•  

    No i fantastycznie Garmin wymienił mi bez problemów mojego Forerunner 920XT na nówkę sztukę! Operacja trwała niecałe 10 dni i nie pytali o nic. Graty dla Garmin za tak zajebiste podejście do tematu!

    #triathlon #zegarki #garmin

  •  

    Czy ja na prawdę potrzebuję...?

    Ile gadżetów, sprzętu treningowego, planów treningowych i trenerów jest nam potrzebnych lub wydaje się nam, że potrzebujemy?

    O tym dzisiejszy wpis - rozważania na temat tego czy pulsometry i pomiar mocy nam pomagają czy utrudniają życie, kiedy zacząć ich używać (o ile w ogóle) i dlaczego pływanie jest pożyteczne.

    Zapraszam do artykułu

    #triathlon #trening #plywanie #rower #bieganie #blogdlugodystansowy
    pokaż całość

  •  

    Kiedy się ostatnio rolowaliście?

    Świetny film instruktażowy nakręcony przez znanego w polskim (i nie tylko) świecie kolarskim fizjoterapeutę Dominika Omiotka.

    #triathlon #trening #plywanie #rower #bieganie #blogdlugodystansowy

    źródło: youtube.com

  •  

    Ile trenować?

    Zanim przejdę do detali treningowych dotyczących okresu rozbudowy, muszę odpowiedzieć na pytanie - ile czasu w ogóle poświęcić powinna osoba na trening do biegów górskich czy triathlonu?

    Maciek, ile czasu mam trenować tygodniowo?

    Za każdym razem gdy słyszę to pytanie to mam tylko jedną gotową i szczerą odpowiedź: "nie wiem". To jak zawsze zależy od wielu czynników.

    Jednak wiem ile masz nie trenować: za dużo i niezgodnie z twoim życiem pozatreningowym. I o tym dzisiejszy wpis.

    Zapraszam do artykułu

    #triathlon #trening #plywanie #rower #bieganie #blogdlugodystansowy
    pokaż całość

  •  

    Długodystansowa fizjoterapia

    Czytając ten wpis pamiętaj, że jestem sportowcem - amatorem (to znaczy, że
    zarabiam inaczej) i, że zawsze jak cokolwiek jest z tobą nie tak to nie szukaj
    pomocy w internetach ale u specjalisty.

    Nie znam osoby, która startuje w zawodach długodystansowych, a która nie
    doznałaby jakiejś kontuzji (kolano biegacza, pasmo biodrowo - piszczelowe,
    problemy z barkami w pływaniu, bóle odcinka lędźwiowego po wielogodzinnej
    jeździe na rowerze i cała masa innych). Nie jest to dziwne - hasło "sport to
    zdrowie" nie za bardzo nas dotyczy, gdyż kończy się na rekreacyjnym joggingu w
    akompaniamencie weekendowej wycieczki w góry czy przejażdżki rowerowej.

    Ci natomiast, którzy tyrają swój organizm codziennymi treningami po prostu
    przeciążają go a odpowiedzią jest często kontuzja (choć zazwyczaj poprzedzona
    wieloma sygnałami, które jednak bardzo łatwo zignorować, prawda?)

    Z czego wynikają problemy?

    Na początek ciekawostka - pewna znajoma fizjoterapautka opowiedziała mi kiedyś,
    że spora część poważnych kontuzji nie bierze się z wypadków na zawodach a
    samych treningach czy wręcz w życiu codziennym. Powód? Najpewniej zmęczenie,
    dekoncentracja i rutyna.

    Przykład pierwszy - przypomnijmy sobie historię Kíliana Jorneta,
    który to dzień po pokonaniu na zawodach swojego największego rywala Agustiego
    Roci złamał rzepkę w kolanie i kości śródręcza podczas.. powrotu z nauki jazdy
    skacząc między krawężnikami (historia opisana w Biec albo umrzeć)

    No i jeszcze drugi przykład z mojego własnego podwórka. Tydzień po Norsemanie
    złamałem nogę w udzie w trakcie wycieczki rowerowej
    - na trasie, którą znam na pamięć i pokonywałem na wiele sposobów o każdej
    porze dnia czy roku.

    Kolejne źródło kontuzji to bardzo często przemęczenie, przetrenowanie i
    ogólne zmęczenie materiału. Wiele osób wpadło w uprawianiu sportu w rutynę,
    w której sporo jest powtarzalności i, w której nie zauważają, jak bardzo ich
    organizmy są wyczerpane. Przetyrany organizm bardzo szybko przybiera złą
    postawę (np. garbienie w biegu czy zaokrąglone plecy na kolarzówce), co na
    dłuższą metę kończy się poważnymi dolegliwościami.

    Przyczyną kontuzji często jest też zła technika, która jest powodowana złym
    przygotowaniem lub wręcz niewiedzą. Bardzo częstym przykładem są biegi na
    długim dystansie. Bariera wejścia jest bardzo niska (wystarczy założyć buty i
    zacząć biegać regularnie). Jeśli w tym scenariuszu nie zwrócimy uwagi na
    technikę biegu (nie koślaw nóg, trzymaj napięty brzuch i plecy aby utrzymać
    pionową postawę, staraj się biec raczej z wyższą niż niższą kadencją aby nie
    przeciężać stawów, itd - sporo jest tutaj rzeczy do zapamiętania i nauczenia)
    to po dłuższym czasie kontuzja sama nas znajdzie. Jednak technika potrzebuje
    wsparcia - treningu tych partii, które odpowiadają za prawidłową postawę a nie
    napędzanie (czyli ogólnie mięśnie stabilizujące naszą postawę).

    Nie bądź głupi, idź do fizjo

    Pewna znajoma fizjoterapeutka opowiadała mi kiedyś (no często rozmawiamy to i
    historii trochę poznałem) o przypadku, gdzie pacjent pojawił się u niej z
    nogą, która nie powinna już w ogóle działać i pytaniem czy może mu ją naprawić
    przed weekendem BO ZAWODY A PRZECIEŻ ZAPŁACIŁ JUŻ ZA NIE 120 CEBULIONÓW. Cóż -
    120pln to dość niska cena jeśli chodzi o zapewnienie sobie zdrowia, więc ja bym
    odpuścił taki start, ale... zacznijmy od tego, że ja bym nie doprowadził się do
    takiego stanu w taki sposób (znam inne).

    Uprawiając sporty długodystansowe do fizjoterapeuty powinniśmy chodzić jak do
    dentysty - regularnie
    .

    Powodów ku temu jest wiele. Pierwsza wizyta dobrze aby była ogólnym
    sprawdzeniem twojej fizjologii pod kątem funkcjonalnym w sporcie, który
    uprawiasz. Dzięki temu fizjoterapeuta będzie w stanie ci powiedzieć nad
    czym trzeba pracować (biegasz a masz słabe plecy, pływasz a mięśnie brzucha nie
    dają wsparcia, koślawisz nogi dzięki czemu jesteś podatny na wiele kontuzji;
    itd).

    Kolejnym powodem regularnych wizyt u fizjo jest fakt, że nasze organizmy ciągle
    się rozwijają i nabywamy różnych nowych schorzeń czy problemów. Wiele z nich
    można zlikwidować zanim jeszcze będą powodować problem. Biegając regularnie po
    górach bardzo obciążamy kręgosłup (jeszcze jeśli ten plecak...) - dobry fizjo
    wychwyci w mig, iż zaczynamy mieć początki kręgozmyku i zaraz coś zapisze (nie
    tabletkę a ćwiczenia).

    A jeśli już w ogóle chcemy na starość kończyć maratony czy triathlony to
    taka wieloletnia znajomość z fizjo to wręcz sprawa konieczna. Abstrahując od
    sportu na codzień robimy bardzo różne rzeczy (praca biurowa, fizyczna itd),
    które oddziałowują na nasze organizmy na wiele sposobów - jeśli w wieku 25 -
    30 - 35 lat się za nie zabierzemy i będziemy regularnie pielęgnować to za 40
    lat po prostu będziemy w formie.

    No dobra - ale do jakiego fizjo?

    Wybór fizjoterapeuty nie jest prosty, bo jest ich wielu i każdy ma na ścianie
    jakieś dyplomy. Na szczęście w miarę łatwo można wykreślić tych, którzy nam się
    nie przydadzą.

    Szukamy fizjoterapeuty sportowego - takiego, który zrozumie czym się zajmujemy,
    na proste kontuzje nie zapisze zaprzestania biegania i będzie w stanie w głowie
    ułożyć wieloletni plan dla twojego rozwoju pod kątem wybranego sportu z korektą
    na wykonywany zawód i różne dysfunkcje.

    Brzmi prosto? W sumie to takie jest. Podam wam kilka kryteriów:

    1. Super aby fizjo opiekował się jakimiś sportowcami. Im bardziej znani tym
    lepiej. Dzięki temu masz pewność, że zna się na rzeczy (czyli na pracy ze
    sportowcami; z całym szacunkiem dla rehabilitantów, których praca jest mega
    trudna ale nie zawsze zgodna z rozwojem sportowym)
    1. Bardzo dobrym wyznacznikiem tego czy fizjo jest sportowo ogarnięty jest
    fakt, czy prowadzi zajęcia z treningu funkcjonalnego dla sportowców. To by
    oznaczało, że poza pomocą dorażną potrafi też zasugerować rozwój fizjologiczny
    pod kątem naszego sportu.
    1. Dobry fizjoterapeuta to taki, który nie tylko potrafi zadać ból ale przede
    wszystkim wiedzieć kiedy tego nie robić i potrafi co to wyjaśnić. Ugniatanie
    mięśni nie zawsze jest rozwiązaniem problemu - czasem wręcz szkodzi. Spotkałem
    się z opinią, że dobry fizjo to taki, od którego jak się wyjdzie to wszystko
    boli tak głęboko potrafi wjechać łokciem. Cóż - ja jednak wolę oceniać za
    pomocą innych kryteriów. Przede wszystkim trzeba odróżnić masażystę od
    fizjoterapeuty. Ci pierwsi mają mega trudną pracę, ale jednak poświęcając się
    na codzień głównie masażom ciężko będzie im zdiagnozować dość specyficzną
    kontuzję sportową. W praktyce dobrze aby fizjo opowiadał w szczegołach co ci
    dolega, skąd się bierze i jaki to a wpływ na twoją ruchomość.
    1. Ogarnięty fizjo pokaże ci jak się rolować i rozciągać. I będzie to regularnie
    weryfikował. Kropka.
    1. Jeśli ma USG to już w ogóle rewelacja. Dzięki temu w dość krótkim czasie
    bardzo precyzyjnie można zobaczyć co jest nie tak - bez zadywania. Jednak
    pamiętaj, że USG jest nadal rzadko spotykane w gabinetach, więc to raczej taki
    "fajnie mieć".

    To jak z tą fizjoterapią długodystansową?

    W pigułce to jest tak: chodź regularnie do fizjo - jeśli nic się nie dzieje to
    po prostu regularnie na trening funkcjonalny, w trakcie którego będziesz mógł
    trochę ponarzekać na bolące stawy a on(a) szybko oceni czy marudzisz czy
    faktycznie trzeba na stół. Ja do tego lubię minimum raz w miesiącu i tak
    wskoczyć na stół po to aby zobaczyć czy coś nowego się nie pojawiło, co mi się
    nie wydaje problemem a jednak jest oznaką czegoś nowego i potencjalnie
    grożnego. Możesz też chodzić bardzo regularnie (co tydzień, dwa) na masaż,
    który bardzo pomaga w regeneracji a tobie i fizjo da szansę na podłapanie
    zmian w organiźmie.

    Dodatkowo oszczędź czas i nerwy twojego fizjo i swoje zdrowie i uczciwie
    wykonuj zalecone ćwiczenia w domu oraz roluj się i rozciągaj regularnie.

    Pamiętaj, ze kondycja i siła to jedno, a utrzymanie postawy to druga sprawa,
    równie ważna


    Maciek, a możesz kogoś polecić?

    Tak i nie. Znam kilku fizjo, ale korzystałem tylko w Krakowie. Jeśli chodzi o
    fizjoterapię sportową to zdecydowanie http://www.fizjotrener.com
    - zarówno opiekuje się wieloma znanymi sportowcami jak i prowadzi zajęcia,
    jeździ na zgrupowania, prowadzi prelekcje i jest sroga (a w zasadzie to są
    dwie: Ala i Kinga).

    W Bielsku słyszałem bardzo dobre słowa o Ortomedzie
    a w Olsztynie MKON kogoś polecał

    #triathlon #trening #plywanie #rower #bieganie #blogdlugodystansowy
    pokaż całość

  •  

    2 505 - 1 = 2 504

    Tytuł: Najlepszy. Gdy słabość staje się siłą
    Autor: Łukasz Grass
    Gatunek: biografia
    ★★★★★★★★★☆

    Po książkę sięgnęłam zaraz po tym jak obejrzałam "Najlepszego" w kinie. Film zrobił na mnie ogromne wrażenie, nakreślił postać Jurka Górskiego, jako narkomana, a później wielkiego sportowca.
    Podczas seansu w mojej głowie malowały się różne emocje od strachu i nienawiści po zachwyt i rozczulenie. Tak, tak kilka razy poleciały łzy... Zatem chciałam dowiedzieć się więcej o głównym bohaterze, którego poznałam już w kinie i który wywarł na mnie tak skrajne emocje.
    W książce jest dużo więcej opisów "wyskoków" narkomanii, pobytu w Monarze i więzieniach, jest też bliski mi #wroclaw i #legnica z której pochodził, jest wiele historycznych wstawek,... i Najlepszy w triathlonie. Per aspera ad astra! - chciałoby się rzec.

    Książka nieznaczne różni się od filmu. Jest mniej bajkowa, a bardziej życiowa. Jednak uważam, że powinien ją przeczytać każdy kto kocha #plywanie , #bieganie i #rower lub #triathlon ,bo tacy też tu na pewno są ;-)

    #bookmeter #ksiazki #filmy #sport #narkotyki
    pokaż całość

  •  

    Trenuj mniej, czyli ile?

    Tak jak opisałem we wcześniejszych wpisach - moim celem jest przekazanie ci
    informacji w jaki sposób trenować mniej osiągając lepsze wyniki. Na początek trochę liczb. Ile czasu potrzeba aby przygotować się do górskiego Ironmana (a dokładniej Norsemana) tak aby go ukończyć oraz uzyskać czas mniej więcej w połowie stawki (dla przypomnienia: 3.8km pływania, 180km na rowerze przy 3.5km podjazdów oraz 42.5km biegu przy 1800m ciągłego podbiegu do góry poczawszy od 25km)?

    Tak jak opisywałem w poprzednim wpisie przygotowywałem się 4 sezony. Poniżej średni tygodniowy czas treningów:

    1. sezon 2014: 4h, 11min tygodniowo (pierwszy półmaraton jesienią, pierwsze biegi górskie również jesienią)
    2. sezon 2015: 6h, 35min tygodniowo (pierwsze 4km w wodzie otwartej, dwa triathlony na dystansie olimpijskim, pierwszy bieg górski powyżej 30km)
    - 1h, 28min pływanie
    - 3h rower
    - 1h, 24min bieganie
    3. sezon 2016: 7h, 54min (dwa górskie triathlony na dystansie 1/2IM, pierwsze zawody typu skyrunning w Tatrach na dystansie 50km+/3k+)
    - 1h, 26min pływanie
    - 3h, 38min rower
    - 2h, 08min bieganie
    - reszta czasu to siłownia
    4. sezon 2017: 10h, 1min tygodniowo (jeden górski triathlon na dystansie 1/2IM, 1 bieg typu skyrunning na dystansie 30km+/2km, jeden górski triathlon na pełnym dystansie IM (4km, 180km/3.5km, 42.5km/1.8km))
    - 1h, 17min pływanie
    - 4h, 52min rower
    - 1h, 43min bieganie
    - reszta czasu to siłownia, joga oraz narty biegowe

    Z powyższych liczb można wyciągnąć kilka wniosków:

    1. Co roku pływam mniej więcej tyle samo czasu (średnio 2x w tygodniu; to się jednak zmienia, gdyż z początkiem sezonu to są 4 serie tygodniowo a pod koniec często jedna). Wniosek dotyczący pływania jest taki, iż gdy już osiągniemy pewny poziom (1:55/100m na 2km) to można pływać mniej. Dalsze przyspieszanie kosztowałoby zbyt wiele czasu.
    2. Na rowerze spędzam stosunkowo najwięcej czasu - z czego jednak około 95% to sam trenażer (nawet latem). Sesje są ciężkie (wokół FTP/VO2MAX) i tylko w weekend obejmują luźną "jazdę w tlenie" (zazwyczaj 2-2.5h). Dzięki jeździe na trenażerze nie wykręcam praktycznie żadnej "pustej" minuty oraz zmniejszam ryzyko jakiejkolwiek kontuzji do minimum.
    3. Stosunkowo mało biegam, jednak treningi biegowe są bardzo intensywne, dzięki czemu np. Tatrzański Bieg Marduły, zaliczany do Mistrzostw Polski w Skyrunningu kończyłem w połowie stawki co przy powyższym obłożeniu treningowym jest wg. mnie świetnym wynikiem. Biegam głównie sprinty, interwały VO2MAX na podbiegach oraz biegi typu BNP.

    Wszelkie informacje dotyczące rodzajów treningów wrzucę na bloga w następnych wpisach, więc nie martw się jeśli nie wiesz co to VO2MAX czy BNP.

    Dla zainteresowanych założyłem również bloga http://dlugodystansowy.pl oraz profil na Facebooku

    Jeśli chcecie abym napisał o czymś konkretnym to dajcie znać. Mam sporo pomysłów, które chętnie jeszcze urozmaicę.

    #triathlon #trening #plywanie #rower #bieganie #blogdlugodystansowy
    pokaż całość

    źródło: IMG_7072.JPG

  •  

    Tym razem o planowaniu sezonu, realizacji marzeń i celach treningowych. Nie mylcie z coachingiem ;)

    Jesienią trenerzy zazwyczaj pytają swoich zawodników o cele na nowy sezon.
    Książki treningowe również wskazują, żeby nie zaczynać treningów bez określenia
    konkretnego celu do zrealizowania. I o tym będzie ten wpis.

    Znam kilka osób, które nie starają się wybierać żadnych konkretnych celów - po
    prostu trenują i startują dla przyjemności nie patrząc bardzo dokładnie gdzie
    ich nogi poniosą. Mam też znajomych bardzo mocno skoncentrowanych na realizacji
    szczegółowych postanowień w wybranym sezonie. Sam znajduje się gdzieś pomiędzy.

    Cele i marzenia

    Do czego nam w ogóle mają służyć cele treningowe? Zazwyczaj chodzi o realizację
    naszych marzeń. Ktoś zawsze chciał ukończyć [tu wpisz jakieś zawody], inna
    osoba chciała pojechać [nazwa kraju lub krainy geograficznej] a start w
    zawodach miałby w tym pomóc. Mogą to być też bardzo ambitne, wręcz niemożliwe
    do realizacji marzenia (wspiąć się na Everest, przepłynąć kajakiem Atlantyk..).

    Warto jest sobie uświadomić, jakie marzenia chcemy zrealizować. Ta świadomość
    pozwoli nam określić sobie cele, które musimy po drodze zrealizować. Czasem
    może się okazać, że dane marzenie jest praktycznie nieosiągalne. Ale czy trzeba
    tracić nadzieję? Nie!

    Przykładowo: ja od 20 lat mam w głowie wejście na Everest (tak, jedno z moich
    największych marzeń jest bardzo cliché). Zacząłem je realizować wiele lat temu.
    Zrobiłem kurs skałkowy, dołączyłem do krakowskiego Klubu Wysokogórskiego,
    zacząłem się wspinać po Tatrach, w planie miałem Alpy, poznałem ludzi, którzy
    zdobywali szczyty w Himalajach.. czyli zacząłem powoli realizować to swoje
    marzenie. Każdy kolejny rok miał swoje cele (Tatry, Alpy, finansowanie,
    praca..).

    Jednak po drodze się ożeniłem, urodził się Wojtek i.. odpuściłem wspinanie.
    Albo raczej zawiesiłem do momentu, kiedy przyjdzie czas (posłuchałem rady
    Wandy Rutkiewicz, która to
    dość otwarcie pisała, że trzeba być niesamowitym egoistą aby z młodymi dziećmi
    w domu wyjeżdżać w góry wysokie).

    Marzenie o Evereście ciągle jednak realizuję. Doskonale zdaje sobie sprawę z
    tego, że aby na niego wejść trzeba doskonałej wydolności organizmu,
    wytrzymałości i koksu w nogach i rękach. Zebrałem więc inne marzenia, które
    są powiązane ze sportem oraz generowaniem hajsów (czyli wszystko co potrzebne
    w planie Everest) i powoli je pcham do przodu. Może mi się nigdy nie udać,
    jednak sama świadomość, że codziennie jestem coraz bliżej motywuje. A z
    doświadczenia wiem już, że sam Everest nie jest tak ważny jak cała ta droga
    przebyta aby na niego wejść. Czyli sytuacja win-win. Wejdę - super, nie wejdę -
    ciągle super.

    "Biegam bo lubię" a cele treningowe

    Zdarza się też, że ktoś powie "biegam bo lubię" zamiast łączyć sport z
    marzeniami. Czy takim osobom potrzebne są jakiekolwiek cele treningowe?

    To zależy. Jeśli osoba postrzega swoją aktywność jako trening to zdecydowanie
    tak - w końcu trenuje w jakimś celu. Odwrotnie ma osoba, która widzi swoje
    bieganie czy pływanie jako rekreację i chęć życia w zdrowiu i formie (np.
    chce móc jeść więcej słodyczy, a przecież rower świetnie spala tłuszcz czy też
    po prostu - biegając lepiej utrzymać mi sylwetkę).

    W pierwszym przypadku mamy już doczynienia treningiem celowym (choć czasem
    nie musi być to ściśle określony cel, np w danym sezonie nie mamy konkretnego
    startu w głowie bo np. mamy małe dziecko, jednak za kilka lat chcielibyśmy
    zrobić coś dużego, więc w tym sezonie trenujemy aby trzymać formę).

    Horyzont marzeń

    Pewnie już domyślasz się o co chodzi po przeczytaniu powyższych akapitów. To
    proste - chcesz zrealizować marzenie? Wsadź je na horyzont, patrz w jego
    kierunku codziennie przy okazji spoglądając na to wszystko co po drodze (czyli
    marzenia i cele pośrednie).

    Dlaczego to takie ważne, aby o tym myśleć regularnie? Do wyjaśnienia przyda się
    nam trochę fizyki (studiowałem to trochę wiem). W kosmosie mamy czarne dziury.
    To takie twory, które wchłaniają wszystko i już nigdy nie wypuszczają. Czarną
    dziurę od obserwatora (czyli nas) oddziela tzw. Horyzont Zdarzeń. To jest coś
    takiego jak filtr półprzepuszczalny, który z jednej strony wpuszcza (światło,
    fale elektromagnetyczne czy grawitacyjne) a z drugiej nic nie wypuszcza. Czyli
    obserwator nigdy nie zobaczy tego co tam wpadło.

    Wracając do naszych rozważań - wprowadzam tu (jak na fizyka przystało) pojęcie
    Horyzontu Marzeń [tm]. Jeśli twoje marzenie umieścisz poza horyzontem (między
    nim a czarną dziurą), to nie będziesz o tym marzeniu regularnie myślał (a co za
    tym idzie - nie będziesz regularnie w głowie zastanawiał się jak je
    zrealizować) - mówiąc kolokwialnie to wessie je czarna dziura.

    Nie pamiętając o tym marzeniu nie będziesz robił nic w celu jego osiągnięcia.
    Będziesz się ciągle od niego oddalał - może się nawet zdarzyć, że zostanie
    utracone bezpowrotnie (gdybym się obudził w wieku 45 lat nie mając zdrowia
    potrzebnego do wejścia na Everest oraz realnego pomysłu na finansowanie to
    moje marzenie zostałoby wessane przez ową czarną dziurę bezpowrotnie).

    Cele na sezon

    Już nie przedłużając tych wywodów (dobrnąłeś na prawdę tak daleko? gratulacje!)
    napiszę to co powie ci każdy trener czy książka treningowa - wybierz cele na
    sezon. Jakie? Takie, które zbliżą cię do realizacji twojego marzenia.
    Przykładowo:

    1. Chcesz zrobić Ironmana a nie startowałeś jeszcze w triathlonie i nie umiesz
    pływać ale biegasz regularnie i jeździsz na rowerze?
    * Cel 1: przepłynąć 1000m kraulem do końca kwietnia bez odpoczynku poniżej
    godziny.
    * Cel 2: Ukończyć do końca czerwca triathlon na dystansie sprinterskim
    * Cel 3: Ukończyć do końca września triathlon na dystansie olimpijskim
    1. Chcesz przebiec UTMB ale na razie jedyne
    "ultra" jakie ci wychodzi to ultra maratony przed TV?
    * Cel 1: Przebiec bez zatrzymywania i schodzenia do spaceru 10km do końca
    kwietnia
    * Cel 2: Osiągnąć czas 4:30min/km na dystansie 100m
    * Cel 3: Przebiec zawody na dystansie 10km w czasie poniżej 1h:10min

    Proste? Pewnie, że tak. Pamiętaj jednak:

    1. Nie więcej niż 3 cele na sezon. Trzy to już dużo.
    2. Lepiej mierzyć w czas niż w pozycję na zawodach. Nie masz wpływu na formę
    innych startujących, ale na swoją i owszem.
    3. Cele muszą być osiągalne. Mistrzostwo świata IM? Ok, ale tylko jeśli sezon
    wcześniej miałeś czas na pełnym dystansie Ironmana poniżej 8 godzin.

    #triathlon #trening #bieganie #plywanie #blog_dlugodystansowy
    pokaż całość

    •  

      @szczypek45: hmm najwyraźniej napisałem niezrozumiale - wybacz.

      Zupełnie zgoda z tym co napisałeś na temat adaptacji do małej ilości tlenu. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nawet będąc zaklimatyzowanym osoby o podobnym stopniu wytrenowania mogą reagować zupełnie inaczej.

      We wpisie powyższym jednak miałem na myśli fakt, iż aby wejść (nie "zostać wniesionym czy wciągniętym") na Everest i wiedząc, że spadek VO2MAX wynosi około 2% na każde 300m wysokości powyżej 1500m n.p.m. trzeba być na to gotowym. Zupełnie abtrahując od choroby wysokościowej, bo na to jakby nie mamy wpływu (mi się kiedyś zdarzyła już na wysokości 4,5k, więc bardzo niewiele). Jednak przez wiele lat VO2MAX poprawić możemy odpowiednim treningiem. pokaż całość

    •  

      @Maciek-z-Krakowa: jak nie mam celu to nie daje rady sie systematycznie ruszać. Rok temu byl pierwszy tri, teraz jest plan na maraton. To mega mobilizuje.

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Tym razem #qualitycontent na temat przygotowania i trenowania do #triathlon. Akurat zima się zaczyna, więc to ten czas.

    Ostatnio wiele osób mnie podpytywało, więc zdecydowałem się napisać skąd czerpię wiedzę (co nie znaczy, że do was nie wrócę - po prostu chciałem dać wszystkim kierunek na długie lata) i jak to wyglądało u mnie w trakcie przygotowań.

    To co tu opisuję pozwoliło mi ukończyć Isklar Norseman Xtreme Triathlon z czarną koszulką dokładnie realizując plan, który sobie powziąłem 4 lata temu (czarna koszulka na Norsemanie - nie mniej, nie więcej).

    Ja zacząłem przygodę z triathlonem kilka lat temu i co roku czytałem kilka książek, robiłem swoje notatki, konfrontowałem różne podejścia z książek i sprawdzałem co dla mnie jest lepsze a co nie działa. Poznałem też wiele osób, które startują i trenują, leczą, doradzają itd.

    Z tego co zauważyłem to ludzie mają 2 podejścia do startowania w triathlonie: ukończyć tzw. ironmana (czyli pełny dystans: 4km pływania, 180km na rowerze i 42.5km biegu; czasem chodzi konkretnie o zawody z cyklu IRONMAN lub nawet Mistrzostwa Świata na Hawajach, czyli IRONMAN Hawaii World Championship - tu już poprzeczka bardzo wysoko) i potem często przestają lub też po prostu startowanie co roku dla przyjemności w różnych imprezach i czerpanie z tego max przyjemności przy mniejszym zaangażowaniu treningowym.

    Na tym etapie wspomnę jeszcze, że poza serią IRONMAN czy Challenge Family (czyli zawody raczej płaskie, w których startujący rywalizują z bardzo mocnym naciskiem na czas) pojawiła się też stosunkowo nowa seria Xtri World Tour (ta, w której ja biorę udział), składająca się z zawodów o mocno górzystych trasach, często w dość wymagających warunkach (zimno, mokro, stromo).

    Nie przedłużając już: ja zdecydowałem się kilka lat temu na pierwsze starty w okolicach Krakowa (olimpijka [czyli dystans 1.5km / 40km / 10km] Frydman Triathlon oraz Iron Dragon) a rok później już górskie "połówki" (czyli połowa dystansu IM: 2/90/21): Oravaman oraz Tatraman. Dalej sezon przed Norsemanem chciałem wystartować jeszcze w pełnym dystansie na jakichś górskich zawodach, ale nie wyszło. Jak widzicie więc - co sezon podwajałem dystans i upewniałem się, że zawody kończę w górnej połówce, czyli na luzie i z zapasem sporym.

    Pełnego dystansu nie zrobisz pozostając w zdrowiu bez opieki fizjoterapeuty - na to warto zwrócić uwagę. Podobnie - nie wystarczy jeździć na rowerze i biegać. Trzeba jeszcze dobrej opieki na basenie (chyba, że się pływa od dziecka i ma technikę) oraz spersonalizowanego planu na siłowni oraz ćwiczeń funkcjonalnych ogólnorozwojowych. Bardzo pomocna jest też joga - pozwala wsłuchać się w organizm i zapobiec przetrenowaniu (szczególnie istotne gdy trenuje się samemu bez trenera, który to wszystko ogarnia).

    W pierwszych sezonach warto te sprawy oddelegować specjalistom i po prostu chodzić na zajęcia (plan treningowy dostosowany do naszych celów i słabości wykonany przez specjalistów, siłownia pod okiem ogarniętej osoby, która zwróci uwagę na to czy wykonujemy prawidłowo ćwiczenia zapisane w planie [lub nawet dopomoże w modyfikacji planu], bardzo dobry, sportowy fizjoterapeuta, który regularnie zrobi ci przegląd i nie dopuści do grubszej kontuzji przy okazji pilnując aby twój rozwój fizjologiczny szedł w dobrym kierunku [czyli zamiast robić samą klatę i bice po prostu rozwiniesz się odpowiednio funkcjonalnie], trener na basenie, który ma doświadczenie w triathlonie [pływanie basenowe nie równa się pływanie na wodzie otwartej w grupie ludzi], dietetyk, ponieważ na długim dystansie organizm nie da rady na samym cukrze i węglowodanach..

    No sporo tego. Może się wydawać, że sport bardzo drogi, czasochłonny i bardzo trudny w realizacji swoich planów. Nic bardziej mylnego.

    Czytając książki, robiąc notatki i próbując zrozumieć ten sport jesteśmy w stanie sami całkiem sporą część tych spraw sobie ogarnąć. Przede wszystkim mam tu na myśli plan treningowy, który jest kluczem do startów. Układanie go pod siebie, dostosowywanie i ciągła dyskusja z samym sobą na temat tego jakie cele i w jaki sposób realizować jest niesamowitą sprawą. Oczywiście nauka tej umiejętności kosztuje sporo czasu, ale poważnie - warto :) Gdy ją posiądziemy to potem już ryzyko kontuzji mocno spadnie, a i nasze czasy na mecie będą lepsze.

    No i w końcu tytuły, z których czerpałem wiedzę:

    1. Pierwsza pozycja to darmowa książka "Pytania o triathlon" Dariusz Sidora. Bardzo polecam, ponieważ rozwiewa ona sporo mitów i daje też szansę przemyśleć jeszcze zanim się zabierzemy za treningi czy w ogóle warto i jak to wygląda: http://xtri.pl/trening/pytania-o-triathlon-darmowy-ebook-o-triathlonie-od-dariusza-sidora/

    2. Chyba najbardziej rozległy klasyk: Biblia Triathlonistów Joe Friela; ostatnie wydanie jest super (angielskojęzyczne, starsze wydania dostępne języku PL też są ok, tylko mniej uporządkowane); autor Joe Friel to bardzo znany w świecie sportów wytrzymałościowych trener, współzałożyciel TrainingPeaks (taka platforma do analizy treningów dla prosów i semi prosów): https://www.amazon.com/Triathletes-Training-Bible-Worlds-Comprehensive/dp/1937715442/ref=dp_ob_title_bk Jednak ta książka może być trochę przytłaczająca, bo opisano w niej praktycznie wszystko. Dobrze przeczytać na jesień przed rozpoczęciem sezonu tak aby sobie wszystko w głowie poukładać. Ta książka jest jednak trochę old - schoolowa.

    3. Well Built Triathlete Dixona: https://www.amazon.com/Well-Built-Triathlete-Turning-Potential-Performance/dp/1937715116 - to jest coś dla ludzi, którzy już startują, powyższą biblię przeczytali, mają całkiem spoko wyniki, jednak chcą lepiej a już odbijają się od ściany a powyższa biblia nie odpowiada na pytania dlaczego już nie mają takiego progresu. Dixon jest na prawdę świetnym autorem i triathlonistą (prowdzi zresztą znanych ludzi w ramach firmy PurplePatch).

    4. Strength Training for Triathletes Hagermana: trening triathlonowy bardzo mocno zależy od siły, którą człowiek jest w stanie wygenerować i mocy, którą dysponuje. Powyższe książki opisują dość dobrze kwestie treningu siłowego, jednak nie rozwiązują tego problemu systematycznie (tzn w Biblii jest opisane to dokładnie wraz z periodyzacją i ćwiczeniami, jednak dość skąpo a Dixon raczej omawia to ogólnikowo). Ta książka ten problem zupełnie rozwiązuje - opisuje wszystko od A do Z. Ja na jej bazuje już kolejny sezon i nic więcej po prostu nie potrzebuję: https://www.amazon.com/Strength-Training-Triathletes-Triathlon-Endurance/dp/1937715310

    5. Primal Endurance Marka Sissona. Powyższe książki mogą trochę przytłoczyć bo dają sporo wiedzy, czasem nie do końca się ze sobą zgadzają plus człowiek musi się jeszcze zastanowić dobrze co tak na prawdę chce osiągnąć, bo bez konkretnych celów to albo się przetrenuje albo wypali w dość krótkim czasie. Dodatkowo dobrze też jest zastanowić się nad żywieniem, które jest przecież bardzo istotne. Te problemy opisuje ta książka w bardzo dobry sposób: https://www.amazon.com/Primal-Endurance-chronic-carbohydrate-dependency/dp/1939563089

    6. Super dodatkiem jest też https://www.amazon.com/Beyond-Training-Mastering-Endurance-Health/dp/1628600128 - dzięki tej książce można powyższą wiedzę bardzo dobrze usystematyzować i dostosować pod swoje potrzeby. Książka tak na prawdę mówi jak nie spierdolić sobie życia treningami :)

    7. Dla nerdów takich jak ja spędzających sporo czasu przed komputerem jest jeszcze pozycja, która imo jest cholernie ważna: https://www.amazon.com/Deskbound-Standing-Up-Sitting-World/dp/1628600586 - bardzo istotna jak chce się osiągać dobre wyniki w sporcie i zmniejszać ryzyko kontuzji. Dzięki niej będziemy się więcej ruszać na codzień, mniej leżeć przed TV oraz zrobimy wiele, aby praca przy biurku tak bardzo nam nie szkodziła.

    8. Prawie na koniec - super pozycja dostarczająca niskopoziomowej wiedzy na temat tego jak organizm funkcjonuje, jaki wpływ na jego działanie na poziomie mikrokomórkowym mają treningi - pozycja dość naukowa: https://www.amazon.com/Developing-Endurance-Performance-Conditioning-Association/dp/0736083278

    9. I już na prawdę na koniec: jeśli opisane w powyższych książkach ćwiczenia core nie wystaraczają albo chcesz zbudować pod siebie bardzo ukierunkowane zestawy ćwiczeń. to następująca książka bardzo dokładnie opisuje w jaki sposób określić swoje niedoskonałości oraz jak je poprawiać. Książka wg. mnie bardziej dla fizjoterapeutów lub osób, które bardzo mocno chcą zrozumieć jak działa ich ciało i jak je usprawnić: https://www.amazon.com/Developing-Performance-National-Conditioning-Association/dp/0736095497

    To tyle - postuję to publicznie, żebyście mogli spokojnie udostępniać swoim triathlonowym znajomym. Powodzenia w startach!

    #sport #bieganie #plywanie #kolarstwo
    pokaż całość

    źródło: IMG_8399.JPG

  •  

    Chciałbym polecić film "Najlepszy" - Historia życia Jerzego Górskiego, który mimo wielu przeciwności został mistrzem świata w podwójnym triatlonie.

    Polecam.

    #film
    #filmy
    #kino
    #sport
    #kolarstwo
    #triathlon
    i trochę #narkotyki
    pokaż całość

    źródło: 1.fwcdn.pl

  •  

    #triathlon #bekazpodludzi

    Jak kisnę z ludzi co nie umieją pływać Mimo 20-30 lat na karku a planują wystartować w triathlonie, bo im się wydaje, że pływanie to żadna wielka sprawa i nauczą się tego jak biegania. No i chodzą tacy na basen i już po pół długości tracą dech. A potem i tak startują i trzeba ich ściągać po 100 metrach (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    •  

      ja pierdolę, to z kogo ty się w ogóle śmiejesz? z siebie??

      @nikifor: z tych co w ogóle nie potrafią pływać a chcą startować w triathlonach.

    •  

      @jezus_cameltoe: Przecież sam pływasz tylko żabką to co się przypierdzielasz? Triathlon to świetny cel żeby nauczyć się pływać. Sam rok temu bałem się głębokiej wody, a w czerwcu debiutowałem na 1/4 IM płynąc kraulem.
      I tak, przez pierwsze kilka miesięcy pływałem po pół basenu co chwilę krztusząc się wodą. Teraz nie mam problemu jak ze mną na torze ktoś ledwo pływa, bo jak inaczej się nauczyć?

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Ok, obiecałem paru osobom relację, to będzie relacja.

    Witam wszystkich czytelników tagu #triathlon. Wczoraj ukończyłem swoje pierwsze zawody i poniżej mam zamiar trochę się rozpisać na temat przygotowań i samego startu. Uwaga: może być długie.

    Przygotowania

    O tri zacząłem myśleć na poważnie pod koniec 2016 roku. Oczywiście wcześniej też chodziło mi to po głowie, ale skoro nie umiałem pływać, to po prostu zakładałem, że to niestety nie dla mnie. Aż pewnego dnia stwierdziłem, że w sumie to nigdy nie jest za pózno, żeby się nauczyć i... zapisałem się na zawody. Wybór padł na XTERRA Poland w Krakowie (bo najbliżej).

    Stan wyjściowy: nie boję się wody, ale dam radę przepłynąć maksymalnie 50 metrów, potem brakuje mi powietrza i nie mam siły na wicej. Zaczynam więc regularnie chodzić na basem (raz w tygodniu). Z początku idzie słabo, przez pierwszych kilka tygodni praktycznie brak postepów, ale potem coraz łatwiej mi się oddycha, mniej się mecze. Pada 100 metrów bez przerwy, 200, 500... Po 2-3 miesiącach nie mam już problemów z dłuższymi dystansami. Pewnego razu udaje mi się przepłynąć 1500m - tyle, ile będzie na zawodach. Jest dobrze, trzeba tylko pracować nad szybkością i techniką, bo pływam dość wolno (wtedy około 40 minut na 1500m).

    W kwietniu kupuję piankę i czekam aż wodą będzie na tyle ciepła, żeby potrenować w jeziorze. W czerwcu i lipcu robię w sumie 3 treningi. I jest super, nogi nie tona, pływa się szybciej i wygodniej. Raz udało mi się nawet zrobić ponad 4,5 km bez większego zmęczenia.

    Biegowo byłem dobrze przygotowany. W kwietniu przebiegłem maraton, więc od mają mocno obciąłem kilometraż (do 20-30 km tygodniowo), żeby mieć siły trenować rower i pływanie.

    Że względu na zimowo-wiosenne przygotowania do maratonu na rowerze jeździłem tylko 6 km dziennie do pracy, czyli tyle, co nic. Na szczęście przez te 3 miesiące udało się robić po 3-4 jazdy w tygodniu (najdłuższy dystans 70 km, sporo trenignów na podjazdach) i jakaś tam forma z tego wyszła.

    W ostatnich miesiącach zrobiłem parę zakładek rower + bieganie. Korzystając z upalów ćwiczyłem też bieganie w ciepłe, bo niestety słabo to znoszę.

    2 tygodnie przed zawodami zaczynam trochę luzować treningi, ostatnie parę dni to ładowanie węgli i równiez trochę stresu.

    Zawody

    Trochę się przeraziłem (i z tego co widziałem nie tyło ja), gdy na odprawie powiedzieli, że że względu na ciepła wodę będzie zakaz pływania w piankach. Ale cóż, przecież się nie wycofam z tego powodu, jakoś przepłynę.

    Wstawianie sprzętu do strefy zmian dobrze zorganizowane, atmosfera super. Tylko trochę się czułem nieswojo przy tych wszystkich prosach w tri-suitach z własnych nazwiskiem i rowerami za grube tysiące dolarów. Ale w sumie to impreza o randze mistrzostw Polski + eliminację do MS, więc nic dziwnego, że trochę elity zjechało.

    Potem kolejna odprawa, zejście do wody i czekanie na start. Niesamowity klimat, stres, ekcytacja, w końcu odliczanie i sygnał do startu! Do walki na tym dystancie rusza ponad 200 osób, więc jest niezła "pralka" i dobre kilkanaście razy dostałem od kogoś po głowie, plecach, nogach i całej reszcie. Niby ustawiłem się trochę z boku i pod koniec, ale niewiele pomogło - i tak swoje wycierpiałem ;) To jednak zupełnie co innego niż pływanie na basenie albo samotny trening w jeziorze. Tłok i walka takie, że po 200 m miałem dość... Ciężko było złapać oddech i utrzymać poprawną pozycję w wodzie. Na szczęście udało mi się jakoś uspokoić, grupa się rozciągnęła i reszta pływania obyła się bez problemów. Nawet powiem, że całkiem przyjemnie.

    Przyjemnie aż do wyjścia z wody. Po zmianie pozycji na stojąca i stromym dobiegu do strefy zmian poczułem się słabo. Choć ponoć zawsze tak jest, więc nie przejąłem się zbytnio, przegrałem strój, wziąłem rower i w drogę.

    Trasa okazała się bardzo wymagającą. Niby tylko 36 km, ale poziom niezłego maratonu MTB. Większość to wąskie single tracki, mnóstwo ostrych podjazdów, korzeni, kamieni i innych atrakcji. Nawet 100-metrowy tunel był (ale klimat!). Po 10 km miałem dość, ale na szczęście nie przełożyło się to na spadek sił. Sporo piłem, co około 45 minut wciągałem żel i jakoś to szło. Pomagał też mocny doping wolontariuszy i kibiców. W ogóle zaangażowanie tych pierwszych było bardzo duże.

    Drugą zmianę zrobiłem dość sprawnie i od razu ruszyłem do biegu. Bez problemów, więc zdecydowanie warto trenować zakładki. Trasa trailowa, 10 km. Parę na prawdę ostrych podejść, trochę wspinania, kilka trundych zbiagów po kamieniach. Kolarz ze mnie słaby, ale biegacz nienajgorszy, więc miałem okazję trochę powyprzedzać.

    Na metę wpadam z czasem odrobinę powyżej 4h. Miejsce kiepskie, ale zawody tak mocno obstawione (w top 30 tylko 3 Polaków), że niczego innego się nie spodziewałem. Dostaję medal, koszulkę finishera, biorę trochę żarcia i siadam odpocząć. Patrzę jak kolejni zawodnicy wbiegają na metę i chłonę tą całą atmosferę. Czuję się zarażony. Wiem, że to na pewno nie jest mój ostatni triathlon!

    I po zawodach

    Po powrocie do domu paktycznie od razu idę spać. W sumie nic mnie nie boli, skończyłem w dobrym stanie, ale ogranizm trochę wycierpiał i prosi o odpoczynek. Nawet jedzenia już nie przyjmuje. Dziś też czuję się nieźle, ale myślami wciąż jestem na trasie ;)

    Rewelacyjne przeżycie, jak ktoś się waha to zdecydowanie polecam.
    pokaż całość

    źródło: tri.PNG

  •  

    Jutro pierwszy w życiu start w #triathlon . Chyba pora zacząć się tego bać...
    Byłem odebrać pakiet startowy i tam prawie sami goście z koszulkami w stylu Ironman Hawaje i rowerami wartymi więcej niż moja roczna pensja. Widziałem też kawałki trasy - na rowerze połowa to singletracki, a na biegowej takie kawałki, że będzie trzeba podchodzić z użyciem rąk. Pływanie pewnie też jest pod górkę :P

    źródło: xterra.JPG

  •  

    #triathlon #bieganie #rower #plywanie #mietkow

    Zebralem sie w koncu zeby podsumowac moja przygode z triahlonem :)

    Triathlon mialem w glowie juz od kilku lat. W listopadzie 2016 rozpoczalem przygotowania do startu.

    Plywanie - umialem plywac dobrze zabka. Od listopada raz w tyg. mialem lekcje z instruktorka, zeby nauczuc sie kraula. Poczatki byly ciezkie, nie moglem przeplynac 2 dlugosci basenu, problemy z oddychaniem. Ale po paru miesiacach nastapilo przelamanie i od tamtej pary plywalem juz swobodnie kilkadziesiat basenow.

    Rower - startowalem praktycznie od zera, rekreacyjnie jezdzilem na MTB, szosy nie mialem. Kupilem dopiero na wiosne i tez za duzo nie pojezdzilem porzadnych treningow.

    Bieganie - tu bylo zdecydowanie najlepiej, w 2016 sporo biegalem, mialem za soba dwa polmaratony wiec o bieganie bylem bardzo spokojny. Jak sie okazalo za bardzo ;)

    Wiec trenowalem sumiennie od listopada, srednio po 4 jednostki treningowe w tygodniu. Czasami piec. Zdarzylo mi sie rano zrobic basen, wieczorem rower czy bieganie. Teraz z perspektywy czasu widze, ze za malo zakladek rower+bieganie robilem. Tylko dwie.

    Debiut mialem w Mietkowie 11 czerwca 2017 na dystansie 1/4 IM (Iron Man) czyli 950m plywania, 45km rower i 10.5km bieg. Jest to dystans najbardziej zblizony do olimpijskiego - z ta roznica ze na olimpijskim jest 1500m plywania, 40km rower, 10km bieg.

    START
    Na miejsce przyjechalem dzien przed startem, w sobote, akurat zalapalem sie na wyniki i rozdanie medalow na sztafecie (3 osoby startuja na wspolny wynik - jedna osoba plywa, inna rower inna biegnie) i dystansie 1/8 IM. Super atmosfera - podjar z mojej strony ogromny, super bylo w koncu tu byc :) Odebralem pakiet startowy, kupilem pasek na numer i poszedlem testowac wypozyczona pianke bo wlasniej nie mialem. Od razu po wejsciu do wody zobaczylem, ze jest niesamowita roznica w plywaniu w piance. Duza wyporność. Plywalo sie tez nieporownywalnie lepiej, pianka wrecz unosila cie na wodzie. Bardzo mnie to optymistycznie nastroilo przez startem. Zrobilem jeszcze mala przejazdzke na rowerze i na ten dzien zakonczylem aktywnosci fizyczne:) Wieczorem jeszcze odprawa zawodnikow, gdzie organizator omawial trase, strefe zmian, co robic, a czego nie.

    Dzien startu to juz mega zajawka :) Na parkingu kilkaset zawodnikow rozpakowujacych swoje sprzety i caly majdan. Kazdy zajawiony tym sportem, kazdy poswiecil sporo zycia zeby doprowadzic swoje cialo (i glowe!!!) do ukonczenia tego wyscigu. Pierwszy raz na zywo widzialem rowery kosy za kilkadziesiat tysiecy. Moja uzywana szosa wygladala conajmniej skromnie :) Ale oczywiscie wogole sie tym nie przejmowalem. Bylem aboslutnie zafascynowany startem i szczesliwy, ze to w koncu sie dzieje. 7 miesiecy mocnego rezimu treningowego, porannego wstawania na basen i w koncu przyszedl ten dzien. Spakowalem graty i poszedlem zostawic rower do strefy zmian. Dobrym pomyslem bylo kupienie torby termoaktywnej i zostawienie w niej kilku butelek wody. Tego dnia byl maksymalny upal, wiec taka zimna woda po plywaniu czy rowerze to byla abrozja. Kilkukrotnie przejrzalem czy wszytskie potrzebne rzeczy mam w strefie zmian, poukladalem wszystko potrzebne na rower, na bieganie, przykleilem zele energetyczne do roweru... zorientowalem sie, ze nie mam izo zadnego, zapomnialem swoich tabletek musujacych, ale stwierdzilem, ze przezyje o wodzie ;)

    Po ostawieniu roweru poszedlem po pianke i na rozgrzewke na plaze. Jako jedyny chyba rozgrzewalem sie w piance, ale juz nie chcialo mi sie jej zdejmowac ;) Po rozgrzewce poplywalem pare minut, ponownie mialem super wrazenie plywania w piance. Gotowy do startu! Ustawilem sie nieco z boku i z tylu, zeby nie brac udzialu w tej pralce, czyli kopaniu i zamieszaniu przy starcie. Start byl wspolny, kikaset osob na raz... Slyszalem, ze paru gosci kolo mnie mowilo, 'najgorsze to plywanie, zeby tylko jakos doplynac'. Jako, ze po tych wielu miesiacach plywania czylem sie juz bardzo dobrze w wodzie + wrazenia z pianka - postanowilem sie jednak przesunac troche do przodu ;) Start za 3 min... za 2... za 1... 30sek... krzyknalem cos zagrzewajacego do walki i zaczalem klaskac. Reszta zawodnikow ruszyla w moje slady. Super uczucie :) Nie wiem czy to ja faktycznie bylem prowodyrem, ale zbieglo sie to razem ;)

    3...2....1.... i ruszylismy!!! Nie bylo zle! Smyrniecie reka, noga tu i owdzie, ale obylo sie bez kopniakow. Dobrze mi sie plynelo, staralem sie znalezc sobie korytarz za kims rowno plynacym. Plynalem równo, pewnie, co jakis czas przechodzilem do zaby na kilka ruchow, zeby poprawic nawigacje. Raczej nie zbaczałem bardzo z trasy, cały czas miałem bojki na oku i miejsce nawrotki. Po nawrotce też juz psychicznie duzo lepiej, ze teraz juz ostatnia prosta ;) Z wody wyszedlem z rewelacyjnym na mnie czasem niecalych 18min, gdzie na treningach nie schodzilem ponizej 20min. Troche niedowierzalem zegarkowi, ale zobaczylem, ze faktycznie sporo zawodnikow jest jeszcze w wodzie. Przy wybiegu mega doping ludzi, mocno wypatrywalem dwojki znajomych ale ich nie moglem znalezc.
    Dobieg do strefy zmian spory, ok. 500m! Na boso:) i w piance :)

    Aha - dwa slowa o stroju. Nie mialem stroju triathlonowego - mialem startowac w kapielowkach, potem przebrac sie w spodenki rowerowe i pozniej w biegowe. Za namowa kilku ludzi z mirko zrezygnowalem z tego slabego pomyslu, przebieranie sie to strata czasu i niepotrzebne nerwy na starcie. Zdecydowalem od poczatku do konca byc w spodenkach biegowych - sprawdzilo sie to bez problemu i nie musialem sie przebierac ani razu.

    Wiec strefa zmian poszla mi gladko, szybki żel, zimna woda do pojemnikow na bidony, buty i już lecialem z rowerem na trase. Na pierwszym zakrecie w koncu uslyszalem znajomych "Dajesz bumszeeeen, super czas!!". Kurde, czyli faktycznie to plywanie mi dobrze poszlo - pomyslalem ;) Jechalem dosyc mocno jak na mnie, krecilem caly czas srednia w okolicach 30km/h. Mimo to praktycznie caly czas wyprzedzali mnie inni zawodnicy na swoich pieknych rowerach. Słabi pływacy, świetni rowerzyści :) Az milo bylo ich ogladac, podobnie jak czolowke ktora widzialem juz po nawrotce. Herosi.
    Dobrze mi sie jechalo caly czas, stwierdzilem, ze powalcze o srednia 30km/h... nie odpuszczalem na podjazdach, a bylo kilka konkretnych, ciagnalem na zjazdach. Cieszylem sie malownicza trasa. Jedyny lęk mialem przed awaria... kilku rowerzystow widzialem kombinujach na poboczu, a nawet widzialem jedna (niegrozna) wywrotke. Mikro zawal przezylem jak przy zmianie przerzutek spadl mi lancuch, ale na szczescie nie musialem sie zatrzymywac, wskoczyl po chwili na miejsce.
    Smażyło niemiłosiernie, piłem cały czas praktycznie, zdjadłem kolejny żel i później batonika. Dobrze mi się kręciło, wiedziałem, że jeszcze czeka mnie 10km biegu, na ktory musze przyznac czekam ze spokojem i niecierpliwoscia, wiedzialem, ze bedzie to wisienka na torcie:) Rower dokreciłem na sredniej 29km/h co było dla mnie małym sukcesem, nigdy wczesniej nie utrzymałem takiej średniej.

    Kolejna wizyta w strefie zmian - tym razem bardzo krótka, zmiana butów i do biegu! Niestety zapomniałem czapeczki, czego później żałowaniem, bo słońce dawało czadu. Pamiętałem, żeby sie nie podpalać na pierwszym kilometrze, bo nogi ponoć mocno niosą po rowerze. Wydawało mi się, że biegnę bardzo wolno a jednak zrobilem 4:46 co jest jak na mnie mocnym tempem. Troche zwolnilem, biegło mi się trochę cieżej, ale kolejny kilometr przyniosł 4:48 wiec caly czas dobrze. Ale cos czulem, ze jest nie tak. Robilo sie po prostu ciezko. Sprawdzilem tętno, bardzo niskie ok. 155. Wiec myśle nie świruj tylko biegnij :) I wtedy pojawila sie ona - ściana schodów - podbieg na zapore wodną. Ciężki pionowy podbieg po schodach. Zacząłem żwawo, po dwa stopie, potem co jeden, potem marsz. Na górze ulga, ale nogi dostały na maxa. Trzeci kilometr skonczylem tempem 5:58 - taki miedzyczas byl dla mnie małą osobistą porażką. Zrobiło się mega ciężko, nogi nie podawaly, był mega żar z nieba, na każdym punkcie wodnym wylewalem na siebie dwa kubki wody, dwa kolejny piłem. Jak każdy zreszta, wolontariusze nie nadążali podawać wody. 4km to czas 5:33. Tętno na przedziwnym poziomie 140-160 - wtedy dopiero zdałem sobie sprawe, ze po prostu nogi nie wytrzymaly, ze za mocno poplynalem, za mocno rower i generalnie za duże YOLO, nie rozłożylem po prostu sił :)
    Na piątym kilometrze była nawrotka - wiedziłem, ze tam są moi znajomi, więc wzialem sie w garść, otrząsnąlem sie troche i zaczalem cos biec w koncu, 5:11. Super otuchy dodali mi kibice, naprawde to pomaga!!! 6km to 5:34, 7km włączyłem po płaskim 4:57, ale w głowie mialem podbieg po schodach, ktory na mnie zaraz czekał. Mocne rozczarowanie i osłabienie, ze przed schodami skonczyla sie woda na punkcie żywieniowym... 8km za podbiegiem skonczylem z czasem 6:13... z nogami było już slabo, ale w koncu to traithlon i to na co czekałem tyle miesiecy - wiedzialem, ze za chwile bedzie słodka chwila mety! kolejne kilometry 5:47 i 5:36 i ostatnie 500m do mety! Oczywiscie odzyskałem siły, uśmiech na gębie, meta coraz blizej, coraz wiecej ludzi, slysze swoje imie krzyczane przez znajomych i spikera... wbiegam na mete usmiechniety z rękoma w górze.... przeszczęsliwy :)

    Całosc koncze czasem poniżej 2h55min. Co daje mi pozycje ok. 330/530 w kategorii OPEN.

    Podsumowując... bylo MEGA!! Do tej pory gęba mi się śmieje i zawsze bede wspominal ten pierwszy start z radoscia :)

    Wysiłek okazał sie duzy mocniejszy niz myslalem. Na papierze te odleglosci nie robily na mnie wiekszego wrazenia. Życie zweryfikowało :)
    Triathlon polecam każdemu, można juz zacząć od dystansu 1/8 IM, ktory jest osiagalny dla kazdego po kilku miesiacach treningu.
    Ale traithlon to też sporo wyrzeczeń, jednak sporo czasu wolnego trzeba poswiecic na treningi, luzne przejazdzki ze znajomymi zamieniasz na treningi. Ostatnio bylem sie przejechac ra rowerze, bez planu, bez zegarka... piekna sprawa.
    Trzeba też trzymać reżim bezalkoholwy, co u mnie średnio się udawalo, bo jednak prowadze jeszcze zycie mocno rozrywkowe i czesc treningow szła po prostu w piach :) Ale bylo warto!!! Polecam każdemu!! Wszytsko z głową!

    Dzieki wszytskim ktorzy, kiedykolwiek udzielili sie w moich wątkach przez te ostatnie kilka miesięcy!

    @SprzedajeInformacje: @srlslyNOT: @hard1: @Lordon: @Hank85: @viav: @walter21: @lilafro: @quiksilver: @lilafro: @szanowny_pan_andrzej: @berbell: @niziu: @viruzzet: @arael: @nikifor:

    Filmiki ze startu (sobota + niedziela)
    https://www.youtube.com/watch?v=t9oQVhELe58&feature=youtu.be
    pokaż całość

  •  
    P.............o

    +6

    #sport #triathlon #polskiyoutube
    Kanał bardzo pozytywnego gościa, uczestnika wielu ultramaratonów, wrzuca też relacje z podróży rowerowych po Europie. Liczba wyświetleń jak na ten poziom jest skandaliczna, dlatego reklamuję i zachęcam do dania mu szansy. Polski yt to nie tylko jakieś kurwa tigry i kobry. Na zachętę daje jeden film z utlramaratonu w Hiszpanii. Może nie ma patronita czy innego gówna, ale technicznie nie można się do niczego przyczepić.
    https://www.youtube.com/user/ASulowski
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    #buszmen703 <--- moj tag o przygotowaniach do #triathlon 1/2 IRON MAN (70.3 mil) 1.9 km #plywanie 90km #rower 21.1km #bieganie

    Ahoj bracia i siostry!

    TYDZIEN 14 - 27 tygodni do startu!

    To był dobry tydzien, az 5 treningow!

    WT - bieganie - 12km, spokojny wybieg
    ŚR - basen - pierwszy raz pod rzad 20 basenow kraulem! I była siła na wiecej! Załapałem oddech w kocnu!
    CZ - rower
    PT - bieganie interwały - 2km + 10x400m / 1.5min + 1km
    ND - bieganie - 10km mocnym tempem średnio 4:55 min/km

    Za miesiąc półmaraton marzanny! Teraz przygotowania skupiam głównie na bieganiu, rower i basen po jednym razie dla utrzymania formy.
    Generalnie forma bardzo fajnie, mineło juz 14 tyg reżimu treningowego, dziesiatki porannych treningow - zaangazowania i motywacja caly czas jest! Oby tak dalej!

    Polowanie na pianke! ktokolwiek widzial ktokolwiek wie! Cos w cenie 500-600zl chcialbym kupic? Da rade? Cos po testach czy teraz w promocji?

    Niech moc bedzie z nami!
    pokaż całość

  •  

    #buszmen703 <--- moj tag o przygotowaniach do #triathlon 1/2 IRON MAN (70.3 mil) 1.9 km #plywanie 90km #rower 21.1km #bieganie

    Ahoj!

    TYDZIEN 10 (!!) - 31tyg do startu

    Dziwny to był tydzień. Start typowo treningowy pod tri.
    Poniedzialek fajne bieganie, z pilnowaniem tetna, po rozgrzewce calosc w strefie tlenowej i w fajnym tempie.
    Za dwa miesiace polamaraton w krakowie, ale niestety biegania zdecydowanie za mało na zyciowke...
    Wtorek basen i środa rower stacjonarny.
    W czwartek pojezdzilem na desce, takze nogi tez popracowaly i to miesnie ktorych nie cwicze.
    Piatek rest.
    Sobota bardzo fajny trening w tlenie (i na tlenie) - 3h na skiturach w Szczyrku. Weszlismy na Skrzyczne, bardzo polecam. To byl moj pierwszy raz i jest bez problemu do ogarniecia. Bawi szczegolnie zjazd po szczytowaniu - nie trzeba maszerowac w dół :) (skiturowe beskidy na fb jesli ktos bylby zainteresowany)
    W niedziele ruszlismy w Tatry. Start 6:30 z Kuźnic do Murowańca i stamtad przez Karb na Kościelec. Ciezkie warunki, duzo sniegu i slaba przyczepnosc. Ciezka góra to była, drugi raz bym sie nie zdecydowal.

    Takze sporo treningu w górach - wierze, ze poprawi to wydolnosc :) Generlanie zauwazylem ogromna roznice podczas chodzenia po gorach po moim 2.5 miesiecznym reżimie treningowym. Jest mocna kondycja.

    Od tygodnia nie moge doleczyć kaszlu i lekkiego przeziebienia :/ chyba musze kilka dni odpuscic i sie doleczyc.

    Pozdrawiam!!!
    pokaż całość

  •  

    #buszmen703 <--- moj tag o przygotowaniach do #triathlon 1/2 IRON MAN (70.3 mil) 1.9 km #plywanie 90km #rower 21.1km #bieganie

    Ahoj!

    TYDZIEN 9 - 32tyg do startu

    Lokomotywa nie zwalnia!! Okres swiateczno-sylwestrowy wiec 4 treningi nie jest zle, choc spokojnie mogloby byc 5.

    Sprawilem sobie zegarek Garmina Fenix 3 w nagrode za super przepracowany caly 2016 wiec od teraz powazne treningi w tlenie!

    Pytanie o rower - czy trenowac jak najwiecej w strenie tlenowej czy interwaly? W szoku jestem wogole jak latwo wchodze w strefe tlenową biegając, a jak bardzo musze zapieprzac na rowerze zeby w nia wejsc.
    + na jakiej kadencji jezdzic? raczej mocne obciazenie czy srednie?

    PON - spokojne bieganie 7.50km tempo 5:30
    WT - rower stacjonarny 60min, co 10min mocno przez 1.5min
    SR - rest
    CZ - pływanie. zrobilem sobie pierwsze pomairy. 100m szybko 2:13. 250m spokojnie - 6:41 (tempo 2:41/100)
    PT - rower 53min srednia 20km/h, teren miejski wiec ciezko o dobry trening. tylko 27% w tlenie
    SB - rest
    ND - rest

    MO-TY-WA-CJA jest caly czas! Zajarałem sie rowerem ;-) Ja mokry, koszulka mokra, recznik mokry ;-)
    pokaż całość

  •  

    #buszmen703 <--- moj tag o przygotowaniach do #triathlon 1/2 IM (70.3 mil) 1.9 km #plywanie 90km #rower 21.1km #bieganie

    TYDZIEN 6 - 35tyg do startu

    Tydzien dramat... niestety. Bardzo mało treningu funkcjonalnego, bardzo duzo alko ;/ niestety bardzo ciezko oddzielic zycie towarzyskie od treningu i juz wiem, ze to bedzie moim najwiekszym problemem w przygotowaniach do tri.
    Albo albo...

    WT - basen - z intruktorem.
    ŚR - siłownia - FBW
    ND - 2h tenis

    Nic roweru, a miałem zacząc... dramat ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    pokaż całość

    +: l.........k, Perfidny +4 innych
    •  

      @buszmen007: żeby w formie wyjść z wody to możesz i płynąc 2:20/100m.

      Prosta matematyka. Na połówce płyniesz 2km. Będąc bardzo słabym pływakiem polecisz na te 2:20/100m, czyli 46 minut. Jeden trening tygodniowo na basenie (1,5h).

      Jak poświecisz 2 treningi tygodniowo (3h) to poprawisz się do powiedzmy 2:00/100m, czyli ukończysz pływanie w... 40 min.

      No więc oszczędność 6 minut dzięki 3h treningów tygodniowo.

      A jakbyś poświęcił te dodatkowe 1,5h co tracisz na drugi basen na sam rower, to poprawisz sobie FTP o kilka - kilkanaście procent (zakładając, że nie będziesz palił czasu na treningi tlenowe). A na 90km kilka - kilkanaście procent FTP oznacza kilkanaście - kilkadziesiąt minut.

      Matematyka jest tu prosta. Rozumiem, że basen jest super i ludzie mają zajawki, ale basenem nie poprawisz sobie czasu w znaczny sposób.

      Ja do pełnego XTRI na basenie trenuję 2x w tygodniu (pływam 1:40/100m) a na rowerze 3x (około 4h w sumie całego roweru). Im bliżej zawodów (dopiero w sierpniu) tym więcej roweru. Ale na pewno nie więcej pływania czy biegania.Trzymam się ram czasowych 10h tygodniowo i musi wystarczyć. Ni objętość a jakość się liczy i nie pływanie a rower. A bieganie tak daleko od sezonu to ok - często i bardzo krótko (żebyś się nie kontuzjował - tego właśnie należy unikać)
      pokaż całość

    •  

      Dobra, w matematyke wierze jak w nic innego;-)
      Chodzi mi glownie o to z tymi dwoma basenami teraz, żeby nauczyc sie technicznie pływać. Sam czas w wodzie, jak pisałeś, nie ma dużego znaczenia. Tylko jak mam sie motać 45min w wodzie to wyjdę dętka na ten rower.
      Ale zgadzam sie w calej reszcie:)
      PS. Czy takie zajęcia spinningowe na silowniach mają sens? Czy raczej sobie indywidualnie robić interwalowo?

    • więcej komentarzy (6)

  •  
    g....i via iOS

    +76

    Lecimy z tym koksem. Krótki trening przed jutrzejszymi zawodami. Jak ktoś chce sprawdzić jak chujowo pływam i biegam i jak niszczę na rowerze to tutaj ma Tracking:

    http://tracking.ironmanlive.com/mobileathlete.php?rid=282827171021&race=taupo70.3&bib=273&v=&beta=&1481269500#axzz4SKBtUA6M

    #triathlon #rower #bieganie #nowazelandia #czlowiekszpinak #pokazmorde
    pokaż całość

    +: s....l, nic_na_sile +74 innych
  •  
    g....i via iOS

    +9

    Spodobał sie Wam mój więc macie jeszcze jeden ;) #bikeporn #triathlon #rower

    źródło: embed.jpg

  •  

    #buszmen703 <--- moj tag o przygotowaniach do #triathlon 1/2 IM (70.3 mil) 1.9 km #plywanie 90km #rower 21.1km #bieganie #mikrokoksy

    Ahoj!

    TYDZIEŃ 4 (-37tyg do startu)

    Była pierwsza lekcja pływania :) a raczej doskonalenia pływania kraulem. Żabe ponoć mam bardzo dobrą ;) Lekcje super sprawa. Fajnie, że zdecydowałem sie na to tak wczesnie, uda się w miarę wyeliminować błedy i pracować nad techniką. Sporo rzeczy robiłem źle. Jesli ktos sie zastanawia czy warto, to polecam, nawet kilka lekcji. Chodze z kolega i za instruktorke placimy 60zl/h wiec bardzo przystepna cena.

    Zeszly tydzien to znów 3 z 4 zaplanowanych treningow. Życie towarzyskie wzielo góre....

    W czwartek zapisy na 1/2IM w Gdyni - pogrzało ich z ceną mocno, no ale cóż.. taki jest plan i sie go trzymam.

    Nie wiem czy nie powinienem wrzucic juz rower? Czy spokojnie poczekac do wiosny? Bardzo bym nie chcial jezdzic na stacjonarnym na siłowni...

    WT - pływanie
    CZW - siłownia (1h - obwodowy)
    ND - bieganie w sniegu :) 7km, tempo 5.30

    Pozdrawiam i robimy to!!
    pokaż całość

    +: sargento, l.........k +4 innych
    •  

      @nikifor:

      @srlslyNOT: A jak dla dystansu olimpijskiego? Duże różnice?

      Sprint
      • Swim – 20-30 TSS
      • Bike – 40-60 TSS
      • Run – 25-40 TSS
      Olympic
      • Swim – 30-40 TSS
      • Bike – 90-110 TSS
      • Run – 50-70 TSS
      Half Ironman
      • Swim – 50-70 TSS
      • Bike – 160-190 TSS
      • Run – 110-130 TSS
      Ironman
      • Swim – 110-130 TSS
      • Bike – 300-360 TSS
      • Run – 200-250 TSS

      Testowałem to na każdym dystansie - dla mnie sprawdza się idealnie (http://trainingbible.com/joesblog/2010/02/specificity-of-training.html)

      @hard1:

      @srlslyNOT: Czy bardzo źle robię odpuszczając rower zimą? Triathlon mam w sierpniu, a ja praktycznie do maja mam zamiar nie jeździć zbyt wiele (maks. 1-2x w tygodniu, niska intensywność i raczej krótkie dystanse). Powodem są przygotowania do maratonu w kwietniu. [...] Wystarczy, żeby nie zamykać stawki? :) (mowa tu o dystansie olimpijskim)

      Zależy, które zawody są dla ciebie ważniejsze i co, od których oczekujesz.

      Rower może ci pomóc w rozwijaniu wydolności krążeniowo - oddechowej i jazda zimą (już teraz) w niskich strefach (baza, Z1 - Z2 plus ćwiczenia typu izolowanie nogi albo jazda na wysokiej kadencji) mogą ci sporo dać - to dobry akompaniament do biegania.

      Jeśli jednak celujesz w jakąś życiówkę na maratonie i jest on dla ciebie dużo ważniejszy i tylko na tym ci zależy - hmm. Po maratonie masz ze 2 tygodnie laby, porządna regeneracja to więcej czasu (zależy od osoby). Jakbyś na rower wsiadł dopiero w połowie maja, to aby nie zamykać stawki powinieneś dać rady. Bazę od biegania będziesz miał. Sęk w tym, że to będzie baza krążeniowo - oddechowa, ale mięśnie nie będą sobie radziły tak jakbyś chciał na rowerze. Jakbyś to sprytnie rozegrał (to tylko olimpijka) to powinieneś dać rady. Zresztą - jak nie traktujesz tego jako walka o złote gacie to spróbuj - będziesz miał ciekawe doświadczenie :)

      @masz_ty_rozum_i_godnosc:

      @buszmen007: @srlslyNOT: Tak z Ciekawości, jak u Was wygląda trening siłowy podczas zimowych przygotowań?

      2x core w tygodniu i nic więcej. Jednak to na prawdę sporo. Plus co rano jeszcze zestaw na TRXie (brzuch, obręcz barkowa), sporo stabilizacji kolana (startuję tylko w górskich triathlonach, więc potrzebuję tego) i na koniec przysiady. Masz rację - sporo osób zaniedbuje trening siłowy. Jest to błąd jednak tylko w przypadku gdy ktoś ma mocno wywindowane cele. Zupełnie bez treningu siłowego kończyłem 1/8, 1/4 i 1/2 w pierwszych 15-20%. Jakbym chciał więcej to już nie dałoby rady (stąd w tym sezonie sporo już robię - ale pamiętając, że najważniejszy jest rower).
      pokaż całość

    •  

      Zależy, które zawody są dla ciebie ważniejsze i co, od których oczekujesz.

      Rower może ci pomóc w rozwijaniu wydolności krążeniowo - oddechowej i jazda zimą (już teraz) w niskich strefach (baza, Z1 - Z2 plus ćwiczenia typu izolowanie nogi albo jazda na wysokiej kadencji) mogą ci sporo dać - to dobry akompaniament do biegania.

      Jeśli jednak celujesz w jakąś życiówkę na maratonie i jest on dla ciebie dużo ważniejszy i tylko na tym ci zależy - hmm. Po maratonie masz ze 2 tygodnie laby, porządna regeneracja to więcej czasu (zależy od osoby). Jakbyś na rower wsiadł dopiero w połowie maja, to aby nie zamykać stawki powinieneś dać rady. Bazę od biegania będziesz miał. Sęk w tym, że to będzie baza krążeniowo - oddechowa, ale mięśnie nie będą sobie radziły tak jakbyś chciał na rowerze. Jakbyś to sprytnie rozegrał (to tylko olimpijka) to powinieneś dać rady. Zresztą - jak nie traktujesz tego jako walka o złote gacie to spróbuj - będziesz miał ciekawe doświadczenie :)

      @srlslyNOT: Dzięki za odpowiedź!

      Ważniejszy maraton mimo wszystko. Chciałbym zrobić 3:30, więc tu musi być solidny trening (i regeneracja po nim).
      Ale żeby nie było - rower nie będzie dla mnie niczym nowym. W tym roku mam przejechane około 6000 km, trasy po 100+ km dziennie nie są mi obce, więc myślę, że przez 5 miesięcy jeżdżenia mniej, wypracowana wydolność nie zniknie całkowicie. Dystansu się nie boję - 40 km nieraz robiłem przed pracą, nawet po kilka razy w tygodniu. Ale to będzie cross-tri, więc takie 40 km mnie może zmęczyć jak 80.
      Nie liczę na wysoką lokatę. Pływać dopiero się uczę (bo 1500m w 40 minut to dość kijowy wynik), z wody pewnie wyjdę w trzeciej albo nawet ostatniej ćwiartce. Na rowerze pewnie też nic nie zyskam, a samym bieganiem się do czołówki nie wbiję ;)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (14)

  •  
    g....i

    +12

    sezon się zaczyna ;)

    Obiecałem nagrać film z różowej trasy rowerowej, więc macie.

    #triathlon #rower #czlowiekszpinak #nowazelandia

    źródło: youtube.com

  •  

    Ahoj!

    Zaczynam swoj mikroblog na ktorym bede umieszczal swoje treningi majace mnie przyblizyc do ukonczenia 70.3 triathlonu (1.9km pływanie, 90km rower, 21km bieg) w Gdyni (1/2 Iron Man) - poczatek sierpnia 2017.
    Triathlon byl zawsze moim marzeniem, czas je spelnic. Dlaczego nie 1/4? Wydaje mi sie, ze ukonczylbym go po krotkim okresie przygotowania (wydaje mi sie), a potrzebuje mocnego wyzwania wielomiesiecznego.

    Plan jest taki, zeby ukonczyc 1/2 w mniej niz 6h, a co wazniejsze z usmiechem a ustach, bez "krwawicy".
    Przez najblizsze kilka miesiecy mam zamiar przyzwyczaic organizm do reżimu treningowego, a pozniej realizowac 16 tygodniowy plan treningowy.

    Wszelkie uwagi mile widziane :)

    Plywanie - umiem plywac, dobrze sie czuje w wodzie. Mam zamiar wziac lekcje kraula, bo go ewidentnie kalecze. Żabka i grzbietem bez problemu moglbym przeplynac kilka km.

    Rower - jak kazdy ;-) Lubie jezdzic. W tym roku zrobilem w 4 dni 500km (z wieloma przerwami, raczej krotkie oddcinki) oraz Rajd dookola tatr. Nie mam szosy i nigdy na niej nie jezdzilem.

    Bieganie - mam wybiegane w tym roku ponad 200km. Przebieglem miesiac temu polmaraton w 1:46 co bylo moim olbrzymim sukcesem:)

    OK - tyle... licze na pomoc. Moze tez uda mi sie kogos ruszyc do tej pieknej dyscypliny jaka jest triathlon.

    TYDZIEN 1 (-40 tygodni)
    PON - Basen 1km, po 50m kraul/zabka/grzbiet. Liczne odpoczynki.
    ŚR - jak wyżej. ok. 40min
    PT - siłownia, głównie nogi i plecy
    ND - bieganie, wolny bieg 8.5km (tempo 5.50)
    Moim pierwszym sukcesem bylo to, ze udalo mi sie zrobic te wszystkie aktywnosci (oprocz biegania) rano, przed praca.

    #triathlon #bieganie #rower #plywanie #ironman #buszmen703 <-- jak ktos chce moze sobie dodac :)
    pokaż całość

  •  

    Lew Hollander

    W 2012r. ukończył Ironman i został najstarszą osoba która tego dokonała. Miał wtedy 82lata.
    Ironman polega na
    przepłynięciu 3,86 km
    przejechaniu rowerem 180,2 km
    przebiegnięciu maratonu 42,195 km
    oczywiście wszystko pod rząd w ciągu jednego dnia, zawody trwają kilkanaście godzin, dla najlepszych 8-9godzin

    #rower #bieganie #plywanie #triathlon pokaż całość

  •  
    g....i

    +17

    Zapowiadany od dawna materiał o periodyzacji treningu. Długie to wyszło, ale polecam nieskromnie ;)

    #triathlon #bieganie #rower #mikrokoksy #silownia #ironman #czlowiekszpinak

    źródło: youtube.com

    •  

      @srlslyNOT: Generalnie nie przeżyjesz mixu build->specjalizacja->build->specjalizacja->build... za długo. Musisz w pewnym momencie zrobić deload / roztrenowanie i następnie wrócić do treningów. Wtedy trening bazowy będzie super, 8 tygodni, następnie 8 buildu i 4 specjalizacji i nagle 20 tygodni zrobione. Jeżeli jesteś bardziej zaawansowany to po prostu ta baza będzie inna - pro raczej nie potrzebuje skupiać się na technice biegu ;).

      Nawet światowej klasy pro robią okresy roztrenowania i później treningu bazowego - tyle, że u nich te cykle build -> specjalizacja -> start -> build mogą trwać dłużej.

      Inna kwestia - trening bazy nie musi oznaczać długich wielogodzinych jazd w tlenie. Masz poniżej przykład klasycznej bazy rowerowej średniej objętości z TrainerRoad - najdłuższa jazda 2 godziny.

      Co do TSS. jeżeli Twoim celem jest zrobienie 70.3, to nie ma sensu cisnąć wielu jazd po 300 TSS, bo to za dużo. Odwrotnie - gdy chcesz zrobić IM, to musisz machnąć kilka zdrowych dystansów. Łatwiej jednak to później weryfikować posługując się TSS a nie tylko dystansem.

      Załóżmy, że ostatnim razem zrobienie roweru na 70.3 wyszło Ci 180TSS na intensywności 0.8 (gdzie 1 to FTP). Chcesz trenować zakładki i wiedzieć w jaką intensywność powinieneś celować tak, by biegać dobrze. Więc jednego dnia robisz jazdę na 180 TSS i intensywność 0.75 (zajmie Ci dłużej) i bieg, innego dnia robisz może jakieś kosmiczne górki i próby wysiłkowe i intensywność wyszła Ci 0.93, TSS nadal 180 i okazuje się, że nadal możesz zdrowo biec po tym. Więc następnym razem na zawodach zapierdzielasz szybciej bo wiesz, że intensywność 0.9 nadal pozwala Ci biec dobry półmaraton.

      Ma to sens?
      pokaż całość

    •  

      grecki: ale ja nie miałem na myśli żadnych miksów :)

      Raczej chodziło mi o to, czy kolejność w periodyzacji (ta, którą opisałeś) jest jedną i jedyną i czy nie ma scenariusza, w której inna kolejność miałaby większy sens?

      A gdyby najpierw robić siłę i szybkość (krótkie jazdy ale na 90-95% FTP), potem na wiosnę dopiero bazę (bo można sobie pozwolić na dłuższe jazdy i wybiegania) a specjalizacje już po tym wszystkim i przed zawodami? W ten sposób najpierw zwiększasz FTP, potem robisz bazę i czym bliżej zawodów tym więcej taperingu.

      Ma sens?
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (4)

  •  
    g....i via iOS

    +44

    Koniec zimowego opierdzielania się. Kilka miesięcy temu pisałem o swoich planach treningowych w przerwie miedzy triathlonami. Pomysł był by doprowadzić organizm do normy po dosc ciężkim sezonie i zwiększyć siłę, by następny sezon przeżyć lepiej.

    Nie wszystko wyszło tak jak chciałem, efekt jest jaki jest. Po lewej - styczeń tego roku, wrzucałem dawno temu to zdjęcie i wniosek był "kurwa, ale chudy" :p.

    Po prawej - kilka tygodni temu, + 7kg mniej więcej.

    Dobra, teraz technicznie:
    Trening 5x5 stronglifts 2 razy w tygodni. Do tego bieganie (różnie) i rower (4x w tygodniu, głownie trenażer). Pływania brak gdyż albowiem mi się nie chciało. Joga raz w tygodniu.

    Żarcie - nadal wege, bo dlaczego nie ;). Carb backloading, tłuszcze i białko w ciagu dnia, węgle okolotreningowo i wieczorem. Makr nie liczę jakoś specjalnie (około 80 - 100g tłuszczy, jakieś 60 - 80g białka, reszta węgle), kalorii tez nie - YOLO.

    Suplementacja - ziółka na obniżenie kortyzolu, l-arginina, cytrulina, b12 w końskiej dawcę, beta alanina + kreatyna (jak pamietam). Białko w proszku czasem, jak mi sie zachce w sumie.

    Tyle, zaczynamy trening pod sezon, bo to już tuż tuż. Trening siłowy zmniejszę do jednego w tygodni, FBW z większą ilością powtórzeń, mniejszym ciężarem maksymalnym i krótszymi przerwami pomiędzy seriami.

    Dziękuje za uwagę ;)

    #mikrokoksy #dieta #masa #trening #triathlon #czlowiekszpinak #pokazmorde #pokazforme #weganizm
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    Niesamowita końcówka finałowego wyścigu ITU World Triathlon Series #sport #fairplay #triathlon

    źródło: youtu.be

  •  

    Mirki, które będą szukać #rower a w zasadzie #szosa, uważajcie bo #kradno ze sklepów

    UWAGA! Skradziono rowery!
    Z naszego sklepu w Katowicach skradziono ponad 20 wysokiej klasy rowerów! (zamieszczamy zdjęcia)
    Bardzo prosimy o pomoc w ich odnalezieniu. Jeśli przeglądacie aukcje internetowe i natkniecie się na podejrzane ogłoszenie lub > macie inne informacje na ten temat skontaktujcie się z nami.
    Osoba, która przyczyni się do złapania złodziei otrzyma nagrodę w postaci roweru!


    https://www.facebook.com/poznaj.bikershop/posts/1263807263651009

    Więc miejcie oczy otwarte

    Otaguje też #kolarstwo i #triathlon bo też się tego tyczy
    pokaż całość

  •  

    3785525 - 1900 = 3783625

    Niedawno znalazłam czterolistną koniczynkę , pomyślałam życzenie i wczoraj się spełniło. I tak jak te 4 listki, tak wczorajszy dzień zasponsorowała liczba 4 - chociaż w sumie powinna być to trójka :P A czemu? Bo wczoraj zaliczyłam swój pierwszy triathlon... Tatraman ukończony pod znakiem czwórki - z 4 powodów: 1) mój pierwszy triathlon, 2) mój pierwszy górski triathlon, 3) mój pierwszy half ironman, 4) mój pierwszy wygrany triathlon ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    1,9 km pływania w Zalewie Czorsztyńskim, 90 km roweru dookoła Tatr z Niedzica Zamek do Podbanské (+1500m/-1000m), 21 km biegu na Kasprowy Wierch (+1150m/-120m) - w 7h 34min 46sek. Na 65 zawodników, którzy ukończyli - open 28, K open 1 ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Taka zabawa! :D I taaaaaka przygoda (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #plywajzwykopem #triathlon #fotografia
    pokaż całość

    źródło: DSC_6660.jpg

    +: E.......a, Artron +33 innych
  •  

    82549,35 - 21 = 82528,35

    Niedawno znalazłam czterolistną koniczynkę , pomyślałam życzenie i wczoraj się spełniło. I tak jak te 4 listki, tak wczorajszy dzień zasponsorowała liczba 4 - chociaż w sumie powinna być to trójka :P A czemu? Bo wczoraj zaliczyłam swój pierwszy triathlon... Tatraman ukończony pod znakiem czwórki - z 4 powodów: 1) mój pierwszy triathlon, 2) mój pierwszy górski triathlon, 3) mój pierwszy half ironman, 4) mój pierwszy wygrany triathlon ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    1,9 km pływania w Zalewie Czorsztyńskim, 90 km roweru dookoła Tatr z Niedzica Zamek do Podbanské (+1500m/-1000m), 21 km biegu na Kasprowy Wierch (+1150m/-120m) - w 7h 34min 46sek. Na 65 zawodników, którzy ukończyli - open 28, K open 1 ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Taka zabawa! :D I taaaaaka przygoda (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #sztafeta #triathlon #tatry #bieganie
    pokaż całość

    źródło: DSC_6806.jpg

    +: Akuku69, r.......o +67 innych
  •  

    213112 - 90 = 213022

    Niedawno znalazłam czterolistną koniczynkę , pomyślałam życzenie i wczoraj się spełniło. I tak jak te 4 listki, tak wczorajszy dzień zasponsorowała liczba 4 - chociaż w sumie powinna być to trójka :P A czemu? Bo wczoraj zaliczyłam swój pierwszy triathlon... Tatraman ukończony pod znakiem czwórki - z 4 powodów: 1) mój pierwszy triathlon, 2) mój pierwszy górski triathlon, 3) mój pierwszy half ironman, 4) mój pierwszy wygrany triathlon ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    1,9 km pływania w Zalewie Czorsztyńskim, 90 km roweru dookoła Tatr z Niedzica Zamek do Podbanské (+1500m/-1000m), 21 km biegu na Kasprowy Wierch (+1150m/-120m) - w 7h 34min 46sek. Na 65 zawodników, którzy ukończyli - open 28, K open 1 ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Taka zabawa! :D I taaaaaka przygoda (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #rowerowyrownik #triathlon #szosa #tatry
    pokaż całość

    źródło: DSC_6918.jpg

  •  

    Mirki chwalę się, w miniony weekend zadebiutowałem w triathlonie na dystansie 1/2 Iron Man. 1,9 pływania (teoretycznie bo organizator dołożył nam 600-700 metrów), 90 rowerem i 21 biegiem. Czas 6:20, był plan na złamanie 6 godzin, ale dodatkowe metry na pływaniu przekreśliły to. Wyścig kończę z dużym zapasem sił, a w przyszłym roku skaczę do gardła pełnemu dystansowi ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #chwalesie #triathlon pokaż całość

    +: hard1, E.......a +5 innych
  •  

    266987 - 98 = 266889

    Aurlandsfjellet Xtreme Triathon etap rowerowy. Suma przewyższeń koło 2100m do tego 5 stopni ciepła + wiatr z deszczem w ryj. Podjazdy ok 2x10km przy 8% nachyleniu i kilka pomniejszych górek. Przy zjazdach slalom między wystającymi z asfaltu kamieniami, dziurami i ... owcami(szczególnie przy drugim zjeździe)pasącymi się w górach. Ale widoki wynagrodziły wszystko!
    #triathlon #norwegia

    W tym tygodniu to już 98km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: axtri.no

  •  
    g....i

    +9

    NOWY PODCAST!

    Tak, pisane wielkimi literami, bo jarałem się od momentu nagrania. Chcieliście odcinka o suplementach, a skoro tak, to zaprosiłem do rozmowy kogoś, kto wie o tym znacznie więcej ode mnie. Przed Wami Mateusz "Donaj" Donajski.

    Rozmawialiśmy o szkodliwości treningu wytrzymałościowego, suplementacji doustnej, suplementacji domięśniowej, treningu oporowym, zdrowiu i jeszcze kilku innych rzeczach. Wyszedł nam trzygodzinny odcinek!

    Podzieliłem dla wygody na 3 części.

    Miłego słuchania!

    #bieganie #rower #triathlon #maraton #crossfit #mikrokoksy #sterydy #suplementy #dieta #czlowiekszpinak #polskiyoutube #podcast
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    "Krótka" historia pierwszego triathlonu.

    (jak ktoś nie chce historii tylko opis samego triathlonu, bo to chyba najciekawsza część, od razu polecam przewinąć niżej) albo przekopuję go do przodu ;)

    Finał, wyścig.
    Plywanie.

    Rower wstawiony, buty itd, wszystko rozstawione.
    Pierwsze zaskoczenie, to, że będę musiał dopłynąć do startu jakieś 150 m i tam czekać na start,
    no lekki problem bo utrzymywanie się na wodzie to nie jest moja domena, w sumie to nie ćwiczyłem tego za bardzo. Drugim zaskoczeniem było, że po mecie wody, mam jeszcze znów do przepłynięcia jakieś 100 m, czyli wychodzi tego trochę więcej...

    Ogólnie wygląda to w chuj daleko jak spojrzałem, na te boje, komentator mówi, że to tylko tak wygląda przez wodę, jakoś mnie to nie pocieszyło.

    No ale atmosfera, ludzie zadowoleni, ktoś tam opowiada, myślę sobie, może nawet kiedyś wystartuję w "połówce" kto wie...

    Wszyscy zawodnicy podzieleni na 6 grup (fal), trochę mnie zmyliła dziewczyna i się zagapiłem jak już moi zaczęli podpływać do , no to płynę, żabką odkrytą (tego nie ćwiczyłem), a w piance bardzo mnie to męczy bo mi nogi trochę pianka wypycha i mi się pod kolanami dziwnie "Zwija".

    Gdy już byłem blisko, naszła mnie myśl aby zawrócić, kij w dupę myślę, trochę wstydu, ale koszulkę przynajmniej już dostałem ;) Myśl ta wzmocniła się kiedy zobaczyłem, że dziewczyna zawraca, ale wycelowałem w boję startową i tam szukałem szansy.

    Dopłynąłem do boi, trzymałem się jej i odpoczywałem, nie powiem co myślałem, ale, że coś nie jest tak, na dodatek zaczęło mnie boleć coś w okolicach brzucha, myślałem, że kolka jakaś czy coś, ale bardziej po prawej stronie...

    Odpocząłem, ale zimna (nie była taka zimna) woda i ta ciemność jakoś spowodowała u mnie fazę lęku, nienaturalnego lęku, dna nie było, wszędzie daleko, ścisk na klatce piersiowej, jedynie uratowało mnie, że start jeszcze nie nadchodził, uspokajałem się z każdą sekundą.

    Wystrzał, czas znaleźć jakąś przestrzeń dla siebie i napierdzielać (Tzn. nie napierdzielać bo plan jest taki, spokojnie machać i spokojnie oddychać tylko to mnie uratuje).
    I..
    Wszędzie czytałem o tym całym początkowym młynku, i z jednej strony myślałem, że będzie gorzej, a w innych aspektach myślałem, że będzie lepiej.
    Spodziewałem się więcej groźniejszych uderzeń i zalewania wodą, ale tu naprawdę było w miarę ok, gorzej było, że nie mogłem przejść w ogóle do kraula, obijałem się, mnie obijali, nawet nie płynąłem żabką, nie wiem czym płynąłem, przede mną żabkarka płynęła i bałem się, że mi pierdzielnie w twarz nogami.

    Po paru minutach, z moją kondycją było naprawdę źle, oddech był daleki od unormowanego, myliły mi się oddechy, płynąłem większość z głową nad wodą, już rozglądałem się za kajakiem ratowniczym (Czy jak oni je tam nazywali), wstydu już takiego nie będzie, ale byle mnie wyciągnęli...
    Ale kajaków nie widziałem, w sumie mało co widziałem, przez 3 minuty jedyne co myślałem, cytuję
    "kurwa, połówek mi się zachciało, pierdolić to wszystko, jak ja tu nie dopłynę olimpijki"

    I zobaczyłem w tym momencie pierwszą boje (połowa pierwszej prostej, płynęło się ogólnie po prostokącie), zrobiło się luźniej, widziałem z przodu "moją" żabkarkę i parę osób, mogłem w końcu przejść do kraula, jakoś wyrównać oddech, po około 3 minutach, nastąpił spokój, dalej bolała mnie ta "kolka" czy tam brzuch, ale wyrównałem oddech, zacząłem płynąć dość szybko, i równo, że mógłbym tak długo i długo. Jako, że nawigacji nie miałem opanowanej, to co kilka machnięć przechodziłem do żabki co by spojrzeć gdzie są jakieś czepki albo boje.

    I tak druga boja, zakręt, trzecia boja, kolejny zakręt (spodziewałem się czwartej, ale jej nie było albo przegapiłem).

    I w którymś momencie gdy sobie śmigałem, wygadam, patrzę nikogo nie widzę, żadnych czepków... gdzie ja kurwa jestem, w którą stronę zboczyłem? I tak płynę i wyglądam co chwilę, patrzę, małe boje, ale nie wiem która to boja tzn. po której stronie toru...w tym momencie chyba się zdenerwowałem ale okulary mi zaparowały, widziałem tylko najbliższe metry, brzegu nie widziałem, ani celu.

    W którymś momencie zobaczyłem jakiś czepek (pewnie mnie wyprzedził), po drugiej stronie toru jak domniemałem, to to płynę w jego kierunku, kraulem aby szybciej tam być.
    Przepłynąłem za daleko, gość po mojej lewej stronie, no to znów i znów następne boje, gość znów po prawej stronie... nosz kurwa..źle jest myślę sobie, a moje pływania to były takie interwały co zobaczyłem to płynąłem na maksa...
    I tak pływałem od linii do linii, od rozglądania się (czyli żabki) zaczęły mnie łapać skurcze, łydek, w tym momencie wiedziałem, że żabka mi się kończy (w kraulu prawie nie używałem nóg), w którymś momencie zobaczyłem znów grupkę pływaków, i moją żabkarkę, teraz już spokojnie próbowałem się za nimi ustawić, bez przyspieszeń, bo już żabka nie wchodziła w rachubę, skurcze mnie trzymały.

    I tak płynąłem tracąc ich co jakiś czas z oczu, to raz z prawej raz z lewej, ale już blisko siebie, na końcu na szczęście mi jakaś kropelka wody spłynęła po okularkach mi miałem małą szparkę którą widziałem już wyjście z wody, uratowany...nie wiedziałem tylko ile czasu mi to zajęło bo już straciłem rachubę czasu.

    Dobrze, zę goście pomagali wyjść, błędnik mi nawalał, ledwie pion złapałem w sumie mnie wyciągeli.
    Ale patrzę na zegarek, czas znacznie poniżej mojego maksymalnego czasu, uratowany :)

    W strefie zmian już na luzie ściągałem piankę odzyskiwałem równowagę, nie spiesząc się, w tym momencie, zaważyłem, że żele które miałem tu mieć i wypić w połowie roweru, wrzuciłem do strefy gdzie będę biegał..no nic, olać żele, jest ok.mam tu żele na start, pyknąłem je.

    I teraz nie wiem, czy to spotęgowało złe samopoczucie,(o tym później) , czy żele trzymałem w za wysokich temperaturach bo woziłem je w bagażniku samochodu.

    **Rower.**
    No i ruszyłem, nigdy nie jechałem na płaskim terenie, wiec start poszedł naprawdę zajebiście,
    pierwsza połowa części kolarskiej jest pod górkę, wiec dobrze jest, szybko jadę, i jak chciałem przestawić prędkościomierz na to aby mi pokazywał dystans, w tym momencie mi spadł, a, że jechałem w okolicach 35 km/h to nawet nie chciało mi się już zatrzymywać.

    Zacząłem jechać ostrożniej bo nie wiedziałem czy nie przeginam fizycznie, w końcu jeszcze potem bieg. w połowie trasy były napoje, więc stwierdziłem, że się zatrzymam i napiję (i tak musiałem bo w trakcie jazdy nie dałem rady) i sprawdzę godzinę, patrzę, dobry czas, jest luz, zrobię to spokojnie.

    I minęło parę km, a samopoczucie zaczęło się bardzo psuć, brzuch mnie boli, rzyganie zbiera, w końcu nie wytrzymałem, i zatrzymałem się, rzygnąłem sobie, ogarnąłem, i minimalne lepiej, ale dalej kiepsko.

    Przy około trzech czwartych trasy, zacząłem zwalniać, zwalniać, myślałem, że mi organizm wysiada, czułem ciarki, pot na głowie, nagle kask za ciasny, ale patrzę na pulsometr i tutaj wszystko ok, zero nie wiadomo czego, żołądek coraz bardziej ciśnie.. zatrzymać się i rezygnować trochę słabo, no bo z buta nie będę cisnął 10 km, zatrzymałem się na poboczu, i się porządnie wyrzygałem, to był tak zwany rzyg oczyszczający, ogarnąłem się trochę, i ruszyłem. Czułem się prawie jak młody bóg ;) no dobra, może nie aż tak, ale coraz lepiej, z minuty na minutę coraz lepiej.
    Dojechałem do miejsca startu biegu.

    Czas ostatecznie lepszy niż maksymalny planowany, jest zajebiście, teraz tylko zrobić autoanalizę mojego samopoczucia, czy dam radę, bo jednak rzygając odwoniłem się, nie piłem już żadnych izotoników, tylko wodę, żele też olałem, wypierdziąłem się wysikałem, i stwierdziłem, że wszystkie funkcje życiowe są w całkiem dobrym stanie.

    **Bieg.**
    Początek był trochę zaskakujący bo mnie złapały skurcze łydek (pewnie to od wody), ale po 1 km już było ok, w sumie z km, na km było coraz lepiej wydawało mi się, że szybciej, ale po fakcie okazało się, że na początku biegłem o wiele szybciej, ale może dlatego, że oszczędzałem się bo wiedziałem, że na końcu ma być jakiś stromy podbieg, i tak końcówka szła naprawdę już dobrze, na podbiegu wyprzedziłem nawet parę osób, czas poniżej planu, poniżej 1 h.

    Ostatecznie poszło lepiej niż planowałem jeśli chodzi o czas i było jeszcze trochę ludu po mnie.

    Potem to już tylko wyżerka, dawno tyle nie wpieprzyłem.

    Wstęp.

    Zaczęło się we wrześniu ubiegłego roku, rozmawiamy sobie z kolegami z pracy o sporcie, maratonach i ironmanach. Już nawet nie pamiętam jak to wyszło, ale, skończyło się coś w stylu, że "co ja nie dam rady?", "Każdy jest w stanie zrobić, nawet ja", no i pozostało co zrobić.
    jakaś 1/4 ironama stwierdziliśmy, że to brzmi jak by coś nie całkiem zrobione, no a Ironman to za dużo, wiec aby jakoś brzmiało wybraliśmy, że będzie to olimpijka czyli 1,5km pływania, 40 km roweru i 10 km biegu.

    Moje warunki startowe.

    Warunki fizyczne nie były za dobre,
    - 86 kg masy (waga, mówiła, że znacznie za dużo),
    - tak do 100 m, byłem w stanie przebiec, potem już koniec (nigdy nie byłem dobry nawet dawno dawno temu, w szkole nie byłem w stanie przebiec 800 m, jedynie sprinty mi szły).
    - rowerem jechałem tak z 30 lat temu na składaku a i wtedy nie miałem za dużo godzin i km nabite ;)
    - no i ostatecznie pływanie, pływać "nauczyłem się" tak z 5 lat temu, takim niczym, najbliżej do żabki temu było.

    Początki - bieganie

    Najpierw skupiłem się, aby móc przebiec 10 km, dowolną prędkością.

    Z biegania ktoś mi doradził aby zrobić C25K, gdzie zaczynało się coś w stylu 1 minuta truchtu i 2 minuty marszu.

    I tym sposobem maiłem szybko dojść do 10 km, ba nawet w godzinę. Szybko okazało się, że nawet to jest dla mnie za ostre, i tak jak w grudniu miałem zrobić 10 km w godzinę, to chyba nie byłem w stanie 8 km zrobić w ciągu, tylko musiałem przechodzić do marszu, co 10 minut na 2 minuty.

    No nic pomyślałem, na bieganie mam w sumie dużo czasu więc nawet to przejdę.(o limitach czasowych niżej)

    Początki - pływanie

    Z pływaniem, myślałem, że będzie prościej, no bo już umiałem (pomijając jak) w miarę pływać.
    No i szlifowałem moją żabkę, co długość basenu musiałem odpoczywać, ale potem byłem w stanie dalej płynąć, ale postępów na początku za wiele nie było, ale był jeden pozytywny akcent - zrobiłem sobie test czy dam radę przepłynąć 1,5 km, w końcu to tylko 60 długości basenów.

    No to zrobiłem, płynę długo, odpoczywam, płynę itd. przepływam 1,5 km wychodzę z wody i myślę sobie, nie jest źle, wystarczy zlikwidować te odpoczynki i będzie luz.

    Wracam do domu, mija jeszcze z godzinką, i zaczyna się... czuję, że wszelkie zasoby jakie miałem w organizmie skończyły się, czuje się totalnie rozwalony, powiedział bym, że bardzo źle, bardzo!.

    Przez 4 godziny, nie umiałem dojść do siebie, trzymałem telefon przy sobie co by móc zadzwonić od razu po karetkę, nawet bałem się usnąć ;). Przeżyłem.

    Stwierdziłem, że pływakiem to też nie jestem.

    Początki - rower

    Początków roweru w tym czasie nie było, nie miałem czasu, myślę sobie, że to proste będzie, w końcu siedzi się i w ogóle, jak przyszła zima to już nie miało sensu.

    Dlatego kupiłem sobie rowerek stacjonarny, który pokazuje waty, myślę sobie wszyscy podniecają się tymi watami to i ja będę ostro jechał zimą rowerek, i tak sobie nadgonię.

    Prawda okazała się bardziej brutalna, rowerek był strasznie nudny, jeździłem dość rzadko, a w pokoju jak było ciepło to przy rowerku lało się ze mnie niemiłosiernie.

    Mój plan i limity czasowe.

    Mój plan wynikał bezpośrednio z limitów czasowych, po których następowała dyskwalifikacja
    na bieganie było 1,5 godziny, więc stwierdziłem, że mogę to nawet szybko przejść jeżeli będę w stanie chodzić.

    Na pływanie było maks 1 h, w tyle stwierdziłem to spokojnie mogę zrobić, ale na pływanie + rower(no i przebranie się) było maks 2,5 h, i w ten czas celowałem, ale jako, że przebranie się może mi zająć trochę czasu, rower na początku mi mówili, że do 25 km/h sam jedzie, co nie było prawdą ;) to jednak realistycznie wziąłem, że w pływaniu muszę zmieścić się w 39 minutach, a rower + pływanie(+przebranie się) dokładnie 2,5.

    Jednym słowem celowałem w ostatnie miejsce.

    Wszystko w tym momencie wydawało się proste , na kartce było faktycznie proste.

    Zima

    Styczeń strzelił, szybko, w ogóle prawie nie ćwiczyłem biegania, parę razy po schodach biegałem (na końcu po 100 pięter), jedynie pływanie, ale trochę chory byłem więc ogólnie stracony miesiąc.

    Kupiłem pulsometr, i odkryłem, że jak biegam, to mam ekstremalnie wysokie tętna, nawet jak biegam bardzo bardzo wolno, wi ęc na ten moment pulsometr był fajnym migającym światełkiem.

    Luty, zacząłem biegać już z tempem 6:40 na km jak już biegłem "szybkim" tempem, ogólnie optymizm powoli rósł, dalej nie potrafiłem przebiec 10 km, bez przerwy, ciągle biegałem 10 minut biegu, 1 minuta marszu i w lutym dopiero przebiegłem pierwszy raz ponad 10 km.

    Jeśli chodzi o pływanie, powoli się polepszało, tzn. dalej pływałem 1 długość i 15 sekund odpoczynku itd. i zauważyłem, że limit prędkości moim stylem szybko się zbliża.

    W marcu wybrałem się na troszkę nad morze i tam zaczęło mi się dobrze biegać, chyba już doszedłem do 14 minut biegu i 1 minuta przerwy, i potrafiłem tak już prawie 2 h, ogólnie optymizm był wysoki.

    Stwierdziłem, także, że żabką osiągnąłem limit prędkości i ciężko mi będzie zejść niżej.
    TAk więc stwierdziłem, że czas na lekcje kraula, wykupiłem 10 lekcji.

    Nauka pływania kraulem

    Technicznie nauka mi szła mi chyba w miarę dobrze, ale kraul okazał się strasznym sadystą, praktycznie po jednej długości, mnie tak zaduszało, że musiałem odpoczywać 45 sekund między długościami (w żabce miałem już nawet po 5 sekund odpoczynki)

    Nie umiałem wypuszczać powietrza pod wodą, i naprawdę szybko się męczyłem. Po 10 lekcjach byłem w stanie sobie nawet szybko pływać, ale krótko, bo przepływałem w 31-35 sekund długość basenu i przerwa.

    W marcu zacząłem to w kwietniu pierwszy raz przepłynąłem w ciągu 2 długości basenu na samych nogach.

    Wiosna.

    To czas postępów, w kwietniu najpierw biegałem w ciągu 6 km, 10 km jeszcze nie, 5 km robiłem już w 31 minut.

    Na rower dalej nie miałem czasu ;)

    W pływaniu zszedłem do 30 sekund na długość, ale dalej pływałem z przerwami.
    Wróciłem jak by co do żabki trochę bo kraula zacząłem się obawiać, w żabce miałem już przerwy między długościami tak 3-5 sekund, kraul dalej oscylował w okolicach 35-40 sekund na odpoczynek.

    Bieganie szło coraz lepiej, w maju już robiłem 10 km w ciągu, robiłem wolne biegania, i raz nawet prze truchtałem 20 km, co prawda w 2,5 h, ale udało się.
    W bieganiu na 5km zszedłem poniżej 30 minut, 10 km, już w godzinę.

    No i w maju wyciągnąłem pierwszy raz rower! No i tyle tylko wyciągnąłem (Tzn. wcześniej go kupiłem za 5 stówek od kolegi), dziurawe dętki, nie miałem czasu kupić.

    Testowy wyścig na 10 km.

    Trochę na spontana stwierdziłem, że trzeba się sprawdzić w prawdziwym wyścigu, akurat napatoczył sie jakiś tuż obok mnie no i dawali medale ;).
    Z minusów to 2 dni wcześniej miałem własnie trucht 20 km, i byłem trochę "poobijany".

    Był to bieg przełajowy, nie doceniłem temperatury,(zawsze ćwiczyłem albo b. rano albo późną nocą), 26 stopni w cieniu, jakoś specjalnie się nie nawadniałem.

    Ustawiłem się z tyłu co by nie przeszkadzać tym szybszym, no i ruszam, biegnie mi się całkiem dobrze, prawie jak gazela, ba mijam parę osób, więcej osób, normalnie szaleństwo...

    Po 1 km, szaleństwo się skończyło, cały mokry, tętno zajebiste, przechodzę do marszu, tętno nie chce spadać, zaczyna się z górki.. no to luz myślę sobie, kolejne "z górki" i znów kolejne, coś mi zaczęło śmierdzieć, skoro to kółko to musi być w końcu pod górkę no i pojawiła się zajebista góra, przy punkcie z wodą, spędziłem trochę czasu, piłem jak głupi, drugie kółko nie było lepsze, ale już w miarę bardziej stabilnie, tzn. na granicy życia i śmierci, ale stabilnie.

    Ostatecznie skończyłem bieg, poniżej 1 h, medal zgarnąłem, ale przez tydzień byłem "połamany" ponadrywane mięśnie czy coś, ,w każdym razie nie było dobrze.

    Pływanie postępy i woda otwarta.

    Na początku czerwca, byłem już w stanie zrobić kraulem całe 60 długości ale czas miałem podobny do żabki, no ale potencjał był większy.

    Przyszedł czas na pływanie w wodach otwartych. I tu nastąpiło zderzenie z brutalną rzeczywistością, basen to nie to nie to samo co pływanie na wodach otwartych.

    Tam jest ciemno, nic nie widać, woda zimniejsza (kupiłem piankę, więc pływałem w piance), jak by bardziej gęsta, ciężko się machało a pianka utrudniała ruchy, tzn. było ciężej machać.
    Pływałem na odcinku 75 metrów, i po przepłynięciu go, byłem zdyszany, ogólnie to był czas pesymizmu, byłem bliski rezygnacji, na dodatek znosiło mnie na boki i pływałem zamiast prosto to płynąłem w bok i to mocno, skręcałem jakieś 60 stopni.

    Dowiedziałem się, że to może być od błędnika i zimnej wody, i że zatyczki pomogą, i chyba trochę pomogły, ale dalej było słabo.

    Najgorsze, ze nie miałem okazji sprawdzić wód otwartych na dłuższym dystansie, bo tłumaczyłem sobie, że bez nawrotek to będzie mi lepiej szło, bo tu mi szło naprawdę kiepsko.

    Ostatecznie zrobiłem test na basenie w piance, i tu mi się zaczęło pływać zajebiście, bez kłopotu przepłynąłem 60 długości basenu w 31 minut. Wód otwartych już nie ćwiczyłem.

    Krótka historia ćwiczenia na rowerze.

    Na rowerze ogólnie przejechałem znacznie mniej niż przebiegłem.
    ćwiczyłem w terenie gdzie były same górki i dołki, średnią prędkość miałem naprawdę słabą, ale akceptowalną, nie umiałem pić i jechać i niestety nie nauczyłem się tego.
    Dłonie mi drętwiały po 10 km i czasem tak, że nawet nie umiałem przełączyć przerzutki, ale z czasem ustępowało coraz mniej.

    W sumie 2 razy przejechałem 40 km, i potem bieg 5 i 10 km, czyli to byłem gotowy zrobić. Tylko to pływanie zrobić i będzie luz.

    #triathlon #truestory dla mnie #wygryw i #coolstory #sport #95centyl #wyzwanie

    Wołam tych któtrzy trzymali kciuki (albo po prsotu dali plusa ;) ).

    @hard1 @mglistyPoranek @noot @Druid82 i inni ;) (jednak dodawanie jest nudne)
    pokaż całość

    źródło: DSC_0129.jpg

    +: hard1, L................k +23 innych
Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów