Ciekawostki z życia białego Mirka w Jakarcie, stolicy muzułmańskiej Indonezji

  •  

    #azja #indonezja #banki #marketing #ciekawostki #sennajawie
    Jechałem wczoraj pociągiem gdy mój wzrok przykuło to:
    J Trust czyli indonezyjski bank udający bank japoński (mimo japońskich krzaczków w nazwie ten bank swoją siedzibę ma w Dżakarcie) reklamuje się w na plakatach postaciami z japońskich kreskówek, ponadto w ofercie są dostępne karty płatnicze z wizerunkami różnych postaci z anime. I jeszcze ten slogan w żółtej chmurce który można przetłumaczyć jako "oszczędzaj z Moe".
    Różnice kulturowe których człowiek z Europy nie zrozumie... ¯\_(ツ)_/¯
    pokaż całość

  •  

    #azja #indonezja #coolstory #policja #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji

    Dziś po raz pierwszy zostałem zatrzymany przez indonezyjską policję, a niecały miesiąc temu pisałem o lokalnych kontrolach drogowych.
    https://www.wykop.pl/wpis/36406077/azja-indonezja-policja-sennajawie-lt-moj-tag-o-zyc/

    W Dżakarcie kontrole drogowe widuję dość często ale przez ostanie dwa lata jakoś skutecznie udawało mi się je omijać. Dziś, gdy przeciskałem się przez jedną z głównych arterii Dżakarty z daleka zauważyłem blokującą drogę policjantkę która machając ręką dała mi znać żebym zjechał na bok. Stres, nogi jak z waty, w głowie już zacząłem przeliczać ile pieniędzy będę musiał zapłacić. Do tej pory czytałem mnóstwo historii o obcokrajowcach zatrzymanych w Indonezji, którzy płacili jakieś ogromne mandaty. Za brak lokalnego prawa jazdy policja może nawet zarekwirować pojazd.

    Na poboczu podszedł do mnie policjant i zażądał STNK (dowód rejestracyjny) oraz SIM (prawo jazdy), o dziwo nie zapytał o żaden dowód osobisty. Najpierw dążącą ręką dałem mu dowód rejestracyjny, policjant przyjął go bez słowa. Miałem dylemat które prawo jazdy mu podać. Mam co prawda prawko międzynarodowe, ale te w Polsce wydawane jest w formie zwykłej papierowej książeczki i mój egzemplarz po tych kilku latach jest wymielony, wygnieciony, porozrywany, był kilka razy zalany wodą i wygląda jak śmieć, uznałem że nie będę dawał czegoś takiego policjantowi. Idąc na całość dałem mu zwykłe, polskie, plastikowe prawo jazdy mówiąc mu, że to jest prawo jazdy międzynarodowe (SIM internasional). Policjant zrobił minę jak dziecko jedzące cytrynę ale o dziwo zaakceptował to. Mandatu nie dostałem xD
    Na koniec zapytał mnie tylko skąd jestem i dokąd jadę, po czym oddał mi dokumenty i kazał jechać dalej ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    •  

      @fuji: W Indonezji zawsze sprawdzają papiery, bo w tym kraju od każdego pojazdu płaci się co roku podatek - w przypadku mojego skutera to jakieś 50 zł. Oczywiście jest bardzo wielu lokalnych cebulaków którzy jeżdżą motorami bez opłaconego podatku. Brak tej opłaty jest traktowany jak najgorsze przestępstwo.

      Możesz nie mieć kasku, nie mieć prawka, możesz jeździć popsutym motorem - policja przymknie oko. Ale wystarczy że nie będziesz miał tej durnej pieczątki w dowodzie rejestracyjnym z potwierdzeniem zapłaty podatku - motor/samochód od razu trafia na lawetę i jedzie na policyjny parking. Nie ma litości. Policję tylko obchodzi ten podatek, resztę maja w dupie.

      Btw: w kraju gdzie dominuje Islam, problem z pijanymi kierowcami jest tak mały, że policja nie ma nawet alkomatów xD
      pokaż całość

    •  

      Btw: w kraju gdzie dominuje Islam, problem z pijanymi kierowcami jest tak mały, że policja nie ma nawet alkomatów xD

      @wyindywidualizowanyentuzjasta: to przypomina mi jak było w Libii w latach 80'. Lokalni w ogóle nie wiedzieli co to alkohol (no poza tymi co byli w dobrej komitywie z przyjezdnymi ;), przez co Polacy i Bułgarzy równo jeździli na bani...

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    #azja #indonezja #ciekawostki #coolstory #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji

    Guliwer w krainie Liliputów czyli ciężkie życie wysokiej osoby w Azji.

    Indonezyjczycy są jednymi z najniższych ludzi na świecie, średni wzrost w tym kraju to 158 cm. Jeśli ktoś ma więcej niż 165 cm wzrostu uważany jest tu za osobę wysoką. Ja mam prawie dwa metry wzrostu i czuję się w Dżakarcie jak wspomniany Guliwer w krainie Liliputów. Bez problemu można tu spotkać osoby o wzroście 140 cm, którzy twarzą sięgają mi ledwo do klatki piersiowej, w każdym innym kraju byliby uznani za karłów, a tutaj jest to normalny wzrost. Moja żona ma 165cm wzrostu i jest najwyższa w rodzinie, w latach szkolnych była też jedną z najwyższych uczennic wśród swoich rówieśników i znajomych. Bycie wysokim ma tu swoje wady jak i zalety, chociaż tych pierwszych jest zdecydowanie więcej.

    Do najbardziej denerwujących rzeczy zaliczyłbym architekturę która nie jest przygotowana dla wysokich osób. Nie zaliczę ile razy zdarzyło mi się zaczepić głową o różne dekoracje, banery z cenami, daszki, markizy, znaki i lampy wiszące pod sufitem w sklepach czy restauracjach. Krzesła, stoliki i umywalki w wielu lokalach też są uber-niskie co zmusza mnie do nienaturalnego schylania się. Raz byłem bliski wstrząsu mózgu gdy wyjeżdżając skuterem na parking podziemny jednego ze sklepów z pełną prędkością przywaliłem czołem w metalową rurę wentylacyjną wiszącą pod sufitem. Mimo że miałem kask to aż mi się ciemno w oczach zrobiło.

    Będąc wysokim w tym kraju można pomarzyć o łatwym kupowaniu ubrań. O ile znalezienie butów w rozmiarze powyżej 40 to nie problem, tak znalezienie odpowiednio dużych ubrań to wyzwanie. Całkiem niedawno wziąłem kurtkę do przymierzali w sklepie, kurtka na metce miała napisane XXL, mimo to po założeniu sięgała mi zaledwie do połowy brzucha ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    Wyzwaniem było też znalezienie odpowiednio dużego materaca w którym moje nogi nie wisiałyby w powietrzu.

    Nie wiem czy to kompleks niższości ale Indonezyjczycy uwielbiają duże samochody. Na lokalnych drogach dominują auta typu SUV i minivan z kierowcami którzy ledwo wystają ponad kierownicę. Nie są tu popularne małe, miejskie samochody. To akurat dobrze dla mnie, bo zamawiając gojeka czyli lokalny odpowiednik ubera nie mam obaw, że trafi mi się jakiś mikrosamochód i będę musiał jechać z głową wciśniętą w sufit.
    Mimo, że domy tutaj też są mikroskopijne, bo wiele rodzin mieszka na powierzchni nie większej niż 30m2, to domy buduje się stosunkowo wysokie, czyli tak że pokoje od podłogi do sufitu mają przynajmniej 3 metry albo i więcej. Wiele domów na przedmieściach wygląda jak kartony od mleka, bo są wyższe niż szersze. Indonezyjczycy są niscy ale lubią mieć dużo przestrzeni nad głową – zarówno w domach i w samochodach.

    Z powodu wysokiego wzrostu często zwracam na siebie uwagę, szczególnie w autobusach czy pociągach, zawsze jestem najwyższą osobą, co często kończy się proszeniem mnie o wspólne selfie. Już kiedyś pisałem, że Indonezyjczycy uwielbiają robić selfie, chyba każdy w tym kraju posiada konto na instagramie i nikt nie przepuści okazji na zrobienie sobie zdjęcia z dwu metrowym bule, nie ma znaczenia czy to ulica, sklep czy dworzec – zawsze jest dobra pora na wspólne selfie. Zdarzyło mi się robić wspólne zdjęcia z pracownicą stacji benzynowej. Któregoś dnia podjechałem skuterem pod dystrybutor, przy którym pracowała bardzo niska kobieta, na oko nie miała więcej niż 150cm wzrostu. Gdy wstałem ze skutera to ona jedynie zadarła wysoko głowę żeby na mnie spojrzeć, po czy powiedziała „Ya Allah, kamu tinggi sekali!” (O Allah, ale pan wysoki!). Po tym zrobiła się czerwona na twarzy i zaczęła tak rechotać ze śmiechu że aż jej wąż od nalewka wypadł z ręki na ziemię, po jego podniesieniu i zatankowaniu zrobiliśmy sobie zdjęciu. Dzień jak co dzień w Indonezji! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

  •  

    #azja #indonezja #religia #ciekawostki #sennajawie
    Kalendarz dni wolnych i świąt w Indonezji w 2019 roku. Na liście są święta Islamskie, Chrześcijańskie, Buddyjskie i Hinduskie. Prawdziwa, kulturowa różnorodność ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    #azja #indonezja #ryby #jedzzwykopem #dzakarta #sennajawie
    Leżąca nad morzem Jawajskim Dżakarta to prawdziwy raj dla miłośników ryb i owoców morza. Można tu dostać świeże produkty w śmiesznych cenach.

    Ostatnio odwiedziłem miejsce, które nazywa się "pasar ikan kramat jati". Jest to ogromny bazar rybny w Dżakarcie, otwarty jest codziennie przez całą noc, sprzedaż rusza po zachodzie słońca i trwa do świtu aż do wyczerpania zapasów. Zaopatruje się tu wiele Dżakarckich restauracji i barów, wokół tego miejsca działa kilka restauracji do których można przyjść z własną, świeżo kupioną rybą, a oni ją nam przyrządzą.

    Ceny ryb zaczynają się od 25 tysięcy rupi za kilogram (6.30 zł), za niemrożone krewetki trzeba zapłacić 35 tysięcy rupi (8.80 zł/kg), kalmary to koszt 70 tysięcy (17.70 zł/kg). Były też ośmiorniczki, kraby, homary, węgorze, małże i cała masa innych rzeczy których nawet nie umiem nazwać. Po wybraniu ryby można poprosić jej o wypatroszenie i pocięcie, to nic nie kosztuje.

    Uprzedzając pytania - mimo tych wszystkich ryb miejsce to wbrew pozorom nie śmierdzi tam aż tak bardzo jak można by się spodziewać, myślałem że będzie gorzej.
    pokaż całość

  •  

    #azja #indonezja #bozenarodzenie #sennajawie

    W Dżakarcie już czuć magię świąt.
    Szkoda tylko, że 34 *C na zewnątrz psuje trochę immersję. W tym klimacie powinni ubierać palmy zamiast choinek ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20181117_163907.jpg

  •  

    #azja #indonezja #owoce #ciekawostki #jedzzwykopem #sennajawie

    Bengkuang - tropikalny owoc pochodzący z ameryki południowej ale uprawiany też w wielu krajach Azji Południowo-Wschodniej. Za jedną bulwę zapłaciłem 5200 rupi - ok. 1.30 zł. Według wikipedi jego polska nazwa to "kłębian kątowaty"

    Owoc ten zawiera bardzo dużo skrobi i wygląda jak surowy ziemniak, pachnie jak surowy ziemniak i smakuje jak surowy ziemniak. Nawet obiera się to jak ziemniaka. Można to jeść zarówno na surowo jak i piec lub gotować, w Indonezji to częsty dodatek do sałatek owocowych. Może w wersji na ciepło smakuje lepiej, ja próbowałem tylko jeść to na surowo i dosłownie bengkuang smakował jak surowy kartofel, zero smaku ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    Znajomi Indonezyjczycy mówią, że to normalne i że tak smakuje dojrzały owoc.

    Z kolei nasiona tych owoców są trujące, wytwarza się z nich naturalne środki owadobójcze
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: scontent.fcgk9-2.fna.fbcdn.net

  •  

    #azja #indonezja #policja #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji

    Jak co roku w listopadzie, w Indonezji rozpoczęła się akcja "Operasi Zebra Jaya". Polega ona na tym, że w bardzo wielu miastach policja blokuje drogi i masowo kontroluje pojazdy. Sprawdzają przede wszystkim czy kierowcy posiadają odpowiednie dokumenty, czy pojazd ma tablice rejestracyjne, oświetlenie pojazdu, głośność wydechu, czy pojazd jest kompletny tj. czy ma błotniki, lusterka, szyby oraz w przypadku motocyklistów ubiór. W Indonezji jazda na motorze/skuterze w klapkach, w krótkich spodenkach, krótkiej spódniczce, bluzce z krótkim rękawkiem oraz bez kasku też jest wykroczeniem.

    Moim zdaniem te akcje to trochę propaganda dla mediów. Policja kontroluje przede wszystkim skutery i motocykle zamiast np. wziąć się za autobusy czy ciężarówki. Te często jeżdżą przeładowane, na łysych oponach, mają niesprawne hamulce i są nieporównywalnie większym zagrożeniem niż motocykliści w sandałach. Potem policja może się jak co roku pochwalić, że wystawiła 100 tysięcy mandatów, chociaż większość z tego to mandaty za jakiś drobnostki.

    Fajnie, że sami policjanci za pomocą mediów informują o tym, w jakich dokładnie miejscach i w jakich godzinach będą kontrolować kierowców. Można sobie łatwo zaplanować trasę omijającą kontrole ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

  •  

    #azja #indonezja #pogoda #poradeszczowa #sennajawie

    Na wschodniej Jawie oficjalnie rozpoczęła się już pora deszczowa. Oznacza to ulewne burze z piorunami od teraz aż do marca, wraz z nimi zaczną się lokalne podtopienia dróg, osunięcia ziemi oraz intensywne wiatry które mogą łamać drzewa. Do minusów pory deszczowej trzeba zaliczyć duże ilości błota które napływają razem z wodą na drogi, chwila nieuwagi i można przelecieć przez kierownicę skutera.
    Pora deszczowa nie oznacza jednak, że deszcz pada non stop. Największe burze przechodzą wieczorami i w nocy, w ciągu dnia zdarzają się całkowite przejaśnienia. Najlepsze w Indonezji jest to, że niezależnie czy pada czy świeci słońce to prawie zawsze jest taka sama temperatura - dziś 36*C! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

  •  

    Owoce startfruit (w Indonezji nazywane belimbing, w Polsce dostępne jako karambola).

    Są to owoce powszechnie uprawiane w krajach Azji Południowo-Wschodniej. Swoją nazwę zawdzięczają charakterystycznemu kształtowi, po przecięciu przypominają pięcioramienną gwiazdę. Starfriut mają orzeźwiający, cytrusowy, słodko-kwaśny smak, nie posiadają ogryzka i są jadalne w całości razem ze skórką, wystarczy tylko odciąć te brązowe krawędzie. Swoją drogą czym ciemniejsze krawędzie tym dojrzalszy owoc, owoce niedojrzałe są zielone na bokach.
    Niektórzy Indonezyjczycy posypują je solą przed jedzeniem, ja preferuje je w naturalnej postaci.

    Miasto Depok gdzie mieszkam (znajdujące się na południe od Dżakarty) nazywane jest indonezyjską stolicą starfruitów gdzyż tu znajdują się jego największe uprawy. Startfriut jest symbolem miasta i w wielu miejscach Depoku można znaleźć rzeźby i inne dekoracje poświęcone tym owocom.
    Na lokalnym bazarku zapłaciłem 20 tyś. rupi (4.90 zł) za kilogram owoców. Sezon na nie dopiero się zaczyna, za parę tygodni powinny jeszcze bardziej stanieć.

    #azja #indonezja #owoce #jedzzwykopem #ciekawostki
    #sennajawie <--- mój tag i fanpage o życiu w Indonezji
    Mój fanpage
    pokaż całość

  •  

    #azja #indonezja #pogoda #upaly #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji

    Mimo, że początek października to w Indonezji początek pory deszczowej to wyspę Jawę nawiedziła niespodziewana fala upałów. Ma to związek z położeniem kuli ziemskiej względem słońca które sprawia że półkula południowa jest bardziej nasłoneczniona niż północna.
    Wczoraj w Dżakarcie było 37C, a temperatura odczuwalna to 41C. Dziś jest trochę chłodniej, w południe było tylko 35*C i według prognoz takie upały utrzymają się jeszcze przed miesiąc.
    Temperatury są naprawdę nie do zniesienia, bez mocnego kremu z filtrem UV nie da się wyjść z domu. Przez te upały spaliłem już dwa wiatraki w domu, przy takiej pogodzie wiatraki chodzą praktyczne 24h na dobę.
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Screenshot_2018-10-10-18-49-02-220_com.accuweather.android.png

  •  

    #azja #indonezja #jedzzwykopem #sennajawie

    Nie ma to jak rozgrzewająca porcja mie ayam na deszczowe, Indonezyjskie wieczory

    Podstawą mie ayam jest makaron typu noodle, który zawsze jest przygotowany ręcznie i jest naprawdę przepyszny nawet bez żadnych dodatków, każdy szanujący się lokal na swoją sekretną recepturę na makaron. Tutaj do makaronu dostałem jeszcze kawałki kurczaka, szpinak wodny i słone krakersy, w oddzielnej miseczce jest bulion warzywny. W Indonezji to zawsze zupa jest dodatkiem do makaronu, a nie odwrotnie dlatego dostaje się jej dosłownie odrobinę, a podawana jest oddzielnie, bo wiele osób lubi jeść makaron "na sucho", wtedy bulion można zostawić. Do popicia tradycyjnie była słodka, mrożona herbata.

    Mie ayam to jedno z najpopularniejszych dań na Jawie, sprzedają to zarówno małe, uliczne stragany jaki i luksusowe restauracje. Potrawa ta pochodzi z Chin ale podbiła Indonezję i jest tu dostępna w dziesiątkach odmian gotowanych z wykorzystaniem lokalnych, Indonezyjskich przypraw i składników. W Dżakarcie za porcję trzeba dać od 10 do 15 tysięcy rupi (2.40 zł do 3.60 zł), w mniejszych miastach np. Yogyakarcie widziałem to nawet za 5 tysięcy rupi (1.20 zł)
    pokaż całość

  •  

    #azja #indonezja #coolstory #sennajawie

    Pisałem kiedyś o pracowniku Ministerstwa Obrony Narodowej Indonezji, który zniszczył mi skuter, dziś będzie o Indonezyjskim ministrze, który zablokował mi wejście do kina.
    https://www.wykop.pl/wpis/29446119/tl-dr-wojskowy-z-indonezyjskiego-ministerstwa-obro/

    Na początek dygresja:
    Kino znajdujące się w centrum handlowym Grand Indonesiazorganizowało fajną promocję - dwa bilety w cenie jednego. 60 tysięcy rupi (14.00 zł) za dwie osoby to naprawę świetna cena.
    Grand Indonesia to jedno z najbardziej luksusowych i ekskluzywnych miejsc w stolicy, królują tu same drogie marki pokoju Gucci, Dolce Gabbana, Chanel, Louis Vuitton i Rolex, co przyciąga całą Dżakarcą śmietankę, w tym lokalnych polityków. Oczywiście kino znajdujące się na ósmym piętrze też nie odstaje swoim luksusem. Królują tu marmury i ręcznie rzeźbione drewno. Całość bardziej przypominała lobby luksusowego hotelu niż zwykle kino. To pierwsze kino jakie kiedykolwiek widziałem w którym jest podział na klasy! Oprócz „klasycznych” kinowych foteli w klasie normalnej, jest jeszcze klasa Gold gdzie siedzi się na kanapach i klasa Velvet. Bilety na tę najdroższą kosztują 220 tysięcy od osoby (54 zł), ich zakup uprawia do czekania na seans w osobnym pomieszczeniu, a na sali kinowej dostaje się pełnowymiarowe łóżko z poduszkami i kocem, więc można delektować się filmem na leżąco.

    Mój seans miał rozpocząć się o 18.05 ale na salę weszliśmy dopiero o 18.40. Powodem opóźnienia była... rządowa delegacja która zorganizowała sobie prywatny seans filmowy w najbardziej luksusowym kinie w Dżakarcie. Wśród około 50 osób moja żona rozpoznała Wiranto - Ministra do spraw bezpieczeństwa i Agus Surya Bakti - najważniejszego Generała indonezyjskich sił zbrojnych. Ich film się skończył, zapaliły się światła, a polityczna śmietanka dalej siedziała na swoich fotelach i ani myślą o wyjściu z sali kinowej.
    Ludzie, którzy przyszli na seans zaczęli się niecierpliwić, bo stanie 40 minut z popcornem pod drzwiami sali i czekanie na film to żadna frajda, niektórzy zaczęli się buntować i rzucać mięsem w stronę obsługi. Bileterzy poza przepraszaniem i rozdawaniem darmowej wody dla oczekujących niewiele mogli zrobić, bo przecież nie wyrzucą ministra z kina. Dopiero o 18.40 politycy łaskawie zaprzestali okupacji sali kinowej i opuścili
    ją z pełnym zdziwieniem z powodu zamieszania na zewnątrz. Nie wiem czy to miała być jakaś forma przeprosin ale film puszczono nam bez reklam na początku.
    Moim zdaniem całość była fatalnie zorganizowana, kino dysponuje aż 11-toma salami kinowym, dlaczego musieli organizować ten polityczny wiec akurat na tej, na której mieli zaplanowane pokazy to nie mam pojęcia ¯\_(ツ)_/¯
    pokaż całość

  •  

    #azja #indonezja #ciekawostki #jedzzwykopem #sennajawie
    Tak wygląda uliczna produkcja soku z trzciny cukrowej. To jest prawdziwa, słodka ambrozja!
    Zapłaciłem to za jedynie 6 tysięcy rupi (1.47 zł) za jeden kubek.

    źródło: youtube.com

  •  

    #azja #indonezja #ciekawostki #kino #sennajawie

    To uczucie gdy jadąc do pracy trafiasz w sam środek planu zdjęciowego najpopularniejszej Indonezyjskiej telenoweli xD

    Miejsce to nazywa się „komplek habibie”.
    Nazwa tego osiedla pochodzi od nazwiska Jusufa Habibie – byłego prezydenta Indonezji, który mieszkał tutaj do czasu objęcia prezydentury w 1998 roku. Oryginalnie to miejsce miało inną nazwę, dopiero z czasem miejscowi zaczęli to nazywać osiedlem Habibiego i tak zostało do dziś.

    Osiedle w większości składa się z drewnianych, tradycyjnych domów, ponadto w pobliżu znajduje się niewielkie jezioro. Miejsce jest naprawdę ładne i z tego powodu upodobały je sobie Indonezyjskie studia filmowe. Jeżdżę tędy codziennie i średnio 2-3 razy w tygodniu widzę tu rozstawione kamery. Zazwyczaj ekipy wynajmują domy od lokalnych mieszkańców i kręcą filmy w środku, ale od czasu do czasu zdarzają się zdjęcia w plenerze z wykorzystaniem przebiegającej przez osiedle drogi tak jak to widać na filmie poniżej i wtedy można zobaczyć „na żywo” jak powstają filmy. Kręci się tu wiele lokalnych seriali jaki i pełnometrażowych produkcji.

    Na moim filmie poniżej widać zdjęcia do „Dunia terbalik” (Odwrócony świat). Jest to jeden z najpopularniejszych seriali w Indonezji oglądany codziennie przez dziesiątki milionów ludzi i dostępny również w telewizji w Malezji i Singapurze. Aktor w pomarańczowej koszulce który dosiadł się na drugi motor to Agus Kuncoro – prawdziwa, Indonezyjska mega-gwiazda. Sam serial to komedia religijna, opowiada o grupie mężczyzn, których żony wyjechały za granicę i teraz oni sami muszą zająć się domami i dziećmi. Wszyscy bohaterowie są muzułmanami, a serial pokazuje ich jako fajtłapy i ciamajdy które mają problem z podstawowymi zadaniami jak pranie i gotowanie, aktorzy w każdym zdaniu wypowiadają „salamualeikum” nawet jeśli dialog dotyczy krojenia ciasta, co według Indonezyjczyków jest chyba bardzo zabawne, bo serial z miesiąca na miesiąc bije rekordy popularności. Dla człowieka urodzonego w Europie ten poziom humoru jest tak absurdalny i dziwny, że nie da się tego oglądać bez poczucia zażenowania.
    Z resztą wszystkie tutejsze seriale i talk-show jest dla mnie niejadalne z powodu hermetycznego humoru. Podobnie jak z japońskim teleturniejami - trzeba się urodzić w tym kraju i w tej kulturze żeby to zrozumieć.
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    #azja #indonezja #ciekawostki #skutery #motocykle #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji

    Skutery i motocykle to najpopularniejszy środek transportu w Indonezji, w 2018 roku w tym kraju zarejestrowanych było 91 milionów jednośladów. Są tanie, zużywają mało benzyny, a dzięki braku zimy można je użytkować przez okrągły rok, w Indonezji nie są traktowane jak zabawki czy hobby ale jako pojazdy do poruszania się na co dzień. Ja sam użytkuję tu skuter, kupiłem go pod koniec 2016 roku i do tej pory zrobiłem nim już ponad 30 tysięcy kilometrów. Z tej okazji postanowiłem napisać 30 ciekawostek o kupowaniu i użytkowaniu skutera w Indonezji.

    1. W Indonezji nie istnieje podział na motocykle i skutery. Wszystko co ma dwa koła i silnik nazywane jest po prostu „motor”, nie ważne czy mówimy o małym, plastikowym pierdziku, sportowym Ducati czy Harley Davidsonie. Słowo „skuter” nie występuje w tutejszym słowniku.

    2. Jest jedna kategoria prawa jazdy która pozwala poruszać się na wszystkich jednośladach niezależnie od pojemności silnika.

    3. Trzy najpopularniejsze marki to Honda, Yamaha i Suzuki. Indonezyjczycy uważają chińskie skutery za nic nie warty szmelc i kupują tylko te Japońskie. To samo dotyczy samochodów, dlatego 80% aut w Indonezji to Toyota i Honda.

    4. Wszystkie wyżej wymienione marki maja swoje fabryki w Indonezji, dzięki czemu skutery tutaj są bardzo tanie. Najtańszy skuter 110cc można kupić już za 16 milionów, rupi (4 tysiące złotych), skutery 125cc zaczynają się od 20 milionów rupi (4900 zł), a skutery 150cc od 25 milionów rupi (6100 zł). Oczywiście ceny te dotyczą markowych, japońskich skuterów. Przykładowo Yamaha Nmax w Polsce kosztuje 12 tysięcy złotych, tutaj można ją dostać za 26 milionów rupi – 6300 zł. Najpopularniejsze są skutery 110cc i 125cc, mniejszych nikt nawet nie sprzedaje.

    5. Serwisy też są bardzo tanie. Podstawowy przegląd skutera z regulacją hamulców w ASO Hondy kosztuje 75 tysięcy rupi (18.40 zł), wymiana oleju 40 tysięcy rupi (9.80 zł). Myjnia to 10 tysięcy (2.45 zł), napompowanie obu opon 6 tysięcy (1.47 zł), raz w trasie odpadło mi lusterko, w ASO zamontowali mi je z powrotem za darmo.

    6. Z powodu tego, że na rynku dominują tylko trzy marki to wszędzie stoją zapakowane identyczne skutery i weź tu znajdź swój w rzędzie kilkuset czarnych Hond na czarnych felgach i z czarnym kaskiem wiszącym na czarnej kierownicy. Wiele osób przykleja jakieś kolorowe naklejki co pozwala łatwiej odnaleźć swój pojazd. Ja wykorzystuje różowy kask mojej żony, który jest dobrze widoczny z daleka. Przydaje się też dobra pamięć i zmysł orientacji.

    7. Od każdego pojazdu płaci się co roku podatek – w moim przypadku to 280 tysięcy rupi (68 zł). Podatek nazywa się “pajak” i jest chyba najbardziej skomplikowanym podatkiem jaki świat widział. Do wyliczenia wysokości podatku uwzględnia się min. takie rzeczy jak wartość pojazdu, rok produkcji, pojemość silnika, moc silnika, popularność danego modelu na rynku (czym większa tym gorzej), miejsce zarejestrowania (stolica, duże miasto, małe miasto, tereny wiejskie) oraz region (w Dżakarcie wysokość podatku jest inna niż na Bali czy Sumatrze). W przypadku samochodów dochodzi jeszcze przeznaczenie pojazdu (osobowy, bus, ciężarówka, taxi), to czy pojazd jest prywatny czy służbowy, ilość drzwi oraz rodzaj nadwozia (SUV, hatchback, combi czy cabriolet itp.). Jeśli ktoś posiada dwa lub więcej pojazdy i oba są tej samej marki to to też podnosi kwotę podatku. Mając dwa skutery Hondy płaci się więcej niż gdyby miało się jedną Hondę i jedną Yamahę, to samo dotyczy samochodów. Nie pytajcie gdzie tu logika. Do wyliczania wysokości podatku używa się kalkulatorów online lub aplikacji na telefon, jakbym chciał ręcznie wyliczyć wysokość podatku dla mojego skutera to by mi 60-cio kartkowy zeszyt nie wystarczył.

    8. Tablice rejestracyjne jak i dowód rejestracyjny są wydawane tylko na 5 lat. Po tym czasie należy wyrobić nowe ALE trzeba żeby dostać nowe tablice trzeba mieć opłacony wspomniany wcześniej podatek za wszystkie ubiegłe lata. Stąd na rynku wtórnym można znaleźć skutery nawet za 200-300 zł, ktoś kupuje motor, nie płaci corocznej daniny i po pięciu latach zaległy podatek + karne odsetki przewyższają wartości pojazdu.

    9. Tablice rejestracyjne mają wybitą datę ważności, stąd policja może łatwo wyłapać osoby które nie płacą podatku i jeżdżą na nieważnym dowodzie rejestracyjnym. U mnie jest to „10-21” czyli tablice rejestracyjne mam ważne do października 2021 roku.

    10. Duża ilości jednośladów na ulicach wymusza budowanie specjalnej infrastruktury. I tak są oddzielne parkingi dla jednośladów, oddzielne dystrybutory na stacjach benzynowych, oddzielne myjnie i serwisy, oddzielne pasy ruchu, na wszystkich autostradach w kraju obowiązuje zakaz wjazdu jednośladami. Nawet Google Maps oferuje opcję wybrania czy będziemy poruszać się jednośladem czy samochodem i wyznacza inną trasę.
    Wyjątkiem są niektóre luksusowe hotele w Dżakarcie np. Marriott czy Hilton oraz niektóre drogie restauracje i centra handlowe w stolicy do których obowiązuje ZAKAZ wjazdu na jednośladach. Oni uznają, że jak kogoś stać na pobyt w ich hotelu albo kolacje w ich restauracji to na pewno stać go też na samochód bo „tylko plebs jeździ na motorach”. W Dżakarcie nazywa się to dyskryminacją motocyklistów (diskriminasi sepeda motor) i jest ona niestety nieoficjalnie wspierana przez władze miasta. O samej dyskryminacji można stworzyć oddzielny wpis, bo jest to naprawdę skomplikowany temat.

    11. W Indonezji istnieją specjalne pralnie kasków. Chociaż „pralnia” to za dużo powiedziane, najczęściej jedynie pryskają perfumami w środku żeby oszukać klienta. Raz mi rozerwali gąbkę która wypełnia kask, tak więc nie polecam, kask lepiej myć samemu.

    12. Poruszając się jednośladem należy mieć odpowiedni strój – pełne buty, długie spodnie lub spódnice, bluzkę z długim rękawem, bluzę lub kurtkę oraz kask. Za jazdę w klapkach i krótkich spodenkach można dostać mandat.

    13. Parkując skuter gdziekolwiek na mieście kask i kurtkę zostawia się na kierownicy – nikt tego nie kradnie. Nie raz zdarzyło mi się zostawić torbę z zakupami na skuterze i jeszcze nigdy nic mi nie zginęło.

    14. Niewiele domów tutaj ma garaż, więc na noc wjeżdża się skuterem do domu i parkuje go w korytarzu lub kuchni.

    15. Czasami w godzinach szczytu ciężko znaleźć miejsce na parkingu, wtedy parkuje się gdzie popadnie. Normalnym jest, że żeby wyjechać swoim skuterem spod sklepu najpierw muszę przesunąć osiem innych.

    16. Ochrona na parkingach zajmuje się nie tylko pilnowaniem. Za drobny „napiwek” pokażą wolne miejsce, pomogą z przedstawianiem skuterów żeby ułatwić wyjazd, a gdy pada deszcz rozłożą plastikowy worek na siedzeniu.

    17. W Indonezji nie ma badań technicznych pojazdów ale policja lubi robić uliczne łapanki i często jeździ z lawetami. Pojazdy niesprawne, takie które nie mają tablic lub świateł są pakowane na lawetę i wywożone na policyjny parking.

    18. Z resztą kontrole policji sprowadzają się tylko i wyłącznie do sprawdzania stanu technicznego, dokumentów i ważności tablic rejestracyjnych. Nigdy nie widziałem żeby policja kontrolowała prędkość, wątpię czy policjanci tutaj w ogóle mają radary na wyposażeniu. Nigdy też nie sprawdzą trzeźwości, co nie dziwi, bo Indonezja to w większości muzułmanie, problem z pijanymi kierowcami jest naprawdę niewielki.

    19. Ubezpieczenie nie jest obowiązkowe jednak większość ludzi kupuje skutery i motory na raty i wtedy dostaje się ubezpieczenie OC/AC i ubezpieczenie od kradzieży w pakiecie. Ciekawe, że nie trzeba mieć prawa jazdy żeby mieć ubezpieczenie.

    20. Nie ma też obowiązku chodzenia na kursy żeby przystąpić do egzaminu na prawo jazdy, na egzamin można iść kiedy człowiek uzna że jest gotowy, oczywiście szkoły nauki jazdy są ale tylko dla samochodów. Nigdy nie widziałem szkoły nauki jazdy motorem.
    Sam egzamin składa się tylko z jazdy po placu między pachołkami, na egzamin na samochód trzeba jeszcze ruszyć pod górkę z ręcznego i zaparkować równolegle oraz prostopadle. Trzeba również zdać egzamin teoretyczny typu A B C D ze znajomości przepisów, dla mnie było szokiem jak dowiedziałem się, że w tym kraju istnieje jakiś kodeks ruchu drogowego i są z niego egzaminy! Ja po dwóch latach nadal nie wiem ile wynoszą tu ograniczenia prędkości, bo nigdzie nie ma znaków.

    21. Kierowcy samochodów w Indonezji są dość kulturalni. Normalnym jest zostawianie przynajmniej pół metra odstępu między samochodami gdy stoi się w korku jak również zostawianie odstępu między samochodem a krawężnikiem. W ten sposób kierowcy skuterów mogą łatwo ominąć korek.

    22. W Indonezji bardzo dużo się trąbi. Dzieje się tak, bo skuter jest bardzo mały i gdy jedzie się za samochodem, omija inne pojazdy w korku, wymija jakąś przeszkodę lub gdy przy skrzyżowaniu rosną krzaki to osoba na skuterze jest zupełnie niewidoczna. W szczególności gdy jedzie się za ciężarówką lub autobusem, to kierowca nie ma szans zobaczyć w lusterku małego skuterka. Trąbi się, żeby ostrzec innych kierowców. Jeśli dojdzie do wypadku i świadkowie zeznają, że motocyklista nie zatrąbił wyjeżdżając z bocznej uliczki policja automatycznie przyklepie mu karę za spowodowanie stłuczki.
    Istnieją różne formy trąbienia - do ostrzegania używa się krótkich, jednosekundowych sygnałów, gdy chce się pokazać swoje niezadowolenie – klakson przytrzymuje się dłużej.

    23. Odwrotnie niż w Polsce, tutaj mrugnięcie długimi światłami oznacza dosłownie “won mi z drogi”. Tak więc jeśli zdarzy się wam być w Indonezji, jeździć skuterem i na rondzie lub skrzyżowaniu zobaczycie samochód, który na was mruga długimi, nie znaczy to, że on chce wam ustąpić pierwszeństwa tylko coś zupełnie coś odwrotnego...

    24. Najbardziej mnie denerwuje, że Indonezyjczycy kompletnie nie umieją używać świateł. Gdy tylko zapada zmrok to absolutnie każdy jeździ na długich światłach, nawet w mieście gdzie drogi są oświetlone. Niektórzy artyści włączają jeszcze światła przeciwmgłowe, montują LEDy w zderzakach i jeżdżą tak oświetleni niczym choinka w boże narodzenie wypalając oczy wszystkim wokół. Aż mam ochotę kupić jakiś mocny reflektor, zamontować go na kierownicy i też walić światłem po oczach tym osłom.

    25. W ciągu całego mojego pobytu w tym kraju widziałem kilkadziesiąt upadków ze skutera. Zawsze gdy ktoś się wywróci to w przeciągu kilkunastu sekund zbiegają się ludzie, pomogą podnieść skuter, przesuną ofiarę na pobocze, jeden przynosi wodę żeby zmyć krew, ktoś inny zadzwoni po ambulans. Będą też siedzieć z ranną osobą, opatrzą rany i będą do niej ciągle gadać żeby nie straciła przytomność, jeśli obrażenia są niewielkie to nawet odprowadzą ją do domu. Indonezyjczycy są bardzo honorowi i pomocni.

    26. Bardzo częsty jest widok całych rodzin na jednym skuterze – dwoje dorosłych i dwoje, troje a nawet czworo dzieci to nie problem! Również bardzo popularne jest montowanie małych wózków na skuterach i sprzedawanie z nich jedzenia.

    27. Nie ma takiej rzeczy jakiej Indonezyjczyk nie byłby w stanie przewieźć skuterem – skrzynki z warzywami, worki z ryżem, butle gazowe, dwumetrowe rury, dywany, meble, pralki, lodówki, materiały budowlane. Prawdziwe mistrzostwo to gość na skuterze, mały dzieciak z tyłu, w ustach papieros, prowadzi jedną ręką, bo w drugiej trzyma telefon, a między kolanami ściska butle propan-butanu.

    28. Dzieci są od małego przyzwyczajone do jazdy skuterem, już 2-3 latek bez problemu jest w stanie samodzielnie utrzymać się na siedzeniu gdy jedzie z rodzicem, a w wieku 10 lat wielu dzieciaków samodzielnie jeździ skuterami chociaż nie dosięgają nogami do ziemi i na światłach muszą schodzić ze skutera i go trzymać. Oczywiście nie jest to legalne ale kto by się przejmował.

    29. Najgorszy okres do jazdy skuterem to pora deszczowa. Z jednej strony bardzo silne wiatry osiągające nawet 60 km/h które są w stanie przewrócić lub zepchnąć z drogi jadący jednoślad, z drugiej strony lokalne podtopienia dróg przez które łatwo można zalać silnik. Ile to razy musiałem szukać objazdów, wtedy przydaje się znajomość “jalan tikus” - szczurzych dróg, którymi można objechać zalane miejsca. Pisałem o tych drogach ostatnio:
    https://www.wykop.pl/wpis/35260865/azja-indonezja-drogi-ciekawostki-sennajawie-jalan-/

    30. W tym kraju obowiązuje jedna zasada której należy się BEZWZGLĘDNIE trzymać – zasada „kto większy ten pierwszy”. Zawsze pierwszeństwo mają najpierw ciężarówki i autobusy, potem duże samochody osobowe, małe samochody osobowe, a dopiero potem skutery i motocykle. Na końcu jadą rowery, wózki z jedzeniem i piesi. Widząc duży pojazd lepiej się zatrzymać i go przepuścić, nie ma znaczenia kto teoretycznie ma pierwszeństwo. 3/4 ciężarówek w Indonezji jest przeładowana, ma niesprawne hamulce i łyse opony, gdy jedzie się obok takiego kolosa skuterem to serce podchodzi do gardła.
    pokaż całość

  •  

    #azja #indonezja #drogi #ciekawostki #sennajawie

    Jalan tikus - dosłownie "szczurza droga" - jest to specyficzny rodzaj dróg występujących w Dżakarcie charakteryzujących się tym, że są tak wąskie, że mieszczą się w nich jedynie skutery. Widywałem miejsca tak wąskie, że musiałem składać lusterka w skuterze i trzymać kolana pod brodą, bo droga miała może z pół metra szerokości.
    Takie uliczki są wykorzystywane przez miejscowych do omijania korków, jako objazdy w trakcie robót na głównych drogach, do unikania policyjnych kontroli albo zwyczajnie jako skrót w drodze do domu, szkoły lub pracy.
    O ile w ciągu dnia te miejsca są bezpieczne, można tam zobaczyć wiele samotnie spacerujących kobiet, to po godzinie 22 unikam takich dziur, bo można tam stracić portfel. Można też wpaść w wyrwę w jezdni lub najechać na jakiś kamień, bo "szczurze drogi" nie są oczywiście w żaden sposób oświetlone.
    W okolicach Dżakarty takich miejsc są tysiące. Potrafią ciągnąć się kilometrami i tworzyć skomplikowane labirynty pełne ślepych zaułków. Wiele z tych uliczek nie jest nawet formanie drogami, bo nie mają nadanej nazwy, nie istnieją na żadnych mapach ani nawet w Google Maps. Włączając GPS w takim miejscu można się zdziwić gdy na ekranie telefonu pokaże się zielona plama. Żeby się nimi poruszać trzeba naprawdę dobrze znać miasto, bo w razie zgubienia się gps jest bezużyteczny i pozostaje mozole kręcenie się wokół na ślepo, zanim po godzinie człowiek fartem dojedzie do jakiejś głównej drogi.
    pokaż całość

    •  

      po godzinie 22 unikam takich dziur, bo można tam stracić portfel

      @wyindywidualizowanyentuzjasta: Myślałem, że Indonezja jest bezpieczniejsza... Nie ma tam chyba broni palnej jak na Filipinach? Z nożami biegają? Bo do walki wręcz taki drobny Indonezyjczyk metr pisiont dla Europejczyka to raczej nie problem xD Chyba, że atakują stadami ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @fuji: Indonezja jest dość bezpieczna, morderstw, gwałtów i porwań jest tu bardzo mało, statystycznie to takich ciężkich przestępstw w Indonezji jest nawet mniej niż w Polsce ale z drugiej strony dużym problemem są włamania, kradzieże pojazdów i napady. Dlatego w nocy lepiej wybierać główne, jasno oświetlone drogi już takie zadupia. Zresztą jak spojrzysz na pierwsze zdjęcie z tym wiaduktem, to przyznasz, że normalny człowiek nie chciałby tam łazić po północy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Broni tutaj nie ma, rabusie zawsze używają długich noży i atakują albo w grupach blokując drogę albo gonią ofiarę motorem. Jednego Indo-karzełka bym sam powalił alr czteroosobowej grupy już nie.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    #azja #indonezja #ciekawostki #historia #sennajawie

    Uwielbiam odkrywać takie niepozorne, historyczne miejsca.

    Jakiś czas temu spacerując z kumplem po parku w mieście Bogor zauważyłem tabliczkę z informacją "makam Belanda" co znaczy "Holenderski cmentarz". Podążając za tabliczką rzeczywiście trafiliśmy na mały cmentarz w środku bambusowego gaju.

    Znajdują się tu 42 groby należące do Holendrów (Indonezja to dawna kolonia Holenderska), niektóre są małe i składają się jedynie z kamiennej tablicy leżącej na ziemi, inne są duże, marmurowe i z tablicami w języku Holenderskim. Nagrobki są zachowane w bardzo dobrym stanie, wszystkie tablice z nazwiskami są nadal czytelne.
    Najstarszy nagrobek jest z 1784 roku i należy do Cornelisa Potmansa - miejscowego aptekarza. Ostatni pogrzeb odbył się tu w 1994, wtedy to zmarł André Kostermans, botanik i jeden z opiekunów parku miejskiego w Bogor na którego terenie znajduje się cmentarz. Opiekun ten pochodził z Holandii ale większość życia spędził w Indonezji, zmienił nawet obywatelstwo na Indonezyjskie i zgodnie z jego testamentem pochowano go tutaj. Oprócz nich można też znaleźć nagrobki kilku gubernatorów Holenderskich Indii Wschodnich, Holenderskich oficerów i naukowców, a nawet grób Elisabeth Charlotte Vincent, która była żoną Ministra Finansów Holandii Jacoba Rochussena. Pełnił on swoje stanowisko w rządzie w latach 1840 - 1843.

    Takie miejsca są dla mnie ciekawe, bo czym innym jest czytanie o Europejskich koloniach w podręcznikach i książkach, a czym innym jest sytuacja gdy będąc ponad 10 tysięcy kilometrów od Europy przypadkiem trafi się na cmentarz z XIX wiecznymi grobami Europejczyków. Dopiero wtedy można dosłownie dotknąć tej kolonialnej historii.
    pokaż całość

  •  

    #azja #indonezja #jedzzwykopem #sennajawie

    Kolang kaling (palm fruit) - nietypowa, słodka przekąska z Indonezji.
    Składa się z jadalnych nasion palmy podawanych w syropie z cukru palmowego. Otrzymuje się je z kokosów palmy zwanej "arenga", kokosy są najpierw palone, potem rozłupywane, a wyciągnięte z nich nasiona gotuje się przez kilkanaście godzin co sprawia, że nasiona stają się miękkie i galaretowate. Smakuje to jak owocowe żelki, jest naprawdę smaczne i orzeźwiające ale POTWORNIE słodkie. Według opakowania deser zawiera 25g cukru na 100g produktu.
    Ja nie dałem rady zjeść więcej niż 4 sztuk na raz bez popicia wodą, bo aż mnie mdliło. Jeśli mieliście okazję pić sok z trzciny cukrowej to kolang kaling przebija ten sok 10x pod względem słodkości. Ale mimo to polecam!
    Zapłaciłem za to 12 tysięcy rupi (2.99 zł) za opakowanie.
    pokaż całość

  •  

    #indonezja #azja #sennajawie

    W Indonezji zaczęło się coś, co miejscowi nazywają "pancaroba". Jest to trwający 2 miesiące okres przejściowy między porą suchą, a porą deszczową. Pancaroba w Indonezji zawsze pojawia się dwa razy - w okolicach marca/kwietnia i września/października.

    W okresie pancaroby niebo przybiera ciemno-szary kolor, a pełne zachmurzenie utrzymuje się 24h na dobę, odczuwalny jest też spadek temperatury. Aktualnie w nocy w Dżakarcie jest 25 *C, w dzień koło 28-30 *C ale są miasta np. Bandung lub Garut gdzie temperatury w nocy spadają do zaledwie 17 *C, a mówimy tu o tropikalnym, równikowym kraju!
    Zachmurzeniu i ochłodzeniu towarzyszą sporadyczne ale bardzo intensywne tropikalne burze z piorunami oraz silne, monsunowe wiatry. Mogą one łamać drzewa, przewracać słupy wysokiego napięcia a nawet zrywać dachy domów. Jeżdżenie jednośladem przy takiej pogodzie jest naprawdę straszne, skuter nieustannie buja się na boki niczym żaglówka na falach, a mocniejsze podmuchy są w stanie nawet przesunąć jadący skuter więc nieustannie trzeba korygować tor jazdy żeby nie zjechać do rowu. Nie wspominając o tumanach kurzu, pyłu i liści wzbijanych w powietrze przez wiatr.

    Pancaroba to w Indonezji okres największej zachorowalności na przeziębienia i grypę. Możecie się śmiać widząc w telewizji Azjatów którzy chodzą w grubych kurtkach ale gdy temperatura nagle obniża się z 40 *C do 25 *C to jest to naprawdę duży spadek i rzeczywiście odczuwa się przeszywający chłód mimo, że nadal jest 25 *C czyli tyle, przy ilu ludzie w Polsce się opalają.

    Jest to też okres kiedy zaczyna się wylęgać wszelkie robactwo. O ile w porze suchej nie ma zbyt wielu owadów, tak teraz jest ich masa, a najgorsze są komary. Indonezyjskie komary są jakieś nienormalne, wyobraźcie sobie, że w ciągu dnia wlatują do domów i składają jaja w ubraniach, pościeli i ręcznikach. Potem człowiek chce wziąć czyste ubrania, otwiera szafę, a tam 50 komarów na każdej półce. Najgorsze są biało-czarne "komary tygrysie" które przenoszą malarię. Równie upierdliwe są tutejsze mrówki, które dosłownie wygryzają dziury w tynku i budują mrowiska w ścianach oraz ćmy wielkości mojego kciuka, na szczęście nie ma much. Jedyny sposób żeby z tym walczyć to spreje na owady i codzienne pryskanie całego domu. Tutejsze domy nie są zbyt "szczelne" - normalnym są szczeliny między ścianą a futrynami lub między ścianą a dachem, w domu który wynajmuje na strychu nie ma w ogóle okna tylko metalowa krata. Skoro nie ma zimy, to po co się starać przy budowie, lokalsom wystarczy, że deszcz na głowę nie pada (chociaż i z tym bywa różnie). W trakcie pancaroby oraz w trakcie pory deszczowej takie budownictwo sprzyja integracji z lokalną fauną, wszelkie robaczki i jaszczurki chętnie korzystają z okazji penetrowania domów poprzez pozostawione przez majstrów szczelny.
    Uroki mieszkania w tropikalnym kraju.
    pokaż całość

  •  

    #azja #indonezja #jedzzwykopem #sennajawie

    Sate padang - danie "must try" dla każdego kto przyjeżdża do Indonezji.

    Sate to ogólna nazywa na grillowane szaszłyki, potrawa ta jest dostępna w wielu odmianach w krajach Azji Południowo - Wschodniej, ale bezsprzecznie najlepsze sate to "sate padang" z Indonezji. Jego nazwa pochodzi od miasta Padang na Sumatrze gdzie stworzono recepturę przekazywaną ustnie z pokolenia na pokolenie.
    Prawdziwe, Indonezyjskie sate padang wykonywane jest z krowich ozorów, pokrojone mięso gotuje się dwa razy, a następnie marynuje w mieszance aż 19 (!) różnych przypraw i ziół. Tak przygotowane ozory nabija się na patyczki od szaszłyków i grilluje na węglu drzewnym z dodatkiem suchych, pokruszonych skorup kokosów.
    Szaszłyki podawane są z ryżem lontong i pikantnym sosem sambal gotowanym na bazie orzeszków ziemnych, a całości jest posypywana prażoną cebulką.

    Sate padang sprzedawane jest zawsze wieczorami, codziennie po 18 wzdłuż Indonezyjskich ulic rozchodzi się aromatyczny dym z dziesiątek małych grilli. Mięso jest niesamowicie delikatnie i dosłownie rozpuszcza się w ustach, nie trzeba nawet tego gryźć, a ryż i pikantny sos są świetnymi dodatkami.
    Cena zależy od miasta, w Dżakarcie za porcję 10 szaszłyków z sosem i ryżem trzeba zapłacić od 15 do 18 tysięcy rupi (między 3.80 a 4.50 zł).

    Najdroższym sate padang jakie jadłem w życiu było to w indonezyjskiej restauracji w Nowym Jorku. Za kilka szaszłyków zapłaciłem 23$ czyli ponad 80 zł. Moja miłości do indonezyjskiej kuchni wygrała wtedy ze zdrowym rozsądkiem ( ͡° ͜ʖ ͡°) Niestety te amerykańskie sate nie były nawet w połowie tak dobre jak oryginał przygotowywany na Dżakarckiej ulicy.

    Na zdjęciach sate padang z USA vs. sate padang z Indonezji
    pokaż całość

  •  

    #azja #indonezja #sport #lekkoatletyka #asiangames #kibicujzwykopem #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji

    DO BOJU CZERWONO – BIALI!

    Aktualnie w Indonezji odbywa się Asian Games czyli Igrzyska Azjatyckie. Jest to rodzaj olimpiady w której biorą udział tylko kraje Azji. Pierwsze takie igrzyska odbyły się w 1951 roku w Indiach. W tym roku po raz pierwszy w historii imprezy zorganizowane zostały w dwóch miastach - stolicy Indonezji - Dżakarcie i mieście Palembang na Sumatrze. Poprzednio Dżakarta była organizatorem zawodów w 1962 roku. Na tegoroczne igrzyska do Indonezji przyjechało ponad 11 tysięcy zawodników z 45 krajów - od Arabii Saudyjskiej po Japonię. Ciekawe, że zawodnicy z Korei Północnej i Południowej w kilku dyscyplinach startują wspólnie pod jedną flagą. Wszyscy sportowcy będą konkurować w 40 dyscyplinach, w tym w e-sporcie. Pojawił się nawet Polski akcent w postaci Pana Macieja Skorży będącego selekcjonerem piłkarskiej reprezentacji Emiratów Arabskich do lat 23.

    Nie jestem jakimś wielkim fanem sportu, a już szczególnie lekkoatletyki ale biorąc pod uwagę, że nie co dzień trafia się okazja zobaczenia olimpiady na żywo to wybrałem się na stadion Gelora Bung Karno w Dżakarcie. Jest to największy obiekt sportowy w Indonezji mogący pomieścić 76 tysięcy widzów, chociaż jego rekord to 150 tysięcy osób w 1985 roku w trakcie lokalnych rozgrywek piłki nożnej. To tutaj zorganizowano otwarcie tegorocznego Asian Games z udziałem prezydenta Indonezji, tutaj też odbędzie się uroczyste zamknięcie imprezy. Na tym stadionie parę dni temu uruchomiono pierwszy w Indonezji nadajnik sieci 5G (na razie tylko eksperymentalne i nie jest ona jeszcze dostępna dla zwykłych użytkowników), miały być również autonomiczne autobusy dla kibiców, może przyszedłem w złym czasie bo ich nie widziałem.
    Już od paru tygodni cała Dżakarta była udekorowana setkami plakatów, banerów i graffiti, w pobliżu stadionów gorączkowo wymieniano chodniki i asfalt na drogach, uruchomiono dodatkowe połączenia komunikacji miejskiej i zmieniono organizację ruchu w całym mieście.
    Praktycznie we wszystkich sklepach, restauracjach i barach stoją małe telewizorki i wszyscy Indonezyjscy z zapartym tchem oglądają turnieje, największe emocje budzi... badminton, bo Indonezja jest vice mistrzem świata w badmintonie, w kraju panuje prawdziwa badmintomania. Takich wybuchów radości na ulicach nie widziałem od czasów kiedy Małysz skończył karierę.

    ZAWODY:
    Bilety kosztowały jedynie 100 tysięcy rupi (25 zł) od osoby, można je było nabyć „od ręki” przez internet, bilet z kodem przyszedł na e-mail.
    Zupełną porażką był brak parkingów dla jednośladów, pod stadion wpuszczano tylko samochody. W bezpośrednim sąsiedztwie stadionu są cztery luksusowe hotele, każdy z własnym parkingiem podziemnym ale tam też wprowadzono zakaz parkowania motorami i skuterami. Ostatecznie musiałem zaparkować w centrum handlowym 2.5 kilometra od stadionu i przesiąść się do ubera, przy okazji nakłamałem ochronie że przyjechałem na zakupy, a nie na olimpiadę, bo tam też nie chcieli wpuszczać skuterów. Biorąc pod uwagę, że Dżakarta jest liczącą 10 milionów obywateli Azjatycką metropolią, z czego 98% mieszkańców posiada jakiś jednoślad i jest to podstawowy środek transportu w mieście, to nie zorganizowane żadnego parkingu dla motocykli lub skuterów to zupełny debilizm lub złośliwa premedytacja.

    Potem na szczęście było tylko lepiej. Mimo tłumów wejście do strefy kibica i na sam stadion przebiegało szybko i sprawnie. Przed wejściem do strefy kibica było trzeba przejść przez bramki z wykrywaczami metalu. W strefie były jakieś koncerty Indonezyjskiego rapu, telebimy oraz mnóstwo budek z lokalnymi jedzeniem, bo Indonezyjczycy uwielbiają jeść przy każdej okazji.

    Na stadionie jednocześnie odbywały się zawody w skoku w dal, pchnięciu kulą, rzucie oszczepem i biegach więc momentami nie wiedziałem w którą stronę patrzeć.
    Największe wrażenie zrobiła na mnie panującą na stadionie atmosfera. Czym innym jest oglądanie lekkoatletyki w telewizji, a czym innym oglądanie jej na żywo w gronie kilkunastu tysięcy krzyczących i wiwatujących ludzi. Nie było tam podziału według narodowości więc na jednej trybunie siedzieli kibice z Indonezji, Chin, Indii, Japonii, Korei, Malezji, Filipin, widziałem także osoby ze Sri Lanki. Największy doping był w trakcie biegów gdy kibice z różnych krajów wyciągali swoje flagi i każdy krzyczał nazwisko zawodnika ze swojego państwa. Sami zawodnicy też machali rękami i krzyczeli w stronę trybun co tylko zwiększało emocje wśród kibiców. Wszytko w atmosferze pełnej kultury, nie widziałem żadnych kłótni ani ekscesów mimo takiej mieszanki różnych narodowości w jednym miejscu. Jak napisałem – nie jestem fanem lekkoatletyki ale atmosfera tak mi się udzieliła, że sam w końcu zacząłem krzyczeć i kibicować Indonezyjskim sportowcom.

    Po tych zawodach Indonezja zajmuje czwarte miejsce w medalowej klasyfikacji generalnej, wyprzedziły ją Chiny, Japonia i Korea Południowa, tuż za Indonezją jest Iran, Chiński Tajpej (pod taką nazwą startuje Tajwan) i niespodzianka – Korea Północna. Dla Indonezji to historyczny wynik, zazwyczaj kończyła Asian Games w okolicach 10 miejsca.
    pokaż całość

  •  

    #azja #indonezja #jedzenie #sennajawie

    Prawdziwy indonezyjski fastfood - zupki z proszku (tutaj znane jako "mie")
    Indonezyjczycy uwielbiają gotowe zupki, można je nabyć w "warungach" zlokalizowanych w pobliżu dworców, lotnisk, ruchliwych skrzyżowań, parków, muzeów, plaż i atrakcji turystycznych. Oferuje je też wiele bufetów w biurowcach, urzędach, szkołach i uczelniach. Każdy warung i bufet ma przynajmniej kilkanaście rodzajów zupek by każdy mógł nabyć swoją ulubioną, a na miejscu zupka zalewana jest wrzątkiem. Niektóre warungi oferują nawet dodatki do zupy w postaci smażonego jajka, szczypiorku, sosów, przypraw i chili.
    Jeden kubek kosztuje 3 tysiące rupi (80 groszy) więc jest tanim sposobem na codzienny, szybki, ciepły obiad w pracy lub szkole, niestety Indonezyjczycy nie specjalnie przejmują się zdrowiem i jakością tego co jedzą, bo karmią tym nawet małe dzieci, wiedza o zdrowym odżywianiu jest tutaj bardzo mała.
    pokaż całość

    •  

      @wyindywidualizowanyentuzjasta: nie no - ja zdaję sobie sprawę, że ich nikt tam nie zmusza do tych zupek. Ale moim zdaniem i tak wszystko przez biedę. Albo teraz są biedni i ich nie stać, albo byli biedni za dziecka i takich "smakołyków" się nauczyli jeść. A jak nie bieda materialna to bieda umysłowa. Masa osób w Azji je najgorsze gówno i potem się dziwią, czemu średnia wieku niska. Indonezja ma przecież jedną z najniższych na świecie (nie licząc krajów gdzie są jakieś konflikty, chociaż może to jest też przez trzęsienia, tsunami i wulkany - głowy nie dam). Jedzą dziadowskie jedzenie, a potem pewnie się dziwią czemu co piąte dziecko jakieś koślawe, albo co 3 laska ma problemy z cerą (tak przynajmniej u Malajów jest).

      Ale być może jest też jakiś element kulturowy. Ja do dziś się dziwię jak z dzielnicy biznesowej w Singapurze wychodzą elegncko ubrani ludzie i idą jeść ryż z odrobiną kurczaka za 3$ (8 zł). Kierownik projektu u mnie w firmie jak miał wydać więcej niż 3 dolary na lunch to struty chodził. Jak go kiedyś wyciągnałem na makaron za 6 to pół dnia marudził. Po co zjeść jakieś jakościowe jedzenie jak można zapchać się ryżem i jakąś podsmażoną sałatą i najtańszym małym kawałkiem kurczaka z kością.
      pokaż całość

    •  

      @kotbehemoth: Masz rację, że największy problem to bieda umysłowa i brak jakiejkolwiek wiedzy o zdrowym odżywianiu. Wszędzie to tanie gówniane jedzenie i wszystko smażone, nawet warzywa smażą w głębokim oleju, a to zupełnie zabija wszelkie właściwości odżywcze. Dodaj to tego pakowany do każdej potrawy glutaminian i słodki sos sojowy. Dużym problemem są reklamy w telewizji, które zachwalają glutaminan i zupki jako zdrowy i smaczny obiad dla całej rodziny.
      Ja mam w domu piekarnik i jak robię kurczaka w brytfance to wszyscy narzekają, że za suchy i bez smaku, bo najlepszy kurczak to ten z głębokiego oleju xD

      Często widuję też ludzi który przyjeżdżają do hipermarketu nową Toyotą Land Crusier lub nowym Pajero i pakują pół bagażnika zupek w proszku. Jak kogoś stać na samochód za ~50 tysięcy $ to stać go na porządne jedzenie. Dokładnie ten sam problem co z twoimi znajomymi w Singapurze.

      Najlepsze, że te Indonezyjskie zupki importują do Holandii i Niemiec, gdzie mieszka najwięcej Indonezyjczyków i nawet ich rodacy w Europie jedzą to na okrągło. Nie jest to jedynie kwestia biedy ale też kwestia głęboko zakorzenionej kultury i mentalność.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    #azja #indonezja #podroze #jawa #sennajawie

    Wulkan Merabu, Jawa Środkowa, wysokość 3145 m.n.p.m
    To jest właśnie piękno Indonezji. Gdzie indziej znajdziecie międzymiastową trasę biegnącą u podnóża wulkanu?

    Zdjęcie wykonał mój przyjaciel, Polak mieszkający w Indonezji (zdjęcie wrzucam za jego zgodą). Zdecydował się on pokonać trasę z miasta Surabaya do Dżakarty i z powrotem (łącznie ponad 1400 kilometrów)... skuterem. Nie motorem, nie samochodem ale zwykłym skuterem. Droga zajęła mu 15 godzin w jedną stronę z przerwami na tankowanie i krótki sen, a to zdjęcie to zapis jego podróży. Tak trzeba żyć! pokaż całość

  •  

    #azja #indonezja #ciekawostki #coolstory #sennajawie

    W dalekiej Azji społeczeństwo wygląda inaczej niż społeczeństwo w Europie. Tutaj w relacjach sąsiedzkich ludzie są dużo bardziej z zżyci, każdy każdego zna, każdy o każdym wszystkie wie i ciężko tu być introwertykiem indywidualistą. Ja mieszkam w mieście, nie na wsi a i tak przy każdej okazji jak narodziny dziecka, ślub czy pogrzeb schodzi się cała okolica, czasami to może być nawet kilkaset osób, w wielu meczetach jak i kościach co tydzień odbywają się specjalne spotkania na których ludzie się modlą, jedzą i dyskutują. Normalnym jest też cała masa lokalnych akcji integracyjnych – wspólne patrolowanie ulic w nocy, festyny rodzinne, grupowe sprzątanie ulic, sadzenie drzewek, wykłady w świątyniach czy spotkania z lokalnymi politykami. Najlepsze, że uczestnictwo w tym jest obowiązkowe!
    Za nieprzyjście można się narazić na ostracyzm i wykluczenie ze społeczności, kary finansowe (np. w przypadku odmowy patrolowania ulic) ale najgorszy jest gniew lokalnych urzędników, którzy potem mogą się mścić poprzez utrudnienie zdobycia różnych zaświadczeń i dokumentów.

    Ja dwie ostatnie lokalne imprezy – czyszczenie ulic i jakiś wiec polityczny olałem. Wczoraj odbyło się spotkanie lokalnej społeczności na którym dyskutowano o bieżących sprawach osiedla. Od paru dni tutejszy urzędas wydzwaniał do mojej żony i osobiście przychodził do mojego domu żeby upewnić się, że przyjdę. Przez 3 godziny lokalsi dyskutowali o tak fascynujących zagadnieniach jak rozliczenie pieniędzy z datków na lokalny meczet, sprzątanie cmentarza, remont drogi i wysokość zasiłku pogrzebowego. Oczywiście pojawianie się tam białego Europejczyka też wzbudziło nie lada sensację, wiele osób komplementowało mój nos. Dobrze, że chociaż jedzenie było za darmo hehe. Zdziwiłem się, że dali grillowanego kurczaka i jakieś ryby, na bogato, bo zazwyczaj na takich spotkaniach jest tylko suchy ryż z gotowanymi warzywami i pikantnym sosem sambal.

    Dziś na wszystkich osiedlach w stolicy odbywają się koncerty z okazji Święta Niepodległości Indonezji. Dzieci z okolicznych szkół będą prezentować swoje tańce, będą zespoły grające “dangdut” - coś co ja nazywam Indonezyjskim discopolo (wesołe piosenki o miłości pod skoczną melodię będącą kombinacją muzyki Arabskiej, Hinduskiej i Chińskiej), Ja na te koncerty nie chodzę odkąd 3 lata temu lokalsi wepchnęli mnie na scenę. Dla nich widok tańczącego białasa to była świetna rozrywka, ja zaliczyłem największą żenadę życia, do dziś nie mogę tego rozchodzić.
    Między koncertami odbywają się zabawy pokroju wyścigów w workach, biegów z łyżką i jajkiem i gry w gorące krzesła za które można wygrać prawdziwe pieniądze, a większość uczestników to dorośli ludzie. A już jutro z rana – osiedlowa joga - całe osiedle schodzi się o 6 rano, rozkłada maty na ulicy i wszyscy będą ćwiczyć!
    Od znajomego Polaka mieszkającego niedaleko miasta Surabaya, 600 km od Dżakarty, wiem, że w tamtym regionie ludzie maszerują z portretami prezydenta i wiceprezydenta przy każdym święcie niepodległości, a mój przyjaciel został na taki pochód zaproszony.

    Ciekawe, że od momentu otrzymania karty stałego pobytu w Indonezji, ludzie tutaj traktują mnie „jak swojego”. Nie ma znaczenia, że jestem białym obcokrajowcem bez praw wyborczych, według nich skoro tu mieszkam to mam robić to co oni czyli uczestniczyć we wszystkich tych zabawach, imprezach, pochodach i lokalnych wyborach.

    Poniżej parę zdjęć z wczorajszego, osiedlowego spotkania. Gość z mikrofonem na zdjęciu po prawej to lokalny urzędnik i organizator całej imprezy.
    pokaż całość

    źródło: spotkanie.jpg

  •  

    #azja #indonezja #nosyboners #sennajawie

    Za każdym razem śmieszy mnie gdy Indonezyjczycy przy okazji różnych spotkań komplementują mój... nos.

    Przeciętny Indonezyjczyk umie odróżnić 3 rodzaje nosów - "mancung" czyli typowy, europejski, spiczasty nos, "hidung" czyli mniejszy nos z lekkim wgłębieniem na środku (najpopularniejszy wśród Indonezyjczyków) i "pesek" czyli zupełnie płaski nos ala prosiak, u niektórych Indonezyjczyków i Chińczyków niemal nie występuje przegroda nosowa i ta część twarzy między oczami jest prawie płaska. To jest właśnie pesek.
    Oczywiście każdy Indonezyjczyk chciałby posiadać mancung, bo to powód do dumy, podczas gdy urodzenie się z nosem typu pesek skazuje człowieka na bycie wyśmiewanym do końca życia. Samo nazywanie kogoś "pesek" w Indonezji jest obelgą. Czym większy nos tym lepiej! Istnieje lokalny przesąd, że gdy biały człowiek dotknie brzucha ciężarnej kobiety to dziecko urodzi się z dużym nosem. Serio ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Nawet gdy pokazuję znajomym Indonezyjczykom zdjęcia mojej rodziny i przyjaciół z Polski to często pierwszą rzeczą na jaką zwracają uwagę jest nos. Nie oczy, nie włosy, nie kolor skóry ale nos. Zanim nie przyjechałem do Indonezji nie wiedziałem, że są ludzie przywiązujący taką wagę do kształtu nosa i że może on wpłynąć na życiowy sukces lub porażkę. Teraz z dumą patrzę w lustro wiedząc jakim pożądaniem cieszy się tu mój biały nochal.
    pokaż całość

  •  

    #azja #indonezja #sennajawie

    Jest taki okres w Indonezji gdy co chwilę zza okna dobiega donośne nawoływanie "TIANG, BANDERA. TIANG BANDERA" (chorągwie, flagi). Oznacza to, że zbliża się święto niepodległości.

    Wypada ono zawsze 17 sierpnia, jest świętem państwowym i dniem wolnym od pracy. Zawsze już 2 - 3 tygodnie wcześniej na ulice wychodzą uliczni sprzedawcy flag, chorągiewek i innych gadżetów, a ulice zapełniają się czerwono-białymi dekoracjami. Jedna, duża flaga w ulicznym wózku kosztuje 40 tysięcy rupi (ok. 10 zł), za dodatkowe 2 złote sympatyczny Pan dorzuca jeszcze bambusową, dwu metrową tyczkę oraz pomoże w ustawieniu flagi przed domem.

    Indonezja uzyskała niepodległość 17 sierpnia 1945 roku gdy równo o godzinie 10.00 Sukarno odczytał w Dżakarcie deklarację niepodległości, a już następnego dnia został mianowany pierwszym prezydentem. Ludzie zgromadzeni na ulicach miasta zaczęli wykrzykiwać "merdeka, merdeka", co w języku Indonezyjskim i Malezyjskim oznacza "wolność". Do dziś jedna z centralnych ulic w Dżakarcie nazywa się "jalan Merdeka" (ulica Wolności). Indonezyjczycy szczycą się, że byli pierwszym krajem Azji Południowo-Wschodniej który uzyskał niepodległość. Dla porównania - Filipiny uzyskały niepodległość w 1946, Malezja w 1957, a Singapur w 1963.
    pokaż całość

  •  

    #azja #indonezja #coolstory #sennajawie

    Wczoraj wieczorem zamówiłem Gojeka, taki lokalny, Indonezyjski odpowiednik Ubera, zamiast samochodu wybrałem opcję "motor". Tylko zapomniałem, że na tej konkretnej stacji kolejowej mogą zatrzymywać się tylko taksówki, gojeki mają zakaz.
    Po chwili zadzwonił do mnie kierowca i używając mieszkanki Indonezyjskiego i łamanego angielskiego kazał mi czekać na stacji i że on po mnie przyjdzie.Tak, przyjdzie nie przyjedzie. Brzmiało to mniej więcej tak: "MISTER, MISTER, AJM SO SORRY, AJ TIDA BISA STOP DI STSIUN, WAIT ME MISTER, AJM JALAN-JALAN". Jalan-jalan znaczy "już idę".
    Wyobraźcie siebie, że kierowca zaparkował 300 metrów od stacji, gdzie nie ma zakazu i przyszedł po mnie pieszo, żeby zaprowadzić mnie na parking gdzie zostawił motor, w ogóle już z daleka do mnie machał rękami krzycząc "MISTER MISTER!", na przywitanie poklepał mnie po plecach jakbyśmy byli starymi kumplami i był strasznie zadowolony, że trafił mu się obcokrajowiec.
    Po drodze do domu dużo rozmawialiśmy (miksem Indonezyjskiego i Angielskiego), jak usłyszał, że jestem z Polski to już zupełnie się nakręcił, całą drogę opowiadał mi o Lewandowskim i Egy Maulanim, Indonezyjskim piłkarzu grającym w Lechi Gdańsk (u niego to brzmiało jak Gdyyynsk). Opowiadał mi, że w trakcie Mistrzostw Świata w Rosji kibicował Polsce, że lubi Polską drużynę i chciałby żeby Indonezja grała tak jak Polacy. W międzyczasie zajechaliśmy na stację benzynową, bo tu normalnym jest branie klientów gdy w baku pusto, kierowca wypalił sobie jeszcze papieroska, bo to przecież Indonezja, tu nikt nigdzie nigdy się nie śpieszy. Po dojechaniu na miejsce powiedział, że on nie chce żadnych napiwków ani nic tylko, że chciałaby selfie ze mną, bo on koniecznie chce się rodzinie pochwalić, że miał białego klienta z Europy, w dodatku z kraju Roberta Lewandowskiego. Kierowca wyjął mały grzebień z plecaka, poprawił grzywkę żeby ładnie wyglądać na zdjęciach, porobiliśmy trochę głupich min do kamery, znów poklepał mnie po plecach jak starego, dobrego kumpla i się rozeszliśmy.
    pokaż całość

  •  

    Eh, znów korek na mieście ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #azja #indonezja #dzakarta #sennajawie

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG-20180803-WA0001.jpg

  •  

    #azja #owoce #ciekawostki #jedzzwykopem #indonezja #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji

    Szukałem tego specjału przez naprawę długi czas, w końcu trafiłem na to przypadkiem - na przydrożnym wózku w Dżakarcie.
    Na zdjęciu są kokosy pochodzące z palmy o nazwie Siwalan, która rośnie w wielu krajach Azji Wschodniej i Południowo - Wschodniej. Z soku ich kokosów produkuje się cukier palmowy oraz alkohol, najciekawsze jednak, że w odróżnieniu od innych kokosów, te zawierają wewnątrz duże, jadalne nasiona. Nasiona dojrzałych kokosów są twarde, natomiast te z niedojrzałych - miękkie i galaretowate. W Azji właśnie te niedojrzałe nasiona są prawdziwym przysmakiem.

    O ile kupienie samych, jadalnych nasion to w Indonezji nie problem, bo można je dostać pod nazwą "palm fruit" za 30 tysięcy rupi/kilogram (7.60 zł) w prawie każdym hipermarkecie, tak znalezienie całych, świeżych kokosów, tego konkretnego gatunku palmy, razem z wodą w środku to prawdziwa sztuka. Nawet moja żona, która mieszka w Indonezji całe życie widziała te kokosy pierwszy raz w życiu.

    Sprzedawane jest to w typowo Indonezyjskim stylu czyli foliowy woreczek, lód, woda z kokosa i łyżka nasion. Kokosy były już wcześniej otwarte a ich woda przelana do butelek, w czerwonym termosie jest lód, a nasiona schowane w misce wewnątrz wózka. Woda nie przypomina zwykłego kokosa - smakuje tak słodki ziemniak po ugotowaniu, natomiast nasiona są miękkie i wyglądają jak białe żelki. Każde nasionko w środku jest wypełnione słodkim sokiem i pęka po przegryzieniu wypełniając usta orzeźwiającą wodą. Genialna rzecz. Jeden woreczek kosztował 15 tysięcy rupi (3.80 zł), stosunkowo drogo, bo w tej cenie można ty kupi pół litra wody z normalnego kokosa bez nasion.
    pokaż całość

    •  

      @tomosano Ty pewnie chodzisz w tradycyjnym stroju Krakowiaka albo Kujawiaka ( ͡º ͜ʖ͡º)
      Panie, jest XXI wiek :) każdy chodzi jak chce, jeansy są wszędzie popularne

    •  

      @tomosano: Tradycyjny, Indonezyjski ubiór wygląda tak - bardzo cienka, bawełniana koszula i sarung czyli rodzaj męskiej, długiej spódnicy. Sarungi są świetne, można w nich chodzić nawet bez majtek ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Dziś to ubiór noszony "od święta" np. do Meczetu lub Kościoła, Indonezja jak każdy kraj idzie z duchem czasu więc i lokalny ubiór się zmienia. Nikt nie chodzi do pracy tak ubrany.

      Ja sam na co dzień latam tu w jeansach i bluzach z długim rękawem, bo wyjście z domu w czymś krótkim to momentalnie poparzenie skóry. Może to kwestia przyzwyczajenia ale nie odczuwam już specjalnie gorąca. Nawet przy upałach powyżej 35*C bez problemu mogę wytrzymać cały dzień na zewnątrz bez czapki, w jeansach, bluzie i z jedną, małą butelką wody gdzie przeciętny Europejczyk, który dopiero co tu przyjechał zdechłby po paru godzinach.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    #azja #indonezja #owoce #jedzzwykopem #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji

    Ten zielony, kolaczasty potwór to sirsak - tropikalny owoc pochodzący z ameryki południowej, który w XIX wieku trafił do Azji i jest tu uprawiany. Jego nazwa pochodzi od Holenderskiego wyrazu "zuurzak" co dosłownie oznacza "kwaśna torba".
    Sirsaki mają bardzo miękki, biały, włóknisty miąższ, ich smak jest słodko-kwaśny, bardzo intensywny i orzeźwiający. Ciężko go porównać do jakiegokolwiek owocu dostępnego w Polsce. W środku są duże, czarne pestki które są trujące. Zdarzyło mi się raz połknąć pestkę i nadal żyje xD
    Te owoce można co prawda pokroić na małe kawałki i jeść w takiej formie ale w Indonezji najczęściej robi się z nich soki, napoje, przeciery, lody, desery oraz używa ich jako dodatków do ciast i sałatek owocowych.
    Sirsaki osiągają wagę do 6kg, mój egzemplarz to mała sztuka - ważył tylko 1.6kg i kosztował 29 tysięcy rupi (7.30 zł). Po obraniu i wydłubaniu pestek w całości pójdzie do blendera razem z lodem, będzie z niego pyszny sok. Na zdjęciu może nie wygląda zbyt apetyczne ale to jeden z najlepszych owoców jakie kiedykolwiek jadłem w życiu.
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    #azja #indonezja #jedzzwykopem #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji

    "Floating market" w pobliżu miasta Lembang na Jawie to ciekawe miejsce dla miłośników jedzenia. Jest to dość nietypowy food court, zbudowany wokół jeziora, wzdłuż pomostów cumują małe łódeczki z których każda to miniaturowy bar i to z nich kupuje się jedzenie, a na brzegu jest zadaszenie ze stolikami. Wejście tutaj kosztuje 20 tysięcy rupi (jakieś 5 zł) plus oczywiście opłata przy kupnie jedzenia. Przy łódeczkach nie płaci się gotówkową ale żetonami które kupuje się przy wejściu. W cenię biletu wstępu wliczony był kupon na jeden kubek darmowego napoju, do wyboru - mrożona kawa, mrożona herbata lub sok pomarańczowy.
    Tym razem nie miałem szczęścia, w Indonezji trwał okres urlopowy, a samo miejsce leży zaledwie 140 kilometrów od Dżakarty i zjechała się tu chyba połowa stolicy, bo niemal wszystkie samochody na parkingu miały Dżakarckie tablice rejestracyjne. Dopchanie się gdziekolwiek to masakra, wszędzie gigantyczne tłumy, ciągle ktoś mnie pchał i krzyczał, przez ponad godzinę szukałem wolnego stolika, a ostateczne musiałem jeść na stojąco. Nie było nawet możliwość żeby zrobić ładne zdjęcia ani żeby na spokojnie poczytać ofertę wodnych barów. Początkowo chciałem kupić pieczone ośmiorniczki ale się skończyły zanim doszła moja kolejka więc ostatecznie wybór padł na sate (grillowanie szaszłyki) z królika. Wielokrotnie jadłem sate z kurczaka, kozy i wołowiny ale na królika trafiłem pierwszy raz w życiu, kolejna dziwna potrawa do spróbowania zaliczona i odhaczona. Teraz będę polować na sate z koniny, serio można to dostać w Indonezji.

    Miejsce popularne jest wśród Indonezyjczyków ale ciężko spotkać tu jakichkolwiek turystów. Ja sam wśród kilkunastu tysięcy ludzi wpatrzyłem tylko jedna, białą kobietę. Nie dziwie się, bo dojechać tu można tylko prywatnym samochodem lub skuterem, nie ma tam żadnej komunikacji miejskiej. Ja nie jestem zadowolony, nudno i tłoczno, chciałbym się tu kiedyś wybrać w dniu gdy nie będzie tłumów może zmienię zdanie.
    pokaż całość

  •  

    #azja #indonezja #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji

    Nie bez powodu Indonezja nazywana jest Azjatyckim Tygrysem. Jest to jeden z najszybciej rozwijających się krajów świata ze wzrostem PKB na poziomie 5% rocznie. Według niektórych szacunków do 2050 roku Indonezja wyprzedzi Niemcy i zostanie 4-tą największą gospodarką świata.
    Ale jakie to ma przełożenie na codzienne życie w tym kraju? Pod koniec lat ’90 ponad 50% Indonezyjczyków żyło poniżej granicy ubóstwa. Dziś już tylko 10% obywateli klasyfikowanych jest jako żyjący w biedzie. Dzięki szybko rosnącym pensjom ilość biedy spada, a bardzo szybko rośnie Indonezyjska klasa średnia. Ludzie którzy jeszcze 20-30 lat temu żyli w slumsach i jedni suchy ryż 3x dziennie, dziś zarabiają tyle, że stać ich na nowe samochody i podróże. Aktualnie w stolicy - Dżakarcie zarobki poniżej 3.5 miliona rupi na rękę miesięcznie (ok. 1000 zł) to ubóstwo. Wraz ze wzrostem klasy średniej, w ostatnich latach w Indonezji powstał gigantyczny boom mieszkaniowy. Zapotrzebowanie na domy jest takie, że deweloperzy nie bawią się w stawianie pojedynczych domów lub bloków, tutaj stawia się mega-osiedla gdzie budynki liczone są w tysiącach.

    Dziś odwiedziłem jedno z takich mega-osiedli. Nazywa się „CitraIndah City” i znajduje się w mieście Cileungsi, 40 kilometrów na południe od Dżakarty.
    Miejsce te zrobiło na mnie gigantyczne wrażenie z powodu swojego rozmachu. Docelowo ma powstać tu 50 tysięcy (!) nowych domów dla ponad 250 tysięcy ludzi. Tyle ile liczy populacja Radomia lub Częstochowy. Na razie miejsce to wygląda jak miasto widmo, krążąc po uliczkach wyjeździłem ponad 15 kilometrów mijając jedynie domy w budowie, maszyny budowlane i jakieś pojedyncze pojazdy. Oprócz domów widziałem ten masę budowanych lokali usługowych oraz już ukończony i oddany do użytku hipermarket, kościół i meczet. Te budynki świecą pustkami ale w przeciągu kilku lat, gdy do budowanych domów wprowadzą się pierwsi mieszkańcy, będzie tu spory ruch. W budowie jest również bank, przychodnia, poczta, stacja benzynowa, trzy szkoły z jednym przedszkolem, boiska sportowe i basen z parkiem wodnym. Miasto w mieście. Zaskoczyło mnie, że wewnątrz działa też linia autobusowa, a znudzeni kierowcy wożą powietrze między rozgrzebanymi budynkami.
    Natrafiłem tylko na jedną, krótką uliczkę, która jest już w całości ukończona więc można zobaczyć jak to miejsce będzie wyglądać w przyszłości.
    Domy w tym miejscu mają od 25m2 do 50m2, a ceny zaczynają się od 160 milionów rupi (43 tysiące złotych) do 600 milionów rupi (155 tysięcy złotych), każdy dom na własny podjazd i ogród z tyłu. Mówiąc o cenach nieruchomości w Indonezji trzeba pamiętać, że w tym kraju nie ma zimy, więc nie trzeba ocieplać ścian, kopać głębokich fundamentów ani montować centralnego ogrzewania, co znacznie obniża koszty budowy. Kolejka chętnych jest taka, że w tej chwili trzeba czekać 1.5 roku aby otrzymać dom.
    Na miejscu wziąłem sobie kilka katalogów reklamowych, na okładce jednego z nich znajduje się para złożona z Azjatyckiej, ciemnoskórej kobiety i białego mężczyzny. Ja też mam żonę Indonezyjkę. Przypadek? Hmmm...
    Nie jest to jedyne mega-osiedle w pobliżu Dżakarty. Takich miejsc w okolicy jest kilka, co pokazuje jak duże jest zapotrzebowanie na domy i mieszkania dla klasy średniej i jak szybko rośnie gospodarka tego kraju.
    pokaż całość

  •  

    #azja #jedzzwykopem #indonezja #sennajawie

    Pisałem kiedyś, że co kilka miesięcy w Indonezji powstaje boom na jakąś potrawę i każdy Indonezyjczyk musi za cenę honoru jej spróbować.
    https://www.wykop.pl/wpis/31584195/w-indonezji-istnieje-cos-takiego-jak-viralowe-jedz/
    Ostatnio było to es milo kepal – czekoladowy deser, za którym wszyscy szaleli, a kolejki w punktach to sprzedających były takie, że czasami było trzeba czekać niemal godzinę na swoją porcję. Od tamtego wpisu minęły 2 miesiące, wszystkim już ten deser się objadł, większość ulicznych budek z es milo już została zamknięta, a te które jeszcze to sprzedają świecą pustkami.

    Przyroda nie znosi próżni więc na miejsce es milo pojawił się nowy hit – ayam sempol. Budki to sprzedające są teraz wszędzie. Ayam sempol to szaszłyki z mielonego mięsa kurczaka, jajka, mąki, czosnku, prażonej cebulki, szczypiorku, selera, soli i pieprzu. Z tych składników należy przygotować gęstą masę i uformować w małe serdelki, które najpierw ugotuje się w wodzie lub bulionie z kurczaka (z bulionem smakuje lepiej) a następnie nabić na patyczki od szaszłyków, zanurzyć w jajku i usmażyć w głębokim oleju na złoty kolor. Bardzo proste, a składniki są niemal identyczne jak na polskie mielone. Całość można podawać z ulubionym sosem.
    Jeden patyczek w Dżakarcie kosztuje 1000 rupi czyli jakieś 27 groszy. Jednym szaszłykiem ciężko się najeść, więc większość ludzi od 5 do 10 sztuk naraz.
    Przy takich potrawach zawsze mnie zadziwia pomysłowość Azjatów, bo ile jeszcze dań można wyczarować z mielonego mięsa i mąki? Za kolejne 2-3 miesiące na pewno zrobię nowy wpis o zupełnie nowej potrawie.
    pokaż całość

    źródło: photo.jpg

  •  

    #azja #indonezja #sennajawie

    Pomysłowość Azjatów nie przestaje mnie zaskakiwać. Właśnie dostałem pół litra wrzącej herbaty zapakowane jedynie w foliowy woreczek. Teraz muszę znaleźć sposób jak to wypić bez poparzenia połowy twarzy i rąk ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20180706_061635.jpg

  •  

    #azja #jedzzwykopem #indonezja #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji

    Kolejny nietypowy deser na jaki ostatno natrafiłem w Dżakarcie.
    "Bubur sumsum" - biała część to kleisty ryż gotowany w mleku, ciemna część to sos na bazie brązowego cukru i liści pandanu (odmiana palmy). Dodatkiem są brązowe kulki, które ja początkowo wziąłem za jakiś owoc, a to okazał się być karmel z brązowego cukru połączony z sago (mąka z palmy sagowej). W zestawie była jeszcze mała saszetka z mlekiem kokosowym. Całość sprzedawane jest na gorąco, przed jedzeniem wlewa się mleko z saszetki do kubka i całość miesza. Cena: 5000 rupi (1.30 zł) za kubeczek, sprzedawane z małego wózka stojącego przy ulicy.
    Deser jest smaczny, gesty i bardzo słodki poprzez gigantyczną ilość brązowego cukru w środku.
    pokaż całość

  •  

    #azja #owoce #ciekawostki #indonezja #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji

    Owoce mangosteen (mangostern).
    Owoc ten powszechnie uprawiany jest w wielu krajach Azji Południowo-Wschodniej, chociaż mniejsze uprawy istnieją też w Porto Rico. Próbowano go uprawiać na Hawajach, Florydzie i Karaibach ale się tam nie przyjął. Rośnie na drzewach, dojrzałe owoce są wielkości piłki do tenisa. Pod twardą, grubą skórą, której sok brudzi wszystko na czerwono i jest trudny do zmycia niczym sok z porzeczki, znajduje się miękki, galaretowaty miąższ, ten podzielony jest na cząstki, w niektórych z nich są miękkie pestki. Miąższ ma bardzo intensywny, kwiatowy zapach, a w smaku jest słodki i cierpki jednocześnie. Mangosterny są bardzo zdrowe - zawierają największą ilość antyoksydantów ze wszystkich owoców na świecie. Żeby dobrać się do wnętrza wystarczy mocno ścisnąć owoc obiema rękami a skóra sama pęknie jak orzech, ewentualnie można go przeciąć nożem. Mimo, że jest uprawiany w Indonezji to jest tu stosunkowo drogi, ja w hipermarkecie zapłaciłem 4 tysiące rupi (1.10 zł) za 100g. pokaż całość

  •  

    #coolstory #azja #indonezja #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji

    Na dziś zaplanowałem inny wpis ale... niecodzienne trafia się okazja pójścia na wybory w obcym kraju.

    Dziś w Indonezji odbywają się wybory na Gubernatorów prowincji (odpowiednik polskiego województwa), Gubernatorów odpowiednika polskiego powiatu oraz Burmistrzów miast. W sumie do obsadzenia jest 171 stanowisk. Te wybory są stosunkowo ważne, w Indonezji przyjęło się, że żeby startować w wyborach na prezydenta kraju trzeba mieć doświadczenie na stanowisku Gubernatora, ewentualnie mieć wysoką pozycję w armii. Nie jest to oficjalnie zapisane w ustawie ale do tej pory nie było jeszcze prezydenta „z zewnątrz” bez doświadczenia na jakimś wysokim, rządowym stanowisku. Dla osób które wygrają dzisiejsze wybory otworzą się więc drzwi do startu na stanowisko głowy państwa w kolejnych wyborach.

    Ja mieszkam w prowincji Jawa Barat (Jawa Zachodnia), zwycięstwo w tym regionie uważane jest za najważniejsze i najbardziej prestiżowe dla każdej partii. Jawa Barat jest zamieszkania przez 43 miliony ludzi co stanowi blisko 18% populacji kraju, z czego aż 93.6% z nich wyznaje Islam, ponadto Jawa Zachodnia to najbardziej uprzemysłowiony region kraju generujący sporą część PKB Indonezji, tutaj każdego roku zjeżdżają setki tysięcy imigrantów z całego kraju w poszukiwaniu pracy i lepszych zarobków. Wyniki tych wyrobów, a szczególnie zwycięstwo w najbardziej prestiżowej Jawie Zachodniej mogą przeważyć na wynikach wyborów prezydenckich i parlamentarnych które odbędą się na początku przyszłego roku.

    Sondażowymi faworytami na stanowisko Gubernatora Jawy Zachodniej są Ridwan Kamil i Uu Ruzhanul Ulum. Obaj są politykami prawicowo-konserwatywnymi. Ten pierwszy jest z wykształcenia architektem, studiował na uniwersytecie w Kalifornii w USA, jest aktywny w social media i promuje potrzebę edukacji dzięki czemu jest bardzo popularny wśród młodych ludzi, Uu to z wykształcenia Islamski duchowny, popierany przez osoby starsze. Zapowiada się konflikt pokoleń w wielu domach. Wśród pozostałych kandydatów są min. aktor komediowy, wojskowy generał i były ambasador Indonezji w Chinach. Wszyscy kandydaci pełnili już stanowiska burmistrzów przez minimum jedną kadencję.

    Poniżej zdjęcia lokalnego lokalu wyborczego. System głosowania jest co najmniej dziwny. Na kilka dni przed wyborami pocztą przychodzi list z informacją o dopuszczeniu do głosowania i adresem lokalu wyborczego (list który dostała moja żona miał wypaloną dziurę od papierosa LOL). Same lokale są ustawione co kilometr, po znalezieniu swojego należy okazać list, pokazać dowód osobisty i złożyć podpis. Następnie na tych krzesełkach ze zdjęcia czeka się na swoją kolej, bo do urny można podchodzić pojedynczo, nawet małżeństwa i dzieci są rozdzielane, przy urnie może być tylko jedna osoba, wyjątkiem są jedynie inwalidzi oraz niewidomi którzy mogą podejść z opiekunem. Członek komisji wyczytuje osoby po nazwisku, po usłyszeniu swojego podchodzi się do kolejnego stolika gdzie każdy dostaje kartę do głosowania, wypełnia i wrzuca do metalowej skrzynki. Po tym należy zanurzyć palec w kubku z tuszem.

    Udział w wyborach nie jest obowiązkowy, dziś obowiązuje dzień urzędowo wolny od pracy.
    pokaż całość

  •  

    #azja #indonezja #historia #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji

    Ten niepozorny budynek naprzeciwko ulicy to miejsce gdzie doszło do jednego z ważniejszych wydarzeń w powojennym okresie XX wieku, jednak fakt ten jest mało znany w krajach zachodnich. Mianowicie – to tutaj symbolicznie zakończyła się era trwającego kilkaset kolonializmu.

    Po drugiej wojnie światowej świat podzielił się na dwa obozy – obóz skupiony wokół ZSRR i wokół Stanów Zjednoczonych, Berlin podzielono murem, a konflikt między tymi dwoma obozami nazwano „zimną wojną”
    Ale w tym konflikcie była jeszcze trzecia strona – Ruch Państw Niezaangażowanych. Powstał on z inicjatywy prezydenta Indii Jawaharlala Nehru i prezydenta Indonezji Ahmeda Sukarno, a pierwsza konferencja Ruchu miała miejsce w dniach 18–24 kwietnia 1955 roku w mieście Bandung w Indonezji dokładnie w budynku który wydać na zdjęciu poniżej. Wzięli w niej udział przedstawiciele 29 państw z Azji Wschodniej, Bliskiego Wschodu, Afryki i Ameryki Południowej, był nawet prezydent Jugosławii. Celem konferencji było symboliczne zakończenie ery kolonializmu, podkreślenie niezależności i niepodległości zaangażowanych krajów, prawa do samostanowienia oraz danie sygnału o nieangażowaniu się w zimnowojenny konflikt między ZSRR i USA. Padały też hasła o postawieniu się rasizmowi, kolonizacji i imperializmowi. Prezydent Indonezji otwierając spotkanie powiedział, że „jest to pierwsza w historii konferencja ludów kolorowych”

    Od Ruchu Państw Niezaangażowanych wzięło się określenie „państwa trzeciego świata”. Dziś to pogardliwe określenie na zacofane, biedne państwa, ale pierwotnie nazywano tak kraje które pozostały niezależnie w trakcie zimnej wojny, USA i sojusznicy – I świat, ZSRR i blok komunistyczny – II świat, cała reszta państw neutralnych – III świat.

    Dziś w tym budynku znajduje się muzeum do którego wstęp jest darmowy, można w nim zobaczyć kolekcje czarno-białych zdjęć z tego okresu oraz główną salę w której siedzieli przywódcy, sala ta do dziś pozostała w niezmienionym stanie. Po drugiej stronie ulicy znajduje się wybudowany w 1871 roku hotel Savoy Homann Bidakara w którym spali przybyli na konferencję prezydenci, w 1990 roku przeszedł gruntowną renowację i funkcjonuje do dziś jako zwykły, cztero-gwiazdkowy hotel. Wynajmując tam nocleg macie szanse trafić na pokój w którym spał przywódca Jugosławii – Josip Tito lub król Arabii Saudyjskiej.

    Samo Bandung jest warte odwiedzenia, leży zaledwie 140 kilometrów od Dżakarty, w czasach kolonialnych Holendrzy upodobali sobie to miasto jako miejsce wypoczynku ze względu na okalające je góry i jeziora, od tamtych czasów na Bandung mówi się „Paris van Jawa” co oznacza Paryż na Jawie. Do dziś zachowały się dziesiątki pięknych, kolonialnych budynków, miasto słynie z uniwersytetów, muzeów i wielu dobrych butików. Burmistrzem Bandung jest Ridwan Kamil – z wykształcenia architekt, dzięki niemu miasto wyróżnia się na tle Indonezji pod względem architektury, parków, szerokich dróg (pomijając wąskie uliczki w historycznym centrum), braku śmieci na ulicach i czystym powietrzu. To moje ulubione miasto w Indonezji, będąc tu czasem zastanawiam się czy to nadal jest Indonezja czy możne już przekroczyłem granice z innym państwem.
    pokaż całość

    •  

      @wyindywidualizowanyentuzjasta

      Okej, to w wolnej chwili sobie przejrze całkowicie Twój profil, aby nie zawracać głowy tymi samymi pytaniami, a jak coś to pozwole sobie napisać do Ciebie.

    •  

      @PaddyS: Żalu trochę mają. Holendrzy nie byli święci, dopuszczali się mordów na ludności cywilnej np. wymordowanie mieszkańców wyspy Run, okupacja Papui do 1969 roku mimo, że Indonezja była już niepodległym krajem, faworyzowanie mniejszości Chińsko-katolickiej kosztem muzułmanów (chrześcijanie dostawali wiele urzędów publicznych od Holendrów), dawanie pieniędzy w zamian za porzucenie Islamu i przejście na chrześcijaństwo, rozdawanie i zabieranie ziemi wedle uznania przez co niektórzy Indonezyjczycy zostawali bogaczami, inni szybko spadali na dno i wiele innych.

      Nie odczuwa się tu jakiejś nienawiści czy wrogości ale taki zwykły żal, że Holendrzy zrobili to co zrobili.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    #azja #indonezja #wulkany #bandung #podrozujzwykopem #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji

    Znajdująca się na wysokości ponad 2000 m.n.p.m kaldera aktywnego wulkanu Tangkuban Perahu to gigantyczna atrakcja turystyczna mimo, że wulkan cały czas jest aktywny, ostatnia erupcja miała miejsce w 2013 roku.

    W leżącym 16 kilometrów od wulkanu mieście Bandung wynająłem skuter i ruszyłem w drogę na szczyt, nie spodziewając się co to będzie za przygoda.
    Jak wspominałem na szczyt jedzie się 16 kilometrów non-stop pod górę, w niektórych miejscach stromizna drogi przekracza 45 stopni, brakuje barierek ochronnych na zakrętach, miejscami jedzie się dosłownie metry od przepaści, po drodze minąłem kilka zagotowanych samochodów, aż sam się dziwię że mój malutki skuter (120cc) dał radę, chociaż w jednym miejscu musiałem wstać i go pchać ale uparłem się że wyjadę na ten wulkan. Jednym z najniebezpieczniejszych momentów była sytuacja gdy jadący przede mną samochód zaczął się turlać w dół i musiałem uciekać na bok żeby mnie nie staranował. Przez swoje nieogarnięcie źle ustawiłem GPS i zamiast jechać po w miarę dobrej szosie to połowę trasy tłukłem się po jakiś wiochach, polach i lasach gdzie zamiast asfaltu był żwir ale miało to też swoje zalety - te wioseczki pełne małych drewnianych chałupek i przydomowych poletek ryżowych na tle gór są naprawdę urokliwe. Dodam jeszcze, że samo miasto Bandung leży na wysokości 700 m.n.p.m więc na odcinku 16 kilometrów pokonałem 1300 metrów różnicy wysokości.

    Warto było się natrudzić, bo wjazd na górę był tego warty. Widoki są oszałamiające, a sama kaldera wulkanu jest olbrzymia i naprawdę robi wrażenie, nadal wydobywa się z niej dym zatruwając całą okolice smrodem, a na pobliskim parkingu można było znaleźć błyszczące grudy siarki co wskazuje że wulkan nadal wyrzuca z siebie materiał piroklastyczny. Na samej górze, w pobliżu krateru znajduje się parking, małe bary z jedzeniem i wiele dobrze zorganizowanych punktów widokowych.
    Wstęp kosztuje 300 tysięcy rupi (ok 80 zł) chyba że jest się lokalsem albo ma kartę stałego pobytu, wtedy płaci się 1/10 tego hehehe. Odradzam jedzenie na szczycie, ceny rzędu 4 zł za jedną (!) pieczoną parówkę bez chleba ani jakichkolwiek dodatków to zdzierstwo gorsze niż na Krupówkach. Warto też zaopatrzyć się w dużo gotówki, bo w okolicy nie ma bankomatów ani terminali płatniczych.
    Pomijając jednak gówniane jedzenie to uważam to miejsce za warte odwiedzenia jak ktoś z was będzie na Jawie. Ja tu jeszcze na pewno kiedyś tu wrócę choćby dla gorących źródeł które są w pobliżu, a których tym razem nie udało mi się odwiedzić.
    pokaż całość

  •  

    #ciekawostki #islam #azja #indonezja #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji

    Eid al-Fitr to zaczynające się od jutra i trwające 2 dni Islamskie święta kończące Ramadan, święty miesiąc postu. To jedno z najważniejszych świąt w muzułmańskim i Indonezyjskim kalendarzu. W tym okresie wszystkie sklepy, szkoły i urzędy są pozamykane.

    Wszystko zacznie się jutro o 7 rano od specjalnego nabożeństwa w meczecie, które jest obowiązkowe dla wszystkich muzułmanów. Potem nastaną dwa dni spotykania się z rodziną, przyjaciółmi i sąsiadami. Z każdą napotkaną osobą należy uścisnąć dłoń i powiedzieć "mohon maaf lahir batin" co oznacza "proszę cię o wybaczenie moich błędów", jest to symbol pojednania i zażegnania sporów między Indonezyjczykami, można też powiedzieć po prostu "selamat Eid al-Fitr" (szczęśliwego Eid al-Fitr), napotkanym dzieciom wręcza się pieniądze, niektórzy ludzie wystawiają przed domami stoły z jedzeniem i każdy może wejść i się poczęstować, inni preferują spotkania w zamkniętym gronie najbliższych.

    Ja uwielbiam indonezyjskie Eid al-Fitr za... jedzenie. Wszystkie spotkania z rodziną, podobnie jak w Polsce przy okazji Wigilii i Wielkanocy odbywają się przy suto zastawionych stołach. Spożywa się bardzo dużo tradycyjnych, prawdziwie domowych potraw, które biją swoim smakiem i zapachem to co można dostać w Indonezyjskich restauracjach i street foodach. Na stołach lądują kurczaki, kaczki, wołowina, baranina, kozina i owoce morza w aromatycznych sosach i marynatach wykonanych z dodatkiem takich przypraw jak kurkuma, lengkuas, imbir, chili, czosnek, kemiri, liście limonki, trawa cytrynowa, mleko kokosowe i wiele innych których nazw nie umiem nawet wymienić. Każda indonezyjska gospodyni domowa ma swoje tajne przepisy, a ulice już na dwa dni przed rozpoczęciem świąt wypełniają się setkami z aromatów. Zapach tych wszystkich potraw jest po prostu nie do opisania.

    Udało mi się wślizgnąć do kuchni teściowej i podpatrzeć co nieco z przygotowań:

    - "lontong ketupat" - ryż zawinięty w woreczki z plecionych liści palowych, który gotuje się następnie w wodzie z przyprawami przez 7 godzin, co sprawia, że ziarenka ryżu zbijają się w jednolitą masę.

    - "sambal goreng kentang ati" - smażone ziemniaki z dodatkiem kurzych podrobów i bardzo pikantnym sosem sambal, jedno z moich ulubionych dań

    - "semur daging" - zupa z wołowiny i słodkich ziemniaków z dodatkiem słodkiego sosu sojowego który nadaje jej ciemny kolor

    - "opor ayam" - zupa z kurczaka i mleka kokosowego

    - "soup papaya" - zupa z tarkowanej papaji i innych warzyw gotowanych w mleku koksowym

    W przygotowaniu był też smażony kurczak i jakieś ryby, do tego jeszcze kruche ciasteczka i świeża herbata z indonezyjskich plantacji. Zgadnijcie kto będzie się opychał jak szalony przez kolejne dwa dni?
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: makanan.jpg

  •  

    #azja #indonezja #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji

    W Indonezji wczoraj rozpoczął się Mudik
    Mudik to zwyczaj praktykowany zarówno w Indonezji jak i w Malezji, polega on na tym, że w ostatnich dniach Ramadanu ludzie wracają do swoich rodzinnych miejscowości celem spędzenia tych paru dni z rodziną.
    Największe miasta jak Dżakarta, Bandung i Surabaya które normalnie przyciągają tysiące ludzi szukających pracy i lepszego życia, w okresie mudiku dosłownie pustoszeją gdy ci wszyscy ludzie wracają do swoich mniejszych miejscowości. Według szacunków policji z samej Dżakarty wyjechało od wczoraj już 1.4 miliona samochodów, a w całym kraju w podróż w rodzinne strony ruszy ponad 30 milionów Indonezyjczyków!
    Tak masowy ruch oznacza gigantyczne korki na autostradach, dodatkowe połączenia lotnicze oraz więcej pociągów. Promy kursujące między Jawą a Sumatrą oferują możliwość darmowego zabrania motocykla na poklad, gdzie w normalnym dniu trzeba za to zapłacić.

    Mudik to świetna okazja dla turystów na zwiedzenie plaż, miast, świątyń i muzeów w tym okresie wiele z atrakcji jest niemal pusta. Ja sam mam zamiar na dniach wyruszyć do centrum Dżakarty by nacieszyć się pustymi ulicami, dziś jeździłem wokół mojego miasta i muszę przyznać, że ruch jest zdecydowanie mniejszy niż w zwykłym, nie świątecznym dniu. Niestety są też minusy - właściciele wielu ulicznych budek z jedzeniem też powyjeżdżali i wybór jedzenia jest bardzo słaby ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Z okazji premiery filmu Jurassic World:Fallen Kingdom w Indonezji za każde 2 bilety można dostać plakat za darmo.
    Do plakatu dostałem jeszcze voucher na napój, voucher na popcorn i jeden voucher który można wymienić na darmowy bilet na dowolny film. Biorąc pod uwagę, że za sam bilet to kina zapłaciłem 30.000 rupi (7.90 zł) to naprawdę dobra promocja ( ͡€ ͜ʖ ͡€)

    #jurassicworld #kino #film #indonezja #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20180607_181942.jpg

  •  

    #chwalesie #azja #indonezja #ramadan #slodycze #sennajawie <-- mój tag o życiu w Indonezji

    W Indonezji trwa właśnie końcówka Ramadanu. Jedną z lokalnych tradycji w tym miesiącu jest obdarowywanie sąsiadów, rodziny i znajomych różnymi ciastami, ciasteczkami i słodyczami. Istnieją nawet specjalne, Ramadanowe ciasta pieczone tylko w tym okresie.

    Ja od początku Ramadanu dostałem już 3 takie duże pudła jak na zdjęciu poniżej i kilka mniejszych paczek. Wszystko wypchane słodyczami! Większość z tego to kruche, maślane ciasteczka które są ulubioną przekąską Indonezyjczyków, smakiem przypominają ciastka sprzedawane na wagę w Polsce. Jednak trafiło mi się też kilka nietypowych rzeczy jak słodka rolada nadziewana żółtym serem, biszkopt z kawałkami cebuli i suszonego mięsa z Papui, słodycze na bazie mleka kokosowego i jakieś ciastka produkowane domowymi sposobami tylko na Sumatrze, niektóre nawet nie posiadają etykiet na opakowaniach wiec każda torebka to zupełna niespodzianka.

    Dla mnie to świetna okazja żeby spróbować czegoś nowego.

    Zwracam uwagę na specjalny karton udekorowany rysunkiem meczetu i napisem "selamat idul fitri":
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: scontent.fcgk9-1.fna.fbcdn.net

    •  

      @wyindywidualizowanyentuzjasta @fuji: e tam - meat floss może być całkiem niezły, o ile się go spodziewasz ;)

      Podczas ramadanu w Singapurze sprzedają taką roladę biszkoptową z kremem, trochę podobną do tego na zdjęciu. Warto wspomnieć, że to leży normalnie na stoisku, a nie w lodówce. A na zewnątrz 33 stopnie. Nie wiem z czego jest to krem, pewnie "sama chemia". Kiedyś kupiłem, wziąłem gryza i wywaliłem od razu do śmieci. Jedyne co to daktyle są całkiem spoko.
      Te ciasteczka tak ładnie ułożone w okrągłym plastikowym słoiczku też tragedia, chyba, że domowej roboty. Siostra znajomego robi i smakuje bardzo dobrze. Trochę jak kruche ciasteczka robione przez moją babcię.
      pokaż całość

    •  

      @kotbehemoth: Z ładnie ułożonymi ciasteczkami to się zgodzę - najlepsze są domowej roboty ewentualnie z jakiejś dobrej piekarni. Marketowe są takie sobie.
      Rolada z serem była naprawdę dobra, szkoda że komuś nie chciało się tarkować sera i powkładał tam na odpierdol wielkie, 5 centymetrowe kawały tego sera, rzucie tego to żadna przyjemność.
      Ciasteczka bez etykiet na ostatnim zdjęciu to sama margaryna z cukrem, żadnego smaku.
      Azjaci nie umieją robić dobrych słodyczy, tylko te kruche ciasteczka i rolada się do czegoś się nadają. Resztę mogą sobie zabrać ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      pokaż całość

      +: fuji
    • więcej komentarzy (7)

  •  

    #azja #indonezja #religia #ciekawostki #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji.

    Na wykopie rozpoczęły się doroczne kłótnie o boże ciało. Co wy wiecie o prawdziwym religijnym pierdolniku? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    10 maja w Indonezji obchodzone było święto Wniebowzięcia Jezusa Chrystusa. Jest to święto państwowe i dzień urzędowo wolny od pracy w całym kraju. Wniebowzięcia Jezusa Chrystusa obchodzone jest zamiast Bożego ciała.
    Jako ciekawostka - Indonezyjscy Chrześcijanie używają słowa "Tuhan" jako odpowiednik "mój Panie" oraz słowa "Allah" jako "Bóg", w Indonezyjskich tłumaczeniach Biblii Tuhan i Allah występują naprzemiennie. Można powiedzieć, że tutejsi chrześcijanie modlą się do Allaha

    15 maja Rozpoczął się Islamski Ramadan, według tradycji Koranu –w tym miesiącu Archanioł Dżibril ukazał się Prorokowi Mahometowi przekazując mu pierwsze wersety świętej księgi Islamu. Ramadan potrwa miesiąc, z tego powodu między wszystkie dni między 13 a 19 czerwca są dniami wolnymi od pracy w całym kraju.

    29 maja odbył się Vesak czyli Urodziny Buddy. Kolejne religijne święto i dzień wolny od pracy. Główne obchody Vesak odbywają się w niedaleko miasta Yogjakarta na Jawie. Znajduje się tam Borobudur - największa Buddyjska świątynia świata, w tym dniu Buddyjscy mnisi w tradycyjnych strojach oraz tysiące wiernych gromadzą się w nocy wokół świątyni by przy blasku świec odbywać modły. Po ceremonii w powietrze wypuszcza się setki lampionów.

    Dziś, 1 czerwca ma miejsce Dzień Pancasila Pancasila to narodowa ideologia Indonezji, po raz pierwszy ogłoszona w 1945. Opiera się ona na 5 filarach - "wiara w jednego Boga", "sprawiedliwość i humanizm", "jedność Indonezji", "demokratyczny rząd" i "sprawiedliwość społeczna". Pancasila jest wpisana do konstytucji, w szkołach są specjalne zajęcia z Pancasili oraz zabroniona jest działalność partii politycznych które mają program polityczny sprzeczny z którąkolwiek z jej filarów. W tym dniu ludzie w całym kraju rozwieszają flagi i odbywa się wiele kolorowych pochodów.

    W przeciągu jednego miesiąca odbyły się aż święta religijne 3 różnych religii i jedno święto państwowe przez co wypada aż 10 dni wolnych
    Indonezja jest jednym z najbardziej multikulturowych krajów świata gdzie używa się ponad 700 języków, mieszka tu 300 grup etnicznych, a konstytucja uznaje 4 religie (Islam, Chrześcijaństwo, Buddyzm i Hinduizm) przy czym konstytucyjnie Indonezja jest krajem świeckim.
    pokaż całość

  •  

    Owoce salak (snakefriut) to owoce pochodzące z Indonezji, ten kraj jest też ich największym producentem na świecie, cena snakefuita w lokalnych sklepach nie przekracza 10000 rupiah (2.50 zł) za kilogram. Swoją nazwę zawdzięczają charakterystycznej skórce która przypomina łuski węża. Obiera się to trochę jak jajko, w środku są zawsze 3 lub 4 cząstki, a każda z nich zawiera twardą pestkę. W smaku są chrupiące, słodko-kwaśne i przypominają gruszkę.
    Wybierając salaki najlepiej ścisnąć za czubek, jeśli jest miękki to znaczy, że owoc jest zgniły w środku, salaki zawsze psują się czubka. Nie należy też kupować owoców o jasno-zielonej skórce, te są kwaśne i używane tylko w lokalnej medycynie.

    #owoce #ciekawostki #azja #indonezja #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: received_984261328398855.jpeg

  •  

    #coolstory #azja #indonezja #podroze #sennajawie <-- mój tag o życiu w Indonezji

    Indonezja – tutaj nawet wyjście do urzędu może się przerodzić w podróż życia ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Muszę przedłużyć kartę stałego pobytu, w tym celu potrzebowałem zaświadczenia o nie byłem karany, nie przesiedziałem wizy, nie jestem poszukiwanym przestępcą itp. W moim lokalnym urzędzie imigracyjnym usłyszałem że nie mogą mi tego wystawić i muszę się udać do innego urzędu imigracyjnego w oddalonym o 300 kilometrów mieście Bandung. Okazuje się, że miasto Depok w którym mieszkam i Dżakarta mimo że są połączone jak Warszawa i Marki to leżą w innych województwach i stolicą mojego regionu jest właśnie Bandung, a nie Dżakarta do której mam bliżej. W urzędzie imigracyjnym dali mi na szczęście adres pod który mam się udać w Bandung gdzie na 100% dostanę zaświadczenie.
    Wcześnie rano udałem się autobusem do Bandungu mając nadzieję, że zdążę do 12.00, bo większość urzędów w Indonezji tylko do tej godziny przyjmuje wnioski. Do urzędu imigracyjnego w Bandung dotarłem trochę po godzinie 10, dumnym krokiem podszedłem do okienka i zonk... w tym urzędzie nie mogę dostać potrzebnego zaświadczenia, tutaj tylko wydają paszporty, na szczęście miła Pani napisała mi na karteczce adres innego urzędu w Bandung gdzie je na 100% dostanę.
    Zamawiam ubera na wskazany adres, kierowca trochę błądzi ale jakoś udaje się dojechać. Adres z karteczki zgadza się z adresem na tabliczce przy wejściu, na elewacji wisi godło i flaga Indonezji więc to musi być jakiś urząd, trochę zdziwiła mnie duża ilość uzbrojonej policji wokół budynku. Już od wejścia podchodzi do mnie gość z bronią na pasku i pytaniem w czym może pomóc. Tłumacze mu że potrzebuje zaświadczenie o niekaralności, gość lekko się zdziwił i mówi...że za rogiem jest więzienie, a oni tutaj zajmują się obsługą rodzin osadzonych (tak zrozumiałem) i takich zaświadczeń nikt tu nie wydaje. WTF xD Na szczęście miły Pan Klawisz poszedł z telefonem na zaplecze, podzwonił gdzie trzeba i po paru minutach przyniósł karteczkę z... jeszcze innym adresem, jak na ironię miałem się udać na ulicę Dżakarcką (jalan Jakarta).
    Trochę zdenerwowany, bo już było po godzinie 11 zamawiam kolejnego ubera i dojeżdżam na Dżakarcką. Pod wskazanym adresem zostaję.. Indonezyjskie Centrum Praw Człowieka. No nie, tu na pewno nie dostanę zaświadczenia, nie ma szans, co ma karta pobytu do praw człowieka? Przekonany, że znów mnie wyrzucą z urzędu i nie zdążę przed godziną 12 dojechać do kolejnego, zresztą ile urzędów może być w tym mieście, wchodzę do środka, pytam o zaświadczenie i słyszę.. że to tutaj, prosto przez drzwi i okienko po lewej. Zaświadczenie dostałem od ręki ale co się na jeździłem to moje.
    pokaż całość

  •  

    Jazda 10-osobowym busem po Indonezyjskich autostradach zawsze dostarcza niezapomnianych emocji, jazda poboczami, nieużywanie kierunkowskazów i lusterek, przekraczanie prędkości i zajeżdżanie drogi innym to tu codzienność.

    #podrozujzwykopem #azja #indonezja #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji

    źródło: youtube.com

    +: P....S, Nala_Alan_w +10 innych
    •  

      @fuji:

      Paaaanie mój szwagier miał w '98 passata w automacie z Niemiec i mu się popsuł, to jest nic nie warte
      Mentalność typowego Polaka który nie zauważa, że przez ostatnie 25 lat w motoryzacji dokonał się taki postęp, że między manualem a automatem nie ma w zasadzie różnicy jeśli chodzi o awaryjność.

    •  

      @wyindywidualizowanyentuzjasta: Dokładnie. Sam zaraz po zdaniu prawka byłem "bojówka skrzyni manualnej" mocno, ale teraz w życiu nie kupiłbym samochodu do jazdy na co dzień w manualu.
      Fajnie by było mieć jakiegoś klasyka w manualu na weekendowe wycieczki, bo czasami przyjemnie się pobawić, ale pompować sprzęgło codziennie rano w drodze do pracy to dramat...
      To samo miałem ze skuterami. Przed wyjazdem do Azji jednoślad poniżej 500cc nie istniał a teraz już wiem, że jak kiedyś wrócę do Polski to będę miał właśnie taki skuterek 125-250cc do jazdy na co dzień i motocykl do zabawy ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Powszechną praktyką na Indonezyjskich stacjach benzynowych są oddzielne kolejki dla samochodów i motocykli. Na szczęście płaci się przy dystrybutorze więc tankowanie jest szybkie.

    Największą sieć stacji benzynowych ma państwowa spółka Pertamina, Indonezja posiada własne złoża ropy naftowej, której nie eksportuje, bo całe wydobycie trafia na rynek wewnętrzny. Dzięki temu benzyna w tym kraju jest bardzo tania. Niecały miesiąc temu były podwyżki, aktualne ceny kształtują się tak:
    pertalite (90 oktanów) rp.7800 - 2 zł
    pertamax (92 oktany) rp.8900 - 2.28 zł
    pertamax turbo (98 oktanów) rp.10100 - 2.6 zł
    dex (diesel) rp.8100 - 2.08 zł

    Istnieją jeszcze paliwa "specjalne" których produkcja jest dotowana z budżetu państwa. Są one bardzo tanie ale jednocześnie niskiej jakości. Jest to forma pomocy dla nie zamożnych Indonezyjczyków, którzy mają stare, zajeżdzone na śmierć pojazdy i którym nie szkoda silnika.
    premium (88 oktanów) rp.6500 - 1.67 zł
    biodisel rp.5100 - 1.31 zł

    Porównywanie cen benzyny w Indonezji i w Polsce nie miałoby sensu, bez podania zarobków. W Dżakarcie pensja minimalna wynosi 3.6 miliona rupiah miesięcznie - 930 zł na rękę. Poza stolicą zarobili są niższe.

    #azja #indonezja #benzyna #ciekawostki #sennajawie <--- mój tag o życiu w Indonezji
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów