•  

    Jeżeli rzeczywiście Towarowa 22 będzie wyglądała jak na tym filmie to imo będzie to jedno z najfajniejszych miejsc w mieście
    #warszawa #wola #architektura #stolica #budownictwo

  •  

    Elewatory warszawskie na Woli.
    W głębi na lewo budynek Gazowni miejskiej. Lata 1927-1928.
    #warszawa #fotografia #wola

  •  

    Witam. O co chodzi z tymi bazgrołami? Wiem że to już jest od kilku lat, ale dziś dopiero postanowiłem zasięgnąć informacji. Wygląda to na graffiti paralityka, lub kogoś nie w pełni sprawnego umysłowo. Nie wygląda to na litery. Co to jest?
    #bochomazy #warszawa #wola #bemowo #tag #grafiti #graffiti #bazgroly #smieci pokaż całość

    +: Damasweger, d....q +6 innych
  •  

    Ale leje na Urlychowie. Jesień już coraz bliżej ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #warszawa #wola #ulrychow

  •  

    Kolejny szrot znika z ulicy. Mieszkańcom #warszawa polecam aplikację #19115 a reszcie zgłaszanie ich do Straży Miejskiej lub Policji, bo mają obowiązek zajmować się takimi złomami (art. 50a prd). Miejsc parkingowych zawsze jest za mało, więc zachęcam do działania. Estetyka i środowisko też na tym zyskają :)

    #auto #samochody #policja #parkowanie #bialoleka #tarchomin #brodno #targowek #pragapolnoc #pragapoludnie #grochow #goclaw #rembertow #wesola #saskakepa #wawer #bielany #zoliborz #ursus #wlochy #wola #ochota #mokotow #ursynow #wilanow #strazmiejska pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1533808424601.png

    +: bersking, l.....2 +21 innych
  •  

    Na warszawskiej Woli powstanie kaskadowy budynek. Obiekt zlokalizowany będzie przy ul. ul. Jana Kazimierza 62A. Co myślicie o takiej architekturze? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Więcej info o budynku tutaj.
    #wola #warszawa #architektura #polska #urbanistyka #budownictwo #skyscrapercity #skyscrapercitycontent pokaż całość

  •  

    Tak prezentują się Art Deco Apartamenty zlokalizowane przy ul. Siedmiogrodzkiej 7 w Warszawie. Więcej na temat projektu tutaj.

    Pierzeję z głównym wejściem ozdabia drewniany moduł oraz mozaika wykonana przez artystę – Lubosza Karwata. Dzieło stworzone ze szlachetnych rodzajów kamienia i elementów 24-karatowego złota, nawiązuje do świetności warszawskiej Bohemy. Także wnętrza budynku zaprojektowano i wykonano z wykorzystaniem wysokiej jakości materiałów.

    Podoba Wam się?
    #wola #warszawa #architektura #budownictwo #design #urbanistyka #artdeco #sztuka
    pokaż całość

  •  

    Tak wygląda pierwsza w Polsce inwestycja mieszkaniowa z certyfikatem BREEAM na poziomie Very Good. Osiedle Metropoint Apartments powstaje w Warszawie przy ul. Karolkowej.

    Co certyfikat oznacza w praktyce? To, że inwestycja spełnia szereg kryteriów sprzyjających środowisku naturalnemu oraz przyszłym użytkownikom. Więcej o projekcie i samym certyfikacie tutaj.

    Liczą się dla Was takie certyfikaty?
    #warszawa #wola #budownictwo #ekologia #nieruchomosci #architektura #urbanistyka #design #skyscrapercity #skyscrapercitycontent
    pokaż całość

    •  

      @Projekt_Inwestor: powiem tak. BREEM i LEED "Co certyfikat oznacza w praktyce? To, że inwestycja spełnia szereg kryteriów sprzyjających środowisku naturalnemu oraz przyszłym użytkownikom. Więcej o projekcie i samym certyfikacie" - na papierze spełnia na prawde wszystkie wymogi -mo musi, bo każdy budynek musi spełniać szereg wymogów regulacji prawnych, norm i przepisow budowlanych - czyli nie wnosi nic nadzwyczajnego pod kątem prawnym, bo te tzw. "szereg kryterów sprzyjającym środowisku" opisują zwykłe przepisy. Jak to się teraz ma w praktyce? Tak na prawde jedznie podnosi prestiz inwestycji,i mozliwosc wynajecia / sprzedania powierzchni za większe pieniądze.
      Jaki minus? W chuj papierkowej roboty i niekiedy beznadziejne wymagania - po prostu bzdurne i nakladające nie tylko na etap budowlany ale też już na etapie eksploatacyjnym nakład nikomu niepotrzebnej papierkowej roboty, a to i tak nie wszystko. Aby uzyskać certyyfikacje to trzeba słono zaplacić aby (jak w przypadku (BREEM) szanowny Pan (polak) przyleciał do Polski z Londynu by przedstawić szereg swoich głupich wymagań, ktore oceniane są w jakiś tam punktach. Nie pamiętam szczegółowo i po koleji co tam było wypisywane
      http://www.guardian-czestochowa.com/UserFiles/File/Brochure%20LEED%20Europe_PL_0413.pdf takie cus znalazlem, ale to jest jakieś ogólnikowe. Nawet ładnie odnoszą się do firmy produkujacej szklo - ktore jak zastosujesz - czyli kupisz po zajebiscie duzej cenie to uzyskasz punktacje.
      Odniose się do swojego działu, który mnie dotyczył jako etapu budowy, czyli elektryka / telekomunikacja. Od razu mówie, że BREEMu nie było podczas projektowania, wtrącił się później.
      Otóż, inżynierowie realizujące projety budowlane np wg standardów FIDIC już sami w sobie nakładają na jakość budowy, zgodność z przepisami, bezpieczeństwo i również papierologie. Dodatkowo procedury rozliczeniowe fidica akceptuja polskie banki w udzielaniu kredytów.
      A wiec punktacja w energetyce:
      Optymalizacja wydajności energii - w przypadku elektryki.
      Już na etapie projektowania projektant elektryczny dostaje po dupie ze ma być energooszczedny i maja byc zastosowane rozwiązania redukujące nadmierny pobór prądu - co jest standardem. BREEM wprowadza normy wogle nie stosowane w polsce nakazujace wykorzystania akurat materiału praktycznie takiego samego, ale pod innym oznaczeniem i w dodatku znacznie droższego. Nie pamietam co tam było jeszcze, ale jak BREEM w projekt i realizacje obiektu w Warszawie nam się wtrącil to to budżet po kalkulacji zmian projektowych dostosowuujacych obiekt do wymogow po kalkulacjki wyrus o 30%. Działalismy jako Inwestor zastepczy w formie constraction managment . W ramach tego działania również bylismy zobowizani do optymalizacji kosztow i to nie kosztem materialow. W przypadku BREEM zwiększa sie duzo koszt wykonania.A co nas to obchodzilo w sumie. Inwestor chciał breem bedzie go mial. Nie my płacimy a on. Potem z pytaniami do nas czy nie nie da sie tego zoptymalizowac - my odpowiedzielismy ze mozna stosujac materiały szeroko stosowane materialy polskie lub innych producentos spelniajace wszyskie normy i UE i PN.

      A dodam, że jak poznaliśmy szanownego Pana, ktory laskawie przylecial do Polski i dowiedzielismy sie o kwocie tej certyfikacji sami sie zastanawialismy czy nie zrobic kursu w londynie - kosz takiego szkolenia wtedy to 120 000,00 zl i wpelni uprawnia cie do wydania certyfikatu. Nic nie robisz, przyjezdzasz na budowe mowisz swoje warunki - budowa przedstawia co moze spelnic, ty to punktujesz i zgarniasz grube miliony.
      Tak to wygląda. Czy jest to warte zachodu? nie. ale inwestorzy o tym nie wiedza bo co oni sie tam znaja. To jest certyfikat, a jak jest certyfikat to znaczy ze jest zaaaajebiste.
      taka certyfikacje mozna porownac afery z VW w sprawie emisji spalin. Certyfikat był - czyli znaczylo ze jest przyazny srodowisku a wyszlo jak zawsze.
      Pamietacie pożar, a w zasadzie grill w londynie? w załączeniu zdjęcie i poniżej link.
      https://www.o2.pl/artykul/ogromny-pozar-w-londynie-pietrowy-budynek-w-ogniu-6133408793437825a
      Budynek ten również posiadał jeden z tych certyfikatów które nakazywały wykonania elewacji ze specjalnego tworzywa, ktore jak certyfikat mowił jest niepalny. Palił się szybciej niż materiały standardowo stosowane w anglii do wykonania tej elewacji.
      pokaż całość

      źródło: wprost.pl

  •  

    Dziś podpisano umowę na projekt budowlany pierwszego warszawskiego mostu pieszo-rowerowego. Kładka przez Wisłę zlokalizowana będzie na wysokości ul. Karowej i S. Okrzei. Więcej tutaj.

    #warszawa - będziecie korzystać?
    #urbanistyka #budownictwo #architektura #praga #targowek #powisle #wola pokaż całość

  •  

    Ja pierdole kurwa
    #warszawa #wola #smog

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Screenshot_20180223-224934.png

    +: p........y, slavas +4 innych
  •  

    Kompleks Wola Retro odmieni tę część miasta, jak myślicie? Trzy budynki, w tym odrestaurowany i zmodernizowany biurowiec z lat trzydziestych ubiegłego wieku, zostaną oddane do użytku w lipcu 2019 roku. Cały tekst tutaj.

    #architektura #warszawa #wola #urbanistyka #design #budownictwo #nieruchomosci #skyscrapercity #skyscrapercitycontent pokaż całość

  •  

    W czasie wszechobecnych afer i narzekania na usługi chciałbym serdecznie polecić serwis Car Serwis Complex w #warszawa #wola. Adres zakładu to Olbrachta 94A.

    Byłem u nich w piątek po południu z autem bo chwilę wcześniej uszkodziłem układ wydechowy. Mechanik powiedział, że nie ma wolnych podnośników (co dziwne nie było, bo przyjechałem tam tuż po awarii, bez umawiania się). Zajrzał tylko na szybko pod auto, powiedział co się mogło uszkodzić i ile mniej więcej wyniesie naprawa, 200 - 300 zł.
    Wieczorem poszedłem po auto okazało się, że niestety części będą dostępne dopiero w poniedziałek, ale że poprawili ile mogli teraz i żebym wrócił w poniedziałek (przy zostawianiu auta poprosiłem, żeby dali znać jak nie dadzą rady naprawić przed weekendem bo mega potrzebowałem samochodu w weekend, nawet brzmiącego jak WRX). Pieniędzy za czas poświęcony nie chcieli. Cena ostateczna jaką usłyszałem to 250 zł, po sprawdzeniu cen części.

    W poniedziałek odstawiłem auto. Przy odbiorze usłyszałem, że należy się 150 zł zamiast 250 zł bo okazało się, że jedna z plecionek, którą podejrzewali o uszkodzenie jest sprawna i nie ma sensu wymieniać jej na zapas. Mega tym u mnie zyskali, na pewno tam wrócę. Szczególnie, że umówieni byliśmy na kwotę 250 zł za doprowadzenie auta do sprawności - nie dociekałbym co oni tam zrobili bo kwotę znałem wcześniej.

    Nie raz spotkałem się z odwrotną sytuacją, w której inny mechanik próbował mnie naciągnąć np. wmawiając mi, że oprócz części X należy wymienić również Y bo zaraz się rozleci a jest obok. Cóż, 2 lata się nie rozleciała a według innego mechanika wyglądała i wygląda okej ;)

    Tak więc polecam Wam serwis o takich danych:
    Car Serwis Complex
    Jana Olbrachta 94a
    Warszawa
    608 095 255
    https://www.facebook.com/CarSerwisComplex/

    #mechanikasamochodowa #motoryzacja
    pokaż całość

    •  

      @ArekJ: No ja nie będę się wypowiadać ile zajął mi dojazd w dwie strony ale kurczę, 120zł za wymianę oleju, filtrów, przeczyszczenie czujnika stop, naprawa mocowania tłumika i masy do sondy lambda to bardzo uczciwa cena... spodziewałem się na 3 stówki co najmniej ( ͡€ ͜ʖ ͡€)

      +: ArekJ
    •  

      @Klejnot_nilu: Kiedyś w konkurencyjnym warsztacie za wymianę oleju + filtra i płynu chłodniczego usłyszałem 300 zł. Netto. Bez płynów ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Więc zgadzam się, cena bardzo okej. Też bym się spodziewał dużo wyższej.

    • więcej komentarzy (67)

  •  

    Skurwysyna który pozwolił na stworzenie wąskiego gardła w godzinach szczytu za Rondem Daszyńskiego powinno się za jaja powiesić. No chuj, że budują metro. Ale kurwa spędzić 40 minut w autobusie pomiędzy Rondem Daszyńskiego a Szpitalem Wolskim to jeszcze nie grali
    #warszawa #wola #ztm

  •  

    Wiem jak to zabrzmi, ale "szukam znajonych"

    Przeprowadziłem się po skończeniu studiów medycznych do Warszawy i w zasadzie prawie nikogo tu nie znam, a w pracy mam mało kontaktu z ludźmi w podobnym wieku (25l). Tak więc jakby ktoś chciał isć na piwo w niedzielę lub w przyszłym tygodniu to pisać

    #warszawa #oswiadczenie #piwo #wola #bemowo pokaż całość

    +: a.....f, bartol_wwa +8 innych
  •  

    #warszawa #bemowo #wola #bieganie Dzisiaj na bemowie odbywa się bieg dla życia. Przez caly okres trwania biegu mozna zarejestrować się jako potencjalny dawca szpiku. Zapraszam ʕ•ᴥ•ʔ

    +: K.........a, Kinja +5 innych
  •  

    #warszawa #centrum #wola
    Będzie korek na Prostej w kierunku centrum. Na wysokości ulicy Twardej potrącenie pieszego na pasach, nir wyglądało to za dobrze

    +: K.........a, idzpanstont +4 innych
  •  

    Mirki nie zgubił ktoś z was drona w #warszawa #wola #bemowo a dokładniej to okolice Lidla przy Księcia Bolesława #fortbema #laseknakole #obozowa #waldorffa? Cudo takie jak na zdjęciu, w środku była karta pamięci, niestety #android nie mógł jej otworzyć, więc wezmę drona do domu. Jak uda mi się odczytać dane, to wrzucę w komentarzach.
    #warszawa #drony #cudazchin #itemyzchin #aliexpress #gearbest #quadrocopter #quadcopter #fotografia #filmowanie
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1504203316117-703710364.jpg

  •  

    Od 4 września powrót na rozkłady przedwakacyjne + troche zmian. Wracają tramwaje na obozową, więcej kursów przy Starzyńskiego.

    http://ztm.waw.pl/aktualnosci.php?i=1977&c=100&l=1

    #ztm #mpk #warszawa #wola #bemowo #bielany #bialoleka pokaż całość

  •  

    Czy ktoś z Was jeszcze widział w #warszawa #wola grupę #niebieskiepaski, dziś około godz. 17? Jeden z nich miał bardzo krótka sukienkę. To jakiś manifest, o którym nie wiem? A może #niebieski przegrał jakiś zakład??

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

    +: N................e, Brajanusz_hejterowy +4 innych
  •  

    Siema Mirki, 11ego sierpnia przy ulicy Okopowej 56 (budynek przy Klifie) wyskoczyl nam kot z balkonu na pobliskie drzewo i wyladowal na boisku przy szkole. Z wideokamer wynika, ze leżał na miejscu do czasu aż przybyliśmy. Musiał byc w ogromnym szoku, bo po tym jak usłyszał, że ktoś się zbliża, uciekl niewiadomo w która stronę...

    Szukamy go juz od doby. W międzyczasie rozwiesiliśmy ulotki, byliśmy w schronisku ale narazie bez żadnego skutku.

    Gdyby ktoś napotkał czarnego kocura z charakterystycznymi białymi włoskami na brzuchu proszony jest o kontakt. Reaguje na imię "Czarnuszek".

    numery kontaktowe: 883 130 080, 577 579 884 lub 698 999 399.

    Oczywiscie przewidziana jest duża nagroda!

    #warszawa #wola #muranow #muranow #kot #smiesznypiesek
    pokaż całość

  •  
    n....................z via Android

    +6

    W parku Powstańców pojawiły się krzesełka do opalania. W sumie fajny pomysł (✌ ゚ ∀ ゚)☞
    #warszawa #wola

    źródło: fromapp.jpg

    +: qwertty321, V........r +4 innych
  •  

    Śmiesznie tak Wolska wygląda bez wiaduktu kolejowego, od razu więcej przestrzeni się zrobiło

    #warszawa #wola #pkp

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Kumpel z studiów robi jakieś wydarzenie na temat boksu, a że fajną fotkę sobie strzelił to postanowiłem się tym z Wami podzielić. Rzecz nazywa się "Kurs obrony przed chamstwem - Boks od podstaw" i ma dotyczyć promocji boksu i zdrowego trybu życia. Wydarzenie ma mieć miejsce 13. maja w Parku Szymańskiego na Woli. Obecnie zapisało się blisko 1000 osób.
    Foteczka też fajna. Robiłem z gościem (ten z prawej) jeden projekt i mogę go polecić. Bardzo pozytywny i kreatywny gość.
    #warszawa #boks #wola
    pokaż całość

    +: C........D, elegantB +14 innych
  •  

    #warszawa #wola

    Browary Warszawskie - historyczny fragment Woli otworzy się na miasto.

    Kluczowym elementem Browarów Warszawskich będą ogólnodostępne przestrzenie, takie jak: plac przy historycznym budynku Warzelni, Brama Browarów od strony ulicy Grzybowskiej czy tzw. plac śniadaniowy pomiędzy budynkami mieszkalnymi w północnej części działki. Na placach skupi się życie kompleksu – wokół nich powstaną restauracje, kawiarnie, sklepy i punkty usługowe. Nie zabraknie naturalnej zieleni i małej architektury. Do dyspozycji mieszkańców, spacerowiczów, turystów i pracowników firm, które będą miały tu swoje biura, będzie łącznie aż 15 700 mkw. otwartego terenu, umożliwiającego swobodny spacer przez Browary Warszawskie przez całą dobę. W ramach inwestycji powstaną też nowe ulice, w tym zupełnie nowy odcinek Krochmalnej.

    Szczególnym elementem całego założenia będzie też odrestaurowany fragment (ok. 1 750 mkw.) XIX-wiecznych piwnic. Będzie można tu odetchnąć atmosferą dawnej Warszawy, korzystając z gastronomii i lokali handlowych kultywujących tradycje rzemieślnicze. Nad piwnicami powstanie ogród centralny o powierzchni 1 500 mkw. Będzie to nawiązanie do jeszcze wcześniejszej historii Woli, która – zanim przekształciła się w zagłębie przemysłowe – była dzielnicą sadów i ogrodów.

    #architektura #nieruchomosci #budownictwo #ciekawostki #rzemioslo #historia #polska
    pokaż całość

    źródło: jems.pl

  •  
    N.....s via Android

    +7

    Czy widzę okno jakiegoś Mirka z #warszawa #wola #rondoonz xD?

    źródło: fromapp.jpg

    +: kantek007, x..r +5 innych
  •  

    #rozdajo tylko dla mirkow z #warszawa bo mi sie nie chce isc na poczte.
    Sprawna, lezy i sie kurzy bo nie uzywana dosyc dlugo.
    Odbior na #wola
    #studbaza bo to opcja taniego drukowania.
    #mirkorandom wybierze kogos o 22 dzisiaj.
    #drukarki #cebuladeals bo znizka 100% ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

  •  

    Drodzu Mirki z #warszawa #wola jest zajebista opcja pojeść do oporu za relatywnie mały hajs.
    1. Wchodzimy na stronę pizza hut bądź też w apke mobilną
    2. Dodajemy najtańsza pizze tak aby była możliwość dowozu
    3. Dodajemy małe pizze hells kitchen lub prowansalską (ich cena powinna być 0pln) w ilości hurtowej (nam raz 4 a teraz 8 dowieźli)
    4. Płacimy z góry kartą
    5. Czekamy na dowóz

    Akcja sprawdzona 2 razy
    Akcja działa tylko dla lokalu na al. Solidarności
    #pizzahut #cebuladeals
    pokaż całość

    +: S..i, rangerus +14 innych
  •  

    #warszawa #bemowo #wola omijajcie Górczewska w kierunku Bemowa na odcinku ks Janusza - Konarskiego

  •  
    N....h

    +32

    7 sierpnia 1944 r. zakończyła się rzeź Woli.

    Niemcy zdobyli gmach sądów na Lesznie, a także opanowali rejon ulic Chłodnej i Elektoralnej oraz Hale Mirowskie i placu Żelaznej Bramy. Tym samym udało im się zabezpieczyć odcinek arterii wolskiej aż po pl. Bankowy oraz odciąć Stare Miasto od Śródmieścia.

    O zakończeniu walk powstańczych na Woli można było jednak mówić dopiero 11 sierpnia, kiedy to Zgrupowanie „Radosław” opuściło rejon ul. Okopowej i przez ruiny getta wycofało się na Starówkę.

    Wtedy widziałem, jak wpędzano siłą polskich cywilów z podwórza przez poprzeczny budynek („m”) partiami po 10 osób, kładziono ich na stosach twarzą w dół, niektórych nawet wleczono za włosy i następnie byli rozstrzeliwani przez SS-mana strzałami w potylicę. Zabitych nie usuwano i następna partia musiała wchodzić na trupy lub była wciągana, a następnie również rozstrzeliwana. I tak dalej dopóki cały stos nie został zapełniony, a wszyscy znajdujący się tam Polacy rozstrzelani. Widziałem około 9–10 warstw trupów tak ułożonych na stosie. Kobiety z dziećmi przy piersi były rozstrzeliwane razem.

    Oddziały niemieckie dopuściły się szeregu mordów na mieszkańcach Woli oraz zachodnich kwartałów Śródmieścia Północnego. Na trasę niemieckiego natarcia spędzono setki mężczyzn, których zmuszono do usuwania barykad i gruzu oraz osłaniania swoimi ciałami natarcia niemieckich czołgów. Jeszcze tego samego dnia większość zakładników została rozstrzelana. Jednym z głównych miejsc kaźni stały się Hale Mirowskie, gdzie między 7 a 8 sierpnia rozstrzelano ok. 700 osób]. Niemcy kontynuowali także egzekucje na opanowanych w poprzednich dniach terenach Woli – m.in. w okolicach kościoła św. Wawrzyńca. Antoni Przygoński oceniał, że 7 sierpnia zamordowano na Woli ok. 3800 Polaków.

    Trwało jednocześnie wysiedlanie ludności stolicy. Płonącymi ulicami, wśród stosów trupów, tysiące mieszkańców Woli, Powiśla i Śródmieścia Północnego pognano do kościoła św. Wojciecha, a stamtąd na Dworzec Zachodni lub do Włoch, skąd wysiedleńcy byli następnie wywożeni do obozu w Pruszkowie.

    Towarzyszyła temu masowa grabież oraz gwałty na kobietach i dziewczynkach. Niemieccy żołnierze wyciągali mężczyzn i chłopców z tłumu uchodźców, po czym na miejscu ich rozstrzeliwali. Prawdopodobnie 7 sierpnia zginął w ten sposób ks. płk Tadeusz Jachimowski ps. „Budwicz”, naczelny kapelan Armii Krajowej. Nagminnie mordowano także osoby ranne, chore i niedołężne, które opóźniały marsz lub nie miały siły iść dalej.

    Świadkowie zeznawali, iż tego dnia niemieccy żołnierze stworzyli ludzki łańcuch złożony z kilkudziesięciu polskich mężczyzn, kobiet i dzieci, zza którego ostrzeliwali pozycje powstańców w rejonie pl. Kercelego.

    Wieści o niemieckich zbrodniach rozeszły się bardzo szybko. Polska ludność zamieszkująca niezajęte jeszcze przez wroga kwartały Woli i Śródmieścia Północnego rozpoczęła paniczną ucieczkę w kierunku Starego Miasta.

    -------------------------
    Podsumowanie

    Eksterminacja ludności Woli dokonana przez oddziały Reinefartha i Dirlewangera była bezpośrednim następstwem oraz wykonaniem rozkazów Hitlera i Himmlera, nakazujących zburzenie Warszawy i wymordowanie wszystkich jej mieszkańców.

    Ustalenie dokładnej liczby ofiar ludobójstwa dokonanego na Woli nie było możliwe ze względu na spalenie większości zwłok przez Niemców oraz niewielką liczbę ocalałych świadków, którzy mogliby wskazać nazwiska zamordowanych (w trakcie rzezi ginęły bezimiennie całe rodziny)

    Na skutek podpaleń i wysadzeń dokonywanych przez oddziały niemieckie uległo zagładzie 81% zabudowy mieszkalnej Woli. Z powodu dewastacji i grabieży zrujnowany został także wolski przemysł.

    -------------------------
    Odpowiedzialność sprawców

    Żaden ze sprawców ludobójstwa dokonanego na Woli nie został po wojnie pociągnięty do odpowiedzialności karnej.

    Kilka miesięcy po zakończeniu działań wojennych Erich von dem Bach-Zelewski został aresztowany przez Amerykanów. Podczas procesu norymberskiego złożył szereg zeznań obciążających nazistowskich przywódców, dzięki czemu USA odmówiły później jego ekstradycji do Polski. W lutym 1947 pojawił się jedynie na krótko w Warszawie, aby wystąpić jako świadek na procesie gubernatora dystryktu warszawskiego, Ludwiga Fischera

    SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth nie został ekstradowany do Polski, gdyż nie wyraziły na to zgody okupacyjne władze amerykańskie. W latach 1951–1967 pełnił funkcję burmistrza miasta Westerland na wyspie Sylt; od 1958 roku zasiadał także w landtagu kraju związkowego Szlezwik-Holsztyn. Dopiero w 1961 roku wszczęto przeciw niemu śledztwo w związku ze zbrodniami popełnionymi w Warszawie przez podległe mu oddziały. Rozpoczęte w 1963 roku sądowe postępowanie przygotowawcze zostało jednak po czterech latach umorzone przez sąd we Flensburgu ze względu na rzekomy „brak wystarczających dowodów winy” (Reinefarth otrzymał dodatkowo odszkodowanie w wysokości 100 tys. marek)

    Po wyzwoleniu Warszawy na terenie Woli prowadzone były prace ekshumacyjne. Wielki pogrzeb prochów mieszkańców dzielnicy odbył się 6 sierpnia 1946. Tego dnia, po żałobnej mszy w śródmiejskim kościele Najświętszego Zbawiciela, 100 – według innych źródeł 115 lub 117 – trumien przewieziono otwartymi samochodami na Wolę i uroczyście pochowano na Cmentarzu Powstańców Warszawy. Trumny zawierały od 8 do 12 ton prochów ludzkich, zebranych z miejsc straceń na ulicach, skwerach i podwórkach Woli, a także z okolic Pawiaka, ruin getta warszawskiego, siedziby Gestapo w al. Szucha oraz Instytutu Radowego na Ochocie.

    #historia #iiwojnaswiatowa #zdjeciazwojny #fotohistoria #powstaniewarszawskie #wola #warszawa #mordercy
    pokaż całość

    źródło: i.wp.pl

    •  

      @Emes91: z tego co pamiętam dewizą wielu wykopków jest sugerowanie się wieloma źródłami, a nie jednym przy budowaniu opinii.
      W jaki sposób nagle powstanie zmieniło postrzeganie Polski przez Stalina? Wystraszył się i stwierdził że nie opłaca mu się wchłaniać Polski? Błagam...

    •  

      @Dzwoneg: O, czyli jednak dało się przeczytać ten wywiad i jednak są w nim jakieś argumenty, na które jesteś w stanie odpowiedzieć? Brawo. Następny krok to może trochę mniej pogardliwy ton w stosunku do tez człowieka, który na tym temacie zna się o wiele lepiej niż ja czy Ty.

      Nie chodzi tylko o postrzeganie Polski przez Stalina, ale postrzeganie Polski przez cały świat. A skoro MIMO naszego ogromnego wkładu w wojnę Alianci byli w stanie na końcu splunąć nam w twarz i nie zaprosić nas nawet na Paradę Zwycięstwa (gdzie byli zaproszeni nawet Afrykańczycy i Hindusi), to wcale nie jest nierealnym, by przy braku takiej demonstracji swojej obecności i woli niezależności, jaką było powstanie, Stalin byłby w stanie uzyskać zgodę na dalsze ograniczenie suwerenności Polski, włącznie z wchłonięciem jej do ZSRR, jak przecież zrobił z krajami bałtyckimi, które były niepodległe przed wojną. A niewątpliwie miał na to chrapkę, skoro nazywał Polskę swoją "największą wojenną zdobyczą". pokaż całość

    • więcej komentarzy (20)

  •  
    N....h

    +14

    Rzeź Woli w dniu 6 sierpnia 1944 r.

    W nocy z 5 na 6 sierpnia Niemcy otrzymali znaczne posiłki. Następnego dnia jednostki Reinefartha wraz z 608 Pułkiem Ochrony związały Zgrupowanie „Radosław” zaciętą walką w rejonie cmentarzy wolskich, podczas gdy pułk Dirlewangera kontynuował natarcie w kierunku „dzielnicy rządowej”, uderzając wzdłuż ulic Chłodnej, Ogrodowej i Krochmalnej.

    W wyniku walk stoczonych 6 sierpnia Niemcy zepchnęli polskich obrońców za linię ul. Żelaznej, a czołowy batalion pułku Dirlewangera przebił się do Ogrodu Saskiego. Mimo udanego przełamania polskiej obrony Niemcy nie mogli jeszcze mówić o skutecznym odblokowaniu arterii wolskiej. Powstańcy wciąż zajmowali bowiem pozycje obronne w rejonie cmentarzy wolskich i w gmachu sądów na Lesznie, podczas gdy odcinek ul. Chłodnej ciągnący się od ul. Żelaznej do placu Żelaznej Bramy pozostawał swoistą „ziemią niczyją".

    W myśl rozkazu von dem Bacha niemieccy żołnierze mieli oszczędzać kobiety i dzieci, nadal obowiązywał ich natomiast rozkaz rozstrzeliwania wziętych do niewoli powstańców oraz polskich mężczyzn-cywilów. Nie wszystkie oddziały liniowe zaczęły jednak przestrzegać od razu nowych wytycznych. Antoni Przygoński nie wykluczał, iż Reinefarth i Dirlewanger przyjęli do wiadomości odwołanie pierwotnego rozkazu Hitlera dopiero w momencie, gdy otrzymali stosowne wytyczne na piśmie. W rezultacie rzeź Woli była kontynuowana. Przygoński oceniał, że 6 sierpnia zamordowano na Woli około 10 tys. Polaków. Ofiarą masakry padli m.in. mieszkańcy zdobytych tego dnia domów przy ulicach Chłodnej, Leszno, Towarowej i Żelaznej. Kontynuowano także masowe rozstrzeliwanie cywilów w opanowanych uprzednio kwartałach Woli. Zbiorowym egzekucjom nadal towarzyszyły gwałty, grabieże i palenie domów. Oszczędzone kobiety i dzieci gnano płonącymi ulicami do kościoła św. Wojciecha.

    Nieprzyjaciel paląc kolejne domy - wycina ludność Woli... Szykuje się wielka tragedia, tak jak historyczna rzeź Pragi... Jeśli możecie dać pomoc, to szybko, godzin zostało niewiele...

    6 sierpnia głównym miejscem kaźni stał się skład maszyn rolniczych fabryki Kirchmajera i Marczewskiego (ul. Wolska 79/81). Prawdopodobnie rozstrzelano tam tego dnia blisko 2 tys. mieszkańców Woli. W gronie ofiar znaleźli się m.in. mieszkańcy domów przy ulicach Krochmalnej, Płockiej i Towarowej oraz około 50 Żydów greckich, węgierskich i rumuńskich z obozu KL Warschau przy ul. Gęsiej, uwolnionych dzień wcześniej przez żołnierzy AK.

    W nocy 5/6 sierpnia na terenie składu zamordowano także ponad 20 zakonników przyprowadzonych z klasztoru oo. redemptorystów przy ul. Karolkowej 49(łącznie w czasie rzezi Woli zginęło 30 redemptorystów z klasztoru przy ul. Karolkowej – w tym 15 ojców, 9 braci koadiutorów, 5 kleryków i 1 kleryk nowicjusz).

    Tego dnia masowe egzekucje mieszkańców Woli były przeprowadzane przez Niemców również w fabryce Franaszka, w okolicach kościoła św. Wawrzyńca oraz w okolicach klasztoru redemptorystów przy ul. Karolkowej.

    W pobliżu Szpitala Wolskiego rozstrzelano natomiast kilkuset wziętych do niewoli powstańców oraz osoby uznane za powstańców – w tym wiele dzieci oraz młodocianych w wieku od 12 do 16 lat. Z kolei około godziny 15:00 lub 16:00 Niemcy oraz żołnierze jednego z batalionów azerbejdżańskich wtargnęli do Szpitala Karola i Marii przy ul. Leszno 136. Szpital został spalony, a od 100 do 200 ciężko rannych i chorych zostało zamordowanych.

    W gronie ofiar znalazło się co najmniej dwadzieścioro dzieci oraz pewna liczba rannych żołnierzy AK. Likwidacji szpitala towarzyszyły grabież oraz gwałty na kobietach. Personel, lżej rannych pacjentów oraz dzieci, którymi zaopiekowały się pielęgniarki, odprowadzono do Szpitala Wolskiego. Po drodze Niemcy rozstrzelali jednak naczelnego chirurga szpitala, dr. Włodzimierza Kmicikiewicza.

    O wyjątkowo perfidnej zbrodni zeznaje świadek Stefan Urlich, lat 47:

    W ciągu pierwszych dni Powstania Warszawskiego 1944 r. przebywałem w mieszkaniu przy ul. Bema 56... W dniu 5 czy tez 6 sierpnia 1944 r. oddziały niemieckie wypędziły ludność cywilną z ul. Bema. Ja zostałem, dzięki temu, iż pracowałem w kuchni dla kolejarzy niemieckich na Dworcu Zachodnim. W kilka dni po wysiedleniu ludności, 8 czy 9 sierpnia 1944 r., zauważyłem, iż nad bramą domu ulicy Bema 54, została zawieszona flaga z Czerwonym Krzyżem, okna od strony toru kolejowego zostały zabite deskami, a przed bramą zauważyłem grupki, po dwóch, trzech esesmanów z opaskami Czerwonego Krzyża na rękawach.

    W tym czasie ulica Bema do Dworca Zachodniego były prowadzone pod eskortą grupy ludności cywilnej wysiedlonej z innych dzielnic Warszawy. Esesmani z opaskami Czerwonego Krzyża, odłączali od grupy pędzonych, grupy dzieci lat 6 do 10, kaleki, staruszki i kobiety ciężarne i odłączonych prowadzili do domu Kosakiewicza. Widziałem to jadąc rykszą po kartofle dla kuchni... widziałem potem, iż dzieci wyglądały przez okna od ulicy Bema na parterze, starsi na pierwszym piętrze...

    Pomiędzy godziną 23 a 24 usłyszałem straszne jęki, krzyki i strzały dochodzące z posesji Kosakiewicza. Wydawało mi się, iż strzały padają z posesji Lilpopa, położonej naprzeciwko nr 54. Wyszedłem po cichu z domu, doczołgałem się do rowu po stronie toru kolejowego. Zobaczyłem wtedy, iż dom nr 54 stoi w płomieniach, a jednocześnie słyszałem dochodzące z płonącego domu straszne krzyki i przekleństwa rzucane na Niemców i wołanie dzieci: "Mamo". Nikt z płonącego domu nie uciekł, z tej strony okna były zabite deskami, drzwi musiały być zamknięte. Od strony fabryki Lilpopa padały strzały seryjne, nie zorientowałem się, z jakiej broni. Zrozumiałem, iż płoną ludzie żywcem..."

    Dzielnica była zasłana dziesiątkami tysięcy trupów. Chcąc zapobiec wybuchowi epidemii oraz zatrzeć ślady zbrodni, Niemcy utworzyli 6 sierpnia tzw. Verbrennungskommando. Było ono złożone z ok. 100 młodych i silnych polskich mężczyzn, których wyłączono z grona mordowanej ludności Woli, a następnie zmuszono do pracy przy uprzątaniu i paleniu zwłok. Verbrennungskommando kwaterowało w budynku przy ul. Sokołowskiej i pozostawało podzielone na dwie 50-osobowe grupy operujące w rejonie ul. Wolskiej i ul. Górczewskiej. Członkowie komanda jako bezpośredni świadkowie ludobójstwa byli przeznaczeni do likwidacji po zakończeniu pracy. Tylko nieliczni spośród nich zdołali (dzięki łapówce bądź życzliwości strażników) uciec i przeżyć wojnę.

    6 sierpnia z kościoła św. Wojciecha skierowano pierwszy transport do obozu przejściowego w Pruszkowie. Znalazło się w nim około 5 tys. ocalałych z rzezi mieszkańców Woli, którzy pieszo musieli pokonać blisko piętnastokilometrową trasę. Transport dotarł do obozu 7 sierpnia w godzinach porannych.

    6 sierpnia pognano również do Pruszkowa kilka tysięcy polskich cywilów przetrzymywanych dotąd w halach warsztatów kolejowych na Moczydle. Szlak przemarszu wiódł przez Jelonki. Po drodze Niemcy wyciągali z tłumu młodych mężczyzn, których rozstrzeliwali na miejscu. Zabijano również tych cywilów, którzy nie mieli siły iść dalej lub zatrzymywali się, by zaczerpnąć wody lub zerwać warzywa rosnące na pobliskich ogródkach działkowych.

    Wieczorem tego samego dnia skierowano również do Pruszkowa grupę Polaków przetrzymywanych dotąd w kościele św. Wawrzyńca. Niemcy polecili jednak pozostać w kościele grupie około 40 starców, rannych, chorych, po których ślad odtąd zaginął.

    5 sierpnia 1944 r. rozpoczęła się rzeź Woli.

    #historia #iiwojnaswiatowa #zdjeciazwojny #fotohistoria #powstaniewarszawskie #wola #warszawa #mordercy
    pokaż całość

    źródło: upload.wikimedia.org 18+

  •  
    N....h

    +208

    5 sierpnia 1944 r. rozpoczęła się rzeź Woli.

    Na zdobytym przez Niemców terenie 5 sierpnia rozpoczęła się bezprzykładna masakra ludności cywilnej. Walec śmierci toczył się od zachodnich rubieży Woli wzdłuż ulic Wolskiej i Górczewskiej. Szwadrony śmierci zaopatrywane były ze specjalnych wozów pancernych w amunicję i zapasowe lufy do karabinów maszynowych. Masakrze przyglądał się ze stanowiska dowodzenia w pobliżu ul. Wolskiej i Syreny kat Woli gen. Heinz Reinefarth.

    Wspomina Jerzy Janowski, który w sierpniu 1944 r. miał 12 lat:

    W Warszawie trwało powstanie. Było piękne lato. Wczesny ciepły ranek 5 sierpnia 1944r. nie zapowiadał wyroku na naszą dzielnicę. Był to piąty dzień Powstania Warszawskiego. Wola płonęła, unosiły się kłęby dymu i swąd palonych ciał, panował strach i przygnębienie. Niemcy ściągali posiłki w ludziach i w sprzęcie z tzw. kraju Warty - Poznania. Słychać było bez przerwy kanonady karabinów maszynowych i pojedyncze strzały oraz detonacje granatów. Na rozkaz Himmlera przybyły na przedmieścia Woli oddziały niemieckiej "odsieczy" pod dowództwem SS - Gruppenführera Heinza Reinefartha, oraz brygada kryminalistów i zawodowych przestępców niemieckich podkomendnych SS - Oberführera Oskara Dirlewangera. Pod osłoną czołgów i wozów pancernych rozpoczął się gwałtowny szturm miasta od zachodu, którego głównym traktem do Śródmieścia była ulica Wolska.

    Pod domem, w którym mieszkaliśmy na Woli przy ulicy Sowińskiego pojawiła się grupa szturmowa żołnierzy w mundurach niemieckich obwieszonych taśmami amunicji i granatami. Były to oddziały niemieckie i ich kolaboracyjni sprzymierzeńcy: Rosjanie i Ukraińcy. Widok był przerażający. Strach paraliżował poruszanie się i zapierał dech. Kilkunastu żołnierzy wbiegło do budynku i plądrowało mieszkania, grabiąc, co się dało. Lęku, jaki nas ogarniał nie da się opisać. Nagle padły strzały i dwujęzyczne okrzyki: "raus", "wychodzitie skorej", "schnell". Wszyscy mieszkańcy naszej kamienicy rzucili się do wyjścia i tu znów padły komendy: "hände hoch", "ruki wierch", "pod stienku".

    Pod ścianą domu od ulicy uformowany został szpaler ludzi stojących przodem do ściany z podniesionymi rękoma. W tym szpalerze złożonym z sąsiadów stała nasza mama z dwójką młodszych dzieci (10 i 12 lat).

    W odległości kilku metrów od nas stał Oddział Szturmowy, z peemami trzymanymi w ręku. Rozlegało się ludzkie skomlenie: "litości". Potęgowała się groza. Na moment zaległa cisza, słychać było tylko szczęk repetowanej amunicji. Za chwilę miało być po wszystkim.

    W tym przełomowym momencie między życiem a śmiercią, stał się cud. Z kierunku ulicy Grodziskiej biegło dwóch Niemców strzelających w górę, na znak, że czegoś chcą. Po dopadnięciu na miejsce okazało się, że było to dwóch oficerów niemieckich z Wehrmachtu i Bahnschutzu. Jeden z nich był Komendantem Posterunku Kolejowego, który istniał od kilku lat okupacji przy bocznicy kolejowej nieopodal naszego domu.

    Po dramatycznych pertraktacjach z Oddziałem Szturmowym, które trwały wieczność i nieznanych nam argumentach oficerów, odstąpiono od egzekucji. Byliśmy ocaleni! Ocalenie jak się później okazało było za sprawą mieszkanki naszego domu, sąsiadki z górnego piętra, która znała język niemiecki i widząc narastający dramat pobiegła co sił w nogach błagać ich o ratunek, ratując nas w ten sposób od niechybnej śmierci.

    Egzekucje miały charakter masowy i zorganizowany. Towarzyszyły im bestialstwa i gwałty. Nie oszczędzano nikogo - ludzi starszych, dzieci, kobiet, lekarzy, księży. Posuwające się w głąb Woli niemieckie oddziały zostawiały za sobą ciała tysięcy pomordowanych. Zbrodnie miały miejsce prawie w każdym wolskim domu, fabryce, parku, na większości ulic, w podwórzach, bramach. Rabowano i podpalano domy.

    Płonąca Wola

    Na terenie cerkwi św. Jana Klimaka przy ul. Wolskiej Niemcy dokonali wyjątkowej zbrodni na dzieciach-sierotach z Sierocińca Prawosławnego przy ul. Wolskiej 149.

    Zeznaje ocalały świadek zbrodni, 12-letnia dziewczynka Marysia Cyrańska:

    Kazano nam wyjść (z dolnej cerkwi) na ul. Wolską. Tu zobaczyłam na szynach tramwajowych rozstawione karabiny maszynowe. Podprowadzono nas do rowu obok parkanu cerkwi. Kazano nam wejść do rowu, po czym padła salwa...

    Strzelali z karabinu maszynowego oraz broni ręcznej. Gdy wszyscy upadli strzelanina ustała. Upadłam będąc ranną w lewe ramię. Oprócz tego odłamek ranił mnie w skroń i policzek. Leżąc zauważyłam, że człowiek nieznanego nazwiska poruszył się, wtedy Niemcy dobili go. Po sprawdzeniu, iż wszyscy nie żyją, Niemcy odjechali. Wówczas wstałam i zaczęłam wołać...

    Nikt nie odpowiadał. Wówczas poszłam przez Cmentarz Prawosławny do domu na ul. Elekcyjną 15. Gdy doszłam, zastałam wszystkich lokatorów domu, również babcię, ciocię Helenę Cyrańską i wuja Stanisława Cyrańskiego.

    W tym czasie przybył do nas lokator z domu Hankiewicza z ulicy Wolskiej 129 i opowiadał o egzekucji, która tam się odbyła tego dnia. Wówczas wuj z tym mężczyzną postanowili udać się na miejsce tej egzekucji, celem niesienia pomocy rannym. Widziałam, jak weszli na wał cmentarza prawosławnego i w tym momencie spotkali idących niemieckich żołnierzy, którzy ich obu zastrzelili. Pozostałam z babcią i ciocią Heleną, ukryłyśmy się w ogrodzie przy domu.

    Nazajutrz 6 sierpnia ciocia i babcia słysząc rozmowę w domu, udały się w kierunku tych głosów. Byli to Niemcy, którzy zastrzelili je. Widząc to, uciekłam przez cmentarz...

    Ujęło mnie dwóch żołnierzy ukraińskich. Jeden z nich chciał mnie zastrzelić, drugi temu się sprzeciwiał. Puścili mnie wolno. Udałam się do Szpitala Wolskiego... Oprócz mnie był tam bezdomny chłopiec, który tak jak ja ocalał z tej samej egzekucji (jego rodziców zabili przy cerkwi). Nazywał się ten chłopiec Kępiński.

    Swoje wrażenie z tego miejsca opisał niemiecki profesor prawa w służbie Wehrmachtu prof. Hans Thieme:

    Pierwszego bardziej bezpośredniego wrażenia doznaliśmy na ulicy Wolskiej przed wjazdem do miasta. Na środku cmentarza stał tam kościół prawosławny, dość nowoczesny, masywnie zbudowany i pięknie wyposażony... W jego piwnicach schroniło się kilku mieszkańców - kobiety, mężczyźni, starcy i dzieci - zabierając ze sobą to, co mieli najcenniejszego. Splądrowane walizki, ubrania, łóżka i inne rzeczy leżały porozrzucane po całej piwnicy... A gdzie byli ludzie?

    Wyszedłem sam z piwnicy na górę... obszedłem kościół, doszedłem do jednego z grobowców. Tutaj byli ludzie! Tych nieszczęśliwych i najwidoczniej całkiem niewinnych uciekinierów, którzy ośmielili się schronić w domu Bożym, spędzono tu na cmentarz i rozstrzelano - mężczyzn, kobiety, starców i dzieci - wszystkich. Wśród nich krążyły roje much, a oni leżeli w kałuży krwi, czekając aż spalą ich lub pogrzebią jacyś siepacze czy pachołki... Podczas pierwszych dni powstania na osobisty rozkaz Hitlera rozstrzeliwano wszystko co polskie, bez względu na wiek i płeć.

    Szczególnym okrucieństwem wsławił się złożony z kryminalistów batalion Oskara Dirlewangera. Na jego szlaku znajdowały się jedno po drugim następne miejsca kaźni. O zbrodni z rejonie parku Sowińskiego od strony ul. Wolskiej opowiada ocalała Wacława Szlacheta, wówczas lat 43:

    W dniu 5.08.1944 r. o godz. 10-tej na podwórze naszego domu - Wolska 129, wpadł oddział niemiecki. Było ich kilkudziesięciu. Byli uzbrojeni w ręczne karabiny maszynowe i granaty. Dom był duży, posiadał przeszło 150 lokali i ok. 600 lokatorów... W domu pozostało kilkoro obłożnie chorych. Wyszłam z mieszkania z mężem, dwoma synami i dwiema córkami. Razem z innymi mieszkańcami domu, żandarmi kazali nam wyjść na ulicę Wolską, przejść jezdnię i zatrzymać się przy Parku Sowińskiego. Odłączono mężczyzn od kobiet oraz oddzielono od matek chłopców w wieku od 14 lat. Ustawiono nas przy siatce Parku Sowińskiego, zaczynając od bramy parku... do miejsca, gdzie stoi krzyż kamienny.

    Stojąc pod siatką zobaczyłam, iż na rogu ul. Wolskiej i Ordona, stoi na podstawie karabin maszynowy, przy naszym domu w odległości ok. 10 m od ul. Ordona, w kierunku Prądzyńskiego, stoi drugi karabin maszynowy. Widziałam też trzeci karabin, ale dziś już nie pamiętam, w którym miejscu (stał bliżej Prądzyńskiego). Z tych karabinów żołnierze niemieccy dali do nas salwy... Upadłam na ziemię. Nie byłam ranna. Na moje nogi padały zwłoki. Żyła jeszcze leżąca przy mnie, moja najmłodsza córka Alina.

    Leżąc widziałam i słyszałam, jak żołnierze niemieccy chodzili pomiędzy leżącymi, kopali ich sprawdzając, kto jeszcze żyje. Żyjących dobijali pojedynczymi strzałami z rewolwerów... Widziałam, jak żołnierz podszedł do wózka, w którym leżały kilkumiesięczne bliźnięta mojej sąsiadki Jakubczyk i zastrzelił je. Przez cały czas słyszałam jęki konających... Zwłok męża i synów nie widziałam odchodząc z miejsca mordu, jednak ślad po nich zaginął. Zwłoki obydwu córek widziałam...

    Przerażającą relację złożyła Wanda Felicja Lurie lat 33, zamieszkała przy ul. Wawelberga 18, nazwana później Polską Niobe:

    ... Do 5 sierpnia 1944 r. wraz z trojgiem dzieci w wieku 11, 6 i 3,5 lat przebywałam w piwnicy domu Wawelberga 18. Byłam w ostatnim miesiącu ciąży. Około godz. 12-tej wkroczyli na podwórko Niemcy, wzywając ludność do opuszczenia piwnic. Zaraz potem zaczęli wrzucać do piwnic granaty zapalające... Na Wolskiej 55, przed bramą fabryki "Ursus" zgromadzono ponad 500 osób... Po godzinie wprowadzono mnie z grupą osób do wnętrza fabryki. Na podwórzu zobaczyłam zwały trupów do wysokości 1 m... W grupie, w której byłam, było wiele dzieci po 10 - 12 lat, często bez rodziców...

    Błagałam otaczających nas Niemców, by ratowali dzieci i mnie. Któryś zapytał, czy mogę się wykupić. Dałam mu 3 złote pierścionki. Wziął je, lecz kierujący egzekucją oficer kazał mnie dołączyć do grupy idącej na rozstrzelanie... Odepchnął mnie tak, że się przewróciłam. Widział, że jestem o ostatnim miesiącu ciąży. Potem uderzył i popchnął mojego starszego synka wołając; Prędzej ty polski bandyto!... Dzieci szły płacząc... W pewnym momencie oprawca stojący za mną strzelił starszemu synkowi w tył głowy, następne strzały ugodziły młodsze dzieci. Potem strzelano do mnie. Przewróciłam się na lewy bok. Kula trafiła w kark, przeszła przez dolną część czaszki, wychodząc przez prawy policzek. Dostałam krwotoku ciążowego, a wraz z kulą wyplułam kilka zębów.

    Byłam przytomna i leżąc wśród trupów widziałam wszystko... Dopiero, gdy się zrobiło ciemno, egzekucje ustały. Oprawcy chodzili po trupach, kopali, przewracali, dobijali żyjących, rabowali... Leżałam tak wśród trupów trzy dni. Trzeciego dnia poczułam, że dziecko, którego oczekuję, żyje. To dodało mi sił i kazało mi myśleć o ratunku... Po wielu próbach wydostałam się na ul. Skierniewicką. Dołączyłam do małej grupki ludzi. Schwytali nas jednak Ukraińcy i zapędzili do kościoła św. Wojciecha... Po dwóch dniach zostałam przewieziona furmanką do obozu przejściowego w Pruszkowie, stamtąd do szpitali w Komorowie i Leśnej Podkowie... 20 sierpnia urodziłam synka...

    Niemieccy mordercy nie oszczędzili również wolskich szpitali. W niedużej odległości od siebie, w rejonie ulic Wolskiej, Płockiej, Żytniej i Karolkowej znajdowały się cztery szpitale: Wolski, Karola i Marii, św. Łazarza i św. Stanisława.

    W Szpitalu Wolskim przy ul. Płockiej 26, dysponującym 480 łóżkami, przebywała pewna ilość rannych i znaczna ilość chroniącej się tu ludności cywilnej. 5 sierpnia w południe żołnierze Wehrmachtu ostrzegli dyrektora szpitala dr. Józefa Piaseckiego, o nadchodzących formacjach SS. Około godz. 14 weszli do szpitala esesmani z grupy Recka (Reinefarth).

    W gabinecie zastrzelili dr. Piaseckiego, prof. Janusza Zeylanda i kapelana szpitalnego ks. Kazimierza Ciecierskiego. Pozostały personel oraz większość chorych i rannych wypędzono do zabudowań fabrycznych na Moczydle, gdzie, po oddzieleniu kobiet, zastrzelono w zbiorowej egzekucji wszystkich mężczyzn, blisko 400 osób.

    Zeznał ocalony z egzekucji na ul. Górczewskiej (gdzie rozstrzelano 12.000 ludzi) ks. dr Bernard Filipiuk, lat 46:

    ... 5 sierpnia 1944 r. Niemcy znowu wkroczyli do Szpitala Wolskiego, już w większej liczbie. Wśród nich byli Ukraińcy i Gruzini. Około godz. 1-ej oficer niemiecki z dwoma SS-manami wkroczył do gabinetu dyrektora szpitala, dr. M.

    Piaseckiego, przy którym byli prof. dr J. Zeyland i ks. (K. Ciecierski), kapelan szpitala. Oficer ten ich zastrzelił. Zaraz po zastrzeleniu mówił mi o tym jeden z lekarzy. Wówczas Niemcy rozproszyli się po całym szpitalu i pod groźbą karabinów wyrzucali chorych z łóżek... Byłem po operacji brzucha. Niemiec uderzył mnie, zepchnął z łóżka i wypchnął na korytarz. Byłem tylko w piżamie i boso.

    Przed szpitalem stał już długi szereg ludzi ustawionych czwórkami: chorzy, lekarze, siostry i ludzie, którzy schronili się w szpitalu... Poprowadzono nas Płocką i Górczewską w kierunku kolei obwodowej... Skierowano nas na podwórko jakiejś fabryki... Wyciągano ludzi partiami, najpierw zdrowych, później chorych... Ustawiano nas czwórkami po 12 osób. Zabrano nam zegarki i... Byliśmy już pewni, że idziemy na śmierć. Wówczas byłem już w sutannie, którą przyniosła mi siostra Szarytka... Miejscem egzekucji było duże podwórze. Stałem tam ok. 15 - 20 min. I widziałem jak przede mną rozstrzeliwano każdą 12-tkę, strzelając w plecy.

    W oczekiwaniu na śmierć, ojciec Jerzy Żychoń, misjonarz z Krakowa, który był chorym w Szpitalu Wolskim, udzielił wszystkim generalnego rozgrzeszenia, a ja jemu. Poczym odmówiliśmy głośno "Ojcze nasz". Przy ostatnich słowach gestapowiec krzyknął: "Naprzód"! Usłyszałem po niemiecku: "Ognia". Padła salwa, a ja przewróciłem się razem z ojcem Żychoniem, który mnie trzymał cały czas pod rękę. On mnie też za sobą pociągnął. Zorientowałem się, że żyję i nie jestem ranny, ale zacząłem udawać trupa. Gestapowiec podszedł do mnie, kopnął mnie w kolano, zaklął i strzelił w głowę - kula przeszła koło ucha. Byłem uratowany...

    Muszę podkreślić, że nie tylko sami mężczyźni zostali rozstrzelani przy ul. Górczewskiej. Ze mną były też i kobiety... Myślę, że były to żony, matki lub córki, które przyłączyły się same do swych najdroższych - najbliższych prowadzonych na śmierć...

    W mojej dwunastce razem ze mną była kobieta. Na ręku trzymała małe dziecko, które mogło mieć rok. Z tym dzieckiem została rozstrzelana. Prosiła gestapowca, aby najpierw zabił dziecko, a potem ją. Uśmiechnął się i nic nie odrzekł. Dziecko to długo czas po rozstrzelaniu matki kwiliło i płakało.

    Inną relację dotyczącą Szpitala Wolskiego składa świadek Jan Bęcwałek:

    Staliśmy pod bramą budynku szpitalnego od ul. Górczewskiej. Dochodziły odgłosy dalszych egzekucji z miejsca, skąd wyratowaliśmy się przed chwilą.

    W podwórzu szpitala znajdowały się budynki - szopy, z których w pewnym momencie Niemcy zaczęli wypędzać zgromadzonych tam ludzi. Byli to sami mężczyźni, przeważnie młodzi, nawet mali chłopcy 10-12 lat, większość ubrana jak powstańcy w różne mundury i bluzy z opaskami - tak jak latali po ulicach za rozkazem. Musieli być długo zamknięci, bo wychodzili jakby pijani i błędni.

    Niemcy dali im łopaty i kazali kopać po przeciwnej stronie ulicy Górczewskiej - naprzeciw bramy szpitala, przy której stałem - w ogródku na kartoflisku, dół głęboki pewnie na 5 m. Słyszałem i rozumiałem rozkazy; obok mnie przeprowadzili.

    Po wykopaniu dołu przeprowadzano ich po 25 bez koszul, tylko w spodniach, z podniesionymi rękami, ustawiano twarzą do dołu i Ukraińcy z rewolwerów strzałem z tyłu w kark zabijali ich. Trupy padały do dołu - przyprowadzano następnych. Nikt nie krzyczał, nie błagał, nie opierał się. Tak rozstrzelano kilkaset ludzi. Ostatnia niewielka grupa pozostałych zasypała dół ziemią. Była to druga egzekucja, którą tego dnia widziałem.

    Wyprowadzone ze szpitala chore oraz kobiety z personelu popędzono do prowizorycznego obozu na Jelonki. W szpitali pozostał dr Zbigniew Woźniewski oraz pominięta w pośpiechu w paru pomieszczeniach grupa prawie 100 chorych i rannych, razem z jedną siostrą szarytką i dwiema salowymi. Chorych tych już później nie ruszano i razem z przybyłymi 6 i 7 sierpnia chorymi i personelem ze Szpitala Karola i Marii stanowili zalążek działającego do końca Powstania i wypędzenia ludności z Warszawy szpitala etapowego dla ewakuowanych szpitali i ludności z innych dzielnic. Do 24 września znajdował się tu również niemiecki punkt sanitarny. Szpital zlikwidowano 28 października. Chorych wywieziono pod Warszawę, głównie do Milanówka i Podkowy Leśnej.

    Do szpitala św. Łazarza usytuowanego dwie przecznice dalej w zespole budynków między ulicami: Leszno, Karolkową i Wolską w pierwszych dniach powstania władze powstańcze przysłały 3 lekarzy i 15-osobową drużynę harcerek-sanitariuszek. Od 1 sierpnia szpital przyjmował rannych. Obsadzony przez powstańców znalazł się na linii ostrzału artyleryjskiego. Chorych i rannych ulokowano w piwnicach.

    5 sierpnia 1944 w szpitalu było ok. 300 pacjentów, w tym kilkunastu rannych Niemców, wziętych do niewoli przez powstańców. Po południu powstańcy zostali wyparci z obiektu. Wieczorem na teren wdarli się żołnierze z jednej z grup Ostlegionen wchodzącej w skład Grupy Szturmowej Dirlewangera. Byli to Azerzy, byli jeńcy sowieccy, wchodzący w skład I batalionu 111 pułku "Azerbejdżan" i II batalionu "Bergman"; wsławili się oni wyjątkowym okrucieństwem w czasie działań na Woli w pierwszych dniach sierpnia 1944. Ludność Warszawy nazywała ich Ukraińcami, Mongołami lub Kałmukami.

    Rozpoczęła się rzeź rannych, chorych, personelu i ich rodzin, a także szukającej w szpitalu schronienia ludności wolskiej, wśród której znajdowało się wiele dzieci. Strzelano z broni maszynowej do piwnic przez okna, wrzucano granaty, wyprowadzanych ludzi zabijano strzałami w tył głowy. W szpitalu zginęło ok. 1.200 osób, niektóre spłonęły żywcem w podpalonych po rzezi budynkach. Dzięki interwencji leczonych w szpitalu rannych żołnierzy niemieckich około 50 osób personelu medycznego odprowadzono do Szpitala św. Stanisława, Zamordowano kilku lekarzy, a także ok. 30 pielęgniarek świeckich i zakonnych oraz sanitariuszek służby powstańczej, w tym dziesięć 16-, 17-letnich harcerek.

    Wspomina ocalała harcerka sanitariuszka Wanda Łokietek:

    ... 5 sierpnia od godzin rannych Niemcy atakowali nasz szpital od ul. Wolskiej. Około godz. 18-ej wtargnęli na teren szpitala. Zdrowym kazali opuścić budynek, ciężko chorych pozostawili na łóżkach. Ustawiono nas pod murem. Było nas 15 w wieku 15 - 18 lat. Niemcy w bestialski sposób zaczęli rozstrzeliwać na naszych oczach - najpierw lekarzy, strzelając najczęściej w tył głowy. I tak doszli do nas. Kazali wystąpić kilka kroków naprzód, a sami strzelali do nas grupami. Wystąpiłam razem ze wszystkimi, śpiewając "Jeszcze Polska nie zginęła...". Na odgłos strzałów upadłam, a obok mnie z roztrzaskanymi głowami dziewczęta...

    Na samym końcu z ostatniego pawilonu wyprowadzili siostry zakonne, było ich 10. Wyszły odmawiając "Pod Twoją obronę". Niemcy strzelali do nich pojedynczo. Następnie Niemcy podpalili szpital do piwnic, dobijając chorych na łóżkach (opowiadał o tym jeden z chorych, który schował się pod łóżkiem i ocalał)...

    Inny świadek, Wiesława Chełmińska, lat 14, opisała przebieg egzekucji w piwnicy szpitala:

    ... Pozostała ludność cywilna i ranni. Esesmani zaczęli wołać do piwnicy po kilka osób z naszej grupy. Zawołano mnie do piwnicy z matką. Zaraz za drzwiami po wejściu zobaczyłam stosy trupów. Paliło się światło elektryczne. Na korytarzu stała grupa esesmanów z rozpylaczami gotowymi do strzału. Mnie i matce kazano wejść na zwłoki. Matka weszła pierwsza i widziałam jak esesman strzelił jej w tył głowy i jak upadła. Weszłam za nią i upadłam nie czekając, aż żołnierz strzeli do mnie. Strzelił jednak, raniąc mnie w prawe ramię. Po mnie musiało wchodzić na stos około 20 osób, zanim je rozstrzelano...

    Następnym szpitalem na drodze szwadronów śmierci był szpital Karola i Marii usytuowany przy ul. Leszno 36. Składał się z 9 pawilonowych budynków i liczył około 120 łóżek. Został przewidziany na punkt sanitarny zgrupowania "Radosław" oraz na siedzibę szefostwa sanitarnego Kedywu. Od początku wybuchu Powstania szpital przyjmował duże ilości rannych. W szpitalu leżało ok. 150 rannych, w tym kilku Niemców, oraz 60 chorych dzieci. Po ciężkiej walce powstańcy 6 sierpnia1944 r. przed południem opuścili szpital. Razem z nimi wyszedł sanitariat powstańczy, lżej ranni oraz kilka osób personelu szpitalnego.

    Oddziały niemieckie po wkroczeniu na teren szpitala wypędziły większość personelu na ulicę, nakazując pozostawienie rannych i chorych. Część rannych zdołano wyprowadzić, część zginęła w podpalonych budynkach. Reszta personelu i chore dzieci zostały w pawilonie gospodarczym szpitala. Całą wyprowadzoną grupę Niemcy popędzili w stronę ulicy Górczewskiej. Na rogu Młynarskiej zastrzelili kilku rannych, dwie pielęgniarki i woźnego oraz dr Kmicikiewicza, który na żądanie Niemców, aby wystąpił komendant szpitala, podał się za niego, ratując prawdopodobnie przed śmiercią pozostałych lekarzy.

    Niemcy skierowali pozostałych przy życiu do Szpitala Wolskiego, gdzie pozostawili lekarzy i pielęgniarki, a część przyprowadzonych i przyniesionych rannych nakazali odesłać z powrotem. Zastrzelili ich później przed szpitalem, uprzednio kierując towarzyszące im pielęgniarki i salowe do pawilonu gospodarczego. Grupa z tego pawilonu dotarła na drugi dzień do Szpitala Wolskiego. Do Szpitala Wolskiego przyprowadzono 36 dzieci oraz ok. 50 chorych i rannych. Nieustalona liczba dzieci rozbiegła się w panice po terenie szpitala. Po dwóch dniach ekipa wysłana ze Szpitala Wolskiego na poszukiwania odnalazła tylko jedno dziecko. Inną grupę liczącą ok. 60 osób, w tym personel administracyjny, Niemcy popędzili do fortu Bema, gdzie zwolniono osoby z personelu szpitalnego i starsze wiekiem.

    Następnym wolskim szpitalem był szpital św. Stanisława przy ul. Wolskiej 37. Usytuowany przy Wolskiej 37. Liczył w 1944 r. ok. 600 łóżek. Już w pierwszych godzinach walki zaczęto samorzutnie organizować w nim punkty sanitarne. 3 sierpnia w czasie ataku czołgów niemieckich na opartą o róg szpitala barykadę zginęło 7 mężczyzn znajdujących się na terenie szpitala. 5 sierpnia Niemcy weszli na teren szpitala przez bramę, zastrzeliwszy otwierającego im pracownika. Po wypędzeniu chorych i personelu na podwórze rozpoczęli ich mordowanie. Zginęło wtedy 10 osób, wśród nich dr Jan Barcz.

    5 sierpnia dotarł do Warszawy gen. SS Erich von dem Bach-Zelewski kierujący akcją zdławienia Powstania. Po zapoznaniu się z sytuacją wydał polecenie częściowego wstrzymania rzezi ludności i grabieży Woli, zakazując mordowania kobiet i dzieci, nie odwołując jednak rozkazu mordowania mężczyzn i schwytanych powstańców. Modyfikacja rozkazu Hitlera i Himmlera nie wynikała ze względów humanitarnych. Von dem Bach uważał, że prowadzone na szeroką skalę mordy powodują nadmierne zużycie amunicji oraz odciągają żołnierzy od podstawowego ich zajęcia, jakim jest walka z nieprzyjacielem. Ponadto brał pod uwagę względy ekonomiczne - III Rzesza potrzebowała dużej ilości polskich robotników do pracy przymusowej.

    #historia #iiwojnaswiatowa #zdjeciazwojny #fotohistoria #powstaniewarszawskie #wola #warszawa #mordercy
    pokaż całość

    źródło: gifok.net

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów