•  

    #vatowcy #podatki #aferaptakowa #ptak #vat #januszebiznesu

    Chciałbym napisać, że denerwują mnie wypowiedzi niektórych tu komentujących, którzy jako argumentu używają, że po tych właśnie Januszach biznesu widać, że jakby nie było podatków to każdy byłby bogaty. Otóż drodzy Państwo - ludzie handlujący w ten sposób bogacą się nie dlatego że nie płacą podatków, ale dlatego że są bardziej konkurencyjni od uczciwych firm. Ich towar na tle uczciwej konkurencji wygląda jak wygrana w totolotka i schodzi zapewne jak ciepłe bułki. Niepłacenie podatków nie jest przyczyną bezpośrednią bogacenia się, ale większej konkurencyjności. Problem polega na tym, że jakby nie było żadnych podatków i takich firm powstałoby nawet tysiące to zapchanie rynku i wszechobecna konkurencja zeszłaby do takich marż, że wszystko stałoby się nieopłacalne. Znam to ze swojego miasta w którym kiedyś mieliśmy prawie 140 szwalni. W latach 90-tych każdy sąsiad patrzył na swojego i jak tylko komuś jakiś biznes poszedł to otwierał identyczny. W ten sposób moje miasto miało falę szycia po czym wszystkie te szwalnie poza drobnymi wyjątkami padły, później nadeszła fala cukiernictwa, wulkanizacji i cholera wie czego jeszcze. Wszystkie te biznesy powyzdychały. Myślę, że w całej tej awanturze chodzi o fakt, że jeśli są jakieś podatki, normy lub nakazy i każdy uczciwie by ich przestrzegał to konkurowanie między firmami polegałoby zupełnie na czymś innym (szukaniu atrakcyjniejszej oferty/tworzenia lepszych produktów/usług), a tak... konkurencja polega na wydymaniu uczciwych i szczyceniu się, że się jest przebiegłym. Ot tyle. Pozdrawiam serdecznie ;) Nadmuchany przedsiębiorca z portalu ze śmiesznymi obrazkami ;)

    Poza tym wszystkim, żyjemy w jakiejś tam społeczności. Fajnej/niefajnej - nie mnie to oceniać. Korzystamy jednak z dróg, szkół, chodników, służby zdrowia, sądów, policji i czego tam jeszcze dusza zapragnie. Więc albo razem to wszystko finansujemy, albo robimy anarchię, wybieramy Korwina i każdy sobie kasę skrobie ;)
    pokaż całość

  •  

    na Węgrzech spore cięcia VAT, żywność z 27% na 5%
    podobnie z podatkiem na internet mobilny, też tylko 5%
    #4konserwy #vat #podatki #wegry

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Napoje energetyczne vs VAT vol 1

    Temat bliski memu sercu z racji tego, że działałem w tej branży kilka ładnych lat (oczywiście zgodnie z prawem, nie inaczej). No i faktycznie, do niedawna jeszcze energetyki były to jedne z ulubionych towarów w karuzelach. Co więcej, takie "energole karuzelowe" znajdziecie czasem na półkach sklepów – głównie tych mniejszych, niezrzeszonych w żadnej sieci. Jak jednak rozpoznać potencjalne napoje VAT-owców? Jest kilka punktów charakterystycznych.

    Po pierwsze niska cena – ok. 1 PLN na półce. Zamówienie w rozlewni = 250 tys. puszek (minimum produkcyjne Ball Packaging, producenta tychże puszek) i jest to koszt rzędu 62-65 groszy netto, w zależności od kursu Euro i danej rozlewni. Przy zamówieniu 1 miliona puszek zapewne da się zbić do 50-kilku groszy netto. Przyjąłem ten 1 milion jako maksymalną wartość, ponieważ nikt o zdrowych zmysłach nie mający własnej rozlewni i/lub rozbudowanej sieci dystrybucji (o tym więcej później) nie wypuszczałby większych ilości na start – za duże ryzyko po prostu. Ok, a wiesz po ile musisz sprzedać, żeby Janusz sklepikarz wziął to od ciebie i postawił na półce za ok. 1 zeta? Otóż jakieś 65 groszy netto/80 groszy brutto to max. Za więcej sklepikarz nie weźmie niewypromowanego brandu, bo za mały zysk, żeby blokować sobie czymś takim półkę. Masz więc jakieś 15 groszy wrzuty. Ale teraz odejmij od tego koszty transportu i magazynowania. Odejmij koszty dotarcia bezpośredniego do sklepów (handlowiec + paliwo). Odejmij dochodowy (litościwie mały nawet, ale jednak). Ile Tobie zostanie w kieszeni? Grosz, dwa, trzy od puszki? A to przy dobrych wiatrach! Czyli jakieś 10 – 30 k od zainwestowanych 500 tys. PLN. A myślisz, że to taka prosta sprawa rozprowadzić 1 milion puszek przez +- 1,5 roku (potem termin przydatności zacznie wychodzić z mody) po małych sklepach bez posiadania dużej, sprawnie zorganizowanej dystrybucji? No pewnie, że nie! A czy wiesz, ile zamawia na początek, tak na próbę, przeciętny Janusz – sklepikarz? 2 zgrzewki (dane z kilkuset punktów sprzedaży). Potem, jak pójdzie dobrze, to weźmie może średnio 3-4 zgrzewki w miesiącu. No i teraz sobie podziel 1 milion zamówionych napojów na 24 (tyle jest w zgrzewce) i co wyjdzie? Jakieś 40 tys. transakcji sprzedaży! Tyle wystawionych faktur i dostaw - ogarnij i męcz się z tym wiedząc, że zarobisz na tym litościwe 20-30 kawałków, heh. A jeszcze Janusze biznesu żądają gratisów, opłat „półkowych”, prezentów i całowania po dupie nawet (to ostatnie to żart akurat, chociaż kto tam wie, nie znam wszystkich Januszy). O hurtownikach możesz zapomnieć – są tak zawaleni ofertami znanych napojów w cenach +-70 groszy netto, że mają w dupie jakiś energetyk no-name, co to im tylko będzie zajmował przestrzeń na magazynie, a nie wiadomo, czy zejdzie. No a poza tym boją się, że mają do czynienia z VAT-owcami, bo już się nacięli i mieli potem kontrolę ze skarbówki, więc wolą sprawdzone firmy. Czyli co, biznes dla debili nie umiejących liczyć? Skąd to zwątpienie - bardzo możliwe, że napoje tak naprawdę zarobiły już wcześniej, bo krążyły i krążyły w karuzeli, a więc ktoś zwrócił już sobie za nie VAT-y i teraz może je pchnąć po kosztach (a raczej poniżej nich). Ktoś powie: ale zaraz, zaraz, przecież są tanie brandy obecne także w marketach, to do nich też dopłacają i to VAT-owcy są? Otóż niekoniecznie – słowo klucz to skala. Tanie napoje będące np. markami własnymi firm posiadających rozlewnie, pchane przez markety wykorzystują efekt skali – sprzedają się w milionach puszek, więc mogą być przystępne cenowo i da się na nich zarobić przy małych wrzutach (zwłaszcza, gdy dana rozlewnia ma kilka brandów). Ale napoje produkowane w krótkich seriach (a 250 tys. – 1 milion puszek to krótka seria) nie pchane przez markety tylko przez małe sklepy, to nie jest do ogrania i nie zarobisz jeśli stoją po 1 zeta na półce. No ok, chyba, że ktoś ma wielką hurtownię zaopatrującą setki sklepów i sprzedaje te napoje niejako przy okazji, to jeszcze, jeszcze, ale tu dochodzimy do punktu drugiego.

    Po drugie: spójrz na etykietę - cóż to za firma wypuściła na rynek takie napoje? Wygugluj: może jest to duży gracz z branży, posiadający własną rozlewnię? Ok. A może to duża hurtownia/sieć hurtowni, która ma już zbudowaną sieć dystrybucji i oprócz tych napojów ma w ofercie jeszcze inne rzeczy z FMCG? Też ok. A może jest to spółka z o.o. z kapitałem zakładowym 5 tys. PLN, o której w zasadzie nic nie wiadomo, nie prowadziła większej (albo żadnej) sprzedaży czegokolwiek, a w zarządzie są wyłącznie osoby nie związane z jakąś większą rozlewnią/firmą zajmującą się dystrybucją? No to już troszkę podejrzane. A jeszcze bardziej podejrzane jest to, jeśli spółka – właściciel danego brandu zmienia się średnio 2-3 razy w roku (znam takie przypadki, ale nie będę wskazywał konkretnych brandów z wiadomych względów). A w ogóle najbardziej podejrzane jest to, jeśli na puszcze widnieje napis w stylu „wyprodukowano w EU dla Janusz-VAT s.r.o.” czyli Czechy czy tam Słowacja – no lepsze symptomy przygotowania do karuzeli ciężko sobie wyobrazić. Oczywiście, może zdarzyć się i tak, że gnębiony przez polskie służby uczciwy przedsiębiorca zdecydował się przenieść działalność do Czech i stamtąd atakować polski rynek, ale bajkowe historie tylko czasem okazują się prawdą, choćby w części. Jak by tak jeszcze dodać do tego angielskie napisy na puszce napoju o swojskiej nazwie typu Mocarz czy inny Piorun, wypuszczonej przez firmę „5 tys. kapitału zakładowego”, to już kombo w ogóle. Bo tak szczerze to mało kto znający realia tego biznesu uwierzy, że skoro nie potrafią ogarnąć dobrej dystrybucji na polskim rynku, to uda im się z sukcesem podbić zagranicę dysponując brandem, którego nazwy zagraniczny konsument nie będzie nawet w stanie odczytać, więc po co te angielskie napisy? Chyba nikt nie uwierzy, chociaż… Chociaż w sumie urzędnik ze skarbówki może w to uwierzyć (szczególnie jak otrzyma dodatkowo faktury), a takie napisy ENG w pewien sposób uprawdopodabniają możliwość wystąpienia rzeczywistej transakcji. I to po to one właśnie są – aby WDT wyglądała bardziej wiarygodnie.

    Reasumując: co zrobiłbym, gdybym był kontrolerem z KAS albo innej instytucji? Po prostu poszedłbym do kilkunastu osiedlowych sklepów w różnych miastach i kupił po puszce mało znanych napojów (tzn. nie Red Bull, Tiger, Black czy inny Rockstar) kosztujących mniej niż 1,60-1,80 PLN. Zapewne byłoby ich +- kilkanaście. Następnie sprawdziłbym, które z nich są dystrybuowane przez firmy posiadające własne rozlewnie lub duże hurtownie posiadające własną rozbudowaną sieć dystrybucji, a w przypadku nowych, nieznanych spółek, czy w ich zarządzie są osoby związane z wcześniej wymienionymi firmami – te bym odrzucił. Pozostałe Januszexy wrzuciłbym na tzw. bęben, a już w szczególności wszelkie zagraniczne s.r.o. oraz spółki zarejestrowane na adres w bloku mieszkalnym czy w wirtualnym biurze – wszelkie zwroty VATu wstrzymane i kontrola krzyżowa do 6 albo i 7 firmy w łańcuchu sprzedaży, czy towar rzeczywiście istnieje w zadeklarowanej ilości i czy stany magazynowe się zgadzają + kilka innych rzeczy jeszcze. Gwarantuję, że kilku VAT-owców by się trafiło. CDN – ciąg dalszy nastąpi. ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vatowcy #energetyki #vat #podatki #pieniadze #firma #dzialalnoscgospodarcza
    pokaż całość

  •  

    Dziś lub jutro do Ministerstwa Sprawiedliwości RP pójdzie projekt oparty na mojej koncepcji, jaką jest zorganizowanie ogólnopolskiej wystawy majątku zarekwirowanego VAT-owcom - przykładem słynny Mercedes Mansory za 3 miliony PLN. Wystawa ta w założeniu byłaby bezpłatna i każdy mógłby tam zobaczyć, jakie fanty kupowały sobie Mirki od VAT-u za pieniądze zajumane fiskusowi (i obywatelom of kors). W końcu suche liczby w mediach tak nie działają na wyobraźnię, jak zobaczenie na żywo kilku fajnych zabawek, heh. Angażuję się w ten projekt, więc trzymajcie kciuki, aby był pozytywny odzew ze strony Ministerstwa – poparcie dla tej koncepcji jakieś tam jest (o szczegółach nie będę opowiadał na razie), więc mam nadzieję, że jeszcze w tym roku się uda. Na pewno będę informował na bieżąco jakby co. ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vatowcy #podatki #vat #ciekawostki pokaż całość

  •  

    Komentowałem wczoraj wpis nt. odliczania VAT, a teraz tak sobie siedzę i zastanawiam się... Dlaczego kiedy idę kupić laptopa do sklepu to płacę normalnie, a gość z działalnością kupuje go o prawie 1/4 taniej? (bo to tak działa, nie?)
    Dlaczego ma znaczenie czy tankuję benzynę jako osoba prywatna czy "służbowo"? Jakie było uzasadnienie stworzenia tego kretyńskiego systemu, który aż prosi się o wyłudzanie z niego pieniędzy? Brzmi to jak jakaś absurdalna niesprawiedliwość - bykowe, tyle że dla tych, którzy nie mają działalności.
    Sprawdzanie czy papierem toaletowym podcierana jest dupa "firmowa" czy "prywatna" w każdej jednej firmie jest niewykonalne, podobnie jak zweryfikowanie czy samochodem kupionym na przedsiębiorstwo na pewno nie rozwozi się zupełnie prywatnie prywatnych gówniaków. Z punktu widzenia aparatu kontroli ten system jest bez sensu.

    Niech mi ktoś wyjaśni o co w tym chodzi, bo jakiś element tej układanki najwidoczniej do mnie nie dotarł.

    #dzialalnoscgospodarcza #podatki #vat wołam też #neuropa #4konserwy i kolegę od karuzeli @grafikulus

    pokaż spoiler Dla bardziej podejrzliwych lub mniej lotnych - nie mam bólu dupy o to, że ktoś płaci mniej. Zastanawiam się, dlaczego skoro jedna grupa społeczna może systemowo płacić mniej to nie mogą płacić mniej wszyscy?
    pokaż całość

    •  

      @kkk___: Weź napisz to po polsku, bo nie rozumiem co chcesz przekazać. Nie mam bólu dupy - jeśli to tak opłacalne jak mi się wydaje to sam założę działalność. Nie mój problem, że czujesz się złodziejem ("uderz w stół..."( ͡° ͜ʖ ͡°) ).

    •  

      @instalacja: tak działa wolny rynek, bogaci i korporacje są w stanie opłacić polityków poprzez lobbing by płacić niższe podatki. Pracujący na umowie o pracę oczekują socjalizmu tj że politycy za darmo wprowadzą korzystne dla nich prawo, w ramach misji, ideałów itd - wiadomo jak to się kończy obietnice, sztuczki PR-owe, ale na końcu efekt jest taki sam, odpowiednią ustawę i prawo dostaje ten kto zapłaci więcej - potem się tylko odpowiednio to zakręca by dobrze się prezentowało albo się o tym nie mówi. Albo po prostu przez ich obniżenie, albo dodanie odpowiednich luk w prawie by można było płacić niższe podatki gdzieś indziej. Dzięki czemu politycy mogą mówić że podwyższy się podatki bogatym ku uciesze klasy średniej / niższej. Tak samo robi się np. mówiąc, że zamknie się jakąś lukę w prawie podatkowym, ale zaraz otwiera się kolejną, bo polityk został za to opłacony. Opodatkowanie działalności gospodarczej to pochodna tego systemu po prostu, dzięki czemu jednostki które są bardziej zaradne i pro aktywne się nie buntują, a większość (pracująca na etacie it) która jest reaktywna i oczekuje bezpieczeństwa i jest nieskłonna do ryzyka i buntu... no cóż płaci. Taka jest moja opinia. pokaż całość

    • więcej komentarzy (25)

  •  

    Od stycznia 2018 roku dużo łatwiej rozpoznać januszy biznesu w handlu.
    Rząd wprowadził obowiązek opłaty recyklingowej dotyczących foliówek do 50 mikrometrów. Opłata ta wynosi 0,20 zł + VAT, co daje jakieś 0,25 zł.
    Nie wiem jak w innych częściach Polski, ale #wroclaw zazwyczaj opłata za folióweczkę to 0,40 zł ( ͡º ͜ʖ͡º). Co więcej niektórzy sprzedają te powyżej 50 mikrometrów więc zasadniczo nie muszą kazać klientowi za nie płacić, a jednak piniondz jest!

    pokaż spoiler Najlepsze widziałam jednak w pewnej dużej sieci piekarni. Za foliówkę karzą płacić 0,40 zł, ale nie nabijają tego na kasę, bo UWAGA - nie mają takiej pozycji na kasie fiskalnej XD


    #takietam #ciekawostki #ksiegowosc #zyciecodzienne #vat #prawo #dobrazmiana #januszebiznesu
    pokaż całość

  •  

    Jakie zarzutki robią VATowcy starając się pozyskać uczciwe firmy do karuzeli?

    Czasami do otrzymania „intratnej propozycji” wystarczy tylko obecność firmy w sieci - przykładem jest pewna prawdziwa historia przedsiębiorcy, który sprzedawał hurtowo towar kilkuset sklepom spożywczym (słodycze, kawę, napoje itd.). Któregoś dnia dostał taką oto ofertę: Kupisz Pan czekoladę za cenę niższą od rynkowej, a na tę czekoladę jest już kupiec za tyle i tyle, więc szybko Pan zarobisz i się nie narobisz. I teraz towar mógłby oczywiście przyjechać do Pana na magazyn, gdzie zostałby rozładowany – tylko po co…? Prościej będzie, jak my wyślemy tę czekoladę prosto do tego kupującego, a Pan tylko wystawisz faktury – zaoszczędzi się na kosztach transportu, rozładunku itd. Będzie Pan zadowolony, zobaczy Pan!

    Deal życia, w którym ktoś odwala za nas czarną robotę sprzedażową? Nic z tych rzeczy. VATowcy w ten sposób uzyskują faktury od wiarygodnej spółki, działającej od lat na rynku i z taką fakturą występują potem o zwrot VATu. A chciwy przedsiębiorca, który poszedłby na podobny układ? Cóż, wiele ryzykuje, ponieważ w sytuacji, w której według „skarbówki” dochodzi do pozornej transakcji, wszyscy z łańcucha, którzy wystawili faktury, muszą zapłacić podatek wraz z odsetkami w wysokości 200%. A jak już sprawa się wyda, to nie jest łatwo się z tego wybronić – generalnie z praktyki wynika, że wystarczy, iż firma podejrzanego kontrahenta działa na rynku krócej niż 12 miesięcy, a w zasadzie jest już pozamiatane i ciężko jest przedsiębiorcy udowodnić tzw. dochowanie należytej staranności. Tak w ogóle częstą zarzutką VATowców w podobnych sytuacjach, jak opisana powyżej, jest podszywanie się pod jakąś dużą i znaną firmę – bywa, że mają tam swoich ludzi (odpowiedzialnych np. za księgowość czy obrót dokumentami), którzy otrzymują profity za potwierdzenie fikcyjnej transakcji. Tak więc jeśli kiedyś dostaniecie ofertę zakupu np. Nutelli po podejrzanie niskiej cenie i ktoś będzie Wam wmawiał, że ma już na nią kupca i towar nawet nie musi wjeżdżać na Wasz magazyn, to wiedzcie, że na 99% rozmawia z Wami Mirek-VATowiec. Albo służby robiące prowokację. ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vatowcy #vat #podatki #firma #dzialalnoscgospodarcza #pieniadze
    pokaż całość

    źródło: biznesoferty.pl

    •  

      @grafikulus: jak mam kuźwa pytanie, jako że znam kogoś kto ma firmę transportową ( ͡° ͜ʖ ͡°) i często gęsto zdarzało się w poprzedniej spedycji, że towar jechał np z niemczech Z Hamburga na CMR wbity Hamburg powiedzmy docelowo Paryż, są pieczątki tego co wysyłał do firmy Amba, ale spedytor mówi te chopie schowaj te CMR wypisz nową że towar już jedzie z AMBY do Firanki, tylko tak żeby Firanka nie widziała, że towar z Hamburga leci jasne? czy to jest typowy taki przekręt xd? oni to nazywali w tej spedycji " neutralizacją papierów" ale z tego co piszesz to dla mnie właśnie tak wygląda? pokaż całość

    •  

      @Urban944: Trochę nieprecyzyjnie podane dane, ale na potrzeby wyłudzeń VAT-owskich fałszuje się także dokumentację transportową. Nie pracowałem jednak nigdy w spedycji, więc nie wiem, czy fałszowanie dokumentacji przydaje się także w przekrętach innego rodzaju.

    • więcej komentarzy (35)

  •  

    Historie VATowców vol 3

    Dziś, dla odmiany, nie będzie historii VATowców - wygrywów, ale historia prezesa - słupa, którą znam z racji tego, że sam niejednokrotnie z nim rozmawiałem, a poza tym swego czasu kumplowałem się dobrze z jego kuzynem. Tak więc B. był zwykłym chłopakiem z małej wioski, który pracował w pobliskiej fermie kurczaków. Praca w tygodniu, a w weekendy popijawy i dyskoteka – tak wyglądało jego życie do ok. 30., żadnych lepszych perspektyw, po prostu szara, nudna egzystencja.

    Sytuacja jednak zmieniła się w 2010 roku, kiedy to B. poznał kilku kolegów z tzw. szemranych kręgów. Ci po pewnym czasie zaproponowali mu wejście w biznes – miał zostać prezesem jakiejś spółki w Poznaniu, rzekomo dlatego, że jej poprzedni właściciel miał problemy z komornikiem i potrzebował kogoś „czystego”. Obowiązki? Podpisywanie faktur i to w sumie wszystko, więc nic trudnego ani szczególnie męczącego. Wynagrodzenie? 4000 PLN co miesiąc na rękę za kilka godzin pracy w miesiącu – świetny deal, zwłaszcza, że B. za ciężką harówę na fermie po kilkadziesiąt godzin tygodniowo nie otrzymywał nawet połowy tego. Czy B. wiedział w co się pakuje? Prawdopodobnie nie, to był prosty chłopak i dla niego jakikolwiek biznes to było coś z pogranicza czarnej magii (przynajmniej ja miałem o nim takie właśnie zdanie).

    Dla B. zaczął się okres prosperity życiowej – rzucił pracę na fermie i stał się częstym bywalcem barów w Inowrocławiu, w których przesiadywał całe dnie grając w bilard i pijąc piwo. Znalazł też sobie dziewczynę, z którą balował praktycznie codziennie, wiodąc lekką i przyjemną egzystencję (szczególnie w porównaniu do życia, które miał wcześniej). Stopniowo jednak piwo przestało przynosić oczekiwane wrażenia i B. zaczął próbować narkotyków – amfetamina, extasy, bywało, że nie spał po 2-3 noce z rzędu. Do tego doszły jeszcze automaty do gier (których w tamtych czasach nie brakowało w barach), na których B. zaczął przegrywać coraz większą część swojej kasy z VATu. Zaczynało dochodzić do tego, że B. musiał pożyczać pieniądze od różnych szemranych typów, ale ponieważ miał dochody i poparcie swoich „pracodawców”, to udawało mu się uniknąć większych kłopotów, nawet jeśli spóźnił się z oddaniem pożyczki.

    Taki stan rzeczy trwał jakieś 3 lata, aż w końcu nastąpił dzień, w którym skarbówka upomniała się o ogromną dla B. kwotę niezapłaconego podatku (z relacji jego kuzyna pamiętam, że to było coś powyżej 500 tys. PLN). B. co prawda zachował wolność, ale został z ogromnym długiem, a co gorsza zaczęli go też atakować szemrani wierzyciele żądając zwrotu pożyczonych pieniędzy, które stracił podczas gry na automatach. Wiele tego nie było - kilka tys. podobno - ale odsetki od takich długów rosną w zastraszająco szybkim tempie. Byli „pracodawcy” B. naturalnie olali go całkowicie i urwali kontakt, bo przestał im być potrzebny do czegokolwiek. Sytuacja się pogarszała, więc B. nękany przez wierzycieli i obarczony długami postanowił uciec za granicę, a konkretnie do UK do swojego kuzyna. Tam podobno przez jakiś czas jakoś się trzymał i normalnie pracował, ale nie trwało to długo, ponieważ zaczął pić i wrócił do hazardu – ostatnia informacja, jaką miałem na jego temat była taka, że kuzyn wyrzucił go z domu po tym, jak B. ukradł mu pieniądze, które potem przegrał w kasynie. I tak z prezesa spółki stał się spłukanym gościem, którego wywalił z mieszkania własny kuzyn. Co się z nim dzieje dzisiaj nie wiem, od kilku lat nic już o nim nie słyszałem.

    Na fotce wejście do nieistniejącego już pubu 2 plus 1 w #inowroclaw w którym najczęściej przesiadywał B. i gdzie przetracił wartość niezłego auta ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vatowcy #vat #podatki #pieniadze #policja
    pokaż całość

  •  

    Czy #vatowcy stosują zarzutki, aby zmylić kontrolę skarbową?

    Oczywiście, że stosują. Jednym z popularniejszych i dość powszechnie znanych zagrań (dlatego mogę o tym napisać) jest spreparowanie kilku łatwych do wykrycia „błędów” w księgowości - ale takich, które są zagrożone niezbyt wysokimi mandatami. Nieprawidłowości takie są oczywiście w treści w pełni prawdziwych faktur, wystawionych za rzeczywiście przeprowadzone transakcje - dzięki temu ich późniejsza weryfikacja przez kontrolerów potwierdza zgodność zdarzenia z prawdą. Takie zagrania mają na celu nie tylko odwrócenie uwagi, ale także mają symulować nieporadność przedsiębiorcy, który sprawia wrażenie zagubionego w gąszczach przepisów podatkowych. Pośrednio ma to wskazywać na jego uczciwość i odsuwać podejrzenia - w końcu który profesjonalny oszust myliłby się w takich drobnostkach, jak np. zaksięgowanie faktury proforma jako pełnoprawnej faktury VAT, brak podpisu na innej fakturze lub pomylony numer NIP...? A kontroler z pełną satysfakcją może pochwalić się przed przełożonymi wykryciem nieprawidłowości – bo w kontroli skarbowej chodzi często o to, żeby w ogóle wykazać i ukarać uchybienia oraz podbić statystyki, a nie rozwiązać rzeczywisty problem. Na szczęście takie podejście się powoli zmienia, chociażby dlatego, że przy US działają lub zaczynają działać kilku - kilkunastoosobowe komórki "młodych wilków" w wieku 25-35 lat, którzy są szkoleni w zakresie zwalczania przestępstw związanych z VATem i znają podobne numery. BTW po okresie świąteczno - noworocznym będę rozmawiał z szefem jednej z takich komórek - na AMA namówić się pewnie nie da, ale jeśli opowie coś ciekawego, co nadaje się do publikacji, to obiecuję, że wrzucę na Wypok. #vat #podatki #prawo #urzadskarbowy #pieniadze pokaż całość

  •  

    Ile jest realizmu w temacie VATowców w filmie Pitbull – niebezpieczne kobiety?

    Tak sobie spoglądałem ostatnio na Pitbulla z wątkiem mafii paliwowej - znany reżyser Patryk Vega, aka Papryk Vege, przedstawił tam historię Cukra, który przejmuje prezesa jednej ze spółek karuzeli i tym samym kładzie łapę na kilkudziesięciu milionach PLNów należących do VATowców. Czy taka sytuacja byłaby możliwa w prawdziwym życiu i ile jest w niej realizmu? Teoretycznie tak mogło się stać, ale byłoby to bardzo mało prawdopodobne – dlaczego, to wyjaśnię pokrótce w kilku punktach.

    1. W filmie była przedstawiona sytuacja, w której z konta spółki należącej do prezesa – żula idzie duży przelew na kilkanaście czy kilkadziesiąt milionów PLN. Mało prawdopodobny scenariusz zważywszy na to, że przestępcy tak dużych transakcji raczej nie dokonują z kont spółek – krzaków (a prezes – menel daje podstawy aby domniemywać, że to był właśnie taki podmiot), lecz z kont nie budzących podejrzeń wiarygodnych firm, które mogą się wykazać dużymi obrotami z zagranicznymi kontrahentami, posiadaniem prawdziwych zakładów itd. – ogólnie nie budzą podejrzeń służb. A takie czyste podmioty nie mają żuli za prezesów.

    2. Sama kwota transakcji – system bankowy jest monitorowany, banki mają obowiązek zgłaszać duże transakcje do GIIF i jednorazowe przesyłanie takich kwot stwarza dość duże niebezpieczeństwo, że ktoś się podobną transakcją zainteresuje, a to raczej nie jest do szczęścia potrzebne szefom karuzeli. W przypadku transferowanie zysków z karuzeli za granicę stosuje się więc metodę tzw. zamglenia ścieżki transferu, czyli rozbicia przelewów na kilkanaście mniejszych realizowanych przez różne podmioty, dodatkowo pomieszanych z transferami pieniędzy w 100% legalnych, jak np. zapłaty za rzeczywiste kontrakty handlowe. Wszystko to ma zmylić ewentualne dochodzenie służb, więc mało prawdopodobne, aby zawodowcy (a tylko tacy obracają milionami) ot tak wystawiali się na strzał puszczając przelewy na olbrzymie kwoty, do tego z firmy-krzak.

    3. O ile dobrze pamiętam, to przelewy szły do jakiegoś zadupia typu Gruzja czy inne państwo WNP. I znowu mamy fail, ponieważ służby bardzo interesują się wielomilionowymi transferami skierowanymi w tamte rejony, bądź co bądź dość dzikie, mówiąc kolokwialnie. Profesjonalni przestępcy stosują więc bufory w postaci wcześniejszych przelewów z Polski do spółek zarejestrowanych w krajach o małym stopniu kontrowersji, jak np. Wielka Brytania, Austria, Holandia itd. Dopiero z tamtych krajów brudna kasa trafia na konto na Kajmanach albo do innego Uzbekistanu.

    4. Po czwarte - i chyba najważniejsze – żadna, ale to żadna szanująca się mafia VATowska nie zostawi bez opieki prezesa spółki, przez którego konto idą transfery na grube miliony! Alkoholik to tylko alkoholik, może narobić dużo biedy i jest kompletnie niewiarygodny, a w tym biznesie nie ma miejsca na niepotrzebne ryzyko. Profesjonalni VATowcy rozwiązują to w ten sposób, że bierze się takiego prezesa na wynajęte mieszkanie, tam dostaje wódę + prostytutki do zabawy i siedzi sobie pod kontrolą kilka – kilkanaście dni, aż nie zrobi się porządku na kontach jego spółki. Relatywnie tanie i bezpieczne rozwiązanie, dość powszechnie stosowane zresztą.

    I to w sumie najważniejsze przesłanki. Szanse na akcję wykonaną przez filmowego Cukra oceniam więc na jakieś kilka % i jeśli by mu się to udało to nie znaczyłoby bynajmniej, że jest tak zajebisty, ale że ta mafia VATowska, którą wywiódł w pole, to przysłowiowe dupy wołowe, a nie zawodowi VATowcy kręcący grubą karuzelę. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #vatowcy #vat #podatki #pieniadze #film #pitbull #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    Słuchajcie no Miraski, temat VATowców widzę cały czas budzi zaciekawienie i sporo kontrowersji, więc potencjał na coś więcej jest. I teraz wpadałem na pewien pomysł - otóż mógłbym się postarać zorganizować prawdziwego eksperta w sprawach wyłudzeń VATu, z którym można by zrobić oficjalne AMA na #wykop Co sądzicie o tym pomyśle, byłoby zainteresowanie większej grupy Mirasków, czy nie bardzo? Jeśli zainteresowanie byłoby spore, to mógłbym poświęcić trochę swojego czasu i znajomości na namówienie takiej osoby do AMA, a #moderacja myślę, że by się zgodziła. Dajcie znać w komentarzach. #vatowcy #vat #podatki #prawo #ama pokaż całość

  •  

    Dlaczego ostatnio cieszą się ogromną popularnością fałszywe historyjki o tym jakie miliony zarabia się na wyłudzeń VATu gdzie przy okazji autor podaje link do swojej strony gdzie można przejść "kurs wyłudzania VATu" za jedynie 10 tysięcy złotych?

    Ładnie wam resztki trocin z głowy wysypało.

    #vatowcy #vat #podatki #prawo #pieniadze #przestepczosc #highlife pokaż całość

  •  

    Historie VATowców vol 2

    D. był niczym niewyróżniającym się chłopakiem – typowy przeciętniak, od urodzenia mieszkający na wsi kilkanaście kilometrów od większego miasta. Z wykształcenia dekarz, pracował przez kilka lat w zawodzie, ale nie było to coś, co chciałby robić w życiu. Bardzo imponował mu wujek, który był przestępcą liczącym się w mieście X. Drogie auta, piękne dziewczyny, „rządzenie” na dyskotekach, narkotyki – to był świat dalece odległy od szarego życia dekarza, jakim żył D.

    Swoją karierę przestępczą D. zaczął od brania telefonów na tzw. łochów – temat bardzo prosty, fałszowało się świadectwo zatrudnienia, łoch szedł do salonów różnych operatorów i brał w każdym po telefonie na abonament. W ten sam dzień telefony zanosiło się do komisów, łochowi odpalało parę groszy, a resztę zostawiało dla siebie. Rachunków oczywiście nikt nie zamierzał płacić. Tak właśnie robił D. – udało mu się kilkanaście takich oszustw, ale w końcu został zatrzymany i poszedł siedzieć do sprawy na kilka miesięcy (o ile dobrze pamiętam, a było to kilkanaście lat temu, nie odpowiadał z wolnej stopy ponieważ zastraszał świadków).

    W areszcie śledczym D. znalazł się w jednej celi z jednym z bossów przestępczego półświatka w X i to był pierwszy poważny przełom w jego przestępczej karierze. Panowie chyba się polubili, ponieważ boss zaproponował D. pracę u niego po wyjściu z więzienia. I tak D. został „asystentem” bossa, wykonując dla niego różne prace przestępcze, o których nie będę tutaj pisał w szczegółach. D. okazał się całkiem dobry w tej robocie, a do tego na skutek zażywania sterydów znacznie się rozrósł i zaczął mieć szacunek w półświatku. Został więc prawą ręką bossa i za jego pozwoleniem miał swoje własne biznesy – kilka burdeli w X i komis samochodowy. Pożyczał też pieniądze na lichwiarski %. To wszystko jednak było za mało, aby awansować do tzw. pierwszej ligi.

    W okolicach 2010 roku boss D. wkręcił się w karuzelę VATowską (o czym wiedział chyba każdy na mieście, oprócz skarbówki i policji) i zaczął zarabiać naprawdę potężne pieniądze. D. patrzył na niego z zazdrością, ale niestety był za chudy w uszach (czyt. zbyt biedny), aby wejść w ten biznes jako liczący się gracz – co najwyżej mógł dostarczać „prezesów” i zadowalać się małym udziałem w zyskach. I tak też robił, czekając na dobrą okazję. No i okazja się wreszcie trafiła, do tego w osobie całkiem ładnej dziewczyny - roboczo nazwę ją Karyna. Karyna miała pewną, bardzo poważną zaletę: jej rodzice byli naprawdę zamożni. Dość powiedzieć, że przepisali na nią dom wart ponad 1 milion PLN, kupili nowe auto z salonu, sponsorowali wyjazdy zagraniczne itd. D. miał więc dobre podejście do uzyskania kapitału. I wykorzystał je – nie pamiętam już, jak dokładnie to rozegrał, ale udało mu się przejąć na własność dom Karyny, z którą zresztą wkrótce się rozstał. I to okazało się być drugim przełomem w jego przestępczym życiu.

    Mając do dyspozycji spore pieniądze ze sprzedaży domu wyłudzonego od Karyny D. wszedł w karuzelę VATowską (paliwa) jako poważny partner i zaczął energicznie działać – z powodzeniem. Do jego majątku można zaliczyć: kilka drogich aut (w tym jeden z najszybszych w Polsce Mercedesów CLS 63 AMG podkręcony na ok. 800 koni), kilka mieszkań w X. oraz zakupioną niedawno willę o powierzchni kilkuset m2, oczywiście z krytym basenem. O skali luksusu może świadczyć fakt, że sam sprzęt audio kosztował D. ponad 150 tys. PLN. Jak na bogatego gangstera przystało, D. wiedzie rozrywkowe życie – dość powiedzieć, że często urządza przyjęcia, na których prostytutki roznoszą pomiędzy gośćmi tacę z kokainą o wartości kilkudziesięciu tys. PLN. Przez pewien czas spotykał się także z dziewczyną podającą wodę w pewnym znanym programie TV. D. podobno od niedawna ma też sporo udziałów w dużej firmie budowlanej wykonującej roboty na terenie Niemiec, ale jest to niepotwierdzona do końca informacja. Jako ciekawostkę na koniec dodam jeszcze, że D. w piwnicy swojej willi ma… wierną kopię celi z zakładu karnego (pisałem o tym w jednym ze swoich wpisów kiedyś). Po co mu ta cela, nie wiem – może chce przywołać wspomnienia, może ma fantazję zabawiać się tam z panienkami, a może zwyczajnie się oswaja z możliwością odsiadki, ciężko powiedzieć…

    Spodobała Ci się ta historia i chcesz przeczytać więcej? Dodaj do obserwowanych mój hasztag #vatowcy ( ͡° ͜ʖ ͡°) No i przy okazji wszystkich zainteresowanych tematem VATu zapraszam do obserwowania profilu na FB, na którym coś napiszę od czasu do czasu:
    https://www.facebook.com/PolskaAkademiaVAT/

    #vatowcy #vat #podatki #prawo #pieniadze #przestepczosc #highlife
    pokaż całość

    źródło: gtspirit.com

    •  

      @zw_ierz: dobrze to podsumowałeś. Do oszustw na VAT nie potrzeba wielkiego kapitału, tylko dojść, powiązań i sieci kontaktów, żeby w tej sieci obracać fikcyjnymi fakturami i trzepać pieniądze z niczego.

      nie wiem na co potrzebny byłby 1 milion złotych żeby wystawiać puste faktury przez jakiegoś wsiowego "gangstera"

    •  

      i to by był dobry scenariusz do konkretnego filmu o mafii, a nie to co odpierdala Vega...

      @onechaos: przecież w Niebezpiecznych kobietach był wątek wyłudzania VAT-u, przedstawiony równie prymitywnie co w tej śmiesznej historyjce.

    • więcej komentarzy (123)

  •  

    Jak to jest z tym VATem w elektronice – krótki przegląd A.D. 2017

    Obrót B2B – grube ryby
    Odkąd w 2015 roku minister Morawiecki wprowadził odwrócony VAT na elektronikę, możemy obserwować odpływ dużych oszustów VAT-owskich do innych branż. Na dzień dzisiejszy „hurtowe” wyłudzanie VATu zostało mocno ograniczone - jak wynika z monitoringu wybranych podmiotów prowadzonego przez Urząd Kontroli Skarbowej w Olsztynie (który specjalizuje się właśnie w elektronice), w 2016 r. wyniosły one ok. 257 mln zł, czyli 2,5 razy mniej niż w 2015 r. i aż 3,4 razy mniej niż w 2014 r. Znacznie spadł też eksport telefonów komórkowych do krajów UE, który wcześnie był sztucznie pompowany dla potrzeb wyłudzeń VAT – o ok. 70 %. Nieco mniejszy spadek widać w sprzedaży na unijne rynki konsoli do gier – o 40 % i laptopów – o 40 %.

    Obrót B2C - płotki
    Tutaj sprawa wygląda nieco inaczej i pomimo wprowadzenia odwróconego VAT nadal istnieje bardzo zagrożenie wyłudzeniami w transakcjach między przedsiębiorcą a klientem końcowym – zwłaszcza, że mechanizm odwrotnego obciążenia ma zastosowanie dopiero w przypadku, gdy łączna wartość towarów w ramach jednolitej gospodarczo transakcji obejmującej te towary – bez kwoty podatku – przekroczy 20 000 zł. Jest więc tutaj kilka sposobów, aby ugrać coś na podatkach.

    Fałszywy przedsiębiorca
    Jak mieć towar taniej jeśli nie jest się płatnikiem VAT? Oszuści domagają się zakupu w cenie netto, podając się za płatników VAT lub ich reprezentantów (np. niby kupują coś w imieniu firmy X), a detalista nie jest w stanie tego szybko zweryfikować (a czasem nie przyjdzie mu to nawet do głowy). Niektórzy eksperci uważają, że nie pomoże tutaj nawet dostępny online rejestr płatników VAT czynnych (tylko tacy mogą kupować w cenie netto towar objęty odwrotnym obciążeniem), który uruchamia Ministerstwo Finansów. A to dlatego, że oszust może podać dane uczciwej firmy figurującej w rejestrze, informując np. że jest jej pracownikiem. Szybkie sprawdzenie tego w każdym przypadku praktycznie nie będzie możliwe.

    Faktura VAT-marża
    Faktura VAT – marża lub paragon na którym widnieje pozycja „marża” lub „telefon marża” teoretycznie oznacza, że towar został skupiony z rynku, czyli np. od klientów indywidualnych nie będących płatnikami VATu lub podatników podatku VAT, jeżeli dostawa tych towarów była zwolniona z VAT na podstawie art. 43 ust. 1 pkt 2 lub art. 113. Marża oznacza dokładnie to, że sprzedawca odprowadza podatek tylko od tej kwoty, którą dołożył do ceny sprzętu, czyli do swojej marży. Nie musi więc płacić VATu od pełnej ceny zakupu = ma towar sporo taniej. Przykładowe wyliczenie:
    Kupujemy używany telefon od Kowalskiego za 500 zł i sprzedajemy go Nowakowi za 600 zł. Dzięki VAT- marży podatek zapłacimy od 81,13 zł, czyli całe 18,70 zł. Skąd takie kwoty? Otóż od tego, co otrzymaliśmy za telefon odejmujemy kwotę, którą musieliśmy zapłacić poprzedniemu właścicielowi. Otrzymujemy zatem równe 100 zł, które jest naszą marżą, ale uwaga - już z podatkiem VAT. Należy zatem z niej wyodrębnić wartość netto oraz VAT. Przy stawce 23% (a taka ma zastosowanie w przypadku elektroniki) wychodzą nam powyższe wartości. Gdyby opodatkować transakcję na zasadach ogólnych, to wartość podatku wyniosłaby 112,20 zł.
    Różnica jest zatem znaczna – szczególnie na tak drogich sprzętach, jak np. nowy iPhone. Tylko jak tu w krótkim czasie kupić od ludzi czy innych podmiotów dużą ilość nowych-używanych telefonów - z ogłoszenia…? Otóż nie trzeba: VATowcy-płotki fałszują umowy kupna – sprzedaży zawarte z osobami prywatnymi i taka sfałszowana umowa jest podstawą do wystawienia VAT-marży, a nie zwykłej faktury VAT (oczywiście jeśli taki sprzedawca w ogóle bierze pod uwagę możliwość kontroli, bo jeśli ma zamiar szybko zniknąć, to szkoda mu na to czasu). Taki oszust ma więc sporą przewagę cenową nad sprzedawcą rzetelnie rozliczającym się z VATu.

    Niezaksięgowany obrót
    Oszust najczęściej sprzedaje towar poprzez platformy aukcyjne i po prostu nie księguje przychodów wskazując towar jako stan na magazynie. I tak sprzedając bez podatku może spokojnie oferować towar w detalu taniej o kilkanaście %. A ewentualna kontrola? Firma często zamknięta po 3 miesiącach, albo zarejestrowana jako sp. z o.o. na słupa i co pan zrobisz, jak nic nie zrobisz - przecież nie będziesz ściągać VATu od końcowych nabywców detalicznych. Niektórzy też księgują towar w sprzedaży dopiero po np. 2 latach, kiedy jego cena spadnie o ponad 50% co jest normalne w elektronice = można wykazać stratę i "zbić" dochodowy (w przypadku spółek z o.o. do 50% straty z lat ubiegłych), no bo skoro kupił w 2015 iPhone po cenie rynkowej +- 3000 PLN, a sprzedał go dopiero w 2017 najwyżej za 2000 PLN, to przecież poniósł stratę, bidulek – przynajmniej na papierze.

    Przy okazji jeszcze chciałbym polecić fanpage Polskiej Akademii VAT: https://www.facebook.com/PolskaAkademiaVAT/ gdzie coś napiszę od czasu do czasu, a poza tym może niedługo odpalimy z chłopakami z Akademii ciekawy projekt związany z VATem (o którym na pewno napiszę na Wypoku, o ile dojdzie do skutku). ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #vatowcy #vat #podatki #elektronika #telefony #biznes #pieniadze
    pokaż całość

    źródło: newsweek.pl

    •  

      @grafikulus: to tylko pokazuje jak głupie jest ściąganie podatków z pracy i usług, istnieje nieskończona liczba obejść i tyle samo rozwiązań zamykających obejścia, taki system generuje mnóstwo kosztów i sprowadza się do kontroli nad każdą sprzedaną garścią orzeszków w biedronce generując w chuj niepotrzebnej infrastruktury i pustej pracy. Jak gatunek ludzki w 2017r. może stosować tak ciężki i niewydajny system? Pitekantrop się w grobie przewraca (╯°□°)╯︵ ┻━┻ pokaż całość

      źródło: demotywatory.pl

    •  

      Stały, bezzwrotny i nieodliczalny podatek obrotowy na poziomie ok. 3%

      @grafikulus: ale wiesz, że taki podatek wspiera gospodarkę kartoflową, ale tłumi rozwiniętą - technologiczną.
      Zanim do klienta trafi końcowy, nowoczesny produkt, przewija się setki procesów i przedsiębiorstw. Dolicz na każdym etapie 3%. 3*100 = 300% podatku

      Po to powstał VAT, żeby go przerzucać i w tej chwili nie ważne jak przebiegał proces, konsument płaci 23%
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (28)

  •  

    Jak to jest z tymi zwrotami VATu
    Wiele osób dziwi się jak to jest, że skarbówka zwraca potężne kwoty VATu na konta dopiero co powstałych firm. Otóż nie do końca tak to wygląda. Oszust z lipną firmą bardzo rzadko bowiem występuje o zwrot VATu – no chyba, że jest takim durniem, jak goście od słynnych obrazów za 2 miliardy PLN. On przywłaszcza VAT od swoich klientów sprzedając im hurtowe ilości towarów w zaniżonych cenach. A ceny może zaniżać, ponieważ zarabia nie na marży, ale na przywłaszczonym, nieodprowadzonym VAT, który jest jego faktycznym zyskiem. Do tego oszust zwykle zwija działalność po 1-2 miesiącach i tyle go widzieli. Natomiast o zwrot VATu występuje zazwyczaj czysta firma, dość długo istniejąca na rynku i regularnie się rozliczająca z poważnych obrotów, a więc znana skarbówce i wiarygodna w jej oczach – źródłem zwrotu jest tutaj fikcyjna transakcja z firmą oszusta. A w razie kontroli okazuje się, że lipna firma już nie istnieje i nie ma dostępu do jej dokumentacji księgowej, a w związku z tym ciężko jest podważyć wiarygodność faktury = szach – mat skarbówko.
    #vatowcy #vat #podatki #pieniadze #firma #dzialalnoscgospodarcza
    pokaż całość

    •  

      @nowik: mi się wydaje, że sęk właśnie w tym, że 99% osób tego nie robi bo to nieuczciwe. System wcale nie jest tak trudno oszukać jak niektórym ludziom się wydaje.

    •  

      @kulturystyka-online:
      @nowik: to chyba działa bardziej na zasadzie bezczelności. Tak samo jak łatwo zajebac rower z wypożyczalni rowerów i go potem sprzedać za małą kasę. robisz tak 100 razy i masz dużą kasę ;) wystarczy dowód kolekcjonerski. nie jest to przecież takie trudne, a jednak nie robi tego wiele osób, bo:

      1) jest to nieuczciwe i boimy się ostracyzmu społecznego, zderzenia z systemem karnym, utraty dotychczasowego życia itp.

      2) wymaga jednak wykonania jakichs tam czynnosci, szczególnie jak trzeba coś wiele razy robić, żeby się dochrapac jakiejś konkretnej kwoty, a normalny człowiek zapierdalajacy na etacie nie ma czasu na to

      dlatego takimi rzeczami zajmują się osoby bezczelne, pozbawione skrupułów i mające dużo czasu (bez.stalego zajęcia, wiecznie kombinujacy, utrzymujący się z kradzieży itd itd, często nie mający rodziny, nie mający nic do stracenia - mogą zrezygnować z dotychczasowego życia, bo i tak jest chuja warte.

      oczywiście jak już się nakradna odpowiednio dużo, to rządzą, stać ich na profesjonalnych doradców i zaczynają kraść na większą skalę, dają łapówki, kradną w białych rękawiczkach.

      trzeba tylko zacząć od babrania się w drobnym gównie.... a na to mało kto ma czas i chec.

      poza tym z tyłu głowy zawsze siedzi, że łatwa/szybka kasa obciążona jest ryzykiem.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (57)

  •  

    Topowa 10 branż, w których robiło się przekręty na VAT w latach 2014-2016

    1. Usługi doradcze, reklamowe, IT itp. Ze względu na brak materialnego wymiaru świadczenia kontrahenci mogli w zasadzie swobodnie określać ich wartość - no bo kto zabroni biznesmenowi zamówić np. logo za 100 tys. PLN, albo kto sprawdzi, ile razy padł serwer w firmie…?

    2. Działalność tzw. agentów sprzedaży, którzy nieraz posiadając jedynie komputer + wirtualne biuro generowali ogromne obroty na fakturach. Jednocześnie nie dysponowali przy tym ani zapleczem technicznym, ani bazą logistyczną (magazyny, place, samochody), które uprawdopodabniały by możliwość prowadzenia przez nich handlu na tak dużą skalę.

    3. Folia stretch – przykładem jest tutaj historia pewnego stretchowego VATowca, nazwijmy go X. Otóż tenże X działa od lat - pojawia się, kupuje towar, sprzedaje w kraju, nie odprowadza VAT i znika, by pojawić się pod inną firmą, często założoną na nazwisko innej osoby. Nazwisko tego oszusta zna cała branża. Problem w tym, że ukrywa się pod wieloma firmami słupami, tworzy całe ich łańcuszki, więc bardzo trudno jest się zorientować, że ma się z nim do czynienia. Informacje o nim wielokrotnie trafiały do odpowiednich służb - bez skutku. Jedyny efekt jest taki, że skarbówka kontroluje uczciwe firmy, które nieświadomie sprzedały coś oszustowi lub coś od niego kupiły, i żąda, by płaciły za niego VAT.

    4. Handel elektroniką – rynek smartfonów, tabletów czy konsoli jest według kontrolerów skarbowych szczególnie mocno narażony na wyłudzanie nienależnego VATu lub też unikanie jego zapłaty (stąd min. często mamy tanie iPhone na Allegro).

    5. Handel odzieżą i obuwiem, w szczególności rzeczami sprowadzanymi z Azji. Najczęściej tworzy się tutaj łańcuch firm oraz wykonuje transakcje z podmiotami nieistniejącymi i lub niezarejestrowanymi jako płatnicy VAT. Podrabia się także faktury.

    6. Produkty spożywcze typu kawa, napoje energetyczne, drogie słodycze, oprócz „spożywki” także tytoń. To tutaj mamy najwięcej karuzel VATowskich typu fikcyjny eksport-import.

    7. Drogie auta – nie bez powodów wielu VATowców jeździ luksusowymi pojazdami na zagranicznych blachach. Popularną metodą unikania płacenia VATu jest tutaj tzw. fikcyjny eksport. Polega on na tym, że nowe auta kupowane w Polsce od dealerów zajmujących się sprzedażą samochodów produkowanych za granicą, rejestrowane są w Polsce, a następnie sprzedawane za granicę. Dzięki polskim dokumentom rejestracyjnym podmiot zagraniczny nabywa je jako pojazd używany w związku z czym nie płaci podatku VAT. Jednocześnie polski podatnik, który nabył pojazd w Polsce i dostarczył go do innego kraju UE, otrzymuje zwrot VAT.

    8. Wyroby metalowe – tutaj nie tyle się wyłudza, co po prostu nie płaci VATu. Myk polegał na przewozie wyrobów stalowych do Polski z innych krajów Unii Europejskiej. Za zakup towaru nie płaci się tam podatku VAT, ale powinno się go rozliczyć w kraju. Do tego jednak nie dochodzi, gdyż towar sprzedaje się od razu w kraju, a firma, która go wprowadziła na rynek polski, znika, oczywiście nie płacąc żadnych podatków, dzięki czemu może zaoferować towar o wiele taniej, niż uczciwi dostawcy.

    9. Rolnictwo. Tutaj do wałków na VATach wykorzystywane są przede wszystkim rzeczy nieoznaczone, masowe i „znikające” w cyklu produkcyjnym, niepodlegające specjalnemu reżimowi dotyczącego transportu. Takimi towarami są m.in. dobra będące przedmiotem obrotu w branży zbożowej, tj. zboża, śruta sojowa, komponenty paszowe, inne produkty rolno-spożywcze.

    10. Deski i materiały do produkcji palet Euro - już kilka lat temu pionierzy zaczęli wykorzystywać te towary do nieczystych zagrywek z VATem, a w 2016 roku wzrosła jeszcze ich popularność.

    #vatowcy #vat #podatki #prawo #policja #abw #pieniadze
    pokaż całość

    źródło: euro-as.pl

    •  

      no bo kto zabroni biznesmenowi zamówić np. logo za 100 tys. PLN,

      @grafikulus: W tym procederze z logami chodziło o to, że np. mamy firmę matkę z zagranicy, w Polsce jest ich oddział generujący zyski jako "XXX Polska" i żeby uniknąć zapłacenia sporego podatku od zysków to w koszty się wpisuje np. 500k złotych miesięcznie za możliwość użytkowania loga firmy matki. W ten sposób nie płacisz prawie 100k złotych miesięcznie podatku dochodowego i zostaje to w kieszeni.

      A co do samego VATu, powinien być on po prostu dla przedsiębiorców ZEROWY, uniknięto by przelewania z konta na konto US i głuchego telefonu, kto zażądał już zwrotu, a kto odprowadził. No, ale musi być pierdyliard zależności, że to można odliczać tak, to srak, to owak i cierpią na tym uczciwi przedsiębiorcy.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (159)

  •  

    Historie VATowców vol 1

    M. poznałem, kiedy zaczynał swoją przestępczą karierę pod koniec lat 90. jako drobny złodziejaszek okradający sklepy, kradnący auta (zwykle Maluchy i Polonezy) oraz radia do nich, za co zresztą odsiadywał wyrok. Na nieco wyższy poziom drabiny przestępczej wbił się kradnąc z grupą kumpli opryski rolnicze i „współpracując” z kolejarzami. Na czym owa współpraca polegała? Otóż kolejarze jeżdżący lokomotywami spalinowymi w umówionym miejscu za miastem zrzucali kilka beczek paliwa, które M. przejmował, a następnie sprzedawał rolnikom, dzieląc się z kolejarzami zyskiem. Biznes ten jednak dość szybko się skończył i M. musiał szukać sobie nowych źródeł dochodu, bo z kasą było u niego kiepsko – dość powiedzieć, że jeździł starym, zdezelowanym Fordem o wartości ok. 2000 PLN. M. zaczął więc na spółkę z kumplem handlować złomem, tzn. jeździł po wioskach i „wyrywał” złom rolnikom, a następnie sprzedawał na skupie. Nie przynosiło to zbyt wielkich dochodów, a do tego M. znowu zaczął mieć problemy z prawem i ostatecznie poszedł siedzieć na ponad rok (nie pamiętam już na jak długo dokładnie).

    Po wyjściu z więzienia M. zatrudnił się u jednego z bossów podziemia w X, wykonując dla niego różne zlecenia, jak np. ogarnianie melin z nielegalnym alkoholem czy windykowanie należności. Takimi mało ambitnymi zajęciami parał się do czasu, dopóki nie otrzymał propozycji uczestnictwa w karuzeli VATowskiej. Jako recydywista nie miał w sumie nic lepszego do roboty, więc wszedł w ten biznes. Dziś jeździ autem najnowszym modelem Audi RS6 za +- 500 tys. PLN. M. poza zajmowaniem się VATem prowadzi też normalną firmę budowlaną i pozuje na legalnego przedsiębiorcę, ale rzeczywistość jest nieco inna. To typowy przykład tego, jak dzięki VATowi można awansować „od zera do milionera” w ciągu zaledwie kilku lat, choć z drugiej strony nie wiadomo, jak długo będzie trwała jego dobra passa. Nie trzeba dodawać, że M. jest doskonale znany miejscowej policji jako recydywista i drobny kryminalista, a jego awans finansowy z pewnością nie uszedł uwagi służb. Nic jednak z tym nie zrobiono i nie zainteresowano się (albo nie chciano interesować), skąd "golas" ze skończoną podstawówką po wyjściu z więzienia wziął fundusze na to, aby rozkręcić biznes i szybko stać się naprawdę zamożnym przedsiębiorcą.

    #vatowcy #vat #pieniadze #prawo #policja #przestepczosc
    pokaż całość

  •  

    Ulica Solankowa w #inowroclaw klub Admiral (wejście do piwnicy). To tutaj wielu VATowców wpadało w szpony hazardu, przegrywając niekiedy spore pieniądze, jak np. pewien prezes-słup, który potrafił wrzucić w maszyny jednego dnia cały swój miesięczny zysk z VATu, czyli 20 tys. PLN, po czym pożyczać od kumpli po 20 złotych "na żarcie", aż do następnej "wypłaty", którą otrzymywał od swoich mocodawców. W tej jaskini hazardu panowała zasada, że jeśli jakiś znaczniejszy VATowiec wrzucił danego dnia w maszynę kilkanaście tysięcy PLN, to przy zamknięciu lokalu "rezerwował" ją w ten sposób, że wyciągał wtyczkę z gniazdka i maszyna czekała do jego powrotu następnego dnia - ktoś inny, kto chciałby ją wcześniej podłączyć i zagrać, ryzykował otrzymaniem przysłowiowego wpierdolu, a może nawet i czegoś więcej zważywszy na fakt, że niejednokrotnie VATowcy siedzieli tam z bronią palną oficjalnie włożoną za pasek spodni. Przegrane po kilkanaście tys. PLN dziennie były tam czymś zwyczajnym - rekordzista podobno potrafił wrzucać w maszyny po 100 tys. PLN miesięcznie i dalej żyć na wysokim poziomie. Złoty interes robili tam także lichwiarze, którzy pożyczali graczom kasę pod zastaw aut, a nawet mieszkań (sumy pożyczek oscylowały w okolicach 30-50% wartości zastawu, więc przebitki były duże). Co ciekawe, pomimo zostawiania w tym lokalu tak dużych sum pieniędzy, bliżej mu było do miana speluny, niż ładnie urządzonego kasyna. Chcesz przeczytać więcej podobnych historii? Dodaj do obserwowanych mój hasztag #vatowcy ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vat #hazard #pieniadze pokaż całość

    źródło: admiral ino.png

  •  

    Jakieś 10 lat temu jeden z moich znajomych otworzył skup złomu nieopodal #bydgoszcz na podwórku gospodarstwa swoich rodziców. Po kilku miesiącach działalności tego skupu tak się złożyło, że wpadły mi w ręce faktury tej spółki – każda z nich opiewała na co najmniej 200 tys. PLN. Od razu wydało mi się to podejrzane, że takie obroty wykręca tak szybko, no ale co tam… Kilka tygodni później odwiedziłem ten skup i co się okazało: żadnej tablicy ani oznaczenia, że ten skup w ogóle istnieje, a na podwórku kontener, w którym leżało kilka blaszek i jakichś kątowników – razem może z kilkaset kilo. Pytam się z ciekawości tego znajomego, po ile blachy skupuje, bo wujas ma trochę gratów na sprzedaż, a ten na to, że nie jest na bieżąco z cenami i nie wie ani po ile złom żelazny teraz chodzi, ani aluminium czy miedź. Normalnie parodia – to trochę tak, jakby w sklepiku osiedlowym Janusz miał na półce kilka produktów, nie znał ich cen, a w papierach wykazywał obroty na grubo ponad 1 milion PLN miesięcznie. Pierwsza lepsza kontrola ze skarbówki powinna tam wpaść i pozamiatać, ale tam przez jakieś 2 lat nic takiego się nie stało. Co potem nie wiem, bo kontakt z tym znajomym się urwał. Teraz jednak już tak łatwo nie ma i trzeba choć w minimalnym stopniu uprawdopodobnić, że firma posiada infrastrukturę do wykręcania wysokich obrotów (przynajmniej w niektórych branżach). #vatowcy #vat #podatki #pieniadze #policja #prawo pokaż całość

  •  

    Mafia paliwowa, czyli co wolno wojewodzie, to...

    Szary człowiek z pewnością nie byłby w stanie powołać syndykatu działającego niemal jawnie i obracającego tak wielkimi pieniędzmi. Tutaj nie dość, że przez wiele lat nie dochodziło ani do zatrzymań, ani po ujawnieniu afery do konfiskaty powstałych fortun, to do dzisiaj aparat państwowy skutecznie eliminuje osoby pragnące zająć miejsca dawnych potentatów.

    Idealnym tego przykładem pozostaje nieudana zmiana profesji przez byłego warszawskiego antyterrorystę o pseudonimie „Robson”. Policjant ten, po przejściu na wcześniejszą emeryturę, podjął się z dawnymi kolegami „ochrony” nocnych klubów oraz imprez. Faktycznie tym samym przeszedł na drugą stronę, co staje się powoli normą wśród stołecznych policjantów, zaślepionych blichtrem i pełnym rozmachu dostatnim życiem gangsterów. Jako osoba znana zarówno przez jedną, jak i drugą stronę, stosunkowo szybko wywalczył sobie mocną pozycję na mieście i zgromadził kapitał, na bazie którego postanowił rozkręcić interes w branży biopaliw. Godne pochwały pozostawało innowacyjne podejście świeżo upieczonego przedsiębiorcy: drogą własnych eksperymentów opracował on szereg ciekawych, ekologicznych alternatyw dla ropy naftowej, nie tylko takich jak stosunkowo już spowszedniałe oleje paliwowe z roślin, ale i z tłuszczów zwierzęcych. Całe laboratorium umożliwiające tą niezbyt skomplikowaną technologicznie produkcję Robson umieścił w przydomowych budynkach gospodarczych, również osobiście prowadził cysternę dostarczającą drogocenny płyn. Szybko zawarł kontrakt na dostawy paliwa roślinnego z rafinerią w Trzebini, przy czym łączna wartość zamówienia rozpisanego na kilka rocznych transz oscylowała w granicach 200 milionów zł. Pieniądze te okazały się zbyt duże, aby mogły trafić do osoby z zewnątrz.

    Dziwnym trafem, wkrótce po sprzeczce Robsona z jednym z paliwowych baronów z południowo-wschodniej Polski, urząd skarbowy dokonał niekorzystnej i sprzecznej z powszechną wykładnią interpretacji przepisów dot. podatku VAT w obrocie komponentami do biopaliw. Wbrew praktyce i pozostającej poza sporem interpretacji przepisów, nowego producenta obciążono obowiązkiem zapłaty kilkuset tysięcy zł „zaległego” podatku VAT. Przy ówczesnej kondycji finansowej przedsiębiorstwa, będącego dopiero na etapie rozruchu działalności, oznaczało to faktycznie upadłość. Odwołanie od niekorzystnej decyzji okazało się nieskuteczne, doszło do egzekucji należności i zupełnego pozbawienia przedsiębiorcy kapitału. Nieopłacone należności względem dostawców surowców też skutkowały szybkim wydaniem nakazów zapłaty. Wszelkie tytuły wykonawcze skierowano do egzekucji – niszczącej dla drogiej aparatury. Pod nieobecność Robsona komornik, wraz z lokalnymi policjantami, wyważył bramę jego domu i wkroczył na posesję, a następnie dokonał bardzo nieprofesjonalnego „demontażu” zainstalowanej tam linii produkcyjnej. Z powodu wstrzymania dostaw rafineria zerwała umowę na dostawy biopaliwa i obłożyła niesolidnego kontrahenta kilkumilionową karą umowną. Pomimo późniejszego wzruszenia niesłusznej decyzji dot. podatku VAT przedsiębiorstwo upadło, a sam inwestor powrócić musiał do dawnych metod zarabiania pieniędzy.

    Ostatnio widywany był jednak nie na mieście, a głównie w programie Pani Jaworowicz „Sprawa dla reportera”, gdzie bez większych efektów usiłował pozyskać wsparcie do swych batalii ze Skarbem Państwa, od którego domaga się odszkodowania równego utraconym zyskom i stratom powstałym z tytułu nałożonych kar umownych. Jak widać, nie każdy sposób zarabiania wielkich pieniędzy jest dostępny dla wszystkich chętnych. Nawet tych posiadających potencjalnie silne koneksje – zarówno w świecie przestępczym, jak i wśród oficerów Policji. Tam, gdzie zaczyna się wielki pieniądz, przestają mieć znaczenie odznaki, pięści i pistolety. To, co było dozwolone dla byłego antyterrorysty na warszawskiej ulicy i na co dawni koledzy przymykali oczy, nie zapewniło żadnej ochrony w starciu z biznesmenami operującymi jedynie pozornie niegroźnym papierem, ale także i powiązaniami sięgającymi jeszcze zmierzchu poprzedniego ustroju oraz murów Kremla.

    Fragment książki Kazimierza Turalińskiego "Jak kraść - podręcznik złodzieja".
    #vatowcy #vat #podatki #prawo #mafia #policja #pieniadze
    pokaż całość

  •  

    Na jakie zarobki mogła liczyć mafia paliwowa

    W 2008 roku przeciętny udział podatków w cenie litra paliwa wynosił około 56% – w tej wartości zamykała się akcyza, opłata paliwowa i VAT. Oznacza to, że benzyna w cenie 3,70 zł/l zawierała daninę państwową rzędu 1,96 zł/l, a to wyznacza koszt samego paliwa z marżą rafinerii i stacji benzynowej na poziomie 1,54 zł/l.

    Spadek cen ropy naftowej powoduje, że procentowy udział podatków wzrasta jeszcze bardziej, gdyż zarówno stawka akcyzy, jak i opłata paliwowa, są ustalone kwotowo a nie procentowo. Podatki te dla benzyn wynosiły wówczas odpowiednio 1565 zł i 83,71 zł na każde 1000 litrów, a dla oleju napędowego 1048 zł i 93,69 zł. Zaznaczyć należy, że zarówno od akcyzy, jak i opłaty paliwowej również nalicza się VAT. Daniny publiczne od lat pochłaniają około 60% ceny benzyny i powyżej 50% ceny oleju napędowego.

    Wynika z tego, że w „puli” paliwowych oszustów uszczuplających podatki pozostawała z każdego litra kwota około 2,22 zł. Przeciętna cysterna dowożąca paliwo do stacji benzynowych mieści około 35 – 50 tysięcy litrów, nie trudno więc wyliczyć zyski płynące z jednej tylko nielegalnej dostawy. W skali mikro sama realizacja pomysłu jest nie tylko bardzo prosta, co niemal niewykrywalna dla organów kontroli państwowej. Pionierzy naftowego szwindlu w pierwszym rzucie dokonali importu 120 cystern oleju napędowego, na granicy deklarując jednak transport jako olej opałowy. Nieprzygotowani na tego typu nieuczciwość celnicy nie mieli podstaw do kwestionowania deklarowanej zawartości, zwłaszcza, że barwa, konsystencja, jak i zapach obu produktów petrochemicznych były nie do odróżnienia. Ze względów społecznych paliwa płynne przeznaczone na cele grzewcze obłożono o wiele niższą akcyzą, od tych trafiających na stacje benzynowe. Przy hurtowym obrocie różnica jest szczególnie widoczna.

    Obowiązujące ówcześnie Rozporządzenie Ministra Finansów (Jacek Rostowski, PO) w sprawie podatku akcyzowego ustalało przeciętną stawkę dla celów transportowych na około 1200 zł dla 1000 litrów, podczas gdy dla oleju opałowego taka sama ilość obciążona była jedynie kwotą 100 zł. Zmiana jedynie na papierze zawartości jednej cysterny zapewniała oszczędność do 55 000 zł, a na wszystkich 120 cysternach importerzy na samej tylko akcyzie zarobić mogli dodatkowo 6 600 000 zł. Sprowadzone paliwo trafiło do detalicznej sprzedaży za pośrednictwem należących do tych samych osób stacji benzynowych. Poszczególne stacje dysponowały na wypadek kontroli dokumentacją zakupu paliwa w legalnym obiegu, natomiast określenie, czy w zbiornikach znajduje się to samo paliwo, co na fakturze VAT, przy identycznym jego rodzaju, było niemożliwe. Płyn nie zawiera przecież indywidualnego numeru seryjnego, opakowania, ani znaków szczególnych. Oczywiście sprzedaż dodatkowych ton oleju nie była ewidencjonowana, co umożliwiło uszczuplanie tak podatku dochodowego, jak i VAT.

    Oszustwo zapewniało komfort psychiczny sprawców, gdyż nawet w przypadku wykrycia nie rodziło surowej odpowiedzialności karnej na zasadach ogólnych Kodeksu karnego, a stosunkowo łagodną z Kodeksu karnego skarbowego. Ten zaś przewidywał niskie wyroki, w praktyce zazwyczaj ograniczone jedynie do grzywny. Tymczasem za identycznej wartości klasyczne oszustwo obostrzone przez art. 294 § 1 kk groziło nawet 10 lat więzienia. Również przedawnienie przestępstwa skarbowego następowało o wiele szybciej, niż czynu o charakterze kryminalnym.

    Fragment książki Jak kraść - podręcznik złodzieja Kazimierza Turalińskiego.

    #vatowcy #vat #podatki #prawo #policja #mafia #pieniadze
    pokaż całość

    źródło: m.wm.pl

  •  

    Ja tam obstawiam, że brat pracuje na stanowisku "prezes karuzeli" ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vatowcy #vat #podatki #prawo #policja

  •  

    Jakieś 10 lat temu w mieście #inowroclaw zaczęła się moda na wyłudzanie VATu. Do tamtej pory przestępcy byli zwykłymi Sebixami, którzy żyli z pokątnego handlu narkotykami, sterydami, coś tam pokombinowali z wyłudzeniami telefonu „na łocha”, kradzieżą jakiejś fury na zlecenie itd. – ogólnie raczej bieda, której szczytem możliwości było stare BMW za kilkadziesiąt tysięcy. No, ale potem zaczął się VAT, na początku na złomie. Wtedy to skupy złomu otwierano masowo, praktycznie wszędzie – bywało, że było ich po kilka w jednej wiosce. Na osiedlu Rąbin był nawet blok, w którym zarejestrowanych było 8 czy 9 firm handlujących złomem. Oczywiście walka o rynek przybierała ostre formy – grupy przestępcze rywalizowały o duże skupy złomu, mogące przynieść im milionowe dochody. Dochodziło do ciężkich pobić – np. jednemu z gangsterów strzaskano nogę siekierą tak, że do dziś chodzi o lasce, kilku innych dostało „propozycję nie do odrzucenia” i musieli wyjechać z miasta. Oczywiście policja nie otrzymywała żadnych zgłoszeń o podobnych wydarzeniach.

    Eldorado trwało, chłopcy z miasta się bogacili, kupowali luksusowe auta, domy, niektórzy całe kamienice. Jedna z grup przestępczych planowała nawet zainwestowanie w cały zakład produkcji stali. VAT wyłudzał praktycznie każdy, kto miał choć trochę ogarnięcia – doszło do tego, że zwykli prezesi-figuranci dostawali miesięcznie po 20-30 tys. PLN za samo podpisywanie faktur (nie licząc ryzyka wpadki oczywiście). I tak w ciągu kilku lat zwykłe nakoksowane Sebki kradnące radia z samochodów stały się zamożnymi ludźmi, prowadzącymi często legalne biznesy, sponsorującymi wydarzenia sportowe (np. gale MMA). Ilu z nich złapali? Cóż, z moich informacji zaledwie kilka osób potraciło majątki i odsiedziało nieduże wyroki (po 2-3 lata), a po wyjściu od razu wracali do procederu wyłudzania, szybko się odkuwając. Stan taki miał miejsce aż do +-2015 roku, kiedy jednak zaczęło się to trochę pierdolić, mówiąc kolokwialnie.

    Powstaje pytanie, jak to się stało, że tym Sebkom udało się zorganizować działające struktury i przewalić państwo na grube miliony? Czy nie budziło niczyich podejrzeń, że gościu, który kilka miesięcy wcześniej wyszedł z więzienia za drobne kradzieże, nagle otwiera firmę wystawiającą faktury na setki tysięcy złotych? Czy nikogo nie kłuły w oczy samochody po kilkaset tysięcy, którymi nagle zaczęli jeździć dresiarze? Skoro ja wiedziałem dobrze, kto zajmuje się procederem, to tym bardziej wiedziały to odpowiednie służby, a jednak nic z tym nie zrobiły, choć Inowrocław był znany w całym województwie jako miasto z ogromną ilością przestępstw VATowskich. Nieudolność w działaniu, czy może jednak coś innego...? A w teledysku Waszki G. kilka fur ówczesnych VATowców, wielu z nich znam zresztą osobiście.
    #vatowcy #vat #podatki #pieniadze #prawo #przestepczosc #policja
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Po popularności jednego z moich ostatnich postów widzę, że sporo osób interesuje się tematami związanymi z wyłudzaniem VATu (co w sumie cieszy) - https://www.wykop.pl/wpis/28136337/jak-w-praktyce-wyglada-wylapywanie-oszustow-vatows/ ( ͡° ͜ʖ ͡°) A podobnych historii znam całkiem sporo i w sumie będę je wrzucał od czasu do czasu jako ciekawostki. Przykładowo jeden ze znajomych ma firmę transportową, która od dłuższego czasu wozi złom metali kolorowych dla pewnych Mirków. Wygląda to tak, że w mieście X ładują złom na naczepę, wiozą do miasta Y, zrzucają na magazyn, robią zdjęcia, odbierają dokumenty przewozowe, po czym ładują znów na tę samą pakę i towar wraca do miasta X na ten sam magazyn, z którego wyjechał (ale powrót już bez papierów przewozowych). I tak kilka razy w tygodniu, co jest teoretycznym bezsensem jeśli chodzi o normalny biznes, ale jeżeli weźmie się pod uwagę wyłudzenia VATu, to już zupełnie co innego... ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vat #podatki #biznes #policja #pieniadze #prawo #ciekawostki pokaż całość

    źródło: wistal.pl

  •  

    Jak w praktyce wygląda wyłapywanie oszustów VATowskich

    Znajomy pracuje w dużej firmie handlującej lekami, ma dostęp do wielu ciekawych informacji (takie stanowisko). I tak np. co miesiąc „ginie” w firmie kilka tirów z lekami, które dziwnym trafem są bardzo tanie w Polsce (bo dotowane), a bardzo drogie za granicą. Te „zagubione” TIRy, to tylko kilka % transportów niby, ale jak by tak policzyć, to z każdego dałoby się spokojnie wyciągnąć od 1 miliona PLN w górę (oczywiście przy założeniu, że firma byłaby nieuczciwa i fingowała kradzieże, a leki odsprzedawała dalej na Zachód poprzez sieć kontrolowanych przez siebie spółek, ale przecież gdzie tak duża i renomowana firma wały by takie prymitywne kręciła, więc to tylko teoretyczne domniemywania…).

    Ktoś powie: no ok, ale kontrole z urzędów, przecież wyłapią nieprawidłowości, co nie…? Pewnie, tylko że owa firma dostała prośbę z ministerstwa, żeby nie przysyłali na razie JPK (Jednolitego Pliku Kontrolnego), bo system im się wiesza i nic nie mogą z tym zrobić. Zamiast tego co miesiąc w firmie jest kontrola - przychodzi baba z urzędu (za każdym razem inna) i mówi: poproszę wszystkie faktury za ostatni miesiąc. A księgowa do niej: ok, to na początek mogę Pani dać do analizy za sam zeszły tydzień – 17 tys. faktur, proszę przeglądać. Baba z urzędu wielkie oczy i to by było na tyle, powodzenia w szukaniu śladów karuzel VATowskich i innych wałków wśród takiej ilości danych. I tak to działa od dłuższego czasu, a ostatnie walki Morawieckiego z wyłudzeniami bynajmniej nie zmieniły sytuacji.

    Ile jest podobnych firm i akcji w Polsce? Pewnie setki, jeśli nie tysiące. A po wprowadzeniu JPK dla maluczkich przedsiębiorców system stanie się kompletnie niewydolny i w sumie… wszystko pozostanie po staremu, przynajmniej przez jakiś czas.

    #podatki #vat #pieniadze #prawo #dzialalnoscgospodarcza #firma #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: aasapolska.pl

  •  

    Zamiast licznika długu publicznego w centrum #warszawa ma podobno stanąć takie coś... ( ͡° ͜ʖ ͡°) #vat #podatki #prawo #ciekawostki

  •  

    Dochody budżetowe z VAT(%PKB) na przestrzeni lat elegancko pokrywają się z dynamiką konsumpcji. Obecnie wzrost kosumpcji wzrósł o 6,8% a wzrost wpływów z VAT o 7%. I to na tyle w temacie magicznego "uszczelniania" VAT

    #gospodarka #polityka #vat #dobrazmiana #morawiecki

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    „W Polsce nie ma mafii, twierdzi Andrzej Czyżewski, b. prokurator, od lat próbujący zainteresować kolejne władze przejmowaniem struktur Państwa przez osoby wywodzące się z dawnych peerelowskich służb.“

    Administracja zastępcza III RP/

    „Tzw. „mafia vatowska” nie jest niczym nowym. Po 1989 r. a na pewno od dnia 31 marca 1992 r., czyli rozporządzeń Ministra Współpracy Gospodarczej z Zagranicą, p. A.Glapińskiego, ten rodzaj przestępczości stał się jednym z filarów finansowych przestępczej struktury obejmującej cały kraj, którą ja, m.in. w toku wykładów oraz wypowiedzi publicznych, określam jako „administracja zastępcza”. Wskazuję przy tym na moje doświadczenia poczynione w ramach realizacji „projektu naukowego” , który realizowałem na polecenie Dyrektora Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu w Hamburgu, Prof. dr Winfrieda Sreffaniego, którego w latach 1989-1992 byłem współpracownikiem naukowym.“ #polityka #polska #podatki #vat #mafia #nauka pokaż całość

    źródło: augustynski.eu

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #vat

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,1:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów