•  

    Umawiam telefonicznie we wtorek spotkanie z klientem na piątek.
    Prosi o potwierdzenie przed spotkaniem.
    Piątek , dzwonię do klienta , od razu włącza się automatyczna sekretarka.
    Czekam ....., po paru sekundach sygnał i komunikat- "wiadomość skasowana"... w mordę...... (╥﹏╥)
    Dzwonię drugi raz, znowu automatyczna sekretarka......
    Czekam......, pod koniec zrezygnowane "kurwa" z mojej strony (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    Komunikat - "wiadomość zapisana" (ʘ‿ʘ)
    Kurtyna ʕ•ᴥ•ʔ

    #truestory #heheszki #praca
    pokaż całość

  •  

    Wczoraj pisałem o tym,ze swołocz ciapacka chciała okraść mi busa w Szwecji,wiec aby unikając podobnej sytuacji ulokowałem sie w pozornie bezpieczniejszym miejscu zdala od cywilizacji (tak z 20km za miastem)
    Oczywiscie nie obeszło się bez czegoś ciekawego na dobranoc xD Leżę spokojnje w kurniku prawie zasypiam,a nagle slysze drapanie po plandece Xd ile mozna do jasnej kurwy.
    Zagladam przez okienko i widze stado dzikow.
    Z racji,ze nie mam nic do dzikow o ile nie mylą mnie z szyszkami to pomyślałem ze nie będę ich straszyć bo dzik tez człowiek,może najebany nie moze trafić do chawiry.
    Teraz siedze i czekam na niedźwiedzia bo w tych lasach to niewiadomo co mieszka.
    Moze #popek z radosci po wygranej ,,walce,, wyjdzie nacpany z lasu pytając o droge.
    Pozdrawiam was mireczki i zycze milej nocy.

    #nocnazmiana #bekaztransa #truestory #gownowpis
    pokaż całość

  •  

    Sąsiad ma niezabezpieczone wifi i smart tv XD ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #heheszki #truestory #coolstory

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Dzisiaj ok. 14:30, przy wyjeździe z Wrocławia na Poznań, przed samymi Psarami - przy punkcie ogrodniczym, byłem w restauracji z rodziną.
    Wysiadając z auta zobaczyłem poruszenie obok parkingu. Obok Renault Megane kombii kręciło zdenerwowanych dwóch mężczyzn. Spod maski auta zaczął wydobywać się dym. Jeden z mężczyzn otworzył maskę i buchnęły płomienie.
    Bez zastanowienia sięgnąłem po swoją - malutką niestety - gaśnicę i podałem przez ogrodzenie parkingu. Zaraz drugą podał znajomy, z którym byłem.
    Na parkingu było może z 20 aut, w tym 3-4 kierowców przy swoich autach, gapiących się na cała sytuację. Po chwili dobiegł mistrz z 10-15kg gaśnicą (chyba ze sklepu) i dokończył gaszenie.
    5 minut później dojechały 3 wozy strażackie. Renault na szczęście tylko przysmaliło instalację elektryczną.

    Okazało się, że spośród wszystkich obecnych na parkingu, tylko my dwaj pośpieszyliśmy z pomocą.

    #wroclaw #truestory #czujedobrzeczlowiek
    pokaż całość

  •  

    Stoję w Żabce w kolejce do kasy. Przede mną za zakupy płaci młoda para: 3x Wyborowa, Sprite, Cola, Soki oraz z 10 puszek piwa. Gdy już odchodzili sprzedawca do nich mówi "No cóż, miłej soboty Państwu nie życzę bo sami już uczyniliście ją lepszą." (ʘ‿ʘ)

    #truestory #takbylo #krakow #zabka

  •  

    Byłem wczoraj na stacji benzynowej po ropę, czekam w kolejce i babka każdemu coś wciska, to płyn do spryskiwaczy, to hotdoga, to tigera... Nadchodzi moja kolej:
    -Numerek?
    -Nie, dziękuję, tylko paliwo z 6-tki ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #truestory #coolstory

  •  

    Dziś mam dla Was historyjkę o tym, jak w młodości, w czasach licealnych, postanowiłem wyjechać w wakacje nad polskie morze w poszukiwaniu pieniędzy. Będzie o głodowych stawkach, ciekawych podróżach i brawurowej ucieczce…

    Wszystko zaczęło się od mojej kuzynki (rok starszej, pozdrawiam!), która wyjechała pracować do jednej z małych nadmorskich miejscowości w przyjemnej, ładnej restauracji. Rozmawialiśmy często przez telefon, bardzo chwaliła sobie to miejsce – zmiany 8-godzinne, szło co nieco zarobić, praca jako pomoc kuchenna, jeden dzień w tygodniu wolny. Do tego gratis zakwaterowanie oraz wyżywienie. Brzmiało super – czego więcej trzeba w liceum? No właśnie… Brzmiało świetnie, a musieliśmy ratować się cholernie skomplikowaną ucieczką. Ale powoli…

    Pomysł wypadu do pracy nad morze

    Paula (kuzynka) zaproponowała, żebym wziął Błażeja (jej kolega z klasy, również mój znajomy), i żebyśmy przyjechali we dwóch – akurat potrzeba było dwóch nowych osób do pomocy na zapleczu kuchennym. Długo się nie zastanawialiśmy – za wszystkie nasze licealne oszczędności kupiliśmy bilety na pociąg do Kołobrzegu, dwie kraty piwa (popularne kilka-kilkanaście lat temu na Dolnym Śląsku piwo marki z niższej półki – Książ), trochę papierosów i ruszyliśmy na spotkanie przygody pełni entuzjazmu.

    Dobre złego początki

    Pociąg odjeżdżał z Wrocławia wieczorem – między godziną 22 a 23, był to typowy wakacyjny kurs, który odbywał się codziennie. Na nasze nieszczęście (albo i szczęście) akurat naszym pociągiem masa ludzi jechała nad morze na bardzo popularny festiwal muzyki elektronicznej – Sunrise – co spowodowało, że peron był pełen ludzi i wszyscy nerwowo oczekiwali na przyjazd pociągu. Warto dodać, że nie były to jeszcze czasy miejscówek, jakie mamy dziś – w PKP panował typowy dziki zachód, bilety były sprzedawane do oporu, komu udało się zająć miejsce siedzące, ten był królem, a nieraz zdarzyło mi się spędzić 3 godziny tuż przy kiblu, bo nie dało się ruszyć nawet na centymetr przez całą podróż. Nasza wycieczka zaczęła się doskonale – ja upolowałem szybko przedział, zaraz dołączył do mnie Błażej, znajomi podali nam prowiant przez okno, a mój kompan zamknął drzwi przedziału kluczykiem, który dostał kiedyś od ojca (każdy konduktor ma taki w kieszeni), dzięki czemu nikt nie mógł się do nas dosiąść. Komfort! Zaczęliśmy powolną konsumpcję i ruszyliśmy w trasę.

    Po kilku godzinach okazało się, że nasze marnej jakości piwko jest świetną okazją na dorobienie grosza – imprezowy pociąg około 3 w nocy wyprztykał się całkiem z alkoholu, i kto jeszcze nie spał pod siedzeniem, kręcił się po wagonach w poszukiwaniu dodatkowych procentów. Kilku amatorom dłuższego imprezowania parę puszek odsprzedaliśmy po dość zawyżonej cenie, dzięki czemu zostało nam jeszcze trochę alkoholu, a koszty jego zakupu całkowicie nam się zwróciły – wszystko zaczynało się świetnie. Powoli dojeżdżaliśmy nad morze. W Kołobrzegu przesiadka w busika i po jakiejś godzinie dojechaliśmy na miejsce. Tam zaczęło robić się coraz bardziej nieciekawie…

    Pierwsze kroki w restauracji

    Zaczęliśmy pracę. Tak, tego samego dnia, którego przyjechaliśmy. Po nocy spędzonej w pociągu. Trudno, działamy, pierwsza praca na kuchni – okazało się, że nie jest tak różowo, ani lekko, ani przyjemnie. Harówa była straszna, ludzi przez restaurację przewijała się masa, nie było nawet chwili wytchnienia. Szybko okazało się, że dzienna zmiana nie trwa 8 godzin, a co najmniej 12, zazwyczaj 16, a zwykle to i tak jeszcze dłużej. Pracowało się od 8 rano do zamknięcia restauracji (północ), przy czym czasem zdarzało się, że knajpa była zamykana np. o trzeciej.

    To pierwsza sprawa. Kolejna – właścicielka – osoba nie do końca zrównoważona. Wieczne krzyki, darcie się, pretensje o wszystko. Zjeść raczej nie było kiedy, standardem było dojadanie z talerzy, gdy ktoś akurat zmywał naczynia. I wszystko byłoby okej, jak najbardziej do zniesienia, gdyby nie stawka… Drugiego czy trzeciego dnia, gdy udało nam się dopytać o szczegóły, okazało się, że stawka dzienna wynosi 33 zł. Do tego spanie (rudera) i jedzenie, co po szybkich obliczeniach dawało nam około… 2 zł za godzinę pracy. 2 złote. 2 ZŁOTE!

    Szybko ustaliliśmy z Błażejem, że tak to być nie może, i musimy się stąd zbierać jak najszybciej. Problem leżał w tym, że nie mieliśmy nawet kasy na bilet powrotny, ani żadnej podpisanej umowy. Byliśmy jednocześnie prawie pewni, że jak oświadczymy właścicielce, że nam się nie podoba i chcemy wracać, to żadnej kasy nie zobaczymy. Trzeba było opracować p l a n.

    Miłosz musi umrzeć

    Tutaj geniuszem wykazał się Błażej, który miał dość dobry i przekonujący pomysł. W skrócie, wymyślił, że namówi znajomego, aby ten wysłał mu fejkowego SMS-a o śmierci w wypadku naszego kolegi, i będziemy musieli jechać na pogrzeb. Brzmi komicznie, ale wtedy wydawało nam się świetnym pomysłem, i byliśmy pewni, że jak dobrze odegramy tę scenkę, to powinno chwycić. Błażej miał zagrać wszystko pięknie rano, przyjść mnie obudzić, zwieńczeniem akcji miał być mój poranny szok, gdy wszystko mi przekaże. Druga w nocy, za kilka godzin trzeba wstać. Poszliśmy do spania.

    Ranek, ktoś mnie budzi. Ledwo przytomny otwieram oczy i widzę Błażej nad sobą. Co chwilę mnie szturcha i mówi coś o jakimś Miłoszu. Zupełnie nie wiem o co mu chodzi. Chcę tylko jednego, spać dalej. Mówię mu, żeby się odwalił. Zamykam oczy. Mija chwila, znów mnie budzi, zaczynam łapać kontakt z rzeczywistością. Wokół mnie, oprócz Błażeja, ponad połowa naszego teamu z restauracji. Powoli coś sobie przypominam, wszyscy mają smutne i ponure miny. Mój kompan przebąkuje coś, że woli zostać ze mną sam, reszta wychodzi, a ja już wiem, co się dzieje.

    – Debilu, prawie nas wsypałeś! Przeszło, wszyscy to kupili! – zaczął.

    Cholera, czyli udało mu się. Musiał to wszystko ładnie odegrać, bo miny zespołu były dość przekonujące. A ja byłem tak zmęczony i zaspany, że prawie popsułem całą akcję. Wieczorem zastanawialiśmy się pół godziny, jakie wybrać imię dla uśmierconego kolegi – padło na Miłosza, bo żadnego takiego nie znaliśmy. Przez to nie mogłem załapać rano, o co mu chodzi.

    – Dobra, ale jest OK? Co dalej?
    – Za godzinę do restauracji przyjedzie szefowa. Najprawdopodobniej wypłaci nam co zarobiliśmy, i możemy jechać.
    – Ekstra! Teraz tylko nie dać plamy do końca!

    I rzeczywiście, wszyscy składali nam kondolencje, a my siedzieliśmy w milczeniu (tak było najłatwiej) i stroiliśmy smutne miny. Trochę głupio było nam oszukiwać ekipę, z którą pracowaliśmy, bo byli całkiem w porządku, ale znaliśmy ich dopiero od kilku dni, a głównym celem było wyrwać się z tamtego miejsca ze zminimalizowaniem strat. Czyli odejść i dostać tę marną wypłatę za te 6 przepracowanych dni.

    Happy end?

    Przyszła szefowa, chyba pierwszy raz, kiedy z nami rozmawiała i nie krzyczała. Otworzyła swą księgę, sprawdziła notatki, poprosiła o podpis i zaczęła odliczać potężną wypłatę – w sumie wyszło nam po 192 złote na głowę. Pogadaliśmy z nią chwilę, ale ostatnie spotkanie było naprawdę ciężkie, i było blisko, aby któryś z nas parsknął po prostu śmiechem. Cała sytuacja była tak absurdalna, że ciężko to teraz jakoś sensownie opisać, ale wtedy, pod sam koniec, po prostu chciało nam się śmiać. Na szczęście udało się wytrzymać, i w pełnej powadze opuściliśmy lokal. Byliśmy wolni.

    Postanowiliśmy odpocząć. Wynajęliśmy mały bungalow za jakieś grosze na jedną dobę. Położyliśmy się spać i byliśmy tak wymęczeni i niewyspani, że spaliśmy równo 24 godziny, z małą przerwą na jedzenie kanapek z pasztetem. Chwilę potem uznaliśmy, że w sumie skoro i tak jesteśmy nad morzem, to warto nie spisywać wyjazdu na straty i skorzystać z obecności tutaj. Postanowiliśmy przenieść się dwie miejscowości dalej, by uniknąć dekonspiracji.

    I tak spacerowaliśmy sobie deptakiem, szukając noclegu i czegoś do zjedzenia, a tam… Drugi oddział naszej restauracji… a przed nim mąż właścicielki, wpatruje się w nas intensywnie. I cały plan legł w gruzach – wszystko zdekonspirowane, właśnie powinniśmy być na pogrzebie.

    Chwilę później przyszedł do nas SMS od jednej z osób z ekipy z naszej restauracji, o treści „Dzięki…”. No, ale trudno – cel osiągnięty, kasę dostaliśmy, pracowaliśmy przynajmniej za 2 złote, a nie za darmo. Spędziliśmy jeszcze całkiem fajne 2 dni nad morzem (które, swoją drogą, nadają się na oddzielną historię), i wróciliśmy do domów.

    Tylko Miłosza szkoda.

    trochę #coolstory na pewno #truestory ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    --------------------------------------------

    #zwtravel - mój tag autorski o tanich lotach, podróżach i moich przygodach.

    Facebook | Blog | Instagram | Newsletter
    pokaż całość

  •  

    ja pierdole xD
    ostatnio przyjechał do nas do #uk jakiś polaczek i ni chuja nie umie mówić po angielsku, nasz brygadzista na magazynie jest anglikiem i mówi tylko po angielsku, wydał polaczkowi polecenie żeby pozbierał puste pudła i je segregował a ten debil nic nie zrozumiał i sie mnie zapytał o co mu chodziło a ja do niego "sorry i dont speak polish" xD stał tak godzinę i nic nie zrobił a jak przyszedł brygadzista to zaczął drzeć na niego ryja że się obija i powiedział że jak tego nie zrobi w ciągu godziny to go wypierdoli z magazynu xDDDDD

    pokaż spoiler polaczek debil nie rozumiał nic i teraz szuka sobie nowej roboty xD


    #heheszki #truestory #pracbaza #emigracja
    pokaż całość

    źródło: i.ytimg.com

    •  

      @franciszek_maurer: tak, ale ja zakładałam dzienne w Polsce, ty piszesz o jeszcze innej drodze.

      w Szkocji rząd płaci czesne czyli studia bezpłatne jak w Polsce
      tego nie wiedziałam, ale płaci pewnie tylko własnym obywatelom? Język wykładowy to angielski czy szkocki? I chyba w anglojęzycznych krajach istnieją dwa typy uczelni - college i university, różniące się m.in opłatami. Poza tym dużo zależy, jaką drogą chcesz iść. Można wybrać uczelnię szkocką, wyższą w rankingach światowych od polskich, ale w rankingu brytyjskim niżej od najlepszych, albo np. najlepszą w Polsce, Czechach, czy na Węgrzech. Zakładam, że na Oxfordzie opłaty są wysokie. pokaż całość

    •  

      @empty_silence: szkockiego(i gaelic i scots) uzywa jakis ulamek spoleczenstwa, wszystkie kursy po angielsku. Obywatelom wszystkich krajow EU (ale nie anglikom) poki co, w rekrutacji na 2018 tez sie na to zanosi. College w stanach to rzeczywiscie blizsza sprawa uniwersytetom, w UK to raczej bardziej jak szkola srednia aczkolwiek w Szkocji dwuletni kurs HND w college pozwala przeskoczyc na 3 rok czteroletnich studiow na uniwersytecie po jego skonczeniu.
      W Szkocji i uni i college za darmo, wiem ze w Anglii taki college potrafi byc tanszy, fakt. Na Oxfordzie oplaty sa takie same jak na innych uczelniach w Anglii (9250 rok/kredyt na preferencyjnych warunkach splaty).

      Uczelni lepszych od najlepszych w Polsce jest z tego co sie naliczylem w calym UK jakies 45. Z tym ze to z rankingow ogolnych, wiadomo ze w poszczegolnych dziedzinach moze byc zroznicowanie, zalezy jaka droga chce czlowiek isc. Nie wiem czy taka medycyne nie lepiej studiowac w Polsce wlasnie ze wzgledu na calkiem dobra jakosc ksztalcenia i nizsze koszty (i potem sluchac narzekania wykopkow jakby nie chcialo sie po tym robic kariery w PL ( ͡° ͜ʖ ͡°) ).

      tak, ale ja zakładałam dzienne w Polsce, ty piszesz o jeszcze innej drodze.

      To tez studia dzienne, jakby nie bylo.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (141)

  •  

    umieram. Jest bardzo zimno, przymrozek złapał.
    Jestem na pewnej imprezie rekonstrukcyjnej. Ok. Przyznaję. Trochę przesadziłem, zrobiło mi się niedobrze. Ale to kurwa nie oznacza, że można mnie zostawiać samego przy takiej temp.
    Obudziłem się z zimna. Gdyby nie to, to bym zamarzł, po prostu by mnie rano znaleźli. Teraz telepię się pod śpiworem. Masakra.
    #coolstory #truestory

  •  

    Miruny co się odjebalo to ja nawet nie, akcja z dzisiaj

    Jestem z rodzicami na wycieczce, ale ze to już 5 dzień z nimi, Wiec stwierdziłem, ze czas zmienić towarzystwo chociaż na moment, a i może przy okazji przytulić jakaś piękna góralkę, Wiec odpaliłem tindera. Przesuwałem kolejne matche, aż nagle Tinder radośnie powiadomił mnie, ze mam nowa pare. Kilka sekund później dostaje wiadomość " ". Myśle sobie, coś tu nie gra, nie dość ze jest w miarę ładna (od ponad miesiąca nie tarmosilem pieroga), to jeszcze chętna, a to już idealne połączenie, odpisałem jej, ona do mnie gdzie jestem, ja ze na Gubałówce. Dostaje wiadomość, ze czeka na dole. zignorowałem ja, bo byłem z rodzicami i nie chciałem podchodzić, bo w sumie jak im wytłumaczę co to Tinder i dlaczego spotykam się z dupami z internetu, wiec odszedłem kawałek dalej i pytam jej czym się zajmuje. Jak w toku dalszej rozmowy wyszło okazało się, ze łaska pracuje na straganie, w sezonie sprzedaje ludziom jakieś ciupaski a poza sezonem czesze barany przed ścinaniem futra. Pomyślałem, no chuj, spojrzałem na bena jak rakietę, który by chciał chętnie wystartować i stwierdziłem, idę, Pierdole, wyrucham ja i wrócę do domu, to widać jurna góralka, pewnie poskacze po bolcu i będzie zaliczona przygoda. Umawiam się wiec z nią na Facebooku już. Jadę tam. Chuj, pokazało mo jakaś wypizdowa lokalizacje, musiałem się przeciskać przez jakieś polne drogi, przez rysy, musiałem wysiąść i udeptac trawę żeby auto przejechało, ale jadę, chuj swędzi, trzeba coś z tym zrobić. Przyjeżdżam, czekam na nią, informuje ze już schodzi, patrzę a tu TAKA KURWA GRUBA LOCHA. Jej udo było większe niż mój bałagan w głowie. Ale perspektywa wrócenia do hotelu, do mojego starego, który wyciągając zupki chińskie z torby i drze mordę na cały pensjonat "dni kuchni azjatyckiej, he he, Dej mie tej kapuczyny" była gorsza od wyjścia z taka "laska", pomyslalem ze może jest lokalna i się zna i mnie zaprowadzi na jakieś gigant miejscówki. Okazało się ze jest tępa jak but, oblała maturę z polskiego i z matmy, już przecierpialem jej pierdolenie o trudach sprzedawania kurdoszy kołaczy poza sezonem i ze jak barany uciekną to nie ma co robić. Myśle, koniec, odwożę ja na chate, jadę przez te zakamarki, i chce ja wypierdolic z auta jak najszybciej i mieć spokój ale ta ze skręć tu w lewo a tu przez to klepisko w prawo i wiedzie mnie pod sam dom praktycznie. Ja sie zatrzymuje czekam aż wypierdoli z auta a ta się na mnie patrzy i łapie mnie za nogę, ewidentne chce się bolcowac, ja sobie myśle, kurwa, w sumie przez moment miałem takie czemukosciej, ale jednak spojrzałem we wsteczne lusterko, zobaczyłem swoją mordę i powiedziałem sobie, ze jeszcze tak nisko nie upadłem. Ze wolałbym wsadzić kutasa w beczkę ze smalcem niż w nią, ze gdyby mnie Niemcy z psami gonili i bym musiał ja przebolcowac, żeby przeżyć, to już bym wolał wyruchac te psy. Przestałem wiec się totalnie odzywać, laska zaczęła coś tam pierdolic ze mnie zatkało i ze cześć, pa i dalej mi wygniata fotel w aucie, jednak po paru minutach mojego milczenia i bezruchu, stwierdziła ze jestem zmęczony i wyszła. Nie, nie stwierdziła, jest kurwa tłusta jak czwartek i musi coś z tym zrobic. A i jeszcze zajebala tekstem ze jestem niski i łysy Xd

    Prawie jak #pasta ale jednak #truestory #tinder #niebieskiepaski #logikarozowychpaskow #tatry
    pokaż całość

  •  

    W liceum gdy jeszcze byłem normikiem byłem na domowce u kolegi którego ojciec jest właścicielem zakładu pogrzebowego i był to pusty dom połączony z tym zakładem bo wybudowali się za miastem i czasem tam robił jakieś imprezki.

    Grubo po północy każdy nawalony i koleś dostaje telefon ze stary wpada na chatę bo był jakiś zgon i trzeba trumne wyciągnąć to schowalismy się on pogadal ze starym wzięli trumnę i 20 min później piliśmy dalej.

    Jedna koleżanka zaczęła śmieszkowac ze haha trupa przywieźli xD po czym dostaje telefon i jej mina zmienia się o 180 stopni bo jej babcia spadła z rowerka i właśnie po trumnę dla niej przjechał XDDDDDDDD.
    #truestory
    pokaż całość

  •  

    Mirki, co ja żem właśnie zobaczył to ja nawet nie...
    Byłem w sklepie kupić jakąś szynkę, bułki itd.
    Przede mną w kolejce stoi dwóch menelaosów. Takich wytrawnych, z własnym aromatem.
    Dieta czokoszokowa to mały chuj przy tym co oni odwalili.

    Lista zakupów szanownych dżentelmenów:
    - Ze 20 batoników Mars
    - Ze 20 batoników Snickers
    - Cały kartonik Grześków
    - 1 słoik nutelli
    - 3 paczki czekoladowych płatków śniadaniowych
    - Duża puszka kakao
    - 3 tabliczki czekolady
    - 2 paczki pierników w czekoladzie
    - 2x litrowy Krupnik XD

    #czokodieta #czokoszoki #truestory #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Prawdziwa historią, którą usłyszał użytkownik "dubmcswaggins" od swojego ojca.

    Słowem wstępu. Miałem wtedy 22 lata i właśnie się przeprowadziłem. Chciałem mieszkać bliżej mojej nowej pracy. Niestety, okolica w której przyszło mi zamieszkać, pozostawiała wiele do życzenia. Była stanowczo zbyt odosobniona, jak na mój gust. W promieniu mili były tam może ze 4 domy, a za nimi absolutnie nic.

    Była to całkiem zwyczajna noc. Mieszkałem tam może z tydzień, nie więcej. Znudzony oglądałem telewizję, leżąc w salonie na kanapie, na której też, już po chwili, zasnąłem. Obudziłem się jednak, około 1 w nocy i na wpół przytomny, skierowałem się w stronę sypialni. Przypomniałem sobie jednak, że nie wyłączyłem wcześniej światła w łazience. Na drugim końcu domu. Chcąc, nie chcąc zawróciłem więc. Kiedy tak szedłem przez salon, ledwo widziałem co było w kuchni, a co dopiero w jadalni. Jedna wielka, czarna dziura. Światło z łazienki nie mogło się w końcu przebić, przez jej zamknięte drzwi. Gdy doszedłem jednak do jadalni, nagle, kątem oka dostrzegłem jakiś cień. Cień czegoś wielkiego, stojącego cicho w kącie mojego domu. Natychmiast zamarłem i wbiłem w niego wzrok, czekając, aż ten dostosuje się do panującego wokół mroku. Powoli zacząłem dostrzegać wysoką postać, jakby starca lub kobietę, w białej nocnej sukni, z długimi, siwymi włosami. „HEJ!!!” wrzasnąłem, nie mogąc zdobyć się na nic więcej. I nagle postać poruszyła się. Może tylko czekała na jakiś mój znak, nie wiem, ale zerwała się i ruszyła na mnie, jakby poganiał ją sam diabeł. Najszybciej jak mogłem, uciekłem do salonu, gdzie wciąż świeciło się światło. Podniosłem ręce, gotowy bronić się, a starucha wpadła za mną do pokoju, zatrzymała się przede mną i nie zważając na moją pozycję, wrzasnęła: „Co robisz w moim domu?!”. Z walącym jak taran sercem, z wielkim trudem starając się zachować spokój, przeprosiłem ją i udałem, że wychodzę. Poszedłem do łazienki, zamknąłem za sobą drzwi i, drżącymi wciąż rękami, wykręciłem numer policji. Jak okazało się po przyjeździe policji, staruszka ta cierpiała na demencję. Mieszkała jakieś pół mili ode mnie i zagubiona, przywędrowała w nocy do mojego domu, po którym spokojnie sobie chodziła, gdy ja spałem.

    Źródło

    #truestory #creepy
    pokaż całość

  •  

    Co tu się odjebało to ja nawet nie xD
    Wczoraj zagadał do mnie jakiś obcy typek na fb z propozycją pracy. Rozmowa na screenie. Generalnie oczywiście od pierwszej wiadomości wyczuwałam jakiś bullshit, poza tym nawet aktualnie pracy nie szukam, a z zarobkami, czy w ogóle kasą raczej problemu mieć nie będę, bo razem z niebieskim # programowanie here, ale byłam ciekawa co napisze i byłam przygotowana na skiśnięcie. Spodziewałam się jakiegoś #mlm bądź właśnie tego co zaproponował xD
    Od razu po tym jak wyraził się jasno zablokowałam gościa i zgłosiłam. Co ciekawe, na fb jest konkretna opcja by zgłosić kogoś za oferowanie seksu za pieniądze.

    A dzisiaj dostałam odpowiedź od fb, że w sumie gówno ich to obchodzi i wiadomości nie naruszały standardów XD No jak dla mnie osobiście zagadywanie do randomowych dziewczyn na fb i oferowanie im pracy jako prostytutka i bycie dla nich alfonsem, nie jest za bardzo normalne, no chyba, że im tam nie przeszkadza to, że ktoś traktuje ich portal jako drugą roksę czy coś gorszego. Już pomijając kwestię, że dla jakiejś głupiej, młodej, nieszanującej się siksy może być to niebezpieczne, bo cholera wie jakie zamiary ma taki typek, który chce kobietę skusić łatwą kasą. Ja pierdole xd oburzyłam się ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #rakcontent #bekazpodludzi #boldupy #truestory #logikaniebieskichpaskow
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    #coolstory #truestory

    pokaż spoiler To jest prawdziwa historia.
    Przedstawione wydarzenia miały miejsce na Podkarpaciu w roku 2014.
    Imię może zostało zmienione a może nie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Cała reszta została opowiedziana dokładnie tak, jak miało to miejsce w rzeczywistości.


    Sobota. Sobotnie popołudnie końcem lata. Siedzieliśmy z kumplem u niego lecząc kaca i śmieszkując w sposób, który w porządnym towarzystwie zostałby skwitowany najwyżej kręceniem głową i uciekaniem wzrokiem, kiedy popiątkowe przemęczenie najwidoczniej zaczynało dawać się we znaki i kumpel coraz częściej ostentacyjnie ziewał i przeciągał się. Kiedy zaskoczyłem o co chodzi pożegnaliśmy się i już miałem wychodzić, ale mój exodus już w zarodku przerwało wkroczenie rodzicielki kumpla, która zwróciła się do niego tymi oto słowy:
    - Mógłbyś przyjść tu na chwilkę?
    - O co chodzi?
    - No możesz przyjść na momencik?
    - Co jest?
    - Możesz wyjść czy nie?
    - No powiedz o co ci chodzi.

    Spojrzała na mnie, na niego, a atmosfera zgęstniała jakby ktoś podmienił powietrze na kisiel. Po chwili zaczęła:
    - Przed domem stoi jakiś dziwny pan i babcia i ja się trochę boimy.
    Wymiana skonsternowanych spojrzeń z kumplem.
    - Moglibyście wyjść na balkon, sprawdzić o co mu chodzi?

    Zmęczenie odeszło jakby ktoś nam wstrzyknął po Redbullu. Pokój, korytarz, kumpel wyszedł na balkon i kwituje:
    - Co do chuja?
    Wyszedłem za nim i faktycznie przed domem stał jegomość o aparycji cokolwiek niecodziennej. Brak butów, jedna skarpetka, spodnie z dwa rozmiary za duże i przewiązane sznurkiem, nagi, wychudzony tors i nieudolnie obcięte włosy. I przez „nieudolnie obcięte włosy” mam na myśli, że wyglądał jakby chciał się obciąć na łyso szkolnymi nożyczkami.

    Matka kumpla albo babcia zawołała coś do niego, ale przybysz nie zareagował. Jedynie stał nieco się chwiejąc i nieśpiesznie wodził dookoła wzrokiem. Przyglądaliśmy mu się chwilę, kumpel myślał co zrobić z delikwentem, a ja wysnułem hipotezę, że pewnie pobalował poprzedniego dnia bardziej niż my i dopiero wraca do trójwymiarowej rzeczywistości. I w tym momencie wyszła babcia z talerzem kanapek. Kumpel już zgrzytał zębami z nerwów, ale przybysz zrobił krok w stronę babci, popatrzył na kanapki i... nic. Nic nie zrobił, nic nie powiedział, nic nie zjadł. Znowu tylko stał i obserwował. Stwierdziłem, że sytuacja jest prawie pod kontrolą, a kanapki to całkiem niezły pomysł, więc poszedłem do kuchni, a kumpel przed dom.

    Kiedy ja zastanawiałem się, czy do kanapki z szynką i serem żółtym chcę majonez czy nie, na zewnątrz zebrali się chyba wszyscy domownicy, przynajmniej tak stwierdziłem słysząc narastający gwar. Nie powiem Wam, czy w końcu dodałem ten majonez, ale kanapka była wyśmienita i zagryzając to kulinarne dzieło sztuki wróciłem na balkon.

    pokaż spoiler No dobra, powiem Wam. Dodałem :^)


    Faktycznie przed domem zebrali się wszyscy i stali w kółeczku nad przybyszem, który siedział teraz na krześle ogrodowym, przyodziany w koszulę i buty. Wyglądało to jak jedna z tych kiczowatych zabaw weselnych i przez chwilę myślałem, że nieznajomy będzie musiał nadmuchiwać balony na czas, czy coś takiego. Nic takiego się jednak nie stało, natomiast kumpel najwidoczniej przyjął rolę głównego przesłuchującego, bo stał najbliżej przybysza z rękoma podpartymi na bokach, jakby był gliną, który robił to już tysiące razy, i coś do niego mówił.

    Podziwianie tego milusińskiego obrazka przerwała mi ciotka kumpla, która mieszkała w osobnej części domu.
    - Przepraszam, pan zna angielski?
    - Znam, ale skąd to pytanie?
    - Bo on tylko po angielsku mówi.
    Wiedziałem już, że moja hipoteza pękła jak zeschnięty patyk, ale teraz moja ciekawość wzniosła się na orbitę. „Skończyło się, kurwa, śmieszkowanie”, pomyślałem, a mózg przeskoczył z trybu „kac” w tryb „detektyw”. To była grubsza sprawa i musiałem dowiedzieć się, co tam tak naprawdę się stało ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Wepchnąłem resztkę kanapki do gardła i wybiegłem na zewnątrz.
    - Co mamy? - spytałem kumpla.
    - Mówi, że nazywa się Jurgen.
    Zerknąłem na przybysza. Już nie był żadnym Matim ani Sebą, któremu dopiero schodziła faza. Teraz to był Jurgen. Jurgen Znikąd.
    - Mówił coś jeszcze?
    - Że go wyrzucili z jakiegoś vana przy drodze. Vana albo busa. I jeszcze, że coś złego spotkało go na Słowacji.
    - Słowacji... - podrapałem się po brodzie i przypomniałem sobie film Hostel.
    - Tylko tyle powiedział.
    - To babcia go pierwsza zobaczyła?
    - Nie, ojciec. Robił coś koło domu i zobaczył jak gość wchodzi na ogród, idzie do skrzynki z cebulą i zaczyna jeść.
    - Surową cebulę?
    - Tak.
    Otworzyłem szerzej oczy i przypomniałem sobie, że kanapek nie tknął.

    Dostawiłem sobie krzesło i przyjrzałem mu się bliżej. Miał twarz podobną do Kevina Bacona albo Williama Fichtnera, wiecie o co mi chodzi. Z tym że jego była wychudzona i pokryta zarostem, no i był obcięty przez fryzjera-przedszkolaka. Cały czas patrzył gdzieś w dół i nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Rzuciło mi się w oczy jak nienaturalnie siedzi. Stopy razem, nadgarstki razem, wyglądał jakby był związany. „Co takiego ci się przytrafiło na tej Słowacji, Jurgenie”, pomyślałem i zagadałem po angielsku:
    - Jurgen, możesz na mnie spojrzeć?
    - Tak - odpowiedział i popatrzył na mnie szeroko otwartymi oczami koloru metaamfetaminy Waltera White’a.
    - Jesteś z Niemiec?
    - Z Austrii - powiedział po niemiecku, ale zaraz powtórzył po angielsku.
    - Można prosić jakąś kartkę i coś do pisania? - zwróciłem się do kogokolwiek, a potem znów do Jurgena - Masz jakieś nazwisko?
    - Neuhauser.
    „Witam, panie Jurgen Neuhauser. Dołącza pan do poczetu znanych mi Austriaków. Zacne grono: Adolf Hitler, Josef Fritzl, Jurgen Neuhauser.”
    Kumpel przyniósł notatnik i długopis, więc teraz wyglądałem, jakbym naprawdę znał się na rzeczy. Sam wrócił do domu szukać człowieka znanego teraz jako Jurgen Neuhauser na facebooku. Już chciałem kontynuować przesłuchanie, ale babcia przyniosła żurek. Jurgen zaglądnął do talerza, wskazał na kiełbasę i pokręcił głową. Bo widzicie, Jurgen był wegetarianinem nawet w obliczu śmierci głodowej. Nie mogę nie szanować tak twardych przekonań.
    Przy okazji wyjaśniło się dlaczego nie tknął kanapek. Były z szynką.

    W międzyczasie wujek kumpla skończył rozmawiać przez telefon i oznajmił wszystkim, że policja jest w drodze. „Kurwa mać”, pomyślałem, „zaczął się wyścig z czasem”.

    Babcia przyniosła kanapki z pomidorem, a ktoś zaproponował przerwę, żeby gość mógł w spokoju zjeść. Nie było mi to na rękę i nie tylko mi, bo widziałem, że kac kumpla też ustąpił miejsca ciekawości. Ktoś podał Jurgenowi szklankę z wodą gazowaną, ale nasz austriacki znajomy stwierdził, że bąbelki są niezdrowe i czy jest woda niegazowana. Prawdę mówiąc, dopiero w tym momencie jego wydziwianie faktycznie zostało uznane jako wydziwianie. Tak czy siak, dostał wodę niegazowaną, ale najpierw musiał jej skosztować wujek na oczach Jurgena. Coś mi przyszło do głowy.
    - Jurgen, ktoś ci dodał narkotyków do wody?
    Pytający wzrok.
    - Mam na myśli, czy piłeś coś ostatnio, po czym czułeś się dziwnie, zemdlałeś?
    - Tak.
    O kurwa.

    Zawsze wydawało mi się, że do takich spraw policja podchodzi na wyjebce i przyjeżdża po godzinie. Otóż nie tym razem. Kiedy Jurgen dropnął tę rewelację na ogród wtoczył się radiowóz. Westchnąłem i stwierdziłem, że skoro bagietmajstry i tak miały przejmować dowodzenie, to ja pójdę do domu również uraczyć się wspaniałą, orzeźwiającą cieczą. Ale gazowaną.

    pokaż spoiler Koniec części pierwszej.


    I wołam chyba zainteresowanych z ostatniego wykopiwa rzeszowskiego:
    @GryziaS @mandrake13 @Sarpens
    pokaż całość

  •  

    Czy szanowych Mirosławów oraz Węgierki również śmieszy jak ktoś ma na #facebook zamiast imienia i nazwiska jakieś: Mar Lena, Domi Nika czy jakieś Na Talia xD z moich obserwacji wynika że każdy #rozowypasek który tak ma zapisane to z mordy patologia xD #logikarozowychpaskow #heheszki #truestory #rozowepaski pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Miasto powiatowe, 40k ludzi.
    Gesslerowa przyjechała na rewolucje. Ludzie od 3 dni stoją koło lokalu, żeby zobaczyc przechodzącą Magdę i próbują podglądać przez zasłony w oknach XD
    Raz okrążyli jej samochód i robili zdjęcia, a profil miasta na fb jeszcze udostępnił z tego filmik, jacy to mieszczanie są kochani dla Gessler XDD
    #truestory #patologiazewsi #janusze pokaż całość

  •  

    Pierwszy raz od kilku lat tak dobrze rozmawiało mi sie z dziewczyna, a ja głupi numeru nie wzialem ( ͡° ʖ̯ ͡°) #japierdole #truestory #gownowpis

  •  

    kiedyś na woodstocku poznałem bardzo sympatyczną parę gejów i ich 5-cio letniego synka. Mieli cudowne poczucie humoru, spali razem w namiocie obok mojego. Pewnego razu chcieli się ruchać i poprosili żebym zabrał Pawełka na spacer - poszliśmy na koncert Behemota, niestety stałem przy barierkach z małym na barkach i dostałem potężną dawkę gazu musztardowego. Broniłbym się, ale po tabletkach z marichuaną miałem zwiotczałe mięśnie. Jak się obudziłem to mały dogorywał na scenie, przybity do krzyża. Nie wiedziałem jak powiedzieć chłopakom więc pobiegłem do Jurka Owsiaka, zapłakany, spanikowany. Od Jurka bił spokój i charyzma, kazał wolontariuszom wstrzyknąć mi heroinę i obiecał, że zajmie się tematem. I zrobił to - załatwił fajnego, ładnego chłopaka z jednego ze szpitali które dotował (rodzicom powiedzieli że zmarł), pięknie umalował i ubrał w śliczną sukienkę a wolontariusze na lektyce zanieśli go jako dar dla moich przyjaciół z namiotu obok. Byli zachwyceni, jeszcze tego samego wieczora taplaliśmy się wszyscy nago w błocie i tradycyjnie pluliśmy na godło i portret Papieża. Wpadł nawet sam Nergal który w ramach przeprosin podarował całe wiadro krokodyla - towaru było tak dużo, że wszystkich częstowaliśmy a i tak wróciłem do domu z dwoma dużymi słoikami

    #truestory #coolstory #takaprawda #takbylo #woodstock #4konserwy
    pokaż całość

  •  

    Mieszkałem w swoim życiu w kilku mieszkaniach, spałem w kilku hotelach, i zawsze mam "jakiś taki dziwny uczuć w sercu" jak się wyprowadzam. Jakoś tak się zżywam z mieszkaniem / pokojem, nawet jeśli spędziłem w nim tylko kilka dni, nawet jak nie podobało mi się tam za bardzo. Ale szczególnie mocno występuje to jeśli to mieszkanie w którym spędziłem parę lat.
    Zawsze, ale to zawsze tak nostalgnę.

    "Spędziłem tu tyle a tyle, za chwilę wyjdę i wiem że już nigdy tu nie wrócę. Zostawiam część siebie".

    #truestory #niewiemjaktootagowac #chcepogadac #feels
    pokaż całość

  •  

    Naucz babcię into internety.
    Zainstaluj jej skype i gg (bo siostra babci z niego korzysta).
    Dodaj ją do kontaktów na skype.
    Dostawaj co 5 minut telefony/wiadomości w stylu:
    -Lesiu czy nie powinnaś już spać, masz na rano?
    -Lesiu czy zmieniłaś te zasłony w pokoju?
    -Lesiu czy dzisiaj jadłaś obiad?
    Bezcenne.
    #truestory #gownowpis

  •  

    Cokolwiek robisz nie warto.

    Wracam mocno zmęczony z pracy. 4 dzień z rzędu nadgodziny i rozbiórka rejonu kolegi który jest na urlopie. Stopy dają o sobie znać bo nowe buty mają cienkie podeszwy i pomimo tego, że są ładne to chodzenie w nich 7h non stop, skakanie po piętrach, robi swoje. Wychodzę z poczty i widzę jak na przystanku ktoś leży, z daleka wydawało mi się że to jakaś kobieta. Podchodzę bliżej widać, że menel.

    Spodnie opuszczone do kolan, obsrany, jajca na wierzchu. Akurat zatrzymało się jakieś auto ,wyszedł koleś sprawdził mu puls. No to dzwonimy razem na 112 (Tzn on dzwoni) i opisuje sytuację. Schyla się do niego powtarzając "czy potrzebuje pan pomocy medycznej" widać, że tak go poinstruowali. "Czy potrzebuje pan pomocy medycznej"? Menel ledwo coś odburknął. " Wie pani on jest mocno pijany nie wiem czy potrzebuje czy nie, leży na chodniku głową w dół dupą do góry. Babka rozłączyła się.Patrze się na typa o co chodzi. "Kazali mi zadzwonić na straż miejską" - Myślałem, że po to jest 112 żeby przełączali się między służbami. Dzwonimy na SM opisujemy jeszcze raz dokładnie gdzie jesteśmy. Czekamy. Koleś mówi czy poczekam na nich bo on się śpieszy. Poczekam. Ucieka mi drugi autobus.

    Czekam, 5,10 min menel zaczyna kontaktować i starać się podnieść. - Niech pan leży, bo sobie pan krzywdę zrobi. Menel dostaje trybu menela wstaje podpierając się o wiatę przystanku i zaczyna drzeć na mnie ryja
    - Zaraz ci zajebie w mięso, to kurwo
    - Zaraz ci zajebie w mięso szmato
    Zaczynana iść lekko w moją stronę, patrze się na niego z pustką w oczach. Po chuj ja tu czekam? Zatrzymuje się inne auto z którego włoają mnie dziewcyzny. Wie Pan co nie warto. Dzwoniłyśmy jakiś czas temu jak widać nikt nie przyjechał. Odjeżdżają. Kalkuluje sobie w głowie że pewnie z 40 min minęło od 1 telefonu. Menel podchodzi bliżej ciągle wyzywając mnie i że mi zajebie. Wkurwiam się i karze mu wypierdalać że SM już jedzie. Menel zbiera swoje torby i przechodzi na drugą stronę jezdni na przystanek autobusowy. SM nadal brak.

    Podjeżdża autobus, menel prawie wpierdala się pod niego, ale kierowca i tak go wpuszcza do środka. Siadam z dala od niego i obserwuje. PRzed przystankiem na Kościuszki menel szarpie za drzwi prawie je rozpierdalając. Wychodzi kierowca drze na niego ryja menel mówi mu żeby otworzył kurwa te drzwi bo go rozpierdoli. - Jak będziemy na przystanku to otworze. Wysiada na Kościuszki.

    Jedziemy już bez menela w okolicach Bolesława Śmiałego jakiś wypadek czy chuj wie co. Stoimi z 10 minut w korku. Nie jestem już nawet wkurwiony, ale żal mi siebie. Godzinę później wchodzę do domu.

    #szczecin #truestory #coolstory #urzedasstory
    pokaż całość

  •  

    W końcu ją odnalazłem - była na pietrze -1 w moim korpo. Zza drzwi dochodziły dźwięki jebiących się tagów i zapach rogali. Wszystko przy akompaniamencie hymnu III Rzeszy i jęków Kinera. Przed drzwiami były porozrzucane opakowania po lekach na autyzm, wiec domyślam się, że moderatorzy też dzisiaj wpadli.

    #heheszki #truestory #takbylo #niebanujcieplox pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    Przeczytalem przed chwila #coolstory jednego mirka o tym jak inny mirek bezinteresownie zrobil mu przysluge. Opowiem swoja:
    Od prawie 2 lat mieszkam w #perth #australia. Od roku powrot do pracy w branzy IT #programista15k. Koncem zeszlego roku widzialem tutaj na mirko post @Tygrys92, ktory podrozowal po Azji i przylatywal w moje okolice. Pytal cos o wymiane waluty czy jakies kwestie wizowe. Mniejsza o to. Lecialem na swieta do domu na kilka tygodni wiec moj kwadrat nie byl wykorzystywany enyłej ;) Obczailem typa na fb - dobrze mu z oczu patrzylo. Zostawilem mu klucze do mieszkania i samochodu u kumpla. Posiedzial u mnie jakos tydzien. Rozmawialismy przez telefon 2x z czego raz dzwonil w Nowy Rok nabzdryngolony gdzies z moim wspollokatorem na miescie. W pozostalym czasie smigal sobie po okolicy rowerkiem lub samochodem z deskami gdzies probowac lapac fale w Oceanie Indyjskim. Byl. Pojechal dalej. Pobawil sie. Nic nie zniszczyl, posprzatal po sobie i ladnie podziekowal. Jak to czytasz ziomek to mam nadzieje ze Ci sie tam dobrze gdzies powodzi w swiecie :)
    Tak o tym pisze bo mi sie przypomnialo i #dobrzeczujeczlowiek.
    Za tydzien znow wylatuje do PL na kilka tygodni. Pewna blogerka podrozniczka z Polski przylatuje kilka dni pozniej tutaj i ponownie zostawiam jej klucze u kumpla. Nie wiem jeszcze na jak dlugo zostanie - to malo wazne - znow mi dobrze ze swiadomoscia, ze moge pomoc drugiemu ludziowi. Ot tak bezinteresownie splacajac karmie to co sam dostalem miedzy innymi kiedy jakies 10 lat temu podrozowalem na stopa po Portugalii. Spedzilem z kolezanka 2 tygodnie u serdecznego 40letniego Manuela - to historia na inny wpis o VW T2 wypelnionym deskami surfingowymi, pomalowanym w kolorowe pacyfy z wypisanym dookola samohodu tekstem Lucy in the Sky with Diamonds i moich pierwszych falach.
    Badzcie dla siebie dobrzy ludzie - karma wraca.
    Milego dnia :)
    #truestory #emigracja #carpedream
    pokaż całość

    •  

      @StefanH: Fakt że poczułeś się źle po tej dyskusji, powinien dać Ci do myślenia. Miłego dnia.

    •  

      @dolOfWK6KN: stary nie wiem kim jestes i jakim cudem czytasz innym w myslach ale to jest naprawde imponujace, ze wiesz jak sie poczulem po dyskusji z Toba. Jeszcze bardziej imponujace jest ze wiesz po co i dlaczego robie to co robie i wiesz to nawet lepiej niz ja sam.
      Zastanawia mnie tylko co powoduje ze chce Ci sie w ogole komentowac ten wpis - domyslam sie ze nie robisz tego bezinteresownie.

    • więcej komentarzy (17)

  •  

    Dzisiaj miałem rozmowę o prace. Rekruter raczej z tych luźnych, parę standardowych pytań typu dlaczego akurat u nas chce pan pracować itd.
    W końcu rzucił pytaniem: jaka jest pana największa wada? Aktywował mi się zmysł śmieszka, i odpowiedziałem że lenistwo ale nie chce mi się o tym rozmawiać XD

    pokaż spoiler Gościu tak prychnął, że aż się opluł xD Chyba mam tę robotę ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #coolstory #truestory #heheszki
    pokaż całość

    •  

      @Soutaiseiriron: Ale po co? Wyjdziesz jak wszyscy wtedy. Ja bym zapewne wstał i wyszedł z rozmowy lub wyjaśnił że na głupie pytania nie odpowiadam. Szczęście w nieszczęściu w mojej branży raczej pytania sa techniczne a szkoda, ciekaw jestem co bym powiedział. Zdesperowany tez nigdy nie byłem więc nie robiłbym wszystkiego dla znalezienia pracy... I ja wiem niby co takie bzdurne pytania mają sprawdzać. Ale prawda jest taka że tego nie robią. Nic nie robią. Są głupie i tyle, HR wydaje się że jest mądrzejszy jak je zada. pokaż całość

      +: wkto, hyck
    •  

      @Soutaiseiriron: dej pozostałe ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    • więcej komentarzy (10)

  •  

    W #pracbaza koledze z biura urodziła się córka.
    Żona wybrała dziecku takie imię, że facet do tej pory nie chce się przyznać, bo podobno aż taki przypał.
    To podobno druga albo trzecia osoba z tym imieniem w Polsce xD
    Gratuluję dogadywania się z żoną.

    #korposwiat #truestory #cotusie

  •  

    Kiedyś, kot mojego różowego nie lubił kosiarki...

    pokaż spoiler Ale potem się wkręcił


    pokaż spoiler XDDDDD


    #truestory nie tak bardzo #coolstory trochę #heheszki na pewno #czarnyhumor

  •  

    "W Polsce 1 pistolet na 100 ludzi ... Polacy uzbrojeni jak Papuasi" - maxkolonko #bron #heheszki #truestory #polska #maxkolonko

    •  

      @onea: ciekawe jak to wygląda w rzeczywistości po uwzględnieniu nielegalnej broni ukrytej po wojnie

    •  

      @Sumienie_Wykopu: pół Polski na pewno ma ponad osiemdziesięcioletnią broń. Każda sztuka jest w idealnym stanie, bo była zakopana w ziemi albo leżała na strychu.

      A tak na serio - pewnie tyle jest tej broni co 70-80 letnich aut a broni sprawnej tyle, ile takich aut jeździ sobie na codzień po ulicach. Szkoda tylko, że te tony broni są też przy okazji bez amunicji, która po takim czasie ma cechy muzealne a nie użytkowe. O ile mechanizm jeszcze jakoś zabezpieczysz, to z pociskiem raczej wiele nie zrobisz, proch dawno spleśniał, spłonki zaśniedziały, koniec pieśni. pokaż całość

  •  

    Przedwczoraj jak byłem w biedrze, to stanąłem w kolejce za chłopem, który na rękach trzymał jamnika. Obrócił się do mnie i gada do jamniora: "patrz jaki duży wujcio" xD
    Piesio mnie przepraszał wzrokiem za swojego pancia. To był chyba jakiś podryw na zwierza czy coś xD
    #heheszki #truestory #takbylo #randki

    źródło: xd.jpg

  •  

    taka sytuacja wczoraj. jechalem z #berlin do #poznan zeby byc na pikniku rodzinnym u syna mojego rozowego, ktory mieszka jeszcze w PL, w malej miejscowosci pod poznaniem. w DE swieto wiec duzo rodakow zjezdzalo do ojczyzny na dluzszy weekend co przyczynilo sie do sporych korkow na autobahnie i sporego opoznienia polskiego busa ktorym akurat jechalem. bedac w poznaniu zasstanawialem sie mocno co dalej. perspektyw bylo kilka. pojechac do rodzicow, przespac sie z godzine i atakowac pierwszy poranny pociag, siedziec na dworcu i przygladac sie patologi lub zagadac z taxiarzem. taxowkarze - pazerne chlopaki. 150 za kurs i ani centa mniej (30km w jedna strone - tam i spowrotem godzina jazdy, nawet nie). wpadlem na pomysl rzucic haslo na mirko
    37 sekund oczekiwania na odzew i oto on. @krokodylek92, moj bohater. z usmiechem, w srodku nocy, tylko i wylacznie za zwrot kasy za paliwo. podjechal na dworzec, zawiozl mnie tam dokad chcialem i jeszcze mial sily po drodze prowadzic ciekawa dyskusje. dzieki wielkie mirku! dzieki Tobie spalem w jednym lozku z rozowym, nie szwedalem sie nigdzie po nocy i bedac nawet odrobine wypoczetym ruszam zaraz na piknik rodzinny. mam nadzieje ze kiedys bede mial szanse sie zrewanzowac
    #takbylo #coolstory #truestory
    pokaż całość

  •  

    Dawno mnie nie było, ale to przez pewne komplikacje w pracy.

    Tl;dr

    pokaż spoiler Chcieli mnie w handlu, ale nie chciałem więc byłem gnojony przez Dyrektora.


    Nadmieńmy, że jestem młodym Mireczkiem, studia jeszcze przede mną, a to że udało mi się tak wkroczyć w dorosłe życie to coś pięknego, ale mogę za to podziękować tylko sobie - no i ojcu, który jak już kiedyś pisałem nieformalnie mnie wydziedziczył.

    Pracuję jako programista, w sumie moje pierwsze doświadczenie w tej pracy poza dorabianiem bez umowy. Zarabiam bardzo dobrze jak na 21 lat, mieszkam sam z Różowym i psem, ale nie o tym.

    Dyrektorowi zaimponowałem znajomością angielskiego, on chce mnie do handlu i to już!

    to dla Ciebie świetny awans

    Świetny awans... Rzeczywiście jako programiście przyda mi się doświadczenie w handlu, którego nie znoszę, jestem typowym piwniczakiem, więc dziękuję.
    Mam czas zastanowić się do dnia następnego.

    Dzień drugi: Still nope.

    Ok, ale marnujesz swoją szansę.

    I wtedy się zaczęło.

    Młody, w księgowości Cię potrzebują - nie, nie zepsuł się skaner, tylko trzeba uporządkować faktury... Już dziewczyny na miejscu mówiły, że nie chcą mnie tylko jakiegoś stażystę czy kogoś, ale dyrektor mnie przysłał - aha, czyli zemsta...

    Tydzień drugi. W transporcie mają problem: uporządkowanie pierdyliarda kartek w segregatorach. - WOJNA.

    Poszedłem do niego i się grzecznie pytam dlaczego mi to robi. Otóż robi to bo właśnie zmarnowałem swoją szansę w tej firmie, jak przewidywał będę całe życie popychadłem.

    PFFF. Tego trochę się bałem, ale telefon do szefa.

    Szefie mam mały problem, ale możemy porozmawiać na miejscu gdzieś na spokojnie?

    Na miejscu mówię jak jest -MMK

    No to Szef mówi: Ty idź do siebie robić to co masz robić, a ja porozmawiam z dyrektorem.

    Nie wiem co mu powiedział, ale firma zatrudniła 3 stażystów, ale nie odwalają czarnej roboty, tylko to po części leży w ich obowiązkach, więc działają tam sobie.
    Dyrektor? A on znów jak mnie widzi to ma Jihad razemz Holocaustem w oczach.
    A ja dążę do zostania programistą 15k.

    Dlatego Mirki i Mirabelki, jak rozpoznacie sytuacje i wiecie że się was gnoi - tu już zależy od szefostwa - to zróbcie coś z tym. Ja się nie dałem, chociaż w sumie to sporo ryzykowałem, mimo wszystko nie żałuję.

    #calaprawdaoit #informatyka #programowanie #truestory
    pokaż całość

    •  

      @KornixPL: Nie wiem jak długo już tam sobie kodzisz, ale we Wrocławiu jest takie zapotrzebowanie na programistów, że nikomu nie śniłoby się takie potraktowanie pracownika. Co więcej - znam przypadek, gdzie źle trafiono z wyborem PMa, ale nie zwolniono go przez rok (choć głąb totalny), bo bano się złej famy na mieście i że nikt nie będzie chciał do nich przyjść.
      W skrócie: szukaj innej firmy i pierdolnij papierami - zobaczysz jak zmiękną rury i nagle podwyżka 50% się znajdzie. A jak nie to po prostu idziesz do innej firmy :) pokaż całość

    •  

      @CatHater tylko że tu gdzie mieszkam i na fakt, że wzięli mnie "na słowo" to nie chce zmieniać. Teraz już siedzę u nas i robię swoje

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Co się dowiedziałem od znajomego co ma pracę na produkcji w swoim mieście to straciłem wiarę w ludzi xD W tej firmie nie płacą za dużo ale kierownik poszedł mu na rękę i chodzi do pracy tylko na nocki bo nikt inny nie chciał i automatycznie ma większą pensje za dodatek nocny. Ktoś od niego z pracy wszedł w posiadanie jego kwitka od wypłaty i zobaczył ile zarabia. Zrobiła się wielka imba czemu ma aż tyle. Delegacja wybrała się do kierownika i powiedziała ze tak dalej być nie może i chcą tą samą pensje co on ale oni nie chcą nocek bo wolą chodzić na rano lub ma zrównać pensje tak aby każdy miał po równo #truestory #pracbaza #logikaniebieskichpaskow pokaż całość

  •  

    Tldr; ktoś włamał się na kompa w pracy, zaszyfrował dane a ktoś z polski zadzwonił w sprawie oferty związanej z bezpieczeństwem.

    Wczoraj ktoś włamał się przez rdp na niestandardowym porcie (ip z rosji) na komputer kasowy w naszej firmie. Rdp był w celu aktualizacji programu kasowego przez zewnętrzną firmę.

    Hasło było słabe jeszcze zanim zacząłem się zajmować siecią. Zostawiłem im wtedy to hasło ale dzięki opatrzności :P przeniosłem bazę danych na inny serwer z raid 5, ustawiłem kopię dzienną na NAS z kopią lustrzaną, a na już na samym NAS ukrytą kopię przyrostową.

    Osoba, która się włamała zainstalowała processhackera i wyłączyła firewall oraz antywirus. Uruchomiła jakiś plik worker.exe z atrybutem -naszego ip. Dodała ransomware do autostartu i zrobiła restart.

    Poszły wszystkie pliki tekstowe i zdjęcia oraz kopia systemu, którą "firma zewnętrzna" ustawiła na dysku lokalnym - straty żadne - w zasadzie do wieczora nikt nie zauważył ataku - dopiero wieczorem zadzwonili do mnie że coś jest nie tak.

    Co ciekawe tego dnia jakaś polska firma dzwoniła 3 razy do różnych pracowników oferując usługi z zakresu bezpieczeństwa. Tak jakby znaleźli wszystkie numery telefonu powiązane z naszym mailem i próbowali po kolei. Jak każdy telemarketer zostali spławieni - facet pożegnał się "to życzę powodzenia"

    Zrobiłem skan z livecd i sunąłem zaszyfrowane pliki. Wirus nawet nie próbował szyfrować udostępnionych udziałów sieciowych, chociaż się na nie skopiował.

    Wyłączyłem wszelkie przekierowania na rdp.

    #truestory #ransomware #siecikomputerowe #bezpieczenstwo #informatyka
    pokaż całość

    •  

      @kutang-klan: nic tam raczej nie było a hasło miało 4 znaki z małych liter - tak jak mówiłem zrobił to producent systemu kasowego - ja miałem im tak to zostawić więc wyniosłem tylko z tego kompa wszystko co cenne - czyli bazy danych w bezpieczne miejsce. System win7 PRO. Teraz miałem pretekst żeby wyłączyć to RDP - i tak zaraz było "a co będzie jak się będą chcieli połączyć itp." Zrobiłbym im VPN ale boję się, że to i tak nic nie da bo włamią się od nich - ta firma ma np. taki tajny program konfiguracyjny zabezpieczony hasłem żeby mogli kasować grube cebuliony za dodanie drukarki do programu czy zmianę ip SQLa itp. - to hasło widać po otwarciu pliku hexeditorem :P Jak przeglądałem ich protokoły uwierzytelniające komunikację API na stronie z serwerem bazodanowym to wystarczy sfałszować datę zapytania i jechać na jednym tokenie wszystko. pokaż całość

    •  

      @p0mian:
      Ja piernicze, co za amatorka, czemu akurat RDP, czemu nie teamviwer? Jeszcze hasło 4 znakowe, chociaz przy rdp to nie ma znaczenia, expolity na to były dawno temu... Sam realizuje naprawy zdalne, ale korzystam z zoho.com, sesja odpala się jednorazowo, jest wywolywana przez klienta, więc bez jego zezwolenia nic się nie ma prawa stać. Połączenie oczywiście szyfrowane. Dawno temu jak się miałem gdzieś łączyć bez nadzoru, a nie miałem kasy na team viewer to puszczałem sesje vnc po tunelu ssh, tzw , tunel zwrotny. Zaleta taka, że wystawiasz na zewnatrz tylko ssh, które jest o wiele bardziej bezpieczne niż rdp, robisz tunel zwrotny dla localhost i później się podpinasz normalnie pod sesje rdp, a wszystko masz ładnie chronione przez ssh. pokaż całość

    • więcej komentarzy (16)

  •  

    #pasta #coolstory #heheszki #magik #truestory

    Wydarzenia te rozegrały się w Katowicach pod koniec 2000 roku. Pamiętam to jak dziś. Miałem wtedy 22 lata i postanowiłem wyprowadzić się od rodziców; tak się składa, że wujek kumpla posiadał wolne mieszkanie na takim jednym blokowisku, także nie musiałem dużo płacić za wynajem. Wiadomo, nie było to jakieś zajebiste mieszkanko, ale pokój z łazienką i kuchnią dla jednej osoby spokojnie wystarczał. Zaraz po wprowadzeniu się postanowiłem zorganizować parapetówę dla moich najlepszych kumpli, dawno już nie chlaliśmy razem, a to była zajebista okazja. Moi kumple to byli w większości raperzy, ale warto wspomnieć, że pojęcie rapera w 2000 roku to całkiem inna bajka niż obecnie. Wtedy raperami zostawali jedynie ludzie wrażliwi na otaczające ich piękno, ludzie z pasją, których teksty miały dużo większe przesłanie niż kazanie księdza z ambony, ludzie odważni, gotowi poświęcić swoje życie, aby poprzez rap zbawiać świat. Także wracając do tematu, udało mi się zgarnąć 9 osób i szczerze mówiąc, trochę obawiałem się, czy wszyscy się u mnie pomieścimy, ale okazało się, że nie ma się czym martwić i mała przestrzeń nie przeszkodziła w rozkręceniu niezłej imprezki. Około godziny 22:30 wszyscy byli już ostro najebani i wtedy to zaczęły się te słynne rozkminy na temat egzystencji człowieka na tym straszliwym świecie. Kumple pierdolili o tym, jak trudno jest zarobić na chleb będąc tylko zwykłym raperem bez wykształcenia, a pracować fizycznie nie chcą, bo te wszystkie choroby kręgosłupa i nóg i na starość będą się męczyć, a chcieliby po przejściu na emeryturę przeprowadzić się nad morze i chodzić codziennie na plażę, aby podziwiać zachody słońca. Potem dwaj bracia Michał i Marcin żalili się, że nikt nie chce kupować ich nowego krążka i że podobno jak w kiblu w krakowskim empiku zabrakło srajtaśmy, to pracownicy wyciągali te papierowe okładki z ich płyt i się nimi podcierali. W tym momencie do rozmowy dołączył trzeci członek ich zespołu, niejaki Piotrek i powiedział: "Kurwa, pierdolca już dostaję, ten naród jest zbyt prymitywny, aby zrozumieć kurwa przekaz naszej muzyki, ludzie tacy jak my urodzili się kurwa o 200 lat za późno. W epoce romantyzmu zrobilibyśmy kurwa cały świat". Do tego dowiedziałem się, że właśnie przedwczoraj rozwiązali ten ich cały zespół i postanowili zapisać się do szkoły policealnej, aby potem pójść na studia i zdobyć wykształcenie. Powiem szczerze, że zrobiło mi się ich żal, bo to byli naprawdę zdeterminowani ludzie z pasją i gdyby żyli w jakimś bardziej cywilizowanym kraju, pewnie odnieśliby sukces. Gadaliśmy już jakiś czas o tej szkole policealnej i nagle jeden kumpel mówi, że ostatnio na korkach z fizy dostał takie zadanie i za chuja nie wie jak zrobić, no to reszta na to: poka nam to zadanko, my je raz-dwa rozkurwimy. Polecenie brzmiało: "Ciało o masie 69kg puszczono swobodnie z wysokości 27m, oblicz czas jego spadania. Za wartość g przyjmij 9,81m/s^2". I w tym momencie rozpoczęła się naukowa dysputa. Jeden ziomek mówi, że to pewnie ze wzoru v=s/t i że mamy drogę, prędkość jest równa 0, także idzie policzyć. Na to drugi, że to jest przecież kurwa ruch jednostajnie przyspieszony, tylko nie da rady policzyć, bo przyspieszenia nie podali w treści zadania. Na to trzeci, że wszystko spoko, tylko co to jest to jebane "g"? Także burza mózgów trwała w najlepsze, mijały kolejne godziny, ale nikt nie mógł wpaść na pomysł jak rozwiązać zadanie. W końcu jeden kumpel Seba mówi: "E, panowie, a może by po prostu zmierzyć czas spadania tego ciała". Na to reszta w śmiech i mówią, że skąd tu kurwa wziąć 27m. Wtedy mnie olśniło i powiedziałem, że przecież jesteśmy na dziewiątym piętrze i że jedna taka kondygnacja ma prawie 3m, to w sumie będzie około 27. Koledzy spojrzeli się na mnie z uznaniem i jeden powiedział: "Kurwa, dobrze pierdoli". Zatem mieliśmy już odpowiednią wysokość, jednak do rozwiązania zadania potrzebowaliśmy jeszcze jakiegoś ciała o masie 69kg. Jako, że nie miałem u siebie w mieszkaniu żadnej wagi, to poszedłem do sąsiada z dołu i pożyczyłem taką wykurwistą wagę elektroniczną, która ważyła z dokładnością do dwóch miejsc po przecinku. No to zaczęliśmy wpierdalać na wagę wszystkie rzeczy z mojego domu: szafki, kanapę, stół, krzesła, ale nie mogliśmy znaleźć przedmiotu o podanej w zadaniu masie. Już mieliśmy się poddawać, gdy nagle taki Maciek wpadł na pomysł, żeby wszyscy się zważyli, to może ktoś będzie miał te 69kg. No to ważymy się wszyscy po kolei, ale zawsze było o te kilka kg za dużo. W końcu na wadze stanął Piotrek Łuszcz, patrzymy na wyświetlacz, a tam 68,78kg. No kurwa, prawie idealnie!!! Jeden kolo przyniósł mu jeszcze piwko i kazał pić, aż waga pokaże 69kg. Jak już wszystko było gotowe, poszliśmy na balkon, aby dokonać pomiaru czasu spadania i tym samym rozwiązać zadanie. Jeden ziomal miał nowoczesny zegarek ze stoperem, także można było zaczynać. Jeszcze przed skokiem, taki Ryszard powiedział, że jeden pomiar nie wystarczy i że Piter będzie musiał skoczyć ze 20 razy, to policzy się średnią arytmetyczną, wszystkie niepewności pomiarowe i błąd względny. No to mówimy mu, że jak już spadnie na chodnik, to ma nigdzie nie spierdalać tylko wrócić do nas na górę i wtedy dokończymy zadanie. No więc rozpoczynamy naszą próbę, Piotrek wchodzi na barierkę, robi typowy narciarski przykuc, a my w tym czasie asekurujemy go z tyłu, żeby się nie spierdolił z powrotem na balkon. Kolega obok daje zielone światło, drugi machnął chorągiewką i w tym momencie Piotr wychodzi z progu, zaczynamy mierzyć czas, nagle słychać uderzenie o beton, zatrzymujemy stoper - wskazało równe 3 sekundy. Na to jeden ziomek mówi, że jak wyszedł taki fajny wynik bez ułamka, to pewnie zadanie jest dobrze i nie trzeba będzie powtarzać prób, więc postanowiliśmy wrócić do środka i kontynuować imprezkę. Balowaliśmy sobie przez całą noc, oczywiście rano wszyscy skacowani, leżą nieprzytomni na podłodze, gdy nagle ktoś zaczyna napierdalać do drzwi. Jako pan tego domu, wstałem, chwiejnym krokiem podszedłem do ów drzwi wejściowych, otworzyłem niespodziewanemu gościowi, a tam funkcjonariusze policji. Natychmiast wjebali się do mieszkania, rozkazali wszystkim wstawać i powiedzieli, że jesteśmy aresztowani. Nie wiedzieliśmy jeszcze o co chodzi, ale policjant powiedział nam, że w nocy ktoś zamordował naszego kolegę Piotra Łuszcza i że jako jego znajomi jesteśmy podejrzani w tej sprawie. Byliśmy w ogromnym szoku. W sumie nie w tak ogromnym, jak wtedy, kiedy dowiedzieliśmy się, że zginął na skutek obrażeń spowodowanych upadkiem z wysokości. Dopiero w tamtym momencie dotarło do nas, że tak naprawdę go zamordowaliśmy. Bojąc się konsekwencji i więzienia, opowiedzieliśmy policji zmyśloną historię o chorobie psychicznej Piotrka, o jego zaburzeniach emocjonalnych, o tym całym WKU i wskazaliśmy przyczynę zgonu jako samobójstwo. Na całe szczęście wszyscy w to uwierzyli i oczyszczono nas z zarzutów.

    Od tego wydarzenia minęło już prawie 17 lat, jednak muszę powiedzieć, że czas nie leczy ran. Nękany ogromnymi wyrzutami sumienia, postanowiłem podzielić się z wami tą historią, aby choć trochę ulżyć swojej duszy. Prawda jest taka, że zabiłem Magika i nic już nie będzie takie samo jak przedtem. Chociaż i tak najgorsze jest to, że do policzenia tego zadania nie była potrzebna żadna jebana masa.
    pokaż całość

  •  

    Spotkałam dzisiaj w sklepie koleżankę. Określenie nie do końca pasujące. Bardziej pasowałoby "osoba, którą niestety znam" lub "wariatka". Alicja chodziła ze mną do gimnazjum i już wtedy uchodziła za dziwoląga. Mieszkała na wsi, jej ojciec był rolnikiem, którego ulubionym zajęciem było konsumowanie taniego wina i zabawa traktorem w Monster Truck. Często z dumą chwaliła nam się w co jej ojciec wjechał poprzedniego dnia. Na szczęście zawsze były to martwe rzeczy (lub takie się stawały po bliskim spotkaniu z traktorem). W gimnazjum zamiast wf-u mieliśmy basen. 2 godziny tygodniowo. Do dzisiaj pamiętam ten moment, kiedy w przebieralni Alicja oznajmiła nam, że ma grzybicę. Stała bez klapek. Wierzcie lub nie, takich wspomnień nie da się wymazać. Jako klasa nigdy jej nie dokuczaliśmy chociaż dawała nam nie mało powodów. Po zakończeniu szkoły cieszyłam się, że więcej nie będę miała z nią do czynienia. Tyle tytułem wstępu.
    Kupowałam ziemniaki i ją zobaczyłam. Uznałam, że najlepszym posunięciem będzie udawanie, że jej nie widzę. Nie zadziałało. Podeszła do mnie z gówniakiem, na oko 6-7 lat.
    Alicja[A]: O Lesiooo kupę lat!
    Ja[J]: O hej, nie zauważyłam cię.
    Spłonę za to w piekle.
    [A]: Dżejsonku przywitaj się z panią.
    cokurwa.jpg
    [J]: Jakie ładne imię.
    No teraz to na bank mam slota w piekle.
    [A]: Właściwie to ma na imię Jakub. Ale mówię Dżejson. Teściowa miała problemy, że niby imię nie polskie.
    Boże błogosław tą kobietę.
    [J]: No to co tam u Ciebie słychać? Synek widzę już duży chłopak, pomagasz mamie w zakupach?
    W rozmowie z dzieckiem zawsze czuje się niezręcznie. Wiecie, dużo osób mówi do dzieci jakby były upośledzone, chociaż ostatecznie to one wychodzą na upośledzone zaczynając swoje "titit ale ja jestem duźy chłopiec".
    [A]: Właśnie wracamy od lekarza. Dżejson ma problemy ze skórą a lekarz sam nie wie co mu jest.
    [J]: Hmm, no niedobrze, nic nie powiedział co podejrzewa?
    I to było najbardziej niepotrzebne pytanie w moim życiu.
    [A]: Coś tam mówił, że uczulenie, że testy ale ja wiem swoje. Chodzimy od lekarza od lekarza i każdy to samo, kłuć, wysyłać na badania. Ja od tygodnia znalazłam sposób na to i dziecka nie muszę faszerować chemią.
    [J]: Hmm.
    [A]: To jest zły urok, ktoś na niego rzucił z zazdrości, pewnie siostra męża. Codziennie daję mu ziółka a potem trzeba sprawdzać czy pot jest słony czy nie.Jak słony to urok.
    [J]: Ale że jak? Chyba pot jest zawsze słony?
    [A]: Ma inny smak, sprawdzam i od tych ziółek już mu lepiej. Pokaż pani ręce.
    Gówniak pokazał ręce, wysypka jak wysypka nic szczególnego.
    Po tym pośpiesznie się pożegnałam. Jedyna refleksja jaka mnie naszła to czy Dżejson (nie Jakub) ma jakiekolwiek szansę na bycie normalnym człowiekiem po tym jak w dzieciństwie jego matka lizała jego pot. Chyba nie.
    #truestory #rodzicielstwo #zalesie i nie wiem pod co jeszcze to wrzucić.
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirki, dzisiaj stało sie coś, co odmieniło moje życie. Po wielu latach kochania sie w mojej nauczycielce postanowiłem jej to powiedzieć. Po lekcjach zostałem z zamiarem zapytania sie czegoś, spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy i powiedziałem to co do niej czuje. Zgadnijcie co się stało (。◕‿‿◕。)

    pokaż spoiler ta pizda zadzwoniła do mojej matki i jej wszystko powiedziala XD ja pierdole, ale wstyd. Wydawała się zawsze taka miła dla mnie ( ͡° ʖ̯ ͡°) w sumie to mitroche smutno

    #oswiadczenie #przegryw #heheszki #truestory

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    pokaż całość

  •  

    o kurwa murki co ja znów to nie wiem xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
    Ojciec wziął jakiś czas temu umowe o internet LTE, no i się już wkurwiam od jakiegoś czasu, że działa jak gówno. Paczam na speed test no i 1mb prędkość, no i się zastanawiam z jakiej to sieci ten net, widzę, że polkomtel, zatem plus. Dzwonie do nich i zaczynam się żalić, że router to gówno, że mają być 40 mb a jest czasem max 10mb, no i typ mi każe się zalogować do routera.
    Zalogowałem się i mówi żebym sprawdził jakiś tam parametr na co ja mówie, że nie ma tego, nagle orientuje się, że w rogu jest logo cyfrowego polsatu i napis cyfrowy polsat LTE, zgnicie wewnętrzne over 9000 myśle jak tu wyjść z tej sytuacji xDD zacząłem udawać, że go nie słyszę i się rozłączyłem xDD.
    Przed chwilą oddzwaniali ale nie odebrałem xDDDDDDDD

    pokaż spoiler dobra dzwonie teraz do tych patałachów z cyfrowego xD


    #truestory #heheszki #komputery
    pokaż całość

    •  

      @snnop93: @pikus88: ja robię przy 70 230-250 w miesiąc i gdzieś od 215-230 przycinają a miałem miesiąc 260 i bez przycinania, nadajnik mam obok siebie także na prędkość nie narzekam :)

    •  

      @snnop93: Ja tam nie narzekam na Internet. Mam w Plusie, wiec to jest to samo. Wieczorem jak sieć jest przeciążona to przełączam na 3G i dalej śmigam z dobrą prędkością ( ͡º ͜ʖ͡º) i lepiej pisać do nich na fejsie, bo szybko odpowiadają.

    • więcej komentarzy (15)

  •  

    Wiecie co? Podczas biesiady w lesie młocińskim zobaczyłam najzajebistszego łysego koksa na świecie. Szedł z dzieciakiem za rękę i papużką na ramieniu w pełnym słońcu, to był jeden z najlepszych widoków w tym roku jak sobie teraz tak pomyślę. Siedzisz w lasku ze znajomymi rozkoszując się kiełbaską a tam łysy koksu z papużkom. Tego się nie spodziewałam. Skąd on miał tom papużke.
    #truestory #warszawa #mlociny #przemyslenia #papuszkaboners #lysypanboners pokaż całość

  •  

    -Macie tu coś dla ateistów?
    -Słucham?- pytam wyrwana od dokładania papierów na półki. Drobne zamyślenie sprawia, że uznaję to pytanie za niedosłyszenie, jakiś dziwny omam słuchowy.
    -Pytam czy macie tu coś dla a teistów na przykład, czy tylko te krzyże dla katolików.- zagaduje po raz kolejny w końcu pojawiając się w moim polu widzenia. Około 45-letni, na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżniający, ale wyraźnie poddenerwowany facet. Przez chwilę zwątpiłam czy na pewno znajduję się w tym samym miejscu pracy, do którego uczęszczam od roku, czyli w sklepie plastyczno-hobbistycznym. Po chwili do mnie dociera, że pewnie przez witrynę zobaczył kartki komunijne i inne "dewocjonalia", które uwydatniłyśmy właśnie przez okres wyrzucania pieniędzy na Ajfona dla Brajanków. Jest po prostu popyt.
    -Ale...wie Pan, że nie jest to katolicki sklep?- pytam nie wierząc zbyt w to co usłyszałam, ani tym bardziej w to, że to wypowiadam. Sama nie wpadłabym zresztą na ideę tego typu sklepu tuż obok sex shopu.
    -Taaa?!- w głosie słychać coraz mocniejsze poirytowanie- A ten krzyż tu przy oknie to niby co to ma być?!
    -No, widzi Pan, kartki z tą tematyką są tu wystawione, ponieważ taki mamy okr...-tu nie skończyłam, bo facet z każdą sekundą, nakręcając się jak typowa feministka na "pierdolony patriarchat", sam sobie dokończył zdanie.
    -...bo taka moda, taaa?!- po czym wyszedł mamrocząc pod nosem swoje zaklęcia o oburzeniu, skandalu, pewnie nawet jakaś kurwa gdzieś tam przemknęła w lamencie. Kiedy mój mózg analizował te pasjonujące 30 sekund wrócił jeszcze, żeby wykrzyknąć przez drzwi, bo przecież trzeba coś dodać:
    -BO JAK MOJA CÓRKA MIAŁA KOMUNIĘ TO NIE MUSIAŁA PATRZEĆ NA TAKIE OBRAZY!!!

    Kurtyna. Do tej pory nie wiem w sumie co się właściwie odjebało.

    #pracbaza w sumie to trochę #gimboateizm #zaslyszanewpracy #takbylo #truestory
    pokaż całość

  •  

    Znalazłem przepis na domową nutellę! Myślę sobie, kieeerwa ale będzie kosior. Miałem namoczyć na 24 h orzechy laskowe żeby je następnie zblendować. Minęło 24 h, ja się biorę za blendowanie, a one.... w skorupkach... no ja pierdole XD kolejne 24 h muszę czekać, moczą się już małe śmiecie bez skorupek, ale dałnem jestem
    #truestory #gotujzwykopem #czystyubaw

  •  

    Przez całe życie pisałem "avaible" zamiast "available" i myślałem że robię to dobrze.
    Mam wrażenie że właśnie zadziałał efekt Mandeli i przeniosłem się z dnia na dzień z świata w którym używało się avaible do świata w którym używa się available.
    #heheszki #mindfuck #angielski #truestory

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #truestory

0:0,1:4,0:3,0:1,0:4,0:0,0:1,0:2,0:2,0:0,0:3,0:1,0:3,0:1,0:2