•  
    mski via iOS

    +10

    Aż dziwne, że jeszcze nikt jeszcze tego nie napisał...
    Zrobił to! Bartek Przedwojewski pobił nowy rekord trasy i zwyciężył w finale cyklu Golden Trail Series.
    Szkoda, że Kilian zszedł z powodu kontuzji, bo byłoby ciekawie... (。◕‿‿◕。)
    #bieganie #ultramaraton #rpa

  •  

    #bieganie #ultra #ultramaraton #biegigorskie #lemkowyna

    Edyta Lewandowska zwyciężczyni ŁUT 70 zdyskwalifikowana.

    Chyba pierwsza w Polsce sytuacja, w której zawodnik (a raczej zawodniczka) i to z pierwszego miejsca, została zdyskwalifikowana ze względu na łamanie regulaminu - wyrzucenie śmieci na trasie.

    W związku z dochodzącymi do nas informacjami nt. zabronionego zachowania Edyty Lewandowskiej,
    zwyciężczyni trasy Łemkowyna Ultra-Trail® 70 (jednocześnie Mistrzostwa Polski w biegu górskim na ultra
    dystansie), zbadaliśmy sytuację i udało się nam ustalić następujący stan faktyczny:
    W dwóch miejscach Edyta wyrzuciła opakowania w obecności kibiców na trasie. Sporne pozostaje jedynie, czy
    poprosiła ich o zabranie śmieci i czy obecne osoby wyraziły na to zgodę – tutaj słowa Edyty oraz świadków są
    sprzeczne.


    Ponadto Edyta wyrzuciła śmieć (opakowanie po żelu) na pobocze drogi na odcinku asfaltowym między Lubatową
    a miejscowością Iwonicz Zdrój. Edyta przyznała, że tak się stało i bardzo za to przeprasza. Fakt ten jest
    potwierdzony przez samą zainteresowaną.


    Regulamin zawodów, w rozdziale pt. ZASADY RYWALIZACJI wyraźnie mówi:
    „Obowiązuje bezwzględny zakaz śmiecenia, niszczenia roślinności oraz innych działań niosących szkodę
    przyrodzie. Niestosowanie się do któregokolwiek z punktów Regulaminu może grozić dyskwalifikacją uczestnika.”


    Edyta zachowała się więc w sposób niezgodny z regulaminem, a dodatkowo głęboko sprzeczny z duchem biegów
    górskich i promowaną przez nas dbałością o środowisko naturalne. Śmiecenie podczas zawodów, w każdej
    postaci, na każdym poziomie zaawansowania, jest tak samo niedopuszczalne i w naszym odczuciu musi spotkać
    się z bardzo poważnymi konsekwencjami.


    W związku z powyższym postanowiliśmy zdyskwalifikować Edytę i tym samym zmienić klasyfikację kobiet na
    trasie Łemkowyna Ultra-Trail® 70, będącej jednocześnie Mistrzostwami Polski, przesuwając wszystkie
    zawodniczki o jedną pozycję do góry. Zmiana ta zostanie uwzględniona w oficjalnych wynikach, które
    opublikujemy w czwartek 18 października 2018


    źródło:
    www.ultralemkowyna.pl/images/aktualnosci/oswiadczenie.pdf
    pokaż całość

    •  

      @PurpleHaze @wunder_waffel @buszmen007 @pilot1123 Odpowiedź Edyty na FB:
      "W odpowiedzi na oświadczenie organizatora Łemkowyna Ultra Trail i zawartej w nim decyzji odnośnie dyskwalifikacji i odebrania mi złotego Medalu Mistrzostw Polski w ultradystansowym biegu górskim,oświadczam,że
      nie zgadzam się z powyższą decyzją z następujących powodów:

      1.Przyznałam się do rzucenia opakowania po żelu w niedozwolonym miejscu. Przeprosiłam za swoje zachowanie. Jako formę zadośćuczynienia zaproponowałam medialną akcję sprzątania szlaku, po którym przebiegała trasa biegu.
      2.W ferworze walki popełniłam błąd. Wszystkie moje siły skierowane były na walkę o najwyższe sportowe cele. Nie zrobiłam tego z premedytacją-zmęczenie,walka i stres spowodował,że tak się stało, niestety...
      3.Zaistniała sytuacja nie miała wpływu na osiągnięty wynik na mecie.
      Wielokrotnie podczas różnych startów, również rangi mistrzostw świata, byłam świadkiem nieregulaminowych incydentów z udziałem supportu czy samych rywalizujących między sobą zawodników. Nigdy nie zgłaszałam protestu ufając, że tak czy inaczej na mecie wygra lepszy.
      Dziś z powodu mojego zmęczenia i roztargnienia podczas morderczej walki na trasie odbiera mi się wywalczony tytuł zwycięzcy i dokonuje dyskwalifikacji.

      Z powyższych powodów uważam, że decyzja organizatora jest zbyt dotkliwa w stosunku do stawianych mi zarzutów.
      Zaproponowałam zadośćuczynienie.
      Nie wyparłam się pomimo, iż nie zgłoszono oficjalnego protestu.
      Uważam,że dyskwalifikacja jest zbyt wysoką karą tak za popełnione przewinienie jak też za poświęcone zdrowie,przygotowania i wysiłek podczas samych zawodów.
      Nie dano mi również możliwości odwołania się od powyższej decyzji, co jest paradoksalnie niezgodne z duchem zdrowej rywalizacji sportowej i duchem fair play.
      Cóż, regulamin zawodów nie pozwala na odwołanie się zawodnika.
      Uważam, że to wielki błąd.
      To oświadczenie jest moim komentarzem do zaistniałego zdarzenia.
      Pozdrawiam wszystkich, którzy mnie wspierają i stoją przy mnie w tym trudnym momencie.
      Mam nadzieję, że sport który kocham nad życie nie zmierza w złym kierunku."
      pokaż całość

    •  

      @PurpleHaze: @pilot1123: Na biegach górskich to i tak jest kultura. Kolarze górscy to dopiero robią bydło, u mnie przez las przebiega Lang Skandia, na odcinku ~700m zebrałem kilkadziesiąt torebek po żelach.

      Ale IMO słusznie, powinni ścigać za takie rzeczy; pytanie czy dsq jest dobrym krokiem (ale może i jest). Może to zwróci uwagę reszty środowiska. Nb. w styczniu jechałem w Bieszczadach na stopa z jakimiś leśnikami z BdPN czy coś, całe 5-10 minut, ale jakie hurr durr na biegaczy odchodziło, to szkoda gadać. pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Dalszy ciąg dłuższych opowieści spod znaku "ultra". Tym razem nie piszę ja, tylko moja Żona.

    Krótka historia o tym, jak wybrała się na Bałtyk-Bieszczady Tour i zakończyła rywalizację tak, że na mecie było przed nią tylko dwóch facetów.

    Link

    #rower #szosa #kolarstwo #ultramaraton #bbt pokaż całość

  •  

    Jesień to w sumie dobry czas na to, żeby trochę mniej pojeździć, a za to nadrobić zaległości w pisaniu. Idę wstecz, czyli zaczynam od ostatniego - Maratonu Północ-Południe.

    Link

    pokaż spoiler Uprzedzam, czytania, tradycyjnie, jest dużo.

    #ultramaraton #rower #szosa
    pokaż całość

    •  

      @dymel: Rok temu napisałem tak: "Jadę tędy po raz kolejny i po raz kolejny mam wrażenie, że tę część Polski bogowie utworzyli tylko po to, by irytować rowerzystów. Na końcówce MRDP myślałem, że przez to oszaleję, teraz uparcie zastanawiałem się, czy na pewno to, że wtedy nie oszalałem, było dobrym wyborem. W kółko krótkie podjazdy i zjazdy, z których nic nie wynika. Nieustanne wrażenie, że praktycznie cały czas jedzie się pod górę, bo zjazdy były praktycznie niezauważalne.". pokaż całość

      +: dymel
    •  

      @hipek99: w sumie może dlatego lubię tam co jakiś czas pojechać, średnia niska mimo dobrej pogody a wymęczony jestem jakbym 2x więcej przejechał (ʘ‿ʘ)

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Piotr Kuryło na mecie "spartathlonu". Prestiżowy ultra maraton z Aten do Sparty (246km) Wygrał wielki Scoot Jurek ale Piotr był tuż za nim. #bieganie #historiajednejfotografii #sport #ultramaraton

  •  

    Druga część zlotu rodziny Słowian. Serdecznie zapraszam do oglądania.

    #jsm #sanjaya #nysa #jasnastronamocy #ultramaraton

    źródło: youtu.be

  •  

    440319 - 1031 = 440319

    tl;dr

    pokaż spoiler zrobiłem na rowerze 1031km w 49 godzin biorąc udział w ultramaratonie Bałtyk Bieszczady Tour 2018


    Ultramaraton Bałtyk Bieszczady Tour 2018, był ostatnim punktem planu na ten rok. A plan był dosyć prosty. Zrobić kwalifikację do BBT, wziąć w nim udział i ukończyć, łamiąc w ten sposób barierę 1000km na rowerze. Udało się wszystko w 100%. Już na maratonie "Piękny Wschód" udało się zrobić kwalifikację w kategorii solo. "Pierścień Tysiąca Jezior", uznawany za najtrudniejszy z tych które zaliczyłem, przejechałem żeby przetestować sprzęt i organizm. Teraz przyszedł czas na prawdziwy dystans ultra i coś mi zupełnie nieznanego.

    W tym roku wprowadzona została możliwość startu w piątek wieczorem. Jak dla mnie idealnie, bo lubię jeździć kiedy inni śpią, więc zarejestrowałem się do tej grupy. Wszystko byłoby spoko, gdybym inaczej zaplanował przyjazd do Świnoujścia. Ja wybrałem pociąg jadący w piątek rano i musiałem wstać niewiele po godzinie piątej, żeby na niego zdążyć. Liczyłem na to, że w pociągu prześpię większą część podróży i mimo wczesnej pobudki, będę dobrze wypoczęty. Ale nie udało się. Emocje w głowie mocno narastały i nawet na minutę nie zmrużyłem oka. Czas od przyjazdu do Świnoujścia do startu ciągnął się niemiłosiernie. Zarejestrowałem się, wziąłem udział w odprawie i przygotowałem do startu rower. Później odbyła się runda honorowa po mieście i został czas wolny. Dużo czasu, bo start miałem zaplanowany na 22:45 w niemal ostatniej grupie startowej. Około pięć godzin nie za bardzo miałem co z sobą zrobić. Z wielkim plecakiem kręciłem się trochę po mieście, zjadłem obiad i zrobiłem zakupy, a później udałem się na miejsce startu. Zmęczenie kumulowało się. Wiedziałem, że przyniesie to swoje negatywne konsekwencje w trakcie jazdy, tylko nic nie mogłem na to poradzić. W końcu doczekałem się. Syreną z promu, właściwie to bez niej, bo była już cisza nocna, zostaliśmy wypuszczeni na trasę.

    Nastawienie miałem jak zawsze bojowe. W planach czas przejazdu krótszy niż 48 godzin z marzeniem o okolicach godzin 40. Zaraz po starcie fiksuję się na stałe obciążenie i jadę swoje. Po kilkunastu minutach chłopaki z mojej grupy zostają gdzieś daleko za plecami. Jedzie się fajnie, jest ciepła noc, księżyc w pełni, asfalty są gładkie, bo trasa prowadzi głównie drogami krajowymi. PK1 (78km) i PK2 (130km) załatwiam szybko, wykonując standardową procedurę uzupełniania bidonów oraz zabierając przekąski i banany w kieszenie. Niebo powoli jaśnieje, jest dosyć mocno zachmurzone i w okolicach Drawska nawet na chwilę pojawiają się niegroźne opady deszczu. W Pile na PK3 jestem o świcie. Do jedzenia jest makaron, więc konsumuję, bo już ponad 230km w nogach na przekąskach. Ruszam dalej. Cały czas doganiam i wyprzedzam kolejnych zawodników, było ich już naprawdę wielu. Przede mną wystartowało prawie dwustu, więc jest kogo dochodzić. Czasami z kimś zagadam parę chwil, innych wyprzedzam tylko pozdrawiając. Kilometry lecą szybko.

    W Nakle na PK4 (290km) oferują dwudaniowy obiad i daję się złapać w pułapkę, bo kolejny punkt to DPK i też ma serwować ciepły posiłek o czym przypomina mi kolega Marcin. Żeby nie tracić za dużo czasu, zjadam tylko zupę którą już wziąłem, a nie chciałem wyrzucać jedzenia. Kiedy ja zbieram się do wyjścia, na punkt dojeżdżają chłopaki z Łowicza. Wymieniamy kilka zdań, z Bogumiłem robimy selfie i znikam. W prawej nodze zaczyna się odzywać ścięgno Achillesa. Delikatnie daje znać, że jest mu ciężko. Rower też zaczął piszczeć, jakby z napędu. Niestety nie mam żadnego smaru, żeby coś zaradzić, trzeba będzie szukać pomocy u innych maratończyków. Pomoc znajduję wjeździe na PK5 (340km) w Solcu Kujawskim. Stoi tu samochód techniczny Bartka, więc podbijam do nich. Kilka minut później łańcuch jest nasmarowany, a ja udaję się na bufet. Zjadam przepyszny makaron i dokupuję colę. Zestaw idealny, stawiający na nogi. Robię dodatkową chwilę odpoczynku na kawę i ciastka. Na wyjściu z PK, ostatni raz mijam się z chłopakami z Łowicza. Po raz kolejny wymieniamy uprzejmości.
    Teraz trasa prowadzi drogą krajową, gdzieś brzegiem Torunia i jedzie się bardzo słabo. Na trasie ruch samochodowy robi się uciążliwy. Do tego światła, jakieś roboty drogowe. O dziwo kierowcy są tolerancyjni, nie trąbią i nie spychają na pobocze. Docieram do PK6 (400km) gdzie oferują zestawy śniadaniowe, naleśniki lub jajecznicę. Oczywiście nie odmawiam sobie jedzenia i wybieram zestaw nr 2. Spotykam znajome twarze z poprzednich maratonów, Macieja i Marcina. Coś tam sobie śmieszkujemy przy jedzeniu, ale już “moment” później siedzimy na rowerach, bo czas jednak się nie zatrzymuje. Marcinowi wystartowanie z PK zajęło trochę więcej czasu i go nie widzę. Maćka po kilku kilometrach dopada bomba i zostaje gdzieś za plecami, ledwo się tocząc. Niewiele lepiej dzieje się u mnie. W jednej chwili odcina mi prąd i łapie mnie senność. Powieki opadają, ja się bujam na rowerze prawie stojąc w miescu. Sytuacja jest ciężka i niebezpieczna. Próbuję się rozbudzić i zmotywować, ale nic nie działa. Mijam znak, że za 4km będzie stacja paliw i jakoś to mnie motywuje do mocniejszej pracy. Wpadam na Orlen i kupuję dwa RedBulle. Jednego od razu wypijam, to musi mnie obudzić. Drugiego biorę w drogę, bo może jednak ten pierwszy nie obudzi, ale obudził. Wracam do gry. Wracam do normalnej jazdy.

    Na PK7 (483km) w Gąbinie zatrzymuję się tylko na kilka minut. Słodzę sobie życie pysznymi wafelkami z kajmakiem i uciekam do Łowicza. Tu jest DPK (525km), ma przyjechać Eliza i mam w planie zdrzemnąć się przed nocną jazdą. W bramie wita mnie para młodych ludzi w tradycyjnych łowickich strojach i sam burmistrz. Za chwilę pojawia się Łukasz, który otacza mnie opieką. Czuję się jak w domu. Jest bardzo miło. Kilka chwil później, zgodnie z zapowiedzią, przyjeżdża Eliza i dzieciaki. Jest jeszcze bardziej miło. Można by nawet wpaść na pomysł, żeby może przerwać ten męczący festiwal pedałowania, ale to nie ja. Cel jest jasny, meta. Wyganiam rodzinę do domu, a sam udaję się na półgodzinną drzemkę. Po przebudzeniu widzę, że jest świeżość. Przebieram się i ruszam w drogę. Jest sobotnia noc. Mijam kolejne domy weselne i kręcących się w ich obrębie weselników. Słychać muzykę i hałas zabawy. Droga zaczyna się fałdować, górek jest coraz więcej i są coraz dłuższe. Docieram do Nowego Miasta i w ciemnym parku znajduję PK9 (610km). Tu też jest możliwość spania. Po chwili zastanowienia, podejmuje decyzję, że skorzystam z tej okazji. Ustawiam budzik na 15 minut i kładę się. Wstaję pół godziny później, nie usłyszałem dzwonka. Trudno, dobrze że nie wstałem o świcie. Ruszam w dalszą drogę. Mam przed sobą jakiegoś zawodnika, który całkiem żwawo jedzie, więc trzymam się za nim w regulaminowej odległości. Długo to "holowanie" nie trwa, bo zjeżdża on na przystanek, a ja zostaję sam. Staram się trzymać dobre tempo, chociaż diametralnie zmienia się jakość nawierzchni i teraz pozostawia wiele do życzenia. Trzeba mocno uważać, żeby w ciemnościach nie wjechać w jakąś dziurę czy potłuczone szkła. Tak właściwie, to całą noc trzeba mocno uważać, bo na drodze jest sporo rozjechanych jeży i innych zwierząt, przez które można się rozbić. Kilkanaście kilometrów przed Starachowicami łapie mnie deszcz. Na tyle mocny, że zakładam lekką kurtkę. Nie trwa on długo i muszę się z powrotem rozbierać, ale teraz już bez zatrzymania. W momencie kiedy słońce znajduje kilka szpar między chmurami i pokazuje się na chwilę pomarańczową tarczą, docieram na PK10 (700km) Starachowice. Tu w końcu są wydawane obiady w porcjach odpowiednich do wysiłku jaki podejmujemy. Nie daję rady zjeść całego drugiego dania, jestem full.

    Od tego miejsca płasko będzie coraz rzadziej, czas więc przygotować się na góry. Odchudzam rower ile się da. Demontuję lemondkę, większość rzeczy z torby zostawiam na przepaku. Zabieram bezpieczne minimum rzeczy i ruszam w dalszą drogę, przez Góry Świętokrzyskie. Zaczynają się strome podjazdy i zjazdy okraszone pięknymi widokami. I zaczyna też padać deszcz, który jak się później okaże, będzie mi towarzyszył do samej mety. Ubieram się w normalną kurtkę przeciwdeszczową. Na PK11 (755km) Opatów deszcz leje mocno. Ciężko podpisać się na liście, kiedy woda się ze mnie leje. Zjadam ciepły żurek, bo ciepło się przyda i wracam na trasę. W wyjściu spotkam Michała z grupą innych zawodników. Startował w sobotę rano i już mnie dogonił. Witam się i ruszam. Teraz mam motywację, żeby zasuwać i nie dać się szybko złapać. Góry zmieniają się pagórki. Wiatr mocno pcha i jedzie się bardzo szybko. Niektóre podjazdy udaje się zrobić z prędkością powyżej 40km/h. Przejeżdżam most na Wiśle i mijam bokiem Tarnów. Michał z chłopakami doganiają mnie kilka kilometrów przed PK12 (814km) Majdan Królewski, do którego dojeżdżamy razem. Tu prowadzą obsługę osoby rowerowe, więc jest profesjonalnie. Zupka, ciasto, batony własnej roboty, banany. Wszystko przemyślane i bardzo miło. Chłopaki zbierają się, a ja kilka minut po nich. Za Kolbuszową zjeżdżam z trasy nr 9 i tu już jest fajny, niewielki ruch samochodowy. Przed PK13 (860km) Sędziszów wyprzedzają mnie zwycięzcy i rekordziści tej edycji BBT, Bogdan i Kosma. Punkt jest tylko namiotem, więc szybko podpisuję listę, biorę jakieś jedzenie i jadę dalej. Na chwilę robi się jakby bardziej sucho. Nie żeby przestało padać, ale jest tylko mżawka. Na tym odcinku pojawia się podjazd w Bystrzycy, który wg mojej oceny, był najtrudniejszym na całej trasie. Wspinam się z prędkością nie większą niż 10km/h przez jakieś 15 minut. Dalsza droga do PK14 (907) jest górzysta, ale nie jakoś ciężko. Wystarcza to jednak, żeby ścięgno Achillesa, które boli mnie od okolic trzysetnego kilometra, zaczęło protestować przeciwko dalszemu zmuszaniu go do pracy. Teraz coraz częściej mocniejsze depnięcie w korbę prawą nogą, kończy się przeszywającym bólem. Na domiar złego, zaczyna robić się chłodno. Czyli mamy już mokro, chłodno, kontuzję i ponad 100km do mety. W punkcie kontrolnym w Brzozowie, do którego mają niezwykły sentyment zawodnicy którzy już wcześniej jechali BBT, zjadam kolejny żurek. Piję herbatkę żeby się trochę rozgrzać. Zjadam kilka kawałków ciasta. Na punkcie, opatulony w kocu, siedzi zawodnik z grupy Michała. Jechał on dosyć cienko ubrany i już w momencie kiedy mnie wyprzedzali, zastanawiałem się, co on taki gorący. Żeby dojechać do mety, pod ubraniami owija się folią NRC i wyrusza w drogę. Pomyślałem, że czemu by też nie owinąć sobie nóg, będzie cieplej. Niestety tak się nie da, już po kilku minutach, muszę wywalić folię, bo nogi się gotują i spada moc. Wcześniej, w samym Brzozowie, coś dzieje się z napędem. Blokuje się przerzutka, nie mogę zmieniać biegów. Oglądam na szybko o co chodzi i wygląda to tak, jakby pękła linka. Myślę sobie, pal licho, mam dwa biegi z przodu, jakoś dojadę. Kilkanaście metrów dalej, na zjeździe, blokuje mi się tylne koło i korba. Szczęśliwie udaje mi się zatrzymać bez wywrotki. Trochę załamany próbuję ustalić co się popsuło. Szarpię korba w tył i przód. Coś przeskakuje. Koło kręci się z powrotem, a biegi chodzą jak należy. Nie analizuję co tam się wyprawia, wsiadam i gonię za Marcinem, który ma plan wyrobić się w 48 godzin. Ostro zasuwam, nie bacząc na ból Achillesa, deszcz i zmęczenie. Cisnę ile sił, ale nie mogę go dojść. Na zjazdach prędkości dochodzą do 65km/h. Trzeba być uważnym, bo jest mokro i duży ruch samochodowy. Tu kierowcy nie mają litości i spychają na wąskie pobocze. Wyprzedzam innych zawodników, ale Marcina nie widać. Za Sanokiem jest sporo mocnych podjazdów, przez co kilometry do Ustrzyk Dolnych ubywają strasznie wolno. Tracę nadzieję na wyrobienie się w dwie doby. Trzeba zaliczyć jeszcze PK15 i długi podjazd na metę. Trochę spada mi tempo. Do tego wypadają mi okulary na poboczu, które musiałem zdjąć, bo w półmroku nic nie widać przez zachlapane wodą szkiełka i muszę po nie zawrócić. Wyprzedza mnie Agata Wójcikiewicz, którą chwilę wcześniej wyprzedzałem ja. Szukam w sobie ostatnich iskier i udaje się zmotywować ciało do mocniejszej pracy.

    Dojeżdżam Ustrzyk i mijam Marcina, który złapał kapcia kilkaset metrów przed PK15 (955km) Ustrzyki. Tu oczekuje mnie Eliza, która przyjechała w Bieszczady jako mój transport powrotny do domu. Miałem zamiar tylko szybko coś zjeść i jechać dalej, ale jestem mocno zmęczony i zziębnięty. W łazienkach są suszarki do rąk, których używam do wysuszenia rękawiczek i bluzy. Schodzi mi trochę czasu, ale jaka to przyjemność mieć chociaż przez chwilę suche ręce. Wyruszam na ostatnie 45km, ponoć dosyć trudnego podjazdu, jak mówili inni, bardziej doświadczeni zawodnicy. Jadę "lewą noga", bo prawej już wolę nie używać, żeby nie zadawać sobie bólu. Droga wznosi się i opada. Ja nieśpiesznie sobie podróżuję. Wyprzedza mnie kilku zawodników. Ja jadę i czekam na te mocne podjazdy o których słyszałem. Nic wielkiego się nie dzieje i nagle przy drodze widzę flagę "Meta 4km". No to myślę sobie, pewnie teraz się zacznie ten podjazd. Kolejne mety mijają, ale nic spektakularnego się nie następuje. Dojeżdżam do flagi "Meta 1km". Hola! Nie patrząc na ból, cisnę dużo ile wlezie. Nie znam takiego kilometra, którego bym nie podjechał, nawet z bólem Achillesa, więc nie boję się że zabraknie prądu. Ale żadnego mocnego podjazdu już nie ma, a z zza zakrętu widzę rozświetloną metę. W sumie jestem zaskoczony, że ostatnie 45km było tak łatwe, ale cieszę się, że to już koniec.

    Wita mnie dzwon i brawa pod Caryńską. Odpowiadam głębokim ukłonem, to witają mnie ludzie, którzy byli prekursorami BBT. Dziś już wiem jaki to wysiłek. Teraz rozumiem jakie to ciężkie wyzwanie. Szacunek dla tych Panów, oni zrobili to po wielokroć.

    Ile to szczęścia osiągnąć metę. Schodzi z człowieka cały ten stres czy się uda. Czy nagle nie opuszczą cię wszystkie siły i ochota. Można się poddać, bo argumentów nie brakuje, tym bardziej na górzystej końcówce i rozpoczynając trzecią noc w siodełku. Mój umysł nie potrafi przyjąć do świadomości czego właśnie dokonałem. 1031km. Cała Polska. Dwa dni. Przez ostatnich 65 godzin spałem jedną. Nie potrafię w to uwierzyć. Przez całą drogę bez chwili zawahania, bez chwili wątpliwości w swoje możliwości. Zrobiłem coś niewyobrażalnego. Co chwilę w rozmowie z chłopakami z mety czy z Elizą, łapię się że przez ostatnie 48 godzin byłem wszędzie i tylko na rowerze. I jeszcze to uczucie, że już zrobiłem wszystko, że od teraz nic nie muszę, bo jakaś wewnętrzna potrzeba została zaspokojona. Nie ma planu na 2000km, 5000km. To już koniec. Mogę iść spać, spokojnie spać, ale najpierw jeszcze piwo z Marcinem.

    #rower #kolarstwo #ultramaraton #bbt #klubludzipozytywniezakreconych
    #100km #200km #300km #400km #500km #600km #700km #800km #900km #1000km

    W tym tygodniu to już 0km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    Pewnie wszyscy wiedzą, że jutro startuje #bbt2018, ale tylko przypominam. Tracking jest dostępny na stronie bbt.

    ps. ja też jadę, nr 53 (ʘ‿ʘ)

    #rower #ultramaraton #bbt #swinoujscie #ustrzyki #kolarstwo

  •  

    #bieganie #ultramaraton #biegigorskie #dfbg #suunto

    W nawiazaniu do mojego poprzedniego wpisu, tak niegrzecznie spytam:
    - a co szanowni Panstwo robili przez ostatnie 19 godzin z hakiem? (✌ ゚ ∀ ゚)☞

    Super trail 130km z Ladka-z
    Zdroj do Kudowy-Zdroj, w ramach dfbg.

    Mialem medal wrzucic ale medali nie ma, firma nie dowiozla organizatorom hrhrh

    Cenzura w ramach walki ze stalkingiem, bo czesciowe wyniki juz sa, a i na movescount swego czasu ktos grzebal :P
    pokaż całość

  •  

    #rower #gravel #bikepacking
    Ukończyłem rowerowy #ultramaraton Wisła 1200. Pewnie jakieś podsumowanie by się przydało.
    1139km w 113h 3m (4d:17h:3m)

    Dzień 1
    204,5km
    czas brutto: 12:21
    czas netto: 10:52
    Start 6 lipca o 8:00. Już przed startem widziałem, że nie jest źle ze mną choć ostatnio mało jeździłem. Start spod schroniska w Przysłopie a żeby dam dojechać to trochę podjazdu trzeba zrobić i czułem się tam nieźle. Przed startem szybka odprawa i polecieliśmy. Starałem się trzymać czołowej grupy ale po godzinie odpadłem kiedy chciałem podnieść jakieś zawiniątko, które wypadło komuś ale grupy nie dogoniłem bo mieliśmy przejście przez tory i akurat jechał pociąg. Na słynnym jeziorze Goczałkowickim byłem jeszcze w czubie ale co tam się działo.. Trawy po pachy przez kilkanaście km. Kląłem pod nosam przy każdej nierówności - średnia tam to 11km/h, typow MTB. Pierwsze myśli o rezygnacji. Potem długo sam lub kilkuminutowe jazdy z kimś. Ogólnie wymęczony byłem początkowym sprintem, trochę mało piłem i jadłem, skwar okrutny i klasyczna bomba. Do końca dnia jechałem "na oparach" Przed Krakowem złapała mnie burza która "goniła" mnie od kilku godzin. W Krakowie straciłem mnóstwo czasu na szukanie pizzerii aż odpuściłem i noclegu zacząłem szukać za Krakowem. Tam spotkałem księdza, u którego przespałem się w altance (miałem ze sobą materac i śpiwór). Poczęstował mnie herbatą i mogłem wziąć prysznic. Spać poszedłem o 22:30.

    Dzień 2
    268km
    czas brutto:15:00
    czas netto: 12:33
    Pobudka o 4 ale przez noc może spałem 2h. Jakoś nie dałem rady wypocząć. Ciężko się zbierałem do jazdy, ciuchy jakoś mokre od porannej wilgoci. I tu największy błąd tego wyścigu - nie posmarowałem tyłka sudokremem. Odparzenia miałem już do końca wyścigu. No i tak ruszyłem konkretnie o 5. Trasa po wałach i w ogromnej większości całego dnia po asfalcie. W sporej części po tzw WTR. Śniadanie gdzieś we wsi o 7. Po braku w kaloriach z poprzedniego dnia wiedziałem, że muszę jeść więcej. No to na śniadanie zjadłem całą paczkę parówek, mnóstwo wody, zapasy na drogę - banany, żelki, batony. Już wcześnie rano czuję, że wewnętrzne strony dłoni bolą niemiłosiernie po tylu godzinach spędzonych na rowerze a o bólu tyłka nawet nie wspominam. Co 5 min muszę wstawać na korby bo nie jestem w stanie jechać. Później ok. 11 za Szczucinem też przystanek w barze na stacji paliw - micha rosołu, pierogi i piwo bezalkoholowe. Morale poszybowały mocno w górę. Od godziny 14 jechałem z jednym z zawodników - Robertem, z którym okaże się, że będziemy jechać razem przez dłuższy czas. W Sandomierzu meldujemy ok 15:30 i szybko na stację coś zjeść. Postój nie za długi i za Sandomierzem "atrakcja" Mamy wnieść rowery pod Górę Pieprzową Jakieś 70m w górę. Po raz kolejny przeklinam organizatora. Dalej coś co sprawiało mi niezłą frajdę - pagórki. Okolice Słupi Nadbrzeżnej. Kilka podjazdów i zjazdy. Dojeżdżamy do Solca nad Wisłą - szybkie zakupy na kolację, śniadanie i drogę na następny dzień. W Solcu Robert załatwił kwaterę i śpimy jak królowie. 22:30 już w łóżku

    Dzień 3
    237,7km
    czas brutto:16:45
    czas netto: 14:18
    Klasycznie pobudka o 4, konkretne śniadanie i o 5 już jedziemy. Początek ciężko. Mówię Robertowi niech jedzie sam bo nie ma sensu żebym spowalniał. Jakoś kilka godzin jednak jedziemy razem. Początek trasy to jakieś łąki, jakieś wały, płyty. Nic przyjemnego. Do Dęblina bez przystanku, swoim tempem. W końcu wiem, że szybka jazda spowoduje tylko niepotrzebne ujechanie się. Po jakimś czasie mały przystanek w sklepie we wsi. Klasycznie paczka parówek. Dalej trasa leciała przez drogę techniczną przy wale - betonowe płyty z wielkimi otworami. Przez kilkadziesiąt kilometrów. Rower skakał, ja na nim, Dostawałem po tyłku, po nadgarstkach, ramionach i jeszcze upał. Niezliczone ilości przekleństw... Znowu chciałem zrezygnować i odpuści ale jadąc jeszcze z Robertem mówił o barze przed Wilgą. Tam dojeżdżamy i razem jemy. Pierogi, chłodnik, piwo, toaleta (nawet nie wiecie ile daje spokojne posiedzenie na kibelku). Posmarowałem łańcuch i już nie świszczy.
    Robert zostaje odpocząć a ja lecę dalej bo wiem, że Warszawa tuż tuż a żona czeka ;) Do mostu w Górze Kalwarii super gravele, potem odcinek singlowy pod MTB, który już objechałem 2 tyg wcześniej. I tak dojeżdżam na Plażę Romantyczną w Warszawie i już żona z przyjaciółmi czekają i dopingują. Nawet banery zrobili ;) Szybko lecimy do Maka bo potrzebowałem czegoś ciepłego co ma dużo kalorii. Zestaw + 3 cheesburgery dają mocy na cały pozostały dzień i kawałek następnego. Półmetek za mną i miałem znowu ochotę zrezygnować ale widziałem ile osób mi kibicuje i trzyma kciuki. Opocząłem i poleciałem dalej. Przy moście Północnym jeszcze piąteczka z kumplem i morale na tyle wysoko, że lecę dalej a było dosyć późno. Ostatecznie 21:30 ląduję na plaży w Modlinie, rozbijam się, kąpię w Wiśle (planowałem choć raz się wykąpać w rzecze i w końcu się udało). Spać idę ok północy.

    Dzień 4
    200,9km
    czas brutto:16:02
    czas netto: 13:18
    Pobudka o 4:30 i start o 6. Początek sporo singli, krzaki, pokrzywy ale nie jest tragicznie. Gdyby nie ból rąk i tyłka to byłoby znośnie. Po godzinie jazdy w trudnym terenie nagle widzę kartkę "Woda" i stolik z dzbankami z wodą. Okazuje się, że Ludzie mieszkający obok są fanami MTB i maratonów i przygotowali taki jakże cenny poczęstunek. Była nawet pompka serwisowa i stojak. Czapki z głów. Świetni kibice. Śniadanie i zapasy na drogę w Wyszogrodzie ok 9. Już bez parówek bo mi zbrzydły, ale konkretna drożdżówka dorzuciła co nieco do pieca. Droga całkiem ok asfalty, szutry. W Płocku przerwa. Jest godzina 13 więc czas na upragnioną pizzę. Dorzucam piwo i colę i znów morale wysoko. A przypominam o bólu tyłka. Do Włocławka asfalt. Całkiem szybko poszło. A potem zaczął się dramat. Las pełen piachu. Na moich oponach 35 nie byłem w stanie jechać. Przekleństwa leciały na prawo i lewo. Trwało to wieki aż mi wody zabrakło a upał straszny. Więcej rower prowadziłem niż jechałem (może przesada ale kilkadziesiąt minut prowadzenia było) Pod Toruń dojechałem na oparach. Szybko na jakąś stację - cola, herbata, woda, żelki, batony i telefon do żony. W tym momencie miałem 3 opcje: - jechać na dworzec i spadać do domu, jechać dalej przez noc, szukać noclegu w Toruniu. Żona mówi nocleg - no to nie będę się sprzeczał. W hostelu jestem o 22:30, kąpiel i spać. Najtrudniejszy dzień. Wyczerpał mnie ze wszystkich sił. Ale znowu głowa jest najważniejsza. Kilka pozytywnych myśli i nie odpuszczasz. Jedziesz dalej.

    Dzień 5
    252,7km
    czas brutto:19:11:48
    czas netto: 17:02:00
    Pobudka o 5 i szybkie sprawdzenie trackera - Robert już jest przede mną, trzeba gonić. Startuję o 6 i dosyć szybko spotykam April i Jasona. Już poprzedniego dnia jechaliśmy prawie równo i mijaliśmy się wielokrotnie. Tutaj szybka wymiana zdań, April ma kontuzję kolana ale da radę - zajmie pierwsze miejsce wśród kobiet. z Jasonem trochę dłużej pogadałem i to jest człowiek, który jechał dwukrotnie TransAmBikeRace czy TransAtlanticWAy. On czeka na April ja lecę dalej. Cisnąłem do Chełmna bo chciałem tam zrobić postój przy sklepie. Droga łatwa, większość asfalt. W Chełmnie wchodzę do Żabki i akurat spada deszcz. Szybkie zakupy i uciekam pod wiatę na rynku. Spokojnie jem i czekam na koniec deszczu. Robert gdzieś jest w Chelmnie ale przy rynku nie mogłem go znaleźć - potem dowiaduje się, że wynajął pokój żeby się zdrzemnąć. Poleciałem dalej i za Świeciem podobno miał być najtrudniejszy odcinek. OWszem był trudny bo to szlak pieszy i taki single track pod MTB, duż obłota, drzew, nierówności. Ale mnie się podobał. Bardzo malowniczy. No i Towarzyszył mi Krzysiek. "Kibic" mieszkający obok. Sporo czasu pogadaliśmy. Potem znowu trochę asfaltów ale nie da się rozpędzić bo nieprzyjemny wiatr północny. Do Tczewa jakoś się dotoczyłem a potem znowu armagedon. Kilkanaście(dziesiąt) kilometrów łąkami przy Wiśle. Zdychałem tam. Trwało to wieki. I jeszcze mnie wyprzedziło dwóch zawodników. Morale siadły. Dotoczyłem się do śluzy i wiedziałem, że już blisko. Godzina 22, ciemno a ja w lesie tzn. przy ujściu Wisły. Tutaj znowu przekleństwa bo przez 40 min prowadziłem rower po kamienistym brzegu aż do ujścia. Potem jeszcze długi odcinek przez nadbrzeżny las w zupełnej ciemności. W Gdańsku zastałem zamknięty szlaban kolejowy na którym stałem 15 min i wtedy przegoniło mnie dwóch kolejnych zawodników. Ostatecznie dojechałem o 01:05.
    pokaż całość

    źródło: IMG_E0016[1].JPG

  •  

    #ultramaraton #ptj #kolarstwo #rower #szosa
    Meldunek finałowy z maratonu Pierścienia Tysiąca Jezior.
    @rdza dojechała do mety o 1802 z czasem 32h27'00";
    @theDOG dojechał do mety o 1801 z czasem 32h16'00"
    Gratulacje!

  •  

    #ultramaraton #ptj #kolarstwo #rower #szosa
    Meldunek doraźny z maratonu Pierścienia Tysiąca Jezior.
    @galonim dojechał na metę o godzinie 1504 po 29h39'00" jazdy! Gratulacje!
    @rdza ma 7 km do PK nr 10 Lidzbark Warmiński (560. km trasy);
    @theDOG ma 7 km do PK nr 10 Lidzbark Warmiński.
    Trzymamy kciuki!
    pokaż całość

  •  

    #ultramaraton #ptj #kolarstwo #rower #szosa
    Meldunek doraźny z maratonu Pierścienia Tysiąca Jezior.
    @michnic o godzinie 1201 wjechał na metę po przejechaniu 610 km z czasem 25h55'51" Gratulacje!
    @rdza ma 7 km do PK nr 9 Reszel (517 km trasy);
    @theDOG ma 7 km do PK nr 9 Reszel;
    @galonim ma 6 km do PK nr 10 Lidzbark Warmiński (560 km trasy).
    pokaż całość

  •  

    #ultramaraton #ptj #kolarstwo #rower #szosa
    Meldunek doraźny z maratonu Pierścienia Tysiąca Jezior.
    @michnic o godzinie 0943 minął PK nr 10 Lidzbark Warmiński na 560 kilometrze trasy;
    @rdza była w PK nr 8 Sztynort o godzinie 0948;
    @theDOG był w PK nr 8 Sztynort o godzinie 0948;
    @galonim ma 3 km do PK nr 9 Reszel.
    pokaż całość

  •  

    #ultramaraton #ptj #kolarstwo #rower #szosa
    Meldunek doraźny z maratonu Pierścienia Tysiąca Jezior.
    @michnic o godzinie 0716 minął PK nr 9 Reszel na 517 kilometrze trasy;
    @rdza była w PK nr 7 Gołdap o godzinie 0627;
    @theDOG był w PK nr 7 Gołdap o godzinie 0627;
    @galonim był w PK nr 8 Sztynort o godzinie 0646.
    pokaż całość

  •  

    #ultramaraton #ptj #kolarstwo #rower #szosa
    Meldunek doraźny z maratonu Pierścienia Tysiąca Jezior.
    @michnic o godzinie 2218 minął PK nr 6 Rutka-Tartak na 345 kilometrze trasy;
    @rdza osiągnie PK nr 5 Sejny za 9 km;
    @theDOG osiągnie PK nr 5 Sejny za 9 km;
    @galonim był w PK nr 5 Sejny o godzinie 2136.
    pokaż całość

  •  

    #ultramaraton #ptj #kolarstwo #rower #szosa
    Meldunek doraźny z maratonu Pierścienia Tysiąca Jezior.
    @michnic o godzinie 2038 minął PK nr 5 Sejny na 305 kilometrze trasy;
    @rdza była w PK nr 4 Kordegarda o godzinie 1932;
    @theDOG był w PK nr 4 Kordegarda o godzinie 1932;
    @galonim był w PK nr 4 Kordegarda o godzinie 1839.
    pokaż całość

  •  

    #ultramaraton #ptj #kolarstwo #rower #szosa
    Meldunek doraźny z maratonu Pierścienia Tysiąca Jezior.
    @michnic o godzinie 1810 minął PK nr 4 Kordegarda na 240 kilometrze trasy i zajmuje 6. miejsce w kategorii Solo;
    @rdza była w PK nr 3 Wydminy o godzinie 1641;
    @theDOG był w PK nr 3 Wydminy o godzinie 1640;
    @galonim był w PK nr 3 Wydminy o godzinie 1546.
    pokaż całość

  •  

    W sobotę rano startuje #ultramaraton #rower "Pierścień Tysiąca Jezior". Na dystansie ponad #600km będzie się ścigało 180 zawodników (135 open, 45 solo).
    Zapraszam wszystkich do kibicowania uczestnikom, a w szczególności mi ;)
    Wiem, że parę osób z wypoku bierze udział w tym maratonie, więc mogą się tu ujawnić.

    Ja startuję z numerem 019 o godzinie 10:15
    Sytuację na trasie można śledzić pod tym adresem
    pokaż całość

    źródło: background.jpg

  •  

    #bieganie #heheszki #ultramaraton

    Kto nie ma poczucia humoru i dystansu do siebie niech tego nie czyta.

    źródło: biegi ultra.png

  •  

    #garmin #fenix3 #bieganie #triathlon #biegigorskie #ultramaraton #promocja #amazon

    Na amazonie znowu promocja na Garmin fenix 3, wersja z pulsometrem na nadgarstku za 258€ co daje okolo 1080zl.
    Wysylka bezplatna.

    https://www.amazon.de/dp/B01GG0C2D0?th=1&psc=1

    pokaż spoiler okazja pozyczona z pepper.pl
    pokaż całość

  •  

    #bieganie #biegigorskie #biegiultra #ultramaraton #decathlon

    Wczoraj znalazlem na FB, wiec dziele sie info. W decathlonie pojawily sie calkiem ciekawe rzeczy dla biegaczy, w tym tych specjalizujacych sie w dluzszych dystansach.

    Dwa nowe plecaki, oraz softflaski zapowiadane od ponad poltora roku.
    Co ciekawe plecaki dostaly w koncu buklaki 1L, co jest IMHO o wiele lepszym rozwiazaniem niz 2L ktore zajmowaly sporo miejsca.

    Softy wygladaja ciekawe, dostepne w 3 pojemnosciach 150, 250, 500ml sa o jakies 50% tansze od salomonowych.

    Nowej wersji doczekala sie najprostsza kamizelka do biegania, jednak nie znalazlem jej na stronie, jest starsza wersja z czerwonymi detalami (nowa ma zielone). Zmiany to rzepy w malych kieszonkach, gumki na frontowych kieszeniach na flaski.

    Nowy plecak 10L + 1L buklak w zestawie 120zl
    https://www.decathlon.pl/plecak-running-10-l-id_8488292.html

    Nowy plecak 5L + 1L buklak w zestawie 70zl
    https://www.decathlon.pl/plecak-running-5-l-id_8488291.html

    Softflask 150ml - 25zl | 250ml - 30zl | 500ml - 30zl
    https://www.decathlon.pl/bidon-do-biegania-150ml-id_8487654.html
    https://www.decathlon.pl/softflask-250-ml-id_8487656.html
    https://www.decathlon.pl/bidon-mikki-500ml-id_8487344.html
    pokaż całość

  •  

    O Mirki, ale odlot!
    Udało mi się zapisać ponownie na ultra maraton górski z serii Extreme SkyRace! ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ
    W Tromso, na północy Norwegii pobiegniemy ekipą przynajmniej 4 polaków 53(57)km i 4600m przewyższeń, w tym zajebistą techniczną granią <3

    Tutaj montaż naszego tripa sprzed 2 lat - niestety tam odpadliśmy na ~42km, bo źle sprawdziliśmy czasówkę odcinka po grani i robiliśmy za dużo przerw widokowych :<
    https://youtu.be/mXvn-s1-fTc

    Mamy tu kogoś z #tromso ? :)
    #biegajzwykopem #bieganie #ultramaraton #gory #biegigorskie #biegiultra #hooah
    pokaż całość

  •  

    1. Kto jedzie Rundę Kaszebe?:)

    2. Szukam wywiadów, artykułów, opracowań, blogów i czego tam jeszcze na temat przygotowań i samego udziału w brevetach, rajdach czy wyścigach długodystansowych (> 300 km) ale pod kątem czysto technicznym, tzn. nie interesują mnie widoczki i menu przy punktach kontrolnych, raczej jak i na co się fizycznie, psychicznie i technicznie przygotować. Interesują mnie szczególnie relacje kobiet.

    3. Pytanie 1. zadaję z czystej ciekawości, pytanie 2 z głodu wiedzy. Proszę, nie łączcie jednego z drugim;)

    #szosa #rower #ultramaraton
    pokaż całość

  •  

    #bieganie #chwalesie #pokazbuty #pokazbutydobiegania #ultramaraton #biegigorskie #purplehazepojebalo

    Czesto gesto pada pytanie, jakie buty kupic, chce zaczac biegac co kupic itd...
    Pokazuje uzbierane w ciagu ostatni 7 lat jak smigam po trasach obuwie biegowe. Buty w kolejnosci od najstarszych, brak tutaj moich pierwszych butow asics cumulus 10, ktore z bolem serca musialem wyrzucic z przebiegiem 2.5k km, bo po wiecej niz kilometrze w nich stopy palily zywym ogniem.
    Wracajac do watku zakupowego, mniejwiecej w okolicach nr 5 skumalem jakie buty beda dla mnie najodpowiedniejsze i w jakich bedzie mi sie najlepiej biegac. Nota bene numer 5 to byl ostry fuckup, ale udalo sie je rozbiegac, chociaz nie do konca :D.

    Zaraz ktos powie hurr durr chwali sie debil wydal majatek na buty. Kontynuujac watek zakupowy i pytania z cyklu "mam 400zl co kupic".
    Na zdjeciu 2 pary kosztowaly wiecej niz 200zl, 3 pary kosztowaly mniej niz 100. Nie trzeba i nie powinno sie wypierdalac worka kasy na buty do biegania. Po pierwsze nie nalezy napedzac koniunktury, gdzie wszystko z napisem "do biegania" dostaje bonus w postaci +50% do ceny. Po drugie to tylko kurwa buty. Tak naprawde wiekszosc butow bedzie pasowac kazdemu, troche poboli troche poobciera wymusi zmiane techniki i wydusi lzy po kilku kilometrach, ale z biegiem czasu da sie biegac we wszystkim. Oczywiscie nie mowie ze 100km ultra moza przeleciec w kubotach, ani ze jest sens na 3km wyscig brac czolgow po 300gr sztuka do napierania w gorach. Ale buty da sie ulozyc, dopasowac (albo stopy do butow :D), troche pokombinowac ze sznurowaniem, albo wyjebac wkladki i mozna klepac na treningach do usrania (✌ ゚ ∀ ゚)☞

    Troche ciekawostek:
    1. Zadna para nie zostala kupiona za granica, to zeby rozwiac watpliwosci skad tak tanio.
    2. Cztery pary zostaly kupione w sklepach stacjonarnych (nr 1 w decathlonie przeplacilem, nr 3 asics outlet, nr 6 i 12 tk maxx).
    3. Buty za ktore dalem 200+ to 1 i 7 odpowiednio 249 (i cholernie zaluje) i 210zl.
    4. Buty za ktore dalem <100 8, 9 i 12.
    5. Wiekszosc z butow poza najnowsza trojka (10, 11, 12) ma przebiegi rzedu 1000 - 1500km.
    6. Najwiekszy przebieg maja 2, szacuje na jakies 2000km.
    7. Buty ktore sa nie do kupienia normalnie to wlasnie nr 2, jest to pokazowy (testowy?) prototypowy model puma faas 400 v2. Puma nigdy nie produkowala tych butow seryjnie, gdzies kiedys na japonskiej stronie znalazlem jedyna fotke tego fasonu i koloru. Kosztowaly na allegro 120zl :D
    8. Najdziwniejsze buty, 11 newton gravity trainer dziwny ksztalt podeszwy, pod srodstopiem 4 grube klocki z gumy link.
    Oraz 3 asics fuji racer 2, celowo przez producenta zrobione dziury w podeszwie do drenazu wody foto nie musze dodawac ze woda przedostaje sie w obie strony (✌ ゚ ∀ ゚)☞
    9. Dwie pary sa damskie 9 i 12, damska rozmiarowka 44 pasuje mi jak ulal, a ze byla okazja i polowalem na te modele to bralem bez zastanowienia.
    10. Dwie pary lewy but jest inny od prawego, 6 czyli brooks cascadia edycja limitowana roznia sie kolorem, 12 brooks pure grit lewy 44 prawy 43,5 - kosztowaly 87zl nie bede wybrzydzal (✌ ゚ ∀ ゚)☞
    11. Najmniej trwale 6 brooks cascadia maja nabite 1000+ ladowaly juz u szewca zeby zaszyc pekajaca cholewke, sa to czolgi w ktorych robilem najdluzsze ultra, sukcesywnie je naprawiam bo nie wywale ich poki podeszwa nie odpadnie.
    12. Najbardziej wkurwiajace 8 alphawoolf kona trimarino 1.0 - kupione za 60zl na allegro, sa waskie, sa za gorace na lato, biega sie w nich tak ze lydka pali juz po zawiazaniu sznurowek. W ramach wychodzenia ze strefy komfortu zabieram je ze soba na dlugie wybiegania (✌ ゚ ∀ ゚)☞
    13. Najwiekszy fuckup - 5 nike wildhorse 2 ich twardy zapietek potrafi obetrzec mnie nadal, to sa zajebiste buty na mokre skaly kamienie i ogolnie gorskie trasy, nie odwazylem sie w nich pobiec dalej niz gorski polmaraton. Zapietki obcieraja do zywego miesa.
    14. od numeru 7 sukcesywnie zmniejszam drop i amortyzacje w asfaltowkach, jedyny wyskok to 11, dobrze mi sie biega w takich butach i jedyna opcja zebym sie zlamal to hoka i punkt 15 listy.
    15. plany na przyszlosc - monksandals (niech zrobia jakas obnizke), five fingersy z ciekawosci wtf, hoka szykuje sie do asfaltowego ultra 24h przydaloby sie cos z duza amortyzacja i chcialbym im dac szase, ale kurwa nie za 500zl.
    16. We wszystkich tych butach biegam w zimie (to w ramach pytan jakie buty na zime) po sniegu, blocie, kaluzach itd. Zadne nie maja nawet milimetra membrany. Bieganie w sliskich asfaltowkach po sniegu i lodzie, robi z lyd kamienie (✌ ゚ ∀ ゚)☞

    Mam nadzieje ze nie przynudzalem i zainteresuje to chociaz jedna osobe. Nie chcialem sie chwalic jaki to ze mnie kozak, bo wyniki biegowe to raczej dolna czesc tabelek na zawodach ( ͡° ͜ʖ ͡°). Ot po prostu dzis bedac na trasie wpadlem na pomysl spisania butow moze komus sie przyda, przed kolejnym pytaniem: hurr durr poleccie buty 90kg na chodnik z duza amortyzacja bo wybuchajo kolana i dla pronatoro-supinatoro-minimala.
    (✌ ゚ ∀ ゚)☞

    Milego.
    pokaż całość

    •  

      @wunder_waffel: E, to u mnie spoko, byle były pochowanie, a nie walały się ubłocone w przedpokoju :D

      +: pestis
    •  

      @PurpleHaze: przydatna wiedza :) Ja w swoich cumulusach 15 zrobilem kolo 1000km i potem juz czulem kolana. Przez bolące achillesy szukałem czegoś innego niż asicsy i w tym momencie juz zajechalem jedna pare Mizuno Wave Rider 20 i jestem w trakcie zajezdzania drugiej. Achillesy juz w nich tak nie bolą. Mega mi pasuja, ale wkurwia mnie wyrzucanie butow za 400 pln po 3-4 miesiacach biegania, bo wtedy mniej wiecej - koło 1000km - zaczynam odczuwać ból kolan. Zaczne chyba sie rozgladać za czyms tanszym i poeksperymentuje. Na pewno jeszcze wydam wiecej hajsu na jakies startówki, ale na treningi chyba zaczne szukac czegos tanszego... pokaż całość

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    #bieganie #zegarki #biegigorskie #biegiultra #ultratrail #ultramaraton

    Fenix 3 hr (pomiar w nadgarstku) ~1120zl na amazon.de

    https://www.amazon.de/Garmin-fenix-GPS-Multisport-Smartwatch-Herzfrequenzmessung-Sportfunktionen/dp/B01GG0C2D0?th=1&psc=1

    Wysylka darmowa do Polski.
    Jest to chyba najtansza akcja z tym zegarkiem, pomijajac x-kom na urodziny za 1100zl, ale tam bylo doslownie kilka sztuk w promocji.

    pokaż spoiler Okazja zajebana z pepper.pl
    pokaż całość

  •  

    #bieganie #biegiultra #ultratrail #ultramaraton #biegigorskie

    Tl;dr pojechalem na wrc nie wiedzac wtf i mnie przetyralo (✌ ゚ ∀ ゚)☞

    Z racji tego ze jestem popierdolony, ze od dfbg nigdzie powazniej nie ciskalem i troche cierpie na nadmiar wolnego czasu, oraz ciulam sobie te ITRA punkty. Postanowilem zapisac sie na bieg na poczatek wrzesnia. W kalendarzu u mnie pusto, krynica to nie to, maraton uliczny ssie palke, ultrajanosik za daleko. Zaczalem grzebac po necie i jest. 02.09.2017 waligora run cross 53km 2.5k przewyzszen.
    Kurwa cos malo. No ale nie ma co wybrzydzac bo blisko, pakiety jeszcze sa. Zrobie treningowo te 53 przy okazji 3 pkt itra wpadna. Poczytalem ubiegloroczne wyniki, zerknalem na profil - hmm moze padalo bo te czasy jakies takie gowniane. Porownalem swoj gowniany wynik z chojnik maraton i nadal nie wychodzilo nic sensownego. A ciul zaplacone.

    No i pojechalem z usmiechem na ryju ze cos tam pociskam, moze sie zalapie na dobre miejsce, pojem arbuzow za free popije izo, bedzie super.
    Nie wiem czy pisalem juz, ale ja nienawidze gor. Dla mnie bezsensem jest wlazic godzinami i zlazic dla jakiegos widoczu, po pieczatke [sic!], robienie jakiejs korony.
    Ja po gorach lubie biegac bo mnie to meczy, rozpierdala mi system, jest to pewnego rodzaju katharsis. Ale zeby nie bylo glownie patrze pod nogi, zeby sie nie wypierdolic, widoczki to pojde na poczte i se kartke kupie (✌ ゚ ∀ ゚)☞

    Pojechalem w pt na miejsce, dzien przed biegiem bo start o 8 rano. W gluszycy ulewa na 4 fajery, no tragic, ale sobota ma byc bez deszczu. Bedzie bloto. Chcialem przetestowac kamizelke z deca i nowe buciory.
    Na starcie 100-150 osob. Bo termin taki sredni w sumie kupa zawodow dookola.
    No i pelen glorii i chwaly odpalilem the stooges - golden brown #pdk i cisniem.

    No i kurwa nie trzeba bylo dlugo czekac, bo nie stuknelo 5km jak sie zaczela pierwsza gorka. I juz wiedzialem ze jak chcialem wybrac rekreacyjne ultra, to trzeba bylo jechac gdzie indziej.

    A teraz serio: nie uwazam sie za miszcza zbiegow i podbiegow, wyprzedzam ludzi zazwyczaj na podejsciach. Ale tak wykanczajacego ultra jeszcze nie bieglem. Troche juz mam zlomu medalowego w domu, ale pierwszy raz zdarzylo sie, ze autentycznie chcialem rzygac ze zmeczenia i nie nie na mecie. Na 35km czyli jakos w 2/3 trasy. Podkreslam zele i picie ogarniete, elektrolity tez, nie bylem prrzemeczony, ostatni bieg kbl w ramach dfbg bieglem na wiekszym zmeczeniu, a te 110km mi poszlo zupelnie ok i bez zadnych akcji. A tu podejscia mnie rozjebaly i nie daly szansy sie poskladac na nowo, bo byly non stop... Po plaskim to chyba bylo ostatnie 200m przed meta.

    Jesli ktos ma ochote sie zmeczyc ostro i zobaczyc co to sa ostre zbiegi i podbiegi to zapraszam za rok. Byly momenty ze czepialem sie golej ziemi rekoma w obie strony, lapalem korzeni trawy, raz ze zmeczenia sie malo za buta na podejsciu nie zlapalem (✌ ゚ ∀ ゚)☞

    Polecam wszystkim, na sprobowanie jest tez polmaraton ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    http://www.waligoraruncross.pl/

    Czasu nie podaje, oscylowal w okolicy 6h. Bo sie jeszcze jakis stalker trafi i mnie na gc znajdzie, a potem na trasie ktos mi karczycho strzeli z okrzykiem usun konto (✌ ゚ ∀ ゚)☞
    pokaż całość

    •  

      @Ragnarokk: tak i to mocno. Jak pisalem wyzej, pierwszy raz na biegu mnie tak odcielo, ze zoladek mi podchodzil do gardla.
      Ja troche zlekcewazylem ten bieg, bo 50km niby przewyzszenia, ale porownywalne z chojnik maraton, ale podszedlem tak o na luzie i dostalem za swoje :)
      W porownaniu z wrc k-b-l jest plaski.
      Zwlaszcza dla mnie (wroclaw here) czyli patelnia bo wszedzie plasko, niektore zbiegi na max strome ktore pokonywalem trawersem byly na granicy rozwalenia sobie tego glupiego ryja. pokaż całość

    •  

      @PurpleHaze:
      Na WRC nie byłem, ale okolice znam dobrze, bo w Głuszycy mam babcię i kurcze tamte góry są strasznie zdradliwe. Niby nic, a tu nagle podejście ściana :)
      Teraz jest w weekend tam jeszcze Uphill Rogowiec, miesiąc temu był maraton pieszy - ogólnie rejon się tam bardzo zaktywizował.

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    #bieganie #rower #ultramaraton #trail #bieganie #biegigorskie #chinskiecuda #itemyzchin

    Na sam poczatek, chcialbym umiescic gotowa formatke, zeby wklejac ponizej:

    Hurr durr kupuje z chin rzeczy majace kontakt z zywnosci - debil bez rigczu.

    Kupione na aliexpress softflaski 500ml z przeznaczeniem na co dluzsze bieganie itp aktywnosci.
    Butelki nie roznia sie budowa, sposobem dzialania i materialem (na ile bylem w stanie ocenic) od softow salomona. Oczywiscie cena jest zupelnie inna, ale taka to juz specyfika zakupow w chinach.
    Softy nie smierdza, nie leje sie z nich, ustnik jest w praktyce identyczny jak salomonowy i scotta (scott chyba od hydrapak bierze).
    Ciezko mi cokolwiek napisac o wytrzymalosci, salomony sa znane z tego ze po pewnym czasie przeciekaja, ale czesc uzyszkotnikow twierdzi ze to ze wzgledu na uzywanie w nich gazowanych plynow.

    Po co i na co to jest?
    Jesli ktos biega, jezdzi na rowerze z plecakiem i nie chce targac wielkiego buklaka ma do wyboru bidon albo takie softflaski. Czyli miekkie butelki z ktorych po scisnieciu (i zagryzieniu ustnika) leje sie plyn. Jest to o tyle wygodne ze nie dostaje sie powietrze do srodka, wiec nic nie chlupie, dwa mozna do nich zapakowac zele i inne polplynne substancje.

    Te 500ml softy kosztowaly mnie ok 5$ za szt.
    Wystarczy wpisac softflask albo soft bottle w wyszukiwarke na ali i znajdzie sie tego od cholery. Firma ktorej nazwe widac na butelce aonijie, robia rowniez sporo innych rzeczy dla biegaczy (plecaki, saszetki itp pierdoly).

    Gdyby ktos chcial byc wolany po jakis dluzszych testach outdoorowych jak sie ma wytrzymalosc, niech napisze, za jakies 2/3 tyg dam znac co i jak.
    pokaż całość

  •  

    Relacja z ultramaratonu sprzed dziewięciu dni. Sam tekst, dużo samego tekstu, obrazków nie ma. Trzeba, jak jaskiniowiec, czytać.

    pokaż spoiler Wrzuciłbym od razu na rowerowy równik, ale nie zdążyłem w okienku.


    Ale wiem, że takich czytających dziwaków jest całkiem sporo, więc może komuś się będzie chciało.

    Relacja.
    Strava.

    #rower #szosa #500km #ultramaraton
    pokaż całość

  •  

    #bieganie #ultramaraton
    W niemczech odbywa sie wlasnie 24h bieg, w ktorym biora udzial najlepsi polacy w tej konkurencji.

    Wiecej przeczytac mozna tutaj: http://bieganie.pl/?show=1&cat=11&id=8813

    Poki co 4 polakow okupuje pierwsze 4 miejsca, wyniki na zywo: http://live.24-stundenlauf.de/
    Po kliknieciu na nazwisko dostajemy tabele z miedzyczasami.

    Mysle ze to dosc ciekawa lektura, miedzyczasy lidera , ktory w ciagu 12 godzin przebiegl 111km)
    http://live.24-stundenlauf.de/StarterInfo.aspx?startnr=133
    pokaż całość

  •  
    g....i

    +12

    Nowy tydzień, nowy podcast. Porozmawialiśmy sobie z Mariuszem o ultramaratonach, treningach, zdrowiu, zarówno fizycznym jak i psychicznym i o tym czy bieganie szkodzi czy nie. Wyszło ponad godzinę, ale gorąco polecam!

    Zaglądnijcie także na fanpage Mariusza: https://www.facebook.com/MountainRun.info/

    Dostępne także na iTunes: https://itunes.apple.com/pl/podcast/lepszy-niz-wczoraj/id1116470341?mt=2

    Soundcloud: https://soundcloud.com/lepszy-niz-wczoraj/ (można sobie sciągnąć mp3 i posłuchać podczas biegu ;)).

    #bieganie #maraton #ultramaraton #gory #podcast #czlowiekszpinak #zdrowie #biegajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Powoli zbliża się pora na ultramaratony, a ja sobie przypomniałem, że ten tekst miałem wrzucić chwilę temu, a w końcu tego nie zrobiłem.

    Może kogoś zmobilizuje to do startu albo przynajmniej do pobicia życiówki. Z kolei innym, których motywować nie trzeba, być może dostarczy przyjemnej lektury...

    Tak, lektury: czytania jest dużo, obrazków mało, ale w zamian jest 1130 km przejechane po górach w 57 godzin w ramach ultramaratonu Góry MRDP.

    Początek wyścigu
    Finisz
    Zakończenie, ukłony, oklaski

    #rower #szosa #kolarstwo #ultramaraton
    pokaż całość

  •  

    Powiedziano mi, że to się może tu spodobać. No to sprawdźmy.

    Letni weekend, nawet ciepło, #gory, #rower ( #szosa ), lekko ponad 500 km i cała doba jazdy przed nami. #kolarstwo w wersji dla masochistów, czyli #ultramaraton.

    Uprzedzam: tekstu dużo, a obrazków brak.
    http://hipek99.bikestats.pl/1337606,Dookola-Tatr-czyli-Maraton-Podroznika.html
    pokaż całość

  •  

    Wczorajszy rekord na 100 km Dominiki przetrwał ledwie dobę, bo dziś w Holandii Patrycja Bereznowska nabiegała 8:00:57. Całkiem żwawo.
    Na pewno zdrowiej na tym wyszła bo nie klepała na asfalcie :)
    #bieganie #biegajzwykopem #ultramaraton #100kmwnogach

  •  
    t........i via Android

    +1373

    Jeżeli czegoś nie da się zrobić, potrzebny jest
    ktoś kto o tym nie wie, przyjdzie i to zrobi.


    Cliff Young - australijski farmer, zwycięzca ultramaratonu Sydney - Melbourne w 1983 roku. "biegacz w kaloszach"

    Przeważnie wiek biegaczy w ultramaratonach nie przekracza 30 lat. Znane światowe marki sponsorują lekkoatletów, zapewniają odpowiedni strój i obuwie sportowe.

    W 1983 roku ze zdziwieniem odnotowano pojawienie się na starcie 61-letniego Cliffa Younga. Początkowo myślano, że przyszedł on popatrzeć na rozpoczęcie maratonu. Ubrany był nie jak inni sportowcy, lecz w roboczy kombinezon i kalosze. Gdy jednak Cliff podszedł do stolika po numer startowy, stało się jasne, że zamierza wziąć udział w wyścigu.
     

    Gdy Cliff otrzymał numer 64 i ustawił się na linii startowej, zainteresowała się nim ekipa filmowa, przygotowująca reportaż z ultramaratonu. Postanowili przeprowadzić z farmerem krótki wywiad:

    - Cześć! Kim jesteś i co tu robisz?
    - Cliff Young. Wypasam owce na sporym pastwisku niedaleko Melbourne.
    - Serio weźmiesz udział w tym maratonie?
    - Tak.
    - Masz sponsora?
    - Nie.
    - Nie dasz rady przebiec maratonu.
    - Dam radę. Urodziłem się i wychowałem na farmie i nie stać nas było na konia czy traktor. Dopiero 4 lata temu kupiłem traktor. Gdy nadciągała burza, wychodziłem zaganiać owce. Mieliśmy 2000 owiec, które pasły się na 2000 akrów. Nieraz ganiałem za owcami po 2-3 dni - nie było łatwo, ale w końcu zawsze je złapałem. Myślę, że dam radę przebiec ten wyścig, to tylko o 2 dni dłużej. 5 dni. Biegałem za owcami przez 3 dni.

    Gdy maraton się rozpoczął, profesjonaliści pozostawili daleko w tyle Cliffa w jego kaloszach. Niektórzy kibice mu współczuli, inni śmiali się z niego, że nie daje rady od samego początku biegu. Widzowie obserwowali farmera w tv, wielu przeżywało i modliło się za niego, by nie umarł na trasie.
    Wytrawni biegacze wiedzą, że by pokonać dystans potrzeba kilku dni i każdego dnia należy biec przez 18 godzin i spać przez 6. Cliff Young nie miał tej wiedzy.

    Następnego ranka po starcie okazało się, że Cliff nie spał, lecz biegł całą noc i dotarł do miasteczka Mittagong. Ale nawet bez przerwy na sen Cliff był daleko w tyle za innymi lekkoatletami.
    Każdej nocy zmniejszał się dystans pomiędzy farmerem a resztą uczestników. Po ostatniej nocy okazało się, że Cliff minął wszystkich biegaczy. Rankiem ostatniego dnia był już daleko z przodu. 

    W wieku 61 lat Cliffowi nie tylko udało się ukończyć ultramaraton i nie umrzeć na trasie, ale również pobić rekord biegu o prawie 2 dni i zostać narodowym bohaterem.
    Przebiegł odległość 875 kilometrów w czasie: 5 dni, 15 godzin i 4 minut.

    Gdy wręczano mu nagrodę w wysokości 10.000 dolarów australijskich, powiedział, że nawet nie wiedział o jej istnieniu i nie dla pieniędzy wziął udział w maratonie. Całą kwotę rozdał pozostałym pięciu lekkoatletom, którym także udało się ukończyć bieg. Każdy z nich otrzymał od Cliffa Younga po 2000 dolarów australijskich. Sam zwycięzca nie zostawił sobie ani centa. 
    Cała Australia po prostu go pokochała.

    Cliff Young nie znał, w odróżnieniu od pozostałych biegaczy, metodyki biegania w ultramaratonie, nie miał pojęcia ile godzin należy odpoczywać i jak należy biegać. Nie wiedział też, że w trakcie maratonu można, a nawet trzeba  spać. Jego umysł był wolny od ograniczających go zasad. Cliff po prostu chciał wygrać: wyobrażał sobie uciekającą owcę i próbował ją dogonić...
      
    #truestory #maraton #coolstory #bieganie #motywacja #ultramaraton
    pokaż całość

    źródło: img.sadistic.pl

    •  

      Za kilka lat planujemy wyprowadzić się poza miasto, bo tutaj się po prostu nie da.

      @grecki: no ja w tym roku uciekłem z Dublina, bo się nie dało.. średnia pensja ~2300€ a 2 pokojowe mieszkanie w normalnej dzielnicy to 1400-1500€.

      A co do how are you itd to bardzo podobnie. Mamy dzielnicę, gdzie nie jeździsz, bo chodzą heroinowe zombie.. a są takie jak tam gdzie mieszkałem i mieszkam i jest tak jak mówisz.

      No nic, a woda w oceanie ciepła?

      pokaż spoiler dzisiaj stałem u nas w morzu rano i pomimo kuszenia morsów nie skusiłem się na pływanie. Woda ma max 14stopni w lato.
      pokaż całość

      +: Rzuku
    •  

      No nic, a woda w oceanie ciepła?

      @rzet: Ha, sprawdzę w weekend bo akurat zaczynamy sezon pływania. Pianki odkurzone, trzeba cisnąć. (choć woda generalnie jest chłodniejsza niż by człowiek myślał - NZ to jednak nie tropiki)

      +: Rzuku
    • więcej komentarzy (7)

  •  

    164047.41 - 100 = 163 947,41

    Bieg 7 Dolin na Festiwalu Biegowym w Krynicy.
    Przewyższenia według zegarka + 4163 m / - 4171 m
    http://app.endomondo.com/workouts/601135183/8875079

    Nie planowałem tego startu, trafiło się więc skorzystałem :)
    Szkoda, że w lecie nie podtrzymałem wiosennej formy, wiosennej wagi :) i dodatkowych ćwiczeń. Byłoby dużo łatwiej i szybciej. Przez to już przed połową dystansu moje kolano przypomniało sobie o zeszłorocznych problemach i skończyła się zabawa na zbiegach, a zaczęło się mozolne schodzenie. Za to mogłem bardziej powalczyć na podbiegach. I tak się tasowaliśmy na trasie z innymi. Co straciłem na zbiegu to odrabiałem na podbiegu. Zupełnie na odwrót niż zawsze. Coś tam jeszcze zostało z wiosennej mocy bo zeszłoroczny czas poprawiłem o ponad godzinę. Świetnie sprawdziła się taktyka, którą przyjąłem na Hali Przehyba - "jeszcze tylko jeden punkt i schodzę z trasy bo szkoda kolana"
    Z racji tego, że byłem przekonany, że z powodu kontuzji biegu nie ukończę, odwiedziłem dwie wieże widokowe na Radziejowej i Eliaszówce. Fajna sprawa wejść sobie na wieże w trakcie zawodów i patrzeć jakby "z boku" (no i wysoko z góry) na rywalizację i piękne widoki na Beskid Sądecki. W Piwnicznej kolano obwiązałem bandażem, na to założyłem opaskę uciskową i powiedziałem sobie, że do następnego punktu mogę się przespacerować, a nawet i pobiec techniką "półboczną" - lewa noga prosto, prawa bokiem :) A potem kolejny punkt i kolejny... Fajnie ukończyć taki bieg, który spisało się na straty, z kolanem też chyba nie będzie tak źle jak wyglądało. Pewne jest, że ćwiczenia na pasmo biodrowo-piszczelowe muszą wejść na stałe do moich treningów.

    W trakcie ceremonii wręczania nagród poznałem się osobiście z @Liriela - młodą utalentowaną ultraską :)

    PS. Bardzo duży plus za to, że pośrednie dystanse startowały z z kolejnych przepaków, a nie jak dotychczas ze wspólnego startu. Dzięki temu metę mieliśmy wszyscy wspólną, a pod koniec trasy można było cieszyć się towarzystwem i wsparciem innych biegaczy.

    #sztafeta #biegajzwykopem #bieganie #biegigorskie #ultramaraton
    pokaż całość

    źródło: B7D.png

  •  

    164 610,86 - 100 = 164 510,86

    Bieg 7 dolin, 100 km po górach, 12h 58min 45sek. Złamane 13h. W Open Kobiet najgorsze możliwe miejsce, bo 7 - a podium i nagrody obejmują 6 kobiet... No cóż - ale 8 minut do 5 i 6 to w sumie dużo. W 2 Mistrzostwach Polski w Ultramaratońskim Biegu Górskim - 3 w kategorii - czyli brąz się trafił :) 3 miesiące treningów, bo wcześniej kontuzja i 15 tyg wyłączenia. Mega stres już na jakiś czas przed. Do dziś wydawało mi się to niesamowicie odrealnione. Bardzo trudna dla mnie końcówka - brak techniki w zbieganiu, ba!, brak treningów porządnych zbiegowych - siadły piszczele. Bolały niesamowicie - ostatnie 34 km to był zbiegowy horror - czekałam jedynie na podejścia, bo wtedy nie bolało. Na 70 km kryzys i płacz. Ale obok miałam trenera, który towarzyszył mi od Piwnicznej, więc jakoś się ogarnęłam :). Bieg bardzo wymagający, ale meeeega satysfakcja po. A - mój debiut na 100, więc chyba mogę uznać go za udany

    Z rzeczy technicznych - średnie tempo 7:47 min/km. Odwiedzanie krzaków - ani razu. Spożytych napojów - nie mam pojęcia, ale jakaś wuchta. Spożytego jedzenia - w Piwnicznej na przepaku kabanosy i buła, a wcześniej wszędzie pomarańcze. Później też. I jedno ciastko, które miałam ze sobą - piekłam wcześniej takie energetyczne. Żeli żadnych, bo bałam się rewelacji żołądkowych. Pogoda - w nocy 10 stopni i tak trzymało długo. Potem ok 15 i słońce - i zrobiło się troszkę trudniej. Teraz regeneracja!

    I bardzo miłe spotkanie - @mizaj - pozdro od treneiro :)

    #sztafeta #ultramaraton #ultra #bieganie
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  
    d.....t

    +13

    Cześć Mirki!
    Od dawna już nie martwiłam się aż tak o kogoś bliskiego.
    Tato w przyszłą sobotę startuje w Ultramaratonie Chudego Wawrzyńca na trasie 50km+. Wydaje się wam, że to nic takiego? TU macie profil trasy, z którą przyjdzie mu się zmierzyć.
    Bardzo się boję, bo trasa wymagająca, po górach, a przez choroby od początku roku nie był w stanie trenować tak jak chciał, do tego ma być ponad 30 stopni ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    Poza tym nie będę miała z nim przez prawie 10 godzin kontaktu, a jakby się (ODPUKAĆ!!!) stało, to prędko się nie dowiem i nie będzie w ogóle możliwości się tam dostać. (╯︵╰,)
    Trzymajcie razem ze mną mocno kciuki za mojego tatę, aby dotarł szczęśliwie na metę. I dodatkowo trzymam kciuki za wszystkich Mirków i nie Mirków, którzy również będą walczyć z tą trasą. Powodzenia!
    .
    .
    .
    #bieganie #ultramaraton #chudywawrzyniec w sumie trochę #feels #wrazliwyrozowypasek
    pokaż całość

  •  

    202 492,65 - 78,49 = 202 414,16

    Debiut w Ultra, oficjalny czas 8h52min. Garmin coś świrował. Ale bieg super zorganizowany punkty odżywcze pełne żarcia(nie wiem jak ludzie mogli jeść np hamburgera). Obszerniejszą relacje napiszę na dniach. Bo troszkę padam na ryj.

    https://connect.garmin.com/modern/activity/782623767
    #bieganie #ultramaraton #biegajzwykopem

    #sztafeta

    Wpis został dodany za pomocą skryptu do odejmowania

    pokaż spoiler Dzięki niemu unika się błędów w działaniach
    Pobierany jest zawsze ostatni wynik
    Zamiast dystansów można w pole 'Dystans' wkleić link do treningu Endomondo - zostaną dodane dodatkowe statystyki
    pokaż całość

  •  

    Jutro debiut w Ultra! Dystans 80km. Trasa wokół #oslo więc trochę ładnych widoków będzie.
    #bieganie #ultramaraton #pokazstopy

  •  

    Długo się zabierałem za tan wpis czy go robić czy nie, ale jak wszyscy się czymś chwalo, to co mi tam.
    Otóż zacząłem trenować bieganie jeśli można to nazwać trenowaniem, bo raz się uda zrobić 3 treningi w tygodniu innym razem zaś 2 lub 1..
    Biegam od kwietnia tego roku w tym z 1 miesiącem przerwy z powodu kontuzji, więc do teraz będzie to jakieś 4,5 mieciąca. Wiosną postawiłem sobie cel, że fajnie byłoby zrobić w tym roku jakiś zwykły półmaraton byle by go ukończyć, ale sprawy potoczyły się całkiem inaczej niż się tego spodziewałem...Biegałem najczęściej 10-tki, było kilka biegów około 20 kilometrów, aż półtora miesiąca temu koledzy namówili mnie na pewien fajny bieg który miał odbyć się 27 września b.r.. Tak, więc przez ostatni miesiąc siadały kolejne życiowe dystanse - miesiąc temu 25km, 2 tygodnie temu 29km, tydzień temu spokojny bieg z kolegą 23km (wszystkie po górach) no i w ostatnią sobotę zrobiłem właśnie Ultramaraton górski na dystansie 47km z przewyższeniem ~1585m.
    Była próba charakteru, chwile słabości, skurcze przez połowę dystansu, ale finalnie bieg ukończyłem :) chyba byłem najmniej doświadczonym zawodnikiem, bo nie wiem czy biegł jeszcze ktoś równie głupi z takim stażem i przebiegniętymi kilometrami jak ja :) do biegu uzbierało się ich około 600.
    Na przyszły rok mam już zaplanowanych 5 połówek górskich, jeden Ultra i weekend biegowy z Sokołem w Zakopanem składający się z 3 biegów dzień po dniu. Może nie jakoś wielce ambitnie, ale pięknie się wkręciłem w bieganie i każde wyjście na trening sprawia mi wielką frajdę :)
    Tak więc Mirki jest wiele rzeczy na wyciągnięcie ręki tylko trzeba dać coś od siebie i przeć do przodu :)

    286393.30 - 47 = 286346,30

    #biegajzwykopem #sztafeta #maraton #ultramaraton trochę #wygryw
    pokaż całość

  •  

    Ktoś biegł Chudego Wawrzyńca w ostatni weekend? U mnie niestety na 17 km odcięło moc i ostatecznie przebiegłem krótką trasę (53 km) w 7h 11m (plany były na 6:30 lub długą). Ktoś był? :)

    #bieganie #ultramaraton #biegajzwykopem #pokazmorde

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów