•  

    Jane Ahonan na następnych zawodach cię pokonam, ljokesoj jesteś pisda nie skoczek.
    #lodz #heheszki #sportyzimowe

    źródło: youtube.com

  •  

    Kraje, które w skokach narciarskich nie są potęgami – odcinek 4: Holandia

    Z racji obowiązków, braku czasu i czasami chęci, dopiero po trzech tygodniach wstawiam kolejny odcinek spod tagu #skokiegzotyczne . Zapraszam do lektury!

    ------

    Holandia jest krajem, który zwykłemu laikowi raczej nigdy nie skojarzyłby się ze skokami narciarskimi. Jest to bowiem kraj nizinny, którego tereny przed wiekami w niemałej części zostały wyrwane Morzu Północnemu. Jeśli chodzi o sport, Niderlandy słyną raczej z wielkich tradycji piłkarskich oraz świetnych łyżwiarzy, a dyscypliny narciarskie są tutaj raczej ciekawostką. Niemniej jednak, również Holandia posiada reprezentację w skokach narciarskich, a w swojej historii miała też skoczków w różnych epokach rozwoju tej dyscypliny.

    Pierwszym znanym holenderskim skoczkiem był Jan Loopuyt, który w 1929 roku zdobył w szwajcarskim Murren tytuł Akademickiego Mistrza Świata. Loopuyt był również pierwszym rekordzistą kraju w długości skoku (64 metry), a także niedoszłym uczestnikiem Igrzysk Olimpijskich w Lake Placid w 1932 roku. Niedoszłym, ponieważ kadra holenderska nie posiadała wówczas środków finansowych potrzebnych na wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Wraz z Loopuytem, kadrę współtworzyli zawodnicy o nazwiskach Luymes i Coebergh. Cała trójka mieszkała i trenowała w szwajcarskim Zurychu. Szwajcaria i Austria są zresztą państwami mocno powiązanymi z holenderskimi skokami, lecz o tym poniżej.

    Po przedwojennych wirażach na skoczniach, świat na lata zapomniał o zawodnikach spod znaku kwitnących tulipanów. Przełom nadchodzi w latach '80 XX wieku, a dokładnie 1 stycznia 1987, kiedy to podczas zawodów Turnieju Czterech Skoczni w Garmisch Partenkirchen debiutuje Gerrit Konijnenberg. Po latach jest on określany niechlubnym mianem nawiększego „rywala” Eddiego Edwardsa – brytyjskiej maskotki i nielota, o którym będzie osobny odcinek.

    Konijnenberg, zainspirowany widzianymi w telewizji Igrzyskami w Sarajewie z roku 1984, postanowił pójść w śladu idoli z teleodbiornika. Z początku trenował w niemieckim regionie Sauerland, gdzie trafił bez żadnych środków i jakiegokolwiek wsparcia. Potem jego bazą stało się szwajcarskie (a jakże) i bogate w tradycje St. Moritz, gdzie w grudniu 1985 roku zaliczył debiut w tradycyjnych bożonarodzeniowych zawodach. Zajął na nich 68. miejsce. Rok później również wystąpił w tym konkursie, gdzie poznał wspomnianego wyżej Edwardsa.

    Debiut na zawodach najwyższej rangi przyszedł jednak w Ga-Pa, gdzie Konijnenberg zajął zaszczytne i ostatnie 112. miejsce. Nie obowiązywał wówczas system kwalifikacji, stąd w zawodach na własną rękę mógł wystartować każdy, co tylko motywowało Holendra to startów, mimo iż wiedział, że nie jest on w ogóle w stanie zagrozić najlepszym skoczkom świata.
    W sezonie 1987/88 również wziął udział w Turnieju Czterech Skoczni, kiedy to w Innsbrucku zajął ostatnie miejsce, natomiast w trzech pozostałych konkursach ustępował mu tylko słynny Eddie the Eagle, przy czym w noworocznym konkursie w Ga-Pa przedostatnie miejsce podzielił wspólnie z Węgrem, Michaly Szalaiem. Rywalizacja o niezajęcie ostatniego miejsca z Edwardsem stała się w tamtych czasach swego rodzaju show, co w późniejszych latach ukróciły władze FIS.

    Konijnenberg ostatnie zawody Pucharu Świata zaliczył w 1988 roku w Lake Placid, a także brał udział jako przedskoczek w Igrzyskach Olimpijskich w Calgary. Holender marzył, aby wystąpił w tych zawodach jako olimpijczyk, nie otrzymał on jednak od swojej federacji takiego pozwolenia. Po wprowadzeniu kwalifikacji w zawodach najwyższej rangi, skoczek skakał w zawodach niższej rangi, m.in. startując w Ironwood w 1989 czy w 1991 roku w hiszpańskiej La Molinie, gdzie otarł się nawet o trzydziestkę zawodów. W tym samym roku ustanowił on swój własny rekord życiowy (97 metrów) na skoczni w Westby. Ostatnie zawody w swojej karierze Konijnenberg zaliczył w USA i Kanadzie w 1992 roku, gdzie jednak – chcąc się popisać i postawić kropkę nad „i” - upadł, doznając krwotoku.

    Rok 1992 jest także datą pierwszych mistrzostw Holandii w skokach narciarskich. Odbyły się one na skoczni K-60 w St. Mortiz, a zwycięzcą pierwszej edycji został Maarten Homan (wówczas 13-latek!), natomiast wicemistrzem został Peter van Hal – pierwszy Holender, który w oddał skok na skoczni dużej (rok 1993). W 1993, 1994 i 1995 został on także Mistrzem Holandii.

    Holendrzy brali udział również w tzw. Mistrzostwach krajów nizinnych, które zainaugurowano w 1992 roku w niemieckim Scheidegg. Zwyciężył Brytyjczyk Alan Jones, natomiast niektóre źródła przyjmują, że drugie miejsce zajął Maarten Homan (wg innych źródeł, drugi był Ben Freeth). Drugą i ostatnią edycję turnieju rozegrano w niemieckim Meinerzhagen, gdzie pierwsze miejsce zajął Peter van Hal, natomiast trzecie (znów tylko podług źródeł holenderskich) Jarno Bor. Ten drugi był zresztą świetnie zapowiadającym się talentem, lecz jego karierę przerwał upadek w 1995 roku. Wraz z Konijnenbergiem, van Halem, Holmanem i Richardem Jansenem był on zresztą prekursorem nowoczesnych skoków narciarskich w Holandii.

    Swego rodzaju rozkwit w latach '90 spowodował, iż coraz więcej skoczków z Niderlandów zaczęło pojawiać się na światowej arenie skoków. W 1995 roku na Mistrzostwach Świata w Thunder Bay zadebiutował pierwszy holenderski skoczek Peter van Hal, który na zawodach na skoczni małej i dużej zajął 56. miejsce. Cztery lata później, w austriackim Ramsau, na MŚ pokazali się kolejni dwaj Holendrzy – Jeroen Nikkel (69. miejsce na normalnej skoczni), a także Niels de Groot (miejsce 56.). Nikkel w roku 1996 był mistrzem Holandii, a także brał udział w MŚ Juniorów w 1996, 1997 i 1998 oraz uniwersjadzie w Zakopanem w 2001 roku. Nikkel był także rekordzistą obiektu w kompleksie Bergschenhoek, aż do momentu jego wyburzenia (K-24, rekord 29 metrów). Wystartował także w konkursie drużynowym w ramach Pucharu Świata w Villach w grudniu 2001 roku, gdzie ze swoją drużyną zajął 10. miejsce. De Groot był natomiast Mistrzem Holandii w 1999 roku, a także wziął udział w zawodach PŚ w Iron Mountain (1999/00, 55. lokata) oraz w Kuopio (2000/01, 70. miejsce) – oba konkursy zostały rozegrane bez kwalifikacji. Ważnym zawodnikiem tamtego okresu był także Boy van Baarle, brązowy medalista Mistrzostw Holandii z 2001 roku, a także rekordzista Holandii w długości skoku (197 w 2005 roku w Kulm, podczas testów skoczni). Największym jego sukcesem, obok rekordu, jest także 5. miejsce zajęte w konkursie w ramach Pucharu Kontynentalnego w Ishpeming (2000/01). Van Baarle obecnie mieszka w Austrii, gdzie odpowiadał za szkolenie młodzieży i dzieci, uprawiał narciarstwo alpejskie, a nawet otarł się o politykę.

    Osobny akapit poświęcić trzeba dwójce zawodników, która jako jedyna zdobywała punkty Pucharu Świata dla reprezentacji Holandii. Są to Austriacy, występujący w barwach Holandii – Ingemar Mayr oraz Christoph Kreuzer. Pierwszy z nich jest także pierwszym w chronologii zawodnikiem punktującym dla Holandii w PŚ. Mayr zdobył drużynowo srebrny medal na MŚ Juniorów w 1993 roku w Harrachovie, reprezentując wówczas Austrię. W 1995 roku zdobył także pierwsze punkty w „generalce” (25. miejsce w Bischofschofen). Po raz pierwszy w holenderskich barwach Mayr wystąpił w 2001 roku, kiedy w Innsbrucku zajął 49. miejsce. Dla „tulipanów” punkty zdobył w sezonie 2001/02 (Hakuba, 22. miejsce) oraz w loteryjnym konkursie w Willingen (2002/03, 29. miejsce). Startował na MŚ w Lahti 2001 (49. miejsce na K-90), a także na MŚ w Predazzo 2003 (46. miejsce na obu skoczniach). Jako „Holender” zajął też drugie miejsce w konkursie Pucharu Kontynentalnego w Vikersund (obiekt K-90), 9 marca 2001 roku. Skakał także w drużynówce w Villach w 2001 roku, wraz ze wspomnianym wyżej Jeroenem Nikkelem, Nielsen de Grootem i Christophem Kreuzerem.

    Christoph Kreuzer jest drugim skoczkiem, któremu udało się w barwach Holandii zdobyć punkty PŚ – miało to miejsce w sezonie 2001/02 w japońskim Sapporo, gdzie zajął 29. lokatę. Tak jak Mayr jest on Austriakiem, który jednak nie miał większych szans w swojej rodzimej kadrze. To zresztą dzięki jego namowom i korzeniom matki, Kreuzer zdecydował się na ten krok, a w 2001 roku Holenderski Związek Narciarski wystąpił o przyznanie mu holenderskiego obywatelstwa. Kreuzer startował na MŚ w Predazzo (50. miejsce na skoczni normalnej), a także na MŚ w lotach narciarskich w Harrachovie w 2002 roku (44. miejsce). Zawodnik punktował także w zawodach Pucharu Kontynentalnego – w obu przypadkach był to sezon 2001/02 (Courchevel oraz Braunlage). Jego rekord życiowy wynosi 162 metry i został ustanowiony w Planicy 22 marca 2002 roku.

    Mówiąc o holenderskich skokach warto jeszcze raz wspomnieć o kompleksie skoczni w Bergschenhoek, które były jedynymi tego typu obiektami w Holandii. Należały do niego dwie skocznie: K-24 i K-15. Rekordzistą tej pierwszej był Nikkel, natomiast drugiej de Groot (21 metrów). Skocznie były własnością prywatną i funkcjonowały w latach 1998-2004. Pierwszy skok w kompleksie oddała skoczkini Wendy Vuik, o której niżej. W przeszłości trenerami holenderskich zawodników byli takie nazwiska jak Vasja Bajc, Bogdan Norcic czy Arthur Pauli.

    Mówiąc o skokach w Holandii nie sposób nie przypomnieć również tragicznego wydarzenia, które miało miejsce 4 stycznia 2008 roku w Oberstdorfie. Na niemieckiej skoczni miał miejsce trening holenderskich skoczków, w którym brał udział m.in. 14-letni Jermo Ribbers. Skoczek podczas swojej próby upadł w okolicach 50-60 metra oraz uderzył dwa razy o bandę. Zmarł w drodze do szpitala. Ribbers był jednym z najlepszych młodych skoczków w Holandii.

    W przeszłości w barwach holenderskiego ZN startowały także panie. Były to Wendy Vuik oraz Lara Thomae. Vuik startowała na MŚ w narciarstwie klasycznym w Libercu (2009, 23. miejsce), Oslo (2011, 23. miejsce) i Predazzo (2013, 27. miejsce). Punktowała także w zawodach PŚ i PK, natomiast jej rekord życiowy wynosił 121 metrów. W 2014 zawodniczka zakończyła karierę skoczkini narciarskiej. Lara Thomae startowała natomiast w zawodach najwyżej rangi, nie zdobywając jednak punktów. Brała także udział w MŚ Juniorów, a w 2009 roku zdobyła srebrny medal Mistrzostw Austrii w Eisenerz. W 2013 roku Thomea zakończyła karierę sportową.
    Ostatnimi skoczkami o jakich słyszał narciarski świat, byli Lars Antonissen, Ruben de Wit oraz Oldrik van den Aalst. Punktowali oni w Pucharze Kontynentalnym.

    Obecnie żaden zawodnik ani zawodniczka, nie są zarejestrowani w bazie FIS, co tylko pokazuje w jakiej kondycji znajdują się skoki. Wyczyn Austriaków Kreuzera i Mayra, będzie dla Holandii bardzo ciężki do powtórzenia.

    #skoki #skokinarciarskie #historiaskokow #ciekawostki #contentnadzis #skokiegzotyczne #sportyzimowe #holandia
    pokaż całość

    źródło: Mayr.jpg

  •  

    Kraje, które w skokach narciarskich nie są potęgami - odcinek 3: Gruzja

    Po Szwecji i Włoszech przychodzi czas na trzeci kraj w tym narciarskim zestawieniu, który w tym gronie jest zdecydowanie najmniej utytułowany (trudno te kraje tak naprawdę porównywać).
    W dzisiejszym odcinku przyjrzymy się skokom w Gruzji, kraju, który dyscyplinę tę rozwijał jeszcze pod banderą ZSRR. Jak wyglądało to w przeszłości, a jak wygląda dziś? Postaramy się temu przyjrzeć.

    Aby zacząć tę niezwykłą i niecodzienną opowieść o gruzińskich skokach, należy się cofnąć do lat 50' ubiegłego wieku. Wówczas ten kaukaski kraj był częścią Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. W tamtym czasie na skoczniach oglądać mogliśmy urodzonego w 1934 roku w Bakuriani, Kobę Cakadze. Gruzin swoją karierę rozpoczął „wkręcająć się” na ćwiczenia żołnierzy, którzy aby utrzymać swoją kondycję fizyczną trenowali sporty narciarskie. Cakadze szło na tyle dobrze, że w roku 1952 został on włączony do kadry ZSRR. Spowodował to fakt, iż skoczek wygrał mistrzostwa młodzieży wiejskiej w Jahromie, gdzie w pokonanym polu został 160 kandydatów.

    Młody Koba zadebiutował na światowym wybiegu w sezonie 1955/56, kiedy to wystąpił w 4. Turnieju Czterech Skoczni. Do debiutu doszłoby wcześniej, bowiem szykowany na Mistrzostwa Świata w Falun 1954 zawodnik złamał nogę i o wynikach skandynawskich mistrzostw mógł dowiedzieć się z prasy lub radia. Prestiżową imprezę Cakadze rozpoczął od 14. miejsca w Oberstdorfie i 33. miejsca w Garmisch-Partenkirchen. Biorąc pod uwagę odległości, Gruzin był najlepszy w obu konkursach niestety – tendencja do upadków dała znać o sobie. Przełamanie nadeszło w Innsbrucku, gdzie triumfował ex-aequo z reprezentantem NRD Harrym Glassem, a także pobił rekord skoczni (79,5 metra), który przetrwał aż 5 lat. W Bischofshofen niestety znów upadł i zajął miejsce poza pierwszą dziesiątką. Swoimi występami ekipa radziecka przykuła swoją uwagę, bowiem poza dobrymi skokami Cakadze, cały turniej wygrał Nikołaj Kamieński (nie odnosząc żadnego pojedynczego zwycięstwa), a w ostatnich zawodach zwyciężył Jurij Skworcow.
    Miesiąc później Gruzin wystartował na Igrzyskach Olimpijskich w Cortina d'Ampezzo, gdzie po pierwszej serii zajmował ósme miejsce, aby w drugiej ponownie upaść i osunąć się aż na 30. lokatę. Obserwatorzy mówili wówczas o „stylu ryby”, który prezentował sportowiec, bowiem ten leciał bardzo odważnie, często mocno wybijając się i lecąc wysoko nad zeskokiem, a ręce trzymał blisko ciała, rozkładając je dopiero przy lądowaniu.

    Kolejne lata to kolejne dość wyróżniające się epizody Cakadze na skoczniach: 3. miejsce podczas konkursu w Bischofshofen w 1958 roku (TCS) i 2. miejsce w Ga-Pa w roku 1959. Później przyszły Igrzyska w Squaw Valley w 1960 roku, gdzie Gruzin pod flagą ZSRR zajął po przyzwoitych skokach 9. miejsce. Rok później, w Ga-Pa (znów w ramach TCS, gdyż Pucharu Świata wówczas nie rozgrywano), odniósł upragnione zwycięstwo, a w całym turnieju 1960/61 zajął 4. miejsce, tracąc do podium 10,2 punktu.

    Cakadze wystartował w Mistrzostwach Świata w narciarskie klasycznym w 1962 roku w Zakopanem, gdzie zajął 5. miejsce na średniej krokwi, tracąc do podium zaledwie punkt, i tym samym był najbliżej medalu na wielkiej imprezie. Później startował on na IO w Innsbrucku w 1964 roku (27. miejsce) i IO w Sapporo w 1972 roku (9. miejsce na średniej i 35. miejsce na dużejj skoczni). Na MŚ w Oslo z roku 1966 Cakadze zajął 6. miejsce. Z pomniejszych sukcesów (ale jakże ważnych w historii gruzińskich skoków) można wymienić Puchar Beskidów wywalczony w 1965 roku w Wiśle, zwycięstwo w Spartakiadzie ZSRR z 1962 roku czy trzykrotne zdobycie Pucharu ZSRR (1968, 1970 i 1972). Cakadze był również sześciokrotnym mistrzem Związku Sowieciego (1953, 1956, 1960, 1962, 1969, 1972). Po zakończeniu kariery Gruzin pracował jako trener i konsultant, a następnie zdał egzamin na sędziego pierwszej klasy, dzięki któremu mógł oceniać skoki na IO i Mistrzostwach Świata. Tradycję ojca (a zarazem legendy gruzińskich skoków) miał kontynować jego syn, Kakhaber...
    Między „erą” ojca i syna skoki w Gruzji przeżywały agonię. W ślady ojca poszedł jednak jego syn Kakhaber, który jednak nie mógł nawiązać do osiągnięć swojego rodziciela. Kakhaber Cakadze jest skoczkiem, który w czasie swej kariery startował pod egidą aż trzech reprezentacji: ZSRR, Wspólnoty Niepodległych Państw oraz niepodległej Gruzji. Przygodę ze skokami rozpoczął w 1987 (pod barwami radzieckimi) na MŚ Juniorów we włoskim Asiago, gdzie zajął 19. miejsce indywidualnie oraz 7. drużynowo. Debiut młodszego Cakadze przypadł na 14 stycznia 1989 i zawody w Libercu, gdzie Gruzin zajął dalekie 91. miejsce. Dzień później, w Harrachovie, zajął 74. lokatę. W sezonie 1990/91 skakał w Pucharze Europy, gdzie zdobył pierwsze międzynarodowe punkty – w grudniu 1990 w Chaux-Neuve zajął 15. miejsce i zgodnie z ówczesną punktacją zdobył 1 punkt. W tym samym sezonie próbował też pięciokrotnie swoich sił w Pucharze Świata, najwyższą lokatę zajmując w marcu 1991 roku w Lahti (41. miejsce).

    W lutym 1993 roku w Falun wystąpił (już pod flagą Gruzji) na Mistrzostwach Świata, zajmując na dużej skoczni 61., a na średniej 63. miejsce. W sezonie 1993/94 zdobył pierwsze punkty w nowo utworzonym Pucharze Kontynentalnym, zajmując 16. miejsce w Saint Agyd (obowiązywała już wówczas obecna punktacja). W 1994 roku wystąpił jako pierwszy reprezentant niepodległej Gruzji na Igrzyskach (Lillehammer). Zajął 50. miejsce na normalnej i 55. na dużej skoczni. W tym samym roku wziął udział również w MŚ w lotach narciarskich w Planicy, gdzie zajął 39. miejsce, wyprzedzając m.in. Roara Ljokelsoeya i używając jeszcze klasycznego stylu prowadzenia nart.

    Następne lata Gruzin spędził na epizodycznym punktowaniu w Pucharze Kontynentalnym, m.in. zajmując 11. i 12. miejsce w Lake Placid, 11. w Ishpeming (1994/95), 15. i 12. w Lake Placid (1995/96) czy 9. i 7. miejsce w Lake Placid i 27. i 15. miejsce w Oberhofie (1996/97 – najlepszy sezon Cakadze, w którym zdobył 118 punktów). Największy sukces w tych rozgrywkach Gruzin odniósł w lutym 1999, zajmując 5. miejsce w Braunlage. W 1998 roku Kakhaber wystąpił na kolejnych IO – w Nagano. Zajął 55. miejsce na normalnej i 59. miejsce na dużej skoczni. Później skakał jeszcze w PK, gdzie czasami punktował, a także próbował kwalifikować się do zawodów Pucharu Świata, jednak nie przyniosło to skutku.

    Ostatnim sezonem Cakadze na skoczniach całego świata były lata 2001/02. Odpadał on w kwalifikacjach do trzech konkursów Turnieju Czterech Skoczni, a także wziął udział w IO Salt Lake City, gdzie nie zakwalifikował się do głównych zawodów ani na normalnej, ani na dużej skoczni.

    Cakadze jest rekordzistą Gruzji jeśli chodzi o długość skoku narciarskiego. Wynosi on 105,5 metra (chcąc być jednak dokładnym, można tu podać rekord jego ojca, który co prawda reprezentował ZSRR, lecz jest Gruzinem – było to 142 metry podczas lotów narciarskich w norweskim Vikersund w 1967 roku). Jest on także ewenementem jeśli chodzi o skoki: był on swoim własnym trenerem, założył klub, którego nazwą było... jego skrócone imię i nazwisko (Koba Cakadze), a wyjazdy na zawody finansował głównie z własnej kieszeni, na co dzień pracując jako taksówkarz w Chicago, USA. W czasie swojej kariery, z racji swojej wagi (średnio 73 kg przy wzroście 173 cm), nosił dość pieszczotliwy przydomek "latający słoń". Na skoczniach sprawiał również wrażenie twardziela, wręcz "gangusa", bowiem poruszał się luksusowym autem, otoczony ochroniarzami oraz tabunem blond groupies.

    Innym skoczkiem, który występował na skoczniach w Europie był Lewan Kozanaszwili. Urodzony w 1985 roku zawodnik był mistrzem kraju zarówno w 2001 jak i 2012 roku, a w 2013 zdobył wicemistrzostwo Gruzji. W 2002 roku wystąpił na zawodach letniego Pucharu Kontynentalnego w Oberstdorfie, zajmując odległą 111. pozycję.

    Od 2011 roku skoki w Gruzji przeżywają mały renesans, bowiem od wtedy czynny znów jest obiekt o punkcie konstrukcyjnym K-45 w Bakuriani (rekordzistą jest Kozanaszwili, który uzyskał tam 56,5 metra). Nie jest to jednak jedyna skocznia w Bakuriani. Historia kompleksu Sakartwelo, który jest tam położony sięga lat 30. XX wieku, a swój rozkwit przeżywał pod koniec lat 60., kiedy to w miejsce obiektu K-40 wybudowano nowe skocznie: K-115, K-90, K-75 i K-45, niestety (jak wspomniałem) obecnie czynna jest tylko ta ostatnia skocznia. Od 2011 jest na niej także organizowany memoriał Miszki Mekaberidze, który jako 16-latek zginął śmiercią tragiczną na skoczni w rosyjskim (radzieckim) Kirowie w 1982 roku. Istnieją plany rozwoju skoczni K-45 i K-70, które aprobował podobno sam Walter Hofer.

    Jak skoki w Gruzji rokują obecnie? W bazie FIS zarejestrowanych jest kilku skoczków, są to m.in.: Artur Sarkisiani (23 lata), który startował w MŚ Juniorów w 2014, a także w zawodach Pucharu FIS, gdzie zajmował jednak odległe miejsca. Zdobył także brąz na Mistrzostwach Gruzji w 2012 roku, ustępując Kozanaszwiliemu i Dawitowi Minasianiemu. Ciekawym przypadkiem jest także Sergiej Achabadze, zawodnik rosyjskiego pochodzenia, którego póki co największym sukcesem jest 45. miejsce na Uniwersjadzie w Ałmatach w 2017 roku. Innymi zawodnikami, urodzonymi już w 2000 roku (jak i później) są: Georgi Szubitidze (mistrz Gruzji z 2013 roku, były to do tej pory ostatnie takie mistrzostwa), Iwan Bazilaszwili, Waża Kozanaszwili, Alan Gobozowi czy kobieta (choć póki co nastolatka) 16-letnia Esmeralda Gobozowa. Jeśli choć jedno nazwisko przebije się do dorosłego Pucharu Świata, będzie to dla Gruzji wielki sukces.

    #skokinarciarskie #skoki #skokiegzotyczne #ciekawostki #contentnadzis #gruzja #historiaskokow #sportyzimowe
    pokaż całość

    źródło: Cakadze.jpg

    •  

      @RafalLygrys: tradycyjnie kilka slow od siebie - Emeralda Gobozova zdobyła w zeszłym sezonie punkty Puchary Kontynentalnego, a tym samym ma prawo startu w Pucharze Świata, jako jedyny przedstawiciel skoków narciarskich w Gruzji. Artur Sarkisiani brał udział jako pierwszy Gruzin od czasów Kachy Cakadze udział w zawodach najwyższej rangi, startując na MŚ w Lahti w roku 2017. Miał zamiar startować również w tym roku w Seefeld, jednak doznał kontuzji nogi i nie zdołał jej wyleczyć na czas. Obecnie mają bardzo młodych skoczków, jednak potencjał rodem Węgier z przełomu wieków - nie widać żadnego skoczka, który mógłby zawalczyć chociaż o punkty w FIS Cup. Tak jak wspomniał OP, kompleks skoczni w Bakuriani był wizytowany kilka lat temu przez Waltera Hofera, wypowiedział się że chciałby tutaj rozgrywać Puchar Świata, jednak największa skocznia kompleksu nadal jest niezdatna do użytku, i nie wiadomo czy kiedykolwiek będzie.. pokaż całość

    •  

      @kvaccaro: szkoda, bo taka egzotyka zawsze była fajna w skokach. Pamiętam skoczków z Chin w PŚ, tak samo austriackich Holendrów jak Ingemar Mayr czy Kreuzer. Fajnie gdyby choć jeden Gruzin przebił się do zawodów najwyższej rangi i chociaż od czasu do czasu punktował. A gdyby jeszcze do tego doszedł Puchar Świata w Bakuriani to już w ogóle byłoby ciekawie, chociaż na to poczekamy długie lata.

      Ogółem podziwiam takich zawodników jak młodszy Cakadze czy Kazach/Kirgiz Chwykow, którzy robili to raczej z pasji i z własnej kieszeni finansowali takie eskapady. Dodawali smaczku, bo ileż można oglądać skoczków tych samych narodowości.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Kraje, które w skokach narciarskich nie są potęgami - odcinek 2: Włochy

    Dziś pora na kolejny kraj, który wydawałoby się ma idealną infrastrukturę, warunki i zaplecze na to, aby osiągać sukcesy w skokach narciarskich. Są to Włochy, które nam Polakom bardziej kojarzą się z piłką nożną i będącą nieco w kryzysie Serie A. Jeśli już jednak mówimy o skokach, Polacy pamiętają przede wszystkim Predazzo w 2003 i 2013 roku (podwójny tytuł Mistrza Świata dla Adama Małysza, a następnie złoto Kamila Stocha na dużej skoczni) oraz nieudane Igrzyska Olimpijskie w Turynie z roku 2006. Nieco opiszę dzieje włoskich skoków, które w przeszłości miały swoje momenty.

    Włoscy skoczkowie narciarscy pojawiali się na najważniejszych imprezach sportowych już od czasów "młodości" tej dyscypliny. Byli to m.in. Mario Corti, który w 1909 roku został pierwszym Mistrzem Włoch (w skokach jak i kombinacji norweskiej), Paolo Kind (jeden z pierwszych włoskich skoczków, który wraz z Haraldem Smithem zaprojektował jedną z największych ówcześnie skoczni na świecie w miejscowości Bardonecchia), Bruno Da Col (brał udział na IO w Garmisch Partenkirchen w roku 1936 i 12 lat później na IO w St. Moritz), Ingenuino "Ino" Dallago (IO w Lake Placid 1932), Mario Bonomo (IO 1932), Luciano Zampatti (IO 1928), Luigi Bernasconi (IO 1928 w St. Moritz), Beniamino Gally (MŚ w Cortina d'Ampezzo 1927), Ernesto Zardini (MŚ 1927 i IO 1932), Luigi Faure (wystąpił na pierwszych IO w Chamonix w 1924 roku) czy Vitale Venzi, który jak na tamten okres - zdominowany przez Skandynawów - osiągnął swój mały sukces. Na MŚ 1927 w ojczystej Cortinie d'Ampezzo zajął on 6. miejsce. Brał również udział na IO w St. Mortiz w 1928 roku.

    Lata powojenne to stała, acz mierna postawa włoskich zawodników, którzy mimo to cyklicznie pojawiali się na zawodach najwyższej rangi. Do skoczków tamtego okresu zaliczamy m.in. Igino Rizzi, Aldo Trivella (obaj IO w St. Moritz 1948), Nilo Zandanel (IO 1960 w Squaw Valley i IO 1964 w Innsbrucku), Dino De Zordo (IO 1960 i MŚ 1962 w Zakopanem) i Giacomo Aimoni (IO 1964 i IO 1968 w Grenoble). Lata 80. to kolejni włoscy sportowcy jeżdżący po skoczniach całego świata: Antonio Lacedelli (MŚ 1985 w Seefeld, MŚ 1987 w Oberstdorfie i MŚ 1989 w Lahti), Paolo Rigoni (srebrny medalista w drużynie z MŚ Juniorów 1986 w Lake Placid, razem z Carlo Pinzanim i Virgino Lunardim, o którym poniżej), Lido Tomasi (MŚ 1982 Oslo i MŚ 1985 Seefeld, IO 1980 w Lake Placid i IO 1984 w Sarajewie), Sandro Sambugaro (MŚ 1985, 1987 i 1989 oraz IO 1984 i IO 1988 w Calgary) i najbardziej utytułowany zawodnik tego okresu - Massimo Rigoni, który uczestniczył na MŚ 1982 i 1985 oraz IO w Sarajewie, a w swojej karierze udało mu się stanąć 5 razy na podium. Trzykrotnie był drugi (dwa razy w Thunder Bay w 1982 i Engelberg w tym samym roku), a dwa razy zajmował najniższy stopień (dwa razy w Planicy 1982). Sezon 1981/82 zakończył na 7. miejscu w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

    Największe sukcesy włoskim skokom przyniosły lata 90., rozpoczęte organizacją MŚ w 1991 w Val di Fiemme/Predazzo. Pierwszym ze skoczków, który odnosił warte wspomnienia sukcesy był Virgino Lunardi. Jak wspomniałem wyżej, zdobył on drużynowe srebro na MŚ Juniorów w 1986, a także dołożył do niego indywidualne złoto na tej samej imprezie. W sezonie 1989/90 zajął on 10. miejsce w klasyfikacji generalnej PŚ, do czego przyczyniły się dwa trzecie miejsca (Predazzo 1990 i Solleftea 1990) oraz dwa drugie miejsca w Lahti (1990). Starszy z braci Lunardi brał także udział na IO 1984, MŚ 1987, MŚ 1989 i MŚ 1991. W 1990 roku podczas zawodów o MŚ w lotach narciarskich zajął 9. miejsce. Miało to miejsce w norweskim Vikersund.

    Młodszy z braci Lunardi, Ivan, również zapisał się w historii włoskich skoków. Był on drugim w historii, obok Roberto Cecona (o którym niżej), włoskim zawodnikiem, który wygrał zawody w ramach Pucharu Świata. Było to w sezonie 1992/93 w fińskim Lahti. Wygrana ta była zarazem jedynym podium Ivana Lunardiego w zawodach tej rangi. Brał udział na IO 1992 w Albertville i IO 1994 w Lillehammer, MŚ 1991, MŚ 1993 w Falun, MŚ 1997 w Trondheim i MŚ 1999 w Ramsau/Bischofshofen. W 1992 i 2000 roku wystąpił także na MŚ w lotach narciarskich (kolejno Harrachov i Vikersund). W 2000 roku skoczek zakończył karierę. Jego rekord życiowy wynosi 181 metrów (Kulm 2000). Od sezonu 2018/19 Ivan Lunardi jest trenerem kadry B włoskich skoczków.

    Tym najlepszym w historii włoskich skoków jest niewątpliwie Roberto Cecon. Nie tylko wygrywał on zawody Pucharu Świata, lecz także stawał na podium najważniejszych imprez w kalendarzu. W 1990 roku zdobył srebrny medal MŚ Juniorów w Szczyrbskim Plesie, a na MŚ w lotach narciarskich zajął dwukrotnie 3. miejsce. Było to w 1992 (Harrachov) i 1994 roku (Planica). W sezonach 1993/94 i 1994/95 Cecon zajmował 3. miejsce w klasyfikacji generalnej lotów narciarskich. Sezon 1994/95 jest ogółem najlepszym w karierze Włocha - zajął on 2. miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ustępując tylko najlepszemu wówczas Andreasowi Goldbergerowi. Cecon aż 17 razy stawał na podium, z czego sześć razy na najwyższym: Predazzo, Planica (1990), Ornskoldsvik (1994), dwukrotnie Engelberg oraz Falun (1995). W 2001 roku zwyciężył w konkursie Letniej Grand Prix w Stams, gdzie stał również na 2. miejscu 7 lat wcześniej, w konkursie LGP. Zajął 6. miejsce w Turnieju Czterech Skoczni (1993/94). Brał udział na IO 1992, IO 1994, IO 1998 w Nagano i IO 2002 w Salt Lake City. Skakał także na MŚ w 1991, MŚ 1993, MŚ 1995 w Thundery Bay, MŚ 1997, MŚ 1999, MŚ w Lahti w 2001 i MŚ w Val di Fiemme w roku 2003. Jego rekord życiowy został pobity w 2003 roku (207,5 m), podczas weekendu w Planicy, gdzie największy włoski skoczek ogłosił swój koniec kariery. Cecon ma syna urodzonego w 1994 roku, który również jest skoczkiem narciarskim. Mowa tu oczywiście o Federico Ceconie.

    Czasy współczesne nie wyglądają jednak tak kolorowo. Spore nadzieje pokładano w Sebastianie Colloredo, uczestnika m.in. IO w Turynie w 2006 czy MŚ w Sapporo 2007, który rokował na dobrego zawodnika. Można odnieść wrażenie, że deprymująco wpłynął na niego upadek w Zakopanem, podczas zawodów PŚ w sezonie 2005/06. Podobne oczekiwana wysuwano wobec Andrei Morassiego, który w sezonie 2006/07 stanął na najniższym stopniu podium podczas zawodów PŚ w Oberstdorfie (było to jednak w styczniu 2007 roku, nie w ramach Turnieju Czterech Skoczni - powodem było przeniesienie zawodów ze skoczni mamuciej na dużą, ze względu na brak śniegu). Po drodze przewijali się także Roberto Dellasega, Stefano Chiapolino, Alessio Bolognani, Giancarlo Adami, Marco Beltrame, Davide Bresadola czy Alessio De Crignis. Byli oni jednak tylko tłem dla pozostałych skoczków w karuzeli Pucharu Świata.

    Do sezonu 2018/19 trenerem włoskiej kadry A był nasz rodak Łukasz Kruczek. Od sezonu 2019/20 zastąpi go wspomniany wyżej Andrea Morassi. Na ten moment jedynym zawodnikiem prezentującym poziom godny kadry A jest Alex Insam, kolejny włoski talent, który nie może wykrzesać z siebie posiadanego potencjału. Mimo to jest on srebrnym medalistą MŚ Juniorów z 2017 roku (Salt Lake City) oraz rekordzistą Włoch w długości skoku - w 2017 poszybował w serii próbnej w Planicy na 232,5 m. Ma siostrę, Evelyn Insam, która jak brat jest skoczkinią narciarską.

    Obok skoczni, które znamy doskonale (olimpijskie obiekty w Turynie/Pragelato, historyczna Cortina d'Ampezzo oraz szczęśliwe dla Polaków Val di Fiemme), Włosi posiadają również kilka innych skoczni. Są to kompleksy w Gallio (HS 103 m), Tarvisio (HS 100) i Toblach (HS 74).

    Włoskie skoki to temat naprawdę ciekawy i trudno się nie dziwić, że mimo takiej historii i potencjału ten sport tam kuleje. Podobnie jak Francuzi, Włosi raczej bagatelizują ten problem i nie przykuwają takiej uwagi do tej dyscypliny. Mimo to w pamięci nam fanom na pewno pozostaną wspaniałe skoki Cecona czy epizody Colloredo, Morassiego i Insama.

    P.S. Przepraszam, że tak długo, ale po skasowaniu ostatniego tekstu nie miałem weny, aby pisać to jeszcze raz. Dziś jednak wolny dzień i się udało. Zapraszam na następne odcinki :)

    #skoki #skokinarciarskie #historiaskokow #ciekawostki #contentnadzis #wlochy #sportyzimowe
    pokaż całość

    źródło: Cecon.jpg

  •  

    Chcę wam powiedzieć, że dziś po raz pierwszy miałem na nogach snowboard.
    I nieważne, że się wyjebywałem co dwa metry. Że dzieci i kobiety sypały mi śnieg na ryj, a faceci na mnie pluli. Że byłem cały mokry i obolały.
    Nieważne, że nigdy nie jeździłem na czymkolwiek innym, ale pojawiło się u mnie takie dziwne uczucie z tyłu głowy.
    Jakby głos zza ściany lub z głębi studni, szepcący, że narty to pedalstwo i chuj.
    Chciałem się zapytać, czy to normalne, bo chciałem jeszcze pojeździć na nartach no i trochę lipa? ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #heheszki #gownoburza #sportyzimowe #narty #snowboard #taknaprawdetonieprawda
    pokaż całość

  •  
    c........o

    +32

    kurwa nintendo men ląduje ledwie ustajac na nogach - e kurwa damy po 18,0

    stoch/zyla nienagannie - e kurwa 18,5 max

    tak tak dalej mowta ze sedziowie sa rowni wobec wszystkich

    #skoki
    #skokinarciarskie #sportyzimowe #takaprawda

  •  

    Dzisiaj napiszemy o bramkarzu w Bandy - broni bramki o szerokości 360 cm i wysokości 210 cm. W przeciwieństwie do #hokej gra bez kija, za to broni specjalnymi rękawicami. Widać podobieństwo do #pilkanozna?
    W komentarzach do tego wpisu załączymy więcej zdjęć!

    Inne ciekawostki można przeczytać na naszym fanpage na Facebooku (klik).

    #bandy #unihokej #lyzwiarstwo #sport #sportyzimowe #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    a tak do zimy przygotowują się mali Kanadyjczycy ( ͡º ͜ʖ͡º)
    #heheszki #hokej #humorobrazkowy #zajebanezreddita #sport #sportyzimowe

    GFY

    źródło: gfycat.com

  •  

    Saneczkarstwo wzbudza na wykopie sporo emocji więc bardzo chętnie wam to opiszę jak to wygląda z perspektywy saneczkarza ( ͡º ͜ʖ͡º).

    Na czym polega jazda na sankach

    pokaż spoiler rolą saneczkarza w zjeździe jest odpowiednie wejście na wiraż, utrzymanie się na nim i zejście z niego tak, żeby nie wytracić prędkości, a nawet ją zyskać.


    Jak się steruje sankami?

    pokaż spoiler Sankami steruje się nogami i ramionami w głównej mierze. Dla przykładu dociskając lewą płozę i dociskając prawe ramie skręcimy w prawo. Analogicznie sytuacja ma się z skrętem w lewo.


    Strój.

    pokaż spoiler Cały strój ma za zadanie zapewnić nam jak najbardziej opływowy kształt i ułatwić sterowanie sankami. Buty saneczkarskie bardzo mocno obciągają stopę w dół co bardzo ułatwia sterowanie. Uwierzcie mi, na olimpiadzie ogólnopolskiej zjeżdżałem i w profesjonalnych butach i w trampkach za 14zł z bazaru. Czuć różnice. Kolce na rękawiczkach cholernie przydatne i wkurzające cholerstwo. Przydatne wiadomo czemu, a wkurzające bo nie raz wkładając dłonie do uchwytów w sankach człowiek sobie je po prostu wbijał.


    No dobra, ale co z tą jazdą?

    pokaż spoiler No więc kiedy już się położysz na sankach i jedziesz twoim zadaniem, jak już wspomnialem, jest odpowiednie ogarnięcie wirażu. Opowiednie wejście, utrzymanie się i zejście z niego zapewni ci przyspieszenie, w przeciwnym wypadku zwolnisz a nawet upadniesz i głupi ryj sobie rozwalisz. Niby żadnej filozofii prawda? No z tym, że w naszym kochanym związku nawet nie zapewniają ci krawatów i musisz sam sobie je szyć jeśli nie jesteś topowym zawodnikiem. Krawat to taka fajna rzecz, która przytrzymuje ci głowę, kiedy cię "łamie"
    łamanie to taka śmieszna rzecz. Kiedy jesteś na długim wirażu i przeciążenia są duże, to tak mocno przyciska cię do toru, że twoja głowa(która nie ma podparcia przypominam) po prostu jest przyciskana do lodu. Nic wtedy nie widzisz, jedziesz na czucie. To teraz zobaczcie ile jest długich wiraży na torze a ile zwykłych odbitek ;)
    W saneczkarstwie bijesz sie na milisekundy, dosłownie. Każdy milimetr wyjścia z zakrętu za późno lub za wcześnie przeważa na twoim zwycięstwie.


    No dobra ale co w tym takiego ekstremalnego

    pokaż spoiler Poza tym, że ślizgasz się na sankach 130km/h i osiągasz przeciążenia rzędu 5g, to najmniejszy błąd możesz przypłacić zdrowiem. Często masz tak duży poziom adrenaliny, że nie dopuszczasz do siebie myśli, żeby położyć stopy na lodzie(stabilizuje to twój tor jazdy, ale jednoczesnie bardzo zwalnia). Chcesz to zrobić jak najlepiej a za sekunde wypadasz z toru i umierasz: https://www.youtube.com/watch?v=yb75Og0lH8w
    Dlatego potrzebujesz maksymalnej znajomości toru i skupienia, co przy takim poziomie adrenaliny jest wielkim wyczynem.


    Jak często zdarzają się wypadki i czy to boli

    pokaż spoiler no to zależy, wypadki na torze to rzecz powszednia. Najgorsze są takie kiedy trenujesz w lecie na kółkach i drzazgi masz na całej nodze i półdupku. Samo obijanie się o lód na torze nigdy nie przyprawiło mnie o jakieś urazy, jednakże wypadnięcie z sanek już tak. I uwierzcie mi, kask niewiele pomaga. Jesteś oszołomiony, leżysz na lodzie a przed chwilą zaliczyłeś obrót o 360 stopni(wiraże typu beczka( przy 130km/h. Najgorszą sytuację miałem wtedy, kiedy deska odpadła na naszym polskim torze i sanki mi odbiły na najdłuższy wirażu. Ręka wtedy odskoczyła a przeciążenie zrobiło swoje i mi ją wyrwało do tyłu przyciskając do lodu. Nie wiem jakim cudem mi jej wtedy nie wyrwało.


    Czemu zacząłeś jeździć i czemu już tego nie robisz?

    pokaż spoiler Zacząłem z dwóch powodów, na początku dlatego, że trenerem był mój nauczyciel od matematyki i obiecał zwolnienie z lekcji jak wystartuje bo potrzebował zawodników. Drugi powód narodził się po pierwszym zjeździe. Nigdy nie otrzymałem takiej dawki adrenaliny i frajdy jak po tym zjeździe. A ja tylko leżałem na sankach i nic nie sterowałem, zwykły zjazd! Zakochałem się w tym
    Czemu zrezygnowałem? Przede wszystkim chęć ogarnięcia się w nauce i zdanie do dobrej szkoły plus patologie jakie rządziły tym środowiskiem od samej góry do samego dołu.


    Generalnie nie wiem o czym wam mogę napisać. Jeśli macie jakieś pytania to ja bardzo chętnie odpowiem. Byłem w kadrze wojewódzkiej, uczestniczyłem w olimpiadach polski i trochę śmietańki towarzyskiej tego sportu poznałem. Kiedyś opowiem jeszcze o patologiach polskiego związku sportów saneczkowych ale to kiedy indziej
    #sport #sportyzimowe #ama #saneczkarstwo #pjongczang2018 #polska #olimpiada
    pokaż całość

    źródło: media.npr.org

    +: Kenteris, p...............z +1158 innych
    •  

      @DooWo: mnie ogolnie zastanawia po co polska sie w to bawi. sam napisales, ze nasze tory to jakies relikty. wg wikipedii nie ma nas nic profesjonalnego tutaj. czy nie lepiej byloby skupic uwage mlodziezy na sportach tanszych i bardziej dostepnych a kase ktora idzie z ministerstwa i sponsorow przekierowac do tych sportow? sporo panstw wlasnie tak robi (vide holandia czy korea z lyzwiarzami).

    •  

      @zamocny: Raczej bym szedł w kierunku nie całkowitego zrezygnowania, ale zrezygnowania z startowaniu w olimpiadach i mistrzostwach świata.

    • więcej komentarzy (95)

  •  

    Olimpiada zimowa....największa ilość reprezentantów z Polski...oczekiwania na medale....ale kurcze popatrzmy czy mamy w ogóle jakieś szanse. Obiektywnie rzecz biorąc nie mamy zaplecza, aby rywalizować z innymi krajami.
    OK mamy skoczków i to chyba dzięki Adamowi Małyszowi udało się bardzo mocno wypromować skoki i po sukcesach Adama PZN zaczął inwestować (tak się przynajmniej wydaje) właśnie w skoki i poniekąd przyniosło to efekty mamy sporo skoczków mamy zawody w Wiśle i w Zakopanem, ALE co z reszta????
    Popatrzmy np. na Justynę Kowalczyk odnosiła ogromne sukcesy i PZN wg. mnie zaprzepaścił moment kiedy można było promować biegi narciarskie i "inwestować" w tory do biegania narciarskiego oraz organizację zawodów na szczeblu międzynarodowym.... Panczeniści również odnosili sukcesy, ale były to jednostki.
    Nie będę tutaj wspominać, że za taką Bjoergen jeżdżą dwa autokary sprzętu i ludzi technicznych....a u nas może będzie jeden samochód na całą reprezentację Polski na olimpiadzie (może przesadziłem, ale wygląda to kiepsko....pożyczanie nart od Kowalczyk, Gonciarz sam musi smarować narty....itd)
    Dlaczego u nas w Polsce jest tak, że nie zaszczepia się sportu od najmniejszych lat? Nie oszukujmy się, ale gdzie dzieciaki mają szukać jakichś swoich idoli sportowych jak nie oglądając ich czy to w TV czy to na żywo?
    Czy kiedykolwiek w TV publicznej która to tak mocno jest "PRO SPORTOWA" tylko wtedy jak Polacy zaczynają odnosić sukcesy, była transmisja z jakichkolwiek zawodów w Polsce? Czy w ogóle jakichkolwiek zawodów międzynarodowych???
    Dlaczego TV nie "zainwestuje" w pokazywanie sportów bez udziału Polaków tak, aby młodzi ludzie zobaczyli jakie sukcesy odnoszą inni przez co wzbudzi to chęć zdobywania sukcesów również i u nich? Np. Skicross albo snowcross bardzo widowiskowe dyscypliny i jedynie są pokazywane w trakcie olimpiady....tak jest z każdą inną dyscypliną sportową...
    Sam nie wiem co o tym myśleć, ale z takim podejściem do sportu ludzi rządzących nie zajdziemy daleko, a oczekiwania mamy ogromne.....Co myślicie ?
    #olimpiada #sport #olimpijskiwpierdol #narciarstwo #sportyzimowe #pzn #skoki #skokinarciarskie
    pokaż całość

    •  

      "inwestować" w tory do biegania narciarskiego

      @Kizik: U nas nie ma gdzie tego zrobić. Płaski kraj, mało śniegu. Jak są takie miejsca, to są dość zatłoczone, narty biegowe zrobiły się dość popularne ale tylko jako weekendowa rozrywka dla tych co mają czas i pieniądze. A w Norwegii? W takim Trondheim mają tramwaj, który ich wywozi z centrum miasta wprost w okolice z kilometrami wyratrakowanych tras. Ciemno, to zakładają czołówki i poginają. A narty mają w domach niemal wszyscy. pokaż całość

    •  

      @nikifor: hmmm to fakt, że nie mamy co się równać z Norwegią która "nartami stoi", ale myślę, że z odrobiną chęci znalazło by się trochę miejsca żeby zrobić trasy do biegania narciarskiego...nie mówię tutaj o 30-40 km tras, ale o większej ilości mniejszych tak, żeby właśnie nie było tłoku...brak śniegu, płaski raj - faktycznie to nie pomaga, ale np. za sąsiednią granicą na Słowacji warunki są już trochę lepsze i jest blisko.
      tylko dziwi mnie dlaczego tak bardzo telewizja pompuje oczekiwania wobec naszych sportowców, którzy tak naprawdę nie mają gdzie trenować....
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Tak sobie przeglądam rekordy krajowe w długości lotu narciarskiego i trafiłem na rekordzistę Korei Płd - Choi Heung-chul. Ogarnijcie jego karierę - od 19 (!) sezonów startuje w PŚ (od 1997/1998 - żadnego nie ominął), przez ten czas zdobył łącznie 81 pkt PŚ, czyli ~4,27 co sezon. Dodatkowo startuje w stosunkowo dużej liczbie konkursów, przy czym nie kwalifikuje się do nich.

    Podziwiam go. 19 lat robi coś, co mu nie wychodzi i czego nie potrafi, z czego nie ma pewnie żadnej kasy, a i tak robi to dalej i pewnie będzie robić, bo w końcu za rok IO u nich.

    #skoki #sport #sportyzimowe
    pokaż całość

  •  

    Filmowa zapowiedź sezonu zimowego od Eurosportu. Jest Zakopane, Kowalczyk i Stoch.
    #skoki #bieginarciarskie #sportyzimowe #eurosport

    źródło: vimeo.com

  •  

    Gasisz pożar Solarisa? Nudzi Ci sie? Zjedz na jabłuszku!
    #solaris #gdansk #autobus #pozar #sportyzimowe

    źródło: embed.jpg

  •  

    Noriaki Kasai ma wyjątkową motywację do uprawiania sportu. Przed igrzyskami olimpijskimi w Nagano w pożarze domu zmarła jego mama Sachiko. Kasai lecąc do Soczi będzie miał przy sobie specjalny list od mamy – mówi znany japoński dziennikarz Yoichi Miyashita. #skoki #skokinarciarskie #sport #sportyzimowe
    http://przegladsportowy.onet.pl/igrzyska-olimpijskie/soczi-2014,skoki-narciarskie-noriaki-kasai-mial-tragiczne-przejscia,artykul,417793,1,1047.html
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów