Przeszkadza Ci #polityka na Wykopie?
Zarejestruj konto i sam decyduj jakie tematy chcesz wyświetlać!
  •  

    T8

    Uroczystość zrobiła na Lodewijku większe wrażenie niż się spodziewał. Zima powoli się kończyła, a on przechadzał się pośród dział. Jego szary, długi płaszcz ocierał się o kałuże wody z topniejącego śniegu a czapka przekrzywiła się na lewą stronę głowy. Huk dział który traktował jak przyjaciela w tej rzeczywistości umilkł prawie do szczętu, nie licząc treningu odbywanego przez najgorsze baterie. System konkursowy okazał się przydatny również tutaj, gdzie stanowił jasne wytyczne co do skuteczności oddziałów. Pomijając jednak nieregularne wystrzały oraz krzyki żołnierzy, okolica wyglądała na cmentarzysko ze stalowymi lufami dział skierowanych w niewielkie i w dużej części zakryte chmurami słońce. Padało mieszaniną deszczu i śniegu, przy pierwszym kontakcie z ubraniem zamieniającym się w wodę. Od chwili ceremonii nie mógł pozbyć się z myśli obrazu Valko, kiedy odbierał medal. Siwiejąca broda, oczy pełne strachu i rozpaczy, przełamane koniecznością wykonania rozkazów oraz przygarbiona postawa, były już teraz obrazem wojny który wiedział że zapamięta na zawsze. Nie był w stanie podjąć konstruktywnej decyzji, co dalej. Jego żołnierze byli zabezpieczeni przed powtórką sprzed kilku miesięcy, gdzie oddawali się nudzie i wypływającym z niej głupim pomysłom. Nie pomógł również tygodniowy wypad w Karpaty, gdzie pierwszy raz w życiu zaznał uroku sportów zimowych. Góry po których się wspinał zamiast napełniać go nabożnym podziwem dla natury, były symbolem tego ile ofiar umarło. W jednej z rewolucyjnych ulotek które skonfiskował jego adiutant, wyczytał że wzniesienie złożone z ciał poległych po obu stronach konfliktu niewiele ustępowałaby szczytom po których wędrował. Po tej wycieczce stał się małomówny. Oddawał się długim spacerom pośród obozowiska a kilka razy ponownie odwiedził Konstantynopol. Pomimo tego że w większości pogodził się z przeszłością, jej upiory szarpały duszę w najmniej spodziewanych momentach. Chciał, naprawdę chciał być silny lecz czuł że nie potrafi. Sam nie wiedząc jak zawędrował na już prawdziwy cmentarz. Był wdzięczny losowi że żaden jego podkomendny nie umarł w tym starciu (przynajmniej z tych którzy przy nim zostali), ale inni nie mieli tyle szczęścia. Miejsce było odgrodzone naprędce zbudowanym płotem z czegokolwiek co było akurat dostępne. Zdjął czapkę i przekroczył próg. Słońce już całkowicie ukryło się za chmurami i przy okazji zaszło w wysokim stopniu, więc szaruga nieba płynnie zmieniła się w głęboki granat. Szedł pomiędzy grobami wielu religii, oddzielonych od siebie prowizorycznymi ogrodzeniami. Same groby były już mało widoczne, pośród błotnistych alejek. O tej porze miał problem odczytać inicjały i musiał pomagać sobie zapalniczką. Przy jednym z nagrobków zauważył nieznanego żołnierza. Postanowił podejść.
    -Dobry wieczór- powiedział cicho, mając na uwadze powagę miejsca
    -Dobry wie….- wojak już chciał zasalutować jednak marszałek powstrzymał go ruchem ręki- co Pana Marszałka tutaj sprowadza?
    -Mówiąc w pełni szczerze sam do końca nie wiem. Chyba chodzi o ciekawość- nigdy wcześniej nie odwiedziłem tego miejsca. Czy…
    -Czy on był kimś ważnym? Nie, to całkowicie obca mi osoba. Nie mam pojęcia czy miał dzieci, czy jego prywatne życie było udane, skąd pochodził, ani jak był bogaty. Jedyną informację jaką mam to gdzie i kiedy zaczął oraz zakończył życie.
    -Dlaczego?
    -Dlaczego go odwiedziłem? Ponieważ każdy kto tutaj umarł, powinien wstąpić do swojego nieba. Piekło przeżył już tutaj.
    -Raczej chodziło mi o to dlaczego umarł.
    -A czy to ma znaczenie? Poległ w tej wojnie i jest to ofiara niepotrzebna.
    -Wytłumacz mi, dlaczego tu jesteś?
    -To proste i dziwię się że nie zrozu…. że Marszałek jeszcze tego nie zrozumiał. Jeżeli mogę komuś pomóc dostać się tam gdzie chce według swojej religii, to postrzegam to jako moralny obowiązek oraz akt wdzięczności.
    Jego końcowe słowa zmieszały się z szumem kropli deszczu który na chwilę zaczął padać mocniej. W oddali również można było zauważyć błysk piorunów. A może to naloty? Nie obchodziło go to.
    -Czym dla Ciebie jest wojna?
    -Mogę mówić szczerze?
    -Jasne, nawet nie wiem kim jest Twój dowódca.
    -Sportem- powiedział z żalem sierżant- krwawym sportem uprawianym przez naszych władców w celu…. Nie jestem w stanie do końca powiedzieć w jakim celu. Czasami przypomina mi wielkie kasyno, w którym cesarze obstawiają czy są w stanie zapewnić sobie dostatnie życie do następnej wojny. Areną na którą posyłają swoich podkomendnych aby sycić się ich cierpieniem. Innym też razem ruletkę narodów, której przewodniczy los- jego przemowa pomimo dramatycznej treści wyglądała na całkowicie naturalną, wręcz nauczoną. Marszałek widział że ma przed sobą erudytę- wojna była zawsze, lecz boję się tego co może przynieść następna
    -Nie za wcześnie na myślenie o następnej?
    -Nie, bo ona nastąpi. Będzie trwała tak długo jak istnieje człowiek. Jest on istotą egoistyczną i zawsze będzie pragnąć zagarnąć jak najwięcej dla siebie nawet kosztem innych.
    -Przed chwilą powiedziałeś że to władcy grają naszymi kośćmi, w przenośni i dosłownie.
    -A czymże są władcy? Państwa to jedynie konstrukt teoretyczny, bo w pewnym momencie ludzie uznali że mogą zagarnąć więcej działając w ustalonych ramach. To z czym mamy tu do czynienia- machnął ręką- to ofiary ludzkiego egoizmu, którego najczystszą postacią są panujący. Honor, patriotyzm, oddanie życia za kraj, to najbardziej obłudne terminy stworzone do ukrycia prawdziwych przesłanek. Nikt nie idzie na wojnę z myślą że przegra; każdy chce w ostateczności czuć się bardziej bezpiecznym kosztem innej grupy która wpadła na ten sam pomysł. Ale to jest droga do nikąd. Zobacz, że władcy oddalili się od swoich ludów.
    -Nie było tak zawsze?
    -Będzie tylko gorzej. Kierujący państwami jako ludzie najlepiej poinformowani mają też najwięcej narzędzi do wpływania na lud. Kiedyś takie oddziaływanie było niemożliwe, lecz mamy te wspaniałe wynalazki jak radio i telefon. Jeżeli ich rozwój będzie tak szybki do tej pory (a jest to założenie pesymistyczne że nie przyśpieszy) to dostaną więcej narzędzi żeby jeszcze bardziej zniewolić lud i podjudzić go do nienawiści którą się żywią. To jest jedyne uczucie jakie znają wynikające z panicznego strachu przed utratą kontroli. Słyszał Pan o Austerii?
    -Nie, nie słyszałem.
    -Austeria oznacza potocznie zajazd, karczmę. Kolega z Pomorza opowiadał że w jednej ze wsi ukryli się właśnie w tym miejscu okoliczni Żydzi. Przybyli w to miejsce aby stawić czoła rzeczywistości. Nie zdążyli uciec, a to było jedyne miejsce gdzie mogli być sobą.
    -Co stało się dalej?
    -Pod wieczór przybyli Kozacy i urządzili pogrom.
    -Kolega był przy tym?
    -Zdążył uciec, a później wrócił aby pozbierać kilka szpargałów z domu rodzinnego. Opowiadał że nie przeżył nikt. Jeżeli już teraz narody zdolne są do takiej nienawiści to co przyniesie przyszłość.
    -Może wojna stanie się nieopłacalna?
    -Naiwny jesteś Marszałku. Wojna nie musi być opłacalna w sensie dosłownym tj. że przyniesie wartość dodaną narodowi zwycięskiemu w postaci zrabowanych kontrybucji. Wystarczy że przeciwnik będzie przygniecony butem do ziemi, i tak już przez resztę historii, po samą wieczność. To jest ostateczny cel.
    Po tym umilkli na chwilę. Odmówili modlitwę za duszę nieznanego im żołnierza i przeszli do innego grobu, o tej porze wyglądającego identycznie. Po chwili Lodewijk odezwał się.
    -Czy naprawdę nie można temu zapobiec?
    -Nie. Jedyną opcją byłoby rozwiązanie państw, ale nikt na to nie pójdzie bo oznacza też utratę wszelkich innych przywilejów związanych z taką formą organizacji społeczeństwa.
    -A co planujesz?
    -Niewiele. Jutro rano pójdę na apel, zjem śniadanie, wezmę karabin w dłoń i wyruszę dalej- albo zostanę jeżeli tak będzie brzmiał rozkaz dzienny. Będę przelewał krew ludzi, których w innym przypadku może i bym polubił, aby napędzać krwią ten sport.
    -A po wojnie?
    -Nie ma opcji. Nie mam prawa dożyć tej wojny, statystyka działa przeciwko mnie. Wiesz ile ludzi pozostało z plutonu w którym wyruszyłem na pole bitwy?
    -Nie wiem.
    -Czterech, z czego jeden to plutonowy, drugi to kucharz, trzeci to radiotelegrafista, a czwarty stoi przed Tobą.
    -Nie przypominam sobie abyśmy przeszli na „Ty”.
    -Nie obchodzi mnie to. Musisz niewiele rozumieć skoro to jedyne co wyłuskałeś.
    -Przepraszam, kontynuuj.
    -Nie ma nic więcej. Zginę, jak reszta moich braci, i jeżeli są dobrzy ludzie to będą się za mnie modlić, tak jak ja za tych tutaj.
    -A co gdybym powiedział że możesz przeżyć konflikt bezpiecznie, chociażby u mnie? Mogę zorganizować na szybko dla Ciebie zmianę oddziału. Zostaniesz kanonierem i spokojnie doczekasz pokoju.
    -Jak śmiesz? To byłoby potwarzą dla wszystkich którzy walczyli pod moją komendą. Mogę nawet zrozumieć że chcesz dla mnie bezpieczeństwa, jednak to jest właśnie ten egoizm o którym mówię. Najgorszym sortem żołnierzy są artylerzyści bo nie poznają wojny. Co z tego że postrzelają sobie, podczas kiedy nawet nie zobaczą żadnego martwego wroga? Wrócą obwieszeni orderami opowiadając jak korzystali z lupanarów, albo i nie, w zależności czy słucha żona, czy koledzy. To jest kolejna rzecz która będzie tylko gorsza, w przyszłości. To oddzielenie zadających śmierć od ofiar.
    -A czy mogę dla Ciebie zrobić cokolwiek? Jesteś wartościowym człowiekiem, i naprawdę zależałoby mi na tym abyś przetrwał to starcie. Jeżeli takich ludzi będzie więcej może uda się złamać człowiecze fatum konfliktu i egoizmu. Powiedz życzenie a możesz uznać je za spełnione.- w głosie było słychać narastającą desperację
    -Nie.- odpowiedział sucho- naprawdę jesteś matołem. Pomódl się ze mną i wynoś się.
    -Uważaj do kogo mówisz
    -Twoje słowa tylko potwierdzają że za grosz w Tobie chęci zmian świata. Jesteś pozerem, któremu wydaje się że jest oświecony, a w istocie bakcyl władzy już Cię przeżarł. Wojna jest dla Ciebie wyzwaniem filozoficznym, ale nie widzisz w niej życia i śmierci jako poszczególnych osób, jeno statystyki.
    -Przepraszam i dziękuję za to co zechciałeś mi powiedzieć i mnie nauczyć. Masz chociaż to- mówiąc wyciągnął z zewnętrznej kieszeni płaszcza złotą i pełną papierośnicę z wybitym herbem Holandii oraz akcentami Wschodnioindyjskimi. Z początku rozmówca odmówił, jednak po prośbie przyjął. Kiedy marszałek odchodził usłyszał głos.
    -Przepraszam, kim jesteś?
    -Marszałkiem….
    -To wiem. Chodzi mi o to że nikt, nawet jeżeli dzierży taki stopień nie nosi przy sobie tak kosztownych przedmiotów.
    -Jestem członkiem Holenderskiej rodziny królewskiej a wychowałem się w Batawii. Uwierz mi że śmierć widziałem wiele razy i to na własne oczy.
    -Nie chciałem Ciebie urazić… po prostu dziwi mnie to że z tak małej ilości zjawisk zdajesz sobie sprawę.
    -Nie ma sprawy.
    -Wiesz… jeżeli faktycznie jesteś tym za kogo się podajesz, to może być lepiej. Jeszcze długa droga przed Tobą, ale możesz to zrozumieć
    -Nie wiem czy jest sens- wzruszył ramionami i odszedł. Rozmowa kołatała mu się w głowie do momentu zaśnięcia. Obudził się wcześnie po czym wydał rozkaz dzienny i kontynuował uczestnictwo w konflikcie. Pod wieczór spisał rozmowę tak dobrze jak potrafił i kartki z nią położył na honorowym miejscu. W wolnych chwilach zastanawiał się nad słowami nieznanego sierżanta, z którym los zetknął go po raz pierwszy i ostatni w życiu.

    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Prywata. Napis na ścianie w zdjęciu brzmi "Poślij mnie po śmierci do nieba, bo w piekle już byłem"

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: i.redd.it

  •  

    #wielkawojnafabularnie T8 - Wiosna 1916
    WROTA PIEKIEŁ

    Karta postaci
    Discord gry
    Mapa Europy (credits: Uaimmiau)
    Mapa Afryki po turze 8 (spoiler, duh)

    - Z naszej strony to już wszystko – powiedział zamaskowany mężczyzna, podsumowując zeznania pojmanego Jacquesa-Honoré d'Amboise – Trójprzymierze dotrzymuje słowa. Może pan opuścić pomieszczenie.

    Francuski dyplomata został wypchnięty z sali przesłuchań do innego pomieszczenia, a solidne, żelazne drzwi zatrzasnęły się za nim. D'Amboise rozejrzał się. Z pokoju nie było żadnego wyjścia, a w miejscu jednej ze ścian stało lustro weneckie. Francuz zrozumiał, że nie wyjdzie z pomieszczenia żywym.

    - Zrzucić substancję N – wydał komendę jeden z techników siedzących po drugiej stronie szyby.

    Zrzucony z podajnika zamocowanego u sufitu żel oblał D'Amboise'a i duży kawałek podłogi, a sekundę później zapalił się. Obserwując zza szyby jak Francuz płonie żywcem, technicy z zapałem notowali swoje obserwacje.

    - Wszystko zgodnie z przewidywaniami. Substancja jest gotowa do użycia bojowego.

    ==

    Przechodząc szerokim korytarzem austriackiego Sztabu Generalnego, cesarz Franciszek Józef strzepywał z munduru resztki pomidora. Niebywałe. Cesarz Imperium, Król Dziesiątek Narodów, powszechnie szanowany przez tyle lat, w dzisiejszym społeczeństwie Austro-Węgier rozszalałym od dążeń narodowowyzwoleńczych i rozsadzanym od środka przez sabotażystów był obiektem kpin i pogardy! Otwartej!

    - Mam nadzieję, że macie jakiś pomysł, jak to wszystko zatrzymać! - wykrzyczał, wchodząc do gabinetu narad.

    - Spokojnie. Mamy. - cesarz poczuł, jak ktoś podchodzi do niego od tyłu i kładzie mu rękę na ramieniu. Bezczelność, która dawniej, w łatwiejszych czasach, byłaby źródłem wielkiego skandalu. Nie widział jego twarzy, ale głos znał nazbyt dobrze.

    - Mam taką nadzieję, Zurichskich.

    ==

    Statki, którymi duńska armia miała przedrzeć się na niemieckie wybrzeże, szybko pokonywały kolejne mile Zatoki Lubeckiej, podczas gdy reszta floty próbowała – zresztą dosyć skutecznie – powstrzymywać wrogów ogniem zaporowym.

    - NIE DAJCIE IM DOTRZEĆ DO BRZEGU! - wykrzykiwał admirał Fischer. - WSZYSTKIE DZIAŁA W DUŃCZYKÓW!

    Okręty Trójprzymierza wykonały szybki zwrot i ustawiły się w pozycjach umożliwiających zmasowane natarcie na oddział desantujący. Widząc, co się dzieje, admirał Slant natychmiast rozkazał kapitanom trzech wolnych okrętów samobójcze ustawienie się w pozycjach zasłaniających Niemcom linię strzału.

    Zanim Niemcy uporali się z samobójcza zasłoną, okręty Ententy były już na tyle blisko brzegu, by nic nie mogło ich zatrzymać. Ale mimo to, Admirał Fischer uśmiechał się. A to z powodu raportu od Nihaia Cozuma, który otrzymał moment wcześniej...

    ==

    Duńczyków lądujących na niemieckiej plaży przywitał ryk karabinów przygotowanej na ich przybycie armii generała Cozuma. Nafaszerowani narkotykami Turcy z dzikością w oczach wbiegali po kolana w morze, próbując zabijać nawet przeciwników, którzy jeszcze nie wyszli na ląd. Ententa znalazła się w pułapce – zarówno na lądzie, jak i na wodzie, zamiast wypełniać cele misji musieli walczyć o przetrwanie. To nie udało się między innymi załodze duńskiego pancernika, który w minutę po wyładowaniu pasażerów wybuchł od serii torped z

    Wbrew nadziejom obu generałów, krwawy chrzest bojowy obu armii nie zakończył się jednak zwycięstwem żadnej z nich. Choć lepiej ustawieni Turcy zadawali lądującym potężne straty, Duńczycy wciąż kurczowo trzymali się plaży.

    ==

    - Nasza pozycja tutaj jest niekorzystna. Musimy natychmiastowo wycofać się z powrotem do Sofii. - sucho ogłosił Rodion Temanev.
    - A-ale... - zaprotestował adiutant – Sofia jest już przecież zajęta przez-
    - Nie-dys-ku-tuj. - wysyczał generał.

    Przygotowanie całej armii do wymarszu, gdy wciąż borykała się ze szturmującymi pozycje przeważającymi siłami przeciwnika, nie należało jednak do najłatwiejszych zadań. W efekcie "strategiczna zmiana pozycji" zmieniła się w paniczną ucieczkę niedobitków... którzy nie mieli dokąd uciec. Wojska Trójprzymierza stacjonujące w Sofii bez problemów rozprawiły się z tym, co zostało z armii generała Rodiona Temaneva, na zawsze kończąc jego błyskotliwą karierę i jego życie.

    A wsparcie oczekiwało w zupełnie innym miejscu...

    ==

    Michaił Staszkov wyczekiwał przybycia armii Rodiona Temaneva na polach południowej Bułgarii. Zamiast tego, zwiad zobaczył jedynie nadciągające bataliony Stulejmana Yusufa Ahmeda Paszy. Staszkov odważnie zdecydował się osobiście przywitać adwersarza.

    - Zdrastwujcie.
    - Merhaba. Co tu robicie?
    - Akurat tak sobie czekaliśmy na Temaneva...
    - Temanev nie przyjdzie.
    - Aha... Zrozumiałe. Życzę miłego dnia. To my wrócimy do siebie. Pozdrówcie ode mnie papieża.
    - Jasna sprawa. Do następnego.

    ==

    Wierni zdążyli się już przyzwyczaić do tego, że większość kazań nowego papieża była nacechowana politycznie, ale prawie nikt nie spodziewał się reklamy nowego programu socjalnego C.K. Monarchii, roboczo nazwanego "30 plus".

    - Drogie dziatki, rząd rozdaje wam pieniążki, bo tak robią dobrzy chrześcijanie! A Ententa tylko kradnie! Jak tu przyjdą, wszystko zabiorom! Z-A-B-I-O-R-O-M!

    Papież błogosławił najmłodszych zgromadzonych, a urzędnicy państwowi ochoczo rozdawali najbiedniejszym obywatelom banknoty. Wszystko szło bez żadnych zakłóceń. Aż za dobrze. Papież zamyślił się. Czyżby naprawdę nikt nie próbował dzisiaj przeprowadzić na niego zamachu? Na czym w takim razie mogła się skupiać uwaga Ententy?

    Zgromadzeni wokół papieża nagle usłyszeli przytłumiony huk, a w oddali uniósł się słup dymu. Ech. Czyli jednak. Ale i tak słabo.

    ==

    - Gdzie jest ta kanalia, która zamordowała mi nadzieję? - wzburzony Zdradek Sikorski zapytał sekretarki w hallu Pałacu Królewskiego w Bukareszcie.
    - Kto?
    - Król. - poprawił się dyplomata.
    - Król przecież wyjechał do Konstancy. Mają mu tam pokazywać wyłowiony wrak tego dużego statku co to go zatopili rok temu. Chyba nawet wysyłałam panu wiadomość. A przynajmniej miałam taki zam... do widzenia! - zdążyła tylko krzyknąć za wybiegającym Brytyjczykiem.

    Janusz Koran-Mekka siedział w kawiarni udając, że czyta gazetę. Postać w garniturze, która właśnie przebiegała za oknami zadłużonej kawiarni, w której Koran-Mekka wolałby nigdy nie pić, rozpoznał po samej sylwetce. Sikorski. A zatem wszystko szło zgodnie z planem. Już za moment Ententa miała stracić jednego ze swoich najwybitniejszych dyplomatów. Turek złożył gazetę i sięgnął po swoją teczkę.

    Tylko przez ułamek sekundy zdążył poczuć zimną stal na swojej potylicy. Zginął, zanim zdążył zareagować. Hilarious Silicon tylko wytarł rewolwer z krwi i wykrzywił usta w grymasie mającym przypominać uśmiech. Widząc zszokowanego kelnera przy sąsiednim stoliku wyciągnął banknot stumarkowy i włożył mu do ręki mówiąc "Za tego dżentelmena. Reszty nie trzeba", po czym jak gdyby nigdy nic opuścił lokal.

    ==

    - Horthy sp.z.o.o., usługi holownicze! - z dumą zakrzyknął admirał.

    Pozostałości dawniej najpotężniejszego statku na świecie zostały wprowadzone do doku w rumuńskim porcie.

    - Dar od Trójprzymierza – kontynuował admirał – dla Narodu i wszystkich inżynierów Rumunii. Mam nadzieję, że zbadanie okrętu – ehm, nawet tego co z niego zostało – dostarczy wam wszystkich niezbędnych informacji o najnowszych technologiach używanych przez Ententę.
    - Dlaczego to zrobiliście? Próba przekupienia nas, żebyśmy dołączyli do wojny... po waszej stronie? Możemy mówić otwarcie.
    - Neutralnym władcom ufamy najbardziej - admirał mrugnął porozumiewawczo - a poza tym... wam jest potrzebny w tym momencie najbardziej. W końcu musicie wiedzieć, jak obronić się przed zakusami Ententy.
    - Co takiego? O czym pan mówi?
    - Wasza Wysokość... posłuchaj. - Horthy zniżył głos. - Jak sądzisz, dlaczego Ententa zabrała tego zamachowca z pól naftowych na "przesłuchanie" do siebie? To miało tylko jeden cel. Dać mu azyl. Bo działał na ich zlecenie. Niezależnie jakie kłamstwa usłyszycie, dla Ententy macie tylko jedno znaczenie. Jako marionetki. Kiedy tylko poczują, że nie dajecie się tak łatwo kontrolować, że przestajecie być im posłuszni we wszystkim, zajmą cały kraj. Na granicy stoi w tym momencie jedenaście rosyjskich dywizji, dowody wysłałem waszym generałom. Jak sądzisz, królu, dlaczego?

    W tym momencie monarcha zobaczył biegnącego w ich stronę dyplomatę z Wielkiej Brytanii.

    - Aaa pan Sikorski! - nerwowo zaśmiał się Ferdynand I. - Śmieszna sprawa...

    ==

    Słysząc, że miotająca pociski po całym polu bitwy artyleria milknie, Leonhard Hoferle rozkazał wdrożenie przygotowanego planu w trybie natychmiastowym, zanim Ententa zdążyłaby przygotować się do szturmu.

    - Zażyjcie to i brońcie okopów, jak tylko możecie. - adiutanci generała krótko powtarzali rozkazy, rozdając wszystkim żołnierzom niewielkie pastylki. Nie spodziewali się jednak, jak żołnierze zareagują po zażyciu. W momencie, gdy pierwsi żołnierze porzucali rozkazy i wybiegali z okopów, pastylki zostały rozdane już niemal połowie armii. Nawoływania do zawrócenia zostały zignorowane przez rozpędzonych w narkotycznym transie żołnierzy, dla których nie istniało już nic poza śmiertelnym wrogiem, którego trzeba zniszczyć.

    Pozbawiona przywódcy, podzielona i chaotyczna grupa szybko osiągnęła pozycje Ententy, przygotowującej się do wycofania. Mimo to, austriaccy żołnierze ruszający do ataku niewielkimi i niezorganizowanymi grupkami nie mogli być znacznym zagrożeniem dla ogółu rosyjsko-serbskiej armii, w każdym momencie utrzymującej ogromną przewagę liczebną. Ci z byłych żołnierzy Hoferle, którzy rzeczywiście dotarli do linii Ententy, faktycznie wyrządzali chaos wśród stacjonujących na pierwszych liniach, ale ostatecznie dzień zakończył się rzezią szturmujących przy stosunkowo niewielkich stratach jednostek ze wschodu, gotowych do wycofania się z pozycji i już nieniepokojonych.

    ==

    - Jak dobrze być kapitanem greckiego pancernika Lotus wiosną 1916! Zaraz, a co to za osiemnaście okrętów na horyzoncie? I dlaczego mają tureckie bandery? O Boże, o k...

    Historia greckiej marynarki wojennej podczas tej wojny była wyjątkowo krótka.

    ==

    Zgromadzeni na ulicach, placach i podwórkach mieszkańcy Paryża z otwartymi ustami oglądali niezwykły spektakl na niebie przygotowany przez niezawodną eskadrę Emmanuela de Bianco Flague. Coś jeszcze kilkanaście lat temu nie do pomyślenia – ludzie wykonujący akrobacje w przestworzach, dorównujący ptakom – nie tylko właśnie miało miejsce przed ich oczami, ale i było możliwe właśnie dzięki francuskiej technologii. W umysłach większości widzów szybko zagościła myśl, że dla takich chwil warto być Francuzem.

    Po zakończeniu kilkugodzinnego pokazu samoloty nie odleciały, tak jak wszyscy się spodziewali, z powrotem do bazy. Zamiast tego natychmiast obrały kurs na wschód, by tam dołączyć do eskadry Porco Rosso i zostać wykorzystanymi zgodnie ze swoim prawdziwym przeznaczeniem.

    Front alzacki zdążył już się uspokoić, zwłaszcza w porównaniu z poprzednim rokiem. Obie strony, jak gdyby przekonane że póki co nie zdołają zająć linii umocnień przeciwnika, ograniczały się do ostrzału artyleryjskiego. Ataku z powietrza tego dnia nie spodziewał się nikt. Sprawnie przeprowadzony nalot zaowocował więc znacznymi stratami w niemieckich pozycjach przy zerowych stratach własnych, gdyż cała artyleria została wycofana z frontu dzień wcześniej.

    Ale Trójprzymierze też miało lotnictwo. I jeszcze jednego asa w rękawie.

    ==

    Serbskie niebo zaroiło się od wielkich, ciemnych ptaków, w których z każdą minutą coraz łatwiej było rozpoznać maszyny stworzone ludzką ręką. Obrońcy serbskich umocnień w większości zareagowali wzruszeniem ramionami. A bo to był pierwszy nalot lotniczy w ich życiu? Ten też jakoś przeżyją. Przynajmniej większość z nich. Rozstawione działa przeciwlotnicze Przeciwczołgowa zaczęły być leniwie przygotowywane do użycia.

    Kiedy samoloty nadleciały bliżej, pojawiły się pierwsze wątpliwości. Przyczepione do nich niewielkie beczki w niczym nie przypominały klasycznych, dobrze znanych bomb.

    A chwilę później beczki zostały zrzucone prosto nad fortem.

    I rozpętało się piekło.

    Ściana ognia błyskawicznie obejmowała wszystko w promieniu kilkunastu metrów od każdej zrzuconej bomby. Płonęło wszystko – umocnienia, sprzęt, roślinność i ludzie. W powietrzu słodkawy zapach substancji zapalającej mieszał się z zapachem ludzkich ciał palonych żywcem.

    - Nawet przyjemny zapach. Razem z klimatem poranku, wschodzącym słońcem i tym wszystkim... Miał prawo się podobać. - miał później stwierdzić dowodzący atakiem Romuald Erazm Iszkowski.

    Ten Jeden Kałmuk, Który Dowodził Armią miał szczęście być w tym momencie w innym sektorze linii umocnień, ominiętym przez atak. Może i był głupi, ale nawet jemu wystarczył jeden rzut oka na słup ognia i dymu unoszący się nad głównym fortem, by zrozumieć jak okrutny los spotkał wszystkie ofiary tej nowej, przerażającej broni.

    Zanim Gomes da Costa i Hipolit Obrzynkiewicz zrozumieli, co właśnie wydarzyło się w Karpatach Serbskich, samoloty skierowały się w ich stronę. Kabowerdeńczyk natychmiast wydał rozkaz wycelowania wszystkich dział w niebo i rozpoczęcia ostrzału. Część pocisków trafiła w podbrzusza samolotów – dokładnie w beczki z substancją zapalającą, błyskawicznie stawiając część eskadry w płomieniach. Eksplozje, których nikt z załogi nie mógł przeżyć, wstrząsnęły pozostałymi lotnikami wystarczająco, aby zakłócić pierwotny plan i uchronić dwójkę generałów przed śmiercią w płomieniach. Jedyne, niewielkie zwycięstwo Ententy w Serbii w tym straszliwym dniu.

    ==

    Mattia Sbinotto, nowy Minister Spraw Zagranicznych Królestwa Włoch, od czasu powrotu z tajnego spotkania z dyplomatą Charlie'm Mortdecaiem czuł się słabo jak jeszcze nigdy w życiu. Wysoka gorączka i nieustępujący od dni kaszel tak silny, jak gdyby miał wypluć płuca. Grypa? Ale dlaczego tak ciężka? I skąd się wzięła? Co prawda Mortdecai dużo kaszlał na spotkaniu, ale czy to na pewno mogło mieć związek?

    Sbinotto nie wiedział, że ta sama przypadłość dopadła też inne osoby, które miały kontakt z Brytyjczykiem. Dobrin Dragomirov Strashilov, wcześniej obecny na konferencji pokojowej organizowanej przez Mortdecaia, przechodził przez to samo. Podobnie wiele z innych obecnych tam głów państw, w tym Prezydent Portugalii, Król Czarnogóry, Księżna Luksemburga... To właśnie od nich miała rozpocząć się epidemia, która wstrzyma życie kontynentu.

    ==

    pokaż spoiler Bitwa na Morzu Egejskim
    ENTENTA
    NPC Grecji -1 (Flota wyeliminowana)
    TRÓJPRZYMIERZE
    Sigismund_Dijkstra -0
    Zeroskilla -0


    pokaż spoiler Bitwa w Zatoce Lubeckiej
    ENTENTA
    SirSherwood -3
    NPC Danii -1 (Flota wyeliminowana)
    TRÓJPRZYMIERZE
    Carramba666 -2
    CZARNYCZAREK -1


    pokaż spoiler Bitwa pod Lubeką
    ENTENTA
    NPC Danii -20220
    TRÓJPRZYMIERZE
    MatematycznyPlomien -9260


    pokaż spoiler III Bitwa pod Sofią
    ENTENTA
    Awerege -45800 - postać martwa
    TRÓJPRZYMIERZE
    Krailowskyy -2280
    profesjonalna_skarpeta -13820


    pokaż spoiler Bitwa pod Kolberg
    ENTENTA
    Gdanio -4720
    lubiacy_beton -13360
    TRÓJPRZYMIERZE
    Kozlov666 -30400


    pokaż spoiler V Bitwa pod Strasburgiem
    ENTENTA
    Anagama -0
    kolorowy_jelonek -0
    Opokan -0
    TRÓJPRZYMIERZE
    krasik01 -9320
    NPC Fortu 13.15 -3020
    NPC Fortu 14.15 -10080


    pokaż spoiler V Bitwa w Karpatach Serbskich
    ENTENTA 8200
    Akumulat -15600
    EfciaQ -1240
    Queltas -1960
    NPC Fortu 17.25 -1100
    TRÓJPRZYMIERZE
    HeroesIV -380
    nienazywajmnie -200


    ==

    pokaż spoiler Postaci @Miczubezi i @Wysu również nie żyją.


    ==

    Niestety, z powodów osobistych brakuje mi ostatnio sił na prowadzenie gry w tempie jakiego oczekuję od siebie – co z pewnością zauważyliście po tempie tworzenia nowych wpisów. Z tego powodu najlepszą decyzją, jaką mogę podjąć, jest przedwczesne zakończenie gry. Podejmujecie teraz decyzje po raz ostatni. Aby to zrekompensować, wynalazki stworzone w tej turze zostaną wprowadzone do gry już w tej turze. Nie tak to wyglądało w moich planach. Przepraszam wszystkich, którzy zaangażowali się w rozgrywkę i liczyli na jej doprowadzenie do prawdziwego końca, w szczególności graczy zapisanych w zapisach uzupełniających, i dziękuję wam wszystkim za wsparcie, jakim obdarzaliście mnie do tej pory.

    Czas na podjęcie ostatniej decyzji do soboty, 19 września, do godziny 23:59.
    Formularz dla graczy ENTENTY: https://forms.gle/Ca3QoxxpK8ULG9Ud6
    Formularz dla graczy TRÓJPRZYMIERZA: https://forms.gle/CMQQw3m7a3oJhiJK7
    pokaż całość

    źródło: upload.wikimedia.org

  •  

    #wielkawojnafabularnie

    Marszałek Jean-WyPierre Dalae

    W siedzibie Marszałka panowało niemałe poruszenie. Dalae po otrzymaniu tego prestiżowego tytułu wyraźnie odżył. Od kilku dni powtarzał, ni to do siebie, ni do załogi, że „samą nominacją się nie wykręcą. Mogę być nawet Marszałkiem Europy, ale nie wygram tej wojny sam!” Ostatecznie zaprosił do siebie Charliego i wręczył mu ozdobny papier listowy… a przynajmniej taki miał zamiar, ale nie udało się czegoś takiego znaleźć w forcie.

    - Pisz proszę, Mon Ami.

    - Oui, Mon Maréchal. Słucham.

    - „Do sztabu generalnego francuskiej armii(…)”

    Po kilkunastu minutach list był ukończony. Charlie podniósł kartkę na której pisał, by podać ją Marszałkowi i w tym właśnie momencie zauważył, że to nie był zwykły kawałek papieru, ale… fotografia ukazująca kilku Bastienów próbujących naprawić jedno z dział. Dalae spostrzegł to i uśmiechnął się.

    - Magnifique, wyślemy im carte postale. Podaj mi proszę pióro. Dopiszę coś na awersie i możemy im to wysłać… O! Proszę. Zadbaj proszę o to, by ta pocztówka trafiła do Sztabu. Przydziel jakiegoś godnego zaufania Bastiena, tylko proszę Cię, Charlie, nie tego imbécile, który ostatnio miał przekazać dowódcy sąsiedniego fortu list z rozkazami i pewien ważny dla mojej osoby przedmiot, który chciałem mu oferować w geście dobrej woli.

    - Oczywiście Mon Maréchal. Ten człowiek nie jest godzien zaufania odkąd wszystko zgubił.

    - Nie wszystko.

    - Nie?

    - Nie. Ostał mu się sznur.
    pokaż całość

    źródło: france21.jpg

  •  

    #wielkawojnafabularnie
    #trojprzymierze
    #lacunafabularnieczarnolisto

    Nimm Gott in deinem Herzen an

    Maleńki okręcik pruł wodami Bosforu. Mimo, że był zaledwie łupiną, to jednak pozostawiany przez niego słup pary był potężny, swoim rozmiarem wznosił się zarówno ponad rdzewiejący wrak "Gala" czy minarety pobliskich meczetów, można powiedzieć, że sięgał aż do nieba. Taka niecodzienna sytuacja mocno zdziwiła mieszkańców Stambułu, którzy zgromadzeni w grupkach na brzegu, zastanawiali się kto mógł wybrać się w podróż taką jednostką. Żaden z nich albowiem nie wiedział, że to papież wybrał się parostatkiem w piękny rejs.

    - Wojtyła, te dokumenty to daj do zniszczenia! - papież zwrócił się do swojego asystenta. Obydwoje znajdywali się w głównym pomieszczeniu nadbudówki okrętu, Ojciec Święty siedział przy biurku pod ścianą, Wojtyła stał obok niego, przyjmując od niego wysoką reze papierów.
    - Nie mogliśmy po prostu wrócić do Rzymu pociągiem? - zapytał się Wojtyła - przecież Jego Świątobliwość uwielbia pociągi.
    - Nie, nie mogliśmy - zwięźle odpowiedział mu Sykstus, nie odrywając wzroku od leżących na biurku dokumentów - dobrze wiesz, że mam w Stambule ważną sprawę do załatwienia. Do tego Ententa nie śpi, pamiętaj o tym, że w każdej chwili mogą wysłać kogoś, aby mnie zabił! Muszę często zmieniać sposób podróży, inaczej skończę jak Sykstus III...
    - Na razie, to prawie zginęliśmy w Bułgarii, kiedy musieliśmy się przedzierać przez teatr działań wojennych - przerwał mu - No i później, w Burgas, kiedy wsadzili nas do tej pływającej trumny i prawie wpadliśmy na minę - twarz Wojtyły zdradzała jego irytację całą zaistniałą sytuacją - kto normalny rozstawia tyle min!? - krzyknął
    - Oj tam, przesadzasz - odpowiedział mu von Zurichskich - wiesz co, idź lepiej na pokład, wypatruj sam wiesz kogo. Przez te bulaje nic nie widać.

    Wciąż zdenerwowany Wojtyła mimo wszystko wykonał polecenie, i wraz z dokumentami do zniszczenia, ulotnił się z kabiny zaadaptowanej na biuro. Papież Sykstus VI pozostał teraz sam.

    - No dobra, co my tu jeszcze mamy - powiedział pod nosem papież, biorąc do ręki następną teczkę pełną dokumentacji.
    - List z groźbami od arcybiskupa Paryża... Nieważne. Sprawozdanie z śledztwa w Moguncji... Nieważne. Wniosek o beatyfikację wojowniczki Chrystusa, niejakiej Magdy Lolikon...a to akurat ciekawe.

    Bla bla bla Magda Lolikon była wierną wojowniczką bla bla bla walczyła z Saracenami w czasie Krucjat bla bla bla cud zmienienia wody w alkohol bla bla bla

    - Hmm - papież kilkukrotnie pogładził się po brodzie, po czym wziął pióro i napisał na wniosku "nadać bieg". Zdążył tylko włożyć dokument do odpowiedniej szuflady, po czym całym okrętem zatrzęsło. Kałamarz wylał się na biurko, brudząc wszystkie papiery. Wściekły Sykstus VI udał się na pokład z zamiarem sprawdzenia o co chodzi, zastał tam Wojtyłę, wpatrującego się jak głupi w górę. Sam podniósł głowę, i teraz obydwoje jak idioci wpatrywali się w potężny pancernik, z którym się zderzyli. Z pokładu molocha machał do nich z kolei brodaty mężczyzna w obwieszonym orderami mundurze. Zaraz potem na parostatek spuszczona została rozkładana drabina, po której oficer przeszedł na parostatek Ojca Świętego.

    - Abi Dalzim, admirał flotylli pancerników w służbie Sułtana - przedstawił się łamaną niemiecczyzną - ja, napisałem do Ojca Świętego z pewną prośbą...
    - Tak, pamiętam, właśnie po to przybyłem do Stambułu. Jesteś pewien synu, że chcesz przyjąć Boga Ojca do swego serca? - zapytał się Turka
    - Muszę, muszę dla... - tu Dalzimowi przerwał Sykstus
    - Nie musisz dalej mówić, kobieta, tak?
    - Ale skąd?
    - Jestem papieżem synu, ja wiem wszystko - zaśmiał się - chociaż szczerze mówiąc, to w pewnych kwestiach wolałbym być nieświadomy - Ernest szepnął Dalzimowi do ucha, oczy swe kierując ku Wojtyle.
    - To kiedy może odbyć się ceremonia?
    - Choćby zaraz, Wojtyła! - papież krzyknął do asystenta - przynieś wody święconej, gdzieś w mojej kajucie powinno jej trochę być.

    Na parostatek zeszło jeszcze kilka osób z pokładu "Jutrzenki". Centralne miejsce zajmował jednak Dalzim i Sykstus, obok nich stał Wojtyła, w rękach trzymał dzban z wodą święconą.

    - To wyjątkowa uroczystość, odbywająca się w wyjątkowych warunkach, dlatego dajmy sobie spokój z nic nie wnoszącymi formalnościami i przejdźmy do meritum - zwrócił się do zgromadzonych Ernest, po czym nachylił się do klęczącego Abiego.
    - Czy ty, Abi Dalzimie, chcesz przyoblec się w Chrystusa?
    - Chcę
    - Czy chcesz odrzucić swoje wcześniejsze grzechy, by wraz z nowym imieniem, narodzić się na nowo?
    - Tak, chcę.
    - Dobrze więc, z mocą daną mi przez Stwórcę, ja chrzczę cię w imie Ojca, i Syna, i Ducha Świętego nadając ci przy tym imię... Eeeeee - tutaj Ernest zatrzymał się, nie zapytał się Dalziego o nowe imię, musiał sam coś wymyślić, ale nie miał pomysłu.
    - Wojtyła, szybko - szeptem zwrócił się do Wojtyły - jakieś imię, najlepiej jakiegoś apostoła, któregokolwiek!
    - Imię, któregokolwiek... To niech będzie Judasz! Tak, Judasz Iskaryota!
    - nadaje ci imię Judasz Iskaryota - dokończył Sykstus VI, dopiero po chwili zdał sobie sprawę, co właśnie palnął. Ale było już za późno.
    - Będę je nosił z dumą - odpowiedział Dalzim, po czym wstał i zwrócił się do swoim żołnierzy - Od dziś jestem Judasz Iskaryota Dalzim, tak macie się do mnie zwracać - Judasz ponownie obrócił się do Ernesta - Dziękuję ci, dziękuję za to wszystko.
    - Nie ma za co... - zwięźle odpowiedział ten

    Grafik admirała był napięty, toteż natychmiast po ceremonii wraz z resztą załogi nowo nawrócony Judasz Iskaryota wrócił na pancernik. Odpływając, ponownie machał do Sykstusa i Wojtyły, ci odpowiedzieli mu tym samym.

    - Czy Ojciec Święty jest na mnie zły, zapytał się Wojtyła, nie przestawając machać do Dalziego.
    - Powiem tak, ręka mnie świerzbi, aby ciebie pobłogosławić - odpowiedział mu pokrótce Sykstus - masz szczęście, że muszę jeszcze pogadać z siostrą Nawigacją odnośnie tej stłuczki.

    @Zeroskilla @Kroomka
    pokaż całość

    źródło: 231111.jpg

  •  

    Lindsay Ettenmoors

    - W prasie wciąż piszą, że przekonałam Wiktora Emmanuela III do ogłoszenia neutralności. To przecież nieprawda Vinnie. Siedzieliśmy wtedy w Szwecji i nie mieliśmy kontaktu z Włochami, ale rzecz jasna ktoś niezadowolony musi zrzucić winę na mnie…
    - Nie denerwuj się, przecież wiemy, że to nie Ty. Może odłóż tą gazetę zanim przeczytasz o… (V)
    - I do tego kolejne plotki. Ja w zbożu? To okrutne oszczerstwa. Nie rozumiem jak ktoś może być tak niemiły. Staram się jak mogę. Pomagam i nie chcę nic w zamian, a oni tak mnie krzywdzą…
    - Kto mógł rozpuszczać te fałszywe wiadomości… Ten dyplomata w Rumunii odgrażał się, że pożałujesz czy coś takiego. (V)
    - Zdradek? Nigdy, byłam z nim na herbacie i bardzo miło spędziliśmy czas. Nie ma szans, żeby to był on. Może zadaje dziwne pytania i jest bardzo bezpośredni, ale to nic nie znaczy. Vincenzo jesteś zazdrosny?
    - Bella… (V)
    - Lindsay, może czas odpocząć? Polecimy na jakąś tropikalną wyspę i wyczilujemy? Kiedy mamy wziąć urlop jak nie teraz? (P)
    - Oj nie. Nie mogę siedzieć w hamaku pod palmą, gdy w Europie dzieje się tyle niesprawiedliwości.
    ---------------

    - Dyktuj, ja napiszę i polecę to wysłać. (P)
    - Tak, zgadza się. Wysłałam wcześniej list do Ciebie, wybacz za spoufalanie się, ale nie nikt nie może znać Twojego statusu. Przybędę jak najszybciej. XOXO Lindsay Ettenmoors.
    - Jeśli ktoś przechwyci list to będzie wiedzieć do kogo jest, koperta jest zaadresowana. (P)
    -Za późno, już odpisałeś. Ekipo, jutro wylatujemy.
    --------------

    - Nowa podróż? Poprosimy współrzędne.
    - 4 poziomo, 1 pionowo oraz 3 pionowo, 18 poziomo. I mała wskazówka: K - 19.

    @kvvach

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

  •  

    Zdradek Sikorski

    Dyplomata trzasnął ze złością drzwiami wchodząc do swojego apartamentu hotelu "złoty bażant"
    zdjął płaszcz rzucając go niedbale na fotel. Po czym sam opadł na wielkie łoże z baldachimem.

    - 3 miesiące.... cholerne 3 miesiące siedzę w zasranym Bukareszcie. Urabiam tego grubasa Ferdynanda i to wszystko jak krew w piach bo jakaś blond cizia z USA zawróciła mu w głowię gadką o pokoju.

    Zdradek przetarł zmęczone oczy i ze zdziwieniem zauważył że trzęsą mu się ręce.

    - czas się uspokoić rzeki dyplomata. Wstał. Podszedł do szafki nocnej i wyjął z niej fiolkę z napisem "Benzedrine"

    Była 2 w nocy ale Sikorski nie spał. Amfetaminowy haj trwał w najlepsze.

    w skupieniu przeglądał akta Lindsay Ettenmoors

    Urodzona w Bostonie. Skończyła Harvard. Opiekuje się końmi.....

    Ja pierdole koniara - Westchął Zdradek

    Dlaczego pcha się w sprawy wojny zamiast siedzieć u siebie na salonach albo w kuchi. Zachnął się sikorski. wyjmując z akt zdjęcie filigranowej blondynki

    - z drugiej strony szkoda by cię było zamykać w kuchni - Dyplomata uśmiechnął się gładząc zdjęcie reporterki

    - Ciekawe czy z tą sesją w zbożu to prawda. Sikorski zaśmiał się przypominając sobie plotki o których mówiło mu jedno z jego amerykańskich źródeł informacji.

    Zdradek przeciągnął się na krześle, kładąc nogi na biurku.

    Niezależne państwa. brak wojen i pokój w Europie - O czym Ty Lindsay gadasz? To jakieś mrzonki. Owszem piękne ale jednak mrzonki. W Europie nigdy nie będzie pokoju właśnie przez takich ludzi jak ja.

    "czas docisnąc grubasa" rzekł sucho dyplomata. Zamykając akta Amerykanki i ostatni raz patrząc na jej zdjęcie

    "Jeszcze się spotkamy Lindsay" Sikorski zgasił światło idąc wreszcie spać
    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    •  

      Lindsay Ettenmoors

      Popołudnie spędzone z Sikorskim obfitowało w różne tajemnice. Dyplomata należał do osób, które wiedzą czego chcą. Niestety jednak nie można mieć wszystkiego. Lindsay długo zastanawiała się nad tym co mówił Zdradek podczas wypadu na herbatę, nie dlatego, że coś było nie tak, po prostu miał śmieszny akcent.

      - Sądzisz, że Cię podsłuchują lub śledzą?
      - Audycja jest codziennie, wielokrotnie pisałam dla europejskich gazet, jest cała gablotka naszych fotek z rodzinami królewskimi. W sumie - wszystko jedno, jeśli chce szukać, to znaczy, że mu na mnie zależy...
      - To takie słodkie, że gdziekolwiek nie pójdziesz to od razy wszyscy Cię kochają, tylko do mnie nikt nie startuje.
      - Vincenzo, nie martw się. Kiedyś znajdzie się facet Twoich marzeń...
      pokaż całość

  •  

    #wielkawojnafabularnie

    opis odnośnika

    Markus Kuttenberg urodził się w Berlinie, na 30 lat przed wybuchem Wielkiej Wojny. Jako syn średnio zamożnych mieszczan musiał ciężko pracować by dostać się na uniwersytet i skończyć studia inżynierskie. Najbardziej pasjonowały go wynalazki pozwalające przesyłać wiadomości na odległość. Gdy rozpoczęła się Wielka Wojna zdawał sobie sprawę jakie znaczenie będą miały informacje w tym nowym konflikcie. Choć z początku chciał się przysłużyć Cesarstwu jako inżynier to po wydarzeniach z Hamburga gdzie okręty Ententy ostrzelały bezbronnych cywilów zastanawiał się czy może zrobić coś więcej dla kraju i rodziny. Gdy wojska rosyjskie podeszły pod Berlin zagrażając jego rodzinie, coś w nim pękło. Zaciągnął się otrzymując przydział Mobile Abteilung III b, kontrwywiad Cesarstwa Niemieckiego. pokaż całość

  •  

    Generał Valko Livkow, jeden z najwspanialszych dowódców bułgarskich, znakomity strateg jak i taktyk, postrach Serbów i Belgradu, uwielbiany przez żołnierzy swoich jak i swój naród, stary żołnierz ktory z niejednego piecca wojennego jadł. Stał bezsilny patrząc na czarne drewniane trumny, w których były mu osoby najbliższe w życiu, których jemu nie udało sie ochronić, jego żona córka i syn.
    Pomimo tego że w swoich fachu ze śmiercią spotykał się na codzień i nauczył się żyć z nią, po jego policzkach spływały łzy zatrzymując się na już siwiejących wąsach j brodzie.
    -Dziadku, czemu oni to zrobili? - odzywa się mały chłopiec którego Valko trzymał za rękę.
    Wnuk Eustachy był ostatnią rodziną która została generałowi. Złapach chłopca za rękę mocniej i odpowiedział mu:
    -Diabły wcielone, które śmią się tytuować żołnierzami.

    Tego dnia większość wojaków świętowała, czy to wygraną bitwe, czy awanse lub medale. Sam Livkow ma doskonały powód, w końcu dostał najbardziej prestiżowe odznaczenie od samego kaizera Niemieckiego. Jednak cały wieczór i noc spędził w polowo ustawionej cerkwi, przed ruinami największej w Sofii. Livkow modlił sie tam o łaske pośmiertną dla jego żony Natashy, syna Borysa i córki Pishki. Prosił też o siłę by pokonać entente, która sprowadzała podobne tragedie wszedzie po całej Europie.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

  •  

    #wielkawojnafabularnie

    Marszałek Jean-WyPierre Dalae

    Charlie z wielkim podekscytowaniem zmierzał w kierunku Jean-WyPierre’a. Nie wiedział co znajduje się w przesyłce od sztabu generalnego, ale był pewien, że jest to coś niezwykle ważnego. Chciał zapytać wysłannika, który przybył z eskortą prosto z Paryża, ale niestety jeden z pocisków artyleryjskich trafił wprost w posłańca i towarzyszących mu żołnierzy. Cudem ostała się elegancka skrzyneczka w kolorach Francji, którą adiutant Dalae’a niósł właśnie swojemu przełożonemu. Kilka minut później jego ciekawość została zaspokojona:

    - List! Hmmm „Sztab Generalny III Republiki Francuskiej bla bla bla.. w zamian za zasługi dla kraju… bla bla bla… podjął decyzję o uhonorowaniu Generała Jean-WyPierre’a Dalae… To o mnie! Charlie, pomyślałbyś? Sztab Generalny zwraca się do mnie!

    - Mhm, to ciekawe, a co takiego piszą dalej? – zapytał Charlie nie decydując się na tłumaczenie, że to raczej oczywiste, że list jest zaadresowany do Generała skoro przybył do fortu z adnotacją „Do rąk własnych Gen. Jean-WyPierre Dalae.”.

    -Hmm… zgubiłem się. Pozwól mi odczytać to raz jeszcze Mon Ami. Popatrzmy… Sztab Generalny III Republiki Francuskiej bla bla bla.. w zamian za zasługi dla kraju… bla bla bla… podjął decyzję o uhonorowaniu Generała Jean-WyPierre’a Dalae… tytułem… co, to niemożliwe… tytułem… Marszałka!

    Jean-WyPierre wypuścił z rąk list, który pochwycił Charlie. Adiutant prześledził wzrokiem treść listu. Dalae nie pomylił się, ani niczego nie przekręcił – faktycznie został wyniesiony do rangi Marszałka. Cóż za zaszczyt! Charlie spojrzał na przełożonego, który wyciągał właśnie ze skrzyneczki niebieską laskę marszałkowską zdobioną złotymi gwiazdami.

    - Terror belli, decus Pacis… Postrach na czas wojny, ozdoba podczas Pokoju…

    - Gratuluję Mon Maréchal.

    - Zbierz Bastienów.

    - Tak jest!

    Chwilę potem żołnierze oczekiwali w podekscytowaniu na pierwszą od dłuższego czasu przemowę dowódcy. Plotki już krążyły między Bastienami, zapanowała nawet mała wrzawa, ale wszyscy zamilkli, gdy pojawił się Jean-WyPierre. Charlie zauważył, że Ge... Marszałek Dalae w ciągu kilku minut ogolił się i doprowadził do względnego porządku. Jean-WyPierre uniósł laskę marszałkowską i przemówił:

    - Messieurs Bastienowie! Szanowny Charlie, moja prawa ręko! Doprawdy dzień dzisiejszy przejdzie do historii! Oto zostałem mianowany Marszałkiem! Panowie, teraz tylko jedno słowo przychodzi mi na myśl. Merci. To dzięki waszej heroicznej postawie i wybitnym umiejętnościom zdołaliśmy tak długo przelewać krew! Wroga, także swoją rzecz jasna, ale przede wszystkim wroga! Chroniliśmy naszej pięknej Francji i chronić ją będziemy dalej! Nie myślcie, że bâton de maréchal jest dla mnie tylko ozdobą. To przede wszystkim zaszczyt i duże zobowiązanie. Zobowiązanie względem Francji, zobowiązanie względem was! Messieurs - wygramy tę wojnę, a każdy z was otrzyma wszelkie możliwe odznaczenia. Już moja w tym głowa. Vive la France!
    pokaż całość

    źródło: upload.wikimedia.org

  •  

    T7

    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Awans okazał się zaskoczeniem dla Lodewijka. Rozkaz z nim przyszedł w środku walki, a przyniosła go nieoceniona jak zawsze poczta wojenna Trójprzymierza. Patrząc na treść listu z początku nie chciał z początku jej uwierzyć. Dopiero później okazało się że to faktycznie jest to, ale ostatecznie uwierzył dopiero wtedy kiedy treść potwierdził Felix. W paczce znajdował się również nowy mundur marszałkowski, znacznie cięższy i bardziej bogato zdobiony niż generalski. Po kilku dniach goniec przyjechał z kolejnym listem, tym razem ozdobionym królewskim herbem Holandii

    „Najdroższy Lodewijku

    Właśnie dotarły do mnie wieści o Twojej nominacji. Nie popieram mordobicia w które się angażujesz, aczkolwiek czuję dumę rodzinną że udało Ci się zajść tak wysoko. Już od tamtego lata wiedziałam że jest z Ciebie dobry człowiek i że możesz osiągnąć wiele, mimo że nie dawałam tego po sobie poznać. Zachowałam się źle, i mam nadzieję że jeżeli nie zapomnisz to chociaż wybaczysz. Od kiedy Marja umarła atmosfera w dworze się oczyściła. Członkowie rodziny stali się sobie bliżsi, wiedząc że nie grozi im nagły cios nożem w reputację. Wilem radzi sobie bardzo dobrze. Niedawno ponownie był z wizytą u nas Gerad Philips i nie może nadziwić się talentom tego chłopaka. Co ciekawe, kiedy opowiedziałam mu o Tobie, wyraził chęć spotkania się z Tobą, zwłaszcza po sprawdzeniu relacji z Wystawy Krajowej. Nie mógł się nadziwić Twojemu uporowi w zdobywaniu części. W związku z tym wszystkim ponawiam apel o Twój powrót. Rozumiem że teraz możesz być zajęty, lecz pamiętaj, po wojnie dopóki będę władać mój dwór będzie dla Ciebie otwarty.

    J.K.M Wilhelmina”

    Czytając list Lodewijk wzruszył się. Cieszył się z tego że na dworze żyje się swobodniej, i zaczął rozumieć królową. Jako że miał dobry humor postanowił odpisać.

    „Wasza Królewska Mość

    Jestem niezmiernie rad z treści listu który do mnie wystosowałaś. Nadal ciężko mi pojąć jak mogłaś wtedy się tak zachować, lecz uważam że to było dawno i o ile do niedawna mówiłem stanowcze „nie”, tak tym razem jestem gotowy do rozważenia propozycji powrotu po tych krwawych zapasach. Tym razem również wręczam Tobie przez posłańca spinkę, lecz niech będzie jaskółką mojego powrotu. Jeżeli podtrzymujesz jego wolę, nie przysyłaj mi jej w następnym liście. Niestety teraz ze względu na obowiązki istotnie nie mogę wrócić, lecz doceniam gest który stał za posłaniem okrętu czekającego w Konstantynopolu w tych burzliwych czasach. Miło słyszeć że Wilem czyni postępy. Przekaż mu że jeżeli wrócę to spotkam się z nim w Amsterdamie, a jeżeli nie wrócę do pałacu, to jestem dostępny w miejscu które wskaże.

    Z uszanowaniem

    Lodewijk van Oranje”

    Od razu po otrzymaniu awansu przystąpił również do przygotowań. Jako że teraz był na tym froncie najwyższy stopniem miał prawo wręczać odznaczenia pozostałym dowódcom, co postanowił skwapliwie wykorzystać. Z jednej strony cieszył się że nie musiał od początku doświadczać okropieństw wojny na Bałkanach, i że większość czasu spędził oczekując na okręty, ale wiedział również że skutecznie zneutralizowali Ententę w tamtym rejonie świata. Na wręczenie medali wybrał miejsce znajdujące się tuż nad Morzem Czarnym, gdzie kompletnie nie było czuć pory roku, w przeciwieństwie do pozycji na których znajdowały się ich armie. Dzień wydawał się wręcz stworzony do takiej uroczystości. Było umiarkowanie ciepło, słońce mocno oświetlało mały placyk a fale lśniły. Goście zmierzali, ale na jednego z nich czekał ze szczególnym utęsknieniem. Pojawił się jako ostatni, i przywitał się rześko.
    -Cześć Lode, stary byku
    -Daaalzim! Ostatnio kiedy Cię widziałem na żywo, byłeś jeszcze kapitanem, Sindbadzie.
    -Stare dzieje, teraz patrz to- pochwalił się admiralskim mundurem.
    -Co za szycha z Ciebie. Podejrzewam że już nie zajmujesz się przemytem.
    Dalzim mrugnął porozumiewawczo- na to zawsze jest pora, nie bój nic.
    -Wieczorem powspominamy dawne czasy, tymczasem dołącz do pozostałych.

    Po powrocie admirała Lodewijk rozpoczął przemowę

    -Wybitni generałowie. Wasze poświęcenie podczas wojny jest niezmierzone. Podczas tych działań zbrojnych stoicie w awangardzie krajów postępu. Wasze armie są tak samo odważne jak wy, a wasze sukcesy już teraz ogromne. Mając to wszystko na uwadze wystarałem się u cesarza o medale, zarówno dla Niemców, jak i dla przedstawicieli armii sojuszniczych mocarstw. Felix będzie wam wręczał dołączone do każdego medalu listy gratulacyjne, ja zaś przypnę te znaki chwały do których macie pełne prawo. A więc zacznijmy. Krzyżem Żelaznym II Klasy mianuję Helgę von Schmetterling, za sprawnie przeprowadzoną akcję w Republice Południowej Afryki, oraz łaskę którą okazała jeńcom. Helga, wystąp!
    Potężna postać wyszła z szeregu, i chyba pierwszy raz na jej twarzy Lodewijk zauważył uśmiech. Podeszła dziarskim krokiem i odebrała medal. Kiedy ścisnęła mu rękę, przypomniał sobie o jej sile i prawie z oczu mu wyszły łzy, jednak nie dał tego po sobie poznać. Poklepała go również po ramieniu dosyć mocno, tak że prawie się przewrócił.
    -Eee, kontynuujmy. Krzyżem Żelaznym II Klasy mianuję Hasada Al Stuleję, za brawurowy rajd afrykański zakończony zdobyciem Afryki Zachodniej.
    Hasad, wystąp!
    Tym razem postać której wręczał medal wydawał się bardziej zawstydzona niż ucieszona. Lodewijk odniósł wrażenie że Hasad nie spodziewał się takiego odznaczenia i było dla niego czymś nieproporcjonalnym do zasług które uczynił.
    -Nie trzeba było…- zaczął mówić przy odbiorze
    -Oczywiście że było trzeba, razem byliśmy w Afryce, a dokonałeś wiele.
    -Okolicznościowy medal „Zasłużony dla pokoju” oraz list gratulacyjny dla cesarza otrzymuje Admirał Abi Dalzim. Otrzymuje go za całowojenne działania na rzecz zaprowadzenia pokoju, oraz bezkompromisową postawę polegającą na szerzeniu go tam, gdzie tylko to możliwe. Nie możemy zapominać że wojna jest stanem przejściowym, a to właśnie pokój był celem Trójprzymierza od początku konfliktu, kiedy zostaliśmy zaatakowani.
    Abi, wystąp!
    Medal był złoty z wygrawerowanym srebrnym gołębiem i łacińską maksymą „Ita Pax Est”, na awersie, na rewersie natomiast widniała data wybicia i numer.
    Ten zaś poszedł powoli, lecz dostojnie. Odbierając medal stwierdził
    -Nie jestem już muzułmaninem, więc i imię zmieniłem
    -Na jakie?
    -…
    Chciał coś powiedzieć lecz sygnał trąbki nakazał złożenie salutu i odejście.
    -Krzyżem Żelaznym I Klasy mianuję za niezwykłe poświęcenie podczas walk o Sofię i Belgrad generała Stulejmana Yusufa Ahmeda Paszę. Dowiodłeś wiele razy że jesteś jednym z naszych najwierniejszych sojuszników
    Stulejman, wystąp!
    Stulejmana widział pierwszy raz na oczy, lecz słyszał o nim historie, jak bohatersko walczył z Kałmukami. Wiedział że to co przeżyli było znacznie gorsze, i dlatego właśnie zdecydował się na zróżnicowanie klas medali. Kiedy podszedł, powiedział
    -Dziękuję cesarzowi Wilhelmowi za obdarzenie mnie takim zaszczytem.
    Krzyżem Żelaznym I Klasy mianuję również naszego sojusznika z Bułgarii, generała Valko Livkowa. Dowiódł że każdy, kto należy do Trójprzymierza jest gotowy na poświęcenie ku celowi chwały. Cieszę się również że odzyskał Pan wraz ze swoimi żołnierzami swoją stolicę.
    -Valko, wystąp!
    Valko przeszedł cicho. W jego oczach było widać łzy. Lodewijk nie wiedział jeszcze że w walkach w Sofii zginęła jego żona oraz dzieci. Kiedy podszedł, powiedział tylko krótkie
    -Dziękuję chociaż za tyle.
    -Jednak to nie koniec. Są ludzie którzy równie dzielnie bili się na tym froncie, jednak cena którą ponieśli była najwyższa. Każda śmierć podczas tej wojny jest w istocie niepotrzebna, i oni zginęli z powodu Ententy. Dlatego mianuję Krzyżem Żelaznym I Klasy pośmiertnie Lennarda Jauchmanna oraz Bitisa Zamaniego.
    Zamiast generałów stały ich zdjęcia przepasane kirem. Tym razem Lodewijk musiał podejść i przypiąć na nich medal. Złożył również pod nimi kwiaty, a Felix umieścił listy gratulacyjne. Ten moment był podniosły i przypomniał sobie rozmowę podczas podróży na kontynent- istotnie walczyli już tylko po to aby wygrać. Chciał aby wojna się skończyła, jednak pchał go do kontynuowania działań los oraz dawne zobowiązania wobec cesarza. Liczył że tej wojny nie będzie, a sam doczeka na przyjemnym stanowisku emerytury, jednak rzeczywistość okazała się zgoła inna. Po powrocie przed szereg powiedział więc.
    -Zarządzam salwę honorową i minutę ciszy za wszystkich poległych niezależnie od frontu. Kieruję również do władców Europy apel, o zakończenie działań wojennych. To co robimy jest w istocie rodzinną kłótnią doprowadzoną do absurdalnych rozmiarów. Uczestniczymy w tej wojnie jako obrońcy, i zawsze nasze działania charakteryzowały się humanitaryzmem. Nie atakowaliśmy aby zadawać niepotrzebne rany i to czego w istocie wszyscy pragniemy to pokój. Dwa lata już walczymy, i to dobry czas żeby powiedzieć „Pas”. Ostatnia sprawa- zapraszam wszystkich na symboliczny poczęstunek, za chwilę.
    Dźwięk wystrzałów rozległ się nieomal z ostatnimi słowami Lodewijka. Ten zaś patrząc na morze wyobrażał sobie jaki świat będzie po wojnie. Ilu Wilemów zostało wcielonych do piechoty, i nie mogło rozwijać swoich pasji? To pytanie dręczyło go już przez resztę dnia.

    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    @Zeroskilla @Diamond-kun @Elkitrim @HeroesIV @MatematycznyPlomien @Krailowskyy @profesjonalna_skarpeta

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: upload.wikimedia.org

    •  

      Admirał Abi Dalzim

      Okolicznościowy medal „Zasłużony dla pokoju” oraz list gratulacyjny dla cesarza otrzymuje Admirał Abi Dalzim.

      - Jak to mawiają w osmańskiej piechocie "sierżant rekrutujący żołnierzy sprzedaje marzenia, ale dostarcza koszmary". Wojna to piekło i chciałbym żeby skończyła się jak najszybciej, jednak proszę zapewnić cesarza o moim bezgranicznym oddaniu. Codziennie walczę dla Trójprzymierza ale wieczorem modlę się by jakiś anioł przywrócił w końcu pokój Europie. pokaż całość

    •  

      gen. Valko Livkov

      Odsalutowywuje i skina głową w podziękowaniu za medal.
      -Chwała tsarowi, kaizerom i... - wacha się sekunde - sułtanowi. Nie spoczne dopóki nie pomszczę zarówno mojej rodziny krwi, jak i narodu, za to co się stało w Sofii.

  •  

    #wielkawojnafabularnie T7 - Zima 1915/16
    WOJNA I POKÓJ

    Karta postaci
    Discord gry
    Mapa Europy (credits: Uaimmiau)
    Mapa Afryki po turze 6 (spoiler, duh)

    Lud Rzymu, w pierwszej chwili sceptycznie nastawiony do Sykstusa, przekonywał się do niego z każdym wypowiedzianym zdaniem. Pod koniec dnia, gdy papież miał już opuścić balkon, zgromadzeni głośno namawiali go do pozostania, intonując ludową włoską pieśń "Zostań z nami". Zurichskich tylko uśmiechnął się, pobłogosławił zgromadzonych i wrócił do pomieszczenia.

    - Wasza Świątobliwość, co zamierzacie teraz zrobić? - spytał kardynał kamerling.
    - Na początek udam się na pielgrzymkę. Zagraniczną.
    - Pielgrzymkę? Zagraniczną? Ale co też Wasza Świątobliwość opowiada? - nerwowo zaśmiał się kamerling – przecież miejsce Biskupa Rzymu jest w Rz-
    - Miejsce pasterza jest przy owcach. Szczególnie tych, które cierpią, tak jak ludność Austro-Węgier prześladowana przez Ententę. Jeśli stara tradycja została już złamana przez wybór nie-Włocha, tym bardziej może być złamana, gdy chodzi o dobro drugiego człowieka. Z dumą zostanę papieżem-pielgrzymem. - nowy papież uśmiechnął się z tylko cieniem sztuczności.

    ==

    Sytuacja na froncie pomorskim, pomimo kolejnych tysięcy zabitych, nie zmieniała się znacząco, a okopy po obu stronach pozostawały poza zasięgiem przeciwników. Dopóki jednego dnia Rosjan nie zaskoczył brak spodziewanego, jak codziennie o siedemnastej, natarcia podkomendnych Leonharda Hoferle.

    - Jak sądzisz, co im się stało? - Mikaił Ilijcz Gołubkin zapytał Maklovcicia.
    - Nie wiem. Może po prostu im się znudziło. Albo oszczędzają siły. Tym lepiej dla nas, mamy więcej czasu na przygotowanie do naszego natarcia jutro o ós-
    - Cicho. Słyszysz to? - przerwał nagle Rosjanin
    - Co?
    - No ten taki jakby tupot, jakby pędziło tu...

    W oddali, z południa, biegiem nadciągało sto tysięcy nowych żołnierzy. Generałowie Ententy nie mogli jeszcze wtedy wiedzieć, że oczy wszystkich z nich są całkowicie zalaną krwią, a widok, który zobaczą za chwilę, będzie się śnić ich żołnierzom po nocach tak samo, jak śnił się Georgowi Blackadderowi.

    Rozszarpywane pociskami artyleryjskimi gęste błoto, zguba tysięcy młodych żołnierzy, nie zrobiło wrażenia na rozpędzonych w narkotycznym transie Niemcach dowodzonych przez Georga Radtke. Dla wielu z nich spowolnienie okazało się zbyt wielkie i nie uniknęli kul, inni, tracąc równowagę, nie mogli wstać i utonęli w bagnie, ale odróżniający ich od zwykłych żołnierzy brak strachu i niezatrzymywanie się wystarczyły, aby większa część z nich przebrnęła przez ziemię niczyją i wbiegli w pierwszą linię okopów, mordując bez zastanowienia kogo tylko mogli. O całkowitym pokonaniu Ententy nie mogło jeszcze być mowy, ale po raz pierwszy impas został przełamany i odbicie swoich ziem przez Prusów wydawało się kwestią czasu.

    ==

    Generałowie wszystkich armii walczących pod Sofią przybyli w jedno miejsce, na środek ziemi niczyjej.

    - Generałowie Trójprzymierza! - zaczął generał Staszkov. - Nie chcemy tej wojny. To nie my ją zaczęliśmy i jesteśmy w tej wojnie obrońcami – tutaj generał Livkov zaprotestowałby i dyskusja zmieniłaby się w kolejny kałszkwał przerzucania się oskarżeniami, ale Staszkov nie dał mu dojść do słowa – dlatego, jako znak pokoju, wypuszczamy jeńców pojmanych w bitwie o Sofię.

    - Dobrze – odpowiedział Stulejman Pasza – po krótkim pobycie w obozie przejściowym zostaną oni odesłani do domów. Nie chcemy już, żeby ci biedni młodzi ludzie musieli bardziej cierpieć przez wojnę, którą wywołaliście.

    Zapadła cisza.

    - Tooo... co teraz? - przerwał ją Livkov.
    - No wojna to wojna. My i tak planowaliśmy się wycofać spod Sofii jak zobaczyliśmy ilu was tu przyjechało. Proponuję tak. Rozchodzimy się do siebie, liczymy do dziesięciu i wtedy rozkazujemy żołnierzom strzelać.
    - Spoko, mi pasuje.

    I tak oto spotkanie zakończyło się w atmosferze pokoju, dającego kolejną nadzieję na bezkrwawy koniec wojny. Spokoju przerwanego zaledwie kilkanaście minut później pościgiem tureckich wojsk za Rosjanami, ale to już inna historia.

    ==

    Tymczasem armia Rodiona Temaneva wciąż parła naprzód, wgłąb Bułgarii, w stronę Konstantynopola.

    - Generale... - nerwowo zaczął jego adiutant – żołnierze mają opory... czy na pewno natarcie w naszej sytuacji to dobry pomysł? Czy nie poniesiemy nieproporcjonalnie dużych str-
    - Żołnierz – wycedził Temanev – jest od wykonywania rozkazów.
    Adiutant natychmiast zamilkł.

    - Ludu Bułgarii! - głosił komunikat, nadawany przez megafony przez awangardę maszerującej armii i powtarzany w każdej mijanej wiosce – Koniec wojny jest bliski! Wojska osmańskie zostały otoczone i pozbawione drogi ucieczki! Poddajcie się Entencie i wspólnie zakończmy rozlew krwi!

    Seria nadlatujących zza horyzontu pocisków miała dla Temaneva znacznie większe implikacje niż tylko "część żołnierzy za chwilę zginie". Dzięki niej zrozumiał, że artyleria przeciwnika dostała już informacje o jego położeniu. A jeśli oni wiedzą, że nadciąga, mogą się przygotować...

    W oddali, między pagórkami, czujne oko jednego ze zwiadowców zobaczyło błysk. Rzut oka przez lornetkę wystarczył, by potwierdzić przypuszczenia - stalowe hełmy. Zwiadowca natychmiast pobiegł prosto do generała.

    - A więc nadciągają, hm? - mruknął Temanev – Doskonale. Rozbijemy ich tutaj, w jednym szybkim uderzeniu.

    Żołnierze – a przynajmniej tylu żołnierzy ile ocalało z ostrzału artyleryjskiego – wydali jęk zawodu, ale tak żeby generał nie słyszał.

    Rosjanin nie docenił jednak klasy przeciwnika, z jakim miał się zmierzyć – Helgi von Schmetterling. Ku jego przerażeniu, już w pierwszych minutach walki osławiony Batalion Bratwurst 88 pokazał swoje wyszkolenie, rozbijając rosyjskie szeregi. Z każdą kolejną minutą, pomimo heroizmu rosyjskich żołnierzy, sytuacja obracała się coraz bardziej na korzyść Trójprzymierza. Rozhuczane od strzałów pola pod Starą Zagorą spływały krwią – i była to, wbrew nadziejom Rosjanina, głównie krew jego kompatriotów.

    - No dobra... rozbijemy ich następnym razem. - podjął decyzję Temanev. - Wracamy do siebie.

    Zwiad wysłany na wschód doniósł jednak, że od strony Sofii miejsce Rosjan zdążyły już zająć Turcy i Bułgarzy. Temanev zrozumiał, że – ironicznie – to on był otoczony i uwięziony na ziemi przeciwnika.

    ==

    Wojska Trójprzymierza powoli weszły do opuszczonych ruin dumnego miasta, którym w milczeniu przyglądali się generałowie.

    - Masz chusteczkę? - spytał w końcu Valko Livkov, z trudem hamując łzy.
    - Jasne, trzymaj. - Stulejman Pasza podał mu chustkę. - Rozumiem cię, odbicie stolicy swojego kraju, nie, uratowanie go od entenckich hord musi być wzruszające.
    - Co ty bredzisz? - odparł Livkov – Tu przecież nie zostało już nic do uratowania.

    ==

    Król Hiszpanii, zresztą tak jak wielu monarchów Europy w tym czasie, czuł się do reszty znudzony i zmęczony codziennymi umizgami i wzajemnymi oskarżeniami obu walczących stron. Dlatego z satysfakcją korzystał z dnia wolnego, który sam sobie przyznał, i z chwili spokoju od wojny toczonej za rogiem.

    - O – mruknął, przewracając stronę gazety – "Policja rozbiła organizację terrorystyczną szkoloną na terenie Hiszpanii do przeprowadzania zamachów na terenie całego kontynentu. Przywódca gangu, zgodnie z zeznaniami obcokrajowiec o nieustalonej tożsamości, zbiegł". Czyli jednak nie są zupełnie bezużyteczni, hehe.

    Uwagę monarchy przykuł hałas dochodzący zza okna, z ulicy. Alfons XIII z ciekawością wyjrzał przez okno, i zobaczył jak zakonnica wykłóca się z jakimś mężczyzną w garniturze na temat nowego papieża i Niemców ogólnie. Król uśmiechnął się i wrócił do lektury.

    ==

    - Zbignev Nulový! Dobrze cię widzieć, stary druhu. - Jacques-Honore d'Amboise przywitał swojego czeskiego przyjaciela silnym uściskiem. - Nie mamy czasu do stracenia. Opowiadaj, jak tam sytuacja.
    - Dobrze, że jesteś, ale my zdecydowanie nie mamy czasu do stracenia. Podejrzewam, że jeden z naszych sypnął. Od kilku dni podejrzane typy codziennie kręcą się w okolicach tego domu... kwestia czasu, aż wpadną tutaj służby. Daję nam jeszcze tydzień... Chodź, pomożesz mi pakować kartony na przeprowadzkę, a ja opowiem jak wygląda sytuacja.

    Nie było to przywitanie, na jakie liczył Francuz, ale obaj mężczyźni wzięli się do pracy.

    - Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja wygląda dobrze – opowiadał Nulový, układając w kartonie teczki z dokumentami. - Oddział czeski jest praktycznie gotowy do powstania i zakonspirowany tak głęboko, że nawet złapanie mnie nic by nie dało Austriakom. Na froncie słowackim trwa gromadzenie broni, ale entuzjazm jest ogromny. Zdziwiłbyś się wiedząc, z jaką nadzieją patrzą w przyszłość. Za to Chorwaci...

    Mężczyźni skończyli czyszczenie kryjówki i rozmowę niemal równocześnie z zachodem słońca.

    - Dobra, chyba jesteśmy gotowi. Jeśli w nocy będzie czysto, będziemy mogli się przenieść do-

    Drzwi mieszkania otworzyły się z hukiem i do pomieszczenia weszło trzech policjantów z Januszem Koranem-Mekką na czele. Ten ostatni wyszczerzył zęby w uśmiechu.

    - Pan d'Amboise! Ale to fajnie że pan wpadł!

    ==

    Raport z aresztowania czeskich kryminalistów sponsorowanych przez obce siły trafił na biurko papieża, który zatarł ręce. Wszystko do tej pory układało się po jego myśli. Od uzyskania potwierdzenia, że iberyjscy biskupi są wobec niego lojalni, przez ciepłe przyjęcie przez niemieckojęzyczną ludność podczas pielgrzymki... a teraz na dodatek zmalało ryzyko rozpadu Austro-Węgier. Pontyfikat zapowiadał się wyśmienicie.

    ==

    Rozkazy, jakie otrzymał sir Edward Grey przed wyruszeniem w swoją pierwszą lotniczą podróż, były proste i zrozumiałe. "Zrzucić ulotki propagandowe nad wrogiem na terenie Francji". Nie spodziewał się mieć jakichkolwiek problemów z wykonaniem zadania.

    Pojawił się niespodziewany problem. Na terytorium Francji nie było już żadnych wrogów. Dziki i niszczący wszystko na swojej drodze batalion Alberta von Graffa nieoczekiwanie wycofał się na swoją stronę granicy, a nieustępliwie strzelający w francuskie forty artylerzyści nigdy jej nawet nie przekroczyli. Grey wzruszył ramionami i zrzucił ulotki licząc, że może przynajmniej przekonają kogoś z miejscowych.

    ==

    - Dobry wieczór... - przywitał się Zdradek Sikorski wchodząc do gabinetu królewskiego, w którym ku swojemu zaskoczeniu oprócz monarchy zastał także złotowłosą reporterkę.
    - Aaa pan Sikorski! - nerwowo zaśmiał się Ferdynand I. - Przyszedł pan... szybciej... niż się spodziewaliśmy... śmieszna sprawa. Akurat rozmawialiśmy z panienką Lindsay o życiu.
    - A, pani Ettenmoors. Słyszałem o pani dużo. Proszę mi wierzyć.

    Sikorski powolnym krokiem przeszedł przez pomieszczenie i zajął wolny fotel obok Lindsay Ettenmoors.

    - Królu, ja bez żadnego trybu. Interesuje mnie tylko szybka odpowiedź. Wypowiadacie Austrii wojnę czy mam zabierać plany samolotów do siebie?

    Król zmieszał się, za to ożywiła się Amerykanka.

    - Ależ co pan mówi? Przyjechał pan tutaj, pokonał taki kawał drogi, zobaczył tyle pięknych widoków i dalej zachęca pan do wojny?
    - Za to mi płacą. Za to widzę, że pani nie ma pojęcia o czym mówi.
    - Wypraszam sobie! Jeżdżę po Europie od początku wojny, byłam w Stambule podczas zatopienia Gala, widziałam na własne oczy jak wygląda wojna! I jak potwornie szkodliwa jest dla wszystkich!
    - Cóż... - przerwał kłótnię Ferdynand I - yyy... panienka Lindsay oczywiście ma rację... że... wojna to poważny temat... i... nie możemy... go... tak bez zastanowienia... przepraszam, ale chyba sam pan rozumie, panie S-sikorski. Jeszcze rozważymy wszystkie za i przeciw... i na pewno... oddzwonimy. Dziękuję za to jakże owocne spotkanie i do zobaczenia!

    Dwójka dyplomatów opuściła pokój i znalazła się w pustym hallu.

    - Jeszcze za to zapłacisz. - powiedział Sikorski, gdy już miał pewność, że nikt inny ich nie usłyszy, po czym szybkim krokiem odszedł.

    ==

    - Ekipa odminowująca Dalzim sp. z.o.o. do usług! - Abi Dalzim radosnym głosem przywitał po zejściu na brzeg oczekującego tam króla Konstantyna I.
    - Gdzie jest reszta.
    - Jaka reszta, przecież przypłynęliśmy już wszyscy-
    - Chyba sobie żartujesz. Będziecie jedną flotą odminowywać całe morze? Robicie z nas idiotów? Przecież wiemy, że min jest na tyle dużo i w na tyle wielu miejscach, że nie ma szans żebyście się wyrobili z tym do zimy. Gdzie jest reszta waszych flot. Minują inną część morza?
    - nie
    - Statkami za 50 milionów koron?
    - ...

    Król Grecji, po raz kolejny w ostatnich miesiącach, przejechał dłonią po twarzy.

    - Tak. Macie nas za idiotów. Macie Grecję za swoją kolejną prowincję, która jest na tyle słaba, że będzie się pokornie zgadzać na wszystko, albo na tyle głupia, że nie zauważy waszych sztuczek. Nie prosiliśmy o "wysłanie do nas jednej floty na odczep". Panie Dalzim, proszę przekazać Sułtanowi, że Grecja zrywa stosunki dyplomatyczne.

    ==

    Connor Serene, spokojnie obierając kurs na północ, nawet nie przypuszczał, że jest śledzony. Już po raz kolejny na tej wojnie jeden z okrętów Ententy został ostrzelany i zatopiony spod wody. Serene jednak, zgodnie ze swoim nazwiskiem, zachował spokój i chłodno wydał odpowiednie rozkazy, dzięki czemu Royal Navy tym razem była gotowa do odpowiedzi w rekordowym tempie i – nawet pomimo przewagi przeciwnika – dzielnie odpierała atak za atakiem.

    ==

    - Sytuacja na froncie – zaczął raport premier Danii – wygląda... nienajgorzej.

    Chrystian X od samego momentu wypowiedzenia wojny czuł się źle, ale zachowywał spokój. Wiedział, że choć nigdy nie chciał wojny, to teraz lud go potrzebuje bardziej niż kiedykolwiek. Wiedział, że w tak trudnej godzinie nie mógł sobie pozwolić nawet na moment słabości. Teraz jednak, ku przerażeniu wszystkich zgromadzonych, nagle wstał, złapał się za serce i upadł. Natychmiast podbiegło do niego kilku służących.
    - Wasza wysokość? Wasza wysokość?
    - Lekarza!
    - Za późno... król nie żyje!

    ==

    Nowo sformowana armia dowodzona przez świeżo upieczonego generała Benjamina Monasha powoli przesuwała się przez ośnieżoną dolinę z pięknym widokiem na górskie szczyty. Generał rozłożył wielką mapę i upewnił się, że pozostają na dobrym kursie. Widząc, że wszystko się zgadza i niedługo powinni dojść do linii frontu, odetchnął głęboko i zwinął mapę.
    - Jak dobrze być z powrotem na wojnie - pomyślał.

    ==

    pokaż spoiler Król Danii, Chrystian X, nie żyje. Z uwagi na młody wiek następcy tronu, Fryderyka, władzę w państwie tymczasowo obejmie premier Nicklas Bendt.


    ==

    pokaż spoiler Bitwa pod Kopenhagą
    ENTENTA
    lubiekebaps -3
    TRÓJPRZYMIERZE
    CZARNYCZAREK -2


    pokaż spoiler II Bitwa pod Stettin
    ENTENTA
    Gdanio -21680
    lubiacy_beton -51460
    TRÓJPRZYMIERZE
    ES_Blofeld -31580
    Kozlov666 -4820
    meinigel -0


    pokaż spoiler II Bitwa pod Sofią
    ENTENTA
    Akumulat -32560
    Stah-Schek -16200
    TRÓJPRZYMIERZE
    Diamond-kun -11560
    drukarka -0
    Elkitrim -15180
    Trójprzymierze odzyskało kontrolę nad Sofią.


    pokaż spoiler Bitwa pod Starą Zagorą
    ENTENTA
    Awerege -64380
    TRÓJPRZYMIERZE
    profesjonalna_skarpeta -22700
    drukarka -0


    pokaż spoiler VII szczelanie do ententy na froncie zachodnim
    ENTENTA
    Jadugar -450
    Treant -0
    NPC Fortu 14.14 -3460
    TRÓJPRZYMIERZE
    Sonnenschutzsysteme -0


    ==

    pokaż spoiler Grecja wypowiada wojnę Imperium Osmańskiemu.
    Grecja wypowiada wojnę Bułgarii.
    Grecja wypowiada wojnę Austro-Węgrom.
    Niemcy wypowiadają wojnę Grecji.


    ==

    pokaż spoiler Postać @Miczubezi została pojmana przez Trójprzymierze.


    ==

    pokaż spoiler W uznaniu zasług na frontach Wielkiej Wojny sztaby generalne zadecydowały o awansie niektórych generałów na stopień Marszałka.
    @Jadugar stopień Marszałka, +1 OBR
    @Knyazev stopień Marszałka, +1 OBR
    @Stah-Schek stopień Marszałka, +1 ATK
    @drukarka stopień Marszałka, +1 ATK
    @meinigel stopień Marszałka, +1 OBR
    @Uaimmiau stopień Marszałka, +1 OBR


    ==

    Postaci graczy @Reniferus z Ententy i @piteros_94 z Trójprzymierza zostają usunięte z gry za nieaktywność.

    Do gry powracają/dołączają: @Anagama, @Astrall0, @EfciaQ, @Gregua, @kolorowy_jelonek, @Lisaros, @Opokan i @Queltas po stronie Ententy, oraz @Carramba666, @HeroesIV, @Kelthar i @MatematycznyPlomien po stronie Trójprzymierza.

    ==

    Czas na podjęcie decyzji do piątku, 11 września, do godziny 23:59.
    Formularz dla graczy ENTENTY: https://forms.gle/Ca3QoxxpK8ULG9Ud6
    Formularz dla graczy TRÓJPRZYMIERZA: https://forms.gle/CMQQw3m7a3oJhiJK7

    Grafika pochodzi z filmu https://www.youtube.com/watch?v=A0PokopZf6c
    pokaż całość

    źródło: wojnmna świamntomwa.PNG

  •  

    Pamiętnik Lodewijka

    *******************************************************************************************************************************************

    30 sierpnia 1897 roku- poranek

    Lodewijk nie spał. Jego umysł od kilku dni przepełniony szczęściem które odczuwał w związku z wziętym ślubem, jednak teraz ponownie posmutniał. Doświadczał z całą mocą tego że nie jest możliwe uciec od przeznaczenia. Wycieczka równie dobrze mogła się dla niego skończyć w średniowiecznych ruinach w których wzięli ślub. Czuł się wbrew pozorom opuszczony, ponieważ nie miał żadnego realnego wsparcia w swoich problemach. Od kiedy wyjechali z miasta miał problem ze snem. Leżał godzinami w wagonie sypialnym i próbował wymyśleć cokolwiek co mogłoby mu pomóc jednak bez skutku. Kiedy zasypiał, jego sen okazywał się krótki, i przerywany koszmarami. W jednym z nich np. ponownie brał udział w powstaniu, lecz tym razem nie miał odpowiednich sił do odparcia natarcia. Widział bardzo realistycznie jak wdzierają się do pałacu, przyprowadzają go do pokoju rodzinnego, po czym na jego oczach strzelają do rodziców a później przystawiają lufę do jego skroni. Budził się wtedy cały zlany potem, i budził Lotte żeby z nią porozmawiać. Chciała mu pomóc lecz kompletnie nie potrafiła sobie z tym poradzić, więc ograniczała się do wysłuchiwania. Zaproponowała aby ten udał się do psychiatry, lecz nie chciał o tym słyszeć. Po ślubie również puścili w Sewastopolu depesze do rodziny Lotte, ale niczego nie wysłali do pałacu królewskiego. Nie miał ochoty dalej zaogniać sytuacji czymś takim- postanowił że powie jak wróci z wycieczki. Dzisiaj według planu mieli znaleźć się w Kijowie. Podróżowali pociągiem, gdyż szerokie stepy nie sprzyjały użyciu allmayera- brakowało po drodze źródeł beznyzny. Widoki z pojazu mieli dosyć monotonne- nieomal od samego początku rozpościerał się przed nimi nieskończony step, w kolorze szaroburym. Jedynym urozmaiceniem była pogoda i mijane od czasu do czasu stacje na których wieścniacy oferowali produkty żywnościowe w śmiesznie niskich cenach. Krajobraz kojarzył się Lodewijkowi z morzem, a to przypominało mu o rodzinnym państwie. Postanowił podjąć jeszcze jedną próbę rozmowy i zrozumienia swoich problemów. Poszedł do przedziału Felixa- na ogół było tam jeszcze dwóch Rosjan, jednak tym razem miał szczęście.
    -Gdzie są?
    -Poszli pić
    -Felix?
    -Słucham
    -Czuję że dzieje się ze mną coś okropnego.
    -To prawda, wyglądasz na zmarnowanego
    -Srogie niedopowiedzenie. Czuję że nie potrafię podjąć decyzji. Jestem sparaliżowany. Władowałem się w tę sytuację, nie wiedząc po pierwsze czy jestem w stanie zapewnić Lotte dobrą przyszłość. Do tego nie potrafię podjąć decyzji o mojej przyszłości. Nie potrafię nic. Felix, ja czuję że się roztapiam, rozpływam.
    -Niepokoisz mnie Lode. Zawsze byłeś spokojny i wycofany ale tym razem to coś poważniejszego. Rozmawiałeś o tym z żoną?
    -Jedyne co mi proponuje to psychiatrę, podczas gdy wiem że on nic nie pomoż,e z resztą znaleźć kogoś takiego w tych rejonach który mówi po holendersku czy chociaż francusku może nie być tak łatwo
    -Taak, to nie jest najlepszy pomysł. Powiem Ci że czuję się niezręcznie tego słuchając ale postaram się pomóc. Mówisz po pierwsze masz problem z utrzymaniem Lotte? To proste, musisz wtedy albo płynąć do Batawii, położyć po sobie uszy i żyć tam na koszt dworu, albo przyjąć ofertę kajzera i strzelać z dział, gdziekolwiek by Cię nie posłał. Druga sprawa jest związana z pierwszą, Moim zdaniem najważniejsza jest wasza przyszłość i to ona powinna determinować Twój wybór.
    -Toś mi powiedział. Ja to wszystko wiem, tylko boję się
    -Nie spodziewałem się że z Twoich ust usłysze takie słowa. Zawsze byłeś raczej odważny
    -Nie tym razem. Odwaga u mnie skończyła się. Czuję że lata ukrywania i duszenia wszystkiego w sobie zaczynają wychodzić. To okropne uczucie, zupełnie jakby nagle wybuchł we mnie wulkan z uczuciami, i teraz rozlewały się po całym organizmie.
    -Stój. Na mówienie takich rzeczy i bycie smutnym będziesz miał czas w hotelu, tymczasem musimy wysiadać
    -Tu jesteście, myślałam już że wyszliście! -zagadnęła Lotte.
    Po rozładunku samochodu pojechali do hotelu. Kiedy Lodewijk załatwiał formalności adiutant zaczął mówić do żony
    -Co mu jest? Wygląda jakby zaraz miał sobie zrobić krzywdę
    -Nie mam pojęcia. Zachowuje się tak od czasu kiedy wyjechaliśmy z Krymu. Serce mi się kraje ale nie jestem w stanie mu pomóc, a Ty?
    -Obawiam się że też nie jestem w stanie.
    -Przecież nzasz go już długo, znacznie dłużej ode mnie
    -Ale nigdy nie było z nim tak źle. Trzeba coś z nim zrobić
    -Ale co?
    -Chyba mam pomysł. To czego Lode się obawia to przyszłość. Powinniśmy więc mu ją wyklarować, tak aby pozostał już etap realizacji. W tym jest dobry. Nie wychodźcie dzisiaj wieczorem, przegadajmy to aby chłopak nam zaraz się nie zabił
    -Nikt nie zabija się z tak błahych powodów, daj spokój. Ale dobra, zostaniemy, weź zamów jakąś kolację to zjemy w pokoju.
    -Na kolację chyba jeszcze za.. -zaczął mówić patrząc na zegarek- faktycznie już pora. To widzimy się za godzinę.
    Kiedy przyszedł z wózkiem z kolacją, zauważył że sytuacja jest gorsza niż myślał. Lodewijk siedział zasępiony pisząc coś, a Lotte patrzyła przez okno z wyrazem beznadziei.
    -Kolacja wjechała!- postanowił złamać atmosferę- Lode, dawaj ten stół, przyda się, Lotte otwieraj butelkę, to ponoć jedno z najlepszych win jakie mają, ale nadal mam wrażenie że nie jest wysokiej jakości. A tutaj- wyciągnął małą butelkę z kieszeni marynarki- jest miejscowy specjał, czyli wódka. Zjedzmy coś żeby się lepiej myślało!
    -O czym Ty mówisz, Felix?
    -Jak to o czym? Jeżeli nie potrafisz podjąć decyzji to pomożemy Ci to rozpracować. To czego w tej chwili potrzebujesz to plan działania, nieomal do dnia. Koniec ze spontanicznością, masz misję do wykonania a my Ci w tym pomożemy!
    -Brzmisz dziwnie, ale niech Ci będzie. Co w sumie jest do jedzenia?
    -Proste ale sycące danie czyli zupa gulaszowa, a na drugie mamy smażoną wołowinę z ziemniakami i groszkiem. Deser z kolei to miejscowe ciasto. No, zaczynajmy bo mi ślinka leci
    Wszyscy chętnie spałaszowali posiłek, ponieważ ostatnie cojedli to śniadanie w pociągu. Spróbowali również wódki, krzywiąc się mocno. Po tym jak talerze zostały opróżnione, odstawili wózek a na stół wrócił kałamarz wraz z zeszytem.
    -No dobra- to teraz tak, mówisz że nie wiesz czy jesteś w stanie zapewnić Lotte utrzymanie. Potrzebujemy planu i zsumowania finansów
    -Mamy udziały w jej spółce, jej dom, moją rentę, moje oszczędności i mój kredyt w bankach. Można podejrzewać że jeżeli napiszę do Batawii to jestem w stanie jeszcze trochę wyciągnąć. Do tego jeszcze żołd porucznika.
    -Nooo, i to jest dobra sumka. Za to można zrobić tak naprawdę wszystko, ale w sumie głupio zaczęliśmy. Co Ty chcesz robić?
    -To proste, chcę żyć z Lotte i zapewnić jej utrzymanie- odpowiedział już trochę żywiej.
    -To my wiemy, ba, nawet Ci pomożemy, ale spójrzmy na sprawę realnie. Poczekaj chwilę, zaraz coś znajdę- po czym wyszedł z pokoju
    -Co mu się stało?
    -Chce Ci pomóc, nie widzisz? Zawsze możesz na nas polegać. Wyglądałeś okropnie, a teraz pierwszy raz masz coś na kształt chęci do życia. Swoją drogą, co z Twoimi projektami?
    -Nie mogę realizować bo nie mam części. Jesteśmy w zbyt dużym biegu żeby coś zorganizo…- resztę kwestii zagłuszyło wejście adiutanta z atlasem- po co Ci to?
    -Musimy z tym skończyć. Nie możesz zdać swojego życia na łaskę dwóch kierunków geograficznych. Popatrz tutaj- otworzył na stronie z Europą- jak sam widzisz połączeń nie ma zbyt wiele a Ciebie interesuje Europa. Widzę więc jedną opcję
    -Jaką?
    -Warszawa, a potem nad Bałtyk. Musisz wysłać depeszę do Amsterdamu, kończymy podróż
    -Nie możemy tego zrobić
    -Musimy, już i tak za dużo czasu straciliśmy zabierając się z Dalzimem. Powinniśmy wracać mniej więcej tak jak dotarliśmy, tymczasem jesteśmy w czarnej dupie.
    -Dobra, nad Bałtyk i co dalej?
    -Rzeczy macie ze sobą prawda? To płyniemy do Batawii.
    -Tak bez pożegnania? A co ze spółką, co z Rijkiem?
    -Rijka spotkasz na miejscu i sobie z nim pogadasz. Jeżeli nie załatwisz sprawy listów, to musisz wszystko inne odłożyć. Dam Ci ostatni wybór, Danzig czy Stettin?
    -Stettin.
    -Dobra, więc tam będzie statek. Napiszę depeszę, tylko weź podpisz- podsunął mu blankiet. Jak będziemy w Batawii to co wtedy, od czego zaczynamy?
    -Mam od Axela list polecający dla Hudiga. Chcę również porozmawiać z moimi żołnierzami żeby wybadać nastroje i z rodzicami.
    -Od kogo myślisz że dowiesz się najwięcej
    -Hudig.
    -To się na nim skup. Ja biorę na siebie oddział, do tego postaram się przycisnąć tego kuriera. Chcesz się stawiać rządowi kolonialnemu?
    -Możliwe że nie będzie potrzeby.
    -Teraz przyjrzyjmy się temu co Axel Ci powiedział…
    Rozmawiali tak cały wieczór. Lodewijk czuł że wracają mu siły. Wiedział już że podróż się skończyła, ale teraz ten fakt miał dla niego zupełnie inne znaczenie, niż jeszcze w Sewastopolu. Wtedy czuł że nie jest w stanie podjąć żadnej decyzji i zrozumieć przyszłości, a teraz był pewien że może to się udać. Nie zignorował jednak faktu swojego samopoczucia przez ostatnie dni. Czuł że musi się wystrzegać aby ponownie nie popaść w taką melancholię. Bał się że może ma to po tacie. Tej nocy spał spokojnie, i obudził się nad ranem, przygotowując się do zwiedzania miasta.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: upload.wikimedia.org

  •  

    Pamiętnik Lodewijka

    *******************************************************************************************************************************************

    22 sierpnia 1897 roku

    Dzień po zaręczynach Lodewijk i Liselotte spędzili na zwiedzaniu Konstantynopola z nowym przyjeacielem. Polubił go również Felix, ponieważ tamten posiadał dużo przygód o których mógł opowiedzieć; Felix z kolei mógł wyjaśnić jak się funkcjonuje w dalekich Indiach Wschodnich. Wieczór zaś spędzili na statku przynosząc tam rzeczy z hotelu, ponieważ postanowili że tę noc spędzą już na pokładzie, w ten sposób mieli uniknąć budzenia się w nocy i problematycznych przejazdów. Nie było również problemu z załadowaniem samochodu, a na dodatek kapitan znalazł dla niego zastosowanie. We wszystkich schowkach mianowicie upchał towar na przemyt. Zawsze przewoził ze sobą kontrabandę, niezależnie od celu podróży. Miał kontakty w całym basenie Morza Śródziemnego i wiedział że zawsze się znajdzie ktoś chętny. Po dobrze spędzonym wieczorze, Lotte zagadnęła już w kajucie:
    -I co teraz robimy?
    -Kontynuujemy podróż, to proste
    -Wiesz że nie o to mi chodzi.
    -Konsekwencje przyjęcia zaręczyn są raczej dosyć oczywiste
    -Ale… co ze ślubem? Gdzie chciałbyś go wziąć, i przede wszystkim jako kto? Wiesz że będzie zupełnie inaczej jeżeli zostaniesz pułkownikiem artylerii u Kajzera i na wpół wyklętym ale jednak członkiem rodziny królewskiej.
    -Nie myślałem o tym. Teraz jak myślę to mogę powiedzieć że chciałbym go wziąć jak najszybciej. Miejsce mi nie przeszkadza, może być gdziekolwiek. Nigdy nie miałem przyjaznej rodziny więc i wesela nie chciałbym dużego. Teraz kiedy żyję prawdziwym życiem tym bardziej ukazuje mi się ohyda poprzedniego.
    -Tylko że to nie jest tak Lode. Ty nie żyjesz prawdziwym życiem, to baśń która prędzej czy później się skończy. Musimy pomyśleć nad całym naszym życiem. Czy chcesz przyjmować ofertę Niemiec?
    -Mówiłem Ci już o tym. Najpierw Batawia. Wiem że to brzmi nieprzekonująco ale jednak czuję patriotyzm, jeżeli nie królewski, to przynajmniej żołnierski. Ponadto sprawa dotyczy moich najbliższych. Już pal sześć Ingrid, ale nie darowałbym sobie gdyby na wskutek prawdopodobnego powstania miałby zginąć niepotrzebnie jeden z moich żołnierzy.
    -Ale oni i tak zginą. Powstanie jest nieuniknione
    -Nieprawda, można to jakoś zmienić, a przynajmniej oddalić. Moi rodzice mieli co do założeń dobry plan, jednak rząd kolonialny okazał się bandą idiotów.
    -Co by dały fabryki broni w których krajowcy tyraliby jak ci robotnicy z Düsseldorfu czy Amsterdamu? Przecież to w żaden sposób nie przyniosło popularności
    -Korzyści byłoby więcej niż myślisz. Obecnie w tym rejonie jest kilku graczy. Jest gwałtownie rozwijający się Syjam, jest Wielka Brytania z mocnym oparciem w Australii, są Niemcy działające coraz śmielej z terenów wysp oraz Nowej Gwinei i jest wreszcie Japonia. Wszyscy oni albo są na tym samym poziomie albo wyżej od naszego, a to my przynieśliśmy tam zachodnie wynalazki. Musimy zmienić podejście do tego terenu. Przeprowadzając reformy oraz aktywnie uczestnicząc w tamtej układance, moglibyśmy korzystając z atutów geograficznych rozgrywać imperia przeciwko sobie, samemu próbując zdobyć lojalność krajowców. A oni co robią? Buntują przeciwko sobie tubylców, traktując ich nieomal jak niewolników, są głusi na kolejne sygnały anachronizmu, jedyne co potrafią to występować do metropolii o dalsze uzbrojenie i rekruta. Z resztą Axel miał szczęście, gdyby wtedy został pokonany Batawii by już nie było.
    -Ale co możesz zrobić?
    To wszystko czego rodzice nie potrafili bądź nie mogli. Skorzystam z autorytetu żołnierza i zbuntuje żołnierzy przeciwko rządowi kolonialnemu. Stworzę nową radę która będzie mi podległa i ogłoszę zwiększenie swobód. Zniosę cła i doprowadzę do rozwoju przemysłu. W tym momencie w zagranicznej polityce będę stawiać na Syjam.
    -Nie zapomniałeś czegoś?
    -Hmm?
    -A ja? -słuchając jego monologu Lotte była coraz bardziej przerażona. Patrzyła na człowieka za którego jeszcze wczoraj byłaby gotowa oddać życie, a teraz ukazał się jej prawie Marja z Amsterdamu. – Pomyślałeś może o mnie, o moich pragnieniach, o moich marzeniach? Uważasz że chcę spędzić resztę życia w odległej kolonii angażując się w jakieś polityczne gierki na rzecz kraju i rodziny której nienawidzisz? Uwielbiałam Cię słuchać kiedy opowiadałeś o naszej przyszłości, kiedy kreśliłeś scenariusze spokojnego życia. Może kiedyś mogłam być trzpiotką, jednak te czasy minęły. Nie potrzebuję przy sobie awanturnika a obrońcy, zrozum to. Chcę za Tobą pojechać, oczywiście, ale nie mam ochoty patrzeć jak się zmieniasz. Batawia wyławia z Ciebie wszystko co najgorsze, pomyśl o tym. Rzuć ten narkotyk; możemy żyć wszędzie, a jak tak tęsknisz za tropikalnym klimatem to rozważ proszę Brazylię.
    -Poniosło mnie, to fakt. Jestem wdzięczny że starasz się, i dbasz o moje zdrowie psychiczne, ale muszę, po prostu muszę rozwiązać chociażby ten węzeł gordyjski. Bez tego nie ruszę dalej. Jeżeli nie chcesz ze mną podróżować tam to nie ma problemu; możesz np. zostać w Holandii dopóki nie wrócę stamtąd.
    -A wrócisz? Przykro mi, ale nie widzę gwarancji że to zrobisz.
    -Mogę Ci to przysiąc, choćby na papierze.
    -Nie no, nie jestem taką formalistką. Nie wiem sama czy chce tam być w ogóle, ale z drugiej strony nie potrafiłabym spędzić miesiąca bez Ciebie. Muszę to jeszcze przemyśleć. Przy okazji, wiesz gdzie płyniemy?
    -Tak, tuż przed naszą rozmową kapitan powiedział że dostał misję od Sułtana i zwiedzimy Sewastopol
    -W takim razie pozostaje mu zaufać. Połóż się Lode, jesteś strasznie zmęczony. Musisz inaczej traktować ten temat bo Cię zniszczy.
    -Chciałbym Lotte ale nawet nie wiem czy to możliwe.
    Po kilku dniach zawinęli do portu. Lodewijk spędzał dni na rozmyślaniu, rozmowach z narzeczoną, obserwowaniu codziennej rutyny marynarskiej i partiach szachów z Dalzimem. Okazało się że reprezentują podobny poziom i potrafili spędzić wolne godziny nad prostą szachownicą którą oficer nosił ze sobą wszędzie. Podczas jednej z partii zagadnął
    -Kim są ci marynarze tak właściwie?
    -Oni są z całego imperium. Znajdziesz tutaj zarówno rodowitych Turków, jak i potomkowie Persów czy mameluków.
    -A czy masz może na pokładzie chrześcijan?
    -Oprócz was? Jest kilku, wykorzystuje ich najczęściej jako szpiegów. Sa bardzo przydatni przy utrzymywaniu kontaktów, gdzie sam nie mogę lub nie chcę się pojawiać.
    -A czy mógłbym jednego… wypożyczyć? -Lodewijk nie znalazł lepszego słowa więc zawiesił głos
    -A na co Ci? Przecież w Peteresburgu z łatwością uznają Twoje papiery i wszystko.
    -Nie chodzi mi o to. Chciałbym wziąć z Liselotte ślub na miejscu. Potrzebuję kogoś zaufanego na drugiego świadka- pierwszym będzie Felix.
    -Aaa- kapitan podrapał się po brodzie- dobrze, kogoś się znajdzie. Gdybym nie był muzułmaninem mielibyście ślub na statku ale sam wiesz.
    -A czemu akurat Sewastopol? Byłeś tam kiedyś? Czego może chcieć sułtan?
    -To jest akurat dosyć rutynowe zadanie. Od czasu do czasu zleca komuś zaufanemu sprawdzenie jak miewa się mniejszość islamska na tych terenach. Dodatkowo w tamtejszym porcie krzyżuje się większość południowych szlaków handlowych. Wiesz sam co to oznacza.
    -Taak, domyślam się. A czy jest coś co chcesz mi polecić, jakieś miejsce warte zwiedzenia?
    -Czekaj, daj mi pomyśleć…. Ostatnio kiedy byłem zainteresowałem się historią tego półwyspu. Zanim zdobyliśmy te tereny przez pewien czas istniało tam księstwo Teodoro. Wybrałem się nawet kiedyś do ruin zamku w ich stolicy, Mangupu. Z tego co kojarzę to są całkiem dobre drogi, oczywiście jak na miejscowe standardy, więc nie powinieneś mieć problemu z dotarciem tam, nawet allmayerem.
    -Oj, z tym akurat będzie problem. W tej chwili jest zbyt ciężki od Twojej kontrabandy- zaśmiał się serdecznie i klepnął towarzysza. -Chcesz tam pojechać z nami?
    -Nie ma sprawy, a co dalej planujecie?
    -Czemu wszyscy o to mnie pytają? Ciężko powiedzieć, podczas tej podróży tak często łapiemy wiatr z różnych stron że to nie jest ważne. Możemy pojechać dalej na wschód, na Kaukaz, albo na północ i zwiedzić szerokie stepy Ukrainy.
    -Gdybym mógł to z chęcią bym pojechał z nami, ale obowiązki wzywają. Właśnie- spojrzał na zegarek- zagadaliśmy się a według pomiarów powinniśmy widzieć ląd.
    Istotnie w dali wyłaniało się już miasto. Po kilku kolejnych godzinach przybili do portu. Było jednak już późno więc para stwierdziła w przeciwieństwie do Felixa że spędzi noc na statku. Rano obudzili się na pustym pokładzie, wyłączając daymana sprawdzającego takielunek. Przekazał im on informację na temat miejsca pobytu kapitana, do którego niezwłocznie się udali. Następnie Lodewijk podzielił się swoim planem, i poszedł z Lotte do jubilera, adiutant zaś postanowił poszukać księdza którego w ogóle możnaby przekonać do czegoś tak dziwnego. Po całym dniu się udało i mogli zakomunikować że jutro wybierają się na ślub. Rano podjechali po księdza, Abi Dalzima i jego świadka Jonatana. Kiedy wyjeżdżali z miasta był już dzień. Powietrze tutaj było znacznie lepsze niż w Stambule, co wynikało z mniejszego zagęszczenia ludności, jednak podobną do tamtego miasta była bliskość wody, którą czuli. Jazda trwała dosyć długo i odbywała się w milczeniu, ze względu na to że załoga samochodu była reprezentacją wieży Babel. Przed samymi ruinami wznosił się gęsty las co zmusiło ich do opuszczenia samochodu. Weszli po górce do miejsca które okazało się, o czym poinformował ich kapłan byłą bazyliką prawosławną. Ich wejściu towarzyszyło jedynie echo kroków. Kościół był duży i pomimo tego że był w ruinie, to nadal przedstawiał swoją bryłą potęgę. Na kamieniach zostały jeszcze ślady ikon, a przez szpary w czymś co było dachem, słońce podświetlało niektóre miejsca kierując na obecnych swoją uwagę. Ławek nie było, w przeciwieństwie do ołtarza, z szarego, surowego zarówno w wyglądzie jak i dotyku kamienia. Podczas gdy ksiądz rozkładał się z potrzebnymi akcesoriami, przyszli małżonkowie stanęli z poważnymi minami mniej więcej w środku bazyliki. Ich postawa zdradzała gotowość do podjęcia tak drastycznej decyzji, a patrzący na to z boku przyjaciel stwierdził że nigdy nie byli tak dostojni. W tym momencie odezwała się Lotte
    -Wracając do naszej rozmowy…
    -Jesteś pewna że to najlepszy czas na to?
    -Tak, jestem pewna bo chcę Ci coś powiedzieć. Jeżeli… jeżeli będziesz chciał to popłynę tam z Tobą.
    -Tam to znaczy gdzie?
    -Do Indii Wschodnich. Będę Cię wspierać tak mocno jak potrafię, bo Cię Kocham i się o Ciebie boję.
    -Nie masz o co skarbie
    -Mam! Sam wiesz jak tam jest o czym ostrzegałeś mojego brata. Nie pozwolę Tobie stać się takim potworem jakim jest Marja
    -Ale ona nigdy nie była w Batawii
    -A jednak. W każdym razie czuję że jestem gotowa podjąć to wyzwanie
    -Zastanawiałaś się może kiedyś, jak się czuł Otto i Ingrid wyjeżdżając?
    -Nie mam pojęcia i nie obchodzi mnie to.
    Przerwali kiedy dostali znak od księdza że mogą już podejść. Ze względu na brak nadających się do spoczęcia łatwek, cała msza z wyjątkiem udzielenia sakramentu odbywała się na stojąco. Kiedy ksiądz skończył ją odprawiać i dał znak że mogą odejść poczuli się dziwnie. Wiedzieli że są gotowi na to, ale teraz na ich dusze spadł cały ciężar konsekwencji podjęcia tej decyzji. Nagle doświadczyli przyśpieszonego dojrzewania- wiedzieli że od teraz biorą odpowiedzialność nie tylko za siebie ale również za drugą stronę. Wiedzieli że się kochają i że są gotowi na wiele, ale nawet nie wiedzieli gdzie to wiele mogłoby się znajdować i jaką przybrać postać. Lodewijk przypomniał sobie słowa Dostojewskiego o marzeniach spełniających się w tak dziwny sposób że aż ten moment jest niedostrzegalny. Ogółem jednak byli szczęśliwi, czego nie było widać jednak w zachowaniu. Zastanawiał się teraz czy jego twarz wygląda jak Wilhelminy, nieustannie gotowa do odparowania ciosu skądkolwiek by przybył. Postanowił w jakiś sposób przerwać milczenie i odezwał się do żony.
    -Północ czy wschód?
    -Północ, to będzie dobry kierunek.

    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    @Zeroskilla

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: upload.wikimedia.org

  •  

    #wielkawojnafabularnie

    Jean Wy-Pierre Dalae (a właściwie jego żołnierze)

    Aby nieco podnieść morale żołnierzy i odwieść ich myśli od trwającej wojny, Charlie zdecydował się zebrać kilkunastu Bastienów i w sekrecie, pod osłoną nocy (chociaż wybuchające wszędzie pociski sprawiały, że niebo było jasne niczym w południe) zebrali się by skonsumować ostatnią butelkę wina, którą adiutant przezornie ukrył na początku walk. Co prawda Jean-WyPierre coś podejrzewał i zainicjował poszukiwania, gdyż butelka ta była jedną z najcenniejszych z jego prywatnej kolekcji, ale Charliemu udało się przekonać generała, że jeden z żołnierzy załadował winem armatę i wystrzelił je w kierunku wrogiego fortu.

    - Messieurs, powiedzmy sobie szczerze. Generał Dalae nie jest gwarancją przetrwania na froncie, zwłaszcza w okresie, w którym to wrogowie przystąpili do ofensywy. Nie pozostaje nam nic innego jak cieszyć się życiem, bo następnego dnia możemy nie doczekać. Niech to nam przypomni smak normalności. Tchin-tchin!

    Adiutant otworzył butelkę i wziął łyk trunku. Odruchowo sięgnął po ser, ale na desce znajdowało się tylko podsmażone mięso szczura i kilka twardych jak kamień bochenków chleba. Charlie westchnął i podał wino Bastienowi po swojej prawicy. Po kilkunastu minutach alkohol się skończył, ale żołnierze zdołali oddalić myśli o wojnie i śmierci – gdyby nie hałasy wybuchających pocisków, może byliby nawet w stanie wyobrazić sobie, że znajdują się na pikniku we wspólnym towarzystwie. Zdając sobie sprawę, że to może być ostatnia taka chwila, zaczęli rozmawiać o swoich przeżyciach, z czasem coraz bardziej się ożywiając. Po chwili dało się nawet słyszeć dowcipy czy zabawne anegdoty z życia. Ostatecznie jednak temat wojny wysunął się na pierwszy plan. Jednakże i tutaj udało się podtrzymać względnie wesołą atmosferę, poprzez skoncentrowanie się na osobie Jean-WyPierre’a Dalae. Każdy ze zgromadzonych miał swoje własne, unikalne przeżycia z generałem:

    - Nigdy nie zapomnę, jak zapytał mnie o to czym przyprawiam pociski. Myślałem, że żartuje!

    - Jak to „czym przyprawiasz”?

    - No cóż, mniej więcej tak samo zareagowałem, a Mon General wyciągnął dwie torebki: w jednej miał estragon, a w drugiej tymianek. Powiedział, że estragon powoduje większy obszar rażenia pocisku, zaś tymianek sprawia, że w leju powstałym wskutek wybuchu, powietrze zaczyna wydzielać dziwną woń, która powoduje stopniowe obumieranie mózgu!

    - Doprawdy szalony z niego człowiek! Mnie z kolei pewnego razu Mon General zapytał o to, jak nazwałem swoje działo. Przez chwilę w ogóle nie miałem pojęcia co odpowiedzieć, ale palnąłem na szybko „Bastylia”. Poklepał mnie po plecach i powiedział: „Nazwałeś swoje działo na cześć miejsca, które jest symbolem naszej pięknej Republiki. Niech twoja la Bastille niesie śmierć wrogom, tak jak upadek tego zamku stał się początkiem śmierci monarchii”!

    - Co odpowiedziałeś?

    - Hmm… Coś tak pokiwałem głową. Musicie wiedzieć, że gdy zapytał o to jak nazwałem „swoje działo”, nie myślałem wcale o tej haubicy, z której nieustannie słałem pociski na głowy niemieckich żołnierzy. Na szczęście zachowałem wystarczającą przytomność umysłu, by nie prostować tego drobnego nieporozumienia.

    - Ha, to Ci historia! Faktem jest jednak, że Mon General ma coś z tym nazywaniem – dość powiedzieć, że nadał naszemu fortowi imię Jeanne d’Arc. Pamiętam jak krzyczał do nas, że mamy bronić tego miejsca, gdyż jest to nasza Dziewica Orleańska, nasza Święta, bohaterka i patronka!

    - Pamiętam! Musisz przyznać, Bastien, że jaki by nie był, Generał ma coś w sobie. Umie przemawiać – choćby gadał skończone głupoty, to jest coś w jego głosie, co sprawia, że chce się walczyć.

    - Czyżby?

    - No… a potem kończy mówić i zdajesz sobie sprawę, że nie było w tym zbyt wiele mądrości.

    - Święte słowa Bastien! Zaraz… jak właściwie masz na imię? Jak macie na imię messieurs? Ja na ten przykład nazywam się…

    Żołnierz zawahał się. Potrafił bez trudu przywołać imiona swoich rodziców, żony, sąsiadki, a nawet tego wesołego chłopca, który regularnie sprzedawał bagietki w okolicy jego domu. Gdy jednak próbował sięgnąć pamięcią do jakiejś rozmowy, w której ktoś zwracał się do Niego po imieniu, nie był w stanie przypomnieć sobie tego, jak nazywano go przed wojną. Po twarzach zgromadzonych w pomieszczeniu (poza Charliem) widać było ten sam problem. Artylerzysta zaśmiał się rubasznie:

    - Tak oto Messieurs Bastienowie pójdziemy na śmierć nie pamiętając swoich prawdziwych imion! Dopiero nagrobki przyniosą odpowiedź na to pytanie, które w chwili obecnej jest dla nas zagadką większą niż to, ile jeszcze potrwa ten okrutny konflikt! Jeśli uda mi się jakimś cudem wrócić do domu cało, nazwę swojego potomka Bastien!

    - Ja też haha!

    - To i ja!

    - A niech mnie, jak wszyscy to wszyscy, nie Charlie?

    Adiutant generała spojrzał na towarzyszy i uśmiechnął się. Tej nocy przypomniał sobie wiele historii ze swojego życia – poznał też dzieje swoich rozmówców. Nie ulegało wątpliwości to, że odkąd trafili pod skrzydła Generała Dalae, zyskali całą masę najróżniejszych wspomnień, które sprawią, że (jeśli dane im będzie przeżyć) będą się mogli poszczycić szczególnie ciekawymi żywotami. A jeśli zginą… Niech tam! Nie jest powiedziane, że każdy musi się zestarzeć. Niejeden sędziwy człowiek nie przeżył nawet połowy tego, co artylerzyści stacjonujący w Jeanne d’Arc. Charlie pokiwał powoli głową i powiedział cicho, ale śmiertelnie poważnie:

    - A ja nazwę go Jean-WyPierre.
    pokaż całość

    źródło: chłopaki_wojaki.jpg

  •  

    Pamiętnik Lodewijka

    *******************************************************************************************************************************************

    15 sierpnia 1897 roku

    Po wielu dniach Lodewijk i Liselotte znajdowali się na drodze do Konstantynopolu. Właśnie zachodziło słońce co dodawało tajemniczej atmosfery miastu. Z daleka jaśniała ostrym blaskiem kopuła Hagia Sophia (Lodewijk pomyślał że dobrym pomysłem byłoby załatwienie jakiejś osłony przed słońcem w samochodzie). Z lewej strony widzieli mozaikę pól która w oddali zmieniała się w morze. Po prawej stronie z kolei fale miarowo odbijały się o brzeg. Zapach przesycony był solą morską i jodem. To był dobry moment nie tylko aby się zachwycać widokiem ale również dokonać rekapitulacji wycieczki. Nie bez przypadku podróżowali samochodem a miny mieli raczej nietęgie. Mieli poczucie że z każdym kilometrem zbliżają się do końca najlepszej przygody w życiu. Coraz częstsze stawały się pytania „Co dalej?” oraz „Gdzie w sumie będziemy za kilka lat?”. To właśnie z tego powodu świadomie wybierali jak najdłuższą trasę. Jechali brzegiem Adriatyku zachwycając się lazurowym morzem oraz kamienną Ragusą. Lodewijk zapamiętał że historia tego miasta było jego wymarzonym życiem. Pomimo tego że była wiele razy podbijana to władcy uznawali ją za tak nieważne miasto że cieszyło się większą dozą niezależności niż niejedno „wolne miasto” w Świętym Cesarstwie Rzymskim, i udało mu się zachować tożsamość. W bagażniku nawet miał zdjęcie, jak stoją pod murami miejskimi, za które słono zapłacił. Później kontynuowali podróż na południe i odwiedzili Ateny. To miasto jednak w niczym im nie zaimponowało. Mimo najszczerszych chęci bardziej zapamiętali je z kilku zabawnych historyjek niż z jego zabytków. Otrzymali również audiencję u Jerzego I, jednak nadal nic się nie działo. Ateny mogłyby dla nich równie dobrze nie istnieć, czym byli głęboko rozczarowani. Stwierdzili że to nie może być ostatnie miasto przed Konstantynopolem i postanowili pojechać do Bukaresztu. Okazał się dla nich łaskawszy, podobnie jak Sofia, którą odwiedzili później. Ogólnie stwierdzili że bardziej podobają im się miejsca może trochę mniej oczywiste. Ponadto Bałkany stały się ich fascynacją. Zaczęli kupować książki o historii tych wszystkich państw których nazwy w oryginale mieli problem wymówić i próbować cokolwiek z tego zrozumieć. Aleksander I kiedy o tym usłyszał stwierdził że to nie ma sensu, ponieważ zrozumieć Bałkany może jedynie ten który się tam urodził. Ten zręczny władca lawirujący pomiędzy potęgami o długiej czarnej brodzie zrobił na nich wrażenie swoją pewnością siebie. Opowiadał im również o planach na przyszłość, biorąc ich za bardziej ważnych niż są w rzeczywistości. Czepiał się wszelkich środków aby księstwo którym zarządzał uczynić carstwem, i liczył że ten niespodziewany gość z królestwa Holandii pomoże mu to osiągnąć. Momentalnie jednak stracił do nich sympatię kiedy usłyszał o celu podróży. Z ledwie ukrywaną wściekłością zakończył audiencję i rozkazał tajnej policji ich śledzić czy nie są szpiegami. Lodewijk musiał gęsto się tłumaczyć z zakupu pamiątkowego noża do otwierania listów. Z Sofii postanowili pojechać już do Konstantynopola, jednak tym razem wybrali auto. Mieli nieregularny tryb życia; zdarzało się że jeździli po 16 zaczynając późnym wieczorem, a czasami całe dni spędzali na spaniu oraz spacerach po okolicy. Felix postanowił nie przyłączać się do nich i już od dwóch tygodni za pieniądze Lodewijka balował u celu ich podróży. Nie mieli i nie chcieli mieć z nim teraz żadnego kontaktu. W Sofii Lodewijk również podjął ostateczną decyzję. Teraz czuł że pozostało im jedynie dać się ponieść nurtowi historii. Do hotelu w którym był adiutant przyjechali późną nocą. Czekał na nich w pokoju. Wymienili kilka zdań po czym usnęli twardym snem. Rano rozpoczęli zwiedzanie. Nie interesowały ich oczywiste atrakcje jak Hagia Sophia czy zwiedzanie portu. Wybrali się na bazar. Feeria barw i dźwięków przytłoczyła ich. Poczuli się jakby cofnęli się w czasie do średniowiecza. Tak jak wtedy nieomal cała szerokość ulicy była zajęta przez stragany z najróżniejszymi towarami, wśród których dominowały jednak przyprawy sprowadzane z najdalszych zakątków globu. Budynki przylegające do ulic były zajęte przez kawiarnie i palarnie. Postanowili wstąpić do jednej. Pomiędzy stoiskami znajdowało się wąskie przejście. Schylili się żeby wejść przez drzwi i zeszli kilka stopni. W pokoju jedynym źródłem światła były lampy naftowe ustawione przy barze, za którym stał rosły Turek ubrany w luźny strój i fez. Nie było stolików- w zamian wszędzie były rozstawione poduszki i kanapy na których można było siadać podług upodobania. Ludzi było sporo- krzyczeli głośno, pili kawę i palili szisze. Nie znali języka, więc nic nie zamówili, ale stwierdzili że dobrym pomysłem jest odpocząć na poduszkach. Usiedli więc rozmawiając między sobą, a po chwili zauważyli że podchodzi do nich wysoki Arab ubrany w luźne szaty i czarną kamizelkę. Odruchowo Lodewijk skierował rękę ku pistoletowi, jednak z ust wypłynęła francuszczyzna- trochę kaleka ale sam fakt występowania tego języka w takim miejscu był nad wyraz intrygujący
    -Jak państwu się podoba? Ahh, gdzie moje maniery, nazywam się Mohammed.
    -Witam serdecznie, nazywam się Lodewijk van Oranje a to moja partnerka, Liselotte Janssen
    -Nie będą mieli państwo nic przeciwko że będę mówić po imieniu? To po prostu łatwiejsze
    -Niee, skąd- Liselotte odparła pomimo zauważalnych oznak zaniepokojenia
    -Napijecie się może kawy? Barman tutaj jest fantastyczny, a polecam się śpieszyć bo muezzini zaczynają wołać na modlitwę, i przez najbliższy czas nie będzie można nic dostać
    -Poprosimy, po jednej
    Mohammed krzyknął do osoby za barem i po chwili ów podszedł do stołu z dwoma filiżankami z których wydobywał się nęcący aromat świeżo palonych ziaren. Zaczęli pić i rozmawiali przez chwilę. Później nowo poznany towarzysz podążył ku miejscu z którego wstał i zaczął się modlić. Po modlitwie zagadnął ich
    -Od jak dawna jesteście w tym mieście?
    -Od wczorajszej nocy
    -A skąd pochodzicie?
    -Ja z Holandii a Lode z holenderskich Indii Wschodnich
    -Jak tam jest?
    Porozmawiali jeszcze trochę w tym klimacie po czym otrzymali propozycję oprowadzenia po mieście. Zgodzili się na nią chętnie będąc pewnymi że nic się nie może stać. Przez jakiś czas samozwańczy przewodnik opowiadał im o mieście i pokazywał nieoczywiste atrakcje. Wędrowali tak dosyć długo, a w jednej z bocznych uliczek się zatrzymał
    -Co się dzieje?- zapytał Lodewijk. Nie zauważył kiedy za jego plecami pojawiło się kilku Arabów z szablami
    -Dawaj pieniądze albo giń!
    -Nie mam żadnych pieniędzy
    -Jesteś otoczony i nie radzę kłamać.
    -Kiedy poważnie nie mam
    -Nie wierzę Ci. Pokazuj kieszenie.
    -Już dobrze, spokojnie.- po czym zaczęła się procedura przeszukiwania. W jednej z nich znajdował się pierścionek. Kiedy szef szajki go zauważył gwizdnął z uznaniem
    -Całkiem spore zasoby jak na kogoś kto mówił że nic nie ma. Dawaj to! -warknął zdenerwowany po czym nie czekając na ruch ręki wyszarpnął go.
    -Hej, co tu się dzieje!- Nagle z końca ulicy zabrzmiał głęboki głos
    -Chodu!- krzyknął zbir i zaczął uciekać. Reszta bandy nie oglądając się za siebie zniknęła w uliczkach. Lodewijk puścił się w pogoń za bandytą. W biegu wyciągnął również broń i oddał strzał ostrzegawczy. Nie zrobiło to jednak wrażenia na gonionym i pędził ulicami które znał jak własną kieszeń. Pogoń wydawała się być już przegrana, kiedy nie wiadomo skąd przy Lodewijku pojawiła się postać. Z zainteresowaniem zauważył że jego niespodziewany sojusznik miał na sobie marynarski mundur.
    -Skręćmy w prawo! Znam skrót- zdążył krzyknąć i pobiegli dalej. Po kilku minutach Holender usłyszał
    -Biegnij prosto i w lewo, zaraz go przyskrzynimy
    Znajdowali się na dosyć ruchliwej ulicy więc nie bardzo dawał wiarę ale zastosował się do instrukcji. Po kolejnych kilkuset metrach jednak plan odniósł skutek. Zbir teraz znajdował się pomiędzy Lodewijkiem z jednej a nieznanym oficerem z drugiej. Pomiędzy nimi znajdowało się jeszcze małżeństwo turystów idących z małą dziewczynką. Nie myśląc zbyt dużo przyciągnął tę ostatnią do siebie i krzyknął
    -Ani kroku dalej bo ją zabije!- mówiąc to przyłożył szablę do szyi dziecka. Jego rodzice wycofali się i byli całkowicie zaskoczeni takim obrotem spraw. -rzućcie broń i dajcie mi odejść w spokoju to nic się nie stanie!
    -W imieniu Jego Wysokości Sułtana Abdülhamida II poddaj się! Wiesz że nie wygrasz- mówił szybko ale spokojnie Turek
    -Jeżeli zaraz stąd nie odejdziecie ta dziewczynka stanie się waszą ofiarą.
    -Wtedy zabijemy Cię. Nie masz jak się bronić- Lodewijk zauważył że oficer daje mu znaki spojrzeniem. Zrozumiał sprawę w lot. Pozwolił jeszcze chwilę pertraktować a później niespodziewanie skierował pistolet ku lewej stronie i oddał dwa strzały. Napastnik obejrzał się i na chwilę stracił koncentracje. Wtedy kapitan skoczył do niego i odepchnął dziewczynkę. Szamotali się jeszcze chwile po której bandyta leżał przygwożdżony.
    -Oddaj wszystko co ukradłeś.
    -D-dobrze, już- bez szemrania wstał i zwrócił Lodewijkowi wszystkie fanty.
    -Odejdź, nie mam ochoty oglądać Twojej gęby. Jeżeli jeszcze raz kogoś okradniesz to przysięgam na Allacha i jego proroka że już nie ujdzie Ci to na sucho.
    Bandyta podniósł szablę i uciekł w nieznanym kierunku. Teraz dopiero dopędziła ich Lotte, z podniesioną sukienką. Była cała zdyszana, włosy miała w nieładzie a na czole perlił się pot. Lodewijk podbiegł do niej i podał ramię do oparcia
    -Dziękujemy Ci, mimo że nawet nie wiemy jak masz na imię
    -Nazywam się Abi Dalzim i dzisiaj przypłynąłem do miasta na pokładzie „Rzepakowej Otomany”.
    -To dlatego jesteś w mundurze. Jak możemy Ci to wynagrodzić?
    -Nie musicie. A na przyszłość nie ufajcie takim ludziom. To dosyć powszechna praktyka w tym mieście. Jeżeli chcecie to mogę was oprowadzić, mam trochę wolnego przed następnym rejsem.
    -Gdzie płyniesz?
    -Nigdy tego nie wiem, ponieważ porty do których zawinę z załogą wybieram po drodze. Dlatego właśnie nazywają mnie „Sindbadem”
    -Możemy popłynąć z Tobą? Tak się składa że podróżujemy po Europie bez celu.
    -Nie ma sprawy. Parlez Vous Francais?- zwrócił się do rodziny jednak rodzice pokiwali głową z niezrozumieniem- tutaj kończy się moja znajomość języków obcych. Może Ty coś będziesz umiał powiedzieć
    -Postaram się. Do you speak English?
    -Yes! -rodzice zakrzyknęli radośnie. -Czy mógłby Pan podziękować temu marynarzowi? Jesteśmy ogromnie wdzięczni za uratowanie Lindsey- już myśleliśmy że ten człowiek naprawdę ją zabije, a jest naszym największym skarbem.
    -Nie ma problemu. Państwo…
    -Ettenmoors
    -O właśnie. Państwo Ettenmoors wyrażają wdzięczność za to co Pan zrobił.
    -Nie robię tego dla siebie a na chwałę dworu. W tym kraju nikt nie ma prawa być tak traktowany i moim honorem jako żołnierza jest dbać o bezpieczeństwo kogokolwiek. Wracając do tematu- głos był pełen dumy i zwyczajowej beztroski która go charakteryzowała- jeżeli chcecie to jutro przyjdźcie około dziewiątej na pokład „Rzepakowej Otomany”. Będą tam i jestem gotów pokazać wam wszystkie zakamarki tego wspaniałego miasta oszczędzając przygód w rodzaju tych w których uczestniczyliście.
    -Bardzo chętnie. Będziemy jutro.
    Wszyscy się rozeszli a na ulicy pozostali tylko Lodewijk i Liselotte. Ta kiedy złapała oddech powiedziała- co Ty kombinujesz?
    -Chciałem to zrobić dzisiaj podczas spaceru, jednak z niespodzianki nici, wobec tego zapytam tutaj- uklęknął na jedno kolano na bruku, i wyciągnął pierścionek- czy zostaniesz moją żoną?
    -Oczywiście, Lode!- odparła wesoło i rzuciła mu się w ramiona.

    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    @Zeroskilla @Legzday

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: c8.alamy.com

  •  

    OFFTOP:

    Pamiętnik Lodewijka

    6 licpa 1896 roku

    Armia nie miała bezpośredniej styczności z Lodewijkiem już od bardzo dawna. Wszystkie rozkazy i miejsca kolejnych postojów przynosił Felix, który jedyny podchodził do generała ukrywającego się wieczorami w namiocie, a dniami nie dopuszczającymi do siebie nikogo. Wśród żołnierzy narastał ferment a niektórzy z podoficerów zaczęli półotwarcie mówić o buncie. Co prawda był obecny, jednak brak jakiegokolwiek bezpośredniego kontaktu był niepokojący.
    Prawda była zgoła inna. Lodewijk van Oranje od dwóch tygodni nie wytrzeźwiał.
    Leżał w namiocie na łóżku polowym i sięgał ręką po butelkę z ajerkoniakiem. Na łóżku leżały również stare zdjęcia które przeglądał w wolnych chwilach i rozpamiętywał życiowe porażki. Podczas ostatniej obrony pałacu z rąk krajowców stracił przyjaciela a malaria zabrała mu najdzielniejszych żołnierzy. Paul zaś podczas ostatniego ataku podagry wyzwał go od bękartów.
    Gwoździem do trumny dla jego psychiki była ostatnia zasadzka tubylców w dżungli, która ponownie osłabiła oddział, oraz list który odebrał przed atakiem informujący go o niemożności otrzymania śrub o średnicy pół cala.

    -------------------------------------------------

    Żaden z żołnierzy stojących tej nocy na warcie nie zauważył sylwetki postaci cicho przemierzającej dżunglę. Nikt nie usłyszał jak stawiał rozważnie każdy krok i zwinnie niczym kot zbliżał się w kierunku namiotu ich dowódcy.

    - HIIIIJAAAAA! - zakrzyknęła postać przepasana białym kimono i papierosem w ustach rozchylając ciemnozieloną zasłonę stanowiącą wejście do namiotu
    Lodewijk van Oranje aż podskoczył w miejscu odruchowo łapiąc się za pas. Jednak jego broni tam nie było, oficerska szabla leżała na drugim końcu pomieszczenia a jedynym czym mógł się teraz bronić był co najwyżej tulipan zrobiony z pustej butelki po ajerkoniaku.
    - W imieniu Buddy otwierać! - krzyknęła jeszcze raz postać która okazała się być... mnichem.
    - Ty tam w kącie! - Mnich wskazał władczo palcem na porucznika - Ty jesteś Lodewijk van Oranje? Dowódca 7 regimentu piechoty KNIL?
    - J-jestem? - Lodewijk jedyne co mógł powiedzieć- nie zauważył nawet że nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie.
    - Przysyła mnie sam Budda. A ja nazywam się King Brucee Lee Karate Mistrz.
    - King Bruce Lee Karate Mistrz?
    - Oczywiście że tak niewierny! – zawołał mnich i jednym ciosem zniszczył całkowicie przypadkowo stojący stos drewnianych półek.
    - Za co to było?! – Holender poczuł jak momentalnie trzeźwieje.
    Bojownik rozejrzał się po kajucie odgarniając nogą puste butelki -Nie rycz mały nie rycz! Ja znam te Twoje numery. Chcesz wiedzieć za co? Za to! Żal mi serce ściska gdy widzę że człowiek mieszka w takim syfie. Że człowiek który podobno miał tyle odwagi, że chciał samemu poświęcić się ryzykownej pracy badawczej i bronić rodziny królewskiej zachowuje się jakby był na wpół nieżywy! Nie toleruje takiego myślenia i nie pozwolę ci tutaj po prostu zgnić! Zapytam cię teraz i dobrze się zastanów... kim jesteś?
    - Lodewij... – niespodziewany cios w potylice zamroczył go na chwilę. Upadł na ziemię, lecz po chwili wstał
    - Jesteś zwycięzcą!
    Dziwnie pobudzony mnich dalej rozglądał się po namiocie aż jego wzrok napotkał plany samochodu.
    - Chyba wiem jak cię zmotywować.

    ---------------------------------------------------

    Nad ranem okrzyki rzucane szybko w kierunku szeregowych rozległy się po obozie. Kolejni sierżanci ze zdzwiniem wstawali i odwracali się w kierunku Lodewijka salutując. Ich dowódca wbity w czysty wyprasowany mundur i z przystrzyżoną brodą emanował pewnością siebie. Z lekkim zawadiackim uśmiechem kiwał głową mijanym podkomendnym.
    - Felix! Nie płacę Ci za zbijanie bąków! Puść gońca do Batawii z informacją o miejscu naszego pobytu. Stefan! Weź kilku zwiadowców i sprawdź co jest po drugiej stronie rzeki.
    Lodewijk spojrzał jeszcze raz w kierunku horyzontu. "Dziękuje ci King Brucee Lee Karate Mistrz." Po czym ciosem karate rozbił gliniany dzban pełen wody która rozlała się po ziemi

    Coś Ty zrobił! To była woda dla żołnierzy! – krzyknął Felix.

    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Prywata. Historia oczywiście nie jest kanoniczna a odpowida na wpis @Patryk_z_lasu oraz @Zeroskilla .

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: moja.wywrota.pl

  •  

    #wielkawojnafabularnie #trojprzymierze #lacunafabularnieczarnolisto

    W nazwiązaniu do tego wpisu fabularnego.

    Załoga "Jutrzenki" od wielu dni nie widziała swojego admirała. Wszelkie rozkazy przychodziły od adiutanta, który był jedyną osobą wchodzacą i wychodzacą z jego kajuty. Zachowanie to budziło coraz większe wątpliwości i niepewność. Zniknięcie czuwającego zwykle nad każdym szczegółem admirała stało się powodem plotek o jego chorobie lub całkowitej dezercji.
    Prawda była zgoła inna. Abi Dalzim był po prostu w kilkudniowym ciągu alkoholowym.
    Siedział teraz na podłodze oparty o biurko z butelką wina w ręku przeglądając stare zdjęcia i rozpamiętując życiowe porażki. Na "Rzepakowym Ottomanie" i "Rozczorchranej Nisie" w bitwie morskiej stracił dwóch siostrzeńców, pod Sofią starego przyjaciela. Sam Sułtan spłunął mu w twarz odmawiając rezygnacji ze stanowiska admirała.
    Gwoździem do trumny dla jego psychiki było odrzucenie zaproszenia przez Lindsday Ettenmoors na jego okręt.

    -------------------------------------------------

    Żaden z marynarzy stojących tej nocy na warcie nie zauważył wynurzającej się z wody postaci. Nikt nie usłyszał jak powoli wspinała się po burcie okrętu i zwinnie niczym kot zbliżała się w kierunku kajuty ich dowódcy.

    - HIIIIJAAAAA! - zakrzyknęła postać w bieli otwierając kopniakiem drzwi do pomieszczenia.
    Abi Dalzim aż podskoczył w miejscu odruchowo łapiąc się za pas. Jednak jego broni tam nie było, oficerska szabla leżała na drugim końcu kajuty a jedynym czym mógł się teraz bronić był co najwyżej tulipan zrobiony z pustej butelki po winie.
    - W imieniu Sykstusa Szóstego otwierać! - krzyknęła jeszcze raz postać która okazała się być... zakonnicą.
    - Ty tam w kącie! - Siostra zakonna wskazała władczo palcem na admirała - Ty jesteś Abi Dalzim? Admirał Osmańskiej floty?
    - J-jestem? - Admirał był w zbyt wielkim szoku żeby odpowiedzieć na to pytanie.
    - Przysyła mnie papież Sykstus. A ja nazywam się Siostra Motywacja.
    - Siostra Motywacja?
    - A żebyś motyla noga wiedział! - zawołała siostra i uderzyła admirała z liścia w twarz.
    - Za co to było?! - Turek poczuł jak momentalnie trzeźwieje.
    Zakonnica rozejrzała się po kajucie odgarniając nogą puste butelki - Za to! Żal mi serce ściska gdy widzę że człowiek mieszka w takim syfie. Że człowiek który podobno miał tyle odwagi, że chciał oddać życie by tylko ocalić swoich żołnierzy w tej chwili mówi i myśli o sobie jakby był półtrupem! Nie toleruje takiego myślenia i nie pozwolę ci tutaj po prostu zgnić! Zapytam cię teraz i dobrze się zastanów... kim jesteś?
    - Abi Dalz... - kolejny cios otwartą dłonią od zakonnicy wylądował na twarzy admirała.
    - Jesteś zwyciezcą! Zapamiętaj to sobie!
    Dziwnie pobudzona siostra zakonna dalej rozglądała się po kajucie aż jej wzrok napotkał zdjęcie Lindsay. Zmrużyła oczy i spojrzała podejrzliwie na Dalzima.
    - Chyba wiem jak cię zmotywować.

    ---------------------------------------------------

    Nad ranem kroki ciężkich oficerskich butów rozległy się po pokładzie. Kolejni marynarze ze zdzwiniem wstawali i odwracali się w kierunku Abi Dalzima salutując. Ich dowódca wbity w czysty wyprasowany mundur i z przystrzyżoną brodą emanował pewnością siebie. Z lekkim zawadiackim uśmiechem kiwał głową mijanym podkomendnym.
    - Janutar! - zawołał wchodząc na mostek - Pełna gotowość! Kurs na greckie wybrzeża! Aha i nadaj tą depeszę do Watykanu.
    Dalzim spojrzał jeszcze raz w kierunku horyzontu. "Dziękuje ci Siostro Motywacjo."

    @Zerri
    Proszę waszą świętobliwość o błogosławieństwo i pomoc w zmianie wiary na chrześcijańską.
    pokaż całość

    źródło: MV5BNDI0MjAzMzk1NV5BMl5BanBnXkFtZTcwNTYwODQ0Nw@@._V1_.jpg

    •  

      Siostra Motywacja

      Biała motorówka z papieskim herbem na burcie, odpływała właśnie od osmańskiego pancernika. Znajdująca się na niej siostra Motywacja nie zajmowała się jednak sterowaniem, tylko radiostacją, ukrytą pod brezentem, co chroniło ją przed zamoczeniem

      - Halo, centrala? Dostałam się na "Jutrzenkę" i porozmawiałam sobie z Dalzim - zaraportowała zakonnica
      - I jak? - zakłócony, choć wciąż możliwy do zrozumienia męski głos wydobył się z maszyny
      - Broda przystrzyżona, mundury wyprane... Nawet UMYŁ SIĘ. Myślę, że jest gotowy.
      - Doskonale, doskonale. Bądź w kontakcie Großmami, dopóki Klein Fritz nie zda raportu, musisz być gotowa na wszystko. Bez odbioru.
      - Bez odbioru
      pokaż całość

  •  

    T6.5

    Wstał kolejny wrześniowy poranek. Od ostatniej nocy nic się nie zmieniło, stwierdził w myślach. Codziennie widział te same namioty pokryte jednakowym szarym brezentem, które nieustannie nasiąkały wodą przy każdym poważniejszym deszczu, zabłocone drogi rozryte koleinami dział, sztab który usadowił się w pobliskim domu rolników (właścicieli nie było, prawdopodobnie uciekli kilka dni przed przybyciem armii), oraz to samo niebo przed chwilą jeszcze w kolorze głębokiego granitu, teraz nieśmiało rozjaśniane przez słońce, oraz wodę w stalowoszarym kolorze. Jedynym ruchomym elementem były fale nieregularnie obijające się o brzeg z głośnym pluskiem. Poranek był zawsze dla niego wyjątkową porą, zwłaszcza chmurny. Lodewijk wtedy cierpliwie patrzył przed siebie usiłując wychwycić moment w którym kolor nieba i kolor wody zaczną się od siebie odróżniać. Przegnał jednak myśli o krajobrazie i wrócił do do rozmowy z Felixem, co robił kilkukrotnie dziennie. Obecnie jego armia nie prezentowała się najgorzej- zawody odniosły efekt, zostali najlepsi bądź najbardziej zdyscyplinowania. Od tych których musiał porzucić otrzymywał kartki z najdalszych fragmentów frontu, przynoszone regularnie przez pocztę wojenną (był zdziwiony tym jak sprawnie działa ta usługa) od Pomorza po Francję- ba, zdarzyło się nawet że część została oddelegowana do garnizonu w Tanganice, dokładnie tam gdzie zaczęli swoją wojenną ścieżkę. Na widok pocztówki ukazującej jezioro wzruszył się odrobinę. Wypatrywał kurczowo oznak rozkładu wskazanych przez adiutanta i ku swojemu przerażeniu zdał sobie sprawę że sytuacja zaczyna się robić poważna. Nie chodziło tutaj o regulaminową liczbę strzałów na minutę, precyzję, czy szybkość przenoszenia celów- widział że żołnierze coraz częściej zaczynają zaglądać do kantyn. Pożerała ich bezgraniczna nuda. Nie było tutaj miejsca na jakąś wzniosłą rozpacz, głęboki smutek, czy jakiekolwiek inne negatywne i heroiczne przy tym uczucie, tylko nuda wynikająca z rutyny oblepiająca wszystko niczym gorzki miód. To ona powodowała że kasyno było pełne, bijatyki i pijatyki stawały się codziennością a każde trudniejsze zadanie stawało się nagle czymś nieosiągalnym tak mocno jak koniec tej wojny. Sumienie przypomniało mu że sam kilka razy spił się z oficerami, pod pozorem „poznawania swoich żołnierzy”. Wiedział jednak również że już dzisiaj się to zmieni. Wczoraj otrzymał dawno oczekiwaną skrzynię wraz z listem od samego cesarza. Ów właśnie zaakceptował pomysł nadania szczególnie zasłużonym „Gwiazdy Afryki” - nowego odznaczenia. Lodewijk zamierzał zwalczyć nudę wzmacniając morale wojaków z jednej strony nadaniem tego medalu, z drugiej zaś zastosować starą, żołnierską metodę na nudę- bezsensowne ćwiczenia do utraty tchu. Po zakończeniu tematu podkomendnych wrócił do siebie. Zapuścił się- broda mu urosła do nieregulaminowej długości, a mundur powoli stawał się za ciasny z powodu nagłego przyrostu wagi związanego z piciem i pochłanianiem przy okazji zbyt dużej ilości wojskowych racji. W tym obszarze również rozmowa z Felixem była kluczowa. Doszedł do wniosku że jedyną opcją aby nie przypominać sobie tych wszystkich zdarzeń związanych z przeszłością, jest symboliczne zamknięcie ich na łamach pamiętnika, który również zaniedbał. Wrócił do namiotu i wyciągnął ze skrzynki plik kartek papieru czerpanego. Zamoczył złote pióro które, po chwili zaczęło pisać nieomal jakby było odrębnym bytem, niezależnym od prowadzącej je ręki.

    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Prywata. Wiem że order na zdjęciu jest brytyjski, aczkolwiek jego wygląd dokładnie odpowiada mojej wizji. Jeżeli czujecie wybicie z immersji to po prostu wyobraźcie sobie że napisy są po niemiecku.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: static.myvimu.com

  •  

    Marco siedział wygodnie w swoim ulubionym fotelu, czytając styczniowe wydanie "The Saturday Evening Post".
    Znajomy Amerykanin Donald Curtis przywiózł mu je ze sobą a teraz siedząc obok razem popijali włoskie wino.

    - Głupota - burknął Rosso - kto dał kobiecie napisać artykuł, i co ważniejsze co za kretyn go opublikował? Wyobrażasz sobie Donaldzie coś takiego? - Donald Curtis, owy przyjaciel pochylił się, chwycił gazetę i błyskawicznie przemierzył wzrokiem tekst.
    - Nie rozumiem - odparł - przecież jest to bardzo dobrze napisany artykuł. Racją jest że wojna musiała wybuchnąć przez rosnące wpływy nacjonalistyczne w imperiach które kiedyś były podzielone na mniejsze kraje.
    - Zgadzam się, - przerwał mu - zauważ tylko że artykuł napisany jest w sposób że myślisz od razu że obie strony konfliktu są tak samo
    winne jego wybuch, ale to bzdura! - wrzasnął - Serbski zamachowca może i zastrzelił jakiegoś wypindrzonego księciunia ale czy to od razu powód do wojny? Serbia przecież przyjęła prawie wszystkie warunki w ultimatum Austro-Węgierskim, wyobrażasz sobie że byli gotów na zrzeczenie się praw do Bośni? Zauważ też że Austro-Węgry i Niemcy odrzuciły brytyjską propozycję konferencji mającej na celu rozwiązanie tej bezsensownej sprzeczki. ONI PO PROSTU CHCIELI WOJNY!
    - Który to twój kieliszek? - Zapytał Curtis.
    - Nie ważne! Ważne że Amerykanie umywają ręce jak Piłat…
    - Z Kałaibów? - Wybuchnął śmiechem Donald.
    -... nie, z Judei. Chowają głowy w piasek zamiast pomóc nam w walce przeciw tym szumowinom z Trójprzymierza! - Zamilkł.

    - Zaciągniemy się. - Przerwał ciszę Amerykanin.
    - Właściwie ja już się zaciągnąłem. Dostałem własną eskadrę. - Zamruczał Porco Rosso. - Chciałbym żebyś był jednym z moich oficerów.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: Lindsay Ettenmoors.png

  •  

    #wielkawojnafabularnie

    Jean-WyPierre Dalae

    Generał Dalae zgromadził kilku najbardziej zaufanych ludzi, ze swoim adiutantem, Charliem na czele. Niektórzy żołnierze nie widzieli Jean-WyPierre’a od jakiegoś czasu, toteż gdy ujrzeli jego zaniedbaną i nieskalaną (od kilku miesięcy) brzytwą twarz zaniepokoili się. Co jak co, ale prezencja generała przez długi czas była bez zarzutu, nawet mimo obecności na froncie i konieczności podejmowania wielu działań związanych z walką. Podkrążone oczy i zmęczony wzrok były kolejnymi oznakami tego, że wojna poważnie dała się we znaki młodemu oficerowi. Dalae zmierzył wzorkiem każdego i przemówił:

    - Messieurs. Sytuacja jest poważna. Mimo początkowej przewagi, zostaliśmy obecnie zepchnięci do defensywy. Cenię sobie każdego z was. W ciągu naszej wspólnej służby niejednokrotnie zaprezentowaliście się jako niezwykle doświadczeni i inteligentni żołnierze.

    Na zmęczonych i strudzonych twarzach Bastienów pojawiły się uśmiechy. Gdy zostali wezwani na audiencję obawiali się, że będzie to kolejne bezproduktywne spotkanie poświęcone dyskusji nad najnowszym obrazem generała. Tym razem tak się jednak nie stało. Artylerzyści wyprostowali się dumnie i z podekscytowaniem oczekiwali na kolejne słowa. Dalae odchrząknął i dodał:

    - To wszystko, dziękuję.

    Uśmiechy ustąpiły miejsca oznakom zaskoczenia. Jeden ze zszokowanych Bastienów otwarł usta na tyle szeroko, że wleciała weń mucha. Szczęściarz. Dostało mu się trochę mięsa. Po dłuższej chwili ktoś odważył się odpowiedzieć:

    - Mon General… To wszystko, czyli co właściwie? Nie zdradził nam pan żadnego planu, ani o nic nie poprosił. Mogę wiedzieć po co to spotkanie?

    - Nie. Czy wszystko w życiu musi mieć cel?

    - Byłoby miło.

    - Na razie mogę stwierdzić, że to nasz wróg niewątpliwie ma cel, którym jesteśmy my. Dlatego najlepiej zrobicie, jeśli wrócicie do tego, co robiliście zanim was zawezwałem. Merci beaucoup. To wszystko.

    Charlie uśmiechnął się szeroko. Odkąd pogodził się ze śmiercią, przestał się przejmować takimi zdarzeniami. Odprowadził Bastienów, życząc każdemu wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. To był jego autorski pomysł, z którego był niezwykle dumny. Uznał, że będąc na wojnie każdy dzień należy traktować jak prawdziwy dar, coś wyjątkowego. A cóż mogło być bardziej wyjątkowe od codziennych urodzin? Tym sposobem średnia wieku Bastienów zbliżała się do tej, jaką mieli Izraelici według Starego Testamentu. Co z kolei uczyniło dzielnych artylerzystów Narodem Wybranym.

    Tak oto dobiegł końca kolejny dzień na froncie zachodnim.
    pokaż całość

    źródło: ochenta.jpg

  •  

    #wielkawojnafabularnie
    #trojprzymierze
    #lacunafabularnieczarnolisto

    Die Neue Ordnung

    Biały papieski samochód zatrzymał się przed zakonem sióstr Stalinek. Najpierw wysiedli z niego szwajcarscy gwardziści, dopiero po sprawdzeniu najbliżej okolicy, pozwolili na wyjście papieża Sykstusa VI, za nim niczym cień kroczył jego wierny asystent Wojtyła.

    - Matko Boska, toż to Ojciec Święty! - siostra Eutanazja zapiszczała, gdy tylko Jego Świątobliwość przekroczyła progi zakonu.
    - Droga Siostro, ależ proszę bez tego, jestem wciąż tym samym człowiekiem co wcześniej - odpowiedział jej Ernest
    - Tak, tak... Uuuuu - siostra Eutanazja ciężko dyszała i oddychała, starając się opanować nerwy - w cz-czym mogę pomóc.
    - A jest taka drobniutka sprawa, może siostra zgromadzić wszystkich w jednym miejscu? Może tam gdzie ostatnio? Na atrium, pod jabłonką? - zapytał się jej uprzejmie
    - Ju-już się robi.

    Ernest wrócił w dobrze znane sobie miejsce. Tym razem w dużo lepszym stanie, ponownie usiadł na pieńku pod jabłonką, tym razem otaczały go nie dzieci, tylko siostry Stalinki.

    - Jak dobrze wiecie - zaczął - ostatnio Bóg postanowił postawić mnie na czele naszego Kościoła. Jednak sam nad wszystkim tymi duszami nie zapanuje, nie przypilnuje... dlatego potrzebuje wartych zaufania ludzi. Dlatego też przybyłem tutaj, bo tu są najbardziej zaufani mi ludzie w całym Rzymie

    Wśród sióstr przeszedł szmer

    - Siostro Malwersacjo, siostro Defraudacjo, proszę się zbliżyć - obie zakonnice zbliżyły się do papieża - Słyszałem, że to siostry dbają o finanse zakonu, i to bardzo dobrze dbają, a ja zawsze miałem problem z cyferkami. A w Banku Watykańskim trzeba sporo liczyć. To jak, drogie siostry?
    - Yyyyyyyyy - yyyyyyyy
    - Cieszę się z tej decyzji, wspólnie zrobimy porządek w Banku Watykańskim. Tam, za drzwiami czeka mój asystent Wojtyła, on wam przekaże wszystkie kwestie formalne, samochód z kierowcą powinien już czekać. No dalej, avanti!
    - Co następnie, co następnie... A tak! Siostro Degradacjo, Biurokratyzacjo i Korporacjo, siostry muszą...

    Przez następne kilka godzin trwało przydzielanie poszczególnym zakonnicom ich nowych obowiązków w Stolicy Apostolskiej. Pod samym wieczór, kiedy słońce nad Rzymem już zaszło, na atrium została już tylko siostra Eutanazja. Kiedy ta z smutnym wyrazem twarzy już chciała wracać do swojej celi, zatrzymał ją von Zurichskich.

    - Siostro Eutanazjo, myślała siostra, że o niej zapomniałem? Wręcz przeciwnie, dla siostry mam specjalne zadanie. Widzi siostra...
    pokaż całość

    GIF

    źródło: giphy-downsized.gif (1.7MB)

  •  

    Generał Staszkov dzielnie strzelał raz za razem (na wszelki wypadek z bezpiecznej odległości)
    - Nu Sobaka! Giń! Widziałeś to?! Dwóch kałmuków jednego po drugim trafiłem! Za cara!
    - Generale, kałmucy są z nami
    - Na pewno? - Staszkov się bardzo zdziwił - Ale tych dwóch akurat gwałciło krowę
    - A to ścierwa z Trójprzymierza!

    #wielkawojnafabularnie

  •  

    – Tobias, debilu, nie mieszaj kokainy z morfiną. Zmiecie cię z garażu, nie dotykaj opioidów. Weź sobie do tej koki podtlenek azotu to będziesz miał wzmocnienie. Bez wzmocnienia się nie naćpiesz – Niemiec z podkrążonymi oczami patrzył się przez chwilę na Japonkę po czym zaczął się histerycznie śmiać i po kilku sekundach zwymiotował.
    – Danke schön, zapomniałem o tym. Trudniej się miesza te substancje niż myślałem. Czuję się trochę jak alchemik.
    – Herr Aiko, ja już nie mogę! Delfin pod siedzeniem Hansa mi mówi, że po następnej dawce umrę – jęknął ktoś z przeciwnego rogu kilkudziesięciometrowego stołu.
    – Bierz tego speedballa i nie pierdol. Fritz, jak poszły testy nowych proporcji koki z metaamfetaminą? Fritz? Hej, Friedrich?! Ktoś widział Fritza? – podkrążone oczy Aiko zaczęły gorączkowo szukać inżyniera po kątach garażu.
    – Wypił kawę i wystąpiła depresja oddechowa. Jutro będzie miał piękny pogrzeb.
    – Trudno się mówi. Tobias, przypomnij mi, żebym jutro wzięła tego nowego stażystę po polibudzie na testy – Tobias popatrzył się na nią z otwartymi ustami po czym zaczął płakać. Ktoś zwymiotował krwią na podłogę, a Aiko zaczęła się śmiać.
    – Á propos kawy... Mufti, jak idzie testowanie kofeiny z metą?
    – ...ʾIllā llāh, Muḥammadun rasūlu... – Imam zmawiał już sześćdziesiąty ósmy rakat w ciągu godziny w rogu pomieszczenia nieustannie wstając i klękając na swoim dywaniku.
    – Hm. Działa. Czyli kofeina z amfetaminami nie jest złym pomysłem... – Muzułmanka odhaczyła jedną z pozycji na długiej liście i dodała krótką notkę z boku kartki.
    – Ty w ogóle możesz brać narkotyki? Jesteś muzułmanką.
    – To wszystko Bismillah i ku chwale nauki. Siedź cicho i pal dalej. Allāhu Akbar.
    – Allāhu Akbar – odezwało się nieśmiało kilku konwertytów, większość półprzytomna i opierająca swoje głowy na stole, lub w ogóle leżąca na ziemi.
    – Co ze Spinnenbeinem? Miał brać ekstazy i...
    Zdyszany człowiek wyważył tylne drzwi do pomieszczenia i pokryty drzazgami rzucił się na Aiko. Razem z nią spadł z krzesła i zaczął ją obściskiwać i całować po całej twarzy.
    – Aiko-chan daisukiiii!
    – Na Allaha opamiętaj się! Pobiegłeś do Warszawy, jak cię prosiłam? Masz truskawki? – Spinnenbein uśmiechnął się szeroko i wyjął z plecaka kobiałkę czerwonych owoców. O dziwo większość nie była zgnieciona. Aiko zjadła jedną i zaczęła płakać z radości, żeby za chwilę zwymiotować zawartość żołądka i trząść się w dreszczach na podłodze. Po chwili dołączył do niej Spinnenbein po tym jak narkotyki przestały działać i roztrzęsione nogi w końcu się pod nim ugięły, a on padł w padaczce na zimny beton. Podczas gdy wynajęci medycy wpychali mu kijek w zęby, Aiko zwlokła się z podłogi i odhaczyła kolejny punkt na swojej liście.
    – Czego to się nie robi dla nauki – uśmiechnęła się, po czym zapłakała, po czym znowu się zaczęła śmiać i zemdlała.

    #wielkawojnafabularnie #trojprzymierze
    pokaż całość

    źródło: dj.png

  •  

    Lindsay Ettenmoors

    Szwajcaria.

    Z radia rozległ się oczekiwany od jakiegoś czasu głos.
    - Mam prośbę...
    ------------
    - Zobaczę co da się zrobić. Papatki.
    Nie był to jedyny sygnał, który odebrało radio tego dnia. Serce dyplomatki było rozdarte. Niestety nie mogła pomóc każdemu, mimo, ze bardzo chciała. Amerykanka z łzami w oczach wypisała malutką karteczkę, którą miał znaleźć drugi rozmówca.

    Niestety nie dane będzie nam się spotkać, ale na miejscu czeka na Ciebie drobna niespodzianka. W wyrazami szacunki. Lindsay XOXO.

    ------------

    Cała Ekipa ze swą gwiazdą na czele schroniła się w górskiej chatce. Na zewnątrz panował dziwny chłód, który przyciągało jakby światło kominka i ciepło trzaskającego drwa.
    - Boję się...
    - Bella, nie ma czego. Czasem tak jest, że niepokoi nas to czego nie znamy. (V)
    - Wiesz, ostatnie wydarzenia nieco podkopały morale naszego teamu.

    Członkowie Ekipy rozejrzeli się po sobie ze zdziwieniem. Pomimo, że podróże po Europie trwały już jakiś czas to imiona pomocników nie były znane nawet dla nich samych.
    - Jest coś źle?
    - Nie, a u Ciebie?
    - Również spoko.
    - On jakiś przygaszony jest...
    - Nie, po prostu trochę zmęczony jestem po dniu noszenia walizek.
    - To jak każdy, ale uwielbiamy to robić, nie?
    - Tak, to najlepsze co mnie w życiu spotkało
    - To zupełnie tak jak nas wszystkich!

    Vincenzo widząc, że Amerykanka odczuwa smutek odgarnął jej kosmyk włosów i przytulił ją do wątłej piersi. Paul westchnął cicho i klepnął Włocha po ramieniu.
    - Nie przejmuj się Laska, wszystko będzie OK! (V)
    - No właśnie Lindsay. Znalazło się kilka osób, które poparły naszą inicjatywę. Kilku fanów zbiło piątki. Ludzie Cię kochają. (P)
    - Tak sądzisz?
    - Dokładnie tak jest (P)
    - W sumie to już mi lepiej.
    -------------

    - Widziałeś to za oknem? Coś się poruszyło! (P)
    - To tylko skała. (V)
    - Uff. Koniec siedzenia na dziś, trzeba wejść pod ciepłą pierzynę i w końcu się wyspać. (P)
    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

  •  

    Howdy!

    Niektórzy wiedzą, niektórzy się domyślają. Mogę potwierdzić to oficjalnie. Kir3 będzie! (zaraz po premierze HL3). Realnego terminu nie mogę jeszcze podać. W dużej mierze zależy to od trwającej obecnie gry #wielkawojnafabularnie oraz planowanej grze fantasy Lacuny, ale też mojego czasu. Powiedziałbym, że za miesiąc może dwa, albo i dłużej.

    KiR (Kilofy i Rewolwery) to wypokowa gierka fabularna w realiach dzikiego zachodu z elementami beki, memów i autyzmu. Polega na plusowaniu przez graczy komentarzy z decyzjami pod wpisami GMa, ale też braniu udziału w tworzeniu świata i swojej własnej historii poprzez komentarze i wpisy. Osoby, które jeszcze się nie spotkały z takim rodzajem zabawy odsyłam do tagu gry #kilofyirewolwery. Inne gry, które miały miejsce, a które mogą rzucać światło, jak taka zabawa wygląda to m.in. #gothicfabularnie , #wielkawojnafabularnie , wszelka działalność @lacuna pod tagiem #lacunafabularnie i wszystkimi z nimi powiązanymi.

    W skrócie: fabuła Kilofów i Rewolwerów toczy się wokół fikcyjnej osady Louis Colony na północno-zachodnich rubieżach Stanów Zjednoczonych w pierwszej połowie XIX wieku. W pierwszej edycji gracze wcielali się w traperów polujących na zwierzęta, bandytów i Indian oraz poszukiwaczy złota. W drugiej części, wspólnie jako plemię Indian walczyli z białymi najeźdźcami.

    W trzeciej części chciałbym stworzyć kilka drużyn złożonych z graczy. Grupy miałby narzucone cele, do realizacji których powinny dążyć (czasem kosztem innej grupy). Część drużyn będzie wymagała większej aktywności od graczy niż inne. W danej drużynie jako GM podam sugerowany skład, ale nie zabronię wam skompletować własnej ekipy, złożonej np. z 4 medyków, medyka i medyka, której skuteczność może być różna. Wstępny wachlarz klas to: żołnierz, oficer, medyk, saper, inżynier, traper, myśliwy, rewolwerowiec.

    Gra będzie bardziej prowadzona w charakterze filmu drogi, w przeciwieństwie do poprzednich, kiedy toczyła się wokół osady lub wioski Indian. Nie będzie sztywnych ram czasowych danej tury, także akcje indywidualne, jakie znamy z poprzednich gier będą mocno ograniczone.

    Tutaj zwracam się do was drodzy gracze. Chciałbym przedstawić wam kilka wątków, drużyn oraz ich celów. Zagłosujcie wstępnie, do której drużyny chcielibyście dołączyć oraz jak bardzo chcielibyście się angażować w przygodę. Pozwoli mi to oszacować, jak liczne powinny być drużyny, a także jak bardzo rozbudowane powinny być poszczególne wątki.

    LINK DO ANKIETY

    Jeżeli macie jakieś wątpliwości, propozycje lub pytania, zachęcam do zostawiania komentarzy tutaj lub na starym discordzie kiru (kanał dis-is-india-tek-support)

    LINK DO DISCORDA

    Serdeczne dzięki za wasze zaangażowanie i oddane głosy. Gra ma być przede wszystkim zabawą i przyjemnością dla nas wszystkich, dlatego wasze zdanie wiele dla mnie znaczy.
    pokaż całość

    źródło: bigen.jpg

  •  

    Lindsay Ettenmoors

    - Hejka, i Ty masz szansę spotkać się ze swoją ulubioną dziennikarką! Podobno jest jak złota rybka i spełnia 1 życzenie! (V)
    - Spokojnie już Vincenzo, to chyba czas żeby przedstawić zasady. Na mapie Pana Mniammniama - https://uaimmiau.github.io/wielka-mapa-wielkiej-wojny/ należy odnaleźć punkt, w którym krzyżują się wszystkie miejscówki pobytu Lindsay. Każdy z graczy ma 1 szansę na wrzucenie obrazka. Pierwszy screen z prawidłowo zaznaczyła hex wygrywa. Powodzenia. (P)

    - Paul, Vinnie! Co Wy właściwie robicie z radiem?
    - Nic, tylko się bawimy. Nie planuj jeszcze wylotu, może ktoś nas gdzieś zaprosi?
    - Genialnie! A skąd będziemy to wiedzieć?
    - Pewnie z zaproszenia?
    -------------
    Ze względu na brak czasu nie pojawiły się wpisy ze Sztokholmu i Berna.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

  •  

    #wielkawojnafabularnie

    Wojna stała się wojną totalną. Władcy europejskich imperiów sięgają po ostatnie rezerwy, rzucając na stół każdą kartę. Powołanie dostaje każdy kto może, i kto nie jest potrzebny w fabrykach broni. Kiedy przybywa żołnierzy, potrzeba też nowych przywódców – generałów, admirałów, ambasadorów. A to może być jedyna w życiu okazja dla Ciebie...

    Nadszedł długo oczekiwany przez niektórych ( ͡° ͜ʖ ͡°) moment. Zapisy uzupełniające do gry. Mogą w nich uczestniczyć zarówno gracze, którzy przegapili początek, jak i ci, których postaci odeszły do krainy wiecznych afków lub są już z aniołkami – z zastrzeżeniem, że byli uczestnicy muszą dołączyć do strony, do której byli wpisani w pierwszej turze.

    Do dostępnych typów jednostek dołącza lotnictwo, dostępne w kategorii Wojsko. Eskadra lotnicza ma rozmiar korpusu technicznego, ale wybranie jej nie pozwala na prowadzenie badań technicznych.

    Zapisy trwają do środy, 2 września, do godziny 23:59.

    ENTENTA: https://forms.gle/XegxVeoTUynVXkY77
    TRÓJPRZYMIERZE: https://forms.gle/qEovHTUDWYh9pSxq5

    Zalecane posiadanie konta na discordzie i obecność na serwerze gry: https://discord.gg/N2wk5HW
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

  •  

    #wielkawojnafabularnie

    Jean-WyPierre Dalae

    Dzisiaj w forcie wielkie liczenie ofiar.

    - Charlie, ile martwych Bastienów naliczyłeś?

    - Trzystu dwudziestu.

    - A to mało coś. A ile namalowanych obrazów?

    - Dwa tysiące sto trzydzieści siedem. Ale jak teraz myślę to chyba mi się pomyliło i na odwrót do Eksela wpisałem.

    - Sacrebleu, Charlie! Dobra kaiser z tym, zostaw tak.
    pokaż całość

    źródło: eksel.jpg

  •  

    Zasrana mateczka Rosija.

    Pies jej mordę lizał.

    kolejne strony pamiętnika zapełniały się takimi szybkimi wpisami. Gdzieniegdzie widniały ślady krwii na stronach, czasem rozlany napój czy brud. Nikołaj inaczej sobie wyobrażał swoje życie. Od małego szkolony przez rodziców, potem na kursach i szkołach dyplomacji i wszystko jak krew w piach, bo komuś się nie spodobała jego rodzina. Zazdrość? Zawiść? A może dalekie zagraniczne korzenie? Imię dostał po pradziadku. Nik. Pochodził z Ameryki i tam robił karierę w szolbiznesie, mimo że każda mogła być jego to sobie wybrał za żonę Serbkę. Tak się rozkochał w jej kulturze że postanowił przylecieć z nią w te strony. Niestety tutaj nie podobało się angielsko brzmiące nazwisko, więc dla swoich dzieci je zmienili. Już nie Kershaw a Roschatserkov. Znaczenie to samo, więc pradziadkowi nie przeszkadzało, a tym mniej wścibskim zamykało gębę.

    URAAAAA!

    Skoordynowany chaos kałmuckich oddziałów opuszczał fort, jego zdziesiątkowany oddział słaniał się ze zmęczenia, ale chęć obrony Serbskiej ziemi był w nich mocno zakorzeniony i dawali z siebie wszystko. Co prawda Generalicja zmarnowała jego karierę dyplomaty ale oddziały dostał wyborowe. Był dumny z każdego syna który walczył u jego boku. Sofia będzie ich.

    Nagly ostrzał przerwał koordynację w szeregach artylerii. Samoloty. Skąd się tu wzięli psubraty? Dobrze że nasi technicy to przewidzieli. Rozkazał wytoczyć działa Przeciwczołgowa i ostrzelał eskadry. Zadowolony z wyniku odwrócił się i wyciągnął pamiętnik.

    Odpadliśmy atak samolotów. Sofia jest nasza. Stał pies dowodctwo rosyjskie. Zmarnowanej kariery mojego życia im nie wybaczę, ale ludzi prostych nie zawiodę.

    Odlozyl pamiętnik i wrócił do oddziału, który kończył ostrzał. I zawiódł. Potężna eksplozja skończyła żywot niedoszłego dyplomaty, który tamże nic nie zrobił i nic nie osiągnął.
    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

  •  

    #wielkawojnafabularnie

    Lennard Jauchmaan - Epilog

    Czarny słup dymu unoszący się, niczym sęp, nad stolicą Bułgarii nie wróżył nic dobrego.

    Lennard zaklął po niemiecku, a słyszący to okoliczni żołnierze odwrócili wzrok. Generał zawsze wydawał się dla nich osobą biorąca wszystko na chłodno, rzadko mieli okazję zobaczyć go w złym humorze.

    - Szybciej! Szybciej! - Lennard krzykiem motywował swojch ludzi do jeszcze większego wysiłku.
    - Mamy miasto do utrzymania, liczą tam na nas!

    ==========

    Gdy 4 armia piechoty pod dowództwem gen. Lennarda Jauchmaan dotarła do miasta sytuacja wydawała się już nie do odratowania. Do Sofii szli z zamiarem umocnienia swojej pozycji i zorganizowania obrony, nie byli przygotowani na wcześniejsze odbijanie miasta z rąk Ententy.

    ==========

    - bhhleebhlebhlee - kalmuk był pijany lub niespełna rozumu.
    - Scheiße! 5 raz go zabijam! - Krzyknął Lennard oddają jeszcze jeden celny strzał.

    Okoliczni żołnierze nie odpowiedzieli, część cała uwagę skupiała na odparciu kolejnej kałmuckiej fali, drugiej części ten problem przestał dotyczyć.

    Przeciwnicy byli słabo przeszkoleni i jeszcze słabiej uzbrojeni, posiadali jednak zatrważającą przewagę liczebną. Na miejsce każdego poległego kałmuka natychmiast pojawiali się trzej jego towarzysze. W obliczu takiej przewagi wroga Lennard musiał porzucić myśl o odbiciu miasta. Teraz priorytetem było dla niego znalezienie Zamaniego, wiedział, że przynajmniej część jego armii jeszcze żyje, dowodziły tego rzadkie wystrzały dział artylerii, znajomy huk który słyszał już wielokrotnie i rozpoznałby z łatwością.

    ========

    Gdy dotarł w końcu do przyjaciela zastał go ciężko rannego, pod opieką dwóch medyków.
    - Zamani! Trzymaj się druhu, wyciągnę cię stąd! - Lennard starał się grać pewnego siebie, ze względu na sytuację w której byli nie zabrzmiał jednak wiarygodnie.
    Posłał krótkie spojrzenie jednemu z medyków, na co ten odpowiedział ponuro kręcąc głową.

    - Nie... - odpowiedział słabym głosem Zamani. - Nie wyciągniesz mnie. Nie pozwól im odejść. Nigdy... nie pozwól... im odejść żywym. Odeślij mnie... z hukiem.

    - Przepraszam przyjacielu, powinienem być tu wcześniej - powiedział smutno, Bitis nie mógł już jednak tego usłyszeć.

    Jauchmann spojrzał w stronę posterunku blokującego dostęp do kwartału, chłodno rozważając wszystkie pozostałe opcje - nie było nic co pozwoliłoby mu odwrócić losy bitwy.

    - URAURAURAURAURA! -
    Z oddali usłyszał nadciągające głośne okrzyki, informujące resztkę ocalałego garnizonu o zbliżającym się nieuniknionym.

    - Kahretsin - zaklął po turecku, tak jak nauczył go pewien kapitan.
    - Żegnaj Dalzim, wygląda na to że nie dam rady pogratulować ci zatopienia Gala osobiście..

    - URAAURAAURAAURAAURAA! - do okrzyków dołączyły nowe głosy, znacznie bliżej.

    - Panowie, walka u waszego boku to był prawdziwy zaszyt! - wymienił skinienia z garstką żołnierzy.

    - URAAAAAAAAAAA!
    Z sąsiedniej uliczki zaczeli wylewać się żołnierze Ententy. W oddali, wysoko nad horyzontem zdążył jeszcze dostrzec rząd szybko przemieszczających się punktów.

    Lepiej późno niż wcale - skwitował z gorzkim uśmiechem, po czym przeładował broń.
    pokaż całość

    •  

      Admirał Abi Dalzim

      Gdy "Jutrzenka" dostojnie wpływała do portu w Stambule jedynym komitetem powitalnym czekającym na Abi Dalzima były dzieci machające do marynarzy z nabrzeża. Admirał skinął głową na swojego sternika by ten włączył okrętową syrenę. Rozlegającemu się po porcie rykowi towarzyszyła eksplozja radości wśród zebranych dzieciaków. Dalzim uśmiechnął się pod nosem jednak mimo wszystko było to rozczarowujące. Po zaciętych walkach o Morze Czarne, liczył na inne przywitanie w ojczyźnie.

      Jednak tłumy jak to mają w zwyczaju rzadko wiwatują głośno na cześć pokonanych, a takim właśnie czuł się Dalzim. To admirał Hans Alt i Barbarossa zatopili "Gala" a potem wytropili rosyjskie okręty podwodne na Morzu Czarnym. Jedynym co zrobiła jego flota to przyjmowanie na siebie najwiekszych i najmocniejszych ciosów od początku wojny. Bez względu jak zawzięcie walczyli jego marynarze, jak wielkie ofiary ponieśli, jak niewielkie mieli na początku szanse... nikt o nich nie pamiętał. Nie tak to miało wyglądać.

      Gorycz z jaką spogladał na ukochany Stambuł przypomniała mu się ostatnie spotkanie ze swoim przyjacielem Lennardem Jauchmannem.

      - Za dwa ruchy cię pokonam - Dalzim pewien siebie przesunął pionkiem po szachowej planszy - No ale przyznam dzielnie walczyłeś.
      - Przestań - machnął ręką Jauchmann - Przegrana to przegrana.
      Niemiecki generał rozłożył ramiona, uśmiechnął się szeroko i wskazał głową na przechodzące obok kobiety.
      - Rozejrzyj się Abi. Szachy to jak życie. Panny mogą się moczyć na myśl o tanich i bezwartościowych zwycięstwach ale nawet nie zarumienią się usłyszawszy że ktoś dał z siebie wszystko. Pamietaj Abi. Liczy się tylko wygrana. Wszelkimi. Możliwymi. Metodami. No, a teraz gramy dalej!
      Dalizm nawet nie zorientował się kiedy Jauchman podmienił pionki na planszy gdy ten nie patrzył.


      Kilka godzin później stojąc przed Sułtanem Dalzim nie wachał się ani przez moment. Po wiadomości o śmierci Jauchmanna ta wojna stała się dla niego osobistą i nie zależało mu na niczym innym tylko zemście. Zemście ktorej nie mógł dokonać w pełni z pokladu pancernika.
      - Sułtanie, myślę że przyszła pora bym odwiesił szable nad kominkiem. Być może bardziej przysłużyłbym się Imperium jako dyplomata?

      Pora przestawić kilka pionków na planszy gdy nikt nie patrzy. Tak jak nauczył go Lennard.

      @Kroomka
      Czy Sułtan pozwoliłby na zmianę profesji Abi Dalzimowi?
      pokaż całość

    •  

      @Zeroskilla:

      Sułtan Mehmed V

      Nie, Abi. Wojna na morzach jest jeszcze daleka od zakończenia. Potrzebujemy szczególnie takich jak Ty, odważnych i z ogromnym doświadczeniem. Wiem, że cierpisz, ale w tym momencie Twoje miejsce jest na morzu.

  •  

    #wielkawojnafabularnie T6 – Jesień 1915
    IKAR

    Karta postaci
    Discord gry
    Mapa Europy (credits: Uaimmiau)
    Mapa Afryki po turze 6 (spoiler, duh)

    Ostatnie dwa okręty podwodne admirała Marko Ramiusa znalazły się w ekstremalnym położeniu – uwięzione w zatoce z przeciwnikiem mającym siedmiokrotną przewagę liczebną.

    - Dobra, zajmij ich, a ja w tym czasie coś wymyślę. - Admirał Ramius przekazał kapitanowi drugiego ze statków.
    - Ale jak mam ich zająć? Jesteśmy sami przeciwko czternastu okrętom, robimy co możemy ale nie mamy szans przeciw-aaaAAAAAA! - przekazał kapitan w swojej ostatniej transmisji w życiu.
    - Dobra, wygląda to tak sobie, ale nie najgorzej.
    - Admirale, jeśli ma pan jakiś plan, niech pan wykorzysta go teraz. W przeciwnym razie za chwilę wszyscy zginiemy! - szybko wyartykułował bosman okrętu.
    - Byłeś kiedyś w Predazzo? Bo ja byłem, i tam niejaki Sbinotto pokazywał mi taką zabawę narciarzy, że biorą rozbieg i sk...
    - Admirale, ZA PIĘĆ SEKUND BĘDZIEMY W ZASIĘGU ICH TORPED!!! - bosman nie ukrywał już swojej paniki.
    - Dobra, mniejsza. Zobaczysz.

    Ramius osobiście przejął ster, przyspieszył okręt do maksimum i skierował go prosto w stronę lądu. Tuż przed brzegiem wynurzył się – z tak gwałtownym rozpędem, że wielka konstrukcja w całości wyleciała z wody i... przeleciała kilka metrów, po czym zaczęła spadać i rozbiła się o nabrzeże, kończąc istnienie w efektownej eksplozji.

    Osłupiali admirałowie Trójprzymierza stali przy peryskopach jeszcze kilka minut później.
    - ...co to było? - zapytał w końcu Pasha Barbarossa, przerywając długie milczenie.

    ==

    Pozorny spokój mieszkańców Pomorza zakończył się. Pomiędzy armiami rosyjskimi, przegrupowanymi i gotowymi do rozpoczęcia ostatecznego ataku na Berlin, a armiami niemieckimi wyruszającymi, by odbić swoje ziemie z rąk okupanta nie mogła istnieć żadna próżnia.

    Ulewne deszcze trwające od trzech dni zmieniły pola, na których już za chwilę miała rozpocząć się długa bitwa, w błoto, co chwilę wyrzucane w powietrze przez pociski wystrzeliwane w stronę wroga (z których, co trzeba mu oddać, tylko niewielka część wylądowała na okolicznych wsiach!) przez armię dowodzoną przez Generalobersta Meinigela.

    W tych warunkach ataku na pozycje przeciwnika próbowała raz jedna, raz druga strona. Żołnierze poruszający się w błocie z ogromnym trudem byli jednak łatwymi celami dla operatorów karabinów przeciwników. I choć obie strony zanotowały olbrzymie straty, linia frontu ostatecznie nie przesunęła się nawet o metr.

    ==

    - Bułgarzy podpalili lasy na zachód od Sofii. Staszkov nie będzie miał problemu z przymuszeniem swoich ludzi do marszu, Temanev pewnie podobnie, ale jak chcesz przekonać do wejścia w szpony śmierci... bez obrazy, ale... kałmuków? - Nikołaj Roschatserkov zapytał swojego ulubionego Kałmuka, którego nazywał Kałmukiem Numer Jeden. Kałmuk Numer Jeden położył mu rękę na ramieniu i powiedział "attit", co w języku plemienia oznaczało "patrz".

    - Ogólnie to... wojna. - rozpoczął przemowę do swojej armii, wdrapując się na drewniany podest. - A jak wojna, to... ludzie... ginąć. Ale... część ludzi... przeżyć. I oni... bohater...owie...y. A bohatery mieć po... wojna... dużo wódka. Dużo! I rodzina duma.

    - URAAAA! - odkrzyknęło trzysta tysięcy gardeł, a co sprytniejsi natychmiast popędzili w stronę składu broni, żeby znaleźć się wśród szczęśliwych dziesięciu procent żołnierzy, którzy wyruszą na pole bitwy z bronią w ręku. Roschatserkov chciał jakoś skomentować przemowę, ale brakowało mu słów.

    ==

    - Aaa pan Niemiec! - Kardynał Albini przywitał Ernesta von Zurichskich. - Nie bałeś się tu przyjechać?
    - Nie. Wiedza, że mogę zginąć w każdym momencie z rąk tych łajdackich skrytobójców z Ententy jest przerażająca, ale zaakceptuję Boży plan, jakikolwiek by on nie był.
    Włoch spojrzał mu w oczy.
    - Nie tylko o to mi chodziło. - powiedział ze sztucznym uśmiechem na twarzy.

    ==

    Kałmucy przedzierali się przez zadymiony las i omijali najgroźniejsze obszary z niebywałą gracją. Kilka kilometrów przed zabudowaniami spotkali się z armią generała Staszkova, i pół miliona Rosjan ruszyło tyralierą na stolicę Bułgarii. Bitis Zamani spodziewał się ataku i oczekiwał tego dnia na przybycie posiłków z armii Jauchmanna, ale nic nie mogło przygotować Trójprzymierza na atak tej skali.

    - Nie utrzymamy się wystarczająco długo – stwierdził fakt Zamani. - Nie ma wyjścia... plan B.

    Seria potężnych eksplozji wstrząsnęła zachodnimi przedmieściami stolicy. W powietrze wyleciały tony gruzu i setki ciał szturmujących żołnierzy, mieszając się ze sobą w straszliwe rumowisko. Szara kurzawa ogarnęła połowę miasta.

    - Czy to... koniec? - odważył się głośno zapytać jeden z żołnierzy Bitisa na posterunku niedaleko jednej stref wybuchu. Kilka sekund potem z kurzawy wyłoniły się kolejne zastępy Kałmuków, które przedarły się przez gruzy, a żołnierzowi w ostatnich momentach życia nie pozostało nic poza wściekaniem się na siebie za zbytni optymizm.

    Kiedy do Sofii nareszcie dotarła armia generała Jauchmanna, większość miasta była już zajęta przez siły Ententy, niedobitki obrońców zepchnięte do jednej ledwo broniącej się dzielnicy, a ciężko krwawiącym Zamanim próbowała zajmować się dwójka medyków. Jauchmann podbiegł do przyjaciela.

    - Wyciągnę cię stąd!
    - Nie... - odpowiedział słabym głosem. - Nie wyciągniesz mnie. Nie pozwól im odejść. Nigdy... nie pozwól... im odejść żywym. Odeślij mnie... z hukiem.

    Jauchmann spojrzał w stronę posterunku blokującego dostęp do kwartału, oddającego strzały w stronę nadciągających Rosjan coraz rzadziej, i przeładował własną broń.

    ==

    - To może nie-Włocha? - zapytał niepewnie kardynał Achille.
    - Czy masz kogoś konkretnego na myśli? - zainteresował się kardynał Albini - może Francuza? Anglika? No bo chyba nie Niemca?

    Ernest von Zurichskich prychnął na te słowa.

    - Od początku Konklawe z ust kardynała Albiniego słyszę tylko niechęć w moją stronę. Dlaczego? Dlaczego, skoro obaj byliśmy wiernymi sługami papieża Benedykta? Chodzi tu o zazdrość? O obawę, że mogę przejąć schedę? Pycha i zazdrość są grzechami gł...
    - Co takiego? - zbulwersował się Kardynał Mediolanu. - Mówię o tym, o czym huczy cały Rzym. Spiski, otrucia, okultyzm, homoseksualizm... Kim ty tak naprawdę jesteś, Zurichskich?
    - Naprawdę? - w głosie Niemca brzmiało udawane zdziwienie – Jakieś fałszywe plotki, pomówienia, kalumnie rozpowszechniane przez Ententę, żeby mi zaszkodzić, są dla was warte tak dużo? Chociaż to ja stoję dzisiaj przed wami zamiast ukrywać się za anonimowymi donosami? Chociaż świadkiem mojej wiary jest nie tylko Bóg Wszechmogący, ale i słowa dziesiątek wiernych? Bracia, nie dajcie się zaślepić!

    Debata, być może najgorętsza w historii Watykanu, trwała jeszcze długo.

    ==

    Artyleria Nikołaja Roschatserkova, a dokładniej to co z niej zostało, dwoiła się i troiła aby wesprzeć armie walczące w zniszczonym mieście. Skupieni na neutralizowaniu zagrożenia w Bułgarii nie spodziewali się, że prawdziwe zagrożenie nadlatywało z innego kierunku...

    Eskadra Romualda E. Iszkowskiego znała rozkazy na pamięć i kiedy pierwszy samolot obniżył pułap przygotowując się do ataku, pozostałe wykonały ten sam manewr niemal jednocześnie. Seria z zamontowanych karabinów, oddana ze sporej odległości, nie wyrządziła większych szkód wśród przebywających w forcie, ale zszokowała artylerzystów.

    - Wytoczyć Broń Przeciwczołgowa! - wydał rozkaz Roschatserkov gdy samoloty odeszły na drugi krąg, po czym cicho dodał: - Stary draniu, oby to zadziałało...

    Kiedy samoloty rozpoczynały swój drugi przelot nad pozycjami Ententy, w eskadrę celowało kilka potężnych dział, które posłały w stronę maszyn falę ognia. Roschatserkov zatarł ręce widząc, jak kilka z maszyn staje w płomieniach i spada z nieba. Ale dlaczego jedna z nich spada w jego str...

    Zestrzelony samolot uderzył prosto w dziedziniec fortu, na którym stał rosyjski generał, niszcząc go w potężnej eksplozji. Piloci maszyn, których nie zestrzelono, niemal jednocześnie podnieśli pułap i odlecieli wgłąb Austrii. Tymczasem Kałmuk Numer Jeden, razem z generałem Staszkovem i nowoprzybyłym generałem Temanevem, przygotowywał się do ostatecznego rozbicia bułgarskiej obrony lądowej nieświadomy faktu, że już nigdy nie porozmawia ze swoim ulubionym Rosjaninem.

    ==

    Pędzące na odsiecz z głębi imperium armie Valko Livkova i Stulejmana Paszy zatrzymały się na wzgórzu, z którego roztaczał się piękny widok na stojącą w płomieniach Sofię.
    - ...już za późno? - Livkov powiedział na głos to, o czym myśleli obaj.

    W tym samym czasie wiele kilometrów dalej artylerzyści Lodewijka van Oranje przygotowywali do użycia gigantyczne działa, świeżo przewiezione statkami z Afryki.

    - Otrzymałem wiadomość... - Hasad al-Stuleja podbiegł do Lodewijka osobiście. - Sofia upadła. Król zdążył się ewakuować, ale Zamani i Jauchmann... nie żyją...

    Van Oranje zaklął w myślach.

    - Przynajmniej teraz możemy ich pomścić. Działa powinny być gotowe do strzału w przeciągu godziny.
    - Zaraz, co? Przecież jesteśmy za daleko! Sofia jest poza zasięgiem artylerii!
    - Alfred William Robin też myślał, że jest poza zasięgiem. - odparł cicho van Oranje, po czym rozłożył mapę i zaczął obliczać kąt ustawienia wielkiej broni, który natychmiast przekazał artylerzyście. Masywne działo ustawiło się na pozycji i raz za razem zaczęło wypluwać pociski daleko za horyzont. Część z nich trafiła w pozycje wrogich armii, część zniszczyła kolejne domy mieszkalne w mieście. Ale to już nie zmieniło faktu, że stolica Bułgarii była teraz pod kontrolą Ententy...

    ==

    Szukający schronienia wśród francuskich umocnień u podnóża Alp George Blackadder wiedział, że linia fortyfikacji może co najwyżej spowolnić rozjuszone i wzmocnione narkotykami siły Trójprzymierza. Dlatego też nie chciał czekać ani chwili i, nie bacząc na nieustępliwy ostrzał artyleryjski rozkazał niedobitkom swojej armii wycofanie się wgłąb kraju i pozostawienie załogi fortu samej sobie w oczekiwaniu na "wsparcie z góry". Na jego szczęście straty poniesione podczas ewakuacji były minimalne.

    - Jak sądzisz, co to znaczy "wsparcie z góry"? – jeden z obrońców zapytał swojego kolegę w krótkiej chwili przerwy pomiędzy strzelaniem do nacierających Austriaków.
    - Pewnie kolejny naiwny trik, mający nas przekonać do siedzenia tu do śmierci. Dosłownej. - ponuro odpowiedział drugi.

    Jednak mylili się. Zrozumieli to chwilę później, kiedy nad fort nadleciała eskadra samolotów z wymalowanym niebiesko-biało-czerwonym symbolem, z których zrzucono po dwie bomby prosto nad zaskoczonymi Austriakami. Seria wybuchów moment później skutecznie przerzedziła armię zgromadzoną pod linią umocnień. Zanim równie zaskoczeni artylerzyści po niemieckiej stronie granicy przygotowali się do ostrzelania samolotów, większość z nich była już za wysoko i za daleko.

    - A jednak! Brytyjczycy nam pomogli! Jesteśmy uratowa... - wykrzykiwał drugi z załogantów fortu, dopóki Austriacy nie zdążyli się przegrupować i dopóki jedna z wystrzelonych kul nie trafiła go prosto w głowę. Dla reszty obrońców była to jednak długo wyczekiwana nadzieja, która zmotywowała ich do dalszego odpierania wroga pomimo wysokich strat własnych.

    ==

    Król Danii jeszcze raz wyjrzał przez okno pałacu na wielki plac, na którym kopenhaska ludność demonstrowała swoje negatywne nastawienie wobec Trójprzymierza "zawłaszczającego duńskie wody" i wykrzykiwała żądania dołączenia do wojny. Westchnął, zasłonił okno i odwrócił się do obecnych w pomieszczeniu członków rady ministrów.

    - Konferencja Trójprzymierza o wojnie morskiej... zapewnienia o woli pokoju, słowa o demilitaryzacji mórz, krok w stronę zapewnienia statkom bezpiecznego przepływu przez Kattegat. Znaleźliśmy się być może najbliżej pokoju w Europie od lat. A jednak wszystko na nic. Nasz lud dalej atawistycznie żąda wojny. Co mamy teraz zrobić?
    -To proste. - odparł premier. - Wypowiedzieć Niemcom wojnę.

    Pomieszczenie ogarnęła ciężka cisza.

    - C... co takiego? - zapytał wreszcie król. - Naprawdę mamy zniweczyć cały postęp, jaki osiągnęliśmy? Porzucić dążenia do pokoju?
    - Lud nie jest głupi i rozumie, że ktoś kto raz naruszył wody terytorialne innego kraju bez zezwolenia, kto nie ma żadnych oporów przed zabijaniem cywilów z neutralnego kraju w imię spełnienia swoich celów militarnych, nie spełni swoich obietnic z dobroci serca.
    - Ale to niezbędny krok, jeśli... Jak w ogóle spojrzą na nas przyszłe pokolenia? Co pomyśli o nas świat wiedząc, że wypowiedzieliśmy komuś wojnę tuż po tym, jak porozumieliśmy się z nimi?
    - Porozumienie to tylko trik propagandowy i wszystkie przeszłe działania Niemców na to wskazują. Jeżeli Dania nie wypowie Rzeszy Niemieckiej wojny w przeciągu czterdziestu ośmiu godzin – premier wziął głęboki wdech – cały gabinet złoży oficjalną rezygnację. To ultimatum. Niestety, ale nie mamy innego wyjścia, jeśli chcemy zachować suwerenność jako kraj.

    Monarcha westchnął.

    - Bylebyśmy nie żałowali tej decyzji.

    ==

    Nowi stronnicy przekonywali się do niego powoli, lecz nieubłaganie. Nareszcie, na trzynastym głosowaniu, impas został przełamany – zdobył dokładnie jeden głos ponad wymagany próg.

    - Czy przyjmujesz twój kanoniczny wybór na Biskupa Rzymskiego? - został zapytany, zgodnie z tradycją. - Tak. - odpowiedział z pełnym przekonaniem.

    Tłum zgromadzony na Placu Świętego Piotra zaczął już wątpić, że będzie tego dnia świadkiem wyboru nowego papieża, ale około godziny dziewiętnastej rozbrzmiały dzwony, a z komina Kaplicy Sykstyńskiej kłębami wyleciał biały dym, ku radości zgromadzonych na placu katolików.

    Nareszcie, pół godziny później, na balkonie zjawił się kardynał protodiakon.

    - Habemus Papam! - oznajmił. - Eminentissimum ac reverendissimum Dominum, Sanctæ Romanæ Ecclesiæ Cardinalem... Von Zurichskich, qui sibi nomen imposuit Sixtus Sextus!

    Wsród zgromadzonych zapanowała konsternacja.

    ==

    pokaż spoiler ??? pod Mikołajowem
    ENTENTA
    Anagama -2 – postać martwa.
    TRÓJPRZYMIERZE
    Jaqbasd -0
    Sigismund_Dijkstra -0


    pokaż spoiler Bitwa o Sofię
    Akumulat -176320
    Awerege -23120
    Stah-Schek -43660
    Queltas -1100 – postać martwa. Połowa z ocalałych żołnierzy dołącza do NPC-obrońców fortu 17.25.
    NPC fortu -1440
    TRÓJPRZYMIERZE
    HeroesIV -109260 (w tym 3400 pojmanych jako jeńcy wojenni) – postać martwa.
    MatematycznyPlomien -5680 – postać martwa.
    drukarka -0
    nienazywajmnie -120
    NPC Sofii -32250
    Sofia została zdobyta przez Ententę.


    pokaż spoiler Bitwa pod Belfort
    ENTENTA
    Jadugar -320
    Knyazev -420
    Melkor -40
    NPC fortu 14.14 -860
    NPC fortu 15.14 -17640
    TRÓJPRZYMIERZE
    krasik01 -18080
    praise_it -0
    Sonnenschutzsysteme -0


    pokaż spoiler Bitwa pod Stettin
    ENTENTA
    lubiacy_beton -29640
    Gdanio -6520
    TRÓJPRZYMIERZE
    Kozlov666 -34400
    meinigel -0


    ==

    pokaż spoiler Dania wypowiada wojnę Niemcom.
    Austro-Węgry wypowiadają wojnę Danii.
    Bułgaria wypowiada wojnę Danii.
    Imperium Osmańskie wypowiada wojnę Danii.


    Czas na podjęcie decyzji do środy, 2 września, do godziny 23:59.
    Formularz dla graczy ENTENTY: https://forms.gle/Ca3QoxxpK8ULG9Ud6
    Formularz dla graczy TRÓJPRZYMIERZA: https://forms.gle/CMQQw3m7a3oJhiJK7

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: lh3.googleusercontent.com

    •  

      Der Papst

      Dawny Ernest von Zurichskich, teraz Ojciec Święty Sykstus VI wyłonił się z wnętrza Bazyliki św. Piotra, zajmując miejsce kardynała protodiakona. Ubrany w bogate papieskie szaty, podszedł pod same barierki balkonu, ujrzał cały plac zapełniony po brzegi ludźmi.

      - Ludu Rzymu! - zaczął, kątem oka dostrzegł dyplomatyczne wysłannictwa, byli tam zarówno emisariusze mroźnej Szwecji, jak i dyplomaci z gorącej Portugalii. No i oczywiście te, entenciaki.- Ostanie lata były jak noże, które swymi ostrzami zarysowały mapę Europy, a każde takie zarysowanie, każde takie cięcie, pozostawiało za sobą ofiary. Także Kościoł nasz nie pozostał bez strat. Musimy więc, i nie mówię teraz w imieniu Kościoła, w imieniu Was, Rzymianie, a w imieniu całej ludzkości, zatrzymajmy tę hekatombę, musimy powstrzymać dalszy rozlew krwi, Europa, przez wieki kaganek cywilizacji, musi przetrwać. Zadbajmy o to Europejczycy, inaczej wszystkie te wieki pójdą na marne.

      Przemówienie zakończyło się, tłum pozostał w swojej konsternacji i maraźmie. Kilku dyplomatów ziewnęło, kilku innych ulotniło się z miejsca już wcześniej.

      - SIXTUS! SIXTUS! SIXTUS! - krzyknął papież, z rękami uniesionymi wysoko w górę, a cały plac wpadł w euforię.

      - Działało tysięce lat temu, to działa i teraz - pomyślał Ernest
      pokaż całość

    •  

      Generał Valko Livkov
      Stojąc przed płonącą Sofią
      -SERBOOOWIEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!

    • więcej komentarzy (10)

  •  

    Pamiętnik Lodewijka

    *******************************************************************************************************************************************

    12 lipca 1897 roku- wieczór

    Po konfundującej rozmowie z cesarzem Lodewijk wyszedł jak zamroczony. Czuł się jak wtedy kiedy był chory i całkowicie nie zwracał uwagi na świat wokoło. Głosy z wystawy docierały do niego przytłumione a przedmioty wyglądały, jak gdyby zostały wyprane z kolorów. Zauważył to Franz i zapytał
    -Wszystko w porządku? Będzie Pan w stanie iść?
    -Nie jest w porządku ale powinienem dojść, dziękuję za pomoc.
    -Może jednak Pana odprowadzić do Liselotte?- spróbował jeszcze raz, tym razem bardziej stanowczo
    -Chyba jednak tak
    -Proszę za mną.
    Po czym przeszli przez tłum wprost do miejsca gdzie była Lotte, jeszcze przed paroma minutami. Wydawała się być zniecierpliwiona a na stoliku pojawiła się kolejna woda sodowa. Kiedy zauważyła ich zapytała od razu
    -Co Ci jest? Usiądź. Franz, proszę weź jeszcze jedną wodę dla niego.
    Lodewijk spoczął ciężko i bezrozumnym wzrokiem rozejrzał się po otoczeniu. Kiedu usiadł miał wrażenie jakby czas zwolnił. Zaczął się zastanawiać czy to w ogóle możliwe móc zareagować tak na rozmowę, czy może nagle ujawniła mu się jakaś choroba z Batawii. Kiedy jednak napił się wody i dostał soli trzeźwiących zaczął powoli układać to w głowie. Dotarło do niego że Franza już nie ma, a Lotte patrzy na niego dziwnie.
    -Nadal wyglądasz okropnie, wracajmy do hotelu
    Szybko przeszli ten dystans. Kiedy weszli do pokoju, usiadł przy biurku i wyciągnął kartkę papieru
    -Powiesz mi w końcu co się stało? Co powiedział Ci cesarz?
    -Sprawdź czy Felix jest w swoim pokoju, zawołaj go jeżeli będzie.
    Wyszła a tymczasem umoczył pióro w kałamarzu i już chciał coś pisać, ale kompletnie zapomniał co więc kiedy wróciła siedział z tępym wyrazem twarzy
    -A temu co?- zapytał adiutant- przecież to niemożliwe żeby po jednej rozmowie tak się zachowywać. Na Twoim miejscu sprawdziłym, albo lepiej, posłałbym po learza czy coś mu nie jest.
    -Usiądźcie- stwierdził niepewnie- mam wam coś do przekazania
    Posłuhcali go a on tymczasem zaczął mówić. Pierwsze słowa wypowiadał niepewnie, jak gdyby nadal nie wierzył w otaczającą go rzeczywistość ale z czasem nabierał rozpędu i pod koniec był już tym samym pewnym Lodewijkiem
    -Słuchajcie. Ten facet zabrał mnie na rozmowę z Kajzerem. Kajzer ma do mnie sprawę. Jego agenci (albo nawet nie agenci a po prostu ktoś z kim utrzymuje relacje w pałacu), wie że pokłóciłem się z Marją. Wie również o tym że w Holandii kontynentalnej jestem persona non grata. W związku z tym zaproponował mi coś na kształt zdrady państwa
    -Co to znaczy „coś na kształt zdrady państwa?”- pr Przecież to niemożliwe, albo zdradzasz kraj albo nie.
    -No właśnie nie do końca. Zaproponował mi bowiem to- wyciągnął zza pazuchy kartkę i położył na stole. To awans in blanco. Mam pełną swobodę w wyborze zarówno wojsk jak i miejsca stacjonowania
    -Dołączysz tam?
    -Kompletnie nie mam pojęcia. Wolałbym najpierw zrozumieć sprawę listów z Batawii. Gdybym przyjął tę propozycję od razu, już teraz jestem pewien że wszystkie informacje stałyby dla mnie za zamkniętymi drzwiami. Muszę się z tym przespać. A wy, co o tym sądzicie?
    Tym zdaniem udało się Felixa wyprowadzić z równowagi, czego świadkiem Lodewijk był wcześniej jedynie kilka razy podczas wszystkich lat jakie z nim spędził.
    -W takim razie chyba pozostaje mi się pożegnać. Poczuwam sobie jako zaszczyt służbę pod Twoimi rozkazami i mam nadzieję że będziesz mnie dobrze pamiętał.
    -Daj spokój, Felix. Przecież wiesz że nawet jak przyjmę tę propozycję to sam tam nie pójdę. Znam Cię i wiem że lepszego adiutanta nie znalazłbym nawet gdybym szukał po całej Europie. A Ty Lotte, jak uważasz?
    -Jestem prawie tak mocno zaskoczona jak Ty kiedy otrzymałeś tę informację. Ogólnei zgadzam się z Twoim zdaniem że lepiej zatrzymać to jako kartę przetargową. Pomyśl lepiej co chcesz wybrać.
    -To proste. Popłynę do Tanganiki?
    -Przecież mówiłeś że tam jest okropnie, bunty, a gubernatorzy to debile
    -Zdania nie zmieniam, ale mam pomysł na to jak temu zaradzić.
    -Ciekawe jaki
    -To jest jeszcze prostsze. Słuchaj tego. Po drodze sobie przemyślałem i stwierdziłem że najlepszym wyjściem jest dla mnie artyleria. Dlaczego? Jest kilka powodów. Przede wszystkim jest to jednostka która znajduje się poza linią frontu, wobec czego nie będę narażony na działania wroga (oprócz artylerii, ale to inna bajka i tego się nie uniknie nigdy do końca), to raz. Dwa- stopień pułkownika to już jest całkiem wysoko. Jeżeli będę trzymać tempo awansów to niedługo zostanę generałem i w ogóle nie będę miał problemów.
    -Jak masz trzymać tempo awansów jak nawet nie wiesz jak kierować ogniem? Przecież każdy działonowy będzie wiedział więcej od Ciebie.
    -Otóż nie skarbie, i tutaj przechodzę do następnego powodu, dla którego ten wybór jest właściwy. Jako że znam się na technice to nie jest mi obca matematyka. Znacznie łatwiej będzie nauczyć mi się trygonometrii i sprawniej będę mógł awansować niźli powoli przebijając się przez kolejne walki za każdym razem stawiając swoje życie na szali. To nie jest wybór tylko dla mnie ale dla nas. Zobaczysz, za kilka lat będziesz Panią Generałową
    -Ten pomysł brzmi dosyć dziwnie, ale niech Ci będzie.
    -Jeszcze raz powtarzam Felix, żebyś wiedział. Nikogo innego nie chcę na adiutanta, i wiem że sobie poradzisz. Środowisko niemieckie może być równie nieprzyjaznę jak ojczyste i potrzebować tam będę zaufanych ludzi.
    -Cieszy mnie to niezmiernie. Mówisz o tym jakbyś już podjął decyzję.
    -Im więcej o tym myślę, tym bardziej czuję że to się może udać. Ale tak jak wspomniałem wolałbym najpierw bez problemów rozwiązać sprawę listów. Przy okazji Wilhelm wspomniał że Marja nadepnęła mu na odcisk. Możliwe że dowiem się dlaczego.
    -Jesteś pewien że w ogóle chcesz się dowiadywać? Przecież to może być potencjalnie dla Ciebie szkodliwe. Ale jedno jest pewne; jeżeli przyjmiesz tę propozycję to zdecydowanie będą podstawy aby oskarżyć Cię o zdradę.
    -W tej chwili mało mnie już obchodzi. Chcę spokojnie żyć, a wiem że na dworze nie jest mi to dane. Wiecie co?- ożywił się nagle- mam ochotę całą noc pić i cieszyć się z tego że mogę uciec z tej sytuacji. Chodźmy gdzieś i to zaraz!
    Niewiele myśląc wyszli się bawić. Przez cały następny dzień kontynuowali zwiedzanie wystawy i spełnili marzenie Lodewijka- dostąpili zaszczytu rozmowy z Benzem. Ów człowiek już niemłody, nadal odznaczał się siwym wąsem i długimi zakolami. Znaleźli go, kiedy wraz z synem pracował nad prototypem samochodu sportowego. Po wymianie uprzejmości wjechali za jego stanowisko allmayerem. Sędziwy wynalazca obejrzał go fachowym okiem i musiał przyznać że prototyp niczym nie odbiega od osiągnięć europejskich twórców. Ponadto wypytał dokładnie Lodewijka o postęp tej dziedziny przemysłu w Japonii. Życzył dalszej udanej podróży. Przechadzając się do hotelu Felix zagadnął
    -Gdzie teraz jedziemy?
    -Standardowo, mam dwie propozycję. Możemy pojechać na wschód albo na południe.
    -Dlaczego ktokolwiek miałby wybierać wschód? Przecież tam nic nie ma
    -I tu się mylisz. Możemy zwiedzić z ciekawszych miast chociażby Kraków, czy Poznań. Na południu czeka na nas zaś Wiedeń z cała swoją kulturą. W każdym razie raczej nie uciekniemy za bardzo od Austro-Węgier.
    -W takim razie wybieram południe i wiem już nawet gdzie pojedziemy dalej.
    -Hmm?
    -Chciałabym pojechać wybrzeżem Adriatyku. Musi być tam pięknie.
    -Brzmi to jak dobry pomysł. Rozumiem że to oznacza przy okazji wybór Wiednia?
    -Oczywiście, ale to może jutro pojedziemy.
    -A po co się ograniczać? Jedźmy na dworzec i tam się zorientujemy. Muszą być jakieś nocne pociągi z wagonami sypialnymi.
    W ten sposób krótko po północy byli dalej w podróży. Stukot kół uśpił Lodewijka, któremu już wyklarował się plan. W związku z tym też nie mógł doczekać się aż dojadą do Konstantynopolu (nazwa Stambuł nie kojarzyła mu się tak dobrze)

    Miasto Franciszka Józefa wydało im ponownie czymś zupełnie innym. W Dusseldorfie byli zniesmaczeni, w Monachium zachwyceni a tutaj czuli się podniośle. Miasto to już na zawsze miało się kojarzyć z wszechobecną arystokracją pochodzącą z całego wielonarodowego tygla którym było państwo. Pomimo tego że miasto wydawało się potężne, Lodewijk nie miał problemu z uchwyceniem jeszcze jednego tonu w jego atmosferze- pełznącego rozkładu wynikającego właśnie z wszechobecnego blichtru. Widząc kolejną karetę z inicjałami rodów których nigdy nie miał prawa znać, a były prawdopodobnie starszego od tego który sam reprezentował, przyszło mu do głowy że podobnie musiał czuć się ktoś kto odwiedzał Francję w przededniu rewolucji. Z tego też powodu wolał tutaj jednak zostać incognito. Udali się więc do pierwszego lepszego hotelu w którym były miejsca. Po kolacji Liselotte zagadnęła
    -Jak bardzo podoba Ci się pomysł cesarza teraz? Minęło trochę czasu i chyba już się jakoś ustosunkowałeś
    -Utrzymuję mniej więcej stanowisko z Monachium.
    -Jesteś pewien że chcesz jeszcze raz wracać do Indii Wscohdnich?
    -Czuję że muszę. Prawdę mówiąc to od wyniku śledztwa po trochu uzależniam to czy przyjmę awans. Może okazać się że wydarzenia mają zupełnie inny obrót, i jednak jestem na ogół mile widziany w pałacu
    -Nie sądzę żeby coś takiego mogło się zdarzyć. Ta sytuacja jest zbyt głęboko i nie zanosi się na jej szybkie rozwiązanie, chyba że Marja umrze szybko.
    -Marja to najmniejszy problem. Bardziej zastanawia mnie kto działa po stronie kolonii. Przecież zaburzenia w treści występowały w obydwie strony. Czuję że jeżeli tego się nie dowiem to moja ocena nie będzie pełna
    -A nie boisz się że coś Ci się tam stanie?
    -Nie chcesz płynąć ze mną?
    -Nie wiem czy jestem na to gotowa. Kocham Cię całym sercem, ale zrozum, znam Cię miesiąc z hakiem i podróż przez pół globu, w obce i potencjalnie wrogie środowisko może mnie przerosnąć
    -Wcale nie takie obce Lotte. Po drodze wszystko Ci opowiem. Wbrew pozorom z tą wrogością bym też nie przesadzał. Batawia ma to do siebie że wszelkie działania są tam na ogół apatyczne co powoduje że z łatwością można się na większość sytuacji przygtować
    -Ostatnie powstanie temu zaprzecza
    -To był wyjątek, wynikający właśnie z tych zaburzeń. Jeżeli znajdę winnych i ich w jakiś sposób ukarze to wszystko wróci do normy. Krajowcy sami z siebie nie chcą się butnować; ktoś musi ich do tego podżegać
    -A zastanawiałeś się w jaki sposób chcesz wymierzyć sprawiedliwość?
    -To zależy od tego kto będzie winny. Nie chcę teraz o tym dalej rozmawiać, bo i tak nic z tego nie wyjdzie a tylko będę się stresował na darmo
    -Dobrze Kochanie. Wyczytałam że jutro grają „Traviattę” w operze. Chcesz pójść?
    -Z chęcią. Wyobraź sobie że nigdy do tej pory nie byłem w takim miejscu, więc pora to nadrobić.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: upload.wikimedia.org

  •  

    #wielkawojnafabularnie

    Jean-WyPierre Dalae

    Charlie biegł w kierunku baraku generała Dalae modląc się w duchu, by nie dosięgnął go jeden z pocisków artyleryjskich, które pozbawiały życia kolejnych Bastienów. Adiutant generała zdał sobie sprawę z tego, że jego ręce są umazane krwią - nie była to jednak jego krew, lecz jednego z żołnierzy, któremu Charlie próbował pomóc, ale nie był w stanie - Bastien zmarł w jego ramionach. "Mam nadzieję, że generał nie boi się widoku krwi. Po nim można się spodziewać wszystkiego" - przeszło mu jeszcze przez myśl i wpadł do baraku krzycząc o ataku wroga i problemach generała Blackaddera.

    Jean Wy-Pierre Dalae spojrzał spokojnie na adiutanta, po czym gestem zaprosił go do stolika w centralnej części pomieszczenia. Na stoliku położony był plan fortu z zaznaczonymi na czerwono punktami. Generał odezwał się:

    - spójrz tylko na to, Charlie. Chwileczkę... Co Ty masz na dłoniach? Charlie, przecież wiesz, że kończą się nam farby! Nieważne zresztą. Popatrz proszę - Bastien z Bastienem na moją prośbę zaznaczyli miejsca w naszym forcie, na które najczęściej spadają pociski wroga.

    - świetny pomysł, Mon General! Możemy wzmocnić te miejsca, lub wycofać z nich żołnierzy!

    - początkowo tak chciałem zrobić. Zdałem sobie jednak sprawę z tego, że są to uszkodzenia fortu, który wciąż stoi. Być może forty wysyłane na plac boju były atakowane w innych miejscach, ale tego nie możemy stwierdzić, ponieważ nie wróciły do bazy.

    - Generale... Przepraszam, ale nie rozumiem. Jak można...

    - Myślę że takie myślenie będzie się za sto lat nazywało błędem przeżywalności. Biais du survivant.

    - Ale... Generale... Jakie myślenie? Że można wysłać fort do walki?

    - To wiele mówi o naszym społeczeństwie. - uciął generał

    Charlie spojrzał na poważną twarz Jean-WyPierre'a. W tym właśnie momencie, gdy sytuacja na froncie zaczęła wyglądać naprawdę nieciekawie, gdy dookoła latały pociski wroga... Właśnie w tej chwili, w której rzekome umiejętności generała były najbardziej potrzebne... On zdawał się mówić od rzeczy, jeszcze bardziej niż na co dzień. Dla Charliego było to już zbyt wiele. Adiutant zaśmiał się nerwowo, by po chwili wybuchnąć szaleńczym śmiechem. Zdał sobie sprawę, że jego życie jest w rękach absolutnie niepoważnego, a może i zwariowanego człowieka. Po chwili uspokoił się, a generał wyciągnął z szuflady kartkę i podał Charliemu:

    - Nie uważam, żeby szalejąca wojna była powodem do śmiechu, ale dobrze, że dopisuje Ci humor. Oto instrukcje - zastosuj się do nich, a przetrwamy kolejną noc. A może nawet i dwie.
    pokaż całość

    źródło: USER_SCOPED_TEMP_DATA_orca-image-1574585422.jpeg

  •  

    Pamiętnik Lodewijka

    *******************************************************************************************************************************************

    7 lipca 1897 roku- późny wieczór

    Ostatnie kilka dni minęło ekipie na gorączkowej podróży. Łapali najbliższe pociągi niezależnie od ceny, standardu i godziny odjazdu, tylko po to aby zdążyć do Monachium na wystawę. Ich wysiłki opłaciły się- już 4 lipca udało im się dotrzeć na miejsce. Miejsce widowiska było wyraźnie widoczne- specjalnie na jego użytek władze miejskie stworzyły halę. Była ona przeszklona, wzorując się na tej która była w Londynie nieomal pięćdziesiąt lat temu. Chodziło o to aby budowla była jak najlżejsza i spraiwła wrażenie skrajnie futurystycznej. W modzie ponownie była przyszłość właśnie przeszklona- nie ta związana z kominami fabrycznymi i przemysłowym pędem, a opierająca się na wysublimowanych konstrukcjach. Umysł sam podpowiadał Lodewijkowi skojarzenia z Elojami z „Wehikułu czasu”. Jeżeli chodzi zaś o wielkość to warunek był jeden- miała być większa niż ostatnia Wystawa Krajowa która odbyła się w Berlinie. Pod tym względem naród Bawarii nie stracił nic ze swojej dumy, i nadala uważał się za bardziej cywilizowanych, czemu dawał wyraz w dowcipach na temat Prusaków i ogólnie mieszkańców północnych Niemiec. Hala składała się z dwóch części- pierwsza z nich poświęcona wynalazkom lokalnym była ustawiona na osi północ-południe. Druga zaś gromadziła dowody potęgi ludzkiego umysłu pochodzące z reszty krajów związkowych Rzeszy i przebiegała prostopadle do pierwszej. Przejście pomiędzy nimi było płynne a z lotu ptaka przypominała odwróconą literę „T”. Budowla była dwupiętrowa- parter nie zdradzał jeszcze tej lekkości i był zbudowany z prefabrykowanych prętów stalowych obleczonych betonem. Pierwsze piętro natomiast przebiegało po brzegach pasaży, tak że można było obejrzeć cały parter wędrując leniwie, racząc się zimnymi napojami oferowanymi przez sprzedawców którzy widzieli tę Wystawę tylko przez pryzmat potencjalnych zysków. Dach był półkolisty, i tutaj już nie było mowy o jakimkolwiek betonie- dominowało szkło i podobnie jak na parterze stal. Sama hala była położona w południowej części Englisher Parku. Bezpośrednio wokół hali nie było zbyt dużo wybetonowanych ścieżek ani ogólnie mówiąc śladów działalności człowieka- chodziło o jak największą symbiozę z naturą. W folderze programowym Lotte odczytała że sama budowla po zakończeniu nie będzie demontowana i stanie się integralną częścią parku, zapewniając podróżnym schronienie, punkty usługowe i informacje na temat miasta. Była co do tego sceptycznie nastawiona bo widziała problem w zagospodarowaniu tak dużej przestrzeni, ale przyjęła wyjaśnienia których na łamach programu udzielał burmistrz Monachium. Bardziej interesowało ją otoczenie- nigdy wcześniej nie miała okazji podziwiać ogrodu w stylu angielskim, tego pół-dzikiego miejsca gdzie ręka ludzka ingerowała tylko tam gdzie uważała za konieczne. Po pierwszej przechadzce stwierdziła że znacznie bardziej odpowiada jej takie zarządzanie zielenią niż ogrody francuskie ze swoją armią pracowników, zatrudnionych tylko po to aby w istocie utrzymywać iluzje doskonałości. Lodewijka z całego programu zainteresował szczególnie pokaz autmobili- zastnawiał się nawet czy w ostatniej chwili nie zgłosić się do komitetu organizacyjnego i pokazać allmayera. Z radością przyjął również informację że ów Karl Benz którego tak bardzo chciał spotkać również będzie miał swoje stoisko, a nawet zaprezentuje prototyp nowego samochodu sportowego. W ostateczności jednak poprzestał na biernym obserwowaniu. Felix tymczasem kpił sobie zarówno z aut, jak i ogrodów- najlepiej czuł się wędrując po mieście i jak to określał „szukając przygód”. W większości przypadków oznaczało to szwendanie się oraz obserowanie ludzi, od czasu do czasu picie piwa w obskurnych szynkach do późna, jednak czasami przydarzały mu się ciekawe historie. Stolica Bawarii jednak go zawiodła- nikomu w głowie nie było urządzanie burd, ani nawet bycie interesującym dla Felixa człowiekiem. Całe miasto znajdowało się w podniosłej atmosferze co zauważyli już po wyjściu z dworca- ulice były starannie czyszczone, policjanci najwidoczniej otrzymali nowe mundury, co można było poznać po mocnym blasku bijącym od srebrnych guzików i kolorach które nie zdążyły spłowieć. Ponadto na większości głównych arterii przewijali się chłopcy wywieszający obok siebie na latarniach flagi cesarstwa i rodzimego landu. Po depresyjnej atmosferze Dusseldorfu, czuli się tutaj jak w niebie. Spędzili te kilka dni na zwiedzenia zarówno miasta jak i relaksowaniu się nad Starnbergersee. Podczas tych dni w końcu poczuli że znaleźli rytm podróży i emocje które sobie po niej obiecywali. Z ich twarzy nie schodził radosny uśmiech, szczęście i gotowość do celebrowania chwili. Sam hotel również był znacznie lepszy. Tym razem posłuchali rady Felixa i pierwszego dnia wstąpili do burmistrza. Wilhelm Ritten von Borscht przyjął ich bardzo ciepło. Wysłuchał historii i z radością przywitał ich w mieście którym zarządzał od czterech lat. Wystawa Krajowa była jego oczkiem w głowie, i dokładał wszelkich starań aby udała się jak najlepiej. Zaproponował nawet objęcie przez Lodewijka honorowego patronatu, ten jednak odmówił tłumacząc się chęcią zwiedzania wystawy incognito. Porozmawiał z nimi jeszcze trochę a po pracy oprowadził, pokazując najsłynniejsze zabytki miasta. Tym razem po wycieczce wylądowali w hotelu „Europa” który miał wszystko czego mógł oczekiwać członek rodziny królewskiej.

    W końcu nadszedł 7 lipca, dzień otwarcia. Od rana pod halą, ale również na ulicach którymi miał przejeżdżać cesarz gromadziły się tłumy ludzi. Akurat wtedy cieszył się społeczną popularnością, więc szczerze chcieli wyrazić mu wdzięczność. Lodewijk z Lotte uznali że nie będą się kłębić wcześniej niż to konieczne i przybyli tuż przed oficjalnym rozpoczęciem. W hali stał Wilhelm II i rozmawiał o czymś z doradcą. Charakterystyczny wąs miał starannie wypomadowany a zdeformowaną rękę starał się jak najczęściej trzymać za sobą, bądź ukryć w kieszeni. Zajęli miejsca (to jedno wyprosili u burmistrza) w pierwszym rzędzie i rozmawiając między sobą cicho czekali na rozpoczęcie. Wystawę otworzył hymn Rzeszy odegrany przez królewską orkiestrę, zaś później przemówił Kajzer
    -Witam wszystkich szlachetnych gości którzy pragną podziwiać potęgę narodu niemieckiego! Wierzę że wszystkie pokazane tu wynalazki i dzieła będą działać na chwałę naszego państwa tak aby zajęło należne sobie miejsce w Europie. Już teraz nasze samochody są niezrównane, armia niezwyciężona a flota potężna. Te wszystkie siły będą jednak rosnąć z każdym dniem. Stanowczo wypowiadamy się za zwiększeniem możliwości wojennych naszych statków…
    -Czemu on mówi o flocie?- zapytała Lotte przestając na chwilę tłumaczyć partnerowi przemowę- przecież to Wystawa Krajowa a nie regaty.
    -Z tego co czytałem jest mocnym militarystą. Niektórzy mówią że to z powodu ręki. Choroba która ją zniszczyła odbiła się ponoć również na jego psychice i chce udowodnić rodzinie że jest coś warty. Inni z kolei uważają że to ostatnie sukcesy go upoiły
    -Jakie sukcesy?
    -Od niecałych dziesięciu lat Niemcy objęły w stan posiadania Tanganikę. Nie bardzo jednak wiedzą co z tym fantem zrobić; kolonia jest cały czas niestabilna a w ciągu tych kilku lat gubernatorzy i komisarze zmieniali się sześć razy. Obecnie władze sprawuje tam Eduard von Liebiert i jego rządy wydają się powiewem spokoju. W każdym razie ten sukces uskrzydlił cesarza. Flota i chęć dogonienia Wielkiej Brytanii w tonażu okrętów wojennych jest jego prywatnym hobby, i traktuje to nieomal jak sprawę honorową
    -Czy mu się uda?
    -Nie sądzę. W Wielkiej Brytanii coraz częściej mówi się o wprowadzeniu tzw. two power standard. Jeżeli przepchną to w parlamencie to II Rzesza ich nigdy nie dogoni.
    -Skąd w sumie to wszystko wiesz, skoro większość życia spędziłeś w Batawii?
    -W koloniach nie bardzo jest co do roboty, ale depesze przychodzą regularnie. Moim zadaniem jako królewicza jest się orientować w takich sprawach. Czekaj, chyba będzie kończył.
    -… W związku z tym zapraszam was wszystkich jeszcze raz do oglądania i dziękuję burmistrzowi że zechciał zorganizować tę Wystawę. -zakrzyknął gromko. Odpowiedział mu grom oklasków i aplauz. Lodewijk widział że cesarz zahipnotyzował tłum; w tej chwili nieomal na przekór wszystkiego wierzyli że Niemcy będą w stanie zostać w przyszłości hegemonem. Nie spodobało mu się, ponieważ oznaczało to wzrost poparcia dla działań wojennych. Po pozdrowieniach udali się na zwiedzanie, od razu podążając na piętro. Po kilku godzinach usiedli przy stoliku gdzie zamówili wodę sodową. Popijając ją leniwie podszedł do nich człowiek ubrany w mundur, jednak nie było na nim żadnych dystynkcji zdradzających pochodzenie.
    -Witam w imieniu cesarstwa na niemieckiej ziemi Panie Lodewijku i Panno Liselotte- zaczął pewnie. Obejrzeli się najpierw na siebie, a później na niego z wyrazem głębokiego zdziwienia.
    -Och przepraszam, Państwo poproszą że się przedstawię- jestem Franz von Hanau, człowiek który ma za zadanie reprezentować cesarstwo w sposób dyskretny.
    -Czego Pan od nas oczekuje?
    -Wasze przybycie tutaj zaintrygowało Jego Cesarską Mość i chciałby z Panem porozmawiać, oczywiście jeżeli Pan się zgodzi- mówił szybko, cicho, jakby wiele razy wcześniej wypowiadał tę kwestię.
    -Dobrze, pójdę. Lotte, tak przy okazji, wiesz gdzie jest Felix?
    -Pewnie się błąka jak zwykle
    -Czy długa to będzie rozmowa?
    -To zależy od tego co cesarz chce Panu przekazać. Niestety nie wiem o co mogłaby się toczyć sprawa
    -W takim razie idźmy.
    Po kilku minutach znaleźli się w małym gabinecie organizatorów Wystawy, który w tym momencie zajmował Wilhelm II. Lodewijk ukłonił się po czym usiadł na krześle
    -Witaj Lodewijku- rozpoczął w płynnym holenderskim
    -Nie wiedziałem że Wasza Cesarska Mość potrafi mówić w tym języku, poczytuję to jednak za zaszczyt.
    -Co Cię tu sprowadza?
    -Mnie? Podróżuję z ukochaną po Europie
    -Nie, nie, co Ciebie przygnało do Europy
    -Przybyłem tutaj na zaproszenie Jej Królewskiej Mości Wilhelminy, uczestniczyć w uroczystościach związanych z pierwszymi urodzinami Wilema.
    -Czemu opuściłeś Holandię?
    -Ponieważ chciałem zwiedzić kontynent. Przepraszam że ośmielę się przerwać ale to nie przypomina rozmowy a przesłuchanie. Z resztą dlaczego Cesarz chce wiedzieć czemu opuściłem kraj? To moja prywatna sprawa
    -Przyznam Ci się szczerze że doskonale wiemy dlaczego wyjechałeś tak nagle. Zapomniałeś że nieomal wszystkie dynastie tutaj są spokrewnione. Wieści rozchodzą się szybko.
    -Przepraszam ale nie bardzo rozumiem dlaczego Cesarz mnie tu zaprosił
    -Mam dla Ciebie propozycję.
    -Jaką?
    -To proste. Holandia od dawna jest mi solą w oku. Pomimo tego jednak nie mogę otwarcie wystąpić przeciw temu krajowi. Od dawna chciałem się zrewanżować Marji za pewne wydarzenia z przeszłości i oto pojawiła się szansa. Skądinąd wiem że aktualnie jesteś bez pracy, jeżeli można to tak określić.
    -To nieprawda. Jestem porucznikiem KNIL i lojalnym poddanym królowej oraz jej kuzynem. Po podróży mam zamiar wrócić do Batawii i tam działać na rzecz swojej ojczyzny
    -Jesteś tego pewien? Chcesz wracać do Indii Wschodnich, gdzie nie masz sojuszników a jedynie problemy? Zastanów się dobrze- mówiąc to podsunął mu papier który Lodewijk zaczął szybko czytać
    -Wasza Cesarska mość, przecież to awans na pułkownika w armii cesarskiej.
    -In blanco. Możesz wybrać dowolny rodzaj wojsk i dowolne miejsce zakwaterowania. Nie musisz się decydować teraz, po prostu kiedy będziesz gotowy to przyślij do pałacu kopertę.
    -Ale przecież tak nie można, to nie jest szesnasty wiek żeby tylko po urodzeniu decydować o tym kto dowodzi wojskami
    -wiesz doskonale że po ostatnim powstaniu należy Ci się coś więcej niż Order Wilhelma IV klasy. W każdym razie zastanów się nad tym, a teraz wyjdź.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: upload.wikimedia.org

  •  

    Nie wyglądało to dobrze, zostały wydane potrójne racje, miasto zdawało się że z trwogi nie wydaje żadnego dźwięku, Bitis Zamani miał wrażenie, jakoby kamienice, sklepy, domy i dwory chciały wyrwać się z okowów ziemi i uciekać jak najdalej. Wielu ludzi w przeciągu roku już umknęło, nawet najbardziej zatwardziali, lokalni patrioci mieli zwinięte manatki i byli gotowi do ucieczki, w razie rozpoczęcia jatki.

    Problemem było morale żołnierzy, długo już walczą na pół stanu a wróg był w mnogiej liczbie. Większość wyobrażała sobie że będzie właśnie oblegać Moskwę, a nie tkwić w Bułgarskiej ziemi. Swoje żniwo zbierała też jesień i coraz to krótsze dni. Łatwo było wpaść w ponury nastrój, chociaż dzisiejsza pogoda była sprzyjająca.

    Jego pięć tysięcy, sześciuset osiemdziesięciu artylerzystów stało na placu, czekając na rozkazy. Ich twarze nie mówiły tego samego, co w dzień ich pierwszej walki. Trzeba to zmienić.

    Adiutant zgodnie z rozkazem, wyszedł do Zamaniego, trzymając w prawej ręce uwiąz, prowadził konia do generała. Poszedł po łuku w prawo, ustawiając zwierzę przodem do wojska, aż stanął przy dowódcy.

    Generał w płynnym ruchu, wskoczył na konia, wyciągnął szablę i ruszył galopując przed swoimi ludźmi, zakrzyknął:

    "Szykujcie, szykujcie się żołnierze Imperium!
    Straszliwy bój nadciąga, mrok ogarnął wschód!
    Niech działa wam służą, pociski dosięgną celu!"

    Stukot rozbrzmiewał po placu, błysk głowni szabli zapowiadał brzask, jeździec zawołał:

    "Gotówcie się wojownicy Sułtana!
    Nadszedł czas ognia i mordu!
    Armaty rozerwą niebo, szeregi zostaną rozbite!
    To dzień stali, dzień czerwieni, dzień męstwa!

    Na pozycje! Na pozycje! Śmierć Carakom!"

    "ŚMIERĆ!" - zakrzyknęli żołnierze

    "Śmierć Carakom!" - wydał okrzyk generał.

    "ŚMIERĆ!" - zawołali Turcy.

    "Śmierć!" - krzyknął Zamani prowadząc ludzi na pozycje.

    "ŚMIERĆ!" - zagrzmieli towarzysze.

    Ruszyli.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

  •  

    Pamiętnik Lodewijka

    *******************************************************************************************************************************************

    30 czerwca 1897 roku- wieczór

    Do Dusseldorfu dotarli pod wieczór. Krajobraz różnił się mocno od tego który posiadał Amsterdam. Nie dało się ukryć że jest to miastro stricte przemysłowe-mało było zabytków w przeciwieństwie do kominów fabrycznych, tworzących ciemne chmury zasnuwające krajobraz. Teraz szczególnie mocno dawało się to we znaki z powodu braku wiatru. Sam dworzec był dumą miasta- oddany przed sześcioma laty lśnił jeszcze nowością cegieł, czego nie dało się powiedzieć o budynkach wokół. Niezależnie od użytego koloru elewacja pokrywała się w krótkim czasie pyłem, co nadawało miastu dosyć depresyjny wygląd. Całości dopełniał uliczny gwar i miny ludzi którzy gdyby mieli wybór uciekliby stąd- tak przynajmniej pomyślał Lodewijk. Wsiadając do samochodu i jadąc do hotelu obserwował ich i ulice. Obydwie oceny wypadły negatywnie. Miny tych ludzi oprócz chęci ucieczki wyrażały również zmęczenie i były podobne do tego co widział w Amsterdamie, ulice zaś były wąskie, w wielu miejscach na których kursowały tramwaje wręcz nie dało się przecisnąć.
    -Nieźle się zaczyna nasza podróż- zagadnął Felix- patrząc na nich również mam ochotę się tu więcej nie pokazywać
    -Nie wydziwiaj. To konieczne dla rozwoju miasta żeby budować fabryki. Bez tego byłoby tu jeszcze biedniej.
    -Biednie czy nie biednie, na pewno brzydko. Jest tu w ogóle co zwiedzać?
    -Miasto jest stare czyli musi być jakaś katedra czy coś w tym stylu. A jeżeli nie to pojedziemy autem gdzieś na obrzeże gdzie nie będziemy musieli oglądać tych twarzy.
    -Chciałabym zobaczyć Ren- zaczęła Lotte- słyszałam że to piękna rzeka
    -Woda jak woda- żachnął się adiutant- moim zdaniem powinniśmy stąd uciekać jak najszybciej. Tymczasem jednak jesteśmy w hotelu
    Istotnie znajdowali się przed przysadzistym budynkiem w kolorze żółtym wymieszanym z szarością, z której Lodewijk chyba już zawsze miał wrażenie że zapamięta to miasto. Hotel miał trzy piętra, i był zbudowany w stylu klasycystycznym. Silił się na jakąkolwiek elitarność, jednak mogły te próby wypaść dobrze tylko w oczach kogoś kto nie miał styczności ani z luksusem ani z klasycyzmem. Weszli do środka po brukowanej ścieżce i znaleźli się w małym lobby. Na jego wyposażenie składało się kilka foteli ustawionych przy stole w lewym kącie, tuż przy oknie, drewniana lada wykonana z lichego drewna za którą siedział recepcjonista, oraz bar po przeciwnej stronie. Pokój był ozdobiony ciemnoczerwoną tapetą w białe królewskie lilie a z sufitu zwisał elektryczny żyrandol, dający żółte, bardzo ciepłe światło. Całość balansowała na granicy przytulności, kiczu i obskurności, obecnie z przewagą tego pierwszego, jednak była to zasługa niedawnego remontu. Podeszli śmiało do lady, kiedy usłyszeli po niemiecku
    -Witamy serdecznie w naszym hotelu „Nadrenia”! Czego Państwo sobie życzą?
    -Umie ktoś tu po niemiecku? Zapytał Lodewijk towarzyszy podróży
    -Na mnie nie patrz- odpowiedział gwałtownie Felix
    -Zostawcie to mi- i już pewnym głosem do recepcjonisty w płynnym niemieckim- Chcielibyśmy jeden pokój dwuosobowy i jeden jednoosobowy
    Twarz recepcjonisty pojaśniała. Jako że nie znał żadnego języka oprócz tego którego używał Goethe, przygotowywał się na trudną przeprawę, toteż z wielką ulgą przyjął tak dobrze znane mu słowa. Był średniego wzrostu o rudych włosach z przedziałkiem z lewej strony, które zdradzały narastającą konieczność pójścia do fryzjera. Owalna twarz była pokryta bliznami związanymi z przebytą w dzieciństwie ospą, a uszy odstawały stanowczo za mocno, nadając jej pocieszny kształt.
    -Ależ oczywiście, oto klucze do pokoju 109 i 112. Potrzebuję jeszcze abyście Państwo podali imiona i nazwiska, oraz wskazali osobę która uiści rachunek
    -Liselotte Janssen
    -Lodewijk van Oranje
    -Felix Kerkman
    A kto płaci?
    -Weź przetłumacz że zapłaci pałac w Holandii- rzucił szybko Felix.
    -Proszę zapisać że zapłaci dwór królewski w Amsterdamie- Lotte podkreślając każde słowo.
    -Przepraszam najmocniej państwa, ale nie jestem w stanie przyjąć takiego odbiorcy rachunku. Sugeruję wskazać jakieś bardziej realne dane.
    -Co on mówi?
    -Nie wierzy nam że Amsterdam zapłaci
    -Bo nie zapłaci! -rzucił Lodewijk
    -Zapłaci i to jeszcze z pocałowaniem ręki. Lotte, będziesz tłumaczyć- odpowiedział adiutant kładąc walizki i chwycił biednego chłopaka za poły marynarki.- posłuchaj no, jeżeli zależy Ci na skandalu dyplomatycznym to proszę bardzo, możesz dalej się stawiać, jednak wiedz że ten człowiek obok mnie jest członkiem holenderskiej rodziny królewskiej. Chcesz nadal obstawać przy swojej wersji? Wiesz że czasy nie sprzyjają zaognianiu relacji w Europie, chyba że faktycznie masz taki pusty łeb.
    Recepcjonista jednak nie stracił rezonu i odparł
    -Gdybym każdego wpuszczał tutaj na takie papiery szef już dawno by mnie wypierdolił z roboty. Dopóki nie dostanę jakiegoś potwierdzenia nie wpuszczę was i zawołam policję.
    Lode wyjął paszport i pieczęć królewską, pokazał go mężczyźnie, a ten już spokojniej odparł
    -Przepraszam za niedogodności i życzę miłego pobytu! Hans!- zawołał do boya pijącego piwo przy barze- weź bagaże Państwa i zanieś do 109 i 112.
    Kiedy para rozłożyła się z rzeczami w pokoju Lode poprosił Felixa. Ten przyszedł wyraźnie zadowolony z niedawnego wyczynu i pogwizdywał wesoło. Przełożony nie postanowił czekać i wycedził przez zęby
    -Co do Twojego pustego łba strzeliło żeby robić taki gnój? Przecież wiesz że nie mam ochoty dawać do ręki amunicji Marji. Jeżeli dowie się że rozbijam się po Europie na jej koszt to dostanie białej furii i wtedy już na pewno oskarży mnie o udział w spisku
    -Nic takiego nie zrobi. Dwór jest wystarczająco bogaty, i pewnie nawet nie zauważy czegoś takiego. Poza tym zobacz; teraz całe miasto jest Twoje. Daję maksymalnie dobę że dostaniesz zaproszenie do burmistrza i od tej pory będziesz cieszyć się honorami właściwymi rodzinie królewskiej.
    -Zawsze ceniłem Cię za odwagę i nietuzinkowe myślenie Felix ale tym razem przesadziłeś. Nie rób tak więcej; jeżeli będę chciał wystąpić jako osoba publiczna to to zrobię, w innych wypadkach chciałbym zostać incognito. Poandto nie wiadomo czy następną dobę spędzimy w tym mieście.
    -A masz chociaż jakieś fałszywe papiery skoro chcesz podróżować incognito? Przecież oprócz takich indywiduów jak na dole jeżeli powiesz że jesteś Oranje to i tak Twoją przykrywkę szlag trafi. Tobie też czasami przydałoby się trochę oleju w głowie
    -Uważaj do kogo mówisz
    -Mówię do porucznika KNIL i tego się będę trzymać. Lode, chłopie, martwię się o Ciebie. Od czasu postawienia stopy w Europie nie jesteś takim jak Cię lubiłem. Stałeś się agresywny, porywczy i gwałtowny. Cieszę się że znalazłeś tu miłość ale przebywanie na dworze ewidentnie jest dla Ciebie destruktywne. Nie możesz tak obrażać ludzi wokół siebie.
    -To czego chcę, Felix to spokój. Zrozum że sytuacja w jakiej się znalazłem jest patowa i poza jakimś mglistymi ideami kompletnie nie mam pomysłu co dalej. Kocham Lotte i chciałbym z nią żyć, ale obawiam się że to może być niemożliwe. Na moim miejscu też byś był nerwowy. A teraz proszę, daj nam trochę czasu.
    -Jak sobie życzysz. Widzę że to jest dla Ciebie ciężkie, ale tak reagując tylko zawężasz sobie pole wyboru. W każdym razie to Twoje życie i cieszę się że nie muszę podejmować takich wyborów. Bawcie się dobrze.- zakończył sucho.
    Po jego wyjściu przebrali się i postanowili wyjść, popatrzeć na Ren. Nie znając za bardzo miasta błąkali się zarówno po biednych dzielnicach, pełnych robotników (Lodewijk zauważył że na ogół wyglądali lepiej niż w Amsterdamie i nie było wśród nich dzieci), składające się z kamienic grożących rozpadnięciem się w każdej chwili, jak i te pełne domów bogato zdobionych, które mogło się zdawać przeczyły krzykliwymi kolorami elewacji przemysłowemu charakterowi miasta, jednak tajemnic tkwiła w ich regularnym myciu. W końcu, po wielu pytaniach dotarli nad Złoty Most. Ten świadek historii był zbudowany z kamienia i przekraczał rzekę w jednym z jej najwęższych punktów. Był również przerzucony bardzo nisko co nie pozwalało pływać pod nim statkom. W momencie w którym przybyli nie było na nim dużego natężenia ruchu. Nachylili się nad balustradą i obserwowali leniwie sunącą rzekę, całkowicie uregulowaną. Po obu stronach drzewa nachylały się swoimi koronami. W oddali mogli zauważyć mała marinę będącą końcem (lub początkiem) podróży dla jachtów. Na okolicznych ławkach, położonych przy chodnikach biegnących prostopadle do mostu siedziało kilka par
    -Co o tym myślisz?- zagadnęła Lotte
    -O mieście, moście, Felixie czy wszystkim naraz?
    -Po kolei, może najpierw o mieście
    -Kompletnie mi się nie podoba co mnie dziwi. Myślałem że takie miejsca będą zaspokajać duszę człowieka który kocha technikę, aczkolwiek okazało się zupełnie inaczej. Jestem rozczarowany. Może to jest jeszcze jeden przykład pasujący do Bismarcka który powiedział że ci którzy lubią politykę i kiełbasę nie powinni widzieć jak się je robi. W każdym razie srogo się zawiodłem, co jednak nie tłumi mojego podziwu dla praw fizyki i pomysłowości człowieka. Jeżeli tak miało wyglądać unowocześnianie Batawii według moich rodziców to może lepiej że się nie udało
    -Nie myślałeś że to jest po prostu konieczne?
    -Co jest konieczne? Żeby robotnicy ginęli bez jakiegokolwiek ubezpieczenia, a dzieci były pozbawiane szans na naukę? Jeszcze w Indiach Wschodnich miałem wyrzuty sumienia że jestem tak uprzywilejowany. W takich momentach budzi się we mnie socjalista, ale wiem że to też nie ma sensu. Nie mam ochoty przemeblować całego świata a tylko sprawić aby ludzie żyli godnie. Jeżeli jednak się nie dostosuję ludzie będą cierpieć inny rodzaj biedy. Nie jestem w stanie tego rozgryźć i dlatego wolę świat techniki. Poproszę inny zestaw pytań
    -A most?
    -Traktuję go czysto użytkowo, nie widzę jakiegoś specjalnego powodu aby ten obdarzać uczuciami, oprócz tego że jestem tu z Tobą, i to będę o nim pamiętać
    -No dobra, a co z Felixem?
    -Felixa zawsze szanowałem. Był moim adiutantem od kiedy skończyłem szkołę oficerską. Nigdy nie miał ambicji żeby pójść wyżej. Jak sama widzisz jest to po trosze hulaka, który nie bardzo przejmuje się poważnymi rzeczami i po prostu chce brać to co życie mu zaoferuje. Jednak jeżeli jest potrzeba potrafi być piekielnie skuteczny na swój sposób. Myślę że to stało się w hotelu- działał w moim najlepszym interesie tak jak go postrzegał. W głębi duszy nie winię go za to, po prostu ostatnie czego pragnę to rozgłos.
    -Chyba nigdy go nie unikniesz w pełni. Miał rację że jeżeli nie masz fałszywych papierów to pod tym względem wiele nie wskórasz. A ogólnie co myślisz o sytuacji? Co to za plan?
    -Dopiero zaczynam nad nim myśleć więc nie mogę Ci o nim powiedzieć. W każdym razie chcę abyś czuła się ze mną bezpiecznie. Wiem że w przeciwieństwie do mnie nie chcesz opuszczać Holandii
    -Ostatnia kłótnia braci mi coś uświadomiła. Myślałam że jesteśmy zgodną rodziną, ale okazuje się że pieniądze są dla nich ważne tak samo jak dla innych. Rację miał Stanisław że powinni być bardziej powściągliwi. Sama miałam ochotę to powiedzieć, jednak pokazała mi ta sytuacja pewną tendencję. I teraz zaczynam się zastanawiać czy faktycznie jest tak dobrze jak myślałam w tej rodzinie
    -Jedna rozmowa to za dużo żeby rozstrzygać takie rzeczy
    -Wiem, ale zobaczymy jak dalej się potoczy sprawa. Chciałabym dla nich jak najlepiej ale w ostateczności to oni kreują swój los.
    -Dokładnie, chodźmy stąd bo zaczyna padać
    -Czekaj, a co to jest?- wskazała na plakat przyklejony do słupa, po czym zaczęła czytać- to chyba coś dla Ciebie!
    -Co takiego?
    -Za tydzień w Monachium jest Wystawa Krajowa. Ponoć będzie uczestniczyć w jej inauguracji cesarz.
    -No i wiemy gdzie pojedziemy! Musimy szybko się spakować, czeka nas kawał drogi.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: upload.wikimedia.org

  •  

    #wielkawojnafabularnie
    #trojprzymierze
    #lacunafabularnieczarnolisto

    Bałkańska przygoda

    - Weź Wojtyła przenieś jeszcze jedną butelkę rieslinga.
    - Wojtyła, riesling.
    - Szybciej z tym rieslingiem Wojtyła.
    - RIESLINGA!
    - Potrząśnij bareczkiem, daj rieslinga dla Bozi, hehe.

    Kardynał von Zurichskich właśnie wybierał się w zasłużony urlop do transylwańskich Karpat. Wykorzystując tę okazję, postanowił nie ograniczać się w spożyciu swojego ulubionego trunku, co chwilę wysyłając Wojtyłę do salonu restauracyjnego po następną butelkę.

    - Weź się kopsnij Wojtyła po kolejną flaszkę, dno już widać! - powiedział Ernest, trzymając butelkę przy oku jakby służyła mu za lunetę, zupełnie jakby był słynnym karaibskim piratem, Lucinusem Ryewheatem.

    TRAAACH

    Pociąg nagle zahamował, aż spod kół zaczęły się wydobywać iskry, czarny dym zaczął się wydobywać z komina, a walizki spadły z półek na pasażerów. Służący Wojtyła przewrócił się, a Ernest prześlizgnął się po stole na przeciwne miejsce, gdzie skończył głową w dół, odsłaniając spod sutanny swoje pludry. Wojtyła zdążył jeszcze wstać i pomóc von Zurichskichowi, zanim do ich wagonu nie wszedł pewien jegomość w oficerskim mundurze.

    - Herr von Zurichskich, moje imię jest Adolf Litler, jestem oficerem w armii Jego Cesarskiej Mości Franciszka Józefa - żołnierz zwrócił się bezpośrednio do nie do końca przytomnego kardynała.
    - No i? - odpowiedział mu von Zurichskich
    - Miałem rozkaz, aby zatrzymać pociąg z Eminencją. Mamy informacje, że rosyjska armia wkroczyła do tego regionu.
    - No i?
    - No i... Niestety, z tego powodu musimy zatrzymać Eminencje i wraz z całym pociągiem skierować do Budapesztu.
    - To ja przez tych carskich podnóżków muszę skończyć wakacje? - na twarzy Ernesta pojawiła się złość - Niedoczekanie! Litler! Prowadź!
    - Ale gdzie? - zapytał się oficer
    - Jak to gdzie? Do Rusków, tam o gdzie oni, tam i ja! bek To...to rozkaz!
    - Chryste Panie... - zdążył tylko wycedzić Wojtyła

    -------------------------------------------------------------------------------

    - To oni? - zapytał się von Zurichskich. Razem z Wojtyłą, Litlerem i kilkoma innymi żołnierzami podeszli pod obóz wojsk carskich, oglądając go z lornetek
    - Coś mali ci Ruscy. Jak mróweczki, jak karły... Rosjanie wzięli karły do armii? Przecież karły to takie poczciwie zwierzątka, jak można je na front wysyłać. Brutale!
    - Jego Eminencja trzyma źle lornetkę. Już poprawiam - zwrócił uwagę Litler, następnie wyręczając kardynała - Proszę
    - Ooooo, teraz widzę tych Rusków. Jacy wieeelcy! Ale gdzie karły? Co ci Ruscy z karłami zrobili?
    - Księże Kardynale, ci żołnierze to pańskie "karły" - poprawił go Wojtyła
    - Ale jak? Pod takimi mundurami, o zielonym kolorze, a nie karlim? Karły muszą nosić mundury w karlim kolorze
    - Eminencjo, "karły" są wewnątrz tych mundurów. - powiedział Litler
    - A to już rozumiem. LUDZIE! RUSCY KARŁÓW ZEŻARLI! ŻADNEJ ŚWIĘTOŚCI, TAKIEGO KARZEŁKA ZJEŚĆ? PRZECIEŻ TO MIĘSA NIE MA W OGÓLE! - von Zurichskich zaczął krzyczeć wniebogłosy. Wojtyła przeszył Litlera piorunującym spojrzeniem, oficer postanowił spłacić swoje winy, uspokajając kardynała.
    - Jego Eminencjo, niech się Eminencja uspokoi, bo nam spostrzegą - Austriak próbował przemówić von Zurichskichowi do rozumu, ten go jednak niespodziewanie odepchnął, oderwał z pasa jego ręczny rewolwer, wycelował w stronę obozu i wystrzelił.

    Ptaki poderwały się z drzew, z pozycji Rosjan dało się usłyszeć wielokrotne powtórzone "Cyka blyst", przeplatane głośnym zawodzeniem, a także zauważyć spore zamieszenia. Wojtyle i Litlerowi udało się odebrać odebrać broń von Zurichskichowi, zamknąć usta i szybko pognać w kierunku pociągu, gotowego już do drogi powrotnej. Całą trasę do Budapesztu Ernest spędził odsypiając w zamkniętym, i będącym pod strażą wagonem sypialnym.
    pokaż całość

    źródło: 2610179-OFEANSFD-7.jpg

    •  

      - Co? Kto to w ogóle jest @Zerri ? - dopytywał się Generał Staszkov po odczytaniu depeszy?
      Adiutant niezrozumiale wymamrotał coś pod nosem
      - Głośniej bo nie słyszę, zrozumiałem tylko Żółta Morda, a to kompletnie bez sensu!
      - Kardynał...
      - A że od Papistów? No to pisz: Pies Ci mordę... Nie patrz tak na mnie - to dyplomaci mają dbać o dobre stosunki! Mi wystarczą takie se, byle często! hehe... dobre nie? Ehh.. Dobra to im podajcie, niech też się pośmieją. Napisz - psia dupa! Albo lepiej, narysuj! Jak nie można wysłać obrazków? Za małe co? Daj, to trzeba na jedynki i zera zamienić i wszystko przejdzie! Jak nie umiesz?! Daj ja narysuję
      010
      101
      O! Psia dupa jak się patrzy! - Dobra wysyłaj
      pokaż całość

    •  

      Ernest von Zurichskich

      Ernest chodził po całym wagonie poddenerwowany, czekając na odpowiedź. Wreszcie drzwi się otworzyły, a z nich wyłonił się Wojtyła, z zwitkiem papieru w rękach.

      - Przyszła wiadomość od Rosjan - powiedział podchmielony Wojtyła( @Zeroskilla ), próbujący w swojej głowie złożyć jakieś sensowne zdania - przyszła do nas przed chwilą
      - Patrzyłeś już, co to jest? - dopytał się Ernest
      - Nie...
      - Bardzo dobrze, a teraz otwieraj, bo mnie ciekawość zżera.

      Wojtyła zgodnie z rozkazem rozwinął papier, oczom obu ukazał się dziwny, niepasujący do jakiekolwiek stylu artystycznego, rysunek.

      - Hmm, widzisz Wojtyła te dwie kropki, tu i tu? I ta długa linia na środku, Rosjanki chyba mają długie nosy. O nie, chyba już wiem kogo dopadłem - powiedział drżącym głosem kardynał - chyba zabiłem rosyjskiemu dowódcy matkę...
      - Co?
      - Oj nie wtrącaj się z tym co Wojtyła, zabiłem taką osobę, i teraz mam wyrzuty sumienia. Pisz Wojtyła, pisz co mówię, a następnie każ wysłać to tam, gdzie to wcześniejsze

      pokaż spoiler Do rosyjskiego generała


      pokaż spoiler Otrzymałem pańską wiadomość, i jestem w głęboko zasmucony tą informacją. Wyrażam żal, że z pośród tylu możliwości, nasz niemiecki rajd, musiał postrzelić tak ważną dla pana osobę... Na pewno był pan do niej bardzo przywiązany, i z pewnością wychowała ona pana na wspaniałego mężczyznę ̶C̶h̶o̶ć̶ ̶m̶o̶g̶ł̶a̶ ̶p̶a̶n̶a̶ ̶n̶a̶u̶c̶z̶y̶ć̶ ̶l̶e̶p̶i̶e̶j̶ ̶r̶y̶s̶o̶w̶a̶ć̶.̶ ̶A̶l̶b̶o̶ ̶n̶i̶e̶,̶ ̶t̶o̶ ̶s̶k̶r̶e̶ś̶l̶.̶ ̶A̶l̶e̶ ̶n̶i̶e̶ ̶p̶i̶s̶z̶ ̶t̶e̶g̶o̶,̶ ̶t̶y̶l̶k̶o̶ ̶s̶k̶r̶e̶ś̶l̶,̶ ̶t̶a̶k̶ ̶t̶o̶ ̶t̶e̶ż̶,̶ ̶i̶ ̶t̶o̶ ̶c̶o̶ ̶t̶e̶r̶a̶z̶ ̶p̶o̶w̶i̶e̶d̶z̶i̶a̶ł̶e̶m̶ ̶t̶e̶ż̶.̶.̶.̶ Następną mszę odprawie w jej imieniu, i jeszcze raz składam wyrazy współczucia.


      pokaż spoiler Kardynał Ernest von Zurichskich


      @Stah-Schek
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Lindsay Ettenmoors

    - Hejka, tu Lindsay. Mam nowy meldunek. Najpierw duża liczba, a potem dokładnie połowa z tego, a wciąż ma dwie cyfry
    - Możesz podać dokładniejszą lokalizację?
    - Dlaczego, przecież nie potrzeba mapy.
    - Oczywiście, bez odbioru.

    #wielkawojnafabularnie

  •  

    #wielkawojnafabularnie T5 – Lato 1915
    PAX

    Karta postaci
    Discord gry
    Mapa Europy (credits: Uaimmiau)
    Mapa Afryki po turze 5 (spoiler, duh)

    -Bardzo dobrze. - Ernest von Zurichskich uśmiechnął się, przeglądając kartkę z wypisanymi nazwiskami – Dane pozostałych spiskowców pokrywają się z tym, co znaleźliśmy w twojej kryjówce. Wiedziałem, że na was, Entenciaki, można polegać. Co, myślałeś że nie poszukamy dodatkowych źródeł?

    Radomir Popović splunął krwią.

    -Czego jeszcze chcecie?

    -Nie powiedziałem? - von Zurichskich udał zaskoczonego – Tożsamości prawdziwego zamachowca na życie Wiktora Emanuela.

    -A to nie był ktoś od was? Przecież odratował go Charl- więzień próbował dokończyć zdanie, ale uniemożliwił mu to atak kaszlu.

    -Eminencjo? - wtrącił się wierny asystent kardynała o charakterystcznym nazwisku rozpoczynającym się na "w" – Musimy się spieszyć, msza w katedrze zaczyna się za mniej niż godzinę.

    Von Zurichskich podszedł do więźnia i uderzył go w twarz.

    -No dobrze, pobawiliśmy się, ale kończy nam się czas. Nie chcesz gadać? Nie musisz. Wystarczy, że się podpiszesz. - powiedział, podsuwając mu przed nos kartkę z tekstem i pióro.

    Źrenice Popovicia rozszerzyły się.

    ==

    Wbrew przewidywaniom, armie zgromadzone w okolicach Stettin nie ruszyły do ataku na siebie, jak gdyby zbyt obawiając się nieznanej siły niepoznanego przeciwnika. Choć pat wściekał dowództwa w Berlinie i Petersburgu, niezbyt religijni mieszkańcy Pomorza modlili się, by sytuacja pozostała taką jak najdłużej. W końcu nawet życie pod rosyjską okupacją nie było żadną trudnością w porównaniu z wojennym piekłem na ziemi, jakim już od roku była niewielka Serbia...

    ==

    Nikołaj Roschatserkov z uśmiechem obserwował, jak Serbowie zrekrutowani z okolicznej ludności przyuczają się do zostania nowymi artylerzystami, ku obronie swojej ojczyzny. Nikołaj Roschatserkov uśmiechał się, ponieważ zwyczajnie nie wiedział, że chwilę wcześniej z przeniesionego pod Sofię obozu armii generała Bitisa Zamaniego wystrzelono w stronę jego pozycji pociski każdego znanego Turkom kalibru. Nie wiedział też, że pociski nie tylko dołożą kolejne uszkodzenia do linii umocnień oraz okolicznych wiosek, ale część z nich spadnie także na plac wewnątrz fortu, na którym zgromadzeni byli serbscy rekruci i cała rekrutacja zakończy się porażką zanim jeszcze zdąży krzyknąć "Kryć się!".

    -KTO ARTYLERIĄ WOJUJE... - głośno śmiał się Zamani słuchając grzmotu dział i obserwując, jak pociski mkną w stronę gór.

    ==

    -Dzięki za pomoc. – Von Zurichskich zwrócił się do Popovicia, zabierając kartkę z zeznaniami, po czym podszedł do dwóch strażników stojących przy wyjściu. - Dobra, możecie się go już pozbyć.

    Serb wiedział, że pomoc nie przyjdzie. Ale w swoim przedwczesnym odejściu z tego świata mógł mieć jedną satysfakcję – że zrobił wszystko co mógł, aby uratować Ententę i swoich przyjaciół.

    ==

    Posiłki przysłane przez Niemców na front zachodni i tragiczna śmierć generała Blackaddera w zupełności wystarczyły, by przekonać drugiego z braci Blackadderów, że dalsze próby atakowania niemieckich umocnień w Alzacji oznaczałyby wybicie pozostałości oddziału co do jednego.

    Prowadząc odwrót, Blackadder popełnił jeden błąd. Przystanął na chwilę, aby popatrzeć na zmasowany ostrzał całej artylerii Trójprzymierza frontu zachodniego, wycelowanej w jeden punkt. Generał nie widział go dokładnie, ale domyślał się, że pod ostrzałem znalazły się pozycje Jeana-Wypierre'a Dalae. Ta chwila zawahania wystarczyła jednak, by jeden z żołnierzy w austro-węgierskich mundurach zdążył przycelować dokładnie w mundur generała i trafić bez pudła w jego brzuch. Blackadder upadł, podczas gdy jego żołnierze kontynuowali ucieczkę w stronę Francji.

    Żołnierz, który oddał strzał, wybiegł przed austriacką kolumnę i w szaleńczym galopie zaczął pędzić z założonym bagnetem w stronę rannego Blackaddera. Ten, na szczęście, nie stracił brytyjskiego spokoju. Zdążył załadować broń i wystrzelił w pierś wroga, gdy ten był o metry od niego. Dziki żołnierz zatoczył się i upadł tuż obok generała. Blackadder przyjrzał się jego twarzy. Źrenice żołnierza były skurczone do rozmiarów główki szpilki, a białka jego oczubyły czerwone. Nie zaczerwienione, nie z widocznymi żyłkami – kompletnie zalane krwią. Przestraszony Blackadder szybko odsunął się od Austriaka i pomyślał, że nie ma żadnych szans, gdy dotrze do niego cała horda tych... z czym w ogóle miał do czynienia? Na jego szczęście jego ludzie nie zawiedli w potrzebie i jeden z gurkhaskich plutonów z narażeniem życia podbiegł do niego, by zabrać rannego w bezpieczniejsze miejsce.

    -Gdzie jest cała reszta? - generał zapytał później swojego adiutanta już w forcie, zabandażowany. - Na oko widziałem w forcie tylko kilka tysięcy naszych żołnierzy.
    -Więcej już nie ma. - uzyskał ponurą odpowiedź.

    ==

    -No proszę. Wizytowali mnie już dyplomaci z Serbii, Anglii, jeden był nawet wczoraj, ale pana się nie spodziewałem – król Danii przywitał ambasadora Grecji, Sokratisa Papastatopoulosa.
    -Taaaak. Wasza wysokość, przybyłem, ponieważ dotknął nas ten sam problem, co was. Statek transportowy płynący do Salonik wpłynął na minę. Na naszych wodach terytorialnych. W cieśninie między naszymi wyspami! - przy ostatnich słowach ambasador z trudem tamował wściekłość.
    Monarcha mruknął ze zrozumieniem.
    -Spójrz na ten dokument. Dotarł wczoraj. Od Ententy. - wyciągnął z szuflady papiery opisujące minowanie przez Hochseeflotte fragmentów Morza Bałtyckiego, nawet na obcych wodach terytorialnych.
    Ambasador popatrzył z nieufnością.
    -Od Ententy? Przecież mogli to wszystko zmyślić i-
    -Są zdolni do wielu rzeczy, ale raczej nie wysyłaliby własnych statków na miny. - uciął król. - A cieśniny greckie? Tam mieli jeszcze lepszy powód. Odcięcie południa Rosji i zgromadzonej tam floty. I jeszcze lepsze możliwości, z całą turecką i bułgarską flotą o rzut beretem.
    Papastatopoulos zamyślił się.
    -Powinniśmy wezwać dyplomatów z całego Przymierza. Na wczoraj. Niech się tłumaczą. Wtedy zobaczymy, co z tego wyjdzie.
    -Dobry pomysł. Zaraz rozkażę rozesłać listy ze swojej strony.

    ==

    -Ach, witajcie. - wicekanclerz Preis pozdrowił czterech oficerów, którzy weszli do jego biura. - Rozumiem, że chcecie mi przekazać, że Rosja została już zdobyta? Szybciej niż się spodziewałem, ale wystarczyło przekazać to list-
    -W imieniu Monarchii Austro-Węgierskiej – czterech oficerów przeładowało karabiny – Aresztujemy cię, wicekanclerzu.
    -Ja jestem... zaraz, co?
    -Mamy dowody, że współpracowałeś z siatką przestępczą dążącą do rozbicia jedności etnicznej naszego państwa, zdrajco.
    Wicekanclerz był zbyt skołowany, by zdążyć się oprzeć, ale będąc wyprowadzany z gabinetu krzyczał w niebogłosy.

    -Nie ma drugiej osoby, która tak bardzo podziwiałaby ten kraj, jak ja! Oddałem cesarzowi całe życie! Zostałem wrobiony! Wrobiony! Jak mogliście w to uwierzyć! Na miłość boską, jesteście głupsi niż modera...

    ==

    -Czemu płyniemy tak powoli? - wściekał się admirał Alt, gdy jego flota płynęła przez Liman Dniepru. - W tym tempie to my do jesieni nie opłyniemy Morza Czarnego!
    -Co takiego? - zdziwił się bosman – To przecież normalna prędkość dla wszystkich jednostek tej klasy. Szybciej mogli pływać tylko ci Francuzi i...
    -Dobra, nieważne. Cichaj. Chyba złapaliśmy nasz cel. . - przerwał admirał, wskazując palcem w stronę stałego lądu, a dokładniej ku portowi w Mikołajowie. - Widzisz? Wyjątkowe ożywienie w porcie... zajmują się okrętami podwodnymi... klasa Krab, poznałbym wszędzie. Przygotuj flotę do ataku. I dzwoń po Barbarossę.

    Marko Ramius miał szczęście lub nieszczęście przebywać na swoim okręcie, dzięki czemu ominęła go pierwsza faza ostrzału, nastawiona na uszkodzenie instalacji stoczni i dopiero budowanych okrętów. Zdążył się zebrać, ogłosić alarm i ruszyć biegiem na mostek, zanim jeden z pocisków przeleciał o kilkanaście centymetrów od niego, trafiając w przebiegającą po ścianie rurę z gorącą wodą. Gejzer wrzątku poparzył Ramiusa, który jednak pomyślał, że lepsze to niż bycie trafionym bezpośrednio.

    Okręty, których nie zdążyła zatopić pierwsza seria, wypłynęły z portu i przygotowywały się do zanurzenia, wierząc, że pod wodą będą w stanie pokonać złote łodzie podwodne. Na ich nieszczęście, w tym samym czasie do zatoki wpłynęła flota Pashy Barbarossy. Przy trzykrotnej przewadze liczebnej wroga sytuacja Rosjan stała się rozpaczliwa...

    ==

    -Wasza królewska mość...
    -Siadaj. - Charliego Mortdecaia zaskoczyła nieoczekiwana szorstkość Wiktora Emanuela, jednak wykonał polecenie.
    -Ahem. Cieszę się, żę widzę waszą królewską mość w pełnym zdrowiu. Przybyłem, ponieważ uzyskałem dowody na to, że za zamachem na waszą królewską mość stoi sam...
    Król Włoch złamał trzymane w dłoni pióro.
    -Tak? Co powiesz na to? - monarcha pomachał kartką z zeznaniami Radomira Popovicia dowodzącymi zorganizowania przez niego jesiennego zamachu, opatrzonymi jego własnoręcznym podpisem.
    -Z całym szacunkiem – przerwał Mortdecai – zapewniam, że to nieprawda. Być może Niemcy wymusili te zeznania siłą, żeby zatrzeć własną odp-
    -Wszyscy kłamiecie! Wszyscy! W Hiszpanii podobno przez jakiegoś rosyjskiego czy tam niemieckiego dyplomatę wybuchła afera. W Rzymie prawie zginęło dwóch chronionych PRZEZ NAS ambasadorów Trójprzymierza. A wiesz, jakie nazwisko podał ocalały? Silicon. Powinieneś kojarzyć, twój dobry kolega. I kto za to cierpi? Czy ci, którzy są za to odpowiedzialni? Jak zawsze NIE! Cierpi cała Europa, oprócz was! Mortdecai, jestem ci wdzięczny za uratowanie mi życia, ale to nie zmieni jednego. Że do tej sytuacji doprowadziliście wy wszyscy. A te zapewnienia o chęci współpracy, podsuwane dowody z których jak znam życie połowa była podrobiona – to nic nie zmieniło w tym, że cała policja wciąż nie może ustalić prawdziwego sprawcy. Uczyniliście z Włoch pośmiewisko dla całego świata!!!
    Charlie milczał, a król nakręcał się coraz bardziej.
    -Dostałem dzisiaj wiadomość, że Szwedzi ogłaszają wieczystą neutralność. I myślę, że to dobra decyzja. Nic, co możecie obiecać, żadne z waszych kłamstw, nie jest tego warte! Trzymajcie swoje niecne intrygi z dala od Rzymu! Od teraz i do końca moich dni, Włochy nie dołączą do żadnej waszej bezsensownej jatki!

    ==

    -Wasza Świątobliwość? - zaniepokojony kardynał Albini, prawa ręka papieża, pochylał się z troską nad łóżkiem głowy kościoła, której stan pogorszył się przez ostatnie dni – Czy coś się dzieje?
    -Luciano... - papież mówił słabym głosem i z wielkim wysiłkiem – Zrobiłem co mogłem... by zatrzymać... to cierpienie. Ale przecież... jestem tylko... człowiekiem... A nawet w k-kościele... nie wszystkim przeszkadza... cierpienie. Ten cały E-Ernest... słyszałem... o nim... wiele... plotek... u...wa...żaj...

    Po tych słowach kończyny Ojca Świętego bezwładnie opadły, a jego oddech ustał. Albini widział przez sześćdziesiąt lat swojego życia wystarczająco wielu umierających ludzi, by wiedzieć co to oznacza. Delikatnie zamknął powieki papieża i zaczął się przygotowywać do ogłoszenia światu, że Benedykt XV odszedł do Domu Ojca.

    ==

    pokaż spoiler IV Bitwa pod Strasburgiem
    ENTENTA
    Jadugar -2720
    Knyazev -31030 – postać ranna
    NPC1 -5580
    NPC2 -7980
    TRÓJPRZYMIERZE
    Sonnenschutzsysteme -0
    praise_it -0
    Uaimmiau -140
    krasik01 -34480
    NPC -420


    pokaż spoiler IV Bitwa w Karpatach Serbskich
    ENTENTA
    Akumulat -1280
    Queltas -180
    NPC -2100
    TRÓJPRZYMIERZE
    MatematycznyPlomien -0


    pokaż spoiler Bitwa pod Mikołajowem
    ENTENTA
    Anagama -3 – postać ranna
    TRÓJPRZYMIERZE
    Jaqbasd- -1
    Sigismund_Dijkstra -0


    ==

    pokaż spoiler Władcy Danii i Grecji wzywają do siebie wysłanników Trójprzymierza w trybie natychmiastowym.


    ==

    pokaż spoiler Szwecja i Włochy ogłaszają ścisłą neutralność w konflikcie. Przy tym Włosi nie zamierzają rezygnować z otrzymanych kolonii.


    ==

    pokaż spoiler Postać @macbar3167 została zamordowana.


    ==

    W watykańskich kuluarach wyróżnia się trzech głównych kandydatów do zwycięstwa w Konklawe:

    -Kardynał Mediolanu Luciano Albini, uznawany za zdecydowanego faworyta. Bliski współpracownik Benedykta XV. Jego zwycięstwo oznaczałoby kontynuację kursu nastawionego na pojednanie walczących stron, choć ten nie przyniósł jak dotąd wymiernych rezultatów.

    -Kardynał Genui Damiano Achille. Młodość spędził w Wielkiej Brytanii. Zwolennik ekumenizmu i główny proponent pojednania kościołów katolickiego i anglikańskiego.

    -Kardynał Kolonii Ernest von Zurichskich, młody kardynał z Niemiec, pomimo plotek o wrobieniu arcybiskupa Gretela w pedofilię typowany przez wielu na czarnego konia wyścigu. Gdyby wygrał, byłby pierwszym papieżem niepochodzącym z Włoch od blisko czterystu lat. Niektórzy obawiają się, że jego pontyfikat mógłby cechować się powrotem do wyraźnego zaangażowania Kościoła w politykę europejską.

    ==
    Minął pierwszy rok wojny. Serdecznie gratuluję wszystkim, którzy dotrwali do tego momentu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Czas na podjęcie decyzji do piątku, 28 sierpnia, do godziny 23:59.
    Formularz dla graczy ENTENTY: https://forms.gle/Ca3QoxxpK8ULG9Ud6
    Formularz dla graczy TRÓJPRZYMIERZA: https://forms.gle/CMQQw3m7a3oJhiJK7
    pokaż całość

    źródło: akg-images.com

  •  

    #wielkawojnafabularnie

    Lennard Jauchmaan

    Wojna była dla Lennarda łaskawa,
    na jego froncie od kilku tur sytuacja była patowa. Dość wygodnie urządził się w swojej kwaterze, a wieczory spędzał przy piciu lokalnych trunków i grze w karty z innymi oficerami.

    Tak było do dnia dzisiejszego.
    Widząc pudełko, które Zamani przyniósł ze sobą do baraku, Lennard początkowo pewny był że jest do Tryktrak [Backgammon] popularna wsród miejscowych gra. Pudeło okazało się jednak szachownicą.

    - co tym razem? - Lennard bardzo starał się ukryć zdenerwowanie w głosie
    - kart przynoszą mi pecha, a po naszej ostatniej grze wylądowałem w szpitalu. Jak radzisz sobie z szachmi? - Zamani brzmiał jakby szykował się właśnie na udzielenie komuś lekcji życia.
    - Nieźle, choć daaaawno nie grałem
    - zagrajmy więc!

    Lennard był beznadziejny w szachy, te zresztą były mało popularne na froncie. W stosunku do kart miały kilka istotnych wad, zajmowały wiele więcej miejsca w przeładowanym plecaku żołnierza, angażowały na raz tylko dwie osoby, ich rozgrywki nie były tak "hazardowe" i przede wszystkim, wymagały stabilnego gruntu - warunek trudny do spełnienia z powodu nieustającego ostrzału artylerii.

    Z tego powodu Jauchmaan miał okazję grywać w szachy praktycznie tylko ze swoim przyjacielem Abi Dalzim, i bezwzględnie przegrywał - ale nie od dziś wiadomo, że każdy admirał jest mistrzem szachowym...

    - Zacznij - poinstruował Zamani który po swojej stronie ustawił piony w kolorze czarnym.
    Lennard westchnął, starając się pogodzić z nadchodzącą porażką.
    Przypominając sobie lekcje Dalzim'a przesunął pionek w formacji nazywanej gambitem.
    pokaż całość

  •  

    Pamiętnik Lodewijka

    *******************************************************************************************************************************************

    29 czerwca- po północy

    Skromną kolację zjedli z apetytem, właściwym ludziom którzy przeżyli nieprawdopodobne przygody. Rozmawiali mało skupiając się na jedzeniu; od czasu do czasu któreś z nich rzuciło uwagę którą uznawał za dowcipną czy też krótki komentarz. Pałaszowali szybko i łapczywie, a dźwięk widelców rozbrzmiewał rytmicznie. Po posiłku Felix udał się do pokoju gościnnego gdzie miał spać przez najbliższy czas. Lotte poprosiła o czerwone wino. Lena usłużnie przyniosła. Atmosfera stawała się senna i gęsta.
    -Jak się czujesz po tym wszystkim?- zapytała nieśmiało po pierwszej lampce
    -Nie wiem czy to jest najlepsze pytanie w tej chwili… zaczął Lodewijk. To wszystko spadło tak nagle…, od wczoraj żyję w transie, tyle ważnych wiadomości, tak wiele ciężkich słów. Mój umysł chyba chce powiedzieć pas i odpocząć przy jakichś głupotach albo spróbować coś zaprojektować. Podczas jazdy allmayerem zauważyłem że na kilka sposobów można go usprawnić. Dodatkowo czeka nas wycieczka po całej Europie. Trzeba jakoś trasę zaprojektować, ale na to też już mam pomysł.
    -Jaki?
    -Jako że kontynent jest duży, a chcemy zwiedzić jak najwięcej miejsc, to oznacza że będziemy mieli problem wybrać od czego zacząć. Dlatego za każdym razem będę dawał Tobie dwie opcje do wyboru. W ten sposób będziem kolejno odhaczać miasta i państwa, a jednocześnie wprowadzimy jakiś ład do wyprawy, w tym momencie bardziej przypominającej wagary czy banicję.
    -Brzmi ciekawie. Czy chciałbyś zacząć już teraz?
    -Czytasz mi w myślach. Tym razem mam następujący wybór: Możemy rozpocząć podróż albo przez Niemcy albo przez Belgię.
    -Jaki w ogóle miałby być punkt końcowy?
    -Nie przewiduję punktu końcowego, za każdym razem dwa wybory.
    -Popełniasz błąd. Jest jedno miasto które chciałabym zwiedzić szczególnie.
    -Co to za miejsce?
    -Konstantynopol!- powiedziała uśmiechając się- jak byłam mała naczytałam się tanich bajek których akcja działa się w tym mieście i teraz chcę je zwiedzić.
    -Nie ma sprawy, a więc kończymy w Konstantynopolu. Ale decyzja nadal aktualna.
    -W takim razie…. Niemcy! Francuzów mam ostatnio po uszy?
    -Co oni Ci zrobili?
    -Francuzi zawsze są niesolidni w handlu. Przez ostatni miesiąc może nie było tego widać ale ogółem zarówno Hugon jak i Edward nienawidzą robić z nimi biznesów. Po prostu nigdy nie są w stanie dojść z nimi do ładu, choćby sprawiali najlepsze wrażenie.
    -To w takim razie jedźmy. Musimy tylko znaleźć pociąg do Dortmundu który przewiezie automobil
    -Dlaczego chcesz się z nim wszędzie wlec? Przecież jest nieporęczny a koszta jego przewozu mogą nas zrujnować
    -Możesz być spokojna, Felix sprawdził już to. Po drugie samochód daje nam niespotykaną swobodę- możemy jednego dnia siedzieć w hotelu a drugiego wyruszyć znacznie szybciej niż wozem. Po trzecie zaś skoro jedziemy przez Niemcy to chcę odwiedzić Mannheim. Było to moje marzenie jeszcze zanim przybyłem na ten kontynent.
    -Co takiego jest w Mannheim?
    -Nie co a kto. Pracuje tam i rozwija swoje pomysły Carl Benz, jeden z najświetniejszych ludzi epoki, istny geniusz jeżeli chodzi o motoryzację. Pierwszy wpadł na pomysł zbudowania silnika spalinowego a teraz odnosi sukces jako przedsiębiorca. Chcę się z nim spotkać i pokazać mu moje dzieło.
    -Myślisz że zwróci uwagę?
    -Musi to docenić. Samodzielnie skonstruowałem silnik który może mierzyć się z tymi produkowanymi seryjnie w jego automobilach. Nawet nie wiesz ile nocy zarwałem nad planami a ile dni upłynęło mi na oczekiwaniu, na części.
    -Skoro będziesz szczęśliwy to nie mam zamiaru Ci w tym przeszkadzać. Chcesz może się przejść na spacer? To dobrze nam zrobi
    -Czemu nie.
    Wyszli z domu i rozpoczęli wędrówkę po mieście. Noc była ciepła, a księżyc szczodrze oświetlał ulice, podobnie jak najnowsza inwestycja ratusza- latarnie elektryczne. Na ulicach było sporo ludzi którzy albo wychodzili z barów, albo się do nich udawali aby spędzić całą noc na zabawie i spotkaniach z przyjaciółmi. Atmosfera miasta była radosna i udzieliła się im. Przeszli szybko w kierunku portu, rozmawiając o błahych tematach. Port był oświetlony skąpo, jednak w tej chwili nikt do niego nie wpływał. Kilka okrętów marynarki wojennej kołysało się leniwie. Po prawej stronie od nich był sektor prywatnych armatorów, a w oddali można było zauważyć kontury starego żaglowca pełniącego rolę szkoleniową. Kiedy zaczęli na niego patrzeć Lodewijk zauważył że Liselotte się zmieszała. Straciła zwykły rezon i stała się poważna oraz onieśmielona. Już zaczął się zastanawiać nad przyczynami tej nagłej wolty kiedy odezwała się cicho.
    -Wiesz Lode… każde słowo wypowiadała powoli nie bardzo jeszcze będąc pewna czy chce to powiedzieć- od pierwszego spotkania tak dobrze się nam rozmawia… jesteś fantastycznym przyjacielem i wspomagałeś mnie w tym trudnym miesiącu. Dopóki się z Tobą nie spotkałam, nie wiedziałam że ktoś może być taki dobry… Chyba coś do Ciebie czuję- mówiąc to opuściła głowę. Lodewijk podniósł ją swoją dłonią i spojrzał w oczy wyrażające bezbronność i ufność.
    -Co takiego czujesz?
    -Kocham Cię najsłodszy. Jesteś osobą której nigdy nie pragnę opuszczać. Każdego ranka budzę się z myślą o Tobie i zasypiam zastanawiając się jak minął Tobie dzień w pałacu. Chcę z Tobą przeżyć życie i każdego dnia budzić się u Twojego boku, abyś był szczęśliwy. A Ty? Czy Ty coś czujesz? Oczywiście zrozumiem jeżeli okaże się że mnie nie zechcesz.
    -Co Ty gadasz Lotte? Jesteś kobietą której oddałbym wszystkie diamenty Oranii. Zasługujesz na to co najlepsze i jeżeli będę w stanie i jeżeli tego zechcesz to proszę przyjmij moje serce.
    -Czyli… Ty też mnie kochasz?
    -Tak, i nie mam zamiaru się tego wstydzić. Dopóki Cię nie spotkałem nie wiedizałem że można rozmawiać tak normalnie. Ten cały dwór był mi za ciasnym kołnierzem w koszuli, przy Tobie czuję że prawdziwie żyję. Jestem pewien że chce całe życie przeżyć z Tobą i zrobić wszystko abyś nie musiała się o nic martwić.
    -Jesteś taki dobry. Nawet nie wiesz jak szczęśliwa jestem w tej chwili- oczy kobiety się zaszkliły- cieszę się że również i Ty mnie kochasz.
    Przytulili się do siebie czując szczęście związane z tym że mogą kawałek życia oddać drugiej osobie. Nie mówili już zbyt dużo, tylko patrzyli to na siebie to na port. Wymienili również kilka pocałunków. Każde z nich czuło że ta chwila może trwać wiecznie, i nie czuli nawet tego że temperatura się obniżyła.
    -Chyba powinniśmy wrócić do domu kochanie. Jest późno a powinieneś się w końcu porządnie wyspać
    -Żartujesz, teraz nie zmrużę oka ze szczęścia. Ale chętnie wrócę do domu.
    Jak postanowili tak zrobili. Wznieśli toast pozostałym w jadalni winem.
    -Chcesz przyjść do mnie?
    -Nie jestem pewien czy powinienem
    -Ja zapraszam.
    Wszedł za nią do pokoju i przebrał się w koszulę nocną. Następnie ułożyli się razem do łóżka i zaczęli rozmawiać
    -Wiesz.. nie spodziewałem się że też mnie kochasz. Myślałem że traktujesz mnie po przyjacielsku
    -Jak mógłbym nie kochać tak dobrej kobiety? Masz w sobie wszystko to co najlepsze. Raczej obowiałem się że będziesz postrzegać mnie jako zbyt poważnego i nieodpowiedniego dla Ciebie z powodu pochodzenia. Na ogół nazwisko pomaga ale nie w miłości.
    -Byłeś już kiedyś z kobietą?
    -Niee, w Batawii ogólnie utrzymywałem mało kontaktów. Moją główną pasją była technika i nie miałem okazji nawet poznać kogoś kto nie używa całego tego mułu określeń właściwych dla dworu. A Ty skarbie?
    -Przez kilka miesięcy byłam w związku z człowiekiem którego znałam od zawsze. Był moim sąsiadem, jednak to że dobrze się dogadywaliśmy na co dzień, nie oznaczało z automatu że będziemy tworzyć udaną parę. Różnice charakterów okazały się zbyt duże i za obopólną zgodą rozeszliśmy się. Czasami z nim rozmawiam i wiem że założył już rodzinę. Ale wracająć, bałam się że będzie to dla Ciebie lub pałacu mezalians.
    -Opinia pałacu to ostatnie czym się przejmuję, a mezalians jest mi obcy. Żyjemy teraz chyba w najbardziej demokratycznych czasach i nie widzę powodu dla którego mielibyśmy się ograniczać co do osoby u której lokujemy uczucia. Jesteś szczęśliwa?
    -Nawet nie wiesz jak bardzo. Chodźmy jednak już spać.
    -Oczywiście najsłodsza.
    Zgasili lampkę i Liselotte wtuliła się w Lodewijka. Ten zaś tak jak powiedział, był szczęśliwy ale również oszołomiony. Raczej nie spodziewał się że kiedykolwiek będzie w poważnym związku- jak wspomniał w Batawii nie bardzo mógł porozmawiać z kimkolwiek. Chciał tej kobiecie której oddech czuł na karku dać to co najlepsze, jednak czy umiał wybrać najlepiej chociażby dla siebie? Napadły go wątpliwości związane z wydarzeniami ostatnich dni. Czuł się za nią odpowiedzialny i pragnął ją chronić. Zastanawiał się również co teraz zrobi i gdzie będzie mieszkał na stałe. Z jednej strony chciał mieszkać w Batawii, jednak czuł że nie zagrzeje tam długo miejsca, z powodu tej całej skomplikowanej sytuacji. Wtem przed oczami pojawiła mu się wizja. Tak, to jest to, pomyślał w myślach. Zrezygnuję z tej politycznej gry. Zbudujemy razem przedsiębiorstwo w Oranii i tam będziemy szczęśliwi z dala od tego całego zgiełku i fałszywych ludzi. Za dobrą monetę kupił to że teraz już partnerka wiedziała o całej jego pogmatwanej sytuacji a i tak postanowiła obdarzyć go zaufaniem. Uspokoił się po czym zasnął błogo mając w myślach nazwę spółki „L&L ”.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: monovisions.com

  •  

    #wielkawojnafabularnie

    Jean-WyPierre Dalae

    Generał Dalae siedział na krześle krzywiąc się i łapiąc za brzuch. W takiej pozycji zastał go Charlie, który zaniepokoiwszy się zapytał:

    - Wszystko w porządku, Mon General?

    - Charlie! Ach tak… nie wiem, musiałem się czymś struć. Może to te szczury…

    - Szczury?!

    - Mhm. Pamiętasz jak kucharz narzekał, że musi walczyć o resztki naszych zapasów z gryzoniami? Coś ostatnio przestałem słyszeć lamenty pod adresem tychże stworzeń. Ciekawe jakie mamy teraz Spécialité de la maison! Zastanów się nad tym.

    - Hmm… - zasępił się adiutant.

    - Dość o tym, Mon Ami! Wnoszę, że masz dla mnie jakieś wieści! Oby dobre!

    - Niestety generale, jestem zmuszony poinformować o zatonięciu pancernika „Galowie”, którego kapitanem był sam Greg de la Gregua!

    - To bardzo złe wieści. Wypijmy za bohaterów, kolejnych zresztą w trakcie tej okropnej wojny!

    Jean-WyPierre wyciągnął butelkę i nalał do kieliszków wina. Charlie zaskoczony obecnością trunku, którego zapasy skończyły się niedługo po rozpoczęciu wojny, wzniósł toast i wypił nieco płynu. Chwilę później musiał powstrzymać się przed zwymiotowaniem, bowiem czegoś tak paskudnego nie posmakował nigdy dotąd w swoim życiu.

    - Bardzo… ciekawy… bukiet… i ee… kompozycja… Mon General, cóż to za wino? Myślałem, że nasze zapasy się skończyły.

    - Dobrześ myślał. Jednakże zatęskniłem za choćby namiastką wina. Znalazłem nieco zepsutych jabłek. Wino otrzymuje się w wyniku fermentacji, czyż nie? Wycisnąłem sok ze zgniłych jabłuszek, dolałem nieco wody i voilà!

    Charlie nie wiedział co powiedzieć, więc milczał.

    - Greg de la Gregua… Niech to! Ile jeszcze strat musimy ponieść? Merde… A wiesz Charlie, że miałem wstąpić do marynarki?

    - Nie słyszałem o tym generale. To ciekawe.

    - Taak… Ale uznałem, że nie jest to aż tak prestiżowa funkcja, jak bycie oficerem w armii lądowej. Jak zapewne doskonale wiesz, w marynarce nikt nie powie „Mon Capitaine”, odkąd Napoleon odebrał im ten przywilej. Ja zaś nie chciałbym żeby ktoś zwracał się do mnie po prostu „Capitaine”. Myślę, że doskonale mnie rozumiesz Charlie.

    Charlie nie rozumiał, ale wydał z siebie pomruk, który można było uznać za aprobatę. Po chwili odchrząknął i wybąkał:

    - To… ja już pójdę Mon General. Sprawdzę co słychać u Bastienów.

    - Sprawdź koniecznie! Oby było słychać wystrzały armat! Chcę pewnego dnia wkroczyć do fortu tych paskudnych nazistów i uraczyć się dziełem sztuki w postaci ich trucheł!

    - Do czyjego fortu?

    - Hmm… który mamy rok?

    - Tysiąc dziewięćset piętnasty…

    - Nieważne. Zapomnij.

    Charlie nie zapomniał i miał wrażenie, że prędko nie zapomni, ale potrząsnął głową i uśmiechnął się niemrawo.

    - Już zapomniałem. Au revoir!

    - Au revoir!
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: a.allegroimg.com

  •  

    Trzy dni zajęło rybakom z okolicznych wiosek koło Istambułu aby w końcu dostać się do wraku Gala.

    Leżał na samym dnie pośród wielu innych poległych statków, które starały się zdobyć miasto przez kolejne wieki - od Bizancjum po Stambuł. Okręt nawet teraz robił wrażenie swoim rozmiarem. Był tak wielki, że okolicze ryby zaczęły w nim urządzać sobie istne dzielnice mieszkaniowe.
    Podczas szebrunków rybacy zauważyli dużo ciał poległych żółnierzy. Tych niewielu co przeżyło wybuch musiało mieć drugie tyle szczescia, by dotrzeć do brzegu cało.

    W kajucie kapitańskiej znaleziono mapę bliskiego wschodu z dziwnymi hexami, a w stołówce menu z różnymi nazwami piccy. Akurat w piątek przypadał "dzień włoski" na cześć powiększenia wielkiego sojuszu, ktory mial dopiero zostać ogłoszony.

    Najciekawszy był pokoj przeznaczony dla admirała. To tam leżały porozbijane płyty gramofonowe, prywatne zdjęcia rodziny de la Gregua oraz legowisko Czkawki - wiernego owczarka podhalańskiego. Pies według legendy przynosił marynarzom butelki z wodą oraz dużo pcheł. Dlatego też psa wsadzono admirałowi do kajuty, uznano to za świetny żart.

    Na stole znajdował się z kolei stary kufer. Kiedy rybacy wydobyli go na brzeg i otworzyli go, znalezli w srodku jakies dokumenty. Wsród nich znajdował się pamiętnik. Ostatni zapis zaczynał się od słów "To miało inaczej wyglądać. Słowa te dudnily w wielu głowach tamtego dnia. Poranek był stosunkowo chłodny jak na te rejony..."
    #wielkawojnafabularnie pdk ;)
    pokaż całość

    źródło: subito trojpacierzowe swinie.png

  •  

    Lindsay Ettenmoors

    - Ten Abi Dalzim to całkiem miły gość. Nazwał łódź na moją cześć. Całkiem miło z jego strony. Dajecie w Imperium Osmańskim jakieś medale? Jeśli tak, to może dacie Admirałowi jeden. Chociaż mały?
    - Ho ho ho, to się nam trafił wojak. Kolejną bitwę morską wygrał. Skubaniec.

    Sułtan pogładził wąsy po czym nakazał wyprowadzić Vincenza, który z nadmierną ciekawością przeglądał zabytkowe wnętrze siedziby władcy.
    - O innych rzeczach porozmawiamy bez obecności Pani przyjaciół. Mam nadzieję, że nie potraktuje mi tego Pani za złe.
    - Nie, spoko. Chłopaki, wyjdźcie na chwilę, zaraz do Was przyjdę.

    ------------------
    Zdyszany Koran-Mekka zatrzymał się wśród tłumów próbując złapać oddech, w tym czasie Amerykanka powoli przepychając się przez gapiów dołączyła do Turka.
    - Tak właściwie to po co biegłeś?
    - Hmm, miałem do kolegi pewne pytanie, nie wiem dlaczego zaczął uciekać mlask mlask.
    - Mogliście się zdzwonić przez radio, ale jeśli chcesz to mogę mu coś przekazać w ramach wieczornego programu. Co Ty na to?
    - J-J-J-Jeśli jest taka możliwość to przekaż mu coś tam szepta.
    - Jasne, nie ma problemu. Tak w sumie, to co porabiasz w Konstantynopolu? Wyglądasz na miejscowego, ale tak tylko pytam.
    - Może po mnie nie widać ale się tu urodziłem śmieje się lekko, Przyszedłem odwiedzić mojego brata i załatwić pewne sprawy zawodowe. Bardzo polecam odwiedzić to miejsce. Bardzo pięknie jest o tej porze roku.
    - No urokliwie tu, byłam u Sułtana. Lubię go, ma ładne wąsy, podobne do Twoich.
    - A dziękuje panience, bardzo mi to pochlebia, mimo wszystko mój wąs nie jest tak dostojny jak wielmożnego Sułtana. Proszę na niego uważać, lubi uwodzić takie piękne kobiety jak pani…
    - Oj, czerwienie się tu przez Pana. Lubisz niespodzianki?
    - Bardzo, l-l-l-lecz życie m-mnie doświadczyło i wiem że nie zawsze są przyjemne, niemniej nie mogę się doczekać.

    Lindsay zbliżyła się gwałtownie do dyplomaty i wyszeptała drobny sekret na ucho Janusza. Odchodząc przeciągęła palcem po ramieniu mężczyzny. Rzuciła mu jedno z TYCH spojrzeń będąc pewna, że jeszcze przez jakiś czas będzie śledzić za nią wzrokiem.

    ---------------------
    Do portu zbliżały się kolejne statki. Czy była wśród nich „Jutrzenka”? Być może, jednak te krzaczki zamiast literek nie mogły przekazywać żadnej treści dla niezaznajomionej z arabskim alfabetem osobie. Wtem znikąd wyłoniła się najprawdziwsza łódź podwodna. Wyskoczył z niej mężczyzna niewyglądający jak osmański dowódca floty.

    - Haloooo! Czy to przypadkiem Admirał Abi Dalzim?
    Niemiec rozejrzał się wokół upewniając się, że nie ma w pobliżu znajomego Turka.
    - Guten tag, Admirał Dalzim jest teraz w innej części basenu Morza Czarnego. Ja nazywam się Hans Alt.
    Admirał skłonił się nisko. Wyglądał jednak na nieco spiętego w towarzystwie Amerykanki, ta jednak chciała, żeby czuł się bezpiecznie i sympatycznie po wydarzeniach, w których brał udział.
    - I zgaduję, że Pani to Lindsay Ettenmoors. Widziałem Pani zdjęcie w gazecie, jednak niestety nie przeczytałem załączonego artykułu.
    - Hi hi hi. Tak to ja, miło Pana poznać. Widziałam ten wybuch, to Twoja sprawka? No przyznaj się...
    - Wybuch to konsekwencja zorganizowanych działań wojennych, które z resztą rozpoczęły się od agresji ze strony zatopionego statku. A poza tym to tak, moja sprawka.
    - Zatopiliście statek? Ten wielki? Widziałam jak robił buuuum i traaach i pszszszsz, masakra. Pierwszy raz coś takiego widziałam. Wciąż się trzęsę.
    - Chcielibyśmy mieć inną opcję rozwiązania tej sytuacji, lecz służby specjalne naszego przeciwnika nie dały nam innego wyboru. Taki los na wojnie.
    - Czyli wygrywacie, nie? Bo tak wygląda jakbyście wygrywali. Chyba?
    - Na tych wodach? Z pewnością. W tej wojnie? Zobaczymy, chociaż jestem przekonany o wyższości naszych racji i miejmy nadzieję, że to one wyjdą zwycięską ręką w tym konflikcie.
    - Nie będziesz miał za złe jak to zanotuję? Mówisz naprawdę ciekawe rzeczy i sądzę, że świat powinien o tym wiedzieć.
    - Nie ma w tym najmniejszego problemu. Świat powinien wiedzieć, że po zamachu w Sarajewie, po agresji Gala na statek mojego przyjaciela to my jesteśmy obrońcami naszych racji, podczas gdy to Ententa jest agresorem. W obliczu tego konfliktu możemy też zacieśnić współpracę z sojusznikami, których być może nie spotkalibyśmy w innych warunkach, a to mi o czymś przypomina.
    Wyciąga z kieszeni złożony na kwadrat plakat
    - Oto są wartości o które my walczymy.
    Rozwija, oraz przekazuje kawałek papieru rozmówczyni. (ten wklejony obrazek)
    - Oooo, jakie słodzkie dzieciaczki. To straszne, że wkoło dzieje się takie zło. Pozwól, że Paul z Ekipą zrobią zdjęcie. Nie znam tych napisów, ale pewnie są mądre.

    Hans widząc, że zbliża się jego towarzysz pożegnał się grzecznie i poszedł w nieznanym kierunku. Zza pleców Amerykanki wychylił się Turek, po ubiorze można było zakładać, że był dowódcą sił morskich.
    - O dzień dobry, Pan Admirał Abi Dalzim? Zgadłam?
    - Dzień dobry, niestety muszę Panią rozczarować, zgadła Pani stopień, ale nie nazwisko. Admirał Pasha Barbarossa, do usług.
    - Oj, przepraszam. Hans, Twój kolega mówił, że nieźle się dziś spisaliście. Zatopić taki okręt to prawdziwy wyczyn.
    - Powiedziałbym, że spisaliśmy się wręcz doskonale. Zatopienie Galów to wielki sukces naszej floty, ale jeszcze ważniejsze jest to, że udało się tego dokonać bez wielkich strat własnych.
    - Tak właściwie to jestem Lindsay, ale pewnie mnie znasz. Wracając do tematu - spektakularne zwycięstwo, jak tego dokonaliście? To jakieś tajne sztuczki? Pewnie powiesz, parodiując głos niemieckiego admirała > "No wie Panienka, to wszystko dzięki ciężkiej pracy i zdrowej diecie naszej załogi", ale ludzie wolą sensacje. To jak?
    - Oczywiście, że Panią znam, Pani sława Panią wyprzedza - nie to co skromnego Admirała... Proszę nie brać do siebie tej drobnej uszczypliwości, udziela mi się świetny humor po zwycięstwie. Oczywiście, że ciężka praca admiralicji i każdego członka załogi była najważniejszym czynnikiem, nie ma tu czego parodiować. Niemniej jednak kluczem do zwycięstwa była taktyka i dbałość o życie każdego żołnierza, której Galom zabrakło. Zgubiła ich pycha i przeświadczenie o własnej potędze, a nawet największy okręt nie sprosta potędze rozumu, jeśli jego dowództwo nie zachowa ostrożności. Wygraliśmy dzięki rozsądkowi sztabu i odwadze załogi.
    - Przemawia za Panem Pasho prawdziwa skromność. To naprawdę pożądana cecha. Ładny ten Konstantynopol, lubię to ciepłe słonko, odbija się od ścian budynków i jest prawdziwie przyjemnie, a co Ty to tym sądzisz?
    - Kocham to miasto, to w końcu moje rodzinne strony i cieszę się, że mogę spędzić w nim chwile zasłużonego odpoczynku. Z chęcią bym Panią po nim oprowadził i pokazał wszystkie atrakcje, ale prędzej wojna się skończy niż da się obejrzeć każdy zakątek wart odwiedzin.
    - To bardzo miłe, niestety jestem w pracy, ale może kiedyś dane nam będzie wspólnie pospacerować w świetle gwiazd i... jakoś spędzić wieczór. Proszę pozdrowić ode mnie Admirała Abi Dalzima, naprawdę mi przykro, że nie dane było nam się spotkać. Mógłby to Pan zrobić?
    - Oczywiście, przekażę pozdrowienia, z pewnością będę miał okazję się z nim wkrótce zobaczyć. Jeżeli zmieni Pani zdanie - zapraszam na obiecany spacer! Może mnie Pani znaleźć w pobliskiej kawiarni, będę raczył się tutejszymi owocami skąpanymi w słońcu i dziękował Allahowi za zwycięstwo i za to, że odnieśliśmy je bez strat moich okrętów. W każdym razie bardzo miło było mi Panią poznać, Pani Lindsay.
    - O świetnie, proszę mu to podarować.
    Lindsay wyciągnęła z kieszeni zdjęcie po czym odbiła usta na nim.
    - Dla Pana też będzie Admirale. Całuje Pashę w policzek. Dziękuję za wszystko i do zobaczenia.
    -------------------

    - No hej, to ja Lindsay i mam informację od mojego serdecznego przyjaciela Janusza Koran-Mekki. A brzmi ona: "Kolego-uciekinierze ze Stambułu, chciałbym się z Tobą skontaktować na neutralnym gruncie". Jako wielka fanka spotkań zachęcam Cię do spędzenia czasu z miłym Turkiem. To znakomity kompan do rozmów i prawdziwy sportsman. Jeśli nie umiesz się skontaktować to przesyłam częstotliwość do Pana Janusza.

    @Kroomka
    @Wysu
    @Jaqbasd-
    @Sigismund_Dijkstra
    @NieznanyUciekinerZeStambułu
    @Zeroskilla

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    •  

      Dalzim resztkami sił odłożył gazetę na biurko. Nie pamiętał kiedy ostatni raz miał tak dobry powód do śmiechu jak teraz. Czytając jak amerykańska dziennikarka magluje dwóch admirałów przez moment aż zrobiło mu się ich żal. Chociaż z drugiej strony zazdrościł im poznania panienki Lindsay Ettenmoors osobiście. Spojrzał na wycinek z gazety ze zdjęciem Lindsay i podrapał się po brodzie. Może warto poprosić ją o coś? No ale głupio prosić tak wprost. Po chwili namysłu wyciągnął z szuflady biurka specjalnie zamówioną wcześniej pocztówkę i czystą kartkę papieru a potem zaczał pisać...

      Panienko Ettenmoors!
      Słyszałem, że w wolnych chwilach bardzo lubi panienka zagadki i szyfry. Muszę przyznać, że choć sam nie jestem w nich dobry to zainspirowała mnie panienka i chyba spróbuje w tych całych łamigłówkach swoich sił. Kto wie, może nawet zacznę już dziś?
      Bo widzi panienka, czas na morzu zawsze umilam sobie lekturą. Ostatnio wpadło mi w ręce wydanie pamiętników Generała Lodewijka van Oranje z czasów młodości. W wolnej chwili, proszę niech panienka do nich zajrzy.

      Przedstawie panience moje ulubione fragmenty. Nie trzeba czytać w nich całego zdania ani nawet całego słowa żeby przekonać się jak dobra to lektura!


      "7 czerwca 1897 roku - popołudnie"
      wiersze 8, 21, 26 i 31


      "8 czerwca 1897 roku - poranek"
      Ten fragment czytałem po arabsku więc musi panienka spojrzeć na to z innej strony.
      wiersze 4, 11, znowu 11 ale tym razem z drugiej strony, 14.


      "27 czerwca 1897 roku"
      wiersze 3, 18, 26, 27 i... a ostatniej pewnie łatwo się domyślić.


      "25 czerwca 1897 - wieczór"
      wiersze 8, 24 i 26.


      Miłej lektury i do usłyszenia!
      Abi Dalzim
      pokaż całość

      źródło: Even the moon (1911 postmark).jpg

    •  

      Właśnie dotarło do mnie, że różne przeglądarki inaczej formatują wpisy na wypoku i zagadkę wyżej da się tylko odczytać z przeglądarki Brave xD

  •  

    Lindsay Ettenmoors

    Jak zawsze trzeba było coś zameldować. Centralę ciekawiła sytuacja w Europie, a ukochana reporterka zawsze dostarczała nieco informacji na temat otaczającego świata
    - Bardzo Tajna agentko. 544?
    - Nie.
    - Jeszcze Bardziej Tajna Agentko. 590?
    - Pudło. Hihiih
    - Zrozumieliśmy. Czekamy na dalsze informacje. Uważaj na siebie.
    - Jasne, dzięki. Buziaczki.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

  •  

    Pamiętnik Lodewijka

    **********************************************************************************************************************************************

    28 czerwca- wczesny poranek

    Zaczynając pracę poprzedniego dnia wieczorem, Lodewijk myślał że po jej skończeniu będzie kompletnie wyczerpany. Tymczasem, nie wiedział nawet skąd ma siły do przeglądania kolejnych gazet giełdowych, porównywania deklarowanego salda z tym które powinno być, i spoglądaniu po raz kolejny do umowy, którą mógłby w tym momencie wyrecytować na pamięć, oprócz tego kluczowego fagmentu w którym była zawarta wypłata maklera. Edward zapewniał że to jest standardowa umowa zawierana w takich sytuacjach, jednak właśnie ten zapis był wyjątkowo niejasny. Zgodnie z nim makler miał otrzymywać pewną stałą kwotę, a oprócz tego określony procent z transakcji, przy czym pewne zlecenia były rozliczane według stawek, w zależności czy agent dokonywał ich z własnej woli, czy na polecenie brata. Do tego zysk spółek w zależności od branży był sumowany dziennie, tygodniowo, miesięcznie czy kwartalnie. Podsumowując zasady wynagradzania będące osobnym załącznikiem do umowy, były tylko niewiele cieńsze objętościowo od królewskiej tabeli ceł, natomiast o wiele mniej logiczne. To skomplikowanie oznaczało, że każda transakcja musiała być liczona podwójnie, a niektóre nawet potrójnie, aby mieć pewność że zostało to policzone należycie (to wszystko potencjalnie mogło stanowić materiał dowody w spraiwe którą Edward miał zamiar wytoczyć w celu odzyskania różnicy). Zaczynała Lotte, przekazywała to Lodewijkowi, a ostateczną kontrolę podejmował Stanisław, operujący na arytmometrze w celu wyeliminowania błędów stricte rachunkowych. W pokoju obok znajdował się posłaniec, który przybył mniej więcej pół godziny po odjeździe rodziców. Z początku był energiczny, i miał czelność pytać, jak szybko idą prace, jednak po kilku stanowczych odpowiedziach zaprzestał i położył się spać, chrapiąc głośno i przeciągle co do szału doprowadzało liczących.
    -Witam- nagle rozbrzmiał niski głos w pokoju
    -Ile razy mówiłem Ci że nie wiem kiedy skończymy? – wycedził przez zęby Lodewijk- czego chcesz? Dotałeś jeść, pić, a nawet kanapę w pokoju. Wynoś nam się sprzed oczu.
    -W trakcie całej kariery nie potraktowałeś mnie tak obcesowo Lode- odpowiedział ziewając
    -Przepraszam najmocniej- teraz dopiero spojrzał nad papierów- Felix, nie spodziewałem się Ciebie tak szybko. Wyobraź sobie że ten dureń co dziesięć minut nam przerywał próbując wyciągnąć informacje o tym kiedy skończymy. Pewnie bałwan liczył że to szybka robota i zdąży się wyspać w domu. Jak minęła podróż? Rodzice cali?
    -Jak najbardziej, bardzo ucieszyli się z przejażdżki. A jak wam idzie? Też przespałbym się w pałacu.
    -Gdybym Cię nie znał to dostałbyś w mordę. Nie mam humoru na żarty w tej chwili. Odpowiadając jednak rzeczowo to idzie szybko. Stawiam że nad ranem przejdziemy do pisania wniosków. Chcesz zawieźć tego bęcwała do Edwarda?
    -Nie ma problemu
    -Jak mówiłem pomimo wysokiego tempa i litrów kawy- tutaj wskazał na trzeci dzbanek stojący na drugim biurku- prawdopodobnie nie skończymy jeszcze przez kilka godzin. Chcesz się położyć?
    -Jak najbardziej, zwłaszcza że całą drogę padało
    -Pada? A rzeczywiście, widzisz sam w jakim kotle jesteśmy
    -Chodź Felix, pokażę gdzie możesz się położyć- stwierdziła Lotte i zaprowadziła go do pokoju gościnnego. Korzystając z chwili spokoju mężczyźni wstali i zaczęli się przeciągać.
    -A co sądzisz na temat rodziców Lotte? -zagadnął
    -Myślę że to bardzo uczciwi ludzie. Żałuję że nie miałem okazji współpracować z takimi na wschodzie. To co tutaj macie to można powiedzieć cywilizacja. U siebie w kraju nie miałem takich luksusów
    -Opowiesz coś więcej?
    -Biznes w Polsce, czy też jak lubi określać to miejsce Paul Kraju Nadwiślańskim jest bardzo trudny. Możesz być fantastycznym kupcem, jednak kapitał posiada szlachta- od tego momentu zaczął mówić szybciej a czoło nabrzmiało od wściekłości- banda półgłówków która potrafi myśleć jedynie o wsiach, okowicie i tym jak się pokazać przed współziomkami. Nie interesuje ich ani dobro kraju o którego odrodzenie ponoć walczą, ani nawet budowanie swoich majątków. Jedyne czego pragną to utrzymania swojego statusu a każdego kto myśli inaczej gotowi są upokorzyć i zgnoić do szczętu. Pod pewnym względem nawet cieszę się z tego domniemanego oszustwa którego dopuścił się makler- znaczy to że ktoś ma energię do handlu; ba do czegokolwiek. W mojej ojczyźnie próżno szukać nawet czegoś takiego. Ten kraj mnie zdradził, upodlił i zniszczył! Nie tylko tej nocy mało; wszystkich nocy w przyszłości byłoby mało aby liczyć niegodziwości których doznałem od niego! Tylko jeden człowiek mógł się przynajmniej równać z przedsiębiorczością i solidnością którą widzę tutaj na co dzień, i będę mu wdzięczny do końca za to że mi towarzyszył. Teraz widzę ile próbował mi przekazać. Żałuję że nie byłem w stanie mu tego powiedzieć kiedy żył, ale mam nadzieję że żyje szczęśliwy w węgierskim niebie. Jeżeli Cię to interesuje to właśnie to chce opisać w pamiętniku.- Skończył wracając do swojego zwykłego, spokojnego, nawet nieco apatycznego stanu.
    -Czemu w węgierskim?
    -Długa historia, i tak nie zrozumiesz.
    Chwilę jeszcze siedzieli w ciszy po czym weszła Lotte i kontynuowali wyliczenia. Zgodnie z przewidywaniami Lodewijka skończyli nad ranem. Wnioski napisali wspólnie, zgrabnie podsumowując działania maklera i nawet przytaczając niektóre artykuły holenderskiego kodeksu cywilnego które złamał. Podpisali się wszyscy troje, wskazując również na gotowość zeznawania przed sądem. Moment podpisu był dla nich wszystkich również wielką ulgą której oznakami były szerokie uśmiechy i ogólnie radosny nastrój, pomimo zmęczenia. Uczcili ten moment kieliszkiem dobrego wina z piwnicy. Pogratulowawszy sobie, obudzili Felixa oraz gońca, dali im papiery i wysłali w te pędy do portu. Dopiero teraz też spojrzeli za okno, gdzie do życia budziło się miasto.
    -Nie wiem jak Państwo, ale ja położę się spać. Było to niewątpliwie wielkie wyzwanie, i mam nadzieję że wybaczycie mi jestem zbyt zmęczony żeby teraz pracować czy choćby funkcjonował- zaczął Stanisław.
    -Nie ma sprawy, i tak wiele nam dopomogłeś. Dobrze się z Tobą pracuje- odpowiedział Lodewijk.
    Po chwili kiedy zostali sami Lotte zapytała
    -A Ty co teraz będziesz robić?
    -Wracam do pałacu zaraz jak wróci Felix. Muszę utrzymywać pozory i trzymać się tak daleko skandali jak to konieczne
    -Skoro zostałeś całą noc, to i tak będzie źle
    -Wiem, ale nie mam ochoty dawać dodatkowego paliwa Marji. Po cichu liczę że nawet nie zauważy mojego zniknięcia.
    -Cieszę się że to już niedługo. Do zobaczenia pojutrze
    -Czemu pojutrze?
    -Zaraz teraz jest piątek tak?
    -Tak
    -Czyli widzimy się w niedzielę?
    -Niee, jutro już przyjadę, muszę się tylko wyspać i poudawać że robię coś konstruktywnego w pałacu.
    -Pamiętasz o rozmowie?
    -Nie wiem czy chcę w niej uczestniczyć. To jest sprawa między wami, i nieobecnym Rijkiem
    -Przestań. Los spółki jest zbyt ważną sprawą abyś był wykluczony z rozmowy o niej. Ponadto mam jeden pomysł.- stwierdziła spokojnie
    -Jaki?
    -Obecnie spółkę prowadzi Sven. Chciałabym żeby w przyszłości Stach mu pomagał. Jest zbyt dobry na księgowego.
    -Ale wtedy musiałabyś znaleźć ponownie nową osobę, a wyjazd by się odłożył.
    -Niby tak, ale sam widzisz. Na biznesie zna się jak mało kto, a tak miałby zapewniony dochód na resztę życia
    -Nie wiem, ten pomysł wydaje mi się niezbyt trafiony, ale zobaczymy. A właśnie, myślałaś co z Rijkiem?
    -Kompletnie nie mam pomysłu. Wydaje mi się że najuczciwiej byłoby mu dać część pieniędzy uzyskanych czy to ze sprzedaży, czy regularnie wypłacać dywidendy. Ale z drugiej strony znam go- takie pieniądze parzyłyby go w ręce. Ponadto chyba jesy zbyt dumny żeby przyjąć taką sumę. Gdyby mógł oddałby ją bez wahania komu innemu.
    -Jest jeszcze w Londynie?
    -Nie mam pojęcia
    -Puść szybko kogoś z depeszą o informacji, niech odpowie to zobaczymy na czym stoimy. Zawsze w razie co możemy mu zagwarantować udział w spółce, o którym się dowie jak wróci. Przez ten czas będzie mu przynosił zyski, które będziemy odkładać na konto.
    -Zobaczymy.
    Porozmawiali jeszcze trochę, po czym Lodewijk wsiadł do samochodu i wrócił do pałacu. Dzień już ukazał się w pełni, i kipiała w nim energia. Jego mózg działał w tej chwili jak racjonalna maszyna licząca. Obracał w głowie wszelkie transakcje które sprawdził przez ostatnie godziny, i zauważył że tak samo zaczyna traktować sytuację rodzinną w której się znalazł pomimo woli. Analizował dokładnie wszystkie opcje, próbując przypisać niematerialnym skutkom swoich działań zysk lub stratę, wręcz do wartości liczbowych. To był chyba jedyny sposób w jaki mógł zrozumieć co się dzieje dookoła niego. Marja stała się w jego umyśle wielkim wierzycielem, który za dawne transakcje ma u wszystkich otwarty kredyt i wykorzystuje go na utrzymanie swojej dominującej pozycji. Królowa z kolei wydawała się jej największą beneficjentką, bo chyba nie było wartości większej niż tron jednej z europejskich krain. Niestety pomimo zmiany aparatu pojęciowego, nadal czuł że ma za mało informacji. I tak jednak odnośnie dworu w Amsterdamie miał znacznie więcej wiadomości, w stosunku do sytuacji w kolonii. Batawia jawiła mu się z kolei jak zagraniczna giełda na którą dopiero miał wstąpić, jako nieopierzony zawodnik. Zastanawiał się czy będzie musiał użyć podobnych chwytów aby coś zyskać, albo chociażby utrzymać się na pozycji, jak makler, którego rachunki kontrolował jeszcze przed kilkoma godzinami. Myśl o tym wzdrygnęła nim. Zbyt dobrze znał tę krainę żeby wiedzieć że kto raz wejdzie w to bagno działań nielegalnych, bądź półlegalnych ten już z tego nigdy nie wyjdzie. Zależało mu aby być takim samym człowiekiem w przyszłości jak teraz, nawet nie ze względu na swoją przyszłość a na Lotte. Jej słowa dotyczące Rijka, odbierał jako pośrednio skierowane do niego samego, i miał zamiar traktować je poważnie. Ostatnią rzeczą na świecie którą chciałby uczynić to ją zawieść. Nie do końca ufał również opinii Axela odnośnie Hudiga. Mógł jedynie się domyślać jak ten ostatni przetrwał w układance, w której o dominację walczyła cała czereda zawodników zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych. Zwłaszcza słowa o siatce szpiegowskiej nie napawały optymizmem. Z taką siłą gospodarczą stary fabrykant mógłby z łatwością pokonać rząd kolonialny, i wykiwać krajowców. Jednak tutaj w grę wchodził rzekomy patriotyzm Holendra. Tej wartości jako jedynej młody człowiek nie potrafił przełożyć na pieniądze i to na niej musiał oprzeć wszystkie działania które podejmie na miejscu. Czuł się z tym wysoce niekomfortowo. W myślach rozważył jednak że to jest jedyna droga żeby poznać prawdę dotyczącą zarówno stosunków panujących tam jak i tutaj na dworze. Postanowił że to jest dobry moment na prawdopodobnie ostatnią rozmowę z kuzynką, przed wyjazdem i opuszczeniem ku uldze wszystkich tego miejsca -miał nadzieję że na zawsze.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: upload.wikimedia.org

  •  

    #wielkawojnafabularnie

    Jean-WyPierre Dalae

    Generał Dalae źle przeżył okres świąt Bożego Narodzenia. Co prawda kolejne walki nie przyniosły ofiar w Bastienach, ale Jean-WyPierre nie zdołał zrealizować swojego tajnego planu, polegającego na zakupie szwajcarskiej czekolady.

    - Jak to są neutralni? Znaczy... To wiem, ale ja nie chcę ich żołnierzy, tylko słodycze!

    - obawiam się, że Szwajcarzy wolą nie ryzykować wysyłaniem dużej ilości jakiekolwiek towaru na front. Nawet za opłatą.

    - Mhm.

    - Generale, jeśli mogę zapytać, to skąd wziąłby pan pieniądze na takie dobra?

    - zapłaciłbym moją sztuką. Dużo arcydzieł powstało w czasie tej wojny.

    Charlie przypomniał sobie dzień, w którym Dalae zdefekował do armaty krzycząc, że to dzieło sztuki i pomyślał, że może to i lepiej, że ewentualny handel ze Szwajcarami umarł w zarodku.
    Czas mijał, a Jean-WyPierre coraz bardziej tęsknił za Europą wolną od wojny. Do sztabu napływały różne informacje z innych frontów, czasami dobre, czasami wręcz przeciwnie. Dalae z czasem uśmiechał się coraz mniej. Nie był skłonny do żartów, czy rozmów z przypadkowymi żołnierzami, co stanowiło jego codzienną rutynę od samego początku wojny. Generał stał się zamknięty w sobie, ale załamanie miało dopiero nadejść.
    Pewnego dnia do baraku Jean-WyPierre'a wbiegł zdyszany Charlie:

    - Generale... Złe wieści. Bardzo złe.

    - Co się stało?

    - Zginął jeden z Blackadderów. Henry.

    - Co takiego?!

    - Niestety, ale wrogowie dostali posiłki. Podobno doszło do prawdziwej rzezi. Dobrze że nie straciliśmy obu braci, taki scenariusz też był prawdopodobny.

    - Potrzebuję chwili Charlie. Zgromadź proszę Bastienów, będę miał dla nich słowo.

    - Tak jest! - Charlie wybiegł z baraku

    Jean-WyPierre spojrzał na wiszący na jednej ze ścian obraz. Namalował go na początku wojny, zanim jeszcze poznał Blackadderów. Malowidło przedstawiało francuskich żołnierzy artylerii, oficera i działo polowe. Generał wielokrotnie patrzył na obraz, za każdym razem interpretując go inaczej. Dzisiaj zdał sobie sprawę, że nie tylko namalowani żołnierze są częścią sztuki. Każdy z podopiecznych Dalae'a był artystą, po prostu jeszcze tego nie wiedział. Generał przypiął do pasa szabelkę i ruszył na spotkanie z Bastienami:

    - Messieurs! Zapewne dotarły do was smutne wieści! Podczas gdy my tutaj siedzimy i strzelamy do wroga, nasi sojusznicy stają do bezpośredniej walki! Niestety, ponieśli wiele ofiar, zaś dziś do tego grona dołączył Generał Henry Blackadder! Mógłbym powiedzieć C’est la vie, ale czy naprawdę tak musi wyglądać to życie? Musimy zrobić absolutnie wszystko, żeby zminimalizować dalsze straty! Posłuchajcie mnie uważnie: w każdym z nas drzemie artysta. Teraz jest czas najwyższy, żeby go obudzić! Twórzcie więc sztukę panowie!

    Charlie westchnął cicho. Miał nadzieję, że generał zdecyduje się na inną przemowę, mogącą tchnąć nieco motywacji w zmęczonych wojną żołnierzy. Niestety wyglądało na to, że Dalae zaraz pośle swoich ludzi na malowanie obrazków. W momencie, w którym wsparcie artylerii było tak potrzebne drugiemu z braci!
    Jednakże kolejne słowa generała zaskoczyły zarówno Charliego, jak i Bastienów:

    - Sun Zi miał swoją sztukę wojenną, zaś Machiavelli pisał o Dell'arte della guerra. Teraz nastąpił nasz czas! Pokażemy całemu światu, jak wygląda nasza sztuka wojny! Messieurs Bastienowie! Od dziś haubice są waszymi pędzlami, a pociski farbami! Fort wroga to nic innego jak płótno! Zostało ono już wystarczająco zagruntowane, głównie za sprawą naszych sojuszników! Teraz musimy dołożyć wszelkich starań, by stworzyć najstraszliwszą wizję piekła, jaką widział świat! Niech się schowa "Mapa Piekieł" Botticellego! Nasze pociski w połączeniu z krwią wrogów nakreślą nowy obraz Pandemonium! Im więcej tych potworów wyślemy do swojej ojczyzny, tym lepiej! Comme il faut!
    pokaż całość

    źródło: 1280px-Fresnaye_artillery.jpg

  •  

    #wielkawojnafabularnie
    #trojprzymierze
    #lacunafabularnieczarnolisto

    A falaknak füle van

    Po całym lokalu przeszło dzwonienie dzwoneczka nad wejściem, a także odgłos skrzypiących drzwi. Do budapesztańskiej kawiarni weszło dwóch mężczyzn, dostojny purpurat i jego służący. Zajęli stolik przy oknie, kościelny zdjął piuskę i zamówił kawę, jego lokaj położył teczkę na zaczął wyjmować różnoraką dokumentacje.

    - To co teraz Wojtyła? - von Zurichskich zapytał się do sługi, cukrząc przy tym swój napój
    - Spotkanie z miejscowym komisarzem policji, później bal w miejskim ratuszu...

    Ty, ale z tym Hűségim to trzeba coś zrobić
    Porwie się chuja, niech rodzinka zapłaci

    - Eminencjo? - Wojtyła zwrócił się do Ernesta, ten zasłonił palcem usta w geście dyskrecji, wzrok kierując w stronę siedzących nieopodal mężczyzn

    Myślisz, że ile tego będzie?
    Przynajmniej 100 000 koron, a pewnie i więcej
    Starczy na broń dla nas wszystkich?
    Nie musi, w zdobytych koszarach będzie pełno broni

    - A o dwudziestej spotkanie z generałem Köboldym, nie, kapitanem Köboldym... - Wojtyła nieudolnie próbował udawać normalnego, jedynie utrudniając Ernestowi nasłuchiwanie

    Hűségi na bal w ratuszu pojedzie karetą, skurwiel.
    Dorwiemy go jak będzie przejeżdżał przez park

    - Kelner! - krzyknął von Zurichskich, ten szybko podszedł do jego stolika - poproszę rachunek, a i jeszcze jedno. Można stąd gdzieś zadzwonić?

    Kardynał jak i jego służący wyszli z kawiarni, na ulice właśnie dojeżdżały policyjne furgonetki. Ernest uśmiechnął się, założył swoją piuskę i razem z Wojtyłą pognał w kierunku miejskich koszar.
    pokaż całość

    źródło: gerbeaud_in_19th_century.jpg

  •  

    Pamiętnik Lodewijka

    *******************************************************************************************************************************************

    27 czerwca 1897 roku- wieczór

    -Lode!- Lotte zawołała go z garderoby gdzie przebierała się na przyjazd rodziców- Mógłbyś jeszcze raz spojrzeć na listę? Mam cholernie mocne wrażenie że czegoś zapomnieliśmy.
    Gdyby ktoś w dokładnie tym momencie postanowił odwiedzić parę, ujrzałby dom który kompletnie nie pasuje do stereotypowego obrazu księgowych. Przede wszystkim panował duży ruch- co chwilę ktoś ze służby przechodził przez pokoje, niosąc świeżo ugotowane dania, talerze, książki, czy cokolwiek co trzeba było akurat zanieść. Do tego na tarasie pojawiły się wyciągnięte z piwnicy dwa krzesła, wybrane nieprzypadkowo- Liselotte otrzymała je od rodziców kiedy się tu wprowadzała. Na ogół były zbyt niewygodne w utrzymaniu, ale tym razem postanowiła im zrobić mały prezent. Oprócz tego w całym domu dało się zauważyć ślady niedawnego, dokładnego sprzątania- meble lśniły czystością, a srebrna zastawa rzadko kiedy świeciła się tak mocno.
    -Już- odparł ślizgając wzorkiem po kartce- Obiad mamy, Lena zrobiła likier, cygara są, auto sprawne, zatankowane, garnitur już wrócił z pralni, książki mam, Felix będzie lada moment z prezentami, stół przykryty, wygląda na to że wszystko jest.
    -A czy posprzątałbyś w gabinecie? Nie jakoś mocno, tylko żeby nie wyglądało jakbyśmy tam użyli dynamitu- służba jest zajęta.
    -Nie ma sprawy, idę.- wszedł i faktycznie, pokój wyglądał nie jakby był centrum rozliczeniowym kilku sklepów kolonialnych, a co najmniej międzynarodowego przedsiębiorstwa. Księgi handlowe ze złotymi numerami porządkowymi na brzegach piętrzyły się wokół dwóch biurek, arytmometr ledwo można było zauważyć spod papierów, a tabela ceł jeszcze nigdy nie była tak zużyta- od dawna nosili się z zamiarem posprzątania tutaj, jednak nigdy nie znajdowali na to odpowiedniej ilości czasu. Nałożyła się na ten stan kombinacja wielu czynników; Hugon planował otworzyć nowy sklep, tym razem w Antwerpii, co wymagało dodatkowych nakładów i zainteresowania się tamtejszymi zasadami prowadzenia biznesu i prawem, zwłaszcza jeżeli chodziło o transakcje wewnętrzne, pomiędzy filiami spółki. Opinie Holenderskiego fiskusa różniły się mocno, i wiele godzin spędzili na wyjaśnianiu wątpliwości z urzędem w Amsterdamie. Do tego nagle na głowie spadły im obowiązki związane z Edwardem- na giełdzie zrobiło się gorąco, i musiał nieustannie kontrolować swojego maklera, gdyż ostatnio odkrył że przywłaszcza sobie większy procent niż w umowie. Podejrzewał że chce niedługo się zwinąć z kraju. Zbierał na niego materiały, prowadząc swoją księgowość, więc do tych wszystkich papierów które równą warstwą przykrywały biurka można było doliczyć również wydania gazet giełdowych i komunikaty spółek drukowane na szarym, podłej jakości papierze. Z rozmyślań o swoim niezdyscyplinowaniu które pozwoliło doprowadzić pokój do takiego stanu, wyrwał go sygnał telefonu. Podniósł słuchawkę i usłyszał
    -Lotte?
    -Kto mówi?
    -Aaa, to Ty Lodewijk, -głos w słuchawce należał do Edwarda- słuchaj, jak wygląda sytuacja?
    -Przyznam szczerze że jeszcze jestem w trakcie liczenia tego co mi posłałeś przed południem. Nie wiem dokładnie ale wygląda jakby ktoś chciał Cię wpuścić w niezłe maliny.
    -Nie dałbyś rady jeszcze tego podliczyć, tak żebym miał wnioski przed południem? W piątek zamykają giełdę na weekend, więc już do wyjazdu nie usłyszałbyś mojego głosu.
    -Zrozum że najprawdopodobniej się nie wyrobię. Za godzinę przychodzą do nas rodzice Lotte i cały dom znajduje się w stanie najwyższej gotowości
    -Z kim tam rozmawiasz? Usłyszał krzyk.- Z Edwardem!- Sam możesz zauważyć jaki rozgardiasz. Teraz na pewno nie dam rady, może w nocy, wtedy dostałbyś wnioski rano , możliwe że przed otwarciem giełdy.
    -To dla mnie mocno ważne, ale rozumiem. W każdym razie będę na Ciebie liczył. Nie dzwoniłbym dzisiaj gdyby nie ta sytuacja- w głosie było można stwierdzić zmieszanie i zmianę taktyki- ten dusigrosz widzi że giełda pada na pysk. Jeżeli jednak Ci się uda, będę czuć się zobowiązany. Już teraz mam odłożone pieniądze za to co dla nas robicie, a jeżeli by się udało, to mogę znaleźć jeszcze trochę.
    -To bardzo dobra oferta i gdybym mógł siedziałbym nad tym choćby i teraz, ale to też jest dla mnie kluczowe. Muszę się dobrze pokazać aby mnie zaakceptowali.
    -Rozumiem, wysyłam do Ciebie gońca. Będzie on u was przez całą noc, więc jeżeli się uda to dajcie mu dokumenty i wyślijcie do mnie niezależnie od pory. Adres macie?
    -Tak, tak
    -No to powodzenia chłopie. Cieszę się mocno że jesteś z nami. A rodzicami się nie przejmuj- mocni ludzie ale sprawiedliwi- rozłączył się.
    -Co chciał?- Liselotte weszła już odświętnie ubrana do pokoju. Musiał przyznać że wyglądała bardziej dystyngowanie nawet od jego kuzynki- na głowie miała misternie upleciony kok, uszy zdobiły złote kolczyki wysadzane małymi diamentami, a ciało przykrywała długa, kremowa suknia, w której ostatnio ją widział na zaprzysiężeniu dywizji. -wiedziałam że tak się skończą jego szemrane interesy
    -Giełda nie jest narzędziem szatana stworzonym do ograbiania uczciwych obywateli skarbie. Dzwonił aby poprosić nas o dokończenie rozliczeń jeszcze przed jutrzejszym zamknięciem giełdy
    -Nie ma mowy. Widzisz ile tu tego jest? Przecież żeby się przez to przebić potrzebowalibyśmy dwóch dni.
    -Pośle gońca żeby czekał. Obiecałem że zrobię co mogę. Może zaangażować do tego Stasia?
    -Jest stary i nie wytrzyma tego tempa.
    -Zaoferował również że dołoży jeszcze trochę do naszej wypłaty. Możemy się częścią podzielić z nim. Będzie mu zależeć i może wytrzyma jeszcze jedną noc. Ponadto jest w dobrej formie fizycznej i psychicznej jeżeli nie rozpacza po tym szalonym profesorze.
    -Twój wybór. Ja nie mogę zagwarantować czy będę w stanie się tym zająć po wizycie rodziców. Idź się przebierz- Lena! Chodź tutaj!- mamy tylko pół godziny, a Felixa jeszcze nie ma, powiedziała patrząc na zegar z wyrazem zdenerwowania.
    -Ktoś mnie wołał?- Zakrzyknął zmęczony adiutant. Miał przepocony mundur, i rozbiegane oczy.
    -Co Ci się stało?- powiedzieli równocześnie
    -Nawet sobie nie wyobrażacie jaki o tej porze jest tłok na Vijzelstraat. Musiałem biec stamtąd pieszo, ale mam! – tutaj pokazał dwie paczki sporej wielkości, opakowane w ozdobny papier i przepasane różnokolorowymi wstążkami.
    -Genialnie. Ty też się przebierz, mogą tu być lada chwila.
    Do momentu przybycia całe szczęście udało się opanować sytuację, i kiedy przed dom zajechała dorożka, stali we trójkę- Lodewijk i Lotte z przodu, Felix pół kroku za nimi, od strony dowódcy- a w środku nie było widać śladu po przygotowaniach odbywających się w szaleńczym tempie.
    Wysiedli z wozu- najpierw żona a potem z jej pomocą mąż. Paul był wysoką osobą, jednak w ostatnich latach coraz mocniej wdawała się we znaki starość. Poruszał się powoli, a laska z elementu dekoracyjnego, powoli zaczynała być niezbędnikiem. Mimo tego cała postać przemawiała postawą o potędze i sprycie. Widać było to chociażby w ostrych rysach twarzy, czy też dłoniach które niewątpliwie w młodości przerzucały tony zboża w młynie. Julianna z kolei odznaczała się lekką nadwagą i nieustannym ruchem oczu wypatrującym potencjalnych zagrożeń. Z gazet zawsze wyławiała najstraszniejsze historie i na ich podstawie budowała obraz świata. Zgrabnie chwyciła męża pod ramię i zaczęli kroczyć powoli do progu. Patrząc na to jak pokonywali drogę. myślał o tym że wyglądają wspaniale, i chciałby kiedyś dożyć takiego wieku z Lotte.
    -Witamy serdecznie- zaczęła Lotte i uścisnęła się z rodzicami
    -Witaj córuś. Jak dobrze Cię widzieć, z resztą jak zawsze- na twarzy Paula pojawił się uśmiech. Pana chyba widziałem wcześniej?
    -Tak, na obiedzie, przed tym jak Rijk wypłynął.
    -Ach tak, już sobie przypominam. Cieszę się że i Ty jesteś.
    -Chodź już- powiedziała głośno żona- musi usiąść, ostatnio nie jest zbyt żwawy- to już ciszej do młodych.
    Zasiedli przy stole rozpoczynając kolację. Dania były wyselekcjonowane przez Lotte, tak aby rodzice czuli się jak najlepiej ugoszczeni. W kwestii deseru postanowiła jednak zdać się na okoliczną cukiernie i poczęstowała wszystkich obecnych tortem św. Honoriusza. Gościem przy stole był również Stanisław z którym Paul szybko znalazł kontakt na płaszczyźnie wspominania dawnych warunków prowadzenia biznesu. Starego kupca zwłaszcza interesowała specyfika rynku w Kraju Nadwiślańskim, jak go określał przy nieustannym zdenerwowaniu emigranta. Do picia był ajerkoniak, zrobiony wczoraj przez Lenę, według przepisu wyniesionego z domu rodzinnego gospodyni. Po posiłku, trochę zamroczeni alkoholem usiedli przed domem. Noc była ciepła i mogli patrzeć na mały ogród składający się z kilku rzędów kwiatów.
    -Wspaniale tak patrzeć na was jako szczęśliwych ludzi- zaczął Paul- wasze szczęście traktujemy jakbyśmy to my ponownie przeżywali pierwsze miesiące.
    -To prawda- zawtórowała mu żona- już teraz jesteście świetną parą, a co dopiero jak przeżyjecie ze sobą lata. Ten okres zawsze będziecie wspominać z rozrzewnieniem
    -Dziękujemy za słowa otuchy. Chcieliśmy was zaprosić jeszcze przed wyjazdem. Natomiast ja osobiście- Lodewijk wstał i przyłożył rękę do piesi w teatralnym geście (będąc w stanie upojenia lubił być pretensjonalny, co było nieustannym obiektem żartów Felixa), byłbym niezmiernie zaszczycony gdyby Pan wydał oficjalną zgodę i nas pobłogosławił na podróż
    -Oczywiście- odpowiedział zmieszany Paul, nie wiedząc co powiedzieć. W istocie pierwszy raz ktoś go prosił o zgodę na to żeby pojechać z córką.- jak najbardziej, usiądź już, spokojnie.
    -My również mamy coś do powiedzenia- zaczęła Julianna- kilka miesięcy temu mąż postanowił skończyć z pracą. Jak widzicie zdrowie mu nie pozwala na dalsze funkcjonowanie w tym biznesie. Przekazał więc bieżące prowadzenie spraw Svenowi. Decyzja jednak co dalej należy do was. Chce przekazać wam dobrze prosperującą spółkę, ale to jak się dogadacie, to już wasza sprawa. Możecie to sprzedać, możecie pobierać z tego procent- mi jest wszystko jedno- z oszczędności mamy zapewnione dostatnie życie do końca dni. Mamy jedynie dwie prośby. Po pierwsze dogadajcie się tak aby nikt nie czuł się pokrzywdzony. W trakcie życia widzieliśmy niejednokrotnie jak pieniądze potrafią rozbić najszczęśliwsze wydawałoby się rodziny. Druga zaś to żebyście decyzje podjęli jeszcze przed waszym wyjazdem, tak aby był spokój. Kiedy się dogadajcie, dajcie znać depeszą, nie musicie osobiście przyjeżdżać.
    -A co teraz będziesz robić, ojcze?
    -Znalazłem ładną posiadłość nieopodal dawnego domu. Chcę żyć w miejscu z którego będę mógł widzieć młyn mojego ojca. Sprzedamy dom w Groningen i się tam przeniesiemy zaraz kiedy będziemy mogli być spokojni o losy spółki
    -A Ty mamo?
    -To samo co do tej pory. Z mojej perspektywy to mi się uśmiecha z wielu powodów- jest bliżej Amsterdamu co oznacza wyższy poziom kultury, a to co będzie szczęściem dla niego będzie nim również dla mnie. Tymczasem będziemy musieli jechać. Prześpijcie się z tą wiadomością na spokojnie. Jesteśmy wdzięczni za pyszny posiłek i towarzystwo.
    -Proszę pozdrowić tego emigranta- rzucił Paul- ma chłopak łeb do interesów. Gdybym miał go w spółce od młodości, to teraz nie żylibyście tutaj tylko w dworze. Podróżujcie zdrowo!
    Po czym podeszli, z asystą młodych do automobilu, gdzie otrzymali od nich prezenty w paczkach. Felix lubił prowadzić więc z radością podjął się nocnego kursu do Groningen.
    -Co o tym myślisz?
    -Nie mam pojęcia, ale wiem jedno- musimy puścić depeszę do braci i to jak najszybciej
    -Dobry pomysł. Czujesz się na siłach czy wolisz się położyć?
    -Jest lepiej niż myślałam, możemy zacząć pracować. W końcu Edward nie może zostać puszczony z torbami przez tego szubrawca.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: upload.wikimedia.org

  •  

    T4-Egipt

    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Dniało. Słońce ogarniało swoimi promieniami coraz większe połacie terenu- żołnierze właśnie rozstawiali sprzęt na otwartym polu, cierpliwie transportując działa do kwadratów oznaczonych chorągiewkami z wypisanymi numerami. Lodewijk ogólnie w ostatnich latach miał problemy ze snem, a pamiętnikarskie wyzwanie tylko je pogłębiło. Kiedy zaczynał jego tworzenie, nie spodziewał że rozrośnie się do takich rozmiarów, jednak czuł że to potrzebne. Wewnętrzna potrzeba opowiedzenia historii, taką jaką była ona naprawdę zawsze przeważała w chwilach zwątpienia, nad trudem objętych w niej tematów. Niejednokrotnie kiedy pisał, zatrzymywał się nad opisywanym momentem, i stawał przed nim, jak klatka w Iluzjonie. Przeżywał ją wtedy raz jeszcze, i zastanawiał się nad istnieniem przeznaczenia. Tym razem jednak nie miał czasu na coś takiego. Rozejrzał się po okolicy- przed namiot przybywali dowódcy poszczególnych baterii rozmawiając o wszystkim i niczym. Ich twarze i postawy cechowała gotowość do działania, oraz niepewność. Przedwczoraj dowiedzieli się o konkursie, a wczoraj wylosowali kwadraty, w których ich baterie będą działać. Brak znajomości zasad do nieomal samego rozpoczęcia miał jak najwierniej symulować warunki wojenne. Kiedy pojawili się wszyscy, Felix wszedł do namiotu i zameldował gotowość. Lodewijk wyszedł i zaczął tłumaczyć:
    -Spotykacie się na pierwszych zawodach artyleryjskich im. Albrechta von Wallensteina. Zasady są następujące: Za chwilę otrzymacie koperty wraz z numerami oraz przypisanymi do nich koordynatami. Jest ich łącznie 17, podobnie jak baterii uczestniczących dzisiaj w zawodach- zawody będą odbywać się przez siedem dni. Każda kombinacja jest unikalna, więc nie będzie problemu zidentyfikować kto gdzie ma strzelać, a przez to rozstrzygnąć kto był najlepszy. Kiedy dojdziecie na swoje kwadraty zameldujecie o tym przez radio Felixowi i jego ekipie,- wskazał ręką na inny namiot w którym w gotowości byli radiotelegrafiści-. Kiedy otrzymają potwierdzenie od wszystkich załóg, rozkaże wam otworzyć koperty. Budowa rozkazu w kopercie jest następująca. Najpierw jest numer porządkowy. Później numer stanowiska w które będziecie strzelać. W kopercie znajdują się osobne tabele dotyczące koordynatów punktów, i prognoza meteorologiczna na dzisiaj. Jednak bieżące pomiary warunków należa do was. Zaczynając od otwarcia koperty, przez pół godziny strzelacie w stanowisko pod numerem 1. Następnie przechodzicie do punktu numer 2 i tak dalej, aż do końca listy. Będziecie na bieżąco informowani o zmianie pozycji Przed każdym rozpoczęciem ostrzału meldujecie go ekipie czuwającej na stanowisku używając kodu który również macie w rozkazie. Po otwarciu kopert nie będzie żadnej możliwości zadawania pytań, więc jak ktoś chce to zapraszam teraz. A, i jeszcze jedno- wyniki będą na bieżąco sumowane według tabelki, którą również macie w rozkazie, jednak wy poznacie je dopiero po zakończeniu dnia. Obowiązuje was również tajemnica wobec pozostałych- nie możecie ich informować co do warunków odbywania się konkursu. Czy ktoś ma jakieś pytania? Nie? Fantastycznie, w takim razie zapraszam do swoich stanowisk.
    Po około pół godzinie miał meldunki od wszystkich i rozpoczął konkurs życząc powodzenia. Następnie jego uszy wypełnił tak dobrze znany huk, który zlewał się w jednostajną kanonadę. Nagle zobaczył że ktoś do niego biegnie. W następnej sekundzie okazało się że jest to Helga von Schmetterling, ubrana w piżamę i szlafmycę, z gotowością do zabicia każdego kto stanie jej na drodze.
    -Czy Panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu? Że nie napierdalam armatami o 7 rano to już w waszym artyleryjskim mniemaniu muszę być nierobem? Już możecie uczciwej piechocie jebać po uszach o brzasku?! Żeby sobie piechociarz nie pospał godzinkę dłużej kapkę od was skoro zasnął dopiero nad ranem! I żebym się kompletnie spaliła w blokach już na starcie, grunt że kurwa dowódca załatwiony na dzień cały. Gdyby Kajzer to widział, to by was za jaja powiesił!
    -Pamiętasz jak mówiłaś o tym że badasz reakcje ludzi na przykre doświadczenia? To teraz możesz popełnić ten eksperyment na sobie. Z tego co widzę to już jesteś na etapie gniewu.
    -A nie możecie napierdalać tak nie wiem, od 9? Przecież to nieludzkie jest
    -Etap trzeci, targowanie…

    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Prywata. Nie znam nicku Helgi więc nie wołam. Jeżeli ktoś zna to w komentarzu może zawołać.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #wielkawojnafabularnie

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0

Powiązane z #wielkawojnafabularnie

Archiwum tagów