•  

    #coolstory #warszawa #truestory
    Jadę do pracy przez Nowy Świat i po drodze, na wózku elektrycznym, jedzie staruszek, na oko 70-80 lat.
    Widzę, że chce wjechać na chodnik, lecz krawężnik jest za wysoko. Podjeżdżam zatem, żeby mu pomóc... a on wstaje, przenosi wózek na chodnik i z powrotem do niego wsiada. Wszystko to całkiem żwawo i sprawnie.

    Ja: Proszę Pana, chciałem Panu pomóc i nie zdążyłem, nie jest Panu tak ciężko samemu nosić wózek? I to taki ciężki?
    Dziadek: A Panie, ja bardzo dobrze się czuje i mogę normalnie chodzić! - mówi, machając ręką.
    Ja, zdziwiony: To czemu wózek???
    Dziadek: A bo mam wyjebane na chodzenie i mi się nie chce dzisiaj to wziąłem wózek brata i jadę po piwo do sklepu! - powiedział poirytowany.

    pokaż spoiler #znalezionewinternetach
    pokaż całość

  •  

    #uk

    Ale odjebalem ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)
    Jadę w pociągu jak biedak cebulak i na yt znalazłem jakies bombardowanie tej bandy z ISIS . Oczywiście nie nie miałem słuchawek a tam od pierwszych chwil na pełnej piździe allach akbarrrrr !!! Przejde się do innego przedziału ( ͡° ͜ʖ ͡°). #truestory

    •  

      @zalogowany_jako: To jest pół biedy. Aktualnie robię na koparce przy robotach drogowych. Robię w Sheffield na dzielnicach gdzie jest duuużo muzułmanów. Puściłem jakiś 'śmieszny filmik' z podłożonym dźwiękiem. I "ten uczuć" kiedy nagle z Twojego telefonu brzmi 'Allah Akbar' dzień po zamachu i widzisz uśmiechy na twarzach przechodniów ( ͡° ͜ʖ ͡°).

  •  

    #bydgoszcz #mzk #komunikacjamiejska

    Miesiąc temu byłem u kolegi na działce na grillu, a że był to środek tygodnia i zrobiło się późno, ktoś sprawdził ostatni dzienny autobus i krótko po 23. zebraliśmy się na przystanek. Autobus przyjechał, kierowca zatrzymał się, podeszliśmy do drzwi i nawet nie zdążyliśmy rozkminić czy i jak się je otwiera i dosłownie po trzech sekundach kierowca ruszył, mimo że byliśmy dobrze widoczni i oczywistym było, że chcemy wsiąść, gdy ruszał pukaliśmy w szyby, ale nie zareagował. ja byłem rowerem, więc dotarłem bez przeszkód do domu i od razu napisałem do MZK skargę tej treści:

    Kierowca autobusu linii 52, który odjeżdżał z przystanku Zamczysko/Armii Krajowej 1 w kierunku Błonie o godzinie 23:11 dnia 24.05.2017. na wyżej wymienionym przystanku zatrzymał się, ale pasażerom czekającym na przystanku nie dał szansy na otwarcie drzwi i zajęcie miejsca w pojeździe i po kilku sekundach odjechał mimo głośnego sprzeciwu oczekujących pasażerów. Nieuprzejmy wybryk kierowcy był bardzo kłopotliwy ze względu na fakt, że był to ostatni kurs autobusu z tego przystanku w stronę miasta tego dnia.

    O sprawie zapomniałem nie licząc, że ktokolwiek się tym zainteresuje (kiedyś już próbowałem się elektronicznie skontaktować z MZK). Wczoraj dostałem taką odpowiedź (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■):

    W odpowiedzi na Pana skargę, dotyczącą kierowcy linii 52 informuję, że zakończono postępowanie wyjaśniające. Dokonano przeglądu monitoringu oraz dokonano rozmowy z kierowcą. Zachowanie kierowcy uznano za naganne. Za niewłaściwe wykonywanie powierzonych obowiązków kierowca został ukarany zmniejszeniem wynagrodzenia. Za zachowanie kierowcy oraz doznane niedogodności przepraszam.

    z poważaniem

    --
    Michał Wojtaś
    Dział Nadzoru Ruchu
    Miejskie Zakłady Komunikacyjne Sp. z o.o.
    w Bydgoszczy

    #bekazpodludzi #truestory
    pokaż całość

  •  

    #coolstory #truestory

    Kontynuacja tego wpisu:
    https://www.wykop.pl/wpis/24264289/coolstory-truestory-pokaz-spoiler-sobota-sobotnie-/
    Wybaczcie, że tak późno, ale ktoś nieustannie psuje wypok. Nie mam zamiaru wskazywać palcem kto, ale... nie no, dobra, tym razem nie ma tu winy Michaua. Tak czy siak, chyba lepiej późno niż wcale, c’nie?
    OP wreszcie dostarcza ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    pokaż spoiler To jest prawdziwa historia.
    Przedstawione wydarzenia miały miejsce na Podkarpaciu w roku 2014.
    Imię może zostało zmienione a może nie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Cała reszta została opowiedziana dokładnie tak, jak miało to miejsce w rzeczywistości.


    Wrześniowe słońce kładło się powoli za horyzontem oblewając wszystko pomarańczowym blaskiem, wszyscy wciąż byli na zewnątrz z Jurgenem i policją, a ja tymczasem siedziałem w kuchni pijąc wodę. Muszę wam powiedzieć, że Cisowianka lekko gazowana nigdy nie smakowała tak dobrze, jak tego dnia.

    Wydawało się, że ta jakże interesująca sobota dobiega końca. Policja zapewne pakowała właśnie Jurgena do radiowozu. Pewnie odstawią go do ambasady i lada dzień będzie w domu, a ja będę się jeszcze jakiś czas zastanawiał, kim był tajemniczy jegomość. Ehh, może przynajmniej dowiemy się czegoś z facebooka.
    Gdzieś korytarzem przemknął kumpel.
    - Ej, znalazłeś w końcu tego Jurgena na fejsie?
    - Stary, tam jest chyba ze trzydziestu Jurgenów Neuhauserów. Przejrzałem szybko profilowe, ale żaden tam nie wygląda jak on.
    Westchnąłem. A więc tak to się skończy? Nic się nie dowiemy? Ehhh...

    Kilka chwil później wciąż byłem sam w domu, pomyślałem więc, że może Jurgen spanikował na widok policji, zrobił ten jeden niewłaściwy ruch i musieli go zdjąć na miejscu... Wspominałem już, że jestem pesymistą? :^)
    Tak czy owak, zostawiłem szklankę do połowy pustą i na zewnątrz zastał mnie kolejny niespodziewany widok, choć wtedy niekoniecznie zdawałem sobie z tego sprawę.

    Z wciąż niewiadomych mi powodów policja nie zapakowała Jurgena do suki i nie odwiozła gdziekolwiek tam, gdzie odwozi się zagubionych i wychudzonych Austriaków. Natomiast najwidoczniej regulamin nakazuje stanie kilka metrów od całej sytuacji i plotkowanie półszeptem, bo to właśnie robiło dwóch obecnych policjantów.
    Młodzi, o twarzach nieska... Dobra daruję sobie ich opis. Rzecz w tym, że gdyby Jurgen był jakimś polskim pijaczkiem, który nie trafił na swój ogród, to problem byłby zapewne dawno rozwiązany. Byłoby tak, ponieważ byłaby to dla policji rutyna, ale los postanowił zasiać w tę feralną sobotę ziarno chaosu. Swoją drogą to zabawne obserwować, jak w takich niecodziennych sytuacjach różne instytucje państwowe okazują prawie całkowicie bezradne i upada iluzja porządku.
    Jeszcze zabawniej jest w tym uczestniczyć. Ale nie uprzedzajmy faktów, karuzela dopiero się rozkręca.

    Zorientowałem się w sytuacji i wyglądało na to, że czekaliśmy teraz na tak zwaną „inną policję”, którą należy pochwalić, ponieważ nie ociągali się zbyt długo z przybyciem. Ale zanim nieoznakowany radiowóz wjechał na ogród coś mnie tknęło i spytałem kumpla:
    - Jurgen mówił coś, kiedy tak tu staliście?
    Zmarszczył brwi i zaczął niepewnie.
    - Wiesz co... powiedział coś w pewnym momencie. Że coś złego dzieje się ze światem. No, coś takiego. Zapytałem go o to, ale nic nie odpowiedział.

    Argh, cholerny Austriak. Dokłada tylko cegiełki do tajemnicy. Coraz więcej pytań, wciąż zero odpowiedzi. A’propos odpowiedzi, to z drugiego radiowozu (tego nieoznakowanego) wytoczyła się kolejna dwójka policjantów. Tym razem starszych i sprawiających wrażenie, jakby wiedzieli co robią. Piszę „wytoczyła”, ponieważ wyglądali jak niedźwiedź i wielki niedźwiedź. Stanęli nad mikrym Jurgenem cały czas usadowionym na krześle ogrodowym i wyglądali jak kaci.

    Dalej sprawy przebiegły całkiem sprawnie, wyłączając fakt, że na czterech policjantów zero władało językiem Szekspira, więc robiłem za tłumacza. I tak dowiedzieliśmy się, że Jurgen pracował w IT, poznaliśmy jego datę urodzenia, miejsce zamieszkania, imiona rodziców, bla bla, i tak dalej. Generalnie wszelkie dane, których policja potrzebowała celem wypełnienia teczki z napisem „Jurgen Neuhauser”, by móc ją spokojnie schować do piwnicy.

    W międzyczasie pojawiło się też pogotowie i po kilku, coraz bardziej stanowczych namowach, pozwolił się zbadać. Ratownicy stwierdzili, że oprócz lekkiego odwodnienia i otarć stóp nic mu nie jest. I Jurgen dostał wybór. Albo jedzie z pogotowiem do szpitala i tam dojdzie do siebie albo policja zawija go do mentowni, znaczy poczeka sobie na komisariacie, aż ktoś będzie wiedział, co z nim zrobić.

    Przedstawiłem mu obie alternatywy, ale nie był zainteresowany żadną.
    - Nie chcę jechać do szpitala - skwitował opcję pierwszą.
    - W takim razie policja zabiera cię na komendę.
    - Tam też nie chcę jechać.
    - A czego chcesz?
    - Zostać tu.
    Przyznam, że było to całkiem rozbrajające, ale niestety nie było takiej opcji.
    - To niemożliwe, Jurgen.
    - Aha.
    - Wiesz, że jak nie pójdziesz z policją po dobroci, to cię zawloką?
    - Tak.
    - To jak?
    - Nie idę po dobroci.
    W porządeczku. Przekazałem, a policjanci po prostu go podnieśli i wynieśli. Próbował stawić jakiś opór, ale jedynie powłóczył nogami i zaraz był w radiowozie. Czemu nie można było od razu go zawieźć? Nie mam bladego pojęcia.

    I tu historia mogłaby się skończyć. Mogłem się pożegnać z kumplem i iść do domu, mogłem zjeść coś ciepłego, mogłem się porządnie wyspać, ale sami wiecie jak jest z ciekawością. Jest jak swędzące miejsce na plecach, do którego w żaden sposób nie możesz dosięgnąć, ale kiedy wreszcie ci się uda...
    O słodki jezuuu.
    Dlatego, kiedy obserwowaliśmy odjeżdżające radiowozy zagadnąłem kumpla i jego wujka:
    - Panowie, chyba nie odpuścimy tak tego, co? Nie chcecie się dowiedzieć czegoś więcej o nim?
    Chcieli. Nie trzeba było nic więcej dodawać, po prostu poszliśmy w niemym porozumieniu do Skody wujka.

    Na komendzie zastaliśmy Jurgena w pokoju przesłuchań. Zanim przyjechaliśmy policja zdążyła przeszukać go i oto, co znaleźli w kieszeniach: jeden rozwalony odtwarzacz MP4, kartę przedstawiającą narządy człowieka przypisane do miejsc na stopach, zapewne w celu akupunktury oraz... tam-da-ra-dam, kartę EKUZ. Było to istotne, ponieważ była to jedyna rzecz „potwierdzająca” tożsamość Jurgena. Czekając aż wielki niedźwiedź zje wszystkie bułki z pasztetem i dowie się, czy ta karta faktycznie jest legitna Jurgenowi zdążono pobrać odciski palców i zrobić zdjęcia. W międzyczasie nam się udało trochę porozmawiać i nawet go szczerze rozbawić. Zgrabnie uniknął pytań o tę nieszczęsną Słowację, ale udało się nam dowiedzieć czegoś o jego „fryzurze”.
    - Jurgen, to o co chodzi z twoimi włosami? Ktoś ci je obciął, tak?
    - Sam je sobie obciąłem.
    Wymieniliśmy się z kumplem pytającymi spojrzeniami.
    - Zaraz, jeśli sam je sobie obciąłeś, to czemu tak... no wiesz, niechlujnie?
    - Bo na stacji benzynowej mieli tylko takie małe nożyczki.
    - Aha, a czemu w ogóle je ściąłeś?
    - Bo nie chciałem już mieć włosów.

    Po gdzieś tak wieczności zjawił się pan bagieta-wielki niedźwiedź przedstawiając trzy opcje. Być może sądzicie, że oczywistym jest, iż wykona się telefon do ambasady i wszystko się rozwiąże w miarę szybko i sprawnie, co? Nic z tych rzeczy. Okazuje się, że przez weekend ambasada jest nieczynna i do poniedziałku Jurgen jest w zasadzie zdany na siebie. Ale wracając do opcji.
    - Jurgen, rozumiem, że nie chcesz zostać na komisariacie...
    - Nie chcę.
    - I do szpitala pewnie też nie chcesz jechać?
    - Nie.
    - Bo pojawiła się jeszcze taka możliwość, żebyś został do poniedziałku w schronisku brata Alberta.
    - A nie mogę po prostu stąd wyjść? - powiedział poirytowany.
    W sumie Jurgen był tu jedyną poirytowaną osobą. Jeszcze.
    - No... niby możesz, ale gdzie pójdziesz?
    - Do ciebie - wskazał na kumpla.
    - Nie no, już ustaliliśmy, że to odpada.
    W końcu dał się przekonać do schroniska, ale pod warunkiem, że pojedziemy tam (ja i kumpel) z nim.

    Na zewnątrz było już ciemno, w żołądkach pusto, ale wyruszyliśmy. Na miejscu okazało się, że opiekun tego obiektu kręcił nosem, że nie wie, czy tak można, że to tak nie powinno się robić, żeby w nocy przyjeżdżać, bla bla bla. Wykręcał się. Wykręcał się, ponieważ okazało się, że schronisko imienia brata Alberta nie ma ochoty przyjmować obcokrajowców, bo nie dostaje za nich hajsu. Mniej-więcej. Ponurą ironią był krzyż z Jezusem w każdym pokoju, co nie umknęło uwadze wujka, człowieka wierzącego i praktykującego. Po ostrej wiązance z jego strony zawinęliśmy się i mieliśmy już dwóch poirytowanych ludzi na pokładzie.

    Kolejny przystanek - szpital. Każdy, kto miał styczność z tworem o nazwie „polski szpital” pewnie wzdrygnął się na myśl, że jesteśmy w tym przez bogów zapomnianym miejscu w sobotę o godzinie 23. Tutaj też było komicznie, bo sanitariusze, czy jak tam się nazywa tych typów z izby przyjęć, kiedy im streściliśmy sytuację, to zaczęli szukać Jurgena w internecie po danych z karty EKUZ xDDDD
    W końcu doczekaliśmy się lekarza, który zaproponował test na obecność narkotyków. Oczywiście Jurgen nie chciał dać sobie zrobić żadnego testu, ale go przekonaliśmy. W międzyczasie pielęgniarka stwierdziła, że austriacka karta czymś tam się różni i ona nie potrafi tego wprowadzić do systemu. Pamiętacie, co pisałem kilka akapitów temu o ziarenku chaosu? Taaa...

    Siedzieliśmy na zewnątrz, pod gwieździstym niebem, kiedy zawołali nas po wyniki testu. Jurgen był czyściutki jak łza papieża. Z drugiej strony lekarz powiedział nam też, że test z moczu po takim czasie jest absolutnie bezużyteczny i w sumie nie wiadomo, po co go robili. Iks, kurwa, de. Trzeci poirytowany - ja.

    I siedzieliśmy tak przed szpitalem zastanawiając się, co począć. Pan bagieta dzwonił do jakiegoś innego bagiety, szprechającego po niemiecku, żeby Jurgen z nim pogadał i dał się przekonać do niedzieli na komisariacie, ale Jurgen - już teraz mocno wnerwiony - zaczął mieć wątpliwości, czy pan bagieta jest faktycznie z policji. Wywiązała się mała słowna sprzeczka i skończyło się na tym, że Jurgen stwierdził, że sobie idzie. Gdzie? Nie powiedział, bo sam nie wiedział. Przekonywaliśmy go, ale nic to nie dało. Jego irytacja sięgnęła punktu wrzenia. Wstał i odszedł w ciemną noc, a my nic nie mogliśmy poradzić, więc również rozeszliśmy się. Oczywiście śledziłem go jeszcze kawałek, a potem dowiedziałem się, że kumpel i wujek jechali za nim nieco dłuższy kawałek, a Jurgen uparcie szedł w jednym kierunku. Brzmi to jak dosyć gorzkie zakończenie historii o tajemniczym przybyszu, ale...

    pokaż spoiler Tak jest, to jeszcze nie koniec!


    Następnego dnia, kiedy odespałem tę jakże ekscytującą noc, zacząłem przeczesywać facebooka Jurgen po Jurgenie. Udało mi się go znaleźć, choć niespecjalnie się na fejsie udzielał. Tak czy siak, znalazłem kilka osób z jego rodziny i kilku, jak mi się zdaje, bliższych znajomych i wszystkim wysłałem informację, co się dzieje z Jurgenem. Co ciekawe, nie odpisał mi nikt. Drugą interesującą rzeczą była aktywność Jurgena. Nie było tego wiele, ale w pewnym momencie Jurgen zaczął się udzielać trochę bardziej poprzez postowanie różnej maści materiałów o charakterze eko-wege-lewackim („Coś złego dzieje się ze światem”).
    Pewnie ciśnie się wam teraz na usta (klawiaturę?) pytanie:

    No dobra @I_CO_TERAS, ale co teraz? Już nie można sobie postować lewackich rzeczy?
    Znaczy, wiecie, gdyby to ode mnie zależało... ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Żartuję. Co do lewactwa Jurgena, to jeszcze do tego wrócę.

    Jakiś tydzień później spotkałem się z kumplem, w sensie z tym kumplem. Był na przejażdżce rowerowej i „tak jakoś” przejeżdżał obok komendy i „tak jakoś” podszedł się zapytać o Jurgena. Nie sądzę, że jest to zbyt rozsądne ze strony policji, by udzielać takich informacji byle komu, ale kumpel dowiedział się, że Jurgen jest obecnie w uwaga-uwaga schronisku imienia brata Alberta, tyle że nie w tamtym, a w innym mieście, trochę dalej.

    Dwa dni później byliśmy już w „innym mieście, trochę dalej”. Od opiekuna tego ośrodka dowiedzieliśmy się dość ciekawych rzeczy. Jeden, Jurgen był tutaj dwa tygodnie wcześniej, w normalnym ubraniu, z plecakiem podróżnym... Podobno. Dwa, obecnie Jurgen nie należy do najbardziej spokojnych pensjonariuszy. Trzaskanie drzwiami, fikanie do innych były na porządku dziennym... Podobno. Rzecz w tym, że z naszym gwiazdorem widzieliśmy się pół godziny później i wszystkiemu zaprzeczył.

    Korzystając z okazji, że wreszcie mogliśmy porozmawiać bez obecności policji chcieliśmy z nim pogadać o jego „przygodzie” na Słowacji, ale niestety jego stosunek do nas zmienił się diametralnie i był po prostu chłodny i gburowaty. Nie żebym miał mu to za złe, nie miał żadnego obowiązku spowiadania się nam, ale powiedział, że wyruszył w podróż, żeby dorosnąć i myślę, że mówi to wystarczająco wiele. W każdym razie, Jurgen się zaczął nieco irytować naszą obecnością, więc musieliśmy skończyć rozmowę. Wróciliśmy zrezygnowani i nieusatysfakcjonowani, ale teraz dodając dwa do dwóch, sądzę że mam wystarczający obraz sytuacji. Myślę że cokolwiek złego mu się przytrafiło na Słowacji, nie było tak złe, jak mi się początkowo zdawało (o ile w ogóle coś mu się stało) A myślę tak, ponieważ...

    PÓŁ ROKU PÓŹNIEJ

    Coś tknęło mnie, żeby zobaczyć jak się ma nasz austriacki znajomy. Wpisałem imię i nazwisko w facebookowej wyszukiwarce i zaskoczony zobaczyłem, że Jurgen udziela się znacznie intensywniej niż kiedyś. Jego posty można było podzielić na dwie kategorie - standardowe eko-wege-lewackie wrzuty plus zdjęcia własnego full naturalnego wege ogródka oraz pociski po swoim ojcu. Z mojego niemieckiego zachowało się na tyle dużo, żeby mniej-więcej wiedzieć, o czym pisze. Ale dopiero, gdy zasięgnąłem pomocy tłumacza google zobaczyłem, że jego posty są albo o tym, że ojciec chce go wysłać do psychiatryka, albo że on wysyła ojca do psychiatryka. I tak w kółko. Wstrzymam się od wyrokowania nad zdrowiem psychicznym Jurgena, ale jeśli miałbym wyciągnąć z tej historii morał, to brzmiałby on:

    pokaż spoiler Lewactwo. Not even once. ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    I to już koniec mojej przygody z tajemniczym, austriackim jegomościem. Mam nadzieję, że narracja nie była zbyt toporna.

    Wołam:
    @GryziaS, @mandrake13, @Sarpens, @twistedgin, @licuri, @Wyder91, @Narqs, @yeestorm, @Sor92, @DziewczynaMirka, @Leniek, @eddie203, @ixoos, @michalmicel, @rpApe5, @fantastyczny_pan_lis, @bonczo, @Carbored, @xawix, @laza
    pokaż całość

  •  

    Ostatnio wpadły do mnie dwie koleżanki. Popiliśmy jakieś piwo i one powiedziały, że chcą zagrać w grę. No to ja sobie myślę, że srał pies konsolę, czy komputer, pobawmy się w coś prawdziwego. Też trzeba się dziewczynom pokazać od jak najlepszej strony. No i tak sobie szybko przesuwam w głowie co tam na strychu mi zostało ze starych gier planszowych, tak żeby się z laseczkami trochę fajnie pobawić... warcaby, twister, zgadnij kto to, operacja, szachy, karty, euro-biznes, scrabble, magiczny miecz (ta podróbka magii i miecza, w sumie fajna gra, ale nie... bo to długo się gra i będzie zamuła).

    - Dobra dziewczyny. Macie do wyboru tak: Szachy, twistera i scrabble.
    - Hehe, w szachy to my nie umiemy, to odpadają z miejsca hihi. - ulga, bo ja też słabo - zagrajmy w Twistera, będzie super!

    No to hehe, idę na strych a tamte dwie już się cieszą. Idę po kolejnych schodach i z każdym stopniem czuję jak wygrywam życie. Wypinam klatę, uśmiecham się od ucha do ucha, marszczę brodę i czoło i sam przytakuję sobie z uznaniem. "Jesteś mistrzem, dziś wygrasz". Wchodzę na strych, szperam chwilę w kufrach... gdzie to jest... mija kilka chwil.

    - Hej dziewczynyyyyy! Nie mogę znaleźć nigdzie tego Twistera to przyniosę scrabble!

    Coś tam odpowiedziały, ale nie słyszałem. W każdym razie biorę pudełko z grą i schodzę na dół.

    - No to co? Gramy? Będzie śmiesznie, mówię Wam. - i tutaj zaczyna się mój szczwany plan względem laseczek - umawiamy się, że można pisać wszystkie sprośne słowa.
    - Hihihi, jak tak to super, no to grajmy.

    Wiecie, no nie mogłem z nimi tak po prostu wygrać, to by było słabe. Początek rozgrywki był spokojny. Musiałem zrobić na nich dobre wrażenie, ale nie mogłem przesadzać. Wszystko szło jak po sznurku. Dziewczyny przerzuciły się na wino, wymieniały się literkami, a ja siedziałem skupiony i ogarniałem sytuację. Muszą w końcu poznać lepszą stronę mojej natury. Co miałem zrobić, miałem nad nimi przewagę i mógłbym im dać tak po prostu wygrać, ale to by było takie słabe.

    Na planszy było już kilka słów. Od początku PENIS krzyżował się ze słowem STULEJKA (ja układałem, wiadomo). Stulejka leżała przy DUPIE, itd... W sumie same mało punktowane i stawka była wyrównana, ale musiałem trochę majstrować przy punktacji, żeby nie wyjść za bardzo na prowadzenie.

    Dziewczyny się bawią, wino im smakuje a ja dalej analiza planszy. Zaczęły mi przychodzić polskie znaczki i układałem już sobie strategię z premiowanymi, żeby nie dowalić jakiejś maniany.

    Pewnie sobie myślą, że jestem fajny chłopak, gadka się klei, a cały czas mam planszę pod kontrolą. Szybka analiza, w woreczku zostało kilkanaście liter. Rzut oka na punktację, patrzę w swoje literki, wiem mniej więcej jakie im zostały i zaczynam jazdę.

    Teraz będą mnie podziwiać. Walę na środkowej górnej potrójnej słownej CHĘDOŻ. 18pkt x3 to jest 54pkt. Pełne skupienie. Jedna dokłada MI i robi DUPAMI, druga do CHUJ dokłada A, więc chujnia po całości, a ja wtedy dopierdalam im WYchędożYĆ i znowu potrójna słowna 28 x3 to jest kuźwa 84 punkciki na moje konto. JEB. Laski oniemiałe, kopary pod stołem a ja się dopiero rozkręcam. Grzmotnąłem kilka wysoko punktowanych słówek na premiach, a na sam koniec do mojej turbo analizy doszło trochę farta i klocki dobrze poszły, więc krzyczę do nich "ŻRYJCIE TO!" zajebałem na potrójną słowną ŁECHTACZ wypierdalając wszystkie 7 liter, Ł na potrójnej literowej więc 60pkt i dodatkowo premia 50 kurwa punktów za wysranie wszystkich klocków. FUCK YEAH! Literki się skończyły, więc odjąłem dziewczynom punkty za te, które im zostały. Laskom gały wyszły na wierzch, no już nic kurwa, nic nie mogły powiedzieć, zostały doszczętnie rozpierdolone, ponad kurwa 300 punktów w ostatnich 5 ruchach. Miałem w sumie 370, a każda z nich pożal się Boże 60 marnych gówno-punkcików. Rozniosłem je jak małe bure suki. ROZ-PIER-DO-LI-ŁEM totalnie!

    Siedziałem rozwalony na krześle. Z zadowoleniem zerkałem na punktację patrząc na dziewczyny jak się ubierają. Nawet mi ich nie żal, głupie cipy. "Idźcie poczytać jakieś słowniki, hehehe i wróćcie jutro" - rzucam im na wyjściu. Mistrz. Mówiłem, że dziś wygrywam. Hehehe. Laski zawsze przegrywają ze mną w scrabble. ZAWSZE. xDDD

    Spakowałem grę i triumfalnie pomaszerowałem odłożyć je na strych. Twister leżał na pierwszym regale z lewej. Na drugiej półce od dołu. Dokładnie tam gdzie go zostawiłem godzinę temu.

    pokaż spoiler #heheszki #pasta #historia #truestory #wygryw #przegryw ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

  •  

    Mireczki, czego właśnie byłem świadkiem to mi się w głowie nie mieści.
    Jadę pociągiem (wagon bezprzedziałowy) i jakiś człowiek pomylił pociągi. Kupił bilet do Gdańska a wsiadł w pociąg do Łodzi.
    Konduktor doradził mu kiedy ma wysiąść żeby się przesiąść do innego pociągu i pozwolił mu dojechać 1 przystanek bez biletu.

    I nagle jakaś stara babka z ryjem do konduktora ze jak to przecież trzeba panu wystawić mandat 200 zł xDDD

    Konduktor zaczyna się tłumaczyć ze panu się pomyliło, ze każdemu może się zdarzyć a starsza pani się domaga dalej mandatu i kłóci z konduktorem xDDD Na szczęście po 2-3 minutach pan wysiadał i pani nie utargowała dla niego tego mandatu xD

    Ale co za ludzie xD

    #takbylo #ciekawostki #heheszki #pkp #bekazpodludzi #truestory
    pokaż całość

  •  

    Ja to mam kurna szczęście...
    Wczoraj w pracy.
    Przyjechał szef i zapytał czy możemy jechać do drugiej firmy ogarnąć nowe biuro (popodpinać kompy, skonfigurować AP itd). Mówię że spoko z tym że przyjechałem dzisiaj rowerem, a nie zabiorę 8 UPSów na bagażnik.

    Spoko młody, weź moje, bo ja tu zostaje do późna.
    No okej, bo co się może stać.
    Pakujemy graty do Mercedesa ML AMG, wsiadam, ustawiam fotel, lusterko wsteczne i lusterko kierowcy. A co z lusterkiem od strony pasażera?
    Dotknąłem tylko tego panelu i wkład wypadł. Jebs o bruk i się potrzaskał na pierdylion kawałeczków. W głowie tysiąc myśli.
    Mówię kumplowi, stary spadamy stąd.
    Szybko mnie ogarnął i mówi, że trzeba coś z tym zrobić, wchodzę na allegro nie wysiadając z samochodu ~100zł, nie ma źle ale na koncie do 10 zostało mi kilka stówek (poszalałem trochę) i blady pytam kumpla czy nie ma tej stówki pożyczyć.
    W tym momencie otwierają się drzwi firmy i wychodzi szef, pyta dlaczego jeszcze tu jesteśmy. Wzrok w podłogę i mówię jak jest, jaka sytuacja.
    Mój mózg wysłał już maila do mojej kupy, że spotkanie jest w spodniach #pdk
    A ten chory skurwiel - tak wtedy pomyślałem - w śmiech. WTF? Mówił, że wkład wypadł mu już jak wyjeżdżał z domu, włożył go na parkingu i czekał w oknie na naszą reakcję. Powiedział, że mamy się nie przejmować jutro jedzie do ASO to założą nowy.
    JEZU CHRYSTE. Wczoraj przed oczami przeleciała mi cała przyszłość, nie widziałem już mieszkania, tylko stary most, marzenia poszły razem z myślą o pracy, a tu taki #prank

    Śmieszek kurna.

    #coolstory #truestory #pracbaza #motoryzacja #samochody #mercedes
    pokaż całość

    źródło: blogcdn.com

  •  

    Żona rozwiesza pranie. Syn (3 lata) pomaga.

    Ż: Najpierw zawiesimy duże rzeczy, dobrze?
    (miała na myśli ręczniki, bluzy, itp.)
    Ż: To co zawiesimy najpierw?
    S: Taty majty!

    Dzięki synu.

    #dzieci #heheszki #truestory #zonabijealewolnobiega

  •  

    Dobra Mirki, przyznawać się, kto mnie wystalkował ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Rano idę z Odełem na poranne siku przechodzę obok mojego #peugeot a dokładniej #peugeot306, a tam za wycieraczką znalazłem to:

    pokaż spoiler Widzę, że mam Mireczka w okolicy, przyznać się, który to? :D Można jakieś #wykoppiwo zorganizować


    #motoryzacja #samochody #kiciochpyta <- Myślę, że pod tymi Tagami to przeczytasz ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    A całość to ogólnie #truestory i trochę #coolstory
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: lh3.googleusercontent.com

  •  

    Byłam dzisiaj w klubie. Na schodach wejściowych spotkałam kumpla którego znam od lat z żeglarstwa. Ucieszyliśmy się na swój widok. On był ze swoimi, ja ze swoimi ale chęć wymienienia plotek i ploteczek była silniejsza. Wzięliśmy coś do picia, zaszyliśmy się w kącie i opowiadaliśmy kto gdzie żeglował i z kim. Wypiliśmy kilka drinków, potańczyliśmy trochę. Po jakimś czasie zaczęłam podejrzewać, że koleś chyba chce coś więcej. Niespecjalnie jestem zainteresowana facetami na ten moment więc wycofałam się troszeczkę. Wróciliśmy do ekipy, gadaliśmy o tym i o tamtym. Co jakiś czas tańczyliśmy, zachęcał mnie żebyśmy razem popływali - ma duże doświadczenie, niezła okazja żeby się sporo nauczyć. Aż przyszedł czas żeby się pożegnać i kolo przeszedł do ofensywy. Nalegał bardzo na mój numer. Uznałam, że być może nie jest to taki zły pomysł, w końcu mamy się jakoś umówić na pływanie. I wtedy popełnił kardynalny błąd - dał mi swój telefon do ręki. A czemu? Bo po wpisaniu mojego numeru pojawił się tytuł: 'Najgorsza typiara na świecie'. Nie pamiętam skąd ma mój numer, może przy okazji regat sobie zapisał. W każdym razie koleś spalił mega buraka a ja śmieję się do teraz. Tłumaczył się gęsto i kompletnie niezrozumiale. Nie mam pojęcia co ja też te 4 czy 5 lat temu zrobiłam tudzież dlaczego mu nie odpowiadałam ale przerażenie na twarzy kolesia warte każdej tej litery. Myślę Mirki, że się pięć razy zastanowi zanim znów da telefon jakiejś lasce. A humor mi zrobił na cały weekend ( ͡° ͜ʖ ͡°) #heheszki #truestory #coolstory #szczecin #hormon pokaż całość

  •  

    A tak odnośnie #cebuladeals to byłem dzisiaj w Lidlu. Była tam promocja że jak kupujesz powyżej 10 zł to dostajesz loda z rożkiem wartego 99 groszy za 1 grosz. Jakaś babka zrobiła zakupy za chyba coś koło 130 zł i wzięła 13 rożków bo myślała że za każde 10 złotych dostanie rożka za 1 gr. Potem oczywiście kłótnia w kasie że jak to tak, co to za głupie promocje robicie itp. Skończyło się tak, że przez kilkanaście minut zakupy były dzielone na porcje po 10 zł i za każdą osobny paragon. I tak czekałem w kasie. Potem się okazało że przyjechała tam do sklepu jakimś suvem bmw za gruby hajs, pewnie z 200 tys wartym, a przycebuliła 12 zł na rożkach. Królowa cebuli.

    #lidl #truestory #rakcontent
    pokaż całość

    źródło: ale-okazja.pl

  •  

    Chce podziękować dobremu człowiekowi z serwisu drogowego który mi dzisiaj pomógł. Otóż ów pan zatrzymał się za moim rozkraczonym samochodem na S8 w stronę Warszawy i porozstawiał pachołki na pasie awaryjnym żeby nikt się we mnie nie wjebal. Drogi człowieku jeżeli mirkujesz odezwij się na priv. #coolstory #truestory #samochody #motoryzacja #wroclaw pokaż całość

  •  

    Gdy grałem pierwszy raz w Gothica, bardzo podobało mi się, że cały świat praktycznie od początku stał przede mną otworem. Pierwsze starcie ze ścierwojadem pokazało mi, co to był za otwór ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Wtedy też Gothic zaczął podobać mi się jeszcze bardziej.

    #heheszki #gothic #truestory #staregry #gimbynieznajo pokaż całość

  •  

    Do końca tej akcji nie wierzyłem że to się dzieje xD Warszawa, lotnisko, wracam z Pragi. Postanowiłem jebnąć się taxą do domu, ale że nie było wolnych to czekam sobie i palę papieroska. Nagle podjeżdża audi3 i zatrzymuje się na postoju dla taxówek. W tym samym momencie z lotniska wypada złotówa w berecie z telefonem w ręce i krzyczy I CO TERAS, DZWONIMY NA POLICJE, NA GORONCYM UCZYNKU, UBEROWCU JEDEN.

    Z auta wysiada taki przykokszony pan xd Rozgląda się, patrzy na złotówę i chce odjeżdżać. Złotówa blokuje. Pan wysiada, wypierdala mu gonga w brzuch i wsiada z powrotem xd Złotówa leży na chodniku, chyba nie przewidział takiego ruchu xd Ja we lzach xd Podjeżdża legalna taksa z drugiej strony. Wsiadam. Jadę do domu.

    #coolstory #truestory #uber #taxi
    pokaż całość

  •  

    Co ci konsultanci to ja nie wiem. xD dzwoniła dziś do mnie konsultantka pewnej sieci z ofertą, ja grzecznie podziękowałem mówiąc że zależy mi na LTE a od nich w miejscu gdzie mieszkam nie ma zasięgu. Na to konsultantka całkiem poważnie zapytała "czy nie rozważał pan przeprowadzki do miejsca gdzie zasięg jest?". Nie mogę z tego xD Cały czas kisnę.
    #heheszki #truestory #coolstory pokaż całość

    •  

      czy nie rozważał pan postawienia masztu sieci GSM?

      @Camarde: XDDDDDDDDDDDDDDDDD

      +: Xardin
    •  

      @Camarde: ale co w tym śmiesznego? Dużo ludzi wynajmuje mieszkania i przeprowadzka w dowolnym momencie nie jest dla nich żadnym problemem, a internet LTE jest im potrzebny np. do pracy i muszą go mieć. Normalne pytanie, skąd babka ma wiedzieć czy mieszkasz we własnoręcznie wybudowanym domu, czy wynajętym pokoju z ośmioma współlokatorami?

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    Chwile temu przyszedł starszy Pan, który poprosił o pomoc w wyjaśnieniu kilku rzeczy, bo sobie telefon nowy kupił i naturalnie nie był we wszystkim zorientowany. Jako, że był uprzejmy i bardzo zdystansowany do siebie, przyjemnie mi się z nim rozmawiało. W pewnym momencie dziadek wypala "Pan nie pochodzi z Warszawy, prawda?". Zaskoczony ale z uśmiechem odpowiadam "jak pan na to wpadł?"
    -"Bo jest Pan miły"

    #truestory
    pokaż całość

  •  
    ceo2 via iOS

    +10

    Co sie dzisiaj odjebało to szokłem mocno.

    Przebywam od kilku miesięcy w Hiszpanii, w Sewilli. Szedłem sobie koło 11 rano do centrum miasta ze znajomymi rozmawiając o różnych pierdołach. Zbliżyliśmy się do przejścia dla pieszych, akurat świeciło się czerwone światło. Andaluzyjczycy traktują sygnalizację świetlną raczej jako znak ostrzegawczy albo sugestię co do wchodzenia/niewchodzenia na jezdnię. Nie byłem więc ani trochę zaskoczony kiedy młody rowerzysta bez zastanowienia wjechał na przejście dla pieszych niemalże wpadając pod maskę ruszającej taksówki. Taksówkarz na szczęście dał po hamulcach i zdołał się zatrzymać może pół metra przed rowerem. Kierowca dość mocno wkurwiony (wcale się nie dziwię) krzyknął pare słów pod adresem gówniarza w tlenionych włosach, który o mało co dopiero nie spowodował wypadku i jak gdyby nigdy nic odjechał. Było to takie mniej więcej "jak jedziesz skurwysynu" wypowiedziane soczystym miejscowym dialektem. Młody jak to usłyszał, tak dostał piany na pysku i zaczął się drzeć po hiszpańsku. Niewiele zrozumiałem ale na pewno przetoczyło się słowo "pedał" a potem, ku mojemu i moich znajomych największemu zdziwieniu, zawrócił na dwupasmową jezdnię i zaczął gonić taksówkę na swoim bmxie drąc się przy tym na całe gardło. Pomyślałem że jest jakiś nienormalny. Ja w takiej sytuacji podkuliłbym ogon i się oddalił pokornie wiedząc, że ewidentnej dałem dupy. Ale tok myślenia młodzika, albo może bezmyślności, poszedł w innym kierunku. Z jakiegoś powodu stwierdził że wypowiedzenie obelgi pod jego adresem krwi wymaga i kontynuował szaleńczą pogoń. Taksówkarz chcąc widocznie wyjaśnić sprawę albo przemówić mu do rozsądku, zatrzymał się zupełnie na środku ulicy i był to największy błąd jaki mógł zrobić. Rowerzysta natychmiast dopadł do auta i zdzierając gardło oraz nie oszczędzając kończyn zaczął napierdalać z całej siły w karoserię. Wydawało się że dostał chwilowego "szału berserkera" i otrzymał +100% do zadawanych obrażeń i plus 200% do bezmyślności. Po kilku sekundach wsiadł na rower i zaczął uciekać drąc się dalej ze zabije Bogu ducha winnego taksówkarza. W tym momencie to taksówkarz zawrócił z piskiem opon i zaczął gonić chuligana. Było naprawdę gorąco i mocno kibicowałem taksówkarzowi żeby dopadł uciekiniera i sprał mu dupę. Kiedy auto nas mijało,dostrzegliśmy sporych rozmiarów wgniecenie w drzwiach po stronie kierowcy. Bardzo żałuje że nie wiem co dalej się rozegrało. Akcja dynamicznie przeniosła się w kierunku dzielnicy San Bernardo. Staliśmy na chodniku zszokowani nie wierząc do końca w to co właśnie się wydarzyło. W oddali toczył się wciąż znikający nam z oczu pościg rodem z amerykańskich filmów. Panie taksówkarzu, trzymam kciuki, mam nadzieję że nie uszło to młodzikowi na sucho!

    #truestory #coolstory

    Załączam zdjęcie pięknej Sewilli, bo na miejscu nie zdążyłem wynająć telefonu ;)
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    Mój kumpel spotyka się ostatnio z jakąś panią psycholog. Wczoraj byliśmy na piwie i okazało się, że moja szczera niechęć do kobiet bierze się z tego, że moja matka mnie od dziecka wkurwiała. xD

    pokaż spoiler ma to sens, bo faktycznie mnie wkurwia od kiedy pamiętam xD


    pokaż spoiler dzięki mamo, mimo wszystko ważniejsze, że dwanaście lat temu w końcu odkurzyłem ten pokój xDD


    #psychologia #heheszki #truestory
    pokaż całość

    •  

      @Mack_Lanegan: To wydaje się spoko tylko do czasu, ale człowiek z natury potrzebuje partnera z którym będzie szczęśliwy. Jak pisałem, przy takim podejściu pozostaje samotność albo nieszczęście.
      Chociaż oczywiście jak ~90% samotnych (mam na myśli wspólne życie) facetów "czujesz się dobrze sam ze sobą", "to przereklamowane", "nie chce mi się pajacować" i tego typu standardowy schemat ( ͡° ͜ʖ ͡°) Po prostu nie znalazłeś odpowiedniej babki.
      Nikt nie mówi, że to priorytetowa sprawa.
      pokaż całość

      +: Freakz
    •  

      @Elaviart: tłumaczenie wszystkiego naturą jest tak bardzo XIX w. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Nie no planuje znaleźć dupeczkę jak będę już miał wszystko w dupie, póki co uważam że tracenie energii i zasobów na kobiete jest nieadekwatne do korzyści z tego pochodzących.

    • więcej komentarzy (22)

  •  

    Rzecz dzieje się w Szkocji. Kumpel obok z ulicy kupił sobie przyczepę kempingową. Postawił ją na kilka dni na ulicy przed domem, bo chciał wyczyścić, wyremontować itd. Na drugi dzień wpada do niego policja, i z ryjem, że było zgłoszenie, że na ulicy przyczepa stoi i zasłania słońce sąsiadowi. - OK - mówi kumpel - dopiero ją kupiłem i chcę wyczyścić. - Ma być zabrana najpóźniej do jutra.
    Jednak po kilku godzinach przyczepa znika. Okazało się, że ktoś ją zwyczajnie ukradł. Zgłoszenie na policję. Ale kumpel postanawia sam coś zrobić. Szuka po forach, komisach itd. Żona kumpla znajduje ogłoszenie sprzedaży ich przyczepy na Gumtree. Jakiś debil ukradł i chce sprzedać. Kumpel dzwoni do idioty i się umawia na spotkanie. Zaraz po tym dzwoni na policję i wyjaśnia co i jak. Każą mu czekać na telefon zwrotny. Spotkanie za godzinę, a policja nie oddzwania. Kumpel postanawia sam odbić przyczepę. Umawia się ze znajomym zabijaką, że podjadą we dwójkę odbić przyczepę. Na miejscu oczywiście nie pojawia się policja. Kompletna wyjebka. Więc kumpel podczepia przyczepkę do swojego jeepa i zwyczajnie odjeżdża (stała też na ulicy).
    Mija doba. Przyczepa odzyskana samodzielnie, a policja nawet się nie odezwała. Po kolejnej dobie przyjeżdża policjant i przeprasza, ale mieli jakiś błąd w systemie i zgłoszenie utknęło...

    Nie wierzyłem mu, jak mi to opowiadał. Kumpel idzie z tym do gazety. O zasłanianie słońca przyjechali się przypierd****ć, ale jak zadzwonił, że znalazł złodzieja to zlali...

    #heheszki #truestory #policja #szkocja
    pokaż całość

    •  

      @scroller: Z tym słońcem są pierdolnięci, niedawno nasz klient musiał wyciąć piękne drzewa które rosły od xx lat, bo NAGLE sąsiad wpadł na pomysł, że zasłaniają słońce. Nie dość że cała operacja była kosztowna i wymagała sporo roboty, to teraz oboje zostali z łysym kawałkiem żywopłotu, który tam nie rósł i zaglądają sobie w okna co już powoduje konflikty(╥﹏╥)

    •  

      @scroller szkoda strzepic ryja na szkocka policje

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    tldr; Straciłem prawictwo z prostytutką będąc w okolicach 25 lvl, a poniżej bardzo długi, choć według mnie interesujący wpis ze względu na to, że porusza różne aspekty takiego wydarzenia, opisane z mojej osobistej perspektywy.

    Do #rozowepaski: jeżeli jesteście wrażliwe i temat chodzenia na prostytutki was brzydzi, nie czytajcie paragrafu nr.4, opisałem w nim i tylko nim sam przebieg spotkania, reszta może być nudnawa bo długa, ale może warta przeczytania. Na koniec chciałbym od was usłyszeć, czy rzeczywiście jestem potworem nie wartym spotkania, bo tak traktujecie ludzi którzy zapłacili kiedyś za seks. Wiem, że bezproblemowo byście się umówiły ze mną tydzień temu, kiedy jeszcze byłem prawiczkiem, bo według was to nie problem. Naprawdę ta godzina sprawiła wywróciła wszystko do góry nogami? Nie odpowiadajcie bez wcześniejszego przeczytania wpisu, bo wtedy to nie ma sensu.

    Tutaj muszę dodać, że jestem skomplikowanym przypadkiem spod tagu #przegryw , którego spierdolenie jest wielopłaszczyznowe i głęboko zakorzenione bez możliwości na normalne życie, przynajmniej w najbliższej przyszłości. Dodatkowym powodem dla którego zdecydowałem się poświęcić swój czas na ten wpis, to fakt, że wszystkie aktualnie dostępne opisy pójścia na #roksa na wypoku są bardzo płytkie i skupiają się na samej akcji, a po ich przeczytaniu masz wrażenie, że autor ma jakieś problemy albo generalnie jest pojebany człowiek. Nie wszyscy, którzy zdecydowali się na pójście do roksy tacy są, przynajmniej według mnie(nie, nie sugeruję, że jestem normalny xD)

    Nawet jak nie chcesz czytać bo tekst jest za długi, zaplusuj, bo wiem, że mogą być osoby którym przeczytanie tego przyda się. Cały tekst ma 8 paragrafów, jakby ucieło, to w komentarzu dopiszę resztę.
    1. Na początek kim jestem: jestem nikim, przegrywem który przez całe życie boryka się z szeregiem problemów psychicznych. Zaczeło się od złych wzorców w rodzinie, potem szkoła podstawowa i gimnazjum to 9 lat ciągłego poniżania i gnębienia. W tym okresie w mojej psychice doszło do wielu zmian, nabyłem niezliczonych kompleksów których w ogole się do dziś nie pozbyłem. Dodatkowo jestem mało urodziwy, mam różne mniejsze i większe wady fizyczne(oprócz tych psychicznych), i moje życie socjalne to było piekło. Potem byłem raczej wycofanym człowiekiem który nigdy nie mógł się przełamać i był więźniem własnych problemów, kompleksów, a potem depresji. Przez całe studia brak koleżanek, żadnych znajomych bliższych, żadnych wypadów po za miasto.

    Jednym z moich problemów jest to, że bardzo wstydzę się okazywać jakiekolwiek nawet zainteresowanie w sprawach seksualnych. Wstydzę się pokazać, że jestem człowiekiem który po prostu ma między nogami sprzęt i ma ochotę go użyć, tak kolokwialnie mówiąc. Zawsze jak w telewizji/filmie/itp, było coś o seksie i nie byłem sam, czułem bardzo duży dyskomfort, wychodziłem, zawsze udawałem, że nie sprawia to na mnie wrażenia, zaczynałem rozmowę by odwrócić uwagę od sytuacji. Wstydziłem się o tym nawet rozmawiać przez internet, nigdy bym nie powiedział znajomemu w normalnym zyciu o jakimkolwiek pragnieniu, nigdy nikomu nie powiedział, że np. podoba mi się ta fajna Marta z dużymi cyckami albo Anka z pierwszej ławki, wstydziłem się.

    Do tego oczywiście takie banały jak fobia społeczna, kompleksy związane z moim ciałem itp. Przełamanie się w temacie związków jest(a może było) dla mnie nie możliwe.

    2. Dlaczego zdecydowałem się pójść na rokse. Bo uznałem, że jednym z moich największych problemów jest traktowanie kobiety/seksu/waginy/whatever jako czegoś mitycznego, niesamowitego i niedostępnego. Dawno pogodziłem się z tym, że nigdy nie strace prawictwa, i jakoś mnie to szczególnie nie ruszało. Nie miałem ciśnienia na seks, gdybym miał to dlaczego nie poszedłem przez ostatnie 10 lat? Jak można mieć ciśnienie(prawdziwe) na coś czego się nigdy nie spróbowało? Zdecydował zdrowy rozsądek. Jestem w takiej sytuacji psychicznej, że nic mi nie mogło zaszkodzić, moje zycie to całkowity marazm. Jestem więźniem własnej strefy komfortu. Uznałem, że to może być dobra okazja na wybicie się z niej, chociaż na chwilę, dla was może to przegryw, że musiałem za to zapłacić, dla mnie jakaś perspektywa.

    Generalnie, trochę pod wpływem impulsu, powiedziałem sobie, że w ciągu tygodnia – max dwóch pójdę na roksę, co ma być, to będzie. To tylko seks, nie mogę całe życie patrzeć na kontakt z drugim człowiekiem jak na coś cudownego, kurwa ile można.

    3. Pierwsze co zrobiłem po tym jak byłem zdecydowany, że ide, to konto na garsonierze, które jest punktem obowiązkowym jeżeli kiedykolwiek chcecie zrobić coś takiego jak ja. Mimo, że nie mam w tych sprawach doświadczenia, z miejsca dało się odkryc, że wiele panien na roksie czy odlotach cały czas zmienia numery telefonów, tylko po to, żeby nikt nie mógł go zgooglować i odkryć, że jest oszustką obcinającą na czasie, każącą za wszystko dopłacać, będącą bardzo chłodną osobą która nawet przez całe spotkanie się nie uśmiechnie, albo że używa nie swoich zdjęć. Znam wielu prawiczków którzy zdecydowali się tak samo skończyć ze swoim brzemieniem, ale ci którzy właśnie na takie trafiali, byli po wszystkim zajebiście negatywnie do wszystkiego związanego z seksem nastawieni.

    Kogo wybrać? Kwestia indywidualna, każdy jest inny. Mogę za to powiedzieć jak ja to wszystko wymyśliłem. Najważniejsze, dziewczyna musi mieć bardzo dobre opinie na garsonierze jako taka która jest uśmiechęta, chętna, nie kombinuje, chociaż udaje, że to lubi. Klimat gfe(choć te które piszą w ogłoszeniach gfe często takie nie są, a te które nie piszą, są) Bez tego nigdzie nie idziecie, po prostu nie. Po 2, nie wybierałem bardzo urodziwych kobiet, sam mam niskie wymagania i podoba mi się naprawdę większość kobiet na ulicy, więc nie miałem takiej potrzeby. Dodatkowo według mnie problemem mogło być to, że po latach internetu i porno mogę być lekko skrzywiony, a seks jedynie z +8/10 kobietami będąc samemu 4/10, może mnie bardzo negatywnie nastawić na przyszłość. Z deszczu pod rynnę.

    Wybrałem kilka dziewczyn, z perspektywą dzwonienia do nich i umówienia się z tą z która mi się po prostu uda. Nie było to łatwe, musiałem wykonać naprawdę dużo telefonów, żeby się dodzwonić. Ostatecznie umówiłem się z Ewą, ~40 letnia brunetką z ukrainy.(Wybrane personalia zmienione xD)

    4. Wygladało to tak, że odebrała za może 4 razem, mówiła po polsku średnio, do tego stopnia, że ciężko było się dogadać. Umówiliśmy się na konkretną godzinę, 30 minut przed spotkaniem miałem potwierdzić(nie wiedziałem jak, czy dzwonic, czy sms, wysłałem smsa)
    Byłem 5 minut przed czasem i znowu zadzwoniłem, kazała poczekać 10 minut. Po 10 minutach kolejny telefon, teraz prowadzi mnie na osiedle do konkretnej klatki i podaje numer mieszkania.

    Na tym etapie jestem obsrany i to bardzo, podchodzę, do drzwi i próbując zagłuszyć myśli dzwonię, robię to jak najszybciej, tak jakbym zrywał plaster ze skóry, bez zastanowienia. Otwiera mi bardzo wysoka i dobrze prezentującą się kobieta ma oko 40-45 lat, dużo, ale jak na swój wiek jest 10/10, nawet na pierwszy rzut oka. Coś tam mówi, nawet nie rozumiem ze stresu, sam coś bełkoczę. W głowie wymuszam filozofie xD i yolo naraz, pierwsze kilka minut naprawdę musiałem się zmusić żeby po prostu nie wyjść z mieszkania, ze stresu.

    Pokazuje mi pokój i się pyta chyba ze 3 razy, czy jestem pewien że chcę zostać, bo ona jest stara dla mnie xD, ale robi to z taktem i uśmiechem, na pewno nie ze złością czy coś. Mówię, że jest ok. Pyta o hajs, kładę na stolę. Potem standardowo, zaprowadza mnie pod prysznic, wracam do pokoju. Coś tam zaczyna pytać co chcę itp., a ja nie wiem co chcę i nie wiem co powiedzieć xD. Z wielkim trudem mówię coś tam, że to mój pierwszy raz, ona się pyta czy pierwszy raz z tak starą osobą(i może czy pierwszy raz za hajs, ale mówi połowe po ukraińsku i w sumie nie rozumiem jej xD). Wstydzę, się powiedzieć, że całkiem pierwszy raz, coś tam przytakuję, mówię, że jestem nieśmiały i chciałem spróbować coś takiego żeby się przełamać itp.

    Na tym etapie jestem tak zestresowany, że w ogóle nie czuję do niej nic, nie chcę jej nawet specjalnie ruchać, patrze na nią jak na coś kompletnie nie seksualnego, jak na 60 letniego dziadka albo na fotel. Stres kompletnie wszystko zabił. Musisz się na to przygotować, jeżeli chcesz stracić prawictwo taki sposób jak ja. Generalnie podczas całego spotkania mój poziom podniecenia był mniejszy niż jest gdy pójde na zwykły spacer albo jak jestem na uczelni. Normalnie, jak zobaczysz fajną dziewczyną to się za nią obejrzysz, ja nawet nie czułem potrzeby patrzenia nią, pierwszy raz w zyciu widziałem nago kobietę i nic nie czułem xD, bardzo dziwne uczucie. Jebany stres.

    Generalnie musisz się przygotować na to, że spotkanie z dziwką jak i normalną dziewczyną składa się z dwóch elementów, samego seksu i tego wszystkiego dookoła. I właśnie ta całą otoczka była najgorsza. Nie wiesz co powiedzieć, jak się zachować, co zrobić. Ja stałem jak debil na początku xD. Potem jakieś przytulenie, złapałem tu i tam, ale to dlatego, że myślałem ze tak powinienem zrobić, a nie dlatego, że miałem ochotę, przez stres na nic nie miałem ochote xD. Tak czy inaczej 3-4 dniowy nofap zrobił robotę, i w sytuacji gdzie pewnie 90% innych by pękło, mój benis stanął na wysokości zadania, mimo wszystko, choć nie wiem jak to możliwe. Jeżeli masz chociaż najmniejsze problemy ze wzwodem i będziesz tak zestresowany, to nic z tego nie będzie, musisz się na to przygotować psychicznie.

    Nie będę opisywał szczegółowo samej akcji, było trochę klasycznie, trochę jeźdźca, trochę na pieska(w sumie chyba najlepsza pozycja jak nie masz żadnego doświadczenia, najłatwiej złapać rytm, przynajmniej mi). Z powodu braku podniecenia nie łatwo było dojść, do tego prezerwatywa i luźna w porównaniu do ręki wagina. Musisz się postarać, żeby skończyć. Bez stresu, myślę, że niebyło by żadnego problemu, ale nie mam jak porównać z innymi doświadczeniami. Po wszystkim poszliśmy pod prysznic i wracamy do pokoju na drugi raz. I tu zonk, nie mogłem tak łatwo postawić żołnierza xD. Normalnie to nie problem 2x pod rząd, a tutaj ten stres bardzo wszystko utrudniał. Po kilku minutach francuza znowu zaczynamy, ale tym razem nie mogę już dojść, po 10-15 minutach dziewczyna nie ma już siły xD, a ja powoli zaczynam flaczeć, koniec, nic z drugiego strzału nie będzie. Jebany stres.

    Po wszystkim znowu prysznic i pogadanki. Powiedziała, że przypominam jej syna bo jest w tym samym wieku i jest podobnej budowy ciała, mówiła, że było jej z tego powodu niezręcznie xD. Koniec spotkania, wychodzę z mieszkania.

    5. W skrócie spotkanie oceniam a 3/10 pod kątem przyjemności/seksu, i 10/10 w kategorii doświadczenia. Było to najlepiej wydane 200zł w moim życiu, serio. Przez całe spotkanie bałem się cokolwiek zrobić bo się wstydziłem, ciągle ten głęboko zakorzeniony lęk przed wyśmianiem i złym ocenieniem. Z czasem zaczął mijać, nie do końca, ale jest dużo lepiej. Przede wszystkim zrozumiałem, że nie jestem jakims potworem, nie wyrzuciła mnie z mieszkania, z udawanym uśmiechem zaakceptowała mnie i to był pierwszy raz kiedyś ktoś mnie w ten sposób zaakceptował. Wiem, że to sobie wmawiam, bo to nie prawda, i była ze mną tylko z powodu pieniędzy, ale mimo wszystko jakieś obszaru w mózgu mi się odblokowały. Zaraz po wyjściu z mieszkania nie czułem nic, wróciłem do domu jak zawsze, nawet nie myślałem o tym specjalnie.

    Ale z czasem zaczałem, i zrozumiałem, że nie ma czego tak bardzo wstydzić. Udało mi się, do pewnego stopnia, wyrwać z okowów trakowania bliskości jako czegoś złego i kompletnie niedostępnego dla mnie. Kiedy jeszcze 2 tygodnie temu myślałem o teoretycznym spotkaniu z kobietą, to na możliwość stracenia prawictwa, generalnie czułem, że najprawdopodobniej bym tego nie zrobił, bałbym się bliskości, wyśmiania, oceniania. Teraz tego nie czuję, nie do tego stopnia.

    Całe spotkanie od początku traktowałem czysto terapeutycznie, jako możliwość sprawdzenia i spróbowania czegoś nowego, i się nie zawiodłem. Nie zaczne lepiej rozmawiać z kobietami z tego powodu, w tej kwestii dużo się raczej nie zmieni od takiego spotkania. Ale w sytuacji gdybym już rozmawiał i miało do czegoś dojść, to jestem innym człowiekiem. Mającym dużo więcej pewności siebie. Nawet tak prozaiczny problem, jak sprawdzenie czy twój penis działa, daje duużo do pewności siebie.

    6. To nie zarzutka, ale to spotkanie pozwoliło mi na przełamanie także innych problemów. Następnego dnia po spotkaniu, zapisałem się do psychiatry, pierwszy raz w życiu. Dlaczego? Kiedyś bałem się, że mi nie pomoże i będzie na mnie patrzył jak na debila, że mówiąc o swoich problemach wyjde na głupka. W takich momentach teraz przypominam sobie siebie próbującego dobierać się do Ewy, i wiem, że nic bardziej żenującego raczej mi nie grozi. Najgorsze za mną xD, autentycznie tak się czuję.

    Na tej samej zasadzie udało mi się rozpocząć naprawiać dwa inne problemy, bałem się za nie zabrać ze względu na to jak będę oceniony i że wyjdzie żenująco, teraz jest łatwiej.

    7. Co dalej? Rozważam pójście na kolejne 3-4 spotkania sponsorowane, celu kontynuowania tej ‘terapii’. Jeżeli do tego dojdzie, to je opiszę, tak jak to, a wszystkich plusujących i komentujących zawołam. Jeżeli miałbym to zrobić to następna dziewczyna też będzie w takich samych klimatach, bo poziom stresu nadal będzie wysoki. Ostatnie 2-3 spotkania to jedne z 9/10 dziewczyna, świadomie, aby rozbudzić większy apetyt, który miałby stymulować pozytywnie moje wyjście z przegrywu. Ostatnie spotkanie chciałbym potrakować jak egzamin i pójść do kogoś kto nie ma najlepszych ocen, żeby się po prostu sprawdzić, czy jestem w stanie przejąć jakąś inicjatywę.

    Nie wiem jednak czy do takich spotkań dojdzie, bo w sumie nie widzę wielkiej potrzeby, najważniejsze i najgorsze za mną.

    8. Czy polecam innym taki sposób stracenia prawictwa? Generalnie nie. Wiekszość z was jest całkiem normalna i wcześniej czy później uda wam się zrobić to z normalną dziewczyną. Musicie tylko pokazać więcej inicjatywy i się nie bać. Możecie poczytać wpisy jakiś coachów na wykopie, bo i tacy się udzielają.

    Polecam to raczej albo ludziom którzy nie traktują seksu poważnie(ale nigdy nie mieli okazji) bo wtedy krzywda wam się nie powinna stać, albo ludziom którzy naprawdę nie mają żadnych szans i nawet nie próbują, bo nie macie co stracić. Natomiast według mnie, jeżeli traktujecie seks jak coś magicznego, to może to być jednym z powodów dlaczego jesteście tfwnogf albo prawiczkami. Pójście na roksę może pomóc, ale może też nie.

    Do sprawy trzeba podejść indywidualnie i znać siebie, ja was nie znam.

    #truestory #roksa #seks #wychodzimyzprzegrywu #przegryw #wygryw

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    pokaż całość

    •  

      OP: @Dawidk01: W sumie nie wiem jak mam odpowiedzieć, bo po pierwsze sprytnie postanowiłeś się nie odnieść do wielu spraw o których napisałem, wiedząc, że argument i racja jest po mojej stronie. Z drugiej strony takie podejście idealnie pasuje do Twojej filozofii wedle której poszczególne rzeczy/podpunkty się nie liczą, a na problem patrzysz szerzej. A tak w ogóle, to nie czuję się intelektualnie na poziomie żeby z Tobą rozmawiać, bo jestem za głupi. Trudno mi podjąć rękawice i napisać coś co uznasz za interesujące albo nie odrzucisz z łatwością posługując się swoim rozumem, jaki by nie był.

      Co do literatury to sobie zapisałem, pewnie coś zajrzę. Nigdy nie czytałem niczego filozoficznego, choć zawsze uważałem, że to coś czym się interesuję(trochę xD). Powód jest taki sam jak dlaczego nie zrobiłem miliona innych rzeczy, depresja, naprawdę utrudnia wykonanie czegokolwiek produktywnego, nawet zabranie się za książkę i jej przeczytanie.

      To co mnie stawia w nieco trudniejszej sytuacji to jest to, że kompletnie niczego o Tobie nie wiem, a Ty o mnie, na podstawie tego wpisu, całkiem sporo. Generalnie z drugiej części twojej wypowiedzi wyczuwam podstawowy motyw ludzi religijnych: "Moje problemy i mój krzyż to coś co miało mnie spotkać bo tak bóg chciał". Wszystko będzie się odbijało od 'muru' boga, który sam zbudowałeś i się za nim schowałeś.

      Dla mnie tona rzepaku kosztuje 5 zł, bo tyle jest warta i jest to fakt który należy zaakceptować. Tak, patrzę na świat instrumentalnie, trudno o inne spojrzenie jak nie wierzysz w boga. Pomijając, że większość ateistów nie wie czemu nie wierzy i nawet nigdy się nie zastanowiło na czym opierają swój świat(moralność). Dla mnie tęcza to nie boskie cudo, dla mnie tecza to wynik załamania się światła na kropach deszczu. Ty starasz się doszukiwać magii/boga tam gdzie go nie ma. Nawet nie wiem co odpowiedzieć w tej kwestii, po prostu są pewne fakty, np. że większość kobiet uważa tak starego prawiczka za coś złego i by go odrzuciła. Taka jest prawda, widziałem anonimowe ankiety/badania na ten temat(ale nie chcę ciągnąć tego tematu i to tylko przykład). Według Ciebie na świecie istnieje jedna wyjątkowa osoba, moja druga połówka która na mnie czeka. W skrócie, wierzysz w bajki. Droga osobą może się stać wyjątkowa poprzez wspólne przeczycia, nie ma czegoś jak bratnia dusza w wymiarze metafizycznym. Dla mnie, jeżeli szansa na jakieś wydarzenie wynosi 10%, to 9 na 10 przypadków to się nie wydarzy. Nigdy nie grałem w lotto. Tak samo nie mam zamiaru zagrać w loterię z moim życiem, stawiając na magiczne przeznaczenie czy wyjątkowe wydarzenie które spotka akurat mnie, odrzucając najbardziej naturalne rozwiązanie, łatanie kolejnych faktów. To jest coś co widzą inni i oceniają. Tak działa społeczeństwo i ludzie. I nie, nie patrzę na życie przez szereg achievementów, nie wierzę, że jeżeli jesteś starym prawiczkiem to zawsze będę sam. Wierzę, że takim wypadku prawdopodobieństwo znalezenia sobie kogoś się zmiejsza, co jest prawdą. Nie wierzę, że zeby być szcześliwym albo znaleźć dziewczynę, muszę chodzić na siłownie być wysoki i bogaty. Nie. Ale te rzeczy z statystycznego punktu widzenia znaczącą poprawią moje szanse. Nie rozumiem dlaczego ktokolwiek inteligentny, szukając wyjscia z dołka, zamiast łatać swoje wady powinien zacząć czytać książki i zaprzestać samorozwój 'zewnętrzny'. Skończy jako sfrustrowany człowiek z 'bogatym wnętrzem'. Albo i nie, bo uwierzy w boga i wmówi sobie, że jego cierpienie ma sens i poczuje się lepiej Nie rozwiąże to jednak żadnych jego problemów. Rozwiązanie wygodne.

      Dla mnie lepszym wyjsciem jest zaakceptowanie pewnych faktów i próba naprawienia "czego się uda" poprzez pryzmat tych właśnie faktów, niż szukanie w życiu cudu, tam gdzie go nie ma. Robię to co robi większości ludzi przez całe życie, tylko oni robią to nieświadomie i jest to dla nich naturalne. Ja jestem w stanie to wyartykułować i z tego powodu narazić się na próbę obalenia mojej 'filozofii' przez innych, w tym wypadku Ciebie. (tak, wiem, niczego nie próbujesz obalić xD)

      Nie lepiej po prostu delektować się czytaniem książki?
      Gdybym mógł przestać się przejmować moim życiem, to bym przestał, nie sądzisz? Rozmawiasz z kimś chorym psychicznie przede wszystkim, z depresją. To tak jakbys do ślepego powiedział "zobacz". Jest to jedyna kwestia w której wierzę, że farmakologia może pomóc, wiele osób mimo że terapie i lekarzy ocenia negatywnie, wspomina, że można pozbyć się wiecznie powracających negatywnych mysli poprzez dobrane leki. I to jest powód dla którego decyduję się na pójście do psychiatry, nie widzę mozliwości otrzymania pomocy w żadnym innym wymiarze, ale na swój sposób, tak jak z prostytutką, wierzę, że uda mi się osiągnąc to co chcę.

      energię warto poświęcać na swój obecny stan, a nie na przeszłość/przyszłość.
      Absolutnie tak, większą część mojej przyszłej drogi ku lepszemu w sferze mentalnej poświecę dokładnie temu zagadnieniu. To nie tak, że ja nie wiem jak powinienem myśleć, ja nie umiem tego zrobić. To nie tak, że ja nie wiem jak naprawić moje życie. Ja po prostu nie mam siły/środków/możliwości.

      Może nawet nie zdajemy sobie sprawy, że tą dyskusją troszkę naprawimy życie jakimś ludziom.
      Na tym etapie oprócz nas dwóch już raczej nikogo nie ma w tym wpisie xD

      A to te fakty jak dla mnie mają kluczowe znaczenie dla człowieka, a nie że "rzepak kosztuje 5 złoty za tonę".
      O ile cena rzepaku nie ma żadnego znaczenia tak jak mówisz, to jest jednak taka jaka jest i jest prawdą. Nie będę zaklinał prawdy, bo robiłem to przez całe życie i skończyłem tu gdzie jestem. Wolę skupić się na nieistotnej prawdzie niż istotnym niczym.

      Słowem zakończenia, żeby nadać mojej 'filozofii' troche wymiaru, nadal jestem przekonany, że szansa na to, że kiedykolwiek wyjdę z przegrywu jest nikła, znacząco poniżej 10%. Dla Ciebie w ogóle coś takiego jak ani jak 'przegryw' ani "10%" nie istnieje. Dla Ciebie, każdy może być wygrywem o ile za takiego się uważa. Dla Ciebie każdy może być szczęśliwy pomimo wszystkich okoliczności, ja to rozumiem. Rozumiem Cie. Ale sam tak nie potrafię. Jeżeli miałbym nazwać wprost czym dla mnie jest wygryw, to byłoby to szczęście. I jako człowiek, ulepiony z krwi i kości, nie będę szczęśliwy jak nie dokonam kilku rzeczy. Tak działa ludzka psychika. Temat na książkę, co sprawia, że człowiek jest szczęśliwy. Pół życia myślałem, że mogę być szczęsliwy będąc 'przegrywem'. Jednym słowem, zrobiłem to co Ty, jeszcze jak byłem w gimnazjum, chyba. Myśłałem, że będę szczęśliwy na swój sposób mimo spierdolenia. Nie będę. Nie mogę. Nie wiem dlaczego, po prostu, po ludzku.

      Ten komentarz został dodany przez osobę dodającą wpis (OP)
      Zaakceptował: kwasnydeszcz

      pokaż spoiler Wołam obserwujących: @malyiduzy, @ElCidX, @Hojracy
      pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: OP: ok, dzięki za odpowiedź. Mam nadzieję, że nie odebrałeś moich wpisów jako próba zbicia rozumem Twoich racji. Nie mam zamiaru się z Tobą pojedynkować (a i o wynik korzystny dla mnie nie byłbym wtedy spokojny, więc może to po prostu tchórzostwo). Nie odpowiedziałem na wiele spraw, które postawiłeś, bo po prostu chciałem żebyś spojrzał na temat szerzej (albo przynajmniej, żebym wiedział, że spojrzałeś), a nie przekonywać do tego, że moja racja jest lepsza. Nie mam zamiaru niczego odrzucać, ani niczego popierać. Chciałem po prostu lepiej zrozumieć, i jakby powiedział Krishnamurti, żebyśmy razem zaczęli lepiej rozumieć. Może Ty masz racje, może ja... nie wiem, i w sumie to chyba nie jest istotne.
      Ale dzięki za dyskusję, nie wiem, myślę, że ten ostatni Twój wpis szczególnie pomógł mi Ciebie (a i może trochę siebie) poznać, na tyle na ile można poznać obcego człowieka ;p
      I pewnie Ty też czegoś o sobie się dowiedziałeś (i o mnie).
      Jak coś to odpisuj, z chęcią jeszcze popiszę, choć nie wiem czy jeszcze mamy jakieś wspólne tematy ;p
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (139)

  •  

    opowiem wam pewną historię, która przydarzyła mi się dzisiaj.

    siedzę sobie kulturalnie w przychodni, a że było to po południu to starszych pań w tym miejscu zabrakło, obok wolne miejsca.
    przysiada się do mnie ok 50-letni pan, z twarzy bardzo sympatyczny, tylko dość specyficznie ubrany - jak takie połączenie kuca i czegoś w rodzaju hipisa - mnóstwo naszyjników, bransoletek, pierścionków, a dopełnieniem tego była za duża koszulka i sprane jeansy.

    pan ten bez słowa chwyta mnie za ramię i oznajmia mi, że musi mi coś powiedzieć. opowiada o tym, jak 30 lat temu siedział w tym samym miejscu z ówczesną koleżanką. koleżanka ta, podobno bardzo zestresowana badaniami, chwyciła go wtedy za ramię podobnie jak on mnie i powiedziała, że czuje się z nim tutaj bezpiecznie i cieszy się, że go ma.

    pan posmutniał, spuścił głowę i zaczął mówić pod nosem, że wtedy tego nie docenił, nie zrozumiał, że stracił miłość swojego życia. dodał, że od tamtej pory się nie zakochał, nie zainteresował żadną kobietą, że żyje w celibacie - ale, cytuję:

    czasem zdarza mi się klaskać w nocy, czy to grzech?

    po czym nie dał mi nawet odpowiedzieć, tylko wstał, poprawił spodnie i patrząc na mnie z góry powiedział, że chciał to z siebie wyrzucić i wyszedł spokojnym krokiem z przychodni.

    morał historii jest taki, że do mojego słownika wpadło nowe określenie na masturbację, bo co skisłam to moje xDDD

    #gownowpis #coolstory #truestory #niewiemjaktootagowac
    pokaż całość

  •  

    Mirki. Taką żenadę rzadko można zobaczyć.

    Wesele w małej wsi. Remiza. Około 80 gości. Małe ale z rozmachem. Stoły zastawione suto, gospodarze widać że nie oszczędzali. Z boku sali szwedzki stół z wyrobami mięsnymi. Większość chyba z własnej produkcji.
    Uczta dla oka.
    Uczta dla nosa.
    Przede wszystkim uczta dla żołądka.
    Ogólnie trup ściele się gęsto. Znaczy mięso.
    Można by wybrać tutaj wędlinę życia #pdk

    I ona. Szara myszka. Z wyglądu niepozorne chuchro. Wręcz sucha. W okularkach.
    30 kilo filigranowego dziewczęcia.
    Nie znana przez nikogo. Przyszła z kuzynem Pana młodego jako osoba towarzysząca.
    Cicha.
    Niepozorna.
    Nawet rosołu nie zjadła.

    Wypija parę drinków. W połowie wesela w przerwie kiedy orkiestra nie gra ośmiela się i wychodzi na scenę lekko chwiejnym krokiem. Podchodzi do mikrofonu.
    I zaczyna się z lekkim bełkotem.

    "Proszę państwa o uwagę. Chciałam tylko żebyście wiedzieli, że to co tutaj jecie było kiedyś żywe i miało uczucia. To jest wasz wybór więc proszę żebyście zastanowili się nad tym co powiedziałam."

    Cisza...

    Cisza...

    Żenująca cisza...

    Słychać jak much w kącie sali drapie sobie skrzydłem jaja...

    Dziewczyna wraca do stołu ale jej partnera już nie ma...
    Spalił się w ogniu żenady, wyszedł albo przejść się dookoła remizy albo obwiesić się na drzewie bo nie będzie mu to w rodzinie zapomniane.

    Ja nakładam sobie porcję sałatki. Biorę kromkę chleba. Dokładam gruby plaster boczku. Plaster boczku posmarowany grubą warstwą żenady. Zagryzam swojską.

    Orkiestra wchodzi na scenę. Zaczyna grać. Atmosfera powoli się rozluźnia. Świat się dziś ne skończy. Żyjemy dalej.

    #truestory podrasowane dla ciekawszego odbioru ale to nie #pasta
    #bekazwegetarian #wegetarianizm
    Niestety
    pokaż całość

  •  

    Wrocławski sąd rejonowy orzekł dziś wyrok w sprawie brutalnego, wielokrotnego morderstwa połączonego z prawdopodobnym zjedzeniem ofiar, dokonanego kilka miesięcy temu. Prawni opiekunowie adopcyjni oskarżyli o tą potworną zbrodnię jednego z ubezwłasnowolnionych podopiecznych pana Patryka Hałaczkiewicza (skazany zgodził się na ujawnienie danych osobowych), nad którymi sprawował on prawną opiekę.

    Pan Patryk nie przyznał się do winy, ponieważ brak było dowodów, na to, że to któryś z jego podopiecznych dokonał tego bestialskiego mordu, a całe oskarżnie opierało się na przypuszczeniach oskarżycieli.

    Dziś, po zaciekłej walce w sądzie, orzeczono winę pana Patryka. Sąd swoją decyzję uzasadnił tym, że oskarżony nienależycie zajmował się swoimi podopiecznymi i istnieje prawdopodobieństwo, że któryś z nich mógł to zrobić.

    W tzw. międzyczasie jeden z podopiecznych oskarżonego zdołał zbiec i prawdopodobnie ukrywa się przed organami ścigania w podwrocławskich lasach.

    Sąd wymierzył panu Hałaczkiewiczowi karę nagany, grzywnę i pokrycie kosztów sądowych.

    Zaraz zapytacie, jakim cudem za tak bestialską zbrodnię można wymierzyć tak niską karę?

    pokaż spoiler Otóż fakt, że ofiarami były rybki, a oskarżony kotem, może mieć jakiś wpływ na zaistniałą sytuację.


    Nie, to nie jest ponury żart. To jest Polska.

    #heheszki #wroclaw #polska #pasjonaciubogiegozartu #prawo #truestory
    pokaż całość

  •  

    W mojej miejscowości funkcjonuje wypożyczalnia vhs/ dvd. Prosperuje całkiem dobrze, sądząc po tłumach gimbów palących papierosy pod lokalem. Ciekawe skąd je biorą (✌ ゚ ∀ ゚)☞
    #truestory #heheszki

  •  
    bvrvn via iOS

    +575

    Przed chwila w #krakow wracałem autem z pracy. Jechałem przez wąska uliczkę na Kazimierzu. Auta stały wszędzie po obu stronach jezdni a przede mną jechała kobieta, powoli, jakby szukała miejsca żeby zaparkowac. I w pewnej chwili niewiem co jej odjebalo, odbiła w prawo i przyjebala w lusterko w jakimś aucie całkowicie je rozwalając xD po czym zatrzymala sie na chwile i zaraz odjechala na pełnej pizdzie xD dookoła nie było żadnych swiadkow zdarzenia i pomimo ze trochę się spieszyłem, ruszyłem za nią żeby spisać numer rejestracyjny, po czym wróciłem okrężna droga na miejsce zdarzenia. Jakimś cudem odnalazłem właściciela samochodu i przekazałem mu numer babki. Gość w ogóle nie wiedział co się odjebalo i dziękował mi bardzo.
    Takie coolstory. Niby spełniłem zwyczajny obywatelski obowiązek, co powinien każdy zrobić w takiej sytuacji ale i tak czuje się lepiej z tego powodu.
    #truestory #gruszkacontent #czujedobrzeczlowiek
    pokaż całość

  •  

    Siedzę sobie elegancko na przystanku, kontemplując swoje życie przegrywa. Upał taki, a ja zamiast jechać multiplą ojca czekam na autobus. Moje myśli skupiają się też na byciu wiecznym singlem oraz na tym, że zawsze się ten autobus spóźnia koło trzeciej, tak jakby o tej godzinie kierowcy wszystko rzucali, trzaskali drzwiami i szli na golonkę. Wyglądam, rysuję nogą w kurzu, patrzę a autobusu nie ma. Krew mnie zalewa. Kiedy moje nowe adidasy są już srogo pokryte kurzem, a ściągacz w skarpetce odcina mi dopływ krwi i czuję, że w życiu mnie nic dobrego nie spotka, nagle staję się świadkiem takiej oto sytuacji.

    Na przystanek pierwszy przybywa kolo z dość mocno zmęczoną reklamówką z biedry. Myślałem, że będzie standardowe "kierowniku, masz poratować drobnymi?". A tu nie. On wyciąga kiść brązowawych bananów i bez słowa odrywa jednego i mi daje.
    - Nie dziękuję, pić się chce - zażartowałem.
    Patrzę, kolo grzebie dalej. Moim oczom ukazał się oczojebny kolor jakiegoś bliżej nieokreślonego trunku.
    - Niech pije - mówi.

    Coś było takiego stanowczego w jego głosie i w tym upale mi padła asertywność wraz z godnością człowieka. Pociągnąłem z gwinta, coraz intensywniej myśląc o tym jak żałosny jest mój byt. Wtedy to właśnie na pobliskim parkingu zatrzymał się samochód. Ja i mój nowo poznany ziomek gapiliśmy się tak przez kilka minut. Taki instynkt nic nie liczącego się świadka życia innych ludzi. Z czarnej beemki wyskoczył srogi koks. Komórka w łapie i jedzie na głośnomówiącym. Za moment podjeżdża kolejny. Na tym etapie już nie byłem w stanie rozkminić marki, ale jedno wiem - był różowy. Wtedy wysiada ona. Kruczoczarne włosy, białe spodnie, różowy top i masa, ale w ustach. Koks wymachuje łapami, ona mu tam faki i zaczyna się inba. Zaczynam widzieć podwójnie. Nagle słyszę "No nic" - i kolo wstaje, oddaje mi resztkę trunku.

    Nadjeżdża autobus, ale widzę to jak przez sen. Zostaję na przystanku. Obserwuję sytuację, adidasy mi mówią, żebym był w pogotowiu, bo starszy człowiek idzie na interwencję ratować honor damy. Kolo niższy od koksa o połowę coś mu tam mówi, no i słyszy, że ma spierdalać. Różowa dama płacze, a kolo nie odpuszcza i zastawia ją swoim ciałem. Koks się nachyla nad kolem (moje nogi już mnie same niosą przez ulicę) i w tym momencie kolo wypłaca mu z tej reklamówki. Koks leży. Dama z gatunku Karynowatych dziękuje i pakuje się w różową landrynkę i odjeżdża.

    - Ale jak? - pytam go, a on mówi:
    - Gołębie karmię. Zajebałem mu zbożem.

    Kolo miał w reklamówce z pięć kilo ziarna. Przez drogę do monopolowego opowiada mi, że jest byłym milicjantem. Wypiliśmy jeszcze dwa oczojebne specyfyfiki i zjedliśmy banany. Udowodnił mi, że rycerz nie musi chodzić w zbroi. W sobotę zabieram go na ryby multiplą ojca. Będziemy pili za zdrowie księżniczek i za honor polskiej szlachty!

    #pasta #truestory #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Zasłyszane dzisiaj w kantynie:
    Grażyna i Jolanta - imiona zmienione

    G: Wczoraj Marcin chciał się ze mną umówić! Łiiiii, pierwszy zagadał, zaprosił.
    J: A Ty co na to?
    G: Oczywiście, że go zlałam, niech się stara!
    J: Przecież sam do Ciebie zagadał..
    G: No bo to jego k*rwa święty obowiązek, tak jak to, żeby się o mnie starać


    pokaż spoiler #logikarozowychpaskow #truestory #rozowepaski
    pokaż całość

  •  

    O ojcze i matko, co się w mojej pracy odjedwabniło...

    Moja szefowa, poważna i poważana kierowniczka departamentu HR postanowił przyprowadzić do pracy psa. Znacie te klimaty? Jesteśmy tacy wyluzowani, przyprowadzamy psiaki do pracy, mamy stolik do piłkarzyków i kanapę, ale stażyści za 1800 brutto lecą nadgodziny xD

    No, ale nie w tym rzecz. Pies mojej szefowej to jakiś upierdliwy Szi Tsu, chodzi tylko i szczeka na wszystkich, jednego ziomka z IT próbował napastować seksualnie gwałcąc go w sztruksowe spodnie, a jak ktoś chce go pogłaskać, to mu dosłownie odjebuje i szczerzy kły jak szczerbaty na suchary. Oczywiście nie winię za takie zachowanie psa, bo to wina tylko i wyłącznie mojej szefowej, że tak go wychowała – przykład jak wiadomo idzie z góry, a dzisiaj szefowa przykład dała doskonały.

    Około południa, czyli w porze obiadowej psu zachciało się jeść, więc szefowa wyciągnęła z torby puszkę z psim żarciem droższym niż moja dniówka i nałożyła mu je na zwykły talerz z naszej kuchni. Talerz, na którym ze smakiem zjadam schabowe od teściowej czy inne przysmaki staropolskiej kuchni!

    „Co tu się odkurwia?” – pomyślałem, ale to było dopiero preludium. Gdy pies zjadł bowiem posiłek, to szefowa kulturalnie zabrała talerz i wyszła z pokoju, a ja wiedziony instynktem plotkarza i intryganta ruszyłem za nią. Moja niczego nie spodziewająca się ofiara początkowo kierowała się ku kuchni, ale gdy była obok schodów, szybko skręciła, zeszła piętro niżej i weszła do kuchni programistów xD

    Wyjebie talerz do kosza? A może będzie tak szczwana, że go umyje i odłoży do szafki? Otóż nie tym razem xD Szefowa po prostu, bez mycia odłożyła tę zbeszczeszczoną część zastawy stołowej na suszarkę. Nawet nie opłukała. Po prostu odłożyła tam brudny talerz.

    Z tych emocji po prostu mnie zamurowało, więc nawet nie zorientowałem się, że szefowa po tym niecnym procederze odwróciła się taktycznie do wyjścia i zobaczyła mnie stojącego w drzwiach.

    - Co się tak patrzysz, Krzysiu? - powiedziała pewnym siebie głosem – Przecież Punia dokładnie wylizała talerz, a programiści i tak nie poczują różnicy – dokończyła, poklepała mnie po ramieniu i wróciła do naszego pokoju, w którym jak gdyby nigdy nic zaczęła wycierać ręce w dezynfekujące chusteczki, bo Punia jest chorowita i nie może mieć kontaktu z bakteriami xD

    #coolstory #truestory #humor #heheszki #pracbaza #wroclaw #patologiazewsi #logikarozowychpaskow #psy nie #pasta
    pokaż całość

  •  

    Był dziś wpis w gorących o autostopie i tak mi się przypomniała moja historia, pomyślałem że się podzielę, być może rzuci to nieco światła na te strasznye #urbanlegend o autostopowiczach.

    W młodości dużo podróżowałem na stopa więc teraz niejako w ramach rewanżu często się zatrzymuję gdy mam sposobność

    Rok temu miałem zabawną sytuację, w piątek wieczorem jechałem służbowym, starym dostawczakiem w stroju dość roboczym w kierunku miasta i wziąłem dziewoję lvl około 30 (trochę karynowata z tych wiecznych imprezowiczek) która mówiła że jedzie starych znajomych odwiedzić ze studiów, generalnie mało rozmowna i nawet trochę niemiła, podróż upłynęła raczej w milczeniu.
    W poniedziałek rano jechałem w kierunku od miasta już prywatnym autem, nienajgorszym w stroju dość wyjściowym i zatrzymałem się przy tej samej dziewczynie (połapałem się dopiero jak wsiadła, w tych samych ciuchach tylko włosy w nieładzie i woń alkoholu), ona mnie nie poznała, zaczęła nawijać że wraca z rozmowy o pracę, auto się jej popsuło itd. generalnie strasznie miła i ewidentnie zaczęła do mnie zarywać lepiąc to coraz bardziej wymyślne kłamstwa. Mój szyderczy uśmiech na jej opowieści chyba źle odebrała bo zaprosiła mnie na kawę, odmówiłem i spytałem jak się impreza u znajomych udała na którą jechała w piątek. Udała że nie słyszy, wysiadła w milczeniu i do dziś nie jestem pewien czy się połapała że ze mną jechała w piątek czy wzięła mnie za jakiegoś psychola który ją śledzi(⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #coolstory #truestory #autostop #logikarozowychpaskow

    Obrazek do plusowania:
    pokaż całość

    źródło: ges_mem.jpg

  •  

    Jutro kończę rok szkolny. Sukcesy? Proszę bardzo: moja klasa z najlepszym sprawowaniem i najlepszą średnią (4.08) w całym gimnazjum, moi uczniowie wygrali konkurs piosenki angielskiej, jeden z moich uczniów z tłumaczeniem #pasta o wędkarzu #fanatyk zajął drugie miejsce w konkursie Storytelling, a inny też drugie w konkursie Nursery Rhymes. W klasie wprowadziłem instytucję stałej pomocy koleżeńskiej, a jednemu z moich wychowanków pomogłem, również dzięki Wam Wykopki, Mirki i Węgierki, oraz #danielmagical zebrać w sumie ok 10 000 na rehabilitację jego brata z autyzmem. To był dobry rok, ale nie uniknąłem porażek, choć robiłem wszystko co w mojej mocy by do nich nie doszło, ale jak mawiają na Kaszubach : Możesz przyprowadzić osła do wodopoju, ale się za niego nie napijesz. #gimbaza #truestory #pracbaza #chwalesie #zalesie pokaż całość

  •  

    Heh , ta młodzież xD idę sobie chce do kogoś zadzwonić i jakaś Gimbusiara chciała zaimponować znajomym i krzyczy ze mam do niej nie dzwonić bo ona tu jest ,
    Na co ja : Aaa to tak jak się umawialiśmy, 50 zł za loda tak? Mina bezcenna i czuje dobrze czlowiek ( ͡° ͜ʖ ͡°) #gownowpis #truestory

  •  

    Kumpel chce wynająć ze swoją dziewczynę mieszkanie i byli wczoraj jedno oglądać.
    Przychodzą o umówionej godzinie, a tam pod klatką 4 inne pary ( ͡° ͜ʖ ͡°) Już zaczyna się robić ciekawie. Nie zdążyli z ludźmi za bardzo pogadać, bo przyszła właścicielka.

    - Zapraszam państwa do środka. Proszę sobie obejrzeć mieszkanie.

    No i chodzą wszyscy po tym niespełna 40-metrowym kwadracie. Jak wynajmująca uznała, że już się naoglądali, zwołała wszystkich w większym pokoju i się zaczęło.

    - Komu z państwa mieszkanie się nie podoba?
    Jedna para się zgłosiła.
    - Ok, dziękuję zatem państwu za wizytę.

    - Kto z państwa nie ma pracy?
    Ktoś się zgłosił.
    - Ok, państwu też dziękuję.

    - Jak długo mają zamiar państwo tutaj mieszkać?
    Kolejna para odpadła. Zostały dwie.

    I nadchodzi finał!

    - Proszę mi powiedzieć dlaczego akurat państwu miałabym wynająć to mieszkanie.

    No i chuj, no i cześć! :D Ludzie spojrzeli po sobie, ale coś tam każdy powiedział.
    Nie wiem, czy kobita pracuje w HR, czy naoglądała się jakichś gówien w telewizji, ale o rozmowie kwalifikacyjnej podczas oględzin mieszkania to ja wcześniej nie słyszałem..
    Ostatecznie powiedziała, że z dwoma parami, które pozostały się skontaktuje ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Co do samego mieszkania, to pomieszczenia nadają się do remontu (choć nie generalnego), a na koniec okazało się, że z najmu będzie wyłączona piwnica ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    pokaż spoiler Zaznaczę jeszcze, że miasto średniej wielkości, a osiedle jedno z mniej popularnych.


    #januszebiznesu #patologiazmiasta #truestory #mieszkanie
    pokaż całość

    •  

      @luki201: Podaż duża, ale spora część z tych mieszkań nadaje się co najwyżej na zasiedlenie cyganami albo ciapakami. Do dziś pamiętam jak na jednym mieszkaniu kiedyś miałem atrakcje takie jak:
      - całe mieszkanie obwieszone różańcami, jezuskami, normalnie jak szafa z darami wotywnymi na Jasnej Górze czy innym Licheniu
      - zamiast fotela wózek inwalidzki ("bo co się będzie marnował taki dobry i wygodny wózek")
      - łóżko rozkładane ze ściany jak w tanich amerykańskich motelach (rama i materac połączone ze sobą na sztywno)
      I najlepsze: mieszkanie było do wynajęcia ponieważ kilkanaście dni wcześniej na tym właśnie wspaniałym rozkładanym łóżku odeszła z tego świata mamusia właścicielki mieszkania ("ale pościel, ręczniki i wszystko panu zostawię, sobie pan będzie używał"). Właścicielka o sprzątnięciu mieszkania, czy chociażby wywietrzeniu go nawet przez sekundę nie pomyślała. Za to pomyślała nad ceną, bo krzyczała sobie jak za mieszkanie w nowoczesnym standardzie w centrum miasta (i nie, Ochota to nie jest centrum Warszawy).
      Spierdalałem z tego mieszkania w podskokach.
      pokaż całość

    •  

      @chibiterasu: To jest standard od zawsze. Właściciel musiałby włożyć ze 20 000 zł a wzrost czynszu tylko o 200 zł czy 300 zł i prawdopodobieństwo, że najemca może zniszczyć to nic z tym nie robią..

    • więcej komentarzy (2)

    •  

      @alphabeta przecież sam to napisałem w pierwszym komentarzu...

      TVP moim zdaniem jest mainstreamowe. Dodać należy, że nie rozpatruje się tego pod względem jednej stacji, a całej sieci kooperacyjnej.
      Patrząc na tv, internet i papier to mamy po jednej stronie takie potęgi jak TVN, Onet czy Gazeta Wyborcza trochę śmieszne jest mówić jaką dominującą stroną jest TVP. Dominować może tylko jedna strona i to ona wyznacza główny nurt mediów. pokaż całość

    •  

      @sidhellfire: eh, "nie jest" oczywiście nie zauważyłem w porę i nie można edytować.

    • więcej komentarzy (17)

  •  

    Ostatnio byłem na siłce i crossfitowce ćwiczyli w rytmach Kylie Minogue - Locomotion gość dopingował swojego kumpla Szymona i krzyczał dajesz Szymon dajesz!
    Aż skisłem bo mi się przypomniała pasta ŻYMOOOOOOOOOOOOOOOOOON DAAWAJ LOKOMOŁSZYN!
    #gownowpis #silownia #heheszki #truestory

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Eksperyment na niebieskim pasku(。◕‿‿◕。) #badania #niebieskiepaski #logikaniebieskichpaskow #rozowepaski #zwiazki #truestory

    #cel W związku z tym, że mój chłopak ma tendencje do olewania i odkładania na później obowiązków domowych, jakiś czas temu postanowiłam przeprowadzić eksperyment na żywym organizmie.

    #metodologia Eksperyment miał pokazać, jak długo leń śmierdzący jest w stanie zwlekać ze zrobieniem tego, do czego się zobowiązał. W związku z tym uzbroiłam się w cierpliwość, postanowiłam nic w sprawie nie robić, a ograniczyć się jedynie do przypominania i pytania "kiedy". Pytanie padało przeciętnie 3 razy w miesiącu. Raz na miesiąc organizowałam kontrolowaną aferę z opierdolem w stylu łagodnym. Foch był niedozwolony.

    #eksperyment Ponad pół roku temu w mieszkaniu zepsuł się kontakt połączony szeregowo z dwoma innymi. Przestały działać dwa gniazdka w łazience (czyli wszystkie gniazdka w łazience) i jeden w pokoju (czyli 1/3 wszystkich gniazdek w pokoju). W praktyce oznacza to, że aby zrobić pranie lub wysuszyć włosy suszarką trzeba przeciągać przedłużkę z kuchni, a także, że przez środek pokoju ciągnie się kabel od komputera do jednego z działających kontaktów. W celu obcinania włosów i brody mojego lubego (czym ja się zajmuję) trzeba było odstawić stół i zanurkować pod łóżko.

    #obiekt Chłopak zobowiązał się, że się tym zajmie. Wpierw miał zrobić to sam, później z wygody zdecydował się na elektryka.

    #wynik Mija właśnie 200 dzień trwania eksperymentu, trwa 29 tydzień. KONTAKTY WCIĄŻ NIE DZIAŁAJĄ. SZLAG MNIE TRAFI I POPEŁNIĘ MORDERSTWO (╥﹏╥)

    Odrobina statystyk:
    * 48 prań
    * 100 suszeń włosów
    * 20 obcinań męskich włosów i brody
    * 18 ponagleń

    * 6 awantur o gniazdka

    Miraski i Mirabelki, czy to już pora na starego, dobrego focha? ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    pokaż całość

    Co zrobić z obiektem badań?

    • 119 głosów (11.42%)
      Zamordować bez litości
    • 36 głosów (3.45%)
      Użyć focha
    • 191 głosów (18.33%)
      Rzucić i szukać lepszego modelu
    • 115 głosów (11.04%)
      Kontynuować eksperyment
    • 269 głosów (25.82%)
      Embargo na seks
    • 312 głosy (29.94%)
      Naprawić i uczynić mu z życia piekło na ziemi
  •  

    Siedzę w kuchni i jem obiad, okno otwarte na oścież bo ciepło, nagle pod blokiem jakiś typ zaczyna zaczyna piłować ryja

    PAULINA!
    PAULINAAA!
    PAULINAAAAAAAA!

    Przywołało mi to wspomnienia z dzieciństwa, jak jeszcze nie było komórek i tak się wywoływało kolegów na granie w gałę, ale przecież teraz komórki są, więc dziwna sprawa. Myślę, że może typowi bateria padła, albo szybka pękła a wymiana droga, ale zaraz się okazało, że to jednak jakaś grubsza opcja, bo nawoływacz zaraz dodał

    KTO CIĘ DYMA JAK MNIE NI MA?!

    I od początku: PAULINA! KTO CIĘ DYMA JAK MNIE NI MA?!

    I tak raz za razem. Pomyślałem, że to typowy osiedlowy zawód miłosny, typ się najebał, bo w końcu długi weekend, pokrzyczy z 5 minut, żeby upuścić nieco goryczy ze złamanego serca i sobie pójdzie na kebaba albo automaty.

    Ale nie. PAULINA, KTO CIĘ DYMA JAK MNIE NI MA?! - krzyczał już kurwa z 20 minut, aż zaczęło intrygować kim jest rozpustna Paulina i kto w istocie rzeczy ją dyma. Postanowiłem pójść na dół popatrzeć co się dzieje, ale jako, że w Polsce za patrzenie się na różne rzeczy można dostać wpierdol, to postanowiłem przy okazji wyrzucić śmieci, chociaż kosz był prawie pusty - będzie wyglądało, że od tak sobie idę do śmietnika i po drodze niby przypadkiem zobaczę co i jak, ale niby mnie to zbytnio nie interesuje. Wyrzucanie śmieci to obok grillowania czynność na tyle u nas usankcjonowana społecznie, że w jej trakcie się wpierdolu nie dostaje, a przynajmniej ja się nigdy nie spotkałem z taką sytuacją.

    No to wziąłem worek i idę na dół, wychodząc z klatki odpaliłem szluga i okrążam blok. Jak zobaczyłem typa, któremu rogów przyprawiła Paulina, to już wiedziałem, że będzie grubsza inba.

    Wiecie jak wygląda Ninja z Die Antwoord? Jak ktoś nie wiem to zamieszczam zdjęcie. W każdym razie jakby Ninja z Die Antwoord nie mieszkał w RPA czy tam Kalifornii, tylko w Polsce na skrzyżowaniu Konopnickiej i Wyzwolenia i nie był raperem, tylko w czasie awantury domowej by zabił konkubinę siekierą i poszedł za to na 20 lat do więzienia, to by potem wyglądał jak ten typ xD Patolog na 1000%, na mordzie wydziarane jakieś kropki i sztylety, na szyi blizna jakby ktoś mu próbował poderżnąć gardło, na łydce wytatuowane HWDP itd. Na oko miał z 50 lat, z czego większość ewidentnie spędził w różnego rodzaju instytucjach izolujących go od społeczeństwa. Jego kolekcja patologiczny tatuaży, blizn i innych znamion - jak określił to Peja - życia kureskiego, była wyeksponowana bardzo dobrze, bo był tylko w klapkach i krótkich spodenkach, z których kieszeni wystawało nadpite pół litra. Aha, co ciekawe, miał ze sobą też łopatę xD za pomocą której jak sądziłem zamierzał zakopać ciało niewiernej Pauliny i jej kochanka, gdy już ustali kto nim jest xD Wkrótce okazało się jednak, że łopata nie miała służyć do zakopywania kogokolwiek, a wręcz odwrotnie.

    Gdy patolog zobaczył mnie idącego ze śmieciami i szlugiem to zawołał, że ej młody daj szluga bo się wkurwiłem. Oczywiście dałem, bo obawiałem się, że w przeciwnym razie moje szczątki spoczną w zbiorowej mogile z Pauliną i jej gachem xD Patolog odpalił szluga, zaciągnął się, wypuścił dym, zadumał na sekundę, po czym rozwiązał zagadkę, która w tym momencie frapowała już pewnie wszystkich mieszkańców bloku.

    JA WIEM KTO CIĘ DYMA! DYMA CIĘ TEN ZBOCZENIEC, PEDOFIL I KULFON!

    Chciałem delikatnie zapytać, po co drze ryja od pół godziny, skoro wie kto dyma Paulinę, ale w tym momencie na jeden z balkonów na pierwszym piętrze wyszedł rzeczony pedofil i zboczeniec, który widocznie poczuł się wywołany do tablicy i krzyknął, że Patolog sam jest Kulfon, a on Paulinę będzie dymał ile będzie chciał, bo to jego żona. Patolog na to krzyczy, że tak, to zejdź tu kurwo na dół to zobaczymy, a Pedofil krzyczy, żeby to on wszedł na górę to wtedy zobaczymy. Ten wpierdolowy pat trwałby pewnie tyle co bitwa nad Sommą, gdyby na balkon nie wyszła Paulina we własnej osobie, żeby zapytać Pedofila co tu się odpierdala - Patolog jak ją zobaczył to powiedział EEEE, TO NIE TA PAULINA TYLKO INNA, SORY XD Paulina z mojego bloku okazała się więc być zupełnie porządną kobietą, a Pedofil najpewniej wcale nie być zboczeńcem, ani tym bardziej pedofilem.

    Patolog patrzy na mnie, potem na mój worek ze śmieciami i mówi, że worek prawie pusty. To ja potwierdzam, że owszem, jakiś bardzo pełny to nie jest. Patolog na to, że TO SIĘ ELEGANCKO SKŁADA, CHOĆ MŁODY NA CHWILKĘ ZE MNĄ TU KAWAŁEK BO MUSZĘ KURWA PSA WYKOPAĆ A NIE MAM GO KURWA W CO WZIĄĆ POTEM

    Nawet gdyby brzmiało to mniej abstrakcyjnie, to i tak nie miałbym pewnie ochoty nigdzie z półnagim Patologiem chodzić, więc mówię, że niestety jestem zajęty, ale on powiedział NO DAWAJ KURWA JAK CIĘ CZŁOWIEK PROSI, więc już nie miałem zbytnio wyjścia xD Idąc odkopywać psa poznałem zarówno historię tej misji, jak i sprawę z Pauliną.

    Z Pauliną było tak, że była konkubiną Patologa przed jego ostatnim pobytem w więzieniu, który trwał aż 7 lat i był konsekwencją pobicia towarzysza libacji ze skutkiem śmiertelnym. Jak Patolog przekraczał bramę zakładu karnego to Paulina obiecywała, że będzie na niego czekać, ale widocznie przez te 7 lat zmieniła zdanie, bo jak wyszedł kilka miesięcy temu z więzienia to nigdzie jej nie było. Dzisiaj spotkał pod sklepem jakiegoś koleżkę, który powiedział mu, że Paulina podobno mieszka na osiedlu obok, czyli u mnie, jednak nie precyzując adresu. Planem Patologa było więc pójście pod każdy blok na moim osiedlu (a akurat w drodze po psa przechodził koło mojego) i nawoływanie Pauliny, aż ta sama się zdekonspiruje, ale jak widać nie wziął pod uwagę, że kobiet o tym imieniu może być więcej xD

    Z psem sprawa była jeszcze bardziej kuriozalna, a przedstawiała się następująco - Patolog miał sąsiadkę, która nazywała się TA STARA Z PARTERU. Sąsiadka miała psa, a właściwie sukę, która nazywała się Picia. Picia była jedynym towarzyszem życia sąsiadki, która owdowiała dekadę temu, a dzieci to wiadomo, już na swoim, życiem zajęte. Picia kilka tygodni wcześniej zdechła, a sąsiadka nie czując się na siłach fizycznych ani psychicznych do własnoręcznego zakopania jej, najęła do tego patologa, który za ten pogrzeb przyjął korzyść rzeczową w postaci pół litra alkoholu. Sąsiadka jednak tak bardzo tęskniła za Picią, swoją jedyną towarzyszka, a pies zaczął nawet objawiać się w jej snach i rozmawiać z nią po Polsku. W tej sytuacji sąsiadka zdecydowała się na krok radykalny i poprosiła Patologa, żeby Picię wykopał i przyniósł z powrotem xD Patolog się zgodził, ale że tym razem zlecenie było znacznie bardziej nietypowe, to za wykonanie go zażądał aż litra wódy, w tym pół litra płatnego z góry, bo inaczej nie powie gdzie jest pies pogrzebany, jak to się mówi xD To właśnie była wystająca z jego kieszeni flaszka.

    Gdy słuchałem tych opowieści zdążyliśmy już dojść na miejsce pochówku Pici, czyli nieużytki pomiędzy Aleją Wilanowską a torem łyżwiarskim Stegny w Warszawie. Teraz już tam budują gdzieniegdzie jakieś nowe osiedla, ale ogólnie większość to nadal dzikie pola. Patolog zaczyna kopać, z 10 minut machał łopatą ale nic nie ma, to mówi, weź młody tu pokop z boku bardziej, bo ja się zmęczyłem. Jako, że byłem w odludnym miejscu sam na sam z typem, który już kiedyś kogoś zabił, to wolałem nie wspominać, że miałem tu być tylko w charakterze posiadacza prawie pustego worka na śmieci, tylko kopałem xD również bez skutku. Potem Patolog powiedział, żebym dał łopatę, bo to chyba jednak bardziej w drugą stronę i faktycznie po kilku wbiciach łopaty zaczęło jebać jak ja pierdolę, co wskazywało, że ekshumacja zmierza we właściwym kierunku.

    A propos ekshumacji, to dosłownie 5 minut na piechotę od miejsca, w którym kopaliśmy my, kiedyś kopał IPN, bo tam UB potajemnie zakopywało swoje ofiary w latach 40-tych i 50-tych, więc cały czas miałem nadzieję, że i my jednej z tych ofiar nie odkopiemy, bo Patolog zdecydowanie wyglądał na człowieka zdolnego do zapakowania w mój worek na śmieci szczątków jakiegoś AK-owca i wciśnięcia ich swojej sąsiadce jako Pici w zamian za kolejne pół litra, a ja mimo wszystko nie czuł bym się komfortowo biorąc udział w takim procederze xD

    Po chwili kopania było już jednak pewne, że odkopaliśmy jamnika, tylko w umiarkowanym stadium rozkładu. Jebało tak, że kurwa oczy mi zaszły łzami i prawie wyrzygałem ten obiad, co dopiero zjadłem xD Patolog jebnął jeszcze solidnego grzdyla wódy po czym załadował Picię na łopatę a potem do mojego worka, który szczelnie zawiązał. Z tym pakunkiem wyruszyliśmy do sąsiadki po zapłatę. Po drodze zastanawiałem się, które wydarzenia z mojego życia doprowadziły do sytuacji, w której idę przez miasto z recydywistą-mordercą, zgniłymi zwłokami psa w worku na śmieci i łopatą, żeby dostać od jakiejś starej baby pół litra i to nawet nie dla mnie xD Kolejną rzeczą, która mnie trapiła było, że mam uczulenie na pyłki, najgorsze właśnie w czerwcu, więc większość moich śmieci stanowił zużyte chusteczki, bo mi cieknie z nosa - jak sąsiadka wyjmie Picię z worka to sobie pomyśli, że jestem jakimś nałogowym onanistą xD ale potem pomyślałem, że to ona trzyma w domu rozkładające się zwierzęta, więc jeżeli ktoś się tu powinien wstydzić to na pewno nie ja xDDD

    Doszliśmy do bloku patologa, sąsiadka wychodzi na klatkę, łapie kurwa ten worek i zaczyna go przytulać PICIA! MOJA PICIA KOCHANA! Myślę sobie, srogie grzyby kurwa. Wtedy z mieszkania na przeciwko wychodzi jakaś baba i mówi

    CZYLI JEDNAK SIĘ PANI ZDECYDOWAŁA WYKOPAĆ PANI MALINOSKA? JA TAM SIĘ PANI NIE DZIWIĘ, JAK MOJA TEKLA ZDECHŁA TO TEŻ BARDZIEJ TĘSKNIŁAM NIŻ ZA MOIM STARYM JAK UMARŁ. BO PIES, PROSZĘ PANI, TO KOCHA BEZWARUNKOWO.
    #heheszki #truestory #patologiazewsi #pasta
    pokaż całość

  •  

    Wiecie co jest w Polakach najgorsze? Ich podejście do kobiet. Kontrast pomiędzy nudnymi i leniwymi Polkami, a Węgrami czy Hiszpanami przyjeżdżającymi tu na Erasmusa jest szokujący. Opiszę wam pokrótce te subtelne różnice bo oprócz z wieloma Polakami byłam też z Węgrami i Hiszpanami z Erasmusa.
    Przeciętny Polak ma takie podejście - 'kobieta ma siedziec w kuchni, nie zawracać mi dupy, jak gram, zapewniać seks zawsze, kiedy mam na to ochotę i nie rozmawiać z innymi fagasami'. Wychowane wśród takich facetów uważamy to za normę i dopiero obcowanie z Mężczyznami (specjalnie z dużej litery) z innych kręgów kulturowych otwiera nam szeroko oczy. Wg Polaków to kobieta ma wszystko robić, gotować, zawsze mieć ochotę, wymyślać randki, starać się, myć kufle po piwie płynem do mycia naczyń a, on może tylko leżeć i pachnieć, a przy okazji szukać pieroga na boku. To normalne, że kochanej osobie powinno się sprawiać przyjemność, ale Polacy bywają bardzo roszczeniowi, gdyż przywykli do kobiet z filmów z lat 50-tych czy przestarzałych, stereotypowych gniotów i gdy podejdzie do nich przebojowa Kasia to nie mają skrupułów aby zmieszać ją z błotem, powiedzieć, że może wracać do kuchni itp. Dla Erasmusów to nie do pomyślenia. Jeśli jemu się nie spodobasz to i tak porozmawia z Tobą długi czas w ciekawy i zabawny sposób po czym powie, że jednak nie, przykro mi. I rozumiesz, takie jest życie ale to i tak nie przeszkadza czasem przy odrobinie szczęścia wskoczyć Ci do łóżka, dla nich seks jest czymś normalnym, a nie obowiązkiem kobiety, żeby sprawić przyjemność przemęczonemu samcowi alfa. Erasmusi są bardzo otwarci, uważają, że kobieta jest wolna i niezależna więc same będą pozwalali prowadzić jej rozmowę, proponować wyjścia w ciekawe miejsca, opowiadać żarty, zabiegali o Twoje względy, spełniać się zawodowo i do niczego nie zmuszać, bo w tych kulturach mężczyźni szanują kobiety.

    Największe różnice widać jednak w bliższej relacji - czułość, seks, wspólne życie. Polak w jakiś wulgarny sposób powie, że to jej obowiązek albo po prostu odwali imbę, jeżeli akurat nie czujemy się najlepiej. Ok, to nawet nie jest wielki kłopot, bo co bardziej kumata babka wie, że faceci mają inne podejście do seksu, ale problem pojawia się chwilę później. Większość Polaków w łóżku umie co najwyżej pozycję misjonarską i uznaje, że to powinno dziewczynie wystarczyć i nieć się cieszy, że w ogóle może mieć beniz into her wagina. Co gorsza, Polacy nie są wyuzdani, często nawet nie rozbierają się do końca przy facecie, zostają w porozciąganych t-shirtach i cottonworldach na kostkach, ani nawet przez myśl im nie przyjdzie założyć dla dziewczyny koszulke podkreślającą mięśnie (a do zdjęć na insta czy innego snapczata to owszem) i akceptują tylko te pozycje, w których nie będą musieli się wykazać się innowacją i nie interesuje ich, czy dziewczyna dojdzie, ważne żeby sam skończył i miał spokój. Seks z Polakiem wygląda zatem tak, że całujecie się, ona walnie focha, że źle się czujecie, każe rozłożyć nogi i powie 'tylko szybko bo rano muszę wstać wcześnie' a Ty oczywiście robisz co mówi, bo przez jego podejście pusia ci zaraz wyschnie, jednak czasem fajnie byłoby dojść inaczej niż za pomocą króliczka. Ty się produkujesz, chcesz zmienić pozycję a on tylko misjonarz i patrzy na ciebie z góry, czasem jęknie a ty myślisz o ostatnim pornosie, którego oglądałaś bo nie wypada się nie podniecić bo będzie imba, że znowu ci się niee chce. On myśli tylko o tym żeby skończyć - a potem jest festiwal spierdolenia bo on dumny z siebie idzie spać, a ty masz dość bo już Ci lepiej jak sobie pomożesz wibratorem niż on cię weźmie w obroty (o ile tak to można nazwać). Jeśli Polak obudzi się pierwszy to będzie się wiercił, wzdychał i bawił się telefonem albo po prostu Cię obudzi abyś wstawała bo się nudzi i spyta 'co mi zrobisz na śniadanie?' tak jakby to był Twój obowiązek, śniadanie do łóżka dla księcia. A wierność? Polacy bolcują inne jak popadnie, uważając, że to niewinna przygoda. Ciężko im zaufać. Erasmusi nigdy nie zdradzają swoich kobiet, w związku wierni jak owieczki. Mój pierwszy kontakt z Erasmusem był dla mnie szokujący.

    Wiedziałem, że Węgrzy są trochę bardziej owłosieni, ale nie przypuszczałem, że można z włosów na klacie takie fantazyjne fryzury robić, poza tym to istne demony seksu. Hiszpanię za to potrafią same rozpocząć seks w dowolnym miejscu, zawsze dobrze się ubierają, dla nich zrobienie minetki czy dbanie o przyjemność partnerki to coś zupełnie normalnego, podczas seksu pyta sie, czy jest ci dobrze i mowi, jak jemu jest dobrze, aż chce się starać. No i to nastawienie. Erasmus ciągle patrzy Ci w oczy z pożądaniem, bawi się seksem, jest czuły, chwali Cię mówiąc jak mu dobrze, a po wszystkim całuje Cię, przytula i mówi jak było super. Jeśli z rana Erasmus obudzi się pierwszy to będzie leżał przytulony do ciebie i czekał aż się obudzisz, przywita Cię soczystym buziakiem i spyta 'co Panna życzy sobie na śniadanie :) ?', po czym prosisz o zwykłą jajecznicę na bekonie, a on pójdzie do kuchni i... nie, nie, nic bardziej mylnego, zanim pójdzie to jeszcze zrobi Ci nieziemską minetkę i dopiero potem, uśmiechając się pomknie nago w stronę kuchni aby przygotować jajecznicę czy co tam sobie życzysz. I tego właśnie pragnie każda kobieta, nie wiecznych wymagań i roszczeń, a właśnie takiego podejścia, po którym od razu chce się żyć, chce się starać, dać jemu szczęście, następnym razem zrobić śniadanie. Żeby nie było, że generalizuję - oczywiście, że są Polacy, którzy są 'normalni' w tych kwestiach, miałam kilka takich i to są cudowne faceci, narodowy skarb, ale oe same często mi mówili, że gdy rozmawiają z kolegami na te tematy to nie rozumie jak można być takim skurwysynem i manipulować kobietą. Większość Polaków to porażka w tych kwestiach. I tak, zdarzają się też bucowaci Erasmusi ale jeśli wszystko uśrednimy to Polacy się do nich nie umywają. Roszczeniowi janusze to zbyt mocne słowa, ale naprawdę rozumiem Polki, którzy wolą króliczka, bo mają z tego satysfakcję, a nie sztywnego buca w łóżku.

    #oswiadczenie #przemyslenia #gorzkiezale #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #rozowepaski #niebieskiepaski #seks #zwiazki #feels #przegryw #truestory #polska #pdk #erasmus #pasta
    pokaż całość

  •  

    Anony, zauważyliście pewna zależność ?
    Wszyscy mówią, że loszki to cooorvy- ale teraz popatrzcie na poważnie.
    Sięgnięcie pamięcią swoje znajome. Ile z nich ma jakiekolwiek zainteresowania? (Zainteresowania - czyli nie oglądanie seriali, słuchanie muzyki i inne gówno)
    Może z 5-10% rzeczywiście może o sobie powiedzieć, że ma jakieś hobby.
    Reszta jest zajęta siedzeniem na dupie (btw. Nienajlepszej z resztą) i opierdalaniem lodów, czekolad czy innego żarcia po to, żeby potem wpierdalać go więcej podczas plakania, jakie to one są kurwa grube i nikt ich nie chce.
    Takie grube bydle z inteligencją równa hajsownika uważa się na dodatek za nie wiadomo jaką kurwa księżniczkę, myśląc, że wszystko się jej należy.
    Zapytajcie swoich ziomków jakie mają zainteresowania.
    Odpowiedzi udzieli ci ponad 90%.
    Nawet jebane spasłe piwniczaki będą się znali na komputerach, technologiach czy innym nowoczesnym gównie. Ziomki od siłowni będą się znali na anatomii czy innej fizjoterapii. Duża część będzie się interesowała sportem - regularnie chodzi na treningi, by być w danej dziedzinie lepszy.
    A lochy ? XD No kurwa, zapytaj, co robią w wolnym czasie.
    -no ja oglądam Warsaw Shore
    -no ja słucham muzyki
    -no ja sram psa jak sra
    Kuuuurwaaaaa
    Czasami jakaś odpowie "interesuje się filmami "
    Zapytasz taka: "o, uczysz się na ten temat ? Masz jakieś wyróżnione , szczególnie ciekawe gatunki ? Cokolwiek?"
    -nieeee, lubię oglądać komedie romantyczne"
    Jeszcze inna locha powie : "interesuje się muzyką"
    Zapytasz : "ksztalcisz sie w tym kierunku? Uczysz się na czymś grać? Może fascynują cię barwy śpiewu?"
    -nieeee, lubię po prostu słuchać Beyonce czy innego popowego gówna
    No ja pierdole.
    Spójrzcie nawet na profile na FB starszych ludzi.
    Mężczyźni - wypowiadają się na tematy polityczne, religijne, filozoficzne, interesują sir wieloma rzeczami na tematy wokół nich.
    Stare Grażyny - lajkuja kurwa milion stron z psami, kotami, kwiatami i innym chujstwem, co ani je w żadne sposób nie rozwija, ani nie zmusza do jakiegokolwiek myślenia.
    Czy kobiety to w 90 przypadków to głupie kubły na spermę, bez zainteresowan, które kombinują tylko, jak się wbić na bolca Anona 1, żeby Anon 2 się nie dowiedział?
    Pozdrawiam i zapraszam do dyskusji.

    #oswiadczenie #rozowepaski #niebieskiepaski #pasta #logikarozowychpaskow #pdk #zwiazki #seks #truestory
    pokaż całość

  •  

    Kiedyś jak byłem jeszcze w podstawówce rok 2006, na lekcji polskiego pisaliśmy opis naszego wymarzonego domu przyszłości. Jasiu napisał że w jego domu byłby maszyna która z tabletki przygotowuje pyszny obiad. Ewelina chciała dom w którym byłby robot który sprząta/pierze/prasuje. Inne dzieci miały podobne marzenia, rodem z książek Si-Fi. A ja napisałem, że chciałbym dom którym zarządzałby komputer a dodatkowo chciałbym zasilać go z paneli słonecznych których energie magazynowałbym w superkondensatorach (autentycznie tak napisałem).

    I co?

    pokaż spoiler I gówno, dostałem jedynkę bo praca niezwiązana z tematem i polonistka powiedział że nie rozumie co napisałem.


    #zalesie #truestory
    pokaż całość

  •  

    Pamiętam jak za gówniaka byłem u psychologa bo coś tam problemy z nauką, a po prostu byłem leniwą kurwą xD
    No i siedzę przy biurku z panią psycholog i kazała narysować moją rodzinę.
    To narysowałem - mama, tata, siostra, babcia, pies
    Pani podziękowała i powiedziała, że mama ma przyjść
    Co się okazało, że inba w chuj była bo pani psycholog stwierdziła, że czuję się wykluczony z rodziny i przez to przeżywam stres który powoduje u mnie problemy z nauką.
    Terapiarodzina.exe
    A ja, gówianiak lvl 10 nie wiedziałem o co chodzi xD

    #truestory #heheszki #coolstory
    pokaż całość

    •  

      @Wsciekle_piesci_meza: Dziewczynka z mojej rodziny tez byla z takiego powodu u psychologa. Na koniec terapii zapytala czy moze wejsc do domku dla lalek, ktory stal w gabinecie, taki mega duzu fajny. Psycholog stwierdzila, ze problem lezy w tym, ze mloda musiala nie miec zabawek w domu I sie nie wybawila.

      Potem okazalo sie, ze nauczyciel ja dreczyl. Dzis ma pasek w LO :)

      Kobieta I psycholog to oksymoron
      pokaż całość

    •  

      @bonifacy_pankracy tak z ciekawości, lekarza też pytasz jak mu się układa w domu czy zakładasz, że dobrze bo jest rodzinny? xD
      ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■

      Kumam cię ale średnio się zgadzam. Nie jest to niestety temat na portal ze śmiesznym obrazkami.

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    Tak wlasnie sie konczy moje wesele #meandhim
    Moja mama odwozila razem z babcia i moja siostra nasza ciocie! Nikomu nic sie nie stalo, zdarzyły wyjsc z auta.
    Ale jak tlumaczylem rok temu, aby sprzedali to padlo i kupili cos nowego, to nie.
    Takze tego mirki i mirabelki, tylko nowe auta!

    #truestory #takasytuacja #motoryzacja pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    Wiecie co jest w Polkach najgorsze? Ich podejście do mężczyzn. Kontrast pomiędzy księżniczkowatymi i leniwymi Polkami, a Włoszkami czy Rosjankami przyjeżdżającymi tu na Erasmusa jest szokujący. Opiszę wam pokrótce te subtelne różnice bo oprócz z wieloma Polkami byłem też z Włoszkami i Rosjankami z Erasmusa.
    Przeciętna Polka ma takie podejście - 'wystarczy to, że jestem, nie muszę nic robić ani się starać, Ty się wszystkim zajmiesz, a jak nie to inne bolce czekają w kolejce aby Cię zastąpić'. Wychowane wśród takich kobiet uważamy to za normę i dopiero obcowanie z Kobietami (specjalnie z dużej litery) z innych kręgów kulturowych otwiera nam szeroko oczy. Wg Polaki to mężczyzna ma wszystko robić, organizować wolny czas, wymyślać randki, starać się, myć kubki po herbacie octem a ona może tylko leżeć i pachnieć, a przy okazji szukać bolca na boku. To normalne, że można odrzucić czyjeś zaloty, ale Polki bywają bardzo nieprzyjemni, gdyż przywykli do mężczyzn z filmów typu 50 twarzy Grey'a czy innych gniotów i gdy podejdzie do nich przeciętny mirek to nie mają skrupułów aby zmieszać go z błotem, powiedzieć, że może robić fikołki itp. Dla Erasmusek to nie do pomyślenia. Jeśli jej się nie spodobasz to i tak porozmawia z Tobą długi czas w ciekawy i zabawny sposób po czym powie, że jednak nie, przykro mi. I rozumiesz, takie jest życie ale to i tak nie przeszkadza czasem przy odrobinie szczęścia wskoczyć Ci do łóżka, dla nich seks jest czymś normalnym, a nie nagrodą od księżniczki dla faceta. Erasmuski są bardzo otwarte, uważają, że mężczyzna jest wolny i niezależny więc same będą prowadzilły rozmowę, proponowały wyjścia w ciekawe miejsca, opowiadały żarty, zabiegali o Twoje względy, bo w tych kulturach kobiety szanują mężczyzn.

    Największe różnice widać jednak w bliższej relacji - czułość, seks, wspólne życie. Polka w jakiś wulgarny sposób powie, że boli ją głowa albo po prostu odwali imbę, że się nie zasłużyło. Ok, to nawet nie jest wielki kłopot, bo co bardziej kumaty facet wie że one nie wiedzą jak normalnie rozmawiać o seksie, ale problem pojawia się chwilę później. Większość Polek w łóżku umie co najwyżej leżeć jak kłoda i uznaje, że to powinno facetowi wystarczyć i nieć się cieszy, że w ogóle może włożyć beniz into wagina. Co gorsza, Polki nie są wyuzdani, często nawet nie rozbierają się do końca przy facecie, zostają w porozciąganych koszulkach nocnych ani nawet przez myśl im nie przyjdzie założyć dla faceta fajniejszą bieliznę (a do zdjęć na insta czy innego snapczata to owszem) i akceptują tylko te pozycje, w których nie będą musiały się ruszać i nie interesuje ich czy facet chce się starać, ważne żeby skończył i dał jej spokój. Seks z Polką wygląda zatem tak, że całujecie się, ona walnie focha, że żadnego lodzika nie będzie, rozłoży nogi i powie 'tylko szybko bo rano muszę wstać wcześnie' a Ty oczywiście robisz co mówi, bo przez jej podejście beniz zaraz Ci klapnie, jednak czasem fajnie jest dojść inaczej niż w chusteczkę. Ty się produkujesz, a ona leży jak kłoda i patrzy w sufit, czasem jęknie a ty myślisz o ostatnim pornosie, którego oglądałeś bo nie wypada nie dojść bo będzie imba, że Cię nie podnieca. Ona myśli tylko o tym żebyś skończył i dał jej spokój - a potem jest festiwal spierdolenia bo ona dumna z siebie chce się przytulać, a ty masz dość bo już Ci lepiej jak sobie zwalisz konia niż jak ją przelecisz (o ile tak to można nazwać). Jeśli Polka obudzi się pierwsza to będzie się wierciła, wzdychała i bawiła się telefonem albo po prostu Cię obudzi abyś wstawał bo się nudzi i spyta 'co mi zrobisz na śniadanie?' tak jakby to był Twój obowiązek, śniadanie do łóżka dla księżniczki. A wierność? Polki bolcują się z innymi jak popadnie, uważając, że to niewinna przygoda. Ciężko im zaufać. Erasmuski nigdy nie zdradzają swoich mężczyzn, w związku wierne jak owieczki. Mój pierwszy kontakt z Erasmuską był dla mnie szokujący.

    Wiedziałem, że Włoszki są trochę bardziej owłosione, ale nie przypuszczałem, że można z łoniaków takie fantazyjne fryzury robić, poza tym to istne demony seksu. Rosjanki za to potrafą same rozpocząć seks, zawsze rozbiera się do naga albo ma jakąś fikuśną bieliznę, dla niej zrobienie lodzika czy dbanie o przyjemność partnera to coś zupełnie normalnego, podczas seksu mówi ci jak jej dobrze i jak jej jest dobrze, aż chce się starać. No i to nastawienie. Erasmuska ciągle patrzy Ci w oczy z pożądaniem, bawi się seksem, jest czuła, chwali Cię krzycząc jak jej dobrze, a po wszystkim całuje Cię, przytula i mówi jak było super. Jeśli z rana Erasmuska obudzi się pierwsza to będzie leżała przytulona do ciebie i czekał aż się obudzisz, przywita Cię soczystym buziakiem i spyta 'co Pan życzy sobie na śniadanie :) ?', po czym prosisz o zwykłą jajecznicę na bekonie, a ona pójdzie do kuchni i... nie, nie, nic bardziej mylnego, zanim pójdzie to jeszcze zrobi Ci nieziemskiego loda i dopiero potem, uśmiechając się pomknie nago w stronę kuchni aby przygotować jajecznicę czy co tam sobie życzysz. I tego właśnie pragnie każda kobieta, nie wiecznych wymagań i roszczeń, a właśnie takiego podejścia, po którym od razu chce się żyć, chce się starać, dać jej szczęście, następnym razem zrobić śniadanie. Żeby nie było, że generalizuję - oczywiście, że są Polki, które są 'normalne' w tych kwestiach, miałem kilka takich i to są cudowne kobiety, narodowy skarb, ale oe same często mi mówiły, że gdy rozmawiają z koleżankami na te tematy to nie rozumie jak można być taką suką i manipulować facetem przy pomocy "dam albo nie dam". Większość Polek to porażka w tych kwestiach. I tak, zdarzają się też bucowate Erasmuski ale jeśli wszystko uśrednimy to Polki się do nich nie umywają. Roszczeniowe suki to zbyt mocne słowa, ale naprawdę rozumiem Polaków, którzy wolą pójść na roksę bo płaci to wymaga i ma z tego satysfakcję, a nie sztywną kłodę w łóżku.

    #oswiadczenie #przemyslenia #gorzkiezale #logikarozowychpaskow #rozowepaski #niebieskiepaski #seks #zwiazki #feels #przegryw #truestory #polska #pdk #erasmus #pasta
    pokaż całość

  •  

    W samo sedno. Szkoda, że tak wielu populistów z lewej strony tego nie rozumie.

    #polska #polityka #4konserwy #imigranci #ciekawostki #truestory

    źródło: Beztytułu.png

  •  

    Dzisiaj idąc rano na przystanek zauważyłem małego jeża, który niezdarnie pomykał wszerz drogi osiedlowej.
    Jako, że jedna z głównych ulic zamknięta to właśnie na tej drodze zaczyna się młyn już od 5 rano.
    Bombel nie mógł w pewnym momencie zrobić kroku do przodu i o mało nie został trafiony przez typa na skuterze, który w ostatniej chwili zobaczył Pana Jeża.
    Podniosłem małego kurwia i przeniosłem za ogrodzony zielony teren niezamieszkałej działki. Mała rzecz a człowiekowi jakoś lepiej.
    #czujedobrzeczlowiek #truestory #takbylo
    pokaż całość

  •  

    Przed rozpoczęciem wakacji polecam obejrzeć filmik, z którego dużo się nauczycie, a może jakiś pomysł zaczerpniecie:)
    #wakacje #truestory #klocuch

    źródło: youtube.com

  •  

    Jechałam dzisiaj busem na dość dużej odległości i siedziała koło mnie jedna facetka.

    Miałam słuchawki, patrzyłam oczywiście w telefon, a kątem oka zauważyłam, że ktoś nade mną stoi i chyba na coś czeka. Podniosłam głowę, zdjęłam słuchawkę, a babka warczy do mnie, że chce tu usiąść. Super, mów do mnie, chętnie posłucham, słuchając ajpoda, bulwo. Zanim ją zdążyłam przepuścić na miejsce przy oknie, ta przeszła mi nad kolanami. Torbę zostawiła w przejściu, starsze osoby się o nią potykały. Narozrzucała chusteczek, pustych butelek, których nie zabrała ze sobą, wysiadając. Zdjęła buty i skarpetki. Nie muszę mówić, co to oznaczało przy dzisiejszym upale. Wyniośle zwracała się do mnie i do kierowcy, jakbyśmy byli nie tak oświeceni w wierze, jak ona. Byłam już konkretnie wkurzona moją towarzyszkę, nomen omen z Radomia ( ͡° ͜ʖ ͡°), gdy usłyszałam, o czym rozmawia przez telefon.

    Stało się jasne, że jest członkinią jakichś wspólnot, od lat uczestniczy w jakichś ewangelizacjach, pytała rozmówców, czy mają Boga w sercu, pokój w sercu i pewnie coś jeszcze w tym sercu.

    Takiej dwulicowości nie spotkałam dawno, ze skrajności w skrajność. Zszokowało mnie to, zanim się odezwała zakładałam, że jest jakąś przedstawicielką patologi, wygląd lambadziary mnie w tym utwierdził. Nie lubię egoistycznego zachowania w miejscach publicznych, ale taka babka, teoretycznie pełna miłosierdzia i dobroci, powinna przynajmniej odnosić się do innych w cywilizowany sposób, a co dopiero poszanować ich przestrzeń osobistą bądź fakt, że nie jest sama.

    Ale karma wraca, bo pierwsza wybiegła z przystanku na ulicę nie po pasach i widziałam, jak zatrzymuje ją straż miejska. Nie chciała nawet dokumentów pokazać. Oby nie skończyło się na pouczeniu ^^

    #truestory #bekazpodludzi #bekazkatoli
    pokaż całość

  •  

    Odnośnie wczorajszego wpisu: https://www.wykop.pl/wpis/24746885/oj-co-to-sie-przed-chwila-odjebalo-nie-sadzilem-ze/

    Sprawa się zakończyła dość sprawnie. Biedny właściciel portfela odzyskał swoją zgubę, był wdzięczny za ludzkie podejście do tematu, a sytuacja zapłaty za moje zakupy w sumie bardziej go rozbawiła niż wczoraj mnie i kasjera.
    Była też kierowniczka, która przeprosiła mnie za to, że jeszcze dzisiaj musiałem wpaść do ich sklepu żeby zwrócić pieniądze. Obiecała też, że przeszkoli kasjera w sprawie anulowania transakcji z terminali ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Mam nadzieję, że chociaż w jakimś stopniu poprawiłem ludziom zaplątanym w tę sprawę dzień i pozwoliłem im odzyskać minimum wiary w ludzkość i uczciwość (ʘ‿ʘ)

    #krakow #czujedobrzeczlowiek #truestory
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #truestory

0:0,0:1,0:1,0:3,0:1,0:2,0:1,0:2,0:3,0:1,0:2,0:2,0:0,0:1