•  

    54DWR / 145 km ~ nieRybnik

    270 258+145 = 270 403

    Chińska nawigacja spisuje się całkiem nieźle bo jak na razie na większości dróg mam dedykowany pas rowerowy…. Ale co z tego jak na moim pasie dziesiątkami kilometrów rozłożona jest kukurydza do suszenia.. No nie pojedziesz ;-) 

    Już po chwili miałem wrażenie że od oparów suszonej kukurydzy lub z tęsknoty za domem mam halucynacje bo moim oczom ukazał się znajomy widok.. Tak jestem w #rybnik ! Jak malowana rybnicka elektrownia, a i smogiem skądś zaciągało ;-) Wygląda na to że to tylko kiepska chińska kopia bo zapomnieli o zalewie.

    Do miasta Heze w którym będę spał dojeżdżam już po zmroku. Następnie spędziłem 2 godziny w hotelowej recepcji gdzie Panie nieudolnie próbują zeskanować mój polski paszport w maszynce do skanowania chińskich dowodów.

    Na szczęście kierownik, który się zjawił wyjaśnił sytuację i zaproponował podwózkę do sklepu za pomocą swojego elektrycznego mini skutera tak abym zdążył coś kupić przed zamknięciem. 

    Nie powiem, była to jazda ekstremalna! Siedziałem oczywiście z tyłu, a kolana to ja miałem nad głową! Podziękowałem i stwierdziłem że wrócę sam pieszo ;-) 

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #chiny #drogi #podrozujzwykopem
    pokaż całość

    źródło: 1571402386360.jpg

  •  

    Na Mirkoblogu często widać narzekania na rowerzystów, którzy nie korzystają z dostępnych ścieżek i jadą po ulicy.

    Tymczasem w Chinach nawet jak bardzo chcesz jechać drogą rowerową to jest to niemożliwe ...bo kukurydza (ʘ‿ʘ)

    #wyprawaramenowa #rower #pedalarze #heheszki #chiny

    źródło: 1571384860578.jpg

  •  

    53DWR / 74 km ~ Wolniutko

    269 098+74 = 269 172

    Choroba nie chciała ustąpić ale postanowiłem że czas się ruszyć, więc gdy tylko zbiłem gorączkę wskoczyłem na rower.

    Niestety moje ulubione mapy się w Chinach nie sprawdziły więc zaryzykowałem i zaufałem chińskiej rowerowej nawigacji dostarczanej przez aplikację Amap. 

    Z początku myślałem że jest równie słaba jak wszelkie zachodnie mapy bo dojeżdżam do skrzyżowania, nawigacja krzyczy coś po Chińsku aby jechać prostu, a tam wieżowiec i rzeka… Był to jednak mój błąd. Amapa zna różne sztuczki w chińskich miastach i tym razem moja droga była pod ziemią. Trzeba więc ściśle przestrzegać tego co mówi bo ten zjazd pod ziemię był 5 km wcześniej, a ja tylko zerknąłem że 15 km prosto i jechałem zadowolony naprzód ;)

    Po drodze udało mi się podpiąć przez 10 km za Chińskim wozidłem transportującym dzieci ze szkoły do domu w bardzo oryginalnym stylu. Przyjemnie spędzony czas pełen śmiechu i nieustannego machania ;)

    Jazda w upale 35C chyba nie była najlepszym pomysłem bo już po 70 km wróciła gorączka. Najlepiej chyba też nie wyglądałem bo gdy siedziałem ze smartfonem na chodniku szukając hotelu podjechał do mnie Pan chińczyk, wręczył butelkę pepsi i..  chusteczki higieniczne.

    Noc spędziłem w mieście Kaifeng z rowerem bezpiecznie usadowionym obok łóżka :) 

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #chiny #azja #dzieci
    pokaż całość

    źródło: 1571323796837.jpg

  •  

    48DWR & 49DWR & 50DWR / 5 km ~ Zamieszki

    265 483+5 = 265 488

    Kolejnego dnia gdy odespałem nocne przygody próbowałem rano opuścić hostel. Niestety policjant siedzący w recepcji kategorycznie odmówił mojego wyjścia z hotelu "bo niebezpiecznie", "to dla twojego bezpieczeństwa". 

    Spróbowałem ponownie za kilka godzin wyjść i tym razem miałem odrobinę szczęścia, policjanta nie było. Ale…i tak nie mogłem zdać klucza w recepcji bo Panie ostro protestowały i zabraniały opuścić budynek.

    Po 25 minutach translatorowych przepychanek, wkurzyłem się, krzyknąłem że jadę do Japonii, rzuciłem klucz na ladę, i nie zważając na krzyki kobiet ruszyłem do wyjścia. 

    Wolnością nie nacieszyłem się jednak za długo bo za mną schodami pobiegła pani z ochrony, na dole dosiadła elektrycznego rumaka.. i tak miałem jeżdżące wszędzie za mną moto-komando.

    Musicie jednak wiedzieć że wydajność tych skuterów już po chwili w upale drastycznie spada tak więc po 30 minutach mogą rozwijać max prędkość 10 km/h. Wykorzystałem więc sytuację, uliczka w lewo, prawo, lewo, prawo, zaparkowałem rower w środku skuterów, sam schowałem się w bocznej uliczce i udało się! Moto-komando zgubione!

    Pozostał jednak jeszcze problem opuszczenia miasta, bo w każdym kierunku za maksymalnie 1 km miałem bramki kontrolne. Gdy tak siedziałem i planowałem ucieczkę, z restauracji po przeciwnej stronie ulicy podeszła do mnie właścicielka, wręczyła mi torbę z napojem i hamburgerami mówiąc że to prezent i bym się nie martwił ;) chyba wiedzieli coś o sytuacji. 

    Po posiłku postanowiłem że wykorzystam znajomości z dnia poprzedniego i poprosiłem o pomoc nowe koleżanki. Zjawiły się po pracy, mieliśmy wyjść niezauważeni z centrum ale niestety uszliśmy może z 500 metrów gdy zatrzymał się obok nas oddział policji, koleżanki uciekły, a ja musiałem przejść standardowy zestawy translatorowych pytań.

    Policjanci z 15 minut gdzieś dzwonili by potem powiadomić mnie że nie mogę dłużej pozostać w Xinjiang z powodu zamieszek, a co za tym idzie muszę jeszcze dzisiaj opuścić region.

    Mnie słuchać nie chcieli, a że ciężko dyskutować z oddziałem policji uzbrojonym po zęby to musiałem przystać na ich "prośbę". Proponowali mi powrót do Kazachstanu autobusem z Hami czy opuszczenie Chin samolotem do Polski lub innego kraju. Na szczęście po tym jak wyjaśniłem że kocham Chiny ;>, jadę rowerem do Qingdao i chciałbym wykorzystać wizę do końca znaleźli jeszcze jedno rozwiązanie czyli pociąg do jakiegoś tam miasta, które według nich miałem po drodze ale nie byłem w stanie zrozumieć co wymawiają czy gdzie jest na mapie. 

    Jako że było to najlepsze co mogłem zrobić zgodziłem się i ruszyliśmy w asyście na dworzec. Tutaj dopiero zaczęła się zabawa. W Chinach nie można przewozić rowerów pociągiem więc najpierw dostarczyli mnie do miejsca obok dworca gdzie musiałem przecisnąć rower przez maszynkę do skanowania i nadać. Rowerów się tu nie pakuje bo mają "bezpieczny" transport.

    Potem musieliśmy się wrócić i poddać szczegółowej kontroli. Sprawdzali dokładnie wszystko, co mam w skarpetkach, kieszeniach koszulki rowerowej, co jest w każdej chusteczce higienicznej czy pod gąbeczkami wewnątrz kasku.

    Następnie policjant kupił mi bilet i kazał poczekać do 22 na pociąg. Policja mnie opuściła, pewnie dlatego że i tak nie mogłem wyjść z dworca bez ponownej kontroli.

    Zorganizowałem na szybko cokolwiek do jedzenia i udałem się na właściwy peron, gdzie mimo iż miałem jeszcze kilka godzin do odjazdu pociągu dwukrotnie mnie i tylko mnie kontrolowano i sprawdzano bilet. Chyba nie spodziewali się tutaj białego człowieka ;-)

    Sam przejazd pociągiem to aż 27 godzin z czego udało mi się ustalić że mój rower jedzie do tego samego miejsca ale innym pociągiem, który zjawi się maksymalnie do dnia po moim przyjeździe. Średnio mi się ten pomysł podobał ale cóż na to poradzić. 

    Miejsce w pociągu to krzesełko na 27h siedzenia w przepełnionym chińczykami wagonie, którzy nigdy nie śpią, tylko się kłócą i nieustannie biwakują. Sam siedziałem w towarzystwie 4 Pań, które mnie cały czas dokarmiały i nie przyjmowały odmowy :) 

    W pociągu nie przebijał się żaden sygnał, więc nie miałem gpsa czy internetu aby sprawdzić gdzie jestem. Jechaliśmy jednak okrężną drogą przez wysokie góry, godzinami przez długie tunele.

    Temperatura w nocy spadła na zewnątrz do 6C (jedyna informacja na wyświetlaczu jaką byłem w stanie odczytać :) ), a że sytuacja tak szybko się tego dnia rozwinęła to siedziałem na krótko bez dostępu do swoich rzeczy i nieźle wymarzłem - to jednak spory przeskok z 40C ;) 

    Do celu swojej podróży czyli miasta Zhengzhou dotarłem w środku nocy około 2. Na szybko wynająłem miejsce do spania w chińskiej aplikacji i udałem się z odzyskanymi sakwami do wyjścia. 

    Średnio mi się uśmiechało iść kilka kilometrów z sakwami przez miasto do hotelu ale na szczęście od razu jak wyszedłem z budynku zaatakował mnie korpulentny chińczyk oferując podwózkę taksówką. Na zaproponowaną cenę 30 rmb odpowiedziałem że to blisko i mogę zaoferować maksymalnie 10 rmb. O dziwo kierowca się zgodził, wyrwał mi sakwy z rąk i zaczął prowadzić do swojej taksówki.. czyli elektrycznego skutera. Nie wiem jak się zamieściliśmy z moimi 60 litrowymi sakwami ale wcisnął je jakoś między nogi i pojechaliśmy.

    Pod hotelem gdy przyszło do płacenia wybuchła mała awantura. Kierowca nie chciał przyjąć 10 rmb i krzyczał coś o dolarach. Na szczęście po tym jak podeszliśmy do hotelowej recepcji wszystko się wyjaśniło. Skuterowy taksiarz myślał że zaproponowałem 10 usd ale na jego nieszczęście aplikacja do tłumaczenia głosu w jego telefonie przechowywała historie gdzie miał czarno na białym wypisane 10 rmb. Ze spuszczoną głową, paląc papierosa odjechał w ciemności. 

    Ja poszedłem szybko spać tak aby rano jak tylko wstanę udać się ponownie na dworzec i dowiedzieć się gdzie jest mój rower, co udało mi się załatwić kolejnego dnia z pomocą recepcji. 

    Nie mam jednak pojęcia jak oni transportowali mój rower ale został w wielu miejscach paskudnie odrapany. Chciałem nawet zgłosić reklamację ale znajomi z Chin doradzili aby odpuścić bo to podobno temat za trudny nawet dla chińczyka. Całe szczęście że sprzęt był sprawny i ucierpiał jedynie wygląd. 

    Reszta dnia to odpoczynek i próba ogarnięcia tego gdzie jestem i jak dalej jechać bo przecież trasy z tego miejsca nie miałem, ale też nadchodzący "golden week" trzeba było uwzględnić. Swoją drogą próbowałem się dowiedzieć co to za zamieszki były w Hami ale udało mi się jedynie ustalić że było spokojnie, a miasto wizytowali politycy w związku z przygotowaniami do 70 rocznicy proklamowania komunistycznej Chińskiej Republiki Ludowej. 

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #pociagi #chiny #azja
    pokaż całość

    źródło: 1570891746624.jpg

  •  

    46DWR & 47DWR / 186 km ~ Piekiełko

    255 485+186 = 255 671

    Dzisiejszy dzień zapowiadał się w iście rekordowym stylu ale niestety jak to w Chinach bywa nigdy niczego nie możemy być pewni...

    Pierwszy rekord tego dnia to mój najdłuższy dystans bez przerwy, udało się wykręcić 90 km zanim się zatrzymałem po raz pierwszy. Szczerze mówiąc zrobiłbym sobie przerwę bardzo chętnie wcześniej ale szukałem pierwszego miejsca z cieniem, które nie chciało się za szybko pojawić… 

    Drugi rekord? Zdecydowanie najwyższa temperatura podczas tegorocznej wyprawy. Pustynia nadal pokazuje pazurki i tego dnia było wyjątkowo gorąco… na liczniku widziałem 40.1C

    Po pewnym czasie usłyszałem dziwny dźwięk i nie były to omamy czy halucynacje związane z temperaturą ;) Zatrzymuje się, a z opony wystaje długi drut. Na szczęście opona cała , a jedynie coś się wbiło co wyglądało jak koniec mojej opony. 

    Tego dnia planowałem jeszcze jeden rekord związany z dziennym dystansem. Chciałem dojechać jednego dnia do Hami aby nie musieć nielegalnie zostać gdzieś w górach czy na pustyni.

    Niestety wielki żółty brat miał inne zdanie na ten temat. Jechałem sobie nocą przez góry po prawie pustej drodze z szerokim poboczem i fleszem kamery co jakiś czas.. Co jest swoją drogą zabawne że jedziesz sam przez pustynię/góry w Chinach, ciemno, pusto, zero oświetlenia aż tu nagle znienacka jakaś kamera robi Ci zdjęcie z fleszem. Całe szczęście że nie robią tych kamer na zjazdach bo byłoby niebezpiecznie.

    Po około 184 km w oddali pojawiły się światła. Zgodnie z mapą miał tam być zajazd z restauracją, publicznymi toaletami itd. Niestety im bliżej byłem tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu że są tam również bramki kontrolne. 

    Mimo wszystko dojeżdżam, wybieram skrajną prawą bramkę gdzie zawsze mogę przejechać bez otwierania szlabanu, wzrok na wprost, światło ograniczone do minimum i jadę bez zatrzymywania… udało się! Nikt mnie chyba nie widział, nikt nie krzyczy, więc jadę nie za szybko prostu mając w planie zjechać za 100 m na restaurację ale po lewej stronie na pasie "zieleni" oddzielającym pasy słyszę jakiś dziwny niepokojący szelest. Nagle z lewej strony na środek mojego pasa wyskakuje chiński ninja czyli ubrany na czarno policjant bez żadnego odblasku, w pełni uzbrojony z przewieszoną przez ramię strzelbą, krzyżuje ręce i każe mi się zatrzymać. No prawie go przejechałem bo wyskoczył w całkowitej ciemności. Swoją drogą musiał mieć niezła kondycję aby mnie dogonić z takim ekwipunkiem…

    Dalej to już standardowo, kierują mnie na posterunek, miliony pytań z użyciem smartfonowego tłumacza "Co robisz", "Dlaczego akurat tutaj" itd. by po godzinie wydać wyrok że jest niebezpiecznie i nie mogę jechać dalej bo szykują dla mnie pomoc. 

    Tłumacze i pokazuje że droga pusta z szerokim poboczem, że moja lampka może świecić jaśniej niż samochodowa ale to na nic bo policjanci każą mi czekać w środku bo organizują pomoc. 

    Po kolejnej godzinie okazało się że na drodze zatrzymali przypadkowego kierowcę czegoś w rodzaju holownika i zmusili go aby przewiózł mnie na kolejny posterunek, który poinformowali o "sytuacji". Pan kierowca nie był zbyt rozmowny i wcale mu się nie dziwię ale na kolejny posterunek mnie dostarczył.

    Tutaj nowi policjanci poprosili bym pokazał im do jakiego hostelu w Hami jadę i znowu kazali czekać. Po kolejnej godzinie pojawił się mały policyjny pickup do którego wpakowaliśmy rower i ruszyliśmy w świat.

    Jak często wspominam, w regionie Xinjiang z wiadomych powodów są wszędzie kontrole, bramki i bardzo dużo policji. Jednak Hami bije wszelkie rekordy. Do tej pory takie kontrolne bramki były przy wjeździe i wyjeździe z miasta ale w Hami są w środku miasta i to średnio co 500 metrów… myślę że nawet w Korei Północnej nie ma takich ograniczeń.

    Policjanci wysadzili mnie 300 metrów od hostelu i sprawiali wrażenie ekstremalnie przejętych. Dali mi do zrozumienia że nie odejdą dopóki nie zobaczą jak wchodzę do pokoju. Tłumaczę im już pod hostelem że jestem tutaj za wcześnie i muszę zaczekać do 6 rano bo inaczej skasują mnie za 2 doby.. ale nie chcą słuchać. 

    Na szczęście po przeciwnej stronie ulicy spotykam kogoś kto podaje się za współwłaściciela hostelu i zapewnia policję że trafię do środka. Policja spisuje dane, odchodzi, a tymczasem okazuje się że to tylko kuzyni kuzyna, który tam kiedyś pracował, a pomogli bo towarzystwo bardzo chciało się ze mną napić i pokuszać. W związku z czym do pokoju trafiam dopiero o brzasku. 

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #100km #chiny #policja
    pokaż całość

    źródło: 1570630116076.jpg

  •  

    43DWR & 44DWR & 45DWR / 95 km ~ Ostatnia oaza

    244 760+95 = 244 855

    Dzisiejszy dzień to przejazd przez pustynię w upale, pod wiatr, i w dodatku co chwilę wspinaczka na przecinające drogę czerwone góry 火焰山

    Niezłe kombo ale trud wynagradzają genialne widoki, oazy, oraz buddyjskie jaskinie w których chętnie bym odpoczął gdyby nie barierka na drodze.

    W połowie drogi na bramkach kontroluje mnie policjant, który mimo użycia translatora niewiele rozumie z sytuacji "Jak to jedziesz sam rowerem przez pustynię?" Po godzinie dziwnych pytań wreszcie mnie puszcza i nawet zaoferował uzupełnienie bidonów wodą. 

    Na nocleg dojeżdżam już po 95 km do Shanshan... bo jest to ostatnia oaza na mojej drodze i potem około 350 km przez pustynię bez żadnego miasteczka po drodze.

    Zanim jednak ruszę muszę przymusowo stopować w Shanshan przez 2 dni… okazuje się że czerwone góry są kapryśne i coś się zawaliło na drogę blokując przejazd, a jedyna alternatywa to 555 km objazdu raczej nie po asfalcie ;-)

    Pozdrowienia dla miłych pań ETC z Shanshan!

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #chiny #drogowka #podroze
    pokaż całość

    źródło: 1569055263869.jpg

  •  

    41DWR & 42DWR / 193 km ~ Depresja

    243 251+193 = 243 444

    Wyjazd z Urumqi to prawdziwa katastrofa. Mieszkańcy twierdzą że jest ich tutaj ponad 5 milionów w co jestem skłonny uwierzyć bo ruch gigantyczny wszędzie przez cały dzień. 

    Najgorzej że rozwoju tego miasta nie ogarniają nawet chińskie mapy. Sytuacja zmienia się z godziny na godzinę, pojawiają się na drogach barierki czy szlabany, zmienia się kierunek jazdy czy na środku drogi powstaje sklep i ta znika bez możliwości przejazdu. Musiałem naprawdę nieźle kluczyć aby wyjechać z tego miasta.

    Na trasie spotkałem dzisiaj pierwszych sakwiarzy poza Polską na tej wyprawie. Poważnie zero na Ukrainie, Rosji, Kazachstanie i wreszcie coś się trafiło w Chinach. I co to był za przejazd! Jechali po przeciwnej stronie drogi więc nie mieliśmy jak porozmawiać, a było ich ponad 80! Patrząc po flagach Chińczycy, naprawdę niezła kolumna ;-)

    Na nocleg dojechałem do kotliny turfańskiej. Piękna trasa tunelami przez góry. To zadziwiające jak w ciągu jednego dnia może się zmienić klimat. Nagle 37C w dzień i 22C w nocy, skorpiony i inne żyjątka chcące cię zabić ale cóż depresja 154 m p.p.m. robi swoje. Chcecie zjeść najsłodszego w życiu melona lub winogron? To musicie wpisać to miejsce na swoją toplistę.

    Przy okazji serdeczne pozdrowienia dla całego #tarnow Mówi się że to polski biegun ciepła, a Turfan nazywany jest przez chińczyków tak samo. Z nieco większymi temperaturami dobijającymi do 50C.

    W Turfanie zostaję na jeden dzień aby pozwiedzać i skorzystać z zaproszenia na szaszłyki z baraniny od nowych znajomych ;)

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #chiny #azja
    pokaż całość

    źródło: 1568882263624.jpg

  •  

    38DWR & 39DWR & 40DWR / 120 km ~ Zanikająca Chińska Infrastruktura

    240 784+120 = 240 904

    Pamiętacie jak poprzedniego dnia przejechałem mostem nad swoją drogą do miasta po wcześniejszym przeciskaniu się przez dziurę w płocie?

    Miałem w planach zrobić dokładnie to samo tylko w odwrotnej kolejności rano. Podjeżdżam pod most, a tutaj barierki, betonowe zapory… i patrząc po minach chińczyków w samochodach byli równie zdziwieni co ja.

    Pomyślałem że po prostu zablokowali kolejny zjazd z drogi G30 więc przycisnąłem się jakoś bokiem… i okazało się że w nocy Chińczycy zaczęli rozbiórkę mostu.. Bez żadnego ostrzeżenia czy najmniejszej tabliczki informacyjnej.

    Byłem w kropce bo był to jedyny most aby dostać się do miasta z drogi G30, na który i tak wyjechałem nieoficjalną drogą za barierkami i płotem…

    Na szczęście po powrocie za szlabany spotkałem młodego chińczyka na rowerze, który wytłumaczył mi że jego mama zna kolejny sekretny sposób na opuszczenie miasta i będzie nas pilotować samochodem ;-) 

    Nie mając nic do stracenia pojechałem za tym dziwnym tandemem bo nawet moje chińskie mapy pokazywały że wszystkie inne drogi są zamknięte aż do Urumqi.

    Zrobiliśmy 20 km kółeczko przez miasto, pola i inne lokalne dróżki.. i tak udało się! Jeden z zamkniętych mostów miał pozostawione dostatecznie dużo miejsca aby przejechać rowerem. Znalazłem się po drugiej stronie, wystarczyło odnaleźć moją dziurę w płocie i byłem z powrotem na trasie. Chciałem nawet zrobić ładne zdjęcia tego nieoficjalnego przejazdu ale kręciło się tam tyle dziwnie patrzących się budowlańców że tylko przeciskałem się jak najszybciej aby mnie nikt nie zatrzymał.

    Na samej trasie udało mi się nawet zlokalizować jedzenie bo chociaż MOP w budowie to ktoś dostał pozwolenie na postawienie dużego namiotu. Po obfitym ryżowo-bananowym posiłku udałem się dalej drogę. 

    Niestety chińska infrastruktura drogowa znowu zaczęła znikać. Według ludzi, znaków drogowych i amapy moja droga wkrótce się miała skończyć, a co gorsza wszystkie zjazdy nadal zablokowane. 

    Gdy tak stałem szukając w chińskiej nawigacji możliwość wjazdu do Urumqi, pomoc zaoferowało mi 2 młodych Chińczyków. Jechali czymś w rodzaju busa elektryka i postanowili że pomogą mi z wjechaniem do centrum miasta. 

    Sam miałbym spory problem aby tam się dostać, dlatego serdeczne pozdrowienia dla chłopaków. Chyba trzeba być lokalsem aby wjechać do Urumqi ;)

    W samym Urumqi odbywało się właśnie jedno z najważniejszych świąt 中秋節 (Święto Środka Jesieni) dlatego postanowiłem zostać na weekend i pozwiedzać. Niestety miasto było tak ekstremalnie oświetlone że super okrągłego księżyca nie było widać ;-)

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #chiny #turystyka
    pokaż całość

    źródło: 1568553901292.jpg

  •  

    37DWR / 131 km ~ Dziura w płocie

    240 446+131 = 240 577

    Rano po 8 cichaczem zszedłem do recepcji aby nie robić problemu właścicielom i wyszedłem bocznym wyjściem na parking w oparach chińskiego śniadania, które się ewidentnie nie należało takim nielegalnym gościom jak ja ;)

    Szybkie zakupy, pamiątkowa fotka ze spotkanymi lokalnymi rowerzystami i już po chwili byłem na swojej ulubionej drodze. 

    Droga G30 na obecnym odcinku jest w przebudowie co ma swoje wady i zalety. Z zalet to jadę odnowionymi 2 pasami wyłączonymi z ruchu…mam więc dla siebie prywatną autostradę ;) Są niestety też wady, wszystkie chińskie MOPy są zamknięte, a to jedyne miejsce z toaletami i jedzeniem…a na dodatek na tym odcinku dosłownie wszystkie zjazdy z trasy są zablokowane barierkami i pierwszy otwarty jest dopiero w Urumqi… 

    Gdzieś jednak zjechać na nocleg musiałem i swoją szansę upatrzyłem w zrównanym z ziemią i budowanym na nowo MOPie. Przedarłem się przez barierki i szlabany zakazujące wjazdu i znalazłem się na placu budowy. Tam wystarczyło przejść przez dziurę w płocie, kawałek lasu i już byłem na ładnej drodze po drugiej stronie miasta w nowo budowanej dzielnicy. Teraz tylko przejazd ładnym mostem nad moją trasą i znalazłem się na obrzeżach miasta Di Ba Shi gdzie spędziłem noc. 

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #chiny #podrozerowerowe #rower
    pokaż całość

    źródło: 1568546546344.jpg

  •  

    36DWR / 140 km ~ Porwanie

    240 270+140 = 240 410

    Mały sukces na początku dnia, udało mi się wyjechać z miasta na moją drogę bez żadnej kontroli. Zazwyczaj krzyczą bym się zatrzymał, ale miałem szczęście i nikt mnie nie zauważył jak przejeżdżałem przez bramki ;-)

    Dzisiaj sprzyjające warunki, wiatr w plecy i bardzo przyjemnie leciało się przy polskiej muzyce.

    W MOPie udało mi się nawet wymusić zamówienie samego ryżu na obiad, można więc rzec że dzień perfekcyjny gdyby nie późniejsze przygody…

    Na nocleg zjechałem do małego miasteczka wielkości polskich Żor, które nie dostąpiło jeszcze zaszczytu odnotowania na większości nawigacji ;-) 

    Podjechałem do hostelu i to był początek moich problemów. Takie obiekty muszą zgłaszać nocleg obcokrajowca na policję. Zazwyczaj wygląda to tak:
    Hostel: Przyjechał do nas Gall Anonim na 1 dzień.
    Policja: OK odnotowaliśmy.

    I tyle 20 sekund rozmowy. Niestety tym razem policja kazała czekać właścicielce aż zjawią się osobiście.

    Przyjechali, sprawdzili paszport, podziękowali i kazali czekać 30 minut. W międzyczasie cały czas gdzieś dzwonili podchodząc do mnie co chwilę i zapewniając że za moment będę wolny.

    Po około godzinie zjawił się drugim radiowozem lokalny komendant, oznajmił mi przy użyciu translatora że nie jest tu dla mnie bezpiecznie i zawiozą mnie policyjną suką do następnego miasteczka.. 

    Cóż wyjścia nie miałem, wsadzili mnie do radiowozu i pojechaliśmy do Wusu lokalną drogą. Następnie w szczerym polu mnie wysadzili i kazali jechać 4 km prosto bo tam się mną zajmie policja Wusu. 

    Pilnowali abym pojechał prosto jadąc za mną przez kilkaset metrów. Po 4 km znalazłem się na typowych bramkach wjazdowych do miasta gdzie już na mnie czekali policjanci i zabrali do czegoś jak pokój przesłuchań.

    Miły oficer kazał mi się zrelaksować, powiedział że wszystko będzie w porządku i mam poczekać 30 minut aż przyjedzie manager i zorganizuje mi dalszą drogę…

    Myślałem że czekamy na kogoś kto mi wskaże bezpieczny motel w mieście ale okazało się że nic z tego. Po godzinie zjawił się Pan menadżer i poinformował mnie że nie będę bezpieczny w Wusu i ze względu na moje bezpieczeństwo muszę zostać przetransportowany do kolejnego miasteczka...

    Czekaliśmy jeszcze z 20 minut aż zjawili się busem jacyś ludzie w cywilu i nakazali mi się do niego wpakować.

    Jechaliśmy około godziny lokalnymi drogami aż dojechaliśmy do Kuytun gdzie wysadzili mnie w środku nocy na głównej drodze mówiąc że tutaj znajdę bezpieczny hotel i pojechali...

    Oczywiście nie mogło być tak łatwo, żaden ze wskazanych drogich hoteli nie chciał mnie przyjąć bo "nie mamy licencji na przyjmowanie obcokrajowców"...

    Totalnie zmęczony i ekstremalnie głodny poszperałem w necie i znalazłem informację o innym hotelu w odległości 1 km.

    Oczywiście jak można było przypuszczać też mi początkowo odmówili z tego samego powodu. Nie mając już jednak nic do stracenia postanowiłem zaryzykować i mówię że mój znajomy tutaj kiedyś spał i bardzo sobie chwalił. Poprosili abym chwilę zaczekał.

    Po 10 minutach wrócili mówiąc że jeśli tylko na jedną noc i wyjdę tylnym wyjściem o 8 rano to się zgadzają.

    Wreszcie coś mi się udało ;) po 23 byłem w pokoju w mieście Kuytun gdzie nielegalnie spędziłem noc po wcześniejszym porwaniu przez policję.

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #podroze #chiny #policja
    pokaż całość

    źródło: 1568535966799.jpg

  •  

    34DWR & 35DWR / 143 km ~ Psie jedzenie

    240 127+143 = 240 270

    W teorii ten dzień miałem rozpocząć od pięknego 70 km zjazdu. Ale w praktyce silny wiatr w twarz, przeraźliwie zimno i deszcz spowodowały że chyba wolałem podjazd z dnia poprzedniego. 

    Na szczęście na dole na wysokości 250 m n. p. m. było już ciepło bo 26C i pedałowało się znośnie. Musiałem tylko co chwilę biegać za barierkę i mam tylko szczerą nadzieję że nikt mnie nie nagrał… ;) 

    Niestety problemy zdrowotne męczyły mnie ekstremalnie więc musiałem co chwilę "odpoczywać". Na jednym takim postoju zatrzymał się przy mnie samochód, oczywiście chcieli sobie ze mną zrobić zdjęcie, a potem obdarowali mnie jedzeniem w tym nasypali słodyczy do sakwy, które znajduję do dzisiaj ;-P

    Po 19 dojechałem do miasta Jinghe, jeszcze kontrola paszportowa i po 20 byłem na noclegu. 

    W mieście zostałem 1 dzień aby się podleczyć, co się dobrze złożyło bo tego dnia przez region przechodziły burze. 

    PS. Zwiedzając miasto nagle złapała mnie za rękę Pani w średnim wieku i zaprowadziła do betonowej barierki gdzie leżał martwy pies z radością pokazując mi go palcem. Nie wiem o co chodziło? Czy może miał to być dla mnie darmowy obiad? W każdym razie podziękowałem I poszedłem szukać knajpy która sprzeda mi sam ryż ;-) psem się przecież nie najem.

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #podrozujzwykopem #chiny #psy
    pokaż całość

    źródło: 1568521010786.jpg

  •  

    33DWR / 122 km ~ Sayram Hu

    240 193+122 = 240 315

    Dzień rozpoczął się od pięknej pogody. Humoru nie popsuły mi nawet 3 posterunki policji, na których za każdym razem byłem szczegółowo kontrolowany. 

    Po pierwszych płaskich 50 km rozpoczął się 70 kilometrowy podjazd aż do jeziora Sayram Hu. Cały czas piękne widoki, wysokie góry, ludzie jeżdżący na wielbłądach czy ledwo podjeżdżające tiry, które wymijałem poboczem przy zawrotnej prędkości 15 km/h.

    Co ciekawe niektóre tunele, które widziałem na mapie okazywały się w praktyce gigantycznym mostami między górami, które oczywiście też musiałem podjechać.

    Wieczorem udało mi się wygrać z górą i wreszcie po całym dniu podjechałem pod Sayram Hu. Spodziewałem się że będzie tutaj chłodniej niż 32C na dole ale nie przewidziałem że aż tak, 6C wieczorem i 0C nad ranem to zdecydowanie za zimno przy ekstremalnie silnym wietrze. 

    Planowałem rozbić się z namiotem przy jeziorze ale niestety barierki i pogoda zmieniły moje plany. Jakieś 2 km od jeziora znalazłem publiczny zajazd gdzie po 1h negocjacji zezwolili mi na odpłatny nielegalny nocleg w pokojach na górze…gdzie miałem wrażenie że było równie zimno jak na zewnątrz ;)

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #chiny #podroze
    pokaż całość

    źródło: 1568471933555.jpg

  •  

    29DWR / 37 km ~ Chiny

    237 876+37 = 237 913

    Plan na przekroczenie granicy był prosty. Wstać, dojechać 7 km i ogarnąć szybko wszelkie formalności. Kto by się spodziewał że na wjazd do Chin zejdzie mi cały dzień.

    Ale zacznijmy od początku. Okazało się że wprawdzie jestem 7 km od granicy ale ludzie z hostelu poinformowali mnie że granica tutaj jest zamknięta i muszę zrobić 27 km kółko z powrotem aby wbić się na granicę. Średnio mi się chciało w to wierzyć bo wszyscy do tej pory wspominali mi że przekroczyli granicę właśnie w Khorgos. 

    Na szczęście jak tylko wyjechałem z hostelu spotkałem policję, która potwierdziła że mam jechać na nową granicę otwartą pod koniec 2018 roku(czyli gdy już miałem zaplanowaną trasę na Chiny) o nazwie "Nur Joly". Oczywiście nie ma jeszcze tego na większości map poza OSM. A znaki jakie stawiają przy drodze prowadzące tam pokazują że będzie to nowe "Khorgos".

    Ostatnie 7 km dojazdu na nową granicę to chyba najlepiej strzeżona droga na świecie. Kamery co 20 metrów, miliony dziwnych czujników… No czułem się obserwowany. Samo przejście jest piękne, super nowoczesne i naszpikowane elektroniką. Niestety wszelkie zdjęcia zakazane więc mam ich tylko kilka z dystansu. W sieci można natomiast znaleźć artykuły pod tytułem "Zalety ukrytego przejścia w Nur Joly" co jest dziwne ;) 

    Oczywiście to nie koniec problemów na granicy. Zacznijmy więc od strony Kazachstańskiej. Przeskanowano wszystko co miałem, problemów nie wykryto więc przeskakuję od bramki do bramki…i na ostatniej ściana. Oficer imigracyjny żąda ode mnie poza paszportem karty migracyjnej czyli czegoś czego wyjeżdżając do Kazachstanu ja nie dostałem. Wytłumaczyłem, kazali czekać i… trwało to kilka godzin. W tym czasie udało im się jednak porozumieć z przejściem w Ozinkach i po tym jak zjedli obiad i chyba każdy możliwy celnik obejrzał mój rower pozwolili mi przejść dalej..

    Po stronie Chińskiej dłużej czekało się w kolejce bo i skany bardziej szczegółowe. Wykryto u mnie nielegalne banany, które zostały zabrane do likwidacji i mogłem przejść do ostatniej bramki. Oczywiście tutaj również pojawił się problem bo urzędnik nie mógł zrozumieć dlaczego w polu nazwisko w paszporcie mam wpisaną narodowość… więc znowu musiałem czekać aż wyjaśni sobie to z kimś wyżej. 

    Ostatecznie, wraz z przesunięciem czasu o 2 godziny, granicę przekroczyłem dopiero w okolicach 19:00. 

    Postanowiłem jak najszybciej ogarnąć kartę sim I spędzić noc w Horgos. Na szczęście w salonie China Mobile spotkałem nowego kolegę Xinsilu, który z ogromną przyjemnością pomógł mi wszystko załatwić ;)

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #chiny #kazachstan #problemy
    pokaż całość

    źródło: 1568298449914.jpg

  •  

    28DWR / 170 km ~ Osmand wariuje

    234 416+170 = 234 586

    Wyjazd z byłej stolicy kazachstanu nie należał do przyjemnych. Ruch ogromny, mnóstwo świateł, a na dodatek mojej nawigacji stało się coś dziwnego. 

    W pewnym momencie zamiast doprowadzić mnie do śladu GPX poza miastem Osmandowi coś się pomieszało i zaczął mi wytyczać kółko po ekspresowych drogach w Ałmatach. Zauważyłem że coś jest nie tak dopiero jak zrobiłem jedną pełną pętle, a kilometrów zaczęło przybywać zamiast ubywać ;) szybki restart pomógł i mogłem kontynuować podróż.

    Jechało się świetnie, trasa płaska, wiatr w plecy i wykręciłem po 120 km rekordową średnią na tej wyprawie 28.5 km/h. Gdy zastanawiałem się jak i gdzie zjechać na obiad oby jej nie popsuć, wyprzedził mnie dostawczak, pomachał i zatrzymał się w poprzek drogi.

    Z pojazdu wyskoczył tubylec krzycząc coś o Horgos, złapał rower za bagażnik i zaczął wrzucać do pustego dostawczaka. Uznałem że pewnie jedzie na granicę i chce mnie podrzucić. W samochodzie mówił że zobaczył moją flagę, wyglądałem na zmęczonego i postanowił że mnie przewiezie.

    Język polski sprawiał mu wyjątkową przyjemność i obdzwonił chyba wszystkich znajomych abym każdemu powiedział coś w ojczystym języku ;-) 

    A następnie zostawił mnie 57 km przed granicą i najbliższymi sklepami na pustej drodze. Głodny doczlapalem się jakoś do granicy gdzie na 7 km przed przejściem Khorgos znalazłem nocleg w tanim hostelu.

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #arbuz #kazachstan #wyprawyrowerowe
    pokaż całość

    źródło: 1567877582994.jpg

  •  

    25DWR & 26DWR & 27DWR / 45 km ~ Matt

    234 371+45 = 234 416

    W Almaty chciałem spędzić tylko weekend aby ponaprawiać wszystko co potrzebne, kupić brakujące i zużywające się rzeczy i móc spokojnie uderzyć na Chiny. 

    Niestety okazuje się że w ten weekend wszystkie potrzebne sklepy były pozamykane, a jak na złość odbywający się właśnie wyścig kolarski spowodował że polecane serwisy rowerowy były "busy". Musiałem więc zaczekać jeden dzień dłużej.

    Całe szczęście że trafiłem na rewelacyjnego hosta Matta, który sam wcześniej przez 4 lata podróżował rowerem przez świat i nie stanowiło dla niego problemu goszczenie mnie jak tylko długo chce zostać. 

    A było gdzie mieszkać, Matt przyjmuje gości w wielkim apartamencie na pięknym nowoczesnym osiedlu… No w takiej rezydencji to ja jeszcze nie spałem. Dostałem własne klucze, pokój i wszystko czego dusza zapragnie. Nie muszę chyba wspominać że była tam wanna wielkości mieszkania w Japonii oraz genialny widok na góry? :)

    Matt też zorganizował mi wszelką potrzebną pomoc, więc nawet miałem gdzie umyć rower ;) Gorąco polecam spotkanie z Mattem jeśli będziecie akurat w Ałmatach oraz koniecznie przeczytanie jego książki.

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #relaks #miasto
    pokaż całość

    źródło: 1567873999681.jpg

  •  

    24DWR / 155 km ~ Sułtan

    233 975+155 = 234 130

     Z Szymkent miałem piękna asfaltową drogę, która prowadzi aż pod Ałmaty. Cały czas świetne górki i piękna słoneczna pogoda.

    Na jednym ze zjazdów wykrecilem nowy rekord prędkości tej wyprawy czyli zawrotne 77.17 km/h I byłoby na pewno ponad 80 km/h ale tiry, które wyprzedzałem poboczem zasłaniały mi zakręt i konieczne było hamowanie. 

    Najdziwniejsza rzecz tego dnia spotkała mnie jednak po 130km gdy zjechałem na obiad do pierwszego zajazdu jaki tego dnia widziałem.

    Zanim zdążyłem zamówić jedzenie grupa kobiet porwała mnie do przedziwnego pojazdu. Musiałem na wstępie zdjąć obuwie / umyć nogi i dopiero mogłem wejść. Wszędzie zamiast siedzeń znajdowały się leżanki z materacy i… same kobiety oprócz kierowcy. Gestami nakazano mi położyć się w największej loży na końcu i odpoczywać. I tak kompletnie nie rozumiejąc co się dzieje: ja sobie leżałem a kobiety donosiły mi łakocie. Udało mi się jedynie ustalić że jadą przez Ałmaty co mi w zupełności wystarczyło ;) 

    W nocy ktoś szarpie mnie za ramię i popycha.. No tak zapomniałem że śpię w dziwnym transportowcu kobiet, a panie chyba zapomniały o mnie bo wg. Mapy wysadzily mnie w zupełnie innym miejscu niż pokazane wcześniej palcem  ;)

    Ostatecznie po nocnej tułaczce w Almaty dojechałem do hosta z couchsurfingu na nocleg...o 4 rano gdy już dawno spał ;)

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #kazachstan #rower #100km
    pokaż całość

    źródło: 1567863070383.jpg

  •  

    21DWR & 22DWR & 23DWR / 25 km ~ Kazahstanski  Rosjanin

    233 766 + 25 = 233 791

    Rano gdy skończyłem przypinać bagaż do roweru i już siadałem aby ruszyć podszedł do mnie kazach o wyglądzie buddy dopytać o moją podróż. 

    Zaniepokoił go mój pomysł podróży przez step, według jego opinii to niebezpieczny region gdzie tirowcy zawsze trzymają wartę na noc i postanowił że pomoże mi dostać się do cywilizacji. 

    Sam jechał w przeciwną stronę ale przez radio wywołał kolegę Rosjanina, który właśnie jechał na Shymkent i zaoferował mi podwózkę.

    Podróż luksusowa bo nowym Volvo z hydraulicznym siedzeniem dla pasażera ;) Co chwilę mijaliśmy stada dzikich koni, wielbłądy i krowy….piesków preriowych nie widziałem ;)

    Po drodze zebraliśmy do wspólnego konwoju jeszcze kilku rosjan mieszkających w Kazachstanie i aż do celu jechaliśmy razem. 

    Na każdym postoju rosjanie koniecznie chcieli mnie częstować koniną więc Beszbarmak aktualnie znajduję się na mojej czarnej liście i pewnie nie szybko z niej zniknie ;) Oczywiście jak to u rosjan bywa konieczne było wypicie kilku szklanek koniaku z przemytu, a i kazachstańskie piwo się znalazło ;) 

    Sama trasa nie wyglądała na szczególnie niebezpieczną. Jednak na niektórych odcinkach wymieniają nawierzchnię, a piaskowe objazdy są rozkopane przez tiry. Więc z pewnością trzeba by poświęcić sporo czasu na prowadzenie roweru ;)

    Ostatecznie kolega Sasza wsadził mnie w kafoszce jakieś 25 km od centrum Szymkentu gdzie dojechałem na nocleg.

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #kazachstan #konie
    pokaż całość

    źródło: 1567857729038.jpg

  •  

    19DWR & 20DWR / 165 km ~ Polak w ciemności

    229 144 + 165 = 229 309

    Za Saratowem trasa jest piękna, płasko i równiutki asfalt aż po horyzont ale jak się okazuje nie aż do granicy z Kazachstanem. 

    Na przerwie obiadowej spotkałem wracających z polowania na kaczki rosjan. Wśród nich był kolega Andrew, pierwsza osoba w Rosji z którą mogłem porozmawiać po angielsku.

    Panowie postanowili uczcić sukces wódeczką, a od Andrzeja dowiedziałem się że 20 lat temu i 50 kg mniej sam wybrał się w podobną podróż i dojechał rowerem z Rosji na Litwę. Gorące pozdrowienia i do zobaczenia na trasie! ;)

    Jechałem dalej, dystans zrobiony, zmrok zapada a przed Ershov aż do granicy droga zamienia się w dziurawą sieczkę, po której przejechanie czymkolwiek graniczy z cudem.

    Chciałbym się jak najszybciej rozbić z namiotem ale po obu stronach tej pseudo drogi tylko głębokie rowy, a dalej krzaczory wyższe ode mnie. Lampki włączone, jadę powoli omijając doły i szukając miejsca na nocleg, aż tu nagle ktoś trąbi na mnie i wyprzedza. 

    Myślałem że to pewnie wkurzony kierowca że manewruję rowerem od lewej do prawej krawędzi drogi, co więcej widzę że 100 metrów dalej się zatrzymuje i włącza awaryjne więc byłem pewien że szykuje się jakaś awantura…

    Ominałem jeszcze kilka dziur, dojeżdżam do zatrzymanej ciężarówki i oczom nie wierzę.. Polska rejestracja! To kolega Jacek, który widząc moją Polską flagę myślał że może ktoś ją ukradł i zatrzymał się to sprawdzić.

    Po chwili rozmowy bo sam nie mógł uwierzyć co tutaj robi Polak na rowerze pośrodku dziur, zaproponował ratunek w postaci przetransportowania mnie przez granicę co było niesamowicie pomocne bo przejście przecież samochodowe. Musieliśmy tylko wrzucić rower do kabiny ze względu na plomby co nie było takie łatwe ;-)

    Na przejściu musieliśmy czekać kilka godzin na reakcję strony kazachstańskiej, po czym rano już za widoku dotarliśmy do Uralska. Byłem tak padnięty po całej nocy że po pożegnaniu znalazłem jak najszybciej nocleg i odsypiałem nocne przygody.

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #autostop #kazachstan #polak
    pokaż całość

    źródło: 1567357598879.jpg

  •  

    18DWR / 135 km ~ Jajka

    228 177 + 135 = 228 312

    Ruszając od nowo poznanych rosyjskich przyjaciół dostałem wyprawkę pełną jajek na twardo oraz innych rarytasów więc dzisiaj na przerwach szło jajko za jajkiem. Dobrze że policjanci mnie w Rosji nie badają alkomatem tylko machają bo nie ma pewności że byłem trzeźwy ;) 

    Po przejechaniu 120 km zjechałem na przerwę. Czekałem w sklepie przy kasie na swoją kolej gdy nagle z drugiej strony macha do mnie człowiek i mówi coś o maszynie pokazując na parking. 

    Był to kierowca z Donieckiej Republiki Ludowej, który widział jak się męczyłem na pojazdach i postanowił że na mnie zaczęka I podrzuci do miasta czyli za górkami.

    Tym sposobem znalazłem się w Saratowie gdzie spędziłem noc. 

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #autostop #rosja
    pokaż całość

    źródło: 1567351412849.jpg

  •  

    17DWR / 140 km ~ Rosyjska wieś

    224 089+140 = 224 229

    Typowy monotonny tranzyt i udało się pobić nowy rekord lodowy, zjedzone 10 podczas jednego dnia ;-) chęci były na więcej ale w ostatnim sklepie zostałem przechwycony.

    Dopytywałem kasjerkę gdzie w okolicy Khlieborodnoie można rozbić namiot. A przy moim rowerze na zewnątrz zebrał się tłum ciekawskich.

    Kilka osób weszło do sklepu z pytaniem o selfie i usłyszeli moją rozmowę. Dalej wszystko potoczyło się bardzo szybko. “Polak my prości ludzie, będziesz spał u nas, nakarmimy Cię, będzie dobrze” i zostałem wyprowadzony gdzieś w głąb wioski.

    Oczywiście w pakiecie gościnności Rosjan zawsze konieczne jest wypicie za znakomstwo i to chyba koniecznie wszystkiego co mają w domu ;-) Ciężko po takim dniu ruszyć przed 12 ;-)

    BTW. Jak się potem dowiedziałem byłem pierwszym zagranicznym rowerzystą w tej wiosce Khlieborodnoie, stąd i zamieszanie pod sklepem.

    BTW2. Na wyjazd gospodarze przygotowali mi super wałówkę, ale cały czas namawiali abym został to będziemy piekli kebaby i sobie żonę wybiorę ;-)

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #rosja #wodka #noclegi
    pokaż całość

    źródło: 1567006670344.jpg

  •  

    16DWR / 80 km ~ Jeszcze Polska

    223 485 + 80 = 223 565

    Dojechałem do Woroneża aby trochę pozwiedzać i kupić wszystko co się zużywa.

    Obiad w centrum miasta, gdzie podszedł do mnie człowiek z pytaniem czy “Polska jeszcze nie zginęła” na co odpowiedziałem że jeszcze nie ;-) widać to mu wystarczyło bo odszedł bez słowa ale z uśmiechem na twarzy ;-)

    Nocleg na uboczu miasta Woroneż, w hostelu. Początkowo nie umiałem znaleźć tego przybytku. Okazało się że to wydzielony fragment budynku na 3 piętrze i musiałem wszystko wnosić na górę.

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #rosja #podrozerowerowe
    pokaż całość

    źródło: 1566922520472.jpg

  •  

    15DWR / 145 km ~ Więcej górek

    223 010+145 = 223 155

    Trasa w upale i cały czas pełno podjazdów z wiatrem w twarz. Ważne że asfalt jest to jakoś się jedzie ;-)

    Dzisiaj czułem się przez cały dzień wyjątkowo odwodniony I pochłonąłem 7 lodów w trakcie jazdy, ciekawe czy uda się pobić ten rekord ale jak nadal będzie 37C przy asfalcie to wszystko możliwe.

    Przy jednym ze sklepików lokalny pijaczek był nieco namolny i chciał coś od mojej flagi ale ekspedientka widząc sytuacje wybiegła ze sklepu i pogoniła towarzysza. Nie chciałbym się z nią zderzyć - konkretna kobieta ;-)

    Nocleg w miejscowości Nizhnedevitsk, gdzie dojechałem już po zmroku.

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #rosja #drogi
    pokaż całość

    źródło: 1566917503796.jpg

  •  

    14DWR/ 157 km ~ Słoneczniki

    214 603 + 157 = 214 760

    Odcinek z Rylska zaczął się od górki i te towarzyszyły mi już przez cały dzień. Co chwilę podjazdy po 6-10% i tylko wielka szkoda że trasa pod wiatr bo nie można się rozpędzić na zjazdach.

    Przy trasie cały czas rosną słoneczniki, niby ładnie ale wolałbym drzewa dające cień w upale ;-)

    W południe dojechałem do centrum Kurska gdzie zadokowałem się w rowerowym Velotsentr Aktiv https://aktivvelo.ru/  Pracownik tego serwisu fachowo i z biegu pod regulował mi przerzutkę. Dominik ze Sport Studio Chorzów miał tego dnia skuteczną konkurencję Jeśli ktoś będzie w okolicy to polecam, profesjonalny serwis z dobrymi cenami

    Na nocleg dojechałem do miejscowości Biesiedino gdzie spokojnie zasnąłem w namiocie chronionym przed liczną grupę zdziwionych kur i gęsi ;-)

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #rosja #outdoor
    pokaż całość

    źródło: 1566674096059.jpg

  •  

    13DWR/ 5 km pieszo ~ Tania

    Poniedziałek spędziłem z Tanią oraz jej mamą. I znowu trafiłem na rodzinę nauczycieli, chyba mam do nich szczęście ;-)

    Był czas aby dokładnie zwiedzić Rylsk, zakupić rosyjską kartę sim i poznać wszystkie legendy o tym mieście.

    Załączam moją ulubioną:

    Jedna z wersji, dla której miasto Rylsk ma swoją nazwę, związane jest z rzeką Rylo, która przepływa wokół miasta.  Świnia kopała, kopała, kopała i wykopała źródło, które nazywało się „Pysk”.

    Podesłała Tania, która jest prawdziwą skarbnicą wiedzy, chciałbym tyle wiedzieć o Rybniku ;-)

    Wieczorem wpadł z wizytą jeszcze jeden couchsurfer i dobrze razem spędziliśmy czas.
    Gorące pozdrowienia dla Tani, jej mamy i nowego kolegi. Gdybym tylko mógł zostałbym na stałe tak mi tam było dobrze. Dziękuję Tania!

    #wyprawaramenowa #rylsk #rosja #zwiedzanie #podrozujzwykopem
    pokaż całość

    źródło: 1566651057479.jpg

  •  

    12DWR/ 110 km ~ Rosja

    213 118 + 110 = 213 228

    Próbując złapać tira do przejechania przez granicę miałem wrażenie że nikt nie jedzie na  moje przejście mimo że na Google Street view droga była zawalona tirami.

    Pytając ludzi dostałem kilka propozycji podwózki aż do Moskwy ale to zupełnie nie w tą stronę ;-)

    Kontynuowałem podróż aż zostało 7 km do przejścia granicznego. Droga zamieniła się w jakąś ekstremalnie dziurawą asfaltową ścieżkę, a od pewnego czasu nie wyprzedził mnie żaden samochód. Nic dziwnego że żadna ciężarówka tutaj obecnie nie jedzie, bo i rowerem ciężko przejechać. Zapewne cały ruch nawet do Kurska kieruje się obecnie na drogę E101/M-3

    Gdy zamiast normalnych znaków pojawiły się wypłowiałe tabliczki osadzone na krzywych drewnianych drągach, zacząłem się obawiać że może tego przejścia już tutaj nie ma? No ale dzwoniłem więc chyba jednak funkcjonuje.

    Ostatecznie faktycznie udało się dojechać do jakichś zabudowań które w oddali bardziej wyglądały na rozwalone wiejskie budynki... Ale 5x zoom w telefonie faktycznie ukazał że jest to przejście graniczne.

    Oczywiście w rezerwowym planie miałem poprosić o przejazd przez granicę któregoś z tirów których tam na przejściu nie było...

    Podjechałem więc jak gdyby nigdy nic pod szlaban licząc na cud... Który jak się okazuje nie był potrzebny. Strażnicy najwidoczniej nic nie wiedzieli o tym że obsługują przejście samochodowe i nie mieli żadnych pretensji.

    Po Ukraińskiej stronie musiałem raz otwierać sakwy ale bez jakiegoś wielkiego trzepania, miałem tylko powiedzieć co mam w każdej i w zasadzie tyle. Strażnik przy pytaniu o narkotyki stwierdził że nie wierzy że nie przemycam amfetaminy bo bez tego nie da się dojechać z Polski do Rosji po czym pozwolił jechać dalej ;-)

    Za zakrętem Rosyjska granica wyglądała już normalnie, bramki, budynki do kontroli, asfalt... wjazd do cywilizacji ;-) Dwa razy sprawdzali mi tutaj sakwy na takiej samej zasadzie jak Ukraińcy po czym odstałem swoje przy odprawie i mogłem wreszcie ruszyć dalej ;-)

    Na sam nocleg dojechałem do Rylska, gdzie machając z drogi zgarnęła mnie couchsurferka Tania (。◕‿‿◕。)

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #rosja #podroze
    pokaż całość

    źródło: 1566647082611.jpg

  •  

    11DWR / 110 km ~ Poszukiwanie tira

    210 487 + 110 = 210 597

    Niestety nadal deszczowo, temperatura spadła do 16C więc po raz pierwszy postanowiłem zamienić bluzę na kurtkę ;-)

    Okazuje się że znalezienie ciężarówki do przekroczenia granicy to nie jest taka prosta sprawa. Tubylcy polecili szukanie swojej szansy w miejscowości Królewiec i faktycznie trochę tirów się tam przewija ale w deszczu średnio się chcą zatrzymać.

    Właśnie w tej miejscowości spędzę noc, obok parkingów jest hostel ale zamiast tirowców znalazłem tam 8 osobowe wesele, i całe szczęście bo właścicielka dopiero pod namową Pana młodego pozwoliła na wniesienie roweru do środka budynku.

    BTW. Naprzeciwko mieli bardzo tanie jedzenie, na zdjęciu kolacja za jakieś 6 PLN.

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #ukraina
    pokaż całość

    źródło: 1566327405241.jpg

  •  

    10DWR / 110 km ~ Deszcze niespokojne

    210 317 + 110 = 210 427

    Pogoda nadal kiepska około 17C i padający deszcz co nie sprzyja pedałowaniu.

    Jestem coraz bliżej granicy, a z rozmowy telefonicznej z przejściem w Katerynivce wynikało że muszę znaleźć tira, który mnie przez nie przewiezie.  Miejmy nadzieję że tym razem przekroczę granicę bez problemu ;-)

    Nocleg w miejscowości Krasnosilskie. Dowiedziałem się od ludzi że w okolicy jest sklep, niestety z zakupów na kolejny dzień nic się nie udało bo po znalezieniu sklepu na półkach sam ocet, piwo i bliżej nieokreślone mrożone mięso. Oczywiście bananów niet.

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #krowy #wies
    pokaż całość

    źródło: 1566326025377.jpg

  •  

    09DWR / 110 km ~ Kijów

    205 487 + 110 = 205 597

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #podrozujzwykopem

    Droga do Kijowa była fatalna, co chwilę remont lub wypadek i więcej stałem niż jechałem. W samym Kijowie poruszanie się rowerem to również żadna przyjemność.

    Są wprawdzie drogi rowerowe ale kończą się bez ostrzeżenia np. metrowym krawężnikiem czy barierką co powoduje że trzeba często sprowadzać rower na ruchliwą drogę ku oburzeniu kierowców.

    W samym Kijowie miałem tajną misję odebrania flagi Polski. Trochę więc lawirowałem po mieście, zwiedzałem, aż w końcu dotarłem pod ambasadę. Serdeczne podziękowania dla pracowników Ambasady RP w Kijowie, zapasowa flaga bardzo mi się przyda bo obecna zaczęła się już pruć.

    Po przeczekaniu deszczu i zjedzeniu obiadu na nocleg wyjechałem z Kijowa do miejscowości Yerkiv. Znalazł się tam nawet sklep ale jak to od początku Ukrainy bez bananów ;-( Czy na Ukrainie w ogóle sprzedają takie owoce? Może kiedyś znajdę...
    pokaż całość

    źródło: 1566105933658.jpg

  •  

    08DWR / 130 km ~ Ochłodzenie

    205 087 + 130 = 205 217

    Przyszło nagłe ochłodzenie temperatura z 37C na drodze spadła do 17-18C. Przeskok ogromny i ciężko się przyzwyczaić. To już wolałem upały ;-)

    Dzisiaj na drodze sporo polskich samochodów, prawie każdy trąbi na widok flagi na co ja nie pozostaje dłużny I odmachuję. Zastanawiam się tylko czy ból w łokciu to od ciągłego machania czy może za długo trzymałem kierownicę w bocznym chwycie.

    Nocleg w miejscowości Vorzel jakieś 15 km przed Kijowem. Tylko gdzie te budki z szaszłykami?

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #rower
    pokaż całość

    źródło: 1566072462738.osmand.plus.jpg

  •  

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #podroze

    204 741 + 157 = 204 898

    07DWR / 157 km ~ Junior WP Kraken Designer

    Słońce nadal paliło, ale że pogoda bezwietrzna i głównie lasami to jechało się całkiem szybko i przyjemnie.

    Gdzieś w połowie trasy miałem dziwną sytuację, nagły trzask drzew i na drogę posypały się gałęzie tak niefortunnie że jeden badyl zablokował mi pedał ;-) Jak to możliwe nie wiem ale konieczny był przystanek aby to wyciągnąć ;-)

    Na nocleg dotarłem do miasteczka Korosteń, gdzie bardzo serdecznie przywitał mnie lokalny gospodarz. Mieliśmy problem ze znalezieniem wspólnego języka, więc w rozmowie pomagał nam tłumacz Google, a gospodarz i tak rzucał co 2 minuty hasłem “very hard”.

    Zostałem uroczyście przywitany pyszną kolacją oraz ruskim szampanem. Zjedliśmy, wypiliśmy za znakomostwo, a rano udało mi się nawet zrekrutować nową graficzkę dla WP Kraken. Świetnie sobie poradziła z narysowaniem mnie obok flagi Monako więc i z layoutami stron nie będzie problemu ;-)
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190813_110258.jpg

  •  

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #sarny

    202 861 + 151 = 203 012

    06DWR / 151 km ~ Poszukiwania

    Pogoda nadal dobra, a może nawet i za dobra bo dzisiejszy dzień to pedałowanie w 37C od asfaltu. Człowiek chciałby się częściej zatrzymać aby napić czegoś zimniejszego niż woda w bidonie ale okazuje się że na tym odcinku to nie takie proste.

    Praktycznie brak sklepów, a mijane stacje sprzedają tylko olej napędowy. Na jednej stacji właściciel widząc że siedzę na krawężniku i dopytuje ludzi o sklep, otworzył mi klimatyzowane pomieszczenie, poczęstował zimnym piciem i jabłkiem, dzięki czemu mogłem komfortowo odpocząć od upału ;-)

    Następnie wjeżdżając do Sarny z zakładów na początku miasta wybiegł starszy Pan usilnie dając do zrozumienia że mam się zatrzymać. Okazało się że to stolarz, który widząc moją flagę, koniecznie chciał mi pomóc tylko nie wiedział jak ;) Gdy usłyszał że jestem głodny, pomógł zamknąć rower na ochronie, i zaprowadził do zakładowej stołówki gdzie mogłem się najeść za grosze.

    Było już późno więc pozostało znaleźć motel, mimo rezerwacji z booking trafiłem z początku do dwóch złych hoteli. Mapy googla niestety szaleją gdy na tej samej ulicy są trzy motele o nazwie “Motel” tylko każdy w innym języku. Ostatecznie córka właścicieli zgarnęła mnie z głównej drogi
    pokaż całość

    źródło: 1566026650736.jpg

  •  

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #ukraina

    202 221 + 50 = 202 271

    04DWR & 05DWR / 50 km ~ Ukraińska rodzina

    Po nocnych przygodach w dniach poprzednich podjechałem do miasta Kovel gdzie w ramach couchsurfingu miałem zapewniony weekendowy odpoczynek.

    W oczekiwaniu na informacje od gospodarza siedziałem w kawiarni w samym centrum miasta, bardzo zaskoczony Ukraińską serdecznością. Co chwilę ktoś do mnie podchodził i po krótkiej rozmowie oferował numer telefonu z nakazem aby zadzwonić z jakimikolwiek problemami na Ukrainie.

    Nie inaczej było gdy dotarłem do położonej 10 km od centrum miasta Ukraińskiej wsi na nocleg do gospodarza CS. Trafiłem do typowej ukraińskiej rodziny gdzie byłem traktowany lepiej niż jej członek. Udało się wszystko wyprać, przytyć z 10 kg, kupić ukraińską kartę, zwiedzić miasto, wiejski festiwal pieśni, pojeździć buchanką i to w mniej niż 1,5 dnia! Kto by pomyślał że na Ukraińskiej wsi będę się zajadał carpaccio talerz za talerzem Odpoczynek lepszy niż w hotelu!
    pokaż całość

    źródło: 1565977592423.jpg

  •  

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #ukraina

    197039 + 150 = 197 189

    03DWR / 150 km ~ Anioł stróż

    Rano po cesarskim pożegnaniu w Jabłonna Majątek rozdzieliliśmy się, kolega stwierdził że bez wiz zachodzi wysokie prawdopodobieństwo nie przekroczenia granicy, a jak się za chwilę okaże nawet wcześniejsze rozmowy z komendantem przejścia nie są gwarantem przekroczenia go rowerem. Odcinek do Chełma był bezproblemowy, na pewnych dystansach jest nawet dostępna droga rowerowa. W samym Chełmie podczas obiadowej przerwy poznałem 3 nieźle zakręcone rowerzystki ze Śląska, które gorąco pozdrawiam. Pozostało mi tylko jechać na przejście graniczne aby jeszcze za widoku wjechać do Ukrainy ale na wyjeździe z miasta zatrzymał mnie samochodem nieznajomy aby chwilę porozmawiać. Okazało się że to Pan G. Jest społecznikiem geodetą, który był zaciekawiony moją podróżą, i zostawił swój telefon aby w razie jakichkolwiek problemów w okolicy dzwonić. Następnie wymijając wielu kilometrową kolejkę samochodów udałem się pod sam szlaban na granicy. Tutaj niestety zaczęły się niespodziewane problemy. Komendant nie zostawił żadnej informacji na temat mojego przejazdu, a na dodatek skończył pracę o 15. W związku z czym najpierw sam strażnik, a potem kierownik zmiany odmówili mojego przejazdu za granicę. Zrozpaczony bez żadnych pomysłów czekając wiele godzin bez efektu postanowiłem skorzystać z ostatniego pomysłu jaki przyszedł mi do głowy i zadzwoniłem do poznanego w Chełmie nieznajomego. Następnie sytuacja potoczyła się błyskawicznie, wszędzie rozbrzmiały telefony, podobno wszyscy na przejściu już o mnie wiedzieli i po może 10 minutach dowiedziałem się że jest decyzja - mogę jechać. Nie wiem jak to możliwe ale gdyby nie ten tajemniczy nieznajomy to siedziałbym na przejściu jeszcze do teraz. Niestety spędziłem tam tyle czasu że z przejścia wyjechałem późno w nocy. Marzyłem tylko o tym aby się przespać, a że rozbijanie się z namiotem po ciemku to średni pomysł, szukałem najbliższego motelu. Nie było to łatwe w totalnych ciemnościach, raz nabawił mi stracha rowerzysta widmo obładowany workami ziemniaków ale najgorszy był koń przeskakujący przez drogę z błyskiem iskier w momencie uderzenia o asfalt. Całe szczęście w końcu udało się znaleźć jakiś motel i przespać. pokaż całość

    źródło: 1565545832296.jpg

  •  

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa

    196 627 + 165 = 196 792

    02DWR / 165 km ~ Wizy na granicy z Podborkiem

    Po porannych burzach pogoda się zmieniła i ruszyliśmy w stronę Lublina. Już po kilku kilometrach, chciano od nas wizy i paszportów chociaż do granicy z Ukrainą nadal było grubo ponad 200 km. Wszystko z powodu pomostu podtopionego w okolicy miejscowości Podborek. Obok był alternatywny przejazd jednak zamknięty drutem na klucz. W momencie gdy pojechaliśmy zjawił się również podmiejski busiarz startując do nas z hasłem "skąd wiista", potem żądał powyższych dokumentów,  łapówki 10 PLN od osoby, a gdy spotkał się ze stanowczą odmową, czerwony na twarzy obserwował jak  się przeciskamy w momencie gdy zamykał. Niestety ludzie w samochodzie za nami musieli szukać objazdu bo nie chciał nikogo puścić. Ostatecznie po przejechaniu 165 km dotarliśmy piękna rowerowa drogą do Jabłonna Majątek gdzie gospodarz Piotr przyjął nas po królewsku oferując szerszy zakres pomocy niż w najlepszym hotelu. Jeszcze raz dzięki! pokaż całość

    źródło: 1565540693758.jpg

  •  

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa

    192 204 + 232 = 192 236

    01DWR ~ Pacanów
    Po przejechaniu 232 km dojechaliśmy w okolice Pacanowa. W Libiążu dołączył do mnie kolega Krzysiek, który chce mnie odprowadzić aż do granicy z Ukrainą. Na dzisiejszej trasie najbardziej zaskoczyła nas pogoda bo mieliśmy chyba wszystko: mgła, upał, burze, deszcz, pielgrzymi porozrzucani na drogach, a nawet ktoś nam doniósł że w okolicy była mała trąba powietrzna Spimy u rodziny więc jest bardzo komfortowo. pokaż całość

    źródło: 1565272213503.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów