Przeszkadza Ci #polityka na Wykopie?
Zarejestruj konto i sam decyduj jakie tematy chcesz wyświetlać!
  •  

    W poszukiwaniu własnej wartości – przekonania na swój temat
    Hejka! Dzisiaj zapraszam Was na pierwszy dzień ćwiczeń. To bardzo popularne metody pracy psycho- i socjoterapeutycznej. Można je także znaleźć w książkach, tytuły, z których korzystałam jak zawsze na końcu :) Jak obiecałam, dzisiaj nie wołam. Dołączam karty pracy – można wydrukować lub po prostu się wzorować. Zalecam jednak zapisanie odpowiedzi na te pytania, zajmie to Wam może do pół godziny, ale będzie to zdecydowanie bardziej efektywne, niż jedynie pomyślenie o tych odpowiedziach. Poza tym odpowiedzi przydadzą się w kolejnych ćwiczeniach. Staraj się nie pomijać ćwiczeń.
    #zdrowyduch ← Koniecznie obserwuj, jeśli nie chcesz pominąć wszystkich treści!

    Jak pisałam wczoraj, na początku naszego życia największy wpływ na nasz rozwój odgrywają opiekunowie, a następnie nauczyciele oraz grupa rówieśnicza. Z tymi wpływami wiążą się przekonania, jakie nabieramy na temat siebie w relacjach z sobą samym, rówieśnikami i dorosłymi – w tym rodzicami. Nie zawsze są one uświadomione, ale zazwyczaj stanowią automatyczną reakcję na bodźce. Przykładowo w reakcji na niepowodzenia szkolne możemy nabyć przekonania, że do niczego się nie nadajemy – jest to interpretacja rzeczywistości, nie fakt.
    Dzisiaj postaramy się rozpoznać świadomie przekonania, które w nas żyją oraz poznamy metodę, co zrobić, gdy jak bumerang wracają te negatywne.

    Ćwiczenie 1
    Na karcie pracy nr 1 umieszczono trzy tabele. W tabeli oznaczonej numerem jeden i dwa i spróbuj znaleźć przekonania na swój temat. Co zazwyczaj myślisz o sobie w relacjach z: samym sobą, bliskimi oraz z innymi osobami? Co pojawia się w Twojej głowie, gdy mierzysz się z jakimś wyzwaniem (w relacjach społecznych, w pracy, w życiu prywatnym)?
    Nie przejmuj się, jeśli tych odpowiedzi nie będzie dużo lub będzie więcej jednych lub drugich przekonań – to nie sprawdzian na ocenę. Dla ułatwienia podałam przykłady pod tabelą.

    Ćwiczenie 2
    Pochylmy się teraz nad przekonaniami negatywnymi. Spójrz na swoje negatywne przekonania i/lub na te przykładowe. Zauważ, że te przykłady są ściśle powiązane z lękami: lękiem przed odrzuceniem lub porażką (np. “muszę spełniać oczekiwania innych” wiąże się z lękiem przed odrzuceniem, natomiast “nie dam sobie rady” – z lękiem przed porażką). W trakcie dorastania mogłeś_aś doświadczyć wiele trudnych sytuacji, które odcisnęły na Tobie piętno.
    Jak już pisałam, przekonania są automatyczne, nie są świadomą i rzetelną oceną rzeczywistości. Są podyktowane emocjami, bo dzięki tym spontanicznym reakcjom emocjonalnym wyewoluowaliśmy lub przeżyliśmy. Stanowią swoistą reakcję obronną. Jeśli zmory dzieciństwa/okresu dorastania są już za Tobą, to jest o wiele łatwiej. Dlaczego? Bo jesteś dorosłym człowiekiem, odpowiedzialnym za swoje życie. Rodzice, babcie, nianie, źli nauczyciele czy złośliwi koledzy z klasy nie są już Twoim utrapieniem, a więc nie musisz się już przed nimi bronić. Stresor odszedł lub zmienił swoje nasilenie, ale reakcja pozostała.

    W związku z tym nauczymy się dzisiaj metody TPS: Trudność – Przekonanie – Skutek, którą opracował A. Ellis.
    Weźmy na warsztat jedno z przekonań negatywnych. Spróbuj sobie przypomnieć sytuację, gdy to przekonanie bardzo silnie w Tobie rezonowało. Postaraj się poczuć emocje z tamtych chwil oraz to, jak zachowywało się Twoje ciało. Weź kilka wdechów i postaraj się spojrzeć na to wydarzenie z dystansu, jak badacz. Do odpowiednich rubryk w tabeli w karcie pracy 2 wpisz:
    → Trudność: co się stało, fakt, bez żadnego zabarwienia emocjonalnego
    → Przekonanie: co pomyślałeś, jakie negatywne przekonanie się pojawiło
    → Skutek: określ swoje emocje w związku z tym wydarzeniem. Nie oceniaj się, po prostu spróbuj nazwać te emocje
    → Analiza: Spróbuj zanalizować z perspektywy zewnętrznego badacza, co się właściwie stało, poszukaj odpowiedzi, dlaczego się tak poczułeśaś i skąd pochodzi to przekonanie, może czułeśaś się już tak wcześniej? Z czego wynika to przekonanie? Może pamiętasz początki tego przekonania? Kto/co wywołuje w Tobie to przekonanie zazwyczaj? O jakich konsekwencjach pomyślałeś automatycznie? A jakie konsekwencje są realne? Czy to przekonanie słyszysz w głowie czyimś głosem (np. ojca, babci, nauczyciela, etc.)? Zastanów się, czy są jakieś racjonalne przesłanki, dowody na to, że jest rzeczywiście tak, jak pomyślałeś.
    Pod tabelą umieściłam przykładową analizę jednego z problemów.
    Zauważ, że realną przyczyną pojawienia się w przykładzie przekonania “jestem beznadziejny” była nie rzeczywista beznadziejność, a potrzeba sprostania surowym oczekiwaniom rodziców.
    Spójrz na swoją analizę. Wróć do pozycji uczestnika sytuacji i zastanów się, czy nadal tak samo intensywnie odczuwasz tamte emocje.

    Ćwiczenie 3
    Mam nadzieję, że widzisz teraz, że przekonania – zarówno negatywne, jak i pozytywne – mają odzwierciedlenie w Twojej historii. Są automatyczne. I o ile pozytywne przekonania (np. “jestem mile widziany”, gdy po odwiedzinach u rodziców wychodzisz z pełnym brzuchem, dobrymi historiami i miłym wspomnieniem ciepła i miłości ostatnich chwil) nie sprawiają w życiu trudności, wręcz przeciwnie – pozwalają sobie z nimi radzić, tak negatywne stają się często utrapieniem, są demotywujące, obniżają naszą wartość w naszych oczach. Przez nie nie żyjemy pełnią życia.

    Spróbuj przekształcić negatywne myśli w pozytywne – tak, jak chcesz, by kreowały Twoją rzeczywistość. Nie chodzi o zakłamywanie siebie. Jeśli Twoim przekonaniem jest “jestem brzydki jak noc listopadowa”, to nie uwierzysz w przekonanie “jestem piękny”. Postaraj się znaleźć coś, co będzie Cię motywowało. Skoro “jestem piękny” nie pasuje, może idź w stronę “jestem wystarczająco ładny. podobają mi się moje oczy/uszy/nos/ręce”. Jeśli Twoim negatywnym przekazem jest “nie mogę się bronić przed rodzicami”, uświadom sobie, że masz do tego prawo. W przeformułowywaniu przekazów używaj takich słów jak: “mogę”, “mam prawo”. Przykłady pozytywnych transformacji podałam pod tabelą.

    Od tej chwili, gdy uświadomiłeśaś sobie, że przekonania w Tobie żyją, możesz wziąć odpowiedzialność za to, czy i w jakim stopniu kierują Twoim życiem. Przypomnij sobie poprzednie ćwiczenie, gdy czułeśaś całym ciałem swoje emocje. Od teraz, gdy znów to poczujesz, postaraj się świadomie zatrzymać i zgodnie z metodą TPS wyjaśnić sobie, co się właściwie dzieje. Daj sobie prawo do czucia tego, co czujesz – nie musisz nikomu o tym mówić, przyznaj się tylko przed samym sobą.

    Zwłaszcza mężczyznom – z racji kulturowego wychowania do bycia silnym – bardzo trudno jest przeżywać emocje takie jak smutek, zachwyt, lęk, radość czy bezradność. Jeśli teraz czujesz, że potrzebujesz zapisać w tabeli pożądanych przekonań, że masz prawo czuć i nie ma nic złego w takich uczuciach – zrób to.
    Jeśli w sytuacji przeżywania takich emocji, np. w czasie analizy sytuacji, przyjdzie Ci do głowy automatyczna myśl w stylu “ale ze mnie miękka faja”, postaraj się taką myśl również zanalizować metodą TPS: co się wydarzyło, gdy o tym pomyślałeś, co pomyślałeś, jak się poczułeś, itd.

    #terapia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #psychologia
    _____________________________________________
    Nie jestem ani lekarzem, ani terapeutą. Informacje zawarte w poście są oparte na moich doświadczeniach i poniższych źródłach.

    Źrodła:
    Belmont J., Odkryj swoją wartość, Wyd. Levyz, Gdańsk 2020
    Stahl S., Kochaj najlepiej jak potrafisz. O sztuce bycia razem. Wyd. Otwarte, Kraków 2020
    Stahl S., Odkryj swoje wewnętrzne dziecko. Wyd. Otwarte, Kraków 2019
    Stankowska I., Roszak M., Machaj-Szczerek A., Kształtowanie optymizmu młodzieży podlegającej oddziaływaniom socjoterapeutycznym. w: Socjoterapia jako forma pomocy psychologiczno‐pedagogicznej pod red. B. Jankowiak, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Poznań 2013. Seria Psychologia i Pedagogika nr 195
    Kaczmarek Ł., Psychologia pozytywna w socjoterapii: rozwijanie sił charakteru, w: Socjoterapia jako forma pomocy psychologiczno‐pedagogicznej pod red. B. Jankowiak, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Poznań 2013. Seria Psychologia i Pedagogika nr 195
    pokaż całość

    •  

      @Tryt_on: Dzięki za radę, może tak zrobię, tylko że nie mam już nic z tych notatek, a scenariusz pisałem tak dla siebie, nie myślałem wtedy o terapii, tylko o produkcji filmów. Po prostu widzę, że zachodzi tu korelacja tych schematów rujnowania własnej pracy.
      Jestem w nurcie psychodynamicznym, w CBT już kiedyś byłem i uznałem, że to nie jest dla mnie właśnie ze względu konieczności ciągłego zapisywania swoich lęków czy kompulsji i stopniowania tego. Czułem się jakby terapeutka była nauczycielką, a ja miałem dosłownie zadania domowe. Wiem, że ten nurt na tym polega, ale mój perfekcjonizm rozwinął się właśnie przez system edukacji i presję ze strony rodziców. Ale myślę, że moja terapeutka będzie chętna, żeby to przegadać. pokaż całość

    •  

      Skoro masz dobry kontakt z terapeutką to spróbuj. Powodzenia.

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    W poszukiwaniu własnej wartości

    Hejo! Chciałabym przybliżyć Wam koncepcję poczucia wartości. To temat, moim zdaniem, bardzo istotny zarówno w terapii, jak i w codziennym funkcjonowaniu człowieka. Dzięki świadomości na temat poczucia wartości jesteśmy w stanie skutecznie się samorealizować i po prostu żyć szczęśliwiej.
    Dzisiaj mam dla Was wpis teoretyczny, a w tym tygodniu będę umieszczać również ćwiczenia. Koniecznie obserwujcie tag #zdrowyduch, bo do samych ćwiczeń wołać nie będę, żeby Was tymi wołaniami nie męczyć :) Chyba że jednogłośnie będziecie chcieli! Zapraszam do czytania!
    ________________________

    Poczucie własnej wartości i samoocena, choć często są stosowane jako synonimy, nie są pojęciami bliskoznacznymi. Samoocena to zbiór sądów i opinii na własny temat, co daje możliwość oceny swoich osiągnięć czy znaczenia. Łączy się z potrzebą społecznej aprobaty oraz ogólnym zadowoleniem z życia. Adekwatna samoocena tworzona jest na podstawie analizy własnych sukcesów i porażek oraz opinii innych osób na własny temat, a czasem pod wpływem porównywania się z innymi. Tutaj znajdziemy swoje opinie na temat własnej atrakcyjności, pozycji w społeczeństwie czy też sądy na temat tego, co się człowiekowi od innych należy. Dzięki pozytywnej samoocenie stawiamy sobie nowe wyzwania i dążymy do rozwoju, natomiast sposób, w jaki to osiągamy, zależy od innej składowej, a mianowicie poczucia własnej wartości.

    Poczucie wartości jest pojęciem szerszym od samooceny, zawiera ją w sobie. Składają się na nie poczucie własnej godności, szacunku wobec siebie oraz pewność siebie, dzięki czemu wierzymy, że podołamy wyzwaniom oraz potrafimy funkcjonować społecznie. To przekonanie jest niezależne od naszych osiągnięć. Doskonale opisuje to Ewelina Adamczyk w artykule dla portalu dziecisawazne.pl: “Jestem wartościowy, dlatego że jestem. Lubię siebie i akceptuję siebie takiego, jakim jestem. Mam swoje miejsce w świecie, mam mu wiele do zaoferowania. Mam swoją drogę do przejścia, nikt inny nie przemierzy jej tak, jak ja. Mam swoje zadanie do wykonania, nikt nie zrobi tego lepiej lub gorzej, jedynie inaczej. Znam swoje mocne i słabe strony i cieszy mnie ta różnorodność. Jestem jedyny i niepowtarzalny.” To, w jaki sposób postrzegamy siebie, wpływa na sposób wyrażania siebie, a to z kolei oddziałuje na funkcjonowanie w społeczeństwie, relację z samym sobą.

    Według polskiej psycholożki, Iwony Majewskiej-Opiełki, na poczucie wartości składa się z jednej strony szacunek i miłość do siebie oraz szacunek do własnej i cudzej godności, z drugiej strony jest to świadomość swoich zasobów - pozytywnych cech, mocnych stron, talentów i wartości. Tą drugą częścią chciałabym zająć się w szczególności w części ćwiczeniowej. :)

    Zanim jednak ćwiczenia, chciałabym Wam pokrótce opowiedzieć, czemu w ogóle bywa tak, że poczucie wartości czy samoocena są nieadekwatne, zachwiane, a u innych prawidłowe. Aspekty, o których dzisiaj piszę, kształtują się już w dzieciństwie poprzez działania wychowawcze rodziców i wychowawców oraz poprzez środowisko rówieśnicze. Badacze tematu wymieniają trzy warunki, kształtujące adekwatne poczucie wartości dziecka: bezwarunkowa akceptacja dziecka przez rodziców, jasno określone i przestrzegane granice, szacunek i tolerancja wobec dziecięcych inicjatyw. Bezwarunkowa miłość i akceptacja, a także empatia oraz poprawne relacje w całej rodzinie, wpływają na poczucie bezpieczeństwa dziecka. W takich warunkach - bezpiecznych - rozwija się wiara w siebie i swoje możliwości oraz szacunek do własnej osoby. Dziecko znacznie łatwiej i pewniej wchodzi w kontakty społeczne oraz podtrzymuje te relacje.

    Aby kształtować wysokie, ale adekwatne, poczucie wartości rodzic za wszelką cenę powinien wystrzegać się używania przemocy, jak np. ośmieszania, wskazania wyłącznie zagrożeń.. Konieczne są natomiast czułość, zrozumienie, aktywne słuchanie, zaufanie oraz stawianie granic w poszanowaniu dziecięcej godności. Dzięki prawidłowemu poczuciu własnej wartości, człowiek reaguje adekwatnie do sytuacji, jest spokojny i pewny siebie oraz swoich możliwości, nawet w sytuacji stresowej.

    Logicznym jest, że odwrotność tych zachowań przyczyni się do niskiego poczucia wartości. Do listy należy dodać takie metody (nie)wychowawcze jak: ciągła krytyka i wytykanie błędów, stawianie zbyt wysokich wymagań, porównywanie z innymi dziećmi, karanie nieadekwatnie do przewinień. Podobnie wyręczanie i nadopiekuńczość niszczą zdrowe poczucie wartości bo degradują dziecięcą samodzielność i poczucie sprawstwa. Istotną rolę w kształtowaniu zaniżonej samooceny odgrywa warunkowanie miłości, tj. dawanie dziecku do zrozumienia, że zasługuje na miłość, zaufanie i czułość tylko wtedy, gdy spełni oczekiwania (np. jeśli matka przestaje się odzywać do swojego kilkulatka, dając mu do zrozumienia, że to z powodu nieposprzątanego pokoju). Prowadzi to bardzo często do rozwoju z jednej strony perfekcjonizmu, z drugiej do życia w ciągłym poczuciu winy i obowiązku wobec innych, co wpływa druzgocąco na kształtowanie wiary we własne możliwości. Pewna doza poczucia winy jest naturalnym regulatorem zachowań i moralności. Andrzej Jakubik pisze jednak, że “im silniejsze poczucie winy, tym bardziej obniżone poczucie własnej wartości, do poczucia bezwartościowości włącznie”. Niskie poczucie wzmaga w człowieku potrzebę aprobaty ze strony społeczeństwa.

    Oprócz działań wychowawczych rodziców, wpływ na dziecko odgrywa nauczyciel, gdy dziecko pójdzie do szkoły, a następnie w wieku dorastania coraz większą rolę odgrywa grupa rówieśnicza.

    W związku z tymi działaniami nabieramy różnych przekonań na swój temat - zarówno uświadomionych, jak i tych nie do końca świadomych. Jeśli rodzice byli niesprzyjający, często jesteśmy przekonani o swojej niemocy, negatywnie się wartościujemy. Mamy problem z dostrzeżeniem własnych talentów i mocnych stron. W nadchodzącym tygodniu chciałabym przeprowadzić Was przez kilka ćwiczeń, dzięki którym określicie, jakie są Wasze zasoby. Po tych dołujących wpisach nt toksycznych relacji z rodzicami i przemocy chcę zwrócić się ku czemuś pozytywnemu. Mam nadzieję, że do mnie dołączycie :) Do ćwiczeń przygotowałam również karty pracy tak, by każdy mógł sobie je wydrukować lub po prostu się na nich wzorować. Zarezerwujcie więc sobie kilkanaście minut na samorozwój przez najbliższe trzy popołudnia :)

    pokaż spoiler Nie chcę wrzucać wszystkiego razem, bo po prostu tych treści byłoby zbyt wiele, a same ćwiczenia fajnie jest sobie dawkować, aby mieć czas na przetrawienie tego wszystkiego :)


    #terapia #psychologia #psychiatria #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki

    Źródła:
    Adamczyk E., Czym samoocena różni się od poczucia własnej wartości?, https://dziecisawazne.pl/czym-samoocena-rozni-sie-od-poczucia-wlasnej-wartosci/
    Biernat R., Troska o poczucie własnej wartości dzieci w rzeczywistości szkolnej – wymiar
    teoretyczny i praktyczne implikacje. Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Płocku
    Borys B., Zasoby zdrowotne w psychice człowieka, w: Forum Medycyny Rodzinnej 2010, tom 4, nr 1, 44–52
    Jakubik A., Zaburzenia osobowości, Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 1997
    Jankowska M., Godność osoby w aspekcie rozwoju “Ja” i poczucia własnej wartości, w: Nauka – Etyka – Wiara 2011, s. 195–208
    Ryś M., Kształtowanie się poczucia własnej wartości i relacji z innymi w różnych systemach rodziny. Kwartalnik Naukowy Towarzystwa Uniwersyteckiego FIDES ET RATIO nr 2
    pokaż całość

    •  

      @nicari: wspomniałaś w swoim wpisie o bezwarunkowej akceptacji nie miłości. To choć bliskie nie zawsze tożsame pojęcia. Sugerowanie też, że do dwulatka, który przejawia nadpobudliwość i agresję można przemówić słowami, które przytoczyłaś jest trochę naiwne. Dzieci w tym wieku testują otoczenie na ile mogą sobie pozwolić, jeżeli takie dziecko, przejawiające agresję, nie poczuje konsekwencji nieodpowiedniego zachowania, może w sobie zakodować, że jest to normalne i następnym razem spróbuje przesunąć granicę jeszcze dalej. Żeby było jasne, ja nie jestem za jakąkolwiek przemocą, fizyczną czy psychiczną, trzeba jednak ustanowić pewne zasady, tak aby dziecko wiedziało co może a za co spotka go kara. Kara adekwatna do przewinienia.
      Najtrudniejsze jest właśnie ustanowienie tego zbioru zasad i kar tak aby były one adekwatne.
      Według mnie też ważniejszym od karania jest nagradzanie za dobre sprawowanie. Dzięki temu kształtuje się u dziecka zmysł konkurowania i samorozwoju. Tak jak w drugim przytoczonym przykładzie, ważnym jest aby utrzymać u dziecka motywację, dostało jedynkę - skutek, przyczyna może być różna. Jeżeli jedynka zdarzyła się nagle, kiedy normalnie dziecko ma 4,5 to pewnie miało miejsce coś co wybiło je z rytmu. Można wtedy spróbować lekko naprostować, na przykład poświęcając mu trochę więcej czasu i obserwować bliżej zachowanie.

      Podsumowywując, w mojej opinii nie należy generalizować podejścia do budowania własnej wartości u dzieci i zawsze szukać tego co najlepsze w każdym przypadku indywidualnie. Na przykład za bardzo niedobrą praktykę uważam stosowanie tego samego podejścia do każdego dziecka w domu. Łatwo wtedy stłamsić jedno albo zostawić za dużo wolnego pola dla drugiego.
      pokaż całość

    •  

      @nicari: Czy zgadzasz się z koncepcją Erika Eriksona dot. epigenezy ludzkiej tożsamości?

    • więcej komentarzy (69)

  •  

    Klub Wysokich Obcasów oraz Gutek Film zapraszają na film „Arab Blues”.
    Przedpremierowo w 13 miastach w Polsce.

    Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej? Komedia „Arab Blues” przypomina, że powroty w rodzinne strony nie zawsze bywają łatwe. Tak jest w przypadku wychowanej we Francji Selmy, która postanawia wrócić do Tunezji, aby otworzyć gabinet psychoanalityczny. Na miejscu okazuje się jednak, że nie tylko nikt tam na nią nie czeka, ale jej zawód i styl życia nawet najbliższym krewnym wydają się cokolwiek podejrzane. Kulturowe różnice generują serię pomyłek i nieporozumień, które debiutująca reżyserka Manele Labidi ze swadą rozbraja humorem.

    Pokazy filmu odbędą się w dniach 10-13 sierpnia w 13 miastach w Polsce.

    Lista kin biorących udział w pokazach:
    ☛ Białystok | Kino Forum | 11 sierpnia, godz. 18:30
    ☛ Elbląg | Kino Światowid | 11 sierpnia, godz. 18:00
    ☛ Gdańsk | Kino Kameralne Cafe | 13 sierpnia, godz. 19:00
    ☛ Gdynia | Gdyńskie Centrum Filmowe | 11 sierpnia, godz. 20:00
    ☛ Gliwice ! Kino Amok | 12 sierpnia, godz. 19:30
    ☛ Kraków | Kino Pod Baranami | 11 sierpnia, godz. 19:00
    ☛ Lublin | Kino Bajka | 12 sierpnia, godz. 20:15
    ☛ Olsztyn | Kino Studyjne Awangarda 2 | 13 sierpnia
    ☛ Poznań | Kino Pałacowe | 10 sierpnia, godz. 18:30
    ☛ Rzeszów | Kino Zorza | 13 sierpnia, godz. 19:00
    ☛ Szczecin | Kino Pionier | 10 sierpnia, godz. 18:00
    ☛ Warszawa | Kino Muranów | 13 sierpnia, godz. 19:00
    ☛ Warszawa | Kino Wisła | 13 sierpnia
    ☛ Wrocław | Kino Nowe Horyzonty | 12 sierpnia, godz. 19:00

    ZNIŻKA: Osoby, które przyjdą na pokaz z magazynem Wysokie Obcasy (wydanie z 8 sierpnia), będą mogły kupić bilet w promocyjnej cenie. W sprawie zniżki prosimy kontaktować się bezpośrednio z danym kinem.

    Podczas pokazu wśród widzów zostaną rozlosowane DVD z repertuaru Gutek Film.

    #film #filmy #kino #filmnawieczor #komedia #rozrywka #sztuka #tunezja #psychologia #psychoterapia #terapia #psycholog #rozowepaski #kultura #religia #islam #arabski #psychoanaliza #wysokieobcasy #promocje #promocja #znizka #kobiety #kobieta #bialystok #elblag #gdansk #gdynia #gliwice #krakow #lublin #olsztyn #poznan #rzeszow #szczecin #warszawa #muranow #wroclaw #nowehoryzonty oraz #ladnapani
    pokaż całość

    źródło: ARAB BLUES_2 (c)CaroleBethuel_1.jpg

  •  

    Przemoc w rodzinie wobec dzieci – definicje, badania

    Dzisiaj będzie naukowo! Wychodzę z założenia, że aby pisać Wam, jak radzić sobie z bagażem emocjonalnym z przeszłości, trzeba najpierw zrozumieć, co to za bagaż. Dlatego właśnie dzisiejszy wpis będzie dość naukowy - poznamy definicję przemocy, jej rodzaje oraz zobaczymy, jak to drzewiej z tą przemocą bywało. Skupiam się dzisiaj na przemocy wobec dzieci. Wszelkie źródła pojawią się na dole wpisu. Zapraszam!

    Bardzo trudno jest zdefiniować pojęcie przemocy, aby ta definicja była uniwersalna i dotykała każdego aspektu. Według niektórych badaczy jest to o tyle trudniejsze, że zjawisko przemocy zmienia się wraz z sytuacją społeczną - to, co wczoraj było normą, dzisiaj się patologizuje (jak np. klapsy).
    Wyróżnia się trzy kryteria przemocy: rodzaj zachowania, intencje i jej skutki. Na podstawie tychże Irena Pospiszyl, polska pedagożka resocjalizacyjna, wyłania taką definicję: “wszelkie nieprzypadkowe akty godzące w osobistą wolność jednostki lub przyczyniające się do fizycznej i psychicznej szkody osoby, wykraczające poza społeczne zasady wzajemnych relacji”. Czyli innymi słowy, przemoc jest intencjonalnym działaniem. Przemoc w rodzinie może mieć rożny charakter: instrumentalny, czyli przemoc służy jako środek do realizacji celu (wywarcie wpływu, np. wymuszenie pożądanego zachowania lub zaniechanie tego niepożądanego); bezinteresowny, jako zadowolenie ze znęcania się; indywidualny; zbiorowy.

    Jakie wyróżniamy formy przemocy?

    → Przemoc fizyczna
    Co widzisz, kiedy słyszysz słowo “przemoc”? Najpewniej właśnie fizyczną demonstrację siły. Przemocą fizyczną nazywamy, według Komitetu Praw Dziecka ONZ: „jakiekolwiek karanie z użyciem siły fizycznej, które ma na celu spowodowanie pewnego bólu lub dyskomfortu”. Wyróżniamy przemoc fizyczną czynną, czyli bicie, zmuszanie do wykonywania czynności, kopanie, szarpanie, ciągnięcie za uszy/włosy, wykonywanie bolesnych czynności (takich jak mycie twarzy na siłę, karmienie na siłę) oraz te brutalne formy jak przypalanie, przywiązywanie do sprzętów, rany cięte, zabójstwa. Istnieje jeszcze przemoc fizyczna bierna, czyli wszelakie zakazy jak zakaz mówienia, chodzenia, załatwiania potrzeb fizjologicznych czy też areszt domowy, często pod groźbą przemocy fizycznej czynnej (czyli: marsz do kąta na 15 minut, jak z niego wyjdziesz wcześniej to ci spiorę dupsko).

    → Przemoc psychiczna
    Ta forma przemocy jest z jednej strony najtrudniejszą do wychwycenia, z drugiej istnieje często problem z przypisaniem złych intencji. O ile pobite, posiniaczone dziecko zawsze będzie budziło głośny społeczny sprzeciw i będzie powodem nauczycielskiej interwencji, tak przemoc psychiczna uchodzi często za normalność. W jakich przypadkach? Czy narzucanie własnych sądów jest przemocą psychiczną? Czy zmuszanie swojego agnostycznego nastolatka do chodzenia do Kościoła jest psychiczną przemocą czy może obroną jego moralności?
    Amnesty International wyróżnia takie formy psychicznej przemocy: izolacja, ograniczanie snu, ograniczanie pożywienia, narzucanie własnych sądów, werbalna degradacja (czyli poniżanie, wyzywanie, upokarzanie, deprecjacja tzn. obniżanie czyjejś wartości), narkotyzowanie oraz groźby zabójstwa/samobójstwa. Jak możemy przeczytać w raporcie Rzecznika Praw Dziecka z 2012 “Dzieci-ofiary przemocy w rodzinie”, to także szantażowanie dziecka czymś, czego się boi, nadmierne wymagania, nieliczenie się z możliwościami rozwojowymi dziecka, nadmierna kontrola, nadmierne ograniczanie swobody, wzbudzanie poczucia winy, stałe obwinianie i krytykowanie, czynienie z dziecka kozła ofiarnego, upokarzanie, stawianie w sytuacji sprzecznych wymagań, emocjonalne odrzucenie i zaniedbywanie jego potrzeb emocjonalnych, korumpowanie.
    Ostatnio mówi się dużo o takiej formie przemocy psychicznej jaką jest gaslighting, czyli próba destabilizacji psychicznej swojej ofiary poprzez kłamstwa, wmawianie, zaprzeczanie, wprowadzanie w błąd (np. “przestań histeryzować, ciągle przeinaczasz fakty i źle to pamiętasz, uspokój się, już do reszty ci odbiło”).

    → Przemoc ekonomiczna
    Dla wielu badaczy to jeden z rodzajów przemocy psychicznej. Sprawca tejże używa pieniędy jako elementu sprawowania władzy nad ofiarą. Najczęściej dzieje się między dorosłymi ludźmi, zwłaszcza w stosunku do kobiet. Na ten rodzaj przemocy składają się takie działania jak: pozbawianie środków do życia lub ograniczanie do nich dostępu, okradanie rodziny, kontrolowanie wydatków, zastraszanie, przekupywanie, uzależnianie od pieniędzy.

    → Wiktymizacja pośrednia
    To nic innego jak bycie świadkiem przemocy wobec kogoś innego, np. wobec rodzeństwa czy jednego z rodziców. Choć osoba nie doświadcza przemocy sama, to już samo jej obserwowanie może być wysoce traumatycznym doświadczeniem, które wpłynie destrukcyjnie na postrzeganie rodzica i rodzicielstwa, bliskości czy idei miłości.

    → Przemoc seksualna
    Wykorzystywanie seksualne dzieci zawsze budzi ogromny sprzeciw naszego zachodnioeuropejskiego świata. Nie ma w nas zgody na małżeństwa z małoletnimi ani na kazirodcze związki. Jednak definicja tego rodzaju przemocy obejmuje znacznie więcej.
    Przemocą seksualną wobec dzieci nazwiemy wszelkie działania seksualne wymierzone w dzieci mające na celu satysfakcję osoby dorosłej. Z jednej strony są to akty pozbawione kontaktu fizycznego, jak np. ekshibicjonizm, podglądanie czy seksualizacja dzieci (np. wyzywający ubiór, makijaż itd). Z drugiej to wszelkie formy związane już z kontaktem fizycznym, czyli dotykanie, pieszczoty, masturbacja oraz działania noszące znamiona gwałtu.
    Prawnie dziecko nigdy nie może wyrazić zgody na takie działania, gdyż nie jest świadome znaczenia i skutków działalności seksualnej osoby dorosłej.

    → Zaniedbywanie
    To szczególny rodzaj przemocy polegający na niezapewnieniu odpowiednich warunków egzystencjalnych. Z jednej strony będzie to niezapewnianie (odpowiedniego) pożywienia, środków higieny, odzieży, ale także zaniedbania edukacyjne, medyczne czy wychowawcze. Zaniedbywanie może się odbywać również na gruncie emocjonalnym, gdy opiekun jest obojętny na dziecko, nie zwraca uwagi na nie, nie reaguje na jego problemy. Niektórzy badacze wyróżniają także zaniedbanie prenatalne, czyli nieodpowiednie prowadzenie się kobiety ciężarnej.

    Trochę statystyk
    Sięgnęłam po statystyki z lat 90 nie bez powodu – myślę, że to czasy, gdy większość wykopków była dziećmi lub nastolatkami i to właśnie wtedy przemoc wobec nich mogła mieć miejsce. Porównamy potem te statystyki ze współczesnymi liczbami.

    W 1991 roku Anna Piekarska opublikowała wyniki badań nt przemocy wobec dzieci. Badała ponad 100 warszawskich rodzin. Nie była to grupa reprezentatywna, ale warto wspomnieć, że były to pionierskie w Polsce badania na ten temat.
    Ponad 80% badanych przyznało się do stosowania klapsów, 70% do bicia ręką, zaś 44% do bicia pasem. Jeśli chodzi o częstotliwość: 50% z nich podało, że bije swoje dzieci rzadko, 25%, że “dość często”, zaś 5% opisało ten proceder jako regularny. ⅓ badanych stosowała również szarpanie, potrząsanie lub ciągnięcie za ucho/włosy jako metody wychowawcze.
    Do stosowania przemocy psychicznej przyznało się aż… 97% respondentów. Wymieniali takie czyny jak: groźby, ostrzeżenia, krzyki, ośmieszanie, przeklinanie, szydzenie.

    W 2008 roku statystyka wyglądała już nieco inaczej. W badaniach przeprowadzonych przez Fundację Dzieci Niczyje można wyczytać, że 47% badanych przyznało się do uderzenia swojego dziecka co najmniej raz ręką, a 19% pasem.

    Współcześnie dyskusyjną kwestią w sprawie ochrony przed przemocą w rodzinie wzbudzała kwestie klapsów. Z pomocą znowu przychodzą statystyki z Fundacji Dzieci Niczyje, tym razem jest to porównanie stosunku respondentów do stosowania kar fizycznych w latach 2005, 2009, 2010, 2013 i 2017. Po szczegóły zapraszam Was do pierwszego komentarza do źródeł :)
    Respondenci mieli do wyboru takie odpowiedzi: “Może być stosowana za każdym razem, gdy rodzic uzna, że może być skuteczna”, “Zasadniczo nie powinna być stosowana, ale są sytuacje, kiedy jest usprawiedliwiona”, “Nigdy nie powinna być stosowana” oraz “Trudno powiedzieć”
    W roku 2005 procenty układały się tak: 13% – 50% – 35% – 2%
    W roku 2010 procenty układały się tak: 16% – 49% – 38% – 2%
    W roku 2017 procenty układały się tak: 2% – 46% – 49% – 3%

    Jak widać, drastycznie spadł procent osób, które są za dowolnością stosowania kar fizycznych. I dobrze!

    Nie ma korzyści ze stosowania kar fizycznych, chyba że pod uwagę bierzemy korzyści rodzica, tj. jego święty anielski spokój tu i teraz. W perspektywie lat stosowana przemoc doprowadza do degradacji rodziny, więc, jeśli mamy tu rodziców stosujących przemoc, nie zdziwcie się. jeśli za 15 lat dzieci odwdzięczą się Wam brakiem kontaktu ;)
    Ale już merytorycznie: przemoc powoduje wielorakie zaburzenia, jak np zaburzenia depresyjne, zaburzenia odżywiania, zaburzenia w relacjach z rówieśnikami, zachowania agresywne i destrukcyjne, w tym autoagresywne, nadpobudliwość psychoruchową, zaburzenia koncentracji, zaburzenia rozwoju, PTSD.
    Dobra dobra, ale co to znaczy?
    Takie dziecko, nawet w wieku dorosłym, będzie odczuwało bezsilność i bezradność, będzie przekonane o swojej niskiej wartości, będzie żyło w poczuciu winy, będzie czuło stale zagrożenie ze strony świata (czyli stres, a wysoki poziom stresu zwiększa ryzyko chorób, np. autoimmunologicznych!), będzie pesymistycznie nastawione, będzie czuło lęk i strach. Także będzie uczyło się, że przemoc jest rozwiązaniem, więc zacznie ją stosować.
    Nie będzie potrafiło stworzyć trwałej dobrej relacji, czy to przyjacielskiej, czy romantycznej. Istnieje szansa, że będzie podejmować ryzykowne zachowania seksualne. Nie będzie potrafiło wyrazić swoich potrzeb, bo jego mechanizmy obronne odetną go od jego myśli i emocji. Przemoc może doprowadzić również nawet do przyszłej bezdomności oraz uzależnień dziecka. Może spowodować anoreksję, bulimię, przyszłą otyłość.

    pokaż spoiler pewnie wsadzę kij w mrowisko, ale stawiam na to, że popularne na wykopie zjawisko "przegrywu" to również skutek jakiejś przemocy doświadczonej w okresie dorastania. Jak sądzicie?


    ---------------------------------------------------------------------------------------
    Informacje zawarte w poście są oparte na poniższych źródłach:
    Jarosz E., Nowak A., Dzieci ofiary przemocy w rodzinie. Raport Rzecznika Praw Dziecka, Warszawa 2012
    Jedlecka W., Formy i rodzaje przemocy, Uniwersytet Wrocławski
    Piekarska A., Przemoc, kary cielesne i krzywdzenie dzieci, z: dzieckokrzywdzone.pl
    Pospiszyl I., Przemoc w rodzinie, WSiP, Warszawa 1994
    Włodarczyk J., Klaps za karę. Wyniki badania postaw i stosowania kar fizycznych w Polsce, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, w: Dziecko Krzywdzone. Teoria, badania, praktyka Vol. 16 Nr 4 (2017)
    Włodarczyk J., Przemoc wobec dzieci, w: Dzieci się liczą. Raport o zagrożeniach bezpieczeństwa i rozwoju dzieci w Polsce, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, 2017
    Wójcik S., Przemoc w rodzinie, zaniedbanie, wiktymizacja pośrednia. Wyniki Ogólnopolskiej diagnozy problemu przemocy wobec dzieci, Fundacja Dzieci Niczyje, Uniwersytet Warszawski, 2012 (http://www.dzieckokrzywdzone.fdn.pl/)

    #depresja #terapia #psychoterapia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki

    Mój tag: #zdrowyduch
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: PRZEMOC W RODZINIE.png

  •  

    “Toksyczni rodzice” autorstwa Susan Forward i Craiga Bucka

    Nie potrafię pisać recenzji, bo nigdy też tego nie robiłam, więc mam nadzieję, że będziecie wyrozumiali ;) Czuję, że koniecznie muszę zacząć swoje “poważne mikroblogowanie” właśnie od tej pozycji, bo ta książka namieszała trochę w moim życiu i rozpoczęła moją drogę ku ozdrowieniu. Zapraszam!

    Rodziców się nie wybiera - to powiedzenie pewnie jest stare jak świat i jest przy tym bardzo prawdziwe. Jedni trafiają do doskonałych rodzin, pełnych ciepła, miłości i zrozumienia. Inni natomiast wzrastają w ciągłym bólu, jak roślina rosnąca wśród cierni. Jasne, wiem, co myślisz - nie ma rodziców idealnych i prędzej czy później każdy popełni jakiś trudny do wybaczenia błąd. Błądzić jest rzeczą ludzką! Ważna jest natomiast proporcja pomiędzy czasem miłości i zrozumienia a czasem utraty kontroli, złości, agresji. Jeśli więcej jest tych negatywnych momentów, wówczas mówimy o relacji toksycznej.

    Czyż jest lepsze słowo niż toksyczni, którym można by się posłużyć do opisu rodziców, którzy zaszczepiają dziecku wieczną traumę, poczucie znieważenia, poniżenia i nie przestają tego robić, kiedy dzieci są już dorosłe?
    - pytają autorzy. Trudno się nie zgodzić.

    Jakie są skutki wzrastania w nieodpowiednich warunkach? To wchodzenie w destrukcyjne związki, niskie poczucie własnej wartości, poczucie bycia niekochanym, niewystarczającym, to potrzeba stałego udowadniania swojej wartości, to życie z poczuciem winy albo wręcz przeciwnie - wyjątkowo buntownicze nastawienie i obrona swojej autonomii.

    W pierwszym rozdziale autorzy rozprawiają się z mitem rodzica doskonałego. Wyjaśnia, w jaki sposób toksyczny rodzic łamie autonomiczne dążenia dziecka tak, aby przejęło odpowiedzialność za kłótnie, niepowodzenia i niedoskonałość całej rodziny. Wykorzystują przy tym ewolucyjny mechanizm, przez który dziecko musi wierzyć w dobro swojego rodzica, bo tylko dzięki temu jest w stanie przeżyć. Oczywiście, ono nie zdaje sobie z tego sprawy nawet później, w wieku dorastania czy często już jako dorosły - a to wszystko dzięki magii wyparcia, które Susan Forward i Craig Buck również szeroko omawiają. Nie brzmi optymistycznie? To co powiecie na to: bardzo często jest tak, śmierć rodzica nie kończy spirali przemocy - jego obraz stale pracuje w dziecku, podobnie jak głos, który wciąż grzmi.

    Autorzy poruszają temat z wielu stron - posługując się licznymi przykładami swoich pacjentów, przedstawiają problem przemocy psychicznej, fizycznej, ekonomicznej czy też seksualnej. Poświęcają duży rozdział na problemy alkoholowe w rodzinie. Pokazują wiele różnych typów toksycznego rodzica - rodzic-kontroler, rodzic-opiekun, rodzic-manipulant, rodzic-bezradny lub też… brak rodzica.

    Książka jest podzielona więc na dwie części - teoretyczną, w której czytelnik poznaje rodzaje przemocy, uczucia, jakie ona wyzwala, oraz praktyczną, z ćwiczeniami. Dzięki nim można poznać siebie - najpierw przepracujesz swoje przekonania, emocje i zachowania dotyczące relacji z rodzicami, by następnie poznać różne strategie radzenia sobie ze złością, żalem po utraconym dzieciństwie i nie tylko.

    Ta książka nie należy do tych przyjemnych. Jest ciekawa, to prawda, ale dzięki niej można pozbyć się złudzeń, a to bywa naprawdę bolesne. Co istotne, autorzy nie zostawiają tych dorosłych dzieci z poczuciem ogromnej krzywdy, a dzieli się także technikami, które pozwolą zmniejszyć siłę oddziaływania traum na dorosłe życie. Podaje również strategie, dzięki którym można pozostać w relacji z rodzicami. Bo jak rozmawiać z nimi, kiedy człowiek uświadomi sobie, ile było zła w ich życiu rodzinnym? Jak rozmawiać z rodzicem, który wciąż obraża swoje dorosłe dziecko?

    Susan Forward, bo w zasadzie omawiani są jej pacjenci i doświadczenia, ostatecznie zachęca do konfrontacji z rodzicami. Mam co do tego mieszane uczucia. Zważ na to, że to TY bierzesz udział w procesie terapii (lub autoterapii), a nie Twoi rodzice. Ty łamiesz swoje bariery wyparcia i zaczynasz dostrzegać, jak wiele nie grało w Twoim domu rodzinnym, a nie Twoi rodzice - oni są ciągle w tym samym miejscu i nie ma innej siły, by to się zmieniło, niż ich wewnętrzna. Na pewno wszystko jest kwestią indywidualną, może warto skonfrontować się tylko z jednym z rodziców? Na pewno jest to ciekawy rozdział i nie warto go pomijać, nawet gdy sytuacja z rodzicami jest tak beznadziejna, że żadna konfrontacja nie wchodzi w grę. Autorka rozważa nie tylko różne scenariusze konfrontacji i reakcji rodziców, ale i pozostalych członków rodziny - bliższej i dalszej. Przedstawia również trzy warianty dalszej relacji z rodzicami, w zależności od ich nastawienia wobec nowego porządku. Dlaczego nowego porządku? Odkąd czytelnik uświadamia sobie, że był ofiarą patologicznego traktowania, powinien zacząć stawiać własne granice i stanowić o tym, jak ma być traktowany. Są rodzice, którzy zaakceptują ten stan rzeczy i dostosują się, a są tacy, którym będzie trudno.

    Ostatnie rozdziały stanowią różne techniki terapeutyczne, dzięki którym czytelnikowi łatwiej jest znaleźć i zrozumieć swoje emocje. Co prawda rozdział dotyczy ofiar kazirodztwa, ale sama znalazłam w nim wiele dobrych wskazówek, mimo że takiej przemocy nie doświadczyłam nigdy. Terapeutka zwraca też uwagę na to, jak ważne jest przerwanie kręgu przemocy - jakakolwiek by ona nie była - oraz wzięcie życia we własne ręce.

    Moje wrażenia: to była dla mnie ważna książka, pokazała mi, czym jest tak naprawdę przemoc, a swoje beznadziejne wówczas położenie zrozumiałam dzięki licznym przykładom. Myślę, że to właśnie one stanowią o sile tej pozycji: przywołały one również głęboko zakopane uczucia, jakie towarzyszyły mi w dzieciństwie, otworzyły mi wrota do przepracowania tego problemu. Ostatecznie to właśnie dzięki tej książce poszłam na terapię. Przeczytałam ją już po tym, jak moja rodzina się rozpadła, ale dzięki niej mogłam zacząć przeżywać żałobę po rodzinie bez samobiczowania się, że to moja wina. Z perspektywy czasu brakuje mi w niej odpowiedzi na pytanie, dlaczego ktoś krzywdzi swoje dziecko, ale wtedy, gdy sobie uświadomiłam problem, wcale mi nie zależało na odpowiedzi, bardziej oczekiwałam porady, jak mam teraz zacząć żyć jako dorosła osoba. Ta książka jest trudna, wyzwala sporo emocji, warto ją czytać partiami, aby mogła pracować w głowie. Polecam ją nie tylko dlatego, że warto rozprawić się ze swoimi własnymi demonami i zacząć oddychać pełną piersią, ale również po to, by nie powielać swoich schematów rodzinnych w relacjach zarówno z partnerem, jak i z dziećmi.

    ---------------------------------------------------------------------------------------
    Nie jestem ani lekarzem, ani terapeutą. Informacje zawarte w poście są oparte na moich doświadczeniach.

    #psychologia #depresja #terapia #psychoterapia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki

    Mój tag: #zdrowyduch (no wiem, cringe whui ale miałam totalnie zero pomysłów na tę nazwę, a wołanie Was wszystkich dwa razy w tygodniu do każdego wpisu stanie się męczące zarówno dla mnie jak i dla Was ;) )
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    Mam dzisiaj mega stresujący dzień, jestem wyczerpana psychicznie. Nie dam rady napisać dzisiaj posta, ale jutro do południa się pojawi: recenzja książki "Toksyczni rodzice" autorstwa Susan Forward.
    _____________________________________________________

    Zostawiam Was natomiast z takim pozytywnym przekazem dzisiaj. Co czujesz, gdy powtarzasz w myślach te słowa? Wierzysz im czy nie bardzo?

    "Nasz mózg jest niestety tak skonstruowany, że skupia się na negatywnych sprawach i problemach, ponieważ w ten sposób ewolucja zapewniła naszemu gatunkowi przeżycie"
    Tak pisze Stefanie Stahl, niemiecka psychoterapeutka. Dodaje również, że z tego powodu trzeba świadomie wyłączać nasz ewolucyjny autopilot i skupić się na dobrych stronach. Warto więc zatrzymać się czasem i zapytać siebie samego: co mi się udało? za co mogę być dzisiaj wdzięczny/a? co mogę dla siebie zrobić, by poczuć się lepiej?

    Ze swojej strony mogę Wam powiedzieć, że jestem wdzięczna za piekarniki, bo dzięki temu wynalazkowi mogłam zrobić sobie szybki obiad bez stania przy garach i odpocząć po niezbyt fajnych przygodach dzisiejszego przedpołudnia.

    #psychologia #terapia #motywacja #afirmacjazycia

    jakby co to dzisiaj nie wołam, bo nie chcę zawracać dupki, ale myślę intensywnie nad nazwą tagu. bo może będę wołać tylko do piątkowych dlugich postów, a na wszelkie krótsze formy będzie tylko hasztag?
    pokaż całość

    źródło: i.ibb.co

  •  

    Jak znaleźć pomoc?

    Kilka miesięcy temu napisałam Wam o swoich pierwszych wrażeniach z terapii. Po tamtym poście napisało do mnie już kilkanaście osób z prośbą o polecenie psychiatry lub psychoterapeuty. Niestety, nie podam Wam żadnych nazwisk, bo to, że ja się dogadałam ze swoim terapeutą, nie znaczy, że każdy to zrobi :) Ale mogę Wam powiedzieć, w jaki sposób szukałam. Nie jestem żadną wyrocznią i na pewno każdy, kto już przeszedł tę drogę, ma swoją historię. Jestem jednak człowiekiem bardzo rozważnym i odczuwam ogromny lęk przed porażką, więc dołożyłam wszelkich starań, by tej porażki nie przeżyć. Poniżej przedstawiam Wam garść wskazówek i załączam dwie infografiki na ten temat w ramach ściągi :)

    PROCES SZUKANIA POMOCY
    0. Najpierw poszłam do psychiatry, aby doradził mi, jaki nurt psychoterapii jest dla mnie najlepszy. Wiecie, ile ich jest? Poznawczo-behawioralny, humanistyczno-społeczny, Gestalt, psychodynamiczny, integracyjny, psychoanalityczny, systemowy… Byłam zagubiona, a ponieważ BARDZO nie chciałam przeżyć porażki, poradziłam się psychiatry. Zarówno psychiatry, jak i terapeuty szukałam wedle poniższych wskazówek.

    1. Szukałam w poradni zdrowia psychicznego. Byłam kiedyś w prywatnym gabinecie i byłam bardzo zawiedziona, do dzisiaj zastanawiam się, kto dał tej babce dyplom. Postawiłam więc na poradnie i centra zdrowia, bo tam specjaliści są pod stałą kontrolą, przechodzą superwizje. Za wikipedią: “Celem superwizji jest pomoc terapeucie w przyjrzeniu się jego własnemu doświadczeniu w pracy z pacjentem, ewentualnym przeszkodom w tym kontakcie leżącym zarówno po stronie samego terapeuty jak i pacjenta, jak również zapewnienie wysokiej jakości świadczonych usług terapeutycznych.”
    Poza tym odnoszę wrażenie, że do takiej poradni, jeśli ma ona renomę, nie zatrudnia się ludzi z ulicy, są to sprawdzeni specjaliści.

    2. Dokładnie wczytałam się w doświadczenie każdego specjalisty. Od kiedy praktykuje, gdzie praktykował, brałam pod uwagę wszelkie staże, kursy, konferencje, prowadzone blogi. Wielu z nich ma wpisane w swoje CV obszary zainteresowań - jedni lekarze/terapeuci opiekują się osobami w depresji, z nerwicami, zaburzeniami odżywiania, inni pisali w tej sekcji o schizofrenikach, zaburzeniach osobowości. Wiecie, każdego kręci coś innego.

    3. Bardzo ważną dla mnie kwestią była znajomość angielskiego, bo to zwiększa szansę (ale nie jest oczywiście jednoznaczne) na zgłębianie najnowszych badań i doniesień naukowych w swojej dziedzinie. Prawdopodobnie większość z tych specjalistów zna angielski, ale jeśli dla kogo jest na tyle ważny, że nie zapomina go wpisać w swoje CV na stronie internetowej pracodawcy, to prawdopodobnie go używa. Tak mi się ubzdurało, ale z terapeutką trafiłam doskonale, bo rzeczywiście czyta książki, słucha podcasty i dokształca się po angielsku.

    4. Po tych krokach miałam co najmniej kilku dobrych specjalistów, więc zaczęłam przyglądać się ich twarzom, zastanawiając się, której bardziej zaufam. Pod uwagę brałam też takie kryteria jak wiek itd. Tu rozważałam wszelkie subiektywne odczucia wobec tych specjalistów (psychiatrów, terapeutów). Płeć może być też ważnym kryterium, bo jeśli ktoś ma jakieś traumy związane z kobietami/mężczyznami, to może być mu trudniej rozmawiać z osobą tej płci. Ale nie musi oczywiście.

    FAQ
    → Jaki to koszt?
    W przypadku prywatnej psychoterapii w Warszawie koszt waha się między 120 a nawet 450 zł za sesję. Wszystko jest uzależnione od doświadczenia czy też tytułu naukowego danego specjalisty. Wiadomo - u profesora zapłacisz odpowiednio więcej niż u magistra.

    → Czas trwania terapii
    To sprawa indywidualna. Jeśli mówimy tu o kilku/kilkunastoletnim bagażu złych doświadczeń, to nie da się tego załatwić w pół roku. No, może się da, ale po co dawać sobie deadline? Moja terapia trwa już ponad rok, w komentarzach pod poprzednim wpisem były osoby, które pisały o 3, 4 i 5 latach. Proces zdrowienia psychiki jest długi i czasem nieprzewidywalny. Poszłam do terapeuty z kwestią tylko rodziców, a okazało się, że potrzebuję przepracować też inne kwestie.

    → Praca własna
    Terapia to nie tylko spotkania z terapeutą (czy też farmakoterapia, jeśli jest potrzebna, bo lekarz stwierdza depresję). To też praca własna, np. z różnymi książkami. Polecam, szczególnie te, które się przerabia z ćwiczeniami. To także słuchanie podcastów (polecam na YT: Strefa psyche uniwersytetu SWPS). W poniedziałek polecę Wam pierwszą książkę, pozycję - jak dla mnie - obowiązkową w przypadku problemów z relacją z rodzicami.

    → Zeszyt do terapii
    Prowadzę taki zeszyt od momentu, gdy podjęłam decyzję o leczeniu swojej głowy. Zapisuję tam wrażenia po sesji, pytania czy historie, które chcę powiedzieć na kolejnej sesji. Zapisuję też prace domowe, bo takie na swojej terapii dostaję. Już po roku mogę powiedzieć, że doceniam prowadzenie go, bo widzę progres i to mnie motywuje. Widzę, jaka byłam na początku, gdy przyszłam na terapię, a gdzie jestem teraz i wiem, że cholernie było warto.

    → Czy za X czasu po terapii moje demony przeszłości wrócą?
    To nie jest tak, że to wraca albo nie wraca. Bo to nie jest tak, że nagle staniesz się nowym człowiekiem. Twój rdzeń jest cały czas taki sam, ale uczysz się inaczej patrzeć na życie. To proces, tak jak proces wychowywania w dzieciństwie. Trudno mi powiedzieć, czy to wraca. Musisz sobie wybudować podwaliny pod siebie, musisz zbudować mocne fundamenty swojej samooceny, asertywności itd. Nauczysz się uważności i tego, że zły okres też jest w porządku, jeśli jest tylko jakimś okresem i nie ma co się biczować, nawet gdy złe myśli wracają. Nauczysz się je okiełznać. Ale wydaje mi się - a na pewno chcę w to wierzyć - że po terapii traumy nie wrócą w tej samej postaci. Jeśli wrócą, to mniejsze, bardziej plastyczne i do pokonania, bo poznasz narzędzia, które Ci pomogą w tym.

    → Czy warto się przygotować do pierwszego spotkania?
    Moim zdaniem tak, ale każdy jest inny! Znajomy poradził mi, aby wszystko, co mnie trapi, sobie spisać, bo ze stresu mogę zapomnieć, jak się nazywam. Tak było. Pod gabinetem już prawie zrezygnowałam, bo przecież moje problemy są śmieszne, dajta spokój, co to za problemy. Na szczęście miałam przy sobie zeszyt, w którym przez tydzień pisałam, co mi na duszy leży, co przeszkadza. W pierwszym komentarzu załączam kolejną grafikę o tym, jak się przygotować.

    To by było na tyle, moi drodzy. Zachęcam do zadawania pytań i dzielenia się swoimi doświadczeniami w szukaniu dla siebie pomocy! W weekend dodam również dodatkowy post z zebranymi miejscami, gdzie można się udać po pomoc psychologiczną w chwili kryzysu.

    Dziękuję każdej osobie, która chciała być ostatnio wołana. Bardzo mnie to cieszy! Mam nadzieję, że uda mi się zawołać wszystkich, nigdy tego nie robiłam ;) Ale! Jeśli macie pomysł na hasztag, który chcielibyście obserwować, to dawajcie znać w komentarzach!

    ---------------------------------------------------------------------------------------
    Nie jestem ani lekarzem, ani terapeutą. Informacje zawarte w poście są oparte na moich doświadczeniach.

    #depresja #terapia #psychoterapia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1.png

  •  

    Co dała mi psychoterapia?

    Na terapię chodzę od połowy czerwca ubiegłego roku, więc rok z hakiem. Poszłam tam z powodu problematycznej relacji z rodzicami, okazało się, że to wierzchołek góry lodowej.

    Tl;dr mojej relacji z rodzicami:

    pokaż spoiler w domu była bida z nyndzo i przemoc wszelaka. Do 14 roku życia byłam ustawicznie bita, do 23,5 roku życia byłam stale poniżana.

    Całe życie słyszałam, że jestem gbur, cham, prostak, chamidło, dziad, dziadówa, bydło, przynoszę wstyd, nie jestem wystarczająco dobra, jestem tłukiem, nieukiem, czemu piątka a nie szóstka?!, beznadziejna gospodyni, bałaganiara, beztalencie… I tak dalej. Moją rolą w rodzinie było “przynieś-podaj-pozamiataj”, byłam opiekunem swoich rodziców (!), byłam strażnikiem sekretów tego domu, byłam popychadłem, byłam… bo byłam.

    Gdy skończyłam 23,5 roku, a było to w przededniu wigilii, zrozumiałam, że nie chcę już tak żyć. Że ja już nie chcę żyć. Wtedy tu, na mirko, błagałam o adresy, nazwiska, szukałam psychologa, terapeuty, kogokolwiek, kto mi pomoże. Miałam już dość gróźb pobicia, szykan, obrażania, kłótni w domu rodzinnym, miałam dość słuchania, jaką jestem złą córką. Ktoś mi jednak w komentarzu napisał, że jestem je*aną atencjuszką i na pewno do żadnego terapeuty nie pójdę. No nie poszłam. Ale wtedy zaczęło się moje prawie półroczne rodzinne piekło, gdy rodzice za wszelką cenę, po trupach, starali się przywrócić status quo i zmusić mnie do powrotu do swojej służalczej roli. Działy się rzeczy okrutne i straszne, o których pisac nie będę, ale zakończyły się rozpadem rodziny.

    Od kwietnia do połowy maja trwałam w zamrożeniu, byłam kompletnie bezsilna, bezradna, bez życia. Nie chciałam żyć, ale nie chciałam ranić niebieskiego. Zrozumiałam, że dla mnie to jest ta chwila: albo coś ze sobą zrobię i się uleczę, albo coś ze sobą zrobię i mnie pochowają. Pod płotem, wiadomo, samobójców nie chowają nigdzie indziej.

    Wybrałam życie. Poszłam do psychiatry i na terapię.

    → Po tym przydługim wstępie odpowiem na pytanie zawarte w tytule. Co mi dała psychoterapia?
    Przede wszystkim zrozumienie siebie. Bardzo mocne rozgraniczenie tego, że w tej relacji byłam ofiarą, a rodzice sprawcami mojego bólu i cierpienia. Zrozumiałam (choć… dopiero dzisiaj to otwarcie przyznałam! Cudowna chwila!), że tylko i wyłącznie rodzice są odpowiedzialni za relację, a może i nawet więź, ze swoimi dziećmi. Dzieci są jakby… zaproszone do tego stołu, rozumiecie, same się nie pchały do życia, więc ci, którzy je powołali, przejmują PEŁNĄ odpowiedzialność za wygląd tej relacji.
    Dało mi to, że zrozumiałam, że nie jestem winna! Nie jestem winna rodzicom opieki, bo przecież oni się mną opiekowali w dzieciństwie to potem ja muszę nimi. Gówno prawda, musieli, inaczej by im mops odebrał dzieci. Nie muszę być niczyją służącą. Nie muszę wierzyć w to, co mówili o mnie: że jestem gruba, brzydka, gbur, cham, prostak itd.

    Zrozumiałam też, że to wszystko spowodowały demony moich rodziców. To były mechanizmy obronne, dzięki którym czuli kontrolę i władzę, jakiej nie mieli w dzieciństwie. Wiecie, jeśli dziecko nie ma poczucia sprawstwa, jeśli jest kompletnie bezsilne w dzieciństwie, to potem sobie to kompensuje w dorosłym życiu. Rodzice pozwolili, by ogarnęły je ich demony. Ale to jest ich odpowiedzialność - postanowili się nimi nie zajmować. Postanowili dopuścić swoje demony kontroli, aby podpowiadały im, że tłuczenie swoich dzieci jest lepsze, niż przyznanie się do błędu. Że nieprzepraszanie jest lepsze. Że traktowanie dzieci jak manipulujące dorosłymi zło koniecznie sprawi, że życie ich dzieci będzie uporządkowane.
    Ale to był ich wybór i nie jestem winna, choć wielokrotnie próowali mnie o tym przekonać, że to ja jestem winna ich złości, jestem winna tego że zostałam pobita, zwyzywana. Bo mój ton, bo moja mina. Nie. To ktoś nie panował nad sobą. Moje zrozumienie nie znosi jednak ich odpowiedzialności za to.

    Takie zrozumienie mi dala terapia. Gdy przyszłam na nią, to pierwszego dnia już o tym mówiłam, ale nie wierzyłam w to, nie stosowałam się do tego, pozwalałam, by złe myśli zaprzątały mi głowę i udowadniały mi, że gdybym coś zrobiła inaczej, gdybym była lepszą córką, gdybym lepiej służyła rodzicom, to moja rodzina by się nei rozpadła. Dzisiaj z pelną stanowczością CZUJĘ, a nie tylko wiem, że ja byłam w porządku, byłam wystarczająca.

    A o uczuciach napiszę Wam następny post.
    Bo postanowiłam zacząć pisać Wam, jak cudownie jest odzyskać - a raczej UZYSKAĆ - stabilność psychiczną i dlaczego warto chodzić na terapię.
    Pisałam już parę razy na temat terapii, depresji i wiele osób pisało do mnie o polecenie terapeuty, psychiatry. Stay tuned, bo przygotowuję na ten temat wpis, będzie za parę dni.

    Czekam na Wasze komentarze - pytania, wyznania, cokolwiek. Spokojnego dnia!

    #depresja #psychologia #terapia #psychoterapia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki
    pokaż całość

    +: osobliwywysrywznikad, scriptkitty +827 innych
  •  

    bądź Tunezyjczykiem, wyznawaj Allaha
    codziennie masz sny erotyczne z jakimiś dyktatorami
    homopanika.jpg
    podobno jakaś francuska psychoterapeutka przyjmuje pacjentów u siebie na dachu
    w sumie co ci szkodzi...

    Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej? Komedia „Arab Blues” (w kinach od 14 sierpnia) przypomina, że powroty w rodzinne strony nie zawsze bywają łatwe. Tak jest w przypadku wychowanej we Francji Selmy, która postanawia wrócić do Tunezji, aby otworzyć gabinet psychoanalityczny. Na miejscu okazuje się jednak, że nie tylko nikt tam na nią nie czeka, ale jej zawód i styl życia nawet najbliższym krewnym wydają się cokolwiek podejrzane. Kulturowe różnice generują serię pomyłek i nieporozumień, które debiutująca reżyserka Manele Labidi ze swadą rozbraja humorem.

    ZWIASTUN

    Niezależna, niezamężna, żyjąca na własnych zasadach Selma jest solą w oku konserwatywnej rodziny i miejscowej władzy. W ulubionych dżinsach i z papierosem w ustach szybkim krokiem przemierza ulice, korytarze i pokoje, odkrywając po drodze nie tylko absurdy lokalnego prawa, ale i własną tożsamość. Charyzma, urok i ekranowy magnetyzm odtwórczyni głównej roli, Golshifteh Farahani (gwiazda „Patersona” Jima Jarmuscha oraz „Co wiesz o Elly” Asghara Farhadiego), sprawiają, że od początku kibicujemy szalonym planom psychoanalityczki. Kibicujemy też jej kolejnym pacjentom, którzy - wychowani w opresyjnej kulturze - wreszcie przyznają sobie prawo do depresji, lęku i bycia tym, kim naprawdę są.

    Słoneczna, pełna światła i soczystych kolorów komedia Manele Labidi opowiada o uniwersalnym konflikcie tradycji z nowoczesnością oraz zbiorowości i jednostki. Pokazana w „Arab Blues” Tunezja dochodzi do siebie po arabskiej wiośnie i jak nigdy wcześniej, potrzebuje zbiorowej terapii. A film w ciepłym, lekkim i dowcipnym tonie podkreśla, że nie ma politycznych rewolucji bez codziennej obyczajowej rewolty: przeciwko rodzicom, szkole, politykom, zasadom tak sztywnym, że nie pozwalają oddychać. I przypomina, że humor zawsze był najlepszą z terapii.

    Film dostał nagrodę publiczności na festiwalu w Wenecji, gdzie pokazywano go w tej samej sekcji, co polskie „Boże Ciało".

    #film #filmy #festiwale #kino #zwiastun #zwiastuny #trailer #trailery #ladnapani ¯\_(ツ)_/¯ #kultura #religia #tunezja #islam #kobiety #terapia #psychologia #psychoterapia #psychiatria #francja #kinofrancuskie
    pokaż całość

  •  

    #zwiazki #milosc #rozowepaski #niebieskiepaski #alkohol #alkoholizm #terapia #narkotykiniezawszespoko #zycietocwel

    Hej. Chcę wam coś powiedzieć. Będzie trochę o miłości, o chlaniu, trochę o nadziei, o walce, o zwątpieniu czy walka w ogóle ma sens.

    Wyszedłem miesiąc temu z ośmiotygodniowej terapii uzależnień od alkoholu. Przedwczoraj miałem najgorszy kryzys od opuszczenia ośrodka, ale jakoś sobie z nim poradziłem. Stwierdziłem, że mam chyba ochotę napisać co teraz czuję. Trochę dlatego bo nie mam nikogo z kim mógłbym o tym porozmawiać, a trochę ku przestrodze.

    Na początek - czym jest alkoholizm? No alkoholizm polega na chlaniu, nie? Otóż kurwa nie do końca. Choroba alkoholowa polega głownie na nieumiejętności radzenia sobie ze swoimi emocjami. Alkoholik nie daje sobie z nimi rady, więc "reguluje" je za pomocą alkoholu. Pije bo jest smutny, pije bo jest wesoły, pije bo wygrał dychę w lotka, pije bo go teściowa wkurwiła, a na koniec pije bo słońce wstało a on jeszcze się nie zapił. W skrócie: u osoby zdrowej jest taki schemat:

    problem -> przykra emocja -> rozwiązanie problemu -> ulga
    a u alkoholika:
    problem -> przykra emocja -> alkohol -> "ulga"

    Chyba nie muszę tłumaczyć, że ulga jest tutaj pozorna. Problem cały czas pozostaje, picie go nie rozwiązuje. W związku z tym dalej pojawiają się przykre emocje, w związku z tym alkoholik dalej pije co przysparza mu dodatkowych problemów, w związku z tym pije coraz więcej i częściej. Zamiast rozwiązać problem użala się nad sobą i obwinia wszystkich wokół o swój los. Teściowa zła, żona niedobra, rząd do dupy, szef się uwziął a słońce za mocno napierdala. Brzmi znajomo?

    Generalnie na początku alkoholicy pewnie mają jakieś powody tego, że piją. Swoich już nie pamiętam, może brak ojca, może to, że matka piła, może awantury w domu o byle pierdoły, może patola za dzieciaka w domu. Nie jest to jednak mocno istotne. Potem już po prostu piłem dlatego bo byłem uzależniony a reszta to były tylko wymówki.

    W każdym razie ja byłem taki sam. Piłem bo moja matka pije, piłem bo martwiłem się o siostrę, piłem bo dziewczyna nie chciała żebym pił, w końcu piłem bo nie mogłem spać. Po alkoholu czułem się jak Bóg, byłem najmądrzejszy, wszystko wiedziałem najlepiej. Z kolei na kacu gdy docierało do mnie co zrobiłem byłem malutki. Przerażony, pełen poczucia winy i zadający sobie pytanie "kim ja jestem"

    Skąd to pytanie? Bo chciałem się uważać za dobrego człowieka. Bardzo tego broniłem i wiele wysiłku wkładałem w to, żeby mi ta wizja nie runęła. A fakty temu przeczyły więc trzeba było dużo fikołków umysłowych, żebym dalej w to wierzył. Garść faktów:

    Po pracy poszedłem pić z koleżanką Ukrainką. (Chociaż szczerze mówiąc nie szedłem tam z nią. Ja szedłem z wódką.) Wywaliłem litr gorzały w parędziesiąt minut, nic dalej nie pamiętam. Obudziłem się na izbie wytrzeźwień następnego dnia koło godziny 10, posiedziałem tam do 20-21 po czym oddali mi rzeczy. Byłem wściekły na wszystko i wszystkich oprócz siebie za to co mnie spotkało. (z perspektywy czasu stwierdzam, że złość na personel była zasadna. Nie pozdrawiam pracowników wrocławskiej wytrzeźwiałki, chorzy skurwiele i sadyści.)
    Oczywiście jak leżałem gdzieś najebany zanim ogarnęła mnie policja (albo i oni? cholera wie) ktoś ukradł mi portfel i telefon. Na szczęście nie zabrali siatki tej Ukrainki. Nie wiem czemu ją miałem, nie pamiętam. Było tam jebiące już mięso i inne zakupy a na dnie światełko w tunelu - JEJ PORTFEL. O słodka wódeczko, tak mi się pić chce, już po ciebie idę. Ukradłem jej 50 zł, poszedłem do sklepu kupiłem fajki, browary i do domu wróciłem już najebany. Z izby wytrzeźwień. Gdzie nikt nie miał ze mną kontaktu od ponad 30 godzin. Bez telefonu. Była już wtedy dziewczyna udawała, że się tym nie przejmuje (wtedy jeszcze z nią mieszkałem)

    Nie przejmowałem się emocjami kobiety którą kochałem, nie przejmowałem się tym, że rodzina się będzie o mnie martwić, nie myślałem, że być może kradnę koleżance jej ostatnie pieniądze. Liczyło się dla mnie żeby się napić. Nic więcej.

    Czemu była dziewczyna? Nie muszę chyba tłumaczyć. W każdym razie jedną z najbardziej smutnych dla mnie sytuacji jest moment kiedy się z nią wcięty pokłóciłem o jakąś pierdołę żeby mieć pretekst do picia, a ona trzymając mnie za rękę, klęcząc w przedpokoju ledwo łapiąca dech przez szloch błagała mnie żebym nie wychodził z domu dalej pić. A ja tam stałem, zimny skurwiel, serce z lodu. Nawet mi przez myśl nie przeszło żeby nie wychodzić. Pieprznąłem drzwiami i mnie nie było.

    A kochałem ją strasznie. Dalej kocham zresztą. Odpierdala mi z tej miłości czasami ale staram się nad tym panować. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że pomieszkamy osobno i będziemy się spotykać po prostu. Raz przyjechała na noc, ja sobie na noc przygotowałem "turbo-colę". Innym razem ja pojechałem do niej, korzystając z chwili nieobecności wywaliłem na szybko 4 browary i 200ml wódki. Szczytem było jak w moje urodziny już miała mnie dość i nie chciała ze mną rozmawiać. Nie piłem wtedy trochę czasu, więc stwierdziłem "jak nie zadzwoni do 20 to idę się najebać" xD Logiczne, nie? Nie gada ze mną bo piję, więc się napiję. No to się upiłem, dzwoniłem do niej ponad 100 razy bo chciałem ją opierdolić, że mi życzeń nie złożyła, w końcu zadzwoniłem do jej matki koło 2 rano, że się puszcza gdzieś w Warszawie i nie odbiera. No pojebany nie?

    Krótko potem chciałem się zabić, wiedziałem, że albo się zapiję albo się sam zabiję i resztka człowieczeństwa krzyknęła o pomoc. Zapisałem się na terapię, poczekałem na nią u wujka i na nią pojechałem.

    Przez dwa miesiące uzbrajali mnie tam w wiedzę jak sobie radzić z tą chorobą i opiekowali się mną pokazując kierunek. I tutaj chciałem powiedzieć jedno. To nie jest tak, że zamykają cię w ośrodku na 2 miesiące wychodzisz i jest zajebiście. Ja naprawdę cholernie ciężko tam nad sobą pracowałem. Sam. Myślałem, płakałem, wyrzucałem z siebie całe to gówno, cierpiałem i obserwowałem siebie, swoje myśli uczucia i zachowanie.

    W każdym razie naprawdę dużo pracy w to włożyłem. Najlepsza "szkoła" do jakiej do tej pory uczęszczałem. W tym momencie jakby mi dali tabletkę o nazwie "kontrolowane picie" to bym jej nie wziął. Ja po prostu już nie chcę pić. A motywację do tego daje mi ilość gówna jakie po swoim pijackim życiu muszę teraz sprzątać. Tak naprawdę mam teraz prawie 30 lat i... nie mam nikogo i nic.

    Po terapii trochę wymusiłem spotkanie z tą swoją byłą. Poszło chyba nieźle, bo odblokowała mój numer i czasem ze mną rozmawiała. Też się dużo wydarzyło przez ten miesiąc, dowiedziałem się, że się z kimś spotyka, potem trochę przyczyniłem się do tego, że zerwali, też dowiedziałem się, że zdążyła się z nim przespać (a to mnie mocno zabolało, kiedyś byłem kurwa romantykiem i "straciłem" parę okazji do przelecenia jakiejś laski. Spałem tylko z nią a ona do tamtej pory tylko ze mną i marzyłem, żeby do końca życia tak zostało. No ale nie mogę jej winić, że po zerwaniu z alkoholikiem który ją krzywdził próbowała ułożyć sobie życie.) W każdym razie przedwczoraj się widzieliśmy znów. I szczerze porozmawialiśmy. Tzn mówiła mi wcześniej, że nie chce do mnie wracać, ale przedwczoraj to chyba dopiero do mnie dotarło. Powiedziała też, że nie chce mi spróbować zaufać. Nie, że nie potrafi. Nie chce.

    I powiem wam kurwa że nie potrafię sobie tego wybaczyć. Myślałem, że ja już nigdy nie poczuję silnych emocji. Ale po tej terapii to jest jakaś masakra. Przepełnia mnie wściekłość na siebie, smutek i cierpienie z powodu całej tej sytuacji, gdy sobie uświadamiam jak ja ją mocno krzywdziłem. Ogromne poczucie straty. Ja naprawdę tą kobietę kocham tak, że mógłbym dla niej zrobić wszystko. Uważam ją za najwspanialszą kobietę na świecie, czułą, inteligentną, troskliwą. A 10 lat nie potrafiłem jej tego okazać, niszczyłem jej poczucie własnej wartości, pozbawiałem poczucia bezpieczeństwa i przysparzałem cierpienia. A ona przy mnie stała... I wściekły na siebie jestem, że nie ogarnąłem się wcześniej. Bo ona mi już pewnie nigdy nie zaufa. A nie ma pojęcia ile się w mojej głowie zmieniło. Nie wiem czy się kiedyś jeszcze napiję, wiem, że zrobię wszystko żeby do tego nie dopuścić. Za dużo chorego gówna narobiłem i nie chcę tego sobie i innym ponownie wyrządzać.

    A z tą kobietą mógłbym naprawdę wiele. Chciałbym żeby była matką moich dzieci, wiem, że byłaby ze mną szczęśliwa. Bo my naprawdę do siebie pasowaliśmy. Nie wiem, ja wierzę w miłość. Tą taką wielką i prawdziwą. I to chyba było to... A ja swoim kretyńskim zachowaniem to zaprzepaściłem. I wątpię, że kiedyś jeszcze będę w stanie tak mocno pokochać.

    Mógłbym tu jeszcze pisać jak chlaniem niszczyłem swoje zdrowie, karierę, relacje z rodziną i tak dalej. Ale chyba już mi się nie chce. Najbardziej żałuję właśnie tego, że straciłem najbliższą mi osobę, która kochałem i kocham jak nigdy nikogo, i pewnie dalej będę kochał. Co by się nie stało.

    Także moja prośba do was. Niby w AA mówią, że dopóki ktoś sobie tego głupiego ryja o dno nie rozwali to nie przestanie chlać. Ale nie chcę w to wierzyć. Jeśli wasza rodzina mówi wam, że macie problem z piciem. Jeśli wprowadzacie sobie zasady w stylu "udowodnię, że mogę nie pić tydzień/miesiąc/rok" (nie-alkoholicy nie muszą sobie ani nikomu takich rzeczy udowadniać). Albo jeśli już gdzieś tam w środku wiecie, że macie problem - zróbcie coś. Zapiszcie się do poradni uzależnień, idźcie na mityng AA, może rozważcie zamkniętą terapię. Mówię wam to ja - człowiek który przez to, że pił, stracił wszystko na czym mu zależało. A niby do samego "końca" pracowałem i wiodłem w miarę normalne życie. Uświadomcie sobie, że alkoholik to nie tylko menel spod przystanku. To może być wasz podwładny, to może być wasz szef, któryś kumpel którego nawet o to nie podejrzewacie, a możecie to być wy. I też się nie podejrzewać. Zróbcie to zanim stracicie tyle co ja. Jeśli chcecie porozmawiać, macie wątpliwości, pytania - piszcie. Postaram się pomóc na ile będę mógł.

    Jeśli wyszło chaotycznie to wybaczcie, pisałem prawie że na jednym wdechu.
    pokaż całość

  •  

    Psycholoszka kazała zapisywać 3 pozytywne rzeczy, które mnie spotkały danego dnia - cieżka sprawa ¯\_(ツ)_/¯.

    #psychologia #depresja #terapia

    •  

      @Blueweb: Hej, napiszę Ci własne - może coś będzie inspiracją do zauważenia własnych:
      -dobrze mi się spało - nie budziłem się w nocy, nic mnie nie bolało
      -przywitał mnie piękny ranek, mnóstwo słońca, lekki wiatr
      -po wypiciu kawy sprawy w pracy szły jedna za drugą, wymiatałem e-mail za e-mailem
      -ciągle ktoś dzwonił i o coś mnie prosił - jestem potrzebny, moja praca jest ważna, inni mogą na mnie polegać
      -wszedłem na wykop i mam okazję komuś pomóc

      5x na poczekaniu. Czas na Ciebie ;) Nie szukaj czegoś wyjątkowego, bardzo skomplikowanego - pozytywy z życia są bardzo proste.
      pokaż całość

    •  

      @Blueweb: super ćwiczenie, kiedyś mi pomogło, ale ja robiłam na zasadzie wdzięczności - 3 rzeczy, za które jesteś wdzięczny danego dnia. Dzięki temu uczysz się szukać pozytywów w swoim życiu. Może z dnia na dzień nic nie zmieni, ale po jakimś czasie zauważysz różnicę, mózg się powoli przestawia na inne myślenie.
      I jak wyżej - nie szukaj cudów na kiju, wystarczy, że była ładna pogoda, czy że masz przysłowiowy dach nad głową :P chodzi o samo skupianie się na pozytywach, a nie o pozytywy same w sobie, z czasem zaczniesz ich widzieć więcej. pokaż całość

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Dziś z detoksu przechodzę na terapię, nie chce już pić.
    Trzymajcie kciuki żebym po wszystkim nie wrócił do tego gówna, nie warto tracić na to życia. Miłego dnia Mirki i Mirabelki.

    #alkoholizm #terapia #dziendobry #motywacja

  •  

    Wczoraj byłem pierwszy raz na terapii leku grupowej. Co mnie zaskoczyło, że grupa składa się głównie z osób 30-40+, prócz mnie to tylko jedna osoba ma 20 parę lat.

    Miałem mylne wrażenie, że ludzie dorośli nie mogą mieć problemów czy coś. Bo głównie są to osoby w stałych związkach, mają dzieci, dobra pracę.

    Narazie jest za wcześnie by ocenić te 2 godziny, ale jakiś spokojniejszy wyszedłem, z jakąś tam nadzieja, że może być lepiej ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #oswiadczenie #terapia #przegryw #psychologia
    pokaż całość

    źródło: FB_IMG_1581016177276.jpg

  •  

    Idę zaraz do biura rozwiązywania problemów alkoholowych. Jeszcze do końca sam siebie nie przekonalem, ale zalecił mi to psychiatra. Życzcie powodzenia.

    #depresja #terapia

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Dlaczego nigdy się nie uśmiechasz? Dlaczego ciągle masz taką groźną minę? Czemu jesteś takim gburem? Czemu jesteś taki niemiły? Dlaczego na wszystko reagujesz agresją?
    Często słyszę te pytania i jest jedna odpowiedź - bo mnie kurwa zniszczono.
    To ja byłem tym chłopakiem, gnębionym przez szony wstawiające cytaty o depresji na fejsbuka, to ja byłem tym chłopakiem który robił za kukłę treningową dla szkolnych osiłków, to ja byłem tym chłopakiem, którego nie szanował nikt. Nikt nigdy mnie nie szanował, nawet nauczyciele, nawet rodzice. Dlaczego? Byłem kurewsko miłym i bezinteresownym dzieckiem - to wystarczyło. Szkolne osiłki wychowane w patologii, uznawały każdy miły gest za oznakę słabości, więc zostałem ich ulubionym workiem treningowym, stłamszono mnie, do tego poziomu, że każdy mógł mi bezkarnie dojebać, każdy nawet największy lamus, nawet najgłupsza kurwa, bo w szkolnej hierarchii byłem na poziomie klasowego zwierzątka. Jak na to wszystko reagowali nauczyciele? "Podajcie sobie ręce, nie obchodzi mnie kto zaczął"? Bynajmniej. Nie reagowali wcale, a wręcz sami brali udział w tym pierdolonym anty-ludzkim procederze. Czasami tak jest, że nauczycieli chcąc wprowadzić trochę luzu podczas lekcji i/lub coś uświadomić klasie na podstawie przykładu, bierze danego ucznia i stawia go w hipotetycznej sytuacji, "Gdyby Mirek był średniowiecznym chłopem. Gdyby Mirek pojechał do Anglii". Normalny nauczyciel, jeśli już koniecznie coś takiego chce zrobić, wybierze ucznia o największym dystansie do siebie, a sama sytuacja będzie ... hmmm normalna. Otóż w mojej szkole nie, jeśli nauczyciel wybrał mnie do jakiegoś przykładu, mogłem być pewien, że będzie to coś zajebiście zawstydzającego, mój faworyt:
    "W Szwecji przez 41 lat obowiązywało prawo sterylizacyjne. Gdybyśmy żyli w XX wiecznej Szwecji, ofiarą tego prawa mógłby paść np. OP". Zabawne, nie? W końcu cała klasa się śmiała, więc musiało być zabawne.
    Chyba nie muszę wspominać o tym, że nauczyciele byli świadomi jaki mam status w klasie...
    O rodzicach nawet nie chce mi się pisać, bo to jest po prostu przykre, jak bardzo można mieć wyjebane w swoje dziecko. Z jednej strony zapewnienia o miłości i wsparciu, a z drugiej strony wystarczyło, że kurwa wychowawczyni zapewniła rodzica, że "wszystko jest w porządku" i matka mogła spać spokojnie.
    Gnębienie zapoczątkowali mężczyźni, pojawiała się przemoc fizyczna z ich strony, ale najgorzej zapamiętałem dziewczyny. Dziewczyny były ... specyficzne. Z jednej strony zawsze chciały utrzymywać pozory, jeśli nauczyciel był w pobliżu, to one były pierwsze święte siostry burdelanki, jeśli były pewne, że nikt nie widzi, to zamieniały się w diablice. Kobiety preferują przemoc psychiczną, są w tym konsekwentne i zawsze wiedzą, gdzie wbić szpilę, żeby bolało. Pamiętam witanie się ze mną "hej brzydalu/potworze", pamiętam uszczypliwe teksty na każdy temat, pamiętam wysyłanie walentynek z wulgaryzmami, pamiętam wpisy w zeszycie/na tablicy, pamiętam fejkowe wyznania, pamiętam przerabianie zdjęć, pamiętam wszystko, będę pamiętać i nie wybaczę, więc nie dziw się babo jedna z drugą, że mówiąc mi "cześć" na ulicy i udając, że wszystko jest w porządku, słyszysz głośne "spierdalaj". Zresztą trudno mówić o wybaczeniu, jeśli nigdy nie było przeprosin.
    Jaka była moja radość, gdy w drugiej klasie gimnazjum, otrzymałem wiadomość od jednej dziewczyny, że wszystko sobie przemyślała, że Ona nigdy nie chciała brać udziału w tym całym gnębienie, że chciałaby mnie przeprosić i w ogóle to jej się podobam, prosiła mnie żebym przyszedł po lekcjach na "spot" (taka miejscówka). Jako osoba gnębiona, desperacko potrzebowałem akceptacji. Szkoda, że nie poszedłem okrężną drogą, może zobaczyłbym połowę klasy kryjącą się za budynkiem z odpalonymi telefonami.
    W 3 klasie zacząłem się bronić. Dostawałem jeszcze większy wpierdol, ale warto było na koniec dnia spojrzeć w lustro bez wstydu. Nauczyciele wreszcie zaczęli reagować. Ponieważ, nie miałem problemu przy nauczycielach powiedzieć dziewczynie, o jej matce z wątpliwą moralnością, która wysrała na świat takiego diabła pozbawionego empatii.
    W technikum byłem obcy i tylko bardziej się nakręcałem. Już właściwie na wejściu sprzedałem komuś plaskacza. Z tyłu głowy miałem, że bycie miłym, mało stanowczym to oznaka słabości, więc na wszystko reagowałem agresją. Z nikim ze szkoły średniej nie utrzymuję kontaktu, nauczyciele i uczniowie uważają mnie za psychola. Pewnie mają racje.
    Chodzę na terapię, ale nie widzę efektów. Ludzie myślą, że przeszłość nie ma znaczenia. Przecież mają dzieci, pracują, nie łamią prawa, wzorowi obywatele. Przeszłość MA i zawsze będzie mieć znaczenie. Moi drodzy, byli koledzy i koleżanki z klasy, nie udawajcie, że zapomnieliście, przecież mijamy się na mieście, widzę jak odwracacie głowy jak patrzę wam w oczy. Nie myślcie, że będę się na was mścił w jakikolwiek sposób, jestem ponad to, ale przeszłość którą mi zgotowaliście, niszczy moją teraźniejszość, więc nie oczekujcie, że będę udawał, że szkolne czasy nic nie znaczą. W głębi duszy, w tej resztce empatii i wiary w ludzi którą mam, mam nadzieję, że przynajmniej wychowacie swoje dzieci na lepszych ludzi.
    Najgorsze, że nigdy czegoś takiego, jak moi oprawcy, nie będę miał. Nigdy nie wybiorę się z żoną i dzieckiem na beztroski spacer. Ja po prostu nie potrafię zaufać ludziom, nie potrafię kochać, nie potrafię się przed nikim otworzyć, ja już nawet kurwa się nie uśmiecham. Jestem pierdolonym golemem, ulepionym rękoma moich oprawców.

    #szkola #zalesie #gnebienie #truestory #terapia

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Nie siedź w domu w ferie i w wakacje
    pokaż całość

  •  

    Mój kot jest uzależniony od plemion :c jak będzie 1000 plusów to zgłosi się na terapie
    #kot #pokazkota #terapia #gry #uzaleznienie

    źródło: IMG_1246.JPG

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Zdarza się, że osoby które są/uważają siebie za nieatrakcyjne i/lub nie mają szczęścia w miłości, łatwo nadinterpretują normalne relacje/przypadkowe zdarzenia i wydaje im się, że dana osoba się w nich zakochała.
    Ja jestem taką osobą. Nigdy nie miałem szczęścia z kobietami, nie mam koleżanek płci pięknej, uważam siebie za nieatrakcyjnego, jestem nieśmiały, od najmłodszych lat z głową w chmurach i zawsze chciałem być kochany.
    Ilekroć na mojej drodze trafi się różowy pasek, który będzie dla mnie miły, w mojej głowie od razu rodzi się nadzieja, że BYĆ MOŻE ta osoba coś do mnie czuje.
    Kilka razy zmieniając pracę, osobą która pomagała mi się zaadaptować, była kobietą. Kultura osobista, skupienie swojej uwagi na mnie, czasami wspólny język i bum, jestem zauroczony i czuję, że Ona też.
    Patrzę się na nią, Ona patrzy się na mnie - "O kurwa! Patrzy się na mnie!"
    Przechodzi kilka razy obok mojego stanowiska - "O chuy, to nie może być przypadek!"
    Uśmiecha się do mnie - "No ewidentnie jest mną zauroczona"
    I teraz STOP, ponieważ brzmi to jak opis pojebanego stalkera, ale nigdy jeszcze nie podjąłem żadnych kroków, jestem racjonalnym człowiekiem i zawsze staram się sam sobie przetłumaczyć, że wyobraźnia galopuje zbyt daleko, ale nawet mimo takiej postawy, nadal serce mi krwawi kiedy widzę, że mój obiekt westchnień poświęca swoją uwagę jakiemuś innemu pracownikowi, bądź co gorsza, gdy okazuje się, że kobieta jest już w związku. Piszę głównie o pracy, ale w latach szkolnych, też się tak zdarzało.
    Desperacko pragnę miłości i wszędzie jej szukam, dlatego łatwo mnie zauroczyć i nieświadomie sprawić mi ból. Uprzedzając - nie chowam urazy do kobiet, może jestem lekko skrzywiony i zdesperowany, ale nie jestem pojebany. Powiem więcej, jestem zły na samego siebie, że nie potrafię się ogarnąć.
    Czy można to jakoś "wyleczyć"? Do kogo powinienem się skierować, psycholog, psychiatra, terapeuta?

    #psychologia #terapia #tfwngf #ciekawostka #logikaniebieskichpaskow

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

    •  

      Nie wierzę jaka ta książka jest genialna.
      Przeczytałem dopiero 33 strony, a czuję się, jakby autor znał mnie na wylot i na tej podstawie napisał książkę.


      @AnonimoweMirkoWyznania: WOW. To się cieszę bardzo, że mogłem pomóc, tak przypadkiem o tym pomyślałem.

      To w sumie jest jedna z tych książek co poleca się jak ktoś potrzebuje terapii a nie stac go - by przerobił sobie samodzielnie to, razem z dziennikiem. (Inna tego typu książką jest Susan Forward Toksyczni Rodzice - klasyk jak ktoś obwinia rodziców za to kim jest, bo wreszcie ktoś mówi wprost, że to jest wina rodziców i nie ma obowiązku wybaczenia). No ale cieszę się, że mogłem pomóc. Sam nigdy nie przebrnąłem ale może dlatego w życiu nie idzie za dobrze ;) Zachęciłeś mnie w sumie by sięgnąć znowu.

      @Sercio: polski pdf pewnie jest na chomikuj po angielsku jak wygooglasz six pillars of self-esteem pdf to od razu znajdziesz.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Będę już 10 lat na wykopie - bardziej jako obserwator, kilka banów się posypało podczas afer - nie opłacało się ale było warto ( ͡° ͜ʖ ͡°).

    Jednak dzisiaj piszę, żeby się pochwalić, bo czuje, że w końcu coś osiągnąłem (studia inżynierskie to był pikuś).
    Od pół roku rozwijam z przyjaciółką fundację zajmującą się wsparciem i terapią poprzez zajęcia artystyczne.
    Po wielu miesiącach remontów, inwestycji i roboty papierkowej zajęcia ruszyły pełną parą.

    Fundacja Akademia Pasji i Rozwoju ma pod sobą trzy marki: Bielskie Studio Piosenki, BBajka Festival, Bielski Dzidziuś

    Co robimy? Jakie to zajęcia prowadzimy? Muzyczne (śpiew, pianino, gitara, perkusja), Aktorskie i Taneczne. Organizujemy przeglądy, koncerty, warsztaty i spotkania, festiwal.

    Wrzucam filmik jednej z naszej uczennicy: https://www.youtube.com/watch?v=TkGMt74DdPA

    Gdyby, ktoś miał jakiekolwiek pytania, chętnie zrobię #ama z zakresu otwierania i prowadzenia fundacji czy prowadzenia swojego rodzaju terapii poprzez sztukę. Spotkaliśmy się z wieloma przeszkodami oraz z pomocą w najmniej oczekiwanych momentach. Chętnie odpowiem na pytania.

    Jeśli ktoś chce wesprzeć fundację to obecnie zbieramy na #pomagampl środki na bezpłatne zajęcia dla dzieci i młodzieży.

    Wychodzę z założenia, że jak społeczność internetowa potrafi wspierać patostreamy to coś co ma faktycznie wartość dla wielu ludzi też zdobędzie środki.

    https://pomagam.pl/fundacjapasja

    Będzie nam bardzo miło jeśli spojrzycie :)

    #fundacja #pomagajzwykopem #muzyka #sztuka #terapia #psychologia
    pokaż całość

  •  
    l.........e

    +76

    Akcja na terapii:
    - Z rozmowy wyłania się temat portali randkowych. Opowiadam o tym, jak próbowałem korzystać z tindera ale zawsze w ten sam dzień usuwałem konto, bo nie udawało mi się zdobyć praktycznie żadnej pary. Następnie wyjaśniam nierówną sytuację mężczyzn i kobiet na portalach randkowych wynikającą z ogromnej przewagi liczebnej mężczyzn, a zwłaszcza tych zasranych spermiarzy. Terapeutka wydawała się słyszeć i rozumieć to co do niej mówię. Powiedziałbym, że nawet wykazała pewne zainteresowanie.
    - Tydzień później na sesji z tą samą terapeutką opowiadam o swoim uczuciu osamotnienia, które nie daje mi spokoju. Terapeutka na to: "A probówałeś tinderka?"
    To był koniec mojej kolejnej terapii.
    #przegryw #terapia #tinder

    pokaż spoiler FUCKING NORMIES!!!!!!!!!!!!!!!!!11111
    pokaż całość

  •  

    Mirki leczył się ktoś u psychiatry lub psychoterapeuty?
    Bo gość do którego chodzę jest mega dziwny.
    Nie wiem czy to jest normalne.
    Po dzisiejszym spotkaniu mam taką minę: ( ಠ_ಠ)

    Dziwnie mi było opowiadać o swoim przegrywzyciu i sekretach zwracając się na "Pan".
    Powiedziałam o tym i poprosiłam o przejście na TY bo niezręcznie się czuję.
    Odmówił i powiedział: Ja tak nie pracuję.
    No okej..

    Potem wypytywał przez 15 minut o moje zarobki, wydatki i pieniądze.
    Było mi w chuj nie zręcznie.

    Chciałam pracować coś robić, żeby ruszyło do przodu. A tu w sumie godzina pierdzielenia o niczym.

    Ciągle powtarza, że "jest ciężko", "ciężka sytuacja".
    Tak dobitnie po X10 razy na spotkanie.

    Zawsze ktoś do niego dzwoni. Dziś akurat miał wibrację więc przypału nie było. No ale przynajmniej raz nam przerywa jego telefon.

    Teraz to nie wiem czy to istotne.
    Patrzy na zegarek. A raczej zerka. Ten zegarek stoi na stoliku pośrodku no i ogólnie jak patrzę na niego, to przypomina mi się moje 150zl za wizytę.

    Miałam wrażenie, że na siłę chciał przekonać mnie do tego żeby były 4 wizyty w miesiącu a nie trzy.
    Stąd tez ten temat hajsu, który walkowal.
    (Tak mi się wydaje).

    Na koniec mnie przepraszał, że pytał o hajs tyle.

    Czuję się zmieszana..
    #psychologia #terapia #psychiatria #depresja #pytanie #przegryw
    pokaż całość

    •  

      @Hinata_: Zmień terapeutę. To jest całkiem normalna sprawa, że nie zawsze pierwszy terapeuta jest tym najlepszym dla Ciebie, a temu Panu jeśli możesz wystaw opinię gdzie tylko się da, szkoda żeby potrzebujący pomocy do niego trafiali.

      +: co_jest
    •  

      @Hinata_: Trafiłem na podobnych. Nie chodzę do psychologów/terapeutów bo to wyjebka w biały dzień. Siedzisz, gadasz godzine o sobie, płacisz 150 zł. Jak Ci ma to pomóc? Tacy "specjaliści" unoszą swoje ego bo są doświadczeni/wykształceni a oprócz cytowania "Charakterów", które leżą w gabinecie, wnoszą mniej niż jakby się gadało do psa.

    • więcej komentarzy (22)

  •  

    Właśnie odpuściłem mury oddziału XIII odwykowego szpitala Psychiatrycznego w Toszku. Rozpoczynam nowe, trzeźwe życie :)
    Trzymajcie kciuki Mirki ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #odwyk #leczenie #alkoholizm #terapia #szpitalpsychiatryczny #toszek #trzezwosc

  •  
    A......n via Android

    +31

    W przeszłości byłem bity przez starych, bo nie chciałem chodzić do kościoła. Mam przez to do dziś problemy z jakimkolwiek dotykiem. Głupie podanie ręki czy też granie w gry zespołowe sprawiają, że czuję irracjonalny lęk przed zostaniem uderzonym. Dlatego uważam, że państwo powinno przeprowadzać testy psychologiczne oraz z wiedzy o rodzicielstwie ludziom ubiegającym się o potomstwo, żeby do takich sytuacji jak moja dochodziło możliwie jak najrzadziej. Choć i tak idealnie by było dopiero wtedy, gdyby wszyscy ludzie zaprzestali zupełnie prokreacji, no ale to marzenie ściętej głowy ¯\(ツ)/¯ Na szczęście dzięki #terapia i #prostytucja (to ja jestem prostytutką) powoli przełamuję się do dotyku.
    #bekazkatoli #bekazprawakow #antynatalizm #katolicyzm #ateizm #psychologia #filozofia
    pokaż całość

  •  
    M..............9

    +7

    Terapia by zajęła kilka lat.
    W tym czasie stracę najlepsze lata i będę gotowy do normalnego finkcjonowania w wieku ~25 lat kiedy to będę postrzegany w stylu;
    Czy dobrze zarabia?
    Czy ma mieszkanie?
    Czy jest opiekuńczy?
    Czy jest odpowiedzialny?

    Czyli zero miłości emocjonalnej.
    Tak potrzebuje tej fascynacji młodzieńczej i nikt mi tego nie zabroni.
    Chce przeżyć taką miłość jak normalny nastolatek.

    #przegryw #foreveralone #samotnosc #tfwnogf #rozowepaski #niebieskiepaski #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #milosc #zwiazki #mlodosc #doroslosc #psychologia #psychiatria #terapia #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

    +: S.........o, Kashankovsky +5 innych
  •  

    Jestem tu nowa, więc z góry wybaczcie, jeśli nieświadomie złamię jakieś niepisane reguły.

    Zakładam to konto, ponieważ lekarz zalecił mi robić notatki co do moich 'ataków nieświadomości', powiązanych, jak mniemam, z niedrgawkowym stanem epileptycznym.

    Chwilowo diagnoza brzmi 'padaczka', bez specyfikacji, ale biorąc pod uwagę że moim głównym problemem są, jak wspomniałam, 'ataki nieświadomości', dodatkowo WIELOGODZINNE, podczas których nie ogarniam co się dzieje, ich częstotliwość(co ciekawe, zawsze pod wieczór)... Przy czym, w przeciwieństwie do brata, nie mam tak zwanych ataków grand mal, powiązanych z napadami toniczno-klonicznymi.

    Szczerze pisząc, nie do końca wiem, od jak dawna to trwa, ponieważ zaczęłam zwracać uwagę na swoje 'ataki', dopiero, gdy zaczęły mi znikać godziny z życia.
    Ponad dekade temu byłam pod 'opieką neurologa', ale jako że nie potrafili pomóc mi z permanentnym bólem głowy i tylko marnowałam czas i pieniądze (wtedy jeszcze rodziców), dałam sobie spokój do chwili obecnej.

    Poszłam do lekarza, zrobiłam TK (na szczęście bez zmian) i EEG.
    Z góry wiedziałam, że będzie nieprawidłowe, bo było takie odkąd pierwszy raz robiłam to badanie, ponad dekadę temu - była tam 'napadowa czynność uogólnionych fal theta'.
    Jednak tym razem pojawiły się również iglice, których wcześniej nie było...oraz fale delta w trakcie hiperwentylacji.

    Ale bez dalszego medycznego bełkotu, który większość z was pewnie nudzi.

    Funkcjonuję, pracuję(paradoksalnie w służbie zdrowia) i żyje normalnie. Jednak mam nadzieję, że dzięki tym notatkom, uda mi się usystematyzować to co wiem i uzupełnić luki w swojej wiedzy, dzięki mądrości i doświadczeniu innych.

    #epilepsja #neurologia #ataki #zalecenia #swiadomosc #padaczka #lekarz #terapia #eeg #psychologia
    pokaż całość

  •  

    pijcie ze mną kompot mireczki, w dniu dzisiejszym zakończyłam terapię (。◕‿‿◕。) nie jest idealnie, ale warto było włożyć ten wysiłek w prace nad sobą, bo jest o wiele lepiej :)
    #terapia #psychoterapia #depresja

  •  

    kiedyś poznałam dziewczynę, którą rodzice wysłali na terapię elektrowstrząsową ze względu na #homoseksualizm

    Ogólnie działo się to prawie 20 lat temu, ale to w sumie nie sama #terapia jest sama w sobie straszna...
    Ale co skusiło rodziców do tego żeby to zrobić.

    Miała z 9 czy 10 lat i była na koloniach. Jak wiadomo w tym wieku ma się różne pomysły i bawiła się w "doktora" ze współlokatorką z pokoju.
    Współlokatorka wygadała to wychowawcy i ten od razu powiadomoił rodziców wyżej wspomnianej koleżanki o sytuacji. (Btw.ta koleżanka została adoptowana, nie byli to jej biologiczni rodzice).
    Od razu zabrali ją na elektro no i mega zjebki, kara itd.

    Masakra, coś takiego małemu dziecku robić (ง✿﹏✿)ง
    A mam wrażenie, że dużo wykopków zareagowałoby tak samo, albo i gorzej...

    #ciekawostki #oswiadczenie #teczowepaski #creepy
    pokaż całość

  •  

    Umówiłam się na następny czwartek do psychologa. Czas zrobić porządek w życiu. Życzcie mi wytrwałości, bo to moje drugie podejście (pierwsze zakończone połowicznym sukcesem) i szekli, żeby starczyło ( ͡° ͜ʖ ͡°) #psychologia #terapia #zwiazki #dobrywieczor

  •  

    Mam straszny #overthinking od dłuższego czasu (od zawsze?). Szukałam wielu rozwiązań, ale najczęstszą radą jest medytacja. Niestety nie dla mnie, bo... za dużo myślę. Dzisiaj trafiłam na taką poradę. Brzmi całkiem prawilnie:

    JAK NAUCZYĆ MÓZG, BY PRZESTAŁ SIĘ MARTWIĆ?

    1. Zapisz swoje zmartwienie

    Gdy trenujesz mózg, aby przestał się martwić, ta technika może przynieść Ci nieocenione korzyści. Jeśli Twój mózg nie pozwala Ci spać, ponieważ wciąż myślisz o czymś, co może się stać, zapisz swoje zmartwienie na papierze lub w komputerze. Dzięki temu Twój mózg będzie mógł odetchnąć, ponieważ nie będzie już musiał wciąż Ci o nim przypominać. Jeśli martwisz się tym, co podać podczas spotkania z przyjaciółmi, zapisz: „Co podać?”. Zrobienie notatki jest też świetnym sposobem, aby zasygnalizować mózgowi, że „to jest na tyle ważne, aby to zapisać”. Dzięki temu Twój mózg wie, że powinien zaangażować swoje zasoby w rozwiązanie tego problemu zamiast tylko się nim martwić.

    Dlaczego warto coś zapisać? Badacze wykazali, że osoby, które dużo się martwią, często unikają też rozwiązywana swoich problemów. W badaniu opublikowanym w piśmie „Anxiety, Stress & Coping” naukowcy poprosili martwiące się osoby o to, by zapisały trzy możliwe scenariusze, według których może się rozwinąć sytuacja, którą się martwią. Następnie przeanalizowali ich odpowiedzi odnośnie sposobów rozwiązania tego problemu.

    Jak podsumowują naukowcy:
    – „Gdy odpowiedzi uczestników przeanalizowano pod kątem konkretyzacji rozwiązań, okazało się, że istnieje odwrotny związek między stopniem martwienia się a konkretyzacją rozwiązań. Im więcej dana osoba się martwiła, tym mniej miała konkretnych pomysłów na rozwiązanie. Ten wynik stanowi wyzwanie dla wcześniejszej interpretacji zjawiska martwienia się jako sprzyjającego lepszej analizie problemu. Wręcz przeciwnie, wyniki pokazują, że martwienie się wiąże się z unikaniem rozwiązania problemu.”

    Źródło i reszta artykułu, w którym wymieniają oprócz tego medytację i ćwiczenia całego ciała

    #ciekawostkipsychologiczne #psychologia #terapia
    pokaż całość

  •  

    Hejka Mireczki, jak wam minął najbardziej depresyjny miesiąc roku? Humor urus, zmalau?

    Kiedyś psychiatra powiedziała mi, ze listopad to najgorszy czas (ale nie tylko) dla depresiaków. Słoneczko świeci coraz krócej, z szafek wyciągamy ciepłe ubrania, coraz więcej czasu spędzamy w domach. Wczesna piękna jesień powoli zaczyna przeradzać się w szarugę, a do tego jeszcze miesiąc zaczynamy takim nostalgicznym świętem. Ponoć w listopadzie lekarze starają się unikać odstawiania leków psychotropowych u swoich pacjentów, w sumie ma to duży sens.

    Dla mnie tegoroczna jesień jest wyjątkowo łaskawa. Mimo, że bałam się jej ogromnie, w końcu to pierwsza jesień po depresji i to jeszcze bez leków. Zdarzyło mi się tylko kilka gorszych dni, takich w których serio poczułam, że nie mam siły na nic. To był dobry czas żeby poobserwować czego już nauczyłam się na terapii. Bo nawet jeśli przychodzi gorszy dzień to ten smutek nie jest taki depresyjny. Moja terapeutka mówi, że to zadziwiająco szyba zmiana schematu myślowego. Może być tak, że to tylko pozorna zmiana i to wszystko jeszcze jebnie, czy tak będzie? Nie wiem, wolałabym żeby zostało tak jak jest. Czuje, ze to dość silna i trwała zmiana więc trzymajcie kciukasy, bo może się okazać, że dzięki temu uda mi się w przyszłości uniknąć nawrotu. ᕙ(✿ ͟ʖ✿)ᕗ

    Jakiś czas temu miałam sesje poświęconą omawianiu sukcesów, które osiągnęłam przez pół roku terapii. Kurcze powiem wam, że czuje się zupełnie inną osobą tak wewnętrznie i ta sesja dała mi ogromnego, energetycznego kopa. Ale też na własnej skórze mogłam się przekonać o tym, co zawsze jest mi powtarzane, że terapia przebiega spiralą a regres i wracanie do tych samych tematów to nic dziwnego. Więc po tym pozytywnym akcencie z czasem zaczęłam zauważać, że jeszcze nie wszystko jest tak kolorowe jak mi się wydaje. Ta, jak wtedy myślałam, tak mocna poprawa mogła być spowodowana tym, że wtedy nie wiele się działo w moim życiu spektakularnego. Obecnie dzieje się wiele, bo zmiana mieszkania, wkrótce zmiana pracy i parę innych rzeczy, więc wychodzą wszystkie niedopracowania i to jak wiele pracy jeszcze przede mną. Nie chce umniejszać temu co już osiągnęłam ale wiem, że idealnie jeszcze nie jest, ale mam ogromną motywację żeby działać dalej.

    Mireczki i Mirabelki, pamiętajcie że terapia to nic strasznego. Namawiam każdego z was, jeśli macie gorszy czas, lub po prostu jest coś z czym sobie nie radzicie, pójdźcie pogadać z psychologiem.
    Terapia to nie tylko walka z zaburzeniami ale przede wszystkim nauka – o sobie, swoich emocjach i sposobach ich przeżywania. Bo jeśli wiesz dlaczego coś Cie przeraża lub przerasta to zamiast uciekać możesz spróbować sobie z tym poradzić. To głupie jak wiele chcemy wiedzieć o naszym ciele a jak mało skupiamy sie na naszych emocjach, które tworzą całe nasze życie.

    Standardowo, wołam plusujących pierwszy komentarz. Dzięki, że jesteście już ze mną tyle czasu. (⌒(oo)⌒)

    pokaż spoiler Jeśli masz jakieś pytania, potrzebujesz porady lub po prostu coś to pisz śmiało!


    #wezsielecz #depresja #jesien #terapia #psychiatria #psychologia
    pokaż całość

    +: m....k, Szpurka +129 innych
  •  

    Moja najlepsza terapia antynarkotykowa było zajebanie na raz 250 mg alfy-pvp a potem w narkotykowym szale poprawienie jeszcze porządnym węgorzem tak z 200 mg. Tamte wydarzenie obrzydziło mi tak używki że przez 2 lata nie napiłem się nawet piwa a przez 2 kolejne melanzowalem raz na pół roku

    #bojowkamedycznegoklefedronu #narkotykizawszespoko #terapia pokaż całość

  •  

    Dzisiaj, czekając w kolejce do terapeutki czekało przede mną 3 typowych dresów. Jeden z nich taki wystrzelony, że ja pierdolę. Nawet ja taki nigdy nie byłem. No szczena to mu drgała jak wibrator na maksymalnych obrotach. XD Najlepsze było to, że przez cały czas czekania na swoją kolej, umawiali się u kogo najlepiej się zaopatrzyć w kryształ. Te biedne chujki nie wiedzą, że zapewne przez całe wakacje brali mój klef, do którego lubiłem dodać coś od siebie ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #detoksconscribo #terapia #narkotykizawszespoko #bojowkamedycznegoklefedronu
    pokaż całość

  •  
    c.............l via Android

    +8

    Za godzinę będę wchodził do pana od #terapia
    Dzisiaj możliwe że diagnoza, zaraz porzygam się z stresu :--D
    #psychologia #przegryw #depresja #oswiadczenie

  •  

    Cześć, Mircy. Mam "lekką" depresję, fobię społeczną (też chyba lekką), no i jestem mega zagubiony w życiu. Myślałem, że może jestem introwertykiem i tak musi być, ale chyba jestem po prostu spierdoliksem, który sobie wmawiał introwertyzm (chociaż kilka cech do mnie pasuje, heh). Chciałbym to naprawić, póki jeszcze jestem w miarę młody i mam szansę nabrać znajomości na studiach (22 lata), jestem zdecydowany na terapie, byłem już u psychiatry, biorę leki (duloksetyna). Pytanie do osób, które miały już jakąś styczność z terapią. Zastanawiam się między terapią psychodynamiczną, a poznawczo-behawioralną, co lepsze, albo jaka Wam terapia pomogła (╯︵╰,)? Wiem, że z tego wyjdę, ale nie wiem czy nogami do przodu, czy z twarzą ( ͡° ͜ʖ ͡°). Ja chcę normickie życie (╯°□°)╯︵ ┻━┻.

    #lublin #psychologia #terapia #depresja no i #psychiatria
    pokaż całość

    +: JanuszPomusz, B.......i +5 innych
    •  

      @Sajjfe terapia bez leków jest ciężka, wiem bo są po pół roku wróciłem na tabletki, nie idzie sobie dać rady, co do rodzaju to imo zależy od terapeuty. moja pierwsza terapeurka była mega słaba, obecna lubię (。◕‿‿◕。), a nawet nie wiem w jakim nurcie pracuje

    •  

      @stallowa jak ma mega chaos w głowie nie ma co się męczyć, naprawdę. Dostanie fluo albo serotoninę na początek, pewnie coś nerwicowego ew doraźnego (fobia) da mu lekki zastrzyk, a terapia pójdzie sprawniej. Łatwiej się pracuje na lekach niż bez

    • więcej komentarzy (10)

  •  

    hejka depresyjne świry
    ile kosztuje wizyta u terapeuty
    ile takich wizyt potrzeba miesięcznie
    ile potrzeba ich łącznie
    jaki jest miesięczny koszt terapii
    jaki jest łączny
    po jakim czasie można spodziewać się pierwszych efektów

    mowa o poznawczo-behawioralnej w kontekście ostrej nerwicy / agorafobii / lęków społecznych no i też anhedonii / depresji

    pokaż spoiler wbrew pozorom nie chodzi wcale o mnie


    no i pytanie bonusowe
    czy jesteście w stanie kogoś polecić w warszawie

    #depresja #fobiaspoleczna #nerwica #psychologia #psychiatria #nerwicalekowa #agorafobia #terapia
    pokaż całość

    +: PiccoloColo, F......_ +7 innych
  •  

    Coś płodna ostatnio tu jestem, ale dobra jedziemy z tym #wezsielecz

    pokaż spoiler Na początek z innej beczki, ostatnio dodaje wpisy w takich godzinach, że nie mają one "wzięcia" szczerze powiem, że trochę to deprymuje, a może odzywa się we mnie atencjuszka xD, ale dlatego właśnie proszę o plusk dla zwiększenia zasięgu. Wielu z was pisało mi, za co ogromnie dziękuję, że moje wpisy są super i wam pomogły. Mi też zależy żeby dotarły do jak największej ilości osób więc proszę o plusika dla poszerzenia zasięgu. #zalesie no i mimo wszystko #atencyjnyrozowypasek xD


    Oglądam sobie właśnie filmiki Pauliny Mikuły z mówiąc inaczej i natknęłam się na bardzo fajny odcinek
    Porusza ona w nim dość istotną kwestię, czego nie mówić komuś, kto chodzi na terapię. Jaki ten filmik jest prawdziwy! Sama spotkałam się z większością zawartych tam komentarzy i nie jest przyjemnie wysłuchiwanie takich rzeczy. Dodałabym jeszcze do tego: "Chodzisz do terapeuty? Czyli masz przyjaciela za pieniądze?" albo "on Ci pomaga tylko dlatego, że mu płacisz". Raz nawet ktoś na wykopie napisał mi "różowe jesteście łatwiejsze do manipulowania dlatego terapia na Ciebie działa" oraz "widać, że jesteś słabo wykształcona więc dlatego wydaje Ci się, że to działa" (づ•﹏•)づ(╯°□°)╯︵ ┻━┻

    W większości są to słowa osób które nigdy nawet terapeuty na oczy nie widziały, a o leczeniu psychiatrycznym i psychologicznym nie mają zielonego pojęcia. Myślę, że chodzi tu o zasadę - nie znam się ale się wypowiem.

    Kochani moi, terapia nie jest czymś tak błahym i prostym jak wam się wydaje. To nie jest tak, że idzie się i rozmawia tam o dupie Maryni, zresztą można to wywnioskować z moich poprzednich wpisów. Terapia polega na zrozumieniu samego siebie, swoich zachowań i schematów działania. Dlaczego działamy tak a nie inaczej, jakie to ma podłoże i co najważniejsze co możemy z tym zrobić.

    Czym różni się rozmowa z przyjacielem od rozmowy z terapeuta?
    Jak idziesz do przyjaciela i mówisz, że Ci źle od Cie pociesza, spędza z Tobą czas czy robi cokolwiek innego żeby poprawić Ci nastrój. Kiedy idziesz do terapeuty i mówisz, że Ci źle on Cie raczej nie pocieszy, bo to nic nie da. Ok będziesz mieć lepszy humor, ale co z tego skoro ten problem cały czas w Tobie siedzi. Przyjaciel nie przeanalizuje z Tobą dlaczego np. nie potrafisz zauważyć swoich sukcesów a widzisz same porażki, a terapeuta pomoże Ci zajrzeć wgłąb siebie, obejrzeć to co dzieje się w środku i zrozumieć - Aha, to dlatego siebie nie doceniam bo np. moja mama nie umie docenić tego co robię i takiego schematu myślowego się nauczyłam.

    Zahaczając o rodziców, raz ktoś napisał mi tez komentarz, mniej więcej "dla mnie to gadanie o tym, że tak nauczyli nas rodzice to pierdolenie" Ja w tym momencie rozkładam ręce i nie wiem co mam mówić. ( ಠ_ಠ)
    To rodzice uczą nas jak żyć, jak radzić sobie z emocjami i jak mamy funkcjonować w społeczeństwie więc to logiczne, że jeśli uczymy się na wadliwym przykładzie (bądź po prostu nie dostosowanym do tego jacy jesteśmy) to sami nie zauważymy, że da się inaczej, bo nikt nas tego nie nauczył. Na terapii właśnie uczy się na nowo, czasem bardzo prozaicznych rzeczy jak w moim przypadku, że każdy czasem popełnia błąd i nie trzeba się za to winić i karać.

    Okej, miałam trochę inny zamysł na ten wpis ale w miarę pisania wyszło inaczej. ¯\_(ツ)_/¯

    Chyba najważniejsze dwie konkluzje są takie
    1) Nie krytykuj czyjejś terapii
    2) Nie mów o czymś o czym nie masz nawet najmniejszego pojęcia.

    A dla tych którzy na terapie chodzą, nie wstydźcie się tego, bo nie ma czego! :)

    #przemyslenia #psychologia #psychiatria #terapia

    Chętni do wołania na kolejny plusują pierwszy komentarz :) Z fartem mordeczki xD
    pokaż całość

  •  

    Jeśli ktoś z was kto czyta moje wpisy a czuje, że ma potrzebę/powinien pójść do psychologa nie zastanawiajcie się nad tym. Teraz z czystym sercem mogę stwierdzić, ze terapia to najlepsze co mogło mnie spotkać.

    Po ostatnim wpisie #wezsielecz następna terapia była najcięższą jak do tej pory. Obejrzałam film który miałam jako zadanie domowe – Destrukcja z 2015r. (który, swoją drogą polecam każdemu, kto stracił kogoś, czy to chłopaka czy może zmarł mu ktoś bliski i ciężko mu sobie z tym poradzić, ale też polecam jako film bo moim zdaniem jest super!) Tak wyszło, że obejrzałam go dosłownie przez wizytą, a ja bardzo emocjonalnie reaguje na takie filmy i mocno wczuwam się w emocje tam pokazane. Praktycznie od pierwszych minut terapii płakałam, otworzyła się we mnie puszka pandory którą skutecznie zamykałam długi czas. Z emocji i nerwów prawie zemdlałam i zwymiotowałam. To aż dziwne jak zwykła rozmowa może wzbudzić tyle nerwów w człowieku i jak ciężko organizm na to reaguje. Pierwszy raz od dawna mówiłam to co naprawdę czuje i nie oszukiwałam samej siebie, nie było to łatwe. Po spotkaniu, ledwo żyłam, przyjechałam do mieszkania i od razu poszłam spać, czułam się bardziej zmęczona niż po całym dniu fizycznej pracy. Kolejne 2-3 dni były ciężkie, chodziłam struta i nie w humorze ale z każdym kolejnym dniem moje myśli układały się tak jak powinny i czułam, że zrobiłam duży krok ku lepszemu.

    Teraz mijają dwa miesiące mojej przygody z psychologiem. Wiedziałam, że efekty kiedyś przyjdą ale nie sądziłam, że sama zacznę zauważać je tak szybko a to dopiero początek całej terapii! Spotkania opierają się cały czas na moich przemyśleniach, które gdzieś mnie dopadły w ciągu tygodnia, staram się każdą rzecz która mnie dręczy opowiedzieć a moja terapeutka coraz lepiej mnie poznaje i zauważa w czym tkwi problem. Nie naprowadza mnie na odpowiedzi, nie mówi co mam robić tylko zadaje pytania na które sama muszę sobie odpowiedzieć, bo przecież to moje życie i sama muszę wiedzieć jak chce żeby wyglądało, nikt nie może narzucać mi swoich wizji z czym mam dość duży problem, bo próbuję każdego zadowolić i zatracam gdzieś w tym samą siebie. Ostatnio zauważyłam nawet, że mam trochę odważniejsze marzenia. Wiem, że dla wielu z was brzmi to totalnie absurdalnie, bo jak można bać się marzyć? Ale jeśli masz marzenia, to chciałbyś je spełniać, ja bałam/boje się marzyć o rzeczach/decyzjach które mogą nie spodobać się innym. Teraz zyskuje większą pewność w to, że sama mogę decydować o swoim przeznaczeniu. Niby to tak proste i tak oczywiste dla każdego, ale jednak jak widać, każdy ma mniejsze bądź większe bariery.

    W tym tygodniu pierwszy raz mam przerwę w terapii z powodu wyjazdu, jestem ciekawa czy wpłynie to jakoś na moje samopoczucie, bo jednak wyczekuje tego jednego dnia w tygodniu, kiedy będę mogła wyrzucić z siebie to co do mnie przyszło. Dzięki temu mam mniejszy mętlik w głowie, mnie natrętnych myśli. Lista pozytywów terapii robi się coraz dłuższa i to sprawia, że mam jeszcze więcej siły i energii by walczyć. Chociaż z tego co mówi pani psycholog terapia przebiega jak sinusoida, kiedy dotknie się jakiegoś problemu, o którym czasem samemu się nie widziało może przyjść gorszy czas, bo trzeba będzie stawić temu wszystkiemu czoła.

    Trzymam mocno kciuki za wszystkich spod tagu #depresja nie bójcie się pójść do lekarza czy psychologa, nie wmawiajcie sobie, że jeszcze dajecie rade. Lepiej zadziałać kiedy ma się więcej sił niż podnosić się z samego dołu. Przełamcie strach i dumę przyznajcie sami przed sobą, że problem istnieje i potrzebujecie pomocy. Jeśli nie wiesz czy Twoje myśli, zachowania czy inne są „normalne” albo się z nimi męczysz to czasami jedna wizyta u psychologa może pomóc a oni nie gryzą ani nie są tam tylko i wyłącznie dla Twoich pieniędzy. (Chodź pewnie i tacy się zdarzają) A jeśli nie czujesz, ze Twoja terapia albo leczenie przynosi skutki spróbuj zmienić lekarza albo terapeutę.

    Mam nadzieje, ze moimi wpisami pomogę chociaż jednej osobie, bo po to tutaj powstają, żeby trochę edukować i pokazywać, ze nie ma się czego bać. Jeśli tak uważasz proszę zostaw plusika, żeby więcej osób mogło to przeczytać a jeśli chcesz być wołany do kolejnego wpisu zaplusuj pierwszy komentarz.

    #psychologia #terapia #psychiatria
    pokaż całość

  •  

    Trochę musieliście poczekać na kolejny wpis z mojej terapii i #wezsielecz ale już się tłumacze.
    Obecnie jestem po 5 spotkaniu terapeutycznym. Co działo się do tej pory?
    Póki co nic spektakularnego, stąd taki przestój, sesje polegają obecnie głównie na tym, że mówię jak minął mi tydzień, bądź co mi leży na sercu i poprzez to moja terapeutka przez pierwsze 2/3 sesje mnie diagnozowała. Okazało się, że #depreja oraz zaburzenia lękowe #nerwica to tylko objawy tego, że mam bardzo duże problemy z radzeniem sobie z emocjami, nie umiem ich przeżywać jak „zdrowy” człowiek, nie zostałam tego nauczona w dzieciństwie przez co całe życie chowam w sobie to z czym nie umiem sobie poradzić i od kiedy tylko sięgam pamięcią zawsze miałam myśli samobójcze i pomniejsze stany depresyjne. Jestem bardzo emocjonalną osobą i przeżywam wszystko bardziej niż większość ludzi a to, że nie wiem jak te emocje układać, rozładowywać tylko utrudnia mi normalnie funkcjonowanie. Przez lata udało mi się samej wypracować jakieś sposoby ale są one bardzo koślawe i jak widać totalnie nie spełniają swojej roli, ale nigdy nie miałam dobrego wzorca więc teraz będę musiała uczyć się wszystkiego od nowa.
    Wcześniej wspominałam, ze będę leczona terapia poznawczo-behawioralną, jednak moja terapeutka uznała, że w moim przypadku bardziej skuteczną metodą będzie wywodząca się z w/w terapia dialektyczno-behawioralna, opierająca się na bardzo podobnych zasadach jednak nieco zmodyfikowana. Co to znaczy? Jak to będzie wyglądać? Szczerze powiem, nie zagłębiałam się w temat aż tak bardzo, żeby nie nastawiać się w jakiś konkretny sposób na terapie, po prostu daje się prowadzić.
    Na wczorajszej sesji dostałam swoje pierwsze zadania domowe:
    - Treningi relaksacyjne: minimum raz dziennie mam robić trening relaksacyjny Jacobsona, jest to 30 min nagranie, w którym dostaje się konkretne instrukcje jak zrelaksować się i głęboko odprężyć. Jako, ze należę do osób, które nieustannie mają natłok myśli w głowie takie treningi, z czasem coraz bardziej zaawansowane, mają na celu w przyszłości nauczyć mnie medytować i jak to określiła moja terapeutka „zrobić w mojej głowie miejsce na relaks”. Jestem po pierwszym razie z Jacobsonem i powiem szczerze, ze to działa, przynajmniej na mnie.
    - Obejrzenie filmu: Początkowo miało to być Inside Out, ale że już to widziałam mam obejrzeć film Destrukcja.
    Czy są już jakieś efekty terapii? Tak naprawdę to ona się jeszcze nawet dobrze nie zaczęła. Statystycznie leczenie trwa 2 lata, czasem mniej, czasem więcej widmo jak to ze statystyką bywa. Mimo to widzę pierwsze pozytywne działania na moje myślenie. Wiem, że walczę z tym co we mnie „nie działa” więc myśli samobójcze nie pojawiają się tak często, staram się tez inaczej patrzeć na cały świat i zauważać, zrozumieć kwestie które poruszamy na spotkaniach.
    Co do mojej terapeutki, przez ten miesiąc tylko utwierdziłam się w tym, ze trafiłam do odpowiedniej osoby. Czuje, że to co mówię nie jest bagatelizowane, nie traktuje mnie z góry, nie ocenia a wręcz przeciwnie widzę, ze stara się bardzo dopasować swoja strategie do mojej osoby i wiem, że to przyniesie największe efekty. Nie traktuje jej jako mojej przyjaciółki, bo nigdy nią nie będzie ale jest to bardzo czysta relacja w której ja jej ufam i nie boje się o niczym powiedzieć a ona wie, jak na to zareagować tak, żebym wyniosła z tego jak najwięcej, żebyśmy razem dotarły do źródła problemu który we mnie siedzi. Czuje też, że nie jestem jej obojętna, że nie jest jak maszyna która tylko siedzi tam bo musi ale przejmuje się tym, czy dobrze poukładam sobie wszystko w mojej głowie i żebym czerpała z tego maksymalnie najwięcej korzyści.

    Standardowo w pierwszym komentarzu daj plusa jeśli chcesz być wołany do kolejnego wpisu.

    #psychologia #terapia #psychiatria
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Od zawsze wiedziałem że coś jest ze mną nie tak, miałem okres depresji będąc na bezrobociu, zamykałem się w sobie. Teraz przez ostatnie miesiące było prawie normalnie, ale to złudna normalność. Dzisiaj miałem bardzo stresującą sytuację w której sobie nie poradziłem- facet kopnął mój samochód bo blisko niego przejechałem. Zaparkował w wąskim miejscu i przechodził bardzo powoli mając ewidentnie w dupie to że przejeżdżam ( ja bym przepuścił auta zanim bym wsiadł)więc zwolniłem i minąłem go. Kopnął a ja pojechałem dalej bo się zestresowałem, poczułem się wręcz bezsilny jak dziecko. Przestraszyłem się że coś mi zrobi, a przede wszystkim nie wiedziałem co mam zrobić w tej sytuacji i pojechałem do domu. Na chłodno to powinienem się zatrzymać, sprawdzić czy mi nic nie uszkodził itp. itd.
    O co chodzi w tej historii- poczułem bezsilność, strach i silny lęk. Sam gniew był niewielki bo tak się zestresowałem tym. Nie radzę sobie w takich sytuacjach, gdy mózg mówi walcz lub uciekaj ja praktycznie zawsze uciekam, towarzyszy mi przy tym kołatanie serca(które badałem, jest w normie "tylko się stresuję za bardzo". Warto zaznaczyć że jestem wątłej budowy ciała, ale walka to również konfrontacja słowna a ja zawsze źle znosiłem krytykę.
    Od lat chciałem coś z tym zrobić, bo to tylko czubek góry lodowej- czy #psychologia to rozwiązanie? Jakaś #terapia ? Z tego co niby już sam wiem to jestem #nerwica -owcem, trochę #chad, i huk wie co jeszcze dlatego chciałbym żeby w jakiejś poradni dobrze mi doradzili terapię (może grupowa? nie wiem chyba oni tam będą wiedzieć?). Na ogół jestem niby cichym, spokojnym i opanowanym " nice guyem" ale to tylko pozory. W środku jestem sfrustrowanym zyciem dzieckiem błądzącym we mgle.
    Sorry za chaotyczny wpis ale jeszcze czuję nieprzyjemne dreszcze, dawno nie czułem się tak nieprzyjemnie. Czy ktoś mógłby polecić kogoś w #warszawa lub północne okolice? A i w jakich godzinach są zazwyczaj wizyty? Przyjmują wieczorami?

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla maturzystów
    pokaż całość

    +: Canova, J.............y +5 innych
  •  

    Miałam to napisać z anonimowych, ale co tam.
    Wydaje mi się, że powoli dojrzewam do pójścia do psychiatry. Historia mojej depresji to osobna sprawa, ale ten post ma być o czym innym: odczuwam złość i rozczarowanie sobą na myśl, że miałabym wylądować na prochach, kolejna ofiara całego tego syfu. Mam wrażenie, że to taka choroba cywilizacyjna i że życie mnie pokonało jeszcze przed trzydziestką, a antydepresanty będą taką szyderą z moich wszelkich wyobrażeń, planów i samooceny. Czuję, że leki to będzie przypieczętowanie mojej porażki, wiecie, o co mi chodzi?

    Jest tu jakaś mądra głowa od takich problemów?

    #depresja #psychologia #psychiatria #antydepresanty #terapia #gorzkiezale
    pokaż całość

    •  
      P......l

      0

      @BarkaMleczna: Nie rozumiem dlaczego wszyscy uwazaja prochy za zla rzecz. Skoro maja ci pomoc to co w tym zlego? Ja mam 17 lat i niedlugo tez dostane prochy od psychiatry i nie jest dla mnie to powod do wstydu. Wstydzic powinny sie osoby ktore naduzywaja alkoholu, pala dwie paczki fajek dziennie i niszcza sobie zdrowie, a nie osoba, ktora bierze leki zeby poprawic swoje zdrowie.

    •  

      @Naxster: Bo to się naprawdę wszystko popierdoliło. Wiem, że przed nami były wojny, Wielka Depresja (he he) lat trzydziestych i w ogóle niby teraz jest miodzio tak w skali czasów, ale cóż...
      @Naxster: Juz w poprzednich latach miewałam takie bardzo łagodne objawy, ale ostatnie pół roku to jakiś absolutny koszmar. Ale troche też przeraża mnie płacenie za te wszystkie wizyty, bo przecież nie na NFZ ;/
      @Perminal no i ja wiem, że Ty masz rację i kiedyś podobnie ludziom doradzałam, ale czasami swoich własnych rad słucha się najmniej. Tak czy siak, chyba czytanie waszych komentarzy trochę pozwala spojrzeć na to z innej perspektywy, a to już coś.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (16)

  •  

    Może to jej urok? A może to borderline? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Wielu z was tutaj podejrzewa swoich bliskich o to, że mają borderline. Zazwyczaj niebiescy podejrzewają o to wściekłe różowe w swoim otoczeniu. Postanowiłam, że trochę przybliżę to zagadnienie, bo to chyba najbardziej stygmatyzowane zaburzenie. Sama kiedyś usłyszałam "wiesz, @QuentinTortellini, to BPD". Chyba nigdy nie bałam się żadnej diagnozy tak mocno, nawet późniejszy ChAD wydał mi się całkiem "normalny" w porównaniu do tego.

    Dobra, co to takiego?
    Borderline to zaburzenie osobowości (a o zaburzeniu osobowości mówimy wtedy, gdy u danej osoby stwierdzamy cechy uniemożliwiające normalne funkcjonowanie i adaptację do niektórych sytuacji życiowych), które cechuje niestabilność i impulsywność względem innych. Wydawałoby się, że diagnoza jest prosta, ale osoby z tym zaburzeniem są różnorodną grupą. Same symptomy BPD mogą dać 256 kombinacji, do tego dochodzą różne inne współistniejące zaburzenia (ChAD, uzależnienia, anoreksja, bulimia, OCD). Borderline ma także rodzeństwo – osobowość chwiejną emocjonalnie: typ impulsywny i typ agresywny. Różnice między nimi są bardzo, bardzo subtelne i zazwyczaj wstępnie diagnozuje się po prostu osobowość chwiejną emocjonalnie, by później, razem z biegiem terapii i lepszym poznaniem pacjenta, doprecyzować diagnozę. Możliwy jest też tylko rys osobowości (pewne cechy zaburzenia, ale jest ich zbyt mało, by mówić stricte o zaburzeniu).

    Jakie objawy występują przy tym paskudztwie?
    Według ICD-10: zaburzony obraz siebie, uczucie pustki, intensywne związki, lęk przed porzuceniem, autoagresja.
    Według DSM-IV: wysiłki mające na celu uniknięcia rzeczywistego lub wyimaginowanego odrzucenia, niestabilne związki z innymi przejawiające idealizację i dewaluację, niestabilny obraz samego siebie, impulsywność w minimum dwóch sferach życia (seks, nadużywanie substancji, wydawanie pieniędzy, samookaleczanie), wahania nastroju, uczucie pustki, niestosowne wybuchy gniewu, myśli paranoiczne.

    Sądzę, że ktoś z mojego otoczenia to ma.
    Porozmawiaj, zaproponuj wizytę u psychiatry/psychologa. Tylko specjalista jest w stanie cokolwiek zdiagnozować. Autodiagnoza/diagnozowanie kogoś może zrobić krzywdę. W przypadku podejrzenia jakiegokolwiek zaburzenia wykonywany jest wywiad + szczegółowy test (nie, nie znajdziesz ich na chomikuj.pl). W przypadku borderline test ma ok. 150 pytań, poprzedza go wnikliwy wywiad. W Polsce najlepiej od razu uderzać do psychiatry, postawi wstępną diagnozę i w razie potrzeby wystawi skierowanie do psychologa.

    Jestem w związku z borderem.
    Kto jest w związku z kimś z borderline, ten w cyrku się nie śmieje. Pewnie dużo dziwnych rzeczy już przeżyłeś przez to – humorki, wybuchy gniewu, grożenie samobójstwem, silna zazdrość popadająca w paranoję, w oczach tej osoby raz byłeś świetny i kochany, by za dwie godziny stać się najgorszą szują i mendą. Na początku pewnie było miło, ten ktoś przykleił się do Ciebie jak mokra koszula, by potem wjechać z buta w Twoje życie i zrobić z niego zamęt. Jeśli czujesz, że to toksyczne i już nie możesz, to po prostu odejdź. Nie masz obowiązku tkwić w jakiejkolwiek relacji, a Twoje zdrowie jest najważniejsze. Jeśli odejdziesz, wyjdzie z tego okropna awantura, możesz czuć się wtedy manipulowany. Pamiętaj, że manipulacja = premedytacja. Osoba z BPD nie planuje swoich zachowań, działa impulsywnie, także ciężko tutaj o manipulację. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest upierdliwa, ale nie potrafi inaczej, bo pcha ją do tego lęk, złość, smutek, nad którymi nie panuje. Pamiętaj jednak, że w tym wszystkim jest ona świadoma swoich zachowań. Jeśli zdecydujesz się zostać, poniekąd decydujesz się pomóc. Co wtedy zrobić? Polecam ten i ten artykuł.

    To dotyka tylko różowych, najczęściej niezrównoważonych nastolatek, jestem bezpieczny.
    Zła wiadomość: borderline występuje tak samo często u kobiet i mężczyzn, będzie dawać jednak lekko inne objawy. U mężczyzn raczej wystąpią problemy z uzależnieniami, cechy aspołeczne i/lub paranoiczne, ataki paniki + niestabilność emocjonalna i impulsywność. Źródło tutaj.

    Nie ma czegoś takiego, to tylko rozkapryszenie. Idź pobiegać.
    Według badań mózg osoby z BPD cechuje mniejsze ciało migałowate (im mniejsze, tym bardziej wrażliwe i ma problem z właściwym przetwarzaniem emocji), stale pobudzony hipokamp (odpowiada on za reakcję ucieczki, przy stałym pobudzeniu może ciągle interpretować pewne czynniki jako zagrożenie). Poza tym kortyzol – "hormon stresu" – w borderline jest on podwyższony. Transmitery serotoniny też nie działają najlepiej. Jest niefajnie i nie jest to rozkapryszeniem. Źródło tutaj.

    Właśnie, a jak wygląda leczenie?
    W moim przypadku terapia + leki. Największą skuteczność ma terapia dialektyczno-behawioralna, obszerne informacje na jej temat znajdziesz na wiki. Czasem ciężko jest złapać więź z terapeutą, a tylko na więzi będzie opierać się zdrowa i skuteczna terapia. Osobom z tym zaburzeniem zdarza się rezygnować terapii przedwcześnie, zrażają się. Najważniejsze to próbować znaleźć specjalistę, który będzie odpowiadać, w razie niepokojących sygnałów zmieniać. Ja mam za sobą dwóch psychologów, pięciu psychiatrów.
    Jeśli chodzi o farmakologię – w osobowości chwiejnej emocjonalnie stosuje się stabilizatory nastroju, stabilizator + lek przeciwdepresyjny, neuroleptyki (w małych dawkach), więcej info tutaj. Żaden z tych leków magicznie nie uzdrowi, pomaga on tylko na niektóre objawy zaburzenia np. lęki, wahania nastroju. Jaka substancja będzie najlepsza? Tutaj już każdy reaguje inaczej i niekiedy dopiero któryś lek będzie pasować.
    Z podjęciem leczenia nie ma co czekać. Im wcześniej, tym większe szanse na skorygowanie osobowości. Od niedawna diagnozuje się także nastolatków. Pocieszające jest to, że z wiekiem niektóre objawy mogą się wyciszyć.

    Napisz coś więcej o sobie.
    Na koniec mała prywata. Do psychologa trafiłam jako piętnastolatka, niedługo później do psychiatry. Początkowo leczono mnie na nerwicę. Objawy BPD w pełni dały o sobie znać, gdy skończyłam liceum. Ciągle nowy partner, morze substancji psychoaktywnych, samookaleczenia, wybuchy gniewu, ucieczka z domu. Za dwa lata doszła do tego próba samobójcza, uzależnienie, zdrady, rozwinęła się też choroba dwubiegunowa. Od paru miesięcy chodzę na terapię, dzielnie biorę lamotryginę (75mg) + kwetiapinę (25mg na dobre spanko). Żyję sobie, całkiem normalnie, nawet stabilnie, da się.

    W razie pytań chętnie odpowiem i dopowiem.

    #borderline #zaburzeniaosobowosci #psychologia #psychiatria #terapia
    pokaż całość

  •  

    Czas na uwiązanie czarnego psa na smyczy

    #depresja #terapia #farmakoterpia

    źródło: i.pinimg.com

    +: JakTamCoTam, A.....s +5 innych
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Nigdy nie mogłem znaleźć sobie miejsca w żadnej grupie. Zawsze uważałem się za outsidera. W życiu ogólnie jestem w pewnym sensie przegrywem. Może i mam potencjał, ale się go wstydzę. Nigdy nie potrafiłem się odnaleźć w żadnym "boys club". Nigdy nie miałem odwagi wyrywać dziewczyn. Chciałem zostawić żonę (moją jedyną partnerkę do tej pory), ale zanim do tego doszło spędziłem pół roku na kłótniach z nią. Więc poszedłem na terapię, bo stwierdziłem że coś ze mną nie tak. Po kilku spotkaniach, już wiem co ze mną nie tak. Problem w tym, że wiedząc to, to jedyne co mam ochotę zrobić, to zebrać w jednym miejscu ludzi za mój stan odpowiedzialnych i rozstrzelać. Centralnie k***a zwołać spotkanie rocznikowe z ludźmi z gimnazjum, ludźmi z poprzednich firm w których pracowałem, matką i paroma jeszcze innymi osobami. I wziąć na to spotkanie AR-15 i wyładować na nich kilka magazynków. One shot, one kill. Albo wysadzić budynek z nimi wszystkimi w środku. Chcę poczuć to, że niszczę ich poukładane, piękne życia, tak samo jak zniszczyli moje. Chce poczuć krew na rękach. Chce oddychać dymem.

    Tylko jedyny problem, że to, prócz dostarczenia mi dzikiej satysfakcji, nie zmieniło by nic.
    Kurwa mać.
    Jeszcze dużo terapii mnie czeka. Tyle że podobno terapia nie zmienia człowieka, tylko pomaga mu zrozumieć. A ja nigdy nie potrafiłem wybaczać.

    #terapia #psychologia #gorzkiezale

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    Dodatek wspierany przez: mZakupy.com
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów