•  

    #ksiazki #czytajzwykopem Właśnie skończyłam czytać(ʘ‿ʘ) jeśli ktoś szuka odskoczni od ciężkiej literatury a lubi #czarnyhumor i #truestory oraz był fanem serialu #sixfeetunder to polecam.

    źródło: 1570133235259.jpg

  •  

    W zalewie chłamu, przeciętności i seriali robionych na jedno kopyto w końcu odnalazłem małą perełkę (choć nie bez skazy):

    Sześć stóp pod ziemią - lepszej produkcji o życiu i śmierci nie uświadczycie.

    Na wstępie warto byłoby przybliżyć sylwetki głównych bohaterów, ale poniekąd byłoby to bezsensowną robotą. Serial bowiem mocno akcentuje na przemijalność życia, w tym też życia prowadzonego przez wykreowane postacie. Rodzina Fisherów - wokół której kręci się cała fabuła - jest dynamiczna, zmienna i ich charakter/postawa będzie ewoluowała wraz z upływem czasu i doświadczeń życiowych. Bohaterowie z samego początku serialu, będą już innymi osobami w momencie, w którym przyjdzie nam się z nimi pożegnać.

    Trzeba przyznać, że osadzenie historii w rodzinie prowadzącej zakład pogrzebowy, by opowiedzieć o życiu i śmierci - było w całej swej prostocie genialnym pomysłem. Każdy odcinek zaczyna się od zgonu jakiejś osoby (przeważnie niepowiązanej z Fisherami). Raz może być to pretekstem do rozważań o śmierci, innym razem niesie za sobą jakieś konsekwencje fabularne (np. otrzymany spadek), a kiedy indziej służy to tylko wprowadzeniu czarnego humoru. Śmierć w tym serialu ma bezpretensjonalną formę i przybiera różne oblicza. Ludzie umierają od zwyczajnych okoliczności (starość, choroba), przez tragiczne wydarzenia (morderstwa, wypadki samochodowe), aż po absurdalne sytuacje (kot, który wpycha suszarkę do wanny). Można zginąć zawsze i wszędzie. Jak to w życiu bywa.

    Ciekawym spostrzeżeniem scenarzystów jest fakt, iż nikt z nas nie jest realnie przygotowany na śmierć. Fisherowie - dla których obcowanie z nią jest przecież chlebem powszednim - zaczynają wariować, gdy owa śmierć dotrze bezpośrednio do nich samych. Cały serial zaczyna się od śmierci seniora rodu - Nathaniela Fishera. Skoro nawet dla tej rodziny jest to wydarzenie znacznie przekraczające ich możliwości pogodzenia się ze śmiercią - to nikt inny też nie będzie w stanie temu podołać.

    Do tej pory pisałem tylko o śmierci, a przecież o życiu również traktuje ten serial. Poza balsamowaniem zwłok i przygotowywaniem pogrzebów, Fisherowie prowadzą zwyczajne życie. Rozwijają się, romansują, zdradzają, krzywdzą, bawią się, przeżywają wzloty i upadki. Poznają różnych ludzi, z których część pozostanie z nimi na dłuższą chwilę, a część zniknie na zawsze. Fabuła jest mniej więcej tak zbalansowana, by z jednej strony utrzymać przy sobie uwagę widza, a z drugiej strony nie "przedobrzyć" z operą mydlaną. Mamy więc wątki całkiem błahe, trochę poważniejsze jak i takie o wadze "life and death". Tutaj pojawia się mój pierwszy zgrzyt z serialem - czasami jest równie ciekawie, co w "Klanie". Rozumiem ogólny zamysł, ale dobra fabuła nie usypia nawet na chwilkę. Jeśli chodzi w ogóle o "wciąganie" to "Sześć stóp pod ziemią" prezentuje podobną dynamikę, co "Breaking Bad" - zaczyna się dobrze, później jeszcze bardziej się rozkręca, by tak mniej więcej w 3/4 serialu dostać lekkiej zadyszki. Ale ostatecznie okazuje się to tylko ciszą przed burzą, gdyż na ostatniej prostej wrzucamy dodatkowy bieg i do samego końca jesteśmy pochłonięci historią.

    Zbalansowana jest fabuła, zbalansowane są też sylwetki bohaterów. Każdy przechodzi swoją drogę, każdy ma zalety i słabości. I nie zawsze prowadzi to do pozytywnego rozwoju postaci. Jeśli myślicie, że wszystkich tutaj ostatecznie czeka happy end to się grubo mylicie. Życie różnie potraktuje bohaterów. Niekoniecznie na plus. Jak to w życiu bywa. Całą rodzinę Fisherów - jak i innych - można polubić, jednak jedna postać nie przypadła mi do gustu - a jest nią Ruth. Strasznie przerysowany charakter. To znaczy na dobrą sprawę każdy jest tutaj trochę przerysowany, ale ona... negatywnie się tutaj wyróżnia.

    Problem z balansem dotyka jeszcze jednej sfery. Twórca serialu - Alan Bell - powiedział o swoim serialu kiedyś coś takiego:

    Sześć stóp pod ziemią odnosi się nie tylko do bycia zagrzebanym, jak pogrzebane jest ludzkie ciało, ale też do pierwotnych emocji i uczuć toczących się pod powierzchnią. W sytuacji otaczającej śmierci, dla równowagi, rodzi się potrzeba pewnej intensywności doznań, chęć ucieczki. Uganianie się Nate'a za kobietami, seksualne eksperymentowanie Claire, uprawianie seksu przez Davida z męskimi prostytutkami w miejscach publicznych, kolejne romanse Ruth – to siła życiowa starająca się przebić przez całe to cierpienie, żal i depresję.

    No właśnie - jedyną ucieczką od śmierci jest dla bohaterów seks. To znaczy może i nie jedyną, ale bardzo wybijającą się na główny plan. Serial opowiada mimo wszystko o zwykłych Kowalskich, a zachowują się oni jak jakieś środowisko artystyczne czy hippisowskie. Lekko tutaj zaspoileruję, ale nawet nie podejrzewacie ilu bohaterów doświadczy (lub wyjdzie na jaw, że doświadczyło już) stosunków homoseksualnych. Już nie wspominając o otwartych związkach, przelotnych romansach itp. Praktycznie nikt tutaj nie zachowuje wstrzemięźliwości czy nie prowadzi nudnego życia seksualnego. Jest to i przerysowane, i płytkie zarazem.

    Mimo to Sześć stóp pod ziemią może być dla widza przeżyciem z pogranicza metafizyki (jakkolwiek to banalnie nie brzmi). A realność świata przedstawionego (która mimo wcześniejszych zarzutów jak najbardziej występuje) potęguje te doznania. Serial HBO nie będzie was mamił pretensjonalnym tonem i wiekopomnymi eposami o sensie życia. Po prostu wyłoży wam kawa na ławę jak jest. Bez konkretnych odpowiedzi, za to z refleksją na temat ulotności ziemskiej egzystencji.

    I na zakończenie tej recenzji osobny akapit dla samego zakończenia serialu. Jeśli wpiszecie w sobie w googlach "the best series finales of all the time" to obok Rodziny Soprano czy The Wire wyskoczy wam właśnie "Six feet under". Nie przez przypadek. Finał serialu jest emocjonującym przeżyciem, ci wrażliwsi niech przygotowują sobie chusteczki. Możecie sobie dowolnie obrać drogę we własnym życiu, a ostatecznie i tak doprowadzi was do tego samego. Cieszcie się z każdej chwili tu i teraz. Innego wyboru zresztą nie macie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ok, chyba pora kończyć, bo już mi się włączył Paolo Coelho.

    8/10

    #seriale #hbogo #sixfeetunder
    pokaż całość

    źródło: img.discogs.com

  •  

    No i obejrzałem w całości. Zakończenie złapało za serducho...
    #seriale #sixfeetunder

    źródło: hbo.com

  •  

    ja pierdole właśnie skończyłem Six Feet Under,jebany N A D S E R I A L
    lepszego zakończenia chyba nie widziałem w żadnym serialu a obejrzałem w chuj

    #seriale #sixfeetunder #hbo

    źródło: youtube.com

  •  
    b............o

    +7

    Przede mną ostatni odcinek #sixfeetunder. Trzymajcie kciuki.

    Chipsy i wino zakupione. Poduchę też mam przed sobą #pedeka

    #seriale

    źródło: c.o0bg.com

  •  

    Dwa lata oglądałem ten serial, watro było dotrwać do końca.
    #sixfeetunder #seriale

    źródło: youtube.com

  •  

    #godelpoleca #seriale #sixfeetunder

    Six Feet Under

    dawno nic nie pisałem o kinie, serialach(kiedyś pisałem nawet dosyć "na poważnie"¯\_(ツ)_/¯) ... pewnie dlatego, że świadomie oglądam od dłuższego czasu słabe filmy i robię maratony z Owenem Wilsonem. ale udało mi się w końcu wrócić, albo inaczej - udało mi się odzyskać do pewnego stopnia ciekawość, wrażliwość i wzrok, którymi należy obserwować to co zniuansowane, i wyciągać odpowiednie dla mnie wnioski. wyszło dosyć sporo tekstu, ale jakoś sam się napisał, więc...

    padło na Six Feet Under. jako że ponad pół roku temu dane mi było obejrzeć pierwszy sezon. i mimo, że czułem się, dosłownie, jakby mój mózg był we mgle, to jednak udało mi się dojść do oczywistych wniosków - to rzecz zahaczająca o wybitność. zostawiam ją na później, żeby odpowiednio docenić. bo to jakby czytać co drugie zdanie ciekawej lektury i zastanawiać się w czym tkwi geniusz tego całego Dostojewskiego??????...(ej a w Primerze i Prestiżu to były klony czy nie????)

    no i stało się, powoli, systematycznie, bez maratonów jak za czasów licealnych wróciłem do tego pociesznego zakładu pogrzebowego, prowadzonego przez bardziej przyziemna rodzinę Adamsów.
    zacznijmy od rozpracowania, moim zdaniem, najbardziej kluczowego motywu serialu, czyli ukazania obrzydlistwa, całej niedogodności wpisanej w ludzką naturę, której ułomności mogły dopiero w pełni sfermentować pod wpływem dzisiejszych czasów.

    -soundtrack-

    tym co najbardziej uderza i paraliżuje jest celność(w założeniu), oraz klarowność(w formie) przy osadzeniu człowieka w świecie zbudowanym z nieustannie atakujących go konwenansów, norm i społecznych gier. człowiek a wraz nim jego autentyzm, spontaniczność przeżywania, odbierania bodźców i figur skupionych we fragmencie rzeczywistości, ulega zdeformowaniu na potrzeby uczestnictwa w określonym wydarzeniu, akcji, czynności. całość jest dla nas, dla obserwatorów, wynaturzona na "intuicyjnie" odbieranym poziomie, przez co przedstawione kreacje nabierają aż tak przerażającego wydźwięku. a dla postaci są obierane i "odbijane" na ilustracjach w sposób, który opiera się o reakcje jakie oczekuje od nich "niepisany" scenariusz, powstały ze związania najbardziej korzystnych, dla każdej ze stron zachowań. wszystko to rozgrywa się pod przykrywką harmonizacji ludzkich relacji i odgrywania ról, którymi karmią oni w pierwszej kolejności swój strach i tym samym trzymają go dumnie w ryzach. a dopiero potem pomaga im nadaniu tożsamości "samemu sobie"("nam"), nie tylko na potrzeby wydarzenia, ale i trwania w jednej z ról, co przekłada się na ciągłe ograniczanie "siebie" w zakresie wyznawanych(narzuconych) wartości.

    zwykło się upatrywać u ludzi, ich środowiskowej i gatunkowej dominacji w możliwości do abstrakcyjnego, i sporadycznie logicznego myślenia. historie ukazane w serialu pokazują prawdziwą tragedię, która z tegoż faktu wynika. dla podtrzymania równowagi psychicznej, fizycznej, duchowej i społecznej mamy skromny zestaw zachowań, który sprawia, że jesteśmy uznawani za normalnych - i to jest klucz do interpretacji. bohaterowie Six Feet Under są jak kukiełki, ograniczeni, uziemieni, usztywnieni. z tym, że nie ma już nikogo kto pociąga za linki. mimo że bohaterowie, podobnie jak my, już dawno się z tym pogodzili, i wytłumaczyli sobie czym jest świecąca kula na niebie, one dalej są do nich przyczepione. te więzy są z nimi od urodzenia, jak grzech pierworodny, a czas wcale nie sprawia, że rdzewieją. najbliżsi, wszyscy ludzie wokół wcale nie pomagają nam ich dźwigać, a wręcz przeciwnie - często nieumyślnie, starają się dbać o ich jakość i umacniać ich działanie. i aż chce się dalej chodzić z hasłem na ustach, że jedyne co mamy do stracenia, to te więzy.

    tam gdzie pojawia się miejsce na odejście od schematu i zaniechanie jedynego, słusznego porządku przychodzi, ku uciesze widzów, alternatywa będąca wstydliwą fantazją i satyrą na normalność. równoległe rzeczywistości, przenikanie światów. nie tylko w znaczeniu umarłych i żywych, ale i "wydarzających się" i mających "aktualnie" miejsce. mimo, że mają ze sobą wiele wspólnego i na dobrą sprawę niczym się nie różnią w budowie. te światy funkcjonują, a raczej ich związek funkcjonuje na zasadzie kontrastów, wewnętrznego dialogu i sprzeczności. w serialu odbywa się po przez "wizualizacje uczuć". autorzy chcą nam wmówić, że tylko w taki sposób jesteśmy w stanie zrozumieć kim są bohaterowie, bo to co widzimy w światach "mających miejsce" to tylko opakowanie, człowiek i jego prawda, jego intencja na zawsze zostaje w światach "wydarzających się" w jego jaźni.

    liczne przebitki gdzie widzimy tę samą scenę ze wspominanym wcześniej alternatywnym i co paradoksalne, obdartym z fałszu zakończeniem, to świetny, znany i lubiany zabieg. w Six Feet Under taki środek nabiera tragikomicznego rysu, bo w swoim przerysowaniu początkowo bawi i dopiero w momencie powrotu na ziemie, zdajemy sobie sprawę jak złym pomysłem jest mówić na głos to co się myśli. sposób w jaki twórcy serialu z niego skorzystali, nie tylko wzbogaca świat serialu na płaszczyźnie czysto rozrywkowej, filmowej, ale pogłębia też w widzu poczucie ile jesteśmy, podobnie jak serialowe kukiełki, zmuszeni w sobie tłumić na co dzień. ile musimy przemilczeć i jak często musimy dobierać odpowiednie słowa i ruchy wbrew sobie. a potem zostają nieprzespane noce z wyrytym na czole - "w imię czego...?"

    a przecież inni powiedzą, że kluczowa jest tutaj śmierć. gościu to był serial o umieraniu. tutaj chodziło o radzenie sobie ze śmiercią, z utratą bliskich osób. to był wykład o kruchości całej tej śmiesznej konstrukcji, której nikt nie jest gotów opuścić. paradoks jest taki, że rodzina Fisherów w pewnym sensie ma nad nią(śmiercią)kontrolę, z racji prowadzenia zakładu pogrzebowego. niby wydaję się, że mieli dużo czasu, żeby nauczyć się rozpatrywać ją w innych kategoriach niż reszta społeczeństwa. i rzeczywiście tak jest do pewnego stopnia. ale z serialu wynika coś innego, problematyka jest dużo bardziej przyziemna - każdego z bohaterów przerasta samo życie. nawet w chwilach nieco "wyrafinowanego", nie do końca szczerego zwątpienia, kiedy dochodzą do wniosku, że mają tylko jedno(życie), więc po co tak wszystko analizować? po co być tak dokładnym i czemu sobie nie odpuścić? to są banały, proste recepty na trudne czasy. ale są momenty, że ich doniosłość i prawda wybrzmiewa w naszych umysłach jak objawienie. jak tajemnica skrywana przez tysiąclecia na najwyższych piętrach w aleksandryjskiej bibliotece...

    jako, że nie mam w zwyczaju zagłębiać się w rzeczy takie jak aktorstwo, zdjęcia, muzyka(swoją drogą solidne indie, altrock i nie tylko na soundtracku) itd... bo mimo, że potrafię docenić, to nie lubię tak punktować. dla mnie pełnią po prostu jakąś, ciężką do wyróżnienia, część całego tworu i nie widzę sensu się rozdrabniać. napiszę jeszcze tylko, że postać Pani Fisher to jedna z najbardziej tragicznych postaci, jakiej losy dane było mi obserwować na amerykańskim ekranie. od czasu, bo ja wiem? kreacji Cage'a w Leaving Las Vegas, czy tam jakiegoś Rurka w Wrestlerze. z tym, że tragizm postaci nie jest tak doniosły, nie roznosi się echem po ekranie. to subtelna, zapadająca się, ulatująca ze spojrzeń i gestów, zaciskająca się niemożność pogodzenia z przeszłością, ubrana w trud trwania w teraźniejszości i złudnie szukająca wytchnienia w przyszłości...

    no ale poza trafnym komentarzem społecznym, niekiedy politycznym, obyczajowym i tym co sobie ubzdurałem tam na górze... taką przyciągającą i wysuwającą się siłą serialu jest po prostu zasięg z jakim bohaterowie mogą oddziaływać na widownie - wiadomo, stara śpiewka. który poważniejszy dramat telewizyjny tak nie ma? każdy może się utożsamić z jakimś bohaterem, bo taki wiek, takie środowisko, takie problemy... może i jechanie schematami, a z drugiej strony uczciwa uniwersalność dla tych mniej wymagających. ale w produkcjach HBO zawsze wychodzi to nadzwyczaj zgrabnie. tam gdzie można, twórcy nadążają za czasami. tam gdzie nie trzeba, to pozwalają sobie przesadzić, wyolbrzymić jakiś problem i go wertować dla wypełnienia czasu antenowego. no ale jakoś trzeba utrzymać przy telewizorze tych wszystkich ludzi, co nie?

    tak samo trzeba jakoś nieprzerwanie utrzymać każdą z naszych ról, każdą z rzeczywistości i każdą obsesji przy życiu, co nie?
    pokaż całość

    źródło: dvdbrowser.law.virginia.edu

  •  

    Często to jak serial jest zakończony decyduje o tym jak serial zostnie zapamiętany i jak będzie postrzegany jako całość (imho beznadziejne zakończenie #dexter, sprawiło, że serial nie miał szans znaleźć się w moim osobistym top).

    Wymieniajcie seriale, które według Was maja perfekcyjne zakończenie serii - wszystkie wątki spójnie, logiczne zamknięte w ciekawy sposób, tak, że serial zostaje w pamięci na zawsze.

    Moje top najepiej zakończonych seriali:
    - Breaking Bad
    - Six Feet Under
    - The Office
    - The Killing
    - The Wire

    imho te seriale powinny stanowić przykład jak kończyć serie.
    #seriale #polecam #breakingbad #sixfeetunder #theoffice #thekilling #thewire
    pokaż całość

  •  

    Ale bym sobie obejrzała coś dobrego, coś co wstrząśnie i poruszy, coś takiego jak #sixfeetunder
    #gownowpis #seriale

    +: P.....n, c...............k +4 innych
  •  

    WIELKA WYKOPOWA BITWA SERIALI - EDYCJA 2!
    Faza pucharowa – Mecz 14

    Tag do obserwacji: #mirkoserial | Wyniki fazy pucharowej: KLIK

    WAŻNE! Prócz głosowania proszę także o plusowanie ankiet, gdyż samymi głosami nie da się już najwyraźniej wejść w gorące, a jest to konieczne żeby w zabawie wzięła jak największa liczba osób. Dziękuję :)

    Zasady: W ankietach głosujemy na najlepsze naszym zdaniem seriale. Wedle życzenia Mirków i Mirabelek, tym razem ocenimy seriale aktorskie powstałe w latach 2000-2016! Do kolejnej rundy przechodzi serial z większą liczbą głosów. Seriale zostały rozlosowane po wcześniejszym podzieleniu na koszyki zgodne z ich popularnością w fazie grupowej oraz oceną na Filmwebie, nie dojdzie więc do sytuacji, w której już na samym początku spotkają się najlepsze seriale. Głosowania trwają do momentu zapisania wyników, ale nie krócej niż 24 godziny.

    Proszę o głosy, plusy i obserwowanie tagu.
    Miłej zabawy :)

    #glupiewykopowezabawy #ankieta
    #utopia #sixfeetunder
    pokaż całość

    źródło: M14.jpg

    WYBIERZ NAJLEPSZY SERIAL

    • 609 głosów (62.40%)
      Utopia (2013)
    • 367 głosów (37.60%)
      Sześć stóp pod ziemią (2001) Six Feet Under
  •  

    #sixfeetunder nowy tag do obserwowania ----------------> #serialposter

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: s-media-cache-ak0.pinimg.com

  •  

    #sixfeetunder #seriale

    Ech... Pierwszy raz oglądałem ten serial dziewięć lat temu. Jakieś dwa miesiące temu do niego wróciłem, oglądając sobie spokojnie po odcinku, dwa dziennie. W zasadzie to pozapominałem prawie wszystko, i oglądałem niemal jak po raz pierwszy. Fantastyczne uczucie :) Dziś obejrzałem finał. Co się spłakałem to moje :D Polecam każdemu, kto jeszcze nie widział, bo warto. pokaż całość

    +: kiken, e....e +6 innych
    •  

      ehhhhhh ja popełniłem ten błąd że oglądałem za szybko, często po ileś odciunqw z rzędu ;////
      bo się nie mogłem doczekać tg niesamowitego, wgniatającego w fotel, makabrycznego, wyciskającego łzy finału

      pokaż spoiler który tak totalnie niesamowicie mnie rozczarowałem że omg ;//////////////////////////////////////////////////////////////////////////


      ehhhh no ale kocham totalnie ten serial i tak, ale lepiej go oglądać w miarę powoli, po odcineczku czy tam po dwa dziennie, a nie byle jak najszybciej ehhhhhhhhh ;\\\\\\\\\\\\\\

      ja akurat mam dooobrą pamięć i pewnie nawet gdybym oglądał za jakiś dłuuuuuuuugi czas to wszystkie najważniejsze rzeczy bym pamiętał i jakoś nie potrafił się tym znowu emocjonować ehhhhhh

      @VR_46:
      pokaż całość

    •  

      @VR_46: Uwielbiam ten finał. (╥﹏╥)

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    #seriale #sixfeetunder

    Jak ktoś nie oglądał to jest trailer ze wszystkich 5 sezonów, z tego co widziałem nie ma tam zasadniczych spojlerów, a na pewno ktoś kto nie oglądał w niczym się nie połapie, także zachęcam do obejrzenia tego serialu kręconego w latach 2001-2005. Co w nim jest takiego niezwykłego - niektóre postacie potrafią wkurzyć swoim zachowaniem do czerwoności.

    źródło: youtube.com

  •  
    i..............k

    +7

    Mirki, lubicie film "American Beauty"? Jeśli tak ... i nie oglądaliście jeszcze serialu "Sześć stóp pod ziemią" ("Six Feet Under") - to naprawdę warto spróbować. A co łączy ten film i serial? Odpowiedź brzmi - wspólny scenarzysta - pan Alan Ball. Ten pan reżyserował też niektóre odcinki i muszę powiedzieć, że klimat obu "tworów" jest bardzo podobny.

    Serial w bardzo ciekawy sposób porusza ważne tematy takie jak na przykład śmierć, zdrada czy też radzenie sobie z poważnymi chorobami. 
    Właśnie skończyłem ostatni odcinek i jestem pełen podziwu jak bardzo zżyłem się z bohaterami. Oprócz poruszania dosyć poważnych psychologicznych problemów serial charakteryzuje się też bardzo ciekawym (często czarnym) humorem.

    Dodam jeszcze, że serial jest dosyć znany chociaż nie jest nowy i zgarnął masę nagród.

    Poniżej trailer zmontowany przez jednego z fanów.

    #film #serial #sixfeetunder #americanbeauty
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  
    Sepang via MirkoWP

    +6

    Claire, you wanna know a secret? I spent my whole life being scared. Scared of not being ready, of not being right, of not being who I should be. And where did it get me?

    ~Nate Fischer, 1965-2005
    #sixfeetunder

  •  

    Dziś wieczorem skończyłem oglądać ostatni sezon #sixfeetunder, tym samym stał się on pierwszym serialem, który obejrzałem od początku do końca. Jest to również pierwszy oglądany przeze mnie serial, który po około 4-5 sezonach nie stracił rozumu i godności człowieka, zniechęcając do dalszego oglądania. Momentami wkurzał, irytował, akcja nie urywała dupy, a paru postaciom niejeden raz miałem ochotę sprzedać klapsa w dziąsło, albo nawrzeszczeć na nie, żeby się w końcu ogarnęły. Ale koniec końców warto było nadrobić tę bardzo ważną wg niektórych znawców seriali pozycję.
    To nie jest kolejna komedia dla kretynów rozciągnięta na kilkadziesiąt godzin, czy zombie-telenowela bez żadnej głębszej treści. Mocna, szorstka prezentacja tego jak czasem wygląda życie i z czego się składa.

    Mimo że serial jest w 100% amerykański, a akcja dzieje się w oklepanym do bólu Los Angeles, w żadnym stopniu to nie irytuje i nie nuży. Na marginesie, fajnie zobaczyć jak ogólnie wyglądała Ameryka na początku XXI wieku - ten okres niestety jest już bardziej odległy niż nam się wydaje. No i obowiązkowo - finał rozklei każdego, bez wyjątku. Powalająca dawka emocji. Tym bardziej że oglądając w miarę intensywnie, acz nie hurtowo (1,2,3 odcinki dziennie) idzie się do bohaterów przywiązać, przez co zakończenie staje się jeszcze bardziej.... Aaaa, zresztą - po prostu obejrzyjcie. Grzech nie znać tej produkcji w dzisiejszej zalewie średnich i powtarzalnych seriali.
    #seriale #oswiadczenie
    pokaż całość

    źródło: img.csfd.cz

  •  

    Dokładnie 10 lat temu HBO wyemitowało ostatni odcinek "Sześć stóp pod ziemią", często określanym jako najlepszy finał w historii telewizji. Popieram i smutam :(
    #seriale #sixfeetunder #szescstoppodziemia

    źródło: i.guim.co.uk

  •  

    Kocham ten serial, mimo, iż w dużej mierze przyczynił się do depresji xd.
    Zakończenie master!

    #6feetunder #seriale #szescstoppodziemia #sixfeetunder #muzyka

    źródło: youtube.com

  •  

    Ten serial to jest kopalnia cytatów. HBO dobrą robotę odwaliło, trzeba przyznać.

    Najbardziej w pamięć mi zapadło:

    "You know what I find interesting? If you lose a spouse, you're called a widow or a widower. If you're a child and you lose your parents, then you're an orphan. But what's the word to describe a parent who loses a child? I guess that's just too fucking awful to even have a name."

    "Jeśli ktoś straci małżonka jest nazywany wdowcem lub wdową. Jeśli dziecko straci rodziców, jest nazywane sierotą. Ale jakim słowem opisać rodzica, który stracił dziecko? To chyba zbyt okropne, żeby w ogóle miało nazwę. "

    #seriale #hbo #sixfeetunder #cytaty #oswiadczenie
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: sixfeet.jpg

  •  

    Co te HBO to ja nie.

    Skończyłem oglądać "sześć stóp pod ziemią"
    Potwierdzam to co większość zawsze mówiła. Jedno z najlepszych zakończeń seriali jakie widziałem

    #sixfeetunder #seriale

    źródło: thekynegro29.files.wordpress.com

  •  
    L....................y

    +7

    Pewnie wrzucałem to już ze 3 razy, ale #sixfeetunder to najlepszy serial na świecie i Breaking Bad czy inne Gry o Tron mogą mu stopy lizać.
    #seriale

    źródło: youtube.com

  •  
    L....................y

    +61

    Część #3, ostatnia.

    Tl;dr na zachętę

    pokaż spoiler Przestałem się katować negatywnymi myślami.


    Część #1
    Część #2

    Zatem, mamy rok 2014. Jestem świeżo po zerwaniu. Niestety, z różnych względów muszę jeszcze mieszkać w mieszkaniu ze swoją eks przez miesiąc. Ciężka sprawa, ale w sumie dałem radę bez większych zgrzytów. Gdy moja eks się wyprowadziła i zostałem sam z dwoma pustymi pokojami i tylko garstką swoich rzeczy (jestem minimalistą, nie potrzebuję wiele), poczułem nieokreślony smutek i samotność.
    Dzień w dzień towarzyszą mi piwa, fajki, dołujące piosenki i moja głowa. Rozmyślam na wszystkie tematy, jednego dnia cieszę się z bycia singlem, drugiego czuję dół. Coś w rodzaju borderline, jak to @chwila napisała w poprzednim wpisie. Zaczynam czytać r/seduction z nadzieją, że w czymś pomoże. Większość postów tam jest o jakimś dziwnym czymś o nazwie tinder - postanawiam to sprawdzić. Loguje się do aplikacji i próbuję swojego szczęścia. Po kilku dniach, stwierdzam, że może nie jestem rozchwytywany, ale na pewno są dziewczyny, które chcą się spotkać.Więc spotykam się. To z jedną, drugą, trzecią, dwunastą. Jako, że w głowie wciąż mam masę negatywnych myśli, próbuję się z nimi uporać na różne dziwne sposoby i postanawiam m.in. odpierdalać na randkach - przekraczać granicę, być chamskim skurwielem i nie pokazywać swojego prawdziwego ja - gram kogoś innego. Pamiętam jedną randkę, gdzie mnie wypierdolono z lokalu, bo wkładałem dziewczynie rękę w majtki o 19 w jakimś "porządnym lokalu". Laska stwierdziła, że jestem obleśnym skurwysynem i że mam się jej nie pokazywać na oczy. Fucks given = none. Miałem to w dupie. Miałem ją w dupie. Oprócz niej było naście innych dziewczyn, które nie wiedziały na co się piszą, spotykając się ze mną. Ale zluzowałem. Granie kogoś innego było męczące, wolałem podążać drogą szczerości i bycia sobą. Randki z zaadoptujfaceta i tindera wciąż były, ale spowszedniały mi. Seksu było zaskakująco mało, bo jakoś dziwnym trafem chciałem dłuższej znajomości niż jednorazowych, ale wciąż był. Były też inne akcje - niektóre dziewczyny same wysyłały mi swoje nagie fotki, jedna nagrała filmik, jak się masturbuje dla mnie. Przyjaciółka mnie spytała: "skąd Ty je bierzesz?", a ja nie umiałem na to odpowiedzieć, bo... no po prostu te dziewczyny były.
    Jedna z dziewczyn zaproponowała relację opartą czysto na seksie. Zgodziłem się. Odpuściłem sobie inne, miałem jedną, która dawała mi seks i wystarczało.

    Zaczęły się wakacje, również moje urodziny. Siedziałem w domu (początki tagu patologiazewsi :D) i całe urodziny gapiłem się w telefon, czekając na sms od mojej byłej z życzeniami. Nie przyszedł. Wkurwiony, zrozpaczony, zdesperowany napisałem jej, że nie miałem pojęcia, że jest aż taką suką, że nawet życzeń nie wyśle. Odpisała mi, że nigdy mnie nie kochała i że już dawno o mnie zapomniała.
    Ałć.
    Pamiętam, że siedział obok mnie brat. Widział, jak mi mina posmutniała. Zapytał, co się stało. Odpowiedziałem mu. Powiedział, żebym to jebał i żył dalej, bo rozpaczanie nie ma sensu. Poszedłem na spacer, zastanowić się nad tym i po pewnym czasie odczułem ulgę. Ulgę, że to już koniec, że nie muszę dłużej się kisić ze swoimi myślami i że tak naprawdę to po prostu zakończył się pewien etap w moim życiu. Zrozumiałem, że nie ma sensu napierdalać się w głowie samemu ze sobą, bo po prostu pewne rzeczy się wydarzyły, a teraz są tego konsekwencje. Gdybym postąpił inaczej, byłyby inne konsekwencje, ale moje życie wcale nie byłoby lepsze. Że to jest moje życie i w kilka lat obróciłem je o 180 stopni. Będąc w domu, zauważyłem, że mam kochającą rodzinę, która chce dla mnie jak najlepiej. Przeglądając facebooka, zrozumiałem, że mam kilka bardzo mi bliskich osób, których obchodzę i którzy też chcą dla mnie dobrze. Że są obok, gdy ich potrzebuję, a ja po prostu bałem się do nich odezwać, byłem pewien, że mną wzgardzą. Nie wzgardzili. Pomogli mi. Rodzina też mi pomogła.

    Wróciłem do wawy. Pusty pokój, w lodówce tylko browary i nic do jedzenia. "What the fuck am I doing with my life?", pomyślałem. Postanowiłem rzucić fajki i ograniczyć picie. Postanowiłem się wyprowadzić z mieszkania, które mnie dobija, bo na każdym kroku widziałem swoją eks. Zacząłem na nowo spotykać się ze znajomymi, odzywać do ludzi.

    Pewnego dnia, gdy już nie paliłem szlugów i ograniczyłem mocno alkohol, pomyślałem sobie, że tak naprawdę nie dbam o większość ludzi i że zależy mi tylko na moich bliskich. Dotarło do mnie wtedy, że nie ma sensu się przejmować innymi, bo nie mają wpływu na moje życie. I zrozumiałem, że to jest moje kurwa życie i że tylko ja je przeżyje. Że ja sam wiem najlepiej, co jest dla mnie dobre. Że popełniłem masę błędów, zjebałem masę razy, zrobiłem masę głupot, ale wciąż chodzę. Wciąż potrafię się śmiać. Wciąż potrafię z łatwością nawiązywać kontakty. Wciąż mam pracę. Że wciąż mogę zrobić coś ze sobą i jedyne, co mnie blokuje to ja. Gdy na nowo zacząłem wychodzić do klubów, dostawałem dużo zlewek, ale totalnie po mnie spływały. Nawet gdy mnie 30 razy jednej nocy zlano, a następnej nocy przeżyłem fajne emocje, to było warto. Przestałem się napierdalać po głowie i krytykować i obwiniać za wszystko. Zacząłem traktować życie jako podróż, doświadczenie. Zacząłem słuchać wykładów o psychologii i oświeciło mnie - rzeczywiście! Życie to jebana sinusoida, raz jest lepiej, raz gorzej, ale wciąż się żyje i muszę pielęgnować cudowne momenty w życiu, a z negatywnych wyciągać wnioski.

    Pamiętacie wpis ze wczoraj? Był nacechowany negatywnością, pesymizmem. Chciałem pokazać, jak bardzo sam sobie nakładałem bagaż. W momencie, gdy autentycznie odpuściłem próbę bycia idealnym, stanąłem przed lustrem i pomyślałem sobie: "Jest dobrze". Bo było dobrze. Bo w głowie kłębiły się kompleksy, ale po prostu nie przywiązywałem do nich wagi. Uznałem, że jestem jaki jestem. Że na daną chwilę nie będę ani lepszy, ani gorszy. Że to jest moje życie i przeżyłem sporo chujowych akcji, ale i sporo zajebistych akcji. Że mam pasje, zainteresowania. Że jestem dobry w wielu rzeczach. Że jestem chujowy w wielu rzeczach. Że sporej rzeszy kobiet mogę się podobać. Że mam rodzinę, przyjaciół, pracę.
    Zaakceptowałem siebie. Pogodziłem się z tym, że po prostu ja to ja. Cytat z #sixfeetunder pomógł - there is you and there is everybody else.

    I nie powiem, że wtedy poczułem się szczęśliwy. Nie, wtedy zrozumiałem, że szczęście to podróż, a nie cel. Jebać wszystko i wszystkich, ja jestem panem swojego losu i skoro potrafiłem wydobyć z siebie coś, co kiedyś było marzeniem, to muszę mierzyć wyżej i dążyć do tego. Że cały burdel w mojej głowie, to tylko moja głowa i obciążenie, jakie na siebie nakładam. Że jak się skupię na tym, co przyjemne i fajne w moim życiu, to moje życie będzie przyjemne i fajne.

    Z tego chujowego mieszkania się wyprowadziłem, poznałem nowe osoby i zaakceptowałem fakt, że mam wady w sobie. Te, które mogę naprawić - próbuję naprawić. Tych, których nie mogę - zaakceptowałem. Przestałem próbować się dostosowywać do każdego, zacząłem siebie traktować jako zwykłego normalnego faceta. Przestałem myśleć o sobie, jak o wyjątkowym i cudownym kwiatku, który wszystko wie lepiej i zaakceptowałem fakt, że pewnych rzeczy nie wiem albo czegoś nie umiem zrobić. Że to nic złego.

    Pojąłem też jeszcze jedną bardzo ważną rzecz - seks to nie wszystko. Będąc w związku, jedyne o co dbałem o seks. Teraz wiem, że trzeba dbać o znacznie więcej i robić znacznie więcej, niż czytać o nowych pozycjach czy technikach robienia minetki. Dotyczy się to nie tylko związków, ale i zwykłych znajomości, czy nawet rozmów z przyjaciółmi.

    Wpis zaczął się od tego, że czuję się jak zero. To, co tu piszę zadziało się w okresie kwiecień - grudzień 2014. W kilka miesięcy uporządkowałem burdel w swojej małej główce i uporządkowałem sobie swoje myśli, emocje. Spędziłem dużo czasu na czytaniu o psychologii i próbowałem wykorzystać te lektury. Myślę, że skutecznie.

    Mały disclaimer: nie mówię, że teraz jestem idealny i że wszystko wiem najlepiej. Nie. Opieram się na swoich doświadczeniach i na tym, co przeżyłem. Mówię Wam wprost - jedyny powód, dla któego byłem zdołowany, był taki, że wmawiałem sobie, że jestem zdołowany. Jasne, są negatywne emocje, ale nie ma sensu płakać całe miesiące w poduszkę i rozpaczać nad swoim życiem. Trzeba się wziąć w garść i zrobić coś z tym. Podjąć działanie - tak jak w pierwszym wpisie pisałem. Odizolować się od swoich myśli i nie przejmować się nimi. Robić coś, obrać sobie cel i do niego dążyć. Udało mi się znaleźć fajną pracę, udało mi się poznać masę ciekawych ludzi. Udało mi się wejść w związek. Udało mi się przełamać swoje największe bariery. Dla Was to błahostka, dla mnie odmienione życie. Będąc nastolatkiem i płacząc w poduszkę, mogłem o tym wszystkim tylko pomarzyć.

    #spowiedzlogina #coolstory #truestory #wyrywajzloginem i wyjście z #przegryw

    Więcej wpisów nie przewiduję.

    Miłej środy, mireczki!

    EDIT: Wrzuciłem ponownie, bo poprawiłem kilka literówek ;)
    pokaż całość

  •  

    @kajaszafranska: No i jesteśmy w znaleziskach. Nie ma obowiązku kopania, ale jak chcecie to zawsze możecie :-) http://www.wykop.pl/link/2280764/six-feet-under-histeryczny-smiech-znad-trumny-jakbyniepaczec/ Serial jest naprawdę spoko, więc jeśli go nie znacie - polecam. The Shield to to nie jest, ale na szczęście i nie Prywatna Praktyka, więc na luzie można oglądać niezależnie od koloru paska i poziomu testosteronu.

    #seriale #kultura #rozrywka #sixfeetunder #mikroreklama #szescstoppodziemia
    pokaż całość

    •  

      @kajaszafranska: póki krytyka jest konstruktywna, to takich "recenzentów" można szanować, choćby czepiali się spraw kompletnie nieistotnych. Olewać totalnie trzeba tych którzy mają do powiedzenia tylko "ale guwno" lub inne równie głębokie przemyślenia ;). Ale dostrzegam sporo pozytywnej energii więc podejrzewam, że nawet takie prymitywy nie zaburza równowagi :)

      +: Rzuku
    •  

      @Supercoolljuk2: Konstruktywnej nawet to nawet chętnie słucham :-) serio, parę rzeczy już nawet poprawiliśmy (np. zbyt intensywny montaż, staram się też mówić bardziej z głowy niż ze scenariusza, bo było mega sztywniacko, a nie powinno być itp.). Ad personam mnie nie rusza jakoś bardzo. Damy radę :-) Poza tym jest naprawdę mega pozytywny feedback od ludzi, mnóstwo miłych komentarzy, więc jest i motywacja.

    • więcej komentarzy (20)

  •  

    @kajaszafranska: Najnowszy odcinek Kultowych seriali już jest a w nim "Six Feet Under" czyli smuty o umieraniu podlane wyjątkowo czarnym humorem. Ja tam lubię a jak ktoś nie widział to polecam, bo na serio warto. Może i mało strzelają, ale jest za to dużo flaków :-) http://youtu.be/A3O0MXKQiZ4

    #seriale #sixfeetunder #szescstoppodziemia #hbo #jakbyniepaczec #kultoweseriale
    pokaż całość

  •  

    Żaden serial nie dał mi tyle przemyśleń co ten. A końcówka była absolutnie genialna - lepszej jeszcze nie widziałem, a trochę tych seriali w życiu obejrzałem.

    #oswiadczenie #seriale #przemyslenia #sixfeetunder

    źródło: 2.bp.blogspot.com

  •  

    #seriale #sixfeetunder #feelsy

    Świeżo po zakończeniu six feet under. Polecam, różowe paski będą potrzebowały wiadra na łzy, zwłaszcza na ostatnie 3 minuty ostatniego odcinka.

  •  

    #seriale #sixfeetunder Oglądałam serial 4 lata temu i od tego czasu uważam, że żaden go nie przebił jeśli chodzi o #feelsy i zaangażowanie ( ͡° ʖ̯ ͡°) Mam ochotę obejrzeć go od nowa.

    źródło: youtube.com

  •  

    Dexter to nawet w innym wcieleniu zajmuje się trupami, widzi swojego zmarłego ojca i jest prześladowany przez sierżanta Doakesa.. ^^

    #sixfeetunder #dexter #seriale

    źródło: dex.jpg

    +: kiken, a...........r +8 innych
  •  
    L....................y

    +10

    Kolejny zajebisty #serial - mój ulubiony, Six Feet Under. 11/10.
    #seriale #sixfeetunder

    źródło: youtube.com

    +: a...........r, yoahim +8 innych
  •  
    h....k

    +6

    Najlepszy serial, jaki ujrzała ludzkość. Bez dwóch zdań. Hands down.

    #seriale #sixfeetunder #wcaleniethewire

    źródło: youtube.com

  •  

    No proszę, Hank z #breakingbad również w #sixfeetunder. Też jako glina ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #seriale

    źródło: hank.png

    +: s....i, infamousrwk +6 innych
  •  
    m.......1

    +9

    Wszyscy dzisiaj się jarają wiadomo czym, porównując zakończenie do wiadomo czego jakby zapomnieli o idealnym zakończeniu serialu, jakim był finał Six Feet Under. Pozdro.
    #sixfeetunder #seriale

    źródło: mygonzotrip.files.wordpress.com

    +: S.....L, Raych +7 innych
Ładuję kolejną stronę...

Powiązane z #sixfeetunder

Archiwum tagów