•  

    #anonimowemirkowyznania
    Co sobotę jeżdżę w okolice mieszkania byłego, bo jest tam mój ulubiony supermarket i lumpeks. Jest to dystans około 5 km, ale traktuję tę trasę jako rozgrzewkę dla aku mojego samochodu (do pracy chodzę z buta). I oto dzisiaj, w prawie 700-tysięcznym mieście spotkaliśmy się na światłach xD co prawda byłam zajęta śpiewaniem wniebogłosy, ale w ostatniej chwili zauważyłam go, a tablice rejestracyjne potwierdziły, że to on. Mirki, myślicie że on mnie widział? Ja na przykład zawsze przyglądam się ludziom w samochodzie obok na światłach xD

    A jeśli zauważył, czy wyszłam na stalkera? Dodam, że przez chwilę chciałam do niego wrócić, a od rozstania minęły 4 miesiące

    #zwiazki #rozstanie #beka #pytanie #kiciochpyta #rozowepaski i trochę #motoryzacja XD

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

  •  

    Minął rok, wciąż boli. Zmieniłem swoje życie na lepsze, robię masę nowych rzeczy, mam masę nowych znajomych. Dlaczego wciąż mam wrażenie, że bez niej ja nie żyję, ja tylko zabijam czas... #zwiazki #rozstanie #feels

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Jestem głupim idiotą kochającym kobietę, która go zdradzała i potraktowała jak śmiecia.
    1.Kilka miesięcy od rozstania.
    2.Największa miłość.
    3.Życie nie ma już dla mnie sensu, bo straciłem kogoś, przy kim poczułem się pierwszy raz w życiu szczęśliwy.
    4.Moja samoocena jest bliska zeru, bo zostałem wymieniony na nowyszy model o czym oczywiście zostałem poinformowany (wszystko przez SMS).
    5.Jestem głupią uczuciową szmatą, a piszę to wszystko, bo muszę to z siebie wyrzucić.
    6.Nie ufajcie nikomu, nawet żonom i mężom, ja zaufałem, bo przecież to była "miłość"(tak, mówiła to, miliony razy, nawet kilka dni przed).
    7.Związki są przereklamowane, lepiej umrzeć w samotności niż narażać się na ciągłe cierpienia z powodu odrzucenia, braku akceptacji i niezrozumienia.
    8.Jebać złych ludzi, którzy na cudzym nieszczęściu budują swoję szczęście.
    9.Leczenie kompleksów na punkcie swojej męskości i próbowanie zrobienie z siebie "alfy" na tym portalu jest żałosne.Dlaczego? Bo nawet jeśli się wam uda i jakaś kobieta was "zechce" to nie dlatego, że pokochała wasze prawdziwe "ja", tylko jakiś wykreowany twór, to nie jest miłość, tylko zaakceptowanie lepszej transakcji na rynku matrymonialnym przez kobietę.
    W drugą stronę też to idzie, po co udawać przed facetami kogoś kim się nie jest? A statystyka rozwodów sięga potem kilkudziesięciu procent.
    9.Dalej ją kocham i nic z tym nie zrobię
    Pozdrawiam,
    Smutny użytkownik życie.pl
    #zwiazki #rozstanie #gorzkiezale

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: marcel_pijak
    Dodatek wspierany przez: Nie siedź w domu w ferie i w wakacje
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirki i Mirabelki, muszę coś z siebie wyrzucić.

    Wstęp :
    Jakieś cztery lata temu będąc w nieudanym związku z dziewczyną z która nie do końca trafialiśmy do siebie. Pojechałem do urzędu coś załatwić i w kolejce przede mną stała pewna dziewczyna. Jakoś wyszło, że zaczęliśmy rozmawiać i mimo tego,iż widziałem ją pierwszy raz na oczy rozmawialiśmy ze sobą o wszystkim i o niczym jakbyśmy się znali przez całe życie. Po tych kilku/kilkunastu minutach rozmowy poczułem, że to jest "ta". Może zabrzmi to śmiesznie bo miałem sporą przeszłość związkowo-seksualną (dziewczyny na jedną noc, związki krótsze bądź dłuższe) i do momentu w którym ją poznałem myślałem, że miłość jako taka nie istnieje.
    Wymieniliśmy się numerami, wróciłem do domu gdzie był mój ówczesny różowy i choć pod pewnymi względami była to świetna dziewczyna, ładna (w mojej skali takie 8/10), wierna, dbała o mieszkanie, dbała o związek i czułem, że stara się by było jak najlepiej i nigdy złego słowa bym o niej nie powiedział to był pewien problem przez który męczył mnie ten związek. Nie potrafiłem z nią tak luźno rozmawiać, wkurzał mnie jej brak ambicji i zainteresowań, do tego przesadzała z portalami typu fejs/insta (zdjęcia z każdego wyjazdu, zdjęcia w aucie, zdjęcia z restauracji itd)

    Usiadłem i zacząłem myśleć o tym wszystkim, że być może to tylko zauroczenie w nowo poznanej dziewczynie i szukanie na siłę problemów w różowym. Nie chciałem działać pod wpływem emocji więc nie mówiłem jej o tym wszystkim i dalej żyliśmy razem. Jednak łapałem się na tym,że coraz częściej myślę o tej nowo poznanej dziewczynie, zaczęliśmy ze sobą pisać i czasami dzwoniliśmy do siebie, jednak na gruncie typowo koleżeńskim bez żadnych podtekstów, sprośnych żartów i temu podobnych. Po rozmowie ze znajomymi i własnych przemyśleniach stwierdziłem, że obecny związek nie ma sensu tym bardziej że w głowie cały czas mam tą "drugą". Wyjaśniłem ówczesnej partnerce,że nic do niej nie czuje, że wszystko jest dobrze ale czegoś mi brakuje i tego nie da się zmienić, poprosiłem by się spakowała i wyprowadziła (mieszkała u mnie) i powiedziałem, że zawsze może na mnie liczyć.

    Euforia:
    Jakoś tydzień po tym jak moja już "była" partnerka się wyprowadziła zacząłem spotykać się z swoim aktualnym różowym. Sporo szaleństwa, podróże byłe gdzie byle razem, nocki na plaży bądź gdzieś w górach obserwując zachód i wschód słońca pijąc wino i rozmawiając. Wyjazdy duże i małe, wspólne skoki ze spadochronem czy na bungee. Restauracje ze świecami i pikniki na łonie natury, sporo seksu, rozmów, bliskości. Ogólnie pierwsze pół roku spotkań z nią to był najlepszy moment w moim życiu.
    Co prawda całe to szaleństwo i częste wyjazdy miały też swoje problemy, wyrzucili mnie z fajnej pracy bo przestałem się w niej pojawiać a zdalnie robiłem dużo mniej niż powinienem. Kłótnie z rodzicami o to,że to co robię to przesada, brak czasu dla znajomych i rodziny jednak miałem to w dupie bo liczyła się tylko ona.
    (w kwestii wyjaśnień, nie była zemną dla pieniędzy, sama również organizowała jakieś wyjazdy dla nas, sama często płaciła bądź dokładała się do wyjazdów)

    Stabilizacja:
    Mimo całej tej sytuacji dostałem świetną ofertę pracy z dala od domu, a nie jestem jakimś bananem więc pieniądze szybko uciekały i przyszedł czas na poważną rozmowę. Doszliśmy do wniosku, że chcemy być ze sobą, ja przyjąłem ofertę pracy, ona rzuciła studia i wyjechaliśmy z dala od rodzinnych domów by zamieszkać razem (po 6-8 miesiącach spotykania się). Na początku było jeszcze lepiej, wspólny remont i meblowanie mieszkania, sporo frajdy z tworzenia własnego kąta. Ona znalazła pracę, ja wdrażałem się w nowej pracy, wspólne motywowanie się i zrozumienie, że musimy też zadbać o stabilność. W dalszym ciągu wyjeżdżaliśmy na jakieś weekendowe wyjazdy, zwiedzaliśmy miasta, miejsca, bary, restauracje i hotele jednak coraz rzadziej. Układało nam się zawodowo i finansowo, pchałem ją trochę w kierunku kariery i rozwoju żeby szła jeszcze dalej. Sam w międzyczasie poznałem na imprezie firmowej kolege z którym wpadliśmy na pomysł otworzenia własnej "firmy". Ja miałem znajomości i kontakty w różnych firmach ze względu na pracę (wtedy byłem koordynatorem w agencji pracy), więc znałem większość szefów-klientów z różnych branży, on znów miał świetne umiejętności handlowe, rozeznanie rynkowe i znajomości w innym sektorach. Rozmawiałem, ze swoim różowym i opowiedziałem jej o tym, że mam w planach otworzyć coś ala firmę i na początku czasowo i finansowo będzie słabiej, ona stwierdziła że rozumie i jeśli będzie możliwość to zawsze chętnie pomoże.
    Pierw wynajeliśmy małą hale/magazyn, kupiliśmy lawetę, narzędzia, komputer. Kupowaliśmy jakieś sprzęty typu kosiarki, traktorki, łodzie,przyczepy,skutery,rowery,elektronikę przeważnie z zagranicy, naprawialiśmy,robiliśmy renowacje i sprzedawaliśmy dalej. Pochłaniało to sporo czasu ale w miarę szybko zaczęło przynosić profity mimo kosztów.

    Pracująca codzienność
    Pracowałem w korpo, po pracy przyjeżdżałem na chwilę do domu po czym ruszałem na halę dalej do pracy. Z różowym widywałem się coraz rzadziej, i choć na początku rozumiała sytuację, sama przyjeżdżała nam pomóc typu coś posprzątać, coś ogarnąć.Ja awansowałem w pracy na menadżera, w międzyczasie załatwiłem jej po znajomości pracę żeby mogła się dalej rozwijać, na hali zajmowaliśmy się coraz droższym sprzętem, coraz częściej pojawiały się jakieś weekendowe wyjazdy bo w Francji do kupienia jest to a w Austrii tamto. Różowego widywałem coraz rzadziej, przez większość dnia lawirowałem między pracą i halą, bywały takie dni że przychodziłem do domu kiedy ona spała a wychodziłem nim wstała.
    Różowy prosił o rozmowę, mówiła że już dłużej tak nie potrafi. Że siedzi tu sama bo mnie ciągle nie ma, że nigdzie nie jeździmy, nic nie robimy. Rozumiała, że na początku może tak to wyglądać ale taka sytuacja miała miejsce przez prawie dwa lata, że cieszą ją prezenty które jej kupuje typu markowe torebki, biżuteria, auto które jej kupiłem ale ona nie potrzebuje tego a chce tylko więcej czasu zemną. Ustaliliśmy (a właściwie wymusiłem na niej), że jeszcze góra rok będzie tak to wyglądało bo kończę odkładać na swoje mieszkanie a chce jeszcze dołożyć rodzicom by oni mogli kupić coś swojego i wtedy będę pauzował z tym wszystkim.

    Początek końca

    Różowa w pracy poznała przyjaciółkę z którą zaczęła wychodzić to tu to tam. Na początku cieszyłem się,że w końcu ma kogoś z kim może coś porobić bo jest trochę szarą myszką w kontaktach międzyludzkich. Ja będąc coraz bliżej ustalonego celu zacząłem myśleć co dalej bo nie chciałem całkowicie rezygnować z takiego życia i sytuacji finansowej jednak kochałem ją i zrozumiałem, że czuje się samotna. W końcu osiągnąłem cele, kupiłem sobie mieszkanie, dołożyłem rodzica by mogli kupić swoje, zmieniłem auto ze sportowego na kombi bo miałem gdzieś tam w planach założenie rodziny a przy okazji coraz mniej czasu poświęcałem na pracę na hali.

    Starałem się jej zrekompensować stracony czas, zaczęliśmy planować (a właściwie ja planowałem) co dalej. Chciałem wrócić do siebie do rodzinnego miasta gdzie miałem kupione mieszkanie jednak tam nie było odpowiedzi na moje zapytania o prace, ona chciała wrócić do siebie na wieś. Dostałem jednak ofertę pracy bliżej domów, ona się zgodziła, pojechaliśmy oglądać jakieś mieszkania do wynajęcia "w lepszej okolicy",. Podpisaliśmy umowę wstępną, ogarnąłem ekipę remontową która miała je zrobić pod nas a my powoli mieliśmy zamykać swoje sprawy w mieście w którym byliśmy. Zauważyłem jednak że różowa odpuszcza, brak czułości, brak seksu, coraz częściej zaczęła wychodzić z przyjaciółką. Przyszedł czas na szczerą rozmowę, ona powiedziała że nie chce się przeprowadzać tam gdzie ja a wrócić do siebie na wieś, że uczucie się wypaliło. Nie potrafiłem tego zrozumieć, starałem się byśmy mieli jak najlepiej jednak faktem jest, że mocno ją zaniedbałem. Prosiłem ją o szansę, odmówiłem oferty pracy i zrezygnowaliśmy z mieszkania (za co musiałem zapłacić karę za zerwanie umowy). Starałem się zabierać ją jak kiedyś w różne miejsca i wzbudzić uczucia jednak widziałem, że jej już to nie cieszy.

    Koniec?
    Podczas moich prób walki o nią, gdzieś przypadkiem sprawdziłem jej telefon i okazało się, że pisze z jakimś kolegą. Co prawda nie był to typowy bolec na boku ale żaliła mu się, że jest samotna w tym związku, że nie radzi sobie z tym wszystkim, że dalej wszystko jest jak ja chce, Wyszła z tego kłótnia, zapytałem jej co to ma znaczyć a ona zapytała gdzie ja byłem kiedy ona mnie potrzebowała bo na pewno nie przy niej. Przyznała się, że zależy jej na nim i chce to skończyć.

    I tu dochodzimy do dnia dzisiejszego, mieszkamy razem jednak ona chce się do końca roku wyprowadzić, niby nie ze względu na niego a na to, że uczucie w niej się wypaliło i ona nie chce już dalej tak żyć jednak ja nie potrafię sobie z tym poradzić. Kiedy mam przed oczami moment w którym ona zacznie się pakować i już nigdy jej nie zobaczę to odechciewa mi się żyć, zapierdalałem żebyśmy mieli wszystko, byśmy mieli swoje (moje) mieszkanie, by niczego nie brakowało a ona chce odejść. Rozumiem i jednocześnie nie potrafię zrozumieć, że to koniec. Groziłem jej, że nie pozwolę na to by ona z nim była, że stanie mu się krzywda jeśli dowiem się, że są razem jednak mimo wszystko rozumiem ją w tym wszystkim i to były puste słowa.
    Płakaliśmy razem wyrzucając z siebie uczucia których nigdy sobie nie potrafiliśmy powiedzieć, byłbym gotów rzucić dla niej wszystko co mam i zacząć od nowa gdzie indziej by udowodnić jej że to ona a nie pieniądze są dla mnie najważniejsze jednak ona cały czas powtarza, że już mnie nie kocha.

    Nie potrafię myśleć o życiu bez niej, po tych wszystkich chwilach i wyjazdach razem, po tylu latach mieszkania. Nie wiem co mam robić jednak cały czas słyszę jej pytanie "gdzie Ty byłeś kiedy Cię potrzebowałam" i wiem jak mocno to wszystko zaniedbałem w pogoni za pieniądzem.

    Obecnie staram się spędzić z nią jak najwięcej czasu mimo świadomości że ona odchodzi i w dalszym ciągu mam nadzieje,.że uda mi się to jakoś naprawić chociaż wiem że nic z tego

    Mirki nie popełniajcie mojego błędu, pieniądze są fajne jednak nie może zapominać o osobie która się kocha.
    Przepraszam również za fatalną składnie jednak nie potrafię tego wszystkiego co czuje i co miało miejsce opisać.

    #zwiazki #rozstanie #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #zalesie #samotnosc #milosc

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla młodzieży
    pokaż całość

    •  

      Napisałeś, że za budowanie rodziny bierze się w momencie kiedy ma się stabilne życie, a ja napisałem wcześniej, że o ślubie i dzieciach chciałem myśleć na poważnie kiedy będziemy mieć własne mieszkanie.

      @AnonimoweMirkoWyznania: Odniose sie najpierw subiektywnie do tego fragmentu, chociaz nie mnie wolales. Nie. Stabilne zycie rozumiem jako wystarczajacy poziom finansowy i przede wszystkim silna, stabilna relacje miedzy partnerami.

      A co do reszty, strasznie duzo "Ciebie" w Twych wypowiedziach. Kupiles, zdecydowales, wydawalo ci sie, chciales... Tak szczerze, przegadaliscie wczesniej ten plan? Co ona wlasciwie wiedziala o Twoim podejsciu do pracy, zyciu, planach? Daj same fakty, tylko to co powiedziales jej, zadnego "przeciez widziala na codzien" lub innych "myslalem ze to oczywiste".

      Btw to troche brzmi jakbys Ty wolal klasyczny uklad w ktorym to ostateczna decyzja nalezy do mezczyzny a kobieta sie tak miekko dostosowuje, ufajac ze wiesz dobrze co robisz [troche jakbys Ty byl naczyniem a ona ciecza], a ona w pelni partnerski. Jesli tak, to sie zdecydowanie nie dobraliscie.
      pokaż całość

    •  

      Hela: @AnonimoweMirkoWyznania: Tak czytając ten cały wpis zauważam, że tylko jedna osoba zwróciła uwagę na to, że mimo miło spędzanego czasu w pierwszej fazie związku to wydajecie się po prostu źle dobraną parą (kontekście dłuższego życia) z innymi celami życiowymi. Nie ma tu winy jej czy twojej, tak po prostu się zdarza.

      Zaznaczę, że sam OPie znasz najlepiej swoją sytuacje, swoje potrzeby itd.
      Ja wypowiadam się jako obserwator stojący z boku i wplatający w obserwacje również trochę mojego podejścia do życia czy też doświadczeń.
      W każdym razie w mojej opinii sprawa jest przegrana na dzień dzisiejszy... ta dziewczyna marzy raczej właśnie o spokojnym życiu na wsi ( jeszcze zobaczymy czy to jej czkawką się nie odbije bo łatwo się mówi o skromnym życiu, nie musząc faktycznie się martwić o $). Być może wtedy będziecie mieć jakąś szansę.

      Aczkolwiek wydaje mi się, że nawet nie o same pieniądze czy mało czasu tu chodziło bo przecież ludzie żyją w różnych związkach! Chodzi tu raczej o wasze podejście do sprawy, a szczególnie z twojej strony co wyszło w późniejszych odpowiedziach.

      Dziewczyna zrobiła błąd już na samym początku rezygnując ze studiów dla Ciebie (nie piszesz tego nigdzie wprost, ale jakoś tak emanujesz lekceważeniem względem jej kariery). Mam wrażenie, że lekceważenie przeniosło się na całą dziewczynę (nie oddzwanianie, brak nawet smsa, brak czułości z twojej strony i zainteresowania nią)bo jakie ona może mieć problemy w stosunku do Ciebie. Nie wiem jaki jest wasz poziom intelektualny, ale mam wrażenie że nie traktujesz jej na pozycji partnera.
      To moim zdaniem nie ma nic wspólnego z pieniędzmi tylko z tym, że zachowywałeś się jak arogancki bubek, może nie wprost ale jednak/ a może tyran w każdym razie coś w ten deseń. Bo ten epizod z dyskoteką pokazuje jakieś problemy z kontrolą. Serio 40 połączeń? Aż tak bardzo nie mogłeś uwierzyć, że nie była na skinienie palca? (tak to wygląda... serio jak idzie się na impreze to rzadko kiedy siedzi się przyklejonym do telefonu, a tłumaczenie z tym ze coś jej się stało jest takie średnie, w pracy też mogło Ci coś się stać, no nie?). I o ile rozumiem emocje to zabranie pierścionka już było mega nie halo... bo dziewczyna chciała walczyć o uwagę, pokazać że coś się dzieje a ty jej rąbnąłeś z sierpowego.
      Myślę, że to było coś co przelało czarę i cokolwiek przez ten miesiąc byś nie zrobił to nie pomoże.

      PS. Nie oceniam Cię bardzo negatywnie bo ja akurat jestem wdzięczna, że mój facet chce się rozwijać i nie przeprowadzi się do mnie(ani ja do niego) w tym momencie bo miałby tu gorsze perspektywy. Oczywiście było dużo sporów o to co dalej i gdzie, ale wydaje mi się, że lepiej odbyć takie coś wcześniej niż później. I bliższa jest mi twoja postawa dużej ilości pracy osiągnięcia pewnego poziomu niż rzucania studiów przez zakochanie.

      PPS Chłopak kończy studia i pracuje, wraca do domu późno i jeszcze siedzi i robi projekty ale ZAWSZE znajduje czas by do mnie napisać lub zadzwonić. Tak samo jest z mojej strony. Taka sytuacja to ok 2 lata.(A nawet jakby się okazało, że ma potrwać jeszcze 2 bo coś tam, to trudno, choć oczywiście dążymy do tego by jak najszybciej to zmienić).

      @bardzo-na-chwile
      Smutna ta opowieść, bardzo. Nie umiem sobie wyobrazić siebie na twoim miejscu, bo nie wiedziałabym chyba co robić. Dużo zależałoby od postawy tej 2 strony. Oby jakoś Ci się życie ułożyło.

      Zaakceptował: Eugeniusz_Zua}

      pokaż spoiler Wołam obserwujących: @Wooferek, @bardzo-na-chwile, @Mazman
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (64)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Hej! Mam pytanie odnośnie #zwiazki
    Moja ex odrazu po rzuceniu mnie związała się z innym mężczyzną mimo, że wcześniej zapewniała mnie o swojej miłości, także nie spodziewałem się tego wszystkiego, był to dość duży szok.Jak to możliwe, że ktoś tak szybko radzi sobie z rozstaniem?Czy to oznacza, że nigdy mnie nie kochała skoro tak postąpiła? Pytanie do kobiet: czy jest możliwość, że dalej o mnie myśli i coś czuję, mimo, że tak szybko się z kimś związała?Dodam, że nie było żadnych zdrad itp, raczej brak większych problemów w związku.Bardzo za nią tęsknię i dalej nie rozumiem jak można tak szybko związać się z kimś innym
    #logikarozowychpaskow #rozstanie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla maturzystów
    pokaż całość

  •  

    ale te wieczory bez #rozowypasek są strasznie chujow. nawet gdy są plany na weekend i siedzę ze znajomymi to myśli nadal błądzą typu "szkoda, że nie ma jej już tu obok"
    prawie 3 miesiące a czego bym nie robił to zawieszony wspomnieniami o niej, dżizes jak mi jej brakuje, czas leczy rany... taa...
    #rozstanie #zwiazki #rozowepaski pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Tkwiłem przez długi czas w toksycznym związku.
    Na początku była sielanka, zakochani po uszy, nie dostrzegałem tego, co się święci.
    Kłótnie pojawiły się szybko, ale tłumaczyłem sobie, że to przez to, że się jeszcze nie rozumiemy. I tak coraz częściej.
    Potem schemat kłótnia-sex-normalność. Przed związkiem czułem się szczęśliwym gościem z dużym poczuciem wartości, teraz jest zupełnie odwrotnie. Straciłem znajomych, przyjaciół, wielu zaniedbałem.
    Sam już nie wiem kogo to była wina. Przez wszystkie kłótnie cierpliwie wysłuchiwałem, że moja. Przepraszałem, obiecywałem poprawe. Ona przyznala się do winy może raz...
    Z czasem kłótnie były coraz częstsze, ciągłe niezadowolenie. Nie pasował jej mój wygląd, zachowanie, znajomi. Nie chciała do mnie przyjeżdżać, jedyna forma spędzania czasu to były rozrywki w jej mieście, a mieszkaliśmy od siebie 60 km. No to dojeżdżałem, siedziałem u niej, skoro ona nie chciała. Często spędzaliśmy słoneczne dni na kanapie przez telewizorem, czułem się jak w klatce. Zawsze wmawiała mi, że to przeze mnie nie przyjeżdża bo nie jestem konkretny. Jak mówilem żeby przyjechała to widocznie nie wystarczało.
    Rozmawialiśmy o problemach, ale co to za dyskusja? Skoro cały czas analizowaliśmy to co ja źle zrobiłem. Nie jestem święty, ale przecież nie tylko ja popełniałem błędy.
    Nie wyzywałem jej w kłótniach, a potrafiłem od niej usłyszeć "spier$dalaj"... Mówiła, że to przeze mnie, bo doprowadziłem ją do tych emocji. Przepraszam za to nie usłyszałem bo to przeze mnie.
    Próbowała mi wmówić chorobę psychiczną, wysyłała do lekarzy. Sam w to wszystko uwierzyłem. Fakt, miałem ciężką sytuacje w dzieciństwie, ale wydawało mi się, że z tego wszystkiego wyszedłem. Odciąłem się, a teraz wszystko wróciło. Ona twierdziła, że nie da się tego pokonać bez rozmowy ze specjalistą. No i tak się stało, teraz demony wróciły, a nie było ich przez długi czas.
    Święty nie byłem, ale nie kontrolowałem jej w żaden sposób, miała dowolność. Ona bywała zazdrosna o koleżanki, które znałem już lata, a po prostu polubiłem ich zdjęcia w mediach społecznościowych. Gdy ja spędzałem czas sam musiałem się tłumaczyć. Gdy podawałem argumenty, typu, że jestem zbyt zmęczony żeby jechać te 60 km to padały hasła o lenistwie i braku zaangażowania. Zaczynały się kłótnie. A potem i tak przeprosiłem, bo przecież to ja byłem winny. To ja ją sprowokowałem.
    Uwolniłem się, czuję ulgę, zerwałem, o jedną kłótnie za dużo. Spotykam się ze znajomymi, od paru dni robię to co lubię, wziąłem parę dni wolnego. Czuję się szczęśliwy. Chce się żyć.
    Ciesze się życiem. Nawet nie jestem zbytnio smutny, może tylko gdy przypomnę sobię jakiś szczęśliwy moment, ale liczę, że to się da zwalczyć.
    Trochę się boję zimowych wieczorów w których mi się wszystko przypomni.
    #zwiazki #gorzkiezale #rozstanie #logikarozowychpaskow #zwiazek #milosc

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

  •  

    Wieczór piątkowy, napełniłem się już trochę weną, a dym z ćmika odgania komary, można zatem temat pociągnąć dalej.
    Pierwsza Nie-Polka, to całkowity przypadek. Nawet jej nie szukałem. Ukończyła w b.ZSRR mocno zeteserowski kierunek politechniki (branża zbrojeniowa) i przyjechała w Polszu robić szkołę byle jaką i zacząć tu pracę w walucie lepszej niż wschodnia. Ja zostałem poproszony o zaprowadzenie jej do Urzędu, celem pobrania jakiś kwitów. Zwykła, grzeczność na prośbę znajomego.
    Umawiam się z PNP na dany termin. Idzie. No i Ci powiem, że od razu byłem zdziwiony. Nie oszołomiony. Zdziwiony. Pamiętasz, jak pisałem o dwóch latach po PP. Poznawanych koleżanek trochę było i ta PNP była całkowicie inna. Zero tapety, zero wypacykowania, zero wlewu, zero księżniczki, uroda taka też inna. Przepraszam, nie wiem jak to określić. Żadne WOW! Taka Lidka z Czterech Pancernych, ładna, ale nie seksowna. To, że była cicha i lekko speszona to wiadomo. Obcokrajowiec, wszystko nowe. Niemniej, na tle całego mojego dwuletniego "szlamu", była miłą odmianą. Grzeczna, ciepła, ciekawa dziewczyna.
    Ona polskiego znała tyle co nic, ja rosyjskiego wcale. Gadaliśmy po angielsku lub na migi. Ale gadaliśmy. Może to głupie, ale z początku serio jakoś niewytłumaczalnie podobało mi się i rozmiękczało to, że ona mówi "chljep" zamiast "chleb". Ciekawiła mnie. Zero podniecenia, zero motyli w brzuchu. Ciekawość. Po załatwieniu sprawy urzędowej, już miałem w głowie myśl, żeby jakoś jej ułatwić start w Polsce. Taki rycerz się we mnie obudził. Po spotkaniu, dawaj do księgarni. Kupiłem jakiś podręcznik kierowany specjalnie dla rosyjskojęzycznych do nauki polskiego. I dziwnym trafem (bo promocja była), kupiłem analogiczny podręcznik do nauki rosyjskiego...;)
    Tutaj mały OT. Po pół roku, zacząłem gadać po rusku. Teraz gadam biegle, wtedy gadałem tak, że na Białorusi mogłem kupić słoninę i wódkę samodzielnie. Moja obserwacja: dziś mało kto z młodych #rozowepaski mówi po rusku. Jeśli jesteś #przegryw i chcesz się wybić z tłumu w na parkiecie, wyucz się i szepnij do uszka z dwa wersy obojętnie czy Puszkina, Jesenina, Wysockiego czy Lenina. 99% na bank nie zrozumie, ale jakaś część się zaciekawi heh. I nie rzucałbym tutaj takiej pseudorady od starszego kolegi tak bez powodu, ale jedna z bliższych poznanych koleżanek, przyznała mi się, że od razu wyobraziła sobie dzikiego ruska, chlającego spiryt z gołą klatą przy -40 stopniach, ze stalinem w gaciach. Zmiękła. Urzekło mnie to, rozbawiło, zapamiętałem i powtarzam.
    No to jak już wiesz, że mówię teraz biegle w języku Puszkina, to domyślasz się, że znajomość z PNP rozwijała się. I może chuowo zabrzmi, ale często na zasadzie "nie ma co robić, żeby nie siedzieć w domu, gdzieś wyskoczymy, pokaże Ci miasto". Wypełniacz. I to wyskakiwanie na miasto było ciekawe samo w sobie. Folklor maksymalny. Sukienka plus szpilki plus zółty, przeciwdeszczowy kapok zakoszony żywcem z kutra rybackiego w Jastarni. Na palcach tyle złotych pierścieni, że niektóre stawy były unieruchomione. Makijaż na matrioszkę. Nie moja stylistyka trochę ;) ale przyznaję, budziło to bardziej moją sympatię i dalej ciekawość. Trochę przegięcie było w parku, kiedy zapytała czemu ludzie karmią nieswoje kaczki chlebem, czy oni potem je i tak złapią i zjedzą? Ale chj tam, całokształt i tak był nieporównywanie lepszy niż 3/4 #badoo .
    I po jakimś czasie odezwał się we mnie głos, który utożsamia moje skuwienie i niemożność uczenia się na błędach. Głos, który doprowadził mnie do chwili obecnej, kiedy jestem zapijaczonym wrakiem z pojeanymi myślami w głowie. Głos, który mówił mi tak: słuchaj, siedzisz tak sam, wiesz że znaleźć wartościową dziewczynę nie jest aż tak łatwo. A czas jakoś już zacząć normalnie, statecznie żyć. Długo już siedzisz bez celu, chlasz, marnujesz się, zaebiesz się...może by tak bardziej z ROZSĄDKU się związać, przecież fajna dziewczyna? I już Ci mówię, te rozmyślanie o "rozsądku" to była kwintesencja mojego skuwienia. A może prościej. To była wynikowa mojej w sumie desperacji, do której nie chciałem się przyznawać. Wmówiłem sobie zakochanie. Zostaliśmy parą.
    Ale jakbym chciał się lekko chociaż usprawiedliwić, to PNP dzielnie wspierała to wmawianie. Nie że specjalnie. Po prostu tak miała w genach. Śpieszę z tłumaczeniem. Zostawiasz ją w domu na 1,5 godzinki, bo zadzwonił kolega i musisz do niego wyskoczyć. Wracasz i co? A tam kurna błysk. Wymyte wszystko. Kibel, piekarnik i dwuletni kurz na szafie. Chcesz coś zjeść? Kurna trzy opcje do wyboru, a jakby było mało, to jeszcze nalepię Ci pierogów. Albo barszcz zrobię...Ja prdl, to jakaś ukryta kamera??? "taaaka żona", cytując klasyka świra.
    Zdaję sobie sprawę, że jak to teraz czytasz, to sobie myślisz jakim pojeem ja byłem/jestem. Jakimi chuowymi kategoriami ja myślałem. Masz rację, nie bronię się. Byłem maksymalnym przegrywem, żyłem w syfie, nie byłem facetem z jajami, nie mogłem się ogarnąć, więc takie "ciepło" strasznie mnie brało.
    Oczywiście mimo dziur, mózg mi jakoś tam pracował i zdawałem sobie sprawę, że pierogi pierogami, ale życie jest życiem i różne historie się słyszało z koleżankami ze Wschodu. Zacząłem więc testy. Chore, nie? Gdzieś mi tam przypadkowo stówa spadła za sofę. PNP sprzątała, znalazła, oddała. OK. Karta pobytu, nie proponowałem żadnej pomocy, robiła wszystko sama. Nie służyłem zatem jako przewodnik po meandrach ustawy o cudzoziemcach. Utrzymanie materialne: też nic nie musiałem robić, ogarnęła sobie robotę w restauracji, obierała ziemniaki i myła garnki...OK. No i zaczęła studia, na które tu przyjechała. No to chora głowa podpowiedziała mi jeszcze, że na bank chce mnie złapać na dziecko i żyć z "europejskich" alimentów. Zaproponowałem więc chytrze, seks bez zabezpieczeń. Odmówiła! Ty durak, ribjonka choczesz mnie sdielat?! A propos: seks był też inny. Taki jakby z nastawieniem u niej, że chłop wraca z 12 godzinnej zmiany w fabryce czołgów T-72, zmęczony jest, to niech sobie upuści z krzyża. Ja będę leżała, a Ty dawaj! Należy Ci się, bo chłop jesteś. No i oczywiście w międzyczasie, w trakcie zmiany pozycji z misjonarskiej na misjonarską, mogę donieść pierogów. Seks nie podobał mi się.
    Tak bez uczucia, wszedłem w związek z nudów/depseracji/rozsądku/sku*wienia, dla wygody. BŁĄD! Nie rób tak. "Jakoś to będzie" myślałem. No i było. Miło, fajnie, bez fajerwerków, no ale jak nie ma fajerwerków to nie ma też wielkich emocji i spin, prawda? Sobie żyłem i wmawiałem, że jest już ok, a będzie jeszcze lepiej. Wyhamowałem z imprezami, piłem jakby mniej, wywaliłem wszystkie relikty przeszłości (czyt. konta w randkowych aplikacjach), zacząłem się dokładniej czesać. I tak to trwało, aż do momentu kiedy zadzwonił do mnie Filozof...
    @Canova #depresja #zwiazki #zalesie #alkoholizm #niebieskiepaski #rozstanie #seks
    pokaż całość

    +: Sofa, F..................d +5 innych
  •  

    Jest wena, to trzeba ją wykorzystać. Tak jak wspomniałem wcześniej, mój ówczesny #rozowypasek Pierwsza Polka, kilka lat temu, po 7 latach wspólnego płacenia rachunków, rzucił do mnie pewnego lipcowego popołudnia tekst standard: to koniec, wyprowadzam się. Z racji tego, że była to pierwszy poważny #zwiazek , tym samym zaliczyłem pierwsze w życiu #rozstanie
    Oczywiście w to nie wierzyłem, a kiedy już moja Pierwsza Polka zabrała z mieszkania ostatnie swoje rzeczy, przyszedł szok i panika. Tak między nami, to PP miała absolutną rację kończąc ten związek. Zdecydowanie przechodzony i bez jakichkolwiek perspektyw. Przyzwyczajenie, a nie miłość. Jej nigdy nie było. Ale mogę to przyznać teraz, po kilku latach. I telepatycznie PP pozdrowić. Wtedy zareagowałem, tak jak (wiem to dopiero teraz, raz z doświadczenia, dwa z przeczytanych mądrych zdań) absolutnie zachować się nie powinienem. No to jedziemy z #przegryw em: płacz, błagania, szantaż spamowanie smsami, szpiegowanie na fb, wyczekiwanie pod pracą, aranżowanie "przypadkowych" spotkań na mieście...a w nocy znów histeria, przeglądanie do wymiotów wspólnych zdjęć...znasz to? :) no kurna, koszmar! Wraz z odejściem PP, znacznie obniżył mi się poziom życia. Wyprzedzę komentarze: nie, nie byłem zaradnym silnym facetem. Byłem zwykłą pizą. Z początku zacząłem żreć jakieś góna...zupki chińskie, pulpety w sosie pomidorowym, jakieś mrożone pizze...no syf gastronomiczny, który potęgował syf ogólny. Niemniej jednak, problemem największym był nadmiar wolnego czasu w pustej chacie. Oczywiście, można mówić "znajdź sobie jakieś hobby", "zajmij się czymś"...wszystko prawda, ale tak na początku (kto przechodził ten wie) nie masz sił, żeby iść się umyć. No i cóż, nadmiar wolnego czasu, cóż można z nim zatem zrobić? Zapić! Dawaj, piwko. Potem dwa. Potem ćwiarteczkę. A na końcu Borewicz Ciebie nie rusza i czasu nie pożera. Zawsze lubiłem wypić hobbystycznie, towarzysko. Od momentu, o którym teraz piszę picie było sposobem na przeczekanie wieczoru. Żeby szybciej świtało i można było spróbować "iść do ludzi", czyli do pracy. Swoją drogą w pracy, praktycznie same #kobiety , zaraz zorientowały się co jest grane. "Jezuuuu, jak Ty wyglądasz?" Docelowo skończyło się tym, że szef tolerował to, że przychodzę lekko wstawiony nawet: "byleby robota była dobrze zrobiona, jak musisz to musisz". Nie wiem czy zrobił mi przysługę, czy krzywdę. I tak go lubię. No do repertuaru mojego syfu, dodałem pozycję jakże obowiązkową: serwisy randkowe z wiodącym #badoo ( #tinder jeszcze wtedy chyba nie istniał). No i co? No i po miesiącu miałem już nową miłość życia heh. Dziś wiem, że to się nazywa "pocieszanką" lub " klinem". Zaraz wyjazd pod palmy, szaleństwa, wspólne wieczory, wszystko oczywiście na siłę...po dwóch miesiącach nic do niej nie czułem, prócz rosnącego upodlenia. Nie bierz nigdy pocieszanki. Nigdy. No ale z poszukiwania rozpaczliwego dziewczyny nie zrezygnowałem. #desperacja ogromnego przegrywa. Mnóstwo randek, mnóstwo kawek i jak ktoś pisze, że te serwisy randkowe to w 90% szlam, to ja się zgadzam i oburącz podpisuję. Równolegle, rozwijałem "znajomości" realne. Przez moje mieszkanie przewijało się mnóstwo dawno niewidzianych kolegów, zawsze chętnych do strzelenia po małym. Potem, ku mojemu zdziwieniu, zaczęli u mnie nocować jacyś Ukraińcy, swoją drogą spoko goście, ale jacyś tacy w dresach, z tatuażami, bez pełnej klawiatury. Miałem wy*ebane na wszystko. Zaczęły się imprezy. Ja, #facet , który wcześniej w zasadzie nie bywał na mieście, teraz był królem parkietu od piątku do wczesnej niedzieli. Czyste szaleństwo. Przypadkowy seks? Dlaczego nie? W zasadzie, w tym okresie który trwał ponad dwa lata, nie spróbowałem tylko prostytutek. Jakoś mnie ta opcja nie bawiła. Wszystko inne było. Okres czarny. Okres zły. Okres, który skrzywił mnie jeszcze bardziej i który dał mi pretekst do tego, że stałem się jeszcze większym egoistą. Liczyło się tylko to, żebym ja miał dobrze. No i tak sobie żyłem sam dla siebie. Z biegiem czasu otrząsnąłem się z PP. Poczułem, że nie myślę o niej negatywnie, że nie muszę sprawdzać na fb co tam ona robi itp. Ale wieczorki z "piwkiem" i imprezy zostały. Aż pewnej niedzieli, nie szukając nikogo, spotkałem przypadkowo Pierwszą Nie-Polkę, studentkę z b. ZSRR.
    #zwiazki #alkoholizm #depresja #niebieskiepaski #pycha #gnicie
    pokaż całość

  •  

    W piątek mam wizytę u psychiatry. Ogólnie to od trzech lat leczyłem schizofrenię z zadowalającym skutkiem, większość objawów ustąpiła, sporo w wyjściu z tego pomogła mi moja dziewczyna w której miałem wsparcie i zrozumienie. Niestety, kilka dni temu przeżyłem z nią rozstanie i wszystko szlag trafił, czuję się jak śmieć, była dla mnie wszystkim i czuję że miną długie miesiące zanim w ogóle wrócę do normalnego życia. Została mi tylko garstka znajomych i boję się, czy będę w stanie wrócić do normalnego trybu życia, bo mając ją niewiele zadawałem się ze znajomymi, pourywały mi się kontakty ze znajomymi z gimnazjum, a że mam nauczanie indywidualne to nie za bardzo mam kontakt z klasą. Boję się trochę że z tego nie wyjdę, pierwsze dwa dni miałem czarne myśli, ale teraz jest lepiej, na pewno nie chcę sobie robić krzywdy, bo całe życie przede mną, chociaż czuję że bez niej to już nie będzie to samo, nie wiem czy z jakąkolwiek inną będzie mi tak dobrze jak z nią - sporo się między nami popsuło ale to głównie moja wina, że nam nie wyszło, za bardzo naciskałem, za bardzo męczyłem, byłem zazdrosny o byle pierdoły. No ale patrząc na to przyszłościowo doszedłem do wniosku że muszę sobie dać czas by ochłonąć i zwrócić się z tym do specjalisty. Koledzy mówili mi że najlepiej byłoby pogadać o tym z psychiatrą, mój najlepszy przyjaciel miał trochę podobną sytuację i bierze SSRI, mówi że jest o wiele lepiej, że nie martwi się tak bardzo o to co może pójść nie tak, nie ma ataków rozpaczy i melancholii związanych z nieudanym związkiem, no a ja mam problem głównie z tym że kilka razy dziennie łapie mnie na zastanawianie się jak to będzie dalej i co mam teraz zrobić ze swoim życiem. Co byście mi radzili mirki i mirabelki? Serio bardzo mocno przeżywam to rozstanie, schizofrenia to dodatkowo potęguję, od lutego nie biorę leków bo psychiatra stwierdził że mam remisję i tak faktycznie było, ale teraz czuję że to chyba wróci. Doraźnie biorę sobie od kilku dni neuroleptyki które zostały mi sprzed tych kilku miesięcy, śpię po nich do 14 ale swoje zadanie spełniają - nie przejmuję się aż tak. No ale nie mogę w ten sposób żyć, dlatego będę starał się wyżydzić od psychiatry SSRI.
    #depresja #rozstanie #schizofrenia #psychiatria #ssri
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Ex (zerwała po 5 latach związku, 2 latach narzeczeństwa) odpier*** na Instagramie i Facebooku. Rozstaliśmy się w niezłych relacjach (uszanowałem jej decyzję), a tydzień po wrzuca zdjęcia w bikini, z klubu z nowymi "kolegami", selfie w lustrze, którymi zawsze gardziła – tak jak kobietami typu attention whore. Tak się zmieniła? Odreagowuje? Chce mi coś udowodnić? Pomijam, że ja zdycham psychicznie, a ona wygląda na zachwyconą.

    #zwiazki #rozstanie #logikarozowychpaskow

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla młodzieży
    pokaż całość

  •  

    Chyba popełniłem błąd życia. Po 3,5 mięsach do mnie to trafia. Zerwałem 5 lat związku. Przez brak komunikacji, przez swoje spierdolenie. Gdzie moja niska samoocena doprowadziła do tego, że nie wytrzymałem docinek, wygłupów. Nie dałem rady porozmawiać o tym co mnie boli. Pamiętam jak jej to powiedziałem, że koniec, jak zareagowała. Była taka bezradna, a ja uparty. Chociaż nie walczyła o to prawie w ogóle. Widziałem jak w jej oczach coś umiera. Czuję, że zabrakło zwykłej szczerej rozmowy. Takiej, która powinna się odbyć wtedy gdy debil mówił, że to koniec. Chyba straciłem sens życia. Byliśmy taką parą gdzie nie było żadnego tabu oprócz mojego spierdolenia. Byliśmy tylko dla siebie i mieliśmy tylko siebie. A ja to zakończyłem. Zapatrzony w swoim spierdoleniu. Czuję się podle. Jak ostatni idiota. Pamiętam jak szła w stronę swojego domu, jak się trzęsła i niedowierzała co się właśnie stało. Tak bardzo bym chciał to cofnąć. Zrobić to jak należy. Porozmawiać spokojnie. Już minęło 3,5 miesiąca. A ja płaczę tak jak wtedy kiedy to zakończyłem, tak samo jak tego dnia. Wyję jakby umarł ktoś najbliższy. Mimo, ze tego nie chciałem, nie miałem nadzieii, że zrozumie moje problemy z sobą. Wolałem odejść. Tak mi jej brakuje. Zawsze za mną tęskniła. Jak jezdziłem do pracy za granicę. Czekała na mnie. Tak się cieszyła jak wracałem. Nie ma nas. Nie wiem co u niej. Czy wszystko dobrze. Chciałbym to wiedzieć. Tak bardzo chciałbym żeby napisała jak kiedyś czy już do niej jadę.. Już nigdy mi nie napisze, że tęskni. Tak bardzo bym chciał to cofnąć.. Tak bardzo przepraszam. Tak poprostu przepraszam... Nie da się już nic zrobić. Serce mi wtedy pękło na pół. I jedna połówka, żyje już własnym życiem.....

    P.<3

    #zwiazki #milosc #rozstanie #feels
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Nareszcie podjąłem decyzję o rozstaniu.

    Długo mi to zajęło, ale w końcu uznałem, że odejście od żony to najlepsza rzecz, którą mogę zrobić dla siebie.

    W końcu to moje życie i chcę je przeżyć szczęśliwy. Z tą kobietą w związku nie było to możliwe.

    Poznaliśmy się 8 lat temu, od 5 jesteśmy(jeszcze) małżeństwem.
    Z początku jak pewnie w większości, wszystko super. No ale z czasem zaczęło się walić.

    Ja mam 31 lat, ona 29. Od ponad roku moja jeszcze małżonka zmieniła się nie do poznania.
    Strasznie zgrażyniała. A dokładnie to bardzo się rozleniwiła, przestała o siebie dbać, ja też poszedłem w odstawkę.

    Od ponad roku nasze małżeństwo to była 100% rutyna.

    Pobudka – Praca – Obiad – Sen czasami jakiś seks.
    Od święta jakieś spotkanie ze znajomymi czy rodzicami. Raz na ruski rok wyjście gdzieś razem, a jak już wyszliśmy to po godzinie albo dwóch marudzenie i wielkie niezadowolenie bo mogłaby w tym czasie zobaczyć 2 odcinki.

    Co do tych odcinków to już w ogóle dramat. A raczej poważne uzależnienie. Cały wolny czas to te jebane seriale. Jak nie paradokumenty to netflix, jak nie netflix to pościągane z neta, a na dokładkę jeszcze telenowele w TV. W przerwach facebook, twitter, blogaski i inne.

    We wrześniu byliśmy na wakacjach na Dominikanie.
    Tak wyglądały te jej wymarzone wakacje.

    Dzień 1. Przylot itp.
    Dzień 2. Wszystko zajebiście, zwiedzanie, pływanie
    Dzień 3. Nadal super, wakacje pełną parą.
    Dzień 4. Już tylko plaża, bo zmęczona
    Dzień 5. Plaża bo zmęczona
    Dzien 6. Basen przy hotelu bo zmęczona
    Dzień 7. Godzinka na basenie, reszta dnia na balkonie albo w okolicach hotelu
    Dzień 8 do końca. Hotel, laptop, czasami ruszyła dupę na basen na chwilke.

    Wiecie jak ja się chujowo czułem? Przez 2/3 wakacji byłem sam. A raczej spędzałem je z obcymi ludźmi, którzy również wypoczywali. Jakoś wszystkie pary które były w tym samym hotelu potrafiły spędzać ze sobą czas, a ja musiałem kłamać, że moja żona się pochorowała bo co miałem powiedzieć, że woli oglądać seriale?

    To też nie tak, że ja te wakacje na niej wymusiłem, ona od ponad roku to planowała. Zresztą to nie był pierwszy raz, bo podobna sytuacja była jak byliśmy na nartach w Austrii. Też przez 2 dni pojeździła, a resztę czasu spędziła w hotelu z laptopem. Oczywiście obiecywała, że tak nie będzie, no ale na moją propozycje żeby nie zabierała laptopa to 2 dni foch bo jej nie ufam. I kurwa miałem racje.

    Ja walczyłem o ten związek przez ponad 2 lata, robiłem wszystko ale i tak jak grochem o ścianę.
    Z jej strony ZERO zainteresowania, a jak już to awanti że się czepiam i mam dać jej spokój.

    Oczywiście kto jest teraz tym najgorszym w oczach znajomych i rodziny?

    No ja.

    Wszystkiemu winny jestem oczywiście kurwa ja. Paulina już na facebooku itp. zdążyła każdemu się wypłakać, nakłamać jaki to ja byłem zły i niedobry, że się nie interesowałem, że nie znałem jej potrzeb(jej jedyną potrzebą jest chyba dożywotnie konto na netflixie) że nie dałem jej tego, co mężczyzna powinien dać kobiecie.

    Dałbym, gdyby nie „nie chce mi się” „nie teraz” „nie mam czasu” „zajęta jestem” „jutro” „pojutrze” „dziś nie” „kiedy indziej”

    Do tego zaczęła się żalić, że ja taki zły bo nie chciałem dziecka, a ona taka biedna bo od lat chce dzidziusia, co jest kłamstwem.

    Bo to ja naciskałem na dziecko, ale ona nigdy nie była gotowa. Od zawsze chciałem być ojcem, jest to jedno z moich marzeń, ale czekałem bo zdaje sobie sprawę jak wielka to sprawa.

    No i tak czekałem 5 lat i pewnie czekałbym kolejne 5 jak nie więcej bo nigdy by nie była gotowa.

    Największe awantury oczywiście wybuchały wtedy, kiedy jej mówiłem że jest uzależniona od tych seriali i ogólnie komputera/internetu i powinna coś z tym zrobić.

    Za każdym razem awantura jak między kibolami Wisły i Cracovii, rękoczyny, tygodniowe fochy itp.

    Same problemy, a człowiek głupi tyle czasu trwał w tym związku z nadzieją na to, że będzie dobrze, chociaż już od dłuższego czasu wiedziałem że to se ne vrati, a mimo to ciężko było mi podjąć decyzję o odejściu od niej.

    Teraz czeka mnie sprawa rozwodowa, majątkowa itp. ale wiem że jak to wszystko się skończy to będzie już tylko lepiej.
    #zwiazki #rozowepaski #rozstanie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

    +: A........n, dzoli +69 innych
  •  
    f...............t

    +932

    Boję się. Dzisiaj jest dzień, w którym zakończę swój kilkuletni związek. Ale od początku.

    Informacje o początkach związku, jak dla kogoś to istotne w całej tej historii:

    pokaż spoiler Z różowym jesteśmy na levelu 23. Poznaliśmy się przez internet w dosyć niekonwencjonalny sposób, bo ani to przez tindera, ani przez wspólnych znajomych - nic. Po prostu wpadliśmy na siebie na jednym czacie, a że rozmowa się kleiła, to przeszliśmy na portale społecznościowe, a w końcu też na Skype. Mijały tygodnie, poznawaliśmy się coraz lepiej, spędzaliśmy ze sobą ogromną ilość czasu. Niestety to wszystko było na odległość, ponieważ mieszkała ponad 300 km ode mnie. Pewnego dnia postanowiłem w końcu spotkać się z nią w prawdziwym świecie. Zaplanowaliśmy, w który weekend wpadnę, a gdy nastał czas, to wsiadłem do pociągu i jechałem te 6 godzin z postojami. W ten sposób jakimś cudem zaczął się nasz związek. Jeździłem do niej na weekendy co tydzień lub dwa, zależy jak plany nam pozwalały, a na odległość korzystaliśmy ze Skype oraz FB. I tak przez ponad rok. Aż do dnia, gdy udało mi się znaleźć pracę blisko jej miejscowości. Od tamtej pory nasz związek jeszcze bardziej rozkwitał. Spędzaliśmy ze sobą tyle czasu ile tylko się dało. W końcu mogliśmy pozwolić sobie na wiele rzeczy, które wcześniej były nieosiągalne przez fakt ograniczonych spotkań do kilku razy w miesiącu.


    Jak łatwo się domyślić, po jakimś czasie zaczęły się kłótnie.

    Nie były one jakiejś wielkiej skali. Wiadomo - jak są dwie osoby, to nie uniknie się mniejszych czy większych różnic w zdaniu, a przez to też sprzeczek na dłuższą skalę. Z czasem było coraz gorzej. Doszło do tego, że zaczęła wyżywać się na mnie i psychicznie, i fizycznie. Jako facet z honorem nie podniosłem na nią ręki. Może to była trochę naiwność, ale poglądy to poglądy. Im częściej się to zdarzało, tym bardziej się od siebie oddalaliśmy, a ona wpadała w coraz to skrajniejsze emocje. #borderline ? Możliwe, ale jej psycholog (wizyty oczywiście wymuszałem na niej, bo sama nie widziała w sobie problemu) tego nie potwierdził. Chociaż kto wie co ona mu nagadała.

    Po jednej większej kłótni, gdy wylądowałem przez nią w szpitalu (w złości rzuciła jakimś szklanym gównem obok mnie, a że byłem przy samej ścianie, to odpryski zostawiły mi trochę blizn na ramieniu, w tym jedną sporą, która jest mocno widoczna do dziś), zaczęła się ogarniać. I o ile podchodziłem do jej obietnic sceptycznie, tak naprawdę zmieniła swoje zachowanie. Już nigdy nie podniosła na mnie ręki, a następne dwa lata były naprawdę wspaniałe (gdzie kłótnie nigdy nie trwały dłużej niż godzinę, bo potrafiła się przyznać do błędu, gdy jakiś zrobiła).

    Jednak ludzie całkowicie się nie zmieniają. Po tych dwóch latach znów zaczęły się odpały - tym razem tylko na poziomie psychicznym. A to fochy i kłótnie o naprawdę mało ważne rzeczy, wręcz o pierdoły. I nie, to nie było tak, że dla niej może te rzeczy były ważne - to były pierdoły typu "podobają mi się te buty" (gdzie kosztowały one mniej więcej 400 zł) lub "zjadłabym coś słodkiego" (gdzie już trzy dni z rzędu pozwalaliśmy sobie na jakieś śmieciowe jedzenie, a ona sama mówiła co chwila, że musi ograniczać takie jedzenie). Po tych słowach oczekiwała sam nie wiem czego. A słowa przypominające, że ostatnio mieliśmy jakieś większe wydatki, że musimy ograniczać te żarcie, że przecież jak chce, to może sama sobie na to uzbierać, bo ja nie jestem bankomatem, że przecież robimy oszczędności na kosztowny wyjazd - wszystkie kończyły się fochem i odzywkami typu "Spi***alaj".

    Nie jestem sknerą. Często się zdarzało, że coś kupowałem. Nawet potrafiłem pożałować sobie jakiejś przyjemności, byleby tylko mieć więcej hajsu na jej zachcianki. Każdy foch i kłótnia kończyły się jej przeprosinami i słowami, że ona się stara i nie będzie już tak więcej robić. Po czym następnego dnia znów było to samo. Wystarczyło, że miałem swoje zdanie lub nie zgodziłem się na jakiś wydatek z własnej kieszeni. A ona codziennie czegoś chciała, mimo że wszystko mieliśmy. Jak w lodówce było jedzenie, to ona chciała coś innego, nawet jak drzwiczki ledwo można było zamknąć, bo tak ta lodówka była pełna. Gdy były kupowane nowe ciuchy, to i tak po kilku dniach chciała już inne, a na widok ostatnio kupionych rzeczy mówiła, że więcej ich nie założy. Mógłbym tak mnożyć tych przykładów do swojej śmierci. Zawsze coś jej nie pasowało.

    Jako że wpis się strasznie wydłużył, bo przelałem tu cały swój smutek, mętlik w głowie oraz gniew, to postaram się podać jeszcze skrótowo kilka ważniejszych rzeczy.

    Zaczęła nabierać masy - na co sama marudziła, ale i tak potrafiła jeść za trzech. Próby ćwiczeń (w tym ze mną, bo chciałem ją wspierać) kończyły się zazwyczaj po dwóch dniach, bo ona "zapominała" o tym, po czym znów jadła. Powoli z 9/10 (oczywiście subiektywna skala) stała się 4-5/10.

    Zaczął się brak szacunku - już jej to kilka razy wypominałem i mówiłem, że zakończymy ten związek, jeżeli tak dalej będzie. Za każdym razem to na nią działało, ale po jakimś czasie brak szacunku wracał. I tak w kółko.

    Zaczął się brak zaufania oraz ograniczanie wolności - nie, nie miała żadnego #bolecnaboku . Tego jestem pewien, bo mieliśmy swobodny dostęp do swoich telefonów oraz portali społecznościowych. Gdy zaczęły się jakieś losowe zarzuty z jej strony, że pewnie ją zdradzam, to oczywiście zadziałała #logikaniebieckichpaskow i ją dodatkowo sprawdziłem, tak dla spokoju ducha. Częstotliwość seksu też nie zmalała, często to ona go inicjowała. Co do ograniczania wolności, to chciała spędzać ze mną cały wolny czas, aż do nienormalnego stopnia, gdzie zacząłem tracić znajomych i pasje. Nawet jak była kłótnia, to miałem z nią spędzać czas.

    Zaczęło się traktowanie jak bankomat - nie ulegałem kłótniom i nie dawałem się pod tym względem. Stanowcze nie i koniec tematu. Za każdym razem powtarzałem, że sama może sobie na coś zarobić. A jak nie ma już pieniędzy, to na cholerę wydaje je w ciągu tygodnia po wypłacie (a po opłaceniu rachunków zostaje jej jeszcze suma pozwalająca spokojnie poszaleć przez miesiąc).

    Żeby jeszcze uniknąć podstawowych pytań - nie mieszkamy razem (ale blisko siebie, kilka minut drogi pieszo).

    Tu dochodzimy do ostatniego tygodnia i dnia dzisiejszego. Po ostatniej kłótni, gdy znów zaczęła łamać swoje obietnice i słowa, a na koniec rzuciła tekstem "Nigdy nie będę miała dla ciebie szacunku", zacząłem ją ignorować. Może nie w stu procentach, bo odpisałem kilka razy na jej wiadomości, ale przez ostatni tydzień nie widziałem jej na oczy. Przez cały ten czas rozmyślałem czy to zakończyć. Bo mimo że ją nadal kocham (chociaż kto wie, może to tylko przywiązanie), to nie chcę z nią dłużej być. Nie chcę spędzić swojego życia będąc na łańcuchu, przemieniając się powoli w bankomat, byleby tylko dała mi święty spokój i by uniknąć kłótni. A wiem, że im dłużej będę zwlekał, tym mniej będę miał siły, by to skończyć.

    Oczywiście wypisuje mi teraz codziennie, że ona się zmieni, że ona przecież nie zrobiła nic aż tak złego, w pewnym momencie nawet rzuciła tekstem, że to przeze mnie, by po kilku godzinach przeprosić za to i dalej błagać o spotkanie oraz wybaczenie. Ale ja już nie wierzę w ten związek. Nie wierzę, że ona się zmieni.

    Chcę odzyskać swoje życie. Dlatego dzisiaj zakończę ten związek. Mimo, że się boję. Mimo, że mam wątpliwości. Mimo, że serce chce dalej o nią walczyć. Ale tym razem stawiam na rozum.

    Trzymajcie kciuki. I dziękuję za przeczytanie moich żali, wątpliwości oraz reszty tych pisanych przez noc przemyśleń.

    #zwiazki #logikarozowychpaskow #rozowepaski #niebieskiepaski #rozstanie #zalesie
    pokaż całość

    +: p..................i, Kolikowski54 +930 innych
    •  
      L...0

      0

      Odkrycie, że to nieprawda pojawia się około 25 roku życia. U ludzi pojętnych. U niektórych nigdy. Np. zarzuty, że partnerka jest kłótliwa i robi z siebie ofiarę, pewnie zawsze taka była, ale w kontaktach z koleżankami, czy obcymi osobami, z którymi miała na pieńku. Ludzie nie zmieniają się aż tak bardzo, że OMG za kilka miesięcy to będzie inna osoba. Często sie spotykam z tym, że faceci, którzy narzekają na wredotę kobiet, albo im to pasowało, albo ignorowali, albo wręcz sami sa wredni. Kiedy zdejmujesz siebie odpowiedzialność mówiąc: szok i niedowierzanie, nie miałem pojęcia, to sam siebie oszukujesz i zawsze będziesz kończył w takich ułomnych związkach.

      @grejfrut: Jest w tym duzo prawdy, chociaz u mnie pojawilo sie duuuzo wczesniej I dzieki temu nie musialem wchodzic w zwiazki z dziewczynami, ktore uwazalem za niefajne
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (162)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Ehh Mirki i znowu muszę zakończyć swój następny związek.. Nie potrafimy się ze sobą dogadać, ona jest mega zazdrosna, stalkuje mnie w internecie, na bieżąco wie co lajkuje/kogo obserwuje, często się kłócimy o głupoty, ona się lubi mnie o wszystko czepiać, chce żebym był zawsze na jej zawołanie a jak odmówię to jest afera.. jak zrobię coś nie po jej myśli jest awantura.. do tego dochodzi fakt, że na siłę chce skłócić mnie ze znajomymi i rodziną, tak żebym był "tylko dla niej" bo to ona ma być najważniejsza. Nawet jak idę na siłownię to komentuje, że po co mi to potrzebne, pewnie chodzę na inne dziewczyny popatrzeć. Najchętniej to by mnie zamknęła w klatce i miała tylko dla siebie, boje się co to by było np. po ślubie.
    No nic jakoś znowu będzie trzeba przeżyć rozstanie, chociaż ciężko, bo jednak człowiek się przyzwyczaja.. Ona prosi i błaga o ostatnią szansę, tyle, że tych szans było już kilka i za każdym razem po krótkiej zmianie wracaliśmy do punktu wyjścia. Nie wyobrażam sobie życia z kimś takim, nie czerpie radości z tego związku, ona pozbawia mnie energii. Smutno mi, bo myślałem, że to ta jedyna. Życie mi znowu dało pstryczka w nos. Trzymajcie za mnie kciuki, żebym dał rade się rozstać i żebym po rozstaniu szybko się otrząsnął.
    #zwiazki #rozstanie #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla młodzieży
    pokaż całość

    +: Rosasharn, Z...........6 +5 innych
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Obudziłam się o 3 nad ranem. Śniłam o nim. To już dwa miesiące, jak zerwał narzeczeństwo i powiedział, żebym się wyprowadziła. Ten moment przebudzenia... Nagle zalewa cię ta potworna fala emocji. Ten ucisk w klatce piersiowej. Płaczesz. Potrzebujesz kilku chwil, by się zorientować, gdzie jesteś, co się stało i że on już nie leży obok. Kiedy to się skończy? #zwiazki #rozstanie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

  •  

    Półtora tygodnia minęło od rozstania z różowym a ja dalej smutny. Ciągle mam przed oczami piękne chwile które razem spędzilismy. Nie martwię się o to że nie znajdę nikogo innego bo wiem, że na pewno znajdę ale boli mnie ta strata jak cholera. Ehh. Ciekawe za ile mi przejdzie.
    #rozstanie
    #zwiazki
    #zalesie

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Drodzy Wykopowicze,
    Piszę to ze łzami w oczach.
    Zepsułem. Zepsułem wszystko co mogłem.
    Ale po kolei.
    Byłem z dziewczyną (okres tego ile byliśmy razem nie jest w ogóle ważny o czym będzie później). Zakochaliśmy się w sobie. Ona jak i Ja jesteśmy po pewnych przejściach. Było jej bardzo trudno mi zaufać, lecz w końcu się udało. Tworzyliśmy parę. Dużo rozmawialiśmy, podróżowaliśmy. Ja starałem się jej pomagać we wszystkim, a ona dawała z siebie jeszcze więcej, lecz... Lecz coś pękło we mnie. Przestałem ją wspierać. Przestałem zauważać, że Ona też ma swoje problemy. Mieszkaliśmy razem, ale jedyne na czym się skupialiśmy to znowu były moje problemy. Rozmawialiśmy wielokrotnie o tym jak bardzo daje ciała, lecz to niczym nie skutkowało.
    Pochodzę z rodziny w której był alkohol. Ojciec pił, a matka uzależniona od ojca pozwalała mu na wszystko. W domu nie było szacunku, miłości i wspierania.
    I wiecie kurwa co? Ja zacząłem się zachowywać właśnie jak ojciec- bez picia alkoholu czy też bicia, ale po prostu miałem ją w dupie. Chwilę przed tym jak się rozstaliśmy pomyślałem o tym, że może pójdę do psychologa, bo moje zachowanie nie jest normalne i jak się okazało niedawno- DDA.
    Rozstaliśmy się.
    Wyprowadziłem się z mieszkania, które Ja ogarnąłem dlatego, że pierwszy raz w życiu zachowałem się jak facet- zamknąłbym jej drogę na studiach, które są dla niej bardzo ważne.
    Napisałem, że okres jaki byliśmy razem nie ma znaczenia- dalej tak uważam. Bardziej chodzi o to co sobie nawzajem dawaliśmy i to jaką więź między Nami to stworzyło, a było to tak piękne... Tak krystaliczne, że nie potrafiłem uwierzyć, iż jest to prawdziwe.
    Minął tydzień.
    Z rodzicami nie rozmawiam, bo to jaki się stałem jest ich winą. Nie nauczyli mnie niczego. Moje wzorce z dzieciństwa nie istnieją, bo nie mam nawet na czym ich opierać. Nie mam gdzie pójść, a na wynajem nie mam pieniędzy.
    W życiu popełniłem wiele błędów, ale tego w jaki sposób ją traktowałem przez długi okres czasu nie potrafię sobie wybaczyć. Nie umiem patrzeć w lustro, bo zepsułem taką osobę, która tak wiele od siebie dawała by mi pomóc, a Ja niczym pasożyt tylko brałem i jej dokładałem smutków- w końcu pękła.
    Ciągle myślę o tym jak bardzo zjebałem i jak bardzo potrzebuje kontaktu z drugą osobą.
    Pewnie pomyślicie "Przeca załatwił mieszkanie" "Ty je utrzymywałeś, a ona studiowała"- tak, te słowa to prawda, ale nie dawałem jej tego co ona zawsze starała się dać mi- oparcie i zrozumienie oraz zwykłą rozmowę. Nie chciałem być jak ojciec, ale do tego doszło. Stałem się nim- kimś kogo nienawidzę i nie szanuje.
    Dlaczego piszę o tym tutaj i to dodatkowo z Anonimowych? Wstydzę się swojego nicku, samego siebie i wielu innych rzeczy.
    A czy czego od Was oczekuje? Ja już chyba straciłem wiarę w to, że coś mi się należy. Po prostu nie mam nawet do kogo ryj otworzyć. Siedzę sam w McDonaldzie i łzy ciekną mi po policzkach- znajomi nie odbierają telefonów, nie odpisują, a do domu nie potrafię wrócić, bo czuję się tam jak gówno.
    Zapewne tego się czytać nie da, ale ręce trzęsą mi się, a przed oczami mam tylko jej obraz jak ze łzami w oczach mówi mi jak bardzo ją niszczę i jak bardzo wszystko w niej zepsułem.
    Nie umiem sobie już poradzić. Upadłem i wstać nie potrafię.
    Boję się.
    #zwiazki
    #rozstanie
    #dda
    #depresja

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Asterling
    pokaż całość

  •  
    A.....s via Android

    +6

    Mirki jak poradzić sobie z rozstaniem się z laska która była dla Was wszystkim?
    #pytanie #pytaniedoeksperta #rozstanie #psychologia #pomocy #powazne

    +: S.......a, D.....1 +4 innych
  •  

    O kurwa, pierwsze tygodnie po rozstaniu są najgorsze. Czasem wydaje mi się, że jest już dobrze, a nagle to wszystko wraca ze zdwojoną siłą tak, że czuję, jakby mi serce miało zaraz rozpierdolić ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    Tak tak, wiem – zacznij biegać, wyjdź do ludzi. Biegać akurat nie lubię aż tak bardzo, a ludzie, cóż... Póki co jestem na etapie tak rozchwianych emocji, że wolałbym nikomu nie truć o swoim stanie psychicznym, poza przyjacielem, który niestety w tym tygodniu pracuje na nocki i nie może mi "towarzyszyć" ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    Mówi się, że faceci rozstania znoszą dużo lepiej, a to chyba gówno prawda, to moje czwarte rozstanie i za każdym razem boli bardziej, taka smutna zależność. Za każdym razem wydaje mi się, że to już ta na zawsze, a tu takie gówno ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    Mam plan, żeby zabrać się za siebie w najbliższym czasie (lepsza dieta + więcej ruchu), ale póki co jestem tak emocjonalnie rozjebany, że brak mi motywacji. Do tego jeszcze problemy z pracą ostatnio się nawarstwiają, bo jak wiadomo: nieszczęścia chodzą parami. Ja pierdolę, wiem, że się teraz niepotrzebnie użalam nad sobą, ale serio wpadam w taką depresję, że aż przykro mi na siebie patrzeć w lustrze ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    Może ktoś #chcepogadac i zająć mi chociaż trochę czas?

    #feels #depresja #rozstanie #zwiazki
    pokaż całość

  •  

    Rozstałam się 3 miesiące temu z chłopakiem, bo przestał mnie kochać. Nie walczyłam, takie rzeczy się zdarzają, a ja i tak bym nic tutaj nie zmieniła. Od dłuższego czasu między nami nie było dobrze, kilka miesięcy męczyliśmy się ze sobą. W pewnym momencie nie mieliśmy nawet o czym rozmawiać, zaczęłam go denerwować wszystkim, co robiłam. A wiecie co jest najgorsze? Że sama do tego doprowadziłam. Początki związku były piękne, nikt nie kochał mnie tak jak on w tamtym momencie. Ja też go strasznie kochałam, ale w którejś chwili zaczęłam się o wszystko czepiać, on dużo znosił i odpuszczał. Miałam skłonności do nadinterpretacji różnych zachowań. W dodatku niedawna wizyta u psychologa uświadomiła mnie, że moje zachowanie wynikało z depresji. Zaczęłam wszystko widzieć w czarnych barwach, nie byłam pewna siebie i to owocowało kłótniami o wszystko, bo byłam tak zakompleksiona. Byłam okropną osobą i nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo chciałabym cofnąć czas. Dopiero teraz widzę te wszystkie moje wady. I wiem, jak bardzo go zniszczyłam i zmieniłam. Zrobiłam z niego zupełnie innego człowieka. Od momentu zerwania rozmawialiśmy kilka razy, mieliśmy się spotkać ale się rozmyślił, a ja sobie odpuściłam proszenie się, bo duma by mi na to nie pozwoliła. Wiem, że nie da się kogoś pokochać od nowa, pogodziłam się z rozstaniem. Z resztą wiem, że zasłużyłam na to wszystko. Teraz mam szansę na nowy związek i wiem, że nigdy nie powtórzę drugi raz tego samego błędu. Żaluję, że tak to zepsułam, ale najbardziej szkoda mi tego chłopaka, który musiał ze mną tyle przejść, bo był cudowną osobą. Życzę mu wszystkiego najlepszego i mam nadzieję, że znajdzie kogoś kto na niego zasługuje. Piszę to dlatego, żeby przestrzec wszystkich w związkach - doceniajcie to, co macie. Nie róbcie spin o byle co. A jeśli wiecie, że jest z Wami źle psychicznie – nie lekceważcie tego i nie wyżywajcie się na drugiej połówce, tylko idźcie po pomoc do profesjonalisty.

    #zwiazki #rozstanie
    pokaż całość

    +: folxuxd, JokerMore +5 innych
  •  

    Wczoraj sie rozstałem z narzeczona po paru latach, troche mi jej brakuje ale wkoncu spokoj, bez kłótni i moge robic na czym mi zależy... czy tak to powinno wyglądać?
    #rozstanie #konieczwiazku #wolny

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Ehh Mirki.

    Po rozstaniu wyniosłem się ze wspólnie wynajmowanego mieszkania, wróciłem do rodziców. Nie było najgorzej, ale stwierdziłem, że jak pojadę gdzieś daleko - do wielkiego miasta, znajdę pracę i mieszkanie to szybko o niej zapomnę.

    pokaż spoiler Nic bardziej kurwa mylnego. Teraz kiedy jestem zupełnie sam czuję tę pustkę jak nigdy. Płakać mi się chce (╥﹏╥)


    #rozowepaski #niebieskiepaski #zwiazki #rozstanie #tfwnogf #przegryw

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: dope
    pokaż całość

    +: a...c, adam176 +9 innych
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    mam narzeczonego alkoholika :( ma 26 lat i czesto pije, a po alkoholu robi sie z czasem coraz bardziej agresywny. nie wiem co robic, szkoda mi 4 lat wspolnie spedzonych, mieszkamy razem... na trzezwo jest okej ale jak pije to jeat dramat. podejrzewam ze bedzie coraz gorzej, juz widze jak to wyglada... najgorzej to podjac ta decyzje ( ͡° ʖ̯ ͡°) #zwiazki #alkohol #rozstanie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Jestem ze swoim różowym od siedmiu lat. Seks pomiędzy nami był zawsze dość dziwny - na początku do niczego (była dziewicą), później trochę lepiej. Kiedy zaczęło się układać i seks zaczął być akceptowalny, zaczęły się również pojawiać u niej okresy kompletnego braku zainteresowania z nagłymi chcicami 1-2 razy w miesiącu.

    Pomimo wielu rozmów i wielu obietnic nic w tej kwestii się nie poprawiało. Przez ten czas łudziłem się, że przyczyną mogą być jej nerwy, depresja spowodowana brakiem pracy etc. Starałem się rozmawiać i do końca wierzyłem że w końcu wszystko się ułoży bo poza kwestiami seksu to naprawdę dobra kobieta.

    Bywały okresy, kiedy przez 2-3 tygodnie się w ogóle nie kochaliśmy - ona sobie z tego nic nie robiła - nie próbowała rozwiązać problemu, po prostu akceptowała fakt jaki jest a ja zostawałem sfrustrowany. Byłem naiwny wierząc w jej zapewnienia, że to przejściowe.

    Poza kwestiami seksu byliśmy dość dobraną parą.

    Nigdy jej nie zdradziłem.

    Namieszało mi się przez to mocno w głowie.

    Wpadłem w masturbację. Tak, jakkolwiek by to brzmiało - samozaspokojenie się sprawia mi większą przyjemność niż seks. To nie tylko sprawa doznań, to także fakt że po długich staraniach nie zostanę 'na lodzie' (bez skojarzeń..) gdy ona stwierdzi że się jej jednak nie chce.

    Tyle razy taka sytuacja miała miejsce, że na myśl o tym, żeby coś zorganizować (wyjście razem, kolację czy cokolwiek innego) i potem liczyć 'na łaskę', to mi się odechciewa i wolę ten czas poświęcić na coś innego. Seks przez długi czas był jak pierdolona gra w totolotka.

    Tak, to jest chore.

    Kiedy myślę, że mam poświęcić dwie-trzy-cztery godziny czasu, które zakończą się kolejną dawką frustracji to wolę w tym czasie zrobić cokolwiek innego.

    Myślę, że przez te lata znienawidziłem ją z tego powodu.

    Ostatnio sytuacja zaczęła być jeszcze dziwniejsza. Nigdy nie byłem ani ładny ani brzydki, ani przesadnie gruby ani przesadnie chudy. Postanowiłem wziąć się za siebie (30-stka na karku). Praca, po pracy siłownia, wracam do domu, ugotuję coś (albo ona), chwila przy komputerze (i często masturbacja) a następnie spać. Odnalazłem jakieś dziwne spełnienie w tej rutynie.

    Dalej jestem miły, dość opiekuńczy ale kompletnie przestałem być nią zainteresowany fizycznie.

    Teraz nagle role się odwróciły - ona zaczęła zabiegać o moją uwagę i robi mi wyrzuty że z nią nie uprawiam seksu.

    Jestem fizycznie wypompowany (ciężkie treningi na siłowni), kochamy się może raz w tygodniu i celowo robię to na odpierdol - nie chce mi się starać tak jak jej się nie chciało.
    Sytuacja się odwróciła - a ja nie czuję z tego powodu wyrzutów sumienia.

    Za każdym razem kiedy ona czyni mi wyrzuty, przypominam jej, że 'Przez poprzednie lata nie czułaś się z tym źle kiedy ja chodziłem sfrustrowany. Ja teraz też nie mam wyrzutów sumienia. Postaram się żeby było lepiej ale nie spodziewaj się cudów.'.

    Z powodu tych wszystkich lat frustracji zaczęło mi sprawiać przyjemność, kiedy przeżywa (od kilku miesięcy) dokładnie to samo, co ja przeżywałem przez tyle lat (i nie zdradziłem jej). Mam w dupie fakt, że nie sprawdzam się teraz jako facet, skoro ona przez tyle lat nie sprawdzała jako kobieta.

    Tak gdzieś podświadomie czekam, aż w końcu nie wytrzyma i mnie zdradzi - aby mieć powód do rozstania, które będzie naprawdę huczne - właśnie po to aby wynagrodzić jej te lata frustracji, obietnice bez pokrycia i wpędzenie mnie w masturbację.

    Pojabało mi się przez te wszystkie lata w głowie.

    Sorry murki za chujową historię, musiałem się z kimś podzielić.

    #seks #zwiazki #milosc #rozstanie #rozowepaski #niebieskiepaski

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: NowyJa
    pokaż całość

  •  

    Nie doznałam w życiu gorszego uczucia niż tego po rozstaniu. A, żeby nie było, jestem człowiekiem, który wyrósł w domu, w którym było za dużo alkoholu, zdrady, przemoc i tak w kółko i na okrągło.
    Nie doznałam gorszego uczucia niż tęsknota pomieszana z myślami, że już nigdy nie pocałuje tego miejsca koło nosa. Nie doznałam gorszego uczucia niż przeogromny zawód i poczucie oszukania. I totalny brak nadziei. I chęci do życia.
    I wcale "robienie czegoś" mi nie pomaga. Nie siedzę w domu, studiuję, pracuję w kilku miejscach, piszę pracę, chodzę na szkolenia, jeżdżę do domu. Rzadko mam czas na położenie się na łóżku i leżenie. Ale te uczucia po prostu nie mijają.
    Nie mam nadziei na to, że się poprawi. Nie mam ochoty poznawać nikogo innego, jak mi mama mówi, że mam teraz szansę na nowy związek to mi się flaki wywracają. Nie umiem odpuścić, nie umiem zapomnieć, nie umiem się uspokoić i nie umiem chociaż przez chwilę poczuć szczęścia chociaż robię ogrom rzeczy, które lubię.
    Zniknęły niebo i ziemia. Dla mnie wszystko... a to uczucie, że dla niego to jest o tak, myk, koniec. Wiem, że próbowaliśmy, ale ja mam chęć próbować dalej, próbować do końca świata. I nie mogę pojąć, że on ma dość, że jest zmęczony.
    Nie mogę spać... śni mi się prawie co noc. Jest pierwszą myślą, którą mam w głowie jak wstaję i ostatnią jak idę spać. Pierwsze co robię jak wstaję to patrzę czy nie napisał. Czekam na wiadomość od niego przez cały dzień i usypiam z nadzieją, że rano na ekranie telefonu będzie coś od niego.
    To się zaczyna zamieniać w jakąś obsesję. Realnie, im więcej czasu mija, tym bardziej za nim tęsknię i tym bardziej nie potrafię się pozbierać. Boję się każdej wolnej chwili bo pochłania mnie rozpacz i ta czarna dziura.
    Kurwa, nigdy w życiu więcej z nikim nie będę, nie wyobrażam sobie tego jeszcze raz przeżywać. To jest piekło.

    #gorzkiezale #depresja #rozstanie #zwiazki
    pokaż całość

    +: M..............................o, Andr3v +136 innych
  •  

    Właśnie zostałem singlem po 3 latach udanego związku. Powód? Nie potrafi już ze mną być. Wracam z pracy, a tu taki gong w serce. Właściwie to do mnie jeszcze nie dociera, bo jeszcze wczoraj mówiła, że mnie kocha. One są wszystkie takie same. Pozdrawiam cieplutko.
    #zwiazki #rozstanie #logikarozowychpaskow

    +: L...._, alleshow +209 innych
  •  

    Patrzenie jak odchodzi ukochana osoba, wiedząc, że to już koniec, to najgorsze uczucie na świecie. Drugi dzień czuję się kupa gówna, wszystko nasze wspólne plany przestały istnieć, wszystkie nasze wspomnienia już nie mają znaczenia.
    Przez okres naszego związku przeżyliśmy wiele, kochaliśmy się mocno, zwiedzilismy mnóstwo miejsc w Polsce i Europie.
    Niestety uczucie się wypaliło z jej strony, przestała czuć do mnie to co kiedyś, zaczęło jej brakować pewnych rzeczy we mnie.
    Była dla mnie najlepszą przyjaciółką i dziewczyną, którą kocham. Zawsze mieliśmy o czym rozmawiać, nie miało znaczenia, czy to poważny temat, czy błahostka. Nie wiem czy kiedykolwiek będę miał taką relację z drugim człowiekiem.
    Nigdy już nie poczuję ciepła jej ciała podczas snu, nigdy już nie bedziemy robić prostych codziennych rzeczy razem.
    Wiem, że z czasem będę czuł się lepiej, po prostu potrzebowałem wyrzucic to wszystko z siebie.

    #zwiazki #feels #rozstanie
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    No i oficjalnie dołączyłem do szanownego grona #tfwngf po kilku latach związku. Nie z mojej inicjatywy, choć mi też takie myśli chodziły po głowie od dłuższego czasu. Znacie ten motyw nie? Kobieta anioł, mocne 8/10, inteligentna, potem stopniowo ale to stopniowo zaczyna pokazywać jaka jest naprawdę (żeby nie było, ze mną pewnie było ciut podobnie w pewnych aspektach, ale przynajmniej nie udawałem kogoś kim nie jestem). Kłótnie o byle gówno praktycznie codziennie, wyzwiska, obelgi, granie na uczuciach, chorobliwa zazdrość, bezpodstawne oskarżenia i zabranianie spotkań z koleżankami, pretensje o pojedyncze męskie wypady, forsowanie na siłę zmian (masz zmienić w sobie to i to, zrezygnować z xyz bo inaczej się z Tobą rozstanę), okazyjna szydera (!) ze mnie przy moich własnych znajomych, księżniczkowanie w wielu aspektach... Trochę się tego nazbierało. Pytacie gdzie miałem oczy? Ano, chorobliwie się zakochałem, bo przez dłuższy okres czasu było naprawdę dobrze, a #rozowypasek był ciepły, kochający i opiekuńczy. Tylko że stopniowo następowała zmiana i skończyło się jak skończyło. Koniec końców, rozstanie nastąpiło na odległość (praca w dwóch różnych krajach na czas wakacji), przez telefon, niczym dzieciaki w gimnazjum. Do końca szaleńczo kochałem, do końca chciałem walczyć, do końca ślepo wierzyłem że tak trzeba i musimy przez to przejść po prostu. Ale wiecie co? Spotkałem się z nią po powrocie do kraju, tak żeby zachować pozory czystego sumienia (z obu stron) i rozstania "w zgodzie". I jedyne co mogę powiedzieć, to że poczułem ulgę. Kamień z serca. W oczach nie znalazłem ani odrobiny osoby którą kochałem z całego serca, a kłótnia która wywiązała się po moich pretensjach na temat całego faktu rozstawania się przez telefon pokazała mi... że tak byłoby już zawsze. Że żyłem do tej pory w toksycznym związku. Wieczna kłótnia, toksyk, i przede wszystkich brak szacunku do drugiej osoby (no kurwa, kto spóźnia się po to by się "pożegnać"). Choć człowiekowi mimo wszystko smutno, pakując te wszystkie pamiątki, zdjęcia, albumy i inne szpargały które przypominałyby o niej (czy raczej - o dobrych chwilach), to z czystym sumieniem czuję #wygryw . Perspektywa szukania kogoś innego za jakiś czas, wbrew pozorom nęci i ekscytuje. Już teraz dla czystego odstresowania piszę z kilkoma różowymi na #tinder, i z podziwu wyjść nie mogę że z innymi kobietami mogę pogadać na tyle innych tematów, i to na całkiem niezłym poziomie... Oczywiście nie z wszystkim, w końcu to tinder ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    A do was rada mireczki - nie ma co się pakować w bagno, i psuć sobie życia z niewłaściwą osobą. Ja tego się nauczyłem w brutalny sposób, ale przynajmniej teraz wiem że żeby być z kimś innym, trzeba przede wszystkim umieć żyć z samym sobą i nie zważać na całe pieprzenie o "potrzebie zmiany". Nikt nie powinien się zmieniać dla drugiej osoby, jeśli to oznacza zatracenie samych siebie. Choć mi smutno, to szczerze z nadzieją wyczekuję na to co pokaże teraz każdy kolejny dzień. I tego samego wam życzę.

    #zwiazki #feels #rozstanie #rozstania #zwiazek

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Traktowałem to biadolenie na kobiety z przymróżeniem oka, dopóki samego mnie nie dotknęło : (

    1. Zapoznałem się z kobietą poprzez pracę (nie koleżanka z pracy, ale osoba z którą kooperuję)
    2. Jest chemia
    3. Jest związek
    4. Jest wspólne mieszkanie
    5. Mijają 2 lata i 4 miesiące
    6. Wiesz Anon, porozmawiajmy
    7. Odchodzę, bo on jest bardziej, wszystko ma bardziej
    8. Czuję się jak śmieć
    9. Nie chce mi się żyć

    Czym jest wobec tego miłość? Dla mnie to decyzja woli, że chcę z Tobą być, że będę cię kochał taką jaką jesteś, że będę ci wierny itp. Świadomą decyzją.

    Jak widać dla kobiet miłość to uczucie, którego poziom reguluje się materialnie. Biada tobie mężczyzno, jeśli kobieta na swojej drodze spotka kogoś "lepszego" bo lepszy jest wrogiem dobrego.

    #zwiazki #rozstanie #logikarozowychpaskow #mizoginia #babytochuje

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Zkropkao_Na
    Po co to?
    Dzięki temu narzędziu możesz dodać wpis pozostając anonimowym.
    pokaż całość

    •  

      @little_black: @nicari: Jebłem i to srogo... Kto ma podtrzymywać chemię, skakać wokół księżniczki żeby było jak w okresie narzeczeństwa... Jak Boga kocham gesty uczucia i zachowanie wobec drugiej osoby jest ważne może nawet najważniejsze... Ale kurwa musisz widzieć że dany gest jest choćby akceptowany... Ale wracamy do szeroko już tutaj zakrojonej logiki różowych pasków... Mamy Sebixa łobuza który imponuje siłą, pewnością siebie, odwagą a czasem nawet głupotą... Sebix przynosi kwiatka czy jakiś prezent bo oczekuje czegoś w zamian... Znam dziewczyny które piszą do mnie przed galą UFC czy K-1 "Te Szlaufman ty się znasz masz jakiegoś strima coby UFC se obejrzeć heheh" Potem wzdychanie bo chciałabym miec takiego chłopaka co bym się czuła bezpiecznie w jego ramionach... A z tym wychodzi jak zawsze w życiu: Raz lepiej, raz gorzej.

      Jak wiążesz się z daną osobą musisz mieć swiadomość wad i zalet danego osobnika i to że podpisując papier czy przysięgając przed krzyżem bierze się je z dobrodziejstwem inwentarza.
      pokaż całość

    •  

      AzjatyckiPiwniczak: normalnie powiedz mu co I jak I nie kombinuj. lepiej raz szybkie ciecie niz takie podcinanie przez kilka miesiecy czy lat. nie kochasz to nie I juz

      To jest anonimowy komentarz.
      Zaakceptował: Zkropkao_Na

      pokaż spoiler Wołam obserwujących: @JanSkrzetuski, @parabole, @eme151
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (35)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    TL;DR: Jak po ludzku się rozstać

    Białorycerzom i hipokrytkom dziękuję, Sebki i Matki też niech darują sobie czytanie i komentowanie.
    Mam 25 lat. Teoretycznie pozostaję w związku z kimś kogo już nie kocham. Praktycznie jestem w związku z osobą rokującą dojrzałość pozwalającą na założenie rodziny. Praktycznie - bo emocjonalnie.

    Nie będę nikogo oszukiwać ani samej siebie - jestem w wieku najlepszym na załozenie rodziny i na takim etapie w życiu kiedy to się robi. Jakikolwiek bulwers nie wywołam: to co ceniło i liczyło się wczoraj jest bezwartościowe dzisiaj. Co z tego, że fajnie z kimś spędzałam czas, dużo mnie łączy, przystojnie wyglądał? Nic z tego.
    Poznałam kogoś starszego ode mnie, myslącego poważnie i decydującego się mnie poznać bliżej nie z powodu rozrywkowych ale dojrzałych. Nie jestem materialistką, ale własne mieszkanie dużo bardziej przydają mu atrakcyjności niż perspektywa kredytu z facetem którego juz kochać przestałam. Jest naprawdę wiele rzeczy za nim przemawiajacych. I materializm nie jest tu istotny ale decydujący. Bo zapamiętajcie sobie (łamię solidarnosć jajników) ale wg. mnie każda kobieta jest hipergamiczna, ja jestem hipergamiczna a tutejsze #rozowepaski grające aniołki albo same siebie oszukują albo już siebie dawno oszukały.

    Pytanie: jak się rozstać:
    - by oszczędzić byłemu domysłów
    - by się nie zadręczał porównaniami
    - by było to przyjazne a nie wrgogie

    (oczywista dla mnie jest higiena 3 miesięcznego postu pomiędzy partnerami)

    Słowem #pytanie do #niebieskiepaski Jak chcialibyście się by się z wami rozstać

    (nie bądźcie hipokrytami, sami też się rozstajecie, sami też się zakochujecie, sami też będać w zwiazkach bez skrupułów wymieniacie na lepszy model )

    #zwiazki #rozstanie #firstworldproblem

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Zkropkao_Na
    Po co to?
    Dzięki temu narzędziu możesz dodać wpis pozostając anonimowym.
    pokaż całość

  •  

    Tekst ten dedykuję wszystkim Mirkom i Mirabelkom, którzy znajdują się w sytuacji #tfwnogf i #tfwnobf po tym jak byli w #zwiazki i czują się z tego powodu #przegryw. Oczywiście, nie kreuję się na kogoś, kto pozjadał wszelkie rozumy, jest krynicą wiedzy jak wyjść z dołka po rozstaniu, itd. natomiast mi się udało i skoro wiele wpisów spod tagu #zwiazki i #anonimowemirkowyznania dotyczy właśnie tej sfery, to może mój tekst i rady też się komuś przydadzą.

    TL;DR

    pokaż spoiler tekst o tym jak wyjść z przegywu po rozstaniu


    Dobrze, to zaczynamy.

    Tekst podzielę na kilka części, natomiast na początek przypomnę swój tekst sprzed miesiąca, bo jest on, moim zdaniem dobrym wstępem do tego co chcę napisać. Tekst dostępny tutaj: http://www.wykop.pl/wpis/17577739/mirki-podziele-sie-wam-pewna-fajna-nowina-bo-widze/ Gorąco też, ponownie, polecam obejrzeć załączony do niego filmik.

    1. DLACZEGO TAK SIĘ STAŁO?

    Zapewne każdy Mirek i każda Mirabelka zastanawia się, dlaczego doszło do rozstania, nawet jak druga połówka znalazła sobie nowego bolca na boku. Cóż, powodów może być wiele, ale jedno jest pewne - gdyby wszystko było dobrze, to na pewno do rozstania by nie doszło. Jaki stąd wniosek? Że każde rozstanie, podkreślam KAŻDE, wynika z błędów popełnionych przez obydwie strony. Tak, obydwie. Laska Cię zostawiła dla innego bolca (tak jak mnie 3 miesiące temu)? Zastanów się, czy dawałeś jej to czego oczekiwała od swojego partnera. Facet zamoczył na imprezie integracyjnej? A może nie było mu dobrze w łóżku z Tobą i szukał jakiś "wrażeń"? Tak, to tylko prozaiczne przykłady, ale idealnie obrazują, że rozstanie to efekt tego, co się w związku dzieje złego. I obie strony dokładają do tego swoją cegiełkę, bo obie strony tworzyły ten związek.

    Ale mam dla Was dobrą wiadomość: każdy związek, KAŻDY, nawet ten najbardziej pojebany, daje możliwość wyciągnięcia wniosków i poprawy w kolejnym związku. I wyobraźcie sobie, że jak już w tym nowym związku będziecie, to druga połówka dostanie Mirka albo Mirabelkę w wersji 2.0, bo wyciągniecie wnioski z poprzedniego związku. Człowiek z natury idzie do przodu, w każdej dziedzinie, na błędach się uczymy (szczególnie swoich) i rozstanie może być też dobrą lekcją na przyszłość. Innymi słowy: rozstanie może być SZANSĄ na to, że poznamy albo kogoś lepszego, albo sami staniemy się lepsi. Kieruj się zasadą "stań się lepszą wersją siebie".

    2. ON/ONA MNIE ZOSTAWIŁ/A - JESTEM PRZEGRYWEM, TĘSKNIĘ, PŁACZĘ, PIJĘ, ETC. - CO ZROBIĆ

    Po pierwsze: rozstanie boli. Ja sam po rozstaniu 3 m-ce temu miałem kilka dni, kiedy byłem na bani. Faceci topią smuty w alkoholu, a dziewczyny płaczą w poduszkę pół nocy. Tak jesteśmy zbudowani. Moja rada? Nie ograniczaj swoich uczuć. Chcesz się upić? Upij się. Tylko pamiętaj, aby ten maraton nie trwał zbyt długo, bo może Ci to wejść w krew (podobno uzależnić się dość łatwo, a wyjść z tego trudno - ja nigdy od niczego uzależniony nie byłem, więc mówię to jako prawdę ogólno dostępną). Mirabelko - chcesz płakać? Płacz, wylewaj żale. Ale w pewnym momencie przestań. Po prostu. Nie ma sensu. Z podkrążonymi oczami nawet na ulicy ludzi będziesz straszyć, a nie o to w tym chodzi.

    Dobra, minął ten tydzień dwa użalania się nad sobą - co dalej? I teraz piszę to z perspektywy faceta, bo faceci częściej planują swoje działania, w przeciwieństwie do kobiet (tak, tak jest Mirabelki, i tej prawy nie zakrzyczycie ( ͡° ͜ʖ ͡°) ). Ustal sobie plan. Spisz na kartce co zawsze chciałeś zrobić. Wypisz, czym się zajmowałeś wcześniej, przed związkiem, ale związek spowodował że np. porzuciłeś to co lubiłeś. I jak Laska mówi, odpowiedz sobie na pytanie: co lubię w życiu robić? I zacznij to robić. Proste? Bynajmniej, bo do tego trzeba motywacji i chęci działania, których u Ciebie pewnie brak. Ale jest na to sposób. Chciej być lepszą wersją siebie. Ja przykładowo zapisałem się na siłownię i napierdalam po 4 razy w tygodniu, dodatkowo 2x w tygodniu boks i od czwartku zaczynam chodzić na taniec, a w sierpniu skoczę ze spadochronem. W przeciągu roku chcę wyglądać dużo lepiej niż 2 miesiące temu i mieć tatuaż. Trywialne? Być może. Ale cel jest i to jest najważniejsze. Też sobie postaw jakiś cel.

    3. JEST MI SMUTNO JEST MI ŹLE - CHCĘ MIEĆ KOGOŚ

    Nie. Nie szukaj bo i tak nie znajdziesz. Powód? Nawet kilka: za wcześnie, nie odreagowałeś, działasz pod wpływem impulsu rozstania. Ochłoń. Zacznij od siebie - Ty jesteś dla siebie teraz najważniejszy i to Ty siebie powinieneś najbardziej interesować, a nie jakieś Karyny z internetów. Ja popełniłem ten błąd: zaraz po rozstaniu zarejestrowałem się na tych Tinderach, Badoo, zaadoptujfaceta, itp. i zacząłem na siłę szukać laski. I co? I gówno, nie udało się, mimo, że spotkałem się z kilkoma dziewczynami. Dlaczego się nie udało? Bo było to za szybko od rozstania. Przede wszystkim za bardzo chciałem, na siłę, poznać jakąś pannę. Po drugie: porównywałem. Porównywałem do byłej narzeczonej, która jest bardzo ładna (takie mocne 8-9/10, i piszę to na chłodno). I to chyba główne powody, jakie mi teraz do głowy przychodzą. NIE REJESTRUJ SIĘ NA TINDERACH, CZY INNYCH BADOO. NIE NIE I JESZCZE RAZ NIE. Zarejestrujesz się później, jak przejdzie Ci dołek i będziesz myślał na trzeźwo, a nie pod wpływem impulsu.

    4. NIENAWIDZĘ SWOJEJ BYŁEJ/SWOJEGO BYŁEGO

    Naturalna sprawa. Zostałeś/aś oszukany/a. Wyrwano Ci serce, zmielono w maszynce do mielenia i wyrzucono do przydrożnego ścieku. I nie dziwię się, że nienawidzisz swojego byłego partnera/ki. Ale też nie warto. Co się stało, to się nie odstanie. Nie ma sensu przeżywać, choć przez pierwszy miesiąc może być ciężko (ale nikt nie mówił, że będzie łatwo). Po co masz się męczyć tymi wszystkimi myślami? One Ci i tak nie pomogą, tylko pogorszą sprawę. Zajmij się sobą. Realizuj się. Żyj. Po pewnym czasie (ja jestem właśnie na tym etapie) będzie Ci wszystko jedno co robi Twoja była/Twój były, a nawet będziesz życzył jej względnie dobrze, bo dojdziesz do momentu, w którym ani Cię ona grzeje, ani ziębi. Będziesz miał po prostu wyjebane.

    5. CHCĘ WRÓCIĆ DO SWOJEJ BYŁEJ/BYŁEGO ALBO ON/A CHCE DO MNIE - CZY POWINIENEM?

    I tutaj skopiuję tekst, który wpisałem kilka godzin temu pod innym wpisem na Mirko:
    - nigdy, ale to przenigdy nie chodź do byłej/byłego
    - nigdy, ale to przenigdy nie proś (sic!) aby Cię przyjął/przyjęła z powrotem. Miej swoją godność. Jeśli to Ty zerwałaś/eś z nim /nią i chciałabyś wrócić - cóż, ponoś konsekwencje swojego błędu. Jeśli to on z Tobą - nie poniżaj się prosząc o możliwość powrotu.
    - nie idź do niego/niej, nie chciej aby Cię przytulił, nie chciej z nim się spotykać
    - jeśli sam napisze i poprosi o spotkanie - spotkaj się, ale bądź chłodna/y i stanowcza/y, podchodź do takiego spotkania typowo "biznesowo", spotkania "na kawkę" odpadają, "żeby pogadać" odpadają, na seks - tym bardziej odpadają (i dotyczy to obu płci, żeby nie było)
    - jeśli spotkasz go/ją przypadkiem w mieście - przywitaj się "po koleżeńsku", powiedz "o cześć" z uśmiechem na ustach i idź dalej. Niech wie, że po jego stracie nie podcinasz sobie żył, tylko żyjesz. Zachowaj klasę, czyli przywitaj się. Ale żadnych pyta "co u Ciebie?" "jak leci?" To nie Twój interes, chyba, że chcesz aby dołek albo wkurw powrócił.

    Jeśli byś, nie daj Boże, powrócił czy powróciła do byłej/byłego, to pokażesz, że można Cię upodlić, zgnoić, zniszczyć, grać na Twoich nerwach i uczuciach, a Ty i tak zaciskając zęby będziesz na zawołanie drugiej osoby. Chcesz tego? Chyba nikt nie chce.

    I dotyczy to każdej relacji i każdego rozstania - dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, bo skoro zostawił Cię raz, albo rozstaliście się raz, to jaką masz pewność, że nie nastąpi to drugi raz? Chcesz drugi raz przeżywać to samo? Nie sądzę.

    .
    .
    .

    To są moje przemyślenia po tym, jak 3 miesiące temu zostałem zostawiony przez narzeczoną dla innego bolca. Ja przeanalizowałem swój były związek, był on, no powiedzmy, że średni był pod sam koniec, i może to nawet lepiej, że już nie jesteśmy razem. Ale musiałem zrobić krok w tył i spojrzeć na ten obraz z szerszej perspektywy.

    Do swoim przemyśleń doszedłem sam, nie czytałem żadnych książek psychologicznych (nie mam na to czasu) ani nie konsultowałem się z nikim, także moje przemyślenia mogą być z dupy, ale mogą być też sensowne. Jakie są? Sami oceńcie.

    Jakbyście mieli pytania - piszcie, czy to na PW czy w komentarzach.

    Taguję: #zwiazki #rozstanie #przegryw #wygryw #anonimowemirkowyznania #rozowepaski #niebieskiepaski #motywacja
    pokaż całość

    +: N.......................s, Cinoski +13 innych
    •  

      @Janusz_Lubikwasa: W sumie bardzo dobry tekst. Niestety nie mogę zgodzić się z dwiema kwestiami.

      Pierwsza rzecz to picie, o którym piszesz. Oczywiście, jak wspominasz, nie można ograniczać swoich uczuć i trzeba dać im w jakiś sposób upust. Ale moim zdaniem nigdy, ale przenigdy nie warto wchodzić w alkohol. To, że Ty masz mocny charakter i w pewnym momencie mogłeś sobie powiedzieć stop, nie oznacza, że każdy jest na tyle silny, żeby móc zakończyć taki "maraton". Zdaje się, że większość uzależnień zaczyna się od tego, że ktoś zaczyna zapijać swoje nieszczęścia czy niepowodzenia. Jeden będzie w stanie zatrzymać się bez konsekwencji, drugi popłynie w alkoholowy niebyt (a z obserwacji widzę, że to bardzo paskudne uzależnienie, dewastujące samego delikwenta jak i jego otoczenie). Więc moim zdaniem alkohol w takiej formie - zdecydowanie nie. Wyjść ze znajomymi na piwa i pogadać o problemie - tak, maratony alkoholowe - nie.

      Druga sprawa to kwestia odpowiedzi na pytanie "dlaczego tak się stało". Piszesz, że to zawsze jest kwestia błędów popełnionych przez obie strony. W większości przypadków pewnie tak. Ale z drugiej strony każdy popełnia błędy, zawsze, czy to mniejsze czy większe. Tego nie unikniesz. Dlatego w każdym normalnym związku są kłótnie i sprzeczki. Z tymże naturalnie powinny one prowadzić do oczyszczenia sytuacji, zrozumienia drugiej strony i naprawienia błędów. Wydaje mi się, że jeśli związek wyszedł z fazy poznawania się, popełniony błąd nie był wagi ciężkiej i fundamenty naszego światopoglądu nie zostały zaburzone to nikt normalny nie szuka sobie w takich okolicznościach nowego, lepszego partnera. Więc stwierdzenie, że wina zawsze leży po obu stronach może jest dobre w procesie "żałoby" po związku, żeby zbędnie nie wracać do szczegółów przeszłości. Ale nie jest zawsze do końca prawdziwe. Co w sytuacjach kiedy owszem, nie było różowo, ale partner ze słabym kręgosłupem moralnym zamiast naprawiać związek, szybko ucieka do nowego, bo tak łatwiej i przyjemniej. Ot taka mała plaga dzisiejszych czasów, gdzie znamienne podejście do związku, wybujałe oczekiwania w stosunku do niego i ten konsumpcjonizm - bo jeśli nie dostaniesz od partnera tego co oczekujesz już, tu i teraz - to co, skok w bok? Więc sądzę, że stawianie sprawy, iż wina jest zawsze po obu stronach, jest w części sytuacji naciągane. Warto oczywiście uderzyć się w pierś, spojrzeć możliwie obiektywnie na sytuację i jeśli byliśmy czemuś winni to wyciągnąć z tego wnioski dla siebie, tak jak piszesz. Ale są też sytuacje, gdzie powinniśmy zawalczyć o swoje poczucie wartości i na siłę nie brać winy na własne barki. A już w zupełności nie usprawiedliwiać np. skoku w bok partnera tym, że może nie było mu dobrze z nami w łóżku. To czyste wybielanie podłego zachowania. Istne zamknięte koło, bo wmawiamy sobie, że nie byliśmy może w czymś na tyle dobrzy, ponieważ partner odszedł. Staramy się być na siłę jeszcze lepsi, oczekujemy sami więcej, a tak życie w dłuższej perspektywie nie wygląda i nie na tym polega. Nie, nie musimy być idealni i nie wiadomo jak zaspokajać potrzeby partnera. Owszem, szacunek i troska o drugiego - tak, stawianie na głowie, bo może odejść - nie.

      To oczywiście moje przemyślenia i opinia. Z resztą tekstu jak najbardziej się zgadzam i cieszę się OPie, że tak dobrze poradziłeś sobie z gównianą sytuacją i trzymam kciuki za dalsze pozytywne wydarzenia!
      pokaż całość

    •  

      @BeDoEl: gdybym mógł, dałbym milion plusów. Prosta konstatacja zupełnie zmieniła mój tok myślenia. Ja pierdole, choć wciąż rozstanie po ponad sześciu latach ciąży mi jak uwiązany na szyi kamień, to jednak Twój komentarz rzucił nowe światło na to co się ze mną dzieje.
      @Janusz_Lubikwasa: nie wzorowałeś się na tekscie pewnej Emily z reddita? :P Chyba się zbiorę w sobie i wolnej chwili przetłumaczę tamten, bo dziewczyna też ma dużo racji IMO.

      W takich momentach niezwykłe spustoszenie w głowie tworzą hormony. Oksytocyna, serotonina etc. wszystko mówi Ci, że tamta dziewczyna była idealna. Przypominasz sobie wszystkie szczęśliwe momenty kompletnie zapominając o tych złych (których może było nawet więcej).
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    Mireczki, muszę się z czegoś zwierzyć, bo nie mogę odnaleźć spokoju. W grudniu rozstałem się z #rozowypasek po 3 latach związku. Byliśmy bardzo zgraną i dobrą parą, bardzo się kochaliśmy, jednak coś się popsuło, odkąd przeprowadziła się do miasta, w którym studiuję. Nie zamieszkaliśmy razem, ale i tak mieliśmy do siebie 10 minut tramwajem. Mimo to nie widywaliśmy się codziennie, nie spędzaliśmy zbyt wiele czasu razem. Ona miała swoje zajęcia i aktywność w organizacji studenckiej, ja też zaangażowałem się w różne akcje i tak każde z nas żyło swoim życiem, ale wydawało się, że wszystko jest w porządku, po prostu musimy przyzwyczaić się do tego, że zamiast widywać się co tydzień-dwa jak przez dwa poprzednie lata, możemy widywać się praktycznie kiedy tylko chcemy.

    Kilka dni przed rozstaniem nocowałem u niej, wszystko było w jak najlepszym porządku, film, piwko, seksy, rano mówi mi, że uwielbia się obok mnie budzić, a dwa tygodnie wcześniej, gdy poszła na imprezę ze znajomymi, dzwoniła do mnie w nocy i mówiła, że jestem najwspanialszym chłopakiem i że jej koleżanki zazdroszczą jej takiego chłopaka.

    Później był jakiś drobny zgrzyt i stwierdziliśmy, że musimy na spokojnie porozmawiać. Gdy przyjechałem, otworzyła mi zalana łzami, powiedziała mi, że OCZEKUJE OD ŻYCIA CZEGOŚ WIĘCEJ, że nie chce się obudzić za 10 lat ze mną na kanapie, wiedząc, że zmarnowała najlepsze lata. Później przyznała się, że jest #atencyjnyrozowypasek bo jej znajomi to głównie panowie, dlatego mnie z nimi nie zapoznała. Dowiedziałem się, że przy nich jest zupełnie inną osobą i mogłoby mi się to nie spodobać, jak przy nich się zachowuje. Oczywiście pierwsza myśl- #bolecnaboku - ale zapierała się, że nigdy mi rogów nie przyprawiła i w to akurat jestem w stanie uwierzyć.

    Spotkaliśmy się tydzień później, żeby wszystko jeszcze raz wyjaśnić. Powiedziała, że nie chce do mnie wracać, ja też powiedziałem to samo, bo miałem czas żeby to ułożyć w głowie i zrozumiałem, że jest inną osobą, niż ta, którą kochałem. Przeprosiła mnie za wszystko i się pożegnaliśmy.

    Cisza trwała ponad 3 miesiące. Odezwała się do mnie na fb, chciała dowiedzieć się co u mnie i spotkać się. Nie mogłem się powstrzymać i zgodziłem się na spotkanie. Poszliśmy na piwo, pogadaliśmy chwilę o niczym, a później gdy ją odprowadzałem na przystanek, przytuliliśmy się i pocałowaliśmy. Pojechaliśmy do niej i domyślacie się, co się działo. Spędziliśmy noc razem, w łóżku powiedziała mi, że chciałaby żeby było jak dawniej, że nie przestała mnie kochać i że dla niej ta sytuacja też była niezwykle trudna itp. Umówiliśmy się, że damy sobie trochę czasu i jeszcze raz o tym porozmawiamy.

    Napisałem do niej żeby się umówić, a ona od razu z tekstem, że mimo wszystko nie chce wracać do przeszłości, przeprasza i elo.

    Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć, jestem rozbity od tych kilku miesięcy. Ciągle o niej myślę, ciężko zasypia mi się samemu, po prostu za nią tęsknię i to cholernie. Oczywiście na początku myślałem sobie, że w końcu skorzystam z życia, będę mógł śmiało chodzić na imprezy i wyrywać laski, ale nic z tego, nie potrafię.

    Nie wiem, co mam robić, jak się z tego podnieść, gdzie poznać kogoś wartościowego. Nie jestem stulejarzem, raczej podobam się płci przeciwnej i mam czym zainteresować drugą osobę. Ale ciągle ciąży mi myśl o byłej, nie mogę jej wyrzucić ani z głowy, ani z serca. Pomóżcie (╯︵╰,)

    #tfwnogf #zwiazki #rozstanie #gorzkiezale #przegryw
    pokaż całość

    +: R....0, Yuikinex +13 innych
  •  

    Rozstałam się ze Starym.
    Wpisujcie miasta i plusikujcie.

    #oswiadczeniezdupy #rozstanie #logikarozowychpaskow

    +: r....s, a.......e +15 innych
  •  

    Hejka mirki! Powiedzcie mi czy to normalne, że po rozstaniu chłopak kradnie dziewczynie emaila?
    #niebieskiepaski #logikaniebieskichpaskow #zwiazki #rozstanie

  •  

    mirki zaraz jadę do mojego byłego rozowego paska po tym jak o 2 w nocy dowiedziałem się z jej fb że wszyscy już wiedzą że ze mną zerwala tylko nie ja.... nawet jej nowy kolega.... dodam że byłem z nią 7 lat i mam do niej 500km. weźcie mi jakoś dodajcie otuchy bo tu jeb@e. akurat się złożyło że nie śpię przez to 3 noc bo wcześniej praca.

    #feels #rozstanie #rozowypasek pokaż całość

  •  

    #feels #zwiazki #rozowypasek #rozstanie #tfwnogf #depresja
    Cieżko zebrać mysli, minęły dwa tygodnie a jednak łeb ciagle chodzi, czy tego chce czy nie. Najgorsze jest to uczucie rezygnacji, jakby podcięło mi skrzydła. Motywuje sie by cos robic ale po tak długim związku masa rzeczy mi ja przypomina. I jak cos mi o niej przypomni to siły odchodzą na pstryknięcie palcem. Straszliwie dokucza to poczucie bezsensu. Na dodatek dziwie sie swojej głowie, mimo ze jestem na nią wściekły to okropnie mi jej brakuje. Dłoni, głosu, żartów i wspólnych kolacji, filmow.
    Masakra
    Jakby ktoś nie widział o co chodzi to moj poprzedni wpis to tłumaczy.
    pokaż całość

  •  

    #feels #zwiazki #rozstanie #rozowypasek # 3 dni temu zerwała ze mną dziewczyna, byliśmy ze sobą wprawdzie tylko 3 miesiące. Ale dopiero teraz uświadomiłem sobie co straciłem. Zerwała, gdyż jak to określiła nie czuje się przy mnie dobrze. Fakt mało się angażowałem, ale dopiero teraz widzę że muszę bardziej się postarać. Generalnie w nerwach jak wymienialiśmy się smsami napisałem do niej spierdalaj (powtarzam w nerwach, teraz tego żałuję, nie chciałem tak napisać). Powiedziała ze jeszcze za nim tak napisałem była skłonna sie ze mną spotkać, teraz odmawia. Natomiast (czego nie ogarniam) mimo, że chce zerwać nadal odpisuje na smsy i nawet odebrała telefon ale nadal stanowczo odmawia spotkania. Co mam zrobić, jak mam przekonać ją że jest w stanie poczuć się przy mnie dobrze? pokaż całość

  •  

    Rozstać się czy nie? Mirki pomagajo i decydujo

    tl;dr: zastanawiam się nad rozstaniem z dziewczyną, gdyż męczy mnie jej despotyzm, brak namiętności i kosmiczna hipokryzja.

    Z dziewczyną jestem jakies niecałe 2 lata. Ulegając wszechobecnej presji naszła myśl co z tym związkiem zrobić dalej. I im więcej o tym myślę, tym bardziej nie chcę się zaręczać.

    Moja dziewczyna jest despotyczna do granic możliwości, wszystko ma być jak powie, na sprzeciw reaguje płaczem/awanturą albo przeczekaniem i ponownym ataku podjazdowym. Córka swojego ojca, co wydziedziczył syna po jego sprzeciwie co do kierunku studiów (kazał mu pójść na budownictwo, wybrał inaczej i go stary z chaty wyrzucił na bruk). Prowadzi to oczywiście do kłótni, w których zawsze winny jestem ja (#logikarozowychpaskow). Zazwyczaj podczas cichych dni przestaje dla niej istnieć - raz leżąc ze 40 stopniową gorączką nawet na mnie nie spojrzała, kompletne odcięcie ode mnie. Nie toleruje kompromisów, chyba, że okupione wielogodzinną awanturą. Rozmowa z nią to porażka, bo jest odporna na argumenty, a nawet zazwyczaj nie pozwala niczego za argumentować, bo są "bez sensu".

    Czuję się przy niej głupi. Dosłownie, bo nawet mi kiedyś powiedziała z całym przekonaniem, że jestem mniej inteligentny od niej. Wtedy pojawiła się pierwsza rysa na szkle. Od tego momentu przy rozwiązywaniu jakiegoś problemu zazwyczaj się ze mnie śmieje, jak z malego dziecka, co próbuje sześcian przez okrągły otwór wsadzić. Nie mam poczucia, ze jestem w czymkolwiek autorytetem, bo zazwyczaj "wie" lepiej. Na temat wszystkiego i wszystkich, koniec kropka. Jej opinie są święte i w jej obecności nie mogę mięć innej, bo to ją obraża. Dlatego nie czuję się swobodnie rozmawiając z nią, gdyż wygląda to jak chodzenie po polu minowym, a ona błyskawicznie się podpala na jakąś kłótnię.

    Żeby było dziwniej, bardzo pokazuje jak kocha i wręcz wymaga tego ode mnie. To jest dziwne, bo życie z nią to lawirowanie po skrajnościach i nawet przestalem się już zastanawiać co o tym sądzić. Najgorsze jest to, że kochanie kończy się na przytulaniach i pocałunkach, wszystko ponad to jest dla niej absolutnie zbędne. Po prostu nie ma nigdy ochoty i traktuje to jak swój kompleks, który jak wszystkie inne pielęgnuje a nie próbuje wykorzenić. O leczeniu oczywiście można zapomnieć, nie pójdzie z tym do lekarza, a przecież ginekolog jej powiedział, że po tabletkach ma się mniejsze libido więc sytuacja jest ok. To po cholere te tabletki ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Jak się możecie już domyślać, za posuchę w wyrku winny też jestem ja, bo księżna wymaga wyczucia, kiedy raz na miesiąc ma ochotę i odpowiednich całodniowych podchodów. Zaraz pewnie powiecie, że kogoś ma i jeździ na moim garbie - nie ma, bo swego czasu bardzo uważnie ją zacząlem obserwować i oprócz klasycznego żalenia się na mnie koleżankom nic nie znalazłem. Tym gorzej dla mnie, bo tak to bym bezlitośnie wywalił z mojego mieszkania, a tak to jest dylemat.

    Mieszkając razem obowiązki podzieliła na pół i z tym teoretycznym założeniem nie mam żadnego problemu. Nawet pomimo tego, że potraktowała to absolutnie przesadnie i nie dzielimy się na to co ktoś umie lepiej, tylko oboje gotujemy, pierzemy i sprzątamy. OK, może być, mieszkając sam i tak się tego wszystkiego nauczyłem, ale kiedy ona nie może wypełniać swoich obowiązków, to robię wszystko za nią i nadal jest ok. Już wiecie pewnie kiedy nie jest dobrze? TAK! Dostaje coś do robienia po godzinach to zaraz jest sranie, że ona wszystko musi sama! Zajebiście! Takich sytuacji jest dużo więcej ale szkoda na to internetów.

    Przestała dbać o siebie, jak w tych memach, że kobieta po ślubie transformuje w wieloryba, z tym wyjątkiem, że nawet nie jesteśmy zaręczeni ( ͡º ͜ʖ͡º) Do pewnego czasu było to całkowicie akceptowalne, gdyż ubiera bardzo obcisłe ciuchy, ale wraz z nadejściem wiosny zalożyła coś luźnego i mi wszystko opadło :E Od półtora roku zbiera się na ćwiczenia, ostatnio zaczęła ale po dwóch treningach sobie odpuściła... Nadal jest bardzo ładna, ale perspektywa jest dołująca.

    Nie wiem co z nią zrobić, nie wiem czy ją kocham, czy kocham złudzenie. A może to nie miłość a przyzwyczajenie, zwłaszcza do jej rodziny, która poza teściem jest zajebista, ta ich pełna akceptacja sprawia, że z nimi jest mi lepiej niż z własną rodziną. Ale to mi nie wynagrodzi nawet trochę życia z moją dziewczyną. Żyje tak a nie inaczej, ale coraz częściej nęci mnie wizja rozstania i wynikającego z tego wolności. Nie będzie mi rozkazywać i zabraniać, proste rzeczy znów staną się proste, wszystko co miało dla mnie wartość znów jej dla mnie nabierze...

    Mirki co przeczytały, dajcie jakieś wsparcie/dobre słowo, jakąś radę bo Mirek jest w kropce.

    #zwiazek #rozstanie #tfwgf #tldr

    Rzucić to w pizdu?
    pokaż całość

    •  

      @ZerwacCzyNie: drogi cumplu.. jestem w baaardzo podobnej sytuacji. Praktycznie 90 procent rzeczy o ktorych napisales sie pokrywa. Nawet to, ze z nia tez jestem okolo 2 lata. Ale chyba juz wiem co zrobic. Taka decyzja jest potrzebna aby zyc, a nie wegetowac.Jej nie dogodzisz.. ona potrzebuje kogos do ciaglego pouczania i pretensji. Sama oczywiscie ma sie za idealną osobe i kazde zwrocenie jej uwagi jest wysmiewane dlatego po jakims czasie juz przestalem to nawet robic. Najlepsze jest to, ze dla ludzi, ktorzy maja ja w dupie potrafi zrobic wszystko. Swoja drogą to je więcej ode mnie i jest wielka awantura jezeli zwroce jej na to uwage. Przestala o siebie dbac. Ladnie ubraną i umalowaną widze ja tylko jak wychodzi do pracy. Zalezalo mi na niej ale nie mam juz po prostu sily na dalsze zycie w napieciu i swiadomosci ze pozorny spokoj w kazdej chwili moze zamienic sie w awanture i fochy.

      Jestem tez pewny, ze po naszym rozstaniu zrobi te wszystkie rzeczy, o ktore ja prosilem i o ktorych marzyla. I dobrze, ze juz beze mnie.
      pokaż całość

    •  

      @matus112: Mam nadzieję Cumplu, że od tamtego czasu uwolniłeś się już i zapomniałeś o niej. Sam byłem w takim związku i do dziś niezmiernie się cieszę, że po roku się uwolniłem.

    • więcej komentarzy (114)

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów