•  

    Dobra literatura science fiction wyprzedza myślą swoje czasy i udanie przewiduje przyszłość. I tak Artur Clarke już w latach '50 snuł wizje, które później urzeczywistniły się jako internet, czy satelity. Długo przedtem nim Matrix trafił do kin, a za sprawą Elona Muska hipoteza symulacji trafiła pod strzechy nasz nieoceniony Lem w genialnym opowiadaniu opisywał naukowca tworzącego sztuczne światy w (taśmowych!) komputerach. Jeśli kogoś interesuje współczesna SF i problemy, z którymi się zmaga to z całego serca polecam najlepszą książkę fantastyczno-naukową z XXI wieku, którą miałem okazję przeczytać- „Accelerando”, Charlesa Strossa.
    ARCYDZIEŁO.
    Wraz z głównymi bohaterami śledzimy rozwój ludzkości od lat 20' XXI wieku aż po XXVI stulecie i obserwujemy szalony postęp technologiczny przyśpieszający w zawrotnym tempie. Czego w tej książce nie ma! Strefy Dysona, superinteligencje, ekonomia 2.0 zlikwidowanego braku niedoborów, mózgi matrioszki, obce cywilizacje, podróże kosmiczne poprzez... a nie, bez spojlera, rozwiązanie paradoksu Fermiego, symulacje, w symulacjach, problemy etyczne z SI, nieśmiertelność, układy słoneczne przerabiane na komputery,... Pomysłów ma Stross całe mnówstwo, a przy tym to hard SF a nie space opera do pociągu- wszystko się może zdarzyć, gdy głowy pełne marzeń bo naukowe podstawy są wyjątkowo silne.
    Sama fabuła, odarta z szalonych pomysłów też trzyma w napięciu i prowadzi do końcowego plot twista, którego nie powstydziłyby się Stare Warsu. Tak samo, jak zakończenie zaskakuje fakt, że książka pochodzi nie z 2017 roku a sprzed jedenastu lat- a na aktualności nie traci ani odrobinę. Polecam ją tak gorąco jak gorąca jest eksplodująca supernowa. Albo laska 10/10. Albo obie.

    #sf #sciencefiction #ksiazki #literatura
    pokaż całość

  •  

    Oto Shelby. Szybka akcja z #lego z rzadko, lub w ogóle, nie używanych przeze mnie klocków. Jak zwykle więcej na http://bricks.kalais.net/pl/post51

    #tworczoscwlasna #mafia #scifi #sciencefiction #roboty

  •  

    #scifi #sciencefiction #art [ artysta: #ianmcque ] #starwars #gwiezdnewojny no i pierwszy raz z czystym sumieniem mogę dać tag #innewojny :)

    •  

      @FlaszGordon: Zacne?! Kurwa zajebiste- połączenie klasyki z tym co najlepsze w przyszłości czyli tradycji i dumy- to nic innego jak ponad futurystyczne krzepienie serc- kwintesencja patriotyzmu i smaku i sztuki- prostej w przekazie, dla inteligentntego człowieka ale tym niemniej przez to zajebistej- ten typo to jest polski Andrew Warchoł i puszka z fasolką- zapamiętaj to- bo kiedyś go będą jako przykłady podawać xD

    •  

      @FlaszGordon: No i to jest spoko, wszystko robione odręcznie, nie to co ten Różalski którym wszyscy się podniecają, a w rzeczywistości bierze elementy z różnych fotek i je podmalowuje by ludzie myśleli, że to namalowane. Takie coś w ilustracji jest haniebne.

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    #bekazprawakow Swiat sie koledze zawalil...tak oto wierny widz Star Treka, przy ktorejs serii z kolei odkryl z obrzydzeniem, ze (nowy) Star Trek jest jakis taki lewacki xD
    Wczesniej mu skutecznie umknelo, ze Federacja Planet to taka miniatura UE (co najmniej!)... gdzie sile czerpie sie ze wspolracy, gdzie dominuje demokracja, pokoj, szacunek i tolerancja dla odmiennosci... I z tej synergii wynika potega, na przekor innym 'dzikim' rasom. Zapewne umykalo mu takze, ze caly ten swiat to lewicowa sielanka/idylla... o ile nie utopia... gdzie istoty juz nie musza pracowac, problemu glodu nie istnieje itd :D

    #neuropa #heheszki #humorobrazkowy #scifi #sciencefiction #seriale #polityka #startrek
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Przeglądam sobie tagi #graffiti #mural i #streetart i doszedłem do wniosku, że trochę biednie z tą aktywnością na tagach. Także postanowiłem podzielić się zdjęciami z mojego archiwum opisując w miarę dokładnie gdzie one się znajdują.

    Na pierwszy ogień pójdzie mural z Krakowa. Poświęcony polskiemu pisarzowi #scifi Stanisławowi Lemowi.
    Na skrzyżowaniu ulicy Juzefińskiej z Krakusa. GPS 50.045720, 19.952475

    #graffiti #mural #streetart #sciencefiction #scifi #krakow Tag pod którym będę wrzucał -----> #graffitiodszaldr
    pokaż całość

    źródło: DSC02578.JPG

  •  

    #film #sciencefiction #bladerunner #kino przy okazji #plakatyfilmowe

    Jutro sobie idę. Nie mogę się doczekać ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    A gdyby tak zamknąć setki tysięcy ludzi w gigantycznym wieżowcu, zapewnić jedzenie, mieszkanie oraz całkowitą wolność seksualną?

    Na takie pytanie stara się odpowiedzieć Robert Silverberg w swojej książce „Zamknięty świat".

    W nie tak odległej przyszłości przeludnienie Ziemii zmusza ludzi do życia w wielkich betonowych wieżowcach zwanych Monadami. Ponad 800 tysięcy mieszkańców żyję w doskonale zorganizowanym budynku, w społeczeństwie kastowym, ale pozbawionym zmartwień o rzeczy materialne. Główny obowiązek każdego mieszkańca to rozmnażanie się, im liczniej, tym lepiej. Dzieci zapewniają parze mieszkanie, a większa gromadka to większy respekt wśród mieszkańców. Pomocne w wypełnianiu obywatelskich obowiązków okazuję się prawo panujące w miastowcu, tak zwane lunatykowanie, które pozwala na nieograniczony seks z dowolnymi, najlepiej przypadkowymi partnerami. Tutaj nie istnieje zazdrość o partnera, nie istnieje poczucie wstydu. Wszyscy mieszkańcy są jedną wielką wspólnotą.

    Szczęść boże!

    Przez lata ludzkość przyzwyczaiła się do takiego stanu rzeczy, większość nie wyobraża sobie już życia inaczej. To efekt ewolucji, zmian w świadomości, ale także tych fizycznych, jak uważa jeden z bohaterów powieści.

    W każdym systemie znajdzie się jakiś buntownik. Co robi się z przeciwnikami systemu w tym świecie? Najpierw oczywiście próbuję się leczyć, ale jeśli to nie zadziała, na delikwenta czeka zsuwnia. Chwile później ciało jest spalane, a energia przetwarzana na potrzeby miastowca.

    Fabuła książki przedstawia losy kilku bohaterów, którzy zmagają się z codziennymi trudnościami życia w miastowcu: problemy z zajściem w ciąże, zachwianie wiary w system, ciekawość tego, co kryję świat za ścianami budynku.

    Książka zawiera liczne i momentami bardzo bezpośrednio opisane sceny erotyczne. Dla niektórych czytelników może to być przeszkoda, ale to zresztą też można uzasadnić tym, że ludzie żyjący wewnątrz monad wyrażają się o seksie bardzo bezpośrednio, gdyż dla nich to zwykła codzienna czynność.

    Książka dotyka aspektów socjologicznych oraz psychologicznych, skłania czytelnika do zadumy o otaczającym nas świecie oraz istotą człowieczeństwa. Zdecydowanie warto przeczytać, tym bardziej że to tylko 240 stron.

    7+/10

    #kochamsf

    pokaż spoiler #ksiazki #scifi #sciencefiction #fantastyka
    pokaż całość

  •  

    Nowy Blade Runner to dla mnie ogromny zawód. To ładna wizualnie wydmuszka, o fabule na poziomie tej z Fallouta 3. Nikt o tym filmie nie będzie mówić za rok, a już na pewno nie będzie go wspominać za 30 lat, tak jak to miało miejsce w przypadku pierwszej części.

    Muzyka powodowała u mnie odruch wymiotny, bo ile można słuchać kolejnej wersji "Tears in the rain". Strona wizualna na początku zachwyca, ale z czasem staje się potwornie mdła i monotonna.

    Nie jestem osobą, która oczekuję wybuchów i pościgów, ale film w pewnym momencie zaczął mnie po prostu nudzić. Jest zdecydowanie za długi i odnoszę wrażenie, że byłby lepszy, gdyby całość zamykała się w 2 godziny. Film niby porusza ważne tematy, ale wszystkie z nich były już wałkowane przez fantastykę od lat.

    Aktorsko jest ok. Kilka scen z Fordem mnie wzruszyło, ale to chyba przez wielki sentyment do oryginału. Gosling do samego końca filmu drażnił mnie swoim brakiem mimiki.

    Mógłbym tak pisać i pisać o tym, co nie zagrało, ale napiszę tylko:

    Nie warto było, kurwa.

    Wolałbym, żeby ten film nigdy nie powstał. Nie jest to zły film, ale nie jest to zdecydowanie godna kontynuacja.

    6/10

    Czy powinniście mieć w dupie opinie ludzi z internetu i zobaczyć go sami? Oczywiście, że tak. ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #kochamsf #sciencefiction #scifi #bladerunner #film
    pokaż całość

    źródło: cdn.vox-cdn.com

    •  

      @okrim: O tak, po stokroć się zgadzam! W jakimś sensie brzydzę się tym filmem. Czy obecnie tak mało nam potrzeba, żeby okrzyknąć film arcydziełem (bo takich opinii o BR2049 w sieci jest sporo). Wystarczy dać filmowi szerokie ujęcia, przyjemne dla oka zdjęcia, muzykę Zimmera, popularne hollywoodzkie buzie, każdą scenę przeciągać do granic możliwości, bo tak jest bardziej artystycznie, każdą kwestię wypowiadać po kilku sekundowych przerwach? Okrasić to szczyptą nostalgii i hit murowany. Nie zapomnijcie tylko mówić widzowi wszystkiego wprost, powielać schematy utarte w fantastyce i filmach od lat, i koniecznie zostawcie sobie furtkę na kolejną część w przypadku, gdyby film się jednak sprzedał. pokaż całość

      +: okrim
    •  

      @BrudnyPedro: Patrząc na rottentomatoes, to z dnia na dzień procenty świeżości spadają, obecnie jest to 89%.

      Tak naprawdę to ten film nie musiał się nazywać Blade Runner, wystarczyłoby wyciąć wątek Deckarda i Rachael, matką Pani od tworzenia wspomnień byłby ktoś inny i sens całego obrazu zostałby taki sam. No jeszcze trzeba byłoby pominąć te napisy wstępu mówiące o korporacji Tyrell. No ale było to wszystko potrzebne, żeby więcej zarobić, udany wabik -
      na mnie zadziałał ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Skończyłem właśnie czytać "Różaniec" Rafała Kosika. #ksiazki #sf #sciencefiction #zajdel

    Kosika generalnie uwielbiam, jego dotychczasowe książki (te dla dorosłego czytelnika, innych nie znam, jakoś nie miałem odwagi) uważam za jedne z najlepszych pozycji w swojej bibliotece, ubolewałem więc bardzo, że przestał pisać dla dorosłych. Z tym większym więc zadowoleniem sięgnąłem po tą nowość, pierwszą po prawie dziesięciu latach. I nie zawiodłem się! Wielbicielom dobrej, Social SF gorąco polecam tą pozycję, polecam ją zwłaszcza wielbicielom Zajdla, bowiem "Różaniec" jest treścią mocno zbliżony do dwóch chyba najlepszych książek Zajdla: jedna to Limes Inferior, tytułu drugiej nie zdradzę, bowiem byłby to mega spoiler treści, ale staje się to i tak oczywiste dość szybko.
    I dla jasności: nie, nie zarzucam Kosikowi małpowania Zajdla, czy kopiowania jego pomysłów. Absolutnie nie! "Różaniec" nie jest w żadnej mierze kopią powieści Zajdla, jest to raczej nawiązanie do wiodących wątków z tych dwóch książek. A nie ma chyba nic złego w czerpaniu z dobrych wzorców, zwłaszcza, jeśli się to robi dobrze :)

    "Różaniec" wbrew moim początkowym obawom nie ma nic wspólnego z dewocjonaliami, stanowi dość intrygującą wizję świata bardzo odległej przyszłości, świata o tyle ciekawego, że osadzonego w Warszawie, mieście doskonale nam znanym i widocznym w tej książce w wielu szczegółach, a jednocześnie zupełnie innego i nie mającego nic wspólnego z Warszawą obecną. Powieść jest zdecydowanie typu Social SF, więc nie ma tam lotów po galaktyce, statków kosmicznych, nie epatuje wizjami technologii jutra, mamy za to społeczeństwo mieszkańców Warszawy z ich codziennymi problemami, lokalną politykę napędzaną nadchodzącymi wyborami na prezydenta miasta i bohatera powieści, który podobnie jak w Limes Inferior dzięki posiadanym szczególnym umiejętnościom potrafi działając na pograniczu prawa sporo w tej społeczności zdziałać "na lewo", tenże bohater dzięki swym umiejętnościom przyczynia się wreszcie, staje się wręcz zarzewiem prawdziwej rewolucji.

    Jeśli miałbym powiedzieć, co mi się nie podoba w "Różańcu", to wymieniłbym dwie rzeczy: po pierwsze pewne dłużyzny odczuwalne zwłaszcza na początku książki, gdzie wyraźnie brakowało mi momentami akcji, a po drugie i zwłaszcza: zakończenie. To mi się nie podoba zdecydowanie. Podobnie zresztą, jak i nie podobało mi się zakończenie "Limes Inferior", gdzie autor odleciał od fajnej powieści akcji w stronę całkowicie oderwanej od rzeczywistości wizji "siły wyższej, która nas uratuje" (co wiem z tak bardzo pierwszej ręki, jak to obecnie jest możliwe, że było celowym zabiegiem, Zajdel właśnie nie chciał, by Limes był postrzegany jako powieść wyłącznie akcji), tak i tutaj: właściwie nic się nie kończy, nie dowiadujemy się niczego, zamiast tego mamy jedynie parodystyczną wersję "i żyli długo i szczęśliwie", do rozpatrywania raczej w kategoriach czarnego humoru.
    pokaż całość

  •  

    O Jezusie Nazerejski! Ależ się w tym tygodniu obkupiłem. Będę podbijał wszechświat (beware)...

    #ksiazki #sciencefiction #fantastyka #astronomia #bogactwo #ebook #chwalesie

    •  

      @relatively_final: Przeczytałem na razie tylko pierwszy rozdział gdzie piszą o tej rewolucji w Chinach. Mam nadzieję, że nie będzie w tej książce za wiele polityki bo tego nie lubię...

    •  

      @4833478: Rewolucja kulturalna w Chinach jest istotnym tłem dla wydarzeń w kontekście rozwoju bohaterów książki. Większość akcji dzieje się w teraźniejszości, mnie te rozdziały z przeszłości również męczyły. Warto to przecierpieć. Ostatecznie pierwszy tom tworzy spójną całość i te rozdziały były potrzebne żeby odpowiednio pokazać główne postaci.

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Ależ mam ostatnio dobrą rękę do #ksiazki, w szczególności #sciencefiction #fantastyka! A najdzie się i jeden #seriale.

    Przesyłam krótką listę rzeczy zdecydowanie wartych uwagi:
    a) 2001: Odyseja Kosmiczna, Clarke
    b) cykl [2 tomy]: Wspomnienie o przeszłości Ziemii [Problem Trzech Ciał; Ciemny Las], Cixin Liu
    c) cykl [5 tomów]: Długi Kosmos, Pratchett, Baxter
    d) Cylinder Van Troffa, Zajdel
    e) Limes Inferior, Zajdel
    f) cykl [4 tomy]: Hyperion, Simmons
    g) Non Stop, Aldiss

    I na deser: Pielgrzym, Hayes /jedyny thriller medyczny jaki mi się podobał ever

    A serial który nadmieniłem - ogromne pozytywne zaskoczenie - The Expanse

    Połowę z powyższych wygrzebałem z polecanek na Wykopie, z czego jestem rad. Jakimi ciekawostkami mogą jeszcze zaskoczyć mnie Miraski?
    pokaż całość

    •  

      @mojoakajojo: Problem trzech ciał wciągnął mnie bardzo, ale Ciemny las już miesiąc męczę. Z fajnego sci-fi zrobiła się książkowa adaptacja tureckich Gwiezdnych wojen. ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    •  

      @jcollier: Wczoraj skończyłem Ciemny Las. Nie powiem - czyta się to ciężko. Zrzucam to na różnice kulturowe.
      PS: Pierwsze 30% jest mega, mega okrutne. Dalej jest tylko lepej, a od połowy wraca wiara :)

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Po obu odcinkach Discovery, mam w większości negatywne odczucia. Co do pierwszego oficera, nieznośna postać, jakoś nie mogę na nią patrzeć, odrzuca zachowaniem ( ͡° ʖ̯ ͡°) , za to kapitan USS Shenzhou, nie przeszkadza i aż szkoda że ! umarła sobie
    Teraz pewnie w następnym odcinku czorno babka zostanie przywrócona do służby i może jeszcze dostanie własny statek, o zgrozo, w końcu coś muszą z nią zrobić. Na statku ciemno, wg nie przypominało mi poprzednich star treków, wszystko wyglądało tak.... może nie sztucznie, lecz jak kto ktoś na reddicie trafnie ujął, jak z Mass Effecta. Kolejna sprawa, to hologramy, jakim cudem tutaj są 3D a parę lat później (w TOS) korzystają z monitorów? Rozumiem że nie te czasy, ale umieszczać serial 10 lat przed wydarzeniami z TOS i aż tak polecieć z tematem to poszaleli. Swoją drogą rozmowa z Sarekiem, który jako hologram siada sobie, to też niezła jazda ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jeszcze wspomnę o klingonach, którzy wyglądają jakby wszyscy byli po chemioterapii, lecz tutaj zero informacji, ponieważ mogło być tak, że byli podczas eksperymentów z genami i są czymś pomiędzy swoją oryginalną postacią a tymi znanymi z TOS. Ogólnie jako ST wypada słabo, przynajmniej wg mnie, gdyby nie miało nic wspólnego z star trekiem, tylko jako serial sci fi w nowym uniwersum, myślę że wypadłby całkiem dobrze.
    Liczę, że następne odcinki będą lepsze i pociągną jakoś historię, bo czekaliśmy na nowy serial długie lata, a jeśli nic więcej nie wyjdzie z Discovery, to obawiam się że na następny przyjdzie nam czekać jeszcze dłużej albo wg może się okazać, że to był gwóźdź do trumny ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    A u was, jak odczucia po premierowych odcinkach? ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #startrek #scifi #startrekdiscovery #seriale #sciencefiction
    pokaż całość

  •  

    Brian W. Aldiss - Non Stop

    Ależ to jest dobre! A wybredny jestem jak nie wiem co ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡º ͜ʖ͡º)( ͡º ͜ʖ͡º)
    Przeczytałem ciurkiem!

    #ksiazki #sciencefiction

  •  

    Chciałabym (a może lepiej nie) aby #nauka odkryła coś, co by zburzyła ogólnym przyjętym zasadom wykreowanym przez ludzi, coś co by zniszczyło niektórym ludziom nawet psychikę, coś tak szokującego by trudno w to było uwierzyć. Ludzie zaczęli by się z tym oswajać dopiero po 100 latach. A w międzyczasie byłyby jakieś samobójstwa i odejscia od własnej wiary.

    Samo odkrycie obcych w kosmosie to sprawa banalna i sporo ludzi uważa ze na prawdę gdzieś tam istnieją.
    A co jeśli jesteśmy kompletnie sami w tym wszechświecie? To by było na prawdę coś dziwnego i niepokojącego.
    Czasem mówi się tak, ze skoro coś się już zdarzyło, to zdarzy się to w końcu znowu, prędzej czy pózniej.
    Skoro życie powstało na ziemi, to być może zdarzy się ponownie życie wkrótce tez w innej częsci wszechświata.
    A co jeśli coś nie wiemy i istniejemy tylko my?

    Tu mogłoby dowodzić to ze prawdopodobnie jesteśmy stworzeni jako symulacja we symulowanym wszechświecie.
    Kosmici stworzyli by tylko nas do swoich celów by nas obserwować.
    Cała twoja osoba jest tylko zbiorem informacji, twoja świadomość jest zbiorem danych kosmitów która została stworzona przez programistów-kosmitów. Czy kosmici by dbali o takich stworzonych przez siebie bohaterów w swojej symulacji?
    Czy te wszystkie religie które mówią o życiu po śmierci mają sens? Stwórcy z pewnością nie zadawali by sobie trudu z tym ze możemy istnieć po śmierci (wyjść z pojemnika, poza granice które są do tego przeznaczone), skoro potrafią stworzyć ponownie nową istotę bez problemu. My grając w jakąś grę, kasując postać przejmujemy się tym, ze ona się kasuje i już jej nie będzie? Nie! Bo tworzymy nową...
    Te wszystkie teksty o życiu po śmierci, są stworzone przez ludzi, po to by ludzie się tego nie bali i mieli nadzieje ze coś jeszcze istnieje po tym, taki był zamysł tego ideału...

    Jedyną szansą by wyjść z tej symulacji jest kooperacja z kosmitami z zewnątrz z stwórcami. Ale nie balibyśmy się tego innego świata? Gdzie panują inne zasady i inne prawa fizyki? Jako stworzeni w symulacji w takiej sytuacji nie moglibyśmy tam żyć. Tak samo jak "Geralt z Rivii" nie może przejść do naszego świata. Jedynym rozwiązaniem jest stworzenia robota gdzie możemy przenieść dane z mózgu z wersji cyfrowej do tego robota, i w ten sposób żyć. W ten sam sposób my moglibyśmy wyjść z tej symulacji, poprzez stworzenie przez kosmitę nowego naczynia na przechowanie myśli.

    Gdy okaże się ze naprawdę żyjemy w takiej symulacji to mamy przechlapane...
    Lepiej żeby to jednak było tylko w sferze #sciencefiction #sf #scifi #fantastyka
    pokaż całość

    źródło: robertdee.pl

    •  

      @Sylindia: No kurde, nie spodziewałem się takiego #qualitycontent ze strony #rozowypasek. Żadna z was nie popełniła od dawna żadnego wartościowego wpisu (z wyjątkiem chyba @OCISLY: ale to chyba nawet nie jest jedna osoba ani kobieta) a tu proszę. Różowa zielonka wchodzi w wykop z buta. Gratuluję i życzę dalszych sukcesów.

    •  

      @voor:

      No chyba, że chcesz mnie przekonać, że liczby zespolone mają naturę fizyczną.

      Tak samo jak natury fizycznej nie mają liczby naturalne.

      Fakt że mechanika kwantowa używa przestrzeni Hilberta, a położenie (albo najbliższe coś co można zinterpretować jako położenie) jest opisywane operacją na funkcji falowej nie czyni z niej jakiegoś bardziej wyjątkowego modelowania zjawisk niż mechanika klasyczna. pokaż całość

      +: Freakz
    • więcej komentarzy (5)

  •  

    26 października 2017 r. nakładem Wydawnictwa Literackiego ukaże się książka "Ogród ciemności i inne opowiadania" zawierająca opowiadania Stanisława Lema w subiektywnym wyborze Tomasza Lema, syna pisarza.
    Pewien eklektyzm niniejszego zbioru spowodowany jest względami osobistymi. Na przykład bez "Ogrodu ciemności" moja przyszła matka nie zainteresowałaby się Stanisławem Lemem jako kandydatem na męża i nie mógłbym napisać tych kilku słów. Natomiast "Czarne i białe" to opis alegorycznego snu, który przyśnił się ojcu w Wiedniu w okresie, kiedy pożegnał się już z beletrystyką — zaskakująco odległy od jego literackiego emploi. Pomiędzy tymi dwoma biegunami znalazły się opowiadania zarówno młodzieńczego jak i dojrzałego Lema. To oczywiście subiektywna ocena, ale odnoszę wrażenie, że w tym zestawieniu nawet utwory znane czytelnikowi ukazują swoje nowe, zaskakujące oblicze. Tomasz Lem
    #literatura #ksiazki #fantastyka #sciencefiction #lem #stanislawlem
    pokaż całość

  •  

    Jack Campbell: "Zaginiona Flota: Nieulękły"

    Powiem tak, na Zaginioną Flotę trafiłem przypadkiem. W jednym ze sklepów u mnie w mieście (market) było książkowe grzebalisko. Zauważyłem, że tam prawie wszystko po dyszce. No i trafiłem na jedną książkę cyklu. Zacząłem grzebać za kolejnymi. Udało mi się dorwać dwie następne. Potem dokupiłem na necie pozostałe trzy części i cykl wylądował na półce. Było to koło maja. Wcześniej miałem kilka innych książek do przeczytania, a po za tym czytanie idzie mi strasznie mozolnie (zawsze coś innego do zrobienia).
    No i zasiadłem dzisiaj. Właśnie jestem w połowie książki i zaraz wracam do czytania.
    Bitwami kosmicznych flot się zawsze jarałem. Dlatego nawet mi się #stellaris tak podobało, bo było w miarę łatwe w ogarnięciu i dawało możliwość stworzenia potężnej floty statków kosmicznych. A tu patrzcie- książka o flocie. Tytuł mógłby już to sugerować, ale szczerze powiedziawszy spodziewałem się bardziej jakiejś akcji w stylu gościa biegającego z karabinem i takie tam. Okładki to sugerowały. A tu czytam sobie o manewrach w próżni, wyznaczaniu kursów i skokach nadświetlych, a także trzymaniu szyku nad flotyllą. Cholera, od czasów Kłamcy nic mnie tak nie wciągnęło.

    #ksiazki #scifi #sciencefiction
    pokaż całość

    •  

      @Huberto606: masz na myśli Grę Endera?
      No planuję doczytać do "Przestrzeni Zewnętrznej", potem przeczytać książki które mam jeszcze do przeczytania z osobistej kolekcji (Shepher- "Buntowniczka", Larson- "Rój" i Orwell- "Rok 1984") i dopiero brać się za Przestrzeń.

    •  

      @kiedys_bylem_fajny: Tak, miałem na myśli Grę Endera i całe uniwersum Endera, bo trochę tego powstało. Przestrzeń zewnętrzna to bezpośrednia kontynuacja, zaginionej floty. Powstaje też jeszcze 3 cykl z tego świata, ale jak narazie nie przetłumaczone na nasz język.
      Rój nawet mi się podoba, narazie 2 części przeczytałem.
      Polecam jeszcze Star Carrier, Oddysey One i Hayden War.

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    https://nietylkogry.pl/post/recenzja-filmu-valerian-i-miasto-tysiaca-planet/
    Valerian nie wpisuje się w nurt filmów nowatorskich (no chyba że pod względem ilości pieniędzy władowanych w jego realizację), za to doskonale sprawdza się jako wakacyjny blockbuster śliczny, kolorowy, z wartką akcją, ładnymi bohaterami i widowiskowymi walkami, jednak na dłuższą metę nieangażujący emocjonalnie. Szkoda, bo produkcja miała duży potencjał. Tylko po drodze coś nie wyszło. Mimo to jednak mam nadzieję, że powstanie kontynuacja (przecież to nie jedyna historia bohaterów warta ekranizacji) łudzę się, że Besson wyciągnie wnioski i poprawi to, co tym razem mu nie wyszło.
    #recenzja #film #filmy #kino #filmnawieczor #komiks #komiksy #scifi #sciencefiction #ogladajzwykopem
    pokaż całość

  •  

    Takie tam opisy kultowych filmów z katalogów z lat 90. (plus dopisek o "M jak miłość" jakiegoś mirka :P)

    #film #nostalgia #scifi #sciencefiction #fantastyka #humorobrazkowy

    źródło: a.jpg

  •  

    kilka elementów świata #cyberpulp
    - kreacjonizm to naukowy fakt, ludzie zostali odtworzeni tysiące lat temu przez cyfrowe inteligencje (podobnie jak wiele innych form życia na post apokaliptycznej Ziemi)
    - dla ówczesnych mieszkańców świata pradawna technologia znana cyfrowym jest jak magia. np. w ludzkiej podświadomości mieści się zapis jego całego życia, istoty wyższe (cyfrowe) mogą zyskać do niej dostęp
    - nie ma internetu (dostępnego ludziom) oplatającego całą ziemię. odkrywają za to pradawne zasoby podczas wykopalisk archeologicznych, jednak są całe lata za Siecią, która równolegle żyła praktycznie nieprzerwanie od naszych czasów
    - istnieje tam forma chrześcijaństwa (estetyką wzorowana na prawosławiu), ludzie odkryli Pisma Święte z naszych czasów. uważają fakty odkryte w sieci za herezje szatana, w ich kulturze obcowanie z siecią i wyższą technologią jest ograniczone/zakazane (poza kręgiem egzorcystów, którzy mają do nich dostęp, by z nimi walczyć)
    - rzecz dzieje się w kraju jaki najlepiej znam, inspirowany jest Polską, łączę klimaty szlacheckie z cyberpunkiem, westernem, postkomuną i popkulturą lat 80 i 90
    może kiedyś coś z tego będzie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #cyberpunk #postapokalipsa #sciencefiction #tworczoscwlasna #piszzwykopem #conceptart
    pokaż całość

    •  

      @plen: Nie wiedziałem o co chodzi z tym Pulpem i dopiero po przeczytaniu Twojego wcześniejszego wpisu dowiedziałem się, że coś takiego tworzysz. Jak to tworzysz, jak wygląda to tworzenie, spisujesz to gdzieś oprócz wykopu i czy w ogóle spisujesz, bo w tagu widzę głównie rysunki?

    •  

      @moooka: Spisuję, rysuję, wymyślam, łączę wszystko w jedno. Wrzucam strzępki do internetu, bo tak częściej sobie o tym przypominam niż jak mam to tylko w plikach i notatnikach. Robię to hobbystycznie, po prostu wymyślanie i sklejanie różnych elementów w całość sprawia mi przyjemność, na takiej zasadzie jak niektórym sprawia przyjemność oglądanie seriali czy sklejanie modeli ;)

      +: moooka
  •  

    Giger, Crumb, Jodorowsky i Filthy Frank nauczyli mnie, że nie ma rzeczy zbyt dziwacznych, rysowanie pojebanych rzeczy działa na mnie oczyszczająco, a materializowanie pomysłów daje satysfakcję ( ͡° ͜ʖ ͡°) dlatego bez skrępowania tworzę #cyberpulp
    Tą postać zainspirował między innymi Władca much Goldinga, tylko w moim postapo-cyberpunkowym uniwersum. Wymyślałem w trakcie kawałek jego historii, ale nie chce mi się teraz jej spisywać. To taka moja wizualna notatka, może poruszy waszą wyobraźnię.
    Nazywa się Salo.

    #rysujzwykopem #tworczoscwlasna #cyberpulp #cyberpunk #sciencefiction #bodyhorror #bodymod #wykopjointclub
    pokaż całość

  •  

    #rozdzialdopoduszki #ksiazki #scifi #sciencefiction #czytajzwykopem #gruparatowaniapoziomu

    W hołdzie zmarłemu dzisiaj autorowi.

    https://www.wykop.pl/link/3882729/zmarl-brian-w-aldiss-angielski-pisarz-science-fiction/

    Brian W. Aldiss
    Non Stop
    Przełożył: Marek Wagner

    Powieść o bardzo interesującej fabule, której bohater Roy Complain stopniowo, krok po kroku,
    zdobywa niesamowitą i tragiczną wiedzę o swoim otoczeniu, należy do najwybitniejszych osiągnięć
    Aldissa.
    Społeczeństwo, które nie zdaje sobie lub nie chce zdawać sobie sprawy ze swojego miejsca we
    wszechświecie, nie może uważać się za prawdziwie cywilizowane. Można powiedzieć, że posiada
    ono pewne fatalne w skutkach cechy, które czynią je do pewnego stopnia społeczeństwem
    niezrównoważonym. O takim właśnie społeczeństwie mówi ta książka.
    Żadna idea będąca płodem ludzkiego umysłu nie jest nigdy, w odróżnieniu od miliarda czynników,
    które rządzą naszym wszechświatem, całkowicie zrównoważona. Nosi ona nieuchronnie wszystkie
    cechy ludzkiej słabości i może być albo zupełnie skromna i uboga, albo wspaniała i imponująca.
    Książka niniejsza mówi właśnie o takiej wspaniałej idei.
    Dla społeczeństwa, o którym mowa; idea ta była czymś więcej: z czasem stała się sensem jego
    istnienia. Sama zaś, jak to się zdarza, okazała się błędna i zniszczyła to istnienie.

    Część pierwsza

    Kabiny

    Rozdział 1

    Jak fala radaru odbita od jakiegoś odległego przedmiotu wraca do swego źródła, tak odgłos bicia
    serca Roya Complaina wypełniał w jego odczuciu całą otaczającą go przestrzeń. Stał w drzwiach
    swojego mieszkania słuchając gniewnego tętnienia pulsu w skroniach.
    – Więc idź już sobie, jeżeli w ogóle masz iść, dobrze? Powiedziałeś przecież, że wychodzisz!
    Zjadliwy głos za plecami, głos Gwenny, przyspieszył jego decyzję. Wydając stłumiony pomruk
    wściekłości, zatrzasnął drzwi nie odwracając się, po czym stał trąc ręce aż do bólu, by się
    opanować. Tak właśnie wyglądało życie z Gwenny, najpierw kłótnie bez żadnego powodu, a potem te
    szalone, wyczerpujące jak choroba wybuchy gniewu. Co gorsza, nie był to nigdy zwykły, czysty
    gniew, tylko obrzydliwe, lepkie uczucie, które nawet przy największym nasileniu nie było w stanie
    zagłuszyć świadomości, że wkrótce będzie tu z powrotem przepraszając ją i poniżając się. Cóż...
    Complain nie mógł się bez niej obejść.
    O tej wczesnej porze kręciło się jeszcze kilku mężczyzn. Później dopiero mieli ruszyć do swoich
    zajęć. Grupa siedząca na pokładzie grała w Skacz wzwyż. Complain podszedł do nich i nie wyjmując
    rąk z kieszeni ponuro obserwował przebieg gry ponad ich rozwichrzonymi głowami. Plansza do gry
    namalowana była na pokładzie i stanowiła kwadrat o boku równym podwójnej długości męskiego
    ramienia. Na planszy rozrzucone były bezładnie kostki i pionki. Jeden z grających pochylił się
    i przesunął swoje dwa pionki.

    – Oskrzydlenie na pozycji piątej – stwierdził z bezlitosnym triumfem, po czym uniósł głowę i mrugnął
    konspiracyjnie do Complaina.
    Complain odwrócił się obojętnie. Przez długi czas jego zainteresowanie tą grą było wręcz
    niezdrowe. Grał w nią nieustannie, tak długo, aż jego młode nogi przestały wytrzymywać ciągłe
    siedzenie w kucki, a zmęczone oczy nie były w stanie dostrzec srebrnych pionków. Także na innych,
    prawdę mówiąc prawie na wszystkich, członków szczepu Greene gra ta rzuciła jakiś czar, dawała im
    poczucie przestrzeni i siły, a więc doznania, których ich normalne życie było całkowicie pozbawione.
    W tej chwili czar prysł i Complain był już od niego wolny, chociaż na pewno byłoby dobrze mieć
    znowu coś, co by podobnie absorbowało.
    W smętnej zadumie powlókł się przed siebie nie zwracając prawie uwagi na znajdujące się po obu
    stronach drzwi, ale za to bystro obserwując przechodniów, jakby w oczekiwaniu jakiegoś sygnału.
    Nagle dostrzegł spieszącego do barykad Wantage’a, który odruchowo ukrywał swoją zdeformowaną
    lewą połowę twarzy przed ludzkimi oczami. Wantage nigdy nie brał udziału w grach towarzyskich.
    Nie znosił być otoczony ludźmi. Dlaczego Rada oszczędziła go, gdy był jeszcze dzieckiem?
    W szczepie Greene przychodziło na świat wiele zdeformowanych dzieci, ale oczekiwał je tylko nóż.
    Jako chłopcy nazywali Wantage’a „Dziurawą Gębą” i znęcali się nad nim, lecz obecnie, gdy wyrósł
    na silnego i agresywnego mężczyznę, ich stosunek do niego stał się bardziej tolerancyjny, a przytyki
    bardziej zawoalowane.
    Nieświadom, że jego leniwe włóczenie się nabrało sensu, Complain także skierował się w stronę
    barykady podążając za Wantage’em. W okolicy tej znajdowały się najlepsze pomieszczenia
    przystosowane do użytku Rady. Drzwi jednego z nich otworzyły się gwałtownie i ukazał się sam
    porucznik Greene w towarzystwie dwóch oficerów. Wprawdzie Greene był już w mocno podeszłym
    wieku, ale jego rozdrażnienie i nerwowy chód nosiły jeszcze znamiona młodzieńczego temperamentu.
    Obok niego szli dumnie oficerowie Patcht i Zilliac z wyraźnie widocznymi paralizatorami
    wetkniętymi za pasy.
    Ku wielkiej radości Complaina Wantage zaskoczony ich nagłym pojawieniem się wpadł w panikę
    i oddał wodzowi honory. Był to żałosny gest, głowa przyłożona do ręki zamiast na odwrót, co Zilliac
    skwitował wymuszonym uśmiechem. Służalczość była ogólnie obowiązującą zasadą, choć duma nie
    pozwalała się do tego przyznać.
    Kiedy Complain miał ich mijać, postąpił zgodnie z ogólnie przyjętym zwyczajem, to znaczy odwrócił
    się patrząc w inną stronę. Nikt nie miał prawa myśleć, że on, łowca, może być od kogokolwiek
    gorszy. Powiedziane było bowiem w Nauce: „Żaden człowiek nie jest gorszy od innych, chyba że
    sam odczuwa potrzebę okazania drugiemu szacunku”.
    W wyraźnie lepszym nastroju dogonił Wantage’a i położył mu rękę na lewym ramieniu. Wantage
    odwrócił się i przystawił mu do brzucha krótki, zaostrzony kij. Ruchy miał jak zawsze bardzo
    ekonomiczne, zachowywał się jak człowiek otoczony zewsząd nagimi ostrzami. Czubek kija
    spoczywał dokładnie w okolicy pępka Complaina.
    – Spokojnie, pięknisiu. Czy zawsze tak witasz przyjaciół? – zapytał Complain odsuwając ostrze kija.

    – Sądziłem... Przestrzeni, łowcze... Dlaczego nie jesteś na polowaniu? – spytał Wantage odwracając
    wzrok.
    – Ponieważ idę w stronę barykad w twoim towarzystwie. Poza tym mój garnek jest pełny, a podatki
    zapłacone. Osobiście nie czuję potrzeby mięsa.
    Szli w milczeniu. Complain usiłował znaleźć się po lewej stronie Wantage’a, który jednak do tego
    nie dopuszczał. Complain był ostrożny, bał się prowokować zbytnio Wantage’a, aby się na niego nie
    rzucił. Przemoc i śmierć były zjawiskiem powszechnym w Kabinach – tworzyły naturalną
    przeciwwagę dla wysokiego przyrostu naturalnego, nikt jednak nie umiera chętnie jedynie dla
    zachowania równowagi.
    Bliżej barykad korytarz był zatłoczony i Wantage oddalił się mamrocząc coś o porządkach, jakie musi
    jeszcze zrobić. Szedł pod ścianą, wyprostowany, z pełną goryczy godnością.
    Główna barykada była drewnianą przegrodą, która całkowicie blokowała korytarz. Pilnowało jej
    stale dwóch strażników. W tym miejscu kończyły się Kabiny i zaczynał labirynt splątanych glonów.
    Sama barykada była budowlą tymczasową, gdyż miejsce, w którym ją stawiano, ulegało stałym
    zmianom.
    Szczep Greene miał charakter koczowniczy: niezdolność do uzyskania dostatecznych zbiorów
    i niezbędnej żywności zmuszała go do częstej zmiany miejsca. Polegało to na posuwaniu do przodu
    barykady przedniej, a cofaniu tylnej. Coś takiego działo się właśnie w tej chwili; plątanina glonów
    atakowana i niszczona na przodzie, mogła swobodnie rosnąć za nimi; w ten sposób szczep wdzierał
    się powoli w niekończące się korytarze, jak czerw w gnijące jabłko. Za barykadą pracowali
    mężczyźni, którzy ścinali długie łodygi z taką energią, że jadalny sok tryskał im spod ostrzy. Łodygi te
    zabezpieczano potem celem zachowania możliwie największej ilości soku. Suchych tyczek, pociętych
    na równe części, używano później do najróżniejszych celów. Na samym przedzie, tuż przed
    migającymi ostrzami, odbywał się zbiór innych części roślin: liści dla celów leczniczych, młodych
    pędów jako specjalnego przysmaku, nasion o różnorodnym zastosowaniu, a więc jako pożywienia,
    guzików, sypkiego balastu do kabinowej wersji tamburynu, pionków do gry Skacz wzwyż i wreszcie
    zabawek dla dzieci (były one na szczęście za duże, aby się zmieścić w zachłannych dziecięcych
    buziach).
    Najtrudniejszym zadaniem przy oczyszczaniu terenu z glonów było karczowanie korzeni, które jak
    stalowa siatka rozciągały się pod powierzchnią wgryzając się niektórymi odnogami głęboko
    w pokład. Po wycięciu korzeni następna ekipa zbierała łopatami humus do worków. W tym miejscu
    próchnica była wyjątkowo głęboka, pokrywała pokład prawie na wysokość dwóch stóp, co
    wskazywało na to, że tereny te były zupełnie nie zbadane i nie przebywał tutaj żaden inny szczep.
    Pełne worki dostarczano do Kabin, gdzie w kolejnych pomieszczeniach zakładano nowe pola
    uprawne.
    W trwającej przed barykadą pracy brała udział jeszcze jedna grupa mężczyzn i tę właśnie grupę
    obserwował z zainteresowaniem Complain. Byli to strażnicy. Wyżsi rangą od pozostałych,
    rekrutowali się wyłącznie spośród łowców i istniała pewna szansa, że którejś jawy Complain przy
    odrobinie szczęścia lub jako wyróżnienie wejdzie do tej godnej pozazdroszczenia klasy.

    Gdy prawie jednolita ściana, jaką tworzyły splątane glony, została już wykarczowana, oczom ludzi
    ukazały się ciemne otwory drzwi. Pokoje znajdujące się za tymi drzwiami kryły rozliczne zagadki,
    tysiące dziwnych przedmiotów, czasem potrzebnych, czasem zupełnie zbędnych lub bez znaczenia,
    które stanowiły kiedyś własność zaginionej rasy Gigantów. Do obowiązków strażników należało
    wyważanie drzwi prowadzących do tych starożytnych grobowców i rozstrzyganie, co z ich
    zawartości może być przydatne dla szczepu, oczywiście ze szczególnym uwzględnieniem siebie
    samych. Po pewnym czasie zawartość albo rozdzielano, albo niszczono, w zależności od kaprysu
    Rady. Wiele z tego, co w ten sposób trafiało do Kabin, Komenda uznawała za niebezpieczne i paliła.
    Sama czynność otwierania drzwi nie była pozbawiona ryzyka, chociaż istniało ono bardziej
    w wyobraźni niż w rzeczywistości. W Kabinach krążyły pogłoski, że inne małe szczepy także
    walczące o byt w gęstej dżungli znikały cicho i bez śladu po otwarciu takich właśnie drzwi.
    Complain nie był w tej chwili jedynym, któremu udzieliła się fascynacja pracą innych. Liczne
    kobiety, każda otoczona wianuszkiem dzieci, stały obok barykady przeszkadzając swoją obecnością
    tym, którzy byli zajęci transportem próchnicy i glonów. Z cichym brzęczeniem much, których Kabiny
    nigdy nie mogły się całkowicie pozbyć, łączyły się głosy dziecięce. Przy akompaniamencie tych
    dźwięków strażnicy otworzyli następne drzwi. Na chwilę zapadła cisza i nawet robotnicy rolni
    przerwali pracę patrząc z lękiem na stojący otworem pokój. Przyniósł on rozczarowanie. Nie
    zawierał nawet fascynującego i budzącego grozę szkieletu Giganta. Był niewielkim magazynem
    zastawionym półkami, na których leżały małe woreczki z różnokolorowym proszkiem. Dwa z nich,
    z kolorami jasnożółtym i szkarłatnym, spadły i popękały tworząc na pokładzie dwa wachlarze, a w
    powietrzu dwie mieszające się ze sobą chmurki. Rozległy się pełne zachwytu okrzyki dzieci, które
    rzadko widywały jakiekolwiek kolory, a strażnicy, wydając krótkie, energiczne rozkazy, ustawiwszy
    się w żywy transporter, zaczęli wynosić swoją zdobycz do czekającego za barykadą pojazdu.
    Uświadomiwszy sobie pewien spadek napicia Complain oddalił się. Może jednak mimo wszystko
    wybierze się na polowanie...
    – Ale dlaczego tam w gęstwinie jest światło, skoro nie ma nikogo, kto by go potrzebował?
    Pytanie to dotarło do Complaina pomimo gwaru. Odwrócił się i zobaczył, że zadał je jeden z małych
    chłopców zgromadzonych wokół siedzącego w kucki wysokiego mężczyzny. Obok stało kilka matek
    uśmiechając się pobłażliwie i opędzając leniwie od much.
    – Światło potrzebne jest po to, aby glony mogły rosnąć; ty także nie mógłbyś żyć w ciemnościach –
    padła odpowiedź.
    Okazało się, że udzielił jej Bob Fermour, człowiek ociężały i powolny, który z tych właśnie przyczyn
    nadawał się tylko do pracy w polu. Był wesoły nieco bardziej, niż na to zezwalała Nauka, i dlatego
    ogromnie lubiany przez dzieci. Complain przypomniał sobie, że Fermour miał opinię gawędziarza,
    i poczuł nagle gwałtowną potrzebę jakiejś rozrywki. Bez gniewu, który mu już przeszedł, czuł
    w sobie pustkę.
    – A co tam było, zanim pojawiły się glony? – zapytała mała dziewczynka.
    Dzieci wyraźnie próbowały w naiwny nieco sposób skłonić Fermoura do opowiadania.

    – Opowiedz im historię świata, Bob – poradziła jedna z matek.
    Fermour spojrzał z zakłopotaniem na Complaina.
    – Nie zwracaj na mnie uwagi – rzekł Complain – teorie znaczą dla mnie mniej niż te muchy.
    Władze szczepu nie popierały teoretyzowania ani żadnych rozważań nie mających praktycznego
    znaczenia i to było przyczyną wahania Fermoura.
    – No cóż, to są wszystko tylko domysły, ponieważ nie mamy żadnych zapisów z okresu
    poprzedzającego pojawienie się szczepu Greene – rzekł Fermour – a jeżeli nawet coś jest, to i tak nie
    ma to wielkiego sensu. – Po czym patrząc uważnie na dorosłych słuchaczy dodał szybko: – Mamy
    poza tym ważniejsze sprawy na głowie niż roztrząsanie starych legend.
    – Jaka jest historia świata, Bob? Czy jest ciekawa? – zapytał niecierpliwie jeden z chłopców.
    Fermour odgarnął chłopcu włosy spadające mu na oczy i rzekł poważnie:
    – Jest to najbardziej pasjonująca historia, jaką można sobie wyobrazić, ponieważ dotyczy ona nas
    wszystkich i całego naszego życia. Świat jest wspaniały. Zbudowany jest z licznych pokładów takich
    jak ten. Są to warstwy, które nie kończą się nigdzie, gdyż tworzą zamknięty okręg. W ten sposób
    moglibyście iść bez końca i nigdy nie dotrzeć do kresu świata. Warstwy te wypełnione są
    tajemniczymi pomieszczeniami, z których jedne zawierają rzeczy dobre, a inne złe, zaś wszystkie bez
    wyjątku korytarze zarośnięte są glonami.
    – A co z ludźmi z Dziobu? – spytał jeden z chłopców. – Czy to prawda, że mają zielone twarze?
    – Dojdziemy i do nich – rzekł Fermour zniżając głos, tak że jego młodociani słuchacze z konieczności
    przysunęli się bliżej. – Mówiłem wam, co się stanie, jak będziecie trzymać się bocznych korytarzy.
    Ale gdybyście dostali się na Korytarz Główny, wyjdziecie na autostradę, która zaprowadzi was
    prosto w odległe części świata. W ten sposób możecie dotrzeć do terytorium Dziobowców.
    – Czy to prawda, że oni wszyscy mają po dwie głowy? – zapytała mała dziewczynka.
    – Oczywiście, że nie – odrzekł Fermour. Są bardziej cywilizowani od naszego małego szczepu –
    znowu spojrzał uważnie na swych dorosłych słuchaczy – ale nie wiemy o nich wiele, ponieważ ich
    tereny dzieli od nas mnóstwo przeszkód. Waszym obowiązkiem jest, w miarę jak dorastacie,
    pogłębiać wiedzę o naszym świecie. Pamiętajcie, że bardzo wielu rzeczy nie wiemy, a poza naszym
    światem mogą być jeszcze inne, których istnienia możemy się tylko domyślać.
    Dzieci wydawały się bardzo przejęte, ale jedna z kobiet roześmiała się i rzekła:
    – Dużo będą mieli z tego pożytku, jak zaczną się zastanawiać nad czymś, czego pewnie w ogóle nie
    ma.
    Complain odchodząc pomyślał, że w głębi duszy się z nią zgadza. Krążyło obecnie wiele tego typu
    teorii, mglistych i mocno zróżnicowanych, ale żadna nie znalazła poparcia u władz. Zastanawiał się,

    czy sporządzenie donosu na Fermoura poprawiłoby w czymś jego sytuację, ale na nieszczęście
    wszyscy ignorowali Fermoura, był bowiem zbyt powolny. Nie dalej jak w czasie ostatniej jawy
    został publicznie wychłostany za lenistwo wykazane w czasie prac polowych.
    Complain miał w tej chwili inny problem do rozwiązania – iść czy nie iść na polowanie. Uświadomił
    sobie nagle, jak to ostatnio ciągle biegał niespokojnie do barykady i z powrotem. Zacisnął pięści...
    Czas przemija, sprzyjające okoliczności przemijają, a ciągle czegoś brak i brak... Complain i teraz –
    jak to zwykle robił od czasu dzieciństwa – gwałtownie wytężył umysł w poszukiwaniu tego elementu,
    który przecież powinien gdzieś być, a którego nigdy nie znajdował. Niejasno zdawał sobie sprawę,
    że zupełnie bezwiednie przygotowuje się do jakiegoś kryzysu, jakiejś gwałtownej zmiany. Tak jakby
    wzbierała w nim gorączka, czuł jednak, że będzie to coś dużo gorszego.
    Zaczął biec. Długie, intensywnie czarne włosy spadały mu na oczy. Był bardzo niespokojny. Jego
    młoda twarz była silna i sympatyczna mimo nieznacznej tendencji do tycia. Linia szczęki wskazywała
    na charakter, usta na odwagę. A jednak nad wszystkim dominowała jałowa gorycz – posępny w sumie
    wygląd, właściwy wszystkim prawie członkom szczepu. Trzeba przyznać, że Nauka wykazała
    ogromną mądrość zalecając, aby ludzie nie patrzyli sobie prosto w oczy.
    Complain biegł prawie na oślep, pot zalewał mu czoło. Zarówno w sen, jak i za jawy w Kabinach
    było ciepło i ludzie łatwo się pocili. Nikt nie zwrócił na niego uwagi; bezsensowna bieganina była
    w szczepie zjawiskiem nagminnym, wiele osób próbowało w ten sposób uciec przed
    prześladującymi je zmorami. Complain wiedział tylko jedno: musi wrócić do Gwenny, gdyż tylko
    kobiety posiadały magiczną zdolność dawania zapomnienia.
    Kiedy wpadł do ich kwatery, stała bez ruchu trzymając w ręku filiżankę herbaty. Udawała, że go nie
    widzi, ale jej nastrój uległ zmianie, szczupła twarz wyrażała napięcie. Była silnie zbudowana, a jej
    masywne ciało dziwnie kontrastowało z tą drobną twarzą. W tej chwili cała jej postać wyrażała
    stanowczość, jakby przygotowywała się na fizyczny atak.
    – Nie patrz tak, Gwenny. Nie jestem przecież twoim śmiertelnym wrogiem – niezupełnie to zamierzał
    jej powiedzieć, a i ton nie był dostatecznie pojednawczy, ale na jej widok gniew mu częściowo
    wrócił.
    – Owszem, jesteś moim śmiertelnym wrogiem – powiedziała z naciskiem nadal nie patrząc na niego –
    nikogo nie darzę taką nienawiścią jak ciebie.
    – Daj mi w takim razie łyk swojej herbaty i miejmy nadzieję, że to mnie otruje.
    – Bardzo bym tego chciała – powiedziała głosem pełnym jadu, podając mu filiżankę.
    Znał ją dobrze. Jej gniew nie był podobny do jego gniewu. Jemu przechodził powoli – jej
    błyskawicznie. Mogła dać mu w twarz, a w sekundę potem się z nim kochać. I wtedy robiła to
    najlepiej.
    – Rozchmurz się – rzekł. – Wiesz przecież, że kłócimy się jak zwykle o nic.

    – O nic? A więc Lidia to dla ciebie nic? Tylko dlatego, że zmarła zaraz po urodzeniu... nasze jedyne
    dziecko, a ty mówisz, że to nic?
    – Lepiej nazywać ją niczym, niż używać jej jako pretekstu do kłótni, prawda? – Skorzystał z tego, że
    Gwenny wyciągnęła rękę po filiżankę, i posuwając dłoń po jej nagim ramieniu zręcznie wsadził
    palce w dekolt bluzki.
    – Przestań! – krzyknęła wyrywając się. Jesteś obrzydliwy! Nie potrafisz myśleć o niczym innym,
    nawet kiedy do ciebie mówię! Puszczaj mnie, wstrętny bydlaku.
    Ale on nie puścił. Zamiast tego objął ją drugim ramieniem i przyciągnął do siebie. Usiłowała go
    kopnąć. Zręcznie podciął jej kolana i upadli razem na podłogę. Kiedy przybliżył twarz, próbowała
    ugryźć go w nos.
    – Precz z rękami! – zawołała z trudem łapiąc oddech.
    – Gwenny... Gwenny, kochanie... – wyszeptał pieszczotliwie.
    Jej zachowanie zmieniło się gwałtownie. Zacięta czujność ustąpiła rozmarzeniu.
    – A zabierzesz mnie potem na polowanie?
    – Oczywiście. Zrobię wszystko, co zechcesz.
    To, czego Gwenny chciała lub nie chciała, nie miało jednak większego wpływu na dalszy bieg
    wypadków, gdyż w tym samym momencie wpadły zadyszane dwie jej kuzynki Ansa i Daise
    zawiadamiając, że jej ojciec Ozbert Bergass poczuł się gorzej i wzywa ją do siebie. Zachorował na
    gnilec postępowy jedną sen-jawę temu i Gwenny odwiedziła go już raz w jego odległym miejscu
    zamieszkania. Panował ogólny pogląd, że nie pociągnie długo. Tak się zwykle kończyły choroby
    w Kabinach.
    – Muszę do niego iść – powiedziała Gwenny.
    Separacja dzieci od rodziców bywała w sytuacjach krytycznych przestrzegana nie tak surowo,
    a prawo zezwalało na odwiedzanie ciężko chorych.
    – To był dla nas nieoceniony człowiek rzekł uroczyście Complain. Ozbert Bergass był starszym
    przewodnikiem przez wiele snów-jaw i jego śmierć stanowiłaby dla szczepu odczuwalną stratę,
    mimo to Complain nie wyraził chęci odwiedzenia teścia; wszelkie sentymenty szczep Greene starał
    się wykorzenić. Po wyjściu Gwenny udał się zaraz na rynek, aby spotkać się z wyceniaczem Ernem
    Rofferym i dowiedzieć się, ile obecnie kosztuje mięso. Po drodze minął zagrody dla zwierząt. Były
    one obficiej niż zazwyczaj wypełnione zwierzyną domową, o smaczniejszym i delikatniejszym mięsie
    niż dzikie zwierzęta chwytane przez łowców. Roy Complain nie był myślicielem, ale tego paradoksu
    nie potrafił sobie wytłumaczyć: nigdy dotąd szczep nie prosperował tak dobrze, nigdy hodowla się
    tak wspaniale nie rozwijała, żeby nawet najprostszy robotnik mógł jeść mięso co cztery sen-jawy,
    a za to on, Complain, był teraz biedniejszy niż kiedykolwiek. Polował więcej, ale coraz mniej łowił

    i coraz mniej za to dostawał. Wielu łowców, którzy stanęli wobec tego samego problemu, porzuciło
    łowiectwo i zajęło się czym innym.
    Nie będąc w stanie skojarzyć logicznie niskich cen, jakie Roffery ustanowił na dziczyznę,
    z obfitością pożywienia, ten smutny stan rzeczy Complain kładł na karb niechęci, jaką wyceniacz
    żywił do całego klanu łowców.
    Complain z determinacją przepchnął się przez tłum wypełniający rynek i niezbyt grzecznie zwrócił
    się do wyceniacza.
    – ...strzeni dla twojego ja.
    – Twoim kosztem – odrzekł z ożywieniem wyceniacz podnosząc głowę znad długiej listy, nad którą
    właśnie ślęczał. – Mięso dziś spadło, łowcze. Trzeba mieć duże ścierwo, aby zarobić sześć sztuk.
    – Flaki się we mnie przewracają! Jak cię widziałem ostatnim razem, mówiłeś, że spadła cena zboża,
    krętaczu jeden.
    – Wyrażaj się grzeczniej, Complain, twoje własne ścierwo nie jest dla mnie warte ani grosza.
    Owszem, mówiłem ci, że cena zboża spadła, bo to prawda, ale cena mięsa spadła jeszcze bardziej.
    Wyceniacz z zadowoleniem nastroszył swoje sumiaste wąsy i wybuchnął śmiechem. Kilku innych
    mężczyzn kręcących się w pobliżu przyłączyło się do ogólnej wesołości. Jeden z nich, przysadzisty,
    śmierdzący osobnik zwany Cheap, miał ze sobą stos okrągłych puszek, które zamierzał korzystnie
    wymienić na targu. Gwałtownym kopnięciem Complain rozrzucił je dokoła. Z wściekłym rykiem
    Cheap skoczył, aby je pozbierać, walcząc jednocześnie z tymi, którzy już zdążyli je pochwycić. Na
    ten widok Roffery zaczął śmiać się jeszcze bardziej, ale fala jego śmiechu zmieniła niejako swój
    kierunek. Nie była już wymierzona przeciw Complainowi.
    – Ciesz się, że nie żyjesz wśród Dziobowców – rzekł Roffery pocieszająco – ci ludzie czynią istne
    cuda. Wyczarowują jadalną zwierzynę ze swego oddechu, po prostu łapią ją w powietrzu i nie
    potrzebują wcale łowców. Gwałtownie trzepnął muchę, która usiadła mu na karku. – Udało im się
    także zlikwidować przekleństwo, jakim są te owady...
    – Bzdura! – rzekł stary człowiek stojący obok.
    – Nie sprzeczaj się ze mną, Eff – rzekł wyceniacz – chyba że wyżej cenisz swoje straty od dochodów.
    – To jest bzdura – potwierdził Complain. – Nie ma chyba takiego idioty, co by uwierzył w miejsce
    bez much.
    – Ja za to świetnie wyobrażam sobie miejsce bez Complaina! – wrzasnął Cheap, który zdążył już
    pozbierać swoje puszki i stał groźnie koło Complaina. Patrzyli teraz na siebie gotowi do bójki.
    – No już, lej go! – zawołał wyceniacz do Cheapa. – Pokaż mu, że ja nie życzę tu sobie łowców,
    którzy przeszkadzają mi w interesach.

    – A odkąd to śmieciarz ma więcej do powiedzenia w Kabinach niż łowca? – zwrócił się do
    wszystkich stary człowiek zwany Effem. Ostrzegam was, złe czasy nadchodzą dla szczepu. Jestem
    szczęśliwy, że ja już tego nie będę oglądał.
    Dookoła rozległy się pomruki pełne drwiny i dezaprobaty dla starczego sentymentalizmu.
    Zmęczony nagle tym towarzystwem Complain rozepchnął tłum i odszedł. Zauważył, że stary człowiek
    idzie za nim, więc kiwnął mu ostrożnie głową.
    – Widzę to jak na dłoni – rzekł Eff najwyraźniej pragnąc kontynuować swój smętny monolog. –
    Stajemy się mięczakami. Wkrótce nikt nie będzie chciał opuszczać Kabin ani Wycinać glonów. Nie
    będzie żadnej podniety... Nie będzie odważnych mężczyzn, tylko same żarłoki i gogusie. Wkrótce
    dojdą do tego choroby, śmierć i ataki innych szczepów – widzę to tak dokładnie jak ciebie, i tam,
    gdzie żył szczep Greene, wyrośnie dżungla.
    – Słyszałem, że Dziobowcy są porządni przerwał tę tyradę Complain – że posługują się rozumem,
    a nie czarami.
    – Pewnie słuchałeś tego typa Fermoura lub jemu podobnych – rzekł opryskliwie Eff. Niektórzy ludzie
    chcą nas oślepić, abyśmy nie odróżniali naszych prawdziwych wrogów. Nazywam ich ludźmi, ale to
    nie są ludzie, to Obcy. Obcy, łowcze – istoty nadprzyrodzone. Gdyby to ode mnie zależało, kazałbym
    ich pozabijać. Chciałbym przeżyć znowu polowanie na czarownice. Tak, chciałbym, ale obecnie nie
    poluje się już na czarownice. Kiedy byłem dzieckiem, stale mieliśmy takie polowania. Mówię ci, że
    szczep robi się za miękki, za miękki. Gdyby to ode mnie zależało...
    Zasapał się i umilkł mając przed oczyma prawdopodobnie obraz jakiejś dawnej, ogromnej masakry.
    Complain na widok zbliżającej się Gwenny odszedł prawie nie zauważony.
    – Jak ojciec? – spytał.
    Wykonała dłonią ruch pełen rezygnacji.
    – Wiesz dobrze, co to jest gnilec – powiedziała bezbarwnym głosem. – Uda się w Długą Podróż,
    zanim minie następna sen-jawa.
    – W pełni życia stajemy w obliczu śmierci rzekł uroczyście Complain. – Bergass był człowiekiem
    pełnym godności.
    – A Długa Podróż zawsze ma swój początek – dokończyła za nim cytat z Litanii. Nic więcej nie da
    się zrobić. Jak na razie mam serce ojca i twoją obietnicę. Chodźmy, Roy. Weź mnie w glony na
    polowanie, proszę cię...
    – Mięso spadło do sześciu sztuk za ścierwo – rzekł – nie warto iść, Gwenny.
    – Za sztukę można wiele kupić, na przykład naczynie na czaszkę mego ojca.
    – To obowiązek twojej macochy.
    – Chcę iść z tobą na polowanie.
    Znał ten ton. Odwracając się gniewnie ruszył bez słowa w stronę przedniej barykady. Gwenny
    potulnie podążyła za nim. pokaż całość

  •  

    Mireczki, szukam nietypowej i "mindfuckowej" fantastyki (naukowa może też być), która pod otoczką tego "mindfucku" dotyka problemów społecznych (samotność, przeludnienie, różne inne palące kwestie, być może przewidywania starszych autorów nt. życia w obecnych realiach, konflikty polityczne, walka o wodę pitną, postępująca degeneracja, choroby psychiczne), prościej będzie jak napiszę co do tej pory znam i co przychodzi mi na myśl - przy okazji troszkę Wam polecę i to naprawdę dobrych rzeczy.

    Philip K. Dick - w zasadzie wszystko, problematyka? Tożsamość (wysuwa się na pierwszy plan), odnalezienie się jednostki w świecie do niej nieprzystosowanym lub zmienionym NAGLE, psychozy, plot twisty otwierające gębę, wszystko to znajdziemy w jego książkach; a był niezwykle płodnym pisarzem (God bless amphetamines) i dzięki temu mamy w czym przebierać w kwestii dorobku. "Czy androidy..." to niewątpliwie dobra pozycja, ale ja poleciłabym "Przez ciemne zwierciadło", a potem może "Klany księżyca Alfy". Rozpoczęcie przygody z Dickiem (huehue) od zbioru opowiadań również jest b. dobrym pomysłem; potem można brać się za "Ubika".

    Neal Stephenson - wspomnę jedynie o najnowszym "7EW", które opowiada o bardzo wizjonerskim i efektownym końcu świata zrodzonym z planu gwarantującego przetrwanie ludzkości; co może iść nie tak? Świetnie łączy political-fiction z science-fiction, w końcu nie codziennie wpada się na książki snujące wizję wybuchu księżyca (NIE jest to spoiler) i zarówno działań do tego doprowadzających, jak i tych podjętych już po. Świetny pisarz, nie tylko w 7EW.

    Janusz A. Zajdel - myślę, że najbardziej popularne na mirko jest "Limes inferior" - i nie bez powodu, wspaniała książka. Dużo bym dala, by móc ją przeczytać jeszcze raz... Podobnie dobry jest "Cylinder van Troffa" (użylibyście...?) czy "Paradyzja", w tej ostatniej wątek polityczny jest chyba najmniej subtelny. Jeśli nic nowego nie znajdę, to zabieram się za kończenie opowiadań.

    John Brunner - wspominałam o wodzie pitnej, prawda? Jej zapasy stale się kurczą, zaś ludności przybywa i przybywa też negatywnych czynników środowiskowych; w końcu mamy przed sobą wizję niczym ze "Ślepego stada", które to zostało wydane w serii ARTEFAKTY, podobnie jak i "Wszyscy na Zanzibarze", gdzie drugi tytuł jest już bardziej cyberpunkową pozycją ze złożoną narracją. Warto zerknąć na lata, w których pisał, może nawet zanim zacznie się lekturę którejś z powyższych książek. Słowo "wizjoner" jest przy jego nazwisku jak najbardziej trafione.

    Ted Chiang - mistrz krótkiej formy, zbiór opowiadań "Siedemdziesiąt dwie litery" jest najlepszym, jaki miałam okazję czytać. Nie mam za bardzo możliwości odniesienia się do któregokolwiek z tekstów, by uniknąć spoilerów; zaufajcie ocenom na LC, Goodreads i wykopie i po prostu zróbcie sobie przysługę - przeczytajcie. Wpisuje się we wszystko, o czym wspomniałam w pierwszym akapicie. Wymaga skupienia od czytelnika, ale warto.

    Peter Watts - wierze, że do "Ślepowidzenia" nie muszę nikogo zachęcać, ale warto zrobić to w przypadku "Odtrutki na optymizm". Sam autor kreśli parę słów do Polaków, jednak nie to jest czynnikiem decydującym w mojej polecance. Poziomem opowiadań nie prześcignął, moim zdaniem, niekwestionowanego mistrza wymienionego akapit wyżej, jednak nadal jest to kawał mięsistego, solidnego s-f jakie bardzo chciałabym widzieć na naszym rynku. Jak sugeruje tytuł, nie należy oczekiwać od tej lektury milutkiej space-opery.

    A dalej... No właśnie, co dalej? Znam oczywiście opowiadanie "The Egg" oraz mrożące krew w żyłach "I Have No Mouth...", które to są tu często wymieniane czy wręcz wklejane w całości; szukam jednak ambitnej fantastyki mającej cechy wspomnianych wyżej książek. Być może będę musiała sięgnąć do zakurzonej nieco i nieznanej mi klasyki (gdyby chcieć ogarnąć korzenie całego gatunku, musiałabym rzucić naukę czy tam pracę na rzecz czytania 24/7, a i tak pewnie bym nie zdążyła), ale zaufam Waszym propozycjom. Dodam na marginesie, że znam (niestety, bo chciałabym poznać jeszcze raz, na świeżo) także "Hyperion" Simmonsa i o ile końcowe tomy są dyskusyjne, to dwa pierwsze są fe-no-me-nal-ne. Wspomniałam o serii wydawniczej ARTEFAKTY; wspomnę więc też o UW, Uczcie Wyobraźni, gdzie naprawdę trudno trafić na słabą książkę.

    Liczę na Was, oczytani mircy. Ambitna fantastyka zmuszająca do przemyśleń nad kondycją ówczesnego, dawnego bądź przyszłego świata. Lub człowieka, tak ogólnie. Niebanalna i wywołująca "efekt wow" albo stylem, albo trafnością przewidywań, lub też ich surrealizmem - cóż, kto by się spodziewał, że kiedyś będziemy nosili w kieszeniach komputery grubości kilku kart kredytowych...? ;) Dodatkowy bonus za polskich autorów, ale nie jest to wymóg. Lem to oczywista oczywistość i nawet nie umieszczałam go w zestawieniu, biorąc za pewnik. Wymóg jest prosty - książka ma zapadać w pamięć, być mięsista, reprezentować jakiś koncept (nie musi mówić jak ją zinterpretować, oczywiście) i niech to będzie ta książka, którą uważacie za najbardziej zajebistą. That's all, folks. ʕ•ᴥ•ʔ

    #scifi #sciencefiction #fantasy #fantastyka #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    •  

      @diabeu255 Dziś kupiłem "perfekcyjna niedoskonałość." Już na początku mnie trochę zniechęciła bo się pogubiłem we wszystkich tych nazwach. Czy dalej chociaż trochę się rozjaśni i będzie to opisane w jakiś bardziej jasny sposób? Potrzebuje kilka słów na zachęcenie chyba..

    •  

      @bombelaz: miałem dokładnie to samo więc się nie przejmuj tylko ciśnij dalej, to jest wymagająca lektura ale Dukaja tak się czyta bo on się lubuje w słowotwórstwie i dziwnych formach
      wszystko się potem rozjaśni, bądź cierpliwy

    • więcej komentarzy (85)

  •  

    Jednym z moich ulubionych odcinków #startrek Enterprise, jest ten zatytułowany "Carbon Creek" (sezon 2 odcinek drugi) - trójka wolkan rozbija się na ziemi w latach 50 XX wieku. Klimat opowieści jest świetny, brak ideologicznego przynudzania a mimo wszystko porusza masę ważnych tematów. No i Jolene ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jak tu jej nie lubić ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #sciencefiction #scifi pokaż całość

  •  

    Lód Dukaja to Dark Souls wśród książek. Niby ciężkie i wymagające, ale wystarczy odrobina skupienia i wyobraźni, a masz szansę przeżyć coś unikatowego ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #gry #ksiazki #fantastyka #sciencefiction

  •  

    Taka tam ciekawostka znaleziona gdzieś w bezmiarze danych na laptopie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    pokaż spoiler gwiezdna droga do tatusiów i mamusiów


    #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #kosmos #scifi #sciencefiction

    źródło: pyramids.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #sciencefiction

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:3,0:0,0:1,0:0