•  

    Czytajac wpis o mezczyznie, ktory popelnil samobójstwo z powodu toksycznosci swojej kobiety az mi sie przypomina moja byla, z którą żyłem na odległość.

    Dowiedzialem sie od niej, ze przez 2 lata puszczała się na tinderze, złapała przez to hpv, usunęła dziecko mimo ze facet je chcial i mowila ze nigdy tego dziecka nie kochała. Ona i jej matka wspominaly cos ze ma dwubiegunowke. Były momenty że uważała że zarówno ona jak i całe jej życie jest bez sensu, więc tak też postrzegała nasz związek. Czesto klocila się z matką, która mówiła jej np ze będzie zawsze sama, bo nikt z nią nie wytrzyma, a ona sama przestrzegala mnie od początku relacji, że nie dostrzegam w niej suki, która ona jest i że boi się że tak będzie traktować każdego kto się do niej zbliży, w tym mnie.

    Nie ocenialem jej za przeszłość, dałem jej szansę i nie postrzegalem jej wizyt u psychologa jako coś dziwnego czy przekreslajacego, bo sam w przeszłości korzystałem z takiej pomocy, więc wykazywalem się zrozumieniem. W międzyczasie rzucila studia i z powodu braku pracy ze względu na covid mieszkała u rodziców i u mnie. Byłem idealizowany, stawiany na piedestale i za moment z niego zrzucany jak zrobiłem coś źle, jak ona miała dołek lub poklocila się z matka. Wtedy wątpila w nasza relacje, ciągle negowała moje i swoje uczucie i starania. Oczywiście wplywalo to na to, że czułem się ciągle w tej relacji niestabilnie, ale wracałem po każdej kłótni tlumaczac sobie to tym, ze ma zly czas, ze jest mega niepewna zobowiązań.

    Potrafiła mnie przedstawić rodzicom, znajomym obwiescic że jestem jej nowym chłopakiem, zapewniac o uczuciu, oczywiście wszystko robiliśmy i zachowywalismy się jak para aż nagle potrafiła wyskoczyc, że nie jesteśmy w związku, nie jestem jej chłopakiem i kończyło się przeprosinami, chęcią wielkiego powrotu i plakaniem z powodu tego, że jeszcze wtedy się szanowalem i uznałem, że nikt nie będzie bawil się moimi uczuciami i odchodzę.

    Bala się też z powodu tego wirusa, że będzie miała raka, więc po jednej awanturze, która znów sprowokowala brala mnie na litość mówiąc, że boi się śmierci, że ja odchodzę od niej bo boję się udzwignac jej problemów psychicznych i fizycznych i że to nie była miłość, skoro opuszczam ja w takim czasie. Utrzymywalem z nią wtedy po rozstaniu kontakt, wspieralem i nie odwrocilem się. Jedynie nie pojechałem do niej jak miała ten zabieg. Byliśmy pokloceni i nie umiałem schowac dumy do kieszeni, ale nadal bylem przy niej mentalnie.

    Prawilem komplementy, nigdy nie deprecjonowalem inteligencji i piękna, nigdy jej nie zwyzywalem ani nie zanizalem samooceny. Chciałem jedynie by pracowała nad psychika. Powiedzila ze poprowadzi terapie do końca, że się postara dla mnie. Poszla dwa razy, poklocila sie z terapeutą i po jednej z sesji stwierdzila że nie daje jej tego co trzeba i że nie pasujemy do siebie. Pozniej uznala, ze nie jest chora, ze robie z niej wariatke, ze ona nie musi sie leczyc i ze czuje sie w koncu dobrze. Nigdy jej nie szantazowalem ze jak nie pojdzie to koniec itd. Za kazdym razem najpierw staralem się ja przekonać że było inaczej, ale później kiedy wszystko dewaluowala mówiąc że ten związek wcale nie jest niczym dobrym odpuszczalem i odchodzilem. Oczywiście za każdym razem telefony, smsy na przemian z uzalaniem się nad sobą, przeprosinami, zarzutami że nie walczę, że szybko odpuszczam i że chce ze mną być.

    Rok później to ja mam depresje. Przez nasz związek, którym jestem psychicznie wykończony, przez długi matki, przez chorobę ojca. Przyznaje sie, ze chodze do psychologa. Chcialem naprawic siebie, nasza relację, wiedziec jak z nia zyc i postepowac. Co słyszę? Że nie jestem prawdziwym facetem, że facet ma być silny, a nie słaby i że ona czuje jakbym był obcy, że nie ma już miedzy nami pozadania. Ze ona chce bogatego, zaradnego i ambitnego faceta, ktory bedzie dla niej inspiracją. Że nie mam na co kasy wydawac i że przepierdalam hajs na psychologa, ze nie jest to potrzeba pierwszego rzedu i ze ona poradzila sobie sama z depresja, a ja mam depresję bo nie umiem żyć sam i sam sobie ja stworzyłem. Poza tym dodała, że nie powinienem przejmować się stanem zdrowia ojca (po ciężkim zawale, ledwo kontaktuje i ciężko mu się poruszać) i że wiecznie musi trafiać na facetów z problemami i że boi się że rodzice jeszcze mogliby nam przysporzyc sporo problemów. Poza tym oklep o to, że dzwonię do matki, która opiekuje się ojcem za granicą mówiąc że jestem maminsynkiem i jestem uwiazany, bo mieszkam w wynajmowanym mieszkaniu, którego jest właścicielem i że nie poszedłem wcześniej w kredyt. Fakt, moglem zrobić inaczej, ale wszystko oplacalem sam, nie jestem pasozytem, nie biore kasy od rodzicow w przeciwienstwie do niej. Zwlekalem z wyprowadzka do niej, bo był covid, bo ona była niestabilna plus nie mogłem zbyć mieszkania ani nie chciałem zostawiać rodziców samych z problemami i opłatami, ale chciałem się przeprowadzić. Po prostu moje problemy i jej chwiejnosc nie pozwalaly tymczasowo na to. Chciałem żeby rodzice wrócili, zarządzili jako właściciele mieszkaniem i wówczas mógłbym przeprowadzic sie do jej miasta. Ciągle mnie o to cisnela. Dodatkowo mówiła że mam chujowa pracę, mam depresję, brak perspektyw, mieszkam na wsi (mieszkam w mieście do 50K mieszkancow) i ze czemu sie jej dziwie jeszcze ze ona ma watpliwosci co do zwiazku.

    To tak pokrótce tej historii jak nieraz wspierają inni. Nie generalizuje czy chodzi o kobiety czy nie. Po prostu pokazuje dwie sytuacje, dwie zupełnie inne postawy. Nie wybielam sie. Nie bylem idealem, wine za rozpad zwiazku biore też na siebie, bo wiele rzeczy zrobilem zle, ale tyle razy spotkałem się z brakiem empatii u swojej partnerki, że masakra. Chciała mi zmienić znajomych, odciągnąć od rodziny, wmawiala że nic nie osiągnąłem, że żyje w stagnacji i że niczego nie osiągnę. Dziś jestem wypompowany i próbuje naprawiać siebie. Poprawic samoocenę, naprawić siebie i zrozumieć, że to nie było dla mnie. Że nawet jakbym spełnił jej oczekiwania jej nadal byłoby mało i wymyslalaby kolejne powody, dla ktorych ta relacja jest wg niej nie taka jak trzeba, ze wymagałaby wiecej, a gdybym tego nie zrobil dobrze lub szybko, znow usłyszałbym ze sie nie nadaje, nie umiem, nie znam. Ciągle sprawiała wrażenie, ze będzie dobrze tylko wtedy jak będzie tak jak ona chce. Małe potknięcie i bałem się, że zostanę wyrzucony z domu, dostanę kopa bo stracę zdrowie czy nie będę miał kasy i że ona znów powie, że to bez sensu.

    Komentarze i pytania mile widziane, staram się wrócić do żywych.

    #logikarozowychpaskow #rozstanie #ex #psychologia #zwiazki
    pokaż całość

  •  

    Chociaż każda miłość sprawia wrażenie wyjątkowej, przez całe życie podróżujemy od jednej miłości do drugiej. Ponieważ nic nie wywiera na nas równie wielkiego wpływu niż miłosne związki, wbrew oczekiwaniom nie jesteśmy w stanie odciąć się nawet od tych, które dawno są już za nami. Czy jest coś, co możemy z tym zrobić?

    Aby podjąć próbę odpowiedzi na to pytanie, w tym tygodniu przyjrzałem się filmowi Synekdocha, Nowy York (2008), odwołując się do kilku uwag filozofa Rolanda Barthesa.

    Odnośnik do wpisu: Wszystkie miłości Cadena Cotarda

    ---
    Nazywam się Jakub Walicki, jestem doktorantem w Instytucie Filozofii i miłośnikiem kina. Prowadzę bloga Przemyślane Kadry, gdzie co tydzień umieszczam krótkie wpisy, w których omawiam jeden filozoficzny wątek, wykorzystując jeden film jako ilustrację.

    #filozofia #film #kino #kultura #milosc #zwiazki #kobiety #rozstanie #przemyslanekadry
    pokaż całość

    źródło: glowne.jpg

  •  

    1) Moja teściowa odwalała rożne akcje, ponieważ jest narcystyczna patologicznie, ale hitem była sytuacja gdy rozpuściła do "latających małp" (termin w psychologii na osoby wierzące i rozpowszechniające wersję narcyza), że jej syn wziął ze mną ślub ponieważ jestem czarownicą i żeby go nakłonić rzuciłam na niego urok, a zaklęcie polegało na tym, że dodawałam mu do jedzenia krew z mojej miesiączki.

    Dodam, że teściowa ma jeszcze jednego syna, który jest księdzem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    2) Teściowa kompulsywnie sprząta w domu, np budzi się w nocy bo nie może spać z powodu, że w kuchni u góry na szafce jest kurz, więc idzie o 4 rano po drabinę i sprząta kuchnie. Jej mąż gdy wraca z pracy to na wycieraczce przed wejściem rozbiera się do rosołu, ona te ubrania delikatnie bez poruszenia niesie do bębna pralki i on wtedy w samych majtach wchodzi do domu. Tapicerki krzeseł prane raz na tydzień, firany prane raz na tydzień. Gdy mieszkałam z nimi z mężem, ona nagle wchodzi bez pukania i mówi że mamy wypierdalać z pokoju bo sprzątanie jest. Po tym sprzątaniu ja miałam w szafkach majtki kolorystycznie poukładane i gumki rozsypane w szufladzie też były do pudełka poskładane. W tym czasie chciałam iść na spacer, ale nie mogłam bo moje wszystkie buty były w pralce w trakcie prania. Podobnie gdy pierwszy raz mąż zabrał mnie jako swoją dziewczynę jako gościa do swojego domu to gdy wychodziłam do domu okazało się, że moje buty są wyprane i się suszą ( ͡° ͜ʖ ͡°). Gdy idziesz do toalety to ona puka do drzwi tak z trzy razy zanim zrobisz siku i gdy otworzysz drzwi ona już pod nimi stoi z detergentami w ręku: myje muszle i umywalki po każdej osobie. Ambi Pur na MAX w każdym gniazdku.

    3) Nie można wchodzić do kuchni otwierać lodówki i decydować co się zje. Stajesz przed kuchnią i mówisz, że jesteś głodny i ona ci przygotowuje coś wg własnego uznania na zasadzie: wyglądasz mi na kogoś kto zje jajecznice z cebulą. Nie ma to znaczenia czy masz uczulenie na cebule ponieważ pytanie o to nie padnie. Raz zamówiliśmy hinduskie rzarcie i jedliśmy w jadalni, ona wtedy zbliżyła twarz do mojej twarzy i wskazując palcem na mój talerz powiedziała: TO JEST GÓWNO GÓ WNO G Ó W N O ROZUMIESZ? Gdy wzięliśmy ślub mąż stał przed kuchnią głodny, a ja nie skumałam i pytam o co chodzi, a on że zjadł by COŚ. Nauczyłam go kanapki robić i że może zrobić z czym chce #przegryw

    4) Raz planowaliśmy w pokoju że pojedziemy na wycieczkę bo weekend i ładna pogoda. Gdy wyszliśmy nakładać buty, ona już czekała spakowana do wyjazdu. W aucie usiadła z przodu obok syna. Ja na tylnym siedzeniu.

    5) Gdy mąż mi się oświadczył, ona uciekła z domu i całe popołudnie trzeba było jej szukać. Potem nagrywała mi się na sekretarkę o 3 w nocy z informacją, że nikt mnie nie chce w jej domu i żebym powiesiła się na łańcuchu, który ona mi wyśle. Nie przyszła na nasz ślub bo się tego wstydziła.

    6) od 2 lat jesteśmy po rozwodzie.

    Kto to przebije?
    #uczucia #tesciowa #polska #ksiadz #rozstanie #tesciowie #rodzina
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Witam chciałbym się z Wami podzielić moimi przemyśleniami dotyczących samobójstwa mojego kolegi.
    Niedawno minęło rok czasu odkąd mój wieloletni znajomy odebrał sobie życie. Miał 23 lata. Nic nigdy na to nie wskazywało, do czasu. Przez ponad 4 lata był w związku, był z dziewczyną bardzo zżyty, widywali się codziennie, razem spędzali każda chwilę, w zasadzie wszystkie najważniejsze chwile w życiu spędzili w swojej obecności, ba nawet na jakieś typowe spotkania, które organizowaliśmy typową męską ekipą za każdym razem ją zabierał. Nam to nie przeszkadzało dziewczyna była bardzo fajna, kontaktowa, szybko dołączyła do naszej paczki, trudno było sobie wyobrazić, że nie będą razem, bardzo do siebie pasowali i byli za sobą. Niecałe 2 lata temu ona go zostawiła, podobno, że już się wypaliło i nie chciała tego dalej ciągnąć, wiem, że on przez kilka kolejnych miesięcy strasznie o nią walczyć starał się wręcz nachalnie, ale bez skutku. Później całkowicie zakończyła z nim kontakt, nic o niej już nie wiedział, zablokowała go nawet na fb. Prosił a wręcz błagał nas o pomoc. Ciężko było nam coś wnieść bo sami byliśmy w szoku, tym bardziej, że ona jak i on byli naszymi znajomymi i nie chcieliśmy się za bardzo bardziej mieszać i wybierać jedną ze stron bo to była ich sprawa prywatna. Pamiętam, że strasznie schudł, był cichy, rzadko wychodził, sam wielokrotnie proponowałem mu, że jeżeli będzie chciał się wygadać to jestem, ale nie skorzystał. Oliwy do tego doszło, że po jakiś 2 miesiącach od rozstania jego ex zaczęła chodzić z gościem o którego odkąd pamiętał był najbardziej zazdrosny, mega ciężka sprawa. Przez długi czas było z nim źle, ale udało mu się obronić inżynierkę, znalazł pracę w zawodzie, jakieś 3 miesiące przed tym jak to zrobił, wydawało nam się że jego stan się polepszył, zaczął chodzić na siłownie, wychodził z nami na boisko czy piwo, dużo częściej się śmiał, sam proponował spotkania. Nawet przez kilka tygodni spotykał się z jakąś dziewczyną, ale bez niczego konkretnego. Pamiętam, że to był piątek chciał się ze mną spotkać i porozmawiać, opowiedział, że źle się czuje, że znowu bardzo cierpi, ciągle o niej myśli, śni mu się, że chciałby cofnąć czas, że czuje się jakby ją zdradzał tymi spotkaniami z inną dziewczyną, że tego żałuje. Próbowałem go jakoś pocieszyć nawet zasugerowałem wizytę u psychologa, którą już dawno powinien odbyć. Później rozmawiał już okej, Po weekendzie był normalnie w pracy, a w środę jeszcze na siłowni. W czwartek rano, dostałem telefon, że znaleźli go w lesie powiesił się na altanie. Nigdy w życiu tak mnie nie zamurowało i wstrząsnęło, nie wiedziałem co ze sobą zrobić, że mogłem coś sam od siebie zrobić i pomóc, przez następny tydzień byłem w szoku, że siedziałem w domu i nie chciałem wychodzić. Zostawił rodzicom list w którym napisał że nie daje sobie rady bez niej i że wszystkich przeprasza, że już stracił sens i nie ma marzeń i celów w życiu bez niej. Nie zapomnę na cmentarzu widoku jego płaczącej matki i rodzeństwa, na samym pogrzebie było multum ludzi, chodź nie był on nigdy jakąś najpopularniejszą osobą. Smutne było to, że jego ex czy jej rodzina, z którą był bardzo zżyty, wręcz już traktowali go jak zięcia się nie pojawiła, później gdy z jego byłą rozmawiałem mówiła, że bała się, podobno bardzo to przeżyła i jest jej strasznie przykro, że zanim tęskni i chodzi na jego grób, że gdyby wiedziała, że tak się stanie to nigdy by nie dopuściła do tego rozstania, ale nadal jest z tym gościem. Bardzo współczuje rodzinie i jego bliskim do dziś się nie pozbierali, czasem jak jestem na cmentarzu zapalić mu znicza, to zawsze jest tam jego matka, ciężko mi jej spojrzeć w oczy i rozmawiać. Ehh bardzo smutna ta historia i pewnie chaotycznie napisana, ale ciężki to temat.
    A Wy co sądzicie o takich wydarzeniach? Na pewno dało się z tego wyjść i inaczej rozwiązać, teraz jak to piszę to nie mogę w to uwierzyć wręcz, że tyle minęło od tego czasu...A czy Wy mieliście podobną sytuację w której bliska dla Was osoba odebrała sobie życie?
    #samobojstwo #samobojstwo #depresja #rozstanie #smutnahistoria

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #6176ce451cf2db000bbe36a5
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: karmelkowa
    Przekaż darowiznę
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: Doskonale go rozumiem, tak samo bardzo przeżyłem a co gorsza przeżywam rozstanie z moją byłą które miało miejsce ..... 3 lata temu. Nie wyhuśtałem się tylko dzięki mojej siostrze, ogólnym wsparciu rodziny. Zawaliłem pracę, znajomości, wpadłem w długi, moje życie się wtedy skończyło i zrobiłbym wszystko żeby tylko przestać czuć. Pomogły mi leki przez które spałem po 16h na dobę i na dobrą sprawę nie wiedziałem co się dzieje.
      Po latach zmieniło się wszystko, kupilem mieszkanie, mam dobrą pracę, przespałem się z wieloma, wiele ciekawych poznałem ale nie jestem w stanie pozbyć się uczucia, że moje miejsce jest gdzie indziej, że tam była moja szansa i tam, z nią i w tamtej rodzinie jest moje miejsce. Cholernie przykre, nie jestem w stanie sobie z tym poradzić choć próbowałem wszystkiego. Nie dziwie się ludziom, że się zabijają, czasem inaczej po prostu się nie da, nie ma innej opcji by przestać czuć to co się czuje.
      pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania:

      Całkowicie zrozumiałe uczucie, sam z dwa miesiące temu gadałem z ziomalem o pewnym chłopku, co został mocno zmanipulowany przez różową, następnie się powiesił. Wtedy mówiłem, że to niewyobrażalne jak w tak młodym wieku można czegoś takiego "głupiego" dokonać, gdyż z takiego normalnego punktu widzenia, to też ogromny cios dla bliskich, a w życiu jest naprawdę wiele dróg, że można sobie takie życie bez problemu ułożyć na nowo. Natomiast teraz wiem, że do niektórych kwestii naprawdę warto podejść troszkę inaczej i należy na nie spojrzeć z troszkę innej perspektywy. Bo bycie ignorantem jest strasznie do dupy w takiej sytuacji.

      Sam rozstałem się z dziewczyną po kilku latach związku, w zasadzie to zostałem rzucony...To jakie stany emocjonalne przychodzą do głowy w takich sytuacjach, gdy tracisz coś na czym kur3#sk0 Ci zależy, jest to niepojęte. Szczerze mówiąc wydaje mi się, że jestem dość poukładaną i nawet mocną psychicznie osobą, a taka sytuacja strasznie mnie podłamała, być może ze względu również na okoliczności. Też rozmyślałem wówczas nawet o psychoterapeucie, ostatecznie nie skorzystałem, ale z takiego najgłębszego depresyjnego stanu wyciągnął mnie w zasadzie przyjaciel, siłownia i ciągle zapętlona muzyka no i chyba praca. Nie ukrywam, że było to ciężkie a pierwsze tygodnie byłem całkowicie wyłączony ze świata, zachowywałem się jak jakieś zoombie.

      Ta sytuacja w zasadzie nauczyła mnie, że nie ma sensu zbyt pochopnie oceniać ludzi. Aktualnie całkowicie zmieniłem swoje myślenie i w takich sytuacjach, gdy ktoś alarmuje o pomoc, nie należy tego w żaden sposób ignorować, bo wiele osób na tej planecie ma słabszą psychikę, nie ma gdzie odreagować i wtedy może się to skończyć tragicznie.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (27)

  •  

    Ja nie wiem, może jestem jakiś inaczej wychowany i mam chore poglądy jak na dzisiejsze czasy.

    Nie ogarniam tego.
    Związek 3 lata. Dziewczyna ze mną zrywa, ale mnie bardzo kocha.
    Zerwanie rzekomo z rozsądku bo mamy inne "priorytety". Uświadomił ją w tym fakcie jakiś dobry przyjaciel ze szkoły w przypadkowej rozmowie na messengerze (którego nie poznałem przez cały okres naszego związku). Ja nie chcę jeszcze mieć dzieci i nie chcę zakładać rodziny, a jej rosną siwe włosy i rano jak wstaje to już łupie w krzyżu więc już czas - jej słowa (ja lvl 29, ona 25). Ona chce po prostu stabilizacji, dzieci, rodziny. Okej. Jak najbardziej rozumiem.

    Co do dzieci i rodziny - kwestie czysto ekonomiczne. Chcę do tego dążyć, taki mam cel, ale no faktycznie nie teraz. Nic temu nie sprzyja. Według mnie trzeba stabilności na wielu innych płaszczyznach. Bachora zrobić to żaden wyczyn. Ja otworzyłem niedawno działalność, nie jest to jeszcze nic stabilnego ale staram się aby coś z tego wyszło. Zrobiłem to też w sumie dla niej. Mniejsza.

    No to ciul, rozstajemy się. Nie mogę przecież trzymać dziewczyny na siłę i ją unieszczęśliwiać skoro nie potrafię złożyć jasnej deklaracji "kiedy". Rozumiem, ma prawo do swojego szczęścia.

    Rzekomo bolało ją to jak jej przyjaciółka w tym samym wieku nańczy już dwójkę dzieci i żyje sobie spokojnie z facetem (razem od 8 lat, jedno dziecko 2 lata, drugie ledwo się wykluło).

    Druga sprawa jej matka - presja. Ona chce wnuków. "Ile Ty masz lat dziewczyno, czas Ci mija. Stara jesteś"
    Po prostu presja jej otoczenia na nią samą spora bo i ta przyjaciółka też tak jej wkładała do głowy.

    ---------- Tu taka ciekawostka. Jej matka "siedzi" z ojcem typka, który był chłopakiem mojej byłej przede mną. ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°) Więc jej były jest jej teraz bratem. Tyle razy prosiłem by się go pozbyła z naszego życia to nie, nie może bo ich starzy są ze sobą więc nie da rady. ----------

    Najlepsze jest to, że wpadała w takie doły jak one jej kładły do głowy swoje oczekiwania i mądre rady. Po czasie jej przechodziło i miała wyjebane bo sama mi przyznawała, że w sumie to ona nie jest gotowa na pieluchy bla bla. Więc trochę masło maślane. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    No, ale dobra, wracamy do rozstania.
    Bolesne bo w sumie z rozsądku, by każde z nas odnalazło swoje szczęście. Zero kłótni czy zrzucania winy na kogoś. Rozstajemy się i na jej prośbę bez zrywania kontaktu. Ograniczając go początkowo by się troszkę odbudować, ale nie zrywając. Dziwne, bo jak w luźnych rozmowach gadaliśmy kiedyś od tak sobie to twierdziła, że jakby doszło do rozstania to przez towarzyszący jej ból ona nie widzi możliwości żeby utrzymywać jakikolwiek kontakt. Odcinka i tyle.

    Mija miesiąc, ja po dziś dzień rozpaczam. Nigdy się nie rozstawaliśmy. Myślałem, że jakakolwiek przerwa da nam obraz tego, że jednak nie możemy bez siebie żyć, albo wręcz przeciwnie. W tym pierwszym przypadku byłem już skłonny iść na kompromisy - chuj, miłość to miłość, czasami warto się ugiąć. Trzeba zawalczyć może?

    I kurwa kiedy ja rozpaczałem tyle czasu, traciłem zdrowie, gubiłem wagę z tego wszystkiego - okazało się, że ona na drugi dzień po rozstaniu zabiegała o innego. Kogo? Tego przyjaciela ze szkoły.

    Nie oczekiwałem od niej miesięcy w rozpaczy, ale kurwa. Myślałem, że wyjść z tego co było między nami no po prostu nie będzie takie łatwe. No i fakt, dla mnie nie jest łatwe choćby dla samego szacunku, dla tych trzech lat.

    A ta pierwszy weekend po rozstaniu skakała na innym bolcu, od tygodnia są w związku "na fb".
    Mówię lol, ja pierdole.

    Przedwczoraj zapytała czemu jest zablokwana na fb (zapytała na whataspp, to był "nasz" główny komunikator). To jej wywaliłem prawdę. Plus napisałem, że nie wierzę, że to ten jedyny. Wiem, że to pocieszyciel, ma dużo za uszami koleś itd.
    Przyznała się do wszystkiego, że mam rację.
    Że mu nie ufa do końca, że faktycznie pocieszyciel. "Ale wiesz co jest najlepsze? Że on zdaje sobie z tego sprawę i stara się ciągle". Se myślę, aha. Spoko. Dziewczyna która pragnie stabilności, rodziny kończy poważny związek, od razu zaczyna drugi z podejrzanym typkiem, któremu nie ufa ale oznajmia, że są w związku i może se tak ustawić na fb. ( ͡° ͜ʖ ͡°) No śmiech na sali, kto tu jest niedojrzały.
    Do mnie miała wonty o jakiś brak dojrzałości i niechęć do stabilizacji a sama teraz co weekend chleje z jakąś paczką znajomych (sami chłopacy, kumple z jakiegoś technikum gdzie ona była jedyną dziewczyną w klasie plus przyjaciel też z tej samej klasy, ale on i chyba tylko on już ją sobie rucha na legalu,).

    Żeby tego było mało, przyjaciółka tak doradzała, że od trzech tygodni też jest sama, rozstała się i teraz już jako dzieciata będzie szukać swojego szczęścia.

    Kurwa, jest to jakieś dla mnie niepojęte. Rozjebać w sumie dobry związek na rzecz presji otoczenia i rozwalenia wszystkiego na kawałki by być z jakimś niezaufanym ziomkiem co ma jakieś powiązania z dilerką itd. Dziewczyna niby mądra, po studiach, tytuł inżyniera...

    To nie tak, że ja jej teraz zadroszczę sytuacji. Ja po prostu nie mogę pojąć, że są ludzie bez jakichkolwiek wartości bo tak ją teraz odbieram.

    Dodam, że rozmawialiśmy ze sobą przez whatasppa. To taki mały techniczny szczegół. Ona ogólnie używała messengera, ja mało socialmediowy i raczej z każdym na whataspp się kontaktuję. Byłem jedyną osobą z którą gadała przez ten komunikator. Co do tego jestem pewien.
    I przez ostatni miesiąc jak rozmawialiśmy to po końcu każdej rozmowy do momentu następnej nie była "widoczna", aktywna na whataspp. Trzy dni temu dotarłem do całej prawdy, wywaliłem kawę na ławę, do wielu rzeczy się przyznała. Napisałem, że nie chcę jej znać i kilka innych przykrych ale nie obraźliwych stwierdzeń i zrobiłem totalny koniec. Od tego momentu patrzyłem se na tego whatasppa i praktycznie co godzinę wchodziła i chyba czytała i analizowała moje ostatnie słowa. Wydaje mi się, że trochę otworzyły jej się oczy i po prostu boli ją fakt taki, że ja jako dalej zapasowa gałąź urwałem się sam bo mam wrażenie, że nie chciała zrywać kontaktu. Byłem tylko na wypadek gdyby się okazało, że wcale taki zły nie byłem i warto by było może wrócić jak nie wyjdzie z przyjacielem. No, ale już zamknąłem rozdział. Teraz muszę się doprowadzić do porządku, odbudować wagę, odzyskać odporność.

    Nie wiem po co ja to napisałem, musiałem się uzewnętrznić. Możecie mnie pocisnąć, ale ja tak czy siak nie rozumiem myślenia tej dziewczyny.

    #zwiazki #rozstanie
    pokaż całość

  •  

    #pdk #zwiazki #rozowepaski #niebieskiepaski #rozstanie

    Rozmawiałem wczoraj ze swoją byłą, rozstałem się z nią bo mnie po prostu wkurwiała, żeby jej nie ranić to wymyśliłem zrzutkę, że niby widzę, że nie jest ze mną szczęśliwa itd. W tle puściłem piosenkę SDM...Z nim będziesz szczęśliwsza dla podbicia klimatu. Myślałem, że łyknie to jak pelikan ale ona bawi się w psychoterapeutkę i rozkłada moją psychikę na czynniki pierwsze. Boje się przyznać rodzicom, że mam wkuwającą mnie laskę i że musimy się rozstać, nie chce słuchać jakiś pocieszających mnie słów, przecież to moja sprawa nie? Zaproponowałem jej przyjaźń bo w sumie z braku laku zawsze będzie można coś tam razem poświrować no nie? Jak to z byłą.. pokaż całość

  •  

    Czy to się kiedyś skończy? Już zaczynało być powolutku lepiej czułem się nieźle bym powiedział, a tu jeb wszystko na marne. Powrót złego samopoczucia i myśli samobójczych, mimo że to już półtora roku od rozstania. Zaczynam wątpić czy kiedykolwiek wróci mi radość z życia. Dzisiaj na terapii rozpłakałem się z bezsilności (╯︵╰,) Zaczyna brakować mi sił, czuję się zmęczony
    #depresja #rozstanie #zwiazki #samobojstwo #terapia #psychiatria #samotnosc pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Hej.

    Mam 26 lat, na początku sierpnia rozsypał mi się 8letni związek i kompletnie nie wiem co robić, jestem w rozsypce.
    W związku układało się nam raz lepiej raz gorzej, generalnie problemem było to, że ostatnie lata to praca i studia weekendowo czyli kompletny brak czasu i mega zmęczenie.
    Przestałem trochę dbać o ten związek i dziewczyna też. Mieliśmy kilka rozmów po, których starania wracały na poprawne tory ale po kilku miesiącach znowu to samo.
    Na początku tego roku sam powiedziałem, że nie jestem pewny tego związku ale po kilku dniach zrobiłem sobie rachunek sumienia i stwierdziłem, że ja strasznie kocham i chcę z nią być. Kolejne miesiące były świetne, fajne wakacje, świetny i częsty seks.
    W sierpniu trochę się zaczęliśmy kłócić i po pewnej kłótni stwierdziła, że ma tego dość i chce przerwy w związku - po kilku dniach rozmów między sobą gdzie się wszystko sobie powiedziało uznałem, że nie chcę przerwy tylko rozstania (aby nie robić żadnych złudnych nadziei itp nie rozumiem czegoś takiego jak przerwa w związku).
    Zapewniłem dziewczynę, że chciałbym walczyć o ten związek, że ją mocno kocham. Powiedziała, że również ma do mnie uczucia ale jest tym wszystkim zmęczona i boi się, że za kilka miesięcy będzie znowu to samo i takie mieszkanie osobno może nam dobrze zrobić tj. zobaczymy czy będziemy za sobą tęsknić.
    Z racji problemów mieszkaniowych - mieszkaliśmy ze sobą do końca sierpnia. Normalnie się dogadywaliśmy, gotowaliśmy obiady itp Weekendy oczywiście każdy spędzał sobie osobno.
    Zacząłem chodzić do terapeuty, który po 3-4 spotkaniach stwierdził, że mam to poukładane w głowie i dam sobie radę. Też tak myślałem.
    W zeszłą niedzielę wyprowadziliśmy się - obydwoje wynajęliśmy pokój ze względy na koszty wynajmu mieszkania (miasto wojewódzkie). Jak się wtedy żegnaliśmy poczułem dopiero co się dzieje - rozjebało to mnie totalnie, rozpłakałem się, no tragedia po prostu.

    Ostatni tydzień to dla mnie istny horror. Nie mogę odnaleźć się w mieszkaniu z obcymi ludźmi, czuję się jak gość. Ogromnie mi jej brakuje. Czuję, że straciłem partnerkę jak i najlepszego przyjaciela.. Ciągle o niej myślę nawet uprawiając swoje hobby czy będąc w pracy.
    Nie wiem jak ją odzyskać..

    Czuję się cholernie samotny w tym mieście. Wszyscy znajomi stąd wyjechali, nikogo innego oprócz współpracowników nie znam ale oni to typowi znajomi z pracy.
    Mam 2 przyjaciół, z czego jeden mieszka 300km ode mnie i wyjeżdża za granicę na zimę a drugi mieszka 100km dalej ale jest na etapie "dom,żona, dzieci" więc ma mało czasu.

    Staram się po pracy uprawiać sport itp ale ciągle o tym myślę i ta pustka mnie pochłania, nigdy nie czułem się tak okropnie.
    Myślę o powrocie do rodzinnego miasta oddalonego 60km stąd. Znajomych tam mam może 2 ale jest trochę kuzynostwa.
    Straciłem sens i cel w życiu, w przyszłym roku mieliśmy się wyprowadzać "na swoje" do innego miasta bądź za granicę.
    Zawsze Ona była obok mnie, codzienne czynności sprawiają mi ogromny ból. Ona już mnie nie żegna jak idę do pracy, nie wita jak wracam, nie pyta się jak mi minął dzień..

    Gdzieś tam w oddali pojawiają się myśli, że może kiedyś zacznę szukać innej dziewczyny ale ja nie jestem wychowany na tinderach itp jestem dość nieśmiały, tak naprawdę to Ona mnie poderwała, nie mam znajomych za bardzo a rodzinne miasto to 10k mieszkańców..

    Ani sport ani alkohol nie pomagają - tylko chwilowo odsuwają to co nieuniknione...
    Chciałem się wyżalić.
    #samotnosc #zwiazki #rozowepaski #niebieskiepaski #milosc #rozstanie #smutek #depresja

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #6134ef5c6ffb19000ae1baf0
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: LeVentLeCri
    Przekaż darowiznę
    pokaż całość

  •  

    Jeszcze nie tak dawno byłam najszczęśliwsza na świecie. Może głupie, że tak to odczuwam, ale mam wrażenie, że zmarnowałam szansę na zajebiste życie z miłością mojego życia. Nie było nam łatwo, jednak dla mnie więcej było plusów niż minusów. Dużo przeszliśmy, były wzloty i upadki. Jednak mimo, że jedno i drugie bywało nie fair zawsze stawiałam nasz związek na pierwszym miejscu i chciałam w to iść do końca życia. Byłam gotowa na wiele kompromisów. Nie spodziewałam się, że się rozstaniemy. Brakuje mi go codziennie i z każdym dniem bardziej.. Czuję się źle, że nie potrafię odpuścić. Trzyma mnie tylko nadzieja, że jednak będziemy razem. Chodzę do psychologa i próbuje to przepracować.. w ciągu dnia jeszcze ujdzie, ale w nocy jest strasznie, chce z nim spać, przytulić się, poczuć zapach. Wtedy najlepiej się wysypiałam i miałam wrażenie, że mogę wszystko. Dawał mi siłę i chęci do życia.. jejku jak ja tęsknię. Chciałabym zacząć od nowa i spróbować. Czuję, że mogłoby się nam udać.. ciężko mi uwierzyć, że tylko dla mnie to wszystko było takie wyjątkowe. Ehh.. wszyscy mówią "spotkasz kogoś lepszego kto cię doceni", "jeszcze nie raz poczujesz coś takiego". Tylko, że ja nikogo innego nie chce xD
    #zwiazki #rozstanie #logikarozowychpaskow #rozowepaski
    pokaż całość

    +: U..........y, little_muffin +8 innych
    •  

      @alma_ powiedział że to koniec ponieważ po każdej kłótni dużo myślał i ma dość właśnie kłótni, mojej zazdrości i brakuje mu samotności. Gdzie mi się wydaje, że nie byłam jakoś mocno zazdrosna. Mówiłam mu że mogę pójść do psychologa żeby jakoś przepracować zdradę emocjonalną której dokonał bo to przez to byłam bardziej drażliwa na "koleżanki z pracy". Ale nigdy nie czułam że idę z tym za daleko.. po prostu ciężko mi było to samej przepracować, bo bardzo mnie to zraniło. Nie wiem czy jest szansa.. nie liczę na nic bo jak jest szczęśliwy to co ja mogę więcej? Cieszę się z nim.. mimo że to boli. Bolało mnie czasami jego zachowanie o czym mu mówiłam i ciężko mi było gdy ja się produkuje i próbuje przekazać moje uczucia a on po prostu słucha i nic nie powie. Jakby miał to gdzieś. Przez co się irytowałam bo czułam się ignorowana. Ale nigdy nie chciałam tego skończyć.. czułam że razem damy radę ze wszystkim. Akceptowałam go pod każdym względem.. za nic go bym nie odrzuciła mimo że nie był idealny. A on mnie zostawił tak po prostu.. nikt nie jest idealny, ale chciałam być zawsze dla niego jak najlepsza. Jestem tylko człowiekiem więc mogłam mieć gorszy dzień i trochę za bardzo się czymś przejąć. Boli w chuj, że nie byłam dla niego warta walki. Nie sądzę że on chce powrotu. Nie czuję abym była dla niego na tyle istotna aby zacząć od nowa pokaż całość

    •  

      @Nusaa: Cały wpis jak i komentarze opisują dokładnie to, przez co sam przechodziłem w niedawnym czasie. Psycholog to bardzo dobre rozwiązanie, z którego sam korzystam. Najgorsze co zrobiłem to było właśnie spotkanie po rozstaniu i rozbiło mnie to doszczętnie więc stanowczo odradzam. Mówiąc prosto z mostu to już nic z Was nie będzie i gość najzwyczajniej w świecie Cię nie kocha lub poznał kogoś nowego. Powodzenia

      +: Nusaa, U..........y +3 innych
    • więcej komentarzy (17)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Po 9 latach razem rozstaliśmy się z dziewczyną, z jej inicjatywy. Minęło 1,5 tygodnia. Mamy po 27 lat. Nie było jakiejś wielkiej kłótni, zdrady itp po prostu przez częste okresy było lekkie sprzeczki, mało czasu dla nas bo wiecznie praca i studia zaoczne i przyszła nuda, znudzenie i wkurzenie. Decyzja podjęta, że się wyprowadzamy z wynajętego mieszkania tzn każdy osobno oczywiście i za jakiś czas - może miesiąc może 2 - zobaczymy co będzie czy będziemy chcieli dalej żyć razem ale beż żadnych obietnic czy zobowiązań.

    Dużo zrozumiałem swoich błędów, widzę rzeczy, który były złe z mojej strony a których nie zauważałem - bardzo mocno to boli tym bardziej, że dalej ją bardzo mocno kocham.
    Piszemy co 1-3 dni jakieś pierdy typu jak tam w pracy itp ale chyba najrozsądniej będzie całkowicie zerwać kontakt. Nie mogę sobie z tym poradzić, ze względu na koszta wynająłem sobie pokój i mieszkam pierwszy raz z obcymi ludźmi - nie mogę się do tego przyzwyczaić. Mam ogromną ochotę się do niej przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze :(

    Jak jestem w pracy jest w miarę w porządku tzn staram się na niej skupić i tyle. Najgorsze są wieczory i noce - chodzę po pokoju albo gapię się w sufit, nie mogę zasnąć.
    Non stop towarzyszy mi ogromny lęk z tyłu głowy i potworne bóle brzucha. Jak już wydaje mi się, że jest trochę lepiej to drugiego dnia uderza to ze wzmocnioną mocą - jakaś tragedia. Najgorsze jest również to, że w mojej głowie tkwi nadzieja, że jeszcze ją odzyskam :(

    Nie mogę zmotywować się do jakiegoś sportu - tracę zainteresowanie wszystkim po 2 minutach aktualnie. Ciągle chodzę roztrzęsiony.
    W najbliższym czasie idę do psychiatry bo boję się, że nie dam rady.
    Udało się komuś tak kiedyś wrócić do związku?
    Troche się wyżaliłem.

    #zwiazki #rozstanie #depresja #rozstania #milosc #niebieskiepaski #rozowepaski

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #61095a1e85e619000a2d5c1e
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: karmelkowa
    Przekaż darowiznę
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: "Przemyśli to"? "Musi odetchnąć"? I to najlepsze: "Jak powiedziała nie wyklucza...". O chłopie... Wiem, że jest ciężko bo emocje, ale spróbuj spojrzeć na to z boku, otrząśnij się. Wygląda jakbyś był na każde jej zawołanie. Tak nie wygląda zdrowa relacja. Jak przez całe życie będziesz stawał na piętach i białorycerzył to za każdym razem będziesz tak traktowany. Drugiej osobie powinno tak samo zależeć jak tobie, żadnego księżniczkowania, usługiwania, czekania na to co ona powie i co zdecyduje. To ty podejmij dojrzałą decyzję i powiedz jej, że to koniec. Z góry mogę ci powiedzieć, że przyjmie to ze spokojem bo jej nie zależy na tobie tylko na gładkim rozstaniu, a ty ogarnij się i następnej nie dawaj sobie w kaszę dmuchać. pokaż całość

    •  

      BezwzględnaMarzycielka: Stary, odwróć sytuację. Nie pisz przez kilka dni dłużej zobacz czy sama się odezwie. Zobaczysz czy ona myśli też o Tobie czy tylko Ty o niej. Jak tylko to o niej to fkurf się na nią po prostu. Porób coś ciekawego pochwal się tym w socialach zobaczy z boku że nie taki nudny typ z Ciebie. Jakaś koleżanka jakby Ci komentarz strzeliłą to by zobaczyła że i inne się zaczynają interesować. Nie pokazuj że jesteś miękka klucha i nie męcz jej pisaniem czy tam użalaniem się bo wtedy to stwierdzi żeś mientki a jej trzeba chada.

      Zaakceptował: LeVentLeCri
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (10)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Hej.

    Rozstaliśmy się z dziewczyną 3 tygodnie temu po 10 latach związku - oboje po 28 lat.
    Aktualnie mieszkam do końca sierpnia w "naszym" wynajmowanym mieszkaniu, potem się wyprowadzam bo prawie 2,5k opłat to dla mnie samego za dużo (pół wypłaty).
    Nie mogę się pozbierać, nie mogę zebrać myśli, nie mogę funkcjonować normalnie. Okres późnego dorastania, wchodzenia w dorosłość, pierwsze mieszkanie itp zawsze byłem z nią. Nie potrafię się przestawić i funkcjonować samodzielnie. Wracam z pracy i maksimum na co mnie stać to piwo i netflix lub spanie aby zająć czymś głowę.
    Moje hobby przestało mnie cieszyć i nie potrafię się za to zabrać. Z większością znajomych z okresu 18-24 (szkoła i studia) nie mam kontaktu chociaż i tak większość za granicą bądź żona i dzieci. Mam 2 osoby, z którymi mogę porozmawiać i nazwać ich przyjaciółmi z tym, że jeden przeprowadził się z żoną do UK a drugi na drugi koniec PL.

    Nie potrafię tego poukładać, że za miesiąc muszę znaleźć albo kawalerkę na zadupiu albo pokój i dzielić z kimś mieszkanie - nigdy tak nie mieszkałem i nie mogę sobie tego wyobrazić, tym bardziej w moim wieku.

    Ciągle się zadręczam myślami i chodzę tak przygnębiony ze masakra. Doszło do tego kilka problemów rodzinnych i już w ogóle jest tragedia.
    Będąc ostatnio z jednym znajomym/kolegą na piwie w barze próbowałem zagadać jedną dziewczynę (jego znajoma) to brakowało mi języka w gębie, ciężko mi się rozmawia a tragedia już była jak jedna kobieta próbowała mnie podrywać..
    Nawet nie myślę o nowym związku bo nie potrafię się pozbierać w 1 % z tego 10 letniego.

    Wyżaliłem się trochę, jak ktoś ma ochotę to proszę się również wyżalić.

    #zwiazki #rozstanie #rozstania #milosc #depresja #rozowepaski #niebieskiepaski

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #61044e622cf3e1000bf5720e
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: karmelkowa
    Wesprzyj projekt
    pokaż całość

    •  

      PrzyjemnaRozowypasek: No w sumie masz OPie przechujane, nie zazdroszczę Ci. Ale z drugiej strony poradzisz sobie z tym i jeszcze ułożysz sobie życie na nowo. Głupi byś był gdybyś tego nie zrobił tylko pozostał w marazmie do końca swych dni. Jest Ci źle to naprawdę zrozumiałe bo to dopiero 3 tygodnie.

      Ale nie Ty jeden cierpisz z powodu złamanego serca i rozwalonego życia. Inni też. Nie powiem czy mają lepiej czy gorzej od Ciebie. Mają po prostu inaczej. I tak jak inni podnosili się ze swoich tragedii i problemów najpewniej Ty również się podniesiesz z własnych. Podejrzewam że jeszcze jakiś czas pocierpisz ale z czasem ten cały ból będzie coraz słabszy. Czas naprawdę leczy rany. Życzę Ci właśnie tego abyś o tym pamiętał.

      A to co przechodzisz teraz? Potraktuj to jako chorobę którą po prostu musisz przejść. Któregoś dnia obudzisz się i być może zauważysz że funkcjonujesz normalnie. Niemniej jednak najprawdopodobniej jeszcze trochę pocierpisz. Ale kiedyś to minie.

      Zaakceptował: LeVentLeCri
      pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: 8 lat zwiazku i tez koniec najleosza rade jako moge ci dac to rob to co chce nie ma co siedziec i plakac bierz buty i pobiegac lub jakas silka ja np biegam sobie i ucze sie grac na gitarze i jest spoczi oczywiscie byla jest wszedzie zablokowana lub usunieta z social media taki tryb ducha. A druga sprawa taka 28 lat i uwazanie sie za osobe stara XDDDD

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Obejrzałem ostatnio film "Tamte dni, tamte noce" - film ciekawy ale też kontrowersyjny i niosący za sobą bardzo ciekawy przekaz oraz z pięknymi zdjęciami.
    Wyrywamy z nas samych tak wiele, aby jak najszybciej wyleczyć się z rzeczy, że bankrutujemy w wieku 30 lat i mamy mniej i mniej do zaoferowania za każdym razem, gdy zaczynamy z kimś nowym. Ale żeby zmuszać się do braku uczuć, aby niczego nie czuć... Cóż za wielka strata.
    To, jak żyjesz, to twoja sprawa. Po prostu... Pamiętaj. Nasze serca i ciała to jednorazowy podarunek. Zanim się zorientujesz, twoje serce jest zużyte. A twoje ciało? Przychodzi taki moment, że nikt na nie nie patrzy. A już na pewno nie chce się zbliżyć. W tej chwili czujesz ból i rozgoryczenie. Nie wyzbywaj się ich, a wraz z nimi jest radości, którą czułeś.


    + fragment z książki trochę inny niż w filmie Ból rozstania potrafi być straszny, a patrzenie, jak druga strona zapomina, jeszcze go pogłębia. Chcąc jak najszybciej zapomnieć, wyrywamy z siebie mnóstwo uczuć i każdej następnej osobie mamy mniej do zaoferowania, a w wieku trzydziestu lat jesteśmy bankrutami.

    Uniwersalne dla każdego kto rozstał się z drugą osobą, życzę wam wszystkim żebyście nie zostali bankrutami bez uczuć mirki i mirabelki :)

    #zwiazki #rozstanie #film
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    W sobotę byłem z dziewczyną na grillu u jej rodziny. W pewnym momencie wujek mojej dziewczyny pyta jej jak się poznaliśmy, a ona wypala:
    "poznaliśmy się na studiach, na początku on mi się w ogóle nie podobał i go spławiałam, ale potem dałam mu szansę" czy coś w ten deseń.

    Przykro mi się zrobiło, bo ja to inaczejo widziałem i myślałem, że od początku jej się podobam. Nie dawała mi żadnych oznak, że coś jest nie tak, zapraszałem ją na randki, a ona się zgadzała i nie widziałem, żebym się narzucał.
    Nie wytrzymałem i powiedziałem to samo co wam, no i zaczęła się dyskusja, poprztykaliśmy się. Jej ojciec mówi, żebyśmy dali spokój, bo to pierdoły są i nie ma się co kłócić. Ja już miałem dać spokój, ale ona wypaliła, że takich jak ja to ona miała na pęczki. To powiedziałem, że jeśli tak to niech sobie szuka innego. Podziękowałem za imprezę i pojechałem autem do domu.
    Dziewczyna się wkurwiła bo ją zostawiłem, tutaj przyznam że mój błąd, bo jeśli razem jechaliśmy na tego grilla to powinienem chociaż zapytać czy ją ktoś odwiezie czy chce ze mną.
    Ona myślała, że tylko palnąłem z tym szukaniem innego, ale to było serio, myślałem że zrozumie że to już koniec z nami. Teraz kilka dni było cichych, wczoraj pyta czy tak zawsze się będę na nią gniewał. Odpisałem, że nie gniewam się, ale między nami już koniec.

    Przez te kilka dni odpocząłem mentalnie od tej relacji i widzę wiele plusów bycia singlem. Widzę, że miałem klapki na oczach i to nie był pierwszy raz kiedy coś negatywnego o mnie mówiła. Gdybym odwrócił sytuację i powiedział, że ona mi się na początku nie podobała, albo że teraz gdy trochę przytyła to nie podoba mi się jak dawniej to by zrobiła dramę tysiąclecia, bo wiem jaka ona jest. Więc nie będę się uginał.

    5 lat związku w piach, ale czy żałuję? Chyba nie. Było z nią dobrze, ale nie wiem czy widziałem ją jako kobietę mojego życia, raczej nie.

    #zwiazki #rozstanie #logikarozowychpaskow

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #60f93aa82eb63b000a8e6428
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: karmelkowa
    Przekaż darowiznę
    pokaż całość

  •  

    No to od dziś znowu sam. Tzn. technicznie rzecz biorąc bo przyznała się do tego czego byłem pewien od jakiś trzech miesięcy. Numer skasowany, z fejsa wywalona, wspólne pamiątki wyjebane do fajancha. Walę teraz browara w opór. Jak wytrzeźwieje to ostro biorę się za siebie żeby wjebać kilka poziomów wyżej i jak mnie suka znów zobaczy to jej styki popali dlaczego mnie rzuciła. Chuj jej w dupę i daj panie boże jak najgrubszy xD

    #rozstanie, #tfwnogf, #zdrada, #redpill, #zwiazek
    pokaż całość

  •  

    W piątek rozstałem się z dziewczyną. 7 lat związku, więc temat dość wstrząsający.

    Żeby dodać mi wsparcia, moja mama dzwoni dwa razy dziennie, pytając jak się czuję i szlocha przy tym do słuchawki XD

    #logikarozowychpaskow #heheszki #rodzice #zwiazki #rozstanie

  •  

    Macie tak że sobie czytacie stare wiaodmości z osobą która Wam sie podoba? Np sprzed kilku dni itd? xD

    #pytanie #zwiazki #rozstanie #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #niebieskiepaski

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Niedługo skończę 35 lat. Kiedyś wyobrażałam sobie, że w tym wieku będę już szczęśliwą żonką z dwójką dzieci. Własna, szczęśliwa rodzina była sensem mojego życia. Tymczasem rozpadł się mój wieloletni związek. Moje dziecko miałoby teraz dwa lata, ale poroniłam i od tego czasu wszystko się zjebało. Całkiem straciłam poczucie własnej wartości, jestem w chuj nerwowa i moja frustracja sięga zenitu. Jest tak źle, że po kilku miesiącach spotkań z psycholożką, usłyszałam, że ona nie może mi pomóc. Chyba już nie mam po co żyć. Nie mam już czasu na leczenie głowy i serca, czuję że już na wszystko za późno. W tygodniu jeszcze jakoś daję radę, bo praca, ale weekendy to koszmar, bo tylko rozmyślam o tym, żeby się zajebać.
    Jak odnaleźć nowy sens życia?

    #zwiazki #rozstanie #niebieskiepaski #rozowepaski

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #607cc810919c6e000abfeeee
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: LeVentLeCri
    Doceń mój czas włożony w projekt i przekaż darowiznę
    pokaż całość

    •  

      @kokomo: Jezus Maria, jakie jest mi to bliskie! Widzę mindfullness i stoicyzm (ʘ‿ʘ) też w ten sposób poradziłam sobie z traumą i depresjani postawiłam na tzw. jomo, czyli joy of missed out. To nie przyszło od jednego poradnika czy podcastu, tylko praca trwała miesiącami... Czasem w social siedzę, ale potrafię się wylogować, nie raz na tydzień i nawet tego nie odczuwam. No i wiadomości przestały dla mnie być takie obezwładniające - po prostu mnie nie dotyczą, więc się nimi nie przejmuję, zwłaszcza że teraz wszystko jest taka karuzela negatywnych emocji i szczucia.

      Jestem też po terapii i antydepresantach. Po prostu w dobrym momencie poszłam po pomoc i ja nowo jaram się, że np. kwiatki mi zakwitły na balkonie albo trawa jest jakaś bardziej zielona tego roku.

      Zatem dobrze prawisz <wirtualnepiwo> i też dla @azembora <wirtualnepiwo> za stoicyzm

      @AnonimoweMirkoWyznania: pójdź po pomoc. Czasem szukanie terapeuty trwa, wspomóż się lekami, byś chociaż na codzień funkcjonowała. Na tym się teraz skup. Jak chcesz porozmawiać, chodź na priv. Rocznikowo kumpelki jesteśmy, a etap życia też mamy podobny.
      pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: abstrahując, że bait to zmień psychologa na psychiatrę.

    • więcej komentarzy (69)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirki jestem załamany (╯︵╰,)

    Rozstałem się z dziewczyną na początku marca, nie mogliśmy się dogadać w jednej sprawie i przez cały miesiąc się kłóciliśmy. Nie była to jakaś sprawa typu zdrada czy coś tylko po prostu pierdoła. No może w tym roku nie było super, ale byliśmy ponad 2 lata ze sobą. Różne mieliśmy kryzysy. Chciałem przerwać impas i na początku marca powiedziałem jej żebyśmy dali sobie przerwę na przemyślenie. Noi przez tydzień wgl się do siebie nie odzywaliśmy. Od jej koleżanek dowiedziałem się że przeżywała to bardzo. Chciałem byśmy wrócili do siebie po tych przemyśleniach. Po tygodniu napisałem do niej co u niej i jak tam. Ona zaczęła mi zdawkowo odpisywać. Mieliśmy raz poważniejszą rozmową, gdzie mi mówiła że poczuła się jak śmieć, że pękło jej serce że zerwałem z nią miała ogromne do mnie o to pretensje ja jej tłumaczyłem że chciałem byśmy dali sobie spokój na razie ale nie przyjmowała tego do wiadomości. Od czasu do czasu do niej pisałem, ale odpisywała do mnie tak od niechcenia. Nawet mieliśmy wyjść i pogadać ale jakoś nie wyszło.

    Ale wracając wczoraj wieczorem pękło mi serce (╯︵╰,) Dowiedziałem się że ona się spotyka się z kimś nowym. Przyjaciel mi wysłał wiadomość, że szli za rękę na spacerze po parku w naszym mieście. Typa znałem bo raz był na domówce, był jej znajomym. Taki ulizany typo w skórze. Nie mogę przeżyć że te 2 lata wywaliła w pizdu dla jakiegoś oskarka. Przez cały miesiąc myślałem jak to naprawić a ona tak po prostu odeszła i całkowicie miała w to wywalone, nawet zbytnio nie przeżywała mnie skoro po miesiącu już była na randce czy tam chuj wie. Od wieczora płacze, cały czas jestem roztrzęsiony. Warty byłem mniej niż miesiąc (╯︵╰,) Tyle wspomnień, przeżyć i to wszystko wywalone, nawet nie chciała mi powiedzieć że tak szczerze to koniec definitywny. Chciałem do niej napisać dlaczego? Co ten typ ma że zapomniałaś o mnie? Kurwa jak mnie to wszystko kurewsko boli.

    #przegryw #tinder #zwiazki #zerwanie #rozstanie #spierdolenie #rozowepaski #logikarozowychpaskow #niebieskiepaskie #logikaniebieskichpaskow #depresja #placz #help

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #606dd9b40a3941000ab1c431
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Wesprzyj projekt
    pokaż całość

  •  

    Witajcie.
    Niestety...skonczylo się. Kilka dni temu zostałem rzucony przez dziewczynę. Oczywiście nie było to pierwsze rozstanie w moim życiu, jednak pierwsze które tak totalnie mnie zniszczyło. Mówiąc w skrócie mój świat się zawalił. Relacja jak każda miała swoje wzloty i upadki, kilkukrotnie chciała odejść jednak zawsze ją powstrzymywałem przekonując że się zmienię. Aż do teraz...majac cięższy okres w swoim życiu, na kilka dni ograniczyłem z nią kontakt, a gdy wróciłem pozbierany, silniejszy z chęcią dbania i walczenia o tą relacje...zostalen odrzucony. Na horyzoncie pojawił się jakiś kolega, zaczęła z nim spędzać czas i po zaledwie jednym spotkaniu z nim moja kobieta postanowiła mnie zostawić... Zacząłem działać, walczyć. Kwiaty, obiady, jeżdżenie do niej, spędzanie czasu. To wszystko jednak na nic..zachowywala chłód cały czas informując mnie ze ok ale na nią to nie działa, że wszystko jej jedno itd... Wtedy pękłem, wpadłem w histerię..prosilem ją, błagałem o szanse....widocznie pod naciskiem postanowiła mnie usunąć ze swojego życia. Kazała mi już jechać, kilkukrotnie poinformowała że definitywnie koniec i od razu usunęła znajomość z mediów społecznościowych. Rozbity ale dalej z nadzieją pisałem do niej codziennie smsy obiecując wszystko.. Do czasu aż zagroziła ze zablokuje mój numer zapewniając kilkukrotnie że nic do mnie nie czuje.. Od 3 dni się do niej nie odzywam mając nadzieję że telefon za wibruje... Czekam, totalnie rozbity, zgaszony z napadami płaczu.. Najgorsze w tym wszystkim jest przeświadczenie że to była "ta na całe życie", ktoś niesamowity. Mam ogromne poczucie winy, że zniszczyłem i zaniedbałem tą relacje, że straciłem coś wspaniałego i niepowtarzalnego... Pomocy
    #rozstanie #depresja #zwiazki #samotnosc
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Trochę boję się ciągnąć dalej związek z moim chłopakiem.
    Pewnie będę zjechana, no nic. xD
    Przed byciem razem mój facet zerwał z nikotyną. Dobrze wiedział, że ja tego nie toleruje, a poza tym szkoda kasy (szczegolnie, że był bezrobotny) i wymienił parę powodów, choć nie ukrywał, że czasem fajnie było wyjść i pomyśleć przy fajku. Po paru msc mówił, że papierosy mu śmierdzą itd.
    Po 2 latach (niepalenia) związku była między nami mała przerwa. On wpadł w jakieś towarzystwo i zaczął jarać. Były wymówki, że elektryk to jak nie fajki i że rzuci zaraz (potem palil zwykle). Kilka msc minęło i faktycznie rzuca, ale tym razem powiedział mi, że to jest dla mnie, bo jednak palenie daje mu przyjemność.
    Szczerze dziwnie mi z tym. Jak się go zapytałam czy może też z powodów finansowych, zdrowotnych itd. To on zaczał że wszystko nas truje, ze cukier, chemia w jedzeniu itd. No ale co ja jestem wscipska, ważne ze rzuca.
    Te 2 lata temu jak rzucil to nie załowal. Mowił że poprawił mu się zmysł smaku, ze juz nie śmierdzi itd. A teraz, ze smród mu nie przeszkadza, a smak poprawił się minimalnie chyba.
    Dla mnie palacz to problem, bo nie mam przy popielniczce libido. Nie chce mi się przebywać przy takiej osobie, a co dopiero całować.
    Powiedziałam mu, że jeśli to ma być zmiana na rok czy 2 to lepiej jak mi od razu powie, że nie przestanie fajczyć. Łatwiej się pogodzę z rozstaniem.
    #rozstanie
    #palenie
    #papierosy #zwiazki

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #604c51db4fe83c000a904417
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Precypitat
    Doceń mój czas włożony w projekt i przekaż darowiznę
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania Jest nałogowcem. Szukasz logiki w uzależnieniu. Nie da się kogoś do tego zmusić. Eks palacz here, którego wówczas jeszcze nie żona goniła za fajki.

    •  

      Ze swojej strony mogę zaproponować Tobie podanie mu książki Alena Carra- "Łatwy sposób, na rzucenie palenia". Czyta się ją około 3-4h i książka nakazuje, żeby nie ograniczać się z jaraniem fajek podczas czytania tej książki. Robi zajebistą robotę- pranie mózgu, ale w taki sposób, że masz wyjaśnione dlaczego stwierdzenie "palę bo lubię" jest błędne. Jak chcesz, podaj maila na priv, to Ci podeślę pdfa. Gosciu nic nie straci czytając ją, a wierz mi, ja też kiedyś jarałem jak smok i żylem w przeświadczeniu, że jaranie fajek jest spoko.
      Teraz mnie szlugi brzydzą. Ale ktoś miał rację - nikotyna to jeden z najsilniejszych narkotyków na świecie.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (60)

  •  

    Wielki mistrz hiszpańskiego kina, Pedro Almodóvar, powraca w swoim pierwszym anglojęzycznym filmie „Ludzki głos". W główną rolę wcieliła się laureatka Oscara i jedna z najważniejszych współczesnych aktorek, Tilda Swinton. Poniżej prezentujemy polski zwiastun filmu.

    ZWIASTUN

    Sensacja festiwalu w Wenecji, hołd złożony największej europejskiej aktorce przez ikonę europejskiego kina. „Ludzki głos” to pierwszy wspólny film Pedra Almodóvara i Tildy Swinton, a zarazem pierwszy zrealizowany po angielsku tytuł w dorobku hiszpańskiego reżysera. Ten na wskroś almodovarowski, kipiący kolorami i buzujący od emocji melodramat z powodzeniem łączy dwa temperamenty, wrażliwości i kinowe żywioły. Niepodrabialny styl twórcy „Porozmawiaj z nią” wydaje się być skrojony na miarę gwiazdy Jarmuscha czy Guadagnino, jak obłędna czerwona suknia Balenciagi, w której blada Tilda Swinton przemierza plan filmu Almodóvara.

    Jej bohaterka – zakochana, poniżona, zdesperowana – prowadzi swoją ostatnią telefoniczną rozmowę z mężczyzną, który od niej odszedł. W mieszkaniu w towarzystwie spakowanych walizek kochanka i jego osieroconego psa, miotając się od wściekłości do smutku, trawi miłosną katastrofę. Sięga po pigułki, chwyta za siekierę, rozlewa benzynę: chciałaby zabić siebie, chciałaby zniszczyć jego, chce zagrać rolę życia w dramacie zwanym rozstaniem. Zmienia kostiumy i maski, przymierza konwencje, błaga, krzyczy i szepcze: sprawdza, czy ta historia powinna skończyć się tragedią czy może jednak... happy endem?

    Nakręcony w czasie pandemii, średniometrażowy, luźno inspirowany sztuką Jeana Cocteau „Ludzki głos” to esencja almodovarowskiego świata: bo tekst Cocteau Hiszpan wykorzystał już w „Kobietach na skraju załamania nerwowego” i „Prawie pożądania”. Bo zarówno muzyka, jak i elementy ekstrawaganckiej scenografii w nowym filmie pochodzą z poprzednich dzieł Almodóvara. Bo jego kino to namiętna miłosna opowieść, w której pierwszoplanową rolę grały niemal zawsze wyraziste, niezwykłe bohaterki. Swinton jest jedną z nich, ale zarazem przychodzi z innego świata („Klienci kochają moją bladość. Ową mieszankę szaleństwa i melancholii” – pozwala sobie w filmie na autoironię). Wnosi do almodovarowskiego mikrokosmosu kobiecą niezależność i siłę przetrwania. Ta kobieta nigdy nie będzie ofiarą.„Ludzki głos” wypowiada więc słowa pożegnania dla pewnego etapu twórczości Pedra Almodóvara i zapowiada jej nowy rozdział.

    Filmowi towarzyszy arcyciekawa rozmowa, w której reżyser i jego nowa muza dopowiadają ten wątek. Rozdzieleni przez pandemię, ze swoich domów mówią o pracy nad filmem, miłości do kina, inspiracjach i – wspólnych! – planach na niedaleką przyszłość.
    „Ludzki głos" wkrótce w kinach!

    #film #filmy #kino #sztuka #kultura #rozrywka #teatr #hiszpania #wielkabrytania #anglia #arthouse #rozstanie #almodovar #zwiatsun #trailer
    pokaż całość

  •  
    realez

    +10

    Mija już prawie trzeci tydzień od momentu jak rozstaliśmy się po wieloletnim związku. Rozstaliśmy się w zgodzie. Dostrzegłem to, że w sumie nie ma sensu o to walczyć, prosić, płakać przed nią bo nie uszcześliwialiśmy się od dłuższego czasu... żyliśmy jak najlepsi przyjaciele, którzy pomogą sobie w każdej sytuacji. Nadal mieszkam w „naszym” starym mieszkaniu i mimo, że sie chciałem sie z tym pogodzić to wszystko wraca. Dlatego szukam czegoś nowego. Miałem chwilowy epizod w tym samym czasie z #finasteryd o czym pisałem na mirko. Do tej pory nie wiem czy to były rzeczywiście uboki czy psycha siadła. Zapewne wszystko sie skumulowało we mnie. Nie mogłem sobie poradzić bo zapomniałem jak wyglada życie bez niej. Byłem już stosunkowo blisko samobója. Bliżej niż kiedykolwiek. Musiałem pójść do psychiatry po tabsy bo wiedziałem, że samobójem wpedze bliskich w taki stan w jakim jestem.
    Znalazłem sobie pasje. Chodze na ścianki wspinaczkowe. Chce zrobić w ciagu najbliższych dwóch lat licencje na szybowiec. Na siłowni cisne jak nigdy przedtem. Wszystko co odwlekałem nagle jest dostępne.
    W tym roku bedzie 29 lat i nie wiem czy to wygryw czy #przegryw. Nie wiem czy sobie znajde kogoś i czy w ogóle kogoś potrzebuje. Chociaż tyle, że nie narzekam na pieniadze, mam spoko prace, mam kilku znajomych z obecnej i poprzedniej pracy. Myślę o wyjeździe na półroczne wakacje jednak z drugiej strony nie chce uciekać od tego co czuje. Myślę, że to najlepszy motywator. #samotnosc to coś z czym musze wygrać i wierze, że dam rade.. Bez mirko pewnie gorzej bym skończył. Dziękuje ʕ•ᴥ•ʔ

    #depresja #rozstanie #rozowepaski #niebieskiepaski
    pokaż całość

    •  

      @realez: następnym razem musisz być świadom, że WSZYSTKO może kiedyś jebnąć i pozostaniesz tylko Ty. ważne jest nauczyć się żyć samemu ze sobą, dopiero wtedy jesteśmy serio gotowi na dzielenie życia z kimś innym... Jeszcze raz DZIELENIE, nie życie tą konkretną osobą i uzależnianie od niej swojego bytu. Zawsze będziemy sami na tym świecie, nieważne ilu ludzi dookoła i jak bardzo są Ci bliscy - jesteś kierowcą, zabierasz pasażerów, ale musisz wiedzieć, że prędzej czy później wysiądą

      pokaż spoiler Wypierdol z tego mieszkania jak najszybciej, bo to Ci na bank nie ułatwi przebudowania siebie na nowo.
      pokaż całość

    •  

      @realez To tym bardziej musisz wyrzucić ex ze swego życia, widzisz ona być nie była Ci wierna a takimi kobietami nie ma co się przejmować.

      Najgorsze co możesz teraz zrobić to myślenie że coś Ci brakowało skoro dziewczyna odeszła a tak naprawdę mogę Cię zapewnić że to wina jej wścieklizny macicy, byłem niegdyś w podobnej sytuacji więc rozumiem co czujesz.

      Daj sobie czas na uporządkowanie swego życia i zapomnieć o swej dziewczynie, spojrzeć na nią trzeźwym okiem tak jakbyś oglądał serial obyczajowy który opowiada o Twoim dawnym związku.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Hej,
    A więc i ja zawitałem w tym miejscu. Dzięki za przeczytanie moich wypocin. Mam nadzieję, że inna osoba z wykopu spojrzy na mój problem bardziej świeżym okiem. Mój lv24.
    Bardzo proszę wykopową społeczność o przeczytanie wpierw całej mojej rozprawki, dopiero wtedy komentować, ok? Zachowajmy się chociaż na tym poziomie. Wiem, że dużo napisałem.

    Chciałbym opowiedzieć pewną historię jednego z randomów żyjących w tym kraju.
    Byłem ze swoją różową panią siedem lat, mieszkaliśmy razem już dwa i pół roku. Znaliśmy się od przeszło 8lat. Na początku związku doszło do tak jakby zdrady, w wykonaniu różowej. Spoko, nie było #ruchania(bądź było, ale nie chciała mówić, domyślam się, że było. Nie chciałem o tym myśleć. Imprezy, wyjazdy z jej ówczesną ekipą). Wróciła, pozwoliłem. Żyło nam się naprawdę dobrze, sześć lat naprawdę udanego związku. Przez pandemię pracowałem zdalnie, ówczesna dziewczyna studiowała zdalnie. Jestem pewny, że zbliżyliśmy się do siebie, emocjonalnie i duchowo. Było naprawdę dobrze. Wszystko skończyło się z początkiem lutego.

    Warto nadmienić, że mieszkaliśmy razem w dużym mieście, ale raz na dwa, trzy tygodnie wracaliśmy do miasta rodzinnego(mieszkamy w tym samym). Jak się jest w takim długim związku znajomi wstają się wspólni(inne pary odchodziły, inne się pojawiały, ale my zawsze trwaliśmy razem). W dużym mieście miałem znajomych z pracy(zgrana ekipa, naprawdę, wyjście na piwko, podobne zainteresowania) + do tego jej znajomi, z którymi spotykaliśmy się. Razem, oddzielnie, byliśmy jednością, ale szanowaliśmy przestrzeń drugiej osoby. W mieście rodzinnym była moja ekipa, koledzy od gówniaka i zawsze razem. Więc i moja dziewczyna wkręciła się w tę ekipę. Było fajnie, spoty nocne, jakieś imprezy, wszystko. Tutaj warto nadmienić, że jako jedyny z ekipy wyjechałem z miasta i można powiedzieć, że powodzi mi się. Jestem w stanie odłożyć sporą kasę, dodatkowo żyć na jakimś tam poziomie. Wyjazdy za miasto na tydzień(parę razy w roku, wyjazdy na weekend). Nie robiłem za bankomat JC. W tym roku miał się odbyć nasz ekstremalny wyjazd za granicę (przekładany od kwietnia 2020 przez covid). Ale odchodzę od tematu, wracam. Byliśmy zgraną ekipą i parą.

    Przez pierwsze miesiące po rozpoczęciu pandemii mieliśmy dostęp do używek(nasza złota zasada, ćpaj z głową, w domu, na spokojnie, dla rozluźnienia, bądź by poczuć większą emocjonalność przy innych używkach, nic marginalnego ani ‘patusowego’, dla oderwania od szarej rzeczywistości). Co jakiś czas ogarniałem towar i bez problemu. Dla ekipy też ogarniałem jakieś zielone jak podbili do mnie. Sami mieliśmy etapy gdzie paliliśmy sporo, a także, gdzie nie chciało nam się tego ruszać.
    Po paru miesiącach pandemii zaczęliśmy spotykać się z ekipą jak kiedyś, piwko, wyjazdy nad jezioro, ogólnie wyjazdy, po prostu wyjścia wieczorem. Ważnym etapem był grudzień i święta. Do ekipy dołączył stary dobry(wtedy myślałem, że dobry) kolega z gimnazjum. Spoko, tu wyjazdy, tu coś, zawsze się dzieje ciekawego. U mnie z różową panią plany na wyjazd nad morze – po walentynkach 15.02 na tydzień, dla relaksu, aby pozwiedziać.

    Jako, że starałem się pracować trzy tygodnie w mieszkaniu, tydzień z biura, musiałem po WOŚP jechać do dużego miasta, miał być jeden dzień, skończyło się na trzech. Wracam we środę, coś już jest nie tak i to na pełnej kurw*e nie tak(nie nocowaliśmy u siebie w mieście rodzinnym, ponieważ mieszkaliśmy blisko, ale jak już jechaliśmy na dłużej to problemu nie było. Toż spaliśmy w jednym łóżku przez 2,5roku). I ten ‘kolega’, który wrócił do ekipy w grudniu wziął się za moją różową, albo ona za niego. I nagle wielkie uświadamianie mojej byłej jaki to ja jestem zły i okropny, a także jak nikt mnie nie lubi(do tego jeszcze dojdziemy). Spotkaliśmy się jeszcze parę razy po ówczesnej środzie, we czwartek i piątek i sobotę(wtedy jeszcze nie wiedziałem co jest nie tak, domyślałem się, coś mam jakby intuicję. Pierwszego dnia kiedy wróciłem z dużego miasta domyśliłem się jej wieczornego wypadku z ‘kolega’ – przyznała się). W niedzielę zrywa ze mną siedmioletni związek po przez sms(????). Wylała tutaj na mnie cały swój „żal” jaki to ja jestem okropny, jak mnie nikt nie lubi, jaki to ja byłem zły i całkowicie te 7lat związku nic dla niej nie znaczyły, były też inne epitety jaki to ja jestem zły dla znajomych i dla wszystkich. Ci znajomi nie mieli problemu jechać moim autem nad jezioro na weekend przez parę tygodni, nie miałem też problemu ich wozić. Uważam, że moja była i jej nowy boy nastawili wszystkich przeciwko mnie.

    Teraz napomnę, że tylko mi udało się wyrwać z miasta rodzinnego(nic tego nie zapowiadało, ale nie widziałem żadnej przyszłości u siebie na mieście). Jako, że powodziło się to było jak było – możliwe, że u znajomych mogła wkraść się zazdrość. Jedyne co miałem więcej od nich to pracę z perspektywami i lepsze auto(za to ja im lekko zazdrościłem tego braku poczucia zobowiązania i zjebania po pracy, gdzie myślisz jak wykminić coś z pracą. Starałem się i tak i tak podzielić życie, a praca). Zawsze dla znajomych byłem z człowiekiem z sercem na ręku(dla każdego taki jestem, nawet do tej pory staram się taki być). Znowu odszedłem od tematu

    Swoje rzeczy zabiera po trzech dniach, czyli we środę. Nagle oschła, jak nie ona. Będąc tyle lat ze sobą sex i wszystko wokoło tego tematu nie było tabu. Słabo mi się zrobiła jak zażądała zwrotu lubrykantu(no Panowie i Panie, będąc w związku i w różny sposób eksperymentując to jest potrzeba rzecz, szkoda, że nie chciała kupić nowego, tylko miałem oddać jej ten co używaliśmy. Nie oddałem, wywaliłem do kosza). Używki też na spółę, wszystko na spółę. Nic nie znaczące 7lat związku. Zabrała swoje rzeczy do miasta rodzinnego. No, zablokowała mnie na fb i innych platformach z wiadomościami sms na czele. Do tej pory odzywała się trzy razy. Abym oddał jej coś co zapomniała(odesłałem), aby zwrócić kasę za ekstremalny wyjazd za granicę i trzeci raz abym odesłał jej wagę i mój ostatni prezent(akcja z wagą była ponad dwa tygodnie temu, paczka spakowana, etykieta nadana, mam zamiar wysłać we wtorek). I tutaj jesteśmy pod koniec lutego, na Instagramie wyświetla mi się zdjęcie jak ona i moja(była już ekipa) zrobili sobie wypad weekendowy.

    Oczywiście zablokowałem wszystko co mogło mieć z nimi do czynienia. Mam mamę mojej byłej na FB, wyświetliło mi się niedługo po naszym zerwaniu, że dodali się do znajomych(nie był to stalking, ja nie z tych) – więc akceptacja rodziców poziom 101%.
    Od przeszło miesiąca i czterech dni nie mam nikogo, ani kolegów do których mógłbym się odezwać. Brak stabilnego wsparcia emocjonalnego, odzywania się do kogokolwiek niż w pracy, bądź w sklepie ‘dzien dobry, poproszę lm forwardy grube, chciałbym zapłacić kartą, dziękuję, do widzenia’.
    Nie uważam, że jestem brzydki, jak byłem w związku kobiety łapały kontakt wzrokowy ze mną, jak i były bardziej dosadne kroki. Nie chciałem nigdy korzystać bo przecież miałem swoją różową.

    Taka trochę patowa sytuacja, zdradzony przez dziewczynę i swoich znajomych, wszystkich – stała ekipa 6osób, a raz na jakiś czas były 4inne).
    Założony tinder, wrzucone zdjęcia. Uważam, że tinder to nie miejsce dla mnie. Nigdy nie miałem dobrej oceny o tego typu apek(jestem świadomy, że można poznać tam wartościowe osoby, itp.). Zacząłem spotykać się z laskami aby po prostu nie myśleć i poczuć się lepiej psychicznie, a co najważniejsze wyjść z domu. Znalazły się trzy różowe. Wiem, że po takim związku wszystko porównuje się do byłej osoby. Lecz w żaden sposób te osoby mnie nie pociągają, ani charakterem, ani wyglądem, lecz fajnie mi się z nimi rozmawiać, po prostu chce mieć kontakt z ludźmi. Fakt, jedna różowa już mi dała, lecz nadal to nie to.
    Spotykając się z obcymi laskami czułem, że nie zawiodły się na moim wyglądzie, czy tam charakterze(już pomijając ubranie bo stałem się normlanie ubierać, ale i tak płaszcz był, buty, a auta żadna nie widziała na pierwszym, czy tam drugim spotkaniu). Od dziewczyn słyszałem komplementy skierowane ku mojej osobie(będąc z byłą uważałem się za takie 7/10, na pewno nie jestem #oskarkiem z charakteru)

    Brakuje mi znajomych, brakuje mi wsparcia i brak mi bezpieczeństwa. Mam dobrą płatną prace, bez problemu mogę wziąć kredyt(rodzice nawet powiedzieli, że dorzucą się). Ale teraz od miesiąca myślę, czytam, a co najważniejsze myślę. Czy warto pchać się w kredyt i po prostu żyć, czy nie lepiej byłoby to wszystko zakończyć. Jak już wezmę kredyt wtedy rodzice będą musieli się pieprzyć z sprzedażą mieszkania obciążonego kredytem, w którym zajebał się młody chłopak. Niestety jestem jedynakiem przez co rodzice na pewno poczuliby się okropnie(lekko mówiąc). Najbardziej boje się wiosny, lata. A wcześniej świąt, majówki, potem urlopu. Nie mam z kim wyjść ani po prostu spotkać bądź napisać. Pracę zaczynałem o 7.00, kończyłem o 15.00, teraz mam problemy aby wstać i dojechać do biura na 10.00, a potem praca i powolny powrót po pracy po 18.00. Ja wiem, że to wszystko siedzi w mojej głowie, że czuje się zraniony, porzucony i zdradzony.

    Ale jednak i tak i tak nie będę miał możliwości poznania ludzi(bo poznaje się ludzi przez innych ludzi, a ja nie poznam ludzi, bo nie znam ludzi). Próba powrotu do starych, starych znajomości nie za bardzo wypaliła, każdy ma swoje życie, ekipę, wszystko. Ogólnie jestem bardzo ciepłym człowiekiem, lecz od miesiąca nie wiem kim jestem.
    W mieszkaniu, w którym mieszkaliśmy mam umowę do początku maja(długi okres wypowiedzenia, trzy miesiące, w tym samym łóżku co spaliśmy i spędzaliśmy czas ja teraz piszę maila, nawet na konsoli nie gram, a udało mi się wyhaczyć za normalną cene PS5, nie mam siły). W ciągu tego czasu miałem znaleźć sobie mieszkanie, aby wziąć kredyt, miesiąc temu miałem aż trzy miesiące na to. Teraz jestem w tym samym miejscu co wcześniej. Nie wiem, czy nie prościej byłoby to zakończyć i nie martwić się, czy jednak próbować, a dopiero wtedy skończyć i zostawić rodziców z moim kredytem i całą resztą – a jestem świadomy, że mogą to na prawdę mocno przeżyć. Nie obawiam się śmierci, obawiam się tylko jednego, że przeżyję i w jakiś sposób będę niepełnosprawny, bądź będzie trzeba się mną zajmować cały czas. Więc nie żadne tabletki nie wchodzą w grę.
    Sorry różowe i niebiescy za dłuuuga wiadomość. Musiałem się wygadać. Od miesiąca w tym tkwię i jestem szczerze mówiąc w emocjonalnej dupie. Dzień w dzień ryczę, nie mogę znaleźć sobie miejsca.

    Po tym jak zerwała ze mną i okazało się jak jest bałem się, że znowu będzie chciała do mnie wrócić. Bardzo się bałem, że dam jej kolejną szansę, lecz na szczęście nie odzywała się w tej sprawie.
    Co do pracy, powodzi mi się w pracy, mam zostać Team Leadem w zespole w którym jestem pracownikiem, podwyżka. Ale nic to dla mnie teraz nie znaczy, wiem, siedzi to w głowie.
    Jednocześnie jestem #przegryw i #wygryw

    Wcześniej myśl o skończeniu tego przeszła mi tylko raz, ale to w sposób samobójstwo, ok, no jednak nie. Od poprzedniego weekendu, kiedy widziałem ich na wyjeździe myślę o tym coraz częściej, to już tydzień. Na jutro(na piątek 04.03.2021) wziąłem wolne w pracy, muszę przemyśleć swoje życie. Poprzedni weekend był okropny, wracam do domu rodzinnego aby czas szybciej leciał, idę spać bo zmęczony jazdą. A w sobotę czekam aż będę mógł pójść spać, no ale nie mogłem bo widziałem te feralne zdjęcia. I nie, nie chce zakończyć w taki sposób aby osoby trzecie miały jakiś problem przeze mnie, z dostaniem się do pracy, z pracy, na imprezę, czy zdradzać swoją druga połówkę.
    Wiem, że to wszystko jest w mojej głowie, pisze o tym jeszcze raz i jeszcze raz. Ale już emocjonalnie i psychicznie sobie nie radzę.
    Nawet te laski z tindera, które same zapraszają już na spotkania nie dają mi żadnej radości. Staram się w pracy wyglądać ok, na tyle ile mogę, ale nadal słabo.
    Tutaj chciałbym pochwalić się tym co zrobili moi znajomi z pracy. Trzymamy się blisko, naprawdę blisko. Jak widzieli mnie w poprzednim tygodniu, a dzień po zerwaniu to jednak byłem wrakiem. Zrobili imprezę z myślą o mnie. I nie za bardzo mogę się wkręcić w ich klimaty poza pracą i tak na czysto 100% aby spotykać się, bo jednak mają swoje życie i swoje ekipy.

    Dziękuję, chciałem wygadać się. Nie mam komu. Nie powiem rodzicom całej prawdy, w pracy tak samo nic nie powiem. Ty jako wykopowicz nie siedzisz w mojej głowie, więc możesz na spokojnie spojrzeć na sprawę. Wiem, że w końcu to minie, ale najbliższe pół roku będzie okropne, samemu ze sobą. W pracy karzą już schodzić z urlopów z 2020roku, zostało mi 8dni(miały pójść na wyjazd w lutym), a część urlopu z 2021 na ekstremalny wyjazd za granicę. Teraz nie mam co robić i boję się tykającego zegarka, coraz cieplej, coraz więcej czasu. A ja będę musiał sam siedzieć.

    Domyślam się, że moja była ze swoim mogła nakłamać ile wlezie, także moich byłych znajomych mogło boleć to, że jakoś mi sie udało w życiu(żaden z nich nie wie ile mnie to kosztowało i ile uczyłem się po gównopracy w korko na zleceniu, aby mieć coś więcej), przyko mi też, że jak już wszystko wylało się na mnie w sms od mojej byłej. Nie stawała w żaden sposób w mojej obronie, bo "znajomi myśleli", a ona znała prawdę i nie stawiła się w mojej obronie jak jeszcze byliśmy razem. Gdy się wychodziło samemu bądź razem.
    Od miesiąca mam bardzo dużo czasu na myślenie(dodatkowo jestem z tych co za dużo myślą i za dużo analizują), wyszukuje w sobie największe gówna jakie mogłem zrobić w życiu i w stosunku do znajomych, wszystkich.

    Jeżeli czyta to jakiś mój były znajomy, to wiedz, że prawda nigdy nie leży po jednej stronie, nie spodziewałem się, że wszyscy się ode mnie odwrócą.

    #narkotykizawszespoko #logikaniebieskichpaskow #logikarozowychpaskow #niebieskiepask #rozowepaski #zwiazki #przegryw #wygryw #samotnosc #rozstanie #zdrada

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #60412db1d2f37c000a2c09a9
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: LeVentLeCri
    Przekaż darowiznę
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania:

      PolnaProgramistka: Jak ktoś używa zwrotu "z moją panią" to nie potrafię go traktować poważnie, sorry Mirek. Dałeś się wydymać, raz skoczyła w bok, skoczy drugi i trzeci.
      Nie czaję. Też używam takiego zwrotu, bo "moja dziewczyna" brzmi tak dziecinnie, a "moja kobieta" jak jakaś patologia, albo teksty Lindy ( ͡° ͜ʖ ͡°) Moja pani/panna. pokaż całość

      +: mtkiesz
    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania Jak tam się masz Mireczku? Coś się zmieniło/poprawiło? Nie spodziewałeś się, że tak się stanie i będziesz w takiej sytuacji i tak samo może niespodziewanie jutro czy pojutrze coś się zmieni w Twoim myśleniu albo kogoś poznasz albo trafisz 6 w totka lub cokolwiek innego, tak więc na pewno nie warto wszystkiego kończyć. Jest ciężko, czujesz się źle itd. itd. i to jest spoko, bo wszystko trzeba przeżyć w ten czy inny sposób. Przemęcz się tydzień, miesiąc czy 2 miesiące, poużalaj się nad sobą jeśli masz na to ochotę, a później zaczynaj wszystko od nowa. Tak jak napisał ktoś wyżej, możesz robić wszystko na co masz ochotę i jednocześnie nie musisz robić nic, nie czuj presji, że powinieneś teraz nagle znaleźć nowych znajomych/laskę. Wiesz, że wszystko jest w Twojej głowie, to bardzo dobrze. Mimo tego, że wiesz to nie możesz nic z tym zrobić, znam to. Czas naprawdę robi swoje, daj sobie czas, to chyba najlepsza rada jaką można Ci dać. Jak sam się przekonałeś, ciężko jest trafnie ocenić ludzi, bo mogą Cię wyjebać nawet po tylu latach, ale też nie oszukujmy się, każdy jakoś tam kogoś ocenia i spekuluje jaki ten ktoś jest/będzke, a wg mojej oceny i spekulacji na podstawie kilku Twoich wypowiedzi, wydajesz się być lub wydajesz się mieć potencjał na spoko gościa, dlatego też życzę Ci, żeby się wszystko poukładało i jeśli byś chciał pogadać czy coś to możesz śmiało się odzywać. pokaż całość

    • więcej komentarzy (54)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirki, I have come in a time of a great need.
    Rzuciła mnie różowa kompletnie z dupy, trochę czasu minęło i - powiedzmy - zacząłem dochodzić do siebie.
    Nigdy nie byłem za bardzo społecznym typem - raczej nakurwiałem na PC w wolnej chwili, różową nawet tak poznałem.
    Dużego doświadczenia z różowymi (jeśli tak to można nazwać) też nie mam bo przed tym związkiem 20 lat byłem sam.
    Zacząłem myśleć o spróbowaniu poznania kogoś nowego - no ale nie ukrywam, nie wiem jak. Jeszcze może gdyby nie pandemia to jakieś losowe spotkania czy imprezy by się trafiły ale ani do pubu wyjść nie mogę ani za bardzo nie mam znajomych którzy imprezy organizują.
    Nie chcę poznawać kogoś już teraz bo nie uważam że się jeszcze do tego nadaje (imho chujowo robić komuś za plaster na rany - a skoro sam bym nie chciał być tak traktowany to nie ma co traktować tak innych) ale codziennie mam jednak myśli o tym że będę sam więc miałbym przynajmniej jakiś punkt zaczepu do ich zagłuszania.
    Z mordy tragiczny nie jestem, gruby też nie, wzrost jakiś też niby jest - po prostu nie mam social skillsów i pojęcia o tym.
    Czy #tinder to warte uwagi wyjście?
    Z góry dzięki mireczki za pomoc.

    #kiciochpyta #zwiazki #rozstanie #samotnosc #feels

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #603c857eada392000b186962
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: LeVentLeCri
    Doceń mój czas włożony w projekt i przekaż darowiznę
    pokaż całość

  •  

    Przeglądając mirko dziś rano trafiłem na wpis, w którym rozmawiano o rozwodach. Padło tam stwierdzenie, że kobiety częściej inicjują rozwody. Sprawdziłem i faktycznie, to prawda. W dodatku jak się tak zastanowię, to dowody anegdotyczne, potwierdzone przez Instytut Danych z Dupy, z mojego otoczenia to potwierdzają - rozwód moich rodziców przebiegł z inicjatywy mamy, moja dziewczyna ze mną zerwała, wśród moich znajomych na wszystkie rozstania tylko jedno odbyło się z woli chłopaka.

    Jak myślicie, z czego to wynika? Zapraszam do dyskusji. Poniżej moje przemyślenia na ten temat.

    - kobiety wiedzą, że mają średnio większą wartość na rynku matrymonialnym i na pewno znajdą sobie nowego, lepszego partnera, więc mniej się wahają przed decyzją o rozstaniu

    - wiążące się z powyższym, kobiety średnio są młodszą stroną związku, więc kiedy ich partner zaczyna "dziadzieć" to wiedzą, że mogą poszukać sobie kogoś, kto zapewni im trochę atrakcji i będzie atrakcyjniejszy

    - Rzadziej niż mężczyźni kobiety kochają romantycznie za sam fakt bycia, a podchodzą do związków częściej pragmatycznie, czyli oczekują konkretów, które ten związek ma im zapewnić (małżeństwo dające bezpieczeństwo finansowe itd.), naukowo udowodnione jest, że kobiety zwracają większą uwagę na status społeczny, majątek, fizyczność (duży wzrost, muskularna budowa, zadbanie) i kiedy facet przestaje z biegiem czasu mieć cechy za które kobieta z nim była to przestaje do niego czuć cokolwiek i zmienia gałąź bez sentymentów

    - kobiety są nieco bardziej "stadne" od mężczyzn, częściej ulegają namowom i presji środowiska oraz porównują swoje życie do życia koleżanek, które mają takich i takich partnerów albo jeżdżą na wakacje na Malediwy a ona tylko do Grecji, bo nie mają takiego majątku jak jej znajomi

    - ogólnie większe wymagania co do partnera z uwagi na sytuację na rynku randkowym, przez co mogą przebierać w opcjach bardziej niż przeciętny facet i mogą zmieniać partnerów w celu utrzymania wygodnego życia lub zmiany jakiejkolwiek pierdoły która im nie pasuje u partnera, ergo faceci częściej akceptują niedoskonałości różowych przez mniejszy wybór i inny sposób kochania

    - częściej są podrywane niż faceci, więc kręcący się przy niej atrakcyjniejszy koleś od obecnego partnera może skłaniać bardziej do rozstania i spróbowania z nowym gościem

    #zwiazki #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #rozstanie #rozwod #przemyslenia #rozowepaski #niebieskiepaski #tinder #badoo
    pokaż całość

    +: Wogybogy, Instynkt +15 innych
  •  

    Pierwszą laskę poznałem w połowie liceum przez internet. A właściwie przez kumpla poznanego w necie. To była jego eks. Sama się do mnie odezwała a po jakimś czasie się spotkaliśmy. Niestety mieszkała parę województw dalej. Po dwóch latach napisała mi SMS, że przez wyjazdy do mnie zaniedbała szkołę i swoje pasje, oraz życie towarzyskie. I tak to się skończyło. Kolejną laskę poznałem gdzieś po maturze. Poszedłem za nią na studia do innego miasta. Szybko tam się wkręciła w jakieś szemrane towarzystwo do którego nie pasowałem a zmuszony byłem z nimi przebywać. W końcu na jednej z imprez totalnie olała mnie dla jakiegoś kolegi z dzieciństwa. Wkurwiło mnie to na tyle, że w końcu z nią zerwałem. Też po 2 latach. Chciała wrócić ale miałem jej już dość i drogi nam się rozeszły bo studia zawaliłem. Wróciłem do rodzinnego domu i tam zacząłem inny kierunek. Poznałem obecną. Po paru miesiącach wyjechałem z nią do pierwszej pracy za granicę. Rzuciłem studia, ona też. Docieraliśmy się na miejscu. Ogólnie było dobrze. Chyba jej zależało. Po powrocie zamieszkaliśmy razem w mieście wojewódzkim. Obydwoje znaleźliśmy pracę. Ona w branży, której zaczęła się przyuczać na własną rękę a ja w jakiejś gównopracy. Po roku się zwolniłem bo miałem dosyć tego kołchozu. Ona zmieniła pracę na lepiej płatną. W ogóle pożyczaliśmy hajs od mojego starego by pojechać na wakacje bo ledwo starczało na opłaty gdy była jeszcze na stażu. No ale wracając. Jakieś pół roku szukałem roboty. Ona wpadła w nowe towarzystwo i odsunęła się ode mnie. W końcu zerwała. Chciałem uciec, więc poleciałem znów za granicę by zarobić no i te pół roku szukania pracy mnie tak dobiły, że musiałem szybko coś znaleźć a trafiła się okazja. Poza tym byłem wcześniej z nią, więc ogarniałem już sprawy. Przez parę miesięcy mi się nawet układało mimo, że nie mogłem spojrzeć na żadną laskę a dużo fajnych się kręciło obcokrajówek ;) Któregoś razu po alko napisałem do niej na msgn. Odpisała od razu... zdzwoniliśmy się. Serce mi waliło jak szalone. Mówiła, że tęskni, że myśli o mnie, że w pracy same sukcesy, utrzymuje się sama bo już spoko zarabia. Nadal na naszym pierwszym mieszkaniu... i że spotyka się z kimś od miesiąca kto jej mnie przypomina. Cios w serce. Koniec rozmowy. Urywam kontakt. To był błąd. Kolejne pare miesięcy później zaczęło mi się nie układać za granicą. Zwolnili mnie. Znajomości, które zbudowałem okazały się fałszywe. Wróciłem do Polski. I co zrobiłem? Odezwałem się do niej... Spotkaliśmy się. Powiedziała, że tamten z nią zerwał. Znów wprowadziłem się do tego samego mieszkania. Znów nie mam roboty. Jest covid. Nie wiem czy coś znajdę. Ona zarabia już tyle, że planuje kupić mieszkanie. Czuje się jak ostatnia oferma. Jest mi zajebiście wstyd. Zastanawiam się czy gdyby tamten z nią nie zerwał to odezwała by się do mnie? Tak go zachwalała przez tel. Mogłaby mieć kogoś lepszego a jednak nie chciało jej się już szukać i woli mnie utrzymywać. Jeszcze podejrzewam, że od dłuższego czasu mam depresję. Jak się nie huśtnę to może kiedyś poczuję, że ona kocha mnie naprawdę. Może kiedyś będzie ze mnie dumna? Mieć takiego przegrywa za faceta to musi być wstyd. Właściwie wiem, dlaczego nie zaprosiła mnie na święta do swojej rodziny. Chciałbym wierzyć, że jeszcze raz stanę na nogi i życie mi się ułoży. Dzięki za dotrwanie do tego miejsca.
    #zwiazki #przegryw #zalesie #depresja #niebieskiepaski #rozstanie #przemyslenia #rozowepaski #gownowpis #niewiemjaktootagowac
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirki opiszę swoją sytuację i bardzo bym prosił o szczere opinie, zaczerpnąłem już opinii rodziny, bliskich jak i terapeuty. Ale im więcej o tym myślę, tym bardziej nie wiem co zrobić.

    29 miesięcy temu rzuciła mnie dziewczyna, miałem 23 lata po 4 latach razem. Ona miała 21 lat, od 3 lat mieszkaliśmy razem. Ale ja byłem okropny dla niej. Wpadłem w mocną depresję, miałem różne problem z którymi sobie nie radziłem. Zrezygnowałem ze wszystkiego, zawaliłem studia, nie miałem sił wstawać do pracy. Nie chce się zagłębiać, ale sytuacja rodzinna mnie przerosła. Później pociąłem sobie ręce, ale tak pomyślałem, że to można zawsze, a wiedziałem, że moja mama tego nie przeżyje, bo miała tylko mnie. Zadzwoniłem po karetkę, trafiłem do szpitala zamkniętego, wyszedłem ze szpitala zacząłem powoli rozwiązywać swoje problemy, zacząłem pracować nad sobą, zacząłem to robić wszystko dla mamy. Poszedłem na terapię, brałem antydepresanty, po jakimś pół roku pogadaliśmy z byłą zapytała co u mnie, wszystko opowiedziałem, co było błędem, ona w tym czasie już się z kimś spotykała, nawet się ucieszyłem z tego powodu, chociaż też trochę zabolało. Bo zasługiwała na kogoś dobrego dla niej, naprawdę to była świetna dziewczyna, po prostu doszło do takiego momentu, że pochłonięty przez swoją depresję, problemy ze sobą, potrafiłem przespać cały tydzień, niejednokrotnie padły słowa które miały prawo ją bardzo zaboleć.

    Później złożyłem jej tylko życzenia na urodziny, jakieś 5 miesięcy później. Dałem jej spokój, bo nie zasługiwała na to co ze mną przeżyła. I jak już zacząłem wychodzić na prostą to cholernie mnie bolało nie to, że odeszła, bo to się zdarza, ale fakt jaki dla niej byłem.

    Później się skupiłem na sobie żeby się ogarnąć. Dokończyłem studia, znalazłem pracę, ruszyłem ze swoją firmą, cały czas chodząc aż do dzisiaj na terapię, po roku siedzenia w domu zacząłem wychodzić do ludzi, zacząłem się powoli cieszyć życiem.

    Miesiąc temu się spotkaliśmy przypadkowo, przyszła do mnie, bo akurat około 500 metrów od mojego bloku się spotkaliśmy. Przegadaliśmy kilka godzin o tym co było, co u nas, itd. itd. Obecnie ja mam 26 lat, ona 24. Zaczęliśmy pisać na messengerze, coraz częściej, coraz częściej, aż w piątek się spotkaliśmy pogadać i pograć w fifę (jest lepsza ode mnie). I na pożegnanie zapytała czy moglibyśmy spróbować. A ja nie wiem. Ja nadal ją kocham, nie miałem od tamtej pory nikogo, w sumie nawet nie szukałem. Ale boję się, że sobie nie poradzę, ogólnie ze wszystkim idzie mi naprawdę świetnie, mam super pracę, świetnych przyjaciół, nie pamiętam kiedy miałem ostatnio zły humor, a nawet jak miałem to dzwonię do mojego terapeuty, który jest świetnym gościem, z bardzo dużą wiedzą i szybko ustawiam się do pionu. Ale boję się, że mogę ją znowu skrzywdzić, a tego na pewno bym sobie nie wybaczył. Sam sobie też już radzę ze wszystkim, tylko jest takie powiedzenie, że jak raz masz próbę samobójczą to to będzie zawsze wracać do Ciebie. Co prawda odką wyszedłem ze szpitala co było 27 miesięcy temu ani raz nawet o tym nie pomyślałem, to najgłupsza rzecz jaką można zrobić. Wiem, że mógłbym dać jej to czego wtedy nie umiałem. Stabilizację i bezpieczeństwo, ale boję się, że właśnie w pewnym momencie coś wróci i znowu zacznie się to samo.

    Bardzo bym chciał z nią spróbować, ale naprawdę się boję. Czy uważacie, że jest sens ryzykować? Może jakoś się zabezpieczyć, nie wiem.

    #zwiazki #rozstanie #zerwanie #ex #powrot

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #6033ff4a457f0a000b19f532
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: LeVentLeCri
    Przekaż darowiznę
    pokaż całość

    •  

      OP: @kt13: Ja się z Tobą zgadzam, dlatego mam opory przed tym, może wtedy tego nie widziałem, natomiast teraz jestem bardziej świadomym człowiekiem. Tak, dlatego ja mam opory, nie chcę jej marnować kolejnego roku, dwóch czy pięciu. Właśnie dlatego, że można pomóc, ale nie osobie takiej jak ja 30 miesięcy temu.

      Ten komentarz został dodany przez osobę dodającą wpis (OP)
      Zaakceptował: LeVentLeCri
      pokaż całość

    •  

      @uhu8: OP twierdzi, że dziewczyna go rzuciła, bo nie dawała sobie rady z tym wszystkim i że OP mówi jej rzeczy które ją boląały Jeśli jej mówił w przypływie złości, że mu łamie serce i doprowadza niemalże do śmierci (zdarzyło mi się) to nie dziwię się, że spakowała manatki, zwłaszcza, że sama czuła się winna tego, że OP ma depresję. Zresztą to nie wstyd nie udźwignąć czegoś.... nie każdy daje sobie radę ze wszystkim. Tak jak nie można zmusić kogoś do wychowywania niepełnosprawnego dziecka czy utrzymywania kontaktów z dzieckiem (jeśli nie chce), tak nie można zmusić kogoś do tego, by trwał przy osobie z depresją kosztem własnego życia i zdrowia.
      Ps. jestem dzieckiem osoby z nieleczoną depresją - nie polecam
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (13)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Potrzebuję się wygadać. Nie mogę pozbierać głowy po tym jak ona mnie zostawiła, walczę z tym jak mogę chwilami jest lepiej ale dużo częściej jestem w strasznym dole psychicznym, nawet grać mi się odechciało. Nie było między nami większych klutni zabrakło tylko wiecej rozmowy ze sobą, za długo czasu spędzaliśmy razem (praca dom, do tego 9lat ze soba), widziałem że coś się dzieje ale nie zdarzyłem porozmawiać chociaż to planowałem ona z kolei zamiast ze mną porozmawiać co się później okazało wolała żalić się koleżankom że nie jest pewna czy chce być ze mną.
    Mam do niej ogromny żal za to że nie chciała porozmawiać wtedy tylko jak nastolatka poleciała do koleżanek. Mam też żal za to że okłamywała mnie i mówiła że wszystko jest dobrze między nami.
    Boję się że już nikogo nie poznam, boję się samotności. (Oboje po 31lvl) życie prawie poukładane, nie mieliśmy dzieci niewiem czy gdybyśmy mieli dzieci czy by odeszła, może nie, ale kto wie. Mieliśmy małego pieska do którego też przywiązałem się bardzo i też tęsknię za nim.

    Ona napewno szybko kogoś znajdzie bo jest atrakcyjna zawsze kobiety mają łatwiej, a z kolei znaleźć wartościowego różowego jest w tych czasach bardzo ciężko. Do tego poznać nową osobę dobrze ożenić się i założyć rodzinę, gdzie na to czas będzie? A skąd ja wiem że nie trafię na taką samą albo gorszą osobę ? Do tego dochodzi jeszcze czas korony, siłownie zamknięte a zawsze mi to pomagało rozładować emocje.
    Ona chodzi zadowolona uśmiechnięta ja z kolei jestem w totalnej rozsypce chciałbym kogoś poznać ale w tych czasach niema nadziei dawniej chodziło się na dyskoteki, do szkoły na studia było więcej możliwości teraz jest katastrofa.

    Tak o to kobieta z wiecznie uśmiechniętego na codzień chłopaka który wszystkich zarażał pozytywną energią, zrobiła tego kim jestem dziś, zniszczyła psychikę, zmieliła, podreptała uczucia i wyrzuciła przez okno, potraktowała jak śmiecia z którym nie warto rozmawiać bo koleżanka lepiej doradzi, bo po co rozmawiać 9 k**** lat ja chciałem ratować ona wyrypane, do tego dodaje posty jaka to szczęśliwa nie jest widzę po niej że ma satysfakcję z tego jak mnie niszczy. Chciałbym przewinąć czas aby to cierpienie i myśl o tym co było minęło (╯︵╰,)

    pozdrawiam i sciskam wszystkich co przeżywają to co ja wiem że napewno nie jestem sam. (o´・_・)っ

    #blackpill #logikarozowychpaskow #zwiazki #rozstanie #zalesie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #602dac74c81491000a1a429a
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Precypitat
    Doceń mój czas włożony w projekt i przekaż darowiznę
    pokaż całość

    •  

      wmawiaj sobie ze po 30 jestescie wiecej warci, prawda szybko to weryfikuje.

      @Xxonaxx: to do mnie ? Bo ja pisałem dokładnie odwrotnie..

    •  

      @r5678:
      Ja tam po sobie widze, ze im jestem starszy tym mam wieksze powodzenie i skilla w podrywaniu. Jakbym byl singlem to bym korzystal.
      No kobieta po 35 roku zycia ma male szanse na spoko zwiazek. Na jakies ruchanie jasne, ale ogolnie to lipe maja. Spojrz na kryzys matrymonialny w usa.
      Wiec albo gadasz glupoty, albo mowisz o seksie z kimkolwiek.
      No ale tez inna sprawa, ze 90% facetow teraz to simpy, ktorzy faktycznie tego nie wykorzystaja.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (97)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirki jaka akcja xd

    Sierpień, 2019 rok piękny sobotni dzień - rzuciła mnie dziewczyna, cóż zdarza się, ani ja nie byłem w 100% ok (nie chce zwalać winy na nic, ale wpadłem w mocna depresje przez sytuacje w domu rodzinnym, akurat już z tego wychodziłem), ani ona nie była w 100% ok.

    No ale tam dram nie było, bo i po co, trochę wiadomo jak to miękka faja poskomlalem, żeby wróciła. Odbierała jakieś rzeczy po 3 miesiącach i mówi, że już kogoś ma (szczerze mówiąc to w lipcu już się domyślałem, ze kogoś ma, ale nieważne) no i wyszło, że typ którego poznaliśmy właśnie w lipcu i weszła w związek 2 tygodnie po rozstaniu, coś takiego. Znaczy weszła oficjalnie, bo później, mimo ze nic mnie to nie obchodziło, napisała Piotrek, bo ja Cię zdradziłam mam wyrzuty sumienia. Od tamtego momentu cisza, nie rozmawialiśmy ani jeden raz. Ile minęło? A no 15 miesięcy. Kto do mnie napisał z dupy 2 dni temu? A no ona, ta sama osoba która półtora roku temu mówiła, że żałuje tych 4 lat i ze życzy mi samotności (to się jędzy póki co udaje, chyba jakieś zaklęcia wiedźmy kurla). Przechodząc do meritum, napisała co tam i czy mam ochotę na kawę u niej, coś tam pogadaliśmy z 3 minuty i się zaczęło, że to był błąd, ze doceniła jak straciła xd Na co odpisałem, że spoko chce pogadać luz, ale ja ze szlaufem nie zamierzam żyć.. kto się obraził? No ona. Kto wypisuje do mojej rodziny od 2 dni, że ja biłem i maltretowalem psychicznie? No tez ona. Od razu mówię, kurla nigdy przenigdy nie podniósłbym ręki na kobietę, zresztą raz był ktoś bity w tym związku, ale to byłem ja jak nie kontaktowałem po antydepresatnach - nieistotne.

    Kto napisał, żeby się ogarnęła bo ani mi ani jej nie są potrzebne problemy? No ja (żadna groźba, po prostu uważam ze obrzucanie się gownem, szczególnie gownem którego nie było, nie jest ok).

    Kto zadzwonił na policję, że bije kobietę w swoim mieszkaniu? No ona xd Od razu mówię, od 3 miesięcy żadnej kobiety prócz mamy w moim mieszkaniu nie było (kurla, ale to smutno brzmi)

    Kto zadzwonił i powiedział, że przestanie jak ją przeproszę za nazwanie szlaufem i dam jej szanse? No tez ona xd

    I tak teraz siedzę i sobie myśle, z kim ja kurla przez te 4 lata egzystowałem i jestem załamany xd

    Laski zawsze tak po zerwaniu? Chcą wracać? Robią taki syf? Bo kurla szczerze to mi się odechciało wszystkiego po tym xd No i najlepsze.. laska z dobrego domu, magister inżynier na ciężkim kierunku, jak widać nieważna kasta społeczna.. a no i jeszcze jedno „najlepsze”, jej ojciec (z którym miałem świetny kontakt przez te 4 lata) dzwonił przepraszając za córkę xd

    #rozstanie #zwiazki #ex

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #6021e741db7e1c000b4c0cbb
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Precypitat
    Doceń mój czas włożony w projekt i przekaż darowiznę
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mój chłopak zostawił mnie przez moją depresję. Chodzę na terapię, leczę się i robię duże postępy. Ponad miesiąc nie miałam ataku paniki i czułam się naprawdę dobrze. Zaczynałam czuć się szczęśliwa. Układało nam się świetnie, chłopak był szczęśliwy przy mnie jak nigdy. Nagle po kłótni z mamą miałam epizod, za co on się na mnie śmiertelnie obraził. Chciałam tylko porozmawiać z nim o tym jak się czuję, a on stwierdził że to coś złego. Warto zaznaczyć, że właściwie to nigdy nie mogłam z nim rozmawiać o tym jak się czuję, bo bardzo się na mnie denerwował. Jednym z takich zakazanych tematów były kompleksy. Po tym moim epizodzie 3 dni się do mnie nie odzywał, aż nagle ze mną zerwał. Stwierdził, że ma dosyć tego cyrku i tak po prostu odszedł. Wiele razy obiecywał mi że akceptuję moją chorobę, chce być przy mnie i nie zostawi mnie przez to, że mam depresję. Bardzo go kocham i naprawdę chciałabym do niego wrócić, ale czy jest sens? Jak sądzicie, czy to będzie dla nas dobre? Jeśli tak, to co mogę zrobić żeby chciał wrócić?

    #zwiazki #depresja #rozstanie #niebieskiepaski #rozowepaski

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #601d60d5487593000ae87d14
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Wesprzyj projekt
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: Duzo zalezy od tego co masz na mysli mowiac ze sie denerwowal oraz jak te rozmowy wygladaly. Z mojego wlasnego doswiadczenia pewnie to nie byla rozmowa z twojej strony a cos pomiedzy placzem a narzekaniem niezaleznie od tego co on powie i zwyczajnie za ktorym razem doszedl do wniosku ze rozmowa na ten temat nie ma sensu i lepiej sie od tego tematu odciac.

      Nic tak nie irytuje jak osoba ktora kochasz kiedy ciagle placze jak to ma zle i uzala sie nad soba ( bo to deprecjonuje wartosc partnera w jego wlasnych oczach ).

      Zostaw chlopa w spokoju. Nie wiesz nawet czy cie bedzie chcial spowrotem - nie kazdy chce kogos kto duzo placze i uzala sie nad soba.

      Jak musisz sie druga osoba zajmowac jak swoim dzieckiem to zwiazek umiera.

      Zakladam ze sex rowniez wypadl z obiegu. Czulosc przestala istniec. Smutek i placz byl na porzadku dziennym. Gosc wytrzymal dlugo przez milosc i litosc. Nic tak nie frustruje jak to kiedy druga osoba wysysa z nas wszystko co pozytywne i wnosi tylko gorysz w nasze zycie.
      pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: nie warto wracać i nie warto się wiązać dopóki nie ogarniesz swojej choroby psychicznej.

    • więcej komentarzy (22)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirasy co sądzicie... moja ex poznała kogoś ze studiów w lipcu na początku, a pod koniec mnie rzuciła. Jakoś od pandemii słabo nam się układało, ale to 3-4 miesiące na ponad 4 lata bycia razem, wcześniej było wszystko bardzo dobrze, teraz jest z tamtym kolesiem. Mówi, że to od miesiąca, w sumie nie wiem po co mi o tym mówi, bo co mnie to. Ale jakoś przyszła mi myśl taka, że to wcale nie jest od miesiąca a mogło być już w lipcu i zaczęło mi to ciążyć, nie wiem mimo ze sam nie chciałbym wracać, to toksyczna osoba to jakoś myśli o tym, że się jebala będąc ze mną mnie paraliżują. Opisze Wam jak to wyglądało - w lipcu go poznała, zaczęła być chłodna dla mnie. Zerwała 25 lipca. Około 12 dni później pojechała niby ze znajomymi w góry - wcześniej nic nie mówiła, a znam jej znajomych, nie organizują spontanicznie niczego - była u mnie w mieszkaniu przed wyjazdem po rzeczy i tak zapytałem gdzie to jedzie i z kim, nie ze jakiś wywiad po prostu mówiła o tym wyjeździe to dla podtrzymania rozmowy zapytałem - nie umiała odpowiedzieć. Później seria dziwnych akcji - po powrocie usunięcie wszystkich starych zdjęć ze wszystkich mediów, ogólnie zmiana o 180 stopni. I jak sobie to analizuje, nie chce ale wraca to samo do mnie, to wychodzi że jednak to się wcześniej zaczęło i nie wiem jak sobie z tym poradzić.

    #zwiazki #rozstanie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #6007883b25efed000a6177e7
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Precypitat
    Wesprzyj projekt
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Hej.
    Zerwałam z #niebieskipasek bo zataił przede mną informacje.

    Byłam z nim w związku 11 miesięcy. Zwolnili go z korpo i nie mógł znaleźć pracy kilka miesięcy.
    Okazało się, po jednej kłotni, że po bogatych rodzicach w spadku otrzymał kilka mieszkań(nieobciążonych kredytem) i ma pieniądze z wynajmu.

    I tu wchodzi brak zaufania. Czy to był toksyczny związek, skoro mi nie ufał?
    Mówi, że póki razem nie zamieszkaliśmy to nie musi mi o wszystkim opowiadać, bo po kilku miesiącach się jeszcze nie znamy i on nie wie, kim jestem. Ja bardzo szczera wobec niego byłam i to mnie boli. Rozczarował mnie.
    Dodatkowo, u mnie w domu jest nacisk na pięniądzę, szpan, i "pokazywanie się". Mój ojciec cały czas o pieniądzach gada i nawet się pytał mojego byłego, czy jest bogaty..;/ Ja też zwracam uwagę na markowe ciuchy i dobre samochody, ale to nie znaczy, że jest to dla mnie najważniejsze.
    Mój były mówi, że wtedy włączyła mu się lampka ostrzegawcza.

    Dałybyście mu szanse? Obraziłybyście się za taką sytuację?

    #zwiazki #milosc #rozstanie #rozowypasek #niebieskipasek

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #6002cd50535d82000a0d1822
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    Przekaż darowiznę
    pokaż całość

    •  

      I tu wchodzi brak zaufania. Czy to był toksyczny związek, skoro mi nie ufał? (...) Mówi, że póki razem nie zamieszkaliśmy to nie musi mi o wszystkim opowiadać, bo po kilku miesiącach się jeszcze nie znamy i on nie wie, kim jestem. Ja bardzo szczera wobec niego byłam i to mnie boli. Rozczarował mnie.

      @AnonimoweMirkoWyznania: Takie czasy, coraz więcej roszczeniowych lasek, które potrafią długo się kryć ze swoim materializmem, a potem ciągnąć z faceta jak z bankomatu (poczytaj historie w necie) ( ͡° ͜ʖ ͡°) faceci z roku na rok będą stawać się coraz bardziej ostrożniejsi. Dzięki Wam kobietki, dzięki Wam.

      Ja bym powiedział, że i Ty miałaś rację (będąc otwarta, oczekując otwartości), ale też i on (powiedział Ci wprost, czemu nie wyłożył kawy na ławę). Twoja rodzina mogła być dodatkowym zapalnikiem - niebieski mógł nie chcieć szpanować, ale też mógł nie wiedzieć, co może się po Tobie spodziewać.

      Skoro doszło do kłótni, to prawdopodobnie naciskałaś go, aby tej pracy jak najszybciej szukał. Podświadomie zaglądałaś do jego portfela, zamiast obserwować sytuację i reagować. Z jednej strony troska o dobrostan, z drugiej pragmatyzm. Niektórzy faceci potrafią to wyczuć i nie będą się otwierać przed takimi laskami, bo to wstęp do zostania providerem/bankomatem. Uczcie się Panowie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Następnym razem (z innym niebieskim) zamiast się od razu otwierać - ustalacie czy w ogóle rozmawiacie full otwarcie czy nie. Wtedy macie granicę postawioną (każdy swoją) na podobnym/wzajemnym poziomie.
      pokaż całość

      +: s...............i, maciej1984
    • więcej komentarzy (21)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Byłem z dziewczyną prawie rok.
    Bardzo dużo rzeczy mi w niej nie pasowało(wygląd i trochę charakter) i cały związek oglądałem się za innymi(nawet w dzień przed samym rozstaniem oglądałem się za innymi i porównywałem).
    Dziewczyna na początku była we mnie wpatrzona jak w obrazek. Nie byłem złym partnerem, ale bardzo "związkowym", bo jednak nie była moim największym marzeniem.
    Trochę ją traktowałem jak siostrę, najlepszą przyjaiółke, lalkę do bara bara, z którą może będę miał rodzinę.

    Te braki w utrzymywaniu romntycznej relacji zaowocowały kłótniami i rozstaniem. Ona zerwała.
    Jak zerwała, tak oszalałem na jej punkcie i trwa to do dziś. Starałem się, prosiłem o szansę, przyznałem się, że nie zależało mi. Dziewczyna nie chce mi dać szansy, bo nie wierzy ,że ludzie się zmieniają i że po jakimś czasie to wszystko wróci. Totalnie mnie usunęła z życia, a ja ją kocham. Pózniej już nawet nie odpisywała na wiadomości.
    W związku byłem spoko, nie podniosłem nigdy głosu, wspierający, sympatyczny, ale zabrakło uczuć.

    Od tego czasu minęło 7 miesięcy. Ja za nią płaczę jak szalony i każdego dnia o niej myślę.
    Nie potrafię patrzeć,a tym bardziej pisać z innymi dziewczynami, bo teraz też porównuje, ale to moja była jest tą najlepszą.
    Widzę obiektywnie znacznie ładniejsze kobiety, ale to nie wszystko i najbardziej chcę tamtą.
    Całkowicie się mną dziewczyna rozczarowała i nie wyobraża sobie powrotu.

    Czekam, aż sama napisze. Ponoć byłem jej miłością życia i wszystko sam przekreśliłem, ona jest nadal moją największą, ale zrozumiałem to zbyt późno.

    #zwiazki #rozstanie #milosc

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #5ffdeee225406a000a8d529d
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: LeVentLeCri
    Wesprzyj projekt
    pokaż całość

    +: s...............i, DawidiXXX +8 innych
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Dzień dobry,

    Prawie dwa lata temu zostawiła mnie dziewczyna. W zasadzie rozumiem jej decyzję. Opiszę moją historię w wielkim skrócie. Przez ojca wpadłem w długi, to dłuższa historia, nie chce się zagłębiać w to. Doszedł do tego rozwód ojca z mamą. Przestałem sobie radzić z życiem, a już wcześniej miałem lekką depresję. Po tym byłem strasznym bucem dla wszystkich wokół. Wolałem spędzać czas sam. Nie interesowało mnie nic. Moje życie wyglądało głównie praca -> spanie. W końcu mnie zostawiła co spowodowało jeszcze większą depresję. Zacząłem pić, wpadłem w większe długi. Straciłem pracę, miałem próbę samobójczą i po tej próbie wszystko się zmieniło. Ogólnie nie tak, że ktoś mnie odratował, tylko sam zadzwoniłem po karetkę. Szpital psychiatryczny, tabletki, terapia. Ale powoli zacząłem wracać do życia i się cieszyć nim, mimo że moja sytuacja nie była zbyt ciekawa.

    Ze szpitala psychiatrycznego wyszedłem w maju 2019 roku. Od tamtej pory wszystko się zmieniło. Zacząłem pracować, najpierw gówno praca plus jakieś zlecenia na swoją działalność. Później zacząłem się rozwijać, języki, kursy, studia. Powoli spłacałem długi. Odciąłem się od wszystkich toksycznych osób, w tym ojca. Długi udało mi się spłacić w sierpniu 2020 roku. Wszystko, zacząłem z czystą kartą. Zacząłem być w końcu szczęśliwy. Odkąd wyszedłem ze szpitala nie pije i nie mam zamiaru. Mam cele w moim życiu, jakieś marzenia, nic specjalnego. Ale w końcu zacząłem sobie radzić ze wszystkim, zacząłem być szczęśliwy.

    Kilka dni temu moja była dziewczyna miała urodziny (4 stycznia). Napisałem do niej na messengerze, odkąd mnie rzuciła nie rozmawialiśmy ani razu. Złożyłem życzenia i przeprosiłem za wszystko, chociaż pisząc przeprosiny w głowie miałem, że w sumie pewnie gówno ją to obchodzi. Długo zwlekałem z wysłaniem tej wiadomości. I wysłałem dopiero około 22. Odczytała, ale nie odpisała - tak jak się spodziewałem. Od razu mówię, pisząc na nic nie liczyłem, po prostu jak wstałem w dzień jej urodzin, to jakoś zaczęło do mnie wracać jakim bucem dla niej byłem przez ostatnie miesiące naszego związku. Ogólnie byliśmy dla siebie pierwszymi, ponad 4 lata razem, ponad 3 lata razem mieszkania.

    Odpisała 6 stycznia, że przeprasza, ale wtedy spędzała czas z przyjaciółmi, a chciała na spokojnie odpisać. Zaczęliśmy rozmawiać co słychać u niej, u mnie. I zaproponowała spotkanie w piątek. Spotkaliśmy się u niej, zaczęliśmy rozmawiać, śmiać się, ogólnie atmosfera była bardzo fajna. Powiedziała mi, że od tamtej pory nikogo nie miała i że ciągle myślała o mnie, dlatego nie potrafiła z nikim się związać. Ja natomiast jeśli mam być szczery nawet nie szukałem nikogo. I zapytała czy chciałbym spróbować jeszcze raz. Ja nie wiedziałem co odpowiedzieć, bo nawet nie myślałem o tym. Ale zaczęliśmy o tym rozmawiać, co było, co czujemy. Ja nie miałem do niej żalu, że odeszła. Ona powiedziała, że już dawno wybaczyła to co było, ale bała się napisać. Postanowiliśmy, że zaczniemy się spotykać i jak ma coś z tego wyniknąć to wyniknie samo.

    Piszę to Mirki, żeby Wam pokazać, że życie jest nieobliczalne. Prawie 2 lata temu nie miałem nic, nie miałem nikogo, leżałem w wannie z podciętymi żyłami, bez sensu życia. Obecnie mam fajną pracę, chodzę sobie na studia (zaoczne), nie mam żadnych stresów, może nie żyje na jakimś niesamowitym poziomie, ale żyje sobie spokojnie, mam fajnych znajomych, dwie osoby które mogę nazwać prawdziwymi przyjaciółmi. Każdemu życzę takich przyjaciół. A do tego, miłość, pierwsza i jedyna.. być może wróci, staram się podchodzić do tego z dystansem póki co. Ale jestem szczęśliwy, nawet jeśli nie wyjdzie, że udało mi się wiele rzeczy osiągnąć mimo naprawdę wielu problemów.

    #depresja #zwiazki #dlugi #samobojstwo #rozstanie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #5ffacedbb30212000a353915
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    Wesprzyj projekt
    pokaż całość

    +: d........i, prerogatywa +63 innych
  •  
    k.....x

    +18

    Ale akcja xD
    Rozstałem się z ex 2,5 roku temu. Kłóciliśmy się non stop, nie pasowaliśmy do siebie, aczkolwiek po rozstaniu zachowałem się jak debil i przez miesiąc błagałem o powrót (błędy młodości). Na szczęście nic z tego.
    Swoje odchorowałem po związku, przemyślałem swoje życie i to rozstanie czegoś mnie nauczyło dzięki czemu poznałem pół roku temu swoją obecną dziewczynę z którą mi się bardzo układa.
    A tu wczoraj dostaje wiadomość od swojej ex dziewczyny (po 2,5 roku milczenia xDD) że może byśmy się spotkali, że tamto rozstanie było pochopne i źle wyszło, a ona ciągle o mnie myśli.
    Takiego wała.
    #rozstanie #zwiazki #logikarozowychpaskow
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Witam pięknych kawalerów, mirabelki tez, chociaż głównie do Mirków ten wpis.

    Mirunie sprawa wyglada tak: 15 miesięcy temu dziewczyna mnie kopnęła w dupe. Wiadomo, wypaliło się (hehe), a jak wyszło później (jakoś 5 miesięcy po rozstaniu) pojawił się pewien Kuba, coś tam bredziła ze mnie nie zdradziła itd, kto wie. Ogólnie długa historia, jej rodzice mieli problem wiec pojechała do nich niby na miesiąc, odwiedzałem do weekend.

    3 miesiące skomlenia, wróć, wróć będzie lepiej, przepraszałem za rzeczy które nie miały miejsca bo wymyślała pierdoly. Stwierdziłem kobieto, nie a bym Ci uchylił jakbym mógł, nie będę się prosił o czyjaś atencję.

    Później się nie odzywałem, po 2 miesiącach wyszło z tym Kubą. Wspólni znajomi mi powiedzieli. Od razu napisała ze to jie tak bla bla. Tylko, ze co mnie po 5 miesiącu miałoby to obchodzić. Później cisza.

    3 miesiące później (wrzuciłem fotkę z wakacji na insta) napisała, chce się spotkać ale wyśmiałem

    2 miesiące później zmieniłem samochód (wspólni znajomi, wiec się dowiedziała, ogólnie kupiłem samochód o którym marzyłem od dawna) napisała, chce się spotkać - wyśmiałem

    3 miesiące później znowu napisała (dostałem awans i spora podwyżkę) chce się spotkać - wyśmiałem.

    Dzisiaj niby przypadkiem przechodzą obok firmy gdzie pracuje (beka bo mieszka 150 km od miasta gdzie mieszkam, u rodziców, nie ma żadnych spraw tutaj do załatwienia), od słowa do słowa (a dodam, ze się skupiłem na sobie w 100%, bardzo się zmieniłem, wcześniej byłem grubaskiem, teraz w miare ok sylwetka, całkowita zmiana stylu, broda itd, to tylko wizualne, ale ogólnie mocno się zmieniłem, praca z terapeuta o przeszłości dużo mi dała) i jakoś wyszło, ze trochę się wprosiła ale skończyliśmy u mnie w mieszkaniu, tylko rozmowa, bez seksow jak coś.

    Na rozmowie płacz, szlochanie, przepraszanie, ze to nie tak, ze co ona sobie myślała, itd. Trochę miałem z tego bekę, bo tak samo się zachowywałem jak ze mną zerwała, miękka faja byłem. I zapytałem czego oczekuje, chce wrócić, spróbować. Próbowała zainicjować jakiś kontakt cielesny, przytulanie, próby pocałunków. Wyśmiałem.

    No i co dalej, a no pisze cały czas, przepraszając, itd. Ja przez te 15 miesięcy sporo się umawiałem, ale nic wielkiego nie wynikło z żadnej znajomosci.
    I mirki, pomóżcie (xd) napiszcie, ze nie warto pakować się ponownie w to bagno, w zasadzie zajebiscie mi samemu, buduje sobie domek w Bieszczadach (kocham góry i Bieszczady), mam 25 lat, spełniam się zawodowo, poszedłem ba kolejne studia. Uczę się dużo, rozwijam, mam znajomych, mam przyjaciół. No w zasadzie lepiej mi się żyje niż z nią, bo jak sobie grałem na pianinie w mieszkaniu to bee bo marnuje czas (pianino elektryczne, na słuchawkach co by sąsiadów nie denerwować). Grałem sobie w gierki to beee bo po co czas marnować. Teraz robię co lubię, żyje jak chce, bez pierdolenia nad uchem, ze czemu chce jechać na męski wypad ze znajomymi pod namioty. Ale tez brakuje mi trochę bliskości, czułości, kochałem tego gamonia, zawiodła, zdobiła błąd, rozum mówi nie, serce chuj wie. To jak mirki, warto się pchać w to bagno?

    A dodam, ze za każdym razem czy to awans, czy samochód to pisała coś typu „No hej, słyszałam ze...” dlatego wiem, ze te rzeczy były powodami czy może wymówkami żeby napisać.

    #rozstanie #ex #zwiazki

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #5ff8dd20738fdd000a63b65c
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: LeVentLeCri
    Roczny koszt utrzymania Anonimowych Mirko Wyznań wynosi 235zł. Wesprzyj projekt
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Ja pierdzielę, ostatnie rozstanie to mnie po prostu zmiotło z planszy. Poznaliśmy się w maju, od sierpnia zaczęliśmy się spotykać na poważniej. I bardzo szybko ze zwykłej fascynacji przerodziło się to u mnie w zakochanie jakbym znowu był nastolatkiem (teraz lvl 29). Ona była trochę bardziej stonowana jednak też dosyć mocno się angażowała. Pewnego dnia kontakt z jej strony zaczął się ograniczać. Mieliśmy jakieś tam nieporozumienia ale to raczej nic takiego czego dorośli ludzie nie potrafiłoby przegadać. Przynajmniej mi się tak wydaje. Jak potrafiliśmy rozmawiać ze sobą całymi dniami, tak teraz potrafiła całymi dniami nie odpisywać. Jak spotykaliśmy się kilka razy w tygodniu, tak przez kilka tygodni znajdowała wymówki by tylko uniknąć spotkania. W końcu tydzień temu napisała mi, że dla niej to koniec.
    I ja wiem dokładnie co mi teraz napiszecie Mirki i Mirabelki - "olej te Karynę Miras!". Sam bym tak pisał gdybym przeczytał o takim zachowaniu. Problem w tym, że okropnie się wkręciłem w tę relację. Mam za sobą dwa poważne, kilkuletnie związki więc w pewnym stopniu potrafię sobie radzić z miłością i rozstaniami. Nie sądziłem, że jeszcze będę w stanie się tak beznadziejnie zakochać, że rozstanie dosłownie zwali mnie z nóg. Mam problem nawet z tym żeby wziąć prysznic, od kilku dni zbieram się żeby pójść na zakupy. Czuję się, jakby mój zbiornik z energią był cały czas pusty. Budzę się po na wpół nieprzespanej nocy i od razu jestem zmęczony a moje myśli od razu wędrują w jej kierunku co dobija tylko mocniej i mocniej...
    Jeszcze fakt, że kompletnie nie mam z kim o tym porozmawiać. Na święta byłem u rodziny z którą mam raczej "formalne" relacje więc zagryzłem zęby i nie dałem po sobie poznać, że coś się dzieje u mnie złego. Po prostu nie chciałem wysłuchiwać tych złotych rad... Mam jednego szczerego przyjaciela do którego zadzwoniłem dzień po rozstaniu ale zanim zacząłem opowiadać, wypalił z informacją, że właśnie miał do mnie dzwonić żeby się pochwalić, że jego żona jest w ciąży. Facet był przeszczęśliwy więc nie potrafiłem się zdobyć na jakieś moje smęcenie o złamanym sercu. Dobrze, że mam kota to przynajmniej z nim sobie mogę pogadać...
    Nie wiem po co to piszę, chyba po prostu muszę to z siebie wyrzucić.
    #zwiazki #rozstanie #zalesie #logikaniebieskichpaskow

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #5fec900c1e72bd000b3e4ece
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    Przekaż darowiznę
    pokaż całość

    •  

      OP: OP:
      @sqlserver wielkie dzięki za propozycję ale nie skorzystam. Jestem raczej skryty w sobie i nie potrafiłbym tak po prostu rozmawiać z obcą osobą. Niemniej jednak ta propozycja jest bardzo miła :)
      @ImYourPastClaire Przetrwać to przetrwam. Po prostu zaskoczony jestem, że tak bardzo to przeżywam. Myślałem, że już mam takie rzeczy dawno za sobą. Taki jest plan żeby do niego przedzwonić, muszę się do tego zebrać.
      @zrobie_tu_porzadek_ kurde, ja mega się starałem żeby wszystko wyjaśniać i żeby było po miedzy nami dobrze. Ale cóż, do tanga trzeba dwojga...
      @Hastamanana no niestety takie rzeczy dopadają z nienacka i zupełnie nieproszone. Ja też bym wolał zwykły związek bez większych emocji bo tak jest łatwiej i mniej boli w razie porażki. Jednak nie mamy na to wpływu i czasami trzeba posklejać to serce... Trzymaj się Mirabelko, zapewne wiesz dobrze, że czas leczy takie rany. Bądź dla siebie wyrozumiała podczas powrotu do normalności :)

      Haja: to biegnij do schroniska po kociaka! Jest ich tam pełno a adopcja kota to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu :D

      Dziękuję Wam wszystkim za odpowiedź, te kilka słów wiele dla mnie znaczy :)

      Ten komentarz został dodany przez osobę dodającą wpis (OP)
      Zaakceptował: sokytsinolop
      pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: Dlatego moim zdaniem instytucja małżeństwa może zrobić robotę w wielu relacjach. Każdy wierzy w co chce, jest mniej lub bardzie religijny. Ale jednak jeśli dwie strony mają troche oleju w głowie, to jednak jest trudniej zabrać zabawki i iść w swoją strone po takich sytuacjach jak opisujesz. Inna sprawa, że nikt nie będzie się pobierał po krótkim związku, ale jak ktoś się czasami żali że po 3-4 latach się rozeszli to nie rozumiem. pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Mijają dwa miesiące od kiedy #rozstanie i wróciłem do treningów po bardzo długim czasie, wcześniej gubiąc większość masy zrobionej podczas niezbyt wyszukanych treningów. Od razu zarzuciłem dietę whooj kalorii i białka, kreatynę, cytrulinę. Jako trening to dwa razy w tygodniu po około 7 serii dipów i różnych wariantów podciągnięć itd. Na początku myślałem, że będę musiał dołożyć ciężar po miesiącu, ale "archer pull ups" i tym podobne pokazują, że z głową można robić spory progres hipertroficzny na trzepakach. Jedyne co to nie mogę znaleźć sposobu jak sprawić, by dipy były cięższe do zrobienia (oprócz dołożenia ciężaru lub gumy, którą jutro kupuję). Przez dietę śmieciową złapałem sporo fatu, ale to sie wytnie samoczynnie jak przestanę tyle jeść. Martwi mnie, że po miesiącu cały czas po każdym treningu mam ogromne zakwasy, ale to może być już starość, bo 15 serii w tygodniu na partię to nie tak dużo xD Śpię te 7-8 godzin, więc nie wiem co to może być. Myślałem, by zrobić badania krwi hormonalne i to sprawdzić.

    #silownia #mikrokoksy #kalistenika
    pokaż całość

    źródło: 20201228_175608.jpg

  •  

    Najgorsze po rozstaniu jest to uczucie bycia totalnie bezwartościowym nie tylko dla całego świata jak zwykle, ale też dla tej jedynej w moim życiu osoby, która zwróciła na mnie uwagę i teraz już jej nie interesuję. Już chyba do końca życia będę czuć się jak śmieć, którego nikt nie obchodzi, bo to jest błędne koło. Z taką samooceną nikogo nikt nie poznam, a mam takie mniemanie o sobie bo nikogo nie poznaję.
    #zwiazki #rozstanie #gorzkiezale #logikaniebieskichpaskow #logikarozowychpaskow
    pokaż całość

  •  

    Przeżyłem już chyba etap załamania. Był pełny płaczu i wypisywania, psychozy, mówienia o tym, że jesteśmy w stanie razem coś zrobić, naprawić to wszystko, że możemy być inni, w tym ja. Byliśmy razem ponad 2 lata, pierwszy związek, pierwsi partnerzy, pierwsze praktycznie wszystko. Dużo czasu zajęło mi odblokowanie wszystkich blokad, które miała, a miała ich naprawdę dużo. Dowiedziałem się o niej wszystkiego. Nie oceniałem jej problemów, uzależnień. Wręcz przeciwnie, wspierałem ją. Przestała nadużywać leków, przestała się malować (była piękna, tylko nigdy tego nie widziała), skończyły się jazdy, lęki, myśli samobójcze. Było świetnie. Ja tez się zmieniłem, mi też pomogła. Starałem się być najlepsza wersją siebie i byłem nią. Naprawdę starałem się o ten związek i było nam razem dobrze. Wiadomo, czasami są problemy z pieniędzmi, ale w młodym wieku to jest normalne. Studiowalem i pracowałem, ona tylko studiowała. Wyjazdów nie było, bo w wakacje pracowała u rodziców w firmie, za dużo wyjść tez nie było, ale spędzaliśmy dużo czasu w domu razem i zawsze dostawała jakiś prezent, czuła się dobrze. W wakacje często do niej przyjeżdżałem, było naprawdę dobrze. Potem wszystko zaczęło się jebać. Okłamała mnie, że jedzie do koleżanki, a tak naprawdę była spotkać się z kolegą. Wiem dobrze, ze do niczego nie doszło, ale sam fakt był dla mnie okropny, ze tak mnie mogła okłamać z premedytacją. Wiem co pomyślicie, byłem debilem, powinienem ją kopnąć w dupę. Potem do nas przyjechał mój brat, znowu zaczęło się robić złe, spędzała z nim więcej czasu niż ze mną. Dowiedziałem się, że w sumie to podoba jej się mój brat, a ja jestem bardziej przyjacielem (XD, mirki trzymajcie mnie, wytrwajcie do końca, błagam). Oczywiście potem znowu płacz, znowu to, ze nadużywała leków, ze jest pojebana, ze to zrobiła, ze to jej wina, ale tez leków, no po prostu wszystko, ze mnie kocha. Ja w międzyczasie tez się zastanawiałem, czy chce z nią być, pisałem ze znajomymi, bała się, ze ja zostawię. tez nie byłem święty, ale nie odwalałem aż takich akcji. Znowu było dobrze. Potem przyszła korona, w międzyczasie było Ok poza małymi kłótniami. Podczas korony zaczęliśmy siedzieć w domu cały czas. Ja miałem prace zdalna. Siedzenie w domu razem sprawiło, że byliśmy obok siebie ale nie byliśmy razem. Było pare zgrzytów. Z biegiem czasu chyba dalej się oddawaliśmy. Jakoś na przełomie kwietnia, maja? Czerwca? Nie wiem już nawet kiedy, jej ojciec popełnił samobójstwo. Wziąłem na dwa tygodnie l4, pojechałem do niej do rodzinnego domu (wróciła tam). Wspierałem ją cały czas. Potem wróciłem do siebie. Byłem sam. Sam w domu, bez nikogo i bez niczego. Muszę wam wspomnieć, ze tez zmagałem się z depresja, miałem ataki paniki, dzięki niej tak naprawdę dzisiaj dalej studiuje (wyjebali mnie ze studiów, bo nie odebrałem legitki, bałem się wszystkiego, było ze mną kompletnie źle), załatwiła mi sama dosłownie powrót na studia. Przez to siedzenie w domu samemu depresja wróciła. Alkohol, samotność, brak motywacji, koronawirus. Spadłem na samo dno. Miałem mieć urlop na 3 tygodnie. Zamiast do niej pojechałem do rodziny. Rodzice byli na wakacjach, wiec siedziałem z rodziną i codziennie byłem pijany. Nie pojechałem do niej. W drugim tygodniu zadzwoniła do mnie, powiedziałem jej jak się czuje, ze nie mam już siły sam do siebie, ze będąc z nią będzie jej tylko gorzej, że jestem zerem, etc. Depresja i alkohol zrobiło swoje. Zerwałem przez telefon. Wiem, ze to chujowe, ale ciężko mi jest nawet napisać, jak się wtedy czułem. Tydzień później przyjechała odebrac klucze do mieszkania. Rozmawialiśmy u niej w aucie. Koniec końców przyjechałem później do niej. Mieliśmy być razem, porozmawiałem z jej matką. Powiedziała mi, ze to co zrobiłem, w sytuacji, gdy straciła kogoś bliskiego, ze drugi najważniejszy mężczyzna w jej życiu coś takiego jej zrobił, było straszne. Ze muszę okazać jej znowu miłość, żebyśmy byli razem. Mieliśmy zamieszkać osobno. Miała wrócić za 3 tygodnie. W międzyczasie chciałem ja odwiedzać w weekendy, ale nic się nie udało. W piątek wieczór zadzwoniłem po karetkę, siedziałem tydzień w szpitalu. W następny tydzień tez nie pojechałem, bo jeszcze złe się czułem. Trzeciego tygodnia przyjechała ona. Powiedziała, ze nic nie zrobiłem przez te 3 tygodnie, ze nie czuje miłości. Ze to koniec. Żebyśmy byli przyjaciółmi. Ze może kiedyś będziemy razem . Zrobiłem straszna głupotę, bo w jakimś stopniu utrzymywalem kontakt, tak samo ona ze mną. Koniec końców to rozstanie, z mojej perspektywy było takie, ze ogarniemy się i wrócimy do siebie. Ona jednak poszła w kierunku, ze rozwija się, widuje się z ludźmi, kolegami, koleżankami. Poczułem się jak śmieć. Myślałem, ze wrócimy do siebie, ze o to w tym wszystkim chodzi. Ona to widziała zupełnie inaczej. Jesteśmy tylko przyjaciółmi i robimy co chcemy. Płakałem, pisałem do niej. Wszystko. Wiecie dlaczego to pisze? Dobrze wiem, ze ktoś z was nazwie mnie cuckoldem, debilem, powiecie, ze pewnie mnie XD zdradziła, ze jestem porąbany, ze z nią byłem. I wiecie co? Piszcie. Czy z perspektywy czasu żałuje tego związku, ze dawaem jej szanse? Chyba nie. Jestem strasznym idealistą i jeszcze chyba jestem na tym etapie, że wierzę w miłość, przynajmniej jestem zgodny ze swoim sumieniem i nie zmieniam się jak chorągiewka. Powiedzialem jej, ze nigdy nie będę dla niej przyjacielem i nigdy ona nie będzie dla mnie przyjaciółka i jeśli chce się ze mną kontaktować, to tylko w sytuacji, gdy będzie chciała porozmawiać o nas. Gdzieś pewnie nadal ją kocham, mimo tego wszystkiego. Wiem, ze to idiotyczne i wielu z was łapie się za głowę ze mnie. Nikomu nie życzę tego, co przeżywam i nikomu nie życzę tego, żeby traktował związki i miłość jak ja, na 100%. Jedyne, czego mi szkoda, to to, ze ona sobie chyba nie zdaje sprawy w jakiej sytuacji byłem gdy z nią zerwałem, jak kiepsko było ze mną i jak blisko byłem do samobója (nie z jej powodu, tylko ogólnie). Dacie mirki 100% siebie, będziecie zmieniać kogoś na lepsze, będziecie robić wszystko, a i tak koniec końców nic z tego nie macie oprócz cierpieniach Ja to w tym momencie w pełni rozumiem. Przez to, ze jestem jaki jestem, to pewnie nigdy o niej do końca nie zapomnę, ale nie utrzymuje już z nią relacji. Gdyby chciała do mnie wrócić, to nie wiem, czy bym powiedział nie, czy tak. Nie wiem, bo staram się o tym nie myśleć. Staram się żyć swoim życiem. Z każdym dniem jest lepiej. Po co o tym piszę? Myślicie pewnie, ze dlatego, ze nie odpuściłem, ze wmawiam sobie. Na pewnym poziomie na pewno, ale z dnia na dzień jest coraz lepiej, a ten post jest dla mnie terapeutyczny. A teraz, śmiejcie się ze mnie mirki XD pamiętajcie ze najlepszym sposobem po rozstaniu jest naprawdę No contact, a wy macie wartość sami w sobie. Wasza wartość nie zależy od tego, ze ktoś was kocha, czy nie kocha. Pamiętajcie o tym, ja żałuje, ze dopiero teraz to w pełni zrozumiałem. Ale chyba to jest piękne w życiu, ze co się nie stanie, to jesteśmy w stanie wyjść na dobrą drogę. Zanim wstawiłem ten post, to czuje cringe do tego, jak się zachowywałem, ze dawałem tyle szans. Ale to chyba o to chodzi, nie, refleksja i nauka. Pozdro mirki. #zwiazki #rozstanie #feels #feelsy #nokurkadebil pokaż całość

  •  

    Zerwałam właśnie z niebieskim ( ͡° ʖ̯ ͡°) przegięłam czy nie?

    Czwartek:
    Pisaliśmy coś, nie zrozumiałam czegoś co napisał (mało istotna rzecz) i on napisał, że jest na imprezie z przyjaciółmi, ale może iść do kąta i mi wytłumaczyć wszystko, bo bardzo mu na mnie zależy- ja napisałam, że nie, luz, możemy dokończyć jutro albo w inny dzień, bo lepiej być na żywo na imprezie zamiast w telefonie, wysłałam mu życzenia dobrej zabawy i buziaki, on na to dziekuję i serduszka, ja na to nic

    Piątek:
    Myślałam, że on się odezwie jak się obudzi po tej imprezie, ale nie odezwał się, ale wstawił do Internetu filmik z rowerów i jakiś tam post

    Sobota:
    Napisałam do niego, że długa ta impreza :) I on napisał na to, że właściwie tak i że chciał w piątek do mnie napisać wiele razy, ale ciągle coś i miał imprezę rodzinną a teraz jest na spotkaniu z klientem (w piątek miał wolne)

    Ja na to: nie jestem głupia, miałeś czas dodawać posty na Internecie (pierwszy raz tak zrobił, bo nigdy nic nie dodał zanim mi nie odpisał) a nie miałeś czasu napisać do mnie słowa, wszystko jest dla mnie jasne w tym momencie tylko nie rozumiem po co pisałeś mi te wszystkie kłamstwa sam z siebie (że mu bardzo zależy, że bardzo tęskni itd), nie rozumiem po prostu po co. Sorry ale to nie dla mnie, wypisuje się z tego

    On: myślę, że źle to oceniasz, nie kłamałem z niczym, jedyne co dodałem to filmik z rowera na wielkim kacu i jedno zdjęcie w poście, a potem prosto szedłem na imprezę rodzinną, Ty powiedziałaś że możemy to dokończyć w inny dzień a ja wiedziałem, że dzisiaj po 12 będę miał dużo czasu żeby rozmawiać

    Dla mnie to dziwne, że ktoś ma czas wrzucać posty a nie ma czasu odpisać. Czy jednak to dobry powód, że go zostawiłam, czy przesadziłam? Przyjaciółka twierdzi, że on czekał aż ja się odezwę, że nic mu nie odpisalam na to "dziękuję" itd, że może chciał też zobaczyć czy ja się odezwę, ale nie sądzę. Nigdy wcześniej mnie tak nie olał... dobrze zrobiłam?

    #zwiazki #rozstanie #logikaniebieskichpaskow #logikarozowychpaskow #niebieskiepaski
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    O czym będzie? O rozstaniach, o kobietach - z mojego punktu widzenia. Po co? Chciałbym się dowiedzieć czy Wy patrzycie na sprawy podobnie. I zaznaczam, ze to będzie dłuższy tekst.

    O mnie: 24 lata, studiuje, pracuje, mam hooby, nie jestem ekstrawertykiem ale mam kilku dobrych przyjaciół.

    Moja historia: 3 miesiące temu rzuciła mnie dziewczyna prawie po 4 latach i 3 latach mieszkania razem, jestem specyficznym kolesiem, ciężko mi poczuć cokolwiek do kogokolwiek, ale z nią było inaczej. Styczeń 2016 i po 10 minutach byłem zakochany po uszy. Październik - zaczynamy ze sobą chodzić. Pierwsze miesiące jak w bajce, ale tez błędy z mojej strony. Odrzuciłem znajomych, hobby, firmę na która ciężko pracowałem. Poświęciłem się jej w 100%. I dochodzimy do mniej więcej września 2019. Dużo problemów, rozwód rodziców, problemy z kasa, ale nie jakieś duże. Wakacje? Były. Wyjścia? Były. Mniejsze, większe wyjazdy? Były. Po prostu wcześniej przyzwyczaiłem się do troszeczkę innego poziomu życia. Zaczęło się to na mnie odbijać. Problemów było dużo, było mi ciężko. Ale starałem się iść do przodu i być szczęśliwy. Ale tez zacząłem coś dostrzegać. A mianowicie coraz większe odsunięcie się jej ode mnie. Bolec na boku? Nie, to nie to. Często nawet gdy coś robiła prosiła żebym odpisał za nią na jej telefonie. I dochodzimy do sierpnia bieżącego roku. Przyjechała powiedziała, ze to koniec. Powód? Standard „wypaliło się, nie wiem co czuje, nie czułam się kochana”. Oczywiście dodała tez „to nie moja wina, wiesz jaki byłeś ostatnio”. Okej, racja było ciężko u mnie, mało rzeczy mnie cieszyło, itd.

    Moja reakcja: oczywiście płacz, proszenie, błaganie, przepraszanie (do tej pory nie wiem za co XD). Myśli samobójcze, ogólnie niechęć do czegokolwiek. Oczywiście dodała również, ze może za pol roku, może rok (typowe - tratwa gdyby nie wyszło z kimś, albo nikogo nie znalazła)

    Jak jest teraz: dobrze, lepiej. Tęskniłem bardzo, rozpaczałem. Ale zauważyłem jedno. Co? Chłód. Kurewski chłód z dnia na dzień. Wyobraźmy to sobie. Miesiąc wcześniej spędzacie najlepsze wakacje w życiu. Zajebiste momenty, świetny humor (nawet ja byłem wtedy w pełni szczęśliwy, pozwoliło mi to zapomnieć o problemach). Myśl kurczę wszystko się ułoży. Akurat ostatnie miesiące pod względem finansowym i u mnie i u niej były lepsze. Zapewniałem sobie poduszkę wiec ten „problem” mi odpadł. Planujemy jeszcze jakiś wypad. Kilka dni wcześniej rozmawiały normalnie, planujemy coś na święta, następny rok. A po kilku dniach: co tam u Ciebie? Ok. Ale do brzegu. Ten chłód który we mnie uderzył sprawił, że w zasadzie tęsknota minęła w chwile. W jedna chwile. Było to około miesiąc temu. Dzisiaj mam wolne, zrobiłem prawie wszystko co miałem zaplanowany, czekam na znajomych bo turniej w fife będzie grany. Ale usiadłem i pomyślałem. 4 lata temu zrezygnowałem ze wszystkiego dla niej, dzisiaj jej już nie ma, ale powoli wracam ja. Prawdziwy ja. Ja sprzed związku. Zabawny gość, uśmiechnięty, odnowiłem kontakty, mam plany, zaraz po nowym roku startuje ze swoją firma. Jest to dla mnie zdumiewające, że potrafiłem w 3 miesiące zmienić swoje życie o 120 stopni, do 180 jeszcze brakuje. A dlaczego? Bo odeszła. Nie robię tego żeby coś komuś udowodnić. Ale wróciłem do swojego życia. Wróciłem ja z przeszłości, mam nadzieje ze lepszy niż w przeszłości. We wtorek spotkałem się ze znajoma pierwszy raz od 4 lat. Dlaczego nie utrzymywałem z nią kontaktu? Bo moja ex tego nie chciała. Wszyscy znajomi, rodzina mówią mi: kurczę chłopie jak się zmieniłeś.

    Wnioski: kobiety, ale pewnie mężczyźni też potrafią z dnia na dzień spuścić Cię w kiblu. Nigdy nie można polegać na kimś, bo się przejedziesz. Ty jesteś najważniejszy/a w swoim życiu. Nie zmieniaj się, nie rezygnuj z planów, marzeń, pasji, znajomosci tylko dlatego, że drugiej połówce się to nie podoba. I chociaż boli mnie to i trochę smuci nadal. Zerwanie? Nie. To, że z dnia na dzień można stać się tak zimna kurwa w stosunku do kogoś z kim żyjesz taki szmat czasu. Ale wiecie co jest w tym wszystkim najpiękniejsze? Wnioski. Tak, wyciągnąłem wnioski, wiem co zrobiłem źle. Wiem co muszę zmienić i nad czym popracować, żeby kiedyś w przyszłości stworzyć lepszy związek. Bawi mnie tylko fakt, chociaż może to moje ego, duma, nie wiem.. ze ona jest przekonana, że zrobiła wszystko dobrze i, że bez problemu znajdzie kogoś lepszego. Tak, jej słowa. A dlaczego mnie to bawi? Ja jestem cierpliwy i spokojny, a ona charakterku to najlepszego nie ma. Życzę jej powodzenia i szczęścia. Tylko tyle.

    Morał: dla wszystkich mirabelek i mireczkow po rozstaniach, w trakcie związku - nie zatracajcie siebie. Wy i tylko Wy możecie sprawić, że jesteście szczęśliwi/szczęśliwe. Wszystkim życzę dużo szczęścia, całuje Was i kocham, bo tag „rozstanie” dał mi dużo do myślenia.

    #zwiazki #rozstanie #ex #rozstania #logikaniebieskichpaskow #logikarozowychpaskow

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #5fb7cc569e646f000a8aaff9
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Precypitat
    Roczny koszt utrzymania Anonimowych Mirko Wyznań wynosi 235zł. Wesprzyj projekt
    pokaż całość

  •  

    Czuję się zmeczona swoim życiem.
    Czuję też totalną samotność.

    I tęsknię za kimś, za kim nie powinnam.

    #samotnosc #rozstanie #zwiazki

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Niby się ciągłe słyszy słynne słowa „czas leczy rany”, ale bądźmy szczerzy, w większości przypadków nic nie leczy tych „ran”. Może nam się wydawać, że hej, jest już świetnie, w zasadzie to nic nie czuję, nie myślę. No właśnie, wydawać. Ile razy samotnym wieczorem, albo po alkoholu (czy innych używkach) wracacie do wspomnień? I właśnie te wieczory pokazują, że te chętnie powtarzane słowa nie są warte funta kłaków. Prawda jest taka, że chociażbyśmy nie wiem jak się starali zwalczyć te myśli - jest to skazane na porażkę, z góry. Gdy jeszcze miałam chłopaka, wydawało mi się, że przez to co razem przeszliśmy nic nie jest w stanie nas złamać, że już po prostu tak będzie, zawsze. Że my będziemy. Później sprawy się skomplikowały, nie wiem czy to przez to, że to ja nie dorosłam jeszcze do jakiejkolwiek relacji. Być może, zanim weszłam w ten, prawie trzyletni związek, ostrzegałam go. Gdy było już między nami naprawdę źle, dochodziło do szantażu emocjonalnego, wiadomo, swego rodzaju klasyka, usłyszałam zdanie, które utkwiło mi w pamięci i chyba już nigdy go nie wymażę. Powiedział, prawdopodobnie ze smutkiem, że zdawał sobie sprawę z tego, że będzie „tym chłopcem, o którym się myśli samotnymi wieczorami przy butelce wina”. I cholera, miał rację. Pomimo tego, że to ja zakończyłam ten związek. Jestem mu wdzięczna, za wszystko. Za to, że był przy mnie, gdy w domu latały talerze. Za to, że ja mogłam być przy nim, gdy pisał maturę i wymiotował wręcz ze stresu. Mam wiele powodów do wdzięczności, pomimo, że było różnie. Oboje nie byliśmy idealni. Ale najbardziej w tym wszystkim wybija się uczucie nienawiści. Zanim go poznałam moje życie było, jakkolwiek komicznie to zabrzmi, proste. W domu było jak było, klasyczny przypadek alkoholizmu. Miałam wrażenie, że w sumie to jestem, bo jestem. No i tak sobie byłam, bez celu, bez nadziei, bez przyszłości. Potem poznałam jego. Żałuję. Żałuję, bo pozwolił mi uwierzyć. Pozwolił mi marzyć, planować, tęsknić, kochać. Nie chcę znać tych uczuć. Zwyczajnie. Był kimś, kto pełnił rolę wszystkich w moim życiu. Jasne, miałam znajomych. Znajomych, którzy w zasadzie nie wiedzieli, co się u mnie dzieje, albo udawali, bo tak jest łatwiej. Teraz, minęło już sporo czasu od zerwania wszelkich kontaktów z nim. Wiem, że ułożył sobie życie i znalazł w końcu osobę, która naprawdę na niego zasługuje, bo pomimo tego wszystkiego co robił, to dobry chłopak. Cieszy mnie to, że sobie radzi. Że ma z kim. Nie jestem na niego zła, że obiecał być. Zerwaliśmy, więc ma prawo się odciąć, pomimo zdeklarowania, że będzie mimo to. Zwyczajnie go nienawidzę za to, że pozwolił mi czuć. I piszę to kolejnego samotnego wieczoru, już bez butelki wina. Czas leczy rany.
    #ex #rozstanie #zwiazki

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #5fa063920860c8092cf49bb2
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Precypitat
    Doceń mój czas włożony w projekt i przekaż darowiznę
    pokaż całość

  •  

    Najgorsza po rozstaniu jest chyba ta świadomość, że nic się nie znaczy dla osoby, która była dla nas ważna i dla której my też byliśmy. Czuję się taki nieistotny. Kilka dni temu minęło pół roku, ona już od 4 miesięcy jest w nowym związku, jest szczęśliwa z nowym, lepszym modelem, idzie przez życie jakbym nigdy nie istniał, zupełnie jakby wspólna droga, którą przeszliśmy nigdy się nie wydarzyła, nawet by na mnie nie splunęła na ulicy a ja w tym czasie zamiast wziąć się w garść i iść do przodu, to płaczę, stalkuję ją i przeglądam stare wiadomości wspominając jaki byłem kiedyś szczęśliwy, co negatywnie odbija się na innych potencjalnych relacjach "bo inne nie są jak tamta". Męczy mnie to strasznie, teraz rozumiem o co chodziło w piosence Jeden Osiem L, niszczące uczucie, rozstanie to chyba moja największa życiowa tragedia jak do tej pory, bo wszystko wróciło do szarej i smutnej rzeczywistości, a tak to miałem poczucie, że komuś jestem potrzebny i komuś na mnie zależy. Ja już dłużej nie mogę w ten sposób.
    #zwiazki #rozstanie #rozowepaski #zalesie #gorzkiezale #przegryw
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów