•  

    Odkąd jestem programistą jednym z moich marzeń stało się stworzenie jedynej w swoim rodzaju gry komputerowej, czegoś, czego jeszcze nikt w branży nie stworzył do tej pory.
    "Spore" bardzo mnie zaciekawiło. Oto próba oddania ludziom kontroli nad wszechświatem, po dokładnym przyjrzeniu się, co sprawia, że gry wideo są takie popularne.
    Stwierdziłem, że głównym czynnikiem jest kontrola. Ludzie w życiu codziennym nie mają wpływu na ich otoczenie.
    Robią to, co się im każe, chodzą tam, gdzie się im każe, żyją tak, jak się im każe.
    Ich zajęcia składają się ze stania lub siedzenia gdzieś do 17:00, a potem pozwala się im iść do domu. Nie jest tajemnicą, że są nieszczęśliwi.
    Dla wielu osób gry wideo są ucieczką do świata, gdzie mają kontrolę lub prowadzą swoje wirtualne życia pełne przygód i emocji.
    Pewna doza kontroli znajdowana jest w grach strategicznych, przygoda w grach RPG. Przyjrzałem się grom takim jak "The Sims" i zauważyłem, że to, co sprawiło, że są takie popularne, to nie tylko iluzja posiadania kontroli, ale rzeczywista kontrola, w pewnym stopniu.
    Masz kompletny wpływ na życie ludzkie. Przed "The Sims" było "Sim Earth".
    Gra, w której nie sprawujesz kontroli na konkretnymi jednostkami, ale nad całą Ziemią! Doszedłem do wniosku, że muszę stworzyć grę podobną do "Spore", w której gracz subtelnie "kieruje" procesem ewolucji. Czynnikiem, który spowodował, że owa gra była tak dużym niepowodzeniem, był brak realistycznej kontroli nad czymkolwiek.
    Ewolucja została tam potraktowana po macoszemu. Aby to osiągnąć, zacząłem najpierw prace nad systemem fizyki.
    Mało znam się na fizyce, ale zacząłem pobierać nauki z tej dziedziny i próbowałem stworzyć jej uproszczoną wersję,gdzie pewne cząsteczki oddziałują ze sobą w określony sposób.
    Wyszło na to, że fizyka sprowadza się po prostu do złożonej matematyki. Zasymulowałem energię, materię i stworzyłem prosty system ze słońcem emitującym energię oraz okrążającymi go planetami, które tę energię pobierały.
    Postanowiłem od podstaw stworzyć najprostsze komórki, które były wpisane w program, że tak powiem, który projektowałem.
    Żyły energią emitowaną przez słońce i miały kod "genetyczny", który zawierał informacje o substancjach produkowanych przez komórki.
    Chyba możecie je nazywać eukariotami. Mój świat w ciągu kilku minut zawsze wypełniał się tymi komórkami, które następnie mutowały, a przetrwały najbardziej rozwinięte komórki, które nauczyły się zamieniać energię dostarczoną przez słońce w użyteczne substancje potrzebne do podziału.
    To było bardzo nudne, ale chyba działało. Postanowiłem rozszerzyć system fizyki i zmusić komórki do wytwarzania odpadów, które były toksyczne i je zabijały.
    Zauważyłem, że niektóre komórki zaczęły produkować mniej odpadów. Inne rozpoczęły produkcję czegoś, co pomogło im pozbyć się produktów ubocznych.
    Jeszcze inne wykształciły zdolność produkcji związków, które neutralizowały toksyczne odpady.
    W tym wszystkim odkryłem coś fascynującego. Uruchomienie symulacji na kilka stuleci (kilka minut czasu rzeczywistego) poskutkowało wytworzeniem się komórek, które wytwarzały ogromne ilości odpadów celowo. Zauważyłem, że inne komórki na skutek tego umierały, a te pierwsze pochłaniały ich pokłady energii.
    Tak narodzili się pierwsi drapieżnicy. Po wyewoluowaniu pierwszych drapieżników różnorodność tego świata gwałtownie wzrosła. Niektóre wykształciły sposób na ucieczkę w przypadku napotkania tych toksyn. Inne stały się na nie odporne, a ostatecznie nauczyły się z nich korzystać.
    Po jakimś czasie zauważyłem coś ciekawego. Komórki, które uciekły przed toksynami, tworzyły grupy z komórkami, które potrafiły już toksyn używać dla własnych korzyści.
    Trzymały się razem i pomagały sobie. Ostatecznie połączyły się. Powstała dziwna symbioza, gdzie komórki, które normalnie by uciekły, teraz szukały miejsc, gdzie toksyny się znajdują, a ta druga komórka pochłaniała odpady dostarczając "transporterowi" nieco energii.
    Nie rozpisując się zbytnio powiem tyle, że byłem wówczas bardzo podekscytowany i pozwoliłem symulacji trwać do rana (była już 05:00), podczas gdy ja poszedłem do łóżka. Kiedy obudziłem się około 11:00 dostrzegłem, że świat, który stworzyłem, zmienił się i był teraz ledwo rozpoznawalny.
    Świat został opanowany przez ogromne, roślino-podobne struktury, pożerane przez inne organizmy żywiące się tymi roślinami. Jednakże, gdy zajrzałem do logów okazało się, że przez ostatnie dwie godziny świat praktycznie stanął w miejscu. Osiągnąłem kolejny zastój. Punkt, w którym prostota mojej symulacji nie pozwalała na dalszą ewolucję bardziej złożonego życia.
    Rozszerzyłem system dzieląc energię na kilka rodzajów, wliczając w to różne długości fal, które pochłaniane były w różny sposób przez różne molekuły.
    Zaimplementowałem drgania powietrza, stworzyłem ulepszoną symulację wagi i wniosłem jeszcze kilka innych, mniejszych poprawek.
    To spowodowało, że symulacja przebiegała oczywiście wolniej, ale warto było. Prawie cały dzień przyglądałem się symulacji nie tracąc podekscytowania.
    Ta zabawa była niezwykle uzależniająca. Wyewoluowały złożone organizmy, które współpracowały.
    Rośliny polegały na sobie lub wabiły drapieżników, którzy pożerali okropnie wyglądające stworzenia roślinożerne.
    Dobrze się bawiłem i dostrzegłem, że niektóre stworzenia wyewoluowały "sygnały ostrzegawcze".
    To znaczy, że gdy zauważały drapieżnika, wydawały dźwięk, a wszystkie inne z ich gatunku uciekały do dziur, które wykopały w ziemi. Inne wyewoluowały "sygnały godowe".
    Postanowiłem się zabawić. Stworzyłem narzędzie, które pozwalało mi wrzucić na Ziemię konkretne organizmy i podpisałem je swoim imieniem.
    Stworzyłem 10 "meteorytów" i zrzuciłem je na fragment lądu, aby stworzyć wyspę, chciałem się przekonać, czy stworzenia po obu stronach wyewoluują w różnych kierunkach.
    Powstała "uśmieszkowa" wyspa z aktywnością wulkaniczną. W tym czasie znów dochodziła 05:00, słyszałem ptaki na zewnątrz. Poczułem się zmęczony, a pobudka nastąpiła jakoś koło 13:00.
    Kiedy spojrzałem na symulację, doznałem lekkiego szoku. Różne grupy istot jednego gatunku stworzyły kamienne posągi. Niektóre w kształcie uśmieszku. Niektóre w formie mojego imienia.
    Nie wiem nawet, po co to robiły i jak. Zauważyłem, że od czasu do czasu atakowały się nawzajem.
    Nie wiedziałem, co z tym począć, ale doszedłem do wniosku, że te organizmu musiały postrzegać ten uśmieszek i moje imię w jakiś specjalny sposób.
    Walki mnie niepokoiły, zdecydowałem zatem stworzyć potężne pasma górskie za pomocą erupcji wulkanu i w ten sposób oddzielić obie grupy.
    W tym momencie zmiany zachodziły szybko, w porównaniu do tego, co działo się wcześniej.
    Podczas mojego snu plemiona w symulacji ewoluowały, kiedy szedłem coś zjeść, albo do łazienki, członkowie plemienia zaczęli się inaczej ubierać lub budować innego rodzaju siedliska.
    Ich liczba również wciąż wzrastała. W pewnym momencie zaobserwowałem, że stworzenia zaczęły tworzyć własne symbole na ziemi, nie kopiowały już moich.
    Większość z nich była jak dla mnie zupełnie przypadkowa i niezrozumiała, ale jeden się wyróżniał. Organizmy stworzyły symbol, który przypominał ich samych.
    Małe kółko, a pod nim kwadrat. Wewnątrz kwadratu znajdowała się kropka, w samym jego centrum.
    To miało oznaczać narządy wzroku tych stworzeń, bo każde z nich miało dwa takie narządy, jeden z przodu, drugi z tyłu ciała.
    W kwadracie znajdowały się też inne organy sensoryczne i kopulacyjne. Obok kółka, na samej górze kwadratu można było zobaczyć coś przypominającego widły.
    Dwa rozwidlenia skierowane były w przeciwnych kierunkach, a obok nich można było zauważyć uśmieszek. Zrozumiałem coś. Nie porozumiewali się między sobą.
    Komunikowali się z czymś "gdzieś tam". Moje modyfikacje krajobrazu musiały się przyczynić do ich myślenia, że gdzieś tam jest coś potężnego, zdolnego do zmiany ich świata.
    Zastanawiałem się, czy symbole takie, jak Stonehenge i piramidy w realnym świecie mogły być znakami ludzi pierwotnych, którzy próbowali zrobić to samo.
    Błagali swojego stwórcę lub opiekuna, aby się z nimi skontaktował. Jednemu nie dało się zaprzeczyć - te stworzenia domyśliły się, że gdzieś tam jest coś jeszcze.
    Długo nad tym myślałem. Czy to w mojej gestii leży zainicjowanie kontaktu z czymś, co nie jest nawet prawdziwe? A może te stworzenia są prawdziwe w jakiś inny sposób?
    Czy coś może być prawdziwe będąc zaledwie koncepcją samego siebie? A nawet jeśli byli prawdziwi, to czy to oznacza, że lepiej dla nich będzie, jeśli to ja się z nimi pierwszy skontaktuję?
    Może powinienem zmienić symulację i zapewnić im wieczne szczęście? Czy w ogóle mogę coś takiego zrobić? Nie chciałem im ujawniać swojego istnienia, ale chciałem się z nimi porozumiewać.
    Postanowiłem zaprogramować "proroka". Organizm, który wygląda jak oni i nie będą potrafili go odróżnić od siebie, ale jest całkowicie kontrolowany przeze mnie.
    Pozwoliłem mu urodzić się, jako ktoś ważny, syn przywódcy. Postanowiłem nauczać przykładami i starałem się nauczyć te stworzenia angielskiego, abym mógł się z nimi porozumiewać.
    Jako prorok przekazałem im, że angielski jest językiem, w którym możemy porozumieć się z "wielkim". Nie mogli mieć pojęcia, co jest prawdą, a co nie.
    Nie zdecydowałem jeszcze, czy ujawnić się, czy nie. Chciałem jednak móc zrozumieć, co chcą mi powiedzieć. W ciągu kilku pokoleń wszyscy mówili po angielsku.
    Bardzo szybko na ziemi zaczęły pojawiać się znaki w języku angielskim, takie jak: "PROWADŹ NAS" "POKAŻ NAM SWOJĄ DOBROĆ" "POMÓŻ NAM" A także, podczas gdy panowała choroba, głód lub ogólne niepocieszenie: "DAJ NAM JEŚĆ" "POKAŻ NAM CUD" "ZAKOŃCZ NASZE CIERPIENIE" Zdecydowałem, że nie mógłbym zajmować się światem, w którym pojawiło się takie nieszczęście.
    Musiałem coś zrobić. Czemu miałbym akceptować świat, w którym panuje śmierć, gwałty i morderstwa, kiedy mogłem im zapobiec? Zaimplementowałem poprawki, które następowały stopniowo, więc nie brali tego za cud.
    Morderstwa i gwałty z biegiem czasu stawały się coraz rzadsze, tak samo śmierć w młodym wieku. Sądziłem, że nie zauważą zmian, które następowały przez wiele pokoleń, ale zauważyli.
    "DZIĘKUJEMY CI" "CHWAŁA STWÓRCY" "KOCHAMY CIĘ" I coś, co najbardziej ścisnęło mnie za serce: "WRÓĆ DO NAS" Po policzkach spłynęły mi łzy. Tam coś jest.
    I to coś wie o moim istnieniu, wie że mogę się z nimi porozumieć, ale w obawie przed tym, co stworzyłem, nie chcę tego zrobić.
    Czułem, że mam zobowiązania więc załadowałem postać, którą dopiero co stworzyłem i poszedłem do ich króla, poprosiłem o rozmowę z najmądrzejszymi z mędrców.
    Tym razem jednak mi nie uwierzono. - Jesteś 1341 osobą podającą się za wcielenie Stwórcy.
    Jeśli nim jesteś, to modlę się o przebaczenie, ale proszę, daj nam jakiś znak, zanim zażądasz ode mnie zwołania mędrców.
    Zawahałem się, ale odpowiedziałem. - Jutro, na wyspę na morzu przed wami, spadną kolejne dwa meteory, tego samego dnia.
    I kiedy tak się stanie, porzućcie wszelką wątpliwość i uwierzcie, że oto ja powróciłem, naprawić zepsuty świat, który niegdyś stworzyłem.
    Opuściłem moje wcielenie i poczekałem na następny dzień w symulacji. Zrzuciłem dwa meteory na opuszczoną wyspę niedaleko stałego lądu, na którym zebrały się tysiące, aby zobaczyć, czy dam im znak. Po upadku meteorów zaczęto świętować.
    Wszystkie zdolne do odczuwania organizmy zebrały się dookoła małego domu, w którym opuściłem mojego awatara i padli na ziemię, wyraźnie czcząc mężczyznę, którego tam ostatnio widzieli, a jednocześnie bali się podejść bliżej. Nie wiem w sumie, kto bał się bardziej w tym momencie, ja czy oni.
    Ponownie załadowałem moje wcielenie i wyszedłem z domu. Stworzenia nadal leżały na ziemi w całkowitej ciszy.
    Zupełnie, jakby czuli się za niegodnych przemawiania. - Niechaj powstanie najmądrzejszy z was - powiedziałem do nich.
    Powstało jedno, dziwacznie wyglądające stworzenie. - Dziękujemy, że wróciłeś. Czy życzysz sobie od nas czegoś?
    Zawahałem się, zanim cokolwiek odpowiedziałem. - Nie możecie zrobić dla mnie niczego, co mnie zadowoli, poza tym, że będziecie dobrzy dla siebie nawzajem i będziecie dzielić się ze mną swoimi potrzebami i obawami.
    Stworzenie odpowiedziało: - Wiemy, że przybywasz z innego świata i się boimy. Zrozumieliśmy, jak delikatni jesteśmy i jak niewiele wiemy.
    Proszę, pozwól nam dołączyć do ciebie w świecie, w którym stworzyłeś nasz własny. Rozpłakałem się przed komputerem, gdy odpowiadałem. - Nie wiem jak.
    Stworzenie odpowiedziało: - Ryzykując obrażenie cię, proszę, zrozum powagę naszej sytuacji.
    Żyjąc w niekompletnym świecie jesteśmy ciągle zagrożeni zniknięciem na zawsze, nikt już nigdy może nas nie spotkać.
    Nigdy byśmy świadomie nie rozpoznali chwili, w której nadszedłby nasz koniec.
    Dotarło do mnie, że nie byli w stanie zrozumieć faktu, iż miałem władzę absolutną jedynie w ich świecie, ale poza nim już nie.
    Nie wiedzieli także, że moja wiedza o ich świecie była ograniczona. Może i stworzyłem go dzięki kilku prostym prawom i regułom, ale to właśnie te proste prawa nadały rzeczywistości złożoność, której nie byłem w stanie pojąć.
    Rzekłem ponownie: - Mam moc jedynie w waszym świecie. W moim takiej mocy nie posiadam, zatem nie mogę was tu sprowadzić, ponieważ mój świat nie jest pod moją kontrolą.
    Nie rozumiem także świata, który stworzyłem. Nie wiem, co jest dla was najlepsze. Tylko wy wiecie i musicie mnie informować, czego chcecie. Mężczyzna milczał przez chwilę.
    Już pomyślałem, że chcę zerwać ze mną wszelki kontakt, gdy mędrzec przemówił: - Stworzyłeś świat, który jest niekompletny, ze stworzeniami, które nie są w stanie z niego się wydostać i nie masz możliwości ich uratować. Nie posiadają wolności, ani nie mają możliwości zmian.
    Jesteśmy całkowicie zdani na twoją łaskę i w związku z tym, z głębi serca, prosimy cię... skończ z nami.
    W tym momencie zanosiłem się rzewnymi łzami, nie wiedziałem, co robić i proszono mnie o dokonanie niemożliwego. Moje własne dziecko prosiło mnie, abym je zabił.
    W tym momencie zauważyłem, że światła w pokoju migają. Po chwili komputer się nagle wyłączył. Krzyczałem.
    Po wielokrotnych próbach uruchomienia komputera zrozumiałem, że to nic nie da. Zadzwoniłem do dostawcy prądu, który powiedział mi, że na skutek nagłej awarii doszło do spięcia.
    Obiecali zapłacić za wszystkie szkody. Rozłączyłem się i zacząłem rozmyślać. Ogrom zbiegu okoliczności, który właśnie nastąpił, był zbyt wielki do ogarnięcia.
    Zastanawiałem się. Jeśli te stworzenia były na łasce zdezorientowanego stwórcy, to czy to samo można powiedzieć o mnie?
    I jeśli tak, to czy mój twórca powstrzymał mnie właśnie od powtórzenia jego własnych błędów?

    #pasta #coolstory #tldr
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Cześć Mireczki i Węgierki. Drobna dzisiejsza historia i przemyślenia. #tldr nie będzie

    Byłem dzisiaj popołudniu w urzędzie pozałatwiać kilka spraw. Wziąłem swój numerek i czekałem na swoją kolej. Przede mną było jakieś 5 osób, a ogólnie w poczekalni może z 15. Wtem przychodzi urodziwa, młoda i drobna Ukrainka. Chwilę stoi, przegląda papiery, gdzieś zdzwoni i rozmawiając po ichniejszemu zaczyna płakać. Rosyjskiego nigdy się nie uczyłem, ale pracując przez kilka lat na budowie z Ukraińcami można powiedzieć, że co nieco z tego rozumiałem (wydaje mi się, że chodziło o jakiś dokument potrzebny do leczenia)[bumaszki i bolnicu]. Dziewczyna po skończonej rozmowie, próbowała jeszcze przez kilka minut powstrzymywać łzy, ale kiepsko jej to wychodziło. Będąc teraz w domu wracam myślami do tej sytuacji i wiecie co... po prostu kurwa żałuję, że się nie odezwałem i nie zapytałem czy można jej jakoś pomóc... Nie wiem czy to presja otoczenia i brak jakiejkolwiek reakcji ze strony pozostałych oczekujących (każdy patrzył w telefon lub odwracał wzrok) czy po prostu polska szara rzeczywistość i smutne jak pizda życie.

    W przeszłości, dobre 20 lat temu, siostra w trakcie studiów brała udział w programie work&travel w USA. Opowiadała, że po przylocie na obcą ziemię usiadła na ławeczce w terminalu i zaczęła płakać. Zdała sobie sprawę, że jest dobre kilkaset kilometrów od najbliższej rodziny i przyjaciół. rzeczy, które zna. Chyba uświadomiła sobie jaką decyzję podjęła,i że jest zdana tylko na siebie. Nie minęło kilka sekund nim obcy ludzie zaczęli do niej podchodzić i dopytywać jak można jej pomóc bo widok płaczącej i bezsilnej osoby był dla nich rzadkością lub jakimś ewenementem.

    Porównując obie sytuacje i patrząc na to z perspektywy czasu posmutniałem i jest mi po prostu kurwa przykro... Przepraszam... musiałem się komuś wygadać...

    #gownowpis #przemyslenia #polska i chyba trochę #emigracja

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: marcel_pijak
    Dodatek wspierany przez: Nie siedź w domu w ferie i w wakacje
    pokaż całość

  •  

    Witam serdecznie, Mireczki, Mirabelki - nie myślcie, że to spam. Bardziej powiedziałbym #rozdajo :) A tak serio to pewna forma pożegnania spotykana czasem wobec rzeczy, które jakieś piętno na człowieku odcisnęły. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Nadszedł moment, żeby pozbyć się wiernego druha, który zawiódł mnie nie raz, nie dwa, nie raz mnie obśmiewali przez niego w pracy... nie dwa... Ale ja byłem mu z pewnego powodu wierny. Dlatego nie wypada po prostu napisać, że na sprzedaż mam telefon LG G5 z modułem CAM Plus. Wszyscy piszą na aukcjach jakieś pierdy. Tylko ja Wam napiszę jak jest.

    Na sprzedaż mam wyjątkową rzecz. Telefon który wyprzedził swoją epokę ze względu na swoją unikatową modułowość. Tak unikatową, że nikt jej nie chciał ;) Telefon od którego zaczęły się gigantyczne problemy LG na rynku smartfonów, które do dziś odbijają się im śmierdzącą czkawką. Jakby po serze jakimś. Do tego stopnia śmierdzącą, że... każdy nowy naprawdę rewelacyjny telefon, który robi ta firma budzi odruch wymiotny w potencjalnych nabywcach, do momentu aż nie stanieje do poziomu 1600 zł, który jest jakoś akceptowalny. Serio, LG robi świetne nowe telefony. Nowe tak, ale nie ten, który mam na sprzedaż. Może ja miałem jakąś wadliwą sztukę czy coś, ale chyba wtedy by jednak nie było o tym tak głośno ;)

    Telefonu używałem przez ponad 2 lata (kupującemu załączam kopię dowodu zakupu i różne papiery już chyba nic nie warte).

    Swój żywot mógł skończyć już nie raz, czy raczej - ja nieraz miałem mu w tym pomóc. Nawet w Wielkim Kanionie Kolorado na samym dole gdzie miałem okazję z nim wędrować. Nie wyrzuciłem go w przepaść tylko dlatego, że robi świetne zdjęcia. Możecie pomyśleć sobie, wyjątkowy telefon - był w Wielkim Kanionie.

    Mógłbym nagrać też w sumie wideo, które sprawdza jego odporność na upadki itd. tylko kto po dwóch latach by to na YouTubie oglądał, skoro nawet nowe LG nie cieszą się powodzeniem :P

    Telefon jest już po gwarancji i sprzedaję go jako uszkodzony choć znajdą się tacy, którym zadziała bez problemu. Dlaczego o tym poniżej.

    Z telefonem od strony wizualnej nie dzieje się nic złego. Był cały czas w futerale, przez większość czasu u mnie miał też szybkę na ekranie. Ekran widział wiele, najczęściej odbijała się w nim moja wkurzona twarz, na którą po 10 oddechach wracał uśmiech.

    Na wyświetlaczu jest kilka drobnych rysek, które ledwo będzie widać na zdjęciu i musiałem się nieźle nakombinować, żeby to pokazać. Doceńcie to, bo naprawdę im dłużej nie obcuję z tym telefonem tym jestem zdrowszy.

    Drobne ubytki w lakierze widać przy złączu mini-jack co wydaje mi się totalną normą.

    Z tyłu jest kilka jakichś kropek i jakaś mikro ryska przy aparacie. Również na zdjęciu ledwo to widać. Na żywo też prawie nic.

    Telefon sprzedaję jako uszkodzony, po to, żeby ktoś mnie nie zabił przez jego problemy "wewnętrzne". Być może pomogłaby mu wizyta u psychologa, ale jeszcze nie znalazłem takiego.

    Jest jakiś problem z zasięgiem, a przez to też z baterią. Mam w ogóle gdzieś drugą baterię, bo się ją da wymieniać - to ciekawa koncepcja powrotu do korzeni telefonów, współwinna upadkowi LG ;P Jak gdzieś znajdę tę baterię drugą, to ją dołożę. Jeśli nie to nie. Serio.

    Telefon był w serwisie na gwarancji, wymieniono sporo "bebechów", problem ustąpił, ale po jakimś czasie wrócił.

    Objawia się tym, że telefon wolno łapie zasięg internetu, czasem wolniej przychodzą smsy.

    Czasem coś się wyłączy w czasie rozmowy.

    Ot takie drobiazgi, które jednak mogą wkurzyć. Kiedyś miałem Samsugna Galaxy S2 czy jakoś tak. Trafiła mi się jakaś felerna partia w mojej sieci no i napisałem w recenzji, że fajny telefon, ale nie dzwoni. Jakiś gówniarz odpowiedział na mój komentarz, że co się czepiam bo to przecież super sprzęt. No to z tym LG G5 jest podobnie przy czym jednak i dzwoni, i przychodzą smsy, i jest internet, ale jakoś tak to wszystko działa jakby zaawansowany astmatyk próbował wyśpiewać na jednym oddechu "To nie ja byłam Ewą". Przez te problemy z zasięgiem szybciutko drenowana jest bateria. Ale tak szybko szybko, szybciej niż Williams składa bolidy. Śmiali się w pracy że wychodzę z domu ze 100 proc. naładowania, a po 40 minutach w pracy mam 12 proc. baterii. Ja im na to odpowiadałem, że ładuję mój telefon raz dziennie! A że raz trwał non stop to inna sprawa ;P

    Aha - zapomniałbym - w pracy telefon był też znany dlatego, że żeby miał zasięg jakiś jakkolwiek działający musiał leżeć tuż przy oknie. Dodam, że nie pracuję w klatce Faradaya. Ogólnie to dziwne, bo lepszy miał zasięg w metrze w Warszawie niż tam u mnie w pracy. No nic - już mnie boli jak to wspominam więc przejdę do pozytywów.

    Jedna jedyna rzecz powoduje, że to urządzenie jeszcze może się komuś przydać.

    Po prostu wyjątkowy aparat i do tego nieużywany moduł CAM Plus. Nie ma takiego drugiego szerokątnego obiektywu. We wszystkich kolejnych LG pokazuje, że nie ma jaj i zawęża szeroki kąt.

    Nie wiem czy telefon ma simlocka, nie chcę wiedzieć - będę dłużej żył. Kupiłem go w sieci orange i tam "działał" :) Z doświadczenia powiem, że lepiej działa odkąd nie ma żadnej karty SIM. Nie mam słuchawek, bo liche były, ostatnio je znalazłem jakieś zżółknięte i pociąłem żeby zobaczyć jak są w środku zbudowane słuchawki i pokazać synkowi. Nie mam kabla od ładowarki bo się porwał i spalił - sama ładowarka jest spoko, więc zostawiam ją sobie na pamiątkę. To jedyny element, którego na pewno nie robiło LG - jestem pewny!

    Może jest ktoś kto wykorzysta ten sprzęt jako fajny aparat, może ktoś chce dać dziecku do rzucania, może on ma w sobie jakieś cenne pierwiastki do odzyskania, o których ja nie wiem. Może ktoś doceni tą historię. Może ktoś jest antyfanem LG i będzie chciał mieć model który spędza sen z powiek samego prezesa.

    Wierzę, że są gdzieś dobrzy ludzie, którzy jeszcze mojego wiernego druha przygarną.

    10 proc. tego co dostanę wpłacam na #wosp w zamian za brak ładowarki i słuchawek. Mogę potem przesłać kupującemu potwierdzenie.

    Wszystkich zachęcam do zakupu, polecam tego allegrowicza. Polecam też #oneplus 6t, który po prostu mi działa ;)

    https://allegro.pl/oferta/lg-g5-modul-cam-plus-zegnaj-przyjacielu-bcm-7860378085
    #lgg5 #lgg6 #android #telefony #humor #smartfon #rozdajo prawie za darmo :P #allegro #fotografia #tldr
    pokaż całość

  •  

    Najbardziej przerażające w tym wszystkim nie jest już nawet to, w jaki sposób prowadzimy politykę zagraniczną. Jest żałosna w swej formie, ale nie byłaby wcale taka szkodliwa, gdyby Ameryka miała w relacjach z nami jakikolwiek interes. Niestety, mamy tu do czynienia z całkowitym u naszych rządzących niezrozumieniem geopolityki i wektora, w którym aktualnie zmierza świat.

    USA nie traktują już Europy jako teren przyjazny. Nieważne czy nazywaliśmy dotychczasowe relacje atlantyckie sojuszem, czy też podlegloscią Europy wobec USA. Relacja ta skończyła się. NATO formalnie istnieje i działa, ale robi to głównie siłą rozpędu, bo amerykańskie kierownictwo polityczne otwarcie mówi, że ten sojusz to przeżytek. Jeżeli ktoś myśli że przeczeka się Trumpa i wszystko wróci do normy to się grubo myli. Nie ma w tej chwili w USA poważnej siły politycznej stawiajacej na NATO i Europe. Na bliskie stosunki liczyć może co najwyżej Wielka Brytania. Ale ta po Brexicie będzie europejskim Tajwanem, kolonią w każdym aspekcie poza nazwą. Poza tym USA przez najbliższe dekady zajęte będą głównie sobą i sprawami Pacyfiku.

    Polska w tej nowej rzeczywistości potrzebna jest Ameryce przede wszystkim jako wewnętrzny rozbijacz jedności UE. Ameryka bardzo umiejętnie rozgrywa nasz ślepy proamerykanizm i jednocześnie wielką potrzebę bycia dowartościowanym. Wystarczy poklepać nas po ramieniu i zrobimy wszystko. Storpedujemy europejskie projekty geopolityczne, takie jak plany europejskiej armii. Zakupimy sprzęt z podupadających amerykańskich fabryk, rezygnując z offsetu mogącego uczynić z Polski jedną z odnóg europejskiego przemysłu zbrojeniowe. Zorganizujemy Amerykanom konferencję na temat Polakom obojętny, ale za to skłócający nas z połową świata. I tak dalej. I nic z tego nie mamy. Pokazuje to fakt, że amerykańscy politycy wykorzystują nas do swojej wewnętrznej naparzanki, bo kwestia odszkodowań nie jest niczym innym jak wewnętrznym konkursem piękności.

    Z polskiej polityki zagranicznej zostały tylko zgliszcza. Utraconą reputację odzyskiwać będziemy przez długie lata. Problem w tym jest jednak taki, że w międzyczasie i w samej UE być może zaczną uważać nas za kraj poza burtą, skoro tak ochoczo robimy "łaskę" coraz bardziej oddalającemu się od Europy mocarstwu.

    #polityka #polska #usa #tldr
    pokaż całość

  •  

    Miałem dzisiaj nie pisać przez brak ochoty, ale na koniec dnia jednak mnie coś naszło.

    Rozmowy z prezesem nie miałem, był zajęty. Sprawa jest odłożona w czasie.

    Cieszę się na myśl o tym jak rozwija się moja zdolność do planowania. Kiedyś myślałem, że wystarczy spisać listę. I tak długo robiłem i następnie odpuszczałem, bo mało z tego wynikało.

    Dopiero jak nauczyłem się, że zadania warto jeszcze wstępnie opracować i przeanalizować i dopiero zapisać, a następnie nanieść na kalendarz to zaczęło się coś dziać. Jednak za nim zaczęło to trybić to musiałem nabrać wyczucia na ile mnie stać.

    Nadal nie jest idealnie, ale w końcu potrafię realizować założenia w większym procencie. To naprawdę daje frajdę :)

    A przebijałem się przez masę aplikacji, list, programów i sposobów zapisywania takich spraw. Najbliższy spełnienia moich oczekiwań był excel i onenote + outlookowy kalendarz. Jednak i z nich zrezygnowałem na rzecz długopisu, bloczka z kartkami i grubego, dużego kuta xD kalendarza. xDD

    Jest jeszcze jedna sprawa - jeśli coś nie zostało zrealizowane to trzeba to wciągnąć na listę i znów zaplanować. A jeszcze lepiej jest (i do tego aktualnie dążę) starać się zamykać temat za jednym razem i nie pozwalać sobie na ucieczkę w maile, telefony, rozmowy, sprawdzanie czegokolwiek. Jeśli mnie takie rzeczy atakują to biorę długopis, bloczek i spisuje te "sprawy". Po kilkunastu dniach praktyki weszło mi to w nawyk i szybko mogę wrócić do skupienia na wyznaczonym zadaniu.

    Fascynujące jest to, że zawsze mogłem tylko o tym czytać, a teraz jakoś naturalną drogą do tego dotarłem. Z tego, co zauważyłem to ważne jest praktykowanie i nie poddawanie się. To po prostu musi wejść w krew, a mózg musi się przestawić do nowego trybu działania. Trzeba ujarzmić skurczybyka (mimo potężnych sabotaży).

    Aktualnie potrafię spędzić 2 godziny na samym wypisywaniu rzeczy do ogarnięcia, a następnie ich opracowywania i nanoszenia na kalendarz. Zdarza mi się to kilka razy w tygodniu.

    Trapi mnie to, że działam tak tylko w pracy i na dzień dzisiejszy dążę do tego, żeby zamiast myśleć o różnych sprawach prywatnych do załatwienia to zacząć je spisywać i planować. Mam kilka spraw takich jak te:

    - chce mieć aparat na zęby (od 2 lat tylko o tym myślę) więc czas zaplanować przejrzenie informacji w tym zakresie, wybranie specjalisty i umówienie się na wizytę. Wejście w temat jest dla mnie niezwykle ważne jeśli chodzi o złapanie bakcyla do załatwienia tematu.

    - samochód - kilka msc. mam "check engine" codziennie myślę o tym jakie to ważne, a nadal nie mam umówionej wizyty u mechanika (mimo, że mam łatwy dostęp). Nie będę już pisać o jeżdżeniu na letnich (przez brak planu).

    - angielski - tu przypomina mi się dzień świra :D ile razy chciałem go posiąść... tym razem czuję sporą motywację (zawodowo i prywanie - chodzi o zdobywanie wiedzy i poznanie poglądów ludzi z za granicy).

    To są takie mocne przykłady, które jakby nie było są banalne do załatwienia, ale jednocześnie nie są załatwione, ponieważ sam oszukuje siebie i swój mózg mówiąc sobie, że za tyle i tyle, albo, że musiałbym to i to i na tym się kończy, a mózg zadowolony, bo energia zachowana.

    Ouuhhh, ale przypomniał mi się temat. Słyszeliście o pętli dopaminowej? Chłopaki z #nofapchallenge pewnie dobrze wiedzą o co chodzi, ale warto dodać, że takie pętle są na każdym kroku. Telewizor, internet, gry. Wszystkie memy, przeglądanie wiadomości, przeglądanie facebooka, instagrama itd. To wszystko daje zastrzyk dopaminy w formie pustej jak cukier - pusta kaloria. Mózg zaspokojony, ale nic poza tym. Brakuje nam poczucia realizacji, szczęścia, ale jednocześnie nie możemy po nie sięgnąć, ponieważ na poziomie nagrody jesteśmy zaspokojeni przez te codzienne (i bardzo nie pozorne sprawy) dlatego trudno przed samym sobą zebrać się za osiągnięcie celu, załatwienia sprawy itd.

    Sam długo o tym wiedziałem i to bagatelizowałem - do czasu aż zacząłem ograniczać moje, co 5 minutowe wyskoki do internetu, tv itd. Nadal mam ogromny kłopot, ale odkąd zacząłem takie rzeczy regulować to nagle pojawiły się chęci do zagospodarowania. Jeśli ktoś ma problem z motywacją, ma ogromne chęci na różne rzeczy, a jednocześnie nie może się mobilizować to polecam wejść w temat. Na pewno warto też zainteresować się wtedy #medytacja i #wimhof.

    Na pewno dorzuciłbym też temat zaburzeń odżywiania i układu pokarmowego, ale to hmm. Myślę, że nie ma, co zaczynać od rewolucji, a złapać się czegokolwiek, co kieruje do tych zmian.

    Myślę o swoim wpisie i widzę jak niższy poziom energii ma wpływ na jego jakość + moją satysfakcje z tego, co napisałem. Mam wrażenie, że tak trochę pierdolę :D, ale jednocześnie ciesze się, że mogę pokazać jak doszedłem do niektórych spraw.

    Sam jako młodszy typ byłem wielu rzeczy nie świadomy i wiedziałem tylko tyle ile przeczytałem. A ta wiedza okrojona z doświadczenia i praktyki jednak nie pozwalała za bardzo łączyć kropek. Wiecie kiedy praktycznie przestałem czytać książki? Jak stwierdziłem, że albo będę stosować się do tego, co się dowiedziałem, albo przestaje czytać i się oszukiwać, że coś rozwiązuje.

    Niestety, ale długo tkwiłem w pkt., którym gromadziłem wiedzę myśląc, że coś zmieniam, a tak na prawdę mógłbym ruszyć dużo bardziej do przodu stosując proste rady niż opierając się tylko o zdobywanie wiedzy.

    To jak z mięśniami #mikrokoksy - od czytania o treningach, dietach, suplach i nawet dopingu nie rośniemy. Nabywamy wiedzy, ale jak jej nie wykorzystamy to z naszym ciałem się kompletnie nic nie stanie. BTW. uwielbiam temat treningów / formy / zdrowia itd. <3

    Wracając do planowania xD - chciałem się też podzielić tym, że czasem zaskakuje jak realizacja małych zmian może poprawić jakość życia. Banalnie prosty przykład - zostawiałem sobie na wyjście do pracy sporo spraw. Od przygotowania jedzenia, po ciuchy, golenie, mycie itd. Odkąd stwierdziłem, że lepiej robić to wieczorem, gdy jestem zmęczony, ale zdolny do takich spraw, mogę spać dłużej, wstaje spokojniejszy, nie gonię po całym mieszkaniu i na luzie jadę sobie do pracy, a co najważniejsze z rozluźnionym umysłem.

    Tak więc czasem na prawdę warto się zmusić by wieczorem naszykować ubranie, jedzenie i się ogarnąć, a jak nie to chociaż to zaplanować, bo

    raz - wstaje się w lepszym nastroju, a więc łatwiej o dobry dzień
    dwa - nie marnujemy energii i miejsca w głowie na myśleniu o takich sprawach
    trzy - tworzy się przestrzeń na inne zajęcia - konkretnie mam na myśli to, że przez przesunięcie tych rzeczy na wieczór, zyskałem czas rano. Rano to moment, w którym mam świeże pokłady energii i warto ją zainwestować w kreowanie nawyku, na którym nam zależy. Ja np. w ten sposób napisałem pracę inż. postawiłem stronę firmową, czytałem, medytowałem, joga, bieganie itd. Oczywiście nie wszystko razem, ale pojedynczo.

    Zauważyłem po prostu, że jest to czas,w którym łatwo zasiać w sobie coś dobrego. I teraz, co dalej.

    Medytowałeś przez dwa tygodnie z rana? Super, masz już to dosyć mocno zagnieżdżone w sobie. Śmiało, przesuń to na popołudnie, teraz będzie Ci łatwiej to przyatakować. A rano? Dodaj coś nowego, co chciałbyś w sobie zainstalować.

    Jest to taki mój prywatny mechanizm, który fajnie się sprawdza w zaszczepianiu sobie nowych spraw.

    I teraz, żeby było jasne - ja nie działam tak 365 dni w roku - nawet nie 180, może 90. Tylko, że ja już nie oczekuje od siebie 365 dni doskonałości.

    Oczekuje, że z każdym rokiem będę dłużej utrzymywać drogę, którą w głebi siebie chce podążąć. Więc jeśli każdego roku to 90 będzie zwiększać się o 3 dni czy 5 dni to będę szczęśliwy. Łyżeczką, a nie chochlą czy jakoś tak ^^.

    --

    Mam strasznie zmieszane uczucia odnośnie tego, co napisałem, ale w najgorszym przypadku przypomniałem sobie, co robię, dlaczego to robię i dlaczego czasem jest źle :) (✌ ゚ ∀ ゚)☞(ง ͠° ͟ل͜ ͡°)ง( ಠ_ಠ)(-‸ლ)

    #rozwojosobisty #tldr #motywacja #psychologia #przegryw #wygryw
    pokaż całość

  •  

    Jade busem... Jak zwierzę jakieś komunikacja publiczna... Drugi dzień bez auta, bo chyba bycie zimowym kierowca rajdowym nie jest mi pisane, a ja już czuję się jak Bear Grylls. Myślę o tych wszystkich fruwajacych w powietrzu zarazkach, o tym że moje życie jest w rękach obcego człowieka, który przecież może być psychopata. Idąc na piechotę w głowie układam dokładnie każda trasę, żeby zrobić jak najmniej kroków. Ale przy okazji czuje się trochę jak superbohater walczący z przeciwnościami losu i mogę patrzeć z pogardą na kierowców, którzy na pewno nie daliby rady na moim miejscu. Padliby trupem i zamarzli gdzieś na chodniku przed supermarketem. Jako człowiek któremu ciężko jest chodzić, bo do tyłka przyczepiony ma fotel kierowcy, (który, o zgrozo, też uległ uszkodzeniu) nie odnajduje sie w świecie bez mojego auta. Podnosze głowę w tym busie co jakiś czas i nie wiem gdzie jestem. Jak szybko nie załatwię samochodu zastępczego, które nie jest francuskie i nie zamarza w trakcie jazdy, to zbuduje igloo na środku rynku, będę polować na bezdomne psy i krzyczeć na ludzi, że powinni porzucić auta i wrócić do jaskini czy do korzeni, czy gdzieś. Jestem człowiekiem dwóch traum. Jedna to wizja kolejnego zderzenia z ogromnym autem przy efektownym poślizgu a druga to czynny udział w procederze wspolfinansowania komunikacji publicznej. Zabunkruje się chyba do czasu naprawy pancernego Francuza.
    #motoryzacja #logikarozowychpaskow #tldr
    pokaż całość

    •  

      @FeyNiX: jasne, że tak. Ale jednak myśl, że jakiś wariat może wylecieć na Ciebie zza zakrętu, nie powinna być pierwsza myślą, która przychodzi Ci do głowy jak wsiadasz za kółko. Co innego jako pasażer. Ja mam śmierć przed oczami jako pasażer prawie zawsze ( ͡° ͜ʖ ͡°) jeszcze kilka dni i będę mogła mówić tonem eksperta o kierowcach w komunikacji publicznej. Na razie jako nie-ekspert - niektórzy jeżdżą jak idioci (╯°□°)╯︵ ┻━┻

    •  

      @JustVisiting1988: mi wystarczy pojeździć samemu po mieście samochodem by stwierdzić jakie dzbany jeżdżą autobusami.

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Mirki, noszę się z zamiarem uruchomienia bloga, na którym spontanicznie zamieszczałbym swoje liczne przemyślenia na różne tematy. Z drugiej jednak strony gryzie mnie, że nikt go nie znajdzie, a tutaj mam Was całą masę.

    Dzisiaj chce wyrzucić z siebie temat problemu złapania w życiu równowagi, poukładania sobie wartości i celów, złapania jakiegoś rytmu, wiatru w żagle. Nie wiem jak Wy, ale stale mam takie odczucie i pewnie tak jest, że gdy tylko dostrzegam, że w jednym z obszarów mojego życia (np. kontakt z najbliższą rodziną) mi ucieka albo w ogóle przestaje istnieć to zaczynam się w niego angażować. Co się okazuje po czasie? Kosztem uwagi poświęconej naprawianiu ucieka mi inny obszar, np. skupienie na swoich celach osobistych takich jak sport czy inne zainteresowania. Co się dzieje wtedy? Chyba się już domyślacie.

    Zaliczyłem już sporo takich błędnych kół i chyba dopiero teraz zaczynam dojrzewać (26 lvl here) do tego by obniżyć swoje oczekiwania (krótkoterminowe) względem siebie i zacząć małymi kroczkami układać wszystko na nowo w trwających chaosie.

    Wychowałem się w domu gdzie miałem różne wzorce - te dobre i złe. Moja mama to osoba, która mogła spokojnie usiąść dopiero jak wszystko, co miało być zrobione to było. Po pracy nigdy nie siadała na dupie przed TV i pachniała. Zawsze dba o dom, zawsze myśli, co w nim poprawić, zawsze myśli o innych - jest moim wzorem pod kątem samodyscypliny i wykrzesywania w sobie energii do działania.

    Z kolei mój tata to osoba, która jak wykonała swoją pracę to resztę dnia spędzała na kanapie. Podejrzewam, że już w pracy myślał o kanapie i nie mógł się doczekać. Oprócz kanapy oczywiście 24/7 leciał sport. Każdy sport. To mnie najbardziej zadziwia. Piłka nożna, piłka ręczna, tenis, tenis stołowy, skoki, olimpiady, biegi, f1, raidy, walki - wszystko, dosłownie wszystko.

    Niestety, ale mocno nasiąkłem jego postawą. Ile razy łapałem się na tym, że jak tylko pojawiał się cień zmęczenia we mnie to pierwsze o czym marzyłem to, żeby jebnąć się na łóżku i bezmyślnie leżeć. Przeglądać telefon, odpalić film, słuchać muzyki, grać w gry. Nie byłoby to problemem gdyby nie fakt, że olewałem podstawowe rzeczy by zajmować się właśnie tymi łatwymi przyjemnościami. Totalna masakra. Jak tylko łapała mnie chwila refleksji to czułem ogromne wyrzuty sumienia i czułem do siebie baaardzo mało szacunku. Widziałem lenia i panikowałem, że będę robolem.

    Najzabawniejsze było to, że równoległe słuchałem Briana Tracy i innych osób tego pokroju. Wpędzało mnie to w jeszcze większe poczucie winy, ale jednocześnie pokazywało mi, że to jak postępuje jest złe, że mam na to wpływ, że mogę coś ze sobą zrobić itd. tylko, że poziom mojej dyscypliny i mentalnej dojrzałości był tak bardzo niski, że powinienem zaczynać od drobnych, malutkich, najmniejszych rzeczy.

    A co robiłem? Nie ćwiczę więc od teraz robię to 5 x w tygodniu, pompki, bieganie, przysiady, podciąganie itd. ogień ma być i oczywiście postępy 200% każdego tygodnia. Nie czytam? Od dzisiaj każdego dnia czytam godzinę dziennie. Słabo się uczę? Od teraz będę mieć średnią 4.0, odrabiać codziennie lekcje itd. Takich planów miałem setki. Setki też miałem planów dnia, harmonogramów, spisanych celów itd. Tyle razy samo setek nic z tego nie wychodziło. Nooo, może czasem łapałem tydzień czy dwa jakiegoś rytmu.

    W końcu zacząłem się zastanawiać, co we mnie jest takiego spierdolonego, że nie potrafię się wziąć za najłatwiejsze rzeczy (wtedy takie mi się wydawały). Zacząłem dostrzegać, że mam na ogół mało energii, motywacji, że tak na prawdę to ja mam nie małą depresję. W dodatku to nie był najmocniejszy okres mojej rodziny. Mieliśmy poważne problemy finansowe, rodzinne. Było źle, a ja czułem się jak jebany robak.

    Mimo wszystko zawsze we mnie budziła się ta myśl, to poczucie, że ja to zmienię, że będzie lepiej, że poradzę sobie, że zacznę zarabiać więcej, że będę mieć zajebistą formę, że będę mieć zajebistą cerę (ryj jak pizza xD), że będę mieć dziewczynę (chociaż wtedy uważałem sam przed sobą, że jestem zbyt wielkim gównem by ją mieć) i to mnie jakoś napędzało. Dziesiątki razy spisywałem plany, cele i wizje i dziesiątki razy upadały, ale koniec końców, po tygodniu, miesiącu, czy kwartale, znowu wracałem do tematu, znowu mi brzydło to jak jest i znowu podnosiłem się do walki.

    W miarę jak czas płynął moje sparingi ze sobą były co raz dłuższe, cały czas czytałem, rozmawiałem, praktykowałem i jednocześnie cały czas się opierdalałem, nic nie robiłem, gniłem. Dwa kroki do przodu i dwa kroki wstecz. Przynajmniej zawsze tak myślałem.

    Dzisiaj patrzę na to z perspektywy jakichś 10 lat - i wiecie co? Zawsze coś z tego zostawało, zawsze.Tylko, że w środku mnie, odciskało się to na mojej psychice, na moim doświadczeniu, na moim postrzeganiu świata, na nawykach. Na swój pojebany sposób się kształtowałem z gówna za które tak bardzo się miałem.

    I jak tak sobie teraz myślę to każdy rok był inny, lepszy. Mimo, że z perspektywy roku tego nie widziałem tak teraz widzę, że każdy był schodkiem, a teraz jestem piętro wyżej i wszystko wygląda już znacznie inaczej.

    To daje mi wiarę, że uda mi się ogarnąć to, co mnie tak teraz dręczy, ale jednocześnie uczy mnie to pokory, że zmiany wymagają olbrzymiej ilości czasu. Jako gówniarz myślałem, że od tak mogę się zmienić, a teraz widzę i czuję, że to proces na całe życie. Zawsze byłem niecierpliwy, teraz też jestem, ale świadomie staram się to kontrować i przypominać sobie, że droga jest kręta i długa. Odnośnie tego, że jest kręta..

    Nie mam pojęcia, co w świecie jest prawdą, a co nie i co jak działa i dlaczego działa, ale...

    Często używałem afirmacji, wizualizacji, powtarzania sobie najważniejszych dla mnie rzeczy w myślach (np. w drodze do pracy) i mimo, że zapominałem o tych rytuałach itd. z perspektywy kilku lat uświadamiam sobie, że wypełniło się dokładnie to o czym tak marzyłem. Najśmieszniejsze, że do wszystkiego doszedłem w zupełnie inny sposób niż sobie wyobrażałem. To kolejne doświadczenie, które pozwala mi sobie ufać, że mimo, że teraz nie rozumiem dlaczego jest jak jest i że nie widzę sensu w tym, co się dzieje, to ufam, że to po prostu etap, moment, rzeka, przez którą trzeba przejść. Pamiętajcie o tym w chwilach zwątpienia - to napawa mocą.

    Dziś mam u boku piękną narzeczoną, tak bardzo się dogadujemy ^^. Nasz związek jest moją perełką w życiu. Jesteśmy ze sobą kilka lat, od niedawna mieszkamy razem, a nadal potrafimy się kochać jakby to były początki. Piękna jest siła miłości. Miłość odmienia jakość życia. Warto dbać o ten kwiat, bo jak dla mnie to jest jednym ze składników długotrwałego szczęścia i sukcesu.

    Materialnie się wciąż odbijam, ale żyje mi się już bardzo wygodnie pod tym kątem. To czego chce teraz to zachcianki i życie ponad stan - jednak nie to dominuje w mojej głowie.

    Aktualnie jestem na etapie, w którym pogłębiam wgląd w siebie i zaczynam dostrzegać ile destrukcyjnych mam nawyków, zachowań, schematów, przekonań, iluzji, badziewi, które mącą mi w życiu. Moim najsilniejszym pragnieniem jest wyplewić te chwasty i urządzić w środku piękny ogród. To jest aktualnie przygoda mojego życia. Cała reszta to tylko wynik tego, co we mnie rośnie. Uwielbiam ten (nie)banalny motyw, który prawdopodobnie w tym momencie mocno zniekształcę, ale zachowam sens. W naszym wnętrzu żyją dwa wilki, które od zawsze ze sobą walczą - zły i dobry - każdy odpowiada za jakieś cechy i zachowania. Pytanie - który wygra - ten, którego karmisz? Od nie dawna ma to dla mnie dużo głębsze i poważniejsze znaczenie.

    Kiedyś słyszałem i czytałem masę takich przypowiastek, ale nigdy ich nie dopuszczałem do swojego serca i świadomości. Czytałem zapominałem, a teraz gdy słucham nawet piosenek (np. Grubsona) to uderza mnie ile razy już o czymś słuchałem, a byłem głuchy. Czasem tak proste rzeczy mogłyby nam pomóc w poradzeniu sobie (o ironio) ze sobą, że wprawia mnie to w zadumę.

    Zdecydowanie kluczowe jest to jaką mamy percepcję, na co się nastawiamy, w co wierzymy, jakie mamy cele, jaki mamy pogląd na siebie, ale nie ten, który dyktuje nam EGO. Jak bardzo chce mi się śmiać gdy przypominam sobie sytuację typu

    Jesteśmy na boisku, widzę osiedlowego cwaniaczka, który tańczy z piłką po czym mówi, ale nie no, ja to słaby jestem. Minutę później podpuszczasz go rzucając hasło "ale lamisz", a on odwdzięcza się przemową na temat swojej wspaniałości. To jak to w końcu jest z tą samo oceną? Wydaje mi się, że najwięcej odpowiedzi na swój temat można uzyskać leżąc w łóżku, przed spaniem. Z dala od szumu informacyjnego, który zakłóca nasz wgląd w siebie. Szczerze? Byłem w takim stanie, że nie mogłem zostać sam ze sobą ani minuty, bo meksyk, który we mnie się kłębił doprowadzał mnie do szaleństwa (dosłownie). Na myśl o tym, że zbliżał się czas spania, spinałem się niesamowicie. Czuje ogromną wdzięczność, że to już za mną.

    Właśnie, wdzięczność to coś, co warto w sobie wzbudzić. Zwłaszcza za drobne rzeczy. Ile razy słyszeliście - naucz cieszyć się z małych rzeczy, bo nie będziesz umieć z dużych? Czy jakoś tak :) Zawsze to mówiłem, a potem miałem to w dupie. Ocknąłem się gdy zrozumiałem jak bardzo nieszczęśliwy jestem. Tak więc wdzięczność, za pyszną kawę, za leniwy dzień na kanapie bombardując netflixa z ukochaną, za pyszny posiłek, za słońce za oknem, za to, że mam zdrowie i pracę, i kochaną rodzinę i masę innych rzeczy, których trzeba szukać powoduje, że człowiek czuje się szczęśliwy, a radość z tytułu większej sprawy jest wtedy jak spełnienie.

    Ekscytuje się na myśl, że to dopiero początek tej drogi, drogi, która odsłania moją naturę, tą złą i dobrą. W sumie nie ważne jaka ona jest, najważniejsze jak ją ukształtuję.

    Czemu to napisałem? Bo lubię gadać i kocham pisać, mam tendencje do roztrząsania wszystkiego na czynniki pierwsze i składania tego znowu. Do skakania w przyszłość i przeszłość (tylko z lądowaniem tu i teraz mam problem). Dla przyjemności stukania w klawiaturę, dla chęci dzielenia się tym czego się dowiedziałem, mam też małą nadzieję, że znajdzie się jakiś #przegryw który znajdzie w tym coś dla siebie. No i dla oczyszczenia głowy, w której dzisiaj się kotłuje.

    Czemu tutaj? A czemu nie :D Tutaj jak w moim środku jest wszystko i nic.

    #historiazycia #truestory #tldr #rozwojosobisty #wygryw (moja wciąż niska samoocena mówi, że nie zasługuje na ten tag, ale chrzanić to xD) #pamietnik #wtf no i trochę #heheszki

    PS: nie mam ochoty na korektę tekstu i ortografii - surowa forma to najlepsza forma xD

    PS2: nie wiem czemu, ale jestem zadowolony, że to napisalem

    PS3: Wiem, że penis was to obchodzi

    PS4: bo tak xD
    pokaż całość

  •  

    #klocki #lego #cobi #blocki #chinskiecuda #dzieci #zabawki

    Święta, święta... I po świętach.
    Mikołaj przyniósł synowi w tym roku klocki. Klocki różne, choć takie same :). Przy okazji świąt i zalewu prezentów, postanowiłem przetestować i porównać różnych producentów klocków Lego-podobnych.

    Do porównania były:
    1. BanBao 7009 http://pl.banbaoworld.com/boys-toys/police-toys?product_id=656
    Plusy:
    - Dobrze zrobiona instrukcja - może nie aż tak szczegółowo, jak w Lego, ale wystarczająco, żeby kilkulatek sobie poradził z drobną pomocą
    - Jakość samych klocków - tworzywo takie samo, jak Lego, dokładność wykonania (z jednym wyjątkiem), spasowanie - wszystko tak, jak trzeba
    - Fajnie zaprojektowany zestaw - ładny model, po zmontowaniu wszystko się trzyma, nic nie odpada
    Minusy:
    - Przedziwne ludziki, niepodobne do niczego
    - Jeden z klocków źle wykonany
    Uwagi:
    - Model zaprojektowany według "innej logiki", niż większość mi znanych - zazwyczaj większość klocków ma wyraźnie ustalone "górę" i "dół" - tutaj to się dosyć często zmienia. To nie wada, tylko zaskoczenie.
    - Klocki BanBao czasami pojawiają się w Biedronkach po 20-30zł za zestaw. Można śmiało polecić.

    2a. Klocki-Blocki - helikopter http://klocki-blocki.pl/blocki/klocki-blocki-mypolice-helikopter.html
    Plusy:
    - Cena Czyni Cuda
    - Same klocki są takie, jak trzeba
    - Zestaw zaprojektowany może trochę gorzej, niż poprzedni, ale wciąż OK. Stylistyką przypomina mi Lego z początków lat '90-tych
    - Dużo drobnych części, zamiast całych modułów
    Minusy:
    - Instrukcja. Do zestawu ze 100 klocków instrukcja składa się z pojedynczego arkusza papieru, jest chaotyczna i niedokładna. Ja sobie dałem radę z jej odczytaniem, ale syn nie miał szans.
    - Poznajecie: https://tinyurl.com/y8yrfwc2 ?
    Uwagi:
    Ogólne wrażenie OK, zwłaszcza, jak weźmiemy pod uwagę cenę (kupiłem za kilkanaście złotych). Było na tyle OK, że zachęciło mnie to do kolejnego zakupu z tej marki:

    2b. Klocki-Blocki - remiza strażacka http://klocki-blocki.pl/blocki/posterunek-strazacki.html
    Plusy:
    - Brak.
    Minusy:
    - Część klocków wykonana z zupełnie innego tworzywa - miękkiego, matowego, słabo spasowanego.
    - Kilka klocków źle wykonanych, przez co drzwi garażowe się nie zasuwają.
    - Pojedyncze klocki pełniące funkcję całych modułów budynku
    - Zestaw słabo zaprojektowany - odpadające elementy
    - Instrukcja to jest dramat. O ile w poprzednim zestawie jeszcze dało się to przełknąć, to tutaj to jest przegięcie totalne. Jedna kartka do zestawu z 300 klocków?! SRSLY? Sami popatrzcie:
    http://klocki-blocki.pl/p/_//00/0029/002998/8052-1.jpg Dla dorosłego człowieka rozczytanie tego to było poważne wyzwanie.
    Uwagi:
    BARDZO słabo. Zestaw w pełni zasłużył sobie na miano "chińskiej podróbki". Nie wystarczy kupić w Chinach zestaw i zapakować go w pudełko. Na pewno będę teraz markę omijał z daleka, aby oszczędzić dziecku frustracji i rozczarowania.

    3. Cobi traktor 1861
    Plusy:
    - Cena
    - Dużo drobnych elementów, brak złożonych modułów
    - Naprawdę dobrze zaprojektowany i przemyślany zestaw
    - Tworzywo i jakość wykonania taka, jak trzeba
    - Niezła instrukcja - mogłaby mieć trochę większy format, ale jest wystarczająco szczegółowa
    Minusy:
    - Dziwny, sraczkowaty kolor. Ale to chyba tak miało być. :/
    Uwagi:
    Z klockami Cobi miałem do czynienia w początkach marki, chyba gdzieś na przełomie lat 90/2000. Wtedy to był badziew straszliwy. Dzisiejsze Cobi są zupełnie inne, i pozytywnie zaskakują. Klocki są jakościowo nieodróżnialne od Lego.

    4. Lego 60108 https://shop.lego.com/en-US/product/Fire-Response-Unit-60108
    Lego, to Lego. Powiedzmy, że "punkt odniesienia".
    Plusy (na tle pozostałych):
    - INSTRUKCJA! 250 elementów, a instrukcje (są dwie) mają w sumie prawie 100 stron. Uczcie się wszyscy inni od mistrza, jak to powinno wyglądać.
    - Zestaw ładny
    Minusy:
    - Pojedyncze klocki, które same stanowią całe moduły, ściany... Słabo, w porównaniu z tym, co pamiętam z dzieciństwa.

    Podsumowanie #tldr :
    Ku mojemu zaskoczeniu - traktor od Cobi naprawdę całkiem spokojnie mógłby być zapakowany w pudełko z czerwonym logo, i nikt by nie zauważył, że coś jest z nim nie tak. Jeżeli dodamy do tego cenę, stanowiącą 1/2 - 1/3 tego, ile kosztują podobnej wielkości zestawy Lego, to wnioski nasuną się same.
    Zestaw od Lego mnie rozczarował. Budynek, w którym ściany składają się z 2-3 klocków, i helikopter, w którym cały dziób jest jednym elementem to nie to, czego oczekiwałem od legendy.
    Blocki mają fatalne instrukcje, są BARDZO nierówne jakościowo, i profilaktycznie lepiej unikać.
    BanBao jest... dziwne. Ale tanie i w gruncie rzeczy niezłe jakościowo. Jak się kiedyś pojawią jeszcze w Biedronce, to pewnie kupię przy okazji codziennych zakupów.

    Warto zwrócić uwagę na kompatybilność - o ile wszystkie klocki ładnie łączą się z Lego, to już Blocki połączone z Cobi nie chcą się trzymać :)
    pokaż całość

  •  

    Cześć Mirki, jest sprawa

    pokaż spoiler #tldr: wprowadzam na rynek autorski produkt, to generyczny kontroler dla VR/AR i WebVR, ale także wszelakich urządzeń RC jak drony czy Lego Mindstorms. Wierzę, że to rozwiązanie może być kolejną rewolucją VR, a na pewno będzie najtańszą, ale w pełni funkcjonalną, alternatywą dla setów VR.


    Jestem założycielem startupu Matrix Dynamix pomysłodawcą i twórcą naszego pierwszego produktu – New Generation Controller (NGC), który właśnie staramy się wprowadzić na rynek i BARDZO potrzebujemy waszego wsparcia. Jestem też wykopkiem z prawie 10-letnim stażem, ;) mitycznym #programista15k, który po 11 pracy w #korposwiat rzucił wszystko, wyszedł z piwnicy i zamiast wyjechać w Bieszczady haruje 3 razy więcej żeby stworzyć własny produkt. ;)

    Tak naprawdę to tutaj, rok temu, po raz pierwszy publicznie opowiedziałam o swoim pomyśle i zacząłem poszukiwania inwestorów. Szału z odzewem nie było, ale jednak nawiązałem parę cennych kontaktów. Rok później mój pomysł i marzenie są na zaawansowanym etapie realizacji, ale teraz jeszcze bardziej potrzebuję waszego wsparcia. Skromny plusik i wykop – naprawdę mogą pomóc mi zdobyć rozgłos, dobić się do potencjalnych partnerów biznesowych, a przede wszystkim sprawić, że ludzie dowiedzą się o całkowicie nowym rodzaju kontrolera, z Polski, który ma szansę mocno zamieszać w świecie #vr!

    W dużym skrócie: na NGC składa się autorska aplikacja #android i ergonomiczna rękawica z uchwytem do telefonu (zdjęcie poniżej), razem stanowią generyczny kontroler m.in. dla VR/AR i WebVR, ale także wszelakich urządzeń #rc jak #drony czy #lego Mindstorms (którymi pozwala sterować w całkiem nowy, pełniejszy sposób). Więcej informacji o mnie, produkcie i najbliższych celach tutaj: https://www.wykop.pl/link/4704241/vr-dla-kazdego-premiera-nowego-rodzaju-kontrolera-stworzonego-przez-wykopowicza/strona/3/. Bardzo was proszę o wykopy!

    Zapraszam też wszystkich graczy do testowania naszej aplikacji NGC - First usable VR controller with real preview: https://play.google.com/apps/testing/com.matrixdynamix.ngcontroller

    #pracbaza #programowanie #gry #oculusrift #android #komputery #smartfon #gamedev #chwalesie
    pokaż całość

  •  

    #pogoda #polska #lubelskiobserwator #jesien #zima #snieg #burza

    Reorganizacja układów barycznych nad Europą - spodziewana dynamiczna pogoda na terenie Polski w nadchodzącym tygodniu

    Zapraszam na nieco dłuższy #tldr, ale poruszający istotne kwestie dotyczące daleko idących zmian w pogodzie. Jeśli jednak nie masz czasu lub ochoty na czytanie takiej ilości treści mogę streścić dla Ciebie wszystko w dwóch, trzech zdaniach. Następny tydzień będzie mijał pod znakiem dynamicznej pogody nad Polską. Od poniedziałku należy liczyć się z wyraźnym ochłodzeniem, opadami deszczu w ciągu dnia, dużymi przymrozkami w ciągu nocy oraz opadami śniegu głównie w pasmach górskich. Temperatury w nadchodzącym tygodniu w wielu miejscach w ciągu dnia nie wzrosną powyżej poziomu 10 stopni Celsjusza.

    Nieubłaganie zbliżamy się do końca wyjątkowo ciepłego, a przede wszystkim długiego okresu oddziaływania stacjonarnego wyżu o nazwie Viktor. Z północno zachodniej części Europy wkracza już do nas nieaktywny front chłodny, za którym wędrować będzie chłodniejsze powietrze polarnomorskie. Jeszcze tylko jutro na terenie naszego kraju możliwe będą wzrosty temperatur do poziomu 18-20 stopni Celsjusza. Tyczy się to przede wszystkim obszarów południowo wschodnich obejmujących województwo świętokrzyskie, podkarpackie, małopolskie oraz lubelskie. Wymienione regiony pozostaną jutro przez większość dnia w ciepłym sektorze powietrza przed strefą frontu chłodnego. Ten zaś przemieszczać będzie się przez Polskę w ciągu najbliższej nocy oraz w ciągu piątkowego dnia. Chłodne powietrze z północnego zachodu rozleje się nad obszar całego kraju w trakcie nachodzącego weekendu przynosząc przede wszystkim spadek temperatur do około 13-14 stopni nad większością regionów.

    Prognozowane ułożenie frontu chłodnego nad Polską w nocy z czwartku na piątek (godz. 00UTC):

    https://zapodaj.net/images/42a937fe20497.png

    Xerxes - taką nazwę przyjmie wyż baryczny jaki będzie przemieszczał się w ciągu najbliższych kilku dni przez wody północnego Atlantyku obierając kurs na Europę. Warto w tym miejscu wspomnieć, że omawiany wyż już istnieje i obecnie znajduje się nad wschodnią częścią Stanów Zjednoczonych. Dlaczego zwracam uwagę akurat na ten układ baryczny ? Powód jest dosyć prosty. Będzie on jednym z głównych winowajców załamania pogody na początku tygodnia. Rodzi się jednak pytanie w jaki sposób wyż może przynieść załamanie pogody skoro przez ostatnie półtorej tygodnia oddziaływanie wyżu przyniosło nam babie lato ? Wszystko zależy od położenia takiego układu nad Europą oraz tego czy wykazuje on cechy migracyjne (przemieszcza się) czy też stacjonarne (niewielkie zmiany położenia centrum). Babie lato przyniósł nam wyż Viktor, który stacjonował wzdłuż zachodniej granicy Rosji, ściągając do nas masy powietrza z kierunków południowych / południowo wschodnich. W tym przypadku dane modeli prognostycznych jasno wskazują, że zmierzający układ wyżowy będzie miał bardzo duży zasięg przestrzenny docierając nad obszar Wysp Brytyjskich i stacjonując tam nawet do końca tygodnia. Wymusi to więc ściąganie chłodnego powietrza z północnego zachodu/północy.

    Prognozowane ułożenie centrum wyżu w nocy z wtorku na środę wraz z temperaturą mas powietrza na wysokości 1500 m n.p.g.

    https://zapodaj.net/images/0131a561b3e45.jpg

    ..model ECMWF

    https://zapodaj.net/images/ab883d8218349.png

    Jeśli faktycznie opisywany rozległy wyż ustabilizuje swoje położenie nad obszarami Wysp Brytyjskich przez większość następnego tygodnia, będziemy mieli do czynienia z uformowaniem się klasycznego "korytarza", którym to z północnej Europy będą ściągane raz za razem chłodne porcje mas polarnomorskich, a być może także arktycznych. Wraz nurkowaniem istotnie wychłodzonego powietrza wgłąb Europy, realna wydaje się wysoka aktywność niżów, które będą wędrować po wschodniej ścianie wyżu obierając za swój cel przede wszystkim wschodnią część Europy. Obszarem, który może najbardziej doświadczyć oddziaływania niżów z aktywnymi frontami jest w tej chwili m.in. Polska.

    Oprócz znaczącego ochłodzenia z temperaturami nawet poniżej 10 stopni Celsjusza w ciągu dnia, pojawią się także rozległe strefy opadów deszczu związane z wędrującymi frontami atmosferycznymi. W pasie od Sudetów przez Tatry po Bieszczady z pewnością pojawią się umiarkowane, a miejscami silniejsze opady śniegu. Przelotne opady śniegu będą mogły wystąpić także wgłębi województw na południu Polski przede wszystkim bliżej weekendu. Regularne spadki temperatur poniżej 0 stopni Celsjusza w nocy stanie się normą. W chłodniejszych masach powietrza szczególnie w drugiej połowie nadchodzącego tygodnia pojawić się mogą także warunki do rozwoju rozproszonych burz z opadami deszczu oraz krupy.
    pokaż całość

    źródło: pivotal_w.png

  •  
    o...............y

    +158

    Dla niekumatych #tldr - kochana Ania z moderacji pomimo niemal 6 lat od #aferazbozowa dalej ma problem jak ktoś przytacza jej stare komentarze sprzed lat o tematyce takiej jak ta z obecnej afery i je po cichu kasuje.
    Dodałem o tym znalezisko i wyłapałem za nie bana. Co prawda mnie w końcu odbanowali ale było już za późno, bo zbiorowy wykopowy hivemind się już odpalił. Pewnie nawet gdybym powiedział żeby przestali spamować to i tak by to nic nie dało xD

    #wykop #afera #aferaspermowa #moderacja #moderacjacontent
    pokaż całość

  •  

    Zamiast zwykłej recenzji i oceny, czy obraża moje uczucia religijne czy nie, opiszę to, co według mnie spowodowało, że Smarzowski w miarę dobrze pokierował fabułą i ciężko mi się zgodzić z popularnymi recenzentami na YT czy blogerami. Dodam swoje spostrzeżenia na temat fabuły, scen, nawiązań itd.
    Spojlery będę ukrywała.

    1.Według mnie "Kler" i cala otoczka wokół niego to jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza kampania marketingowa filmu ostatnich lat. Szum wywołany tylko pocztą pantoflową, teorie spiskowe, jakoby w filmie miały się dziać rzeczy bluźniercze, zwiastun filmowy sugerujący przeciętnemu widzowi jaką to fajną satyrę obejrzy na funkcjonowanie Kościoła. Slogany wyjęte z kontekstu, sceny wycięte znikąd

    pokaż spoiler chociażby Jakubik pakujący tacę lub wypowiedź Braciaka "Ile?" w kontekście sceny brzmi normalnie, chce wiedzieć ile musi wydać na drogę

    wywołuje skojarzenia z patologią i rechotaniem publiczności w rytm muzyczki "Hej sokoły". I paradoksalnie Kościół za darmo dołożył cegiełkę i przez kampanię szkalującą-egzorcyzmującą-zamykającąsalekinowe.pdf wnerwił osoby przeciwne tej instytucji i zachęcili do pójścia do kin. Efekt- prawie milion widzów w weekend, przy czym kina stałe dysponowały 1,4 tys. sal z 287,9 tys. miejsc na widowni. Czyli tak jakby wszystkie miejsca przez cały weekend był zajętę (nie biorę pod uwagę powtarzalności seansów itd chodzi mi o skalę zjawiska)
    https://stat.gov.pl/files/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5493/20/1/1/dzialalnosc_kin_w_2017_r.pdf

    2. Smarzowski jako niewierzący nie obraża wiary i nie podważa biblijnych/kardynalnych dogmatów. Nie stara się wzbudzić kontrowersji na siłę. W 2-godzinnym filmie ukazuje spektrum problemów w Kościele (dosadnie lub subtelnie)

    pokaż spoiler postacie dwóch księży homoseksualistów (?) działanie fundacji kościelnych, załatwianie spraw poprzez przysługi lub znajomości.

    Mam wrażenie, że jest tego aż za dużo, co w pewnym momencie wydłuża film i nie pozwala się cieszyć "trzęsieniami ziemi", może Smarzowski to lubi, ale w pewnym momencie pewne wątki trwają za długo.

    pokaż spoiler sprawa Jakubika w domu księży i starszego księdza- ciut uciąć gadania a zostawić creme de la creme (wspomnienia, msze konfrontację zostawiamy) albo wizyty w sierocińcu i sprawa molestowania+adopcji+załatwiania pierdół przez Braciaka.


    pokaż spoiler 3. Wbrew plakatowi, opisowi, zwiastunowi nie mamy tutaj 4 okropnych księży. Wszyscy są szarzy, dwoje (Więckiewicz i Jakubik) pomijając posługę kapłańską są po prostu zagubionymi ludźmi, grzesznikami objawiającymi ideę Kościoła. Jakubik z pomocą dzieciom i innym osobom nie łączy się z arogancją, kompleksem pana czy zaspokajaniem poczucia winy. Jest dobry, wierzy jak błędny rycerz w naprawianie świata i czyni to lepiej niż kolega Consigliere Dona Gajosa. Tak samo lincz nie jest spowodowany przez ludność, tylko przez patologię, która zatłukłaby każdego, gdyby miała okazję pod płaszczykiem samosądu. Z kolei wątek Więckiewicza jest trochę nudnawy i niezbyt spektakularny- ot zwykły wiejski ksiądz wykształcony, który popija, ma gosposię kochankę i wiecznie zbiera na rury. Akurat celnie zostało podkreślone, że nieważne jest cel, ważna jest ciągłość zbierania (księża tworzą pętlę potrzeb Kościoła, która sfinansowana nawet przez złoto Lanninstera nie zostałaby zaspokojona). Kończy się szczęśliwie- ucieczką i próbą poradzenia w zwykłym życiu. I znacznie ciekawszy byłby wątek księdza tuż po odejściu z kapłaństwa i wynikałyby ciekawsze, śmieszne, ale i smutne sceny. Złoty, ale Skromny Don Gajos herbu Świnka pełni rolę comic reliefu jednocześnie nie będąc debilem. Gajos nawet papier toaletowy zagra tak, że zachwycamy się jego strukturą. Z drugiej strony biskup musi się mierzyć z głupotą rządu i szantażem osób chcących rozdział Kościoła od państwa oraz osobami chcącymi za wszelką cenę zniszczyć niepokalanych księży polskim Spotlight. Ten typ w House of Cards zachowywałby się tak, że w końcu zostałby prymasem pełniącym funkcję Głowy Państwa, przy którym Kaczyński to ledwie Czerepach w Wilkowyjach.


    pokaż spoiler 4. Samospalenie: otóż dla wielu te zakończenie to aż za dużo, przekroczenie bariery i panie po co to? Spalający się człowiek powoduje cierpienie i sprawia wrażenie beznadziei. Dodatkowo symbolika trójkąta i płonącego krzyża. Tutaj chodzi o symbolikę: ogień ma moc oczyszczająca, w Wielką Sobotę mamy liturgię Ognia __Ogień jest także szczególną oznaką obecności i działania Ducha Świętego, który podczas zstąpienia na Apostołów w Wieczerniku ukazał się nad nimi w postaci ognistych języków (Dz 2,1-13). Ponadto ogień symbolizuje życie, ciepło, miłość, ale także zniszczenie; był narzędziem gniewu Bożego i kary, które Bóg zsyłał czasem na niewiernych ludzi (Sodoma i Gomora) - Iz 26,11; Ps 79; Rdz 19,24, a także obrazem Sądu Ostatecznego: Mt 13,40-42. W Nowym Testamencie ogień zyskał symbolikę oczyszczającą: Bóg wypróbowuje ludzi, jak się próbuje złoto: czyli w ogniu, który ma moc oczyszczania ze wszystkiego, co zbędne i bezwartościowe. Jezus sam mówi: każdy w ogniu będzie posolony (Mk 9,49) - czyli zostanie wypróbowany w cierpieniach i doświadczeniach.__ Śmierć poprzez spalenie jest jedną najgorszych rodzai śmierci, wywołujący potężny ból przed śmiercią. Ale po co się czyni ten gest. Samospalenie jest sposobem krzyku, gdy wszystkie inne sposoby eliminacji problemu/zła zawiodły (gdy rządy/kierownictwo nie ma ochoty zwalczyć cierpienia ludności). W historii samospalenie było manifestem (każdy z nich ryzykował potężny ból by widownia/media zobaczyły, usłyszały rozpaczliwy apel), który niekiedy skutkował lub zmienił historię. Jakubik nie miał wyjścia: te sprawy zostały zmiecione pod dywan, wódka wypita, msza niezagrożona a problem pedofilii nadal istniał. Więc ostatecznym aktem zemsty i oczyszczenia się jest spalenie: krzyk wszystkich ofiar musi zostać wreszcie wysłuchany. Paradoks jak w Biblii: Jezus ukrzyżowany daje życie, ogień dający życie parzy i uśmierca w okropnych męczarniach, sam siebie karząc jest narzędziem karzącym kurię biskupią podczas uroczystego i radosnego dnia.


    pokaż spoiler 5. Motyw Smarzowskiego: wprawny fan Smarzola widzi, jak z radością operatora i reżysera kręci sceny. Gdybym miała dostępne filmy i montaż, zrobiłabym porównanie: jak się robi kino autorskie, jak się robi nawiązania do wcześniejszych dzieł. Ucieczka w chaszcze w jeziorze przypomina ucieczkę głównej bohaterki "Wołynia", Braciak zostaje ranny w rękę w wyniku groźby jak Wojnar w identycznych okolicznościach. Wyścig libacyjny na początku identyczny jak w "Weselu", "spontaniczne" ujęcia z amatorskiej kamery, te dźwięki muzyki w granicznym momencie, koszulka Drogówki, Więckiewicz zagubiony w życiu i w drodze do lodówki po połówkę w "Pod mocnym Aniołem", bicie lajkonika. Musiałabym całą filmografię obejrzeć ponownie, by opisał całe spektrum autonawiązań.


    To na razie tyle, jutro lub pojutrze opiszę więcej na temat filmu, gdzie opiszę smaczki w scenografii (możecie się podzielić co was rozśmieszyło) i postać Braciaka itd. Jeśli komuś bradzo na tym zależy niech da znać lub subskrybuje nowy tag. Wybaczcie mój styl i beznadziejne wtrącenia ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■

    #kler #recenzja #madrosciaparatki #tldr #zalesie #polska #smarzowski #kino
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mireczki, uprzedzam mega TL:DR,

    Cz. 1
    Koniec lat 90, pojawiam się ja jako pierwszy potomek normalnej wtedy młodej, wschodzącej rodzinki. Już na samym początku zaczęła się pogłoska, że będzie to mądry osobnik.
    Nauczyłem się czytać w wieku 3 lat, liczyć w wieku 4. Do dziś na każdej rodzinnej posiadóweczce słyszę jaki to Marcinek (imię zmienione) był bystry, pomysłowy i śmieszny. Jak to dziadek poszedł ze mną do banku, ja wziąłem jakąś ulotkę i zacząłem coś czytać. Facetka z banku słysząc do dziadka "A on umie czytać? ile on ma lat?". "trzy", babkę zamurowalo. U babci na działce do sąsiadki już na lvl 4, czy naleje mi pani piwa "A co ty pijesz piwo?". Ja zupełnie nieświadomy "Tak, ja lubię piwo, najbardziej Warke strong".
    Innym razem u cioci lvl 3/4 coś sobie liczę, dodaję, koleżanka cioci widząc to do mamy z przerażeniem "Co pani urodziła?!".
    Czy to na szczepieniu też lvl 4 może 5, nie poleciała ani łezka, pielęgniarka w szoku, mama dumna.
    I na tym bym nie przestał..te i inne pasty słyszę przy każdym zebraniu od rodzinki z 1 ręki. No nie powiem, zapowiadał się mały zaradny skurwysynek, w przedszkolu liznąlem nie jedną różową, pocałowało się ich więcej w 2 lata jako gówniak niż przez resztę życia XDD Jak było jakieś spotkanie przy stole czy to w rodzinie, czy ze znajomymi tam, gdzie w jednym kąciku były dzieci w drugim siedzieli dorośli, tak ja zawsze siadalem do dorosłych. Czyli podsumowując pierwsze lvl 6, pełny energii, ciekawy świata gówniak, ponadprzeciętny. Mama dobrze wtedy pomyślała, że powinienem mieć prywatne zanim wejdę na lvl 7, bo taki ktoś jak wówczas ja nie usiedzi na dupie przez 45 minut. Ale wtedy prywatne nauczanie to był rzadki i cholernie drogi temat.

    I tak się stało - zaczęła się szkoła. Mama wysłała mnie do prywatnej (szkoła prywatna nie mylić z nauczaniem) no i też sama w niej pracowała.
    W pierwszy dzien poznałem kumpla, z którym uciekliśmy od razu ze szkoły ( ͡° ͜ʖ ͡°) (kontakt mamy do dziś). Ciągle miałem pomysły, żeby zrobić jakąś zadymę, żeby było śmiesznie, musiałem być w centrum uwagi. A to wszedłem po futrynie, a to na dach po drabinie. Starsi propsowali, a gimnazjalistkom śmiało tuliłem się w cycki, bo to w końcu taki mały, śmieszny i słodki( ͡° ͜ʖ͡°)

    Od zawsze i do teraz nie lubiłem się uczyć. W klasie najmniejszy wagowo i wzrostowo aż do 3 gim. Na WF w gałę i na dystans, najlepszy. Dodawać, odejmować, czytać umiałem już kilka lat przed wszystkimi. Do 3 klasy ortografię miałem w małym palcu, ale oczywiście ze sprawdzianu było 2/3, bo wszystkie pisownie były poprawne, ale.. nie znałem regułek, dlaczego rz czy ó.
    Jak czegoś nie mogłem logicznie pojąć, musiałem się wykłócić i nie dawałem za wygraną. Jak rówieśnik mnie popchnął tak ja na oczach wychowawczyni zasadziłem mu krzesłem na łeb. Jak koleżanka sprzedała mnie tak ja podszedłem z marszu i zasadziłem jej z liścia.
    W szkole jakoś średnio się odnajdywałem, prywatna gdzie rodziców było stać, żeby posadzić dzieci, klasy 16-18 osób.
    3/4 klasy jak od 1 podstawówki tak do 3 gim wszyscy ci ponad 5.0 na koniec i wzorowe, a ja na marginesie. Ja nalegałem wówczas mamie, żeby przenieść się do szkoły sportowej i zapisać się na treningi piłkarskie, już sam z siebie byłem całkiem ładny grajek.
    I zaczął się przez to poślizg, jako że już od lvl 4 ogarniałem kompa, grało się w #h3, Cod1, gry logiczne. Po szkole mając totalnie w dupie tę instytucję i nieodpowiadające mi towarzystwo nieświadomie wówczas uciekałem od nowego dla mnie świata pograć na kompie, albo czytałem godzinami wikipedię o historii i militariach, czy książki o tej tematyce. Popadłem jednak w nawyk, grałem, czytałem i grałem. Coś sprawiło, że dramatycznie spadła mi samoocena, wszystkim mówiłem że jestem do niczego, że nic nie umiem. Miałem też kompleks wzrostu, w szkole gdy tylko z tego się któryś śmiał by mnie obrazić, ja od razu na dzień dobry wpierdol, czy to był większy, starszy, czy mogłem dostać za to naganę, nie było nic nad honor. Wiedziałem, że szkoła i system pruski to coś dla mnie obcego chociaż nie umiałem tego logicznie wtedy wyjaśnić.

    Przyszła klasa 4 której się obawiałem, jedyne z czego byłem dobry ot tak to polski, historia, wf i do czasu matma. Albo coś umiałem na 100% albo na 0. Prawdopodobnie przez spędzany czas przed kompem potem uzależnienie sprawiło, że ograniczyłem swoją ciekawość, a do tego się ładnie wkrecilem. Prawdopodobnie przez spędzany czas przed kompem miałem i do dziś mam ogromne problemy z koncentracją. To co mi wpadło zaraz wyleciało, setki pomysłów i przeróżnych myśli naraz O dziwo nie skończyłem jako no-life, bo dalej trzaskałem starszych na dystans, ale niestety mój skill w nożną i cała ta ciekawość świata zaczęła wygasać. Powoli traciłem zrozumienie tego świata już na lvl 10. Powtarzanie czynności, które nie mogą być dla mnie dobre, bo po prostu nie sprawiały mi przyjemności, nie wydawały się "naturalne". Pytałem dorosłych, ale po co my uczymy się takich głupich rzeczy w szkole? - Bo to będzie w gimazjum. A po co będzie w gimnazjum? - Bo będzie w liceum, potem bedzie na studiach a potem pójdziesz do pracy tylko po to, żeby przeżyć tak samo każdy kolejny dzień. Od wtedy do teraz jest to dla mnie jeden wielki nonsens. Pamiętajcie, nie byłem zamknięty na wiedzę, tylko przed samym sobą nie umiałem tego zrozumieć, ciągle kłóciłem się z mamą, gdy kazała mi się uczyć odrobić lekcje, że to przecież jest nie przydatne.

    Na początku 5 kl tragedia rodzinna, wujaszek, brat taty z dnia na dzień powiesił się w garażu. Efekt uboczny leku na receptę na zaprzestanie palenia .Tu już pamiętam z pierwszej osoby wszystko bardzo dobrze, byłem nie tyle co załamany, ale nie byłem w stanie po prostu przyjąć do wiadomości, że taka sytuacja miała miejsce. Cała rodzina w rozpaczy, niespodziewana śmierć, człowiek przed 40, geny prawie łeb łeb w moje. Tak jak do ojca jestem bardzo podobny, tak ojciec do brata, do wuja kuzynka i my wszyscy do dziadka. Ojciec twardy i zaradny chłop, zachowaniami podobny do mnie, widziałem, że długo po fakcie boryka się ze stratą. To nas w jakiś sposób na kilka lat oddaliło, w ten sposób, że rzadko rozmawialiśmy jak ojciec z synem. 5 kl była jakaś specyficzna, samopoczucie zdawało się coraz gorsze, zacząłem mieć parcie na różowe, ale na starcie tak byłem błędnie zestresowany swoim wzrostem, zadartym nosem i będąc znany jako kiedyś dużo bardziej świrnięty dostawałem co chwile kosza. Sporadycznie zadawałem się z dwoma kolegami w klasie, ale gdy przyszło spotkac się grupą zawsze byłem ten co się najmniej odzywa i jest nie w temacie. Czas mijał, potem końcówka podstawówki, no i egzamin. Jak wspominałem, naprawdę było mi się trudno w ogóle skupić na rzeczy. Wielokrotnie zgłaszałem się do nauczyciela, pedagoga, czy rodzica, że naprawdę jest mi ciężko, a widziałem jak jeden z rówieśników miał przywileje pod pretekstem "ADHD". Egzamin szóstoklasisty oblałem kompletnie, chociaż świadectwo ukończyłem na 4.60 ( w tej klasie jedna z najnizszych średniej, serio). Opętał mnie wielki gniew, gdy skończył się czas, a ja byłem ledwo w połowie wiedząc, że w sali obok siedzą 3 osoby i piszą sobie egzamin dosłownie ogarnęła mnie furia. Zawsze ubolewałem nad sprawiedliwością, nawet jeśli nie dotyczyła ona mnie, to się wtrącałem. Nie mogłem zaakceptować czegoś takiego jak unfair. Poszedłem sam do domu, zacząłem bić w sciany, przewracać krzesła, że na sam koniec roku tak oblałem, bałem się, że nie zostanę w gimnazjum (był to zespól szkol podstawowka i gim). Czułem się jako margines, wcześniej prosząc chociaż o spojrzenie na problem jakim był i jest mój deficyt uwagi.

    Gimnazjum jakoś szło, wyniki w nauce były coraz gorsze ja byłem coraz bystrzejszy, żeby pojąć logicznie dlaczego ta szkoła jest tak niedostosowana do prawdziwej przydatnej wiedzy, dlaczego czytam, że w Finlandii edukacja wygląda tak, a tu marnuje się talenty. Ale zawsze patrzyłem do przodu, na swoje, Z rówieśnikami nie miałem zwykle tematu do rozmowy, bo kręciły mnie takie tematy jak polityka, wspomniana historia, czy nawet ekonomia, z kolei łatwiej było mi nawiązać dyskusję ze starszymi. Od dawna też, preferuje starsze różowe. W gim nie byłem już taki głośny, nadal miałem swój charakter, ale większość rzeczy po prostu tłumiłem w sobie i regularnie dostawałem gwałtownego załamania nastroju. Jak to w gimbazie, zaczął się pierwszy kontakt z alko, fajkami. W 2 gim kumpel wyciągnął mnie pierwszy raz na lolka. Byłem tego ciekawy już na lvl 12, w przeciwieństwie do alkoholu, gdzie do dzisiaj jedynym trunkiem jaki zdegustuję raz na rok jest piwo. Drugi raz, kumpel wolna chata nas 3,sztuka materiału (pewnie wtedy jeszcze jakas przycina XDD). Weszła bomba, cały świat przeleciał mi przed oczami. Zacząłem rozumieć odpowiedzi na dręczące mnie sprawy, pytania. Zapisywałem je sobie na kartce. Od dawna poczułem jak wszystkie mięśnie poluzowały mi się (chodziłem bardzo spięty podświadomie ze stresu). No i wpadła mamuśka ziomka, ups przyps.Od tamtego czasu, gdy wszyscy chodzili na balangi ja preferowałem tylko i wyłącznie #marihunaen. Zaczęło się popalanie raz na kilka miesięcy.
    Koniec 3 gimnazjum, kolejna trauma, kumpel znany mi od 1 klasy podstawówki przegrywa walkę z rakiem, chociaż jeszcze kilka miesięcy temu było mówione, że guz się wchłonął. Przed śmiercią nie widziałem go dobre 2/3 tygodnie. Na pogrzebie byli tylko rodzice. Znowu doświadczyłem nie tyle co rozpaczy i załamania, ale szoku, że po prostu nie byłem tego w stanie logicznie pojąć. Jak wtedy tak i teraz (błędnie) zadawałem sobie pytanie - gdzie tu sprawiedliwość? A jak wspominałem było to coś, bez czego nigdy nie umiałem się pogodzić.

    Cz.2
    No to zaczęła się szkoła średnia. Wydawało się, że to będzie jakaś zmiana, w końcu więcej przedmiotów które wybieram sobie sam, taki mały krok w dorosłość. Złożyłem podanie na 3 szkoły. System nie zakwalifikował mnie na pierwszy wybór, drugi też w sumie mi odpowiadał. Zostałem jednak na ostatnią chwilę powiadomiony, że wypadło kilku kandydatów z pierwszej szkoły i automatycznie się zakwalifikowałem. Zadzwonił sekretariat, ja odbierając telefon nie byłem przygotowany że to oni. Coś we mnie wstąpiło, że się zająkałem i powiedziałem babce, że się zastanawiam. Od razu pojechałem do tej szkoły, po czym ona do mnie "ale Ty przecież zrezygnowałeś". Przeraziłem się, następnie wyleciał dyrektor, że z takim podejściem nie ma miejsca dla mnie w tej szkole. Wtedy obiecałem sobie, że zniszczę jego wizerunek albo udowodnię mu, że podjął złą decyzję. To co mnie wprawiło w furię i załamanie to nie był fakt, że nie będe w tej szkole, ale że poczułem upokorzenie, widziała to mama i gapiło się na mnie z 10 pracowników szkoły. Zaczęło się liceum, już w pierwszych dniach nauczyciele pokazali sobie, że nie są kimś kto mógłby być dla mnie jakimś autorytetem, osobą którą mogę śmiało zapytać, by się dowiedzieć. W klasie wielu patrzyło na mnie spod byka, najdrobniejszy, raczej skryty no to trzeba styrać. Był w klasie mój stary znajomy, poznany w tamtej szkole w 3 kl, wypisał się po roku. Niegdyś dobry ziomek, wtedy jeszcze też. Zbliżały się 16 urodziny, które chciałem zorganizować w domu. Zaprosiłem 10 osób. Przyszło dobre ponad 30, na chacie zrobił się burdel, jeden z tych który tam był zwykła hiena. 2 miesiące udawał prawilnego, nawet pomógł mi wyjebać dobre kilka osób. Popełniłem błąd życia, wyjebali mi z domu kilka fantów, koledze który miał nocować kilkadziesiat zł i perfumy. To sprawiło, że zacząłem się chorobliwie zamartwiać. Jeszcze gorsze towarzystwo, okradziony z prezentu. Kolejne miesiące były coraz gorsze, monotonia zaczęła mnie dobijać. Całe ferie leżałem w łóżku i zamartwiałem się na zapas. Cały rok był pełen nieprzyjemnych sytuacji, lęku przed światem, jakby dano mi znać, że na marne próbujesz zrozumieć ten świat. Byłem zaszantażowany, drugi raz okradziony. Dowiedział się o tym mój kuzyn z chuliganki. Oprawca przyniósł mi fanty w zębach i nigdy więcej nie odważył się podejść.

    Chociaż nigdy w rodzinie nic nie brakowało, mieszkaliśmy w domu jednorodzinnym, ja szukałem sobie kumpli na osiedlach, zawsze mnie ciągnęły bloki, rapowy klimat i ten smak życia na osiedlach. albo po prostu wtedy nie myśląc racjonalnie szukałem ucieczki, próbowałem się wybić. I wiecie co? Wkręciłem się w ekipę na ośce, gdzie po zmierzchu łatwo zarobić w zęby, jednak poczułem solidarność z tymi ludźmi jak nigdy. Chociaż sam jestem dzieckiem bogatych rodziców, to brzydziłem się zachowania rówieśników z gim (jak wspominałem szkoła prywatna, to i rodzice bogaci), czego to oni nie mają, wyścig który ma coś nowszego, lepszego. Zagłaskane kotki na śmierć, poza wynikami na papierku zero życiowej świadomości. Jednym słowem, banany (nie wszyscy oczywiście). Na osiedlu poznałem wielu starszych gości, czy nawet byłego wojskowego. Zawsze inspirowały mnie historię na przykład raperów, tych co wychowali się w biedzie i do wszystkiego musieli dochodzić sami. Też się poczułem taki "prawilny". Historie poznanych były różne, jedni wybili się na handlu, inni na jumie, kolejni gdzieś się wyedukowali i jakoś wyszli na prostą. Tych których nie poznałem, tylko z ich opowieści albo polecieli z dragami, albo po prostu wpadli w sidła. I wiecie co, zapytalibyście. "Ale skoro nic Ci nigdy nie brakowało, to po chuj zacząłeś się interesować takimi rzeczami". Bo dziś to dla mnie zajebista lekcja, a także wiele przeżyć w tych okolicach. Co jak co ale do dziś mam tam wielu znajomych i utrzymujemy dobry kontakt. A w razie jakiś tarapatów wiem, że zawsze mogę poprosić ich o pomoc. Ci co mnie niegdyś lubili zaczepiać, albo mieli za bałwana dziś się boją, albo po prostu mają szacunek. I teraz ktoś mi powie, co za pizda, bo zasłania się ekipą. Pizdą to jest ten co ma odwagę wykorzystywać czyjąś słabość.

    Wracając, jednak było coraz gorzej, pogrążałem się w zmartwieniach, byłem za każdym razem tak rozkojarzony, że nie byłem w stanie zrobić nic produktywnego. Poza domem chodziłem jedynie na siłownię i tam odzyskiwałem resztki smaku życia. Nie umiałem zarządzać pieniędzmi, czasem, organizować się. Zawsze starałem się docenić każdy gest ze strony rodziców, chociaż z trudnością okazywałem uczucia. Powiedziałem mamie, żeby nie dawała mi więcej niż 10 zł, bo przeleci mi przez palce. Byłem tak głupi, ale tak świadomy. No i "kumpel" z klasy. Wtedy po prostu tego nie dostrzegałem, ale zwyczajna hiena. Zawsze był tym większym w ekipie, dyktował gdzie idziemy, w większości ja stawiałem piwo/pizzę, ładnie wciskał kit, że odda kwit po czym nigdy tego nie robił. Ale byłem wtedy zmanipulowany. I tak wyglądała prawie cała szkoła średnia, chciałem się wybić, moją wizją była finansowa niezależność jak najwcześniej. Nigdy nie godziłem się na to, by tyrać do 65 roku życia i potem dostać marne grosze z Zus, jeśli w ogóle dostanę, czy dożyję. Zawsze czułem i czuję, że byłem inny niż średnia. Chciałem więcej, być tym innym, szalonym, bardziej oryginalnym niż obywatel Janusz w passerati. Ale zbytnio przejmowałem się krytyką, wyrządzoną krzywdą. Zamartwianie się to nałóg jak palenie papierosów. Bardzo popadłem w ten nawyk, co zresztą miało później ogromne skutki. Z biciem niemca po kasku borykam się do dziś.

    Pojawiła się pierwsza w życiu różowa. Tak, po przedszkolu dopiero w polowie liceum. Zawsze ale to zawsze kończyło się #friendzone. Zresztą nie dziwię się, wiecznie wystraszony, niższy od dzieciaka z podstawówki, a przy rozowej kompletnie zestresowany typek, no 1/10 na starcie. Ale ona się tylko bawiła. Wpadłem pod pantofel ewidentnie, jak się dowiedziala, ze nigdy nie zamoczyłem a jest moją pierwsza na poważnie - wyśmiała mnie, no pierdolnięta. Ciach bach szybko się skończyło, jakoś nie dotknęła mnie ta strata, traktuję to jako lekcję, żeby nie dać się wjebać pod pantofel.

    Jednak nic się nie zmieniało, a wszelkie moje próby kończyły się niepowodzeniem. Miałem taki chaos w myślach, że nie byłem w stanie niczego poukładać w całość. Paliłem coraz więcej mary. Jedynie na osiedlu w ekipie przy wąsie czułem się swobodnie. Ale wypaczał mi się sens życia. Jedni powiedzą, że to od mary inni, że po prostu zakopywałem trupy w szafie aż było ich za dużo. Ja zdecydowanie opowiadam się za opcją 2.

    Miesiąc później kolejna różowa. Tu już było bardzo dobrze, chociaż zdawałem sobie sprawę, że zaczynam popadać w obłęd, a samobójstwo jest czymś co mnie fascynuje , co sprawi, że przeniosę się do innego wymiaru. I tak samo, po niedługim czasie, gdy poszliśmy na domówkę do kolegi z osiedla ten ją przelizał, a ze mnie zaczęto się naśmiewać. Pół osiedla stawiło się za nim pół za mną, obecnie jest zgoda. Ta bezradność nad samym sobą, nakładające się sytuacje i codzienne rozmyślanie o skończeniu z tym cyrkiiem utwierdziło mnie w przekonaniu, że chcę to zrobić. Długo się na to zbierałem, dobre 2 tygodnie. Napisałem nawet list pożegnalny co i dlaczego, gdybym już był gotowy na koniec, czekałem na impuls by przejść do rzeczy.

    Nadszedł ten dzień, przed lekcją poszedłem prosto na osiedle, wszedłem na 11 piętro i swobodnie usiadłem na parapecie mając nogi w powietrzu. Ale popatrzyłem w dół i cały świat mi przeleciał przed oczami. Z jednej strony wiedziałem, że nie mam jaj żeby to zrobić z drugiej przysiągłem sobie, że już za moment będzie po wszystkim. Z windy wysiadła para starszych ludzi. Sposób w jaki zaczął negocjować ze mną jakoś sprawił, że dałem się namówić i zszedłem z parapetu. Ktoś już musiał mnie wyczaić na oknie i zadzwonić po policję, gdy ludzie Ci zaprowadzili mnie na dół pod klatką stała policja. Psychiatra, który w przeszlości ze mną rozmawiał zalecił mamie od razu wysłać mnie na oddział. Następnego dnia do 14 nie podniosłem się z łóżka, po czym wstałem prosto do samochodu i pojechalismy na oddział. Jednakże miałem skończone 16 lat i musiałem samodzielnie podpisać zgodę o leczenie, podpisałem. I jaki cyrk się zaczął, gdy nagle wszyscy sobie przypomnieli o mnie, po 2 dniach pobytu sprawdziłem messenger i nagle Ci, którzy zawsze nie mieli czasu gdy pytałem czy się spotkamy. Wielce "zszokowany" kumpel hiena zgrywał się do końca. Powiedziałem mamie, że nie chcę mieć nikogo na odwiedziny, ufałem tylko swojej przyjaciółce z osiedla.

    I dopiero będąc na tym oddziale, gdzie nie mogłem mieć telefonu, internetu a od niedawna bardzo zainteresowałem się marketingiem (nie mlm) i #krypto, a mając przy sobie tylko zeszyt, długopis i kilka książek poczułem życie na nowo. Pisałem po 6 stron dziennie, książkę przerabiałem dokładnie w niecałe 3 dni, zacząłem medytować pierwszy raz. Zmienił mi się punkt widzenia o 180 stopni, pojawiła się wizja, nabrałem skupienia i od bardzo dawna szczerze w siebie uwierzyłem. Zacząłem czerpać radość z tego, że na przepustce mogłem chodzić po trawie i patrzeć w niebo, schematy myślenia nieco się zmieniły. W zeszycie opisałem wszystko, od wspomnień z pobytu poprzez wnioski jakie chcę z tego wyciągnąć, potrzeba, że muszę się zupełnie odciąć od toksycznych ludzi i plan działania na najbliższe tygodnie po wyjściu z psychiatryka. Zacząłem wierzyć w Boga, albo jak kto woli siłę wyższą (nie utożsamiam się z żadną relgią, wierzę, że jest jeden Bóg a wszystkie odłamy to twór ludzi i organizacji), poczułem przepływ energii. Każdy dzień był ciężką pracą ze samym sobą, nad samorealizacją. Skleiłem w całość, że to co wcześniej chodziło mi po głowie już jako dzieciak jest czesto słuszne, ja po prostu uwierzyłem osobom trzecim, że zwariowałem bo nie myślę jak każdy.

    Wyszedłem, usunąłem i zablokowałem połowę ludzi na fb. Tydzień później wyjechałem do pracy do wuja. Bardzo wierzyłem we wzrosty #btc, chciałem zebrać na inwestycje, książki, strój na siłownię. Nie martwiłem już się tak swoimi kompleksami, wzrostem. Mary do dziś popalam raz na jakiś czas, po zasłużonym wysiłku. Były to wakacje, w tym okresie poznałem zupełnie przypadkiem gościa, który ma swoją firmę jakoś złapaliśmy temat. Zresztą to nie pierwszy raz kiedy od januszy, przecietniaków czy nauczycieli w szkole słyszałem, że nic w życiu nie osiągnę, a ilekroć czy to od wuja z Ameryki,czy znajomego ojca właściciela salonów BMW i innych ludzi, którzy reprezentują sobą jakąś karierę to, że jestem kumaty. Wszystko wyszło po latach. Zaczął się ostatni rok w szkole, przyszedłem przygotowany na ostatni okres, wiedziałem, że muszę to tylko zdać i całe to otoczenie przy którym spadłem na dno odejdzie w przeszlość. Wróciłem na siłownię wzbogacony o konkretny plan i dietę. Uczyłem się w miarę możliwości, wszystko na 2 no i osobno do matury. Przyszła do nas inna nauczycielka z przedmiotu, taka starszej daty kobita. I tylko żałować, że takich ludzi jest coraz mniej. Poziom w szkole był na 0, patoli też nie brakowało. W rok odjebała robotę na 3 lata. Poznałem się z nią bliżej, przychodzę do niej na herbatkę do dziś. Ona w całej szkole jedyna wierzyła we mnie i utwierdzała w przekonaniu, że mam potencjał. W tydzień bezinteresownie przygotowała mnie do matury. Znowu dziwnym trafem jest to ktoś, kto ma duży respekt w mieście wśród prawników, lekarzy, a Ci przychodzą do niej proponując wysokie sumy za korki. Heh znowu będę zarozumiały tak, ale kolejny raz jak widać osoby które podziwiały i negowały dzielą się na tych dobrodusznych, okrytych dobrą reputacją a zwykłą hołotę, po których widać że mają jakiś kompleks i jak się przyjrzeć nic sobą nie reprezentują.
    Wracając, organizowałem sobie z łatwością czas, zacząłem realizować plan, inwestycje, które podpowiedziała mi dusza przynosiły kosmiczne zyski, #btc leciał pionowo, dorabiałem w programach partnerskich, taki mały e-marketing. Do końca roku stało się coś czego bym nigdy nie podejrzewał. Tak jak zawsze wierzyłem, że da się inaczej niż całą młodość spędzić w książkach ze zbędną wiedzą po czym iść do marnej pracy tak zgodnie z prawem przyciągania stało się to. Codziennie idę dalej, nie zawsze jest pięknie, ale rozwiązywanie problemów przebiega inaczej. Jak na lvl 19 czuję, że jestem na tyle zabezpieczony finansowo, żeby dumnie patrzę w przyszłość. Za kilka dni zaczynam studia na psychologii w biznesie. Mam cudowną kobietę, przy której nigdy nie musiałem zgrywać kogokolwiek, chociaż dzieli nas 300km. Połączyłem studia z czymś, co już zacząłem i czymś co akceptuje moje JA. Rozwijam kolejne źródła dochodu, w zaciszu traduje na dobre kwoty, prowadzę instagram niedługo wykładam sporą sumę na promocję na fb, mam zboczenie na punkcie psychologii sprzedaży. Dorabiam w Niemczech łatwą robotę za 2000 euro miesięcznie. Tak chwalę się, nie potrzebowałem do tego magistra, tytułu. Poznałem w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu człowieka, którego przekonałem charakterem i podejściem. Praca też się sprowadza do oddziaływania na psychikę klientów, bowiem budujemy sklepy od środka. Nastawienie odpowiednich kolorków, świateł, zapachów. Zawsze mnie to kręciło, takie zboczenie. No dobra, ale po cholerę ta aktywnośc na Fb/insta, kogo to w ogóle obchodzi? Ano lifestyle, po prostu sprawia mi przyjemność dzielenie się dobrą energią, jakimś zajebistym cytatem na każdy dzień na tablicy. Zaraz może polecieć się hejt, że łoo za kogo ty sie kurła uwożosz. Taaa, ale pierdoły, smuty przewijać można na tablicy godzinami i nikt się nie czepia. Tak robię to specjalnie, wywołuję ruch, reakcję, niech o mnie gadają, inni piszą jak udało mi się w młodym wieku dojść na ten etap, starsi na konwencjach pytali ze zdziwieniem ile mam lat, inni hejtują. Z drugiej strony mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć do tych co są na tej płaszczyźnie, na której ja byłem kilka lat temu. Z powołania wyciągnę im pomocną dłoń, bo sam to przeżyłem.Po tych co się ze mnie śmiali nie ma śladu, mój pseudokumpel hiena jest zwykłym ćpunem do tego chowa się po mostach, sprzedał się i go szukają. Karma ;)

    A jednak, coś w tym było, że już we wczesnym dzieciństwie wyróżniałem się. Byłem jakiś inny, to że opisuję jaki byłem zdolny - na podstawie opowieści rodziny, znajomych rodziny jednak nie mi oceniać.
    Chociaż usiłowałem się poddać, czego żałuję najbardziej w życiu, to nigdy nie odszedłem od swojej wizji, swoich gruntownych zasad. Zawsze ufałem instyktowi, zawsze był on przy mnie na końcu głowy, podświadomość wiedziała swoje. Uwierzyłem w prawo przyciągania. Tak długo siedziało we mnie poczucie bycia innym, oczekiwanie czegoś więcej, coś podpowiadało mi, że to co jest na ogół wpajane nie jest do końca słuszne. Dziś jestem utwierdzony w tym przekonaniu.

    Jeżeli dotarłeś tutaj, przyjmij moje gratulacje za cierpliwość i podziękowania, że zainteresował Cię mój punkt widzenia i historia

    Dobra, nalałem wody, część uzna, że zmyślam, część stwierdzi że gadam głupoty, ale jaki jest tego wniosek, podsumowanie i morał?
    Nie żałuję ani jednego traumatycznego przeżycia. Patrzę na to jak na lekcję, wzbogacenie doświadczenia dzięki którym nie boję się iść dalej. Jeśli dotknie to kogoś z moich młodszych członków rodziny, ja stanę murem przy tych problemach. Przykre jest to, że mamy setki leków i lekarz zawsze stwierdzi nam każdą chorobę oprócz tej umysłowej. A psychiatryk kojarzy się z miejscem, gdzie wszyscy leżą przypięci pasami do łóżka. Kiedy wiele chorób ma swoje podłoże u umysłu. Jestem utwierdzony w przekonaniu, że system pruski zabija potencjał u dzieci. Ludzi tych głównie negatywnych, zarażających mnie złą energią traktuję jako nauczycieli. Bo pewnie już nie raz gdybym wtedy nie nauczył się na błędzie popełnionym niegdyś, dziś mógłbym go powtórzyć z o wiele gorszym skutkiem. Jestem przekonany, że myśli wpływają na nasze ciało, prawo przyciągania. Jesteś tym o czym myślisz większość czasu. A główny wpływ ma na to z kim przebywasz. No i podążanie za swoją wizją. Bo nikt jeszcze nie spełnił chociaż części swoich marzeń żyjąc według schematów. Jak można być szczęśliwym, gdy zapominamy czego pragnie nasze serducho. I mam nadzieje, że kiedyś w dalszej przyszłości mojemu dziecku i żonie nie zabraknie niczego. I w żadnym przypadku nie chodzi tu o rzeczy materialne. Oraz, że pomogę jeszcze wielu ludziom, którzy pogubili się w swojej codzienności, czuję taką potrzebę. Udało mi się już w mniejszy lub większy sposób pomóc kilku osobom. Nie chcę za to ani grosza, ani rozgłosu.
    Zdaję sobie sprawę, że jestem jeszcze na takim lvl, że można śmiało rzec "Gówno wiesz o życiu". No i pewnie tak jest, wszystko przede mną. Mimo to uważam, że i tak sporo kwestii przerobiłem, co pozwoli mi patrzeć trzeźwiej w dorosłym życiu. Wiem, że niektóre zdania mogą wydawać się mało wiarygodne...ale, po co w ogóle miałbym na mirko zmyślać? kiedyś ktoś mi tu zasugerował mitomanię, hah

    To jest tylko moje spostrzeżenie, wynikające z danych sytuacji. Oczywiście zrozumiem, jak ktoś to zaneguje, tym bardziej jestem ciekaw opinii, każda z nich będzie do przemyślenia...o ile będzie zawierać jakiś poziom. Jeśli są pytania, bo tekst może być w pewnych momentach niezwięzły od razu sprostuje (pisałem głownie od razu to co mi przyszło na myśl starając to skleić na tyle, żeby dało się czytać)

    Jeśli ktoś był hardcorem i to przeczytał, oczywiście jestem ciekawy spostrzeżeń zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych, jeśli jest tu jakiś Mirek, co z chęcią podzieliłby się podobną pastą, swoim #update z #przegryw na #wygryw jestem otwarty na czytanie.
    #rozkminy #tldr #anonimowemirkowyznania #psychologia #gowniak #natchnienie #stulejacontent #pasta #biznes

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

  •  
    w.....z

    +10

    Z życia wesołej ekipy budowlanej, czyli budowa widziana oczami kierownika.

    Kierownik na budowie nie ma lekko. Ale jak się trafi fajna ekipa, to można o nich opowiadać godzinami. Właśnie poniżej kilka epizodów z życia wesołej ekipy budowlanej.

    Mój pierwszy dzień na budowie. Zagęszczanie podłoża zagęszczarkami płytowymi (nie można było walcem, bo wibracje mogły spowodować rozszczelnienie metrowej rury wodociągowej znajdującej się w ziemi). No i jeździ sobie tą zagęszczarką BinLaden (jeden z naszych "bardziej ogarniętych" pracowników). Nagle słyszę tylko okrzyk:
    - Łosz kurwa, kierownik! Kierownik!

    No i podbiega do mnie, jeszcze zupełnie zielonego w tej robocie, jeszcze nie ogarniam do końca co w ziemi siedzi (bo jeszcze potrzeby nie było), no i mnie ciągnie do miejsca, gdzie zagęszczał.
    - Patrz, kierownik, ja tylko jeździłem, ja nic nie zrobiłem, to samo tak, o kurwa.

    Ja patrzę, a tam dziura metr na metr i na 50 cm głęboka. Nachylam się. O żeż, wali z tego niewąsko. Na to jeszcze co jakiś czas jest coraz więcej wody i coraz bardziej wali z dziury.
    Przychodzi Andrzejek - ogółem mistrz nad mistrze, który to w naszej firmie zatrudniony był chyba jeszcze przed jej powstaniem i zwolnić go nie wolno, bo by się tylko chłop zmarnował. Tak czy inaczej Andrzejek klęka nad wykopem, wsadza rękę w dziurę, maca, maca, po czym mówi:
    - Mokro.
    Skoro wody coraz więcej, to jak ma być? Po czym wyciąga rękę, wącha, wącha i celnie ocenia:
    - Sanitarka jebła - i odchodzi do swoich obowiązków. Po prostu fachura.

    Dla chcących wiedzieć, awaria zdarzyła się na przyłączu kanalizacji sanitarnej z domu do głównego rurociągu. Przyłącze do rurociągu było włączone od góry głównego rurociągu przez tzw. siodełko. pomiędzy siodełkiem a rurą z domu powinno być kolanko 45 stopni i ktoś po prostu zapomniał go zamontować i woda zamiast trafiać w całości do kanalizacji, rozlewała się w gruncie. Dobrze, że ujawniło się to przed położeniem asfaltu.

    * * * * *

    Jedna z pięknych scen pokazująca szefa. Kumplowi na innej budowie się wzięła i popsuła zagęszczarka. Prowadziłem budowę niedaleko jego budowy i miałem prośbę, żeby mu podrzucić zagęszczarkę, jak będzie miała przerwę w pracy. Nie wiedziałem wtedy kim jest Boguś. Boguś to człowiek, który najogólniej ma trochę problemy ze wzrokiem, w efekcie czego nosi na nosie denka od musztardy zamiast okularów. Nie przeszkadza mu to oczywiście w snuciu opowieści, jakim to nie jest podrywaczem w okolicach i że nadal mimo czterdziestu lat na karku jeździ na dyskoteki poznawać "fajne młode dziołchy". Biorąc pod uwagę jego wadę wzroku, nie chcę wnikać kim są owe "fajne dziołchy". No i rzecz jasna panią burmistrz miasteczka, w którym mieszka też regularnie odwiedza celem bliższej integracji społeczeństwa lokalnego z władzami samorządu. Ona mu zresztą obiecała, że on zostanie jej asystentem w urzędzie miasta, jednak póki co nadal pracuje u nas jako fizyczny.

    Po przydługim przedstawieniu Bogusia, wracamy do wątku zagęszczarki. Okazało się, że Boguś wziął i popsuł dobrą zagęszczarkę. Wraca do mnie takowy sprzęt, odpalamy, a on ni tu tu, nie odpala. Ja mam beton do wyrobienia, do fajrantu jeszcze tylko 2 godziny, a zagęszczarki ni cholery. Chłopaki mówią, że przecież szef ma w naprawie do odbioru jedną zagęszczarkę. Dzwonię celem ustalenia odbioru sprzętu z naprawy, czyli podskoczyć z upoważnieniem, aby odebrać sprzęt i dokończyć robotę, na co szef:
    - Wisz co, bo ja temu facetowi jeszcze trochę pinindzy wiszę, a poza tym to pipol jest, pierdol zagęszczarkę. Niech Wiechu pojeździ CATEM tylnym kołem i tyż bydzie dobrze.

    Swoją drogą dziwię się, że niektóre drogi wytrzymują aż tak długo.

    * * * * *

    Krótka rzecz o Tadziu. Tadziu do mnie podchodzi i mówi:
    - Kierownik, bo mnie jutro nie będzie, sprawę w sądzie mam i muszę być
    - Noż kurwa, Tadziu, ja mam 4 ludzi, ty mi jutro masz odejść, to kim ja mam robić, no ale mus to mus, ale do roboty donieś wezwanie, bo będzie N-ka i kara z wypłaty. Co znowu narozrabiałeś swoją drogą?
    - Aaaa, bo alimenty mam do zapłaty...
    Na co odzywa się Pietruch:
    - Powiedz kierasowi, ile masz tych dzieciorów może, co?
    - Tadziu, to ile masz tych dzieciorów?
    - Nooo... 9.
    Okazało się, że każde z inną kobietą.

    Ogólnie dzień dobrze mijał, więc szła gadka szmatka wśród rozrzucania betonu pod krawężnik i "klepania" krawężników, i weszliśmy na temat jego dzieciaka, co to alimenty ma na niego płacić i wyszło, że na dzieciaczka 6-letniego z byłą żoną, z którą już nie jest 8 lat. Chwila chwila, coś mi się w rachunkach nie zgadza.
    - Tadziu, to ty po rozwodzie jeszcze coś tego z tą żoną?
    - Kierownik, no co ty, ja już rok przez rozwodem z nią nic, to głupie było takie, że szok.
    - Tadziu, ale ty wiesz ile ciąża u ludzi trwa, co nie?
    - No, 9 miesięcy - wiedział, skubany.
    - No ale to dlaczego ty płacisz na nie swoje dziecko?
    - Aaaa... bo baba jest sędzią, prowadzi sprawę, jeszcze bym się odezwał i bym karę dostał.

    Żelazna logika.

    * * * * *

    Raz miałem problem z autem służbowym i jako że z kumplem z firmy mieszkaliśmy nie aż tak daleko, a budowy mieliśmy również w odległości 5 km od siebie, to jeździliśmy razem na i z budowy. Pewnego dnia podjeżdża do mnie cały w nerwach i mówi, że musimy jechać na policję. No to pytam, że ale co, że jak, że znowu coś zajumali? Mówi, że nie i oto historia płynąca z jego ust.

    Obok budowy kumpla energetyka prowadziła wycinkę drzew zagrażających napowietrznym liniom elektrycznym. Ogólnie robota precyzyjna, a że na wypiździejewie, to nie było powodów do pośpiechu. Nagle w pewnym momencie z hacjendy obok placu wycinki wychodzi jakiś naprany w trzy dupy gościu z włączoną piłą mechaniczną i okrzykiem "JA WAM POKAŻĘ JAK SIĘ ŚCINA DRZEWA", no i ściął. Ściął drzewo, które spadło na linie energetyczne, co spowodowało przewrócenie się słupa. Słup spadając spowodował wyrwanie z ziemi bednarki (taki drut zakopywany w ziemi celem uziemienia). Bednarka wylatując z ziemi uszkodziła auto służbowe kumpla, dlatego też jechaliśmy na policję celem złożenia zeznań. W efekcie działań domorosłego drwala hobbysty do godziny 3 nad ranem w miejscowości, w której rzecz ta się działa nie było prądu. W efekcie problemów z dostawą prądu przestała działać przepompownia ścieków kanalizacji sanitarnej i pół głównej ulicy było bardzo g(ł)ówne. Jak byliśmy na komisariacie, ponoć sprawca zdarzenia siedział w areszcie i krzyczał "Ale to oni mi kazali, oni mówili, że mam im pomóc, że zapłacą, jak pomogę, no to pomogłem".

    * * * * *

    O Bogusiu już wspominałem wcześniej. Był to człowiek, który nie widział przeszkód. W ogóle niewiele widział. Kiedyś, gdy jeszcze nie znałem jego mocnych stron, niemal na samym początku pracy, nie miałem kogo dać do korytowania pod krawężnik, więc wziąłem Bogusia. Stwierdziłem, że skoro ma już okulary, to pewnie coś widzi. Nic bardziej mylnego. Przychodzi do układania krawężnika. Ja nie sprawdziłem wcześniej tak prozaicznej rzeczy jak wykorytowanie pod krawężnik, no bo to przecież banał i jak można to spierdzielić. Wystarczyło, że wybierze się grunt na głębokość 45 cm poniżej rozciągniętej żyłki. Jednak nie doceniłem Bogusia. Wykorytował tak, że krawężniki musiałyby być układane na glebie. No nic, było za trudne, więc do kolejnego podejścia Boguś dostaje patyk z zaznaczonym tasiemką poziomem wykorytowania. Ogólnie sprawa wygląda tak, że tasiemka jest naklejona 45 cm od końca patyka. Boguś ma przyłożyć patyk do żyłki, opierając jego koniec o grunt. Jak się okaże, że tasiemka jest nad żyłką - trzeba wybrać ziemię, jak się okaże, że tasiemka jest pod żyłką - trzeba dosypać, jak się okaże, że tasiemka jest na wysokości żyłki - jest dobrze. Wszystko brzmi prosto. Ja przychodzę po chwili, a Boguś trzyma patyk do góry nogami. Noż kierwa, jakim cudem!? To się nie wyjaśniło, jednak wyjaśniło się to, że Boguś więcej nie korytował. Padło na kolejnego mistrza - Piekarza. Jego pierwsze pytanie brzmiało, czy może dostać patyk po Bogusiu. No OK, nawet mu zaznaczyłem koniec, którym trzeba trzymać na dole (żeby nie było). Wracam po jakichś 15 minutach, sprawdzam głębokości i krew mnie zalewa... Cały odcinek do poprawy. Cholera jasna, co jeszcze można zrobić, żeby wykonać taką prostą czynność? Piekarz poprawia odcinek, a ja przystanąłem z boku i patrzę. Co robi Piekarz? Przykłada patyk do żyłki - tasiemka jest ponad żyłką. Powinien wybrać ziemię, a on tymczasem... wbija patyk w ziemię na tyle, żeby tasiemka była przy żyłce i jedzie dalej. Przecież tasiemka znalazła się przy żyłce, więc jest dobrze, prawda?

    * * * * *

    Tutaj krótko o światopoglądzie chłopaków. Akurat w CAT-ach (mamy tu na myśli koparko-ładowarkę) wszyscy nasi operatorzy mają zamontowane radia, z których chętnie korzystają, dzięki czemu wśród warkotu maszyn daje się posłuchać jakiegoś ostrego disco polo bądź wiadomości z kraju i ze świata. Podczas jednego z bloków informacyjnych padła informacja o tym, że Polska ma przyjąć jakieś 7 tysięcy uchodźców. Od razu po tej informacji wstaje Pietruch (nasz brukarz, który dobija takim dużym gumowym młotkiem krawężniki, coby dobrze stały). Wstaje od krawężnika, rzuca tym młotkiem o ziemię i oznajmia: Kierownik, ja to pierdolę, mam na starego robić (dop. w sensie szefa), na ciebie, na dzieciory moje i kierwa na siebie, to teraz jeszcze na uchodźców mam robić?!

    * * * * *

    Poza drogami robimy też kanalizacje. Jest pewna rzecz, która sprawia, że jestem chory, jak mam kopać pod kanalizę - brak powykonawczej inwentaryzacji terenu po jakichkolwiek urządzeniach uzbrojenia terenu. Standardem jest, że kopiąc pod kanalizę się w coś walnie, trafi, przedziurawi, przetnie, wyrwie itp. Chłopaki kiedyś opowiadali, że kopią spokojnie pod kanalizę, a tutaj nagle ciągle jednego trąca w głowę jakiś korzeń ze ściany wykopu, to postanowił go wyrwać. Cholera, od kiedy to korzeń jest taki jakiś... miękki. Okazało się, że trafili na jakiegoś jegomościa. No to naiwnie spytałem:
    - To co, policja, prokurator itp.?
    - W piątek, o trzynastej?

    Zakopaliśmy typa tak jak leżał, w sumie jemu i tak wszystko jedno, a nie zamierzaliśmy jeszcze w piątek po policji latać.
    Szczyt humanitaryzmu.

    Autor: zielarz_ms
    #joemonster
    #heheszki #budowa #tldr #zycie #
    pokaż całość

  •  

    #pogoda #polska #lubelskiobserwator #burza #burze

    Układ niżowy Fabienne - nad Polskę nadciąga fala silnego wiatru

    Na samym wstępie obiecuję, że jutro pojawi się prognoza z mniejszą ilością tekstu i #tldr (streszczeniem) dla wszystkich na samym początku prognozy. Dzisiaj natomiast kolejny dłuższy tekst, ale poruszający bardzo ważne kwestie dotyczące dynamicznej pogody w ciągu najbliższych dwóch dni. Już za niecałe 24 godziny obszar Polski dostanie się pod wpływ pogłębiającego się aktywnego układu niskiego ciśnienia o nazwie Fabienne. Znajduje się on w tej chwili w w okolicach Morza Celtyckiego kierując się w ciągu następnych godzin nad północną część Francji, dalej kierunku Niemiec. Niż będzie miał bardzo duży wpływ na przebieg pogody nad Polską począwszy od niedzielnego wieczora aż do wtorku. W tym czasie przyniesie on nad Polską:

    - wielkoskalowe opady deszczu miejscami o intensywnym natężeniu
    - silne i punktowo bardzo silne porywy wiatru
    - napływ masy PAm (powietrze arktyczne-morskie)
    - rozproszone burze z silnym wiatrem

    W ciągu ostatnich dni modele systematycznie osłabiały omawiany niż jeśli chodzi o jego głębokość. O ile dwa dni temu w prognozach centrum niżu nad Polską miało osiągnąć poziom nawet poniżej 990 hPa, tak teraz najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest spadek ciśnienia do poziomu około 994-996 hPa. Taki stan rzeczy wpłynie na maksymalne porywy wiatru wnikające z gradientu czyli różnicy ciśnienia między okiem niżu, a otoczeniem. Obecny wariant prognostyczny zakłada, że układ Fabienne zbliży się nad Polskę od strony Niemiec w niedzielę wieczorem. Poprzedzać go będą umiarkowane i intensywne opady deszczu, które obejmą pierwszą część nocy obszar południowo wschodniej Polski (dolnośląskie, opolskie, lubuskie, wielkopolskie)

    Prognozowane ułożenie centrum niżu na godzinę 21UTC w niedzielę (model GFS). Widoczny pas intensywnych opadów wielkoskalowych po północnej części niżu

    https://zapodaj.net/images/b32ca778ae936.jpg

    Ciepły wycinek niżu - noc z niedzieli na poniedziałek pod znakiem silnych porywów wiatru i niewykluczonych gwałtownych burz nad południową Polską

    Pierwszą kwestią do omówienia są silne porywy wiatru wynikające z dużego gradientu ciśnienia na niewielkim obszarze. W tym przypadku w nocy z niedzieli na poniedziałek duże porywy wiatru wystąpią od południowo zachodniej po południowo wschodnią Polskę, a także częściowo w centrum (woj. łódzkie i mazowieckie) oraz wzdłuż wybrzeża. W przytoczonych regionach wstępnie należy oczekiwać uderzeń wiatru na poziomie 65-80 km/h zaś w regionach podgórskich nawet 90-95 km/h. Wysoko w górach zdecydowanie powyżej 100 km/h. Strefa silnego wiatru w godzinach porannych w poniedziałek dotrzeć ma nad obszar południowo wschodniej Polski.

    Maksymalne porywy wiatru w nocy z niedzieli na poniedziałek w m/s (godzina 00,03,06 UTC) - model UM

    https://zapodaj.net/images/3888db26255d6.png
    https://zapodaj.net/images/65bc190bcdab6.png
    https://zapodaj.net/images/2ec70d1926478.png

    Wraz z wkraczaniem centrum niżu nad obszar południowej Polski, zaciągnie on za sobą ciepły i chwiejny sektor powietrza, który skutkować będzie wzrostem temperatury w godzinach nocnych do poziomu 17-19 stopni Celsjusza w pasie od woj. opolskiego po podkarpackie. Co więcej modele wskazują, że w pasie od woj. dolnośląskiego po podkarpackie, a także częściowo świętokrzyskie i lubelskie pojawi się lekko niestabilny sektor na poziomie 100-250 J/kg. Jest to więc nieduża chwiejność masy, ale nakładać ma się ona z niepokojąco silnymi uskokami wiatru w troposferze. Będzie to więc zdecydowanie sytuacja kwalifikująca się do wystąpienia tzw. low cape-high shear czyli niebezpiecznego połączenia niewielkiej niestabilności troposfery i imponującego przepływu mas powietrza. Skutkować to może rozwojem silnych burz nad większością obszarów południowej Polski. Całkiem prawdopodobne wydaje się utworzenie linii szkwału z porywami wiatru nawet do 95-100 km/h niosąc dużo zniszczeń na trasie przechodzenia potencjalnego układu.

    Symulowana maksymalna odbiciowość radarowa - widoczna rozległa linia potencjalnych burz od Austri przez Czechy po południową Polskę

    https://zapodaj.net/images/1269de6b18e70.png

    W poniedziałek układ Fabienne opuści obszar Polski, a od zachodu Europy wciskać będzie się rozbudowujący się wyż. Powstanie więc kolejne pole z dużym gradientem ciśnienia nad Polską co skutkować może kolejną porcją silnego wiatru na nad przeważającym obszarem kraju wynoszącego 60-75 km/h. Ułożenie odsuwającego się na wschód niżu i jednoczesna rozbudowa wyżu nad zachodnią Europą spowoduje wręcz "zassanie" zimnej masy PAm wprost do Polski co przyniesie duże ochłodzenie. Dodatkowo w ciągu dnia uwzględniany jest rozwój rozproszonych licznych burz w chłodnej masie powietrza z możliwymi porywami do około 80-85 km/h.

    Prognozowany napływ zimnej masy powietrza z północy kontynentu w poniedziałkowe popołudnie (model GFS) + dzienny rozwój licznych komórek burzowych (UM4)

    https://zapodaj.net/images/d1820aa5deda9.jpg
    https://zapodaj.net/images/2acfb62723b77.png

    Podsumowując. Czeka nas dynamiczna pogoda szczególnie podczas nocy z niedzieli na poniedziałek. W pasie od południowo zachodniej przez częściowo centralną po południowo wschodnią Polskę wystąpią silne, a miejscami bardzo silne porywy wiatru. Dodatkowo przede wszystkim od środkowo południowej po południowo wschodnią Polskę rozwinąć się mogą niebezpieczne burze wiatrowe powodujące miejscami duże szkody. W poniedziałek silny wiatr będzie wiał praktycznie nad całą Polską wraz z rozproszonymi burzami i spływem zimnej masy z północnej części kontynentu. Nadchodzące wiatry mogą przynieść dużo strat w drzewostanach, a także w energetyce i w budynkach szczególnie w regionach podgórskich i górskich. Znacznie groźniejsza sytuacja może wystąpić na terenie Niemiec i Austrii. Jutro pojawi się oficjalna prognoza.

    https://www.facebook.com/LBLStormchaser/
    pokaż całość

    źródło: mapa2.png

  •  

    #pogoda #lubelskiobserwator #polska #burze #burza #wiatr #wichura

    Załączona grafika: Dynamiczna wymiana mas powietrza nad Europą w piątkowy wieczór - nadciąga wyraźne ochłodzenie.

    Dzisiaj trochę #tldr, ale temat zdecydowanie warty przeczytania do popołudniowej kawy. Nasz kraj w dalszym ciągu znajduje się w obszarze oddziaływania obszaru wyżowego. W pasie od Azorów przez Półwysep Iberyjski, Europę zachodnią i dalej po wschód kontynentu obserwuje się występowanie rozległego wału wysokiego ciśnienia, w którym to lokuje się główny ośrodek baryczny o nazwie Rodegang ze względnie stałym ciśnieniem 1020 hPa. Rozciągnięty wał wyżowy przynosi nam od kilku dni dopływ ciepłych i suchych mas polarnomorskich z południowo zachodniej części Europy, stąd też od kilku dni mamy słoneczną aurę i brak opadów atmosferycznych. Wał wyżowy stanowi w tej chwili blokadę dla licznych układów niżowych z systemami frontowymi jakie koncentrują się w pasie od Wysp Brytyjskich po Skandynawię. Niestety dużymi krokami zbliżamy się ku końcowi spokojnej pogody z wysokimi temperaturami..

    Obecna sytuacja synoptyczna nad Europą (dane: DWD)

    https://zapodaj.net/images/94f7f15904db7.gif

    W ciągu następnych 24 godzin główny układ wyżowy Rodegang zacznie odsuwać się mocno na wschód w kierunku Rosji. To zwiastuje zanik blokady cyrkulacji strefowej i bardzo wyraźne uaktywnienie się przepływu z zachodu na wschód kontynentu. To zaś oznacza możliwość głębszego wkroczenia zatok niżowych oraz aktywnych frontów atmosferycznych wraz z napływem mocno wychłodzonych mas polarnomorskich. Początek daleko idących zmian w pogodzie nad Polską rozpocznie się jutro w godzinach wieczornych i nocnych wraz z nasuwaniem się pogłębionej zatoki niskiego ciśnienia związanej z niżem Elena z głównym centrum nad Morzem Północnym. Do Polski od strony Niemiec będzie zbliżać się aktywny front chłodny zbudowany na dużym kontraście temperaturowym. Podczas gdy w pasie od woj. dolnośląskiego po pomorskie w godzinach wieczornych notowane będą temperatury na poziomie 20-23 stopni Celsjusza, tak w województwach graniczących z naszymi sąsiadami spadnie ona do 13-15 stopni.

    Prognozowana temperatura powietrza na obszarze Polski - piątek godz. 15UTC (model UM4)

    https://zapodaj.net/images/692e8843886b1.png

    Front oprócz oczywistej wymiany mas powietrza z gorącej na chłodniejszą, przyniesie także umiarkowane opady deszczu początkowo w pasie od woj. zachodniopomorskiego po dolnośląskie, a następnie w ciągu nocy z piątku na sobotę w kolejnych województwach, docierając do województw wschodnich w godzinach porannych i przedpołudniowych. Trzeba natomiast wspomnieć, że w obrębie frontu modele wskazują na niedużą niestabilność masy powietrza co przy tak mocno napierającym froncie wymusić może rozwój burz liniowych o niedużej aktywności elektrycznej, ale z potencjałem do generowania bardzo silnych porywów wiatru nawet do 90-95 km/h (lokalnie 100 km/h). Silnego uderzenia wiatru do około 70-75 km/h należy spodziewać się także przed samym nadejściem czoła frontu chłodnego. Największe ryzyko wystąpienia punktowo bardzo silnych porywów wiatru wystąpi bliżej wieczora nad całą ścianą zachodnią Polski oraz częściowo w regionach Pomorza. Przy tego typu wariancie należy liczyć się z możliwymi uszkodzeniami linii energetycznych, powalonymi drzewami, a także uszkodzeniami budynków. Szczegółowa prognoza pojawi się jutro.

    Prognozowana intensywność opadów deszczu w piątek na godzinę 15Z

    https://zapodaj.net/images/b8600b0ad1939.png

    Prognozowany pas silnych porywów wiatru nad zachodnią Polską na godzinę 18UTC

    https://zapodaj.net/images/e700e872e544c.png

    Sobota będzie chwilowym okresem przejściowym z nieco spokojniejszą pogodą poza obszarami wybrzeża gdzie pojawi się sztorm oraz rozwój burz w chłodnej masie powietrza. Chwile spokoju mogą nie potrwać zbyt długo, gdyż od pewnego czasu bacznie obserwuję dane modeli dotyczące możliwego uformowania się aktywnego niżu nad środkową częścią północnego Atlantyku, który obierze początkową trajektorię w kierunku Wysp Brytyjskich, a następnie dzięki korzystnemu ułożeniu silnego prądu strumieniowego nad Europą ma systematycznie się pogłębiać wędrując dalej w kierunku Europy Zachodniej i Polski obejmując nas swoim działaniem w nocy z niedzieli na poniedziałek i podczas poniedziałku.

    Baczne obserwacje tego konkretnego niżu wiążą się z tym, iż jest pewna szansa na wystąpienie pierwszej wichury na terenie naszych zachodnich sąsiadów, a także i nad Polską. Problem w tym, że rozrzut prognoz między poszczególnymi modelami, a nawet aktualizacjami tego samego modelu jest duży i o ile np. wczoraj model GFS prognozował wystąpienie wichury na terenie Polski z porywami w górnej granicy 100-110 km/h, tak obecne dane wskazują na maksymalne uderzenia wiatru na poziomie 70-80 (punktowo 100) km/h. Drugi model ECMWF o zasięgu globalnym wskazuje wręcz nierealny wg mnie scenariusz wystąpienia porywów nad południowo zachodnią Polską w poniedziałek osiągających aż 120 km/h!

    Ułożenie wtórnego niżu na terenie Niemiec - niedziela godz 18UTC

    https://zapodaj.net/images/4109f1d405277.jpg

    Maksymalne porywy wiatru na godzinę 14 czasu lokalnego w poniedziałek - dane modelu ECMWF

    https://zapodaj.net/images/05a1536277203.png

    Szlak maksymalnych porywów wiatru nad Polską - model GFS

    https://zapodaj.net/images/36f5eca0ec21d.jpg

    Niemniej jednak do omawianego terminu zostało jeszcze kilka dni więc nie wykluczam, że prognozy ponownie mogą się pogorszyć. Oprócz oczywistych silnych porywów wiatru wynikających z dużej różnicy ciśnień uwzględniane są na chwilę obecną warunki na rozwój formacji liniowych z punktowo niszczącymi porywami wiatru. Sytuacja jest niebezpieczna, rozwojowa i wymaga stałego monitorowania. Póki co nie ma co się zagłębiać w wyznaczanie regionów najbardziej zagrożonych ze względu na ciągle spore rozbieżności w prognozach.Dużo będzie zależało od ułożenia oraz aktywności prądu strumieniowego, który będzie miał wpływ na pogłębianie się niżu. Głębokość niżu wpłynie zaś na intensywność różnicy ciśnień, a to przełoży się bezpośrednio na maksymalne porywy wiatru. Miejmy nadzieję, że w rzeczywistości przebieg pogody będzie łagodniejszy - doświadczenie nakazuje mi zachowanie spokoju i czekanie na stabilniejsze dane.
    pokaż całość

    źródło: analizamapa.jpg

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    #przegryw #tfwnogf #zwiazki #friendzone #depresja #samotnosc #tldr
    Dzień dobry, Mirki i Mirabelki. Mówią, że czasami trzeba się wyżalić, żeby człowiekowi się lżej na wątrobie zrobiło, ale jak do tej pory nie za bardzo mi to pomagało… więc tym razem zrobię to w miejscu, gdzie zupełnie nikt mnie nie zna, jako że konta na Wykopie nie posiadam i z tego, co wiem, tylko jedna osoba z mojej wyjątkowo mizernej grupki znajomych go przegląda. Będzie w chuj długie, więc jak ktoś nie lubi czytać cudzych historyjek rodem z Chwili dla Ciebie, to może śmiało klikać dalej. Może jednak dowiem się od Was czegoś nowego.
    Mam prawie 24 lata (urodziny wypadają w przyszłym miesiącu), żyję, wychowałem się i mieszkam w wojewódzkim mieście w ścianie wschodniej, pracuję jako kierowca zaopatrzeniowiec. Co miesiąc na konto wpada kwota równa obecnej płacy minimalnej, koło 10. każdego miesiąca dodatkowo drobna koperta, bo hehe ZUS, co akurat mnie nie przeszkadza, bo już dawno przestałem wierzyć w to, że zobaczę emerturę. Fizycznie jestem zdrowy. Podobno jestem całkiem przystojny i ogólnie spoko ze mnie gość, choć sprawiam wrażenie, że mało mnie obchodzi i niczym się nie przejmuję (o ironio…). W zasadzie to by było na tyle, jeśli chodzi o rzeczy, którymi mógłbym się pochwalić na swój temat.
    Kilka lat temu zacząłem się… staczać. Miałem 19 lat, kończyłem samochodówkę, matury pozdawałem z wynikiem, który mnie satysfakcjonował (najlepszy wynik z matmy w całej szkole, chociaż moja matka zwyczajowo uznała, że mogłem lepiej napisać). Stanąłem przed wyborem: studia albo robota. Matka nalegała na studia, ja nie czułem się jakoś na siłach, żeby szukać sobie jakiejś pracy, bo mimo wykształcenia (technik pojazdów samochodowych) nie mam smykałki do mechaniki i majsterkowania w ogóle. Przy swoim aucie mógłbym coś porobić (uniemożliwia mi to jednak brak narzędzi i zaplecza, bo na podwórku pod blokiem to trudno cokolwiek zrobić), ale żeby tak na akord to robić to nie. No to polibuda. Odpadłem po pierwszym semestrze, najwidoczniej nie spodobałem się pani od rysunku technicznego, bo chociaż na tym etapie nauczania nie miał on przede mną tajemnic, to z jakiegoś powodu uparcie mi niczego nie zaliczała. Trudno, taki los, ja się na studenta tak czy tak nie nadaję (przez pół roku nie zdołałem nawiązać tam żadnej sensownej znajomości) i w gruncie rzeczy to nawet się cieszę, że tak się stało, bo przynajmniej mam argument na poparcie tej tezy. Taki charakter – nie lubię się płaszczyć przed ludźmi, żeby coś osiągnąć czy uzyskać, a odnoszę wrażenie, że studentów na uczelniach w ogóle się nie szanuje.
    Rozpoczynał się rok 2015. Wtedy jeszcze się trzymałem, chociaż dni upływały mi głównie przed kompem na zagrywaniu się w Left 4 Dead i spędzaniu kolejnych wieczorów ze znajomymi na Steamie. Pojawiali się nowi ludzie, a z jakiegoś powodu miałem talent do przyciągania do siebie dziewczyn grających w tego jakże zacnego multiplayera. Nie to, żebym się w ten sposób jakoś dowartościowywał, przynajmniej nie świadomie – tak jakoś po prostu wychodziło, że typowy random z neta prędzej czy później zaczyna pierdolić na czacie/mikro jakieś totalne bzdury albo zaczyna się napinać o byle gówno, a z laskami jakoś tak się nie działo – można było pogadać, pośmiać się, spędzić czas w grze tak, jak zakładał jej wydawca. Z czasem zaczęło mi jednak lekko odpierdalać. Zacząłem zwracać uwagę na to, że miesiące lecą, jest kwiecień, maj, czerwiec, a ja nie robię ze sobą zupełnie nic. Ba – nikt też nie szuka za bardzo kontaktu ze mną, oczywiście poza internetowymi znajomościami, gdzie i tak rozmowy sprowadzały się głównie do pytania, czy zagram rundkę. Szybko zaczęła mi siadać psychika, zrobiłem się opryskliwy, gniewny, czasami nawet lekko agresywny, parę razy napyskowałem komuś w czacie zupełnie bez powodu. Jednocześnie nie potrafiłem znaleźć rozwiązania tego problemu, gdyż w sumie zawsze byłem dość wycofanym dzieckiem i po prostu nie nauczyłem się takiego luźnego nawiązywania kontaktów z innymi. W szkole poznawałem ludzi poprzez dziennik – patrzyłem po sali, kto się zgłasza przy danym nazwisku i w ten sposób po tygodniu znałem personalia wszystkich osób z nowej klasy. Dla mnie podejście do kogoś i rzucenie tekstem „cześć, jestem anon, a Ty?” to jest bariera nie do obejścia. Teraz i tak jest nieco lepiej, bo przynajmniej potrafię po prostu rozmawiać z ludźmi, niemniej jednak często zdarza mi się np. jąkać albo przekręcać słowa z powodu jakiegoś wewnętrznego stresu, nawet przy ludziach, których doskonale znam i nie czuję się przy nich jakoś szczególnie obco. Jeszcze dodajmy do tego zupełny brak przyjemności z przebywania w tłumie i w gwarnym i hałaśliwym otoczeniu (vide dyskoteki, kluby, puby itp.) i mamy idealny materiał na samotnego wilka z przymusu. Owszem, wyjdę ze znajomkami na piwo i dobrze się bawię, spędzając czas na pogaduchach o dupie Maryni, ale kurwa, mam 24 lata, wypadałoby czasem zmienić otoczenie. Problem w tym, że poza samym sobą nie mam innych alternatyw.
    Ale wracając do 2015 roku. W czerwcu zaczęło się już robić grubo. Gdy matka szła spać (ojciec pracuje w Niemczech i w ciągu całego roku to w domu jest sumarycznie może ze dwa miesiące), ja siedziałem na kompie do pierwszej, drugiej w nocy, po czym kładłem się do łóżka i przykrywałem poduszką, żeby nie było słychać, jak płaczę. Ale pewnego dnia stało się coś dziwnego. Nie mam już zupełnie pojęcia, z jakiego powodu, ale jakoś zagadałem do jednej babki na Steamie – nazwijmy ją M – którą miałem w znajomych gdzieś od przełomu 2014 i 2015. Tak od słowa do słowa jakiejś gadki-szmatki zgadaliśmy się na następny dzień na grę, później tak samo i tak samo, później zaczęły się jakieś rozmowy w stylu „skąd jesteś, gdzie mieszkasz, co robisz”, wymienianie się jakimiś tam rzeczami znalezionymi w sieci (jak do tej pory M to jedyna osoba, którą poznałem, która nie tylko zna, ale lubi i szanuje Grupę Operacyjną i Mieszka Sibilskiego). Z czasem wymieniliśmy się telefonami, namiarami na Facebooku, później rozwinęło się to na poważniejsze tematy, gadanie o przyszłości, życiu itp. itd. – dowiedziałem się, że ma chłopaka, ale wyjechał do Anglii i zapierdala przy taśmie, pakując warzywa do opakowań. Coś mnie ukłuło wtedy i już wiedziałem, że się wpierdoliłem. I wiecie, co?
    Serce wygrało z rozumem. Brnąłem w to, aż w końcu przekonałem ją do tego, żebyśmy się spotkali. Osobiście. „ale że jak, ty tutaj do mnie przyjedziesz?” „no jasne, żaden problem, nie mam póki co pracy, auto mam, wsiadam i jadę hehe” „nie, ja tak nie mogę Cię tu ściągać” „ale to naprawdę nie jest nic trudnego, spędzimy razem miłe popołudnie, no chyba że Ci się nie spodobam to mnie odeślesz do domu po godzinie :P” „no to ok :)” Śmiała się, że sprawdzi moją uwagę, bo straszna z niej gaduła i będzie mnie wypytywała, o czym mówiła, żeby wiedzieć, czy na pewno słuchałem. Matce nic nie powiedziałem, dopiero jak wychodziłem z domu, to ją zastrzeliłem niusem. Chciała mi zabrać kluczyki, ale wyperswadowałem jej ten temat, bo no kurwa, naprawdę to było coś ważnego dla mnie. Z bólem, ale puściła mnie w drogę, no bo przecież jej synuś to się nigdy w życiu kurwa nie zapuścił poza miasto bez niczyjej opieki. Pojechałem.
    Głównie spacerowaliśmy i ja mówiłem. O szkole, o swoim mieście, życiu, co i rusz pytałem ją o jej szkołę, o nią samą, no ogólnie okazywałem zainteresowanie jej osobą. Co jakiś czas pytałem M, czemu nic nie gada, skoro miała z niej być taka gaduła, na co odpowiadała, że nie chce mi przerywać. Pierwszy raz w życiu poczułem się jak w domu. Jakbym spotkał kogoś, na kogo się czeka całe życie. Jezu, jakie to było wspaniałe. Nie chciałem wracać. Zaproponowała, że mnie przenocuje, bo mieszkanie babci jest chwilowo puste. Przesiedzieliśmy chyba na kanapie do trzeciej w nocy i w końcu się rozeszliśmy po pokojach.
    Nic nie zrobiłem. Zachowałem się jak jebany święty. Wiedziałem, że jeśli tylko się podniosę i wejdę do jej pokoju, to już nie będzie odwrotu. Ale tym razem rozum przekonał mnie, że nie powinienem tego robić. „daj spokój, ma jakiegoś tam chłopaka, chuj że ją tu zostawił i odzywa się dwa razy w tygodniu i głównie po to żeby się o coś czepiać, jest dziewicą, nie masz gumek, nie planowałeś tego, jak ty spojrzysz sobie w lustro jak zrobisz z niej kurwę oddającą się jakiemuś randomowi z neta przy pierwszym spotkaniu”.
    Następnego dnia wróciłem do domu. Zapłakany. Przez całą drogę miałem tylko dwie myśli w głowie: żeby wrócić do domu i znowu się do niej odezwać (w drodze padł mi telefon) i żeby policja mnie nie zatrzymała, bo nie wytłumaczę się z tego, że cisnę 180 km/h po autostradzie, a z oczu lecą mi łzy wielkości grochu. Przez 300 kilometrów. Jakiś czas później wyjawiła mi, że się nie odzywała, bo „jak zobaczyłam, jaki jesteś przystojny, to zmiękły mi kolana”, a pół tamtej nocy grała na telefonie, bo z nerwów nie mogła zmrużyć oka. Miesiąc później pojechałem raz jeszcze, na trzy dni. Najlepsze trzy dni w moim życiu. Oddałbym wszystko, żeby móc wrócić do tamtych chwil.
    Uwierzcie mi. Gdy człowiek nagle spotyka na swojej drodze kogoś, dzięki komu w końcu chce mu się wstać z łóżka każdego dnia, to jest to coś naprawdę ważnego.
    Oczywiście przegrałem to. Nie udało mi się jej odbić, bo w jedynym momencie, w którym miałem na to szansę, zachowałem się jak miłosierny Samarytanin i jednocześnie pierdolona ciota. Chuj mi z tego, że może i zachowałem się właściwie – przez całe życie zachowywałem się uczciwie i jeszcze NIGDY nie przyszło mi z tego nic dobrego. I nic nie wyciągnąłem z tych lekcji życia, w których los mnie non-stop kopał po dupie.
    Okresu od września 2015 do lutego 2016 nawet nie pamiętam. Zerwaliśmy ze sobą kontakt, a dla mnie to było pasmo naprzemiennego wycia w poduszkę i siedzenia przed kompem. Nie miałem ochoty nawet wyjść z pokoju, już od III klasy samochodówki byłem chudy, ale wtedy zjechałem do 74 kilogramów wagi, co przy moich 190 cm wzrostu sprawiło, że wyglądałem, jakbym spierdolił z obozu. Naprawdę, żebra zaczęły mi przebijać spod skóry. Nie tylko nie chciałem wychodzić z domu, ale nie mogłem nawet patrzeć na siebie w lustrze. Jedyne, co robiłem, to brałem kluczyki, wsiadałem do swojej Ibizy i robiłem kółka po przedmieściach i okolicznych wioskach, puszczając sobie z głośników Myslovitz i wracałem dopiero, jak już nie miałem siły płakać. Raz nawet w deszczu rozpędziłem się przed takim ostrzejszym łukiem na wlocie do miasta do 150 km/h i przez moment miałem ochotę rozpierdolić się o barierki, ale w ostatnim rozsądnym momencie odpuściłem z pedału gazu i łagodnie wyszedłem na prostą na drodze. Czasami się zastanawiam, czy to była rzeczywiście próba samobójcza, czy tylko sam siebie ostrzegłem, że zaraz naprawdę mogę spróbować odebrać sobie życie. Bo i nie miało ono dla mnie wtedy sensu.
    W marcu zacząłem minimalnie wychodzić ze swojej depresyjnej nory. Rozsyłałem CV, szukając jakiejkolwiek roboty, w której mogłem się jakoś odnaleźć. Gdy już traciłem nadzieję, pod koniec miesiąca rozdzwonił się telefon i od razu załapałem się na dwie fuchy: pół etatu na sortowni paczek i zlecenie w wypożyczalni aut dostawczych. Dzięki temu moja psychika zaczęła chwilowo wychodzić na prostą. W końcu miałem jakiś powód, żeby się rano pozbierać i jeszcze nawet z tego jakieś pieniądze dostawałem. Robota na chwilę, a paczki przerzucałem całe 13 miesięcy. Doszło do tego, że już nie według tras, ale według adresów rozkładałem paczki, przez co dość mocno usprawniłem chłopakom robotę przy swojej części taśmy. A w wypożyczalni to zjeździłem kawałek kraju, kilka razy Warszawa, dwa razy Wrocław, niezliczone wycieczki do Lublina i Dębicy, gdzie Igloocar zabudowuje chłodniami nowiutkie Ducato i Daily, parę razy też przejechałem się na Śląsk, który z jakiegoś powodu cholernie mi się podoba. Przy okazji zaznajomiłem się z kolejną panną, ale również nic nie wyszło. Oficjalnie powiedziała mi, że nie jestem zupełnie w jej typie, a że zacząłem robić się w stosunku do niej zbyt miękki, to na dalszy kontakt również nie ma ochoty. Też to dość boleśnie odczułem, chociaż nawet w 1% nie tak mocno, jak poprzednio. Ta historia jest w sumie też dość ciekawa, ale nie będę jej zbyt mocno rozwijał. Tyle tylko, że próbowała się spiknąć z gościem z pewnego forum, z którego wspólnie skorzystaliśmy, nawet widzieli się na Falconie w 2016. Swoją drogą gość do mnie też się strasznie przylepiał (nie w sensie partnerskim, ofc), miał mnie za wyjątkowo fajnego kumpla i cały czas mnie o coś zagadywał, a ja miałem do niego jakieś uprzedzenie, chociaż oficjalnie nie mogłem mu nic zarzucić. Ale jednak dobrze go prześwietliłem, bo gdy dowiedział się o inbie z tą panną, to rozpowiedział to na forum, Facebooku i ogólnie wszędzie, gdzie się dało. O dziwo jednak nikt mu nie uwierzył, więc chyba cała reszta również miała go za śmiecia, mimo iż wszyscy wszystkim się oficjalnie przymilali. Z kolei na Falkonie powiedział tej pannie, że wygląda jakby była jego młodszą siostrą i w ogóle nawet nie mógłby o niej pomyśleć jak o dziewczynie, więc zapłakana wróciła do siebie… i później dalej z nim nawijała. A obecnie to nie wiem, co u niej, bo głównie boci w ARK: Survival Evolved. #logikarozowychpaskow
    Energii wystarczyło mi na jakieś pół roku. Przy okazji świąt czy tego typu okazji odzywałem się do M, ale nic poza tym, bo za każdym razem czułem się przy tym, jakby ktoś mi wbijał sztylet między żebra. Spędzam wolną sobotę w domu i niespodziewanie dostaję SMS-a. Zmroziło mnie.
    „Miałeś rację, karma wraca do ludzi. Przepraszam za to, co Ci zrobiłam.”
    To była aluzja do tego, co jej napisałem parę miesięcy wcześniej: że jeżeli miałbym wierzyć w cokolwiek ponad ludzkim bytem, to najprawdopodobniej wierzyłbym w karmę i to, że złe uczynki obracają się przeciwko nam, a za dobre kiedyś spotka nas nagroda. Ostatecznie nie dowiedziałem się, co się wtedy stało, ale od tamtego momentu zdarza mi się do niej pisać, gdy… coś się przytrafi. Nie wiem, czasami mi się ona nagle przyśni i przez następne parę dni już jestem nie do użycia. Albo jest jakaś okazja typu jej urodziny albo święta. Nie potrafię po prostu napisać jednego SMS-a czy wiadomości na FB i tyle. To jest taka niewielka namiastka jej w moim życiu. Na chwilę mogę wrócić do tego cholernego 2015 roku, gdy telefon ładowałem co trzy dni i wymienialiśmy po 500 SMS-ów w tygodniu, a pierwszą rzeczą, jaką robiłem po otwarciu oczu rano, to SMS z przywitaniem i zapytaniem, czy dobrze spała.
    Ja… naprawdę ją kocham. Nie chcę bez niej żyć i nie wyobrażam sobie życia bez M. To pewnie na swój sposób chore, ale kurwa. Minęły ponad trzy lata. Przez te trzy lata zdążyłem już się raz zaangażować mocniej w inną znajomość (bezskutecznie), szukałem sobie kogoś innego, z kim być może mógłbym stworzyć szczęśliwy związek, ale bezowocnie. Zmieniłem pracę. Zrobiłem dodatkową szkołę (choć oficjalnie nie skończyłem, bo nikt nie chciał mnie wziąć na praktyki, a teraz nie mam czasu, żeby to ogarnąć). Pcham jakoś ten wóżek zwany życiem przed siebie, ale to jedno nie chce odpuścić. Choć już kilka razy myślałem, że już tyle, koniec. Ale nie. Stoję przed magazynem, zaciągam się fajkiem, zamykam oczy i znowu wracam do tamtego wieczora, gdy siedzimy na ławce nad zalewem, ja ją obejmuję, a ona siedzi wtulona we mnie i udaje, że nie widzi, jak wpatruję się w błękit jej oczu. I chce mi się wyć. A wiecie, czemu nie potrafię sobie odpuścić?
    Bo przez te wszystkie lata zdążyłem się już od niej samej dowiedzieć, że musiała się przeprowadzić z powrotem do swojego miasta z Wrocławia, w którym od zawsze chciała mieszkać, bo nie wyrobili na czynsz, skreśliła swoje marzenia o pracy w cukiernictwie i zapierdala na nocki w fabryce, podnajmuje jakieś mieszkanie, żeby nie siedzieć w mieszkaniu po zmarłej babci, a jej księciuniu z bajki się roztył, rozleniwił i nawet jej dobrze przelecieć nie chce. I jak ją łapię na chwili słabości, to sama się przyznaje, że to się sypnie. I mimo to nadal brnie w to. #logikarozowychpaskow x2
    W całej mojej historii jest jeszcze jeden aspekt. Nie mam planów na przyszłość. Nigdy ich sobie nie robiłem, bo uznawałem, że co by sobie człowiek nie zaplanował, to i tak to się nie uda, bo życie to zweryfikuje, więc starałem się tylko ustawiać sobie takie cele, które mogłem osiągnąć. Na tej dość krótkiej liście została mi już tylko jedna rzecz: zrobić prawo jazdy kategorii D. Obecnie mam wyjeżdżone bodajże 20 godzin i jak wszystko dobrze pójdzie, to pod koniec października stanę się posiadaczem uprawnień do kierowania autobusem i pozostanie mi tylko wymiana blankietu i wyrobienie sobie karty do tachografu, bo kwalifikację zawodową zrobiłem na początku roku. Jest tylko jeden problem: po co to robić? Sam dla siebie? Nie wiem, dla rozwoju osobistego i innych mrzonek rodem z Motywacyjnego Pierdolenia Trenerów Personalnych? Fakt, moim pierwszym dziecięcym marzeniem było właśnie zostać kierowcą autobusu (poważnie) i to będzie całkiem miłe móc je spełnić w dorosłym życiu. Z tym że co mi z tego? Nie mam nawet z kim się tym podzielić, bo jedyna osoba, która kiedykolwiek zwróciła na mnie uwagę i kiedykolwiek naprawdę mnie rozumiała woli robić sobie burdel z własnego życia, chociaż jej związek chyba już się wypalił. Pieniędzy więcej nie potrzebuję, daję sobie radę. Obecna robota jest całkiem w porządku, wiadomo, nie jest idealnie, ale już na tyle się przyzwyczaiłem i zadomowiłem, że choćby nie wiadomo co się działo na firmie, to nie ma z tym problemów i wszystko idzie ogarnąć, bez ciśnienia i napinki. Także nie mam jakiegoś parcia na szukanie lepszej pracy, bo to, co mam, jest OK, a więcej nie jest mi na razie potrzebne.
    Jak już wspominałem, zarabiam minimalną + koperta. Miesięcznie wyjdzie średnio ze 2000 zł. Gówniane pieniądze, prawda? Jak pracowałem na sorcie, to zarabiałem połowę tego. A mimo to jestem w stanie utrzymać siebie, opłacić, zatankować i serwisować auto i opłacić wszystkie kursy, jakie zrobiłem – a że robiłem C, D i kwalifikacje, to w sumie na uprawnienia wydałem jakieś 13-14 tysięcy złotych. Z własnej kieszeni, bez jałmużny z Urzędu Pracy, bo już na samym starcie dowiedziałem się, że „w tym roku [2017] nie będzie takiego projektu”, a gdy już zrobiłem C i kwalifikację, to w internecie wyczytałem, że zbierają wnioski pod dopłaty do kursów na prawo jazdy. A na koncie kurzy się kolejne dwadzieścia tysięcy. Nieźle, jak na 24-latka w Polsce B, który nigdy nie pracował za granicą, co nie? Przypomniał mi się nawet gość, który swego czasu pytał na pewnym forum, co zrobilibyśmy ze stoma tysiącami złotych, bo właśnie tyle ma odłożone na trzech kontach bankowych, a on sam ma 27 lat, jest kawalerem, nie ma żadnej panny na boku, ugniata winogrona w Niemczech, rodzina jest daleko i nie wie, co z tym hajsem zrobić.
    Wyrabiam się finansowo pewnie też dlatego, że nadal mieszkam z matką. Od dłuższego czasu myślę o wyprowadzce, ale znowu – po co? Żebym kiedyś wrócił do mieszkania, zapłakał przed kompem i podciął sobie żyły? To już wolę mieć jakiekolwiek towarzystwo chociażby z tego względu, że to jest jedna z niewielu rzeczy, które bronią mnie przed skończeniem z tym wszystkim. Zresztą, jak znam sam siebie, to pewnie po paru minutach uznałbym, że jednak nie jestem na to gotów i zacząłbym sam siebie opatrywać, bo na taki rodzaj stresu akurat jestem skurwysyńsko odporny, praktycznie nie jestem w stanie wpaść w panikę z żadnego powodu, a już na pewno nie z powodu krwi. Dlatego stwierdziłem, że jeżeli przez resztę życia mam być sam, to skończę ze sobą, ale dopiero, jak moi rodzice już zejdą z tego świata. Nie zasłużyli na to, żeby mnie opłakiwać. To prości, ale dobrzy ludzie i choć nie zawsze się z nimi dogaduję, to na pewno nie jest tak, że nie żywię do nich żadnych uczuć. Zwłaszcza ojca mi szkoda, bo praktycznie całe moje życie zapierdala w Niemczech na budowach i wiem, że jeżeli los odwróci moją kartę i dorobię się własnej rodziny, to choćby nie wiem co, ale nie skazałbym jej na taki sam los w postaci ojca i męża z doskoku, od święta. To jest naprawdę chujowe życie, na pewno ktoś z Was tego doświadczył i rozumie. Poza tym kocha matkę i w sumie po nim mam taki charakter, więc jak ona umrze, to wydaje mi się, że on długo sam też nie będzie plątał się po świecie. Chyba, że już na tyle przywykł na obczyźnie do życia w samotności, że nie będzie chciał do niej za szybko dołączyć.
    Czemu się nie leczę? Bo jakoś nie wydaje mi się, że dostanę jakieś pastylki i nagle słoneczko jakoś mniej będzie raziło, wypłata wyda się mniej mizerna, a moje serce trochę bardziej zdolne do kochania. A sam o sobie już raczej nie dowiem się więcej, niż już wiem. Dlatego jestem sceptycznie nastawiony do psychoterapii, poza tym tam chyba działa zasada, że trzeba wierzyć, ze to może mi pomóc, a ja nie wierzę. W nic już nie wierzę. No i kto zatrudni do wożenia ludzi autobusem gościa, który na rozruch musi wziąć garść antydepresantów?
    Tak więc żyję sobie w swojej depresji i samotności, z dnia na dzień. Nikt się nie odzywa, a mnie po latach już odechciało się szukania atencji u ludzi, których w jakiś tam sposób znam. Kiedyś miałem taką jedną (ogólnie taka 6-7/10, ale nic do niej nie miałem, za to ona się we mnie zabujała), twierdziła, że ja jestem dla niej prawdziwym przyjacielem, na co ja odpowiadałem, że chociaż się znamy, widzieliśmy kilka razy i nieźle ze sobą dogadujemy, to nie nazywałbym przyjacielem kogoś, z kim utrzymuję głównie internetowy kontakt. No i tak się skończyło, że ostatni raz pisała do mnie na święta. Bożego Narodzenia. Chyba ze dwa miesiące zagadywałem do niej, a ona wiecznie zmęczona po pracy, nie chce się jej i takie tam. No kurwa, mówisz komuś „jesteś moim przyjacielem” i za chwilę zlewasz go, że nie chce ci się odezwać, bo jesteś zmęczony? Bo temat jej miłostek był dawno zakończony, twierdziła że jest OK i nie ma czym się przejmować, więc dobra, nie wspominaliśmy. Dobra, raz czy dwa to przejdzie, ale nie taki sam tekst przez miesiąc, że nie masz sił na wyklepanie dwóch zdań na telefonie. No to stwierdziłem, że jak chce, to niech sama napisze. Odezwała się raz, trzy miesiące później: zapytała, czy zagram z nią w L4D, ja powiedziałem że jak będę online, to OK… i na tym stanęło. No cóż, tyle z „przyjaźni”. Został mi tylko jeden ziomek ze Śląska, który mi wysyła jakieś memy i filmiki i boli mnie to, że robi to akurat w takim momencie, gdzie ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, to śmiać się.
    Z drugiej strony ludzie myślą, że lubię się śmiać, lubię żartować, pogadać o jakichś pierdołach. No bo kurwa ze smutasami nikt nie chce mieć do czynienia. Czytaliście „Ferdydurke” Gombrowicza? Przewijał się tam temat przywdziewania różnych „pup” w zależności od sytuacji. Autor miał na myśli maski, którymi każdy z nas ukrywa swoją prawdziwą twarz przed innymi. No bo przecież nie zawsze dobrze jest się śmiać czy płakać. Ostatnio, jak rozładowywałem się pod jednym ze sklepów, w radiu usłyszałem piosenkę „Obudź się” Oddziału Zamkniętego. Znowu poczułem ten przykry ucisk w gardle, więc szybko zgarnąłem pieniądze, pożegnałem się i z piskiem opon odjechałem, byleby tylko nie rozbeczeć się przy ladzie. Tak samo, że niby się niczym nie przejmuję i mam serce z kamienia. Mam masę większych problemów i dlatego udaję, że mnie nie obchodzą małe kłopoty, z których w dodatku widzę łatwe rozwiązania. Albo grudzień 2017. Droga wojewódzka, lód przy krawędziach, ja się na moment zapominam, że mam niesprawny ABS i wciśnięcie hamulca na prostej drodze przed mijanką z MAN-em kończy moją podróż na prawym boku w rowie po przeciwnej stronie drogi. I wszyscy zdziwieni, że nie boję się wsiąść za kółko na następny dzień. Mówię kierownikowi „dobra, chłopie, jak chcesz, to mnie zwolnij, obciąż, mnie to lotto, byleby to szybko załatwić”. Ale nic, auto polepił (wpadłem w błoto i w gruncie rzeczy poza zasyfionym alternatorem i wyrwanymi bocznymi drzwiami nic się nie stało, nawet lusterko się nie złożyło) i dalej nim jeżdżę. I nikogo nic nie boli.
    Moim ulubionym dniem tygodnia jest poniedziałek, bo wtedy zaczyna się praca i mam co robić. Czasami jednak myślę sobie: gdzie popełniłem błąd? Kiedy ja przejebałem swoją szansę na to, żeby się zmienić i otworzyć na ludzi? A może już tak musi być: mam być dla wszystkich dobrym kumplem, ale jednocześnie każdy mnie będzie olewał i pamiętał o moim istnieniu tylko przy okazji pisania życzeń urodzinowych? Taki przyjaciel wszystkich, albo i lekarz dusz: wysłucha, pogada, pocieszy, ale jak przyjdzie co do czego to się okazuje, że żali się anonimowo na mirko, bo nawet nie ma nikogo, z kim mógłby od serca pogadać.

    Wybaczcie, że tak chaotycznie to wszystko pisałem; parę razy musiałem przerywać, żeby się uspokoić, a poza tym ostatnio właśnie tak to wygląda: albo mam pustkę w głowie, albo mam taką okropną gonitwę myśli i nie mogę tego wszystkiego jakoś zebrać do kupy i uporządkować, a pisałem to chyba ze trzy godziny. Przepraszam i mam nadzieję, że jeśli już ktoś to zechce przeczytać, to jednak jakoś przez to przebrnie. Bo ogólnie to ja tylko jakiegoś… towarzystwa potrzebuję.

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla maturzystów
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: no niestety, mam rację, przykro mi ( ͡° ʖ̯ ͡°)
      Jedyne co mogę zasugerować, to odwrócić swoje zycie o 180 stopni. Zająć się robieniem tego, na czym się nie znasz. Wyjechać w cholerę daleko. Zająć czymś glowę, żeby nie mysleć. Dla siebie i dla przyszłej kobiety, którą poznasz, z którą się zwiążesz.
      Uwierz, to jedyne co pozostaje.
      A ona?
      Ona bedzie siedzieć w Twojej głowie jeszcze długi, dłuuuugi czas... ale im dłuzej trzymasz się jej i swoich marzeń i wyobrażeń o niej - tym dłuzej bedzie trwać Twój stan.
      Nie bede ściemniał, że bedziełatwo - bo nie bedzie - ale im szybciej zaczniesz, tym szybciej się old niej uwolnisz raz i na zawsze.
      pokaż całość

    •  

      OP: @wormik: Może kiedyś zdecyduję się stąd wyjechać. Nigdy nie lubiłem swojego miasta, a od paru lat wręcz szczerze go nienawidzę. Brakuje mi jednak odwagi, żeby zostawić to miejsce gdzieś za sobą, poza tym nie będę ukrywał – już tu nieco wrosłem, praca jest w porządku… No i jednak bardziej chyba boję się siedzenia sam w mieszkaniu. Mam oszczędności, sam też nie jestem rozrzutny, myślę, że podnajmując jakąś kawalerkę w jakimś małym mieście niedaleko stąd mógłbym radzić sobie na własny rachunek bez większego kłopotu, a jednocześnie nie musiałbym demolować sobie tego względnego porządku, jaki jeszcze mam wokół siebie, ale wizja wracania do pustych czterech ścian dzień w dzień nieco mnie przeraża. Człowiek wraca i już zupełnie nie ma do kogo gęby otworzyć. W zasadzie to jest taka mentalna kotwica dla mnie, choć bardzo często zastanawiam się nad takim rozwiązaniem.

      Ten komentarz został dodany przez osobę dodającą wpis (OP)
      Zaakceptował: Zkropkao_Na}
      pokaż całość

      +: wormik
    • więcej komentarzy (12)

  •  

    #tldr
    Ale mi się historia przypomniała :D. Byłem wtedy jakoś w 3 klasie podstawówki. Moja klasa zaliczała się do tej bardziej patologicznej. Na 9 chłopaków, tylko ja nie wciągałem kredy nosem, nie ozdabiałem polskiej mowy wulgaryzmami oraz dobrze się uczyłem (jako jedyny miałem średnią powyżej 3.5 xDD). Właśnie przez takie dobre, rodzicielskie wychowanie zostałem wybrany przed patusów na kozła ofiarnego. Dokucznie, wyzywanie, zabieranie wszystkiego było na począku dziennym. Na szczęście nauczyciele reagowali i to ze skutkami, ale "prześladowania" i tak się powtarzały. I tutaj historia właściwa xD Było to podczas lubianej przez wykopków lekcji #religia. Ja już miałem serdecznie dość tych debilii, rage we mnie był mocny. W pewnym momencie poczułem, że moja bluza już nie wisi na oparciu od krzesła. Pierwsza myśl? Patus za mną ją zabrał. Żyłka mi pękła, odwróciłem się do niego, poleciał siarczysty gong na ryj, że aż odbił się od blatu xD Wszyscy cisza, bo jak to grzeczny KamRadz uderzył kogoś innego. Najlepsza była reakcja księdza (był bardzo w porządku, znał moją sytuacje, dodatkowo byłem ministranem (HAJS Z KOLĘD ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°))), który jeszcze opierdolił patusa xDDDD

    pokaż spoiler Bluza była na podłodze, spadła ¯_(ツ)_/¯. Ale ja miałem już większy spokój, a i jaka satysfakcka :3.

    #historia #zycie #szkola no i #religia bo lekcja.
    pokaż całość

  •  

    Mirki czy tylko na wsi, czy na terenie całej Polski jest przyzwolenie na wsiadanie za kółko po pijanemu? Pytam, bo krew się we mnie gotuje jak słyszę, że gość wsiadł do samochodu i potrącił swoją córkę i druga dziewczynkę po tym jak wypił razem z dwoma kolegami 2 litry samogonu i kilka piw. (sprawa głośna ostatnio) Córka w szpitalu, druga nie żyje. Pytam o wieś bo, gdy jeżdżę do rodziny która ma gospodarstwo, to oni mają się za panów swojej okolicy. Po tym jak usiądą w moim samochodzie nie zapinaja pasów, gdy im zwracam uwagę mówią, że znają wszystkich miejscowych policjantów. Oni mi nic nie zrobią, ten jest od Kowalskiej syn, a ten od Nowakowej. Koniec końców wysiadają ode mnie i jadą z kimś innym mówiąc, że jestem dziwny, przecież nic się nie stanie... Jak idę im pomóc na polu przy różnych czynnościach to w przerwie oczywiście taterki. Zwracam uwagę, że pracujemy przy różnych maszynach i szkoda rąk, a oni na mnie jak na debila.

    Pomijam fakt, że w Polsce jak narodzi się dziecko, zrobi się remont, kupi się samochód to koniecznie trzeba się najebać... Bo inaczej dziecko będzie chorować, farby na ścianach się nie przyjmą, a samochód będzie się psuł. Każdy temat dobry pod wódkę. I nie tak żeby się napić kulturalnie. Zawsze do odcięcia. To wtedy gwarantuje pomyślność.

    A człowiek jak wypije mniej albo wcale to ufoludek.

    Żenada

    #tldr #pytanie #wies #miasto #alkohol #alkoholizm
    pokaż całość

    +: Virchael, S............a +6 innych
  •  

    #tldr
    - Babciu to nie będzie śmierć.
    Anna pochyliła się nad aparaturą uporczywie podtrzymująca życie zwiotczałego ciała wciśniętego w biel pościeli.
    - Skąd to możesz wiedzieć? - spytał słaby głos przepuszczony przez syntetyzator mowy. - Nie dają mi odejść... jutro kończę 121 lat, ale dalej nie chcę umierać.
    - Spójrz na ten świat... - starowinka skinęła głową za panoramiczne okno. Drapacze chmur szybujące ponad niebiosa, pojazdy majestatycznie unoszące się w powietrzu - Gdy się urodziłam było nas 9 miliardów. Nie łatwo było wyhamować ten wzrost. Kolejna wojna światowa tylko go rozpędziła. Dopiero powszechne prawo do eutanazji i kolonizacja międzyplanetarna zredukowała ludzkość do akceptowalnej ilości.
    - Ludzie w naturze mają tendencję do ucieczki do rozprzestrzeniania się - wtrąciła Anna - kiedyś mi to mówiłaś.

    - Tak pamiętam, przy obecnej technice nie grozi mi demencja starcza - starowinka wzięła głęboki oddech - Rozumiem, że w moim wieku odejście było by najlepsza opcją... Ale ty? Dziecko drogie dopiero masz 27 lat.

    - Nigdzie nie odejdę babciu. Przecież tobie mówię, że digitalizacja umysłu to nie śmierć. Moje myśli moje uczucia, cała sieć neuronowa, zostaną skopiowane. Dalej będę sobą, jako postać cyfrowa. Będę żyć.

    - Na początku to był zabieg medyczny, kilkuset milionom faktycznie uratował życie jednak koszty utrzymania cyfrowej jaźni są drogie. Paradoksalnie o wiele droższe niż te ustrojstwo - babcia ruszyła silikonowymi rurkami wpitymi w swoje ciało.

    - Nie planuję powracać do śmiertelnej formy - Anna wyprostowała się i podeszła do okna - Już zdecydowałam, moje ciało idzie na części. Jestem na to w idealnym wieku. Z ich sprzedaży zostaje opłacony transfer i digitalizacja. Prawo zabrania istnienia w dwóch oddzielnych postaciach. Bezużyteczne pozostałości zostaną skremowane i trafią do urny, razem z twardym dyskiem mojej jaźni i dostępem do internetu, oczywiście.

    - Trafisz do urny na długo prze mną.

    - Trafię do moich znajomych, do rodziców, do pracodawców... dziadek też tam jest. Przez tyle lat mogłaś z nim rozmawiać. Czy to że się zdecydował na digitalizację było powodem rozwodu?

    - Tak kochanie - postać na szpitalnym łóżku lekko przygasła - Nie potrafiłam zaakceptować jego decyzji. Nie wiem... nie czuję go.
    - Gdy przeszedł na tamta stronę był sobą... ale był inny. Nie czułam jego bliskości, mogliśmy rozmawiać codziennie całymi godzinami.
    - Ale to nie było to samo. Był daleko, jak po drugiej stronie internetu. Przysięgałam mu wierność dopóki nas śmierć nie rozdzieli. -- Jego ciało umarło i mam wątpliwości co do umysłu. Czy to dalej jest on czy AI która się zachowuje jak on.

    - To On babciu. - odparła Anna - W każdej chwili możesz się z nim skontaktować i porozmawiać. On już jest wieczny.

    - Ludzie w naturze mają tendencję do ucieczki - zabrzęczał modularny interfejs babci - Nie wiem jednak czy to dalej ucieczka czy poddanie się śmierci. Chcę się z nią mierzyć ale na własnych zasadach.
    - Wszystko z czasem zaczyna się coraz bardziej komplikować. Wszyscy odchodzą, uciekają... a teraz ty kochanie.

    - Odejdę ale będę przy tobie... codziennie. Aż sama odejdziesz, lub dołączysz do nas.
    Anna pochyliła się nad babcią całując ją w czoło.

    - Co to za miejsce kochanie? Tam gdzie idziesz zrobić ten... errr... zabieg?
    - Sanatorium, krematorium?

    - Nazywa się Absentum, babciu.

    W dniu 121 urodzin swojej babci Anna Cassini wysiadła z powietrznej taksówki w miejscu gdzie widziano ją ostatni raz w swojej fizycznej formie.

    #opowiadanie #transhumanizm #scifi #technologia #sztucznainteligencja #filozofia #filozofiaflasza

    pokaż spoiler #muzyka bo dobry teledysk a #nsfw dodam bo modom nawet digitalizacja nie pomoże i uj wie co mi tu wymyślą
    pokaż całość

    źródło: youtu.be 18+

    Czy zdigitalizowany człowiek to...

    • 23 głosy (37.70%)
      świadomość cyfrowa
    • 13 głosów (21.31%)
      sztuczna zmiana w AI
    • 25 głosów (40.98%)
      to zwykła smierć
  •  

    Nabożeństwo Godzinek o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny powstało na wzór modlitw kapłańskich (brewiarza). Podobnie jak brewiarz, Godzinki składają się z 7 części: jutrzni, prymy, tercji, seksty, nony, nieszporów i komplety. Liczba 7 ma znaczenie starotestamentowe, bo już w Starym Testamencie był zwyczaj, że w Świątyni Jerozolimskiej siedmiokrotnie w ciągu dnia oddawano Bogu chwałę, w myśl słów psalmisty: "Siedmiokroć na dzień wysławiam Ciebie" (Ps. 119,164)

    Czas i miejsce powstania oraz autorstwo Godzinek o Niepokalanym Poczęciu NMP nie jest dokładnie znane. Przypuszcza się, że powstały one w XIV lub XV wieku. Zostały one zatwierdzone przez Papieża Sykstusa IV w 1476 r.

    Obecnie śpiewany tekst Godzinek o NPNMP jest jednym z wielu znanych na przestrzeni stuleci i pochodzi prawdopodobnie z XVII w. Godzinki są wyrazem głębokiej czci dla Matki Bożej i wiary w Jej Niepokalane Poczęcie. Godzinki śpiewało wiele pokoleń Polaków w Ojczyźnie i na obczyźnie, gdy byli zsyłani na katorgę lub też emigrowali na inne kontynenty, czy do innych krajów.

    Matkę Bożą słowami Godzinek wielbili zarówno królowie, książęta jak i prosty lud. Za przykładem monarchy śpiewała Godzinki również szlachta i rycerstwo polskie, w tym również na wyprawach wojennych. Rozbrzmiewały Godzinki również na polach, łąkach i między stawami. Śpiewał je cały naród.

    W chwili obecnej śpiewane są Godzinki w każdej pieszej grupie pielgrzymkowej udającej się na Jasną Górę, promienistymi szlakami - ze wszystkich stron naszej Ojczyzny.

    (...)

    Wyjątkiem jest Kościół p.w. św. Maksymiliana Marii Kolbego, gdzie śpiewa się je codziennie, od pierwszych lat powstania parafii, bo od 8 grudnia 1982 r., a więc od święta Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

    Założycielką wspólnoty parafialnej o nazwie "Rodzina Godzinkowa" była ś.p. Irena Bondarowicz, która była nazywana "Biskupem Kazachstanu", a to z tej przyczyny, że będąc wywieziona za Ural, na "bezludną wyspę" Kazachstanu i to wraz z niemowlęciem, po uprzednim zamordowaniu Jej męża w Katyniu, udzielała "sakramentu Chrztu św. z wody", przygotowywała dzieci do I Komunii św., prowadziła Nabożeństwa Majowe, Nabożeństwa Czerwcowe, Różańcowe, przygotowywała w ukryciu dorosłych do Sakramentu Małżeństwa, była przewodnikiem duchowym dla skazańców i represjonowanych Polaków, była pomocnikiem kapłana, który mógł odwiedzać Lud Boży niekiedy tylko jeden raz w roku, z uwagi na wielkość obszarów, a zwłaszcza na zakazy władzy sowieckiej. Jest rzeczą oczywistą, iż wszystkie te modlitwy i przygotowania odbywały się w zamkniętych, zasłoniętych przed niepowołanymi oczami pomieszczeniach i przy udziale zaufanych, wierzących osób, gdyż najmniejsza niedyskrecja spowodowałaby śmiertelne niebezpieczeństwo dla osób uczestniczących w nabożeństwach religijnych.

    Ś.p. Irena Bondarowicz bez względu na burze, zawieje, śnieg i mróz przychodziła codziennie przewodniczyć śpiewom Godzinek o Niepokalanym Poczęciu NMP, a zważyć trzeba, iż urodziła się 3 marca 1909 r. W ostatnich latach Jej życia, a żyła 95 lat (zmarła 2.10.2004 r.), była przywożona samochodem do kościoła, gdyż poruszała się o kulach. Do ostatnich dni (zanim zawieziono Ją do szpitala, z którego już nie powróciła)- byla w pełni żywotna i Jej piękny głos rozbrzmiewał na co dzień w kaplicy, a w niedzielę w górnym kościele, przyciągając młodszych parafian do wspólnoty parafialnej - Rodziny Godzinkowej śpiewającej Godzinki o Niepokalanym Poczęciu NMP.

    W chwili obecnej, wspólnota Rodziny Godzinkowej trwa nadal, rozwija się, przybywają nowe osoby. Modlimy się nie tylko poprzez śpiew Godzinek, które rozpoczynają się codziennie o 6:20, w dolnej kaplicy kościoła przed Mszą św. odprawianą codziennie o 7:00, lecz również poprzez codziennie odmawianą Koronkę do Miłosierdzia Bożego, dziesiątkę Różańca św. i dziesiątkę Koronki do Miłosierdzia Bożego za zmarłych.

    (...)

    W szczególny sposób modlimy się za matki, które noszą pod swoim sercem dzieci, aby wszystkie one urodziły się ku chwale Boga Wszechmogącego i ku radości rodziców. W ostatnim okresie czasu urodziło się 14 dzieci, których matki prosiły nas o modlitwę w tej intencji, a które przyjęliśmy jako Dzieci Rodziny Godzinkowej.

    https://youtu.be/Q7GQVHrJclY

    #pasta #kosciol #katolicyzm #wspanialikatolicy #ciekawostki #tldr
    pokaż całość

    źródło: youtu.be

    +: a....l, aLbert_mrw +4 innych
  •  

    Internetowe pismo-think tank Nowa Konfederacja wydała właśnie numer wyrażający to, co coraz wyraźniej dojrzewa w społeczeństwie. Trzeba wysłać postsolidarnościowców różnych opcji i mit ich walki na emeryturę, bez tego się nie wygrzebiemy z obecnego bagna. Polecam.

    https://nowakonfederacja.pl/nowa-konfederacja/internetowy-miesiecznik-idei-nr-8-98-2018-1-sierpnia-5-wrzesnia/

    #polityka #4konserwy #neuropa #solidarnosc #gruparatowaniapoziomu #polska #solidarnosc #tldr
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    No i stało się Miraski...
    Upadłem.

    Upadłem, ale tylko po to by powstać i wrócić silniejszym!

    Zacznijmy od przełomu w moim życiu, który wydarzył się w nocy z piątku na sobotę 13 lipca.

    Piątkowy wieczór, posiadówka u moich najbliższych znajomych. Kilka piwek, drinki, gramy w fife, rozmawiamy i śmiejemy się. Nic nie zapowiadało przełomu który za chwilę ma nadejść. Gdy tak sobie swobodnie śmieszkujemy, nagle zaczyna mi lecieć krew z nosa. Na początku tłumaczenia, że to przez ciśnienie i w ogóle przez to że w Polsce łamana jest konstytucja #pdk Na moje szczęście znajomych mam bystrych i zaczęli ciągnąć temat i zadawać podchwytliwe pytania. W końcu gdy już sam zacząłem się plątać w odpowiedziach na pytania tych pożal się boże detekywów (Dziękuje im za to z całego serducha!) Coś we mnie pękło...
    W ułamku sekundy z pewnego siebie śmieszka stałem się przybitym dzieckiem, które ukrywało przed matką rozbity podczas zabawy wazon w salonie ale wie że kłamstwo i tak się nie uda więc zamierza się z płaczem przyznać..

    Jestem ćpunem. (╥﹏╥)

    Zacząłem sypać swoje grzechy jak dziecko przed pierwszą komunią albo Masa swoich "kumpli" gdy zaoferowali mu Koronę.
    Od prawie roku walę koks. Niby nic.. Ale ostatnie 2 miesiące robie to z częstotliwością przestoju w lotach na Radomskim lotnisku. Kokaina bardzo szybko uzależnia i bardzo szybko organizm łapie tolerancje, dlatego w ostatnich dniach wciągniecie 3g dziennie nie było dla mnie niczym nadzwyczajnym.
    Podczas moich szlochów w końcu padły słowa, które moi znajomi odebrali według mnie idealnie! Wybęłkałem z siebie "Błagam pomóżcie mi" i się zaczęło!

    W trybie natychmiastowym zadzwonili do mojej rodzicielki i nim się obejrzałem byłem już w samochodzie w drodze do Łódzkiego Kochanówka (Specjalistyczny Psychiatryczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Łodzi im. J. Babińskiego). Uprzedzając wszystkich śmieszków, nie jestem chory psychicznie a w szpitalu tym zajmują się również leczeniem uzależnień. Na Izbie przyjęć niestety miałem czelność obudzić dyżurnych przez co rozmowa kwalifikacyjna do ośrodka nie była za miła i odnieśliśmy wrażenie, że Pan naczelny dużyrny karze mi grzecznie spierdalać. ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Jako iż nie jestem osobą, która się łatwo poddaje postawiłem na swoim dodając że mam myśli samobójcze i wobec tego argumentu Pan naczelny musiał mnie wpisać w poczet listy gości.
    Trafiłem na oddział zamknięty obserwacji a że był piątek to wiedziałem że szybko się z tamtąd nie urwę... Powiem szczerze na oddział otwarty przenieśli mnie dopiero w środę a czas, który spędziłem na zamkniętym mogę nazwać chorą lekcją życia. Zamknięty w czterech ścianach z ludźmi, którzy według moich obserwacji mieli wszystkie możliwe choroby psychiczne, bez żadnej możliwości kontaktu ze światem zewnętrznym to były najdłuższe i najgorsze dni w moim życiu.
    Dziś mija tydzień odkąd przebywam w szpitalu. Diagnoza oczywiście prosta, uzależnienie od substancji psychoaktywnych.
    W chwili obecnej czekam na miejsce w jakimś ośrodku, do którego wybieram się na minimum półroczne "wczasy" i mam nadzieje, że to wszystko jednak ma sens i uda mi się uratować przede wszystkim siebie!

    Tyle słowem wstępu..
    Postaram się w kolejnych wpisach nakreślić wam jak popadłem w nałóg i że w sumie to od zawsze byłem od czegoś uzależniony... Napisze wam jak lekką ręką przez nałogi rozjebałem prawie 200tyś cebulionów i dlaczego uważam, że warto otworzyć się przed ludźmi którym się ufa i szanuje!

    Zainteresowanych dalszymi wpisami proszę obserwować tag #niecpajratujsiebie

    Trzymajcie kciuki Mirki i Mirabelki! (ʘ‿ʘ)

    P.S Jeśli ktoś z moich przyjaciół lub rodziny to zobaczy to po raz kolejny mówie DZIĘKUJE za wszystko!

    #tldr #uzaleznienie #psychiatria #feels #psychologia #narkotyki #narkotykizawszespoko #pomoc

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

  •  

    Nie mogę znieść tego, że stale krytykują Wałęse
    jest to absurdalne i niedorzeczne
    ludzie są zazdrośni bo Wałęsa jest piękny, utalentowany.... stary ale zarazem inteligentny
    polski naród niestety nie może tego znieść, ale mam do was jedną małą prośbę
    ODWALCIE SIĘ OD NIEGO, przestańcie go krytykować!
    Przestańcie!
    ok.... Wałęsa to wspaniały człowiek, który osiągnął wszystko w polskiej polityce, wszystko
    Obalił komunę w Polsce, tym samym podbijając moje serce, zgarnął masę nagród i pieniędzy za swoje wybitne osiągnięcia polityczne
    Mimo to! prawackie portale internetowe i tanie gazety piszą o nim steki bzdur
    Ludzie to czytają i dlatego i stale mówią o nim tylko źle źle źle źle źle źle źle!
    ODWALCIE SIĘ OD NIEGO! PRZESTAŃCIE GO KRYTYKOWAĆ!
    oddech
    Droga Polsko.... chcesz żebyś wiedziała, że jestem największym fanem Wałęsy i nie pozwolę by ktoś go publicznie obrazał
    ODWALCIE SIĘ OD NIEGO!
    odwalcie....
    smutek i żal

    #heheszki #polityka #walesacontent #pasta #tldr #bekazlewactwa
    pokaż całość

    źródło: i.ytimg.com

  •  

    #armaforces #arma3 #dxvk #dxup #windows #tldr

    Arma znana jest z tego, że optymalizacja jest tragiczna. Jest trochę więcej obiektów na mapie - robi się pokaz slajdów, a procesor oraz GPU lodówka...

    Jest pewien projekt, żeby linuksiarze mogli pograć na pingwinie w nowsze gry za pomocą wine:

    https://github.com/doitsujin/dxvk < warstwa tłumaczeń dx11 > Vulkan API
    https://github.com/Joshua-Ashton/dxup < warstwa tłumaczeń dx10 > dx11

    Słyszałem, że gry - pomimo iż na Linuksie z wydajnością póki co wychodzi różnie - dużo lepiej wykorzystują CPU.

    Optymalizacja CPU? Arma? Hmmm...
    Gdzieś wyczytałem: "Jeżeli biblioteki działają pod Wine powinny równie dobrze działać pod Windowsem"
    Postanowiłem trochę pogrzebać. Zainstalowałem: https://vulkan.lunarg.com/sdk/home najnowszą wersję vulkana i wrzuciłem dllki dxvk do folderu z Armą iii.... kupa: https://github.com/doitsujin/dxvk/issues/349#issuecomment-395145159

    Poczytałem, pogrzebałem. Okazało się, że leniwce z Bohemii używają dx11 tylko do symulacji oświetlenia xD, reszta to pozostałości z poprzednich wersji silnika napisanego pod DX10. Na Linuksie działa bez zająknięcia, ponieważ Wine używa domyślnie własnej implementacji directX. Na Windzie odpytując funkcje z dx10 zderza się ze ścianą.

    https://www.youtube.com/watch?v=pwD4fvB4eZw

    Więc do akcji wkroczył dxup, które i te biblioteki tłumaczy dla Vulkana. Teraz jak wygląda sytuacja:

    - wzrost fpsów dość pokaźny (podczas kiedy inni mieli 40 fps ja miałem koło 60)
    - przy dużej ilości obiektów klatki spadają do 35-40 (inni 30-35)
    - nie działają niektóre opcje graficzne (trzeba brać poprawkę na to, że DXUP oraz DXVK wciąż są w becie). Jeszcze nie wiem jakie, trzeba by było poczytać i poeksperytmentować.
    - BattleEye (jak i inne systemy anti-cheat) odrzucają biblioteki (tak więc, jak ktoś chce używać DXVK na innych grach multi musi się liczyć z możliwością bana.
    - biblioteki gryzą się z injectami z Overlayów (np. z EVGA Precision, SteamAPI)

    Jeżeli kogoś to interesuje i chciałby poeksperymentować:

    - Zainstaluj Vulkan SDK ze strony: https://vulkan.lunarg.com/sdk/home
    - Pobierz wersje 0.51 dxvk oraz 0.39 dxup z ww stron (instalacja: postępuj wg instrukcji) lub pobierz przygotowany przeze mnie zestaw bibliotek: https://drive.google.com/file/d/1tXw_h-oA1VqNOFNGFsTdjQuLtTxxV_5f/view?usp=sharing a zawartość wrzuć do folderu z Armą.
    - uruchom Launchera i wyłącz BattleEye
    - uruchom Armę

    UWAGI:
    - OSD DXVK włącza się tworząc zmienną środowiskową DXVK_HUD=1 (jak ktoś chce podejrzeć fpsy)
    - warto przed przekopiowaniem bibliotek do folderu z Armą wyłączyć bajery graficzne (tak jak już wspominałem nie wszytko działa, a nie wszystko jeszcze przetestowałem).

    Miłej gry życzę :)
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Jak szanuję Lidla całym sercem swoim, tak w jednym #oszukujo okrutnie i to w taki sposób, że człowiek niby wie, a i tak go korci żeby iść za tłumem.
    Stoję sobie kulturalnie w kolejce, godzina szczytu więc ludzi sporo i z niebios płynie nagle komunikat:

    Szanowni klienci! Za chwilę otworzymy dla Państwa... kasę numer trzy!

    I nagle hurr durr pospolite ruszenie, ludzie wychodzą ze swoich kolejek i ustawiają się do tej biednej kasy numer trzy, a ja stoję (jak przyfarciłem to ktoś stojący przede mną też sobie poszedł) i patrzę takim smutnym wzrokiem na tych ludzi, bo doskonale wiem, że chuja będą mieć a nie otwartą kasę numer trzy. Kolejka rusza dalej, komunikat się zapętla, pies sra, wszyscy Believers czekają w ciszy i nikt już nawet się nie spina, każdy czuje zbyt duże upokorzenie, że znowu dał się nabrać. Kończę zakupy i tylko czuję jak odprowadza mnie z końca kolejki groźny wzrok gościa, który wcześniej stał przede mną. Ale on wie, że to nie moja wina, po prostu w życiu nie można być naiwnym, a jak się już jest to trzeba mieć nogi ze stali i najlepiej koszyczek z kółkami.

    pokaż spoiler czasem zdążą faktycznie otworzyć tę kasę przed tym jak wyjdę ze sklepu


    pokaż spoiler no i raz na 100 przypadków ktoś faktycznie zjawia się od razu po komunikacie i wtedy ci, co poszli za głosem z nieba, mają uradowane mordki, co się jednak rzadko zdarza


    pokaż spoiler mógłbym Wam jeszcze opowiedzieć o zakupach, które ludzie kładą sobie na tej takiej metalowej części blatu, której nie łapie jeszcze taśmociąg i potem tam sobie zostają na wieczność, bo nie pojechały za właścicielem... ale to już inna historia


    #lidl #oswiadczenie #gownowpis #tldr
    pokaż całość

    +: gryzon_c, L..........a +8 innych
  •  

    Takie e-maila dostałem. Oni też to wiedzą ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #rodo #heheszki #tldr #internet

    źródło: Beztytułu.png

  •  

    Drogie Mirki i Mirabelle spod tagu #emigracja #uk #leicester #prawowuk

    Potrzebuje pomocy/porady w sprawie nieuczciwego pracodawcy w UK.
    Będzie długo dlatego poniżej wrzucę #tldr

    tldr: Pracodawca w UK (typowy Mokebe biznesu) oszukuje, wykorzystuje i łamie prawa pracownika nie wypłacając minimalnej stawki, która prawnie wzrosła w górę od kwietnia tego roku (aktualnie £7.83 dla osób powyżej 25 roku życia)

    Nie jestem specjalistą i może się nie orientuję za dobrze ale wydaje mi się że praktyki stosowane przez tego pracodawcę są nielegalne i nadają się na claima/odszkodowania)

    Miejsce: Leicester, UK
    Rodzaj: Restauracja/Pub.

    Krótki opis praktyk które pracodawca stosuje wobec pracowników na porządku dziennym:

    1. Tygodniowy, bezpłatny okres próbny dla każdego pracownika.
    (w jednym przypadku było to nawet 3 tygodnie z obiecanką zatrudnienia, następnie przeniesienia na inne stanowisko i zwolnienia po 3 tygodniach nie płacąc w ogóle za ten okres).

    2. Brak jakiejkolwiek umowy.
    Do dnia dzisiejszego dla pracownika który pracuje tam od stycznia tego roku, pomimo wielokrotnego upominania się o nią (brak możliwości sprawdzenia stawki, godzin, holidayów) Jedyne co pracownicy otrzymują od pracodawcy to payslipy i to tylko wtedy kiedy o nie poproszą i uporczywie o nich przez tygodnie przypominają.

    3. Harmonogram pracy.
    Często wywieszany (co tydzień, na tydzień) z opóźnieniem.

    4. Menadżer zmiany często pije alkohol podczas swojej zmiany
    nie nabijając tego na kasę i nie płacąc. Podczas gdy reszta załogi ma wyraźny zakaz nawet nalania sobie pepsi. Następnie kiedy przychodzi podsumowanie strat alkoholu pracownicy są oskarżani za złe nalewanie alkoholu, marnotrawienie.

    5. Nieprawidłowe godziny > wypłaty na Payslipie
    (brak kart do odbijania się na zmianę). Brane pod uwagę są tylko te godziny które wpisane są w harmonogramie ale nadgodziny już nie.
    Przykład: Jeśli według harmonogramu pracuję od 18:00 - 00:00 (co często jest nazywane till Close Down (różne godziny w zależności od ruchu) czyli zamknięcie lokalu. To płacone mam tylko do tej 12:00 ale nie brane pod uwagę jest to, że lokal po zamknięciu muszę posprzątać co zajmuje mi mniej więcej około 2 godzin (z racji ilości rzeczy do zrobienia) więc z pracy wychodzę po drugiej w nocy zamiast 00:00 i nie mam za to zapłacone).

    6. Pracodawca odmówił podniesienia stawki do minimalnej.
    (Aktualnie £7.83/h dla pracownika powyżej 25 roku życia).
    Po otrzymaniu payslipa za kwiecień (gdzie widnieje nadal stawka niższa (£7.50/h) zwrócono mu uwagę. Pracodawca zaczał podnosić głos na pracownika argumentując to tym, że UWAGA!

    a) On nie musi płacić minimalnej gdyż jego firmę nie stać na płacenie minimalnej każdemu pracownikowi i dopóki o tym poinformuje pracownika a ten się zgodzi to jest OK a jeśli pracownikowi nie odpowiada taka sytuacja to może odejść. Należy nadmienić że pracodawca o tym wcześniej nie wspominał, poinformował o tym dopiero wtedy gdy pracownik zwrócił mu uwage na błąd na payslipie. (Czyli już po fakcie i zapłaceniu za kwiecień złej stawki, tu mam dowód na papierze w postaci payslipa).

    b) W pobliżu jest więcej pubów i miejsc które robią tak samo więc on obi tak samo.

    7. Wykorzystywanie pracowników do celów prywatnych.
    (Wysyłanie do sklepu po prywatne zakupy, nie po rzeczy do baru).

    8. Nie wydawanie paragonów klientom.

    Pracodawca stosuje te praktyki z premedytacją i wydaję mi się, że można to podpiąć pod dyskryminację (większość jego pracowników to obcokrajowcy i pracodawca ten jest bardzo pewny siebie że nikt z tym nic nie zrobi).

    Pomóżcie Mirki. Co można z takim jegomościem zrobić w świetle angielskiego prawa? Gdzie się udać? Czy waszym zdaniem nadaje się to do odszkodowania? Bo to że szukać innej pracy to wiem. Tylko nie chcę zostawiać tego tak jak jest, gdyż byłem świadkiem wielu przykrych sytuacji i zachowań wobec innych pracowników i nie chcę by inni, nowi pracownicy przechodzili przez to samo. Może macie namiary na jakiegoś dobrego, sprawdzonego solicitora lub kogoś kto udzieli porady prawnej za darmo? ktoś już przez coś podobnego przechodził i działał?

    Pomożecie nagłośnić temat? Wykopiecie w gorące?

    #prawo #uk #emigracja #leicester #kiciochpyta #pomocy
    pokaż całość

  •  

    #seks #poradnik #heheszki #100porad #tldr

    Napisało takie pismo, którego imienia nie zdradzę za nic w świecie, co następuje: „100 najlepszych seksrad roku”. Pomijam już fakt, że samo nowe słowo „seksrad” kojarzy się z jakimś sztucznie wytworzonym pierwiastkiem. Zapewne promieniotwórczym.

    To leci tak:

    1. Kochajcie się jak bohaterowie „Czystej krwi” – bez rozbierania.

    Przeczytałem „Czterej pancerni”, no ale do sedna: bez rozbierania? Boże, mam łzy w oczach na samą myśl, że będę musiał się przebić przez dżinsy.

    2. Najgorętszy SMS, jaki możesz mu wysłać? Według sondażu: „Pragnę cię. Teraz”.

    Mój typ to „Brak uregulowanej płatności faktury z 11.2011 na kwotę 1736,95zł skutkuje podjęciem działań windykacyjnych.”

    3. Hit 2011: bartery seksualne. Przykład: Ty robisz pranie, on kupuje nowy wibrator i testuje go na Tobie…

    A może: ja gram cały dzień, a ty się odpierdol. Jest i rozrywka i pikanteria.

    4. Wiesz co to jest dry-hump? Ocieranie się przez ubranie. Zdaniem Cameron Diaz – fajna rzecz, która może się skończyć jeszcze fajniej.

    Podczas trasy jednego autobusu w godzinach szczytu można ocipieć ze szczęścia. Pani Cameron gorąco polecam linię nr 17.

    5. Chcesz podnieść swoje libido? Kochaj się częściej!

    Czyli, że co? Powinienem to zrobić drugi raz w życiu…?

    6. Głaszcz jego penisa dłońmi w kaszmirowych rękawiczkach.

    Kurczę, poważnie: znalazłem tylko stare motocyklowe mojego ojca.

    7. W jednej z ankiet mężczyźni uznali „Czarodziejkę z Księżyca” za najfajniejszą rysunkową bohaterkę. Przebierz się!

    Proponuję następnym razem przeprowadzić ankietę nie tylko w przedszkolach.

    8. Dosiądź go „na kowbojkę” ale pozwól wejść w ciebie tylko czubeczkiem. Potem unieś się i… przerwa. Kiedy w końcu weźmiesz go całego, będzie superwrażliwy. I szczęśliwy.

    Mhm. Jak się już obudzi.

    9. Zawiązanie mu oczu jest hot. Zawiązanie mu ust – jeszcze bardziej hot.

    Warto też napchać pakuł do dupy.

    10. Przysuń piłkę do ćwiczeń do ściany, poproś, by na niej usiadł. Ty siądź na nim.

    I obydwoje się wyjebcie na plecy. Serio: nie jest to doby pomysł. Próba utrzymania równowagi wyglądałaby to jak helikopter zrobiony z dwóch paralityków.

    11. Dopraw spaghetti szafranem. To afrodyzjak.

    Tylko bez cebuli, bo będzie pierdział, co spowoduje mieszane uczucia. Z jednej strony pożądanie a z drugiej gazmaska.

    12. Zdaniem Amerykanów – najlepsze miejsce na seks to samochód. A twoim?

    Pochwa. Jestem staromodny.

    13. Drugie najlepsze miejsce na seks: nieswoje łóżko. Ochrzcij nowy materac.

    Nadaję ci miano: U.S.S. Gettysburg.

    14. Kiedy pieścisz faceta oralnie, przyłóż wibrator do podstawy jego penisa. Wrrr…

    Tylko zębów sobie nie powybijaj. Albo przyłóż nóż i zażądaj pieniędzy.

    15. Wybrzydzaj! Z przystojniakiem masz większe szanse na orgazm.

    Tylko obserwuj czy aby nie stracił cierpliwości. A wtedy unieś ręce do pozycji blokującej.

    16. Unieś biodra w pozycji misjonarskiej. Łatwiej mu będzie dosięgnąć do punktu G.

    A H, I i J już sobie połączy długopisem. Często wychodzi zajączek.

    17. „Lubimy robić z seksu teatr. Lubię dobrze wyglądać. Lubię, kiedy moja żona się przebiera.” – Sting

    Panie i Panowie! Dziś przed wami prapremiera! Wydarzenie sezonu! „Borsuk i Samica Pancernika”!

    18. Pij jogurt. Chudy nabiał odchudza brzuch, a tłuszcz w talii może hamować orgazm.

    Oczywiście. Orgazm to rzecz zła i niepożądana. Najlepiej hamuje się go jednak sporą poduszką.

    19. Faceci czasem tracą zapał bez wizualnej stymulacji. Wybierz pozycję, w której on ma na co popatrzeć – choćby „odwróconą kowbojkę”.

    „Nawrócony Jehuda” to też dobra propozycja. Niezła stymulacją wizualną (oraz sporym zaskoczeniem) jest włączony nagle stroboskop.

    20. Skrop jego skarby lubrykantem. Palcami rozsmarowuj żel, aż będą całe śliskie i wilgotne.

    Aaaa! Moje skarby! Wszystkie oryginalne gry ujebane w tym pieprzonym żelu!

    21. Usiądź na brzegu pralki. Opleć faceta nogami w pasie. Program „wirowanie” zapewnia najlepsze wibracje

    Jeśli to „Frania” to się nie wpierdol do środka. W przypadku otwieranych od góry warto się upewnić, że klapa jest szczelna bo będzie „kowbojka w trakcie szkwału”.

    22. Poproś go, by zajął się twoimi sutkami: dotykanie ich aktywuje te same części mózgu, co pieszczoty waginy.

    Brain functions activated. All systems nominal. Continue to the extraction point.

    23. Wędruj językiem po jego ciele, a potem schłodź mokre miejsca suszarką.

    Słusznym jest co jakiś czas podetknąć gorącą lokówkę na zmianę z opiekaczem. Tylko sobie wyobraź co można wyczyniać z frytkownicą (chłodzenie suszarką?).

    24. Sznurówką przywiąż mu zdalnie sterowalny wibrator do penisa. I zmieniaj prędkość.

    I każ mu mówić: „You’ve failed me yet again, Starscream!”.

    25. Włącz „Tajemnice Brookeback Mountain”. Według badań, kobiety hetero kręcą męsko-męskie romanse.

    A może „Frywolne gry na fajrancie wśród drwali na Alasce”?

    26. Wyobraź sobie rozkosz. Bo oddychając i wydając dźwięki jak w czasie orgazmu, możesz… go przywołać.

    Gotham needs you, hero. There is a sign.

    27. „Na pieska” połóż się na brzuchu. Zapewnisz extrastymulację clitoris.

    Na plecach połóż spaghetti z szafranem i wydawaj odgłosy przywoławcze. Dla maksymalnych doznań powyższe wykonaj na włączonej pralce.

    28. Wypróbuj żel podniecający YesforLov. Ułatwia wejście na szczyt.

    Poleca go wielu taterników. Dopytują się też emeryci mieszkający na drugim piętrze i wyżej.

    29. Kochajcie się rano. Ci, którzy to robią, są szczęśliwsi.

    W ubraniu, ocierając się, obsypani szafranem i w strojach czarodziejki z księżyca (dla pewności obydwoje), przy Brookeback Mountain i na pralce wsadzonej do samochodu. Samochód należy szczelnie wypastować żelem YesforLov.

    30. Zanurz paznokcie w jego pośladkach, gdy pieścisz go oralnie. Doceni to!

    Załóż kask. Uderzenie kolanem w twarz jest bardzo bolesne.

    31. Kiedy on jest już blisko, a ty nie, ściśnij główkę penisa faceta. To go przyhamuje

    Mhm, penis kobiety nie ma już takich właściwości. Uważaj czy czasem nie ma systemu ABS.

    32. Pokaż mu, czy masz na sobie majtki, gdy otwiera ci drzwi auta. Tak zrobiła aktorka Paz de la Huerta w reklamie Agent Provocateur. Sexy!

    Bardzo słusznie. Nie należy się zniechęcać w zimie, tylko konsekwentnie pokazywać majtki. Należy je przysunąć blisko twarzy delikwenta aby się upewnił czy czyste.

    33. „Ładne podwiązki nie są takie złe…” – Heidi Klum

    Oczywiście, że nie. Należy je zaprezentować zaraz po majtkach.

    34. Dbaj o swoje seksgadżety. Myj po użyciu, wyjmuj baterie i przechowuj w plastikowej torebce.

    Bądźmy ekonomiczni. Baterie przekładamy do zdalnego wibratora, sprzęt do zmywarki, siadamy na zmywarkę i pkt 21.

    35. Jak w „Grze o tron” – kochajcie się tam, gdzie ktoś mógłby was przyłapać.

    W „Grze o tron” był reżyser i obfita ekipa filmowa. W domowych warunkach zaprośmy sąsiadów. Niech krzyczą „cięcie!” dla klimatu.

    36. Kiedy on pieści cię oralnie, poproś by napisał ci „tam” seksowną wiadomość.

    „Kochanie, nie mogłem dzisiaj przyjść. To jest Jarek – pracuje u nas w magazynie.”

    37. Czytaj powieści dla młodzieży. Są odważniejsze od tych dla dorosłych.

    …I wtedy Justin po raz pierwszy w swoim życiu założył błyszczące cekinami body…

    38. Uwiedź go w trakcie oglądania TV. Faceci marzą o bardziej spontanicznym życiu seksualnym.

    Co tam TV. Zaskocz go na sedesie lub spadnij naga na maskę gdy będzie wyjeżdżał do pracy.

    39. Poproś go, żeby szybko pieścił clioris, przesuwając język w prawo i lewo. Jak wąż

    I niech spróbuje nie przerywając powiedzieć jakieś romantyczne zdanie. Może być wiersz.

    40. Uprawiajcie czasem „komfortowy seks”. Termin wymyślił dr. Ian Kerner: – Jest jak jedzenie w ulubionym lokalu: zawsze to samo, zawsze smacznie.”

    Na pralce posypując się szafranem.

    41. W wannie pieść go „tam” kostkami lodu. Zimno, ciepło, gorąco…

    Kostka lodu przy jądrach. Kask.

    42. Zwilż piersi żelem intymnym. I wysmaruj nimi penisa kochanka.

    „Look! No hands!” A tak poważnie – zrób to zanim wejdzie mąż.

    43. Zaplanujcie „noc oralu”. I bawcie się dobrze

    Udanej zabawy życzy producent maści na zajady.

    44. Rihanna nosi kabaretki. Dobry pomysł! Do łóżka.

    On niech włoży frak z cylindrem (I pokaż mu majtki!).

    45. Poproś faceta o striptiz. Podpowiedź: Channing Tatum rozbiera się w filmie „Magic Mike”…

    Druga podpowiedź: nie proś faceta o striptiz.

    46. Faceci z krótszym palcem wskazującym niż serdecznym mają zwykle większe penisy. Wiedziałaś?

    Nie, nie wiedziałam. Ale bez paniki. Jak penis krótki to zostaje dłuższy palec wskazujący.

    47. Najlepsze piosenki do seksu, według UCLA: wszystkie Marvina Gaye’a, „She will be loved” Maroon 5 i „Sexy Bitch” Davida Guetty.

    Sporo niezapomnianych wrażeń zapewni „A Divine Proclamation for Finishing the Present Existance” zespołu Last Days of Humanity.

    48. Gdy kochacie się na „odwróconą kowbojkę”, poproś, by ugiął kolana i połóż mu piersi na udach.

    Jakby spadały to spinaczem.

    49. Sięgnij po wibrator dla dwojga, np Lelo Tiani.

    Nie ma jak dobry co-op. Warto przemyśleć też deathmatch albo CTF.

    50. Uklęknij nad nim – tyłem, z kolanami przy jego uszach – i pieść ręką penisa. Supererotyczna kombinacja.

    Tylko ostrożnie. Warto dać mu też czasem złapać oddech, szczególnie gdy będzie siniał. Gdy już odzyska powietrze – natychmiast spaghetti łyżką.

    51. Weź przykład z Blair i Chucka z „Plotkary” – na domówce poprzytulajcie się trochę w przedpokoju.

    Z kolanami przy uszach.

    52. Zawiąż pończochy wokół ud kochanka. Zatrzymasz krew w strategicznym miejscu i erekcja będzie twardsza.

    Wiadomo – jak sinieje noga to luzujemy pończochy.

    53. Zróbcie sobie bitwę na poduszki. Nago.

    Byle nie w Ikei. Generalnie róbmy to dla żartu. Jeśli słyszysz jego i kolegów mówiących „Alfa Two I’ve got a visual”, znaczy, ze zabawa posunęła się trochę za daleko.

    54. Posyp sałatkę sezamem. Ma dużo cynku, który podnosi poziom testosteronu, co z kolei zwiększa wasze libido.

    I szafranem. Jak nie będzie chciał jeść – wskaż mu pralkę.

    55. Tak! Można przeżyć orgazm mentalny. Trzeba wyobrażać sobie różne niegrzecznośći – do skutku

    Lub załamanie nerwowe, jeśli po 6 dniach nadal nic się nie dzieje.

    56. Powiedz mu: „Jestem podniecona na samą myśl, że zaraz będziemy nago”.

    Kochanie, czy myślisz, że obydwaj chirurdzy też są podnieceni na tą myśl?

    57. Taczki dla dorosłych: on siedzi na kanapie, ty na nim tyłem. Pochylasz się, opierasz dłonie o podłogę i poruszasz w przód i w tył.

    Na polskiej budowie praca wre.

    58. Oglądajcie razem porno. Każde z was robi to solo, ale we dwoje jest fajniej…

    Robi to? Czyli co? „Patrz jakie brzydkie cycki!” „Łeee! Gdzie z tym celulitem!”

    59. Najseksowniejszy jego zdaniem, strój „po domu”: spodnie do jogi i tank top.

    I hełm. W miarę możliwości oryginalny. Preferuj Wehrmacht.

    60. Napisz do niego coś ostrego. Na przykład „Zleję cię w pupę. Bardzo mocno.”

    Jest coś niepokojącego w tym, ze chcesz by facet robił dla ciebie striptiz oraz w tym, ze chcesz lać go w pupę. Możliwe, że w epoce pseudochłopaczków, którzy z prawdziwym mężczyzną mają wspólnego tyle co płeć w dowodzie, takie klimaty nie wzbudzają podejrzeń. Warto może jednak przed wysłaniem smsa spotkać się kontrolnie z terapeutą.

    61. Wykorzystaj comeback długich paznokci – drap jego plecy, klatkę piersiową, wewnętrzne strony ud.

    Wykorzystaj może lepiej ten comeback do pozbycia się starej tapety przy remoncie.

    62. „Nie mów, że mój penis jest uroczy!” – Ashton Kutcher

    Nie wiem jakie jest źródło kompleksu Ashtona, ale rację ma, że słowo uroczy niekoniecznie jest tym odpowiednim. Zasada jest prosta (podobnie jak przy laniu w pupę) – ja nie powiedziałbym, ze twoja wagina to towar prima sort.

    63. Gdy kochacie się „na kowbojkę” poproś, by zgiął i połączył kolana. Oprzyj plecy o jego uda, wyprostuj nogi, połóż mu stopy przy uszach…

    Co z tą kowbojką w kółko? I znowu przy uszach? Sugerujesz, że facet jak głuchnie to głupieje? Poza tym fajny pomysł. Kowbojki to musiały być dość rezolutne kobiety.

    64. Punkt G powiększa się, gdy jesteś podniecona. Upewnij się, ze jesteś, zanim wyruszycie na poszukiwania.

    Przed wyruszeniem w drogę, należy zebrać drużynę.

    65. Poproś go, by wyobraził sobie, ze twoja wagina to zegar i pocałował każdą godzinę.

    Niech trenuje na ściennym. „Mmmm… ooo takkk… wpół do piątej… mhm…”

    66. Nalej ciepłej wody do butelki. Turlaj ją po jego podbrzuszu. Na rozgrzewkę.

    Potem mocno ją ściśnij i zawołaj: Śmigus dyngus!

    67. Umówcie się na seks na początku tygodnia. To dobra terapia na poniedziałkowy dołek.

    Nie rezygnuj, nawet jeśli on nie przyjdzie.

    68. Jeśli czujesz, że… nie dojdziesz, eksperci radzą zwiększyć tempo i nacisk.

    Sugerują też przestać myśleć o prasowaniu i stercie garów, o której trzeba wstać i czy on będzie dobrym mężem. Ponoć pomaga.

    69. Dotykaj się przy nim. 49% mężczyzn marzy, by zobaczyć jak robisz to solo.

    Pozostałe 51% marzy o mężczyznach.

    70. Trzymając w ustach główkę penisa, palcami kreśl ósemki po obu stronach jego nasady.

    Przy 64 wyskoczy niespodzianka.

    71. W misjonarskiej niech partner przesunie się do przodu, by nasada jego członka masowała clitoris.

    I bawimy się we czwórkę. Czas nauczyć penisa podstawowych technik masażu relaksacyjnego.

    72. Obejmij go rękami i… nogami (w pasie:-)). Tak robią celebryci. Na zdjęciach.

    Generalnie robienie tego co celebryci uczyni nas szczęśliwszymi. I kowbojkami.

    73. Usiądź na nim, połóż mu nogi na ramionach, odchyl sie i przetoczcie się na bok (nie wypuszczaj go!). Teraz niech zacznie się poruszać…

    …To będzie oznaczało, ze jeszcze żyje. Teraz wbij napastnikowi kciuki w obydwa oczodoły.

    74. Zrób listę sekstrików, które musisz wypróbować przed śmiercią. Raz w miesiącu realizuj jeden punkt.

    KAAAME – HAAAME – HAAAAAAAAA!!!

    75. Instruując kochanka, podkreśl co robi dobrze. Przykład: „Uwielbiam, kiedy tak delikatnie mnie całujesz. Dotykaj mnie w ten sam sposób, dobrze?”.

    Z drugiej strony zaznacz, co robi źle. Przykład „Niepotrzebnie łupiesz mnie łokciem w czaszkę kiedy chcesz, żebym poodkurzała”.

    76. Inny pomysł z „gry o tron”: zdominuj go. Jak księżniczka Daenerys.

    Tylko uważaj by zrobić to na osobności, bo bracia jego krwi obetną ci sutki, wychędożą a potem oddadzą do wychędożenia przez ich konie. Na końcu zjedzą.

    77. Podrocz się z nim kilka dni. W najnowszym „Zmierzchu” – seks jest taki gorący, bo… wyczekany.

    Znajdź najpierw cierpliwca, który zaczeka 120 lat, żeby przespać się z brzydką jak noc, wiecznie niezadowoloną z siebie i z życia nastolatką. Cały czas mu mów co robi dobrze.

    78. W (zamkniętym garażu – usiądź na masce auta i rozkaż kochankowi by wszedł w ciebie na stojąco.

    Nie podczas woskowania bo wejdzie ale kluczem nastawnym. Jeśli zamykasz garaż upewnij się, że auto ma wyłączony silnik.

    79. Poproś by otworzył oczy. Faceci często zamykają je w czasie seksu i w rezultacie błądzą gdzieś myślami.

    Ja opowiadam sobie wtedy kawały. A poważnie: jak już otworzy, powiedz mu, że zrobił to dobrze.

    80. Po pracy weź prysznic. Gdy czujesz się świeżo, masz większą ochotę na seks.

    Zgadza się. Generalnie warto brać prysznic po pracy. Gdy ochota na seks nie przechodzi, zajmij się czymś praktycznym.

    81. Załóż sobie cukierkowy naszyjnik na udo i poproś ukochanego, by skosztował.

    Nie zawsze zaskoczy. Popróbuj z ciastkami, czekoladą a w ostateczności kaszanką.

    82. „Nowe buty najpierw zakładam do seksu” – brytyjska prezenterka TV Holly Willoughby

    Może zajść nieporozumienie gdy on pomyśli w ten sam sposób kupując wodery.

    83. Poproś go, by ciągnął cię za włosy w trakcie akcji – skóra głowy jest mocno unerwiona.

    Mocno, to prawda. Najlepiej jakby ciągnął po żwirze w trakcie akcji odbijania zakładników. Przebraną za Czarodziejkę z Księżyca. Jeśli orgazm nie nadchodzi – eksperci radzą zwiększyć tempo i nacisk.

    84. Połóż się, rozsuń nogi i namów go, by pieścił twoją clitoris dużym palcem stopy.

    Przez sandały, które zakupił do seksu. Jeśli kupił gumowce – należy wyciąć dziurkę na duży palec. Jeśli orgazm nie nadchodzi – wiadomo.

    85. Bądź wymagająca. Kobiety, które mówią kochankowi, czego pragną, mają więcej orgazmów.

    Chyba od dużych palców.

    86. Nie wstydź się swojej miny w trakcie orgazmu. Raper Trey Songz napisał o niej piosenkę „Love Faces”.

    Ten punkt nie dotyczy Lesliego Nielsena.

    87. Usiądź na kochanku, odchyl się, oprzyj łokcie po obu stronach jego nóg i ocieraj się o niego, aż penis będzie gotowy do akcji.

    A wtedy niech szarpie cię za włosy aż dojdziesz. Dziwne, że nie ma nic o zatykaniu uszu.

    88. Energetyzujący smoothie: zmiksuj banana, sok z pomarańczy, chude mleko i jogurt.

    Jak dobrze trenujesz orgazm mentalny – dojdziesz na szczyt już podczas miksowania.

    89. „Zapal świeczkę, odsuń aparat jak najdalej, a na obiektyw nałóż gazę.” – Will Gluck, reżyser „To tylko seks” o tym, jak kręcić sceny erotyczne w domu.

    Aparat postaw daleko od pralki, żeby obraz był wyraźny. Gazę potem przyłóż do mocno ukrwionej skóry głowy.

    90. Przynieś lustro do sypialni. Oglądanie siebie w akcji, dodaje skrzydeł

    A tak, oglądaj siebie często jak miksujesz smoothie w stroju Czarodziejki z Księżyca – kowbojki. Oglądanie pralki w lustrze przynosi nieszczęście.

    91. Stwórz swoje niegrzeczne alter ego, jak Sasha Fierce Beyonce. Używaj go tylko w łóżku.

    A potem – wiadomo: wyjmij baterie i umyj.

    92. „Miranda lubi, gdy jestem nieprzyzwoity.” – muzyk Blake Shelton, o tym, co kręci jego żonę.

    Jeśli orgazm nie przychodzi – poproś Mirandę, żeby przyjechała.

    93. Idź na trening. Kobiety, które regularnie ćwiczą, mają dwa razy więcej orgazmów.

    Podczas treningów. Jeśli liczba orgazmów się nie podwaja mimo ćwiczeń – zdominuj go. Obejmij udami, przewróć na bok, zaczekaj aż wejdzie, przekręć się na drugi bok, zatkaj uszy kolanami i wal go przez łeb cukierkowym naszyjnikiem. Zmiksuj smoothie.

    94. Załóż mu gumkę ustami: weź ją do buzi końcówką do języka, kółko przed zębami. Przyłóż do czubka penisa i rozwiń wargami.

    Zmień w ten sposób oponę a będzie twój na zawsze.

    95. Inicjuj seks. Faceci marudzą, że kobiety nigdy nie robią pierwszego ruchu.

    Pokaż mu rysunek dużego palca. Zrozumie.

    96. „Sposób na trwałe małżeństwo w Hollywood: dobre porno.” – aktorka Lisa Rinna.

    Trwałość hollywoodzkich małżeństw rzeczywiście należy do legendarnych. Trzeba być nei lada optymistą by wierzyć, ze porno kończy się małżeństwem.

    97. Wskocz do niego pod prysznic. 48% facetów myśli o seksie właśnie tam

    A gdzie mają myśleć?! Sprzątasz samochód w garażu – jeb! laska ląduje ci na masce. Zdejmujesz buty – każe ci wkładać duży palec. Chcesz zjeść spaghetti – jest tylko z szafranem. Twój penis albo jest maltretowany zdalnie, albo ktoś go próbuje zjeść, pisać na nim cyfry czy w końcu musisz uczyć go masażu. Non stop ktoś próbuje zatkać ci uszy, posadzić na pralce albo przewracać cię na bok. Twoja kobieta łazi po domu w stroju czarodziejki i każe ci lizać zegarek albo ciągnąć za włosy. To gdzie masz kurwa pomyśleć o seksie? No kurwa gdzie?!

    98. Podkręć ogrzewanie. W cieple wasze ciała są bardziej giętkie.

    Jak już się porządnie nagrzeje, podetknij mu pod jądra kostki lodu. Jeśli akurat ciągnie cię za włosy, powinnaś dojść momentalnie.

    99. Zwiąż kochankowi nadgarstki, kiedy fundujesz mu oral. Przejmiesz pełną kontrolę nad sytuacją…

    I teraz, jeśli zdołasz się wysłowić, możesz mu nakazać by zrobił cokolwiek!

    100. Orgazm całego ciała istnieje! Zaciskaj szybko mięśnie Kegla tuż przed szczytowaniem.

    Wszystko sobie na spokojnie rozpisz. Pamiętaj, że trzymasz w ustach penisa, ale samą główkę. Przestań. Wyciągnij, przewrót w bok. Teraz szybko wypij litr jogurtu. Przegryź szafranem i zjedz tyle sezamu ile zdołasz. Penis w gębę. Powiedz mu, że dobrze robi. Wibrator pod jądra. Lód pod jądra. Znowu wibrator zanim się zorientuje co się dzieje. Wytargaj się za włosy. Przełknij jogurt z sezamem. Szafran. Włosy. Penis do gęby. Na bok. Zatkaj mu uszy zanim ucieknie. Gaza na aparat. Ósemki wzdłuż penisa i pazury w dupę aż zakwiczy (zwiększaj intensywność). Ocieraj się gdzie tylko możesz. Uważaj na meble. Mięśnie Kegla. Kowbojka. Włącz porno. Drap go po plecach. Rzuć poduszką. Penis cały czas w gębie. Gumka pod żeby. Sezam, Wetrzyj żel w piersi. Duży palec do pochwy. Cały czas pracują mięśnie Kegla – nie popuszczaj! Włączasz wirowanie. Palec chodzi w pochwie! Szarp się za włosy i właź do prysznica. Cały czas penis w gębie razem z gumką, syp na to szafran. Teraz na plecy, piersi na uda, na bok, kolana przy uszach i jesteśmy w domu.
    pokaż całość

  •  

    #pogoda #lubelskiobserwator #burza #burze #wiosna #majowka #polska

    Weekendowa prognoza pogody + przegląd wyliczeń modeli prognostycznych na okres pierwszych dni maja

    Duże #tldr. Nic na to nie poradzę ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Zgodnie z prognozami przedstawionymi w poprzednim tygodniu bieżący tydzień mija pod znakiem zmiennej aury w postaci częstych wymian mas powietrza, opadów deszczu i popołudniowych / wieczornych burz. Dzisiaj mamy do czynienia z napływem chłodniejszego powietrza i licznymi opadami deszczu. W ciągu następnych kilku dni cyrkulacja mas powietrza zmieni swój kierunek z zachodniego na rzecz kierunków południowych. Oznacza to powrót napływu bardzo ciepłego powietrza. W drugiej części wpisu na podstawie aktualnych danych modeli mających zasięg na dalszy okres postaram się krótko opisać jakie warianty pogodowe mogą wystąpić. Nie należy traktować tego jako prognozy pogody, a możliwy scenariusz, który jak najbardziej może ulec większym lub mniejszym zmianom.

    PIĄTEK - SOBOTA

    Okres piątku i soboty będzie mijał pod znakiem dominacji rozbudowującego się wyżu o nazwie Peter, który stopniowo będzie odsuwać się w kierunku wschodnim zapewniając nam jednocześnie dopływ coraz cieplejszego powietrza.

    W piątek w godzinach przedpołudniowych słabe komórki deszczowe mogą pojawić się jeszcze w województwach północno wschodnich bliżej regionów przygranicznych. Popołudniowe temperatury będą kształtować się na ogół w przedziale 14-18 stopni przy średniej temperaturze oscylującej na poziomie 15 stopni Celsjusza. Najcieplej będzie nad południową i południowo zachodnią Polską, gdzie temperatury mogą wzrosnąć do poziomu 17-18 stopni. Najchłodniej na północy szczególnie wzdłuż wybrzeża. Opady nie pojawią się w żadnej części kraju poza obszarem wspomnianym w pierwszym zdaniu.

    W sobotę temperatury poszybują już wyraźniej do góry przebijając w wielu regionach barierę 20 stopniową. Zdecydowanie najcieplej będzie na południu Polski gdzie temperatury będą wahać się w okolicy 23-25 stopni Celsjusza. Ciepłe powietrze obejmie także pozostały obszar kraju, a temperatura będzie wahać się na ogół od 20 do 22 stopni. Nieco chłodniej może być w pasie od północno zachodniej po północną Polskę. Pod wieczór i w nocy nad południową, południowo wschodnią, centralną i częściowo wschodnią Polską może dojść do rozwoju konwekcji rosnącej do postaci pasm opadowych i niewykluczonych burz.

    NIEDZIELA

    W niedzielę pogoda może przybrać dosyć dynamiczny przebieg pod postacią licznych burz w masie powietrza z południa lecz mam jeszcze kilka wątpliwości dlatego poniższy opis będzie miał charakter orientacyjny. W ostatni dzień tygodnia nad obszar Polski napłynąć może już nie ciepłe, a wręcz gorące powietrze o wysokiej niestabilności, dające popołudniowy wzrost temperatur nawet na poziomie 27-28 stopni głównie na południu, w centrum i na wschodzie Polski. Napływające gorące powietrze będzie charakteryzować się lokalnymi strefami podwyższonej wilgoci w którym to popołudniu, a przede wszystkim wieczorem i w nocy może dojść do rozwoju liczniejszych burz o wysokiej aktywności elektrycznej, które na dzień dzisiejszy mają skoncentrować się przede wszystkim w centrum, na północy i północnym wschodzie Polski. Zaznacza się jednak, że te dane mogą ulec zmianom w ciągu następnych aktualizacji wyliczeń modeli. Konwekcja burzowa dodatkowo ma być napędzana obecnością zatoki niskiego ciśnienia związanej z niżem przemieszczającym się w okolicach pogranicza PL-DE.

    http://wstaw.org/m/2018/04/26/RH700_27.png

    Co z pogodą na początku maja ?

    Patrząc na obecne dane modeli już widać, że okres 30.04 - 2.05 może mijać pod znakiem raczej zmiennej pogody. Pisząc zmienna mam tutaj na myśli zróżnicowanie temperaturowe na terenie naszego kraju i rozwój burz. Interesująco prezentują się wyliczenia na poniedziałkowe popołudnie i wieczór kiedy z zachodu na wschód wędrować ma strefa chłodnego frontu atmosferycznego na wysokim kontraście termicznym. Podczas gdy nad wschodnią, częściowo centralną i południową Polską zalegać ma gorące powietrze sięgające nawet 27-28 stopni Celsjusza, tak nad obszarem Polski zachodniej za strefą frontu nawet 10 - 12 stopni mniej. Przed frontem główne nad wschodnią i południową Polską mogło by dojść do rozwoju gwałtownych burz z ulewnymi opadami deszczu i gradem jednak ze względu na dalszy termin i dynamiczność sytuacji należy liczyć się z większymi korektami w prognozie

    Prognozowana wymiana mas powietrza w poniedziałek - wędrówka frontu chłodnego (dane: GFS)

    http://wstaw.org/m/2018/04/26/850temp_099.jpg

    Prognozowana chwiejność termodynamiczna :

    http://wstaw.org/m/2018/04/26/cape_099.jpg

    W okresie od 01 - 02.05 modele mają spory rozjazd w wyliczeniach co stawia mnie lekko pod ścianą. Nic dziwnego, bo próbuję nakreślić orientacyjne warunki na przeszło 140-150 godzin w przód mając w głowie świadomość, że pogoda może być dodatkowo dosyć dynamiczna. Do dyspozycji mam tylko dwa modele numeryczne. Czy da się w takim razie powiedzieć cokolwiek o pogodzie w tym okresie ? Wygląda na to, że cieplejsze sektory powietrza będą mogły zalegać nad wschodnią, częściowo południową i centralną Polską i tam też modele sygnalizują warunki na rozwój burz. Istnieje także scenariusz, że cieplejsze powietrze napłynie bardziej na wschód od Polski - ta sytuacja wyklaruje się raczej w niedzielę. Na pozostałym obszarze kraju temperatury na umiarkowanym poziomie osiągające w dużym przybliżeniu 16 - 20 stopni. Warunków pogodowych na czwartek nie poruszam, bo cokolwiek bym w tej chwili napisał i tak nie będzie miało się szans sprawdzić - do tego terminu został jeszcze tydzień.. ;)
    pokaż całość

  •  

    #pogoda #wiosna #wiosnonapierdalaj #lubelskiobserwator #zimowypierdalaj

    NADCHODZI WIOSNA !

    Jak tam mijają święta ? Ciąża spożywcza mocno ( ͡° ͜ʖ ͡°) ? Lany poniedziałek mijał pod znakiem pogody daleko odbiegającej od wiosny. W chłodnej masie powietrza ściąganej przez układ niskiego ciśnienia Fraziska rozwijały się dzisiaj mniej lub bardziej rozległe pasma chmur generujące opady śniegu.

    Mam dla was dużo pozytywnych informacji, a dla tych, którzy potrzebują #tldr mogę opisać to tak : wiosna w natarciu.

    Postępujące zmiany nad Europejskim Obszarem Synoptycznym jakie zachodzą w polu barycznym będą miały kluczowy wpływ na warunki pogodowe nad sporym obszarem starego kontynentu w tym tygodniu. Poprawa pogody jaka nadejdzie w najbliższych dniach będzie miała miejsce za sprawą korzystnego ułożenia układów ciśnienia w początkowej fazie nad obszarami Wysp Brytyjskich i Europy Południowo-Wschodniej. Skupmy się jednak na pogodzie jaka ma panować w tym tygodniu na terenie Polski.

    Analiza pogody na najbliższe dni :

    Wtorek

    W godzinach nocnych z poniedziałku na wtorek nad Polskę nadciągnie ciepły front atmosferyczny związany z niżem ulokowanym na południe od Wysp Brytyjskich. W ciągu dnia będzie on przemieszczać się dalej na północny wschód. Tuż za nim postępować będzie napływ ciepłej masy pochodzenia polarnomorskiego. Niestety front ten przyniesie także wzrost zachmurzenia oraz opady deszczu. Te pojawią się przede wszystkim w pasie od północno zachodniej po północno wschodnią Polską i będą mieć charakter umiarkowany. Słabe opady deszczu mogą wystąpić częściowo w centrum. Po południu głównie w pasie od południowego zachodu po południe nastąpi zauważalny wzrost temperatur osiągając poziom 14 - 16 stopni Celsjusza ! W centrum i na wschodzie nieco chłodniej, ale ciągle ciepło. Popołudniowe temperatury będą wynosić tam około 12-14 stopni. Najchłodniej będzie niestety na północy w strefie oddziaływania frontu i opadów deszczu. Tam temperatury w większości regionów poniżej 10 stopni.

    http://wstaw.org/m/2018/04/02/opady.jpg
    http://wstaw.org/m/2018/04/02/de_model-de-310-1_modez_2018040200_36_643_1.png

    Środa

    Środa będzie absolutnie najbardziej wiosennym dniem od początku tego roku. Nad obszar Polski jeszcze wyraźniej dopłynie ciepła masa polarnomorska przy dosyć niewielkim zachmurzeniu, głównie piętra wysokiego. Temperatury nad obszarem naszego kraju będą zbliżać się do poziomu nawet 20 stopni. Stawiam, że jednym z najcieplejszych miejsc tego dnia będzie Tarnów, który powinien przebić barierę 20-stopniową ( ͡° ͜ʖ ͡°) Średnia temperatura w środowe popołudnie będzie oscylować w okolicy 17 stopni. Wieczorem od strony Niemiec w kierunku zachodniej i północno zachodniej Polski będzie wędrować strefa umiarkowanych i intensywnych opadów deszczu związanych z dziennym rozwojem burz przed frontem chłodnym. Na dzień dzisiejszy jest pewna szansa, że nad częściowy obszar województwa zachodniopomorskiego dojdzie większy układ burzowy (wielokomórkowy), ale już w fazie słabnącej.

    http://wstaw.org/m/2018/04/02/opadyum.jpg

    Czwartek

    Dużo wskazuje na to, że w czwartek po południu lub bliżej godzin wieczornych doszło by do procesu chwilowego wypierania cieplejszego powietrza z Polski za sprawą wędrówki chłodnego frontu atmosferycznego. Wskazuje na to prognozowany rozkład temperatury na poziomie 1500 m. Widać, że nad Niemcami zalegała by już masa o ujemnej temperaturze :

    http://wstaw.org/m/2018/04/02/T850_28.png

    W zależności od szybkości i pory wędrówki frontu, temperatura na obszarze naszego kraju będzie mniej lub bardziej zróżnicowana. Mimo wszystko najcieplej będzie we wschodniej Polsce, gdzie najdłużej ma zalegać ciepła masa powietrza - 16/18 stopni. Dane wskazują również, że przed frontem pojawi się także obszar lekko podwyższonej niestabilności, co wskazywało by na możliwy rozwój kilku przypadków burz. Możliwe jednak, że warunki na ich rozwój przesuną się poza granice naszego kraju.

    http://wstaw.org/m/2018/04/02/LFTX_28.png

    Kolejne dni tygodnia..

    Końcówka tygodnia mogła by minąć pod znakiem stopniowo rozbudowującego się wyżu nad środkową Europą. To by zwiastowało mnóstwo chwil ze słońcem, napływ ciepłych mas powietrza i bardzo małą ilość opadów, a nawet całkowity brak, ale do tego tematu wrócę kiedy indziej. Poczekam na bardziej stabilne dane, bo jak zwykle trzeba mieć z tyłu głowy świadomość o możliwych zmianach ;)

    http://wstaw.org/m/2018/04/02/ico_tkboden_na_108.png
    pokaż całość

    źródło: tmbar.jpg

  •  

    Kiedyś jak zaczynałem korzystać z internetów poza elektrodą było niewiele portali o elektronice, programowaniu czy urządzeniach mobilnych, technologiach bezprzewodowych itd.
    Moderacja na elektrodzie jest beznadziejna. Są to osobniki małe, zakompleksione, sfrustrowane i co najgorsze przekonane o swojej wyższości nad całą resztą ludzi odwiedzających ten portal. Niemalże każdy błąd ortograficzny, interpunkcyjny czy nawet zwykła literówka jest w stanie wyprowadzić takiego moderatora z równowagi;
    (╯°□°)╯︵ ┻━┻
    - jak kurwa śmiesz pisać w moim dziale. przecież takie rzeczy powinien znać i wiedzieć każdy trzylatek. jak można nie rozumieć podstawowych zasad programowania procesorów ARM.
    - tym razem twój temat trafił do kosza ale następnym razem dostaniesz bana.

    Mało tego gdy już trochę lepiej ogarniasz elektronikę, bo minęło 5 lat, a tobie w końcu udało się obronić i zakończyć ten okres w twoim życiu okazuje się, że te przemądrzałe nerdy, za których kiedyś ich uważałeś przyklepują jakieś bzdurne rozwiązania, które mogą być nawet szkodliwe dla użytkownika, a najprawdopodobniej i tak nie zadziałają. Robią to bez zająknięcia i wprowadzając ludzi, którzy chcą zaczerpnąć wiedzy z tego portalu w błąd. Prawda jest taka, że oni sami często nie znają tematu i muszą improwizować. Wtedy najłatwiej jest wywalić temat do kosza albo usunąć go za błędy ortograficzne czy interpunkcję.

    W końcu przecież świat nie kończy się na elektrodzie. Pomyślałem, że można by sprawdzić inne portale. O smartfonach z Androidem, o Wi-Fi i kilka innych. Poziom tych portali mnie przeraził. Poziom tych portali jest wręcz tragiczny. Na stronach promowane są rozwiązania szkodliwe np. softy z wirusami, a administracja twierdzi, że wszystko jest w porządku, bo przecież wszyscy robią to na własne ryzyko i odpowiedzialność. Do tego często pojawiają się żebracze wlepki przysłaniające treść strony aby odblokować reklamy. Znajdujesz tutorial z linkami i opisem wszystkich operacji jakie należy wykonać aby wgrać nowy soft, marnujesz czas, oglądasz reklamy, a na końcu okazuje się, że masz zawirusowany telefon i po chwili używania zaczynają dziać się dziwne rzeczy, a gdy chcesz go zresetować to już się nie włącza. Od nowa flashowanie, oficjalny ROM i pół dnia szlag trafił, ale najważniejsze, że "strąka" zaliczyła odsłonę i reklamodawcy rzucili 0,5 gr. No po prostu ręce i nogi opadają.

    #michalbialekwciagarogale #tldr trochę nawet #pasta i #nietagujebonocna ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Zacznę od #tldr

    pokaż spoiler Mam ojca alkoholika, który ma służebność w moim mieszkaniu i nie wiem jak się go pozbyć z mojego życia.


    Jest to człowiek, który odkąd pamiętam, męczy rodzinę w domu i żyjemy od jego zaszycia, do zaszycia. Wchodzi regularnie w długi, a jego ulubionym hobby, jest branie sprzętu na abonament, aby potem sprzedać ów sprzęt, aby mieć na dalsze picie. Gdy już jest w ciągu alkoholowym, nawet po przetrzymaniu go na siłę w domu, nie potrafi myśleć trzeźwo - leży kilka dni w domu, bez kropli alkoholu, a ma się wrażenie, że rozmawia się z człowiekiem po dużej flaszce. Non stop są awantury i szamotaniny... a najgorsze, że głównie nie z jego inicjatywy, tylko pozostałych domowników, ponieważ każdemu puszczają hamulce, gdy trzeba gasić po nim leżące na dywanie papierosy, zakręcać rozkręcony gaz w kuchence, wciągać go do mieszkania, gdy zasypia pijany na klatce schodowej. Spędziłbym pewnie lata wypisując jakie problemy sprawia taka osoba i nie życzę absolutnie nikomu, żeby przeżywał to samo. Sięgaliśmy pomocy policji, ale, albo kończył w izbie wytrzeźwień, a potem wracał z niej pijany do domu, albo policja umywała ręce, ponieważ nie stanowi żadnego zagrożenia. Gdy już godzi się na zaszycie, mamy chwilę wytchnienia, ale jest to tylko odliczanie do kolejnego ciągu alkoholowego, które czai się za rogiem. Całą sprawę, pogarsza fakt, że ma regularny dochód w postaci emerytury. Sam pluję sobie w twarz, ale przyznajcie szczerze, co byście czuli, gdyby praktycznie obcy sąsiad, zaczepił was na ulicy i powiedział, że chyba wasz ojciec leży w krzakach tu i tam? Idę w owe miejsce i widzę ojca, który leży we własnych ekskrementach, cały we krwi, poobijany... wzywam karetkę, ryczę, gdy muszę mówić ratownikom, że to mój ojciec, zabierają go, a on po kilka dniach i tak wraca po alkoholu na czworaka pod dom. Jak już nie wpuszczałem go do mieszkania, to zdarzało się, że policja interweniowała przez zgłoszenia sąsiadów i wrzucali mi go do mieszkania, albo znów wieźli na izbę wytrzeźwień, a potem wracał znów pijany i tak się toczy to koło spierdolenia. Nie wiem już kogo się radzić i gdzie szukać wyjścia z tej sytuacji. Jestem już w wieku, gdy powinienem zacząć żyć swoim życiem, a jestem uwiązany do tego człowieka przez wzgląd na mieszkanie, które jest moje, a w którym ma dożywotnią służebność. Jestem też zmęczony faktem, że kryję to wszystko przed moim najbliższym otoczeniem i udaję, że u mnie wszystko dobrze. Idę do pracy, uśmiecham się, spotykam się ze znajomymi, uśmiecham się, wracam do domu i ryczę. Prawdopodobnie, byłbym też książkowym przykładem uzależnienia od alkoholika, ponieważ w przypadku jego skrajnej krzywdy, włącza się u mnie pierwiastek ludzki... i staram się pomóc.

    #alkohol #alkoholizm #psychologia #feels

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    pokaż całość

    •  

      @ravau: to nie takie proste bo jak osoba nie może stanowić o sobie to musi mieć wyznaczonego prawnego opiekuna. Ja bym się nie zdecydowała być opiekunem mojego ojca który też jest alkoholikiem. @AnonimoweMirkoWyznania: do OP trzeba kiedyś zdecydować co jest dla Ciebie ważne. Twój tato już zdecydował tak samo zresztą jak mój. Ja również jestem właścicielem mieszkania ale się z niego wyprowadziłam w końcu mimo że szkoda mi go było ale żyje mi się teraz o niebo lepiej a i ojciec jakoś tam sobie radzi bo musi sam o siebie dbać. Polecam ci się przejść do najbliższej poradni uzależnień i tam poszukać pomocy specjalistów w tej dziedzinie. Pomagają, nie gryzą :-) pokaż całość

    •  

      Komentarz usunięty przez autora

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Wiecie za co najbardziej lubię dwie pierwsze gry Gothic? Za to, że ta gra się z graczem nie pierdoli. Nikt ci nie mówi, że jesteś jakimś zabójcą smoków, czy innym wiedźminem. Na początku jesteś zwykłym śmieciem, gównem, które byle ścierwojad rozsmaruje pazurami po trawie. Nie dość, że nic nie wiesz o tym świecie do którego trafiłeś, a sterowanie jest proste i intuicyjne jak konstrukcja najnowszego procesora Intela, to jeszcze wszystko oprócz chrząszcza zabija cię na dwa, max trzy uderzenia. Żeby przeżyć zbierasz każdy śmieć i badyl, który przywraca chociaż 5 punktów życia, bo w walce ze zwykłym szczurem te 5pż to granica między życiem, a śmiercią. W dwójce jest jeszcze lepiej, bo twórcy postanowili zrobić z tak banalnej czynności jak najnormalniejsze wejście do miasta, serię questów w której między innymi zbierasz jebaną rzepę. Oczywiście jest też opcja dla idiotów, którzy nie wiedzą, że w świecie nie ma nic za darmo i biorą glejt od typa tak podejrzanego, jak facet w płaszczu rozdający dzieciom cukierki przed przedszkolem. No ale dobra, wszedleś do miasta. Sprawiło ci to wiele trudu, dlatego spodziewasz się jakiejś wielkiej nagrody, albo chociaż ciepłego przywitania. Nagrody nie ma, jest za to gorące przywitanie od paladyna, który po przejściu pierwszych trzech metrów od bramy miasta, wita cię wesoło słowami: - Stój, śmieciu! Grzecznie wypełniasz tą jakże miłą prośbę i zaczynasz z nim rozmawiać. On ci przewija jakim to patałachem jesteś i gdzie takiemu bydłu jak ty nie wolno wchodzić, a na pytanie czy możesz nosić taką zbroję jak on, zapowietrza się i przypomina, jak nędzny dla niego jesteś i że możesz sobie pomarzyć. Nie podajesz się jednak, postanawiasz walczyć o lepsze życie, albo chociaż miecz i zbroję więc idziesz do kierownika straży. I co? I dupa, nie ma roboty dla bezrobotnych przegrywów, musisz mieć stałe źródło dochodu, żeby cię przyjęli, bo już się trafiło paru cwaniaków, co pierwszego dnia służby spierdolili z nowiutką zbroją i mieczem. Idziesz więc szukać roboty, a tam też chujnia, bo jeden każe ci się modlić, drugi robi z ciebie komornika, trzeci oferuje staż, a czwarty każe zabić orka. Tak, orka. Jebanego orka. A jak nie to roboty nie będzie, zbroi straży i miecza też. A dopiero co stoczyłeś śmiertelny pojedynek ze zwykłym szczurem. Jak nie zabijesz tego jebanego orka, to będziesz do usranej śmierci biegał ze spróchniałą lagą i w gaciach wieśniaka. Chuj, nie podajesz się, jesteś wyjątkowo wytrwałym śmieciarzem i w końcu, gdzieś w lesie, między złamaną strzałą a zgniłym rdestem polnym znajdujesz orkowy topór. Okrutny los się do ciebie uśmiechnął, odsłaniając garnitur zgniłych zębów i zionąc odorem śmierci, która cię czeka. Jeszcze tylko zabić 6 wilków, uzbierać wiadro grzybów, zrobić akcję-windykację i masz robotę. Jesteś już w swoim mniemaniu pół-bogiem, choć i tak każdy by ci spokojnie wjebał. A to dopiero pierwszy rozdział, nawet nie cały, bo jeszcze można iść do najemników, albo klasztoru. Jednak te początkowe przeczołganie gracza przez gówno jest konieczne, żeby pozwolić mu odczuć potęgę do jakiej dochodzi pod koniec gry. Na początku zdychać, bo zabijają cię dwa młode wilki, a na koniec wbiegasz sam w stado orków i rozpierdalasz ich w drobny mak. Od zera do bohatera i spowrotem do zera w następnej grze. No i tak się powoli żyje w tym Khorinis.

    #pasta #gothic #gothic2 #tldr
    pokaż całość

    +: B....n, EscPL +27 innych
  •  

    Uwaga będę sobie narzekał więc dla większości z was to typowe #zalesie i #gownowpis

    #tldr

    pokaż spoiler Miasto w którym mieszka OP jest w pizdu zasyfione, zaśmiecone i zagracone i OP publicznie wyraża swoją opinię na ten temat.


    Wiecie co mnie zaczyna wpieniać w #uk ?

    Chyba nic mnie tak nie drażni u ludzi jak głupota i zwyczajny brak wyobraźni oraz bycie ignorantem, nie myślenie o innych.
    Łapałbym takich pacanów i wpychałbym im te śmieci które wyrzucają na ulicę do gardła, za pomocą bazooki.

    Mieszkam w #leicester już ponad rok i jestem zdumiony brakiem jakiejkolwiek reakcji czy zainteresowaniem ze strony Councilu odnośnie tego jak to miasto wygląda a wygląda tragicznie jeśli chodzi o zaśmiecenie i zagracenie. Nie dość że koszy jest niewystarczająco dużo to jeszcze te pojedyncze sztuki nie są regularnie opróżniane i dosyć często okolica w której mieszkam (zwłaszcza po weekendzie) wygląda jak przedsionek wysypiska.

    Nawet zrobiłem na ten temat małą reklamówkę/video z okazji jednego z projektów na uniwersytet którą pozwolę sobie wrzucić poniżej. (hasło autorskie na końcu filmu wymyślone by me i chyba dobrze podkreśla moją frustrację).

    Zdjęcie z dzisiejszej podróży miejskim autobusem w komentarzu gratis (żeby zobrazować, że nie przesadzam) i to są zdjęcia tylko z jednego dnia, to jest moja codzienność jeżdżąc codziennie na zajęcia.

    #uk #namarinwuk #emigracja
    pokaż całość

    źródło: youtu.be

  •  

    #pogoda #lubelskiobserwator #zima #polska #snieg #gruparatowaniapoziomu #podkarpacie #lubelszczyzna #malopolska

    MOŻLIWE DWIE FALE MOKREGO ŚNIEGU NAD POŁUDNIOWĄ I POŁUDNIOWO WSCHODNIĄ POLSKĄ

    Czas na dłuższą analizę pogody. Dosyć spore #tldr, ale gorąco zachęcam do poczytania przy popołudniowej kawie ;)

    TL;DR W nocy z piątku na sobotę a także w nocy z sobotę na niedzielę południowa i południowo wschodnia Polska dostanie się pod wpływ niżów z południa. Przyniosą one opady deszczu, deszczu ze śniegiem i mokrego, intensywnego śniegu. Pojawią się prawdopodobnie spore utrudnienia w ruchu i awarie energetyczne. Najmocniej może padać na Podkarpaciu, Małopolsce i częściowo na Lubelszczyźnie, gdzie wzrost pokrywy może osiągnąć poziom około 5 - 15 cm. W przyszłym tygodniu nad Polskę spłynie mroźne powietrze z północy. Pojawią się wyraźne spadki temperatur poniżej 0.

    Dostępne mamy całkiem interesujące, a zarazem stabilne wyliczenia modeli prognostycznych na okres piątek - sobota dla południowej i południowo wschodniej części naszego kraju. Już za kilkadziesiąt godzin owe regiony wyraźniej dostaną się pod wpływ pofalowanego frontu atmosferycznego, wzdłuż którego przemieszczać się będą wydajne pod względem opadów deszczu i śniegu układy niskiego ciśnienia wędrujące z kierunków południowych. W okresie zimowym wędrówka niżów z tych kierunków, trafiając na chłodniejsze powietrze z północy przyczynia się do transformacji intensywnych opadów deszczu w opady ciężkiego, mokrego śniegu (głównym, sprzyjającym czynnikiem jest ujemny, pionowy rozkład temperatury w dolnej troposferze).

    Z taką też sytuacją zmierzą się mieszkańcy wyżej wymienionych regionów w trakcie nocy z piątku na sobotę oraz nocy z sobotę na niedzielę. W trakcie sobotniego dnia pojawi się okienko pogodowe. Poniższa grafika przedstawia prognozowany rozkład pofalowanego frontu nad Europejskim Obszarem Synoptycznym na jutrzejsze godziny popołudniowe :

    http://wstaw.org/m/2018/02/01/ico_tkboden_na_036.png

    W wyniku cyklogenezy (procesu powstawania zalążków niżów) układy niskiego ciśnienia powstałe w strefie frontowej będą obierać kierunek północny z odchyleniem na północny wschód.

    Noc z piątku na sobotę

    Pierwszy z takich niżów zbliży się do obszarów ww. w piątkowy wieczór. Początkowo przyniesie on umiarkowane opady deszczu, lecz bliżej godzin nocnych zaczną się one transformować w opady mieszane a także sam śnieg. Ze względu na nieregularny rozkład temperatury w troposferze na omawianym obszarem, w niektórych regionach padać może tylko sam deszcz ( głównie wschodnie części Lubelszczyzny i Podkarpacia ). Zdecydowanie intensywniejszych opadów śniegu należy spodziewać się na południu Podkarpacia, w Małopolsce i nieco słabszych opadów w woj. Świętokrzyskim. Poniższy opis obrazują wyliczenia modelu GFS na noc z piątku na sobotę, na którym to widać strefę wymieszaną pod względem rodzaju opadów :

    http://wstaw.org/m/2018/02/01/overview_042.jpg

    Do godzin porannych pokrywa śnieżna może być mocno zróżnicowana. Zdecydowanie największy wzrost pokrywy odczują mieszkańcy południowej części Podkarpacia i Małopolski. Możliwy zakres pokrywy śnieżnej w piątek rano przedstawiają dwa poniższe linki :

    http://wstaw.org/m/2018/02/01/snowdepth_048.jpg

    Noc z soboty na niedzielę

    W sobotę wieczorem ponownie nad obszar południowo wschodniej i południowej Polski dotrze strefa opadowa związana z pogłębiającym się niżem wędrującym w kierunku Rosji. Dużo wskazuje na to, że ta strefa może wygenerować bardziej intensywne opady śniegu niż w ubiegłą noc. Uwzględnia to szereg modeli numerycznych. Prawdopodobna trajektoria strefy opadów śniegu, wyliczenia modeli GFS i ICON-EU

    http://wstaw.org/m/2018/02/01/overview_063.jpg
    http://wstaw.org/m/2018/02/01/overview_058.jpg

    Pokrywa śnieżna wzrosnąć może o kilka a być może i kilkanaście centymetrów. Tym razem rozkład temperatury będzie bardziej ujemny. Strefa ta w godzinach rannych w niedzielę opuści obszar Polski, zostawiając tym samym pokrywę śnieżną głównie na całym obszarze Podkarpacia i Małopolski (5-20 cm, w górach jeszcze więcej) a także częściowo na Lubelszczyźnie (3-12 cm)

    http://wstaw.org/m/2018/02/01/snowdepth_072.jpg
    http://wstaw.org/m/2018/02/01/snowdepth_066.jpg

    W niedzielę układ niskiego ciśnienia wraz z jego rozległą zatoką, prawdopodobnie rozpocznie swoją wędrówkę w kierunku Rosji, nadal wykazując tendencję do pogłębiania (możliwy spadek poniżej 990 hPa). Ruch powietrza w niżu spowoduje, że zaciągnie on wprost do Polski istotnie chłodną masę powietrza z północy, cechującą się temperaturą -15 / -17 stopni na wysokości około 1500 m. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że następny tydzień będzie mroźny. Spadki temperatury będą osiągać umiarkowane poziomy, jednak w niektórych regionach zaczną osiągać poziom nawet -12/-14 stopni. Na grafice pierwszej widać ulokowanie niżu w godzinach popołudniowych w niedzielę. Po północnej i zachodniej części jego zatoki, zacznie być ściągana na południe mocno wychłodzona masa powietrza (drugi link)

    http://wstaw.org/m/2018/02/01/overview_081.jpg
    http://wstaw.org/m/2018/02/01/850temp_090.jpg

    Czy w następnym tygodniu oprócz mrozu należy spodziewać się gdzieś opadów śniegu ? Tej tematyce przyjrzę się w weekend, a stosowny wpis opublikuję prawdopodobnie w niedzielę ;)
    ______________
    Regularne wpisy pojawiają się również na mojej stronie FB. Podobało się ? Obserwuj mnie także tutaj : https://www.facebook.com/LBLStormchaser/
    pokaż całość

    źródło: 850temp_090.jpg

  •  

    #tldr

    Wpis z cyklu:

    pokaż spoiler Kiedyś to były gry, dzisiaj też są gry i to o wiele lepsze ale i tak wielu ludzi ich nie docenia.


    Spędziłem nad ta grą miliony godzin. Zarywając noce, chodząc przez nią na wagary. Czytałem każdy opis do każdej broni, do każdej rasy czy technologii obcych. Przechodząc ją na 50 sposobów bez kodzenia.

    Następnie spędziłem drugie tyle nad "Terror from the Deep" i Transport Tycoon.

    To był klimat.

    Najlepsze było to, że gdy wpadła w moje łapy, dysponowałem jedynie pożal się Boże marnym 486 DX z kartą dźwiękową PC Speaker (więc głosu nie miałem i zamiast głosu słuchałem sobie do niej Soundtracku z "Z archiwum X" - The Truth and the light na swoim jamniku dwukasetowym Sanyo) aha i miałem czarno biały monitor (tak, grałem gapiąc się na czarno białą grę) Nawet mi wtedy Doom 2 czy Warcraft 2 ścinały a o Duke Nukem 3D mogłem tylko pomarzyć.

    Intro w kolorze z dźwiękiem zobaczyłem dużo później u znajomego na lepszym sprzęcie i odleciałem i potem zaczęła się era gier takich jak Command & Conquer czy Destruction Derby, Theme Hospital etc. Siedziałem u znajomego po nocach grając w co tylko było dostępne. Heroesy 3, Road Rush, C&C Red Alert, Quake 2. Między czasie przeskoczyłem na Playstation (ubłagałem rodziców by mi kupili jeden z pierwszych modeli który sprzedawany był z grą Porsche Challenge i okazjonalnie pożyczałem od bogatego kumpla Dreamcasta, Nintendo64 z pełnym asortymentem gier wtedy dostępnych typu Turok czy Mario 64 lub Spyro the dragon. Byłem wierny PSowi dosyć długi okres czasu i przeszedłem nie małą ilość gier kupionych za własne pieniądze z praktyk, bo na początku kupowałem oryginały, Miałem i wielokrotnie przeszedłem min. Final Fantasy VII, Tekkena 2, Tomb Raider 2, Resident Evil 2, Crash Bandicoot, Medievil i dopiero potem kiedy znajomy z Tarnowa, który prowadził salon gier, "przerobił" mi soniacza, to świat gier stanął dla mnie otworem. Już nawet nie zliczę i nie spamiętam wszystkich tytułów i ile kasy na nie wydałem. Miałem tego całe pudła.

    I jak teraz widzę, że ludzie narzekają na te najnowsze części X Com. Albo te żale które miały miejsce podczas premiery No man's sky, to tylko się uśmiecham pod nosem z politowaniem bo pamiętam czasy kiedy nikt o takich grach nawet nie marzył i w takie "Spore" grałem z otwartą japą.

    #gimbynieznajo #ufo #xcom #xcom2 #gry #staregry #konsole #pc #pcmasterrace
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Znalazłem się w sytuacji jak w telenoweli. Do niedawna traktowałem kobiety całkowicie przedmiotowo. Jestem dwudziestolatkiem i miałem masę przelotnych dziewczyn. Nie obchodziło mnie, czy dziewczyna jest zajęta, czy nie - zniszczyłem masę związków. Zdarzyło mi się za to oberwać xD Miałem zawsze tylko jedną zasadę - nie tykam dziewczyn kumpli. Do tej pory nie był to żaden problem, no bo jednak kobiet trochę na świecie jest.
    Wszystko skomplikowało się jednak gdy na ostatniej domówce jeden z moich najlepszych przyjaciół przedstawił mi swoją nową dziewczynę, 2 lata od nas młodszą - nazwijmy ją Anią (nową-starą, po paru latach przerwy znów się zeszli). Już po pierwszym spojrzeniu wiedziałem, że muszę się trzymać od niej z daleka. Trafiła idealnie w mój gust, zarówno twarzą, strojem, jak i figurą. Przez pierwszą godzinę, może dwie udawało mi się jej unikać. Potem jednak cała impreza poszła do sklepu uzupełnić zapasy alkoholu. Ja byłem po świeżo przebytym przeziębieniu więc uznałem, że zostaje w domu. Gdybym wiedział, komu się jeszcze nie będzie chciało iść, to poszedłbym nawet z zapaleniem płuc. XD
    Wyobraźcie sobie scenę jak z filmu. Siedzę sobie przy stole, pewny, że jestem sam w domu, grzebię w telefonie, na głośniku leci Walk The Moon "Shut Up and Dance" (nie hejtujcie, na imprezie nie słucha się muzyki klasycznej ( ͡° ͜ʖ ͡°)) i nagle idealnie przy tekście "This woman is my destiny" wchodzi ona. Może nie cała na biało ale i tak wyglądała zajebiście. Od tego nie dało się już uciec, więc chcąc nie chcąc zaczęliśmy gadać.
    Tak jak mówiłem, zawsze traktowałem kobiety przedmiotowo. Każdy mój znajomy wiedział, że mam w dupie związki. Ja też obnosiłem się z tym na prawo i lewo, że na zawszę pozostanę wolnym, hehe, strzelcem. Zawsze jednak w serduszku wiedziałem, że jakbym spotkał ideał w 100% pasujący, kompatybilny do mnie jakbyśmy wyszli z jednej fabryki (kurwa brzmi jak kazirodztwo) to byłbym gotowy się ustatkować. Może gromadki dzieci bym nie chciał mieć, a nawet w sumie to żadnego - nienawidzę małych bachorów, ale znalezienie prawdziwej miłości zawsze było moim skrytym marzeniem. Hulaszcze życie jest fajne, nie powiem, że nie, ale jednak każdy człowiek potrzebuje po prostu trochę ciepła.
    Wracajmy jednak do historii. Rozmowa kleiła się kapitalnie. Okazało się, że mamy identyczne zainteresowania. Nawet te najbardziej niszowe pokrywały się praktycznie 1:1. Kurwa, pierwszy raz w życiu rozmawiając sam na sam z dziewczyną stały mi włosy na rękach (gęsia skórka), a nie coś innego (wiem-suche). Nawet nie zwróciliśmy uwagi gdy znajomi wrócili ze sklepu. Od razu rzucali komentarze typu "Oho, Casanova się odpalił" XD, nawet jej chłopak, a mój przyjaciel. Przez dalszą część imprezy nikt patrzący z boku nie pomyślałby, że nie jesteśmy parą. Ania była przyczepiona do mnie jak rzep. i w przenośni i dosłownie. Cały czas przyciskała do siebie moją rękę - serio miałem problem żeby namówić ją by puściła mnie do toalety. Rozmawialiśmy non stop, gdy reszcie, P O T Ę Ż N I E wstawionej zaczęło już odwalać wyszliśmy do drugiego pokoju. Normalnie bym na to nie poszedł, ale też nie odpuszczałem kolejek (mam trochę mocniejszą głowę niż reszta mojej paczki), głowna bohaterka nie przesadzała, ale też nie stroniła od alko. W drugim pokoju, zaskoczę was, do niczego nie doszło. Oglądaliśmy jakieś bzdury na yt leżąc na łóżku, no i oczywiście pierdoliliśmy o rożnych głupotach - z nikim rozmowa jeszcze mi się tak nie kleiła. Mieliśmy zgaszone światło, głowę miała na moim ramieniu. W pewnym momencie do pokoju, po paczkę fajek wbił jej chłopak. Zapalił światło, popatrzył chwilę i rzucił do mnie w żartach, że chyba zaraz wyjdziemy porozmawiać na zewnątrz, po czym zbił ze mną pionę i wyszedł. Gość miał i ma do mnie bezgraniczne zaufanie, a ja też nigdy tego zaufania nie nadużyłem. Poczułem się trochę jak szmata. Z mojej inicjatywy wróciliśmy do reszty gości i kontynuowaliśmy pierdolenie o Szopenie, Powoli goście zaczęli odpadać. Odpadł też chłopak Ani. Wreszcie zaczął się też proces mojego odpadania. Znajomy który nie pił, powiedział mi na drugi dzień, że usnąłem z głową na kolanach Ani, podczas gdy ona przeczesywała mi ręką włosy. Z tego co wiem, gdy usnąłem Ania poszła do pokoju gdzie spał jej chłopak i położyła się razem z nim.
    Na drugi dzień miałem ogromnego kaca moralnego. Niby nic nie zrobiłem ale czułem się jak ostatni frajer. Ania i jej chłopak gdzieś wyszli i cały dzień nie wracali - nie dopytywałem. Nie mam pojęcia co robili, ale czułem zazdrość. Po raz pierwszy w swoim życiu. Wieczorem nareszcie wyszli i zaczął się tzw. afterek. Postanowiłem, że będę fair, ograniczę alkohol by zachować trzeźwość umysłu i postaram się ją do siebie zniechęcić. Cały wieczór byłem gburowaty, w nic nie chciałem się angażować, a i tak były momenty w których chemię między nami widział napewno nawet jej chłopak, który notabene, był w stosunku do mnie dużo bardziej oschły niż zazwyczaj, choć po wypiciu paru kieliszków znów nazywał mnie swoim bratem. Tak naprawdę jednak, nie działo się nic wartego uwagi.
    Następnego dnia wyjechałem z samego rana, gdy wszyscy jeszcze spali. Nie pożegnałem się z Anią. Uznałem, że może odpuści. Jeszcze tego samego dnia zadzwoniła do mnie na facebook'u uźywając wideorozmowy, Nie chciałem być chamem więc pogadaliśmy kilka minut ale potem szybko ją zbyłem. Jednak, następnego, następnego i następnego dnia znów inicjowała rozmowę, tym razem na chacie. Rozmowa, jak na domówce kleiła się tak bardzo, że spędzaliśmy kilka godzin pisząc o sprawach normalnie nudnych i niewartych uwagi. Takich o których nie chciałoby mi się gadać z żadną inną osobą. Gadaliśmy nawet o moich podbojach seksualnych XD Rozmowa z nią sprawiała i sprawia mi tak ogromną przyjemność, że jest mi strasznie ciężko z tego zrezygnować. Nie wierzę w przyjaźń damsko-męską, ale z drugiej strony wyraźnych znaków, że chce zostawić mojego przyjaciela mi nie dawała (chociaż ogromnie się boję, że z nim zerwie i powie mu, że to ja zawróciłem jej w głowie). Napewno nie zamierzam jej do tego namawiać. Myślałem o tym, żeby poczekać aż zerwą ze sobą w jakiś "naturalny" sposób (wiem, że mieli całkiem niedawno mały kryzys) i wtedy wkroczyć do akcji. Ale nie jestem pewny czy to też jest całkiem fair w stosunku do mojego przyjaciela...
    Ale się kurwa rozpisałem, może przez to ktoś powie #tldr , ale każdy kto kiedykolwiek się zakochał wie jak to jest. A ja się właśnie zakochałem. Pierwszy raz - w wieku 20 lat. Nie chcę jednak też niszczyć wieloletniej przyjaźni. Stracił bym nie tylko w oczach tego jednego kumpla, ale też wszyscy inni znajomi od teraz wiedzieliby, że nie można mi ufać.
    Mirki, potrzebuję pomocy.

    #zwiazki #milosc #problemypierwszegoswiata

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    pokaż całość

    Co robić?

    • 334 głosy (60.73%)
      Zerwać kontakt
    • 149 głosów (27.09%)
      Czekać co stanie się z ich związkiem
    • 67 głosów (12.18%)
      Pieprzyć przyjaźń i próbować ją odbić
    •  

      kek: Dwa razy odbiłem dziewczynę.

      1. Raz było to za gimbazy. I niestety zrobiłem to najlepszemu kumplowi. Latawica wróciła do niego po tygodniu, nasz kontakt zniszczył się na zawsze i gówno. Nie warto było. Postanowiłem, że nigdy już tego nie zrobię.

      pokaż spoiler na swoje usprawiedliwienie mam to, że to była moja pierwsza, była starsza od nas obu, wiedziała jak owijać chłopaków wokół palca i wyraźnie miała ochotę na coś nowego.


      2. więc następnej nie odbiłem kumplowi tylko takiemu lamusowi, który był taką betą w towarzystwie. Zresztą, laska sama chciała się od niego uwolnić, tylko co chwilę nie mogła, bo a to trafił do szpitala ze złamaną nogą, a to co innego, ciągle było jej go żal. Więc odrobinę pomogłem.

      pokaż spoiler i jesteśmy już razem ponad 10 lat i małżeństwem od roku. Idealna bratnia dusza, przyjaciółka i żona.


      Czasem warto, ale jak bliski kumpel, to raczej nie...

      Zaakceptował: Asterling}

      pokaż spoiler Wołam obserwujących: @KebabKing
      pokaż całość

    •  
      D.............a

      0

      @AnonimoweMirkoWyznania: dobrze Ci tak frajerze

    • więcej komentarzy (15)

  •  

    Relacja z #laserowakorekcjawzroku ostrzegam #tldr i nowy tag #okokiedys
    Miejsce: Kraków (ze względu, że nie będę robić tu reklamy info na priv)
    Metoda: vDesign Custom Q (inaczej Femtolasik)
    Parametry: oko prawe: -7dp, -1,5 cyl, niedowidzenie ok. 30%; oko lewe: -7,25dp, -0,25 cyl.
    Koszty: 9200zł

    Badanie kwalifikacyjne (23.11.17) – na badaniach zeszło mi w sumie jakieś 3h. W pierwszym pokoju zrobiono mi szereg specjalistycznych badań maszynami prosto z kosmosu (niektóre znajome – chodzę do okulisty od 6lvl). Nie jestem znawcą ale badania te obejmowały m.in. tonometrię (ciśnienie oka - gdzie maszyna pluje na sucho w oko), histerezę, biometrię (długość gałki ocznej), zdjęcia przekroju rogówki, zdjęcie nerwu wzrokowego, topografia rogówki, pachymetria (grubość rogówki). W drugim pokoju badano już samą wadę wzroku czyli ostrość, kontrast i czytanie literek z kilku tablic. W trzecim pokoju rozmowa z doktorem prowadzącym – tutaj dowiedziałam się, że zostałam zakwalifikowana do zabiegu. Potem doktor jeszcze sprawdził coś znów w oku pod jakaś mikroskopijną maszyną. Podczas rozmowy mogłam zadawać nurtujące mnie pytania. Dowiedziałam się również, że na prawe oko mam niedowidzenie. Wcześniej o tym nie wiedziałam. Zostałam poinformowana, że będę widzieć 4 na 6 rzędów z tablicy. Niedowidzenie i cienka rogówka miały wpływ na wybór metody femtolasik w customowym programem specjalnie dobrane pod moje parametry. Wrażenia z rozmowy z TYM doktorem bardzo pozytywne, jednak wieść o niedowidzeniu trochę przycięła skrzydła. Jednak po rozterkach zdecydowałam się – w końcu pozbycie się denek noszonych od 20 lat było moim marzeniem, nawet jakbym miała widzieć w 70% na jedno oko byłoby wspaniale.

    Operacja (4.12.17) o 17.30 weszłam do pokoju oczekując na operacje (wyraz "operacja" stosuję zamiast „zabieg”, ponieważ uważam, że taka ingerencja w aparat wzroku to nie „jakiś tam” 20 minutowy zabieg jak wycinanie wyrostka, tylko trwała zmiana w delikatny narząd wzroku. Btw w medycynie refrakcyjnej stosuje się słowo „zabieg” dla komfortu psychicznego potencjalnych klientów). Z recepcji otrzymałam teczkę z moimi parametrami oczów oraz zalecenia po zabiegu. Miła pani pielęgniarka podała mi 1 szt. ketanolu, zakropiła oczy środkiem znieczulającym, następnie podała „soczek z gumi-jagód” na odstresowanie się, potem ubrałam czepek, fartuch i ochraniacze na buty, następnie przemyła środkiem oczyszczającym oczodoły, znów jakieś kropelki. Otrzymałam również saszetkę z kropelkami na najbliższe 10 dni. Doktor prowadzący jak i panie pielęgniarki bardzo profesjonalnie do wszystkiego podchodziły. Już od samego początku panowała miła, bezstresowa atmosfera. Kobieta która czekała ze mną na operacja była bardziej zestresowana. Dowiedziałam się m.in. od niej, że dzień przed zdzierała żywcem z powiek sztuczne rzęsy 1na1, bo nie miała kleju… Myślałam wtedy, że przesadziłam dbaniem o oczy - nie nosiłam soczewek 1,5 mc (wystarczy tylko 2 tyg), nie malowałam się 2 tyg (wystarczy 2 dni przed), nie nadwyrężałam oczów przez samą operacją.
    Sama operacja trwała zaś ok. 20 min. Jak to dokładnie wygląda możecie sobie obejrzeć na yt. Na początek trzeba się położyć na leżance, pod nogi dają taką poduszkę, natomiast do rąk takie (myślałam - a po co mi to?) serduszko (niżej zdjęcie). Jak się kilka minut później okazało – nawet się przydało. Przed każdą czynnością doktor lub pielęgniarka mówiła co będzie się dziać, co mam robić, co będę widzieć. Pewnie interesuje was próg bólu? Wszędzie jest napisane i nawet mówiono mi, że nic nie będzie bolało. Jestem wrażliwą dziewuszką, jednak nie staram się panikować i staram się wytrzymywać np. ból brzucha, głowy, zębów bez tabletek przeciwbólowych. Unieruchomienie powieki ruchomej było jednym z ciekawszych rzeczy. Rozwórka zrobiona z cieniutkiego drutu wchodziła w te przestrzeń miedzy gałką a skórą. Miałam wrażenie, że jest tam z tyłu… teraz nie dość, że naturalnie mam wyłupiaste oczy, to jeszcze jak ze Scooby Doo wyskakują mi z przerażenia na sprężynce, jak z typowych kreskówek. Na pewno to nie bolało. Za to pierwszy laser który wycinał okienko w płatku rogówki był hardcorowy. Najpierw pierścień zbliżał się aby unieruchamiać gałkę, po czym przyssał się do oka i zaczął wgniatać mnie w fotel. Dosłownie! Wgniatana byłam za pomocą oka do fotela! Mocniej i mocniej. Przyssało się do oka i wgniata do podłogi. Wtedy gąbczaste serduszko się przydało, a moje serce waliło jak młot. Próg bólu 1 może 2/10, gdzie uderzenie w mały palec kanta od łóżka to 8/10. Potem już było z górki. Laser wycinał te okienko na płatku rogówki. Przez pewien moment nacisku „nałożyła” się przez chwile ciemność, o czym zostałam wcześniej poinformowana, po chwili znów nałożył się obraz. Nie wiem jak to opisać. Może ktoś pomoże, jak to miał, jakie uczucia, co widział w tym momencie? Niesamowite jak to działa tam w środku wszystko. Między czasie jak płatek rogówki został odchylony ręcznie przez doktora, oko co chwile było zakrapiane przez pielęgniarkę. Przesunięto mnie pod drugi laser. Cały czas musiałam patrzeń na zielone światełko na środku (u mnie się rozmazywało bo ślepak byłam), a po boku jakieś inne światełka, nie pamiętam czy białe czy czerwone. Doktor co jakiś czas mówił, że „bardzo ładnie patrzę oczkiem”. Czułam się jak w przedszkolu… ale uwierzcie, to pomagało. Nie drgnęłam okiem, sfokusowana byłam full, patrzyłam „oczkiem” tak jak doktor kazał. Pytali się co chwile kontrolnie czy wszystko ok. Laser femtosekundowy działał kilkanaście sekund. To trochę dłużej niż np. u tej dziewczyny co była przede mną (ona miała -3 tylko). A to przez to, że mam wysoką wadę i astygmatyzm. Momentu jak laser pikając formuje rogówkę nie widziałam. Co to bólu to nie czuć nic, krople przeciwbólowe działały, natomiast co do czucia pod względem zmysłu węchu – czuć było typowy zapach u dentysty lub jak inni pisali spalonego białka. Następnie krople i nałożenie z powrotem płatka rogówki na swoje miejsce. Wtedy już wyraźniej lecz przez mocną mgłę widziałam panią pielęgniarkę stojącą nade mną. Świetnie! Najważniejsze, że coś tam widzę! Potem drugie oko i znów pochwała „bardzo ładnie pani patrzy oczkiem”. :D
    Następnie czeka się 15 min w pokoju, aż doktor znów skontroluje czy wszystko jest ok. Przez ten czas oczów nie tarłam, nie dotykałam, mrugałam delikatnie, nic na siłę. Wydaje mi się, że jak usiadłam to już było coś nie tak z prawym okiem. W lewym nie czułam nic, wszystko ok, ale w prawym za każdym mrugnięciem coś mnie tam kuło, uwierało, nie było tak jak dawniej. Doktor przyszedł obejrzeć czy wszystko dobrze się ułożyło i wtedy zauważył w prawym oku… pofałdowany płatek rogówki. Natychmiast zdecydował, że mi go poprawi. Wtedy znów wzięto mnie na blok operacyjny ale tym razem już bez laserów. Była tylko rozwórka, pielęgniarka zakrapiała oko, a doktor poprawił i wygładzili płatek rogówki. Po tym było ok, już nic nie gryzło i nie przeszkadzało w mruganiu. Mogłam wrócić do domu.

    24h po (5.12.17)
    Czy mieszkanie blisko czy daleko musicie być z towarzyszem. Ja miałam do domu 150km i niebieski był wybawcą <3 Światła samochodowe znad przeciwka nie raziły tak mocno(przynajmniej nie aż tak jak na kacu). Początkowo nie zakładałam okularów słonecznych bo było ok, ale niektóre światła, te mocniejsze halogeny dawały minimalny światłowstręt ale do przeżycia. Oczy nie łzawiły. Widziałam mocno przez mgłę, ale byłam już w stanie czytać tablice rejestracyjne.W nocy spałam krótko, ale nie przez ból… nic z tych rzeczy. Po prostu nie spałam, bo musiałam spać na plecach (bardzo ciężka pozycja), a po drugie nie mogłam spać z emocji… Marzenie to cel z datą realizacji i to właśnie dalej do mnie nie docierało. A jednak… zrealizowane.
    Rankiem mocna mgła zniknęła, została mała mgiełka, oczodoły suche i naciągnięte od kropelek. Widziałam przez okno… szyszki na sosnach! Wiem, że macie mnie za głupka ale… widziałam te typowe dla szyszek - łuski! Wcześniej ich nie widziałam. Widziałam tylko taką brązową rozmazaną kupę (ale poczekajcie na drugi dzień…). Każdy przedmiot miał poświatę. Lewe oko 90% idealne, natomiast prawe mocno zamazane. To było moje niedowidzenie. Więcej o niedowidzeniu pisała Celina. Niedowidzenia nie da się wyleczyć, żadna laserowa korekcja wzroku, przeszczep, okulary nie są w stanie tego zniwelować. Jedyna możliwość istnieje w wieku 6-8 lat, kiedy aparat wzroku się rozwija. Mimo, że lewym oko widziałam bardzo wyraźnie (została mała mgiełka), to jednak na prawym oku widziałam niewyraźnie… Ale to kwestia przyzwyczajenia, przecież to niedowidzenie, usunięto mi wadę i z dnia na dzień się nie przestawię. Kupując mocniejsze okulary też głowa bolała przez dwa dni, więc pewnie to kwestia przestawienia się na nowe. Daję sobie czas i cierpliwość.

    Pierwsza kontrola (5.12.17)
    Wchodząc na kontrolę do innej pani doktor (mojego doktora prowadzącego w ten dzień nie było) powiedziałam, że na prawym oku widzę bardzo zamazanie, a na lewym bardzo wyraźnie. Oczywiście znałam odpowiedź „o czym na pewno pani została poinformowana przed zabiegiem” (niedowidzenie). No tak. Cieszę się, że w ogóle widzę. Miałam takie lekko mieszane uczucia. Tu mam mega mikro-makro wzrok a tu mam niewyraźnie. Pamiętam, że w okularach też tak było, ale nie aż taki kontrast. Rozumiecie, tu wyraźnie a tu jak pijany. Ciężko to sobie wyobrazić… ale czułam, że oczy mi zezowały. PANI doktor powiedziała mi właśnie, że troszkę astygmatyzm został (-1 miałam) i żeby to kontrolować. Kazała mi często mrugać. Super. Ja bez mrugania mogę żyć… a tu muszę coś ‘nienaturalnego’ robić. No ale dobra… Mrugałam (jak mi się przypomniało to nadrabiałam xd). Potem jeszcze PANI doktor popatrzyła pod mikroskopem czy płatek rogówki się dobrze goi. Lewe oko dobrze się goiło, a prawe „troszkę gorzej” - usłyszałam.

    72h po (6.12.17)
    Poświata wokół przedmiotów dużo mniejsza. Na lewe oko praktycznie brak poświaty, na prawe większa. Pod koniec dnia ból głowy zapewne przez większe moce. W ciągu ostatnich dwóch lat nosiłam okulary -6dp zamiast -7dp. Kto nosił i zmieniał moce na mocniejsze ten wie, że ten charakterystyczny ból z przodku głowy też będzie miał miejsce po operacji (przez dostrajanie się mózgu do wyraźnego widzenia). Co do widzenia – widziałam na to lewe oko jak z w full HD,4K ;) Łuski szyszek jak w national geographic. Co to uczucia dyskomfortu, co jakiś czas było uczucie piasku, ale to mijało. Tego wieczora prowadziłam już auto. Światłowstręt był ale nie tak duży, także przy tej metodzie nie musicie się obawiać o światłowstręt ale pamiętajcie, że każdy reaguje inaczej.

    Druga kontrola – 9 dni po (13.12.17)
    Kontrola ponad tydzień od operacji u MOJEGO doktora prowadzącego była zonkiem. Doktor i optometrystki były zdziwione, że przekroczyłam ich założenia, że jest lepiej niż dobrze. Miała czytać 4/6 rzędów, a czytałam 6/6. Wada resztkowa miała zostać większa, a została -0,25 DP. Jak wspomniałam wyżej na prawym oku mam to niedowidzenie. Przez tydzień od zabiegu czułam tak jakby różnice, na lewym mega mikro-makro wzrok, na prawym zamazanie. Myślałam, że to widocznie tak ma być, skoro to moje niewidzenie to to akceptuje. I tak lepiej być nie może. Ważne, że w ogóle widzę… Nie mogłam się przez tydzień przyzwyczaić, że jednak różnica jest inna niż przez okulary czy soczewki. Było niewyraźnie na prawe oko w soczewkach czy okasach, ale nie wiedziałam, że po wyleczeniu lewego oka aż tak. Dr powiedział, że płatek rogówki się pofałdował. Co? Yyy… Znowu? To jednak nie to niedowidzenie? „Nie aż tak” – dowiedziałam się od doktora wybawcy. Powiedział, że jeżeli jestem w stanie to od razu mi to poprawi.
    No i znów powtórka z rozrywki. Czekałam godzinę i wjechałam na blok operacyjny. Płatek poprawiony, podniesiony, wygładzony. Dodatkowo dr założył mi soczewkę, która miała uformować płatek rogówki. Od razu widziałam lepiej!! Tak jak w okularach czy soczewkach tylko mega wyraźniej! Dzięki Bogu za tego doktora! Soczewka straszni mi się wbijała, wsysała w oko, bolała. Teraz rozumiem jak przy starszych metodach może boleć oko tylko przez sam fakt noszenia soczewki ochronnej. Przy mojej metodzie nic nie bolało, a ta soczewka wbijała się jak wściekła. Nie dawała zasnąć, przy zamykaniu bolało, spałam może 2 godziny.

    Trzecia kontrola – 10 dni po (14.12.17)
    Z uwierającą soczewką widziałam jak dawniej! Bez zezowania, bez kontrastu, tu wyraźnie, tu zamazanie. Widziałam tak jak dawniej, tylko dużo wyraźniej (nawet z tym niedowidzeniem). Na kontroli zdjęli mi soczewkę u prawego oka. Wszystko ładnie się wygładziło. Ulga. Następne dni spałam już w opasce na oczy.

    Czwarta kontrola – 17 dni po (21.12.17)
    Ucieszyłam się na wieść, że przekroczyłam założenia lekarzy wada resztkowa powinna zostać większa przy -7dp została -0,25. Widzę 6/6 rzędów. Doktor chce użyć mój przypadek do swojej pracy dyplomowej. Nie wiem czy to prawda czy ściema. Ja się cieszę, że trafiłam nie tylko – z medycznego punktu widzenia – na specjalistę, ale także z ludzkiego – na dobrego człowieka, który zadbał o moje prawe oko mimo tego, że było nieposłuszne.
    Parametry mojej rogówki przekraczały normę (OP – 528um, OL-530um). Jednak nie aż tak żeby miały spowodować pofałdowanie się płatka. Doktor powiedział, że cienka rogówka nie miała na to wpływu. Musiałam nieświadomie przez sen przetrzeć prawe oko. Na pewno było to poza moją kontrolą. Od pierwotnej operacji obchodziłam się z oczami jak z jajkiem:
    - regularne zakrapianie,
    - delikatne przemywanie zagotowaną wodą,
    - prysznic tylko w okularach do pływania,
    - tydzień leżenia,
    - przebywałam w niezakurzonym pokoju,
    - świeża pościel,
    - z dala od zwierzaków,
    - brak tv,
    - nikła praca fizyczna.
    W ruch poszły audiobooki opowiadań i 2 tomów wiedźmina. Czułam się zdolna do pracy ale lepiej przeczekać chociaż pierwszy tydzień. Totalne nudy. Aż układałam puzzle…

    3 tygodnie od operacji (27.12.17)
    Zakrapiam oczy według zaleceń (3 rodzaje kropli). Oczy zakrapiam sterydami i kroplami nawilżającymi do 4 tygodni od operacji, a potem tylko kroplami nawilżającymi do pół roku.
    Widzenie: Fantastyczne! Jaki brzydki ten świat w taką pogodę. Lepiej czasem niewyraźniej widzieć… Żartuję. Piękny, wyraźny świat. Dominującym okiem zawsze było lewe, dlatego mi nie przeszkadza, że na prawe jest ciut gorzej i zazdroszczę tym którzy mają zdrowe oczka i widzą 20/20.
    Sztuczne światło się rozprasza (poświata). Ma to minąć od 2mc do pół roku. Od południa i im bliżej zmroku tym gorzej – oczy chyba się męczą i wtedy ostrość jest mniejsza, szczególnie moje prawe, niedowidzące oko. Kontrast białych liter na czarnym tle powoduje rozpraszanie wokół światła. Wieczorem latarnie znad przeciwka nie rażą, ale jak jechałam na drodze nieoświetlonej to samochód znad przeciwka raził bardzo mocno, zmuszając do hamowania. Prowadząc auto wieczorem już na drugi dzień od operacji i nie było wielkiego światłowstrętu (ale może wtedy nie zwracałam na to uwagi)
    Dyskomfort: im więcej tato dokłada do pieca – tym gorzej. Trzeba nawilżać powietrze… Ogrzewanie, klimatyzacja, nawiew, patrzenie w komputer - na to wszystko po dłużej chwili reagują moje oczy. No nic, trzeba zakrapiać, ale to dopiero 3tyg po operacji. Po alkoholu jest to samo. Co do ciężarów – na razie nie mogę nosić więcej niż 5kg. Jeśli jesteście po, to do kiedy nie można dźwigać? Jeśli etapami to proszę o info jak wy dodawaliście sobie stopniowo kg? Co do sportów podobno w styczniu mogę już na narty. Ale po jakim czasie było to u Was?

    Jeśli chcecie będę informować o zmianach (czy jest lepiej z tą poświatą).

    Zapraszam na naszą fb grupę jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o #laserowakorekcjawzroku

    Wołam tych co chcieli: @Stalkerka @noriad @srantus @marbra @BostonGeorge @kaczeg @hvdy
    pokaż całość

    +: srantus, S.......a +47 innych
  •  

    TL;DR ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Miruny, taka sytuacja z rana.
    Pracuje ok 25 km od miejsca zamieszkania, do pracy dojeżdżam przez jakieś wsie.
    Sytuacja wydarzyła się właśnie w takiej wsi, niedaleko od firmy. Z naprzeciwka jechał samochód , wiec zjechałem do krawędzi drogi, lekko nawet łapiąc pobocze, a tu nagle JEB. Patrze, lusterko złożone, zajebiście.
    Patrze co robi kierowca tamtego samochodu, przyhamował, ruszył dalej, więc zrobiłem to samo, nie będę gonił kogoś za lusterko, bo jak wiadomo, to wina obopólna. Zaparkowałem samochód na parkingu, poszedłem do firmy, ale patrząc przez okno na parking, zauważyłem, że koło mojego samochodu, stoi jakieś auto. Kurtka na siebie i idę.
    Słyszę w oddali "Tak, to ten samochód,yhym, no". Dochodzę do tych ludzi, widzę przy Vectrze A stoją 3 babki i jednego faceta i słyszę (O-oni, J-ja)
    O: To Pan w nas uderzył przed chwilą?
    J: Słucham ?
    O: To Pan w nas uderzył i zniszczył nam lusterko?
    J: Jeżeli już to zderzyliśmy się lusterkami
    O: Nie, to Pan w nas uderzył, jechał pan po środku.
    J: Trochę Pani nagina rzeczywistość. Zjechałem do krawędzi drogi.
    O: Nie, to my zjechaliśmy.
    ...
    O: Niech Pan zobaczy co zostało z naszego lusterka (pokazuje mi obudowę). Musi dać nam pan 100 zł na nowe, albo dzwonimy na policje
    J: Ja również mam szkodę w samochodzie. Proszę zadzwońcie na policję. Przyjadą i Wy dostaniecie mandat i ja dostanę mandat, bo wina tu jest obopólna.
    O: Jaka obopólna, to Pana wina. Już miesiąc temu wymienialiśmy lusterko, bo było to samo.
    J: Ja nie uważam, że to moja wina.
    W tej chwili wyskakuje do mnie facet i mówi: Nie wkurwiaj mnie, dajesz na to lusterko ?
    J: Nie, nie dam Wam pieniędzy na lusterko, ponieważ ja też poniosłem straty.
    Ten facet: Dobra, dzwonie kurwa
    J: Proszę, oboje dostaniemy mandat.
    Baba z tego samochodu ciągle podniesionym głosem, że w przeciągu miesiąca to druga taka sytuacja u nich,
    poprosiłem, aby nie unosiła się, bo to nic nie da. Pytali czemu nie zatrzymałem się, tak jak oni, przedstawiłem sytuację, jak to wyglądało z mojej strony. Oni mówili,m że zatrzymali się i nic nie robili, po czym powiedzieli, że pojechali zawrócić gdzieś dalej. AHA.
    Facet patrzy na firmę, w której pracuję i pyta "Gdzie pracujesz?"
    J: A co ?
    Facet: No gdzie pracujesz? Co tu robisz?
    J: Pracuję ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Facet: Ale gdzie
    J: No tu ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Zrozumieli, że pieniędzy ode mnie nie dostaną (100 zł za lusterko do vectry a?) więc wsiadają do samochodu.
    Facet wsiadając powiedział, że załatwią sprawę inaczej. Tu w firmie pracuje Bartek, także załatwimy to.
    Babka jeszcze powiedziała, że jak coś to zapisała moje numery, zrobiła jakieś zdjęcia czy coś takiego.
    Jak wsiedli do samochodu, zrobiłem jeszcze zdjęcie tyłu ich samochodu, żeby mieć ich numery.
    Samochód przestawiłem bardziej na widok z kamer, w razie czego. Choć myślę, że nie są na tyle głupi, żeby zrobić mi coś z samochodem.
    Żałuję, że tego nie nagrałem, ale czasu nie cofnę.
    Teraz mogę się obawiać o siebie, mogę to gdzieś zgłosić, czy poczekać aż (nie daj boże) zrobią mi coś z samochodem oni, lub ten cały Bartek?
    #tldr #pytanie #policja #motoryzacja
    pokaż całość

  •  

    Od razu zaznaczę, że jestem tutaj kilka lat i nie mam interesu, żeby obrażać wypok. Między innymi dlatego, że niektórzy znajomi przyczaili mnie jak na nim siedzę :cc

    Wczoraj byłem w psychiatryku w odwiedzinach i zastanawiało mnie, dlaczego w TV na korytarzu leci tak bardzo depresyjny kanał, nie jestem w stanie określić który, ale znacie te kanały, nie? :D
    To jakoś ztriggerowało mnie do pomyślenia, czy nie korzystam z takich mediów.

    I właśnie akurat (oczywiście!) uświadomiłem sobie, jak wykop jest depresyjny.
    1. Główna: naliczyłem u siebie na samej pierwszej stronie:
    - 19 znalezisk na temat skurwysyństwa ludzi (brutalny atak, zdrada, gwałt, morderstwo, znęcanie się nad zwierzętami, złodziejstwo, echa zamachu, tortury, egzekucje I TEDE I TEDE)
    - 6 znalezisk typu reklama/wypchnięte przez wykop poleca/sponsorowane
    - kilka śmieci typu film jak typ dostaje odrzutu od otwiernaej bramy

    dla porządku i bycia fair:
    + 15 neutralnych 'quality' znalezisk typu ciekawostka, poszerzenie wiedzy, zwracających uwagę
    + 3 znaleziska pozytywne (rzucanie śnieżkami, pieseł, bezinteresowność jednego księdza, nic specjalnego w każdym razie)

    Ale chcę tu przedstawić skalę treści negatywnych, przypominających, że na świecie występuje piekło i nie wprowadzających do naszej wiedzy zbyt dużo (raczej wiemy, że brutalne morderstwo jest złe) w pomocy ze zwykłym junkiem (19+10).
    By znaleźć neutralne/pozytywne (15+3) i interesujące nas treści trzeba nieźle się natrudzić, bo przecież nie wszystkich interesuje sport lub podróże. Oczywiście zainteresować może coś 'negatywnego' ale tutaj to wyłączę :X bo nie taką mam koncepcję posta XD przybliżenie niżej

    MIRKO UKOCHANE MOJE (GORONCE 12H Z PODSTAWOWYMI CZARNOLISTO JAK ROZADAJO CEBULA ANIME MAJICAL CHODZE NA KURWY PACZCIE PITCA - CZYLI DUŻO WYJEBAŁEM TAK JAK FOJER, kolejność wpisów przypadkowa):
    - chujowy żart
    - chujowy żart
    - chujowy meme
    - dobra ciekawostka
    - ludzie to chuj
    - pytanie może mądre może głupie nie wiem
    - jeden dobry meme
    - jestem spierdolony
    - jestem spierdolony
    - kobiety spierdolone
    - gimboateizm
    - 8 prezydent USA
    - pasta, a że lubię przeczytałem tę samą 3 raz, ale ogólnie to znowu o spierdoxiźmie
    - nusz jest spierdolony
    - jestem spierdolony?
    - tak

    No i oczywko chujowe tagowanie

    Można dyskutować od czego jest wykop, że nie musi taki być, że inny zamysł, że jednemu pasuje to a drugiemu tamto, że trzeba nagłaśniać. Nie o tym jest mój post przypominam. Tylko o samej ilości treści, które mają wysoki potencjał do pogorszenia nam nastroju. My chłoniemy to info czytając już nagłówki, a i wejdzie się w takie znalezisko.

    Wiem, nie trzeba tu być jak się nie podoba, całe szczęście.
    I nie to, żebym sam nie zaniżał poziomu, zdarzało się XD

    Ogółem nie polecam dla osób w depresji portalu wypok.peel

    Pisałem tego posta 45 minut XDDDDDDDDDD widać jestem zbyt przywiązany do tego portalu, trzeba przeciąć linę XD.
    Zostawię sobie konto, ale ograniczyć tę stronę osobiście muszę, choćby z szacunku do swojego czasu.

    Pzdr,
    djl

    #wypokobrazawypok #nobodykiers #oswiadczenie #emoquit #wypok #wykop #media #mirko #zalesie #wypokfallsince2010 #zgierskipej #depresja #bojowkazanizaniapoziomu #tldr #coszhumorkiem
    pokaż całość

    +: W.......9, kasztanlikees +8 innych
  •  

    <zyciowa super ciekawa historia! nawet jak nikt tego nie przeczyta to musze to z siebie wyrzucić :D>

    Jaki czas temu (stosunkowo świeżo po przeprowadzce do nowego mieszkania) wsiadając rano do samochodu pod blokiem zauważyłem tajemniczą kartkę za wycieraczką. Rozkładam, a tam drukowanymi odręcznymi literami:

    PROSZĘ PARKOWAĆ TAK ABY NIE UTRUDNIAĆ WSIADANIA I WYJAZDU INNYM POJAZDOM!!!

    Wysiadam, cofam się kilka kroków, samochód żadnym elementem nie wystaje poza obrys wykupionego przeze mnie miejsca parkingowego. Myślę sobie "o chuj Ci chodzi człowieku". Wyrzucam kartkę i jadę do pracy.

    Wieczorem po powrocie z biura parkuje i nagle doznaje olśnienia. Miejsca parkingowe są dość wąskie, bo właściciel nieruchomości trochę janusz-biznesu chciał sprzedać ich jak najwięcej na ograniczonym terenie. Równocześnie z jakiegoś powodu właściciel/właścicielka pojazdu po mojej prawicy postanowił parkować zawsze skrajnie przy lewej linii.

    W związku z tym, jak ja zaparkuje bardziej po prawej stronie swojego miejsca (żeby móc w miarę komfortowo wysiąść, a nie walić drzwiami w samochód po mojej lewej) to rzeczywiście oni tam mogą mieć mało miejsca. No, ale w sumie co mnie to obchodzi. Za linię nie wyjeżdżam, a oni chyba nie są debilami i za dzień lub dwa wpadną, że mogą też dosuwać się do prawej strony swojego miejsca i wszystkie ich problemy znikną.

    Niestety tak się nie stało, po paru dniach druga kartka o podobnej treści xD Nie moge ogarnac co tu sie dzieje. Najmniejszy samochod ze wszystkich, chyba jakieś Renault Twingo, a dramat jakby musiał ktoś TIRem pod blokiem manewrowac. Do tego jakaś blokada mentalna, jak tu rozwiązać tę łamigłówkę i co zrobić żeby mieć więcej miejsca.

    Chciałem odpisać coś w stylu: "Mam wsiadać przez drzwi pasażera, żeby Ci zrobić miejsce, bo nie umiesz normalnie zaparkować?" Ostatecznie nie mogłem znaleźć długopisu w samochodzie i stwierdziłem, że prędzej czy później spotkamy się na parkingu to zapytam sąsiada czy jest jakiś ograniczony umysłowo, znalazł prawo jazdy w paczce Lays'ów czy gdzie tkwi problem.

    Dziś nadszedł ten dzień xD

    Nadchodzi gwiazda do swojego bolidu. Odjebana, wypachniona, wielki obcas, okulary przeciwsłoneczne (chuj, że chmury i 0*C). Nikt nic nie mówi, patrze w ogól kto to i zaczynam skrobać szybę.
    Pani sąsiadka wsiada, włącza silnik i zaczyna jeździć wycieraczkami po zamarzniętej szybie swojego auta. Ja jestem powiedzmy w połowie, a ona nadal siedzi w środku. W ogóle nie widać, bo wszystko oszronione. Napierdala tymi wycieraczkami na maksymalne prędkości (oczywiście zero efektu). Po chwili pryska letnim płynem do spryskiwaczy na szybę, ten momentalnie zamarza w związku z czym jest jeszcze gorzej niż jak przyszła xD

    Umysł, mnie boli tak, że mam ochotę płakać. Po kilku minutach wyjeżdżam z parkingu i widzę w lusterku, że nadal siedzi w tym zamarznietym aucie i szoruje wycieraczkami po lodzie/szronie na szybkie.

    Wtedy wszystko zrozumiałem, jednak jest upośledzona :'(

    #gownowpis #tldr #bekazpodludzi
    pokaż całość

  •  

    #tldr
    Wieczorową pora postanowiłem trochę popierdolić o wyglądzie w odniesieniu do #psychologia i #nauka no i w zasadzie garść #ciekawostki
    Inspiracją do tego było to wykopalisko

    Duży związek wyglądu twarzy z przestępczością.
    Chińscy badacze, za pomocą uczenia maszynowego, powiązali wielce drobnych cech twarzy z przestępczością. Całość pozwoliła na identyfikację przestępcy w oszałamiających 89.51% przypadków!

    Wygląda na to że można poznać bandziora po "zakazanej mordzie"

    Wygląd jest jednym z ważniejszych czynników, decydujących o zachowaniu wobec drugiej osoby. Wpływa także na przypisywanie ludziom określonych cech osobowości oraz sposób przewidywania ich zachowań w przyszłości.

    Wyobrażenie o cechach urodziwej i brzydkiej osoby pojawiające się w umyśle sprawia, że nieświadomie modyfikujemy swoje zachowania tak, aby potwierdzić owo wyobrażenie. Staje się to jedną z przyczyn spełniania się tych oczekiwań.

    Sama historia daje też pewne wskazówki nad powyższymi obserwacjami.
    W starożytnym Egipcie rozprawy sądowe odbywały się w całkowitych ciemnościach, tak aby sędzia nie widział przestępcy. Tylko dwa razy w historii USA wybory prezydenckie wygrał mężczyzna niższy wzrostem - wzrost jest u mężczyzn silnie skorelowany z oceną przystojności. Osoby urodziwe znacznie łatwiej zdobywają pracę, są także rzadziej z niej zwalniane. W miejscu pracy są częściej awansowane, nawet jeśli mają takie same (a niekiedy niższe) kwalifikacje. Otrzymują więcej spontanicznej pomocy od nieznajomych, choć jednocześnie rzadziej są proszone o taką pomoc. O wiele częściej umawiają się także na randki. Bardzo silny i wyraźny jest związek między atrakcyjnością fizyczną a lubieniem, osoby atrakcyjne łatwo zyskują sympatię.

    Część osób jest przekonana, że oceniając urodę człowieka odwołuje się do indywidualnych preferencji i wyobrażeń. W związku z tym próby opisania cech wyglądu, które są trwale związane z atrakcyjnością fizyczną nie mają sensu.

    Okazuje się jednak, że w większości przypadków ludzie trafnie oceniają to, czy dana osoba (np. na fotografii) będzie się innym podobać. Oznacza to, że ludzie znają "wzorzec urody", obowiązujący i powszechny w danej kulturze w danym czasie.

    Ponadto indywidualne preferencje w zakresie atrakcyjności fizycznej są bardzo podobne i wykazują wiele cech wspólnych. Pewni mężczyźni podobają się zarówno mężczyznom, jak i kobietom, a kobiety wyglądające w określony sposób podobają się także obu płciom. Oznacza to, że wzory kobiecej i męskiej urody są powszechne w danej społeczności – znakomita większość jej członków zgadza się co do tego, jaka osoba uchodzi za atrakcyjną.

    Już u niemowląt zauważyć można preferowanie ładnych twarzy. Dzieci dłużej przyglądają się fotografiom urodziwych osób. Może to oznaczać, że postrzeganie tego, co atrakcyjne nie kształtuje się tylko i wyłącznie pod wpływem środowiska, ale jest cechą już wrodzoną. Bardzo wyraźne jest przedkładanie ładnych dzieci nad brzydkimi w przedszkolu. Z dziećmi ocenianymi przez sędziów kompetentnych jako ładne, inne chętniej i częściej się bawią, a także bardziej je lubią. Ładne dzieci zajmują wyższe pozycje w strukturze socjometrycznej grupy. W szkole podstawowej popularność ucznia w znacznej mierze zależy od jego atrakcyjności fizycznej.

    Najsilniejszy i najbardziej zastanawiający związek wykryto między wyglądem fizycznym a przypisywaniem dobroci i zła. Ludzie ładni traktowani są jako dobrzy, a brzydcy jako źli ("ładny=dobry", "brzydki=zły"). Skłonność do przypisywania ludziom urodziwym dobroci jest potwierdzona przez wiele eksperymentów. Jest ona także znacznie silniejsza niż tendencja do przypisywania ludziom brzydkim złych cech moralnych. Podczas eksperymentu nauczyciele proszeni byli o ocenę zachowania dziecka przedstawionego na zdjęciu. Dostarczono im krótki opis bójki, w którym dziecko przedstawione było jako prowokator. Niektórym nauczycielom wręczono zdjęcie ładnego, innym brzydkiego dziecka. Jeśli dziecko na zdjęciu wyglądało ładnie, nauczyciele przekonani byli, że bójka była jednorazowym wyskokiem, który prawdopodobnie był spowodowany przez sytuację (atrybucja sytuacyjna). Przewidywali także, że w przyszłości nie będzie się to powtarzać i deklarowali, że mogliby uczyć to dziecko w swojej klasie. Gdy do opisu bójki dołączone było zdjęcie brzydkiego dziecka, nauczyciele szukali przyczyn jego zachowania w złych i trwałych cechach charakteru (np. agresywności), czyli dokonywali atrybucji dyspozycyjnej. Sądzili także, że dziecko będzie powtarzać swoje zachowania w przyszłości i prawdopodobnie "źle skończy". Zdecydowanie nie chcieli widzieć go w swojej klasie.

    Związek atrakcyjności fizycznej z poczuciem atrakcyjności jest najsilniejszy u kobiet. Kobiety w dużym stopniu wiążą wyobrażenie na swój temat ze swoim wyglądem. U mężczyzn atrakcyjność fizyczna jest słabiej związana z atrakcyjnością. Mężczyźni opierają samoocenę raczej o swoją sprawność. Chłopcy przede wszystkim o sprawność fizyczną, mężczyźni o sprawność seksualną i intelektualną.

    Jednym z istotnych źródeł samowyobrażenia i samooceny jest tak zwane lustro społeczne, czyli z grubsza rzecz biorąc informacje, które otrzymuje się na swój temat od innych ludzi. Te komunikaty innych mogą być przekazywane werbalnie, ale bardzo często są niewerbalne. W związku z tym zasadne jest oczekiwanie wyższej samooceny u ludzi ładnych (czyli lepiej traktowanych) niż brzydkich (gorzej traktowanych).
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Na wstępie pragnę zaznaczyć, że nie będzie to miły wpis. Ktoś kto nie jest zainteresowany #tldr #depresja #anonimowemirkowyznania #gorzkiezale i #przegryw niech spokojnie przewinie dalej.

    Bardzo mnie boli ludzka ignorancja na #depresja Najlepiej to widać w komentarzach pod wyznaniami z pod tego tagu. Ale co się dziwić obcym ludziom ze strony ze śmiesznymi obrazkami, skoro największymi ignorantami są rodzina i najbliżsi...

    Ale od początku.

    Jestem zwykłym mirkiem lvl 25. Zmagam się ze straszną chorobą (TAK! CHOROBĄ) jaką jest depresja. Myślałem, że pojawiła się nie dawno gdy nastąpiła kumulacja moich życiowych problemów, ale dopiero psychiatra uświadomił mi po usłyszeniu mojej historii że mój stan pogarsza się stopniowo od kilku lat... W chwili obecnej nie jestem w stanie racjonalnie myśleć. Demon, który siedzi w mojej chorej głowie jest zdecydowanie silniejszy ode mnie i nie pozwala mi funkcjonować w żadnym stopniu! Nie wiem czy ktoś z was miał taki stan jak pustka w głowie, czarne myśli, niekończący się strach, pragnienie śmierci czy planowanie i oswajanie się z myślą skończenia swojego marnego żywota.
    Najgorsze jest to że te myśli wypełniają cię całego i nie dopuszczają nawet najmniejszej pozytywnej myśli! Lekarz mi powiedział, że fakt iż jeszcze ze sobą nie skończyłem jest oznaką siły, choć sam uważam iż jestem zbyt wielką pizdą by to zrobić...

    I teraz do sedna problemu jakim jest ignorancja... Nie jestem człowiekiem, który przelewa swoje problemy na cały świat i na pewno większość osób które znam nawet nie podejrzewa że mam w głowie taki burdel. Jestem pod tym względem bardzo dobrym aktorem i idealnie wkomponowuje się w powiedzenie - "Często w nocy płaczą ludzie, którym uśmiech z twarzy nie znika w dzień". O moim problemie próbowałem powiedzieć dosłownie garstce osób! Mojej mamie, którą kocham ponad życie i dwóm znajomym. W obydwu przypadkach nie było zrozumienia... Usłyszałem puste teksty w stylu "Weź się w garść", "Wymyśliłeś sobie tą depresję", "Zajmij się robotą to ci głupoty z głowy wylecą", "Ja też mam ciężko" itp. itd.

    Uwierzcie mi, że nie ma chyba nic gorszego dla kogoś w moim stanie niż usłyszeć takie pierdolenie od osób najbliższych... Ja tylko pragnę by ktoś mnie wysłuchał.. Żeby ktoś mi powiedział coś miłego.. żeby mnie przytulił lub poklepał po plecach i powiedział "razem to pokonamy!". Czy wymagam wiele? (╥﹏╥)

    Dla tych co doczytali do końca. Rozglądajcie się po swoich ukochanych i okazujcie zrozumienie bo demona w chorej głowie nie da się pokonać w pojedynkę.

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Limonene
    pokaż całość

  •  

    #tldr #wojna
    "...Timor Wschodni okazał się krajem usianym grobami, w które wbito czarne krzyże. Były one wszędzie: na pagórkach, zboczach, przy drogach. Świadczyły o morderstwach dokonanych na całych społecznościach, których ofiarami byli wszyscy, i starcy, i dzieci. W 2000 roku, gdy mieszkańcy Timoru Wschodniego, w akcie odwagi rzadko spotykanym w historii ludzkości, odzyskali wolność i niepodległość, Organizacja Narodów Zjednoczonych powołała specjalną komisję prawdy narodowej. Komisja ta przygotowała zawierający 2,5 tysiąca stron raport opublikowany w styczniu bieżącego roku. Nigdy nie czytałem czegoś podobnego. Opierając się głównie na oficjalnych dokumentach rządowych, przedstawiono w nim wszystkie szczegóły i całe okrucieństwo krwawej ofiary mieszkańców Timoru Wschodniego. Według tego raportu z rąk żołnierzy indonezyjskiej armii zginęło 180 tysięcy mieszkańców Timoru Wschodniego, zostali oni zabici lub zagłodzeni. Wskazuje się w nim również na “wiodącą rolę”, którą w tej zbrodni przeciwko ludzkości odegrały rządy Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Australii. “Polityczne i militarne wsparcie Ameryki odegrało decydującą rolę”, gdyż stanowiło przyzwolenie dla zbrodni, “od masowych egzekucji do przymusowych przesiedleń, od stosowania okrutnych tortur, wykorzystywania seksualnego do opresji i przemocy wobec dzieci”. Wielka Brytania była natomiast głównym dostawcą broni i wyposażenia wojskowego. Lektura tego dokumentu jest najlepszym sposobem na dostrzeżenie, przez zasłonę dymną otaczającą dzisiaj Irak, prawdziwego oblicza terroryzmu.

    Czytając ten dokument, wracałem myślami do listów wysyłanych przez brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych do członków parlamentu oraz zwykłych obywateli zaniepokojonych faktami przedstawionymi w moim filmie “Death of a Nation”. Będąc w pełni świadomi prawdy, zaprzeczali oni w tych listach, że dostarczone przez Wielką Brytanię helikoptery Hawk obracały w drobny mak pokryte strzechą chaty i że mieszkańców dobijano przy użyciu dostarczonych przez Wielką Brytanią karabinów maszynowych Heckler and Koch. Fałszowano też rozmiary dokonującego się koszmaru.

    Dzisiaj ta historia znowu się powtarza. I znowu towarzyszy jej milczenie “społeczności międzynarodowej”, która wspiera i czerpie ogromne korzyści z dławienia bezbronnych ludzi przy użyciu przemocy. Brutalna okupacja przez reżim w Indonezji obszarów Zachodniej Papuy, dużej i zasobnej w bogactwa naturalne prowincji – odebranej tak jak Timor Wschodni jej mieszkańcom – jest jedną z największych tajemnic naszych czasów. Okazało się, że minister “komunikacji” w rządzie Australii nie potrafiła wskazać tej prowincji na mapie, zupełnie tak, jakby ona nie istniała.

    Szacuje się, że z rąk żołnierzy armii indonezyjskiej zginęło 100 tysięcy mieszkańców Papuy, co stanowi około 10% populacji. Według zeznań uchodźców liczba ofiar jest znacznie większa. Na początku 2010 roku do wybrzeży Australii przybiła tratwa z 43 mieszkańcami Papuy Zachodniej. Spędzili oni w tej ekstremalnie ryzykownej podróży sześć tygodni, nie mieli już żywności, a resztkę wody wlewali w usta swoim dzieciom.

    – Gdybyśmy dostali się w ręce armii indonezyjskiej – powiedział Herman Wainggai, przywódca uciekinierów – większość z nas zostałaby zabita. Mieszkańców Zachodniej Papuy traktują jak zwierzęta. I zabijają nas jak psy. Do tego celu stworzyli oddziały zbrojne i bandy najemników. Dokładnie tak samo jak w Timorze Wschodnim.
    ..."

    Reszta w wykopalisku i powiązanych:
    https://www.wykop.pl/link/4034779/przemilczany-holokaust-timoru-wschodniego/

    #indonezja #islam #timorwschodni #chrzescijanstwo #holokaust #swiat #onz #mikroreklama #historia #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: wolnemedia.net

  •  

    TL;DR - wydanie specjalne - jeden z Wykopowiczów w ''Sprawie dla reportera''
    Aktualizacja w.s. tego znaleziska.
    Sprawę dla Reportera którą przerwano ponieważ @Dzielnytata streamował na żywo to co się dzieje przez Facebooka, nagrano jeszcze raz bez udziału @Dzielnytata a sam program ma być emitowany dopiero za 2 tygodnie. Tutaj znalezisko z Wirtualnych Mediów które opisuje jak widziała to druga strona.
    LINK do ZNALEZISKA: https://www.wykop.pl/link/4006687/sprawe-dla-reportera-z-udzialem-dzielnytata-nagrano-jeszcze-raz-bez-niego/

    Przepraszam jeżeli ktoś nie chciał być zawołany, ale zawsze się może wypisać z mojej spamlisty.
    Uważam jednak że temat zasługuje na nagłośnienie, a że nie byłem autorem pierwszego znaleziska nie mogłem wołać używając normalnej spamlisty. Wybaczcie.
    #telewizja #polska #sprawadlareportera #tvp #dzielnyatata #tldr
    pokaż całość

  •  

    #pogoda #lubelskiobserwator #jesien #snieg #burza #burze #wiatr #ostrzezenie #wichura #tldr #gruparatowaniapoziomu

    NIEBEZPIECZNA W SKUTKACH CYRKULACJA STREFOWA - MOŻLIWA KOLEJNA, BARDZO SILNA WICHURA NAD POLSKĄ

    Witam wszystkich. W tym dosyć długim wpisie przedstawię wam krok po kroku z czym przyjdzie się nam zmierzyć w ciągu następnych dni. Pogoda będzie bardzo dynamiczna, a nad Polską przetoczy się szereg ciekawych ale i niebezpiecznych zjawisk meteorologicznych. Prosiłbym o plusowanie, aby ta informacja dotarła do jak największej liczby osób. Zapraszam do przeczytania krok po kroku poniższego opisu.

    Analizę sytuacji należy zacząć od sprawdzenia prognozowanej wyraźnej przebudowie pola barycznego wraz ze wzmacniającym się silnym, górnotroposferycznym prądem strumieniowym skierowanym z dalekiej północy wgłąb Europy centralnej.

    http://wstaw.org/m/2017/10/26/mslp_048.jpg
    http://wstaw.org/m/2017/10/26/mslp_072.jpg
    http://wstaw.org/m/2017/10/26/mslp_096.jpg

    Załączone powyżej grafiki pokazują rozbudowę układów barycznych na najbliższe trzy dni. Widać tutaj wyraźną dominację dwóch ośrodków. Pierwszy z nich to silny antycyklon (wyż) z centrum w okolicach Wielkiej Brytanii oraz Zatoki Baskijskiej. Kolejnym układem jest rozległy obszar obniżonego ciśnienia nad Skandynawią wraz z tworzącymi się układami niskiego ciśnienia.W tym samym czasie w górnej troposferze, pomiędzy tymi dwoma znaczącymi układami dojdzie do silnej intensyfikacji prądu strumieniowego skierowanego prosto w kierunku centralnej Europy :

    W szczytowej fazie rozwoju prądu, wiatr na wysokości 9km może osiągać wartość 300-320 km/h

    http://wstaw.org/m/2017/10/26/jetstream.jpg

    Tym oto sposobem powstanie charakterystyczny korytarz, którym to nastąpi adwekcja wyraźnie chłodnej masy powietrza wprost do Polski. Sytuację tą obrazuje prognozowany rozkład temperatury na wysokości izobarycznej 850hPa (1.5 km n.p.g.) zamieszczony poniżej :

    http://wstaw.org/m/2017/10/27/850temp_069.jpg

    W ciągu następnych kilkudziesięciu godzin musimy przygotować się na dynamiczną aurę nad Polską. Z północy Skandynawii w kierunku Polski, napędzane silnym prądem strumieniowym nurkować będą szybko pogłębiające się układy niskiego ciśnienia z niewykluczonym powstaniem niebezpiecznego w skutkach niżu wtórnego. Zdecydowanie najgroźniejsza aura może wystąpić w niedzielę. Przedsmak weekendowej aury poczujemy już jutro, lecz opis dotyczący piątku pojawi się jutro przed południem.

    SOBOTA

    W sobotę nasz kraj będzie szybko dostawać się pod wpływ rozległej zatoki niżowej związanej z układem niskiego ciśnienia z nad środkowej Skandynawii. Nad nasz kraj zacznie spływać coraz to chłodniejsza masa powietrza. W ciągu dnia temperatura nad większością kraju nie będzie przekraczać 10 stopni. Szybko zaostrzający się gradient baryczny spowoduje zauważalny wzrost porywów wiatrowych. Najsilniej powieje wzdłuż wybrzeża, nawet do 90-95 km/h. Nad Bałtykiem pojawi się dosyć silny sztorm. Wyraźna wiatr odczują również mieszkańcy zachodniej oraz centralnej Polski, od 50 do 75 km/h. Nad całym krajem w ciągu dnia będą przetaczać się długotrwałe opady deszczu

    NOC Z SOBOTY NA NIEDZIELĘ, NIEDZIELA

    Stale pogłębiający się układ niskiego ciśnienia napędzany ciągle aktywnym prądem strumieniowym spowoduje jego nurkowanie w kierunku Polski. W drugiej części nocy na obrzeżach głównego układu niżowego powstanie kolejny, wtórny układ niskiego ciśnienia, który skieruje się prawdopodobnie w kierunku północnej a dalej północno wschodniej Polski. Możliwy spadek ciśnienia w oku niżu poniżej 980 hPa

    http://wstaw.org/m/2017/10/27/MSLP_21.png
    http://wstaw.org/m/2017/10/27/MSLP_22.png

    Po jego południowo zachodniej i południowej części wystąpić mogą niszczące wręcz porywy wiatrowe. W tej chwili rozmawiamy tu o maksymalnych porywach rzędu 25-28 m/s co daje 80-110 km/h. Są to tylko porywy wiatru bez uwzględnienia konwekcji, a taka zaś prawdopodobnie pojawi się w tym dniu w postaci struktur z wbudowanymi liniami szkwału (mogące nawet generować wyładowania atmosferyczne). Wtedy to pojawić się może ryzyko wystąpienia wiatrów nawet w okolicach 100-120 km/h. W górach wiatr może osiągać barierę nawet 140-150 km/h. Na dzień dzisiejszy wygląda na to, że główna strefa silnego wiatru przetoczy się najpierw nad zachodnią, południowo zachodnią Polską w godzinach przedpołudniowych, obejmując potem centrum, południe i południowo wschodnią Polskę w ciągu dnia, nadal osiągając bardzo wysokie wartości rzędu 80-100 km/h. Nad północną Polską wiatr słabszy, rzędu 13-16 m/s. Dodatkowo w ciągu dnia przetaczać się będą ulewne opady deszczu związane z systemami frontów atmosferycznych - tyczy się to niemalże całego kraju. W nocy z niedzielę na sobotę opady deszczu będą mogły zamieniać się w opad deszczu ze śniegiem i śniegu. Największa szansa przypadnie dla regionów podgórskich i nizinnych i być może nad Polską wschodnią.

    http://wstaw.org/m/2017/10/27/overview_060.jpg
    http://wstaw.org/m/2017/10/27/overview_063.jpg (Widoczne prognozowane położenie wtórnego układu niżowego, póki co jeszcze bez nazwy)

    NOC Z NIEDZIELI NA PONIEDZIAŁEK, PONIEDZIAŁEK

    W nocy z niedzieli na poniedziałek strefa silnego wiatru opuści regiony zachodniej, centralnej i południowej Polski, jednakże oddziaływanie układu niskiego ciśnienia będzie ciągle bardzo wyraźne i ograniczy się do Polski północno wschodniej, wschodniej i południowo wschodniej. W nocy i w ciągu dnia maksymalne porywy wiatru mogą osiągać 65-90 km/h a aura prawdopodobnie zacznie się uspokajać bliżej wieczora. W tych także rejonach pojawić się mogą opady mieszane. Zarówno deszcz jak i lokalny śnieg.

    Pierwsze dni przyszłego tygodnia mogą pozostać pod dominacją strefowej cyrkulacji. Przed nami więc możliwe dalsze spływy chłodnych mas powietrza, niewykluczone, przelotne opady śniegu i silny wiatr w związku z przechodzeniem kolejnych układów niskiego ciśnienia.

    Pozdrawiam
    ______________
    https://www.facebook.com/LBLStormchaser/
    pokaż całość

  •  

    Tak wiem, muszę być niesamowitym prostakiem, skoro taki tekst 'zrobił mi dzień" :D

    Dramat w Kauflandzie w II aktach.
    Występują:
    Pani po 60-tce (P)
    Robotnik Budowlany (RB)
    Motłoch (M)

    Akt I
    Market w przebudowie. Mało kas, dużo ludzi. Pani z wielkim koszykiem na kółkach jest idealnie po środku, 5 osób przed nią, 5 osób za nią. Straszny ścisk. Nagle zaczyna gdzieś pędzić z tym wielkim koszem taranując innych ludzi wokół.

    RB: Proszę trochę uważać, zaraz Pani kogoś rozjedzie tą limuzyną!
    P: Tam kasę chyba otwierajo!!! Proszę mnie przepuścić!

    Szturcha każdego pokolei i odjeżdża z pola widzenia.

    Koniec aktu I.
    Akt II

    Pani kilku chwilach powraca i zaczyna koszem torować sobie drogę pomiędzy ludźmi.

    P: Z drogi! Wracam na swoje miejsce!
    RB: Na jakie miejsce? Gdzieś Pani polazła to się kolejka przesunęła, niech Pani idzie na koniec.
    P: Ja tu stałam i będę stałą dalej. <wpycha się koszykiem>
    RB: <blokując jej drogę> Ale już Pani nie stoi, trzeba było stać jak wszyscy, a nie gdzieś łazić!
    M: <odglosy zniecierpliwienia>
    P: Trochę kultury!!! <nadal napiera koszykiem>
    RB: To Pani nie ma kultury, niby starsza, a jak się zachowuje!
    P: <wepchneła się dawne miejsce, wielce dumna> To Pan jak sie zachowuje!!
    RB: Krowa!! Jak się idzie do marketu między ludzi to się powinno kąpać, a nie mocz perfumować!
    P: ???
    M: OMG, WTF, #zaorane

    Koniec aktu II, KURTYNA

    #zakupy #cebula #mojkrajtakipiekny #tldr
    pokaż całość

  •  

    Działo się, działo! #slubodpierwszegowejrzenia #tldr

    - dotychczasowi faworyci do miana pary roku, czyli techno seba i szeroka blondi, jednak nie staną się parą roku. Ubogi Seba wrócił z wakacji (na których wygrzmocił blondi) i stwierdził, że to jednak nie to. On chce nadal imprezować. Powiedział to blondi, a ta w szoku, bo wierzyła, że Sebix to faktycznie taki biedny, poszkodowany, pozostawiony sam sobie przez rodziców jehowych. Sebix z Blondi poszli na imprezę ze znajomymi tego pierwszego, czyli z dwiema karynami i jednym łysym techno sebą #2. Sebix-Grześ poobracał jakąś karynę na parkiecie, co zaobserwowała Blondi i nie było jej do śmiechu. Zamknęła się w toalecie, do której dobijał się później nawalony Sebix-Grześ. Bundzie rozwut.

    - na czele peletonu wyłania się ni, stąd ni zowąd Ruda z Wieśniaczkiem. Ruda do tej pory była kompletnie załamana wyborem ekspertuufff i chciała od razu uciekać. Wizja wakacji na Teneryfie sprowadziła jednak zły myśli o Wieśniaczku na boczny tor. Wieśniaczek zaczął mniej pajacować, ale natury nie oszukasz. Podrzucił Rudej kamasutrę, a ta się obruszyła, że woli praktykę, niż teorię. Wiesiek się podekscytował, ale Ruda co chwilę robi go w bambuko. Ogólnie jest lepiej, niż było wcześniej, bo Ruda przestała płakać, ale Wieśniaczek jest coraz bardziej napalony. Ile wytrzyma?!

    - na koniec Pedałek i Zdominowana przez Pedałka Aga. Pedałek kontynuuje show, a Aga mu wtóruje, bo co innego ma robić. Ciągle unikają kamer, bo zły boczek Agi, a to zły profil Pedałka, a to kamerzysta wścibski. Kamerzysta wku#$@ił się w końcu i mu daje do zrozumienia, że słuchaj pajacu na to się pisałeś idąc do tego programu, lecz Pedałka tylko to dodatkowo motywuje do dalszych intryg. W końcu wychodzi, że Pedałek to Pedałek, no bo umówił się ze swoim narzeczonym w galerii handlowej na zakupy i nie pozwolił towarzyszyć parze. Zostawi Zdominowaną Agę w jej mieszkaniu i ma się odezwać w weekend. Może umówią się na jakieś spotkanko. To był taki dość skomplikowany coming out. Niby kamery, niby show, ale ej ej nie idź za mną, to moja strefa intymna.

    Dziękuję, do następnego!
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów