•  

    Uwielbiam spacerować po centrum Wrocławia. jedną z moich ulubionych ulic jest chyba Szewska. bardzo lubię tę "galerię" plakatów / grafik jaka się znajduje na tej ulicy. i dziwię się że tak mało osób przystaje by się im dokładniej przyjrzeć.

    na Szewskiej jest też mój ulubiony kościół z fajnym mini terenem zielonym (nie wiem jak to nazwać - mały park? ogród? ) oraz podwórko Ossolineum (w którym właśnie jestem - jeśli mi się uda to wrzucę jeszcze jakieś zdjęcia w komentarzach). to niesamowite że w samym centrum miasta są tak ciche i urokliwe miejsca.

    #wroclaw #kochamwroclaw #wroclove #grafika #sztuka i chyba trochę będzie #architektura
    #sekretny
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190822_183134.jpg

  •  

    pojawił się ostatnio na mirko wpis dotyczący tego jak to ludzie czasami starają się pozować na super dorosłych (nie umiem go teraz znaleźć).

    dla mnie jednym z przejawów tego typu zachowań jest dzielenie rozrywki filmowej na tę "dla dzieci" i "dla nas - dorosłych" (dla jasności: nie chodzi mi tutaj o szeroko pojętej kino "fikane"). ileż to razy słyszałem że anime to "chinskie bajki". ileż to razy kasjerka w kinie dziwnie się patrzyła na mnie gdy kupowałem bilet na jakąś animację (które uwielbiam). ile razy zaciągałem panny do kina a tam zdziwienie "idziemy na bajkę?" (a potem: nie spodziewałam się że będzie to tak śmieszne, dzięki Sekretny!... )

    nie lubię tylko tych klasycznych animacji a'la Disney (takie to całe rzyganie tęczą & co) i tych produkcji typu "Barbie agentka coś tam" (na to z siostrzenicą nigdy nie pójdę, bo bym chyba zszedł w czasie seansu).

    * * *

    ostatnio moja siostrzenica namówiła mnie żebyśmy zaczęli oglądać "Hotel Transylvania 3" (nie widziałem ani jednej części). oczywscie że oponowałem bo nie znam bohaterów, bo miałem jeszcze tylko pół godziny (a to animacja pełnometrażowa). ale H. twardo obstawała przy tym że "spodoba Ci się wujek".

    wciągnąłem się. i teraz będę musiał wygospodarować jakaś 4,5 godziny by wszystko oglądnąć. nieźle. 8 latka doradza mi w kwestii kinematografii i w dodatku trafia w mój gust...

    #rozowepaski #logikarozowychpaskow #niebieskiepaski #logikarozowychpaskow #chwalesien #sekretny
    pokaż całość

    •  

      @secret_passenger: Moja młodzież ma 8 lat i nie chce oglądać Shreka, ale niektóre bajki oglądała już wielokrotnie.
      Kilka lat temu miała fazę na "Krainę lodu" i potrafiła oglądać ten film dwa razy w ciągu dnia.
      Innym takim hitem był mój film ze ślubu i wesela z osobą, do której młodzież mówi "mama".

      Szczerze mówiąc, to nigdy nie miałem takiej rozkminy, które filmy są dla dorosłych, a które - dla dzieci.
      Pamiętam, że jakiś czas temu z kumplem z roboty mieliśmy fazę po filmie "Auta". Jego Citroen, to był Zig Zag McQueen. Mój fiat, to bardziej Złomek.
      Inni patrzyli na nas dziwnie, ale nam dobrze się pracowało w takiej atmosferze :)
      pokaż całość

    •  

      @Faraday: no bo Shrek to jest całkiem skompilowana historia, a ma jedynie formę bajkową. szczerze to wydaje mi się że to dobra definicja filmu familijnego - dorośli i dzieci znajdą tam sobie coś ciekawego. ale być może dla 8 latka to jest jednak mało ciekawa historia.

      pamiętam że jak byłem w kinie to dzieci śmiały się w zupełnie innych momentach niż dorośli :-)

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    #1 poznałem dawno temu. na początku widywaliśmy tylko wtedy gdy z rodzicami jeździliśmy na wakacje do moich dziadków. stopniowo się lepiej poznawałem #1 i coraz bardziej lubiłem. był taki moment, gdy chodziłem do LO, że zacząłem się zastanawiać jakby to było gdybym się wyprowadził mieszkać z #1. nie udało mi się dostać na studia blisko #1. nasz kontakt osłabł trochę, ale nadal się widywaliśmy.

    #2 to była prawdziwa miłość od pierwszego wejrzenia. kosmos. uderzenie kijem bejsbolowym w potylicę. gwiazdy dookoła. zobaczyłem ją po raz pierwszy na szkolnej wycieczce gdy miałem jakieś 16, może 17 lat. nikomu z moich kolegów się nie podobała. więcej - mówili że jest po prostu brzydka.
    a mnie się podobała. i podoba nadal. bardzo. zawsze.
    w czasie studiów zacząłem ją odwiedzać. bywać częściej. nie mogłem się doczekać kolejnej wizyty. i zawsze jak wracałem do siebie, na południe, to z jednej strony czułem niedosyt, z drugiej... samo przebywanie z nią dawało mi wielki zastrzyk pozytywnej energii.

    gdy skończyłem studia przeprowadziałem się do #2. i było fantastycznie. cudownie i wspaniale. każdy dzień był świetny i magiczny. poznawałem ją coraz lepiej. a potem pojechałem na wakacje za granicę.
    i zaczałem myśleć. szukać dziury w całym. coś mnie zaczęło uwierać. w końcu powidziałem jej, że czuję potrzebę by wyjechać. nie wiem czy na jakiś czas, czy na dłużej.

    za granicą spędziłem kilka lat. miałem słaby kontakt i z #1 i z #2. ale czułem że nie pasuję "tam". czułem że gdzie indziej jest jednak moje miejsce. coraz częściej myślałem o #2.

    zacząłem szukać możliwości powrotu do #2. ale los trochę ze mnie zadrwił (a może to ja słabo się starałem). dostałem dobrą ofertę w innej części kraju. tam gdzie #1.

    przyjechałem. trochę z poczuciem bycia tutaj za karę. i obietnicą złożoną samemu sobie że to tylko na moment, na chwilę. że to nie potrwa długo. że wrócę szybko do #2. no bo przecież w moim sercu tylko #2.

    mijał czas. nie wyjeżdżałem. odwiedzałem w miedzyczasie #2, ale było już jakoś inaczej. była inna. a może to ja byłem już inny? #2 też się zmieniła. z jednej strony to była ta sama #2, którą znałem. ale momentami wydawała się zupełnie obca. nie rozumiałem pewnych rzeczy. gdzieś zatraciła swój urok i charakter.

    całkiem niedawno musiałem wyjechać. miało być na chwilę, nie było mnie prawie 6 tygodni. zostałem trochę zakładnikiem sytuacji. nie mogłem się ruszyć i przestałem być panem własnego czasu. miałem (zbyt) dużo czasu na przemyślenia. więc myślałem. i zdałem sobie sprawę z kilku rzeczy. jedna z ważniejszych to to, że nie mogłbym wrócić już do #2. nie tylko ona się zmieniła, ale też i ja. i nie ma już tamtego mnie, i nie ma tamtej #2. chyba do siebie nie pasujemy. i choć na zazwsze już będę miał z nią ciepłe wspomnienia, to czas zamknąć ten etap. koniec.

    ale za to #1... chyba nie doceniam #1. może kiedyś (dawno) się zachwycałem) ale... potem zacząłem traktować #1 trochę z buta. tak jakbym za wszelką cenę chciał pokazywać za bardzo że nie jest fajnie, że wcale nie jestem zadowolony. a z drugiej strony czy było mi źle? w połowie mojej nieobecności zacząłem tęsknić za #1. chciałem wiedzieć co się dzieje. zacząłem odczuwać praktycznie fizyczny dyskomfort z powodu bycia daleko od #1.

    * * *

    wróciłem. wróciłem do #1. i jestem teraz super zadowlony. szczęśliwy. bo czuję że na dzień dzisiejszy #1 to jest jednak moje miesce na ziemi.

    legenda:

    #1 - #wroclaw
    #2 - #warszawa

    trochę #logikaniebieskichpaskow
    prawie jak #zwiazki
    a może nawet #milosc
    no i zdecydowanie #chwalesie i #wygryw
    #sekretny
    pokaż całość

  •  

    mam wrażenie że duża część mężczyzn niepotrzebnie dusi w sobie problemy, a czasami również uczucia. przypomina mi to trochę te wszystkie "historie o indianach" (Winnetou i te sprawy) gdzie nie można było okazywać uczuć bo była to oznaka wielkiej słabości.

    problem jest chyba głębszy, bo okazuje się że nawet w kręgach przyjaciół (męski krąg znajomości) często pewnych tematów się nie porusza. nawet wtedy jest takie trochę to wszytko sztuczne, granie silnego samca, który zawsze i wszystko ma pod kontrolą. a potem te jazdy egzystencjalne ("nikt mnie nie rozumie") topienie smutków w % i takie tam "męskie rozwiązania problemu".

    u kobiet (chyba - mogę wnioskować jedynie po tym co mówią moje dobre koleżanki lub moja przyjaciółka) wydaje się to działać inaczej. "obgadywane" są często intymne sprawy, te najbardziej intymne. kobiety łatwiej się uzewnętrzniają przed samymi sobą. i chyba dlatego ogólnie radzą sobie lepiej z relacjami. a może jest na odwrót może właśnie na tym polegają relacje - by je pielęgnować i pogłębiać?

    * * *

    jakiś czas temu doszedłem do wniosku że to jak postępowałem (co opisałem mniej więcej w pierwszym paragrafie) było po prostu durne.
    więc zwróciłem się nie do mężczyzn - bo nigdy tu nie znalazłem wzorca mówienia o rzeczach najważniejszych - ale do kobiet właśnie. na początku było mi ciężko, bo cześć spraw jest czasami tak intymna że już łatwiej zdecydować się na rozebranie się przed drugą osobą niż na to by powiedzieć o czymś co chowany przed całym światem.

    pierwsze zaskoczenie. kobiety (te z mojego otoczenia) lubią słuchać. jest w nich masa empatii, dużo zrozumienia. dużo się dowiedziałem jak pewne sprawy wyglądają z ich perspektywy, ale i sam musiałem często bardzo dużo się natlumaczyć jaka jest męska (moja) perspektywa i dlaczego tak myślę. cześć tych moich przemyśleń było niespecjalnie mądrych :-) ale część... same przyznały mi że "faktycznie, nie myślałam że to dla mężczyzn może być tak ważne, że mężczyźni mogą tak o tym myśleć". (ja wiem, że tutaj generalizuje, ale też nie wypowiadałem się w imieniu wszystkich mężczyzn - to skrót myślowy)

    to doświadczenie mnie bardzo zmieniło. otwarcie się nie tylko na słuchanie, ale na mówienie o sobie znacznie pogłębia relacje. wszystko potem jest inne.

    miałem jednak cały czas niedosyt. gnębiło mnie pytanie dlaczego nie mogę mieć takiej relacji z kimś kto mnie rozumie lepiej? z kimś kto jest mężczyzną tak jak ja?
    i całkiem niedawno spróbowałem poruszyć jedną ważną dla mnie wtedy kwestię z moim przyjacielem.

    teraz mam super wspaniałego przyjaciela, z którym rozmawiamy o bardzo osobistych sprawach. przyjaciela, który zna mnie długo i na tyle dobrze że jest mi w stanie powiedzieć żebym się ogarnął, że coś jest głupie, że postępuję nieracjonalnie. i praktycznie zawsze ma rację :-)

    i rozumie mnie jak mało kto. i cieszę się że ta nasza przyjaźń ewoluowała przez te lata i że teraz jesteśmy w miejscu gdzie czuję że to jest jedna z najważniejszych osób w moim życiu.

    * * *

    a wczoraj był właśnie ten dzień, gdy mieliśmy okazję znów się spotkać. mieszkamy aktualnie daleko - dzieli nas jakieś "pół Polski" więc nie widujemy się tak często jak kiedyś. a wiadomo że spotkania na żywo to jednak zupełnie co innego, inna jakość niż wymiana wiadomości na Whatsapp czy też rozmowa przez telefon.

    więc przegadaliśmy wczoraj 5 godzin. 5 godzin, które minęły jak 15 minut.

    i tak sobie teraz myślę, że z przyjaźnią jest jak ze #zwiazki - trzeba o nią dbać, pielęgnować i rozwijać.

    życie jest piękne, c'nie? :-)

    wspaniałej niedzieli!

    #przyjaciele trochę #logikaniebieskichpaskow i trochę chyba też #logikarozowychpaskow a do tego szczypta #chwalesie #wygryw #sekretny
    pokaż całość

    •  

      @secret_passenger: A ja doskonale rozumiem dlaczego pewna grupa mężczyzn kisi w sobie emocje oraz przemyślenia i uczucia. I to nawet jest tych argumentów kilka, wypiszę kilka z głowy:
      1) Brak wzorca zdrowego przekazywania uczuć drugiej osobie, najczęściej jest to słaba relacja z rodzicami w dzieciństwie, brak bardzo bliskich przyjaźni, albo właśnie Ci rodzice sami nie potrafią uzewnętrzniać emocji.
      2) Reakcje na uzewnętrznione emocje innych ludzi. Nie zawsze są one pozytywne. Czasami, wynikając z punktu pierwszego, mężczyzna nie wie jak zareagować, więc często odpowiedzi są skrajne. Do tego dochodzi wrodzona męska agresja związana z hormonami, więc czasami lepiej komuś "przywalić" niż spróbować się uspokoić i przedyskutować problem, więc w trakcie zaogniania konfliktu widzimy, że ktoś nie reaguje pozytywnie i sami się denerwujemy i spirala się nakręca.
      3) Odpowiedź innych ludzi "przestań się mazgaić, faceci nie płaczą itp". Tutaj chyba nie muszę się skupać na problemie, uwarunkowanie kulturowe i społeczne postrzeganie męskości.
      4) Emocje jako oznaka słabości, o czym wspomniał OP na samym szczycie.
      5) Spotęgowane u wielu mężczyzn przeświadczenie, że należy się "poświęcać", szczególnie widoczne w polskiej kulturze jako kult poświęcania się dla kobiety, rodziny, zapierdalani w pracy. To tworzy w człowieku stres i w połączeniu wielu czynników, też tych o których napisałem wcześniej, emocje nie są nam potrzebne więc spróbujemy je odłożyć w głowie na później, aż w końcu się wszystkie wysypią w różny patologiczny sposób.
      6) Różne pokrętne spojrzenie na ludzkie relacje. Godzimy się na pewne rzeczy ponieważ "tak powinno być" albo "i tak nie będę miał lepiej". Dewaluacja własnych emocji, albo normalizowanie pewnych patologicznych zachowań.

      Ogólnie jest tego sporo, ale fajnie, że przeżyłeś taką budującą przygodę, że poczułeś co to jest prawdziwa przyjaźń. Zaskakujące jest, że w dobie tego, że są nas miliardy, zbudowanie chociaż jednej sensownej relacji i połączenia wymaga naprawdę sporego wysiłku na który nikt nas nie jest w stanie przygotować. Powiem więcej, tego typu próby często są sabotowe świadomie i nieświadomie przez otaczających nas ludzi i kulturę, więc trzeba być bardzo uważnym.

      Pozdro!
      pokaż całość

    •  

      @ragnar-lodbrok-1992: dzięki za komentarz!

      1) czy ten brak wzorca nie wynika z tego że młodzi chłopcy nie mają specjalnie skąd czerpać wzorców? cała edukacja przedszkolna i szkolna to praktycznie mocno sfeminizowane (pod względem wychowawczym) środowisko. skąd i od kogo czerpać wzorce?

      2) zgoda. ale nad tym da się zapanować. zachodnia kultura i tak kładzie dużo większy nacisk na pokojowe rozwiązywanie problemów niż inne kultury, w których to przemoc jest jak najbardziej ok.
      no i nie zapominajmy że przemoc to jest jednak oznaką słabości.

      3) to jest wielki problem. to tak jak z przemocą domową. najnowsze badania mówią, że mężczyźni narażeni są na nią w takim samym stopniu jak kobiety, ale co można często usłyszeć od policjantów w Polsce? coś takiego "z babą sobie Pan nie potrafi poradzić?".

      4) no tak :-)

      5, 6) to też ciężki temat. sam musiałem to przerobić. tutaj akurat były bardzo pomocne rozmowy z kobietami, jak dowiedziałem się jak one to widzą, to okazało się że moje wyobrażenia były błędne. ja sobie przecież wyobrażałem co i jak myślą kobiety, ale ... nie pytając ich o zdanie :-D

      ważne jest chyba żeby sobie uświadomić że niekoniecznie musimy podążać za jakimiś wzorcami. może trzeba coś odrzucić, może zaakceptować tylko część - ale chyba nie warto bezmyślnie powielać jakichś schematów. o bez znaczenia czy tymi schematami podążali nasi bracia, ojcowie, dziadkowie itp. to jest nasze życie i nasze (odmienne) wybory. bo to my mamy być szczęśliwi, a nie za wszelką cenę spełniać oczekiwania wszystkich dookoła.

      nawet nie wiesz jak to dla mnie jest ważne. jak ważne jest to, że mogę na kogoś liczyć, kto mnie rozumie... szkoda tylko że wcześniej nie doznałem tego oświecenia :-)
      pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Powiązane z #sekretny

Archiwum tagów