•  

    O zabójstwie Sulejmaniego, szkole "Annales", historii śmierci i niewiary i nie dość spopularyzowanych dziedzinach nauki ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    A co tam, machnę jeszcze jedną długą notkę, bo to ważne i od dawna za mną chodzi.

    Wstęp
    (długi i prawdopodobnie już o tym czytaliście, sedno i nowe - niżej)

    Truizmem będzie stwierdzenie, że wielkim problemem współczesności jest kłopot z przenikaniem rzetelnej wiedzy wypracowanej przez ludzkość do szerokiego obiegu przy jednoczesnej hiperdemokratyzacji wykorzystywanej przez demagogów i utracie zaufania do ekspertów i instytucji. Owszem, ludzie w swojej masie zawsze byli nieoświeceni, ale w świecie zachodnim poza krótkimi okresami (jak lata 30.) i obecnym albo byli rządzeni odgórnie, albo bez poważnych oporów delegowali swoją władzę w ramach demokracji liberalnej nieco bardziej merytokratycznej niż obecnie reprezentacji (co zaowocowało wielką powojenną prosperity; zarówno centroprawicowa chadecja jak i centrolewicowa socjaldemokracja radziły sobie tutaj równie dobrze).

    Czemu się posypało to długa historia (rewolucja komunikacyjna, słabnący wzrost gospodarczy i wzrost Azji, zmiany demograficzne, zatarta pamięć o wojnie, itd.), podobnie można by wiele pisać o tym, jak temu zaradzić, ale ja się czuję zainteresowany konkretnie pewnym fragmentem spektrum, czyli osobami, którym nic nie brakuje intelektualnie, ale które z różnych przygodnych powodów mają bardzo głupie poglądy, co w łagodnej formie i mnie dotyczyło (a i pewnie tu i ówdzie wciąż dotyczy). Wierzę w kulturotwórczą siłę "intelektualnej klasy średniej" - gdyby nie ona, obecne zawirowania nie byłyby IMHO możliwe, więc może warto naprawę zacząć od niej.

    Skąd tak dużo pomieszania? Wydaje mi się, że jakkolwiek z popularyzacją twardej "science" są problemy, to jest też spory ruch przeciwny - całe serwisy i sporo ludzi prostujących na bieżąco różne bzdury w temacie szczepionek i globalnego ocieplenia, również tutaj, na wykopie. Walka nie jest łatwa, ale się przynajmniej toczy.

    Gorzej jest w humanistyce. O ile filozofia jest jakoś tam popularna i jest sporo różnych ofert (i dobrze, sam z np. odrodzenia zainteresowania starożytnymi moralistami i eudajmonistyczną platońsko-arystotelesowską etyką cnót mocno czerpię), to socjologia i spore połacie historii są w zasadzie niedotknięte. Pełno jest literatury i czytelników zajmujących się historią II WŚ, Zimnej Wojny, itd., ale na tym się poprzestaje i jeśli idzie o poważniejsze odkrycia nauk społecznych, to są one w zasadzie masowo nieznane. Owszem, np. Tok FM spopularyzuje czasem jakiegoś Wallersteina, czy wspomni o Ariesie, ale niesystematycznie i często obok kontrowersyjnego Ledera czy innych nazwisk zahaczających o dyskusyjną filozofię kontynentalną (Lacan, megapopularny na polskiej lewicy Zizek, itp.). Nie ukrywam, że sam mam do filozofii kontynentalnej pewną słabość, operuję np. pojęciem resentymentu, ale staram się mieć do tego dystans ( ͡° ͜ʖ ͡°).

    Może to niedostateczne spopularyzowanie ma jakiś związek z tym, że humanistyka jest mniej dookreślona niż twarde nauki ścisłe, ale szkoda zgromadzonej wiedzy i mądrości. Nie wiem też czy słabe popularyzowanie przez specjalistów to raczej przyczyna czy efekt tak płytkiego rynku na takie rzeczy.

    Sedno

    Ostatnio miało miejsce "wydarzenie historyczne" - zabito generała Sulejmaniego. Dziennikarze już stwierdzili, że o tym będą pisać przyszłe podręczniki historii. To całkiem naturalne, że tak działa historiografia, prawda? Bo w liceum uczyli o tym, że historia to następstwo takich zdarzeń - tam jedna bitwa, tu król wstępuje na tron, potem zostaje obalony i znowu jakaś bitwa. I tak się te dzieje ciągną od jednego wydarzenia do drugiego. Ale w XX wieku Fernand Braudel (jeden z największych historyków wszechczasów, za całokształt swojej pracy nazywany przez wielu "księciem historyków") - wpadł na pomysł, że istnieją różne czasy w historii. I owszem - istnieje czas wydarzeń - ale akurat on jest najmniej ważny. Oprócz tego historia toczy się w innych skalach czasowych. I tak nad wydarzeniami istnieją koniunktury trwające od kilku lat do kilku dekad. Słowo to zostało wzięte z nauk ekonomicznych i jeżeli myślicie o cyklu gospodarczym, to dobrze myślicie - historycy wykorzystali to pojęcie z ogromnym powodzeniem do swoich celów - bo czyż nie ważniejszy dla człowieka w XVI wieku był wzrost cen i jego wahania niż zmiana na tronie? A jeszcze wyżej mamy do czynienia z długim trwaniem (fr. longue durée) - historią prawie nieruchomą, która rozciąga się na całe stulecia. Między innymi na tym spostrzeżeniu opiera się rewolucyjny, a praktycznie nieobecny w popularnej świadomości, nurt historyczny - szkoła Annales. W sporze o znaczenie jednostki w historii przedstawiciele szkoły Annales stoją więc raczej na stanowisku, że jednostka niewiele lub zgoła nic nie może, ważne są głębokie zmiany kulturalne i mentalnościowe.

    To może na przykładzie. Czytam ostatnio (tak, wciąż, bo to cegła) książkę "Człowiek i śmierć" innego przedstawiciela tej szkoły, Philippe Ariesa, i jest to próba zrekonstruowania stosunku człowieka Zachodniej Europy do #smierc na przestrzeni półtora tysiąclecia, od późnej starożytności do XX wieku. Aries, próbując wgryźć się w mentalność człowieka odległych stuleci, odwołuje się do wszystkiego, co się da: od dzieł literackich (analizuje np. "Pieśń o Rolandzie"), przez księgi parafialne (mnisia robota, ale bardzo dużo można z tego wyciągnąć), po teksty testamentów, agreguje je też liczbowo. Patrzy też np. które z zasadniczo niezmiennych nauk eschatologicznych chrześcijaństwa w którym okresie były uwypuklane (np. w sztuce sakralnej), a które - schowane, co może nam sporo powiedzieć o "duchu czasów". Mówimy tu o całej metodologii wypracowanej i rozwijanej przez tę szkołę (porównajmy to choćby z filozofią, która nie ma tego typu źródeł empirycznych).

    W efekcie Ariesowi udaje się coś w zasadzie niemożliwego, tj. - choć to oczywiście nieweryfikowalne - daje pewną namiastkę wczucia się w umysłowość poprzednich epok, jak to tylko możliwe odległą od anachronizmów (które np. niestety zdarzają się nagminnie np. Harariemu). Pochodzę z prowincji, z południowej Polski i Aries mi się sam weryfikuje jako piszący prawdę, gdy opisuje np. przekonanie ludzi średniowiecza, że śmierć można przewidzieć i że się zapowiada, które to przeświadczenie wśród starszych ludzi na polskiej prowincji jest jeszcze palpacyjnie wręcz obecne (a teraz gwałtownie zanika). Albo opisuje jak ludzie chcieli być pochowani koło "swojej" ławki w kościele, o którym to zwyczaju (donacji przez "wykup" miejsca siedzącego w kościele) też jeszcze osobiście słyszałem. Daje więc wejrzenie w całej (możliwej) okazałości w świat, którego resztki w Polsce zginęły nie tak dawno (co jest swoją dowodem na potęgę "długiego trwania"). Niesamowicie rozwijające i pozwalające wiele zrozumieć z szerszej perspektywy. No i last but not least - wszystko to napisane jest klarownym i pięknym, rzadko już spotykanym, językiem.

    Inny przykład to nieprzetłumaczona na polski praca The problem of unbelief in the sixteenth century, the religion of Rabelais Luciana Febvre'a, który przez bardzo szczegółową analizę słów i struktur, których brakowało w łacinie i XVI-wiecznej francuszczyźnie (tutaj zdjęcia kluczowego fragmentu) pokazuje, że #ateizm, choć do pomyślenia (św. Tomasz uznaje nieoczywistość istnienia Boga) nie był realnie dostępnym wyborem intelektualnym przed i za Rableaisa, dopiero stopniowo - co trwało kilka wieków - odsłaniała się realna możliwość jego przyjęcia przez elity i stopniowo schodziła niżej (dziś już nawet do klasy ludowej). Mieliśmy o tym dyskusję na wykopie, ale @niedoszly_andrzej usunął wpis - dlaczego? - i jest tylko w google cache :().

    To oczywiście nie jest tak, że np. o Ariesie w Polsce nikt nie słyszał, w końcu wydano go po raz pierwszy jeszcze za komuny. Ja jego "Historię dzieciństwa" (inne bardzo głośne dzieło, którego tl;dr jest takie, że cały koncept "dzieciństwa" to coś nowego, nowoczesny wynalazek), znam ze słyszenia od dawna, wiem też, że np. niektórzy poloniści tego typu rzeczy czytają, ale brakuje pewnej świadomości istnienia całego nurtu, jego metodologii, itd. W skrócie - spopularyzowania "szkoły Annales" jako nazwy osobno funkcjonującej.

    Jaka z tego wszystkiego nauka? Ano może taka, że patrząc na bieżący regres Polski łatwo nam przeoczyć, że ostatnie 30 lat to gigantyczne zmiany naszego społeczeństwa w kierunku modernizacji. Nie oznacza to końca problemów, ale niewykluczone, że obecne rządy - czy potrwają jeszcze rok czy dekadę - są ostatnim podrygiem starego świata (np. z tak poważną rolą kulturowego katolicyzmu) u nas. Coś się ostatecznie i nieodwołalnie kończy.

    Trudno się oprzeć wrażeniu, że jest pewne przeczucie i zapotrzebowanie na takie produkcje intelektualne, stąd np. popularność Ledera (lewica) czy #geopolityka (prawica). U Bartosiaka widzę nawet pewne - świadome bądź nie - echa Wallersteina (podział na centrum, półperyferie i peryferie) i świadomość istotności procesów średniookresowych i realiów geograficznych, ale mimo wszystko odpowiedź geopolityczna jest zbyt wąska i nieco przestarzała (geopolityka jest z ducha XIX-wieczna i skłania Bartosiaka do operowania zwrotami typu "biologiczna substancja narodu", dawno odrzuconymi i to nie tylko z powodów estetycznych i politpoprawnych).

    Oczywiście szkoła Annales to przykład, rzeczy wartych czytania tego typu jest więcej. Polecam np. książkę w zakresie "średnio-długiego trwania" Historia XIX wieku. Przeobrażenie świata, a także różne produkcje Wydawnictwa Aletheia, które publikuje sporo takich rzeczy (ale nie tylko ono oczywiście). Choć nie byli filozofami, Weber, Durkheim czy Eliade dają co najmniej tak samo dobre, a może i lepsze (a na pewno - komplementarne), rozumienie świata, jak wielcy klasycy filozofii.

    No, więc zamykamy wykop i idziemy do księgarni. Smacznego! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    PS: Notka jest efektem długich i pouczających rozmów z pewnym byłym użytkownikiem tego portalu, któremu należą się tu poważne creditsy i copyright na wiele spostrzeżeń (i za recenzję i poprawki).

    #anatomiapopulizmu #ksiazki #czytajzwykopem #historia #rozwojosobisty #neuropa #szkolaannales i #gruparatowaniapoziomu (ze względu na nazwiska, które polecam)
    pokaż całość

    źródło: ocdn.eu

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów