Przeszkadza Ci #polityka na Wykopie?
Zarejestruj konto i sam decyduj jakie tematy chcesz wyświetlać!
  •  

    Czy utylizacja śmieci powinna pójść do kosza?
    Financial Times, 10.07.2006

    Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego ludzie utylizują stare gazety? Można by sądzić, że po to, by ocalić drogocenne drzewa. Ale drzewa są dobrem odnawialnym, jeśli rosną w lesie, który podlega zarządzaniu przez człowieka i są sadzone tak szybko, jak wcześniej były ścinane.

    Transport starych gazet do zakładów utylizacyjnych powoduje, z drugiej strony, wykorzystanie nieodnawialnych paliw kopalnych. Czy więc można zaryzykować tezę, że utylizacja gazet przynosi więcej szkody niż pożytku?

    W środku rozległych zakładów utylizacyjnych Aylesford Newsprint, zlokalizowanych na brzegu rzeki Medway w hrabstwie Kent, takie wątpliwości brzmią jak herezja. Tutaj brytyjski przemysł utylizacyjny składuje jedną na siedem brytyjskich gazet i magazynów, które rocznie ważą 500 tysięcy ton. Zamiast je wyrzucać, przerabia się je z powrotem na papier gazetowy i sprzedaje wydawcom prasy w Wielkiej Brytanii i Europie kontynentalnej.

    Po przybyciu do fabryki gazety są przy pomocy wody i środków chemicznych rozcierane na pulpę, do której następnie dodaje się mydło, by wywabić atrament. Po prześwietleniu pod kątem obecności zszywek, kawałków plastiku i innych niechcianych materiałów, pulpa jest ładowana do jednej z dwóch gigantycznych, grzmiących maszyn papierniczych, z których najszybsza wypluwa czysty papier z szybkością 100 kilometrów na godzinę.

    To imponujący widok. Sama tylko ta fabryka, bez wątpienia największa w Europie, dostarcza jeden procent światowego papieru gazetowego, który w całości pochodzi z procesu utylizacji. To jednak nie filantropijna operacja prowadzona przez grupę szalonych ekologów, ale ściśle komercyjne przedsięwzięcie, które wykorzystuje tani i łatwo dostępny surowiec, do osiągania zysków. Skąd więc mamy być pewni, że rzeczywiście ta działalność prowadzona jest dla dobra środowiska naturalnego?

    W Wielkiej Brytanii wiele gospodarstw domowych uważa, że z praktycznego, codziennego punktu widzenia, utylizacja starych gazet i opakowań to najważniejsza rzecz jaką mogą zrobić, by pomóc środowisku naturalnemu. Trudno się temu dziwić. Wyrzucanie rzeczy wydaje się być w końcu strasznym marnotrawstwem. Sprawy rzadko jednak wyglądają tak prosto. Z pewnością zaś świat utylizacji pełen jest mitów i paradoksów.

    Mit numer jeden głosi, że utylizacja śmieci przez gospodarstwa domowe jest kluczowa dla zapobiegania kurczeniu się zasobów naturalnych. W istocie materiały, które utylizujemy – papier, szkło, stal, aluminium i plastik – raczej nie wyczerpią się w dającej się przewidzieć przyszłości. Papier, jak już wcześniej wspomniałem, pochodzi z surowca odnawialnego, natomiast szkło robi się z piasku, który należy na najobficiej występujących surowców na świecie. Aluminium i żelazo to najczęściej występujące metale na świecie, które łącznie stanowią 14 procent skorupy ziemskiej.

    Trzeba oczywiście przyznać, że do produkcji plastiku potrzebna jest ropa, a epokę taniej ropy mamy być może za sobą. Skoro jednak wchodzimy w erę drogiej energii, rozległe złoża, które wcześniej uważane za zbyt kosztowne w eksploatacji, mogą stać się ekonomicznie opłacalne.

    Co ważniejsze jednak, utylizacja śmieci przez gospodarstwa domowe nie ma większego znaczenia dla kurczenia się zasobów naturalnych, ponieważ ich ilość jest zbyt mała. Większość surowców zużywa się nie w naszych domach, ale w budownictwie, przemyśle elektromechanicznym, stoczniowym, lotniczym, obronnym, motoryzacyjnym; w miejskich budynkach, portach, fabrykach, maszynach, samolotach, mostach i pociągach; na dostawy zużywane przez biura, sklepy, hotele, restauracje, budynki rządowe, szpitale i szkoły. Tak więc utylizacja, która może być naprawdę istotna odbywa się poza domem, a nie w nim.

    Rozważmy, dla przykładu, przemysł stalowy. Według szacunków branżowych brytyjskie gospodarstwa domowe zutylizowały w zeszłym roku od 150 tys. do 170 tys. ton puszek po napojach i żywności. Wydaje się, że to dużo, ale w istocie to zaledwie dwa procent odpadów metalowych w Wielkiej Brytanii. Reszta pochodzi z takich źródeł, jak wyburzanie domów, odpadki przemysłowe i zezłomowane samochody. „Przeważająca większość utylizowanej stali pochodzi z przemysłu i handlu, ponieważ to tam się jej używa” – mówi John May, menadżer w Corus Steel Packaging Recycling, największym w Wielkiej Brytanii odbiorcy zutylizowanych puszek metalowych. „W porównaniu z milionami ton stali utylizowanymi co roku w Wielkiej Brytanii, ilość pochodząca z domowego kubła na śmieci jest niewielka”.

    Mit numer dwa głosi, że mamy coraz większy problem ze znalezieniem miejsca do składowania gór naszych domowych śmieci. Ktoś niemądry mógłby zauważyć, że skoro większość tego, co konsumujemy, pochodzi z ziemi, musi się tam znajdować aż nadto miejsca, gdzie moglibyśmy składować nasze śmieci. Nawet jednak przyjmując fakt, że dziury te nie zawsze znajdują się w odpowiednim miejscu, w Wielkiej Brytanii wciąż prowadzi się wiele prac górniczych, po których zostają ogromne, brzydkie szyby, wprost proszące się, by je wypełnić.

    Podobnie jak w przypadku mitu numer jeden, ważniejsze jest jednak to, że śmieci domowe stanowią tylko bardzo niewielki wycinek problemu. Rzadko zwracamy uwagę na statystykę, zgodnie z którą śmieci z gospodarstw domowych stanowią mniej niż jedną dziesiątą odpadów produkowanych w Wielkiej Brytanii. Reszta pochodzi z przemysłu, handlu, budownictwa, wyburzeń, robót górniczych i odkrywkowych oraz rolnictwa.

    Oczywiście, wiele odpadów przemysłowych także jest utylizowanych, a nie wyrzucanych; dla przykładu przemysł stalowy osiąga odsetek utylizacji na poziomie 70 procent. Domowe odpadki to zatem około 20 procent śmieci wędrujących na składowiska. Prosta kalkulacja pokazuje, że nawet jeśli gospodarstwa domowe zdołają zutylizować połowę swoich śmieci zamiast jednej czwartej jak obecnie, łączna ich ilość wędrująca na składowiska w Wielkiej Brytanii spadnie o zaledwie pięć procent.

    Skoro więc utylizacja przez gospodarstwa domowe ma takie małe znaczenie dla wyczerpywania się zasobów naturalnych lub zapotrzebowania na składowiska, czy jest się w ogóle czym przejmować?

    Cóż, nawet najmniejsza pomoc się przyda. Bezdyskusyjną korzyścią z utylizacji śmieci przez gospodarstwa domowe jest osobiste zaangażowanie ludzi w zagospodarowywanie odpadków, co znacznie zwiększa świadomość ekologiczną.

    Większość naukowców uważa jednak obecnie, że największym zagrożeniem ekologicznym, przed jakim stoi rasa ludzka, są zmiany klimatyczne. Wartość utylizacji zależy więc przede wszystkim od tego, do jakiego stopnia jest ona w stanie ograniczyć emisję dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych.

    Tu jednak zaczyna wkradać się niepewność. Jeśli pomyślimy o całej energii (a zatem i wyemitowanym dwutlenku węgla) skonsumowanej przy okazji procesu utylizacji – ludzie wiozą puste butelki po winie do pojemnika, ciężarówki zabierają je do zakładu utylizacyjnego, tam są one myte i pozbawiane etykietek – zanim jeszcze procedura ich odzyskiwania dla przemysłu w ogóle się zacznie – staje się jasne, że utylizacja niesie ze sobą nie tylko korzyści dla środowiska naturalnego, ale również i koszty.

    Jeden przykład: pieluszki jednorazowe są powszechnie uznawane za przekleństwo dla środowiska naturalnego ze względu na ogromną górę śmieci, jaka z nich powstaje. Jednak w ubiegłym roku Agencja Ochrony Środowiska, organ rządowy odpowiedzialny za tę sferę w Anglii i Walii wywołał poruszenie publikując 209-stronnicowy raport, który wykazywał, że pieluszki jednorazowe nie są gorsze dla naszej planety niż te wielorazowego użytku, które po każdym zabrudzeniu trzeba prać w gorącej wodzie i detergentach, a następnie suszyć.

    Terry Coleman, odpowiedzialny w agencji za strategię utylizacji mówi, że raport nie brał pod uwagę miejsca, jakie na składowiskach śmieci zajmują jednorazowe pieluszki, „ponieważ moim zdaniem w Wielkiej Brytanii nie brakuje takich miejsc, choć mogą się pojawić lokalne problemy”. Zamiast tego autorzy skupili się na emisji gazów cieplarnianych powstałych przy produkcji dwóch rodzajów pieluszek – jednorazowych i tych przeznaczonych do prania. „W obu przypadkach wynik był taki sam”.

    Ten rodzaj ekologicznej analizy kosztów do korzyści tłumaczy dlaczego, paradoksalnie, czasami lepiej jest śmieci spalić, niż je zutylizować. Przemysłowa Rada ds. Pakowania i Ochrony Środowiska, która zrzesza producentów opakowań, popiera utylizację większości materiałów. Wskazuje jednak, że w niektóre odpadki – opakowania po chipsach, kubki po jogurtach, tacki po posiłkach do podgrzania w mikrofalówce i temu podobne – po prostu nie są warte utylizacji, ponieważ ich zebranie, umycie i transport pochłaniają nieproporcjonalnie dużą ilość energii. Znacznie lepiej spalić je w zakładach energetycznych opalanych odpadkami: w ten sposób każda jednostka energii wyzwolona ze śmieci przekłada się na analogiczną redukcję popytu na elektryczność generowaną z paliw kopalnych.

    Dokument ten prezentuje kolejny paradoks. „Spór o to, czy papier należy utylizować, czy palić, trwa od 25 lat”, mówi profesor Roland Clift z Centrum Strategii Ekologicznych przy Uniwersytecie Surrey. „Odpowiedź nie jest prosta. „Zależy to od polityki energetycznej prowadzonej w danym kraju”.

    By zrozumieć dlaczego, należy uzmysłowić sobie dwie rzeczy: po pierwsze, palenie papieru, drzew i innych biopaliw jest uważane za neutralne z punktu widzenia emisji dwutlenku węgla, ponieważ żywa materia, kiedy rośnie, pochłania tyle samo tego związku chemicznego z powietrza, co emituje go w czasie spalania. Po drugie zaś, główni europejscy producenci papieru gazetowego (Szwecja i Finlandia) do produkcji energii używają głównie paliw niekopalnych.

    Tak więc, jak tłumaczy Clift, jeśli żyjemy w kraju takim, jak Wielka Brytania, w którym w przypadku spadku popytu na energię zużywa się mniej węgla, ma sens spalanie zużytego papieru w zakładzie energetycznym ogrzewanym odpadkami i importowanie świeżego papieru z północnej Europy, ponieważ w ogólnym rozrachunku spalona zostanie mniejsza ilość węgla. „I jak się okazuje rezultatem netto jest redukcja emisji dwutlenku węgla”.

    Clift podkreśla, że mówi w szerszym kontekście: dla przykładu, z punktu widzenia ekonomiki biura, utylizacja papieru jest korzystna, profesor nie ocenia też zasadności budowy zakładu Aylesford Newsprint. Spółka odniosła się do tej kwestii w 1998 roku, kiedy opublikowała wyniki zamówionej analizy, z której wynikało, że utylizacja papieru jest w większości przypadków bardziej ekonomicznie opłacalna z punktu widzenia odzyskiwania energii, niż jego spalanie.

    W istocie jest wiele innych przypadków, w których utylizacja jest racjonalna z ekologicznego punktu widzenia. Dobrym przykładem jest aluminium, które wymaga wielkich nakładów energii, by uzyskać je z rudy, ale jedynie pięć procent tej energii w przypadku utylizacji. Albo, co bardziej zaskakujące: jednym z drobnych sekretów branży utylizacyjnej jest fakt, że wiele papieru i plastiku zebranego w Wielkiej Brytanii ląduje ostatecznie na Dalekim Wschodzie, szczególnie w Chinach, ponieważ tam popyt na te surowce jest wyższy. W drodze powrotnej kontenerowce przywożą importowane dobra przemysłowe, zaś w przeciwnym razie płynęłyby puste. Nawet tak drobny fakt może pomóc środowisku naturalnemu.

    Sponsorowana przez rząd organizacja, Waste & Resource Action Programme, która próbuje tworzyć rynki dla materiałów utylizowanych, opublikowała właśnie całościowy przegląd tego typu działań podejmowanych na świecie, dochodząc do wniosku, że większość z nich przynosi środowisku naturalnemu korzyść.

    Kruczek w tym, że nawet według najlepszych szacunków Waste & Resource Action Programme, która zapewne czyni w tej kwestii optymistyczne założenia, cała utylizacja opakowań, przeprowadzana obecnie w Wielkiej Brytanii przez przemysł i handel, a także zwykłe gospodarstwa domowe, ogranicza redukcję gazów cieplarnianych o zaledwie 10-15 milionów ton rocznie – to niewiele więcej niż błąd statystyczny w kontekście rocznej emisji w Wielkiej Brytanii, która wynosi 660 milionów ton, nie wspominając już o dalszych milionach emitowanych przez kraje, z których Wielka Brytania importuje dobra przemysłowe.

    Dlaczego więc mamy taką obsesję na punkcie utylizacji? Albo, bardziej precyzyjnie, dlaczego ludziom każe się wierzyć, że utylizacja śmieci, to najważniejsza rzecz, jaką mogą zrobić dla ochrony środowiska?

    Być może dzieje się tak dlatego, że utylizacja przydaje się przy zdobywaniu głosów w wyborach. Cudowność tego procesu polega na tym, że każdy, kto jest w niego zaangażowany, od razu czuje się lepiej, a jednocześnie od nikogo nie wymaga on prawdziwych poświęceń. W istocie zachęca się w ten sposób konsumentów by wydawali więcej, bo im więcej ludzie kupują, tym więcej mogą po tym cnotliwie zutilizować.

    Z drugiej strony, gdyby ludzie naprawdę chcieli wpłynąć na emisję gazów cieplarnianych, musieliby się przygotować na naprawdę wielkie poświęcenia – tak duże, że trudno sobie wyobrazić jakikolwiek rząd, który miałby odwagę, by do nich wzywać.

    Dla przykładu, najważniejszym priorytetem społeczeństwa powinno stać się kupowanie mniejszej ilości dóbr. Utylizacja drobnego odsetka opakowań jest niczym w porównaniu z ogromnymi oszczędnościami energii i surowców, które można by poczynić, gdyby ludzie kupowali mniej produktów. Największym źródłem emisji gazów cieplarnianych jest energia wykorzystywana do produkcji i transportu dóbr, które ostatecznie lądują w naszych domach – mebli, sprzętu kuchennego, telewizorów, zabawek, komputerów, ubrań i żywności. Nie trzeba będzie niczego utylizować, jeśli najpierw przestaniemy cokolwiek kupować.

    Trudno sobie jednak wyobrazić konsekwencje spadku konsumpcji. Oczywiście, moglibyśmy wydawać więcej pieniędzy na usługi, a mniej na dobra namacalne. Nawet wtedy groziłaby nam jednak perspektywa nieustannej recesji, albo, co gorsza – potępienia rządów, dla których roczna stopa wzrostu gospodarczego, jest jak symbol męskości.

    Odsuwając więc na bok pomysł zmniejszenia konsumpcji, co naprawdę powinniśmy zrobić, by pomóc środowisku naturalnemu? Zakładając, że zrobiliście wszystkie tak oczywiste rzeczy, jak uszczelnienie swojego poddasza, przykręcenie centralnego ogrzewania i zakazanie dzieciom chodzenia do szkoły:
    Nigdy, przenigdy, nie latajcie już więcej samolotem. Podróże lotnicze mają niezwykle negatywny wpływ na zmiany klimatyczne i jakikolwiek rząd, który szczerze troszczy się o środowisko, powinien zniechęcać ludzi do podniebnych wypraw, obciążając je nieprawdopodobnie wysokimi podatkami. Jak na razie paliwo lotnicze jest niemal zupełnie nieopodatkowane, a rządy niemal wszędzie sprzyjają rozwojowi tanich linii lotniczych, co powoduje, że latanie jest bardziej popularne, a środowisko naturalne bardziej zagrożone niż kiedykolwiek.
    Naciskajcie na rząd, by zakazał używania żarzących się żarówek, które 90 procent konsumowanej energii zwracają w postaci zmarnowanego ciepła. Wszyscy powinni używać nowych, kompaktowych lamp fluorescencyjnych. Faktycznie, dają one zielone światło, co powoduje, że ich niefortunni użytkownicy wyglądają jak zjawy, ale oszczędność energii będzie kolosalna – wystarczająca do zamknięcia jednej lub dwóch elektrowni.
    W diecie zostawcie tylko gotowe posiłki i stołuj się w McDonald’s. Masowa produkcja żywności wymaga znacznie mniej energii, niż zebranie wszystkich składników w domu i przygotowanie potrawy dla siebie. Produkuje również mniej odpadków. Jeżeli zaś możecie stołować się w jakiejś sieci gastronomicznej, w rodzaju McDonald’s, do jeszcze lepiej, pod warunkiem, że swoją terenówkę zostawicie w garażu i pojedziecie autobusem.
    Jeśli już mowa o paliwożernych potworach, to zamieńcie swój samochód z napędem na cztery koła na Toyotę Prius. Nawet jednak, jeśli zamienicie go na rodzinnego sedana, oszczędzicie tyle energii rocznie ile wasze gospodarstwo domowe oszczędziłoby, gdyby przez następne 400 lat utylizowało szklane butelki. W tej sytuacji znowu trzeba postawić pytanie: jeśli troszczycie się o klimat, dlaczego, do licha, w ogóle jeździcie samochodem?
    Sprzedajcie drugi dom. Pomyślcie, ile szkód wyrządzacie środowisku, podwajając liczbę sprzętów domowych. Co gorsza, pomyślcie o wszystkich tych podróżach, które są spowodowane faktem posiadania drugiego domu. Jeśli podróżujecie tam i z powrotem w każdy weekend, to źle, ale jeśli latacie tam za pośrednictwem tanich linii, to już naprawdę fatalnie.
    Obniżcie standard higieny osobistej. Abstrahując od energii, niezbędnej do wyprodukowania dóbr, które kupujemy, drugim wielkim źródłem zużycia energii jest ciepła woda w domu. Bierzcie więc prysznic nie częściej niż raz w tygodniu i rzadziej pierzcie swoje rzeczy. Gdyby ktoś narzekał na otaczający was zapaszek, zwalcie winę na globalną emisję gazów cieplarnianych.
    Zapomnijcie na chwilę o punkcie mówiącym o obniżeniu konsumpcji i kupcie cały zestaw nowego sprzętu domowego. Obecne pralki, suszarki i zmywarki do naczyń są dużo bardziej energooszczędne niż stare i środowisko naturalne w dłuższej perspektywie na tym skorzysta, zakładając oczywiście, że oprzecie się pokusie wywiezienia starych sprzętów do lasu.
    Jeśli już musicie kupić jakikolwiek produkt przetworzony, upewnijcie się, że pochodzi on z kraju, który używa odnawialnych źródeł energii, takiego jak Szwecja, a nie paliw kopalnych, tak jak Chiny. Produkt ów musi być również zrobiony z materiałów odnawialnych, takich jak drewno, a nie nieodnawialnych w rodzaju plastiku. Krótko mówiąc, jedynym miejscem na zakupy, które wam pozostaje, jest IKEA.
    Rozważcie wstąpienie do Ruchu Dobrowolnego Wymarcia Człowieka, tak zwanej głęboko ekologicznie organizacji, która wierzy, że powinniśmy stopniowo doprowadzić do zniknięcia rasy ludzkiej poprzez powstrzymanie się od rozmnażania. Potem jednak odrzućcie ten pomysł. Po co ratować naszą planetę, skoro nie pozostanie nikt, kto mógłby się tym cieszyć?
    Utylizujcie, jeśli chcecie, ale nie łudźcie się, że uczyni to wielką różnicę. Niewygodna prawda jest taka, że ocalenie naszej planety będzie wymagało poświęceń, bez względu na to jak bardzo udajemy, że jest inaczej. Stara zasada, że bez pracy nie ma kołaczy stosuje się do środowiska naturalnego tak samo, jak do każdej innej sfery życia.

    Autor: Richard Tomkins
    © The Financial Times Limited 2006

    #recykling #smieci #utylizacja #segregacjaodpadow #ciekawostki #propaganda #ochronasrodowiska #ekonomia
    pokaż całość

    •  

      @login_grozy: Oryginał po angielsku: https://app.getpocket.com/read/2664724090

      Is recycling utter rubbish?
      By Richard Tomkins

      Do you ever wonder why people recycle old newspapers? To save precious trees, you might think. But trees are a renewable resource, if grown in managed forests and replanted as quickly as they are cut down. Transporting old newspapers to recycling plants, on the other hand, uses up non-renewable fossil fuel. So is it conceivable that recycling newspapers does more harm than good?

      Inside the vast Aylesford Newsprint recycling plant on the banks of the River Medway in Kent, doubts such as these feel like heresy. Here, one in seven of Britain's newspapers and magazines, totalling 500,000 tonnes of paper a year, are deposited by the UK waste industry and, instead of being dumped, are turned back into newsprint that is sold to newspaper publishers in Britain and continental Europe.

      On arriving at the plant, the newspapers are pulped with water and chemicals, then soap is added to lift the inks. After being screened for staples, bits of plastic and other unwanted materials, the pulp is fed into one of two giant, thundering paper machines, the fastest of which spews out clean, fresh newsprint at speeds of up to 60mph.

      It is an impressive sight. This plant alone, though by no means Europe's largest, supplies 1 per cent of the world's newsprint, all of it from recycled product. But this is not a philanthropic operation run by a bunch of tree-huggers - it is a strictly commercial venture exploiting a cheap and plentiful resource to make a profit. So how can we be sure it is doing the environment good?

      In Britain, many householders believe that, on a practical, day-to-day basis, recycling old newspapers and packaging materials is the single most important thing they can do help the environment. That is hardly surprising: throwing stuff away, after all, seems such a waste. Yet things are rarely so simple. And sure enough, the world of recycling is riddled with myths and paradoxes.

      Myth number one is that household recycling is vital to prevent resource depletion. In fact, of the materials we recycle - paper, glass, steel, aluminium and plastic - most are in no danger of running out in the foreseeable future. Paper, as already noted, comes from a renewable resource and glass is made from sand, one of the most abundant materials on earth. Aluminium and iron are the world's two most abundant metals, together making up 14 per cent of the earth's crust.

      Admittedly, the raw material for plastic is oil, and the era of cheap oil may well be over. But if we are now entering an era of expensive oil, vast deposits previously thought to have been too costly to develop will become economically recoverable.

      More important, though, is that recycling household waste makes little difference to resource depletion because the quantities involved are too small. Most raw materials go not into our homes but into construction, manufacturing, engineering, shipbuilding, aerospace, defence and the automotive industry; into the building of cities, ports, factories, machines, aircraft, bridges and trains; and into the supplies consumed by offices, shops, hotels, restaurants, government buildings, hospitals and schools. So the sort of recycling that makes a difference occurs outside the home, not in it.

      Consider, for example, the steel industry. British households recycled 150,000 to 170,000 tonnes of food and drink cans last year, according to industry estimates. It sounds a lot, yet it accounted for barely 2 per cent of the total ferrous scrap recycled in the UK, the rest coming from sources such as demolition, manufacturing waste and end-of-life vehicles. "The vast majority of recycled steel comes from commerce and industry because that is where steel is used," says John May, manager of Corus Steel Packaging Recycling, Britain's biggest buyer of recycled steel cans. "Compared with the millions of tonnes of steel recycled each year in the UK, the amount derived from the household dustbin is tiny."

      Myth number two is that we face a crisis over where to put our growing mountains of household rubbish. Facetiously, one could point out that, since most of what we consume comes out of the ground, there must be more than enough room for our residual waste to go back in. But, even accepting that the holes are not always in the right places, there is still plenty of quarrying going on in Britain, creating large, ugly excavations that beg to be filled.

      As in myth number one, however, a more important consideration is that household rubbish is only a very small part of the problem. One statistic you rarely hear is that household rubbish accounts for less than a tenth of the waste produced in Britain. The rest comes from industry, commerce, construction, demolition, mining, quarrying and agriculture.

      To be fair, a lot of the non-domestic waste is recycled rather than dumped: the steel industry, for example achieves a recycling rate as high as 70 per cent. So household waste accounts for about 20 per cent of the rubbish going to landfill. Still, a simple calculation shows that even if householders managed to recycle as much as half their rubbish instead of a quarter as at present, the total amount of waste going to landfill in Britain would fall by only 5 per cent.

      So if household recycling makes little difference either to resource depletion or the demand for landfill, why bother?

      Well, every little helps. And one indisputable benefit of household recycling is that, by involving people personally in the effort to reduce waste, it greatly increases their environmental awareness.

      But most scientists now believe climate change is by far the most serious environmental threat facing the human race. So the value of recycling lies, above all, in the extent to which it reduces emissions of carbon dioxide and other greenhouse gases.

      It is here that the uncertainties start creeping in. When you think of all the energy consumed (and hence, carbon dioxide emitted) during the recycling process - householders driving their empty wine bottles to the bottle bank, lorries collecting the bottles and taking them to the recycling plant, the washing in hot water and the removal of labels, all before the reprocessing can even begin - it is plain that recycling has environmental costs as well as benefits.

      One example: disposable nappies are widely assumed to be an environmental menace because of the enormous amount of waste they produce. But last year, the Environment Agency, a government body in charge of environmental protection in England and Wales, caused a stir by publishing a 209-page report showing that disposables were no worse for the planet than reusable cloth nappies that have to be laundered in hot water and detergent and then dried each time they are soiled.

      Terry Coleman, the agency's strategic waste and resource manager, says the study took no account of the landfill space taken up by disposables "because I don't think there is a shortage of space across the UK, although there are local shortages". Instead, the study put the greatest emphasis on the emissions produced by the two nappy systems - largely during manufacturing for disposables and largely during laundering for reusables - "and the emissions were the same".

      That sort of environmental cost/benefit analysis explains why, paradoxically, it can sometimes be better to incinerate waste than to recycle it. The Industry Council for Packaging and the Environment, which speaks for companies in the packaged goods industry, supports recycling of most materials. However, it points out that some waste materials - crisp packets, yoghurt pots, microwaveable meal trays and the like - are simply not worth recycling because it takes a disproportionate amount of energy to collect, clean and transport them. Far better to incinerate them in power-generating, energy-from-waste plants: that way, each unit of energy released from the waste creates an equivalent reduction in demand for electricity generated from fossil fuels.

      Paper presents another paradox. "The argument as to whether you should recycle or burn paper has been going on for 25 years," says Professor Roland Clift of the Centre for Environmental Strategy at Surrey University. "The answer isn't simple. It depends on the background energy economy of the country where you're operating."

      To understand why, you need to know two things: first, that incinerating paper, trees and other biofuels is seen as carbon neutral because living matter sucks up as much carbon dioxide from the air while it is growing as it emits when it is burned, and second, that the main newsprint producing countries of Europe (Sweden and Finland) use mainly non-fossil fuels for power generation.

      So, as Clift explains, if you are in a country such as Britain where less coal is burned when the demand for energy falls, it makes sense to incinerate used paper in an energy-from-waste plant and import fresh paper from northern Europe, because less coal will get burned overall. "And so it turns out that the net effect is a reduction in carbon dioxide emissions."

      Clift emphasises that he is speaking in broad terms: the economics of office paper, for example, work in favour of recycling, and he makes no judgment on the merits of the Aylesford Newsprint plant. The company addressed this very issue in 1998 when it published the results of an analysis it had commissioned showing that recycling at the plant was in most ways environmentally preferable to incineration with energy recovery.

      Indeed, there are plenty of other cases where recycling makes environmental sense. A good example is aluminium, which requires vast amounts of electricity to refine from ore but only about 5 per cent as much energy to recycle. Or, more surprisingly: one of the recycling industry's little secrets is that a lot of the paper and plastic collected in Britain ends up in the Far East, notably China, because there is more demand for it there. As it goes back in shipping containers that were used to import manufactured goods and would otherwise have gone back empty, even this can benefit the environment.

      As it happens, the Waste & Resources Action Programme, a government-funded body that tries to create markets for recycled materials, has just published a comprehensive review of the available research on recycling worldwide, concluding that most programmes, in most circumstances, create a net environmental gain.

      The catch is, even by the best estimates of the Waste & Resources Action Programme, which presumably takes an optimistic view of such matters, all the recycling of packaging materials currently undertaken in the UK, by industry and commerce as well as by ordinary households, reduces greenhouse gas emissions by only 10m-15m tonnes a year - little more than a rounding error in the context of the UK's annual emissions of 660m tonnes, not to mention the millions more emitted in countries from which the UK imports manufactured goods.

      So why are we so obsessed with recycling? More specifically, why have people been encouraged to believe that recycling is the most important thing they can do to help the environment?

      Perhaps because recycling is a vote-winner. The wonderful thing about it is that it makes almost everyone involved feel better about themselves while requiring no one to make any real sacrifice. In fact, it arguably encourages consumer spending because the more goods people buy, the more they can virtuously recycle.

      If, on the other hand, people really wanted to make an impact on greenhouse gas emissions, they would have to make big sacrifices - so big that it is hard to imagine any government having the courage to advocate them.

      People's top priority, for example, would need to be a reduction in their consumption of goods. Recycling bits of packaging is as nothing compared with the vast savings in energy and resources that could be made if people bought fewer products. The biggest source of greenhouse gas emissions is the energy used to manufacture and deliver the goods that end up in our homes - furniture, kitchen equipment, televisions, toys, computers, clothes and food. You do not need to recycle if you do not buy anything in the first place.

      The implications of lower consumption, however, hardly bear thinking about. True, we could be encouraged to spend more of our money on services and less on tangible goods. Even so, we would very likely be looking at the prospect of perpetual recession or worse - anathema to governments for which the annual rate of economic growth is a virility symbol.

      So, apart from consuming less, what should you really be doing to help the environment? Assuming you have already done all the obvious things such as insulating the loft, turning down the central heating and banning the school run:

      1Never, ever, fly on an aircraft again. Air travel is enormously damaging in terms of climate change and any government that genuinely cared about the environment would be pricing people out of the skies with unbelievably high levels of taxation on air travel. As it is, aviation fuel is completely untaxed internationally and governments almost everywhere have encouraged the proliferation of cheap flights, making air travel more popular and more environmentally damaging than ever.

      2 Call on the government to ban incandescent light bulbs, which turn 90 per cent of the energy they consume into wasted heat. Instead, everyone would use the newer compact fluorescent lamps. Admittedly these are green in more ways than one, enveloping their unfortunate users in a ghastly green glare but the energy savings would be colossal - enough to shut down a power station or two.

      3Switch to a diet of ready meals and McDonald's. It takes much less energy to make a mass produced meal than to assemble all the ingredients at home and cook them yourself. It also produces less waste. If you can take yourself to a centralised meal distribution depot such as McDonald's, so much the better, as long as you leave the 4x4 in the garage and take the bus.

      4 Speaking of gas-guzzlers, obviously you should trade in your 4x4 for a Toyota Prius. But even trading it in for an ordinary family saloon would save as much energy in a year as your household would save if it spent the next 400 years recycling glass bottles. Then again, if you care about climate change, what on earth are you doing driving at all?

      5 Sell the second home. Just think how much environmental damage is done by the duplication of household goods. Even worse, just think of all the journeys that the second home generates. It is bad enough if you drive there and back each weekend but if you are using cheap flights - really, are you trying to destroy the planet single-handed?

      6 Lower your standards of personal hygiene. Apart from the energy that goes into making the goods we buy, the next biggest source of energy consumption in the home is hot water. So, shower once a week at most and wash your clothes less often. If anyone complains about a funny smell, blame global emissions.

      7 Forget, for a moment, the edict about cutting consumption and buy a whole new set of domestic appliances. Modern washing machines, dryers and dishwashers are much more energy-efficient than old ones and the environment will benefit in the long run, assuming you resist the temptation to fly-tip the old machines.

      8 If you must buy any other manufactured product, make sure it comes from a country that uses renewable energy sources, such as Sweden, not fossil fuels, such as China. It must also be made out of renewable materials, such as wood, not non-renewables, such as plastic. In short: the only place you can shop is Ikea.

      9 Consider joining the Voluntary Human Extinction Movement, a so-called deep ecology organisation that believes we should phase out the human race by voluntarily ceasing to breed. Then reject the idea. What, after all, is the point of saving the planet if there is no one left to enjoy it?

      10 Recycle if you like but do not kid yourself that it will make a lot of difference. The ugly truth is that saving the planet really will mean sacrifices, however much we may like to pretend otherwise. The old rule applies: no pain, no gain - for the environment, as for everything else.
      pokaż całość

  •  

    Ciekawe jak długo wytrzymają, bo wyglądem zacnie się prezentują (。◕‿‿◕。)
    #gliwice #segregacjaodpadow #smieci #kosznasmieci #ekologia

    źródło: IMG_20200223_073830.jpg

  •  
    r.....c

    +10

    Jedną z bardziej idiotycznych rzeczy, akceptowaną przez Polaków jest nakaz segregacji śmieci i jednocześnie płacenie za segregację śmieci. Segregacja śmieci jest obowiązkiem firm zajmujących się tym tematem, a Polacy dali sobie wmówić, że to oni sami, w swoich domach powinni segregować śmieci, ludzie, przecież wy za to płacicie! Przypominam wam, że będziecie płacić coraz więcej za segregację, która sami wykonujecie, natomiast opłaty za wywóz śmieci są jednymi z największych w europie.
    #segregacjaodpadow #recykling #smieci #ekologia #ciekawostki #gospodarka #dom #budzetdomowy
    pokaż całość

  •  

    Tak się nas robi w balona moi drodzy. Odbiór odpadów zmieszanych i bio. Wszystko do jednej śmieciarki, nie było w środku drugiej komory pofatygowałem się sprawdzić. ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Ludzie segreguja BIO, poświęcają swój czas a tu jak pięścią w ryj.
    #ekologia #smieci #ustawasmieciowa #segregacjaodpadow #zalesie #boldupy pokaż całość

    źródło: 1580113326486.jpg

  •  

    Pytanko Mireczki, czy ten mężczyzna prawidłowo segreguje odpady?
    #pytanie #segregacjaodpadow #dwojeczka #heheszki #patologiazmiasta

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: received_2626584900903367.jpeg

  •  

    #gdynia #segregacjaodpadow ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    źródło: scontent.fwaw5-1.fna.fbcdn.net

  •  

    Kto jest za tym aby Tomasz #kopyra inaczej zwany #tomekkopyrazblogublogkopyracom
    Został ministrem.do spraw segregacji odpadów, specjalizacja butelki po piwie. Ten niech da plusa.
    A tutaj jego pierwsze wystąpienie w sejmie dla tych co nie widzieli.https://youtu.be/2SUpE602p34#t=3h31m00s Oglądać do końca ( ͡º ͜ʖ͡º) #heheszki #piwowarstwo #piwo #segregacjaodpadow pokaż całość

  •  

    Za wywóz śmieci w mieście 70tys mieszkańców od nowego roku zapłacę nie 28zł jak dotychczas a 68zł. Oczywiście mówię o segregowanych.
    Uważam, że Polacy zostali wyr***ani mało tego nadstawiliśmy tyłki. W 2013 jak wprowadzali głośne zmiany, miało być taniej bo płacić mieli wszyscy. Stopień segregacji się zwiększył, na sortowniach pracy mniej a opłaty coraz większe.
    No i te śmieci w przydrożnych rowach i lasach, których miało nie być - nadal są.

    #zalesie #przemyslenia #smieci #segregacjaodpadow
    pokaż całość

    +: jombl, d..........s +8 innych
    •  

      @roszej miało być lepiej a wyszło jak wyszło. Małe firmy upadły i zostały tylko międzynarodowe i kombinatorzy. Dla mnie samo to jest niepojęte że ludzie płacą za te śmieci a i tak do lasu wywożą...

      +: roszej
    •  

      No i te śmieci w przydrożnych rowach i lasach, których miało nie być - nadal są.
      @roszej: faktycznie ciągle podludzie śmiecą. Jedynie dobrze, że utworzono Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa, na której należy zgłaszać porzucone odpady. Działa, choć czasem trzeba zgłosić dwukrotnie albo załączyć zdjęcie, tereny publiczne posprzątają. Typ zgłoszenia jest jeden "dzikie wysypiska", jednak dotyczy również mniejszych ilości, tak samo zgłasza się np. porzucony telewizor.

      (Pomijając niektóre miejsca, których nie chcą tykać np. opuszczony zniszczony budynek z zaśmieconą posesją oraz nie potwierdzają porzuconych odpadów zielonych np. górki ściętych gałęzi, zwykle te górki z czasem "przyciągają" zwykłe śmieci i raczej dopiero wtedy potwierdzą.)
      pokaż całość

  •  

    Lekcja przyrody, czy innej biologii w szkole na polskiej wsi. Temat: segregacja odpadów.
    Zgłasza się jeden z uczniów:
    - my w domu segregujemy śmieci. Na te palone w dzień i w nocy.

    Kurtyna. Śmieszne, gdyby to nie była prawda.

    #polska #segregacjaodpadow #ekologia #eko #mojkrajtakipiekny #gownowpis pokaż całość

  •  

    Co odwaliła wczoraj Pani Listonosz z mojego rejonu... Czekałem sobie na kilka pierdołek z #aliexpress, które raczej na pewno miały przyjść listem zwykłym. I przyszły. Ze skrzynki wyjąłem kopertę (w zasadzie to foliowy woreczek) z zamówionym kabelkiem. Idę do mieszkania (wracałem bowiem z zakupów, na stopach ciężkie buty zimowe). Wycieram nogi, wchodzę. Rozebrałem się, ogarnąłem ten kabelek - wszystko się zgadza. Po chwili myślę, że jak wyjmowałem ten woreczek ze skrzynki, to tam wypadły jakieś reklamy, które pozbierałem i wyrzuciłem. Hm, a jeśli się tam gdzieś jednak zapodziało awizo? Jako że prawilnie #segregacjaodpadow, to grzebię w worku z ulotkami i innym papierem - awiza nie ma. A tam, myślę sobie, dla pewności zejdę raz jeszcze do skrzynki, a nuż spadło i nie zauważyłem. Czysto. Wracam do mieszkania. Nim wszedłem do środka spojrzałem na wycieraczkę. Jakoś nierówno leży.

    pokaż spoiler Podnoszę, a tam koperta od majfrenda z wiatraczkiem do chłodzenia lapka. Pani Listonosz kopertka nie chciała wejść do skrzynki, więc schowała ją pod wycieraczkę. Co by się stało z lichych rozmiarów wiatraczkiem, gdybym nadepnął go w tych zimowych buciorach, łatwo sobie wyobrazić. Bezmyślność tej blond-kretynki to jedno. Drugie - zgodnie z przepisami, jeśli przesyłka nierejestrowana nie mieści się w skrzynce, listonosz ma obowiązek wypisać awizo. W sumie mógłbym iść na #pocztapolska i robić o to gnój. I tak z #pokazzakupy zrobiły się #gorzkiezale. Wiatraczek działa.
    pokaż całość

    +: bslawek, P..x +6 innych
    •  

      @macowiec: Jest dość głośny, głośniejszy niż się spodziewałem. Czasami też wydaje nierówny dźwięk, jakby momentami pary mu brakowało, ale to może wynikać z tego, że jest podłączony pod huba. Ciężko powiedzieć, na ile się sprawdza jako wspomaganie dla układu chłodzenia, zauważyłem jednak pewną prawidłowość. Jak go włączam przy normalnym obciążeniu lapka i zaczyna zasysać powietrze z wylotu wentylatora, to po chwili wentylator wchodzi na wyższe obroty. Jak go wyłączę, to schodzi na niższe. Dlatego włączam go, kiedy obroty wentylatora wzrosną i utrzymują się przez dłuższy czas (kiedy chodzi jakaś "cięższa" aplikacja albo coś). Do pracy non-stop raczej się nie nadaje. pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów