Przeszkadza Ci #polityka na Wykopie?
Zarejestruj konto i sam decyduj jakie tematy chcesz wyświetlać!
  •  

    Sytuacja na pokładzie Gala była znakomita: załoga w komplecie, burty stały twardo a poziom amunicji wciąż pozwalał na ostrzał przeciwnika.
    No właśnie, przeciwnik. "Gdzie Rzymian stoi wiele, tam i obelix nie przemiele" brzmiała stara marynarska prawda morza.

    - co robimy, admirale - spytał prędko bosman, po czym dodał - osmani jakby zakotwiczyli przy sobie i organizowali się do ataku. Czy mamy na to procedurę?
    - Admiral Gala stał przy burcie i patrzył na rozwój sytuacji.
    - - Pamietacie ten odcinek, jak wioska Galów była okrążona i wydawało się że to już koniec? - spytał retorycznie de la Gregua, bo wiadomo że każdy francuz zna na pamięć przygody Galów. Krzyknął natychmiast - dawać mi tu piecmajstera Panoramixa, będzie musiał rozbudzić te nasze piece za pomocą czegoś nowego... Słyszałem że ma coś co nazwał Vervą Disel.
    Aha i uruchomcie mi te eksperymentalną broń o której mówiliście. Soniczną?

    @Kroomka
    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: 3.bp.blogspot.com

  •  

    Manewry

    Tak spędzali czas artylerzyści na froncie. Korzystając z dogodnej okazji i wychodząc z założenia, że brak aktywności prowadzi do lenistwa i rozkładu morale, generał Szilágyi postanowił przeprowadzić ćwiczenia w zakresie prowadzenia ruchomego ognia zaporowego. Żołnierze z uznaniem odebrali pomysł swojego dowódcy, które to uznanie wyrażali w przekleństwach chyba wszystkich języków, jakie tylko można było usłyszeć w c.k Armii.

    W międzyczasie do sztabu przybywały wieści z innych frontów. Wiadomości o zdobyciu Belgradu oraz rozległych obszarów w Afryce zostały szybko rozpowszechnione wśród żołnierzy, natomiast żaden z nich nie miał pełnego obrazu rzeczy. Selektywna cenzura zapobiegła rozejściu się informacji o wtargnięciu do alzackich fortów oraz o niezbyt dobrym dla Trójprzymierza wyniku walk morskich na Morzu Czarnym.

    Tak samo nikt nie wiedział jeszcze o fakcie powolnego budzenia się tendencji separatystycznych w kraju. Wojsko, znajdujące się poza granicami i będące w ciągłej gotowości do walki, było skutecznie izolowane od wszelkich zawirowań w Europie i na świecie. Pewien problem stanowiły listy, ale i ten rozwiązano wstrzymując "tymczasowo" korespondencję.

    Ten stan rzeczy miał zostać wkrótce przerwany. Połączone dowództwo podjęło decyzję o przerzuceniu armii w trybie alarmowym na front zachodni, o czym poinformowało za pośrednictwem przybyłego z odpowiednim rozkazem łącznika. Zaraz po jego odjechaniu generał kazał przygotować dywizję do przerzutu koleją, następnie zaś sam odjechał w kierunku Strasburga, by osobiście zorientować się w sytuacji i ustalić wspólny plan działania z dowódcą obrony.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

  •  

    Było ciepłe lato, choć czasem padało,
    Dużo wina się piło i mało się spało,
    Tak zaczęła się wojenna przygoda,
    On był w konspirze, a ona była głodna,

    Pełni idei, przy świetle księżyca nocami,
    Truli notabli, z Trójprzymierza się śmiali,
    Tak mijały tygodnie, lecz rozstania nadszedł czas,
    Zawsze mówił jedno zdanie: "Daj cyjanek mój Szatanie!"

    Ostatniego dnia tej pamiętnej delegacji,
    Zatruwał obiad króla w dworskiej ubikacji,
    I przysiągł sobie, zwycięstwo Ententy,
    Że wróci na święta i wojen już więcej nie będzie!

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

  •  

    Lindsay Ettenmoors

    Włochy, część III.

    Wyjątkowo Amerykanie (i Vincenzo) stali na skraju sali żywo dyskutując o lokalnej kuchni oraz próbując kolejnych specjałów. Byli zatem tylko obserwatorami zdarzenia.
    - Będzie toast!
    - Dla mnie tylko soczek.
    Wszyscy wznieśli kielichy w górę, wypili zawartość. Władca pobladł, chwycił się na szyje i po prostu padł. Brytyjski dyplomata krzyknął coś o truciźnie po czym po czym podbiegł do Wiktora Emmanuela III i coś tam przy nim robił.
    - Widziałaś te tabletki? (P)
    - Tak
    ----------------

    - Królu, widzę, że już dobrze z Panem. Mam taką małą radę na przyszłość. Nie należy brać pigułek od nieznanych dyplomatów. Najpierw gadają, potem wrzucają taką do drinka, ktoś to pije, urywa się mu film, a taki ambasador tylko czeka, żeby zgwa…
    - Lindsay, ten człowiek uratował Wiktora Emmanuela III.(P)
    - Ups, nieważne. Trzymaj się zdrowo. Musisz wypoczywać i pić dużo wody. Tak mówili na kursie dla dyplomatów.
    Amerykanka uścisnęła ręce Królowej Heleny i zapewniła, że najgorsze za nimi. Chwilę potem Paul zabrał reporterkę na korytarz, gdzie Mortdecai nerwowo przemierzał długości przedsionka oczekując na informacje o stanie ofiary zamachu.
    ----------------

    - Pan Charlie jak mniemam?
    - Charlie Mortdecai, do usług. W czym mogę szanownej Panience służyć?
    - Widziałam to wszystko. Straszne. Jeszcze wczoraj żartowaliśmy sobie z rodziną królewską w ogrodzie, nie wiedząc nawet o wojnie, a dziś? Masakra.
    - Szanowna Pani, taka właśnie jest wojna. Toczy ludzkość niczym choroba, zaczyna się w jednym miejscu a po chwili infekuje cały organizm. Konflikt na Bałkanach już pociągnął za sobą kolejne kilka krajów, w tym moją ojczyznę. I sądzę że na tym nie koniec.
    - Taka roztargniona jestem, że zapomniałam powiedzieć, że medyk zapewnił, że z Wiktorem Emmanuelem III już wszystko w porządku. Był Pan bardzo dzielny.
    - Dziękuję. Miło że mnie Pani informuje. Król jest silnym mężczyzną, szybko powinien wrócić do pełni sił. Ale z Panią nie miałem jeszcze do czynienia. Z kim mam przyjemność?
    - Lindsay Ettenmoors, jestem tu na wyjeździe służbowym. Trochę mnie dziwi, że mnie Pan nie zna, ale już chyba się to zmieniło. Masz może psa?
    Ze zdziwioną miną - Zaskoczyła mnie Pani, skąd takie pytanie? Ale tak. Mam psa. Swoją drogą może zmienimy otoczenie i kontynuujemy rozmowę w innym miejscu? Przesiadywanie pod salami królewskimi w niczym królowi nie pomoże, zwłaszcza że potrzebuje On teraz trochę spokoju. spogląda na zegarek O i akurat zbliża się godzina piąta. Może zechce Pani przyjąć zaproszenie na herbatę? Tuż za rogiem znam świetną restaurację gdzie serwują doskonałą "abrej etam".
    - Wygląda Pan jak osoba, która ma psa. Właściwie to mam trochę wolnego czasu, ale musisz się liczyć z tym, że moja Ekipa nie zostawia mnie nawet na chwilkę. To kochane chłopaki i nie mam przed nimi tajemnic. O tam są!

    Zza rogu wychyliło się 20 mężczyzn obwieszonych torbami ze sprzętem fotograficznym, każdy wyszczerzył zęby i pomachał w kierunku Brytyjczyka. Mortdecai spoglądał na ekipę z delikatnym rozczarowaniem, ale nie dał się wybić z rytmu.
    - No to w takim razie proszę za mną.
    - Oh my god, co to za przystojniak? Lindsay, przedstawisz mnie? (V)
    - Vincenzo, to Charlie Mortdecai. Chalrie, to Vincenzo - mój stylista.
    - Miło mi panie Vincenzo. Właśnie udajemy się z Panienką Lindsay na herbatę do restauracji za rogiem. zwracając się do amerykanki - Tak w ogóle to mam do Pani pytanie. Ostatnio czytałem artykuł na temat nowej mody, która się rozprzestrzenia po Stanach Zjednoczonych. Chodzi o kanapkę PBJ i zaintrygowało mnie to jak wielką popularność to zyskuje oraz bardzo chciałbym spróbować waszego specjału. Może umówimy się jutro na śniadanie to miałbym okazję zjeść wasz specjał w doborowym towarzystwie? A nie przepraszam. Jutro jestem umówiony na kolacjo-śniadanie z jedną śliczną dwórką. Ale pojutrze będę calutki do dyspozycji Panienki.
    - Nawet najlepsi włoscy kucharze nie są w stanie oddać pełni smaku kanapki PBJ, więc chcąc zaznać rozkoszy dla podniebienia, musi się Pan udać do Stanów.
    ------------------

    Charlie delektował się smakiem zamówionego napoju, jednak dla Lindsay smakowało to jak bagno. Mimo wszystko starała się zachować optymizm, a nawet zamówiła drugą, aby kucharz poczuł się doceniony. Ekipa, z Paulem na czele, zajęła wszystkie możliwe stoliki, po czym zajęła się fotografowaniem wszystkiego co się ruszało.
    - Służyłeś w Londynie, to z pewnością znasz Panią Admirał Abby Ballsing, ma charakterystyczną chrypkę.
    - Nazwisko obiło mi się o uszy, jednak nigdy nie miałem okazji poznać osobiście.
    - Mam z nią sprawę do załatwienia, ale skoro nie jest mi Pan w stanie pomóc, to chyba będę musiała to sama zrobić.

    Lindsay wypuściła powietrze nosem, po czym przygryza wargę, uśmiechnęła się i przeciąga ręką po włosach. Brytyjczyk przełknął ślinę i odłożył filiżankę.
    - A co to za sprawa jeśli można wiedzieć? Mam znajomych admirałów, może przy ich pomocy udałoby się z Panią Admirał skontaktować
    - Ściśle poufne, bo wiesz, ja ogólnie to na tajnej misji jestem, a nikt w to nie wierzy. Dasz wiarę? Hi hi hi.
    - Tak? Tajna misja powiadasz? To bardzo ciekawe. I da się łatwo wytłumaczyc to zjawisko. Jak to mówią: pod latarnią najciemniej.
    - Słodki jesteś, gdy tak mówisz. Niestety muszę lecieć, wiesz jak to jest masa obowiązków. Fani czekają na audycję, a jeszcze wywiad z królewskim ochroniarzem. O której to było?
    - 10:11 (V)
    - Przestań mylić, 11:09, ale możemy się spóźnić do dwóch minut. (P)
    - Na razie Charlie.
    Amerykanka poczochrała zdziwionego dyplomatę, po czym wyszła w towarzystwie dwudziestu dwóch mężczyzn.
    ------------

    - Tatko, tu się dzieją dziwne rzeczy.
    - Wszystko w porządku Córeczko?
    - Tak, u mnie ok…

    @gasior22
    @Zeroskilla
    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    •  

      Bitwa morska pod Soczi
      Przegrupowanie sił Trójprzymierza przed ostatecznym atakiem

      Złota łódz podwodna Hansa Alty przycumowała do szkaradnego pancernika Abi Dalzima. Jeśli znajdujący się kilkanaście mil morskich dalej francuzi obserwowali to zdarzenie to na pewno przyszła im na myśl ich ludowa baśń o Pięknej i Bestii. Złoty właz otworzył się i wynurzył się z niego Hans w nienagannym mundurze i z uśmiechem na twarzy.
      - Myślałeś Dalzim, że zgarniesz całą chwałę w bitwie dla siebie, co?
      Osmański admirał stał z założonymi rękami na piersi po drugiej stronie trapu łączącego dwa ostatki. Zwykle gdy spotykały się dwa okręty wojenne będące prawnie integralnymi częściami terytorium danego państwa, towarzyszył temu szereg wojskowych protokołów. Jednak Dalzim zawsze drwił z dyplomatycznych konwenansów i po chwili sojuszniczy admirał wylądował w jego niedźwiedzim uścisku.
      - Hans! Nie wygłupiaj się, miałem przecież zostawić jeden wrogi statek specjalnie dla ciebie!
      - Dobra, dobra. Przypłynęłem zanim zacząłbyś po pijaku strzelać do swoich. Dalej pijesz rum w kajucie gdy Allah nie patrzy co?
      - Gówno wiesz Hans. - Zaśmiał się Dalzim. - Jestem czysty i trzeźwy. Zacząłem ćwiczyć... pić wodę.
      - Od kiedy? - zapytał niemiec przypominając sobie ostatnią wizytę osmańskiego admirała w porcie w Rostocku.
      - Od niedawna...
      - Czyli po prostu ci odwaliło Abi, albo przechodzisz kryzys wieku średniego. Albo znalazłeś sobie dziewczynę i masz nagły wyrzut hormonów do mózgu...
      - Wiesz. Irytuje mnie czasem przenikliwość niemieckich oficerów.
      - Bingo! Czyli trafiłem. Kim jest ta nieszczęsna kobieta?
      Dalzim wzdychając wyciągnął z kieszeni wycinek z gazety przedstawiający słynną dziennikarkę.
      - Słyszałeś może o Lindsay Ettenmoors?...

      @Legzday @Jaqbasd-
      pokaż całość

      źródło: comment_1597073503Y8rnWqF84kscLKjaQWjVzm.jpg

    •  

      Hans Alt przeglądał gazetę pod najróżniejszymi kątami próbując przypomnieć sobie, czy zna kobietę ze zdjęcia. Stwierdzając jednak, że nie ma najmniejszej szansy by kiedykolwiek chociażby ją widział odpowiedział.
      - Nie. Taką piękność z pewnością bym zapamiętał.
      Zamarł na krótką chwilę wpatrując się martwym wzrokiem w pierwszą stronę gazety.
      Gorąc słońca dawał o sobie znać dwukrotnie w złotym odbiciu łodzi. Możliwe, że Dalzimowi trochę dopiekło. Zakochać się w kobiecie z gazety?
      Albo podczas podwodnych eksplozji tak zatrzęsło statkiem, że uderzył się w głowę?
      Niemiec zaczął wpatrywać się w czoło Dalzima, by po chwili zorientować się, że musi wyglądać co najmniej dziwnie więc oddał prasę staremu znajomemu i zaśmiał się na głos.
      - A więc stary wilk morski nadal atakuje? Dobrze Cię widzieć w tak dobrym stanie! Woda Ci jeszcze wyjdzie na zdrowie.
      - Racja, jednak może nie stójmy tak w pół drogi. Zapraszam do siebie! - Rzekł turek i ruchem ręki zachęcił do przejścia na drugą stronę trapu.
      Przechodząc przez pomost, pomiędzy drewnianymi szczeblami głęboko w wodzie zaświeciły cztery odblaski tańcząc w oczach Hansa. Ten zacisnął zęby i spojrzał w górę na plecy prowadzącego. Co prawda wiedział od jakiegoś czasu o nadchodzącym konflikcie, jednak nie spodziewał się takich strat na samym początku walk. W myślach przyrzekł skonsultować to z obecnym gospodarzem statku wchodząc za nim na mostek oficerski, bo sama walka była jeszcze daleka od końca.

      @Zeroskilla
      pokaż całość

  •  

    Lindsay Ettenmoors

    Włochy, część II.

    - To bardzo miło z Króla strony, że zaproszono całą Ekipę. Zazwyczaj na bankietach bywałam w towarzystwie Paula oraz Vincenzo, a pozostali musieli się jakoś włamywać na posesje, żeby było jak zrobić materiał.

    Wiktor Emmanuel III spojrzał zdziwiony na Amerykankę, po czym roześmiał się i gestem wezwał służącego.
    - Zadbaj o potrzeby naszych gości zza oceanu. Gdyby jednak przybyli dyplomaci, przekaż mojej małżonce, żeby przyjęła ich pod mą nieobecność
    - Tak, Panie.
    -------------------

    Pewny, że drzwi są zamknięte włoski władca podprowadził Lindsay po rzeźbionego fotela, gestem wskazał ów mebel, po czym zasiadł na drugim z nich. Wpatrywał się w piękną blondynkę, ta jednak rozglądała się po pomieszczeniu rzucając co chwila słowa zachwytu nad wystrojem. Wiktor Emmanuel III chrząknął chcąc zwrócić na siebie uwagę, jednak nie przynosiło to efektu. Wiedząc, że owijanie w bawełnę nic nie da, wdychnął i powiedział.
    - Jaki interes mają Stany w Europie podczas wojny i czego chcą od mojego kraju?
    - Podróżuję tu i tam, jeśli mam być szczera Panie Królu, to nie ma żadnych konfliktów. Trochę się bałam jak mówili, że będą strzelać i porywać, ale jak już jestem we Włoszech to jakoś w to nie umiem uwierzyć.
    - Nie zamierzamy opowiadać się po żadnej ze stron. Przynajmniej nie teraz.
    - USA tak samo, zdradzę poufnie, że jestem na mega tajnej misji. Fajnie, nie?
    - Tak, ale chyba nie powinnaś tego mówić?
    - No chyba nie, ale ja taka roztrzepana jestem, sam Król widzi. Hi hi hi.
    -----------------------

    - Tamci są z Trójprzymierza. Jeszcze ich nie znamy, może oni coś wiedzą o wojnie? (V)
    - Zauważył nas, chyba tu idzie
    Przed grupę wyszedł mężczyzna około 40tki. Nie wyglądał jak typowy elegancik, jednak w jego osobie było coś godnego zaufania. Wystawił rękę do przywitania i z niemieckim akcentem rzucił.
    - Ernest von Zurichskich.
    - Lindsay Ettenmoors, a to Vincenzo – mój stylista. Możemy mieć kilka pytań? Tak się składa, że jestem sławna. Śmieszne, nie?
    - Słyszałam, że jest u Was wojna, to prawda? Bo jestem już od jakiegoś czasu w Europie i nigdzie nie ma
    - Jeszcze jak!
    - Naprawdę? Czyli Tatko nie kłamał! Z kim się właściwie bijecie?
    - Ja już nie pamiętam tak dokładnie, ale to chyba z takimi w niebieskich ubrankach
    - Niebieski jest bardzo modny w tym sezonie. Gdzie ja to byłam? Możemy być na Ty, Erneście?
    - A można jak najbardziej, jeszcze jak!
    - Hmm, to co tu porabiasz?
    - hehehe Co mam robić? Co mam robić żebym ich nie lubiał.
    - No wiesz, świetna impreza. Wiktor Emmanuel III to całkiem miły gość.
    - Bardzo.
    - Ups, zaraz wracam. Paul z Ekipą chcą robić zdjęcia Marii Franciszki Anny Romany. To takie słodkie dzieciątko.

    Niemiecki dyplomata chwycił zdecydowanym ruchem za rękę odwracającej się Amerykanki. Będąc pewny, że jego włochata łapa solidnie trzyma delikatną kończynę Reporterki rozejrzał się, po czym półgłosem szepnął.
    - Nie wierzcie Gretelowi, można powiedzieć że to jest, że to jest, jakby to powiedzieć, okrutnik!
    - Gretel? Co on takiego zrobił? Lindsay poczekaj, to pewnie ważne. (V)
    - Bądźmy łagodni hehehe.
    Po czym oddalił się z pośpiechem, aby dołączyć do kolegów po fachu przy tacy z przekąskami. Dyplomatka nieco zdezorientowana niespójnymi wypowiedziami
    - No to paa! Kiedyś się zgadamy!
    - Nie można tak tego zostawić, widzisz tego duchownego z tyłu? To Ojciec Święty!
    - Ten w sukience?
    - Nie będziesz mi się tu śmiać z Wysłannika Boga, Lindsay. Z powagą i szacunkiem. Idź już.
    ---------------

    - Niezła wiksa, nie? Krążą słuchy, że jesteś papieżem.
    - Wi-co? Tak, o co chodzi dziecko?
    - Znasz jakiegoś Gretela?
    - Arcybiskup Moguncji! Mówże prędko!
    - To podobno najprawdziwszy okrutnik. Wiesz to z mojego bardzo tajnego i sprawdzonego źródła. Jak się to u nas mówi – no scam.
    - Niemożliwe!

    @Kroomka
    @Zerri

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    •  

      Papież odnotował, że Arcybiskup Hans Gretel jest rzekomo okrutnikiem (choć ciężko mu w to uwierzyć, Hans wydawał się takim dobrym człowiekiem) i obiecał, że jego ludzie przyjrzą się sprawie.

    •  

      @Legzday: @Kroomka

      Zaraz po tym jak Ernestowi udało się uciec od dziennikarki, przetarł ręką swoje spocone czoło. Przypomniał sobie, jak jego ojciec mówił mu, że dziennikarze mogą być bardzo przydatni przy załatwianiu pewnych spraw, ale przy tym nie można im pokazać swojej prawdziwej twarzy. Dlatego też Ernest, przy każdym spotkaniu z człowiekiem prasy, zachowywał się, jakby był przygłupim Polakiem z Galicji.

      Von Zurichskich usiadł na jednym z krzeseł, kazał kelnerowi przynieść lampkę jego ulubionego rieslinga, ponownie przetarł swoje czoło.

      - Co mnie wzięło, aby mówić tej Amerykance o tym skurwysynie Gretelu. Niech tylko nie rozpapla tego wszystkim, takie sprawy trzeba załatwiać po cichu - mówił pod nosem, co przerwał dopiero kelner z rieslingiem.
      - Przynieś mi jeszcze z... jedną, nie, dwie butelki tego - Ernest poinstruował kelnera, po czym golnął sobie całą lampkę jednym haustem - przynajmniej wino jak zwykle dobre.
      pokaż całość

  •  

    -Dumny Narodzie Burów!
    Tak zaczął przemowę w Pretorii Lodewijk. Stał w centralnym miejscu placu. Slońce świeciło intensywnie i na twarzach wielu pojawił się pot. Wiedział że przemowa musi być krótka, ale jednocześnie treściwa. Widział w oczach tłumu nadzieję, pomieszaną z radością z pokonania Wielkiej Brytanii i zerwania statusu dominium. Postanowił ją wykorzystać, i zagwarantować sobie ewentualny azyl gdyby wojna nie poszła po myśli Trójprzymierza.
    -Historia okazała się łaskawa. 15 lat temu stanęliście do walki o suwerenność. Angielski najeźdźca porwał się na wasze wolne republiki, podniósł rękę na Transvaal i Oranię. Nie zawahał się przed niczym- obce mu były honor, godność i uszanowanie dla drugiego życia. Spędził was do obozów koncentracyjnych, gwałcił wasze kobiety i niszczył wasze państwa w imię złota i diamentów. Łaskawie dał wam status dominium myśląc że to wszystko załatwi. Jednak wiem że niektórzy nie przestali walczyć z okupantem. Chwała im że doczekali świtu prawdziwie wolnej Afryki Południowej. Cesarz wysyła szczere gratulacje i ma nadzieję że wspólnie odpłacimy za krzywdy które wyrządził na waszym narodzie. Wyrazem jego szczodrości niech będzie fakt, że wspomógł finansowo was, w budowie tego symbolu - tutaj zwrócił oczy na delegację komitetu budowy Voortrekker Monument imienia Paula Krugera- Pamiętajcie jednak, że waszymi przodkami byli Holendrzy. Naród Hugo Grocjusza, ale również śmiałych kolonistów, i świetnych przedsiębiorców. Teraz zadajcie sobie pytanie- co zrobiła metropolia aby was wspomóc. Co robili kiedy tysiącami ginęliście z głodu, od kul i chorób w obozach. Co robili kiedy Brytyjczycy deptali butem waszą godność. Wyciągnijcie wnioski i przekujcie lemiesze na miecze, tak aby już nikt nigdy nie zabrał Burom wolności.

    Odpowiedział mu aplauz zgromadzonego tłumu. Lodewijk skłonił się, i wymienił kilka zdań z Helgą von Schmetterling, w których poinformował że opuszcza już dzisiaj Pretorię i nie będzie mógł uczestniczyć w balu zorganizowanym na jej cześć.

    ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Wilhelmina z niecierpliwością czekała na godzinę 12. Wtedy miał pojawić się Felix- człowiek którego znała jedynie pobieżnie, jako adiutanta i przyjaciela kuzyna. Zastanawiała się dlaczego nie przypłynął osobiście, ale zrzuciła to na karb załatwienia formalności związanych z odejściem z armii. Nie wierzyła że Lodewijk mógłby odrzucić jej propozycję. Godziny wydawały się tygodniami a kolejne formalności były nie do wytrzymania. W końcu Felix został zaanonsowany i wszedł do gabinetu.
    -Usiądź proszę- stwierdziła ciepłym głosem
    -Oczywiście.
    -Co Cię do mnie sprowadza?
    -Wasza Wysokość. Lodewijk przysłał mnie abym przekazał to- mówiąc wyciągnął kopertę z takim samym herbem, jaki widniał na jej liście.
    -Proszę zaczekać chwilę- Wilhelmina z nienaturalną energią rozerwała kopertę z której wypadła szpilka i krótki bilecik na którym było napisane- życzę owocnego dalszego panowania królowej Holandii. Chłód tych słów uderzył ją nieomal fizycznie. momentalnie zbladła i stwierdziła już teraz słabym głosem- Poczeka Pan do wieczora i weźmie list dla Lodewijka
    -Z najwyższą przykrością ale muszę jechać dalej. Jeżeli będę wracać przez Holandię, to z chęcią odbiorę list, aczkolwiek teraz każda minuta dla mnie jest cenna. I tak mam wrażenie że straciłem zbyt dużo czasu zarówno swojego, jak i Waszej Wysokości.
    Po wyjściu Felixa, królowa wezwała szambelana i kazała odwołać wszystkie uroczystości w których miała wziąć udział, jako powód podając nagłą chorobę. Kiedy opuścił pomieszczenie zapłakała. Najgorsza nawet nie była odmowa a, ta konsekwencja i totalność z jaką zrzekł się więzi. Nigdy wcześniej korona nie była tak ciężka, a historia tak bolesna.

    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Lodewijk był w podobnym nastroju ale z zupełnie innego powodu. Był wschód słońca a on stał pośrodku doliny. Słońce wyślizgiwało się z okolicznych gór, a on przechadzał się po trawie, przywołując wspomnienia. Burowie mocno się starali aby to miejsce nie kojarzyło się z niczym, jednak ślady dróg oraz pojedyncze przedmioty świadczyły o tym że nie do końca im się udało. Stanął pod drzewem i wyciągnął z kieszeni zdjęcie swojej ukochanej. Łzy napłynęły mu do oczu i rozpoczął w myślach różaniec pytań które sobie zadawał już od dziesięciu lat z hakiem. Czy mógł zrobić coś więcej? Czy mógł nie dopuścić do tego fatalnego łańcucha zdarzeń? Gdzie zawiódł jako negocjator? Czy może faktycznie konflikt był nieunikniony, jak zapewniał go Felix a on nie jest niczemu winny? Dlaczego Lotte się znalazła w obozie? Gdzie była opinia międzynarodowa i jego kraj, kiedy był potrzebny?
    Wiedział że chyba już nigdy nie pozna na to odpowiedzi. Pozostało mu kroczyć przez czas i odpłacić Brytyjczykom za swoje winy, a Holandii za bierność, którą niegdyś postrzegał jako chwalebną cechę, teraz zaś był do niej pełen nienawiści.

    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Teraz prywata. Jak coś to zawsze chętnie zbieram komentarze dotyczące wpisów, ponieważ jest to pierwsza fabularka w której biorę udział. Komentarze mile widzę zarówno na płaszczyźnie czy postać jest dobra/zła, jak i czy sam styl pisania styknie.

    #wielkawojnafabularnie #trojprzymierze
    pokaż całość

    źródło: Przechwytywanie.PNG

  •  

    #wielkawojnafabularnie

    ABW

    Szampan lał się strumieniem. W namiocie zebrali się francuscy i brytyjscy naukowcy. Było też kilku zagranicznych gości, między innymi Ivan Czołgow oraz profesor Shmira Takahaua. Ich wkład w nowy pojazd był widoczny na pierwszy rzut oka.

    - Panowie, może i nowy prototyp jest odrobinę niecodzienny, ale to jest to czym zaskoczymy wroga.
    - Jak go nazwałeś Sir Edwardzie?
    - Armored Bipedal Walker!
    - Bipedał, bardzo chwytliwe! - Wszyscy pokiwali z uznaniem. Jedyną niepocieszona osobą był asystent Sir Edwarda, Humphrey. Trudno powiedzieć czy bardziej był przerażony ekscentryczną ścieżką jaką poszły badania Sir Edwarda czy może niepokojącymi wieściami z frontu.

    Świętowanie przerwał żołnierz przynoszący depeszę. Sir Edwad przeczytał ją na głos. Atmosfera rozluźnienia natychmiast wyparowała z namiotu. Zmiął ją w ręku i zacisnął zęby.

    - Humphrey, dopilnuj żeby rozmontowano to ustrojstwo, musimy pomóc naszemu koledze po fachu. Jutro... wyruszamy... - wycedził.
    pokaż całość

    źródło: abw_cancelled.png

  •  

    #wielkawojnafabularnie

    Siedziba generała Jean Wy-Pierre Dalae’a na kilka chwil przed bitwą pod Strasburgiem.

    - Bonjour Generale Dalae.

    - Bonjour Charlie.

    - Jest pan zajęty?

    - Maluję motylki.

    - Całe?

    - Z powyrywanymi skrzydełkami. O co chodzi?

    - Jest tutaj dwóch angielskich generałów piechoty, chcą porozmawiać.

    - A o czym?

    - O forcie, który niedawno zauważyliśmy.

    - To tam gdzie jest armia trójprzymierza?

    - Tak generale. To jak, mogę ich zaprosić?

    - No nie wiem… a nie możemy pogadać o sztuce? Z pewnością ci messieurs są jej koneserami.

    - Nie bardzo generale.

    - Dlaczego?

    - Bo jest wojna.

    - Może najpierw pokażmy trójprzymierzu moje motylki. Wierzę, że sztuka zajmuje w ludzkich sercach nadrzędne miejsce i można żyć ponad podziałami…

    - Myśli pan, że im się spodobają?

    - A dlaczego nie?

    - Nie przypadły to gustu naszemu kucharzowi. I rolnikom dostarczającym nam zapasy jedzenia. Nie wspominając o kapelanie i wysłanniku prezydenta…

    - Charlie

    - Tak, generale?

    - Ne me fâchez pas!

    - Tak jest!

    Przez chwilę w pokoju nastała cisza. Charlie odczekał moment i zapytał ostrożnie:

    - To jak generale, mogę ich prosić? To bardzo ważne.

    - Poproś w takim razie.

    - To znaczy, że się zgadasz na atak generale. – uśmiechnął się Charlie i udał się na korytarz gdzie czekali generałowie.

    - Hmm… Atak to duża rzecz. Deklaracja przemocy, napaść… To się wiąże z ofiarami, cierpieniem… - zasępił się Dalae.

    Do pokoju weszło dwóch generałów - George Blackadder i Henry Blackadder. Zdziwił ich widok obrazów Dalae’a, ale nie dali tego po sobie poznać. Słyszeli już kilka historyjek o generale, wiedzieli, że trzeba będzie z nim umiejętnie porozmawiać.

    - Witam serdecznie! Je suis Jean-WyPierre Dalae.

    - Witam generale. Ja nazywam się George Blackadder, a to mój brat, Henry.

    - To zaszczyt panowie. Chciałbym was podjąć kieliszkiem dobrego Merlota, ale niestety wino w naszym forcie pozostawia wiele do życzenia...

    - Dziękujemy, nie ma takiej potrzeby.

    - Generale, chcielibyśmy omówić atak na fort trójprzymierza po drugiej stronie Renu.

    - No nie wiem, może nie musimy od razu atakować i narażać obu stron na ofiary.

    - Generale Dalae, mamy wojnę.

    -Zdaję sobie z tego sprawę… ale wojna to wymysł kilku jednostek mających władzę nad państwami, armiami… Tysiące ludzi, zwyczajnych, prostych, mających rodziny, ginie. Wszystko przez tych brutali na szczycie! Niech sami sobie walczą. Mamy szansę pokazać, że jesteśmy ponad to i możemy oszczędzić dziesiątkom tysięcy dramatu.

    - Ciekawy punkt widzenia jak na generała artylerii.

    - Czy będąc wojskowym muszę ekscytować się śmiercią? Czy mam obowiązek atakowania każdego kogo napotkam?

    - Trójprzymierze to nasi wrogowie. Oni by się nie zastanawiali jak pan.

    - Ale nie zaatakowali nas jeszcze! Uważam, że moglibyśmy spróbować porozmawiać. Gdzieś tu miałem białą flagę…

    - Generale Dalae, może nie posłali w naszym kierunku kul, ale dopuścili się wystarczającej zbrodni. – wtrącił się Charlie, widząc, że rozmowa nie zmierza w dobrym kierunku.

    - Cóż takiego uczynili?

    - Jeden z naszych ludzi udał się wczoraj z pańskim obrazem, by spróbować nawiązać z nimi rozmowę, założywszy, że są to cywilizowani ludzie.

    - Nie wiedziałem o tym.

    - Bo… to była tajna akcja. Niestety nasi wrogowie okazali się być barbarzyńcami i wyśmiali Twoje dzieło.

    - Naprawdę?

    - Tak. Zaoferowali nawet naszemu wysłannikowi zmianę stron, argumentując, że żadna istota nie zasłużyła na męki w postaci przebywania z „wątpliwej jakości artystą”.

    - Nie znalazł się chociaż jeden człowiek, który mnie docenił?

    - Obawiam się, że nie.

    Jean-WyPierre w milczeniu podszedł do lustra. Zobaczył tam… sam nie wiedział kogo właściwie. Artystę, niedocenianego przez innych? Generała stroniącego od walki? Przebywanie w forcie wiązało się z wyrzeczeniami. Wina było niewiele, zresztą było ono miernej jakości. Posiłki z każdym kolejnym dniem zaczęły wyglądać coraz bardziej jak typowe wojskowe racje żywnościowe. Jean-WyPierre’owi nie odpowiadało takie życie. Miał nadzieję na krótki konflikt, a tutaj już na samym początku, obsadzając graniczny fort natrafili na wroga. I to jeszcze jakiego! Prawdziwych barbarzyńców! Nagle coś w nim pękło. Lata niezrozumienia, wyśmiewania jego sztuki, oraz wymownych spojrzeń rzucanych przez ludzi w jego obecności, sprawiły, że Dalae zapragnął pokazać światu, że nie jest pośmiewiskiem. Nie mógł udowodnić, że jest dobrym malarzem, gdyż w czasie wojny społeczeństwo nie myślało zbyt wiele o sztuce. Jednak przed generałem pojawiła się realna szansa na udowodnienie, że zna się na wojennym rzemiośle.

    - Oui messieurs, macie rację. Mamy wojnę. - powiedział cicho i odwrócił się.

    Charlie był człowiekiem nieustraszonym, nie bał się śmierci i z pełną świadomością szedł na wojnę. Nie bał się atakować wrogiego fortu, nie lękał się Trójprzymierza. Jednak gdy zobaczył wyraz twarzy Jean-WyPierre’a, który po chwili spoglądania w lustro odwrócił się i spojrzał na zebranych w pokoju, ciarki przeszły go po plecach. W oku generała dostrzegł dziwny błysk. To już nie był tylko artysta w stroju oficera.

    - Jeżeli chcą wojny, to my im pokażemy. Jesteśmy żołnierzami i naszym obowiązkiem jest walczyć za sprawę. O sile artylerii Dalae’a będą pisać w książkach. Gwarantuję wam to. Aux grands maux les grands remédes! – Jean-WyPierre chwycił za szablę, będąca symbolem jego zwierzchnictwa nad oddziałem artylerii i wybiegł z pokoju.

    Generałowie spojrzeli na Charliego. Adiutant Dalae’a podrapał się po głowie:

    - Nie spodziewałem się aż takiej reakcji, ale myślę, że panowie mogą szykować się do walki.

    Po kilku chwilach usłyszeli wystrzały armat. Całą serię huków. Wyrzucane przez działa kule przysłoniły niebo. Pociski wysyłane przez Haubice, niczym ogień wydobywający się z paszczy smoka, niosły śmierć i zniszczenie. Henry Blackadder spojrzał na brata i powiedział:

    - Lepiej ruszajmy czym prędzej, bo zaraz nie będzie kogo atakować.
    pokaż całość

    źródło: Screenshot_2020-08-13 (106) 13 Posterunek - Hitler ) - YouTube.png

  •  

    Lindsay Ettenmoors

    Włochy, część I.

    - Vincenzo, gdzie tak długo byłeś? Jesteśmy umówieni na imprezę u Papieża!
    - Zamówione kwiaty, a potem… Szukałem tego znajomego o którym Ci kiedyś opowiadałem. Pomyśleć, że moja pierwsza miłość skończyła studia i jest ważną osobistością. A tak się uroczo się irytował jak komplementowało się jego okrągłe okulary. (V)
    - Nigdy nie zdradziłeś jego imienia. To naprawdę przykre, że nie udało się go spotkać

    Zza drzwi kawiarni wyszedł Paul w towarzystwie kelnera. Na tacy spoczywała mnogość pyszności w tym cannolo siciliano i sfogiatelle. Oczy Vincenzo, na widok słodkości, zaświeciły się jak znicze, ale widok Szefa natychmiastowo zmusił Włocha do zmiany tematu. Drugi z towarzyszy Lindsay miał ze sobą półmisek warzyw
    - Inżynier. Tak o nim mówmy. Bella, koniec tych smutasów! Mówiłaś coś o dzikiej wiksie. Gdzie i kiedy? (V)
    - Zostaliśmy zaproszeni przez Króla Wiktora Emmanuela na bankiet. Zaproszenia zostały na stoliku w pokoju Lindsay, tam jest wszystko opisane. (P)
    - Dziękujemy Panu za obsługę. Paul, Kochany, mógłbyś zrobić zdjęcie tej potrawy?

    Na samo wspomnienie słowa fotografii znikąd pojawiła się ekipa i rozpoczęła przygotowania do uwiecznienia kolejnej chwili z życia swojej ulubionej dyplomatki. Blondynka przyciągnęła do siebie półmisek z sałatką, przyciągnęła nabitą na widelec paprykę do ust, lecz nie zjadła jej, a rzuciła TO SPOJRZENIE i uśmiechnęła się, jakby warzywo opowiadało jej najzabawniejszy kawał o żołnierzach Ententy. Cyk. Flesz. Lindsay zjadła kawałek po czym zamieniła miejscami jarzyny z ciasteczkami.
    - No co? Jesteśmy na wakacjach! Wyślemy to Tatkowi, bo pewnie martwi się, że tu jakaś wojna jest.
    - Całe szczęście, że podarował Ci swoją kartę kredytową. (V)
    - Niestety nie wynaleziono ich jeszcze Vinnie. (P)
    - Co? Tego też nie? Technicy mogliby się czymś zająć, bo jeszcze nie wymyślili nic potrzebnego. (V)
    -----------------

    Vincenzo przechadzał się paradnie po budynku, jakby był w swoim świecie. Paul niezbyt zachwycony z powodu zakupów w ciszy przemykał między manekinami, nie śmiał przecież narzekać. Lindsay na pewno byłoby smutno, gdyby dowiedziała się po kilku latach, że jej ulubiony fotograf nie przepada za odzieżowym szaleństwem. Sama zainteresowana rozmawiała ze sprzedawczynią, która widząc okazję natychmiastowo próbowała zachwalać najnowsze kolekcje. W głowie Amerykanki wciąż siedziała dziwna myśl – jak to możliwe, że zarówno Rzymianka zza lady jak i ta dziwna Brytyjka i jej kompan z radia rozumieli dyplomatkę mówiąc w swoich własnych językach. W zadumy wyciągnął ją głos Szefa Ekipy.
    - Nie wypada przyćmiewać gospodyni tego wydarzenia - Heleny oraz jej córek. Będzie tam pewnie wiele osobistości z całej Europy. Musi być elegancko, ale skromnie.
    - Co ta kobieta tu położyła, Bella! Powinna się wstydzić. Ołówkowa spódnica, za kolano. Kobaltowa, matowa. Si sbrighi, per favore.

    Twarz Włoszki nabrała kolor purpury, gotowa była się odpysknąć styliście, jednak natychmiastowo utemperował on jej zamiary.
    - No, stai zitto.
    Upewniając się, że Włoszka odeszła w poszukiwaniu opisanej części garderoby, Vincenzo pociągnął przyjaciółkę za rękę w stronę koszul.
    - Byłeś dla niej stanowczo zbyt surowy. Nie możesz tak wpadać i rozstawiać wszystkich po kątach. To bardzo niegrzeczne. Podobno jest tu Twój znajomy od siodeł, będę potrzebować jakiejś nowej torebki, może by się tym zajął?
    ---------------

    - Przepraszam to jeszcze ja. Można prosić o czerwoną wstążkę dla mojej nowej koleżanki Aiko? Włosy jej przeszkadzają jak bawi się narzędziami. Jakie to fascynujące! To taka silna kobieta. Nie boi się pobrudzić, a grono inteligentów zgodziło się przyjąć dziewczynę w swe szeregi. Musi być naprawdę wyjątkowa.

    @Patryk_z_lasu
    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

  •  

    Generał Michaił Staszkov spoglądał na świeżo wcielonych do armii Gruzinów gdy nagle jeden z nich oderwał się od szeregu i podbiegł do generała

    - Generalo, neba mometsit sakhlshi ts’avsuliq’avi. Me mq’avs ojakhi, rom mkhari davuch’iro. Tsoli da otkhi kalishvili. Skhvis omshi ar minda movk’vde. Gtkhov damibrune. - powiedział

    pokaż spoiler გენერალო, ნება მომეცით სახლში წავიდე. მე მყავს ოჯახი, რომ მხარი დავუჭირო. ცოლი და ოთხი ქალიშვილი. არ მინდა სხვის ომში მოვკვდე. გთხოვ დამიბრუნე

    - Co on gada? - zapytał Generał Staszkov Pułkownika odpowiedzialnego za rekrutację miejscowych ochotników
    - Jest dumny, że może służyć Carowi - odparł bez wahania Pułkownik, a następnie zwrócił się do gruzińskiego szeregowca:
    - Davubrundet shens ganq’opilebas, an chven skhva kalishvils gavaup’at’iurebt

    pokaż spoiler დავუბრუნდეთ შენს განყოფილებას, ან ჩვენ სხვა ქალიშვილს გავაუპატიურებთ

    Słysząc to Gruzin pośpiesznie wrócił do szeregu
    - Podziękowałem mu za mądrą decyzję - wyjaśnił Pułkownik
    - Miał łzy w oczach?
    - To ze wzruszenia, że może służyć tak pięknej sprawie!

    Generał Staszkov był zachwycony ilością ochotników którzy uzupełnili jego armię. Gruzini to naprawdę wspaniały naród - zawsze gotowi walczyć (i nawet ginąć) za rzeczy ważne dla Cara. Bo co ważne dla Cara ważne dla wszystkich jego poddanych.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

  •  

    Jesień 1914 | Neapol

    - Jezus Maria! Jak to otruł?!
    - No normalnie, trucizną. W winie chyba czy coś, albo w szampanie.
    - Santo Maranello! Drugi raz człowiek wyjeżdża z Rzymu i drugi trup. Kiedy pogrzeb?
    - Ale on żyje.
    - Co?
    - No żyje. Jakiś Brytol go uratował. Mordekaiser się nazywał chyba?
    - HA! Brytyjska mafia! Ja już ich znam! Najpierw cię otrują, zamordują, a potem ratują i wychodzą na bohaterów. Ale nie ze mną te numery. Niech lepiej ci Angole się nie mieszają w nasze wewnętrzne sprawy bo nie ręczę za siebie!
    - Nie zesraj się.
    - Co?
    - Co?
    - ...
    - ... No to ten, Enzo, a co tam u ciebie?
    - A szkoda gadać, dostałem wezwanie do wojska, król chyba mobilizuje armię. Szykuje się coś grubszego.
    - Że niby wojna?
    - Może nawet bitwa.
    - Matko Bosko! Byle tylko ten konkurs w Predazzo się odbył.
    - Tego się boję najbardziej. Podobno ma nie być śniegu tej zimy.
    - Nie opowiadaj nawet.
    - Dziwne nastały czasy Mattia. Nie zdziwiłbym się gdyby ten Wezuwiusz co go widać z okna nagle się obudził.
    - Przynajmniej nie musielibyśmy się wtedy bawić w te śmieszne wojny.
    - Co racja, to racja. A nie chciałbyś może się przepłynąć do Kamerunu, póki jeszcze możemy? Zawsze chciałem zobaczyć te słynne chatki z gówna.
    - O nie nie. Ja już na statek nie wsiadam, nie po ostatnim. Zresztą, w Romie jestem potrzebny. Powiem ci w tajemnicy, że od jakiegoś czasu pracuję nad prototypem Grande Machiny...

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

  •  

    Lodewijk był w swoim żywiole. Dowodzenie artylerią w pełni satysfakcjonowało go jako perfekcjonistę oraz pasjonata techniki wojskowej. Od rana nieustannie doglądał ostrzału, na bieżąco obliczał parametry, siłując się ze swoimi podkomendnymi w zawodach matematycznych ze skutkiem śmiertelnym dla wrogów. Ponadto zbierał od nich opinie celem dalszego usprawniania swojego wynalazku, na którego szybkie wdrożenie do produkcji w metropolii liczył- haubic kalibru 220 mm z nowatorskim oporopowrotnikiem "Bruneidraak". Około godziny 15, podszedł do niego adiutant.
    -List do Generała
    Jedno spojrzenie na kopertę i widniejący na niej herb wystarczyło aby Lodewijk przypomniał sobie wakacje A.D 1897 roku, spędzone na dworze królewskim w Niderlandach. Otworzył ją, i ujrzał kartkę zapisaną drobnym drukiem. Porównał pismo z innymi listami, które trzymał w szufladzie i zaczął czytać.

    ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Najdroższy Kuzynie!

    Jest mi niezmiernie miło poinformować że na dworze wszystko idzie ku dobremu. Jak wiesz postanowiliśmy się nie angażować w to samobójstwo Europy. Młody Willem właśnie rozpoczął naukę na uniwersytecie w Amsterdamie. Śpieszę również donieść że Marja ciężko zachorowała na gruźlicę. Może wydawać się to dziwne przy obecnym stanie medycyny, ale aktualnie się nie zanosi na poprawę, a wręcz na śmierć. Słowa które za chwilę odczytasz są dla mnie trudne do napisania ale mam nadzieję że się zastanowisz nad nimi. W imieniu dworu Holenderskiego i dynastii Oranje-Nassau wybaczam i proszę o wybaczenie. Wiem że pewnych rzeczy i słów nie można cofnąć, i zawsze będą ranami, ale proszę, zaklinam Cię, wróć do Ojczyzny. Statek przez miesiąc będzie czekał na Ciebie w Mombasie. Decyzja należy do Ciebie, ale Twoje przybycie, i zjednoczenie się w Hadze całej dynastii, ucieszyłoby zarówno cały naród, i jak każdego z rodu.

    Z wyrazami szacunku
    J.K.M Wilhelmina

    List zrobił na Lodewijku spore wrażenie. Pierwszy raz w korespondencji od kuzynki odczytał słowa które chociażby sugerowały jakiekolwiek uczucia rodzinne. Na ogół się z nią nie zgadzał, jednak tym razem musiał przyznać rację- rany były zbyt głębokie. Podczas obecności w Afryce miał czas aby poukładać sobie życie, ledwie ujść z nim po walce z dzikiem ndiri, uzależnić się od wina z heroiną, wyjść z nałogu (przyjmowania heroiny, sam alkohol nie działał na niego uzależniająco) i ugruntować swoje przekonanie o tym że nikogo tak nienawidzi jak swojej rodziny. Podniósł kopertę aby włożyć do niej list i zauważył coś jeszcze- złotą spinkę do krawatu wysadzaną diamentami i swoimi inicjałami. To był kolejny powód dla którego uważał że tym razem może wierzyć Wilhelminie- tę spinkę złożył na jej ręce kiedy wyjeżdżał z pałacu przysięgając tam więcej nie wrócić. Decyzja jednak już zapadła, i nie myśląc wiele krzyknął do adiutanta.

    -Felix!
    -Słucham?
    -Pojedziesz do Mombasy i tam zaokrętujesz się na statek który na mnie czeka. Zaraz napiszę Ci upoważnienie żeby kapitan Ci uwierzył. Popłyniesz do Amsterdamu i tam oddasz Wilhelminie to- podał spinkę.
    -Czy coś powiedzieć przy okazji?
    -Nie, ona będzie wiedziała o co chodzi.
    -Dobrze, jeszcze jedna rzecz, mam dokładne raporty od "88" i operacja zakończyła się pełnym sukcesem.
    -Fantastycznie. Powiedz kwatermistrzowi żeby spakował moje rzeczy. Będę nieobecny przez kilka dni.
    -Gdzie się Pan wybiera?
    -Tam gdzie niegdyś biło serce Holendrów.

    #wielkawojnafabularnie #trojprzymierze
    pokaż całość

  •  

    #wielkawojnafabularnie T2 - Jesień 1914
    Pierwsza krew

    Karta postaci
    Discord gry

    Dwie floty naprzeciwko siebie wyczekiwały na ruch przeciwnika.

    - TU FLOTA IMPERIUM OSMAŃSKIEGO. WYCOFAJCIE SIĘ, A NIKOMU NIE STANIE SIĘ KRZYWDA. TU FLOTA IMPERIUM OSMAŃSKIEGO. - zapętlony komunikat radiowy wybrzmiewał już od prawie godziny.
    - Dlaczego po prostu nie strzelą? - zastanawiał się bosman Galów.
    - Nie wiem. - odpowiedział Admirał de la Gregua. - Może się nas boją. Może zepsuły im się wszystkie działa i próbują nas wystraszyć. Jakie to ma znaczenie? Chodzi tylko o pozbycie się Turków z Morza Czarnego. OGNIA!

    Wszystkie działa Galów nakierowały się na dziesięć tureckich pancerników i wystrzeliły pierwszą salwę tej wojny, co radiowcy Plugawego Uwiądu natychmiast przekazali światu.

    ==

    - Jak sami widzicie, to nie my zaczęliśmy tę wojnę - skończył Dobrin Dragomirov Strashilov. - Czy naprawdę chcecie, żeby oni panowali nad Europą? Żeby ta banda czworga posługując się wojnami narzucała każdemu swoją wolę? Dziś my, a jutro-
    - Dobrze, dobrze, dziękujemy za wizytę, niestety nasz czas się skończył. - odparł hiszpański Minister Wojny, wymownie wyciągając zegarek.
    - Rozumiem, nie zabieram wam już więcej czasu. Sami niedługo zrozumiecie, kto w tej wojnie jest dobry, a kto zły. - Dobrin wstał z fotela, a w tym samym momencie do gabinetu wszedł dyplomata reprezentujący Rosję. Mijając się, obaj goście wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
    - Wejść tu do was... - Rosjanin, zajmując miejsce, położył nogi na stole i zaczął bujać się na krześle. - I jeszcze żaden z tych waszych hiszpaninów nie chciał mnie wnieść, tylko musiałem sam włazić po tych wszystkich szczeblach. Z takim brakiem szacunku do Nas nic dziwnego, że jesteście zadupiem.
    - Co takiego? - oburzył się minister.

    ==

    Oddziały dowodzone przez gen. Valko Livkova przekroczyły Dunaj i wkroczyły do Belgradu. Serbowie bronili się jak mogli, stawiając zacięty opór na każdej ulicy, jednak wróg miał przewagę wyszkolenia i przewagę liczebną. Przybycie posiłków w postaci armii gen. Stulejmana Yusufa Ahmeda Pashy było gwoździem do trumny dla obrońców miasta. Niedługo potem serbskie flagi w mieście zostały zastąpione flagami państw Trójprzymierza.

    - Wygraliśmy – powiedział Turek. Bułgar zareagował na użycie liczby mnogiej prychnięciem.

    ==

    Generał Robin, nie mogąc zasnąć, opuścił namiot i poszedł zabić czas rozmawiając z jednym z żołnierzy pełniących wartę.

    - Niedługo świt. Jeśli dobrze liczę, dzisiaj powinniśmy przekroczyć granicę z Namibią.
    - Ta. - Alfred przetarł oczy. - Ale na razie ciągle jeszcze jest noc. I jeszcze widać gwiazdy. Te same, co u nas. Na przykład, zobacz, tam jest Krzyż Południa. A tam, tuż obok, Centaur. Hehe, Europejczycy nie wiedzą, co tracą.
    - A te smugi? - żołnierz wskazał na niebie wyłaniające się znad horyzontu, szybko przesuwające się obiekty oświetlane pierwszymi promieniami słońca. - Nigdy nie widziałem czegoś tak szybkiego... spadające gwiazdy?
    - Nie. To... - Robin szeroko otworzył oczy. - To niemożliwe. Nie. To nie może być... skąd oni... tutaj...

    Grad pocisków artyleryjskich zasypał obóz i śpiących żołnierzy.

    ==

    Podczas gdy rosyjscy artylerzyści dwoili się i troili, aby jednocześnie pokryć ogniem wszystkie fronty i nie zginąć od ostrzału z Bułgarii, Bitis Zamani położył kartę na stół.

    - Makało. - oznajmił. - Tak właściwie na co czekamy?
    - Aż moi chłopcy nie wrócą ze... spaceru. - tajemniczo odpowiedział Lennard Jauchmann, dobierając kartę. Niemal w tym samym momencie przybiegł do niego zabłocony żołnierz.
    - I jak? Mów. - zwrócił się do niego Lennard.
    - Mamy coś. Jest taka przełęcz...

    Zdanie brutalnie przerwał mu wybuch pocisku, który wstrząsnął całym domkiem oficerskim i wysadził zewnętrzną ścianę pokoju.

    - Cholera jasna, myślałem że tak blisko miasta nie będą strzelać. - mówił do siebie Jauchmann, wygrzebując się spod gruzów. - Przeklęci Ruscy, co nie Bitis? Bitis? Mein Gott, wszystko w porządku? - wykrzyknął, kiedy zobaczył kompana przytrzaśniętego pod grubą belką.
    - Jest... źźźlee. - wycharczał Turek. Lennard wyciągnął go i głośnym krzykiem wezwał medyków, a następnie zwrócił się z powrotem do żołnierza, teraz zabłoconego i zakurzonego gipsem.
    - Mów co wiesz. Szybko.
    - No to jest taka przełęcz...

    ==

    - To wspaniały tydzień dla Włoch. - powiedział Wiktor Emanuel, mając w pamięci przekazanie Kamerunu od Niemiec dzień wcześniej. - Spotykamy się dzisiaj z panem ambasadorem Mortdecaiem, aby wspólnie uczcić przyjaźń między naszymi królami. I porozmawiać o planach na przyszłość, mam rację?
    - Zgadza się – zaczął Charlie - ale najpierw chciałbym wznieść toast. W imię wiecznego pokoju w Europie i na świecie!
    - Za pokój. - zgodził się król. Wszyscy zgromadzeni wznieśli kieliszki i szybko wypili ich zawartość. Twarz króla nagle pobladła, chwycił się za szyję i upadł na ziemię.
    - Trucizna! - wykrzyknął Mortdecai, zerwał się z miejsca i podbiegł do władcy. - Znam te objawy... - tu wyciągnął z kieszeni niewielką fiolkę i wlał królowi do ust. - Dobrze, że nigdzie nie ruszam się bez antidotum... przeklęte Trójprzymierze, zaatakowali nawet tutaj...

    ==

    Wraz z pierwszymi promieniami słońca pod to, co zostało z obozu Brytyjskiej Armii Kolonialnej, podeszła Dywizja Bratwurst 88. Ocalali, z Alfredem Williamem Robinem na czele, bronili się jak mogli, ale byli bez szans. Niemcy nie robili sobie z ich bohaterskiego oporu zbyt wiele. Krwawa bitwa zakończyła się całkowitym rozbiciem oddziału z Australazji.

    - Pani generał, znaleźliśmy go! - zakomunikował jeden z podkomendnych.
    - Doskonale, doskonale! - ucieszyła się von Schmetterling i ruszyła z nim w miejsce, gdzie siedział plujący krwią Robin.

    - O, cześć! Co za niespodzianka. Jak już tu jesteś, może będziesz w stanie powiedzieć nam, gdzie przebywa reszta armii kolonialnych? Nie musisz teraz. Mamy dużo czasu.
    - Nie, ty szwabska... - zakaszlał i zamknął oczy. Ostatni raz. Helga von Schmetterling westchnęła.
    - No dobrze, zgarnijcie wszystkich rannych. Może ktoś z nich będzie mógł nam coś powiedzieć.

    ==

    Abi Dalzim przeczuwał, że Galowie nie byliby pozbawieni eskorty, ale widok jednego z pancerników zatopionych od dołu i tak nim wstrząsnął. Radary nie były skuteczne w pokazywaniu okrętów podwodnych, więc załogi okrętów musiały strzelać na ślepo. Dodając do tego ciągle oddający strzały gigapancernik, wydawało się że turecka flota stoi w bitwie na straconej pozycji. Ale...

    - Mam nadzieję, że nie musiałeś zbyt dużo czekać? - Dalzim usłyszał przez radio głos Hansa Alta. Przez chwilę morze nabrało złotego koloru, a później jeszcze bardziej zapieniło się od wybuchów podwodnych torped.

    ==

    Niemieccy artylerzyści skupieni na wymianie strzałów ze swoimi odpowiednikami po drugiej stronie Renu zbyt późno odkryli, że prawdziwy atak idzie z innej strony. Wielotysięczna piechota Blackaddera była już na pozycjach do szturmu na alzacki fort, a druga armia jego brata była gotowa do wymarszu w tym samym kierunku.

    - Łącz mnie z Uaimem - spanikowany Otto von Jossgrund rzucił do łącznika.

    ==

    -Co to za zamieszanie?

    Burmistrz Pragi przecisnął się przez tłum otaczający jeden ze słupów ogłoszeniowych na rynku i ujrzał wielki plakat:

    Do wszystkich narodów Austro-Węgier!
    >

    Ententa nie jest waszym wrogiem. To nie Ententa od stuleci okupuje wasze państwa, którym należy się pełna suwerenność. Przeciwnie – Ententa niesie wam wyzwolenie spod cesarsko-królewskiej tyranii. Jej zwycięstwo – to wolność dla wszystkich słowiańskich narodów. Chwytając za broń, skierujcie ją ku swoim prawdziwym ciemięży

    Burmistrz nie czytał dalej. Zamiast tego wyruszył na dworzec. Kupić bilet do Wiednia.

    ==

    - I jak, zdążyłem? - Gunther von Uaim rozglądał się po forcie.
    - Gunther, tam giną ludzie.
    - Przedarli się przez umocnienia? Są już w forcie?
    - Nawet bez tego straciłem już połowę oddziału.
    - Liczebność wroga? Wystarczy szacunkowo.
    - Jeśli nie zrobicie czegoś w przeciągu pięciu minut wyrżną nas wszystkich, czego nie rozumiesz?!
    - Dobra. Dobra. Jasne. Już. DO BOJU! - Uaim wydał rozkaz, a świeża krew rzuciła się na żołnierzy Ententy.

    ==

    - Halo? Mortdecai, słucham.
    - Tu włoska Służba Ochrony. Dzwonimy z informacją, że stan króla jest stabilny i niedługo powinien opuścić szpital. Pomyśleliśmy, że będzie pan zainteresowany.
    - Dziękuję. To dla mnie ważne. Ech, to przeklęte Tr-
    - Jest coś jeszcze. Nasi śledczy odkryli kryjówkę tego podszywa, który chciał otruć króla. Znaleźliśmy tam jego strój i fiolki po truciźnie. Dzięki pozostałym kucharzom mamy też jego rysopis. Możliwe, że dzięki temu uda nam się dowiedzieć, kim był.
    - To świetnie. Czy moglibyście wysłać dowody do Londynu? Będziemy w stanie pomóc-
    - Nie, dziękuję za ofertę, ale nie ma potrzeby. Spokojnie damy radę znaleźć go sami.
    - Rozumiem. To wszystko?
    - I jeszcze raz, dziękujemy za pomoc. Nie wiemy, co byśmy bez pana...
    - Tylko zrobiłem, co do mnie należało.

    ==

    Wraz z przybyciem drugiej floty Dalzim odzyskał przewagę w bitwie. Okręty Ramiusa skutecznie trzymały wroga na dystans od Galów, jednak za cenę wysokich strat własnych, a łącznik na okręcie flagowym coraz częściej musiał meldować admirałowi o utracie kolejnych statków podwodnych. I wtedy na horyzoncie pojawiła się jeszcze jedna flota.

    - Nie spóźniłem się? - zapytał przez radio Pasha Barbarossa.

    ==

    pokaż spoiler Bitwa o Belgrad
    TRÓJPRZYMIERZE:
    Diamond-kun -7370
    Elkitrim -1390
    meinigel -0
    ENTENTA
    Queltas -0
    Obrońcy Belgradu -50000
    Belgrad został zajęty przez Austro-Węgry.


    pokaż spoiler Bitwa o Afrykę Południową
    TRÓJPRZYMIERZE
    drukarka -0
    profesjonalna_skarpeta -19480
    ENTENTA
    kolorowy_jelonek -100000 (1400 pojmanych jako jeńcy), postać martwa
    Afryka Południowa została zajęta przez Niemcy.


    pokaż spoiler Bitwa w Karpatach Serbskich
    TRÓJPRZYMIERZE
    HeroesIV -15280
    MatematycznyPlomien -2880 (postać ranna)
    Obrońcy Sofii -17750
    ENTENTA
    Queltas -2020
    Akumulat -40440


    pokaż spoiler Bitwa pod Strasburgiem
    TRÓJPRZYMIERZE
    praise_it -6280
    Uaimmiau -32080
    ENTENTA
    Jadugar -1170
    Knyazev -36670
    Lisaros -23580


    pokaż spoiler Bitwa pod Soczi
    TRÓJPRZYMIERZE
    Zeroskilla -6
    Jaqbasd -4
    Sigismund_Dijkstra -0
    ENTENTA
    Anagama -6
    Gregua -0

    ==
    Czas na podjęcie decyzji do piątku, 14 sierpnia, do godziny 23:59.
    Formularz dla graczy ENTENTY: https://forms.gle/Ca3QoxxpK8ULG9Ud6
    Formularz dla graczy TRÓJPRZYMIERZA: https://forms.gle/CMQQw3m7a3oJhiJK7
    pokaż całość

    źródło: bl.uk

    •  

      @Zeroskilla: @Kroomka: @Anagama

      - Jazda, jazda!- krzyczał admirał de la Gregua poganiając swoich podkomendnych - gdzie jest ta temperatura? Więcej ognia, dawać mi tu moc - bez wątpienia admirał bardzo się wczuwał w robienie hot dogów, gdyż stara marynarska zasada mówi, że głośnym to można służyć w trojpacierzu a nie walczyć o Wielką Europe

      -Admirale, wciąż puszczają te komunikaty, co robimy? - spytał bosman
      - eskalacja jest już na najwyższym poziomie, a osmani nie chcą opuścić carakich wód terytorialnych pomimo upomnienia. Wierzę, że historia I'm to zapamięta. Te psy nie potrafią żyć w pokoju...- rzucił de la Gregua dodając - ładować działo Obelix, niech im zaśpiewa kilka francuskich piosenek

      Bitwa szła po myśli Wielkiego Przymierza, widać było jak okręty podobne kąsają przeciwnika od dołu. Wtem od południa pojawiły się kolejne to jednostki wroga. Sprawa przybrała brudny obrót. Co prawda Galowie mają jeszcze kilka kart w rękawie, ale ile można mieć rękawów na taką ilość wroga? Bosman nie nadążał z ryciem kresek jakoś oznaczenie pokonanych wrogów na obudowie Obelixa.

      - Admirale, jakie rozkazy? - krzyknął Bosman Pierre
      -hmm - zamyślił się admirał. A może by dac ładunki wybuchowe na przód i zakończyć to w starym, gentelmanskim stylu?
      pokaż całość

    •  

      @Kroomka Przez wykop zawsze jak słyszę o generale Stulejmanie tzn Sulejmanie to wybuchem śmiechem.

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    - To wy ich stąd widzicie? - dopytał z niedowierzaniem generał Nikolay.
    - No widzimy - odpowiedział dowódca oddziału.
    - Przecież stąd nic nie widać.
    - Generał weźmie to - podał lunetę generałowi.

    Nikolay obserwował horyzont przy pomocy lunety próbując wypatrzyć cel, który doświadczony artylerzysta mu wcześniej pokazywał.

    - Nijak nie widzę, no ale to wy strzelacie nie ja. Oby celnie!
    - Będzie celnie generale!

    Podszedł do kolejnego stanowiska, gdzie żołnierze zebrani byli wokoło działa artyleryjskiego i właśnie otwierali nową skrzynię z amunicją.

    - I wzięła święta Barbara z Nikomedii pocisk artyleryjski, wzniosła ku górze, mówiąc: O Panie, błogosław ten pocisk artyleryjski, który rozniesie nieprzyjaciół twych na malutkie kawałeczki w łasce twojej. A Pan skrzywił się w uśmiechu, a ludzie spożywać poczęli owce, leniwce, karpie, orangutany, olej palmowy, płatki śniadaniowe, przetwory owocowe...

    Zaskoczony generał słuchał wypowiedzi dalej. Dziwne zwyczaje mieli ci artylerzyści, byle celnie strzelali w sumie. Nikolay miał nadzieję, że ta cała maskarada wypada tylko gdy jest dużo czasu i nie jest powtarzana co skrzynkę.

    - I Pan powiedział: Wpierw wyjąć musisz świętą Skrzynkę, z niej wyjąć święty pocisk artyleryjski i umieścić w miejscu ku niemu przygotowanemu, w armacie, nigdzie indziej, potem masz zliczyć do trzech, nie mniej, nie więcej. Trzy ma być liczbą, do której liczyć masz i liczbą tą ma być trzy. Do czterech nie wolno ci liczyć, ani do dwóch. Masz tylko policzyć do trzech. Pięć jest wykluczone. Gdy liczba trzy jako trzecia w kolejności osiągnięta zostanie, wówczas odpalisz święte Działo Artyleryjskie, które pośle Święty Pocisk Artyleryjski w kierunku wroga, co naigrawał się z cieie w polu widzenia twego, a wówczas on kitę odwali. Amen.

    - Amen - powiedział Nikolay skinąwszy żołnierzom i już bez słowa udał się do swojej kwatery.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: HHG.png

  •  

    - Stop!

    Koła pojazdu zaszurały po piaskowej drodze. W pośpiechu wyskoczyli z niego trzej mężczyźni w mundurach i żwawo ruszyli w stronę okolicznych krzaków.

    Drzwi pierwszego pasażera otwarły się, kurtka była z jakiegoś powodu nieobszyta, lecz czerwony kołnierz i dwie również czerwone linie na spodniach munduru, nie dawały wątpliwości. Turecki generał na Bułgarskiej ziemi.

    Postać podeszła nad zbocze, z niej rozciągała się panorama na piękne, górzyste, śródziemnomorskie tereny.

    Grecja - pomyślał

    Bitis Zamani - pomyślała Grecja

    Spostrzegł mały krzak dzikiego rozmarynu, zerwał kilka gałązek, jeden z zapachów dzieciństwa, zapach za którym tęsknił w trakcie szkolenia w Niemczech. Skrupulatnie złożył roślinę i schował w kieszeń.

    Prostując nogi, rzucił ostatnie spojrzenie przed laty utraconym ziemiom.

    To już nie jest nasza ziemia - ta gorzka myśl w końcu wypłynęła.

    Obracając się, zobaczył jak żołnierze po raz kolejny krążą wobec Mercedesa 37/95.

    Cud techniki, szkoda że jedyne co w nim Tureckie to okruchy z jedzenia i piasek, trzeba to zmienić - uśmiechnął się, samemu ponownie ciesząc oczy widokiem maszyny.

    - Dobra! Zbieramy się, mamy fort do zdobycia.
    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: PKW2110010-Mercedes-3790-hp-from-1913-3795-hp.jpg

  •  

    #wielkawojnafabularnie

    Jean-WyPierre Dalae

    Żołnierze jednego z oddziałów artylerii ustawili się na okolicznej łące czekając na przybycie nowego generała. Spodziewano się, że ceremonia objęcia dowodzenia będzie krótka, a nowy dowódca uda się w ustronne miejsce wraz ze swoimi doradcami celem opracowania strategii, dając jednocześnie nieme przyzwolenie szeregowym żołnierzom na kilka godzin wolnego czasu. Wojskowi mieli się jednak szybko przekonać, że Jean-WyPierre Dalae nie stroni od oficjalnych uroczystości. Gdy młody oficer dotarł na miejsce, z podekscytowaniem rozejrzał się i czym prędzej podszedł do człowieka, który miał się wkrótce stać jego adiutantem.

    - Bonjour! Je suis Jean-WyPierre. – wyciągnął dłoń na powitanie.

    - Bonjour mon général. Je suis Charlie. – dotychczasowy dowódca oddziału uścisnął dłoń Dalae’a.

    - Charlie?

    - Właściwie to Charles, ale wolę jak mówią do mnie Charlie. Jeśli to nie problem generale.

    - Ależ skąd! Sam zmieniłem swoje imię. Można wiedzieć dlaczego zdecydowałeś się na taką właśnie odmianę?

    - Oczywiście. Widzi pan, mój ojciec ma na imię Charles. Również był wojskowym, także służył w artylerii. Całe życie porównywano mnie z nim, dlatego pragnę w chociaż niewielkim stopniu się odróżniać. Kiedy słyszę „Charles” przed moimi oczami rysuje się właśnie on. Dlatego przedstawiam się jako Charlie. Jest to nieduża zmiana, ale dla mnie bardzo ważna.

    - Nie ma sprawy Charlie, będziesz się nazywać jak tylko chcesz! Zapewne sam zwróciłeś uwagę na to, że nie jestem standardowym „Jean-Pierrem” jakich pełno w naszej pięknej Francji. Możesz więc być pewnym tego, że rozumiem Cię bracie doskonale! Ale dość o etymologii imion! Widzę tutaj mnóstwo ludzi gotowych do służby pod rozkazami mojej skromnej osoby!

    - Tak jest! Generale Dalae przyjmij tę broń jako symbol zwierzchnictwa nad tym oddziałem artylerii. Niech nasza waleczność rośnie w siłę, a ofiara jaką wielu z nas złoży w obronie ojczyzny, nie zostanie zapomniana! – Charlie odpiął zdobioną szablę i wręczył ją Jean-WyPierre’owi.

    - Dziękuję żołnierzu. Liberté, égalité, fraternité!

    - Generale, skoro jesteśmy już po części oficjalnej, sugerowałbym udanie się do tymczasowej siedziby sztabu. Omówimy dalszą strategię… - nagle w słowo Charliemu wszedł jego świeżo upieczony zwierzchnik:

    - Na strategię przyjdzie czas! Jak mogę dowodzić ludźmi których nie znam? Proszę, zapoznaj mnie teraz z moimi żołnierzami. To ważne byśmy się poznali, przyjdzie nam przecież walczyć u swego boku!

    - Generale, członkowie sztabu czekają już w namiocie, właśnie chciałem się tam udać i ich przedstawić.

    - Świetnie, ale zanim to, chcę poznać tych oto tutaj messieurs! – Dalae wskazał zebraną armię.

    - Ale jak to… wszystkich?

    - Każdego z osobna!

    - Ale to tysiące osób!

    - W takim razie pospieszmy się! Zaprawdę powiadam Ci mój drogi Charlie: dowódca nie znający swoich ludzi nie wart jest funta kłaków!

    - W porządku… proszę za mną.

    Wkrótce Jean-WyPierre wraz z Charliem stanęli przed pierwszym szeregiem wojskowych, którzy byli w ciężkim szoku, że sam generał chce ich poznać. Dalae miał w sobie mnóstwo animuszu, w wyniku czego rozmowy z pierwszymi żołnierzami trwały nawet kilkanaście minut. Z czasem jednak Jean-WyPierre zaczął ograniczać się do poznawania jedynie imienia swojego podwładnego, przez co proces zaznajamiania się z oddziałem znacząco przyspieszył. Mimo to, przez całkiem sporą liczebność zebranych wojskowych, po godzinie Jean-WyPierre miał przed sobą jeszcze wielu rodaków do poznania. Gdyby tego było mało, Francuz w pewnym momencie zatrzymał się i podszedł do człowieka, który zdradził mu swoje imię kilka minut wcześniej:

    - Obawiam się, że zapomniałem jak się nazywasz. Nie jestem też pewny co do imienia Twojego sąsiada.

    - Mojego sąsiada z lewej, czy prawej monsieur?

    - Z… Mon Dieu, jak tak teraz pomyślę, to obu! To oznacza tylko jedno!

    - Dokończymy jutro? – z nadzieją rzucił Charlie, który poważnie żałował, że zjadł jedynie lekki obiad przed spotkaniem z generałem.

    - Zaczynamy od początku! Tym razem postaram się wyryć wasze imiona w pamięci na dobre, przyjaciele!

    Żołnierze spojrzeli na siebie z przerażeniem. Nie znali Dalae’a zbyt długo, ale coś im mówiło, że dowódca nie żartuje. Plany na popołudnie i wieczór, które miały być spędzone na graniu w karty, opowiadaniu sobie zabawnych historyjek, czy jakichkolwiek innych formach odpoczynku, miały się lada chwila okazać nieaktualne. Widząc jak generał zmierza na początek pierwszego szeregu, jeden z żołnierzy postanowił postawić wszystko na jedną kartę i wydusił z siebie:

    - Jestem przekonany, że pan generał doskonale pamięta moje imię!

    Jean-WyPierre Dalae odwrócił się i podszedł do swojego podkomendnego.

    - Obawiam się, że nie pamiętam. Naprawdę nie mogę sobie przypomnieć.

    - Generale, przecież to imię słyszał pan wiele razy! Zarówno człowiek po mojej lewej, jak i ten po mej prawicy nazywają się tak samo!

    - Doprawdy! Hmmm… Wyglądasz mi na… Bastiena!

    - Dokładnie tak!

    -Panie generale, i ja jestem Bastien, pamięta pan? – wyrwało się kolejnemu wojskowemu.

    - Ja również! W naszym szeregu są właściwie tylko i wyłącznie tak nazwani! – zawołał ktoś inny.

    - To tak jak u nas! – zawtórował ktoś z następnego rzędu.

    Żołnierze ożywili się widząc szanse na zakończenie tej ceremonii. Nagle każdy zaczął mienić się Bastienem. Jean-WyPierre uśmiechnął się widząc, że jego zadanie nie będzie aż tak trudne. Spamiętać tysiące różnych imion to nie lada sztuka. Ale spamiętać jedno imię? 'C'est du gâteau! Coś jednak nie pasowało generałowi, który nagle zmrużył oczy i podszedł do jednego z Bastienów.

    - Jestem pewien, że Ty przedstawiłeś mi się jako Eugène! Nie jesteś Bastiene, dlaczego chcesz mnie okłamać?

    - Generale… to nie tak… ja po prostu…

    - A może to ja się pomyliłem, hę?!

    Atmosfera zmieniła się w mgnieniu oka. Zebrani zamarli, a ci, którzy zdążyli się wcześniej przedstawić modlili się teraz o to, by i ich imion nie przypomniał sobie generał. Do akcji postanowił wkroczyć Charlie:

    - Jeśli można… Znam Eugène’a. Jego historia jest podobna do mojej. Jego ojciec również ma na imię Eugène. Ten dobry człowiek zapragnął przejść do historii z innym, wybranym przez siebie samego imieniem. Być może z nerwów podał Ci imię ojca, ale gwarantuję Ci, nie zrobił tego w złej wierze.

    - Czy to prawda żołnierzu? Twój ojciec ma na imię Eugène, jak i Ty?

    - Nie panie generale, mój papa zwie się Bartholomé.

    Charles zwany Charliem uderzył otwartą dłonią w twarz. Spojrzał na niezbyt lotnego wojskowego i powoli powiedział.

    - Pomyliłem się, racja. Nie ojciec, ale starszy brat. Prawda? – wymawiając ostatnie słowo rzucił żołnierzowi spojrzenie tak wymowne, że nawet ślepy poczułby i zrozumiał intencje przemawiającego.

    - Yyyyyyy… Tak… Tak. Tak! Tak, tak, tak, mój brat, Eugène, nienawidzę tego gada, zawsze musi być lepszy i w ogóle!

    - Rodzice nazwali dwójkę synów tak samo? Co to za zwyczaje? – uniósł brew Jean-WyPierre.

    - Hmmm… Moi rodzice wierzą w siłę imion. Mój brat jest wręcz idealnym synem, więc gdy ja przyszedłem na świat postanowili i ze mnie zrobić Eugène’a, licząc na to, że będę taki jak on.

    Dalae uśmiechnął się i przytulił Eugèno-Bastiena.

    - Nie musisz nic więcej mówić. Zapewniam Cię, Bastien, że tutaj nie usłyszysz tego imienia. Wróćmy jednak do naszego wzajemnego zapoznania. Mam pewien pomysł. Zróbmy tak: Czy jest ktoś, kto nie nazywa się Bastien? – krzyknął generał.

    Odpowiedziała mu cisza.

    - Jest to niecodzienna sytuacja, ale potrafię to zrozumieć. To dla mnie prawdziwa przyjemność móc was poznać, messieurs! Na tym zakończmy – jesteście wolni, proszę spożytkujcie resztę dnia według uznania, ja udam się z Charliem na spotkanie dowództwa. Życzę udanego wieczoru!
    pokaż całość

    źródło: Screenshot_2020-08-11 bmashina World war one, Big guns, World war i.png

  •  

    Alfred William Robin siedział pod drzewem i obserwował sto tysięcy ludzi którymi dowodził. Byli to żołnierze z Australii i Nowej Zelandii. Zdecydowana większość już służyła w armii, ale nadal kilkanaście tysięcy pochodziło z powszechnej mobilizacji i było wielkim znakiem zapytania. Jego zadaniem było utworzyć silny przyczółek w Afryce Południowej, ale nie spodziewał się wielkich walk na tych terenach.

    Do generała podszedł jego adiutant.
    - Generale wszystko idzie zgodnie z planem. Niedługo skończymy umacniać pozycje.
    - Bardzo dobrze, powinniśmy być gotowi na początek wojny.
    - Kiedy to się może wydarzyć? - spytał niepewnie adiutant
    - Już niedługo, ale zanim tu się cokolwiek ruszy, to trochę min...
    - Generale! Generale! Ważna depesza! - do dowódcy dobiegał spanikowany radiooperator
    Alfred odebrał depeszę i zaczął ją czytać, nawet brew mu nie drgnęła podczas czytania, toteż adiutant nie spodziewał się słów które usłyszał od generała.
    - Zaczęło się Panowie, wybuchła wojna. Adiutancie zbierz oficerów w mojej kwaterze. Przeanalizujemy jeszcze raz wszystkie scenariusze, nie możemy pozwolić sobie na stratę kolonii.

    Podobała mu się służba w Afryce. Daleko od wielkiej polityki i wielkich planów bitewnych. Może jeszcze trochę minie nim dojdzie do pierwszych większych starć w koloniach - Generał zdecydowanie był nastawiony optymistycznie...

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

  •  

    Donald Maclean ps. "Ryba"

    Siedział w mieszkaniu pod Londynem zaciągając się co rusz fajką wypełnioną haszyszem. Było mu błogo. Czas i przestrzeń nie miały znaczenia, a życie przepływało tak jak powinno płynąć - bezstresowo. Już dawno nie słyszał o żadnej wojnie, która zaangażowała miliony młodych, nieświadomych ludzi do bezwzględnego mordowania się w imię "sprawy", chociaż żaden z nich nie wiedział, czym ta "sprawa" jest. Od czasu do czasu dochodziły go słuchy o jakichś mniejszych, mało ważnych konfliktach typu Wojna Krymska, ale się tym nie przejmował.

    Lokaj co chwila podchodził, by podpytać czy czegoś nie trzeba. A to szklanka wody, a to herbata, a to herbatniki, a może drożdżówkę... upierdliwy typ. Donald nie chciał słyszeć o niczym, chciał tylko być. W pewnym momencie, stary Monty podszedł i zakomunikował:

    - Panie? Ekhm... ma pan gościa.

    W drzwiach zadymionego pokoju, w którym jednak mimo zasłony z dymu, dało się dostrzec bogate zdobienia stylizowane na okres wiktoriański, pojawił się smukły mężczyzna w dobrze skrojonym czarnym garniturze. Fryzurę miał starannie przylizaną brylantyną i zaczesaną tak, by zasłaniała pojawiające się ponad czołem zakola. Szybkim krokiem podszedł do łóżka, na którym Maclean delektował się kolejnym wdechem dymu, usiadł na jego skraju i zaczął krzyczeć:

    - Ryba! RYBA!
    - Zaklinam was córy Jerozolimskie. Na gazele, na łanie z pól... Nie budźcie ze snu! Nie rozbudzajcie ukochanej, póki nie zechce sama! - powiedział półświadomy Maclean.
    - Wstawaj, Ryba! Ojczyzna cię wzywa! - krzyknął gość.
    - Ale... po co?
    - Był zamach, na arcyksięcia.
    - Udany?
    - Niestety tak...
    - No to czym się przej... CO?! - otrzeźwiał momentalnie Donald, po czym usiadł na łóżku. - Mów wszystko!

    Przez kolejne godziny gość, którym okazał się być Andrew Andersson, jeden z wyżej postawionych urzędników w MI6, opowiadał o zamachu w Sarajewie, mobilizacji wojsk i całym tym burdelu, który zaczął się odpierdalać w kontynentalnej Europie. Donald szybko zrozumiał, że zbliża się coś wielkiego i nie może to się stać bez jego udziału. Poprosił starego Montyego o mocną herbatę, zjadł pierwsze, od dłuższego czasu śniadanie i zapoznał się z dokumentami, które dostarczył mu Andrew. W końcu nadszedł ten czas. Po miesiącach, a nawet latach trwania w marazmie ruszy do akcji i nie będzie miał zamiaru brać jeńców.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    •  

      @Onde:
      Tymczasem w MI6
      - Tak, Nasz agent specjalny McDonald to agent nad agenty - dumnie wypowiada się nieco grubawy polityk zarządzający ministerstwem spraw nadzwyczanych
      - Yyy Maclean chyba? - nieśmiało sprostował zastępca
      - co? Jaki lean? Kto to jest?
      - no ten agent którego Pan kazał wysłać na misję
      - psia stopa - rzucił mięsem polityk - tak to jest jak na głodnego się decyduje. Chodziło mi o tego drugiego... A dobra, wojnę i tak wygramy raz dwa, niech już leci na misję pokaż całość

  •  

    Lindsay Ettenmoors

    - Bella, to chyba do Ciebie. (V)
    - Halo, tu Lindsay, co tam?
    - Bardzo ładny wpis panienko Lindsay.
    - Dzięki, hi hi hi. Odsuwając się od mikrofonu. - Vincenzo, to jeden z naszych fanów, ogląda nas!
    - Co mogę powiedzieć, Trójprzymierze chwyta się wszystkich możliwych metod, żeby zwyciężyć w wojnie.
    - Chyba nie rozumiem, ale trudno.
    W słuchawce było słychać kolejny głos
    - Ottomani mają zaletę, że jak zginą to dostają 72 dziewice w zestawie. Warto.
    - Ale czym są 72 dziewice wobec piękna pani ambasador US? Ja chyba jednak wolałbym zostać wśród żywych.
    Lindsay odgarnęła ten jeden niesforny kosmyk, który podczas lotu uwielbiał opadać na policzek
    - Jakie to miłe z Twojej strony, chyba się rumienię.
    - Muszę kończyć. Załoga, kurs kolizyjny na pancernik Grega de la Gregua !!!
    ---------------
    - Vinnie, wiesz kto to był?
    - Na początku przedstawiła się jako Admirał Abby Ballsing czy jakoś tak, ale brzmiała jak facet. (V)
    - Nie powinieneś przekreślać tej biednej Brytyjki, to nie jej wina. Mam nadzieję, że akceptuje się taka jaka jest. Powinieneś wysłać jej letnie kwiaty. Wiązanka azalii i wrzosów, niech poczuje się piękna.
    - Doskonale! W dodatku ta kompozycja zasugeruje jej, jako kobiecie z wysokich sfer, o naszych dobrych intencjach. Popędzę do florystyki jak tylko wylądujemy. (V)
    ----------------
    - Za kwadrans będziemy na miejscu, proszę zapiąć pasy.
    - Nie boisz się, że jak zobaczą nieznany samolot w swojej strefie to wyślą flotę powietrzną do zestrzelenia nas? (P)
    - Paul, czego to uczą w tych amerykańskich szkołach? Powszechnie wiadomo, że jeszcze nie montują broni do samolotów.
    - Tylko czy oni o tym wiedzą…

    @Zeroskilla

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    •  

      Czerwiec 1914
      Narada w super tajnym ośrodku badawczym wojsk Trójprzymierza.

      - Dziam-dziam-dziam-dziam!
      Skośnooka technik Aiko żywiołowo gestykulowała przy tablicy od dobrej godziny. Na nieszczęście Abi Dalzima robiła to we własnym krzykliwym języku. Rozglądając się dookoła po sali pełnej ludzi miał wrażenie że tylko on nie rozumie o czym mowa.

      Zdesperowany szturchnął łokciem przysypiającego obok przyjaciela - generała Lennarda Jauchmaana. Niemiec nawet nie pofatygował się żeby otworzyć oczy.

      - Co chcesz? - mruknął.
      - Ty wiesz o czym ona w ogóle mówi? Nie znam chińskiego.
      Jauchmaan podniósł czapkę zsuniętą na twarz i otworzył oczy. Przez chwilę wsłuchiwał się w dziamdzianie pani technik.
      - Coś o bojowych maszynach kroczących. I to nie chiński tylko japoński.
      - Nieważne. W ogóle nie uważasz to za dziwne, że Trójprzymierze dopuściło w nasze szeregi kogoś spoza Europy jak tą Japonkę?
      Jauchmaan tylko wzruszył ramionami i ze stęknięciem wysiłku sięgnął po gazetę obok.
      - Wiesz. Każdy teraz pcha się na tą wojnę. Nawet USA wysłało swojego ambasadora do Europy. Zobacz.

      I wtedy serce Dalzima zabiło mocniej. Na pierwszej stronie gazety zobaczył nie kobietę lecz anioła. Na widok miny przyjaciela, siedzacy obok Lennard przewórcił tylko oczami bo już wiedział co się święci.
      - Zamierzasz zrobić coś głupiego prawda?
      - Zastanawiam się...
      Po chwili oderwał kawałek gazety z wizerunkiem dyplomatki i schował do kieszeni. Pogrążył się w myślach i nawet dziamdzianie Aiko już mu nie przeszkadzało.
      pokaż całość

      źródło: Kaiser News.png

  •  

    #wielkawojnafabularnie
    #trojprzymierze

    Rozmyślania generała nad mapą przerwało przybycie oficera informacyjnego.

    - Nadal nic?
    - Nadal.

    Od kilku dni wysyłane zwiady dawały ten sam efekt - brak jakiejkolwiek obecności wroga na froncie. Wszędzie panowała nieznośna, złowroga cisza. Upał i bezczynność działały dołująco na żołnierzy, pragnących szybkiego zwycięstwa i równie szybkiego powrotu do domu. Generał Szilágyi spojrzał jeszcze raz na mapę. Widział pozycje własne, wojsk sojuszniczych, drogi, linie kolejowe, mosty i przede wszystkim - możliwości. Do zwycięstwa brakowało mu tylko jednego, a przecież musi się wykazać, nie może pozwolić, by chwała i zaszczyty przeszły mu koło nosa, a wojnę wygrali jacyś Bułgarzy. A jednak Sztab Generalny kazał czekać.

    - Panie Generale, przyszedł telegram z Ministerstwa.
    - Jakie informacje?
    - Wkrótce mają wysłać nową amunicję, o którą Pan prosił.
    - Wkrótce, czyli pewnie nigdy, a co najmniej za pół roku. No nic, zobaczymy co przyjdzie. Coś jeszcze?
    - Tylko tyle

    Stanowiska ogniowe były już dawno przygotowane i artylerzyści korzystali z uroków lata leżąc w cienu pod drzewami. Panowała błoga atmosfera i tylko jeden dowódca w niewybrednych słowach strofował chorążego za uszkodzenie ciągnika artyleryjskiego, choć ze słów drugiego można było wywnioskować, że szkoda da się szybko naprawić. Tak właśnie upływał koniec sierpnia, spokojnie i bez większych zmartwień. Jedynie generał Szilágyi spędzał cały czas nad mapą rozpatrując coraz to bardziej niewiarygodne scenariusze. W końcu jeszcze raz spoglądając na pozycje sąsiadów zaczął myśleć na głos:

    - A gdyby tak…
    pokaż całość

    źródło: b1-fvc-1135-5c7d190675d83.jpg

  •  

    List Generała Michała Staszkova do Ojca - Ministra Wojny. Armia Entanty, Kaukaz, Lato 1914

    Tato, myślałem że nasze armie stacjonujące na Kaukazie to armie konne! Tymczasem to piechota! Jaki wstyd! Jak wrócę z wojny to co będę opowiadał? Zamiast o tym jak na czele kawalerii prowadziłem szarże to zostanie mi opowieść o tym jak nadzorowalem kopanie okopów? 

    W tym motłochu którym muszę dowodzić nie ma za grosz fantazji. Zamiast dumnie wypiąć pierś i patrzyć na wroga z godnością ćwiczą chowanie się i kopanie jak najgłębszej dziury. Niczym robaki drążące trupa. 

    W dodatku mam w armii poliaków! To już w ogóle wstyd się będzie przyznać. Jak to bedzie wyglądać jak wkroczę do Wiednia prowadząc armie z poliakami? 

    Przypomnij mi proszę - jakie muszą być straty, żeby Car uznał kampanię za ciężka i przyznał order Świętego Jerzego?

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

  •  

    #wielkawojnafabularnie T1 – Lato 1914
    Przywitanie z frontem

    Karta postaci
    Mapa Europy (credits: Uaimmiau)
    Mapa kolonii
    Discord gry

    Patrząc przez szyby wagonu drugiej klasy – warunki niewątpliwie uwłaczające godności generała, ale wciąż dużo lepsze od tych, w których zmuszeni byli podróżować zwykli artylerzyści – na pagórkowaty teren Serbii, Nikołaj Roschatserkov kolejny raz zastanawiał się nad błędami życiowymi, przez które zamiast na światowe salony jechał teraz na front. Teraz jednak, ku własnemu zaskoczeniu, czuł się niemal pogodzony z losem.

    - A może wcale nie będzie tak źle? - zastanawiał się, podziwiając fortyfikacje majaczące na szczytach każdego z większych pagórków. - Może wojna będzie krótka, wygramy, a ja wrócę do domu w chwale i...

    Pociąg nagle stanął pośrodku niczego. Skonsternowany Roschatserkov odwrócił się i w oknie po przeciwnej stronie ujrzał olbrzymi lecz prymitywny obóz składający się głównie z naprędce skleconych szałasów z desek różnej wielkości. Przy pierwszych zabudowaniach dało się zaobserwować ludzi, z których część zataczała się, a reszta leżała. Ale tym, co przerażało generała był fakt, że nosili oni charakterystyczne oliwkowe mundury armii rosyjskiej.

    - Może to nie nasz postój – myślał - może tylko coś przeładowują i zaraz ruszymy dalej.

    Ale z każdą upływającą minutą nadzieje Nikołaja słabły. Jego obawy w końcu potwierdziły się, gdy do wagonu wszedł jeden z oficerów i zapytał go, dlaczego nie wysiada. Roschatserkov z ogromną niechęcią opuścił pociąg i ruszył w stronę obozowiska.

    Zbliżając się do swoich nowych towarzyszy broni przyjrzał się uważnie twarzom sołdatów, próbując ustalić z kim ma do czynienia.

    - Kałmucy – pomyślał generał, wykorzystując swoją rozległą wiedzę na temat ludów zamieszkujących Imperium Rosyjskie. Kałmucy z kolei byli zbyt pijani, by cokolwiek pomyśleć.

    Nikołaj postanowił jednak nie rezygnować jeszcze z ambitnego planu dowiedzenia się czegokolwiek o tym obozie. Wyciągnął przypadkowego żołnierza z tłumu i zapytał:

    - Kto tu dowodzi?

    Kałmuk przez chwilę patrzył tępo w jego oczy, po czym krzyknął "URAAA" i chwiejnym krokiem odszedł w stronę towarzyszy, a Roschatserkov kolejny raz zaczął zastanawiać się, który z jego życiowych błędów doprowadził go w to miejsce.

    ==

    Tymczasem po drugiej stronie granicy oczekiwała wielonarodowa armia.

    -Słuchaj... - Bitis Zamani zagadnął Lennarda Jauchmanna.
    - No?
    - Nie wydaje ci się śmieszne, że Niemcy i Turcy muszą walczyć z Serbami w Bułgarii, bo w Bośni zginął Austriak?

    Lennard przejechał dłonią po twarzy.

    - Taaaaak. - odparł. Zapadła cisza. Widząc, że jego towarzysz nie ma ochoty na rozmowę, jednak wciąż pragnąc poznać go lepiej, Bitis zamiast tego postanowił spróbować drugiej po alkoholu najsłynniejszej metody socjalizacji żołnierzy i wyciągnął z kieszeni talię kart.

    - Gramy?
    - A niech ci będzie.

    ==

    Choć Lodewijk van Oranje spędził w koloniach dużą część swojego życia, jeszcze nigdy pobyt w Afryce nie odcisnął na nim takiego piętna jak teraz. Przez miesiące, jakie spędził ze swoją armią nad Oceanem Indyjskim nie tylko zaskakująco osłabł, jak gdyby był kompletnie nieprzystosowany do tropików, ale co gorsza miał poczucie, że jego potężna broń, nieużywana, marnowała tutaj swój potencjał. Ten dzień miał być jednak początkiem wielkich zmian – dziś z rozkazu kaisera do kolonialnego miasta miała przypłynąć jeszcze jedna armia. Rzeczywiście – zabijający nudę przez oglądanie przez lornetkę statków wpływających do portu Holender nareszcie około południa niewyraźnie ujrzał na pokładzie jednego z nich masywną postać w pruskim mundurze. Przemógł się, wstał z bujanego fotela i z ciekawością wyruszył z rezydencji oficerskiej w stronę portu, aby osobiście powitać swojego najnowszego współpracownika.

    - Witam! - zdyszany van Oranje wołał do niosącej dwie wielkie walizki postaci w generalskim mundurze już od połowy portu. - Nazywam się Lodewijk van Oranje... jestem generałem w służbie jej cesarskiej mości... tak jak pan. A pańska godność to...?
    - Helga von Schmetterling. – bez emocji krzyknęła Helga. Lodewijk zamilkł.

    ==

    Pancernik "Galowie" był bez wątpienia najwybitniejszym dziełem francuskich stoczniowców w historii. Nawet jak na drednota, jego rozmiary były imponujące – niemal dwa razy dłuższy, niż największy brytyjski okręt flagowy! - a towarzysząca im siła ognia wręcz przerażająca. Stojący na brzegu rosyjscy żołnierze z generałami Staszkovem i Temanevem na czele oglądali okręt z mieszanką podziwu, radości i strachu. Radości, że w tej wojnie stoi po ich stronie, i strachu na przyszłość, gdyby współczesne sojusze miały się rozpaść.

    Zdaniem wielu przedstawicieli francuskiej admiralicji, jeden taki okręt, pod dowództwem tak nietuzinkowego admirała jak słynny de la Gregua, wystarczyłby do zwyciężenia bitwy morskiej z całą flotą niewielkiego państwa. A jak było naprawdę?

    Na horyzoncie zamajaczyło kilka ciemnych punktów, bez omyłki zidentyfikowanych jako osmańska flota. De la Gregua rozpoznał wśród nich charakterystyczny flagowiec admirała Dalzima i zatarł ręce.

    - Sam początek wojny i patrzcie na kogo trafiam! – zaśmiał się głośno na samą myśl o swoim nemesis i jego flocie stojącej naprzeciw najpotężniejszego pancernika świata. - Czeka nas ciekawy dzień! CAŁA ZAŁOGA NA STANOWISKA! I przynieście mi jeszcze jednego hot doga, nie będę niszczyć tych tureckich bestii na głodnego.

    Jedno nie ulegało wątpliwości - świat już niedługo miał po raz pierwszy poznać prawdziwą siłę Galów.

    ==

    Czas na podjęcie decyzji do wtorku, 11 sierpnia, do godziny 23:59.
    Formularz dla graczy ENTENTY: https://forms.gle/Ca3QoxxpK8ULG9Ud6
    Formularz dla graczy TRÓJPRZYMIERZA: https://forms.gle/CMQQw3m7a3oJhiJK7
    pokaż całość

    źródło: 1531016634625.jpg

    •  

      @Gregua
      Flota Imperium Osmańskiego - Admirał Abi Dalzim

      Dalzim złożył lunetę i podrapał się po brodzie. Spodziewał się że tygodniami będzie bawił się w kotka i myszkę z okrętami Ententy zanim przystąpi do prawdziwej bitwy. A tymczasem właśnie przed nim majaczył pierwszy okręt. I to nie byle jaki okręt.
      - Miał wszystkie morza do wyboru i musiał pojawić się właśnie tutaj...

      Wśród syren alarmowych i pokrzykiwań marynarzy dobiegających ze wszystkich osmańskich statków na mostek kapitański wbiegł adiutant.
      - Jakie rozkazy panie admirale? Co robimy?
      - Zanim zaczniemy. Powiedz, mamy jeszcze w ładowni te europejskie flagi sygnałowe?
      - Chyba tak. Chcemy przekazać wrogowi jakąś wiadomość?
      Admirał uśmiechnął się.
      - Tak. Wywieś na olinowaniu te oznaczone Xray i Delta.
      - Przecież... przecież to nic nie znaczy.
      - De la Gregua zrozumie...

      pokaż spoiler XD
      pokaż całość

    •  

      @Zeroskilla: @Kroomka

      De la Gregua zobaczył sygnały wysyłane przez tureckich rybaków i rzucił wulgaryzmem
      - Merd!
      - Admirale - odezwał się podkomendny - czy to źle?
      - no mega źle, hot dog z francuska musztarda? Pogrzało Was, François? À co do flag to wywieście tą

      źródło: i1.wp.com

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    #wielkawojnafabularnie

    Jean-WyPierre Dalae

    Jean-WyPierre z dumą spojrzał na swoje najnowsze dzieło. Dla jednego był to całkiem znośny wiersz, dla drugiego piosenka, dla trzeciego grafomania. Generał artylerii wyjrzał przez okno, a jego oczom ukazały się tłumy zdenerwowanych Francuzów. Wszyscy szykowali się na wojnę. Sam Jean-WyPierre musiał wyruszać lada dzień. Wcześniej jednak zadbał o to, by stworzone wcześniej przezeń ulotki znalazły się w przeróżnych miejscach w mieście i trafiły do jak największej grupy obywateli. Nadszedł czas by zrobić to samo z wierszem "Na Armaty". Jean-WyPierre Dalae zawołał sługę i polecił mu udać się do drukarni, aby stworzyć jak najwięcej kopii poematu. Następnie zaś zostały one rozprowadzone we wszystkich możliwych zakątkach miasta, a wiele z nich trafiło nawet jeszcze dalej. Wkrótce można było usłyszeć śpiewanie pojedynczych zwrotek przez tłumy pijanych rekrutów, dla których były to ostatnie chwile spokojnego życia. pokaż całość

    źródło: 670331136703c4223991d76055a17658.jpg

  •  

    - Ile raportów!? - Oburzył się młody Hans patrząc na leżącą przed nim stertę teczek z aktami sojuszników lub osób potencjalnie zaangażowanych w nadciągający konflikt. - 15, 16, 17... - Odliczał na głos. - Ani mi się śni tego czytać!
    - A to nie jest twój obowiązek? - Z zawahaniem w głosie zapytał go porucznik przekazujący mu dokumenty.
    - Niby tak, ale nikt tego nie sprawdzi. - Wstał zza swojego biurka i ruszył w stronę drzwi. Otwierając je rzucił tylko do zesztywniałego posłańca. - Zbierz całą załogę, wypływamy jutro.
    Po czym bezceremonialnie opuścił pokój.

    #trojprzymierze
    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

  •  

    Wielka Brytania

    George stanął przy barierce okrętu, wyciągnął jeszcze nieodpakowaną paczkę papierosów i zaczął powoli kręcić nią w dłoni spoglądając na port.
    Ilość żołnierzy i sprzętu który była ładowana na okręty robiła imponujące wrażenie. Nawet na tak doświadczonym generale jak George. Ale w tej właśnie chwili był zajęty czymś zupełnie innym, wodził wzrokiem po żołnierzach szukając generalskich odznaczeń na mundurach. Nie mógł się doczekać na spotkanie z człowiek z którym został przydzielony do operacji o kryptonimie - BLOB.

    Usłyszał szybki i ciężki krok butów wojskowych, które uderzały dźwięcznie o pokład statku. Odwrócił się i wpadł w silny męski uścisk, który poderwał go do góry.

    - George! Tęskniłem Brachu! - wypowiedział wtulony mężczyzna

    Nie potrzebował dużo czasu by zorientować się kto to, ten miks zapachu alkoholu i curry poznałby wszędzie.

    - Henry! - odwzajemnił szczęśliwie uścisk

    - Co tutaj robisz? Myślałem, że nadal siedzisz w Azji. Dzisiaj rano dopiero co dotarł list od Ciebie. -zapytał zaskoczony

    - Rozkazy. Sam Jerzy kazał mi wracać jak najszybciej na wyspy. Szukali kolonistów twardych i doświadczonych.

    - Lepiej trafić nie mogli - poklepał Henry’ego po policzku - Zameldowałeś się już ?

    - Jeszcze nie.

    George chwycił za kark brata. I przechylił się w jego stronę.

    - Zaprowadzę Cię najpierw do sztabu. Znając Ciebie zwlekałbyś z tym do ostatniej chwili. - uśmiechnął się George.

    - Służbista. Jak zawsze. - wymamrotał Henry

    - Dobrze już dobrze, później skoczymy na piwo i opowiesz mi o tych koloniach w których byłeś - powiedział rozbawiony. - Cieszę się, że wróciłeś !

    Ruszyli razem w kierunku sztabu, Henry już opowiadał o swoich przygodach i kobietach które poznał, mocno gestykulując. George skorzystał z chwili i niepostrzeżenie wsunął paczkę papierosów do kurtki brata.

    #wielkawojnafabularnie @Lisaros
    pokaż całość

  •  

    "Pancernik "Galowie" pod dowództwem admirała Grega de la Gregua to świetny kunszt niemieckich inżynierów, przy wykorzystaniu polskich rąk do racy i chińskich części. Silnik diesel został przerobiony tak, by działał na tzw Magiczna miksturę tj 98 PB. Za każdym razem jak go tankują do pełna, to dostają gratis TIR hot dogów oraz kupon do Galak Pizzy. Najgorzej jak potem te dyplomaty kradną paliwo, bo sami nic nie potrafią zrobić...
    Jak Galowie strzelają to nie ma przebacz, sam Sykstus się przewraca w grobie. Admirał pochodzi z długiej linii francuskich de la Gregua i chętnie by kilka Tureckich głów osadził na maszcie. Tym bardziej, że dawno nie był na wakacjach na ciepłych wodach, a reumatyzm robi swoje.

    Na zdjęciu ujęto Galów na tle jednostek kajzerek
    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: cdn.discordapp.com

  •  

    #wielkawojnafabularnie

    Jean-WyPierre Dalae

    Do domu francuskiego generała zbliżał się specjalny wysłannik samego prezydenta. Napoleon Bonnatarte, bo tak się nazywał, zastanawiał się jakim człowiekiem okaże się młody generał, Jean-WyPierre Dalae. Słyszał o nim przeróżne historie, które uniemożliwiały jednoznaczną ocenę oficera, jednak można z nich było wyciągnąć jeden wniosek: Jean-WyPierre z pewnością był człowiekiem nietuzinkowym.

    Wchodząc do rezydencji Dalae'ów Napoleon został przyjęty przez służbę w sposób iście królewski:

    - Monsieur Bonnatarte, to dla nas zaszczyt. Proszę, oto wino i ser, z pewnością jest pan głodny. Mamy również świeżo upieczony Pain de campagne. Jest to ulubiony chleb pana Jean-WyPierre'a, możemy zapewnić, że przykłada on wielką wagę do tego, by pieczywo w jego domu było wyjątkowe.

    - Dziekuję. Nie czas to jednak i miejsce, choć doceniam waszą gościnność, prowadźcie proszę do generała. Mniemam, iż zastałem go w domu?

    - Oczywiście. Generał zaraz po tym jak usłyszał pierwsze wieści o wojnie zamknął się na piętrze, prosząc abyśmy mu nie przeszkadzali, gdyż będzie ciężko pracował.

    - To bardzo budująca postawa. Tym bardziej nie mogę się doczekać aż go spotkam.

    - Proszę za mną.

    Bonnatarte ruszył za sługą, ciągle rozmyślając o człowieku, którego miał za chwilę poznać. Wyglądało na to, że mimo różnych plotek, był to profesjonalista i prawdziwy patriota. Gdy inni ludzie słysząc o wojnie pochłaniali swoje zapasy win i starali się aż za bardzo cieszyć życiem, młody Dalae poświęcił się działaniu. Cóż takiego mogło zaabsorbować Jean-WyPierre'a? Czy było to przygotowywanie strategii? Czy pisanie mów mających za zadanie zmotywować swoich żołnierzy? Czy dokładna analiza sytuacji na kontynencie, ze szczególnym uwzględnieniem Francji i krajów z Nią sąsiadujących?

    Gdy Bonnatarte stanął przed drzwiami zauważył przybitą do nich naprędce kartkę z napisem "Sztab Generała Dalae". Sługa zapukał do drzwi, otworzył je i zapowiedział gościa, po czym wycofał się. Napoleon powoli wkroczył do pomieszczenia, rozglądając się uważnie.

    - Monsieur Bonnatarte, bardzo mi miło. Mam nadzieję, że służba przywitała pana jak należy? Jak smakował panu nasz chleb? Prawda, że w całym l'Hexagone nie znajdzie się przedniejszego pieczywa? Jest to jedna z moich pasji. Co ciekawe, słyszałem o tradycji wedle której ludzi podejmuje się... Chlebem i solą! Cóż to za biedne rejony, w których istnieje takie właśnie powitanie! Jak to jeść, gdzie jakiś apéritif? Barbarzyńcy, ot co! Mam nadzieję, że na froncie nie trafimy na właśnie takie osobliwości.

    Bonnatarte stał nieruchomo z zaskoczeniem obserwując młodego generała. Miał wrażenie, że Dalae rozminął się z powołaniem, gdyż taka gaduła mogłaby zrobić furorę na salonach. Dopiero po kilku chwilach Napoleon był w stanie uważnie przyjrzeć się Jean-WyPierre'owi i jego działaniom. Francuza otaczało mnóstwo kartek papieru, część poukładana na biurku, część leżąca na podłodze w nieładzie. Sam gospodarz wyposażony był w... farby, którymi w stanie silnego skupienia malował, by raz po raz zrzucać z biurka gotowe dzieła, sięgając po czyste arkusze. Bonnatarte podniósł jeden z gotowych produktów pracy Dalae'a. Na kartce widniał wizerunek trójgłowego psa, a każda z głów wymalowana była różnymi kolorami, będącymi barwami krajów wchodzących w skład trójprzymierza.

    - Cerberus. - przeczytał

    - O tak, to jeden z moich pierwszych pomysłów! Trzygłowy potwór będący symbolem trzygłowego... potwora! Podoba się, Monsieur Bonnatarte? Mam jeszcze inne wzory, a wszystkie moje ulotki mają na celu zachęcenie do walki przeciw trójprzymierzu, bądź po prostu przelewaniu krwi za naszą sprawę!

    - To bardzo... Orginalne, ale szczerze mówiąc spodziewałem się czegoś innego generale. Na przykład...

    - Wierszy? Wiem, to też szerokie pole do popisu! Zacząłem już nawet tworzyć jeden, ale na razie nie jest ukończony. Monsieur wybaczy, nie pokażę niedokończonego poematu, to przynosi pecha!

    - Myślałem że generał opracowuje jakieś plany, czy strategie...

    - Oh nie, na strategię przyjdzie czas. Na razie musimy korzystać z ostatnich chwil względnego spokoju. Nie jest łatwo malować czy pisać w samym środku walki... Tak mi się przynajmniej wydaje. Kiedy zajmiemy pozycje bojowe, wówczas będę tworzył odpowiednią strategię. Do rzeczy jednak. Ma pan dla mnie wiadomość?

    - Hmmm... tak, właściwie to oficjalne wezwanie do stawienia się w służbie ojczyzny. Generale Jean-WyPierre Dalae, został pan mianowany dowódcą liczącego dziesięć tysięcy żołnierzy oddziału artylerii. Liberté ou la mort!

    - Artyleria... - w oczach Jean-WyPierre'a pojawił się błysk, a generał chwycił za nową kartkę i z pasją począł malować.

    Po kilku minutach z dumą pokazał swoje dzieło gościowi, który tracąc nadzieje na zwycięstwo w Wielkiej Wojnie zdobył się na mocno wymuszone kiwnięcie głową i pomruk aprobaty.

    Na kartce wymalowana była ogromna armata wypuszczająca pocisk w kierunku państw trójprzymierza. Pod spodem widniał zaś wielki napis:

    "Hej! Kto Francuz na armaty!"
    pokaż całość

    źródło: USER_SCOPED_TEMP_DATA_orca-image-324810162.jpeg

  •  

    #trojprzymierze #wielkawojnafabularnie

    Lennard Jauchmaan

    Lennard stłumił ziewnięcie, narada dłużyła mu się okropnie. Już dawno przestali rozmawiać na tematy które go interesowały, a aktualnie debatowali nad produkcją bandaży - tak przynajmniej mu się wydawało.

    Znajdowali sie w jednej z sal zamku w Pszczynie, tymczasowej kwatery cesarza. Lennard jeszcze raz omiótł wzrokiem pokój szukając czegoś co pomoże mu zabić czas, bezskutecznie.
    - Scheiße, ileż można?!
    Z nudów zabrał się za licznie szklanych kryształków z których zbudowany był okazały żyrandol, przysłuchujący się rozprawie z sufitu.

    ***

    - Panowie, dziekuję za dziś. Możecie odejść. Słowa Cesarza wyrwały Lennard'a z półsnu w który wpadł kontemplując boazerię Niewiele myśląc, wstał i skierował się w stronę drzwi, chcąc jak najszybciej opuścić ten cholerny pokój.

    - Jauchmaan, proszę zostań jeszcze chwilę.
    - ...
    Lennard nie miał wyboru, tym razem był jednak szczerze ciekaw czego chce od niego Cesarz... i dlaczego nie poruszył tej sprawy przy wszystkich.

    - Mam dla ciebie zadanie, widzę jak się tu męczysz. Pewnie nie możesz doczekać się akcji, prawda? - zaczął władca, gdy tylko ostatni minister opuścił salę narad.
    Lennard przestąpił z nogi na nogę, nie był pewien czy Cesarz podziela jego interpretację słowa "akcja", wiedział jednak, że nie będzie mógł odmówić zadaniu.
    - Jestem do Pańskiej dyspozycji.
    - Wyśmienicie! Przejdę od razu do rzeczy, razem z Sułtanem podjęliśmy decyzję stworzenia eksperymentalnej jednostki, chcemy żeby należały do niej siły z obu stron. Ma udowodnić, że potrafimy ze sobą współpracować.
    Lennard skrzywił się, nie chciał brać udziału w misji pod publikę, nie uśmiechało mu się też łączyć sił z innymi oddziałami piechoty, ograniczałoby to jego styl prowadzenia bitew.
    Część z tych niewypowiedzianych obaw musiała pojawić się na jego twarzy, bo cesarz szybko dodał:
    - Sułtan oddelegował w tym celu kilka swoich okrętów i zaufanego admirała. Mnie zostało znaleźć generała, który nie boi się wyzwań.
    Lennard zamilkł zaskoczony, jednostka złożona z piechoty i pancerników? śmiały plan. Zaczął już domyślać się swojej roli.
    - Jutro wyruszysz, masz spotkać się z okrętami admirała Abi-Dalzim. W kwestii dalszych działań daję ci wolną rękę.
    Lennard uśmiechnął się słysząc to nazwisko.
    Może jednak nie będzie tak nudno?

    @Zeroskilla
    pokaż całość

    •  

      Tymczasem gdzieś na Morzu Czarnym

      Admirał Abi Dalzim wpatrywał się pustym wzrokiem w list z rozkazami od Wielkiego Sułtana. Nie mógł uwierzyć że w pierwszych dniach wojny bardziej będzie bał się swoich sojuszników niż wrogów.

      - Panie admirale, przecież nie może być tak źle jak to pan opisuje. Ci niemieccy żołnierze...
      - Powiedz mi - Abi Dalzim nagle ocknął się i przerwał swojemu adiutantowi - Jakich znasz najzacieklejszych żołnierzy na świecie?
      Pomocnik admirała zastanowił się chwilę drapiąc po brodzie.
      - Gurkhowie z Nepalu? Wydają się całkiem bitni...
      Dalzim tylko machnął ręką zniesmaczony.
      - Gurkhowie to jak dzieci w porównaniu z Marinesoldaten. Gurkhowie przynajmniej potrafią przyznać się że przegrali bitwę. A te diabły morskie... niepotrafią się poddać. Walczą do ostatneigo tchu a w chwili swojej śmierci rzucą się jeszcze z zębami do twojego gardła. Ja nie wiem co Jauchmaan dosypuje im do jedzenia...
      pokaż całość

  •  

    Dziennik Generała Nikolaya Roshatserkova
    Wpis pierwszy

    Generał, jak to brzmi. Nie wiem czy kiedykolwiek bym o tym pomyślał, moi rodzice również. Babka Sara to się chyba w grobie przewraca, świeć Panie nad jej duszą. Całe życie dziadkowie, rodzice poświęcili żeby wprowadzić ich oczko w głowie na salony, a tu co? Matuszka Rosijka ma inne plany dla ciebie. Bla bla bla. Gdybym chciał dowodzić bandą idiotów słuchających jakichś skłóconych dowódców, albo lizodupów to robił bym to, ale to jest poniżej mojej godności. No ale ten ch.. albo nie będę pisać, bo jeszcze znajdą mój dziennik.

    Tak czy tak, całe życie rodziców i dziadków, kursy w kraju i zagranicą jak krew w piach. Cała sztuka fortelu i manipulacji do wyrzucenia. Bo Minister musiał swoim przydupasom zapewnić ładne miejsce przy stole, a tych co się nadają to w błoto! Niech się użerają z wojskowymi.

    No dobra, to nie ich wina że są tutaj gdzie są. Zwyczajnie nie wstawali wcześnie rano i nie wkładali w swoją pracę wystarczająco dużo wysiłku. Ja wstawałem i wkładałem. I co z tego mam?

    Ech. Życie dyplomaty. Zagraniczne wyjazdy. Ludzie kultury. Ciekawe osobistości. Piękne kobiety. To było coś. Już na samych kursach można było poznać śmietankę tego zawodu. Ciekawe czy ta długowłosa i długonoga z kursu na Wyspach mnie pamięta. Pewnie nie, bo ją tylko obserwowałem ukradkiem. No ale głupia nie była to może może.

    Dobra, kończę ten wpis, bo muszę zobaczyć czym w ogóle będziemy walczyć.

    Родина-мать зовёт

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: 1280px-60_pounder_Cape_Helles_June_1915.jpg

  •  

    #wielkawojnafabularnie #perypetiegerardadistraita

    Z salonu dobiegały przytłumione dźwięki fortepianu, należącego (jak i zresztą cały dworek) do ojca Brigitte. Gerard ostrożnie otworzył drzwi, starając się wejść niepostrzeżenie do pomieszczenia, jednak stara zdobiona klamka postanowiła zaznaczyć swoje nieożywione istnienie jeżącym włosy na głowie szczękiem. Brigitte uniosła głowę znad partytur i uśmiechnęła się do wchodzącego mężczyzny, nie przerywając gry. Gerard starając się zachować resztki dystynkcji zbliżył się do młodziutkiej kobiety z uwagą obserwując ruchy jej palców po klawiszach.

    - To Chopin?

    Dziewczyna zaśmiała się i pokręciła głową z niedowierzaniem.

    - No to nie wiem... - w jego głosie słychać było rezygnację.
    - Znasz jeszcze jakiegoś kompozytora poza Chopinem? - zachichotała
    - Ale to przecież jest polonez... chyba.
    - No jest - odparła, starając się zachować powagę na twarzy.
    - To dlaczego próbujesz mnie po raz kolejny wystrychnąć na dudka? - oburzył się Gerard.

    Brigitte zlustrowała mężczyznę od stóp do głów. Mimo niezbyt prostej postury do twarzy mu było w nowoczesnym mundurze. Przerwała grę i wstała, aby dotknąć jego marynarki. Gerard znieruchomiał i uważnie obserwował każdy delikatny gest dziewczyny.

    - Francuski generał, który wsławił się w tłumieniu powstania Murzynów w Afryce, otrzymał dziesiątki medali których nazw nie jestem w stanie nawet wymienić...
    - ...
    - ... drży na widok osiemnastoletniej kobiety, która nie rozróżnia karabinu od muszkietu.
    - Ja...
    - Przyszedłeś mi coś powiedzieć?
    - Będzie wojna i ja... potrzebują mnie tam.

    Brigitte parsknęła z powodu sposobu w jaki Gerard to powiedział, ale chwilę później zamilkła. Odeszła od niego i skierowała się w stronę zdobionej, drewnianej komody.

    - Kiedy wyruszasz? - zapytała, wciąż zwrócona do niego plecami.
    - Dziś w nocy.

    Zza jej pleców Gerard usłyszał westchnięcie.
    - Jak długo cię nie będzie?
    - Dowództwo ma plan zakończyć działania wojenne po sześciu miesiącach. Potem niech się martwią dyplomaci.
    - Mój ojciec mówił, że mamy małe szanse na wygraną.
    - Brigitte ja... wiesz, że z twoim ojcem mamy... inne zdanie. Na WIELE spraw, nie tylko polityki - dodał pośpiesznie.

    Brigitte zamknęła szkatułkę, odwróciła się od komody i wolnym krokiem skierowała się w stronę generała, ściskając mocno niewielki przedmiot w dłoniach. Powoli zaczęła rozpinać marynarkę Gerarda i wsunęła dłoń w jej wewnętrzną stronę. Gerard szybko nabrał powietrza, wydając z siebie cichy świst. Brigitte uśmiechnęła się, odchyliła wewnętrzną kieszeń i przypięła w niej niewielką broszkę.

    - Zamówiłam ją niedawno u złotnika, ale chciałam ją założyć na inną okazję. Niech ci o mnie przypomina w zimne noce.

    Gerard chwycił między palce przypiętą broszkę. Na mlecznym półszlachetnym kamieniu złotymi literami wygrawerowane były dwie litery - B i G. Mężczyzna ścisnął ją w dłoni i skinieniem głowy podziękował dziewczynie.

    - Będę o tobie pamiętał, piękna - wydusił z siebie, zastanawiając się, czy nie powiedział o jedno słowo za dużo.
    - Mamy kilka godzin do twojego wyjazdu prawda?
    - Ale... - zaczął Gerard

    Brigitte podniosła palec wskazujący i przyłożyła go do ust generała. Patrząc mu prosto w oczy wsunęła swoją drobną dłoń do rękawa jego marynarki i powoli zaczęła ją zsuwać z jego ramion. Oddech Distraita przyśpieszył.

    pokaż spoiler || Brigitte odchyliła głowę na bok i uśmiechnęła się do mężczyzny. Jej druga dłoń wędrowała teraz po jego szyi, palcami szukając włosów na jego głowie i powoli się w nie wsuwając. Zbliżyła swoje usta do jego twarzy i zatrzymała się od niej na milimetry. Z uwagą oglądała jego mimowolnie pulsującą skroń i formującą się powoli kroplę potu. Pocałowała delikatnie kącik jego ust, chwytając teraz jego guzik w kołnierzu. Zasypała go drobnymi pocałunkami mocując się z jego koszulą przy całkowitym braku pomocy ze strony mężczyzny. Gerard był sztywny jak kłoda, stojąc na baczność jak na apelu i nie do końca wiedząc, co powinien teraz zrobić. Kiedy Brigitte rozchełstała jego koszulę i osłoniła fragment owłosionego torsu, delikatne pocałunki przerodziły się w namiętne, połączone z powolnym przemieszczaniem się w stronę stojącej przy ścianie kozetki. Gerard odczuł ulgę, gdy na niej usiadł. Jego kolana lada moment odmówiłyby mu posłuszeństwa. Brigitte wyciągnęła dwie wsuwki z włosów i rzuciła je na podłogę, wypełniając na krótko pomieszczenie wysokim brząknięciem metalu o marmur. Odsunęła swoją twarz od Gerarda, aby pozwolić mu zaczerpnąć trochę powietrza. Mężczyzna był cały czerwony z podniecenia, ciężko dyszał i jakby oczekiwał na instrukcje od swojej kochanki. Ta odwróciła się do niego plecami i gestem wskazała na wiązanie gorsetu. Gerard pośpiesznie rzucił się do rozplątania skórzanych rzemieni, ale ręce trzęsły mu się tak bardzo, że proste zadanie stało się w tej konkretnej chwili niewykonalne. Po minucie Brigitte lekko westchnęła, obróciła się z powrotem w stronę generała i usiadła na jego mdlejących kolanach. Chwyciła nadgarstki Gerarda i skierowała jego dłonie na swoje uwięzione w gorsecie piersi, po czym chwyciła klamrę jego pasa. Jej rozpięcie poszło jej szybko i sprawnie. Jej dłoń na moment powędrowała pod suknię, a po chwili wróciła do bielizny mężczyzny. Jej ramię po natrafieniu na przedmiot poszukiwań drgnęło, uśmiechnęła się lekko i ponownie przysunęła swoje usta do jego, namiętnie wyrażając swoje zamiary. ||


    Trzask otwieranych wrót wejściowych do domu poderwał z kozetki zarówno Brigitte jak i Gerarda. Dziewczyna doskoczyła do niedbale rzuconych wsuwek i błyskawicznie zaczęła poprawiać niesforne loki. Generał odzyskując władzę w rękach z iście żołnierską szybkością i precyzją zapiął spodnie, koszulę i założył rzuconą na marmurową posadzkę marynarkę. Gdy ojciec dziewczyny wszedł do salonu, oboje patrzyli na siebie z uśmiechem zachowując przy tym elegancki dystans.

    * * *

    - Panie Generale, wierzę że doprowadzi pan Francję do zwycięstwa w tej durnej wojnie.
    - Zrobię wszystko co w mojej mocy!

    W normalnych warunkach Distrait nie pozwoliłby zwykłemu kupcowi pouczać go w sprawach, którym poświęcił większość swojego życia, jednak teraz czego najbardziej pragnął, to ulotnić się z pola widzenia mężczyzny, którego oddech córki na jego twarzy będzie mu się śnił przed najbliższy tydzień.

    Podczas oficjalnego pożegnania generał ukłonił się, całując w dłoń Brigitte. Ta, gdy tylko puścił jej rękę, uścisnęła mężczyznę, tuląc się w jego silnych ramionach.

    - Proszę wróć cały i zdrowy - wyszeptała - będę na ciebie czekała.
    - Zaskoczyłaś mnie dzisiaj - odparł cicho Gerard - do tej pory myślałem, że chcesz z tym poczekać do ślubu...
    - Pomyślałam, że być może widzę cię po raz ostatni - jej głos zadrżał. - Nie chciałam też, żebyś zginął nie będąc nigdy... no wiesz... z nikim, z żadną kobietą.
    - Mam dopiero dwadzieścia siedem lat, nie śpieszy mi się - powiedział szybko mężczyzna, choć sam nie wierzył w swoje słowa. - Wrócę niedługo i przywiozę ci coś ładnego z Wiednia.

    Brigitte ucałowała go w policzek i uwolniła z uścisku. Gerard ukłonił się jej ojcu, który wprawdzie odwzajemnił gest, ale jego lewa brew poszła niebezpiecznie wysoko do góry. Generał odwiązał konia z postronka i ruszył galopem w stronę Paryża, w głowie mając cały czas tylko jedno wspomnienie.

    Jej zapach i oddech na swojej twarzy
    pokaż całość

    źródło: secureservercdn.net

  •  

    Scheiße, uszczelka untem głowica wa kaputt desu...

    Aiko wytoczyła się na leżance spod buczącej machiny i wytarła ręce w podaną przez młodego, wąsatego inżyniera szmatę. Wstała i podeszła do wielkiego, długiego na dwadzieścia metrów regału, zajmującego całą wschodnią ścianę budynku. Podniosła z wysiłkiem drabinę i przesunęła ją o kilka kroków na lewo po czym wgramoliła się na nią, z trudem poruszając nogami po szczeblach. Kiedy jej głowa już niemal dotykała sufitu, włożyła okulary na nos i zaczęła grzebać w wielkiej drewnianej skrzyni z napisem "DICHTUNGEN". Kiedy po minucie zlazła w końcu z rozchybotanej drabiny na betonową podłogę, trzymała w triumfalnie wyciągniętej dłoni dużą, płaską uszczelkę.

    Z pomocą młodzieńca wsunęła się pod maszynę jeszcze szybciej niż się wysunęła i wróciła do pracy. Wzięła podany przez praktykanta zardzewiały bagnet, klnąc na ostatnie cięcia w cesarskim budżecie dla techników. Podważyła z całej siły starą uszczelkę, aż ta nie puściła i poleciała w kawałkach na trzy metry pod ścianę. Twarz Aiko wraz z okularami została zalana mieszaniną glikolu z olejem silnikowym. Wypluła brunatny płyn z ust po czym na oślep wyciągnęła rękę po szmatę. Praktykant tylko na to czekał, siedząc w kuckach też przed urządzeniem.

    – Czasami potrafisz się na coś przydać, Tobias – puściła mu oczko, wycierając twarz.
    D-danke schön, proszę Pani – powiedział łamliwym głosem młodzieniec, czerwieniąc się.

    Po złożeniu całego podzespołu, Aiko wyszła ponownie spod maszyny i przeciągnęła się. Jej rozchełstana koszula cała była w brązowych i czarnych niczym smoła plamach. Twarz i szyję miała ciemną od rozmazanego przez siebie smaru. Podeszła do biurka i wzięła sporządzoną przez siebie listę.

    – Temperatura płynu chłodzącego?
    In der Norm – odpowiedział trochę za głośno praktykant, a techniczka odznaczyła ołówkiem pole na liście.
    – Obudowa wewnętrznej komory nieuszkodzona?
    Ja.
    – Silnik?
    Fertig!
    – Odpalaj!

    Praktykant przekręcił kluczyk na panelu kontrolnym maszyny i przełączył kilka guzików po czym cała machineria zaczęła niemiłosiernie głośno pracować. Rura odprowadzająca spaliny była na tyle nieszczelna, że róg pokoju, w którym stała maszyna, po kilku chwilach pełen był dymu i trzeba było otworzyć wszystkie okna w tej części garażu.

    – Włączyć obieg wody! – ryczała Aiko, starając się przekrzyczeć hałas wytwarzany przez stary silnik diesla.

    Tobias przekręcił kolejny kluczyk i pompa zaczęła przelewać wodę do głównej komory urządzenia. Przezroczyste wężyki wypięły się i usztywniły nieco, kiedy wypełniła je ciecz. Po kilkunastu minutach maszyneria została wyłączona, a Aiko otworzyła pokrywę głównej komory. Oglądała uważnie w rękach zmięte spodnie i cmokała z niezadowoleniem.

    – Trzeba będzie jeszcze to dopracować.
    – W ogóle co to jest? Pralka?
    – To nie jest byle jaka pralka! – obruszyła się Japonka posyłając Tobiasowi groźne spojrzenie – to Die Dieselwaschmaschine!
    – No dobrze, ale czemu akurat używa silnika diesla, a nie na przykład elektryczności z sieci?
    – A nie wiem, tak mnie jakoś naszło – wzruszyła ramionami i wrzuciła spodnie z powrotem do bębna – Czeka nas długa noc. Podaj mi płaską szesnastkę i dziesiątkę, widzę co tu jest do poprawienia.

    #wielkawojnafabularnie
    #trojprzymierze
    pokaż całość

    GIF

    źródło: gifgif.gif (947KB)

  •  

    Janusz Koran-Mekka, rok 1914, Stambuł

    -Janusz, będziesz miał szansę udowodnić swoją wartość, wojna zbliża się wielkimi krokami i będziesz musiał
    poszukać sojuszników, jako świeżo upieczony dyplomata będzie to idealny sprawdzian.
    -O-O-Oczywiście, gdy ludzie usłyszą że za Hitlera, naszego sojusznika, są mniejsze podatki, ludzi na pewno się zgodzą
    wesprzeć naszą sprawę.
    -Tylko nie rób nic głupiego, to jest wojna i każda decyzja może zaważyć o naszej klęsce.
    -Udało mi się dowiedzieć że Włosi mają potężne zaplecze militarne, postaram się o audiencje u ichniejszego przywódcy.
    -Świetny pomysł, idź ale pamiętaj że... czekaj, czy ty masz keczup za pazuchą?
    -Nie. Rozgląda się nerwowo chcąc ukryć wystający słoik z cieczą To na wypadek jak bym zgłodniał.
    -Eh, Januszku ty mój, nigdy nie umiałeś kłamać, nie wiem jak ci się udało zostać tym ambasadorem ale musisz mieć jakieś
    inne zalety a teraz idź, rób co do ciebie należy.
    -T-T-Tak jest!!!

    #wielkawojnafabularnie #trojprzymierze
    pokaż całość

  •  

    Sir Edward Gray - 56 letni wicehrabia, były posiadacz ziemski, rolnik, miłośnik Sherlocka Holmesa oraz hobbystyczny wynalazca. Część z tych przymiotów wynikała z pochodzenia, a część z sytuacji ekonomicznej Sir Edwarda którą to można określić jako ‘interesującą’ oraz ‘wydał cały majątek na głupoty’.

    Wicehrabia wyszedł z namiotu i przeciągnął się. Był w wyśmienitym humorze.
    - Humphrey, za mną! - Wysoki chłopiec z teczką papierów podskoczył i popędził za wicehrabią.
    Sir Edward stacjonował w [REDACTED] na wschód od [REDACTED]. Piękne zielone wzgórza otaczały pułk inżynierów polowych pod jego dowództwem. Zbudowali tu kantynę, warsztaty i poligon testowy. Na głównym placu był nawet ratusz z zegarem, więc całość wyglądała jak małe miasteczko. No może oprócz pokracznych wynalazków które upstrzyły poligon i drogę do najbliższej wioski. Edward zatrzymał się obok tego który wyglądał jak traktor z doczepionymi stalowymi płytami.

    - To co młody? Może mała jazda testowa? - Wsiedli do maszyny, odpalili ją za pierwszym razem (ku niemałemu zdziwieniu Humphreya) i pognali w górę wzgórza do pobliskiej wioski. Pojazd toczył się w równym tempie pod górę i głośnym pyr pyr pyr. Aż w końcu stanął. W tym samym miejscu co wczoraj.

    - Zbyt stromo. Za mało mocy… Dobra wyskakuj młody. Ja sprowadzę maszynę na dół. Pamiętaj świeża śmietanka, masło, 10 jajek i spytaj czy zawitał sprzedawca cygar. - uśmiechnął się rubasznie. - Rozchmurz się chłopcze! Wojna to piękna sprawa! Świetna okazja żeby spotkać starych znajomych! Niedługo zawitają tu światowej klasy umysły! Nawet z Japonii!

    Humphrey zostaje sam, bez konia i zakupami do zrobienia, mimo tego że w [REDACTED] jest cała jednostka zaopatrzeniowa

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: Sir_Edward_Gray.jpg

  •  

    Korespondencja pomiędzy generałem Michaiłem Staszkovem i jego Ojcem - Ministrem Wojny Cesarstwa Rosyjskiego

    Tato! Jeszcze tu nie jestem miesiąc, a już wszystko wyrozumiem,
    Miasto - owszem, ale na pejzażach ładniej wyglądało -
    Każą tutaj rozkazywać, a rozkazywać przecież umiem
    Więc mnie niczym nie zastraszy to dowodzenie Armią całe!

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

  •  

    Lodewijk wyszedł z hangaru, w którym spędzał większość wolnego czasu. Został zbudowany przed czterema laty, ale już został nadgryziony zębem czasu. Rozejrzał się po okolicy. Wokół krzątali się żołnierze którzy akurat mieli wolne, pozostali na poligonie ćwiczyli celowanie- huk dział co kilka sekund wywoływał drżenie. Zdziwił się mocno widząc biegnącego adiutanta- był jego adiutantem jeszcze w wojskach kolonialnych w dalekiej Batawii.
    Ach Batawia- Lodewijk czasami wracał myślami do tej krainy która była odpowiedzialna za jego najlepsze wspomnienia. Aby sobie ją przypomnieć czytywał dzieła Josepha Conrada i śledził dział kolonialny w gazetach.
    -Panie Generale!- Zameldował po dobiegnięciu- pilna depesza z Berlina!
    -Już, już, spokojnie- odpowiedział generał czytając wiadomość. Jego umysł momentalnie został wyrwany ze wspomnień a twarz stężała.
    -Zbierz wszystkich żołnierzy przed sztabem! Mają 15 minut na zbiórkę. Przerwij ćwiczenia!
    -Tak jest!

    ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    -Zebraliśmy się tutaj żeby pogadać o interesach. XX wiek to dobry czas na legalne konflikty zbrojne. Nie jest dobrze. Nie jest też źle. Można powiedzieć że jest średnio
    -Czyli zajebiście?- wyrwało się kanonierowi z pierwszego szeregu
    -Dokładnie. Jako że zapisaliście się dobrowolnie na program treningowy "z konfliktem zbrojnym na Ty". Będziemy celować, strzelać i zabijać żeby każdy miał szanse żyć po wojnie. Zapraszam do mobilizacji.

    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Po godzinie odebrał meldunek o stanie mobilizacji i zapisał w pamiętniku że liczy na to że w święta pojawi się w Batawii.

    #wielkawojnafabularnie #trojprzymierze
    pokaż całość

  •  

    #wielkawojnafabularnie

    Jean-WyPierre Dalae

    Jean-WyPierre Dalae jest wąsatym i stosunkowo młodym, jak na zajmowaną w armii pozycję Francuzem. Dzięki wpływom
    ojca, który piastował w wojsku wysokie stanowisko, Jean-WyPierre ukończył elitarną akademię wojskową École spéciale militaire de Saint-Cyr.

    Już od najmłodszych lat Dalae odznaczał się zamiłowaniem do natury, zachwycając się pięknem otaczającego go świata. W amatorski sposób trudnił się malarstwem, niestety jednak nie dane mu było rozwijanie tej pasji, gdyż ojciec widział w nim kolejnego wojskowego w rodzie Dalaeów. Nie zgodził się on na posłanie syna do szkoły artystycznej, argumentując, że zniósł już wystarczająco dużo dziwnych zachowań potomka, ze zmianą imienia na czele. Początkowo bowiem Jean-WyPierre nazywał się tak jak wielu Francuzów – Jean-Pierre. Nie mógł się jednak pogodzić z tym, że nosi takie samo imię, jak otaczający go, nierzadko pochodzący z niższych warstw społecznych, rówieśnicy. Udało mu się wyprosić u rodziców zmianę na Jean-WyPierre. Dlaczego akurat tak? Nie do końca wiadomo, złośliwi przypuszczają, że on sam nie wie dlaczego wybrał właśnie taką modyfikację w swoim imieniu.

    Czy Jean-WyPierre Dalae jest najmłodszym oficerem we francuskiej armii? Bardzo prawdopodobne. Z pewnością jest najbardziej nietypowym. Jego dziwactwa często są obiektem żartów wśród innych wojskowych, jednak nikt nie może odmówić mu profesjonalizmu i umiejętności. Wspomnianą Akademię Wojskową ukończył z wyróżnieniem i okrzyknięty został nadzieją francuskiej armii. Niestety wybuch Wielkiej Wojny może pokrzyżować plany na odmienienie wizerunku wojska w L’hexagone, jako że teraz najbardziej przydadzą się przede wszystkim generałowie, który potrafią walczyć, niekoniecznie zaś ci, którzy mają głowę pełną (często zwariowanych) pomysłów.

    Jedno jest pewne, Jean-WyPierre Dalae zapisze się na kartach historii. Pytanie tylko czy świat zapamięta go z bycia świetnym dowódcą, czy niespełnionym akwarelistą.
    pokaż całość

    źródło: 117120011_2571568196488603_8099516794022671094_n.jpg

  •  

    #wielkawojnafabularnie
    #trojprzymierze

    Wiara i Węgiel

    Ten wieczór w Kolonii był dość chłodny, aczkolwiek pogodny. Na rozległym tarasie pałacu arcybiskupiego, znajdującego się tuż przy korycie Renu, znajdował się tylko mały stoliczek oraz fotel bujany, a w fotelu tym siedział odziany w purpurę dostojnik kościelny, jednak wciąż z młodzieńczym wyrazem twarzy. Notabl ten powoli bujał się, to w przód, to w tył, spoglądając na swój kieszonkowy, pozłacany zegarek.

    - 19:11 i 12 sekund, 19:11 i 17 sekund - powtarzał cały czas w pod nosem
    - Ekscelencjo - z wnętrza budynku na środek tarasu wysunął się sługa - chciałem zakomunikować, że dziecko czeka już w holu pałacu.
    - Dziecko? Jakie dziecko? - arcybiskup był wyraźnie zdziwiony - Mam nadzieję Wojtyła, że nie chodzi o to, no wiesz...
    - Tak, chodzi o ru... - Wojtyła chciał dokończyć, jednak dostojnik ruchem dłoni wyraźnie pokazał, żeby tego nie robił.
    - Posłuchaj mnie uważnie Wojtyła - zdziwienie zamieniło się w gniew - bo nie będę się powtarzał. Dopóki ja, Ernest von Zurichskich, coś znaczę w tutejszym kościele, to nie będzie żadnego, nooo... ten tego... I tam w dziecko wtedy wchodzi... DOBRZE WIESZ O CO CHODZI! NIE BĘDZIE TAKIEGO CZEGOŚ W MOJEJ DIECEZJI!
    - Ależ jaśnie arcybiskupie, toż to tradycja...
    - Gdzieś mam taką tradycje! Z dzieckiem można się bawić, ale bawić się dzieckiem już nie można. A teraz Wojtyła, oddaj tego malucha, co go umieściłeś w holu, jego rodzicom.
    - Ale to dziecko nie ma rodziców, ekscelencjo, zgarnęliśmy je z ulicy.
    - To je oddajcie do zakonu, albo do ochronki, i nie zawracaj mi już głowy - rozkazał wzburzony arcybiskup. Wojtyła natychmiast wykonał polecenie i ulotnił się z tarasu.

    Von Zurichskich wrócił do bujania się na fotelu, i sprawdzania swojego zegarka kieszonkowego.

    - 19:19 i 7 sekund, ach, zaraz tu powinien być! - zakrzyknowszy w myślach, Ernest wyciągnął spod stoliczka butelka rieslinga i kryształowy kieliszek na wino. Następnie nalał sobie ulubionego trunku i obserwował...

    Potężne koła nieubłaganie toczyły się po szynach, wielkie buchy pary wzbijały się w niebo, dziecko niemieckiej myśli kolejarskiej, lokomotywa T2173, linia Saarbrücken - Brema, jak co tydzień, dokładnie o 19:20 przejeżdżała przez most kolejowy nad Renem. Większość mieszkańców w ogóle nie zwracała na niego uwagi, niektórzy byli podirytowani hukiem, jaki tworzyła lokomotywa, ale była też jedna osoba, która właśnie raczyła się ulubionym winem, patrząc z podziwem na żelaznego molocha, na dowód niemieckiej potęgi.

    - Jest w pytę - pomyślał Ernest, obserwując ten cały industrialny spektakl, po czym nalał sobie kolejny kieliszek.
    pokaż całość

    źródło: fb953e75f62b6dd51e83d972aad5a85d.jpg

  •  

    Tura 0 #wielkawojnafabularnie

    Zazwyczaj samo pojawienie się Króla Jerzego w londyńskim Sztabie Generalnym wystarczyło, aby darzący go ogromnym szacunkiem pracownicy sami schodzili mu z drogi. Dzisiaj było jednak kompletnie inaczej i monarcha musiał wręcz przeciskać się pomiędzy zabieganymi wojskowymi i przedstawicielami wywiadu. Z gwaru wyłapywał pojedyncze zdania:

    - Ci przeklęci Austriacy!
    - Jeśli to prawda, to szykuje się największa wojna od... hm, 1870?
    - No nie, przecież była jeszcze ta rosyjsko-japońs- - oficer wykłócający się o historię europejskich wojen o mało co nie wpadł na króla. Zatrzymał się tuż przed nim, szybko ukłonił, i znowu ruszył w swoją stronę.
    - Od razu mówiłem. Powinniśmy ich zniszczyć już dawno!

    Władca dotarł nareszcie do pokoju narad, gdzie sam Minister Wojny w kilku krótkich zdaniach streścił sytuację:

    - Królu, przed momentem wywiad poinformował nas, że Prusowie rozpoczęli już mobilizację. Podobnie Rosjanie. Nie możemy zwlekać ani chwili dłużej. Czas podjąć decyzję, gdzie wysyłamy wojska. Jeśli w ogóle.

    Pochylając się nad wielką mapą Europy rozłożoną na stole londyńskiego sztabu, król zastanawiał się, czy tak samo wyglądało to teraz w Paryżu, Petersburgu czy Berlinie. A może tam plany były przygotowane już dawno?

    ==
    Dobra wiadomość - to już ostatni wpis przygotowawczy przed właściwym początkiem gry planowanym na niedzielę. Dziś proszę żołnierzy i techników o zadeklarowanie swojej pozycji na początek gry. Dyplomaci z racji zdolności swojej klasy, oraz ci którzy wysyłali mi koordynaty na PW lub discordzie, nie muszą tego robić. Chyba że chcą sprawdzić, czy jeszcze pamiętają swoje kody ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Przypominam, że

    Generał musi rozpocząć grę na hexie należącym do jednego z czterech krajów w sojuszu (Dowolnego, choć fabularnie oczywiście najlepiej zaczynać w kraju, z którego pochodzi dana postać) lub w kontrolowanej kolonii (o nich więcej za chwilę), zaś Admirał musi rozpocząć grę na morzu, nie dalej niż 2 hexy od lądu kontrolowanego przez jeden z krajów w sojuszu, bądź u wybrzeży kolonialnych. Technik rozpoczyna grę na hexie należącym do jednego z czterech krajów w sojuszu.

    Jeżeli zapomniałeś kodu, skontaktuj się ze mną na PW.
    https://forms.gle/kcth17X3rQH9efP19
    Czas do soboty, 8 sierpnia, do godziny 23:59.

    Mapa Europy
    Mapa kolonii
    pokaż całość

    źródło: t0.PNG

  •  

    #wielkawojnafabularnie (tag gry) #trojprzymierze
    Abi-Dalzim - admirał Imperium Osmańskiego

    MIEJSCE: Imperialna stocznia niedaleko Stambułu.
    MISJA: ŚCIŚLE TAJNE... no dobra, powiem tylko tyle że Ententa się jeszcze zdziwi.

    Admirał Abi Dalzim ściągnął lejce każąc zatrzymać się swojemu wierzchowcowi i uniósł rękę rozkazując to samo jadącym za nim żołnierzom. Ze wzgórza na którym się znajdowali miał doskonały widok na stocznię rozciągającą się w dole zatoki. Skinął ręką na swojego adiutanta by ten zbliżył się do niego i podał mu lunetę.

    - Nasze pancerniki nareszcie zbudowane! Wyglądają co prawda brzydko jak jasna cholera... - ocenił manipuląc lunetą - No ale najważniejsze że pływają.
    - Właśnie o tym chciałem z admirałem całą drogę porozmawiać... - zaczął niepewnie adiutant przełykając ślinę - Powiem tak. Dobra wiadomość jest taka że rzeczywiście je zbudowano. Jest jeszcze druga... zła wiadomość o której nie mówiłem.
    - Jaka? - zdziwił się admirał.
    - Nie działają.
    - Co!?
    Adiutant podniósł dłonie i rozłożył palce jakby trzymał w nich niewidzialną piłkę.
    - To znaczy niby działają... aleee nie do końca. Mieliśmy pewnie problemy techniczne.
    Dalzim westchnął rozmasowując dłonią czoło.
    - Nieważne. Pokażcie mi je z bliska. Może z tego gówna ukręcimy jeszcze bat! - zakrzyknął a żołnierze odpowiedzieli mu śmiechem. Wiele mogli powiedzieć o swoim dowódcy ale nie to, że trzymał się protokołów wojskowych i dyplomatycznych.

    -----------------------------

    - I mówisz że to nasi sprzymierzeni inżynierowie i spawacze z Prus tak spartaczyli tą robotę? - zapytał Dalzim oglądając pancernik z bliska.
    - Dokładnie to inżynierowie z Pomorza Tylnego.
    - Czyli Polacy? - zaśmiał się szczerze admirał - Słyszałem że sabotują co się da. Niestety musiało paść na nas.
    Dalizm ocenił jeszcze raz krzywe spawy na blachach swojego okrętu i spojrzał na adiutanta.
    - Skoro oględziny i odbiór statku mamy już za sobą, to zobaczmy co przygotował dla nas Sułtan.
    Dalzim wyciągnął z kieszeni kurtki kopertę z rozkazami i złamał znajdującą się na niej pieczęć. Przebiegł szybko oczami po kartce, momentalnie popladł i przytrzymując się ściany usiadł na zwoju lin obok. Odrzucił list na ziemię.
    - Admirale? Coś się stało? - zaniepokojony adiutant podbiegł do niego i chwycił dokument a potem zaczął czytać.
    - "Z rozkazu Wielkiego Sułtana, bla bla bla tytuły... rozkazuje co następuje. Wypłynąć jak najszybciej z portu w Stambule i połączyć siły z generałem Lennardem Jauchmannem zaokrętowując na statki jego batalion Marinesoldaten." Nie rozumiem. Kim są ci żołnierze?
    Adiutant spojrzał sponad kartki na swojego admirała i pierwszy raz w ponad czteroletniej słubie u jego boku dostrzegł w jego oczach strach.
    - Nie boję się niczego na świecie... ale Lennard i jego Marinesoldaten, te diabły morskie... ci ludzie przerażają nawet mnie.

    @HeroesIV
    pokaż całość

    źródło: sultan news.png

  •  

    Dialog z 4 klasy szkoły podstawowej, Morze Śródziemne, kierunek Sardynia, rok 1914

    - Mattia! No co ty, Mattia! Fajnie będzie!
    - Dobrze wiesz, że nienawidzę pływać, tym bardziej statkiem. Zaraz się porzygam.
    - A tam, przesadzasz. Mówię ci, ale to będą zajebiste wakacje! Już sobie to wyobrażam: wóda, dziwki i lasery!
    - Dziwki i co?
    - A, widzisz. Mój nowy projekt. Światło jest emitowane...
    - Dobra, nie chce mi się tego słuchać. Będzie to działać?
    - Nie wiem, nie testowałem. To dopiero prototyp.
    - Taa, i skończy pewnie jak te twoje całe projekty silników.
    - EJ, ale od silników to się odpie...
    - rdol? Bo co? Bo je zrobiłeś byle jak, nic się tam kupy nie trzyma i w ogóle nie działa!? Ja ci mówię Enzo, weź ty się lepiej za coś normalnego, nie wiem zacznij malować..
    - Co malować!? W ogóle nie dajesz mi się rozwijać! Wszystkie moje pomysły od razu krytykujesz i zabijasz w zarodku. Mówisz że plany silników są beznadziejne, to może byś mi je w końcu oddał po pół roku do poprawy, co?
    - A po co, skoro są beznadziej.. O JEZU! - w tym momencie z jamy ustnej Inżyniera S️Binotto wyleciał dzisiejszy obiad - spaghetti aglio, olio, peperoncino.
    - No to żeś narobił wuja. Oho, już idą po ciebie - Enzo wskazał na dwóch ważnie wyglądających osobników zbliżających się do technika.
    - Signor S️Binotto? - zapytał jeden z ważniaków
    - Si.
    - Mamy pilną wiadomość z Watykanu. Papież nie żyje.
    - Jezus Maria! - S️Binotto z niedowierzaniem przełknął resztki wymiocin - Matko Bosko! Santo Maranello! Enzo! Ja muszę wracać do Rzymu! Słyszycie, muszę wracać do Rzymu!

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

  •  

    Lindsay Ettenmoors

    Paul, szef ekipy, wyciągnął łopatę z jednej z licznych toreb podróżnych znajdujących się w samolocie i zaczął przesypywać zaspę poza obszar widoczny w obiektywie. Vincenzo, jak zawsze pełen gracji , sięgnął po grzebień oraz sakiewkę ze specyfikami, aby przygotować spotkaną starowinkę do rozmowy, a reszta drużyny rozstawiała sprzęt, by następnie ustawić się w rzędzie, który osłaniał Amerykankę od wiatru.
    - Gotowi. (P)
    - Hej, ja jestem Lindsay i nadaję dla Was z wybrzeży mroźnej Islandii. Temperatura nie sprzyja spacerom, ale miejscowa ludność zażywa kąpieli słonecznych na świeżym powietrzu. Jest tu z nami Astrid – mieszkanka tej urokliwej wioski.
    W tym momencie poprawiła opadającą na oko falę włosów i przysunęła kobiecie mikrofon.
    - Co sądzisz o nadciągającej wojnie?
    - Pani, jaka tam wojna. Unnar pobił się ze Svarrirem, bo mu ten chachar pieroński obiad zwinął. Ot co, ale to dobre chłopaki są.
    - To prawdziwa tragedia, ale miejmy nadzieję, że nic gorszego z tego nie wyniknie. Czy jest okolicy coś ciekawego do obejrzenia?
    - Nie ma nic, wszystko śnieg zasypał. Jeno tamten sklep się ostał.
    - Dziękujemy Pani za udział. Trzymaj się ciepło Astrid.
    Lindsay przytuliła staruszkę i pochwaliła jej śliczny uśmiech.
    - Zaraz udamy się do widocznego w oddali rybnego. Do usłyszenia później. Buziaczki.
    - Koniec. Dobra robota! (P)
    --------------------------
    - Bella, TU JEST PASKUDNIE. Wieje strasznie i ten rybi smród. Fuj (V)
    - Ten przystanek jest przez Ciebie Vincenzo, nie umiesz wytrzymać kilku godzin w samolocie. A mamusia powtarzała „nie pij przed wyjazdem, bo zaraz będziesz sikać”. (P)
    - Lindsay, słuchaj. Znam projektanta, który zasłynie z produkcji toreb Bamboo za wiele lat, może wpadniemy do niego z wizytą? Każdemu przyda się coś nowego. (V)
    - Świetnie! Pakujemy się Misiaczki. Nawigator będzie potrzebował nazwy salonu.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

  •  

    SNY STAREGO ŚWIATA – P4
    Tag do obserwowania/czarnolistowania - #wielkawojnafabularnie

    - Zostałem powołany.
    - Ech, znowu wojna. I tak to się powoli żyje.
    - Mój Boże! Obiecaj mi, że zawsze będziesz nosić szczęśliwy hełm swojego ojca.
    - Ha, za moich czasów też kopaliśmy tyłki żabojadom! Nie przynieś rodzinie wstydu.
    - Znowu te prusaki? Pogoń ich raz a dobrze, za dziadka.
    - No, wreszcie staniesz się prawdziwym chłopem, a nie jakąś ciotą w peruce.
    - Związek na odległość? Nie wiem, czy to się uda...
    - Nie martw się, wrócę do domu przed świętami.

    Podobne rozmowy dało się słyszeć w milionach domów, w prawie każdym większym mieście kontynentu.

    ==

    Jednym z niewielu miast, w którym nastroje wydawały się być optymistyczne, był Belgrad.
    - Doskonale, doskonale! Ale Gawriło zaj...ał, aż Austriacy się obsrali na miętowo! - niejaki Dragutin wyrażał swoją radość dosadnymi słowami.
    - Świetnie. A teraz Austria w odpowiedzi chce kontroli nad naszą polityką, a Bośnia dalej należy do nich. – odparł nastawiony sceptycznie współspiskowiec Nikola.
    - Ch... grają, op...limy ich! Po naszej stronie stoją Bóg i Rosja, nie odważyliby się podnieść ręki na Wielką Serbię! - Dragutin dalej nie widział problemu.
    - A po stronie Austrii stoją Niemcy. I wygląda na to, że również Bułgaria. Nie muszę ci chyba mówić, co Bułgarzy sądzą o obecnej granicy serbsko-bułgarskiej.
    - Bredzisz. Niby co się stanie, cała Europa jednocześnie skoczy sobie do gardeł, bo zginął jeden człowiek? Nie są aż tak głupi. Nie odważyliby się.

    ==

    - A więc chyba znowu zanosi się na grubszą sprawę. - Niemojewski podnosił głos, aby jego towarzysze mogli go usłyszeć pośród brzęku sztućców i kieliszków w warszawskiej restauracji.
    - I co z tego? Znowu nic się nie zmieni. Nie myślisz chyba, że Polacy są zdolni do odzyskania niepodległości? - jego współrozmówca, Wysocki, również prawie krzyczał, niewiele robiąc sobie z ryzyka, że zostanie usłyszany przez carską ochranę.
    - Myślę, że to najlepszy moment od kilkudziesięciu lat.
    - Co ty bredzisz? Nawet jeśli Rosjanie przegrają, jedyne co się zmieni to zaborca.
    Obaj mężczyźni rozprawali na tematy polityczne jeszcze długo, a siedzący przy sąsiednim stoliku carski oficer w cywilnym stroju przysłuchiwał się dyskusji z cieniem uśmiechu na twarzy.

    ==

    - Z zachodu nadciąga burza – stwierdził stary Jan. Polak, imigrant w miejscu, gdzie nikt nie był tutejszy. Słabo zaludnione obszary północnej Bośni zaroiły się od kolonistów ze wszystkich zakątków Środkowej Europy dopiero pod koniec zeszłego wieku, w ramach rozwijania swojej najnowszej prowincji przez władzę cesarsko-królewską. Pod tym względem przypominały niejako Amerykę... choć tutaj spełniały się tylko najskromniejsze sny.
    - Mluvíš o počasí, nebo... - zaśmiał się Czech Honza, najlepszy przyjaciel Jana. Być może obaj dogadywali się tak dobrze, ponieważ rozmawiali ze sobą we własnych językach, zamiast po niemiecku pełniącym rolę lokalnej lingua franca.
    - O pogodzie. Chociaż nie tylko. - Jan spochmurniał. - Mam tylko nadzieję, że nic złego nie dojdzie tutaj. Nie chciałbym znowu zmieniać domu.

    ==

    - Mamo, a to prawda że będzie wojna? - dopytywał się Wowka.
    - Mhm. - mruknęła skupiona na dzierganiu szalika matka, nie przywiązując szczególnej wagi do tego, co mówił jej dziesięcioletni syn.
    - I tata wreszcie pokona tych złych Niemców? I wszyscy Słowianie będą wolni, jak opowiadał?
    - Mhm.
    - Szkoda, że jestem jeszcze za młody, żeby walczyć. Ale pewnego dnia też będę walczyć, żeby uratować wszystkich przed złem, jak tata!
    - Mhm.

    ==

    W odróżnieniu od Europy, o kilkadziesiąt stopni szerokości geograficznej na południe panowała niemal sielankowa atmosfera. Dowódca Belgijskiej Kompanii Kolonialnej Joseph Kurtz drzemał w hamaku rozciągniętym między dwoma drzewami, podczas gdy jego oddział składający się głównie z czarnoskórych niewolników niestrudzenie karczował pobliską dżunglę pod budowę kolei. Sen zakłóciły mu okrzyki jego asystenta Conrada.
    - Mamy pilną wiadomość! Z metropolii!
    - Ech. Pokaż co tam masz. - przeciągając się, Kurtz sięgnął po podaną mu przez Conrada kartkę.

    PILNE
    DO JOSEPHA KURTZA
    KOMPANIA MA BYĆ W GOT. MILIT. DO KOŃCA MIES.
    RYZYKO WOJNY W KOLONIACH
    GENERALICJA

    - Aha, no tak, poważna sprawa. Zajmij się tym. - Kurtz bezceremonialnie oddał asystentowi kartkę, położył się i znów zamknął oczy.

    ==
    Zapisy do gry fabularnej osadzonej w realiach I Wojny Światowej są już zamknięte, a uczestnicy mają czas na zgłoszenie postaci do jutra (6 sierpnia), 20:00. Jeśli nie zapisałeś się, ale chcesz dołączyć do gry, napisz na PW do @kroomka.
    pokaż całość

    źródło: kulturaliberalna.pl

  •  

    Cytując Alberta Einsteina "Nie wiem jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale #wielkawojnafabularnie będzie na memy i pasty. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    pokaż spoiler Trójprzymierze boi się burzy

    źródło: Zaspiewajcos.jpg

  •  

    Jeśli zostałeś zawołany(a) do tego wpisu, to znaczy że wstępnie zapisałeś się do udziału w #wielkawojnafabularnie i maszyna losująca przydzieliła Cię do gry po stronie Trójprzymierza. Teraz czas na stworzenie postaci - zapisy właściwe.

    Formularz: https://forms.gle/qEovHTUDWYh9pSxq5
    Czas na wypełnienie formularza: do czwartku, 6 sierpnia, do godziny 20:00. Gracze, którzy nie stworzą postaci, nie biorą udziału w dalszej grze.

    Jeśli trafiłeś na ten wpis przypadkiem, a chciałbyś zagrać, skontaktuj się na PW z @kroomka lub wejdź na discorda gry.

    @czarnybaran20 @CZARNYCZAREK @Dr_Killjoy @Drukarka @dziczyznaa @Elkitrim @ES_Blofeld @Ex2light @HeroesIV @Jaqbasd- @kola1703 @Kozlov666 @Krailowskyy @krasik01 @Mamkielbase @Matei123 @MatematycznyPlomien @meinigel @Patryk_z_lasu @piteros_94 @praise_it @profesjonalna_skarpeta @ProgramistaHTML @Sigismund_Dijkstra @Sonnenschutzsysteme @Uaimmiau @Vokun @winne @Wisteru @Wysu @Zeroskilla @Zerri
    pokaż całość

    źródło: i.imgflip.com

  •  

    Jeśli zostałeś zawołany(a) do tego wpisu, to znaczy że wstępnie zapisałeś się do udziału w #wielkawojnafabularnie i maszyna losująca przydzieliła Cię do gry po stronie Ententy. Teraz czas na stworzenie postaci - zapisy właściwe.

    Formularz: https://forms.gle/XegxVeoTUynVXkY77
    Czas na wypełnienie formularza: do czwartku, 6 sierpnia, do godziny 20:00. Gracze, którzy nie stworzą postaci, nie biorą udziału w dalszej grze.

    Jeśli trafiłeś na ten wpis przypadkiem, a chciałbyś zagrać, skontaktuj się na PW z @kroomka lub wejdź na discorda gry.

    @Cukrzyk2000 @Grucha2408 @Akumulat @Awerege @gasior22 @Gregua @kvvach @SirSherwood @Miczubezi @Onde @Queltas @Treant @Gdanio @William_Adama @Yokaii @Lisaros @Knyazev @Anagama @TynkarzCzwartejSciany @kolorowy_jelonek @Stah-Schek @haabero @Reniferus @takijedenw @lubiekebaps @ThrashMetal @lubiacy_beton @Jadugar @macbar3167 @KrzemowyDuch @lacuna
    pokaż całość

    źródło: i.imgflip.com

  •  

    #wielkawojnafabularnie – zapisy trwają tylko do dzisiaj, do godziny 17! Formularz: https://forms.gle/QcVk7wkHggzXz6NSA
    Więcej szczegółów we wcześniejszych wpisach pod tagiem.

    TRISKELION – P3

    - Więc, jak to w końcu będzie z tą wojną?

    Inżynier odwrócił się od naprawianego samolotu i popatrzył na pytającego pilota.

    - Przecież powinieneś znać odpowiedź, Valentino. Dobrze wiesz, co działo się na tureckim pograniczu w ostatnich latach. Zresztą co ja mówię, sam niedawno latałeś nad Libią. Małe konflikty zawsze oznaczają, że ład światowy chwieje się w posadach. A każdy ład światowy ma wrogów, dla których każde zachwianie to zachęta do obalenia go raz na zawsze.
    - Nie no Maurizio, to że szykuje się coś grubego to ja wiem. Bardziej pytałem, czy twoim zdaniem Włochy też będą walczyć.

    Zapytany inżynier zamyślił się nad odpowiedzią.

    - Ach, w skali kraju... Nie ma się co oszukiwać, Włochy są zbyt wielkim krajem... i ze zbyt dużymi ambicjami... żeby stać z boku. I nawet nie mówię tu o zobowiązaniach sojuszniczych. Zwróć uwagę, że stacjonujemy nie na granicy francuskiej, a w Weronie... Będzie jak zawsze. Włochy dołączą do wojny. Po stronie tego, kto zaoferuje im więcej. - ponuro podsumował Maurizio.
    - Nie brzmisz na szczęśliwego – zauważył pilot.
    - Dziwisz się? - westchnął mechanik i spojrzał w niebo. - Wiesz, od dziecka fascynowały mnie ptaki. Zazdrościłem im tej wolności. Wówczas nawet nie marzyłem, że za mojego życia mógłbym... słuchaj, rozumiesz. Kiedy przeczytałem o pierwszych lotach braci Wright... to było dla mnie jak spełnienie marzeń. A do korpusu technicznego dołączyłem, by móc być tego częścią. By pomóc to jeszcze bardziej rozwijać, ulepszać... Marzyłem o świecie, w którym ludzie będą wolni, jak te ptaki. Żyjemy w czymś, co mogłoby być przełomowym momentem historii, Valentino. Samoloty pewnego dnia mogłyby pozwolić ludziom na podróże przez ocean w mniej niż dzień. Tylko sobie wyobraź! Jesz śniadanie w Rzymie, lecisz ponad chmurami i zdążasz na kolację do Nowego Jorku! Cała ludzkość bliżej, niż kiedykolwiek w historii... ale zamiast tego nasze poprawki do tych wspaniałych maszyn na dobrą sprawę ograniczają się do wymyślenia sposobu na domontowanie karabinów w oczekiwaniu na kolejną wojnę. Królowie Europy myślą o tych wspaniałych odkryciach tylko jako o narzędziach do obrócenia tego świata w ruinę dla własnych korzyści...

    Zapanowała niezręczna cisza. Maurizio rozejrzał się po okolicy, jakby dopiero teraz sprawdzał, czy nikt niepowołany nie usłyszał jego opinii o wojsku.

    - Ale przecież walczymy o coś więcej, nie? Walczymy, aby Włochy rosły w siłę, by nikt nam nie zagrażał, i byś pewnego dnia mógł spełnić swoje marzenia! To nie jest tylko – zaczął Valentino, ale w tym momencie rozbrzmiała syrena, wzywająca niewielką grupę na początek ćwiczeń.
    - Tak czy siak, nie martw się. Wszystko skończy się dobrze! - zakrzyknął pilot i odbiegł w stronę swojego stanowiska.

    Maurizio odprowadził przyjaciela wzrokiem, a kiedy upewnił się, że nikogo nie ma w pobliżu, wyciągnął z wewnętrznej kieszeni płaszcza dwa świstki papieru i rozprostował, raz jeszcze czytając dobrze znane słowa.

    FERROVIE DELLO STATO
    VERONA-BERGAMO-TIRANO
    Part. 2 Ago 1914, 13:26

    RHATISCHE BAHN SCHWEIZ
    TIRANO-ST. MORITZ-ZURICH
    Abf. 4 Aug 1914, 17:31

    - Wszystko skończy się dobrze – mruknął sam do siebie, schował bilety i wrócił do pracy.

    ==
    O co tu chodzi? Zapraszam do #wielkawojnafabularnie, gry fabularnej opowiadającej alternatywną historię jednego z największych konfliktów ostatnich tysiącleci. Historię, której zakończenie zależy od Waszych decyzji.

    Więcej informacji pod tagiem oraz na discordzie gry.
    Zapisy kończą się już dzisiaj o 17: https://forms.gle/QcVk7wkHggzXz6NSA

    #historia #iwojnaswiatowa

    Uspokajam ( ͡° ͜ʖ ͡°) - kolejne wpisy będą otagowane jedynie głównym tagiem #wielkawojnafabularnie. Zainteresowanych zachęcam do obserwowania tagu lub zapisania się do spamlisty w komentarzach.
    pokaż całość

    źródło: majacdwieopcjeniepotrafilespostawickrzyzykawzadnej.jpg

  •  

    MIECZ – P2
    Tag do obserwowania/czarnolistowania - #wielkawojnafabularnie

    Cesarz Franciszek Józef triumfalnie przesunął rozstawione na mapie pionki symbolizujące austro-węgierskie armie w miejsce podpisane "Belgrad".
    - I tak oto, panowie, nasze wojska mogą dotrzeć do stolicy Serbii w zaledwie 7 dni! Możemy wygrać całą wojnę, zanim Rosja w ogóle ogłosi mobilizację!

    Pozostali członkowie sztabu wojennego zgromadzonego w pokoju narad patrzyli po sobie, kto pierwszy skomentuje fakt, że stolica Serbii leży przy samej granicy. Nikt jednak się nie odezwał.

    - Jakieś uwagi?
    Jedynie pruski attache wojskowy, obecny na spotkaniu jako koordynator i reprezentant niewielkiego niemieckiego korpusu ekspedycyjnego w Austrii, podniósł rękę.
    - W nocy będzie ciemno, jak rozpoznamy który jest nasz? Musimy ustalić wspólne hasło.
    Oczy cesarza rozbłysły niczym dwie żarówki.
    - GOTT MIT UNS!

    ==

    Wicekanclerz Preis, oddelegowany przez cesarza do inspekcji armii, przechadzał się po nowo rozbudowanych koszarach w mieście Ujvidek, do których, wbrew wciąż jeszcze trwającemu pozornemu pokojowi, ściągano żołnierzy nawet z najdalszych zakątków Przedlitawii. Słysząc z oddali dźwięki musztry przystanął, aby lepiej się wsłuchać.

    - Raz! Dwa! Raz! Dwa!
    - Was?
    - Znowu, kur... Eins! Zwei!

    Preis rozpoznał głos pułkownika Wawrzyńca Pruskiego i uśmiechnął się. Choć żołnierzy dzieliły narodowości, wszystkich łączyło bezgraniczne przywiązanie do imperium i cesarza. Marzenie każdego kosmopolity. A przynajmniej tak to pozornie wyglądało, jednak inspektor ani nie miał sposobu by wgłębić się w myśli żołnierzy, ani nie czuł takiej potrzeby. Nawet gdyby z jakiegoś powodu połowa C.K. Armii sekretnie marzyła o niepodległości dla swoich narodów, co może pójść źle na tak krótkiej wojnie?

    ==

    Zbrojenia trwały także po przeciwnej stronie granicy dzielącej niemieckojęzyczny świat na dwie części. Nawet najstarsi stoczniowcy w Wilhelmshaven nie pamiętali tak szybkiej rozbudowy floty. Nawet ci, którzy pracowali w porcie i stoczni jeszcze podczas wojny z Francją ponad cztery dekady temu przyznawali, że nigdy nie byli świadkami tak wielkiego napływu nowych pracowników, oddelegowanych do wielkiego projektu przekształcenia Kaiserliche Marine w najpotężniejszą armadę świata.

    - Doskonale, doskonale! - zacierał ręce grossadmiral von Tirpitz, przechadzając się po dokach i podziwiając na własne oczy, jak rozbudowuje się flota. - Dekadę temu nie mieliśmy żadnego drednota, dziś w pełnej gotowości czeka dziesięć! A te okręty podwodne... Oby tak dalej, a nawet Royal Navy padnie nam do stóp!

    - Admirale, z całym szacunkiem, ale... - odezwał się idący za nim wierny słuchacz i asystent, nazwiskiem Kupper – admirał Tars przekonuje, że nawet przy obecnym zawrotnym tempie rozbudowy, dogonienie Brytyjczyków może nie być możliwe...

    - Nie. To konieczne. - krótko uciął admirał.

    Z przekonaniem popatrzył w stronę ujścia kanału portowego, gdzie majaczyło już pełne morze w odcieniu błękitu pruskiego. Gdzieś tam, za horyzontem, leżała Brytania. Dumna, niedostępna Brytania. Już nie na długo.

    ==
    O co tu chodzi? Zapraszam do #wielkawojnafabularnie, gry fabularnej opowiadającej alternatywną historię jednego z największych konfliktów ostatnich tysiącleci. Historię, której zakończenie zależy od Waszych decyzji.

    Więcej informacji pod tagiem oraz na discordzie gry.
    Pierwsza tura zapisów już trwa, czas do niedzieli (2 sierpnia), godziny 16: https://forms.gle/QcVk7wkHggzXz6NSA

    #historia (chociaż, hehe, nie do końca) #iwojnaswiatowa #lacunafabularnie
    pokaż całość

    źródło: ententazwierzetaxD.jpg

    •  

      W Austro-Węgrzech odezwy mobilizacyjne drukowano w 14 językach, tyle było narodowości. Oddziały starano się tworzyć początkowo jednolite narodowościowo. W planach były dalekie przerzuty wojsk, żeby nie walczyli z rodakami za granicą. Oficerowie musieli znać w podstawowym stopniu język oddziału, którym mają dowodzić. Żołnierzy uczono podstawowych komend po niemiecku. Językowo to był tam ostry bałagan.
      W dobie ideologii państw narodowych ideologia CK monarchii była przestarzała. Można nazwać ją średniowieczną, że łączy osoba władcy. Był to też kraj o najsłabszej gospodarce.
      pokaż całość

    •  

      @Kroomka: pomyłka we wpisie - zapisy trwają do 17, jak to było napisane na początku

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    PIÓRO – P1
    Tag do obserwowania/czarnolistowania - #wielkawojnafabularnie

    Wiszące wysoko na nieboskłonie lipcowe słońce paliło suche ulice Bukaresztu. Inaczej sytuacja miała się w pałacu króla Karola I, gdzie w zdobionych marmurem salach i korytarzach panował przyjemny chłód, zapewniając wszystkim przebywającym w środku przyjemną ulgę od skwaru. Ku radości Ambasadora Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii, któremu szczególnie zależało na przyjemnej atmosferze spotkania z monarchą, choć oficjalnie to on był gościem.

    Okazja była szczególna, gdyż w drodze wyjątku miał rozmawiać nie z ministrami czy premierem, a samym królem, który siedział przy swoim biurku, uważnie przypatrując się gościowi. Na prośbę monarchy jedyny służący wyszedł z gabinetu królewskiego, pozostawiając go sam na sam z zachodnim dyplomatą.

    - Przejdźmy od razu do rzeczy. - Król, nie w swoim stylu, zaczął bez ogródek. - Teraz, kiedy w pomieszczeniu jesteśmy tylko my dwaj, możemy oszczędzić sobie wszystkich tych dyplomatycznych podchodów. Wysłannik Kaisera też prosił dzisiaj o spotkanie... jak pański wywiad zapewne zdążył panu przekazać.
    - Oczywiście. - Flegmatycznie odparł dyplomata. - Cieszę się, że przypadł mi zaszczyt rozmowy z Waszą Królewską Mością przed tym spotkaniem, aby zapobiec podjęciu przez Rumunię nazbyt pochopnych kroków.
    - To znaczy?
    - Wasza Królewska Mość, z pewnością słyszeliście już o dzisiejszym zamachu w londyńskim metrze, dokonanym przez niemiecką organizację terrorystyczną Haka-
    - Jakim zamachu?
    - No tak, przeklęte strefy czasowe. - Ambasadorowi drgnęła powieka. - Mniejsza z tym. W każdym razie obaj wiemy, jacy są Prusowie. Kto dziś wejdzie z nimi w sojusz, jutro będzie ich następnym celem.
    - Ale chyba skończy lepiej, niż ci, którzy staną przeciw nim – zripostował monarcha.
    - Wasza Królewska Mość, opieracie się na błędnym założeniu, że Ententa przegra wojnę. A potrzebujemy wszelkich sojuszników właśnie po to, żeby raz na zawsze zakończyć niemieckie panoszenie się na kontynencie. Żeby ochronić kraje takie jak Rumunia.

    Gospodarz dłuższą chwilę patrzył dyplomacie w oczy. Wiedział, z kim ma do czynienia. Lord Breadh, powołany w tym roku ambasador Zjednoczonego Królestwa w Rumunii, de facto pełnomocnik Króla Jerzego V na Bałkanach. Tytuł lordowski zdobył dzięki swojej poprzedniej pracy, w brytyjskich służbach wywiadowczych. Przebywał w Rosji w 1905, w Bułgarii podczas obu Wojen Bałkańskich. Gdziekolwiek w ostatnich latach działo się coś istotnego dla brytyjskich interesów, Breadh tam był. Karol I pomyślał, że jego przedwczesna wiedza o zamachu też nie była przypadkiem i nagle zrobiło mu się zbyt zimno jak na początek lipca.

    - No dobrze, ale potencjalne zagrożenie w przyszłości nie jest chyba wystarczającym powodem, żeby wypowiedzieć-
    - Właśnie przez taką mentalność Rumunia, w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, nigdy nie będzie imperium. - wtrącił ambasador. Król spojrzał z ukosa.
    - Może inaczej. To pan przyszedł z prośbą o pomoc, a nie na odwrót. Tak więc, co oferujecie w zamian? Co, poza osłabieniem Rzeszy, mogłaby zyskać Rumunia na wmieszaniu się w cudzą wojnę?
    - Słuszne pytanie – uśmiechnął się ambasador – zasługujące na prostą odpowiedź. Powrót rdzennie rumuńskich ziem pod węgierską okupacją do macierzy. Albo, przechodząc do rzeczy, cały Siedmiogród i Kriszanę. Czyli powiększenie terytorium kraju niemal dwukrotnie. Uczciwa cena?
    Władcy zaświeciły się oczy. Zdołał tylko wyjąkać:
    - J-jeszcze się zastanowię.
    Gość błyskawicznie zmienił wyraz twarzy i spojrzał zimnym wzrokiem prosto w jego oczy.
    - Nie zostało wam na to dużo czasu. Dziękuję za rozmowę, Wasza Królewska Mość.

    Kiedy tylko drzwi gabinetu zatrzasnęły się za brytyjskim dyplomatą, władca drżącymi rękami otworzył szufladę pod biurkiem i wyciągnął z niej mapę otrzymaną od Ambasadora Cesarstwa Niemieckiego jako załącznik do listu z prośbą o prywatną rozmowę. Rozwinął ją i patrząc na zaznaczone granice Nowej Rumunii po odzyskaniu rosyjskiej Mołdawii pogrążył się w rozmyślaniach.

    ==
    O co tu chodzi? Zapraszam do #wielkawojnafabularnie, gry fabularnej opowiadającej alternatywną historię jednego z największych konfliktów ostatnich tysiącleci. Historię, której zakończenie zależy od Waszych decyzji.

    Więcej informacji pod tagiem.
    Pierwsza tura zapisów już trwa, czas do niedzieli (2 sierpnia), godziny 16: https://forms.gle/QcVk7wkHggzXz6NSA

    #iwojnaswiatowa
    pokaż całość

    źródło: prusakolep.JPG

  •  

    Otwieram wstępne zapisy do gry fabularnej #wielkawojnafabularnie!

    W tej jednopytaniowej części wybieracie stronę konfliktu, po której będziecie walczyć. Macie na to czas do niedzieli, 2 sierpnia, do godziny 17:00. Następnie na jego podstawie ogłoszę oficjalny przydział graczy do stron konfliktu i opublikuję właściwy formularz zapisów, w którym będziecie tworzyć swoją postać.

    https://forms.gle/QcVk7wkHggzXz6NSA

    Krótkie wyjaśnienie – jeśli jesteś zdeterminowany żeby walczyć po konkretnej stronie i nie możesz sobie wyobrazić walki ramię w ramię z odpowiednio Niemcami czy Francuzami, lub masz już ułożony wyraźny pomysł na postać, wybierz odpowiednio pierwszą lub ostatnią opcję. Jeśli z kolei przydział nie ma dla Ciebie aż tak istotnego znaczenia, albo jara cię strzelanie obojętnie do kogo hehe, zachęcam do wybrania opcji 2, 3 lub 4. To ułatwi mi zbalansowanie składów w sytuacji, gdy zbyt wielu graczy chciałoby wybrać jedną z frakcji, a jednocześnie nie zrujnuje gry bardziej zdeterminowanym graczom.

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    źródło: media.iwm.org.uk

  •  

    #wielkawojnafabularnie – Zasady i instrukcja gry

    SŁOWEM WSTĘPU

    Jest lipiec 1914. Cała Galia nie jest jeszcze okupowana, ale napięcia narastające przez dekady muszą niechybnie znaleźć ujście. Europa jest stacją benzynową, na której Gawriło Princip nieostrożnie pali papierosy. W tych niestabilnych czasach jesteś lojalnym sługą jednego z ośmiu europejskich krajów: Austro-Węgier, Bułgarii, Francji, Niemiec, Rosji, Serbii, Imperium Osmańskiego lub Wielkiej Brytanii, pogrupowanych w dwa sojusze – Ententę i Trójprzymierze. Twoim celem jest doprowadzenie swojego sojuszu do chwały i zdobyczy terytorialnych wszelkimi sposobami, gdy Europa wybuchnie...

    DURR ALE BUŁGARIA DOŁĄCZYŁA DO WOJNY DOPIERO W 1915

    A sama Rosja jest większa niż całe Trójprzymierze razem wzięte. Podobnie jak udział Wielkiej Brytanii, która dołączyła do wojny dopiero po ataku na Belgię, jest to jedno z przekłamań wprowadzonych, by zbalansować rozgrywkę.

    WYMAGANIA SPRZĘTOWE

    Minimalne: Konto na portalu ze śmiesznymi moderatorami wypiek.ru LUB konto na discordzie, konto google do wypełniania formularzy. Zalecane: konto na wypiek.ru ORAZ discordzie, odblokowane PW, grafika cztery ka ultra, dysk tysionc.

    KTO I KIEDY WYGRYWA GRĘ?

    Zwycięstwo można osiągnąć, kiedy twój wróg przegra.

    JAK SPRAWIĆ, ŻEBY WRÓG PRZEGRAŁ?

    Porażka następuje, gdy sojusz nie kontroluje żadnej stolicy w Europie, niezależnie czy stolice są zajęte przez wrogie armie czy rewolucjonistów.

    CO MUSZĘ ROBIĆ JAKO GRACZ?

    W każdej turze gracz musi zgłosić deklarację przez formularz google, w której podejmuje cztery decyzje:

    - Rozdziela Punkty Akcji między wojsko, dyplomację i technikę – o nich więcej w sekcji o tej samej nazwie. Szybkie TLDR: PA, wyliczane z łącznych deklaracji wszystkich graczy w sojuszu, dają odpowiednie premie całemu sojuszowi.
    - Wpisuje koordynaty, na jakie chce się udać.
    - Wybiera postawę:
    - frajer - jeśli to możliwe, wojsko nie będzie wdawać się w działania wojenne, nawet gdy przeciwnik jest w zasięgu wzroku (wciąż będzie się bronić, gdy ktoś je zaatakuje). Dla dyplomatów i techników oznacza mniejsze ryzyko wpadki, ale i mniejszy postęp działania
    - normik – podstawowa postawa. Wojsko ostrzela wroga jeśli ten znajdzie się na jego drodze (lub w zasięgu), ale nie będzie zmieniać zadeklarowanego kursu.
    - git - po zobaczeniu wroga wojsko zboczy z kursu, aby go zaatakować. Dla dyplomatów i techników oznacza skupienie się na celu za wszelką cenę i wyraźnie większe ryzyko katastrofy.
    - Wypełnia (lub nie) Akcję Indywidualną – nieobowiązkowe pole, w którym może zadeklarować np. kopanie okopów, minowanie cieśnin (1 armia/flota może umocnić/zaminować 1 hex na turę), tworzenie wynalazków, działania sabotujące reputację wrogiego sojuszu w kraju X czy cokolwiek (pasującego do klasy jednostki + w miarę możliwości w granicach rozsądku) innego. O powodzeniu Akcji Indywidualnej decyduje rzut kostką, zaś trudność rzutu wybiera arbitralnie GM na podstawie potencjalnego zysku.

    Oprócz tego gracze, którzy wyrażą zgodę na rozszerzenie gry przez otrzymywanie powiadomień na PW/discordzie mogą sporadycznie losowo otrzymywać dodatkowe decyzje do podjęcia w ramach specjalnych wydarzeń, typu zagrożenie buntem, znalezienie złotego pociągu czy zaobserwowanie komety.

    Śmieszkowanie, robienie memów, szkalowanie przeciwników i udowadnianie, że kaiser/car je guwno jest zalecane.

    CZEGO NIE ROBIĆ JAKO GRACZ?

    Zero meta-szpiegowania (przesyłania screenów z tajnych rozmów sojuszu przeciwnikom), zero prób zmiany stron nawet jeśli mają świetne fabularne uzasadnienie. W przypadku złapania gracza na rujnowaniu rozgrywki w ten czy podobny sposób gieem zastrzega sobie prawo do zabrania mu fartucha.

    Oprócz tego bardzo proszę o nie branie tej gry jako sprawy życia i śmierci. Żadnego stalkowania, przekopywania się przez 500 stron profilu innego gracza żeby dowieść że jest złą osobą ani rozsiewania nienawiści wobec innych graczy jako prawdziwych osób (a nie ich postaci z gry). Ale to chyba oczywiste.

    KLASY JEDNOSTEK:

    W tej dynamicznej grze online można grać aż sześcioma profesjami (w tym wojownikiem) #pdk. Dokładniej są to 4 typy wojsk, dyplomata i technik.

    WOJSKO

    Definicja raczej nie wymaga wyjaśnienia. Cztery typy wojsk to:

    Wojska lądowe: (Oba typy mogą poruszać się o 3 hexy na turę - warunkowo gracz może zadeklarować ruch o 4 lub 5 hexów za cenę odpowiednio zmniejszonego ruchu w następnej turze i słabszej zdolności bojowej. Wojska lądowe mogą być przewożone przez morza na pancernikach, przy czym w turze desantowania nie mogą zrobić innego ruchu i mają zmniejszoną zdolność bojową. Wszystkie jednostki są widoczne z odległości 1 hexa - tzn. dwie armie stojące na sąsiednich polach zobaczą się wzajemnie. Gracz dowodzący armią lądową otrzymuje fabularny tytuł Generała)
    - Piechota: podstawowa jednostka, mięso armatnie, atakuje jednostki znajdujące się na tym samym hexie.
    - Artyleria: może atakować jednostki na swoim i sąsiednich hexach, ale jest znacznie słabsza w bezpośrednim starciu (np. prawie zawsze jedna jednostka artylerii przegra bitwę z jednostką piechoty, co innego kiedy artyleria ma na hexie wsparcie ze strony swojej piechoty...)

    Wojska morskie: (Oba typy mogą poruszać się o 12 hexów na turę. Gracz dowodzący flotą morską otrzymuje fabularny tytuł Admirała)
    - Pancernik: może atakować statki na swoim i sąsiednich hexach. Jedna flota pancerników może przewozić 2 armie lądowe standardowych rozmiarów. Widoczna z odległości 1 hexa.
    - Okręt podwodny: może atakować tylko statki znajdujące się na tym samym hexie, ale ma znacznie zmniejszone szanse na wykrycie (domyślnie 15% będąc na hexie sąsiednim do przeciwnika, 45% będąc na tym samym hexie).

    Generał musi rozpocząć grę na hexie należącym do jednego z czterech krajów w sojuszu (Dowolnego, choć fabularnie oczywiście najlepiej zaczynać w kraju, z którego pochodzi dana postać) lub w kontrolowanej kolonii (o nich więcej za chwilę), zaś Admirał musi rozpocząć grę na morzu, nie dalej niż 2 hexy od lądu kontrolowanego przez jeden z krajów w sojuszu, bądź u wybrzeży kolonialnych.

    DYPLOMACJA

    Kiedy twoje wojska zawodzą, możesz poprosić swoich sąsiadów o pożyczenie swoich! Dyplomaci wpływają na pozyskiwanie nowych sojuszników, mogąc zwiększać reputację sojuszu w państwach neutralnych. Kraj NPC automatycznie dołącza do wojny po stronie twojego sojuszu, kiedy ten ma o 100 Punktów Reputacji więcej niż wróg, lub po stronie wrogiego sojuszu, gdy – za zgodą minimum 50% aktywnych (regularnie wypełniających formularze) graczy z twojego sojuszu – wypowiecie mu wojnę (wyjątkami są tu wiecznie neutralna Szwajcaria, która może dołączyć do wojny tylko, gdy zostanie zaatakowana, oraz Stany Zjednoczone, o których więcej za chwilę). Oprócz tego, także za zgodą/na wniosek minimum 50% aktywnych graczy w sojuszu, dyplomaci mogą wystawiać ultimatum wobec państw neutralnych. Gracze z tą rolą służą też jako służby wywiadowcze – mogą szpiegować, wspierać rewolucjonistów, a nawet przeprowadzać zamachy (pod warunkiem znalezienia się na tym samym hexie, co cel)... lub, jako kontrwywiad, powstrzymywać przed tym przeciwników. Co istotne, w grze dyplomaci nie są przypisani do jednej roli – w jednej turze gracz może jeść tiramisu z Wiktorem Emanuelem, aby już w następnej przeprowadzać zamach na rosyjskiego ambasadora w Kopenhadze. Dyplomaci, jako jedyni, nie mają limitu długości ruchu na turę.

    Notka: Na reputację mogą wpływać także, na mniejszą skalę, akcje podjęte przez cały sojusz.

    TECHNIKA

    I Wojna Światowa to bezprecedensowy okres niesamowitych odkryć i wynalazków. Technicy mogą przechylić szalę zwycięstwa zarówno wynalazkami poprawiającymi zdolność bojową istniejących jednostek jak gazy bojowe, jak i zaskakującymi, kompletnie nowymi jednostkami jak czołgi. Po opracowaniu przez sojusz nowej jednostki (np. samolotów czy wspomnianych czołgów) technicy otrzymują możliwość przekształcenia swojego oddziału w eskadrę i – potencjalnie - bezpośrednie dołączenie od kolejnej tury na pole bitwy. W podstawowej formie oddział techników może poruszać się 3 hexy na turę, co może ulec zmianie po przekształceniu oddziału. Albo gdy gracz wyprodukuje sobie melexy. Co istotne, nawet po przekształceniu oddziału techników i wzięciu udziału w bitwie może on opracowywać kolejne wynalazki – jednak w wolniejszym tempie. Uwaga - w niektórych przypadkach dostarczenie nowych wynalazków na wszystkie fronty może zająć dłużej niż turę. Notka: Choć w rzeczywistości pierwsze bojowe użycie samolotów miało miejsce w 1911, mechanicznie w grze potrzebne będzie wynalezienie ich na nowo.

    RUCHY

    Od opisanych wyżej zasad ruchów poszczególnych jednostek istnieją odstępstwa. Ruch wgłąb wrogiego terytorium lub wzdłuż linii frontu zostaje automatycznie przerwany, jeśli jednostka na swojej trasie zostanie zaatakowana przez wroga, lub trafi na fort wrogiego sojuszu (więcej w sekcji "hexy specjalne"). Fort całkowicie uniemożliwia dalszy ruch w turze, ruch po ataku jest możliwy tylko, gdy przeciwnik zostanie pokonany w tej samej turze. Opisane wyjątki nie dotyczą dyplomatów, ze względu na ich brak limitu długości ruchu.

    PUNKTY AKCJI

    Przydzielane na podstawie średniej deklaracji wszystkich graczy w sojuszu, PA dają odpowiednie bonusy na turę do wszystkich akcji sojuszu w gałęziach: armii, dyplomacji i techniki. Jeśli sojusz zdecyduje się postawić w turze wszystko na jedną kartę, przy odpowiedniej organizacji może uzyskać duże ułatwienie dla prac jednej z gałęzi.

    REGENERACJA JEDNOSTEK

    Jest rok 1914 i technologia pozwalająca na wskrzeszanie zmarłych pojawi się dopiero za jakieś dwa-trzy stulecia. Na szczęście efekt przywrócenia liczebności armii można także osiągnąć zwiększając strumień mężczyzn po 18 roku życia trafiających na linię frontu bez świadomości jak wygląda prawdziwa wojna!

    Armie lądowe mogą zwiększyć swoją liczebność (czy też odzyskać liczebność, gdy straciły na wojnie część żołnierzy), o ile między nimi a najbliższym polem zajmowanym przez wrogi sojusz znajduje się minimum jeden hex odstępu, a gracz zadeklaruje regenerację wojsk w polu Akcji Indywidualnej. W przypadku armii morskich, aby deklaracja regeneracji/rozbudowy została uznana, muszą znajdować się na hexie morskim, który jednocześnie graniczy z hexem lądowym kontrolowanym przez sojusz gracza i nie graniczy z żadnym hexem lądowym kontrolowanym przez przeciwników.

    W obu przypadkach tempo przyrostu wojsk zależy od rzutu kostką. Podczas regeneracji armie nie mogą się przesuwać (ani, w zasadzie, robić czegokolwiek). Statki (zarówno pancerniki, jak i łodzie podwodne) w czasie regeneracji są zawsze widoczne dla wrogich okrętów, ale tylko tych przepływających przez ten sam hex; formacje lądowe obowiązują standardowe reguły.

    CO DAJĄ PODBOJE?

    Oprócz oczywistej satysfakcji z pokonania odwiecznego wroga, każdy kontrolowany hex wpływa na zaopatrzenie wojsk, co z kolei wpływa na ich morale i zdatność bojową. Każdy kontrolowany hex, z wyjątkiem tych doszczętnie zniszczonych bombardowaniami i długotrwałymi ostrzałami, dodaje 1 Punkt Zaopatrzenia. Zaopatrzenie zmniejszają blokady morskie i minowanie szlaków transportowych przez wroga.

    KOLONIE

    Czym byłaby Wojna Światowa bez reszty świata? Niestety w tym przypadku dla uproszczenia w ramach "reszty świata" ograniczymy się tylko do Afryki. Afryka jest osobną mapą, choć połączoną z Europą w trzech miejscach (Ocean Atlantycki, Hiszpańskie Maroko i Turecka Palestyna jako rekompensata za szerszy dostęp do morza przez Ententę). Afryka jest podzielona na 13 sektorów – 4 kontrolowane przez Ententę, 4 kontrolowane przez Trójprzymierze, 4 kontrolowane przez kraje neutralne i morze traktowane jako jeden wielki sektor. Każdy kontrolowany sektor lądowy dodaje sojuszowi 6 Punktów Zaopatrzenia. W przeciwieństwie do zasad obowiązujących w Europie, wojska w Afryce mogą poruszać się tylko o jeden sektor na turę.

    HEXY SPECJALNE

    Część z hexów na mapie jest oznaczona dwiema żółtymi kreskami. Oznaczają one teren trudny do przebycia, na którym obrońcy otrzymują dodatkowy bonus. Ruch po trudnym terenie jest 2 razy wolniejszy (liczony jak dwa zwykłe ruchy, co oznacza że jednostka schodząca z tego pola może przesunąć się w turze o jedno pole mniej).

    Czerwone kreski między morzami to mosty – pozwalające piechocie i artylerii na przejście między lądami bez korzystania z pancerników. Na początku gry istnieją dwa: po jednym łączącym terytoria Ententy i Trójprzymierza. Ruch po moście jest traktowany jak ruch przez jeden hex, przy czym jednostka nie może się na nim zatrzymać. Mosty mogą zostać zniszczone.

    Po zakończeniu zapisów oba sojusze otrzymają możliwość postawienia 6 fortów na 6 hexach niebędących stolicami. Forty są bronione przez niewielką ilość NPC (mechanicznie traktowanych jako armia piechoty), którzy będą automatycznie atakować każdego napotkanego przeciwnika. Dodatkowo hexy z fortami dają kontrolującym je znaczny bonus do obrony, zmieniający je po przybyciu posiłków (armii graczy) w trudne do zdobycia twierdze, a wejście na taki hex automatycznie zatrzymuje ruch wrogiej armii. Lokalizacje losowo wybranych 4 z 6 fortów zostaną ujawnione przeciwnikom.

    Stolice są bronione przez niewielką ilość NPC, ale nie mają żadnych bonusów do obrony. Zaznaczone większe miasta niebędące stolicami mechanicznie zachowują się jak zwykłe hexy, to tylko taki fabularny dodatek.

    PO WYPOWIEDZENIU NOWEJ WOJNY

    Kiedy 50% aktywnych graczy w sojuszu wyrazi chęć zaatakowania neutralnego państwa, jeden z dyplomatów musi udać się do jego stolicy w roli emisariusza. Gracze mogą prowadzić działania przeciw zaatakowanemu państwu od następnej tury – wprowadzenie tam wojsk w tej samej turze, co wypowiedzenie wojny jest możliwe, ale może doprowadzić do spadku reputacji w sąsiednich krajach.

    STABILNOŚĆ

    Mechanika symulująca nastawienie narodu do wojen prowadzonych przez władców. Wszystkie kraje zaczynają z maksymalną (100%) stabilnością, zaś wydarzenia wojenne oraz akcje dyplomatów mogą wpływać na jej obniżenie lub zwiększenie. Częściej obniżenie. Im mniejsza stabilność, tym większe szanse na wybuch rewolucji.

    REWOLUCJE

    Przy niskiej stabilności lud pracujący miast i wsi lub mniejszość narodowa (kwestia czysto fabularna) może obrócić się przeciwko legalnej władzy, tworząc kolaborującą z wrogiem armię NPC i maszerując na stolicę. Niezatrzymani w porę przez regularne wojsko mogą doprowadzić kraj do utraty kontroli nad stolicą nawet, gdy linia frontu przebiega tysiące kilometrów od niej.

    PAŃSTWA MARIONETKOWE

    Za zgodą minimum 50% graczy w sojuszu oraz gieema, z minimum pięciu okupowanych hexów wroga można utworzyć państwo marionetkowe. Choć sojusz zyskuje w ten sposób kolejną stolicę, takie państwa są zdecydowanie bardziej wrażliwe i niestabilne. Stosować z umiarem. W przypadku odbicia terenu przez oryginalnego posiadacza państwo marionetkowe znika z mapy.

    STANY ZJEDNOCZONE

    Znane też jako "P O T Ę Ż N Y B E H E M O T", Stany Zjednoczone to najpotężniejsze państwo NPC w grze. Gracze nie mogą sami z siebie wypowiedzieć Stanom wojny, ani okupować amerykańskiego lądu. Aby Stany dołączyły do wojny po stronie jednego z sojuszy, musi on spełnić bardziej rygorystyczne warunki, niż w przypadku innych państw NPC. Wymagania dla USA to minimum 200 bezwzględnych punktów reputacji dla swojego sojuszu i ujemna reputacja dla wroga, i nie mogą dołączyć w pierwszym roku wojny (przed rozpoczęciem piątej tury). Ale kiedy 10 tysięcy amerykańskich batalionów przybije do normandzkich plaż... ich przeciwnicy powinni zastanowić się nad najdogodniejszymi warunkami bezwarunkowej kapitulacji.

    POSTACI GRACZY

    Wasze awatary, wysyłane w sam środek krwawej rzezi, abyście też mogli w wyniku własnych błędnych decyzji zostać postrzeleni czy pogryzieni przez szczury przenoszące choroby. Choć zdecydowanie bardziej wpływowe od szarego szeregowego. Na podstawie deklaracji z formularza do zapisów oraz rzutów kostką, każdej postaci zostaną przypisane punkty w dwóch statystykach, zależnych od klasy, które dodadzą im i prowadzonym przez nie oddziałom odpowiednie bonusy, których znajomość umożliwi graczom lepsze kompensowanie swoich mocnych i słabych stron. (Statystyki będą jawne i dostępne w karcie postaci. Obcy wywiad zdążył rozpoznać wasze słabe strony przed wojną.)

    Postaci mogą zostać ranne, co osłabia morale i wydajność prowadzonych przez nie oddziałów i wymaga leczenia na zasadach regeneracji. Mogą też zginąć. Kiedy dowódca armii zginie, 50% pozostałych przy życiu żołnierzy/statków z armii zostanie rozdzielonych pomiędzy znajdujące się najbliżej jednostki tej samej kategorii. Druga połowa nie wiem, zdezerterowała do Mandżurii czy coś.

    Śmierć postaci oznacza koniec gry dla gracza, który od tej pory może skupić się na pasywnym czytaniu wpisów, jedzeniu tiramisu i shitpostowaniu na mirko. Przynajmniej do momentu otwarcia zapisów uzupełniających, co może wydarzyć się w środku gry, bez wcześniejszego uprzedzenia aby uniknąć celowego zabijania osłabionych postaci żeby szybko wrócić w innym miejscu. Zapisy uzupełniające stanowią zarówno możliwość dołączenia do gry przez zainteresowanych, którzy nie zdążyli na pierwsze zapisy, jak i powrotu dla poległych, przy czym ci muszą stworzyć postać od zera i muszą grać w sojuszu, w którym rozpoczynali rozgrywkę. Postaci i armie dodane do gry po zapisach uzupełniających będą najczęściej osłabione względem tych uczestniczących w akcji od pierwszej tury.

    Tworzenie takich postaci jak niespełniony akwarelista czy dziewięcioletnia japońska socjopatka technicznie rzecz biorąc nie jest zabronione, ale dla własnego dobra radziłbym to przemyśleć przed zgłoszeniem.

    TL;DR

    Gra? XD Jest ententa, jest trójprzymierze i strzelają do siebie chłopaki... o, rewolucja

    ===

    O co chodzi w tym wpisie? => https://www.wykop.pl/wpis/51041265/dokladnie-106-lat-temu-28-lipca-1914-austro-wegry-/
    pokaż całość

    źródło: itdobelikethat.PNG

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #wielkawojnafabularnie

0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:4,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:1

Archiwum tagów