•  

    113542 - 415 = 113127

    Tour de Silesia 2018, dystans 350 km.

    Zgodnie z obietnicą z tego wpisu, trasa z dedykacją dla @mmichal i życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.

    Trochę inaczej niż w zeszłym roku, kiedy to do trasy TdS dołożyłem dojazd i potem jeszcze powrót do domu. Tym razem z uwagi na znacznie większą trudność (i to na krótszym dystansie!) postanowiłem po maratonie jedynie wrócić o własnych siłach.
    Tak więc pobudka o 4:30, kawa, śniadanie itp, rower do samochodu i ojciec wiezie mnie do Godowa, gdzie na terenie ośrodka sportu znajduje się baza maratonu. Na miejscu melduję się przed 7.00 i od razu spotykam @byczys'a, który jedzie na dystansie 600 km. Odbieram pakiet startowy, który obejmuje worek na ziemniaki (tzn. na przepak), numerek na ramę i cztery trytytki. Na bogato!

    Do startu mojej grupy jeszcze godzina, więc zarządzam sobie drugie śniadanie w postaci naleśnika. Po chwili przysiada się do mnie @fixie, a potem też @byczys. Coś tam pogadaliśmy, ale trzeba się szykować. Odbieram nadajnik GPS i ruszam w 14. grupie o 8.05 z numerem startowym 118.

    W sumie na dystansie mini jedzie ok. 140 zawodników (na długim bodajże 69), a grupy liczą 8-9 osób. W mojej miałem tylko jednego gościa "na poziomie", reszta została z tyłu już po ledwie kilkuset metrach. Jedziemy więc sobie na zmianach, tempo 35-37 km/h. Po kilkunastu minutach zaczynamy wyprzedzać pojedyncze osoby z wcześniejszych grup. Czasami ktoś próbuje się podpiąć, ale szybko odpadają na pierwszej lepszej górce.

    Swojego towarzysza tracę kawałek za Opawą, gdy zaczynają się nieco poważniejsze podjazdy. Na zjeździe do Bruntala dołączam do kilkuosobowej grupki, jedziemy razem kilka km, ale i oni zostają w tyle, gdy tylko zaczyna się podjazd-dojazdówka do Pradziada. Ogólnie ten odcinek ma tragiczny asfalt, ale do góry to jeszcze tak nie przeszkadza.

    Na parkingu pod Pradziadem zlokalizowany jest punkt z wodą i drożdżówkami, i tam też łapie mnie deszcz. Powiedziałbym nawet, że ulewa. Straciłem ponad pół godziny, żeby to przeczekać. Ruszam do góry jeszcze w lekkiej mżawce, ale już po kilku minutach muszę zdejmować kurtkę, gdy wychodzi słońce, woda zaczyna parować i robi się nieznośnie duszno.

    Sam podjazd dla mnie osobiście bardzo przyjemny, trzyma stałe 7-8% (oprócz wypłaszczenia na parkingu przed szczytem). I przed parkingiem właśnie robi się nagle kompletnie sucho. Żadnego deszczu na górze nie było... Kilka fotek i trzeba się zbierać. Na zjeździe zauważam @fixie'go, ale @byczys gdzieś mi umknął. Na dole robię krótką pauzę na kołoczka i tankowanie bidonów.

    Następne dwa podjazdy są niczym zmarszczki w porównaniu do Pradziada. Wchodzą bezproblemowo. Później bardzo długi zjazd do Jesionika i kilka km po mokrym. Chwilę wcześniej musiała tu przejść ta ulewa. Ochraniacze i tak przemokły, ale same buty chociaż czyste.

    Podjazd pod Rejviz jest świetny, typowo przegibkowy. Uwielbiam takie. Dwa następne, czyli Horni Udoli i Petrove Boudy trzymają podobne nachylenie. Na każdym z nich wyprzedzam kolejnych zawodników. Nie żebym się chwalił, ale na całej trasie nikt nie wyprzedził mnie na żadnym podjeździe ( ͡° ͜ʖ ͡°) Kilka razy usłyszałem też wyrazy uznania, jak to dobrze idzie mi pod górę.

    W Prudniku, na 213. km zlokalizowany był punkt żywieniowy. Z tego co widziałem, dojechałem tam jako czternasty. Wciągnąłem półtorej porcji makaronu, wypiłem kawę, podładowałem Garmina i zabrałem się w odjazd z czterema innymi osobami. Mieliśmy również dwóch towarzyszy z Cyklofanu Opole, którzy przyjechali użyczyć koła maratończykom. Bardzo miło z ich strony. Odprowadzili nas chyba do Krapkowic.

    Ostatnia "przeszkoda" do mety, czyli Góra Św. Anny i jak to zwykle bywa, tylko rozpoczął się podjazd i już zostałem sam. Na górze mijam kilka osób, które zatrzymały się przy sklepie.
    Powoli zapada zmierzch i robi się chłodniej, gdy więc widzę znak z miejscowością Nędza, przypomina mi się od razu ten wpis i tam właśnie postanawiam zrobić krótką przerwę. Zakładam rękawki, zmieniam okulary na przezroczyste i ruszam na ostatnie 40 km.

    Jedzie się całkiem nieźle, w zasadzie bez wiatru, ale już nawet na małych pagórkach czuć zmęczenie Jesenikami. Na mecie melduję się o 22.22 i z czasem 14 godz. 17 min. i 47 sek. zajmuję w ostatecznym rozrachunku 8. miejsce. Not bad I guess.
    Gdyby kogoś interesowało, to z samego maratonu wyszło 353 km, 4060 metrów w górę i średnia 29,2 km/h.

    Tyle, co odebrałem pamiątkowy medal, na metę wpada grupa, którą mijałem na Annabergu, a wśród nich także mój towarzysz z początku trasy. Gratulujemy sobie i idę do knajpy naprzeciwko bazy maratonu, gdzie na każdego zawodnika czeka śląski obiad - rolada z kluskami i modro kapusta. Nawet załapałem się na końcowy gwizdek finału Ligi Mistrzów, wyświetlanego na telebimie w ogródku.

    No nic, zaplanowałem powrót rowerem, więc do dzieła. Wiedziałem, że będzie ciężko po takiej wyrypie i dodatkowo w środku nocy, ale nie, że aż tak. Każda najmniejsza górka to zrzucanie na prawie najmiększe przełożenie. Normalnie było mi wstyd przed samym sobą... W Pszczynie trochę odżyłem, ale tylko dlatego, że do domu mam już stamtąd całkiem po płaskim.
    Gdybym jechał dystans 600 km, to prawdopodobnie zrezygnowałbym w Godowie, gdzie wypadał im drugi punkt żywieniowy. Nie wyobrażam sobie jechania jeszcze 200 km, w dodatku przez Beskidy z takim gruzem w nogach. Wielki szacun dla @byczys'a za przejechanie tej trasy.

    I to chyba na tyle. Z tego co słyszałem, przyszłoroczna wersja maratonu ma być poprowadzona przez Lysą Horę, więc łatwiej na pewno nie będzie. Już nie mogę się doczekać :D

    Podziękowania dla @sargento i @demoos za prowadzenie na mirko relacji z maratonu :)

    Link do Stravy >>TUTAJ<<

    #mortalszosuje - mój tag z opisami dłuższych tras.

    #szosa #wykopcanyonclub #tourdesilesia #rower (normalnie nie taguję, żeby nie wołać do wpisu na równiku 2 tys.ludzi, ale uznałem, że taka relacja może kogoś zainteresować)

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km (nr 2)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: TdS2018.jpg

  •  

    118404 - 78 - 354 = 117972

    78 - w tygodniu na kawę do Krapkowic
    354 - Tour de Silesia 2018. Mówili, że będzie ciężko, ale nie spodziewałem się, że aż tak. Pierwszym 40 km to gonitwa razem z późniejszym miejscem 2 i 3 w generalce. Chłopaki jechali na wynik, bo całkowicie na lekko, ja byle dojechać, z torbą. Dłużej nie było sensu trzymać ich tempa, choć i za tych 40 km słono potem zapłaciłem. Do Bruntala minąłem kilkadziesiąt osób z wcześniejszych godzin startowych, niestety tuż za miastem pomyliłem drogę i straciłem kilka minut. Na podjeździe do Hvezdy pod Pradziadem trafiła się ulewa, najsilniejszy moment przeczekałem pod drzewami, przez co dogoniło mnie kilkanaście osób, trzeba było więc jechać. Szybkie wciągnięcie słodkiej bułki w punkcie żywieniowym na Hvezdzie (#drozdzowkarze mieli tego dnia liczną reprezentację ;) ) i sruuu do góry. 9 km koszmaru i płacenia za zbyt szybki początek. Skurcze w prawej nodze uniemożliwiały normalną jazdę, więc cała siła w obrót korbą szedł na lewą nogę. Jakimś cudem się wtoczyłem, po drodze minął mnie mknący w dół @Mortal84, a tuż przed szczytem wyprzedził @byczys (choć startował bodajże godzinę później!). Zjazd niezbyt szybki, bo droga wciąż była mokra, kolejna bułka i dalej w las, czyli na Videlski Krzyż. Skurcze wciąż dokuczały, ale wolno, bo wolno - jakoś szło. Przed Belą spotykam kumpla, który przez następnych kilkadziesiąt km będzie mi towarzyszył.
    Jako, że obiad został przewidziany bardzo późno, bo na 217 km w Prudniku, postanawiam zjeść po wdrapaniu się na Rejviz. Wpada gulasz z jelenia z knedlikiem i Kofola <3 Odżywam, kolejne dwa podjazdy na Horni Udoli i Petrove Boudy wchodzą znacznie łatwiej niż poprzednie, noga dokucza wyraźnie mniej. Dalej długi zjazd i przed Prudnikiem łapię Łukasza (start ponad godzinę przede mną), który będzie mi towarzyszył aż do mety. Na obiedzie jemy makaron, dopełniam piwem i lecimy w stronę Annaberg. Opolszczyzna jest płaska, więc idzie całkiem sprawnie. Ciemności łapią nas za Gogolinem, a na podjeździe pod Annaberg, łapie nas czołówka dystansu 600 km - szacunek! Ostatni postój robimy na stacji w Koźlu, hot dog i espresso muszą wystarczyć na ostatnich 60 km. Wystarczyły. Na metę wpadamy tuż przed 1 w nocy, czas brutto 16 godz. 43 min, netto równe 2 godziny mniej. Starczyło na 42 miejsce, na ok. 130 startujących. Biorąc pod uwagę trudność trasy, tego jak bardzo Jeseniki dawały w kość, każdy kto dojechał do mety zasługuje na olbrzymi szacunek. A ci z dystansu 600 km, na podwójną jego dawkę.

    Aha, dzięki mirki za wsparcie i kibicowanie (:

    Jeszcze trochę o sprzęcie:
    1) na plus rower - Kinesis Aithein choć ze sztywnego alu, o agresywnej geometrii - dał radę, dał komfort. Jednak tytan były tu lepszy (;
    2) na plus - torba w ramę, zamiast pod siodło/na kierownicę. Rozmiar w sam raz na taką wyrypę, dostęp w trakcie jazdy do ubrań, jedzenia, powerbanku znacząco ułatwia funkcjonowanie.
    3) na minus - Hammerhead Karoo. 5 razy się zawiesił, trzeba było resetować i startować jazdę od początku, przez co przez większość dystansu nie wiedziałem na którym jestem kilometrze, itd. Chyba przelała się czara goryczy i po początkowym zachwycie, nastąpi zwrot.

    #szosa #fixienaszosie #tourdesilesia

    W tym tygodniu to już 632km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km
    pokaż całość

  •  

    #tourdesilesia #kolarstwo
    Meldunek doraźny z 270810BMAY2018
    @byczys właśnie rusza z McD w Bielsku-Białej.

  •  

    127722 - 42 - 41 = 127639

    Kaseta zmieniona na 11-30T i dokupiona lemondka :) prawie gotowy na #tourdesilesia
    Własnie pytanie za 100 pkt. Jak dostać się bezproblemowo z Katowic do Godowa?

    Statystyki:

    Dystans: 42 km
    Wertykalnie: 603m(↑303m/↓300m)
    Czas: ◷01:50:35
    Średnie tempo: 2:38 min/km
    Średnia prędkość: 22,65 km/h
    Kalorie: 1185 kcal

    Dystans: 41 km
    Wertykalnie: 435m(↑211m/↓224m)
    Czas: ◷01:24:32
    Średnie tempo: 2:02 min/km
    Średnia prędkość: 29,40 km/h
    Kalorie: 1281 kcal

    W tym tygodniu to już 83km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Powiązane z #tourdesilesia

Archiwum tagów