Przeszkadza Ci #polityka na Wykopie?
Zarejestruj konto i sam decyduj jakie tematy chcesz wyświetlać!
  •  

    #neuropa #4konserwy #konfederacja #bekazprawakow #wolnyrynek #bekazkuca #wybory

    Gdyby Milton Friedman żył, to tymi samymi ustami, którymi ucałował nagrodę Nobla z 1976, naplułby w ryj Konfederatom, którzy głosują w 2 turze na Dudę, a następnie zaaplikował plaskuna.

    Serdeczne pozdrowienia dla tych, którzy mimo swoich animozji do Trzaskowskiego, są w stanie schować dumę do kieszeni i nie wstydzić się w przyszłości przed swoimi dziećmi, że legitymizowało się w wyborach najbardziej antydemokratyczną władze po 89'.

    Pozdrawiam cieplutko i do zobaczenia 12 lipca przy urnach. #polityka
    pokaż całość

    źródło: 1593463810664.jpg

  •  

    Jak ja słucham o bonie edukacyjnym, to aż się we mnie gotuje - to jest totalna błazenada, która doprowadzi do krzywdy dzieciaków i sprawdzi się co najwyżej w dużych miastach. Tak tylko przypomnę, że Polska to nie tylko duże miasta i warto trochę spojrzeć poza czubek własnego nosa! Aktualnie szkoły w małych miejscowościach nie są wcale takie złe, dzięki czemu wiedza tam nabyta umożliwia kontynuację edukacji w szkołach średnich w dużych miastach. A co oferuje bon?

    Ano to, że dzieciak z małej miejscowości jest skazane na dostosowanie się do wymysłów większości w swoich środowiskach. Ten pomysł to niezła bajka, ponieważ w tym wariancie istnieje iluzja wyboru, a więc jeśli dziecku/jego rodzicom nie odpowiada pobliska szkoła i jej program, ma szansę pójść do innej, która spełnia jego kryteria, a wszystko dzięki decentralizacji, co wpłynie na różnorodność szkół i bez dodatkowych kosztów za podjęcie tam nauki. Tylko jak to ma działać w praktyce?

    Ano tak, że 12-latek musi się wyprowadzić do innego miasta, by uczyć się tego czego chce, podobnie jak student. W mniejszych miejscowościach nie jest tak, jak w dużych miastach - że jak jedna szkoła mu nie pasuje, to jedzie 2 przystanki dalej do drugiej. Szkoda tylko, że żaden geniusz na to nie wpadł. Czyli jak rozumiem w ramach bonu edukacyjnego ma wchodzić też gwarant mieszkania dla całej rodziny w innym mieście?

    Tak, dyrektorzy, którzy starają się o uczniów jak właściciele firm, by mieć zysk i utrzymać "biznes" - dobry mi żart. Konserwatywna mała gmina? Cyk - w zgodzie z wolą większości dużo religii, mało angielskiego (bo "nie będą nam mówić w obcych językach"). Matematyki też mało, bo po co w życiu jakieś równania? Niewygodne lektury? Po co omawiać, przecież można Pana Tadeusza, Kordiana i trochę o cierpieniu Polski pomówić. Podejrzani "lokalni" i niekompetentni nauczyciele? Czemu nie, przecież wszyscy lubimy Pana Kazia, poza tym to kolega dyrektora. A biznes się kręci! A potem dzieciak wychodzi z sieczką z mózgu z zaległościami nieproporcjonalnie dużymi do tych, które ma rówieśnik z jego miasta.

    Mówicie, że większość ludzi nie ma racji i jest głupia, a zarazem skazujecie perspektywiczną młodzież na podporządkowanie się woli ludzi w sprawach, na których oni się nie znają. To rodzic wie lepiej czego dziecko w danym wieku powinno się uczyć i na jakim poziomie wiedzy być? Oczywiście - ktoś powie, że ilość matematyki i polskiego może być odgórnie ustalona i ta dowolność nie musi być tak duża.

    Tylko w takim razie na czym tak naprawdę miałby polegać ten dobór programu, o jakie przedmioty konkretnie chodzi? Czy może tylko dobór omawianych tematów? Czy może dobór metod nauczania? Wszyscy żonglują tak hasłem bon, że wszystko wspaniałe i pięknie, że każdy będzie uczył się czego będzie chciał. Szkoda, że nikt nie wyobraził sobie tragicznych skutków tego w praktyce, w polskich realiach.

    Jeśli chodzi o dobór metod nauczania, to autonomię mają już prowadzący na studiach, właściwie bez żadnej kontroli. Mogą prowadzić zajęcia jak chcą - bo państwo wychodzi z założenia, że osoby z takim doświadczeniem mają większą wiedzę i wiedzą lepiej jak prowadzić zajęcia i przekazywać wiedzę, w której są ekspertami. Czy to dobrze? Jak pokazuje praktyka źle, bo wielu z nich tę dowolność wykorzystuje do tego, by tak naprawdę nic nie robić, albo olewać swoje obowiązki i misję edukacyjną. A potem płacz, że słabe szkolnictwo wyższe w skali świata.

    Wiecie czemu w Finlandii jest tak fajnie? Bo szkolnictwo jest scentralizowane, w konsekwencji wszystkie szkoły są dobre, co przynosi same pozytywy i przekłada się także na inne aspekty tego kreju. Nie ma znaczenia, czy urodzisz sie w Helsinach, Tampere, w środku lasu, czy na wsi. Potem jeśli idziesz na Uniwersytet w Helsinkach, to choćbyś nawet był z ichniejszego Pcimia, jesteś dokładnie tak samo przygotowany do dalszej nauki, a więc masz równe szanse i tylko od Ciebie i Twojej pracy zależy kim zostaniesz - a więc realnie masz szansę zostać kowalem własnego losu. W Polsce pomimo państwowych szkół nadal nierówności są duże, a tutaj już słyszy się o pomysłach o tym jak tu je jeszcze zwiększyć...

    Nie wiem co to za polityka chęci powiększania nierówności i podziału na lepszych i gorszych względem dochodów. Za dobrze jest, że trzeba zaorać wszystko, czy o co chodzi?

    Proszę już nie powtarzać więcej bzdur, chyba, że z argumentami! :)

    Wołam @Print_Screen, ponieważ wczoraj poruszył ten temat.

    #polityka #wybory #bonedukacyjny #4konserwy #konfederacja #korwin #bekazkonfederacji #bekazkorwina #bekazprawakow #wolnyrynek #liberalizm #edukacja #szkolnictwo #podbaza #finlandia #wies
    pokaż całość

  •  

    https://www.facebook.com/niskieskladki/posts/1125466631173375

    Adam Heydel (1893 - 1941), polski ekonomista, krytyk etatyzmu i interwencjonizmu, przedstawiciel szkoły krakowskiej w ekonomii

    Ponieważ trudno żyć dostatnio w Polsce, więc orzeczono, że dostatek to rzecz ordynarna i materialistyczna. Uznanie znajduje obdarty, zaniedbany, kwaśny i zawistny idealizm. Myśl o wzbogaceniu się to w Polsce coś, co zasługuje na pogardę.

    #cytatyns #tasroda #niskieskladki #gospodarka #ekonomia #wolnyrynek
    pokaż całość

    źródło: NStemplatecytaty17.png

  •  

    Noo, paradoksalnie AMA Bosaka okazało się największym niewypałem, dzięki któremu więcej straci niż zyska, co dziwi, bo fanbase ma tutaj ogromny i był duży potencjał na zrobienie czegoś fajnego. No ale on sam potraktował lekceważąco wykopków, myślał, że jest świętą krową, a ku jego pechu tuż po nich występowali dwaj wolnościowcy - Tanajno i Żółtek. Już pomijam fakt, że tamci się po prostu przyłożyli, a ich odpowiedzi były poważne i wyczerpujące.

    Przede wszystkim oni dwaj niezależnie od siebie po prostu ośmieszyli poglądy Bosaka i go zdemaskowali. Gość od kilku tygodni wyciera sobie gębę poglądami wolnościowymi (co już powinno dawać do myślenia sporo - tak z dnia na dzień nim został akurat przed wyborami?), a okazało się, że wolnościowiec to z niego taki, co Andrzej Duda, czyli żaden, co najwyżej tylko na papierze. No i dostrzegło to też wielu jego fanów, bo wchodzili na inne AMA pocisnąć bekę "hehe, poratuje Pan szlugiem", a okazywało się, że ten gość od szluga, który niezmiennie od 30 (!) lat głosi te poglądy chyba wie trochę więcej, niż im się wydawało :)

    Do tego cytatu nawet nie trzeba komentarza, piękna orka "kontrkandydata" i definicja poglądów wolnościowych:

    Jeśli nie ma wolności światopoglądowej to nie ma wolności gospodarczej. Nie jestem zwolennikiem wolnego rynku, jestem zwolennikiem wolności [...] Wolnościowiec nie daje się prowadzić na smyczy. Wychodzi poza to i jest w stanie wyjść poza ścieżki. Dzięki temu może pójść spać z czystym sumieniem i wygrywać przeszłe i przyszłe bitwy.

    Dodatkowo emocje podgrzał fakt, że Żółtek zdemaskował Konfederację i dziwi mnie, że wciąż chce z nimi pracować. Latali i opowiadali po mediach, że Żółek olał ich propozycję i startuje ze złości, by rozbić ich elektorat. Okazuje się, że to...oni olali jego i następnie go oczerniali bez powodu. Też powinno dawać do myślenia...

    Umówiliśmy się, że prześlemy sobie swoje propozycje mailem. Ja wysłałem swojego maila, następnie drugiego, z ich strony była cisza, natomiast publicznie mówili, ze wina leżała po naszej stronie. Myślę, że nikomu na rękę nie jest psucie naszych potencjalnych rozmów w przyszłości, ale maile nadal mam.

    #polityka #bekazprawakow #bekazkonfederacji #narodowcy #bosak #wybory #zoltek #tanajno #konfederacja #korwin #4konserwy #wolnyrynek #bekazkorwina
    pokaż całość

    •  

      @GoddamnElectric:
      Bosak się nie ośmieszył.
      Ośmieszyli się neupropki którym nie udało się zakrzyczeć bosaka pedalstwem.

    •  

      @GoddamnElectric: wg mnie najgorzej wypadł Kosiniak - nie ze względu na słabe wypowiedzi ale ze względu na słaby program, który na wykopie ma małe branie - poparcie i waloryzacja (!) 500+.

      Bosak wcale nie miał takiego słabego AMA, faktycznie dostawał cięższe pytania, ale wg mnie umiejętnie się bronił.

      Zupełnie inną sprawą jest to co w przypadku Kosiniaka - znacznie większa sympatia wykopków do idei wolnościowych niż narodowych. Konfederacja wybrała dobrego mówcę, który reprezentuje wg mnie mniej popularną gałąź partii. Jest przy tym przeciwieństwem niemedialnego Korwina. Żółtek łączy dwie pożądane cechy - od lat jest konsekwentnie wolnościowcem i potrafi konstruktywnie dyskutować. Jednocześnie nie ma trudnego bagażu takiego jak hajlowanie, działalności w LPR, wypowiedzi o prawach wyborczych kobiet, o niepełnosprawnych i o Hitlerze.

      Dla mnie to jedyna opcja na którą mogę głosować z czystym sumieniem, bez moralniaka na drugi dzień. Przy czym nie życzę źle Konfederacji, mam nadzieję że się dogadają z Żółtkiem.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Jaki ten Żółtek to błazen, przecież redaktor go nonstop masakruje - i to nie różnymi manipulacjami jak to ma w zwyczaju np. Mazurek, ale faktami. Żółtek próbuje przedstawiać wszystko na chłopski rozum, nie przedstawia żadnych danych, argumentów, wyliczeń, nawet nie zna szczegółów swojego programu wyborczego. A potem dziwić się, że ludzie mają bekę z wolnościowców, skoro takie kocopoły od 30 lat opowiadają jak zaciętą płytę... Dla niego to wszystko takie proste - usunąć podatek i gitówa XD

    A najlepszy jest ten fragment na samym początku jak mówi w jaki sposób prezydent może wpływać na politykę - "Szefowie partii go nienawidzą, odkrył jeden trik jak..." ( ͡° ͜ʖ ͡°) Oj Stasiek, Stasiek...

    Ja myślałem, że ludzie cisną z niego bekę, wszak nie bez przyczyny nazywany jest Kononowiczem 2.0, a okazuje się, że on naprawdę w środowiskach prawicowych jest lubiany, szanowany i traktowany jako poważny kandydat z poważnym programem.

    #polityka #knp #wybory #korwin #konfederacja #wolnyrynek #bekazprawakow #4konserwy #zoltek #meneloweplus
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    •  

      no bo po co argumenty skoro kandydat ma słabą prezencję. Nie to co Trzaskowski prawda?

      @Jah00: Przecież w poście nic nie napisałem o jego prezencji.

      Przecież redaktor mu non stop przerywa, mówi równocześnie i nie daje dojść do słowa

      Rzeczywiście, redaktor przyciska go do ściany, ale taka jest konwencja programu. Na żadne z podchwytliwych pytań Żółtek nie odpowiada, a mówi jedynie ogólnikami. Przytacza jakieś ogólne dane, redaktor weryfikuje to (bo jest przygotowany do rozmowy - nawiasem mówiąc te nieścisłości spore), a Żółtek zamiast skorygować to coś tam mętnie tłumaczy, że niby ma racje.

      Na pytanie jak wywrze wpływ na posłach, opowiada o tym, że będzie miał swoich posłów i że partie będą się go bały...no proszę Cię, już to widzę. A sam program sprowadza do tego, że zdjąć podatki i tyle - no wow, czemu nikt na to nie wpadł, skoro takie proste, a lekiem na wszystko prywatyzacja. To już Mentzen nawet dziś na FB lepiej się postarał i przedstawił jakiś swój pomysł jak to wprowadzić w życie, aby było to realne i chociaż jest o czym dyskutować.

      W tym samym okresie w tym samym programie był Waldemar Witkowski i trafił na tego samego redaktora. Też go przyciskał do ściany, ośmieszał, a jednak wypadł znacznie lepiej niż Żółtek. A więc da się wykręcić fajną rozmową z redaktorem, który nastawiony jest na wytykanie wad rozmówcy.

      W AMA Żółtek wyszedł nieporównywalnie lepiej.
      pokaż całość

    •  

      no wow, czemu nikt na to nie wpadł, skoro takie proste

      @GoddamnElectric: Dlatego, że nie jest to w interesie rządzących i dlatego, że ludzie za tym nie zagłosują, bo tego nie rozumieją i ty też nie rozumiesz.

      W AMA Żółtek wyszedł nieporównywalnie lepiej.

      @GoddamnElectric: Bo źle się prezentuje w tv, już pisałem. Jednak poglądy ma identyczne jak Mentzen i jak Korwin, więc i identyczne ustawy i projekty by popierał co oni. A Witkowski to stary komuch i chuj mnie obchodzi jego fajna rozmowa z redaktorem skoro jego działania doprowadziłyby do tego do czego zawsze doprowadzają działania komunistów - do biedy i terroru. pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Jedna rzecz mnie smuci. Teraz jest pompowanie Czosnkowskiego - i ja to rozumiem, na stanowisku prezydenta na pewno przyda się ktoś świeższy i nieco bardziej kompetentny i reprezentatywny niż Duda (RT z pewnością taką osobą jest). Jest tylko problem - wraz za nim prawdopodobnie przyjdzie moda na Platformę, a niektórzy już zdążyli zapomnieć jak żyło się wtedy. Co oznaczają ich rządy? Ano to, że powrócą liberałowie i znów zaczną wszystko wyprzedawać i prywatyzować, rozkradać... Zaczną się tłumaczenia, że to niezbędne, bo "państwowe się nie sprawdza".

    Drodzy PO i #konfederacja - nie, to nie problem w tym, że państwowe się nie sprawdza. Problem w tym, że PiS najzwyczajniej w świecie nie potrafił tym zarządzać. Nie każdy rząd przecież musi być z automatu bandą niedorajdów i osób skrajnie niekompetentnych - zresztą nawiasem mówiąc sami taki sobie wybieramy w ostatnich dekadach. A prywatyzacja kluczowych sektorów z pewnością sytuację tylko pogorszy i znów będzie "mądry Polak po szkodzie" (a'propos prywatyzacji, ale też pomysłu na danie kolejnej szansy PO).

    Już zresztą czytałem hejty na ingerencję państwa w rynek mieszkaniowy, czy komunikacyjny, a jako argument przytaczane działania PiSu XD Szkoda tylko, że program mieszkaniowy to tak naprawdę był Deweloper+, z kolei program PKSowy to był Prywaciarz+. Tutaj nie chodzi, by rzucić ochłapy Januszom ku poklasku gawiedzi, tylko by efektywnie zarządzać zasobami i powołać spółki państwowe, które mają działać na zasadach niekomercyjnych, a więc nie zarabiać (w praktyce: sprzedaż mieszkania po koszcie wybudowania - bez sztucznego podbijania cen).

    #polityka #wybory #po #neuropa #liberalizm #wolnyrynek #razem #lewica
    pokaż całość

    •  

      więc oznacza to, że ludzie coraz bardziej przychylnie patrzą na "prywatną Polskę".

      @GoddamnElectric: Znaczy konfederacja raczej rośnie z nut konserwatywnych i populistycznej obniżki podatków bez obniżki wydatków niż z wyprzedaży polskiego majątku, i wątpię by narodowcy na to pozwolili. I konfederacja może co najwyżej z PiSem do rządu wejść ale to i tak bardzo niechętnie po obu stronach.

      Czemu Finowie są złym argumentem?

      @GoddamnElectric: W sensie że trudno to porównywać. Mój argument to Polacy sobie bie radzą, a ty mówisz że bogaci Finowie z długą tradycją demokratyczną sobie radzą.

      Często nierozsądne prywatyzacje nazywa się rozkradaniem.

      @GoddamnElectric: To trzeba udowodnić, PiSowcy zawsze szczekają pomimo tego że w 2005-2007 też prywatyzowali.
      pokaż całość

    •  

      To trzeba udowodnić, PiSowcy zawsze szczekają pomimo tego że w 2005-2007 też prywatyzowali.

      @CynicznyMarksista: To prawda.

      Mój argument to Polacy sobie bie radzą, a ty mówisz że bogaci Finowie z długą tradycją demokratyczną sobie radzą.

      Kraje nordyckie także przed 100 laty były bardzo bardzo biedne. Już wtedy jednak rozpoczęli ogarnianie takich rzeczy metodą małych kroczków, w konsekwencji gdy byli już na lepszym etapie mogli bez problemu wykorzystać coś co budowali latami. To akurat powinno motywować - fakt, że jesteśmy mniej zamożni nie jest wcale dużą przeszkodą jak się okazuje :D pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Czy RedRight potrzebuje pomocy psychiatrycznej?

    • 72 głosy (78.26%)
      Jeszcze jak!
    • 13 głosów (14.13%)
      Nie.
    • 7 głosów (7.61%)
      Nie wiem.
  •  

    https://www.facebook.com/niskieskladki/posts/1114782745575097

    Dziś Dzień Wolności Podatkowej, czyli symboliczny moment, gdy przestajemy pracować na państwo, a zaczynamy na siebie.

    Z tej okazji cytat Roberta Gwiazdowskiego, polskiego prawnika i doktora habilitowanego nauk prawnych oraz eksperta w dziedzinie podatków w Centrum im. Adama Smitha:

    Chłop pańszczyźniany pracował więc dla pana feudalnego na początku XVI wieku 52 dni w roku, a później 104 dni. I to był feudalny wyzysk.
    My na początku XXI wieku pracujemy dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej 164 dni. I to jest sprawiedliwość społeczna.


    #cytatyns #tasroda #niskieskladki #gospodarka #ekonomia #wolnyrynek #wybory #korwin #gwiazdowski #polskafairplay
    pokaż całość

    źródło: NStemplatecytatyDzien.png

  •  

    https://www.facebook.com/niskieskladki/posts/1109236326129739

    Friedrich August von Hayek (1899 - 1992), jeden z najbardziej wpływowych ekonomistów austriackiej szkoły ekonomii, przeciwnik interwencjonizmu państwowego i zwolennik liberalnej doktryny gospodarczej, laureat Nagrody Nobla w 1974 roku:

    Wolność oznacza nie tylko, że człowiek ma zarówno możliwość wyboru, jak i niesie jego brzemię; oznacza także, że musi on ponosić konsekwencje swoich czynów, otrzymywać za nie pochwały lub spotykać się z potępieniem. Wolność i odpowiedzialność są nierozerwalne.

    #cytatyns #tasroda #niskieskladki #gospodarka #ekonomia #wolnyrynek #wybory #korwin
    pokaż całość

    źródło: NStemplatecytaty15.png

  •  
    KierownikChoroszczy

    +95

    "Kasta" cz 2 ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    pokaż spoiler Dobry mem nie jest zły

    #spawanie #heheszki #takaprawda #humorobrazkowy #wolnyrynek #nosaczsundajski #pracaspawaczamnieprzeistacza pokaż całość

    źródło: 76800215_1026710074336326_6927495445363161421_n (1).jpg

  •  

    https://www.facebook.com/niskieskladki/posts/1098166243903414

    Ludwig von Mises (1881 - 1973), austriacki ekonomista, przedstawiciel austriackiej szkoły ekonomii:

    Pracownik nie jest winien swemu pracodawcy służalczości i posłuszeństwa. Jest mu jedynie winien usługę, za którą otrzymuje zapłatę, będącą nie łaską, lecz zasłużonym wynagrodzeniem.

    #cytatyns #tasroda #niskieskladki #gospodarka #ekonomia #wolnyrynek #wybory #korwin
    pokaż całość

    źródło: NStemplatecytaty13.png

    •  

      @Tumurochir: zapomniał wspomnieć, że zasłużone wynagrodzenie należy się za zasłużoną usługę, a nie odwaloną byle jak, bo potem rynek pracownika wygląda na zasadzie "hurr durr a Ludwig von Mises powiedział że..."

  •  

    Żaden biznes w tym komunistycznym chlewie nie wypali, kolejni przedsiębiorcy zatrzymani przez policje - teraz wszyscy będziemy płacić więcej za części

    LUDZIE POWINNI WIEDZIEĆ ILE IM PAŃSTWO ZABIERA JAK KUPUJĄ ĆWIARTKE DO KASZKAJA U DYSTRYBUTORA

    #korwin #wolnyrynek #heheszki #antykapitalizm

    źródło: Adjustments.plist

  •  

    Taka prawda #humorobrazkowy #heheszki

    #bekazlewactwa #antykapitalizm #4konserwy #konfederacja #neuropa.debile #ekonomia #przedsiebiorczosc #wolnyrynek #kapitalizm

    Uściskacie swoją durnotą tylko normalnych ludzi, a tak naprawdę służycie monopolistom, i to za darmo, jak na pożytecznych i... przystało.

    Kilka faktów:
    bezpłatna służba zdrowia darmowa nie jest. Tak samo jak inne państwowe bzdury.

    Z powodów czysto obliczeniowych nie da się efektywnie analizować danych, tak aby zrobić optymalny system (zakładając, że nie ma w nim konfliktu interesu). Tak więc dotacje od cioci unii, czy zasiłki dl bezrobotnych to ZAWSZE są pieniądze wydane w błoto. Zamiast dawać ryby, dawajcie wędkę.

    Tworzenie każdego systemu służy tylko sprytnym, a słabym szkodzi. Dlatego tym bardziej nie wolno robić państwowych (wpisz cokolwiek), bo zawsze będzie to nadużywane.
    pokaż całość

    źródło: FB_IMG_1589700154793.jpg

    +: Drakii, B..........l +195 innych
    •  

      @Shatter: > Ps Sprawdizzlem składki w Norwegii i okazuje się że mniejsze niż u nas, resztę ty już udowadniaj xD

      @Shatter: to sprawdz jeszcze udzial wydatkow na sluzbe zdrowia w pkb Norwegii. 10.5 % co stawia ja w czolowce krajow rozwinietych - vs 6.3% pkb w Polsce... gdybysmy wydawali te 2% wiecej to milibysny opieke na poziomie Czech a tak blizej nam do Ukrainy. Sam widzisz jak niedofinansowana jest sluzba zdrowia, ale jaki z tego wniosek wyciagasz? Ze placimy za duzo?! pokaż całość

    •  

      @lukaszzz: płacimy za dużo jak za takie gówno. Ty przed chwilą stwierdziłeś, że Wiedej płaci się w Skandynawii i okazuje się że się nie płaci Wiedej procent pensji, tylko mniej xD

    • więcej komentarzy (41)

  •  

    Wykopiecie?

    Co łączy korporacje zombie, pieniądze z helikoptera, keynesizm z nieprawego łoża i bańkę wszystkiego?

    Mój film walczy w wykopalisku jest to analiza kryzysu jaki nas czeka, temat przedstawiłem w naprawdę przystępny i ciekawy sposób - trochę ludzi już obejrzało wczoraj na mirko, dostałem pozytywne recenzje i na razie brak zarzutów do wartości merytorycznej, co mnie bardzo cieszy i dlatego proszę was o wsparcie w wykopaniu!
    Myślę, że zrobiłem dobrą robotę i jest szansa, że zwiększy to zrozumienie problemu u ludzi, a to jest z korzyścią dla nas wszystkich!

    #mikroreklama #gruparatowaniapoziomu #kryzys #ekonomia #wolnyrynek #korwin #gospodarka #pieniadze
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Teraz mi się przypomniały kiermasze podręczników organizowane w szkole, można było kupić sobie używane podręczniki albo sprzedać. I ja kiedyś miałam całkowicie zniszczoną książkę od matmy, pękła mi na pół, latały w niej kartki i nie miała na końcu okładki. Myślałam że nikt jej nie weźmie i była do kupienia za śmieszne pieniądze, chyba za 2 zł. Ale jakaś dziewczyna wzięła i byłam wtedy w szoku. Totalnie jej nie przeszkadzał stan tej książki.
    #gownowpis #przedsiebiorczosc #biznes #wolnyrynek
    pokaż całość

  •  

    Na frajerach najlepszą kasę się ciśnie
    Don't fight, and make money! - dewiza dolnej prawej ćwiartki

    #heheszki #bekaznarodowcow #patologiazewsi #patologiazmiasta #wolnyrynek #libertarianizm

    źródło: scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net

  •  

    #wolnyrynek bez regulacji na przykładzie #reddit ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Każdy może przecież utworzyć własny sub jak coś mu się nie podoba

    pokaż spoiler #oligarchia #bekazprawakow #redditcontent

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: i.imgur.com

  •  

    https://www.facebook.com/niskieskladki/posts/1092706117782760

    Harry Browne (1933 - 2006),amerykański polityk, pisarz, autor 12 książek oraz analityk finansowy, członek Partii Libertariańskiej, z ramienia której startował na prezydenta USA w 1996 oraz 2000 roku:

    Rząd jest dobry w jednej rzeczy. Wie, jak złamać twoje nogi, a następnie poda Ci kule i powie: "Zobacz, gdyby nie było rządu, to nie mógłbyś chodzić".

    #cytatyns #tasroda #niskieskladki #gospodarka #ekonomia #wolnyrynek #wybory #bekazpis #korwin
    pokaż całość

    źródło: NStemplatecytaty12.png

    +: hernvndvz, Chmurek77 +15 innych
  •  

    W sumie pamiętam jak byłem fanem #korwin. Każdy chyba kiedyś był korwinistą.
    To co mnie wytrąciło ze skrajnego wolnorynkowego podejście to zrozumienie kilku kwestii:

    1. Wolny rynek nie działa gdy brakuje spełnionych podstawowych jego warunków takich jak:
    - konkurencja - a więc problem monopoli, duopoli, dumping cenowy, wysoki próg wejścia na rynek i pewnie jeszcze kilka innych,

    - świadomość konsumencka - wolny rynek nie działa w momencie gdy konsument nie ma dostępu do odpowiednich informacji, nie chce ich mieć lub nie umie ich uzyskać (bo jest np. za głupi) - w tym momencie potencjalny przedsiębiorca może po prostu naginać informacje i podejście celem wyciągnięcia większej ilości pieniędzy, przykłady: taksiarz, który ma na szybie małym drukiem napisane, że za kilometr płaci się 100zł, sprzedaż garnków starym ludziom z umową kredytową na 5000zł itp.

    - prawo- słabe prawo, trudne w egzekwowaniu, zawiłe lub zwyczajnie drogie - sytuacja, w której ktoś sprzeda Ci wadliwy produkt, ale nie masz do końca co z tym zrobić bo nie ma formy reklamacji uznawanej przez państwo, a więc musiałbyś pozwać taką firmę, za co zapłaciłbyś więcej, niż zapłaciłeś za wadliwy produkt, analogiczne sytuacje pomiędzy różnymi podmiotami.

    2. Wolny rynek nie radzi sobie sam z siebie z następującymi problemami:
    - problem wspólnego pastwiska - a więc na przykład - ochrona przyrody w kontekście globalnego ocieplenia, dbanie o np. czyste powietrze i filtracje zanieszczyszczeń produkowaną przez daną fabrykę, budowanie wspólnych dróg itd,

    - wartości niemierzalne finansowo - jak zdrowie i życie ludzkie - ciężko przełożyć je na grunt finansowy i co za tym idzie wolny rynek średnio radzi sobie z ich wyceną współmiernie do ludzkich ocen takich wartości, np. czy opłaca się kupować dodatkowe specjalne zabezpieczenia pracownikom pracującym przy niebezpiecznych pracach, szczególnie gdy efekt jest widoczny w długim terminie (np. radiacja, pyły itp).

    - wspomniane już wcześniej monopole wraz z dumpingiem cenowym i wysokim progiem wejścia do danej branży.

    Oczywiście kiedy wszystkie te czynniki nie występują lub zostaną zminimalizowane to wolny rynek jest najlepszym i najefektywniejszym znanym nam rozwiązaniem, potrzebne jednak są dogodne warunki i do zapewnienia tych warunków potrzebny jest podmiot nadrzędny w postaci państwa.

    W uproszczeniu w taki sposób przestałem być korwinistą, świat po prostu nie jest taki prosty, istnieje wiele problemów, przy których wolny rynek nie daje sobie rady. Przy okazji pomijam tutaj całkowicie postać Korwina i jego poglądów.

    A JAK WY PRZESTALIŚCIE BYĆ KORWINISTAMI?

    #wolnyrynek #przemyslenia #ekonomia #polityka
    pokaż całość

    źródło: alternatywa.net.pl

  •  

    Znajdź różnice - poglądy i sposób prezentacji ten sam. No...może Krzysztof odrobinę lepiej, czym zdobył sympatię ludzi, aniżeli politowanie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #polityka #wybory #kononowicz #wolnyrynek #zoltek #knp #4konserwy

    źródło: zoltek.jpg

  •  

    https://www.facebook.com/niskieskladki/posts/1087226994997339

    Ks. Jacek Gniadek, polski misjonarz werbista, doktor teologii moralnej:

    Rozdawanie cudzej własności nie jest dobroczynnością.

    #cytatyns #tasroda #niskieskladki #gospodarka #ekonomia #wolnyrynek #wybory #bekazpis #korwin pokaż całość

    źródło: NStemplatecytaty11.png

  •  

    Jaki wkurwiający jest ten stereotyp wolnorynkowiec=korwinista. Nie ma w Polsce normalnej liberalnej partii, która miałaby szanse wejść do sejmu i jednocześnie nie mieć w szeregach narodowej i konserwowej szurii.

    #konfederacja #4konserwy #4kuce #neuropa #bekazprawakow #bekaznarodowcow #liberalizm #gorzkiezale #przemyslenia #polityka #wolnyrynek pokaż całość

  •  

    Lewaki: Bogaci, prezesi, dyrektorzy i wielkie korpo muszą płacić o wiele większe podatki!111 PIT CIT i inne podatki jebać bez litości!!11
    Prawaki: A niby dlaczego? Jakim prawem?
    Lewaki: Bo więcej korzystają z publicznej infrastruktrury i dobra wspólnego!!11
    Prawaki: A co to jest konkretnie?
    Lewaki: ... ehm... drogi! Drogi publiczne! A poza tym kapitał ludzki, państwo musi płacić za edukację a potem oni na takich wykształconych pracownikach zarabiają miliony!!!111
    Prawaki: Przecież jest już akcyza w paliwach, więcej jeździsz to więcej płacisz. A szkolnictwo sprywatyzować i po sprawie, każdy będzie płacił za nie sam.
    Lewaki: Nie, bo ludzi nie będzie stać na edukację!!!111
    Prawaki: A teraz kto za edukację płaci? Ludzie, tyle że przez podatki. Jak sprywatyzujemy to będzie taniej, ludzie sami sobie zapłacą jak obniżymy podatki.
    Lewaki: Nie, bo ludzie dodatkowy hajs przejebią na nowego Passata zamiast na szkołę dla dzieci!!!111
    Prawaki: Dobra, to kto chce ten płaci odpowiednią sumkę w podatkach i w zamian posyła dzieci do szkoły publicznej z państwowym programem a kto nie ten podatków nie płaci i wysyła do szkół prywatnych gdzie szkoła decyduje czego uczy.
    Lewaki: Nie!!!1111 Bo bogaci wyślą dzieci do lepszych szkół i będzie niesprawiedliwość społeczna i nierówne szanse!!!1111
    Prawaki: Dzisiaj jak kogoś stać to też może wysłać do elitarnej prywatnej szkoły, tyle że musi płacić i tak podatki a do tego uczyć się bzdur z publicznego programu edukacji.
    Lewaki: <KWIIIIIKKKK> morda kucu faszystowski

    #takaprawda #kapitalizm #bekazlewactwa #konfederacja #wolnyrynek #polityka #podatki
    pokaż całość

    •  

      @Porucznik_Blaze: generalnie po niemieckich uczelniach masz pewną przyszłość, u nas to co najwyżej możesz rowy kopać, no ale tak to jest jak wykopki z konfy piszą o czymś posługując się lewactwem

    •  

      @czywamsienudzi: No ale jak to tak, przecież mamy najlepszy ustrój na świecie czyli demokrację a co za tym idzie ludzie wybierają swoich zaufanych przedstawicieli którzy najlepiej wiedzą czego lud chce i jak mu to zapewnić. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      pokaż spoiler A szczerze to ha tfu demokracja to jebane rządy ciemnoty, nienawidzę tego ustroju


      pokaż spoiler Poza tym szkoły publiczne to absolutne dno, uczniowie mają wyjebane bo są tam z przymusu i jadą na ściągach, jacy głupi przyszli tacy wychodzą, nauczyciele dostają gówno pieniądze więc mają w dupie poziom a rodzice nie płacą za edukację więc też mają w dupie wszystko i nie rusza ich poziom edukacji ich brajanków ani to czy on powtórzy klasę bo przecież "szkoły za darmo"
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Cena na allegro gum które kosztowały miesiąc temu 40zł xDDDD najlepsze jest, ze system allegro premiuje takich dostawcow - mozna podbic cene, a recenzje produktu dalej odnosza sie do starej ceny.
    #januszex #polska #koronawirus #ekonomiadlaubogich #gospodarka #wolnyrynek

    źródło: Adnotacja 2020-04-26 155309.png

  •  

    W dawnych czasach, biedny człowiek brał sobie z domu wiaderko, brał drugie wiaderko, wkładał 4 świeczki i zapalał. Ciocia obierała nietoperze i gotowała psy, a on szedł i sprzedawał zupę z nietoperza i pyszne kanapki z psa. Jeżeli ciocia robiła dobrą zupę, to on zamiast 8 sprzedawał 16, potem 32, potem zatrudniał 4 bezrobotnych, którzy za niego biegali, polowali na ulicach za psami i chodzili po jaskiniach zbierać nietoperze. Po miesiącu on miał już firmę, która zatrudniała 100 ludzi. I sprzedawał zupę z nietoperza oraz pyszne szaszłyki z łuskowca na ulicy.

    A teraz jest to niemożliwe. Nie z powodu żadnej korporacji, tylko dlatego że chińskie władze chcą zakazanie jedzenia psów oraz handlu dzikimi zwierzętami.

    #wolnyrynek #ekonomia #korwin #konfederacja #4konserwy #neuropa #heheszki #polityka
    pokaż całość

    źródło: i.ytimg.com

  •  
    M.....n via iOS

    +14

    Nie tam jakieś lewackie latte tylko prawdziwy kopi luwak.
    #bekazsocjalistow #bekazantykapitalistow #bekazlewactwa #bekazzandberga #korwin #konfederacja #kapitalizm #wolnyrynek

    źródło: Adjustments.plist

  •  

    G. Braun zgadza się z posłanką Lewicy ( ಠ_ಠ)
    #bekazsocjalistow #bekazlewactwa #wolnyrynek

    źródło: streamable.com

  •  

    @amadeus86:

    Nie każdy kryzys gospodarczy jest czymś złym. Kryzys w rzeczy samej jest naturalną częścią cyklu koniunkturalnego i służy usunięciu z rynku nierentownych firm i przedsiębiorstw, które produkują nieefektywnie, za drogo, towar złej jakości. Służy usunięciu patologii. Pytanie tylko, czy potrafimy z tej sytuacji skorzystać.

    Polskie problemy "nie do rozwiązania" w NORMALNYCH czasach:
    1) zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 65 lat (opcjonalnie: podwyższenie go dla obu grup do 67 lat)

    2) przywileje emerytalne górników
    https://www.infor.pl/prawo/emerytury/wczesniejsze-emerytury/229204,Wczesniejsza-emerytura-dla-gornikow.html
    https://rynekpracy.pl/artykuly/przywileje-wybranych-grup-zawodowych-w-polsce

    3) przywileje emerytalne służb mundurowych
    https://kadry.infor.pl/wiadomosci/3003513,Emerytura-mundurowa-po-25-latach-zmiany-od-1-lipca-2019-r.html

    4) pełnopłatne chorobowe służb mundurowych (jeśli PiS już zdążył przywrócić)
    https://wyborcza.biz/biznes/7,147582,24995685,policjanci-strazacy-i-pogranicznicy-latwiej-przejda-na-emeryture.html?disableRedirects=true

    5) kompleksowa restrukturyzacja górnictwa wraz z podjęciem tematu związków zawodowych
    https://www.energetyka24.com/chore-narzedzie-demokracji-czyli-o-gorniczych-zwiazkach-zawodowych-komentarz
    https://innpoland.pl/158003,autytor-jastrzebskiej-spolki-weglowej-odkryl-niejasnosci-wyrzucony-z-pracy

    6) spółki skarbu państwa - przegląd, wytypowanie zbędnych, ew. restrukturyzacja, urynkowienie, przygotowanie pod sprzedaż na "górce"
    https://nadzor.kprm.gov.pl/spolki-z-udzialem-skarbu-panstwa

    Przykładowe spółki z udziałem SP:
    - Przedsiębiorstwo Przemysłu Ziemniaczanego Trzemeszno Sp. z o.o.
    - Stacja Hodowli i Unasieniania Zwierząt Sp. z o.o.
    - Wielkopolska Gildia Rolno - Ogrodnicza S.A.
    - Zakłady Futrzarskie "Kurów 1" S.A.
    - Chłodnia Białystok S.A.
    - Fabryka Obrabiarek do Drewna Sp. z o.o.
    - Fabryka Przewodów Energetycznych S.A.
    - SKLEJKA ORZECHOWO S.A.

    Pozostawić jedynie przedsiębiorstwa niezbędne dla funkcjonowania państwa ---> ograniczenie "stołków" dla polityków po karierze posła czy senatora.

    Spółki w załączonym spisie pokazują wg mnie jedynie wierzchołek góry lodowej. Nie mogę w nim znaleźć należącego do państwowego PZU banku PeKaO S.A., więc parasol spółek należących do SP jest przypuszczalnie o wiele większy.

    7) drogie państwo:
    - ograniczenie liczby posłów z 460 do 230
    - ograniczenie liczby senatorów ze 100 do 50
    - ograniczenie możliwości tworzenia "funduszy" na "cokolwiek", z których każdy ma "prezesa"/"dyrektora"/"zarządcę"
    - likwidacja bezsensownych przepisów - metodą Trumpa: wprowadzamy 1 przepis usuwając 2 szkodliwe. Przykłady z rodzimego podwórka:
    * https://www.youtube.com/watch?v=4hyj0TXjp9E
    * https://www.youtube.com/watch?v=dGaI4fJmvIY
    ergo: ograniczenie biurokracji

    8) nadmierne wydatki socjalne pt. 500 plus, 300 plus, 13-tka plus, 14-tka plus.
    Częściowo usunąć lub zastąpić zwolnieniem z podatków. Zamiast składać dodatkowe formularze, oświadczenia, zaświadczenia - dodać na końcu PiT-a komórkę "oświadczenie" pt. "Oświadczam, że jestem >emerytem</>rodzicem</>w złej sytuacji materialnej<" i rozliczać takie rzeczy "przy okazji PiTa", a nie oddzielnie, na osobnych formularzach, przez różnych urzędników.

    9) obniżenie opodatkowania pracy
    https://spidersweb.pl/bizblog/podatek-weglowy-ue/
    https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/obciazenia-podatkowe-w-polsce-raport-mf/1dg8fj1

    10) porzucenie głupich u podstawy programów pt. "3 miliony mieszkań", "milion samochodów elektrycznych", etc.
    To nie urzędnicy mają budować mieszkania i samochody, ale stworzyć warunki pod to, aby sektor prywatny realizował takie przedsięwzięcia.

    Czy jest szansa na wykorzystanie TRUDNYCH czasów do przeprowadzenia reform niezbędnych dla rozwoju kraju? Jak to zrobić?

    Zapraszam do dyskusji ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #koronawirus #gospodarka #epidemia #wolnyrynek #polska #polityka #rzad #ekonomia #prawo #przepisy #pis #po #konfederacja #psl #sld #lewica #gornicy #gornictwo #podatki
    pokaż całość

    •  

      @amadeus86 widzę że dużym mandatem powinno być wykształcenie.

      jakiejś uczelni z top 3 w danej dziedzinie...?
      To chyba żeby marzyć o karierze w Polsce to trzeba by jechać za granicę bo Polsce top topów (Fizyka UW) jest poza pierwszą 200 w swojej dziedzinie.
      A jak chodzi Ci o top w Polsce to nawet wtedy trzeba podnieść prestiż wykształcenia państwowego. Proponuję że minimum żeby w ogóle studiować to średnia 80% z matury (tak jest w Szwajcarii) i dążenie do sytuacji gdzie na każdy kierunek jest około 3 chętnych na miejsce. Takie kierunki jak socjologia (w Krakowie jest 2 chętnych na 5 miejsc) redukować, takie jak stomatologia poszerzać (w Krakowie było kiedyś 15 chętnych na 1 miejsce). pokaż całość

    •  

      @Assailant: Chodziło mi o top polski. Jak dla mnie Twoje propozycje są okej. Pytanie tylko jak wykluczyć jeszcze z polityki orłów pokroju Pawłowicz... ;P

      Temat edukacji jest w ogóle bardzo ciekawy i obszerny.
      A) Moim zdaniem należałoby znacząco zmniejszyć ilość szkół wyższych w Polsce, bo mnóstwo jest szkół-firm-krzaków pt. "Kup sobie wykształcenie". Ministerstwo powinno znacząco uniemożliwić byle szkółce nadawania tytułów zawodowych (inz./mgr). Polityka wyższej szkoły w każdej małej miejscowości (u mnie: b. małe miasteczko i filia jakiejś gunwo-szkoły z Łodzi czy Radomia) "żeby ludzie nie musieli wyjeżdżać za studiami do większych ośrodków". Moim zdaniem muszą się spotykać w dużych miastach, na dużych uczelniach ludzie o predyspozycjach do magistra i więcej. Przeżycie kilku lat w otoczeniu ogarniętych rówieśników jest dużym "plusem dodatnim", który jest nie do pominięcia w szkolnictwie wyższym. Ponadto nawet dobre uczelnie 5-10 lat temu miały ten mankament, że brały kandydatów w opór, żeby dostać kasę z ministerstwa - do tego stopnia, że na niektóre kierunki można się było dostać z podstawową maturą na ok. 35-40%, co uważam za patologię. Nie wiem czy i na ile pan Gowin rozwiązał problem takiej bezmyślnej masówki...

      B) Przez lata wysokiego bezrobocia wysoki wskaźnik studentów wśród młodych miał dla rządu o tyle znaczenie, że praktycznie ściągał ich z rynku pracy, a zatem zaniżał ten wskaźnik. Obecnie ludzie nie mający predyspozycji do zdobycia wykształcenia wyższego o wiele większy pożytek przynieśli by w zakładach produkcyjnych po technikum, zawodówce, liceum... Sam znam przypadek, gdzie gość męczył się z inżynierem chyba z 5-6 lat (sam 1 stopień studiów), w końcu zdał, ale stwierdził, że to i tak nie dla niego, i wrócił do swojego hobby pt. majsterkowanie lvl pro. Teraz radzi sobie mega dobrze jako złota rączka spawacz/ślusarz/mechanik z kasą 3x wyższą niż jako inżynier za biurkiem.

      C) Słyszałem też ciekawą opinię nt. innowacyjności polskich uczelni. Podobno na zachodzie uczulenie wyższe nie mają finansowanych kosztów w 100%, ale np. w 75-80%, co zmusza je do "wyjścia na rynek" i szukania wśród zakładów produkcyjnych problemów do brozwiązania, procesów do usprawnienia, żeby zarobić. U nas rzekomo finansowanie to jest pełne, a producent np. okien/mebli (taki wywiad słyszałem chyba z prezesem jakiejś polskiej firmy od okien), jak złożył zapytanie na jedną politechnikę o problem z produkcją jakiegoś profilu, to spotkał się z brakiem zainteresowania pt. "nie możemy pomóc, nie zajmujemy się"...( ͡° ʖ̯ ͡°)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    https://www.wykop.pl/link/5454057/wolny-rynek-zdecydowal-sprawdzamy-jakie-to-decyzje/

    Przywykliśmy, chociaż nie w Polsce. Jeśli chodzi o rynek pracy, jesteśmy nieco podobni do Stanów Zjednoczonych. W wyniku zaniedbań ze strony polityków wyznających ideologię spod znaku „rynek wyreguluje” w naszym kraju według GUS jest około 1,3 miliona osób zatrudnionych na umowy cywilno-prace. Kolejne 1,3 mln to osoby prowadzące jednoosobowe firmy. Spora część z nich to kodeksowi pracownicy, którzy zostali przerzuceni na działalność gospodarczą (albo sami wybrali taką formę) z uwagi na oszczędności po stronie zatrudniającego oraz korzystniejsze opodatkowanie.
    Trudno się dziwić takiemu wyborowi, jeżeli patrzymy z perspektywy indywidualnej osoby. Jednak suma indywidualnych ekonomicznie racjonalnych decyzji działa na system niszcząco. Teraz te uśmieciowienie się na nas zemści. To właśnie ci, którzy byli zatrudnieni „elastycznie”, jako pierwsi pożegnali się ze swoimi posadami.


    W wysokich wydatkach na zdrowie obywateli nie ma oczywiście nic złego. Ważny jest jednak stosunek nakładów do rezultatów. Chociaż Amerykanie tak wiele przeznaczają na ochronę zdrowia, są na 29 miejscu wśród państw OECD pod względem oczekiwanej długości życia przy narodzinach. Przed Stanami są takie kraje jak Czechy, Chile i Kostaryka.

    System ochrony zdrowia w USA jest nie tylko drogi, ale również nie obejmuje ubezpieczeniem milionów amerykanów. To oznacza, że osoby nieubezpieczone muszą płacić za pomoc medyczną z własnej kieszeni. W drugiej połowie marca świat obiegła informacja o leczonej na koronowirusa kobiecie, która po wypisaniu ze szpitala dostała rachunek na 35 tysięcy dolarów. Według raportu, na który powołuje się CNBC, rachunek ze szpitala za leczenie koronawirusa może wynieść nawet ponad 74 tysiące dolarów – ponad 300 tysięcy złotych.

    #koronawirus #wolnyrynek #antykapitalizm
    pokaż całość

  •  

    https://www.facebook.com/niskieskladki/posts/1070490366671002

    Jakub Bożydar Wiśniewski, pracownik naukowo-dydaktyczny Instytutu Nauk Ekonomicznych na WPAiE UW, członek rady powierniczej Instytutu Misesa, autor książki „The Economics of Law, Order, and Action: The Logic of Public Goods” oraz licznych artykułów naukowych:

    Ci, którzy potępiają „kult pieniądza”, są na ogół pierwsi w sięganiu po cudze portfele.

    #cytatyns #tasroda #niskieskladki #gospodarka #ekonomia #wolnyrynek #korwin
    pokaż całość

    źródło: NStemplatecytaty8.png

  •  

    Cura te ipsum, czyli opieka medyczna w USA

    Część 4 (ostatnia). Tęsknota za NFZ?

    Mam nadzieję, że po moim cyklu wiecie już niemal wszystko o funkcjonowaniu amerykańskiej służby zdrowia. Liczę również, że zauważyliście, iż starałem się opisywać, a nie komentować czy wyrażać opinie. W tym wpisie przedstawię krótko pewne refleksje, z którymi można się zgadzać lub nie. Są to moje subiektywne osądy, dlatego mogę się mylić. Albo mieć rację.

    Czy mając doświadczenia z amerykańską opieką zdrowotną tęsknisz za NFZ?

    To bardzo złożone pytanie, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Muszę przede wszystkim zaznaczyć, że ogólne zasady systemu publicznej służby zdrowia w Polsce są zdecydowanie mniej bezwzględne, niż reguły opieki zdrowotnej w USA. Oczywiście, w NFZ jest wiele patologii, które należy bezlitośnie wytykać i tępić. Lekarze są przepracowani, szpitale – niedofinansowane, kolejki do specjalistów - bardzo długie. Co dostajemy w zamian? Gwarancję, że jeżeli opłacimy składkę, to pomoc medyczna będzie co do zasady bezpłatna w każdym momencie naszego życia. Jak widzieliście, w USA nie jest to takie oczywiste: po 65. roku życia zaczynają się duże schody, wtedy bowiem leczenie staje się de facto możliwe dla naprawdę zamożnych. Amerykańska służba zdrowia to system bezwzględny, który nie baczy na jakiekolwiek przesłanki humanitarne: jak płacisz, to masz. Dodatkowo jest on bardzo zawiły i zmusza do znajomości wielu zagadnień, które w przypadku polskiej służby zdrowia w ogóle nie istnieją. Ubezpieczenie, choć kojarzy nam się z bezpieczeństwem, nie ma z nim nic wspólnego: co-pay, deductible i leczenie poza siecią potrafią zrujnować. Brak ubezpieczenia zmusza do rozpaczliwych decyzji, jak na przykład rezygnacja z wizyty na izbie przyjęć, nawet w skrajnych przypadkach.
    Odpowiadając zatem na to pytanie: tak, tęsknię za prostotą NFZ, za tym, że po opłaceniu składki, wiem, na co mogę liczyć. Ktoś powie: przecież NFZ to loteria, endokrynolog za półtora roku, a prywatnie za trzy dni. OK, odpowiem, ale w Stanach endokrynolog w ramach ubezpieczenia kosztuje mnie 40 dolarów, czyli tyle samo, co w Polsce prywatnie. Oczywiście, w grę wchodzi przelicznik, ale nie zmienia to faktu, że Amerykanin nie zna pojęcia bezpłatnej służby zdrowia.

    Przesadzasz. Jestem wolnorynkowcem i dla mnie system USA, choć ma minusy, działa.

    Ja nie jestem wolnorynkowcem, ale chyba rozumiem, skąd odmienność zdań pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami systemu amerykańskiego. Ów system stworzony jest dla zdrowych i bogatych: jeżeli masz 30 lat i zarabiasz owe mityczne 15 000, to wtedy najpewniej powiesz „ja dałbym sobie w tym systemie radę, a miałbym z pewnością lepszą opiekę niż w ramach NFZ”. Tak, zgadzam się: jeżeli chodzi o poziom usług, to wiadomo, iż w USA jest on wyższy. Jednak pewnego dnia przychodzi starość; nagle okazuje się, że nie ma emerytury (trzeba żyć z oszczędności), a do tego pojawiają się choroby. Co robi wtedy Amerykanin? Idzie do pracy. Sam widziałem osoby po osiemdziesiątce pracujące jako kurierzy USPS, zapewne właśnie dla ubezpieczenia zdrowotnego. Jeżeli natomiast jesteś starym i schorowanym człowiekiem, który w systemie amerykańskim sprowadzony jest do roli niechcianego balastu, a wręcz śmiecia, to z pewnością będziesz krytykował tutejszą opiekę zdrowotną, zaś NFZ wyda Ci się rajem. Niestety, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
    Można zatem podsumować: dla zwolenników darwinizmu społecznego system USA będzie wzorcowy lub do wzorca zdążający, natomiast dla krytyków takiego podejścia – będzie po prostu niehumanitarny. Jakie jest moje zdanie? Spotkałem zbyt wielu bardzo przyzwoitych, ale biednych Amerykanów, by nie widzieć, jakie szkody wyrządza ów darwinizm.

    Czyli jesteś za nacjonalizacją!

    Cóż, częściowo tak. Dlatego, choć nie jestem fanem ObamaCare, to uważam, że to był krok w dobrą stronę. O co chodziło z ObamaCare? Otóż była to interwencja państwa w poczynania zakładów ubezpieczeniowych, które potrafiły odmówić ubezpieczenia chorym, zaś starszym osobom (czyli po pięćdziesiątce) narzucały absurdalne ceny składek. W efekcie wykluczało to wielu pracujących ludzi z systemu opieki zdrowotnej. Prowadziło to do paradoksów, w których lepszą opiekę zdrowotną miały zwierzęta w schronisku, niż ciężko pracujący Amerykanie i ich rodziny. Moja landlady rozmawiała kiedyś ze mną na ten temat: była oburzona, że obozami bezdomnych nikt się nie zajmuje, choć tyle osób pomaga zwierzętom. Trudno jej było zrozumieć, że całe współczucie ukierunkowane jest na psy czy koty, zaś ludzie żyją nadal w liczących setki osób obozach, na przykład w okolicach autostrad międzystanowych, gdzie bez żadnej nadziei spędzają kolejne dni. Nawiasem: wierzcie mi albo nie, ale amerykański bezdomny to na ogół człowiek bardzo inteligentny, po liceum, który miał w życiu po prostu pecha – rodzice wyrzucili go z domu, albo cała rodzina straciła mieszkanie, najczęściej w 2008 roku.
    Dlatego uważam ObamaCare za w zamyśle dobrą, ale źle zrealizowaną regulację. Tak naprawdę służbę zdrowia w USA powinno się zaorać i postawić od początku, na zdrowych fundamentach. Ale to się nigdy nie stanie.

    Dlaczego?

    Dlatego, że status quo nikomu nie przeszkadza na tyle, by domagać się rewolucji. Amerykanie wiedzą, że system nie spełnia ich oczekiwań, ale pogodzili się z tym. Właściwie od urodzenia znają zasady gry, więc przypominają żabę w podgrzewanej do stanu wrzenia wodzie. Mimo wszystko widać jest pewne ruchy agend federalnych, aby szczególnie skandaliczne regulacje prywatnych firm – jak na przykład sztuczne zawyżanie cen insuliny, o czym pisałem wczoraj – ograniczać. Być może to właśnie te drobne zmiany, zamiast rewolucji, przyczynią się do częściowego uzdrowienia rynku. Pytanie, jak zareagują Amerykanie. Obecnie służba zdrowia opiera się na pewnego rodzaju elitarności i wysokim stopniu finansowania, przez co może ona stać na bardzo wysokim poziomie. Jednak wraz z umasowieniem system zacznie się krztusić. Jak na to zareagują bogatsi Amerykanie? Kto to wie…

    Ja jednak wierzę, że wolny rynek by się obronił.

    A ja nie wierzę, Amerykańska służba zdrowia to system bardzo wielu naczyń połączonych, przez co zmiana jednego elementu nic nie da. Obecnie jest ona obciążona takimi ograniczeniami, że trudno nazwać ją wolnorynkową. Jak jednak miałoby wyglądać jej urynkowienie? Ponadto: gdyby było to tak proste i dochodowe, to czemu żaden ichniejszy Elon Musk nie założył jeszcze sieci szpitali albo własnej firmy ubezpieczeniowej? Ja sam nie znam pełnej odpowiedzi na to pytanie, ale wydaje mi się, że stanowi to najlepszy dowód trudności, z jakimi borykałyby się nowe projekty biznesowe w tym obszarze. W grę wchodzi tu nie tylko nieuczciwa konkurencja i regulacje, ale również system sądownictwa (ogromne odszkodowania przy pomyłkach medycznych), masakryczne niekiedy koszty edukacji, pobieranej na kredyt, koszty startowe takiej działalności, etc.
    Otto Neurath mówił o naszej wiedzy, że jest ona jak łódź: nigdy nie zawijamy do portu, żeby ją całkowicie rozmontować i naprawić od podstaw. Jesteśmy raczej zmuszeni ulepszać ją w trakcie rejsu, kawałek po kawałku. Takie samo porównanie można odnieść do amerykańskiej służby zdrowia. Jeszcze przed nią długa droga…

    Jakieś podsumowanie?

    Amerykańska służba zdrowia odwzorowuje całe Stany: pełna kontrastów, stworzona dla bogatych, pomijająca biednych, pogłębiająca społeczne nierówności. A zarazem skuteczna, wydajna i na wysokim poziomie. Jedno kosztem drugiego. Czy ten koszt jest do przyjęcia, zależy chyba od wrażliwości i poglądów każdego z osobna. Tyle ode mnie!

    Bardzo dziękuję wszystkim tym, którzy śledzili ten krótki cykl. Pojawiały się propozycje, aby zrobić z niego wykop. Jeżeli rzeczywiście jest taka potrzeba, to proszę bardzo: każdy z Was może to zrobić. Nie pisałem moich postów po to, żeby dostać bordo czy nabić sobie obserwatorów – choć tym ostatnim bardzo dziękuję – ale po to, żeby uczciwie pokazać Wam amerykańską służbę zdrowia. Mam nadzieję, że mi się to udało. Dzięki za wszystkie plusy i komentarze. Trzymajcie się zdrowo, kwarantanningujcie się dalej i do następnego :)

    Jacek

    The End

    #curateipsum #zdrowie #nfz #usa #wolnyrynek
    pokaż całość

    +: 9...9, Naiken +588 innych
  •  

    Cura te ipsum, czyli opieka medyczna w USA

    Część 3. Jack idzie do dentysty

    Wstęp

    Dokładnie dwa lata temu, podczas mojej poprzedniej wizyty w Stanach, zaczął mnie boleć ząb. Nie mocno, ale dokuczliwie. Jako że jednak byłem w Ameryce po raz pierwszy, nie uśmiechało mi się chodzenie po dentystach. Postanowiłem, że wybiorę się w Polsce. Wróciłem do kraju, ale w międzyczasie ząb przeszedł, więc – he he - „wybiorę się”…
    W ostatni poniedziałek znowu zaczęło boleć, nie za mocno, ale zawsze. Mówię: przeżyję. We wtorek prawie przeszło, tyle, że wieczorem dostałem wysokiej gorączki. Nie wiem, ile miałem stopni, bo termometr był ostatnią rzeczą, o jakiej myślałem pakując bagaż. Wiem, że w domku miałem około 27 stopni – to był ciepły dzień – a trząsłem się jak galareta. Myślałem nawet, czy nie jechać na ER, ale jak pomyślałem o pożegnaniu się z sześcioma stówkami, to stwierdziłem, że może jednak się nie przekręcę. (Parę miesięcy w USA i myślę jak prawdziwy Amerykanin).
    Decyzja była jednak nieuchronna: trzeba iść do dentysty. Super, zwłaszcza, że na czas pandemii Amerykańskie Stowarzyszenie Stomatologów zasugerowało zamknięcie gabinetów. No nic, środa rano wstaję i dzwonię do ubezpieczyciela, z pytaniem, co i jak. BlueCross dysponuje fajnym systemem telefonicznym: zamiast wybierać numerek tonalnie, możesz go powiedzieć na głos. Musisz też powiedzieć automatowi, z czym dzwonisz. W końcu następuje połączenie z konsultantem. Okazuje się, że lista dentystów in-network w mojej okolicy jest długa, o czym zresztą doskonale wiem, bo sprawdzałem. Na pytanie, co zrobić, jeśli żaden z nich nie przyjmuje, gość mówi, że mogę iść gdziekolwiek, ale poziom co-pay będzie określany na miejscu. No OK, nutka ryzyka, czemu nie.
    Zaczynam dzwonić po dentystach w ramach mojej sieci: w większości odzywa się automatyczna sekretarka, że zamknięte. W jednym miejscu dostaję informację, że jest otwarte, ale mają wolny termin za tydzień. Mówię, że za tydzień mogę się przekręcić, na co pani mówi, że w takim razie zostaje ER. W końcu jeden z lekarzy kieruje mnie do stomatologicznej kliniki chirurgicznej. Dzwonię, krótki wywiad, czy aby nie mam korony, pytanko, czy robimy narkozę, i jestem umówiony na 14.00, czyli za trzy godziny. Dostałem jeszcze e-mailem długi formularz do wypełnienia (leki, choroby, adresy, etc.), podpisywany oczywiście po amerykańsku, czyli na zasadzie „wpisz w to okienko imię i nazwisko”. Do kliniki daleko nie mam, bo autobusem dziewięć przecznic i dwie ulice na piechotkę.

    W klinice

    Pierwsza rzecz po przyjściu: papierologia. Podpisy, nie podpisy, kartek chyba siedem. Godzę się na wszystko jak leci, bo tego jest naprawdę sporo. Oczywiście najważniejsze: ubezpieczenie. Osoba, która rejestruje pacjenta, ma obowiązek każdorazowo dzwonić do firmy ubezpieczeniowej i określać, co i w jakim zakresie jest pokrywane. W poczekalni ludzi zero, mimo że, jak się dowiedziałem później, ruch tego dnia był nieziemski. Czeka się pięć minut i wychodzi gość w kitlu. Myślę sobie: dentysta. Błąd – asystent. Tutaj funkcja asystenta polega na przygotowaniu od A do Z do zabiegu, a także uczestnictwie w nim. A więc najpierw prześwietlenie, które trwa 10 sekund i kosztuje 120 dolarów. Potem wycieczka do gabinetu. Amerykański gabinet dentystyczny wygląda naprawdę bardzo ascetycznie. Fotel, lampa, sprzęt do EKG, maska do narkozy, komputer i jeden duży wózek z narzędziami. Nie ma nawet tacek na narzędzia: te w trakcie zabiegu leżą na pacjencie, na czymś w rodzaju gumowej maty.
    Mój asystent pyta, o co chodzi. Więc mówię, że wysoka gorączka, wysokie tętno, ogólnie samopoczucie jak przy grypie, po czym dodaję przezornie, że bez kaszlu, kichania i duszności. Facet patrzy na zdjęcie i mówi, że z zewnątrz wszystko gra, ale jest stan zapalny, który sięga już szczęki, więc – sorry Winnetou – ale można wydać kasę na leczenie ze skutkiem mocno wątpliwym, albo zdecydować się na rwanie. On poleca opcję numer dwa. Ciężka sprawa, ale zdecydowałem, że nie będę wydziwiał. Godzę się. Gość mierzy ciśnienie i gdzieś znika. Wraca pięć minut później, niosąc antybiotyk i ibuprofen. Za nim wchodzi pielęgniarka: okazuje się, że moje co-pay za prześwietlenie zębów wynosi 10%, ale za rwanie – 50%. Łącznie mój rachunek, który muszę opłacić z własnej kieszeni, wyniesie 233 dolary. W pełną cenę wlicza się prześwietlenie ($152), zabieg ($324) i koszt za przyjęcie tego samego dnia ($120). Nie jest źle: godzę się na te warunki. Chcę płacić kartą, więc pani mi ją zabiera i idzie sobie nabić na terminal. Asystent żartuje: „Zabierz mu wszystkie pieniądze z konta”. Dla mnie to śmieszne nie jest.
    Gadamy sobie nieco z tym asystentem, bo lubię rozmawiać z ludźmi w Ameryce. (Mogę Wam kiedyś opowiedzieć o mojej godzinnej rozmowie z bezdomnym z 6th St., który stracił dom mając 18 lat; w takich chwilach odzywa się we mnie socjalista). Gość mówi, że ma rodzinę w Nowym Jorku, więc gadamy o Nowym Jorku. Ma też kolegę, który hodował gazele „z wolnego wybiegu” na ranczu w Teksasie. Następnie urządzał na nie polowania i robił z nich szynki oraz kiełbasy.
    Wkrótce zostaję sam. Doktor, który będzie się mną zajmował, a którego jeszcze nie poznałem – choć w e-mailu z potwierdzeniem wizyty dostałem jego dane i możliwość zmiany, gdyby mi się coś nie podobało – przyjmował innego pacjenta. Więc leżę i myślę, co ja tu robię. Po piętnastu minutach wreszcie zjawił się doktor z asystentem. Przywitanie, parę pytań. Najważniejsze: ile znieczulenia – jedno czy dwa? Dla jasności: jedno znieczulenie to trzy zastrzyki. Mówię, że chyba jedno załatwi temat. Ach, no to OK.
    I powiem tak: dostałem w życiu mnóstwo zastrzyków. Pamiętam, że jak miałem pięć lat, to dostawałem całe serie antybiotyków w zastrzykach, bo byłem chorowitym dzieckiem. I za każdym razem jakaś gruboskórna, nienawidząca bachorów pielęgniarka specjalnie chyba robiła tak, żeby bolało jak najbardziej. (Nie płakałem, bo się wstydziłem). A ten dentysta był tak delikatny, że prawie nic nie poczułem. Nie wierzyłem, że można zostać zastrzyk od dentysty i stwierdzić, że mrówka, która ugryzła mnie tydzień wcześniej, sprawiła mi więcej bólu.
    No dobra, szczęka zaczyna drętwieć, ale trzeba poczekać, więc gadka z lekarzem tym półgębkiem, który jeszcze pracuje. Pyta się, skąd jestem (on od 40 lat mieszka w USA, ale jest Włochem). Mówię, że Lublin, uczelnia, etc. Więc sobie od razu wrzucił do Google, skąd jestem, pooglądał zdjęcia, stwierdził, że bardzo ładnie. Następnie pyta, co wolę: współczesny pop czy złote lata 80? Mówię, że to drugie. Więc zaraz z głośników poleciało „Karma Chalemelon”. W takich warunkach odbywa się rwanie.
    Jak wygląda proces usuwania zęba, każdy pewnie wie, więc napiszę tylko o tym, co mnie zaskoczyło. Zabieg wykonują dwie osoby: lekarz i asystent. Narzędzia – jak już mówiłem – leżą na pacjencie. Dentysta pyta się co dwie sekundy, czy boli, a ty leżysz i nic nie czujesz, bo naprawdę nic nie boli. Wszystko trwa jakieś 10 minut, nikt się nie spieszy i nie gorączkuje. Profeska. Mówiąc szczerze, gdyby nie natura całego zajścia, to powiedziałbym, że było nawet przyjemnie.
    Dziękuję, stuknięcie się łokciami z lekarzem, pan stomatolog wychodzi.

    Apteka

    Mam dostać cztery leki: antybiotyk, Ibuprofen w dawce 600 mg do brania co sześć godzin (w kraju z oporami brałem 400 co 12 godzin), płyn do ust o smaku piwa Żubr i Tramadol z Apapem, czyli opioid wzmocniony 300 mg paracetamolu. Ten ostatni, mówi asystent, tylko gdyby naprawdę bolało. Ja mówię, że nie będę brał, na co on: to nie bierz, ale ja i tak przepiszę.
    Jak wygląda wykup leków w Stanach? To było jedno z moich większych zaskoczeń. Najpierw wskazujesz swoją aptekę. Jak wiecie, aptek w Austin nie ma zbyt dużo, ale całe szczęście jedna - przy Hancock Shopping Center – jest blisko mnie. Następnie lekarz wysyła receptę właśnie do tej apteki. Na odbiór leków ma się sześć godzin. Nie, nie chodzi o to, że leki dostępne są po sześciu godzinach – one po tym czasie przestają być dostępne. (Oczywiście zapytałem, czy są papierowe recepty: są, ale mało kto ich używa, bo to niewygodne). No dobra, to już koniec, wziąłem jeszcze wizytówkę i w drogę.
    W aptece kolejne zaskoczenie. Tu nie jest tak jak w Polsce, że farmaceuta ściąga pudełko z lekiem z półki. Leki na receptę dostaje się w identycznych fiolkach, na których napisane są dane przyjmującego, dawkowanie i inne informacje. (Pic rel). We fiolkach znajduje się dokładnie odmierzona liczba tabletek. Ważne: leków, zwłaszcza narkotyków, nie można udostępniać innym osobom. Za złamanie tego zakazu grozi nawet 40 lat odsiadki (Źródło). Do każdego z leków dostaje się parę kartek formatu A4. Jest tam informacja, co kupiliśmy oraz coś, co u nas nazywa się ulotką, a także – oczywiście – reklama apteki.
    Czy leki są drogie… Dla ubezpieczonego? Nie. Mój co-pay do leków to maksymalnie 15 dolarów, więc się za bardzo nie martwię. Zresztą za swoje cztery produkty dałem całe dziewięć dolców. Mało tego: nawet gdybym nie miał ubezpieczenia, to majątku bym nie stracił. Antybiotyk to koszt 5 dolarów, Ibuprofen – tyle samo. Niektóre niezbędne medykamenty są jednak absurdalnie drogie, na przykład insulina. Miesięczna kuracja kosztuje 450 dolarów, przy czym ta cena w ciągu czterech lat podwoiła się bez żadnego powodu. (Źródło). Ogólnie leki bez ubezpieczenia potrafią zrujnować, zwłaszcza te stosowane w bardziej złożonych schorzeniach.

    Podsumowanie

    Dziwi mnie, z jaką łatwością można w Stanach dostać opioidy. Mówiąc szczerze, mimo że zapowiedziałem lekarzowi, iż nie będę ich brał (i nie brałem, bo nie miałem żadnych dolegliwości bólowych), to i tak mi je wcisnął. Jeden z Mirków pisał tymczasem, że na jakieś mocne bóle kostne dostał w Polsce zalecenie fizjoterapii… Oto właśnie różnica w podejściu do pacjenta. Mam wrażenie, może się mylę, że w Polsce pokutuje mit, iż choroba musi boleć i koniec. W USA odwrotnie: ma nie być bólu w ogóle. Mam wrażenie, że są to dwie skrajności: w naszym kraju powoduje to niepotrzebne cierpienie, w Stanach natomiast mnóstwo ludzi uzależnionych jest od właśnie środków znieczulających oraz psychotropów.
    Na koniec: gdyby ktoś z Was, będąc w Stanach, zastanawiał się, czy czekać z dentystą do powrotu do Polski, czy nie, to powiem krótko – jeżeli masz ubezpieczenie, które pokryje Twoje wydatki, idź do dentysty w Stanach. To mimo wszystko inny świat.

    Dobra! Na dziś tyle. Jutro ostatnia część, czyli moja subiektywna opinia o służbie zdrowia w Stanach Zjednoczonych. Będzie krótko i zwięźle.

    Trzymajcie się wszyscy zdrowo!

    #curateipsum #usa #zdrowie #nfz #wolnyrynek
    pokaż całość

    źródło: Tramadol XD.jpg

    •  

      @JackTheDevil90:

      Pierwsza rzecz po przyjściu: papierologia. Podpisy, nie podpisy, kartek chyba siedem. Godzę się na wszystko jak leci, bo tego jest naprawdę sporo. 

      U nas też już się tak robi. Niestety jest coraz więcej pacjentów roszczeniowych i takich próbujących zarobić na dentyście, pozywając go o jakąś bzdurę. W związku z tym trzeba mieć na wszystko pisemną zgodę pacjenta.

      120 dolarów za zdjęcie punktowe, duuuużo ( ͡€ ͜ʖ ͡€)
      pokaż całość

    •  

      @JackTheDevil90 xD to inny świat. Faktycznie. W Polsce każdy dentysta ratowałby zęba, zwłaszcza u młodego człowieka, a za kanałówkę prywatnie zapłaciłbyś kilka stów. Bezbolesne znieczulenia, nowoczesny sprzęt to jest standard. Ostatnio jak byłem u dentysty, na pierwszej wizycie zrobił mi zdjęcie i przez pół godziny tłumaczył ząb po zębie, co trzeba zrobić i jaka będzie kolejność działań.

    • więcej komentarzy (97)

  •  

    Cura te ipsum, czyli opieka medyczna w USA

    Część 2. Chcę iść do lekarza

    Mam grypę. Co teraz?

    Gratulacje, właśnie odblokowałeś swoje pierwsze osiągnięcie, brązowe, bo to najprostsza choroba. Pierwsze, co możesz zrobić, to iść do sklepu i zaopatrzyć się w lekarstwa. Tak, do sklepu, a nie do apteki, bo w Austin, gdzie mieszkam, nazwa „apteka” skrywa sklep przypominający wielkością dużą Biedronkę. Na milionowe miasto tych aptek jest kilkanaście, może nieco ponad dwadzieścia – po dwie-trzy na dzielnicę; kto nie wierzy, może sprawdzić w mapach Google. Ale również w każdym osiedlowym sklepie półki zawalone są lekami, głównie przeciwbólowymi: ibuprom, naproxen, paracetamol i – co ciekawe – kilka substancji, o których nigdy nie słyszałem. Uwaga dla przyjeżdżających do USA: jeżeli bierzecie jakieś leki, których nie zaaprobowała Food and Drug Administration (FDA), to lepiej weźcie świstek od swojego lekarza i przetłumaczcie na angielski. Podczas kontroli mogą wam kazać wyrzucić leki, bo ich wwóz do USA jest w teorii zakazany. Oczywiście na 99% nic takiego się nie wydarzy, ale jeśli ktoś z Was jedzie na dłużej i wiezie zapas leków na cztery miesiące, to lepiej nie ryzykować. Ogólnie różnic pomiędzy zcentralizowanym rynkiem leków w USA, trzymanym w ręku przez FDA, a zdecentralizowanym systemem europejskim, jest mnóstwo: większość wypada na korzyść tego drugiego. Kto chce się dokształcić, może sięgnąć po to naukowe opracowanie
    Co jeszcze można kupić na półce z medykamentami w przeciętnym sklepie w Teksasie? Mnóstwo suplementów CBD, ponadto czekoladę z CBD, wodę z CBD, ciasteczka z CBD… Od czasu legalizacji olejku sklepy dosłownie zalały tego rodzaju produkty. Jest też trochę standardowych suplementów diety, ale bez przesady. Na pewno nie ma tu „leków” na syndrom niespokojnych nóg czy halitozę. Natomiast spokojnie wyleczysz sobie grypę, z której nikt tu nie robi wielkiego halo.

    Ja jednak koniecznie chcę do lekarza!

    No dobrze, w takim razie masz kilka opcji. Załóżmy, że nie masz jeszcze swojego lekarza pierwszego kontaktu. Jak go wybierasz? Wchodzisz na stronę swojego ubezpieczyciela i uruchamiasz wyszukiwarkę. Następnie szukasz sobie lekarza: jak masz szczęście, będzie przyjmował trzy mile od Ciebie. Jak masz pecha, będziesz jechał dziesięć mil. Dlaczego? Bo wyszukiwarka pokazuje wszystkich lekarzy – ale część z nich jest spoza Twojej sieci.

    Spoza sieci?

    Tak. Każdy ubezpieczyciel ma sieć placówek medycznych, czyli lekarzy czy przychodni, które podpisały z daną firmą kontrakt. Na ogół w dużych miastach ta sieć jest całkiem gęsta. Natomiast wiadomo, że w mniejszych miejscowościach jest gorzej. (Ale od czego Amerykanie mają po trzy samochody na rodzinę?). Najlepiej więc zdecydować się właśnie na lekarza w ramach sieci. Płaci się wtedy po prostu mniej za wizytę.

    Ale zaraz? Dlaczego mam płacić za wizytę, skoro jestem ubezpieczony i idę do lekarza, który ma kontrakt z ubezpieczycielem?

    Bo tu jest USA i tu za leczenie się płaci. Prawie zawsze. Rozważmy najpierw, w jakich okolicznościach płacisz za leczenie w ramach sieci. Po pierwsze, może być to związane z czymś takim jak deductible (mirek @zasadzka01 podał polskie tłumaczenie: franczyza redukcyjna – ja jednak będę dalej kaleczył język polski, minusy tutaj). Deductible to kwota, jaką musi osiągnąć wartość usług medycznych, aby ubezpieczenie zaczęło obowiązywać. To znaczy, że za pierwsze wizyty u lekarza płacisz całkowicie sam. Moje niemałe przerażenie budzi fakt, że deductible dla jednej osoby wynosi przeciętnie w Stanach $4,328, zaś dla rodziny - $8,352 (Źródło, nieco inne niż wczoraj). Tutaj pojawia się pytanie: co musi się stać, żeby jednak nie płacić za lekarza? No cóż, to jest praktycznie niemożliwe. Musiałbyś mieć naprawdę drogie ubezpieczenie. Ale skoro stać Cię na drogie ubezpieczenie, to i na pokrycie deductible.
    Mało tego, poszczególne zabiegi, a także zakup lekarstw objęte są także klauzulą co-pay, czyli udziału w płatności. Oznacza to, że jeżeli szczęśliwie już dobijesz do progu, od którego ubezpieczenie Ci się należy, to nadal płacisz za opiekę medyczną. Ja akurat mam tę kwotę wbitą na karcie ubezpieczeniowej: patrz poprzedni wpis. Czyli na przykład za OV (Office Visit) płacę 20 dolców, a za specjalistę 40. Izba przyjęć to portfel lżejszy o 150 dolców. Do tego płacisz też za leki. I tak dalej, i tak dalej. Dzięki ObamaCare wprowadzono limity na co-pay: po wyłożeniu $6,600.00 (indywidualnie) albo $12,700.00 (w pakiecie rodzinnym) wydanych rocznie nie płacisz już co-pay. W załączeniu macie zdjęcie co-pay z mojej polisy studenckiej odnośnie do usług dentystycznych.
    Uwaga: deductible i co-pay to dwie różne rzeczy. Niektórzy ubezpieczyciele wliczają deductible jako co-pay, inni nie. W rezultacie, jeśli masz pecha, to za ubezpieczenie przestajesz płacić całkowicie po wydaniu z własnej kieszeni 10 000 dolarów w ciągu roku (na siebie) lub 20 000 dolarów na całą rodzinę.

    Mój lekarz z sieci jest za daleko i nie chce mi się do niego iść. Dwie ulice stąd jest ten spoza sieci.

    To idź, ale najpierw upewnij się, że masz ubezpieczenie PPO (Preferred Provider Organization). Jest to takie ubezpieczenie, które pozwala Ci korzystać z usług lekarzy poza siecią, ale musisz się wtedy liczyć z dodatkowymi kosztami. Uwaga: koszty te poznajesz dopiero w przychodni, idziesz zatem w ciemno. Może się okazać, że Twój ubezpieczyciel pokryje 90%, a może się okazać że 50% ceny.
    Gorzej, jeżeli masz ubezpieczenie HMO (Health Manage Organization). Jeżeli masz ubezpieczenie tego typu, to wtedy owszem, możesz iść do dowolnego lekarza, ale płacisz 100%. Dlatego dobrze się zastanów.
    Sieci obejmują nie tylko lekarzy i dentystów, ale też szpitale. Dlatego, jeśli nie umierasz, ale akurat zbierają Cię z ziemi, to z noszy krzyczysz: „Tylko nie do św. Jana! On jest poza siecią! Wieźcie mnie do św. Hildy!”. To nie żart, tak to niestety działa. Dlatego ubezpieczenie należy mieć zawsze przy sobie. Nie wiadomo, kiedy się przyda. Uwaga: kolega @Medevacs słusznie zwrócił moją uwagę na jedną rzecz. Nawet jeżeli jedziesz do szpitala, który jest w sieci, to może Cię leczyć doktor – internista czy anestezjologii - spoza sieci. A wtedy płacisz jego stawkę jak za lekarza spoza sieci. (Źródło).

    Jest sobota, a ja fatalnie się czuję. Gdzie mogę iść?

    W nagłych przypadkach, kiedy potrzebujesz pomocy, zaczyna się prawdziwa zabawa. Do wyboru masz teoretycznie dwa miejsca: Urgent Health Centers (UHC) oraz izby przyjęć (będę je zwał ER). UHC to takie nasze przychodnie nocne i świąteczne: zrobią diagnostykę, rentgen, zapewnią leki. I oczywiście wystawią rachunek. Nie są one dużo droższe od normalnych lekarzy, zaś jeżeli trafi się na UHC ze swojej sieci, to płaci się – powiedzmy – grosze. Gorzej, jeżeli musisz jechać na ER. Tam trzeba się udawać tylko w absolutnej ostateczności, ponieważ w szpitalach wszystko jest tak absurdalnie drogie, że w najlepszym wypadku wychodzisz lżejszy o kilkaset dolarów. Koszty? Ból ucha: $400. Zaczerwienione oko? $370. Zapalenie zatok? $617. (Źródło). Oczywiście, jeżeli jesteś ubezpieczony, to płacisz mniej; moja stawka to maksymalnie 150 dolców. Ale jeśli nie jesteś ubezpieczony, to masz problem. No i pamiętaj: jak masz HMO, a trafisz na ER poza siecią, to płacisz pełną stawkę.
    Ciekawostka historyczna z powyższego źródełka: do lat 90. nie było w USA UHC, przez co jak zachorowałeś w sobotę, to zostawało pogotowie – i wysoki rachunek.

    To ja może lepiej zostanę w domu…

    I bardzo dobrze, bo firmy ubezpieczeniowe coraz częściej uruchamiają telewizyty. Nie, nie jest to związane wyłącznie z obecną pandemią. Po prostu o wiele taniej wychodzi, kiedy pacjent dokładnie powie, co mu jest, niż jak będzie musiał iść do swojego lekarza, albo – nie daj Boże – jechać na izbę przyjęć. Powiedzmy sobie zresztą szczerze: sporo pierdół naprawdę da się ogarnąć przez Skype. Tylko uwaga: myli się ten, kto myśli, że telekonsultacje są bezpłatną alternatywą dla wizyty u lekarza. Płaci się normalną stawkę, tyle, że lekarz pyta, o co chodzi, co się dzieje, a następnie wystawia receptę przez Internet.

    Jest zaraza. I co teraz?

    I teraz jeszcze więcej rzeczy odbywa się online. Na przykład online przyjmują lekarze w Academic Health Center. Również wybór dentystów jest bardzo ograniczony, głównie do medyków spoza sieci. W tej sytuacji posiadanie ubezpieczenia PPO daje naprawdę duży komfort.

    No dobrze, a jakieś pozytywy?

    Słuchajcie, może i narzekam na amerykańską służbę zdrowia, lecz moje dotychczasowe doświadczenie mówi, iż jedynym, ale za to największym jej problemem są koszty, które ponoszą chorzy. OK, jest to dla wielu rzecz dyskwalifikująca. Bądźmy jednak świadomi, że cała „otoczka” to coś, co zdecydowanie należy zaliczyć na plus. Na przykład na mojej tylko uczelni działa 24/7 pielęgniarska pomoc telefoniczna, centrum zdrowia kobiet (Wykopki, wiecie, co z tym zrobić), centrum medycyny sportowej, centrum żywienia czy laboratorium do testowania chorób wenerycznych. Ogromny nacisk kładzie się tu też na zdrowie psychiczne, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, że w Teksasie każdy może nabyć broń. Na przykład na mojej legitymacji studenckiej jest numer do Behavior Concerns Advice Line, gdzie można zgłosić problem swój lub kogoś nam bliskiego. Pomoc, nawet w podbramkowych sytuacjach, jest na wyciągnięcie ręki. Należy jednak dodać dla większości przypadków formułkę: o ile Cię na nią stać.
    UHC to nie spęd, jak nocna i świąteczna pomoc w Polsce, gdzie ludzie tłoczą się, bo im się o 21.00 w piątek przypomniało, że skończyły im się leki na porost włosów. Tu wchodzisz do Internetu, wyszukujesz centrum ze swojej sieci, rejestrujesz się online. Dostajesz info, że za 20 minut masz być na miejscu, a pielęgniarki i lekarz już na Ciebie czekają. Wszystko przebiega sprawnie i w miłej atmosferze, z żarcikami, maksymalną redukcją stresu i ciągłym pytaniem, czy nie boli. Fakt, na izbie przyjęć swoje trzeba odsiedzieć, ale to dlatego, że tam nie mogą odmówić ci pomocy, więc niektórzy nieubezpieczeni Amerykanie jadą tam z pierdołą, której nie będą im leczyć za darmo nigdzie indziej, z myślą „jakoś to będzie”. System się przez to krztusi, choć nie tak jak w Polsce. Ogólnie wygląda to dobrze.
    Mało tego: kiedy chcesz iść do lekarza i szukasz go w wyszukiwarce, otrzymujesz nie tylko jego imię i nazwisko, ale również oceny innych ubezpieczonych (nie podejrzewam przekrętów, bo to serwis tylko dla zalogowanych), a do tego rok ukończenia studiów, uczelnię i zdobyte nagrody. Jesteś więc w pełni świadomy, kogo wybierasz. W Polsce? ZnanyLekarz (powodzenia życzę) albo jakiś random, który akurat ma dyżur.

    Ostatnia uwaga. Pod ostatnim wpisem pojawiło się kilkanaście komentarzy, że życie w Stanach musi być straszne. W rzeczywistości jest ono takie samo jak w każdym innym miejscu na świecie: straszne dla biednych lub chorych i piękne dla zamożnych i zdrowych. Nikt tu nie skarży się na swój los, ale nierówności społeczne kłują w oczy. Od razu mówię: nie oceniam, czy należy je zasypywać interwencją państwa. O dyskusję w tej kwestii na pewno zadbają drodzy Mircy :)

    To co, moi mili? Na dziś wystarczy. Jutro część ostatnia „opisowa”, czyli moje prywatne doświadczenia.

    Dobrych Świąt Wielkiej Nocy życzę tym, którzy je obchodzą. A tym, którzy nie obchodzą – udanej reszty niedzieli!

    #curateipsum #usa #nfz #zdrowie #wolnyrynek
    pokaż całość

    źródło: BC.png

    •  

      @JackTheDevil90 Powtórzę się: problemy, które opisujesz w tym poście są związane z tym, że ubezpieczasz się u pośrednika, a nie w służbie zdrowia, czyli np. w Keiser Permanente. Większość problemów, które opisałeś w części 1 i 2 Cura te ipsum nie występują w przypadku, gdy pominiesz pośrednika. Z tego też względu tak dużo osób pomija pośrednika od wielu już lat i nie znam nikogo już teraz, kto nie jest ubezpieczony w Keiserze, a mieszka w Kalifornii. pokaż całość

    •  

      @JackTheDevil90: apropo deductible, w Holandii istnieje coś na podobnej zasadzie, z tym że tutaj to się nazywa Eigen risico w tłumaczeniu ryzyko własne, w zależności od tego jak wysokie płacisz ubezpieczenie zawsze je masz (do momentu do kiedy byłem w NL minimalne ryzyko własne wynosiło 350e),ja płaciłem miesięcznie 105e miałem 350e ryzyka, kumpel płacił składkę w wysokości 60e już miał 1000e, jest to kwota która musisz Zawsze płacić w przypadku leczenia zabiegowego i/lub operacyjnego,czyli - masz zabieg kosztujący 5000 a płacisz składkę w wysokości 105 - płacisz z własnej kieszeni 350e resztę pokrywa ubezpieczyciel i analogicznie do niższej stawki, wyższe eigen risico - więcej płacisz podczas zabiegu/operacji. pokaż całość

    • więcej komentarzy (136)

  •  

    Cura te ipsum, czyli opieka medyczna w USA.

    Część 1. Teoria i statystyka

    System opieki zdrowotnej w Stanach Zjednoczonych jest niezwykle skomplikowany. I mówiąc to nie mam na myśli faktu, że Amerykanie są nieogarnięci i zbyt leniwi, aby czytać umowy. Ta kwestia jest naprawdę potwornie złożona i pełna kruczków, których nieznajomość na każdym kroku wyciąga pieniądze z kieszeni. Zacznijmy zatem od podstaw teoretycznych. W kolejnych częściach praktyka.

    Co to jest ubezpieczenie zdrowotne?

    Ubezpieczenie zdrowotne jest to dobrowolne ubezpieczenie, zawierane z wybraną, prywatną firmą lub firmami, które pokrywa część kosztów, jakie pacjent ponosi w wyniku choroby lub leczenia. Sytuacja, w której ubezpieczenie pokrywa 100% kosztów praktycznie się nie zdarza, ale o tym zdążę powiedzieć…

    Co się dzieje, jeśli nie masz ubezpieczenia, a zachorujesz?

    Cóż, to zależy od Ciebie. Jeżeli zgłosisz się na do lekarza lub na izbę przyjęć nieubezpieczony, a jesteś w stanie zagrożenia życia, to zostaniesz przyjęty, ale dostaniesz rachunek do zapłaty. A wynosi on – bagatela – od kilkunastu tysięcy do kilku milionów dolarów. W rezultacie horrendalne rachunki za opiekę zdrowotną to główna przyczyna upadłości konsumenckiej w USA. Dla wielu ludzi jest to sytuacja tragiczna: nikt im nie wynajmie mieszkania, nie pozwoli wziąć abonamentu na telefon, ani nie podłączy kablówki. Dlatego niejednokrotnie biedni Amerykanie ryzykują życiem, żeby nie płacić za szpital czy leczenie. Mimo wszystko nie jest tak, jak mówią niektórzy: w USA nie „zdycha się pod płotem”. Natomiast widmo choroby, zwłaszcza przewlekłej, to dla nieubezpieczonych koszmar. Dla ubezpieczonych zresztą też, co wynika z faktu, że aby ubezpieczenie w ogóle zaczęło działać (tzw. deductible), przeciętnie w ciągu roku trzeba z własnej kieszeni wydać prawie 4500 dolarów. (Źródło).

    Jak wielu Amerykanów jest nieubezpieczonych?

    To zależy od stanu. W północnych stanach ubezpieczonych jest więcej; liczba nieobjętych ubezpieczeniem sięga kilku procent. Wynika to z faktu, że mniej jest tam imigrantów z Meksyku, których na ogół nie stać na ubezpieczenie, a także więcej etatów (przemysł). Natomiast na południu, na przykład w Teksasie, gdzie przebywam, ubezpieczenia nie ma prawie 30% ludzi. Innymi słowy, co trzeciej osoby nie stać, aby chorować. W przypadku jakiegokolwiek zdarzenia w rodzaju zawału / wylewu / raka / ugryzienia przez kojota (do czego zaraz wrócę) taka osoba jest praktycznie rzecz biorąc skończona. Dla jasności: szpital ją przyjmie, ale potem zlicytuje. Średnia dla kraju to 11%.

    Jaka wolność! Każdy może się nie ubezpieczyć?

    Otóż nie. Tacy ludzie jak ja, czyli na przykład zagraniczni studenci i pracownicy naukowi, mają nałożony przez władze federalne (inaczej: ogólnokrajowe) obowiązek zgłoszenia posiadania ubezpieczenia na cały czas pobytu. Mało tego: to ubezpieczenie musi spełniać konkretne warunki. Są to mianowicie:

    Ubezpieczenie od wypadku lub choroby: $100,000
    Koszty transportu medycznego: $50,000
    Transport zwłok: $25,000
    Deductible: nie więcej niż $500
    (Źródło)

    Na Orientarion Meeting – obowiązkowym spotkaniu dla nowych studentów i pracowników naukowych – osoba prowadząca podkreśla zawsze, że te stawki są śmiesznie małe. $100,000 można spokojnie wydać po przewróceniu się na ulicy: sam rezonans magnetyczny może w niektórych przypadkach kosztować $20,000! (Źródło). Jeżeli natomiast będziesz miał pecha i ugryzie Cię kojot, to przemycie rany, opatrunek i cztery zastrzyki na wściekliznę, kosztują kolejne $20,000. (Źródło z mojej okolicy). Wyobrażacie sobie combo: kojot + upadek? Dlatego zaleca się wyższe stawki ubezpieczenia. Całe szczęście w każdym przypadku, który nie jest nagły, każdy - nieważne czy GP (General Practice), czy UMC (Urgent Medical Center) czy ER (Emergency); wyjaśnię niebawem – podaje wycenę zabiegu przed jego wykonaniem. Dzięki temu na ogół obywa się bez zaskoczeń.

    No dobra Jack, to ile dałeś za ubezpieczenie?

    Za półroczne ubezpieczenie medyczne i dentystyczne – uwaga, one są oddzielne: to drugie nie jest obowiązkowe nawet dla scholars – dałem 1521 dolarów, czyli ponad 6000 zł. Jest to ubezpieczenie „grupowe” (uczelniane), jakie najczęściej dostają pracujący Amerykanie właśnie przez fakt, że są zatrudnieni i można im je pobierać z pensji. I choć za ubezpieczenie można płacić w miesięcznych ratach, to mnie pociągnęli jednorazowo – za pół roku. Jest to zatem niemały wydatek, ale jak Ci się nie podoba, to idź do innego ubezpieczyciela.

    Sporo...

    Wcale nie! Ja płaciłem za siebie, ale absurdalnie drogie są ubezpieczenia dla rodziny. Szacuje się, że przeciętny roczny koszt ubezpieczenia (składka + co-pay, czyli to, co się dopłaca do usług medycznych + deductible, czyli próg od którego ubezpieczenie zaczyna działać) to dla typowej amerykańskiej, czteroosobowej rodziny koszt rzędu $28,166 (źródło). Czyli średnio dwa i pół tysiąca dolarów miesięcznie. To jest naprawdę sporo, pieniędzy, połowa jednej sporej pensji. Do tego dochodzi kilka faktów. Ubezpieczenie z wiekiem jest coraz droższe, bo dla osób 45-64 osiąga trzykrotność tego, co dla osób 18-24 (patrz niżej). Nierówne są także stawki pomiędzy poszczególnymi stanami (Alaska ma stawki średnio trzy razy wyższe niż Ohio). Dodatkowo jest to wyłącznie ubezpieczenie, które nazywamy w Polsce zdrowotnym. Nie chroni ono zatem przed niemożliwością pracy: dlatego wirus ma takie używanie w Stanach – nikt nie chce iść na zwolnienie, bo nie jest ono płatne.

    Ale Ty głupi jesteś, Jack! A nie lepiej wykupić ubezpieczenie podróżne w Polsce?

    Jak jedziesz na tydzień, to spoko. Jak na pół roku, to nie bardzo. Dlaczego? Bo na ogół wygląda to tak, że jeżeli jesteś ubezpieczony w jakimś PZU, AXA czy TU Europa, to w przychodni gówno ich ten świstek obchodzi. Musisz płacić z własnej kieszeni, a potem słać pisma do ubezpieczyciela, żeby Ci oddali. Mało tego: na ogół jest tak, że w OWU widnieje obowiązek kontaktu z ubezpieczycielem przed pójściem do lekarza. Dajmy na to, że łamiesz nogę, wzywasz kartkę, jedziesz na Emergency. Nie dość, że za wszystko płacisz z własnej kieszeni, to potem ubezpieczyciel może Ci powiedzieć: „No ale wie pan, nie było dzwonione do nas, a pan złamał nogę, a nie – nie wiem – palec, którym się wybiera numer, więc my tego nie możemy zapłacić”. I pupa zbita. Mało tego: ostrzeżenie dla Was moi Mircy. Zwróćcie uwagę że większość OWU ma bardzo dużo wyłączeń – choroby psychiczne, nasilenie objawów posiadanych już chorób albo wypadki po spożyciu alkoholu. Dlatego starajcie się, jeżeli wyjeżdżacie na dłużej, kupować lokalne ubezpieczenia. Na ogół są dużo lepsze. Ja za pierwszym razem kupiłem ubezpieczenie w Polsce i nosiłem polisę cały czas, bo takie jest zalecenie. Za drugim stwierdziłem, że nie ryzykuję – zapłaciłem trochę więcej i kupiłem ubezpieczenie lokalne.

    Jak wyglądał Twój zakup ubezpieczenia?

    Śmiesznie. Wypełnia się świstek PDF. I teraz uwaga. Wpisuje się na nim dane karty kredytowej (razem z numerem i CVV). A następnie wysyła się faksem. Ktoś powie: to jest nienormalne. Ale musicie obie zdać sprawę, że Amerykanie są technologicznie zacofani. Nie ma Blika, nie ma PayU. Jest PayPal, który działa jak działa i służy głównie do e-zakupów, są czeki… I karty kredytowe. Wyprzedzając fakty: kiedy chcesz, żeby ściągnięto Ci kasę z karty, np. u lekarza, pielęgniarka po prostu zabiera Ci ją i zanosi sobie do uzupełnienia danych. Kradzież kasy? No, trudno, panie. Ach, a wiecie, jak się podpisuje PDF? Nie jakimś podpisem cyfrowym czy innym cudem. Bierzesz funkcję „Maszyna do pisania” i wpisujesz swoje imię i nazwisko. (Ostatnio na jednej ze stron podpisałem tak rachunek: śmieszne było to, że czcionkę Times New Roman zmieniło mi na jakiś odręczny font – i to tyle, jeżeli chodzi o definicję podpisu). Dla mnie, który na Szafir czekał chyba dwa tygodnie, to jest szok.
    Tak więc wysłałem ten PDF kontem na MyFaksie (metody jak za króla Ćwieczka), a za kilka dni otrzymałem… Dwie przesyłki od firmy BlueCross BlueShield. W obu karty. Jedna medical insurance, druga dental insurance. (Pic rel).

    Ej, chwila, nikt nie sprawdzał Twojego stanu zdrowia?

    Nie! Ubezpieczyciel nie widział mnie na oczy. Nie pytał o wagę, wzrost, choroby. Wiem, że wraz z wiekiem ograniczenia nakładane przez ubezpieczycieli są coraz większe. Jednak po wprowadzeniu Patient Protection and Affordable Care Act (znanego jako ObamaCare) – czyli częściowej nacjonalizacji służby zdrowia – pojawiły się pewne warunki: nie można wykluczyć nikogo z ubezpieczenia, a dla osób 45-64 stawka może być maksymalnie trzy razy wyższa niż dla osób 18-24. Nie można ten podnosić kosztu ze względu na pre-existence conditions, czyli wcześniejsze choroby. Aż strach pomyśleć, co działo się wcześniej, skoro wprowadzone obostrzenia i tak wydają się stosunkowo liberalne…

    A co z osobami po 65. roku życia?

    Mają problem. Nawet jeżeli wykupiły ubezpieczenie w ramach Term Life Insurance, czyli na całe życie, to z czasem składki rosną tak dramatycznie, że praktycznie nie ma możliwości ich opłacania. Szacunki mówią, że osoba, która kończy 65 lat, musi mieć co najmniej $280,000 na leczenie, aby mogła mieć zapewnioną opiekę zdrowotną. (Źródło). Jeżeli kogoś nie stać, to – znowu – nie umiera w męczarniach, bo istnieje federalny program Medicare (jeżeli przepracowało się co najmniej 10 lat) oraz programy stanowe. Wiadomo oczywiście, że finansowane w ten sposób usługi są niższej jakości, ale nikt przynajmniej nie umiera na ulicy.

    Na razie nie widzę w tym nic skomplikowanego…

    Bo dopóki nie zachorujesz, to nie wiesz, jaki ten system jest powalony. W rzeczywistości nie wiesz, ile zapłacisz za jakikolwiek zabieg i wizytę u lekarza, dopóki nie wiesz: (a) kto Cię przyjmie (in-network/out-of-network); (b) czy masz ubezpieczenie PPO (Preferred Provider Organization) czy HMO (Health Manage Organization); (c) czy masz możliwość jechać do GP, czy może do UMC albo, nie daj Boże, największego nemezis każdego Amerykanina i jego ubezpieczyciela – Emergency. Mało tego: na razie mówimy o lekarzach i usługach medycznych, a dochodzi jeszcze koszt zakupu lekarstw, które bez ubezpieczenia bywają koszmarnie drogie. O tym też zdążę powiedzieć.

    Ale na razie tyle wystarczy, ciąg dalszy jutro. Idę teraz zarzucić Tramadol XD Dziękuję za uwagę!

    PS. Nie chcecie trailerów, to nie powiem, co będzie w odcinku 2 ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #curateipsum #usa #zdrowie #wolnyrynek #nfz
    pokaż całość

    źródło: IN2.jpg

  •  

    Jeżeli jesteście zainteresowani tym, jak działa amerykańska służba zdrowia - ile kosztuje ubezpieczenie, co pokrywa, a czego nie oraz jak łatwo dostać narkotyki opioidowe, nawet jeśli się ich nie chce - to sporządzę dłuższy wpis w tej sprawie. Najpierw chciałbym jednak wiedzieć, że w ogóle jest zainteresowanie. 25 plusów (nie jestem pazerny), a w ciągu dwóch dni pod tagiem #curateipsum opiszę swoje przygody, wrzucę może jakiś rachunek etc. No to jak robimy? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #usa #nfz #ubezpieczenie #zdrowie #wolnyrynek (powiedzmy) i troszeczkę #zebroplusy
    pokaż całość

  •  

    Jak ja go szanuje - za każdym razem mówi z sensem #ekonomia #gielda #waluty #wolnyrynek dla zasiegu -ten sam pan córce nie daje kasy poza na edukacja i nie daje telefonu i mówi ze facebook niszczy społeczeństwa

    źródło: youtube.com

  •  
    M.....n

    +24

    Tak wyglądałaby Polska gdyby nie było socjalistów, komuchów i antykapitalistów w rządzie.

    #wolnyrynek #kapitalizm #konfederacja #bekazsocjalistow beka z #antykapitalizm #polityka #takaprawda #bekazneuropy #4konserwy #kapitalizm pokaż całość

    źródło: 1490869316_NWQPUA_future-cities.jpg

    •  

      @MotoFun: i gdyby nie chciwa szlachta, powstanie Chmielnickiego, potop szwedzki, wojny z Rosją, rozbiory, feudalizm, I wojna swiatowa, sanacja, wojna z bolszewikami, atak Hitlera, atak sowietów, komunizm, długi Gierka, stan wojenny, bankructwo Polski, rządy PSL, rządy PO, rządy PiS, totalnie niewyedukowane społeczeństwo z podstaw ekonomi, polityki i geopolityki, olewawczy stosunek społeczeństwa do wyborów i wieczne glosowanie na mniejsze zło.
      Gdyby nie to wszystko i kilka więcej to tak, wtedy masz rację.
      pokaż całość

    •  

      @MotoFun: Myślałem że tak, rozszczeniowi pracownicy co niech się cieszą że mają pracę i biedni Janusze, co od 20 lat dokładają do interesu.

      źródło: Arch2O-Unequal-Scene-Johnny-Miller-004.jpg

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Dziś 7-ma rocznica śmierci śp. JE Lady Małgorzaty Taczerowej, prawdziwej baby z jajami. Szanuję ją, choć idealna nie była. Uczcijmy ją plusami. #thatcher #libertarianizm #liberalnykonserwatyzm #konfederacja #wolnyrynek #wolnoscgospodarcza #wielkabrytania pokaż całość

    źródło: upload.wikimedia.org

  •  

    #antykapitalizm #wolnyrynek #takbedziewakapie #heheszki

    Rok 2047. Nic nie przetrwało. Miał zwyciężyć kapitalizm, ale tak jakoś wyszło, że wszystko się rozpadło, jak domek z kart. Tanie państwa podarły się jak gacie z wyprzedaży, a świat... Świat po prostu pękł.

    Urodziłeś się w 2017 roku. Nie znasz innego świata, jak okrutny czas niedoborów i katastrofy klimatycznej, gdzie lato i 40 stopni w cieniu to coś normalnego, wodę masz, jak wykopiesz sobie studnię, a bez kolektywu i zbrojowni wyszabrowanej z jednostek policyjnych, wojskowych, oraz domów fanatyków strzelectwa, którzy zapomnieli o zabezpieczeniu się przed cholerą i tyfusem to zostaniesz wzięty z łapanki do gułagu Amazonu (bo co jak co, ale Bezos przetrwał upadek).

    Twoi starzy jakoś sobie poradzili, ale mają tendencję do pierdolenia jak potłuczeni o pandemii i wydaje im się, że mają pojęcie, jak wygląda twoje życie. Masz dość tej martyrologii.

    Więc pewnego dnia kwitujesz ich stwierdzenie 'OK, millenialsie'.

    A potem bierzesz samopał i idziesz na wartę przy studni, bo znowu plemię Babalcerowiczan chce ją sprywatyzować dla siebie, ogniem i mieczem.

    skolektywizowane z: Sztuczne Chwasty
    pokaż całość

  •  

    https://www.wykop.pl/link/5427375/ok-40-testow-w-polsce-wykonuje-prywatne-laboratorium-za-pieniadze-darczyncow/

    Mireczku, czy słyszałeś o firmie Warsaw Genomics?
    Prawdopodobnie nie.

    Warsaw Genomics jest spółką świadczącą usługi diagnostyki genetycznej oparte o nowoczesne metody diagnostyczne, wypracowane przez uniwersyteckich naukowców. Na co dzień ich badania ukierunkowane są na poszukiwanie błędów w genomie człowieka, odpowiedzialnych za powstawanie chorób.

    Trwająca pandemia wirusa SARS-CoV-2 spowodowała jednak, że firma czasowo poświęciła swoje moce przerobowe na badanie próbek koronawirusa właśnie.

    Dlaczego o tym piszemy?
    Profesor Krystian Jażdżewski przyznał wczoraj w TVN24, że Warsaw Genomics bada nawet dwa tysiące próbek dziennie, podczas gdy według oficjalnych danych Ministerstwa Zdrowia, w całej Polsce, przeprowadzono ich przedwczoraj w sumie 5,3 tysiąca w ciągu doby.
    Oznacza to, że prywatne laboratorium odpowiada za niemal 40% wszystkich darmowych testów, wykonywanych w Polsce.
    Dodatkowo, według kierownictwa firmy, ich moc przerobowa wzrośnie w ciągu najbliższych kilku tygodni do 5 tysięcy.

    W Polsce próbki bada się w 46 miejscach. Znakomita większość placówek badawczych to placówki państwowo-publiczne.

    Dlaczego więc to Warsaw Genomics może badać ich najwięcej? Oddajemy głos profesorowi Jażdżewskiemu, kierownikowi zespołu badawczego:

    Ten skomplikowany proces testowania o wiele prostszy jest w laboratorium prywatnym. Tam nie trzeba robić dodatkowych testów potwierdzenia wyniku ani czekać, aż zwolni się sprzęt. W każdej próbce wykonujemy trzy testy naraz, w tym samym czasie. Dzieje się to równolegle na wielu urządzeniach. To mocno przyspiesza cały proces. Wykonujemy taki sam test na koronawirusa, jak wszystkie inne polskie laboratoria, wykorzystujemy te same odczynniki i te same narzędzia. Tyle że mamy więcej narzędzi - więcej maszyn, więcej robotów, a do tego szybsze procedury działania w laboratorium i procedury kontroli jakości.

    No dobrze, ale czy testy są "darmowe"?

    W teorii żaden test nie jest darmowy, nawet w laboratoriach państwowych. Oczywiście jednostka badana nie ponosi bezpośrednio kosztu za wykonanie testu. Płacą za niego podatnicy, za pośrednictwem Skarbu Państwa. Ktoś ponosi za te testy koszt, więc nie są "darmowe". Mogą być jednak "bezpłatne".

    I tak jest w przypadku laboratorium Warsaw Genomics. Testy są bezpłatne a ich koszt ponosi koalicja firm, takich jak Żabka, Orange, Trecom, Nationale Nederlanden, Fundacja TVN, Curtis Group, Deloitte, czy PKO BP.

    Ponadto, istnieje możliwość prywatnej wpłaty na konto laboratorium.
    Uruchomione zostało konto bankowe, za pośrednictwem którego badania finansują osoby prywatne. Numer konta: 47 1020 1068 0000 1002 0172 3014.

    Obecnie Warsaw Genomics jest w stanie wykonać 2 tysiące testów dziennie, gdy laboratoria państwowe mogą się pochwalić liczbą mniejszą niż 200 testów na dobę.
    Czemu sytuacja w laboratoriach państwowych wygląda tak mizernie?

    Oddajemy głos dr Katarzynie Pancer, szefowej jednego z najważniejszych państwowych laboratoriów, która sama przyznaje, że może tylko pomarzyć o mocach przerobowych tego prywatnego:

    Etapy testowania są te same. Tyle że w prywatnym laboratorium niemal wszystko robią automaty, a w laboratorium państwowym - niemal wszystko robione jest ręcznie. Pracujemy tak szybko, jak możemy. Mamy tylko jedno urządzenie. Obiecano nam, że dostaniemy kolejne. Poprosiliśmy też WOŚP Jerzego Owsiaka o zakup jednego urządzenia. Czekamy na odpowiedź. Zazdrość mnie ogarnia, ale z drugiej strony bardzo się cieszę, że włączyli się do tego procesu diagnostyki.

    Współpraca firm prywatnych i państwowych, połączona z prywatną dobroczynnością owocuje rosnącą liczbą wykonywanych dziennie testów.

    Nie słyszymy o tym niestety w państwowych mediach i uważamy, że jest to zjawisko głęboko niesprawiedliwe w stosunku do prężnie działających jednostek prywatnych.

    #ludzkiedzialanie ma się dobrze i warto mówić o nim głośno.

    pokaż spoiler #koronawirus #wolnyrynek #korwin #bekazpisu #libertarianizm #nauka #medycyna #zdrowie
    pokaż całość

    źródło: covidtesty.png

  •  

    Robert Makłowicz, polski dziennikarz, pisarz, publicysta, krytyk kulinarny i podróżnik:

    ,,Państwo polskie jest potwornie opresyjne w sprawach małych i kompletnie papierowe w sprawach wielkich."

    https://www.facebook.com/niskieskladki/posts/1059297147790324

    #cytatyns #tasroda#niskieskladki #cytatyns #tasroda

    #gospodarka #wolnyrynek #gwiazdowski #korwin #libertarianizm #cytatywielkichludzi
    pokaż całość

    źródło: NStemplatecytaty6.1.png

    +: 9...9, tyrytyty +12 innych
  •  

    Ron Paul (ur. 1935), amerykański lekarz i polityk, były członek Izby Reprezentantów z ramienia Partii Republikańskiej z Teksasu, kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych:

    ,,Pierwsza lekcja ekonomii jest katorgą dla większości polityków. Pierwsza lekcja polityki uczy, że można odrzucić zasady ekonomii. Druga lekcja polityki to zarzucenie kapitalizmu na rzecz socjalizmu, który łatwiej "sprzedać"."

    https://www.facebook.com/niskieskladki/posts/1042478632805509

    #niskieskladki #cytatyns #tasroda

    #gospodarka #wolnyrynek #gwiazdowski #korwin #libertarianizm #cytatywielkichludzi
    pokaż całość

    źródło: NStemplatecytaty3.png

  •  

    #antykapitalizm #wolnyrynek #lewica #takdzialawolnyrynek #kapitalizm #4konserwy
    skolektywizowane z: Sztuczne Chwasty

    pokaż spoiler inb4 wolny rynek w ogóle i w żadnym wypadku nie tworzy monopoli ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    źródło: 89916569_233269768065239_1159523389031841792_o.jpg

    •  

      omitetowcy nie zajmują żadnymi strategiami gospodarczymi

      @f_l_o_w_e_r_j_u_c_e: napisałeś wyraźnie:

      mogą to być powołane komitety, lub bezpośrednio pracownicy wprowadzając dane do sieci

      Czyli interpretacja danych - bo nigdy nie zrobisz jakiegoś algorytmu - będzie pod kontrolą komitetów.

      Oni tylko wydają decyzję ostateczną

      Czyli:
      - nie zajmują się strategiami gospodarczymi
      - ale podejmują decyzję ostateczną w ich kwestii

      > o kto wchodzi i jak długo w jego skład zależy od organizacji społecznej

      Kto o tym decyduje?

      Można obejść się i bez nich.

      Problem jest taki, że zawsze będziesz miał jakieś najsłabsze ogniwo. Przykładowo - algorytmy mogą faworyzować część branży kosztem innych. Kto zdecyduje, czy branże są faworyzowane czy też nie? Kto będzie decydował o kształcie algorytmu?

      Nie zrozum mnie źle - bardzo podoba mi się zaprzęgnięcie technologii w procesie decyzyjnym. Bo póki co ten proces jest raczej dostosowany do lat 70 poprzedniego wieku.
      pokaż całość

    •  

      @CojonesComoMelones: i co w tym złego, że kapitalista z większym kapitałem wygrywa? Może zatrudnić lepszych specjalistów, dzięki czemu tworzyć lepszy produkt za rozsądną cenę. Jeśli kogoś nie stać na produkty, na wolnym rynku jest nisza dla kapitalisty z mniejszym kapitałem, który sprzeda produkt niższej jakości za niższą cenę.

      Chyba, że coś źle zrozumiałem. Do rewelacji od akapów nie mam zamiaru się odnosić bo libertarianizm zamienia się w taką samą religię jak marksizm albo korwinizm niestety i zamiast rozwijać i promować ideę, zamykają się w swoich bańkach i ośmieszają ideę wolnego rynku. pokaż całość

    • więcej komentarzy (39)

  •  

    KOMUNIZM (ZNOWU) ZABIJA

    gdyby na świecie panował prawdziwy Wolny Rynek™ to zgodnie z Prawem Popytu I Podaży™ błyskawicznie pojawiłyby się Firmy zapełniające rynkową lukę i zaspokajające gigantyczny Popyt na lekarstwo na covid19
    niestety panuje komunizm przedsiębiorczość i innowacja są tłamszone no i sytuacja wygląda jak wygląda ):

    #akap #libertarianizm #konfederacja #korwin #wolnyrynek #bekazlewactwa #antykomunizm #antykapitalizm
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #wolnyrynek

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów