Wanderlust | podróże i proza.

Historie z dusznych afrykańskich barów, piaszczystych plaż południowego Pacyfiku, gwarnych bliskowschodnich bazarów i azjatyckich dżungli, zasłyszane i spisane na poplamionych skrawkach papieru w oparach taniego rumu podczas kilkuletniej tułaczki autora po najdziwniejszych zakątkach tego globu.

Wszystkie opowiadania i artykuły dostępne na: www.wanderlust.pl

  •  

    Osoby przebywające w zatłoczonych miejscach krajów trzeciego świata przestrzegam przed starym numerem "na karton".

    Doliniarz podchodzi do nas z kawałkiem papieru żebrząc lub próbując coś na nim pokazać, a wtedy pod planszą jego druga ręka niczym dłoń samego Mateusza Morawieckiego wędruje prosto do naszej kiermany.

    Tego gnoja z placu Meskel w Addis Abebie już kojarzyłem, ale on mnie chyba nie, więc kiedy znów spróbował swojej sztuczki, niczym Marian Kowalski lewakowi, zasadziłem mu polskiego, husarskiego kopa w dupę. Ale się zdziwił.

    Sposoby na przekręty w takich miejscach można mnożyć, fantazja jak u hurtowników z Ptaka. Na zdjęcie dziecka, na plucie, na prezent, o wałach na wymianie forsy już nawet nie wspominając. Widząc zbliżającą się grupkę kryjanów z których conajmniej jeden dzierży pokrywkę od pudełka po butach najlepiej już z daleka podnosząc rękę z palcem wskazującym niczym Korwin Boniemu kazać wypieprzać.

    Jakie znacie lub przytrafiły się wam uliczne sztuczki (podpowiadam słowo klucz: Cygan)? Może się komuś przyda w przyszłości.

    Insta | Blog

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki po Rogu Afryki (oraz wcześniejszych podróży i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #ciekawostki #afryka #tworczoscwlasna #pieniadze oraz pozwolę sobie użyć #vatowcy xD
    pokaż całość

  •  

    Co tam panie w Rogu Afryki na śniadanie? Na przykład czeczebsa (chechebsa, kita), czyli przyprawiany rwany naleśnik na słodko-ostro.

    Całkiem prosty do przyrządzenia w domu, najlepiej mając dostęp do etiopskiego masła niter kibbeh i berbery ale te można zastąpić odpowiednio zwykłym klarowanym oraz słodką i ostrą sproszkowaną papryką.

    Wymieszać mąkę z wodą i solą jak na normalnego bieda naleśnika, wjebać na rozgrzaną patelnię z olejem, obudzić kobitę, rozpuścić masło w garze, dorzucić berbery od serca (papryki, czosnku, imbiru, pieprzu cayenne), na wyłączonym gazie wymieszać na jednolitą maź, zarzucić Charlesa Bradleya na patefonie, porwać naleśnik i mieszać razem przez dobre parę minut dokładnie wcierając i ugniatając szpatułką. Sprawdzić wyniki igrzysk, zakląć, podać do łóżka z miodem lub syropem klonowym, stanąć dumnym z miną "o, patrzcie jaki to ze mnie egzotyczny bozno znający się niby na afrykańskiej kuchni". To nie może się nie udać.

    Na zdjęciu czeczebsa w wydaniu restauracyjnym, w komentarzu moje, wyglądające jak kebab plebejskie dzieło.

    Insta | Blog

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki po Rogu Afryki (oraz wcześniejszych podróży i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #gotujzwykopem #foodporn #ciekawostki #afryka #tworczoscwlasna
    pokaż całość

  •  

    Osobiście kawy nie znoszę (poza turecką gęściuchą z kardamonem) i nie bardzo rozumiem jak można się tym raczyć, ten jednak kto przepada zapewne odnajdzie się w Etiopii.

    "Buna" czyli kawa pochodzi z Abissynii i od zawsze była ważną częścią amharskiej kultury, a krótkotrwała włoska okupacja tylko ugruntowała znaczenie tego trunku. Do dziś na centralne place dużych miast mówi się piassa, spaghetti obok indżery stanowi prawie że narodową potrawę. Jest to też pewnie jedno z ostatnich miejsc na świecie gdzie w jednej z wielu kafejek w postarzałych budynkach w stylu Art Deco, pośród starszych panów w filcowych fedorach i tweedowych marynarkach możemy spróbować kawy mielonej w przedwojennych, ręcznych, mosiężnych młynach a parzonej w oryginalnych włoskich ekspresach ciśnieniowych La Pavoni z lat 70. Espresso to niemal zawsze standardowe 6 birr (ok. 70 gr).

    Poza kafejkami, również niemal w każdym szynku, wśród pijaków i prostytutek, gdzieś w kąciku można dostrzec siedzącą na stołeczku na pokrytym źdźbłami trawy podeście, ubraną w tradycyjny płócienny strój panią, wśród dymu prażonych na blaszanych tackach ziaren przygotowującą rytualnie bunę nalewając do glinianej dżebeny.

    Insta | Blog

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki po Rogu Afryki (oraz wcześniejszych podróży i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #kawa #ciekawostki #afryka #etiopia #zainteresowania #tworczoscwlasna #foodporn
    pokaż całość

  •  

    Taki klimatyczny wisior podarowała mi kobita po powrocie z Somalilandu. Będzie się ładnie komponował z moją złotą Matką Boską przebijając się przez Sudan w następnym tygodniu.

    Bo w Etiopii coraz niespokojniej. Właśnie wprowadzono stan wyjątkowy, premier podał się do dymisji, pomimo wypuszczenia więźniów politycznych i blokady Internetu na prowincji uliczne protesty Oromijczyków nasilają się z dnia na dzień, do szerzącego się niepokoju dołączają Amharowie. Na wsiach widać wysprejowane znaki "X" na szyldach interesów oskarżanych o powiązania z rządem, współfinansowane przez politbiuro linie autobusowe odmawiają kursów poza stolicę gdzie często uważane są za intruza i temuż palone w poprzek drogi. Pojawiające się falowo zamieszki przez ostatnie 3 lata pochłonęły już życie setek osób.

    Chyba czas się powoli zbierać...

    Insta | Blog

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki po Rogu Afryki (oraz wcześniejszych podróży i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #ciekawostki #afryka #etiopia #zainteresowania #tworczoscwlasna
    pokaż całość

  •  

    Przy okazji statnich wpisów o afrykańskich "fetaszach" przypomniała mi się zabawna historia.

    Kilka lat temu, jeszcze przed wojną w Mali, jechałem z kumplem samochodem do Bamako. Z Marakeszu przez Saharę to jakieś 7 dni drogi. Trasa całkiem ciekawa, szczególnie odcinek od Nawakszutu był kiedyś nazywany drogą śmierci ze względu na dość częste porwania białasów przez Aqimowców czy inne polisariańskie ścierwo.

    Z tego też względu obszar ten jest (był?) nabity malijskim i mauretańskim wojskiem. Przez parę dni jazdy zaliczyliśmy ponad 40 (!) checkpointów. Zazwyczaj wszystko w miłej atmosferze, papierosek, herbatka, śmieszkowanie z żołnierzami i zostawienie tzw. fiché czyli kserówek dokumentów z dopisanymi odręcznie paroma informacjami. Gdy zapada zmrok nigdy nie pozwalają nam jechać dalej tylko każą spać za budą na ziemi pod karabinem.

    Po paru dniach trafił nam się jednak sołdat skurwiel żądający chabora. Dla mnie to była pierwszyzna, jednak kumpel, stary hardkorowiec, robił już tę trasę któryś raz z kolei na hehe import-export handel złomem. W związku z tym zostałem świadkiem chyba najbardziej absurdalnej konwersacji pomiędzy nachylającym się do naszego auta skundlonym haszem [Ż]ołnierzem malijskiej armii a moim [K]umplem:

    Ż - no chłopaki, musicie mi jakiś ładny prezent odpalić.
    K - nic ci nie damy.
    Ż - ta? No to sobie tutaj trochę posiedzicie.
    K - mamy czas, musisz nam tylko jakąś wodę i żarcie załatwić bo nam się zapasy skończyły.
    Ż - gościu, ja ci tu zaraz tyle jedzenia i picia przyniosę, że będziecie cały dzień tu siedzieć.
    K - nie ma sprawy.
    Ż - taki jesteś cwany? Chłopie, ja ci tu mogę załatwić tyle żarcia, napojów, owoców, co tam tylko sobie chcecie, że będziecie tydzień czekać.
    K - nie ma problemu.
    Ż - naprawdę nie wiesz z kim tańczysz kolego, zaraz dzwonię do jednostki w Bamako i chłopaki mi tu tyle żarcia i wody przywiozą, że przez miesiąc dupy nie ruszycie, obiecuje ci to.
    K - powiedz żeby po Big Maki zajechali.

    Wojak chowa się do budy. Zjeżdżamy na pobocze, wyciągamy po papierosie, odpalamy Tikena Jah Fakoly'ego z kaseciaka i siadając na masce naszego Mercedesa 190-tki zaczynamy się opalać. Nie wiem za bardzo co robić, zastanawiam się czy by nie zanieść mu paczki Marlboro ale kumpel tylko śmieje się i mówi żeby zluzować pory.

    Po pół godzinie żołdak przychodzi, pizga dokumenty w piach i każe nam stąd spierdalać xD

    Insta | Blog

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki po Rogu Afryki (oraz wcześniejszych podróży i opowiadanek).

    (zdjęcie tym razem pożyczone bo nie mam przy sobie folderu z Mali)

    #podroze #podrozujzwykopem #heheszki #ciekawostki #afryka #zainteresowania #tworczoscwlasna
    pokaż całość

    +: asdfgh12, BorSon +819 innych
  •  

    Muszę przyznać, że obecnie pod pewnym względem łatwiej przemierza się Czarny Ląd niż dawniej.

    Kiedyś, tłumacząc co to jest ta Polska trzeba było kombinować z papieżem, wśród środowisk uniwersyteckich ze Skłodowską i Kopernikiem, z ludźmi kultury z Kieślowskim czy Chopinem, a z gangusami na przedmiejskich slumsach z Wałęsą.

    Dziś wszystko załatwia mąż Anny Lewandowskiej. Skąd jesteś? Lewandowski. A, yes yes, very nice. Napijesz się czegoś? Lewandowski. Oh, oczywiście, piwko raz tutaj. Wpierdolić ci białasie? Lewandowski. Ah, yes, proszę schować portfel.

    Robert jest jak Bartoszewski dla PO czy Żołnierze Wyklęci dla PiSu. Argumentum universalis, kamień filozoficzny, odpowiedź na wszystko. Oby więcej takich.

    PS trafił mi się jeszcze "Sezeny" ostatnio, dopiero po chwili skojarzyłem o kogo chodzi, jak myślicie?

    Insta | Blog

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki po Rogu Afryki (oraz wcześniejszych podróży i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #lewandowski #sport #pilkanozna # #ciekawostki #afryka #etiopia #zainteresowania
    pokaż całość

  •  

    - Grzagos! Nie uwierzysz!
    - Co kochanie?
    - W regionach plemiennych i w stanie Oromia właśnie wybuchły antyrządowe zamieszki! Opozycja blokuje drogi i wyciąga ludzi z aut paląc samochody!
    - A to oznacza...
    - ...że będziemy musieli - rozpromieniony uśmiech - ekhem, że będziemy musieli - fałszywa smutna mina - spędzić jeszcze kilka dni razem zanim sytuacja się uspokoi...
    - To wspaniale kochanie.

    Zamykam oczy, odchylam głowę, a przed powiekami przelatują mi symbole dolara za kolejny już raz przebukowywany bilet z Addis Abeby...

    Insta | Blog

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki po Rogu Afryki (oraz wcześniejszych podróży i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #kobiety #heheszki #ciekawostki #afryka #etiopia #zainteresowania #logikarozowychpaskow
    pokaż całość

  •  

    Ale fart.

    W weekend, jak zwykle szlajając się po ciemnych muzycznych spelunach Addis Abeby spotkałem Melatu Astatke, żywą legendę światowej sceny jazzowej i prekursora Afro Jazzu.

    Nazwisko może wielu za dużo nie mówić, wszyscy jednak pośrednio znamy jego twórczość z kawałków chociażby Kanye Westa, Nasa i Damiana Marleya którzy samplują jego klasyczne utwory. Znany również z hipnotuzującej ścieżki dźwiękowej do "Broken Flowers" z Billem Murrayem jeśli ktoś kojarzy filmy Jarmuscha. Był pare razy w Polsce jako gwiazda festiwali (chyba nawet w zeszłym roku w Lublinie), ponoć w latach 90 pomieszkiwał parę miesięcy w kraju nad Wisłą szukając inspiracji.

    70-tka na karku a jeszcze potrafi wejść do baru, walnąć drin i podżemować z chłopakami. Nieźle.

    Insta | Blog

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki po Rogu Afryki (oraz wcześniejszych podróży i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #jazz #muzyka #film #ciekawostki #afryka #etiopia #zainteresowania #tworczoscwlasna
    pokaż całość

  •  

    Co skrywają etiopskie gacie?

    Metema, etiopska wioska przy granicy z Sudanem, 5 rano. Wsiadam do minivana jadącego do Gondaru, stolicy stanu Amhara. Spałem dwie godziny, na szczęście, jak mi się wtedy wydaje, udaje mi się wywalczyć miejsce z przodu, obok kierowcy.

    Suniemy wąską krętą drogą, słońce powoli wyłania się spośród kurzu i źdźbeł słoniowej trawy. Szofer w pewnym momencie przesuwa niedbale leżące na desce rozdzielczej złożone spodnie w moją stronę i gestem prosi abym włożył do leżącego na siedzeniu mojego podręcznego plecaka. Ze zmęczenia mam zwoje mózgowe jak Marian Kowalski, gacie nie wyglądają jak litr spirytusu, może zasłaniają mu widoczność czy coś, wrzucam więc do plecaka i zapominam.

    Jedziemy dalej, gdy nagle - jeb (czy też, dla Krakusów - dup), - "fetasz", mechanizm o którym wspominałem w poprzednim wpisie. Spod półprzymkniętych powiek obserwuję w bocznym lusterku jak policjant z kałachem na ramieniu otwiera rozsuwane drzwi, zaspany zagaduje coś do współpasażerów, od niechcenia bierze jakiś pierwszy z brzegu bagaż i wyjmuje z niego rajtuzy odwracając na lewą stronę. Ja pierdolę.

    Wychodzę z auta i idę do pobliskiego szaletu. Zasuwam oczkowaną szmatę, wyciągam z plecaka spodnie i obmacuję z wierzchu. Coś w nich jest. I już oczami wyobraźni widzę siebie jak wystrzelony tańczę w jakichś etiopskich Manieczkach wyrywając tigryńskie wieśniary w rytmie amharskiego Zenka Martyniuka albo w ciemnej uliczce pcham towar po dobrej cenie żądnym wrażeń białasom (lub szeregowym pracownikom Oxfamu).

    Niestety, rozczarowanko. Z kieszeni wyjmuję garść kart pamięci. I już domyślam się o co tu chodzi.

    Najpierw myślę czy nie założyć gaci na siebie ale mają typowo etiopski rozmiar czyli na Ewę Farnę 18 lat lub kilo temu. Wkładam więc część kart do portfela, resztę do pokrowca z aparatem.

    Pozostała część podróży przebiega bez przeszkód. W Gondarze zbijam pionę z kierowcą i odchodzę czekając tylko na "ej, stary, a moje spodnie?". Oddaję gacie i teraz ja stoję z uśmieszkiem przed zmieszanym gościem. Ten otępiały nie wie o co chodzi więc otwieram zaciśniętą pięść z kartami pamięci. Gościowi robi się głupio, chce mi postawić piwo, przeprasza i tłumaczy że białych nie sprawdzają. Mówię mu tylko żeby więcej tego nie robił chociaż pewnie i tak ma to w dupie.

    Później w barze w Addis Abebie potwierdzam swoje podejrzenia. Drobna elektronika zwożona jest z rzadka z tańszego Sudanu lub częściej z nirwany Korwina czyli niemal w ogóle pozbawionego podatków Somalilandu, o czym sam się potem przekonam w drodze powrotnej stamtąd, gdy policjant niczym lekarz łomżyńskiego OKW zaraz po wyciśnięciu pasty do zębów prawie że zajrzy mi do celi Barabasza.

    Przewożenie elektroniki w Etiopii nie jest jakąś zbrodnią, jednak jej nadmiar na jedną osobę, tak jak i jakiegokolwiek innego towaru, wytwarza u strażników sawanny wyjątkową lepkość rąk.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki po Rogu Afryki (oraz wcześniejszych podróży i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #ciekawostki #afryka #etiopia #zainteresowania #tworczoscwlasna #opowiadanie
    pokaż całość

  •  

    Ricardo Kapuściński w opisywał w "Cesarzu" mechanizm tzw. "fetaszy" występujący w Etiopii po obaleniu rządów Hajle Selasje, czyli proces ciągłego zatrzymywania podróżnych w poszukiwaniu w sumie to niewiadomo do końca czego (prawdopodobnie dowodów na współpracę z dworem cesarza).

    Co ciekawe, w pewnym sensie zjawisko to zachowało się do dzisiaj. Szczególnie podróżując z terenów przygranicznych Sudanu i Somalii musimy liczyć się z ciągłymi zatrzymaniami w celu rewizji. Przewalanie bagaży, legitymowanie, sprawdzanie. Przeszukiwanie, obmacywanie, obściskiwanie. Wylewanie perfum, rekwirowanie elektroniki, wbijanie bagnetów w puszki ze sproszkowanym mlekiem. Pytania bliżej nieokreślonych osób o paszport i cel pobytu. Ochroniarz przed wejściem do supermarketu woła "fetasz!" i niczym Stanisław Łyżwiński serwuje nam szybkie macanko.

    Ostatnio kelnerka w knajpie zapytała czy może zobaczyć mój dokument. Zaskoczony wręczyłem go jej będąc ciekawym co z nim zrobi. Po chwili zwróciła paszport z... numerem telefonu na karteczce w środku. Muszę przyznać, że nieźle to wykombinowała.

    A jak dzięki takiemu fetaszowi jorgnąłem się że chcą mnie wjebać w przemyt? O tym w następnym wpisie pt. "Co skrywają etiopskie gacie".

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki po Rogu Afryki (oraz wcześniejszych podróży i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #ciekawostki #afryka #etiopia #kapuscinski #zainteresowania
    pokaż całość

  •  

    Co ćpać w Rogu Afryki?

    Najlepiej czat (khat), czyli liście czuwaliczki jadalnej zawierające katynon podobny w składzie do pochodnych amfetaminy.

    Przeżuwany całe dnie przez mężczyzn z wydętymi policzkami powoduje coraz większe uzależnienie w Afryce Wschodniej. Szczególnie w rejonach przygranicznych Somalii łatwo zauważyć leżących pod murem facetów z półprzymkniętymi powiekami i wyciekającą z ust zielonkawą mazią, obdartych włóczęgów zbierających i ochuchujących z piachu pojedyncze gałązki.

    "Oni i tak cały dzień kurwa nic nie robią tylko siedzą na dupie na plaży i porywają statki, a z tym gównem w mordzie to już w ogóle" - tak mój znajomy Syryjczyk, dezerter z armii Assada w Hargeisie, wykłada mi kulturę Somalijczyków.

    W Etiopii, Dżibuti czy Somalii, w odróżnieniu od Europy, czat nie jest nielegalny, w tej pierwszej jednak raczej spożywany w zaciszu lub za kierownicą samochodu.

    W Somalii natomiast nie żuć czatu to jak nie pić wódki w Polsce. No niby wszystko z tobą w porządku, ale możesz nie dostać kredytu, sprawować funkcji publicznej, a już na pewno nie adoptujesz dziecka. Stymulantów nie zażywam jednak czekając cały dzień na transport z tubylcami, w ciemnej, rozgrzanej chałupie w jakimś przygranicznym Paździejewie w Somalilandzie, gdzie wszyscy żują i plują, skubię parę liści żeby nie wyjść na frajera. W smaku dokładnie taki jak wyobrażałbym sobie każdy inny liść z drzewa, żeby jednak coś poczuć trzeba by tego z pół torby zrzuć.

    Siatka 50 gramów liści w Etiopii to koszt 25 birr (ok. 3 zł), w Somalii sprzedawany w pęczkach gałązek za jakieś grosze.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki po Rogu Afryki (oraz wcześniejszych podróży i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #ciekawostki #afryka #etiopia #somalia #narkotyki #wykopjointclub
    pokaż całość

  •  

    Bądź synem Salomona, pierwszym królem swego kraju, załóż kilkutysiącletnią dynastię, sprowadź Arkę Przymierza, a i tak zostań zapamiętany przez swój naród jako zwykły, drobny obszczymurek. Panie i panowie, oto pierwszy władca Etiopii - Menelik I

    A żeby już całkiem pogrążyć chłopa w depresji, w podzięce za lata panowania i ciężkiej pracy, jego poddani nadali mu tytuł cesarza, "Króla Królów", etiopskiego paco di tutti frutti (czy jak to tam szło), czyli, po amharsku - Nygus. Biedny chłopina.

    (Ten na zdjęciu to akurat Menelik II, nieco inna postać, ale zgadując po tytule też pewnie niezłe żulisko).

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki po Rogu Afryki (oraz wcześniejszych podróży i opowiadanek).

    #heheszki #podroze #podrozujzwykopem #historia #afryka #etiopia #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    TL;DR: dzisiaj z kolei spotkałem Koreańczyka idiotę.

    Afrykański sztos.

    W lobby jednego hotelu w Addis Abebie poznałem Kiyu, Koreańczyka, z wielką walizą i jeszcze większą lustrzanką przemierzającego niestrudzenie niebezpieczne korytarze międzynarodowych afrykańskich hoteli. Obaj nabraliśmy ochoty na zachodnie żarcie więc wybraliśmy się do pobliskiej knajpy na burgery (mój kolejny głupi pomysł).

    Czekając na zamówienie przysiada się do nas jakiś koleś w dredach. Mówi, że pracuje w naszym hotelu (jasne), że już nas tam widział (aha) i że może nam załatwić wszystko aby umilić pobyt. Wymiana pieniędzy, wynajem samochodu, dziewczynki, wycieczki, no zaraz nam tu chyba zatańczy. Od razu wiem jaki to typ człowieka i już mam mu delikatnie kazać spierdalać ale Kiyu daje z nim w gadkę, że o jaki Etiopia to wspaniały kraj, cudowni ludzie, jakie i po ile ma te wycieczki. Nie dam rady tego słuchać więc wychodzę do kibla.

    Po powrocie burgery już czekają, naciągacz gdzieś zniknął. Siadam, pytam się gdzie nasz afrykański kolega i odgryzam kawał buły. Poszedł wymienić pieniądze. W tym momencie przestaję na chwilę rzuć. Jak to? A, wiesz, okazał się na tyle miły, że nie chciał nam przeszkadzać w obiedzie i zaraz mi tu przyniesie wymienione 50 dolarów po dobrym kursie.

    Ze śmiechu aż się zakrztusiłem tym kotletem z hieny trzeciej kategorii. I jak tu nie kochać tych poczciwych Koreańczyków:)

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki po Rogu Afryki (oraz wcześniejszych podróży i opowiadanek).

    #sztos #podroze #podrozujzwykopem #heheszki #pieniadze #finanase #afryka #etiopia #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    Rozbawił mnie etiopski Netflix.

    Odwiedzając wczoraj znajomą (w Addis Abebie) odpaliłem folder z filmami na jej laptopie. A tam ze 100 pozycji i prawie same nowości. Zaciekawiony pytam zatem skąd to ma, skoro w Etiopii na ogół taki gówniany Internet. "From the corner boys".

    Chłopaki w punkciku na rogu otworzyli konkurencję dla Showmaxa. Załatwili szybkie łącze i oferują atrakcyjne cenowo pakiety z nieograniczoną ofertą firmową. Zanosisz dysk i zgrywają ci wszystkie premiery jak leci lub wybrane starsze filmy na życzenie. 1 film = 1 birr (ok. 12 gr). Bez reklam i subskrypcji.

    Netflix and birr.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki po Rogu Afryki (oraz wcześniejszych podróży i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #heheszki #netflix #afryka #etiopia #filmy #ciekawostki #showmax
    pokaż całość

  •  

    TL;DR: spotkałem dzisiaj cinkciarza idiotę.

    Rankiem wybrałem się na czarny rynek w Addis Abebie aby wymienić hehe pieniążki.

    Długo nie musiałem czekać, już po chwili słyszę za uchem "czincz czincz" niczym Joanna Schmidt sprośności od Ryszarda Petru na sali sejmowej. Młody chłopak, srebrny ząb, okularki Bolce Kabana, koszula w prążek. Co i po ile. Dolar 31 birr, euro 38. Całkiem nieźle, w banku odpowiednio 26 i 31. Mówię, że sprzedam "fyfty" tego drugiego. Nie ma problemu maj frend, you are my brother from another mother (chyba muszę poważnie porozmawiać ze swoim ojcem), już robimy interes.

    Chłopak wyjmuje papugę pieniędzy i ku mojemu zdziwieniu odlicza 3800 birr wręczając mi do ręki. Przeliczam jeszcze raz. No trzy tysiące osiemset jak nic! Z zaciekawieniem chowam plik do jednej kieszeni i wyjmuję banknot 50-eurowy z drugiej. Cinkciarz łapie euroszekle, ogląda szybko z dwóch stron, całuje i chowa do kiermany. Zbijamy pionę i chłopak wraca do swoich codziennych obowiązków czyli siedzenia na krawężniku z kumplami i czyszczenia zębów patykiem.

    Stoję jak wryty. Nie mogę w to uwierzyć, cinkciarz nie umiejący liczyć to przecież jak taryfiarz bez wąsów. Odchodzę parę kroków - ten dalej siedzi niewzruszony, zdaje się zapomniał już o całej sprawie.

    W tym momencie objawia mi się duch Jarosława Kuźniara w złotej aureoli szepcząc, abym potraktował to jako wyrównanie rachunku z narodem etiopskim za te wszystkie przepłaty, "farandżi prajs", i brał nogi za pas. Wiem jednak, że będę o tym później myślał cały dzień jak Korwin o Hitlerze, a na samą myśl telepania się tutaj z powrotem przez pół miasta i szukania go w tym śmierdzącym tłumie mi się odechciewa. Cinkciarze nie narzekają na brak pieniędzy, ale 50 euro to jednak nie jest mało, szczególnie w Afryce, a chłopak pewnie też nie biega dla siebie tylko dla jakichś gangusów.

    Podchodzę zatem do grupki, klepię gościa w plecy, odliczam z pliku 1900 i wciskając mu do ręki zaczynam się drzeć: "Chłopie! No do kurwy nędzy, czy ty chodziłeś do jebanej szkoły?!". Próbuję odgrywać rolę księdza Międlara z ambony ale od razu zaczynam się chichrać na swój nazbyt optymizm zawarty w wypowiedzianym zdaniu.

    Chłopak podnosi okulary, wybałusza gały i obejmuje mnie ręką kładąc czoło na ramię. W tym momencie przechodzę do historii antropologii jako odkrywca rzadko występującego w naturze zjawiska opisywanego jako "blady murzyn". Tuż obok nas facet sprzedaje rozłożoną na kocu elektroniczną chińszczyznę, więc żeby nadać sytuacji jeszcze większego komizmu chwytam kalkulatorek i wkładam chłopakowi do kieszonki koszuli na co jego kumple wybuchają śmiechem.

    Odchodzę żwawym krokiem, zadowolony z siebie, dumny, z połechtanym ego, uśmieszkiem, podniesioną głową i wypiętą piersią, machając na boki zaciśniętymi pięściami wyglądam jak Jarosław Kaczyński śpieszący na potrzeb Donalda Tuska.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży w Róg Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #heheszki #tworczoscwlasna #opowiadania #zainteresowania #afryka #etiopia #pieniadze
    pokaż całość

  •  

    Ku przestrodze.

    Różnie toczą się losy emerytowanych piłkarzy. Marcin po zakończeniu kariery ściąga haracze z kobiet za handel czatem na dworcu w Dżidżidze we wschodniej Etiopii przy granicy z Somalią.

    Pamiętajmy jednak, że nie każdy miał tyle szczęścia. Mógł przecież skończyć jak jego brat Michał, komentując starania polskich klubów w eliminacjach Ligi Mistrzów, zamknięty całe dnie w ciasnej kabinie z Dariuszem Szpakowskim.

    #wanderlust - tag z mojej podróży w Róg Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #heheszki #pilkanozna #sport #zewlakow #afryka #etiopia
    pokaż całość

  •  

    Nie polecam spacerów po Placu Meksykańskim w Addis Abebie.

    Przemierzając afrykańskie kraje widziałem wiele przerażających rzeczy. Koncert Mandaryny czy zdjęcie Tomasza Karolaka bez koszulki. "Meksyk" przyciąga jednak najbardziej powykręcane ludzkie istoty. Kalectwo, amputacje, upośledzenia, choroby skóry, trąd, Łukasz Jakóbiak. Przyzwyczajeni do cierpień żywota leżą w łachmanach pod betonowymi blokami okalającymi rondo błagając o jałmużnę niczym polscy youtuberzy. Dziś natknąłem się na żebrzącego człowieka-zapałkę, zupełnie pozbawionego twarzy. Aż mi się, nomen omen, czarno przed oczami zrobiło.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki w Róg Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #etiopia #afryka #youtube
    pokaż całość

  •  

    Takie cacuszko zespotowałem dzisiaj w Addis Abebie.

    Oryginalny Ford Mustang Grande z 1969 roku czyli luksusowa wersja pierwszej generacji słynnego mięśniaka z drewnianymi elementami tapicerki. Ośmiocylindrowy widlasty silnik, czarny lakier. Pokręciłem się nawet po okolicy i znalazłem właściciela. Dał za niego 250 000 birr (ok. 30 tys. zł!), obecnie powoli odrestaurowuje ale narzeka na problem z częściami w Afryce. Dał mi go nawet pogazować (wrzucę filmik z dźwiękiem dla zainteresowanych jak złapię lepszy Internet), niestety nie zatoczyłem kręgla po Addisie bo obaj się śpieszyliśmy.

    Fajnie czasami idąc ulicą spotkać swoje marzenie.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki w Róg Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #carspotting #podroze #podrozujzwykopem #etiopia #afryka #motoryzacja #samochody #mustang
    pokaż całość

  •  

    Słynne w Etiopii zdjęcie przedstawiające młodego podpułkownika Megistu, przywódcę komunistycznej Partii Roborniczej i późniejszego prezydenta, rzucającego butelkę wypełnioną krwią w tłum protestujących co miało być wymownym symbolem zwiastującym zbliżającą się rzeź pół miliona opozycjonistów podczas tzw. Czerwonego Terroru.

    Megistu Hajle Marjam w 2008 r. za zbrodnie ludobójstwa został skazany zaocznie przez etiopski Sąd Najwyższy na karę śmierci. Obecnie dożywa spokojnej starości pod ochroną rządu Zimbabwe.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki w Róg Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #etiopia #afryka #fotografia #historia #historiajednejfotografii oraz pozwolę sobie użyć #starszezwoje
    pokaż całość

  •  

    Ostatnio w którymś z komentarzy wspominałem, że od podróżujących z naprzeciwka (w górę Afryki) dochodzą słuchy jakoby etiopski rząd ze względów politycznych "wyłączył" Internet GSM wszędzie poza stolicą (co zdarzało się już w przeszłości, np. w lipcu ub.r. jako forma walki z wyciekami maturalnych pytań).

    Okazuje się, że to jednak prawda. W związku z tym nie pozostaje nic innego jak stary, dobry, oldschoolowy afrykański backpacking: od kafejki do kafejki. Internet Explorerze i Windowsie XP - tęskniłem.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży w Róg Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #internet #fotografia #etiopia #afryka #technologia
    pokaż całość

  •  

    Jeszcze się tli.

    Dość częsty widok na etiopskich drogach. Spalone cysterny, przewrócone ciężarówki. Stoją tak tygodniami, wymijane przez kierowców służą za obiekt zabaw okolicznej dzieciarni i cierpliwie czekają na amharskiego Edka i Krzykacza.

    Etipoczycy jeżdżą jak Lubliniaki po Warszawie. Jednego z moich kierowców, udzielającego chyba po godzinach wykładów coachingowych w BORze, musiałem pacnąć gdy zaczął wyprzedzać autobus... prawym poboczem.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży w Róg Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #motoryzacja #afryka #etiopia #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    Bo fryzjer to ma być fryzjer, ślepy golibroda w rzeźnickim fartuchu z ostrzoną na pasku zardzewiałą brzytwą a nie jakiś kurna barber z brodą w rurkach.

    Szkoda że strzygę się na Sebę bo aż bym chyba wstąpił do tej komnaty ciemności na balejaż, podobno co drugi wychodzi żywy.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży w Róg Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #heheszki #fotografia #barber #fryzjer
    pokaż całość

  •  

    Ciąg dalszy kulinarnych wędrówek po afrykańskich przydrożnych stoiskach.

    Tym razem Etiopia i Indżera czyli kwaskowaty naleśnik z miłki abisyńskiej podawany z wat - różnego rodzaju potrawką (tutaj z kurczaka).

    Szczerze mówiąc, gdy pierwszy raz podano mi to po ciemku z sosen pod spodem, myślałem że to jakaś gąbkowata ściera do wytarcia rąk. Smak jednak to już zupełnie co innego, ze wszystkich ulicznych szam które dotychczas próbowałem na Czarnym Lądzie (a trochę tego było), chyba wskakuje na mój numer 1.

    Taka uczta z dokładką u miłej pani przy drodze do Addis Abeby: 30 birr (ok. 3,5 zł według czarnorynkowego kursu). Zdjęcie miłej pani w komentarzu.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży w Róg Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #podrozujzwykopem #podroze #foodporn #etiopia #ciekawostki #afryka #jedzenie
    pokaż całość

  •  

    TL;DR: jak załatwić gorzałę w kraju z prawem szariatu.

    Achhh, pierwsze piwo w nowym roku.

    Ostatnio w Sudanie z kolegami z Europy chodziliśmy jacyś nieswoi. Święta za pasem, na dworzu upał, no coś by się chlapnęło.

    Przemycona przez granicę butelka whisky już dawno robi za pryzmat. Znajomi dyplomaci jeszcze nie wrócili z urlopu, Chińczycy w swojej restauracji widmo w szeregówce bez szyldu nie polewają już piwa w herbacianych filiżankach. Niemcy, nie dość że wywołali holocaust, to jeszcze ich transport piwa do miejscowego klubu towarzyskiego został przechwycony w drodze do Chartumu (częsty myk stosowany przez policję aby później odsprzedać skonfiskowany alkohol z zyskiem). Kolejny minus dla Niemców.

    Za radą znajomego tubylca wybieramy się zatem na położoną u zbiegu dwóch Nilów wyspę Tuti. Tam od razu łapiemy kontakt z Abdelem, nadzorcą nadrzecznej manufaktury błotnych cegieł. Abdel ma zamglony wzrok, cuchnie destylatem i ledwo trzyma się na nogach. To dobry znak, od razu nabiera w naszych oczach wiarygodności. Idziemy za nim w busz, tam gdzie nie docieraja piaszczyste ścieżki. Odwiedzamy dwie meliny. Widok przykry, na słomkowych polówkach, wokół skleconych z gałęzi i szmat przyczółków siedzą mężczyźni, kobiety i dzieci, wszyscy pijani mamroczą coś do siebie, czuję się jak w akademiku białostockiej polibudy.

    Zgromadzeni to Sudańczycy z południa, chrześcijanie lub animiści. Ci nigdy nie godzili się na prohibicję w Sudanie. Po odłączeniu Sudanu Południowego w 2011 roku, w Dżubue od razu uruchomiono pierwszy w historii browar.

    Nie chcą nam jednak nic sprzedać. To zrozumiałe, boją się pewnie prowokacji Morawieckiego. Standardowa kara za picie alkoholu w Sudanie to chłosta 40 batów plus grzywna pieniężna jeśli jesteś muzułmaninem. Wymierzane bez względu na narodowość półmetrowym skórzanym batem na drugi dzień na lokalnym posterunku, wszystko w profesjonalnej i miłej atmosferze. Z dwojga złego to i tak lepsze niż ścięcie mieczem na co został skazany mój znajomy w Arabii Saudyjskiej (na szczęście się wywinął, opiszę to kiedyś w oddzielnej historii).

    Idziemy zatem do domu Abdela, ten na chwilę znika i w jutowym worku przynosi trzy półlitrowe butelki po coli z destylowanym z daktyli trunkiem, 50 funtów sztuka (ok. 7 zł). Zapach przypomina wino ryżowe, w smaku jak mocno rozcieńczone Raki, nie więcej niż 20%.

    Parę dni później witamy Nowy Rok i świętujemy, że potrafimy zobaczyć nieliczne fajerwerki.

    #wanderlust - tag z mojej podróży w Róg Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek)

    #podroze #podrozujzwykopem #ciekawostki #alkohol #piwo #afryka #sudan #etiopia
    pokaż całość

  •  

    TL;DR: Jak drastycznie zmienia się atmosfera po przekroczeniu etiopskiej granicy.

    Opuszczam Sudan i jestem już w Etiopii. A tu zupełna zmiana klimatu.

    Już na południe od Chartumu powoli otoczenie się przeistacza. Pustynia leniwie zmienia się w sawannę, piach w trawę słoniową. Wyrastają nagie, wysuszone drzewa, pierwsze chatki kryte strzechą. W autobusie pojawiają się kobiety z wytatuowanymi ortodoksyjnymi krzyżami na czołach, amharskie teledyski zastępują egipskie seriale (oraz obowiązkowy stary film z Dolphem Lundgrenem, moja ulubiona część podróży, obejrzałem już kilka).

    Ze względów bezpieczeństwa transport publiczny w Etiopii nie kursuje po zmroku. Ludzie z autobusu mówią, że rozsądniej jest zostać na noc po stronie sudańskiej, tym bardziej że zapada zmierzch. Po dwóch tygodniach posuchy mam jednak ochotę na zimne piwo, przechodzę więc przez granicę, jak będzie wyjątkowo kiepsko to przelezę najwyżej z powrotem do Sudanu.

    Po stronie etiopskoej, mimo że oddzielonej zaledwie paroma metalowymi bramkami, atmosfera zgoła odmienna. Kolorowe stroboskopy i bębniąca muzyka dochodząca z rzędu drewnianych przydrożnych barów, wszędzie reklamy piwa. Uliczne prostytutki pokazują wdzięki i wołają za mną "frandżi" czyli biały (dobrze że nie mam na imię Franek, gotów byłbym pomyśleć że już tu o mnie słyszały).

    Znajduję spanie, zamawiam piwo (ależ smakuje!) i o świcie ruszam wgłąb Abisynii.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży w Róg Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #ciekawostki #afryka #etiopia #sudan
    pokaż całość

  •  

    Mirki, dzisiaj krótka historia inspirowana moją ostatnią wizytą w Polsce i odwiedzinami miejscowego urzędu (coś jak #pasta ).

    Ostatnio odwiedzając Polskę postanowiłem udać się do swojego lokalnego Urzędu celem załatwienia sprawy.

    Od początku czułem się tam jakoś nieswojo. Niepożądany, jakby przezroczysty, niechciany. Podchodząc do kontuaru wszystkie obecne w Urzędzie pracownice stały odwrócone plecami, przerzucając niedbale stosy papierów i sącząc kawę zdawały się mnie nie zauważać. „Dzień dobry” – rzucam, ale pozostaje to bez odpowiedzi. „Przepraszam, chciałem załatwić sprawę!” kontynuuję, lecz ta próba również napotyka głuchą ciszę.

    O nie. Tak być nie może. Na tę zniewagę wyciągam z kieszeni telefon i kierując wyprostowanym ramieniem obiektyw aparatu w stronę grupki urzędniczek zaczynam nagrywać ich zatrważające nieróbstwo i obojętność. Gdy oczami wyobraźni zaczynam widzieć ogrom afery którą udało mi się rozkręcić w weekendowym dodatku łomżyńskiego wydania Gazety Współczesnej, jedna z urzędniczek kątem oka zdaje się dostrzec moją obecność. To stara Żwirska, kierowniczka tutejszego Urzędu, znam ją z widzenia. Powolnym ruchem zdejmuje okulary-połówki i delikatnie odkłada je na biurko. Następnie podwijając rękawy fioletowego żakietu garsonki spokojnym krokiem wychodzi zza kontuaru i kołysząc się na boki podchodzi do mnie stając na wprost wyciągniętego telefonu. Przez dłuższą chwilę spod półprzymkniętymi powiek wbija swój świdrujący wzrok ponad obiektywem komórkowego aparatu prosto w moje oczy. Czuję się skrępowany, a niezręczną długą ciszę przerywa sama kierowniczka jednym szybkim ruchem zabierając mi telefon z ręki. Teraz obracając go w grubej dłoni, spoglądając cały czas tym samym spokojnym spojrzeniem tako do mnie rzecze:

    - Ładny masz telefon, Grzesiu. Co, z Australii sobie przywiozłeś? – barwa jej głosu jest wyzuta z jakichkolwiek emocji.
    - Nie, od kolegi pożyczyłem – odpowiadam zgodnie z prawdą.
    - Od kolegi, mhm. To ty masz kolegów? – urzędniczka teraz ogląda telefon dokładnie ze wszystkich stron.
    - Tak, i proszę mi go w tej chwili oddać – odpowiadam spokojnie, acz stanowczo.

    W tym momencie urzędniczka bierze zamach i ciska telefonem w najbliższą ścianę z całych sił. Ten rozpada się drobny mak. W szoku rzucam się na kolana próbując pozbierać porozrzucane części i krzyczę na cały Urząd: „wy wszyscy jesteście po-je-bani! Was nie trzeba reformować, was trzeba leczyć! Telefon mi rozwaliła, Jezu…”.

    Gdy trzęsącymi się dłońmi próbuję poskładać urządzenie do kupy, kątem oka zauważam biegnącą w moją stronę rozbujaną filetową garsonkę. Urzędniczka błyskawicznie dopada do mnie i wali sierpem prosto w twarz aż upadam na plecy. Próbując się podnieść ta dopada do mnie od tyłu, zakłada Nelsona i przez szum napływającej do głowy krwi słyszę już tylko jakby narastającą złowieszczą muzykę oraz wypluwane wściekle przez zaciśnięte zęby wprost do mego ucha słowa:

    - Co ty sobie gnoju myślisz, co?! Że to jest jakaś gówniana gra o składki? Co ty chcesz zrobić, zagazować sto tysięcy urzędników i pracowników ZUSu?! Sprawę ci załatwić trzeba, gnoju! Załatwianie spraw to nie są wiadomości TVP, załatwianie spraw to jesteśmy my, tu, w tym Urzędzie, i albo nam się uda stąd wyjść albo zostaniemy tu na zawsze, rozumiesz?!

    W tym momencie kierowniczka zwalnia uścisk i cofa się rapowanie o dwa kroki. Próbując złapać oddech słyszę jak z wewnętrznej kieszeni żakietu wyjmuje biurowy zszywacz i przeładowując zszywki celuje nim we mnie z góry.

    „Oszalałaś” słyszę w głowie klęcząc i sam już nie wiem czy mówię to na głos czy tylko mamroczę pod nosem do siebie.

    - ROZUMIESZ, KURRRWA, CZY NIE?! – urzędniczka nie daje za wygraną i teraz już drze się na cały Urząd.

    Po chwili kulę się gwałtownie i słyszę przelatujący nad głową metalowy element. Na dźwięk rozchodzącego się po murach Urzędu echa wystrzelonej zszywki pozostałe urzędniczki rzucają papiery i raptownie przybiegają okrążając nas.

    - Spudłowałaś z takiej odległości? – pyta się kierowniczki jedna z nich nie ukrywając zdziwienia.

    Po tych słowach jeszcze inna, stara Mauerowa, naczelniczka działu kwestury, wychodzi przez szereg i patrząc na mnie z góry rozkłada szeroko ramiona oraz wypinając dumnie opięte w tiulowym kostiumie piersi mówi spokojnym głosem:

    - No i co się tak, kurwa, patrzysz? Nas tu nie ma!

    Po tym wszystkie urzędniczki odwracają się do mnie plecami i spokojnym krokiem oddalają się w stronę kontuaru.

    Trzęsącą się dłonią próbując założyć połamane okulary na spoconą twarz szepczę sam do siebie: „chyba już sobie pójdę, nie? Co tu tak będę sam w Urzędzie siedział…”.

    ---

    Całość jak zwykle wrzucam w znalezisko gdzie lepiej się czyta i jest więcej tekstów.

    #wanderlust - tag z moich podróży i opowiadanek.

    #heheszki #takbylo #tworczoscwlasna #polska #opowiadanie #film #psy #pasikowski #urzadskarbowy #zus
    pokaż całość

    źródło: urzad2.jpg

  •  

    TL;DR:

    pokaż spoiler Na imprezie w Sudanie spotkałem amerykańską gwiazdę hip hopu.


    Ten kto uwielbia Jazz i muzykę na żywo odnajdzie się nawet w Sudanie.

    Chartum, jak na stolicę konserwatywno-muzułmańskiego państwa przystało, nie jest, nomen omen, Mekką życia nocnego. Jednak nawet tutaj istnieje zapotrzebowanie na spotkania przy żywym instrumentarium. Takim miejscem w Sudanie jest niewątpliwie jedyny w kraju Jazz Club. Co ciekawe, w zeszłym tygodniu poznałem tu Basa, gwiazdę nowojorskiej sceny hip hop o sudańskich korzeniach (nie to żebym znał się na amerykańskich raperach ale poinformował mnie o tym później tłumek fanów przed wejściem) przebywającego w Chartumie na urlopie (zdjęcie w komentarzu).

    Pamiętam jak w Pakistanie chadzałem czasem na podziemne imprezy lokalnej bohemy. W wynajętych domach z zasłoniętymi oknami spotykała się tamtejsza alternatywa, aby bez hidżabów i pakoli a w dżinsach i koszulkach z Hendrixem przy krążącym skręcie i butelce whisky z dyplomatycznej torby znajomego znajomego podżemować na gitarach i pogadać o polityce. Człowiek przez parę godzin mógł się poczuć jak na innej planecie lub z powrotem w białostockim pubie "Strych".

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży w Róg Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #muzyka #jazz #hiphop #ciekawostki #afryka #sudan #pakistan #kultura
    pokaż całość

  •  

    Tysiące lat rozwoju cywilizacji a ludzi cały czas śmieszą te same rzeczy...

    Znalezione w świątyni w Luxorze w południowym Egipcie. Przewodnik oprowadzający grupę nieopodal rozwodząc się nad potęgą Ramzesa II i jego niezwykłym uczuciu do królowej Nefertari, skrzywił się potwierdzając autentyczność. Dla dociekliwych - to prawdopodobnie wizerunek boga płodności Mina.

    #wanderlust #heheszki #humorobrazkowy #beniz #egipt #podroze pokaż całość

  •  

    No to będzie czytania na następne parę tygodni!

    Gdziekolwiek nie podróżuję lubię przeczesywać lokalne antykwariaty i wystawki ulicznych sprzedawców (zdjęcie tutejszego sklepikarza w komentarzu) w poszukiwaniu różnych perełek. Idealnie, gdyby akcja działa się właśnie w tym miejscu, wpisuję sobie wtedy datę i lokalizację na pamiątkę.

    I tak, w Mjanmie zaczytywałem się w "Birmańskich dniach" Orwella, w "The Sex Lives of Cannibals" na Kiribati (polecam!), na Borneo dostałem opowiadania Williama Maughama stamtąd, angielskie wydania Dostojewskiego przywiozłem z Sankt Petersburga i wiele innych.

    Obecnie taką rolę spełniać pewnie będzie widoczna w prawym górnym rogu "Transition in Africa", chociaż wiozę ze sobą równierz "Cesarza" Kapusty do Etiopii i "Dryland" Konrada Piskały do Somalilandu.

    Jeżeli też tak macie to podzielcie się tytułami z ulubionych lokacji.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży w Róg Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #ksiazki #ciekawostki #podrozujzwykopem #podroze #afryka #czytajzwykopem #zainteresowania #opowiadanie #reportaz
    pokaż całość

    •  

      @uciekajmy: zapomniałem dodać tagu o patostreamach to i dyskusja gdzieś przepadła w tłumie;)

      "W drodze" zakupiłem podczas którejś podróży bo jest taka fajna seria "Penguin Classics" z minimalistycznymi pomarańczowymi okładkami, niestety jeszcze nie pochłonąłem i czeka na półce (czytałaś?).

      "Jądra..." natomiast żałuję że nie wziąłem ze sobą do Kambodży, chociaż "Apokalipsa" na ekranie laptopa też zrobiła robotę:) Mam nadzieję, że będzie za to okazja zabrać powieść kiedyś do DR Konga:)
      Co byś poleciła (niekoniecznie związanego z podróżami) od siebie?
      pokaż całość

      +: u.......y
    •  
      u.......y

      0

      @Dwadziescia_jeden: odpiszę za kilka dni, bo teraz mam w domu zjazd rodzinny i jak tylko uda mi się doczołgać wieczorem do laptopa, to nie mam siły udawać, że wiem, o czym piszę ; )

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    TL;DR:

    pokaż spoiler Poszukując ambasady jednego z państw natrafiłem na... dom bin Ladena.


    Stojąc przed jedną z posiadłości w Al Riyadh, willowej dzielnicy w centrum Chartumu, próbuję odczytać jak zwykle źle podane koordynaty na lokalnych mapach.

    - On już tu dawno nie mieszka, he he he - zagaduje stojący niopodal facet.
    - Kto? Ambasador Erytrei?
    - Jaki ambasador? Usama!
    - Jaki Usama?!

    Osama bin Laden mieszkał w Sudanie przez niemal 5 lat na początku lat 90. Żyjąc na banicji z Arabii Saudyjskiej (która w międzyczasie pozbawiła go obywatelstwa), sudański rząd zgodził się na jego pobyt pod warunkiem gwarancji licznych inwestycji na lokalnym rynku.

    Późniejszy najsłynniejszy terrorysta świata z obowiązku się wywiązał, sponsorując wiele tutejszych przedsięwzięć. Wybudowana przez konsorcjum milionera trasa z Chartumu do Atbary oraz dalszy niedokończony odcinek w stronę Post Sudan do dzisiaj przez niektórych nazywane są "drogą bin Ladena".

    Sudańczycy niechętnie wracają do tego epizodu. Utrzymują, że Osama bin Laden był wtedy dobrze prosperującym biznesmenem i że nie jest do końca jasne czy już wtedy formował siatkę Al Kaidy, jednak biorąc pod uwagę chociażby zamachy w południowym Egipcie z tego okresu - jest to mocno wątpliwe.

    Piętrowy dom z ogrodzeniem okalanym drutem kolczastym niczym się zbytnio nie wyróżnia w okolicy naszpikowanej podobnymi posiadłościami ambasad i zachodnich ekspatów. To tutaj milioner przeżył zamach na swoje życie z rąk lokalnych islamskich watażków którzy oskarżali go o zbytni liberalizm w swoich poglądach (sic!).

    W 1996 pod silnym naciskiem międzynarodowym bin Laden ponownie został wydalony, przeniósł się do Afganistanu, wypowiedział fatwę Stanom Zjednoczonym i rozpoczęła się dobrze nam wszystkim znana jatka...

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży w Róg Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #ciekawostki #podrozujzwykopem #podroze #terroryzm #sudan #afryka #usa
    pokaż całość

  •  

    Rząd Sudanu nie przepada za Amerykanami (żeby wspomnieć chociażby bardzo utrudniony wjazd w porównaniu z Europejczykami, z resztą jak pamiętamy niedawną decyzję Trumpa oraz politykę Clintona względem Chartumu - ze szczerą wzajemnością).

    Jednak amerykański dolar to już zupełnie inna historia. Powszechnie pożądany, najlepszy przyjaciel każdego miejscowego hotelarza. Oficjalny rządowy kurs płacony za jednego zielonego w każdym tutejszym banku: 6 funtów sudańskich. U cinkciarza za rogiem... 27(!).

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży w Róg Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #ciekawostki #pieniadze #podrozujzwykopem #podroze #sudan #afryka #ekonomia
    pokaż całość

  •  

    Nocnych tułaczek po afrykańskich metropoliach ciąg dalszy. Dziś Chartum i odwieczny klasyk serwowany od tysięcy lat wśród osiadającej wzdłuż brzegów Nilu biedoty, pewnie jedna z najstarszych potraw świata - (shahan) ful.

    Roztarty gotowany bób z dodatkiem oliwy, cebuli, ostrej papryki, soku z cytryny i przypraw podawany z chlebem. U chłopaków w ulicznym stoisku wśród afrykańskich bębnów z kaseciaka i kłębów dymu z grilla pod dyndającymi na hakach tuszami, taka uczta: 15 funtów sudańskich (ok. 2 zł).

    Lecąc już klasykiem - wygląda jak gówno, a smakuje jeszcze lepiej.

    Zdjęcie chłopaków w komentarzu.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży w Róg Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #podrozujzwykopem #podroze #foodporn #sudan #ciekawostki #afryka
    pokaż całość

    •  

      A tak na poważnie, to sprawiają te lokale wrażenie "czystych" ?

      @Arthaniel: mówiąc szczerze - koszmar Sanepidu. Staram się jednak wybierać miejsca gdzie zawsze sporo ludzi się kręci. Za to wysprzątane, podszywające się pod zachodnie marki ale puste lokale wzbudzają we mnie podejrzenia. Tak samo jak restauracje hotelowe poza sezonem, gdy w samym hoteli prawie nie mam gości. Trochę odwrotny system niż u nas:)

      z ciekawości, jak tam łapiesz internet

      @s3v3n: w Sudanie akurat mam lokalny numer. Karta SIM + 5 GB transferu za jakieś 4 USD. Działa całkiem nieźle, wystarczy do map i maili (no i mirko oczywiście:) ). Zobaczymy jak będzie w innych krajach, chodzą słuchy, że w zeszłym.tygodniubw Etiopii "wyłączyli" Internet z względów politycznych (coś już się zdarzało w przeszłości).

      po jakiemu tam gadasz?

      @wurst: z tymi którzy coś rozumieją - przede wszystkim. Parę zwrotów po arabsku ale bardziej dla umilenia atmosfery.

      pewnie dezynfekuja wodka

      @Pienio69: chciałbym ale akurat w Sudanie ciężko o porządną siwuchę (chyba że z dyplomatycznej torby).
      pokaż całość

      +: s3v3n, u.......y +4 innych
    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Pół Pustyni Nubijskiej zasrane tym gównem niczym łąka kwiatami w wejściówce "Domku na prerii". Gdziekolwiek przy drodze stoi kawałek blachy pod którym zgarbiona babuszka sprzedaje napoje - w promieniu długich kilometrów taki przykry widok.

    Kiedyś mój kolega, miłośnik Indii (ale ze sceptycznym zacięciem) przytoczył mi anegdotę na temat podobnego zjawiska tamże, tłumacząc po części dlaczego Indie są taką śmieciopolią.

    Otóż każdy kto był w Indiach kojarzy pewnie chłopaczków wychodzących z zaułków, uliczek straganów i lodówek pokojów hotelowych wrzeszczących "czaj czaj czaj czaj czaj czaj czaj czaj, łan ruupiii, czaj czaj czaj". I ludzie ten czaj kupują (pani się przesunie, uwaga stopień). Niegdyś spożywany był on z tradycyjnych glinianych filiżanek. Po wypiciu naczynko za plecy, przychodził deszcz i zmywał glinę.

    Po powszechnej industrializacji wprowadzono prostsze i łatwiejsze w produkcji kubeczki plastikowe. A kto jechał indyjską koleją 5 klasy ten wie, że Hindusi nie łatwo przyzwyczajają się do zmian. Czaj na hejnał, a kubek za plecy.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży do Rogu Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #ciekawostki #podroze #podrozujzwykopem #afryka #sudan #indie #herbata
    pokaż całość

  •  

    Ale ze mnie sudański śmieszek.

    Po prawie 30 godzinach podróży, zatrzymaliśmy się gdzieś pośrodku Pustyni Nubijskiej aby skorzystać z tego, gdzie król chodzi piechotą (zakładając że królowie szczają w szczerym polu stojąc obok siebie). Wskazując na piaszczysty bezkres spytałem Abu, mojego towarzysza podróży, byłego pasterza z Darfuru a obecnie mikroprzedsiębiorcę-potentanta rynku skarpecianego wożącego owe w chińskich walizkach pomiędzy Egiptem a Sudanem, czy to już jest Chartum.

    Po wytłumaczeniu żartu ten zaczął się śmiać i biegać po autobusie tłumacząc mój wyborny dowcip na arabski wzbudzając falę rechotu. Kierowca pewnie też by klaskał gdyby w jednej dłoni nie trzymał szklaneczki z herbatą a drugą nie podtrzymywał kartonu z pralką.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży do Rogu Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #afryka #sudan #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Mirasy, wiozę dla Was najlepsze życzenia oraz memy na 2018 rok które spakowałem ze sobą do Sudanu. Można brać po dwa kartony.

    U mnie Święta w Chartumie ale na szczęście udało mi się przemycić butelkę podłej whisky a i rybka z Nilu też się znajdzie (podobno całkiem niezła).

    Zdrowych i Wesołych!

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży do Rogu Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    #swieta #wigilia #podroze #podrozujzwykopem #afryka
    pokaż całość

    źródło: Chartum.jpg

  •  

    Oto dlaczego lubię włóczyć się po zmroku po niektórych afrykańskich metropoliach. Rzeźnik z okienka w Kairze na stalowym blacie serwuje smażoną wątróbkę na wagę. Taka uczta: 10 funtów egipskich (ok. 2 zł). Nawet sztućce znalazły się na zapleczu.

    Zdjęcie pana rzeźnika w komentarzu.

    #wanderlust - tag z mojej obecnej tułaczki po Afryca Wschodniej (oraz wcześniejszych podróży i opowiadanek).

    #podrozujzwykopem #podroze #foodporn #kair
    pokaż całość

  •  

    Po paru dniach walki z pogranicznikami, wizami, oraz izraelsko-egipskimi pieczątkami udało mi się w końcu opuścić Półwysep Synaj i jestem już w Kairze. A tutaj to już wiadomo, pyramydy, nocne tułaczki pobrzeżem Nilu i kolejny, tym razem sudańsko-etiopski, odcinek serialu pt. "dej pan wizę, ja tylko wyglądam na Żyda".

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży w Róg Afryki (oraz poprzednich tułaczek i opowiadanek).

    #podroze #podrozujzwykopem #egipt #afryka #fotografia
    pokaż całość

    •  

      @Tino: ile zapłaciłeś za wizę do Jordani ? Opłaca się jechać na jeden dzien tam ?

    •  

      @bajorson: Wiza do Jordanii darmowa (wyjaśniasz na ile i w jakim celu, to bez problemu Ci podbiją - zależy od przejścia i terminu wizyty); opuszczenie Izraela 100 szekli (lekko ponad ~100 zł), pieszo. 1 dzień to zdecydowanie zbyt krótko za taką cenę, bez własnego transportu. Wypożyczonym autem z Izraela zapomnij o wjeździe do innego kraju (nawet wewnątrz masz wielkie ograniczenia, np. do Betlejem nie wjedziesz - albo dasz radę przejechać bez kontroli, ale wszystko na własne ryzyko, które czasem jest spore). Na dłużej jak najbardziej warto, kwestia przekalkulowania. Autostop jest przyjemny w obu krajach, choć porównując, to nawet Izarel może być przyjemniejszy (powszechny środek, niejednokrotnie miejscowi łapią, by gdzieś podjechać w okolicy).

      Jak planujesz przekraczać tę granicę, to poczytaj i zweryfikuj czy info jest aktualne: http://www.wapniakiwdrodze.pl/jordania/jordania-wiza-do-jordanii/
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    Też Was ciekawi to odmienne odbieranie tych samych marek czy produktów w różnych krajach, kulturach lub społeczeństwach?

    Lata temu w czasach studenckich pracowałem za barem w jednym z największych nocnych klubów w Wielkiej Brytanii. Wtedy najpopularniejszym piwnym szczochem była niewątpliwie Stella, piwo belgijskiego producenta zwane powszechnie wife beaterem", podobnie zresztą jak siatkowana podkoszulka noszona przez spasionych zasiłkowców mieszkających w tzw. council house'ach (co ciekawe, jedna z teorii mówi, że to właśnie od tego terminu wziął nazwę człon akronimu chav określającego angielskich dresiarzy - Council House And Violent). 

    Za każdym razem, gdy do klubu wchodziła grupka nastolatków zalizanych niczym członkowie zespołu Steps, w zapiętych pod samą szyję kraciastych koszulach i białych trampkach wiedziałem, że będą się zastanawiać pomiędzy dwufuntowym Fosterem lub Stellą (zresztą podobnie, z niemal 100-procentową pewnością dało się rozpoznać naszych rodzimych chłopaków którzy zawsze odmawiali dolewki tzw. mixera, czyli dowolnego gazowanego napoju do wódki, mimo że był w cenie).

    Z kolei gdy później zamieszkałem w Australii, zdziwiło mnie jakże odmienne podejście do tytułowej marki mimo kulturowego podobieństwa obu społeczeństw. Tutaj to już nie była "żonobijka", a mieszkańcy Antypodów chcący od święta zakupić jakieś importowane, z górnej półki, lepsze niż swoje 2,5% szczyny piwo, poważnie zastanawiali się pomiędzy kartonem właśnie Stelli (tutaj już obowiązkowo z dodanym "artuła") a Coroną, Asahi, czy też Millerem (notabene, chyba wszystkie w swoich krajach pochodzenia również uznawane za szczyny - biedni Australijczycy).

    Obecnie będąc w Egipcie również w barach pojawia się Stella. Jednak, mimo podobieństwa tak nazwy jak i logo w postaci białej gwiazdy ("stella" to z łaciny gwiazda) produkt zupełnie innego piwowara.

    Znacie inne takie przypadki? Tzn. tego samego produktu o zupełnie odmiennej reputacji w różnych krajach? Lub o tej samej nazwie lecz innych producentów?

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży do Rogu Afryki (oraz wcześniejszych tułaczek i opowiadanek).

    Edit: źle tag mi się dodał więc doklejam dotychczasowe ciekawe komentarze z poprzedniego postu:

    @Cezarious: pierwsze, co mi przyszło do głowy, to te czerwone kubki z amerykańskich filmów. Tam się z nich korzysta, bo są najtańsze, a u nas to jakiś powód do lansu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    @krnabrny_brodacz: nasze koncernowe lagery w kraju mają opinie piwa dla pospulstwa, przy grillu. Za granicą mówi się o nich raczej dobrze i nie kojarzy z patolą. Chyba, że naszą imigracyjną

    @lajsta77: w USA Stella Artois to najlepsze piwo koncernowe sprzedawane w marketach tylko Pilsener urquel je miażdżył ale trudniej go dostac.

    @strikingsurface: jak byłem z 10 lat temu w dojczlandzie na praktykach studenckich, to z kolegami opijaliśmy się piwem OETTINGER. generalnie niemcy mówili, że to niedobre, sikacz jakich mało, tanie badziewie i mimo iż sami pili piwa tańsze od rzeczonego OETTINGERA (0,19EUR + butelka) to wykazywali niesamowitą niechęć i pogardę w kierunku naszego trunku.
    Niemniej... po powrocie do ojczyzny w większym sklepie na dziale piwa eksportowe dostrzegłem nasz wykopaliskowy nektar bogów... na półce oznaczonej jako piwa premium i w cenie ponad 5PLN (10 lat temu...)


    pokaż spoiler #pdroze #podrozujzwykopem #podrozujzwykopem #ciekawostki #piwo #browar #piwowarstwo #zainteresowania #tworczoscwlasna #stella #alkohol #marketing #uk #australia #anglia
    pokaż całość

  •  

    Kiedy jesteś starym, emerytowanym, tęskniącym za Berlinem Zachodnim Niemcem na wakacjach ale starasz się to ukryć.

    #wanderlust #heheszki #niemcy #podrozujzwykopem #fotografia

  •  

    Przemierzając lokalnym autobusem Półwysep Synaj zostałem niejako zmuszony do obejrzenia kilku odcinków egipskiej opery mydlanej (potem śnił mi się chłop w turbanie krzyczący "Hala Banacha"). Jednak dopiero pod koniec, gdy pojawiła się postać w garniturze zorientowałem się, że akcja serialu dzieje się współcześnie a nie ze 2,5 tys. lat temu.

    pokaż spoiler To się chyba nazywa "plot twist"?


    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży po Afryce Wschodniej.

    #heheszki #humorobrazkowy #seriale #egipt
    pokaż całość

  •  

    Cześć Mirasy,

    W zeszłym roku wielu z Was śledziło moją tułaczkę po mikropaństewkach Oceanii oraz późniejszą podróż koleją transsyberyjską z Pekinu do Warszawy.

    Miło jest mi poinformować, że obecnie wyruszam w kolejną podróż, tym razem w Róg Afryki. Docelowo za parę tygodni muszę być w Sudanie, gdzie będę jechał lądem z Półwyspu Synaj, stamtąd natomiast w miarę czasu i możliwości postaram się odwiedzić jak najwięcej ciekawych miejsc. Chciałbym dotrzeć do Somalii, natomiast niebawem ma zostać otwarta kolej pasażerska z Addis Ababy (Etiopia) do Dżibuti (eee... Dżibuti?), którą fajnie byłoby się przejechać jako jeden z pierwszych Białasów.

    Ostatni raz na Czarnym Lądzie byłem kilkukrotnie 5 lat temu, wtedy odwiedzając 9 krajów Afryki Zachodniej zastanawiałem się, jak mocno różni się od tej Wschodniej.

    Tradycyjnie już, pod tagiem będę wrzucał jakieś podpatrzone ciekawostki i zdjęcia, raczej tak jak zwykle, z lekkim jajem, pompatyczne opisy biedy i wojen zostawiam profesjonalnym blogerom. Od czasu do czasu także jakieś krótkie opowiadanko na blogu (choć mam nadzieję, że spotkam jak najmniej afrykańskich Wieśków ;) ).

    Do usłyszenia!

    #wanderlust - tag z mojej obecnej podróży po Afryce Wschodniej (oraz wcześniejszych tułaczek).

    #podroze #podrozujzwykopem #afryka #tworczoscwlasna #blog #sudan #etiopia #opowiadanie #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    Pewnie zabrzmi to jak #pasta ale aż dziw bierze że tak naprawdę to nie.

    Gdy miałem 10 lat do klasy chodził ze mną Wiesiek. I nie byłoby w tym pewnie nic dziwnego gdyby nie fakt, że uczęszczał on do jednej klasy również z moją o 2 lata starszą siostrą, o 4 lata kumplem, oraz jego przygotowującym się już wtedy do matury bratem. Tak jest, Wiesław poległ w nierównym starciu z bezlitosnym systemem edukacji podstawówkowego Harvardu gdzieś po środku Podlasia i nie zdał siedem razy 4 klasy szkoły podstawowej. Ten sam z resztą nieludzki system skutecznie pozbawiał Wieśka możliwości osobistego rozwoju, poszerzania horyzontów i realizowania własnych pasji, ustawą o szkolnictwie skazując biedaka na katorgę uczęszczania do szkoły do momentu osiągnięcia pełnoletności.

    Żeby było zabawniej, Wiechu należał do tych nastolatków, którzy bardzo szybko zaczęli dojrzewać, w związku z czym będąc już niemal pełnoletnim z pozostałymi chłopakami sięgaliśmy mu co najwyżej do krawędzi nabitej metalowymi osłonkami jednorazowych zapalniczek klapy ukradzionego z demobilu w Białymstoku plecaka typu „kostka”.

    Wiesiek, jak można by się domyślać, na tym etapie swojego życia nie nazbyt często uraczał mury szkoły swoją obecnością. Jak to się mówi, chodził „w kratkę” (raz do szkoły, raz za kraty). Tak po prawdzie to nie było go prawie nigdy, za wyjątkiem tych dni, kiedy ścigała go policja i Wiechu potrzebował mocnego alibi. Wtedy w czwartej A następowało prawdziwe święto. Niczym Igor Sypniewski do osiedlowego monopola po strzeleniu bramki czy też Michael Jordan na halę United Center przed finałowym meczem z Utah Jazz, Wiesław wkraczał gdzieś w połowie lekcji i luzackim krokiem szedł przez całą klasę ku ostatniej ławce przy akompaniamencie wiwatu i braw pozostałych chłopaków oraz trzęsących się rąk nauczycielki której najgorszy sen właśnie się ziścił. Wiesiek rozsiadał się na krzesełeczku, odchylał do tyłu, zakładał nogi na ławkę (co było zrozumiałe, w końcu jego kolana wystawały ponad blat) po czym wyciągał nóż i skrobał na ścianie „jebać Jagę” (Wiesiek był ekstrawagancki nie tylko w swoim zachowaniu ale również poglądach, wyjątkowo nie darzył sympatią Jagielloni odkąd jej kibole wyrzucili z pociągu Wieśka brata łamiąc obie nogi). Nam za to kazał wyglądać przez okno czy „psiarnia nie jedzie”. W pierwszym momencie spodziewałem się dojrzeć dwa wytresowane psy jadące na tandemie, ktoś tak zajebisty jak Wiesiek mógł być zdolny do wszystkiego.

    Spytałem kiedyś Wieśka, dlaczego zawsze powtarza, że jest z Jungu, kiedy zaś jego popegeerowska wieś tak naprawdę nazywa się zupełnie inaczej. Wiechu z wrodzoną sobie tajemniczością odparł enigmatycznie, że „bo to kurwa gnój”. Dobre kilka lat zajęło mi rozszyfrowanie ukrytego przekazu mojego rozmówcy a w konsekwencji przyznanie mu racji, gdyż zaiste, „jung” rzeczywiście brzmi jak „gnój”, tyle że czytany od tyłu.

    Kumplem Wieśka spod ręki tego samego kuratora był gość o wielce nietuzinkowej ksywie – Łysy. Łysy, tak jak Wiesiek, również nie należał do najświatlejszych umysłów tego świata, kraju, czy tez swojej klatki schodowej, lubił za to robić psikusy, płatać figle i kawały, lub też, jak kto woli, „wyjebywać jajca na ladę” (copyright Łysy). Pod koniec roku szkolnego na nasze grono pedagogiczne padł blady strach gdy okazało się, że Łysy, dzięki żmudnej i systematycznej realizacji swojej pasji do swawoli (m.in. poprzez regularne wzywanie na przemian policji i straży pożarnej do szkoły), ma szansę otrzymania nagrody za blisko 100-procentową frekwencję.

    Na tę wieść za garażami zebrała się rada osiedlowa i przez kilka godzin debatowała nad tym, co też Łysy powinien odwalić stając w jednym szeregu z kujonami na środku sali gimnastycznej na zakończeniu roku. Pod uwagę wzięty został cały wachlarz propozycji, od odpalenia szluga, poprzez pokazanie dupy nauczycielom, aż po „wyjebanie z dyni dyrowi” (ponoć ten ostatni wniosek formalny wniósł sam Wiesiek podając gryps z aresztu w Czerwonym Borze). Mój głos ze względu na konflikt interesów w postaci dobrych ocen został wykluczony z dyskusji („ty się kurwa małolat nie odzywaj bo sam tam będziesz jak chuj jakiś z kujonami sterczał”).

    Łysy przyznał mi się potem, że co prawda brakowało mu trochę do progu frekwencji, jednak po długotrwałych pertraktacjach z wychowawczynią, próbie przekonania jej co do swojej nieskazitelnej postawy, aż w końcu po zastosowaniu nieobalalnego argumentu w postaci spalenia jej dużego fiata, udało mu się wywalczyć obietnicę otrzymania upragnionego trofeum. Co jednak kierowało Łysym w tak zaciętym dążeniu do celu, spyta uważny czytelnik. Chęć udowodnienia czegoś sobie lub środowisku? Przezwyciężanie własnych barier? Odpowiedź okazała się dużo bardziej szlachetna. Otóż Łysy, cichy filantrop, planował ostatni raz przed zsyłką do poprawczaka wyjebać jajca na ladę i oficjalnie przekazać nagrodę książkową Wieśkowi, aby ten zobaczył jak wyglądają litery.

    Pewnego dnia wychowawczyni postanowiła zorganizować nam wycieczkę klasową do Sejmu. Podobno w tamtych czasach najbardziej strzeżoną tajemnicą było prawdziwe nazwisko agenta Olina, miejsce spotkania Ałganowa z Kwaśniewskim, oraz data naszego wyjazdu do stolicy. Nauczycielka pod groźbą obniżenia oceny ze sprawowania kategorycznie zabroniła nam informowania Wieśka oraz któregokolwiek z jego kumpli o dacie wyjazdu. Z chłopakami spędziliśmy chyba z tydzień chodząc po okolicznych melinach w poszukiwaniu Wiesława aby uraczyć go radosną nowiną. Wiechu znalazł chyba jednak pracę, gdyż żule powtarzali tylko, że „jest na robocie”.

    W dniu wyjazdu ustawiliśmy się w parach i wychowawczyni poprowadziła nas wzdłuż szkoły do czekającego rozklekotanego autosana. Wychodząc za róg budynku, naszym oczom ukazał się podparty o ścianę Wiesiek, bawiący się nożem typu motylek i obalający małą mocną Łomżę, ze względu na charakterystyczny kształt butelki zwaną powszechnie na Podlasiu granatem. Na ten widok nauczycielka zaczęła rychło zasłaniać dłońmi oczy zaciekawionych dziewczyn, pozbawiając je tym samym widoku idealnego kandydata na męża. Korzystając z zamieszania wyrwałem się z szeregu i krzyknąłem: Wiesiek! Jedziesz z nami na wycieczkę? Na co Wiechu roześmiał się, cisnął petem o ścianę i cały czas rechocząc wykrzyczał zachrypniętym głosem: Kurwa jebana mać, toć ja codziennie na wycieczki jyżdże! po czym piznął butelką o ziemię, schował nóż i oddalił się w stronę wschodzącego słońca oraz pojawiającej się na horyzoncie zmierzającej w naszą stronę policyjnej nysy.

    Nigdy więcej nie widziałem Wieśka. Czasami zastanawiam się co u niego (oraz jakie stanowisko zajmuje w PSLu).

    ---

    Całość jak zwykle wrzucam w znalezisko gdzie lepiej się czyta i jest więcej tekstów.

    #wanderlust - tag z moich podróży i opowiadanek.

    #heheszki #tworczoscwlasna #wspomnienia #szkola #edukacja #polska #opowiadanie
    pokaż całość

    źródło: Szkola.jpg

  •  

    Robiąc porządki w winylach rodziców znalazłem taką oto perełkę.

    Czy to wczesne nagrania Frieddiego Marcury'ego w jego okresie zmagania się z nadwagą i uzależnieniem od szamponu? A może ścieżka dźwiękowa z amerykańskiego filmu antyutopijnego lat 70 z głównym bohaterem o słowiańskich korzeniach (lub radziecka wersja Ucieczki Logana)?

    Otóż nie. Toż to nasz Krystof (po prostu Krystof, jak Madonna czy Eminem, ok?). Zaraz ląduje na patefonie.

    #wanderlust #heheszki #humorobrazkowy #muzyka #winyle #krzysztofkrawczyk
    pokaż całość

  •  

    Jeżeli ktoś lubi dziwne, nie do końca dające się sklasyfikować chilloutowe mixtape'y to polecam kanał tego gościa: the bootleg boy

    Przykładowo, na deszczowy wieczór, coś czym czasami zasłuchuję się w Japonii. Tokyo rain.

    #muzyka #chillout #japonia #podroze #wanderlust pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Książka, która źle się zaczyna, a obawiam się, że tak też się skończy.

    Gęstość, duchota, zlepiony mokry żwir na niewyasfaltowanej małomiasteczkowej drodze. W sam raz na deszczowe, bieszczadzkie popołudnie.

    #wanderlust #ksiazki #bieszczady #czytajzwykopem

    +: Zatapatik, lubie-sernik +15 innych
  •  

    Niewątpliwie największą zaletą Bieszczad jest brak górskiego żydostwa.

    pokaż spoiler Ukryty tekst...#pdk ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    #wanderlust #podroze #bieszczady #gory

    •  

      @fxxx: no to mam już cel na następny wypad po szlakach, dzięki:)

      @lecielinfini: o stary, szacun, sam bym chyba tego tak dokładnie nie określił, a tym bardziej ze zdjęcia:)

    •  

      @Dwadziescia_jeden jak coś to polecam trasę z Gabonia do Piwnicznej przez Przehybę i Radziejową, druga taka świetna trasa to ze Szczawnicy (sam początek) na Sokolicę, przez Trzy Korony, Czerwony Klasztor i przełomem Dunajca wracasz w to samo miejsce. To wycieczki na cały dzień, krótsze to np bacówka PTTK nad Wierchomlą, Cyrla, Jaworze.... Rowerem od Muszyny przez słowackie wsie do Piwnicznej (z piwem na Słowacji w połowie trasy i obiadem u Dietricha na koniec :) ).

      Ważne, żebyś wziął odpowiedni zapas piwa na cały dzień ;)

      Do samej Szczawnicy warto jechać na dwa tygodnie, ale ja się w tamtym roku zraziłem....wyjeżdżałem ze Szczawnicy w pierwszy weekend po wakacjach 4 godziny....
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (10)

  •  

    W związku z rocznicą zamachów na WTC przypomniała mi się zabawna historia.

    Rzecz miała miejsce dokładnie 15 lat temu (jak ten czas leci), 11 września 2002 r. Tego dnia, korzystając z przywileju posiadania młodszego brata w gimbazie, siostra wysłała mnie po coś do pobliskiej drogerii. Leniwe, ciepłe, wrześniowe popołudnie, stoję przed sklepową półką próbując sobie przypomnieć co to było, w tle słychać bzyczenie muchy i chicho grające w rogu radio w którym spiker informuje o obchodzonych w Stanach Zjednoczonych uroczystościach upamiętniających ofiary zeszłorocznych zamachów.

    Wtem błogi spokój przerywa wypadająca zza zaplecza zaryczana ekspedientka i zachrypniętym głosem, przez spływający po warstwie tapety tusz, trzęsąc natapirowaną blond grzywą i wymachując długaśnymi tipsami drze się przez cały sklep do siedzącej na kasie koleżanki: ”JOOOLKAAA! JO-O-O-OLKA-A-AAA! Słyszałaś?! Znowu łortrejsenter zburzyliii! Jak ja teraz do tej Ameryki polece-e-eee!”

    Kurtyna.

    #wanderlust – tag z moich opowiadanek i podróży.

    #heheszki #osamabinkaryna #logikarozowychpaskow #rozowepaski #terroryzm prawie jak #pasta
    pokaż całość

  •  

    Dream Street, jedno ze zdjęć amerykańskiego fotografa W. Eugene Smitha z jego projektu ukazującego Pittsburgh lat 50.

    Ostatnio zauważyłem w postaci pocztówki w małym sklepiku w Amsterdamie. Od razu wysłałem sobie do kolekcji z tradycyjnym już dopiskiem - "sam do siebie".

    Polecam zapoznanie się z pracami Smitha, jednego z legendarnych fotografów czasu świetności magazynu Life (szczególnie serie z bitew na Pacyfiku).

    #wanderlust - tag z moich opowiadanek i podróży.

    #fotografia #pocztowki #eugenesmith
    pokaż całość

  •  

    #dziendobry

    Ahh, nie ma to jak poranna seria z M2. Lepsze niż kubek kawy.

    Potomek klasycznego Browninga M2, jednego z najpopularniejszych na świecie wielkokalibrowych karabinów maszynowych i chyba moja ulubiona, niemal stuletnia konstrukcja (obecnie produkowany przez kilka firm w różnych wariantach).

    Używany w niemal wszystkich wielkich konfliktach w których brała udział armia USA (od II WŚ, przez Koreę i Wietnam po Irak i Afganistan).

    Prawie metrowa, półcalowa lufa wypluwając serię powoduje w promieniu 1,5 metra mini trzęsie ziemii.

    #wanderlust - tag z moich podróży i opowiadanek.

    #pracbaza #bron #militaria
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów