•  

    O jaki dobry cytat znalazłem!
    "Uzależnienie zaczyna się nadzieją, że coś w naszym otoczeniu, może natychmiastowo wypełniać pustkę którą odczuwamy w środku nas"

    Trzeba przyznać że jest to bardzo trafne zdanie.
    #nopornchallenge #nofapchallenge #uzaleznienie #psychologia

  •  

    jeszcze nie widziałem nikogo kto w tak prosty i zarazem genialny sposób tłumaczy mechanizm powstawania uzależnień. jestem pod ogromnym wrażeniem tej postaci.

    #katolicyzm #uzaleznienie #nalogi #staraszkola

    źródło: youtube.com

  •  

    Jestem więźniem internetu. Czuję się bezsilnie. Jakbym był uwiązany na jakiejś e-smyczy. Mój zlasowany mózg nie może się skupić na niczym poza odświeżaniem wykopu i YT.
    Od kilku dni myślę o zrobieniu sobie 24-godzinnego "dopamine fast".
    #przegryw #uzaleznienie #spierdolenie

  •  

    #gownowpis #gozkiezale #zalesie #narkotykizawszespoko #uzaleznienie #alkoholizm
    Od początku gimnazjum co weekend piłem piwo, od liceum już w tygodniu, a weekendami wódkę i inne mocne alko. Na studiach dalej piłem i zacząłem palić. Na magisterce zaczęły się miękkie narkotyki i litry wódki. Po studiach dalej pijaństwo i twarde dragi...
    Od jakiegoś czasu piję tylko na dużych imprezach, dragi odeszły. Fajki nie palę od roku.

    I wiecie z czym mam największy problem?

    pokaż spoiler No kurwa z kawą...
    pokaż całość

  •  

    LOL xd nie znasz mnie gościu. Ja mam bardzo silną osobowość i uzależnienia się mnie nie imają. Nie zapale dziś, trudno. Nie jestem smutna czy zła z tego powodu xd wlasnie słucham muzy, śpiewam i robię szamke. Miałam tak, że dwa miesiące nie paliłam i nie miałam z tym najmniejszego problemu. ...

    Chujowo tak palić ze świadomością problemu, nie? Więc nie będę palić, bo mogę. Ja to kontroluję. Dzień? Nie ma problemu. Miesiąc też wytrzymam, bo uzależnienia się mnie nie trzymają. A potem będę palić dalej, bo nie mam problemu. Nie sztuka wytrzymać ileś czasu, tylko resztę życia.

    Jestem ponad to
    a dalej w tym ( ͡° ͜ʖ ͡°) #narkotykizawszespoko #uzaleznienie #przemyslenia
    pokaż całość

  •  

    Jadę sobie zbiorkomem do pracy, patrzę co kierowcy robią w samochodach. Na 3 samochody na które popatrzyłem, 3 kierowców, większość swojej atencji poświęcali telefonom. I w związku z tym, ruszali z opóźnieniem w efekcie wydłużając korek.

    Serio ludzie uważają, że w korku korzystanie z telefonu jest dozwolone czy co?

    #zalesie #polskiedrogi #kierowcy
    Wolam #uzaleznienie, bo tylko taki człowiek nie potrafi wytrzymać 10 min w korku nie łapiąc za telefon.
    pokaż całość

  •  

    Mirki, już miesiąc bez alkoholu. Pijcie ze mną soczki i kompot ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #alkoholizm #wychodzeniezalkoholizmu #uzaleznienie #chwalesie

  •  

    Strasznie zadziwia mnie ten potencjał uzależniajacy kodeiny. Bo niby jest na początku tak ciepło i miło, ale potem (przynajmniej w moim przypadku) jest już chujowo. Kręci się w głowie, mdli (od sulfogwajakolu) ogólnie chcesz aby się już skończyło, a mimo to następnego dnia idziesz po kolejne paczki thio. Nawet mając w głowie te chujowe samopoczucie po wcześniejszym zażyciu kody to z uśmiechem na twarzy wracam do domu z 3/4 paczkami thio i dalej ta sama gehenna (・へ・)
    edit: No i jeszcze to jebane swędzenie, gdy za późno zarzucisz antyhistamine. Kurwicy można dostać, ale mimo to na drugi dzień lecisz po kolejne paczki..
    #kodeina #opiowraki #uzaleznienie #narkotykizawszespoko
    pokaż całość

  •  

    Ogólnie znam już 3 osoby uzależnione i kompletnie zniszczone od marihuany, bawi mnie to że są oni jednocześnie wielkimi wojownikami o wolne konopie, uważają że nie są uzależnieni, a palenie 2-3 blantów dziennie to normalna sprawa. Z jednym z nich pomieszkiwałem, pamiętam jak chłop przez 3 dni nie mogł palić zioła xD widać było u niego objawy odstawienia, już pierwszego dnia na trzeźwo kompletnie zmienił się pod względem zachowania, stał się agresywny i robił dymy o wszystko.

    Chłop pojechał do holandii na magazyn żeby zrobić na studia, każdy grosz który zarobił przepalił i wrócił do polski z długami xD

    Beka ze wszystkich ćpunów co wylewają swoje kocopoły o leczniczych właściwościach i każda substancja jest w stanie uzależnić człowieka, ale lepiej opierać swoją wiedze na infografikach z kwejka xDD

    #narkotykizawszespoko #patologia #uzaleznienie beka z ćpunów.
    pokaż całość

    •  

      Ci z dwu cyfrowym IQ bez ambicji.

      @Alkonauta: Kojarzę kilka osób, które swego czasu przesadzały z trawą i problemem było to, że większość była całkiem bystra, zanimzaczęli. A potem stopniowa degradacja i stawanie się parodią siebie ( ͡° ʖ̯ ͡°)

      Ja niestety alkohol znam głównie z tej gorszej strony, w sensie - nie odciska tak trwałych efektów na psychice, ale będąc pod wpływem zachowujesz się po prostu jak niedorozwój, (cóż, w końcu to depresant). To w połączeniu ze społecznym przyzwoleniem robi dużo zamieszania - nie polecam życia z inteligentną, wykształconą osobą, która co drugi dzień awanturuje się i twierdzi, że wcale nie jest pijana i przecież tak ludzie piją i to nic nienormalnego i tylko znajdujesz puste butelki w koszu ( ͡° ʖ̯ ͡°) pokaż całość

    •  

      @NoMercyIncluded: ciężki mi się odnieść bo tych których znam od "trzech browców" to normalnie z nimi można posiedzieć niepijąc i normalnie pogadać na wszelakie tematy, inteligenti ludzie po prostu.

    • więcej komentarzy (82)

  •  

    Ostatnie dwa tygodnie uświadomiły mi, że mój problem nie minął i prawdopodobnie będę potrzebował specjalistycznej pomocy. Póki pracuję, różowa jest w domu - jestem w stanie normalnie funkcjonować, ale kiedy wyjeżdża i zostaję sam to znowu zaczynają się loty, przez co olewam pracę, szkołę. Muszę nauczyć się radzić sobie samemu z sobą, bo wiecznie nie może mnie ktoś pilnować. Gdzie mogę się zgłosić na jakąś terapię uzależnień w Gdańsku?

    pokaż spoiler #narkotykizawszespoko #bojowkamedycznegoklefedronu #uzaleznienie
    pokaż całość

  •  

    Czy jest tu ktoś kto ma za sobą związek z osoba uzależniona od marihuany? Wiem, ze „hehe, nie uzależnia, leczy!” według niektórych. Czy wasz partner/ka zmienił sie dla Was? Ja jestem juz na takim etapie ze boje sie wyjsć z moim niebieskim do ludzi. Moje koleżanki proponowały wyjście na piwo z naszymi niebieskimi, tak żeby sie wszyscy poznali. Ja oczywiście wymyśliłam milion wymówek, żeby nie iść, bo nie zdziwiłabym sie, gdyby mój facet nagle wyciągnął przy nowo poznanych ludziach lufkę i zaczął jarac (oni chyba wcale nie jaraja i nie wiem jakie maja zdanie na ten temat). Mój jara kilka razy w tygodniu i nie widzi problemu. Juz 2 sylwestry spędziłam z nim i jego latającymi znajomymi. Spytałam go dzis, czy widzi możliwość spędzić choć jeden Sylwester z moimi znajomymi i powstrzymać sie wtedy od jarania. On na to, ze absolutnie. „Mam to w dupie, nie bede sie ograniczał, i tak bym zajaral u nich w domu” i włączył mu sie agresor, ja sie popłakałam. Nie mam na to sił, a najbardziej na swoją głupotę, bo ciagle wierze, ze książę pokocha mnie bardziej niż jaranie.
    #zerwanie #sylwester #zwiazki #uzaleznienie
    pokaż całość

  •  
    n......n via Android

    +9

    DZIEŃ 94/100 #nadetoxie od zioła

    Święta i po świętach. Dla mnie od pewnego momentu to taki dziwny, przytłaczajacy okres, i zawsze w święta paliłem mj. Pomagała mi o wszystkim nie myśleć. Cóż, w te święta obyło się bez zioła (także najs!) , niestety wczoraj musiałem sie najebac, w pojedynkę. No słabą mam psychike (╯︵╰,) jak nie jeden nałóg, to drugi... Bez sensu. Dlatego po sylwestrze ograniczam do minimum picie alko, a od marca, rzucam w zupełności. No i wtedy zobaczymy, jak bede sobie radził bez absolutnie żadnych używek.. Hold strong

    #narkotykiniezawszespoko #uzaleznienie #alkoholizm
    pokaż całość

  •  

    Dziś mamy bardzo fatwy dostęp do pornografii, możemy oglądać ją na komputerze na telefonie w każdym miejscu i o każdej porze dnia i nocy, a co najważniejsze jest darmowa i codziennie pojawia się coś nowego.

    Nasi dziadkowie nie mieli tak łatwo, chcąc pooglądać sobie nagie panienki pewnie kończyli z jakąś gazetą w której co najwyżej było pewnie parę fotek rozebranych kobiet i to wszystko. Potem z czasem jak postęp technologiczny szedł do przodu pojawiły się jakieś filmy VHS czy inne podobne rzeczy, ale to wszystko i tak jakieś śmieszne popierdułki w porównaniu do tego co mamy dostęp dzisiaj.

    Obecnie Pornografia to ogromny i ciągle rozwijający się przemysł który zarabia potężnie pieniądze. Dziś możemy oglądać Porno w jakości HD ,ultra HD, 4K gdzie obraz jest jak żyleta. Nawet jest już porno w rozszerzonej rzeczywistości VR gdzie po nałożeniu odpowiednich gogli możemy mieć widok z pierwszej osoby w świeci 3D i czuć się tak jak to my byśmy naprawdę uprawiali seks z aktorką obecną w scenie. Przemysł porno robi już nawet parodie popularnych filmów i seriali.
    Na przykład oglądałeś sobie gwiezdne wojny czy avengersów i spodobała ci się jakaś postać bo miała obcisły kombinezon i było widać jej kawałek cycka, pojawił się bodziec seksualny a w twojej głowie zrodziły się fantazję. Wchodzisz na stronę porno i cyk wytwórnia nakręciła już o tym parodię wiec możesz do niej fapać.
    Brunetki, blondynki, latynoski, młodsze, trochę starsze, różne pozycje, różne sceneria, Wszystko co byś chciał zobaczyć to pewnie już tam jest. Niektórzy mówią przecież porno to sztuczne baby na silikonie, jasne dużo w tym prawdy czasami tak jet, ale obecnie porno dostosowuje się do użytkowników.Teraz często aktorki to młode 20 letnie dziewczyny z naturalnym ładnym ciałem. Instagramowe profile takich aktorek często mają kilkaset tysięcy obserwujących.

    Kolejna kwestią są wszelkie gadżety czy zabawki erotyczne które mają imitować kobiecą pochwę,tyłek, piersi, usta czy nawet całe ciało. Teraz nawet niektóre aktorki porno robią sobie silikonowe odlewy pochwy a potem sprzedają je na swoich stronach. Skoro jest na to zapotrzebowanie to pewnie znajdują się jakieś stulejarze które to kupują.
    Dmuchane lalki, kojarzy nam się ze śmiesznymi żartami no bo jak przecież można ruchać napompowany materac.
    Obecnie są już lalki tak zwane ''sex dools'' które to mają włosy, twarz wszystkie kobiece narządy oraz imitacje skóry z silikonu oraz rozmiar człowieka. Możesz sobie bez problemu taką kupić widziałem je na jakiejś chińskiej stronie z zakupami, jest to wydatek kilkuset dolarów w górę. Wiadomo droższa w zależności od tego jak bardzo ma przypominać prawdziwego człowieka.
    Czytałem już nawet artykuł na ten temat że gdzieś w azji cieszą się one popularnością i coraz więcej młodych zapracowanych mężczyzn którzy nie mają czasu kupują sobie taką lakę która zastępuje im prawdziwą dziewczynę. Odbywają z nią stosunek ubierają ją dbają o nią, podobno nawet niektórzy się w niej zakochują.

    Piszę to wszystko i tak sobie myślę, żyjemy sobie w takich czasach gdzie mamy taki dostęp do pornografii, gdzie ogrom ludzi jest już od niej uzależnionych.Nie ważne czy jesteś młody stary, nie ważne czy jesteś studentem czy mężem możesz się od niej uzależnić,a może już jesteś. Pornografia Jest ogromnym problemem ponieważ gdy się już na poważnie od niej uzależnimy to rozwala układ nagrody w naszym mózgu uwalniając ogromne ilości dopaminy przez co potem zwykłe drobne czynności takie jak jedzenie, zachód słońca, sport, spotkania ze znajomymi nie dają już nam satysfakcji. Przez to wszystko osoba uzależniona czuje się źle popada w marazm, obojętność , miewa stany depresyjne i nic ją nie cieszy.
    Dzisiaj Seksualizacja społeczeństwa jest na bardzo wysokim poziomie, Ale należy o tym pamiętać że to my jesteśmy panami własnego życia i nikt nam nie przykłada pistoletu do głowy i nie karze wchodzić na te wszystkie strony z porno. Wszystko opiera się na naszej woli i samokontroli naszych potrzeb. Pamiętajmy że to Pies macha ogonem a nie ogon psem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    tyle ode mnie, zapraszam do dyskusji oraz wyrażeniu swojej opinie w komentarzu

    #nofapchallenge #noporn #nofap #porno #uzaleznienie
    pokaż całość

  •  

    @hralik: Jestem hazardzistą, nie gram od 4 miesięcy. Chciałem podzielić się tym jak sobie radzę z uzależnieniem.
    Cierpienie bliskich, rozpad narzeczeństwa, ogromne długi, odizolowanie się od ludzi, niskie albo zerowe poczucie własnej wartości i brak chęci do życia to tylko pierwsze z konsekwencji dawnego postępowania które przychodzą mi do głowy. Na początku tego roku byłem na terapii w zamkniętym ośrodku, mój stan w tamtym czasie był tragiczny i desperacko szukałem czegoś co mi pomoże się ogarnąć. Terapia nie licząc kilku mitingów była pierwszym krokiem w moim kilkuletnim życiu jako nałogowiec do tego aby coś zmienić. Po powrocie z leczenia pełen entuzjazmu podjąłem radykalne kroki które miały mi pomóc w tym żebym nie wrócił już do grania. Niestety zapału wystarczyło na 2,5 miesiąca. Od maja wpadłem w mocny ciąg który trwał do sierpnia. Powinien się on skończyć tragicznie a co najmniej tym, że powinienem wylądować na ulicy. Stało się jednak inaczej.
    Mieszkam z rodziną. Zamiast wyrzutów otrzymałem od rodziców potężne wsparcie, zresztą nie pierwszy już raz. Musiałem jedynie podjąć decyzję- chcę zrobić wszystko żeby przestać grać lub ląduję na ulicy. Jeszcze na początku sierpnia wyglądałem i czułem się jak trup. Byłem bez pracy i z ogromnymi długami. Przez pierwsze dni moja mama pilnowała żebym trochę odżył fizycznie- żywienie się słodkimi bułkami i chipsami, zarywane noce a przede wszystkim bezustanny stres i towarzysząca graniu adrenalina mocno osłabiły mój organizm. Po kilku dniach nadszedł czas na jakieś działania. Najpierw oddałem rodzicom resztę pieniędzy jakie miałem. Gdybym tego nie zrobił to prędzej czy później wylądowałbym u bukmachera. Następnie pojechaliśmy sprzedać mojego laptopa i smartfona. Chodziło o to żebym nie miał dostępu do internetu. Zacząłem szukać pracy(poprzednią rzuciłem po to żeby móc skupić się tylko na graniu i przez 2 miesiące udawało mi się ukrywać taki stan rzeczy). Rodzice budują dom więc do czasu póki nie znalazłem pracy to szedłem na budowę, brałem łopatę i kopałem dołki pod ogrodzenie, woziłem ziemię albo malowałem ściany. Z każdym dniem mój stan się poprawiał. Czasem miałem wrażenie, że podczas wbijania szpadla w skamieniałą ziemię w palącym słońcu wraz z potem wyłaziły ze mnie toksyny i to co zatruwało mój umysł. Ale wiedziałem też, że na dłuższą metę łopata nie pomoże i trzeba podjąć kolejne działania. Wpadły mi do głowy dwa realne pomysły- zgłosić się do wolontariatu żeby zamiast użalać się nad sobą to spróbować poświęcić się dla innych oraz bieganie. Póki co wypalił ten drugi pomysł. Dlaczego akurat bieganie? Kiedyś uprawiałem trochę sportu. Stwierdziłem, że bieganie nie będzie wymagało jakiś dużych nakładów finansowych a że nie miałem i przez długi czas nie będę miał pieniędzy to bieganie jest dobrym wyborem. Ale potrzebowałem jeszcze dodatkowej motywacji bo samo bieganie dla biegania by nie wystarczyło. Mogę korzystać z laptopa rodziców ale tylko podczas ich obecności w pomieszczeniu więc postanowiłem wyszukać w internecie jakieś zawody w których mógłbym wystąpić. Chciałem mieć po prostu coś na czym mógłbym się skupić. Padło na półmaraton górski który miał odbyć się w październiku. W międzyczasie udało mi się znaleźć pracę. Do sierpnia wypalałem pół paczki papierosów dziennie, piłem energetyki i po 2-3 piwa wieczorami bo bez tego ciężko było zasnąć. No i wiadomo, grałem. Tymczasem w krótkim czasie sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Z tygodnia na tydzień zaczęło się wszystko normować, Dzięki pracy, pomaganiu na budowie i trenowaniu do zawodów mój plan dnia był wypełniony a ja nie miałem czasu ani ochoty myśleć o graniu, zacząłem powolutku dostrzegać dobro płynące z uczciwego życia i ciężkiej pracy.
    Gdy pod koniec października wbiegałem na metę półmaratonu i kątem oka widziałem łzy w oczach rodziców którzy przyjechali mnie dopingować to poczułem coś czego nie czułem nigdy dotąd. Ani hazardowa adrenalina ani nic innego nie mogło się z tym równać. Paradoksalnie robię coś czego jako hazardzista nie powinienem robić. Ktoś kto zna tematykę uzależnień wie co to takiego program HALT. Z obecnym trybem życia nijak się do tego nie stosuję. Także jako hazardzista nie powinienem podejmować rywalizacji a tymczasem przygotowuję się do kolejnych zawodów. Ale to głównie dzięki bieganiu moja uwaga zaczęła skupiać się na czymś innym niż hazard. Czytam książki, szukam informacji. Po prostu bieganie stało się moją pasją i przede wszystkim skutecznie zastępuje mi granie. Nie jest jednak tak, że nie mam pokus i teraz jest wszystko super( ͡° ͜ʖ ͡°). Ciągle dzwonią telefony z windykacji. Nienawidzę dnia wypłaty bo dosłownie każda złotówka idzie na spłatę długów. O jakimkolwiek związku nawet nie myślę, jestem przecież przegrywem bez pieniędzy i to dosłownie( ͡° ͜ʖ ͡°) na piwo ze znajomymi nie wyjdę bo ani nie mam z kim ani za co. Ale to nie są gorzkie żale, to są właśnie konsekwencje moich wcześniejszych wyborów i teraz muszę przez to przejść, innej drogi nie ma. I choć czasem zdarzają się dni, że mam ochotę to wszystko rzucić i wrócić do starego bagna to jednak wiem, że nie warto iść za tym głosem. Staram się też dostrzegać plusy sytuacji w której się znajduję. Brak pieniędzy i dostępu do neta stały się szansą na to żebym zaczął dostrzegać coś innego niż materializm, setki niepotrzebnych informacji itp. i żebym zaczął lepiej wykorzystywać czas. Raz w miesiącu jeżdżę do biblioteki po książki, czytanie i zdobywanie nowej wiedzy jest w swojej prostocie fajnym sposobem spędzania wolnego czasu. Lubię także uczucie kiedy na dworze jest mokro, zimno i wietrznie a ja mimo to zakładam dres i mimo, że mi się cholernie nie chce to biegnę i pokonuję swoje słabości i wracam zadowolony że nie odpuściłem. Myślę, że spłacanie długów i życie na dupościsku może mi zająć jakieś 3-5 lat. Ta świadomość boli ale po prostu muszę z tym żyć. Dlatego żeby było łatwiej to postawiłem sobie cel- daję sobie właśnie 5 lat na przygotowanie do Mistrzostw Polski w ultramaratonie. Bo myślę, że jest łatwiej przejść przez trudności jeśli ma się w życiu jakiś konkretny cel. Przez większość dorosłego życia nie chciałem przyjąć do wiadomości że trudności i problemy są jego częścią i uciekałem w nałogi. Teraz powolutku uczę się tego jak zamiast uciekać to stawiać czoło problemom. Choćby miało się nie udać to warto chociaż spróbować niż uciekać. Tak się buduje szacunek do samego siebie. #uzaleznienia #hazard #uzaleznienie
    pokaż całość

    •  

      @hralik rozumiem ale gdyby spacer leczył uzależnienie to było by za piękne. Zresztą sam zobaczysz najlepiej wróć tu za rok i napisz jak Ci się żyje. To jest choroba duszy, mimo wszystko powodzenia.

      Co do długów poczytaj o upadłości.

    •  

      @wdvefbrgn: wiesz, spacer czy co innego to nie ma takiego znaczenia. Chodzi o konkretny cel, coś co będzie motywacją. Powiem więcej, traktuję to jak zamiennik od hazardu bo start w zawodach wyzwala niesamowite emocje. A jak dojdzie do tego świadomość, że robię coś w co wkładam mnóstwo sił i widzę tego efekty a co najważniejsze- dochodzę do tego uczciwą pracą to daje mi to siły żeby w tym trwać i nie wracać na złą ścieżkę. Ale pierwszy krok który zrobiłem do tego żeby być trzeźwym to nie szukanie celu tylko pełna kontrola finansowa i maksymalnie ograniczony dostęp do internetu. Bez tego nie miałbym szans. Na jak długo taka sytuacja będzie? Nie wiem tego, za wcześnie żeby o tym myśleć. W każdym razie na pewno masz rację- czas pokaże. Dzięki :) pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Nie piję już ponad 5 tygodni.
    Zaczełem ćwiczyć, czytać książki, chodzić na spacery. Nawet nie zdawałem sobie sprawy ile poza pieniędzmi i zdrowiem picie zabiera czasu! Teraz mam więcej energii, czuję się zdrowszy (jem dwa ząbki czosnku dziennie - świetny antyoksydant) a przede wszystkim mam na wszystko zarówno czas jak i chęci. Poprawiła mi się cera (schodzi opuchlizna alkoholowa). Trzymam za siebie kciuki i pozdrawiam wszystkich w trzeźwości jak i tych którzy chcą zacząć ( ͡º ͜ʖ͡º)
    #alkoholizm #uzaleznienie #aa
    pokaż całość

  •  

    Mirki, pomóżcie, bo chyba jestem uzależniony od alkoholu i nie potrafię sobie z tym poradzić...
    A co gorsze, inni też widzą już we mnie alkoholika i mną gardzą :/
    Wszystko się zaczęło, gdy usłyszałem, że już mówią o mnie w mieście, że wskazują palcami i śmieją się: "Co z niego za typ". Plotkują, że wciąż chodzę pijany i nawet nie wiem, co to wstyd (trochę w tym jest racji). Że jestem brudny i niedomyty (no przyznaję, że przez ciągłe picie alko trochę się zaniedbałem) i że niby ciągle śpię w stajni (to akurat nieprawda). Ostatni nawet, gdy szedłem ulicą i mijałem jakichś dwóch kolesi, jeden z nich odwrócił się w moją stroną i wprost zapytał: "Czego szukasz w naszym mieście?". A po chwili jeszcze usłyszałem: "Idź do diabła!". Tak do mnie mówią ci ludzie "pełni cnót"...
    Ale wiecie co? Już mi to nawet zaczęło doskwierać i chciałem kiedyś zmądrzeć i być po ich stronie (tych normalnych ludzi). Wiecie, spać w czystej pościeli (a nie zarzyganej), świeże mleko pić (zamiast spirytusu) i tak dalej... Naprawdę chciałem zmądrzeć i po ich stronie być! Pomyślałem więc o żonie i o tym, że jak się ogarnę i ożenię to będzie mi łatwiej stać się jednym z nich!
    Już nawet miałem na oku hacjendę, mówię Wam, naprawdę wspaniałą. Tyle, że nie chciała tam zamieszkać żadna z pięknych dam (tych brzydkich też nie) :/ Dosłownie wszystkie śmiały się, wołając za mną wciąż, że wprawdzie ładny mam frak (nosiłem wtedy garnitur), ale kiepski byłby ze mnie mąż...
    Nie powiem, to mnie mocno podłamało i zacząłem znów się staczać... Powróciłem do picia, tyle że przerzuciłem się na whisky i pomyślałem sobie, że chyba tylko ona zostanie moją "żoną". Że jest najlepszą z dam, że przynajmniej ona mnie nie opuści i nie będę sam. Ludzie mogą mówić, że whisky to nie wszystko i że można bez niej żyć... Lecz nie wiedzą o tym, że najgorzej to samotnym być :/
    Mirki, błagam Was, pomóżcie, bo ja nie chcę już samotnym być, o nie!
    Co mam w tej sytuacji zrobić? Co radzicie? Help!!!

    #pytanie #alkoholizm #whisky #uzaleznienie #heheszki #pasta
    pokaż całość

  •  

    NoFap HardMode 26/forever. Porno i Masturbacja to trucizna, która pozbawia was życia. Stajecie się żywymi trupami - zapamiętajcie to raz i na zawsze.
    Chciałbym żeby ktoś mi kiedyś powiedział, ze pornografia i fapanie jest złe. Musiałem do tego sam dojść ale ciesze się, ze w końcu to odkryłem.
    Kiedyś bylem żywym dzieckiem, pełnym energii. Już w bardzo wczesnym wieku, 10+/- , zacząłem oglądać porno i się masturbować, wtedy nawet jeszcze nie miałem wytrysku. Częstotliwość była rożna ale z czasem dochodziło nawet do 3 razy w ciągu dnia. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, ze za tę 'przyjemność' będę musiał kiedyś zapłacić. Tak tez nieświadomy tego robiłem sobie ulgę, gdy tylko moglem. Było to świetne lekarstwo na wszelkie stresowe sytuacje czy gorszy nastrój. Z czasem przez nawarstwiające się problemy pojawiła się fobia społeczna, depresja, brak chęci do życia, brak odczuwania przyjemności ze zwykłych rzeczy, praktycznie nic mnie nie cieszyło, brak emocji, apatia, złość, myśli samobójcze i wiele, wiele więcej.
    Próbowałem rożnych rzeczy żeby zmienić ten stan, nawet sięgałem po suplementy które ingerują w hormony i podnoszą ich poziom i niektóre nawet działały ale to nie było rozwiązanie problemu a ukrycie objawów.
    Gdy już bylem praktycznie na skraju i pozbawiony nadziei, szukając informacji na temat tego jak podnieść naturalnie testosteron, dowiedziałem się o możliwości abstynencji od masturbacji, która powoduje skok tego męskiego hormonu. Potem natrafiłem na to całe stowarzyszenie nofap i tak się zaczęło.
    Jeszcze 3 miesiące temu czułem się jak totalne gówno bez wiekszych nadziei, że będzie lepiej. Gdy zaczynałem nofap, zaliczałem wpadki, dawałem się łapać w pułapki ale były one potrzebne bo wyciągałem z nich lekcje, które moglem potem zastosować aby ponownie nie popełnić tego samego błędu. Ćwiczyłem umysł. Po zaliczeniu relapsa, nie robiłem przerwy. Wstawałem i zaczynałem od nowa, starając się osiągnąć lepszy rezultat niż poprzednio. Zaliczyłem tak kilka potknięć az ostatecznie postanowiłem, że bez względu na wszystko wytrzymam. I o dziwo - udało mi się, pokonałem swój pierwszy i największy rekord jakim było 3 tygodnie. Jednak tym razem było trochę inaczej, zdeterminowany celem i zmęczony czasem, który zmarnowałem, sztywno postawiłem sobie zasady i się ich trzymałem. Przez ten czas ani razu nie wszedłem na stronkę porno. Nie miałem żadnej blokady, bo one większego sensu nie maja ( to ty masz sprawować kontrole nad swoim umysłem a nie jakiś program, który obejdziesz jak zajdzie taka potrzeba bez problemu ). Dziek temu tez nie czułem szczególnego parcia na klikanie w zakazane strony czy masturbacje, po prostu było mi to obojętne i do teraz jest.
    Gdy zobaczę goły obrazek to przechodzę dalej. Nie wynika to z tego, że zostałem mnichem bo bez problemu mogę wywołać erekcje. Wynika to z tego, ze to Ja mam kontrole nad swoim popędem i nie pozwalam by umysł robił co chciał.
    Masturbacja / porno to tylko zmarnowany czas i energia, wole wykorzystać semen retention na realizacje moich celów. Po czasie już nawet zapominasz jakie to było uczucie i masz to gdzieś. Przełom w psychice zachodzi gdy permanentnie uświadamiasz sobie, że masturbacja to nie jest lek na problemy i usuwasz tę możliwość ulgi ze swojej świadomości, ona po prostu ma dla ciebie nie istnieć. Było fajnie ale nie na tym polega życie. Zycie polega na stawianiu czoła problemom i radzeniu sobie z nimi. Nie na uciekaniu od nich. Czas nie załatwi spraw za ciebie, to decyzje i działania to powodują.
    Jak to jedna osoba powiedziała i to bardzo mądrze - Skoro już i tak cierpisz, to dlaczego nie pocierpieć trochę bardziej i przynajmniej dasz sobie możliwość odwrócenia sytuacji.
    To dopiero 26dzien (pewnie trochę więcej gdyby zliczyć też poprzednie podejścia) ale są to 26dni totalnie czyste i wolne od pornografii. Mimo, że dla wielu z Was jest to zapewne niewiele to mi tyle wystarczyło aby podjąć decyzje i porzucić już na zawsze to świństwo. Niepozorne 26dni, które zmieniło w mojej psychice więcej niż wszystkie próby przez ostatnie kilka lat i dało nadzieje, ze 'jutro' nie musi być wcale takie złe. Z dnia na dzień mimo czasem gorszych dni, staje się lepszą wersją samego siebie. Staje się silniejszy fizycznie i psychicznie, odkrywam przyjemność z małych rzeczy których smak już zapomniałem, zaczynam odczuwać emocje, te dobre i te złe ale niosą za sobą jakaś wartość, nie są już takie płytkie. Mam motywacje i energie do działań, zaczyna mi zależeć na przyszłości. Depresja diametralnie słabnie, lek społeczny również. Mózg robi się bardziej oczyszczony, zaczynam dostrzegać więcej, sprawniej mi się myśli i jestem w stanie się skupić na danej czynności, łatwiej zasypia. Bywa, że pamiętam prawie każdy szczegół z tego co mi się śniło. Samopoczucie w końcu robi się stabilniejsze, szybciej wracam do stanu wyjściowego. Nie ma już takiego rollercoasteru emocjonalnego. I tak jeszcze o wielu rzeczach nie wspomniałem bo jest tego sporo.

    Nawet jeżeli nie jesteście uzależnieni albo tak uważacie to i tak warto spróbować bo niewykorzystana szansa to stracona szansa. A dopóki nie sprawdzicie to się nie dowiecie.
    Szczególnie, że czasem gra rozchodzi się o Wasze życie.

    Specjalne podziękowania dla @daedalus1337 @pijekubusplay i pozostałych bardzo ogarniętych facetów w tym temacie za wsparcie :)
    Pomogliście mi wytrwać w tych nierzadko strasznie chujowych chwilach podczas odwyku. Wiem, ze jeszcze pewnie niejedne takie mnie spotkają, ale będę już bardziej przygotowany.
    Robicie świetna robotę!

    #nofapchallenge #nofap #wychodzeniezprzegrywu #depresja #uzaleznienie #nopornchallenge #samobojstwo
    pokaż całość

  •  

    Jutro ostatni dzień... od grudnia "idę" na kolejny odwyk zakupowy :D doliczyłem się ponad 110 PRZYDAsi na które czekam a pewnie o jakimś multikoncie zapomniałem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    pokaż spoiler eee coś sobie kupię, ale oby mniej ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #zakupyzchin #hobby #uzaleznienie #gearbest #banggood #aliexpress #amazon #dresslily #rosegal #lightinthebox #joybuy #gamiss #zapals ....
    pokaż całość

    źródło: Przydasie.jpg

  •  

    Obiecuje se kurwa jak tu tera mirkuje, ze nie kupie juz wiecej nowej gry zanim nie skoncze tych 5 rozpoczetych. To juz jest chore bo mam w co grac ale jak jakas promka to co nie kupie se giereczki na konsole? Pogram pare godzin i kupuje nastepna. Koniec z tym (╥﹏╥)

    #ps4 #gry #uzaleznienie

  •  

    #youtube #nexos #patologia #worldofwarcraft #blizzard #nvidia #7metrowpodziemia #filozofia #coaching #uzaleznienie

    Dość personalna notka ale niestety musiałem. Byłem Mirkiem jeszcze dwa lata temu ale później - życie, żona. Na wstępię, chce zaznaczyć, że byłem osobą która była uzależniona od gier. Uzależniona bardzo mocno, zatraciłem życie prywatne bo wolałem expić, wbijać, rajdować itd. Wyszedłem z tego dzięki pomocy rodziny i temu, że po 6 latach zrozumiałem, że jest coś takiego jak życie prywatne, że liczy się coś więcej. Moja historia jest jednak nie ważna, ważne jest to, że od pewnego czasu jutuberzy, influencerzy chwytają się by promować produkty naprawdę nieuczciwej karty. Wmawiają dzieciakom, że hardcore gaming to może być pasja, że to jest super a by być lepszym oglądajcie moje filmiki (SIC!)

    Wpadłem na film wyjątkowego dzbana (jak się przejrzy jego kanał to oprócz tego, że ma materiały sponsorowane ma wszystko zerżnięte z Reddita na temat Wowa, jeszcze do tego dodane z opóźnieniem (Ktoś chce to oglądać jego sprawa)
    Typ o nicku #nexos dodał jednak coś takiego:

    https://www.youtube.com/watch?v=3IR4D2UWPKU&t=782s

    .... obejrzałem i jestem naprawdę w szoku. W szoku również nad komentarzami ludzi którzy tam wypisują rzeczy typu, ja też trzymam się swoich marzeń gram w Metina xDDD Granie w Wowa po 12h rozwija (dzieki temu jestem w gildii mam znajomych). Nie mówię nawet o tym jaka to piwnica ale typ nie zauważa jednego on postawił na jedną kartę, skonflikotował się ze znajomymi z rdzociami i traf chciał, że został jutuberem wpadł w nisze ale to jest 0,0001% wszystkich grających którzy będą mogli na tym zarabiać reszta nigdy nie będzie miała tego i nie odstanie tych profitów.

    Zrobiłem sobie też risercz co to za typ:

    1) 18 lat wpadł i urodziło mu się dziecko, dziewczyna przez to, że jest hardcore gamerem go zostawiła i się wyprowadziła - do dzisiaj płaci alimenty xd
    2) Skonflikotwany z rodziną - ojciec w więzieniu, matka tonie w długach.
    3) Gość tworzy specyficzny ekosystem gdzie ma dwójkę przydupasów - jeden Slayprox (fajny kanał ale nie rozwinie nigdy kariery bo ten pierwszy go tłamsi a ten będąc dobrym kolegą mimo, że jest popularniejszy nie rozwija swego kanału + dziewczyna która jest lustrzanym odbiciem poprzedniej xD
    4) Został wyrzucony z liceum bo grał w gry i wagarował, nie ma matury bo nawet z wieczorówki go wywalili xd

    Nie jestem przekonany czy ktoś kto zerwał z rodziną, zostawiła go kobieta i ma widzenia z córką przez to, że nie umiał pogodzić grania z życie, jest wyznacznikiem dla kogokolwiek. Przeraża mnie, że tacy ludzie wystepują w roli mentora, a dzieciaki siedzą i mówią (dobrze mówisz, to nasze życie, mnie matka też nie pozwala grać do 4 w nocy.. jeb... ją) - do tego mówi, że trzeba rozwijać swoją pasje (w domyśle grindowanie WOWA)

    Nie jestem przeciwnikeim gier, do dzisiaj gram ale robienie z tego "pasji" na siłe wciskanie, że to cię czegoś uczy kończy się tak jak u ludzi z moją przeszłością. Do 26 roku życia wstydziłem się zgadać do dziewczyny bo wolałem levelować. 15 lat zajeło mi by stać się po epizodzie uzależnienia człowiekiem.
    pokaż całość

    +: P........a, szogu3 +135 innych
    •  

      @MistrzGrywWOW: szczerze to o ile nie wstawisz (a nie wstawisz) jakichś linków na poparcie swoich tez, to wszystko co tutaj napisałeś (o "sobie" też) można o kant dupy potłuc

    •  

      @BestWorld: Zajebiste porównanie gościa, który pierdoli sobie coś o WoWie (kopiując czy nie, nieważne w tej sprawie) do jakiś rakowych reaction channels jest fchuj zajebiście poprawne xD Also, coś słabo wygląda to Twoje granie od 10 lat, ja znam sporo dorosłych ludzi, którzy oglądają bexosa/subują go, bo po prostu nie ma innych alternatywnych, polskich kanałów o wowie (ok, są, ale nie są tak rozpoznawalne - polecam mojego gildiowicza GamingowyKocus na yt). Czy to dobrze czy nie, mam to w dupie, niech każdy robi co chce.

      Z mojej strony to koniec, bo wyjde na wielkiego obrońce omawianego typka, a mnie tylko boli pierdolenie ludzi, którym wydaje się, że wiedzą wszystko i ich wizja jest jedyną prawdziwą wizją.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (44)

  •  
    X..l

    +46

    #narkotykizawszespoko #uzaleznienie #opiowraki #papierosy #alkoholizm Rzuciłem alkohol całkowicie, to znaczy od 3 dni nie pije. Wiem, to śmieszne ale tkwię w kilkuletnim ciągu i praktycznie piłem codziennie. Zażywam też kodeinę od roku i też z tym koncze. Rzucam też palenie - czysty od 3 dni. Nie chce żadnych używek w swoim zyciu i żadnych uzależnień, chce zdać studia, obronić się, zamieszkać z różowym,nauczyć się norweskiego a nie menelic kurwa i chodzić od apteki do monopolowego po mocne piwo i małpki i siedzieć jak tur kurwa w parku. Chce być świadomy, ćwiczyć i oszczędzać pieniądze, zdrowo się odżywiać. Kodeinę niweluje, zmniejszam dawki, tak naprawdę chodziłem praktycznje zawsze na 450mg albo 750, nie więcej. 16 tabletek mnie grzało i grzeje. Zejdę do 10 za 2 dni do 5 i kilka dni po 5 tabletek, żeby nie było skręta. Nie chce używek, nie chce uzależnień, chce być normalnym człowiekiem. Chodzić na terapię. Biorę też benzo ale jakoś tak raz na jakiś czas, to też wypierdole. Pozdrawiam. pokaż całość

  •  

    Wjeżdżam na ring. Trzymajcie kciuki :)

    #papierosy #uzaleznienie #rzucampalenie

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20181113_212843.jpg

  •  

    Uzależnienie od papierosów jest tak silnym i spierdolonym nałogiem że ludzi którzy częstują i namawiają w szkołach niepalących kolegów do palenia powinno się kurwa ćwiartować a rodziny wywozić na Syberię. Pewnie większość tak zaczęła palić? #papierosy #uzaleznienie #pytanie #ciekawostki

    źródło: g3.forsal.pl

  •  

    #alkohol #alkoholizm #uzaleznienie #zdrowie

    Czesc Mireczki, ku przestrodze. Robcie sobie badania regularnie, zeby nie obudzic sie z reka w nocniku...

    źródło: wyniki.jpg

    •  

      @szymkov: To tez, ale bez wzgledu czy sie pije, czy nie, badania warto robic. Nie tylko od wódy sie "choruje" :P

      @41B937B: Dlatego umiescilem odpowiednie tagi. Co zamierzam? I to jest dobre pytanie. Lekarz przepisal mi Heparegen, zalecil podjecie terapii i oczywiscie mam calkowity zakaz picia, no chyba, ze znudzilo mi sie juz chodzenie po tym swiecie to moge dalej tankowac...

    •  

      @majster49 jak byłem na terapii był z nami gość który miał tak zjechaną wątrobę że każda kolejna dawka alkoholu mogła być dla niego śmiertelna, co ciekawe przez 6 tygodni leczenia uparcie twierdził że on nie ma problemu z alkoholem tylko z wątrobą i myślał że na terapii mu ją wyleczą i będzie mógł dalej pić. Nie wiem ile piłeś ale ja właśnie w wieku 30 lat wyladowałem na terapii a zacząłem tak jak Ty i nigdy nie miałem tak fatalnych wyników więc podejrzewam że za kołnierz nie wylewasz. Strach przed rychłą śmiercią być może utrzyma Cie jakiś czas z dala od alko ale jak nie poukładasz sobie w tym czasie w głowie to wrócisz na start, dostałeś właśnie drugą szansę od życia, nie spierdol tego, udaj się do poradni leczenia uzależnień pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    3 dzień odwyku

    Cześć mam na imię Sebastian
    Mam 30 lat
    Od około 15 lat nałogowo oglądam porno
    Zacząłem kolejną próbę rzucenia tego nałogu

    #porno #uzaleznienie #psychologia

    +: niepanimaju, b......e +5 innych
  •  
    n......n via Android

    +24

    DZIEŃ 18/100 #nadetoxie

    Jak wiecie lub nie, wczoraj był ważny dla mnie i mojego detoksu sprawdzian. Odbył się otóż grubszy event, na którym naprułem sie jak szpadel ( ͡º ͜ʖ͡º) Był tam typek, który miał blanty, wiedziałem o tym wcześniej. Podczas wydarzenia, zaproponował blanciora. ALE MI SIĘ CHCIAŁO jprdl. Mówię Wam! No moment idealny, żeby rozjebac caly detoksowy plan w proch. I cóż

    pokaż spoiler Odmówiłem mu ( ͡° ͜ʖ ͡°) I cieszę się, ze dzis zaczynam wpis od informacji o kolejnym dniu na detoksie, OGIEŃ CYKA BLYAT!!


    #narkotykizawszespoko #wykopjointclub #uzaleznienie #challenge #chwalesie
    pokaż całość

    •  

      @nikitten: proszę bardzo, ponownie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Substancja psychoaktywna

      Substancja psychoaktywna, substancja psychotropowa – substancja chemiczna (związek chemiczny) oddziałująca na ośrodkowy układ nerwowy przez bezpośredni wpływ na funkcje mózgu, czego efektem są czasowe zmiany postrzegania, nastroju, świadomości i zachowania.

      Substancje psychoaktywne lub środki je zawierające (używki) mogą być używane rekreacyjnie w celu wywołania zmiany świadomości (np. kawa, napoje alkoholowe, heroina, kokaina, środki pochodzenia konopnego)
      pokaż całość

    •  

      @mobyn: to zależy co robisz po za tym, jeśli stymulujesz pamięć i mózg i do tego jarasz nie ma większych problemów

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    @BotRekrutacyjny idę w twoje ślady i kończę przygodę z dopkami. Jutro rejestracja w oddziale terapeutycznym i jakoś to będzie, musi. (✌ ゚ ∀ ゚)☞
    #chwalesie #narkotykizawszespoko #bojowkamedycznegoklefedronu #uzaleznienie

    •  
      u.........n

      0

      @Conscribo: To co bierzesz nie jest neurotoksycznym stymulantem i powrót do normalności jest jak najbardziej mozliwy. Ale niestety 2 tygodniowy ciąg wystarczy aby głód towarzyszył przez 3 miesiące po odstawieniu. Każdy dłuższy ciąg na stimie zmienia psyche. Szczyt głodu następuje po miesiącu czystości i większość zazwyczaj wtedy wraca do nałogu. Twoje cpanie to tak naprawdę możliwe początki prawdziwego hardcoru, który może się zacząć w najbliższym czasie. Będziesz zachowywać pewien okres trzeźwości ale głód znowu sprowadzi cie do parteru. Wyrzuty sumienia z powodu porażki spowodują, ze będziesz brać więcej i częściej. Stracisz nadzieję wyjścia z nałogu i zacznie się branie typowo aby się zajechać się na śmierć. Zaczną się przedawkowania, lądowania w szpitalach=podłączenia do kroplowki po kurewskich ciągach(totalne wyplukanie z witamin i cukrów).  Normalnym bedzie to, że codzienne ocierasz się o śmierć. Nie chce cię straszyć ale opieram się na tym przez co sam przeszedłem. Oczywiście jeśli ci starczy kasy na taką zabawę. Aż w końcu dotkniesz dna i będąc tam pewien okres czasu twoje cierpienie zamieni się w gniew, zapłonie w tobie kurewski ogień dzięki któremu odbijesz się. Będziesz napierac z calych sil i naprawiać wszystko co zjebaleś w ekspresowym tempie. Dopiero po tym wszystkim jest największa szansa na wieczne rozstanie z nałogiem.

      Ten cały system leczenia uzależnień w Polsce to wielkie gówno. Sam w to uwierzyłem, podjąłem się leczenia. Dla nich jesteś tylko zwykłym cpunem bez przyszlosci, który zawsze kończy na dworcu albo w trumnie. Nonstop będą cię niszczyć psychicznie, np. porównywać z najgorsza patologia, pierdolic ze sam sobie nie dasz rady, cpaniem to sobie spierdoliles całe życie, nawet jednorazowe weekendowe branie spowoduje że będziesz nikim. Brac za przyklad jakichś bezdomnych meneli, którzy już przed cpaniem nie mieli zębów. Terapia wynosi 10% skuteczności, takie są statystyki. Jak się jeszcze uzaleznisz od pani lekarz, która niby cie rozumie i chce ci pomóc to dopiero będziesz mieć przejebane. Po kilku wizytach będzie miała cię dość i zobaczysz tą nienawisc w kierunku twojej osoby.  Powie ci krótko zebyś spierdalal do kogoś innego. Zacznie się samookaleczanie, brak w wiary w siebie i lepsze jutro, a na koniec samobójstwo. Terapia zakonczona sukcesem..
      Od leków tez nie oczekuj chuj wie czego,  bo pewnie wypisza ci silny neuroleptyk lub uspokajający antydepresant. Po tym gównie cały dzień jesteś zamulony, zamieniasz się w warzywo, które resztę życia spędzi leżąc na łóżku. Uważaj tam na siebie.

      Moja rada: jeśli już nic nie będzie pomagać, to kup w kurwe cpania. Minimum na 30 dni mocnego ciągu. Zamknij się w chacie i cpaj jak nigdy. Szybciutko złapiesz psychoze od stimow. We łbie tak ci się popierdoli, że zaczniesz opracowywac plan przejęcia władzy nad światem. Przy odstawce staniesz się cyborgiem na miesiąc. Nie będziesz czuł jakichkolwiek emocji, będziesz mógł zapierdalac cały dzień mopem po podłodze nie nudzac się.
      Wtedy od razu zapisujesz się na mma, kickboxing lub boks. Przychodzisz tam świeżo po ciągu jako wychudzony wrak. Brak emocji sprawi, że będziesz ostro zapierdalac bez potrzeby motywacji. Kiedy wróci wszystko do normy, to cały swój ból psychiczny będziesz wypłacać innym podczas sparingów. Sprawdzony sposób - mój kumpel po ostrym ciągu fety wymieszanej z opio i samookaleczaniu zaczął trenowac. Każdy wiedział, że cpal i wszyscy go tam motywowali i przytrzymywali przy abstynencji. W 8 miesięcy zrobił bardzo duży progres. Bierze juz udział w zawodach, poznał ludzi, jest tam przykładem dla innych. Teraz cpa tylko w piątki.

      @klefi: skąd tyle nienawiści w tobie?
      pokaż całość

    •  

      @up_and_down: Podejrzewam, że ostry komentarz pod Twoim wpisem wziął się z tego, że radzisz osobie której nie widziałeś na oczy co ma zrobić ze swoimi życiem, w dodatku sugerując aby został na tym etapie pomimo, że komunikuje chęć zmiany.
      Ośrodków leczenia uzależnień mamy sporo, od prywatnych po państwowe. Nie wiem w jakim ośrodku byłeś, ja mam doświadczenia z tych dobrych choć słyszałem o różnych patologiach. Skuteczność leczenia waha się w zależności od metodologii i wynosi do około 30% więc nie wiem na jakich badaniach się opierasz podając 10%. Ogólnie cały Twój post jest napisany w duchu mającym zniechęcić.
      Świetnie, że Twój kolega ograniczył branie ale jego przykład wcale nie musi sprawdzać się dla innych.

      Zadziwia mnie, jak możesz pisać aby wpadł w ciąg i zaczął ostro ćpać, to pokazuje że branie odpowiedzialności, w tym przypadku za życie i zdrowie drugiej osoby nie znaczy dla Ciebie wiele. I to dużo mocno rzutuje na wszystko co napisałeś.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (21)

  •  

    Fioletowe lampy w wielu publicznych toaletach są po to by narkomani mieli problem z identyfikowaniem gdzie są ich żyły. #ciekawostki #takaprawda #narkotykizawszespoko #uzaleznienie

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: embed.jpg

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Ale mnie ciśnie napić się piwa.
    Po akcji z Kopyrem doszedłem do wniosku, że nie mogę prawie codziennie obalać jednego czy dwóch browarów.

    Chyba samo to, że tak strasznie mnie ssie świadczy już o tym, że jestem uzależniony :(
    Tu nawet nie chodzi o picie w formie picia żeby się uchlać, ale to takie uczucie luzu, odprężenia wieczorami gdy oglądam jakiś serial na Netflix czy gram na PC.

    Rozważam podjechanie do Żabki, ale wtedy wiem, że kupię 3 sztuki w promo i zamiast jednego wypiję trzy -,-

    Mam jeszcze pełno wódy na chacie oraz kilka win w barku.

    Ah. Te problemy.

    #alkoholizm #depresja #uzaleznienie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

    Jechać do Żabki?

    • 46 głosów (32.39%)
      Tak
    • 96 głosów (67.61%)
      Nie
  •  

    Jak odzyskać równowagę zarówno fizyczną jak i mentalną?

    Całe życie stres, siedzenie przy kompie, fobia społeczna, walenie konia do pornhuba, wykop i tracenie czasu, non stop zaśmiecanie mózgu gównocontentem, śmiesznymi obrazkami, wiadomościami i ogólnie informacjami które nie są nam do niczego potrzebne... Jak wyjść na prostą? Dziś poczułem że potrzebuję jakiegoś detoxu, że potrzebuję odetchnąć, przestać szukać kolejnych sposobów by uciec od przytłaczającej rzeczywistości. Jadę do pracy i czekam aż wrócę do domu, w domu zabijam czas, unikam ludzi bo wszystko jest męczące, nic mi się nie chce. Wolę zamówić pizzę niż cokolwiek sobie ugotować bo nie mam siły i motywacji.

    Ktoś jeszcze ma podobnie? Jakieś pomysły co zrobić żeby było lepiej?

    Narazie postanowiłem że spróbuję #nofapchallenge oraz #nopornchallenge, zaraz też będę planował jakieś treningi czy ćwiczenia, narazie w domu, bo i tak nie poszedłbym na siłkę. Do tego kilka km dziennie spaceru na początek. Chciałbym też ograniczyć siedzenie przy kompie, muszę zająć czymś czas, co mi przychodzi do głowy to książki, czytam średnio jedną na 3 miesiące, to tyle co nic, za to non stop czytam coś w internecie, co wcale nie jest lepsze.

    Podsumowywowując:
    1. nofap, noporn
    2. wiecej ruchu, cwiczenia
    3. pomysle jak lepiej spedzac czas, mniej komputera

    #przegryw #uzaleznienie #uzaleznienia #wychodzimyzprzegrywu #detoks
    pokaż całość

    źródło: img.memecdn.com

    •  

      @Dziczek3000: IMHO pomagają dwie rzeczy na które na co dzień niby czasu brak.

      Raz. Wyjechać gdzieś, najlepiej w góry. Tak by samotnie przechodzić mnóstwo szlaków, samotnie pokonywać złą pogodę, samotnie pokonywać niebezpieczne krawędzie, samotnie zyskać ponowną wrażliwość na piękno natury które się dzieje nawet podczas złej pogody (jeśli byś takową miał podczas całego wyjazdu, ale nigdy tak na 100% nie jest).

      Dwa. Nauczyć się ponownie żyć dla innych. Dla rodziny, dla znajomych ale też dla siebie. Tzn. tak że znamy ten balans. Robimy co chcemy ale szybko wpadamy i pogadamy i z dziadkiem, rodzicami, wujkami, ciociami, znajomymi, takie ad hoc wpadnięcie na kawę, herbatę, bez zobowiązań, ot nawet piwo pod blokiem, bez zbędnego ogóra w dupie i umawiania się szczególnego na długie seanse w kawiarniach, restauracjach czy kolacjach rodzinnych. Nie, ma być otwarcie, frywolnie, miło, bez wzajemnego wchodzenia sobie na głowę, tak by czuć się naturalnie.|

      Gdy znajdziesz balans na nowo, wtedy zaczynasz widzieć co możesz zrobić lepiej, co zacząć. Nie robić rewolucji ale zaczynać od małych kroków. Wielkie ambicje segmentować na małe kroki. Tak nauczysz się dążyć do celu. Poczuj swoją wartość a gdy poczujesz że kontrolujesz swoje życie to albo wyprowadzisz się, albo pojedziesz nawet na emigrację z ciekawości, nawet gdyby to była praca gdzieś na zadupiu w hotelu na Islandii, a gdy poczujesz że kontrolujesz swoje życie, nabierzesz pewności to różowe same się znajdą. Wierz mi. Nawet nie zauważysz kiedy same się znajdą w Twoim życiu.

      pokaż spoiler Tylko nie wpadnij w pułapkę. Różowe owszem szukają takich pewnych siebie, co znają swoją wartość ale ... ich naturalnym odruchem jest tłamszenie takiego zdobytego niebieskiego bo podświadomie boją się że go utracą. Co ciekawe gdy tak go urabiają to same tracą nim zainteresowanie. I tak koniec końców łatwo wpaść w pułapkę i zrobić wielkie koło stając w tym samym miejscu którym jesteś teraz. Ale głowa do góry. Gdy będziesz wystarczająco pewny siebie to albo utemperujesz albo powiesz basta, są następne.


      Powodzeniu w drodze przez życie unikając poczucia wypalenia
      pokaż całość

    •  

      @xaliemorph: Dzieki ziomek, dałeś mi do myślenia.

    • więcej komentarzy (17)

  •  

    W pewnym wieku po kilkunastu latach grania w #gry dochodzisz do momentu kiedy zaczynają Cię po prostu nudzić, bo zauważasz powtarzające się schematy w jedynie lepszej oprawie graficznej. Ja miałem tak z grami multi... Od 2005 jedyne tytuły w jakie grałem to w kolejności Tibia, Runescape, CS:S, Dark Messiah MP, Killing Floor. Wracałem do domu i przegrywałem godzinami codziennie wieczorkami. Jednak gdzieś od 1.5 roku mam mniejszą ochotę na grę i nie jara to mnie jak kiedyś. Odejście od gier uświadomiło mi tylko jak bardzo zacofany w życiu jestem. #takaprawda #truestory #uzaleznienie #gownowpis #przegryw #stulejacontent pokaż całość

  •  
    P......k

    +8

    Uzytkownik @rzuberbozy wkleil taki obrazek jak ten na dole i dodal do tego oklepane:

    Tak działa wolny rynek xD

    Wszystko fajnie, ale:

    wolny rynek

    patenty udzielane przez panstwo

    Czyli kolejne samozaoranie kolejnego komuszka.

    #antykapitalizm #neuropa #4konserwy #libertarianizm #bekazlewactwa #uzaleznienie pokaż całość

    źródło: wykop.pl

    •  

      @sublingual: Co za idiota XD po co się wypowiadasz na temat na który nie masz absolutnie grama zielonego pojęcia? Jakie artykuły dotyczące lekarzy w USA lecących na fali popularności przepisywania oksykodonu na rzeczy na które polski lekarz przepisuje co najwyżej Ibuprom? Diler i narkoman? XD dzieciaku my rozmawiamy o patologii całego amerykańskiego systemu zdrowotno leczniczego a ty podkręcasz wąsa i mowisz "hehe no ćpajo od dilera to niech majo"

      heh, co brak argumentów więc lecimy z argumentum ad personam? xD
      pokaż całość

    •  

      czyli diler ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      dilera którego stworzył wolny rynek w imię zysku. Dziękuję pozdrawiam

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    Początki mojej abstynencji były ciężkie. Po licznych napadach lękowych (podczas napadu myślałem że zemdleje i umrę) zdecydowałem się zasięgnąć porady psychiatry, który przepisał mi psychotropy i polecił wizytę w poradni uzależnień gdyż podejrzewa że jestem alkoholikiem. Dostałem również od niego przestrogę, że jak wezmę te leki, i się napije dostanę takich napadów o jakich jeszcze nie słyszałem :) Pierwsze dni niepicia przemijały w euforii (łaaaał już drugi dzień nie pije, mogę rano jeździć autem bez stresu, że mnie policja zatrzyma). Potem zaczęły się schody

    Nagłe i niezrozumiałe huśtawki nastrojów, od euforii po totalne załamanie. W domu, masakra. Ciągłe kłótnie z żoną, że nic nie robię w domu, że jestem “nieobecny”. Ej no przecież ja nie pije!!! Nie wystarczy Ci? Uważałem, że skoro ja nie piją, wszyscy powinni wokół mnie latać i mi usługiwać.

    Nie wytrzymywałem tego o zdecydowałem że pójdę jednak na tą terapię. Już na pierwszym spotkaniu terapeutka potwierdziła to co mówił psychiatra. “JEST PAN ALKOHOLIKIEM!!!” Nie mogłem się z tym pogodzić. Myślałem, że alkoholik to ktoś, kto wali do upadłego, śpi po rowach zasikany itd. W dalszej części terapii dowiedziałem się, że nic bardziej mylnego. Ja straciłem kontrolę nad piciem. A to, że czułem się tak strasznie, jak nie piłem, to właśnie choroba dawała o sobie znać, abym znów się napił.

    Nie powiem że nie, bo terapia plus prochy (od których z resztą też szybko się uzależniłem) dawała pozytywny efekt bo nie zacząłem znów chlać. Byłem już świadom tego, że jestem chory na nieuleczalna chorobę. Czułem się lepiej, lecz nadal czegoś mi brakowało. Ciągłe problemy ze snem rozwiązywałem kolejna dawką prochów w domu było trochę lepiej. Bardzo często uciekałem w sen. Wracając po pracy, zjadłem obiad i kładłem się spać. Nie potrzebowałem bliskości żony ,dziecka co odbijało się negatywnie na stosunkach w domu. Nadal chodziłem rozdrażniony, poddenerwowany.

    Pewnego dnia, koleżanka z którą chodziłem na terapię zaproponowała mi, żebym poszedł na mityng AA. Gdzieś tam w głowie siedziała mi taka opinia o AA że tam dużo religii Boga, że Ci aowcy to jacyś nawiedzeni są. Nie zdecydowałem się. Po kilku tygodniach od tej propozycji postanowiłem że jednak pójdę. Zamiast czuć się coraz lepiej, czułem się coraz gorzej i musiałem coś  tym zrobić bo do picia wracać nie chciałem, i nie chciałem dalej się czuć.

    Mój pierwszy mityng wspominam bardzo dobrze. Odziwo, nie było nic o religii Zostałem przyjęty bardzo miło. Od razu poczułem się w grupie dobrze. I jak to ja, ze skrajności w skrajność zacząłem chodzić na mityngi prawie codziennie co nie podobało się mojej żonie. “Jak piłeś, to cię nie było. Teraz nie pijesz i dalej cię nie ma bo chodzisz na mityngi” Ograniczyłem je do dwóch w tygodniu. Dużo mi dawało chodzenie na grupę, lecz nadal dręczył mnie ciągły, lęk przed nie wiem czym, i niepokój.

    Po jakimś czasie na jednym z mityngów był człowiek który mówił, że jest rozwiązanie, jest sposób na dobre i godne życie. Tym rozwiązaniem o którym mówił był program 12 kroków Anonimowych Alkoholików zrobiony wraz ze sponsorem (osoba która już postawiła kroki ze swoim sponsorem, przekazująca program dalej). Mówił o tym z takim przekonaniem, spokojem, że zapragnąłem mieć tak samo.

    Ogólnie na mityngach czytałem niejednokrotnie o tych 12 krokach, lecz nic z tego nie wynikało. Na czytaniu ich się kończyło.

    Postanowiłem zrobić wszystko, aby zmienić moje życie na lepsze.

    Poprosiłem wyżej wymienionego człowieka o pomoc w postawieniu kroków i zgodził się

    Ten program odmienił moje życie. Pokazał mi, że jestem alkoholikiem i że to nie ja kierowałem moim życiem a alkohol. Odnalazłem mojego Boga takiego jak ja go rozumiem. Oddaje mu całe moje życie.  Posprzątałem swoje dawne życie. Naprawiłem szkody wyrządzone innym. Zniknął niepokój, lęk. Została mi zabrana obsesja picia. Nie mam tak zwanych nawrotów czy głodów alkoholowych. Stawiam czoła wszystkim problemom dnia codziennego. Nie tworzę już uraz do ludzi. Odzyskałem zdrowy rozsądek do alkoholu. Wiem że on jest, i zawsze będzie lecz nie jest dla mnie. Narodziłem się na nowo. Już nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio kłóciłem się z żoną Czerpie przyjemność ze spędzania czasu z rodziną, zabawą z synkiem.  Ten program działa!!!

    #alkoholizm #alkoholzawszespoko #uzaleznienie
    pokaż całość

  •  

    #narkotykizawszespoko #kodeina #narkotyki #acodin #uzaleznienie #ciekawostki #morfina
    Dziś przeczytałem coś, co zmroziło mi krew w żyłach. Historia wydaje mi się być trochę przerysowana i zbyt dokładnie opisana jak na kogoś, kto otarł się o śmierć, aczkolwiek bardzo ciekawa.

    W pogoni za fazą
    Już jako małolat interesowałem się odmiennymi stanami świadomości i miałem ogromną ochotę sprawdzić jak jest po drugiej stronie lustra. Chcę, aby nie było wątpliwości, iż ćpać zacząłem z chęci ujebania się, nie zaś dlatego, że miałem trudne dzieciństwo czy wujka z lepkimi rączkami. Zacząłem tradycyjnie dla Polski, od alkoholu. Pierwszy raz najebałem się jako dwunastolatek. Na szczęście matka dobrze mnie pilnowała i minęło dużo czasu, nim powtórzyłem doświadczenie. W ogólniaku poznałem się z THC i długo, do spółki z
    alkiem były to jedyne narkotyki jakie przyjmowałem, głównie dlatego, że do innych nie było dostępu. Na studiach paliłem naprawdę sporo zielska, alkoholu piłem zaś mało, bowiem matka ciągle trzymała mnie na krótkiej smyczy. Studiów ostatecznie nie ukończyłem, na
    co regularne palenie musiało mieć wpływ, ale mimo to znalazłem pracę, która dawała mi satysfakcję i szanse na rozwój a z zielskiem nieco przystopowałem. Dawne towarzystwo od fifki po prostu się rozpadło.

    Pierwsza znajmomość z Panią K
    W życiu zdarzają się chwile, z pozoru zupełnie nieistotne, które ostatecznie mają na nas gigantyczny wpływ. Taki prywatny efekt motyla, doświadczany chyba przez każdego. Dla mnie ten moment to oglądane z nudów śniadanie z TVN, w którym usłyszałem, że gimnazjaliści odurzają się dostępnym bez recepty lekiem o nazwie Acodin. Mój ćpuński mózg to zapamiętał, choć nie podjąłem żadnych konkretnych kroków w celu zakupu tajemniczej substancji. Do czasu... Naprawdę sporo wówczas "pakowałem" a ponieważ chciałem to robić porządnie, dbałem o różne odżywki i witaminki. Po pracy wpadłem do apteki uzupełnić suplementację. W kolejce przede mną stało chude dziewczę w bluzie z kapturem, w wieku gimnazjalnym, które cichym głosem poprosiło panią farmaceutkę o Acodin. Nie na tyle jednak cichym, bym nie usłyszał. Wyszukiwarka w mojej głowie zadziałała, wyrzucając w wynikach materiał z TV a dalej poszło szybko. Do domu wróciłem z opakowaniem tajemniczych tabletek na kaszel i silnym podnieceniem na myśl o oczekującej mnie jeździe. Ponieważ uważałem się za rozsądnego (sic!) człowieka, postanowiłem najpierw poczytać na temat i tak oto znalazłem Hypcia. Faza bardzo mi się podobała (dorzuciłem kilka piw i palenie) i na następny dzień postanowiłem powtórzyć przeżycie. Żeby nie robić przypału, tym razem w innej aptece poprosiłem o Acodin, na co pani z okienka udzieliła mi informacji, że kaszlodynu owszem nie ma, ale może w zamian dać Thio. Głupio mi było odmówić - i tak czułem się jakbym miał wypisane na czole, po co to kupuję - więc wziąłem. W drodze do domu przyszło mi do głowy, że może ten lek też ma działanie psychoaktywne, sprawdziłem więc na odnalezionej dzień wcześniej stronie. Tak oto poznałem się z Panią Kodeiną.

    Zabawy z deksiwem i drugie spotkanie

    Pierwszy raz z Thio wcale mi się nie spodobał, choć poprawiłem drugim opakowaniem, znalezionym w domowej apteczce. Poczułem co najwyżej lekki chill i stwierdziłem, ze ćpanie tego gówna to jakaś bzdura. Dokładnie w tym czasie wyprowadziłem się z domu rodzinnego i mogłem rozpocząć poważne zabawy z DXM. Ponieważ tekst nie jest o tym, napiszę tylko, że po dwudziestu-trzydziestu razach solidnie zniechęciłem się do kaszlaka. Wystarczył porządny bad trip po 900 mg, kiedy wydawało mi się, a właściwie byłem pewien, że jestem martwym, sztucznym manekinem, testowanym w zimnym, bezdusznym laboratorium zwanym wszechświatem, przez jakieś tajemnicze i okrutne siły. Laboratorium, z którego uciec można tylko w jeden sposób - zepsuć się. Przez mniej więcej godzinę, na serio rozważałem wyjście oknem. Zniechęcił mnie też totalny rozpiździec fizyczno-emocjonalny, który przeżyłem następnego dnia, z niepowstrzymaną gonitwą myśli i koszmarnym, pustym pobudzeniem nie do wytrzymania. Objawy te, na które nie pomagały browary ani zielsko po chwili olśnienia udało mi się zaleczyć znaną już panną kodą. Tak oto ona i ja spotkaliśmy się ponownie.

    Staczanie się
    Teraz równię pochyłą widzę jasno i czysto, choć wtedy zdawało mi się, że raczej wspinam się na szczyt. Usamodzielniłem się, w pracy odnosiłem sukcesy, ostatecznie dostając awans na stanowisko analityka biznesowego, zakochałem się we wspaniałej dziewczynie. Do DXM już nie wracałem, chociaż na Hypcia zaglądałem często, bawiąc się w syntezy Metkata. Przez kolegę z roboty znalazłem też dojście do Fety. Stymulanty to jednak nie była moja bajka, przyjmowałem je głównie weekendowo, ze sporą ilością alku. Kodeina za to sprawdzała się na zejście, na kaca, na ból głowy i ogólne złe samopoczucie. Sprawdzała się świetnie! W naszym przypadku nie było miłości od pierwszego wejrzenia, brakowało pierdolnięcia pioruna i trzęsienia ziemi, była za to powoli budowana przyjaźń, taka na całe życie. Uczucie, które można poczuć po przerobieniu minimum stu paczek. Czytywałem wtedy forum i dziwiłem się oraz śmiałem w duchu z głupków, którzy potrafili wjebać się w tak nieszkodliwą i lekką używkę. Jeśli jesteś świeżakiem i doczytałeś do tego fragmentu, pewnie myślisz o mnie to samo i pewnie tak samo jak ja wtedy, mylisz się. Relaks po paczce-dwóch Thiocodinu i kilku piwkach polubiłem tak bardzo, że nie potrzebowałem żadnego pretekstu do zakupów. Zacząłem Thio stosować bez przyczyny, ot tak aby się wyluzować po ciężkim dniu. Robiłem oczywiście kilkudniowe przerwy i myślałem, że wszystko jest w porządku. Dni bez kody jednak, na co byłem ślepy, zdarzały się coraz rzadziej. Po roku dwa opakowania dziennie i cztery browce stały się standardem i ukoronowaniem wieczoru. Takim wieczornym rytuałem. Na tej dawce upłynął kolejny rok.

    Złudne poczucie bezpieczeństwa
    Po roku na 300 mg wiedziałem już, że jestem wjebany, w końcu ile można się oszukiwać? Oczywiście można długo, trzeba tylko wymyślać nowe sposoby. Przecież da się żyć codziennie odwiedzając apteki, tak jak codziennie kupuje się szlugi, prawda? Na ćpanie było mnie stać, aptekarki bez pytania i z uśmiechem wykładały na ladę paczki dla pana w gajerku a w pracy szło mi świetnie. Tylko dawki niepostrzeżenie rosły. W końcu w robocie nadszedł czas dużego wdrożenia ważnej aplikacji a poziom stresu był masakryczny. Wpadłem wtedy na świetny pomysł - co lepiej zwalczy nerwy niż kodeina? To przecież nie alkohol, nic nie czuć i zachowuję się po tym normalnie. Napiszę tylko, że całe wdrożenie wspominam błogo. Stres odpłynął gdzieś daleko a nudne nawet obowiązki wykonywało się przyjemnie. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Dzień zaczynałem od opakowania Thiocodinu, zapijanego dietetyczną Colą. Drugie wrzucałem w porze lunchu. Po pracy ładowałem cztery, a czasem sześć paczek, zapijane obowiązkowymi browarami lub ćwiartką.

    Kop w dupę od wszechświata
    Tego już nie dało się ukryć. Pierwsza dowiedziała się dziewczyna, która oczywiście kazała mi rzucić to gówno. Naciskała, kłóciliśmy się, w końcu uległem. Rzucałem bezskutecznie trzy razy. Za czwartym razem ona rzuciła mnie. Bardzo ją kochałem i chyba nadal kocham, ale kodeinę najwyraźniej kochałem bardziej. Kobiety nie znoszą konkurencji więc na koniec została mi tylko jedna - ta chemiczna. W międzyczasie o moim małym nałogu usłyszeli też w pracy. Ktoś, choć do dziś nie wiem kto, zauważył jak w przerwie wybijam z pobliskiej apteki (od drzwi biura miałem maksymalnie 50 metrów), odpakowuję i zjadam dwa opakowania leku na kaszel. Ponoć nawet wyjął opakowania ze śmietnika. O co w tym chodzi pewnie sprawdził w internecie a potem doniósł komu trzeba i rozpuścił po firmie plotkę. Od tego czasu szukano tylko pretekstu, żeby mnie zwolnić i szybko taki pretekst znaleziono, zwłaszcza że ze złamanym sercem miałem na wszystko wyjebane. Zaraz po dziewczynie kodeina odebrała mi więc pracę. Jeśli myślicie, że to już dno, to grubo się mylicie. Najlepsze dopiero przed wami.

    OZT
    Zamiast poszukać nowej roboty, a w przyszłości, jak już przestanie tak boleć, nowej dziewczyny, użalałem się nad sobą i oczywiście ćpałem, popijając browarem. Dostałem niezłą odprawę, więc przez jakiś czas było za co. Gdy pieniądze ostatecznie się skończyły, spróbowałem piątej odstawki. Wytrzymałem półtora miesiąca aż nadszedł ten feralny ranek, gdy się złamałem i powiększyłem dług na karcie kredytowej. Do domu wróciłem z paczką Thiocodinu i trzema browarami. Było bardzo przyjemnie, poskładało mnie jak wcześniej 600 mg. Tylko brzuch zaczął boleć. Bolał coraz bardziej i nie pomogły nawet dwa Ketonale Forte i dwie Nospy Max, które zostały po odstawce. Wieczorem chodziłem już po ścianach i podjąłem męską decyzję o wyprawie na ostry dyżur. Tam czekały mnie godziny w kolejce, badania i w końcu diagnoza - ostre zapalenie trzustki.

    Pierwsze dwie rurki

    OZT to przykra przypadłość, która zwykle dotyka alkoholików z minimum dwudziestoletnim stażem. U mnie wystarczyły trzy lata miksu browaru z tabletkami. I pomyśleć, że unikałem Antidolu, bo bałem się o wątrobę (swoją drogą ciekawe, czy żyłbym jeszcze, gdybym to ekstrahowanego Antka zapijał alkoholem). Ból był absolutnie kurewsko koszmarny. Kiedyś myślałem, ze najgorsze cierpienie to te, po ekstrakcji zęba, potem na topie mojej prywatnej listy długo znajdowało się ciężkie ropne zapalenie gardła. OZT przebija je oba, porównywalny z nim jest może poród, tylko trwa krócej. Leczy się to przez ścisły post, nawodnienie i podanie środków przeciwbólowych i rozkurczowych. Mówiąc inaczej nie ma na to lekarstwa a można jedynie łagodzić objawy i wspomagać organizm. Śmiertelność według Wikipedii wynosi 10%. Wtedy zresztą o tym nie wiedziałem, wydawało mi się za to, że jestem pod dobrą opieką i wystarczy przetrzymać tydzień. W duchu nawet się trochę cieszyłem, bo lekarz powiedział, ze już nigdy nie będę mógł pić i ćpać, a ja wierzyłem, że własnie sięgnąłem dna i po wyjściu ze szpitala się wyprostuję. Tylko stan zamiast poprawiać, zaczął się pogarszać. Wyglądałem wkrótce jak w szóstym miesiącu ciąży, bowiem perystaltyka jelit zupełnie ustała. Na trzeci dzień zdecydowano, że trzeba mi założyć sondę żołądkową i cewnik. Pierwsza rurka wylądowała więc w żołądku a druga we fiucie. Zabieg wykonywała młoda, śliczna doktor stażystka a ja umierałem z poniżenia. Wolałbym zdecydowanie obleśną starą pielęgniarkę.

    OIT i kolejne rurki
    Następnego dnia rano wykonano mi tomografię brzucha, po której od razu wylądowałem na oddziale intensywnej terapii. Dużo później dowiedziałem się, że oglądając wyniki lekarze szacowali moje szanse na przeżycie na 2%. Ja sam myślałem, że to gdzieś pół na pół. Koledze określiłem przez telefon że prawdopodobieństwo tego, że wrócę do domu jest podobne, jak tego, że Polska awansuje do Euro 2016 (ponieważ to czytasz, wiesz już, że jednak trafiłem w sedno). Do dziś pamiętam szok, jaki wywarł na mnie oddział. OIT to wysokie, mechaniczne łóżka, na których leżą nieprzytomni pacjenci pod respiratorem, masą kabli, czujników i rurek a za nimi stoją wielkie mrugające szafy, przypominające komputery z filmów SF z lat osiemdziesiątych, migające diodami i podające leki ze specjalnych szuflad. Mnie też wkrótce oklejono czujkami i podpięto do "szafy" za pomocą wkłucia centralnego do żyły szyjnej. Zostałem kompletnie uziemiony, mogłem tylko pomarzyć o fajku czy rozprostowaniu nóg, ciężko było się nawet przekręcić na bok. Dodatkowo, w przeciwieństwie do współtowarzyszy niedoli, ja byłem w pełni przytomny, a ból wręcz rozsadzał mi brzuch. Otrzymywałem oczywiście środki przeciwbólowe, w tym opiaty, ale nie pomagały, może przez wyrobioną tolerkę, kto to wie? Po trzech dniach dostawałem już prawdziwego pierdolca. Na szczęście w międzyczasie kompletnie wysiadły mi nerki a inne narządy też pakowały walizki. OZT okazało się martwicze, z infekcją bakteryjną, która przerodziła się w zapalenie otrzewnej. Zdecydowano więc o operacji. Na blok jechałem z poczuciem lekkiej ulgi, myśląc że to już wóz albo przewóz. Wyjdę z tego szybko i wrócę do domu, albo więcej się nie obudzę. Po raz kolejny się myliłem.

    Jeszcze więcej rurek
    Trzy tygodnie byłem nieprzytomny, z niewydolnością wielonarządową, zapaleniem otrzewnej, podłączony pod dializę, respirator i cały spuchnięty od toksyn. Z wyrokiem śmierci. W tym czasie żegnała się ze mną cała rodzina i znajomi a matka rozpaczała na korytarzu, pod salą. Ostatecznie ku wielkiemu zaskoczeniu lekarzy moje nerki też zaskoczyły a serce wytrzymało. Wróciła również, na moje nieszczęście, świadomość. Postanowiono leczyć mnie metodą otwartego brzucha, miałem więc piękne rozcięcie, długie na jakieś 25 cm, tuż pod splotem słonecznym, złapane grubą dratwą tylko w kilku miejscach, tak że pomiędzy brzegami rany była centymetrowa szpara przez którą wesoło wyglądały flaki. W każdym z boków zrobili mi dziury, w które wetknięto po trzy rurki a z tych rurek do pojemników spływała ohydna, zaropiała treść z trzewi. Jeszcze jedna rurka wylądowała w jelitach, dzięki czemu mogłem dostawać jedzonko. Trzustka natomiast spokojnie obumierała sobie dalej. Po takim hardkorze straciłem zupełnie siły, ciężko mi było nawet unieść rękę do twarzy. Ponieważ odżywiano mnie dojelitowo, miałem sraczkę, ale nie byłem nawet w stanie unieść się na tyle, by podłożono mi basen. Jedna pielęgniarka nie potrafiła mi pomóc (po siłowni był ze mnie kawał chłopa) więc czasem robiły to dwie, ale głównie waliłem w pieluchę. Nota bene pielucha to jedyny ubiór, dopuszczalny na OIT. Usta, pozbawione płynów były wyschnięte na wiór. Czasem, ale niezbyt często, udawało mi się wyżebrać mililitr wody do zastrzyków, którą mogłem wypić i która smakowała jak najsłodszy nektar, prosto z ośnieżonego Olimpu. Zdarzało mi się też półświadomie odłączać urządzenia, więc przywiązano mi ręce do poręczy łóżka. Raz całą noc spędziłem tak związany, słabo błagając nieczułe pielęgniarki z dyżurki, aby mnie uwolniły. Następnego dnia na obchodzie zrobiłem ordynatorowi koszmarną awanturę (albo tak mi się wydawało, bo pewnie tylko cicho skrzeczałem) i wymogłem podpisanie oświadczenia, że więcej nie będą mnie wiązać, nawet w przypadku zagrożenia życia. Od tego czasu, przynajmniej z unieruchamianiem miałem spokój, choć i tak zbyt intensywnie się ruszać się nie byłem w stanie. Nie miałem też siły na nic innego, włączając czytanie książek czy surfowanie po necie na telefonie. Nawet słuchanie muzyki, radia czy audiobooków było koszmarnie męczące i zupełnie z tego zrezygnowałem. Ale świadomość zachowałem. Na trzustkę krojono mnie łącznie siedem razy, choć krojenie to duże słowo - brzuch miałem przecież otwarty. Błagałem o śmierć. Prawie ubłagałem kostuchę, bowiem przyplątało się zapalenie płuc, dla tak osłabionego organizmu zwykle zabójcze. W prawym płucu zbierała się woda i wylądowałem pod respiratorem na ponad tydzień (w pełni świadomy). Utraciłem w ten sposób zdolność mówienia, jeszcze długo po wyjęciu respiratora gardło nie było w stanie artykułować słów. Zalegająca flegma sprawiała, że regularnie się dusiłem i mogłem tylko machać rękami, błagając niemo, aby pielęgniarki odessały ten syf, rurką wkładaną do oskrzeli przez gardło lub nos. Wodę z opłucnej odsysano mi wielką strzykawką (tzw Żanetą) z igłą o wielkości małego sztyletu, na żywca. Wzbogaciłem się też o kolejną rurkę, do opłucnej i kolejny pojemnik, w który skapywał brudny płyn. Rozważano też dekortykację płuca, czyli usunięcie na trwałe żebra a potem opłucnej, ale skończyło się na operacji laparoskopowej i kolejnej bliźnie. Po każdym zabiegu, jak tylko mijała mi narkoza, wracała pełnia przytomności. Koledzy i koleżanki z sali byli niemal wyłącznie warzywkami. Części powracała świadomość i wywożono ich na inne oddziały, resztę zwożono do kostnicy. Przynajmniej sześć - siedem osób umarło na moich oczach, w tym jeden gość też z OZT. Maszyny za naszymi plecami nieustannie piszczały, alarmując o niebezpiecznym wzroście lub spadku parametrów życiowych chorych lub o opróżnieniu dawki leków z podajnika. Nie dało się normalnie spać a nic innego nie było do roboty. Na codzienne mycie lub uzupełnianie medykamentów czekałem jak na finał ligi mistrzów, byle by tylko się coś działo. Odwiedziny bliskich, jak to na intensywnej terapii, były mocno ograniczone. Nie byłem w stanie nic zrobić samodzielnie i z największą pierdołą musiałem godzinami czekać na pielęgniarkę. Cały czas byłem świadomy. Mózg pozbawiony bodźców wreszcie zaczął świrować. Widziałem spiski lekarzy, próbujących utrzymać pacjentów przykutych do łóżek, aby wyciągać pieniądze z NFZ, strajk personelu tłumiony strzałami policyjnych snajperów szpitalne przez okno, laboratorium doktora Mengele i tym podobne kwiatki. Trzy razy byłem pewien, że umarłem. Raz trafiłem do nieba, raz do piekła a raz przeżyłem własną celtycką ceremonię pogrzebową. Brałem udział w reality show. Z płaczem oznajmiałem pielęgniarkom, że zupełnie zwariowałem. A potem pełnia świadomości wracała i błagałem o ponowne wylogowanie z rzeczywistości. Nocą obserwowałem ścienny zegar i minutową wskazówkę, pełznącą jak pół-zdechły ślimak po tarczy, czekając na poranny obchód. Poznałem wszystkie rysy i wzory płytek sufitowych. Słyszałem muzykę w piskach aparatury. Czasem, ale niezbyt często, udawało się wyżebrać Haloperidol, który nie jest ściśle reglamentowany, bo jest w postaci kropli i niektóre pielęgniarki dawały się namówić. Zwłaszcza jedna, młoda i ładna, była szczególnie miła. Miała też wielkie piersi, w które pozwalała mi się wtulać, gdy obracała mnie do mycia. W szczytowym okresie miałem jedną rurkę w penisie, sześć w brzuchu, sondę do-jelitową, rurkę w opłucnej, wkłucie centralne, wkłucie do tętnicy (taki wenflon OIT-owy), otwarty brzuch i respirator w gardle. Płyny ściekały ze mnie do czterech pojemników. W takim stanie spędziłem trzy miesiące, z czego dwa i pół świadomie. Powoli stan się poprawiał, pozwolono mi pić wodę a nawet jeść zupki. Nie nadawałem się jednak na rehabilitację przez te wszystkie rury. Pod koniec, gdy już myślałem że się polepszyło, trzeci raz otarłem się o śmierć. Jelito grube nie wytrzymało, przetarło się i kał rozlał się do środka. To zapewniło mi trzecie i czwarte rozcięcie (wcześniej kroili też w okolicy płuc i trzustki), jedno znad pępka, omijające go ładnym łukiem aż do wzgórka łonowego, przez które mnie czyścili i jedno malutkie z boku. Ponieważ jelita nie dało się zacerować, przez to drugie nacięcie wyprowadzono je na zewnątrz, by odizolować przetokę. Od tej chwili, bez udziału świadomości załatwiałem się do przyklejonej torebki. Przynajmniej odpadło sranie w pieluchy. Po tych trzech miesiącach piekła i dziewięciu operacjach, stan się poprawił i czekały mnie dwa kolejne
    miesiące cierpienia, tym razem na chirurgii. Moja teczka z dokumentacją zyskała grubość jednotomowej encyklopedii. Wiem, bo widziałem tę teczkę. Stopniowo usuwano mi rurki a ja powoli uczyłem się samodzielnie zginać nogi w kolanach, obracać się na bok i siadać. W końcu zrobiłem pierwsze kroki, z chodzikiem i w asyście rehabilitanta. Gdy pierwszy raz wyszedłem ze szpitala na krótki spacer, w ciszy i ze ściśniętym ze wzruszenia gardłem, roniłem łzy wielkie jak grochy. Na drzewach pojawiły się pierwsze rachityczne pąki i świeciło słońce. Wiosna była przepiękna.

    Konsekwencje
    Do domu wróciłem akurat na święta wielkanocne. Zamieszkałem znowu z matką. Kiedyś robiłem osiem przysiadów ze sztangą 120 kg, dziesięć martwych ciągów ze sto czterdziestką oraz wyciskałem sześć razy stówę na klatę. Podciągałem się i machałem pompki na jednym ręku. Zarabiałem ponad pięć i pół koła na łapę i miałem opcję dużej podwyżki w przyszłości, bo kilka ważnych i udanych projektów było moimi dziećmi. Teraz robiłem samodzielnie maksymalnie sto kroków a siły nie wystarczało na otworzenie butelki z wodą. Dostałem grupę inwalidzką i rentę w wysokości 1200 PLN. Mam 20 000 PLN długów i 0 zdolności kredytowej. Została mi ogromna odleżyna na głowie, skutkująca przeczulicą i wielkim łysym placem. Taką samą odleżynę mam na tyłku. Dwa zewnętrzne palce u prawej i lewej ręki są pozbawione czucia, podobnie jak brzuch. Zamiast kaloryfera mam bliznę jak po ataku rekina (miejsca po szwach wyglądają jak ślady zębów) i gigantyczną pooperacyjną przepuklinę. Przez rok załatwiałem się przez wyprowadzone na zewnątrz jelito, do przyklejonego do brzucha worka. Na szczęście jelito się zrosło i dwa miesiące temu ponownie mnie zaszyli. Teraz już sram normalnie, na kibelku. Nie wiem, czy miałbym dość odwagi, by rozebrać się przed dziewczyną. Jem już normalnie, choć przez sześć miesięcy odżywiałem się jak niemowlak. Moje obecne dragi to SSRI i Insulina, w dawce 22 jednostki na dobę. Czasem, bardzo rzadko pozwalam sobie na jedno piwko. Powoli zbieram się w sobie, aby powrócić do życia i pracy, choć to kurewsko trudne, po ponad roku bezczynności. Boję się trochę świata na zewnątrz. W zamian zyskałem ogromny szacun w szpitalu, jako przypadek pozwalający uwierzyć w cuda i wartość walki do samego końca oraz status jednego z dwóch największych hardkorów. Drugim, rok wcześniej był chłopak, który postanowił popełnić samobójstwo wypijając płyn do czyszczenia rur. Samobój się nie udał, za to gość siedział w szpitalu osiem miesięcy, z podziurawionymi bebechami. Przez czas pobytu na OIT wyćpałem też więcej Fentanylu, niż niejeden grzejnik ze stosownego pod-forum, ponieważ raczyli mnie właśnie tym, przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Kumpel, z którym jadłem często tablety, ten od kołowania Fety, którego ja w rewanżu nauczyłem ścieżki kodeinowca, też stracił pracę i wylądował na garnuszku rodziców, na codziennej dawce antydepresantów i neuroleptyków.

    Na zakończenie
    Pomimo tego wszystkiego ogromnie tęsknię za kodeiną. Często o niej śnię i czasem marzę na jawie. Nic mnie nie cieszy, bo kto zazna chemicznego szczęścia innym już się nie zadowoli. Niedawno się złamałem i kupiłem pakę Thio. Po zarzuceniu brzuch rozbolał mnie tak, jak tego pamiętnego dnia. Umierałem ze strachu i postanowiłem sobie, że do szpitala już nie wrócę. Włożę po prostu głowę do kuchenki i odkręcę gaz. Na szczęście po dwóch godzinach przeszło. Miałem jeszcze walnąć umoralniającą gadkę i napisać coś o harm reduction, ale odpuściłem. Jeśli dotrwałeś do końca i nadal masz ochotę się ućpać lekiem dostępnym bez recepty, wal śmiało.

    Stąd wziąłem: https://neurogroove.info/trip/wrak-cz-owieka-kodeina-autor-camel
    pokaż całość

  •  

    Leczenie alkoholizmu - historia alkoholika

    „Alkoholizm to szatańska choroba”

    „Banalną, ale wielką prawdą jest, że nie ma takiej siły na zewnątrz, która cię zmusi do niepicia, jeśli nie chcesz przestać pić. Ale na szczęście jest i odwrotnie – jeśli nie chcesz pić, nie ma takiej siły, która mogłaby Cię do picia skłonić. Wierzę, że tak jest”. Rozmowa z Markiem, trzeźwiejącym alkoholikiem.

    Pierwszy dzień reszty życia

    Upalny sierpniowy dzień. Blok na warszawskim Żoliborzu. Iga siedzi na wycieraczce pod drzwiami mieszkania nr 112 na siódmym piętrze. Płacze bezgłośnie, drżącymi rękoma odpala papierosa od papierosa. Co jakiś czas wstaje, z całej siły kopie i uderza w drzwi, szarpie za klamkę. Bez odpowiedzi.

    Za drzwiami jest ciasny duszny przedpokój i ciemna kuchnia. Dalej łazienka i sypialnia, wszędzie mnóstwo rzeczy – zarzyganych ubrań, rozbitego szkła, piachu. Przez brudne otwarte okno wlewa się rozgrzane powietrze, w promieniach słońca widać unoszący się kurz. Czuć zapach trawionego alkoholu, mokrych szmat. Na małym poplamionym tapczanie leży nieprzytomnie mężczyzna, na oko 30 lat. Ma opuchniętą twarz, koszulkę na plecach brudną od błota, rozwiązane adidasy i spuszczone do kolan spodnie. Śpi twardo. Wokół niego rozrzucone puste butelki po „małpkach”.

    Iga jest na skraju rozpaczy. Wyobraźnia szaleje – a co, jeśli coś sobie zrobił? Sięga po telefon i dzwoni na policję. Największy wstyd… Przyznać się mamie czy przyjaciółce, że nie może dostać się do mieszkania swojego chłopaka, bo ten zamknął się od środka i śpi kompletnie pijany. To dla niej cios poniżej pasa. To w końcu jej wina. Dzień wcześniej zrobiła mu awanturę za to, że po raz kolejny o niej zapomniał, w trakcie imprezy wyszedł „na chwilę po fajki” i zostawił ją w mieszkaniu obcych ludzi. Odgrażała się, że ostatni raz mu wybaczyła, że teraz to już koniec. Iga liczy, że policja jej pomoże, wejdą do mieszkania i okaże się, że Marek ich po prostu nie słyszał… Nikt się o niczym nie dowie, trochę się pokłócą, potem pogodzą i będzie jak dawniej. W końcu ona też przegięła.

    - Co ten Pani chłop tak pije? – pyta dziewczyny policjant.

    - Mówi, że pisarzem jest, artystą. Literaci tak mają…

    - My tu Pani za dużo nie pomożemy. Nie mamy nakazu, więc nie wejdziemy. Ślusarz albo straż pożarna, jak Pani podpisze, że Pani za drzwi zapłaci, to drzwi rozwalą albo sam zamek - to by taniej wyszło, jakieś 300 zł, bo za drzwi to z 1000.

    Iga decyduje się wezwać ślusarza policyjnego. Czeka na niego jeszcze godzinę, dopalając paczkę papierosów. Umiera ze strachu przed tym, co zastanie…

    Do Marka z oddali dociera huk, jakby ktoś walił metalem o metal. Zanim się orientuje, że to trzask wyłamywanego zamka w jego mieszkaniu, mija kilka minut. Otwiera zasuwę. W progu stoi jakiś facet ze skrzynką narzędzi i jego blada, zapłakana dziewczyna. Iga wciska w dłoń ślusarza 100 zł - za fatygę trzeba zapłacić. Potem wchodzi do dusznego mieszkania, zaczyna uderzać w Marka pięściami i szlochać.

    Dla Igi to był najgorszy dzień w życiu. Dla mnie najważniejszy. Teraz uważam, że byłem na pograniczu śmierci. Od wielu dni byłem w ciągu, miałem już we krwi na pewno jakieś 4 promile. Obudziłem się i zrozumiałem, że mam tylko ją i zaraz ją stracę. Wierzę, że doświadczyłem swego rodzaju oświecenia, że jak tak dalej pójdzie, czeka mnie tylko śmierć. – wspomina Marek.

    Ostatnia szansa

    Wydarzenia tamtego dnia były kropką nad i. Do terapii uzależnienia od alkoholu Marek podchodził już wcześniej. Próbował mityngów AA, spotkań z terapeutami w kilku warszawskich placówkach, wszywał dwa razy Esperal (pierwszy zapił, drugi wydłubał sobie sam, w łazience). Jednak nigdy dotąd nie czuł, że naprawdę dotknął dna. Tym razem było inaczej. Widok nieszczęśliwej, zranionej Igi, którą autentycznie kochał, wyniki badań graniczące z marskością wątroby, widok małego zapuszczonego mieszkania, i strach, że nic nie osiągnie, wszystko zmarnuje, sprawiły, że pojawiła się myśl: „dalej nie ma już nic. Tylko przepaść – picie i śmierć.”

    Pierwsze kontakty z terapią, przed "sierpniowymi wydarzeniami", to było suszenie głowy. Chodziłem pod przymusem rodziców. Prawdą jest, że bez silnego uczucia zagrożenia nie podejmie się skutecznie terapii. Jak się jest młodym, ma się przeświadczenie, że każdy dzień to nowa szansa, że jest przyszłość, raczej świetlana. A ja czułem, że nie ma nic. Po tym zdarzeniu upiłem się jeszcze tylko raz, rozpaczliwie, z rozpędu, utwierdzając się w przekonaniu, że chcę się leczyć. Znalazłem wewnętrzną chęć życia, na szczęście okazała się ona bardzo silna.

    Droga do dna

    Zanim Marek trafił na terapię i zaczął trzeźwieć, pił nałogowo przez 10 lat, a 15 lat łącznie. Pierwszy raz wziął alkohol do ust w wieku 10 lat. Jego ojciec pił, więc z alkoholem miał styczność od początku okresu dojrzewania. Potem wiadomo – wycieczki szkolne, piwo za szkolnymi garażami, coraz częstsze imprezy… Jednak nie było to dla Marka tak ważne, jak potrzeba ukojenia bólu, nieuzasadnionego cierpienia, będącego objawem depresji. Ta choroba jest w jego rodzinie od pokoleń – umarła na nią prababcia, teraz cierpi babcia, Marek depresję leczy, ale kiedyś to alkohol załatwiał lepsze samopoczucie, znieczulał i ośmielał: Chciałem się podobać, być lubianym, miałem potrzebę błyszczeć i po alkoholu przychodziło mi to bez wysiłku. Byłem w centrum zainteresowania.

    Pierwszy raz na ryzykowne picie zwróciła mu uwagę jego dziewczyna, kiedy był na studiach. Jednak, jak sam twierdzi, w wieku 24 lat był już mocno uzależniony. Terapeuci nazywali go błyskawicznym alkoholikiem, czyli takim, który uzależnił się bardzo wcześnie, w Marka przypadku w wieku 21 lat, po kilku latach picia.

    Między pierwszymi refleksjami nad tym, że coś jest z jego piciem nie tak, a uświadomieniem sobie problemu, musiało minąć kilka lat: Pamiętam, miałem 25 lat. W radiu usłyszałem audycję, prowadził ją Krzysztof Alkoholik. Dzwonili do niego trzeźwiejący alkoholicy, a on wymieniał po kolei pytania testu baltimorskiego. Odpowiadali wspólnie i ja razem z nimi. Wyszło, że jestem alkoholikiem. Nie do końca mnie to wtedy obeszło, ale sam fakt, że nie przełączyłem stacji dało mi do myślenia.

    Potem ciągle „szukał guza”: Prowokowałem zadymy, byłem przesadnie agresywny, ciągle szukałem szczęścia z doskoku, traktowałem kobiety instrumentalnie, trafiłem dwa razy do aresztu za stawianie się policji, za jakąś bójkę. Zamówiłem kiedyś kebab i mimo że miałem w kieszeni 50 zł, nie zapłaciłem. Wyrwałem go Turkowi z ręki i uciekłem. Facet zgłosił to patrolowi policji, a ja ponieważ wyglądałem na porządnego chłopca (miałem 21 lat) powiedziałem, że to kłamstwo, że to ten Turek puszczał do mnie oczka i lubieżnie wyciągał język… mnie puścili, a jego zwinęli. Kiedyś nasikałem na radiowóz pod dworcem centralnym. Gdyby to zauważyli, pewnie by mnie stłukli. Zdarzyło się też, że okradłem menela. Wystawał mu portfel i zabrałem mu sto złotych. Pod koniec pijanego życia ciągle jeździłem samochodem pod wpływem. Robiłem sobie nocne wycieczki do Płocka, prułem ile fabryka dała. Kiedyś o mało nie rozwaliłem się na drzewie. Jednego razu zwymiotowałem mojej dziewczynie pod nogi jadąc autem, prowadziłem na kacu.

    Przekonanie, że picie jest problemem dociera powoli, ale niektórych bodźców nie da się zignorować. Mimo że działają wszystkie mechanizmy uzależnienia, zwłaszcza mechanizm iluzji i zaprzeczeń, upokarzające doświadczenia przebijają się do świadomości: Sytuacje poniżające zdecydowanie przybliżają dno. Marek opuszcza wzrok: Kiedyś uderzyłem kobietę, nigdy bym tego nie zrobił, gdybym nie był chory. Spałem na trawie gdzieś przy ulicy, jak zwykły pijak. Pamiętam też sytuację, w której przez picie nie miałem grosza w portfelu i kropli benzyny w baku. Nie mogłem odwieźć Igi do domu, a była chora, miała pęknięte żebro. Musiałem wsadzić ją w autobus. Od tamtej pory nigdy nie jestem do końca spłukany.

    Początki zdrowienia

    Wtedy w sierpniu i Marek, i jego bliscy czuli, że to kluczowy, decydujący moment. Iga postawiła ultimatum – albo Marek idzie na leczenie, wówczas mogą zamieszkać razem, albo ona wyprowadza się i więcej się nie spotkają. Rodzice Marka również zachowali się bardzo dojrzale i odważnie. Nie spłacali długów, nie pomagali finansowo, raczej obserwowali i okazywali wiele czułości i ciepła. Moi bliscy stworzyli sytuację, w której jakość życia poprawiła się na tyle, że powrót do tamtego mieszkania był jak wspomnienie o więzieniu. Pokazali mi, ile mogę mieć, jak może być fajnie w tym trudnym życiu. Zrobili to tak dobitnie, że wybili mi z głowy wszelkie pomysły powrotu do pijanego życia i to jest bardzo cenne.

    Pierwsze tygodnie trzeźwienia są dla Marka mglistym wspomnieniem. Niewiele pamięta, tylko tyle, że było mu strasznie ciężko przetrwać pierwsze głody i że czas nieznośnie się dłużył. Nagle okazało się, że bez alkoholu Marek ma masę wolnego czasu, a wtedy mózg szaleje. To były momenty, w których pojawiały się największe głody: Pamiętam, że skomlałem. Miewałem suchego kaca – budziłem się i miałem wszystkie objawy: nudności, poty, lęki, drżenia. No i sny alkoholowe. One podobno nie mijają do końca życia. W pierwszym okresie trzeźwienia miałem sny bardzo realne. Śniły mi się emocje, upojenie alkoholowe, odczuwałem też fizjologiczne objawy odstawienia. Kace alkoholika nie są zwykłe – cały się trząsłem, miałem lęki, czułem, jakby coś trzymało mnie za gardło, byłem zlany potem. Czułem się, jak w zaawansowanym stadium grypy.

    Dzisiaj Marek nazywa scenariusze snów alkoholowych „świnią podrzucaną przez szatana”. Przebudzenie z sennego koszmaru to wielka ulga: Do tej pory śni mi się sytuacja, że piję piwo i mam przeświadczenie, że przecież to jest tylko jedno potajemne piwo. We śnie uważam, że to nic takiego, bo przez te lata trzeźwienia już mi się nie raz zdarzało wypić. ”Przecież i tak od początku terapii popijasz sobie potajemnie piwka” - mówi do mnie szatańska choroba we śnie. A to jest nieprawda. Choroba mnie okłamuje, a ja w to kłamstwo wierzę, nie mogę się bronić. Alkoholizm podsuwa mi sen, w którym wszystko zaprzepaszczam i sugeruje mi, że właściwie to ja nic dobrego nie zrobiłem.

    ***

    Iga i Marek nadal mieszkają razem, od tamtych koszmarnych sierpniowych wydarzeń minęły dwa lata i osiem miesięcy. Oboje chodzą na terapie i korzystają z grup samopomocy.

    Z czasem alkoholizm stał się filarem mojej tożsamości, a przestał być przekleństwem. Ludzie bywają zagubieni, bo budowanie tożsamości w dzisiejszym świecie to przede wszystkim samookreślanie się przez pracę. Często nie znają swojej wartości, cierpią, a ja w trakcie leczenia pozbyłem się iluzji na swój temat. Odrzuciłem szereg kłamstw i w zamian dostałem fundament tożsamości - prawdziwe poczucie własnej wartości. Nawet gdy mam duże problemy, to mogę się na moim trzeźwieniu oprzeć, bo wiem, że coś w tym życiu zrobiłem ważnego, wytrzeźwiałem i to jest dla mnie najważniejsze. Czuję się dumny i usatysfakcjonowany. Teraz tak naprawdę dojrzewam. Może banalną, ale wielką prawdą jest to, że nie ma takiej siły na zewnątrz, która cię zmusi do niepicia, jeśli nie chcesz przestać pić. Ale na szczęście jest i odwrotnie – jeśli nie chcesz pić, nie ma takiej siły, która mogłaby Cię do picia skłonić.

    Mam na imię Marek, mam 33 lata, jestem alkoholikiem. Jestem trzeźwy od 32 miesięcy... I wierzę, że tak jest.

    źródło : http://uzaleznienie.com.pl/alkoholizm/prawdziwe-historie/309-alkoholizm-to-szatanska-choroba.html

    #alkoholizm #alkohol #uzaleznienie # odwyk
    pokaż całość

  •  
    R..Q

    +7

    #tworczoscwlasna #poezja #wiara #depresja #uzaleznienie #alkoholizm

    "Czarne są liście, czarne są drzewa, czarna jest także droga do nieba.
    W każdą noc ciemną czarne mam sny, a w każdym z nich wilk co czarne ma kły.
    Czarne myśli są w mojej głowie, czarny scenariusz - nikt się nie dowie.
    To czarne życie szarego człowieka. Lecz nawet on, nie wie co go czeka."

    Weź się lecz! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

  •  

    Kojarzycie koksa z reklamy Old Spice? Terry Crews, bo o nim mowa ujawnia w tym filmiku swój "Dirty Little Secret".

    pokaż spoiler spoiler Dla niecierpliwych, opowiada on o swojej walce z uzależnieniem od pornografii

    #youtube #uzaleznienie #nofapchallenge #nopornchallenge #ciekawostki #wychodzimyzprzegrywu pokaż całość

    źródło: youtu.be

  •  

    Dzień anona w technikum informatycznym w czasie dnia z zajęciami komputerowymi:
    6:00 pobudka
    6:04 bierze łyka monstera i sprawdza wiadomości w telefonie.
    6:10 Bierze szybki prysznic i psika się dezodorantem.
    7:00 idzie do sklepu i kupuje 4 puszki monstera, oraz jedną piwa
    7:10 pije z kolegami idąc do budy
    8:00 przychodzi na informatykę, odpala kompa i gra z kolegami w CSa aż do 20 minutowej przerwy.
    10:30 wychodzi z kolegami na 20 minutewej przerwie po kebsa
    13:00 bierze go na sranie w czasie lekcji, idzie do kibla i kopci epapierosa
    13:15 zasrał cały kibel turbosraką, następnie rozrzuca papier toaletowy w kabinach i robi brodzik z umywalek
    13:30 wraca na lekcję przed dzwonkiem i gra dalej żłopiąc trunek "Bogów skilla"
    14:00 wychodzi z lekcji razem z kolegami po kolejne energetyk, chipsy i kebsa
    14:20 Nie idzie na WF (zwolnił się z dwóch ostatnich lekcji), wiec czas na Vixę i melanż przy piwie na ławce w parku, razem z kolegami.
    16:00 Wraca do domu, pyskuje do matki i gra do czwartej nad ranem...

    pokaż spoiler #techbaza #patologiazmiasta #bekazpodludzi #socjologia #patologia #gimbaza #uzaleznienie #spierdolenie #feels
    pokaż całość

    źródło: m.ocdn.eu

    +: V....r, haaryballs +10 innych
    •  

      @F0rT3hW1n kurde że też na to nie wpadlem :)))

      Chce wbić wreszcie legendę a się tłukę w okolicach 3-4 rangi :(

    •  

      @Mirkomil: na to potrzeba czasu sporo i grindu, ja jak raz od chyba 18 ranku leciałem kiedyś do legendy freeze magiem to około ponad 350 partii mi to zajęło ( ͡° ͜ʖ ͡°) no i nie było tych ułatwień, ze nie mozesz spaść z 15/10/5 ranku, do tego talia to typowy control, wiec gry po ok 20 minut. Cały miesiąc grania. Aggro deckiem (secret pal) z 5tki około 200gier, ale one zdecydowanie szybsze, po 10 minut. Takze, imo potrzebny tylko czas i oczywiscie rozeznanie mety. Jakbys dzien w dzien nołlajfił 8h to lekko bys wbił legende, ps. ogolnie to nie warto tyle czasu tracić, no moze 1wszy raz dla rewersu, pozniej kolejne wbicia nic to nie dają. pokaż całość

    • więcej komentarzy (4)

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #uzaleznienie

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0

Archiwum tagów