon opiekuńczy obejścia, ochraniający podwórze, stajnie, chlewy, obory, pasieki, kuźnie, przydomowe ogródki.
    Tak jak inne domowe demony ma postać ubranego po chłopsku małego dziadka. Cechą charakterystyczną jego wyglądu są różnokolorowe włosy.
    Dworowy uwielbia być obdarowywany świecidełkami,. miękką owczą wełną i dobrym chlebem. Nie znosi natomiast zwierząt o białej sierści, na które sprowadza choroby i wszelkie nieszczęścia.

    grafika:„Bestiariusz słowiański”: Dobrochoczy (autor: Paweł Zych, Witold Vargas)
    Zapraszam szczególnie do obserwowania tagu: #slowianskapolska

    Oraz odwiedzenia strony na facebooku na której pojawia się więcej informacji i materiałów dla słowianofilów:
    https://www.facebook.com/SlavicPoland
    lub na nowym portalu społecznościowym dla Słowian:
    https://www.slovanie.com/pages/11/

    #slowianie #slowianskapolska #rodzimowiercy #etnografia #ciekawostki #demonologia #demonologiaslowian
    pokaż całość

    źródło: dworowy-bestiariusz-slowianski-pawel-zych-witold-vargas-2013-07-18-003-920x659.jpg

  •  

    Żmij
    Żmij wyobrażany był jako uskrzydlony stwór o wężowym ciele i trzech głowach, plujących ogniem i błyskawicami. Choć występował na całej Słowiańszczyźnie, poszczególne ludy miały na jego temat zgoła odmienne zdanie. Uważano go jednocześnie za smoka o wielkiej mądrości na ogół przychylnego ludziom, jak i stwora kojarzonego z szatanem, który zginąć miał z rąk bohatera. Natomiast w mitologi słowiańskiej, Żmij występował jako uosobienie chaosu, postać Welesa i antagonistę Peruna, gromowładnego.W związku z tym ciężko uznać Żmija za postać jednoznacznie złą lub dobrą. Na dodatek brak jednoznacznej wersji, gdzie stwora szanowano, a gdzie tępiono.
    W niniejszym artykule postaram się przedstawić trzy odmienne wizje tego smoka, które zdają się być najbardziej rozpowszechnione i jednoznaczne.

    Natomiast u Słowian Wschodnich trójgłowy smok zyskał sobie niezbyt pochlebną sławę potwora o cielsku rozciągającym się na milę. Ponadto oprócz przyjmowania postaci ptaka i człowieka, umiał przeobrazić się rzekomo w wir powietrzny, pod postacią którego miał być nieśmiertelny. Żmij Gorynycz, bo takie nosił nazwisko rodowe, potrafił także rozdzielać się na dwoje i swą drugą część wysyłać w świat. Jej pojawienie się zwiastować miał podmuch lodowatego wiatru, zapadające nagle ciemności i trzęsienie ziemi. Aż strach pomyśleć, co Żmij w swej pełnej okazałości mógłby zdziałać, gdyby nie srebrne łańcuchy i potężne czary, więżące go u bram Trzydziestego Carstwa. Smok strzegł bowiem wejścia do owego królestwa, położonego za trzydziestoma dziewięcioma ziemiami.
    Jeśli ktoś nabrał ochoty na wycieczkę do Trzydziestego Carstwa musiał jedynie pokonać mroczne bory, sforsować górskie szczyty i przejść nad dziewięcioma kościanymi mostami, zawieszonymi nad ognistymi czeluściami. Potem, u bram, czekał na śmiałka już "tylko" Żmij. Bestii należało się grzecznie ukłonić i zapytać o pozwolenie na wejście do Trzydziestego Carstwa. Można by powiedzieć "nic prostszego", gdyby nie to, że zaraz po tym z gardła Żmija Gorynycza dobywał się potworny ryk i syczenie wężowe, a paszcze żarem i ogniem w śmiałka pluły.
    Nawet jeśli jakimś cudem uszło się przed płomiennym oddechem, ubicie smoka nie należało do najłatwiejszych. Samo ścięcie wszystkich trzech łbów za jednym zamachem zdawało się być nie lada wyzwaniem, a dodatkowo ostrze musiało być umoczone w wodzie martwej i poświęcone w świątyni Peruna. Potem potencjalny zewłok należało podpalić i uciekać gdzie pieprz rośnie przed rozwścieczoną gromadką uroczych bękartów smoka, Żmijewków, z których najsilniejszy był Wij.
    Heroicznego czynu zabicia Żmija dokonał ponoć legendarny ruski wojownik Dobrynia Nikitycz. Ubiwszy Gorynycza stoczył krwawą walkę z jego rodzeństwem i dziećmi, wyłączając Wija, który był zbyt potężny i wielki dla owego śmiałka. Bestia pożarła bohatera wraz ze zbroją i mieczem, które przyprawiły go o okropną niestrawność. Wij skonał w męczarniach, a jego cielsko utworzyło góry Karpaty.
    Jednak nim stwór wyzionął ostatnie tchnienie zostawił po sobie jajo, z którego wykluł się rzekomo sam Wij, przyobleczony w ciało syna. Żmij Gorynycz również przed śmiercią wydał na świat potomka. Córka jego pobrała się z nowym Wijem i wraz z nim do Zaświatów odeszła, gdzie po dziś dzień służą Czernobogowi (słowiańskiemu diabłu)
    - Konstantin Wasiliew
    Oprócz miejsca w ludowych legendach Żmij pełnił ważną rolę w mitologii słowiańskiej. Oplatał on korzenie Drzewa Kosmicznego, które stanowiło wyobrażenie wszechświata, i strzegł wejścia do Nawii, zaświatów, lub Wyraju - bajecznej krainy, z której nadchodzi wiosna. Ponadto, oddalając się nieco w stronę wierzeń nordyckich, można przypisać smokowi rolę stwora, oplatającego całą ziemię, chroniąc ją przed rozpęknięciem się.

    Żmij uważany był również za uosobienie chaosu. Miał toczyć bój z Perunem, bogiem grzmotów i piorunów. Z tego też powodu, czasem utożsamiano go z Welesem, występującym w folklorze władcą zaświatów. Mitologiczny motyw walki dobra ze złem i zachowania ładu odnaleźć można w pewnej białoruskiej bajce, która pokazuje także związek Żmija z wodą.
    - Ubiję ciebie.
    - Jak mnie ubijesz skoro się skryję?
    - Gdzie?
    - Pod człowieka.
    - Ubiję człowieka i ciebie ubiję.
    - Skryję się pod koniem.
    - Ubiję wtedy konia i ciebie ubiję.
    - A ja się skryję pod drzewo, tam mnie nie ubijesz.
    - Drzewo rozbiję i ciebie ubiję.
    - A ja skryję się pod kamień.
    - Kamień rozbiję i ciebie ubiję.
    - To ja się skryję do wody.
    - Tam dla ciebie miejsce, tam się znajdziesz.
    Ślady tego prostego mitu znaleźć można na całej Słowiańszczyźnie, a w ogólnej, uniwersalnej wersji znany jest też w innych zakątkach świata. Przesłaniem tego mitu jest kosmiczna równowaga między przeciwstawnymi siłami. W tym przypadku jest to Perun - pan niebios i Weles - pan podziemia, często pod postacią Żmija. Mit opowiada także o tym, że przedstawiciel sił zła znajdzie schronienie w wodzie - miejscu, gdzie nie dosięgnął go pioruny Gromowładnego. Uzyskanie ostatecznej przewagi przez jedną ze stron będzie oznaczać koniec świata. Podstawą jest więc równowaga życia i śmierci, choć czasem przewagę zyskuje Perun, a czasem Weles.

    Analogią do tego zmieniającego się układu sił są pory roku. Jesienią i zimą życie zamiera. Weles, czyli Żmij, zatrzymuje wodę, sprowadzając suszę lub skuwając rzeki i jeziora lodem. Czasem ukrywanymi dobrami są także bydło lub kobiety. Pierwsza wiosenna burza oznacza, że Gromowładny odnalazł swego przeciwnika i zmusza Żmija do oddania zagarniętych skarbów, rażąc go piorunami. Lód i śniegi topnieją, a ukryta wcześniej woda wraca na ziemię pod postacią deszczu.
    Według niektórych wierzeń tęcza pojawiająca się po deszczu to ciało Żmija. Smok sięga ze swej siedziby w chmurach ku ziemi, aby z powrotem nabrać wody, którą utracił podczas ulewy.
    Na koniec, w ramach ciekawostki, kilka słów o tym skąd właściwie wzięło się słowo żmij. W języku staropolskim oprócz wyrazu smok (smokъ, czyli jakaś istota mityczna) występował żmij (pierwotnie zmij), będący męską formą rodzajową obok słowa żmija. Natomiast żmij i żmija są pokrewne słowu ziemia, stąd zatem wzięło się ich znaczenie jako gady ziemne, stworzenia żyjące na ziemi. Trochę to pokręcone. Ostatecznie określenie zmьjь dotyczyło skrzydlatego stwora, natomiast zmьja- węża
    W języku polskim męska forma żmij wyszła z użytku i została zastąpiona dzisiejszym słowem smok. Podobnie stało się w Czechach, gdzie zamiennym wyrazem został drak. Jednak w części języków słowiańskich starą formę zachowano, na przykład chorwacki zmaj czy serbski змаj. W bługarskim natomiast zmej i smok to spokrewnione, jednak dwie różne istoty.

    tutaj więcej o żmiju utożsamianym z bogiem Nyją lub Trzygłowem władca zaświatów i nocnego nieba:
    http://www.bogowiepolscy.net/bogowie-nyja-zmij.html

    Zapraszam szczególnie do obserwowania tagu: #slowianskapolska

    Oraz odwiedzenia strony na facebooku na której pojawia się więcej informacji i materiałów dla słowianofilów:
    https://www.facebook.com/SlavicPoland

    #slowianie #slowianskapolska #rodzimowiercy #etnografia #ciekawostki #demonologia #demonologiaslowian #mitologia #mitologiaslowianska
    pokaż całość

    źródło: Zmei_Gorinich_(colour_fixed).jpg

  •  

    Domownk ma wiele różnych imion – domowoj, domowojko, domowy dziad, damawik, domowik. Jego imię może pochodzić od miejsca, gdzie mieszka – golbesznik, zapiecznik, (miejsca za piecem), podpiecznik. Jego imię może określać także status i stosunki z członkami rodziny – gospodarz, chozjajn, hospodar, djadenka, bratok, djed.

    Domowik jeśli polubił ludzi mieszkających w domu nie psoci ani nie przeszkadza w życiu. Co więcej okazuje pomoc i sprawia, że dom staje się czystszy, jaśniejszy i spokojniejszy. Jeśli między członkami rodziny są dobre stosunki to jest to dla domownika znak, że wszystko w domu dzieje się dobrze i on tylko to wspomaga. Ale jeśli domownicy zaczną się kłócić, bić siebie i dzieci, Domowik bardzo się denerwuje. Wtedy rzeczy mogą zacząć spadać z półek, chleb i inne potrawy mogą nie wychodzić lub wręcz się przypalać. Nasze przetwory lub konfitury pleśnieć lub kwaśnieć. Dlatego też trzeba podtrzymywać dobry kontakt z Domowikiem: zostawiać mu w odpowiednim miejscu cukierek i mleko. Mogą to być też ciasteczka, chleb, albo kawałek mięsa. Ważne jest by pamiętać o Domowiku i gdy jedzenie zniknie donieść coś innego. Ważne jest również gdzie żyje Domowik. Może to być tylna część pieca, może to być miejsce pod progiem. Niektóre Domowiki mieszkają również na strychu.

    Domowik, jeśli mamy z nim dobre stosunki będzie pomagał nam w codziennym życiu. Nie będziemy mieli problemu ze znalezieniem różnych rzeczy, ubrania będą zawsze czyste i złożone. Co najważniejsze skarpetki też zawsze będą w parach. A jeśli nie? Znasz pewnie uczucie, gdy położyłeś coś na stole a to nagle zniknęło? Albo wiesz, że jakąś rzecz odkładałaś dokładnie w to miejsce ale jej tam nie ma. Po dwóch godzinach szukania okazuje się, że leżała schowana pod książkę lub była czymś przykryta. Albo gdy pierzesz rzeczy i wszystkie skarpetki są w parach. A po praniu okazuje się, że jednak nie wszystkie. To znak, że Domowik domaga się zainteresowania i uwagi.

    Pamiętajmy o tym, że Domowik ma kontakty z innym światem. Jeśli ktoś ma umrzeć w domu, usłyszymy wycie Domowika. Drzwi mogą trzaskać albo coś może stukać w ściany. Domowik daje też znać o nadejściu dziecka oraz może ostrzegać o złych wydarzeniach jakie będą mieć miejsce. Jeśli okna nam się otworzyły, znaczy to że może być wichura i lepiej się do niej przygotować.

    Domowik ma jeszcze jedną sztuczkę. Może napadać na domowników podczas snu. Jeśli nasz Domowik jest z nami w złych stosunkach, może w nocy rzucać się na nas i próbować dusić. Może to też być znak, że coś wydarzy się w naszym życiu a Domowik chce nam szybko o tym dać znać. Jeśli leżymy na placach i czujemy, że coś nasz przyciska należy zapytać: na dobre? lub na złe? a Domowik odpowie swoim starym ciężkim głosem tak albo nie.

    Domowik podobno bardzo nie lubi luster oraz gdy ktoś zajmuje jego miejsce. Jeśli zapraszamy gości albo robimy imprezę i ułożymy naszego gościa blisko progu lub na strychu możemy być pewni, że noc dla niego będzie nie przespana. Jeśli w naszym domu panuje spokój, Domowik zajmuje miejsce gospodarza i zajmuje się gospodarskimi sprawami. Przebiera sól albo ziarnka pieprzu, dba o domowe rośliny, poprawia obrazki. Dla wielu ludzi jest on ważną domową postacią dlatego nie wymawia się jego imienia a mówi się dziadek, gospodarz, nieduży albo maleńki.

    Jeśli przenosimy się z domu do domu możemy zabrać naszego Domowika ze sobą. Do tego należy przed wyjściem z domu poprosić go by razem z rodziną przeniósł się do nowego domu. Oprócz tego trzeba zrobić zakwas i wymieszać go z mąką. Domowik w formie z wyrośniętym ciastem zabierze się do nowego domu, gdzie wypiekamy nowy chleb i częstujemy nim Domowika.

    Domowik to najczęściej mały staruszek z dużą brodą, zawsze ubrany elegancko ale gotowy wziąć się do każdej pracy. Może też pojawiać się pod postacią kota, myszy czy też szczura. Domowik może też mieć postać bardziej dziką i straszną. Długa broda, przepaska na biodrach, nieobecny wzrok to również obraz spotykany w słowiańskiej kulturze.

    Domowik może mieć też swoją towarzyszkę – Domowichę nazywaną także Kikimorą.

    W staropolskich wierzeniach Domowika nazywa się Ubożem albo Ubożę – uznawany jest on za ducha zmarłych przodków, który opiekuje się domem. Jego postać pojawiła się w literaturze w XV i XVI wieku. Jeśli w kulturze ruskiej, Domowika powinniśmy karmić w każdy dzień, to Ubożę powinno dostać swój posiłek na pewno w czwartek.

    Zapraszam szczególnie do obserwowania tagu: #slowianskapolska

    Oraz odwiedzenia strony na facebooku na której pojawia się więcej informacji i materiałów dla słowianofilów:
    https://www.facebook.com/SlavicPoland

    #slowianie #slowianskapolska #rodzimowiercy #etnografia #ciekawostki #demonologia #demonologiaslowian
    pokaż całość

    źródło: 4.bp.blogspot.com

  •  

    Zmora
    Wedle mniemania ludu zmora miała być nocną zjawą duszącą ludzi, zwierzęta, rośliny; wysysającą krew z ludzi i zwierząt oraz sok z roślin. Zmora znana jest również pod nazwami: gniotek, gnieciuch, błędnica, mora, mara, kikimora, siodło, siodełko, dusiołek oraz nocnica – która pierwotnie oznaczała inną zjawę, jednak we współczesnych wierzeniach ludowych nastąpiło wymieszanie tych pojęć. Nocnice nazywane również płaczkami, miały być istotami demonicznymi nękającymi dzieci. Ludowe wyobrażenia o zmorze są wynikiem kontaminacji starosłowiańskich poglądów o duszach starszych kobiet z zachodnioeuropejskim poglądem o czarownicy, która przybrawszy postać kota, myszy, bądź łasicy wysysa krew lub nawet dusi śpiących. Funkcjonowała jako postać półdemoniczna – dusza człowieka żyjącego, wiodąca samoistny tryb życia nocnego w oderwaniu od swej powłoki cielesnej. Wydaje się, że owa istota stanowiła swoistą formę ludowej interpretacji pewnych stanów chorobowych niezrozumiałych dla ówczesnej ludności – niestrawność, duszności, bóle głowy, przepicie itp. Mogła przybierać postać antropomorficzną – np. wysokie, chude widmo, nogi jej są dłuższe niż u zwykłego człowieka. Ciało ma białe, przezroczyste, prześwietla ją światło księżyca. Utożsamiana była również z chudą i kościstą kobietą w białym odzieniu, starą i szpetną babą, bądź bardzo brzydką młodą kobietą, czasami opisywana jako dziecko w czerwonej czapeczce na głowie. Potrafi otworzyć każdy zamek, aby dostać się do środka. Mogła przyjmować również postać barana, kota, myszy, ćmy, żaby, wilka, powroza, słomki. Częstokroć zmory były również bezpostaciowe a człowiek odczuwał jedynie duszący go ciężar nie widząc prześladowcy.

    O bycie zmorą podejrzewano zazwyczaj szóstą, ósmą, a najczęściej siódmą córkę w rodzinie:

    No że te zmory, to ciągle tam dokuczały ludziom, dokuczały ludziom, dokuczały zwierzętom, no że te zmory, to była, ale tak myślę, że te zmory, to chyba były czarownice, tylko tak były u nas nazywane te że zmory i jak była siódma córka w rodzinie się urodziła, to już na pewno ona była taką zmorą.
    [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009]

    […] To znowu mówili, że jak siedem córek było to siódma zmora była.
    [Czesław Maj, Motycz, 2011]

    A no jak gdzie było siedem dzieci to, przeważnie jak było dziewczyn siedem, ale ze siódme dziecko, to już była zmora.
    [Krystyna Maj, Motycz, 2011]

    A zmory, zmory, mówią, że to duszą zmory, ja nie wiem, ja tego nie miałam, ale mówią, że zmory su, że były zmory, że dusiły tak ludzi. Ło tak a ja nie wiem tego, bo ja tego nie miałam takiego przypadku. […] Nie wiem jak powiedzieć, ale powiedziały tak, słyszałam, jeszcze moja mama opowiadali, że jak jest siedem córek, to jedna jest zmora, takie coś. Że siódma, to jest zmora. A czy ta zmora chodziła, czy co robiła, to ja tego nie wiem, tylko tak słyszałam. [...] Tylko sie jakoś tak ją nazywały, że siódma to jest zmora, ale to mało tak się trafiały, żeby było siedem dziewczyn.
    [Karzimiera Gawron, Wólka Kątna, 2011]

    […] jak, jak to mówią, że, ja nie wiem, czy to prawdziwe, że to była dziewczyna, w której, tam jest sześć dziewczyn to jedna, że przemienia się, że takie…[...] Sześć sióstr, to jedna przemienia się, tak ludzie tam pletli, ale je to nie wierzyłam tego. Jak by się mogła przemienić?
    [Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]

    Ponadto rodowód zmory wywodzono od określonych dusz ludzkich – zmarłych nagłą śmiercią, złych za życia, pokrzywdzonych przed śmiercią, zmarłych bez spowiedzi, nie ochrzczonych lub źle ochrzczonych dzieci, ludzi potępionych.

    Zmory zwierzęce
    Zmory męczące zwierzęta, jako cel swoich nocnych ataków szczególnie upodobały sobie konie. Powszechnym zwyczajem zmory a zarazem pozostawianym przez nią śladem były warkocze zaplecione na grzywach i ogonach końskich.

    Zmory plotły warkocze
    Zmory to tam mówiły, że siedem zawsze jak córek było to jedna była zmora, słuchaj, koniom na grzywie plotła te warkocze. No to to było tak. I u mojego taty tak było, że miał na grzywie warkocze zaplecione. A czy ta zmora rzeczywiście była czy nie to tego nie wiem.
    [Czesława Mitrus, Kozłówka, 2011]

    To to, to już doświadczone było, to [stryjek] kilka razy mi opowiadał to, kilka. […] bat stał przy o, przy tej stajni, taki bat, co jechał to brał, bo żeby nie zbrykała się, to trzeba było trochę podcinać bacikiem. To tak warkocze naplotła w grzywie, że i bat ten wpletła i to leżało, proszę pana, to już ja to widziałam na swoje własne oczy . To ten bicysko to le, był to rzemyk wpleciony w grzywę, a to na gnoju leżało.
    [Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]

    Ja się zetknąłem z tym, że koń tłuk się, znaczy przewracał się po stajni, no to konie się tak tłuką czasem, ale koń miał później warkoczyk taki, zawiązany na grzywie. I to mówili, że ta choroba co jego nachodzi to właśnie ten warkoczyk się wyw, wywyje i później już przejdzie ta choroba. [...] No bo niektórzy to zmora nazywają.
    [Cz.esław Maj, Motycz, 2011]

    Zmory oprócz plecenia warkoczy na końskich grzywach i ogonach, mogły również okropnie męczyć zwierze ujeżdżając je:

    Zmora ujeżdżała konie
    I tak nieraz tego konia zjeździła, zjeździła, że aż był no, zgrzany rano, tak dokuczała. A mój stryjek w Abramowie też, był to bezdzietny bogacz, ogry miał takie do klacz puszczał, to miał tak samo, mówi, że ujeździła mu ta zmora te, te konie w nocy i zasuszała, bo tak jeździła [...]
    [Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]

    Jak koń miał grzywe splecioną, taku jakby kołtun się zadał, ogon grzywa, to mówili, ze zmora na nim jeździ. […] Nie wiem, mówiły, że jeździło, zmora na kuniu jeździła, cały kuń zgrzany, grzywa spleciona wszystko, jak mówiu, no tłumaczą. [...] No ja nie wiem skąd się te zmory brały, to nie wiem, tylko mówiły: „O zmora na kuniu jeździ, bo zgrzany, grzywa spleciono, kuń mokry, cału noc na nim jeździła.” Ale skund ona się miała wziąć, jak ona wyglądała to nie wiem.
    [Kazimierz Błaszczak, Zabłocie, 2011]

    […] Cały czas mówiono, że te zmory najbardziej dokuczały koniom właśnie, że na tych koniach jeździły, męczyły, że na przykład rano, jak poszedł gospodarz, to koń był taki zmęczony, aby mu piana z pyska leciała, że koń miał warkoczów naplecionych, ale że też nieraz tam że słychać było tam gdzieś na strychu, czy coś tam ktoś tam widział jakieś zmory […]
    [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009]

    Kiedy zmora dosiądzie konia, wtedy na jego bokach pozostają znaki, które powstają podczas jej wspinaczki na grzbiet koński. Jednym ze sposobów zabezpieczenia zwierząt przed atakiem zmory, było wieszanie w stajni martwej sroki. Funkcje ochronne spełniały również rogi baranie lub zabita sowa, zawieszona na zewnętrznej ścianie stajni.

    Martwy ptak odstraszał zmorę
    No to zmora, takie te warkocze pletła, to niektórzy mieli, ot ja pamiętam nawet, to u nas nie było, nad tym, nad stajnią była rozpostarte i w ten sposób miały skrzydła i przybite były te takie ptak, to chyba czy to jastrząb, jak na polu gdzie jaki zdechły znaleźli, czy to sowa, jak złapali, tak żeby tam ta zmora nie mogła do tej wchodzić, do tej stajni. [...] odstraszał te zmore chyba żeby tam ta zmora tak nie wchodziła.
    [Henryk Pacek, Zabłocie, 2011]

    Odpędzano ją także stawiając brony obok drzwi obory, wieszano również na ścianach lustra. Ponadto grzbiet chorego konia nacierano moczem ludzkim, stosowano też kał ludzki, którym kropiono grzywę konia, czasem nacierano go tylko słoną wodą i obcinano grzywę.

    Lustro na zmory
    Zmory to była jak siódma córka się urodziła w rodzinie, to ta siódma była zmorą, no niestety. I ona właśnie chodziła dusiła konie, nawet i człowieka mogła, zdarzało się, ale przeważnie o koniach mówili. Plotła warkocze, zawsze było naplecione warkoczy, także no był podobno sposób jedyny na to, żeby postawić lustro w stajni i jak zmora siebie zobaczyła i się przestraszyła i już nie przychodziła w to miejsce.
    [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009]

    [...] jak sobie te zmory upodobały, to żeby ich przestraszyć, żeby te zmory nie przychodziły no to mówiono, że trzeba lusterko postawić, jak widać było, że przychodzi do stajni i dokucza koniowi, to trzeba było koniecznie zanieść tam lustro do stajni, postawić, że jak się zmora zobaczy, spojrzy w to lustro i przestraszy się swojego widoku i więcej nie wróci w to miejsce. To taki był sposób.
    [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2011]

    […] to takie lustro, miał powieszone w tej stajni [...] I to lustro jak ona weszła zobaczyła się i, i już…[...] ja mówię: „Stryjku takie lustro masz w stajni?”. – „A to, córciu, trzeba, bo to zmora dusi konie, ona by mi zajeździła. Tylko trzeba powiesić sobie lustro, ona się zobaczy i ucieknie”.

    [Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]

    Wierzono, że zmorę mecząca konia nocą można było podpatrzeć przez bukszę (żelazna rura wbita w piastę koła) i przystawione do drzwi stajni drewniane brony. Wierzono także, że zmory zamieszkiwały i ukrywały się w różnych zakamarkach stajni i obór.

    Na strychu, ale nie domu tylko na oborze, to zmory zawsze tam były. [...] w oborach, stajniach to były zmory i przychodziły do koni właśnie i koniom plotły warkocze. […]
    [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2011]

    Według wierzeń jeśli zmora pochodzi z domu gdzie są trzy siostry, wtedy jedna dusi ludzi, druga drzewa i wodę, trzecia dusi bydło i zwierzęta domowe.
    Niekiedy dana postać demoniczna nie ograniczała swej działalności tylko do dręczenia zwierząt, lecz stanowiła również synonim wszelkiego rodzaju zaraźliwych chorób wśród zwierząt. W okolicach Chełma wierzono że zmora przynosząca pomór na bydło chodzi odziana w białe szaty. W ciągu dnia pozostaje niewidoczna, a dopiero wieczorem można ją dostrzec pomykającą koło obór. Jeśli do jakiejś obory chuchnie – zwierzęta w niej zginą.

    Zmory ludzkie
    Zmory oprócz zwierząt napastowały również ludzi, zarówno kobiety jak i mężczyzn. Do domostw podchodziły nocą zaskakując człowieka podczas snu, przyprawiając go o duszności, powodując uczucie przygniecenia czymś niezwykle ciężkim. Do wnętrza domu dostawały się bardzo łatwo przyjmując postać np. słomki, ćmy lub komara i prześlizgiwały się nawet dziurką od klucza. Potrafiły również wysysać krew śpiącej ofiary.

    Zmora dusiła męża
    Oj, mój mąż mówił, że go dusiła zmora nawet, dusiła go, bo spał. Tu nie było, na tamtym podwórku starym to na przędsze to mówi. Aż ten dach tak się nachylał do, nad krowy. I trzy razy tak się unosiło i z nimi. I mówi, słyszał jak szła, to co, był rozebrany, pasek ten co spodnie opasywał to - „A psik” na, że to kot idzie do niego. „A psik” - tym paskiem się oganiał. A to wie pan, nic tylko jak go przygniotło, to aż się ten strop ugiął i do góry, i znów. No i cóż? Później uciekła jakoś. Jak tam wezwał tam modlitwę jakoś tam „Pod Twoją obronę”, albo coś. To też nie bardzo dobre, ale to własny mój mąż opowiadał, że jak był chłopakiem jeszcze. [...] Nie widział po twarzy tylko mocno go przydusiła. [...] On słyszał jak po drabinie szła. I słyszał, i - „A psik”, myślał, że to kot tak hyc, hyc leciutko i paskiem tym się oganiał. „A psik, a psik” - rzucał tym paskiem na nio i wraz go przygniotła, przy, przytłopiła go, mówi, i tak, i tak go dusiła.
    [Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]

    Zmora dusiła człowieka
    […] o tych zmorach, to była prawdziwa prawda była, bo to moja przyjaciółka, już ona nie żyje, też opowiadała, że jej, że jej brata to dusiła i przychodziła też i dusiła go. Tak samo. To jeszcze mówiła, że jeszcze pchała się do buzi do jego tam, językiem go tam, to był on się bojał, później wcale tam spać. Tak. To był, były jakieś, teraz tam nikt nie mówił o tych zmorach. Jakoś tera przestało być i zmorów nie ma i…[...] teraz może, może zmory to za dużo jest tych przejrzystych rzeczy w mieszkaniu, bo i lustra są i wejdzie się tylko to wszędzie lustra, to może się ona i boi, ta zmora. Ja tak sobie myślę.
    [Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]

    […] i najbardziej, że dusiły i ludzi, czy dziadek mi opowiadał czy ktoś, że mu się powaliła na piersi, coś takiego ciężkiego i że chciała myślał że już go udusi, jakoś tam się bronił przed tym, chciał ją zepchnąć, a to taki ciężar miał straszny i nikogo nie widział, że to pewno była zmora, go chciała udusić.
    [Elzbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009]

    Ludzie próbując bronić się przed atakiem zmory wykształcili różne techniki obronne:
    1. Działania mające najczęściej charakter magiczno-praktyczny oraz w pewnym stopniu nawiązujący do reliktów tradycyjnych wierzeń z czasów pogańskich, np.:
    w drugą noc po napadzie zmory należy zmienić miejsce spania,
    należy spalić słomę, na której zmora dusiła człowieka,
    wystrzegać się spania na jęczmiennej słomie,
    należy zasypiać z nogą założoną na drugą nogę,
    wystrzegać się spania na wznak,
    należy zasypiać leżąc na brzuchu,
    należy kłaść do łóżka siekierę, nóż, kosę, sierp lub inny żelazny i ostry przedmiot,
    należało zjeść kolację w wychodku,
    w drugą noc po napaści zmory nie należy kłaść się spać,
    ułożyć się na łóżku odwrotnie,
    pierś osób napastowanych smarowano kałem.

    2. Działania o charakterze magiczno-dewocyjnym, w których wyraźnie dostrzec można wpływ tradycji chrześcijańskiej:
    należy pokropić mieszkanie wodą święconą, a kredą święconą nakreślić trzy krzyżyki przy klamce,
    podczas ataku należy modlić się,
    zasypiając trzeba mieć obrazek św. Benedykta,
    każdego wieczoru odmawiać pacierz,
    należy odbyć bierzmowanie,
    mieć podczas snu wodę święconą,
    okadzić miejsce spania zielem święconym.

    W praktyce życia codziennego obydwa kręgi działań wzajemnie się przenikają, dzięki temu ich skuteczność ma być większa. Istnieje również pogląd negujący celowość podejmowania jakichkolwiek działań obronnych ze względu na ich bezskuteczność, ponieważ człowiek nie jest w stanie przeciwstawić się siłą nadprzyrodzonym i jest uzależniony od ich kaprysów.

    Często jednak, podobnie jak w przypadku innych postaci i zjawisk, człowiek poddawał sytuacje trzeźwej ocenie i próbował dziwne dla siebie zjawiska tłumaczyć zdroworozsądkowo.

    Zdrowy koń nie miał zmory
    No to było no, przeważnie na zmory to mówili, że jak grzywa skręcona u koni to zmora dusi, ale to żadna, nie żadna zmora tylko jeść się chciało koniowi [śmiech] i mówi zmora, bo dobry koń nie miał zmory, tylko jak biedny koń to grzywa była skręcona, no zmora.
    [Stanisław Zawiślak, Motycz, 2011]

    Poszły rano do stajni kuń zgrzany, a un nie pościelał, po mojemu to tak teraz ja se myśle, nie pościelał, koń miał mokro, wytyrzał się, z grzywy nie czesła, zrobił się ten kołtun, koń sie położył, to był na dole mokry, był mokry. U dobrego gospodarza to nie miał koń grzywy, zmory. U nas nie miał kuń, jakiegoś, może za ojca mojego miał, nie pamiętam.
    [Karzimierz Błaszczak, Zabłocie, 2011]

    źródło:http://teatrnn.pl/leksykon/node/1052/etnografia_lubelszczyzny_demonologia_ludowa_na_lubelszczy%C5%BAnie
    grafika: Zmora zaplatająca warkocze,Roberta Sawy http://biblioteka.teatrnn.pl/dlibra/dlibra/aresults?action=SearchAction&QI=08AA2D9D38007CA96D44BB1F78B7FABA-1

    Zapraszam szczególnie do obserwowania tagu: #slowianskapolska

    Oraz odwiedzenia strony na facebooku na której pojawia się więcej informacji i materiałów dla słowianofilów:
    https://www.facebook.com/SlavicPoland

    #slowianie #slowianskapolska #rodzimowiercy #etnografia #ciekawostki #demonologia #demonologiaslowian
    pokaż całość

    źródło: zmora_d.jpg

    +: F........a, Administratore +19 innych
  •  

    Dobrochoczy – w wierzeniach Słowian wschodnich dobra istota demoniczna zamieszkująca lasy. Opiekował się pokrzywdzonymi oraz karał nieuczciwych, zsyłając na nich dotkliwe choroby. Przebłagać go można było zawiniętą w czyste płótno ofiarą z chleba i soli. Dobrochoczy upodabniał się najczęściej do drzew, tak by osoby postronne nie mogły go rozpoznać w gęstwinie leśnej.

    Przemieszkuje na Białorusi bożek leśny zwany Dobrochoczy. Wzrost jego zależy od wysokości drzew, koło których przechodzi; widziano go bowiem zawsze równego z drzewem, przy którym stawał. Nie za złego ducha, ale raczej za sprawiedliwego sędziego jest poczytywany. Opiekun poczciwych, surowo karze występnych. Na wykraczających zsyła najdotkliwsze choroby; wszakże go zawsze przebłagać można; dość na to chleba okrajca i szczypty soli w czystą szmatkę zawiniętej. Kto się tego podejmuje, idzie do lasu z osobą cierpiącą, odprawiwszy modły nad owym podarkiem zostawia to w borze wraz z chorobą i słaby — zdrowym powraca do domu.Wiedzieć jeszcze należy, iż kto pierwszy wstąpi w ślad Dobrochoczego, zaraz się obłąka w lesie i wieczorem zaledwie powrócić może do domu.

    źródło:http://literat.ug.edu.pl/podania/128.htm
    grafika:„Bestiariusz słowiański”: Dobrochoczy (autor: Paweł Zych, Witold Vargas)

    Tu poprzednie istoty leśne z wierzeń słowiańskich:
    Bies
    Leszy

    Zapraszam szczególnie do obserwowania tagu: #slowianskapolska

    Oraz odwiedzenia strony na facebooku na której pojawia się więcej informacji i materiałów dla słowianofilów:
    https://www.facebook.com/SlavicPoland

    #slowianie #slowianskapolska #rodzimowiercy #etnografia #ciekawostki #demonologia #demonologiaslowian
    pokaż całość

    źródło: news.o.pl

  •  

    Prasłowiańskie określenie złego, nieczystego ducha, mogącego szkodzić ludziom w ich ziemskich życiach. Często termin ‚czart’ (od czarny bądź czary) oznaczał demona „kusego” – kulawego lub bezogoniastego. Niektóre odpowiedniki złego ducha w różnych językach i regionach Słowiańszczyzny to smętek, synec (synavec), czarny, kuternoga, rokita, zły, licho, nieczysty, łukawyj, wrag. Jego imię często tabuizowano, mówiąc „on”, „ten” itd.

    Czart mieszkał na bagnach, w lasach, zbiornikach wodnych bądź też wirach powietrznych. Mógł przyjmować postać węża, świni, psa lub czarnego kota. Krążyły podanie ludowe wedle których czart miał być zrzucony z nieba przez jednego z bogów. Stąd też przedstawiano go często jako utykającego na jedną nogę. Inne podania głosiły o odgryzieniu jego ogona przez psa nasłanego przez boga. Biesy miały możliwość wnikania w konkretne osoby i kierowania ich działaniami, stąd przymiotnik ‚zbiesiony’.

    Po przyjęciu chrześcijaństwa ‚czart’ został utożsamiony z ‚diabłem’ (star. dyjabeł, lud. djaboł), który przedostał się do języka polskiego (podobnie jak inne pojęcia związane z chrześcijaństwem) za sprawą pożyczki z czeskiego diábel, które z kolei wyprowadzane jest od gr. diábolos ‚obmówca, oszczerca’. Warto jednak zaznaczyć, że słowiańskie czarty (biesy) nie miały takiej mocy jak diabły.

    Termin ‚bies’ ma rodowód prasłowiański (*bĕsъ, od praindoeuropejskiego *bboidh – powodujący strach, przerażenie), jednak słowo to po przyjęciu chrześcijaństwa wyparowało z języka polskiego i powróciło dopiero w XV w. za sprawą pożyczki wschodniosłowiańskiej.

    źródło:https://slowianowierstwo.wordpress.com/tag/bies/
    grafika:"Bestiariusz Słowiański"

    #slowianie #slowianskapolska #rodzimowiercy #etnografia #ciekawostki #demonologia #demonologiaslowian
    pokaż całość

    źródło: tumblr_m8lfwuFqlI1ru8cggo1_1280.jpg

    +: m......o, L.........a +47 innych
    •  

      @Kukowsky: Tu masz sporą racje ale to samo jest z grafikami itd. nie widzę problemu żeby szło to dalej w świat ale wypada się zapytać a jeśli już nie to podpisać bo im więcej osób przeczyta, zobaczy tym lepiej moim zdaniem ale powinno się to odbywać na zasadzie poszanowania autora. Jest też problem w drugą stronę że znajduje coś ale nie da się autora znaleźć nigdzie.

    •  

      Z grafikami problem jest taki, że często szukanie obrazem przez google kończy się na wyświetleniu takiej obfitości wyników, że do autora dotrzeć z tego jest bardzo trudno. ;) Sam początkowo o to nie dbałem tak bardzo, choć teraz raczej staram się nie pozostawiać grafik bez odesłania do źródła. Choć samo pytanie się jest mym zdaniem daremne - skoro ktoś wrzucił coś do internetu, to zapewne zależy mu na dotarciu do publiki. Takie wykorzystanie grafiki z odesłaniem do źródła może autorowi tylko pomóc. Sam piszę różne teksty gdzieniegdzie i jeśli ktoś je powiela z odesłaniem do mej osoby, to pretensji do niego o nic mieć nie mogę. ;) pokaż całość

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    Leszy (borowy, borowiec, laskowy, leśnik, gajowy, leśny dziad)
    Uważany był przez Słowian za pana lasu i władcę żyjących w nim zwierząt. Ukazywał się pod postacią mężczyzny o nienaturalnie białej twarzy, jego wzrost zmieniał się w zależności od wysokości drzew. Czasem przychodził jako wilk, niedźwiedź, puchacz, czasem przybywał jako wichura.Słowiańskich przodków Leszy traktował obojętnie, no chyba że szkodzili puszczy.Jego charakter można określić jako neutralny, zaś usposobienie wobec ludzi w dużym stopniu zależy od tego jaki jest ich stosunek do lasu.Mógł zaprowadzić wędrowców w głąb lasu, bądź bezpiecznie z niego wyprowadzić, wysypać dzieciom zebrane runo leśne z koszyka, uchronić przed atakiem zbójców, wydać na pastwę dzikich zwierząt lub ochronić przed nimi.Zdarza się też, że czasami po prostu wypędza człowieka z lasu, wygrażając swoim kosturem i rzucając w niego pniami i konarami drzew.

    Borowy przetrwał w polskich wierzeniach ludowych aż do końca XIX wieku (Bohdan Baranowski przytacza podanie, według którego borowy pomógł w ucieczce dezerterowi z carskiego wojska).Pojawiać się on miał najczęściej w postaci człowieka ubranego w mundur strażnika
    leśnego.

    W 966, wraz z przyjęciem chrztu przez Mieszka I, rozpoczęły się wyprawy misyjne mające na celu chrystianizację ludności.Chrześcijańscy księża przy nawracaniu Słowian utożsamiali postaci zich wierzeń z diabłem. W ten sposób ludowy demon słowiański oficjalnie został diabłem Borutą. Myśliwi jednak wciąż składali ofiary
    przy sosnach, po to, aby Boruta sprzyjał im w polowaniach. Dzięki nim
    Boruta przetrwał do dziś, chociaż jego wyobrażenie znacznie zmieniło
    się na przestrzeni dziejów. Dziś jest nie tylko bohaterem wielu legend,
    jest wręcz symbolem wielu kultur a nawet występuje w wizerunku
    herbu miasta Łęczycy.

    źródło:http://www.polskieradio.pl/24/1022/Artykul/564204,Slowianskie-zle-moce-Jest-sie-czego-bac
    http://ostoja-szczecinek.pl/kronika/co-bylo-przed/ae8cd3.pdf
    grafika:http://martaemilia.deviantart.com/art/Leszy-317271173

    #slowianie #slowianskapolska #rodzimowiercy #etnografia #ciekawostki #demonologia #demonologiaslowian
    pokaż całość

    źródło: fc01.deviantart.net

  •  

    Według słowiańskich wierzeń, zmarłego należało ubrać w najlepsze szaty, ozdobić biżuterią i „zaopatrzyć” w różnego rodzaju przedmioty codziennego użytku, czasem nawet w broń. Ciało zmarłego kładziono na stosie, by spłonęło w oczyszczającym ogniu. Prochy umieszczano w glinianych naczyniach, nazywanych popielnicami, a następnie zakopywano w grobach. W zależności od majątku nieboszczyka i jego rodziny były to płaskie, zwykłe groby lub okazałe kurhany usypywane z ziemi.

    #slowianie #slowianskapolska #rodzimowiercy #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: fdgdfgf.jpg

    +: albatros777, m...........i +16 innych
  •  

    Boginka/mamuna
    Boginka to archaiczny termin, który pierwotnie określał demony żeńskie – boginie. Powszechnie nazywano je również mamunami. Zamieszkiwać one miały w pobliżu wód, na bagnach i w lasach. Demony przybrzeżne, do których zalicza się boginka, w mniemaniu ludu były mniej niebezpieczne od wodnych. Jej byt wywodzono z duszy kobiety zmarłej  podczas porodu lub w połogu, a także kobiety, która zgładziła urodzone niemowlę, popełniła samobójstwo, bądź za życia skazana została na infamię rodowa lub banicję. Wyobrażano je sobie jako stare kobiety o odrażającym wyglądzie – duża głowa, obwisłe piersi, wzdęty brzuch, krzywe nogi, czarne zęby itp. Czasami wyobrażano je sobie wręcz odmiennie – jako młode blade dziewczęta, ponętne i kusicielskie. Mogły też przybierać postacie zoomorficzne – żaby, psa, czarnej kury lub też pojawiać się jako cień, bądź też  pozostawały niewidzialne. Różnorodność przedstawień postaci boginki wydaje się być rezultatem połączenia kilku różnych postaci żeńskich demonów przyrody w jedno mało spójne wyobrażenie demoniczne. Boginki szczególnie niebezpieczne miały być w południe, wieczorem i w księżycowe letnie noce. Powszechnie wierzono, że odpowiedzialne są za podmienianie niemowląt (porwane dziewczynki wychowywały na boginki, a chłopców na różnego rodzaju demony), napastowanie ciężarnych kobiet i młodych kawalerów, których zwabiały śpiewem. Przypisywano im również opiekę nad zwierzyną leśną i zapewnienie dobrych połowów ryb. W gniewie mogły jednak niszczyć sieci i odpędzać ryby a także płoszyć bydło i konie. Hałasowały również nocami piorąc w rzekach bieliznę. W okolicach Kraśnika utrzymywano że są one złośliwie nastawione do człowieka i szkodzą mu, a szczególnie wrogo odnosiły się do ludzi tchórzliwych. 
    Powszechnie boginki nazywano również mamunami – wierzono, że odwiedzają one  siedziby ludzkie, dokuczają położnicą i podmieniają dzieci. Na Lubelszczyźnie mamuny zwano również noculami, odmienicami i sidulami. Wyobrażano sobie je niekiedy również pod postacią małpy.
    W celu ochrony przed mamunami stosowano różne zabiegi ochronne o charakterze magiczno-religijnym, jak np.: umieszczenie święconych ziół obok głowy rodzącej kobiety, w futrynę drzwi zatykano piołun, ponadto kobiety powinny się regularnie modlić. Istniał również szereg działań mających na celu ochronę dziecka przed porwaniem i odmienieniem. Osobą odpowiedzialną za ochronę była matka, która powinna: po porodzie przypiąć sobie do koszuli agrafkę, którą nosi do momentu chrztu dziecka; podczas snu powinna być ciągle zwrócona głową do dziecka; nie powinna oddalać się od domu bez różańca; po zachodzie słońca nie może opuszczać pomieszczenia, w którym znajduje się dziecko; nie może pozostawiać dziecka samego, nie może po zachodzie słońca prać pieluszek.
    Należało również zaopatrzyć dziecko w apotropeiony: dziecku należy zawiesić na szyi poświęcony medalik lub krzyżyk, na rączce powinno mieć zawiązaną czerwoną wstążeczkę, może również mieć ją na głowie; dziecku zakłada się czerwona czapeczkę, a twarz należy chronić przed światłem księżyca; na kolebce dziecka powinien wisieć poświęcony różaniec.
    Jeśli mimo starań dziecko zostało podmienione istniał sposób aby go odzyskać -  należało wynieść odmieńca na gnój i bić go brzozową rózgą. Zwabiona krzykiem dziecka mamuna przybędzie aby je ratować i odda porwane dziecko.

    źródło: http://teatrnn.pl/leksykon/node/1052/etnografia_lubelszczyzny_demonologia_ludowa_na_lubelszczy%C5%BAnie

    #slowianie #slowianskapolska #rodzimowiercy #etnografia #ciekawostki #demonologia #demonologiaslowian
    pokaż całość

    źródło: 1653780_702230276466506_22620632_n.jpg 18+

  •  

    Wilkołak
    Postać wilkołaka ma odległy rodowód w słowiańskiej kulturze ludowej. Ten wątek wierzeń szczególnie charakterystyczny jest dla kultur ludów łowieckich. W świadomości mieszkańców wsi w XIX w. funkcjonowało trojakie rozumienie postaci wilkołaka:
    1. Człowiek mogący przybrać postać wilka w dogodnej sytuacji – to rozumienie postaci zaliczyć można do najstarszych wyobrażeń.
    2. Człowiek zamieniony w wilka przez innych ludzi posiadających magiczne moce (czarownicy, czarownice itp.).
    3. Wilkołakiem mogła stać się dusza człowieka skazana na wieczne cierpienie za popełnione za życia czyny – to i powyższe wyobrażenie wyraźnie ukształtowane zostało pod wpływem chrześcijańskich wierzeń w czary i czarownice oraz pośmiertną karę duszy za grzechy popełnione za życia ziemskiego.

    Według wierzeń ludowych w wilkołaka mogli przemieniać się owcarze, czarownicy, muzykanci, młynarze lub tzw. ludzie „obcy”.
    Z Wilkołaz niedaleko Lublina pochodzi opowieść o człowieku, który według relacji przeistaczał się w wilka. Był to tajemniczy obcy mężczyzna, który nocował u  jednej z mieszkanek wsi. Człowiek ten wstał przed wschodem słońca, umył się w wodzie stojącej w korycie i ruszył przed siebie. Gdy słońce wzeszło, ludzie idący w tym czasie na pola zauważyli, że tam gdzie poprzednio stał ów człowiek, pojawił się wilk, który z wyciem pobiegł do lasu.

    Według przekazów jednostki znające tajniki magii mogły na pewien czas przemienić ludzi w wilki – osoby takie nie zmieniały swojej postaci fizycznej, a jedynie traciły świadomość i zachowywały się jak zwierzęta. Przemiana taka według podań następowała najczęściej podczas wesela. Wynikało to z przekonania, że w momentach szczególnie ważnych dla życia człowieka działają różne złe moce.

    O weselu puszczonym wilkami
    Lat miała może dziewięć  jak przyszło wesele wilkamy zza Bugu. Trzydzieści kilometry od nas. I takie byli wystraszone te ludzie, tak strach na nich sie patrzyć. Ale nie byli wilkami, tylko ludźmi. No wystraszone i tak nie do siebie podobne. A później za jakiś czas tak ganiały sie, że nie wiedzieli, gdzie znaleźć przytułek. A późni za jakiś czas, może godzina przeszła i oni przychodzili do przytomności. I tak sie zbierały grupami, jedne drugich szukali. Zaleźli jedne drugich i pytali sie: - Czy ciebie głowa nie boli? A potem do drugiego mówi: - Bolo nogi, nie tylko głowa, no i nogi.
    No i nasze ludzie starsze podeszli tam. Pytali sie: - Co to było? A mówi: - To wesele nasze było tam za Bugiem. I u nas jest taki czarodziej że nasz puścił wilkamy. I my szli do was trzydzieści, więcy jak trzydzieści kilometrów i nas nogi bolały, bo my byli  wtenczas jak zwierze jakie. A dopiero odczuwamy bóle w nogach. No i tak, na tym sie skończyło. I pytali sie: - Jaka to droga, jaka to wieś, gdzie my przybyli, jak żyjem to jeszczem tu nie byli, bo to młode ludzie byli i starsze ludzie byli. A my mówimy: - Przed Włodawo Żuków, przyszliście do nas. – My nie wiedzieli gdzie my mieli przyjść, kierujcie nas, gdzie so nasze strony!
    Nie pamiętam, z którego oni miejsca zza Bugu, ale starsze ludzie mówili: - Kiedy z tego i z tego, to idźcie na Włodawie i na most. I tam będzie prom, i tam przejedziecie.
    [Informator nieznany, Żuków, 1972]

    Ludzi zamienionych w wilki odczarować mogła osoba która rzuciła czar, często jednak ludzie próbowali własnymi sposobami zdjąć zaklęcie. Za skuteczne metody uważano: przeganianie wilków przez rozłożone ręczniki, przewiązanie wilka ręcznikiem, wywoływanie imion osób zmienionych w wilki, przepędzanie wilka przez święcony ogród, pęknięcie pasa, którym opasany był człowiek w momencie przemiany w wilka, metodą było również okładanie wilka kijami.
    Obecnie wierzenia w wilkołaki zanikły już niemal zupełnie lecz postać ta szczególnie mocno działa na wyobraźnie i fantazje współczesnych pokoleń.

    źródło: http://teatrnn.pl/leksykon/node/1052/etnografia_lubelszczyzny_demonologia_ludowa_na_lubelszczy%C5%BAnie
    grafika: "Bestiariusz słowiański" autorstwa Pawła Zycha i Witolda Vargasa

    http://www.smakizpolski.com.pl/wp-content/uploads/2014/03/16.jpg

    #slowianie #slowianskapolska #etnografia #demonologia #demonologiaslowian #rodzimowiercy
    pokaż całość

    źródło: 562760249cbf766888b67bb0298973d8641000.jpg

    +: GraveDigger, p............a +18 innych
  •  

    Upiór/wampir
    Demon ten pierwotnie miał występować w postaci demonicznego ptaka o długim ostrym dziobie żywiącego się krwią. Upiór atakował nocą i wysysał z ludzi krew aby zachować własne siły witalne. Osoby zaatakowane przez upiora same się nim stają. 
    Czasem zdarzało się, że zmarłego już za życia podejrzewano o to, że po śmierci może stać się upiorem. Na Lubelszczyźnie wierzono, że taki człowiek ma dziki wzrok, zawsze czerwoną twarz, uśmiech szyderski i złośliwy, ogromną postać. Po śmierci jego członki nie sztywnieją, a oczy patrzą tak jak za życia, twarz nadal pozostaje czerwona. Cechowały go również duża głowa, silnie owłosione ciało, zrośnięte brwi. W wypadku takiego rozpoznania zmarłemu związywano z tyłu ręce lub dwa środkowe palce poświęconym zielem i odwracano go twarzą do dołu. Jeśli te zabiegi nie pomogły podejmowano drastyczne kroki, utrzymywane na ogół w tajemnicy – należało o północy, w trzecią noc po śmierci wydobyć zmarłego z mogiły, odciąć mu łopatą głowę i umieścić między nogami. Ponadto zmarłemu wkładano do ust kawałek żelaza, pieniądz pod język, wywiercano w grobie dziurę i wlewano do trumny wodę święconą, serce i głowę przebijano kołkiem osinowym lub gwoździem. Podcinano także żyły pod kolanami, kaleczono pięty, kładziono na szyi lub piersi sierp albo kosę. Aby zatrzymać go w grobie wkładano do trumny przedmioty, których przeliczenie (np. sypano mak), rozwikłanie albo obróbka zajmowały wiele czasu. Dodatkowo mak rozsypywano także na ścieżce wiodącej od grobu do cmentarnej bramy, w nadziei że upiór wychodzący z grobu zajmie się po drodze liczeniem rozsypanych ziaren, przez co nim ukończy tą czynność zastanie go świt. Makiem obsiewano także dom i ścieżkę do niego prowadzącą, a na parapetach i progach kładziono czosnek.  Napotkanemu upiorowi należało rzucić w twarz garść maku, aby  przyprawić go o senność i pozbawić mocy.
    Upiory nie znoszą światła dziennego, działają wyłącznie pod osłoną nocy.  Posiadają one nadludzką siłę, a po wyjściu z grobu wzrok kierują na wschód. Najczęściej ich byt wywodzono z dusz ludzi: zmarłych śmiercią tragiczną, skąpych i złych, niebierzmowanych, zmarłych bez spowiedzi lub niewierzących, mających dwa serca, dwie dusze, samobójców, owczarzy, czarowników itp.

    Kiedyś nie było tego biżmowania i takie się rodziły, że miały po dwa syrca, to takie to godały niby upióry. Ze uno późni chodziło, tułało się tak.
    [Janina Oleszek, Kocudza III, 2011]

    Istniało również przekonanie że upiory nie szkodziły ludziom, których odwiedzały, a czasami nawet pomagały – np. matka upiór przychodziła i karmiła dziecko, mąż upiór pomagał żonie w gospodarstwie.

    Matka po śmierci opiekowała się dzieckiem
    Ta dobra była matka ta druga do tej sieroty, co zostało po tej [zmarłej matce]. I to koc, na kocu podusie położyła. I tak płakało [dziecko sierota] okropnie – mówi : „Zaraz pójdę aby dam świnkom, zaraz pójdę do ciebie zaraz, baw się baw, zabawek ci nadałam”. Ona przychodzi do mieszkania […] a to dziecinka jak się śmieje, tak jakby się z kimś rozmawiało. Ona otwiera mieszkanie, a to dziecko nie jest na kocu tylko jest w kołysce, w nowe pieluszki obwinięte, umyte. „Struchlałam – mówi – nie wiedziałam co się ze mną robi”. A matka [po śmierci] przychodziła, bo w nocy się kołyska kołysała. […] Nie trzeba było pilnować tego dzieciunia. Tylko kołysała. Spoza grobu. No trwało to dopóki dziecko nie chodziło. Póki nie było mądre. Trwało długo. To w dzień nie, tylko w nocy. Dziecko spało, bo kołyska się kołysała sama.  [...] „Widzieć – mówi - jej nie widziałam, ale czułam obecność bo – mówi – kołyska. A to dziecko – mówi – jak nóżkami przebierało, jak się cieszyło, jak główko kręciło, jak do góry patrzyło” – bo matkę widziało.
    [Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]

    Najczęściej jednak upiór posądzany były o szkodliwe działanie – napastuje i straszy ludzi, powoduje nieszczęścia, niszczy sprzęty, wyprowadza bydło z obór. Do mieszkań mogł dostać się przez komin lub przeniknąć przez ściany i zamknięte drzwi. Wraz z pierwszym pianiem koguta, przed nastaniem świtu upiory powracać miały do swych grobów.
    Z czasem postać upiora zastąpiona została (w sferze nazewnictwa i głównie w świadomości młodszych pokoleń) zyskującymi coraz większy rozgłos w kulturze masowej postaciami wampirów.

    źródło: http://teatrnn.pl/leksykon/node/1052/etnografia_lubelszczyzny_demonologia_ludowa_na_lubelszczy%C5%BAnie

    #slowianie #slowianskapolska #etnografia #ciekawostki #rodzimowiercy #demonologia #demonologiaslowianska
    pokaż całość

    źródło: wamp.jpg

    +: TomekOrl, m...........i +24 innych
  •  

    Południca
    Postać ta w demonologii pojmowana jest jako demon polny będący uosobieniem sił przyrody. Na Lubelszczyźnie południce nazywano także żytnicami, rusałkami.  Postać ta wywodzi się z wierzeń słowiańskich, gdzie traktowana była jako duch opiekuńczy wegetacji zbóż i innych roślin uprawnych. Przybierała najczęściej różne kształty antropomorficzne: mała baba ukrywająca się w polnych dziurach, wysoka i chuda, stara kobieta, kobieta ubrana na jasno; rzadko zoomorficzne lub teratologiczne. Mogła być również niewidzialna. Ich byt wywodzono m.in. z dusz kobiet zmarłych po zaręczynach, ale przed ślubem, w trakcie ślubu albo krótko po weselu. Przypisywano im bezwzględność i nękanie ludzi na różne sposoby: mogły załaskotać mężczyzn na śmierć, zadawały zagadki, od rozwikłania których zależał los pytanych, nakazywały tańczyć aż do przyprawienia o kalectwo, dusiły śpiących na polu żniwiarzy, porywały pozostawione na miedzach dzieci. Zazwyczaj pojawiały się w południe w upalne dni na polach, polnych drogach i miedzach - nago lub owinięte w zgrzebne płótno, odziane w zwiewne białe szaty, długie suknie.

    Południca chodziła ubrana na biało
    Południce? No, to straszały nasz babki zawsze, że południca w południe chodzi na biało ubrana i dzieci łapie. Ale ja nie widziałam.
    [Czesława Mitrus, Kozłówka, 2011]

    Nosiły chustki lub czapeczki, niekiedy z roślin; miały długie i rozpuszczone w nieładzie włosy, konopiaste i zwichrzone. Ich atrybutem były worki lub lniane płachty noszone na plecach, które służyć miały do przenoszenia porwanych dzieci. W rekach trzymać miały dwa drągi, ożóg lub sierp którymi dręczyły ofiary. Zazwyczaj w ciągu dnia przebywały w ukryciu wśród wysokich zbóż, przesiadywały również na kopkach skoszonych zbóż. Na ludzi sprowadzać mogły omdlenia, bóle głowy, krzyża. Największą aktywność wykazywać miały w południe, dlatego o tej porze należało zaprzestać pracy i zejść z pola.

    Południca pojawia się w południe
    Nie można też było w czasie żniw położyć sie na miedzy, bo może południca najść miedzo. Pamiętam jak paśliśmy krowy, to było powiedziane, że przed południem mamy przygnać krowy do domu, bo południca będzie chodzić. Zbiera zioła. Nie wolno sie odzywać nic do południcy i blisko podchodzić.
    [Czesław Maj, Motycz, 1992, TL]

    Południca
    Ale tak opowiadały, że południca. Oj, jeszcze co, jak tam się co w południe robiło, a kobiety szły do krów doić to:  – „Uciekaj, bo cię południca porwie, uciekaj”. Jedna do drugiej mówiła tak – „Południca cię porwie”.
    [Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]

    Południcę wyobrażano sobie również w postaci delikatnej błękitno-szarej mgiełki unoszącej się w powietrzu i osiadającej następnie na łanach zbóż powodując ich łagodne, lekkie falowanie. Spotykano je wyłącznie w okresie wegetacji zbóż, po żniwach miały znikać z pół i pojawiały się dopiero przy następnym zasiewie. Wydaje się, że cykliczność pojawiania się południc na polach i okresowe tylko przebywanie ich tam stanowi echo dawnego słowiańskiego kultu narodzin i obumierania w świecie przyrody. Początkowo więc mogły być traktowane jako demony opiekuńcze wegetacji zbóż. Z czasem zaczęto przypisywać jej wątek zjawisk atmosferycznych, a następnie, być może pod wpływem chrześcijaństwa, sprowadzono ją do rzędu złych demonów, działających na szkodę człowiekowi.
    Południcą przypisywano również porywanie wieczorną porą dziewcząt, które porzucały w miejscach bezludnych i dzikich ostępach leśnych, gdzie pozostawione były na pastwę dzikich zwierząt i złych duchów.

    źródło: http://teatrnn.pl/leksykon/node/1052/etnografia_lubelszczyzny_demonologia_ludowa_na_lubelszczy%C5%BAnie

    #slowianie #etnografia #ciekawostki #slowianskapolska #rodzimowiercy #demonologia
    pokaż całość

    źródło: poludnica_by_martaemilia-d5lspou.jpg

  •  

    Spóźnione życzenia.
    #rodzimowiercy #slowianie #slowianskapolska

    źródło: IMG_27897539457654.jpeg

    +: Cavaron, C.............r +11 innych
Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów