•  

    Zastanawia mnie dlaczego polscy mężczyźni tak często popełniają samobójstwa. Jedną z przyczyn na pewno jest zachowanie Polek. Oziębłość, zero empatii w stosunku do faceta, mało ciepła, nie potrafienie into łechtanie męskiego ego. Ile dziewczyn potrafi powiedzieć coś takiego? Garstka.

    jestem z ciebie dumna kochanie, tak ciężko pracujesz <buziak>

    albo

    kochanie ale przystojnie wyglądasz dzisiaj w tej koszulce

    To właśnie przy takich kobietach mężczyźni potrafią zbudować duże biznesy albo być na szczycie w swojej branży. Przy empatycznych i ciepłych. A Polki żyją w przekonaniu, że skoro już się ma to nie trzeba dbać. Albo znajdzie się kolejny.

    #rozowepaski #zwiazki #samobojstwo #polska #tinder #tfwnogf
    pokaż całość

    •  

      @kwadratowekolo: No a kto jest winny temu? Właśnie to znaczy ogarnąć się-przestać obwiniać wszystkich dookoła i brać odpowiedzialność za swoje życie. Nie wierze, ze to piszę, pewnie do dorosłej osoby. Nikt Cię za rękę nie poprowadzi, nawet jeśli uda Ci sie kogos przekonać, że Twoje życie jest niesprawiedliwe. Ludzie chorzy, biedni, bez dostępu do wygód cywilizacji, potrafią się wybić i osiągać sukces, a stuleje z wykopu się żalą, bo im laski nie chcą dać dupy. Znam bogaczy, którzy przepuścili rodzinne fortuny zbierane przez pokolenia, bo byli nieodpowiedzialnymi stulejami, znam ludzi bez perspektyw, którym jednak się udało. Wszystko to kwestia podejścia. Ale oczywiście usiąść na dupie i płakać, jak to się ma źle, jest najłatwiej. Usuń konto, zajmij się prawdziwym życiem. Tu nawet jak inne dziewiczki Ci potwierdzą Twoje teorie, to w jaki realny sposób poprawi to Twoją życiową sytuacje? Spieszę z odpowiedzią-w żaden, a Ty tylko będziesz się pogrążać. pokaż całość

    •  

      Warunki swego życia poprawiam odkąd miałem na tyle siły by zatrudniać się w różnych pracach. I jeśli chodzi o kwestię finansową, to myślę że ile mogłem to uwalczyłem i z tego jestem w miarę zadowolony. I tobie tak się pisze, że to niby danie dupy, bo pewnie miałeś doświadczenia z kobietami jeszcze przed 18 rokiem życia. Ale postaw się w sytuacji kogoś kto ma przykładowo 28 lat i żadna kobieta poza prostytutką nie była nim zainteresowana. Ciągle myślisz dlaczego jesteś takim odszczepieńcem, choć próbowałeś wszystkiego. No ale jest to czego się spodziewałem: wszystko twoja wina, a jak w jakiejś dziedzinie życia ci nie wychodzi to giń. pokaż całość

    • więcej komentarzy (44)

  •  

    Czy chęć popełnienia samobójstwa bez zadnego konkretnego powodu może być powszechna? Zmęczenie życiem, znudzenie wszystkimi codziennymi czynnościami i ogólna niechęć do świata - czy to logiczne? Brak długów, chorób, żadnych konfliktów ani zmian w ostatnim czasie. Nie ma żadnych zachowań autoagresywnych, tylko codzienne marzenie "Oby mnie pociąg dzisiaj przejechał". #depresja od ponad roku #samobojstwo #feels pokaż całość

    •  

      Komentarz usunięty przez autora wpisu

    •  

      @Boczka:

      Byłam, nie szanuję.
      Widocznie trafiłaś na złego psychologa. Nie każdy jest dobry. Mi w depresji pomogła też wizyta u psychiatry i tabletki. Fajnie się to uzupełnia razem z terapią.

      Tak, gdyby mi płacili za leżenie na tapczanie i oglądanie ciągle tego samego serialu, to bym była przehipermegaszczęśliwa.
      A jaki serial?

      Lubię też palić papierosy i słuchać Piaska.
      Też lubię palić papierosy, ale staram się rzucić.
      A na Piaska to ja już nic nie poradzę...nie ma ratunku...¯\_(ツ)_/¯

      Ile masz lat?
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (102)

  •  

    Jestem rakiem społeczeństwa, boję się wychodzić z domu, iść do psychoterapeuty, moje myślenie jest takie negatywne i nigdy nic nie osiągnę, nawet jeśli coś będę umiał robić. Żeby osiągnąć sukces trzeba mieć zdrową głowę, ja jednak nie mam i będę zbierał puszki, mimo, że studiuję informatykę. A wszystko przez zaburzenie osobowości, depresję i nerwicę natręctw. Powinno się utylizować takich jak ja.
    #przegryw #depresja #fobiaspoleczna #tfwnogf #stulejacontent #feels #zalesie #rakcontent #psychologia #samobojstwo
    pokaż całość

  •  

    Dobra, trochę się powyjaśniało po ostatnim wpisie.

    Zacznę może od tego, że bardzo dziękuję za wszystkie komentarze i PW. Szczerze mówiąc mocno mi to pomogło, pojawiło się mnóstwo opinii ludzi, którzy patrzyli na to z boku przez co mogli obiektywnie ocenić sytuację i to bardzo mi ułatwiło dalsze kroki.

    Minął już miesiąc od ostatniego wpisu, więc myślę, że spokojnie można powiedzieć że już po wszystkim. Rozstaliśmy się. Zerwałem z nią kiedy była w szpitalu, uznałem że będzie to dla niej najbezpieczniejsze (wielkie dzięki za sugestię @emenems! Twój komentarz ostatecznie mnie przekonał, że będzie to najlepszy moment). Zareagowała trochę inaczej niż się spodziewałem, myślałem że będzie błagać żebym nie odchodził, spodziewałem się płaczu, a ona po prostu przyjęła to i wyprosiła mnie z oddziału. Powiedziała, że mam więcej nie przychodzić.

    Od tamtej pory stosuję strategię "zero kontaktu" i poza sprawami które jeszcze mamy wspólne (kasa którą musi mi oddać, jej telefon jest na mnie) nie rozmawiałem z nią od tamtego czasu. Atakuje mnie oczywiście co jakiś czas na facebooku, średnio co 3 dni ma pytanie o jakąś pierdołę, ale odbijam piłeczkę i nie podejmuje tematu. Załączam ostatnią naszą rozmowę, w zasadzie przyjęła to spoko.

    Odciąłem się od niej całkowicie. Wiem od naszego wspólnego przyjaciela, że wypytywała o mnie, a co ciekawe stwierdziła, że widziała mnie w pizzerii z dziewczyną o którą była bardzo zazdrosna, tylko że ja tą dziewczynę spotkałem 2 razy w życiu na imprezach i na pewno nigdzie z nią więcej nie wychodziłem, w ogóle w zasadzie się z nikim nie spotykałem w knajpie :)

    Przez pierwszy tydzień było tragicznie ze mną. Byłem bardzo przybity i zdenerwowany tym wszystkim, ciężko mi było zebrać myśli albo zrobić cokolwiek, ale tłumaczyłem sobie, że jestem od niej uzależniony a to tylko zespół odstawienia, w końcu przejdzie. Znowu na wysokości zadanie stanęła przyjaciółka z poprzedniego wpisu i w zasadzie reszta znajomych i przyjaciół, bez wsparcia chyba bym tego nie ogarnął. Dalej od czasu do czasu mam taki moment, że pomyślę o niej i robi mi się zajebiście przykro, ale odpędzam te myśli od siebie, trwa to z 10 sekund i przechodzi.

    I teraz w sumie najciekawsze, stało się coś czego się nie spodziewałem totalnie. Tydzień po tym jak zerwałem z dziewczyną, poszedłem do klubu na imprezę z dwoma koleżankami - słabo je znałem, ale nikt za bardzo nie był chętny na wyjście więc się przykolegowałem ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    No i tak się stało, że jedna z tych koleżanek po imprezie zabrała mnie do domu ʕ•ᴥ•ʔ
    Spotykamy się już trzeci tydzień, na początku jeszcze w klubie powiedziałem jej, że przepraszam, ale po prostu nie jestem gotowy, okazało się że znała moją sytuację (nie wiem skąd), ale jednak później pomyślałem, że co mi szkodzi, zobaczymy co się stanie, czyli spierdoliłem, ale dostałem drugą szansę (ʘ‿ʘ)

    Teraz jest na prawdę dobrze, nie myślę o tym czy nasza relacja przetrwa, czy coś się spierdoli, nie myślę o przyszłości ani o przeszłości, nie tęsknię za borderową byłą, po prostu cieszę się tym co jest tu i teraz. I jestem szczęśliwy mirki, na prawdę jestem szczęśliwy i spokojny.

    W życiu bym się nie spodziewał, że wszystko pójdzie tak szybko i sprawnie.

    BTW. Pierwszy raz wołam z Mirkolisty, jeśli Cię nie interesuje ten temat, to przepraszam ;)

    #truestory #sadstory #zwiazki #tfwnogf #tfwgf #samobojstwo
    pokaż całość

    •  

      @MrDerinq: o hui :D do zobaczenia za parę lat w identycznym wpisie

    •  

      @MrDerinq: Po takim związku dobrze jest odpocząć, zobaczyć jak to jest mieszkać samemu, przekonać się, że można sobie poflirtować bez zobowiązań. Ja wiem, że tyle lat w związku sprawia, że wydaje się, że inaczej się nie da. Ale to nie prawda. Przewietrz głowę. Jak trzeba idź do psychologa. Terapia zajebiście potrafi pomóc zamknąć definitywnie pewne etapy życia. Nie trzeba być wariatem. Czasami po prostu dobrze się wygadać komuś, kto zawodowo zajmuje się słuchaniem. Nie ładuj się od razu w drugi związek, to nie jest dobry pomysł. pokaż całość

    • więcej komentarzy (75)

  •  

    Ja to nigdy nie znajdę dziewczyny a to wszystko przez to, że nigdy nie leciałem samolotem. Możecie się śmiać, ale taka jest prawda, niedawno to zrozumiałem. Inni młodzi ludzie podróżują po całym świecie a ja? Nigdzie nie byłem, niczego nie widziałem i przez to właśnie nie mam o czym z dziewczynami rozmawiać, skłamać też nie mogę, że byłem choćby na #emigracja w #uk albo #niemcy bo później na lotnisku i tak zobaczy, że nie wiem gdzie chodzić ani nie znam języków i się dowie. Tylko siedzę całe życie w tej #warszawa, więc niby #wygryw bo Polska A ale co z tego? Zmarnowanego czasu już nie nadrobię, więc zawsze będę sam.

    Nie nie nie, ja po prostu P-I-E-R-D-O-L-E takie życie, naprzemienny wykop, battlefield i pornhub to nie jest żadne życie, ja nie mam już sił.

    #przegryw #stulejacontent #tfwnogf #rozowepaski brak #seks #depresja #feels #zalesie #samobojstwo
    pokaż całość

  •  

    Jak ciężko leczy się połączenie umiarkowanej #fobiaspoleczna* średniej(ale raczej cięższej)** depresji, całkowitego braku samooceny, czasami jakichś napadów paniki, nienawiści do swojej osoby i wręcz obrzydzenia nią?
    #depresja #samobojstwo #przegryw #terapia #psychologia #psychiatria

    * sensie, że zdarzają mi się momenty, że strasznie ciężko się oddycha i czuję ściskanie w sercu, strach przed wizytą u lekarza, fryzjera, prowadzącego ćwiczenie z labów, przed spotkaniami ze znajomymi i podobne rzeczy - nie mam potliwości, drgawek czy strachu przed jedzeniem w miejscu publicznym
    **myśli samobójcze minimum raz na 2 tygodnie, zwykle częściej, chęć bycia martwym i utrata odczuwania jakichkolwiek przyjemności z życia, brak motywacji do absolutnie czegokolwiek, duża senność, częste zmęczenie bez powodu
    pokaż całość

  •  

    Dzisiaj miałem chyba jeden z gorszych dni od dawna. Na zajęciach miałem prawie cały czas załzawione oczy. Dalej mam. Gdy wróciłem do akademika, to się prawie popłakałem myśląc o swoim życiu i jak bardzo go nienawidzę. Gdyby mi ktoś dał broń, to dzisiaj bez wahania bym się zabił. Zresztą i tak nie potrafię sobie wyobrazić, że się w przyszłości NIE zabiję. Dodatkowo mam chyba coraz większe problemy w myśleniem. Chyba czas się zmobilizować iść do psychiatry. Tylko najgorsze jest, że ja sobie nie wyobrażam tam się tak otwierać i opowiadać co mi dolega. Przecież ja bym się wtedy przed nim rozpłakał jak dziecko. Jak mam się otworzyć przed kimś obcym tak, jak nigdy się nie otworzyłem przed ani rodziną, ani żadnym kolegą? Bo przyjaciół nie mam.
    #depresja #przegryw #psychiatria #samobojstwo
    pokaż całość

  •  

    Mój wujek zastrzelił się w łazience, drugi powiesił się w garażu. Chyba coś siedzi w genach...
    #samobojstwo #depresja #przegryw

  •  

    faceci to mają lepiej
    dziewczyny nie patrzą na wygląd
    jak jesteś samotny to czemu tindera nie założysz? Koleżanki sobie chwalą

    #stulejacontent #depresja #samobojstwo #przegryw #rozowepaski #logikarozowychpaskow

  •  

    Zawsze mam ciary jak oglądam to zdjęcie. Widzicie na nim Evelyn McHale, 23 letnią samobójczynię, która wyskoczyła z 86 piętra Empire State Building 1 maja 1947 roku. Na szczęcie po drugiej stronie ulicy pojawił się wtedy Robert Wiles, student fotografii, który popełnił to zdjęcie.

    Evelyn wylądowała na dachu limuzyny należącej do ONZ, dlatego mimo upadku z ogromnej wysokości, samochód nie odniosł większych obrażeń.

    "Najpiękniejsze samobójstwo"

    pokaż spoiler #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #fotografia #fotohistoria #samobojstwo
    pokaż całość

    źródło: zFliwVi.jpg

  •  

    Jak słyszę o kolejnej śmierci z powodu depresji, to zastanawiam się, kiedy ja będę kolejnym śmiertelnym przypadkiem. Czasem nie mam po prostu sił, by walczyć. Myślałem o psychiatryku z powodu myśli samobójczych, ale się na to nie zdecydowałem. Sam z tego bagna nie wyjdę. Nie kontroluję swojego życia. Nie panuję nad deprechą, ani nad nerwicą lękową. kolejny lek okazał się rozczarowaniem. Kilka miesięcy, zwiększanie dawek i... nic. Mam w życiu cholernego pecha. To niesprawiedliwe, że jednym w życiu się powodzi, a inni mają ciągle pod górkę.
    #depresja #gorzkiezale #przegryw #nerwica #leki #samobojstwo
    pokaż całość

  •  

    No k**** jestem w skraju. Wiem że g**** to kogo obchodzi, ale muszę to wydusić z siebie - choćby jakimś randomom z internetu. Mój koniec powoli nadchodzi.

    Od kilku lat choruję na depresje. Nie przez to że czegoś mi brakuje tak jak u 90% mirków z pod tsgu #spierdolenie, tylko przez to że po prostu choruję. Nie mam w ogóle na nic siły od roku, nawet gdybym miał wszystko to byłbym k**** nieszczęśliwy.

    Otóż niedługo mam pierwszą wizyte u psychiatry, i mam dylemat czy brać leki.
    Jestem między młotem a kowadłem:

    Opcja pierwsza: nie brać leków, nadal wariować, rozwijać chorobe, popełnić samobójstwo

    Opcja druga: brać leki, zapobiec rozwojowi choroby, być otępiałym, dać się ogłupić, nie prowadzić samochodu (to moje główne zajęcie w życiu)

    Nie ważne co wybiorę, będzie źle. Nawet nie wiem co wybrać. Jeszcze dop***** mnie znajoma która jest w gorszym stanie ode mnie, a właściwie najgorszym - też choruje na depresje, jeździ po psychiatrykach po całej Polsce, niedawno próbowała się zabić i nadal chce to zrobić. Kiedyś nawet nie było widać żeby było z nią coś nie tak. Nigdy nie poznałem osoby w gorszym stanie, jak tylko sobie o niej przypomnę to też mam ochote się zabić tylko na poważnie. A cały czas sobie o niej przypominam.

    To wszystko jest tak popie**** że nie ma szans aby to naprawić. Koniec nadchodzi, tak dalej już nie wyrobię.

    #oswiadczenie #depresja #psychiatria #psychologia #samobojstwo #igrzyskaspierdolenia #mirkowyznania #wyznanie
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Lecz moje myśli jedynie wciąż do niej rwą,
    W niej zbiega się mój szczyt i moje dno.
    Żeby móc być sobą, zakląłem krąg samotności, banicji...


    #muzyka #sadcontent #pojebanie #samobojstwo #samotnosc

    źródło: youtu.be

  •  

    Bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart
    A czerwień mojej krwi to tylko jakiś żart
    I zapominać chcę tak często jak się da
    Że nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart


    Nie da się przesłuchać całej dyskografii Myslovitz i nie zostać seryjnym samobójcą xD

    #myslovitz #muzyka #samobojstwo #rockalternatywny #polskamuzyka pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Ja pier***e jestem na dnie. 27lvl, zero perspektyw. Od roku nie mam pracy, a to co było wcześniej to tylko gównoroboty za minimalną krajową i to tylko po kilka miesięcy. Prawie zero doświadczenia. Skończyłem gównianą szkołę, byle tylko skończyć na kierunku, który ani trochę mnie nie interesuje, i w którym nigdy nie chciałbym pracować. Teraz nie mogę nawet znaleźć żadnej gównoroboty, bo mieszkam na totalnym wypizdowie a najbliższe miasto jest 30km dalej. Oczywiście brak prawa jazdy, samochodu i pieniędzy. Mieszkam na garnuszku rodziców, którzy nigdy mnie nie chcieli i tylko czekają aż zdechnę albo sobie pójdę w pizdu. Nie wyrzucą mnie z domu, bo wstyd przed sąsiadami itp.

    Mam kilku znajomych, każdy z nich ma super dziewczynę, mają własne mieszkania, jeżdżą na wakacje, biorą śluby itp. Każdy coś przeżył w życiu, bawili się gdy byli w czasach liceum. Jak ja im tego kurwa zazdroszczę. Gdy moi kumple w wieku 16-17 lat zabawiali się ze swoimi laskami ja w tym czasie myślałem o tym, żeby się zabić. W szkole nikt mnie nie lubił, przez całe liceum miałem tylko jednego kupla z którym się trzymałem. Jeszcze zanim go poznałem, chodziłem do innej szkoły, ale tam mnie gnoili i miałem wszystkich przeciwko sobie. Raz jak się postawiłem i zajebałem jednemu gonga to mnie zbutowali w 4. W drugiej szkole, w tej w której poznałem tego kumpla, było trochę lepiej.

    Jeśli chodzi o kontakty z kobietami to kiedyś narzeczona kolegi podała mi rękę na przywitanie i zamieniła kilka słów, i to w sumie tyle.
    Pamiętam w szkole średniej jak dziewczyny śmiały się z tego jaki jestem brzydki. Różne uwagi i pogardliwe komentarze. To już na stałe wryło się w moją psychikę także samoocena -10000/10. W tamtym czasie miałem całą masę pryszczy i mój ryj wyglądał jak pole minowe, i żadne specyfiki na to nie pomagały. Z wyglądu jestem 2/10, nie jestem gruby ani niski, ale mam strasznie brzydką twarz. Jak się dobrze ubiorę i ogarnę to z 2,5/10. Mój wygląd jest dla mnie obrzydliwy. Od jakichś 10 lat nie patrze w lustro, żeby nie musieć siebie oglądać. Widzę swoje oblicze jedynie przez przypadek gdy natrafię na jakąś odbijającą powierzchnie. Już dawno temu nauczyłem się golić i strzyc włosy bez patrzenia, i nie sprawia mi to żadnego problemu. Do fryzjera oczywiście nie chodzę, bo mi wstyd.
    Social skill ameba/10. Nie potrafię rozmawiać z ludźmi, wstydzę się i pocę, czuje jak każdy się na mnie gapi a ja szukam w tej mojej pustej głowie czego co mógłbym odpowiedzieć.
    Brak zainteresowań, nic nie sprawia mi przyjemności.

    W domu od zawsze panowała umiarkowana patologia. Czyli stary najebany po robocie i mu odpierdala, ale też nie na tyle, żeby jakiś sąsiad się tym przejął. Moje dzieciństwo to wzajemne bluzgi rodziców względem siebie i rzucanie garami. Z czasem się to uspokoiło albo może po prostu już się do tego przyzwyczaiłem.

    Chciałbym mieć jakiś punkt zaczepienia, jakąś motywacje, cokolwiek, ale czuje, że już nigdy nic dobrego w życiu mnie nie spotka.
    Nie mam żadnego powodu żeby żyć i całą masę żeby się zabić. Kilka lat temu próbowałem i przez przypadek mój ojciec wrócił wcześniej z pracy, tylko dlatego jeszcze żyje. Skończyło się na pogadance żebym "nie odpierdalał" i to tyle. Odradzam wszystkim wieszanie się, to nie wygląda jak na filmach, a jak zrobisz zły węzeł albo masz za grubą linę to będziesz się miotał przez kilkanaście minut próbując złapać oddech, mówię z doświadczenia. Mimo to każdego ranka gdy się budzę sznur wydaje się coraz lepszą alternatywą tego bezcelowego wegetowania.

    W sumie to nie wiem po co to napisałem. Nie miałem komu tego powiedzieć.

    #gownowpis #depresa #przegryw #samobojstwo

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    pokaż całość

  •  

    Skoro życie to cierpienie które i tak skończy się śmiercią, to dlaczego nie zabić się już teraz? Zapraszam do ciekawej dyskusji (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    #filozofia #przemyslenia #przemysleniazdupy #samobojstwo

    źródło: pbs.twimg.com

    •  

      @qwerty69 bo warto żyć. Dla podróży, dzieci, dla pasji, dla przyjaciół, dla kobiet, dla doznań emocjonalnych, dla swojego ego, dla poznawania świata, dla swojego rozwoju, dla moich kochanych psów, dla dozy ryzyka z podjętych decyzji na krawędzi, dla nocnej jazdy samochodem, dla dobrego alkoholu i jedzenia, da zimy lata wiosny i jesieni, dka świetnych książek, dla muzyki, dla imprez, dla swojej rodziny, dla niezapomnianych widoków, dla jaj, dla śmiechu i łez oraz dla pokonania swoich słabości... Np braku słownika ortograficznego. pokaż całość

    •  

      @qwerty69: bo to bardzo egoistyczne, taka osoba może zrobić jeszcze wiele dobrego.

    • więcej komentarzy (33)

  •  

    Czy tylko ja chce się zabić, ale boje się tego, że może mi to się nie udać.
    #depresja #samobojstwo #zalesie

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    TLDR: Po co żyć, jeśli jedyne co mi najprawdopodobniej zostaje to praca za minimalną do końca życia.

    Mam 23 lata. Potem się rozwiedli i dorastałem bez niego (od około 10 roku życia). Stało się tak, bo ojciec często bił matkę i nieraz byłem tego naocznym świadkiem. Teraz siedzę tylko w domu, nie pracuję, nie studiuję. Studiowałem 4 kierunki i żadnego nie skończyłem. Rzucałem je po 1-3 semestrach. W ciągu ostatnich 3 lat, podchodziłem do programowania jakieś 10 razy. Za każdym razem kończyło się to tym, że już z dnia na dzień po prostu przestawałem to robić. Rzadko mi to dawało jakąś radochę i brakowało motywacji. W życiu przepracowałem może 6 miesięcy, przy czym w każdej pracy wytrzymywałem maks. 2 miesiące. Czyli wróciłem do punktu wyjścia, tak jakbym dopiero co skończył liceum.
    Poznałem fajną dziewczynę, która ma 26 lat. Mówi, że chciałaby być z kimś, kto dobrze zarabia, bo ktoś taki mógłby jej zagwarantować stabilne i bezpieczne życie. I żeby nie było, ona nie chce, żeby facet ją utrzymywał. Sama pracuje, zarabia dobrze i sama się utrzymuje. Mówi, że teraz sporo dziewczyn podziwia programistów i sporo dziewczyn chciałaby być z kimś kto pracuje IT - bo to równa się dobre zarobki. Spotyka się z różnymi facetami przez badoo, każdy z nich to 30 letni programmista.
    Czuję się jak gówno, bo ja nie mógłbym jej nic zagwarantować. Jestem nikim w porównaniu do tych dojrzałych, dobrze zarabiających, ogarniętych MĘŻCZYZN. Na samą myśl, że nie mam do niczego predyspozycji, nie mam zainteresowań i że zostaje mi praca za 1500zł do końca życia dobija mnie do tego stopnia, że rozmyślam o samobójstwie.
    Kurwa, chciałbym pracować w IT, albo mieć jakąś inną dobrze płatną pracę, która dawałaby mi chociaż ODROBINĘ przyjemności. A myśl, że zostaje mi praca za minimalną powoduje obrzydzenie samym sobą i wstyd przed dziewczynami. No ale wygląda na to, że do niczego innego bym się i tak nie nadawał. Może taki ma być mój los?
    Jeszcze to, że większość moich znajomych (młodsi, w moim wieku i starsi) robią w IT i chwalą mi się co chwila tym, że dostali podwyżkę - to też na pewno nie pomaga.

    Chodziłem do psychiatry, brałem rok leki na depresję, zwiększał mi dawki już do sporych, ale to nic nie dawało. Każde stopniowe zwiększenie dawki pomagało na tydzień, potem powrót do szarości. Chodzę na siłownię i ok, pomaga, ale tylko na czas ćwiczeń + godzina po skończonym treningu. Potem znowu powrót do szarości.

    Powiem coś, czego jeszcze nikomu nie mówiłem i chyba nikomu w życiu prywatnie nie powiem. Jakieś 2 tygodnie temu kupiłem linę i zrobiłem pętlę, zawiesiłem koniec liny, założyłem pętle za szyję. Dopilnowałem wszystkiego, aby nic się nie zerwało i wszystko przebiegło pomyślnie. Stałem na krześle w ciemności tak z godzinę z tą pętlą na szyi. Ta świadomość, że wystarczy zrobić jeszcze tylko jeden krok, żeby to wszystko skończyć... Po czym nagle pomyślałem "co ja odpierdalam". Skoro mam umrzeć, to równie dobrze mogę to zrobić za te 60 lat. Co to jest w skali tego ile istnieje Ziemia?
    Ale jak usłyszałem od tej dziewczyny "szkoda, że nie jestes programistą", a po 3 dniach powiedziała, ze była na randce z programistą z badoo i stawiał jej drinki, to jednak mnie to sprowadziło z powrotem na takie zero jedynkowe myślenie i znowu rozważam dzień sznura dla siebie.
    Pozdrawiam wszystkich i życzę udanego dnia/wieczoru.
    #depresja #samobojstwo #praca #nieprogramowanie #it

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    Dodatek wspierany przez: mZakupy.com
    pokaż całość

    •  

      Różowy: Przejmujesz się zdaniem OBCEJ Karynki lecącej na hajs - która nawet się z tym specjalnie nie kryje - pozbawionej inteligencji emocjonalnej i jakiejkowiek ogłady. Jak można powiedzieć ledwo poznanemu kolesiowi, że szkoda, że nie zarabia więcej i nie spełnia tym samym jej KONKRETNEJ WIZJI wymarzonego faceta?! Do tego próbować wzbudzać w nim zazdrość, chwaląc się, z jakimi to programistami nie spotyka się przez badoo (w tym samym czasie, co z Tobą, lol)? To jest ten ideał kobiety? Serio?! Gdyby była taka cudowna, pracowita, to już dawno by takiego "elitarnego programistę 15k, służbowy penis 30 cm" usidliła na długo, nie musząc się przy tym posiłkować badoo - znalazłaby jego w prawdziwym życiu, na przykład w pracy. Te jej internetowe znajomości bardzo szybko się kończą. Przypadek? Nie sądzę ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Wiem, co mówię, bo sama jestem w związku z bardzo utalentowanym, inteligentnym programistą (który zresztą dużo na ten sukces pracował i mówił mi, że początki nie były takie proste). Co nie znaczy, że uważam, że tylko przedstawiciele tego zawodu są takimi facetami. Jeśli to Cię nie interesuje, nie zmuszaj się, bo żeby być w tym dobrym, trzeba robić to z pasją, ciągle się doszkalać, czytać i się rozwijać, poświęcać na to czas w domu, po pracy. Bez tego nie zarobisz mitycznych 15, czy tam 10k.

      Jest mnóstwo dobrze płatnych zawodów. Skoro do nauki akademickiej Ci nie po drodze, to może pomyśl o jakiejś budowlance, warsztacie samochodowym, spawaniu i tym podobnym. To żadna ujma na honorze, a pieniądze godziwe, jak się dobrze wykonuje swoją pracę. Ale do tego niezbędna jest cecha, której Ci brakuje - wytrwałość. Musisz sobie uświadomić, że bez wykonania dużej pracy nad swoim charakterem, będziesz mógł tylko pomarzyć o dobrym życiu. Nie tylko zawodowym. Rozwijać się i pracować trzeba nad każdym aspektem, nie tylko nad karierą.

      Nie szukaj dziewczyny, póki nie zrobisz porządku ze sobą. Proste. Kiepsko z Twoim poczuciem własnej wartości i stabilizacją emocjonalną, skoro kilka zdań, noł-nejmowej loszki z internetów - która jest jakąś etatową poszukiwaczką idealnego, bogatego bolca przez aplikacje randkowe - popycha Cię do wieszania się i samobiczowania w mirkowyznaniach. Przemyśl to.

      Zaakceptował: kwasnydeszcz}
      pokaż całość

    •  

      Komentarz usunięty przez moderatora

    • więcej komentarzy (13)

  •  

    Czytam sobie dyskusję pod okładką nowego playboya na twitterze, i dyskusja zeszła na to, że nieakceptacja tansów powoduje że popełniają samobójstwa. Ktoś na to odpowiedział że współczynniki samobójstw transów są nikłe w porównaniu do współczynników samobójstw białych, heteroseksualnych mężczyzn. Oczywiście ameby z lewicy totalnie temu zaprzeczyły, na co padło doskonałe zdanie:

    "Suicide gap is only type of gap ignored by liberals"

    Suicide gap to naukowe określenie na gigantyczną różnicę w ilości samobójstw mężczyzn i kobiet.

    https://en.wikipedia.org/wiki/Gender_differences_in_suicide

    //mapka przedstawia ilość samobójstw na 100000 mężczyn zależnie od regionu

    #takaprawda #samobojstwo #4konserwy
    pokaż całość

    źródło: Capture.JPG

  •  

    kurwa a moze jednak niektorzy faktycznie sie do niczego nie nadaja i zostaje im gownorobota do konca zycia?
    czy nie lepiej w takim wypadku nie tracic czasu na dobijanie sie i po prostu skonczyc zycie?
    #samobojstwo #depresja #praca

  •  

    Od razu uprzedzam, że będzie długo

    TL;DR

    pokaż spoiler Jak zakochać się w nieodpowiedniej kobiecie i zjebać sobie 6 lat życia - poradnik


    To zacznę od tego, że żaden ze mnie samiec alfa, ale też nie spierdoks piwniczanin. Ot normik jakich wiele, powtarzalny płatek śniegu.
    Poznałem dziewczynę jak miałem 20 lat, ona wtedy 17. Po prostu uderzyło w nas jak piorun z nieba, przypadkiem przyszła znajoma znajomego i zaraz jak to panczury siedzieliśmy na murku cmentarza i rozmawialiśmy o muzyce. Tak po prostu. Potem poszło samo, totalnie naturalnie po tygodniu byliśmy już ze sobą. Byliśmy najszczęśliwszymi gówniarzami na świecie, przysięgam. Ona była taka fajna, alternatywna, w moim typie, miała coś do powiedzenia. Ja też jej imponowałem. No po prostu bajka, wspólne imprezy, szpanowanie sobą nawzajem, mój pierwszy samodzielnie wynajmowany pokój, pierwszy seks bez strachu przed przyłapaniem, jak to gówniarze. Bajka.

    Ale był taki problem, że ona (sierota) mieszkała z siostrą i jej mężem alkoholikiem. W domu ciągle zadymy, wrzaski, bicie, rzucanie talerzami. Więc za punkt honoru postanowiłem wyciągnąć ją z tego, tak bardzo mi na niej zależało. Na tamten czas zarabiałem 1500 zł w pierwszej pracy, za pokój płaciłem chyba 700 zł, ale postawiłem ultimatum – albo mieszka ze mną, albo zgłaszamy to wspólnie do sądu rodzinnego. I tak miesiąc przed osiemnastką zamieszkała ze mną. Ja dość szybko dostałem podwyżkę, więc wynajęliśmy dwupokojowe mieszkanie, jej został rok do matury (technikum).

    I tak sobie żyliśmy w tym dwupokojowym mieszkanku, mieliśmy dwa kotki nawet, zapraszaliśmy znajomych na obiad, no bajka, bajka, bajka.
    Trochę się zaczęła opierdalać z tą nauką więc prosiłem, błagałem, obiecałem, że opłacę korki, ale gdzie tam, jakoś jej to nie szło. W ogóle od kiedy pamiętam to zawsze miała dziwne styki – budziła się w nocy z krzykiem, często była smutna albo rozdrażniona bez powodu, w domu raczej mało robiła, ale w zasadzie ja poza gotowaniem (co uwielbiałem robić) to też raczej się nie garnąłem do sprzątania Ona się tłumaczyła tym, że brakuje jej rodziców i czuje się niepewnie – rozumiałem to.
    Przyszedł czas matury i o ile Polski i Matmę zdała, tak do obcego i egzaminu zawodowego nawet nie podeszła. Tłumaczyła się, że ona totalnie nic nie umie i boi się ośmieszyć, więc nawet zagroziłem, że jak nie podejdzie to ją zostawię, no a jak nie zda to trudno, nic się nie stało. No i nie podeszła.

    Jak się domyślacie nie zostawiłem jej. Za to zostawiłem swoją pracę (1,5 roku w logistyce) i wyjechaliśmy do tego słynnego jUKeja. Po prostu sprzedaliśmy wszystko co mieliśmy, ucałowałem mamę i wsiedliśmy w samolot. Tam łapałem jakieś gównoroboty w McDonalds, magazyn, pakowanie na taśmie, a docelowo szukałem pracy w logistyce – no polubiłem ten zawód po prostu. Ona w tym czasie również gównoroboty, ale zmieniane średnio co 3 dni. Albo nie ma pracy dzisiaj. Albo coś się zjebało na taśmie i ma 3 dni wolnego. No więc znowu daję około 80% do wspólnego budżetu, no ale już zaraz wystartuje nowa linia i będzie praca więc jest spoko, dajemy radę.
    No i dostałem tą pracę, pensja od razu x2, służbowy laptop, iPhone 6 żebym miał z czego dzwonić (wtedy miał z miesiąc), robota fajna, raczej bezstresowa, nikt nie pogania, no idealnie.
    A ona zaczyna płakać, że nie może się odnaleźć, że słabo zna język, że za domem tęskni, że nie daje rady w pracy. No ja też tęsknię, ale wytrzymajmy jeszcze parę miesięcy, będzie lepiej.

    No i było bo dostałem propozycję stałego kontraktu po 3 miesiącach, służbowy samochód, własne biuro i stanowisko managera. To było zaraz przed świętami Bożego Narodzenia, zaraz po świętach miałem przyjść do nowego biura. Ale ona wpadła w tak głęboką depresję, nie wychodziła z łóżka, do pracy nie chodziła, praktycznie nie wychodziła z pokoju, płakała cały czas. Uwierz mi, że gdyby ktoś płakał przez 5 miesięcy bez przerwy to można ześwirować, szczególnie że stawałem na głowie, żeby jej pomóc. Lekarze, cuda wianki, nic nie pomaga. W końcu zapadła decyzja, że wracamy. Wspólna decyzja, tłumaczyłem sobie, że też tęsknię za domem. Ale prawda jest taka, że nie mogłem znieść jej płaczu. Wspominałem, że zaręczyliśmy się w międzyczasie?

    Dwa tygodnie (święta) odpoczywaliśmy u moich rodziców, później padła spontaniczna decyzja, że wyjeżdżamy do #wroclaw bo czemu kurwa nie? No to wynajęliśmy mieszkanie w ciemno i pojechaliśmy. Tutaj również na początku call center razem, potem poszedłem pracować jako listonosz, a po miesiącu znalazłem pracę w logistyce, gdzie pracuję do teraz (2 lata prawie). Ona w tym czasie zaliczyła swój najdłuższy etat w życiu – Piotr i Paweł – kasjer sprzedawca – 3 miesiące. A poza tym wszędzie darmowe okresy próbne. Więc zaczęły się problemy z kasą, tutaj już nie byłem w stanie zapłacić za mieszkanie i utrzymać dwóch osób. I zaczęło się pożyczanie – od moich rodziców, od jej sióstr, od przyjaciół, od wszystkich. Było przejebane, cały czas od 10 do 10, a często do 1 a resztę trzeba było jakoś kombinować, żeby coś zjeść.

    Warto też dodać, że cały ten czas zdarzały się jakieś chore jazdy typu cyrki przy znajomych, darcie mordy o byle co (dosłownie), sceny zazdrości i generalnie szeroko rozumiane pato w chuj. Ale cały czas było wytłumacznie, że zły dzień, że problem z pracą, że nie ma hajsów (no ja też miałem nerwy w strzępach przez to). I coś we mnie pękło pewnego dnia. Po prostu odszedłem. Po 4 latach odszedłem od mojej narzeczonej, wypowiedziałem umowę na mieszkanie i po prostu się rozstaliśmy. I wiecie co?
    Odjebało mi wtedy. Stałem się kurewskim zwierzęciem spuszczonym ze smyczy, non stop imprezy, chlanie, nigdy za mało, zarwijmy do wtorku kurwa przecież nie musimy spać. Nie jestem przystojny, powodzenia nie mam jakiegoś dużego u kobiet, ale byłem na tyle oślepiony tym szaleństwem, że udało mi się ustawić 3 dziewczyny na friends with benefits i bolcowałem je 3 na zmianę. Chciałem nawet ustawić nas razem (wiedziały o sobie nawzajem), ale mi się nie udało, może i lepiej.

    No i po paru miesiącach poczułem, że wreszcie ciśnienie ze mnie zeszło. Że może jednak potrzebuję kogoś przy sobie, może czas się ogarnąć? Więc zacząłem szukać dziewczyny, takiej na poważnie, do której mogę się przytulić, zaufać jej, porozmawiać jak z przyjacielem. Próbowałem portali typu #tinder #badoo, chodziłem na randki, zaczepiałem obce dziewczyny, dostawałem numery i spotykałem się z nimi. Moja magiczna bariera to miesiąc. Po miesiącu się pieprzyło bo żadna z nich nie była nią, moją narzeczoną którą tak kochałem. Tak bardzo za nią tęskniłem.

    Kiedyś przez przypadek byliśmy na tej samej imprezie. Najebaliśmy się obydwoje i zaczęliśmy się całować. Tak bardzo mi jej brakowało. Tej nocy miałem najlepszy seks w moim życiu, nie chciałem jej wypuścić już nigdy. I oczywiście wróciliśmy do siebie. Przekonała mnie, że jest już inną osobą, bardziej luźno podchodzi do życia. Uwierzyłem. I było inaczej, serio. Nie było scen, nie mieliśmy wspólnej kasy (swoją drogą pierwszy raz w życiu miałem jakieś poważniejsze oszczędności) i było zupełnie inaczej.

    I teraz proszę się trzymać, bo będzie kurwa hardcore.

    Źle się czuła więc poszła do lekarza i okazało się po badaniach, że przez wypadek, który miała w dzieciństwie uaktywniły się komórki rakowe powodując nieuleczalnego raka mózgu.
    Nasze życie się zawaliło. Na początku próbowałem być silny, mówiłem, że jest jeszcze nadzieja, że poradzimy sobie z tym razem. Później płakałem sam. Tygodniami. Później płakałem z nią, nie miałem już siły. Psychicznie byłem wrakiem człowieka, musiałem wychodzić do toalety w pracy, bo miałem ataki paniki. Wysiadałem z tramwaju, żeby płakać, pobiec, ze wściekłości napierdalać w ściany. To był koszmar.
    Ale później było jeszcze gorzej, bo okazało się, że zaszła ze mną w ciążę, ale poroniła. Tak bardzo pragnąłem dziecka i już byłem ojcem, ale dziecko umarło. Uwierzcie mi, że pochowałem je w myślach i przeżyłem najstraszniejszą żałobę w moim życiu. Naprawdę byłem już poza skrajem załamania nerwowego, pytałem Boga, dlaczego tak mnie karze, dlaczego zabiera mi wszystko co kocham?

    I wiecie co się okazało?
    Że ani raka, ani dziecka nigdy nie było. Tak się bała, że zostanie sama, że zmyśliła to wszystko wmanewrowując w to mnie i naszą wspólną przyjaciółkę.
    Byłem w tak ciężkim szoku, tak bardzo w to wszystko nie mogłem uwierzyć, że po prostu jej wybaczyłem. Myślę, że do teraz po prostu jestem zablokowany i nie dopuszczam do siebie myśli, że ktoś mógłby być takim potworem, żeby manipulować ludźmi w ten sposób. Chyba po prostu nie wierzę, że to jest możliwe.

    Za to ostatniej soboty w nocy postanowiła popełnić samobójstwo.
    Nie udało jej się to i wylądowała na toksykologii, a po konsultacji psychiatrycznej zapadła decyzja, aby przenieść ją na oddział psychiatryczny gdzie będzie poddana leczeniu. Stwierdzono u niej depresję, nerwicę lękową i borderline. Jutro przenoszą ją z toksykologii.

    Jadę do niej jutro. Bardzo potrzebuje czyjegokolwiek wsparcia, a każdy poza mną się od niej odwrócił. Bardzo chcę z nią zerwać wszelki kontakt jak tylko wyjdzie ze szpitala, chcę zapomnieć o tych sześciu latach które były dla mnie nie kończącym się koszmarem. Ja po prostu nie potrafiłem zostawić kogoś kto jest w potrzebie samemu sobie. Dzisiaj zadzwonili do mnie rodzice. Opowiedziałem im wszystko, bo nie wiedzieli o niczym od momentu zachorowania na raka. Powiedzieli, że są ze mnie tak dumni, że gdyby mogli to postawiliby mi pomnik. Przyjaciółka o której wspomniałem, która wie o wszystkim od początku napisała mi to [screen attached].

    A ja mam ochotę się zabić. Nie mogę uwierzyć w to jak zmarnowałem swoje lata młodości. Jak bardzo niebezpieczna może być miłość?
    Chciałbym, żeby to był zwykły #bait, ale to historia, która przydarzyła się mi, przydarzyła się naprawdę. Są gorsze rzeczy na świecie, ludzie cierpią dużo bardziej, ale jestem rozpieszczonym dzieckiem pierwszego świata i to dla mnie o wiele za wiele. Chcę zacząć żyć od nowa.

    #truestory #sadstory #zwiazki #tfwnogf #tfwgf #samobojstwo
    pokaż całość

  •  

    W samobójstwie jest jakieś ukojenie. Myśl, że w każdej chwili możesz skończyć to momentami okropne życie dodaje otuchy.
    #przemyslenia #filozofia #zycie #samobojstwo

  •  

    25-latka chciała rzucić się z mostu. Po drodze została napadnięta i zgwałcona.

    https://www.wykop.pl/link/3962897/25-latka-chciala-rzucic-sie-z-mostu-po-drodze-zostala-napadnieta-i-zgwlacona/

    Mieszkająca w rosyjskim Omsku kobieta chciała popełnić samobójstwo. W drodze do miejsca, w którym chciała to zrobić została jednak napadnięta.

    #polska #patologiazewsi #policja #prawo #samobojstwo #psychologia #depresja #4konserwy #mikroreklama
    pokaż całość

    źródło: 8.jpg

  •  

    Śmierć uderzenie przez pociąg;

    jeżeli ktoś podstawi się umyślnie, śmierć jest niemal pewna. Gdy jednak to będzie tylko nieumyślne wejście na tory, i ktoś będzie próbował uciec - może wtedy uciąć tylko jakąś kończynę. Znane są też przypadki, że żul leżący na torach całkowicie równolegle do szyn, przeżywał (chociaż w przypadku nowych betonowych podkładów, które nie mają takiego prześwitu, to nie jest takie proste).

    Jeżeli ściśle chodzi o taką sytuacj czyli człowiek stojący, na wprost do pociągu, nie próbuje uciekać - moim zdaniem 1/100 takich osób uda się przeżyć. Czyli ogromne szczęście. Dlaczego?

    Przeanalizujmy:
    Ponieważ składy pociągów mogą być różne, weźmy do przykładu taki "statystyczny" pociąg składający się z lokomotywy EU07 i pięciu wagonów przedziałowych typu Bdnu (YB wg UIC, prod. Bautzen). Każdy z wagonów waży 40 ton, czyli wszystkie łącznie 200 ton. Lokomotywa, uproszczę obliczenia, waży 80 ton (Typ 4E, bo 303E miałby te 3.4 tony więcej, i potem te przecinki męczyć... :P ). Czyli ostatecznie masa pociągu to 280 ton.

    Pociągi wbrew pozorom w Polsce nie wleką się jak traktor, i swoją prędkość mają. Średnio 80km/h wychodzi. Jednak maszynista hamuje przed człowiekiem na torach, chociaż bardziej doświadczeni zapewne wiedzą, że jest to skazane na porażkę. Załóżmy, że w momencie uderzenia będzie to 40km/h (hamowanie awaryjne wylewa kawę która sięga do 3/4 kubka, więc wierzcie mi, jest silne).

    Zanim wyliczę siły, które działają w momencie uderzenia z taką wydawało by się niedużą prędkością, która przynajmniej dla pasażera zostałaby odebrana jako mała, powiem coś o szansie na odrzucenie człowieka przy zderzeniu z pociągiem.
    Takie szanse są praktycznie ŻADNE. To jeden z powodów, czemu daję 1% szans na przeżycie rzucającym się pod pociąg. Przede wszystkim, żeby takiego odrzuciło, lokomotywa musiała by się zatrzymać dokładnie (albo w milisekundy po) w momencie uderzenia, i pozwolić lecieć nieszczęśnikowi nadaną mu prędkością. Tak się jednak oczywiście nie stanie, bo jakby miała się zatrzymać zaraz po uderzeniu, to by go tylko puknęła i przewróciła, bowiem była by w końcowej fazie hamowania i wjechała by w człowieka z prędkością poniżej 1km/h.
    Więc uderza w samobójcę z prędkością 40km/h. Człowiek to nie piłka - uderzając w pudło lokomotywy łamie sobie kości, być może pękają narządy wewnętrzne, na pewno nie wszystkie na raz, ale coś na pewno - tym samym energia, którą nada mu uderzenie pociągu dosłownie rozejdzie się po kościach (i narządach), i ta siła która powinna odrzucić gościa z powodu 3 zasady dynamiki będzie odrobinę mniejsza. Także jeżeli teoretycznie powinien odlecieć z prędkością 40km/h, a lokomotywa ponieważ hamuje by go nie dogoniła, to w praktyce... Dodajmy jeszcze docisk powietrza z drugiej strony, i fakt, że stopy najpewniej zablokują się (i potem zostaną odcięte) na zgarniaczach, i plus wspomniane wcześniej kości, utrata energii będzie znaczna, i denat po prostu "przyklei się" do czoła pociągu. Również zderzaki nad zgarniaczami, po obu stronach sprzęgu, jeżeli tak trafi ciało, są sprężynujące, i pochłoną energię wytracając pęd ciała.

    To są ułamki sekund. Jak wspomniałem wcześniej, ze stopami dzieją się zazwyczaj niemiłe rzeczy, a w miarę dalszego wytracania prędkości i z powodu konstrukcji zgarniacza zaprojektowanej, by odsuwać na bok przeszkody, jakie napotka lokomotywa (śnieg, kamienie), jeżeli ciało nie zablokuje się poprzez wbicie w trzpień sprzęgu (auuuć!), to będzie coraz bardziej zsuwane pod szyny. Jak wciągnęło (by odciąć) stopy, to został zapoczątkowany ruch ściągający ku dołowi, z tego względu całe ciało zbliża się na spotkanie szyn, i kół, które miażdżą z siłą 20 ton (taki jest nacisk każdej osi na szyny).

    Dobra, kończmy tą masakrę. Z jaką siłą uderza w człowieka pociąg w moim przykładzie? Żeby nie utrudniać, to siła = masa razy prędkość dzielone na czas uderzenia. W naszym przypadku zatem, będzie to siła = 280000kg razy 40 km/h podzielić przez czas uderzenia oscylujący w granicach 1 milisekundy (potem to jest niezauważalny "dobieg" lokomotywy do rozpędzonego jednak niewystarczająco ciała i "przyklejenie" go do jej pudła, o czym pisałem wyżej).
    Tak więc dzielenie przez jeden możemy sobie darować, zamieńmy km/h na m/s i wychodzi nam 280000kg razy 11,1m/s. WYNIK: 3108000 njutonów. To dużo? Dla porównania, cios wytrenowanego karateki oblicza się średnio na 200 njutonów. Nie pytaj, jak mocno gniecie pociąg towarowy, który może mieć masę nawet 3200 ton. Jakieś ponad 11 razy mocniej. Jeżeli człowiek wskoczył by nagle, i jechał 80km/h, to i 22 razy mocniej.

    Mam nadzieję, że wyjaśniłem swoje typowanie 1% szans na przeżycie bardzo przystępnie i nie tak drastycznie. Zauważ, w którym momencie opisywania zderzenia mówiłem o człowieku, a w którym o ciele (denacie). Pewnych rzeczy nie da się przeżyć. Wiele złamań, krwotok wewnętrzny, uszkodzenie mózgu i innych popękanych narządów... Zawsze można mieć po prostu tylko i wyłacznie, przeczace wszystkiemu - szczęście, stąd ten jeden procent. Oczywiście, jeżeli wziąć pod uwagę jednak to, że ktoś może uciekać, nie stoi na wprost, bo wbiega znienacka, aby maszynista nie hamował, i tak dalej - te szanse wzrastają (bo ułożenie człowieka wobec lokomotywy będzie inne, itd.) jak wspomninałem, może uciąć tylko nogę, rękę.

    #samobojstwo #depresja #przegryw #fobiaspoleczna #nerwica #gownowpis #fizyka #pociagi #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    W USA na 300 milionów sztuk broni ginie rocznie 30 000 osób
    Czyli na 10 000 sztuk broni 1 ofiara
    W Niemczech wychodzi 6 600 sztuk broni 1 ofiara

    W Niemczech w rękach prywatnych jest 5 500 000 broni rocznie ginie z broni 75 osób w wyniku wypadku czy morderstw do tego 750 osób w wyniku samobójstw
    Czyli na 6 600 sztuk broni jedna ofiara.

    Niestety niemieckie statystyki nie mówią czy bron z której zginęli osoby były zarejestrowane czy też nie

    #ciekawostkizniemiec mój tag o Niemczech

    Grafika pokazuje w jakich rejonach Niemiec jest najwiecej broni na 1000 mieszkańców.
    http://www.zeit.de/2014/04/waffen-deutschland

    http://www.tagesschau.de/ausland/us-waffenrecht-101.html

    #bron #usa #statystyka #samobojstwo
    pokaż całość

  •  

    >dzisiaj
    >pierwszy dzień studiów
    >prowadzący czyta listę obecności
    >każdy się zgłasza
    >wszystko spokojnie
    >anon anonowski
    >jestem
    >salwa śmiechu od dynamiczniaków z ostatnich rzędów przez 5 sekund

    O CO IM KURWA CHODZI. JA PIERDOLE!!!
    JUTRO NIE PRZYCHODZĘ NA ZAJĘCIA, PIERDOLĘ TO GÓWNO

    #studia #studbaza #przegryw #wychodzimyzprzegrywu #spierdolenie #stulejacontent #depresja #samobojstwo
    pokaż całość

    •  

      @Ukochany: do konca drugiego roku? chyba pierwszego semestru

    •  

      @mopo: Też to zauważyłem, 3 raz zaczynam swoje studia jestem już na drugim roku, jako że uczciwym frajerem to albo się nauczę albo nie zdam, a cwaniaczki tu ściągną tu coś tam wyproszą i mają, a ja czasami nie miałem od kogo notatek albo dowiedzieć się kiedy co i jak mnie nie było. A że dojeżdżający to czasami zdarzyło mi się nie być.

      Mój brat został skreślony bo nie zaliczył 6 p ECTS z wykładów ogólno uniwersyteckich, kiedy na pierwszym i drugim roku z każdego sensownego przedmiotu miał oceny 4 i 5. A jakiś idiota co ledwo zdaje ale ma kto mu pomóc zdaje sobie gładko. ! tak jestem frajerem pokaż całość

    • więcej komentarzy (26)

  •  

    Wczoraj usłyszałem spot w Trójce, to dobrze że chociaż przez chwilę temat będzie w mediach:

    http://twarzedepresji.pl/

    #depresja #psychiatria #samobojstwo

    •  

      @JohnMaxwell:
      Bardzo dobrze, trzeba mówić o depresji i różnym syfie, jaki tworzy Twój własny mózg, a jaki często gęsto się pojawia dodatkowo, przed, po albo w trakcie.
      Moja już narzeczona zmaga się z tym, wraz ze stanami lękowymi odkąd się znamy. To i tak łagodna forma, ale sytuacja, w której fiksujesz się na jakimś punkcie tak, że Cię trzepie (i to mimo leków!) nie jest ani powszechna, ani przyjemna.
      Osobiście, mimo bycia w różnych sytuacjach z nią, dalej czuje praktycznie zerową wiedzę na ten temat. W bardzo wielu sytuacjach zwyczajnie nie wiem, jak się zachować, co zrobić, co powiedzieć. Więc takie kampanie, praktyki, pomysły profilaktyki oceniam w samych superlatywach.

      Można pierdolić "abo kiedyś to nje było czasu, blebleble". No dobrze, kiedyś nie było pralek, ale czy to znaczy, że jedna z drugą starsza kobitka (bo to przeważnie starsi się popisują takimi "mądrościami") ma dalej ręcznie jechać czy odrestaurowywać Franie? No chyba nie.

      Depresja jest strasznym skurwielem, do tego tak chamsko stoi za sytuacjami, które w życiu po prostu będą – bo będzie smutno, źle, będzie sobie trzeba radzić z niepowodzeniami, niezrozumieniem, problemami. I niech się sytuacja przeciągnie, obróci przeciwko osobie, przybierze na sile. Do tego drania wiele nie trzeba, a smród się może potem ciągnąć latami.

      Szanuję za wikopalisko, szanuję wysoce plusowane wypowiedzi. To jest temat, jaki powinien być na tapecie, tym bardziej, że ogólnoświatowy, europejski i polski odsetek ludzi, którzy zmagają się z zaburzeniami i problemami psychicznymi jakoś kurna spadać nie chce. W przeciwieństwie do pierdolet o boreliozie trwałej, strukturyzacji wody, autyzmie i innych cudach na kiju wywołanych szczepieniami, chemitrails, gmo i innych bzdetach.
      pokaż całość

    •  

      W kwestii leków przeciwdepresyjnych już absolutnie nie.

      @Waltz: ah, ale mój główny zarzut to ten drugi link, o selektywnej publikacji, ewentualnie o braku jakiegokolwiek wsparcia dla publikacji dotyczących omega 3.

      +: sketel
    • więcej komentarzy (57)

  •  

    Jak byłem mały często mówiłem do siebie gdy intensywnie myślałem, dodatkowo mocno introwertyk here.
    Staremu się to bardzo nie podobało i wyzywał mnie od upośledzonych albo stał pod drzwiami pokoju nawet godzine i podsłuchiwał - jak coś powiedziałem to mnie wyzywał. Strasznie sie wtedy stresowałem i stresuje i dziś.
    Siedzę w własnym mieszkaniu i boje się, że ktoś stoi za drzwiami i tylko czeka, żeby mi coś powiedzieć.
    #depresja #zalesie #oswiadczenie #samobojstwo
    pokaż całość

  •  

    Ostatnio jakiś nastolatek zabił się bo był szkalowany przez kolegów z powodu bycia gejem. I tak sobie myślę że nie lepiej by było gdyby wbił do szkoły i zrobił drugą columbine. Oczywiście ktoś może powiedzieć że to jest zły pomysł ale on też ma pewne plusy. Po pierwsze gdyby zabił tylko swoich oprawców to można usprawiedliwić jego czyn a nawet pochwalić bo zabił zły ludzi bez serca. A gdyby coś takiego dokonało się w Polsce to społeczeństwo zwróciło by uwagę na problem prześladować w szkole i zaczęło działać by jakoś to naprawić. I nawet jak by się zabił po tym to ten nastolatek ocalił by życie i uratował od szykan dużo ludzi w przyszłości. Wiec ten okropny czyn jakim jest wywołanie szczelaniny miał by pozytywne skutki.

    pokaż spoiler jakby co ja nikogo nie zachecam do tego typu czynów tylko tak tylko głośno myśle


    #gownowpis #przegryw #stulejacontent #przemyslenia #samobojstwo
    pokaż całość

  •  

    Wiecie co niszczy człowieka? Toksyczna szkoła i #zalesie z toksycznymi rodzicami.
    Wtedy macie przejebane 24/7.
    #oswiadczenie #samobojstwo #depresja

  •  

    Chce się zabić (naprawdę) ale najpierw #13reasonswhy kocyk, herbatka, piwo, czekolada.
    Dobrze to robię? #depresja #samobojstwo

  •  

    Ja pierdolę, jak ja siebie nienawidzę. Od wszystkich znajomych się czuję gorszy, kurewsko brzydki, obrzydliwy. Chcę się zabić tak bardzo. Chyba się jeszcze tak nie czułem. #samobojstwo mnie przyciąga tak bardzo, tak mocno tego chcę. Jak dalej tak będzie to iść, to 22 lat nie dożyję. Tak bardzo chcę być martwy. To już nie są myśli, to się zmieniło w realne plany. W Polsce jest około 500-600 samobójstw osób poniżej 25 roku życia. Ktoś musi tą statystykę zasilić, prawda?
    #depresja #przegryw #tfwnogf
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    #depresja #samobojstwo #oswiadczenie
    W związku z tym wykopem [o tym, że antydepresanty o 33% zwiększają śmiertelność] (https://www.wykop.pl/link/3928757/antydepresanty-zwiekszaja-ryzyko-smierci-o-jedna-trzecia-ostrzezenie-badaczy/) i o głosach, że antydepresanty działają równie dobrze jak placebo, dodam coś od siebie.
    Miałem depresję przez dwa lata, myślałem o skończeniu ze sobą. Nie pomagały żadne wizyty u psychologów, rodzina, nic. Byłem zamknięty w sobie i bałem się jakichkolwiek kontaktów z ludźmi. Byłem na tyle zdesperowany, że szukałem tylko mało bolesnej i szybkiej metody.
    Do wizyty u psychiatry skłoniła mnie pewna strona internetowa właśnie dla takich osób. Nie żadne pierdoły typu "warto żyć", tylko kilka konkretnych zdań, że trzeba zrobić to i to zanim się odejdzie. Trafiłem do 2 psychiatrów (jeden na krakowskiej uczelni, gdzie traktowali depresję jako powód do uzyskania dziekanki), którzy jeden za drugim zaordynowali mi środki uspokajające. Po tym było jeszcze gorzej. Odpadłem ze studiów (a byłem raczej w czołówce). Spałem non stop. Faktycznie pomogło w depresji, bo jak się jest takim przytłumionym to się o tym nie myśli.
    W końcu trafiłem do dobrego psychiatry, który przepisał mi SSRI. Czyli popularny prozac, a raczej jego następcę najnowszej generacji.
    Po tygodniu-dwóch moje samopoczucie skoczyło dz 0/10 do 10/10. Stałem się szczęśliwy, wesoły, wyszedłem do ludzi. Zacząłem gadać z dziewczynami. Chodziłem na randki. Zaręczyłem się i ożeniłem.
    Po półtora roku roku (tyle mi wystarczyło!) przestałem brać ten lek i moje "szczęście" ze stanu 10/10 spadło do 9/10. Czyli jestem normalny. I tak już 10 lat!
    Mam rodzinę, dzieci, depresja nigdy nie wróciła.
    Jestem przekonany, że moja depresja to nie było żadne "widzi mi się", tylko konkretny medyczny problem. Zapewne z serotoniną. Tak jak ma się cukrzycę, tak ja miałem depresję. Gdyby nie dobry psychiatra i dobre leki to nie pisałbym sobie dzisiaj na anonimowychmirkowyznaniach. Jestem tego pewien.

    Efekty brania tych leków - euforia (wręcz fizycznie odczuwana), duża pewność siebie, uczucie szczęścia, zapał do wszystkiego, baaardzo duże możliwości samokontroli w łóżku (czasem aż problematyczne dla kobiet( ͡° ͜ʖ ͡°)) i mniejszy głód (na początku jest niedobrze i nie chce się jeść, schudłem 10 kg)
    Po odstawieniu leków było mi przez tydzień niedobrze i odczuwałem kilka razy dziennie takie coś, jakbym przez ułamek sekundy tracił świadomość. Nic się nie działo, tylko nagle uświadamiałem sobie że jakby minęło 0.1 sekundy i nie wiem co się stało.
    Po tygodniu ustąpiło i żyję sobie z wami do dziś, świętując chyba 6 urodziny na wykopie.
    Ileś tam procent szansy na udar to i tak mniej, niż 99% na samobójstwo. Polecam wszystkim szukania DOBRYCH psychiatrów, którzy leczą nowocześnie i przykładają się do tego.A co do efektu placebo - jeśli chodzi o doraźną pomoc to zapewniam, że taka euforia, jaka przychodzi po tych tabletkach, nie może wynikać z efektu placebo. Nie na wszystkich te same leki działają tak samo, są różne leki, dla mnie jeden był za silny a sam prozac (fluoksetyna) nie działał w ogóle, dopiero za trzecim razem trafiliśmy. Być może są ludzie, którzy po odstawieniu leków wracają do depresji. Mnie pomogło.

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: Gdzieś obił mi się o uszy Effectin, ale myślałem że to typowy SSRI. Ale być może jest jak mówisz, jeśli ktoś jest chory, to w obecnym stanie wiedzy o depresji powinien brać różne leki (póki go stać finansowo), aż w końcu weźmie taki który będzie działał i wszystko wróci do normy. Trochę dzisiejsza #psychiatria jeszcze robi z ludzi króliki doświadczalne, ale patrząc na to co było chociażby 30-40 lat temu to można być optymistą.

      Jeszcze taka luźna dywagacja co do tego jak wyszedłeś z depresji i co nie musiało się wiązać wcale z użyciem leków, czyli przyczyny środowiskowe i zmiana sytuacji życiowej, a więc:
      - wydostanie się ze studiów, które potęgowały nieśmiałość (czy też wcześniej liceum gdzie też działo się też coś co Ci nie odpowiadało)
      - niektórzy dojrzewają później przez różne utrapienia życiowe, czyli dupa staje się twardsza
      - kochająca kobieta, czyli uczucie bycia potrzebnym i jakaś więź z drugim człowiekiem, zaspokojenie jednej z potrzeb piramidy maslova, a np. w czasie młodości byłeś bez takiej kobiety
      - dzieci, czyli kolejny bodziec do zmian i bycia potrzebnym

      Niewiele napisałeś o pracy, ale też przynoszenie forsy do domu, możliwość utrzymania siebie, wraz z kobietą, też podwyższa samoocenę, co neguje depresję. Takie zmiany też mogły pomóc w utrzymaniu dobrego stanu psychicznego.

      Piszę o tym, bo wiele ludzi po rozstaniach miłosnych, albo gdy są w nieodpowiednim związku udaje się po leki albo do psychologa i uważają że terapia pomogła im po kilku latach, a to mogło być to, że nie tyle terapia pomogła co uzależnienie miłosne opadło, albo rozstali się z tą osobą, więc samopoczucie wróciło do normy. Na dodatek w czasie tych lat mogli jeszcze coś osiągnąć, co poprawiło ich życie i samoocenę.

      Czyli nie zawsze to psychiatra, psycholog leki i terapia pomagają a pacjent sam sobie, swoimi działaniami i zmianami w życiu plus czas, który pozwala rozwinąć psychikę oraz zapomnieć o tym co negatywne było w życiu. Gorzej jak ktoś ciągle rozpamiętuje co negatywne, tkwi biernie w jednej i tej samej sytuacji, nie widzi żadnego sensu nawet by brać leki, ma choroby oporne na ból, co daje poważną depresję.
      pokaż całość

    •  

      OP: @nowywinternetach
      Wiem że to co piszesz o pracy, rodzinie, jest ważne i być może to pozwoliło utrzymać ten stan. Jednak wiem też, że odpowiedni lek dał mi efekt natychmiastowy (tydzień-dwa) i pozwolił wyjść na prostą.
      Pracy łatwej też nie miałem. Zaraz po wyjściu z depresji zacząłem działalność, a niedługo po odstawieniu leków pokłóciłem się z wspólnikiem, maksymalnie jak się dało. Cała rodzina była w to wciągnięta, ale przetrwałem. Pieniądze raz były, raz nie (takie to uroki działalności w tej branży). I wszystko to przetrwałem. Może też byłem bardziej "dorosły" niż na studiach. Ale w takim wypadku ten power który dały mi tabletki pozwolił mi do tego czasu dotrwać.
      Effectin to typowy lek SSRI z tego co pamiętam, dużo o nich wtedy czytałem. Jak go brałem nie było jeszcze zamienników, później się pojawił ale bez przedłużonego uwalniania i lekarz mi powiedział, że to bez sensu. Kupowałem podwójną dawkę i dzieliłem kapsułki na pół, bo było trochę taniej (w sumie za wiedzą lekarza).
      Z tego co pamiętam brałem właśnie 4 leki SSRI i wiem, jaka była różnica w ich działaniu. Na przykład jeśli chodzi o seks, po jednym z tych leków (pisałem, że był dla mnie za silny chyba) efekt "szczęścia" był niezbyt duży, ale pojawiły się problemy natury seksualnej. Odczuwałem bóle, ale nie byłem w stanie tygodniami "zneutralizować" potrzeb (które były). Effectin natomiast w tym przypadku był łagodniejszy, jak już zacząłem aktywne życie uczuciowe, to byłem naprawdę długodystansowcem. Efekt minął po odstawieniu (╯︵╰,) Po odstawieniu wygasło też uczucie euforii, ale cała reszta pozostała w miarę dobra. Tak na 90%.
      Lekarz mówił mi, że każdy lek działa inaczej na różnych ludzi, a na niektórych nie działa wcale. Ale z własnego doświadczenia wiem, że warto szukać a nie ograniczać się do jednej diagnozy i jednego leku.
      Miałem wcześniej jeszcze jeden kontakt z tym depresją. Jak byłem młodszy znajoma rodziców miała "depresję" po śmierci męża, leczona była prozakiem. Byliśmy z nią na wczasach. Pamiętam jak skakała w euforii, robiła takie rzeczy, że było mi wstyd za nią (miałem chyba z 14 lat). Rodzice tłumaczyli mi co to prozac i depresja. Później okazało się, że to nie była depresja, ale alzheimer. Mimo wszystko prozac na nią działał, ale nie tak jak powinien. Była w euforii, szczęśliwa, była w stanie przenieść góry (a już na pewno skakać po płotach lepiej niż nastolatka). Diagnoza w sumie pomylona, wiem, że ciężko o diagnozę w takim przypadku. Ale prozac działał na nią bezsprzecznie.
      Ciężko więc wrzucać wszystko i wszystkich do jednego wora: depresja to depresja, trzeba z niej wyjść samemu, leki antydepresyjne to placebo.
      Jasny szlag mnie trafia, jak ludzie tak generalizują, albo mówią coś w stylu : depresja, trzeba się uśmiechnąć po prostu, pozytywnym być.
      Zabił się? przecież nie miał powodu, miał pieniądze i rodzinę, niczego mu nie brakowało.

      Ten komentarz został dodany przez osobę dodającą wpis (OP)
      Zaakceptował: kwasnydeszcz}
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Myślę częściej samobójstwo popełniają ludzie z dobrych domów niż z patologicznych rodzin. Bo jak przykładowo matka pije a ojciec cie wyzywa to wyrabiasz w sobie siłę by wyrwać się z tego bagna i udowodnić im że jednak wyszedłeś na ludzi. Jest to jakaś forma zemsty która napędza cię do dalszego życia. A gdy jesteś z dobrego domu to często jesteś chowany pod kloszem, stajesz się mniej asertywny, nie masz w sobie w tej siły by to wszystko przetrwać. Często na takich dzieciach z dobrych domów ciąży presja bycia kimś, bo przecież "mój syn nie może być byle kim". Niekiedy w praktyce oznacza to ogromny stres związany z ocenami i osiągami a jakieś niepowodzenie może być nawet karcone jakąś formą psychicznego znęcania ze strony rodziców.

    I chyba tak rzeczywiście jest bo ja częściej widuje newsy że jakiś nastolatek zabił się mimo że był z dobrego domu i miał porządnych rodziców niż o kimś kto był z jakieś patologii.

    #gownowpis #depresja #samobojstwo #przegryw #przemyslenia
    pokaż całość

  •  

    Radiohead - No Surprises

    ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    A heart that's full up like a landfill
    A job that slowly kills you
    Bruises that won't heal


    #feels #feelsmusic #smuteczek #radiohead #muzyka #samobojstwo #samotnosc

    źródło: youtube.com

  •  

    Ten óczuć gdy racjonalizujesz sobie samobójstwo i wymyślasz kolejne powody dlaczego jest to dobry pomysł xD

    #depresja #samobojstwo

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #samobojstwo

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:2,0:1