•  

    Spokojnie, spokojnie, to tylko standardowe pożary lasów na Syberii, normalne o tej porze roku. Różnica jest tylko taka, że teraz... nikt ich nie gasi ( ͡° ͜ʖ ͡°) #rosja #wojna #ukraina #syberia

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: streamable.com

  •  

    Syberia protestuje przeciwko wojnie. Tu Tomsk, ale podobno też Władywostok, Chabarowsk, Irkuck, Krasnojarsk, Kemerowo, Omsk i Ułan-Ude.

    https://www.facebook.com/masza.makarowa/posts/5307119819298851

    Proszę nie przesmradzać, że protesty małe, chyba że sami byście wyszli na protest, za udział w którym może wam grozić do 15 lat więzienia.

    #rosja #ukraina #wojna #syberia
    pokaż całość

  •  

    Mój (pół) syberyjski kot rozumie dokładnie tyle samo co te ruskie małolaty co ich wysłali w czołgach na "ćwiczenia" w głąb Ukrainy.

    #pokazkota
    #syberia
    #rosja
    #wojna

    źródło: ei_1646252394613.jpg

  •  

    Część 2

    #sybiracy #syberia #zapiskizsyberii #historia #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu

    Miejsce naszego pobytu.

    To była tajga - boty krasnojarskie KRASNYJ BOR. Na drugi dzień bez jedzenia wypędzono nas wszystkich do lasu, dzieci też tylko pozostali chorzy. Starsi obrabiali dłużyce tzn. obcinali grube gałęzie a dzieci nosiły/ dziewczynki i chłopcy/ gałęzie na duży stos i palili. Tak paliliśmy w lesie cały dzień do zmroku.
    Pracowaliśmy bez jedzenia i picia, jedliśmy śnieg. Kiedy już było ciemno, zabrali nas do baraków. teren był ogrodzony wysoko siatką i kolczastym drutem. Zamykano wrota i całą noc chodziła straż i komendant, który sumiennie wykonywał swoje obowiązki, gdyż bał się iść na front. Rano dali nam w końcu po 20 dkg. chleba na osobę pracującą dorosłą, a 10 dkg. dla dzieci /mimo że również pracowały./ Chorzy nie otrzymali pajka/ porcji/ bo nie pracowali. Mówiono nam, że batiuszk /Stalin/ mówi, że kto nie pracuje ten nie je. Wodę robiliśmy ze śniegu.
    Pilnowali nas i z lasu nie wolno było nic przynieść, ktoś upolował jakiegoś stwora czy ptaka. My i tak upolowaliśmy dwie wrony i na drugi dzień mama nam ugotowała pysznej zupy. Ten chleb, który otrzymywaliśmy, mam gotowała w dużym garnku i byłą taka zupa, każdy więc lepiej się najadł, gdyż nie wystarczyłoby chleba dla wszystkich. Nas było dziesięcioro, a z tego nie pracowały 4 osoby. Płakaliśmy z zimna i głodu, z upokorzenia i złości i tak minął marzec.


    Kwiecień 1940

    Od 1 kwietnia warunki nam się polepszyły, gdyż można było w lesie nazbierać różnych traw, korzeni, jagód. W dalszym ciągu ludzie pracowali w lesie - ściągali dłużyce /drewno/ i składano na stosy. Praca była bardzo ciężka, gdyż zrywkę drewna wykonywały konie, a oni zatrudniali ludzi.

    WIOSNA W LESIE SYBERYJSKIM

    Przyroda się budzi momentalnie kwitną przecudne najpiękniejsze kwiaty i krzewy. Takich kwiatów jak kwitły na Syberii nie widziałem nigdy nawet u ogrodnika. Były to storczyki o różnych wzorach, jak pantofelki, kwadraciki, gwiazdeczki, kuleczki. Był lilie różnego rodzaju i kolory, wrzosy nawet białe, sitowie kwitnące, i cała masa innych cudów.
    W dalszym ciągu nie było co jeść, ale już nie cierpieliśmy zimna.
    W lesie wyrosły takie rośliny /puczki podobne do rabarbaru/ nie miały żadnego smaku, ale jak mama ugotowała zupę to było można zjeść. Kopaliśmy saranki to cebule takich kwiatów Lilia Złotogłów, one rosły na łąkach i nie wolno było kopać ale my musieliśmy, ponieważ gotowaliśmy te cebule i jedliśmy.
    Pracowaliśmy teraz w lesie przy przygotowaniu drzew do żywicowania. To były drzewa sosnowe do pędzenia żywicy. >Mężczyzna robił takie wgłębienie pionowe, a od tego wyżłobienia wycinało się wąsy. Po tych wąsach ściekała żywica do wyżłobienia, a po tym wyżłobieniu spływała na dół do takiego naczynia / nazywała się weronka/. Kobiety miały drewniane wiadra, bardzo ciężkie puste, a z żywicą ledwie to uniosły, wybierały tę żywicę takimi łopatkami właśnie do tych wiader i odnosiły do szałasu, gdzie stały beczki /100 kg jedna/ i wsypywały zawartość wiader do tych beczek.


    Marsz Sybiraków.

    Z miast kresowych, wschodnich osad i wsi
    Z rezydencji, białych dworów i chatce
    Myśmy wciąż do Niepodległej szli
    Szli z uporem ponad dwieście lat.
    Wydłużyli drogę carscy kaci
    Przez Syberię wiódł najkrótszy szlak
    I w kajdanach szli konfederaci>
    Mogiłami znacząc polski trakt
    Z insurekcji kościuszkowskiej z powstań dwóch
    Szkół, barykad, Warszawy i Łodzi,
    Kondratowski unosił się duch
    I nam w marszu do Polski przewodził
    A myśmy szli i szli dziesiątkowani
    Przez tajgę, stepy, plątaninę dróg,
    A myśmy szli i szli niepokonani
    Aż "Cuda nad Wisłą" darował nam Bóg


    Przy żywicowaniu pracowaliśmy do października. W Październiku likwidowało się wszystkie narzędzia, przynosiło się od szałasu i czekaliśmy do zimy, aby znów pracować przy eksploatacji drewna. Kto nie wyrobił normy to nie dostał chleby. Chodziliśmy do lasu na grzyby / różnego rodzaju i jagody/ Upolować nie było można już nic, ponieważ wszystko było zjedzone przez głodnych zesłańców. Kiedy pracowaliśmy przy żywicowaniu, chodziliśmy na śniadania i obiady do bagien, były tam pyszne jagody /nazywały się klukwa/. Były grzyby, które można było jeść na surowo /nazywały się gruzje/. Czarne jagody i czeremcha, a z czeremchy można było upiec placki / oczywiście po uprzednim wysuszeniu i zmieleniu w żarnach, zrobili te żarna chłopcy/. Jedliśmy dziki czosnek / takie liście jak konwalia/ ale miał zapach czosnku, więc rwaliśmy i na surowo jedli. Ludzie chodzili gromadnie, ponieważ pojawiły się niedźwiedzie. Niedźwiedzie i wilki bały się huku i krzyku, więc wychodząc do lasu każdy brał jakieś stare naczynie i kawał żelaza, aby stukać krzyczeć, więc zwierzęta płoszone uciekały. Ale czego to człowiek nie wymyśli z głodu, to wymyślono inny sposób. Mieliśmy mięso i do jesieni nie było niedźwiedzi, część zjedzona a reszta uciekła. Zastanawiali się komendanci co mogło się stać. (Tu jest znak zapytania koło tekstu wygląda na to, że może czegoś brakować ciocia czegoś nie wyjaśniła o tych niedźwiedziach a szkoda - @LB55)
    Pojawiło się nowe niebezpieczeństwo dla kobiet. Otóż komendanci upatrywali sobie młodą ładną dziewczynę, zmuszali ją do nierządu, a która się nie zgadzała to gwałcili i jeszcze pobili dotkliwie. Kobiety poskarżył się młodym chłopcom. > Chłopcy zrobili zasadzkę koło tego szałasu i kiedy kobieta broniła się, ponieważ komendant dobierał się do niej, chłopcy wyszli z ukrycia, pochwycili go i zrobili samosąd. Odczytali mu, ile kobiet skrzywdził i wsadzili go do beczki przysypali żywicą, zakorkowali i odtransportowali do składu skąd pojechał do destylacji żywicy. Szukali go, ale nie znaleźli i spisano na konto niedźwiedzia.
    Pracowaliśmy 7 dni a 8-my mieliśmy wolny. W wolnym dniu wszyscy się zbierali i modlili się tak jak w niedzielę, chociaż nie było wolno, ale i tak były zbiórki Polaków.


    Mama Zachorowała

    Mama zachorowała leżała na pryczy, na ścianie nad łóżkiem wisiał krzyż. Siostra Zosia (moja babcia - @LB55) lat 15 była w domu była chora na stawy - szyła trochę ludziom. Przyszedł komendant i mówi do mamy - dlaczego leżysz, nie pracujesz? Mama mówi, że jestem chora i nie mogę. On pyta, a kiedy będziesz mogła. A mama mówi jak Pan Jezus pozwoli to pójdę do pracy, na to komendant, a kto to jest Jezus? Mama pokazuje krzyż na ścianie i mówi to jest Jezus. Nu wota dlaczego ci zaraz nie daje, a on mówi - nawierno padochniesz. U nas żadnego Jezusa nie ma czto eta takoje? Zosia mówi, Pan Bóg jest, że stworzył cały świat i ciebie też - natomiast on mówi, że jego nie stworzył żaden Pan Bóg ani Jezus. Zosia pyta - a skąd ty się wziąłeś? - a ten mówi, że ziemia pękła i on wyskoczył. Zosia mówi, że z ziemi wyskakują tylko diabły, obraził się i mówi, że on nie jest czort, a że tak powiedziała to pójdzie do ciurmy. On nie jest czort, słucha tylko Stalina i robi co on każe bo to jest jego batiuszka, a żadnego Boga nie ma. Nie było rady, Zosia musiała iść do ciurmy. Był to drewniany barak bez okien, więzień wchodził i drzwi zostały zabite gwoździami. To zależny na ile skazany był winowajca to ustalał komendant ten co nas pilnował. Brat poszedł do starszyzny i starszyzna wysłuchał skargi, bardzo się przy tym (dopisek ręczny nie mogę odczytać) i rozkazał aby wypuścić dziewuszku

    Zabłądziliśmy w tajdze

    Nie wolno było chodzić do lasu samowolnie na jagody, ale mus to wielki pan. Siostra Paulina miała wówczas 18 lat zabrała mnie lat 10 i siostrę lat 11 i poszłyśmy do lasu na jagody, bardzo rano wyszłyśmy, ażeby nas nie widział komendant.
    O 10-tej rano już mieliśmy nazbierane całe dwa wiadra jagód i grzybów wiadro i miałyśmy wracać do baraków, ale bałyśmy się. Siostra zdecydowała, że tutaj na tej polance posiedzimy do wieczora, a później pójdziemy do domu, wszyscy tak robili.
    Zasnęliśmy i kiedy obudziliśmy się to słońce świeciło, ale szło już ku zachodowi, a poszłyśmy jak gapy za jego śladem. Oczywiście zabłądziłyśmy, słońce już zaszło, zrobiło się ciemno, jakieś obce tereny, a my idziemy, idziemy. Nadeszła noc - znalazłyśmy jakieś ogromne drzewo przewrócone przez wiatr, wgramoliłyśmy się w te korzenie i z płaczem pytałyśmy się siostry - czy nas niedźwiedzie nie zjedzą. Rano szłyśmy dalej, szukałyśmy drogi do domu, pożywiłyśmy się jagodami, zagrzałyśmy się w słońcu i szłyśmy dalej, nie wiedząc dokąd i w którą stronę. Tak nadszedł wieczór, a później noc. Wieczorem chciały nas zjeść komary, były takie ogromne i siadały przeważnie na głowę, Ociekałyśmy krwią, gdyż drapaliśmy się i krew z komarów ciekła nam po twarzy. Dokuczały dodatkowo małe muszki, które gryzły niesamowicie i byłyśmy opuchnięte, że oczu nie było widać. Trzeciego dnia wieczorem odnalazł nas ojciec i sąsiedzi. Chorowałyśmy bardzo długo. Od pogryzienia przez komary i muszki miałyśmy całe ciało, w strupach które bez końca ropiały i wcale nie goiły się. Znalazła się jakaś znachorka i wykurowała nas kąpielą z jakichś ziół, ale nie zdradziła swojej tajemnicy, za wyleczenie nas mama dała jej ostatnią spódnicę.
    Nastała zima, młodzi mężczyźni i kobiety zostali wywiezieni na oddział leśny o sto kilometrów od naszych baraków i tam musieli robić w lesie. Chorzy i małoletni pozostali w barakach i sami musieli sobie radzić. Sami chodziliśmy do lasu po drzewo na opał na zmianę, gdyż były tylko jedne buty. Chodziłyśmy z siostrą po prośbie, ponieważ w ogóle nam nie dawali jeść. Ludzie umierali z zimna i głodu. Wieś malutka parę ziemianek była oddalona od nas około 10km. Szłyśmy więc z siostrą od ziemianki do ziemianki i prosiłyśmy coś zjeść. Ludzie rosyjscy byli bardzo dobrzy, ale sami nie mieli co jeść. Dali nam jednego ziemniaka, łyżkę mąki czy łyżkę kapusty, odrobinę soli, jakiegoś buraka. Przynosiliśmy to zmęczeni, ale uradowani, bo mam ugotowała z tego zupę.
    Już tak było ciężko, że nikt o niczym nie marzył, tylko o jedzeniu. Katastrofa - wszyscy leżeli i chyba by poumierali, gdyby niejeden chłopiec zaradny, który biegał po tych barakach i rozpalał w tych piecykach, kazał, aby chociaż jedna osoba pilnowała pieca, gdyż inaczej poumieramy. Udało mu się zawiadomić w lesie tych co zostali wysłani na roboty i pewnej nocy grupa chłopców i kobiet przyjechało. Myśmy już nie reagowali na ich głosy, rodzice nie poznali nawet swoich dzieci, ale jakoś udało się odratować nas. Przywieźli herbatę, cukier, margarynę kawę, ryż, gdyż wówczas już była pomoc z zagranicy, ale my byliśmy w tajdze nawet o tym nie wiedzieliśmy. Rano odjechali, bo musieli wracać do roboty. Nami się opiekował ten młody chłopiec /14 lat/. Kiedy wrócili na wiosnę to odbywały się pogrzeby, ponieważ ludzie zapadli na jakieś choroby nieznane. Wiosna przyniosła ulgę, gdyż las żywił biednych zesłańców, rozchodziła się pieśń po lesie.


    Trudno, trudno
    jest Polakom -
    w syberyjskich tajgach żyć
    do ojczyzny wrócić trudno
    przyjdzie nam się w tajdze zgnić


    Bo codziennie są pogrzeby
    kopią świeże doły wciąż
    I nie wie nic mąż o żonie
    żona nie wie gdzie jej mąż


    Znów robota w lesie przy żywicowaniu. Minęło lato ktoś przyniósł nowinę, że tworzy się armia - jest pobór do wojska. Generał Sikorski doszedł do porozumienia z Stalinem. Zaczęła się formować Armia Polska. Na rozjazdach kolejowych cała młodzież i starsi, młode kobiety chcieli iść do wojska, aby się wyrwać z tego piekła.
    Generał Władysław Anders, na własną rękę w raz z wojskiem wysyłał do Iranu ludność cywilną wówczas mogliśmy się poruszać po całym Związku Radz. nikt nas nie pilnował. Ojciec zdecydował, że pójdziemy również, może nam się też uda wyjechać.
    Kiedy doszliśmy do punktu zbornego /około 80 km./ to już nie mogliśmy wyjechać ponieważ Stalin już więcej nie pozwalał Polakom wyjeżdżać z Zw. Radz. Zostaliśmy na stacji, do lasu nie chcieliśmy wracać, wędrowaliśmy przed siebie. Szukaliśmy schronienia, ale nikt nas nie chciał, nie było nadziei, więc szliśmy przed siebie.
    Znowu cierpieliśmy głód i zimno, ponieważ Rosjanie odpędzali nas od zagród. Byliśmy biedni obdarci i chorzy. Po drodze spotkaliśmy opuszczoną leśniczówkę i tam zamieszkaliśmy chodząc po prośbie. Wypoczęliśmy trochę i ruszyliśmy dalej.
    Żywiliśmy się co tylko znaleźliśmy po drodze i w lesie. Pewnego dnia spotkaliśmy małą ziemiankę, tylko komin było widać. Kiedy podeszliśmy bliżej, okazało się, okno i drzwi były zabite deskami. Nie mieliśmy wyboru brat z ojcem otworzyli drzwi i okno i zamieszkaliśmy tam. Ziemianka nas uratowała, ponieważ stała beczka ogórków kiszonych, pomidorów i grzybów /rydzy gruzje/, oraz dużo drewna opałowego, w kącie stał duży piec chlebowy /piekli w nim chleb/ i można było na nim spać. W marcu przyjechali właściciele tej ziemianki i wygnali nas i przeklinali nam, że my wszystko zjedli. Poszli szukać starszyzny /jakiegoś komendanta/ ażeby nas ukarał, a my w tym czasie uciekliśmy. Wędrowaliśmy dalej. Po długiej tułaczce doszliśmy do wsi ZIMARY.


    Byliśmy całkowicie wyczerpani i chorzy. Nogi pokaleczone opanował nas świerzb i kurza ślepota, o zmroku już nic człowiek nie widział. Byliśmy obdarci bez butów, ojciec robił nam łapcie z kory. Siedzieliśmy tak na rowie mama, tata, 6 sióstr i brat, gdyż najstarszy poszedł do wojska. Zlitowały się nad nami ruskie kobiety. Przyniosły nam mleka i ziemniaków bo chleba same nie miały powiadomiły predseldatelia i ten nas przyjął do kołchozu. ( Gienia, Paulina, Marysia, Kasia, Zosia, Anna, Józef - dopisek mamy imiona rodzeństwa).
    Zamieszkaliśmy w opuszczonej szkole, razem z innymi rodzinami / już cztery rodziny mieszkały w tej szkole/. Była rodzina tatarów, Mongołów, Niemców i dwie rodziny polskie. Spaliśmy i siedzieliśmy na podłodze, ponieważ nie było żadnych mebli. Pośrodku stał piecyk do opalania i gotowania. Wszyscy chcieli naraz gotować i powstały międzynarodowe kłótnie, ale nikt nie rozumiał o co chodzi. Kłopotu nie było z Mongołami i tatarami, bo oni jedli wszystko na surowo. Nie mieliśmy co jeść. Mama z wycięczenia i głodu zmarła. Zostaliśmy sami z zrozpaczonym ojcem. Mama została zabrana do szpitala do miasta i tam też została pochowana na miejskim cmentarzu. Na pogrzeb pojechały tylko dwie siostry, ponieważ nie było się w co ubrać, nie było butów ani odzieży.
    Ojciec nie był na mamy pogrzebie, tak się załamał, że nawet nie mógł chodzić. Byliśmy zrozpaczeni, to byłą późna jesień, już padał śnieg. Całe lato pracowaliśmy w tym kołchozie, ale nie zapłacili nam ani centa, ani chleba gdyż powiedzieli "wy bolsze sjeli, kak zarabotali". /Wy więcej zjedliście niż zarobili./
    Ojciec leżał na pryczy, nie było jedzenia aby go podratować. Napadało śniegu bardzo dużo i nastał mróz. W nocy chodziliśmy kopać ziemniaki /śmieszne/ tak kopać ziemniaki, które były przysypane śniegiem, ponieważ kołchoźnicy nie zdążyli wykopać i całe połacie pola z ziemniakami przysypało. Chodziliśmy z łopatami, siekierami i odgarnialiśmy śnieg, po czym kopaliśmy. Byłą to praca bardzo ciężka na nasze siły. Przynosiliśmy te ukopane ziemniaki zalewaliśmy wrzątkiem obieraliśmy ze skóry, potem gotowaliśmy i było można zjeść. Chodziliśmy na te ziemniaki całą zimę, gdyby nie te ziemniaki to nie wrócilibyśmy do Polski.
    W dalszym ciągu panował głód i chłód, wszy i świerzb. Siostra najstarsza się nami opiekowała. Wymyślała różne rzeczy, aby nas wykąpać, smarowała nas dziegciem /taki koński środek na świerzb. / Przesiała popiołu z brzozowego drewna i zalała wrzątkiem, kiedy to się ustało zlewała do innego naczynia i powstał ług, który się dodawało do kąpieli zamiast mydła. Po takiej kuracji wyleczone zostałyśmy, ale na wszy i karaluchy nie było rady. Przy ojcu trzeba było siedzieć i odganiać karaluchy, ponieważ nie mógł sam tego zrobić. Ojciec zmarł 1944 roku, pochowaliśmy go w lesie, brat zrobił trumnę i zanieśliśmy go do grobu, sami było nas siedmioro.


    Po pogrzebie ojca wypędzono nas z tej szkoły, przygarnął nas komendant kołchozu /to był policjant/. Zamieszkaliśmy w jego biurze /odgrodził nam kąt/, stał tam duży piec, na którym spaliśmy.
    W Zamian za to, że mieszkaliśmy, sprzątaliśmy i opalaliśmy jego biuro. Po opał musieliśmy jeździć do lasu. Zaprzęgaliśmy woła do sań i jechaliśmy do lasu, tam zbieraliśmy drzewo opałowe, ładowaliśmy na sanie i wracaliśmy do biura, trzeba było to drewno porąbać i napalić w jego biurze. / to wszystko robiłam ja lat 11 i siostra lat 13./- Cierpieliśmy nadal głód i musieliśmy chodzić do wsi po prośbie.

    Pewnego razu już nie mieliśmy siły jechać do lasu po drewno, więc wykombinowaliśmy, że zrobimy co innego. Ponieważ siostra i brat poszli po prośbie, a ja zostałam i miałam zorganizować opał. Stała tam bardzo długa drabina, więc pomyślałam, że nie dam rady sama jechać do lasu, porąbałam tę drabinę. Przyniosłam to drewno do biura, jeszcze komendanta nie było, rozpaliłam w piecu i szłam po resztę tej drabiny porąbanej, a tu idzie komendant i ma w ręce jeden szczebel od drabiny i krzyczy!! Ańka ty leśnicu szgła, ty swołocz idi suda. /Anka ty drabinę spaliła, ty diable chodź tu/. Podeszłam i wtedy dostałam takie lanie, że nigdy mnie nikt tak nie zbił. Siostra moja mnie obroniła, ale on nadal dobijał się do naszej kajuty i krzyczał. Chorowałam wtedy cały tydzień, nie mogłam nic jeść, na pewno od tego lania i ze strachu. Nie wychodziłam z domu długo.
    Na wiosnę zaczęła się praca w polu i pasienie krów i świń. Sadziliśmy ziemniaki, pilnowali nas, ażeby nie kraść, więc ziemniaki jedliśmy na surowo. Kiedy już posadziliśmy ziemniaki, przydzielono mnie siostrę i brata do pasienia krów i świń. Wypędzaliśmy krowy do lasu, a świnie na bagna. Mogliśmy sobie udoić trochę mleka, a robiliśmy to tak - jedna siostra doiła krowę do takiego kubeczka zrobionego z kory brzozowej, a jak się napiła to znów brat poszedł i tak wszyscy ratowaliśmy się tym mlekiem. Kiedy już wrosły ziemniaki, marchew, kapusta to już nie było głodu, ponieważ jedliśmy wszystko na polu surowe. Przypędzaliśmy świnie z siostrą do zagród, więc trzeba było świniom nalać serwatki albo zsiadłe mleko, stało w wiadrach. Najpierw my najedliśmy się tego mleka, a potem wlewaliśmy świniom.
    Pewnego razu przypędziliśmy świnie, szukaliśmy coś do jedzenia. W dużym kotle był ugotowany cały koń, który długo chorował więc zdechł i miały go zjeść świnie. Jedliśmy tego konia, jeszcze przynieśliśmy do domu, aby pożywili się pozostali w rodzinie.
    Lato minęło, nastała zima, nie mieliśmy żadnych zapasów na zimę. Poszliśmy do predeseldatela i mówimy - pracowaliśmy całe lato, jest nas siedmioro i nie mamy żadnych zapasów na zimę. Komendant powiedział: idtie k czortu, wy swołocze. Idźcie do diabła, nic nie dostaniecie. Zostaliśmy zdani na własny los i musieliśmy sobie sami radzić - m u s i e l i ś m y k r a ś ć.
    Dom, w którym mieszkaliśmy był podpiwniczony, a do tych piwnic składali ziemniaki na całą zimę dla kołchoźników. Do tej piwnicy wchodziło się włazem, który znajdował się w biurze komendanta. Brat kiedyś dorobił klucz do tej ogromnej kłódki / klucz zrobił z gilzy naboju /. Otworzyliśmy ten właz, nabraliśmy ziemniaków i oczywiście zamknęliśmy z powrotem. Ziemniaki gotowaliśmy i piekliśmy i tak przeżyliśmy całą zimę już nie głodni, ale w strachu, oby się tylko nie wydało, że kradniemy ziemniaki.


    Paulina

    Na wiosnę Paulina została przydzielona do szuflowania zboża, przerzucało się zboże z miejsca na miejsce, ażeby nie spleśniało. Pewnego dnia wróciła z pracy i przyniosła trochę pszenicy w butach. Kiedy zdejmowała buty i pszenica się wysypała, akurat przyszła do nas Rosjanka i zobaczyła to. Zadenuncjowała Paulinę i zaraz przyszedł komendant i zabrali ją do ciurmy, ale do miasta. Prosiliśmy aby ją puścili, ale komendant powiedział, że trzeba było dobrze schować a tak to musi odpokutować.
    Po rozprawie otrzymała wyrok 1,5 roku. Osadzili ją w więzieniu w Barnauł. Można było ją odwiedzać i co przynieść raz na m-c. Nie mieliśmy nic co mogłoby być, aby jej zanieść. Chodziliśmy nadal po prośbie i to co uzbierałyśmy to zanosiliśmy jej, a to suszone ziemniaki, suszone buraki cukrowe, trochę soli, trochę cukru, piekłyśmy placki ziemniaczane i potem suszyliśmy. Chleba w ogóle nie było. Tak chodziliśmy do niej przez pół roku, już nastała zima. Pewnego razu zachodzimy do więzienia i mówimy do Pauliny, a oni zaczęli się śmiać i mówią - / ana udrałą i nawierno uże padochła/ Rozpłakaliśmy się i poszliśmy do domu, czekaliśmy na nią bo nie wierzyliśmy, że ona nie żyje. Po pół roku przyszli do nas z NKWD i szukali Pauliny ale sami widzieli, że jej nie ma.


    Opowiadanie Pauliny

    Pewnej nocy wróciła. Wszyscy przeżyliśmy radość, że żyje, wciągnęliśmy ją do domu, ponieważ była bardzo zmęczona. Po wykąpaniu i nakarmieni ziemniakami Paulina opowiadała.
    Zawieźli ją do dużego więzienia, przydzielili ją do kobiet, które siedziały za różne przewinienia, a większość za prostytucję. Te kobiety zaopiekowały się nią. Była taka silna kobieta, której wszystkie musiały jej słuchać. Pytała ta kobieta siostrę, czy będzie otrzymywać paczki. Siostra wiedziała, że nie będzie, ale powiedziała, że tak. Ta kobieta rozkazała, aby zebrało się 10 kobiet i że mają pilnować siostry. Te dziesiątki miały za cel pilnować siostry, kiedy otrzymała paczkę, w innym razie więźniarki odebrałyby paczkę i same zjadły. Kiedy nadeszła paczka, to była dzielona między te 10-ć więźniarek, ale jedna trzecia paczki należała do siostry. I tak było z każdą paczką, można było dostarczyć paczkę o wadze 5kg. Więźniowie otrzymywali raz dziennie 1/2 l. zupy z brukwi i potem gonili do roboty. Spały na gołej posadzce cementowej, było ich w jednym pomieszczeniu tak dużo, że gdy kładli się spać to wszystkie na jednym boku, a jak się odwracały to wszystkie na drugi bok. Rano dostawały 1/2 l wody gorącej, one to w mig wypijały, 200 gr. chleba /zakalec ciężki/ i wyganiali do roboty. Były wszy, pluskwy, karaluchy, świerzb nikt się tym nie przejmował. Wszystkie kobiety miały obcięte włosy na pałę. Siostra była tak wycieńczona, że postanowiła uciec za wszelką cenę i dokonała tego.


    Siostra dalej opowiada

    Pewnego dnia postanowiła uciec, pędzono ich do roboty /był koniec lutego/ szli przez most, wykorzystała moment i skoczyła z mostu. Rzeka była zamarznięta i było wysoko, ale ona sobie postanowiła, że do więzienia już nie wróci. Nie szukali jej, ponieważ mówili, że ubiłas /zabiła się/ i niech się zajmie tym miasto. Odczekała trochę, ukryła się pod mostem pod filar i jak się uciszyło, uciekła, obawiając się, że będą ją szukać. Powlokła się bocznymi drogami do najbliższej wioski. Nie mogła iść, bo była bardzo słaba, a jeszcze po upadku z mostu, odczuwała ból, po całodziennym kluczeniu po drogach dotarła do wioski, ale zagrody nie miała siły wejść tylko ugrzęzła w krzakach koło domu i byłaby zamarzła, gdyby nie pies, który głośno szczekał. Wyszedł gospodarz i zobaczył, że pod płotem leży człowiek. Zabrał ją do domu i dopiero na drugi dzień siostra się obudziło na posłaniu ze słomy. Odratowali ją i dowiedzieli się, że uciekła z więzienia - ukrywali ją do połowy marca nigdzie nie wychodząc. Kiedy nabrała sił gospodarze dali jej walonki i waciak, oraz koc na głowę i wieczorem wyprowadzali ją za wieś, powiedzieli, jak ma iść, aby dojść do ZIMAR.
    Tak opowiadała, a my słuchaliśmy raz płacząc, a raz śmialiśmy się, że ona wróciła. Zapomnieliśmy o walonkach i waciaku, które wsadziliśmy do pieca /piec chlebowy, gdzie piekło się chleb/ a my chcieliśmy, aby wypiekły się wszy i karaluchy. Długo się ukrywała nie wychodziła nigdzie, nikt jej nie widział, a jeżeli wychodziła to tylko w nocy.


    WILKI

    > Pewnego razu siostra wzięła nas to znaczy mnie i młodszą siostrę i poszliśmy w nocy do stacji kolejowej, gdzie były składane buraki cukrowe odległość około 16km. W ciągu nocy miałyśmy nabrać buraków i wrócić do wsi.
    Była ciemna noc i duży śnieg i mróz. Szłyśmy polem nie było żadnych drzew. jedynie od czasu do czasu jakaś stara wieża obserwacyjna kołchoźników. Szłyśmy przytulone do siebie, ponieważ bałyśmy się wilków. Bardzo często zdarzało się, że kogoś wilki pożarły. Paulina nas pocieszała, że nie napadną nas wilki, ale ja i siostra bardzo płakałyśmy, pocieszała nas, ale nic nie pomogło dalej płakałyśmy.

    Nagle siostra powiedziała, przestańcie płakać i biegnijmy do tej wieży, bo wilki wyją i jak nie zdążymy do wieży to nas pożrą. Biegłyśmy, ile sił, dopadłyśmy tej wieży, siostra pomogła nam wejść na tą wieżę i sama zaczęła wchodzić, ale wilki tuż, tuż, trzymałyśmy siostrę i ciągnęłyśmy do góry. Wilki zwietrzyły, że mogą coś zjeść dopiero zaczęły się harce pod wieżą.
    Stałyśmy na platformie i krzyczałyśmy głośno. Było zimno, siostra dała nam grube dechy, które oderwała z boku, abyśmy mocno waliły, aby odstraszyć wilki i aby się rozgrzać.
    Wilki żarły się między sobą, wieża się chwiała, a my dalej darłyśmy się i waliłyśmy tymi dechami, strach nam dodawał sił, bo nie chciałyśmy, aby pożarły nas wilki. Zaczęło świtać i wilki pouciekały a my w dalszym ciągu krzyczałyśmy. Okazało się, że amatorów było bardzo dużo, gdyż siedząc na wieży zobaczyłyśmy, że jacyś ludzie idą w naszą stronę. Krzyczałyśmy jeszcze głośniej, ażeby nas usłyszeli i faktycznie usłyszeli. Podeszli do wieży i własnym oczom nie wierzyli, że my mogłyśmy tam wejść. Pomogli nam zejść i solidarnie każdy kto niósł buraki dał nam po jednym. Cieszyłyśmy się że coś do domu przyniesiemy, ponieważ nie doszłyśmy do stacji, przesiedziałyśmy całą noc na wieży.
    Miałyśmy odmrożone ręce, nogi i policzki, ale starsi poradzili nam, aby mocno nacierać śniegiem, i tka robiliśmy trochę potem bolało, ale jakoś wytrzymałyśmy. Wszystkie nieszczęścia na nas spadły. W końcowej drodze zastał ans buran / taki wielki wiatr ze śniegiem/. Przywiązaliśmy się za ręce jeden do drugiego i tak doszliśmy do wsi.
    To już był rok 1945 maj i dowiedzieliśmy się, że skończyła się wojna. Wszyscy się cieszyli i już myśleliśmy, że pojedziemy do polski, ale nie było mowy - powiedziano nam, że możemy chodzić po całym związku sowiecki ale poza granice nie wolno. W kołchozie pracowaliśmy do lutego 1946 r.
    Przyszedł rozkaz od batiuszki Stalina, że wszyscy Polacy, którzy mają paszporty mogą jechać do polski.

    Nie czekaliśmy - spakowaliśmy się i pieszą poszliśmy /80 km. / rejonu, aby zapisać się i wpisać na listę - udokumentować tożsamość i czekać na przydział miejsca w wagonie. Szliśmy piechotą, ciągnąc za sobą nasz majątek a były to rzeczy: stare dwa garnki, drewniane łyżki, stara patelnia i bardzo stara podziurawiona kołdra czy pierzyna, którą podarowała nam jakaś pani. To wszystko znajdowało się w starym drewnianym kufrze, który miał dwa ucha, do którego przywiązaliśmy sznurek i tak po ziemi ciągnęliśmy i z tym kufrem dotarliśmy do Ałtajski kraj Kałmański rajon a szliśmy z wioski Z i m a r y.

    Doczekałyśmy się, bo 26 lutego 1946 roku załadowano nas do wagonów - bydlęcych nie lepszych jak te którymi jechaliśmy na Sybir. Też były półki i piec na środku i toaleta w podłodze, tylko już okna nie były zakratowane i drzwi się normalnie odsuwały, i można było na postoju wyjść, pochodzić. Pociąg zatrzymywał się codziennie i codziennie dawali nam jeść, ale bardzo skąpo. Porcja chleby, kubek zupy, czarna kawa i to wszystko. Byliśmy bardzo wychudzeni, obdarci, brudni dokuczało nam robactwo. Nie było żadnej komisji sanitarnej. Pierwsze miasto w Polsce, do którego przyjechaliśmy to Płaza. Wróciliśmy na Wielkanoc 1946 r. /kwiecień/

    Pieśń Pożegnalna

    O Polsko nasza, ziemio ukochana
    w trzydziestym dziewiątym, krwią cała zalana
    nie dość, że Polskę na pół rozerwali
    jeszcze Polaków na Sybir wygnali

    O Polsko nasza ziemio nasza święta
    Gdzież twoi synowie, gdzież Twoje orlęta
    Dzisiaj w syberyjskie tajgi pojechali
    Czy Ciebie będą kiedyś oglądali

    Dziesiąty luty będziem pamiętali
    przyszli Ukraińcy razem z moskalami
    i nasze dzieci na sanie wsadzili
    i na główną stację podwozili

    Dni cztery Polską ziemią my jechali
    choć my ją tylko przez szpary żegnali
    W piąty dzień sowiecka maszyna ryknęła
    O żegnaj Polsko, żegnaj chato miła
    O żegnaj ziemio, któraś nas karmiła
    Żegnaj słoneczko i gwiazdy złociste
    My odjeżdżamy z tej ziemi ojczystej

    O smutna była nasza karawana
    kipiatku z chlebem dają nam co rana
    Czwartego marca stanęła maszyna
    Już inny transport z nami się zaczyna
    Jedziemy autem, a potem saniami
    Przez śnieżne góry, rzekami, lasami

    Dzieci zmarznięte z sani wypadają
    A w śnieżnych zaspach umarli zostają,
    A my wciąż jedziemy, wciąż dalej i dalej
    Mijamy rzeki i góry Uralu
    i wciąż nie widać, ach nie widać celu
    pokaż całość

  •  

    Cześć Mirki i Mirabelki, trochęto trwało ale zebrałem i poprawiłem całość tekstu wedle życzeń więc wrzucam, zrobię z tego też wykopalisko i wrzucę jeszcze raz skany. Jeśli chodzi o dalsze losy rodziny to przypomnę jeszcze raz Mamuśce bo chyba sobie zapomniała :P

    #sybiracy #syberia #zapiskizsyberii #historia #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu

    Oczywiście treśc za długa więc dzielę na die lub trzy części:

    Część 1

    Na wstępie, pragnę przedstawić moim najbliższym, znajomym i wszystkim którzy zechcą przeczytać- motywację jakimi się kierowałem pisząc moje wspomnienia. Jestem u schyłku życia, jeśli napiszę, że mam wnuki i prawnuki to będzie zupełnie jasne, dla kogo pragnę pozostawić moje zapiski. Otóż kieruję je przede wszystkim za Ocean, tam bowiem dotarły i uczyły się moje wnuki, a mam ich dwoje. Oni żyją tam w innych realiach, innej kulturze i jakże innych warunkach materialnych. Byłam tam parokrotnie i to właściwie zdopingowało mnie do pisania.
    Być może nie wszyscy to przyjmą z pełną, wiarą, że ich babcia i prababcia w dzieciństwie i późniejszym, już dorosłym życiu, przeszła, że Polacy przeszli, takie koleje losu.
    Jestem głęboko wierzącą katoliczką, wierzę w to mocno, że tylko opatrzność Boska pozwoliła nam przeżyć, wrócić do Polski i cieszyć się życiem takim, jakie ono jest. Mam nadzieję, że z tak licznej rodziny, z jakiej pochodzę, młodsze pokolenia zachcą się z tym zapoznać, ponieważ to są przeżycia dziadków. Pragnę również, aby moje wnuki, oraz ich dzieci nigdy nie zapomniały skąd wywodzą się ich korzenie - to Polska sprzed 1939 r.


    Teraz pozwolę sobie w telegraficznym skrócie opisać wydarzenia historyczne minionej epoki XX wieku.
    Jakie przypadki zdecydowały o losie milionów Polaków. Sierpień 1939 r. Minister Spraw Zagranicznych Rzeszy Joachim Ribbentrop i Wieńczysław Mołotow, Minister Spraw Zagranicznych Związku Radzieckiego, podpisali w Moskwie pakt o nieagresji, między ZSRR a Niemcami. W czasie uroczystego przyjęcia towarzyszącego podpisaniu aktu, Stalin wznosząc toast powiedział, wiem jak bardzo naród Niemiecki kocha swego Fuhrera, dlatego pragnąłbym wypić jego zdrowie.
    Stało się jasne co najwięksi zbrodniarze w dziejach ludzkości, w tajnym protokole, dołączonym do aktu postanowili w sprawie Polski. Protokół ten radziecko-niemiecki mówił o rozgraniczeniu stref wpływów we wschodniej Europie. Polska miała zniknąć z mapy Europy.
    8 października 1939 r. w skład III Rzeszy wcielone zostały ziemie północne i zachodnie przedwojennej Polski.
    Ziemie wschodnie od Lwowa po Wilno Rzeczypospolitej, zostały zaanektowane przez Związek Radziecki. W ten sposób w granicach ZSRR znalazło się przeszło 50% przedwojennego terytorium Polski i około 14,3 mil. ludzkości z czego Polacy stanowili 6,5 mil. Tłumiona latami nienawiść Kremla do Polski, jak wulkan wybuchłą przeciw narodowi polskiemu.
    Już we wrześniu rozpoczęły się masowe aresztowania wśród inteligencji. Decyzją NKWD wzięto do niewoli około 6000 oficerów polskich, funkcjonariuszy policji, wywiadu, straży więziennej, grupę duchownych, nauczycieli i osadników wojskowych. Osadzono ich bezpowrotnie w obozach w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. Ludność cywilną masowo zsyłano na Sybir.
    Polska została osamotniona w obliczu wojny i tak potężnych wrogów. Wielka Brytania i Francja nie wywiązały się z podjętych wcześniej zobowiązań sojuszniczych wobec Polski.
    Moje dzieciństwo upływało we względnym dobrobycie i pokoju. Ojciec mój był wojskowym. Czynnie brał udział w I wojnie światowej, był inwalidą wojennym (Paweł Kopeć - dopisek mojej mamy). W rodzinie miałam siedmioro rodzeństwa, byłam najmłodsza. W momencie wybuchu wojny miałam 8 lat i niezupełnie rozumiałam grozę jaką niesie ze sobą wojna. Rodzice a zwłaszcza mój ojciec miał pełną świadomość tego wydarzenia.
    Wkrótce nadszedł czas, kiedy uznano nas za niebezpiecznych wrogów Związku Radzieckiego i tak oto zaczęła się nasza Golgota.


    Siedzieliśmy wszyscy w domu i najstarszy brat już wiedział co się święci. Ojciec dzieciom powiedział, że od jutra do szkoły nie będziemy chodzić, ponieważ zabrali polską szkołę. Polska szkoła była nowo wybudowana z czerwonej cegły 2-piętrowa, z dużym boiskiem.
    1.IX.1939 wybuchła wojna.
    Ojciec był ranny - inwalidą wojennym, otrzymał rentę inwalidzką i kawałek ziemi jako osadnik wojskowy. Osiedlił się w Zadwórzu pow. Przemyślany. Mama byłą gospodynią domową, potrafiła wszystko zrobić, byłą dobrą krawcową i kucharką. Była bardzo ładna i wesoła, była optymistką, wierzyła w dobre jutro.


    Wrzesień 1939r.

    Wrzesień przeżyliśmy w wielkim strachu. Brat chodził na zbiórki Strzelców, każdego dnia przynosił złe wieści. W nocy chowaliśmy się przed Ukraińcami, ponieważ palili i mordowali polskie rodziny.
    Ojciec wykonał wielki schron w ogrodzie i tam chowaliśmy się w dzień przed bombami.


    Październik 1939r.

    Ukraińcy przeprowadzali spis ludności polskiej. Dokładnie, ile jest rodzin kolejarzy, osadników, księży, policjantów, nauczycieli. Chodzili po domach i wymuszali od mieszkańców, aby podpisywali listę, że chcą należeć do Ukraińców, a jak nie to się z wami rozprawimy.
    Jednak Polacy nie podpisywali ukraińskiej listy. Coraz częściej Ukraińcy przychodzili w nocy i uprowadzali młodych chłopaków. Palili całe domy i nie pozwolili wychodzić z płonących domów.


    Listopad 1939 r.

    Młodzież ukrywa się w lasach i buntuje się przeciw Ukraińcom. Nastało bezprawie, rabunki, morderstwa. W nocy płoną domy we wsi, nasz jeszcze się nie pali. Coraz częściej przychodzą do nas, robią rewizję - szukają broni, radioodbiorników oraz ulotek. Wyprowadzają brata za dom i tam go biją - zmuszają, aby się przyznał do jakiej organizacji należy. /19 lat miał/ (Jan Kopeć 1921r. -dopisek mamy). Ciężkie i niebezpieczne stało się życie.

    Grudzień 1939 r.

    Życie Polaków zostało ograniczone. Nie wolno było chodzić do gminy, kościoła, każdy się boi. Na drodze został zamordowany Polak. Wieczorem w lesie dębowym w małej chatce został spalony Polak. Spaliła go jego żona -Ukrainka. Kazali go spalić dla przykładu, gdyż w przeciwnym razie spalą ją i jej dwie córki. Święta były smutne, wieczorem po zaryglowaniu drzwi nikt nie wychodził z domu, zima była ostra.

    Styczeń 1940 r.

    Życie polskich osadników całkowicie zamarło. Nie było już polskich pieniędzy - były ruble. Zaczęło się okradanie w nocy. Zaczęto myśleć o ucieczce do polski centralnej, już było za późno, ponieważ granica była zamknięta. Należało się pogodzić z losem i czekać co przyniesie losem

    Luty 1940r.

    Dziesiąty luty będziemy pamiętali.

    O tak na całe życie zapamiętaliśmy 10.II.1940 r. Zima była bardzo ostra. głęboki śnieg i 40° mrozu. W nocy o godzinie 21,15 usłyszeliśmy łomotanie do naszych drzwi. Coraz głośniej walili kolbami w drzwi, brzęk tłuczonego szkła - to na werandzie powybijane okna. Ojciec zwlekał nie otwierał. Wiedział co to znaczy. Mama natomiast obudziła wszystkie dzieci i kazała się szybko ubierać. Bieliznę i ubrania, ile tylko można.
    Kiedy drzwi wyłamano do werandy ojciec otworzył. Wpadli sowieci, Ukraińcy, zaczęli ojca bić. Wszystkie dzieci rzuciły się do ojca, aby go bronić głośno płakaliśmy. Sowieci odtrącili nas mówiąc /wot swołoczi/ a to diabły. Kazali nam stanąć przy ścianie i ręce do góry. Rozkazali się ubierać i za 15 minut siadać na sanie. Sowieci bardzo się śpieszyli. Załadowali nas na sanie całą rodzinę. Żadnego dobytku nie wolno nam było zabrać - mówili - tam wam wsie dadut / wam wszystko dadzą. / Płakaliśmy, dzieci krzyczały, przyszły sąsiadki z chlebem, mlekiem, ale sowieci rozkazali, żeby się nie zbliżały, bo może ich to samo spotkać.
    Kobiety krzyczały - wy diabły, wy czorty przecież te dzieci zamarzną. Sowieci nie reagowali wieźli nas na punkt zborny /oni tak mówili/ do Baranowicz. Ludzie opowiadali, że wtedy wywieźli 4 wioski.
    Sowieci przyjeżdżały pod domy tych wywiezionych ludzi i kradli wszystko. Inwentarz żywy, zboże, zapasy na zimę, meble co tylko było, a domy palili. U nas również wszystko pokradli, wycięli sad i zniszczyli pasiekę a dom spalili.
    Wsadzili nas w bydlęce wagony, który były przegrodzone poziomo. Z jednej strony trzy półki i z drugiej strony trzy półki. Na tych półkach nie można było siedzieć tylko w pozycji leżącej. Okienka były maleńkie u góry wagonu zakratowane i zawiązane drutem kolczastym. Na środku stał piecyk żelazny, który służył do ogrzania /ale opału nie dali/ Zboku była dziura służąca jako toaleta oczywiście również od zewnątrz zabezpieczona drutem kolczastym. Było bardzo ciasno i duszno. Było ciemno, wszyscy się modlili, gdyż nie znaliśmy swojego losu.
    Jechaliśmy jak bydło, doskwierał na głód i zimno. Ludzie zziębnięci cisnęli się do pieca, w którym palono deskami z pryczy. nie było się czym przykryć.
    Od wyjazdu z Baranowicz jechaliśmy 3 dni i trzy noce. Transport zatrzymał się w polu. Otwierano wagon, sprawdzano, czy ludzie są zdrowi, czy nie ma w wagonie trupów, jeśli byli umarli - wyrzucali na śnieg nie licząc się z protestem rodziny. Chorych też zabierali, mówili, że do balnicy /szpitala/ i ślad po nich zaginął.
    Po tym zlustrowaniu wagonu kazali młodym iść po prowiant. Przyniesiono dwa wiadra kaszy manny z ohydnym olejem oraz dwa wiadra wody gorącej. To musiało wystarczyć na 50 osób. Na wiele się to nie przydało, ponieważ jechaliśmy tyle godzin, wszyscy byli głodni i spragnieni.


    Pomysł Młodych

    Młodzi skombinowali czerpak, który przywiązali sznurkiem i pod podważeniu klapy /okiennicy/ wyrzucali ten czerpak, który napełniał się śniegiem wciągali do wagonu i wsypywali do garnka na piecu, otrzymywaliśmy dodatkową porcję wody. Była brudna, ale gasiła pragnienie. Jechaliśmy tak dalej i dalej, nie wiedzieliśmy, dokąd. Pociąg zatrzymywał się tylko w nocy, aby powyrzucać zmarłych, zabrać chorych i dać to pożywienie. Zanim dojechaliśmy do Nowosybirska, przewożono nas po kilka razy do tej samej miejscowości, wyglądało to tak, jak gdyby sowieci nie wiedzieli co z nami zrobić. Byliśmy wszyscy u kresu sił. Nikt się nie przyznawał, że jest chory, gdyż natychmiast był zabrany, a to znaczyło rozstanie i śmierć.
    Jechaliśmy prawie cztery tygodnie, nareszcie wyładowali nas w Nowosybirsku.
    Zapędzono nas do ogromnej sali i powiedzieli, że pójdziemy do łaźni. Przy tej sali była druga sala, do której wchodziło się po takim wysokim stopniu i skakało się do tego drugiego pomieszczenia. Wszyscy musieli się rozebrać na golasa, kobiety młode i starsze, mężczyźni młodzi i starzy i wszyscy wchodzili po tym stopniu u skakali do drugiej izby. Był wielki płacz, młode dziewczyny były tak upokorzone, że ledwie żyły, sowieccy żandarmi naśmiewali się i dogadywali wulgarnie /nie nadaj się wypisywać tych słów/
    Zabrano nam odzież - pozostawiono jedną koszulę i jedną spódnicę, a resztę trzeba było rzucać na stos. Ubrali nas w kufajki /takie waciaki/ i czapki, przy tym obcięli włosy wszystkim, więc kto poszedł po czapkę to najpierw obcinali mu włosy/ znów upokarzające słowa/.
    Dostaliśmy po pół litra gorącej wody i kawałek chleba. Po pół godzinie padł rozkaz, żeby wychodzić i ładować się na samochody, nie ważne czy został ktoś z rodziny czy dziecko - odliczyli 50 osób / samochody po plandeką/ zasznurowali i wieźli nas dalej w tajgę. Ludzie wzajemnie się ogrzewali. PO całodziennej jeździe zatrzymaliśmy się i nocowaliśmy w jakichś szałasach, które zbudowali nasi poprzednicy - zesłańcy.
    Jechaliśmy tak 3 dni i trzy noce.
    Następnie była przesiadka na sanie. Saniami jechaliśmy cały dzień, przez rzekę, która jeszcze była zamarznięta.


    Dojechaliśmy do celu w tajdze głuchej

    K R A S N Y J B O R

    Stało tam 14 baraków również zostały zbudowane przez zesłańców, byli to więźniowie różnej narodowości i Polacy. Były zbudowane z takich grubych bali budowlanych, były otwory na okna i drzwi. Pomiędzy tymi balami hulał wiatr. Zakwaterowano po 5ięć rodzin w jednym baraku. Nie było pokoi tylko jedna duża sala. Ludzie rozlokowali się po kątach tworząc kąciki rodzinne i pośrodku jedna rodzina obok żelaznego pieca, na którym gotowaliśmy coś do jedzenia. Młodzi chłopcy nazbierali mchu pozatykali wszystkie otwory między balami a okna zrobili z kory brzozowej i żerdzi.
    Mróz nadal trwał 40 - 35°, nie było opału, trzeba było iść po drzewo tam, gdzie wyznaczył komendant, chociaż obok było pod dostatkiem. Powiedział /tut nie lzia, wam tam chodit. Tutaj nie wolno, wy musicie chodzić tam, dalej/ Nosili drzewo na plecach, napaliliśmy w piecyku, posiadaliśmy na około i dopiero dowiedzieliśmy się, ile nas pozostało. Pytali komendanta gdzie reszta ludzi, a on odpowiadał ze śmiechem - ani padochli i wy też padochnitie/ Oni zdechli i wy też zdechniecie- do polski waszej już nigdy nie wrócicie.
    pokaż całość

  •  

    Dziś ostatnie strony zapisków

    Opowiadanie Pauliny

    Pewnej nocy wróciła. Wszyscy przeżyliśmy radość, że żyje, wciągnęliśmy ją do domu, ponieważ była bardzo zmęczona. Po wykąpaniu i nakarmineiu ziemniakami Paulina opowiadała.
    Zawieźli ją do dużego więzienia, przydzielili ją do kobiet, które siedziały za różne przewinienia, a większość za prostytucję.
    Te kobiety zaopiekowały się nią. Była taka silna kobieta, której wszystkie musiały jej słuchać. Pytała ta kobieta siostrę, czy będzie otrzymywać paczki. Siostra wiedziała, że nie będzie, ale powiedziała, że tak.
    Ta kobieta rozkazała aby zebrało się 10 kobiet i że mają pilnować siostry. Te dziesiątki miały za cel pilnować siostry kiedy otrzymała paczkę, w innym razie więźniarki odebrałyby paczkę i same zjadły.
    Kiedy nadeszła paczka, to była dzielona między te 10-ć więźniarek, ale jedna trzecia paczki należała do siostry. I tak było z każdą paczką, można było dostarczyć paczkęo wadze 5kg.
    Więźniowie otrzymywali raz dziennie 1/2 l. zupy z brukwi i potem gonili do roboty.
    Spały na gołej posaddzce cementowej, było ich w jednym pomieszczeniu tak dużo, że gdy kładli się spać to wszystkie na jednym boku a jak sięodwracały to wszystkie na drugi bok. Rano dostawały 1/2 l wody gorącej, one to w mig wypijały, 200 gr. chleba /zakalec ciężki/ i wyganiali do roboty. Były wszy, pluskwy, karaluchy, świerzb nikt siętym nie przejmował. Wszystkie kobiety miały obcięte włosy na pałę. Siostra była tak wycięczona, że postanowiłą uciec za wszelką cenę i dokonała tego.


    Siostra dalej opowiada

    Pewnego dnia postanowiła uciec, pędzono ich do roboty /był koniec lutego/ szli przez most, wykorzystała moment i skoczyłą z mostu. Rzeka była zamarznięta i było wysoko, ale ona sobie postanowiła, że do więzienia już nie wróci. Nie szukali jej, ponieważ mówili, że ubiłas /zabiłą się/ i niech się zajmie tym miasto. Odczekałą trochę, ukryła się pod mostem pod filar i jak się uciszyło, uciekła, obawiając się że będąją szukać. Powlokłą się bocznymi drogami do najbliższej wioski. Nie mogła iśćbo była bardzo słaba, a jeszcze po upadku z mostu, odczuwała ból, po całodziennym kluczeniu po drogach dotarła do wioski, ale zagrody nie miałą siły wejść tylko ugrzęzła w krzakach koło domu i byłąby zamarzła gdyby nie pies, który głośno szczekał. Wyszedł gospodarz i zobaczył że pod płotem leży człowiek. Zabrał ją do domu i dopiero na drugi dzień siostra się obudziło na posłaniu ze słomy. Odratowali ją i dowiedzieli się, że uciekła z więźienia - ukrywali jądo połowy marca nigdzie nie wychodząc. Kiedy nabrała sił gospodarze dali jej walonki i waciak, oraz koc na głowę i wieczorem wyprowadzali jąza wieś, powiedzieli jak ma iść, aby dojśćdo ZIMAR.
    Tak opowiadała, a my sluchaliśmy raz płacząć, a raz śmialiśmy się, że ona wróciła.
    Zapomnieliśmy o walonkach i waciaku, które wsadziliśmy do pieca /piec chlebowy, gdzie piekło się chleb/ a my chcieliśmy aby wypiekły się wszy i karaluchy. Długo się ukrywała nie wychodziłą nigdzi, nikt jej nie widział, a jeżeli wychodziłą to tylko w nocy.


    WILKI

    Pewnego razu siostra wzięła nas to znaczy mnie i młodszą siostrę i poszliśmy w nocy do stacji kolejowej, gdzie były skłądane buraki cukrowe odległość około 16km. W ciągu nocy miałyśmy nabrać buraków i wrócić do wsi.
    Była ciemna noc i duży śnieg i mróz. Szłyśmy polem nie było żadnych drzew. Jedynie od czasu do czasu jakaś stara wieża obserwacyjna kołchoźników.
    Szłyśmy przytulone do siebie, ponieważ bałyśmy się wilków. Bardzo często zdarzało się, że kogoświlki pożarły. Paulina nas pocieszałą, że nie napadną nas wilki, ale ja i siostra bardzo płakałyśmy, pocieszała nas ale nic nie pomogło dalej płakałyśmy.
    Nagle siostra powiedziała, przestańcie płakać i biegnijmy do tej wieży bo wilki wyją i jak nie zdążymy do wieży to nas pożrą.
    Biegłyśmy ile sił, dopadłyśmy tej wieży, siostra pomogła nam wejść an tą wieżę i sama zaczęła wchodzić ale wilki tuż, tuż, trzymałyśmy siostrę i ciągnęłśmy do góry. Wilki zwietrzyły, że mogą cośzjeść dopiero zaczęły się harce pod wieżą.
    Stałyśmy na platformie i krzyczałyśmy głośno.
    Było zimno, siostra dała nam grube dechy, które oderwała z boku, abyśmy mocno waliły aby odstraszyć wilki i aby się rozgrzać.
    Wilki żarły się między sobą, wieża sięchwiała, a my dalej darłyśmy się i waliłyśmy tymi dechami, strach nam dodawał sił, bo nie chciałyśmy aby pożarły nas wilki. Zaczęło świtać i wilki pouciekały a my w dalszym ciągu krzyczałyśmy.
    Okrazało się, że amatorów było bardzo dużo, gdyż siedząc na wieży zobaczyłyśmy, że jacyś ludzie idą w naszą stronę.
    Krzyczałyśmy jeszcze głośniej, ażeby nas usłyszeli i faktycznie usłyszeli. Podeszli do wieży i własnym oczom nie wierzyli, że my mogłyśmy tam wejść. Pomogli nam zejść i solidarnie każdy kto niósł buraki dał nam po jednym. Cieszyłyśmy się że coś do domu przyniesiemy, ponieważ nie doszłyśmy do stacji, przesiedziałyśmy całą noc na wieży.
    Miałyśmy odmrożone ręce, nogi i policzki, ale starsi poradzili nam, aby mocno nacierać śniegiem, i tka robiliśmy trochę potem bolało, ale jakoś wytrzymałyśmy. Wszystkie nieszęścia na nas spadły. W końcowej drodze zastał ans buran / taki wielki wiatr ze śniegiem/. Przywiązaliśmy się za ręce jeden do drugiego i tak doszliśmy do wsi.
    To już był rok 1945 maj i dowiedzieliśmy się, że skończyła się wojna. Wszyscy się cieszyli i już myśleliśmy, że pojedziemy do polski, ale nie było mowy - powiedziano nam, że możemy chodzić po całym związku sowiecki ale poza granice nie wolno. W kołchozie pracowaliśmy do lutego 1946 r.
    Przyszedł rozkaz od batiuszki Stalina, że wszyscy polacy którzy mają paszporty mogą jechać do polski.
    Nie czekaliśmy - spakowaliśmy się i pieszą poszliśmy /80 km./ rejonu, aby zapisać się i wpisać na listę - udokumentować tożsamość i czekać na przydział miejsca w wagonie. Szliśmy piechotą, ciągnąc za sobą nasz majątek a były to rzeczy: stare dwa garnki, drewniane łyżki, stara parelnia i bardzo stara podziurawiona kołdra czy pierzyna, którą podarowała nam jakaś pani. To wszystko znajdowało się w starym drewnianym kufrze, który miał dwa ucha, do którego przywiązaliśmy sznurek i tak po ziemi ciągnęliśmy i z tym kufrem dotarliśmy do Ałtajski kraj Kałmański rajon a szliśmy z wioski Z i m a r y.
    Doczekałyśmy się bo 26 lutego 1946 roku załadowano nas do wagonów - bydlęcych nie lepszych jak te którymi jechaliśmy na sybir. Też były półki i piec na środku i toaleta w podłodze, tylko już okna nie były zakratowane i drzwi się normalnie odsuwały, i można było na postoju wyjś, pochodzić. Pociąg zatrzymywał się codziennie i codziennie dawali nam jeść, ale bardzo skąpo. Porcja chleby, kubek zupy, czarna kawa i to wszystko. Byliśmy bardzo wychudzeni, obdarci, brudni dokuczało nam robactwo. Nie było żadnej komisji sanitarnej. Pierwsze miasto w polsce, do którego przyjechaliśmy to Płaza.
    Wróciliśmy na Wielkanoc 1946 r. /kwiecień/


    Pieśn Pożegnalna

    O Polsko nasza, ziemio ukochana
    w trzydziestym dziewiątym, krwią cała zalana
    nie dość że Polskę na pół rozerwali
    jeszcze polakó na sybir wygnali


    O Polsko nasza ziemio nasza świeta
    Gdzież twoi synowie, gdzież Twoje orlęta
    Dzisiaj w syberyjskie tajgi pojechali
    Czy Ciebie będą kiedyś oglądali


    Dziesiąty luty będziem pamiętali
    przysli ukraińcy razem z moskalami
    i nasze dzieci na sanie wsadzili
    i na główną stację podwozili


    Dni cztery Polską ziemią my jechali
    choć my ją tylko przez szpary żegnali
    W piąty dzień sowiecka maszyna ryknęła
    O żeganj Polsko, żegnaj chato miła
    O żegnaj ziemio, ktoraś nas karmiłą
    Żegnaj słoneczko i gwaizdy złociste
    My odjeżdżamy z tej ziemi ojczystej


    O smutna była nasza karawana
    kipiatku z chlebem dają nam co rana
    Czwartego marca stanęłą maszyna
    Już inny transport z nami się zaczyna
    Jedziemy autem, a potem saniami
    Przez śnieżne góry, rzekami, lasami


    Dzieci zmarznięte z sani wypadają
    A w śnieżnych zaspach umarli zostają,
    A my wciąż jedziemy, wciąż dalej i dalej
    Mijamy rzeki i góry Uralu
    i wciąż nie widać, ach nie widać celu


    To by było na tyle. Całość zapisków babki ciotecznej, podobno link do skanów wygasł więc tu reupload: https://we.tl/t-R74qdT8kCZ

    Po weekendzie wrzucę wszystko w jakiś powazny edytor tekstu, poprawię swoje literówki i może udostepnię całość jako wykopalisko, a także prześlę skany do tego muzeum Sybiraków w Białymstoku które ktoś linkował. Były też pytania o losy rodziny po wojnie. Dowiem się czegoś od mamy co sama pamięta i też podrzucę pod tagiem.
    #sybiracy #syberia #zapiskizsyberii #historia #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    •  

      @ktomizajalnazwy: coś źle policzyłeś babka cioteczna była najmłodsza i miała 8 lat w roku wybuchu wojny więc jak wrócili miała już 15. Najstarszy był brat Jan rocznik 1921 a już gdzieś pisałem, że po wojnie jak wrócili to poszli do pracy, a Anką opiekowała się najstarsza siostra Gienia i dlatego Anka mogło skończyć szkołę średnią. Dowiem się więcej ale to był cieżki weekend bardzo, dzieci chore ja chory, żona chora nic się nie chce ale podpytam mamę tak jak obiecywałem i spróbuję poznać dalsze losy rodziny, dla mnie to też bardzo ciekawe, z żalem jednak i wstydem, że dopiero tak późno. pokaż całość

    •  

      @LB55: Stary, ważne że w ogóle. Z tym dopytywaniem się to też na luzie, gdzieś tam przy okazji jak zapytasz i dasz znać to będzie spoko. Faktycznie mogłem źle policzyć, tak mi w pamięć zapadło że Paulina poszła do więzienia w wieku 13 lat i tym się sugerowałem. Dużo zdrowia życzę.

    • więcej komentarzy (57)

  •  

    Myślę, że jutro zakończymy historię bo nie wiele nam już zostało.

    Po pogrzebie ojca wypędzono nas z tej skzoły, przygarnął nas komendant kołochozu /to był policjant/. Zamieszkaliśmy w jego biurze /odgrodził nam kąt/, stał tam duży piec na którym spaliśmy.
    W Zamian za to, że mieszkaliśmy, sprzątaliśmy i opalaliśmy jego biuro. Po opał musieliśmy jeździć do lasu. Zaprzęgaliśmy woła do sań i jechaliśmy do lasu, tam zbeiraliśmy drzewo opałowe, łądowaliśmy na sanie i wracaliśmy do biura, trzeba było to drewno porąbać i napalić w jego biurze. / to wszystko robiłam ja lat 11 i siostra lat 13./

    - Cierpieliśmy nadal głód i musieliśmy chodzić do wsi po prośbie.
    Pewnego razu już nie mieliśmy siły jechać do lasu po drewno, więc wykombinowaliśmy, że zrobimy co innego. Ponieważ siostra i brat poszli po prośbie, a ja zostałam i miałam zorganizować opał. Stała tam bardzo długa drabina, więc pomyślałam, że nie dam rady sama jechać do lasu, porąbałam tę drabinę. Przyniosłam to drewno do biura, jeszcze komendanta nie było, rozpaliłam w piecu i szłam po resztę tej drabiny porąbanej, a tu idzie komendant i ma w ręce jeden szczebel od drabiny i krzyczy!! Ańka ty leśnicu szgła, ty swołocz idi suda. /Anka ty drabinę spaliła, ty diable chodź tu/. Podeszłam i wtedy dostałam takie lanie, że nigdy mnie nikt tak nie zbił. Siostra moja mnie obroniła, ale on nadal dobijał siędo naszej kajuty i krzycza. Chorowałam wtedy cały tydzień, nie mogłam nic jeść, na pewno od tego lania i ze strachu. Nie wychodziłam z domu długo.

    Na wiosnę zaczęła się praca w polu i pasienie krów i świń. Sadziliśmy ziemniaki, pilnowali nas ażeby nie kraść, więc ziemniaki jedliśmy na surowo. Kiedy już posadziliśmy ziemniaki, przydzielono mnie siostrę i brata do pasienia ktrów i świń. Wypędzaliśmy krowy do lasu, a świnie na bagna. Mogliśmy sobie udoić trochę mleka, a robiliśmy to tak - jedna siostra doiła krowę do takiego kubeczka zrobionego z kory brzozowej, a jak się napiła to znów brat poszedł i tak wszyscy ratowaliśmy się tym mlekiem. Kiedy już wrosły ziemniaki, marchew, kapusta to już nie było głodu ponieważ jedliśmy wszystko na polu surowe. Przypędzaliśmy świnie z siostrą do zagród, więc trzeba było świniom nalać serwatki, albo zsiadłe mleko, stało w wiadrach. Najpierw my najedliśmy siętego mleka, a potem wlewaliśmy świniom.
    Pewnego razu przypędziliśmy świnie, szukaliśmy coś do jedzenia. W dużym kotle był ugotowany cały koń, który długo chorował więc zdechł i miały go zjeść świnie. Jedliśmy tego konia, jeszcze przynieśliśmy do domu, aby pożywili się pozostali w rodzinie.
    Lato minęło, nastała zima, nie mieliśmy żadnych zpaasów na zimę. Poszliśmy do predeseldatela i mówimy - pracowliśmy całe lato, jest nas siedmioro i nie mamy żadnych zapasów na zimę. Komendant powiedział: idtie k czortu, wy swołocze. Idźcie do diabła, nic nie dostaniecie. Zostaliśmy zdani na włąsny los i musieliśmy sobie sami radzić - m u s i e l i ś m y k r a ś ć.
    Dom w któym mieszkaliśmy był podpiwniczony, a do tych pownic skłądali ziemniaki na całą zimę dla kołchoźników. Do tej piwnicy wchodziło się włazem, który znajdował się w biurze komendanta. Brat kiedyś dorobił klucz do tej ogromnej kłódki / klucz zrobił z glizy naboju /. Otworzyliśmy ten właz, nabraliśmy ziemniaków i oczywiście zamknęliśmy z powrotem. Ziemniaki gotowaliśmy i piekliśmy i tak przeżyliśmy całą zimę jużnie głodni, ale w strachu, oby siętylko nie wydało, że kradniemy ziemniaki.


    Paulina

    Na wiosnę Paulina zostałą przydzielona do szuflowania zboża, przerzucało się zboże z miejsca na miejsce, ażeby nie spleśniałol. Pewnego dnia wróciła z pracy i przyniosła trochę pszenicy w butach. Kiedy zdejmowała buty i pszenica się wysypała, akurat przyszła do nas rosjanka i zobaczyła to. Zadenuncjowała Paulinę i zaraz przyszedł komendant i zabrali ją do ciurmy, ale do miasta. Prosiliśmy aby ją puścili, ale komendant powiedział, że trzeba było dobrze schować a tak to musi odpokutować.
    Po rozprawie otrzymała wyrok 1,5 roku.

    Osadzili ją w więzieniu w Barnauł. Można było ją odwiedzać i cosprzynieść raz na m-c.
    Nie mieliśmy nic co mogłoby być aby jej zanieść. Chodziliśmy nadal po prośbie i to co uzbierałyśmy to zanosiliśmy jej, a to suszone ziemniaki, suszone buraki cukrowe, trochę soli, trochę cukru, piekłyśmy placki ziemniaczane i potem suszyliśmy. Chleba wogule nie było. Tak chodziliśmy do niej przez pół roku, już nastała zima. Pewnego razu zachodzimy do więzienia i mówimy do Pauliny, a oni zaczęli się śmiać i mówią - / ana udrałą i nawierno uże padochła/ Rozpłakaliśmy się i poszliśmy do domu, czekaliśmy na nią bo nie wierzyliśmy, że ona nie żyje. Po pół roku przyszli do nas z NKWD i szukali Pauliny ale sami widzieli, że jej nie ma.


    #sybiracy #syberia #zapiskizsyberii #historia #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

  •  

    Ponad połowa tekstu już za nami:

    Znów robota w lesie przy żywicowaniu. Minęlo lato ktoś przyniósł nowinę, że tworzy się armia - jest pobór do wojska. Generał Sikorski dogadał się z Stalinem. Zaczęła się formować Armia Polska. Na rozjazdach kolejowych cała młodzież i starsi, młode kobiety chcieli iść do wojska, aby się wyrwać z tego piekła.
    Generał Władysław Anders, na własną rękę w raz z wojskiem wysyłał do Iranu ludnośćcywilną wówczas mogliśmy się poruszać po całym Związku Radz. nikt nas nie pilnował. Ojciec zdecydował, że pójdziemy również, może nam się też uda wyjechać.
    Kiedy doszliśmy do punktu zbornego /około 80 km./ to już nie mogliśmy wyjechać ponieważ Stalin już więcej nie pozwalał polakom wyjeżdząć z Zw.Radz. Zostaliśmy na stacji, do lasu nie chcieliśmy wracać, wędrowaliśmy przed siebie. Szukaliśmy schronienia, ale nikt nas nie chciał, nie było nadzieji, więc szliśmy przed siebie.
    Znowu cierpieliśmy głód i zimno, ponieważ rosjanie odpędzali nas od zagród.
    Byliśmy biedni obdarci i chorzy.
    Po drodze spotkaliśmy opuszczoną leśniczówkę i tam zamieszkaliśmy chodząc po prośbie.
    wypoczeliśmy trochę i ruszyliśmy dalej.
    Żywiliśmy sięco tylko znaleźliśmy po drodze i w lesie. Pewnego dnia spotkaliśmy małą ziemiankę, tylko komin było widać. Kiedy podeszliśmy bliżej, okazało się, okno i drzwi były zabite deskami. Nie mieliśmy wyboru brat z ojcem otworzyli drzwi i okno i zamieszkaliśmy tam. Ziemianka nas uratowała, ponieważ stała beczka ogórków kiszonych, pomidorów i grzybów /rydzy gruzje/, oraz dużo drewna opałowego, w kącie stał duży piec chlebowy /piekli w nim chleb/ i można było na nim spać. W marcu przyjechali właściciele tej ziemianki i wygnali nas i przeklinali nam, że my wszystko zjedli. Poszli szukać starszyzny /jakiegoś komendanta/ ażeby nas ukarał, a my w tym czasie uciekliśmy. Wędrowaliśmy dalej. Po długiej tułaczce doszliśmy do wsi ZIMARY.


    Byliśmy całkowicie wyczerpani i chorzy. Nogi pokaleczone opanował nas świeżb i kurza ślepota, o zmroku już nic człowiek nie widział. Byliśmy obdarci bez butów, ojciec robił nam łapcie z kory. Siedzieliśmy tak na rowie mama, tata, 6 sióstr i brat, gdyżnajstarszy poszedł do wojska. Zlitowały się nad nami ruskie kobiety. Przyniosły nam mleka i ziemniaków bo chleba smae nie miały powiadomiły predseldatelia i ten nas przyjął do kołchozu. ( Gienia, Paulina, Marysia, Kasia, Zosia, Anna, Józef - dopisek mamy imiona rodzeństwa).
    Zamieszkaliśmy w opuszczonej szkole, razem z innymi rodzinami / już cztery rodziny mieszkały w tej szkole/. Była rodzina tatarów, mongołów, niemców i dwie rodziny polskie.
    Spaliśmy i siedzieliśmy na podłodze, ponieważ nie było żadnych mebli. Po środku stał piecyk do opalania i gotowania. Wszyscy chcieli naraz gotować i powstały międzynarodowe kłótnie, ale nikt nie rozumiał o co chodzi. Kłopotu nie było z mongołami i tatarami, bo oni jedli wszystko na surowo. Nie mieliśmy co jeść. Mama z wycięczenia i głodu zmarła. Zostaliśmy sami z rozpaczonym ojcem. Mama została zabrana do szpitala do miasta i tam też została pochowana na miejskim cmentarzu. Na pogrzeb pojechały tylko dwie siostry, ponieważ nie było się w co ubrać, nie było butów ani odzieży.
    Ojciec nie był na mamy pogrzebie, tak się załamał, że nawet nie mógł chodzić. Byliśmy zrospaczeni, to byłą późna jesień, już padał śnieg. Całe lato pracowaliśmy w tym kołchozie, ale nie zpałacili nam ani centa, ani chleba gdyż powiedzieli "wy bolsze sjeli, kak zarabotali". /Wy więcej zjedliście niż zarobili./
    Ojciec leżał na pryczy, nie było jedzenia aby go podratować. Napadało śniegu bardzo dużo i nastał mróz. W nocy chodziliśmy koapć ziemniaki /śmieszne/ tak kopać ziemniaki, które były przysypane śniegiem, ponieważ kołchoźnicy nie zdążyli wykopać i całe połacie pola z ziemniakami przysypało.
    Chodziliśmy z łopatami, siekierami i odgarnialiśmy snieg, po czym kopaliśmy. Byłą to praca bardzo ciężka na nasze siły. Przynosiliśmy te ukopane ziemniaki zlaewaliśmy wrządkiem obieraliśmy ze skóry, potem gotowaliśmy i było można zjeść. Chodziliśmy na te ziemniaki całą zimę, gdyby nie te ziemniaki to nie wrócilibyśmy do Polski.
    W dalszym ciągu panował głód i chłód, wszy i świerzb. Siostra najstarsza sięanmi opiekowała. Wymyślałą różne rzeczy, aby nas wykąpać, smarowała nas dziekciem /taki koński środek na świerzb./ Przesiała popiołu z brzozowego drewna i zalała wrządkiem, kiedy to sięustało zlewała do innego naczynia i powstał ług, który się dodawało do kąpieli zamiast mydła.
    Po takiej kuracji wyleczone zostałyśmy, ale na wszy i karaluchy nie było rady. Przy ojcu trzeba było siedzieć i odganiać karaluchy ponieważ nie mógł sam tego zrobić. Ojciec zmarł 1944 roku, pochowaliśmy go w lesie, brat zrobił trumnę i zanieśliśmy go do grobu, smai było nas siedmioro.


    #sybiracy #syberia #zapiskizsyberii #historia #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    •  

      @LB55: Ja pierdole, rozmontowuje mnie to kompletnie. To się działo przecież tak niedawno, nawet 100 lat nie minęło. Dopiero do jakiegoś czasu, przynajmniej w tej części świata udało się wyjść z tego zezwierzęcenia. Oby takie czasy nigdy nie wróciły.

    •  

      @LB55: to ja mogę dodać historie, które pamiętam od mojej babci. Trafiła najpierw na terytorium Kirigistanu, ale bo mieli trochę pieniędzy z Polski to przekupili jakiś oficerów i przedostali się do Kazahstanu. Tam spotkała bardzo starego dawnego polskiego żołnierza, który trafił tam jeszcze przed pierwszą wojną swiatową. Mówił, że żeby przetrwać musiał przyjąć rosyjską tożsamość, swojego polskiego imienia już nie pamiętał. Nauczył ją jak przetrwać, które rośliny nie są trujące, jak łowić ryby, zabierać ptakom jajka etc. Drugą historia dotyczyła komendanta, który lubił wyżywać się na Polakach, bić ich. Kiedyś mu się postawiła i się zapytała czy on ma dzieci. Odpowiedział, że tak. A czy je kocha. Też tak. To powiedziała, że to nielogiczne, niezgodne z prawem, że jak to może swoje kochać a inne bić. Na jakiś czas im odpuścił. Ogólnie naciskano na nich, żeby przyjęli rosyjskie obywatelstwo. Była jakaś rodzina, która razem z nimi została zesłana i razaem uciekla do Kazachstanu, ale przyjęli rosyjskie obywatelstwo. Po powrocie do Polski osiedlili się niedaleko. Około rok później w środku nocy weszła do nich policja polityczna i powiedziała "jesteście Rosjanami, wracajcie do Rosji" i ponownie zesłano tamtą rodzinę na Sybir. Wielokrotnie opowiadała mi o swoim bracie, który pomimo tego, że przetrwał Sybir zmarł pół roku po powrocie na zapalenie płuc. Więcej historii mógłbym dodać innym razem. pokaż całość

    • więcej komentarzy (40)

  •  

    Ciąg dalszy historii z Syberii, pojawia się moja babcia i robi coś co gdy pierwszy raz czytałem tę historię pomyślałem 'cała babcia Zosia, widzę to, to się wydarzyło tak na 100%'. Babcia moja była bardzo wierzącą osobą ale w takim pozytywnym znaczeniu, mimo, że zawsze było włączone radio Maryja, zawsze odmawiała różaniec to nie byłą w swojej wierze zacietwierzona, agresywna, nigdy bym jej nie nazwał dewotką. Byłą krawcową, była malutka do końca swoich dni miała kruczo czarne włosy tylko z nitkami siwizny, pamiętam wstawała je myć o jakichś chorych nocnych godzinach jak u niej byliśmy na wakacjach czy w odwiedzinach, żeby wcześniej nie zajmować innym łazienki. Bardzo dobrze gotowała.

    Mama Zachorowała

    Mama zachorowała leżałą na pryczy, na ścianie nad łóżkiem wisiał krzyż. Siostra Zosia(moja babcia - @LB55) lat 15 była w domu była chora na stawy - szyła trochę ludziom. Przyszedł komendant i mówi do mamy - dlaczego leżysz, nie pracujesz? Mama mówi że jestem chora i nie mogę. On pyta a kiedy będziesz mogła. A mama mówi jak Pan Jezus pozwoli to pójdę do pracy, na to komendant, a kto to jest Jezus? Mama pokazuje krzyż na ścianie i mówi to jest Jezus. Nu wota dlaczego ci zaraz nie daje, a on mówi - nawierno padochniesz. U nas żadnego Jezusa nie ma czto eta takoje? Zosia mówi, Pan Bóg jest, że stworzył cały świat i ciebie też - natomiast on mói, że jego nie stworzył żaden Pan Bóg ani Jezus. Zosia pyta - a skąd ty się wziąłeś? - a ten mówi że ziemia pękła i on wyskoczył. Zosia mówi, że z ziemi wyskakują tylko diabły, obraził się i mówi, że on nie jest czort, a że tak powiedziała to pójdzie do ciurmy. On nie jest czort, słucha tylko Stalina i robi co on każe bo to jest jego batiuszka, a żadnego Boga nie ma. Nie było rady, Zosia musiałą iść do ciurmy. Był to drewniany barak bez okien, więzień wchodził i drzwi zostały zabite gwoździami. To zależny na ile skazany był winowajca to ustalał komendant ten co nas pilnował. Brat poszedł do starszyzny i starszyzna wysłuchał skargi, bardzo się przy tym (dopisek ręczny nie mogę odczytać) i rozkazał aby wypuścić dziewuszku

    Zabłądziliśmy w tajdze

    Nie wolno było chodzić do lasu samowolnie na jagody, ale mus to wielki pan. Siostra Paulina miałą wówcza 18 lat zabrała mnie lat 10 i siostręlat 11 i poszłyśmy do lasu na jagody, bardzo rano wyszłyśmy ażeby nas nie widział komendant.
    O 10-tej rano już mieliśmy nazbierane całe dwia wiadra jagód i grzybów wiadro i miałyśmy wracać do baraków, ale bałyśmy się. Siostra zdecydowałą, że tutaj na tej polance posiedzimy do wieczora, a później pójdziemy do domu, wszyscy tak robili.
    Zasnęliśmy i kiedy obudziliśmy się to słońce świeciło, ale szło już ku zachodowi, a poszłyśmy jak gapy za jego śladem. Oczywiście zabłądzilłyśmy, słońce już zaszło, zrobiło sięciemno, jakieśobce tereny, a my idziemy, idziemy. Nadeszła noc - znalazłyśmy jakieś ogromne drzewo przewrócone przez wiatr, wgramoliłyśmy się w te korzenie i z płaczem pytałyśmy się siostry - czy nas niedźwiedzie nie zjedzą. Rano szłyśmy dalej, szukałyśmy drogi do domu, pożywiłyśmy się jagodami, zagrzałyśmy się w słońcu i szłyśmy dalej, nie wiedząc dokąd i w którą stronę. Tak nadszedł wieczór, a później noc. Wieczorem chciały nas zjeść komary, były takie goromne i siadały przeważnie na głowę, Ociekałyśmy krwią gdyż drapaliśmy się i krew z komarów ciekła nam po twarzy. Dokuczały dodatkowo małe muszki, które gryzły niesamowicie i byłyśmy opuchnięte, że oczu nie było widać. Trzeciego dnia wieczorem odnalazł nas ojciec i sąsiedzi. Chorowałyśmy bardzo długo. Od pogryzienia przez komary i muszki miałyśmy całe ciało w strupach które bez końca ropiały i wcale nie goiły się. Znalazła się jakaś znachorka i wykurowała nas kąpięlą z jakichś ziół, ale nie zdradziła swojej tajemnicy, za wyleczenie nas mama dała jej ostatnią spódnicę.
    Nastała zima, młodzi mężczyźni i kobiety zostali wywiezieni na oddział leśny o sto kilometrów od naszych baraków i tam musieli robić w lesie. Chorzy i małoletni pozostali w barakach i sami musieli sobie radzić. Sami chodziliśmy do lasu po drzewo na opał na zmianę gdyż były tylko jedne buty. Chodziłyśmy z siostrą po prośbie ponieważ wogóle nam nie dawali jeść. Ludzie umierali z zimna i głodu. Wieś malutka parę ziemianek była oddalona od nas około 10km. Szłyśmy więc z siostrą od ziemianki do ziemianki i prosiłyśmy coś zjeść. Ludzie rosyjscy byli bardzo dobrzy, ale sami nie mieli co jeść. Dali nam jednego ziemniaka, łyżkę mąki, czy łyżkę kapusty, odrobinę soli, jakiegoś buraka. Przynosiliśmy to zmęczeni, ale uradowani, bo mam ugotowała z tego zupę.
    Już tak było ciężko, że nik o niczym nie marzył, tylko o jedzeniu. Katastrofa - wszyscy leżeli i chyba by poumierali gdyby niejeden chłopiec zaradny, który biegał po tych barakach i rozpalał w tych piecykach, kazał aby chociaż jedna osoba pilnowała pieca gdyż inaczej poumieramy. Udało mu się zawiadomićw lesie tych co zostali wysłani na roboty, i pewnej nocy grupa chłopców i kobiet przyjechało. Myśmy już nie reagowali na ich głosy, rodzice nie poznali nawet swoich dzieci, ale jakoś udało się odratować nas. Przywieźli herbatę, cukier, margarynę kawę, ryż, gdyż wówczas jużbyłą pomoc z zagranicy, ale my byliśmy w tajdze nawet o tym nie wiedzieliśmy. Rano odjechali, bo musieli wracaćdo roboty. Nami się opiekował ten młody chłopiec /14 lat/. Kiedy wrócili na wiosnę to odbywały się pogrzeby, ponieważ ludzie zapadli na jakieś choroby nieznane. Wiosna przyniosła ulgę, gdyż las żywił biednych zesłańców, rozchodziła się pieśń po lesie.


    Trudno, trudno
    jest polakom -
    w syberyjskich tajgach żyć
    do ojczyzny wrócić trudno
    przyjdzie nam się w tajdze zgnić


    Bo codziennie są pogrzeby
    kopią świerze doły wciąż
    I nie wie nic mąż o żonie
    żona nie wiem gdzie jej mąż


    #sybiracy #syberia #zapiskizsyberii #historia #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    +: Forwarder, t..........k +849 innych
  •  

    Po weekendzie wracamy do historii:

    Kwiecień 1940

    Od 1 kwietnia warunki nam się polepszyły, gdyż można było w lesie nazbieraćróżnych traw, korzeni, jagód. W dalszym ciągu ludzie pracowali w lesie - ściągali dłużyce /drewno/ i skłądano na stosy. Praca była bardzo ciężka, gdyż zrywkę drewna wykonywały konie, a oni zatrudniali ludzi.

    WIOSNA W LESIE SYBERYJSKIM

    Przyroda się budzi momentalnie kwitną przecudne najpiękniejsze kwiaty i krzewy. Takich kwiatów jak kwitły na syberii nie widziałem nigdy nawet u ogrodnika. Były to storczyki o różnych wzorach, jak pantofelki, kwadraciki, gwizadeczki, kuleczki. Był lilie różnego rodzaju i kolory, wrzosy nawet białe, sitowie kwitnące, i cała masa innych cudów.
    W dalszym ciągu nie było co jeść , ale już nie cierpieliśmy zimna.
    W lesie wyrosły takie rośliny /puczki podobne do rabarbaru/ nie miały żadnego smaku, ale jak mama ugotowała zupę to było można zjeść.
    Kopaliśmy saranki to cebule takich kwiatów Lilia ZŁotogłów, one rosły na łąkach i nie wolno było kopaćale my musieliśmy, ponieważ gotowaliśmy te cebule i jedliśmy.
    Pracowaliśmy teraz w lesie przy przygotowaniu drzew do żywicowania. To były drzewa sosnowe do pędzenia żywicy.
    Mężczyzna robił takie wgłębienie pionowe, a od tego wyżłobienia wycinało się wąsy. Po tych wąsach śćiekałą żywica do wyżłobienia, a po tym wyżłobieniu spływała na dół do takiego naczynia / nazywała się weronka/. Kobiety miały drewniane wiadra, bardzo ciężklie puste, a z żywicą ledwie to uniosły, wybierały tę żywicę takimi łopatkami włąśnie do tych wiader i odnosiły do szałasu gdzie stały beczki /100 kg jedna/ i wsypywały zawartość wiader do tych beczek.


    Marsz Sybiraków.

    Z miast kresowych, wschodnich osad i wsi
    Z rezydencji, białych dworów i chatce
    Myśmy wciąż do Niepodłegłej szli
    Szli z uporem ponad dwieście lat.
    Wydłużyli drogę carscy kaci
    Przez Syberię wiódł najkrótszy szlak
    I w kajdanach szli konfederaci
    Mogiłami znacząc polski trakt
    Z insurekcji kościuszkowskiej z powstań dwóch
    Szkół, barykad, Warszawy i Łodzi,
    Kondratowski unosił się duch
    I nam w marszu do Polski przewodził
    A myśmy szli i szli dziesiątkowani
    Przez tajgę, stepy, plątaninę dróg,
    A myśmy szli i szli niepokonani
    Aż "Cuda nad Wisłą" darował nam Bóg


    Przy żywicowaniu pracowaliśmy do października.
    W Październiku likwidowało się wszystkie narzędzia, przynosiło sięod szałasu i czekaliśmy do zimyaby znów pracowaćprzy eksploatacji drewna. Kto nie wyrobił normy to nie dostał chleby. Chodziliśmy do lasu na grzyby / różnego rodzaju i jagody/ Upolować nie było można już nic, ponieważ wszystko było zjedzone przez głodnych zesłańców. Kiedy pracowaliśmy przy żywicowaniu, chodziliśmy na śniadania i obiady do bagien, były tam pyszne jagody /nazywały się klukwa/. Były grzyby, które można było jeść na surowo /nazywaly się gruzje/. Czarne jagody i czeremcha, a z czeremchy można było upiec placki / oczywiście po uprzednim wysuszeniu i zmieleniu w żarnach, zrobili te żarna chłopcy/. Jedliśmy dziki czosnek / takie liście jak konwalia/ ale miał zapach czosnku, więc rwaliśmy i na surowo jedli. Ludzie chodzili gromadnie, ponieważpojawiły się niedźwiedzie.
    Niedźwiedzie i wilki bały się huku i krzyku, więc wychodząc do lasu każdy brał jakieś stare naczynie i kawał żelaza, aby stukaći krzycze, więc zwierzęta płoszone uciekały.
    Ale czego to cżłowik nie wymyśli z głodu, to wymyślono inny sposób. Mieliśmy mięso i do jesieni nie było niedźwiedzi, część zjedzona a reszta uciekła. Zastanawiali się komendanci co mogło się stać. (Tu jest znak zapytania koło tekstu wygląda na to, że może czegoś brakować ciocia czegośnie wyjaśniła o tych niedźwiedziach a szkoda - @LB55)
    Pojawiło się nowe niebezpieczeństwo dla kobiet. Otóż komendanci upatrywali sobie młodą łądnądziewczynę, zmuszali jądo nierządu, a która się nie zgadzała to gwałcili i jeszcze pobili dotkliwie. Kobiety poksarżył się młodym chłopcom. Chłopcy zrobili zasadzkę koło tego szałasu i kiedy kobieta broniła się, ponieważ komendant dobierał się do niej, chłopcy wyszli z ukrycia, pochwycili go i zrobili samosąd. Odczytali mu ile kobiet skrzywdził i wsadzili go do beczki przysypali żywicą, zakorkowali i odtransportowali do skłądu skąd pojechałdo destylaci żywicy.
    Szukali go, ale nie znaleźli i spisano na konto niedźwiedzia.
    Pracowaliśmy 7 dni a 8-my mieliśmy wolny.
    W wolnym dniu wszyscy się zbierali i modlili się tak jak w niedzielę, chociaż nie było wolno, ale i tak były zbiórki polaków.


    #sybiracy #syberia #zapiskizsyberii #historia #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu
    #zapiskizsyberii
    pokaż całość

  •  

    Kolejna część historii:

    Pomysł Mlodych

    Młodzi skombinowali czerpak, który przywiązali sznurkiem i pod podważeniu klapy /okiennicy/ wyrzucali ten czerpak, któy napełniał się śniegiem wciągali do wagonu i wsypywali do garnka na piecu, otrzymywaliśmy dodatkową porcję wody. Była brudna ale gasiła pragnienie. Jechaliśmy tak dalej i dalej, nie wiedzieliśmy dokąd. Pociąg zatrzymywał się tylko w nocy, aby powyrzucać zmarłych, zabrać chorych i daćto pożywienie. Zanim dojechaliśmy do Nowosybirska, przewożono nas po kilka razy do tej samej miejscowości, wyglądąło to tak jak gdyby sowieci nie wiedzieli co z nami zrobić. Byliśmy wszyscy u kresu sił. Nikt się nie przyznawał że jest chory, gdyżnatychmiast był zabrany, a to znazcyło rozstanie i śmierć.
    Jechaliśmy prawie cztery tygodnie, nareszcie wyładowali nas w Nowosybirsku.
    Zapędzono nas do ogromnej sali i powiedzieli, że pójdziemy do łaźni. Przy tej sali była druga sala do której wchodziło się po takim wysokim stopniu i skakało się do tego drugiego pomieszczenia.
    Wszyscy musieli się rozebrać na golasa, kobiety młode i starsze, mężczyźni młodzi i starzy i wszyscy wchodzili po tym stopniu u skakali do drugiej izby. Był wielki płacz, młode dziewczyny były tak upokorzone, że ledwie żyły, sowieccy żandarmi naśmiewali się i dogadywali wulgarnie /nie nadaj się wypisywać tych słów/
    Zabrano nam odzież - pozostawiono jedną koszulę i jedną spódnicę, a resztętrzeba było rzucaćan stos. Ubrali nas w kufajki /takie waciaki/ i czapki, przytym obcięli włosy wszystkim, więc kto poszedł po czapkę to najpierw obcinali mu włosy/ znów upokjarzające słowa/.
    Dostaliśmy po pół litra gorącej wody i kawałek chleba. Po pół godzinie padł rozkaz żeby wychodzić i ładować się na samochody, nie ważne czy został ktośz rodziny czy dziecko - odliczyli 50 osób / samochody po plandeką/ zasznurowali i wieźli nas dalej w tajgę. Ludzie wzajemnie się ogrzewali. PO całodziennej jeździe zatrzymaliśmy się i nocowaliśmy w jakichś szłasach, które zbudowali nasi poprzednicy - zesłańcy.
    Jechaliśmy tak 3 dni i trzy noce.
    Następnie była przesiadka na sanie. Saniami jechaliśmy cały dzień, przez rzekę, która jeszcze była zamarznięta.


    Dojechaliśmy do celu w tajdze głuchej

    K R A S N Y J B O R

    Stało tam 14 baraków rónież zostały zbudowane przez zesłańców, byli to więźniowie różnej narodowości i polacy. Były zbudowane z takich grubych bali budowalanych, były otwory na okna i drzwi. Po między tymi balami hulał wiatr. Zakwaterowano po 5ięć rodzin w jednym baraku. Nie było pokoi tylko jedna duża sala. Ludzie rozlokowali się po kątach tworząc kąciki rodzinne i po środku jedna rodzina obok żelaznego pieca na któym gotowaliśmy coś do jedzenia.
    Młodzi chłopcy nazbierali mchu pozatykali wszystkie otwory między balami a okna zrobili z kory brzozowej i żerdzi.
    Mróz nadal trwał 40 - 35°, nie było opału, trzeba było iśc po drzewo tam gdzie wyznaczył komendant, chociaż obok było pod dostatkiem. Powiedział /tut nie lzia, wam tam chodit. Tutaj nie wolno, wy musicie chodzić tam, dalej/ Nosili drzewo na plecach, napaliliśmy w kiecyku, posiadaliśmy na około i dopiero dowiedzieliśmy się ile nas pozostało. Pytali komendanta gdzie reszta ludzi, a on odpowiadał ze śmiechem - ani padochli i wy też padochnitie/ Oni zdechli i wy teżzdechniecie- do polski waszej już nigdy nie wrócicie.


    Miejsce naszego pobytu.

    To była tajga - boty krasnojarskie KRASNYJ BOR. Na drugi dzień bez jedzenia wypędzono nas wszystkich do lasu, dzieci też tylko pozostali chorzy. Starsi obrabiali dłużyce tzn. obcinali grube gałęzie a dzieci nosiły/ dziewczynki i chłopcy/ gałęzie na duży stos i palili.
    Tak paliliśmy w lesie cały dzień do zmroku.
    Pracowaliśmy bez jedzenia i picia, jedliśmy śnieg. Kiedy już było ciemno, zabrali nas do baraków. teren był ogrodzony wysoko siatką i kolczastym drutem. Zamykano wrota i całą noc chodziłą straż i komendant który sumiennie wykonywał swoje obowiązki gdyż bał się iść na front.
    Rano dali nam w końcu po 20 dkg. chleba na osobę pracującą dorosłą, a 10 dkg. dla dzieci /mimo że również pracowały./ Chorzy nie otrzymali pajka/ porcji/ bo nie pracowali.
    Mówiono nam, że batiuszk /Stalin/ mówi, że kto nie pracuje ten nie je. Wodę robiliśmy ze śniegu.
    Pilnowali nas i z lasu nie wolno było nic przynieść, ktoś upolował jakiegośstwora, czy ptaka. My i tak upolowaliśmy dwie wrony i na drugi dzień mama nam ugotowała przysnej zupy.
    Ten chleb, który otrzymywaliśmy, mam gotowała w dużym garnku i byłą taka zupa, każdy więc lepiej się najadł, gdyż nie wystarczyłoby chleba dla wszysktich. Nas było dziesięcioro, a z tego nie rpacowały 4 osoby. Płakaliśmy z zimna i głodu, z upokorzenia i złości i tak minął marzec.


    #sybiracy #syberia #zapiskizsyberii #historia #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

  •  

    Dziś kontynuacja losów babki ciotecznej, pod tekstme bedzie komentarz do wolania, zapiski mam juz zeskanowane o to link dla niedowiarków i niecierpliwych https://we.tl/t-LDmJGmm7sa @KatpissNeverclean @darek4099 ;). Ja tak czy siak będę kontynuował przepisywanie jako taki swój może bezsensowny ale jakiś tam hołd.

    Wrzesień 1939r.

    Wrzesień przeżyliśmy w wielkim strachu. Brat chodził na zbiórki Strzelców, każdego dnia przynosił złe wieści. W bocy chowaliśmy się przed ukraińcami, poniważ palili i mordowali polskie rodziny.
    Ojciec wykonał wielki schron w ogrodzie i tam chowaliśmy sięw dzień przed bombami.


    Październik 1939r.

    Ukraińcy przeprowadzali spis ludności polskiej. Dokładnie ile jest rodzin kolejarzy, osadników, księży, policjantów, nauczycieli. Chodzili po domach i wymuszali od mieszkańców aby podpisywali listę, że chcą należeć do ukraińców, a jak nie to się z wami rozprawimy.
    Jednak polacy nie podpisywali ukraińskiej listy.
    Coraz częściej ukraińcy przychodzili w nocy i uprowadzali młodych chłopaków. Palili całe domy i nie pozwolili wychodzić z płonących domów.


    Listopad 1939 r.

    Młodzież ukrywa się w lasach i buntuje się przeciw ukraińcom. Nastało bezprawie, rabunki, morderstwa. W nocy płoną domy we wsi, nasz jeszcze się nie pali.
    Coraz częściej przychodzą do nas, robią rewizję - szukają broni, radioodbiorników oraz ulotek. Wyprowadzają brata za dom i tam go biją - zmuszają aby się przyznał do jakiej organizacji należy. /19 lat miał/ (Jan Kopeć 1921r. -dopisek mamy) Ciężkie i niebezpieczne stało się życie.


    Grudzień 1939 r.

    Życie polaków zostało ograniczone. Nie wolno było chodzić do gminy, kościoła, każdy się boi. Na drodze został zamordowany polak. Wieczorem w lesie dębowym w małej chatce został saplony polak. Spaliła go jego żona -ukrainka. Kazali go spalić dla przykłądu gdyż w przeciwnym razie spalą ją i jej dwie córki. Święta były smutne, wieczorem po zaryglowaniu drzwi nikt nie wychodził z domu, zima była ostra.

    Styczeń 1940 r.

    Życie polskich osadników całowicie zamarło. Nie było już polskich pieniędzy - były ruble. Zaczęło się okradanie w nocy.
    Zaczęto mysleć o ucieczece do polski centralnej, już było za późno, ponieważ granica była zamknięta. Należało się pogodzić z losem i czekać co przyniesie losem


    Luty 1940r.

    Dziesiąty luty będziemy pamiętali.

    O tak na całe życie zapamiętaliśmy 10.II.1940 r. Zima była bardzo ostra. głęboki śnieg i 40° mrozu. W nocy o godzinie 21,15 usłyszeliśmy łomotanie do naszych drzwi. Coraz głośniej walili kolbami w drzwi, brzęk tłuczonego szkła - to na werandzie powybijane okna. Ojciec zwlekał nie otwierał. Wiedział co to znaczy. Mama natomiast obudziła wszystkie dzieci i kazała się szybko ubierać. Bieliznę i ubrania ile tylko można.
    Kiedy drzwi wyłamano do werandy ojciec otworzył. Wpadli sowieci, ukraińcy, zaczęli ojca bić. Wszystkie dzieci rzuciły się do ojca, aby go bronić głośno płakaliśmy. Sowieci odtrącili nas mówiąć /wot swołoczi/ a to diabły. Kazali nam stanąć przy śćianie i ręce do góry. Rozkazali się ubierać i za 15 minut siadać na sanie. Sowieci bardzo się śpieszyli. Załądowali nas na sanie całą rodzinę. Żadnego dobytku nie wolno nam było zabrać - mówili - tam wam wsie dadut / wam wam wszystko dadzą./ Płakaliśmy, dzieci krzyczały, przyszły sąsiadki z chlebem, mlekiem, ale sowieci rozkazali żeby się nie zbliżały bo może ich to samo spotkać.
    Kobiety krzyczały - wy diabły, wy czorty przecież te dzieci zamarzną. Sowieci nie reagowali wieźli nas na punkt zborny /oni tak mówili/ do Baranowicz. Ludzie opowiadali że wtedy wywieźli 4 wioski.
    Sowieci przyjeżdżały pod domy tych wywiezionych ludzi i kradli wszystko. Inwentarz żywy, zboże, zapasy na zimę, meble co tylko było, a domy palili. U nas również wszystkjo pokradli, wycięli sad i zniszczyli pasiekę a dom spalili.
    Wsadzili nas w bydlęce wagony, który były przegrodzone poziomo. Z jednej strony trzy półki i z drugiej strony trzy półki. Na tych półkach nie można było siedzieć tylko w pozycji leżącej.
    Okienka były maleńkie u góry wagonu zakratowane i zawiązane drutem kolczastym.
    Na środku stał piecyk żelazny, który łśużył do ogrzania /ale opału nie dali/ Zboku była dziura służąca jako toaleta oczywiście również od zewnątrz zabezpieczona drutem kolczastym.
    Było bardzo ciasno i duszno. Było ciemno, wszyscy się modlili, gdyż nie znaliśmy swojego losu.
    Jechaliśmy jak bydło, doskwierał na głód i zimno. Ludzie zziębnięci cisnęli się do pieca, w którym palono deskami z pryczy. nie było się czym przykryć.
    Od wyjazdu z Baranowicz jechaliśmy 3 dni i trzy noce. Transport zatrzymał się w polu. Otwierano wagon, sprawdzano czy ludzie są zdrowi, czy nie ma w wagonie trupów, jeśli byli umarli - wyrzucali na śnieg nie licząc się z protestem rodziny. Chorych też zabierali, mówili że do balnicy /szpitala/ i ślad po nich zaginął.
    Po tym zlustrowaniu wagonu kazali młodym iś po prowiant. Przyniesiono dwa wiadra kaszy manny z ohydnym olejem, oraz dwa wiadra wody gorącej. To musiało wystarczyć na 50 osób. Na wiele się to nie przydało, ponieważ jechaliśmy tyle godzin, wszycy byli głodni i spragnieni.


    #sybiracy #syberia #zapiskizsyberii #historia #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    •  

      Daj źródła o tych Polskich mordach na ukraińcach i przestań łgać zerze.
      Tylko nie o akcjach odwetowych bo na te sami sobie zasłużyli.

      Ale powtarzasz ukraińską propagande pożyteczny idioto. Zbrodnie niemieckie również są wykopywane ale niemcy się do nich przyznają i tu jest ogromna różnica miedzy nimi a bakteriami.


      @12345678901111: ja pierdolę, jak można być aż tak głupim? Jedynym zerem tutaj jesteś ty. Zaczynając od tego, że skoro akcje odwetowe są wg ciebie ok, to jeśli raz Ukraińcy zaatakowali, to już uzasadnione są odwety do usranej śmierci?
      Poza tym co Polakom zrobiły dzieci, że zostały zamordowane? Jesteś śmieciem, skoro uważasz, że można zamordować czyjeś dzieci w zemście.
      Linki już kilkukrotnie wiejskiej na wykop i za każdym razem przez takie zera byłem minusowany, bo mądrzejsze o tym nie wspominać. Mnie łgarzem nazywasz, a to ty bronisz morderców dzieci, śmieciu i uważasz że ich zabijanie jest usprawiedliwione.
      pokaż całość

      +: dielel_
    •  

      @12345678901111: typowy p0lak emigrant, do tego kierowca ciężarówki xD zero zaskoczenia

    • więcej komentarzy (66)

  •  

    Wow nie spodziewałem się aż takiego odzewu i zainteresowania. Przyjdzie mi teraz zawołąć ponad 2k osób plusujących wpis bo nie pomyślałem, żeby pod poprzednim wpisem dodać komentarz do wołania. Z góry przepraszam tych co polajkowali a nie koniecznie chcieli być wołani. Pod tym wpisem i pod następnymi pojawi się taki komentarz z którego będę wołał ludzi do następnych wpisów.

    Dziś kolejny wpis w którym siostra babci (bęe dalej pisał w skrócie ciotka bo nie wiem czy jest na to jakaś nazwa poprawna) przedstawia Rys historyczny wydarzeń

    Teraz pozwolęsobie w telegraficznym skrócie opisać wydarzenia historyczne minionej epoki XX wieku.
    Jakie przypadki zdecydowały o losie milionów polaków. Sierpień 1939 r. Minister Spraw Zagranicznych Rzeszy Joahim Ribbentrop i Wieńczysław Mołotow, Minister Spraw Zagranicznych Związku Radzieckiego, podpisali w Moskwie pakt o nieagresji, między ZSRR a Niemcami. W czasie uroczystego przyjęcia towarzyszącego podpisaniu aktu, Stalin wznosząc toast powiedział, wiem jak bardzo naród Niemiecki kocha swego Fuhrera, dlatego pragnąłbym wypić jego zdrowie.
    Stało się jasne co najwięksi zbrodniarze w dziejach ludzkości, w tajnym protokole, dołączonym do aktu postanowili w sprawie Polski. Protokół ten radziecko-niemiecki mówił o rozgraniczeniu strefwpływów we wschodniej europie. Polska miała zniknąćz mapy Europy.
    8 października 1939 r. w skład III Rzeszy wcierlone zostały ziemie północne i zachodnie przedwojennej Polski.
    Ziemie wschodnie od Lwowa po Wilno Rzeczypospolitej, zostały zaanektowane przez Związek Radziecki. W ten sposób w granicach ZSRR znalazło się przeszło 50% przedwojennego terytorium Polski i około 14,3 mil. ludzkości z czego Polacy stanowili 6,5 mil.
    Tłumiona latami nienawiść Kremla do Polski, jak wulkan wybuchłą przeciw narodowi polskiemu.
    Już we wrześniu rozpoczęły sięmasowe aresztowania wsród inteligencji. Decyzją NKWD wzięto do niewoli około 6000 oficerów polskich, funkcjonariuszy policji, wywiadu, straży więziennej, grupę duchownych, nauczycieli i osadników wojskowych.
    Osadzono ich bezpowrotnie w obozxach w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku.
    Ludnośćcywilną cywilną masowo zsyłano na Sybir.
    Polska została osamotniona w obliczu wojny i tak potężnych wrogów.
    Wielka Brytania i Francja nie wywiązały się z podjętych wcześniej zobowiązań sojuszniczych wobec Polski.
    Moje dzieciństwo upływało we względnym dobrobycie i pokoju.
    Ojciec mój byl wojskowym. Czynnie brał udział w I wojnie światowej, był inwalidą wojennym(Paweł Kopeć - dopisek mojej mamy). W rodzinie miałam siedmioro rodzeństwa, byłam najmłodsza. W momencie wybuchu wojny miałam 8 lat i nie zupełnie rozumiałam grozę jaką niesie ze sobą wojna.
    Rodzice a zwłaszcza mój ojciec miał pełną świadomość tego wydarzenia.
    Wkrótce nadszedł czas, kiedy uznano nas za niebezpiecznych wrogów Związku Radzieckiego i tak oto zaczęła się nasza Golgota.


    Siedzieliśmy wszyscy w domu, i najstarszy brat już wiedział co się święci. Ojciec dzieciom powiedział, że od jutra do szkoły nie będziemy chodzić, ponieważ zabrali polskąszkołę. Polska szkoła była nowowybudowana z czerwonej cegły 2-piętrowa, z dużym boiskiem.
    1.IX.1939 wybuchła wojna.
    Ojciec był ranny - inwalidą wojennym, otrzymałrentę inwalidzką i kawałek ziemi jako osadnik wojskowy.
    Osiedlił się w Zadwórzu pow. Przemyślany.
    Mama byłą gospodynią domową, potrafiła wszystko zrobić, byłą dobrą krawcową i kucharką. Była bardzo ładna i wesoła, była optymistką, wierzyła w dobre jutro.


    Tyle na dziś, i tyle rysu historycznego od jutra zaczynamy przechodzić do wypadków stricte związanych z wojną i zsyłką
    #sybiracy #syberia #zapiskizsyberii #historia #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    •  

      @LB55: to sie po prostu pamięta, jakbys w wieku 8 lat przeżył bombardowanie to byś pamiętał to do końca życia, pamiętał byś co akurat wtedy zjadłeś na śniadanie i jaki kolor adidasów akurat założyłeś, normalna sprawa. Tak jak wielu ludzi teraz pamięta co robiło 11 września albo 10 kwietnia.

      +: Kamelot
    •  

      >
      Tak to jest, jak ktoś jest młody to się nie interesuje bo się zajmuje zabawą. Jak ktoś jest nastolatkiem to się nie interesuje bo myśli, że jest najważniejszy na świecie i jego problemy są najważniejsze a jak ktoś jest starszy to się już nie ma kim zainteresować i kogo o rodzinę wypytać.

      --
      @LB55 święta prawda

    • więcej komentarzy (98)

  •  

    Mirki i Mirabelki czy chcielibyście przeczytać osobiste zapiski kogoś kto jako dziecko przeżył piekło zsyłki na Syberię? Trafiły mi w ręce zapisy siostry mojej babci. Babcia z całą rodziną mieszkali w na wschodzie Polski. Zostali zesłani w lutym 1940 wrócili dopiero na Wielkanoc 1946. Babcia zmarła już jakiś czas temu a ciotka w zeszłym roku na Covid w jednym z DPSów. Będę przepisywał słowo w słowo jej zapiski, strona może dwie w każdym wpisie(stron jest 26) na początek mała zajawka sam wstęp:

    Na wstępie, pragnę przedstawić moim najbliższym, znajomym i wszystkim którzy zechcą przeczytać- motywację jakimi się kierowałem pisząc moje wspomnienia.
    Jestem u schyłku życia, jeśli napiszę, że mam wnuki i prawnuki to będzie zupełnie jasne, dla kogo pragnę pozostawić moje zapiski.
    Otóż kieruję je przede wszystkim za Ocean, tam bowiem dotarły i uczyły się moje wnuki, a mam ich dwoje.
    Oni żyją tam w innych realiach, innej kulturze i jakże innych warunkach materialnych. Byłam tam parokrotnie i to właściwie zdopingowało mnie do pisania.
    Być może nie wszycy to przyjmą z pełną, wiarą, że ich babcia i prababcia w dzieciństwie i póżniejszym, już dorosłym życiu, przeszła, że polacy przeszli, takie koleje losu.
    Jestem głęboko wierzącą katoliczką, wierzę w to mocno, że tylko opatrzność Bozka pozwoliła nam przeżyć , wrócić do Polski i cieszyć siężyciem takim, jakie ono jest.
    Mam nadzieję, że z tak licznej rodziny, z jakiej pochodzę, młodsze pokolenia zachcą się z tym zapoznać, ponieważ to są przeżycia dziadków.
    Pragnę również aby moje wnuki, oraz ich dzieci nigdy nie zapomniały skąd wywodzą się ich korzenie - to Polska z przed 1939 r.


    to krótki wstęp, a prawie strona maszynopisu. Staram sie zachować też akapity i układ, zapisków ciotki, której suma suamrum sam nigdy nie poznałem a przynajmniej sobie nie przypominam. W sumie czy będzie zainteresowanie czy nie i tak przepiszę tu całość, może ktoś kiedyś na nie trafi i mu się do czegoś przyda.
    #sybiracy #syberia #zapiskizsyberii #historia #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

  •  

    Moje trzecie podejście do tej legendarnej przygodówki. Tym razem uda się bez zaglądania do solucji ( ͡° ͜ʖ ͡°) #przygodowki #syberia

    źródło: screen (2).png

  •  

    ===============[STEAM]===============

    Syberia oraz Syberia II za FREE na STEAM

    AKTUALNE! do 29.09 godzina 19:00

    Jeżeli chcesz chcesz byś **dodany/a do listy osób wołanych z tagu #metodzikpoleca zapraszam do plusowania TEGO WPISU oraz obserwowania. Znalezione informację dotyczące nowych darmowych ofert będą na bieżąco dodawane.

    #gry #gameshunt #darmowegry #rozdajo #cebula #pcmasterrace #steam #darmowegrysteam #steamrozdajo #syberia

    Wołam użytkowników, którzy zaplusowali następujący wpis lub komentarz:
    https://www.wykop.pl/wpis/59442621/chcesz-byc-wolany-a-do-wpisow-z-tagu-metodzikpolec/

    @shael, @anotmajarny, @latajacy_krokodil, @kizimajaro, @bela1993, @krzysztof-bilinski, @denis1980, @CynicznyDlugouch, @J0g1, @White_Magpie, @maminfoodboga, @mastermind19, @Michal0173, @HouseBrand, @Hellvis, @JanuszTkacz, @Czlowiek_Ludzki, @Jedrek313, @booogus, @skim, @mikomc, @Wojtax, @evenoobt, @Hiszpan_Jan, @jakifreak, @vikinq, @Grucha2408, @Smyrky, @spluczka, @kozieboby, @Danieru, @TakiSeLogin, @duxrm, @n0cniarz, @pu100stan, @lubiekebaps, @doogroo2, @Methes, @djhardfall, @nvm_mr_nobody, @zdechlykomar, @NiceshootPL, @ignorance, @Eltomas, @Witson, @HolyToiletPaper, @jckk, @Boniekk, @Kocurovsky, @eliot123
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Gruba #syberia w #wroclaw.

    Styczeń 1987 był wyjątkowo mroźnym miesiącem. Na krańcach wschodnich średnia miesięczna temperatura niemal dorównała słynnemu lutemu 1929. Zwykle tak silne mrozy omijają zachodnią Polskę. 12 stycznia 1987 nie dość, że nad Dolny Śląsk napłynęło wyjątkowo mroźne powietrze, dodatkowo - co zwykle się nie zdarza - dość intensywnie padało.

    Jak widać na załączonym zrzucie, przez cały dzień temperatura wahała się w okolicach -20°C. Dodatkowo do okolic godzin południowych występowały umiarkowane opady śniegu i prędkości wiatru powodujące zawieje i zamiecie śnieżne.

    Tak ekstremalny przypadek we Wrocławiu nie zdarzył się poza tym dniem w okresie 1951-2021.

    Źródło (najechanie na nagłówki kolumn zdradzi ich znaczenie - tooltip):
    https://meteomodel.pl/dane/historyczne-dane-pomiarowe/?data=1987-01-12&rodzaj=te&imgwid=351160424&dni=1&ord=desc

    Od 1987 minęło nieco ponad 30 lat, klimat ocieplił się o nieco ponad 1 stopień. Czy wrocławskie tramwaje są przygotowane na taką akcję w klimacie cieplejszym o 1.5 stopnia, tj. w przypadku śnieżycy przy -19? To wie tylko Jaca i @mroz3

    #pogoda #polska #historia #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: wro1987.png

  •  

    Pomijając odwzorowanie, ładne porównanie pożaru lasów na Syberii z pożarami w Turcji które zepsuły co poniektórym wakacje. No właśnie, przeszło 90% mediów skupia się właśnie na tych drugich. Smutne :(

    https://www.windy.com/pl/-Poka%C5%BC-dodaj-wi%C4%99cej-warstw/overlays?cosc,56.638,70.980,3

    #pozar #swiat #syberia #turcja #zmianyklimatu #globalneocieplenie
    pokaż całość

    źródło: zdjecie.PNG

  •  

    Na GOGU jest za darmo Syberia 1 i 2 :)

    Jak ktoś nie grał to jest to świetna gra przygodowa typu point-and-click w której wcielamy się w postać prawniczki Kate Walker a naszym celem jest znalezienie spadkobiercy fabryki mechanicznych zabawek który znajduje się...w Rosji na Syberii...na wyspie na której znajdują się mamuty xD

    Nie przepadam za tego typu grami no ale ta ma wyjątkowy mroźny i lekko straszliwy klimat oraz mega ciekawą fabułę no i gra jest dostępna w pełni polskim wydaniu a Polski dubbing jest spoko :)

    https://www.gog.com/game/syberia_i_ii

    #gog #syberia #gry #staregry #zadarmo #syberia2official #gimbynieznajo
    pokaż całość

    źródło: siberja.png

  •  

    Pewnie malo kogo zainteresuje, bo długie i po angielsku.
    Ciekawa historia jak Japończycy ratowali Polskie dzieci z syberii.

    Siberian children
    Japan's assistance for Polish children from Siberia from 1919 to 1923.
    In the years 1914 - 1922 in Eastern Siberia, Far East and Manchuria, there were about 50,000 Poles. In Russia, governed by a bloody revolution, civil war, the armed intervention of terror and anarchy prevailed. Hand in hand with this went famine, poverty, disease, homelessness. Most of these circumstances was the fate of Polish children, mostly orphans and half-orphans. The weakest, barely gained livelihoods. They were also threatened denationalization. It is estimated that in this situation in the areas of Eastern Siberia at that time was about 5,000 Polish children.

    Tasks of Polish children rescue undertook formed in October 1919 In Vladivostok the Polish Committee for Rescue of Anna and Joseph Bielkiewicz Jakóbkiewiczem at the forefront. With vast areas between the Baikal, Vladivostok and Harbin collected children from Polish, Russian and Chinese poorhouses, with railway stations, stages of emigration and the barracks. The Committee held their orphanage in Vladivostok, but the facilities financially - Organizational Committee proved to be insufficient, requested the assistance of Japan and Polish Americans.

    Activist Committee - Anna Bielkiewicz reached the Ministry of the Army of Civil and Ministry of Foreign Affairs of Japan. The first Japanese who engaged in the help for Siberian children were senior officials of both Ministries: Mr. Ishibashi and Viscount Mushakoji. The decision was very fast and the children were allowed to enter Japan. Secretary of State, Ministry of Foreign Affairs of Japan Mr. Hanihara addressed to the President of the Japanese Red Cross, Mr. T. Ishiguro, asking them to organize the evacuation of children from Siberia and further care of them in Japan.

    The first transport: Vladivostok - Tokyo - Seattle.
    The first children flowed from Vladivostok to Japan in July 1920, was made possible with the help of the Japanese military mission in this city, at the head of Count Matsudaira, consul Watanabe and Major Hasebe. Overall, from July 1920 to July 1921 in the five groups were transported to Japan for 375 children and 32 adults (guardians). The first meeting of young Poles with Japan followed in the port of Tsuruga, more children were traveling by train to Tokyo. Do not miss the sick children, including hard. They were in the hospital care of the Japanese Red Cross. One of the nurses, 23-letania Fumi Matsuzawa, contracted typhus from Polish children and died. In Tokyo, the children were placed in an orphanage charity Fukudenkai Buddhist societies. Organized the study, trips, entertainment, artistic performances. They were in constant contact with Japanese peers. Orphanage was opened and the children became the subject of keen interest. Visited by representatives of women's charitable organizations, members of the Buddhist clergy, Catholic social associations, students, representatives of the imperial court.

    April 6, 1921, the Empress Sadako visited the Red Cross hospital. With great kindness addressed the welcoming her Polish children and, with a three-year posadziwszy girl, repeatedly stroking her head, she wished the children to hide healthy. This episode was recorded in the annals - Empress behavior was unique and worthy of commemoration.

    Hospitality with which the children were met, it was great. Their stay in Fukudenkai widely informed newspaper in Japan. With the help of the Japanese Red Cross from September 1920 to July 1921. Japanese children were transported on ships from Yokohama to Seattle in the USA, where he had zanleżć under the care of Polish organizations. When the transport of children has been completed Minister for Health and Welfare RP Japanese government gave heartfelt thanks for your help. He stressed that the warm atmosphere created and presented the children evacuated their feelings meant that children in Japan felt like home and family.

    Second Transport: Siberia - Japan - Poland.
    In July, 1922. Polish Relief Committee, with the help of the Japanese Red Cross, started another campaign to repatriate Polish children from Siberia.

    The vast spaces between reads, Khabarovsk and Harbin collected 390 children are in terrible conditions. They were transported to Japan. Journalists "The Osaka Mainichi" in detail described coming to Japan Small Poles. The children were neglected, very badly dressed, had tattered clothing, often lacked shoes. So first receive kimonos: a girl in white patterns blue and pink belt, the boys - white with black patterns. He immediately conducted a medical examination, as well as organized learning for older children. This time, the place of residence was a small Polish Osaka. They were placed in the new dormitory town hospital nurses in the district of Osaka, Tennoji Mikanyama. grouping of Polish children manage M. Kimura, JCK branch manager in Osaka. In his diary regularly, day after day, noted the everything that has happened to the Poles entrusted to his care. And this time the Polish children have become a major concern. On the initiative of Saitou Shoki, poet and editor of "Kwansai Nippoh" in secondary schools Osaka held a series of lectures on Polish history and the fate of Polish children from Siberia. Thanks to a center of numerous gifts poured in to the "Siberians" from Japanese children. Empress of Japan also gave a cash gift to the Poles. Children stay in the Siberian Oscace lasted from several days to few weeks. Mali Poles, after the use of medical care, fed, equipped with clothing and footwear, were ready to continue the path that led to the country. Children left Japan on two dates 25 August and 6 September 1922.

    The first group swam Katori Maru ship, the second - Atsutra Maru. The route in both cases was as follows: Kobe - Shanghai - Hong Kong - Singapore - Colombo - Port Said - Tunis - Marseille - Lisbon - London - Gdańsk. In London, Nippon Yusen Japanese company Kasha with the cooperation of the local Polish Consulate of the Republic generalego, przeokrętowała children on a vessel of the Baltic shipping lines. In the beginning of November 1922 kids arrived to Gdansk.

    The third transport - by land by the USSR - 1923 year.
    Japanese Red Cross has satisfied the basic needs of children: their health and save lives, it compensated for the painful separation from his family. This period also had an indirect, and as it turned out, lasting impact on the psyche of children. Japan became their source of strong emotions, the object of worship, great respect and even admiration. This was mainly due to Dr. J. Jakóbkiewicza, a great lover of Japanese culture. In the years 1923 - 1928 he ran the facility caring for children in Wejherowo Siberian. There instilled their pupils the belief that a decisive influence on their lives was to Japan and invited to a debt of gratitude to the Land of the Rising Sun youth repaid science. symbolic and real relationship with Japan further developed since 1929. Formed the Youth Union of the Far East, which to their main tasks scored the advancement of knowledge about Nipponia. Initially focused only a dozen people, but soon reached a number of 620 members. Under his wings, found in most children Siberian. Association aspired to extend its reach throughout the country. Symbolic and real relationship with Japan grew more than 1929. Formed the Youth Union of the Far East, which to their main tasks scored the advancement of knowledge about Nipponia. Initially focused only a dozen people, but soon reached a number of 620 members. Found itself under the wings of the majority of children Siberian. Association aspired to extend its reach throughout the country. Established the Circle of Friends of Japan, which had a program of action including lectures, readings, film screenings, as well as learning the Japanese language. Many of the texts he published quarterly by the Association of Japan, "Young Siberian". Both plant Wejherowo and said the organization was of interest to the Japanese Embassy in Warsaw. At the head of the then ambassador Shuichi Sakoh, Secretary Yoshio Noguchi, General and Colonel Shgeru Sawada. Masao Ueda. Happy to be delivered through joint meetings of national holidays of Japan and Polish, as well as traditional balls: Night of the Rising Sun and Chrysanthemum Night. Also met the arriving to Polish journalists and artists. There was not much exaggeration in the commonly shared by the Siberian Children opinion, "Japan is my second homeland."

    In the circle of Japanese culture.
    Young Siberian wanted to play the role of cultural bridge linking Poland and Japan. The rising sun emblem placed on the official Youth Union in the Far East obligate. With the help of Dr. H. Morya started learning the Japanese language. Cooperation was established with the message of Japan in Warsaw. Organized a joint evening with coffee, dance parties and meetings of Christmas. One of many such meetings was in 1938, the Solemnity of the submission of traditional wishes on the occasion of Christmas and New Year. It was attended, among others Charge d'affaires of the Embassy of Japan Masuaro Inoue and his wife, and Colonel M. Ueda. Such contacts have contributed to the realization of the idea to organize together with the Japanese Embassy said balls - Spring: "Night of Chrysanthemum ", with which the participants were many prominent figures from the circle of Polish politics and culture. Plans were also organized for members of ZMzDW trip to Japan in 1940., but the outbreak of World War II destroyed the plans for departure.

    Congress chummy after 45 years.
    Union members who survived World War II scattered all over Poland and ceased to personal contacts. There was no longer to revive pre-war relationship. In the '60s Around the person of George Strzałkowskiego (survivor of the war, the prewar president ZMzDW) commenced casual social gatherings with the participation of residents in Warsaw, former colleagues and friends. In these contacts, however, ended in the former Siberian adolescents. In the late seventies, the authors show Wieslaw Theiss and Teruo Matsumoto, independently of each other they began to be interested in the fate of the former Children Siberian. Wieslaw Theiss, a professor at Warsaw University, conducted research on Siberian Children from the standpoint of teaching, and Teruo Matsumoto, a Japanese correspondent in Poland, searching for contacts with children in terms of relations Syberyjskimii Japanese - Polish. Met them, they decided to jointly lead henceforth seek Siberian children still living. Held a series of traveling all over Poland and as a result they managed to find over 40 people living in different parts of the country. It was decided to organize a friendly congress in Warsaw. On 15 September 1985 in the apartment editor T. Matsumoto met over 30 people who descended on the entire Polish. The meeting was full of emotions. Many people have seen for the first time after 45 years from the start of the war.

    Repeat contacts with the Embassy of Japan in Poland.
    In postwar Poland is not officially written about the history of Polish children to save from Siberia - by censorship harm to contact the Polish - Soviet. After the political changes, the case gained notoriety. Also from the Japanese began to look for new contacts with the Polish. In October the 1995. On the initiative of the then Ambassador of Japan Nagao Ohydo, in collaboration with the editor Teruo Matsumoto, invited to a meeting in the Embassy of the ancient Siberian children. Each of the Siberians wanted to thank you for saving and talk about their experiences in Japan. Meeting at the Ambassador's residence took place three more times. Continued the tradition of these meetings, the next ambassador to Japan also. In May 2001, Ambassador Hideaki wife Uedo Siberian Children invited to the newly built residences. At this meeting came just four people. I just could not come due to health, honor, unfortunately already died.

    Soon after, in the Polish-Japanese momentous events took place. On 9-13 July 2002 Their Imperial Majesty, Emperor Akihito Empress Michiko of, visited Poland and 12 July, during a reception at the residence of Japanese ambassador in Warsaw, met with three children Siberian. The Imperial couple sent their first steps toward the waiting, already over 90 - year old, Siberian children. It was not only short, normal for this type of meeting, courteous exchange of views but very cordial conversation.

    After 80 years of Siberian children meet with the Empress of Japan in Tokyo there was a meeting of the Imperial Couple in Warsaw. How touching were the words of welcome: "Arigatoo, Nippon Banzai."

    Poles are set beautifully Japan called Land of the Rising Sun. A Japanese speak of Poland as a country of Chopin. In this way express mutual respect and affection. Children of Siberian history is edifying example of true friendship between peoples and nations.

    Based on "Japan's Aid for Polish children from Siberia 1920-1922," the authors Wieslaw Theiss and Teruo Matsumoto development by Paulina Suchecki.

    #japonia #syberia #rosja #historia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

  •  

    Syberia, temperatura zaledwie -40'C

    Chcesz być na bieżąco? #zwiadowcahistorii - tag z moimi najciekawszymi znaleziskami! Zapisz się też do mikrolisty zwiadowcahistorii - plusując ten komentarz bym zawołał Cię do najlepszych znalezisk!

    Sprawdź też mój blog WWW firmowy SKLEP ZH oraz kanał na YT

    #ciekawostki #syberia #rosja #natura #temperatura #pogoda #jedzenie
    pokaż całość

    źródło: scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net

  •  

    =====[INDIE GALA STORE]=====

    Indie Gala Store rozdaje za darmo Agatha Christie - The ABC Murders PC [NIE STEAM!]

    DRM-FREE

    METACRITIC 69/100

    Wszystkie moje wpisy są do znalezienia pod tagiem #metodzikpoleca ZAPRASZAM do obserwowania. Znalezione informację dotyczące nowych darmowych ofert będą na bieżąco dodawane.

    #gry #gameshunt #darmowegry #rozdajo #cebula #syberia #pcmasterrace
    pokaż całość

    źródło: qwe.jpg

  •  

    =====[INDIE GALA STORE]=====

    Indie Gala Store rozdaje za darmo Syberia 2 PC [NIE STEAM!]

    DRM-FREE

    Wszystkie moje wpisy są do znalezienia pod tagiem #metodzikpoleca ZAPRASZAM do obserwowania. Znalezione informację dotyczące nowych darmowych ofert będą na bieżąco dodawane.

    #gry #gameshunt #darmowegry #rozdajo #cebula #syberia #pcmasterrace
    pokaż całość

    źródło: s2.jpg

  •  

    =====[INDIE GALA STORE]=====

    Indie Gala Store rozdaje za darmo Syberia PC [NIE STEAM!]

    DDR-FREE

    Wszystkie moje wpisy są do znalezienia pod tagiem #metodzikpoleca ZAPRASZAM do obserwowania. Znalezione informację dotyczące nowych darmowych ofert będą na bieżąco dodawane.

    #gry #gameshunt #darmowegry #rozdajo #cebula #syberia #pcmasterrace
    pokaż całość

    źródło: syberiapc.jpg

  •  

    Naukowcy zrekonstruowali twarze scytyjskiego władcy i jego konkubiny przy pomocy dwóch gnijących czaszek liczących ponad 2600 lat.

    Grobowiec znany jako Arzhan-2 (Arżan-2) znajduje się w rosyjskiej Republice Tuwa położonej w południowej Syberii. Pochówku dokonano ok 2600 lat temu. Parę pochowano w drewnianej komorze w centralnej części kopca o szerokości ok. 80 metrów.

    Link do znaleziska - Syberyjski Tutenchamon

    Poniżej wołam osoby, które wyraziły chęć otrzymywania powiadomień o nowych wpisach. Jeśli ktoś chciałby dopisać się do listy, proszę o zostawienie plusa przy przeznaczonym do tego komentarzu pod niniejszym wpisem. Zachęcam również do obserwacji pierwszego tagu, którym opatrzone zostało linkowane znalezisko (tag autorski - historykon)
    Zapraszam wszystkich do odwiedzenia i subskrybowania mojego kanału historycznego na YT ➡️Andrzej Włusek - Historia poza horyzont
    Jeśli podobają się Tobie się moje filmy i uważasz, że powinienem rozwijać dalej kanał to zostań moim patronem na patronite ➡️ który znajdziesz TUTAJ

    Dodatkowe Tagi: #qualitycontent #ciekawostkihistoryczne #zwyczaje #swiat #liganauki #zainteresowania #swiatnauki #syberia #rosja #rekonstrukcja #europa #grafika
    pokaż całość

    źródło: zzz-6017fc9c144f3.jpg

  •  

    581 + 1 = 582

    Tytuł: Opowiadania kołymskie
    Autor: Warłam Szałamow
    Gatunek: opowiadania
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    Drugi, obok "Archipelagu GUŁAG" Sołżenicyna, klasyk literatury łagrowej; tym razem pióra Warłama Szałamowa. Był on ofiarą czystki sławetnego roku trzydziestego siódmego, gdy NKWD zamykało w łagrach wszystkich jak leciało, za byle błahostkę. Siedział w łagrze 18 lat, aż do amnestii w 1955 roku, gdy po śmierci Stalina władza radziecka rehabilitowała większość niewolników pracujących przymusowo w tych dalekich obozach koncentracyjnych. Opowiadania owe, to właśnie wspomnienia z tej osiemnastoletniej walki o przeżycie.

    Walki wiodącej przez więzienie śledcze w moskiewskich Butyrkach, przodek kopalni złota na Kołymie, zwiady geologiczne, ścinkę drzew, płukanie urobku skalnego, ciągnięcie taczek, pracę w szpitalu jako felczer. Mało komu udawało się to wszystko przetrzymać, więc śmiało można powiedzieć, że autor dokonał niemożliwego. Ponadto, udało mu się wrócić na "kontynent" z "archipelagu", czego również niewielu ludziom udawało się osiągnąć. Możemy teraz tylko chylić przed nim czoła, że wyszedł z piekła, przelał wspomnienia na papier i pokazał nam, jak wyglądała codzienność w sowieckim raju, dla ludzi bez żadnych praw. To alarmująca lektura zwłaszcza obecnie, gdy tracimy powoli wolności obywatelskie, jesteśmy coraz bardziej kontrolowani, a rządy mają możliwości i technologie, o którym się nie śniło Sowietom.

    Nie jest to jednak dzieło doskonałe - układ jest nieco chaotyczny, nie ma zachowanej chronologii wydarzeń, a część opowiadań jest zbyt krótka, by zarysowała się jakakolwiek akcja i po 10 minutach zapominamy, o czym traktował rozdzialik. Tomiszcze jest gargantuicznych rozmiarów, wszak to niemal 800 stron i lektura spokojnie starcza na około miesiąc. Wady wspomniane wyżej oraz makabryczna tematyka książki sprawiają, iż po lekturze człowiek jest zmęczony i zdruzgotany rozmiarami ludzkich nieszczęść. Od około czterysetnej strony, miałem ochotę zarzucić czytanie, jednak zmuszałem się mając w pamięci historię mojego dziadka, który spędził pięć lat w Krasnojarskim kraju, wykonując równie odczłowieczające prace, jak autor tej książki.

    #bookmeter #czytajzwykopem #ksiazki #zsrr #syberia
    pokaż całość

    źródło: 352x500.jpg

  •  

    Podobno gdy Herakles wędrował po Scytii, zginęły mu konie. Szukając ich, natrafił na grotę zamieszkaną przez przedziwną istotę, pół kobietę, pół węża – Echidnę. Ona obiecała oddać mu zgubę, lecz w zamian zażądała, aby heros został jej kochankiem. Z tego romansu urodziło się trzech synów: Agatyrsos, Gelonos i Skytos. Herakles, zanim opuścił Echidnę, zalecił, gdy chłopcy dorosną, temu z nich powierzyć władzę nad krajem, któremu uda się napiąć jego potężny łuk. Powiodło się tylko najmłodszemu z nich, Skytosowi. Od niego to pochodzą wszyscy Scytowie, a bracia stali się protoplastami pokrewnych plemion Agatyrsów i Gelonów.

    Na zdjęciu kubek z kurhanu Kul-Oba, przedstawiający prawdopodobnie ilustrację mitu o Skytosie i jego braciach.

    Gdyby dominacja plemion scytyjskich na Wielkim Stepie zaczęła się po bitwie pod Grunwaldem, to zakończyłaby się we współczesnych czasach. Takie porównanie może uświadomić nam, jak trwały i żywotny był koczowniczy model kultury Scytów. Jak to tego doszło? Kim oni byli? Skąd się wzięli?

    (więcej pod tym linkiem)

    #archeologia #europa #nauka #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #syberia #scytowie #starozytnosc
    pokaż całość

    źródło: archeologia.com.pl

  •  

    Ludzie lodu.
    To zdjęcie w 1913r. wykonał na dalekiej północy Rosji słynny norweski polarnik Fridtjof Nansen. Zdjęcie przedstawia rodzinę Nieńców z psem. Nieńcy są ludem uralskim (do których też należą np. Finowie). Żyją na dalekiej północy Rosji, w tundrze, za kołem polarnym, gdzie zimą temperatury spadają do -60 °C Zajmują się hodowlą reniferów.

    #rosja #norwegia #fotografia #psy #geografia #syberia #ciekawostki pokaż całość

    źródło: upload.wikimedia.org

  •  

    Wszyscy Jarają się Flagą nowej kaliforni w #fallout czy naszywkami z #stalker

    Tymczasem miasto na Syberii :
    Zheleznogorsk.
    Nuclear armament development and manufacturing.

    #syberia #atom #flag

    źródło: bear.jpg

  •  

    #gory #fotografia #pogoda #chmury #rosja #syberia Opalizujące chmury wyglądają jak bańki mydlane, góra Belukha, Syberia | autorka: Svetlana Kazina [368x235]

    źródło: siberiantimes.com

  •  

    Polska bierze ropę od naszego wschodniego sąsiada rurociągiem "Przyjaźń". Ten największy na świecie system rurociągów ma początek na dalekiej Syberii. A gdzie dokładnie - o tym przeczytacie w dzisiejszym odcinku tagu #codziennymlodytechnik
    Wizyta u Wielkiego Brata ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Tradycyjnie zapraszam do obserwowania tagu i przesyłania pomysłów na kolejne odcinki!

    #codziennymlodytechnik 90/100
    Młody Technik 8/1973 - "U źródeł Przyjaźni"

    #technologia #technika #rosja #ropa #prl #rurociag #ciekawostki #syberia #gruparatowaniapoziomu #skany #czasopisma #mlodytechnik #polska
    pokaż całość

    źródło: mt1973-8.jpg

  •  

    Na TVP Historia właśnie zaczął się film "powinniście być wdzięczni Stalinowi" o losach Sybiraków. Jeden facet (Polak) na początku mówił że robienie takich filmów to rasizm

    Z resztą zobaczcie w tym filmie, co ruscy mówią o Polsce i o tym jak powinniśmy się im kłaniać za to że Stalin uratował Polskę

    #historia #rosja #syberia #rasizm pokaż całość

  •  

    Lotnisko Chatanga (kod lotniska IATA: HTG, kod lotniska ICAO: UOHH)

    lotnisko znajdujące się w Kraju Krasnojarskim. To główne lądowisko w tej części kraju, które obsługuje samoloty pasażerskie średniej wielkości. W latach 70. XX wieku lotnisko przeznaczone było dla radzieckich myśliwców przechwytujących. Dzisiaj służy jako baza dla ekspedycji turystycznych wyruszających na Biegun Północny przez Sredny Ostrov.
    https://en.wikipedia.org/wiki/Khatanga_Airport
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Lotnisko_Chatanga

    #podroze #rosja #lotnictwo #ciekawostki #syberia
    pokaż całość

    źródło: upload.wikimedia.org

  •  

    Nie ma to jak filiżanka ciepłej krwi o poranku.

    #fotografia #syberia

    źródło: 20191120_082852.jpg 18+

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów