•  

    @ltJohnny: Byłem wczoraj na sesji grupowej. Jest darmowa. Krótka modlitwa przed i po (nie wszyscy są religijni, to dobrze bo sam nie jestem i nikt nie robi wyrzutów z tego powodu). Jest chyba tylko jedna osoba młodsza ode mnie (mam 30 lat). Jedyne co byłem w stanie z siebie wydusić to że się boję przez to że to nowe doświadczenie dla mnie. Dużo ciszy, przerywane wyznaniami i kłótniami w grupie. Nic jeszcze o mnie nie widzą i tylko słuchałem. #depresja #samotnosc #terapia #psychologia ? pokaż całość

  •  

    Chodzę od kilku tygodni na terapię, ale nie wiem, czy to ma sens. Jak opowiedziałem, że mam problem z rozmowami w towarzystwie i że ostatnio byłem na imprezie i nic się nie odzywałem, bo w takich sytuacjach nie wiem co mówić, to mi poradziła, żebym się zaczął odzywać. Dziękuję, jak renkom odjom.
    #depresja #terapia

  •  

    Co wiecie na temat #przegryw ?

    Dlaczego nigdy się nie uśmiechasz? Dlaczego ciągle masz taką groźną minę? Czemu jesteś takim gburem? Czemu jesteś taki niemiły? Dlaczego na wszystko reagujesz agresją?
    Często słyszę te pytania i jest jedna odpowiedź - bo mnie kurwa zniszczono.
    To ja byłem tym chłopakiem, gnębionym przez szony wstawiające cytaty o depresji na fejsbuka, to ja byłem tym chłopakiem który robił za kukłę treningową dla szkolnych osiłków, to ja byłem tym chłopakiem, którego nie szanował nikt. Nikt nigdy mnie nie szanował, nawet nauczyciele, nawet rodzice. Dlaczego? Byłem kurewsko miłym i bezinteresownym dzieckiem - to wystarczyło. Szkolne osiłki wychowane w patologii, uznawały każdy miły gest za oznakę słabości, więc zostałem ich ulubionym workiem treningowym, stłamszono mnie, do tego poziomu, że każdy mógł mi bezkarnie dojebać, każdy nawet największy lamus, nawet najgłupsza kurwa, bo w szkolnej hierarchii byłem na poziomie klasowego zwierzątka. Jak na to wszystko reagowali nauczyciele? "Podajcie sobie ręce, nie obchodzi mnie kto zaczął"? Bynajmniej. Nie reagowali wcale, a wręcz sami brali udział w tym pierdolonym anty-ludzkim procederze. Czasami tak jest, że nauczycieli chcąc wprowadzić trochę luzu podczas lekcji i/lub coś uświadomić klasie na podstawie przykładu, bierze danego ucznia i stawia go w hipotetycznej sytuacji, "Gdyby Mirek był średniowiecznym chłopem. Gdyby Mirek pojechał do Anglii". Normalny nauczyciel, jeśli już koniecznie coś takiego chce zrobić, wybierze ucznia o największym dystansie do siebie, a sama sytuacja będzie ... hmmm normalna. Otóż w mojej szkole nie, jeśli nauczyciel wybrał mnie do jakiegoś przykładu, mogłem być pewien, że będzie to coś zajebiście zawstydzającego, mój faworyt:
    "W Szwecji przez 41 lat obowiązywało prawo sterylizacyjne. Gdybyśmy żyli w XX wiecznej Szwecji, ofiarą tego prawa mógłby paść np. OP". Zabawne, nie? W końcu cała klasa się śmiała, więc musiało być zabawne.
    Chyba nie muszę wspominać o tym, że nauczyciele byli świadomi jaki mam status w klasie...
    O rodzicach nawet nie chce mi się pisać, bo to jest po prostu przykre, jak bardzo można mieć wyjebane w swoje dziecko. Z jednej strony zapewnienia o miłości i wsparciu, a z drugiej strony wystarczyło, że kurwa wychowawczyni zapewniła rodzica, że "wszystko jest w porządku" i matka mogła spać spokojnie.
    Gnębienie zapoczątkowali mężczyźni, pojawiała się przemoc fizyczna z ich strony, ale najgorzej zapamiętałem dziewczyny. Dziewczyny były ... specyficzne. Z jednej strony zawsze chciały utrzymywać pozory, jeśli nauczyciel był w pobliżu, to one były pierwsze święte siostry burdelanki, jeśli były pewne, że nikt nie widzi, to zamieniały się w diablice. Kobiety preferują przemoc psychiczną, są w tym konsekwentne i zawsze wiedzą, gdzie wbić szpilę, żeby bolało. Pamiętam witanie się ze mną "hej brzydalu/potworze", pamiętam uszczypliwe teksty na każdy temat, pamiętam wysyłanie walentynek z wulgaryzmami, pamiętam wpisy w zeszycie/na tablicy, pamiętam fejkowe wyznania, pamiętam przerabianie zdjęć, pamiętam wszystko, będę pamiętać i nie wybaczę, więc nie dziw się babo jedna z drugą, że mówiąc mi "cześć" na ulicy i udając, że wszystko jest w porządku, słyszysz głośne "spierdalaj". Zresztą trudno mówić o wybaczeniu, jeśli nigdy nie było przeprosin.
    Jaka była moja radość, gdy w drugiej klasie gimnazjum, otrzymałem wiadomość od jednej dziewczyny, że wszystko sobie przemyślała, że Ona nigdy nie chciała brać udziału w tym całym gnębienie, że chciałaby mnie przeprosić i w ogóle to jej się podobam, prosiła mnie żebym przyszedł po lekcjach na "spot" (taka miejscówka). Jako osoba gnębiona, desperacko potrzebowałem akceptacji. Szkoda, że nie poszedłem okrężną drogą, może zobaczyłbym połowę klasy kryjącą się za budynkiem z odpalonymi telefonami.
    W 3 klasie zacząłem się bronić. Dostawałem jeszcze większy wpierdol, ale warto było na koniec dnia spojrzeć w lustro bez wstydu. Nauczyciele wreszcie zaczęli reagować. Ponieważ, nie miałem problemu przy nauczycielach powiedzieć dziewczynie, o jej matce z wątpliwą moralnością, która wysrała na świat takiego diabła pozbawionego empatii.
    W technikum byłem obcy i tylko bardziej się nakręcałem. Już właściwie na wejściu sprzedałem komuś plaskacza. Z tyłu głowy miałem, że bycie miłym, mało stanowczym to oznaka słabości, więc na wszystko reagowałem agresją. Z nikim ze szkoły średniej nie utrzymuję kontaktu, nauczyciele i uczniowie uważają mnie za psychola. Pewnie mają racje.
    Chodzę na terapię, ale nie widzę efektów. Ludzie myślą, że przeszłość nie ma znaczenia. Przecież mają dzieci, pracują, nie łamią prawa, wzorowi obywatele. Przeszłość MA i zawsze będzie mieć znaczenie. Moi drodzy, byli koledzy i koleżanki z klasy, nie udawajcie, że zapomnieliście, przecież mijamy się na mieście, widzę jak odwracacie głowy jak patrzę wam w oczy. Nie myślcie, że będę się na was mścił w jakikolwiek sposób, jestem ponad to, ale przeszłość którą mi zgotowaliście, niszczy moją teraźniejszość, więc nie oczekujcie, że będę udawał, że szkolne czasy nic nie znaczą. W głębi duszy, w tej resztce empatii i wiary w ludzi którą mam, mam nadzieję, że przynajmniej wychowacie swoje dzieci na lepszych ludzi.
    Najgorsze, że nigdy czegoś takiego, jak moi oprawcy, nie będę miał. Nigdy nie wybiorę się z żoną i dzieckiem na beztroski spacer. Ja po prostu nie potrafię zaufać ludziom, nie potrafię kochać, nie potrafię się przed nikim otworzyć, ja już nawet kurwa się nie uśmiecham. Jestem pierdolonym golemem, ulepionym rękoma moich oprawców.

    #szkola #zalesie #gnebienie #truestory #terapia #przegryw
    pokaż całość

  •  

    ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■
    #terapia #morawiecki #vat #heheszki

    źródło: comment_1583278126s8ayhlIzAwMfN3zY3MBF9h,w400.jpg

  •  

    Czy to się kiedyś skończy? Już zaczynało być powolutku lepiej czułem się nieźle bym powiedział, a tu jeb wszystko na marne. Powrót złego samopoczucia i myśli samobójczych, mimo że to już półtora roku od rozstania. Zaczynam wątpić czy kiedykolwiek wróci mi radość z życia. Dzisiaj na terapii rozpłakałem się z bezsilności (╯︵╰,) Zaczyna brakować mi sił, czuję się zmęczony
    #depresja #rozstanie #zwiazki #samobojstwo #terapia #psychiatria #samotnosc pokaż całość

  •  

    poszedłbym na terapie typu każdy siedzi w kułku i opowiada o swoich problemach jak we filmach ale jak kobieta zaczęłaby gadac swoje typowe

    ah ja nieszczęśliwa, gdyby nie chłopak i setki znajomych (...)

    to albo bym ryknął śmiechem albo bym ją opluł albo zwyzywał

    #psychologia #rozowepaski #logikarozowychpaskow #terapia #jakwefilmie #depresja #przegryw #p0lka pokaż całość

  •  

    Jestem już po pierwszej wizycie u psychiatry na NFZ poszłem bez żadnego skierowania Bardzo miła pani na początku się bałem ale jakoś się otworzyłem na nią i jej powiedziałem o problemach nerwica hipohondria itp. powiedziałem jej również że nie mam chęci do życia przez to że prawka zdać nie mogę bo bez prawka to ja do pracy nigdzie nie pójdę na busach chce jeździć Na początek pół godziny rozmowy było okej narazie nic mi nie przepisała następna wizyta za 2 tygodnie i zobaczymy co będzie powiedziałem jej też że bardzo się stresuje na egzaminie i że ani razu z placu nie wyjechałem wstydziłem się powiedzieć ale ona powiedziała że nie mam czego się wstydzić że w końcu zdam i za 2 tygodnie prawdopodobnie pierwsze leki cieszę się że w końcu mogłem się wyżalić dosłownie Mam nadzieję że już będzie tylko lepiej (。◕‿‿◕。)ʕ•ᴥ•ʔ(づ•﹏•)づ #przegryw #depresja #spierdolenie #nerwica #terapia #psychologia #psychoterapia pokaż całość

    źródło: 161-1610299_happy-pepe-the-meme-pepe-drawing.png

  •  

    Jak radzicie sobie z nerwicą natręctw? Mam wrażenie, że w ostatnich miesiącach się to u mnie pogłębiło. Wykonuje kretyńskie czynności licząc przy tym i ciągle mam poczucie, że stanie się coś złego. Najbardziej boję się, że jak nie zrobię czegoś irracjonalnego to coś stanie mi się z khutasem i jajami. Dawniej było tylko ciągle mycie rąk. Np. nie dotkne brudna ręką khutasa. Myje przed i po szczaniu. Po każdym umyciu sprawdzam czy woda nie kapie licząc przy tym do określenych liczb( dawniej tak dokładnie sprawdzałem tylko przed snem) podczas ćwiczeń siłowych też wykonuje określoną liczbę powtórzeń i serii. Nie mogę wykonać np 6 ,13 lub 18. Dobre liczby to 8, 15 i 22 chociażby. Najgorsze jest to, że pojawiają się natrętne myśli, przez które muszę powtarzać czynności. Ciągle jestem niewyspany i ciągle odczuwam niepokój. Chciałbym żyć normalnie. Powtarzanie czynności tyczy się nawet takich debilnych rzeczy jak odświeżanie stron internetowych czy nawet dodawanie tagów pod postem na wykopie. Pokonaliście to jakimiś medytacjami czy po prostu silną wolą? Są jakieś ćwiczenia myślowe, które wam pomogły ? Nie chcę brać pieprzonych psychotropów, bo po nich nie nadaje się do niczego. Poza tym źle wpływają na moją erekcję a seks jest niezwykle ważnym elementem życia dla mnie ( właściwie moja seksualność mną rządzi, ale to inny temat). Poradzicie coś ?
    #przegryw #nerwica #nerwicanatrectw #psychologia #psychiatria #seksuologia #spierdolenie #blackpill #medycyna #medytacja #problem #pytanie #pytaniedoeksperta #niebieskiepaski #rozowepaski #logikaniebieskichpaskow #logikarozowychpaskow #zjeb #mozg #umysl #zdrowie #zdrowiepsychiczne #jakzyc #mentalista #mentalcel #wykop #penis #psychotropy #terapia
    pokaż całość

    źródło: cdn.galleries.smcloud.net

  •  

    Przykładowa sesja CBT
    Terapeutka: Witaj John, miło cię poznać. Może opowiesz mi, dlaczego się tu znalazłeś?
    Pacjent: Jestem tu tylko dlatego, że muszę. Dostałem w zeszłym tygodniu naganę za „publiczne upijanie się”. Powiedzieli mi, że muszę tu przyjść albo mnie wywalą ze szkoły.
    Terapeutka: Rozumiem. Jak myślisz, ile wtedy wypiłeś?
    Pacjent: No, nie wiem. Nie więcej niż zwykle. Wszyscy poszliśmy razem i wypiliśmy po kilka piw, nic wielkiego.
    Terapeutka: Wypiłeś kilka piw i co się potem stało? Skąd się wzięła nagana?
    Pacjent: Jakiś głupek z naszego piętra poskarżył się na głośną muzykę i przyszedł opiekun do naszego pokoju i zobaczył te wszystkie piwa. On się po prostu na mnie uwziął. To była tylko wymówka, żeby mnie dopaść, przecież wcale takdużo nie wypiłem.
    Terapeutka: Co opiekun ci powiedział?
    Pacjent: Kazał nam się rozejść i zaczął wylewać nasze piwo do zlewu, a to mnie wkurzyło, bo mam już 21 lat i mogę pić.
    Terapeutka: Więc rozzłościłeś się na niego i co mu powiedziałeś?
    Pacjent: Powiedziałem mu, że to nie jego interes, co robimy w pokojach. Wszyscy mamy już ponad 21 lat i on nie będzie nam mówił, co mamy robić.
    Terapeutka: Domyślam się, że nie bardzo mu się to spodobało. Co się wydarzyło potem?
    Pacjent: Głupi kapuś poszedł i wezwał kampusową policję. Wszyscy wyszliśmy z akademika, ale oni się pojawili, jak byliśmy jeszcze na dziedzińcu. Wszystkich nas spisali, ale ja musiałem tu przyjść, bo w moim przypadku to już trzeci raz. Beznadziejne! Bo jeśli jeszcze raz mi się coś takiego przydarzy, to nie pozwolą mi ukończyć roku.
    Terapeutka: To wygląda dosyć poważnie. A wygląda mi na to, że naprawdę zależy ci na tym, żeby ukończyć szkołę.
    Pacjent: Muszę po prostu przypilnować, żeby mnie już więcej nie złapali pijanego.
    Terapeutka: A jak myślisz, jak możesz to zrobić?
    Pacjent: Jak nie będę pił, to mnie nie złapią.
    Terapeutka: To prawda, to jest najbezpieczniejsze rozwiązanie, które pozwoli ci ukończyć szkołę. Czy myślisz, że uda ci się nie pić w ogóle alkoholu od dziś do maja?
    Pacjent: Nie powiedziałem, że nie będę w ogóle pił. Ale mogę się postarać nie pić na terenie kampusu.
    Terapeutka: To na pewno dobry początek – dopilnować tego, żebyś nie pił na kampusie, ale może się okazać, że trudno jest tak zorganizować życie z podziałem na picie i niepicie. Czy kiedykolwiek próbowałeś ograniczyć ilość pitego alkoholu?
    Pacjent: W niektóre dni nie mam ochoty pić, to nie piję.
    Terapeutka: To dobrze, że potrafisz zdecydować, że nie pijesz, kiedy nie masz na to ochoty. Możesz mi powiedzieć coś więcej o takich dniach? Dlaczego w niektóre dni nie masz ochoty się napić?
    Pacjent: No, nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Po prostu wiem, że czasem nie mam ochoty się napić – że nie powinienem pić codziennie. Więc w niektóre dni nie piję.
    Terapeutka: Wydaje mi się, że trochę cię martwi całe to twoje picie i czasem świadomie się powstrzymujesz od picia.
    Pacjent: Taaa.
    Terapeutka: A co konkretnie cię martwi?
    Pacjent: Nie chcę zostać pijakiem. Nie chcę musieć pić. Chcę pić tylko wtedy, kiedy mam na to ochotę.
    Terapeutka: Znasz problem alkoholizmu i wiesz, jak mocno może kogoś spętać. Próbujesz tego uniknąć.
    Pacjent: Tak, znam paru gości, co są, no, wie Pani, jakby alkoholikami. Ja taki nie jestem.
    Terapeutka: A co najbardziej cię martwi na myśl o takich ludziach?
    Pacjent: Są zupełnie popaprani. Piją bez przerwy. Nic ich nie obchodzi. Wylatują ze szkoły, nie mają pracy. To by było okropne. No bo po co iść na studia, jak się nie ma zamiaru skończyć i pójść do porządnej pracy po studiach?
    Terapeutka: Myślę, że masz rację. Z pewnością nie chciałbyś tak skończyć.
    Pacjent: Nie ma mowy!
    Terapeutka: To co w takim razie masz zamiar zrobić, żeby zapobiec następnemu wykroczeniu i żebyś nie skończył tak, jak nie chcesz?
    Pacjent: Nie wiem. Zdaje się, że dlatego muszę tu przychodzić.
    Terapeutka: Tak. Myślę, że mogę z tobą nad tym popracować, ale to będzie wymagało do ciebie sporego wysiłku. Będziesz naprawdę musiał zmienić styl życia i dopilnować, żeby picie nie było już jego elementem. Czy jesteś gotów, żeby to zrobić?
    Pacjent: Zdaje się, że będę musiał. Nie mam chyba wyboru.
    Terapeutka: Prawdę mówiąc, tu bym się nie zgodziła. Myślę, że masz wybór. Możesz dalej pić, tak jak dotąd, wiedząc, że może to doprowadzić do tego, że zostaniesz wydalony ze studiów, albo możesz postanowić przestać pić, skończyć szkołę i znaleźć porządną pracę, tak jak zawsze chciałeś.
    Pacjent: Tak, pewnie ma Pani rację. Wydaje się, że taki mam wybór. Nie podoba mi się to, ale chyba muszę tak zrobić.
    Terapeutka: W czasie, jaki nam pozostał do końca spotkania, chciałabym z tobąporozmawiać o tym, jaki rodzaj terapii tutaj stosujemy. Nazywamy ją terapią poznawczo-behawioralną, co oznacza, że prowadzi do lepszego zrozumienia twoich zachowań czy myśli związanych z piciem. Terapia trwa osiem tygodni i w każdym tygodniu będziemy omawiać jakiś aspekt twojego picia. Między sesjami codziennie będziesz miał do wykonania ćwiczenia. Nie będą ci zajmowały dużo czasu, ale pomogą ci pamiętać o tym, o czym rozmawiamy na spotkaniach. Każde z nich ma objętość mniej więcej jednej strony i będziesz mógł je przechowywać na biurku czy w plecaku. Najlepiej będzie, jeśli wyznaczysz sobie stałą porę wykonywania tych ćwiczeń, tak żeby stały się częścią twojego planu dnia. Na przykład przed spaniem albo zaraz po wstaniu lub przed obiadem. Myślisz, że możesz to zrobić?
    Pacjent: Tak, myślę, że tak.
    Terapeutka: Dobrze, bo prosiłabym, abyś przynosił je na kolejne spotkania, bo będziemy o tym rozmawiać.
    Pacjent: OK, ale nie będę musiał dużo pisać? Już i tak mam dosyć roboty.
    Terapeutka: Nie, nie będziesz musiał dużo pisać, ale chcę, abyś dużo myślał o tym, co masz napisać. Nie o to chodzi, żebyś wypełnił puste miejsca na kartce, ale o to, żeby to miało dla ciebie znaczenie i żebyś mógł przestać pić i skończyć studia we właściwym czasie.
    Pacjent: OK. Ale jak te prace domowe wyglądają?
    Terapeutka: Tu jest formularz, który chcę dziś z tobą przejrzeć. Zasadniczo alkohol może zmieniać to jak myślimy i co czujemy i jak się zachowujemy. Na przykład, przypuszczalnie nie rozzłościłbyś się tak bardzo, gdyby sąsiad skarżył się na głośną muzykę, gdybyś tylko jej słuchał, a nie pił.
    Pacjent: No, nie wiem, może bym nie pyskował tak opiekunowi. Może nie po piciu alkoholu. Ale na pewno byłbym wkurzony.
    Terapeutka: Może by cię zeźliło, że ktoś się skarży, ale wątpię, czy opiekun wzywałby policję kampusową.
    Pacjent: Pewnie ma Pani rację.
    Terapeutka: Alkohol osłabia nasze hamulce wewnętrzne, prawdopodobnie więc powiedziałeś opiekunowi coś, czego byś nie powiedział na trzeźwo. I z pewnością nie poszedłbyś się awanturować na dziedzińcu, gdybyś nie pił.
    Pacjent: Racja, tego byśmy nie robili, a do tego policja by nas nie spisywała, gdybyśmy nie byli po alkoholu.
    Terapeutka: No właśnie, więc alkohol wpływa na to, co czujesz – sprawia, że słabną zahamowania. Czy może też sprawić, że czujesz się bardziej atrakcyjny towarzysko?
    Pacjent: Taa.
    Terapeutka: Ponieważ alkohol zmienia to, co czujesz, myślisz i jak się zachowujesz, musimy się dowiedzieć, w jakich sytuacjach najczęściej sięgasz po alkohol. Nazywa się je „sytuacjami wysokiego ryzyka”. Chcemy ustalić, jakie zdarzenia wywołują u ciebie chęć picia i podtrzymują picie. Wtedy będziemy mogli znaleźć jakieś inne sposoby, abyś mógł sobie z nimi radzić bez picia. W jakich sytuacjach pijesz?
    Pacjent: Kiedy jestem z kumplami.
    Terapeutka: Najczęściej pijesz ze znajomymi. Czy pijesz o określonej porze dnia, z określoną grupą znajomych, w określone dni?
    Pacjent: Wszyscy moi znajomi piją. No, znaczy wszyscy, z którymi się zadaję. Zwykle dopiero wieczorem zaczynamy pić. Około 8–9. W weekendy może trochę wcześniej.
    Terapeutka: O czym myślisz, zanim zaczniesz pić? Czy planujesz, że będziesz pił, czy też to się po prostu jakoś tak dzieje?
    Pacjent: Mamy lodówkę pełną piwa. Przychodzę po zajęciach czy po egzaminie i myślę sobie: „Jestem wykończony. Muszę się napić piwa”. Jeśli ktoś już jest w mieszkaniu, to często już i tak piją, więc podają mi piwo albo sobie sam biorę.
    Terapeutka: Jak myślisz, czy pijesz więcej, kiedy jesteś zmęczony, czy kiedy chcesz przyjemnie spędzić czas ze znajomymi?
    Pacjent: Chyba i jedno, i drugie. Lubię pić, jak wszyscy piją. Ale, taaak, chyba chce mi się napić, jak wracam do mieszkania po ciężkim dniu.
    Terapeutka: To są dwa dobre przykłady sytuacji wysokiego ryzyka. Jedna – kiedy miałeś ciężki dzień i chcesz się napić, żeby się odstresować, a druga, kiedy widzisz, że inni piją i ty też chcesz w tym uczestniczyć.
    Pacjent: Więc to mam napisać na tej karcie?
    Terapeutka: Tak, możesz zanotować te dwa przykłady. Weźmy teraz ten pierwszy przykład. Przypomnij sobie, kiedy miałeś ostatnio ciężki dzień i opowiedz mi, co się wydarzyło.
    Pacjent: No, na przykład cztery dni temu. Dostałem marną ocenę z egzaminu, a myślałem, że mi całkiem nieźle poszedł. To mnie naprawdę wnerwiło.
    Terapeutka: I co się zdarzyło, kiedy dostałeś tę ocenę?
    Pacjent: Byłem naprawdę wkurzony. Poszedłem do akademika i wziąłem piwo. Uważałem, że mi się należało to piwo, bo naprawdę porządnie się uczyłem.
    Terapeutka: Potraktowałeś piwo jako sposób wynagrodzenia sobie za niesprawiedliwą, twoim zdaniem, ocenę.
    Pacjent: Tak, chyba tak.
    Terapeutka: A potem? Co się wydarzyło potem? Ile wypiłeś tego dnia?
    Pacjent: Wypiłem trzy czy cztery piwa, zanim wrócili moi współlokatorzy. Wypili ze mną jeszcze kilka piw. Zdaje się, że się dosyć uwaliłem tego wieczoru.
    Terapeutka: A jakie były pozytywne skutki picia w tej sytuacji?
    Pacjent: Pozytywne skutki?
    Terapeutka: Tak, co dobrego się stało dzięki temu, że się tego wieczora napiłeś? Przecież byś nie pił, gdyby picie nie przynosiło pozytywnych skutków.
    Pacjent: Dzięki temu zapomniałem o egzaminie.
    Terapeutka: Tak, alkohol może tak działać. A jakie były negatywne skutki? Jakie były negatywne skutki tego, że tak dużo wypiłeś tego dnia?
    Pacjent: Następnego dnia miałem kosmicznego kaca. Nie mogłem się nawet zwlec na zajęcia.
    Terapeutka: Rozumiem. Negatywne skutki picia pojawiły się trochę później, dopiero następnego dnia. Wydaje się też, że negatywne skutki nieobecności na zajęciach mogły stać się kolejnymi wyzwalaczami do dalszego picia. Opuściłeś zajęcia następnego dnia, co może mieć jeszcze bardziej dalekosiężne konsekwencje, na przykład przeoczenie ważnych informacji potrzebnych, żeby dobrze zdać następny egzamin. A słabe wyniki egzaminów wywołują u ciebie chęć picia. W ten właśnie sposób picie może być częścią błędnego koła. Pijesz w celu osiągnięcia pozytywnych efektów, które zwykle są bardzo krótkotrwałe, ale negatywne efekty są odroczone i często przypominają sytuacje, które prowokują do picia.
    Pacjent: Zdaje się, że rozumiem, co Pani ma na myśli.
    Terapeutka: No to dokończmy ten przykład w formularzu.
    Pacjent: Czy tak jest dobrze?
    Terapeutka: Tak. A teraz wróćmy do tego drugiego przykładu – kiedy widzisz, że znajomi piją, co wtedy zaczynasz myśleć albo czuć?
    Pacjent: Że też potrzebuję się napić.
    Terapeutka: Masz na myśli, że zaczynasz odczuwać głód alkoholu, czy raczej, że chcesz się poczuć dobrze wśród znajomych.
    Pacjent: Chyba obie te rzeczy.
    Terapeutka: To zapisz obie.
    Pacjent: A w kolumnie zachowanie mam napisać „Piję”?
    Terapeutka: Tak. Przypomnij sobie, kiedy ostatnio wróciłeś do swojego mieszkania, a tam koledzy już pili. Jak myślisz, ile wtedy wypijasz?
    Pacjent: Nie wiem, dziewięć czy dziesięć piw. Chyba.
    Terapeutka: Zapisz to i wymień też pozytywne konsekwencje picia tamtego wieczoru.
    Pacjent: Nie sądzę, żeby w ogóle były. To wcale nie był jakiś fajny wieczór.
    Terapeutka: To dlaczego ciągle piłeś, zamiast przestać?
    Pacjent: Bo wszyscy pili. Bo nie chcę wyjść na frajera, co mówi, że musi się uczyć czy coś takiego.
    Terapeutka: Więc korzyścią z picia było to, że jesteś z przyjaciółmi, a nie sam.
    Pacjent: No tak, chyba tak.
    Terapeutka: A jakie były negatywne konsekwencje tego wieczoru? Czy później żałowałeś, że tak dużo wypiłeś?
    Pacjent: Nie przypominam sobie, żebym żałował, ale to jednak było głupie. Okazało się, że w tamtym tygodniu wydałem na alkohol więcej niż chciałem. Poszedłem spać wcześnie. Wcale nie było fajnie.
    Terapeutka: No to jako negatywne konsekwencje możesz zapisać, że wydałeś za dużo pieniędzy i że wcale się dobrze nie bawiłeś.
    Pacjent: Tak, a ja przecież piję właśnie po to, żeby się dobrze bawić, bo mi się nudzi i nie chce mi się siedzieć samemu w pokoju.
    Terapeutka: Właśnie. Te negatywne konsekwencje często prowadzą z powrotem do sytuacji, które wywołują picie, tak jak powiedziałeś. Teraz więc musimy zastanowić się nad tym, co możesz zrobić innego wtedy, gdy znajdziesz się w takiej sytuacji – kiedy jesteś znudzony, masz stresujący dzień albo patrzysz, jak inni piją. W ten sposób, kiedy to się zdarzy, będziesz mógł zachować się w inny sposób niż dotychczas, czyli nie pić.
    Pacjent: Rozumiem. Czyli kiedy mam zły dzień, powinienem zrobić coś innego fajnego, a nie pić. Albo nie powinienem zaczynać pić tylko dlatego, że moi kumple to robią, tylko może pójść do kina albo pograć w kosza.
    Terapeutka: To są znakomite pomysły. Myślę, że świetnie zrozumiałeś, o co chodzi w tym ćwiczeniu. Jak myślisz, jak trudne to będzie, żeby wyjść z pokoju, kiedy się okaże, że wszyscy twoi kumple z mieszkania piją?
    Pacjent: O, mogę to zrobić, żaden problem. Ciągle tak robię – kiedy muszę się uczyć albo mam ochotę na ćwiczenia, to wychodzę. Nie muszę pić tylko dlatego, że oni piją.
    Terapeutka: Cieszę się, że tak mocno wierzysz w swoją zdolność powstrzymania się od picia. Chciałabym w takim razie, żebyś codziennie od dziś do naszego następnego spotkania za tydzień notował przynajmniej jedną taką sytuację, która skłania cię do picia. Opisz, jak się w niej czułeś i czy byłeś w stanie powstrzymać się od picia. Jeśli nie będziesz pił, a taki jest cel, to zanotuj pozytywne konsekwencje niepicia tego dnia. Można mieć nadzieję, że nie będzie negatywnych konsekwencji niepicia, ale gdyby były, to je zanotuj w ostatniej kolumnie. Zapisz także negatywne skutki picia, gdyby się jednak tak zdarzyło, że wypijesz pod wpływem tej sytuacji. Jeśli będziesz pił, zanotuj pozytywne i negatywne konsekwencje. Czy to jest jasne?
    Pacjent: Tak, rozumiem.
    Terapeutka: Dobrze więc, do zobaczenia za tydzień. Pamiętaj, żeby przynieść ten formularz i przejrzymy go razem. Myślę, że zrobiłeś dziś duży postęp. Jestem też pewna, że uda ci się wytrzymać do końca roku, jeśli będziesz nad tym pracował i starał się osiągnąć swój cel.

    #alkoholizm #terapia #uzaleznienie
    pokaż całość

    źródło: tabela.png

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Dlaczego nigdy się nie uśmiechasz? Dlaczego ciągle masz taką groźną minę? Czemu jesteś takim gburem? Czemu jesteś taki niemiły? Dlaczego na wszystko reagujesz agresją?
    Często słyszę te pytania i jest jedna odpowiedź - bo mnie kurwa zniszczono.
    To ja byłem tym chłopakiem, gnębionym przez szony wstawiające cytaty o depresji na fejsbuka, to ja byłem tym chłopakiem który robił za kukłę treningową dla szkolnych osiłków, to ja byłem tym chłopakiem, którego nie szanował nikt. Nikt nigdy mnie nie szanował, nawet nauczyciele, nawet rodzice. Dlaczego? Byłem k@rewsko miłym i bezinteresownym dzieckiem - to wystarczyło. Szkolne osiłki wychowane w patologii, uznawały każdy miły gest za oznakę słabości, więc zostałem ich ulubionym workiem treningowym, stłamszono mnie, do tego poziomu, że każdy mógł mi bezkarnie dojebać, każdy nawet największy lamus, nawet najgłupsza kurwa, bo w szkolnej hierarchii byłem na poziomie klasowego zwierzątka. Jak na to wszystko reagowali nauczyciele? "Podajcie sobie ręce, nie obchodzi mnie kto zaczął"? Bynajmniej. Nie reagowali wcale, a wręcz sami brali udział w tym pierdolonym anty-ludzkim procederze. Czasami tak jest, że nauczycieli chcąc wprowadzić trochę luzu podczas lekcji i/lub coś uświadomić klasie na podstawie przykładu, bierze danego ucznia i stawia go w hipotetycznej sytuacji, "Gdyby Mirek był średniowiecznym chłopem. Gdyby Mirek pojechał do Anglii". Normalny nauczyciel, jeśli już koniecznie coś takiego chce zrobić, wybierze ucznia o największym dystansie do siebie, a sama sytuacja będzie ... hmmm normalna. Otóż w mojej szkole nie, jeśli nauczyciel wybrał mnie do jakiegoś przykładu, mogłem być pewien, że będzie to coś zajebiście zawstydzającego, mój faworyt:
    "W Szwecji przez 41 lat obowiązywało prawo sterylizacyjne. Gdybyśmy żyli w XX wiecznej Szwecji, ofiarą tego prawa mógłby paść np. OP". Zabawne, nie? W końcu cała klasa się śmiała, więc musiało być zabawne.
    Chyba nie muszę wspominać o tym, że nauczyciele byli świadomi jaki mam status w klasie...
    O rodzicach nawet nie chce mi się pisać, bo to jest po prostu przykre, jak bardzo można mieć wyjebane w swoje dziecko. Z jednej strony zapewnienia o miłości i wsparciu, a z drugiej strony wystarczyło, że kurwa wychowawczyni zapewniła rodzica, że "wszystko jest w porządku" i matka mogła spać spokojnie.
    Gnębienie zapoczątkowali mężczyźni, pojawiała się przemoc fizyczna z ich strony, ale najgorzej zapamiętałem dziewczyny. Dziewczyny były ... specyficzne. Z jednej strony zawsze chciały utrzymywać pozory, jeśli nauczyciel był w pobliżu, to one były pierwsze święte siostry burdelanki, jeśli były pewne, że nikt nie widzi, to zamieniały się w diablice. Kobiety preferują przemoc psychiczną, są w tym konsekwentne i zawsze wiedzą, gdzie wbić szpilę, żeby bolało. Pamiętam witanie się ze mną "hej brzydalu/potworze", pamiętam uszczypliwe teksty na każdy temat, pamiętam wysyłanie walentynek z wulgaryzmami, pamiętam wpisy w zeszycie/na tablicy, pamiętam fejkowe wyznania, pamiętam przerabianie zdjęć, pamiętam wszystko, będę pamiętać i nie wybaczę, więc nie dziw się babo jedna z drugą, że mówiąc mi "cześć" na ulicy i udając, że wszystko jest w porządku, słyszysz głośne "spierdalaj". Zresztą trudno mówić o wybaczeniu, jeśli nigdy nie było przeprosin.
    Jaka była moja radość, gdy w drugiej klasie gimnazjum, otrzymałem wiadomość od jednej dziewczyny, że wszystko sobie przemyślała, że Ona nigdy nie chciała brać udziału w tym całym gnębienie, że chciałaby mnie przeprosić i w ogóle to jej się podobam, prosiła mnie żebym przyszedł po lekcjach na "spot" (taka miejscówka). Jako osoba gnębiona, desperacko potrzebowałem akceptacji. Szkoda, że nie poszedłem okrężną drogą, może zobaczyłbym połowę klasy kryjącą się za budynkiem z odpalonymi telefonami.
    W 3 klasie zacząłem się bronić. Dostawałem jeszcze większy wpierdol, ale warto było na koniec dnia spojrzeć w lustro bez wstydu. Nauczyciele wreszcie zaczęli reagować. Ponieważ, nie miałem problemu przy nauczycielach powiedzieć dziewczynie, o jej matce z wątpliwą moralnością, która wysrała na świat takiego diabła pozbawionego empatii.
    W technikum byłem obcy i tylko bardziej się nakręcałem. Już właściwie na wejściu sprzedałem komuś plaskacza. Z tyłu głowy miałem, że bycie miłym, mało stanowczym to oznaka słabości, więc na wszystko reagowałem agresją. Z nikim ze szkoły średniej nie utrzymuję kontaktu, nauczyciele i uczniowie uważają mnie za psychola. Pewnie mają racje.
    Chodzę na terapię, ale nie widzę efektów. Ludzie myślą, że przeszłość nie ma znaczenia. Przecież mają dzieci, pracują, nie łamią prawa, wzorowi obywatele. Przeszłość MA i zawsze będzie mieć znaczenie. Moi drodzy, byli koledzy i koleżanki z klasy, nie udawajcie, że zapomnieliście, przecież mijamy się na mieście, widzę jak odwracacie głowy jak patrzę wam w oczy. Nie myślcie, że będę się na was mścił w jakikolwiek sposób, jestem ponad to, ale przeszłość którą mi zgotowaliście, niszczy moją teraźniejszość, więc nie oczekujcie, że będę udawał, że szkolne czasy nic nie znaczą. W głębi duszy, w tej resztce empatii i wiary w ludzi którą mam, mam nadzieję, że przynajmniej wychowacie swoje dzieci na lepszych ludzi.
    Najgorsze, że nigdy czegoś takiego, jak moi oprawcy, nie będę miał. Nigdy nie wybiorę się z żoną i dzieckiem na beztroski spacer. Ja po prostu nie potrafię zaufać ludziom, nie potrafię kochać, nie potrafię się przed nikim otworzyć, ja już nawet kurwa się nie uśmiecham. Jestem pierdolonym golemem, ulepionym rękoma moich oprawców.

    #normiki #szkola #zalesie #gnebienie #truestory #terapia #depresja #wspomnienia #psychologia #rozwojosobisty

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #60ebd9b7ae4a3c000a405ef9
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Roczny koszt utrzymania Anonimowych Mirko Wyznań wynosi 235zł. Wesprzyj projekt
    pokaż całość

  •  

    Kiedyś chodziłem do terapeutki. Powiedziałem jej, że chcę sobie zrobić sześciopak na brzuchu, a ona na to, że w takim razie mam zaburzenia psychiczne.

    #przegryw #logikarozowychpaskow #psychologia #terapia

  •  

    Terapeuta: Proszę swobodnie wypowiadać swoje myśli, bez cenzury
    Ja: Wypowiadam swoje mysli bez cenzury
    Terapeuta: ja pierdole typie......

    #terapia #psychologia #heheszki

  •  

    Z już kolejnym terapeutą zatrzymałam się w punkcie wyjścia. Mam wrażenie, że niektórych rzeczy nie da się po prostu naprawić. Czy jest sens próbować z nową osobą?

    #depresja #terapia

  •  

    Mirki, potrzebuję waszej pomocy.

    pokaż spoiler Różowa chce zrezygnować z pracy jako psycholog, co od zawsze było jej marzeniem i chce jej pomóc znaleźć pracę.


    Moja różowa od dwóch lat poszukuje pracy jako psycholog we Wrocławiu. Na początku pandemii pracowała na linii wsparcia, jednak projekt po niecałym pół roku został porzucony. Robiła płatny staż, udziela się wolontaryjnie jako psycholog, jednak nigdzie nie chcą jej zatrudnić bo nie ma doświadczenia.
    Wpadła na pomysł żeby zrobić szkołe psychoterapii i otworzyć swój gabinet. Zajebisty pomysł, nie? No właśnie kurwa nie, bo chętnych do tej szkoły jest tyle, że jej aplikacja została odrzucona ze względu na brak doświadczenia.
    Doszła do momentu, że chce to rzucić w cholere, bo nie widzi już szansy, że może się udać. Nie chcę, żeby to robiła, bo wiem jak to jest porzucić coś co chciało się robić od dawna i zająć się czymkolwiek, bo trzeba zarabiać hajs.
    Jeżeli ktoś wie o jakiejś pracy dla psychologa, gdzie nie potrzebują doświadczenia, albo mogą przymknąć na to oko we Wrocławiu albo zdalnie, proszę, dajcie mi znać. Jakakolwiek praca, jakakolwiek płaca, jakikolwiek wymiar godzin.

    Dziewczyna jest pracowita i uwielbia się uczyć, więc jakiekolwiek braki jest w stanie w moment nadrobić.
    Jeżeli ktoś ma jakieś porady odnośnie pracy czy czegokolwiek innego, chętnie wszystko przyjmę.

    Ze swojej strony mogę zaoferować jakąkolwiek pomoc. Podwózka, pomoc przy przeprowadzce, wyjście na piwo. Po prostu nazwij to i zobaczymy co da się zrobić!

    #praca #psychologia #psycholog #terapia #psychoterapia #wroclaw #mirkopomusz
    pokaż całość

    +: Fritzowski, 5....o +4 innych
  •  

    We tym tygodniu kończę terapię i mogę powiedzieć, że była to moja najlepsza decyzja w życiu.

    Od zawsze moje relacje z ludźmi były bardzo dobre, ale z kobietami kończyło się moim cierpieniem, związki nie wychodziły, kilka było toksycznych, wszystkie te złe relacje zakończyłem ... dziś.

    Nauka szacunku do samego siebie, również tego, aby inni mnie szanowali. A jeśli ktoś nie potrafi to znika z mojego życia. Jeśli ktoś mnie nie lubi to nie mój problem, ale jego. To tak abstrakcyjnie proste rzeczy, a jednocześnie bardzo trudne.

    Umiejętność balansu życiowego, pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym, umiejętność spędzania czasu z bliskimi bez myślenia, że tracę coś w zawodzie. Do tego perfekcjonizm czy umiejętność radzenia sobie z OCD.

    Polecam strasznie terapię jeśli czujesz, że masz problem i nie umiesz sobie z nim poradzić.

    #psychologia #terapia #relacje #psychiatria
    pokaż całość

  •  

    #takaprawda, że kiedy normictwo mówi "idź na terapię", to dobrze zdaje sobie sprawę, że żadna terapia nie pomoże przegrywowi na jego problemy. Bo dla normictwa problemem jest sam przegryw i liczą na to, że psychoterapeuci usuną incela z ich oczu (np. poprzez złamanie go i wzbudzenia poczucia winy). Normictwo najchętniej widziałoby nas w zamkniętych radzieckich ośrodkach psychiatrii karnej.
    #przegryw #terapia
    pokaż całość

    źródło: img.dorzeczy.pl

  •  

    #terapia ukończona, nauczyłam się przebywać z ludzmi, odczuwam mniej bycie Mizantropia, miło XD CEL ZDOBYTY #psychologia #borderline #depresja

    +: scriptkitty, b...............h +7 innych
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirki i Mirabelki,
    Jakiś czas temu dodałem tutaj wyznanie w czasie kiedy, byłem już w dość ciężkim stanie psychicznym. Wyznanie było o tym, jak zaślepiony nowymi znajomościami i ich sposobem bycia, zakończyłem swój wieloletni związek na potrzeby przelotnych znajomości i wolnego stylu życia. W skrócie, nabawiłem się przez to depresji i myślałem już o najgorszym.
    Tamten post nie podniósł mnie na duchu, ale nie o tym.
    Z dnia na dzień, czułem się coraz gorzej. Jedyne co mi pomagało to praca, niestety razem z zwiększającym się problemem z covidem, znowu przenieśli nas w tryb zdalny. Tak skończyłem sam w mieszkaniu. Nie miałem już nawet siły na nowe znajomości, kolejny small talk który ucichnie za kilka godzin, dni ewentualnie przy dobrej fali za tydzień. Codziennie myślałem, o tym żeby napisać do mojej byłej dziewczyny. Myśl o tym, uspokajała czarne myśli. Z tyłu głowy wiedziałem, że jest ktoś komu kiedyś, a może nawet i teraz zależało na mnie bezinteresownie. Myślałem też o kometarzach z poprzedniego wyznania, że to nie ma sensu, żeby nie mieszać jej w życiu. Dzięki temu odbiegałem od tego.
    Złamałem się. W któryś weekend, dość późno w nocy, zebrałem się i napisałem, dość krótką wiadomość. Nie odpisała - poszedłem spać czując się jeszcze gorzej. Rano jednak, obudziłem się z odpowiedzią z jej strony. Na początku nasze wiadomości były dość drętwe. Po takim czasie, nawet się temu nie dziwiłem.
    Zaczęliśmy pisać coraz częściej, najgłupsze, najkrótsze wiadomość poprawiały moje samopoczucie, pojawiły się motylki w brzuchu? Jednak nie mówiłem jej o moich problemach. Nie chciałem jej odstraszyć. Zrobiłem to kiedy w końcu się spotkaliśmy. Nic zobowiązującego, na ławce w parku wyrzuciłem z siebie wszystko, nie obyło się od łez, z mojej strony jak i z jej. Spotkanie po takim czasie było tym czego nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo mi brakowało. Zaproponowała mi wizytę u psychologa. Aktualnie jestem już po 3 wizycie, i jestem już zdiagnozowany. Polecam każdemu, kto miewa czarne myśli, nie ma siły, czuje się po prostu jak gowno. To siedzi w głowie, i nie odejdzie przez czytanie wykopu, i siedzeniu przy kompie.
    Z dziewczyną zaczęliśmy wszystko od nowa. Wybaczyła i zrozumiała chociaż nie musiała. Patrząc na to teraz, to ona wraz z psychologiem uratowali mnie, może nie w ostatnim momencie, ale w czasie kiedy było już naprawdę źle.

    Dlaczego pisze to wyznanie?
    Po pierwsze po to, aby pokazać wam że nie zawsze wszystko jest skończone chociaż na to wygląda. Zawsze znajdzie się coś co można zrobić.
    Po drugie po to, aby zachęcić was do udania się do psychologa/lekarza/na terapie do podzielenia się z kimś swoimi problemami.
    Przeglądanie wykopa #przgryw #blackpill tylko ciągnie was w dół. Wiem, że to może wydawać się komfortowe - życie w swojej małej bańce, a dzielenie się najgłębszymi problemami z kimś obcym budzi strach.
    Jednak to samo się nie skończy, i jeżeli sami nie weźmiecie spraw w swoje ręce, nic się nie zmieni.
    Trzymam za was kciuki Mirki i Mirableki, to długa droga którą warto przejść, bo rezultaty będą warte.
    #depresja #rozowypasek #niebieskipasek #terapia #zwiazek

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #6061891bccdad9000aaf50df
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Doceń mój czas włożony w projekt i przekaż darowiznę
    pokaż całość

    +: Patatina, t..........y +7 innych
  •  

    Była sobie kiedyś dziewczynka, którą strasznie frasowało to, że jej mama zawsze kroiła kiełbasę na pół, przed wrzuceniem go garnka i ugotowaniu jej. Kierowana swoją dziecięcą ciekawością, zapytała się mamy, dlaczego tak robi. Mama bez namysłu odpowiedziała jej:
    - Ponieważ moja mama tak robiła
    Dziewczynce jednak nie dawało to spokoju, a odpowiedź nie była dla niej satysfakcjonująca, dlatego poszła do swojej babci i zapytała o to samo, na co ona odpowiedziała:
    - Ponieważ moja mama tak robiła.
    Odpowiedź była równie niesatysfakcjonująca, więc dziewczynka wybrała się do swojej prababci i zapytała o to samo ją. Prababcia się uśmiechnęła i powiedziała:
    - Ponieważ mam za mały garnek

    Lubię tę historię. Prawdziwa czy nie, to jednak każdy z nas na pewno się z czymś takim spotkał. Bezmyślnym powtarzaniu schematów, które ktoś nam narzucił i powielaniu ich. Innym może bliższym przykładem jest eksperyment z małpami, o którym czytałem parę lat temu, ale też odnosił się on do tego zjawiska. Będę pisał z pamięci, jak kogoś interesuje faktyczny przebieg eksperymentu to na końcu wkleję link do artykułu. W skrócie:

    Naukowcy zamknęli na sali dziesięć małp, a na środku ustawili drabinę, a na jej szczycie koszyk z bananami. Za każdym razem, kiedy jedna małpa się wspięła i wzięła banany, wszystkie pozostałe były lane wodą. Bardzo szybko małpy zauważyły zależność, pomiędzy zbieraniem tych bananów, a laniem wodą, więc jak tylko którą weszła na górę, to gdy schodziła, była bita przez inne małpy. Gdy już nauczono ich tych odruchów, żadna już nigdy nie weszła na drabinę. Naukowcy więc zaczęli wymieniać małpy. W miejsce starej małpy, przychodziła nowa, która niczego nieświadoma, chciała ,,poczęstować” się bananem. Wtedy reszta skutecznie jej to wybijała z głowy i już nawet nie próbowała. Tak samo było z każdą pozostałą małpą. Raz za razem, naukowcy systematycznie wymieniali małpy, aż w końcu ze starej ekipy nie został nikt. Żadna z tych małp nigdy nie doświadczyła lania wodą, jednak zostało w nich to tak zakorzenione, że żadna już nie tknęła koszyczka z bananami.

    Myślę, że to idealnie oddaje funkcjonowanie społeczeństwa i naszych zachowań. Sztywne ramy i schematy, które ktoś nam wpoił. Z małpami jest prościej. Podejrzewam, że nie przekazały sobie dlaczego nie wchodzimy na drabinkę i wcale nie potrzebowały sensu i odpowiedzi w tym, reszta narzuciła jej swoją wolę, a ona musiała się dostosować. Tak jak każda inna i ostatecznie ta małpa też brała w tym udział. Nie potrzebowała w tym sensu i logiki, tak jest i już.

    My jednak różnimy się od małpy czyż nie?

    Cóż. Historia z dziewczynką pokazuje, że nie do końca. Mamy mózg, potrafimy zadawać pytania dlaczego, to czemu ani mama, ani babcia nigdy tego nie zrobiły? Tylko ślepo podążały za tym co ktoś robi?

    Strasznie mnie to całe życie drażniło. Zastanawiały mnie zachowania ludzi, które według mnie nie miały sensu, a do tego były narzucone mi jak prawda objawiona. Czułem się jak ta małpa, której ktoś narzuca swoją wolę i nikt nie potrafi mi odpowiedzieć dlaczego. Im bardziej byłem ciekawy, im bardziej chciałem zrozumieć te zachowania tym bardziej byłem sprowadzany do parteru przez ludzi wokół. Mam tak robić i koniec. Moje pytania dlaczego, albo stwierdzenia, że coś nie ma sensu, tak działało ludziom na nerwy, że byłem traktowany z agresją i ludzie wokół mnie zniszczyli. Póki nie nauczyłem się nie zadawać pytań i zostałem sam na sam z moimi myślami. Tak jak w tym eksperymencie. Małpy mnie tłukły, aż wymusiły na mnie posłuszeństwo. Jednak ja już nie powielałem ich zachowań, ale to nieważne.

    Zastanówcie się czy macie takie osoby wokół siebie? A może sami już zostaliście sprowadzeni do bezmyślnego powielania schematów? Najprostszy przykład jest dla mnie związany z religią. Instytucja działająca na zasadzie strachu i wzbudzania poczucia winy. Dzisiaj nie jest tak tragicznie jak to było załóżmy 30 lat temu, lub 600 lat temu. Jednak dalej są ludzie tak głęboko zakorzenieni w kościele, że nic do nich nie dociera, a tam jest największy zbiór schematów i zachowań, który są przestrzegane, a nikt ich nie rozumie. Dlatego pijak, który bije regularnie swoją żonę, leci potem do kościółka, bo tak trzeba. Nie rozumie, że bicie żony jest złe, że znęcanie się nad swoimi dziećmi je niszczy. On idzie bezmyślnie do kościoła i nie widzi w tym hipokryzji, ani niczego złego. Pierwszy rzuci się na kogoś, kto według niego nie szanuje świętości schematów, które ktoś mu wpoił, mimo że ta osoba może szanować i kochać swoją rodzinę. Mało go to interesuje. Bezmyślnie jak małpa wykonuje schematy jego ojca, ojca jego ojca itd.

    Nie chcę się skupiać na motywacji kościoła i do czego dążył, bo to temat na inny wpis.

    W każdym razie nie neguję kościoła, religii. Wiara jest dobra. Tylko trzeba najpierw zrozumieć co na przykład Jezus miał na myśli, a tego większość osób nie robi. Nawet wielu duchownych, traktuje wiarę jako narzędzie do kierowania ludem, dlatego do kościoła już nie chodzę, nawet gdy ksiądz jest w porządku, rozumie i potrafi przekazać swoją wiarę, to on sam jest zmuszony do narzucania rzeczy, w które nie wierzy, podyktowane polityką, chęcią zysku itp.

    Zastanówcie się przez chwilę, jakie wy macie schematy, co robicie czego nie rozumiecie? Zastanów się czy jakaś czynność, którą wykonujesz nie ma najmniejszego sensu? Nie wiem, nie wywiesisz prania w niedzielę? Pocałujesz chlebek jak spadnie na ziemię? Nie mówię, że to głupie. Pytam się po prostu czy widzisz w tym jakiś sens? Jeśli tak to dobrze, jeśli nie to zastanów się nad tym po co w takim razie to kontynuować? Tylko pamiętaj, bo tak trzeba, moja mama tak robiła, nie jest dobrą odpowiedzą, co chyba do tej pory można wywnioskować.

    Nie atakuję kościoła, po prostu najlepsze przykłady, które można przedstawić, pojawiają się właśnie tam. Są inne rzeczy jak na przykład: Ucz się, pójdź na studia, żebyś nie harował jak my. Widzę bardzo dużo osób, które są zdziwione, kiedy okazuje się, że po studiach i tak muszą robić za najniższą krajową, albo nawet co gorsza nie pracują w zawodzie, który wybrali. Z czego ta pierwsza opcja nie jest jeszcze tragiczna, bo kształtujesz się dalej w swoim fachu, tak druga opcja może zamknąć ci drzwi do dalszego rozwoju.

    Nie wińcie za to swoich rodziców, ludzi wokół siebie, oni też bezmyślnie powtarzali schematy, które ktoś im narzucił. Intencje były dobre, jednak przykłady, kiedy ktoś po studiach pracuje u człowieka, który ledwo skończył zawodówkę, lub nie skończył szkoły jest dużo. Różne czynniki na to wpłynęły. Statystycznie po studiach masz większe szanse na rozwój, jednak sucha wiedza i papierek niewiele ci pomogą, jeśli nie umiesz ich wykorzystać. Mogłeś w tym czasie poświęcić czas na inne aktywności, które mogłyby ci pomóc, jednak skąd mogłeś wiedzieć? Nawet jeśli wiedziałeś to mogłeś zostać zgnojony za własne myślenie i tak by nic z tego nie wyszło. Wśród wykształconych są jednostki wybitnie głupie, tak samo wśród ludzi słabo wykształconych spotkasz tak samo osoby wybitne. Jednak to wyjątki, a nie reguła, a ty miałeś pecha. Czy to przez otoczenie, czy przez to, że sam nie byłeś na to gotowy.

    Dobrymi chęciami piekło jest brukowane. Czasu nie cofniesz, możesz jedynie iść przed siebie. Jeśli ciśnie ci się na usta jak? To ci odpowiem: Nie wiem. Sam jeszcze tego nie wiem, ale wierzę że jest jakieś wyjście.

    Dobrym krokiem, jest na przykład pozbycie się schematów, zastanowić się nad tym co robimy, dlaczego to robimy, czemu nasi rodzice robią to co robią i jak można to poprawić. Może aktywności, które wykonujesz cię blokują, sprawiają że czujesz się gorzej? Może prościej będzie rodzicom wybaczyć ich błędy, gdy zrozumiesz kto i jak ich oszukał? Dobrym przykładem jest brak osób wykształconych w naszym kraju po upadku PRL-u, wtedy trąbiło się w mediach że nie mamy wykształconych ludzi, że studia to przepis na udane życie itd. Tylko niestety, jest to zarezerwowane dla 10% społeczeństwa, a nie dla 40%. ,,Nowy Wspaniały Świat” polecam ci tę książkę. Ładnie tam też zostało opisane, dlaczego nie może być w społeczeństwie zbyt wielu wykształconych ludzi. Jednak nie chce mi się na ten temat rozpisywać. Może w innym wpisie. Tutaj skup się tylko na tym dlaczego robisz to co robisz, dlaczego wierzysz w to co wierzysz, dlaczego kogoś nienawidzisz?

    Widzisz to?


    #smiecizglowy epizod 31

    #przemyslenia #psychologia #terapia #zaburzeniaosobowosci #depresja #nerwica
    pokaż całość

    źródło: terapia-schematów-kraków.png

    •  
      S...............k

      +1

      @Garztam: taktyk

      +: Garztam
    •  

      @lostinwonderland: Cały ten komentarz by nadał się na jakiś oddzielny wpis. Fajne przemyślenia.

      2. Widziałam, że piszesz o psychoanalizie. Generalnie psychoanaliza raczej jest mocno dyskredytowana. Freud był jaki był, swoje do psychologii wniósł, ale raczej traktuje się go jako "ciekawostkę" historyczną (chyba, że piszesz o czymś innym). Nurt psychodynamiczny wywodzący się też z tego, jeszcze dobrze się trzyma (aczkolwiek w mojej opinii nie jest dostosowany do naszych czasów). Ludzie “chcą szybko”, a dokopywanie się do źródeł we wczesnym dzieciństwie trochę trwa (jeśli w ogóle da się przez ten mglisty labirynt przejść) i wymaga dużego. wglądu w siebie (nie wszyscy go mają wystarczająco dużo, nie wszyscy mają tyle czasu, chęci…- no jest to wymagające).

      Dlatego moja terapia trwała kilka miesięcy, wszyscy dostali zwolnienie od lekarza jak na pobyt w szpitalu i codziennie były zajęcia.
      pokaż całość

      +: deton24
    • więcej komentarzy (10)

  •  

    Wiecie co jest najgorsze w chodzeniu na terapie dla mnie? Że mimo iż wiem, że wiele rzeczy w mojej głowie jest zupełnie bez sensu i nie ma logicznych podstaw, to niczego nie zmienia. W sensie nie tak od razu. I ten czas pomiędzy zauważaniem a rozgryzieniem jakiegoś problemu, to najgorsze gówno. A najgorzej, że mam znowu etap, w którym mam wrażenie, że nie mam nawet nikogo, kogo by obchodziło, że jestem cholernie smutna i kolejny dzień z rzędu wypłakuje sobie z tego powodu oczy jak nikt nie patrzy. (╥﹏╥) Tak tylko chciałam się wyżalić.

    #terapia #psychologia
    pokaż całość

  •  

    Ale pojechała wariatce

    #terapia #psychoterapia #psychologia #bekazpodludzi

    źródło: Screenshot 2021-02-11 at 09.12.01.png

  •  

    Za dwa miesiące 21 urodziny a ja nadal nie wiem co chce w życiu robić. Nie mam żadnego celu. Kończę 1 semestr studiów, nic na nich nie robie, nie mam ani siły ani ochoty. Brak planów na przyszłość, psycholog podejrzewa borderline ale co z tego? Ta rozmowa z nią nic mi nie daje. Ja już naprawdę nie wiem co ze sobą zrobić..nic nie potrafię, mam maturę zdana bardzo dobrze ale nie mam już motywacji do dalszej nauki. Izoluje się, nie mam żadnych znajomych, nikogo. Moje aktualne życie to siedzenie dzień w dzień po 13h w telefonie, oglądam życie innych albo siedzę na netflixie. Dno.

    #przegryw #wegetacja #dno #depresja #borderline #bulimia #studbaza #motywacja #psychiatria #psychologia #terapia #corobic #codalej #help #netflix #gownowpis
    pokaż całość

  •  
    b..............y

    +7

    #dziendobry
    Założyłem konto, żeby wrócić na Wykop (tak, wiem, zaraz je usunę xD). Poprzednie konto miało 10 lat, ale potrzebowałem świeżego startu, więc je skasowałem już jakiś czas temu.

    Chcę tu głównie prowadzić bloga, zależy mi, by dostawać jakiś feedback odnośnie moich przemyśleń czy jakichś wydarzeń z życia. Po prostu podyskutować z ludźmi, wymieniać się poglądami, informacjami itd. Chciałbym też dzielić się tym, co czytam, oglądam, czym się zajmuję.

    Zasada jest tylko jedna - żadnego hejtu, obrażania kogoś, wyśmiewania itd.

    O mnie - 30 lat, miasto wojewódzkie, korpo, zarobki średnie, w związku, mam kota. Lubię politykę i nauki społeczne. Serce po lewej stronie. W czasie wolnym gry video, seriale i filmy, ćwiczenia fizyczne, koszykówka, rower. Książki czytam w ramach rozwoju osobistego, niekoniecznie dla rozrywki. Z ciekawostek - od ponad 2 lat jestem pacjentem poradni leczenia uzależnień #terapia - #alkohol #marihuana trochę innych narkotyków, więc nieco ponad 2 lata temu moje życie zaczęło się mocno zmieniać. O tym też chcę tu pisać, dzielić się moimi doświadczeniami i może komuś pomóc.

    Tag #blogklasyczny
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Małe podsumowanie roku 2020.

    To był dobry rok. Mimo pojebanej sytuacji z pandemią, nigdy nie byłem szczęśliwszy.

    Minęły mi już ponad 2 lata, odkąd przestałem pić #alkohol, palić #marihuana i eksperymentować z innymi #narkotyki. Równolegle do czasu #abstynencja leci mój staż #terapia - 3 sesje w tygodniu, w tym jedna grupowa. Jestem już blisko zakończenia ostatniego etapu leczenia w Poradni i pytanie, co dalej. Pewnie będę kontynuował prywatnie z tą samą terapeutką. A co do grupy, to może pójdę do AA/AN. Raz byłem i mi się nie spodobało, ale podobno jest niezła "jednostka" niedaleko mnie.

    W pracy awans i podwyżka się opóźniły, ale w końcu nadeszły i od stycznia mój etat jest warty ~5k netto. Czyli po dwóch latach od wyzerowania kariery przekroczyłem to, co miałem przed resetem. Do tego firma, którą rozkręcam z bratem i znajomym, zaczyna generować niewielki, ale stały miesięczny przychód (500-700 zł netto), niemalże pasywny. I mam nadzieję, że będzie tego coraz więcej. Wpadła też premia za zaangażowanie w pracy, więc zrobię sobie parę zaległych rzeczy w mieszkaniu i może pojadę na narty.

    W związku też się układa. Zaręczyliśmy się, ogarniamy formalności związane z małżeństwem. Ona jest spoza UE, więc trochę tego mamy. Myślimy o dziecku, chyba już jesteśmy gotowi i wiekiem, i majątkiem, i emocjonalnie, i poziomem zaawansowania naszej relacji. Jesteśmy siebie nawzajem pewni. Odnaleźliśmy w sobie nawzajem spokój, ciepło, wyrozumiałość, wsparcie. Dużo miłości, nigdy nie czułem się kochany tak bardzo. Czasem martwię się o nią, czy na pewno jest szczęśliwa, czy sobie poradzi z tym wszystkim trudnym, co ma w sobie. Ale czuję, że z moim wsparciem ona da sobie radę tak samo, jak ja daję sobie radę z jej wsparciem.

    Wczoraj minęło 19 lat odkąd umarł mój ojciec. Zastanawiam się, jak wyglądał koniec jego trzydziestego roku życia - co myślał, co czuł, jakie miał plany. Wiem, że nie chcę umrzeć tak młodo, jak on. Mam nadzieję, że przy odrobinie farta mi się to uda. Więc jeszcze przed Nowym Rokiem wróciłem do porzuconych 2-3 miesiące temu ćwiczeń fizycznych, od przyszłego roku rzucam napoje gazowane.

    Na pewno latem 2018 roku, kiedy moje dotychczasowe życie legło w gruzach, nie spodziewałem się, że pod koniec roku 2020 będę miał w sobie tyle szczęścia, optymizmu, spokoju i codziennej radości z życia.

    Życzę tego, żeby udało się Wam wyjść z kryzysów, w których jesteście, przezwyciężyć trudności, uzdrowić lub opuścić toksyczne relacje, znaleźć siłę na dokonanie zmian.

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #5fe33bfd4fbb67000ac1f1c4
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    Roczny koszt utrzymania Anonimowych Mirko Wyznań wynosi 235zł. Wesprzyj projekt
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Zobaczyłem wpis, którego screena załączam i nie wiem, czy bardziej się wkurwiłem, czy może jednak bardziej mi przykro. Po co to piszę? Żeby spuścić parę. I żeby chociaż jedna osoba dzięki temu poszła na terapię.

    Pisanie o terapii, jako o zabawie, w której z jednej strony bierze udział "wykształcona za pieniądze ojca Julka", a z drugiej "Oskarek z jesienną depresją" to dwa szczyty na raz: szczyt ignorancji i szczyt skurwysyństwa.

    Od ponad 2 lat leczę się w poradni leczenia uzależnień. Wcześniej przez 10 lat systematycznie pogrążałem się w piciu, braniu narkotyków i kompulsywnym graniu na komputerze. Byłem nieszczęśliwy, nie widziałem dla siebie żadnej przyszłości. Do poradni trafiłem trochę przypadkiem, zacząłem leczenie, żeby uciec od problemów i od pracy (3 pierwsze miesiące to zwolnienie od psychiatry i terapia w grupie przez ponad pół dnia).

    Moja terapeutka to wspaniała, ciepła i empatyczna osoba, której zaangażowanie i wiedza pozwoliły mi podnieść jakość mojego życia do poziomu wcześniej dla mnie niewyobrażalnego. Jestem szczęśliwy, spokojny, powoli buduję swoje życie tak, żeby spełniało moje oczekiwania. Mam lepsze relacje z rodziną, z innymi ludźmi. Opuściło mnie wieczne poczucie niepokoju i obrzydzenie do siebie. Nie jest idealnie i dalej mam różne problemy, daleka droga przede mną. Ale nigdy nie było tak dobrze i wiem, że tendencja jest wzrostowa.

    Ludzi, którzy przeżyli coś podobnego, poznałem tam dziesiątki. Każda historia jest inna - są dziewczyny z dobrego domu i są starzy pijacy z wyrokami i długami. Każdy ma inne problemy, ale każdy pracuje i walczy o lepsze życie dla siebie i bliskich.

    Terapia działa, ale nie tak, jakby niektórzy chcieli - od samego chodzenia nic się nie zmieni. Tak samo jak na siłowni - trzeba pracować i podporządkować dużą część życia leczeniu. I nie, nie każdemu się udaje. Niestety. Ale wiele osób sobie pomogło.

    Jeśli czujesz, że potrzebujesz pomocy, to pewnie masz rację. Nie wahaj się. Są możliwości darmowej pomocy, nie musisz mieć kasy. Psychoterapeuta (nie psycholog, to nie to samo!) naprawdę chce Ci pomóc. Wielu ludzi będzie umniejszać Twoje starania, ale to ich problem. Zmiana jest możliwa. Powodzenia.

    #depresja #terapia #alkoholizm #przegryw #uzaleznienie #narkotyki

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #5fd62ce57aca0b000b77f88f
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: LeVentLeCri
    Przekaż darowiznę
    pokaż całość

    źródło: i.ibb.co

    +: W...........6, s...........n +47 innych
    •  

      Ehh: A czy lekarz musi mieć udar aby cie z niego wyleczyc?
      Zawal aby go zdiagnozowac?
      Kamienie nerkowe aby z nich cie wyleczyc?

      Nawet jesli poszla za pieniadze tatusia, to co z tego? Ma wyksztalcenie i umie pomagac.

      Czesto terapeci to wspniali ludzie, ktorzy przyplacaja swoim zdrowiem psychicznym, aby pomagac ludziom i w okresie jeziesni/zimy sami potrzebuja przerwy.

      Sama byłam na granicy, zawdzięczam życie takiej "julce" i psychiatrze "oskarkowi".
      2 lata pracy, nagladow, placzu na spotkaniach i zyje normalnie, szczesliwa i nie boje sie az tak porazek. Nawet lekow juz nie mam - moze nie jestem ekstrawertycznym dynamiczniakiem, ale zapytanie o godzine losowego przechodnia mnie nie przerasta

      Zaakceptował: LeVentLeCri
      pokaż całość

      +: Faveola
    • więcej komentarzy (24)

  •  

    Terapia wibracyjna mająca na celu leczenie bólów głowy (1890)

    #medycyna #kiedystobylo #terapia #bolglowy

    źródło: 20200928_072426.jpg

    •  

      @Antol: kurde wydaje się fajna ta gra, ale szukać ekipy to pewnie masakra. Mam wrażenie, że ludzie grający w takie to znają się z swoją grupą od przedszkola xd

    •  

      @Maneharno: uwierz mi, że większość ludzi jadących w tej ciężarówce się nie znają XD właśnie to jest magia Squad. Wbijasz do oddziału, witasz się i spontanicznie zaczynasz z nimi współpracować na drodze ku zwycięstwu. Chodzicie sobie, robicie żarty, a przecież jeszcze kilka minut temu nigdy nawet nie słyszałeś ich głosu.

      Znam mnóstwo ludzi, którzy grają w to na własną rękę właśnie dzięki tej spontaniczności spotykania spoko ludzi. pokaż całość

      +: heater
  •  

    #poznan #psycholog #depresja #terapia

    Poszukuję dobrego psychologa lub psychoterapeuty w Poznaniu. Macie kogoś godnego polecenia?

  •  

    Już 14 września zapraszamy na seanse słonecznej komedii „Arab Blues" w kinach sieci Kino Helios Polska w ramach cyklu Kino Konesera!
    Lista miast, w których obejrzycie „Arab Blues" 14 września:
    Bełchatów – Helios
    Białystok – Helios Alfa
    Białystok – Helios Biała
    Białystok – Helios Jurowiecka
    Bielsko-Biała – Helios
    Bydgoszcz – Helios
    Dąbrowa Górnicza – Helios
    Gdańsk – Helios Alfa
    Gdańsk – Helios Forum
    Gdańsk – Helios Metropolia
    Gdynia – Helios
    Gniezno – Helios
    Gorzów Wielkopolski – Helios
    Grudziądz – Helios
    Jelenia Góra – Helios
    Kalisz – Helios
    Katowice – Helios
    Kędzierzyn-Koźle – Helios
    Kielce – Helios
    Konin – Helios
    Krosno – Helios
    Legionowo – Helios
    Legnica – Helios
    Lubin – Helios
    Łódź – Helios
    Nowy Sącz – Helios
    Olsztyn – Helios
    Opole – Helios
    Pabianice – Helios
    Piła – Helios
    Piotrków Trybunalski – Helios
    Płock – Helios
    Poznań – Helios
    Przemyśl – Helios
    Radom – Helios
    Rzeszów – Helios Galeria Rzeszów
    Rzeszów – Helios Powstańców W-wy
    Siedlce – Helios
    Sosnowiec – Helios
    Stalowa Wola – Helios
    Starachowice – Helios
    Szczecin – Helios CHR Kupiec
    Szczecin – Helios Outlet Park
    Tczew – Helios
    Tomaszów Mazowiecki – Helios
    Warszawa – Helios Blue City
    Wołomin – Helios
    Wrocław – Helios Aleja Bielany
    Wrocław – Helios Magnolia Park

    #film #filmy #kino #sztuka #kultura #rozrywka #rozowepaski #komedia #psychologia #psycholog #terapia #tunezja #francja #helios #belchatow #bialystok #bielskobiala #bydgoszcz #dabrowagornicza #gdansk #gdynia #gniezno #gorzowwielkopolski #grudziadz #jeleniagora #kalisz #katowice #kedzierzynkozle #kielce #konin #krosno #legionowo #legnica #lubin #lodz #nowysacz #olsztyn #opole #pabianice #pila #piotrkowtrybunalski #plock #poznan #przemysl #radom #rzeszow #siedlce #sosnowiec #stalowawola #starachowice #szczecin #tczew #tomaszowmazowiecki #warszawa #wolomin #wroclaw
    pokaż całość

    źródło: ARAB BLUES_9 (c)CaroleBethuel.jpg

  •  
    T......i

    +19

    #terapia #heheszki

    źródło: FB_IMG_1597320128095.jpg

    +: Fredericksen, M......2 +17 innych
  •  

    W poszukiwaniu własnej wartości – przekonania na swój temat
    Hejka! Dzisiaj zapraszam Was na pierwszy dzień ćwiczeń. To bardzo popularne metody pracy psycho- i socjoterapeutycznej. Można je także znaleźć w książkach, tytuły, z których korzystałam jak zawsze na końcu :) Jak obiecałam, dzisiaj nie wołam. Dołączam karty pracy – można wydrukować lub po prostu się wzorować. Zalecam jednak zapisanie odpowiedzi na te pytania, zajmie to Wam może do pół godziny, ale będzie to zdecydowanie bardziej efektywne, niż jedynie pomyślenie o tych odpowiedziach. Poza tym odpowiedzi przydadzą się w kolejnych ćwiczeniach. Staraj się nie pomijać ćwiczeń.
    #zdrowyduch ← Koniecznie obserwuj, jeśli nie chcesz pominąć wszystkich treści!

    Jak pisałam wczoraj, na początku naszego życia największy wpływ na nasz rozwój odgrywają opiekunowie, a następnie nauczyciele oraz grupa rówieśnicza. Z tymi wpływami wiążą się przekonania, jakie nabieramy na temat siebie w relacjach z sobą samym, rówieśnikami i dorosłymi – w tym rodzicami. Nie zawsze są one uświadomione, ale zazwyczaj stanowią automatyczną reakcję na bodźce. Przykładowo w reakcji na niepowodzenia szkolne możemy nabyć przekonania, że do niczego się nie nadajemy – jest to interpretacja rzeczywistości, nie fakt.
    Dzisiaj postaramy się rozpoznać świadomie przekonania, które w nas żyją oraz poznamy metodę, co zrobić, gdy jak bumerang wracają te negatywne.

    Ćwiczenie 1
    Na karcie pracy nr 1 umieszczono trzy tabele. W tabeli oznaczonej numerem jeden i dwa i spróbuj znaleźć przekonania na swój temat. Co zazwyczaj myślisz o sobie w relacjach z: samym sobą, bliskimi oraz z innymi osobami? Co pojawia się w Twojej głowie, gdy mierzysz się z jakimś wyzwaniem (w relacjach społecznych, w pracy, w życiu prywatnym)?
    Nie przejmuj się, jeśli tych odpowiedzi nie będzie dużo lub będzie więcej jednych lub drugich przekonań – to nie sprawdzian na ocenę. Dla ułatwienia podałam przykłady pod tabelą.

    Ćwiczenie 2
    Pochylmy się teraz nad przekonaniami negatywnymi. Spójrz na swoje negatywne przekonania i/lub na te przykładowe. Zauważ, że te przykłady są ściśle powiązane z lękami: lękiem przed odrzuceniem lub porażką (np. “muszę spełniać oczekiwania innych” wiąże się z lękiem przed odrzuceniem, natomiast “nie dam sobie rady” – z lękiem przed porażką). W trakcie dorastania mogłeś_aś doświadczyć wiele trudnych sytuacji, które odcisnęły na Tobie piętno.
    Jak już pisałam, przekonania są automatyczne, nie są świadomą i rzetelną oceną rzeczywistości. Są podyktowane emocjami, bo dzięki tym spontanicznym reakcjom emocjonalnym wyewoluowaliśmy lub przeżyliśmy. Stanowią swoistą reakcję obronną. Jeśli zmory dzieciństwa/okresu dorastania są już za Tobą, to jest o wiele łatwiej. Dlaczego? Bo jesteś dorosłym człowiekiem, odpowiedzialnym za swoje życie. Rodzice, babcie, nianie, źli nauczyciele czy złośliwi koledzy z klasy nie są już Twoim utrapieniem, a więc nie musisz się już przed nimi bronić. Stresor odszedł lub zmienił swoje nasilenie, ale reakcja pozostała.

    W związku z tym nauczymy się dzisiaj metody TPS: Trudność – Przekonanie – Skutek, którą opracował A. Ellis.
    Weźmy na warsztat jedno z przekonań negatywnych. Spróbuj sobie przypomnieć sytuację, gdy to przekonanie bardzo silnie w Tobie rezonowało. Postaraj się poczuć emocje z tamtych chwil oraz to, jak zachowywało się Twoje ciało. Weź kilka wdechów i postaraj się spojrzeć na to wydarzenie z dystansu, jak badacz. Do odpowiednich rubryk w tabeli w karcie pracy 2 wpisz:
    → Trudność: co się stało, fakt, bez żadnego zabarwienia emocjonalnego
    → Przekonanie: co pomyślałeś, jakie negatywne przekonanie się pojawiło
    → Skutek: określ swoje emocje w związku z tym wydarzeniem. Nie oceniaj się, po prostu spróbuj nazwać te emocje
    → Analiza: Spróbuj zanalizować z perspektywy zewnętrznego badacza, co się właściwie stało, poszukaj odpowiedzi, dlaczego się tak poczułeśaś i skąd pochodzi to przekonanie, może czułeśaś się już tak wcześniej? Z czego wynika to przekonanie? Może pamiętasz początki tego przekonania? Kto/co wywołuje w Tobie to przekonanie zazwyczaj? O jakich konsekwencjach pomyślałeś automatycznie? A jakie konsekwencje są realne? Czy to przekonanie słyszysz w głowie czyimś głosem (np. ojca, babci, nauczyciela, etc.)? Zastanów się, czy są jakieś racjonalne przesłanki, dowody na to, że jest rzeczywiście tak, jak pomyślałeś.
    Pod tabelą umieściłam przykładową analizę jednego z problemów.
    Zauważ, że realną przyczyną pojawienia się w przykładzie przekonania “jestem beznadziejny” była nie rzeczywista beznadziejność, a potrzeba sprostania surowym oczekiwaniom rodziców.
    Spójrz na swoją analizę. Wróć do pozycji uczestnika sytuacji i zastanów się, czy nadal tak samo intensywnie odczuwasz tamte emocje.

    Ćwiczenie 3
    Mam nadzieję, że widzisz teraz, że przekonania – zarówno negatywne, jak i pozytywne – mają odzwierciedlenie w Twojej historii. Są automatyczne. I o ile pozytywne przekonania (np. “jestem mile widziany”, gdy po odwiedzinach u rodziców wychodzisz z pełnym brzuchem, dobrymi historiami i miłym wspomnieniem ciepła i miłości ostatnich chwil) nie sprawiają w życiu trudności, wręcz przeciwnie – pozwalają sobie z nimi radzić, tak negatywne stają się często utrapieniem, są demotywujące, obniżają naszą wartość w naszych oczach. Przez nie nie żyjemy pełnią życia.

    Spróbuj przekształcić negatywne myśli w pozytywne – tak, jak chcesz, by kreowały Twoją rzeczywistość. Nie chodzi o zakłamywanie siebie. Jeśli Twoim przekonaniem jest “jestem brzydki jak noc listopadowa”, to nie uwierzysz w przekonanie “jestem piękny”. Postaraj się znaleźć coś, co będzie Cię motywowało. Skoro “jestem piękny” nie pasuje, może idź w stronę “jestem wystarczająco ładny. podobają mi się moje oczy/uszy/nos/ręce”. Jeśli Twoim negatywnym przekazem jest “nie mogę się bronić przed rodzicami”, uświadom sobie, że masz do tego prawo. W przeformułowywaniu przekazów używaj takich słów jak: “mogę”, “mam prawo”. Przykłady pozytywnych transformacji podałam pod tabelą.

    Od tej chwili, gdy uświadomiłeśaś sobie, że przekonania w Tobie żyją, możesz wziąć odpowiedzialność za to, czy i w jakim stopniu kierują Twoim życiem. Przypomnij sobie poprzednie ćwiczenie, gdy czułeśaś całym ciałem swoje emocje. Od teraz, gdy znów to poczujesz, postaraj się świadomie zatrzymać i zgodnie z metodą TPS wyjaśnić sobie, co się właściwie dzieje. Daj sobie prawo do czucia tego, co czujesz – nie musisz nikomu o tym mówić, przyznaj się tylko przed samym sobą.

    Zwłaszcza mężczyznom – z racji kulturowego wychowania do bycia silnym – bardzo trudno jest przeżywać emocje takie jak smutek, zachwyt, lęk, radość czy bezradność. Jeśli teraz czujesz, że potrzebujesz zapisać w tabeli pożądanych przekonań, że masz prawo czuć i nie ma nic złego w takich uczuciach – zrób to.
    Jeśli w sytuacji przeżywania takich emocji, np. w czasie analizy sytuacji, przyjdzie Ci do głowy automatyczna myśl w stylu “ale ze mnie miękka faja”, postaraj się taką myśl również zanalizować metodą TPS: co się wydarzyło, gdy o tym pomyślałeś, co pomyślałeś, jak się poczułeś, itd.

    #terapia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #psychologia
    _____________________________________________
    Nie jestem ani lekarzem, ani terapeutą. Informacje zawarte w poście są oparte na moich doświadczeniach i poniższych źródłach.

    Źrodła:
    Belmont J., Odkryj swoją wartość, Wyd. Levyz, Gdańsk 2020
    Stahl S., Kochaj najlepiej jak potrafisz. O sztuce bycia razem. Wyd. Otwarte, Kraków 2020
    Stahl S., Odkryj swoje wewnętrzne dziecko. Wyd. Otwarte, Kraków 2019
    Stankowska I., Roszak M., Machaj-Szczerek A., Kształtowanie optymizmu młodzieży podlegającej oddziaływaniom socjoterapeutycznym. w: Socjoterapia jako forma pomocy psychologiczno‐pedagogicznej pod red. B. Jankowiak, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Poznań 2013. Seria Psychologia i Pedagogika nr 195
    Kaczmarek Ł., Psychologia pozytywna w socjoterapii: rozwijanie sił charakteru, w: Socjoterapia jako forma pomocy psychologiczno‐pedagogicznej pod red. B. Jankowiak, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Poznań 2013. Seria Psychologia i Pedagogika nr 195
    pokaż całość

    +: mfek00, G...............r +105 innych
  •  

    W poszukiwaniu własnej wartości

    Hejo! Chciałabym przybliżyć Wam koncepcję poczucia wartości. To temat, moim zdaniem, bardzo istotny zarówno w terapii, jak i w codziennym funkcjonowaniu człowieka. Dzięki świadomości na temat poczucia wartości jesteśmy w stanie skutecznie się samorealizować i po prostu żyć szczęśliwiej.
    Dzisiaj mam dla Was wpis teoretyczny, a w tym tygodniu będę umieszczać również ćwiczenia. Koniecznie obserwujcie tag #zdrowyduch, bo do samych ćwiczeń wołać nie będę, żeby Was tymi wołaniami nie męczyć :) Chyba że jednogłośnie będziecie chcieli! Zapraszam do czytania!
    ________________________

    Poczucie własnej wartości i samoocena, choć często są stosowane jako synonimy, nie są pojęciami bliskoznacznymi. Samoocena to zbiór sądów i opinii na własny temat, co daje możliwość oceny swoich osiągnięć czy znaczenia. Łączy się z potrzebą społecznej aprobaty oraz ogólnym zadowoleniem z życia. Adekwatna samoocena tworzona jest na podstawie analizy własnych sukcesów i porażek oraz opinii innych osób na własny temat, a czasem pod wpływem porównywania się z innymi. Tutaj znajdziemy swoje opinie na temat własnej atrakcyjności, pozycji w społeczeństwie czy też sądy na temat tego, co się człowiekowi od innych należy. Dzięki pozytywnej samoocenie stawiamy sobie nowe wyzwania i dążymy do rozwoju, natomiast sposób, w jaki to osiągamy, zależy od innej składowej, a mianowicie poczucia własnej wartości.

    Poczucie wartości jest pojęciem szerszym od samooceny, zawiera ją w sobie. Składają się na nie poczucie własnej godności, szacunku wobec siebie oraz pewność siebie, dzięki czemu wierzymy, że podołamy wyzwaniom oraz potrafimy funkcjonować społecznie. To przekonanie jest niezależne od naszych osiągnięć. Doskonale opisuje to Ewelina Adamczyk w artykule dla portalu dziecisawazne.pl: “Jestem wartościowy, dlatego że jestem. Lubię siebie i akceptuję siebie takiego, jakim jestem. Mam swoje miejsce w świecie, mam mu wiele do zaoferowania. Mam swoją drogę do przejścia, nikt inny nie przemierzy jej tak, jak ja. Mam swoje zadanie do wykonania, nikt nie zrobi tego lepiej lub gorzej, jedynie inaczej. Znam swoje mocne i słabe strony i cieszy mnie ta różnorodność. Jestem jedyny i niepowtarzalny.” To, w jaki sposób postrzegamy siebie, wpływa na sposób wyrażania siebie, a to z kolei oddziałuje na funkcjonowanie w społeczeństwie, relację z samym sobą.

    Według polskiej psycholożki, Iwony Majewskiej-Opiełki, na poczucie wartości składa się z jednej strony szacunek i miłość do siebie oraz szacunek do własnej i cudzej godności, z drugiej strony jest to świadomość swoich zasobów - pozytywnych cech, mocnych stron, talentów i wartości. Tą drugą częścią chciałabym zająć się w szczególności w części ćwiczeniowej. :)

    Zanim jednak ćwiczenia, chciałabym Wam pokrótce opowiedzieć, czemu w ogóle bywa tak, że poczucie wartości czy samoocena są nieadekwatne, zachwiane, a u innych prawidłowe. Aspekty, o których dzisiaj piszę, kształtują się już w dzieciństwie poprzez działania wychowawcze rodziców i wychowawców oraz poprzez środowisko rówieśnicze. Badacze tematu wymieniają trzy warunki, kształtujące adekwatne poczucie wartości dziecka: bezwarunkowa akceptacja dziecka przez rodziców, jasno określone i przestrzegane granice, szacunek i tolerancja wobec dziecięcych inicjatyw. Bezwarunkowa miłość i akceptacja, a także empatia oraz poprawne relacje w całej rodzinie, wpływają na poczucie bezpieczeństwa dziecka. W takich warunkach - bezpiecznych - rozwija się wiara w siebie i swoje możliwości oraz szacunek do własnej osoby. Dziecko znacznie łatwiej i pewniej wchodzi w kontakty społeczne oraz podtrzymuje te relacje.

    Aby kształtować wysokie, ale adekwatne, poczucie wartości rodzic za wszelką cenę powinien wystrzegać się używania przemocy, jak np. ośmieszania, wskazania wyłącznie zagrożeń.. Konieczne są natomiast czułość, zrozumienie, aktywne słuchanie, zaufanie oraz stawianie granic w poszanowaniu dziecięcej godności. Dzięki prawidłowemu poczuciu własnej wartości, człowiek reaguje adekwatnie do sytuacji, jest spokojny i pewny siebie oraz swoich możliwości, nawet w sytuacji stresowej.

    Logicznym jest, że odwrotność tych zachowań przyczyni się do niskiego poczucia wartości. Do listy należy dodać takie metody (nie)wychowawcze jak: ciągła krytyka i wytykanie błędów, stawianie zbyt wysokich wymagań, porównywanie z innymi dziećmi, karanie nieadekwatnie do przewinień. Podobnie wyręczanie i nadopiekuńczość niszczą zdrowe poczucie wartości bo degradują dziecięcą samodzielność i poczucie sprawstwa. Istotną rolę w kształtowaniu zaniżonej samooceny odgrywa warunkowanie miłości, tj. dawanie dziecku do zrozumienia, że zasługuje na miłość, zaufanie i czułość tylko wtedy, gdy spełni oczekiwania (np. jeśli matka przestaje się odzywać do swojego kilkulatka, dając mu do zrozumienia, że to z powodu nieposprzątanego pokoju). Prowadzi to bardzo często do rozwoju z jednej strony perfekcjonizmu, z drugiej do życia w ciągłym poczuciu winy i obowiązku wobec innych, co wpływa druzgocąco na kształtowanie wiary we własne możliwości. Pewna doza poczucia winy jest naturalnym regulatorem zachowań i moralności. Andrzej Jakubik pisze jednak, że “im silniejsze poczucie winy, tym bardziej obniżone poczucie własnej wartości, do poczucia bezwartościowości włącznie”. Niskie poczucie wzmaga w człowieku potrzebę aprobaty ze strony społeczeństwa.

    Oprócz działań wychowawczych rodziców, wpływ na dziecko odgrywa nauczyciel, gdy dziecko pójdzie do szkoły, a następnie w wieku dorastania coraz większą rolę odgrywa grupa rówieśnicza.

    W związku z tymi działaniami nabieramy różnych przekonań na swój temat - zarówno uświadomionych, jak i tych nie do końca świadomych. Jeśli rodzice byli niesprzyjający, często jesteśmy przekonani o swojej niemocy, negatywnie się wartościujemy. Mamy problem z dostrzeżeniem własnych talentów i mocnych stron. W nadchodzącym tygodniu chciałabym przeprowadzić Was przez kilka ćwiczeń, dzięki którym określicie, jakie są Wasze zasoby. Po tych dołujących wpisach nt toksycznych relacji z rodzicami i przemocy chcę zwrócić się ku czemuś pozytywnemu. Mam nadzieję, że do mnie dołączycie :) Do ćwiczeń przygotowałam również karty pracy tak, by każdy mógł sobie je wydrukować lub po prostu się na nich wzorować. Zarezerwujcie więc sobie kilkanaście minut na samorozwój przez najbliższe trzy popołudnia :)

    pokaż spoiler Nie chcę wrzucać wszystkiego razem, bo po prostu tych treści byłoby zbyt wiele, a same ćwiczenia fajnie jest sobie dawkować, aby mieć czas na przetrawienie tego wszystkiego :)


    #terapia #psychologia #psychiatria #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki

    Źródła:
    Adamczyk E., Czym samoocena różni się od poczucia własnej wartości?, https://dziecisawazne.pl/czym-samoocena-rozni-sie-od-poczucia-wlasnej-wartosci/
    Biernat R., Troska o poczucie własnej wartości dzieci w rzeczywistości szkolnej – wymiar
    teoretyczny i praktyczne implikacje. Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Płocku
    Borys B., Zasoby zdrowotne w psychice człowieka, w: Forum Medycyny Rodzinnej 2010, tom 4, nr 1, 44–52
    Jakubik A., Zaburzenia osobowości, Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 1997
    Jankowska M., Godność osoby w aspekcie rozwoju “Ja” i poczucia własnej wartości, w: Nauka – Etyka – Wiara 2011, s. 195–208
    Ryś M., Kształtowanie się poczucia własnej wartości i relacji z innymi w różnych systemach rodziny. Kwartalnik Naukowy Towarzystwa Uniwersyteckiego FIDES ET RATIO nr 2
    pokaż całość

    +: SkrytyZolw, S.................._ +560 innych
    •  

      @nicari: wspomniałaś w swoim wpisie o bezwarunkowej akceptacji nie miłości. To choć bliskie nie zawsze tożsame pojęcia. Sugerowanie też, że do dwulatka, który przejawia nadpobudliwość i agresję można przemówić słowami, które przytoczyłaś jest trochę naiwne. Dzieci w tym wieku testują otoczenie na ile mogą sobie pozwolić, jeżeli takie dziecko, przejawiające agresję, nie poczuje konsekwencji nieodpowiedniego zachowania, może w sobie zakodować, że jest to normalne i następnym razem spróbuje przesunąć granicę jeszcze dalej. Żeby było jasne, ja nie jestem za jakąkolwiek przemocą, fizyczną czy psychiczną, trzeba jednak ustanowić pewne zasady, tak aby dziecko wiedziało co może a za co spotka go kara. Kara adekwatna do przewinienia.
      Najtrudniejsze jest właśnie ustanowienie tego zbioru zasad i kar tak aby były one adekwatne.
      Według mnie też ważniejszym od karania jest nagradzanie za dobre sprawowanie. Dzięki temu kształtuje się u dziecka zmysł konkurowania i samorozwoju. Tak jak w drugim przytoczonym przykładzie, ważnym jest aby utrzymać u dziecka motywację, dostało jedynkę - skutek, przyczyna może być różna. Jeżeli jedynka zdarzyła się nagle, kiedy normalnie dziecko ma 4,5 to pewnie miało miejsce coś co wybiło je z rytmu. Można wtedy spróbować lekko naprostować, na przykład poświęcając mu trochę więcej czasu i obserwować bliżej zachowanie.

      Podsumowywując, w mojej opinii nie należy generalizować podejścia do budowania własnej wartości u dzieci i zawsze szukać tego co najlepsze w każdym przypadku indywidualnie. Na przykład za bardzo niedobrą praktykę uważam stosowanie tego samego podejścia do każdego dziecka w domu. Łatwo wtedy stłamsić jedno albo zostawić za dużo wolnego pola dla drugiego.
      pokaż całość

    •  

      @nicari: Czy zgadzasz się z koncepcją Erika Eriksona dot. epigenezy ludzkiej tożsamości?

    • więcej komentarzy (69)

  •  

    Klub Wysokich Obcasów oraz Gutek Film zapraszają na film „Arab Blues”.
    Przedpremierowo w 13 miastach w Polsce.

    Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej? Komedia „Arab Blues” przypomina, że powroty w rodzinne strony nie zawsze bywają łatwe. Tak jest w przypadku wychowanej we Francji Selmy, która postanawia wrócić do Tunezji, aby otworzyć gabinet psychoanalityczny. Na miejscu okazuje się jednak, że nie tylko nikt tam na nią nie czeka, ale jej zawód i styl życia nawet najbliższym krewnym wydają się cokolwiek podejrzane. Kulturowe różnice generują serię pomyłek i nieporozumień, które debiutująca reżyserka Manele Labidi ze swadą rozbraja humorem.

    Pokazy filmu odbędą się w dniach 10-13 sierpnia w 13 miastach w Polsce.

    Lista kin biorących udział w pokazach:
    ☛ Białystok | Kino Forum | 11 sierpnia, godz. 18:30
    ☛ Elbląg | Kino Światowid | 11 sierpnia, godz. 18:00
    ☛ Gdańsk | Kino Kameralne Cafe | 13 sierpnia, godz. 19:00
    ☛ Gdynia | Gdyńskie Centrum Filmowe | 11 sierpnia, godz. 20:00
    ☛ Gliwice ! Kino Amok | 12 sierpnia, godz. 19:30
    ☛ Kraków | Kino Pod Baranami | 11 sierpnia, godz. 19:00
    ☛ Lublin | Kino Bajka | 12 sierpnia, godz. 20:15
    ☛ Olsztyn | Kino Studyjne Awangarda 2 | 13 sierpnia
    ☛ Poznań | Kino Pałacowe | 10 sierpnia, godz. 18:30
    ☛ Rzeszów | Kino Zorza | 13 sierpnia, godz. 19:00
    ☛ Szczecin | Kino Pionier | 10 sierpnia, godz. 18:00
    ☛ Warszawa | Kino Muranów | 13 sierpnia, godz. 19:00
    ☛ Warszawa | Kino Wisła | 13 sierpnia
    ☛ Wrocław | Kino Nowe Horyzonty | 12 sierpnia, godz. 19:00

    ZNIŻKA: Osoby, które przyjdą na pokaz z magazynem Wysokie Obcasy (wydanie z 8 sierpnia), będą mogły kupić bilet w promocyjnej cenie. W sprawie zniżki prosimy kontaktować się bezpośrednio z danym kinem.

    Podczas pokazu wśród widzów zostaną rozlosowane DVD z repertuaru Gutek Film.

    #film #filmy #kino #filmnawieczor #komedia #rozrywka #sztuka #tunezja #psychologia #psychoterapia #terapia #psycholog #rozowepaski #kultura #religia #islam #arabski #psychoanaliza #wysokieobcasy #promocje #promocja #znizka #kobiety #kobieta #bialystok #elblag #gdansk #gdynia #gliwice #krakow #lublin #olsztyn #poznan #rzeszow #szczecin #warszawa #muranow #wroclaw #nowehoryzonty oraz #ladnapani
    pokaż całość

    źródło: ARAB BLUES_2 (c)CaroleBethuel_1.jpg

  •  

    Przemoc w rodzinie wobec dzieci – definicje, badania

    Dzisiaj będzie naukowo! Wychodzę z założenia, że aby pisać Wam, jak radzić sobie z bagażem emocjonalnym z przeszłości, trzeba najpierw zrozumieć, co to za bagaż. Dlatego właśnie dzisiejszy wpis będzie dość naukowy - poznamy definicję przemocy, jej rodzaje oraz zobaczymy, jak to drzewiej z tą przemocą bywało. Skupiam się dzisiaj na przemocy wobec dzieci. Wszelkie źródła pojawią się na dole wpisu. Zapraszam!

    Bardzo trudno jest zdefiniować pojęcie przemocy, aby ta definicja była uniwersalna i dotykała każdego aspektu. Według niektórych badaczy jest to o tyle trudniejsze, że zjawisko przemocy zmienia się wraz z sytuacją społeczną - to, co wczoraj było normą, dzisiaj się patologizuje (jak np. klapsy).
    Wyróżnia się trzy kryteria przemocy: rodzaj zachowania, intencje i jej skutki. Na podstawie tychże Irena Pospiszyl, polska pedagożka resocjalizacyjna, wyłania taką definicję: “wszelkie nieprzypadkowe akty godzące w osobistą wolność jednostki lub przyczyniające się do fizycznej i psychicznej szkody osoby, wykraczające poza społeczne zasady wzajemnych relacji”. Czyli innymi słowy, przemoc jest intencjonalnym działaniem. Przemoc w rodzinie może mieć rożny charakter: instrumentalny, czyli przemoc służy jako środek do realizacji celu (wywarcie wpływu, np. wymuszenie pożądanego zachowania lub zaniechanie tego niepożądanego); bezinteresowny, jako zadowolenie ze znęcania się; indywidualny; zbiorowy.

    Jakie wyróżniamy formy przemocy?

    → Przemoc fizyczna
    Co widzisz, kiedy słyszysz słowo “przemoc”? Najpewniej właśnie fizyczną demonstrację siły. Przemocą fizyczną nazywamy, według Komitetu Praw Dziecka ONZ: „jakiekolwiek karanie z użyciem siły fizycznej, które ma na celu spowodowanie pewnego bólu lub dyskomfortu”. Wyróżniamy przemoc fizyczną czynną, czyli bicie, zmuszanie do wykonywania czynności, kopanie, szarpanie, ciągnięcie za uszy/włosy, wykonywanie bolesnych czynności (takich jak mycie twarzy na siłę, karmienie na siłę) oraz te brutalne formy jak przypalanie, przywiązywanie do sprzętów, rany cięte, zabójstwa. Istnieje jeszcze przemoc fizyczna bierna, czyli wszelakie zakazy jak zakaz mówienia, chodzenia, załatwiania potrzeb fizjologicznych czy też areszt domowy, często pod groźbą przemocy fizycznej czynnej (czyli: marsz do kąta na 15 minut, jak z niego wyjdziesz wcześniej to ci spiorę dupsko).

    → Przemoc psychiczna
    Ta forma przemocy jest z jednej strony najtrudniejszą do wychwycenia, z drugiej istnieje często problem z przypisaniem złych intencji. O ile pobite, posiniaczone dziecko zawsze będzie budziło głośny społeczny sprzeciw i będzie powodem nauczycielskiej interwencji, tak przemoc psychiczna uchodzi często za normalność. W jakich przypadkach? Czy narzucanie własnych sądów jest przemocą psychiczną? Czy zmuszanie swojego agnostycznego nastolatka do chodzenia do Kościoła jest psychiczną przemocą czy może obroną jego moralności?
    Amnesty International wyróżnia takie formy psychicznej przemocy: izolacja, ograniczanie snu, ograniczanie pożywienia, narzucanie własnych sądów, werbalna degradacja (czyli poniżanie, wyzywanie, upokarzanie, deprecjacja tzn. obniżanie czyjejś wartości), narkotyzowanie oraz groźby zabójstwa/samobójstwa. Jak możemy przeczytać w raporcie Rzecznika Praw Dziecka z 2012 “Dzieci-ofiary przemocy w rodzinie”, to także szantażowanie dziecka czymś, czego się boi, nadmierne wymagania, nieliczenie się z możliwościami rozwojowymi dziecka, nadmierna kontrola, nadmierne ograniczanie swobody, wzbudzanie poczucia winy, stałe obwinianie i krytykowanie, czynienie z dziecka kozła ofiarnego, upokarzanie, stawianie w sytuacji sprzecznych wymagań, emocjonalne odrzucenie i zaniedbywanie jego potrzeb emocjonalnych, korumpowanie.
    Ostatnio mówi się dużo o takiej formie przemocy psychicznej jaką jest gaslighting, czyli próba destabilizacji psychicznej swojej ofiary poprzez kłamstwa, wmawianie, zaprzeczanie, wprowadzanie w błąd (np. “przestań histeryzować, ciągle przeinaczasz fakty i źle to pamiętasz, uspokój się, już do reszty ci odbiło”).

    → Przemoc ekonomiczna
    Dla wielu badaczy to jeden z rodzajów przemocy psychicznej. Sprawca tejże używa pieniędy jako elementu sprawowania władzy nad ofiarą. Najczęściej dzieje się między dorosłymi ludźmi, zwłaszcza w stosunku do kobiet. Na ten rodzaj przemocy składają się takie działania jak: pozbawianie środków do życia lub ograniczanie do nich dostępu, okradanie rodziny, kontrolowanie wydatków, zastraszanie, przekupywanie, uzależnianie od pieniędzy.

    → Wiktymizacja pośrednia
    To nic innego jak bycie świadkiem przemocy wobec kogoś innego, np. wobec rodzeństwa czy jednego z rodziców. Choć osoba nie doświadcza przemocy sama, to już samo jej obserwowanie może być wysoce traumatycznym doświadczeniem, które wpłynie destrukcyjnie na postrzeganie rodzica i rodzicielstwa, bliskości czy idei miłości.

    → Przemoc seksualna
    Wykorzystywanie seksualne dzieci zawsze budzi ogromny sprzeciw naszego zachodnioeuropejskiego świata. Nie ma w nas zgody na małżeństwa z małoletnimi ani na kazirodcze związki. Jednak definicja tego rodzaju przemocy obejmuje znacznie więcej.
    Przemocą seksualną wobec dzieci nazwiemy wszelkie działania seksualne wymierzone w dzieci mające na celu satysfakcję osoby dorosłej. Z jednej strony są to akty pozbawione kontaktu fizycznego, jak np. ekshibicjonizm, podglądanie czy seksualizacja dzieci (np. wyzywający ubiór, makijaż itd). Z drugiej to wszelkie formy związane już z kontaktem fizycznym, czyli dotykanie, pieszczoty, masturbacja oraz działania noszące znamiona gwałtu.
    Prawnie dziecko nigdy nie może wyrazić zgody na takie działania, gdyż nie jest świadome znaczenia i skutków działalności seksualnej osoby dorosłej.

    → Zaniedbywanie
    To szczególny rodzaj przemocy polegający na niezapewnieniu odpowiednich warunków egzystencjalnych. Z jednej strony będzie to niezapewnianie (odpowiedniego) pożywienia, środków higieny, odzieży, ale także zaniedbania edukacyjne, medyczne czy wychowawcze. Zaniedbywanie może się odbywać również na gruncie emocjonalnym, gdy opiekun jest obojętny na dziecko, nie zwraca uwagi na nie, nie reaguje na jego problemy. Niektórzy badacze wyróżniają także zaniedbanie prenatalne, czyli nieodpowiednie prowadzenie się kobiety ciężarnej.

    Trochę statystyk
    Sięgnęłam po statystyki z lat 90 nie bez powodu – myślę, że to czasy, gdy większość wykopków była dziećmi lub nastolatkami i to właśnie wtedy przemoc wobec nich mogła mieć miejsce. Porównamy potem te statystyki ze współczesnymi liczbami.

    W 1991 roku Anna Piekarska opublikowała wyniki badań nt przemocy wobec dzieci. Badała ponad 100 warszawskich rodzin. Nie była to grupa reprezentatywna, ale warto wspomnieć, że były to pionierskie w Polsce badania na ten temat.
    Ponad 80% badanych przyznało się do stosowania klapsów, 70% do bicia ręką, zaś 44% do bicia pasem. Jeśli chodzi o częstotliwość: 50% z nich podało, że bije swoje dzieci rzadko, 25%, że “dość często”, zaś 5% opisało ten proceder jako regularny. ⅓ badanych stosowała również szarpanie, potrząsanie lub ciągnięcie za ucho/włosy jako metody wychowawcze.
    Do stosowania przemocy psychicznej przyznało się aż… 97% respondentów. Wymieniali takie czyny jak: groźby, ostrzeżenia, krzyki, ośmieszanie, przeklinanie, szydzenie.

    W 2008 roku statystyka wyglądała już nieco inaczej. W badaniach przeprowadzonych przez Fundację Dzieci Niczyje można wyczytać, że 47% badanych przyznało się do uderzenia swojego dziecka co najmniej raz ręką, a 19% pasem.

    Współcześnie dyskusyjną kwestią w sprawie ochrony przed przemocą w rodzinie wzbudzała kwestie klapsów. Z pomocą znowu przychodzą statystyki z Fundacji Dzieci Niczyje, tym razem jest to porównanie stosunku respondentów do stosowania kar fizycznych w latach 2005, 2009, 2010, 2013 i 2017. Po szczegóły zapraszam Was do pierwszego komentarza do źródeł :)
    Respondenci mieli do wyboru takie odpowiedzi: “Może być stosowana za każdym razem, gdy rodzic uzna, że może być skuteczna”, “Zasadniczo nie powinna być stosowana, ale są sytuacje, kiedy jest usprawiedliwiona”, “Nigdy nie powinna być stosowana” oraz “Trudno powiedzieć”
    W roku 2005 procenty układały się tak: 13% – 50% – 35% – 2%
    W roku 2010 procenty układały się tak: 16% – 49% – 38% – 2%
    W roku 2017 procenty układały się tak: 2% – 46% – 49% – 3%

    Jak widać, drastycznie spadł procent osób, które są za dowolnością stosowania kar fizycznych. I dobrze!

    Nie ma korzyści ze stosowania kar fizycznych, chyba że pod uwagę bierzemy korzyści rodzica, tj. jego święty anielski spokój tu i teraz. W perspektywie lat stosowana przemoc doprowadza do degradacji rodziny, więc, jeśli mamy tu rodziców stosujących przemoc, nie zdziwcie się. jeśli za 15 lat dzieci odwdzięczą się Wam brakiem kontaktu ;)
    Ale już merytorycznie: przemoc powoduje wielorakie zaburzenia, jak np zaburzenia depresyjne, zaburzenia odżywiania, zaburzenia w relacjach z rówieśnikami, zachowania agresywne i destrukcyjne, w tym autoagresywne, nadpobudliwość psychoruchową, zaburzenia koncentracji, zaburzenia rozwoju, PTSD.
    Dobra dobra, ale co to znaczy?
    Takie dziecko, nawet w wieku dorosłym, będzie odczuwało bezsilność i bezradność, będzie przekonane o swojej niskiej wartości, będzie żyło w poczuciu winy, będzie czuło stale zagrożenie ze strony świata (czyli stres, a wysoki poziom stresu zwiększa ryzyko chorób, np. autoimmunologicznych!), będzie pesymistycznie nastawione, będzie czuło lęk i strach. Także będzie uczyło się, że przemoc jest rozwiązaniem, więc zacznie ją stosować.
    Nie będzie potrafiło stworzyć trwałej dobrej relacji, czy to przyjacielskiej, czy romantycznej. Istnieje szansa, że będzie podejmować ryzykowne zachowania seksualne. Nie będzie potrafiło wyrazić swoich potrzeb, bo jego mechanizmy obronne odetną go od jego myśli i emocji. Przemoc może doprowadzić również nawet do przyszłej bezdomności oraz uzależnień dziecka. Może spowodować anoreksję, bulimię, przyszłą otyłość.

    pokaż spoiler pewnie wsadzę kij w mrowisko, ale stawiam na to, że popularne na wykopie zjawisko "przegrywu" to również skutek jakiejś przemocy doświadczonej w okresie dorastania. Jak sądzicie?


    ---------------------------------------------------------------------------------------
    Informacje zawarte w poście są oparte na poniższych źródłach:
    Jarosz E., Nowak A., Dzieci ofiary przemocy w rodzinie. Raport Rzecznika Praw Dziecka, Warszawa 2012
    Jedlecka W., Formy i rodzaje przemocy, Uniwersytet Wrocławski
    Piekarska A., Przemoc, kary cielesne i krzywdzenie dzieci, z: dzieckokrzywdzone.pl
    Pospiszyl I., Przemoc w rodzinie, WSiP, Warszawa 1994
    Włodarczyk J., Klaps za karę. Wyniki badania postaw i stosowania kar fizycznych w Polsce, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, w: Dziecko Krzywdzone. Teoria, badania, praktyka Vol. 16 Nr 4 (2017)
    Włodarczyk J., Przemoc wobec dzieci, w: Dzieci się liczą. Raport o zagrożeniach bezpieczeństwa i rozwoju dzieci w Polsce, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, 2017
    Wójcik S., Przemoc w rodzinie, zaniedbanie, wiktymizacja pośrednia. Wyniki Ogólnopolskiej diagnozy problemu przemocy wobec dzieci, Fundacja Dzieci Niczyje, Uniwersytet Warszawski, 2012 (http://www.dzieckokrzywdzone.fdn.pl/)

    #depresja #terapia #psychoterapia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki

    Mój tag: #zdrowyduch
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: PRZEMOC W RODZINIE.png

    •  

      @nicari: W Polsce ludzie dostrzegają tylko przemoc fizyczną dlaczego? Już wyjaśniam. Otóż obserwując nasze społeczeństwo doszedłem do wniosku, że ludzie są chyba upośledzeni umysłowo w stopniu lekkim, lub na pograniczu upośledzenia. Czytając czym jest niepełnosprawność umyslowa w stopniu lekkim to w dużym skrócie jednostka taka ma problemy w myśleniu abstrakcyjnym, a jej myślenie opiera się na konkretach. Skoro ludzie w Polsce nie potrafią zauważyć przemocy psychicznej, to znaczy, że problem leży w obywatelach naszego kraju ¯\_(ツ)_/¯ no bo sorry jeśli jesteś swiadkiem jak stara urwa poniza przy Tobie swoje własne dziecko, albo jej grozi i mimo to udajesz ze wszystko jest w porządku, to z Tobą jest większy problem, ze na to pozwalasz, bo Twoja interwencja jest kluczowa w takim przypadku
      @Pimenista Sam bylem ofiara przemocy psychicznej. Matka sie nade mna znęcala. Stara urwa
      (╯°□°)╯︵ ┻━┻ w sumie nad moim rodzenstwem tez. Zresztą to pojebane było
      ( ͡° ʖ̯ ͡°)
      pokaż całość

    •  

      @smacznyy: trzeba łładować ją w dziure

    • więcej komentarzy (109)

  •  

    “Toksyczni rodzice” autorstwa Susan Forward i Craiga Bucka

    Nie potrafię pisać recenzji, bo nigdy też tego nie robiłam, więc mam nadzieję, że będziecie wyrozumiali ;) Czuję, że koniecznie muszę zacząć swoje “poważne mikroblogowanie” właśnie od tej pozycji, bo ta książka namieszała trochę w moim życiu i rozpoczęła moją drogę ku ozdrowieniu. Zapraszam!

    Rodziców się nie wybiera - to powiedzenie pewnie jest stare jak świat i jest przy tym bardzo prawdziwe. Jedni trafiają do doskonałych rodzin, pełnych ciepła, miłości i zrozumienia. Inni natomiast wzrastają w ciągłym bólu, jak roślina rosnąca wśród cierni. Jasne, wiem, co myślisz - nie ma rodziców idealnych i prędzej czy później każdy popełni jakiś trudny do wybaczenia błąd. Błądzić jest rzeczą ludzką! Ważna jest natomiast proporcja pomiędzy czasem miłości i zrozumienia a czasem utraty kontroli, złości, agresji. Jeśli więcej jest tych negatywnych momentów, wówczas mówimy o relacji toksycznej.

    Czyż jest lepsze słowo niż toksyczni, którym można by się posłużyć do opisu rodziców, którzy zaszczepiają dziecku wieczną traumę, poczucie znieważenia, poniżenia i nie przestają tego robić, kiedy dzieci są już dorosłe?
    - pytają autorzy. Trudno się nie zgodzić.

    Jakie są skutki wzrastania w nieodpowiednich warunkach? To wchodzenie w destrukcyjne związki, niskie poczucie własnej wartości, poczucie bycia niekochanym, niewystarczającym, to potrzeba stałego udowadniania swojej wartości, to życie z poczuciem winy albo wręcz przeciwnie - wyjątkowo buntownicze nastawienie i obrona swojej autonomii.

    W pierwszym rozdziale autorzy rozprawiają się z mitem rodzica doskonałego. Wyjaśnia, w jaki sposób toksyczny rodzic łamie autonomiczne dążenia dziecka tak, aby przejęło odpowiedzialność za kłótnie, niepowodzenia i niedoskonałość całej rodziny. Wykorzystują przy tym ewolucyjny mechanizm, przez który dziecko musi wierzyć w dobro swojego rodzica, bo tylko dzięki temu jest w stanie przeżyć. Oczywiście, ono nie zdaje sobie z tego sprawy nawet później, w wieku dorastania czy często już jako dorosły - a to wszystko dzięki magii wyparcia, które Susan Forward i Craig Buck również szeroko omawiają. Nie brzmi optymistycznie? To co powiecie na to: bardzo często jest tak, śmierć rodzica nie kończy spirali przemocy - jego obraz stale pracuje w dziecku, podobnie jak głos, który wciąż grzmi.

    Autorzy poruszają temat z wielu stron - posługując się licznymi przykładami swoich pacjentów, przedstawiają problem przemocy psychicznej, fizycznej, ekonomicznej czy też seksualnej. Poświęcają duży rozdział na problemy alkoholowe w rodzinie. Pokazują wiele różnych typów toksycznego rodzica - rodzic-kontroler, rodzic-opiekun, rodzic-manipulant, rodzic-bezradny lub też… brak rodzica.

    Książka jest podzielona więc na dwie części - teoretyczną, w której czytelnik poznaje rodzaje przemocy, uczucia, jakie ona wyzwala, oraz praktyczną, z ćwiczeniami. Dzięki nim można poznać siebie - najpierw przepracujesz swoje przekonania, emocje i zachowania dotyczące relacji z rodzicami, by następnie poznać różne strategie radzenia sobie ze złością, żalem po utraconym dzieciństwie i nie tylko.

    Ta książka nie należy do tych przyjemnych. Jest ciekawa, to prawda, ale dzięki niej można pozbyć się złudzeń, a to bywa naprawdę bolesne. Co istotne, autorzy nie zostawiają tych dorosłych dzieci z poczuciem ogromnej krzywdy, a dzieli się także technikami, które pozwolą zmniejszyć siłę oddziaływania traum na dorosłe życie. Podaje również strategie, dzięki którym można pozostać w relacji z rodzicami. Bo jak rozmawiać z nimi, kiedy człowiek uświadomi sobie, ile było zła w ich życiu rodzinnym? Jak rozmawiać z rodzicem, który wciąż obraża swoje dorosłe dziecko?

    Susan Forward, bo w zasadzie omawiani są jej pacjenci i doświadczenia, ostatecznie zachęca do konfrontacji z rodzicami. Mam co do tego mieszane uczucia. Zważ na to, że to TY bierzesz udział w procesie terapii (lub autoterapii), a nie Twoi rodzice. Ty łamiesz swoje bariery wyparcia i zaczynasz dostrzegać, jak wiele nie grało w Twoim domu rodzinnym, a nie Twoi rodzice - oni są ciągle w tym samym miejscu i nie ma innej siły, by to się zmieniło, niż ich wewnętrzna. Na pewno wszystko jest kwestią indywidualną, może warto skonfrontować się tylko z jednym z rodziców? Na pewno jest to ciekawy rozdział i nie warto go pomijać, nawet gdy sytuacja z rodzicami jest tak beznadziejna, że żadna konfrontacja nie wchodzi w grę. Autorka rozważa nie tylko różne scenariusze konfrontacji i reakcji rodziców, ale i pozostalych członków rodziny - bliższej i dalszej. Przedstawia również trzy warianty dalszej relacji z rodzicami, w zależności od ich nastawienia wobec nowego porządku. Dlaczego nowego porządku? Odkąd czytelnik uświadamia sobie, że był ofiarą patologicznego traktowania, powinien zacząć stawiać własne granice i stanowić o tym, jak ma być traktowany. Są rodzice, którzy zaakceptują ten stan rzeczy i dostosują się, a są tacy, którym będzie trudno.

    Ostatnie rozdziały stanowią różne techniki terapeutyczne, dzięki którym czytelnikowi łatwiej jest znaleźć i zrozumieć swoje emocje. Co prawda rozdział dotyczy ofiar kazirodztwa, ale sama znalazłam w nim wiele dobrych wskazówek, mimo że takiej przemocy nie doświadczyłam nigdy. Terapeutka zwraca też uwagę na to, jak ważne jest przerwanie kręgu przemocy - jakakolwiek by ona nie była - oraz wzięcie życia we własne ręce.

    Moje wrażenia: to była dla mnie ważna książka, pokazała mi, czym jest tak naprawdę przemoc, a swoje beznadziejne wówczas położenie zrozumiałam dzięki licznym przykładom. Myślę, że to właśnie one stanowią o sile tej pozycji: przywołały one również głęboko zakopane uczucia, jakie towarzyszyły mi w dzieciństwie, otworzyły mi wrota do przepracowania tego problemu. Ostatecznie to właśnie dzięki tej książce poszłam na terapię. Przeczytałam ją już po tym, jak moja rodzina się rozpadła, ale dzięki niej mogłam zacząć przeżywać żałobę po rodzinie bez samobiczowania się, że to moja wina. Z perspektywy czasu brakuje mi w niej odpowiedzi na pytanie, dlaczego ktoś krzywdzi swoje dziecko, ale wtedy, gdy sobie uświadomiłam problem, wcale mi nie zależało na odpowiedzi, bardziej oczekiwałam porady, jak mam teraz zacząć żyć jako dorosła osoba. Ta książka jest trudna, wyzwala sporo emocji, warto ją czytać partiami, aby mogła pracować w głowie. Polecam ją nie tylko dlatego, że warto rozprawić się ze swoimi własnymi demonami i zacząć oddychać pełną piersią, ale również po to, by nie powielać swoich schematów rodzinnych w relacjach zarówno z partnerem, jak i z dziećmi.

    ---------------------------------------------------------------------------------------
    Nie jestem ani lekarzem, ani terapeutą. Informacje zawarte w poście są oparte na moich doświadczeniach.

    #psychologia #depresja #terapia #psychoterapia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki

    Mój tag: #zdrowyduch (no wiem, cringe whui ale miałam totalnie zero pomysłów na tę nazwę, a wołanie Was wszystkich dwa razy w tygodniu do każdego wpisu stanie się męczące zarówno dla mnie jak i dla Was ;) )
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

    +: SkrytyZolw, S.................._ +502 innych
  •  

    Mam dzisiaj mega stresujący dzień, jestem wyczerpana psychicznie. Nie dam rady napisać dzisiaj posta, ale jutro do południa się pojawi: recenzja książki "Toksyczni rodzice" autorstwa Susan Forward.
    _____________________________________________________

    Zostawiam Was natomiast z takim pozytywnym przekazem dzisiaj. Co czujesz, gdy powtarzasz w myślach te słowa? Wierzysz im czy nie bardzo?

    "Nasz mózg jest niestety tak skonstruowany, że skupia się na negatywnych sprawach i problemach, ponieważ w ten sposób ewolucja zapewniła naszemu gatunkowi przeżycie"
    Tak pisze Stefanie Stahl, niemiecka psychoterapeutka. Dodaje również, że z tego powodu trzeba świadomie wyłączać nasz ewolucyjny autopilot i skupić się na dobrych stronach. Warto więc zatrzymać się czasem i zapytać siebie samego: co mi się udało? za co mogę być dzisiaj wdzięczny/a? co mogę dla siebie zrobić, by poczuć się lepiej?

    Ze swojej strony mogę Wam powiedzieć, że jestem wdzięczna za piekarniki, bo dzięki temu wynalazkowi mogłam zrobić sobie szybki obiad bez stania przy garach i odpocząć po niezbyt fajnych przygodach dzisiejszego przedpołudnia.

    #psychologia #terapia #motywacja #afirmacjazycia

    jakby co to dzisiaj nie wołam, bo nie chcę zawracać dupki, ale myślę intensywnie nad nazwą tagu. bo może będę wołać tylko do piątkowych dlugich postów, a na wszelkie krótsze formy będzie tylko hasztag?
    pokaż całość

    źródło: i.ibb.co

  •  

    Jak znaleźć pomoc?

    Kilka miesięcy temu napisałam Wam o swoich pierwszych wrażeniach z terapii. Po tamtym poście napisało do mnie już kilkanaście osób z prośbą o polecenie psychiatry lub psychoterapeuty. Niestety, nie podam Wam żadnych nazwisk, bo to, że ja się dogadałam ze swoim terapeutą, nie znaczy, że każdy to zrobi :) Ale mogę Wam powiedzieć, w jaki sposób szukałam. Nie jestem żadną wyrocznią i na pewno każdy, kto już przeszedł tę drogę, ma swoją historię. Jestem jednak człowiekiem bardzo rozważnym i odczuwam ogromny lęk przed porażką, więc dołożyłam wszelkich starań, by tej porażki nie przeżyć. Poniżej przedstawiam Wam garść wskazówek i załączam dwie infografiki na ten temat w ramach ściągi :)

    PROCES SZUKANIA POMOCY
    0. Najpierw poszłam do psychiatry, aby doradził mi, jaki nurt psychoterapii jest dla mnie najlepszy. Wiecie, ile ich jest? Poznawczo-behawioralny, humanistyczno-społeczny, Gestalt, psychodynamiczny, integracyjny, psychoanalityczny, systemowy… Byłam zagubiona, a ponieważ BARDZO nie chciałam przeżyć porażki, poradziłam się psychiatry. Zarówno psychiatry, jak i terapeuty szukałam wedle poniższych wskazówek.

    1. Szukałam w poradni zdrowia psychicznego. Byłam kiedyś w prywatnym gabinecie i byłam bardzo zawiedziona, do dzisiaj zastanawiam się, kto dał tej babce dyplom. Postawiłam więc na poradnie i centra zdrowia, bo tam specjaliści są pod stałą kontrolą, przechodzą superwizje. Za wikipedią: “Celem superwizji jest pomoc terapeucie w przyjrzeniu się jego własnemu doświadczeniu w pracy z pacjentem, ewentualnym przeszkodom w tym kontakcie leżącym zarówno po stronie samego terapeuty jak i pacjenta, jak również zapewnienie wysokiej jakości świadczonych usług terapeutycznych.”
    Poza tym odnoszę wrażenie, że do takiej poradni, jeśli ma ona renomę, nie zatrudnia się ludzi z ulicy, są to sprawdzeni specjaliści.

    2. Dokładnie wczytałam się w doświadczenie każdego specjalisty. Od kiedy praktykuje, gdzie praktykował, brałam pod uwagę wszelkie staże, kursy, konferencje, prowadzone blogi. Wielu z nich ma wpisane w swoje CV obszary zainteresowań - jedni lekarze/terapeuci opiekują się osobami w depresji, z nerwicami, zaburzeniami odżywiania, inni pisali w tej sekcji o schizofrenikach, zaburzeniach osobowości. Wiecie, każdego kręci coś innego.

    3. Bardzo ważną dla mnie kwestią była znajomość angielskiego, bo to zwiększa szansę (ale nie jest oczywiście jednoznaczne) na zgłębianie najnowszych badań i doniesień naukowych w swojej dziedzinie. Prawdopodobnie większość z tych specjalistów zna angielski, ale jeśli dla kogo jest na tyle ważny, że nie zapomina go wpisać w swoje CV na stronie internetowej pracodawcy, to prawdopodobnie go używa. Tak mi się ubzdurało, ale z terapeutką trafiłam doskonale, bo rzeczywiście czyta książki, słucha podcasty i dokształca się po angielsku.

    4. Po tych krokach miałam co najmniej kilku dobrych specjalistów, więc zaczęłam przyglądać się ich twarzom, zastanawiając się, której bardziej zaufam. Pod uwagę brałam też takie kryteria jak wiek itd. Tu rozważałam wszelkie subiektywne odczucia wobec tych specjalistów (psychiatrów, terapeutów). Płeć może być też ważnym kryterium, bo jeśli ktoś ma jakieś traumy związane z kobietami/mężczyznami, to może być mu trudniej rozmawiać z osobą tej płci. Ale nie musi oczywiście.

    FAQ
    → Jaki to koszt?
    W przypadku prywatnej psychoterapii w Warszawie koszt waha się między 120 a nawet 450 zł za sesję. Wszystko jest uzależnione od doświadczenia czy też tytułu naukowego danego specjalisty. Wiadomo - u profesora zapłacisz odpowiednio więcej niż u magistra.

    → Czas trwania terapii
    To sprawa indywidualna. Jeśli mówimy tu o kilku/kilkunastoletnim bagażu złych doświadczeń, to nie da się tego załatwić w pół roku. No, może się da, ale po co dawać sobie deadline? Moja terapia trwa już ponad rok, w komentarzach pod poprzednim wpisem były osoby, które pisały o 3, 4 i 5 latach. Proces zdrowienia psychiki jest długi i czasem nieprzewidywalny. Poszłam do terapeuty z kwestią tylko rodziców, a okazało się, że potrzebuję przepracować też inne kwestie.

    → Praca własna
    Terapia to nie tylko spotkania z terapeutą (czy też farmakoterapia, jeśli jest potrzebna, bo lekarz stwierdza depresję). To też praca własna, np. z różnymi książkami. Polecam, szczególnie te, które się przerabia z ćwiczeniami. To także słuchanie podcastów (polecam na YT: Strefa psyche uniwersytetu SWPS). W poniedziałek polecę Wam pierwszą książkę, pozycję - jak dla mnie - obowiązkową w przypadku problemów z relacją z rodzicami.

    → Zeszyt do terapii
    Prowadzę taki zeszyt od momentu, gdy podjęłam decyzję o leczeniu swojej głowy. Zapisuję tam wrażenia po sesji, pytania czy historie, które chcę powiedzieć na kolejnej sesji. Zapisuję też prace domowe, bo takie na swojej terapii dostaję. Już po roku mogę powiedzieć, że doceniam prowadzenie go, bo widzę progres i to mnie motywuje. Widzę, jaka byłam na początku, gdy przyszłam na terapię, a gdzie jestem teraz i wiem, że cholernie było warto.

    → Czy za X czasu po terapii moje demony przeszłości wrócą?
    To nie jest tak, że to wraca albo nie wraca. Bo to nie jest tak, że nagle staniesz się nowym człowiekiem. Twój rdzeń jest cały czas taki sam, ale uczysz się inaczej patrzeć na życie. To proces, tak jak proces wychowywania w dzieciństwie. Trudno mi powiedzieć, czy to wraca. Musisz sobie wybudować podwaliny pod siebie, musisz zbudować mocne fundamenty swojej samooceny, asertywności itd. Nauczysz się uważności i tego, że zły okres też jest w porządku, jeśli jest tylko jakimś okresem i nie ma co się biczować, nawet gdy złe myśli wracają. Nauczysz się je okiełznać. Ale wydaje mi się - a na pewno chcę w to wierzyć - że po terapii traumy nie wrócą w tej samej postaci. Jeśli wrócą, to mniejsze, bardziej plastyczne i do pokonania, bo poznasz narzędzia, które Ci pomogą w tym.

    → Czy warto się przygotować do pierwszego spotkania?
    Moim zdaniem tak, ale każdy jest inny! Znajomy poradził mi, aby wszystko, co mnie trapi, sobie spisać, bo ze stresu mogę zapomnieć, jak się nazywam. Tak było. Pod gabinetem już prawie zrezygnowałam, bo przecież moje problemy są śmieszne, dajta spokój, co to za problemy. Na szczęście miałam przy sobie zeszyt, w którym przez tydzień pisałam, co mi na duszy leży, co przeszkadza. W pierwszym komentarzu załączam kolejną grafikę o tym, jak się przygotować.

    To by było na tyle, moi drodzy. Zachęcam do zadawania pytań i dzielenia się swoimi doświadczeniami w szukaniu dla siebie pomocy! W weekend dodam również dodatkowy post z zebranymi miejscami, gdzie można się udać po pomoc psychologiczną w chwili kryzysu.

    Dziękuję każdej osobie, która chciała być ostatnio wołana. Bardzo mnie to cieszy! Mam nadzieję, że uda mi się zawołać wszystkich, nigdy tego nie robiłam ;) Ale! Jeśli macie pomysł na hasztag, który chcielibyście obserwować, to dawajcie znać w komentarzach!

    ---------------------------------------------------------------------------------------
    Nie jestem ani lekarzem, ani terapeutą. Informacje zawarte w poście są oparte na moich doświadczeniach.

    #depresja #terapia #psychoterapia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1.png

  •  

    Co dała mi psychoterapia?

    Na terapię chodzę od połowy czerwca ubiegłego roku, więc rok z hakiem. Poszłam tam z powodu problematycznej relacji z rodzicami, okazało się, że to wierzchołek góry lodowej.

    Tl;dr mojej relacji z rodzicami:

    pokaż spoiler w domu była bida z nyndzo i przemoc wszelaka. Do 14 roku życia byłam ustawicznie bita, do 23,5 roku życia byłam stale poniżana.

    Całe życie słyszałam, że jestem gbur, cham, prostak, chamidło, dziad, dziadówa, bydło, przynoszę wstyd, nie jestem wystarczająco dobra, jestem tłukiem, nieukiem, czemu piątka a nie szóstka?!, beznadziejna gospodyni, bałaganiara, beztalencie… I tak dalej. Moją rolą w rodzinie było “przynieś-podaj-pozamiataj”, byłam opiekunem swoich rodziców (!), byłam strażnikiem sekretów tego domu, byłam popychadłem, byłam… bo byłam.

    Gdy skończyłam 23,5 roku, a było to w przededniu wigilii, zrozumiałam, że nie chcę już tak żyć. Że ja już nie chcę żyć. Wtedy tu, na mirko, błagałam o adresy, nazwiska, szukałam psychologa, terapeuty, kogokolwiek, kto mi pomoże. Miałam już dość gróźb pobicia, szykan, obrażania, kłótni w domu rodzinnym, miałam dość słuchania, jaką jestem złą córką. Ktoś mi jednak w komentarzu napisał, że jestem je*aną atencjuszką i na pewno do żadnego terapeuty nie pójdę. No nie poszłam. Ale wtedy zaczęło się moje prawie półroczne rodzinne piekło, gdy rodzice za wszelką cenę, po trupach, starali się przywrócić status quo i zmusić mnie do powrotu do swojej służalczej roli. Działy się rzeczy okrutne i straszne, o których pisac nie będę, ale zakończyły się rozpadem rodziny.

    Od kwietnia do połowy maja trwałam w zamrożeniu, byłam kompletnie bezsilna, bezradna, bez życia. Nie chciałam żyć, ale nie chciałam ranić niebieskiego. Zrozumiałam, że dla mnie to jest ta chwila: albo coś ze sobą zrobię i się uleczę, albo coś ze sobą zrobię i mnie pochowają. Pod płotem, wiadomo, samobójców nie chowają nigdzie indziej.

    Wybrałam życie. Poszłam do psychiatry i na terapię.

    → Po tym przydługim wstępie odpowiem na pytanie zawarte w tytule. Co mi dała psychoterapia?
    Przede wszystkim zrozumienie siebie. Bardzo mocne rozgraniczenie tego, że w tej relacji byłam ofiarą, a rodzice sprawcami mojego bólu i cierpienia. Zrozumiałam (choć… dopiero dzisiaj to otwarcie przyznałam! Cudowna chwila!), że tylko i wyłącznie rodzice są odpowiedzialni za relację, a może i nawet więź, ze swoimi dziećmi. Dzieci są jakby… zaproszone do tego stołu, rozumiecie, same się nie pchały do życia, więc ci, którzy je powołali, przejmują PEŁNĄ odpowiedzialność za wygląd tej relacji.
    Dało mi to, że zrozumiałam, że nie jestem winna! Nie jestem winna rodzicom opieki, bo przecież oni się mną opiekowali w dzieciństwie to potem ja muszę nimi. Gówno prawda, musieli, inaczej by im mops odebrał dzieci. Nie muszę być niczyją służącą. Nie muszę wierzyć w to, co mówili o mnie: że jestem gruba, brzydka, gbur, cham, prostak itd.

    Zrozumiałam też, że to wszystko spowodowały demony moich rodziców. To były mechanizmy obronne, dzięki którym czuli kontrolę i władzę, jakiej nie mieli w dzieciństwie. Wiecie, jeśli dziecko nie ma poczucia sprawstwa, jeśli jest kompletnie bezsilne w dzieciństwie, to potem sobie to kompensuje w dorosłym życiu. Rodzice pozwolili, by ogarnęły je ich demony. Ale to jest ich odpowiedzialność - postanowili się nimi nie zajmować. Postanowili dopuścić swoje demony kontroli, aby podpowiadały im, że tłuczenie swoich dzieci jest lepsze, niż przyznanie się do błędu. Że nieprzepraszanie jest lepsze. Że traktowanie dzieci jak manipulujące dorosłymi zło koniecznie sprawi, że życie ich dzieci będzie uporządkowane.
    Ale to był ich wybór i nie jestem winna, choć wielokrotnie próowali mnie o tym przekonać, że to ja jestem winna ich złości, jestem winna tego że zostałam pobita, zwyzywana. Bo mój ton, bo moja mina. Nie. To ktoś nie panował nad sobą. Moje zrozumienie nie znosi jednak ich odpowiedzialności za to.

    Takie zrozumienie mi dala terapia. Gdy przyszłam na nią, to pierwszego dnia już o tym mówiłam, ale nie wierzyłam w to, nie stosowałam się do tego, pozwalałam, by złe myśli zaprzątały mi głowę i udowadniały mi, że gdybym coś zrobiła inaczej, gdybym była lepszą córką, gdybym lepiej służyła rodzicom, to moja rodzina by się nei rozpadła. Dzisiaj z pelną stanowczością CZUJĘ, a nie tylko wiem, że ja byłam w porządku, byłam wystarczająca.

    A o uczuciach napiszę Wam następny post.
    Bo postanowiłam zacząć pisać Wam, jak cudownie jest odzyskać - a raczej UZYSKAĆ - stabilność psychiczną i dlaczego warto chodzić na terapię.
    Pisałam już parę razy na temat terapii, depresji i wiele osób pisało do mnie o polecenie terapeuty, psychiatry. Stay tuned, bo przygotowuję na ten temat wpis, będzie za parę dni.

    Czekam na Wasze komentarze - pytania, wyznania, cokolwiek. Spokojnego dnia!

    #depresja #psychologia #terapia #psychoterapia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki
    pokaż całość

    +: o..................d, scriptkitty +830 innych
  •  

    bądź Tunezyjczykiem, wyznawaj Allaha
    codziennie masz sny erotyczne z jakimiś dyktatorami
    homopanika.jpg
    podobno jakaś francuska psychoterapeutka przyjmuje pacjentów u siebie na dachu
    w sumie co ci szkodzi...

    Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej? Komedia „Arab Blues” (w kinach od 14 sierpnia) przypomina, że powroty w rodzinne strony nie zawsze bywają łatwe. Tak jest w przypadku wychowanej we Francji Selmy, która postanawia wrócić do Tunezji, aby otworzyć gabinet psychoanalityczny. Na miejscu okazuje się jednak, że nie tylko nikt tam na nią nie czeka, ale jej zawód i styl życia nawet najbliższym krewnym wydają się cokolwiek podejrzane. Kulturowe różnice generują serię pomyłek i nieporozumień, które debiutująca reżyserka Manele Labidi ze swadą rozbraja humorem.

    ZWIASTUN

    Niezależna, niezamężna, żyjąca na własnych zasadach Selma jest solą w oku konserwatywnej rodziny i miejscowej władzy. W ulubionych dżinsach i z papierosem w ustach szybkim krokiem przemierza ulice, korytarze i pokoje, odkrywając po drodze nie tylko absurdy lokalnego prawa, ale i własną tożsamość. Charyzma, urok i ekranowy magnetyzm odtwórczyni głównej roli, Golshifteh Farahani (gwiazda „Patersona” Jima Jarmuscha oraz „Co wiesz o Elly” Asghara Farhadiego), sprawiają, że od początku kibicujemy szalonym planom psychoanalityczki. Kibicujemy też jej kolejnym pacjentom, którzy - wychowani w opresyjnej kulturze - wreszcie przyznają sobie prawo do depresji, lęku i bycia tym, kim naprawdę są.

    Słoneczna, pełna światła i soczystych kolorów komedia Manele Labidi opowiada o uniwersalnym konflikcie tradycji z nowoczesnością oraz zbiorowości i jednostki. Pokazana w „Arab Blues” Tunezja dochodzi do siebie po arabskiej wiośnie i jak nigdy wcześniej, potrzebuje zbiorowej terapii. A film w ciepłym, lekkim i dowcipnym tonie podkreśla, że nie ma politycznych rewolucji bez codziennej obyczajowej rewolty: przeciwko rodzicom, szkole, politykom, zasadom tak sztywnym, że nie pozwalają oddychać. I przypomina, że humor zawsze był najlepszą z terapii.

    Film dostał nagrodę publiczności na festiwalu w Wenecji, gdzie pokazywano go w tej samej sekcji, co polskie „Boże Ciało".

    #film #filmy #festiwale #kino #zwiastun #zwiastuny #trailer #trailery #ladnapani ¯\_(ツ)_/¯ #kultura #religia #tunezja #islam #kobiety #terapia #psychologia #psychoterapia #psychiatria #francja #kinofrancuskie
    pokaż całość

  •  

    #zwiazki #milosc #rozowepaski #niebieskiepaski #alkohol #alkoholizm #terapia #narkotykiniezawszespoko #zycietocwel

    Hej. Chcę wam coś powiedzieć. Będzie trochę o miłości, o chlaniu, trochę o nadziei, o walce, o zwątpieniu czy walka w ogóle ma sens.

    Wyszedłem miesiąc temu z ośmiotygodniowej terapii uzależnień od alkoholu. Przedwczoraj miałem najgorszy kryzys od opuszczenia ośrodka, ale jakoś sobie z nim poradziłem. Stwierdziłem, że mam chyba ochotę napisać co teraz czuję. Trochę dlatego bo nie mam nikogo z kim mógłbym o tym porozmawiać, a trochę ku przestrodze.

    Na początek - czym jest alkoholizm? No alkoholizm polega na chlaniu, nie? Otóż kurwa nie do końca. Choroba alkoholowa polega głownie na nieumiejętności radzenia sobie ze swoimi emocjami. Alkoholik nie daje sobie z nimi rady, więc "reguluje" je za pomocą alkoholu. Pije bo jest smutny, pije bo jest wesoły, pije bo wygrał dychę w lotka, pije bo go teściowa wkurwiła, a na koniec pije bo słońce wstało a on jeszcze się nie zapił. W skrócie: u osoby zdrowej jest taki schemat:

    problem -> przykra emocja -> rozwiązanie problemu -> ulga
    a u alkoholika:
    problem -> przykra emocja -> alkohol -> "ulga"

    Chyba nie muszę tłumaczyć, że ulga jest tutaj pozorna. Problem cały czas pozostaje, picie go nie rozwiązuje. W związku z tym dalej pojawiają się przykre emocje, w związku z tym alkoholik dalej pije co przysparza mu dodatkowych problemów, w związku z tym pije coraz więcej i częściej. Zamiast rozwiązać problem użala się nad sobą i obwinia wszystkich wokół o swój los. Teściowa zła, żona niedobra, rząd do dupy, szef się uwziął a słońce za mocno napierdala. Brzmi znajomo?

    Generalnie na początku alkoholicy pewnie mają jakieś powody tego, że piją. Swoich już nie pamiętam, może brak ojca, może to, że matka piła, może awantury w domu o byle pierdoły, może patola za dzieciaka w domu. Nie jest to jednak mocno istotne. Potem już po prostu piłem dlatego bo byłem uzależniony a reszta to były tylko wymówki.

    W każdym razie ja byłem taki sam. Piłem bo moja matka pije, piłem bo martwiłem się o siostrę, piłem bo dziewczyna nie chciała żebym pił, w końcu piłem bo nie mogłem spać. Po alkoholu czułem się jak Bóg, byłem najmądrzejszy, wszystko wiedziałem najlepiej. Z kolei na kacu gdy docierało do mnie co zrobiłem byłem malutki. Przerażony, pełen poczucia winy i zadający sobie pytanie "kim ja jestem"

    Skąd to pytanie? Bo chciałem się uważać za dobrego człowieka. Bardzo tego broniłem i wiele wysiłku wkładałem w to, żeby mi ta wizja nie runęła. A fakty temu przeczyły więc trzeba było dużo fikołków umysłowych, żebym dalej w to wierzył. Garść faktów:

    Po pracy poszedłem pić z koleżanką Ukrainką. (Chociaż szczerze mówiąc nie szedłem tam z nią. Ja szedłem z wódką.) Wywaliłem litr gorzały w parędziesiąt minut, nic dalej nie pamiętam. Obudziłem się na izbie wytrzeźwień następnego dnia koło godziny 10, posiedziałem tam do 20-21 po czym oddali mi rzeczy. Byłem wściekły na wszystko i wszystkich oprócz siebie za to co mnie spotkało. (z perspektywy czasu stwierdzam, że złość na personel była zasadna. Nie pozdrawiam pracowników wrocławskiej wytrzeźwiałki, chorzy skurwiele i sadyści.)
    Oczywiście jak leżałem gdzieś najebany zanim ogarnęła mnie policja (albo i oni? cholera wie) ktoś ukradł mi portfel i telefon. Na szczęście nie zabrali siatki tej Ukrainki. Nie wiem czemu ją miałem, nie pamiętam. Było tam jebiące już mięso i inne zakupy a na dnie światełko w tunelu - JEJ PORTFEL. O słodka wódeczko, tak mi się pić chce, już po ciebie idę. Ukradłem jej 50 zł, poszedłem do sklepu kupiłem fajki, browary i do domu wróciłem już najebany. Z izby wytrzeźwień. Gdzie nikt nie miał ze mną kontaktu od ponad 30 godzin. Bez telefonu. Była już wtedy dziewczyna udawała, że się tym nie przejmuje (wtedy jeszcze z nią mieszkałem)

    Nie przejmowałem się emocjami kobiety którą kochałem, nie przejmowałem się tym, że rodzina się będzie o mnie martwić, nie myślałem, że być może kradnę koleżance jej ostatnie pieniądze. Liczyło się dla mnie żeby się napić. Nic więcej.

    Czemu była dziewczyna? Nie muszę chyba tłumaczyć. W każdym razie jedną z najbardziej smutnych dla mnie sytuacji jest moment kiedy się z nią wcięty pokłóciłem o jakąś pierdołę żeby mieć pretekst do picia, a ona trzymając mnie za rękę, klęcząc w przedpokoju ledwo łapiąca dech przez szloch błagała mnie żebym nie wychodził z domu dalej pić. A ja tam stałem, zimny skurwiel, serce z lodu. Nawet mi przez myśl nie przeszło żeby nie wychodzić. Pieprznąłem drzwiami i mnie nie było.

    A kochałem ją strasznie. Dalej kocham zresztą. Odpierdala mi z tej miłości czasami ale staram się nad tym panować. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że pomieszkamy osobno i będziemy się spotykać po prostu. Raz przyjechała na noc, ja sobie na noc przygotowałem "turbo-colę". Innym razem ja pojechałem do niej, korzystając z chwili nieobecności wywaliłem na szybko 4 browary i 200ml wódki. Szczytem było jak w moje urodziny już miała mnie dość i nie chciała ze mną rozmawiać. Nie piłem wtedy trochę czasu, więc stwierdziłem "jak nie zadzwoni do 20 to idę się najebać" xD Logiczne, nie? Nie gada ze mną bo piję, więc się napiję. No to się upiłem, dzwoniłem do niej ponad 100 razy bo chciałem ją opierdolić, że mi życzeń nie złożyła, w końcu zadzwoniłem do jej matki koło 2 rano, że się puszcza gdzieś w Warszawie i nie odbiera. No pojebany nie?

    Krótko potem chciałem się zabić, wiedziałem, że albo się zapiję albo się sam zabiję i resztka człowieczeństwa krzyknęła o pomoc. Zapisałem się na terapię, poczekałem na nią u wujka i na nią pojechałem.

    Przez dwa miesiące uzbrajali mnie tam w wiedzę jak sobie radzić z tą chorobą i opiekowali się mną pokazując kierunek. I tutaj chciałem powiedzieć jedno. To nie jest tak, że zamykają cię w ośrodku na 2 miesiące wychodzisz i jest zajebiście. Ja naprawdę cholernie ciężko tam nad sobą pracowałem. Sam. Myślałem, płakałem, wyrzucałem z siebie całe to gówno, cierpiałem i obserwowałem siebie, swoje myśli uczucia i zachowanie.

    W każdym razie naprawdę dużo pracy w to włożyłem. Najlepsza "szkoła" do jakiej do tej pory uczęszczałem. W tym momencie jakby mi dali tabletkę o nazwie "kontrolowane picie" to bym jej nie wziął. Ja po prostu już nie chcę pić. A motywację do tego daje mi ilość gówna jakie po swoim pijackim życiu muszę teraz sprzątać. Tak naprawdę mam teraz prawie 30 lat i... nie mam nikogo i nic.

    Po terapii trochę wymusiłem spotkanie z tą swoją byłą. Poszło chyba nieźle, bo odblokowała mój numer i czasem ze mną rozmawiała. Też się dużo wydarzyło przez ten miesiąc, dowiedziałem się, że się z kimś spotyka, potem trochę przyczyniłem się do tego, że zerwali, też dowiedziałem się, że zdążyła się z nim przespać (a to mnie mocno zabolało, kiedyś byłem kurwa romantykiem i "straciłem" parę okazji do przelecenia jakiejś laski. Spałem tylko z nią a ona do tamtej pory tylko ze mną i marzyłem, żeby do końca życia tak zostało. No ale nie mogę jej winić, że po zerwaniu z alkoholikiem który ją krzywdził próbowała ułożyć sobie życie.) W każdym razie przedwczoraj się widzieliśmy znów. I szczerze porozmawialiśmy. Tzn mówiła mi wcześniej, że nie chce do mnie wracać, ale przedwczoraj to chyba dopiero do mnie dotarło. Powiedziała też, że nie chce mi spróbować zaufać. Nie, że nie potrafi. Nie chce.

    I powiem wam kurwa że nie potrafię sobie tego wybaczyć. Myślałem, że ja już nigdy nie poczuję silnych emocji. Ale po tej terapii to jest jakaś masakra. Przepełnia mnie wściekłość na siebie, smutek i cierpienie z powodu całej tej sytuacji, gdy sobie uświadamiam jak ja ją mocno krzywdziłem. Ogromne poczucie straty. Ja naprawdę tą kobietę kocham tak, że mógłbym dla niej zrobić wszystko. Uważam ją za najwspanialszą kobietę na świecie, czułą, inteligentną, troskliwą. A 10 lat nie potrafiłem jej tego okazać, niszczyłem jej poczucie własnej wartości, pozbawiałem poczucia bezpieczeństwa i przysparzałem cierpienia. A ona przy mnie stała... I wściekły na siebie jestem, że nie ogarnąłem się wcześniej. Bo ona mi już pewnie nigdy nie zaufa. A nie ma pojęcia ile się w mojej głowie zmieniło. Nie wiem czy się kiedyś jeszcze napiję, wiem, że zrobię wszystko żeby do tego nie dopuścić. Za dużo chorego gówna narobiłem i nie chcę tego sobie i innym ponownie wyrządzać.

    A z tą kobietą mógłbym naprawdę wiele. Chciałbym żeby była matką moich dzieci, wiem, że byłaby ze mną szczęśliwa. Bo my naprawdę do siebie pasowaliśmy. Nie wiem, ja wierzę w miłość. Tą taką wielką i prawdziwą. I to chyba było to... A ja swoim kretyńskim zachowaniem to zaprzepaściłem. I wątpię, że kiedyś jeszcze będę w stanie tak mocno pokochać.

    Mógłbym tu jeszcze pisać jak chlaniem niszczyłem swoje zdrowie, karierę, relacje z rodziną i tak dalej. Ale chyba już mi się nie chce. Najbardziej żałuję właśnie tego, że straciłem najbliższą mi osobę, która kochałem i kocham jak nigdy nikogo, i pewnie dalej będę kochał. Co by się nie stało.

    Także moja prośba do was. Niby w AA mówią, że dopóki ktoś sobie tego głupiego ryja o dno nie rozwali to nie przestanie chlać. Ale nie chcę w to wierzyć. Jeśli wasza rodzina mówi wam, że macie problem z piciem. Jeśli wprowadzacie sobie zasady w stylu "udowodnię, że mogę nie pić tydzień/miesiąc/rok" (nie-alkoholicy nie muszą sobie ani nikomu takich rzeczy udowadniać). Albo jeśli już gdzieś tam w środku wiecie, że macie problem - zróbcie coś. Zapiszcie się do poradni uzależnień, idźcie na mityng AA, może rozważcie zamkniętą terapię. Mówię wam to ja - człowiek który przez to, że pił, stracił wszystko na czym mu zależało. A niby do samego "końca" pracowałem i wiodłem w miarę normalne życie. Uświadomcie sobie, że alkoholik to nie tylko menel spod przystanku. To może być wasz podwładny, to może być wasz szef, któryś kumpel którego nawet o to nie podejrzewacie, a możecie to być wy. I też się nie podejrzewać. Zróbcie to zanim stracicie tyle co ja. Jeśli chcecie porozmawiać, macie wątpliwości, pytania - piszcie. Postaram się pomóc na ile będę mógł.

    Jeśli wyszło chaotycznie to wybaczcie, pisałem prawie że na jednym wdechu.
    pokaż całość

    +: K........s, Sz4r4_m +23 innych
  •  

    Psycholoszka kazała zapisywać 3 pozytywne rzeczy, które mnie spotkały danego dnia - cieżka sprawa ¯\_(ツ)_/¯.

    #psychologia #depresja #terapia

    •  

      @Blueweb: Hej, napiszę Ci własne - może coś będzie inspiracją do zauważenia własnych:
      -dobrze mi się spało - nie budziłem się w nocy, nic mnie nie bolało
      -przywitał mnie piękny ranek, mnóstwo słońca, lekki wiatr
      -po wypiciu kawy sprawy w pracy szły jedna za drugą, wymiatałem e-mail za e-mailem
      -ciągle ktoś dzwonił i o coś mnie prosił - jestem potrzebny, moja praca jest ważna, inni mogą na mnie polegać
      -wszedłem na wykop i mam okazję komuś pomóc

      5x na poczekaniu. Czas na Ciebie ;) Nie szukaj czegoś wyjątkowego, bardzo skomplikowanego - pozytywy z życia są bardzo proste.
      pokaż całość

    •  

      @Blueweb: super ćwiczenie, kiedyś mi pomogło, ale ja robiłam na zasadzie wdzięczności - 3 rzeczy, za które jesteś wdzięczny danego dnia. Dzięki temu uczysz się szukać pozytywów w swoim życiu. Może z dnia na dzień nic nie zmieni, ale po jakimś czasie zauważysz różnicę, mózg się powoli przestawia na inne myślenie.
      I jak wyżej - nie szukaj cudów na kiju, wystarczy, że była ładna pogoda, czy że masz przysłowiowy dach nad głową :P chodzi o samo skupianie się na pozytywach, a nie o pozytywy same w sobie, z czasem zaczniesz ich widzieć więcej. pokaż całość

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    #psychologia #terapia

    źródło: scontent.fwaw5-1.fna.fbcdn.net

    +: S.....x, A........8 +7 innych
  •  

    Dziś z detoksu przechodzę na terapię, nie chce już pić.
    Trzymajcie kciuki żebym po wszystkim nie wrócił do tego gówna, nie warto tracić na to życia. Miłego dnia Mirki i Mirabelki.

    #alkoholizm #terapia #dziendobry #motywacja

  •  

    Wczoraj byłem pierwszy raz na terapii leku grupowej. Co mnie zaskoczyło, że grupa składa się głównie z osób 30-40+, prócz mnie to tylko jedna osoba ma 20 parę lat.

    Miałem mylne wrażenie, że ludzie dorośli nie mogą mieć problemów czy coś. Bo głównie są to osoby w stałych związkach, mają dzieci, dobra pracę.

    Narazie jest za wcześnie by ocenić te 2 godziny, ale jakiś spokojniejszy wyszedłem, z jakąś tam nadzieja, że może być lepiej ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #oswiadczenie #terapia #przegryw #psychologia
    pokaż całość

    źródło: FB_IMG_1581016177276.jpg

  •  

    Idę zaraz do biura rozwiązywania problemów alkoholowych. Jeszcze do końca sam siebie nie przekonalem, ale zalecił mi to psychiatra. Życzcie powodzenia.

    #depresja #terapia

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Dlaczego nigdy się nie uśmiechasz? Dlaczego ciągle masz taką groźną minę? Czemu jesteś takim gburem? Czemu jesteś taki niemiły? Dlaczego na wszystko reagujesz agresją?
    Często słyszę te pytania i jest jedna odpowiedź - bo mnie kurwa zniszczono.
    To ja byłem tym chłopakiem, gnębionym przez szony wstawiające cytaty o depresji na fejsbuka, to ja byłem tym chłopakiem który robił za kukłę treningową dla szkolnych osiłków, to ja byłem tym chłopakiem, którego nie szanował nikt. Nikt nigdy mnie nie szanował, nawet nauczyciele, nawet rodzice. Dlaczego? Byłem kurewsko miłym i bezinteresownym dzieckiem - to wystarczyło. Szkolne osiłki wychowane w patologii, uznawały każdy miły gest za oznakę słabości, więc zostałem ich ulubionym workiem treningowym, stłamszono mnie, do tego poziomu, że każdy mógł mi bezkarnie dojebać, każdy nawet największy lamus, nawet najgłupsza kurwa, bo w szkolnej hierarchii byłem na poziomie klasowego zwierzątka. Jak na to wszystko reagowali nauczyciele? "Podajcie sobie ręce, nie obchodzi mnie kto zaczął"? Bynajmniej. Nie reagowali wcale, a wręcz sami brali udział w tym pierdolonym anty-ludzkim procederze. Czasami tak jest, że nauczycieli chcąc wprowadzić trochę luzu podczas lekcji i/lub coś uświadomić klasie na podstawie przykładu, bierze danego ucznia i stawia go w hipotetycznej sytuacji, "Gdyby Mirek był średniowiecznym chłopem. Gdyby Mirek pojechał do Anglii". Normalny nauczyciel, jeśli już koniecznie coś takiego chce zrobić, wybierze ucznia o największym dystansie do siebie, a sama sytuacja będzie ... hmmm normalna. Otóż w mojej szkole nie, jeśli nauczyciel wybrał mnie do jakiegoś przykładu, mogłem być pewien, że będzie to coś zajebiście zawstydzającego, mój faworyt:
    "W Szwecji przez 41 lat obowiązywało prawo sterylizacyjne. Gdybyśmy żyli w XX wiecznej Szwecji, ofiarą tego prawa mógłby paść np. OP". Zabawne, nie? W końcu cała klasa się śmiała, więc musiało być zabawne.
    Chyba nie muszę wspominać o tym, że nauczyciele byli świadomi jaki mam status w klasie...
    O rodzicach nawet nie chce mi się pisać, bo to jest po prostu przykre, jak bardzo można mieć wyjebane w swoje dziecko. Z jednej strony zapewnienia o miłości i wsparciu, a z drugiej strony wystarczyło, że kurwa wychowawczyni zapewniła rodzica, że "wszystko jest w porządku" i matka mogła spać spokojnie.
    Gnębienie zapoczątkowali mężczyźni, pojawiała się przemoc fizyczna z ich strony, ale najgorzej zapamiętałem dziewczyny. Dziewczyny były ... specyficzne. Z jednej strony zawsze chciały utrzymywać pozory, jeśli nauczyciel był w pobliżu, to one były pierwsze święte siostry burdelanki, jeśli były pewne, że nikt nie widzi, to zamieniały się w diablice. Kobiety preferują przemoc psychiczną, są w tym konsekwentne i zawsze wiedzą, gdzie wbić szpilę, żeby bolało. Pamiętam witanie się ze mną "hej brzydalu/potworze", pamiętam uszczypliwe teksty na każdy temat, pamiętam wysyłanie walentynek z wulgaryzmami, pamiętam wpisy w zeszycie/na tablicy, pamiętam fejkowe wyznania, pamiętam przerabianie zdjęć, pamiętam wszystko, będę pamiętać i nie wybaczę, więc nie dziw się babo jedna z drugą, że mówiąc mi "cześć" na ulicy i udając, że wszystko jest w porządku, słyszysz głośne "spierdalaj". Zresztą trudno mówić o wybaczeniu, jeśli nigdy nie było przeprosin.
    Jaka była moja radość, gdy w drugiej klasie gimnazjum, otrzymałem wiadomość od jednej dziewczyny, że wszystko sobie przemyślała, że Ona nigdy nie chciała brać udziału w tym całym gnębienie, że chciałaby mnie przeprosić i w ogóle to jej się podobam, prosiła mnie żebym przyszedł po lekcjach na "spot" (taka miejscówka). Jako osoba gnębiona, desperacko potrzebowałem akceptacji. Szkoda, że nie poszedłem okrężną drogą, może zobaczyłbym połowę klasy kryjącą się za budynkiem z odpalonymi telefonami.
    W 3 klasie zacząłem się bronić. Dostawałem jeszcze większy wpierdol, ale warto było na koniec dnia spojrzeć w lustro bez wstydu. Nauczyciele wreszcie zaczęli reagować. Ponieważ, nie miałem problemu przy nauczycielach powiedzieć dziewczynie, o jej matce z wątpliwą moralnością, która wysrała na świat takiego diabła pozbawionego empatii.
    W technikum byłem obcy i tylko bardziej się nakręcałem. Już właściwie na wejściu sprzedałem komuś plaskacza. Z tyłu głowy miałem, że bycie miłym, mało stanowczym to oznaka słabości, więc na wszystko reagowałem agresją. Z nikim ze szkoły średniej nie utrzymuję kontaktu, nauczyciele i uczniowie uważają mnie za psychola. Pewnie mają racje.
    Chodzę na terapię, ale nie widzę efektów. Ludzie myślą, że przeszłość nie ma znaczenia. Przecież mają dzieci, pracują, nie łamią prawa, wzorowi obywatele. Przeszłość MA i zawsze będzie mieć znaczenie. Moi drodzy, byli koledzy i koleżanki z klasy, nie udawajcie, że zapomnieliście, przecież mijamy się na mieście, widzę jak odwracacie głowy jak patrzę wam w oczy. Nie myślcie, że będę się na was mścił w jakikolwiek sposób, jestem ponad to, ale przeszłość którą mi zgotowaliście, niszczy moją teraźniejszość, więc nie oczekujcie, że będę udawał, że szkolne czasy nic nie znaczą. W głębi duszy, w tej resztce empatii i wiary w ludzi którą mam, mam nadzieję, że przynajmniej wychowacie swoje dzieci na lepszych ludzi.
    Najgorsze, że nigdy czegoś takiego, jak moi oprawcy, nie będę miał. Nigdy nie wybiorę się z żoną i dzieckiem na beztroski spacer. Ja po prostu nie potrafię zaufać ludziom, nie potrafię kochać, nie potrafię się przed nikim otworzyć, ja już nawet kurwa się nie uśmiecham. Jestem pierdolonym golemem, ulepionym rękoma moich oprawców.

    #szkola #zalesie #gnebienie #truestory #terapia

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Nie siedź w domu w ferie i w wakacje
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów